background image

JĘZYK I ROZUMIENIE 

W ostatnich dziesięcioleciach systematycznie wzrastało 

zainteresowanie problemem rozumienia — co z pewnością 

wiązało się z zaostrzeniem stosunków społeczno-politycz-

nych i sytuacji w polityce międzynarodowej, a także z nasile-

niem konfliktów,  jakie wstrząsają naszą epoką. Próby 

porozumienia między sferami  społecznymi, narodami, blo-

kami i pokoleniami zawsze zawodzą tam, gdzie nie wy-

pracowano wspólnego języka i gdzie panują wyświechtane 

hasła, utrwalające jedynie kontrowersje i zwiększające 

napięcia, które miały zostać zniesione wspólnym wysiłkiem. 

Wystarczy przytoczyć tu choćby takie słowa, jak demokra-

cja czy wolność. 

Zatem teza, że wszelkie porozumienie stanowi problem 

językowy i że osiąga się je lub się go nie osiąga za 

pośrednictwem języka, nie wymaga właściwie dowodu. 

Wszystkie fenomeny  porozumienia, rozumienia, nieporozu-

mienia, będące przedmiotem zainteresowania tak zwanej 

hermeneutyki, są zjawiskami językowymi. Jednakże teza, 

którą chciałbym tutaj przedyskutować, jest bardziej radykalna 

i idzie krok dalej. Głosi mianowicie, że zdarzeniem języko-

wym jest nie tylko proces porozumienia między ludźmi, ale 

także proces samego rozumienia — i to nawet wówczas, gdy 

dotyczy tego, co pozajęzykowe, czy też skupia się na ukrytym 

znaczeniu zapisanej litery; jest zdarzeniem językowym 

w rodzaju owej wewnętrznej rozmowy, którą prowadzi z sobą 

dusza, a którą Platon uznawał za istotę myślenia. 

Twierdzenie, że wszelkie rozumienie ma charakter języ-

kowy, jest prowokacyjne. Wystarczy bowiem spojrzeć na 

background image

Jyk  i rozumienie 

siebie i na własne doświadczenia, by momentalnie zebrać 

mnóstwo — rzekomych — kontrprzykładów świadczących 

0 tym, że właśnie milczące i ciche rozumienie stanowi 

najwyższą i najgłębszą istotę rozumienia. Gdy próbujemy 

wsłuchać się w język, natrafiamy  natychmiast na takie 

fenomeny,  jak milczące porozumienie czy rozumienie bez 

słów. Rodzi się oczywiście pytanie, czy nie są to w pewnym 

sensie osobne języki. Mam nadzieję, że uda mi się wyjaśnić 

nieco dokładniej, dlaczego treść tego pytania nie jest 

pozbawiona sensu. 

Co zaś z innymi fenomenami,  ku którym kieruje nas sam 

język? Mam tu na myśli na przykład nieme zdziwienie  lub 

niemy podziw.  Są sytuacje, o których możemy wręcz 

powiedzieć, że oto odebrało  nam mowę. A coś odbiera nam 

mowę właśnie dlatego, że z tak ogromną siłą i w tak 

wyolbrzymionej postaci prezentuje się naszemu — ogar-

niającemu coraz więcej — spojrzeniu, iż nie wystarcza nam 

słów, by to opisać. Czy stwierdzenie, że również odebranie 

mowy jest przejawem języka, nie będzie zbyt śmiałe? Czy 

takie podejście nie będzie wyrazem absurdalnego dogmatyz-

mu filozoficznego,  który zawsze stara się postawić na głowie 

to, co całkiem dobrze stoi na własnych nogach? Jednakże, 

jeśli coś odbiera mowę, to oznacza, że chciałoby się 

powiedzieć na ten temat tak dużo, iż nie wiadomo, od czego 

zacząć. Gdy język zawodzi, poświadcza tym samym swą 

zdolność poszukiwania wyrazu dla wszystkiego. A więc jeśli 

coś odbiera nam mowę, to stanowi już pewien rodzaj mowy, 

1 to taki, który nie jest końcem, lecz początkiem wypowiedzi. 

Pierwszy z przywołanych przeze mnie językowych 

kontrprzykładów odnosił się do faktu,  iż posługujemy się 

sformułowaniem  milczące porozumienie. Jaka jest herme-

neutyczna wartość tego zwrotu językowego? Problem rozu-

mienia — tak wszechstronnie dziś dyskutowany, zwłaszcza 

we wszystkich tych naukach, które nie zapewniają ścisłych 

metod weryfikacji  — polega na tym, że istnieje czysta 

wewnętrzna oczywistość rozumienia, rozbłyskująca nagle, 

w jednym momencie. Dzieje się tak na przykład wówczas, 

background image

Jyk  i rozumienie 

gdy nagle pojmuję dany kontekst zdania, daną wypowiedź 

sformułowaną  przez kogoś w konkretnej sytuacji. To znaczy 

wtedy, gdy nagle staje się dla mnie jasne i uchwytne, co 

kogoś uprawnia lub pozbawia uprawnienia do wypowiedze-

nia tego, co powiedział. Tego typu doświadczanie rozumie-

nia zawsze wyraźnie zakłada istnienie trudności w rozumie-

niu, przeszkód w osiągnięciu zgody. Fakt, iż to, co nas 

spotyka, jest wobec nas obce, prowokujące, dezorientujące, 

zapoczątkowuje wysiłek rozumienia. 

Grecy mieli bardzo piękne słowo na określenie sytuacji, 

w której nasze rozumienie ulega zahamowaniu. Nazywali ją 

atopon. Termin ten oznacza to, co pozbawione miejsca, to, 

czego nie można podciągnąć pod schematy naszych oczeki-

wań wobec rozumienia i co — z tego powodu — wprawia 

nas w zdumienie. Słynna Platońska myśl, iż zdziwienie daje 

początek filozofii,  mówi właśnie o owym zdumieniu, o tym, 

że nasze wpisane w pewien kanon oczekiwania, wynikające 

z naszej wiedzy o świecie, nie pozwalają nam podążać dalej, 

a fakt  ten jest wezwaniem do myślenia. Tezę, iż to, czego 

oczekujemy, zależy od stopnia zrozumienia kontekstu, 

bardzo zgrabnym przykładem ilustruje Arystoteles. Powiada 

on, że jeśli ktoś dziwi się, że pierwiastek z dwóch jest liczbą 

niewymierną, a więc że stosunku przekątnej do boku 

kwadratu nie da się wyrazić liczbą wymierną, to widać, że 

człowiek ów nie jest matematykiem. Matematyk dziwiłby 

się, gdyby ktoś uznawał ten stosunek za liczbę wymierną. 

Tak właśnie relatywne jest zdumienie, tak dalece odniesione 

jest ono do wiedzy i głębokiego wglądu w rzecz. Zdumienie 

i zdziwienie, blokada rozumienia — wszystko to umożliwia 

rozwój i pogłębienie poznania. 

Twierdzę zatem, że jeśli chcemy uzmysłowić sobie 

miejsce fenomenu  rozumienia w całości naszego istnienia, 

również społecznego, musimy wywieść ów fenomen  z po-, 

przedzającego go stanu zakłócenia rozumienia. Porozumie-: 

nie jest założone tam, gdzie występują jego zakłócenia. Są to 

dość sporadyczne przeszkody na drodze porozumienia i osią-

gnięcia zgody, rodzące — celowo zorientowaną — wolę 

background image

Jyk  i rozumienie 

rozumienia, która ma prowadzić do zniesienia zakłóconego 

rozumienia. Innymi słowy, przykład milczącego porozumie-

nia nie jest zbyt celnym zarzutem przeciwko idei rozumienia 

opartego na języku, bowiem potwierdza raczej jej szeroki 

zasięg i uniwersalność. Sądzę, że jest to fundamentalna 

prawda, zasługująca ponownie na nasz szacunek, po tym jak 

przez kilka stuleci absolutyzowaliśmy w odniesieniu do 

naszego samorozumienia pojęcie metody, właściwe nauce 

nowożytnej. 

Nowożytna nauka od chwili swego powstania w XVII 

wieku ufundowana  była na idei metody i metodycznej 

pewności postępu poznawczego. W znamienny sposób 

zmieniła ona naszą planetę, preferując  taką formę  dostępu do 

świata, która — spośród wszystkich nam danych — nie jest 

ani jedyna, ani najszersza. Jest to ten rodzaj dostępu do 

świata, który poprzez metodyczny zabieg wyodrębniania, 

a także świadome — dokonywane prze eksperyment — sta-

wianie pytań, udostępnia nam stematyzowane za sprawą 

owego wyodrębniania konkretne obszary, w które możemy 

ingerować. To właśnie było wielkim osiągnięciem matema-

tycznego przyrodoznawstwa, zwłaszcza siedemnastowiecz-

nej mechaniki Galileuszowskiej. Wiadomo, że znaczących 

naukowych osiągnięć, np. odkrycia prawa swobodnego 

spadania czy też równi pochyłej, nie dokonano po prostu na 

drodze obserwacji. Próżnia nie istniała. Swobodne spadanie 

było abstrakcją. Każdy przypomina sobie zapewne ze 

szkolnych lat to, jak dziwił nas eksperyment, w którym 

z jednakową prędkością spadały we względnej próżni płatki 

ołowiu i piórka pierza. Galileusz, abstrahując od oporu 

środowiska, wyizolował tu warunki, które w takiej postaci 

w ogóle w przyrodzie nie występują. Jednakże tylko taka 

abstrakcja umożliwia ścisły matematyczny opis czynników 

określających rezultat procesów przyrodniczych i tym sa-

mym umożliwia kontrolowaną ingerencję człowieka. 

Mechanika, którą w taki sposób zbudował Galileusz, jest 

w istocie matką naszej cywilizacji technicznej. Charak-

teryzuje ją ściśle określony, metodyczny sposób postępowa-

background image

Jyk  i rozumienie 

nia, który stał się źródłem napięcia między naszym niemeto-

dycznym poznawaniem świata, obejmującym całość nasze-

go życiowego doświadczenia, a osiągnięciami poznawczymi 

nauki. Znalezienie przekonującego pojęciowego rozwiąza-

nia tej znamiennej dla nowożytności kwestii było wielkim 

filozoficznym  osiągnięciem Kanta. Filozofia  XVII i XVIII 

wieku uwikłała się bowiem w niewykonalne zadanie połą-

czenia wszechwiedzy metafizycznej  tradycji z nową nauką 

— w próbę, która nie mogła doprowadzić do rzeczywistego 

zrównania operującej pojęciami nauki racjonalnej i nauki 

opartej na doświadczeniu. Kant rozwiązał to zadanie. Doko-

nane przez niego krytyczne ograniczenie rozumu i jego 

pojęciowego poznania do tego, co dane w doświadczeniu 

— ograniczenie wzorowane na brytyjskiej krytyce metafizy-

ki — oznaczało wprawdzie destrukcję metafizyki  jako 

dogmatycznej nauki racjonalnej, ale jednocześnie ów walec 

drogowy—bo  tak właśnie subtelnego profesora  z Królewca 

postrzegali jemu współcześni — był twórcą filozofii  moral-

nej, ufundowanej  na ścisłej zasadzie autonomii praktycz-

nego rozumu. Rozpoznając wolność jako swoisty fakt 

rozumu, tzn. pokazując, że bez założenia wolności nie 

można pomyśleć praktycznego rozumu człowieka i tym 

samym etycznego i społecznego jego istnienia, dostarczył 

Kant — wbrew wszystkim tendencjom deterministycznym, 

opartym na nowożytnych naukach przyrodniczych — nowe-

go uprawomocnienia myślenia podporządkowanego pojęciu 

wolności. Bodźce płynące z Kantowskiej filozofii  moralno-

ści oddziaływały w istocie — głównie za pośrednictwem 

Fichtego — na wielkich prekursorów światopoglądu  histo-

rycznego: Wilhelma von Humboldta, Rankego, Droysena. 

Ale z pewnością również myśl Hegla i wszystkich myślicieli 

pozostających pod pozytywnym bądź negatywnym wpły-

wem filozofii  Kanta jest nasycona pojęciem wolności 

i w reakcji na czysty metodologizm w naukach historycz-

nych zawsze szuka schronienia w filozofii. 

Jednakże właśnie ów związek nowożytnej nauki z niesio-

nym przez nią ideałem metody wprowadził, by tak rzec, 

background image

10 

Jyk  i rozumienie 

obcość w fenomen  rozumienia. Bowiem tak jak przyroda jest 

dla przyrodnika początkowo czymś nieprzeniknionym i ob-

cym, czymś, co zmusza on do mówienia, stosując obliczenia 

hplanowy przymus oraz zadając tortury eksperymentem, tak 

też nauki posługujące się rozumieniem — coraz lepiej 

przyswajając sobie tego rodzaju ideę metody — postrzegają 

zazwyczaj rozumienie jako instancję usuwającą nieporozu-

mienia, przezwyciężającą obcość między Ja i Ty.  Ale czy Ty 

jest w ten sam sposób obce, jak z definicji  obcy jest 

przedmiot eksperymentalnych badań przyrodniczych? Nale-

ży uznać, że porozumienie jest pierwotne wobec nieporozu-

mienia, tak iż rozumienie zawsze powraca w odbudowane 

porozumienie. To, jak sądzę, legitymizuje uniwersalność 

rozumienia. 

Dlaczego jednak zjawisko rozumienia jest językowe? 

Dlaczego milczące porozumienie, wciąż ponownie tworzące 

się jako wspólna orientacja w świecie, ma charakter języko-

wy? W tak sformułowanym  pytaniu zawarta już jest od-

powiedź. Tę wspólną orientację w świecie ustawicznie 

kształtuje i podtrzymuje język. Rozmowa nie jest w pierw-

szym rzędzie polemicznym dyskursem. Skłonność do takie-

go określenia wydaje mi się zresztą symptomatyczna dla 

napięć właściwych naszym czasom. Rozmowa nie jest też 

w pierwszym rzędzie mówieniem obok siebie. Z rozmowy 

wyłania się raczej wspólny aspekt tego, o czym mowa. 

Rzeczywistość ludzkiej komunikacji wyznacza fakt,  iż 

rozmowa ani nie przeciwstawia polemicznie poglądów 

jednej i drugiej strony, ani też nie dodaje ich do siebie 

niczym w prostym rachunku. Rozmowa całkowicie prze-

kształca oba poglądy. Udana rozmowa polega na tym, że nie 

można w niej powrócić do wyjściowej kontrowersji. Dopiero 

taka wspólnota, która tak bardzo jest wspólna, że nie istnieje 

już mój lub twój pogląd, lecz tylko wspólna wykładnia 

świata, umożliwia społeczną etykę i solidarność. Co jest 

słuszne i obowiązuje jako prawo, wymaga w istocie wspól-

noty, która powstaje w rozumieniu się ludzi. Wspólnota 

poglądu ustawicznie kształtuje się w rozmowie, a następnie 

background image

Jyk  i rozumienie 

. jztapia w milczącym porozumieniu oraz samozrozumieniu. 

Z tego powodu prawomocne wydaje mi się twierdzenie, że 

wszystkie pozawerbalne formy  rozumienia nakierowane są 

zwrotnie na rozumienie, realizujące się w mówieniu i roz-

mowie. 

Przyjęcie takiego punktu wyjścia nie oznacza jednak, że 

w każdym rozumieniu kryje się potencjalne odniesienie do 

języka, tak iż zawsze istnieje możliwość, stanowiąca dumę 

naszego rozumu, by tam, gdzie pojawi się kontrowersja, 

tworzyć porozumienie za pomocą rozmowy. Nie zawsze to 

nam się udaje, ale nasze życie społeczne opiera się na 

założeniu, że to, co możliwe w odniesieniu do własnych 

poglądów, w rozmawianiu ze sobą udaje się na szerszą skalę. 

Jednak błędny jest pogląd, jakoby uniwersalność rozumie-

nia, od której tu wychodzę i którą staram się uwiarygodnić, 

sankcjonowała pewną specyficzną,  harmonijną i konser-

watywną postawę wobec naszego świata społecznego. Rozu-

mienie konstelacji i porządku naszego świata, wzajemne 

rozumienie się w tym świecie, zakłada z całą pewnością 

w równej mierze krytykę i zwalczanie tego, co skostniało lub 

stało się obce, jak też akceptację lub obronę istniejącego 

porządku. 

Ta dwoistość uwidacznia się w sposobie, w jaki roz-

mawiamy ze sobą i budujemy porozumienie. Można to 

obserwować z perspektywy kolejnych pokoleń. Ale w pełni 

widzimy to wówczas, gdy historia światowa gwałtownie 

przyśpiesza kroku i gdy — jak to się dzieje w ostatnich 

dziesięcioleciach —jesteśmy świadkami powstawania no-

wego języka. Nie jest to zupełnie nowy język, ale jednocześ-

nie jest czymś więcej niż tylko nowym sposobem wyrażania 

starych treści. Wraz z nowymi aspektami, z nowymi celami 

zostaje wypracowany i powstaje nowy język. Powoduje on 

zakłócenia w porozumieniu, ale jednocześnie w procesach 

komunikacyjnych prowadzi do przezwyciężenia zakłóceń. 

Taki jest w każdym razie idealny cel wszelkiej komunikacji. 

W szczególnej sytuacji może się on okazać nieosiągalny. Do 

takich szczególnych okoliczności zaliczyć należy przede 

background image

12 

J(':yk  i rozumienie 

wszystkim patologiczny rozpad porozumienia między lu-

dami, co w istocie jest stanem neurotycznym. Powstaje przy 

tym pytanie, czy również w świecie społecznym procesy 

komunikacyjne nie mogą służyć rozprzestrzenianiu i utrzy-

mywaniu fałszywej  świadomości. Krytyka ideologii for-

mułuje w każdym razie tezę, iż sprzeczności interesów 

społecznych w takim samym stopniu uniemożliwiają proce-

sy komunikacyjne, w jakim dzieje się to za sprawą doleg-

liwości psychicznych. Ale tak jak w drugim wypadku terapia 

polega właśnie na włączeniu chorego do społecznej wspól-

noty porozumienia, tak też sens krytyki ideologii polega na 

tym, by korygować fałszywą  świadomość i tym samym 

tworzyć na nowo porozumienie właściwe. Szczególne przy-

padki głęboko zakłóconego porozumienia mogą spowodo-

wać konieczność wykształcenia własnych form  jego od-

budowy, opartych na pełnej wiedzy o zakłóceniach. Ale tym 

samym potwierdzają one właśnie konstytutywną funkcję 

porozumienia jako takiego. 

Jest nadto oczywiste, że pełne napięcia życie języka 

przebiega pod znakiem antagonizmu między konwencjonal-

nością i rewolucyjną negacją. Pierwszej językowej tresury 

doświadczyliśmy, chodząc do szkoły. To wszystko, na co 

nam tam nie pozwalano, wydawało się naszej zdrowej 

językowej fantazji  słuszne! Nie inaczej wygląda nauka 

rysunku, prowadząca często do tego, że dziecko traci 

w szkole chęć do rysowania i przestaje umieć rysować. 

W istocie szkoła to instytucja społecznego konformizmu. 

Naturalnie jedna z wielu. Nie chciałbym być źle zrozumiany, 

jako ktoś, kto rzekomo wskazuje na konkretnego winowajcę. 

Chodzi mi raczej o to, że takie jest społeczeństwo, że tak 

społeczeństwo funkcjonuje:  zawsze normująco i konformis-

tycznie. Nie oznacza to w żadnym razie, że całe wychowanie 

społeczne jest jedynie procesem represyjnym, a edukacja 

językowa po prostu instrumentem takiej represji. Wbrew 

bowiem wszelkim konformizmom  język żyje. Powstają 

nowe związki językowe i nowe sposoby wypowiedzi, wyni-

kające ze zmian naszego życia i naszego doświadczenia. Tak 

background image

Język  i rozumienie  13 

oto nigdy nie niknie antagonizm, który czyni język czymś 

wspólnym, a mimo to pozwala pojawiać się nowym impul-

som, służącym przemianie tej wspólności. 

Powstaje pytanie, czy relacja między naturalnym konfor-

mizmem społeczeństwa i rozsadzającymi je od wewnątrz 

siłami krytyki społecznej nie zmieniła się jakościowo w wa-

runkach wysoko uprzemysłowionej cywilizacji technicznej. 

Niezauważalne zmiany w zastosowaniu i życiu języka, 

pojawianie się i obumieranie modnych słów i haseł to 

zjawiska powszechne, zaś obserwacja zmian, zachodzących 

w języku, zwłaszcza w okresach kryzysu, pozwalała na 

rozpoznanie odzwierciedlanego w tych zmianach procesu 

upadku epoki. Pokazał to choćby Tukidydes w znanym 

tekście, w którym opisał skutki zarazy w oblężonych 

Atenach. Ale w naszych współczesnych realiach chodzi 

chyba jednak o coś jakościowo nowego i innego, o coś, co 

jeszcze nie miało miejsca. Mam na myśli świadomą i celową 

regulację języka. Wydaje się, iż jest to wynalazek właśnie 

cywilizacji technicznej. Bowiem to, co nazywamy regulo-

waniem języka, nie jest niezamierzonym działaniem nau-

czyciela lub organów opinii publicznej, lecz świadomym 

instrumentem polityki. Wykorzystując centralnie sterowany 

system komunikacji, może ona skutecznie kształtować stany 

rzeczy, dokonując regulacji językowych za pomocą środków 

technicznych. Przykładem, którego dostarcza nam dzisiejsza 

dynamika procesów językowych, jest określanie jednej 

części Niemiec jako NRD. Ten sposób wyrażania się był, jak 

wiadomo, przez lata piętnowany przez urzędowe regulacje 

językowe i trudno nie dostrzec, że lansowane zamiast tej 

nazwy określenie Niemcy Środkowe niesie ważne treści 

polityczne. Należy tu abstrahować od wszelkich kwestii 

merytorycznych i rozważyć wyłącznie proces jako taki. Dziś 

dzięki technicznym formom  kształtowania opinii wpływ 

odgórnych regulacji językowych jest tak duży, że przekształ-

ca się także naturalny konformizm  społeczny. Wśród prob-

lemów, jakie stoją przed światem współczesnym, znajduje 

się zatem pytanie o to, w jaki sposób pogodzić odgórne 

background image

14 

Jyk  i rozumienie 

kształtowanie opinii z takim wysuwanym przez rozum 

żądaniem, by dzięki ostrości swobodnego wglądu i krytycz-

nego osądu współokreślać życie społeczne. 

Rozwiązując ten problem, warto sobie uświadomić, że 

specyficzną  cechą nauki jest właśnie to, iż umożliwia ona 

niezależność od skutków działania procesów, które kształ-

tują opinię publiczną i politykę, oraz uczy formułowania 

sądów na mocy wolnego namysłu. Taką charakterystykę da 

się rzeczywiście przypisać nauce na jej polu. Ale czy 

oznacza to, że uznanie w życiu publicznym zawdzięcza 

nauka również sobie? Jakkolwiek w zgodzie z własną 

intencją usilnie stara się unikać wszelkich manipulacji, to 

jednak sposób, w jaki w życiu publicznym zazwyczaj 

postrzega się naukę, całkowicie niweczy te ambicje. Stale 

ogranicza się ostrość swobodnej krytyki, podziwianą u bada-

czy, i przywołuje autorytet nauki również tam, gdzie 

w istocie chodzi o ścieranie się sił politycznych. 

Czy istnieje w ogóle coś takiego jak autonomiczny język 

nauki, którego należałoby słuchać? Odpowiedź nie jest 

jednoznaczna. Z jednej strony nauka rozwija własne języko-

we narzędzia określania i komunikacji w procesie badaw-

czym. Z drugiej strony — w innym znaczeniu — rozwija 

język, którym pragnie trafić  do powszechnej świadomości 

i przezwyciężyć przysłowiową akademickość nauki. Czy 

jednak systemy komunikacyjne, rozwijane w trakcie badań 

naukowych, mają w ogóle charakter autonomicznego języ-

ka? Gdy w taki sposób mówimy o języku nauki, myślimy 

oczywiście o tych systemach komunikacji, które nie wyras-

tają z języka potocznego. Najlepszy przykład stanowi tu 

matematyka i jej rola w naukach przyrodniczych. Czym jest 

matematyka sama w sobie, to jej prywatna tajemnica. Tego 

nie wiedzą nawet fizycy.  Co bada, co jest jej przedmiotem, 

jakie stawia pytania — osobliwe to kwestie. Niewątpliwie 

jedną z największych osobliwości ludzkiego rozumu jest to, 

że rozwija się on w sobie samym, sam siebie ogląda jako 

rozum i sam siebie bada. Ale jako język, którym mówi się 

o świecie, matematyka nie jest osobnym językiem, lecz 

background image

Język  i rozumienie 

15 

systemem symbolicznym, jednym z wielu w całości naszych 

zachowań językowych. Na fizyku,  który — jak wiadomo 

— jest w bardzo trudnym położeniu, ilekroć próbuje, 

wychodząc poza swoje równania, wyjaśnić osobom postron-

nym lub nawet sobie to, co wyliczył, na fizyku  właśnie ciąży 

niezmiennie misja zintegrowania odmiennych systemów 

symbolicznych. Wielcy fizycy  stają się w takich okolicznoś-

ciach nad wyraz poetyccy. Sposób, w jaki pracują różne 

atomiki, jak wyłapują sobie elektrony i jak dokonują innych 

heroicznych i wymyślnych zadań — to właściwie cały 

bajkowy język, w którym to, co ściśle odzwierciedlane 

w równaniach, fizyk  najpierw próbuje wyjaśnić sobie, 

a potem w pewnym zakresie również nam wszystkim. 

Ale kryje się za tym teza, iż matematyka, dzięki której 

fizyk  dokonuje swoich ustaleń, a następnie je formułuje,  nie 

jest pewnym wyodrębnionym językiem, lecz należy do 

bogatego językowego instrumentarium, za pomocą którego 

wyraża się w języku to, co chce się powiedzieć. Innymi 

słowy oznacza to, że naukowe mówienie jest zawsze 

zapośredniczaniem języka specjalistycznego lub specjalis-

tycznych wyrażeń — tak zwanej terminologii naukowej 

— żyjącym w sobie, rozwijającym się i zmieniającym się 

językiem. Ta integrująca i zapośredniczająca misja kul-

minuje właśnie w języku fizyka,  jako że spośród badaczy 

przyrody właśnie fizycy  najczęściej używają języka mate-

matyki. Przykład fizyki  jest szczególnie pouczający, bo-

wiem stanowi skrajny przypadek stosowania wysoce zmate-

matyzowanej symboliki. Przywoływana przez fizyków  po-

etycka metaforyka  ujawnia, że matematyka jest dla fizyki 

tylko jakąś częściąjęzyka, i to bynajmniej nie autonomiczną. 

Język pozostaje autonomiczny tylko tam, gdzie — jak 

w wypadku języków naturalnych — jest rzeczywistym 

aspektem świata danej kultury. Powstaje pytanie, jaki jest 

stosunek między naukowym i pozanaukowym mówieniem 

i myśleniem. Czy nasz język potoczny — giętki i swobodny 

—jest jedynie przybliżaniem się do języka nauki? Jeśli ktoś 

temu zaprzecza, można mu zarzucić, że dziś wprawdzie 

background image

Język  i rozumienie 

wygląda jeszcze na to, że języki naturalne są nam potrzebne, 

ale gdy się jeszcze trochę poduczymy, zrozumiemy rów-

nania fizyki  bez słów i za pomocą równań będziemy być 

może mogli obliczyć nawet samych siebie oraz własne 

zachowania. Wówczas nie będzie już nam potrzebny żaden 

inny język — tylko język nauki. Faktycznie rachunek 

logiczny zmierza w kierunku takiego jednoznacznego sztu-

cznego języka. Ale sprawa ta jest kontrowersyjna. Vico 

i Herder za prajęzyk rodzaju ludzkiego uznawali przecież 

poezję, a intelektualizacji współczesnego języka nie po-

strzegali jako spełnienia idei języka, lecz jako nieszczęsny 

jego los. Powstaje więc pytanie, czy słuszny jest pogląd, iż 

tym, do czego dąży każdy język, jest coraz wyraźniejsze 

upodobnianie się do języka naukowego. 

Aby móc rozwiązać powyższą kwestię, chciałbym zesta-

wić ze sobą dwa zjawiska. Pierwsze to zdanie, drugie to 

słowo. Najpierw wyjaśnię oba te pojęcia. Gdy mówię słowo, 

nie mam na myśli tego terminu, który w liczbie mnogiej 

brzmi słówka,  czyli pojęcia zamieszczone w słowniku. Nie 

mam również na myśli terminu, który w liczbie mnogiej 

brzmi słowa i który wraz z innymi słowami zawsze tworzy 

kontekst zdania. Mam na myśli słowo pozostające jedynie 

w liczbie pojedynczej. Jest to słowo, które kogoś dosięga, 

słowo, któremu ktoś pozwala się zagadnąć, słowo, które pada 

w określonym i jednoznacznym kontekście życiowym i które 

swą jedność uzyskuje właśnie od owej wspólnoty kontekstu 

życiowego. Warto wreszcie pamiętać, że za tą formą  liczby 

pojedynczej — słowo — kryje się jego użycie w Nowym 

Testamencie. Bowiem niezależnie od tego, jakie znaczenie 

miałby mieć ów początek w słowie, nad którym głowił się 

Faust, chcąc przełożyć Ewangelię według św. Jana — to 

działające i emanujące mocą słowo nie jest dla Goethego 

jedynie pojedynczym zaklęciem, lecz wskazuje (nie nawią-

zując do procesu inkarnacji) ponad to, co wiążące dla 

ludzkiego rozumu, wskazuje na jego pragnienie egzystencji. 

Jeśli tak rozumianemu słowu przeciwstawię zdanie,  to 

czytelny stanie się również sens zdania.  Mówimy o zdaniu 

background image

Język  i rozumienie 

17 

w związku z logiką zdań, rachunkiem zdań, ze współczesną 

matematyczną formalizacją  logiki. Te oczywiste dla nas 

skojarzenia prowadzą ostatecznie do najbardziej brzemien-

nej w skutki decyzji w obrębie naszej zachodniej kultury 

— tzn. do skonstruowania logiki opartej na zdaniu. Arys-

toteles, twórca tego działu logiki, znakomity analityk wnios-

kowań logicznych, dokonał swego dzieła poprzez sfor-

malizowanie zdań orzekających oraz struktur dokonywa-

nych na nich wnioskowań. Znamy słynne szkolne przykłady 

sylogizmu: Wszyscy ludzie są śmiertelni. Dariusz jest 

człowiekiem. Dariusz jest śmiertelny. Na czym polega 

dokonywany tu zabieg abstrahowania? Oczywiście na tym, 

że bierze się pod uwagę tylko to, co zostało powiedziane. 

Przedmiotem analizy uczyniono wyłącznie wypowiedź, 

pomijając wszystkie inne formy  języka i mówienia. Po 

grecku brzmi to: apophansis, logos apophantikos,  co ozna-

cza mowę, zdanie, którego jedynym sensem jest apophaines-

thai, czyli powodowanie, że pokazuje się to, co powiedziane. 

Jest to zdanie teoretyczne w tym sensie, iż abstrahuje od 

wszystkiego, czego wyraźnie nie mówi. Przedmiotem anali-

zy i fundamentem  logicznego wnioskowania pozostaje tu 

tylko to, co zdanie po prostu wyjawia poprzez sam fakt,  że 

zostało wypowiedziane. 

Pytam więc: czy istnieją takie czyste zdania orzekające, 

a jeśli tak, to kiedy i gdzie występują? Zdanie nie jest 

przecież jedyną istniejącą formą  mowy. Arystoteles mówi 

o tym w swojej nauce o zdaniach i jest dla niego oczywiste, iż 

uwzględnić należy inne jeszcze formy  wypowiedzi, na 

przykład modlitwę i prośbę, przekleństwo i rozkaz. Trzeba 

uwzględnić ponadto jeden z najbardziej zagadkowych feno-

menów pośrednich, jakim jest pytanie. Jego specyfika 

polega na tym, że choć jest bliższe zdaniu niż wszystkie 

pozostałe fenomeny  językowe, nie pozwala najwyraźniej na 

skonstruowanie logiki podobnej do logiki zdań. Być może 

istnieje jakaś logika pytań. Uwzględniałaby ona na przykład, 

że odpowiedź na pytanie wywołuje z konieczności nowe 

pytanie. Być może istnieje również logika prośby, mówiąca 

background image

IH 

Język  i rozumienie 

np. o tym, że pierwsza prośba nigdy nie jest ostatnią. Ale 

c/.y to powinno nazywać się logiką i czy — z drugiej 

strony — logika dotyczy wyłącznie czystych zdań? A jak 

w takim razie wyizolować to, co jest zdaniem? Czy 

zdanie można oddzielić od jego kontekstu motywacyj-

nego? 

We współczesnej metodologii nauk jednak rzadko po-

dejmuje się tę kwestię. Istotą metodologii nauk jest bowiem 

to, że jej wypowiedzi są niejako rodzajem skarbca z metody-

cznie zagwarantowanymi prawdami. Jak każdy skarbiec, 

również ten skarbiec nauki oferuje  zasoby, z których można 

swobodnie korzystać. Istota współczesnej nauki polega 

w istocie na stałym wzbogacaniu zasobów treści nadających 

się do swobodnego wykorzystania. Kwestia społecznej 

i humanitarnej odpowiedzialności nauk, jaka od czasu 

Hiroszimy ciąży nam mocno na sumieniu, okazuje się 

paląca, bowiem z uwagi na swe metodologiczne konsekwen-

cje współczesna nauka nie jest w stanie — w takim stopniu, 

w jakim panuje nad samymi rzeczami — zapanować nad 

celami, do jakich wykorzystuje się jej wyniki. Metodycznie 

wyabstrahowane treści współczesnej nauki i przyswajanie 

jej wyników wyłącznie ze względu na możliwość ich 

praktycznego zastosowania — oto, czym jest technika. Nad 

samą techniką jako sposobem zastosowania nauki nie da się 

więc zapanować. Gdy kwestionuję tezę, że nauka może sama 

się ograniczyć, nie uprawiam czarnowidztwa i nie głoszę 

batalistycznych proroctw. Sądzę jedynie, że nie nauce jako 

takiej, lecz całej naszej ludzkiej i politycznej aktywności uda 

się może w końcu zagwarantować rozumne wykorzystanie 

naszych możliwości bądź przynajmniej uchronić nas od 

najgorszej katastrofy.  Przyznaję zatem, że procedury oparte 

na wyizolowanej prawdzie zdania oraz logika zdań są we 

współczesnej nauce całkowicie uprawomocnione, tyle że 

trzeba za to zapłacić wysoką cenę, przed czym — ze swojej 

istoty — nie chroni również współczesna nauka. Z uniwer-

salnymi możliwościami działania oferowanymi  nam przez 

naukę nie idzie w parze możliwość ich ograniczania przez 

background image

Język  i rozumienie 

19 

rozum teoretyczny i narzędzia nauki. Nie ma wątpliwości, że 

istnieją czyste wypowiedzi zdaniowe, ale oznacza to, że 

stanowią one wiedzę, która może służyć najrozmaitszym 

celom. 

Zadaję sobie jednak pytanie, czy już sam ten przykład 

— w którym izolowane zdania orzekające okazują się 

fundamentalną  siłą techniki przekształcającej świat — nie 

ujawnia w istocie, iż zdania nigdy nie występują w cał-

kowitej izolacji. Czy nie wydaje się prawdą, że każde zdanie 

jest zawsze motywowane? Czy u podstaw specyficznej 

wybiórczości i koncentrowania na możliwości działania 

— co w XVII wieku zaowocowało w końcu ową wielką 

metodologiczną myślą nowożytnej nauki — nie leży od-

cięcie się od religijnych wizji średniowiecza i opowiedzenie 

się za samodzielnością oraz wiarą we własne siły. Jest to 

podstawowa motywacja dla woli wiedzy, woli, która jest 

jednocześnie motorem działania i dlatego drwi sobie z każ-

dego ograniczenia i sterowania. Wielkie kultury wschodniej 

Azji, przeciwnie, charakteryzowały się tym, iż techniczne 

zastosowanie wiedzy było w nich sterowane mocą społecz-

nego rozumu, co sprawiło, że nie zostały w nich w pełni 

wykorzystane potencjalne możliwości wiedzy. Jakie siły, 

których nam brakuje, były tego przyczyną — oto pytanie dla 

badaczy religii, historyków kultury i — koniec końców 

— dla nieznanego wciąż jeszcze filozofa,  zadomowionego 

w chińskim języku i kulturze. 

Skrajny przykład współczesnej kultury naukowo-tech-

nicznej wydaje się pokazywać, że izolowanie wypowiedzi 

i pozbawianie jej wszelkich kontekstów motywacyjnych 

okazuje się — z perspektywy nauki jako całości — zabie-

giem problematycznym. Bowiem to, co rozumiemy przez 

wypowiedź, jest wypowiedzią motywowaną. Bardzo po-

uczający jest m.in. przykład przesłuchania i zeznań świad-

ków. Otóż ze względu na dobro sprawy i konieczność 

ustalenia jej kwalifikacji  prawnej świadkowi — przynaj-

mniej w pewnych wypadkach — stawia się pytania, co do 

których nie jest on zorientowany, dlaczego są do niego 

background image

20 

Jyk  i rozumienie 

kierowane. Wypowiedź świadka ma wartość świadectwa 

tylko wówczas, gdy nie jest formułowana  z zamiarem 

obciążenia lub oczyszczenia oskarżonego, a to możliwe 

jest dzięki temu, że świadek nie ma wglądu w całość 

sprawy. Każdy, kto był kiedyś przesłuchiwany jako świa-

dek lub ofiara,  wie, jak uciążliwa jest konieczność od-

powiadania w momencie, gdy nie wiadomo, dlaczego 

stawiane jest dane pytanie. Czystość  wypowiedzi formuło-

wanych przez świadka jest równie fikcyjna,  jak czystość 

sądów stwierdzających stan rzeczy. Dzięki fikcji,  jaką jest 

restrykcyjne ograniczenie do czystych faktów,  otwierają 

się szanse dla adwokatów. Skrajny przykład wypowiedzi 

przed sądem poucza więc, że nasze mówienie jest moty-

wowane, że nie wypowiadamy się, lecz odpowiadamy. 

Odpowiadać to realizować sens pytania i — tym samym 

— sens jego motywacyjnego tła. Jak wiadomo, nie ma nic 

trudniejszego niż konieczność odpowiadania na tak zwane 

głupie  pytania, to znaczy na pytania, które są źle sfor-

mułowane, bowiem nie ukierunkowują jednoznacznie na 

sens. 

Widać stąd wyraźnie, że wypowiedź nigdy nie zawiera 

w sobie swego pełnego sensu. W logice znano to od dawna 

jako problem okazjonalności. Tak zwane wyrażenia okaz-

jonalne — występujące we wszystkich językach — wyróż-

niają się tym, że nie zawierają w sobie, tak jak inne 

wyrażenia, pełni swego sensu. Na przykład, gdy mówię tu, 

wówczas to, co jest tu, jest dla każdego zrozumiałe nie dzięki 

temu, że zostało powiedziane lub napisane, lecz dzięki temu, 

że wiadomo, gdzie to było lub gdzie jest. Tu  wymaga dla 

swego znaczenia wypełnienia przez okazję, occasio, przy 

której zostało powiedziane. Wyrażenia tego typu cieszą się 

szczególnym zainteresowaniem analizy logiczno-fenome-

nologicznej, a to dlatego, że pozwalają wykazać, iż na ich 

znaczenie składa się sytuacja i okoliczność. Specyficzny 

problem tak zwanych wyrażeń okazjonalnych wydaje się 

wymagać wieloaspektowego rozszerzenia. Hans Lipps do-

konał tego w swoich Untersuchungen  zur hermeneutischen 

background image

Język  i rozumienie 

21 

Logik}.  Podobnie we współczesnej angielskiej filozofii 

analitycznej, na przykład u zwolenników Austina, ważnym 

pytaniem jest to, któremu Austin nadał wyraz: How  to do 

things with words

2

 (Jak działać słowami). Są to przykłady 

takich form  językowych, które same z siebie przechodzą 

w działanie i które szczególnie ostro odcinają się od pojęcia 

czystego zdania. 

Temu pojęciu izolowanego zdania z jego rozmywający-

mi się granicami przeciwstawmy teraz słowo—lecz niejako 

najmniejszą jednostkę, obecną w mówieniu. Słowo, które się 

wypowiada lub otrzymuje się wypowiedziane, nie jest 

gramatycznym składnikiem językowej analizy, wobec które-

go — na przykładach konkretnych fenomenów  uczenia się 

języka — da się wykazać, iż jest wtórne choćby w stosunku 

do melodii językowej danego zdania. Słowo, które rzeczywi-

ście może uchodzić za najmniejszą jednostkę sensu, nie jest 

słowem, na którym kończy się wyróżnianie części mowy 

jako na elemencie ostatnim. Ale słowo nie jest również 

imieniem, a mówienie nie jest nazywaniem — a to dlatego, 

że nadawanie imion i nazywanie, jak pokazuje Księga 

Rodzaju, kryją w sobie fałszywe  implikacje. Nie jest bowiem 

prawdą, iż podstawowym rysem naszej językowości jest 

arbitralność i wolność w nadawaniu imion. Nie istnieje 

pierwsze słowo. Mówienie o pierwszym słowie jest samo 

w sobie sprzeczne. U podstaw sensu poszczególnego słowa 

znajduje się zawsze system słów. Nie mogę również powie-

dzieć: „Wprowadzam pewne słowo". Wprawdzie wciąż 

pojawiają się ludzie, którzy tak to formułują,  ale ogromnie 

przeceniają swe możliwości. To nie oni wprowadzają nowe 

słowo. W najlepszym razie proponują wyrażenie lub za 

pomocą definicji  urabiają fachowe  określenie. Ale to, czy 

1

 Hans Lipps, Untersuchungen  zur hermeneutischen Logik, 

Tubingen 1938. 

2

 John Langshaw Austin, Jak  działać  słowami, w: tenże, Mówie-

nie i poznawanie, przeł. Bohdan Chwedeńczuk, Warszawa 1993, s. 

545-713. 

background image

22 

Jyk  i rozumienie 

stanie się ono słowem, nie leży już w ich mocy. Słowo 

wprowadza się samo. Staje się słowem dopiero wówczas, 

gdy wejdzie w obieg komunikacyjny. Ale nie dochodzi do 

tego poprzez akt wprowadzenia słowa przez kogoś, kto je 

zaproponował, lecz najwyraźniej właśnie dlatego, że słowo 

samo się wprowadziło.  Nawet zwrot użycie językowe sugeru-

je sytuację, która rozmija się z istotą naszego językowego 

doświadczenia świata. Wciąż bowiem brzmi to tak, jak 

gdybyśmy trzymali słowa w kieszeni i wyjmowali je zawsze, 

ilekroć są nam potrzebne —jak gdyby użycie języka było 

wolnym aktem użytkownika języka. A tymczasem użycie 

nie jest od niego zależne. W istocie użycie językowe oznacza 

również, że język wzbrania się przed nieprawidłowym 

użyciem. Język sam określa zwyczaj językowy. Nie ma 

w tym żadnej mitologizacji. Chodzi tu jedynie o roszczenia 

języka, nieredukowalne do indywidualnego, subiektywnego 

sądu. To my mówimy, nikt z nas, a jednak my wszyscy—oto 

sposób bycia języka. 

Także idealna  jedność  znaczenia nie jest cechą odróż-

niającą słowo od znaku i innych fenomenów  wyrazu —jak-

kolwiek prawdą jest, że jednym z najważniejszych logicz-

nych i fenomenologicznych  osiągnięć u progu naszego 

stulecia było dokonane przez fenomenologię,  a zwłaszcza 

przez Husserla w Badaniach  logicznych, rozróżnienie wszel-

kich znaków i znaczenia słów. Husserl słusznie pokazał, że 

znaczenie słowa nie ma nic wspólnego z realnymi psychicz-

nymi przedstawieniami obrazowymi, jakie towarzyszą uży-

ciu słowa. Idealizacja, właściwa słowu na mocy tego, że ma 

ono jedno — i zawsze owo jedno — znaczenie, odróżnia go 

od wszystkich innych sensów znaczenia, np. znaków-zna-

czeń. I jakkolwiek wielką wagę miało zrozumienie, iż 

znaczenie słowa nie jest po prostu natury psychicznej, to 

jednak z drugiej strony niezadowalające jest mówienie 

o idealnej jedności znaczenia słowa. Język bowiem polega 

najwyraźniej na tym, że słowom, wbrew ich określonym 

znaczeniom, brak jednoznaczności, a zakres ich znaczeń 

stale ulega zmianom. 

background image

Język  i rozumienie 

23 

Właśnie ta chwiejność stanowi o specyficznym  ryzyku 

języka. Dopiero w trakcie mówienia, w kontynuacji mówie-

nia, w budowaniu kontekstu językowego ustalają się mo-

menty mowy będące nośnikami sensu, wzajemnie się kory-

gując i porządkując. 

Jest to szczególnie wyraźnie widoczne przy rozumieniu 

tekstów obcojęzycznych. Powszechnie wiadomo, jak po-

woli stabilizuje się tu znaczenie słów, wahadłowym ru-

chem przemierzając i reprodukując jedność sensu danego 

zdania. Naturalnie opis ten nie jest jeszcze doskonały. 

Wystarczy spojrzeć na przebieg przekładu, by dostrzec, jak 

wiele brakuje temu opisowi. Cała bieda z tłumaczeniem 

bierze się stąd, że nie da się oddać jedności treści danego 

zdania po prostu przyporządkowując człony zdania jed-

nego języka członom zdania drugiego języka — a w taki 

właśnie sposób powstają te szkaradne twory, jakimi raczą 

nas nierzadko tłumaczone książki: litery pozbawione du-

cha. Brak im tego, czym jest sam język: w nim bowiem 

jedno słowo przynosi drugie, każde, by tak rzec, przywo-

ływane jest przez inne i z kolei samo pozostawia otwartym 

dalszy przebieg mówienia. Przetłumaczone zdanie — o ile 

mistrz sztuki translatorskiej nie przekształcił go tak zasad-

niczo, iż trudno się domyślić, że stało za nim inne, żywe 

zdanie —jest niczym mapa w porównaniu z krajobrazem. 

Znaczenia danego słowa nie wyznaczają jednak wyłącznie 

system i kontekst. Owo pozostawanie-w-kontekście ozna-

cza zarazem, że słowo nigdy nie uwalnia się całkowicie od 

wieloznaczności, właściwej mu nawet wówczas, gdy kon-

tekst czyni każdorazowy sens jednoznacznym. Tym, co 

obecne, jest nie tylko sens, jaki przypada słowu w danej 

wypowiedzi. Współobecne jest tu także to, co inne, i obec-

ność tego wszystkiego, co w ten sposób współistniejące, 

stanowi o sile ewokacyjnej żywej mowy. Można więc 

powiedzieć, że każde mówienie otwiera się na swą kon-

tynuację. Zawsze jest do powiedzenia więcej i więcej, 

w kierunku wyznaczanym przez mówienie. Uzasadnia to 

tezę, że w rozmowie język wychodzi poza siebie. 

background image

24 

Jyk  i rozumienie 

Jeśli fenomenu  języka nie ujmuje się z perspektywy 

izolowanego zdania, lecz z perspektywy całości naszego 

bycia w świecie, które jest zarazem życiem w rozmowie, 

wówczas lepiej można zrozumieć, dlaczego fenomen  języka 

jest tak zagadkowy, zarazem przyciągający i odpychający. 

Mówienie to czynność, która w najwyższym stopniu zapo-

mina o sobie, czynność, którą wykonujemy jako istoty 

rozumne. Każdy z nas wie z własnego doświadczenia, jak to 

jest, gdy nagle się zacinamy i słowa umykają nam w chwili, 

kiedy świadomie kierujemy na nie uwagę. Ilustruje to 

zabawne zdarzenie, które przeżyłem z moją małą córeczką. 

Miała ona napisać słowo poziomki i zapytała, jak się je pisze. 

Gdy dostała odpowiedź, zauważyła: „To śmieszne, gdy tak 

słucham tego słowa, przestaję je rozumieć. Dopiero gdy 

o nim zapominam, znowu jestem w jego środku". Owo bycie 

w środku słowa, fakt,  że nie kierujemy się ku niemu jako ku 

przedmiotowi, jest najwyraźniej podstawowym sposobem, 

w jaki przebiegają wszystkie zachowania językowe. Język 

ma moc zasłaniania i samozasłaniania, a więc to, co w nim 

się zdarza, jest chronione przed własną refleksją  i pozostaje 

niejako ukryte w tym, co nieświadome. Rozpoznanie tej 

odsłaniająco-zasłaniającej istoty języka zmusza do wykro-

czenia poza wymiar logiki zdań i wyjścia ku szerszym 

horyzontom. Język nauki jest jedynie pewnym zintegrowa-

nym tworem w obrębie całości żywego języka; zaś nade 

wszystko istnieją takie rodzaje słowa jak te, z jakimi 

obcujemy w języku filozoficznym,  religijnym i poetyckim. 

W każdym z nich słowo jest czymś więcej niż zapominającą 

o sobie drogą ku światu. Zamieszkujemy w języku. Jest on 

rodzajem rękojmi tego, o czym mówi. Szczególnie jasno 

ilustruje to poetyckie użycie języka. 

Przełożyła  Beata Sierocka