background image

Namkhai Norbu

Kryszta  i !cie"ka !wiat a.
Sutra, Tantra i Dzogczen

Namkhai  Norbu,  urodzony  w  Derge  we  wschodnim  Tybecie,  w  roku  1938,  zosta   w  wieku
trzech  lat  rozpoznany  jako  reinkarnacja  wielkiego  mistrza  Dzogczen.  Otrzyma   nast!pnie
pe n",  tradycyjn"  edukacj"  Tulku,  czyli  reinkarnowanego  Lamy.  Poza  swymi  akademickimi
studiami,  otrzyma   nauki  i  praktykowa   z  wieloma  wielkimi  mistrzami  w  Tybecie,  zanim
polityczne wydarzenia zmusi y go do wyjazdu do Indii.  Tam spotka  si! z prof. G. Tuccim, który
zaprosi  go do Rzymu, aby dopomóg  w badaniach Instytutu Orientalnego. Pó#niej obj"  swe
obecne  stanowisko  profesora  j!zyka  i  literatury  tybeta$skiej  i  mongolskiej  w  Instytucie
Orientalnym  w  Neapolu.  Poza  swoj"  prac"  na  uniwersytecie  podró%uje  po  ca ym  &wiecie
udzielaj"c  nauk  Dzogczen  na  odosobnieniach  i  seminariach,  w  odpowiedzi  na  liczne
zaproszenia.

Oby,  podobnie  jak  s o$ce,  które  wschodzi  na  niebie,  tak  i  Wielka  Tajemna  Skarbnica
wszystkich Zwyci!zców, najwy%sza nauka Dzogczen, pojawi a si! i rozwin! a we wszystkich
sferach bytu!

OD  WYDAWCY

Ksi"%ka ta stanowi kompilacj!, dokonan" z nagra$ ustnych nauk i wyk adów, wyg oszonych
przez  Namkhai  Norbu  Rinpoche  na  odosobnieniach  w  ró%nych  cz!&ciach  &wiata,  w  ci"gu
ostatnich siedmiu lat, jak równie% z moich w asnych materia ów i notatek z wyk adów, które
nie  zosta y  nagrane  na  ta&mie  i  spisane,  jak  równie%  z  materia u  powsta ego  z  prywatnych
rozmów z Rinpoche.
Chocia% Rinpoche posiada dobr" znajomo&' angielskiego, jednak /a% do ko$ca 1984 r./ wola 
naucza'  w  j!zyku  w oskim,  tym  spo&ród  j!zyków  Zachodu,  z  którym  jest  najlepiej
zaznajomiony. Po ka%dych kilku zdaniach przerywa, aby umo%liwi' przek ad na j!zyk znany
wi!kszo&ci  s uchaczy,  lub  te%,  kiedy  jest  we  W oszech,  tym  spo&ród  obecnych,  którzy  nie
rozumiej"  w oskiego,  umo%liwia  przek ad  na  angielski.  Ksi"%ka  ta  wi!c  nie  mog aby  powsta',
je&li swego czasu i energii nie po&wi!ciliby ci wszyscy, którzy t umaczyli, nagrywali i spisywali
nauki Rinpoche; mimo i% spontaniczny przek ad cz!sto jest inspiruj"cy, to jednak kiedy spisuje
si! nagranie s owo po s owie, rezultat tej czynno&ci pozostawia wiele do %yczenia.
Je&li spotka o mnie w czasie pracy nad wydaniem tej ksi"%ki powodzenie, to sta o si! to dzi!ki
cierpliwo&ci samego Namkhai Norbu Rinpoche, który po&wi!ci  wiele swego prywatnego czasu na
dalsze  wyja&nienia.  Za  wszelkie  jednak  b !dy  lub  niew a&ciwe  roz o%enie  akcentów  w  tek&cie
ksi"%ki, ponosz! w zupe no&ci osobist" odpowiedzialno&'.
Zbyt wielu przyjació  pomaga o mi w tym przedsi!wzi!ciu, aby wymieni' ich wszystkich z imienia,
pragn" bym  jednak  szczególnie  podzi!kowa'  mojej  %onie  Jo,  za  Jej  niezawodne  poparcie  i
zach!t! do pracy.
W  dobie  narastaj"cego  kryzysu  cz owiecze$stwa,  spraw"  najwy%szej  wagi  jest  zachowanie  i
jasne  wyra%enie  staro%ytnych  tradycji  m"dro&ci,  które  prowadz"  do  przemiany  jednostki,
poniewa% to, co proponuj", ma wielkie znaczenie dla pokojowego przekszta cenia spo eczno&ci,
od  czego  te%  zale%y  przysz e  ocalenie  naszego  gatunku  i  naszej  planety.  Mam  nadziej!,  %e
wspó praca  z  Namkhai  Norbu  Rinpoche  przy  powstaniu  tej  ksi"%ki,  która  stanowi a  dla  mnie
wielk"  rado&'  i  satysfakcj!,  odegra  pewn",  jakkolwiek  niewielk"  rol!  w  wielkiej  próbie
zako$czenia k ótni i konfliktów i w konsekwencji w sprowadzeniu na wszystkie istoty pokoju i
wolno&ci od cierpienia.

background image

2

Prosi  si!  czytelnika,  aby  pami!ta ,  ze  ksi"%ka  nie  stanowi  nawet  namiastki  przekazu
otrzymanego  od  kwalifikowanego  mistrza.  Oby  ci,  którzy  nie  posiadaj"  jeszcze  takiego
prawdziwego "duchowego przyjaciela' mieli do&' szcz!&cia, aby go znale#' l
Oby przynios o to pomy&lno&'!

John Shane

Arcidosso, czerwiec 1985

background image

3

SZE#$ WIERSZY WAD%RY

Chocia% pojawiaj"ce si! zjawiska
ukazuj" si! jako ró%norodno&',
jednak ta ró%norodno&' jest niedualna,
i z ca ej wielorako&ci
pojedynczych rzeczy,
%adnej nie mo%na zamkn"' w ograniczonym poj!ciu.

Gdy nie wpadamy w pu apk!
stwierdzenia "to jest jak to" lub "jak tamto"
staje si! jasne, %e wszystkie przejawione formy
s" aspektami niesko$czonej bezforemno&ci,
i b!d"c od niej nieoddzielne,
s" same w sobie doskona e.

Widz"c, %e od samego pocz"tku wszystko
jest samo z siebie doskona e,
wyrzekany si! choroby d"%enia
do osi"gni!cia czegokolwiek,
po prostu pozostaj"c w naturalnym stanie
takim jaki on jest,
wtedy przytomno&' niedualnej kontemplacji
bezustannie powstaje w spontaniczny sposób.

UWAGA DO SZE#CIU WIERSZY WAD%RY

Sze&'  Wierszy  Wad%ry,  lub  dok adniej  mówi"c:  "Sze&'  Linijek  Wad%ry",  poniewa%
orygina   tybeta$ski  sk ada  si!  z  sze&ciu  linijek,  zawiera  doskona e  resume  nauk
Dzogczen.  Przek ad  dokonany  przez  Briana  Beresforda  i  Johna  Shane  jest
ca kowicie  swobodnym  t umaczeniem,  na&laduj"cym  ustne  wyja&nienia  Namkhai
Norbu.  Rysunek  pokazuje  Sze&'  Wierszy  w  tybeta$skim  zapisie  kursyw"  Wumed,
dokonanym  r!k"  Namkhai  Norbu,  Ca o&'  zasadniczej  cz!&ci  tekstowej  tej  ksi"%ki
powinno si! uwa%a' za komentarz do tych Sze&ciu Wierszy, które stanowi" sk adnik
"Tantry  Przynosz"cej  Szcz!&cie  Kuku ki  Niedualnej  (wiadomo&ci".  Tak  jak  kuku ka
jest  pierwszym  zwiastunem  nadchodz"cej  wiosny,  tak  te%  ta  Tantra  i  te  wiersze
stanowi" zwiastun nadchodz"cego duchowego przebudzenia.

background image

4

ROZDZIA& 1

MOJE NARODZINY, WCZESNE %YCIE I EDUKACJA ORAZ TO W JAKI SPOSÓB

SPOTKA&EM SWEGO G&ÓWNEGO i MISTRZA

Niezliczone istoty, jakie tylko istniej",
posiadaj" od samego pocz"tku
wrodzony, ze swej natury doskonale czysty
stan O&wiecenia;
wiedz"c, ze odnosi si! to równie% do mnie,
osi"gn" em najwy%sze urzeczywistnienie

Longcienpa (1308 - 1363)

("Strofy o Bodhiczitcie" wyra%aj"ce poj!cie Podstawy w Ati Jodze.)

Kiedy urodzi em si! 17 dnia, 10 miesi"ca  roku  Ziemnego  Tygrysa  /8  grudnia  1938/
we wsi Geug prowincji  Gonra  Derge,  we  wschodnim  Tybecie,  mówiono, %e  drzewa
zakwit y na ró%owo, mimo i% by a zima. Dwóch moich wujów przysz o, aby odwiedzi'
moj" rodzin!. Obaj byli uczniami wielkiego mistrza Azom Drugby, zmar ego kilka lat
wcze&niej i obaj byli wówczas mistrzami Dzogczen. Stanowczo twierdzili, %e jestem
reinkarnacj"  ich  nauczyciela,  opieraj"c  si!  zarówno  na  tym,  co  im  powiedzia   na
krótko  przed  &mierci",  jak  i  na  fakcie,  %e  w  swym  testamencie  spisa   pewne
szczególne  przedmioty  m!skiemu  potomkowi,  który,  jak  powiedzia ,  urodzi  si!  w
rodzinie  moich  rodziców  po  jego  &mierci.  Kiedy  mia em  dwa  lata  zosta em  oficjalnie
uznany za inkarnacj! wysokiego tulku ze szko y Ningmapa,  która podarowa a mi szaty.

Nie pami!tam zbyt wielu szczegó ów,  ale przypominam sobie,  ze dosta em mnóstwo
prezentów!
Kiedy  mia em  5  lat,    zosta em  równie%  rozpoznany  przez  XVI  Karmap!  i  Situ
Rinpocze  /tego  okresu/  Jako  inkarnacja  umys u  wielkiego  mistrza,  który  sam  by 
reinkarnacj"  za o%yciela  nowo%ytnego  pa$stwa  Bhutanu  i  którego  lini!  stanowili
Dharmarad%owie,  czyli  ziemscy  i  duchowi  w adcy  tego  kraju  a%  do  pocz"tków  XX
wieku. Kiedy podros em, dano mi jeszcze kilka nowych imion i tytu ów, a niektóre z
nich  by y  bardzo  d ugie  i  brzmia y  wspaniale.  Sam  jednak  nigdy  ich  nie  u%ywa em,
poniewa%  wola em  nosi'    imi!,  jakie  po  urodzeniu  dali  mi  rodzice.  Nazwali  mnie
Namkhai Norbu, co jest na swój sposób szczególnym imieniem. Norbu oznacza klejnot,
a  Namkhai  niebo  lub  przestrze$.  Na  ogó   nie  spotyka  si!  w  tybeta$skich  imionach
u%ycia  drugiego  przypadku.  Jednak  moi  rodzice  zdecydowali  si!  tak  mnie  nazwa',
poniewa% mieli dot"d cztery dorodne córki, a od lat marzyli o ch opcu. Tak silne by o
to ich pragnienie, %e zaanga%owali nawet pewnego mnicha,  aby w ich imieniu, przez
ca y rok, wykonywa   inwokacje do Tary, z pro&b" o spe nienie si! ich %yczenia. Ten
mnich  zosta   tak%e  wychowawc"  moich  sióstr.    Pewnego  dnia  przy&ni   mu  si!  sen,
który wyda  mu si! pomy&lnym znakiem, &ni o mu si!,  %e przed paleniskiem w domu
moich rodziców wyros a pi!kna ro&lina, zakwitaj"c pi!knym i du%ym %ó tym kwieciem.
Mnich  by   pewny,  %e  jest  to  znak,  wskazuj"cy  na  urodzenie  si!  ch opca.  Pó#niej,
kiedy  si!  urodzi em,  moi  rodzice  byli  tak  szcz!&liwi,  %e  pomy&leli,  i%  jestem  darem
niebios.  Dlatego  nazwali  mnie  "Klejnotem  Przestrzeni".  I  to  jest  w a&nie  imi!,  które
nosz!.

background image

5

Moi rodzice byli dla mnie zawsze dobrzy, ja natomiast wyros em na ma ego urwisa.
Czyta'  i  pisa'  nauczy em  si!  w  domu.  Cz!sto  &ni o  mi  si!,  %e  podró%uj!  z  wielk"
pr!dko&ci" wewn"trz czego&, co wydawa o mi si! by' tygrysem, jak"& dziwn" rycz"c"
besti". Nie widzia em jeszcze wtedy samochodu, gdy% nie spotyka o si! ich wówczas
w  tej  cz!&ci  Tybetu.  Pó#niej  oczywi&cie  podró%owa em  wieloma  samochodami.  I
wówczas rozpozna em je jako te w a&nie pojazdy, które widywa em w moich snach.
Jako nastolatek widzia em ci!%arówk!. Siedzia em na grzbiecie konia na stoku góry,
noc",  patrz"c  na  przeje%d%aj"ce  w  dole  pojazdy,  które  jecha y  po  nowej  chi$skiej
szosie. Tylko &wiat a l&ni y czerwono w olbrzymich pniach przelatuj"cych z  oskotem.
Pomy&la em,  %e  musz"  one  pewnie pali' si!.  (ni y  mi  si!  równie%  dziwne,  p on"ce,
lataj"ce obiekty, które wybucha y, wywo uj"c straszliwe zniszczenie, Wiem teraz, %e to,
co  widzia em,  to  by y  pociski  zrzucane  daleko,  w  innych  cz!&ciach  &wiata,  ale  nigdy
dot"d  nie  widzia em  na  jawie  tej  wojny,  któr"  ogl"da em  jako  dziecko  w  swoich
snach.
Czasami  dokazywa em  w  okolicy  tak  bardzo,  %e  mia em  powa%ne  k opoty,  kiedy
ojciec mój wraca  do domu ze swych podró%y, do jakich zmusza a go jego praca. )oi 
mi  skór!,  wywo uj"c  we  mnie  z o&',  któr"  próbowa em  potem  wy adowa'  na
s"siadach.  Oni  z  kolei  mówili  potem  memu  ojcu,  %e  staj!  si!  jeszcze  bardziej
niezno&ny. W ten sposób wpada em w jeszcze wi!ksze k opoty.
Pod  wp ywem  mojej  babki  sta em  si!  bardziej  rozwa%ny.  By a  ona  uczennic"  Azom
Drukpy  i  bardzo  si!  mn"  interesowa a.  Czasami  uda o  si!  jej  uchroni'  mnie  przed
kar", ukrywaj"c przed rodzicami to, co zmajstrowa em. Pami!tam jak pewnego dnia
znalaz em  martwe  cia o  wielkiego  gryzonia  zwanego  &wistakiem.  Niezauwa%ony
przez  nikogo  sp!dzi em  b ogie  popo udnie  bawi"c  si!  martwym  stworzeniem.
Nape nia em je wod" i kr!ci em wokó  mojej g owy. Ale kiedy zabra em swoj" zabawk!
do  domu,  do   ó%ka,  babka  zauwa%y a  j".  Wiedzia a,  %e  matka  bardzo
zdenerwowa aby  si!,  gdyby  si!  dowiedzia a  o  tym  i  zamartwia aby  si!,  czy  nie
zakazi em  si!  jak"&  chorob",  tote%  nie  powiedzia a  nikomu  o  tym  zdarzeniu.
Pomy&la em,  %e  to  bardzo   adnie  z  jej  strony.  Faktycznie  kocha em  j"  bardzo.  Tote%
kiedy zauwa%y em jak p acze po cichu sama do siebie z powodu mego zachowania,
w  czasie  kiedy  my&la a,  %e  ju%  &pi!,  by em  g !boko  poruszony  i  postanowi em
poprawi'  si!.  Ale  z  drugiej  strony  nie  mog!  powiedzie',  aby  uda o  mi  si!
kiedykolwiek w pe ni poskromi' moj" natur!.

Kiedy  mia em  pi!'  lat  i  pewnego,  dnia  bawi em  si!  przed  domem,  przyjecha o  nagle
dwunastu  mnichów,  bardzo  elegancko  ubranych.  Miejsce,  w  którym  mieszkali&my,
znajdowa o  si!  na  zupe nym  odludziu  i  podró%ni  rzadko  tamt!dy  przeje%d%ali,  tote%
bardzo si! zdziwi em widz"c ich. Nie potrafi em odgadn"' po co przyjechali. Weszli
do  &rodka  i  w  chwil!  potem  mnie  tak%e  wezwano  do  domu.  Zaprowadzono  mnie  do
ma ego pokoiku przeznaczonego na praktyk! i ubrano w &liczne jedwabne szaty. Nie
rozumia em dlaczego, ale ju% sam ten fakt sprawi  mi du%" przyjemno&'. Przez wiele
godzin  musia em  siedzie'  na  wysokim,  specjalnie  dla  mnie  przygotowanym  tronie,
podczas  gdy  mnisi  odprawiali  jaki&  rytua .  Potem  odjechali.  Pomy&la em  sobie:  "No
có%,  sko$czy o  si!".  Ale  poniewa%  ka%dy  odt"d  przypomina   mi,  %e  jestem
reinkarnacj" i okazywa  wielki szacunek, wkrótce u&wiadomi em sobie, %e wszystko
nie tylko nie ko$czy si!, ale dopiero zaczyna.
Kilka  tygodni  pó#niej  jacy&  mnisi  przybyli  do  nas  i  zabrali  mnie  do  klasztoru  Derge
Gongen,  który  odgrywa   wa%n"  rol!  w  tej  cz!&ci  Tybetu.  Mieszka   w  nim  sam  król
Derge.  Mój  ojciec  pracowa   w  administracji  królewskiej,  z  pocz"tku  jako  urz!dnik
odpowiadaj"cy  mniej  wi!cej  za  rz"dy  prowincji  na  Zachodzie,  a  pó#niej,  poniewa%
bardzo kocha  zwierz!ta,  zosta   naczelnikiem  departamentu,  którego zadaniem by o
zapobieganie  polowaniom  poza  sezonem  lub  w  nadmiarze,  w  tej  cz!&ci  Tybetu.

background image

6

Zabrano  mnie  tam,  abym  zobaczy   króla,  a  poniewa%  by em  teraz  rozpoznan"
inkarnacj",  otrzyma em  od  niego  do  dyspozycji  ca y  budynek  w  klasztornej
aglomeracji.  Mieszka em  tam,  a%  do  uko$czenia  dziewi"tego  roku  %ycia,  razem  z
moim  nauczycielem,  który  zmusza   mnie  do  ci!%kiej  nauki  dzie$  i  noc.  Musia em
nauczy'  si!  wielu  rzeczy,  w "cznie  ze  wszystkimi  regu ami  i  modlitwami
klasztornymi. Nauki, które  tam pobiera em zwyk y mnich ko$czy zazwyczaj w wieku
lat  dziewi!tnastu,    ja  uko$czy em  je,  gdy  mia em  osiem,  a  to  dlatego,  %e  mój
nauczyciel by  tak gorliwy, %e nie zostawia  mi w ogóle wolnego czasu,  Pomog a mi
w  tym  równie%  moja  naturalna  zdolno&'  zapami!tywania  informacji.  Jednak  moja
niesforna  natura  dawa a  od    czasu  do  czasu  o  sobie  zna'.  Pami!tam  na  przyk ad,
jak  którego&  dnia  król  mia   dokona'  jakiej&  ceremonii  wojskowej,  która  wymaga a
tego,  aby  przez  pewien  czas  siedzia   nieruchomo  na  koniu  tu%  naprzeciw
parterowego  budynku,  w  którym  mieszka em.  Pami!tam,  ze  wychyli em  si!  przez
parapet i chwytaj"c promienie s o$ca w lusterko, za&wieci em mu w oczy, aby wytr"ci'
go  z  grobowej  powagi  tej  ceremonii.  Na  szcz!&cie  dla  mnie  w  tym  czasie  król  zna 
mnie ju% dobrze i by  nawet rozbawiony %artem, kiedy ju% odzyska  równowag!.
Przez ca y rok uczy em si! regu  rysowania i praktyki mandali, a nast!pnie wst"pi em
do szko y klasztornej. Szko a zawsze ma swoje regu y, a ta do której wst"pi em mia a
trwa' pi ! lat. Poniewa% jednak wst"pi em do niej w m odszym ni% zazwyczaj wieku,
sp!dzi em  w  niej  lat  sze&'.  Mia em  zaledwie  9  lat,  podczas  gdy  normalny  wiek
nowicjuszy  nie  by   mniejszy  ni%  15  lat.  Tote%  nie  zaliczono  mi  pierwszego  roku,
traktuj"c  go  jako  rodzaj  testu  sprawdzaj"cego  moje  zdolno&ci.  Tutaj  umiej!tno&'
zapami!tywania nie by a najistotniejsza. Studiowali&my bowiem filozofi!, która wymaga
zdolno&ci  rozumowania.  Dla  wielu  uczniów  program  tej  szko y  okazywa   si!  zbyt
trudny i w zwi"zku z tym z czasem wykruszali si!. *ycie w szkole z pewno&ci" nie
nale%a o do  atwych, zw aszcza dla mnie i rygor tej instytucji, podobnie jak innym, da 
mi  si!  mocno  we  znaki.  Musia em  szybko  nauczy'  si!  wielu  praktycznych  rzeczy.
Kiedy ojciec zostawi  mnie w szkole na pierwszy okres, otrzyma em od niego &rodki
utrzymania  na  ca e  trzy  miesi"ce.  Nigdy  przedtem  nie  zdarzy o  mi  si!  tym
dysponowa',  wyczerpa em  wi!c  wszystko  ju%  po  pó tora  miesi"cu,  a  to  g ównie  z
powodu go&cinno&ci, jak" okazywa em moim kolegom. Kiedy nie mia em ju% w ogóle
co  je&',  %y em  przez  tydzie$  wy "cznie  na  herbacie,  która  by a  jedyn"  rzecz"
dostarczan"  przez  szko !,  a%  w  ko$cu  stan" em  wobec  upokarzaj"cej  konieczno&ci
zwrócenia  si!  o  pomoc  do  nauczyciela.  On  to  za atwi   mi  misk!  zupy,  któr"
otrzymywa em  co  wieczór.  W  nast!pnym  okresie  by em  ju%  bardziej  rozwa%ny  w
gospodarowaniu swymi &rodkami.
Regu y  w  klasztorze  by y  bardzo  surowe.  W  nocy  musieli&my  w  naszych  ma ych
celach  uczy'  si!  i  praktykowa'.  Ma&lane  lampki  i  w!giel  na  opa   by y  dostarczane
przez szko ! w sk"pych ilo&ciach i pami!tam, %e którego& razu moja lampka wypali a
si!,  zanim  zd"%y em  skompletowa'  ca "  seri!  praktyk,  które  co  wieczór
wykonywa em i które jako tulku powinienem wykona'. Nie wolno nam by o opuszcza'
swoich pokoi, a specjalny mnich patrolowa  korytarze, aby pilnowa' dyscypliny. Tote%
nie  zdoby em  si!  na  to,  aby  pój&'  i  poprosi'  s"siada  o  po%yczenie  ml  lampki.
Próbowa em wi!c czyta' teksty praktyk przy &wietle %arz"cego si! w!gla. Niektóre z
nich zna em na tyle dobrze, ze mog em je recytowa' nawet przy tak s abym &wietle.
Ale  w  ko$cu  zgas a  ostatnia  iskierka  i  zapad a  ciemno&'.  Pozosta o  mi  jeszcze
mnóstwo stron na doczytanie, je&li nie mia em z ama' regu  samaya. Nie rozumia em
wtedy,  jak  dotrzyma'  zasad,  przestrzegaj"c  istoty  praktyk.  Rozumia em  i
przestrzega em wszystkich instrukcji dos ownie.
W okresie wakacji mia em troch! czasu, aby odwiedzi' obu moich wujów. Te wizyty
sta y si! dla mnie bardzo wa%ne, gdy% obaj byli wielkim praktykami Dzogczen. Jeden
z nich by  opatem, a drugi joginem. Kontakty z nimi mia y dla mnie wielkie znaczenie

background image

7

w  czasie  gdy  uczy em  si!  w  szkole,  gdy%  jako  praktycy  byli  oni  %yw"  przeciwwag"
intelektualnych  studiów,  które  poch ania y  wtedy  wi!kszo&'  mojego  czasu.  W  roku
1954  uko$czy em  nauk!  w  szkole  i  opu&ci em  j".  Mia em  wtedy  16  lat.  Wiedzia em
sporo  o  ró%nych  aspektach  nauk  i  potrafi em  recytowa'  ca e  teksty  filozoficzne  i
rytualne z pami!ci. Studiowa em pilnie u wielu mistrzów i by em nawet proszony, aby
samemu  uczy'  niektórych  przedmiotów.  Wydawa o  mi  si!,  %e  zrozumia em  je
wystarczaj"co  dobrze,  ale  dopiero  pó#niej  zobaczy em,  %e  wtedy  nie  rozumia em
niczego w ogóle.
Chocia%  nie  zdawa em  sobie  z  tego  sprawy,  zdarzenia  kierowa y  mnie  ku  jednemu
szczególnemu  mistrzowi,  który  mia   wszystkiemu  temu,  czego  nauczy em  si!  i
do&wiadczy em, nada' now" i g !bsz" perspektyw!.  Poprzez  kontakt  z  nim  mia em
doj&'  do  przebudzenia  i  prawdziwego  zrozumienia  nauk  Dzogczen.  Dzi!ki  jego
inspiracji  pozna em  wag!  tych  nauk  i  w  ko$cu  zacz" em  naucza'  ich  sam  na
Zachodzie.  Ten  mistrz  nie  by   bynajmniej  wielk"  osobisto&ci".  Tybeta$czycy  s"
przyzwyczajeni  do  s ynnych  nauczycieli  o  wysokiej  pozycji  spo ecznej  i
prezentuj"cych si! w wielkim stylu. Bez takich zewn!trznych oznak ludzie nie s" w
stanie  na  ogó   rozpozna'  kwalifikowanego  mistrza  i  ja  sam  nie  by em  inny.  Po
sko$czeniu szko y musia em podj"' si! swoich pierwszych obowi"zków, ju% oficjalnie.
Zosta em  wys any  jako  przedstawiciel  m odzie%y  tybeta$skiej  na  Ludowe
Zgromadzenie  Prowincji  Szeczuan,  lokalnego  cia a  sprawuj"cego  rz"dy.  Podczas
pobytu  tam  zacz" em  uczy'  si!  j!zyka  chi$skiego,  a  sam  uczy em  tybeta$skiego,
tote%  bior"c  pod  uwag!  jeszcze  moje  oficjalne  obowi"zki,  mo%na  powiedzie'  %e
by em  bardzo  zaj!ty.  Nie  mog em  jednak  nie  dostrzec  tam  bardzo  odmiennej
struktury  spo ecznej  i  politycznej  i  zastanawia em  si!,  jak  to  wszystko, co wydarzy o
si! w Chinach, wp ynie w ko$cu na mój w asny kraj i jego mieszka$ców. Pewnej nocy
mia em  sen.  (ni o  mi  si!  miejsce  z  wieloma  bia ymi  domami  zbudowanymi  z
cementu.  Poniewa%  nie  by   to  tybeta$ski  styl  architektury,  ale  styl  typowy  dla  Chin,
b !dnie  /jak  si!  pó#niej  przekona em/  uzna em  te  domy  za  chi$skie.  Ale  kiedy
zbli%y em  si!  we  &nie  do  jednego  z  nich,  zobaczy em  napisan"  na  nim  wielkimi
tybeta$skimi  literami,  mantr!  Padmasambhawy.  By em  zdziwiony  widz"c  j"  na
chi$skim domu. Sk"d wzi! a si! ta mantra na jego drzwiach? Otworzy em je i wszed em
do &rodka. Wewn"trz zobaczy em starego cz owieka, pozornie typowego normalnego
starca.  Pomy&la em  sobie:  "Czy  to  mo%liwe by ten cz owiek by  naprawd! mistrzem?
Wtedy  on  pochyli   si!  i  dotkn"   mego  czo a  swoim,  w  sposób  w  jaki  tybeta$scy
mistrzowie 

udzielaj" 

b ogos awie$stwa. 

Zacz"  

te% 

recytowa' 

mantr!

Padmasambhawy.  Wszystko  to  wydawa o  mi  si!  zdumiewaj"ce.  Teraz  by em  ju%
przekonany, %e jest on mistrzem. Nast!pnie stary cz owiek powiedzia  mi, abym uda 
si! na przeciwn" stron! olbrzymiej ska y, która znajdowa a si! nieopodal. Powiedzia ,
%e  w  &rodku  tej  ska y  znajd!  jaskini!,  zawieraj"c"  osiem  naturalnych  mandal  i  %e
powinienem tam pój&' od razu i popatrze' na nie. Jego s owa zdumia y mnie jeszcze
bardziej,  ni%  wszystko  dotychczas,  ale  zrobi em,  co  mi  kaza .  Kiedy  dotar em  do
jaskini, pojawi  si! nagle przede mn" mój ojciec, a kiedy wszed em do &rodka, zacz" 
recytowa' na g os Prad%niaparamita Sutr!, wa%n" sutr! Mahajany. Przy "czy em si!
do recytacji. Potem wyszli&my na zewn"trz. Nie mog em zobaczy' wszystkich o&miu
mandal,  widzia em  tylko  ich  rogi  i  kraw!dzie,  ale  z  ich  obecno&ci"  w  umy&le
obudzi em si!.
W  rok  pó#niej,  kiedy  wróci em  do  Tybetu,  pewien  cz owiek  przyby   do  naszej  wsi
odwiedzi'  mego  ojca.  S ysza em,  jak  opowiada   memu  ojcu  o  pewnym  niezwyk ym
lekarzu,  którego  spotka .  Kiedy  opisywa   miejsce,  w  którym  ów  lekarz  %y ,
przypomnia em  sobie  swój  sen.  By em  pewien,  %e  jest  to  ten  sam  stary  cz owiek,
którego spotka em we &nie. Powiedzia em o tym swemu ojcu, któremu opowiada em
ów sen nied ugo po tym, jak mi si! przy&ni . Przypominaj"c mu go zapyta em, czy nie

background image

8

mogliby&my  odwiedzi'  tego  lekarza.  Mój  ojciec  zgodzi   si!  i  wyjechali&my
nast!pnego  dnia.  Podró%  konno  zabra a  nam  cztery  dni,  a  kiedy  przybyli&my  na
miejsce  okaza o  si!,  %e  stary  cz owiek,  którego  tam  zastali&my  by   tym  samym
cz owiekiem, który mi si! przy&ni . Naprawd! mia em uczucie, %e by em ju% w tej wsi,
w&ród tych tybeta$skich domów zbudowanych w chi$skim stylu, z mantr" na drzwiach
jednego z nich, Tote% nie mianem w"tpliwo&ci,  %e ten cz owiek ma by' moim mistrzem i
%e  nauki  musz!  otrzyma'  w a&nie  od  niego.  Nauczyciel  mój  nazywa   si!  Jangchub
Dorje  i  z  zewn"trz  wygl"da   na  zwyk ego  tybeta$skiego  wie&niaka.  Sposób,  w  jaki
ubiera  si! i w jaki %y , by y na zewn"trz zwyczajne,  ale potem opisz! pewne zwi"zane
z nim do&wiadczenia, które poka%", %e jego stan istnienia daleki by  od zwyczajnego.
Skupieni wokó  niego uczniowie równie% %yli bardzo zwyczajnie. Wi!kszo&' z nich, to
byli ca kiem pro&ci ludzie, wcale nie zamo%ni. Pracowali na roli, siali, obrabiali ziarno
i praktykowali razem.
Jangchub  Dorje  by   mistrzem  Dzogczen,    a  Dzogczen  nie  opiera  si!  na  niczym
zewn!trznym. Jest to raczej nauka o istocie kondycji ludzkiej. Tote% kiedy pó#niej, z
powodu trudno&ci politycznych, opu&ci em  Tybet  i  osiedli em  si!  na  Zachodzie,  aby
obj"'  posad!  profesora  w  Instytucie  Orientalnym,  w  Neapolu  we  W oszech,
zobaczy em,  %e chocia%  zewn!trzne  warunki  i  kultura,  w  jakiej  %yj"  tutaj  ludzie,  s"
inne  od  tych,    jakie  zostawi em  za  sob",  w  Tybecie,    to  podstawowy  stan  ka%dej
jednostki  jest  taki  sam.  Wiedzia em,  %e  nauki  Dzogczen  mog"  by'  nauczane,
rozumiane i praktykowane w ka%dym kontek&cie kulturowym.

background image

9

ROZDZIA& 2

PERSPEKTYWA WPROWADZAJ'CA:
NAUKI DZOGCZEN A KULTURA TYBETU

Je&li udzielisz wyja&nie$ na temat Dzogczen
stu ludziom, którzy s" nimi zainteresowani,
to nie wystarczy;
ale je&li przeka%esz wyja&nienia
jednej 

osobie, 

która 

nie 

jest 

nimi

zainteresowana, to ju% za wiele.

Garab Dorje

W dzisiejszych czasach wielu ludzi w ogóle nie  interesuje si! sprawami duchowymi i
ten  ich  brak  zainteresowania  jest  wzmacniany  przez  ogólnie  materialistyczn"
perspektyw! naszego spo ecze$stwa. Je&li zapytacie ich, w co wierz", mog" nawet
stwierdzi', %e nie wierz" w nic. Ludzie tacy uwa%aj", %e wszystkie religie oparte s"
na wierze, o której s"dz", %e jest nieco lepsza od przes"du i %e nie posiada %adnego
zwi"zku  ze  &wiatem  wspó czesnym.  Dzogczen  jednak  nie  powinien  by'  uwa%any  za
religi!, gdy% nikogo nie prosi si! tu o to, aby wierzy  w cokolwiek. Poleca on raczej,
aby  jednostka  obserwowa a  siebie,  staraj"c  si!  odkry',  jaka  jest  jej  rzeczywista
kondycja.
Nauki  Dzogczen  uwa%aj",  %e  jednostka  funkcjonuje  na  trzech  wzajemnie  od  siebie
uzale%nionych  poziomach:  cia a,  g osu  i  umys u.  Nawet  ci,  którzy  powiadaj",  %e  nie
wierz" w nic, nie mog" rzec, %e nie wierz" w swe w asne cia o!   Stanowi ono  podstaw!
ich  egzystencji,  a  ograniczenia  i  problemy  cia a  s"  wyra#nie  widoczne.  Odczuwamy
zimno i g ód, czujemy ból i samotno&', a wi!ksz" cz!&' naszego %ycia sp!dzamy na
próbach przezwyci!%ania naszego fizycznego cierpienia.
Nie  tak   atwo  natomiast  ujrze'  poziom  energii  czyli  g os,  nie  jest  on  te%  szeroko
rozumiany.  Nawet  lekarze  na  Zachodzie  s"  w  wi!kszo&ci  ignorantami  w  tej
dziedzinie, próbuj"c wyleczy' wszystkie choroby na poziomie czysto fizycznym. Je&li
jednak zachwiana zosta a energia jednostki, to ani jej cia o, ani jej umys  nie osi"gn"
równowagi. Niektóre  choroby,  jak np. rak,  s" spowodowane zaburzeniami energii i
nie  mog"  zosta'  uleczone  przez  zwyk "  interwencj!  chirurgiczn",  czy  zastosowanie
medykamentów. W podobny sposób wiele chorób umys owych,  jak i mniej  dotkliwych
problemów  psychicznych,    zosta o  wywo anych  s ab"  cyrkulacj"  energii.  Ogólnie
mówi"c, nasze umys y s" bardzo skomplikowane i chaotyczne, i nawet je&li pragniemy
je uspokoi' widzimy, %e  nie  jeste&my  w  stanie  tego  uczyni',  poniewa%  nie  pozwala
nam  na  to  nasza  niespokojna  i  pobudzona  energia.  Nauki  Dzogczen  zajmuj"c  si!
problemami cia a, g osu i umys u proponuj" wi!c praktyki, które dzia aj" na ka%dym z
trzech  poziomów  jednostki  i  mog"  zosta'  w "czone  w  jej  codzienne  %ycie,
umo%liwiaj"c  w  ten  sposób  zmian!  ca ego  naszego  do&wiadczenia  %yciowego  z
napi!cia  i  pomieszania  na  m"dro&'  i  prawdziw"  wolno&'.  Nauki  Dzogczen  nie  s"
zwyk ymi teoretycznymi naukami - s" praktyczne, i chocia% tradycja ich przekazywania
jest  bardzo  stara,  to  -  poniewa%  natura  cia a,  g osu  i  umys u  jednostki  nie  ulega
zmianie  -  maj"  zwi"zek  z  tera#niejsz"  sytuacj"  cz owieka,  podobnie  jak  by y  z  ni"
zwi"zane w przesz o&ci.

background image

10

PIERWOTNY STAN

Nauka  Dzogczen  jest  w  swej  istocie  nauk"  o  pierwotnym  stanie  bytu,  który  od
samego pocz"tku jest wewn!trzn" natur" ka%dej  jednostki. Wej&' w ten pierwotny
stan,  to  znaczy  do&wiadczy'  samego  siebie  takim  jakim  si!  jest,  jako    centrum
wszech&wiata.  Nie  nale%y  tego  rozumie'  w  zwyk ym  znaczeniu  ego.  Zwyk a
egocentryczna  &wiadomo&'  jest  dok adnie  ograniczona  klatk"  dualistycznego
widzenia i uniemo%liwia do&wiadczenie swojej w asnej prawdziwej natury, która jest
przestrzeni"  pierwotnego  stanu.  Zrozumienie    tego  pierwotnego  stanu  oznacza
zrozumienie  nauk  Dzogczen.  Funkcj"  transmisji  nauk  Dzogczen  jest  przekaz  tego
stanu od kogo& kto urzeczywistni  ten stan, czyli zaktualizowa  sw" ukryt", potencjaln"
mo%liwo&',  do  tego  kto  pozostaje  uwi!ziony  w  dualistycznym  do&wiadczeniu.  Nazw"
Dzogczen, która oznacza "Wielk" Doskona o&'", odnosi si! do stanu doskona ego sam
z siebie. Stan ten jest fundamentalnie czysty od samego pocz"tku, dlatego niczego nie
trzeba w nim odrzuca', ani niczego przyjmowa'.
Aby zrozumie' i wej&' w pierwotny stan, nie potrzeba %adnej intelektualnej, kulturowej
czy  historycznej  wiedzy.  Jest  on  z  samej  swej  istoty czym&, co przekracza intelekt.
Kiedy  jednak  ludzie  s ysz"  nauk!,  której  dot"d  nie  s yszeli,  jedn"  z  pierwszych
rzeczy, jakiej  chcieliby si! dowiedzie' jest to, gdzie ta nauka powsta a, od  czego si!
wywodzi, kto jej naucza , itp. Jest to zrozumia e, tym niemniej o Dzogczen nie da si!
powiedzie', %e nale%y do jakiej& kultury, czy jakiego& kraju. Istnieje na przyk ad tantra
Dzogczen "Dra Talgur Zavai Gyud", która mówi, %e nauki te mo%na znale#' w trzynastu
systemach s onecznych, ró%nych od naszego. Tote% nie mo%emy nawet powiedzie',  %e
nauka  ta  nale%y  do  tej    planety  Ziemi,  a  tym  bardziej  do  jakiej&  szczególnej  kultury
etnicznej.  Chocia%  jest  prawd",  %e  tradycja  Dzogczen,  o  której  mówimy,  by a
przekazywana w kulturze tybeta$skiej, która przygarn! a j" od samego pocz"tku swej
historii  pisanej,  jednak  nie  mo%emy  przez  to  powiedzie',  %e  Dzogczen  jest  czym&
tybeta$skim,  poniewa%  pierwotny  stan  sam  w  sobie  nie  posiada  %adnej  narodowo&ci,
jest wszechobecny.
Prawd"  jest  równie%  i  to,  %e  bez  wzgl!du  na  miejsce,  w  jakim  %yj"  /ludzkie/  istoty
ulegaj" z udzeniu dualistycznego widzenia, które blokuje do&wiadczenie pierwotnego
stanu. I kiedy urzeczywistnione istoty próbowa y przekaza' im ten stan, rzadko kiedy
by y  w  stanie  to  uczyni'  nie  pos uguj"c  si!  w  ogóle  s owami  czy  symbolami.  Tote%
wykorzystywali  ka%d"  kultur!,  jak"  zastali  jako  &rodek  komunikacji.  W  ten  sposób
cz!sto zdarza o si!, %e kultura i nauki splata y si! ze sob". W przypadku Tybetu jest
to prawd" do tego stopnia, %e nie sposób zrozumie' jego kultury, nie rozumiej"c tych
nauk.
Nie jest prawd",  %e nauki Dzogczen by y szeroko rozpowszechnione i znane w Tybecie.
By o raczej odwrotnie:  Dzogczen by  zawsze czym& w rodzaju zastrze%onej nauki. Ale
nauki  te  stanowi"  esencj!  wszystkich  tybeta$skich  nauk,  lecz  s"  tak  bezpo&rednie,
%e  by y  zawsze  utrzymywane  w  pewnej  tajemnicy,  a  ludzie  cz!sto  troch!  si!  ich
obawiali.    Tradycja  Dzogczen  istnia a  ponadto  w  staro%ytnej  religii  Bon,  rodzimej
szamanistycznej  tradycji  istniej"cej  w  Tybecie  przed  przybyciem  buddyzmu  z  Indii.
Tote%  je&li  uznamy  Dzogczen  za  esencj!  wszystkich  tradycji  duchowych  Tybetu,
zarówno  buddyjskich,  jak  i  Bon  -  chocia%  Dzogczen  sam  w  sobie  nie  nale%y  ani  do
buddyzmu, ani do Bon -  i je&li rozumiemy fakt, %e duchowe tradycje Tybetu stanowi"
istot!  kultury  tybeta$skiej,  wówczas  Dzogczen  stanie  si!  kluczem  do  zrozumienia
kultury tybeta$skiej  jako ca o&ci. Z tej perspektywy zobaczy' mo%na ró%ne aspekty
kultury  tybeta$skiej  jako  promienie  uniwersalnej  wizji  o&wieconych  istot,  mistrzów
tradycji duchowej.

background image

11

Podobnie  jak  kryszta   w  sercu  kultury,  tak  i  jasno&'  pierwotnego  stanu,  jaka
przejawi a si! w umys ach wielu mistrzów, wyrazi a si! w formach sztuki i ikonografii
tybeta$skiej,  w  medycynie  i  astrologii,  niczym  l&ni"ce  promienie,  czy  migocz"ce
odbicia. Dochodz"c w ten sposób do zrozumienia natury kryszta u,  jeste&my w stanie
lepiej zrozumie' promienie i &wiat a, które z niego emanuj".

background image

12

ROZDZIA& 3

JAK MÓJ MISTRZ JANGCHUB DORJE UKAZA& MI RZECZYWISTE ZNACZENIE
BEZPO#REDNIEGO WPROWADZENIA

Wiedza o Dzogczen
Jest jak przebywanie na
najwy%szym górskim szczycie;
%aden poziom góry nie
pozostaje tajemniczy czy ukryty,
i ka%dy kto tylko znajdzie si!
na najwy%szym szczycie
nie b!dzie uwarunkowany
przez nikogo  i przez nic

Z tantry Dzogczen Upadesa

Kiedy  przyby em  do  mego  mistrza  Jangchub  Dorje,  by em  uzbrojony  w  ca "
intelektualn"  wiedz!,  mój  umys   by   wype niony  tym  wszystkim,  co  wynios em  z
klasztornej  szko y.  Poniewa%  wydawa o  mi  si!,  %e  otrzymanie  przekazu  nauk  i
skomplikowanych rytualnych inicjacji jest nieodzowne, prosi em Jangchub Dorje, aby
udzieli  mi jakiej& inicjacji. Prosi em go o to ka%dego dnia, przez wiele

;

 kolejnych dni,

ale  on  uparcie  odmawia .  Po  co?  Otrzyma e&  ju%  wiele  inicjacji  od  innych  swoich
nauczycieli  -  mawia   -  tego  rodzaju  inicjacje  nie  stanowi"  podstawy  nauk  Dzogczen.
Przekazu nie przyjmuje si!  tylko poprzez  formalne  inicjacje". Ale bez wzgl!du na to,
co  mówi ,  wci"%  by em  przywi"zany  do  perfekcyjnie  wykonywanych  rytualnych
inicjacji,  jakich  udzielali  mi  moi  poprzedni  mistrzowie.  Nie  by em  wi!c
usatysfakcjonowany  jego  odpowiedziami.  Pragn" em,  aby  w o%y   na  g ow!  specjaln"
czapk!,  przygotowa   mandal!,  wyla   na  moj"  g ow!  troch!  wody,    czy  co&  w  tym
rodzaju. Tego w a&nie naprawd! chcia em, a on wci"% odmawia .

Moje nalegania sta y si! tak natarczywe, %e w ko$cu zgodzi  si!. Obieca , %e za dwa
miesi"ce,  w  dniu  Padmasambhawy,  dziesi"tego  dnia  tybeta$skiego  miesi"ca
ksi!%ycowego  udzieli mi inicjacji, której tak bardzo pragn" em, a mianowicie inicjacji
Samantabhadry oraz  agodnych i gro#nych bóstw bardo. Inicjacje te nie s" w istocie
zbyt skomplikowane i mistrz bieg y w tych rzeczach mo%e je wykona' do&' szybko.
Ale  Jangchub  Dorje  nigdy  nie  otrzyma   formalnego  wykszta cenia  i  nie  przywyk   do
udzielania    inicjacji.  W  ko$cu  nadszed   ów  d ugo  oczekiwany  dzie$.  Inicjacja,  któr"
otrzyma em,    przeci"gn! a  si!  od  dziewi"tej  rano  a%  do  pó nocy!  Aby  j"  rozpocz"',
Jangchub  Dorje  musia   si!  najpierw  przygotowa',  dokonuj"c  rytua u  samoinicjacji.
Zabra o  mu  to  czas  do  po udnia.  Nast!pnie  rozpocz"   inicjacj!  dla  mnie.  Nie-
posiadaj"c jednak %adnego wykszta cenia, nie potrafi  odczyta' tekstu, a na dodatek
nie  wiedzia ,  w  jaki  sposób  wykona'  te  wszystkie  czynno&ci  rytualne,  jakie  mia 
wykona'.  By   on  zupe nie  innego  rodzaju  mistrzem.  Tote%  w  trakcie  udzielania
inicjacji  pomaga   mu  ucze$-asystent,  który  by   ekspertem  w  tych  rzeczach;  to  on
przygotowywa  mandal! i inne rytualne przedmioty. Ponadto ucze$ czyta  mu tekst,
aby poinformowa' go, co nale%y robi' w danym momencie. Ale kiedy odczyta  np. %e
mistrz  powinien  wykona'  w  tym  miejscu  odpowiedni"  mudr!  czyli  gest,  wynik 
nast!pny k opot,  gdy% Jangchub Dorje nie wiedzia  jak to zrobi'. Trzeba by o wi!c
na  chwil!  przerwa'  inicjacj!,  aby  mistrz  móg   si!  j e j   nauczy'.  Z  kolei  np.  przysz a
d uga  inwokacja,  któr"  nale%a o  od&piewa',  przywo uj"c  wszystkich  mistrzów  linii.
Podczas &piewania mistrz mia  uderza' w damaru, czyli ma y b!benek i jednocze&nie

background image

13

dzwoni'  rytualnym  dzwonkiem.  Kto&  oblatany  w  tej    technice  móg by  to  wykona'
bardzo szybko, Jangchub Dorje nie by  w ogóle przygotowany do  takich rzeczy i ca a
inicjacja  sta a  si!  okropn",  kompletn"  fars".  Najpierw  wyrabia   on  z  asystentem  to,
co  by o  napisane  w  obja&nieniach  tekstu,  a  potem  mówi :  "Aha!  Tu  pisze,  %e  trzeba
zadzwoni'  dzwonkiem",  bra   wi!c  dzwonek  i  przez  pi!'  minut  nie  robi   niczego  tylko
dzwoni .  Nast!pnie  czyta ,  %e  powinno  si!  uderzy'  w  b!benek.  Tote%  grzechota   nim
przez  kolejnych  pi!'  minut.  Nagle  mówi :  "Och!  Przecie%  trzeba  uderza'  w  b!benek  i
równocze&nie  dzwoni'  dzwonkiem".  I  zaczyna     to  robi'.  W  mi!dzyczasie  zd"%y   ju%
jednak zapomnie' tego,   co mia o zosta' od&piewane, tak %e musia  zaczyna' wszystko
od pocz"tku, z pomoc" ucznia, który umia  czyta'.
Jangchub Dorje nie mia   formalnego wykszta cenia, ale by  wielkim praktykiem, który
poprzez  rozwój  swej  praktyki  przejawia   m"dro&'  i  jasno&',  dzi!ki  czemu  sta   si!
mistrzem. Potyka  si! na ka%dym kroku podczas trwania tej inicjacji, która zabra a mu
ca " reszt! dnia a% do wieczoru. Kiedy wreszcie sko$czy , znajdowa em si! niemal w
stanie  szoku.  Doskonale  wiedzia em,  jak  powinna  przebiega'  inicjacja;  zupe nie
inaczej, ani%eli to, czego by em &wiadkiem.

By a ju% prawie pó noc i wszyscy byli&my porz"dnie g odni. Od&piewali&my kilka razy
Pie&$  Wad%ry,  krótk",  powoln"  modlitw!,  która  dzi!ki  mantrycznej  strukturze,
zintegrowanej  z  g !bokim,  zrelaksowanym  oddechem,  prowadzi  praktykuj"cego  do
stanu  g !bokiej  kontemplacji.  Jest  to  charakterystyczny  dla  Dzogczen  sposób
podej&cia  do  rytua u.  Nast!pnie  wyrecytowali&my  krótk"  Gana  Pud%!,  pud%!
ofiarowania  i  zabrali&my  si!  do  jedzenia.  Po  posi ku  mistrz  udzieli   mi  g !bokiego
wyja&nienia  prawdziwego  sensu  inicjacji  i  przekazu.  U&wiadomi em  sobie  wtedy,  %e
mimo  tych  wszystkich  formalnych  inicjacji,  które  przedtem  otrzyma em,  nigdy  nie
pojmowa em ich w a&ciwego znaczenia.

Nast!pnie,  przez  trzy  lub  cztery  godziny,  Jangchub  Dorje  udziela   mi  prawdziwych
wyja&nie$  Dzogczen.  Nie  wyk ada   tego  w  czysto  intelektualny  sposób,  ale  bardzo
bezpo&rednio,  w  sposób  zrelaksowany,  zachowuj"c  styl  rozmowy.  By a  to
bezpo&rednia próba dania mi czego& do zrozumienia. To, o czym mówi , jak i sposób, w
jaki  mówi ,  by y  dok adnie  jak  tantra  Dzogczen  wypowiedziana  na  g os  w  sposób
spontaniczny.  Wiedzia em,  %e  nawet  bardzo  wykszta cony  nauczyciel  nie  by by  w
stanie  mówi'  w  ten  sposób,  Mój  mistrz  mówi   z  g !bi  jasno&ci,  a  nie  intelektualnej
wiedzy.  Tego  dnia  zrozumia em,  %e  intelektualne  studia,  które  by y  dla  mnie  dot"d
tak  bardzo  wa%ne,  posiadaj"  tylko  drugorz!dn"  warto&'.  Zrozumia em,  %e  istot"
przekazu  nie  jest  wykonanie  rytua u,  udzielenie  inicjacji  czy  te%  intelektualnych
wyja&nie$. Tego dnia moje mentalne konstrukcje ca kowicie si! za ama y. By em dot"d
kompletnie zaszufladkowany w ideach, które wpojono mi podczas nauki w szkole.

Transmisja  jest  czym&  nies ychanie  istotnym  dla  wprowadzenia  w  Dzogczen,  jakie
tego dnia otrzyma em bezpo&rednio od Jangchub Dorje, i które otrzymywa em potem
nieustannie  przez  ca y  czas  pobytu  u  niego.  Jest  to  typowy  sposób  przekazu  nauk
Dzogczen, jaki zachodzi pomi!dzy nauczycielem, a uczniem w ca ej linii, pocz"wszy
od  czasów  Garab  Dorje,  pierwszego  mistrza  tej  praktyki,  który  sam  otrzyma   ten
przekaz poprzez wizyjny kontakt z Sambhogakaj". Chocia% Xenrab Miwo wprowadzi 
do  wielu  strumieni  tradycji  Bon  prostsz"  i  jeszcze  mniej  wyszukan"  form!  nauk
Dzogczen na wiele lat przed Garab Dorje, to jednak to, co obecnie jest znane pod
nazw" Trzech Serii Nauk Dzogczen, by o nauczane po raz pierwszy na tej planecie,
w  tym  cyklu  czasu,  przez  Garab  Dorje.  I  mimo  i%  wielki  mistrz  Padmasambhawa,
%yj"cy pó#niej,  sta  si! niew"tpliwie najbardziej znan" postaci", to jednak w a&nie od
Garab Dorje otrzyma  on przekaz, zarówno bezpo&redni, w formie wizyjnej transmisji,

background image

14

"poza czasem i przestrzeni"", jak i w zwyk y sposób, jako nauk! pochodz"c" z linii
uczniów tego wielkiego mistrza.
Garab Dorje by   ca kowicie urzeczywistnion"  istot",  która zamanifestowa a swoje
narodziny w ludzkim kszta cie Nirmankaji oko o 55 roku n.e. w kraju Urgyan, le%"cym
w  pó nocno-zachodnich  Indiach.  Garab  Dorje  sp!dzi   tam  %ycie  nauczaj"c  zarówno
ludzi,  jak  i  dakinie.  Zanim  odszed   w  (wietlistym  Ciele,  dokona   podsumowania
swoich nauk w formie Trzech Zasad,  nazywanych czasami Potrójnym Testamentem
Garab Dorje:
1.  BEZPO(REDNIE  WPROWADZENIE  w  pierwotny  stan  jest  przekazywane  od
mistrza do ucznia w sposób bezpo&redni. Mistrz nieustannie przebywa w pierwotnym
stanie,  a obecno&' tego stanu przekazuje si! uczniowi sama przez si!,  bez wzgl!du
na sytuacj!, czy aktywno&', w jakiej razem uczestnicz".
2. UCZE+ wchodzi w niedualn" kontemplacj! i do&wiadczenie pierwotnego stanu,  NIE
MAJ,C D)U*EJ W,TPLIWO(CI, czym on jest.
3.  UCZE+  PRZEBYWA  W  STANIE  niedualnej  kontemplacji  i  kontynuuje  ten
pierwotny  stan,  przenosz"c  kontemplacj!  w  ka%de  dzia anie,  dopóki  to,  co  od
samego  pocz"tku  jest  prawdziwym  stanem  ka%dej  istoty  /Dharmakaja/,  lecz  co
pozostaje 

zaciemnione 

przez 

dualistyczne 

widzenie 

&wiata, 

zostaje

urzeczywistnione. Kontynuuje si! to a% do Ca kowitej Realizacji.

*YCIE GARAB DORJE

Podobnie  jak  Padmasambhawa,  który  %y   po  nim,  a  przeciwnie  ni%  %yj"cy  przed  nim
Budda  Sakyamuni,  Garab  Dorje  nie  urodzi   si!  w  zwyk y  sposób.  Urzeczywistniona
istota mo%e sobie wybra' sposób, czas  i miejsce swoich narodzin, co wydaje si! by'
niemo%liwe z ograniczonego punktu widzenia na sposób dualistyczny. Matka Garab
Dorje, Sudharma, by a córk" króla Urgyan i mniszk". Dziecko, które urodzi a zosta o
pocz!te  w  wyniku  medytacyjnej  wizji.  By o  to  wydarzenie,  które  j"  ucieszy o,  ale  i
zmiesza o. By a zawstydzona i obawia a si!, %e ludzie b!d" o niej  #le my&le' lub te%
uwierz",    %e  dziecko  jest  fantomem,    poniewa%  urodzi a  go  dziewica,  Dlatego  te%
ukry a je w dole wype nionym %u%lem. Kiedy %a uj"c swego czynu powróci a w kilka
dni  pó#niej,    zobaczy a,    %e  dziecko  promienieje  zdrowiem  i  bawi  si!  popio ami.
Wtedy przyj! a do wiadomo&ci fakt, %e jej dziecko by o w cudowny sposób narodzon"
inkarnacj" wielkiego nauczyciela. Zanios a je do pa acu królewskiego. W naturalny i
spontaniczny sposób, jak gdyby z pami!ci, z wielkiej  jasno&ci umys u, zacz! o ono
recytowa'  podstawowe  tantry,  Król  uradowa   si!  jego  towarzystwem,  nadaj"c  mu
imi!  Prabar&a  Vajra,  co  w  podobnym  do  sanskrytu  j!zyku  Urgyan  oznacza  Radosna
Wad%ra". Po tybeta$sku imi! to brzmi Garab Dorje.

Kiedy  mia   siedem  lat,  pokona   w  czasie  dysputy  wszystkich  uczonych  panditów
królestwa,  ukazuj"c  daleko  g !bsze  rozumienie  od  nich  wszystkich.  Przekaza     im
nast!pnie nauki Dzogczen. Lotem b yskawicy rozesz a si! wie&', %e w kraju Urgyan
%yje ch opiec uwa%any za reinkarnacj! wielkiej  istoty,  i udziela nauk poza przyczyn"
i skutkiem.
Gdy wie&' o tym dotar a do Indii, bardzo zaniepokoi a buddyjskich panditów, którzy
zdecydowali, %e najbardziej uczony spo&ród nich,  Manjusrimitra, b!d"c najbieglejszy
w  logice  i  dyspucie  logicznej,  powinien  uda'  si!  tam  wraz    z  grup"  uczonych,  by
pokona'  argumentami  zuchwa ego,  m odego  parweniusza.  Kiedy  jednak  Manjusrimitra
przyby  tam, zobaczy , %e ch opiec by  naprawd! wielkim nauczycielem i %e sam nie
potrafi znale#' b !du w jego naukach. Zrozumia , %e urzeczywistnienie tego dziecka
wykracza o  daleko  poza  jego  w asne  intelektualne  rozumienie.  Odczu   wtedy  wielki
%al  i wyzna  Garab Dorje,  %e przyby  do niego  z niew a&ciw" motywacj" pokonania

background image

15

go w dyspucie logicznej. Garab Dorje wybaczy  mu i udzieli  mu wielu nauk. Poprosi  te%
Manjusrimitr!,  najznakomitszego  naukowca  buddyjskiego  tych  czasów,  aby  napisa 
tekst  prezentuj"cy  argumenty  tej  nauki,  z  pomoc"  których  Garab  Dorje  go  pokona .
Tekst, który Manjusrimitra potem napisa , zachowa  si! do dnia dzisiejszego.

Aby zrozumie', w jakim sensie mo%na powiedzie' o naukach Garab Dorje, ze wykraczaj"
one poza podstawowe prawo karmy, prawo przyczyny i skutku, i w ten sposób pozornie
staj"  w  sprzeczno&ci  z  nauk"  Buddy,  b!d"c  tym  niemniej  doskona ymi  naukami,
musimy wzi"' pod uwag! s awn" Sutr! Serca, esencjonalne podsumowanie rozleg ych
sutr Prad%niaparamity. Sutra ta g osi nauki o naturze pustki /skt. sunyata/, wymieniaj"c
wszystkie  elementy  sk adaj"ce  si!  na  nasz"  rzeczywisto&',  i  g osz"c,  %e  wszystkie
one s" puste. Sutra wyja&nia w ten sposób pustk! funkcji zmys owych i ich obiektów,
powtarzaj"c  formu !  "...  i  dlatego,  poniewa%  wszystkie  zjawiska  s"  w  istocie  puste,
pozbawione  w asnej  natury,  nie  mo%na  powiedzie',  %e  oko  posiada  jak"kolwiek
niezale%n" egzystencj!, podobnie równie% nie ma w rzeczywisto&ci takiej "rzeczy" jak
"ucho" czy " n o s " . . .  ani te% zdolno&ci widzenia, s yszenia czy w"chania...", i tak dalej.
Wszystkie zasadnicze sk adniki nauki Buddy zosta y w ten sam sposób zanegowane,
przy u%yciu pogl"du, który ukazuje ich istotn" pustk!. W sutrze uczynione to zosta o z
punktu widzenia pustki: "  nie ma karmy, nie ma przyczyny i skutku".
Poniewa%  Sutra  podaje,  %e  sam  Budda  poprosi   wielkiego  bodhisattw!
Awalokite&war!, aby udzieli  tych nauk innemu wielkiemu bodhisattwie Mandziu&ri, w
obecno&ci zgromadzonych tam wszystkich rodzajów istot, i poniewa% w zako$czeniu
sutry,  Budda  wychwala  m"dro&'  s ów  Awalokite&wary,  st"d  te%  napisano,  %e  ca e
zgromadzenie uradowa o si!. Staje si! zatem jasne, %e jest to nauka poza przyczyn" i
skutkiem, znajduj"ca si! faktycznie poza wszelkimi ograniczeniami, mówi"ca wprost o
sercu samych nauk Buddy.

Garab  Dorje  mia   wielu  uczniów  s"  zarówno  w&ród  istot  ludzkich,  jak  i  po&ród  daki$.
Przez  reszt!  swego  %ycia  kontynuowa   nauczanie.  Na  koniec,  zanim  rozpu&ci   swoje
cia o  w  esencje  elementów,  urzeczywistniaj"c  (wietliste  Cia o,  pozostawi 
podsumowanie  swych  nauk,  znane  pod  nazw"  "Trzech  Zasad",  które  przedstawiono
powy%ej.

TRZY ZASADY GARAB DORJE
TRZY SERIE NAUK DZOGCZEN
I DALSZE GRUPY TRÓJEK

Nauki  Dzogczen  posiadaj"  precyzyjn"  i  krystaliczn"  struktur!  wzajemnie  z  sob"
powi"zanych elementów, mimo i% cel ich nie polega na rozwini!ciu intelektu, ale na
wprowadzeniu  do  pierwotnego  stanu  poza  intelektem.  Trzy  Zasady  Garab  Dorje
stanowi"  niezb!dne  sk adniki  tej  krystalicznej  struktury.  Ró%ne  aspekty  tych  nauk
powinno  si!  uwa%a'  za  wzajemnie  z  sob"  powi"zane  sk adniki  wyja&niania
pogrupowane  w  trójki.  Diagram  na  ko$cu  rozdzia u  pi"tego  ukazuje  zale%no&ci
pomi!dzy tymi grupami trójek.
Trzy  Zasady  Garab  Dorje  rozpoczyna  Bezpo&rednie  Wprowadzenie,  bezpo&redni
przekaz  pierwotnego  stanu  od  mistrza  do  ucznia.  Powinno  si!  wyja&ni',  %e  sam
przekaz nie ma miejsca w dziedzinie intelektu. Istniej" jednak trzy sposoby, w jakich
mo%na zaprezentowa' to Wprowadzenie: bezpo&redni, symboliczny i ustny. Te trzy
style prezentacji znane s" pod nazw" Trzech Serii nauk Dzogczen: Mannagde czyli
Serii  Esencji;  Londe  czyli  Serii  Przestrzeni  oraz  Semde  czyli  Serii  Natury  Umys u,
Diagram  tych  Trzech  Serii  zosta   zamieszczony  równie%  w  rozdziale  siódmym.
Ukazuje on szczególne zastosowanie ka%dej z serii. Tych Trzech Serii nie powinno

background image

16

si!  uwa%a'  za  trzy  stopnie,  kierunki  czy  te%  szko y.  Stanowi"  one  trzy  sposoby
prezentacji  Wprowadzenia  i  trzy  metody  praktyki,  jednak  celem  ich  wszystkich  jest
doprowadzenie  praktykuj"cego  do  kontemplacji.  Wszystkie  one  stanowi"  w  równej
mierze  nauki  Dzogczen.  Podzia   nauk  Garab  Dorje  na  Trzy  Serie  zosta   dokonany
przez  Manju&rimitr!,  g ównego  ucznia  Garab  Dorje  i  by   nast!pnie  kontynuowany
przez kolejnych mistrzów.

Mannagde  dzia a  w  oparciu  o  zasad!  Bezpo&redniego  Wprowadzenia  /czyli  "Serii
Esencji"/.  Londe  dodaje  wymiar  symbolicznego  wprowadzenia,  a  Semde  -
wprowadzenia ustnego. Chocia% wi!c ka%da z serii posiada swój w asny szczególny
sposób  wprowadzania  w  kontemplacj!  i  w  pierwotny  stan,  to  jednak  ten  sam  stan
jest  przekazywany  bezpo&rednio  jako  integralna  cz!&'  ka%dej  serii.  Mo%na
powiedzie',  %e  Semde  jest  w  rzeczywisto&ci  zasadnicz"  podstaw"  dla  przekazu
nauk  Dzogczen,  podczas  gdy  Londe  pracuje  z  g ównymi  punktami  Semde,  a  o
Mannagde  mówi  si!,  %e  jest  istot"  Semde  i  Londe,  streszczon"  przez  mistrzów
zgodnie z ich do&wiadczeniem i odkryt" przez nich term".

background image

17

ROZDZIA& 4

DZOGCZEN W RELACJI DO
RÓ%NYCH POZIOMÓW

BUDDYJSKIEJ #CIE%KI

Porzu' wszelkie negatywne dzia ania,
dzia aj zawsze w sposób doskona y;
rozwi$ ca kowite mistrzostwo
swego w asnego umys u:
oto nauki Buddy.

Budda Sakyamuni

Je&li pojawia si! my&l,
obserwuj  to co si! pojawia;
je&li %adna my&l nie powstaje,
obserwuj ten spokojny stan.
Obie chwile s" równie puste.

Garab Dorje

W  celu  zrozumienia  Dzogczen  pomocne  b!dzie  rozwa%enie  tej  nauki  w  kontek&cie
innych  &cie%ek  buddyjskiego  spektrum,  równie  cennych  i  nauczanych  dla  po%ytku
istot  o  ró%nych  stopniach  uzdolnie$.  Wszystkie  te  nauki  maj"  jeden  wspólny  cel,
jakim jest rozwi"zanie problemu, powstaj"cego wtedy, gdy jednostka popada w stan
dualizmu,  rozwijaj"c  subiektywne  "ja"  czyli  ego,  które  do&wiadcza  &wiata
zewn!trznego jako czego& ro%nego od siebie i nieustannie usi uje manipulowa' tym
&wiatem,  aby  uzyska'  zadowolenie  i  poczucie  bezpiecze$stwa.  W  ten  sposób  nie
mo%na  jednak  osi"gn"'  satysfakcji  ani  bezpiecze$stwa,  gdy%  wszystkie  pozornie
zewn!trzne  zjawiska  s"  nietrwa e.  Co  wi!cej,    prawdziw"  przyczyn"  cierpienia  i
braku  satysfakcji  jest  podstawowe  uczucie  w asnej  niekompletno&ci,  które  stanowi
nieuchronn" konsekwencj! istnienia w stanie dualizmu.

Ca kowicie  urzeczywistniona  istota,    jak"  by   Budd",  przejawi a  swoje  ludzkie
narodziny  w  Indiach,  w  V  wieku  p.n.e.  po  to,  aby  naucza'  inne  istoty,  zarówno
s owami, jak i przyk adem swojego %ycia. Cierpienie jest czym& bardzo konkretnym,
czym&,  co  ka%dy  zna  i  czego  pragnie  unikn"'  za  wszelk"  cen!,  dlatego  te%  Budda
rozpocz"   sw"  nauk!  od  tego  w a&nie  faktu  w  swym  s ynnym  kazaniu  o  czterech
szlachetnych  prawdach.  Pierwsza  z  tych  prawd  kieruje  nasz"  uwag!  na  fakt,  %e
cierpimy,  podkre&laj"c  zasadniczy  brak  satysfakcji  zawarty  w  naszej  egzystencji.
Druga  prawda  wyja&nia  przyczyn!  tego  cierpienia,  jak"  jest  dualistyczny  stan
istnienia,  do&wiadczany  na  skutek  przywi"zania  do  zjawisk  i  pragnie$,  w  wyniku
którego  ego  substancjalizuje  si!  jako  co&  oddzielnego  od  zintegrowanej  ca o&ci
wszech&wiata.    Trzecia  prawda  mówi  o  mo%liwo&ci  usuni!cia  cierpienia  poprzez
powrót do do&wiadczenia integracji, na wskutek przezwyci!%enia dualizmu. Czwarta
prawda mówi o istnieniu &cie%ki prowadz"cej do wyeliminowania cierpienia, &cie%ki,
której naucza  Budda.

Wszystkie  tradycje  s"  zgodne  co  do  tego,  %e  cierpienie  istnieje,  ale  ka%da  z  nich
posiada  ró%ne  metody  post!powania  z  nim  i  doprowadzenia  istot  na  powrót  do

background image

18

do&wiadczenia  pierwotnej  jedno&ci.  Tradycja  buddyzmu  Hinajany  pod"%a  (cie%k"
Wyrzeczenia,  nauczan"  przez  Budd!  w  Jego  ludzkiej  formie  i  zapisan"  pó#niej  w
pismach,  znanych  obecnie  jako  sutry.  Na  tej  &cie%ce  ego  uwa%a  si!  za  truj"ce
drzewo,  a  u%yta  tam  metoda  mo%e  by'  porównana  do  wykopywania  jego  korzeni,
jeden  po  drugim.  Trzeba  przezwyci!%y'  wszystkie  nawyki  i  sk onno&ci  uznane  za
negatywne,  a b!d"ce przeszkodami do wyzwolenia. Na tym poziomie istnieje wiele
regu  co do tego jak nale%y post!powa'. Maj" one zwi"zek ze &lubowaniami, które
reguluj"  ca "  aktywno&'  jednostki.  Idea em  tej  &cie%ki  jest  mnich  lub  mniszka
przyjmuj"ca maksymaln" liczb! &lubowa'. Ale w ka%dym przypadku, czy to mnicha,
czy  cz owieka  &wieckiego,  zwyk y,  naturalny  sposób  istnienia  uwa%any  jest  za
nieczysty.  Trzeba  si!  go  wyrzec,  aby  poprzez  rozwini!cie  ró%nych  stopni  medytacji
stworzy'  siebie  jako    istot!  czyst",  Arhata,  wyzwolon"  z  przyczyn  cierpienia  i  nie
powracaj"c" ju% wi!cej do cyklu narodzin i &mierci w uwarunkowanej egzystencji.

Z  punktu  widzenia  Mahajany  natomiast,  szukanie  tylko  w asnego  wyzwolenia  i
wyj&cia z cierpienia,  podczas gdy inni nadal cierpi" jest czym& gorszym od idea u. W
Mahajanie  uwa%a  si!,  %e    trzeba  po&wi!ci'  si!  dla  wy%szego  dobra  pobudzaj"c  w
sobie %yczenie o&wiecenia dla wszystkich innych istot przed osi"gni!ciem w asnego
urzeczywistnienia i przez to nieustannie powraca' do cyklu cierpienia, aby pomaga'
innym  w  wydostaniu  si!  z  niego.  Ten,  kto  praktykuje  w  ten  sposób  nazywany  jest
bodhisattw".

Zarówno  Mahajana  /"wi!kszy  pojazd"/  jak  i  Hinajana  /"mniejszy  pojazd"/  s"
&cie%kami  Wyrzeczenia  i  tylko  ich  specyficzne  podej&cia  si!  ró%ni".  Odci!cie
wszystkich korzeni drzewa jeden po drugim, wymaga wiele czasu. Mahajana skupia
si!  g ównie  na  uci!ciu  g ównego  korzenia,  pozwalaj"c,  aby  drugorz!dne  korzenie
uschn! y  same  przez  si!.  W  tym  celu  rozwija  si!  najwy%sze  wspó czucie  i  d"%y  do
tego, aby urzeczywistni' esencjaln" pustk! wszystkich zjawisk i ego, co jest zreszt"
równie%  celem Hinajany.

W  Manajanie  intencje  dzia a$  uwa%ane  s"  za  tak  samo  wa%ne  jak  same  dzia ania.
Odró%nia  to  Mahajan!  od  podporz"dkowywania  wszystkich  dzia a'  &lubowaniom,
jak  ma  to  miejsce  w  Hinajanie.  Istnieje  pewna  historia,  która  dobrze  ilustruj!  t!
ró%nic!.  Pewien  bogaty  kupiec,  który  by   uczniem  Buddy,  jecha   wraz  z  wielk"
karawan"  innych  kupców  na  wysp!  s yn"c"  z  kamieni  szlachetnych  w  celu
zakupienia ich na sprzeda%. W drodze powrotnej odkry , %e pewien p yn"cy na statku
cz owiek  zamierza  zamordowa'  wszystkich  pasa%erów,  aby  zaw adn"'  ich
bogactwem.  Na  statku  p yn! o  trzysta  osób.  Kupiec  zna   tego  cz owieka  i  wiedzia ,
%e  jest  zdolny  do  takiego  czynu,  tote%  nie  wiedzia   co  robi'.  W  ko$cu  nie  widzia 
innego wyj&cia, jak zabi' przysz ego rabusia, mimo i% wcze&niej z o%y  przed Budd"
&lubowanie,  %e  nie  b!dzie  odbiera   %ycia  innym  istotom.  Zawstydzony  tym,  co
uczyni , po powrocie z wyprawy uda  si! do Buddy i wyzna  mu swój straszny czyn.
Budda  jednak  powiedzia ,  mu,  %e  nie  uczyni   nic  z ego,  gdy%  jego  intencj"  nie  by o
zabieranie  lecz  ratowanie  %ycia.  Uchroni   on  ponadto  cz owieka,  którego  zabi ,  od
bardzo  negatywnej  karmy  zamordowania  trzystu  ludzi  i  jej  nieuchronnej
konsekwencji.  Budda  wyja&ni ,  %e  czyn,  którego  kupiec  dokona   by   w  istocie
pozytywny. Poniewa% intencje le%"ce u podstaw dzia ania uwa%ane s" za tak istotne,
wszelka praktyka w Mahajanie podejmowana jest dla dobra innych.

Buddyzm  Zen  jest  &cie%k"  Mahajany,    a  poniewa%    cz!sto  nazywa  si!  go
"niestopniow" metod"", ludzie czasem my&l", %e musi by' tym samym co Dzogczen,
który  równie%  jest  niestopniowy.  Jednak  zarówno  metody  stosowane  tu,  jak  i  tam,

background image

19

oraz  osi"gane  urzeczywistnienie,  s"  zasadniczo  ró%ne.  Obydwa  poziomy  (cie%ki
Wyrzeczenia /Hinajana i Mahajana/ dzia aj", mo%na by rzec, na poziomie Cia a.

Tantra  natomiast  dzia a  na  poziomie  Energii  czyli  "G osu".  Energia  jest  naturalnie
czym&  mniej  uchwytnym  ni%  cia o,  i  tym  trudniej  j"  dostrzec.  Trudniejsze  jest
zrozumienie energii i sposobu, w jaki ona funkcjonuje, ni% zrozumienie prostego faktu
cierpienia. Aby zatem praktykowa' tantr!, potrzebne s" wi!ksze zdolno&ci. Chocia%
terminu  "tantra"  zwyk o  si!  u%ywa'  na  oznaczenie  tekstów,  w  których  zapisane  s"
tantryczne nauki, prawdziwym znaczeniem tego s owa jest  "ci"g o&'", w tym sensie
%e cho' wszystkie zjawiska s" puste, to jednak nieustannie si! pojawiaj". Wszystkie
metody tantry pracuj" z t" ci"g o&ci", przyjmuj"c jako podstawowe za o%enie pustk!
wszystkich zjawisk, do której d"%" sutry.
Z punktu widzenia sutr relatywny poziom jest przeszkod", której nale%y si! wyrzec,
aby  zrealizowa'  absolutny  poziom  pustki.  Tantra  jednak  wykorzystuje  poziom
relatywny jako si ! nap!dow" rozwoju na &cie%ce, która prowadzi poza ten poziom.
Jej postawa wobec odrzucanej  przez sutry nami!tno&ci, wyra%a si! w powiedzeniu:
"Im wi!cej drzewa /nami!tno&ci/, tym wi!cej ognia /realizacji/". Istniej" zewn!trzne i
wewn!trzne tantry, zwane tak%e ni%szymi i wy%szymi. Oba te poziomy tantry u%ywaj"
wizualizacji  jako  zasadniczej  metody.  Zewn!trzne  tantry  zaczynaj"  od  poziomu
zewn!trznego zachowania praktykuj"cego, aby poprzez oczyszczenie my&li i dzia a$
przygotowa'  praktykuj"cego  do  osi"gni!cia  m"dro&ci.  Zewn!trzne  tantry  zaczynaj"
wi!c od tego,  co jest zwane &cie%k" Oczyszczenia, która stanowi pierwszy stopie$
Wad%rajany /"Niezniszczalnego  Pojazdu"/.

Drugim  stopniem  Wad%rajany  jest  &cie%ka  Transformacji.  Zaczyna  si!  ona  od
trzeciego  i  ostatniego  poziomu  zewn!trznych  tantr,  obejmuj"c  wszystkie  trzy
poziomy tantr wewn!trznych. Te wewn!trzne poziomy tantry równie% opieraj" si! na
podstawowym  za o%eniu  o  pustce  wszystkich  zjawisk,  ale  wykorzystuj"  g ównie
wewn!trzn"  jog!,  pracuj"c  z  systemem  energii  subtelnych  w  ciele,  w  celu
przekszta cenia  ca ej  sytuacji  praktykuj"cego  w  sytuacj!  urzeczywistnionej  istoty,
wizualizowanej w tej praktyce. Metody te by y nauczane przez Budd! raczej w jego
"przejawionym  ciele"  ani%eli  w  ciele  fizycznym;  naucza y  ich  równie%  inne
manifestacje Sambhogakaji.

Przekaz tantry otrzymuje si! pierwotnie z poziomu manifestacji Sambhogakaji, które
ukazuj"  si!  mistrzowi,  posiadaj"cemu  dostateczn"  wizyjn"  jasno&'  percepcji,
pozwalaj"c"  mu  postrzega'  ten  poziom.  Metody  praktyki  stosowane  w  tantrze,
stanowi"  zarazem  metody  tych  manifestacji.  Po  uzyskaniu  od  mistrza  inicjacji  do
praktyki,  dzi!ki  wizualizacji  i  reintegracji  swojej  subtelnej  energii  pod"%a  si!  za
przyk adem pierwotnego przekazu i manifestuje si! jako bóstwo, wchodz"c w czysty
wymiar  mandali.  Przekraczaj"c  w  ten  sposób  fizyczny  &wiat  grubych  elementów,
które  ulegaj"  przekszta ceniu  w  swe  esencje,  urzeczywistnia  on    Sambhogakaj!.
Kiedy umiera, wchodzi w &wiat &wiate  i barw,  stanowi"cych esencje elementów i w
tym  oczyszczonym  stanie  istnienia,  cho'  nie  jest  si!  aktywnym  w  jednostkowym
sensie,  pozostaje si! maj"c zdolno&' nieustannego pomagania innym istotom. Mówi
si!, %e zaawansowany jogin tantryczny przypomina piskl! or a, które potrafi lata' ju%
w  momencie  rozerwania  skorupy  jaja.  W  chwili  &mierci,  nie  wchodz"c  w  po&redni
stan  bardo,    przejawia  si!  jako  bóstwo,  którego  praktyk!  urzeczywistni   za  %ycia.
Takie urzeczywistnienie ró%ni si! wyra#nie od zwyk ego przerwania cyklu narodzin i
&mierci, o jakie chodzi w praktykach sutr.

background image

20

Rozwini!cie  wystarczaj"cej  mocy  koncentracji  oraz  opanowanie  energii
wewn!trznych w stopniu potrzebnym dla dokonania procesu transformacji, wymaga
jednak  wielu  lat  samotnego  odosobnienia  i  jest  bardzo  trudne  do  osi"gni!cia  w
jednym  %yciu,  pomimo  tego,  %e  jest  to  szybsza  metoda  od  metod  u%ywanych  na
&cie%ce  Wyrzeczenia,  które  wymagaj"  wielu  %ywotów  dla  ich  urzeczywistnienia.
Dzogczen  jednak  nie  jest  ani  sutr"  ani  tantr".  Podstaw"  jego  przekazu  jest
wprowadzenie,  a  nie  przejawienie,  tak  jak  w  tantrze.  Jego  zasada  dzia a
bezpo&rednio  na  poziomie  umys u.  Polega  na  wprowadzeniu  'wicz"cego  w
pierwotny stan, przedstawiony bezpo&rednio przez mistrza. W tym stanie pozostaje
on a% do ca kowitego urzeczywistnienia Wielkiego Transferu czyli (wietlistego Cia a.

Jest  to  znowu  co&  innego,  ani%eli  realizacja  osi"gni!ta  na  &cie%kach  sutr  i  tantr.
Omówi! to pó#niej, w rozdziale po&wi!conym Owocowi nauk Dzogczen.

Chocia%  Dzogczen  jest  nauk"  dzia aj"c"  zasadniczo  na  poziomie  Umys u,  mo%na
równie%  w  nim  odnale#'  praktyki  z  Cia em  i  G osem.  S"  one  jednak  czym&
drugorz!dnym  w  stosunku  do  samej  niedualnej  kontemplacji  i  u%ywa  si!  ich  jako
metod  wprowadzaj"cych  praktykuj"cego  w  jej  stan.  Jedynie  ta  kontemplacja  mo%e
by' naprawd! nazywana Dzogczen, chocia% praktykuj"cy mo%e korzysta' z praktyk
z  ró%nych  poziomów  sutr  i  tantr,  je&li  odkryje,  %e  s"  one  u%yteczne  dla  usuwania
przeszkód  w  praktyce  kontemplacji.  Szczególna  metoda  Dzogczen  jest  zwana
&cie%k"  Samowyzwolenia,  i  aby  ni"  i&'  nie  trzeba  si!  niczego  wyrzeka',  niczego
oczyszcza'  ani  przekszta ca'.  Wszystko  to,  co  pojawia  si!  w  polu  karmicznego
do&wiadczenia,    zostaje  u%yte  jako  &cie%ka.  Wielki  mistrz  Padampa  Sangye
powiedzia   kiedy&:  "To  nie  okoliczno&ci,  wynikaj"ce  z  czyjej&  karmy  powoduj",  %e
wchodzi  si!  w  dualistyczny  stan,  ale  w asne  osobiste  przywi"zanie  powoduje
powstanie    tych  uwarunkowa$".  Je&li  to  przywi"zanie  zostaje  odci!te  w  najbardziej
gwa towny  i  skuteczny  sposób,  wówczas  sama  przez  si!  musi  si!  zamanifestowa'
spontaniczna zdolno&' umys u do samowyzwalania si!.

Terminu  "samowyzwolenie"  nie  nale%y  jednak  rozumie'  w  ten  sposób  %e  istnieje
jakie&    "ja",  czyli  ego,  które  ma  by'  wyzwolone.  Jak  wspomnia em,  podstawowym
za o%eniem Dzogczen jest to, %e wszystkie zjawiska pozbawione s" w asnej natury,
"Samowyzwolenie"  oznacza  tu,  %e  temu,  co  pojawia  si!  w  polu  do&wiadczenia
praktykuj"cego, umo%liwia si! pozostanie takim,  jakie jest, bez osadzania czy jest to
dobre,  czy  z e,  pi!kne  czy  brzydkie.  Je&li  równocze&nie  nie  ma  %adnego
przywi"zania  ani  lgni!cia,  wówczas  bez  wysi ku,  czy  nawet  aktu  woli,  w  sposób
automatyczny, same w sobie i same z siebie bez wzgl!du na to, co pojawia si!, czy
jest to my&l, czy na pozór zewn!trzne  zdarzenie.  Je&li praktykujemy w ten sposób,
nasiona truj"cego drzewa dualizmu nie b!d" mia y szans zakie kowa', a có% dopiero
wypu&ci' korzenie i wyrosn"'.

Tote%  praktykuj"cy  Dzogczen  %yje  zwyczajnym  %yciem,  nie  potrzebuj"c  %adnych
innych  regu   prócz  w asnej  przytomno&ci,    pozostaj"c  zawsze  w  stanie  pierwotnej
jedno&ci  poprzez  zintegrowanie  swego  stanu  z  tym,  co  pojawia  si!  jako  cz!&'
do&wiadczenia. W ten sposób nic na zewn"trz nie wskazuje, %e on praktykuje. Tak
te% nale%y rozumie' termin "samowyzwolenie" i to w a&nie oznacza termin Dzogczen
czyli "Wielka Doskona o&'" To równie% rozumie si! przez "niedualn" kontemplacj!",
lub  po  prostu  przez  "kontemplacj!".  Chocia%  w  trakcie  mojej  nauki  w  klasztornej
szkole  w  Tybecie  uczy em  si!  i  praktykowa em  wszystkie  mo%liwe  &cie%ki,  dopiero
mój  mistrz  Jangchub  Dorje  pomóg   mi  zrozumie'  szczególn"  warto&'  nauk
Dzogczen, które s" tym w a&nie, czego sam g ównie nauczam.

background image

21

Podsumowanie  w  formie  wykresu  przedstawiaj"cego  ró%ne  &cie%ki  sutr,  ró%ne
poziomy  tantr  i  Dzogczen,  zosta o  tutaj  w "czone  jako  pomoc,  która  umo%liwia
zrozumienie terminologii, u%ywanej w opisie tych nauk. Pomimo tego, %e takie tabele
s"  u%yteczne,  nios"  jednak  w  sobie  pewne  niebezpiecze$stwo  zasugerowania
czytelnikowi  jakiej&  hierarchii  nauk,  z  Dzogczen  na  samej  górze.  W  rzeczywisto&ci
ca y  ten  uk ad  mo%na  odwróci',  umieszczaj"c  Dzogczen  na  samym  dole.  Poni%szy
wykaz mo%na równie% czyta' od ko$ca w tej kolejno&ci, w jakiej stopniowe &cie%ki s"
zazwyczaj  praktykowane,  czyli  tam  gdzie  ka%dy  poprzedni  stopie$  musi  by'
zaliczony  przed  przej&ciem  do  nast!pnego.  Dzogczen  ró%ni  si!  od  stopniowych
&cie%ek  tym,  %e  mistrz  wprowadza  tutaj  ucznia  bezpo&rednio  w  "Wielk"
Doskona o&'",  która  stanowi  serce  wszystkich  &cie%ek.  Powodem,  dla  którego
istnieje  tak  wiele  ró%nych  dróg  jest  to,  %e  nauki  te  s"  dostosowane  do  ró%nych
zdolno&ci indywidualnych istot. Je&li wi!c na przyk ad komu& odpowiada najbardziej
&cie%ka  sutr,  wówczas  mówi  si!  o  niej,  %e  jest  "najwy%sza",  poniewa%  ona  w a&nie
najlepiej  pasuje  do  niego/niej.  Je&li  u%ywamy  s owa  "najwy%szy"  w  odniesieniu  do
Dzogczen, to powinni&my pami!ta' o tym zastrze%eniu.

PODSUMOWANIE METOD RÓ%NYCH #CIE%EK SUTR,TANTR I DZOGCZEN

Dzogczen

Ani  sutra,  ani  tantra.  Dzogczen  nie  widzi  siebie  jako  najwy%szego  punktu
jakiejkolwiek  hierarchii  poziomów.  Nie  jest  stopniow"  &cie%k".  Jest  (cie%k"
Samowyzwolenia,  a  nie  (cie%k"  Transformacji.  Dlatego  nie  u%ywa  wizualizacji  jako
zasadniczej  praktyki.  Znajduje  si!  poza  ograniczeniami,  tote%  praktyki  z  innych
poziomów  mog"  by'  tutaj  u%yte  jako  drugorz!dne  i  pomocnicze.  G ówn"  praktyk"
Dzogczen jest bezpo&rednie wej&cie w niedualn" kontemplacj!, pozostawanie w niej
i pog !bianie, a% do osi"gni!cia Ca kowitego Urzeczywistnienia.

Tantra

Ró%ne  poziomy  tantry  s"  praktykami  Wad%rajany.  Opieraj"  si!  na  za o%eniu  pustki
wszystkich  zjawisk,  na  zasadzie  &unjaty.  Pos uguj"  si!  wizualizacj",  której  na
ka%dym poziomie u%ywa si! w odmienny sposób, w celu zintegrowania indywidualnej
energii z energi" wszech&wiata.

Wewn(trzne czyli wy"sze tantry

Anuttara Tantra /Najwy%sza Tantra/ dzieli si! w szkole Ningmapa na trzy poziomy:

Ati Yoga /Pierwotna Joga/

Ati  Yoga    i  Anu  Yoga  istniej"  tylko  w  szkole  Ningmapa.  Ati  Yoga  jest  ostatnim
stopniem Anu Yogi, kulminacj" stopniowej  &cie%ki stosowanej w tej  szkole. Ati Yoga
jest niekiedy nazywana Dzogczen /Maha  Ati/.  w  istocie,  stan  osi"gni!ty w tej jodze
jest  autentycznie  taki  sam,  jak  w  Dzogczen,  ale  osi"ga  si!  go  poprzez  &cie%k!
Transformacji, jako zako$czenie dziewi!ciu stadiów stopniowej &cie%ki, podczas gdy
Dzogczen  nie  jest  &cie%k"  stopniow".  W  Dzogczen  Bezpo&rednie  Wprowadzenie
dane  jest na samym pocz"tku.

background image

22

Anu Yoga /Ca kowita Joga/

Anu Yoga, która prowadzi do Ati Yogi, u%ywa metody wizualizacji w a&ciwej jedynie
szkole Ningmapa. wizualizacja ta jest nag a, a nie budowana szczegó  po szczególe.
Praktykuj"cy  wizualizuje  siebie  jako  bóstwo,  ale  wewn!trzne  wra%enie  jest
wa%niejsze, ni%eli szczegó y wizualizacji.

Maha Yoga /Wielka Joga/

Podczas gdy kulminacj" (cie%ki Transformacji w szkole Ningmapa jest Ati Yoga, w
pozosta ych  trzech  szko ach  praktyka  Maha  Yogi  pos uguj"ca  si!  stopniow"
wizualizacj"  szczegó   po  szczególe,  prowadzi  do  stanu  Mahamudry  /"Wielkiej
Piecz!ci"  lub  "Wielkiego  Gestu"/.  Stan  ten  raz  osi"gni!ty  nie  ró%ni  si!  od  stanu
Dzogczen czy te% Ati Yogi, chocia% metoda doj&cia do niego jest ró%na.

Zewn(trzne czyli Ni"sze Tantry

Yogatantra

Wizualizuje  si!  tu  siebie  jako  "bóstwo"  i  zaczyna  si!  stosowa'  wewn!trzn"  jog!
wykorzystuj"c"  subtelne  energie  cia a,  co  nast!pnie  jest  kontynuowane  na
wszystkich poziomach opisanej powy%ej  &cie%ki Transformacji.

Upayatantra /Naturalna lub !rodkowa Tantra/

"Bóstwo" czyli urzeczywistnion" istot!, wizualizuje si! tutaj  jako co& zewn!trznego w
stosunku do praktykuj"cego, chocia% zarazem jako jemu równe. Wykonuje si! tutaj
wewn!trzne 'wiczenia jogi, jak równie% dzia ania zewn!trzne.

Kriyatantra /Tantra Dzia ania/

Jest  to  poziom  &cie%ki  Oczyszczenia,  Tutaj  wizualizuje  si!  bóstwo  jako  co&
zewn!trznego  i  wy%szego  od  siebie.  Dokonuje  si!  równie%  zewn!trznych  dzia a$  w
celu  oczyszczenia  si!,  aby  uzyska'  zdolno&'  otrzymania  m"dro&ci  od
urzeczywistnionej  istoty, jak równie% w celu przygotowania si! do praktyk wy%szych
poziomów tantry.

Sutra /#cie"ka Wyrzeczenia/

Hinajana  i  Mahajana  d"%"  do  osi"gni!cia  do&wiadczenia  &unjaty  czyli  pustki,  która
jest  podstawowym  za o%eniem  tantry  i  jej  punktem  wyj&cia.  Stopniowe  &cie%ki
podkre&laj", %e  trzeba zacz"' od tego poziomu, a nast!pnie przechodzi' do coraz
wy%szych. Dzogczen rozpoczyna od najwy%szej nauki na samym pocz"tku.

Pierwszym, który umo%liwi  wprowadzenie nauk Buddy do Tybetu, czemu poprzednio
stali na przeszkodzie miejscowi praktykuj"cy szamanistyczn" tradycj! Bon, by  wielki
mistrz z IX wieku, Padmasambhawa. By  on ca kowicie urzeczywistnion" istot", która
zamanifestowa a  niezwyk e  narodziny  w  Urgyan.  Tam  te%  bezpo&rednio  od  Garab
Dorje  otrzyma   wizyjny  przekaz  Dzogczen,  jak  równie%  ustny  przekaz  od
wspó czesnych mu spadkobierców linii przekazu Garab Dorje. Nast!pnie uda  si! w
podró% do Indii, gdzie przyswoi  sobie wszystkie tantryczne nauki, jakich nauczano w
owym  czasie    dochodz"c  w  nich  do  mistrzostwa.  Rozwin"   w  sobie  zdolno&ci,

background image

23

pozwalaj"ce  mu  na  przekszta cenie  si!  w  dowoln"  form!,  jak  i  inne  "siddhi"  czyli
moce, które mog" pojawi' si! wraz z rozbiciem dualistycznej kondycji. Dlatego te%,
kiedy zaproszono go do Tybetu, w celu wprowadzenia tam nauk Buddy, by  w stanie
dzi!ki  swoim  najwy%szym  mocom,  przezwyci!%y'  przeszkody,  jakie  napotka   pod
postaci" negatywnych energii.

Ka%de miejsce posiada kieruj"c" nim energi!. Szamanistyczni kap ani Bon posiadali
zdolno&ci  koncentrowania  ró%nych  dominuj"cych  energii  Tybetu.  U%ywali  tej  mocy,
aby utrudni' zakorzenienie si!  nauk Buddy w Tybecie. Padmasambhawa przejawia 
si! w ró%nych formach, aby pokona' miejscowe, dominuj"ce energie i spo%ytkowa'
je w celu ochrony nauk buddyjskich; odt"d energie te sta y si! Stra%nikami Dharmy.

Poniewa% jednak sam znajdowa   si!  poza  wszelkimi  ograniczeniami,  nie  uwa%a   za
konieczne odrzuca' tego, co posiada o warto&' w tradycji lokalnej, ale raczej stara 
si! stworzy' warunki, w jakich buddyzm móg by zintegrowa' si! z miejscow" kultur",
z  jej  wysoce  wyszukanymi  systemami  kosmologii,  astrologii,  rytua u  i  medycyny,
podobnie  jak  w  swoim  czasie  Budda  Sakyamuni  opar   si!  na  wspó czesnej  mu
kulturze  indyjskiej,  u%ywaj"c  jej  jako  podstawy  do  zakomunikowania  czego&,  co  w
sposób istotny znajduje si! poza kultur". W ten sposób, dzi!ki wp ywowi i aktywno&ci
Padmasambhawy  zbieg y  si!  z  sob"  duchowe  tradycje  z  Urgyan,  Indii  i  miejscowe
#ród a Bonpo w to  co obecnie znamy jako tybeta$sk" posta' buddyzmu.

Pierwsi uczniowie Padmasambhawy w Tybecie nie uwa%ali si! za szko ! czy sekt!.
Byli  po  prostu  praktykuj"cymi  buddyzm  tantryczny  i  Dzogczen.  Jednak  wraz  z
pojawieniem  si!  w  pó#niejszym  czasie  ró%nych  tradycji  praktyki,  post!puj"cych  w
&lad odmiennych linii przekazu, wywodz"cych si! od indyjskich mistrzów tantry, które
nast!pnie  rozwin! y  si!  w  szko y,  pierwotni  na&ladowcy  Padmasambhawy,  stali  si!
znani Jako "Ningmapa", "Staro%ytni" lub "Stara Szko a".

Trzeba  jednak  by'  ostro%nym,  aby  b !dnie  nie  pomy&le',  %e  nauki  Dzogczen
stanowi"  same  w  sobie  szko !  lub  sekt!,  lub  %e  przynale%"  do  jakiej&  szko y  czy
sekty.  Przez  s owo  "Dzogczen'  zawsze  rozumie  si!  pierwotny  stan.  I  chocia%  linia
przekazu tego stanu od mistrza do ucznia rzeczywi&cie istnieje, to cz onkowie tej .linii
b!d"c  praktykuj"cymi  Dzogczen,  mog"  zosta'  odnalezieni  we  wszystkich  szko ach
buddyzmu  tybeta$skiego  czy  w&ród  praktykuj"cych  Bon.  Równie  dobrze  mog"  nie
nale%e' do %adnej szko y czy sekty.

Par! przyk adów mo%e pomóc nam to zrozumie'. Mój mistrz Jangchub Dorje nie by 
przez nic ograniczony, b!d"c  niezale%ny  od  wszystkich  szkó .  Otrzymuj"c  nauki  od
swego  g ównego  mistrza  Ngala  Padma  Duddul,  otrzyma   równie%  niektóre  nauki
Dzogczen  i  przekazy  od  mistrza  Dzogczen  z  Bonpo.  Nauki  Dzogczen  istniej"  w
tradycji  Bon  od  samego  pocz"tku  historii  Tybetu  chocia%  tradycja  ta  nie  by a  tak  w
pe ni rozwini!ta, jak ta, która wprowadzi  Garab Dorje. Ningmapa czyli "Staro%ytni" to
najstarsza  z  czterech  szkó   buddyzmu  tybeta$skiego.  Wch on! a  ona  nauki
Dzogczen  w  najwcze&niejszym  okresie  swego  rozwoju,    przekazuj"c  je  a%  po  dzi&
dzie$.  Nauki  Dzogczen  w  tak  doskona y  sposób  uto%sami y  si!  z  Ningmap",  i%
mo%na pope ni' b "d twierdz"c, i% nale%" one wy "cznie do tej szko y. Bardzo wielu
wielkich  przedstawicieli  Dzogczen  zamanifestowa o  si!  w  ca ej  historii  Ningmapy.
Ostatnio byli to: Lonczen Rabjampa/1308-63/ i Jigme Linpa /1729-98/, którzy znale#li
si! w&ród najwybitniejszych naukowców, historyków i duchowych nauczycieli Tybetu
wielkim  praktykiem  Dzogczen  by   Rangjung  Dorje  /1284-1339/,  trzeci  Karmapa,
g owa  szko y  Karma  Kagyu,  który  po "czy   nauki  Mahamudry

przekazywane  w  linii

background image

24

jego szko y z tradycj" Ati Yogi z Dzogczen, przekazywan" w Ningmapie. Przekaz tak
po "czonych nauk trwa w szkole Kagyu a% do dnia dzisiejszego.

Szko a Sakjapa rozwin! a si! w tym samym czasie co Kagyu, kontynuuj"c inne linie
przekazu z tradycji indyjskich Mahasiddhów. Mój wuj Chentse Chogi Wangchug by 
opatem  w  tej  szkole  i  znakomitym  przyk adem  praktykuj"cego  Dzogczen  w  szkole
Sakjapa.  Ostatnia  z  za o%onych  szkó ,  Gelugpa,  zainicjowa a  ruch  reformatorski,
który uwa%a  siebie za odwrót od tego, co uwa%ano za przerost tantryzmu, wracaj"c
ponownie  do  nauk  sutr  i  &cis ego  stosowania  Winaji,    czyli  regu   dyscypliny
klasztornej  wprowadzonej  przez  Budd!.  St"d  tez  cz!sto  uwa%a  si!,    %e  Dzogczen
musi by' bardzo daleki od  idea u Gelugpa. Tym niemniej szko a ta posiada a wielu
mistrzów  Dzogczen,  m.in.  wielkiego  Pi"tego  Dalaj  Lam!,  Gyalqog  Naba  /1617-62/.
By  on pierwszym Dalaj Lam", który posiada  &wieck" w adz! nad Tybetem, pe ni"c
zarazem duchow" rol! swego poprzednika. Rozpocz"  budow! Pa acu Potala w jego
obecnej formie. Praktykowa  Dzogczen w tajemnicy, aby nie kompromitowa' swojej
politycznej  pozycji.  Powinno  si!  zatem  pami!ta',  %e  mistrzowie  b!d"c  z  zasady
wierni  jednej  szkole  i  w  pe ni  utrzymuj"c  zobowi"zania  wobec  niej,  w  swobodny
sposób otrzymywali jednocze&nie przekazy z innych tradycji, przez co u%y#niali %ycie
duchowe i kultur! Tybetu.

background image

25

ROZDZIA& 5

Z MOIMI DWOMA WUJAMI
KTÓRZY BYLI MISTRZAMI
DZOGCZEN

Najpierw wgry# si! w powik ania nauk.
Potem przemy&l to, czego nauczaj";
A w ko$cu, zgodnie z pouczeniami, medytuj nad ich
znaczeniem

Milarepa

W  Tybecie  mo%na  znale#'  wielu  mistrzów,  którzy  oddaj"  si!  ró%nym  zaj!ciom,  ale
ogólnie  rzecz  bior"c,  maj"  oni  do  wyboru  cztery  style  %ycia:  mog"  by'  mnichami
%yj"cymi  w  klasztorze,  &wieckimi  lud#mi  prowadz"cymi  koczowniczy  styl  %ycia  pod
namiotami i w!druj"cymi z miejsca na miejsce ze swymi uczniami, a cz!sto równie%
w asnym  stadem  byd a,  &wieckimi  lud#mi,  %yj"cymi  w  miastach  oraz  joginami,
%yj"cymi przewa%nie w jaskiniach. Osobi&cie otrzyma em przekaz nauk nie tylko od
mego  g ównego  mistrza,  ale  równie%  od  wielu  innych,  w  tym  tak%e  od  obu  moich
wujów.  Mój  wuj  Dogdan  /Toden/  by   wielkim  joginem  i  praktykiem  Dzogczen.
Podobnie  jak  Janchub  Dorje  nie  posiada   formalnego  wykszta cenia,  nie  by   te%
zwi"zany  z  %adn"  szko ".  Sta o  si!  tak  dlatego,  poniewa%  rodzice  przeznaczyli  go,
kiedy  by     jeszcze  ma y,  do  zawodu  srebrnika  i  ca a  jego  edukacja  posz a  w  tym
kierunku, aby przygotowa' go do pracy rzemie&lnika. Na dodatek, po

 

jakim& czasie

wpad   w  bardzo  powa%n"  chorob!  umys ow"  i  %aden  lekarz  nie  potrafi   go  z  niej
wyleczy'.  W  ko$cu  zaprowadzono  go  do  mistrza  Dzogczen

Azom  Drugpy.  Pod

wp ywem spotkania z nim nie tylko zdo a  si! wyleczy' ze swojej choroby, ale tak%e
powa%nie  zaanga%owa   si!  w  praktyk!.  Zosta   joginem  i  ca e  %ycia  sp!dzi   na
samotnym odosobnieniu w wysokogórskich  jaskiniach,  po&ród rycz"cych leopardów
i  jaguarów.  Kiedy  by em  dzieckiem,  wolno  mi  by o  czasami  pozostawa'  z  nim  i
pami!tam,  %e  leopardy  szczególnie  lubi y  mas o.  Nocami  usi owa y  si!  w&lizn"'  do
jaskini,  w  której  Dogdan  magazynowa   swoje  zapasy  %ywno&ci  i  ukradkiem  je
wyliza'. Wtedy te%, w tych wysokogórskich jaskiniach, po raz pierwszy dowiedzia em
si! o Yantra Yodze; jako ma y brzd"c po prostu na&ladowa em ruchy Dogdana. Po
raz  pierwszy  zosta em  z  nim,  kiedy  mia em  trzy  lata.  Pami!tam  mego  wuja
praktykuj"cego  niemal  nago    podczas  gdy  ja  zabawia em  si!  w  sposób  w a&ciwy
memu  wiekowi  od  czasu  do  czasu  klepi"c  i  kopi"c  jego  nagie  plecy,  kiedy  siedzia 
nieporuszony w medytacji. Dopiero kiedy by em nieco starszy, dowiedzia em si!, co
on faktycznie robi .

Dogdan  mia   d ugie  w osy  i  olbrzymi",  g!st"  brod!.  Kiedy  przyjecha em  na  Zachód
uderzy o mnie jego uderzaj"ce podobie$stwo do Karola Marksa, którego zdj!cia tam
zobaczy em,  z  t"  tylko  ró%nic",  %e  nie  nosi   on  okularów.  Dogdan  by   przyk adem
tego  rodzaju  joginów,  w  których  rozpoznaje  si!  mistrzów  dzi!ki  w a&ciwo&ciom,
jakimi si! oznaczaj"  w  wyniku  swej  praktyki,  nie  poprzez  to, %e  s" rozpoznani jako
inkarnacje  poprzednich  mistrzów.  Kiedy  po  raz  pierwszy  wys ano  go  do  Azom
Drugpy, jego umys  by  tak niespokojny, %e prawie nic nie rozumia  z nauk, jakie  tam
wyk adano  podczas    corocznego  letniego  odosobnienia,  odbywaj"cego  si!  na

background image

26

wysokim  p askowy%u,  które  s u%y o  za  pastwisko  dla  mieszka$ców  z o%onej  z
namiotów  koczowniczej  wsi,  jakie  zazwyczaj  wyrastaj"  na  czas  trwania
odosobnienia,  i  które  pó#niej  znowu  znikaj".  Kiedy  odosobnienie  sko$czy o  si!,
Dogdanowi uda o si!, dzi!ki pomocy Azom Drugpy przezwyci!%y' swe trudno&ci na
tyle, %e móg  ju% wykonywa' pewne praktyki.

Mistrz  zasugerowa   mu,  aby  uda   si!  na  samotne  odosobnienie,  ale  poniewa%  mój
wuj  nie  by   w  stanie  zrozumie'  nauk,  to  nie  wiedzia ,  co  si!  robi  na  takim
odosobnieniu.  Azom  Druga  rozwi"za   te  trudno&ci  w  ten  sposób,  %e  wys a   mojego
wuja  do  jaskini,  po o%onej  w  odleg o&ci  czterech  dni  marszu  mówi"c,  aby  pozosta 
tam i praktykowa , dopóki sam nie przy&le po niego. Przydzieli  mu jednego ze swych
uczniów,  który  mia   wskaza'  mu  drog!  do  jaskini.  Ucze$  ten  uczy   si!  u  Azom
Drugpy  przez  wiele  lat  i  by   powa%nym  joginem.  By   to  prosty  cz owiek,  nie
intelektualista,  skoncentrowany  na  praktyce  Jod  /chod/.  Jest  to  praktyka,  w  której
'wicz"cy  pokonuje  swe  przywi"zanie  do  fizycznego  cia a,  czyni"c  z  niego  w  swym
umy&le  ofiar!.  Rozwin! a  j"  tybeta$ska  jogini  Majig  Labdron  /l055-1149/,
pochodz"ca  z  rodziny  Bonpo,  która  po "czy a  elementy  szama$skiej  tradycji  Bon  z
naukami  Sutry  Prad%niaparamita  i  tradycj"  Dzogczen,  przekazan"  jej  przez  dwóch
g ównych mistrzów Padampa i Draba Nonxes. Zapocz"tkowa a tym samym tradycj!,
charakterystyczn" tybeta$sk" form! praktyki, która stanowi ca kowit" &cie%k! sam"
w  sobie,  ale  bywa  równie%  praktykowana  w  po "czeniu  z  innymi  metodami.
Praktykuj"cy Jod s" z regu y nomadami, w!druj"cymi z miejsca na miejsce, wraz ze
swym  sk"pym  dobytkiem.  Cz!sto  nie  posiadaj"  nic  oprócz  rytualnego  b!benka
damaru, dzwonka i tr"bki z ko&ci udowej. Mieszkaj" w ma ych namiotach, u%ywaj"c
rytualnego trójz!bu /khathanga/ jako masztu i czterech rytualnych sztyletów /purba/
jako  ko ków.  Praktyk!  Jod  wykonuje  si!  raczej  samotnie  w  odludnych  miejscach
takich  jak  jaskinie,  szczyty  górskie,  cmentarze,  szczególnie  na  tych  ostatnich.
Wykonuje  si!  j"  noc",  a  przera%aj"ce  energie  takich  miejsc  s u%"  do
zintensyfikowania  do&wiadcze$  'wicz"cego,  który  pozostawiony  w  ciemno&ci
przywo uje  wszystkie  istoty,  wobec  których  zaci"gn"   d ug,  aby  przysz y  wzi"'
zap at!  w  postaci  ofiary  z  jego  cia a.  Po&ród  zaproszonych  s"  Buddowie  i  istoty
o&wiecone, dla których 'wicz"cy mentalnie przekszta ca t! ofiar! w nektar. S" tak%e
wszystkie  istoty  z  sze&ciu  sfer  egzystencji,  dla  których  ofiara  jest  zwielokrotniona  i
przekszta cona w to, co przyniesie im najwi!cej po%ytku i przyjemno&ci. Wzywa si!
równie% demony i z e duchy, którym ofiarowuje si! na po%arcie cia o, takie jakie ono
jest.  Wewn!trzne  "demony"  s"  to  zwykle  ukryte  l!ki  przed  chorobami  lub  &mierci",
które mo%na przezwyci!%y' wy "cznie poprzez u&wiadomienie ich sobie. Ale istniej"
równie%  demony  w  postaci  negatywnych  energii,  które  ta  praktyka  pozwala
przyci"gn"'  i  opanowa'.  Wszystkie  istoty  posiadaj"  instynkt  samozachowawczy,
który  próbuje  broni'  nas  przed  wyimaginowanym  niebezpiecze$stwem.  Jednak  ta
prób"  ochronienia  siebie  wywo uje  ostatecznie  jeszcze  wi!cej  cierpienia,  poniewa%
przywi"zuje  nas  do  w"skiego  dualistycznego  widzenia  siebie  i  innych.  Poprzez
przywo anie  tego  wszystkiego,  co  najbardziej  przera%aj"ce  i  otwarte  ofiarowanie
tego, co zwyk e najbardziej pragniemy obroni', praktyka Jod zmierza do odci!cia w
nas podwójnych wi!zów ego i przywi"zania do cia a. Faktycznie nazwa Jod oznacza
"ci"'". Ale to w a&nie przywi"zania, a nie samo cia o, stanowi" ten problem, który ma
by' przeci!ty. Ludzkie cia o bowiem uwa%a si! za cenny wehiku  o&wiecenia.

Praktykuj"cy Jod, który towarzyszy  memu wujowi w drodze do jaskini, prowadzi  go
wyj"tkowo  okr!%n"  drog",  prowadz"c"  przez  wiele  korzystnych  dla  swej  praktyki
miejsc, tak %e zamiast czterech dni, w!drowali przez ca y miesi"c, zanim dotarli do
miejsca  przeznaczenia.  Po  drodze,  w  czasie  zwyczajnych  rozmów,  ucze$  ten

background image

27

przekaza  Dogdanowi proste wskazówki, odno&nie wszystkich aspektów praktyki, tak
%e mój wuj, kiedy zosta  sam w jaskini, wiedzia  ju% dok adnie, co powinien robi'.

Mój wuj sp!dzi  na tym odosobnieniu kilka lat i kiedy w ko$cu opu&ci  je, rozwin"  w
sobie znaczne psychiczne moce, co sprawi o, %e ludzie nadali mu imi! Dogdan, co
znaczy  "urzeczywistniony  jogin".  Sam  równie%  nazywam  go  zawsze  tym  imieniem,
chocia%  jego  rodzinne  imi!  brzmi  Urgyan  Danzin.  Mój  wuj  udawa   si!  na  cz!ste
odosobnienia, w przerwach pomi!dzy którymi w!drowa  z miejsca na miejsce. Jego
w!drówki  nie  usz y  uwadze  Chi$czyków,  którzy  wtedy  dokonali  napa&ci  na
wschodni"  cz!&'  Tybetu.  Aresztowano  go  i  przes uchiwano,  z  powodu  swego
indywidualizmu,  wuj  nie  umia   da'  odpowiedzi,  które  by  ich  satysfakcjonowa y.
Uznano  wi!c,  %e  musi  by'  szpiegiem  i  postanowiono  rozstrzela'.  Jednak  pomimo
wielu  prób  egzekucji  nie  udawa o  im  si!  go  zabi'.  Kiedy  wreszcie  zosta   zwolniony
ludzie  w  tamtych  rejonach  nazwali  go  Dogdanem.  Mój  wuj  potrafi   si!  równie%
porozumiewa'  ze  zwierz!tami,  tak  %e  nawet  dzikie  i  p ochliwe  górskie  kozice,
normalnie uciekaj"ce od ludzi, swobodnie do niego podchodzi y i przebywa y z nim
wsz!dzie  tam,  dok"d  szed .  Równie%  mniej   agodne  zwierz!ta  szuka y  jego
towarzystwa.  Pewnego  razu,  kiedy  sam  król  Derge  przyby ,  aby  z o%y'  mu  wizyt!  i
wys a  swego ministra, aby wspi"  si! do jaskini i oznajmi  jego przybycie, ten znalaz 
tam ogromnego górskiego lwa, spokojnie siedz"cego obok jogina. Nie maj"c wyboru
król musia  dzieli'  towarzystwo z  t" najbardziej królewsk" z bestii, je&li mia  zosta'
przyj!ty, co uczyni  bez najmniejszego niepokoju.

*yj"c w ten sposób, z dala od zamieszka ych miejsc, mój wuj sprawia  wiele k opotu
tym wszystkim, którzy przyci"gni!ci jego s aw" jogina, szukali go, pragn"c otrzyma'
jakie&  nauki.  Podobnie  by o  w  przypadku  mego  drugiego  wuja  Kyenze  Qosgi
Wanqyug,  mimo  %e  w  m odym  wieku  jego  %ycie  by o  diametralnie  ró%ne  od  %ycia
Dogdana.  Wcze&nie  zosta   rozpoznany  jako  reinkarnacja  opata  czterech  wa%nych
klasztorów.  Tote%  z  tego  tytu u  oczekiwano  od  niego  odpowiedniego  stylu  %ycia.
Na o%ono  na  niego  administracyjne,  a  nawet  polityczne  obowi"zki,  nie  licz"c  tych
zwi"zanych  z  edukacj"  i  rytua ami.  On  jednak  pomimo  swej  pozycji  wola   sp!dza'
czas na odosobnieniach,  po&wi!caj"c %ycie praktyce.

Kiedy udawa  si! na odosobnienie, mieszka  w odleg ej jaskini, wysoko w górach, na
obszarze gdzie &nieg utrzymywa  si! przez okr"g y rok. Ale jego s awa jako jogina i
tertona  /odkrywcy  ukrytych  tekstów  i  przedmiotów/  sprawia a,  %e  by   równie%
poszukiwany przez  tych, którzy pragn!li  otrzyma'  nauki.  Wokó   niego  zdarza y  si!
nieustannie dziwne rzeczy, zwi"zane z jego umiej!tno&ciami tertona. Pewnego razu,
kiedy by em jeszcze dzieckiem, zdarzy o mi si! odwiedzi' jaskini!, po o%on" bardzo
blisko, ale troch! poni%ej tej, w której przebywa  mój wuj. Mia em w niej w nocy sen,
w którym dakini pojawi a si! przede mn", daj"c mi ma y zwitek papieru,  na którym
zapisany by  jaki& &wi!ty tekst. Wyja&ni a mi, %e tekst ten jest bardzo wa%ny i kiedy
si!  obudz!,  powinienem  da'  go  memu  wujowi.  W  tym  czasie  moja  praktyka
osi"gn! a  ten  punkt,  %e  by em  w  stanie  utrzyma'  przytomno&'  podczas  snu.
Pami!tam,  jak  zacisn" em  w  gar&ci    ten  zwitek,  a  drug"  r!k"  &cisn" em  pierwsz".
Reszta  nocy  przesz a  bez  %adnych  wydarze$.  Kiedy  obudzi em  si!  o  &wicie,  obie
moje  d onie  by y  mocno  zaci&ni!te  jedna  w  drugiej,  Otwieraj"c  je,  rzeczywi&cie
zobaczy em  w  swej  d oni  ma y  zwitek.  Od  razu  pobieg em  mocno  podekscytowany
do  mego  wuja  i  zapuka em  do  drzwi  jego  jaskini.  Zwykle  nie  wolno  mu  by o
przeszkadza'  o  tak  wczesnej  porze,  kiedy  by   on  jeszcze  w  trakcie  swej  porannej
sesji praktyk, ale by em zbyt podekscytowany,  %eby czeka'. Kiedy wuj podszed  do
drzwi, wyja&ni em mu co si! zdarzy o i pokaza em mu ten zwitek. Popatrzy  na niego

background image

28

przez chwil! ca kiem spokojnie  i powiedzia : "Dzi!kuj!. Czeka em na to", i wróci  do
swojej praktyki, jak gdyby nic nadzwyczajnego nie wydarzy o si!.

Innym  razem,  pami!tam,  jak  zwróci   si!  do  mnie  o  rad!  w  zwi"zku  z  wizj"  jak"
otrzyma ,  mówi"c"  o  tym,  gdzie  powinna  zosta'  odkryta  derma.  Zawsze  uprzejmie
okazywa  wielki szacunek dla moich opinii, chocia% by em jeszcze bardzo m ody. Nie
by   pewien,  czy  da'  publiczne  obwieszczenie  o  termie,  czy  te%  pój&'  tam  sam  i
poszuka' jej w tajemnicy. Czu em, %e by oby to z wielkim po%ytkiem dla wielu istot,
sprawi', aby dowiedzieli si! o tym i mogli w tym uczestniczy'. Mog oby to wzmocni' i
rozwin"' w nich wiar!. Mój wuj zgodzi  si! ze mn" i publicznie og osi  t! informacj!.
Zapowiedzia ,  %e  terma  znajduje  si!  w  tym  a  w  tym  miejscu,  i  %e  pójdziemy  j"
odszuka' w tym, a w tym czasie. Kiedy wyznaczony dzie$ nadszed , wyruszyli&my w
drog!, i wkrótce towarzyszy  nam ogromny t um ludzi. Miejsce, które wskaza  mój wuj
znajdowa o si! wysoko w górach, a poniewa% by  on niezwykle oty ym cz owiekiem,
podczas tej wspinaczki musia o go nie&' czterech m!%czyzn. W ko$cu powiedzia , %e
przybyli&my  ju%  dostatecznie  blisko  i  wskaza   na  g adk",  strom"  ska !,  która
rozci"ga a  si!  przed  nami,  Powiedzia ,  %e  terma  znajduje  si!  w  tej  skale  i  poprosi ,
aby podano mu ma y  toporek  do  r"bania  lodu,  taki  jakiego  u%ywaj"  alpini&ci.  Kiedy
podano mu go, przez kilka minut sta  w milczeniu trzymaj"c go w r!ce, a nast!pnie
rzuci  z ca ej si y w kierunku ska y. Toporek wbi  si! w ni" i utkwi  w niej mocno. Wuj
powiedzia , %e tam w a&nie nale%y szuka' dermy. Kilku m odych ludzi zrobi o wtedy
napr!dce drabin! z pni, któr" ustawili pod ska ". Nast!pnie jeden z nich wszed  na
ni"  ostro%nie  i  wyci"gn"   toporek.  Ku  zdziwieniu  wszystkich  obecnych,  z  miejsca,
które  wydawa o  si!  lit"  ska ",  posypa   si!  piasek.  Mój  wuj  kaza   temu  cz owiekowi
poszuka' ostro%nie w ods oni!tej dziurze za pomoc" toporka. Ca a wype niona by a
suchym piaskiem, który wuj kaza  usun"'. Wówczas cz owiek na drabinie powiedzia ,
%e  widzi  jaki&  g adki,  &wiec"cy,  bia y  przedmiot.  Mój  wuj  powiedzia ,  aby  go  nie
dotyka .  Kilku  ludzi  trzyma o  napr!%ony  koc,  podczas  gdy  cz owiek  na  drabinie
zepchn"   na$  z  pomoc"  toporka  ów  przedmiot.  Mój  wuj  podniós   go  przez  bia y
jedwabny  szal  i  kiedy  pokaza   nam,  zobaczyli&my  tajemnicz",  &wiec"c"  bia "  kul!,
zrobion" z nieznanego materia u, o rozmiarze du%ego grejpfruta.

Kiedy  wrócili&my  do  domu,  mój  wuj  zamkn"   przedmiot  w  specjalnym  drewnianym
pojemniku i zabezpieczy  woskow" piecz!ci". Powiedzia , %e pó#niej sam przedmiot
wyja&ni  nam  wi!cej.  Ale  kiedy  po  kilku  miesi"cach  otworzyli&my  zapiecz!towany
pojemnik,  okaza o  si!,  %e  przedmiot  w  tajemniczy  sposób  znikn" .  Mój  wuj  nie
wydawa   si!  tym  by'  zdziwiony  i  powiedzia y,  %e  dakinie  zabra y  go  z  powrotem,
gdy%  czas nie dojrza   jeszcze na jego odkrycie.

Jak ju% powiedzia em, wokó  mego wuja zdarza y si! dziwne rzeczy. Skutkiem tego
wielu ludzi szuka o u niego nauk. Aby dosta' si! do jego jaskini, trzeba by o zrobi'
d ug" wspinaczk! od skraju pobliskiego lasu, lecz pomimo tego zdarza o si!, i% od 20
do  30-tu  osób  sz o  tamt!dy,  aby  si!  z  nim  spotka'.  Poniewa%  jaskinia,  w  której
mieszka ,  by a  bardzo  ma a,  ca a  ta  dwudziestka,  czy  trzydziestka,  musia a  si!  tam
t oczy'  zbita  w  g!st"  kup!,  aby  móc  otrzyma'  nauki.  Kyenze  Qosgi  Wanqyug  nie
mia   wcale  intencji  dodawania  ludziom  trudno&ci.  Takie  by y  po  prostu  warunki,  w
jakich  %y .  Pó#niej,  pod  koniec  dnia,  wszyscy  ci,  którzy  przybyli  na  nauki,  musieli
schodzi'  w  dó   w  zupe nych  ciemno&ciach  -  nie  by o  bowiem  neonowych  &wiate   w
Tybecie. Kiedy dotarli do podnó%a góry, musieli z kolei sp!dzi' noc w lesie &pi"c na
ziemi, gdy% nie by o tam %adnego hotelu. Nast!pnego dnia za& wspinali si! pod gór!
z powrotem, aby otrzyma' reszt! nauk.

background image

29

Ale nawet to ubóstwo by o niczym w porównaniu z wysi kami Milarepy, który w celu
otrzymania nauk od swego mistrza Marpy musia  zbudowa' pi!' wie%. Marpa kaza 
mu  kolejno  burzy'  ka%d"  z  nich  i  zaczyna'  budow!  od  pocz"tku.  Aby  zrozumie',
dlaczego  ci  ludzie  byli  przygotowani  na  to,  by  znosi'  tak  wielkie  ubóstwo,  musimy
pami!ta',  jak  kruche  jest  nasze  %ycie  i  %e  &mier'  mo%e  do  nas  przyj&'  w  ka%dej
chwili. Wiedz"c, %e %ycie za %yciem nieustannie cierpimy i nie rozumiej"c, dlaczego
cierpimy lub te% w jaki sposób mo%emy po o%y' kres cierpieniu,  potrzeba posiadania
mistrza i jego/jej nauki, staje si! nagl"c" konieczno&ci" o wielkiej warto&ci.

Nie  jest  niezwyk e,  %e  ludzie  podejmuj"  wielkie  wysi ki  i  po&wi!cenia  w  celu
otrzymania nauk. Powszechna w dzisiejszych czasach jest tendencja, która pragnie
rzeczy,  jakie  przychodz"  nam   atwo.  Czytaj"c  t!  ksi"%k!  mo%na  odnie&'  wra%enie,
%e  wyja&nienia  Podstawy,  (cie%ki  i  Owocu,  tak  jak  rozumie  si!  je  w  naukach
Dzogczen s" z o%one i %e aby je zrozumie' potrzeba wiele wysi ku. Jednak wysi ek,
jaki  jest  wymagany  tutaj  nie  mo%e  zosta'  porównany  z  wysi kiem  potrzebnym  do
tego,  aby  zrozumie'  wyja&nienia  takich  mistrzów,  jak  Dogdan,  Kyenze  Qosgi
Wanqyug, czy Marpa. Bez wzgl!du na to, jak przejrzyste s" wyja&nienia, których si!
udziela,  to  bez  aktywnego  uczestnictwa  tego,  kto  je  otrzymuje,  niczego  nie  da  si!
przekaza'.  Je&li  próba  zostanie  dokonana  ze  szczer"  ch!ci"  wyja&nienia  natury
wszech&wiata  i  natury  jednostki,  nie  mo%na  oczekiwa',  %e  b!dzie  ona   atwa  w
odbiorze,  tak  jak  dobra  opowie&';  a  jednak  nie  powinna  te%  by'  zanadto
skomplikowana.

Istnieje  klasyczny  wzorzec  wyja&niania  nauk,  u%ywaj"cy  konstrukcji  wzajemnie  z
sob"  powi"zanych  poj!',  zgrupowanych  w  trójki.  Zgodnie  z  nim  zostan"  udzielone
wyja&nienia. Wzorzec ten mo%na przedstawi' w postaci diagramu:

background image

30

ROZDZIA& 6

PODSTAWA

Znalezienie Buddy gdziekolwiek poza
w asnym umys em, jest ca kowicie niemo%liwe.
Osoba, która o tym nie wie
mo%e szuka' bez ko$ca,
lecz jak mo%na szuka' siebie
szukaj"c gdzie indziej, ani%eli w sobie samym?
Kto&, kto poszukuje swej w asnej natury na zewn"trz
przypomina g upca, który
daj"c przedstawienie w po&rodku t umu,
zapomina, kim jest
a potem szukaj"c gdzie indziej, próbuje znale#' siebie.

Padmasambhawa, "Joga Poznania Umys u"

PODSTAWA, #CIE%KA I OWOC

Nauki Dzogczen s" równie% znane w Tybecie pod inn" nazw" "Tigle Czienpo", czyli
"Wielkie Tigle". Tigle jest kulist", podobn" do kropli form", która nie posiada linii ani
k"tów,  podobnie  jak  Jej  przedstawienie,  czyli  okr"g e  zwierciad o  /melon/
sporz"dzone  z  pi!ciu  cennych  metali,  b!d"ce  szczególnym  symbolem  nauk
Dzogczen  i  jedno&ci  pierwotnego  stanu.  Tak  wi!c,  chocia%  nauki  podzielone  s"  na
grupy  w  celu  jasnego  ich  przedstawienia,  nie  powinno  si!  zapomina'  o  ich
zasadniczej jedno&ci, podobnie jak jest to w przypadku doskona ej kuli tigle. Jednak
wewn"trz tej fundamentalnej jedno&ci wyró%nia si! grupy trójek, z których ka%da jest
powi"zana  z  wszystkimi  pozosta ymi:  symbol  dzieli  si!  na    trójk"t,  koncentryczne
ko a  i  Gakyil  czyli  "Ko o  Rado&ci",  wiruj"ce  w  centrum.  Wokó   centrum  widzimy
sylaby Ha, A, Ha, Sha, Sa, Ma, które zamykaj" bramy sze&ciu &wiatów, zapisane w
staro%ytnym pi&mie Xanxun.

Z tych trzech, grupa znana pod nazw" "Podstawa, (cie%ka i Owoc" ma zasadnicze
znaczenie. Obecnie rozwa%ymy po kolei ka%d" poszczególn" jej cz!&'.

PODSTAWA: esencja, natura, energia

Podstawa,  czyli  po  tybeta$sku  Xi  jest  terminem,  którego  u%ywa  si!  w  celu
oznaczenia zasadniczego pod o%a egzystencji, zarówno na poziomie uniwersalnym,
jak i indywidualnym, dwóch b!d"cych w istocie tym samym. Je%eli urzeczywistnicie
siebie,  urzeczywistnicie  natur!  wszech&wiata.  Poprzednio  odwo ywali&my  si!  do
pierwotnego stanu, do&wiadczanego w niedualnej kontemplacji, w którym jednostka
odzyskuje  do&wiadczenie  to%samo&ci  z  Podstaw".  Nosi  to  nazw!  Podstawy,
poniewa%  istnieje ona od samego pocz"tku, czysta i sama w sobie doskona a - nie
potrzeba jej stwarza'. Istnieje w ka%dej istocie i nie mo%e zosta' zniszczona, chocia%
traci  si!  jej  do&wiadczenie,  kiedy  popada  si!  w  dualizm.  Zostaje  wtedy  czasowo
zas oni!ta  przez  interakcj!  negatywnych  stanów  umys u,  /zwi"zanych  z/
nami!tno&ciami  przywi"zania  i  awersji,  które  powstaj"  z  korzenia  niewiedzy
dualistycznego  widzenia.  Podstawy  nie  powinno  si!  jednak  obiektywizowa'  jako

background image

31

rzeczy istniej"cej sama z siebie; stanowi ona stan lub warunek Istnienia. W zwyk ym
cz owieku jest ona ukryta, manifestuje si! w urzeczywistnionym.

Mówi"c  ogólnie,    ró%ne  nauki,  nie  tylko  Dzogczen,  uwa%aj",  %e  &wiadomo&'  nie
zanika  wraz  ze  &mierci"  cia a  fizycznego,  ale  %e  przemieszcza  si!.  Przyczyny
karmiczne,  nagromadzone  w  niezliczonych  %ywotach,  powoduj"  pojawianie  si!
kolejnych  narodzin,  dopóki  jednostka  nie  osi"gnie  urzeczywistnienia,  przekraczaj"c
karm! i sprowadzaj"c transmigracj! do kresu. Pytanie o to, w jaki sposób i kiedy ta
transmigracja  si!  rozpocz! a,  nie  jest  tak  istotne,  poniewa%  uwa%a  si!,  %e  wi!ksz"
warto&'  posiada  zaj!cie  si!  tym,  co  mo%e  sta'  si!  rzeczywi&cie  pomocne  w
doprowadzeniu  do  ko$ca  cierpienia  zwi"zanego  z  transmigracj"  egzystencji
uwarunkowanej,  ani%eli  marnowanie  w asnego  cennego  czasu  na  spekulacje  o
pierwszej  przyczynie.  W  czasach  Buddy  toczy a  si!  powa%na  dysputa  pomi!dzy
cz onkami sekt brami$skich na temat w a&ciwej natury Stwórcy, a nawet co do tego,
czy  taki  Stworzyciel  istnieje.  Sam  Budda  jednak  nie  potwierdzi ,  ani  te%  nie
zaprzeczy   istnieniu Najwy%szej  Istoty jako pierwszej  przyczyny, doradzaj"c swym
uczniom,  aby zaanga%owali si! w poszukiwanie stanu o&wiecenia, który umo%liwi im
poznanie odpowiedzi na te pytania w sposób nie ulegaj"cy w"tpliwo&ci.

Na  poziomie,  który  sami  do&wiadczamy  w  naszym  %yciu,  jest  oczywiste,  gdzie
zaczyna si! transmigracja:  zaczyna si! ona w ka%dej chwili, w której popadamy w
dualizm. Podobnie: ko$czy si! ona wtedy, kiedy wchodzimy w pierwotny stan, który
znajduje si! poza wszelkimi ograniczeniami, w "czaj"c w to ograniczenia czasu, s ów
i poj!'. Spróbujmy opisa' ten stan, u%ywaj"c s ów Pie&ni Wad%ry:

Pie&$ Wad%ry

Niezrodzona,
a jednak trwaj"ca bez przerw,
nie pojawiaj"ca si! i nie zanikaj"ca, wszechobecna,
Najwy%sza Dharma,
niezmienna przestrze$, niemo%liwa do okre&lenia,
spontanicznie samowyzwalaj"ca
- doskona y pozbawiony zas on stan -
istniej"cy od samego pocz"tku,
powsta y sam z siebie, nie przebywaj"cy w %adnym miejscu,
nie ma w nim nic negatywnego do odrzucenia,
ani nic pozytywnego do przyj!cia,
rozszerzaj"cy si! w niesko$czono&', wszechprzenikaj"cy,
rozleg y i bez ogranicze$, pozbawiony przeszkód,
nie ma w niczego do rozpuszczenia
ani niczego do wyzwolenia
obecny poza czasem i przestrzeni",
istniej"cy od pocz"tku,
ogromny wymiar, wewn!trzna przestrze$,
promieniuj"cy dzi!ki &wietlisto&ci jak s o$ce i ksi!%yc,
sam w sobie doskona y,
niezniszczalny jak Wad%ra,
nieruchomy jak góra,
czysty jak lotos,
mocny jak lew,
szcz!&liwo&' nieporównywalna

background image

32

poza wszelkimi granicami,
iluminacja,
równo&',
szczyt Dharmy,
&wiat o wszech&wiata,
doskona y od pocz"tku

Tak  jak  uwarunkowana  egzystencja  jednostki  powstaje  z  karmicznych  &ladów,
podobnie  dzieje  si!  równie%  z  ca ym  wszech&wiatem.  Na  przyk ad  staro%ytna,
tybeta$ska  tradycja  kosmologii  Bon  wyja&nia,  %e  przestrze$,  która  istnia a  przed
stworzeniem tego wszech&wiata, by a ukrytym karmicznym &ladem, pozostawionym
przez    istoty  z  poprzedniego  cyklu  wszech&wiata,  zanim  uleg   on  zniszczeniu.
Przestrze$  ta  poruszy a  si!  w  sobie,  wskutek  czego  uformowa a  si!  esencja
elementu  wiatru.  Dzikie  tarcie  tego  wiatru  w  jego  wn!trzu  spowodowa o  powstanie
esencji  elementu  ognia.  Powstaj"ce  w  wyniku  tego  ró%nice  temperatury
spowodowa y  kondensacj!  esencji  elementu  wody.  Wirowanie  tych  trzech  ju%
istniej"cych  esencji  elementów,  spowodowa o  powstanie  esencji  elementu  ziemi,  w
ten sam sposób jak mas o powstaje ze &mietany. Ten poziom esencji elementów jest
przedatomowym  poziomem  egzystencji  jako  &wiat a  i  barwy.  Wzajemne
oddzia ywanie  wszystkich  esencji  elementów,  powoduje  powstanie  rzeczywistych
elementów,  na  atomowym  lub  materialnym  poziomie,  w  ten  sam  sposób,  i  w  tej
samej  kolejno&ci,    jak  formuj"  si!  esencje  elementów,  z  kolei,  z  oddzia ywania
elementów  materialnych  lub  atomowych,  tworzy  si!  co&,  co  jest  zwane  "Jajem
Kosmicznym", a co sk ada si! z ró%nych sfer bytu. Sfery te obejmuj" wy%sze Bóstwa
i  Nagów,  jak  równie%  sze&'  sfer  egzystencji  uwarunkowanej:  Bogów,    Pó -Bogów,
Ludzi i Zwierz"t, Niezaspokojonych Duchów i Istot Piekielnych.

Je&li  esencje  wszystkich  elementów  i  przez    to  same  elementy,  jak  i  ró%ne  sfery
powstaj"  z  przestrzeni,  która  stanowi  ukryty  karmiczny  &lad  poprzednich  bytów,  to
przestrze$  ta  nie  znajduje  si!  poza  karm",  a  wi!c  nie  le%y  poza  uwarunkowanym
poziomem  egzystencji.  Nie  da  si!  powiedzie',  %e  od  pocz"tku  jest  ona  zasadniczo
czysta i sama w sobie doskona a,  co  stanowi  warunek  Podstawy,  W  ten  sposób,  o
pierwotnym  stanie,  który  -  wed ug  Pie&ni  Wad%ry  -  jest  "niezrodzony,  a  jednak
trwaj"cy  bez  przerw,  nie  pojawiaj"cy  si!  i  nie  zanikaj"cy,  wszechobecny,  poza
czasem  i  przestrzeni",.  istniej"cy  od  pocz"tku"  mo%na  powiedzie',  ze  przypomina
esencj!  elementu  przestrzeni,  wszechobecn"  i  niezrodzon",  stanowi"c"  jednak
pod o%e ca ego bytu.

Same nauki Dzogczen prezentuj" proces powstawania kosmosu w sposób, który jest
paralelny do tradycji Bon, cho' nieco si! od niej ró%ni. Nauki Dzogczen uwa%aj", %e
pierwotny  stan,  który  znajduje  si!  poza  czasem,  poza  kreacj"  i  destrukcj",  jest
zasadniczo  czystym  pod o%em  wszelkiej  egzystencji,  zarówno  na  poziomie
uniwersalnym,  jak  i  indywidualnym.  Wewn!trzna  natura  tego  pierwotnego  stanu
przejawia si! w postaci &wiat a, które z kolei manifestuje si! jako pi!' barw, esencji
elementów.  Te  esencje  elementów  /jak  wyja&nia  kosmologia  Bon/  oddzia ywaj"  na
siebie,  tworz"c  same  elementy,  które  stanowi"  tworzywo  zarówno  jednostkowego
cia a, jak i ca ego materialnego wymiaru. Dzi!ki temu uwa%a si!, %e wszech&wiat jest
spontanicznie  powstaj"c"  gr"  energii  pierwotnego  stanu,  któr"  mo%na  si!  cieszy'
jako  tak",  je&li  zintegruje  si!  ze  swoim  istotnym,  wewn!trznym  warunkiem.  Ma  to
miejsce  w  stanie  Dzogczen,  który  wyzwala  sam  z  siebie,  b!d"c  sam  w  sobie
doskona y. Je&li jednak wskutek b !dnego postrzegania rzeczywisto&ci, popada si! w

background image

33

pomieszania dualizmu, wówczas pierwotna &wiadomo&', która w istocie jest #ród em
wszystkich manifestacji, zostaje schwytana w swoje w asne projekcje, przyjmuj"c je
nast!pnie  za  rzeczywisto&'  zewn!trzn",  istniej"c"  oddzielnie  od  niej.  Z  tej
zasadniczej,  b !dnej  percepcji,  powstaj"  ró%norakie  nami!tno&ci  i  emocje,
prowadz"ce jednostk! do popadni!cia w dualizm.

Nauki  Dzogczen,  wyja&niaj"c  Podstaw!,  (cie%k!  i  Owoc,  zaczynaj"  od  prezentacji
sposobu,  w  jaki  powstaje  z udzenie  dualizmu,  jak  mo%na  go  rozwi"za'  i  czego  si!
wtedy do&wiadcza. Jednak wszystkie przyk ady, jakich u%ywa si! w celu wyja&nienia
natury  rzeczywisto&ci,  mog"  przynie&'  wy "cznie  cz!&ciowy  po%ytek,  opisuj"c  j",
poniewa%  jest  ona,  sama  w  sobie,  poza  s owami  i  poj!ciami.  Jak  powiedzia 
Milarepa,  mo%emy  stwierdzi',  i%  esencjonalna  natura  umys u  jest  jak  przestrze$,
poniewa%  obie  s"  puste,  jednak  umys   jest  &wiadomy,  podczas  gdy  przestrze$  nie.
Urzeczywistnienie  nie  jest  wiedz"  na  temat  wszech&wiata,  ale  %ywym
do&wiadczeniem  natury  wszech&wiata.  Dopóki  nie  posiadamy  takiego  %ywego
do&wiadczenia, jeste&my uzale%nieni od przyk adów i podlegamy ich ograniczeniom.
Mog!  powiedzie',  %e  przedmiot  jest  bia y  i  okr"g y,  i  wtedy  powe#miecie  na  jego
temat  pewne  wyobra%enie.  Nast!pnego  dnia  mo%ecie  jednak  us ysze'  inny  opis,
przekazany przez kogo& innego, kto go widzia  i wskutek tego zmienicie swój umys ,
zgodnie z tym nowym opisem, my&l"c, by' mo%e, %e przedmiot jest raczej bardziej
owalny,  ani%eli  okr"g y,  a  jego  kolor  raczej  per owy,  ni%  bia y.  Przy  kolejnym
pi!'dziesi"tym opisie, nie b!dziecie nic wi!cej wiedzieli o przedmiocie, zmieniaj"c na
jego  temat  wyobra%enie  przy  ka%dym  kolejnym  jego  opisie.  Je&li  jednak  tylko  raz
sami  go  ujrzycie,  b!dziecie  mieli  pewno&',  co  przypomina  i  zrozumiecie,  %e
wszystkie  opisy  cz!&ciowo  by y  w a&ciwe,  jednak  %aden  z  nich  nie  potrafi   w  pe ni
uchwyci'  prawdziwej  natury  tego  tajemniczego  przedmiotu.  Tak  jest  równie%  z
ka%dym  opisem  Podstawy,  pierwotnego  stanu,  który  pozostaje  prawdziwym
wrodzonym  warunkiem  jednostki,  czystym  od  pocz"tku,  nawet  je&li  jest  si!
pogr"%onym w dualizmie i usidlonym przez nami!tno&ci.

Teraz, kiedy zajmujemy si! znaczeniem terminu  "Podstawa", tak jak rozumie si! go
w  naukach  Dzogczen,  mo%emy  zacz"'  obserwowa',  w  jaki  sposób  ta  podstawa
manifestuje  si!  jako  jednostka  i  wszech&wiat,  którego  on  lub  ona  do&wiadcza.
Wszystkie  poziomy  nauk  uwa%aj",  %e  jednostka  jest  zbudowana  z  Cia a,  G osu  i
Umys u.  Doskona e  stany  tych  trzech  symbolizuj"  odpowiednio  tybeta$skie  sylaby
Om,  A  i  Hum.  Cia o  obejmuje  ca y  materialny  wymiar  jednostki,  podczas  gdy  G os
jest  energi"  %yciow"  cia a,  zwan"  w  sanskrycie  prana,  a  po  tybeta$sku  lun,  której
cyrkulacja jest zwi"zana oddychaniem. Umys  obejmuje jego cz!&'  intelektualn",
która rozumuje i sam" natur! umys u, "b!d"c" poza intelektem. Cia o, g os i umys 
zwyk ej  istoty,  s"  tak  uwarunkowane,  %e  jest  ona  ca kowicie  schwytana  w  dualizm,
realistyczna  percepcja  rzeczywisto&ci  takiej  istoty  nosi  nazw!  nieczystej  lub
karmicznej  wizji,  poniewa%  jest  uwarunkowana  przez  przyczyny  karmiczne,
nieustannie manifestuj"ce si! jako rezultat przesz ych dzia a$. Jednostka %yje wtedy
zamkni!ta w &wiecie w asnych ogranicze$, podobnie jak ptak w klatce. Natomiast o
urzeczywistnionej  istocie,  która  znajduj"c  si!  poza  ograniczeniami  dualizmu,
urzeczywistni a  poprzednio  utajony  warunek  Podstawy,  mówi  si!  posiada  czyst"
wizj!.

Doskona a  jasno&'  tego  pierwotnego  stanu  czystego  widzenia,  umo%liwia
urzeczywistnionym  istotom  bezpo&redni  przekaz  stanu,  w  którym  przebywaj",  oraz
udzielanie  ustnych  wyja&nie$  Podstawy.  Wyja&nienie  to  pokazuje,  w  jaki  sposób
pod o%e  egzystencji  do&wiadczane  przez  funkcje  jednostki  jest  tym,  co  nosi  nazw!

background image

34

Trzech  M"dro&ci  lub  Trzech  Warunków:  Esencji,  Natury  i  Energii.  W  celu
zilustrowania,  w  jaki  sposób  funkcjonuj",  u%ywa  si!  zwierciad a,  kryszta u  i
kryszta owej kuli.

Aspektem  podstawy,  o  którym  mówi  si!  jako  o  "Esencji",  jest  jej  pierwotna  pustka.
Mówi"c  praktycznie  oznacza  to,  %e  je&li  na  przyk ad  spogl"da  si!  w  swój  w asny
umys ,  to  bez  wzgl!du  na  to,  jaka  my&l  si!  pojawi,  mo%na  j"  ujrze'  jako  pust",  w
ka%dym  z  trzech  czasów:    przesz o&ci,  tera#niejszo&ci  i  przysz o&ci.  Znaczy  to,  %e
je&li szuka si! miejsca, z którego my&l przyby a, to nie mo%na znale#' niczego; je&li
szuka si! miejsca, w którym my&li si! zatrzymuj", to nie znajduje si! niczego; i je&li
szuka si! miejsca, do którego my&li si! udaj", to nie znajduje  si! niczego, jak tylko
pustk!. Nie oznacza to, %e jest tam pewna "pustka", o której mo%na powiedzie', %e
jest  pewnego  rodzaju  "rzecz""  lub  "miejscem"  samym  w  sobie,  ale  raczej  to,  %e
wszystkie  zjawiska,  czy  to  zdarzenia  mentalne,  czy  te%  pozornie  "zewn!trzne"
rzeczywiste  przedmioty,  bez  wzgl!du  na  to,  jak  trwa e  si!  wydaj",  s"  w
rzeczywisto&ci  puste  w  swej  istocie,  nietrwa e,  istniej"  jedynie  chwilowo.  Mo%na
zobaczy',  %e  te  wszystkie  "rzeczy"  sk adaj"  si!  z  innych  rzeczy,  które,  z  kolei,
sk adaj" si! z jeszcze innych rzeczy, itd. Od tego, co jest ogromne, a%  do    czego&
niesko$czenie  ma ego,  wraz  ze  wszystkim,  co  znajduje  si!  po&rodku,  jednym
s owem wszystko to, co istnieje, mo%na ujrze' jako puste. Przyk ad mówi, %e pustka
sw"  zasadnicz"  czysto&ci"  i  przejrzysto&ci"  przypomina  zwierciad o.  Mistrz  mo%e
pokaza'  uczniowi  zwierciad o  i  wyja&ni',  w  jaki  sposób  ono  samo  nie  ocenia
powstaj"cych w nim odbi'  i nie uwa%a  ich za pi!kne czy brzydkie. Zwierciad o nie
ulega zmianie, bez wzgl!du na rodzaj odbicia, jakie si! w nim pojawia, nie zmniejsza
si!  równie%  jego  zdolno&'  odbijania,  wyja&nia  si!  wi!c,  %e  pusta  natura  umys u
przypomina  natur!  zwierciad a,  jest  czysta,  przejrzysta  i  kryszta owa.  Bez  wzgl!du
na  to,  co  si!  pojawia,  pusta  esencja  umys u  nie  mo%e  nigdy  zosta'  utracona,
uszkodzona lub splamiona.

Chocia%  jednak  pustka  stanowi  le%"cy  u  podstaw,  esencjalny  warunek  wszystkich
zjawisk,  to  zjawiska  te  -  bez  wzgl!du  na  to,  czy  s"  zdarzeniami  mentalnymi,  czy
rzeczywi&cie  do&wiadczanymi  przedmiotami  -  nieustannie  si!  pojawiaj".  Rzeczy
stale  istniej",  my&li  bezustannie  pojawiaj"  si!,  podobnie  jak  odbicia  stale  pojawiaj"
si! w lustrze, mimo i% s" one puste. Przez to nieustanne powstawanie rozumie si!
ten aspekt Podstawy, który nosi nazw! "Natury". Jej natur" jest manifestowanie si!;
u%yty  tu  przyk ad  porównuje  j"  do  wrodzonej  zdolno&ci  zwierciad a,  odbijaj"cej
wszystko,  co  si!  przed  nim  pojawia.  Mistrz  ponownie  mo%e  u%y'  rzeczywistego
zwierciad a,  aby  pokaza'  to,  co  odbija  si!  jako  dobre  lub  z e,  pi!kne  lub  brzydkie.
Wrodzona  zdolno&'  zwierciad a  do  odbijania  funkcjonuje  od  razu  w  chwili
umieszczenia przed zwierciad em przedmiotu. Wyja&nia si! wi!c, %e ta sama prawda
dotyczy  tego,  o  czym  mówi  si!  jako  o  naturze  umys u,  do&wiadczanej  w
kontemplacji.  Bez  wzgl!du  na  to,  jaka  my&l  lub  wydarzenie  si!  pojawi",  to  jednak
natura umys u nie b!dzie przez nie uwarunkowana. Ta tura umys u nie anga%uje si!
w os"dy, po prostu odbija wszystko, w ten sam sposób, jak natura zwierciad a.

Tak  wi!c  Xi,  Podstawa,  zasadniczy  warunek  jednostki  i  egzystencji,  jest  w  Esencji
pusty, tym niemniej jego Natura manifestuje si!. Sposób, w jaki manifestuje si!, jest
Energi". Przyk ad porównuje Energi! do odbi', które powstaj" w zwierciadle. Mistrz
mo%e ponownie pokaza' uczniowi zwierciad o i wyja&ni' mu, w jaki sposób odbicia,
które  w  nim  powstaj",  s"  energi"  w asnej,  przejawiaj"cej  si!  widzialnie,  wrodzonej
natury zwierciad a. Przyk ad zwierciad a pokazuje, %e Esencja, Natura i Energia, s"
wzajemnie  od  siebie  uzale%nione  i  nie  mo%na  ich  w  istocie  od  siebie  oddzieli'.

background image

35

Wyj"tek  stanowi"  cele  egzemplifikacji.  Dzieje  si!  tak,  poniewa%  czysto&'  i
przejrzysto&'  zwierciad a,  jego  zdolno&'  odbijania  i  odbicia,  jakie  w  nim  powstaj",
wszystkie  s"  potrzebne  do  istnienia  tego,  co  znamy  jako  zwierciad o.  Je&li
zwierciad u  brak  b!dzie  przejrzysto&ci,  to  nie  b!dzie  ono  w  stanie  odbija';  je&li  nie
b!dzie w nim zdolno&ci odbijania, to jak b!d" mog y pojawi' si! odbicia ? A je&li nie
b!dzie ono umo%liwia o powstawania odbi', to jak mo%e by' lustrem ? Podobnie jest
z  trzema  aspektami  Podstawy:  Esencj",  Natur"    i  Energi".  S"  one  wzajemnie
powi"zane.

SPOSÓB, W JAKI PRZEJAWIA SI) ENERGIA: ZAL, ROLBA I DAN

Energia ta posiada trzy charakterystyczne  sposoby  manifestowania  si!,  znane  jako
Dan, Rolba i Zal /Tsal/. Terminy te s" nieprzet umaczalne i dlatego musimy u%ywa'
s ów tybeta$skich. Wyja&nia si! je za pomoc" trzech przyk adów.

Zal odnosi si! do sposobu, w jakim ta sama Energia jednostki pojawia si! w pozornie
zewn!trznym  &wiecie.  Istota,  która  popad a  w  dualizm,  do&wiadcza  wtedy  %ycia
zamkni!tej  ja#ni,  na  pozór  oddzielonej  od  &wiata  "tam  na  zewn"trz",
do&wiadczanego,  jako  co&  innego.  W  b !dny  sposób  bierze  projekcje  w asnych
zmys ów  za  obiekty  istniej"ce  oddzielnie  od  tej  ja#ni,  wskutek  czego  lgnie  do  nich.
Przyk ad  u%yty  w  celu  ukazania  z udzenia  oddzielno&ci,  kre&li  paralel!  pomi!dzy
sposobem, w jaki manifestuje si! energia jednostki, a tym, co dzieje si! wtedy, kiedy
kryszta  po o%ymy w &wietle promieni s onecznych. W ten sam sposób, w jaki &wiat o
s o$ca, padaj"ce na kryszta , odbija si! w ni" i za amuje, powoduj"c pojawienie si!
promieni  i  wzorców  barw  spektrum,  które  wydaj"  si!  by'  oddzielone  od  kryszta u
/b!d"c w rzeczywisto&ci funkcjami jego charakterystycznej natury/, podobnie jest i z
w asn"  energi"  jednostki,  u&wiadamian"  przez  jej  zmys y,  która  pojawia,  si!  jako
&wiat  pozornie  zewn!trznych  zjawisk.  W  rzeczywisto&ci  nie  ma  nic  zewn!trznego,
ani  tez  oddzielnego  od  jednostki,  a  zasadnicza  jedno&'  tego  "co  jest",  stanowi
dok adnie  to,  czego  do&wiadcza  si!  w  Dzogczen,  Wielkiej  Doskona o&ci.  Dla
urzeczywistnionej  istoty,  ten  poziom  w asnej  energii    manifestuj"cy  si!  jako  Zal,
etanowi  wymiar  Nirmanakaji,  czyli  "Cia a  Przejawienia",  Kiedy  zatem  mówimy  o
"Trzech Kajach" albo trzech cia ach, nie oznacza to po prostu cia  Buddy, czy trzech
poziomów pos"gu. S" to trzy wymiary energii, ka%dej jednostki, tak jak do&wiadcza
si! ich w urzeczywistnieniu.

Kryszta owej Kuli u%ywa si! jako przyk adu, ukazuj"c sposób, w jaki manifestuje si!
energia jednostki. Kiedy w pobli%u kryszta owej kuli po o%ymy jaki& przedmiot, to w jej
wn!trzu  b!dziemy  mogli  zobaczy'  jego  obraz.  Przedmiot  pojawi  si!  nam  tak,  jak
gdyby  znajdowa   si!  wewn"trz.  W  ten  sposób  Energia  jednostki  mo%e  pojawi'  si!
jako "wewn!trznie" do&wiadczany obraz, widziany jak gdyby "okiem umys u". Jednak
bez wzgl!du na to, jak wyra#ny nie by by ten obraz, i tak b!dzie przejawion" w asn"
Energi"  jednostki,  zwan"  Rolba.  To  na  tym  poziomie  dzia a  praktykuj"cy  (cie%k"
Transformacji,  aby  poprzez  moc  koncentracji,  przekszta ci'  nieczyste  widzenie  w
czyst"  wizj!.  Dla  urzeczywistnionej  istoty,  ten  poziom  jego  lub  jej  w asnej  energii,
do&wiadczany jest jako Sambhogakaja czyli "Cia o Bogactwa". Bogactwo odnosi si!
tutaj  do  fantastycznej  ró%norodno&ci  form,  jakie  mog"  manifestowa'  si!  na  tym
poziomie  esencji  elementów,  któr"  stanowi  &wiat o.  Dla  przyk adu,  sto   agodnych  i
gniewnych bóstw, opisanych w Bardo Tosdrol, czyli Tybeta$skiej Ksi!dze Umar ych,
jako  powstaj"cych  w  &wiadomo&ci  Bardo,  stanowi"  manifestacj!  w asnej    Energii
jednostki.

background image

36

Kryszta owa  kula  jest  bezbarwna.  Kiedy  jednak  po o%ymy  j"  na  czerwonym  p ótnie,
b!dzie  wydawa o  si!,  %e  jest  czerwona;  na  pod o%u  koloru  zielonego  b!dzie
wydawa'  si!  zielona  itd.  W  dok adnie  ten  sam  sposób,  na  poziomie  Dan,    Energia
jednostki  jest  w  istocie  niesko$czona  i  bezkszta tna;  mo%e  jednak  przyj"'  dowoln"
posta'.  Przyk ad  ten  staje  si!  pomocny  w  wyja&nieniu  tego,  co  rozumie  si!  przez
karmiczne  widzenie:  chocia%  energia  jednostki  w  istocie  nie  posiada  formy,  to
wskutek  przywi"zania,  &lady  karmiczne,  jakie  istniej"  w  strumieniu  &wiadomo&ci
jednostki,  powoduj"  powstanie  tego,  co  odczuwa  si!,  jako  cia o,  g os  i  umys   oraz
jako  zewn!trzne  otoczenie,  którego  charakterystyki  okre&laj"  przyczyny
nagromadzone w ci"gu niezliczonych %ywotów. W z udzeniu dualno&ci jednostka jest
tak  uwarunkowana  przez  to  karmiczne  widzenie,  %e  w  istocie  wydaje  si!  ono  by'
tym, czym jest jednostka.

Kiedy  dzi!ki  do&wiadczeniu  jednostki,  z udzenie  to  zostanie  odci!te,  jego  lub  jej
warunek staje si! takim, jakim jest i jakim by  od pocz"tku: niesko$czonym umys em,
energi"  poza  wszelkimi  ograniczeniami  formy.  Zrealizowanie  tego  jest
urzeczywistnieniem  "Dharmakaji"  czyli  "Cia a  Prawdy',  co  mo%na  lepiej
przet umaczy' jako "Cia o Rzeczywisto&ci takiej jaka jest". Jednak Dan, Rolba i Zal,
jest  te%  Dharmakaj",  Sambhcgakaj"  i  Nirmanakaj",  nie  s"  od  siebie  oddzielone.
Niesko$czona,  bezforemna  energia  /Dharmakaja/,  manifestuje  si!  na  poziomie
esencji  elementów,  któr"  jest  &wiat o  w  postaci  form  niematerialnych,  jakie  mog"
postrzec posiadaj"cy wizyjn" przejrzysto&' /Sambhogakaja/, a na poziomie materii w
postaci pozornie trwa ych for materialnych /Nirmanakaja/.

Intelekt  jest  warto&ciowym  narz!dziem,  nie  do  tego  stopnia  jednak,  aby  wyrazi'
pe ni!  naszego  bytu.  W  istocie,  mo%e  by'  cz!sto  pu apk",  strzeg"c"  dost!pu  do
najg !bszych  aspektów  naszego  istnienia.  Kiedy  by em  m ody,  zdarzy o  mi  si!
spotka' bardzo dziwnego mistrza,  którego  zachowanie  by o  tak  samo  niepoj!te  dla
intelektu, jak czyny Milarepy. By  on kiedy& mnichem w klasztorze Sakjapa, który to
klasztor,  podobnie  jak  i  wszystkie  inne,  posiada   bardzo  surow"  regu !.  Mnich  ten
naruszy  j" w bardzo powa%ny sposób, utrzymuj"c stosunki z pewn" kobiet", za co
wyrzucono go z klasztoru. Czuj"c si! bardzo #le z powodu tego, co si! zdarzy o, uda 
si!  w  dalek"  w!drówk!,  podczas  której  spotka   wielu  mistrzów,  otrzyma   pewne
nauki  i  zosta   powa%nym  joginem.  Nast!pnie  wróci   do  swej  rodzinnej  wioski,  ale
klasztor  odmówi   przyj!cia  go  z  powrotem.  Tote%  jego  krewni  zbudowali  mu  ma "
pustelni! na stoku góry. Mieszka  tam, praktykuj"c spokojnie przez wiele lat, a% sta 
si! znany wszystkim jako "jogin".

Po  up ywie  nast!pnych  kilku  lat,  które  przesz y  jeszcze  bardziej  spokojnie,  odkryto
nagle,  %e  zwariowa .  Pewnego  dnia  zobaczono,  jak  podczas  wykonywania  swych
praktyk,  wyrzuca  przez  okno  wszystkie  ksi"%ki,  które  nast!pnie  spali   i  jak  t ucze
wszystkie  pos"gi,  a  nawet  demoluje  cz!&ciowo  sam"  chat!,  w  której  %y .  Ludzie
zacz!li nazywa' go "lunatykiem". Potem nagle znikn"  i nikt nie widzia  go przez trzy
lata.  W  ko$cu  kto&  zupe nie  przypadkowo,  natkn"   si!  na  niego,  jak  mieszka   w
bardzo  odleg ym  miejscu,  na  samym  szczycie  góry.  Wszyscy  zastanawiali  si!  i
dziwili,  w  jaki  sposób  mo%e  on  tam  prze%y'  i  czym  si!  %ywi,  poniewa%  nic  tam  nie
ros o i nikt nigdy normalnie tam nie chodzi . Tote% ludzie zacz!li si! nim interesowa' i
odwiedza' go. Chocia% sam nie odzywa  si! do nikogo, sposób, w jaki %y , przekona 
ludzi,  %e  wcale  nie  jest  szalony.  Wówczas  zacz!to  o  nim  mówi'  jako  o
urzeczywistnionej istocie, jako o &wi!tym.

background image

37

Mój wuj, opat klasztoru Sakjapa us ysza  o nim i postanowi  z o%y' mu wizyt! bior"c
mnie  i  kilku  innych  ludzi  ze  sob".  Droga  zabra a  nam  15  dni  konnej  jazdy,  zanim
dotarli&my  do  wsi  po o%onej  u  stóp  góry,  na  której  %y   ów  dziwny  mistrz.  Stamt"d
musieli&my wspina' si! pieszo; poniewa% nie by o %adnej &cie%ki, która prowadzi aby
na  wierzcho ek  góry,  nie  tak   atwo  by o  si!  tam  dosta'.  Ludzie  z  tamtych  stron
opowiedzieli  nam,  %e  nie  tak  ca kiem  dawno  pewien  s ynny  Tulku  ze  szko y  Kagyu
uda  si! tam z wizyt", ale kiedy dotar  na szczyt zamiast nauk zosta  pocz!stowany
lawin"  kamieni,  tak  %e  kilku  mnichów  z  jego  &wity  dozna o  powa%nych  obra%e$
Powiedziano  nam  równie%,  %e  mistrz  posiada  psy,  a  niektóre  z  nich  s"  w&ciek e  i
gryz".  Wszyscy  okoliczni  mieszka$cy  bali  si!  tam  chodzi'  i  mówili  o  tym  ca kiem
szczerze, wi!c i nam ten strach si! udzieli .

Mój wuj by  bardzo oty ym cz owiekiem, tote% wspi!cie si! na szczyt góry, dok"d nie
prowadzi a  %adna  &cie%ka  zabra o  nam  sporo  czasu.  Ci"gle  ze&lizgiwali&my  si!  i
zje%d%ali&my w dó  wraz z odrywaj"cymi si! kamieniami. Kiedy doszli&my ju% prawie
do  samego  szczytu,  mogli&my  us ysze'  g os  mistrza,  chocia%  nie  potrafili&my
wypatrze'  tam  %adnego  domu.  Kiedy  w  ko$cu  dotarli&my  na  sam  wierzcho ek,
zobaczyli&my  tam  rodzaj  prymitywnej,  kamiennej  budowli,  któr"  trudno  by oby
naprawd!  nazwa'  domem.  Przypomina o  to  raczej  ogromn"  psi"  bud!,  z  trzema
wielkimi otworami po trzech stronach i zadaszon" kamieniami. Nie by a dostatecznie
wysoka,  aby  ktokolwiek  móg   w  niej  stan"'  wyprostowany.  Wewn"trz  s ycha'  by o
mistrza mówi"cego co& na g os, chocia% trudno by o sobie wyobrazi', z kim móg by
rozmawia'. Nagle odwróci  si! i ujrzawszy, %e si! zbli%amy, naci"gn"  sobie koc na
g ow!  i  zacz"   udawa',  %e  &pi.  Napraw!  wydawa   si!  szalony.  Mimo  to  ostro%nie
podeszli&my bli%ej. Kiedy byli&my ju% ca kiem blisko, zatrzymali&my si! i czekali&my
przez kilka minut, a% nagle &ci"gn"  koc z g owy i spojrza  w naszym kierunku. Jego
ogromne,  wytrzeszczone  oczy,  by y  nabieg e  krwi",  a  w osy  dziko  sta y  d!ba  na
g owie. Rzeczywi&cie wyda  mi si! przera%aj"cy. Zacz"  co& mówi', ale nikt z nas nie
by  w stanie tego zrozumie', chocia% by  w ko$cu takim samym Tybeta$czykiem, jak
i  my.  Nie  by a  to  sprawa  lokalnego  dialektu,  gdy%  znali&my  dialekt  tego  regionu
bardzo dobrze. Mówi  do nas bez przerwy przez dobre pi!' minut, ale zrozumia em z
tego wszystkiego zaledwie dwa zdania. W pewnej chwili wydawa o mi si!, %e mówi w
&rodku gór, ale dalsza cz!&' tego zdania by a ju% tak samo niezrozumia a, jak reszta
mowy.  Drugie  zdanie,  z  którego  cokolwiek  wy owi em  brzmia o  jak  "jest  warte  ..."  z
równie  niezrozumia ym  ko$cem.  Zapyta em  mego  wuja,  czy  co&  zrozumia ,  ale  on
wy owi   tylko  te  dwa  fragmenty.  *aden  z  pozosta ych  ludzi  nie  zrozumia ,  równie%,
niczego wi!cej.

Mój wuj wpe z  przez najwi!kszy z otworów do &rodka, "by' mo%e po to, aby poprosi'
o b ogos awie$stwo i zobaczy', jaka b!dzie jego reakcja. "Dom" by  bardzo ma y, a
mój  wuj  bardzo  pot!%nej  tuszy,  tote%  dziwny  mistrz  siedzia   tu%  na  przeciw  niego,
patrz"c  mu  prosto  w  twarz.  Wuj  przyniós   ze  sob"  troch!  s odyczy  i  ofiarowa   dwa
ciastka mistrzowi, który wzi"  jedno. Mistrz mia  przy sobie gliniane naczynie. W o%y 
do$ ciastko i ofiarowa  z kolei mojemu wujowi, który siedzia  dalej i czeka . Wówczas
mistrz wyci"gn"  z fa d swojej obszarpanej odzie%y kawa ek starej we ny, który s u%y 
mu  najwidoczniej  jako  chustka  do  nosa  i  da   memu  wujowi.  Mój  wuj  przyj"   to  z
wielkim  szacunkiem  i  nadal  czeka .  W  ko$cu  mistrz  pocz!stowa   go  takim
spojrzeniem,  %e  wuj  zdecydowa ,  %e  najm"drzej  b!dzie  wyj&'  na  zewn"trz.  Teraz
przysz a  moja  kolej.  By em  bardzo  wystraszony,  ale  mimo  to  wszed em  wraz  z
paczk"  herbatników,  które  da   mi  wuj.  Ofiarowa em  je,  ale  mistrz  nie  chcia   jej
przyj"'.  Pomy&la em  sobie,  %e  widocznie  musz!  otworzy'  t!  paczk!  pierwszy.
Zrobi em  tak  i  ofiarowa em  mistrzowi  kilka  herbatników.  Wzi"   jedno  i  w o%y   do

background image

38

naczynia.  Rzuci em  tam  okiem  i  zobaczy em,  %e  by o  pe ne  wody.  Zawiera o  tak%e
jakie& resztki tytoniu, troch! pieprzu, ciastko mojego wuja oraz moje. Trudno si! by o
zorientowa',  czy  jada   z  tego  naczynia,  czy  tylko  trzyma   w  nim  rzeczy.  Z  drugiej
strony  nie  widzia em  tam  niczego,  co  sugerowa oby  normalne  domowe
przygotowywanie  posi ków,  nawet  gdyby  uda o  si!  w  tej  okolicy  zdoby'  co&  do
jedzenia. Obserwowa em to wszystko dobr" chwil!, kiedy mistrz rzucaj"c mi wrogie
spojrzenie,  wr!czy   mi  na  wpó   p!kni!ty  kubek  do  herbaty,  który  s u%y   mu  jako
nocnik.  Trzymaj"c  ten  podarunek  w  r!ku,  wyszed em,  do "czaj"c  do  mego  wuja  i
reszty towarzyszy.

Byli&my  tam  ju%  oko o  dwudziestu  minut.  Stali&my  na  zewn"trz  i  patrzyli&my  na
mistrza.  Wówczas  zacz"   mówi'  do  nas  raz  jeszcze  w  zupe nie  niezrozumia y
sposób  i  pokazywa'  co&.  Domy&lali&my  si!,  %e  pragnie  nam  pokaza',  w  jakim
kierunku  powinni&my  i&'.  Oci"gali&my  si!  jeszcze  troch!,  kiedy  nagle  z  pewn"
z o&ci"  i  ca kiem  wyra#nie  powiedzia :  "Lepiej  id#cie!"  Mój  wuj  zwróci   si!  wówczas
do mnie i do reszty grupy: By'  mo%e  lepiej  b!dzie, jak zrobimy to, co nam mówi" i
wszyscy skierowali&my si! w kierunku, który wskaza  nam mistrz. Nie by  to kierunek,
z  którego  przyszli&my  i  którym  powinni&my  wraca'.  Nie  mieli&my  najmniejszego
poj!cia,  dok"d  idziemy  i  dlaczego,  ale  mój  wuj  powiedzia ,  %e  by'  mo%e  jest  jaki&
g !bszy sens w tym, co mistrz powiedzia . Droga by a do&' ci!%ka i ze&lizgiwali&my
si!  na  o&lep  przez  kilka  godzin,  a%  dotarli&my  do  prze !czy,  od  której  zaczyna   si!
stok  nast!pnej  góry.  Prze !cz  by a  zaro&ni!ta  g!stym  lasem.  Kiedy  tam  zeszli&my,
us yszeli&my,  jak  gdyby  kto&  j!cza   i  p aka .  Pobiegli&my  naprzód  i  znale#li&my
my&liwego,  który  spad   ze  stoku  i  z ama   nog!.  Nie  by   w  stanie  i&',  tote%  cz!&'
naszej  grupy  zanios a  go  do  wsi,  w  której  mieszka a  jego  rodzina.  By   to  spory
kawa ek drogi. Mój wuj zaproponowa , aby reszta wróci a z powrotem zobaczy' si! z
dziwnym mistrzem, "By' mo%e teraz udzieli nam jakich& nauk", powiedzia . Ale kiedy
przyszli&my tam, zamiast udzieli' nam po chwa y, mistrz kaza  nam si! wynosi'.

Fakt,  %e  mistrz  ten  nie  uczy   ludzkich  istot,  nie  oznacza  wcale,  ze  nie  naucza   w
ogóle.  Móg   %y'  w  ten  dziwny  sposób,  a  jednocze&nie  przejawia'  si!  w  innych
wymiarach i naucza' istoty ró%ne od ludzkich. W ten sposób móg  on uczy' wi!cej
istot,  ni%  znajduje  si!  ich  w  ogromnym  mie&cie.  Nie  posiadali&my  odpowiednich
zdolno&ci, aby dostrzec tego rodzaju aktywno&'. Na przyk ad Garab Dorje wyk ada 
nauki  Dzogczen  dakiniom,  zanim  zacz"   uczy'  je  ludzi.  W  bardo,  stanie  po&rednim
po &mierci cia a fizycznego, a przed nast!pnym odrodzeniem, istoty istniej" w cia ach
mentalnych i nie posiadaj" bezpo&rednich wi!zi ze &wiatem fizycznym. Jest mo%liwe,
%e mistrz, który dla nas wygl"da  tak dziwnie, naucza  w a&nie tego rodzaju istoty.

Kiedy  zrozumiemy  niedualn"  percepcj!  rzeczywisto&ci,  tak  jak  opisano  j"  w
wyja&nieniach Podstawy jako Esencji, Natury i Energii oraz poznamy sposób, w jaki
Energia jednostki manifestuje si! jako Dan, Rolba i Zal, zrozumiemy, w jaki sposób
kto&, kto ponownie zintegrowa  sw" Energi!, potrafi wykonywa' dzia ania niemo%liwe
dla zwyk ej istoty. Wtedy dzia ania takiego mistrza nie b!d" ju% d u%ej wydawa' si!
niepoj!te.

background image

39

ROZDZIA& 7

#CIE%KA

Niektórzy ludzie sp!dzaj" ca e swoje %ycie przygotowuj"c
si! do praktyki, kiedy nadchodzi ich koniec, oni wci"% si!
przygotowuj". W ten sposób rozpoczynaj" nast!pne %ycie,
nawet nie uko$czywszy tych przygotowa$.

Dragpa Gyalcan, wielki mistrz ze szko y Sakjapa

Drugim elementem z g ównej grupy trzech: Podstawy, (cie%ki i Owocu, jest (cie%ka.
Na (cie%ce wszystko zwi"zane jest z tym, w jaki sposób nale%y pracowa', aby wyj&'
z  dualistycznych  uwarunkowa$  i  dotrze'  do  urzeczywistnienia.  Nawet  je&li  mistrz
bezpo&rednio  przeka%e  Wprowadzenie  do  pierwotnego  stanu,  poda  jego  opis  oraz
sposób,  w  jaki  si!  przejawia,  to  jednak  problemem  pozostaje  to,  %e  sami  tkwimy
zamkni!ci  w  klatce  naszych  w asnych  ogranicze$.  Potrzebujemy  klucza
otwieraj"cego  klatk!,  metody,  dzi!ki  której  rzeczywiste  stanie  si!  to,  co  do  tej  pory
by o jedynie intelektualnym zrozumieniem. Tym kluczem jest (cie%ka, po tybeta$sku
Lam, która równie% posiada trzy aspekty.

DAVA, POGL'D CZYLI WIDZENIE TEGO CO JEST I CZYM SI) JEST

Pierwszy  aspekt  &cie%ki  to  Dava  -  Pogl"d,  Punkt  Widzenia.  Lecz  nie  jest  to  ani
filozoficzny,  ani  intelektualny  pogl"d,  w  tym  znaczeniu,  w  jakim  ludzie  u%ywaj"  na
przyk ad  wyra%enia  "pogl"d  Nagard%uny",  aby  opisa'  filozofi!  Madhjamaki.  W
Dzogczen  zupe nie  nie  chodzi  o  co&  takiego.  W  Dzogczen  wa%ne  jest,  aby
obserwowa'  siebie  i  dostrzec  w asn"  sytuacj!  cia a,  mowy  i  umys u.  Wówczas
odkrywa  si!  swoje  uwarunkowania  we  wszystkich  aspektach  i  to,  %e  jest  si!
zamkni!tym przez w asne ograniczenia w klatce dualizmu. Oznacza to konfrontacj!
ze wszystkimi swoimi problemami, co nie jest ani  atwe, ani przyjemne. Istnieje wiele
codziennych  problemów  zwi"zanych  z  prac",  warunkami  mieszkaniowymi,
utrzymaniem si! czy te% z innymi aspektami fizycznej egzystencji. Mo%na je nazwa'
problemami cia a. Oprócz tego s" tak%e problemy mowy tj. energii: nerwice oraz inne
choroby.  Lecz  je&li  nawet  czujemy  si!  dobrze  fizycznie  i  nie  mamy  k opotów
materialnych, to jednak pozostaj" jeszcze problemy umys u.  Jest  ich  bardzo  du%o  i
mog"  by'  tak  subtelne,  %e  a%  ledwo  dostrzegalne.  S"  to  wszelkiego  rodzaju  gry,
które  prowadzimy  z  ego.  W  rezultacie  wszystkich  tych  wyczynów,  budujemy  sobie
klatk!,  cz!sto  nawet  nie  zdaj"c  sobie  z  tego  sprawy.  Tak  wi!c  pierwsz",
podstawow"  rzecz"  jest  odkrycie  klatki,  a  tego  mo%na  dokona'  jedynie  dzi!ki
obserwacji siebie przez ca y czas. Jest to jeszcze jeden powód, dla którego u%ywa
si!  zwierciad a  /melon/,  jako  wa%nego  symbolu  w  Dzogczen.  Nie  jest  on
wykorzystywany jedynie do t umaczenia  wspó zale%no&ci  dwóch  prawd:  wzgl!dnej  i
absolutnej, lecz s u%y równie%, aby przypomina' o konieczno&ci obserwowania siebie
przez ca y czas. Istnieje przys owie tybeta$skie, które mówi:

Na cudzym nosie mo%na

background image

40

zawsze  atwo zobaczy'
nawet co& tak ma ego
jak mrówka.
Lecz na swoim w asnym,
trudno nawet ujrze'
co& wielko&ci jaka.

Dava  w  Dzogczen  oznacza,  %e  nie  zwracamy  si!  na  zewn"trz,  aby  krytykowa'
innych, lecz obserwujemy samych siebie.

Dzi!ki  obserwacji  siebie  mo%na  odkry'  swoj"  klatk!,  lecz  wtedy  trzeba  naprawd!
chcie'  z  niej  wyj&'.  Nie  wystarczy  tylko  wiedzie'  o  jej  istnieniu.  Druga  z  Trzech
Zasad  Garab  Dorje  mówi,  %e  po  uzyskaniu  Bezpo&redniego  Wprowadzenia  w
pierwotny stan, tj. Podstaw!, nale%y pozostawa' "wolnym od wszelkich w"tpliwo&ci",
co  uzyska'  mo%na  jedynie  dzi!ki  widzeniu  siebie,  to  znaczy  obserwowaniu  siebie.
Takie jest rzeczywiste znaczenie Dava, Pogl"du,

GOMPA: ZASADNICZA PRAKTYKA

Kiedy zapytano Yundon Dorjebal, wielkiego mistrza Dzogczen:
- Jak" medytacj! praktykujesz?
- Nad czym mia bym medytowa'? - odpar .
Zadano mu wtedy nast!pne pytanie:
- Tak wi!c w Dzogczen nie medytuje si!?
- Czy% kiedykolwiek jestem oddzielony od kontemplacji ? -brzmia a odpowied#.

Ró%nica mi!dzy medytacj" i kontemplacj" w naukach Dzogczen.

Rozró%nienie  pomi!dzy  znaczeniem  poj!'  "medytacja"  i  "kontemplacja"  jest
nies ychanie  wa%na  w  naukach  Dzogczen.  Praktyka  Dzogczen  sama  w  sobie  jest
praktyk"  kontemplacji,  w  której  pozostaje  si!  w  ci"g o&ci  samowyzwalaj"cego,
niedualnego  stanu,  przekraczaj"cego  ograniczenia  konceptualnego  poziomu
aktywno&ci  umys owej,  który  jednak  obejmuje  nawet  aktywno&'  tak  zwanego
"zwyk ego"  umys u,  tj.  racjonalnego  my&lenia.  Chocia%  w  kontemplacji  my&li  mog"
powstawa'  i  faktycznie  powstaj",  nie  jest  si!  przez  nie  uwarunkowanym.  S"  one
wyzwalaj"ce same z siebie, kiedy pozostawia si! je takimi, jakie s". W kontemplacji
umys   nie  anga%uje  si!  w  jakikolwiek  wysi ek;  nie  ma  niczego,  co  trzeba  by  zrobi',
lub nie zrobi'. To co jest, po prostu jest takie jakie jest, samo w sobie doskona e. Z
drugiej strony, pod poj!ciem medytacji rozumie si! w Dzogczen wiele ró%norodnych
praktyk,  które  w  jaki&  sposób  polegaj"  na  pracy  z  umys em  i  maj"  na  celu
umo%liwienie  wej&cia  w  stan  kontemplacji.  Praktyki  te  sk adaj"  si!  z  ró%nych
rodzajów  koncentracji  spojrzenia,  doprowadzaj"cych  do  stanu  wyciszenia,  jak
równie%  wizualizacji,  itp.  Tak  wi!c  w  medytacji  trzeba  co&  zrobi'  z  umys em,
natomiast w kontemplacji nie.

W  kontemplacji  Dzogczen  jest  si!  w  stanie  zintegrowa'  ze  sob"  zarówno  chwile
spokoju, kiedy nie ma  %adnej  my&li,  jak  i  te,  podczas  których  nast!puje ruch my&li,
pozostaj"c  w  pe nej  &wiadomo&ci  obecnej  chwili,  bez  zasypiania,  pobudzenia  czy
rozproszenia.    Pozostaje  czysta  obecno&',  przytomno&'  b!d"ca  pod o%em
&wiadomo&ci, która nie odrzuca my&li, ani nie pod"%a za nimi. Po tybeta$sku nazwa
si!  "rigpa"  i  jest  przeciwie$stwem  "marigpa",  rdzennej  niewiedzy  dualistycznego
umys u. Je&li kto&  nie  jest  w  stanie  odnale#'  tej  czystej  obecno&ci,  rigpa,  nigdy  nie

background image

41

odnajdzie Dzogczen. Aby odkry' Dzogczen, trzeba ujawni' nagi stan rigpa. Stanowi
on  filar  nauk  Dzogczen  i  to  w a&nie  ten  stan  mistrz  próbuje  przekaza'  w
Bezpo&rednim  Wprowadzeniu.  Jak  ukaza   mi  to  mój  mistrz  Jangchub  Dorje,  jego
przekaz  nie  jest  uzale%niony  od  formalnej  rytualnej  inicjacji,  ani  od  intelektualnego
wyja&nienia.

A%eby jednak znale#' si! w stanie rigpa, trzeba zastosowa' Dava, Pogl"d, aby przez
ci"g " obserwacj! w asnej sytuacji pozna', jakich praktyk u%ywa' w danej chwili, po
to,  by  wydosta'  si!  z  w asnej  klatki  i  przebywa'  poza  ni".  Lecz  je&li  ptak  %yje  w
klatce  przez  ca e  swoje  %ycie,  to  mo%e  nawet  nic  nie  wiedzie'  o  mo%liwo&ci  lotu.
Zanim  definitywnie  opu&ci  klatk!,  musi  pod  opiek"  uczy'  si!  lata',  poniewa%  bez
dobrej  umiej!tno&ci  latania,  kiedy  nie  b!d"  go  ju%  ochrania'  pr!ty  klatki,  stanie  si!
 atwym   upem  drapie%nika.  W  ten  sam  sposób  praktykuj"cy  musi  uzyska'
mistrzostwo  nad  swymi  w asnymi  energiami.  Techniki  Dzogczen  umo%liwiaj"
osi"gni!cie  takiego  mistrzostwa:  istniej"  praktyki  dla  wszystkich  rodzajów  ptaków  i
klatek,  lecz  najpierw  nale%y  pozna',  jakim  jest  si!  ptakiem  i  w  jakiej  klatce  jest  si!
uwi!zionym. A wtedy naprawd! trzeba chcie' opu&ci' klatk!, poniewa% nic nie daje
powi!kszanie  czy  te%  upi!kszanie  jej,  na  przyk ad  poprzez  dodanie  nowych,
fascynuj"cych  pr!tów  -  '"egzotycznych"  tybeta$skich  nauk.  *adnego  po%ytku  nie
przyniesie  budowanie  nowej  kryszta owej  klatki  zbudowanej  z  nauk  Dzogczen.
Niezale%nie  od  tego,  jak  pi!kna  by  ona  nie  by a,  zawsze  jednak  pozostanie  klatk".
Jedynym  celem  nauk  Dzogczen  jest  wyprowadzenie  z  wszelkiego  rodzaju  klatek  w
otwarty przestwór nieba, w przestrze$ pierwotnego stanu.

Gompa,    praktyki  Trzech  Serii,  mo%na  podzieli'  na  "zasadnicze",  prowadz"ce  do
kontemplacji, albo b!d"ce sam" kontemplacj", oraz na "pomocnicze", które pracuj"
z  kontemplacj"  w  jaki&  szczególny  sposób  albo  doprowadzaj"  do  rozwini!cia
pewnych w asno&ci. Do tych drugich zalicza si! "Sze&' Jog", praktyk! wewn!trznego
%aru  tummo,    praktyk!  przeniesienia  &wiadomo&ci  Po a,  itp.  jak  równie%  wszystkie
inne  techniki  ró%ne  od  Dzogczen.  Praktyki  Sutry  i  Tantry,  &cie%ek  oczyszczenia  i
transformacji, mog" zosta' wykorzystane, lecz s" one drugorz!dne.

Nale%y  podkre&li',  %e  w  praktyce  Dzogczen  istotny  jest  przekaz  od  mistrza.
"Tajemne" nauki Dzogczen s" w rzeczywisto&ci "tajemne same w sobie", poniewa%
staj" si! dost!pne od razu, gdy tylko jest si! w stanie je zrozumie', a nie dlatego, %e
s" utrzymywane w tajemnicy. Wa%ny jest jednak pewien rodzaj zaanga%owania  si!
ze  strony  ka%dego,  kto  pragnie  otrzyma'  specjalne  instrukcje  do  praktyki.  W
idealnym  przypadku  powinno  wyst!powa'  ci"g e  wzajemne  wspó uczestnictwo
mi!dzy tym, kto daje przekaz i tym, kto go otrzymuje, dopóki przekaz nie stanie si!
kompletny. Chocia% istnieje ogromna ró%norodno&' technik, nie jest konieczne, aby
praktykowa'  wszystkie.  Wr!cz  przeciwnie:  powinno  si!  bardzo  oszcz!dnie  u%ywa'
praktyk i poprzez obserwacj! w asnej sytuacji dobiera' te z nich, które s" przydatne i
pomocne.  Tutaj  przedstawiono  tylko  ogólny  przegl"d  nauk  Dzogczen  i  czytelnik
powinien  zdawa'  sobie  spraw!,  %e  opis  praktyki  w  %adnym  wypadku  nie  jest
równoznaczny z wyja&nieniami do niej.

Za  klucz  mo%e  pos u%y'  tabela  opisuj"ca  Trzy  Serie.  Ogólnie  mówi"c,    istniej"
praktyki, obejmuj"ce prac! z cia em, mow" i umys em. Poniewa% ka%de z tych trzech
jest  uwarunkowane,  trzeba  pracowa'  z  ka%dym  z  nich.  Zatem  wskazówki  do
wszystkich  praktyk  zazwyczaj    b!d"  zawiera'  trzy  nast!puj"ce  elementy:  jaka
powinna  by'  pozycja  cia a,  oddech  oraz  koncentracja,  ustawienie  oczu  czy
wizualizacja. Niektóre praktyki wykorzystuj" jeden z aspektów sytuacji jednostki, na

background image

42

przyk ad u%ywaj" kontroli cia a i mowy do skoncentrowania umys u. Inne mog" mie'
na  celu  tylko  rozlu#nienie  cia a,  podczas  gdy  jeszcze  inne,  prac!  z  g osem  i
d#wi!kiem,  jak  w  przypadku  Pie&ni  Wad%ry.  Istniej"  tak%e  praktyki  u%ywaj"ce
wszystkich elementów: ziemi,  powietrza, ognia, wody i przestrzeni.

ALTERNATYWNA  TERMINOLOGIA  DLA  TRZECH  ASPEKTÓW  PRAKTYKI
SEMDE

Terminy  "Xinas",  "Lhagton"    i  "Nissmed",  nale%"  w a&ciwie  do  poziomu  nauk  Sutr  i
Tantr,  lecz    poniewa%  s"  one  ogólnie  znane  i  u%ywane,  wykorzystali&my  je  tutaj.
Terminy, które zwykle wyst!puj" w tekstach Dzogczen dla tych samych faz praktyki,
s" nast!puj"ce: 1. Nasba /stan spokoju/, 2. Miyova /"nieporuszony", stan, który nie
mo%e  by'  zak ócony  lub  uwarunkowany/,  3.  Namnid  /spokój,  stan,  w  którym
wszystko ma ten sam smak/, 4. Lhundrub, /niezmienny, doskona y sam w sobie/.

Poza  tym  termin  "Naljor",  "joga"  lub    "zjednoczenie",  mo%e  sugerowa'  po "czenie
dwóch  rzeczy,  jednak  poniewa%  w  Dzogczen  nie  ma  poj!cia  dualizmów,  które
mia yby zosta' po "czone, to cztery fazy praktyki w Semde s" po prostu nazywane
czterema    Dinnezin, czyli kontemplacjami.

Ka%da  z  trzech  Serii,  Semde,  Londe  i  Mannagde,  posiada  swoje  w asne,
charakterystyczne  podej&cie,  cel  jednak  zawsze  pozostaje  ten  sam  -  kontemplacja.
*adna  z  Trzech  Serii  nie  jest  &cie%k"  stopniow",  poniewa%  w  ka%dym  przypadku
wyst!puje bezpo&redni przekaz od mistrza. Jednak Mannagde, co dos ownie znaczy
"tajemnie mówiona seria", która równie% bywa nazywana Nintig, "esencj" serca" lub
"istot"  istoty",  jest  niew"tpliwie  bardziej  bezpo&rednia  ni%  Sesde,  która  wi!cej
zajmuje si! ustnym wyja&nieniem i szczegó ow" analiz". Mannagde na wst!pie jest
wyj"tkowo  paradoksalne,  poniewa%  natura  rzeczywisto&ci  nie  mo%e  zosta'
ograniczona przez logik! i z tego powodu jedynym sposobem jej opisu s" paradoksy.
Natomiast  w  Londe,  szczegó owe  instrukcje  dotycz"ce  pozycji  cia a  i  oddechu
prowadz" praktykuj"cego bezpo&rednio do do&wiadczenia kontemplacji, bez %adnej
potrzeby wyja&nie$ intelektualnych /zob. Appendix 3/

Chocia%  metody  prezentacji  mog"  si!  ró%ni'  w  Trzech  Seriach,  to  jednak  w
Dzogczen  zawsze  wyst!puje  Bezpo&rednie  Wprowadzenie.  Nie  oznacza  to  jednak,
%e  nie  ma  %adnych  przygotowa$  -  s"  one  praktykowane  zale%nie  od  potrzeb
jednostki.  To  w a&nie  odró%nia  Dzogczen  od  innych  &cie%ek,  w  których  wyst!puje
niezmienna  regu a,  w  jednakowym  stopniu  obowi"zuj"ca  wszystkich.  W  Dzogczen
nie  ma  konieczno&ci  uzyskiwania  &wiadectwa  uko$czenia  ni%szego  poziomu,  czy
otrzymania  inicjacji,  zanim nie wst"pi si! na wy%szy poziom, tak jak dzieje si! to na
&cie%ce  stopniowej.  Dzogczen  nie  dzia a  w  ten  sposób.  Uczniowi  od  razu  daje  si!
mo%liwo&'  wst"pienia  na  najwy%szy  poziom.  Tylko  wtedy,  gdy  nie  wystarcza  mu
zdolno&ci, by tego dokona', konieczne jest zej&cie ni%ej, w celu odnalezienia takiego
poziomu  praktyki,  który  umo%liwi  pokonanie  wszelkich  trudno&ci  i  doprowadzenie
praktykuj"cego do samej kontemplacji.

We  wszystkich  szko ach  buddyzmu  tybeta$skiego  nie  tylko  trzeba  przechodzi'
stopniowo  przez  ka%dy  poziom  sutry  i  tantry,  ale  zanim  w  ogóle  uzyska  si!
pozwolenie praktykowania tantry, konieczne jest uko$czenie serii praktyk wst!pnych,
Nyndro, znanych obecnie niekiedy jako Cztery Podstawowe praktyki. Ich celem jest
rozwini!cie tych zdolno&ci, których brakuje praktykuj"cemu. Jest ca kowicie w a&ciwe
i zgodne z tradycj" wymaganie tych praktyk jako wst!pnego warunku dla wej&cia na

background image

43

pewien poziom tantry. W czasie swojej edukacji sam wykona em Nyndro dwukrotnie.
We  wszystkich  czterech  szko ach  Nyndro  jest  obowi"zkowe  dla  tych,  którzy  chc"
rozpocz"' wy%sze praktyki.

Dzogczen  jednak  podchodzi  do  tej  kwestii  inaczej,  jego  zasady  s"  inne,  ni%  w
tantrach.  Garab  Dorje  nie  powiedzia :  "Najpierw  nauczajcie  Nyndro".  Mówi ,  %e
pierwsz"  rzecz"  jak"  nale%y  wykona'  jest,  dla  mistrza:  udzielenie  Bezpo&redniego
Wprowadzenia,  a  dla  ucznia:  próba  wej&cia  w  pierwotny  stan.  Ucze$  powinien
odkry', jak czuje si! w tym stanie, tak aby nie mie' %adnych w"tpliwo&ci co do niego.
Nast!pnie,  ma  ci"gle  próbowa'  przebywa'  w  tym  pierwotnym  stanie.  A  kiedy
pojawiaj" si! przeszkody, ucze$ stosuje tak" praktyk!, która je pokonuje. Je&li kto&
odkryje  w

 

sobie  brak  pewnej  w asno&ci,  rozpoczyna  praktyk!,  która  pomaga  mu  j"

rozwin"'. Tak wi!c wyra#nie wida', %e zasada Dzogczen opiera si! na &wiadomo&ci
praktykuj"cego,  który  sam  decyduje,  co  musi  robi',  a  nie  na  przymuszonych
regu ach jednakowo obowi"zuj"cych wszystkich.

Nyndro obejmuje  praktyk! Schronienia i Bodhiczitty, ofiarowanie Mandali, mówienie
mantry  Wad%rasattwy  i  Guru  Jog!.  Ka%da  z  tych  cz!&ci,  jako  wst!p  do  otrzymania
wy%szych  nauk,  musi  by'  wykonana  100  000  razy.  Ka%dy  poziom  nauk  posiada
swoj"  warto&'  i  regu !.  Powtarzanie  tych  praktyk  spe nia  swoj"  funkcj!  wst!pu  w
odniesieniu  do  mo%liwo&ci  jednostki  rozpoczynaj"cej  tantr!.  W  Dzogczen  równie%
wykonuje  si!  te  praktyki,  ale  nie  jako  wst!p  do  Bezpo&redniego  Wprowadzenia.
Stanowi"  one  cz!&'  codziennej  praktyki,  jednak  bez  wymogu  wykonywania
okre&lonej    ich  ilo&ci.  Je&li  Nyndro  podejmuje  si!  jako  przygotowanie  do  praktyki
tantrycznej,  to  aby  ono  funkcjonowa o,  intencje  praktykuj"cego  nigdy  nie  powinno
by'  wy "cznie  usi owanie  zdobycia  "przepustki"  do  wy%szych  nauk.  Taka  postawa
wzbudzi  jedynie  dum!  i  fa szywe  poczucie  wy%szo&ci,  zamiast  pog !bi'
zaanga%owanie,  pokor!  i  doprowadzi'  do  oczyszczenia  oraz  zwi!kszy'  oddanie  i
umo%liwi' po "czenie w asnego umys u z umys em rdzennego mistrza. Nyndro s u%y
do  nagromadzenia  pozytywnego  potencja u,  umo%liwiaj"cego  dost!p  do  m"dro&ci.
Je&li  w  czasie  jego  wykonywania  intencje  nie  s"  w a&ciwe  -  nie  b!dzie  ono
funkcjonowa o.

Ucze$  Dzogczen  mo%e  wykorzysta'  praktyki  tantryczne  jako  drugorz!dne,  obok
podstawowej  praktyki  kontemplacji.  Wszystkie  praktyki  tantryczne  u%ywaj"
wizualizacji,  a  w  najwy%szych,  w  Anuttaratantrze,  praktykuj"cy  pracuje  nad
reintegracj"  swojej  dualistycznej  egzystencji  we  wrodzon"  pierwotn"  ca o&',
u%ywaj"c praktyk wewn!trznej jogi i wizualizacji. Proces rozwijania wizualizacji nosi
nazw!  "Gyedrim",  a  praca  z  wewn!trzn"  jog"  to  "Dzogrim",  co  oznacza
odpowiednio,  Faz! Rozwojow" i Spe niaj"c". Dzi!ki tym dwóm etapom, nieczysta,
karmiczna  percepcja  jednostki  zostaje  przekszta cona  w  czysty  wymiar,  w  mandal!
bóstwa,  którego    inicjacj!    i  sadhan!  ucze$  otrzymuje  od  mistrza.  Mantra  stanowi
naturalny  d#wi!k  wymiaru,  w  jakim  znajduje  si!  bóstwo  i  jest  u%ywana  jako
wibracyjny klucz do tego wymiaru.

Yantra Yoga

S owo "Yoga" sta o si! teraz znane wi!kszo&ci ludzi, lecz przewa%nie w kontek&cie
indyjskiego systemu praktyki duchowej, Hatha Yogi, który obecnie praktykowany jest
przez wielu jedynie jako 'wiczenie fizyczne. I chocia% nawet je&li uprawia si! j" w ten
sposób, mo%na uzyska' rzeczywiste korzy&ci, to jednak jej pierwotn" funkcj! stanowi
praktyka  duchowa.  Tak  wi!c  z  pewno&ci"  wa%ne  jest,  aby  zaznajomi'  si!  troch!  z

background image

44

celem  praktyki  na  poziomie  duchowym  i  jej  podstaw"  filozoficzn".  Chocia%  Hatha
Yoga  jest  powszechnie  znana,  to  jednak  ma o  kto  wie,  %e  istnieje  specyficzna,
tybeta$ska  forma  jogi  oparta  na  Anutaratantrze.  Wielki  zachodni  badacz-pionier
duchowej tradycji tybeta$skiej, W.Y. Evans-Wentz opublikowa  w 1958  roku ksi"%k!
zatytu owan"  "Tibetan  Yoga  and  Secret  Doctrines"  /"Joga  tybeta$ska  i  nauki
tajemne"/  lecz  poniewa%  uj"   on  tybeta$ski  termin  "Trulkor"  /skt.  yantra/,  tylko  w
jednym  z  jego  znacze$",  uznaj"c  go  za  "geometryczny  diagram  o  mistycznym
znaczeniu  zbudowany  w  celu  umo%liwienia  praktykuj"cemu  ustanowienia
&ci&lejszego  telepatycznego  kontaktu  z  bóstwem,  które  wzywa",  nie  zrozumia ,  %e
przedstawiany przez niego tekst by  w rzeczywisto&ci instrukcj" jogi.

Tybeta$skie  "trulkor"  /sanskryckie  "yantra"/  oznacza  "Magiczny  Kr"g",  a  tak%e  w
rozszerzonym  znaczeniu  -  "silnik"  czy  "maszyn!".  Sanskrycki  termin  "yoga"  zosta 
przet umaczony na tybeta$ski jako "naljor"

,

  termin z o%ony z rzeczownika "nalrna" i

czasownika  "jorba".  "Nalma"  oznacza  "naturalny,  niezniszczalny  stan",  a  "jorba"
znaczy "posiada'". Tak wi!c "Yantra Yoga" to metoda, która s u%y do doprowadzenia
jednostki do jej w asnego, naturalnego stanu, poprzez u%ycie ludzkiego cia a, w ten
sam sposób, w jaki maszyna puszczona w ruch wytwarza specyficzny efekt.

Podczas gdy w buddyzmie Hinajany czy Mahajany, fizyczna joga nie spe nia %adnej
wa%nej roli, to w tantrze buddyjskiej, zwanej  równie% Wad%rajan" /Niezniszczalnym
Pojazdem/,  czy  Mantrajan"  /Pojazdem  Mantry/,  jest  ona  podstawowym  &rodkiem
prowadz"cym  do  urzeczywistnienia.  Jednak  Podstawa  filozoficzna,  metody  i
zamierzone  rezultaty,  s"  ca kiem  ró%ne  ni%  w  Hatha  Yodze.  Ostateczny  cel  Hatha
Yogi, przedstawiony w "Jogasutrze" Patand%alego, to rozpuszczenie energii %yciowej
i  ca kowite  ustanie  wszelkiej  mentalnej  aktywno&ci,  w  stanie  jedno&ci  z  Absolutem,
osi"gni!te przez stopniow" neutralizacj! cia a, oddechu, zmys ów i umys u oraz  ich
funkcji.  Poziom  relatywny  uwa%any  jest  za  nieczysty  i  dlatego  powinien  by'
odrzucony. Takie podej&cie mo%e wydawa'  si!  podobne  do  pogl"du  Hinajany,  je&li
kto& rozumie Samadhi jako ustanie /nirodha/. Jednak%e  jest  ono  bardzo  odleg e  od
celu,  jaki  stawia  sobie  tantryczny  buddyzm  Wad%rajany.  Podstaw"  jogi
Anuttaratantry jest rozpoznanie istotnej jedno&ci poziomu wzgl!dnego i absolutnego,
jest  to  równie%  wa%ne  w  Mahajanie.  Lecz  podczas  gdy  na  poziomie  sutr,  zarówno
Hinajany,  jak  i  Mahajany  uwa%a  si!  to,  co  absolutne  /pustk!/  za  przedmiot
urzeczywistnienia,  osi"gni!tego    dzi!ki  uwolnieniu  si!  z  wi!zów  nieczystego,
wzgl!dnego wymiaru, to tantra rozpoczyna od &wiadomo&ci pustki wszelkich zjawisk
/poziom absolutny/ i ma na celu reintegracj! jej z tym, co wzgl!dne, pos uguj"c si!
metod" transformacji. Poziom relatywny nie jest wi!c odrzucany jako nieczysty, ale
u%ywany  jako  narz!dzie  transformacji,  dopóki  dualizm  nie  zostanie  pokonany,  a  o
wszelkich  zjawiskach,  zarówno  wzgl!dnych,  jak  i  absolutnych,  b!dzie  mo%na
powiedzie', %e maj" "jeden smak", b!d"c czyste od  samego pocz"tku.

Tak wi!c w Yantra Yodze Wad%rajany,  cia o,  mowa,  umys   oraz  ich  funkcje,  nie  s"
blokowane ani neutralizowane, jak w Hatha Yodze, lecz akceptowane jako wrodzone
w a&ciwo&ci,  "ornamenty"  /ozdoby/  pierwotnego  stanu,  przejawiaj"ce  si!  w  formie
energii. Poniewa% energia pozostaje w ci"g ym ruchu, Yantra Yoga - odmiennie ni%
statyczna  Hatha  Yoga  -  jest  dynamiczna  i  opiera  si!  na  sekwencji  ruchów
zwi"zanych z oddechem.

Wszyscy do&wiadczyli&my, jak nasze emocje i wra%enia, po "czone s" ze sposobem
oddychania.  Na  przyk ad,  spokojny,  g !boki  i  zrelaksowany  oddech,  towarzyszy
spokojnemu  i  zrelaksowanemu  stanowi  umys u,  podczas  gdy  napi!ty,  nieregularny,

background image

45

p ytki i szybki oddech, wi"%e si! ze stanem zdominowanym przez gniew i nienawi&'.
W  ten  sposób  ka%dy  stan  umys u  posiada  odpowiadaj"cy  mu  sposób  oddychania  i
Yantra  Yoga  pracuje  nad  nimi,  aby  zharmonizowa'  energi!  jednostki  i  ostatecznie
uwolni'  umys   od  uwarunkowa$.  W  wielu  wypadkach  cia o  i  energia  s"  w  tak  z ym
stanie,  spowodowanym  przez  napi!cia  i  zablokowania,  %e  nawet  je&li  wtedy
ca kowicie  po&wi!camy  si!  pracy  z  umys em,  aby  wej&'  w  kontemplacj!,  to  jednak
trudno nam uzyska' post!p. Yantra Yoga funkcjonuje w Dzogczen jako drugorz!dna
praktyka, s u%"ca do pokonania takich przeszkód. Mo%e ona pomóc praktykuj"cemu
nawet  w  usuni!ciu  fizycznej  dolegliwo&ci,  gdy  jako  specjalna  praktyka  ruchu
powi"zana z oddechem, jest niekiedy przepisywana przez lekarzy tybeta$skich jako
cz!&' terapii.

)atwo mo%na zaobserwowa', w jaki sposób ró%ne pozycje cia a wp ywaj" na sposób
oddychania.  Kiedy  siedzi  si!  z  cia em  pochylonym  do  przodu,  które  jest  wtedy
zamkni!te,  oddech  jest  zupe nie  inny,  ni%  wtedy,  kiedy  stoi  si!  z  ramionami
wzniesionymi  ponad  g ow"  i  gdy  cia o  jest  ca kowicie  otwarte.  Aby  uzyska'
precyzyjn" kontrol! nad oddechem, a tym samym nad  energi", Yantra Yoga pracuje
z  ruchem  i  ró%nymi  pozycjami  cia a.  Celem  jest  uzyskanie  "naturalnego  oddechu",
sposobu  oddychania  nie  uwarunkowanego  przez  czynniki  emocjonalne,  fizyczne,
czy te% otoczenie.

Wewn(trzna mandala. Karmamudra.

Wiele  bóstw  tantrycznych  przedstawia  si!  w  zjednoczeniu  z  partnerkami.  Formy  te
znane s" jako "Yab-Yun" /ojciec-matka/. Ich zjednoczenie symbolizuje nieroz "czna
jedno&'  poziomu  relatywnego  i  absolutnego,  zjawisk  i  pustki,  metody  i  m"dro&ci.
Symbolizuj" one równie% zjednoczenie tzw. "solarnych" i "lunarnych" energii, dwóch
biegunów energii subtelnej, które p yn" w delikatnym systemie energetycznym cia a
ludzkiego,  zwanym  "Wewn!trzn"  Mandal"".  Kiedy  dodatni  i  ujemny  biegun  zostaj"
po "czone  w  zamkni!ty  obwód  pr"du,  zapala  si!  lampa.  Kiedy  lunarne  i  solarne
energie subtelnego systemu energetycznego cia a ludzkiego doprowadzone zostaj"
do  stanu  jedno&ci,  który  od  samego  pocz"tku  by   jego  wrodzon",  ukryt"
w a&ciwo&ci",  ludzka  istota  mo%e  sta'  si!  o&wiecona.  Tak  samo  jak  w  chi$skim,
taoistycznym  systemie  filozoficznym,  Yin  i  Yang  widziane  s"  jako  dwie  zasady
energii, nieoddzielne i wspó zale%ne wzgl!dem siebie sk adniki w pe ni zintegrowanej
ca o&ci,  równie%  solarn"  i  lunarn"  energi!  traktuje  si!  jako  fundamentalnie  i  od
samego  pocz"tku  nie  ró%ni"ce  si!  od  siebie.  Ich  podstawowa  jedno&'  jest
symbolizowana  przez  sanskryck"  sylab!  EVAM,  która  stanowi  równie%  symbol
zasady Yab-Yum.

Zaawansowana  jogiczna  praktyka  "Karmamudry"  /"Piecz!ci  Dzia ania"/,  w  której
wykorzystuje si! stosunek seksualny, aby doprowadzi' do jedno&ci solarne i lunarne
energie, równie% stanowi #ród o wyobra%enia Yab-Yum jako symbolu rzeczywisto&ci
pe nej b ogo&ci, gry pustki i energii. Karmamudra jest jednak rzeczywist" praktyk", a
nie  tylko  pomys owym  sposobem  korzystania  z  seksu  pod  pozorem  uprawiania
duchowej  praktyki.  Jej  wielkiego  znaczenia  na  zaawansowanym  poziomie  tantry
dowodzi  tantryczne  stwierdzenie:  "Bez  Karmamudry  nie  ma  Mahamudry".
Karmamudra nie jest g ówn" praktyk" w Dzogczen. W Dzogczen wszelkie napotkane
do&wiadczenia integruje si! we w asny stan, pozostaj"c w kontemplacji i pozwalaj"c,
aby  wszystko,  co  si!  pojawia,  by o  samowyzwalaj"ce.  Jednak  silne  wra%enia
podczas  stosunku  seksualnego  maj"  wielk"  warto&',  poniewa%  ich  intensywno&'
pozwala  na  wyra#ne  odró%nienie  odczuwanego  aspektu  do&wiadczenia  od  samego

background image

46

stanu obecno&ci czyli rigpa, który mu towarzyszy. W ten sposób w Dzogczen u%ywa
si!  wszelkich  wra%e$  i  dzi!ki  zastosowaniu  praktyk  dostarczaj"cych  ró%norodnych
odczu',  praktykuj"cy  atwiej mo%e  odró%ni' stan obecno&ci, który zawsze pozostaje
taki sam, od zmieniaj"cych si! wra%e$. Praktyka zwana jako 21 "Semzin", zawarta w
serii Mannagde, czyli Upadesa, spe nia w a&nie t! szczególn" funkcj!, umo%liwiaj"c
oddzielenie  zwyk ego,  racjonalnego  umys u  od  natury  umys u,  która  przekracza
intelekt.

Cia o Wad"ry. Kana y i czakramy

Cia o  Wad%ry  to  nazwa  nadana  ludzkiemu  cia u  wraz  z  Wewn!trzn"  Mandala,  tj.
subtelnym  systemem  energetycznym,  kiedy  u%ywane  jest  ono  jako  podstawa  do
praktyki  prowadz"cej  do  urzeczywistnienia.  Wewn!trzna  Mandala  posiada  trzy
sk adniki:  pierwszy  -  subteln"  energie  %yciow"  cia a,  p yn"c"  wraz  z  oddechem,
nazywaj"c" si! w sanskrycie prana, a po tybeta$ska lun; drugi - subtelne strumienie
prany /skt. Nadi, tyb. za/, z których niektóre przechodz" przez rzeczywiste fizyczne
kana y, a inne nie; i trzeci - energi! subteln" w esencjonalnej formie /tyb. tigle, skt:
kundalini  lub  bindu/.  Tigle  i  lun  nie  s"  dwiema  oddzielnymi  rzeczami,  ta  pierwsza
stanowi esencj! drugiej. To w a&nie dzi!ki pracy z Wewn!trzn" Mandal", tantryczna
praktyka  (cie%ki  Transformacji  jest  du%o  szybsz"  drog"  do  urzeczywistnienia  ni%
metody sutr. Istnieje wiele ró%nych typów Yantry, zwi"zanej z tantrami Mahajogi i ich
Herukami /m!skimi, gro#nymi Jidamami/.

Podstawow" funkcj" Yantra Yogi stanowi opanowanie prany, energii %yciowej cia a,
poprzez seri! ruchów, czyli Yantr, które zwi"zane s" z procesem oddychania, po to,
aby  go  kontrolowa',  koordynowa'  i  rozwija'.  Celem  Yantra  Yogi  jest  tak%e
uaktywnienie  tigle  czyli  Kundalini,  esencji  %yciowej,  dzi!ki  stosowaniu  asan,  pozycji
powi"zanych  z  ruchem.  Rozwój  cia a  fizycznego  uzale%niony  jest  od  Wewn!trznej
Mandali,  subtelnego  systemu  energetycznego.  Podczas  zap odnienia,  strumie$
energii  subtelnej  o%ywia  si!  i  prowadzi  do  rozwoju  fizycznego  embriona  w   onie
matki.  Tak  wi!c  w a&ciwy  rozwój  p odu  uzale%niony  jest  od  przep ywu  energii
subtelnej.  Podobnie,  podczas  ca ego  %ycia,  zdrowie  ludzkiej  istoty  zale%y  od
w a&ciwej cyrkulacji prany i równowagi elementów. Dlatego te% drugorz!dn" funkcj"
Yaatra Yogi mo%e by' utrzymanie zdrowia.

Wed ug  tantry,  w  Wewn!trznej  Mandali  istnieje  72  000  subtelnych  kana ów,
g ównych  i  mniejszych,  które  rozga !ziaj"  si!  i   "cz"  ze  sob",  podobnie  jak  g ówny
pie$  drzewa  posiada  korzenie  i  ga !zie,  a  te  stopniowo  staj"  si!  coraz  to  cie$sze.
Punkty, w których kana y subtelne  "cz" si! z sob", tak jak szprychy schodz"ce si!
w osi ko a, nosz" nazw! czakramów. Istnieje ich bardzo wiele, lecz g ówne znajduj"
si!  wzd u%  kana u  centralnego,  który  odpowiada  pniu  drzewa  w  przedstawionej
powy%ej analogii. Esencja prany - kundalini lub tigle, koncentruje si! w tych g ównych
czakrach, we wn!trzu subtelnego kana u w po&rodku kr!gos upa, zwanego Gyunba.
W  czakrze  p!pka   "cz"  si!  z  sob"  64  kana y,  w  czakrze  serca  osiem,  w  czakrze
gard a - 16, i w czakrze g owy - 32 kana y.

Po prawej i po lewej stronie kana u centralnego Wuma, znajduj" si! dwa nast!pne,
g ówne  kana y,  Roma  i  Gyanma,  czyli  kana   solarny  i  lunarny.  )"cz"  si!  one  z
kana em  centralnym  cztery  palce  poni%ej  p!pka,  a  nast!pnie  biegn"  równolegle  do
niego w gór! cia a. Tam zakr!caj" pod czaszk" i schodz" w dó , aby po "czy' si! z
praw"  i  lew"  dziurk"  od  nosa.  Te  trzy  g ówne  kana y  zosta y  szczegó owo
przedstawione na malowid ach &ciennych w tajemnej &wi"tyni V Dalaj Lamy.

background image

47

Ró%ne  tantry  udzielaj"  instrukcji  do  praktyk,  u%ywaj"c  odmiennej  ilo&ci  czakr.  Nie
oznacza to braku konsekwencji, czy sprzeczno&ci. Wszystkie tantry s" zgodne co do
natury  subtelnego  systemu  energii,  lecz  ka%da  z  praktyk  ma  swój  specyficzny  i
ró%ni"cy si! od innych cel. Dla osi"gni!cia tych celów u%ywa si! ró%nych kana ów i
czakr. Dlatego te% w opisie danej praktyki wspomina si! tylko o wykorzystywanych w
niej kana ach i czakrach. Je&li si! tego nie rozumie, mo%na s"dzi', %e sama natura
subtelnego systemu energii zosta a odmiennie przedstawiona w ró%nych tantrach.

Poniewa% prana i umys  s" wzajemnie z sob" zwi"zane, prana pod"%a za umys em,
który  prowadzony  jest  przez  koncentracj!.  Prana  gromadzi  si!  tam,  gdzie
koncentruje si! umys . Podobnie umys  mo%e zosta' doprowadzony do równowagi i
zintegrowany dzi!ki pracy z pran", poprzez kontrolowany sposób oddychania i ruchy
skoordynowane  z  oddychaniem.  Istnieje  wiele  rodzajów  prany,  które  stanowi"
oparcie  dla  ró%nych  rodzajów  dualistycznego  umys u.  Dopóki  prana  kr"%y  w  wielu
ró%nych kana ach - trwaj" te stany umys u. Lecz gdy prana zostaje doprowadzona do
kana u  centralnego,  jej  esencja  tigle  czy  inaczej  kundalini  -  staje  si!  aktywna  i
wchodzi  do  kana ów.  Wtedy  dualistyczny  umys   zostaje  pokonany  i  osi"ga  si!
urzeczywistnienie.  Zazwyczaj    energia  %yciowa  nie  wchodzi  do  kana u  centralnego,
za  wyj"tkiem  chwil  &mierci  i  snu.  Poza  nimi  tylko  praktyka  mo%e  do  tego
doprowadzi'.  Chocia%  ró%ne  tantry  wymieniaj"  odmienne  czakry,  w  których  nale%y
pobudzi'  prane,  aby  wesz a  do  kana u  centralnego,  to  jednak  wszystkie  mówi"  o
tym, %e powinno si! j" tam wprowadzi'.

Istnieje  108  praktyk  "Zjednoczenia  Solarnej    i  Lunarnej"  Yantry,  w  sk ad  których
wchodzi  pi!'  rozlu#niaj"cych  'wicze$,  przygotowuj"cych  mi!&nie  i  nerwy;  pi!'
praktyk  oczyszczaj"cych  stawy;  osiem  g ównych  ruchów;  pi!'  zasadniczych  grup
sk adaj"cych  si!  z  pi!ciu  pozycji;  50  wariantów  25-ciu  pozycji;  siedem  lotosów;
siedem ko$cowych praktyk oraz Fala Wad%ry, koryguj"ca wszelkie b !dy praktyki.

Oprócz tych 108 praktyk istniej" dwa dalsze 'wiczenia przygotowawcze; pierwsze z
nich  to  dziewi!'  oczyszczaj"cych  oddechów,  które  s"  zawsze  wykonywane  przed
rozpocz!ciem  sesji  Yantra  Yogi  i  s u%"  do  wydalenia  poza  system  wszelkiego
nieczystego  powietrza,  s"  one  równie%  bardzo  po%yteczne  przed  rozpocz!ciem
jakiejkolwiek  medytacji.  Drugie  'wiczenie  to  rytmiczny  oddech,  maj"cy  na  celu
uspokojenie i pog !bienie oddechu, a tak%e rozwini!cie umiej!tno&ci zatrzymywania
go  dla  'wiczenia  Kumbhaki.  Kumbhaka  za&  jest  pewnym  rodzajem  zatrzymywania
oddechu, w którym powietrze zostaje  agodnie wt oczone w dó , w okolice brzucha,
jednak bez jego nadymania, wraz z równoczesnym podci"gni!ciem powietrza z do u.
Celem  Jest  zgromadzenie    i  skoncentrowanie  prany,  zanim  wprowadzi  si!  j"  do
kana u centralnego.

Osiem  zasadniczych  ruchów  czyli  yantr,  jest  to  po "czona  seria  ruchów,  z  których
ka%dy  s u%y  do  wprowadzenia  szczególnego  typu  oddychania.  Przez  z "czenie
oddechu  z  ruchem  wytwarza  si!  synchronizacja,  a  ró%ne  rodzaje  ruchów  cia a
zapewniaj"  w  ka%dym  wypadku  w a&ciwy  oddech.  Osiem  rodzajów  oddechu
nazywanych  jest  nast!puj"co:  Powolny  Wdech;  Otwarte  Zatrzymanie;  Xil  /uko&ne
wt oczenie  na  dó /;  Szybki  Wydech;  Szybki  Wdech;  Zamkni!te  Zatrzymanie;  Dren
/podci"gni!cie/;  Powolny  Wydech.  Ka%dy  z  o&miu  ruchów  sk ada  si!  z  pi!ciu  faz
oddechu. Pi!' zasadniczych grup sk adaj"cych si! z pi!ciu pozycji, czyli asan, dzia a
w  ten  sposób,  %e  ka%da  z  nich  rozwija  i  stabilizuje  szczególny  aspekt  oddechu,
 "cz"c  osiem  rodzajów  oddechu  z  innymi  czynnikami.  Praktykuj"cy  nie  musi

background image

48

opanowa'  wszystkich  dwudziestu  pi!ciu  pozycji,  wystarczy  jedna  z  ka%dej  grupy  w
zale%no&ci  od  umiej!tno&ci  jednostki  i  jej  cia a.  Ka%da  z  asan  ma  siedem  faz
oddechu.

Yantra Yoga jest praktyk" drugorz!dn". Oznacza to, %e nale%y ona do grupy praktyk,
które  pomagaj"  przybli%y'  si!  do  kontemplacji  lub  te%  umo%liwiaj"  prac!  z
kontemplacj"  w  celu  osi"gni!cia  pewnych  szczególnych  w a&ciwo&ci  czy  celów,
takich  jak  na  przyk ad  leczenie  siebie  i  innych.  Powtarzanie  mantry,  wizualizacja
bóstw. Wszystkie praktyki oczyszczaj"ce czy te% zwi"zane z transformacj" mog" by'
wykorzystywane  przez  praktykuj"cego  Dzogczen,  lecz  s"  one  drugorz!dne  w
stosunku  do  praktyki  kontemplacji.    Praktykuj"cy  Dzogczen  nie  ma  ogranicze$  i
mo%e korzysta' z ka%dego #ród a, które jest u%yteczne, zawsze wtedy kiedy czego&
potrzebuje.  Jednak  nie  jest  ona  naturalnie  w  najmniejszym  stopniu  zainteresowany
kolekcjonowaniem nauk i praktyk ró%nych &cie%ek i tradycji. Wszystkie jego dzia ania
musz"  by'  podporz"dkowane  uwa%no&ci,  która  wyra#nie  odró%nia  to  co  jest
u%yteczne, od tego co powoduje wy "cznie rozproszenie.

U"ycie rytua u. Stra"nicy nauk

Ludzie  cz!sto  mówi"  mi,  %e  nie  interesuj"  ich  rytua y,  a  tylko  medytacja.  Chocia%
prawd"  jest,  %e  rytualne  praktyki  w  Dzogczen  s"  drugorz!dne  w  stosunku  do
kontemplacji,  to  jednak  poprzez  koncentracj!,  mantry  i  mudry,  mo%na  nawi"za'
kontakt z energi" w bardzo rzeczywisty i konkretny sposób, Poka%! to, co mam na
my&li, opowiadaj"c o pewnym wydarzeniu, które mia o miejsce podczas mojej d ugiej
podró%y, kiedy to wyruszy em z Tybetu do Indii, gdy sytuacja polityczna w ojczystym
kraju na tyle si! pogorszy a, i% by em przekonany, %e wkrótce nast"pi katastrofa.

Podró%owa em  wraz  z  czterema  rodzinami,  by o  nas  w  sumie  oko o  30  osób.
Jechali&my na koniach z Tybetu Wschodniego do Centralnego z powodu obecno&ci
chi$skich  wojsk  nie  mogli&my  korzysta'  z  g ównych  dróg,  poruszali&my  si!  wi!c
bocznymi. Tam z kolei czyha o na nas niebezpiecze$stwo ze strony bandytów, którzy
korzystali z zamieszania i napadali na podró%nych. Posiadali&my wiele cennych koni
i  oprócz  gro%"cych  nam  Chi$czyków  i  bandytów,  nasza  podró%  i  tak  by a  bardzo
uci"%liwa. W pewnej chwili zauwa%yli&my, %e bandyci s" na naszym tropie i wkrótce
dosz o  do  dwóch  potyczek  z  nimi.  W  pierwszej  uda o  im  si!  ukra&'  kilka  naszych
koni,  a  w  drugiej  schwytali&my  kilku  bandytów.  Dowiedzieli&my  si!  od  nich,  %e
planuj"  nas  zaatakowa',  lecz  nie  wiedzieli&my  kiedy.  Poza  tym  w  &rodku  rozleg ej
równiny,  któr"  podró%owali&my,  nie  by o  si!  gdzie  ukry'.  Poczu em,  %e  jedyn"
rzecz", któr" mo%emy zrobi', jest zawezwanie na pomoc Stra%ników nauki. Tak wi!c
zawsze,  gdy  zatrzymywali&my  si!  dla  odpoczynku  albo  na  posi ek,  szed em  do
ma ego namiotu, gdzie godzinami praktykowa em wzywaj"cy ich rytua .

Niebezpiecze$stwo  ci"gle  wzrasta o  i  po  kilku  dniach,  kiedy  by em  g !boko
poch oni!ty  praktyk",  zacz! o  si!  dzia'  co&  dziwnego.  Wydawa o  mi  si!,  %e  widz!
iskry,  wydobywaj"ce  si!  z  wielkiego  rytualnego  b!bna,  gdy  w  niego  uderza em.
Najpierw  pomy&la em,  %e  co&  nie  w  porz"dku  jest  z  moimi  oczami  i  %e  jest  to
halucynacja, lub %e zachodzi jakie& zjawisko pomi!dzy kijem a b!bnem. Lecz kiedy
zawo a em  siostr!,  ona  równie%  zauwa%y a  iskry  wokó   b!bna.  Pó#niej  zawo a em
brata,  a  w  ko$cu  rodziców  i  ca e  nasze  towarzystwo;  wszyscy  oni  widzieli  iskry.
Byli&my  pewni,  %e  jest  to  znak  mówi"cy  i%  bandyci  zaatakuj"  tej  nocy.
Wyprowadzili&my  i  zwi"zali&my  konie  daleko  poza  obóz.  Nikt  nie  poszed   spa',
wszyscy  byli&my  gotowi  do  odparcia  ataku.  Bandyci  jednak  nie  pojawili  si!,  a  gdy

background image

49

praktykowa em  nast!pnego  dnia,  iskry  znów  si!  ukaza y.  Pojawia y  si!  one
codziennie  prawie  przez  tydzie$,  podczas  naszej    podró%y,  lecz  pewnego  dnia  nie
ukaza y  si!.  Teraz  byli&my  przekonani,  %e  bandyci  nas  zaatakuj"  i
przygotowywali&my si! do niego z wielk" staranno&ci". Oczywi&cie zaatakowa a nas
ca a banda. Nie byli&my jednak zaskoczeni i zdo ali&my odeprze' atak nie ponosz"c
%adnych strat. Od tej pory dali nam spokój, tak %e bezpiecznie dotarli&my do Tybetu
Centralnego.  Jak  wi!c  widzicie,  nawet  drugorz!dne  praktyki  mog"  przynie&'  &ci&le
okre&lone korzy&ci!

Istnieje  osiem  g ównych  klas  Stra%ników,  a  ka%da  z  nich  ma  wiele  podzia ów.
Niektórzy  z  nich  s"  wysoce  urzeczywistnionymi  istotami,  a  inni  wcale  nie  s"
urzeczywistnieni.  Ka%de  miejsce,  ka%dy  kraj,  ka%de  miasto  i  jezioro,  ka%da  góra  i
rzeka,  ka%dy  las,  posiada  w a&ciw"  sobie,  dominuj"c"  energi!,  tj.  Stra%nika.
Podobnie  jak  ka%dy  rok,  ka%da  godzina  czy  nawet  minuta,  lecz  nie  s"  to  wysoce
rozwini!te energie. Wszystkie nauki pozostaj" zwi"zane szczególnym zwi"zkiem ze
swoimi energiami - s" to bardziej urzeczywistnieni Stra%nicy. Energie te przedstawia
si!  w  ikonografii,  "personifikuje  si!  je",  tak  jak  zosta y  postrze%one  w  chwili,  kiedy
ukazywa y  si!  mistrzom,  którzy  nawi"zywali  z  nimi  kontakt.  Straszliwa  moc,  jak"
posiadaj",    jest  reprezentowana  przez    ich  przera%aj"ce,  dzikie  formy,  posiadaj"ce
wiele  r"k  i  g ów  oraz  mentalne  ozdoby.  Tak  samo  jak  wszystkich  innych  postaci
Ikonografii  tantrycznej,  Stra%ników  nie  mo%na  interpretowa'  jako  "wy "cznie"
symbolicznych,  jak  próbuj"  to  robi'  niektórzy  pisarze  zachodni.  Chocia%  formy  te
zosta y  ukszta towane  przez  sposób  widzenia  i  kultur!  tych,  którzy  widzieli  ich
oryginalny  przejaw  oraz  przez  rozwijaj"c"  si!  tradycj!,  to  jednak  reprezentuj"  one
rzeczywiste istoty.

Zasadnicze praktyki Tregqod i Todgal

Praktyka  Xinas  nale%"ca  do  Semde,  polega  na  koncentracji  prowadz"cej  do
uspokojenia,  a  Lhagton  umo%liwia  rozpuszczanie  aktywno&ci  mentalnej  poprzez
ustabilizowanie  tego  stanu  spokoju  tak,  %e  mo%na  pracowa'  z  powstaj"cymi
my&lami.  Chocia%  s"  to  praktyki  bardziej  medytacyjne,  ani%eli  kontemplacyjne,  to
jednak uwa%a si! je za g ówne poniewa% prowadz" do kontemplacji. Nie nale%" one
jednak  do  zasadniczej  praktyki  Dzogczen,  poniewa%  praktyka  staje  si!  naprawd!
Dzogczen, gdy osi"ga poziom niedualnej kontemplacji. Xinas i Lhagton, chocia% nie
s"  identyczne  z  praktykami,  jakie  mo%na  znale#'  w  Semde,  wyst!puj"  równie%  w
innych szko ach buddyjskich.

Gdy tylko stan niedualnej kontemplacji zostaje osi"gni!ty, oboj!tnie jakimi &rodkami,
którejkolwiek z Trzech Serii, praktykuj"cy sam poznaje jej smak i nie ma ju% wtedy
w"tpliwo&ci, czym ona jest. Wówczas powinien j" kontynuowa'. Ta kontynuacja ma
dwa  poziomy,  obydwa  stanowi"  g ówne  praktyki,  przedstawione  w  Mannagde.
Mannagde  stanowi  kompletny  sam  w  sobie  zbiór  nauk,  posiadaj"c  swoje  w asne
drugorz!dne praktyki przygotowawcze i oczyszczaj"ce. Ruxan s u%y do oddzielenia
umys u  od  natury  umys u,  a  21  g ównych  'wicze$  Semzin  prezentuje  ca "  gam!
metod takich jak: koncentracja, oddech, postawy cia a, d#wi!k, doprowadzaj"cych do
kontemplacji.  Kiedy  praktykuj"cy  osi"gnie  kontemplacj!,  pos uguj"c  si!  dowoln"
metod",  powinien  j"  kontynuowa'  i  pracowa'  nad  tym,  aby  wprowadzi'  j"  do
ka%dego dzia ania i sytuacji, co nosi nazw! Tregqod. Termin ten dos ownie oznacza
"przeci!cie  zwi"zania",  w  tym  sensie,  %e  praktykuj"cy  rozlu#nia  si!  ca kowicie,  tak
jak  zwi"zana  wi"zka  drewna,  gdy  przetnie  si!  sznurek,  rozsypuje  si!,  uk adaj"c
swobodnie.  Dalsz"  kontynuacj"  Tregqod  jest  praktyka  Todgal  /Togyal/,  która

background image

50

oznacza "przewy%szenie najwy%szego", w tym sensie, %e "gdy tylko znajdziesz si! tu
ju%  jeste&  tam".  Praktyka  ta  jest  absolutnie  tajemna  i  nie  ma  potrzeby,  aby  tutaj
przedstawia' co& wi!cej na jej temat, ni% tylko ogólny opis, który nie jest tym samym,
co  instrukcja  do  praktyki,  Todgal  wyst!puje  tylko  w  naukach  Dzogczen.  Dzi!ki  tej
praktyce  jest  si!  w  stanie  szybko  doprowadzi'  w asny  stan  bytu  do  ostatecznego
celu.  Dzi!ki  rozwini!ciu  Czterech  (wiate ,  pojawiaj"  si!  Cztery  Wizje  Todgal.
Pracuj"c  z  jedno&ci"  wizji  i  pustki,  praktykuje  si!  a%  do  osi"gni!cia  (wietlistego
Cia a.  Jest  ono  uwie$czeniem  egzystencji,  nast!puj"cym  kiedy  cia o  fizyczne
rozpuszcza si! w esencje elementów, któr" jest &wiat o.

B!dziemy  mówi'  o  tym  pó#niej,    gdy  dojdziemy  do  Owocu  czyli  urzeczywistnienia.
Lecz  aby  praktyka  Todgal  zadzia a a,  nale%y  najpierw  doprowadzi'  do  perfekcji
Tregqod, a praktykuj"cy musi przez ca y czas pozostawa' w stanie kontemplacji.

Na  przyk ad  ja,  chocia%  otrzyma em  instrukcje  praktyki  Todgal  od  Jangchub  Dorje,
kiedy  by em  wraz  z  nim  w  Tybecie,  to  dopiero  po  wielu  latach  rozpocz" em  jej
praktykowanie.  Po  prostu  nie  wydawa o  mi  si!,  %ebym  rozwin"   wystarczaj"c"
umiej!tno&'.  Pewnej  nocy,  gdy  ju%  mieszka em  we  W oszech,  gdzie  naucza em  na
uniwersytecie,  mia em  szczególny  sen.  Wtedy,  tak  jak  cz!sto  mi  si!  to  zdarza  w
snach, powróci em do Tybetu, aby odwiedzi' mego mistrza Jangchub Dorje. Mistrz
przywita  mnie i powiedzia :
- A wi!c przybywasz z W och, nieprawda% ?
- Tak - odpar em - lecz musz! tam nied ugo wraca'.
By em  troch!  zaniepokojony  tym,  co  b!dzie,  je&li  odnajd"  mnie  tam  Chi$czycy.
Wtedy mistrz zapyta  mnie, jak idzie mi praktyka. Odpowiedzia em, %e wydaje mi si!,
%e ca kiem dobrze. Wtedy ponownie zapyta :
- Jak" praktyk" najwi!cej si! zajmujesz ? Ci"gle Tregqod ?
- Wci"% koncentruj! si! g ównie na Tregqod - odpar em. Na to on powiedzia :
-  Jeszcze  nie  zacz" e&  praktykowa'  Todgal?  Odpowiedzia em,  %e  jeszcze  nie,
poniewa% zawsze mi mówi , %e najpierw konieczne jest ugruntowanie Tregqod.
-  Tak,  ale  nie  mówi em  ci,  %e  masz  ca e  %ycie  praktykowa'  Tregqod.  Nadszed   ju%
czas, %eby& zacz"  Todgal. Je&li masz jakie& w"tpliwo&ci, id# zapyta' Jigme Lingpa.

Pomy&la em,  %e  mówi  dziwne  rzeczy,  poniewa%  wiedzia em,  %e  Jigme  Lingpa  by 
wielkim  mistrzem  Dzogczen  w  XVIII  wieku  i  %e  ju%  od  ponad  stu  lat  nie  %yje.
Pomy&la em, %e z pewno&ci"  #le  zrozumia em  wypowied#  mistrza,  wi!c  poprosi em
go o wyja&nienia, lecz on powiedzia  tylko:
- Jigme Lingpa jest na górze za domem. Id# tam zaraz.
Za  domem,  w  którym  mieszka   mój  mistrz,  wznosi a  si!  wysoka,  strzelista  góra,
Powiedzia   mi,  %e  mam  si!  wspi"'  na  szczyt  góry,  gdzie  znajd!  jaskini!,  w  której
mieszka  Jigme  Lingpa.  Lecz  ja  zna em  t!  gór!  bardzo  dobrze,  poniewa%  kiedy
mieszka em  z  mistrzem,  wspina em  si!  na  ni"  wiele  razy,  aby  zbiera'  zio a  i  nigdy
nie  widzia em  tam  %adnej  jaskini.  Tak  wi!c  pomy&la em:  "To  bardzo  dziwne,  nie
wydaje mi si!, aby by a tam jaka& jaskinia.
- Któr" drog" mam si! wspi"' na gór! - g o&no zapyta em,  poniewa% by y tam dwie
drogi.
Lecz mistrz odpowiedzia  tylko:
-  Wspinaj  si!  zaraz  za  domem,  Po&piesz  si!,  id#  ju%  i  popro&  Jigme  Lingpa,  aby
rozproszy  wszystkie twoje w"tpliwo&ci dotycz"ce Todgal, a potem praktykuj.
Nie  pyta em  ju%  wi!cej  o  nic,  aby  nie  rozgniewa'  mistrza,  my&l"c,  %e  móg by  mnie
skrzycze', gdybym dalej nalega . Dlatego te% powiedzia em:
- W porz"dku, id! ju% -  i wyruszy em.

background image

51

Wci"%  &ni"c,  zacz" em  zaraz  za  domem  wspina'  si!  na  gór!.  Nie  znalaz em  tam
%adnej  &cie%ki,  powierzchnia ska y by a g adka, lecz uda o mi si! na ni" wej&'. W
pewnej chwili zauwa%y em co&, co na pierwszy rzut oka wydawa o si! by' mantrami
wyrze#bionymi w skale, na sposób, w jaki robi" to Tybeta$czycy. Kiedy przygl"da em
si!  bli%ej,  aby  zobaczy',  co  to  za  mantry  zauwa%y em,  %e  nie  s"  to  wcale  mantry.
Przeczyta em  kilka  zda$  i  odkry em,  %e  jest  to  ca a  tantra,  prawdopodobnie  tantra
Dzogczen. Wtedy pomy&la em:  "Nie  jest  zbyt  dobrze  depta'  po  tantrze"  i  zacz" em
mówi' stusylabow" mantr! Wad%rasattwy, aby oczy&ci' moje negatywne dzia anie i
dalej wspina em si! w gór!.

Po  pewnym  czasie  dotar em  do  ska y,  na  wierzcho ku  której  wypisano  tytu   tantry,
Pó#niej  odkry em,  %e  by a  to  nazwa  termy  z  serii  Upade&a  tj.  Mannagde  nauk
Dzogczen,  Poszed em  dalej  i  znalaz em  si!  na  p askiej   "ce,  na  ko$cu  której
znajdowa y  si!  ska y.  Powoli  uda em  si!  w  tym  kierunku  i  odnalaz em  tam  jaskini!.
Chocia%  wcale  nie  by em  przekonany,  %e    tu  znajd!  Jigme  Lingpa  -  wszed em  do
niej.

Patrz"c  do  wn!trza  zobaczy em,  %e  jest  ona  do&'  du%"  jaskini",  a  w  &rodku  stoi
wielki  bia y  kamie$.  Na  nim  siedzia o  dziecko,  bardzo  ma e,  ubrane  w  niezwykle
cienkie, przezroczyste szaty, z materia u podobnego do tego, z jakiego na Zachodzie
wyrabia  si!  koszule  nocne.  Dziecko  mia o  bardzo  d ugie  w osy  i  siedzia o  ca kiem
normalnie, z wyci"gni!tymi przed siebie nogami, a nie w postawie medytacyjnej.

Wdrapa em si! na bia y  kamie$  i  rozgl"da em  na  lewo  i  prawo,  aby  sprawdzi',  czy
nie ma tam jeszcze kogo&, lecz nikogo  takiego nie by o. Pomy&la em sobie: "To nie
mo%e by' Jigme Lingpa, przecie% to tylko ma e dziecko" i powoli podszed em w jego
kierunku. Dziecko wydawa o si! by' tak samo zdziwione moim widokiem, jak ja jego
obecno&ci". Poniewa% jednak mój mistrz specjalnie wys a  - mnie do Jigme Lingpa, a
tutaj  nie  by o  nikogo  innego,  zrozumia em,  %e  to  musi  by'  on  i  nie  powinienem
okazywa' braku szacunku. Tak wi!c podczas gdy dziecko wci"% wpatrywa o si! we
mnie, powiedzia em z wielkim szacunkiem:
- Mój mistrz wys a  mnie do ciebie.
Wówczas dziecko, nic nie mówi"c, da o mi znak, %e mam usi"&'. Zanurzy o r!k! we
w osach, które nie by y spi!te, lecz lu#no rozpuszczone i wyci"gn! o z nich kawa ek
zwini!tego  papieru,  wielko&ci  po owy  papierosa  i  otworzy o  go.  Zacz! o  czyta'  na
g os. Jego g os by  ca kiem dziecinny. Sta o si! dla mnie jasne, %e to, co czyta, jest
tantr"  i  pomy&la em  sobie:  "Jednak  mój  mistrz  mia   racj!,  kiedy  kaza   mi  odnale#'
Jigme  Lingpa!".  Tekst,  który  czyta o  dziecko  dotyczy   w  ca o&ci  Czterech  (wiate 
Todgal.  By em  naprawd!  zdziwiony  i  wtedy  obudzi em  si!  w  dobrze  znanym  mi
mieszkaniu we W oszech. Zrozumia em, %e nadszed  czas, abym zacz"  praktykowa'
Todgal.  Tego  rodzaju  oznaki  cz!sto  wy aniaj"  si!  z  przejrzysto&ci  umys u
praktykuj"cego,  kiedy  jego  mistrz  jest  nieobecny  i  nie  mo%e  osobi&cie  udzieli'
instrukcji  czy  rady.  Wa%ne  jest  jednak,  aby  nie  pomyli'  fantazji  z  rzeczywist"
przejrzysto&ci".  Fantazja  to  nieczysta  wizja,  powstaj"ca  w  uwarunkowanym
strumieniu &wiadomo&ci jednostki, z jej karmicznych &ladów, natomiast przejrzysto&'
jest  manifestacj"  czystej  wizji.  Rozpocz!cie  praktyki  Todgal  zbyt  wcze&nie  lub  w
niew a&ciwym  czasie,  bez  dostatecznego  rozwini!cie  Tregqod,  nieuchronnie
wywo uje  powa%ne  przeszkody  na  drodze.  Najlepszym  zabezpieczeniem  jest
przewodnictwo  wykwalifikowanego  mistrza  oraz  pe ne  zaufanie  ucznia  do  jego
wskazówek.

background image

52

Dzogczen  uwa%any  jest  za  bardzo  wysoki  poziom  nauk,  zawieraj"cy  praktyki
bezpo&rednio prowadz"ce do takiego pe nego urzeczywistnienia, jak (wietliste Cia o.
i  rzeczywi&cie,  w  %adnej  z  buddyjskich  szkó   nie  przeczy  si!,  %e  Dzogczen
reprezentuje wysoki poziom, mo%e nawet najwy%szy. Zazwyczaj jednak mówi si!, %e
jest on zbyt wysoki, za wysoki jak na mo%liwo&ci zwyk ej jednostki, tak jakby mog y
go  praktykowa'  tylko  urzeczywistnione  istoty.  Lecz  je&li  kto&  jest  naprawd!
urzeczywistniony,  wtedy  nie  potrzebuje  pod"%a'  jak"&  &cie%k".  Wed ug  tekstów
samego  Dzogczen,  trzeba  posiada'  tylko  pi!'  w a&ciwo&ci,  aby  móc  praktykowa'
Dzogczen.  Je&li  przeprowadzi  si!  analiz!  siebie  i  odkryje,  %e  %adnej  z  nich  nie
brakuje  -wtedy  niczego  nie  brakuje.  A  je&li  jakiej&  w a&ciwo&ci  nie  ma,  to  trzeba
rozpocz"' prac! nad jej rozwini!ciem. Wszystkie one jednak wyst!puj" u wi!kszo&ci
ludzi.

PI)$ W&A#CIWO#CI KONIECZNYCH DO PRAKTYKOWANIA DZOGCZEN

Uczestnictwo  -  oznacza  ono  silne  pragnienie  poznania  i  zrozumienia  nauk.  Co
wi!cej,  praktykuj"cy  aktywnie  wspó pracuje  z  mistrzem.  Nie  jest  tak,  %e  mistrz
obja&nia i niczego od ucznia nie wymaga.

Pilno&'  -  oznacza,  %e  ucze$  musi  by'  konsekwentny  w  swoim  uczestnictwie;  jego
zaanga%owanie jest trwa e, nie zmienia zdania z dnia na dzie$, ani nie uchyla si! od
wykonania tego, co ma zrobi'.

(wiadomo&'  obecno&ci  -  oznacza,  %e  ucze$  nie  mo%e  by'  rozproszony.  Musi
zawsze  by'  przytomny,  obecny  w  ka%dej  chwili.  Nic  nie  daje  teoretyczne  poznanie
nauk przy niezmienionym, rozproszonym, chaotycznym sposobie %ycia.

Zasadnicza praktyka - Praktykuj"cy musi wej&' w kontemplacj!. Nie wystarczy tylko
wiedzie'  jak  praktykowa',  trzeba  rzeczywi&cie  to  robi'.  Oznacza  to  wkroczenie  na
Drog! M"dro&ci.

Prad%nia  -  W  sanskrycie  prad%nia  dos ownie  oznacza  "super  wiedz!"  lub  "wiedz!
przekraczaj"c"". Chodzi tu o to, %e ucze$ musi mie' wystarczaj"c" inteligencj!, aby
zrozumie'  nauki  i  odpowiedni"  intuicj!,  by  zobaczy'  i  wej&'  w  to,  co  znajduje  si!
poza s owami nauk. Oznacza to wej&cie w sam" m"dro&'.

Prad%nia  nie  jest  oczywi&cie  wiedz"  intelektualn".  Jak  to  cz!sto  powtarzam,  mój
mistrz Jangchub Dorje na przyk ad, nigdy nie otrzyma  intelektualnego wykszta cenia,
a  jednak  jego  m"dro&'  i  wynikaj"ce  z  niej  w a&ciwo&ci,  by y  wyj"tkowe.  Ka%dego
dnia siadywa  na podwórku przed domem i przyjmowa  ludzi, którzy przychodzili do
niego po duchow" czy medyczn" porad!. Nigdy nie studiowa  medycyny, a wiedza
medyczna  pojawi a  si!  w  nim  spontanicznie,  jako  rezultat  wielkiej  jasno&ci  umys u,
powsta ej w stanie kontemplacji. Zdolno&ci  lecznicze  jakie  posiada   by y  tak  s ynne,
%e  ludzie  przybywali  do  niego  z  daleka,  aby  si!  leczy'.  Pozna em  t!  jego  jasno&'
umys u  osobi&cie,  uczestnicz"c  w  zdarzeniu,  w  którym  przejawi a  si!  ona  w  inny,
chocia% równie niezwyk y sposób.

Po kilku dniach mego pobytu u niego, Jangchub Dorje poprosi  mnie, abym przepisa 
co&  pod  jego  dyktando.  Wiedzia em,  %e  nie  potrafi  czyta',  ani  pisa',  a  poniewa%
potrafi em to robi' wystarczaj"co dobrze, ch!tnie zgodzi em si! wy&wiadczy' mu t!
przys ug!. Usiad em w domu, przy stole i przez otwarte okno, którego framuga by a
wykonana  z  czterech  rogów  zwierz!cych,  mog em  zarówno  widzie',  jak  i  s ysze'

background image

53

mistrza, który przebywa  na podwórku, zajmuj"c si! swymi pacjentami i uczniami. W
ca ym tym rozgardiaszu, w jakim si! znajdowa , dyktowa  mi bez chwili zastanowienia
to,  co  mia em  zapisa'.  Nast!pnie  przerywa   dyktowanie,  aby  zaj"'  si!
kontynuowaniem swej pracy,  podczas gdy ja zapisywa em to, co powiedzia . Kiedy
sko$czy em, krzycza em przez okno, %e sko$czy em. Przerywa  wówczas rozmow! z
tymi, którzy przyszli si! z nim zobaczy' i bez chwili przerwy dyktowa  dalej, czasami
proz", czasami wierszem. Nigdy nie musia  mnie pyta': "Na czym stan" em ?" lub "w
którym miejscu przerwali&my ?", czy co& w tym rodzaju. Przeciwnie, to ja cz!stokro'
musia em go prosi' o powtórzenie tego, co powiedzia  przedtem, a co sam zd"%y em
ju% zapomnie'.

Kiedy pracowali&my w ten sposób przez kilka pierwszych dni, by em pewien, %e to co
pisz!,  nigdy  nie  z o%y  si!  na  jak"&  sensown"  ca o&'.  Ale  ka%dego  wieczoru,  kiedy
wraca em do swego pokoju, aby przeczyta' to, co napisa em, odkrywa em, %e tekst
posiada  kompletn"  ci"g o&',  podobnie  jak  doskonale  przemy&lany  tekst
intelektualny.  W a&nie  w  ten  sposób  Gónder,  czyli  terma  umys u,  manifestuje  si!.
Przez  nast!pne  tygodnie,  pracuj"c  w  ten  sposób,  stworzyli&my  wielki  wolumen.
Pó#niej  zobaczy em  oko o  dwudziestu  podobnych,  które    tak  samo  by y  dyktowane
innym uczniom.

Wszystko to, co powstaje
w istocie swej nie jest bardziej rzeczywiste
ni% odbicie,
czyste, prze#roczyste i przejrzyste,
przekraczaj"ce wszelk" definicj!
i logiczne wyja&nienie.

Jednak nasiona przesz ych dzia a$,
karma, dalej powoduje
ci"g e powstawanie.

Pomimo tego -
wiedz, %e wszystko co istnieje
jest ostatecznie pozbawione w asnej natury,
b!d"c ca kowicie niedualne !

Te s owa Buddy stanowi" doskona e wyt umaczenie Dzogczen.

JYODBA: Zachowanie si(, Postawa

Ostatnim z  trzech aspektów (cie%ki jest Jyodba, co oznacza "Zachowanie si!" lub
"Postawa". Jest to bardzo wa%ny aspekt Dzogczen, poniewa% dzi!ki niemu praktyka
zostaje  wprowadzona  do  %ycia  codziennego,  tak  %e  nie  istnieje  %adne  rozdzielenie
pomi!dzy  praktyk",  a  aktywno&ci",  w  któr"  jest  si!  zaanga%owanym.  Dopóki  nie
potrafi si! %y' w kontemplacji, w doskona ym samym w sobie, stanie, który w ko$cu
sam wyzwala, podobnie jak w"% sam rozwija swoje sploty, konieczne jest panowanie
nad w asn" postaw" z pomoc" uwa%no&ci i 'wiczenie si! w nierozproszeniu. Jak ju%
zauwa%yli&my,  &wiadomo&'  obecno&ci  jest  jedn"  z  pi!ciu  w a&ciwo&ci  potrzebnych,
aby  móc  praktykowa'  Dzogczen.  Praktykuj"cy  naprawd!  musi  by'  obecny  i
&wiadomy w ka%dej chwili.

background image

54

Mo%e  on  u%ywa'  tej  &wiadomo&ci  obecno&ci  w  %yciu  codziennym,  tak  %e  to,  co
normalnie  by oby  "trucizn""  dualistycznego  do&wiadczenia,  samo  staje  si!  &cie%k"
kontemplacji,  która  przekracza  dualizm.  Podobnie  jak  p yn"ca  woda  zamarza  w
trwa y  lód,  tak  i  swobodny  przep yw  pierwotnej  energii  ustala  si!  pod  dzia aniem
uwarunkowanej  przyczyny  i  skutku,  przez  funkcjonowanie  karmy  jednostki  w
pozornie konkretny, materialny  &wiat.  Wielka  Doskona o&'  postawy  praktykuj"cego,
czyli  Jyodba,  umo%liwia  opanowanie  przyczyn  karmicznych,  tak  %e  gdy  tylko
powstaj", wyzwalaj" si! same z siebie.

Pierwotne  i  wtórne  przyczyny  karmiczne.  Trzy  czynniki  konieczne  do  wytworzenia
pierwotnej przyczyny karmicznej.

Pierwotne  przyczyny  karmiczne,  dobre  lub  z e,  s"  jak  nasiona,  b!d"ce  w  stanie
zreprodukowa'  gatunek  ro&liny,  z  której  pochodz".  Lecz  tak  samo  jak  nasiona
potrzebuj" drugorz!dnych przyczyn,  takich jak &wiat o,  wilgo',  podobnie  pierwotne
przyczyny  karmiczne  istniej"ce  jako  &lady  poprzednich  dzia a$  w  strumieniu
&wiadomo&ci jednostki, potrzebuj" drugorz!dnych przyczyn, aby dojrze' do dalszych
dzia a$  i sytuacji tego samego rodzaju. Dzi!ki ci"g ej uwa%no&ci, praktykujacy mo%e
pracowa'  z  g ównymi  przyczynami  powstaj"cymi  jako  uwarunkowania,  którym
podlega  w  codziennym  %yciu.  W  ten  sposób  zapobiega  dojrzewaniu  negatywnych,
pierwotnych przyczyn, równocze&nie rozwijaj"c pozytywne, pierwotne przyczyny. W
ko$cu  dochodzi  do  stanu,  w  którym  mo%liwe  jest  unikni!cie  uwarunkowania  przez
jakiekolwiek  do&wiadczenie,  dobre  czy  z e  i  osi"gni!cie  ca kowitego  wyzwolenia  od
uwarunkowanej egzystencji. Po to aby dowolne dzia anie cia a, mowy i umys u, sta o
si!  zupe n",  pierwotn",  karmiczna  przyczyn",  mog"c"  uwarunkowa'  jednostk!  i
wytwarza'  pe ne  skutki  karmiczne,  musz"  wydarzy'  si!  wszystkie  trzy  nast!puj"ce
aspekty: najpierw musi wyst"pi' intencja dzia ania, potem samo dzia anie i w ko$cu
musi pojawi' si! satysfakcja z wykonanego dzia ania.

Praktykuj"cy  mo%e  rozwin"'  si!  tak,  %e  przekracza  dualistyczny  poziom
ograniczaj"cej  karmy,  która  dzieli  rzeczy  na  dobre  i  z e.  Wtedy  mo%e  wykonywa'
wszystko to, co z dualistycznego, dziel"cego punktu widzenia zwyk ego karmicznego
postrzegania  wydaje  si!  skandaliczne.  Jednak%e  nie  znaczy  to,  %e  ka%dy,  kto
praktykuje  Dzogczen  musi  %y'  tak  jak  s awny  tybeta$ski  szalony  jogin,  Drukpa
Kunley, o którym opowiada si! wiele interesuj"cych historii, a wi!kszo&' z nich jest
zabawna i spro&na. Przekroczy  on dualizm, a kto& kto naprawd! jest poza wszelkimi
ograniczeniami nie zachowuje si! tak, jak inni si! tego spodziewaj". Lecz nie jest to
wcale  równoznaczne  z  szale$stwem.  Istnieje  wielka  ró%nica  pomi!dzy  Dzogczen,
Wielk"  Doskona o&ci",  praktyk"  niedualistycznej  kontemplacji,  przejawiaj"c"  si!  w
spontanicznym  sposobie  %ycia,  pe nym  rado&ci  z  gry  w asnych  energii,  a  %yciem
chaotycznym  i  szalonym.  Dzogczen  nie  jest  pozwoleniem  na  taki  styl  %ycia,
poniewa% zawsze musi by' obecna uwa%no&'. Lecz z drugiej strony nie jest to bycie
oparte  na  sztywnych  regu ach.  Uwa%no&'  jest  jedyn"  zasad"  w  Dzogczen.  Albo,
mo%e lepiej by oby powiedzie', %e w Dzogczen uwa%no&' zast!puje wszelkie regu y,
poniewa%  praktykuj"cy  nigdy  nie  zmusza  si!  do  niczego,  ani  te%  nie
podporz"dkowuje si! czemukolwiek "zewn!trznemu".

Nie znaczy to,  ze praktykuj"cy Dzogczen nie szanuje regu , wed ug których %yj" inni.
Nie  sprzeciwia  si!  bez  przerwy  wszystkiemu,  ani  nie  u%ywa  Dzogczen  do
usprawiedliwienia  swoich  dzia a$.  Uwa%no&'  oznacza,  %e  jest  si!  &wiadomym
wszystkiego,  "cznie z potrzebami innych ludzi. I chocia% istnieje absolutny poziom,
poza  dobrem  i  z em,  to  jednak  dopóki  jeste&my  zwi"zani  przez  dualizm,  poziom

background image

55

wzgl!dny  wci"%  nie  przestaje  dla  nas  istnie'.  Tak  wi!c  powinni&my  by'  równie%
&wiadomi  i  tego  poziomu.  Mo%emy  %y'  szanuj"c  sytuacj"  wokó   nas,  nie  b!d"c
równocze&nie  przez  ni"  ograniczeni.  To  w a&nie  oznacza  uwa%no&'  i  taka  jest
zasada postawy - Jyodba, kogo&, kto praktykuje Dzogczen.

Nie  wolno  zosta'  uwarunkowanym  przez  same  nauki.  S"  one  po  to,  aby  uczyni'
jednostk!  mniej  uzale%nion",  a  nie  po  to    aby  j"  uzale%nia'.  Tak  wi!c  mistrz
Dzogczen b!dzie zawsze próbowa  pomaga' uczniowi osi"gn"' pe n" niezale%no&',
tak  aby  naprawd!  wysz y  on  ze  wszystkich  klatek.  I  chocia%  mistrz  z  pewno&ci"
potrafi, dzi!ki swojej wielkiej przejrzysto&ci, udziela' uczniom rad dotycz"cych nawet
drobiazgów  codziennego  %ycia,  to  jednak  zawsze  b!dzie  próbowa   im  pomóc  w
rozwijaniu  zdolno&ci  obserwacji  siebie,  tak  aby  mogli  samodzielnie  podejmowa'
decyzje, w oparciu o swoj" w asn" &wiadomo&'.

Mistrz oczywi&cie, mo%e by' zarówno m!%czyzn", jak i kobiet". Kiedy mia em 14 lat,
sp!dzi em dwa miesi"ce z wielkim mistrzem, kobiet" Ayu Kandro, która mieszka a o
kilka dni drogi od mojej szko y. Poniewa% uwa%ano, %e urzeczywistni a ona praktyk!
Wad%rajogini  i  by a  uciele&nieniem  tej  dakini,  podczas  przerwy  w  nauce  wys ano
mnie do niej, abym poprosi  o inicjacj! Wad%rajogini. By a ona bardzo star" kobiet",
wcale  nie  s awn",  która  %y a  przez  ponad  50  lat  w  ma ym  domku,  w  ca kowitej
ciemno&ci,  praktykuj"c  Yantig.  Jest  to  praktyka,  która  umo%liwia  komu&,  kto  ju%
potrafi  pozostawa'  w  stanie  kontemplacji,  osi"gni!cie  pe nego  urzeczywistnienia
poprzez rozwój wewn!trznej &wietlisto&ci i wizyjn" przejrzysto&'.

Kiedy znalaz em si! w domu Ayu Kadro, zauwa%y em, te widzi ona w ciemno&ci tak
samo, jak przy &wietle. Chocia% jej s u%"cy zapali  dla mnie kilka ma&lanych lampek,
zdawa em  sobie  spraw!,  %e  dla  niej  by y  one  niepotrzebne.  W  tym  &wietle
zauwa%y em rysy twarzy tej starej, bardzo frapuj"cej kobiety. Jej d ugie w osy, które
w  warkoczach  si!ga y  poni%ej  pasa,  by y  siwe  a%  do  ramion,  lecz  stamt"d  a%  do
korzeni czarne. Nigdy nie by y podcinane.

Z pocz"tku Ayu Kadro odmówi a mi udzielenia inicjacji, o któr" prosi em, t umacz"c,
%e  jest  tylko  biedn"  star"  kobiet"  i  %e  nic  nie  wie  o  naukach,  ale  zasugerowa a,
aby&my na noc roz o%yli si! obozem w pobli%u. Noc" mia a pomy&lny sen: jej mistrz
zaleci   jej,  aby  przekaza a  mi  inicjacj!  i  dlatego  rano  wys a a  swego  s u%"cego  ze
&niadaniem dla mojej matki i siostry i zaproszeniem dla mnie. Przez kilka nast!pnych
tygodni przekaza a mi wiele nauk  "cznie z kompletn" praktyk" Yantig, a ja uzna em
j" za jednego z moich g ównych mistrzów. Podczas pobytu u niej, w odpowiedzi na
moj" pro&b!, opowiedzia a mi histori! swego %ycia, któr" pó#niej spisa em.

Tak  wi!c,  Jyodba,  zachowanie  si!  praktykuj"cego  Dzogczen  polega  na  tym,  %e
zawsze, w ka%dym momencie pozostaje on uwa%ny i obecny i nie pozwala swojemu
umys owi  pod"%a'  za  strumieniem  my&li  o  przesz o&ci,  obaw  o  tera#niejszo&'  i
planów  na  przysz o&'.  Nie  znaczy  to,  %e  niczego  si!  nie  planuje:  pozostaje  si!
&wiadomym  drugorz!dnych  przyczyn,  wtedy  kiedy  one  powstaj"  i  nie  wpadaj"c  w
nerwic!,  we  w a&ciwy  sposób  odnosi  si!  do  nich.  Nie  post!puje  si!  natomiast  tak,
jak  nieszcz!sny  bohater  tybeta$skiej  ludowej  opowie&ci,  która  bardzo  dobrze
ukazuje, co dzieje si!, gdy nie pozostaje si! &wiadomym chwili obecnej.

Historia ta mówi, %e kiedy& %y  bardzo biedny cz owiek, którego jedynym sposobem
zdobycia  po%ywienia  by o  chodzenie  od  drzwi  do  drzwi  i  %ebranie  ziarna  u  innych,
maj"cych wi!cej szcz!&cia  ni%  on  sam.  Pewnego  dnia  poszcz!&ci o  mu  si!,  zdoby 

background image

56

du%o ziarna i zadowolony powróci  do domu. Jego dom by  naprawd! bardzo ma y, a
poniewa%  %y o  w  nim  mnóstwo  myszy,  zdecydowa   si!,  aby  drogocenne  ziarno
znajduj"ce  si!  w  worku,  zawiesi'  na  linie  przywi"zanej  do  belki  dachu,  tak  aby
myszy nie mog y go zje&'. Nast!pnie po o%y  si! na  ó%ku, które ze wzgl!du na brak
miejsca sta o pod workiem. Nie móg  od razu zasn"',  tak wi!c zacz"  czyni' plany
na  przysz o&'.  My&la   sobie:  "Nie  zjem  wszystkiego  ziarna.  Zostawi!  troch!  na
nasiona,  zasiej!  je  i  b!d!  mia   jeszcze  wi!cej  ziarna.  Za  rok  uzyskam  dziesi!'
worków,  za  dwa  lata  sto  i  tak  marzy   o  tym,  jak  to  za  rok  b!dzie  mia   coraz  wi!cej
worków,  a%  stanie  si!  bogaty.  My&la   dalej:  "Ju%  d u%ej  nie  b!d!  musia   %y'  w  tej
n!dznej  chacie.  Wybuduj!  sobie  pa ac  i  zatrudni!  s u%"cych,  którzy  b!d"  mi
us ugiwa'.  Znajd!  sobie  pi!kn"  %on!,  a  pó#niej  oczywi&cie  b!dziemy  mie'  dzieci.
Najpierw syna, tak, jestem tego pewien, %e b!dzie to syn, lecz jak go nazwiemy ? I
tak le%a  sobie, próbuj"c  wymy&li'  imi!  dla  swego  przysz ego  syna.  My&la   o  wielu,
ale %adne z nich mu nie odpowiada o. W pewnej chwili na czarnym niebie ukaza  si!
jasny ksi!%yc. Gdy tylko nasz bohater zobaczy  go, wykrzykn" : "Oczywi&cie, nazw!
go  S awnym  Ksi!%ycem"  lecz  w  tym  w a&nie  momencie  mysz  przegryz a  lin!,  na
której  by   zawieszony  worek.  Ten  upad   prosto  na  g ow!  biedaka  i  zabi   go  na
miejscu,  tak %e %aden z jego rozleg ych planów nie spe ni  si!. Gdy %yje si! snami o
przysz o&ci, wtedy nawet tera#niejszo&' umyka.

background image

57

ROZDZIA& 8

OWOC

Je&li Intencja jest dobra
(cie%ka i Owoc
b!d" dobre.
Je&li intencja jest z a
(cie%ka i Owoc
b!d" z e.
Poniewa% wszystko zale%y
od dobrej intencji
zawsze staraj si! piel!gnowa'
pozytywn" postaw! umys u.

Jigme Lingpa

OWOC CZYLI URZECZYWISTNIENIE

Podzia   nauk  Dzogczen  zosta   dokonany  jedynie  dla  celów  opisowych.  Osi"gn"'
urzeczywistnienie to znaczy uczyni' realnym, to co jest naszym stanem od samego
pocz"tku, Xi czyli Podstaw". Urzeczywistnienie nie jest czym&, co ma zosta' dopiero
skonstruowane.  Jest  to  wrodzony  nam  od  samego  pocz"tku  stan.  Zw aszcza  w
Dzogczen,  poniewa%  nie  jest  on  stopniow"  metod";  (cie%ka  jest  ju%  dok adnie
wej&ciem  w  pierwotny  stan,  b!d"cy  zarówno  Podstaw",  jak  i  Owocem.  Dlatego
w a&nie  Gakyil  symbol  pierwotnej  energii,  b!d"cy  szczególnym  symbolem  nauk
Dzogczen posiada trzy spiralne cz!&ci, stanowi"ce w pewien sposób fundamentalna
jedno&'. Gakyil czyli "Ko o Rado&ci" mo%na rozumie' zarówno jako symbol jedno&ci i
wspó zale%no&ci  wszystkich  trzech  grup  nauk  Dzogczen,  jak  i  -  nawet  w  wi!kszym
stopniu  -  jako  wzajemne  powi"zanie  Podstawy,  (cie%ki  i  Owocu.  A  poniewa%
Dzogczen, czyli Wielka Doskona o&', jest istotnie doskona " sam" w sobie jedno&ci"
pierwotnego  stanu,  potrzebuje  rzecz  jasna  niedualnego  symbolu,  który  by  go
wyra%a .

(cie%ka  wi!c  nie  jest  czym&  zasadniczo  oddzielnym  od  Owocu,  raczej  jest  tak,  %e
proces samo-wyzwolenia pog !bia si! a% do osi"gni!cia Podstawy, która istnia a od
pocz"tku.  Osi"ganie  tego  jest  zwane  Owocem.  U%ywa  si!  tu  s owa  "seva",  które
oznacza  "miesza'".  Praktykuj"cy  miesza  swoj"  kontemplacj!  z  ka%d"  czynno&ci"
swego %ycia. W Dzogczen nie trzeba niczego zmienia'. Nie trzeba ubiera' %adnych
specjalnych szat. Nic nie jest widoczne z zewn"trz. Tote% nie ma %adnego sposobu,
by  sprawdzi',  czy  kto&  naprawd!  praktykuje,  czy  te%  nie.  Praktyka  nie  zale%y  tutaj
zupe nie od zewn!trznej formy i wszystkie elementy relatywnej sytuacji mog" zosta'
w "czone do praktyki i zintegrowane z ni". Oznacza to, naturalnie, %e kontemplacja
musi by' precyzyjna, inaczej nie b!dzie co  "miesza'". Mówi o tym druga z Trzech
Zasad  Garab  Dorje  -    "nie  posiadanie  w"tpliwo&ci".  Oznacza  to,  %e  nie  ma  %adnej
w"tpliwo&ci co do tego, czym jest kontemplacja - jest dok adnie tym.

Nast!pnie  rozwijaj"  si!  trzy  zdolno&ci:  Jerdrol,  Xardrol    i  Randrol.  S owo    "drol"
oznacza    "wyzwolenie",  tak  jak  w  tytule  s awnej  Bardo  Tosdrol,  który  t umaczy  si!
jako  "wyzwolenie przez s uchanie w stanie bardo", ale która jest znana bardziej  jako

background image

58

"Tybeta$ska  Ksi!ga  Zmar ych".  W  Jerdrol,  pierwszej  z  tych  trzech  w a&ciwo&ci,
proces samowyzwolenia jest wci"% zdolno&ci" ni%szego typu.

Jerdrol oznacza "obserwacja, która  wyzwala". I jako przyk ad przytacza si! sposób,
w  jaki  znika  kropla  rosy,  kiedy  pada  na  ni"  s o$ce.  Przyk ad  s o$ca  u%yty  w  tym
porównaniu  nie  powinien  jednak  sugerowa',  %e  w  Dzogczen  potrzebne  jest  swego
rodzaju antidotum, u%yte w celu przeciwdzia ania truci#nie dualizmu. Jest raczej tak,
%e &wiadomo&' utrzymywana jest w stanie ci"g ej obecno&ci i cokolwiek pojawia si!
w niej - samoistnie si! wyzwala.
Xardrol  jest  &redni"  zdolno&ci".  Ilustruje  si!  j"  obrazem  &niegu,  rozpuszczaj"cego
si!,  gdy  spadnie  do  oceanu.  (nieg  oznacza  tutaj  kontakt  zmys owy  oraz  emocje.
Xardrol znaczy dos ownie: "skoro tylko co& pojawi si!, jest wyzwolone". Skoro  tylko
nast"pi  jaki&  kontakt  zmys owy,  wyzwala  si!  sam  przez  si!,  bez  jakiegokolwiek
wysi ku  podtrzymywania  &wiadomo&ci.  Nawet  nami!tno&ci,  które  uwarunkowa yby
kogo&, kto nie osi"gn"  tego poziomu, mog" by' tutaj po prostu pozostawione takimi,
jakie  s".  Dlatego  mówi  si!,    %e  wszystkie  nami!tno&ci  i  ca e  karmiczne  widzenie
&wiata, staj" si! w Dzogczen niczym ornamenty. Nie b!d"c uwarunkowani przez nie,
ani  nie  przywi"zuj"c  si!  do  nich,  cieszymy  si!  nimi  jako  gr"  w asnej    energii,  która
jest  tym,  czym  s"  one,  Dlatego  te%  równie%  pewne  tantryczne  bóstwa  nosz"  jako
ozdob! koron! z ludzkich czaszek, symbolizuj"cych pi!' nami!tno&ci,  które zosta y
przezwyci!%one.

Ostatnia z samowyzwalaj"cych zdolno&ci zwana jest Randrol, co oznacza  "wyzwala
si! samo z siebie".  Przyk adem jaki podaje si! tutaj, jest szybko&' i swoboda, z jak"
w"%  sam  rozwi"zuje  swój  w asny  zwój.  Jest  to  ca kowicie  niedualne,
natychmiastowe i nag e wyzwolenie, dokonane samo z siebie. Oddzielenie podmiotu
i przedmiotu za amuje si! tutaj samo przez si! i klatka nawykowego, ograniczonego
widzenia &wiata, pu apka ego, otwiera si! w przestrzenn" wizj! tego co jest. Ptak jest
wolny i w ko$cu mo%e lata' bez przeszkód. Mo%na wej&' i cieszy' si! ta$cem i gr"
energii  bez  ogranicze$.  Mówi  si!,  %e  rozwój  tej  wizji  podobny  jest  do
rozprzestrzeniania  si!  ognia  w  lesie,  a%  w  ko$cu  poczucie  podmiotowo&ci  samo  z
siebie  zanika.  Do&wiadcza  si!  wtedy  pierwotnej  m"dro&ci,  w  której,  skoro  tylko
pojawi  si!  jaki&  obiekt,  rozpoznaje  si!  jego  pustk!  jako  identyczn"  z  pustk"  swego
w asnego stanu. Po "czenie pustki i wizji, obecno&' stanu i pustki - s" do&wiadczane
jednocze&nie. O wszystkim mo%na wówczas powiedzie', %e ma "jeden smak", czyli
%e  jest  pustk"  zarówno  podmiotu,  jak  i  przedmiotu.  Dualizm  zostaje  ca kowicie
przezwyci!%ony. Nie jest tak, %e podmiot i przedmiot nie istniej" raczej utrzymuje si!
nieustaj"ca  obecno&'  kontemplacji  i  poprzez  praktyk!  samowyzwolenia  nie  jest  si!
ju%  ograniczonym  przez  dualizm.  Jest  to  stan  opisywany  przez  ostatni  z  "Sze&ciu
Wierszy Wad%ry":

Widz"c, %e od samego pocz"tku wszystko
jest samo z siebie doskona e,
wyrzekasz si! choroby d"%enia
do osi"gni!cia czegokolwiek,
po prostu pozostaj"c w naturalnym stanie
takim jaki on jest,
wtedy przytomno&' niedualnej kontemplacji
bezustannie powstaje w spontaniczny sposób.

Wraz z pog !bianiem si! tego do&wiadczenia na drodze ku realizacji, mog" zacz"'
pojawia' si! pewne zdolno&ci. Aby jednak zrozumie' je, trzeba najpierw zrozumie',

background image

59

w  jaki  sposób  iluzja  dualizmu  utrzymuje  si!  dzi!ki  podmiotowo-przedmiotowej
polaryzacji zmys ów, któr" analizuje si! jako sze&' podmiotów i sze&' przedmiotów
zmys ów. I tak na przyk ad zdolno&' widzenia powstaje w powi"zaniu z tym, co jest
postrzegane jako forma wizualna, a sama jej percepcja powstaje wraz ze zdolno&ci"
widzenia,  to  samo  odnosi  si!  do  wszystkich  pozosta ych  zmys ów  -  s yszenie  i
d#wi!ki  powstaj"  jednocze&nie,  itd.  a%  do  ostatniego,  szóstego  zmys u,  który  jest
wspó zale%nym powstawaniem umys u i tego, co do&wiadczamy jako rzeczywisto&'.
Dzi!ki  zrozumienia  tej  wspó zale%no&ci  powstawania  ka%dego  ze  zmys ów  i
odpowiadaj"cego  mu  obiektu,  mo%na  zrozumie'  w  jaki  sposób  iluzja  dualizmu
podtrzymuje  sam"  siebie.  Podmiot  implikuje  przedmiot,  a  przedmiot  implikuje
podmiot. Ka%dy zmys  z osobna i wszystkie razem, w "czaj"c w to umys , stwarzaj"
iluzj! zewn!trznego &wiata, oddzielnego od postrzegaj"cego go podmiotu. Najlepsza
metoda  prowadz"ca  do  zrozumienia  tego,  polega  na  obserwowaniu  siebie  i
przygl"daniu si! w asnemu umys owi, aby praktycznie przekona' si!, w jaki sposób
my&li  powstaj"  niczym  fale  i  jak  zmys y  funkcjonuj"  w  zale%no&ci  od  poczucia,
w asnego ja.

Jak powiedzia  Budda Sakyamuni:

Wej&cie w kontemplacj! na czas
jaki potrzebuje mrówka aby przej&'
z jednego ko$ca czyjego& nosa na drugi
przynosi wi!kszy post!p ku urzeczywistnieniu
ni% ca e %ycie sp!dzone na gromadzeniu
dobrych czynów /zas ug/.

Pi!' Nónxes, wy%szych form &wiadomo&'

Wraz  z  post!pem  w  praktyce,  wszelkie  my&li  oraz  wra%enia,  pochodz"ce  ze
zmys ów,  doprowadzaj"  do  samoistnego  wyzwolenia.  Iluzja  dualizmu  zostaje
unicestwiona. Wówczas, dzi!ki reunifikacji podmiotu i przedmiotu, pi!' Nónxes, czyli
pi!'  "wy%szych form &wiadomo&ci", mo%e pojawi' si! u praktykuj"cego. Chocia% nie
s" one celem samym w sobie, musz" pojawi' si! wraz z rozwojem praktyki jako jej
produkt uboczny.

Pierwsza  z  tych  form  &wiadomo&ci  zwi"zana  jest  ze  zmys em  wzroku.  Nazywa  si!
"prawdziw"  wiedz"  oczu  bóstwa",  jako  %e  zazwyczaj  my&limy  o  bóstwach  jako
posiadaj"cych  wi!ksze  zdolno&ci  od  nas.  Zdolno&'  ta  na  przyk ad  wyra%a  si!
widzeniem  rzeczy  niezale%nie  od  odleg o&ci.  Dzi!ki  niej  mo%na  widzie'  tak%e
przedmioty znajduj"ce si! za innymi obiektami, w normalny sposób niewidoczne dla
nas.

Podobna wiedza zwi"zana jest ze zmys em s uchu i nazywa si! "prawdziw" wiedz"
s uchu" lub "s yszeniem uszami bóstwa". Dzi!ki niej mo%na s ysze' wszelkie d#wi!ki
niezale%nie od odleg o&ci, bez wzgl!du na to, czy s" one g o&ne czy ciche.

Trzecia  zdolno&'  polega  na  znajomo&ci  innych  umys ów,  co  oznacza,  %e  mo%emy
czyta' cudze my&li. Ka%da indywidualna istota sk ada si! z cia a, g osu i umys u. To,
co widzimy oczami, jest to zasadnicze cia o fizyczne. Zdolno&' s yszenia odnosi si!
do  g osu,  energii  i  d#wi!ku.  Cia o  i  g os  s"  czym&  bardziej  konkretnym  ni%  umys ,
tote%  atwiej  jest osi"gn"' zdolno&ci zwi"zane z nimi. Bardzo trudno jest natomiast

background image

60

dok adnie  pozna'  lub  zrozumie'  to,  co  inne  istoty  my&l".  Jednak  i  taka  zdolno&'
mo%e si! równie% pojawi'.

Istnieje  zabawna  historia  zwi"zana  z  moim  mistrzem  Jangchub  Dorje  i  jego
zdolno&ci"  do  jasnowidzenia.  Jak  ju%  wspomnia em,  Jangchub  Dorje  prowadzi 
praktyk! lekarsk". Pewnego razu zdarzy o mu si! wyleczy' bogatego pacjenta, który
mieszka   o  kilka  dni  drogi  od  miejsca  zamieszkania  Jangchub  Dorje.  Pacjent  ten
postanowi   wys a'  swego  s u%"cego  z  podarunkiem  dla  mistrza  jako  wyraz
wdzi!czno&ci  dla  niego.  S u%"cy  wsiad   na  konia  i  zabra   prezent,  który  stanowi a
owini!ta  w  materia   i  przewi"zana  sznurkiem  paczuszka,  zawieraj"ca  wiele  ma ych
torebek herbaty. S u%"cy jecha  ca y dzie$, ale kiedy zatrzyma  si! na noc /pozosta y
mu jeszcze dwa dni drogi/ doszed  do wniosku, %e mistrz nie ucierpi wiele z powodu
braku kilku torebek. Otworzy  wi!c z pomoc" no%a paczuszk!, wyj"   jedn" trzeci" jej
zawarto&ci,  a nast!pnie zrobi  mniejsz" paczk!, któr" zawi"za   i zapiecz!towa , tak
%e wygl"da a tak samo zgrabnie, jak gdyby nie by a w ogóle otwierana.

By em  u  Jangchub  Dorje,  kiedy  /w  dwa  dni  pó#niej/  mistrz  najzupe niej
nieoczekiwanie  poprosi   %on!,  aby  przygotowa a  posi ek  dla  maj"cego  przyby'
go&cia.  Wszyscy  w  otoczeniu  Jangchub  Dorje  przyzwyczajeni  byli  do  ró%nych
zdarze$,  które  gdzie    indziej  mog yby  wydawa'  si!  dziwne,  tote%  %ona  mistrza  bez
s owa zabra a si! do przygotowywania posi ku. Mistrz poleci , aby posi ek podany by 
w  sposób  formalny,    ze  wszystkimi  niezb!dnymi  talerzami  i  ca ym  nakryciem,  ale
specjalnie podkre&li ,  aby nie podawano %adnego no%a. By o to niezwyk e, poniewa%
je&li oczekiwany nie by  jak"& wysok" osobisto&ci",  musia by je&' wspólnie z innymi.

Kiedy  s u%"cy  pos aniec  w  ko$cu  si!  pojawi ,  pilnie  zacz" em  przygl"da'  si!  temu,
co  b!dzie  si!  dzia o.  Pozdrowi   mistrza  z  wielkim  szacunkiem  i  wr!czy   mu
zapiecz!towan"  paczuszk!,  przekazuj"c  podzi!kowania  od  swego  pana,  którego
mistrz  wyleczy .  Jangchub  Dorje  podzi!kowa   mu,  od o%y   na  bok  paczk!  i
powiedzia ,  %e  otworzy  j"  pó#niej.  Nast!pnie  zapyta   pos a$ca,  czy  nie  jest
przypadkiem  g odny.  Kiedy  ten  odpowiedzia   twierdz"co,  zasta   przygotowany
wcze&niej  posi ek.  Poniewa%  by   troch!  bardziej  obfity,  ni%  zwykle  i  zawiera   liczne
dania,  nasz  go&'    jad   ze  smakiem.  Kiedy  jednak  przysz a  pora  na  danie  mi!sne,
zorientowa   si!  %e  na  stole  nie  ma  %adnego  no%a,  którym  móg by  si!  pos u%y'.
Zacz"   go  wi!c  szuka'  w  pochwie  ukrytej  w  fa dach  swojej  szaty.  Wtedy  mistrz
spojrza   na  niego  gro#nie  i  powiedzia   spokojnie:  "Nie  ma  sensu  szuka'  tam  no%a,
przyjacielu.  Zostawi e&  go  na  poboczu  drogi,  dwa  dni  temu,  kiedy  otwiera e&  nim
paczk!  przeznaczon"  dla  mnie,  kradn"c  jedn"  trzeci"  torebek  herbaty".  Mo%ecie
wi!c  zrozumie',  dlaczego  nikt  w  otoczeniu  Jangchub  Dorje  nie  k ama ,  ani  nie
próbowa  nikogo oszukiwa'.

Czwart"  zdolno&ci",  która  mo%e  pojawi'  si!  na  &cie%ce  do  realizacji  jest  wiedza  o
%yciu  i  &mierci.  Mo%na  na  przyk ad  mie'  &wiadomo&'  czyjej&  bliskiej  &mierci  i
okoliczno&ci, w jakich ona nast"pi, oraz zna' miejsce, w jakim ta istota si! odrodzi.
Zasad"  tego  jest  rozwini!cie  zdolno&ci  poznania  czasu,  a%  do  poziomu,  w  którym
jest  si!  w  stanie  wyj&'  poza  czas.  Posiada  si!  zdolno&'  widzenia  wszystkich
drugorz!dnych przyczyn, odnosz"cych si! do jakiej& osoby. Drugorz!dne przyczyny,
które  manifestuj"  si!  w  momencie  &mierci  s"  obecne  w  ka%dym  momencie,  tote%
mog" by' odczytane.

Ilustracj" takiej  zdolno&ci mo%e by' inna historia, zwi"zana ze s u%"cym pos a$cem,
który  przyby   do  Jangchub  Dorje.  Cz owiek  ten  zosta   wys any  przez  swego  pana,

background image

61

który mieszka  o kilka dni drogi od domu Jangchub Dorje po lekarstwo dla jego córki,
która  by a  powa%nie  chora.  Jangchub  Dorje  powiedzia   jednak,  %e  lekarstwo  na  nic
si!  nie  przyda,  gdy%  dziewczyna  ta  umar a  wkrótce  potem,  jak  s u%"cy  wyruszy   w
drog!.  Fakt  ten  móg   by'  mu  znany  wy "cznie  dzi!ki  jasno&ci  jego  widzenia,  tote%
s u%"cy  nie  wiedzia ,  czy  ma

 

wierzy',  czy  nie  i  zabra   z  sob"  lekarstwo,  aby  w

przypadku  gdyby  córka  jego  pana  jeszcze  %y a,  nie  by   pos"dzony  o  zaniedbanie
obowi"zku. Kiedy jednak wróci  do domu, dowiedzia  si!, %e córka umar a dok adnie
w tym czasie, który poda  Jangchub Dorje.

Pi"ta  zdolno&'  nazywa  si!  "prawdziw"  wiedz"  cudów"  i  nie  polega  na  ich
intelektualnym  zrozumieniu,  ale  na  rzeczywistej  zdolno&ci  ich  czynienia.  Je&li
przekroczy o  si!  wszelkie  ograniczenia,  to  taka  aktywno&'  staje  si!  czym&  raczej
naturalnym, ani%eli cudownym czy niezwyk ym. Za cuda uwa%a si! zazwyczaj takie
dzia ania,  które  mo%na  dokonywa'  w  stosunku  do  zewn!trznych  obiektów,
zmieniaj"c  je  w  jaki&  sposób.  Poniewa%  jednak  podzia   rzeczywisto&ci  na
wewn!trzn"  i  zewn!trzn"  jest  z udzeniem,  to  je&li  to  z udzenie  zostaje
przezwyci!%one,  mo%na  wyj&'  poza  typowe  ograniczenia  zwi"zane  ze  swoim
istnieniem, tak jak uczyni  to wielki jogin Milarepa, chroni"c si! przed burz" gradow"
do  rogu  jaka.  Powiedziane  jest,  %e  ani  róg  jaka  nie  sta   si!  wi!kszy,  ani  Milarepa
mniejszy. Inny wgl"d w rzeczywisto&' poza wszelkimi ograniczeniami, zawarty jest w
stwierdzeniu  Buddy,  które  mówi,  %e  jest  tylu  Buddów  w  atomie,  ile  atomów  we
wszech&wiecie.  Nie  potrafimy  poj"'  takich  stwierdze$  w  ramach  naszych  poj!'
intelektualnych,  tote%  nazywamy  takie  rzeczy  cudownymi  -  ale  taka  w a&nie  jest
rzeczywisto&', to jedynie my nie zwykli&my widzie' jej takiej, jak" ona naprawd! jest.
Kiedy posiada si! zdolno&' wnikni!cia w to co jest, nazywa si! to "prawdziw" wiedz"
cudów".

CA&KOWITE ZJEDNOCZENIE PODMIOTU I PRZEDMIOTU

Takie wi!c znaki na &cie%ce mog" si! pojawi' u praktykuj"cych, chocia% nie musz"
si!  one  pojawia'  w  jakim&  okre&lonym  porz"dku.  Teraz  jednak  dochodzimy  do
szóstej zdolno&ci, Owocu, który nosi nazw! Sprosbal  i oznacza  "poza poj!ciem" lub
stan "podobny do nieba". Oznacza to ca kowit" reintegracj! podmiotu i przedmiotu, i
stanowi  szczególn"  metod!  Dzogczen,  metod!  osi"gania  Ca kowitego
Urzeczywistnienia w ci"ga jednego %ycia, poprzez opanowanie swej w asnej energii i
sposobu, w jaki si! ona przejawia.

Wszystkie  metody  ró%nych  &cie%ek,  zarówno  sutr,  ró%nych  poziomów  tantr  oraz
Dzogczen,  prowadz"  do  Ca kowitej  Realizacji,  czyli  Owocu.  Jest  nim  ca kowite
wyzwolenie z warunkowanej egzystencji i osi"gni!cie stanu, w którym panuje si! nad
wszystkimi zjawiskami rzeczywisto&ci i przejawia si! doskona " m"dro&' w ka%dym
aspekcie. Sutry jednak wyja&niaj", ze ich metody wymagaj" wielu kalp /eonów/ aby
ten  stan  osi"gn"'.  Metody  ni%szych  tantr  s"  szybsze,  ale  i  one  równie%  wymagaj"
wielu  %ywotów.  Zarówno  wy%sze  tantry,  jak  i  Dzogczen  umo%liwiaj"  osi"gni!cia
Ca kowitego Urzeczywistnienia w przeci"gu jednego %ycia, ale metody Dzogczen s"
bardziej bezpo&rednie od metod wy%szych tantr. Realizacja wizji Lónde, czy praktyka
Todgal,  b!d"c  ostateczn",  sekretn"  nauk"  Dzogczen,  pozwalaj"  praktykuj"cemu
bardzo  szybko  unicestwi'  wi!zy  egzystencji  uwarunkowanej.  Jako  skutek  tak
osi"gni!tej  Ca kowitej  Realizacji,  fizyczne  cia o  rozpuszcza  si!  w  esencj!  swoich
elementów, któr" jest &wiat o.

#wietliste Cia o

background image

62

Aby  osi"gn"'  to  urzeczywistnienie,  nale%y  Semnid,  "natur!  umys u,  albo
"wewn!trzn"  przestrze$",  zintegrowa'  z  Qosnid,  "stanem  istnienia",  czyli
"przestrzeni" zewn!trzn"". To, %e oba aspekty s" zwane "yin" /przestrze$/ oznacza,
%e  od  samego  pocz"tku  maj"  t!  sam"  natur!.  Nie  jest  tak,  %e  istnienie  w  jaki&
sposób  zostaje  anulowane.  Mo%na  raczej  powiedzie',  %e  z  punktu  widzenia
Dzogczen indywidualna istota stanowi centrum wszech&wiata w tym sensie, %e jako
mikrokosmos  jest  ona  doskona ym  odbiciem  wszech&wiata  Jako  makrokosmosu.
Istotna  natura  jednostki  jest  istotn"  natur"  wszystkich  istot.  Wraz  z
urzeczywistnieniem  siebie,  urzeczywistnia  si!  istot!  wszech&wiata.  Istnienie
dualizmu  okazuje  si!  tylko  iluzj"  i  kiedy  ta  iluzja  zostaje  rozproszona,  wówczas
pierwotna  jedno&'  w asnej  natury  i  natury  wszech&wiata,  zostaje  zrealizowana.
Poprzez  integracj!  przestrzeni  zewn!trznej  i  wewn!trznej,  praktykuj"cy  pojawia  si!
w postaci (wietlistego Cia a. Je&li poprzednie zdolno&ci /pi!' Nónxes/ by y znakami
rozwoju na &cie%ce, ta zdolno&' jest celem ostatecznym, Owocem.

Cia o  (wietliste  /Jalus/  osi"gni!te  dzi!ki  praktyce  Dzogczen,  ró%ni  si!  od  Cia a
Iluzorycznego /Jyulus/, osi"ganego przez praktyk! wy%szych tantr. Cia o Iluzoryczne
jest  zale%ne  od  subtelnej  prany  /energii  witalnej/  indywidualnej  istoty,  a  poniewa%
prana  uwa%ana  jest  w  Dzogczen  za  poziom  relatywny,  Cia o  Iluzoryczne  nie  jest
uwa%ane  za  Ca kowit"  Realizacj!.  Cia o  &wietliste  jest  ulubion"  form"  realizacji
mistrzów, zarówno Lónde, jak i Mannagde. Z niewielkimi przerwami, tradycja ta jest
kontynuowana do obecnych czasów. Mistrz mego mistrza Jangchub Dorje, osi"gn" 
ten stopie$ realizacji. Poniewa% Jangchub Dorje by  przy tym obecny, wiem, %e nie
jest  to  jedynie  legenda.  Mój  mistrz  opowiedzia   mi,  jak  jego  mistrz  Nagla  Padma
Duddul wezwa  wszystkich swoich uczniów, zarówno tych, którzy byli przy nim, jak i
tych,  którzy  przebywali  daleko,  mówi"c  im,  %e  pragnie  im  przekaza'  pewne  nauki,
których dot"d nie wyja&ni  w pe ni. Potem wszyscy razem praktykowali Gana Pud%!
przez  ponad  tydzie$.  Gana  Pud%a  jest  znakomitym  &rodkiem  eliminowania
przeszkód  pomi!dzy  mistrzem  a  uczniem  oraz  pomi!dzy  samymi  uczniami.  Pod
koniec  tygodnia  +agla  Padma  Duddul  oznajmi   wszystkim,  %e  zbli%a  si!  jego  czas
&mierci i %e zamierza odej&' ze &wiata na jednej z pobliskich gór. Chocia% uczniowie
b agali go, aby nie odchodzi , upiera  si!, mówi"c, %e w a&ciwy czas nadszed  i %e nie
mo%na ju% temu zapobiec. Tote%  wszyscy  uczniowie  poszli  z  nim  na  t!  gór!,  gdzie
rozstawi   sobie  niewielki  namiot.  Nast!pnie  kaza   swoim  uczniom  zaszy'  si!  w
&rodku  i  zapiecz!towa'  namiot,  po  czym  za%yczy   sobie,  aby  pozostawiono  go  w
spokoju przez siedem dni.

Uczniowie  zeszli  z  góry  i  oczekiwali  w  obozie  u  podnó%a  przez  siedem  dni.  W  tym
czasie przysz y obfite deszcze i pokaza y si! liczne t!cze. Nast!pnie wrócili na gór! i
otworzyli  namiot,  który  by   zaszyty  i  zapiecz!towany,  tak  jak  go  zostawili.  Ale
wszystko, co znale#li w &rodku, to by o ubranie mistrza, jego w osy i paznokcie. Jego
&wiecka  szata  le%a a  na  kupce  w  miejscu,  gdzie  siedzia ,  jeszcze  spi!ta  paskiem.
Zostawi  j" tak, jak w"% zrzuca swoj" skór!. Mój mistrz by  tam obecny i opowiedzia 
mi o tym, tote% wiem, %e takie urzeczywistnienie jest mo%liwe.

Znam  wiele  innych  podobnych  historii,  ale  jedn"  szczególnie  interesuj"c"
opowiedzia  mi mój wuj Dogdan. W 1952 roku w tej cz!&ci Tybetu, z której pochodz!,
%y   pewien  stary  cz owiek,  który  w  m odo&ci  by   przez  kilka  lat  czym&  w  rodzaju
s u%"cego  czy  pomocnika  u  pewnego  mistrza    Dzogczen,  przez  co  w  naturalny
sposób  s ysza   wiele  nauk.  Przez  ca "  reszt!  swego  %ycia  %y   bardzo  skromnie,
zarabiaj"c  na  %ycie  wycinaniem  mantr  w  kamieniach.  *y   tak  przez  wiele  lat  i  nikt

background image

63

specjalnie  nie  zwraca   na  niego  uwagi  i  nie  przypuszcza ,  ze  móg by  co&
praktykowa'.  A%  którego&  dnia  ów  cz owiek  o&wiadczy ,  ze  zamierza  umrze'  za
siedem  dni  i  wys a   wiadomo&'  do  swego  syna,  który  by   mnichem,  powiadamiaj"c
go,  ze  pragnie  zostawi'  swój  dobytek,  jako  ofiar!  dla  Jego  klasztoru.  Klasztor
rozg osi   po  okolicy,  ze  ten  cz owiek  chce  by'  zamkni!ty  przez  siedem  dni  przed
&mierci", a poniewa% ka%dy zdawa  sobie spraw! z tego, co to oznacza, wielu ludzi
przyby o  tam  i  ca a  rzecz  sta a  si!  publicznym  wydarzeniem.  Byli  reprezentanci
ró%nych szkó  buddyjskich, wielkich klasztorów, a nawet przedstawiciele administracji
chi$skiej,  któr"  w  tym  czasie  stanowi   wy "cznie  wojskowy  personel.  Kiedy
otworzono  pomieszczenie,  w  którym  ów  cz owiek  by   zamkni!ty  przez  siedem  dni,
wiele  osób  by o  obecnych.  I  wówczas  okaza o  si!,  %e  cz owiek  ten  nie  zostawi 
%adnego cia a. Tylko w osy i paznokcie, nieczysto&ci cia a, pozosta y.

Mój  wuj,  jogin,  przyjecha   do  naszego  domu  zaraz  po  tym  wydarzeniu,  którego  by 
&wiadkiem.  Mia   oczy  pe ne   ez,  kiedy  o  tym  opowiada .  Powiedzia ,  %e  to  straszna
tragedia,  %e  nikt  z  nas  nie  by   w  stanie  rozpozna'  w  tym  pozornie  zwyczajnym
cz owieku, %yj"cym w&ród nas,  tak wielkiego jogina. Mogliby&my od niego otrzyma'
nauki.  Ale  tak  to  w a&nie  jest  z  praktykuj"cymi  Dzogczen.    Niczego  nie  wida'  na
zewn"trz.

Kiedy odwiedzi em Nepal, wiosn" 1984 roku, aby udzieli' nauk i praktykowa' w Tolu
Gonpa, górskim klasztorze w pobli%u granicy z Tybetem, niedaleko Mount Everestu,
gdzie  Padmasambhawa  razem  ze  sw"  partnerk"  Mandaraw",  wykonywali  praktyk!
d ugiego %ycia, otrzyma em wiadomo&' tym, co sta o si! z moim wujem Dogdanem.
Wiadomo&' t! przywióz  pewien Tybeta$czyk, który przyby  w a&nie do Kathmandu,
z  Tybetu,  gdzie  pracowa   jako  urz!dnik  w  administracji  chi$skiej,  w a&nie  w  tym
rejonie,  gdzie  mieszka   Dogdan.  S"dzi em  %e  mój  wuj  %yje  nadal  w  swej  samotnej
jaskini,  ale  on  w  ko$cu  równie%  -  podobnie  jak  wielu  innych  joginów  -  zosta 
zmuszony  do  opuszczenia  swego  odosobnienia.  W  okresie  Rewolucji  Kulturalnej,
kiedy wyszed  dekret uznaj"cy tego rodzaju dzia alno&' za wyzysk klasy pracuj"cej,
gdy% otrzymywa  &rodki do %ycia nie pracuj"c na nie, mia  jednak wi!cej szcz!&cia od
innych  i  na o%ono  na  niego  jedynie  areszt  domowy,  mimo  %e  grozi y  mu  publiczny
proces i surowa kara. Cz owiek, którego spotka em w Kathmandu by  odpowiedzialny
za sta y nadzór Dogdana, który zamieszka  w ma y drewnianym domku zbudowanym
na p askim domu zwyk ego miejskiego budynku w stolicy prowincji. Dom  ten nale%a 
do  pewnej  rodziny  tybeta$skiej,  która  utrzymywa a  mego  wuja,  tak  %e  móg   on  jak
dotychczas  kontynuowa'  swe  odosobnienie.  Pó#niej,  dzi!ki  por!czeniu  tego
urz!dnika  pozwolono  mu  wyjecha'  i  zamieszka'  na  wsi,  gdzie  podlega   mniej
rygorystycznej  obserwacji.  Umieszczono  go  w  osobnym  domu,  a  urz!dnik  ów
regularnie go odwiedza , aby sprawdzi'  co robi.

Ale pewnego dnia, kiedy tam przyjecha , zasta  dom zamkni!ty. Kiedy uda o mu si!
w ko$cu dotrze' do &rodka, zobaczy  cia o Dogdana siedz"ce w medytacji, ale jego
rozmiar  by   wielko&ci  ma ego  dziecka.  Urz!dnik  wpad   w  panik!,  gdy%  nie  mia 
poj!cia,  jak  wyt umaczy  ten  fakt  swoim  prze o%onym.  Obawia   si!,  %e  nikt  nie
uwierzy,  w  to,  co  si!  sta o  i  zostanie  pos"dzony  o  wspó udzia   w  ucieczce.  Tote%
natychmiast  pojecha   z o%y'  raport  swoim  zwierzchnikom  o  ca ym  tym  wydarzeniu.
Kiedy  po  kilku  dniach  przyjecha   z  powrotem  do  domu  Dogdana  wraz  z  wysokiej
rangi oficerami, cia o Dogdana znikn! o zupe nie. Tylko w osy i paznokcie pozosta y.
Kiedy  zdumieni  oficerowie  za%"dali  wyja&nie$,  Tybeta$czyk  ów  potrafi   jedynie
wybe kota',  ze  s ysza ,  %e  staro%ytne  teksty  mówi"  o  jogicznej  praktyce  zwanej
"(wietlistym  Cia em",  ale  nigdy  nie  przypuszcza ,  %e  sam  b!dzie  kiedy&  &wiadkiem

background image

64

takiego  urzeczywistnienia.  Ca e  to  wydarzenie  wywar o  na  nim  takie  wra%enie,  %e
obudzi o  si!  w  nim  wielkie  zainteresowanie  sprawami  duchowymi  i  wkrótce  potem,
jak tylko móg , uciek  pieszo do Nepalu, gdzie jak sadzi , uda mu si! uzyska' nauki i
praktykowa'.  Tam  w a&nie  spotka   mnie.  By em  g !boko  poruszony  wiadomo&ci"  o
urzeczywistnieniu  mego  wuja.  Znaj"c  jego  problemy  ze  zdrowiem  umys owym  we
wczesnych  latach  jego  %ycia  nie  przypuszcza em,  %e  osi"gnie  tak  wiele  w  ci"gu
jednego %ycia. Jego przyk ad pokazuje, %e jest to mo%liwe dla ka%dego.

#cie"ka #wiat a, Wielki Transfer

Ta  realizacja  (wietlistego  Cia a  oznacza  -  by  ponownie  pos u%y'  si!  metafor"
zwierciad a  -  %e  praktykuj"cy  nie  jest  ju%  d u%ej  uwarunkowany  odbiciami,  lecz  ze
wszed  w stan samego lustra, w jego natur! i energi!. Wiedz"c, w jaki sposób jego
w asna  energia  przejawia  si!  jako  Dan,  Rolba  i  Zal,  jest  on  w  stanie  zintegrowa'
swoj" energi! w sposób ca kowity, w "cznie z poziomem materialnym. Dokonuje si!
tego  b"d#  poprzez  wizj!  Londe,  która  pojawia  si!  jako  rezultat  praktykowania
czterech  Da,  b"d#  poprzez  praktyk!  Czterech  (wiate ,  prowadz"c"  do  powstania
Czterech  Wizji  Todgal.  Wizje  te  rozwija  si!  bardzo  podobnie  do  wizji  Londe.
Pierwsza z nich jest zwana "Wizj" Dharmaty" /czyli "esencji rzeczywisto&ci"/,  druga
jest  rozwini!ciem  pierwszej,  trzecia  jest  ich  dojrza o&ci",  a  czwarta  spe nieniem
istnienia.  Je&li  za  %ycia  kto&  osi"gn"   trzeci  poziom  tych  wizji  -  a  powiedzenie
"osi"gn" " oznacza, %e s" pewne znaki wskazuj"ce na to - wówczas w chwili &mierci
jego  cia o  powoli  rozpuszcza  si!  w  &wietle;  zamiast  rozk ada'  si!  zwyczajnie  na
tworz"ce  je  sk adniki,  rozpuszcza  si!  w  esencje  elementów,  któr"  jest  &wiat o.
Proces ten mo%e zaj"' wi!cej czasu, ni% siedem dni tego rodzaju urzeczywistnienie
osi"gaj"  mistrzowie  tacy,  jak  Garab  Dorje.  Wszystko,  co  pozostaje  wtedy  z  cia a
fizycznego,  to  w osy  i  paznokcie,  które  uwa%a  si!  za  nieczysto&ci.  Reszta  cia a
rozpuszcza si! w esencje swoich elementów.

O praktykuj"cym, który przejawi   tego  rodzaju  realizacj!,  nie  mo%na  powiedzie',  %e
naprawd!  "umar ",  w  zwyk ym  rozumieniu  tego  s owa,  poniewa%  on  lub  ona
pozostaje wci"% aktywny/a jako zasada bytu w  (wietlistym  Ciele.  Aktywno&'  takich
istot  jest  skierowana  dla  dobra  innych  i  s"  one  rzeczywi&cie  widziane  przez  ludzi,
którzy posiadaj" odpowiednie zdolno&ci.

Natomiast praktykuj"cy, który rozwinie i spe ni czwarty poziom wizji Todgal, w ogóle
nie  manifestuje  &mierci  fizycznej.  Dokona  tej  transsubstancjacji  jeszcze  za  %ycia  i
bez  jakichkolwiek  oznak  czy  symptomów  fizycznej  &mierci,  stopniowo  stanie  si!
niewidzialny dla ludzi uwarunkowanych zwyk ym, karmicznym widzeniem &wiata. Ten
rodzaj  realizacji  jest  zwany  Wielkim  Transferem  /Przeniesieniem/.  Jest  to
urzeczywistnienie,  jakie  osi"gn!li  Padmasambhawa  i  Vimalamitra.  Zarówno  Wielki
Transfer, jak i (wietliste Cia o, s" w swej istocie tym samym. Jedyna ró%nica polega
na  tym,  %e  w  Wielkim  Transferze  dochodzi  do  tego  wcze&niej.  Te  dwa  sposoby
urzeczywistnienia s" charakterystyczne dla praktyki Dzogczen.

CA&KOWITE URZECZYWISTNIENIE

Zwyk e  istoty  rodz"  si!  nie  posiadaj"c  w asnego  wyboru  i  b!d"c  uwarunkowane
przez swoj" karm!, przybieraj" cia o odpowiednie do przyczyn, jakie zgromadzi y w
niezliczonych  poprzednich  %ywotach.  Ca kowicie  urzeczywistniona  istota  jest
natomiast  wolna  od  cyklu  uwarunkowanego  przyczynami  i  skutkami.  Tym  niemniej
taka  istota  przejawia  cia o,  aby  pomaga'  innym.  (wietliste  Cia o  istoty,  która

background image

65

urzeczywistni a  Wielki  Transfer  mo%e  by'  aktywnie  podtrzymywane  w  celu
komunikowania si! z istotami posiadaj"cymi odpowiedni" jasno&' widzenia, aby móc
je  dostrzec.  Aby  pomóc  tym  istotom,  którym  brak  jest  takiej  zdolno&ci  -  ca kowicie
urzeczywistniona  istota  pojawia  si!  w  fizycznym  ciele,    Jak  uczynili  to  na  przyk ad
Garab  Dorje,  czy  Budda.  Wszystkie  te  rodzaje  cia   s"  znane  jako  Nirmanakaja.
"Kaya"  w  sanskrycie  oznacza    "cia o"  lub    "wymiar",  a  "nirmana"  -  "przejawienie".
Ca kowicie  urzeczywistniona  istota  mo%e  wybra'  b"d#  (wietliste  Cia o,  b"d#  te%
dobrowolnie odrodzi' si! jako zwyk a fizyczna istota na planie materialnym. Nie jest
jednak uwarunkowana przez fizyczne cia o, ani jego aktywno&ci.
Sambhogakaja,  czyli  "Cia o  Bogactwa",  jest  wymiarem  esencji  elementów,
tworz"cych  &wiat  materialny;  subtelnym  wymiarem  &wiat a,  pojawiaj"cego  si!  w
bogactwie  form,  które  mo%na  postrzec  wy "cznie  dzi!ki  rozwini!ciu  wizyjnej
zdolno&ci i przejrzysto&ci umys u. Ca kowicie zrealizowana istota mo%e pojawi' si! w
formie Sambhogakaji, ale nie jest wówczas tak aktywna, jak wtedy, kiedy przejawia
si! w (wietlistym Ciele.

Tak  jak  promienie  s o$ca  s"  manifestacj"  jego  wewn!trznych  w a&ciwo&ci,  tak  i
m"dro&'  ca kowicie  urzeczywistnionej  istoty  jest  tym  samym,  czym  jest  ta  istota.
Ka%da forma Sambhogakaji jest personifikacj" zasady czystej m"dro&ci. Ale tak jak
s o$ce  nie  wysy a  swoich  promieni  do  jakiego&  szczególnego  miejsca,  a  to,  czy
przyjmie ono te promienie, czy te% nie, zale%y od w a&ciwo&ci samego miejsca. Tak
samo praktykuj"cy musi by' aktywny, aby dostrzec wymiar Sambhogakaji i uzyska'
dost!p  do  m"dro&ci  uosabianej  przez  jak"&  szczególn"  form!  Sambhogakaji,
otwieraj"c ten wymiar swoj" w asn" istot".

Poniewa%  zdolno&'  manifestowania  form  Sambhogakaji  i  Nirmanakaji  stanowi
oznak! Ca kowitego Urzeczywistnienia, taka realizacja oznacza, ze wysz o si! poza
wszelkie  ograniczenia  i  wszelkie  formy.  Praktykuj"cy  przejawia  ten  stan,  który
zawsze jest i który by  jego/jej prawdziwym stanem od samego pocz"tku. Stan, który
sam  w  sobie  nie  mo%e  by'  utracony,  chocia%  jego  do&wiadczenie  mo%e  znikn"'  w
iluzji  dualizmu.  Ca kowite  Urzeczywistnienie  oznacza,  ze  praktykuj"cy  u&wiadomi 
sobie  swoj"  identyczno&'  z  ostatecznym  pod o%em  bytu,  Dharmakaj",  "Cia em
Prawdy",    czyli  "wymiarem  rzeczywisto&ci  takiej  jaka  jest".  Jest  ni"  wszechobecna,
pusta  Xi  czyli  Podstawa  ka%dej  indywidualnej  istoty,  która  manifestuje  si!  w
niesko$czonym,  wszechprzenikaj"cym  ta$cu  energii  wszech&wiata  jako  formy
Sambhogakaji  i  Nirmanakaji  urzeczywistnionej  istoty,  lub  jako  ograniczona  klatka
karmicznego  widzenia  -  cia a,  g osu  i  umys u  -  istoty  uwi!zionej  w  dualizmie,  która
mylnie bierze sw" w asn" energi! za pozornie zewn!trzny &wiat.

Ca kowita  Realizacja  oznacza  definitywny  koniec  iluzji,  kres  cierpienia,  przerwanie
destruktywnego  cyklu  uwarunkowanych  odrodze$.  Jest  ona  jutrzenk"  ca kowitej
wolno&ci,  doskona "  m"dro&ci",  najwy%szym  nieko$cz"cym  si!  szcz!&ciem.  W
Ca kowitym  Urzeczywistnieniu  &mier'  zostaje  przezwyci!%ona,  wszelki  dualizm
przekroczony,  a zdolno&' spontanicznego pomagania wszystkim istotom, przejawia
si! w doskona y sposób w niezliczonych formach.

Ze  wszystkich  mo%liwych  rodzajów  narodzin  w  którejkolwiek  z  Sze&ciu  Sfer
Egzystencji,  narodziny  w  ludzkim  ciele  s"  najbardziej  korzystne  dla  rozwoju  ku
Ca kowitemu  Urzeczywistnieniu.  Aby  by'  naprawd!  cz owiekiem  i  spe ni'  swe
cz owiecze$stwo,  taka  realizacja  musi  sta'  si!  celem  jednostki.  Inaczej  prze%yjemy
swoje %ycie - jak podkre&li  Budda - niczym dziecko w p on"cym domu, zaj!te swymi
zabawkami.  Dla  zwyk ej  istoty  &mier'  jest  czym&  realnym  i  mo%e  przyj&'  w  ka%dej

background image

66

chwili bez ostrze%enia. Roztrwonienie swego cennego ludzkiego %ycia na trywialnych
zaj!ciach jest tragedi". Jedynie praktyka prowadzi do urzeczywistnienia i wy "cznie
poprzez  t!  realizacj!  mo%na  ostatecznie  pomóc  innym,  posiad szy  zdolno&ci
prowadzenia ich do osi"gni!cia tego samego stanu. Ka%da pomoc materialna, jak"
mo%emy  zaoferowa',  jest  zawsze  tylko  czym&  prowizorycznym.  Aby  móc  pomaga'
innym,  trzeba  zacz"'  od  pomagania  samemu  sobie,  bez  wzgl!du  na  to,  jak
paradoksalnie mo%e to brzmie'. Aby doliczy' do miliona, trzeba zacz"' od jednego.
Tak  samo,  aby  pomóc  spo ecze$stwu,  trzeba  zacz"'  od  samego  siebie.  Ka%da
jednostka powinna w pe ni ponosi' odpowiedzialno&' za siebie, co mo%na osi"gn"'
wy "cznie poprzez prac! nad poszerzeniem w asnej &wiadomo&ci i stanie si! swoim
w asnym mistrzem.

Zmiany  na  ma "  skal!,  mog"  w  efekcie  przynie&'  zmiany  na  du%a  skal!.  Wp yw
jednej  istoty,  która  pod"%a  drog"  ku  realizacji,  mo%e  by'  pot!%ny,  zarówno  na
poziomie  subtelnego  wp ywu  duchowego,  jak  i  w  kategoriach  konkretnych  skutków
spo ecznych,  Mój  mistrz  Jangchub  Dorje  nie  by   kim&,  kogo  uwa%a  si!  za  mistrza
tylko  dlatego,  %e  jest  oficjalnie  rozpoznan"  inkarnacj".  By   ona  raczej  zwyczajnym
cz owiekiem,  który  s ucha   nauk  kilku  wielkich  mistrzów  Dzogczen  i  potrafi 
zastosowa'  w  praktyce  to,  czego  si!    nauczy ,  Dzi!ki  sile  swej  praktyki  osi"gn" 
wielk"  jasno&',      przez  co  zosta   uznany  za  mistrza.  Wokó   niego  zacz!li  si!
gromadzi'  uczniowie.  Poniewa%  nie  mieszka   w  klasztorze,  tylko  w  zwyczajnym
domu, uczniowie, którzy skupili si! wokó  niego, zarówno mnisi, jak i ludzie &wieccy
zbudowali wi!cej domów i z biegiem lat powsta a tam ca a wie& praktykuj"cych. Ten
rodzaj  wsi  jest  zwany  "Gar",  co  oznacza  sezonow"  rezydencj!  nomadów,  którzy
mog"  j"  opu&ci'  w  ka%dym  momencie,  np.  wtedy,  kiedy  ca a  trawa  w  okolicy
zostanie wypasiona.

Ró%ni ludzie, zarówno biedni,  jak i bogaci, %yli w Garze Jangchub Dorje. Codziennie
dostarczano  tam  racj!  bezp atnej  zupy  i  prosty  posi ek  dla  tych,  którzy  nie  mieli
%adnych  w asnych  &rodków  utrzymania,  co  by o  op acane  przez  posiadaj"cych
wi!cej, ni% wynosi y ich potrzeby. Pod wp ywem inspiracji mistrza, ka%dy ofiarowywa 
to, co móg , dla ca ej  spo eczno&ci. Ci spo&ród uczniów, którzy nie mieli prywatnych
&rodków,  mogli  wi!c  tam  %y',  otrzymywa'  nauki  i  praktykowa'.  Ale  ka%dy,  kto  tam
mieszka , musia  codziennie ci!%ko pracowa' na roli, jak równie% przy zbieraniu zió  i
przygotowywaniu lekarstw. W ten sposób, gdy wp yw mistrza rozszerza  si!, w grupie
tej, z o%onej z przedstawicieli ró%nych zawodów i warstw spo ecznych, powsta  wraz
z  rozwojem  &wiadomo&ci  ka%dego  z  osobna,  rodzaj  kooperacji  nie  znany  dot"d  w
Tybecie. Mistrz nigdy nie powiedzia  g o&no, %e jest to taki stan rzeczy, jaki powinien
by', jedynie inspirowa  rozwój &wiadomo&ci uczniów, co sprawia o, %e reagowali oni
spontanicznie  na  ró%ne  sytuacje  i  codzienne  potrzeby.  Struktura  "Garu"  ró%ni a  si!
diametralnie od feudalnego systemu, który by  powszechny w Tybecie,

Wiele lat pó#niej Chi$czycy zacz!li dokonywa' systematycznych najazdów na Tybet,
aby w ko$cu opanowa' go na tyle, by przeprowadzi' to, co nazywali "demokratyczn"
reform"  roln"",  równie%  w  rejonie  "Garu"  Jangchub  Dorje.  Chi$scy  urz!dnicy  i
tybeta$scy  funkcjonariusze  na  s u%bie  chi$skiej,  przemierzali  kraj  wzd u%  i  wszerz,
odwiedzaj"c  wioski  i  klasztory,  gdzie  przeprowadzali  dog !bn"  inspekcj!,  której
konsekwencj" by o radykalne reformowanie struktur wszystkich instytucji, stosunków
spo ecznych  i  zasad  w asno&ci.  By em  osobi&cie  we  wsi  Jangchub  Dorje,  kiedy
przyby a grupa takich urz!dników i mog! stwierdzi', %e tego rodzaju wizyta nie mia a
charakteru  towarzyskiego.  By a  po "czona  z  badaniami  i  przes uchaniami,  które
prowadzi y  w  rezultacie  do  bardzo  drastycznych  i  generalnych  zmian.  Kiedy  jednak

background image

67

czterech  chi$skich  funkcjonariuszy  i  towarzysz"cych  im  tybeta$skich  urz!dników
przyby o  na  inspekcj!  do  Jangchub  Dorje,  zdziwili  si!  niepomiernie  tym,  co  zastali.
Poniewa%  zna em  chi$ski,  by em  w  stanie  zrozumie'  to,  co  mówili  pomi!dzy  sob".
Byli zaszokowani tym, te ten mistrz i ca a ta grupa ludzi wokó  niego, %yli ju% od wielu
lat  jako  doskonale  funkcjonuj"ca  komuna  rolnicza,  w  ca kowitej  zgodzie  z  chi$sk",
socjalistyczn"  definicj"  tego  rodzaju  rzeczy.  Nie  by o  tu  nic  do  zmieniania,  %adna
reforma nie by a tu potrzebna. Tote% pozwolono garowi istnie' dalej, na tych samych
zasadach,  co  dotychczas.  I  nawet  wówczas,  gdy  Tybet  zosta   jut  ca kowicie
zaanektowany  przez  Chiny,  Gar  nadal  funkcjonowa   jako  miejsce  spo ecznej,
duchowej  praktyki.  Podczas  gdy  tragedia  nie  omin! a  %adnego  z  klasztorów,  które
popad y  w  ruin!  albo  uleg y  zniszczeniu.  W  "Garze"  wszystkim,  co  uleg o  zmianie,
by a jego nazwa.  *yj"cy  w  niej  ludzie  nazwali  j"  Komun"  Wyzwolenia,  co  znaczy o
co innego dla Chi$czyków, uwa%aj"cych si! za wyzwolicieli Tybetu, a co innego dla
tych, którzy szli &cie%k" samowyzwolenia !

Pomimo  wszystkich  burzliwych  zmian,  które  ogarn! y  Tybet,  Jangchub  Dorje  nadal
uczy .  By   to  w  stanie  robi',  dzi!ki  formie,  w  jakiej  praktyka  tej  spo eczno&ci
funkcjonowa a  w  codziennym  %yciu.  Chodzimy,  pracujemy,  jemy,  &pimy  -  wszystkie
te  aktywno&ci  musz"  by'  przenikni!te  praktyk",  tak  aby  najmniejsza  cz"stka
naszego  czasu  nie  marnowa a  si!  na  naszej  &cie%ce  ku  urzeczywistnieniu  Tote%
chocia% Jangchub Dorje by  stale zaj!ty pomaganiem innym i codziennie wykonywa 
sw" praktyk! lekarsk", jego w asny rozwój duchowy nie by  przez to wcale os abiony.
Pomimo swego zwyczajnego stylu %ycia by  on do g !bi niezwyk ym cz owiekiem.

Kiedy Jangchub Dorje osiedli  si! w tym rejonie, gdzie pó#niej wyrós  jego "Gar", by 
ju% starym cz owiekiem. Pytany o swój wiek odpowiada  zawsze, %e ma 70 lat. Mówi 
to nawet wtedy, gdy spotka em go w 1955 roku, czyli w 60 lat po jego przybyciu w te
strony. Pyta em go wiele razy, z ogromnej ciekawo&ci, ale on zawsze odpowiada  to
samo: %e ma siedemdziesi"tk!. Tutejsi ludzie obliczyli jednak, ze musia  mie' wtedy
co najmniej 130 lat.

Od  czasu,  kiedy  opu&ci em  Tybet,  min! o  ponad  20  lat.  Przez  wszystkie  te  lata
mia em kontakt z moim nauczycielem poprzez praktyk! snu. Dzi!ki temu wiedzia em,
%e wci"% jeszcze %yje. W 1980 roku otrzyma em z trzech ró%nych #róde  wiadomo&',
%e mój mistrz, razem ze swoj" córk", która równie% praktykowa  Dzogczen, umar  w
niezwyk ych okoliczno&ciach. Kiedy w 1981 roku by em z wizyt" w Tybecie, razem ze
swoj"  %on"  i  dzie'mi,  jego  uczniowie  opowiedzieli  mi,  %e  przed  swoj"  &mierci",
Jangchub Dorje i jego córka kazali si! zamkn"' w swoich pokojach na siedem dni.
Na  nieszcz!&cie,  obojgu  im  przerwano  odosobnienie  przez  up ywem  tego  czasu.
Kiedy otworzono zamkni!te drzwi, znaleziono ich cia a skurczone do rozmiaru trzech
stóp  wysoko&ci.  By o  jasne,  %e  w  ten  sposób  zako$czyli  triumfalnie  swoj"  fizyczn"
egzystencj!, osi"gaj"c realizacj! (wietlistego Cia a.

Wskutek  mego  wyjazdu  na  Zachód,  podró%owa em  wzd u%  i  wszerz,  w  odpowiedzi
na  pro&by  o  nauczanie  Dzogczen.  Oby  inspiracja  p yn"ca  z  %ycia  i  nauk  Jangchub
Dorje przyczyni a si! do przebudzenia wszystkich, do których dotrze, gdziekolwiek by
oni nie byli.
Na tym ko$czy si! prezentacja Podstawy, (cie%ki i Owocu nauk Dzogczen. S owa i
intelektualne  poj!cia  mog"  by'  w  przedstawianiu  nauk  tylko  drogowskazami,
ukazuj"cymi  prawdziw"  natur!  rzeczywisto&ci,  która  znajduje  si!  poza  nimi.
Kompleks  wzajemnie  powi"zanej  konceptualnej  struktury  nauk  jest  jednak  sam  w
sobie  czym&  pi!knym  i  b yskotliwym,  niczym  wielo&cienny  kryszta ,  którego  ka%da

background image

68

&ciana  w  nieskazitelny  sposób  odbija  si!  w  pozosta ych.  Ale  jedynym  sposobem
spojrzenia  do  serca  kryszta u  jest  spojrzenie  w  g "b  samego  siebie.  Dzogczen  nie
jest czym& do studiowania. Droga (wiat a jest tutaj po to, aby ni" pój&'.

Jak pszczo a zbieraj"ca nektar
z ró%nych rodzajów kwiatów,
szukaj nauk wsz!dzie;
jak jele$, który znajduje
cich"  "k!, aby pa&' si! na niej,
szukaj odosobnienia, gdzie móg by& przetrawi'
wszystko to, co zebra e&.
Jak szaleniec,
wolny od wszelkich ogranicze$,
id# gdziekolwiek masz ochot!;
i %yj jak lew,
ca kowicie wolny od wszelkich l!ków.

Tantra Dzogczen

background image

69

APPENDIX 1

ZWIERCIAD&O

Ten  krótki  tekst  zosta   pierwotnie  napisany  po  tybeta$sku.  Nast!pnie  Adriano
Clemente  prze o%y   go  na  w oski,  a  Jon  Shane  na  angielski.  Opublikowano  go  w
formie  ma ej  broszury  z  okazji  pierwszej  Mi!dzynarodowej  Konferencji  Medycyny
Tybeta$skiej, która odby a si! w Wenecji i Arcidosso w roku 1983. Tekst ten zosta 
tutaj w "czony jako dok adna i szczegó owa instrukcja na temat najbardziej istotnego
aspektu praktyki Dzogczen.

Sk adam ho d mojemu Mistrzowi.

Praktykuj"cy  Dzogczen  musi  mie'  pe n"  przytomno&'  i  &wiadomo&'.  Dopóki
rzeczywi&cie  i  prawdziwie  nie  znamy  swego  umys u  i  nie  potrafimy  &wiadomie  nim
kierowa', nawet je%eli udzielono nam bardzo wielu obja&nie$ o rzeczywisto&ci, to nie
b!d"  one  niczym  wi!cej,  ni%  atramentem  na  papierze  lub  problemami  do
dyskutowania  dla  intelektualistów,  bez  mo%liwo&ci  zrodzenia  si!  jakiegokolwiek
zrozumienia prawdziwego znaczenia.

W „Kun’byed rgyal po” tantrze Dzogczen, powiedziane jest, %e: „Umys  jest tym, co
stwarza zarówno Samsar!, jak i Nirwan!, tak wi!c musimy pozna' tego króla, który
stwarza wszystko”.

Mówimy,  %e  w!drujemy  w  nieczystej  i  iluzorycznej  samsarze,  ale  w  rzeczywisto&ci,
tym co w!druje jest po prostu nasz umys .
Z  drugiej  strony,  co  do  czystego  o&wiecenia,  to  tylko  nasz  w asny,  oczyszczony
umys  jest tym, co je urzeczywistnia.
Nasz  umys   jest  podstaw"  wszystkiego  i  z  naszego  umys u  powstaje  wszystko,
samsara i nirwana, zwyk e czuj"ce istoty i o&wieceni.

Rozwa%my sposób, w jaki istoty w!druj" w nieczystej wizji samsary. Mimo tego, %e
Istota  Umys u,  prawdziwa  natura  umys u,  jest  od  samego  pocz"tku  ca kowicie
czysta,  to  jednak,  poniewa%  czysty  umys   jest  tymczasowo  zaciemniony
nieczysto&ci" niewiedzy, nie ma samorozpoznania naszego stanu. Z powodu braku
samorozpoznania  powstaj"  iluzoryczne  my&li  i  dzia ania  stwarzane  przez
nami!tno&ci. W ten sposób gromadz" si! ró%ne negatywne przyczyny karmiczne, a
poniewa% ich dojrzewanie jako skutków jest nieuniknione, cierpimy bardzo, w!druj"c
w sze&ciu stanach istnienia. Tak wi!c nierozpoznanie swojego Stanu jest przyczyn"
w!drówki i dlatego stajemy si! niewolnikami iluzji i rozproszenia. Uwarunkowani prze
umys  ulegamy silnemu przyzwyczajeniu do iluzorycznych dzia a$.

To  samo  dotyczy  czystego  O&wiecenia;  poza  naszym  w asnym  umys em,  nie  ma
%adnego o&lepiaj"cego &wiat a, które za&wieci oby  z  zewn"trz,  aby  nas  przebudzi'.
Je%eli rozpoznajemy nasz faktyczny Stan jako czysty od pocz"tku i tylko tymczasowo
zaciemniony  przez  nieczysto&ci,  oraz  je%eli  utrzymujemy  &wiadomo&'  tego
rozpoznania  nie  wpadaj"c  w  rozproszenie,  wtedy  wszystkie  nieczysto&ci
rozpuszczaj" si!. Jest to istota (cie%ki.
Wtedy manifestuje si! wrodzona cecha wielkiej, podstawowej czysto&ci pierwotnego
Stanu, Rozpoznajemy j" i gdy prze%ywamy to do&wiadczenie, stajemy si! jej panami.

background image

70

To  do&wiadczenie  rzeczywistego  poznania  tego  autentycznego,  podstawowego
Stanu,  lub  prawdziwa  &wiadomo&'  tego  Stanu,  nosi  nazw!  Nirwany.  Tak  wi!c
O&wiecenie  nie  jest  niczym  innym,  jak  naszym  umys em  w  jego  oczyszczonym
stanie.
Z tego powodu Padmasambhawa powiedzia : „Umys  jest twórc" samsary i Nirwany.
Poza umys em nie istnieje ani samsara ani Nirwana”.
Z za o%enia, %e podstaw" samsary i Nirwany jest umys , wynika, %e wszystko to, co
wydaje  si!  by'  konkretne  w  tym  &wiecie,  i  ca a  ta  pozorna  trwa o&'  istot,  nie  jest
niczym  innym,  jak  tylko  iluzoryczn"  wizj"  naszego  umys u.  Tak  samo  jak  osoba
cierpi"ca  na  chorob!  %ó ci  widzi  muszl!  w  kolorze  %ó tym,  mimo  i%  kto&  mo%e
obiektywnie zobaczy', %e nie jest to jej prawdziwy kolor, tak te% w dok adnie ten sam
sposób,  na  wskutek  poszczególnych  karmicznych  przyczyn  czuj"cych  istot,
manifestuj" si! ró%ne iluzoryczne wizje.
Tak wi!c gdyby&my spotkali istoty ka%dego z sze&ciu stanów istnienia na brzegu tej
samej  rzeki,  to  nie  widzia yby  jej  jednakowo,  gdy%  ka%da  z  nich  mia aby  odmienne
przyczyny karmiczne. Istoty z gor"cych piekie  widzia yby j" jako ogie$, te z zimnych
piekie  jako lód, istoty ze sfery g odnych duchów jako krew i rop!, zwierz!ta wodne
jako &rodowisko do %ycia, ludzkie istoty jako wod! do picia, podczas gdy pó bogowie
jako bro$, a bogowie jako nektar.

Pokazuje  to  nam,  %e  w  rzeczywisto&ci  nic  nie  istnieje  w  sposób  konkretny  i
obiektywny.  Zrozumiawszy  zatem,  %e  korzeniem  samsary  naprawd!  jest  umys ,
powinni&my si! zabra' za wyrwanie tego korzenia. Rozpoznaj"c, %e sam umys  jest
istot" O&wiecenia – osi"gamy wyzwolenie.
U&wiadamiaj"c sobie w ten sposób, %e podstaw" samsary i Nirwany jest tylko umys ,
podejmujemy  decyzj!,  aby  praktykowa'.  W  tym  punkcie  konieczne  jest
utrzymywanie  z  uwa%no&ci"  i  determinacj",  ci"g ej  przytomnej  &wiadomo&ci,  bez
popadania w rozproszenie.

Je%eli na przyk ad chcemy wstrzyma' bieg rzeki musimy zablokowa' j" u #róde , w
taki sposób, by jej przep yw zosta  ca kowicie przerwany. Je&li natomiast wybierzemy
jakikolwiek inny punkt blokady, nie osi"gniemy tego samego skutku. Podobnie, je&li
chcemy  odci"'  korze$  samsary,  musimy  odci"'  korze$  umys u,  który  j"  stworzy ;
inaczej bowiem nie b!dzie innego sposobu uwolnienia si! od samsary. Je&li chcemy,
aby znikn! y wszystkie cierpienia i przeszkody, powstaj"ce z naszych negatywnych
dzia a$, musimy odci"' korze$ umys u, który je stworzy .
Je&li  tego  nie  robimy,  to  nawet  wtedy  je&li  cia em  i  mow"  wykonujemy  pozytywne
dzia ania,  nie  uzyskamy  %adnego  trwa ego  skutku  poza  chwilow"  przemijaj"c"
korzy&ci".  Poza  tym,  je&li  nie  odci!li&my  korzenia  negatywnych  dzia a$,  mog"  one
zosta'  ponownie  nagromadzone,  w  taki  sam  sposób,  jak  w  przypadku  kogo&,  kto
odcina tylko li&cie i ga !zie z drzewa, zamiast odci"' jego g ówny korze$. Drzewo to
nie tylko dalekie jest od uschni!cia, lecz bez w"tpienia wyro&nie ponownie.

Je&li umys , Król, który stwarza wszystko, nie pozostanie w swym naturalnym stanie,
to  nawet  praktykuj"c  tantryczne  metody  Fazy  „Rozwojowej”  i  ”Spe niaj"cej”  i
recytuj"c  wiele  mantr,  nie  znajdziemy  si!  na  &cie%ce  do  ca kowitego  wyzwolenia.
Je&li  chcemy  podbi'  kraj,  musimy  pokona'  Króla  lub  Pana  tego  kraju;  ujarzmienie
tylko cz!&ci ludno&ci lub kilku urz!dników, nie urzeczywistni naszego zamiaru.

Je&li nie utrzymujemy ci"g ej przytomno&ci i pozwalamy opanowa' si! rozproszeniu,
nigdy  nie  wyzwolimy  si!  z  nie  maj"cej  ko$ca  samsary.  Z  drugiej  strony,  je&li  nie
pozwalamy  opanowa'  si!  niedbalstwu  i  iluzjom,  lecz  utrzymujemy  samokontrol!,

background image

71

wiedz"c jak trwa' w prawdziwy Stanie z przytomn" &wiadomo&ci, wtedy jednoczymy
w sobie istot! wszystkich nauk, #ród o wszystkich &cie%ek.
Poniewa% wszystkie sk adniki dualistycznego widzenia, takie jak samsara i Nirwana,
szcz!&cie i cierpienie, dobro i z o,  itp.  Powstaj"  z  umys u,  mo%emy  wywnioskowa',
%e  umys   jest  ich  zasadnicz"  podstaw".  W a&nie  dlatego  nierozproszenie  jest
#ród em (cie%ek i fundamentaln" zasad" praktyki.

To  dzi!ki  post!powaniu  t"  najwy%sz"  &cie%k"  ci"g ej  przytomno&ci,  wszyscy
Buddowie  przesz o&ci  stali  si!  o&wieceni;  poprzez  post!powanie  t"  sam"  &cie%k"
Buddowie  przysz o&ci  stan"  si!  o&wieceni.  Osi"gni!cie  o&wiecenie  bez  tej  &cie%ki,
nie jest mo%liwe.

A  zatem,  poniewa%  trwanie  w  przytomno&ci  pierwotnego  Stanu,  jest  esencj"
wszelkich  &cie%ek,  korzeniem  wszystkich  medytacji,  konkluzj"  ka%dej  duchowej
praktyki,  istot"  wszystkich  ezoterycznych  metod,  konieczne  jest  d"%enie,  do
utrzymania ci"g ej przytomno&ci, bez wpadania w rozproszenie.

Oznacza to: nie pod"%aj za przesz o&ci", nie wyprzedzaj przysz o&ci i nie pod"%aj za
iluzorycznymi  my&lami,  które  obecnie  powstaj",  lecz  zwracaj"c  si!  do  wewn"trz
siebie,  obserwuj  swój  prawdziwy  stan  i  utrzymuj  jego  &wiadomo&'  tak"  jaka  jest,
poza konceptualnymi ograniczeniami „trzech czasów”.
Musimy  pozosta'  w  tym  naturalnym  stanie,  nie  poprawiaj"c  niczego,  wolni  od
nieczysto&ci  rozró%nie$  pomi!dzy  „byciem  i  niebyciem”,  „posiadaniem  i
nieposiadaniem”, „dobrem i z em”, itd. Pierwotny stan Wielkiej Doskona o&ci znajduje
si!  naprawd!  poza  ograniczonymi  koncepcjami  „trzech  czasów”;  jednak  ci,  którzy
dopiero rozpoczynaj" t! praktyk!, nie posiadaj" jeszcze tej &wiadomo&ci i odkrywaj",
%e trudno jest im do&wiadczy' i rozpozna' swój w asny stan; dlatego bardzo wa%ne
jest nie pozwala', aby my&li o „trzech czasach” doprowadza y do rozproszenia.

Je&li w celu unikni!cia rozproszenia próbujemy usun"' wszystkie my&li, skupiaj"c si!
na d"%eniu do stanu spokoju lub odczuciu przyjemno&ci, nale%y pami!ta', %e jest to
b "d, gdy% samo to „skupianie si!”,  w  jakie  si!  anga%ujemy,  nie  jest  niczym  innym,
jak tylko kolejn" my&l".

Powinni&my  zrelaksowa'  umys ,  utrzymuj"c  tylko  przebudzon"  przytomno&'
w asnego  Stanu,  nie  pozwalaj"c,  aby  opanowa a  nas  jakakolwiek  my&l.  Kiedy
jeste&my  naprawd!  zrelaksowani,  umys   sam  znajduje  si!  w  swoim  naturalnym
stanie.
Je&li  z  tego  naturalnego  stanu  wy oni"  si!  my&li,  czy  to  dobre  czy  z e,  zamiast
próbowa' os"dzi', czy jeste&my w stanie spokoju, czy w falach my&li, powinni&my po
prosu uzna' wszystkie my&li, za przebudzon" przytomno&' tego stanu.
Gdy skieruje si! na my&li sam" tylko uwag! prostego rozpoznawania, uspokoj" si!
one  w  swoim  w asnym,  prawdziwym  stanie,  i  dopóki  trwa  ich  uspokojenie,  nie
powinni&my  zapomina'  o  utrzymywaniu  przytomno&ci  umys u.  Kiedy  stajemy  si!
rozproszeni i nie rozpoznajmy my&li, wtedy konieczne jest zwrócenie wi!kszej uwagi
na to, by nasza &wiadomo&' sta a si! naprawd! przytomna.
Je&li odkrywamy, %e pojawiaj" si! my&li o znalezieniu si! w stanie spokoju, wtedy –
nie  porzucaj"c  prostej  przytomno&ci  umys u  –  powinni&my  kontynuowa'  praktyk!
przez obserwowanie stanu poruszania si! my&li.
W  ten  sam  sposób,  je&li  nie  powstaj"  %adne  my&li,  powinni&my  podtrzyma'
przytomno&'  prostego  rozpoznania,  który  prowadzi  nag"  uwag!  do  stanu  spokoju.
Oznacza  to  utrzymywanie  tego  naturalnego  stanu,  bez  prób  utrwalania  go  w  jak"&

background image

72

konceptualn"  struktur!,  czy  bez  robienie  sobie  nadziei,  %e  zamanifestuje  si!  on  w
jakiej& szczególnej formie, kolorze czy &wietle. Wystarczy po prostu rozlu#ni' si! w
nim, w stanie niezm"conym przez powstawanie my&li.
Je&li ci, którzy rozpoczynaj" praktyk! odkryj", %e trudno jest im wytrwa' w tym stanie
d u%ej ni% przez chwil!, wcale nie musz" si! tym martwi'. Nie pragn"c, aby stan ten
trwa   przez  d ugi  czas  i  bez  obaw,  %e  nie  pojawi  si!  w  ogóle,  koniecznie  potrzeba
tylko utrzymywa' czyst" przytomno&' umys u, nie wpadaj"c w dualistyczn" sytuacje
podmiotu, który obserwuje przedmiot.
Je&li  mimo  tego,  %e  utrzymujemy  prost"  przytomno&',  umys   nie  pozostaje  w  tym
spokojnym  stanie,  lecz  ci"gle  ma  tendencje  do  pod"%ania  za  falami  my&li  o
przesz o&ci b"d# przysz o&ci, czy te% rozpraszany jest przez zmys y, takie jak wzrok,
s uch,  itd.  wtedy  powinni&my  spróbowa'  zrozumie',  %e  sama  fala  my&li  jest
niesubstancjonalna jak wiatr. Je&li próbujemy schwyta' wiatr, to si! nam nie udaje;
je&li próbujemy zatrzyma' fal! my&li, nie mo%na jej odci"'. Zatem z tego powodu nie
powinni&my próbowa' zatrzymywa' my&li, a tym bardziej nie powinni&my wyrzeka'
si! ich jako czego&, co uwa%amy za negatywne.
W rzeczywisto&ci, stan spokoju jest podstawowym stanem umys u, podczas gdy fala
my&li jest naturaln" przejrzysto&ci" umys u w dzia aniu; podobnie jak nie ma %adnej
ró%nicy pomi!dzy s o$cem i jego promieniami, czy te% pomi!dzy strumieniem, a jego
falowaniem, tak te% nie ma %adnej ró%nicy mi!dzy umys em i my&l". Je&li uwa%amy
stan  spokoju  za  co&  pozytywnego,  co  trzeba  osi"gn"',  a  fal!  my&li  za  co&
negatywnego,  co  trzeba  odrzuci',  wtedy  zostajemy  schwytani  w  dualizm
akceptowania  i  odrzucania,  i  nie  ma  mo%liwo&ci  przezwyci!%enia  zwyk ego  stanu
umys u.

Dlatego  podstawow"  zasad"  jest  rozpoznanie  z  czyst"  uwag",  bez  rozproszenia,
wszelkich my&li, jakie powstaj", czy b!d" dobre czy z e, istotne czy mniej istotne, i
utrzymanie przytomno&ci, w stanie poruszaj"cej si! fali my&li.

Gdy  powstaj"  my&li  i  nie  udaje  si!  nam  dzi!ki  przytomno&ci  utrzyma'  spokoju
umys u,  poniewa%  mog"  si!  pojawi'  dalsze  takie  my&li,  potrzebna  jest  umiej!tno&'
ich  rozpoznawania,  bez  rozpraszania  si!.  "Rozpoznawanie"  nie  oznacza  widzenia
my&li  oczami,  czy  stwarzania  na  ich  temat  poj!',  lecz  polega  na  zwracaniu  nagiej
uwagi,  bez  rozpraszania  si!,  na  pojawiaj"ce  si!  my&li  o  "trzech  czasach",  czy
jakiekolwiek  zmys owe  postrze%enia.  W  ten  sposób  jest  si!  w  pe ni  &wiadomym  tej
"fali" i jednocze&nie podtrzymuje si! przytomno&' czystej &wiadomo&ci. Nie oznacza
to wcale poprawiania umys u w jaki& sposób, np. przez usi owanie, aby uwi!zi' my&li
czy zatamowa' ich przep yw.

Komu&,  kto  rozpoczyna  t!  praktyk!,  trudno  jest  utrzymywa'  prze  d ugi  czas  to
rozpoznanie  z  sam"  uwag",  bez  rozpraszania  si!,  wskutek  silnych  mentalnych
nawyków rozpraszania si!, nabytych podczas w!drowania przez niesko$czony czas.
Je&li tylko rozwa%ymy obecne %ycie, to od chwili narodzin, a% do teraz, nie robili&my
niczego poza %yciem w rozproszeniu, i nigdy nie by o sposobno&ci, aby 'wiczy' si!
w  przytomniej  &wiadomo&ci  i  nierozproszeniu.  Dlatego  te%,  dopóki  nie  osi"gniemy
stanu,  w  którym  nie  b!dziemy  ju%  ulega'  rozproszeniu,  panowa'  w  nas  b!d",
niedbalstwo  i  brak  uwagi.  Musimy  wszelkimi  sposobami  stara'  si!  zyska'
&wiadomo&' tego, co si! dzieje, poprzez poleganie na przytomno&ci umys u.
Nie  istnieje  %adna  "medytacja",  poza  trwaniem  w  swoim  prawdziwym  stanie,  z
jednakow"  przytomno&ci",  zarówno  poruszaj"cej  si!  fali  my&li,  jak  i  stanu  spokoju.
Poza rozpoznawaniem za pomoc"  nagiej  uwagi  i  trwaniem  we  w asnym  stanie,  nie
ma co szuka' czego&, co by oby albo bardzo dobre, albo bardzo klarowne.

background image

73

Je&li  zamiast  trwa'  w  przytomno&ci  w asnego  stanu,  %ywimy  nadziej!,  %e  co&
zamanifestuje  si!  spoza  nas  samych,  jest  to  jak  w  historii  jak  o  z ym  duchu,  który
przyszed   do  wschodniej  bramy,  a  okup  za  niego  zosta   wys any  do  zachodniej
bramy.  W  takim  przypadku,  nawet  je&li  wierzymy,  %e  doskonale  medytujemy,  w
rzeczywisto&ci  jest  to  tylko  niepotrzebne  zm!czenie  siebie.  Tak  wi!c  trwanie  w
stanie, który znajdujemy w sobie, jest rzeczywi&cie najwa%niejsz" rzecz".

Je&li  zaniedbujemy  to,  co  mamy  w  sobie,  a  zamiast  tego  szukamy  czego&  innego,
stajemy si! jak %ebrak, który jako poduszki u%ywa  drogocennego kamienia, ale nie
wiedz"c o tym, musia  si! bardzo trudzi', by %ebra' na swoje utrzymanie.

Zatem,  utrzymuj"c  przytomno&'  w asnego  Stanu  i  obserwuj"c  fal!  my&li,  bez
oceniania,  czy  ta  przytomno&'  jest  bardziej,  czy  mniej  klarowna  i  bez  my&lenia  o
stanie spokoju i falami my&li w terminach akceptowania tego pierwszego i odrzucenia
tego  drugiego,  absolutnie  nieuwarunkowani  przez  pragnienie  zmienienia
czegokolwiek, pozostajemy tak, nie rozpraszaj"c si! i nie zapominaj"c o utrzymaniu
przytomnej &wiadomo&ci. Zachowuj"c si! w ten sposób, zbieramy esencj! praktyki.

Niektórym  ludziom  przeszkadza,  gdy  s ysz"  ha asy,  powstaj"ce  wtedy,  kiedy  inni
ludzie  chodz",  rozmawiaj",  itd.  i  staj"  si!  rozdra%nieni,  albo  te%  wpad szy  w
rozproszenie  z  powodu  zewn!trznych  rzeczy,  doprowadzaj"  do  powstania  wielu
iluzji.  Jest  to  b !dna  &cie%ka,  znana  jako  "niebezpieczne  przej&cie,  w  którym
zewn!trzna wizja ukazuje si! jako wróg". Oznacz to, %e nawet je&li wiemy, jak trwa'
zarówno  w  stanie  spokoju,  jak  i  fali  my&li,  to  jednak  nie  zdo ali&my  jeszcze
zintegrowa' tego stanu z nasz" wewn!trzn" wizj".

W takim przypadku, ci"gle utrzymuj"c przytomn" &wiadomo&', je&li widzimy co&, nie
powinni&my by' rozproszeni, ale - nie oceniaj"c tego, co widzimy, jako przyjemne -
powinni&my si! zrelaksowa' i utrzymywa' przytomno&'.

Je&li  powstaje  my&l,  oceniaj"ca  do&wiadczenie  jako  przyjemne  lub  nieprzyjemne,
powinni&my  po  prostu  rozpozna'  j"  czyst"  uwag"  i  utrzymywa'  przytomn"
&wiadomo&', nie zapominaj"c o niej.

Je&li  znajdziemy  si!  w  przykrej  sytuacji,  np.  otoczeni  prze  straszliwy  zgie k,
powinni&my  po  prostu  uzna'  t!  niemi "  sytuacj!  i  utrzymywa'  przytomn"
&wiadomo&', nie zapominaj"c o niej.

Je&li  nie  wiemy,  jak  zintegrowa'  przytomn"  &wiadomo&'  z  wszystkimi  codziennymi
czynno&ciami, takimi jak jedzenie, chodzenie, spanie, siedzenie, itd. to wtedy nie ma
mo%liwo&ci  przed u%enia  stanu  kontemplacji  poza  ograniczone  trwanie  sesji
medytacyjnych.  Je&li  tak  jest,  nie  potrafimy  utrzymywa'  prawdziwej,  przytomnej
&wiadomo&ci,  stwarzamy  oddzielenie  pomi!dzy  sesjami  praktyki,  a  naszym  %yciem
codziennym.  Tak  wi!c  bardzo  wa%ne  jest  utrzymanie  przytomnej  &wiadomo&ci  bez
rozproszenia,  integruj"c  j"  ze  wszystkimi  czynno&ciami  %ycia  codziennego.  W
"Prajnaparamita  Sutra"  Budda  powiedzia :  "Subhuti,  w  jaki  sposób  Bodhisattwa-
Mahasattwa  b!d"c  &wiadomy,  %e  posiada  cia o,  praktykuje  doskona e
post!powanie?  Subhuti,  Bodhisattwa-Mahasattwa  gdy  idzie,  jest  w  pe ni  &wiadomy
tego, %e idzie; gdy wstaje, jest w pe ni &wiadomy wstawania; gdy siedzi, jest w pe ni
&wiadomy  siedzenia;  gdy  &pi,  jest  w  pe ni  &wiadomy  spania;  i  gdy  jego  cia o  jest
zdrowe lub chore, jest w pe ni &wiadomy obydwu tych stanów !" To w a&nie tak jest !

background image

74

Aby  zrozumie',  jak  mo%emy  zintegrowa'  przytomn"  &wiadomo&'  ze  wszystkimi
czynno&ciami %ycia codziennego, we#my przyk ad chodzenia. Gdy tylko powstanie w
nas  my&l,  by  i&',  nie  trzeba  wcale  zrywa'  si!  na  równe  nogi  i  chodzi'  tam  i  z
powrotem  w  szalony  i  niespokojny  sposób,  rozbijaj"c  wszystko,  co  znajdzie  si!  na
drodze. Zamiast tego, gdy wstajemy, powinni&my czyni' to, pami!taj"c: "teraz wstaj"
i nie chc! si! rozprasza', kiedy b!d! szed ".

W  ten  sposób,  bez  wpadania  w  rozproszenie,  krok  po  kroku,  powinni&my  kierowa'
sob",  z  przytomn"  &wiadomo&ci".  Równie%,  gdy  siedzimy,  nie  powinni&my
zapomina' o tej &wiadomo&ci, tak%e wtedy gdy jemy co& smacznego lub pijemy, albo
mówimy,  bez  wzgl!du  na  to,  jaki  dzia anie  podejmujemy,  czy  ma  ono  wi!ksze  czy
mniejsze  znaczenie,  zawsze  powinni&my  utrzymywa'  przytomn"  &wiadomo&'
wszystkiego, bez wpadania w rozproszenie.

Poniewa%  jeste&my  tak  silnie  przyzwyczajeni  do  rozproszenia,  jest  nam  trudno
wywo a'  w  sobie  t!  przytomn"  &wiadomo&'.  Szczególnie  dotyczy  to  tych,  którzy
w a&nie  rozpoczynaj"  t!  praktyk!.  Ale  zawsze,  gdy  mamy  wykona'  jak"&  now"
prac!, pierwsz" rzecz", jak" musimy zrobi', jest nauczenie si! jej. I nawet je&li przy
pierwszych  kilku  podej&ciach,  nie  jeste&my  zbyt  wprawni,  krok  po  kroku  ta  praca
staje  si!   atwiejsza,  gdy  uzyskujemy  do&wiadczenie.  W  ten  sposób,  ucz"c  si!
kontemplacji,  by  nie  wpada'  w  rozproszenie  na  pocz"tku,  potrzebujemy
zaanga%owania  i  zdecydowanego  zainteresowania.  Co  znaczy,  %e  musimy
utrzymywa'  tak  siln"  przytomn"  &wiadomo&',  jak  tylko  jest  to  mo%liwe,  i  w  ko$cu,
gdy wpadamy w rozproszenie, musimy to zauwa%y'.

Je&li nie ustajemy w utrzymywaniu przytomnej &wiadomo&ci, mo%liwe jest dotarcie do
punktu,  w  którym  ju%  nigdy  nie  stajemy  si!  rozproszeni.  W  Dzogczen,  nauce
spontanicznego  somoudoskonalenia,  mówimy  zazwyczaj  o  samowyzwalaj"cym
sposobie  widzenia,  medytowania,  zachowywania  si!  i  owocu,  ale  to
samowyzwolenie musi powsta' z przytomno&ci &wiadomo&ci.

W  szczególno&ci,  samowyzwalaj"cy  sposób  zachowywania  si!,  nie  mo%e  w  ogóle
powsta',  je&li  nie  jest  oparty  na  przytomno&ci  &wiadomo&ci.  Tak  wi!c,  je&li  nie
zdo ali&my w pe ni dokona' samowyzwolenia sposobu zachowania si!, nie mo%emy
pokona' ró%nicy pomi!dzy sesjami medytacyjnymi, a %yciem codziennym.

Gdy  mówimy  o  samowyzwoleniu  naszego  sposobu  zachowania  si!,  jako  o
podstawowej zasadzie wszystkich tantr, agam, upade& Dzogczen, to bardzo podoba
si! to wspó cze&nie %yj"cym m odym ludziom. Niektórzy z nich jednak nie wiedz", %e
rzeczywist"  podstaw"  samowyzwolenia  jest  przytomno&'  &wiadomo&ci  i  nawet  je&li
maj" jakiekolwiek teoretyczne  zrozumienie,  i  wiedz",  jak  o  tym  mówi',  to  ich  wada
polega  na  tym,  %e  nie  stosuj"  tego  w  praktyce.  Je&li  chory  bardzo  dobrze  zna
w a&ciwo&ci lekarstwa i jego dzia anie, lecz nie stosuje go, to nigdy nie wyzdrowieje.
Tak  samo,  przez  niesko$czony  czas  cierpieli&my  z  powodu  powa%nej  choroby
podlegania  dualizmowi  i  jedynym  lekiem  na  t!  chorob!  jest  rzeczywista  znajomo&'
stanu samowyzwolenia bez wpadania w ograniczenia.

Gdy  pozostajemy  w  kontemplacji,  utrzymuj"c  (wiadomo&'  prawdziwego  Stanu,
wtedy  nie  musimy  uwa%a'  swojego  sposobu  zachowania  si!  za  co&  wa%nego.
Jednak  z  drugiej  strony,  dla  tych,  którzy  zaczynaj"  praktykowa',  nie  ma  innego
sposobu  wej&cia  w  praktyk!,  ni%  podejmowanie  na  przemian  sesji  siedz"cej

background image

75

medytacji  i  %ycia  codziennego.  Dzieje  si!  tak,  poniewa%  mamy  bardzo  silne
przywi"zania oparte na logicznym my&leniu, na uznawaniu przedmiotów zmys ów za
rzeczy konkretne, a co wi!cej, oparte na naszym materialnym ciele z krwi i ko&ci.

Gdy  medytujemy  na  "nieobecno&'  samoistnej  natury",  badaj"c  mentalnie  g ow!  i
cz onki cia a, eliminuj"c je jeden po drugim, jako "pozbawione ja", mo%emy w ko$cu
przyzna', %e nie istnieje %adna "substancja" czy "ja".

Jednak  ta  "nieobecno&'  samoistnej  natury"  pozostaje  niczym  wi!cej,  jak  tylko
fragmentem  wiedzy,  do  której  doszli&my  przez  analiz!  intelektualn"  i  jako  taka  nie
jest  prawdziwym  zrozumieniem  tej  "nieobecno&ci samoistnej natury". Gdyby tak si!
zdarzy o,  %e  w  czasie  mi ej  rozmowy  o  tej  "nieobecno&ci  samoistnej  natury",  wbi by
si! nam cier$ w nog!, bez w"tpienie zaskowyczeliby&my "au, au, au" !!! Ukazuje to,
%e  wci"%  podlegamy  dualistycznym  uwarunkowaniom,  i  %e  ta  "nieobecno&'
samoistnej  natury"  tak  g o&no  obwieszczana  naszymi  ustami  nie  sta a  si!  dla  na
naprawd!  %ywym  stanem.  Z  tego  powodu  konieczne  jest  traktowanie  przytomno&ci
umys u  za  rzecz  niezwykle  wa%n",  b!d"c"  podstaw"  samowyzwolenia  w
codziennym zachowaniu si!.

Poniewa% w ró%ny sposób podchodzono do zewn!trznego zachowania si!, powsta y
ró%norodne  formy  regu   ustalonych  zgodnie  z  zewn!trznymi  warunkami  panuj"cymi
w  danym  czasie,  jak  np.  regu y  religijne,  czy  s"dowe.  Istnieje  jednak  ogromna
ró%nica  pomi!dzy  przestrzeganiem  regu   z  przymusu  i  &wiadomym  ich
przestrzeganiem.  Poniewa%  zwykle  wszyscy  jeste&my  uwarunkowani  przez  karm!,
nami!tno&ci  i  dualizm,  to  bardzo  niewielu  przestrzega  regu   &wiadomie.  Z  tego
powodu,  ludzie  nawet  je&li  tego  nie  chc",  musz"  obowi"zkowo  podlega'  mocy
ró%nego rodzaju regu  i praw.

Jeste&my  ju%  uwarunkowani  przez  karm!  i  dualizm.  Je&li  dodamy  do  tego
ograniczenia  pochodz"ce  z  konieczno&ci  obowi"zkowego  przestrzegania  praw  i
regu , nasze brzemi! staje si! jeszcze ci!%sze i bez w"tpienia odchodzimy jeszcze
dalej  od  w a&ciwego  "sposobu  widzenia"  i  od  s usznego  "sposobu  zachowywania
si!".

Je&li uwa%amy, %e termin "samowyzwolenie" oznacza, %e mo%emy robi' wszystko to,
na  co  mamy  ochot!  -  nie  jest  to  w a&ciwe  rozumienie.  Zasada  samowyzwolenia
oznacza ca kiem co innego; dawanie  wiary  takiemu  b !dnemu  pogl"dowi  &wiadczy,
%e nie zrozumieli&my, co naprawd! oznacza &wiadomo&'.

Z  drugiej  jednak  strony  nie  powinni&my  uwa%a',  %e  zasada  praw  i  regu   jest  tym
samym,  co  zasada  &wiadomo&ci.  W  rzeczywisto&ci  prawa  i  regu y  zosta y  ustalone
na  podstawie  sytuacji  panuj"cej  w  danym  czasie  i  miejscu.  Dzia aj"  one  poprzez
uwarunkowanie  jednostki  czynnikami  zewn!trznymi  w  stosunku  do  niej.  Natomiast
&wiadomo&'  wyrasta  ze  stanu  wiedzy,  któr"  jednostka  posiada.  Dlatego  prawa  i
regu y niekiedy odpowiadaj" wrodzonej &wiadomo&ci jednostki, a niekiedy nie. Je&li
jednak  mamy  &wiadomo&',  istnieje  mo%liwo&'  ograniczenia  sytuacji  ograniczenia
przymusem przestrzegania praw i regu . A co wi!cej, jednostka utrzymuj"ca wyra#n"
i przytomn" &wiadomo&', zdolna jest do %ycia w spokoju, przestrzegaj"c wszystkich
praw  i  regu ,  istniej"cych  na  &wiecie  i  nie  b!d"c  przez  nie  w  jakikolwiek  sposób
uwarunkowana.

background image

76

Wielu  Mistrzów  mawia o  "Poganiaj  konia  &wiadomo&ci  biczem  przytomno&ci  !"  I
rzeczywi&ci,  je&li  &wiadomo&'  nie  jest  pobudzana  przytomno&ci",  to  nie  mo%e
dzia a'.

We#my  przyk ad  &wiadomo&ci;  przypu&'my,  %e  przed  osob"  znajduj"c"  si!  w
normalnym stanie, stoi kubek pe en trucizny i osoba ta jest &wiadoma tego. Doros e i
zrównowa%one  osoby,  wiedz"ce,  co  to  jest  trucizna  i  &wiadome  konsekwencji  jej
wypicia,  nie  potrzebuj"  wielu  wyja&nie$.  Musz"  jednak  ostrzec  tych,  którzy  nie
wiedz", %e to jest trucizna, mówi"c co& w tym rodzaju: "W tym kubku jest trucizna i
jej  wypicie  grozi  &mierci"  !"  W  ten  sposób,  poprzez  u&wiadomienie  innych,  mo%na
unikn"' niebezpiecze$stwa. To w a&nie rozumiemy przez &wiadomo&'.

Istniej" jednak i tacy ludzie, którzy mimo tego, %e znaj" niebezpiecze$stwo otrucia,
nie przywi"zuj" do tego wagi, lub wci"% w"tpi" w to, czy ta trucizna jest rzeczywi&cie
niebezpieczna.  S"  te%  tacy,  którym  ca kowicie  brakuje  &wiadomo&ci  i  im  nie
wystarczy  po  prostu  powiedzie'  "To  jest  trucizna",  ale  trzeba  im  rzec:  "Picie  tej
substancji jest zabronione pod gro#b" kary". Dzi!ki takiej gro#bie, prawo chroni %ycie
jednostki.  Na  tej  zasadzie  oparte  s"  prawa  i  chocia%  jest  ona  bardzo  odmienna  od
zasady  &wiadomo&ci,  mimo  to  jest  niezb!dna,  by  chroni'  %ycie  tych,  którzy  s"
nie&wiadomi.

Mo%emy  teraz  kontynuowa'  t!  przeno&ni!  z  trucizn",  aby  ukaza'  co  rozumiemy
przez  przytomno&'  Je&li  osoby,  przed  którymi  stoi  kubek  trucizny  mimo,  %e  s"
&wiadome i bardzo dobrze wiedz",  jakie  by yby  konsekwencje  jej  wypicia,  nie  maj"
ci"g ej  przytomno&ci  uwagi  co  do  faktu,  %e  kubek  ten  zawiera  trucizn!,  to  mo%e
zdarzy'  si!,  %e  wpadn"  w  rozproszenie  i  wypij"  jej  troch!.  Tak  wi!c  je&li
&wiadomo&ci  nie  towarzyszy  ci"g a  przytomno&'  trudno  oczekiwa'  dobrych
rezultatów. To w a&nie rozumiemy przez przytomno&'.

Zasad"  o  najwi!kszym  znaczeniu  i  sam"  istot"  nauk  Mahajany  jest  jedno&'
wspó czucia i pustki. Ale tak naprawd!, je&li nie mamy &wiadomo&ci nierozerwalnie
powi"zanej  z  przytomno&ci",  to  absolutnie  nie  mo%e  powsta'  prawdziwe
wspó czucie.  Dopóki  nie  poruszy  nas  rzeczywiste  wspó czucie  dla  innych,
bezu%yteczne  jest  udawanie,  %e  jeste&my  tak  bardzo  wype nienie  wspó czuciem.
Istnieje przys owie tybeta$skie, które mówi: "Chocia% masz oczy by widzie' innych,
potrzebujesz lustra, by zobaczy' siebie !" Wynika z niego, %e je&li naprawd! chcemy,
by powsta o w nas prawdziwe wspó czucie dla innych, konieczne jest obserwowanie
w asnych  wad,  u&wiadomienie  sobie  ich.  Mentalne  stawianie  siebie  w  miejsce
innych,  by  naprawd!  odkry',  jakie  mo%e  by'  rzeczywiste  po o%enie  innych  ludzi.
Jedynym sposobem na dokonanie tego jest utrzymywanie przytomnej &wiadomo&ci.

W przeciwnym razie, nawet je&li mamy aspiracje posiadania wielkiego wspó czucia,
pr!dzej  czy  pó#niej  powstanie  sytuacja,  która  poka%e,  %e  wspó czucie  nigdy
naprawd! nie zrodzi o si! w nas.

Dopóki nie pojawi si! prawdziwe wspó czucie, nie ma %adnej mo%liwo&ci pokonania
naszych ogranicze$ i przeszkód. Czasami zdarza si!, %e wielu praktykuj"cych, wraz
z  rozwojem  swojej  praktyki,  my&li  o  sobie,  jak  o  "bóstwie",  a  o  innych  jak  o  "z ych
duchach".  W  ten  sposób  nie  robi"  nic  innego,  jak  tylko  powi!kszaj"  swoje
ograniczenia, rozwijaj"c przywi"zanie do siebie i nienawi&' do innych. Cho'by nawet
mówili  o  Mahamudrze  i  Dzogczen,  nie  robi"  nic  po  za  tym,  %e  staj"  si!  bieglejsi  i
doskonalsi w o&miu &wiatowych dharmach. Stanowi to nieomylny znak, %e nigdy nie

background image

77

powsta o  w  nich  prawdziwe  wspó czucie,  a  korzeniem  tego  problemu  jest  brak
przytomnej &wiadomo&ci.

Tak  wi!c,  bez  niepotrzebnego  gadania,  nie  usi uj"c  ukrywa'  si!  za  eleganck"
fasad",  powinni&my  rzeczywi&cie  i  prawdziwie  próbowa'  rozwin"'  przytomn"
&wiadomo&',  a  potem  przenie&'  j"  w  praktyk!  Dzogczen.  Jest  to  najwa%niejszy
punkt praktyki Dzogczen.

W sam" paszcz! lwa !

background image

78

APENDIX 3

SERIA  LONDE:  CZTERY  SYLABY:  DORJEI  CIGLAM,  CZYLI  "DROGA  SYLAB
WAD%RY"

Cztery  sylaby,    reprezentuj"ce  cztery  s owa,  stanowi"  podsumowanie  sposobu
praktykowania Londe.

"A"  jest  pierwsz"  sylab"  i  reprezentuje  s owo  "gyeva  medba",  które  znaczy
"niezrodzony",  odwo uj"c  si!.  do  stanu  "midogba"  /"bez  my&li"/.  Istotny  stan  pustki,
sunyata, jest niezrodzony. Mówi si!, %e umys  praktykuj"cego bezustannie powraca
do  kontemplacji,  w  ten  sam  sposób,  jak  go "b  u%ywany  przez  %eglarzy  do
sprawdzania blisko&ci sta ego l"du, powraca na statek, gdy nie znajdzie ziemi.

"Ho"  jest  drug"  sylab"  i  reprezentuje  s owa  "gagba  medba",  co  znaczy  "bez
przerwy", "nieprzerwanie". Chocia% wiadomo, %e wszystkie my&li s" puste, to jednak
wci"%  si!  pojawiaj".  Kiedy  opisuje  si!  Xi  -  Podstaw!,  pierwotny  stan  jednostki,
wyja&nia si!, %e jej Esencja jest pusta, jednak jej Natur" jest ci"g e przejawianie si!,
bez  %adnych  przerw.  Sylaba  "Ho"  jest  symbolem  sposobu,  w  jaki  praktykuj"cy
utrzymuje  w  kontemplacji  nieprzerwan"  obecno&'  &wiadomo&ci,  stosuj"c  metody
Czterech  Ba.  Tak  wi!c  mówi  si!,  %e  praktykuj"cy  jest  jak   ucznik,  który  -  je&li  chce
trafi'  do    celu  -  musi  zjednoczy'  Cia o,  Mow!  /G os/,  czy  te%    energi!  i  Umys ,
podczas  wypuszczania  strza y.  Nieprzerwana  uwa%no&'  praktykuj"cego  musi  by'
utrzymywana w taki sam sposób.

"Ha" jest trzeci" sylab" i reprezentuje s owo  "migyur-wa",  co  znaczy  "niezmienny"  i
symbolizuje fakt, %e pierwotny stan, w który wchodzi si! podczas kontemplacji, jest
fundamentaln",  niezmienn"  cech"  ka%dej  jednostki.  Nie  trzeba  jej  stwarza',
poniewa%  istnieje ona od samego pocz"tku. Stan ten zostaje zaciemniony wskutek
powstania  nieczystego  postrzegania,  b!d"cego  rezultatem  przywi"zania  i  innych
negatywnych  przyczyn.  Kiedy  dzi!ki  praktyce,  ucze$  pokona  te  przeszkody,
ponownie  wkraczaj"ca  w  pierwotny  stan,  staje  si!  jak  nowo  narodzone  dziecko.

background image

79

Praktykuj"cy nie jest wtedy dziecinny, lecz  jego &wiadomo&' staje si! naga  i czysta,
tak  jak  u  nowonarodzonego  dziecka,  które  w  ka%dej  chwili  patrzy  na  &wiat  bez
os"dzania.

"Ye" jest czwart" i ostatni" sylab". Ró%ne staro%ytne teksty rozmaicie obja&niaj" jej
pochodzenie.  W  niektórych  mówi  si!  o  sylabie  "Ye",  a  w  innych  "Eh",  która  troch!
przypomina  "Ah",  ale  ze  znaczkiem,  symbolizuj"cym  "e",  który  znajduje  si!  ponad
ni".  Nie atwo  stwierdzi',  która  interpretacja  jest  s uszna,  lecz  bardziej
prawdopodobne  wydaje  si!,  %e  chodzi  o  "Ye"  ze  s owa  "Yeshes",  co  oznacza
m"dro&'. "Ye" po  tybeta$sku oznacza "od samego pocz"tku", czy te%  "pierwotnie".
Nie mo%na jednak by' pewnym, czy jest to sylaba tybeta$ska, Mo%e ona pochodzi' z
j!zyka  Urgyan  czyli  Odiyana,  a  wtedy  bardziej  prawdopodobne  wydaje  si!  "En".
Niezale%nie  jednak  od  jej  pochodzenia,  ostatnia  sylaba  stanowi  symbol  s owa
"nacog",  oznaczaj"cego  ró%norodno&',  w  znaczeniu  niesko$czonej  ró%norodno&ci
przejawiania si! karmicznego postrzegania i sposobu, jaki praktykuj"cy bez wysi ku
 "czy  si!  ze  wszystkim,  co  tylko  pojawia  si!  z  tych  niesko$czonych  mo%liwo&ci.
Wst!puje  on  wtedy  w  kontemplacj!  i  pozostaje  w  niej  podczas  ró%norakich
aktywno&ci  %ycia  codziennego.  Mówi  si!  wtedy,  %e  praktykuj"cy  przypomina  m yn
wodny, który pracuje tak d ugo, jak d ugo p ynie woda, odpr!%ony, pozostaje w stanie
spontaniczno&ci.  Praktykuj"cy  bez  wysi ku  stapia  wszystkie  dzia ania  Cia a,  G osu  i
umys u oraz wszystko, co pojawia si! jako jego karmiczne postrzeganie, ze stanem
kontemplacji.

background image

80

Kompilacja: John Shane
Przek ad polski:
Marek Has, Jacek Sieradzan, Henryk Smagacz, Zbigniew Zagajewski

Redakcja: Artur Sikora
Tekst nie zawiera korekty stylistycznej, jest wiern" kopi" orygina u

Na prawach r!kopisu

KRAKÓW 1988