background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

1

środa, 28 października 2009 

Permakultura i naturalne nawozy cz.3

  

 

 
W dzisiejszym poście chciałbym poruszyć kwestię wykorzystywania moczu jako nawozu. 
 
Permakultura jest to system projektowania trwałych siedzib ludzkich. System ten nie byłby 
prawdziwie trwały, gdyby nie proponował co robić z nieczystościami produkowanymi przez ludzi.  
 
Każdy projektant permakultury powinien wiedzieć,że zanieczyszczenia to surowce w 
nieodpowiednim stężeniu i/lub miejscu. Powtórzę jeszcze raz, Zanieczyszczenia to surowce w 
nieodpowiednim stężeniu i/lub miejscu. 
 
Czym innym jak nie surowcem jest azot i fosfor, który zanieczyszcza jeziora i powoduje zakwit 
sinic? 
 
Czyż 1 kg azotu w postaci różnych nawozów nie kosztuje 1,5 - 2zł?  
 
Przeciętny człowiek dziennie wydala w moczu około 11g czystego azotu. 5 osobowa rodzina 55g. 
W ciągu roku ta wartość dochodzi do około 20kg, czyli około 40 zł(zakup nawozów w małych 
opakowaniach zazwyczaj jest droższy) 
Do tego mocz posiada jeszcze potas, fosfor i różne mikroelementy. Do spłukiwania wody po 
oddawaniu moczu(przeciętnie około 4 razy dziennie) zużywa się około 35-50 l wody. Wody pitnej. 
Cena spłukanej wody (przez 5 osobową rodzinę) to około 400zł na rok.  
W ciągu roku daje to prawdziwe oszczędności(oszczędność na zakupie nawozów sztucznych i 
oszczędności na spłukiwaniu wody). Co najważniejsze robimy coś dobrego dla środowiska. 
 
Teraz o dawkowaniu moczu: 
Nierozcieńczony mocz jest dość mocno działającym nawozem i mógłby spowodować oparzenia 
roślin, dlatego dobrze jest go rozcieńczać w stosunku 1 cz. moczu na 10 cz. wody. Wskazane jest 
też nie aplikowanie płynnego złota:) bezpośrednio na rośliny  
Autor: Wojciech Majda o 

18:40

 

0 komentarze

 

 

Etykiety: 

kompost

nawóz

recykling

samowystarczalność

  

niedziela, 25 października 2009 

Permakultura i naturalne nawozy cz.2

  

W drugim poście o nawożeniu w permakulturze dowiedzą się państwo trochę więcej zamknięciu 
cyklu krążenia materii w systemach rolniczych.  
 
Chińczycy i inne ludy południowo wschodniej Azji od wieków używają odchodów ludzkich do 

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

2

nawożenia pól ryżowych. Fakt ten umożliwia im utrzymanie ogromnej populacji, gdyż zapewniał 
żyzność pól. W tych kulturach wykorzystuje się nie przetworzone odchody, co stanowi poważne 
zagrożenie dla zdrowia ludzi, nie mówiąc już o walorach estetyczno-zapachowych.  
 
Najlepszym sposobem na unieszkodliwienie patogenów i zapachów jest przekompostowanie 
odchodów. 
 
Kompostowanie to proces tlenowego rozkładu materii organicznej przy użyciu bakterii, grzybów 
zwierząt i innych organizmów żywych.  
 
Prawidłowo przeprowadzony sprawia, iż populacja szkodliwych bakterii, wirusów i innych 
patogenów zostaje niemal zniszczona. Po zakończeniu procesu kompostowania zalecane jest jednak 
by wykorzystać kompost z udziałem odchodów ludzkich pod rośliny, których jadalne części nie 
mają bezpośredniego kontaktu z glebą (np. porzeczki, drzewa owocowe itd.)  
Autor: Wojciech Majda o 

07:18

 

0 komentarze

 

 

Etykiety: 

kompost

nawóz

recykling

samowystarczalność

  

środa, 21 października 2009 

Permakultura i naturalne nawozy cz.1

  

Permakultura proponuje zupełnie inne podejście do produkcji żywności, niż inne systemy rolnicze. 
Inne zatem jest podejście permakulturowe do nawożenia.  
 
Przedstawię przepływ pierwistków na polu uprawnym sadzie czy pastwisku. 
Z gleby pobierane są mikro i makro elementy poprzez rośliny -> rośliny są zjadane przez zwierzęta 
lub ludzi ->produkty rolne(zwierzęta, rośliny, grzyby) i zawarte w nich pierwiastki zjadane są przez 
ludzi -> ludzie korzystają z toalety wodnej -> ścieki trafiają do oczyszczalni ścieków, gdzie 
mieszane są z zanieczyszczeniami z ulicy itp -> część pierwiastków w formie szlamu z oczyszczalni 
wraca głównie do lasów( poziom metali ciężkich w tych szlamach jest zbyt wysoki, by móc 
wykorzystywać je jako regularny nawóz rolniczy. Część pierwiastków przedostaje się zaś do jezior, 
rzek i w konsekwencji trafiają do mórz i oceanów.  
 
By uzupełnić tracone mikro i makroelementy trzeba je regularnie uzupełniać, w rolnictwie 
konwencjonalnym zazwyczaj czyni się to poprzez stosowanie nawozów sztucznych oraz odchodów 
zwierząt. 
 
 
Permakultura, obserwując i naśladując naturę stara się zamknąć cykl i zmienić go z łańcuch 
przepływu materii w łańcuch krążenia materii. Docelowym sposobem jest stosowanie również 
ludzkich fekaliów jako nawozu. W przypadku moczu jest to dość proste (zwłaszcza u mężczyzn:). 
Kał natomiast należy kompostować(przy użyciu toalety kompostowej). Więcej szczegółów w 
następnym wpisie  
Autor: Wojciech Majda o 

07:47

 

3 komentarze

 

 

Etykiety: 

kompost

nawóz

recykling

  

3 komentarze:  

 

Anonimowy pisze...  

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

3

Chyba jednak najlepszym sposobem naturalnego dostarczania azotu poprzez rośliny jest 
łubin - wieloletni , ładnie prezentuje się w rabatach złożonych , można komponować różne 
kolory , zielone części szybko się rozkładają , nie jest kolczasty i inwazyjny jak robinia . 
Dochodzą do tego jej silnie trujące owoce , liście i kora . 
Podobnie trujące są perełkowiec japoński i złotokap . 
Cedric 

7 lutego 2010 18:17 

 

 

Anonimowy pisze...  

Dużo azotu zawiera także popularna roślina synantropijna - pokrzywa , można z niej robić 
sałatki , użyć jako pasza dla zwierząt lub do ściółkowania . 
Cedric 

7 lutego 2010 18:28 

 

 

Wojciech Majda

 pisze...  

Estetyka jest rzeczą względną - mi najbardziej podobają się rośliny, które można zjeść :) 
 
Czy ten łubin można zjeść, wiem ,że są jadalne odmiany, interesuje mnie czy ta konkretna 
jest jadalna? 

7 lutego 2010 18:55 

 

 

sobota, 17 października 2009 

Permakultura a grzyby cz. 2

  

Druga część postu o grzybach dotyczyć będzie sposobu jak zaszczepić grzyby na naszej posesji. 
Najprostszą metodą jest ściółkowanie. Wystarczy dany teren wyściółkować ściółką organiczną a po 
jakimś czasie (niecały rok) na naszym terenie pojawią się grzyby. Istnieje jednak sposób, by 
zwiększyć szanse na to by grzyby, które się u nas pojawią były jadalne..  
 
Należy leśne grzyby jadalne (robaczywki i resztki również się nadają) zmiksować i dodać do nie 
chlorowanej wody. Całość dobrze wymieszać i daną miksturą podlewać nasze drzewa. Zawarte w 
grzybach, a właściwie ich owocnikach (bo tak fachowo nazywa się część grzybów, które 
najczęściej zjadamy) zarodniki przy sprzyjających warunkach zaszczepią drzewo/krzew.  
 
Następnym sposobem, który wymaga mniej pracy jest wyrzucanie resztek grzybów, robaczywki 
pod drzewa, które chcemy zaszczepić. Sposób ten jest niestety mniej skuteczny i wymaga 
większych ilości grzybów.  
 
Trzeci sposób to zakup specjalnej grzybni w sklepie, zwanej pod popularną nazwą mikoryza . Jest 
to sposób droższy jednak bardzo skuteczny. Niestety nie dysponuję wiedzą, czy ktoś w Polsce 
sprzedaje grzybnie grzybów jadalnych.  
 

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

4

Zaszczepienie roślin grzybami zwiększa ich odporność na suszę, zanieczyszczenia, niedobór 
składników mineralnych oraz choroby. 
 
Proszę o zostawienie komentarza. Chcę wiedzieć co myślisz.  
Autor: Wojciech Majda o 

18:34

 

4 komentarze

 

 

Etykiety: 

grzyby

ściółka

  

4 komentarze:  

 

Krzysztof Lis

 pisze...  

W Polsce można już kupić grzybnię grzybów jadalnych. Nawet na Allegro. Sam kupiłem, 
wiosną wysypałem na działce, efektów jeszcze nie zauważyłem (albo sąsiedzi mi wszystkie 
wyzbierali...). 

13 listopada 2009 12:46 

 

 

Wojciech Majda

 pisze...  

Dziękuję, za informacje na ten temat, poszukałem, znalazłem:) 

19 listopada 2009 23:01 

 

 

Wojciech Majda

 pisze...  

Z tego co wyczytałem na owocniki trzeba czekać minimum 18 miesięcy. 

16 grudnia 2009 22:32 

 

 

Anonimowy pisze...  

Mikoryza można powiedzieć jest jakby systemem włośniczek , znacznie zwiększając 
powierzchnię czynną korzenia . Poza tym jest olbrzymim magazynem wody , soli 
mineralnych i naturalnych związków obronnych . Dlatego rośliny z rozwiniętą mikoryzą 
mniej chorują , lepiej znoszą suszę , szybciej rosną . 
Jak powszechnie wiadomo antybiotyki są produkowane przez wiele grzybów , także rośliny 
są chronione w ten sam sposób. 
 
Cedric 

7 lutego 2010 22:45 

 

 

środa, 14 października 2009 

Permakultura a grzyby cz. 1

  

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

5

 

 
Jęczmień po prawej zainfekowany grzybnią, po lewej jęczmień nie zainfekowany grzybnią. 
 
 
Dzisiejszy wpis dotyczyć będzie wykorzystania grzybów w permakulturze.  
 
W zdrowej glebie leśnej grzyby mogą stanowić ponad połowę biomasy. Różne gatunki grzybów 
wchodzą w związki symbiotyczne z roślinami, zwłaszcza wieloletnimi. Szacuje się, że około 80% 
roślin z klimatu umiarkowanego uczestniczą w pewnego rodzaju partnerstwie z grzybami. 
Dlaczego?  
 
Tego typu układ po prostu się opłaca. Obu partnerom. Najpopularniejsze są związki mikoryzowe.  
Mikoryza to układ korzystny dla grzyba - dostaje on od rośliny produkt fotosyntezy - glukozę, w 
zamian zaś odwdzięcza się dostarczaniem roślinie wody i soli mineralnych. Grzyb wykorzystuje 
swoją grzybnię do absorbcji ww składników i przekazuje je korzeniom rośliny. W 20 cm2 ziemi 
może być nawet 500km grzybni. Powierzchnia chłonna korzeni (dzięki grzybni) zwiększa się nawet 
kilkaset razy! 
 
Umożliwia to przetrwanie roślinie w bardziej niesprzyjającym środowisku.  
 
Jak zatem permakultura wykorzystuje ten fakt? Zadaniem projektanta permakultury jest stworzenie 
warunków przyjaznych grzybom. Jak to środowisko stworzyć będzie można się dowiedzieć w 
następnym wpisie. 
 
javascript:void(0)  
Autor: Wojciech Majda o 

21:18

 

0 komentarze

 

 

Etykiety: 

grzyby

  

niedziela, 11 października 2009 

Permakultura a woda cz. 2

  

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

6

 

Swale 
 
 
 
W drugim poście nt. zarządzania wodą w permakulturze przedstawię dalsze powody dla których 
warto oszczędzać i magazynować wodę. Średnie opady deszczu w Polsce wynoszą około 600 mm. 
Warto zauważyć, że są to opady średnie w tzw. przeciętnym roku. W górach wielkość opadów 
dochodzi do 1200, nawet 1800mm. W Wielkopolsce i na Kujawach poniżej 500mm. Wielkości 
opadów w zależności od roku wahają się znacznie, np w Poznaniu w 1982r wielkość opadów 
wynosiła 275mm. To mało, bardzo mało.. 
 
Co da się z tym zrobić? Raczej niewiele. To co jest wykonalne to jak najlepiej wykorzystywać 
wodę nam dostepną, nie marnować jej itd. Permakultura zawiera w sobie szereg technik, które 
sprawią,że nawet z pustyni da się zrobić oazę.. Kluczową sprawą, jest by zatrzymać wodę trafiająca 
na naszą posesję. By jak najdłużej przebywała na naszej ziemi. 
 
Jedną z podstawowych technik jest budowa tzw swale'a jest to wyraz pochodzący z języka 
staroangielskiego. Swale to rów melioracyjny wykopany w poprzek stoku. Jego cel to zatrzymanie 
wody, uniemożliwienie spływu powierzchniowego. Dzięki temu: 
1. Ogranicza się erozję wodną 
2. Gleba ma więcej czasu do tego by wchłonąć wodę 
3. Wytwarza się różne mikroklimaty, które zmieniają warunki glebowo-wodne czym powodują 
wzrost bioróżnorodności 
4. Sprawiają, że woda jest uwalniana powoli, czym zmniejszają zagrożenie powodziowe. 
5. Umożliwiają powstanie żyźniejszej gleby 
 
Zapraszam do komentowania.  
Autor: Wojciech Majda o 

22:20

 

2 komentarze

 

 

Etykiety: 

gleba

woda

  

2 komentarze:  

 

Anonimowy pisze...  

Zastosowanie swale 'a w Polsce mogłoby zmniejszyć zagrożenie powodziowe w górach w 
czasie gwałtownych ulew bądź w czasie topnienia śniegu , rozkładając w czasie spływ wody 
do rzek i skracając okresy suszy .  
 
W przypadku terenów podmokłych sadzenie wierzby , która ma duże zapotrzebowanie na 

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

7

wodę odbarczyłoby rowy melioracyjne .  
 
Cedric 

7 lutego 2010 22:37 

 

 

Wojciech Majda

 pisze...  

Oczywiście, zwłaszcza gdy połaczy się to z zalesianiem, czy może (co zwykle bardziej 
opłacalne) "zaagrolesianiem". 

 

czwartek, 8 października 2009 

Permakultura a woda cz. 1

  

W dzisiejszym poście przedstawię podejście do wody, jak ją zarządzać, by zwiększyć naszą 
niezależność i po prostu lepiej ją wykorzystać. 
Po co to robić? Odpowiedź jest prosta - woda to cenny zasób. Potrzebujemy do praktycznie 
wszystkiego. Od rolnictwa do każdej gałęzi przemysłu. 
 
Permakultura proponuje by starać się zatrzymać wodę na miejscu jak najdłużej, by ją 
magazynować, by opuszczała nasz system dopiero po wykonaniu wielu zadań. I tak przykładem 
złego zarządzania wodą jest kierowanie deszczówki do kanalizacji. W ten sposób z cennego zasobu 
woda staje się niejako obciążeniem. Obciążeniem, gdyż w czasie ulewnych deszczy nadmiar wody 
powoduje przekroczenie możliwości przerobowych oczyszczalni ścieków. Powoduje to 
przedostawanie się nie w pełni oczyszczonych ścieków do rzek, jezior, morza. 
 
Jaka jest alternatywa do tego? Alternatywnym rozwiązaniem jest magazynowanie deszczówki. 
Dzięki temu możemy ją później wykorzystać. O tym jak robić to najlepiej napiszę w następnym 
poście.  
Zapraszam do ponownych odwiedzin i stosowania zasad permakultury.  
Autor: Wojciech Majda o 

22:03

 

0 komentarze

 

 

Etykiety: 

woda

  

poniedziałek, 5 października 2009 

Korzyści z różnorodności gatunkowej według permakultury

  

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

8

 

 
Polikultura, na zdjęciu winorośl rosnąca na migdale zwyczajnym 
 
Permakultura bardzo ceni różnorodność. Można śmiało powiedzieć, że różnorodność stanowi rdzeń 
permakultury. Wynika to z tego, że widać ją w każdym naturalnym ekosystemie. 
 
W dzisiejszym poście chciałbym napisać o korzyściach różnorodności gatunkowej. 
Szacuje się, że na świecie jest około 35000 do 70000 jadalnych roślin, z tego są dowody na to, że 
7000 gatunków roślin było uprawiane w czasach historycznych. Jednakże około 90 procent naszego 
jedzenia pochodzi z uprawy 20 gatunków, a 60 procent z uprawy 3 (tak, trzech!) gatunków 
(kukurydza, ryż, pszenica). Rośliny te dają bardzo wysokie plony, jednakże opieranie naszego 
bezpieczeństwa żywnościowego na tylko 3 gatunkach roślin sprawia, że jesteśmy bardzo podatni na 
niebezpieczeństwo powstania nowych chorób, czy pojawienia się nowych szkodników.. Jeśliby 
jedno z tych 3 zbóż znacznie zmniejszyłoby swój plon to powstałaby dziura w naszym systemie 
żywnościowym, która na krótką metę nie dałaby się w łatwy sposób załatać. 
 
Jednocześnie możliwości zwiększenia różnorodności jeszcze nigdy w historii nie były większe! 
Możemy uprawiać polikultury roślin i zwierząt o jakich naszym przodkom się nawet nie śniło. Jest 
to jedna z różnic dlaczego wydajność gospodarstwa permakulturowego jest większa niż 
średniowiecznego chłopa pańszczyźnianego.. 
 
Omówię pokrótce pozostałe korzyści: 
 
1.Stabilność polikultury. 
Każdy rok jest inny, trochę inna jest pogoda, więc roślina, która rośnie dobrze w roku 
wilgotniejszym nie będzie radzić sobie równie dobrze w roku suchym. Niektóre lata znowuż będą 
tak niesprzyjające, że jakiś sensowny plon dadzą tylko najbardziej wytrzymałe gatunki. 
Jednocześnie te najbardziej wytrzymałe mogą nie być zbyt produktywne( w porównaniu do 
potencjału innych roślin w roku dobrym). Ludowa mądrość mówi "lepszy rydz niż nic". 
 
2.Dzielenie zasobów przez rośliny 
Różnice w sposobie w jaki różne rośliny rosną sprawiają, że polikultura jest w stanie wykorzystać 
daną przestrzeń lepiej. Najlepszy przykład to wysokie i cienkie warzywo uprawiane z niskim i 
dużym (czosnek + kapusta). 
Również różnica w głębokości korzenienia się sprawia, że gleba możne być lepiej wykorzystana.  

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

9

Kolejnym czynnikiem, który ma znaczenie jest fakt, że różne gatunki roślin wykorzystują różne 
składniki mineralne. Dzięki temu zmniejsza się konkurencja między roślinami 
 
3.Zdrowie roślin 
Wiele ze szkodników roślin ma konkretnego żywiciela, i tak w sytuacji polikulturowej szkodnik ma 
do pokonania trudną do zorientowania się mieszaninę barw i zapachów. Do tego ma do przebycia 
większy dystans. Dystans w trakcie, którego ze szkodnika może się zmienić w posiłek dla innego 
stworzenia. 
Dodatkowo wiele roślin wydziela substancje, które pomagają we wzroście lub chronią przed 
chorobami/pasożytami inne rośliny (np. róże korzystają na sąsiedztwie czosnku a marchew na 
towarzystwie cebuli)  
 
4.Pozostałe powody 
Lepsze okrycie gleby, co zmniejsza problem z "chwastami". Jako, że gleba jest cały czas okryta 
zmniejsza się erozję gleby, co umożliwia zwiększenie żyzności gleby.  
 
5.Wyższe plony 
 
Autor: Wojciech Majda o 

14:48

 

3 komentarze

 

 

Etykiety: 

polikultura

rośliny

  

Nowsze posty

 

Starsze posty

 

Strona główna

  

 

3 komentarze:  

 

Anonimowy pisze...  

Uważam , że na polu bioróżnorodności jest jeszcze ogromnie dużo do zrobienia . Ja np. 
starał się będę wprowadzić klony cukrowe . Kanada ma z tego korzyści - jest syrop klonowy 
i piękne przebarwienia jesienią , więc dlaczego my nie możemy . Na razie zakupiłem dwie 
sadzonki w zeszłym roku na Allegro , ale ponieważ nie były duże więc rosną jeszcze w 
donicach . Cennym gatunkiem jest świerk sitkajski - szybki przyrost wysokogatunkowego 
drewna . Posadziłem też tulipanowca , brzostownicę ( Zelkova ) , amorfę , orszeliny , 
głogownik , sośnicę ( obecnie uważana za najbardziej długowieczne drzewo ), głowocis . W 
zagajniku zadbałem o następowanie po sobie kolejnych roślin - miłek amurski ,zawilce 
nemorosa i blanda, miodunki,sanguinaria , przylaszczki, arum italicum Marmoratum , 
psizęby , trójlisty, kokorycze , cyklameny , ranniki , ciemierniki , śnieżniki i inne cebulowe , 
gdy część z nich zanika następuje zmiana aranżacji , pojawiają się funkie ,kokoryczki , 
tawułki , konwalie , podnoszą się żurawki , barwinki ,konwalnik Nigrescens i liriope , 
bodziszki , epimedia ,skalnice i rodgersje , jasnoty , dwie zimy przetrwała mi Zantedeschia 
ethiopica . W ten sposób ograniczam rozwój chwastów . Niedocenianą rośliną jest kokorycz 
- dobrze się rozsiewa , a nie chwaści i szybko zanika , niedawno nabyłem czerwoną 
odmianę G. Baker . Dodam , że raz przy ciepłej zimie 15 stycznia ( chyba dwa lata temu ) 
kwitły dość obficie cyklameny , a w lutym bzykały w krokusach trzmiele - o tej porze to 
roku to rewelacja .  
Cedric 

2 lutego 2010 01:08 

 

 

Anonimowy pisze...  

background image

http://permakulturnik.blogspot.com/2009_10_01_archive.html

 

 

 

 

10

Przypomniał mi się jeszcze pomysł zwiększenia bioróżnorodności w zastosowaniu do wsi 
agroturystycznych . Mianowicie mieszkańcy takiej miejscowości mogliby się umówić i 
stworzyć wiejski ogród botaniczny . Wyglądałoby to w ten sposób , że wg stworzonej listy 
roślin , które mogłyby być posadzone np. wzdłuż drogi , każdy wybierałby dla siebie kilka 
roślin do posadzenia stosownie do miejsca i ewentualnie zaopatrzyłby je w tabliczkę 
informacyjną . Na pewno zwiększyłoby to walory turystyczne regionu . Dodam , że 
podobnie można robić ze szlakami turystycznymi np. obsadzić maliną , truskawką , 
poziomką owocującą cały sezon , jagodą kamczacką , borówką czy innymi owocami .  
Stworzenie np. wielogatunkowej osłony z krzewów ( taki patchwork )zmniejsza zawiewanie 
dróg w zimie , daje ptakom schronienie i uatrakcyjnia spacery . Warto na początek zrobić 
coś takiego z sąsiadem , a za przykładem pójdą inni. 
Cedric 

2 lutego 2010 01:29 

 

 

Wojciech Majda

 pisze...  

Dziękuję za jak zwykle ciekawy i cenny wkład. Rzeczywiście ludzi na pewno to 
przyciągnie, a wraz z ludźmi przyjdą pieniądze tak potrzebne gospodarstwu. Sepp Holzer 
wpadł na pomysł, że on zasadził taki właśnie "jadalny krajobraz" i potem wynajmuje 
letnikom domki. Żywić się mają sami - co znajdą jest ich. Na pewno nie narzeka na 
klientów. 
Dużej różnicy przecież nie ma w cenie, gdy posadzi się jakąś tuję, czy np. jagodę 
kamczacką.