DAJCIE MI SPOKÓJ! /Zwyciężył telewizor,

leniuchowanie przed telewizorem/

Nareszcie sobota i można robić, co się chce. Tato od rana siedzi w swoim pokoju i kończy jakąś ważną pracę, Zbyszek odkurza, a mama szoruje łazienkę.

- Córeczko, wyrzuć śmieci - woła przekrzykując szum pralki.

- Za chwilę! - odkrzykuje Gosia; nie odrywając oczu od ekranu. Właśnie dzielny Zorro ucieka przed gromadą żołnierzy. Czarna peleryna powiewa na wietrze... Gosia bezwiednie ściska trzymane w ręku ciastko, aż okruszki lecą na dywan.

- Przed chwilą tu odkurzałem! - wścieka się Zbyszek.

O rany, co za nudziarz. Mógłby już wyjść na ten swój trening, a przy okazji wyrzucić śmieci.

Mama skończyła porządki w łazience i bierze się za gotowanie obiadu.

- Gosiu, zabrakło mi śmietany…

- Ale mamuś, właśnie zaczął się Disney…

Na szczęście sytuację ratuje tato, mówiąc, że wychodzi na pocztę, więc po drodze kupi co trzeba.

Tuż po obiedzie dzwoni Agnieszka.

- Cześć! Siedzimy u Kingi i składamy gazetkę. Mówiłaś, że przygotujesz krzyżówkę…

Mówiłam, ale nie zdążyłam; mruczy niezbyt uprzejma Gośka, zezując w stronę ekranu.

- To wiesz co - nie daje za wygraną Aga - przyjdź do nas, to sklecimy coś na poczekaniu.

- Nie mam czasu - kłamie Gośka i prędko odkłada słuchawkę. Musi przecież zobaczyć, czy Esmeralda zdradzi Ferdynanda, czy nie.

Przed b1okiem Ewa z Baśką śmigają na wrotkach.

- Poszłabyś do nich - namawia tato - takie piękne łyżworolki ci kupiłem…

Gosia robi minę cierpiętnicy.

- Tatku, zlituj się, to mój ulubiony teleturniej... Wieczorem mama usiadła wreszcie, aby odpocząć, tato wsadził nos w gazetę, a Zbyszek, zmachany po treningu, położył się na tapczanie i włączył magnetofon.

Kinga z Agnieszką same poradziły sobie z krzyżówką i złożyły prawie całą gazetkę. Ewa z Baśką wróciły z podwórka obtłuczone jak jabłka, ale szczęśliwe.

Gosię bolała głowa…

Ewa Stadtmuller

PROMYK JUTRZENKI 2/2002 s. 6