background image

24 

nr 5-2002

25 

nr 5-2002

W Polsce codziennie upija się ok. 800 

tysięcy  ludzi,  zaś  kilka  milionów  regu-

larnie  doprowadza  się  do  stanu  upojenia 

alkoholowego.  Kilkaset  tysięcy  naszych 

rodaków  ma  problemy  z  narkotykami, 

a przeszło 20 milionów codziennie zatru-

wa  swój  organizm  dymem  tytoniowym. 

Wszystkie te używki rujnująco wpływają 

na nasz kraj. Pociągają one za sobą prze-

różne choroby fizyczne, setki tysięcy roz-

bitych i nieszczęśliwych rodzin (co z kolei 

wiąże się ze wzrostem liczby rozwodów), 

częste akty nieczystości seksualnej, tysią-

ce  bójek,  aktów  wandalizmu,  wypadków 

samochodowych, setki morderstw, etc.

Myli  się  jednak  ten,  kto  sądzi,  że  pi-

jaństwo, nikotynizm i narkomania są naj-

groźniejszymi plagami niszczącymi polski 

naród.  Od  wielu  lat,  najbardziej  roz-

powszechnionym  i  destrukcyjnym  na-

łogiem, któremu oddają się Polacy jest 

oglądanie  telewizji.  Być  może,  niejeden 

Czytelnik  uzna  to  stwierdzenie  za  zde-

cydowanie  przesadzone.  W  tekście  tym, 

analizując  telewizję  od  strony  psycholo-

gicznej,  moralnej,  społecznej  i  religijnej, 

postaram się udowodnić, że rzeczywiście 

tak jest.

Najgroźniejszy nałóg

Telewizja,  sama  w  sobie,  jest  jednym 

z  wynalazków  ludzkiego  umysłu,  który 

może być wykorzystywany zarówno w do-

brych, jak i złych celach. „Szklany ekran” 

mógłby  być  jednym  z  efektywniejszych 

narzędzi ewangelizacji, ukazywania chrze-

ścijańskiego świata wartości, połączonym z 

dobrą rozrywką. Jednak, nawet gdyby pro-

gramy  telewizyjne  stanowiły  jedno  wiel-

kie  pasmo  promocji  Ewangelii,  to  i  tak 

nadmierne  patrzenie  w  telewizor  nie  by-

łoby korzystne dla duchowo-umysłowego, 

jak  również  fizycznego  stanu  człowieka. 

Trzeba bowiem zauważyć, że do specyfiki 

telewizji  należy  przekazywanie  kilku  ty-

sięcy następujących po sobie – bez prze-

rwy w ciągu niespełna godziny – obrazów 

i dźwięków. Ta podstawowa cecha szkla-

nego  ekranu  łatwo  może  uczynić  z  czło-

wieka  istotę  bierną,  mało  refleksyjną,  co 

z kolei pociąga za sobą obniżenie pozio-

mu inteligencji i osłabienie sił twórczych. 

Jakie zaś skutki na pojedyncze osoby, ro-

dziny i narody, może wywrzeć telewizja, 

która  niemal  bez  reszty  poświęcona  jest 

promocji  różnych  antychrześcijańskich  i 

niemoralnych treści?

Wpływu  jaki  wywierają  na  Polskę  i 

inne kraje mass media, a zwłaszcza telewi-

zja, doprawdy nie sposób przecenić. Popu-

larne prasowe dzienniki i tygodniki czyta 

większość Polaków, podobnie sprawa wy-

gląda  z  radiem  oraz  internetem,  którego 

dostępność  w  naszym  kraju  jest  coraz 

większa. Jednak nawet poczytność Gazety 

Wyborczej, słuchalność Radia Zet i liczba 

internetowych  odwiedzin  portalu  Onet 

blednie  w  porównaniu  ze  wszechobec-

nością  telewizora.  Szacuje  się,  że  99% 

polskich domów jest wyposażonych przy-

najmniej  w  jeden  odbiornik  TV.  Już  w 

1994  roku  Ośrodek  Badania  Opinii  Pu-

blicznej (OBOP) donosił, że 44% polskich 

dzieci ma telewizor w pokoju, w którym 

bawi  się  i  odrabia  lekcje,  35%  –  tam, 

gdzie  śpi,  a  30%  –  tam,  gdzie  spożywa 

posiłki  (zob.  Wychowanie  w  Przedszkolu 

nr  5/1998).  Na  przełomie  lat  80-tych  i 

90-tych ubiegłego wieku, wraz z inwazją 

liberalizmu,  nasz  kraj  pokryła  sieć  pry-

watnych stacji telewizyjnych oraz telewi-

zji kablowej i satelitarnej. W połowie lat 

90-tych  XX  stulecia  Polska  była  trzecim 

co do wielkości europejskim rynkiem te-

lewizji satelitarnej, zaraz po Niemczech i 

Wielkiej Brytanii (zobKatrin Ledermann 

i  Ulrich  Skambraks,  Kto  sięga  po  nasze 

dzieci, wyd. Effatha, 1999, s.219). Obec-

nie  przeciętnie  zarabiający  Polak,  za  ok. 

25-30 złotych miesięcznie, ma dostęp do 

prawie 60 rodzimych i zagranicznych sta-

cji  telewizyjnych.  Za  kolejne  35  złotych 

może opłacać co miesiąc dekoder telewi-

zyjny,  który  daje  możliwość  odbioru  do-

datkowych  dziesiątek  stacji.  Tak  też,  za 

niewiele  ponad  60  złotych,  przez  30  dni 

można oglądać od 100 do 150 kanałów TV. 

Jeszcze 10 lat temu OBOP donosił, że 

dorosły Polak spędza przed szklanym ekra-

nem przeciętnie 2 godz. w dzień powsze-

dni i 4 w dzień świąteczny, zaś dzieci w 

wieku szkolnym – 4 godz. w zwykły dzień, 

a 7 w dzień wolny od szkoły (zob. jw. s. 

218). W 2002 roku, zdaniem OBOP, Po-

lacy oglądają TV już 4 godz. i 34 minuty 

dziennie, natomiast w święta Bożego Na-

rodzenia  czas  ten  sięgnie  nawet  6  i  pół 

godziny  na  dobę  (zob.  Christus  Rex  nr 

3/2002)Jeśli trend ten, będzie się utrzymy-

wać, oznacza to, że statystyczny Kowalski 

siedząc przed odbiornikiem telewizyjnym 

spędzi, bez przerwy, prawie 15 lat całego 

swego  życia!  Dla  porównania,  warto 

przypomnieć, że w rodzinach na rozmo-

wę z dziećmi i małżonkiem poświęca się 

nie więcej niż kilkanaście minut dzien-

nie. Zresztą, aby uświadomić sobie ogrom-

ny wpływ TV na społeczeństwo, wystarczy 

tylko  przyjrzeć  się  przeciętnemu  gospo-

darstwu domowemu. Telewizor jest obec-

nie umiejscawiany w centralnym punkcie 

mieszkania (tak, jak niegdyś rodzinne oł-

tarzyki,  przed  którymi  domownicy  gro-

madzili  się  na  modlitwie).  Posiłki  często 

spożywane są w trakcie oglądania progra-

mów telewizyjnych. Interesujący jest rów-

najbardziej 

rozpowszechniony 

nałóg

Telewizja –

Światłem ciała jest twoje oko. Jeśli twoje oko jest zdrowe, 

całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli będzie chore, 

twoje ciało będzie również w ciemności (Łk 11, 34)

background image

24 

nr 5-2002

25 

nr 5-2002

nież  stan  psychiczny,  w  jakim  znajdują 

się telewizyjni widzowie – otóż w trakcie 

emisji  różnych  programów  i  filmów,  lu-

dziom  często  trudno  jest  oderwać  uwagę 

od telewizora, co przypomina trans. Wiele 

do  myślenia  daje  również  fakt,  iż  np. 

zapaleni  amatorzy  przeróżnych  seriali, 

nierzadko mają poważne problemy z od-

różnieniem ekranowej fikcji od rzeczywi-

stości. Na pewno niejeden z Czytelników 

zaobserwował  u  siebie  lub  u  swych  zna-

jomych następującą reakcję – oto nadawa-

ny jest kolejny odcinek jakiejś telenoweli, 

której fabuła jest od A do Z zmyślona, tym-

czasem  widz  komentuje  akcję  tak,  jakby 

omawiał treść reportażu albo wiadomości. 

Niejeden aktor odtwarzający rolę „czarne-

go  charakteru”  często  wspomina,  jak  na 

ulicy podchodzili do niego rozżaleni tele-

widzowie z prośbami, a nawet groźbami, 

ażeby nie był on już taki zły. Takie nonsen-

sowne zachowania, można codziennie ob-

serwować u „oglądaczy” telewizji. Biorąc 

pod uwagę powyższe dane, nie dziwi fakt, 

że  już  w  1992  roku  90%  ankietowanych 

Polaków  twierdziło,  że  nie  jest  w  stanie 

zrezygnować z telewizji (zob. Gazeta Wy-

borcza,  22.  11.  1992,  Polska  telemania. 

Dziesięć  lat  bez  wyroku).  Jaki  wniosek 

można wyciągnąć z powyższych faktów? 

Konkluzja wydaje się oczywista: szkla-

ny  ekran  jest  dziś  dla  setek  milionów 

prawdziwym bożkiem, który kształtuje 

poglądy,  codzienne  zachowania  i  obo-

wiązujące  mody.  Bez  wątpienia  telewi-

zyjni twórcy są obecnie niekoronowanymi 

„królami” umiejącymi kształtować oblicze 

narodów bez wystrzału nawet jednej salwy 

armatniej.

„Pójść do nieba, to byłoby 

nudne” – czyli rzecz 

o telewizyjnych magnatach

Ażeby uświadomić sobie, jak niszczą-

cym jest telewizyjny nałóg, rzućmy teraz 

okiem  na  to,  w  czyich  rękach  znajdują 

się stacje TV i wytwórnie filmowe (które 

przecież  dostarczają  produktów  zarówno 

na  wielki  jak  i  mały  ekran).  Na  długo 

przed burzliwymi latami 60-tymi ubiegłe-

go  wieku,  wpływy  wrogów  cywilizacji 

chrześcijańskiej były w przemyśle filmo-

wym bardzo duże. Wystarczy wspomnieć, 

że na tworzonych przez Kościół Katolicki 

„indeksach  filmów  zakazanych”,  aż  do 

1966 roku znajdowały się setki znanych i 

popularnych tytułów, a osławiona komisja 

senatora McCarthy'ego, zajmująca się tro-

pieniem wpływów bolszewizmu w USA, 

ujawniła na przełomie lat 40-tych i 50-tych 

ubiegłego  stulecia  istnienie  dziesiątek 

zwolenników i sympatyków komunizmu, 

wśród  najbardziej  znanych  hollywoodz-

kich aktorów i reżyserów (rzecz jasna nie 

zabrakło  w  tym  gronie  tajnych  agentów 

wywiadu ZSRR). Wystarczy przypomnieć 

słynny film „Dyktator” w reżyserii Char-

liego Chaplina, w którym piętnuje się tyra-

nię Hitlera, jednocześnie zachwalając jako 

prawdziwy „raj na ziemi” – „Ostię”, będą-

cą wyraźną aluzją do Związku Sowieckie-

go, rządzonego przez krwawego ludobójcę 

– Stalina. 

Wraz  z  rewolucją  seksualną  lat  60-tych 

XX wieku, te antychrześcijańskie i niemo-

ralne  wpływy  uległy  znacznemu  poszerze-

niu i radykalizacji. Nie jest żadną tajemnicą, 

iż zdecydowana większość dzisiejszych fil-

mowych i telewizyjnych reżyserów, aktorów, 

producentów  oraz  dziennikarzy  to  zdekla-

rowani  sympatycy  socjalizmu,  liberalizmu, 

materializmu,  których  prywatne  życie  nie 

wolne  jest  od  nierządu,  cudzołóstwa,  ho-

moseksualizmu,  rozwodów,  pijaństwa  i 

narkotyków. Według przeprowadzonych w 

USA badań, na 104 czołowych dziennika-

rzach  telewizyjnych,  aż  80%  z  nich  przy-

znawało, iż nie uważa homoseksualizmu za 

coś złego, 86% popiera walkę homoseksu-

alistów o równouprawnienie dla ich dewia-

cji, zaś 51% nie widzi niczego nagannego w 

niewierności małżeńskiej (zob. Gene Anto-

nio, AIDS – zmowa milczenia, wyd. Exter, 

1993, s. 128).

W Polsce różne petycje domagające się 

utrzymania bądź przywrócenia nieograni-

czonego  „prawa”  do  mordowania  poczę-

tych  dzieci  podpisywały  już  takie,  znane 

ze  szklanego  ekranu,  osobistości  jak: 

Maria  Czubaszek,  Olga  Lipińska,  Woj-

ciech Mann, Feliks Falk, Daniel Olbrych-

ski,  Agnieszka  Holland,  Krystyna  Janda 

i  Kora  Jackowska  (zob.  Sprawa  Polska 

nr 2/1990, s. 30, a także Christus Rex nr 

3/2002). 

Najbardziej  wpływowym  człowiekiem 

mediów jest obecnie Ted Turner – wicepre-

zes Time Warner – panujący nad obiegiem 

znacznej części informacji w światowych 

serwisach telewizyjnych. Turner znany jest 

ze swych skrajnie proaborcyjnych poglą-

dów i komunistycznych sympatii (otwar-

cie  popiera  politykę  demograficzną  Chin 

wyrażającą się w przymuszaniu matek do 

zabijania własnych nienarodzonych dzieci, 

poza tym jest przyjacielem Fidela Castro) 

oraz radykalnie antychrześcijańskich, cza-

sami przemieniających się w jawne bluź-

nierstwa,  przekonań  (jest  autorem  takich 

wypowiedzi jak: „Nie potrzebuję nikogo, 

kto  by  miał  za  mnie  umierać.  Pójść  do 

nieba – to byłoby nudne” – zob. Christia-

nitas, nr 7/2001, s. 80). Ex-żona Turnera, 

znana  aktorka  –  Jane  Fonda  powiedziała 

z  kolei:  „Sądzę,  że  gdybyśmy  rozumieli, 

czym  jest  komunizm,  to  mielibyśmy  na-

dzieję, błagalibyśmy na kolanach, byśmy 

pewnego  dnia  mogli  zostać  komunista-

mi”. Pewien protestancki fundamentalista, 

Dave Hunt, trafnie skomentował te słowa 

pisząc, że w krajach rządzonych przez ko-

munistów, ci którzy się modlili, byli zabi-

jani  albo  więzieni.  Bardzo  interesujące 

są powiązania innego współczesnego po-

tentata medialnego, Michaela D. Eisnera, 

background image

26 

nr 5-2002

27 

nr 5-2002

prezesa wielkiej korporacji Disney, której 

własnością  są  dziesiątki  wytwórni  filmo-

wych i stacji telewizyjnych. Pod kierow-

nictwem  Eisnera  firma  Disney  stała  się 

bogatym sponsorem różnych imprez pro-

mujących homoseksualizm, a także klinik 

aborcyjnych. Według samego Eisnera, dla 

jego korporacji pracuje ok. 25 tys. homo-

seksualistów i lesbijek (zob. Zawsze Wier-

ni nr 40/2001, dodatek Rodzina Katolicka, 

s. XIV-XV).

 

Elektroniczny morderca

na wyciągnięcie ręki

Wszechobecna  konsumpcyjna  mental-

ność  sprawia,  że  telewizja  kieruje  się 

prawami  popytu  i  podaży.  Ramówki  te-

lewizyjne  są  układane  przede  wszystkim 

pod  kątem  oglądalności.  Stawia  to  wro-

gów  chrześcijaństwa  w  bardzo  dogodnej 

sytuacji, albowiem na skutek grzechu pier-

worodnego,  naturalne  skłonności  czło-

wieka  zostały  zranione  i  zniekształcone. 

Dlatego też walka z grzechem i postęp w 

cnotach wymaga sporego wysiłku, zaś ule-

ganie  szatańskim  podszeptom  jest  łatwe. 

Tak więc promocja różnych antychrześci-

jańskich i niemoralnych treści nie wymaga 

wielkiego trudu i misyjnego zapału.

Telewizyjną ramówkę można podzielić 

na  dwa  główne  bloki:  rozrywkę  (filmy  i 

seriale fabularne, bajki, reality shows, mu-

zyka,  sport,  teleturnieje,  programy  saty-

ryczne,  etc.)  oraz  publicystykę  (programy 

informacyjne, reportaże, filmy dokumental-

ne, tzw. talk show, debaty telewizyjne, itp.).

Rzućmy  wpierw  okiem  na  rozrywkę, 

albowiem  to  ona  stanowi  przeważającą 

część  czasu  antenowego,  tak  w  stacjach 

publicznych,  jak  i  komercyjnych  (np.  w 

TVN  stanowi  ona  ok.  80%  oferowanych 

programów,  a  w  Polsacie  prawie  90%). 

Bez  żadnej  przesady  można  powiedzieć, 

że  telewizyjna  rozrywka  jest  prawie  nie-

ustanną propagandą wszelkich grzechów, 

bo łamie każde z dziesięciu Bożych przy-

kazań.  Aby  nie  być  gołosłownym,  pro-

ponuję  przeanalizowanie  propagowanych 

przez  TV  wzorców  w  świetle  Dekalogu, 

od przykazania X zaczynając:

X, VIII, VII: Większość filmów i seria-

li promuje materializm. Naczelnym celem 

ziemskiego życia ma być wedle TV posia-

danie doczesnych dóbr i możliwie nieskrę-

powane  środki  ich  używania.  Skutkiem 

takiej  postawy  często  kreuje  się  na  po-

zytywnych bohaterów chciwców, złodziei, 

oszustów i kłamców. Natomiast policjanci 

i  prokuratorzy  zaczynają  odgrywać  rolę 

złych i wrednych typów, a ludzie łamiący 

prawo odmalowywani są w sposób budzą-

cy sympatię (np. filmowe seriale Vabank

Młode  Wilki).  Czasem  zwykli  przestępcy 

ukazywani są wręcz jako męczennicy prze-

ciwstawiający  się  społecznej  niesprawie-

dliwości (jasne, trudno jest znaleźć pracę, 

a  jak  się  ją  znajdzie,  to  jest  słabo  płatna 

i szefa ma się trudnego w pożyciu, więc 

najlepiej napaść na bank), którzy giną w 

nierównej walce z policją. Ujmując temat 

w dużym skrócie, postawą często promo-

waną  w  TV  jest  typ  szulera  i  cwaniaka, 

zbijającego  potężną  kasę  na  okradaniu  i 

oszukiwaniu swych bliźnich-frajerów. 

IX  i  VI:  O  ile,  rzadko,  bo  rzadko, 

można  ujrzeć  w  TV  pozycje  promujące 

wartość uczciwości, umiarkowania i cięż-

kiej pracy, to filmy i seriale, które ukazy-

wały  sferę  seksualną  w  zgodzie  z  nauką 

Kościoła  Katolickiego,  chyba  nie  są  już 

produkowane. To, co serwują w tej dziedzi-

nie publiczne i komercyjne, polskojęzycz-

ne albo zagraniczne stacje TV, przypomina 

24-godzinny, zmasowany nalot bombowy. 

Filmy  i  programy  o  zdecydowanie  por-

nograficznym  charakterze  są  regularnie 

(przeciętnie  parę  razy  w  tygodniu)  nada-

wane przez takie kanały jak Polsat, TV4 i 

TVN7, zaś TVP1, TVP2 oraz TVN nadają 

takie  pozycje,  od  czasu  do  czasu.  Oczy-

wiście  zmysłowość  seksualna  w  TV  nie 

ogranicza  się  jedynie  do  programów  o 

stricte pornograficznym charakterze. Nie-

mal  o  każdej  porze,  włączając  telewizor, 

bez trudu można zetknąć się z całą gamą 

scen  naładowanych  zmysłowością.  Bez-

wstydny ubiór, zmysłowy taniec, sprośne 

dowcipy, aluzje i gesty, namiętne pocałun-

ki, pieszczoty, nagość i stosunki seksualne 

przenikają  filmy,  seriale,  programy  saty-

ryczne,  reality  shows,  muzyczne  video-

clipy, a nierzadko docierają nawet do pro-

gramów  sportowych,  teleturniejów  oraz 

bajek  dla  dzieci.  Dziennikarze  Rzeczpo-

spolitej  w  latach  1999  i  2000,  przepro-

wadzili  dwa  siedmiodniowe  monitoringi 

najpopularniejszych  polskich  stacji  tele-

wizyjnych  (TVP1,  TVP2,  TVN,  Polsat), 

w których badali poziom „nasycenia” po-

szczególnych kanałów seksem i przemocą. 

Jeśli chodzi o seksualną zmysłowość, do 

łagodnych scen erotycznych dziennikarze 

zaliczyli  namiętne  pocałunki,  pieszczoty 

i  nagość,  zaś  mianem  ostrych  nazwali 

ujęcia  przedstawiające  stosunki  płciowe. 

Wyniki badań Rzeczpospolitej były pora-

żające; przykładowo w dniach 15-21. XI. 

1999  roku,  łagodnych  scen  seksualnych 

można było ujrzeć odpowiednio w : TVP1 

– 88, TVP2 – 92, TVN – 295, Polsacie – 

249. Jeśli chodzi o ostre sceny, to tu sytu-

acja przedstawiała się następująco: TVP 1 

– 0, TVP2 – 5, TVN – 13, Polsat – 45 (zob. 

Rzeczpospolita, 19.12.2000, Seks na śnia-

danie, Jacek Cieślak ). Dodam od siebie, 

że gdyby Rzeczpospolita mianem scen ła-

godnych określiła też ujęcia bezwstydnego 

ubioru,  zmysłowych  tańców,  lubieżnych 

dowcipów, aluzji i gestów, to zapewne po-

dane  wyżej  liczby  uległyby  pomnożeniu 

przez pięć. Tak też licząc w skali rocznej, 

według Rzeczpospolitej scen graniczących 

z pornografią, bądź jawnie pornograficz-

nych,  można  zobaczyć  odpowiednio  w: 

TVP1 – 4576, TVP2 – 5044, TVN – 16016, 

Polsat – 15288!!!

Mottem  ideowym  telewizyjnej  roz-

rywki, jest mniej lub bardziej radykalna 

negacja tradycyjnego nauczania katolic-

kiego  w  kwestiach  seksualnej  obycza-

jowości. Takie grzechy jak masturbacja, 

background image

26 

nr 5-2002

27 

nr 5-2002

seks przedmałżeński, cudzołóstwo, pro-

stytucja, seks zbiorowy, pornografia, ho-

moseksualizm, transwestytyzm, fantazje 

seksualne, transseksualizm są bezustan-

nie  i  otwarcie  chwalone  albo  przynaj-

mniej przedstawiane jako (same w sobie) 

całkowicie nieszkodliwe. W powyższym 

wyliczeniu  różnych  form  nieczystości 

i  zboczeń,  które  promowane  są  przez 

przemysł  telewizyjny,  brakuje  chyba 

tylko  zoofilii,  pedofilii  i  kazirodztwa 

– chociaż i w tym wypadku można by 

podać  przykłady  programów  reklamu-

jących te dewiacje. Dziewictwo, wsty-

dliwość i umiarkowanie traktowane są 

zaś  pogardliwie,  jako  archaiczne  czy 

wręcz chorobliwe zachowania. W kon-

tekście  tego  wszystkiego  można  po-

ważnie  zastanawiać się,  czy niedawna 

afera związana z reklamą pornograficz-

nej i prohomoseksualnej witryny inter-

netowej  w  przeznaczonym  dla  dzieci 

„Teleranku”  była  rzeczywiście  tylko 

niedopatrzeniem  osób  odpowiedzial-

nych.  Jest  bardzo  prawdopodobne,  że 

incydent ten był rozpoczęciem kolejne-

go etapu niszczenia wrażliwości i war-

tości  moralnych  tym  razem  w  sferze 

seksualnej dzieci i młodzieży. (cdn)

Mirosław Salwowski 

Z Anetą Białek 
rozmawia ks. Aleksander Radecki

 

Dlaczego  postanowiłaś  zrezygnować 

zupełnie z oglądania telewizji w okresie 
Wielkiego Postu?

Uświadomiłam  sobie,  że  najwyraźniej 

jestem uzależniona od telewizyjnych pro-

gramów we własnym domu i postanowi-

łam  wreszcie  coś  z  tym  zrobić.  Miała  to 

być z jednej strony forma pokuty, związa-

nej dodatkowo z pewną intencją, a z dru-

giej chęć sprawdzenia siebie: na co mnie 

tak naprawdę stać.

 

Było ciężko?

Tak, bardzo! Przecież do tej pory (czyli 

do Środy Popielcowej 2001 r.) wchodząc do 

swojego  mieszkania,  włączałam  telewizor 

wcześniej,  niż  zdążyłam  zdjąć  buty!  Tele-

wizor  towarzyszył  moim  posiłkom,  wypo-

czynkowi – ba, nie rezygnowałam z niego 

nawet wtedy, gdy pracowałam przy kompu-

terze! Miałam też dwa seriale, według któ-

rych układałam plan dnia: „Klan” i „Życie 

do poprawki”. Wstyd się przyznać, ale tele-

wizyjne kino nocne także mogło liczyć na 

moją  wierność  przed  ekranem.  Na  pewno 

nie ułatwiało mi dotrzymania tej szczególnej 

abstynencji moje bezrobocie (praca wyzna-

cza przecież określony rytm życia, przynaj-

mniej w ciągu dni roboczych) oraz fakt, że 

jestem osobą samotną.

 

Były kryzysy w realizacji takiego posta-

nowienia?

Przede wszystkim na samym początku. 

Sięganie po pilota było już u mnie niekon-

trolowanym  odruchem;  dlatego  ukryłam 

go  przed  samą  sobą  w  szafie,  w  pokoju 

na piętrze, do którego praktycznie nigdy nie 

wchodzę.  Dodatkowym  zabezpieczeniem 

było  wyjęcie  przewodów  antenowych; 

gdybym  chciała  je  ponownie  podłączyć, 

musiałabym wykonać sporo pracy, związa-

nej z odsuwaniem mebli. Tak więc nawet 

swoje  lenistwo  wykorzystałam  do  wspo-

magania swojej niełatwej decyzji.

 

A co na to Twoje otoczenie?

Z rodziną właściwie nie miałam proble-

mów, natomiast zdziwienie budziła moja po-

stawa wtedy, gdy odwiedzałam znajomych. 

Ale nikt mi specjalnie nie dokuczał.

 

Jakie  dostrzegłaś  owoce  swojego 

postanowienia?

Fakt, że dotrzymałam go w 100% upew-

nił mnie, że jestem w stanie od siebie wy-

magać,  moja  wola  jest  coś  warta!  Skoro 

jestem „panią siebie", to znaczy, że mogę 

się „porywać" na rzeczy wielkie i poważ-

ne.  Doświadczyłam,  że  Wielki  Post  jest 

czasem specjalnej łaski Bożej, z którą trze-

ba współpracować. Mogłam bardziej upo-

rządkować plan dnia, a konkretnie: kłaść 

się na spoczynek nocny tak, jak Pan Bóg 

przykazał, czyli przed północą i wykonać 

wiele  zaległych  prac.  Uspokoiłam  swoją 

wyobraźnię, usamodzielniłam się w swoim 

myśleniu i mówieniu, w którym nie mu-

siałam  się  już  powoływać  na  to,  co  po-

kazywano w TV. Mam także przekonanie, 

że był to nareszcie jakiś konkretny wyraz 

mojej wiary. To chyba nie jest mało, jak na 

tych kilka wielkopostnych tygodni?

 

Rzeczywiście, spory dorobek duchowy 

i  niemała  satysfakcja  –  a  także  świa-
dectwo wobec innych. Komu polecałabyś 
taki pomysł?

Wszystkim!  Gdyby  każdy  chrześcija-

nin zdecydował się podjąć podobną próbę, 

choćby  na  przestrzeni  jednego  miesiąca, 

dowiedziałby  się  bardzo  wiele  o  sobie  i 

zdobyłby doświadczenie, które jest niedo-

stępne od strony teoretycznej. Trzeba się 

jednak liczyć z tym, że jest to wyzwanie 

bardzo  poważne,  bo  właściwie  nikt  nie 

zdaje sobie sprawy z tego, jak potężnym 

bożkiem  i  jak  przemożnym  tyranem  jest 

„telewizornia”, którą wprowadziliśmy do 

naszego najbardziej naturalnego środowi-

ska,  jakim  jest  dom  i  osobiste  życie  du-

chowe.

 

Czy ponowisz w przyszłości swoje te-

goroczne wyrzeczenie?

W Niedzielę Zmartwychwstania przed 

ekranem stał jeszcze u mnie wazon z kwia-

tami, ale wrócę do kontrolowanego korzy-

stania z wybranych starannie programów. 

Natomiast  w  przyszłości  ponowię  swoją 

abstynencję telewizyjną, wiedząc już, jakie 

z tego płyną korzyści. A skoro ta decyzja 

tyle mnie kosztowała, nie mam wątpliwo-

ści, że jest w niej ukryta wielka wartość. 

Pokonać 

domowego tyrana