background image

PhilippVandenberg

SPISEKFARAONÓW

POSZUKIWANIEŚLADÓW

EgipskąboginięmiłościiradościBastetzdawiendawnaprzedstawianojakosiedzącąkotkę.
Zlecenienumer1723wmonachijskimInstytucieHermesacenionymnacałymświecielaboratorium

badawczym,datującymisprawdzającymdziełasztuki,byłozwykłą,rutynowąsprawą.Autentyczność
staro-egipskiejkotkiBastetmianonaprośbęjejwłaściciela,prywatnegokolekcjonera,zbadaćza
pomocąmetodytermoluminescencyjnej.Wceluprzeprowadzeniabadaniakoniecznebyłozeskrobanie
trzechgramówmateriałuwmożliwieniewidocznymmiejscu.Asystentkapobraławięcpróbkęzdolnej
częścifigurki,zgrubejnapalec,okołodziesięciocentymetrowejgłębokościdziuryodwewnętrznej
strony,takbyuszkodzeniebyłojaknajmniejwidoczne.

Asystentkaodkryłaprzytymwewgłębieniuwciśniętąkartkęznapisem:„MORDERCAnr73”,naco

początkowoniezwróciłauwagi,alepotemschowałakartkęwgabinecieosobliwościInstytutu,gdzie
przechowywanorozmaitefalsyfikatyiinnedziwnerzeczy.

NaukowebadaniekotkiBastetpotwierdziłobezżadnychwątpliwościjejautentyczność,figurkęmożna

byłodatowaćzdokładnościąplusminus100latnaokresIIIdynastii.Dnia7lipca1978rokufigurkę
wrazzekspertyząirachunkiemzwróconokolekcjonerowi,afakttenodnotowanowtomie24/78księgi
zamówień.

PodczaswizytywInstytucieHermesa,gdziewewrześniu1986rokuchciałemzostawićdozbadania

pewienegzemplarzzmojegowłasnego,niewielkiegozbioruegipskichstarożytności,zwróciłemuwagę
nadziwnąkartkęznapisem:„MORDERCAnr73”,anamojepytanieudzielonomiinformacji,którą
przedstawiłempowyżej.Kiedyzapytałem,czywłaścicieltegodziełasztukiznalazłwyjaśnienieowego
znaleziska,oświadczonomi,żezawiadomionogootejkartce,aleonsiętylkoroześmiałioświadczył,że
tozpewnościąktóryśzpoprzednichwłaścicielipozwoliłsobienażart,apozatyminteresujegotylkoto,
czyprzedmiotjestantykiem.

Wobectegopoprosiłemonazwiskoiadreswłaścicielategodziełasztuki,czegomiodmówionoz

powodówzasadniczych.Jajednaktymczasemtakzaprzątnąłemsobiemyśliowymwypadkiem—to
znaczywówczasjeszczeniewiedziałem,czychodziowypadek—żeniedałemzawygranąi
zaproponowałem,abyInstytutsamzwróciłsiędowłaściciela,którymożezechcepowiedziećcoświęcej.
Instytutobiecał,spełnimojąprośbę

Zastanawiałemsięwtedy,jakądrogęmamobrać,jeśliwłaścicielsięniezgłosi,myślałemnaweto

przekupieniukogośwInstytucie,abywtensposóbzdobyćkonieczneinformacjeowłaścicieluowej
kartkiztajemniczymnapisem;boimdłużejsiętąsprawązajmowałem,tymbardziejdochodziłemdo
przekonania,żezakartkąznapisem„MORDERCAnr73”zpewnościąniekryjesiężart.Kolejnapróba
przekonaniadyrektoraInstytutu,bypodałminazwisko,zakończyłasięprzyrzeczeniem,żeowąkartkę
(którąjużtymczasemniewątpliwiewszyscyprzeklinali)poddadząnaukowejanalizie.

KumojemuwielkiemuzdziwieniuprzekazanomizapośrednictwemInstytutulist,wktórymdr

AndreasB.,ekonomistazBerlina,właścicielfigurkikotki,informował,żedowiedziałsięomoim
zainteresowaniusprawą,aleniestetymusimnierozczarować,ponieważjesttoprzedmiotodziedziczony,
niedosprzedania.

ZatelefonowałemwięcdodraB.ioświadczyłem,żeniechodzimiokotkę,leczjedynieokartkęz

tajemniczymnapisem„MORDERCAnr73”,coumegorozmówcywzbudziłopewiensceptycyzm,także

background image

musiałemużyćwszystkichswoichtalentówkrasomówczych,byzechciałsięspotkaćzemnąwhotelu
„SchweizerHof”wBerlinie.

PoleciałemdoBerlinaipodczaswspólnejkolacjiwewspomnianymhotelu,doktóregodrB.

przyprowadziłswegoznajomegojakoświadka,cowzmocniłomojąpodejrzliwość,dowiedziałemsię—
takwkażdymrazietwierdziłmójrozmówca—żeobecnywłaścicielrzeźbyodziedziczyłjąposwym
ojcuFerencuB.,znanymkolekcjonerzeantykówegipskich.FerencB.zmarłprzedtrzemalatywwieku
siedemdziesięciutrzechlat.OpochodzeniurzeźbydrB.nicniepowiedział,jegoojcieckupował
przedmiotysztukiumarszandówinaaukcjachnacałymświecie.

Namojepytanie,czyposiadadowodykupna,jaktojestpraktykowanewśródkolekcjonerów,mój

rozmówcawykręciłsięmówiąc,żewszystkiedowodyprzechowujejegomatka,którateżdysponuje
większączęściązbioru.MieszkaonawAsconienadLagoMaggiore.Rozmowatrwałaczterygodzinyi
zakończyłasięnadspodziewaniepomyślnie,kiedyzapewniłemobumężczyzn,żenieinteresujemnie
stronapodatkowazagadnienia.

Dowiedziałemsięwięc,żematkapanaB.wyszłatymczasemzamąż.PanE.,jejmałżonek,był

podejrzanymtypem,niktwokolicyniewiedział,wjakisposóbdoszedłdopieniędzy,aletowtych
stronachniejestrzadkością.Wydawałomisię,żelepiejbędzieniezapowiadaćswojejwizytyupaniE.,
gdyżobawiałemsię,żeniezechceonazemnąrozmawiać.Nietracącczasu,pojechałemdoAscony,gdzie
zastałempaniąE.samą.Wyglądaładośćnędznie,byłalekkopijana,aledziękitemuchętnadorozmowy.
CoprawdaniechciałapokazaćmidowodówkupnarzeźbyBastet,oświadczyła,żeniemajużtych
papierów,aledałami,niezdającsobieztegosprawy,cennąwskazówkęcodopochodzeniarzeźby.
Przypomniałasobiebowiem,żewmaju1974wtajemniczysposóbzdechłakotkapanadomuiwłaśnie
wtedyFerencB.odkryłkotkęBastetwkataloguaukcyjnymioświadczył,żekupijąnapamiątkęswej
ulubionejkotki.Takteżsięstało.

Niestetyrozmowazostałaprzerwana,ponieważzjawiłsięmążpaniE.,którybardzonieufnieodniósł

siędomojejprośbyiwsposóbgrzeczny,alestanowczymniewyprosił.Alemogłemjużterazprzystąpić
doakcji.Najednobrzmiącelistyskierowanedonajwiększychdomówaukcyjnych,zawierające
jednakowosformułowanepytanie,czyfirmawmaju1974przeprowadzałaaukcjędziełsztukiegipskiej,
otrzymałemnastępująceodpowiedzi:Trzydomyodpowiedziałynegatywnie,dwawogólenie
odpowiedziały,jednaodpowiedźbyłapozytywna.FirmaChristie’szLondynuzawiadomiłaoaukcji
sztukiegipskiej11lipca1974roku.PojechałemwięcdoLondynu.

GłównebiuroChristie’sprzyKingStreet,St.Jame’s,robiwrażeniebardzowytwornego,wkażdym

raziejeśliidzieosaleogólnodostępne(utrzymanewwytwornejczerwieni),pomieszczeniawewnętrzne
sprawiająwrażeniezaniedbanych.Przedewszystkimarchiwum,wktórymprzechowujesiękatalogii
sprawozdaniazwynikówaukcji.Podałemsięzakolekcjoneraipozwolonomiwejśćdozakurzonego
pomieszczeniazestarymikatalogami.MissClayton,eleganckadamawokularach,którazuroczym
uśmiechemznosiłaswójwiek,towarzyszyłamiipomagałasięzorientowaćwtopografiipomieszczenia.

Jakwynikałozkatalogurzeźbyegipskiejzdnia11lipca1974,znacznaczęśćdostawypochodziłaze

spadkupokolekcjonerzenowojorskim,wtymfigurkabykaApisazIVdynastiiistatuetkaHorusaz
Memfis.Pod„Losnr122”trafiłemwkońcunaposzukiwanąkotkęBastetzIIIdynastii,przypuszczalniez
Sakkary.Udałem,żetenprzedmiotjestwmoimposiadaniu,ioznajmiłem,żebardzozależyminapełnej
liściejegopoprzednichwłaścicieli.Poprosiłem,abypodanominazwiskadostawcówinabywcówtej
rzeźby.

Leczrezolutnakobietaodmówiłami,zatrzasnęłakatalogiodstawiłagonamiejsce;zapytałatylko

niechętnie,czymożecośjeszczedlamniezrobić.Zaprzeczyłemipodziękowałemjejzapomoc,ponieważ
spostrzegłem,żejużnieposunęsiędalej.WychodzącrozpocząłemzMissClaytonrozmowęnatemat

background image

gastronomiilondyńskiej,któradlaEuropejczykazkontynentustanowiksięgęosiedmiupieczęciach,i
odniosłemzwycięstwo.KażdyAnglik,zktórymporuszysiętematangielskiejsztukikulinarnej,zaczyna
jejżywobronić—takteżuczyniłaMissClayton.Trzebatylkoznaćodpowiednielokale,powiedziała,a
jejoczyzaszkłamiokularówzalśniły.Dyskusjazakończyłasięumówionymspotkaniemw„Four
Seasons”wSouthKensington.

Uprzedzamzgóry:niewartobyłobywspominaćotymobiedzie,gdybypomiędzyprzystawkamia

deseremniedoszłodociekawejrozmowy,podczasktórejwielokrotniemiałemsposobnośćpochwalić
niezwykłąznajomośćmiędzynarodowegorynkuaukcyjnego,jakąwykazywałaMissClayton.Dalszymi
komplementami,wykraczającymipozajejdziałalnośćzawodową,zdobyłemzaufanieMissClaytoni
zapewnienie,żewbrewprzepisomudostępnimipodprzysięgąnazwiskadostawcówinabywców„Losu
nr122”.

KiedynazajutrzprzyszedłemdoMissClaytondobiura,wydawałasięzdenerwowana,podałami

kartkęzdwomanazwiskamiiadresami,zktórychjednojużznałem:FerencB.Szybkododała,żemam
zapomniećonaszejwczorajszejrozmowie,powiedziałabowiemwięcej,niżjejbyłowolno,doskonałe
winorozwiązałojejjęzyk,bardzotegożałuje.Namojąpropozycję,abyśmysięjeszczerazspotkali,
odpowiedziałaenergicznym„nie”,proszącowybaczenie.

Wbarzehotelu„Gloucester”,gdziezwyklezatrzymywałemsięwLondynie,zastanawiałemsię,zczym

takimsięMissClaytonwygadała,ichociażdokładnieodtworzyłemsobiewpamięcicałąrozmowęz
ubiegłegowieczoru,nieznalazłempunktuzaczepienia.Wkażdymraziemiałemteraznazwisko
sprzedawcy,prawdopodobniebyłtoEgipcjanin:GemalGadalla,zamieszkaływBrighton,Sussex,Abbey
Road34;byłolato,postanowiłemwięcpojechaćdoBrighton,gdziezatrzymałemsięwhotelu
„Metropol”naKing’sRoad.Portier,starszy,uprzejmymężczyzna,któregotrudnobyłosobiewyobrazić
inaczejniżwsurducie,oburzonyuniósłbrwi,kiedyzapytałemgooAbbeyRoad,irzekłceremonialniei
wyniośle,zgodniezduchemhoteluzprzełomustulecia,żebardzożałuje,alenieznawBrightonulicyo
takiejczypodobnejnazwie;równieżwroku1974niebyłotuulicy,którabysiętaknazywała,wietoz
całąpewnością.WobectegozatelefonowałemdoMissClaytondoLondynuzzapytaniem,czysię
przypadkiemniepomyliła,aleonabardzozdenerwowanaodpowiedziała,żeomyłkajestwykluczona,i
błagałamnie,abymzaniechałdalszychposzukiwań.Namojedociekliwepytania,czycośprzedemną
ukryła,odłożyłasłuchawkę.

Takwięcdlamniehistoriadoszładopointofnoreturn,ioileprzedtem—comuszęprzyznać—

wykazywałemżywąwyobraźnięlubtylkomiałemprzeczucie,otyleterazmojeprzypuszczeniastałysię
pewnością:zaniepozornąkartkąznapisem„MORDERCAnr73”kryjesięjakaśtajemnica.

WróciłemdoLondynu.NaFleetStreetzłożyłemwizytęwredakcji„DailyExpress”,októrej

wiedziałem,żeposiadawspaniałearchiwum.Poprosiłemopokazaniemigazetzlipca1974,bo
wiedziałem,żeinformacjeoaukcjachzawszecieszyłysięwLondyniewielkimzainteresowaniem;może
więcznajdętamjakąśwskazówkę.Poddatą13lipcanieznalazłemjednaknic,cobywzbogaciłomoją
wiedzęotym;aleniedałemzawygranąiudałemsiędoredakcjiinnegolondyńskiegopisma,przyczym
dopomógłmiprzypadek.„TheSun”pisałaprzedwielulatyomojejpierwszejksiążce.Awięcposzedłem
tamirównieżpoprosiłemozszywkęgazetzlipca1974itucośznalazłem.Dnia12lipca1974roku„The
Sun”donosiłapodtytułemTrupsiedziałnasaliaukcyjnej,conastępuje:

„WdniuwczorajszympodczasaukcjirzeźbegipskichwfirmieChristie’szdarzyłsiętragiczny

wypadek.Kolekcjonerznumeremoferty135zmarłnaatakserca.Niktniezauważyłtegofaktu.
Pracownicydomuaukcyjnegoodkrylimężczyznędopieropoaukcji,odziewiątejwieczorem,skulonego
wkrześlewprzedostatnimrzędzie.Sądzili,żezasnął.Usiłowanogoobudzić,alebezskutecznie;

background image

wezwanowięclekarza.Tenstwierdziłzgon.ZmarłynazywałsięOmarMoussaimieszkałw
Dusseldorfie.”

Oczywiściezadałemsobiepytanie,czyMoussazmarłśmierciąnaturalną,istniałaprzecieżowakartka

znapisem„Morderca”.Czytoprzypadek,żewłaśnietakartkabyławetkniętawprzedmiot,którymiał
byćsprzedanynaaukcjiwdniu,kiedyMoussazmarł?

PrzeprowadzonatymczasemwInstytucieHermesawMonachiumanalizakartkiznapisemdała

następującewyniki:Papierzostałsporządzonynapoczątkulatsiedemdziesiątych,prawdopodobniepoza
Europą.

Czymorderca—jeśliotakiegochodziło—miałnumeroferty73?Ktosiękryłzanumerem73?Bytę

sprawęwyjaśnić,poszedłemdofirmyChristie’s,gdziezezdumieniemdowiedziałemsię,żeMiss
Claytonwpopłochuopuściłabiuro;jakopowódpodałasprawyrodzinne.Niedałemsięodprawići
poszedłemdoDeputyChairmanChristopheraThimbleby’ego.

ChristopherThimblebyprzyjąłmniewciasnym,mrocznymgabinecieiwyraźnieniebyłzachwycony

moimpodejrzeniem,żewświętychhalachjegoszacownegodomu—istniejącegobądźcobądźod1766
roku—popełnionomorderstwo.Przedewszystkim,rzekł,aniemogłemmuzaprzeczyć,jakimotyw
miałbyówczłowiek?Prośbęopodanienazwiskamężczyznykryjącegosiępodnumerem73Thimbleby
odrzuciłzoburzeniem—niczegoinnegosięniespodziewałem.Oświadczyłemmu,żenicmnienie
powstrzymaoddalszychposzukiwań,musisięteżliczyćztym,żepostawięsprawęnaforumpublicznym,
nawetgdybycałahistoriamiałasięokazaćniewypałem.Mójrozmówcasięzamyślił.

Awięcdobrze,rzekłwreszcie,zewzględunaszczególnąsytuacjęgotówjestpoprzećmoje

poszukiwania.Alepodwarunkiem,żestalebędęgoowszystkiminformowałiunikałrozgłosu,pókinie
zostaniedowiedzione,iżpopełnionozbrodnię.

PrzemilczałemmójpoprzednikontaktzMissClaytonikiedywspólnieposzliśmydoarchiwum,

udałem,żejestemtuporazpierwszy,coprzyszłomiztrudem,ponieważThimblebyniezdarnieiw
niewłaściwymmiejscuszukałakt,którejajużwidziałem.Thimblebytłumaczyłsię,żeosoba,którasię
tymzajmuje,jestnieobecna;ponerwowymposzukiwaniutrafiłjednaknawłaściwemiejsce...nalukęna
półce.Niewierzyłemwłasnymoczom.Poszukiwaneakta,którejeszczeprzedkilkomadniamiwidziałem,
znikły.

Terazsprawawydałamisiępodejrzana.Zostawiłemswójadreshotelowy,nawypadekgdyby

dokumentysięznalazły,ipożegnałemsię—muszęprzyznać—dośćzirytowany.Wszędzie,gdziekolwiek
szukałem,natrafiałemnamur.

Wtakichchwilachbezradności,kiedypoprostuniewiem,corobićdalej,zawszeodwiedzammuzeai

rozmawiamzeksponatami.TymrazemposzedłemdoBritishMuseum,aobiektemmoichmyślibyłkamień
zRosetty,owaczarnapłytazbazaltu,którąznalazłjedenzoficerówNapoleonawpobliżumiasta
egipskiegootejsamejnazwieinaktórejwidniejenapiswtrzechjęzykach,czternaścielinijek
hieroglifów,trzydzieścijedenlinijekpismademotycznegoipięćdziesiątczterylinijkipismagreckiego,
którepewnemufrancuskiemuuczonemuposłużyłokiedyśzapodstawędorozszyfrowaniahieroglifów.

WwynikurozmyślańprzedkamieniemzRosettypostanowiłemprzemierzyćjeszczerazodpoczątku

całątrasęmoichdotychczasowychposzukiwań.Przedzaplanowanymnazajutrzodjazdemnagleprzyszło
midogłowy,żebyposzukaćMissClayton.Jejadresznalazłemwksiążcetelefonicznej:QueensgatePlace
Mews,Kensington.Wąskie,jednopiętrowe,białotynkowanedomy,naparterzeprzeważniemałe
warsztatysamochodowelubsklepy,jezdniawybrukowanakocimiłbami.

Zapytałemmechanikasamochodowego,którywregularnychodstępachwyłaniałsięzzachłodnicy

staregowozu,czyznaMissClayton.

—Oczywiście,aleMissClaytonwyjechaładoEgiptuiniewiadomo,kiedywróci.

background image

Udałem,żejestemstarymprzyjacielemMissClayton,izapytałem,czyznajejmiejscepobytuw

Egipcie.Mechanikwzruszyłramionami.

—Możewiejejmatka,starszapani,któramieszkanapółnocy,wHanwell,UxbridgeRoad.

NajdogodniejbyłobypojechaćtampociągiemzVictoriaStation,jedziesięgodzinę.Byłemprzekonany,
żetamzastanęMissClayton;odrazuwięcudałemsięwdrogę.

PodczaspodróżydoHanwellzacząłpadaćdeszcz,któryzwyklesprawia,żebeznadziejnelondyńskie

przedmieściastająsięjeszczebardziejbeznadziejne.Byłemjedynympasażerem,którywysiadłw
Hanwellnastarej,zaniedbanejstacji;naulicystałaoszklonabudkaznapisem:Taxi.

—UxbridgeRoad.
—Funtpięćdziesiąt.
Mrs.Clayton,drobna,siwakobieta,naktórejpomarszczonejtwarzywciążpojawiałsięuśmiech,

ucieszyłasięwyraźniezniespodziewanejwizyty;nastawiłaherbatę.Udałem,żejestemprzyjacielemjej
córki,iMrs.ClaytonzaczęłachętnieopowiadaćoJuliet.Aleowieleważniejszabyładlamnie
informacja,żeMissClaytonprzebywaw„Sheratonie”wKairze,gdzieregularniesięzatrzymuje.

—Regularnie?
—Notak,razlubdwarazywroku,chybawiem,jakbardzoonakochaEgipt?
—Ależoczywiście,—zapewniłemstarsząpanią.Podczasrozmowydowiedziałemsięteż,żeMiss

ClaytonspędziławEgipciewielelat,żemówipłynniepoarabskuiutrzymujebliskiestosunkizpewnym
Egipcjaninem,któregoMrs.ClaytonnazywałaIbrahimem.Kiedyrozmowazeszłanalondyńskąpogodę,
pożegnałemsięuprzejmie.

Gdywróciłemdohotelu,czekałanamnieniespodzianka.Portierwręczyłmiwiadomośćod

ChristopheraThimbleby’ego:Numer73toniejakiGemalGadalla,zamieszkaływBrighton,Sussex,
AbbeyRoad34,awięcowowidmo,któregojużposzukiwałemjakowłaścicielakotkiBastet.Iznów
powstałasytuacja,którawymagaławizytywmuzeumalbodłuższegoprzebywaniawpubie,aponieważ
byłojużpóźno,zdecydowałemsięna„MagpieandStump”,OldBailey;znalazłemtamniszęprzyoknie,
jakiedawniejwynajmowanozaciężkiepieniądze,gdyodbywałysiępubliczneegzekucje.Piłem„Lager”
i„Stout”,wlewałemwsiebiecałąswojąbezradnośćiniewiem,jakbysiętenwieczórzakończył,gdyby
mężczyznasiedzącynaprzeciwko,świńskiblondynoniezliczonychpiegachnadłoniach,niewestchnął
nagledramatycznieizwracająckumnieswojąszerokątwarz,niezaklął:Tebaby,teprzeklętebaby!

Zapytałemuprzejmie,comanamyśli,aonodpowiedziałzpogardliwymruchemręki,żeniemuszęsię

krępować,alewidaćpomnienawetwpółmrokuOldBailey,żemamkłopotyzbabą—taksięwyraził
—następniemrugnąłdomnieizasłaniającustadłonią,abyniktniemógłpodsłuchać,dodał,żewWales
sąnajlepszekobiety,trochęstaroświeckie,alemiłeiwierne,apotemwyciągnąłdomniepiegowatądłoń
ipowiedział,żenazywasięNigel.

Nigelprzyjąłzezdumienieminformację,żepopierwsze,niejestemBrytyjczykiem,podrugie,wcałe

nietrapimniecierpieniemiłosnelubcośpodobnego,wobecczegouznałzastosownezacząć
opowiadanieowojnie.Czysprawiłotopiwo,czyteżmojaniechęćdotegorodzajuopowieści,wkażdym
razieprzerwałemNigelowipotoksłówpytaniem,czynaprawdęchciałbysiędowiedzieć,comnietrapi,a
kiedyprzytaknąłiobjąłgłowędłońmi,zacząłemmuopowiadaćswojąhistorię.Pókimówiłem,Nigelsię
nieodzywał,tylkoodczasudoczasukręciłgłową,jakbynierozumiał;milczałteżjeszczedługo,kiedy
skończyłem.Chyba,zacząłwreszcie,jestempisarzem,świetniewymyśliłemtęhistorię,aleniejestona
prawdziwa,wkażdymrazieniktwcośtakiegonieuwierzy.

Musiałemwykorzystaćcałeswojekrasomówstwoipostawićconajmniejpółtuzina„Stout”wcelu

przekonaniamojegoprzyjaciela,żehistoria,którąmuopowiedziałem,jestprawdziwa;wreszciesię

background image

zgodził,awięcdobrze,możebywajątakiewariackiezdarzeniajakto,alecowobectegozamierzam
zrobić.Gdybymwiedział,odparłem,tochybabymmutejhisioriinieopowiadał.

Nigelsięzastanawiał,uderzającpłaskądłoniąpobejcowanymnaczarnoblaciestołu,apotemzaczął

mruczećcośozagmatwaniu,czycotamoznaczaponiemieckusłowoentanglement.

Mojespotkaniew„MagpieandStump”wogóleniebyłobywartewzmianki,gdybyNigelnaglenie

podniósłwzrokuiniepowiedział,żejeślitenGemalGadallanieistnieje,tomożemanszardOmar
Moussajesttakżetylkowidmem,cootymsądzę?

WdwadnipóźniejwDusseldorfiezająłemsiętąsprawą;naraziewydawałosię,żewszystkoidzie

dobrze,boznalazłemwksiążcetelefonicznejnazwiskoOmaraMoussyiinformację:Antykwariusz,
Königsallee—najpiękniejszyadres.

Spodziewałemsię,żeznajdęsynaowegoOmaraMoussy,któryzmarłwdomuaukcyjnymChristie’s,

alekiedywszedłemdowytwornegosklepuzrzadkimiantykamiipodałemkulturalnemustarszemupanu
powódmojejwizyty,dowiedziałemsięczegoścałkieminnego.

Onie,toonsamjestowymMoussą,któregoznalezionowLondyniemartwego,możenatoprzysiąc,

przyczymwzruszyłramionamiizachichotał.Niepozostałominicinnegojakrównieżsięzaśmiać,
sądziłemprzecież,żestaryżartuje.Wreszciemężczyznaspoważniał,mruknął,żeniechcejużmiećztą
sprawąnicwspólnego,alewyczytałwidocznienamojejtwarzybezradnośćijakgdybylitującsięnade
mną,zacząłmówić.

Takwięcdowiedziałemsię,żeówczłowiek,któryzmarłpodczasaukcji,byłjegosobowtórem,

prawdopodobnietajnymagentem,wyposażonymwdokumenty,któreodjegopapierówróżniłysiętylko
zdjęciem.Ówsobowtórmiałprzysobiepaszport,prawojazdy,nawetkartykredytowewydanenajego
nazwisko.Moussanawetwie,wjakisposóbwszedłonwposiadanietychpapierów.Podczaswłamania
dosamochoduwcentrumDusseldorfuskradzionomucoprawdaradio,alenieruszononiewidocznego
portfelazeschowkanarękawiczki,cogobardzoucieszyło.Późniejuświadomiłsobie,żetowłamanie
byłojedyniepretekstemsłużącymdotego,byskopiowaćisfałszowaćjegodokumenty.Aleotym
dowiedziałsięMoussadopieroznaczniepóźniej.Naraziesprawaniemiaładlaniegodalszych
konsekwencji—ażdoowegodnia,kiedyonijegosobowtór,niewiedzącotym,spotkalisię;wkażdym
razienasalipodczasaukcjiwidzianodwóchOmarówMoussów,jego,autentycznegoOmaraMoussę,i
drugiego,fałszywego—zwariowanasytuacja.

Przerwałemnaglerozmówcyizapytałem,czytobyłprzypadek,żeMoussawziąłudziałwłaśniewtej

aukcji.

—Przypadek?—Moussawyciągnąłdłonie.—Nicwżyciuniejestprzypadkowe,onstarałsięna

zlecenieklientazdobyćrozmaiteprzedmioty,nicpozatym.Umilkł,wydałomisię,jakgdybyśmyobaj
pomyśleliotymsamym,aponieważMoussawciążjeszczemilczał,zapytałem:

—Kto—jeślinaprawdęchodziozbrodnię—byłcelemzamachu,prawdziwyczyfałszywyMoussa?
Staryczłowieknabrałgłębokopowietrza,założyłręcezaplecamiiprzechadzałsiępodużym

jedwabnymdywanie,któryzdobiłśrodeksklepu;potemzacząłzeszczególnądokładnościąopowiadać,że
lekarzstwierdziłzgonwskutekzawałuserca,żeonsamdowiedziałsięoswojejśmiercipodczasdrogi
powrotnejzAnglii,cobyłoszczególniemakabryczne.Kiedydałznać,żeżyje,ScotlandYardprzejął
sprawę;onsamzostałwezwanydoLondynu,chętnietampojechał,przecieżwjegointeresieleżało,by
sprawęwyjaśnić.SpędziłwielegodzinwVictoriaEmbankment,siedzibieScotlandYardu,zadawanomu
niezliczonepytania,ażwreszcieonsampoczułsięwinny,żeniejestzmarłymMoussą.Zresztąo
morderstwiewogóleniebyłomowy,przecieżlekarzstwierdził,żezgonnastąpiłwskutekzawałuserca.
Niewyjaśnionotakżenigdytożsamościzmarłego.ScotlandYardodłożyłsprawęadactaze

background image

stwierdzeniem,żesobowtórbyłagentemtajnychsłużbipodczasśledzeniaprzebieguaukcjidosięgłago
śmierć.

Nasząrozmowęprzerwałowejścieklienta,któregozainteresowałydwachińskiewazony.Czyto

Wucai?Ipodczasgdyobajmężczyźnirozmawialifachowo,jamogłemsiędokładniejprzyjrzećMoussie.
Miałorientalnąkarnację,conajmniejstoosiemdziesiątcentymetrówwzrostu,ajegozgrabnapostać,
eleganckadwurzędówkaipewnadystynkcjawzachowaniunadawałymuswoistąnobliwość,słowem,
wyglądałtak,jakpowinienwyglądaćpoważnymarszand,itrudnobyłosobiewyobrazić,żeczłowiekten
mógłbyćuwikłanywjakieśsprawyzwiązanezwywiadem.Aleprawdęmówiąc,historia,którąmi
zaprezentowałnajpierwzuśmiechem,apotemznieszczęśliwąminą,wydałamisiędośćpodejrzana,
brzmiałazaśwdodatkutak,jakbyMoussakonieczniechciałdowieść,żeniemaztąsprawąnic
wspólnego.

Kiedyklientwyszedł,zapytałemznienacka,czysłyszałkiedynazwiskoGemalGadalla.Nie,odparł

Moussaniechętnie,pozatymtowszystkodziałosięnaszczęścietakdawno.Ipoprosiłmnieuprzejmie,
alestanowczo,bymprzestałsięzajmowaćtąsprawą,dośćsięzjejpowodunacierpiał.Moje
uszanowanie,rzekł.

Chciałemjeszczezapytać,czymówimucośimięJulietClayton,aleniezdążyłem,gdyżMoussabez

słowaotworzyłprzedemnądrzwi.

Sytuacja,wjakiejsięznalazłem,przypominałagręwpokera:trzebasięstaraćwygrać,mająctakżezłe

karty,amuszęprzyznać,żemiałemkartyjaknajgorsze;alesprawatamnieopętała,abyłatonapewno
sprawaniesamowita.

Zrekapitulujmy,codotychczassięzdarzyło,niewymieniającprzytymżadnychimionanimiejsc

zdarzeń.Przypadkoweodkryciewskazuje,żedokonanomorderstwa.Owszem,należyprzyznać,że
odkryciejesttakabsurdalne,iżnarazieniktnietraktujetegoserio.Alejużpierwszedochodzenia
pozwalająujrzećjewinnymświetle.Otowczasieaukcjidziełsztukiumieraczłowiek.Stwierdzasię
urzędowo,żeśmierćnastąpiławskutekzawałuserca.Zgoda.Nazwiskozmarłegojestznane,aleokazuje
się,żetobyłsobowtóriżejegoodpowiednikznajdowałsięwtymsamymczasiewtymsamymmiejscu.
Jeśliwierzyćposzlakom,toówmężczyznazostałzamordowanywsposóbpodstępny,byćmożeza
pomocątruciznyalbozastrzykudziałającegobezpośrednionaserce.Aleczłowiek,któremusiętenczyn
zarzuca,towidmo,onwcalenieistnieje,wkażdymrazieniepodtymimieniemanipodtymadresem.I
jestjeszczecoś,conieułatwiaposzukiwań:wszyscy,wjakikolwieksposóbpowiązaniztąsprawą
usiłujątenwypadekzbagatelizowaćalbozachowująsiętak,jakgdybysprawamiałajakiśdodatkowy
podtekst.

Uszeregowanywtensposóbłańcuchposzlakniemiałsensu,wywnioskowałemwięc,żejeślichcędo

czegośdojść,muszęporzucićasfaltowądrogęlogiki;bojeślisięzastanowić,towszystkiemu,czego
dotądwtejsprawiesiędowiedziałem,brakowałowłaśnielogiki.

BydowiedziećsięczegoświęcejoMoussie,odwiedzałeminnychhandlarzyantykami,udawałemprzy

tym,żechcęulokowaćwtejbranżypieniądze,alenieznamsięnatym,pragnętylkouniknąćwtensposób
płaceniapodatku.Dziękitemuniemusiałemsięwykazywaćznajomościąstarychdywanów,barokowych
meblianiceramikiazjatyckiej,jednocześniezaśmojezachowaniewydawałosięwiarygodne.Podczas
rozmównatematsprzedażywtrącałem,żewidziałemuMoussydwachińskiewazonyWucai;czytemu
Moussiemożnazaufać?

Wdwóchwypadkachnatrafiłemnadużąrezerwę,zignorowanomojepytania,anaponownezapytanie

otrzymałemwodpowiedzitylkopowściągliwyuśmiech;jakwiadomo,krukkrukowiokaniewykole.
Trzeciantykwariusz,mniejwytworny,cowidaćbyłojużzusytuowaniasklepuwjednejzbocznychulic
odKönigsallee,okazałsięrozmowny,niekryłsięzeswojąopinią.Wszystkiegazetywszakżepodawały,

background image

żetenMoussasprzedałdwaśredniowiecznestołyrefektarzazapięciocyfrowąkwotę;wrzeczywistości
niemiałyonenawetdziesięciulat.afałszerstwowykryłpewienkolekcjoner,któryzauważyłśladyśrutu,
wstrzelonegojakodziuryporobakachtoczącychdrewno.

Odrazupodjąłemrozmowę,mówiącotajemniczychokolicznościachśmiercijegosobowtóraw

Londynie,cospowodowałouspokajającygestmojegorozmówcyijegoniechętną,anawetobraźliwą
uwagęoMoussie,którejniechcętupowtarzać,aktórajednakjeszczebardziejuświadomiłami,żeten
człowiekniezaliczałMoussydoswychprzyjaciół.

Nienawiśćrozwiązujejęzyk.Podtymwzględemmężczyznaokazałsiędlamnieprawdziwymskarbem

ibardzoszybkodowiedziałemsięosprawach,którecoprawdanieposunęłymniedalejwmoich
dociekaniach,aleukazaływsposóbplastycznyMoussę—człowieka.Powódowejwrogościtkwiłw
bardzoodległejwczasieprzyjaźniobumężczyzninieudanejprzedlatypróbienawiązaniamiędzynimi
stosunkówhandlowych.Kassar,botaknazywałsięówzawiedziony,sądził,żezaowymzdarzeniemw
Londynieztajemniczymsobowtóremkryjesięjakaśawantura,wktórąjestzamieszanyówMoussa.Na
mojepytanie,conależyrozumiećprzeztookreślenie,Kassarodparł,żeniewyobrażamsobienawet,co
siędziejenamiędzynarodowymrynkustarożytności,panujątammord,gwałtiprzemoc.

Terazuznałem,żejużporapodaćprawdziwypowódmojejwizyty.Objaśniłemiudowodniłem

słusznośćmojegopodejrzenia,żesobowtórzostałzamordowany,izreferowałemwszystko,czegosię
dotąddowiedziałem.Kassarbyłzafascynowany,przyrzekłminatychmiastpomocwdalszych
poszukiwaniach.Wreszciemiałemsprzymierzeńca.

Naprzeciwkotoruwyścigowegoznajdujesięniepozornylokal„PodUparciuchem”.Tamumówiłem

sięzKassaremnakolacjęipoznałemżyciorysMoussyzewszystkimiszczegółami,zktórych
najciekawszywydałmisięfakt,żemaonżonęEgipcjankę.Sposób,wjakiKassarjąopisywał,wywarł
namniewrażenie,żeonsamkochałsięwtejkobiecie.Należałozachowaćostrożnośćprzywszystkich
informacjachdotyczącychMoussy,alejednowydawałosiępewne,tomianowicie,żeżyłznacznieponad
stan.DomnaIbizie,mieszkanienaSyltiapartamentwrazzjachtemnabulwarzeLasOlaswFort
Lauderdaletotylkokilkadrobiazgów,októrychwiedziałKassarioktórychmówił,żedlauczciwego
antykwariuszabyłybyonenieosiągalne.

Jakieściemnesprawki?Kassarwzruszyłramionami.Niczegomuniemożedowieść,choćjużodlat

śledzijegointeresy.Jednakżemojeprzypuszczenie,żeswejfirmyużywatylkojakozasłonydymnej,atak
naprawdęzajmujesięcałkiemczymśinnym,Kassarodrzucił.Moussajestspecjalistąwswojej
dziedzinie,całkowicieoddanymswemuzawodowi,niemożnamuodmówićznakomitejznajomościtej
branży;wieluuważagozanajlepszegowEuropieekspertaodstarożytnościegipskich,chociażnigdynie
studiował.Kassarpowiedziałtozgorycząwgłosie,którawskazywała,żeonchybatestudiaukończył.

Kiedyopuściliśmylokal,wiedziałemcoprawdawieleotymczłowiekuibyłemcałkiempewny,że

Moussagragłównąrolęwcałejsprawie,aletenwieczórnieprzybliżyłmniedorozwiązaniazagadki.

Wnadziei,żespotkamMissClayton,poleciałemdoKairu,aletenkrokokazałsięopaczny.Miss

Claytonbowiemjużwyjechała;czyudałasięwgłąblądu,czydoLondynu,tegonieumianomi
powiedziećwhotelu.WobectegoskorzystałemzpobytuwEgipcie,byposzukaćśladówMoussy.Od
antykwariuszyiludziprowadzącychwykopaliskawKairzeniczegosięniedowiedziałem,patrzonona
mnienawetpodejrzliwie,takżepokilkudniachwyjechałem;udałemsiędalejdoMiniiwśrodkowym
Egipcie,gdzieprzedlatypoznałempewnąrodzinę,złożonązojca,matkiitrzechsynów,którażyłaz
rabowaniagrobównaterenieTell-el-Amama.AleitunazwiskoMoussyniebyłoznane,wróciłemwięc
dodomu,nicnieosiągnąwszy.

Zainwestowałemjużmnóstwoczasu,nieposuwającsięaniokrokdalej,aponieważzbliżałsiętermin

oddaniaksiążki,którąpisałem,odłożyłemtymczasemsprawęnabok,choćniemogłempowstrzymać

background image

kłębowiskamyśli.Takminąłprawierok,ażpewnegodniaotrzymałemlistodKassara.Moussazmarł,
tymrazemnaprawdę,awspuściźnieponimznalezionocoś,comniezpewnościązainteresuje.
NatychmiastudałemsiędoDusseldorfu.KumemuzdziwieniuzastałemKassarawharmonijnejzgodziez
wdowąpoMoussie.Ozmarłymniebyłomowy.ZatoKassarpodałmipaczkębrązowychkartek
zapisanycharabskimpismem,brudnychiniechlujnych,którestanowiłyrezultatmozolnejpracy.
Znalezionotowskrytcepocztowej,którąMoussaposiadał.

SpojrzałemnaKassarapytająco,aleontylkorzekł,abymtoprzeczytał,wtedyznajdęodpowiedzina

wszystkiepytania,izachichotałprzytymznacząco.Nieznałemarabskiego,powiedziałemwięc,żemuszę
zaangażowaćtłumacza.Notak,rzekłKassar,tochybakonieczne.

ZapytałemKassara,czywie,cotekartkizawierają.Oczywiście,odpowiedział,coprawdanie

wszystko,alewieprzynajmniejtyle,żeMoussaiwydarzeniaznimzwiązanewydająmusięjużmniej
tajemnicze.Rzeczjasna,żechciałemsięjaknajprędzejdowiedzieć,cozawierająowekartki,leczKassar
uparcie,wsposóbniemalżesadystycznyodmawiałpowiedzeniamiczegokolwiek.Mogęwziąćpapiery,
rzekł,prawdopodobnieitakbędęjedynym,któryzrozumieichtreśćwcałejdoniosłości,aonniewątpi,
żepowstanieztegoksiążka.

Kassarmiałrację.ZatrudniłempaniąShirin,EgipcjankęmieszkającąwMonachium,któracodziennie

potrzygodzinyczytałamiarabskitekst,takjakzostałzapisany,ajarobiłemnotatki.Czasemto,co
usłyszałem,byłotakpodniecające,żezapominałemonotowaniuipóźniejmusiałemtefragmentyztrudem
odtwarzaćzpamięci.Niektórerzeczynależałoprzeformułowaćwcelulepszegozrozumienia,ale
starałemsięwmiaręmożliwościzachowaćsposóbwyrażaniasiępamiętnikarza—bochodziłotuo
pamiętnik—innerzeczysamuzupełniałemnapodstawieźródeł,któreotwarłysiędlamniewtrakcie
pracy.

OtohistoriaOmaraMoussy,człowieka,któryzbliżyłsiędotego,coniepojęte.

"MENAHOUSE"I"WINTERPALACE"

Ikażdemuczłowiekowi
Przywiązaliśmydoszyijegolos,
iwDniuZmartwychwstania
Mywyciągniemyksięgę,którąonznajdzierozpostartą:
„Przeczytajtwojąksięgę!Onadziśwystarczytobiejakowystawionycirachunek!”
Koran,suraXVII
„WimięAllahaWszechlitościwego”—takzaczynająsięzapiskiOmaraMoussy.„Sątosłowa

staregogrzesznika,któremupozostałobyćmożekilkatygodnialbokilkamiesięcyżycia,któregodręczą
wyrzutysumieniaipowodująbezsennenoce.SątosłowaOmaraMoussy,którychdotądnikomunie
powierzył,popierwszedlatego,żezbędnejestgłośnemówienie,jakożeAllahitakznamyślitajemnei
najgłębiejukryte,podrugiedlatego,żeniktniedałbywiarytymsłowom.Niewątpliwieżyciemoje
obciążonebyłowiną,alebyłtolosprzypisanymizwoliNajwyższego,któryjakOnsampowiada,
przebaczawszystkiegrzechypozajednym,kiedysadzasięujegobokuinnąistotę.Tegonigdynie
uczyniłem.Nigdyteżniezłamałemprzepisupostuwdziewiątymmiesiącuizawszemyślałemo
nieparzystejnocy,kiedytoKoranpojawiłsięnaziemi.ByłemnawielkiejpielgrzymcewMekce,
spełniałemnakazymodlitwyiobmywaniasię,akiedymisięlepiejpowodziło,zwłasnejwolipłaciłem
podatkinarzeczubogich.Wino,wieprzowina,krewipadlinabudziływemniewstręt.Kobiety,które
spotykałem,nigdyniemiałypowodudoskarg,ata,którąpoślubiłem,napewnomnieprzeżyje”.

background image

OmarMoussamógłbybyćzadowolonyzeswegolosu,któryzacząłsiębezimienniejaklosMojżesza,i

jednymokiemmógłbyzerkaćwstronęogrójcawieczności,przyrzeczonegojakonagrodapobożnym,
gdybynieówbagaż,którymobciążonogoprzedniemalpółwiekiem,kiedytoujrzałtakierzeczy,jakich
niktjeszczeniewidział,ijegonędzneżyciezmieniłosięzdnianadzień.

Byzrozumieć,jaksiętowszystkostało,należytuprzedstawićjegożycie,takjakonjesobie

przypominałlubjakmuonimopowiadano:Ciemnejakburzapiaskowabyłyjegonarodziny,nieznałani
ojca,animatki,kiedymiałkilkadni,przywiązanogowskórzanymworkudoklamkibramy
karawanseraju,położonegonaprzeciwhotelu„MenaHouse”.StaryMoussa,którymiałsiedem
wielbłądówitylesamokoni,powiedział,żeprzytylugębachjednamniejczyjednawięcejniewiele
znaczy,iprzygarnąłgojakowłasnedziecko.Wielokrotniewciągurokunaklamce,naktórejgo
znaleziono,znajdowanomieszekzpieniędzmi,którychpochodzenianiktnieznał,alekażdysiędomyślał.

Jegopierwszewspomnieniasięgająwiekutrzechlat,kiedystaryojciecMoussa,chudy,pomarszczony

mężczyznazczarnąbrodąiczarnymibrwiaminadgłębokoosadzonymioczami,wcisnąłmudomałych
dłonipotężnynabut.Ledwomógłgoutrzymać.Tadrewniana,nabijanagwoździamimaczuga,powiedział
Moussa,jestsymbolemsiłymężczyzny;byłytosłowa,którychchłopiecwtedyjeszczenierozumiał,ale
wiedziałbardzodobrze,jaksiętąbroniąposługiwać,żebywprawićwruchwielbłądy.Testatkipustyni,
jeślisięjeuderzałowkolana,zginałynajpierwprzednienogi,apotemtylne.Jeszczedziśzachowałsię
tenzwyczaj,abyjeździecmógłdosiąśćwielbłąda.

Cudzoziemcyzhotelu„MenaHouse”,którychMoussawtensposóbtransportowałdowielkich

piramid,bawilisię,patrzącnamałego,inieszczędzilibakszyszu,kiedychłopiecpomagałimczasem
wsiąśćnagrzbietwielbłądalubzejśćzniego.Jedenczydwapiastrybyływówczasdużąsumądla
chłopcazpustyni,aniekiedywracałdodomuzpięciomalubsześcioma.Tobudziłozazdrośćjego
przyrodnichbraci,boon,najmłodszy,zarabiałwięcejniżoni.Omarwykopałsobieskrytkęzalatryną,
gdzieokropnieśmierdziało,alezatorzadkoktośsiętamzapuszczał.

Todziwne,żechociażOmarMoussażyłwcieniuwielkichpiramid,niedostrzegałich.Dlaniegobyły

togóry,którychszczytysięgałychmur.Niewiedział,żepiramidytobudowlestworzonerękąludzką.Z
tegoteżpowoduOmarniemógłpojąćczci,zjakąstawaliprzednimiobcyludzie.

PrzedewszystkimAnglicy—eleganckoubranipanowie,czasemwtowarzystwieswychsubtelnie

umalowanychżon—podejmowalidrogęnapustynię,byzwiedzićpiramidy.Zatrzymywalisięw
wytwornymhotelu„MenaHouse”,dokądniemógłwejśćżadenfellach,nawetstary,szanowanyprzez
wszystkichMoussa,októrympowiadano,żeosobiściepoprowadziłlordaCrameranaszczytwielkiej
piramidy.Coprawdatubylcywykonywaliwtymhoteluróżnepodrzędneprace,alepodgroźbąkarynie
wolnoimbyłoopowiadać,cosiędziejezaczerwonymimurami.

Podczasgdystarychniewieleobchodziłhotel—moglisobiewyobrazić,jakżyjąbogacicudzoziemcy

—dlaokolicznejmłodzieży„MenaHouse”stanowiłobiektniezwykłegozainteresowaniaikażdy,komu
udałosiędotrzećdolożyportiera,czytojakotragarzowi,czyteżpodinnympretekstem,naprzykład
przekazaniajakiejświadomości,budziłpowszechnypodziw.ToteżnajgorętszympragnieniemOmara
Moussybyłoprzekroczyćpróghotelu.Niejednokrotniewdrapywałsięwzarośniętymmiejscuprzezmuri
przekradałkołoogrodnikówistrażnikówdowejścia,gdziemiałnadziejęzapuścićwzrokdozakazanego
królestwa,alezakażdymrazemdostrzegaligonabiałoubraniportierzy,zanimjeszczeudałomusię
zajrzećdośrodka,iwypędzaligo,chłoszczącbatem.

ToteżOmarowidzień,wktórymporazpierwszywolnomubyłowejśćdoholuhotelowego,mocno

wryłsięwpamięć.Tegodnia,któregodatynieumiałpotempodać,sułtanFuad,synkedywaIsmaila,
wnukIbrahimapaszyiprawnukwielkiegoMohamedaAli,przybyłczarnąkaretą,byzatknąćflagęna

background image

wielkiejpiramidzie.SułtanmiałnasobieciemneubranieinieodróżniałsięodAnglików,którzy
zatrzymywalisięwhotelu„MenaHouse”.

Omarbyłrozczarowany,albowieminaczejwyobrażałsobiesułtana.AlestaryMoussazgromadził

tegorankaswojedzieciiwygłosiłprzemówienie,którepozostałoOmarowiwpamięci.Jesttopodniosły
momentwhistoriiEgiptu,rzekłMoussa,wymachującrękami,ikażdypowinienbyćdumny,żejest
Egipcjaninem,bonadejdziekiedyśdzień,gdynieAnglicybędąrządziliEgipcjanami,leczEgipcjanie
Anglikami.

Omarbyłwięcdumny;coprawdabardziejinteresowaligouzbrojeniżołnierze,którzyw

przeciwieństwiedosułtana,byliubraninamodłęwschodnią,wyposażeniwszableistrzelbyiobrzucali
ponurymwzrokiemkażdego,ktozabardzosięzbliżałdotowarzyszącychsułtanowiosób.Omarstałze
swymwielbłądemnauboczuwielkiejpiramidy,jakpoleciłmuMoussa,imachaniemprzywoływał
odwiedzających.

FuadujrzałtoipodszedłdoOmara,którywtejchwilinajchętniejbyuciekł,alestałjakwrośniętyw

ziemię,trzymającmocnoswójnabutu.

—Jaksięnazywasz?—zapytałsułtanzuśmiechem.
—Omar—odpowiedziałchłopiecgrzecznie—synMoussy.
—Jesteśpoganiaczemwielbłądów?
—Tak—odparłOmarnieśmiało.
Sułtangłośnosięroześmiał,bowpadłnazabawnypomysł.
—Chybawrócęnatwoimwielbłądzie.—Strażnicyotaczającywielkiegopanapopatrzylinasiebie

zaniepokojeni.

Omarskinąłgłowągorliwie.
TymczasempodszedłstaryMoussa.Przeprosiłsułtanazamałomównośćchłopca.—Jestnieśmiały,

waszawysokość,toznajda,któregowychowałemrazemzmoimidziećmi.

WtejchwiliOmarpoczułsięmałyinędzny.Dlaczegostarywspomniałojegomrocznym

pochodzeniu?Omarsięwstydził.

Kiedywspięlisięnapiramidę—przyczymconajmniejdwanaścieosóbzgwardiiprzybocznej

musiałotransportowaćotyłegosułtana,ciągnąćgoipodpierać—FuadpaszapodszedłdoOmara,który
zmusiłswegowielbłąda,byukląkł,iusiadłnagrzbieciezwierzęcia.

—Do„MenaHouse”!—zawołałdoOmaraitenpoprowadziłwielbłądazsułtanemdohotelu.

Żołnierzetorowalimudrogęprzeztłum;ludziepoobustronachklaskaliwdłonie.PrzedwejściemOmar
pomógłsułtanowizsiąść.Ktośześwitysułtanawcisnąłchłopcudorękikilkaplastrów.Omarchciał
odejśćzeswymwielbłądem,alesułtanzawołałgoizapytał,czyniechciałbysięznimnapićlemoniady.
Omarzamierzałwłaśnieodmówić,nieczułbowiempragnienia,alepodszedłMoussa,skinąłgłowąi
popchnąłchłopcawstronędostojnegogościa.Omarwszedłzsułtanemdoholuhotelowego.

Uderzyłowniegorześkiepowietrze.Nakamiennejposadzceleżałydywany.Chociażbyłdzień,

zamkniętowszystkieokiennice,zatopaliłysięczerwoneiniebieskielampyusufitu.Ozdobnekafelki
przystrajałyściany.Eleganckiepanieiwytwornipanowietworzyliszpaler,przezktóryszedłOmar,
trzymającsułtanazarękę.

—Lemoniadędlamnieidlamojegomałegoprzyjaciela!—zawołałsułtan;natychmiastpodszedł

służącyubranywdługą,śnieżnobiałągalabiję.Trzymałwrękachlśniącą,mosiężnątacę,naktórejstały
dwieszklankiwkształcietulipanówzzielonąlemoniadą.Omarnigdyniewidziałzielonejlemoniady.
Sprzedawcanapojówpodpiramidamisprzedawałczerwonąherbatęzmalwy,alezielonalemoniada?

Omarmiałwątpliwości,czycośtakiegozielonegonadajesięwogóledopicia.Alesułtanwziął

szklankę,podniósłdousticzekał,ażchłopieczrobitosamo.Omarowiniepozostałonicinnego,jak

background image

wziąćdrugąszklankęizacząćpić.Smakcukrowejwodybyłnietylkonieznany,aletakżeohydny.
Omarowizrobiłosięniedobrze,więc—torującsobiedrogęprzeztłum—wybiegłszybkonadwór,
gdziewyplułzielonypłyn.

OdowegodniaprzyrodnibraciaznienawidziliOmara,częstodostawałlaniezacoś,comu

przypisywano,aczegowcaleniezrobił.

StaryMoussabyłpobożnymimądrymczłowiekiem,choćnigdyniechodziłdoszkoły;pewnego

wieczorazgromadziłswojąlicznąrodzinęprzedchatą,bywyrecytowaćimsuręKoranu.Jakkażdy
wierzący,Moussaznałnapamięćwszystkie114sur,anatenwieczórwybrałdwunastą.

—WimięBoga,Miłosiernego,Litościwego—zacząłznamysłem,następniezaśopowiedziało

Józefie,którywyznałswemuojcu,iżweśnieujrzałjedenaściegwiazd,słońceiksiężyc,iwszystkiesię
przednimpokłoniły,wtedyojciecupomniałsyna,żebyniemówiłbraciomotymśnie,bożywiąwobec
niegouczuciezazdrości,coteżokazałosięprawdą!BraciawrzuciliJózefadostudni,gdziezauważyłago
karawana,następniezakilkadrachmsprzedanogoczłowiekowiimieniemPutyfar.

PodczasprzemówieniaMoussypodnieślisiębraciajedenpodrugim,bozrozumieliintencjęojca,a

kiedyOmarzostałsamzestarym,tenprzerwałopowieść.Znadkanałudochodziłymilionoweodgłosy
cykad,niekiedytylkoprzerywanedźwiękamimuzykizhotelowegoparku.Spoddrzwikarawanseraju
wybuchałyfajerwerki,tuitamzciepłejnocydobiegałgłośnyśmiech.

—Czyznaszdalszyciągtejhistorii?—przerwałMoussadługiemilczenie.
Omarpotrząsnąłgłową.
WtedyMoussazacząłmówićdalej,recytowałsurętylkodlachłopca.Opowiedziałopodniesieniu

Józefadogodnościzarządcydomu,oprześladowaniugoprzezżonęPutyfara,skazaniunapodstawie
fałszywegozeznaniaisukcesie,jakiodniósłtłumaczącsnyfaraonowi,któregostałsiępowiernikiem.
MoussaopowiadałowielkodusznościJózefa,kiedyprzybylidoniegogłodującybracia,proszącgoo
zboże,aonimwybaczył.

Zrobiłosiępóźno,kiedyMoussaskończył,aleOmarbyłczujny,bozacząłrozumieć,dlaczegoojciec

cytujewłaśnietęsurę.On,Omar,byłtuobcym,kimś,kogojegoprzyrodnibracianigdyniezaakceptują.
Aleczytasuramiałapokazać,żewłaśniepogardzanizdolnisądowielkichczynów?Wswych
marzeniachOmarwidziałjużsiebiejakodoradcęsułtana,ubranegopoeuropejskuijeżdżącegoczarną
karetą;tejnocypostanowiłpójśćwśladyJózefa.

AleOmarbyłpoganiaczemmułów,którytransportowałobcokrajowcówzadwapiastryz„Mena

House”dowielkichpiramid,miałnasobiedługągalabijęzamiastwymarzonychspodni,abracia
nazywaligoOmaremeffendim,cobyłopełnymszacunkuzwrotemwobecpana,alewobecniego,dziecka
jeszcze,brzmiałojakszyderstwo.

Istniałtylkojedenczłowiek,doktóregoOmarmiałzaufanie,nazywałsięHassanibyłmikasahem,

kaleką,jakichwKairzeżyłytysiące.Hassanbyłstary,bardzostary,samniewiedział,ilemalat,bonie
wiedział,kiedyigdziesięurodził;niemiałłydek,jegokolanatkwiływprzyciętychoponach
samochodowychjaknapłozachiwtensposóbstarzecsięporuszał,popychającprzedsobądrewnianą
skrzynkęwysadzanąkoralikamiiodłamkamilustra;tąskrzynkązarabiałnażycie.Hassanbył
czyścibutem,wdrewnianejskrzynce,którasłużyłajakostołekjegoklientom,znajdowałysiępastydo
butów,szczotkiiścierki.Takwidzianogodzieńwdzieńpodhotelem„MenaHouse”,gdziewchodzącym
iwychodzącymgościomhotelowymoferowałsweusługi,uderzającgłośnoszczotkąoskrzynkęi
wykrzykującjedyneangielskiesłowo,jakieznał:—Polishing,polishing!

Hassanspoglądałnażyciezperspektywyobuwia,toznaczyczłowiekkończyłsiędlakalekinalinii

pasa,niezwracałuwaginanic,cobyłopowyżej.Okostkachjakiejśdamymógłmarzyćjakoletniej,
księżycowejnocy,ałydkajakiejśFrancuzkipotrafiłapobudzićjegozmysły.

background image

Byłprzyzwyczajonyspoglądaćwgórękuludziomiwcalegotoniepeszyło.Nieprzejmowałsię

także,gdynimpogardzano,gdywjegoobecnościrozmawianoosprawach,któreniebyływcale
przeznaczonedlaniepowołanychuszu.PonieważHassanbyłnikim,wiedziałwięcejniżwszyscyinni.

Znałwiększośćgościhotelowychznazwiska,znałpowodyichobecnościwKairze.Czyszcząc

ludziombuty,potrafiłichzaklasyfikowaćpodwzględemtowarzyskim,bo—jaktwierdził—człowieka
poznajesiępojegoobuwiu.

ZezdumieniemsłuchanostaregoHassana;dlategozezdumieniem,że—wedługniego—nowebuty

wcaleniebyływartepożądania,przeciwnie.Tylkonowobogaccynosząwciążnoweobuwie,prawdziwie
eleganckiczłowiekpielęgnujeswojecenne,używaneobuwiezdużąuwagą,toznaczykażeje
pielęgnować,towidaćodrazu.Obuwiepowinnozawszewyglądaćtak,jakbyjenosiłjeszczeojciecna
swoimślubie,powinnobyćwypielęgnowaneidobrzeutrzymane,tozdradzastyl,przedewszystkim
jednakdowodzi,żeten,cojenosi,niemusiałwykonywaćbrudnejrobotyaniodbywaćtakdługiejdrogi,
jakmy.Hassanspoglądałprzytymnaswojekawałkioponzamiastnóg,Omarzaśnaswojebosestopy.

WschroniskudlakalekHassannauczyłsięczytaćipisać;kiedyczasnatopozwalał,starydzieliłsięz

chłopcemswąwiedzą,pisząckijemnaubitejziemiprzedhotelemsuryKoranu.KiedyOmarmiał
dziesięćlat,umiałnapisaćpierwsząsurę,którazaczynasięodsłów:al-hamdulillahirabbi-alamimar-
rahmanir-mhimi—WimięBogaMiłosiernego,Litościwego!ChwałaBogu,Panuświatów,
Miłosiernemu,Litościwemu.

Omarbardzopragnąłchodzićdoszkoły,leczstaryMoussastanowczosiętemusprzeciwił;onsam

takżeniechodziłdoszkoły,mimotodoszedłdoczegoś,jestnatylezamożny,żemożesobiepozwolićna
wychowywanieobcegochłopca—Omaraeffendiego.

Tauwagaogromniechłopcazabolała,pobiegłzpłaczemdoHassana,któryjakzwykletrwałnaswym

posterunkuprzedhotelem.KiedyskończyłczyścićbutyjakiemuśwytwornemuAnglikowi,przywołał
Omara,stukającszczotkąwskrzynkęiwołającżartobliwie:—Polishing,Sir!Jedenpiastr!

Alekiedyzobaczył,żejegomłodyprzyjacielpłacze,rzekł:
—Egipcjaninznadwarodzajełez,łzyradościiłzybólu.Czybardzobymsięomylił,sądząc,że

widzęłzyradościnatwojejtwarzy?

Chłopiecotarłłzygrzbietemdłoni,potrząsnąłgłową,następnieprzykucnąłobokHassana.
—ZapytałemMoussę—rzekł,zacinającsię—czyniemógłbymnieposłaćdoszkoły.
Hassanprzerwałmu.
—Mogęsobiewyobrazić,cociodpowiedział—rzekłisplunąłprzytymprzedsiebie.—

Powiedział,pocociszkoła,onsamniechodziłdoszkoły,ajednakwyszedłnaludzi.

Omarskinąłgłową.Ispodpotokułezwyrwałomusię:
—Powiedziałteż,żestaćgonawetnawychowywanieobcegochłopakaOmaraeffendiego.Słyszysz:

Omaraeffendiego,takpowiedział!—Ichłopieczakryłtwarzrękami.

—Posłuchaj,chłopcze.—Starypołożyłswojebrudne,brązoweręcenaramionachOmara.—Jesteś

młody,rozumnyimaszdwienogi,którecięniosą,dokądchcesz.Bądźcierpliwy,Allahwskażecidrogę.
Twojeżyciejestwyznaczonejaktorygwiazd.JeśliAllahzechceposłaćciędoszkoły,tociępośle.A
jeśliwswymsercupostanowił,żezostanieszpoganiaczemwielbłądów,topozostaniesznimnacałe
życie.

SłowastaregomikasahapocieszyłyOmaranakrótko,izapewneczekałbyzeswymimarzeniami,aż

Allahwskażemuowąprzeznaczonądrogę,gdybyniegorący,wietrznypaździernik,kiedytochamsin
unosipiasekwgórę,takżeniebostajesięciemnejakwdniuSąduOstatecznego.Oczywówczasłzawiąi
niktnieważysięwyjśćnadwórbezchustynatwarzy,któraniedopuszczapiaskudopłuc.Ludziemodlili

background image

sięodeszcz,leczAllahzsyłałtylkoówgorący,duszący,nielitościwywiatr,któryzapierałdech.Takbyło
przezsiedemdnibezprzerwy.

Wreszcieósmegodnia,kiedychamsinzelżał,aludzieizwierzętajakzaczadzialiwypełzalizeswoich

chatiłapczywiechwytalipowietrzeniczymrybywyrzuconenaląd,niebyłowśródnichjednego:starego
Moussy.Jegoserceniewytrzymałoszalejącegowiatru.Zakrytomugłowębiałąchustą,siedziałtakw
swoimwysokimfoteludwadni,ztwarząskierowanąwstronęMekki,jakwidmo,ponieważwdomunie
byłomiejscananosze,aczłowiekzajmującysięzwłokamidopieropóźniejznalazłczas,abysięnim
zająć.Zbytwieleofiarpochłonąłchamsin.

Omarporazpierwszyzetknąłsięokowokoześmiercią,azakrytybiałąchustąmartwyMoussa

przerażałgotakbardzo,żeuciekłdoHassanaiprzysiągł,żejużnigdywięcejnieprzekroczyprogudomu
zmarłegoMoussy.

—Głupcze!—wymyślałmuHassan.—Czysądzisz,żewnocy,kiedynapustyniwyjąszakale,stary

wstanieiznikniezadrzwiamialbopójdziedonieba,jakgłosząinnowiercy?—Isplunąłprzytym
wysokimłukiemnapiasek.

Omarwstydziłsię,wstydziłsię,bosięobawiał,aobawiałsięczegośnieznanego.
—Acogłosząinnowiercy?—zapytałnagle.
—Ach,cotam!—mruknąłniechętnieHassaniotarłsobierękawemczoło,następniewskazałruchem

głowyna„MenaHouse":—Samiinnowiercy,Anglicy,Niemcy,Francuzi.Samiżydziichrześcijanie!
—Splunąłprzytymporazdrugi,jakbysametesłowabudziływnimwstręt.

—Aletyżyjeszztychinnowierców!—zawołałOmar,więcdlaczegonimipogardzasz?
—Allahwie,cojarobię—odparłHassan—idotądniedałmipoznać,żemusiętoniepodoba.
—Awięcsięnatozgadza?
Mikasahwzruszyłramionamiiodwróciłdłonienazewnątrz.
—Comamrobić?JeśliAllahniechce,bymżebrałikradł,tomusisięzgodzić,bymczyściłbuty

innowiercom.—PrzytychsłowachHassanzacząłgłośnouderzaćszczotkąoskrzynkę.—Polishing,
polishingSir!

Wysokimężczyznaubranywmundurkhaki,wyszedłzhoteluimrużyłoczywsłońcu.Następnie

spojrzałposobie,podszedłdoHassanaibezsłowapostawiłprawąnogęnaskrzynce.Hassanzaczął
swą|pracęteatralnymiruchami,jakbywykonywałtanieczszablami.

—Towytwornypan—rzekłmikasahdoOmara,nieunoszącwzrokuznadswejroboty—widaćto

poobuwiu.

—Innowiercawwytwornymobuwiu—poprawiłgoOmar.
Wtedywytwornypangłośnosięroześmiał,aoniobajsięprzerazili,albowiemobcynajwidoczniej

rozumiałichmowę;zkieszeninapiersiwyciągnąłwygiętąfajkę,akiedyjązapalił,rzekłdoHassana:
Czyznasztuwieluludzi?

Hassanskinąłpokorniegłową.
—Wielu,jasaidi.
—Posłuchaj,stary—zacząłnieznajomy—jestemprofesoremizamierzamspędzićcałyprzyszłyrok

wEgipcie.Szukamsłużącego,silnegomłodegoczłowieka,którybyzałatwiałdlamnierozmaitesprawy,
którybytowarzyszyłmojejżonienatarg,poprostuczłowiekadowszystkiego,rozumiesz?

—Rozumiem,jasaidi.
—Czyznaszkogoś,ktobysiędotegonadawał?
—Trzebasięzastanowić,jasaidi;alejestempewien,żekogośznajdę.
—Todobrze—odparłwytwornypanirzuciłHassanowimonetę.—Możeznajdzieszdwóchalbo

trzechdowyboru.Niechjutrootejporzeprzyjdątu,dohotelu.Niepożałujesz.—Nieżegnającsię,

background image

podszedłdoczarnejdorożkiprzedhotelem,wsiadłiodjechał.

OmarusiadłnaskrzynceHassanaipalcemrysowałwężowatelinienadrewnie.
—Czyonbymniewziął,teninnowierca?
—Ciebie?Jasalaam—cośtakiego!
Omarspuściłgłowę.ReakcjaHassanadotknęłago,byłbliskiłez.
KiedyHassanspostrzegł,cozrobił,ująłchłopcazaramionaipotrząsnąłnimjakmłodymdrzewem.
—Nodobrze,dobrze!
NazajutrzHassandrzemałprzedwejściemdohotelu„MenaHouse”,gdywytwornypanw

towarzystwiedamypodszedłdoniego.

—Mamnadzieję,żecośzałatwiłeś?
—Inszallah—jakBógzechce!—odparłHassan.—Chodźmy,panie,dohotelu.
WholupodszedłdonichOmar.Ukłoniłsięniezgrabnieirzekł:
—Jasaidi,jestemwaszymsługą.NazywamsięOmar.
Wytwornypanspojrzałnawytwornąpanią,potemobojespojrzelinachłopca,którystałprzednimi,

trochęzmieszany,starającsięuśmiechać.

—Czyjesteśjedyny?—zapytałpanwnajczystszymarabskimjęzyku.
—Jestemjedyny,jasitti.
—Ilemaszlat?
—Czternaście,jasitti.
—Aha,czternaście,isądzisz,żejesteśdośćdużynatakieobowiązki?
—Sądzę,żetak,jasitti.
Wytwornypanceremonialniezapaliłfajkę.
—Acomówiąnatotwoirodzice?
—Niemamrodziców—odparłOmar.—Mójojczym,którymnieprzygarnął,umarł,amoiprzyrodni

braciamniewyrzucili.NaszczęścieznalazłemschronienieuHassana,inaczejniewiedziałbym,coze
sobąpocząć.

Obojecośmamrotalipoangielsku,Omarnicnierozumiał,kobietawciążkręciłagłową.Omarnigdy

jeszczeniewidziałzbliskatakpięknejkobiety.Miałanasobiedługąpurpurowąsuknięzkoronkowym
kołnierzykiemkoloruochry.Byłatakcienkawtalii,żemężczyznamógłbyjąobjąćdłońmi.Spodfalbany
udołusukniwystawałyzapinanenaguzikipantofelkiwkolorzesukni.AlenaOmarzenajwiększe
wrażeniezrobiłatwarzkobiety,białaidelikatna,niespalonasłońcemjaktwarzekobietegipskich.

—Awięcdobrze—rzekłwytwornypan—dostanieszdwadzieściapiastrówpensji,utrzymaniei

nocleg.Przygotujsię,jutroranowyruszamydoLuksoru.Bądźpunktualnieodziesiątejprzywejściudo
hotelu.—
Inieczekającnaodpowiedź,parasięoddaliła.

Inszallah.Omarstałjakwrośniętywziemię.Zdawałomusię,żeśni,amyślijegokotłowałysięjak

szalone.Słyszałsłowamikasaha:—Twojeżyciejestzgóryustalonejaktorygwiazd.

—Hejtam,wynośsię!—surowygłosportierahotelowegosprowadziłOmaranaziemię.Wysokijak

drzewodrabuderzyłgotrzcinąpoplecach.Niezabolałogoto,natomiastzabolałgest,zjakimgo
wyrzuconojakparszywegopsa.

PrzedwejściemczekałHassan.
—Przyjęlimnie!—zawołałdoniegoOmar.
—Wiem—odparłHassaniwyszczerzyłzębywuśmiechu.Wrękutrzymałdziesięćpiastrów.—To

zapośrednictwo.

background image

WnocyOmarprzekradłsiędoswojejkryjówkizadomemMoussy,byzabraćpieniądze,któretam

ukrył.Chustka,wktórązawijałmonety,zapłatęzalatapracy,byłaciężka;chłopcaogarnęłouczuciedumy.
Nazajutrzstawiłsięwcześnieprzedhotelemiczekał.

Godzinadziesiąta—tegopojęciaOmarnieznał.Żadenpoganiaczwielbłądównaświecieniema

zegarkainieznasięnanim.Omarprzykucnąłwcieniumuruokalającegohotelicierpliwieczekał;obok
położyłtobołek,wktórymmiałswojemanatkiiskarby.

Podjechaładorożkaiukazałsięsaid.Służącyhotelowiprzynieśliskrzynieiwalizkizkolorowymi

nalepkamiizaczęlijeładowaćnadorożkę.Omarpodszedłiprzywitałsię;nowypanledwozaszczyciłgo
spojrzeniem.Kiedybagażjużzaładowano,nadeszławytwornapaniwobcisłympodróżnymkostiumieiz
parasolkąwręku.Saidpomógłjejwsiąśćdodorożki.Omarusiadłnaswymtobołkuobokwoźnicy.Ten
cmoknąłikonieruszyły.

DrogadoKairuzdawałasięniemiećkońca,akurz,którywzniecałykaretyiinnepojazdy,zabarwił

palmypoobujejstronachnaszaro.Handlarzezhałasembiegliobokdorożki,wskakiwalinastopniei
usiłowaliwcisnąćpasażeromłańcuszki,glinianefigurkialbosezamowepieczywo,dopókiwoźnicanie
zdzieliłichbatem.Imbardziejzbliżalisiędomiasta,tymgłośniejszystawałsięharmider.

PrzyogrodachIsmailadorożkaskręciłanapromenadęnadNilemiOmarporazpierwszyujrzał

zielonąrzekęifelukizwysokimitrójkątnymiżaglami,atakżeparowce,którychkominyrozszerzałysięku
górzejakrozkwitającekwiaty;chłopcaogarnęłotakiezdumienie,żeniemógłwydusićsłowa.Pokiwał
tylkoenergiczniegłową,nieodwracającsię,kiedywoźnicazapytałześmiechem,czyporazpierwszy
widziMasrel-Kahira.ŚwiatOmarakończyłsiędotychczastam,gdziehoryzontłączyłsięzniebem,dzień
marszudokołaGizy,ichłopiecnigdysięniezastanawiał,comożesięznajdowaćzahoryzontem.

GdydorożkaprzecięłaNil,woźnicawskazałbatemnahotelepoprawejstronie,wielopiętrowe

pałace,całkieminneniż„MenaHouse”,którybyłniższyniżpalmy.Tu,naprawymbrzeguNilu,wszystkie
budynkibyływielopiętrowe.Woźnicawydałsięnaglezalękniony,zcałejsiłyściągnąłcugle.

—Automobil!—zawołałzgwałtownymruchemgłowy.
Omarwstałiwyciągnąłszyję,bysięlepiejprzyjrzećtemucudowi.Słyszał,żeistniejąpojazdybez

koni,alenigdyczegośtakcudacznegoniewidział.Automobil,trzęsącsięiparskając,zbliżałsięna
niskichkołach.Zamiastcugliwoźnicatrzymałwrękachkierownicę.NaAllaha,todziwoporuszałosię
naprawdębezkoni,jakbyciągnęłyjeduchy.Obokbiegłydzieci,innestawałynadrodzeautomobiluz
rozpostartymirękami,jakgdybychciałygozatrzymaćzapomocąowejczarodziejskiejsiły,która
poruszałapojazd.Kierowcaautomobilutorowałsobiedrogę,rzucającpetardynaulicę,takżedzieciz
krzykiemuciekały.Aletopłoszyłokoniedorożkiiczłowieknakoźleztrudemutrzymywałcugle.

—Nadejdzieczas—mruknąłniechętnie,kiedypojazdichminął—żeniebędąjużpotrzebnekonie.

WAmerycesąjużdziśautomobile,któremajątylesiłycostokoni.Stokoni,słyszysz?Wiesz,iletakie
stokoniżre?WcałymKairzenieznajdzieszwłaścicieladorożki,którybymiałstokoni.

Omarskinąłgłową.Towszystkoprzekraczałogranicejegowyobraźni—stokonizaprzężonychdo

jednegopojazdu!

—WAmeryce—zacząłwoźnicaodnowa—wAmerycejedenczłowiekwytwarzatrzystatysięcy

automobilirocznie.Czymożesztosobiewyobrazić?—Omarmilczał,nieumiałsobiewyobrazić,gdzie
znajdujesięAmerykaanitrzystutysięcyautomobili;trudnomubyłopojąćjużto,cowidział.

Naplacuprzeddworcemtłoczyłysiępowozy,pomiędzynimispieszylieleganckoubraniludzie,

przeważnieEuropejczycy.Egipcjaniewswychnarodowychstrojachorazsłużbawliberiach,z
walizkami,skrzyniamiikuframigłośnymkrzykiemtorowalisobiedrogęjakwielbłądy,którepoganiano
nabutem.Tam,gdziecudzoziemcyniemoglisięprzedostać,służącybralidorąkmałekijkiiuderzalinimi

background image

tłoczącychsięludzi.Unosiłsięzapachkurzu,końskiegonawozuisłodkawegopieczywa,któremali
chłopcypiekliwżelaznychpiecykach.

Ledwiedorożkasięzatrzymała,otoczyłjątuzintragarzy,akażdystarałsiępochwycićchoćsztukę

bagażu,takżewkrótcewszystkobyłowyładowane.Dopierowówczaswysiedlipaństwo.

—MiejscedlaprofesorazAnglii!—zawołałwoźnicai—idącprzodem—wymachiwałbatem.—

MiejscedlaprofesoraShelleyaijegożony!—Leczaniwołanie,anibatniepomagałyitrwałodość
długo,nimudałoimsięutorowaćdrogędobudynkustacji.

Budynekdworcowy,zbudowanyzbiałychiczerwonychkamieni,wyglądałjakpałac.Wieżyczki,

wykuszeioknaoostrychłukachzczerwono-niebieskimiszybamisprawiaływrażenie,jakbyrezydował
tupotężnypasza.

—MiejscedlaprofesoraShelleyaijegożony!—powtarzałwoźnica,aOmarwtensposóbusłyszał

porazpierwszy,jaknazywasięjegonowypan,dotądtegoniewiedział.Znówpanowałtłok,pchanosięi
potrącano,asitticojakiśczaswydawałostryokrzykiwołał:—OBoże,oBoże!—Tam,gdzietłokbył
największy,żelaznasiatkaoddzielaładostępnądlawszystkichczęśćstacjiodperonówprzeznaczonych
tylkodlapodróżnych.Pracownicykolejowiwczerwono-zielonychmundurachzdodającymiimgodności
złotymisznuraminapiersistaliwwąskichprzejściachiprzepuszczalitylkotych,którzymielibilety;
Omarporazpierwszywżyciuwszedłnaperon.

Żelaznypotwór,czarnyiwielkijakdom,naczerwonychkołach,buchałparą,syczałiplułprzed

siebie,aczasemwypuszczałstrumieńwodypomiędzytoryjakwielbłądpozaspokojeniupragnieniau
wodopoju.Przytymówstwórwydawałmetalicznedźwięki,jakichOmarjeszczenigdyniesłyszał.Tuż
zawęglarkąlokomotywyznajdowałysiępomalowanenażółtoiczerwonoprzedziałypierwszejklasy.
Panowiewbiałychgarniturachikapeluszachzszerokimirondamiorazdelikatnepaniewkolorowych
sukniachstaliprzedwagonemirozmawiali,podczasgdysłużbaukładałabagaże.Gazeciarze
wykrzykiwalitytułyartykułów,handlarzeorzechówzachwalaliswójtowar,asprzedawcylosów,wciąż
przepędzaniprzezumundurowanychkonduktorów,zapewnialioszansiewygraniastufuntów.

Omarpodwinąłswojągalabijęiwdrapałsiędoprzedziału,którykonduktorwskazałprofesorowi.

Tragarzepodalibagażprzezokno.Wszystkotoodbywałosięspokojnie,ponieważtu,wKairze,takjak
nakażdymdworcunaświecie,obowiązywałokreślonyczasodjazdu;aletusłużyłjedyniejakopunkt
orientacyjny:pociągodjeżdżałdopierowtedy,kiedywszyscypasażerowiezajęlimiejsca.

Wprzedzialepachniałopolakierowanymdrewnem,aksamitemiświeżokrochmalonymikoronkowymi

serwetkami.Lustrawiszącenawysokościgłowy,zesrebrnymiguziczkami,zdobiłydrewnianeściany.
Podoknemznajdowałsiędrewnianystolik,wkąciebyłaszafka,akiedysięwniąpostukało,ukazywała
sięumywalka;białekoronkowefirankikontrastowałyzczerwonymimiękkimisiedzeniami.Omarnie
mógłsięnapatrzyć;poczułsięjakbywyrwanyzesnu,kiedykonduktorpchnąłgowplecyiwskazałręką
drzwi:

—Wynośsiędotyłu,ostatniedwawagonytoprzedziałyczwartejklasy.
PrzezchwilęOmarmarzył,żebędziepodróżowałnibyjakiśsaidwprzedzialepierwszejklasy,alesię

niesmucił,podróżwczwartejklasieteżwydawałamusiędośćpodniecająca.Kiedywysiadał,podszedł
doniegoprofesor,trzymającwrękudługie,czarnecygaroiwydmuchującprzedsiebieduży,czarnyobłok
dymu.

—NiezapomnijwysiąśćwLuksorze—zawołałkaszląc—boinaczejwylądujeszwAsuanie!
Omarskinąłgłową.
—Dobrze,jasaidi.
Ostatniwagonbyłzapełnionyskrzyniamiitłumokami;klatkizmałymizwierzętamiidrobiemwisiały

naścianach,wydobywałasięznichgryzącawoń.

background image

Szczęściarzeznaleźlimiejscenajednejzdrewnianychławek.Większośćprzysiadłanaswoimbagażu

iniemożnabyłoprzejśćdośrodka.Omarowiniepozostałowięcnicinnego,jakusiąśćnatobołkuobok
wejścia.

Trzaskaniedrzwiamiigłośneokrzykipożegnaniawzdłużperonuzapowiadałyodjazdpociągu.Ostry

gwizdrozległsięwhalidworcowejipociągruszyłpowoli,początkowoledwiezauważalnie,jęcząci
sapiąc.Przezotwarteoknawpadałoduszącepowietrze.Omarbyłpodnieconyjakjeszczenigdywżyciu,
ponieważpociągprzyspieszałbiegu,akruchymidrewnianymiwagonamirzucałojakpiłką;domy
wielkiegomiastaprzemykałyjakptaki.Omaranajbardziejinteresowałytorykolejowe.Wprostniemógł
zrozumieć,żesąnieskończeniedługieisięgająażdodalekiegoLuksoru,anawetjeszczedalej,do
Asuanu,dokataraktNilu,októrychjużsłyszał;poprostuobawiałsię,żegdzieśnaskrajupustynitorysię
skończą,apociągwywrócisięiwszystkichichprzygniecie.

Wreszciepociągnabrałtakiejszybkości,żejeździecnakoniuniemógłbygodogonić,aożadnym

hamulcuniebyłomowy,gdybyjakiświelbłądlubbawółzatarasowałdrogę.Chłopieczestrachuukrył
głowęwramionachidrzemał.Raztylkopodniósłwzrok,kiedyusłyszałwwagonieokrzyki,ponieważ
pociągzbliżałsiędobrzeguNiluiludzienastatkachpłynącychwgóręiwdółrzekimachalipodróżnym
kolorowymichustkami.

Omarauśpiłmonotonnyturkotkółikołysaniepociągu.Ocknąłsiędopierowtedy,kiedypociąg

wjechałnastację.

—BeniSuef!BeniSuef!—wołałkonduktornaperoniegłośnojakmuezin,podczasgdyludzie

szturmowaliwejścia.Prawieniktniewysiadłzpociągu,zatosetkiludzipróbowałosiędoniego
wepchnąć.Przedewszystkimprzedziałytrzeciejiczwartejklasybyłyzapełnione;Omarmusiałwięc
przysunąćswójtobołekbliżejsąsiada.Smródiupałzapierałydech,aleludziepchalisięmimotodalej,
ażostatnichętnywcisnąłsięnaplatformę.

Pociągznówruszył,wtedyOmarpoczułnagle,żektośgotrącawbok.Odwróciłsięizetknąłtwarzą

wtwarzzdziewczynąojasnejcerze.

—Masz,weźto—rzekłaiOmarująłpatyk,którymdziewczynagotrąciła.Potemwyciągnęła

następnypatykspodchusty,którąbyłaowinięta,izaczęłagogryźć.

—Cotojest?—zapytałOmar.
—Trzcinacukrowa—odparładziewczynaiwyplułakilkawłókientrzcinyprzedsiebie.
Omarspróbował.Miałotokwaśnosłodkismakicudowniegasiłopragnienie.Omarskinąłgłową.
—Dobre—rzekł—dziękuję.
—Mogęcidaćwięcej,jeślichcesz,mamtegodużo.—Iodchyliłachustkę.Miałapodniąwfartuchu

całypęktrzciny.

—Wracamyzezbiorutrzcinycukrowej.Wszyscystamtądwracają.Płacązatotrzypiastrydziennie,

dzieciompołowę.

Omarprzyglądałsiędziewczynie,aonaspostrzegła,codziejesięwgłowiechłopca.
—Chciałbyświedzieć,czydostałamtrzypiastry,czytylkopołowę,prawda?—Inieczekającna

odpowiedź,ciągnęładalej:—Dostałamtrzypiastry.Tegorokuporazpierwszydostałamtrzypiastry.To
dajeczterdzieścidwawciągudwóchtygodni.Razemzojcemzarobiliśmyosiemdziesiątcztery.—I
pokazałapalcemłysegomężczyznę,którydrzemałspocony,trzymającsięuchwytu.

—Mamszesnaścielat—rzekładziewczyna.—Aty?
—Czternaście.
—NazywamsięHalima,aty?
—Omar.
Halimaściągnęłachustęzgłowy.Omarujrzałjejgładkie,czarnewłosy.

background image

—Skądjesteś?—zapytałaHalima.
—ZGizyijadędoLuksoru.
—DoLuksoru!—Halimazaklaskaławdłonie.—JajestemzLuksoru,adokładniejzEl-Kuma.Co

robiszwLuksorze?

—Wziąłmniezesobąangielskisaid.Potrzebnymusłużący.
—Awięcjesteśsłużącym!—Dziewczynawysunęładolnąwargęiskinęłagłowązuznaniem.—A

corobiangielskisaidwLuksorze?

Omarwzruszyłramionami.
—Niewiem.Jestprofesorem.
Halimiezabłysłydzikooczy,anaczolepojawiłasiępionowazmarszczka.
—CałyLuksorjestpełentychkopaczy.Przybywajązewszystkichstron,zAnglii,Niemiec,Francji,

nawetzAmeryki.Wszystkowywożą,tełajdaki.

ChłopiecnierozumiałpodnieceniaHalimy.WGizielubionocudzoziemców.Przywozilipieniądze.

WszyscypoganiaczewielbłądówwGizieżylizcudzoziemców.Omarnieprzypominałsobie,by
kiedykolwiekwiózłEgipcjaninanaswoimwielbłądziedopiramid.Alewolałmilczeć.

Słońcezbliżałosiędopołudniaiupałwwagoniestałsięniedozniesienia.PolewejstronieNil

toczyłsięleniwie,poprawejchłopioralibrązoweodkurzuzżętepola,zaktórymimigotałaniezmierzona
dalpustyni.

WMinii,gdziepociągporazdrugisięzatrzymał,obrazbyłtakisam—panowałzgiełkihałas.

Handlarzezachwalalimydłoiplackinaoleju,dużeszyldyreklamowałyhotel„Savoy”ipensjonat„Ibn
Khasib”.Ktomiałszczęściebyćwpobliżudrzwi,wysiadał,byrozprostowaćnogilubzaczerpnąćgarść
wodyzgęstootoczonejprzezludzistudni.Omarbyłwciśniętywśrodekwagonu,niemógłwięcnawet
myślećowyjściu.

—DalekojeszczedoLuksoru?—zapytał,kiedypociągznówruszył.
Halimaroześmiałasię.
—Musiszmiećcierpliwość.NastępnastacjanazywasięAssiut,tomniejwięcejwpołowiedrogi.
Omarotarłrękawempotzczoła.Byłpotworniezmęczony,ztrudemodpowiadałnapytania

dziewczyny,wreszciedałamuspokójioboje,oparciosiebieplecami,zasnęli.

Zapadłjużzmrok,kiedypociągprzeciąłNilpodNagHammadi.Mostdudniłgłośnopodkołami,Omar

iHalimazerwalisię.Rzekaichłódnocysprawiły,żepoczulisięlepiej.Wreszcieokołopółnocypociąg
dojechałdoLuksoru.

Teraz,opartywygodnieoHalimę,Omarchętniejechałbydalej,alepasażerowiewdzikimpośpiechu

tłoczylisiędowyjścia.

—Chybamnieodwiedzisz?—zawołałaHalimawysiadając.
—Przecieżniewiem,gdziemieszkasz.
—WSchechabdel-Kurna,podrugiejstronierzeki.ZapytajoJusufa.Mojegoojcakażdyzna!I

dziewczynaznikła.

Omartorowałsobiedrogęnaprzóddopierwszejklasy.Zawsze,kiedyprzybywałnocnypociągdo

Luksoru,wydawałosię,żecałemiastojestnanogach.Czarnoubranematkikołysaływramionachdzieci,
niedorostkiproponowały,żezaniosąwalizki,służącyhotelowidzwoneczkamizachwalaliswojehotele,
jakiśniewidomygrałrzewnienakamandze,aleniktmunierzucałmonet;trudnobyłosięprzedostaći
nawettorybyłyzapchaneludźmi,osłamiiręcznymiwózkami.

Zprzoduprzywagonachpierwszejklasytłokbyłmniejszy,ahotel,gdziemiałsięzatrzymaćprofesor,

przysłałtragarzy,którzyzajęlisiębagażem.SaidkazałOmarowipójśćztragarzami,pokażąmu,gdziema
nocować.Onsamzmałżonkąwsiadłdopowozu.

background image

—Hej,bierzsiędoroboty!—JedenzdwóchtragarzyszturchnąłOmarawbok.—Amożeeffendi

jestzbytwytworny?

—Nie,nie—mruknąłOmarizacząłładowaćbagażprofesoranadwukołowywózekzaprzężonyw

osła.Nagóręwrzuciłwłasnytobołek,poczymsamwsiadłrazemztragarzami.

NaulicachLuksorupanowałaciemność.Niebyłooświetlenia,apoganiaczeosłówiwoźnice

wydawalicochwilaprzeraźliweokrzyki,byostrzecjadącychzprzeciwka.Takdojechalidohotelu
„WinterPalace”.

Profesorijegożonazajęlipokojewlewymbocznymskrzydle.Omarwniósłbagażeiżyczyłpaństwu

miłegowypoczynku;potemposzedłciemnymparkiemdozasłoniętegokrzewamidrewnianegodomku,
gdziemieszkalipersonelhotelowyisłużbagości.

Wniewielkimpomieszczeniu,którewskazanoOmarowi,stało—oilechłopiecmógłsięzorientować

wciemności—sześćpiętrowychłóżek.Omarztrudemulokowałswójtobołek.Byłtakzmęczony,że
wdrapałsięnaswojelegowiskoinatychmiastzasnął.

NazajutrzLuksorlśniłwsłońcu.Drzewarzucałydługiecienie,anadrugimbrzeguNilużarzyłysię

ścianyskalneczerwonejakogień.Najpiękniejszywidokroztaczałsięprzedprzybyszemztarasuhotelu
„WinterPalace”.Tamwytwornetowarzystwospotykałosięprzyśniadaniu,czytałogazety,otrzymywało
pocztę,wymieniałonowinki—panowiewbiałychgarniturach,paniewpastelowychkostiumach
podróżnychikapeluszachoszerokichrondach.

Nowoprzybyli,jakprofesorShelleyijegomałżonka,dostarczalipodniecającegotematudorozmów,

przedewszystkimlicznymbogatymnierobom,którzyspędzaliwLuksorzejesieńizimęzewzględuna
tutejszyłagodnyklimat.Prawiecodzienniewydawanogdzieśprzyjęcia,ktosięcenił,musiałnanich
bywać.RazwmiesiącuMustafaAga,konsulbrytyjskiwLuksorze,organizowałjakąśuroczystość;
właśnietegowieczorumiałasięodbyćijużzgórywywoływałaporuszenie.

ProfesorShelleykłaniałsięuprzejmie,kiedyobserwowanyprzezwszystkichzmierzałdostolika,przy

którymsiedziałmężczyznawyraźnieodróżniającysięodresztytowarzystwa.Miałnasobie
wymiętoszoneszareubranieiczarnąmuszkę.Jegokrótkoostrzyżoneczarnewłosyrównieżsprawiały
wrażeniezaniedbanych,podobniejaksumiastewąsy,atwarzbyłaspalonasłońcemjaktwarztubylca,co
wowymczasieuchodziłozaszczególnieprostackie.

—MisterCarter?—zapytałShelley.
Zapytanywstał.
—HowardCarter.
—JestemprofesorShelley,atomojamałżonkaClaire.
Powymianiebrytyjskichuprzejmościiogólnychnicnieznaczącychuwagomęczącejpodróżyio

pogodzieShelleywyjąłzkieszenilistipołożyłprzedCarteremnastole.Tenprzeczytałnadawcę:—
HighclereCastle—ijakbyznałtreśćlistu,wsunąłgo,nieczytając,dokieszenimarynarki.

—Będęsięstreszczał—rzekłShelley—przybywamzpoleceniaEgyptExplorationFund.
Carterskinąłgłową.
—Apowód,profesorze?
Shelleyprzysunąłsiębliżejirzekłpocichu:
—WLondyniesąźli.Mocnopanakrytykują.
—Chybapanniesądzi,żeja...
—To,cojasądzę,niejestistotne—przerwałprofesor—zostałemtylkowysłanyprzezFund,by

sprawęwyświetlić,jeślitomożliwe.Proszęmiećzrozumieniedlatychpanów,ostateczniezainwestowali
masępieniędzy...

—Pieniądze!—Carterroześmiałsiępogardliwie.

background image

—Faktemjest,żekrążąplanyidentyczneztymi,którepansporządziłwDolinieKrólów.
—RobiłemteżplanyTellel-Amama.
—Iwłaśnieteplanymożnarównieżkupićnaczarnymrynku.
Carterznieruchomiał.Popatrzyłnaprofesorazniedowierzaniem,poczymzakryłtwarzrękami.
—Tegoniewiedziałem—jęknąłzrezygnacją.
—TerazrozumiepannieufnośćFund?No,niechpanniespuszczanosanakwintę,ostatecznieniema

jeszczedowodówprzeciwkopanu.Pańskieplanysąpoprostuzadobre.Takdobre,żesłużąjako
drogowskazrabusiomgrobów.

—Przecieżtoszaleństwo—zdenerwowałsięCarter.—Gdybymnarysowałniedokładneplany,to

zwolnionobymniezazłąrobotę.Aponieważmojeplanysądokładne,totakżebudzikrytykę.To
szaleństwo,słyszypan?

—Niemamowyokrytyce—przerwałmuprofesor.—Możeudamisięsprawęwyjaśnić.—

Pragnąłbymtegozewzględunanasobu.

—Copanchcezrobić?
—Nieprzybywamtujakoarcheolog.Jestempodróżnym,któryspędzawLuksorzeurlop;będęsię

szczególnieinteresowałstarożytnymiznaleziskami,możenawetcośkupię.Tosięszybkorozniesie.Kiedy
nawiążępotrzebnekontakty,damdozrozumienia,żeinteresująmnietakżewiększeobiekty.

Carterspojrzałnaniego.
—Todobrypomysł—rzekł.
—Idlategowmiaręmożliwościniepowinniśmysięspotykać,rozumiepan.
Carterskinąłgłowąizamieszałkawę.
—Tonaprawdęzakrawanagroteskę.Jeszczeprzedkilkulatymianoprzerwaćwszelkiewykopaliska

wDolinieKrólów.Niemcytwierdzili,żewszystko,cotammożnabyłoodkryć,zostałojużodkryte.Ale
potemprzybyliFrancuziinaprzeciwko,wowejbocznejdolinie,gdzieprzedosiemdziesięciulaty
BelzoninatknąłsięnagróbSetiego,natrafilinagróbAmenofisazmumiamiAmenofisa,Totmesa,Setiego,
MerenptahaiSiptaha,iodtądzapanowałotamszaleństwo.Prawiecodzienniesłychaćpogłoskio
niewiarygodnychodkryciachskarbówibogactw.Przyciągatorozmaitąhołotę.Nigdynieudajęsięw
dolinębezkarabinu.Niechsiępanturozejrzy.

—Czymapannamyśli...
—Wykwintnestrojeidobremanierysąmylące,Sir,wolęniewiedzieć,nailedziesiątkówlat

więzieniazasługująsiedzącytunatarasiepanowie.

HowardCarterzawszeużywałbardzoniedwuznacznegojęzyka,co—trzebaprzyznać—nie

przysparzałomuprzyjaciół,anawetuchodziłpowszechniezadziwakaiodludka.PaniąShelleyjednak
fascynowałtendzikiAnglikizaczęłabeżżenadyszacowaćgościhotelowychzpunktuwidzenia
ewentualnychwyroków.

—Kochanie,proszęcię!—ostrzegłprofesorżonę,azwracającsiędoCartera,ciągnąłdalej:—I

proszę,niechmipanpowieszczerze,czyspodziewasiępanodnaleźćwDolinieKrólówcoś
spektakularnego?Mamnamyślito,żenaukaostarożytnościnieżywisiępogłoskami...

—Aleteżniedokumentamiinędznymiartykułami!—odparłCarterbłyskawicznie.—Egypt

ExplorationFundmamożewswychszeregachjasneumysły,alehistoriiEgiptunierobisięwLondynie,
wParyżuczyBerlinie.—Carterwskazałpalcemzaramię.—Historia,jeśliwogólebyłatworzona,to
wbrudzie,przyczterdziestustopniachwcieniu,jeślipanrozumie,comamnamyśli.—Inaglezapytał:
—Czyjestpantuporazpierwszy?

—Tak—odparłShelley,aCarterciągnąłdalej:—Widzipan,jamiałemsiedemnaścielat,kiedy

przybyłemtuporazpierwszy,iodtądtenkrajijegoprzeszłośćnieprzestająmniefascynować.Odtąd

background image

mieszkamtu,pracuję,zdobywamwiadomości,którychniedamianiOksford,aniCambridge.Człowiek
siętuniewzbogaci,najwyżejwdoświadczenia.Naukaostarożytnościtopięknadziewczynabezposagu.

Profesorsięuśmiechnął.
—Nieodpowiedziałpannamojepytanie.
Cartersięzamyślił.
—Czyspodziewamsięjakiegośspektakularnegoznaleziska?—SpojrzałnadrugibrzegNiluiprzez

ustaprzemknąłmuironicznyuśmiech.—Musiałbymbyćchybawariatem—rzekł,niepatrzącna
profesora—gdybymniebyłprzekonany,żetamznajdujesięcoś,cozmiejscaprzyniesiemisławę.

Shelleyspojrzałnażonęizawołałzachwycony:
—Niechpanopowie,panieCarter,proszę,niechpanopowie!
PrzezchwilęHowardCarterstraciłpanowanienadsobą,zrobiłaluzję,którejjużpochwili

pożałował;aleterazznówsięopanowałistarałsięosłabićwymowęswojejuwagi.

—Wiepan,takiarcheologjakjakarmiswojenadziejekamykamimozaiki.Imwięcejznajdzie

kamyków,tymbardziejzbliżasiędocelu.Najgorsze,żekamykitenasuwająwięcejpytań,niżudzielają
informacji.Alepotemczłowiekdokonujejakiegośodkrycia,wyrabiasobiejakiśobraz,znajdujedalsze
kamyki,początkowoniepozorne,takjakpoprzednie,aleteniepozornekamykinagledająpotrzebną
wiedzę,zktórejmożnazrekonstruowaćcałość.

Mrs.ShelleyspoglądałanaCarteraznapięciem.
—Dampanuprzykład.WejściedogrobowcakrólowejHatszepsutznanebyłoodstulat.Alenie

odkrytożadnychinskrypcji,żadnychpłaskorzeźb,żadnychrysunków,takżeniktniemiałpojęcia,dokąd
towejścieprowadzi.Kamieniebyłykruche,akorytarzwypełnionygruzem;pozatymwiłsięjakślimak.
Napoleonzacząłusuwaćgruz,alepodwudziestusześciumetrachzrezygnował.PotemprzyszliNiemcy,
kopaliodwadzieściametrówdalej,wreszcieskapitulowali.Jaknapieczarę,którejprzeznaczenieznano,
wydawałosiętozbytwielkąfatygąoniewspółmierniewielkimnakładzie.KiedyznalazłemgróbTotmesa
IV,odkryłemwgruzachbłękitnegoskarabeuszazimieniemkrólowejHatszepsut.Tomniezaciekawiło.
Zająłemsięlegendarnąkrólowąidoszedłemdoprzekonania,żejejgrobowiecmusisięznajdowaćw
pobliżu.Alegdziezacząćkopanie?Pewnegodniadłubałemlaskątużprzedwejściemdopieczary,gdzie
próbowałjużkopaćNapoleon.Icozobaczyłem?PłaskikamieńzimieniemHatszepsut.Jużniemiałem
wątpliwości,żetenkamieńzostałwyrzuconyrazemzgruzemznieznanegokorytarza.Awięcchodziłona
pewnoogróbkrólowejHatszepsut.

—Ipanaprzypuszczeniesiępotwierdziło?—zapytałaMrs.Shelleyniecierpliwie.
HowardCarterstrzepnąłzubranianiewidzialnypyłek,jakgdybychciałsprawićwrażenie,żechodzi

tuosprawęmałoistotną.Wreszcieodparł:

—Tak,mojeprzypuszczenieokazałosięsłuszne,jeślinawetwynikmojegoodkrycianie

usprawiedliwiawielkiegonakładupracy.Musieliśmyzałożyćwężedoprowadzającepowietrze,
przedrzećsięprzeztrzyprzedniekomory,wreszciepodwustumetrachnatrafiliśmynagrobowiec.

—I...?
—Żadne„i”.Byłpusty,jakwszystkiegrobowcefaraonów,któredotądodkryto.Inszallah.
—Mówipantak,jakgdybysprawiłotopanuprzykrość—rzekłaClaireShelley.
—Przykrość?—Carteruśmiechnąłsięgorzko.—Straciłemposadę.Cobypaniczuła,gdybysiępani

nagleznalazłanaulicy?

—Przepraszam,niewiedziałam!
—Jużdobrze—warknąłCarter.—Niechmipaniwierzy,niebyłotoprzyjemne.Całelata

utrzymywałemsięnapowierzchnimalująckartypocztowedlaturystów,popiastrzezasztukę.Stałemtu

background image

przedhotelemdzieńwdzieńjakżebrakinierazwracałemdodomumającwkieszenidwapiastry.Nie
byłotosłodkieżycie.

Okołopołudniapowiałciepływiatr.Podjegopodmuchemzatrzepotałyczerwono-białemarkizyna

tarasiehotelowym.Wgóręrzekipłynąłbiałyżaglowieczwysokim,trójkątnymżaglem,kierowałsięku
przystanitużprzedhotelemiwzbudzałwielkiezainteresowaniewytwornegotowarzystwa.

—ZapewneznówjakiśzwariowanyAmerykanin—rzekłHowardCarter.—Zlatująsiętujak

szarańcza,ikażdy,ktouważasięzaważniaka,wynajmujeuThomasaCookadahabiję.Takałódź
mieszkalnakosztujestofuntówmiesięcznie.Zatęsumęktośtakijakjamusiprzezrokgrzebaćwbrudziei
zbieraćodłamki,ażpadananoszezmęczenia.

Shelleyskinąłpotakująco.
—Amerykanie,zdajesię,odkryliEgipt,odkądAmeliaEdwardsbawiłazodczytamiwStanach

Zjednoczonych.Czypanwie,żeistniejenawetamerykańskasekcjaEgyptExplorationFund?

—Wiem.MójnauczycielFlindersPetrieczęstoopowiadałoladyAmelii.Byłanaswójsposób

genialna,umiałabowiemsprzedawaćwynikiswoichbadań.

—Talent,któregopanubrak—stwierdziłprofesortrzeźwo.
—Ipantomówi!Pantomówi!
OdpołudniazwielkąszybkościązbliżałsięparowiecpocztowyzAsuanu.Wyrzucałczarnekłęby

dymuiwydawałnieregularneryki,wzywającebiałądahabijędozwolnieniamiejscanaprzystani.

—Widzipan—rzekłCarteriwskazałnaflagęnatylnymmaszciestatku.—Amerykanin.—Statek

miałnadbudówkęowysokichwąskichoknach,aztyłuoszklonągalerię,zaktórąwidaćbyłobibliotekę.
„SevenHathors”—widniałonadziobiewypisanezłotymiliterami.

—TenstatekkazałsobiezbudowaćHenrySayce—rzekłHowardCarter.—Posiadaonnapokładzie

bibliotekęzdwomatysiącamitomów.TyluksiążekniemawcałymGórnymEgipcie!—Iporaz
pierwszytentakpoważnymężczyznaroześmiałsięserdecznie.TakżeShelleysięroześmiał.

—Wieluuważa,żeSaycewięcejuwagipoświęcaluksusowiniżnauce,alepytampana,panieCarter,

gdziejestpowiedziane,żearcheologmusiżyćjakkret?Amożeistniejądowody,żesukceskopiącego
zależnyjestodstopniajegoubóstwa?

—Onie!—zawołałCarterzgoryczą.—Napewnonie,boinaczejbyłbymchybajednymztych,

którymsięnajlepiejpowiodło.

Kiedy„SevenHathors”zacumowałprzybrzegu,astatekpocztowyzbliżyłsiędoprzystani,przed

hotelemzapanowałruch.Tragarzeprzepychalisięzwózkami,sprzedawcyherbatyilemoniady
zachwalaliswojenapojeijaknakomendęwszystkiedorożkikonnezLuksoruznalazłysięjednocześnie
wporcie.MaliżebracywłachmanachwyciągalidłoniedokażdegoEuropejczyka,czarnoubranematkiz
przywiązanyminaplecachdziećmi,ciemnoskóreulicznice,któremlaskaniemzachęcałymężczyzn,
poczmistrzewżółtychuniformachzezłotymiguzikamiisłużącyhotelowiwbiałychgalabijachi
czerwonychfezach—wszyscyprzekrzykiwalisięipopychali,jakgdybyrozgrywałosięnajważniejsze
wydarzeniewichżyciu.

—Widzipani—rzekłCarter,zwracającsiędoMrs.Shelley—tojestEgipt,tojestżycie.Możepani

tegonierozumie,aleniemógłbymjużstaćnalondyńskiejOxfordStreetwkolejcepodorożkę.Tobyłoby
gorszeniżśmierć.Żyjędwadzieścialatwtymkraju,potrzebamitegorozgardiaszu,krzykuismrodu
wielbłądziegołajna.OczywiścieTamizatoszacownarzeka,aleczymżeonajestwobecNilu!CzyżNil
niejestnajbardziejpodniecającąrzekąświata,dziką,leniwą,nieujarzmionąinieokiełznaną,kloaką,a
zarazemwymarzonąplażą?Tenkrajmożnajedyniealbokochać,albonienawidzić.Jagokocham.

Byłofascynujące,jaktennaogółoschłymężczyznanaglesięożywiłirozmarzył;profesorijegożona

rozumieligo:tenkrajijegomieszkańcyzmieniająkażdegoEuropejczyka,sprawiają,żeEuropaiWielka

background image

Brytaniawydająsięjakbynadrugimkrańcuziemi.

—Czydotarłodopana,żeJegoKrólewskaMośćzmarł?—zapytałnagleShelley.
Cartersięroześmiał.
—Niechpanniesądzi,żemytutajżyjemyjaknainnejplanecie!StatekpocztowyzKairuprzybywa

dwarazywtygodniuiprzywozinajnowszegazetyzcałegoświata.NiechżyjeJegoWysokośćKrólJerzy
Piąty.—WsłowachCarterazabrzmiałlekkiodcieńironii,wskazującynato,żenapewnoniejeston
monarchistą.

—NiespokojneterazczasywEuropie—rzekłprofesor—niktniewie,jakNiemcyzareagująna

naszezbliżeniezFrancją.

—PrawdopodobnierównienegatywniejakEgipcjanie—odparłCarter.—UkładpomiędzyFrancją

aWielkąBrytanią,pozostawiającyMarokoFrancuzom,EgiptzaśAnglikom,uznanyzostałtutajza
transakcjęhandlowąijeszczebardziejzaogniłnacjonalizm.Sądzę,żetotylkosprawaczasu,idojdziedo
nowegopowstaniajakpodrządamiArabiegoPaszy.ZabójstwopremieraButrosaGalinapoczątkuroku
możebyćsygnałemalarmowym.Stałsięonofiarąegipskiegonacjonalisty.

—AlemamygeneralnegokonsulawKairze,toonsprawujenadzórnadEgiptem!
—Cartersięroześmiał.—SirEldonGorsttonielordCromer,odkądGorstpiastujetenurząd,panuje

tuchaos.

—SirEldontociężkochoryczłowiek.
—Wiadomo,żetak,itojestgodnepożałowania,aleBogiemaprawdą,Gorstniemaanitakiego

autorytetu,jakimiałCromer,anitakiegowpływu,jakibyłbypotrzebny,byprzerzucićmostypomiędzy
przeciwieństwamiwtymkraju.Proszępomyśleć,jeszczeprzedniewielulatypanowałowEgipcieprawo
bata.Zapomocąkorbaczyegzekwowanonajbardziejobłędnepodatkiiwymuszanozeznaniaprzed
sądem.Oficjalniebatskasowano,alewodległychokolicach,gdzieubogaludnośćniemaodwagiwnieść
skargi,urzędnicywciążjeszczeużywająbata.Topowszechnieznanatajemnica.

—Takieprzypadkinależypublikować!—zawołałprofesoroburzony,ajegożona,która

przysłuchiwałasięzzapartymtchem,przytaknęłamuskinieniemgłowy.

—Publikować,poco?Itakkażdyotymwie,aniejedenuważanawet,żetobyłbłąd,iżzniesionobat.

Wieluuznałotozaznaksłabościrządu.Mudirowie,gubernatorzyprowincji,iichpolicjancistracili
autorytet,liczbaprzestępstwstalerośnie,amoralnośćpodatkowa,odkiedyniepomagajejsiębatem,
spadłabardzonisko.Ktochcerządzićtymkrajem,musimiećsiłęsłonia,byćgruboskórnyjakbawółi
wrażliwyjakjaszczurka.

—AczySirEldonniematychcech?
Carterwzruszyłramionami.
—Jakjużpowiedziałem,EldontonieCromer.Brytyjskikonsulgeneralnyjesttuniepoto,byrządzić

krajem,leczpoto,bykrajowipomóc.OlordzieCromerzeopowiadająnajbardziejzwariowanehistorie.
Protestowałprzeciwkozwolnieniuangielskiegowoźnicykedywa,wstawiłsięzapewnymmężczyznąz
rodzinykedywa,ponieważżonabiłagocodzienniepantoflempotwarzy,pomógłwyplątaćsięzbrudnej
aferymłodemubrytyjskiemuoficerowi,oszukanemupodczasgrywkarty,aodwłaścicielapewnej
niewolnicy,którachciaławyjśćzamąż,wyjednałzezwolenie.Żadnaztychsprawniebyłazwiązanaz
jegourzędem,aleCromernieznałżadnychprzeszkóditoprzysparzałomuwielesympatii.

—AkedywAbbasHilmi?
—WicekrólEgiptuzarządówCromerabyłinnyniżdzisiejszywicekról,choćnositosamoimię.

KiedyAbbasHilmiprzedprawiedwudziestulatywstąpiłnatron,byłmłodzieńcem,właśniewróciłz
AkademiiWojskowejwWiedniuioczywiścieniedorastałdopiętdoświadczonemukonsulowi

background image

generalnemulordowiCromerowi.Aletosięzmieniłozbiegiemlat,dziśjestodwrotnie,dziśbrytyjski
konsulgeneralnyniedorównujekedywowi.Wkażdymraziestosunkimiędzynimisąbardzonapięte.

—Mamwrażenie—rzekłprofesorShelley—żemy,Anglicy,niejesteśmywtymkrajuzbytlubiani.
—Zgadzasię,aletodotyczywszystkichcudzoziemców,nietylkopoddanychJegoKrólewskiej

Mości.Należytozrozumieć.CudzoziemcypodlegająwEgipciewłasnymprawom,policjiniewolno
nawetwejśćdodomuobcokrajowcai—cobudziszczególnązawiść—obcokrajowcyniepłacą
podatków.Widzipantestatki,pięknejachtyidahabije.Aterazniechpanspojrzynaflagi:amerykańskie,
brytyjskie,jednaniemiecka,jednawłoska—aleanijednejegipskiej.

—Istotnie.Ajakijesttegopowód?
—Bardzoprosty:niemaflagiegipskiej.Astatkiwtymkrajusąwysokoopodatkowane;cudzoziemcy

zaśwogóleniemusząpłacićpodatków.

—Rozumiem.
—Niewzbogacisiępantutajjakoarcheolog.—HowardCarteroparłgłowęnarękach.—Ja

czasaminaprawdęniewiem,zczegobędężyłwprzyszłymmiesiącu.Pracowałemdlarozmaitychludzi,
najpierwdlaFund,potemdlaegipskiejSłużbyStarożytności,dlaDavisa,amerykańskiegomagnata
miedzi,aterazdlaCarnarvona.

PodługiejprzerwieShelleyrzekł:
—PanastosunkizlordemCarnarvonemniesąnajlepsze?
—Ktotakpowiedział?—Carterpodniósłgłowę.
—Carnarvon.
—Notak,skoroontakmówi.Wiepan,jegolordowskamośćtoawanturnik,ajajestemarcheologiem.

Awanturnicysąwrogamiwszelkiejnauki.—PrzytychsłowachCarterwyciągnąłzkieszenilist,który
przekazałmuprofesor.—Itakwiem,coonpisze—rzekłzgoryczą,przebiegającpismowzrokiem.

ProfesorijegożonaspoglądalinaCarterapytająco.
—To,cozwykle,chceprzerwaćprace,wynikmoichwykopalisknieusprawiedliwianakładutrudów

ipieniędzy.

Carter,wściekły,zgniótłlisticisnąłgodokosza.Potemwstałiskładająckrótkiukłon,rzekł,

rozglądającsięostrożnienawszystkiestrony:

—Jakjużbyłaotymmowa,dlapańskiejpracybyłobylepiej,gdybynaszbytczęstoniewidziano

razem.Alejeślibędziepanupotrzebnamojarada,zawszemożepanzostawićdlamniewiadomośćtu,w
hotelu.Przychodzętudwarazywtygodniupokorespondencję.

Iszybkozbiegłposchodachnaprzystań,gdzieznikłwtłumie.
Shelleyijegożonaspojrzelinasiebiebezsłowa.Obojemyślelitosamo:tenHowardCarterto

bardzodziwnyczłowiek.

Omarobserwowałzoddaliprzebiegwizytyobcegomężczyzny.Byłświadkiempodniecenia

panującegopodczasprzybyciastatkupocztowego,niespuszczajączoczuswychpaństwa.Wystarczył
jedenruchprofesoraiOmarnatychmiastprzybiegł.

—Jasaidi?
—Załatwnamłódkę.Chcemysięprzeprawićnadrugibrzeg.
ZarazpotemłódkanabrzeguNiluczekałanapasażerów;wysoki,chudyprzewoźnikprzewiózł

profesoraijegożonęnadrugibrzeg.Zanimmałałódkazdążyłaprzybić,nabrzegzbiegłasięgromada
krzyczącychludzi,którzyproponowaliswojeusługi,akiedyprofesoroznajmił,żeszukaprzewodnikai
dwóchosłów,byudaćsiędoDolinyKrólów—conajmniejpółtuzinachłopcówistarszychmężczyzn,
szamocącsięrzuciłosiędoniego,abyichzatrudnił.Inawetkiedyobcyprzybyszjużsięzdecydował,

background image

przepychaniesiętrwałonadal;aszutrowądrogąruszyłaprocesja:naprzedzieprofesordosiadającyosła
okrakiem,zanimjechałanaswoimoślepodamskużona,aztyłudreptałOmar.

Naciężkiej,kamienistejdrodzewywiązałasiępozorniebłaharozmowapomiędzyprzewodnikiem

IbrahimemaprofesoremShelleyem,podczasktórejprofesorcałkiemniewinniezapytał,czyIbrahimnie
znajakiegośtajemniczegogrobu,interesujągobowiemznaleziska.AleIbrahimjakbyniezrozumiał
profesora,byłniemaloburzony;zaklinałsięnażycieswegostaregoichoregoojca,żejestczłowiekiem
uczciwyminigdyniepopełniłniczłego,arabowaniegrobówtoprzecieżnajgorszazbrodnia.Kręciłprzy
tymżarliwiegłową,jakbyzasamątęmyślmusiałprosićoprzebaczenie.

MinęliświątynięSetaiwioskęDrahAbulNagaipodwóchgodzinachdotarlidoDolinyKrólów.

ShelleywyraziłżyczeniezwiedzeniaobunajlepiejzachowanychgrobówfaraonówSetiegoIiAmenofisa
II.PodczasgdyAnglicyzniknęliwpierwszymgrobie,Omarpilnowałobuosłów.Minęłachybagodzina,
nimprofesorijegożonawrócili.

CzekającprzygrobieAmenofisa,Omarusiadłnaocienionychschodach;chybazasnął,gdynaglektoś

trąciłgowpraweramię.

—Hej,obudźsię!—Przednimstałkrępychłopak,niewielestarszyodniego.—Czytotyjesteś

służącymangielskiegosaida?

—Tak,jestemOmar,jegosłużący.
Chłopakprzesunąłorzech,którywłaśnieżuł,zjednejstronypoliczkanadrugą,oglądającprzytym

Omaraodstópdogłów.—Twójpanszukajakichśwykopalisk,czytak?

Omarbyłzmieszany.SłyszałrozmowępomiędzyShelleyemaIbrahimem,aleniewiedział,jakmasię

zachować.

Obcychłopak,niczważającnamilczenieOmara,pochyliłsięnadnimirzekłtużprzyjegouchu.
—Powiedztwemuangielskiemusaidowi,żemożenabyćskarby,jakichnigdywżyciuniewidział.

Powiedzswemupanu,żebypozapadnięciunocystawiłsięnadrodzeprowadzącejdoGurnetMurraiu
stópkolosówMemnona,alesam,zrozumiałeś?IchwyciłOmarazaramiona,potrząsającnim.

Zanimchłopieczdążyłcośodpowiedzieć,tamtenznikł.Omarczekałcierpliwie.GdyShelleyzżoną

wróciliwreszcie,opowiedziałimpodniecony,cosięwydarzyło.

—Chybatamniepójdziesz!—zawołałaClairegniewnie.
Profesorująłdłońżonyirzekłuspokajająco:
—Cóżmisięmożestać,kochanie;onichcątylkowyciągnąćodemniepieniądze,akiedyim

oświadczę,żeniemamprzysobiepieniędzy,nicminiezrobią.

Clairebłagałamęża:
—Niechodźtam!
—Aletomojajedynaszansa,bydotrzećdotychzbrodniarzy.
Wdrodzepowrotnejspórichprzybrałnasile.Omar,którydotądszedłobokwmilczeniu,naglerzekł:
—Jasaidi,jamógłbymzamiastpanapójśćpodkolosyMemnona.
ProfesorspojrzałnajpierwnaOmara,potemnażonę,wreszcierzekłzdumiony,niemalrozbawiony:
—Ty,Omarze?
—Omarnieznastrachu,jasaidi.Czegóżmiałbymsiębać?
Clairezareagowałapoczątkowo:
—Czemunie?JeśliOmarjestgotówpójść!
—Nonsens—warknąłShelley.—Chłopakniewie,ocochodzi.
—Tomuwytłumaczysz.Omarniejestgłupi.
Shelleywmilczeniujechałdalej.Zastanawiałsię.Wreszcierzekł:

background image

—Nowięcdobrze,posłuchaj,chłopcze—izacząłopowiadaćotajnychplanach,któresąwobiegui

naktórenaniesionesągrobyjeszczenieodkopane,iżeEgyptExplorationFundprzysłałagotu,aby
wyjaśnił,ktojestautoremtychplanówiczysłużyłyonegrabieżcomgrobówjakowskazówkiwich
wyprawach.—Czymniezrozumiałeś?

Chłopiec,któryzwielkimwysiłkiemśledziłsłowaprofesora,odparłpodniecony:
—Omarwszystkozrozumiał,jasaidi.
Omarpowiniensprawiaćwrażenie,tłumaczyłdalejShelley,żejegopaninteresujesięznaleziskami,

ewentualnietakżemapaminawłasnyużytek.Przekazanieprzedmiotówizapłatamogąnastąpić,zgodniez
życzeniemjegopana,niepotejstronierzeki,leczpoprzeciwnej,wLuksorze.Jegopan,bogatyAnglik,
człowiekinteresu,posiadabowiemdużymajątek,alejestbardzonieufny.Następnieprofesorkazał
Omarowipowtórzyćcałąhistorię.

Zezdumieniemstwierdził,żechłopiecwszystkodokładniezapamiętał,inieulegawątpliwości,że

zrozumiałswojezadanie.

Kiedyskałynazachodnimbrzegunajpierwzabarwiłysięciemno-czerwono,apotemfioletowo,

wreszcieciemnobrązowo,Omarkazałsiętemusamemuprzewoźnikowiprzewieźćnadrugibrzeg.

Odblaskksiężycatańczyłnaspokojnejrzeceniezliczonymirefleksami.Zewszystkichstronrozlegały

sięnadwodąwołania,przerywaneodczasudoczasuskrzypieniemmasztówiuderzeniamiwioseł
płynącychleniwiedahabiji.Naśrodkurzekifalewydawałyodgłosy,jakbyocierałysięosiebiemiliony
ziarenekpiasku,alewmiaręjakłódźzbliżałasiędobrzegu,zagłuszałytenszumniemalbolesneodgłosy
cykad.

Omarmusiprzejśćnadbrzeżnądrogądwatysiącekroków,powiedziałprzewoźnik,wskazującna

południe,domiejsca,gdziezarośniętatrawąstojącawodarzekizagradzadrogę.Stamtądmasięudaćw
kierunkuGurnetMurraiiDerel-Medine,ażpoprawejujrzykolosyMemnona.Nieprzeoczyichnawetw
ciemności,bokażdyznichjestwyższyniżnajwyższydomwLuksorze.Onsambędzieczekałnapowrót
Omarawłodzi—prześpisiętymczasem.

Omarwyskoczyłnaląd.Nabrzegucumowałowielełodzi,wśródnichjasnooświetlonałódź

mieszkalna,zktórejrozbrzmiewałgłośnyśmiechidźwiękidarabuki.Powietrzebyłołagodne,aziemia
podnogamiprzyjemnieciepła;mimowolichłopieczacząłbiec.Samniewiedział,cogoprzynaglado
pośpiechu,możepodniecenie,bozdawałsobiesprawęzwagiswegozadania.

Miejsce,gdziestojącawodazagradzadrogę,zdalekadawałoosobieznać.Słychaćbyłochrapiące,

trąbiąceiskrzecząceodgłosyolbrzymichżab,hałasbyłtakijaknatarguwielbłądów.Wbladymświetle
Omarujrzałpomiędzyzżętympolemtrzcinycukrowejzakrętdrogiizwolniłkroku.Sercepodchodziłomu
dogardła.Chybanieprzeszedłjeszczetysiącakroków,gdypoprawejstroniewszerokimzagłębieniu,w
niewielkiejodległościspostrzegłdwakamiennekolosy.Natężającwzrok,rozglądałsiędokoław
półmrokuzajakimśczłowiekiem,zatrzymałsię,byusłyszećjakiśszelest,leczpozadźwiękamicykadi
biciemwłasnegosercanicniesłyszał;porazpierwszypoczułniepokój.

Monumentalnekolosy,dwiezwietrzałepostacie,byłychybadziesięciokrotniewiększeodczłowieka,

aichciemnesylwetkiodcinałysięwyraźnieodłańcuchazachodnichskałlśniącychwblaskuksiężyca.
Omarzastanawiałsię,czymaczekaćtutaj,nadrodze,alepotempostanowiłpodejśćdokolosówitam
zaczekać.

Samefundamenty,naktórychwznosiłysięobakamienneolbrzymy,byłyowielewyższeodOmara.

Chłopiecokrążyłkażdyznich,bylepiejmócsięzorientowaćwokolicy,gdynagleotrzymałsilnyciosw
kark.Potemwszystkodokołaniegopociemniało.

Omarniewiedział,jakdługotrwałojegoomdlenie.Powoliodzyskiwałświadomość,nagórnej

wardzepoczułsmakczegośostregoczyteżsłodkawego,akiedysięporuszył,cosprawiłomubólw

background image

plecach,usłyszałjakiśszelest.Trwałochwilę,ażchłopieczdałsobiesprawę,żeleżywciemnym,
zamkniętympomieszczeniunastosietrocin.Powietrzebyłoduszące,gęsteodkurzu,pachniało
zwietrzałymkamieniemizbutwiałątrzciną.Omarusiadłinasłuchiwał.Zdawałomusię,żesłyszypianie
koguta,potemznówzapanowałacisza,martwacisza.

Wstał,wyciągnąłramiona,rozpostarłdłonie,powlókłsięprzezciemnepomieszczenie,ażnatrafiłna

ścianę.Pobliskodwudziestukrokachdotarłdokątaiposzedłpoomackudalej.Ściananiebyłagładka.
Omarwyczuwałszerokiejakdłońdziuryiuformowanerównowgłębienia,wreszcienatrafiłnacośw
rodzajuframugidrzwi,aledaremnieszukałsamychdrzwi.Kiedyuderzyłwmiejscu,gdziespodziewał
sięgłuchegoodgłosudrewnianychdrzwi,usłyszałtylkogłucheechokamienia.

Dojegouszudobiegałjakiśszmer.Brzmiałotochwilamijaksyczenie,chwilamijakskrzeczenielub

szlifowaniemetalu,aimdłużejnasłuchiwałtychdziwnychodgłosów,tymwydawałymusiębardziej
niesamowiteiobce.

KiedyOmarpoomackudotarłponowniedokamiennejframugi,zatrzymałsię.Gdzieśmusiałobyć

wejściedotegolochu.Ostrożnie,jakgdybyprzykażdymkrokumogłasięprzednimrozewrzećprzepaść,
chłopakusiłowałprzeciąćpomieszczenie,alejużpochwilinatrafiłnaprzeszkodę,obmacałją,poczuł
podłużnekorytopełneworkowegopłótnairozmaitychprzedmiotów,którychniepotrafiłzidentyfikować,
itakdotarłnadrugąstronę.Potemusiłowałprzejśćpomieszczeniewzdłuż,przyczymznównatrafiłna
kamiennekorytoidoszedłdościanyprzeciwległej,namacałpalcamikołoodwozuosześciuszprychach,
aprzednim,takmusięprzynajmniejzdawało—zaprzęgkonny.

Szukającotworuwtymlochu,Omarwdrapałsięnakamiennekorytopośrodkupomieszczenia.Otwór

wsuficiewydałmusięostatniąszansą.Terazstałobiemanogaminakrawędzi,wyciągnąłramionai
usiłowałdosięgnąćsufitu.Alechoćbardzosięwyciągał,trafiałwpustkę.Straciłprzytymrównowagęi
spadł.Rozległsiętrzask,podniósłsiętumankurzu,alenaszczęściepłótnozłagodziłoupadek,także
Omarniezbytmocnosiępotłukł.Poczołgałsięnastostrzcin,położyłsięnawznakirozmyślał,jaksię
wydostaćztegowięzienia.

LUKSOR

Inieuważaj,iżBógniedbaoto,
coczyniąsprawiedliwi!
OntylkodajenamzwłokędoDnia,
kiedyichspojrzeniaosłupieją;
onisiębędąśpieszyćprzerażeni,
zgłowamipodniesionymi,
niepatrzącnasiebiewcale,
aichsercabędąjakpowietrze.
Koran,suraXIV

Karakol,komisariatpolicjiwLuksorze,położonybyłnaShariael-Mahattawpobliżuhotelu„Winter

Palace”iprofesorowiShelleyowiztrudemudałosięprzekonaćdyżurnego,mężczyznęopłaskimczole,
którysiedziałzaoszklonąbarierkąsięgającądopasa,byzechciałodłożyćgazetęiprzyjąćpisemne
zgłoszenie.

Mężczyznawzniszczonymciemnymubraniuiczerwonymfezieuparciewzbraniałsięprzyjąć

zgłoszenieinawetgroźba,żeprofesorzłożyskargędowyższychinstancji,niezrobiłananimwrażenia;
onsam,oznajmił,wyprężającsięsłużbiście,jestnajwyższąinstancją,wkażdymraziewLuksorze,jest

background image

submudiremLuksoru.Dopierogroźba,żeprofesorzgłositenwypadekkonsulowiMustafieAdzeAyatowi,
uktóregobędziedziśnaprzyjęciu,przekonałastróżaporządku.MustafaAgabyłkonsulembrytyjskimw
Luksorze,małymkrólem,uktóregorazwtygodniugromadziłosięwytwornetowarzystwo.

—ZnapanMustafęAgę?
Profesorskinąłgłową,choćtowcaleniebyłoprawdą.
—JestemIbrahimel-Nawawi—rzekłstróżporządkuiprzyłożyłprawąrękędofezuwgeście

pozdrowienia—aMustafaAgawysokosobiecenimojąsłużbę,Sir.

—Mamnadzieję,żeijapotrafiędocenićpańskąpracę,Sir.
Słowo„Sir”brzmiałodopewnegostopniapogardliwieiIbrahimel-Nawawitakteżjeprzyjął,alenie

przejmującsiętymzbytnio,wyjąłżółtyarkuszpapieruzszufladyskrzypiącegobiurka,położyłprzedsobą
iprzybrałurzędowyton.

—Pańskienazwisko?
—ProfesorChristopherShelley.
—Zamieszkały?
—LensfieldRoad34,Cambridge,Anglia.
—Izgłaszapanzniknięciepańskiegosłużącego...
—...OmaraMoussy.PopłynąłłodziądziśwnocynadrugibrzegNiluiniewrócił.
—Możeutonął?
—Niechpanposłucha,przewoźniktwierdzi,żeprzewiózłOmaranadrugibrzeg,apotemcałąnoc

czekałnaniego.Dopieroowschodziesłońcawróciłizawiadomiłozniknięciuchłopca.

—Tonic,profesorze!Powiempanu,cosięstało:pańskisłużącypopłynąłwciemnościprzezrzekę.

Spotkałtamjakąśhuijatę.KażdymężczyznawLuksorzewie,gdziewnocyspacerująulicznice.
DziewczynazabrałagodosiebiedodomuiwciągudniaOmarwrócizeszklanymwzrokiem.

—Omarmadopieroczternaścielat—rzekłShelley,oburzony.
—Tonicnieszkodzi—odparłel-Nawawi.—CzternastoletniEgipcjaninjestjużmężczyznącałą

gębą.

ProfesorShelley,którydotądprzemilczałpowódwyprawyOmara,postanowiłwyjawićsubmudirowi

całąprawdę.Awięcopowiedział,żejestzainteresowanyznaleziskamiarcheologicznymi,oczymniktnie
powiniensiędowiedzieć.Jakiśnieznajomykazałmuwrazznadejściemnocystawićsięprzykolosach
Memnona,aOmardobrowolnieudałsiętamzamiastniego.

Ibrahimel-Nawawidługospoglądałnaprofesora,potemodsunąłnabokżółtąkartkępapieruirzekł:
—Dlaczegopantegoodrazuniepowiedział,Sir?
—Aczytowczymśzmieniafakt,żemójsłużącyznikłbezśladu?
—Bardzowiele,profesorze,bynierzecwszystko.Żadenczłowieknieudajesiędobrowolniewnocy

drogądoDerel-Medine.Tooddawiendawnaniebezpiecznemiejsce,odtysiącleciciążynanim
przekleństwo.MieszkańcyDerel-Medineprzedtrzematysiącamilatgrzebalifaraonówwgrobachw
DolinieKrólów;powiadają,żeposkończonejpracyzostalizabici,abyniktniemógłzdradzićpołożenia
owychgrobów,ijeszczedziśichduszebłąkająsięnocąpotejokolicy.

—Togłupiegadanie.
—Niechpantakniemówi,profesorze.JeszczedziśmieszkańcówDerel-Medinetraktujesięjak

trędowatych,niktniechcemiećznimidoczynienia.Nazywasięich„ciztamtejstrony”.Popierwsze
dlatego,żemieszkająpotamtejstronieNilu,podrugiedlatego,żemająkontaktyztamtąstroną.Możemi
panwierzyćalbonie,alefaktemjest,żekażdegomiesiącawdniuświętabogaksiężycaludzieginąbez
śladu,powiadają,żezostajązamurowaniżywcemwDolinieKrólów.

—Ipanjakosubmudirpatrzynatospokojnie?

background image

—Copansobiewyobraża?—El-Nawawiudałoburzenie.—Moiludziespędzilidużoczasuna

poszukiwaniuzaginionychwDolinieKrólów.Aleniemażadnychdowodów—sątylkopogłoski.

Wyraźniezdenerwowany,Shelleywyciągnąłzkieszenifajkęizapalił.Małeobłoczki,któreregularnie

wydmuchiwał,zdradzałyjegowzburzenie.

—Przecieżtoniemożliwe,bywioskapełnafanatykówlubwariatówterroryzowałacałemiasto!
Submudirwzruszyłramionami,takżejegomałagłowaomalniezniknęławkołnierzuubrania.—

PodczaswszystkichposzukiwańwDerel-Medinenatrafiamynamur.Onitamtrzymająsięrazem.W
ciągudniaspotkaćmożnatylkostarebaby,anocąniktnieodważysiętampójść.

Zzakurzonejpółkinaścianie,gdzieprzechowywanowpaczkachpapiery,el-Nawawiwyciągnął

dokumentirzuciłgonabiurko.

—Sameniewyjaśnionewypadki.Ludzie,którzyzginęlibezśladuwciągunocy.Ostatniojakiś

Niemieczżoną.Inszallah.

Inigdynieodnalezionozaginionych?
—Owszem.PewnegoAmerykanina.Ale,szczerzemówiąc,niepolicjagoodnalazła,leczsępy,które

zranaiwieczoremkrążąnadDolinąKrólów.Atemumężczyźniebrakbyłoczegośistotnego,głowy
mianowicie.

Shelleymocnopociągałswojąfajkę.Wreszciezapytał,abrzmiałotoniemalbłagalnie:
—Cozamierzapanterazzrobić?
El-Nawawiotarłwierzchemdłonikurzzaktizmieszanyspoglądałnabiurko.
—ZrobiętodlapanaipoślępatroldoDerel-Medine,chociażjużterazmogępanazapewnić,żeto

daremne.

Profesorpożegnałsię,aEl-Nawawizawołałzanim:
—Jeśliwolnomipanucośporadzić,toniechpanniepróbujewejśćwposiadaniejakichkolwiek

planówwykopaliskowych.Widzipan,żekażdapróbakończysiętragicznie.

Profesorzatrzymałsię:
—Cochcepanprzeztopowiedzieć?
—Och,nictakiego!Zniknięciepańskiegosłużącegołączyłobytylkojednoztymiwszystkimi

wypadkami—powiedziałiprzytympostukałdłoniąwakta—wszyscyciludzieposzukiwalitajnych
planówgrobówwDolinieKrólów.

ShelleyspojrzałzniedowierzaniemnaEl-Nawawiego.Coteżtenczłowiekwiedział?

*

DomkonsulaMustafyAgiAyatapołożonybyłnamałymwzniesieniuwśródeukaliptusówipalm,które

dlafantazjiozdobionoświecącymiszklanymikulamiikolorowymimosiężnymilatarniami.Przywysokiej
żelaznejbramieogrodustałoczterechodźwiernychwbiałychliberiach;trzymalipochodnieibyli
podobnidosiebiejakkroplewody.Zdomu,którydziękijasnooświetlonymoknom,ostrymłukomi
wieżyczkompoobustronachprzypominałpałacztysiącaijednejnocy,docierałzapachostro
przyprawionegopieczonegonagrillumięsa,słodkichprażonychorzechóworazprzenikliwawoń
końskiegonawozu.Triograłonakamangachrozdzierającąsercemelodię.Goście,wwiększości
mężczyźni,przybywaliwoświetlonychotwartychpowozach,mielinasobieżakietyicylindry,anieliczne
europejskiekobietybyłyubranewdługieozdobionefalbanamisuknie.ProfesorShelleypodałżonie
ramię,kroczyli,kłaniającsię,wstronębiałychkamiennychschodów,przedktórymistałpandomuw
otoczeniugromadysłużby.

background image

MustafaAgaAyatbyłtoniski,otyłymężczyznawnieokreślonymwieku.Ubranybyłpoeuropejsku.

Jegokędzierzawe,czarnewłosyzakrywałjednakczerwonyfezzchwostem,którypowiewałnawszystkie
strony.Okrągłątwarzokalałagęstabroda,anadnieproporcjonalniemałymioczkamiunosiłysiębujne,
krzaczastebrwi.

—JestpanzapewneprofesoremzCambridge—powitałMustafanowoprzybyłychzrozpostartymi

ramionami—witam,witam!—Konsulmówiłśmiesznąangielszczyzną,podwajającwszystkie
spółgłoski,awiększośćsamogłosekpołykając.

Shelleyprzedstawiłgospodarzowimałżonkę,którąMustafaAgazaledwiezaszczyciłspojrzeniem,i

pochwaliłbajecznydom.

MustafaAgamachnąłręką:
—Niejestjeszczewykończony.Iwątpię,czywogólekiedykolwiekbędzie.Prawdopodobniebędzie

takjakzmoimojcem;zbudowałswójdomnakolumnachświątyniAmona;byłotonajlepszemiejscew
Luksorze.Apotemprzyszliarcheolodzyipowiedzieli,żemusisięusunąć.—Ikonsulroześmiałsięprzy
tymtak,żewszystkosięzatrzęsłonatymgrubymczłowieku.

GdyMustafaAgaspostrzegłzdziwionywzrokswychangielskichgości,zapytałuprzejmie:
—Państwominiewierzą?PrzysięgamnabrodęProroka,żemówięprawdę!Musiciewiedzieć,że

całaświątyniapogrzebanabyłapodwzgórzem,tylkogórnekikutywystawałyspodziemi.Nadawałysię
nafundamenty.Aletobyłodawnotemu.Aterazżyczęmiłejzabawy!

SzybkimruchemrękiMustafawezwałdosiebienaziraLuksoruipoleciłmuprzedstawićAnglików

reszciegości.

—Toburmistrz—dodałwyjaśniająco—znaludzilepiejniżja.
Wśródgości,abyłaichchybasetka,znajdowałosięzedwunastukonsulówzróżnychkrajów,był

zawiadowcastacji,któregooficjalnytytułbrzmiał„dyrektorkolei”,kierownikurzędutelegraficznego,
submudir
ikomendantpolicjiIbrahimel-Nawawi,bokseramerykańskiwbiałymtropikalnymubraniu,zeswą
chichocącąkochanką,magnatnaftowyzKaliforniiipołowazałogijegostatku,dagerotypistazParyża,
któryswojeodstającewąsyutrzymywałwryzach,stalejepodkręcając,pozatymróżniawanturnicyi
lekkoduchy,którzyzazwyczajspędzalilatonaLazurowymWybrzeżuirokroczniewpaździerniku
przyjeżdżalidoLuksoru,atakżeludzienauki,badaczeiarcheolodzyzcałegoświata,odróżniającysięod
resztygościzniszczonąodzieżąipoważnymirozmowami.

Pewnaosobazwracałauwagęwszystkichobecnych.Byłatouszminkowanakobietaoczarnych

włosach,uczesananapazia;miałanasobiebiałemęskieubranieiczerwonykrawatzawiązanynabiałej
bluzce.

—LadyDawson—przedstawiłnazirkobietę.Paliłapapierosawbardzodługiejlufcei

wydmuchiwaładymprzezramię.Zmierzyłaprofesorawzrokiemodstópdogłówizapytałazwięźle:

—AnglikczyAmerykanin?
—Cambridge—odpowiedziałShelley.
—Toszczęściedlapana—odparłaladyDawson.—Musipanwiedzieć,żeAmerykanieniesątu

zbytlubiani.Majązadużopieniędzy,azamałomanier.JeszczedziśopowiadająwLuksorzehistorię
pewnegoamerykańskiegopułkownika,którywNubiikupiłsobiePigmejkę.Miałatylkometrwzrostu,ale
byłapulchnaiprzeważniechodziłanago.Pułkowniktrzymałjąjakpsiaka.FrancuziiWłosiuchodząza
oszustów—niecałkiembezracji,bowywieźlistądnajlepszewykopaliska.ANiemcy—mójBoże,są
solidniipracowici,aleniestetytakżeoszczędniiskąpi,niekiedygnieżdżąsięwobrabowanychgrobach,
byniepłacićzahotellubpensjonat.Wobectegoniesązbytlubiani.My,Anglicy,jesteśmynajbliżsi
obrazowikulturalnegoEuropejczyka,jakistworzylisobieEgipcjanie.

background image

—Czypanimieszkatu,wLuksorze?—zapytałprofesorShelley.
Ladystrąciłapopiółzpapierosadostojącejobokpopielniczkiizrobiłaszerokiruchręką.
—DziśwLuksorze,jutrowAsuanie,wnastępnymmiesiącuwAleksandrii...
—Jakmamtorozumieć?
—Poprostu,żyjęnałodzi.Możewidziałjąpan,nazywasię„Izis”.—NastępnieladyDawson

opowiedziała,żejejmąż,SirArchibaldDawson,właściciellicznychtkalnibawełnywśrodkowej
Anglii,podczasichpodróżypoślubnejpoEgipcieprzedpięciulatyumarłnaglenamalarię.Odtądnie
opuściłajużEgiptuipływapoNiluwgóręiwdółłodzią,naktórejspędziłanajszczęśliwszyokres
swegożycia;ladyDawsonmówiłagłębokimaksamitnymgłosem,odchyliłaprzytymkokieteryjniegłowę
dotyłuispoglądałanasufit,wymalowanywmałe,złotegwiazdki.

—Dziwnaosoba—stwierdziłaClaireShelley,idączmężemdalej,aprofesorprzytaknął.Mimoże

byłarozmowna,kobietętęotaczałaauratajemniczości,wydawałosięnawet,żecieszyjąowa
tajemniczośćwokółwłasnejosoby.

JacquesGuilberg,dagerotypista,któremubardzozależało,abytakokreślaćjegozawód,chodził

dumnyjakpaw,niosącprzedsobąkameręnadrewnianymstatywie,ikiedytylkospostrzegłjakiś
interesującymotyw.znikałpodczarnymsuknemizakażdymrazemzapalałmagnezję,byotrzymać
potrzebnedofotografowaniaświatło.Panadomutaktozachwycało,żeklaskałwdłoniejakmałe
dziecko.

Oczywiścietakżeprofesorijegomałżonkanieuniknęlikameryizanimsięspostrzegli,staliw

otoczeniumarynarzy,boksera,dyrektorakoleiipółtuzinainnychgości,którychGuilbergzgromadził
razem,prosząc,bystaliprostozpodniesionymigłowamiinieruszalisię.Guilbergbyłtakwymagający,
jeślichodziozachowaniesztywnejpozy,żejedenzmarynarzy,którystalwtylnymrzędzie,potknąwszy
sięspowodował,żecałyrządsięprzewróciłjakkostkidomina.WtejchwiliGuilbergzapaliłswój
proszekbłyskowy.

Ubawiony,alewistocieobojętny,HowardCarter,siedzącywfoteluwczerwono-niebieskiewzory,

spoglądałnatowariackiezachowanie.Nieinteresowaligodostojnigoście,aonitolerowalijego
obecnośćiznudzonąminętylkodlatego,żetendziwacznyAnglikzawszesprawiałjakieśniespodzianki,
przyczymcoprawdaniechodziłoonaukową,leczomaterialnąwartośćjegoodkryć.Shelleyunikał
nawiązaniarozmowyzCarterem.Niktniepowinienwiedzieć,żcutrzymujązesobąbliższykontakt.
NatomiastShelleynawiązałrozmowęzAyatemipoprosiłgooradę,comazrobićwsprawiezaginionego
służącego.

MustafaAgaAyatnatychmiastspoważniał,ajegotłusteczołozmarszczyłosię.Udałzaskoczenie,ale

jakwszyscyEgipcjaniebyłzłymaktoremiprofesorodrazuzrozumiał,żczostałjużdawnoowszystkim
powiadomiony.Zniknięciechłopca,powiedziałMustafaiskrzyżowałręcenapiersi,topoważnasprawa,
niejedenjużtakznikłiwięcejsięniepokazał.Jeślimożeudzielićprofesorowijakiejśrady,totylkotej,
żebyprowadziłposzukiwanianawłasnąrękę,iostrzega,żetobardzoniebezpieczne.

Shelleychciałcośodpowiedzieć,alemuzykastałasięgłośniejsza,azzazielono-złotejbrokatowej

kotarywyszłapulchnatancerkaizaczęławykonywaćtaniecbrzucha.Wśródgrzmiącychoklasków
tancerkawprawiławruchswojeztrudemwięzionepodlśniącąopaskąpiersi,trzymającręceponad
głową,jakgdybybyłyzwiązanewprzegubach.Paznokciemiałapomalowanenaczerwono,brwi
uczernionejakKleopatra.Spoglądaławyzywającodokoła,znawpółotwartymiustami,ukazująclśniące
białezęby.

—NazywasięFatma—szepnąłMustafaprofesorowi,iprzewracającoczami,głębokowestchnął:—

JestnajlepszapomiędzyKairemaAsuanem.

background image

Shelley,któryniewiedział,comaodpowiedzieć,skinąłgłowąizacząłbićbrawo,jednocześnie

wszyscyinnirównieżzaczęliklaskaćrytmicznieipobudzaćFatmędocorazbardziejekstatycznych
ruchów.Dziewczynatupałabosymistopamipodywanie,pokrywającymbiałąkamiennąposadzkętarasu,
iwzbijałatumanykurzu.Kamangiwciążodnowapowtarzałytęsamąjękliwąmelodię,anajedwabistej
skórzeFatmyutworzyłysięlśniącekroplepotu.

Tylkoczterechmężczyznzachowałoobojętnośćwobectejzmysłowości,jeślisądzićpoodzieży,byli

totubylcy.Siedzielizakolumnąipociągaliczarnemunsztuki,którychbarwnewężeprowadziłydo
stojącejnapodłodzemosiężnejfajkiwodnej;zfiligranowejpokrywki,ozdobionejczerwonymkamieniem
wkształciestożka,wydobywałysiębiałeobłoczki.Wśródtychmężczyznnajbardziejrzucałsięwoczy
łysy,którywysunąłdoprzoduprotezęlewejnogi,ukrytąpodgalabiją,iwymachującrękami,przemawiał
dopozostałych,rozglądającsięprzytymnieufnie,jakbyobawiałsiępodsłuchujących.

—Gazetypiszą—szeptał—żegeneralnygubernatorEldonGorstwyjechałdoAnglii,bytam

umrzeć.

—Tegotominieżal—rzekłchudy,ciemnowłosymłodyczłowiek,siedzącypoprawejstronie

przemawiającego.—NiemiałformatuCromera.

—Formatnieformat,alepodobnokedywchcepojechaćdoWiltshire,byzłożyćchoremuwizytę.
—Niemożliwe!
—Niechgoczarnymórdopadnie!—zdenerwowałsiędrugirozmówca.
—Toupokarzającedlacałegonaroduegipskiego—rzekłtrzeci.
Jednocześniepochyliłsiędosąsiada,położyłmudłońnaramieniuipowiedziałspokojnie:
—NależyAbbasowiHilmiemuprzeszkodzićwtejpodróży.NasiprzyjacielewAleksandriimająjuż

jakiśplan.

—JakchceszprzeszkodzićkedywowiwwyjeździćdoAnglii?
—AbbasHilmipojedziefregatą„Komombo”.DoAngliidalekadroga.Rozumieciemnie?
Tamciskinęligłowami.
—Takczyowak—dodałmężczyznazprotezą—kapitanIbnKhadarjestponaszejstronie.
—Czytopewnyczłowiek?
—Absolutnie.ZapieniądzenawetprorokMahometzatańczyjakmuzagrają.
Właśniewtejchwili,gdyFatma,klęczącnapodłodze,odchyliłasiędotyłu,takżejejdługiewłosy

dotknęłypodłogi,podniecającamuzykanaglezamilkła.Usłyszanotupotkopyt,gdzieśrozległsięstrzał,
odstronyparkudobiegłypodnieconekrzykiizanimuzbrojenistrażnicyzdążylizareagować,wdarłasię
gromadazamaskowanychjeźdźców.Byłoichpięciuczysześciu,naglewskoczylizewszystkichstronna
taras,przewrócilistołyilampyiwołającLaillahil’allah,cooznaczało:„NiemaBoganadAllaha”,
oddalistrzaływstronęzaskoczonychgości.

Shelleypowaliłżonęnaziemięiosłoniłjąwłasnymciałem,potoczyłsię,trzymającjąmocno,do

balustrady,gdzie—jaksądził—będąbezpieczni.

Napadtrwałtylkoparęsekund.Równieszybko,jakprzybyli,jeźdźcyzniknęliwmrokunocy.
—Zamną!—ryknąłsubmudirIbrahimel-Nawawiiwyrwałjednemuzosłupiałychstrażników

strzelbęzręki.Wypadłwmrok,gdziezniknęlijeźdźcy,strażnicyAgipobieglizanim.MustafaAgaAyat
drżałnacałymciele,usiłowałjednakzbagatelizowaćzdarzenie,wciążpowtarzając:

—Nicsięniestało,nicsięniestało!
Bokserszczerzyłzęby,trzymałsięzaramię,naktórymwidniałaplamakrwi,Guilbertnajbardziej

troszczyłsięoswojąkamerę,jednonogiijegotowarzyszezniknęlibezśladu,atancerkaFatmależała
nieruchomonadywanie,naktórymdopierocosięwyprężała.

—Czywszystkowporządku?—Profesorpodniósłżonęistrzepywałjejkurzzsukni.

background image

Claireskinęłagłową.
—Popatrz—rzekłanagleiwskazałapółnagątancerkę.
NalewymramieniuFatmywidocznabyłamałaczarnadziurka.Shelleypochyliłsię,przesunął

ostrożniejejgłowędoprzodu.Zprawegokącikaustsączyłasięmałastrużkakrwi.

—Prędzejlekarza!—zawołałShelley.—Aga,wymachującdzikoramionami,krzyczał:—Gdzie

jestdoktorMansur?

DoktorShafikMansur,kierownikmałegoszpitalawLuksorze,położyłdużypalecnapowieceFatmyi

starałsięjąpodnieść,potemująłlewądłońtancerki,alepochwiliopuściłjąnapodłogę.Potrząsnął
głową,przycisnąłdwapalcedoszyiFatmyirzekłcicho:

—Nieżyje.
Clairezaczęłapłakać,profesorobjąłjątroskliwie.
—Todlamniestanowczozawiele—szlochałakobieta.
Wdwadnipóźniejw„LuxorNews”możnabyłoprzeczytać,żepodczasstrzelaniny,którawybuchła

pomiędzywrogimigrupaminacjonalistów,zginęłatancerkaFatmazNagHammadi.

*

Omarniewiedział,jakdługotaktkwiłpółprzytomny.Czybyłytodwa,trzy,amożeczterydni?Wtej

ciszyiciemnościstraciłwszelkąorientację,niewiedział,ilerazyobmacywałściany,szukając
rozpaczliwiedrzwilubotworu.Przecieżwjakiśsposóbmusieligowrzucićdotegookropnegolochu!

Czasamizdawałomusię,żesłyszygłosy,wtedyszerokootwierałusta,jakbywtensposóbmógłlepiej

słyszeć,alepochwiliogarniałagoniekończącasięcisza.Powolijegomyślimętniały,niebyłnawetw
staniezastanowićsięnadczekającymgokońcem.Zpragnienia,głodu,amożejakoznak,żejeszczeżyje,
Omarżułbrudnątrzcinę,służącąmuzaposłanie,alezakażdymrazem,kiedyzaczynałjągryźć,
natychmiastwypluwał,ponieważpiachzgrzytałmuwzębach.Wktórymśmomenciezacząłchichotaćjak
pijany,boprzyszłomunamyśl,żeumieranietookropnienudnarzecz.

Przestałjużryczećdościan,bysłyszećludzkigłos,ajedyneuczucie,dojakiegobyłwtejchwili

zdolny,toświadomość,żeznajdujesięnagranicyżyciaiśmierci.

Szmer,jakinarazdotarłdoniegozgóry,nieporuszyłgo,myślał,żetozłudzenie,którejuż

niejednokrotniegozmyliło.Toteżniezareagował,kiedysufitnadnimsięotworzyłipadłnaniego
czerwonożółtypromień,któryspowodowałkłującybóloczu.Dopierokiedyprzezdziuręspadłanadół
drabinasznurkowa,Omarwyprostowałsięispojrzałwgórę.Drżałzpodniecenia;zamaskowanapostaćz
lampąnaftowąwrękuwcisnęłasięprzezotwóriostrożniezeszłapodrabinie.Choćwysokośćlochu
wynosiłazaledwieczterymetry,trwałotobardzodługo,wkażdymrazietaksięOmarowiwydawało.

Wkołyszącymsięświetlelatarniujrzałterazściany,któretylerazyobmacywał;rozpoznałwóz

wojennyciągniętyprzezkonie,sześcio-szprychowekoło,bogówozwierzęcychgłowach,postacie
klęcząceibiegnąceorazniezliczonehieroglify.Grobowiec!Awięcspędziłostatniedniwgrobowcu.
Pośrodkupomieszczeniastałsarkofag,akiedyOmarsięwyprostował,ujrzałwnimresztkimumii.

Tymczasemzamaskowanapostaćzeszłanadół,trzymająclampęwręku.Miałanasobiezniszczoną

galabiję,anagłowęnasadziławorek.ZbliżyłasiędoOmara.

Chłopieccofnąłsięwkątpomieszczenia,padłnapodłogę,jakbychciałsięskurczyćiwtensposób

ujśćswemulosowi.Mierzyłwzrokiemodległośćdodrabinki,wynoszącąjakieśosiem,dziesięćkroków,
alezanimzdążyłdaćdużegosusawjejkierunku,nieznajomyrzuciłsięnaniego.Omarpoczułuderzenie
wgłowęistraciłprzytomność.Poczułkłującybólwlewymramieniu,chciałkrzyknąć,aleogarnęłogo
ołowianeznużenie.

background image

Omarleżałtakwgłębokimomdleniuniewiedząc,jakdługo,akiedysięobudziłpodmlecznobiałym

woalem,mialwrażenie,żejegoołowianeczłonkiobmywawodaiżesłyszypodnieconegłosy:

—Onżyje!Onżyje!

Poczuł,jakchwytajągomocneramionaiciągnąpopiaszczystejziemi,następnieukładająnakłującej
trawie.Potemznówstraciłprzytomność.

Gdyotworzyłoczy,spojrzałwpomarszczonątwarzmężczyzny,któregooczyzagrubymiszkłami

okularówwydawałysięnienaturalniewielkie.

—JestemdoktorMansur—rzekłówczłowiek—rozumiesz,comówię?
Omarniemógłwymówićsłowa.Skinąłtylkogłowąispoglądałnakręcącysięusufituwentylator.
Doktorspojrzałwbok:
—Czypoznajesztegomężczyznę?
StałprzynimprofesorShelley.
—Jasaidi—powiedziałchłopiecpocichu.
PodeszładoniegoClaire.Miałałzywoczach,uściskałaOmaraiprzytuliłapoliczekdojegopoliczka;

sprawiłomutoprzyjemność,onazaśspytałazmieszana:

—Gdziesiętakdługopodziewałeś,chłopcze?
WtedyOmarodważyłsięnanieśmiałyuśmiechinieodpowiadającnapytanie,samzapytał,wjaki

sposóbsiętuznalazł.

—JesteśwszpitaluwLuksorze—odpowiedziałprofesor.—Dziewczynapasącakozyznalazłacię

potamtejstronieNiluwbajorze.Nalitośćboską,jaksiętamdostałeś?

Omarusiłowałuporządkowaćmyśli,alechoćsiębardzostarał,byswojepogmatwanewrażenia

umieścićjakośwczasie,nieudałomusięto.

—Niewiem—odparłznużony—wogóleniewiem,cosięstało.Jakdługomnieniebyło?
—Sześćdni—odparłShelley.—Iniczegoniemożeszsobieprzypomnieć?
—Owszem—rzekłOmar.—Ciemnądusznąpieczaręzbóstwamiihieroglifaminaścianach,sądzę,

żetobyłstarygrobowiec.Itenciężki,słodkawyzapach...

ShelleyspojrzałnadoktoraMansura.Tenwyszedłiwróciłwkrótcezmałąbiałąchustką,którą

przyłożyłOmarowidonosa.

—Czytotenzapach?—spytał.
Omarodrazupoznałsłodkawy,ciężkizapach.
—Chloroform—stwierdziłMansur.
—Toniemożliwe!—ProfesorShelleybyłwstrząśnięty.
—Owszem,prawdęmówiąc,odrazutakprzypuszczałem.
—Wobectegomamytudoczynieniazbardzogroźnymigangsterami,którzyprzedniczymsięnie

cofną!

—Apanwtowątpił,profesorze?Możemymówićoszczęściu,żeznaleźliśmychłopaka.Toprzecież

pierwszyprzypadek,żektośzaginionypotamtejstronieNiluodnajdujesiężywy.

Omar,któryśledziłrozmowęzpewnąobojętnością,spojrzałposobie.Byłwdługiejbiałejkoszuli.

Ręceinogibolałygoibyłyowinięte,alezanimzdołałzadaćpytanie,doktorMansuroświadczył:

—Niewiem,jakdługoleżałeśwbajorze,alechybawielegodzin,awsłodkowodnymNilujestto

niebezpieczne.—MansurzacząłostrożniezdejmowaćOmarowiopatrunek,ażukazałasię
ciemnoczerwonaranairzekł:

—Bilharcja.
—Cototakiego?—zapytałprofesor.

background image

—Bilharcjatosmocznicadługościpaznokcia,żyjeprzeważniewwodachstojącychinajchętniej

wwiercasięwskóręczłowieka.Przenosiprzytymbilharcjozę,chorobętropikalną.Omarmiałsiedem
takichsmocznicwciele,możnajebyłousunąćtylkozapomocącięć.

—Czyzatemniebezpieczeństwozostałousunięte?Mamnamyśli,czynie...
—Nie—przerwałdoktorMansur.—Odkryłemprzytymcośdziwnego.—Umilkłidalejodwijając

bandaże,wskazałnaranęnaramieniuchłopca.Omarspojrzałnaniąiwykrzywiłsię.Shelleypodszedł
bliżej,obejrzałranę,następniespojrzałnalekarza,jakbyczekałnawyjaśnienie.

Alelekarzrzekłtylko:
—Czychciałpancośpowiedzieć,profesorze?
Shelleypokręciłgłową.
—Nie,nie,doktorze.Przezchwilęwydawałomisię,żetaranamakształtsiedzącegokota.
—Panawrażenieniebyłomylne—odparłMansurtaranatowypalonepiętno.
—OBoże—jęknęłaClaireiuchwyciłasiębiałolakierowanejporęczyłóżka.
Shelleyoglądałranęwielkościdłoni,otoczonączarnąskorupą.
—Czytobardzoboli?—zapytałwreszcie.Omarskinąłgłową.
—Czywiesz,skądtomasz?
—Nie,saidi.Alekiedywtymciemnymlochustraciłemprzytomnośćiniewiedziałem,czyśpię,czy

jużjestemmartwy,naglepoczułempalącyostrybólramienia.

—Kociebóstwategokształtuznajdowanowgrobachfaraonów.Przeważnierzeźbionojewzłocie.—

Profesorchodziłniespokojniepomałymbiałympomieszczeniu,aClairezawołałapodniecona:

—Alepocowypalaćtakiepiętnonaskórzeczłowieka?
DoktorMansurspojrzałspozaswychgrubychokularów.
—Jesttoznakalboostrzeżenietajnejorganizacji,którawtensposóbchcezwrócićnasiebieuwagę.

Egipttokrajwielkichsprzeczności,krajniezliczonychugrupowańpolitycznych,kraj,wktórymludzienie
wiedzą,gdzieprzynależą.Oficjalniejesteśmybrytyjskimkondominium,alewpewnychsprawach
podlegamysułtanowitureckiemu,podinnymiwzględamizaśegipskiwicekról,kedyw,korzystazeswoich
legalnychprzywilejów.Alekedywowiniewolnozawieraćumówzinnymikrajami,nieistniejeegipska
przynależnośćpaństwowa,niemamynawetwłasnejflagi.

Shelleyzatrzymałsię.
—Przyznaję,doktorze,żeniesątoidealnestosunki,alepytampana,cotowszystkomawspólnegoz

moimsłużącymOmarem,czternastoletnimchłopcem?

—Omartopańskisłużący!—odparłMansurchłodno.
—Mapannamyśli,żezamachbyłplanowanynamnie?
—Mansurwzruszyłramionami.
—Dziwacznateoria!—odparłprofesor.—Przedewszystkimbrakjejlogiki.Oilewiem,w

LuksorzeprzebywakilkusetAnglików,wielużyjetujużodlat.Niewidzępowodu,abykaraćsłużącego
kogoś,ktodopierocoprzybył,wdodatkuEgipcjanina.

Omarnicwięcejniesłyszał;znużenieiwycieńczeniezrobiłyswojeichłopieczasnął.Niewidział,jak

doktorMansuriinniwyszlinapalcachzpokoju.

*

ProfesorChristopherShelleyzgłosiłwypadekwEgyptExplorationFundizapytał,czywobectak

zaognionejsytuacjimadalejprowadzićposzukiwania.PrzedewszystkimClairesiębała.Leczw

background image

Londynienieprzejętosięzbytniosprawąiodpowiedźtelegraficznabrzmiała:„Kontynuować.Doradza
sięuzbroić”.

NazajutrzShelleyodszukałCartera,którymieszkałwdomu,araczejwchaciepomiędzyDraabuel-

Nagaael-Tarif.ChoćporwanieOmarabyłotematemdnia,Carterzachowałpowściągliwość;milczał,
choćwłaśnieonznałsytuacjępotamtejstronieNilulepiejniżktokolwiekinny.Itowydawałosię
podejrzane,wkażdymrazietakuważałShelley.

Profesorprzybyłniezapowiedziany,kiedysłońcestałojużukośnienadDolinąKrólów,imógłsię

spodziewać,żezastaniearcheologawdomu.Widoczniejużzdalekazostałzauważony,boCarterwybiegł
munaprzeciw,wymachującdzikoramionami.Miałnasobiezakurzoneubranie,koszulębezkołnierzykai
zawołał,zanimjeszczeprofesorzdążyłcośpowiedzieć:

—Czyniemówiłempanu,żebyśmysięniespotykali?Lepiej,żebynasrazemniewidziano.
Profesorwyciągnąłdoniegorękę.
—Ach,wiepan,niewidzępowodu,dlaczego.Jeślirzeczywiściejestempodobserwacją,apo

wydarzeniachostatnichdnimożnatakprzypuszczać,toludzieciwiedząoddawnaonaszychkontaktach.
ZresztąAnglik,któryprzybywadoLuksoruiniespotykasięzCarterem,jestchybabardziejpodejrzany
niżktoś,ktosięznimspotyka.Cartertoprzecieżinstytucja!

Archeologowitopochlebiło.
—Nowięcniechpanwejdzie!—Zrobiłprzytymzapraszającygestwkierunkudomu.
Dommiałwymiaryzaledwieczterynapięćmetrów,byłzbudowanyzcegiełzmułuNilu,jak

wszystkiedomywtejokolicy.Poprzejściuprzezpomalowanenazielonodrewnianedrzwiwchodziłosię
odrazudopokoju,którybyłzarazemstołowymisypialnią,atakżekuchnią,łazienkąibiblioteką,dom
bowiemmiałtylkojednopomieszczenie.Okiennicejedynegookna,wychodzącegonawschód,byłytylko
dopołowyotwarte,takżedownętrzaprawieniewpadałoświatło.Shelleyztrudemporuszałsięwśród
mnóstwaskrzyńipudeł,którezastępowałymeble.Jedynystół,kwadratowemonstrumnawysokich
nogach,skleconyzsurowegodrewna,byłzawalonynaczyniami,stosamipapierów,skorupamiiróżnymi
znaleziskami;stałatamtakżeczarnamaszynadopisania.

—Gdybymwiedział,żepanprzyjdzie,posprzątałbymtrochę—usprawiedliwiałsięCarter—ale

takijesttenmójświat—Wycierałprzytymrękawemkurzzestołka,którywysunąłspodstołu.—Proszę,
niechpansiada!Samusiadłnasfatygowanejleżancepodoknem,wktórejsięniemalzapadał.—Awięc
tusięgnieżdżę—stwierdził—przyznaję,żeniejesttozbytwytwornemiejsce.Niemawody,prądu,a
przekazywaniewiadomościrównieżtrwadobrągodzinę,alezato—przerwałipchnąłokiennice—kto
matakiwidok!

Shelleywstał.PrzednimrozciągałsięzielonypaswybrzeżaNilu,zaktórymleniwiepłynęłarzeka,a

wżółtychoparachpojejdrugiejstroniewidaćbyłoLuksor,wielkąświątynię,„InterPalace”ismukłe
minaretymiasta.

—Słyszałemopańskichprzykrościach—rzekłCarterpodłuższejchwili.
—Przykrościach?—Shelleyroześmiałsięzgoryczą.—Omałoniezabilimichłopaka,uśpiligo

chloroformemiwrzucilidobajora.Tocud,żeprzeżył.

—Czywyzdrowieje?
—DoktorMansurjestprzekonany,żetak.Uważa,żechłopakjestsilnyiodpornyjakmłodybóg.
Słowaprofesoraprzerwałoochrypłeskrzeczenie,którewydobywałosięzkąta.
—ToJenny—rzekłCarter—mojapapuga.Jennynieprzywykła,żebytuktośmówiłopróczmnie.—

TerazShelleyujrzałdużegożółtegoptaka,którywisiałgłowąwdółwbambusowejklatce.

Shelleypodjąłwątek:
—Wsprawietejsąpewnezagadkiimamnadzieję,żepanpomożemijerozwiązać.

background image

—Ja?Dlaczegoja?—Cartersięzaniepokoił.
—Przecieżżyjepantubliskodwadzieścialat.JestpanprawieEgipcjaninem,znapanludzi,aludzie

znająpana...

—Niewiem,doczegopanzmierza,profesorze.
—Wzwiązkuztymporwaniemsąpewneniejasności.Możepanpotrafijewytłumaczyć.Popierwsze

fakt,żedotądznikłobezśladujużtuzinosób.Omarjednakodnalazłsięposześciudniach.

—Allahowiniechbędądzięki.
—Allahowiniechbędądzięki.
—Gdzieprzebywał?
—Omarniemożesobieniczegoprzypomniećpozatym,żebyłzamkniętywciemnymlochu,

prawdopodobniewgrobowcu.Jakaśdziewczynapasącakozyznalazłagonieprzytomnegowbajorze.
Dotądwszystkomogłobyćprzypadkowe,alekiedyznalezionochłopca,miałnaprawymramieniu
wypalonepiętnosiedzącegokota.

—Kota?
—Czytensymbolcośpanumówi?
Carterzmarszczyłczoło,jakgdybymocnosięzastanawiał.
—Kot,nie,niemampojęcia—rzekłobojętnie.
—Aletomusicośznaczyć,panieCarter!
TenjednakmilczałiShelleyniemógłpozbyćsięuczucia,żeCarterniechcemówić.Alejakzmusić

tegouparciuchadomówienia?

Shelleypomyślałoswoimwłaściwymzadaniuizacząłnagle:
—Chciałempanajużdawnootozapytaćwzwiązkuzpojawieniemsięowychplanów

wykopaliskowych:Gdziepanprzechowujeswojezapiski?—Irozejrzałsiępoponurympomieszczeniu,
popatrzyłnapaki,półkęnaksiążkizbitązdesek,ustawionąnazwykłychcegłach,imimonajlepszejwoli
niemógłsobiewyobrazić,gdzietumożnaprzechowywaćplany.

Carterodgadłmyśliprofesora.
—Nietu—rzekłzdziwnymuśmiechem,wstał,podszedłdodrzwiizamknąłjeodśrodka.Następnie

zamknąłokiennice,zapaliłlampkęnaftową,poprosiłprofesora,typomógłmuunieśćstół.Nakamiennej
podłodzeleżałzniszczonydywan.Carterodwinąłgoiukazałsiędrewnianykwadrat.Zwinnymruchem
Carterpociągnąłklapęzjednejstronyiodsłoniłgłębokiciemnyloch.

Carterwziąłlampęirzekł,jakbytobyłocałkiemzrozumiałe:
—Jeślipanpozwoli,pójdęprzodem.—Itrzymającwjednejręcelampę,zszedłpodrabiniedo

piwnicy,którejShelleyniewidział.Stamtądzawołał:—Aterazkolejnapana,profesorze.Niechsiępan
mocnotrzyma.

Shelleywmilczeniuprzecisnąłsięprzezotwórwpodłodze,nadolesięrozejrzał.Naścianach

niskiegopomieszczeniabyływymalowanepostaciewielkościczłowieka,scenyzżyciaświętych,ale
takżescenyzżyciacodziennegowstarożytnymEgipcie.Polewejipoprawejstroniewścianach
znajdowałysiędużenisze,wktórychmógłsięzmieścićczłowiek,wszystkobyłoutrzymanewzłotym
tonie,adokoławidniałypionowepaskizhieroglifami.Shelleyowizaparłodech.

—WitamwdomuPet-Izis—rzekłCarterzuśmiechem.
Trwałodługąchwilę,zanimShelleyznówodzyskałmowę.
—PanieCarter—jęknął—cotojest?
—ZnajdujesiępanwmiejscuwiecznegospoczynkukapłanaoimieniuSemPet-Izis,pierwszego

prorokabogazarządówfaraonaRamzesaII,strażnikaświątyni,zarządcynieruchomościświątyniAmona
wLuksorze.—Carterwskazałprzytymnaścianie,przedstawionązprofilupostaćgładkoogolonego

background image

mężczyzny,kroczącegowdługiejbiałejszaciewtowarzystwiehorologów,kapłanówiastrologów,
strażnikówmitologicznychkalendarzy,atakżeniższejodniegożonyoraznieprzebranejgromadydzieci.
Aprzedtąprocesjąwidniejąbogowieozwierzęcychgłowach:Amon,MutiChons,IzisiOzyrys.

Shelleypodszedłdościany,przesunąłpalcempohieroglifachizacząłpowoliczytać:
„Zbliżamsiędogranickrólestwazmarłych,zostałempodniesionyponadwszystko,coziemskie.W

głębinocyujrzałemsłońcewpromiennymblasku.Zbliżyłemsiędobogówzdołuizgóry,stanąłem
wobecnichtwarząwtwarz.”—Rękaprofesoradrżałazewzruszenia.

—Czytopańskieodkrycie?—zapytałwreszcie.
—Niestetynie—odparłHowardCarter.—Musipanwiedzieć,żewtejokolicykażdydom

zbudowanyjestnagrobowcuznajdawniejszychczasów,awięcodpowiempanuodrazunapańskie
następnepytanie:—Tengróbbyłjużpusty,kiedyporazpierwszyprzybyłemdotegodomu,astarzy
ludzie,którzymigowynajęli,oświadczyli,żerównieżzastaligopustym.

—Ipanwtowierzy?
Carterwzruszyłramionami.
—Niemogęudowodnić,żejestinaczej.Przecieżpanwie,żepierwszegrobowceobrabowanojuż

przedtrzematysiącamilat.Mamtylkonadzieję,żemniepanniczdradzi,profesorze!

—Zdradzi,copanmanamyśli?
—Dotychczasniktniewieotymgrobie.Nicchciałemtegorozgłaszać,poprostupragnęmiećspokój.

Spędziłemwielenocytu,nadole,oglądałemmalowidła,porównywałemjezinnymi,odcyfrowywałem
znakinaścianach,tłumaczyłemje,aprzytymzrobiłemosobliweodkrycie—niezdradzimniepan?

—Dajępanusłowohonoru!
—Zapytałmniepan,gdzieprzechowujętajneplany.Otomojaodpowiedź:tu,wtympomieszczeniu!
ShelleywyjąłCarterowilampęzrękiioświetliłwszystkieczteryściany.Wjednymkąciestałworek

zezłocistympiaskiempustynnym,pozatympomieszczeniebyłopuste.Shelleypostukałwściany,
szukającjakiejśpróżni,aleniczegotakiegonieodkrył,irzekł:

—Nicztegonierozumiem,powiedziałpan,żeprzechowujetuswojeplany.
Carterskinąłgłową.—DawniEgipcjaniebylichytrzyimielidiabelnąwyobraźnię.Pet-Izis,

umierając,zabrałzapewnezesobądogrobutajemnicę,którejnieznam,byłytomożewskazówki
dotycząceukrytychbogactwświątyni,możenawetdowodywykroczeńfaraonów—wkażdymrazie
odkryłemtunadoletekst,któregonierozumiem,aktórymniemocnozastanawia.

Carterpochyliłsięioświetliłnaprzedniejścianiepasekzhieroglifami:
—Otoon,niechpansamprzeczyta!
Profesorukląkłnapodłodzeiztrudemzacząłodcyfrowywaćhieroglify:
—Tylkobogowiepołudniaipółnocyznająmojątajemnicę,akluczdotejtajemnicyznajdujesięw

dużejsalikolumnowejwKarnaku.

—Tegonierozumiem,panieCarter,cotoznaczy?
Carteruśmiechnąłsię:
—Tesłowamożnazrozumiećtylkowpewnympowiązaniu.
—Wjakimpowiązaniu?
—Wiepan,profesorze,odcyfrowałemwszystkienapisywtymgrobowcu,czytałemje

niejednokrotnie,alesątrzyzdania,którychnierozumiem.Powinienemsiębyłporadzićinnych
archeologów,aleniechciałem,bowówczasmusiałbympowiedzieć,skądtehieroglifypochodzą.To
właśniejestjednoztychzdań.

—Adwapozostałe?

background image

—Sątutaj.—CartertrzymałlampętużprzyboguAmonieogłowiebarana.—Widzipan?—Przed

głowąbogawidaćbyłohieroglify,aichtreśćbrzmiaławtłumaczeniunastępująco:„Połowakolumnystoi
napółnocstąd,atypoznaszpołowęprawdy.”PotemCarterpodszedłdoprzeciwległejścianyistanąłw
prawymkącie,gdziebrodatyOzyrysprzedstawionybyłjakomumia.WokółgłowyOzyrysabyłnapis:
„Ustawczwartączęśćkolumnywkierunkuzachodnim,apoznaszcałąprawdę.”

—Bardzototajemnicze—rzekłShelley.—Prawdopodobnietetekstynawiązujądojakiegośrytuału

zmarłych.

—Tocałkiemmożliwe—odparłCarter.—EgipskaKsięgazmarłychzawieraliczneteksty,których

nierozumiemy;przeryłemjącałą,szukającpodobnychzdań—aletobłędnytrop.

Shelleynerwowoprzestępowałznoginanogę.
—Zaciekawiamniepan,panieCarter.Czyznalazłpanrozwiązanie?
—Oczywiście—odparłCarterspokojnie,jakbychodziłoonajprostsząsprawępodsłońcem.—

Najpierwzastanowiłemsięnadczteremastronamiświata.—Carterstanąłpośrodkupomieszczeniai
rzekł:—Tujestpołudnie.—NastępniewskazałnaOzyrysairzekł:—Atujestwschód,jasne?

Profesorskinąłgłową.
—Potemzadałemsobiepytanie,cotozamiara„półkolumny”.Tamiarawskazujenaklucz,któryjest

ukrytywdużejsalikolumnowejwKarnaku.TamsąnajwyższekolumnywcałymEgipcie,każdama
siedemdziesiątstóp.Połowatotrzydzieścipięćstóp.Całepomieszczenieniematakiejdługości.
Liczyłem,sporządzałemrysunkiijużprawiezrezygnowałem,kiedypewnegodniaprzyszłomidogłowy,
abypodzielićkolumnępionowonapół.Miałemwtedypółkolumny!JednakolumnawKarnakuma
objętośćtrzydziestudwóchstóp.Połowatoszesnaściestóp,czwartaczęśćtoosiemstóp.Ateraz
sprawdzimy,czymojateoriabyłasłuszna!

Carterująłprofesorazaramiona,podszedłznimdościanyzOzyrysem,stawiającjednąstopęprzy

drugiej,osiemstópwkierunkuzachodnim,idałznak,abyprofesornieruszałsięzmiejsca.

—Aterazniechpanuważa,profesorze.Niechpanpatrzywciążprzedsiebienatepozornedrzwi.—

NastępnieCarterpodszedłdościanystawiającstopęprzystopie,odmierzyłwtensposóbszesnaściestóp
istanąłzaShelleyemwodległościwyciągniętychramion.

Wtejsamejchwilipodłogawpomieszczeniuzaczęładrżeć,dałsięsłyszećskrzeczącyodgłos.

Shelleyspojrzałniespokojniekugórze,jakgdybysięobawiał,żesklepienienanichrunie.Carterszybko
podniósłwgóręlampęnaftowąizawołał:

—Stać,profesorze.Niechpansięnicrusza!—Inarazpozorniewykutywkamieniuportalprzednim

drgnął,poczymodchyliłsię,następniewykonałjakbypółobrotuwokółwłasnejosiiopadłnaziemię,
wznosząctumankurzu;pozostałtakprzezsekundęwpozycjipoziomej.

—Alepanmapomysły!—zawołałShelley,krztuszącsiękurzem.
—Chciałpanprzecieżwiedzieć,gdzieprzechowujęswojeplany.Otu,widzipan!—Carteroświetlił

otwórwścianie.Zanimwniszyznajdowałysięstosydokumentówipapierów.

—Akiedyotworzyłpantedrzwiporazpierwszy—zapytałShelleyzwahaniem—czypantamcoś

znalazł?

—Nieuwierzypan,profesorze,aleniszabyłapusta.
—Pusta?Aletoznaczy,żektośprzedpanemodkryłtajemnicętegomechanizmu.
—Istotnie—odparłCarter,którydostrzegłnieufnośćnatwarzyprofesora.—Panminiewierzy?
—Ależtak,wierzępanu,tylkoprzedtemmówiłpan,żeniktpozapanemnieznatejkryjówki.
—Tosięzgadza.
—PanieCarter!—zawołałShelleypodniecony.—Pankłamie.Niemógłpansamuruchomićtego

mechanizmu.Bojakmipanprzedchwiląpokazał,potrzebadotegodwóchludzi.

background image

Carterbyłprzyzwyczajonydotego,żeokazywanomunieufność.Niemiałzamiarubronićsięsłowami.

Wmilczeniupodszedłdowiszącejtużnadziemiąkamiennejpłytyioparłsięoniąramionami;kolospod
jegociężarempowróciłdopoprzedniejpozycji,wydającprzytymgłośny,skrzeczącyodgłos.Potem
Carterposzedłdokąta,gdziestałworekzpiaskiem,iprzyciągnąłgodomiejsca,gdzieprzedtemstał
Shelley.Samstanąłwpoprzedniejpozycjii—jakbykierowanyniewidzialnąręką—powtórzyłcałą
czynność;portalsięotworzył.

—Całatajemnica—rzekł,azabrzmiałotoniemalsmutno—poleganatym,żeobiepłytykamienne

zmieniająswepołożeniepodciężaremconajmniejsześćdziesięciukilogramów.Atylewłaśnieważył
dorosłyczłowiekzaczasówRamzesaII.Sprawdziłemto:wystarczyłobyodziesięćkilogramówmniej
piaskuwworku,acałytrudbyłbydaremny.

ProfesorpodszedłdoCartera,wyciągnąłdoniegodłońirzekł:
—Chciałbympanaprzeprosić.Myślę,żepananiedoceniłem.Wogóleuważam,żejestpan

niedoceniony.

—Jużdobrze,profesorze!—Cartermachnąłręką.—Jestemdotegoprzyzwyczajony.Ktopochodzi

zeSwatthamistależyjezpieniędzyinnychludzi,musisiędotegoprzyzwyczaić.

Później,kiedyShelleymijającskałyschodziłnabrzegNilu,myślał,żetakiczłowiek,jakCarterwieo

wielewięcej,niżsiędotegoprzyznaje.

*

Omardochodziłdozdrowiaszybciej,niżdoktorMansuroczekiwał;byłoto,jaksięchłopiecpóźniej

dowiedział,rezultatemzastosowaniadrogichleków,zaktórezapłaciłprofesor.Shelleyczułsię
odpowiedzialnyzalosOmaraistarałsięzewszystkichsiłzrekompensowaćmukrzywdę.Kazałnawet
chłopcuwyrazićjakieśżyczenie—spełnije,jeślitobędziemożliwe.Chłopiecpoprosiłodzieńdo
namysłu,aClairejużsięobawiała,żemożebędzietożyczenieniedospełnienia;alepotemobojebyli
zaskoczeni,boOmarpragnąłtylkonauczyćsięczytaćipisać.Odtądchłopiecchodziłdoszkoły,gdzie
uczonogopisaćiczytaćsłowaProroka.

PoupływiekilkutygodniprofesorShelleywynająłdomprzyShariael-Bahr,wktórymOmarmiałdo

dyspozycjimaływprawdzieiciemny,alewłasnypokoikobokkuchni.WkuchnirządziłaNunda,wysoka
NubijkaoszerokiejtwarzyipiersiachjakmelonyzFajum,którezdumąprezentowałaujarzmionepod
białymfartuchem.Byłatożyczliwakobieta,jejśmiechdźwięczałwdomuodranadowieczora.Zwyczaj
Nubijczykówzwracaniasiędowszystkichpoimieniuwydałjejsiętunienamiejscu,nazywaławięc
profesora„GodnymPodziwuProrokiem”,ajegożonę„PachnącymTamaryszkiem”.Omarbyłjedynie
„Doktorem”.Dlaczegotakgotytułowała,pozostałojejtajemnicą,aOmarpoczułsiędocenionyi
szanowany.Chybaporazpierwszywżyciunieczułsięmałyiupokorzony.

NundapociągałatakżeOmaraerotycznieswojąagresywnącielesnością.Zacząłnieśmiałopodbyle

jakimpretekstemszukaćjejbliskościicieszyłsię,kiedymógłpotajemniejejdotknąć.Nundabyłana
pewnodwarazystarszaodOmaraioczywiściedostrzegłajegopożądanie.PoczątkowoNundętobawiło,
anawetjejpochlebiało;prowokowałachłopcapodniecającymiruchamiidotknięciamiiczekałanajego
słowo.Aleonmilczał.

Omarmiałczternaścielat,potrzebamubyłomatki,aniekochanki.AwięcNundaprzejęłainicjatywę.

PewnegodniapodczaskąpieliwkoryciewogrodzieNundapodeszłazwiadremszaregomydłaibez
słowazaczęłanamydlaćchłopca.Wyciągałdoniejszczupłeciało,aNundazpozornąobojętnością
namydlałago,nieomijającsterczącegoczłonka.Twarzchłopcawykrzywiłasięiwzachwyciewywracał
oczami,spoglądającwpopołudnioweniebo,takżewidaćbyłojedyniebiałka.WtejchwiliOmar

background image

pragnąłmiećnacielejaknajgrubsząwarstwębrudu,abyNundamusiałagojeszczedługomyćze
zdwojonymwysiłkiem.JejpiersiwisiałynadnimjakdojrzałeowoceikiedyNundapodniosładzban,by
oblaćchłopcaciepłąwodą,jednapierśwysunęłasięjejzzafartuchaigołazawisłanadnim;Omarjęknął
jakbyzbólu,chwyciłmokrąrękązatocośjasnego,cowisiałotużprzedjegooczami.Pomarszczony
wzgórekbyłotoczonyciemnymkręgiemwielkościniemaldłoni.Nundadostrzegłabezradnośćchłopca,
roześmiałasię,aśmiechówbyłzupełnieinnyniżten,któryOmarznał—pozbawionykokieterii,raczej
dobrotliwy,niezwykleciepły.

—Doktorze—rzekłaNunda—przestańwalczyćzeswoimuczuciem,bądźzniegozadowolony.
WtedyOmarmimowolisięroześmiałizacząłNundęgłaskać,początkowonieśmiało,potemcoraz

bardziejpożądliwie,wijącsięprzytymjakrybawpłytkimNilu.Zanurzałsięwpienistejwodzie,
prychał,wyskakiwał,chwytałNundę,starałsięwciągnąćjądowody,aleonasiębroniła,wreszcie
fartuchjejsięrozchyliłistanęłaprzednimnaga.

PrzezchwilęNundawahałasię,potemweszładochłopcadokoryta,usiadłananimiOmarpoczuł,

jakłagodniewniąwchodzi.Chwyciłjązapiersiizrozkosząpoczuł,jakjejciałosztywniejeidrgajak
wgorączce.

RuchyNundystawałysięcorazgwałtowniejsze,jęczała,apalcewczepiłysięwpierśchłopca,ażgo

zabolało.Ichoćjeszczeprzedchwiląodczuwałrozkoszpodjejruchami,terazuczucietonaglezmieniło
sięwewstrętioburzenie;wszystkownimsiębuntowało,usiłowałgorączkowymiruchamisięuwolnić.
AleNundatakmocnotrzymałagoudami,żeOmarmimonajwiększegowysiłkuniemógłsięuwolnić.

WniepohamowanejwściekłościpoderwałsięiugryzłNundęwpierś.Dziewczynawydałaokrzyk

bóluipuściłachłopca,któryuwolnionyzuścisku—biłdzikorękamiwokółsiebie.UderzyłNundę
pięściąwtwarz,ażznosapopłynęłajejstrużkakrwiipokryłamokrąskóręwstrętnymiplamami;jędrna
nagość,któradopierocosprawiałachłopcuprzyjemnośćiuciechę,terazgoodpychała.

—Hurjata!—jęknąłOmar—Hurjata!—Ijeszczeraz:—Hurjata!—Iwyplułmydliny,które

pozostawiłyobrzydliwysmakwustach.

Aniprofesor,anijegożona,którychuwaginaogółnicnieuchodziło,niespostrzeglitegowydarzenia,

pomiędzyOmaremzaśaNundąbyłotak,jakbynigdynicniezaszło.Odtądspoglądalinasiebiez
rezerwą,żadneznichniemówiłoanisłowaotym,cosięzdarzyło,ajednakOmarsięzmienił.

PoczątkowoprofesorniezabierałOmaranaswojestanowiskabadawczepodrugiejstronieNilu.

ZadanieShelleyapolegałonatym,bywmiaręmożliwościwytropićwszystkieślady,wskazówkii
znaleziska,gdzieEgyptExplorationFundmogłabyrozpocząćnowepracewykopaliskowe—mozolne
zadanie,jaksięwkrótceokazało,bogdziekolwiekprofesorsięzjawiał,natrafiałnamurpodejrzliwości.
ZewszystkichstronświataściągałydoEgiptuekipyarcheologów,znęconychwiadomościamio
sukcesach,awinęponosiłtuprzedewszystkimmłodyAnglik,WilliamCarlyle,dalekikrewnysłynnego
historyka,którypoprzerwanychstudiachwOksfordziespędzałczaswEgipcie.

Niktwłaściwieniewiedziałdokładnie,wjakisposóbtenczłowiek,znającywielejęzyków,zarabiał

nażycie;bożeniebyłzamożny,poznaćbyłopojegozniszczonejodzieży,którawyraźnieodcinałasięod
ubioruinnychAnglików.Carlyleutrzymywał,cobyłoprawdą,żepracujedla„Times’a”iinnychpismw
Europiejakospecjalnykorespondentiztegożyje.PozatympodróżowałpomiędzyAleksandriąaAbu
Sim-bel,gnieździłsiętygodniamiwciasnychtanichpensjonatach,rozmawiałzarcheologami
prowadzącymipracewykopaliskoweitubylcami,zawszeposzukującjakichśsensacji.Widywano
Carlyle’a,jakrozprawiałnatarguwielbłądzim,nabazarze,atakżewDolinieKrólów.Dziękitemumiał
informacje,ojakichniktinnynawetniemarzył,inigdyniewiedziano,czyzjawieniesięCarlyle’abyło
przypadkowe,czyteżzapowiadałojakieśprzyszłeodkrycie.

background image

PierwszespotkanieOmarazCarlyle’emnastąpiłowmałymkioskuzgazetamipodarkadamihotelu
„WinterPalace”,gdziechłopieckupował„Times’a”dlaprofesora.Carlylezagadnąłgozciekawości,jak
tomiałwzwyczaju,izapytał,czyOmarsamczyta„Times’a”.Chłopiecodrzekł,żejestsłużącym
profesoraShelleyazEgyptExplorationFund,itaknawiązałasięrozmowa,wciąguktórejdziennikarz
wykazywałcorazwiększezainteresowaniemłodymEgipcjaninem.

Omardziwiłsię,żetowłaśnieonwzbudziłzainteresowanieAnglika,którypisujedo„Times’a”,

pochlebiałomutoiopowiedziałwięcej,niżnależałozdradzićobcemu.PrzechadzalisięwdółNilu,
Omaropowiedziałoswymtajemniczymporwaniuiszczęśliwymzakończeniu,wyraziłprzypuszczenie,że
stałsięofiarąpomyłki,żetochybanieonmiałbyćporwany,tylkoprofesor.

Carlylenatychmiastwywęszył,żecośwtymjest,ipoprosiłprofesoraShelleyaospotkanienazajutrz.

Shelleychętnieudzieliłdziennikarzowiinformacji,aleCarlyleniedowiedziałsięnicponadto,cojuż
przedtemwiedział;toznaczyOmarniewspomniałopewnejdrobnostce—owypalonymznakunalewym
ramieniu.Carlyleprzyrzekł,żebędzieprofesorainformowałnabieżąco,będziesięstarałwyświetlić
sprawę.

Wciągunastępnychdni,kiedyOmarprzychodziłpogazetę,rozglądałsięzadziennikarzem,alegonie

było.Odsprzedawcygazetdowiedziałsię,żeCarlylemieszkawhotelu„Edfu”wpobliżudworca.
PonieważCarlyleniepokazywałsięprzezdwatygodnie,Omarpostanowiłodwiedzićgowjegohotelu.

Hotelokazałsięprzewiewnymdrewnianymzajazdemzaltankąwychodzącąnaulicę.Sznury

koralikówzastępowałydrzwi.Niebyłotuportiera,tylkowwąskimwejściunaodrapanejścianiewisiała
brązowatablicazkluczami.PogłośnymwołaniuOmaranadszedłstary,zgarbionymężczyzna,
podpierającsiękijem.PytanieoCarlyle’awprawiłogowwielkiepodniecenie.Jasalaam,Anglikod
tygodniznikł,jegołóżkojestnietknięte,taksamobagaż,zalegateżzzapłatązatydzień.

Omarpobiegłdodomuizawiadomiłprofesoraotym,czegosiędowiedział.Poszlirazemdohotelu

„Edfu”.Shelleypoprosił,bywolnomubyłoobejrzećpokójAnglika.Bakszyszwwysokościdziennej
zapłatyotworzyłmupokójnapierwszympiętrze,którymiałponadtrzymetrywysokości.Bymóc
cokolwiekzobaczyć,Shelleyotworzyłokiennice,zastępująceszybyokienne.Łóżkobyłozasłane,stojakz
trzcinyzzasłonkązprzodusłużyłjakoszafa;wisiałytamróżneczęściodzieży.Podoknemstałmały
kwadratowystolik,nanimstosniezapisanegopapieru,piórozkościsłoniowej,kwittelegraficznyna
przeszłosześćdziesiątpiastrówz20listopada,książkaW.M.F.Petriegopt.MethodsandAimsin
Archaeology,środkowaczęść„Times’a”z22listopada1911roku,ciemnefotografieprzedstawiające
wieleosób,resztkibułkisezamowej,którąnadgryzłymyszy.Pokójniesprawiałwrażenia,żebył
opuszczonywpośpiechualbożelokatorzjakichśpowodówwyniósłsiępocichu.Wskazywałanato
kopertazpiętnastomafuntami,którąShelleyznalazłwwewnętrznejkieszenimarynarkiCarlyle’a.

Profesortrzymałgazetę,któradonosiłaokomecieHalleya,ozniesieniuniewolnictwawChinach,o

śmiercirosyjskiegopisarzaLwaTołstoja,alenieznalazłanijednejwzmiankianinotatkizwiązanejz
Carlyle’em.Gdyprofesorwziąłdorękifotografię,odkryłcośzaskakującego.Byłotojednozezdjęć,
jakieJacquesGuilbertzrobiłnaprzyjęciuuMustafyAgiAyata,iprzedstawiałoprofesoraijegożonę
pośródinnychnieznanychmu,rozbawionychgości.

Zgarbionystarzecniepamiętałdokładnie,kiedywidziałCarlyle’aporazostatni.Napytanie,czy

zgłosiłpolicjizniknięcieAnglika,zmieszanywzruszyłramionami.Jużnierazsięzdarzało,żelokator
spędzałnocpozadomem,aleteraz,jakożezalegaonztygodniowązapłatą,pójdziedokarakolu.

Tozbędne,oświadczyłprofesorShelley,onsamtozałatwi,irazemzOmaremopuścilipokójizeszli

nadółwąskimischodami.

Ibrahimel-Nawawipowitałprofesorajakstaregoprzyjacielaiuroniłłzęwzruszeniazpowodu

cudownegoocaleniaOmara.ZniknięcieCarlyle’aniewydałomusięgodnenotatkisłużbowej,bogdyby

background image

chciałspisywaćwszystkich,którzynakilkadniznikajązLuksoru,miałbyzadużoroboty.Dopierona
groźbę,żeprofesorzawiadomibrytyjskiegokonsulaMustafęAgęAyata,Nawawiobiecał,żezacznie
poszukiwania
idaznaćowynikach.

WciągunastępnychdniprofesorShelleyzajmowałsięzdjęciamikartograficznyminowychznalezisk

wDolinieKrólów;wszystkiedotyczyłyfaraonaTotmesaII.Myśliprofesorakrążyłyprzytymdookoła
Carlyle’aitego,copozostałowjegopokojuhotelowym.PoupływietrzechdniShelleyznówposzedłdo
submudira,ale—jaknależałosięspodziewać—policjanicniewykryła.WobectegoShelleyudałsię
dohotelu„Edfu”,byrazjeszczeprzeszukaćpokójCarlyle’a.

Pokójwydawałsięniezmieniony,wkażdymrazienapierwszyrzutokaShelleynicnowegonie

odkrył;alejednarzecznatychmiastzwróciłajegouwagę:nastolepodoknemwszystkoleżałonadawnym
miejscu,
brakowałotylkofotografii.ZgarbionystarzecprzysięgałnabrodęProroka,żeniczegowtympokojunie
ruszał,nieprzypominasobieteżżadnejfotografii.Zacząłgrzebaćzreumatyzowanymipalcaminastole,
przewracaćstronywksiążce,przyczymwypadłastamtądkartka.Shelleypodniósłją.Nakartcebyło
jednosłowodwukrotniepodkreślone:

IMHOTEP.
Nicwięcej.
NastępnieprofesorudałsięnaShariael-Isbitalja;tam,gdzienaprzeciwkofrancuskiegoszpitala

JacquesGuilbertmiałswojeatelierilaboratorium,coanonsowałdużymiczerwonymiliteraminad
wejściem.Shelleypowiedział,żepragnieobejrzećfotografiezprzyjęciaubrytyjskiegokonsula.Guilbert
wyciągnąłstosszklanychpłytekipoleciłmutrzymaćjepodświatło,abymógłwybraćtewłaściwe.
Profesoroznajmił,żepotrzebnemutylkojednozdjęcie.Byłpewien,żeznajdzieto,którezniknęłoz
pokojuCarlyle’a,alemimodwukrotnegoprzeglądanianieznalazłowejpłytki;twierdziłjednakuparcie,
żewidziałzdjęcie,naktórymbyłonijegożona.Toniemożliwe,odparłGuilbert.Próczniegoniemaw
Luksorzeinnegodagerotypisty,tylkoonmazezwolenienafotografowaniedostojnychgościkonsula;gdzie
profesorwidziałowozdjęcie?

AleShelleytegoniezdradził,uważał,żelepiejbędzieprzemilczećpowódswychposzukiwań.

*

NastępnejnocyOmarzerwałsięzesnu,wydałomusię,żesłyszycichepukaniedookna.Wysokiei

wąskieoknobyłozamkniętenaokiennice,aleprzezszparymożnabyłowyjrzeć.ChoćOmarwytężał
wzrok,niczegoniezobaczyłwciemności.Nienamyślającsięwięcdługo,odsunąłzasuwkęiotworzył
okiennice.Przezchwilępanowałacisza,słychaćbyłotylkopojedynczedźwiękicykad,woddali
zaszczekałpiesinaglejakaśmałapostaćpodeszładookna.Omarodrazująpoznał,byłatoHalima,
dziewczynazpociągu.

—Toty?—zawołałchłopieccicho.
Halimaprzyłożyłapalecdoustizwinniejakgazelawdrapałasięnawystępwmurze,następnie

przeciągnęłagórnąpołowęciałaprzezwąskieokno.Opartanałokciach,zaczęłamówićściszonym
głosem:

—Proszęcię,niepytajterazonic,słuchaj,comamcidopowiedzenia.Jesteśwniebezpieczeństwie.

Niemogęcipowiedziećdlaczego,alejeśliciżyciemiłe,toodejdźodtegoinnowiercy,idźgdziekolwiek
bądź,gdzieniktcięniezna,wróćtam,skądprzybyłeś,inikomunieopowiadaj,cocisięprzydarzyło.

background image

Omarzaniemówił,gapiłsięnadziewczynę,choćniewidziałjejoczu.Kiedypodniósłrękę,byjej

dotknąć,poczuł,żeHalimadrży.Wzruszonyibezradnypogłaskałjąpogłowieiniespodziewającsię
odpowiedzi,zapytał:

—Czemutorobisz,Halimo?
Dziewczynamilczała.Jejnieregularnyoddechzdradzał,żepłacze;Omarchciałjąuściskać,ale

wąskieoknonicpozwalałonatoizanimOmarzastanowiłsię,corobićdalej,Halimarzekła:

—Bądźzdrów—zeskoczyłazmuruizniknęławciemności.
Omarniemiałpojęciaojednym:tonocnespotkaniemiałoświadka.Nocnepukaniedziewczyny

obudziłoClaireizzazasłonywsypialniobserwowałaonacałezdarzenie.

Omartejnocyniemógłjużzasnąć,niewiedział,cogobardziejporuszyło,pięknanieznajoma

dziewczynaczyjejbudzącestrachsłowa:Idźgdziekolwiekbądź,gdzieniktcięniezna,wróćtam,skąd
przybyłeś.Jejśpiewnygłosbrzmiałwjegouszachjakdźwiękimiedzianychdzwoneczków,którymi
ozdabianowielbłądy.Widziałjejporuszającesiępowoliwargi,czułjejbliskość.Wzamęcieuczuć
zacząłpłakać,niemogączebraćmyśli.

DoobowiązkówOmaranależałonakrywaniedostołu,akiedypaństwojużusiedli,podawałherbatę.

TegorankaClairepoczekała,ażOmarwszedłdosalonu,poczymodbyłasięnastępującarozmowa:

—Christopher!
—Słucham,kochanie?
—Czysłyszałeśdziśwnocypukanie?
—Nie,Claire,chybacościsięprzyśniło.
—Alejabardzowyraźniesłyszałam,akiedypodeszłamdookna,ujrzałamwogrodziejakiścień.
—Napewnocisięzdawało.Jamambardzolekkisen,aprzecieżnicniesłyszałem.
ClairezwróciłasiędoOmara:
—Aczytysłyszałeścokolwiekwnocy?
Chłopiecpoczuł,żekrewuderzamudogłowy,aleodpowiedziałspokojnie:
—Nie,pani,nicniesłyszałem.—Iznikłwkuchni.Słyszał,jakprofesorzżonącichorozmawiają,ale

ichrozmowęzagłuszałyodgłosyzkuchni.

—Christopher!—zaczęłaClaireodnowa.
—Słucham,kochanie.
—Omarnasokłamuje,jestfałszywy,jakwszyscyEgipcjanie.
—Dlaczegotakuważasz?
—UOmarabyładziśwnocyjakaśkobieta.
—Jesteśtegopewna?
—Całkowiciepewna.Widziałamjąnawłasneoczy.
Profesorspojrzałnażonę.
—Dziśwnocy?MójBoże,chłopakdochodzijużdowieku,kiedy...
—Onkłamie!
—Możliwe,Claire,alepostawsięwjegopołożeniu.Czyprzyznałabyśsięwjegosytuacji,żemiałaś

dziśwłóżkukobietę?—Profesorroześmiałsięgłośno,poczymzapadłomiędzynimidługiemilczenie.

WreszcieClaireznówpodjęłarozmowę:
—Czyuważasz,żeOmarjestuczciwy?Chodzimioto,czyktośgonamniepodstawił.Niktchłopca

nieznał,pozamikasahem.Amożeniemamracji?—Clairestukałapaznokciamiwstół.

Shelleyująłdłońżony.
—Kochanie,jaknaszpiegaOmarjestzamałosprytny.Sądzę,żejeśliktośchciałbynasłaćnamnie

szpiega,wybrałbystaregowygę,aniemiłego,naiwnegochłopca.

background image

—Tokamuflaż—stwierdziłaClairetrzeźwo.
—Kamuflaż?WobectegoporwanieOmaratakżebyłokamuflażem.Ito,żeomalnierozpłatanomu

czaszki,żewrzuconogodobajora,gdziemogłygopożrećpasożyty.Rozumiemtwójniepokój,Claire,ale
chybatrochęprzesadziłaś.

OdwiedzinyHalimyzaniepokoiłyOmara.Ichoćbrałserioostrzeżeniedziewczyny,toniejejsłowago

poruszyły,leczsamospotkanie.Promieniowałozniejcoś,cogopociągałozjakąśmagicznąsiłą,co
sprawiało,żezapomniałowszelkichostrzeżeniach.Niechciałwracaćtam,skądprzybył.Zczegobytam
żył?CzymiałsięwynająćwGiziejakopoganiaczwielbłądów?

Omarpoprosiłprofesora,bymupozwoliłtowarzyszyćwwyprawachdoDolinyKrólów;możemu

pomagaćprzysporządzaniuplanów.Shelleyniepowinienmiećskrupułów.Proszącoto,Omarmial
nadzieję,żepotamtejstronieNiluspotkaHalimę.Shelleyzgodziłsię.Omarbyłmubardzopomocny;
mierzyłodległości,zaznaczałmiejscawterenie,któreprofesornanosiłnamapy,dźwigałprzyborydo
rysowaniaiposzarpanyparasol;nakażdymmiejscu,gdziepracowali,przedewszystkimwbijaligow
ziemię.

WdrodzedoDolinyKrólówOmarkażdegorankaprzechodziłprzezel-Kurnairozglądałsięza

Halimą.Każdegorankawidziałtensamobrazek:czarnoubranekobiety,młodszezodkrytątwarzą,
starsze
otwarzachzasłoniętych,nagłowachnosiłyciężaryalboglinianedzbanyzwodąnaramionach,psy
ujadałynagrzebiącewpiaszczystejziemikury.Pozakilkomastarcami,którzyobojętniesiedzieliwkucki
naziemi,niebyłowidaćmężczyzn.

„ZapytajoJusufa!Mojegoojcakażdyzna!”,powiedziałamuHalimawtedynastacji.Pewnegodnia

doprofesoraprzybyłgośćzLondynu;Omarwykorzystałokazję,byprzeprawićsiędoel-Kurna.
Przewoźnik,któregozapytał,znałJusufaiopisałdrogędojegodomu.Znajdujesięonobokdomu
szlifierzakamieniHaziza,atenłatwopoznaćpodużychkamiennychkołachprzedwejściem.

Przeddomempaliłasiępochodnia,zwnętrzadobiegałyodgłosyskargimonotonnemodlitwy.Omar

sięzawahał,czyzapukaćdodrzwi;alejakaśstarakobietazrozpuszczonymisiwymiwłosamiwyszłana
dwór,bijącsięwpiersi,ijakbygnanaprzezfurie,popędziłaprzedsiebiemodlącsię.Przezotwarte
drzwiOmardojrzałzebranychludzi,byłotammożedwadzieścioromężczyznikobiet;modlilisięi
poruszalijakwtransie,podobnidotrzciny,którąkołyszewiatr.

NiktniezwróciłuwaginawejścieOmara,jakbydonichnależał.Chłopiecwłączyłsiędojednejz

modlitwżałobnychLaallahil’allah...Modlącysięstalidokołałożamałegołysegoczłowieka.Jegooczy
byłynawpółzamknięte,ustaszerokorozwarte,ztrudemchwytałpowietrze.Omarodrazugopoznał,był
toówmężczyznazpociągu,byłtoJusuf.UjegobokuklęczałaHalima.Nagłowiemiaładługączarną
chustę.Trzymałaprawąrękęojca,przyciskałajądoswegoczoła,wciążsięmodląc.Natwarzyojca
lśniłykroplepotu.Halimaocierałajechustką,wzrokjejpadłprzytymnaOmara.Byłablada,oczyjej
zapadłysięgłęboko.Omarskinąłgłową,aleHalimaniezareagowała,spoglądałanachłopcaniewidząc
go,jakbybyłpowietrzem.JakżedługoOmarczekałnatospotkanie,takwielechciałjejpowiedzieć,ale
teraz,wtejsmutnejsytuacji,nawetwzrokjejpozostałniemy.Halimaznówzwróciłasiędoojca.

Zapadałzmrok,kiedyOmaropuściłdom;wątpił,czyciężkochoryJusufprzeżyjetendzień.Teraz

pochodniezapłonęłytakżeprzedinnymidomami.Staływdzbanachalbobyływetkniętewpiasek.Nie
widaćbyłoludzi.Omarwróciłbiegiemdoprzystani.Przewoźniknicniepowiedział,Omarteżniemiał
ochotynarozmowę.

Nazajutrzranozszybkościąbłyskawicyrozeszłasięwiadomość:Cholera!Podobnoprzyszłazdelty

Nilu.Naczelnikstacjizabroniłwysiadaćpasażeromprzybywającympociągamizpółnocy.Miałyone

background image

jechaćdalejzamknięte.Leczanitenśrodek,aniukrywaniesięludziwdomachniezapobiegły
nieszczęściu,choleranawiedziłaLuksor.

Ludziewyglądającynazdrowychpadalinaulicyjakmuchy.Leżelizotwartymioczamiiustami.

OkręcenipłótnamipracownicyCzerwonegoPółksiężycapchalipoulicachwózkinawysokichkołachze
zwłokami;brakowałotrumien.Niejednegozmarłegopolicjamusiałasiłąwyciągaćzdomu,kiedykrewni,
wbrewzarządzeniumudira,chcielinieboszczykazłożyćnamarach.Przedhotelem„WinterPalace”
patrolowaliuzbrojenistrażnicyibroniliwstępudośrodka.Dokołaunosiłysiękłębydymu,należało
bowiem—wmyślnakazuzdezynfekowaćkażdąsypialnię,wktórejktośumarł.Okropnysmródkarbolui
oparówsiarkiunosiłsięnadcałymmiastem.

KiedynadLuksoremzapadałanoc,przedkażdymdomem,wktórympanowałacholera,zapalano

pochodnie,abyinnigoomijali;równieżwnocywywożonotrupy,wózkiskrzypiałygłośnona
wyludnionychulicach.Byłtoczasszczurów.Wychodziłysetkamizkanałów,tłuste,wielkościkotów,i
ożywiałyrynsztoki,awiększośćniedałasięodpędzićnawetzapomocąsuchegowapna,które
rozsypywanodladezynfekcji.Gdyjedentłustygryzońzdychał,zjawiałysięgromadynastępnych,bygo
pożreć,ianiwaleniekijami,anigłośnekrzykinieodstraszałytychwstrętnychzwierząt.

PrzeddomemprofesoraShelleyajeszczeniepaliłasiępochodnia,alepanowałtamstrachikiedy

Clairezaczęłanarzekaćnakurczewłydkach,suchośćwustachichrypkę,Nundazaczęłazestrachu
głośnośpiewać,OmarzaśpobiegłpędempodoktoraMansura.Lekarzprzyszedłzwypchanątorbąi
zbadałClaire.Shelleyspojrzałnaniegozniepokojem.Doktorskinąłgłową.

TejnocyOmarzapaliłpochodnięiustawiłjąwdzbanieprzeddrzwiami.Ogarnęłagogrozaprzed

ciemnościąwdomu,spędziłresztęnocydrżąc,przytulonydościany.

Strachzabijazmęczenie.Omarowiwcalenicchciałosięspać,byłprzedewszystkimzajęty

obserwowaniemswychłydekiwsłuchiwaniemsięwbrzmieniewłasnegogłosu,bouważał,żeijegonie
oszczędzitastraszliwachoroba.

StanClairewyraźniesiępogarszał,drżałanacałymciele,prężyłasię.Lekarzpodałjejlaudaniumi

innegorzkienapojeistwierdził,żejeśliprzeżyjenastępnydzień,tomaszansęwyjśćzchoroby.Shelley
uznałzastosownepoinformowaćżonęojejstanie,bypobudzićjejwolęprzetrwania.

Omarstałsięwięcświadkiemwalkinaśmierćiżycie.Wydawałomusię,żewidzi,jakkobieta

walczyzewszystkichsiłzprzewrotnąśmiercią.Clairejęczała,biłapięściamiwokółsiebie,jakby
chciałaodpędzićniewidzialnegowroga.Wlewaławsiebieleki,wymiotowała,znówbrałaleki.Shelley
trzymałjązarękę,przyciskałdrżąceciałodopościeli.WśrodkunocyClairewydałaprzerażający
okrzyk,zarazpotemnastępny,jakbyuwolniłasięzuchwytuwroga,poczymleżałaspokojnie.Oddychała
głośnoiciężko.

Byłtocud,żeClaireprzeżyła,icud,żeniktwdomusięodniejniczaraził.Omarjednakniepokoiłsię

oHalimę.Jakonasięma?Czycholerająoszczędziła?

Zakazmudirazabraniałopuszczaniamiasta.Patrolepolicjichodziłydzieńinoczodbezpieczoną

bronią.KtochciałprzeprawićsięprzezNilmusiałpokazaćpodpisanyprzezmudirafirman,atakifirman
otrzymywalitylkolekarze,pomocnicyCzerwonegoPółksiężycaigrabarze.Comiałrobić?

Omaradręczyłamyśl,żeprzezwieletygodnimusitrwaćwniepewności.Niemógłjeść,aimdłużej

tenstantrwał,tymjaśniejzdawałsobiesprawę,żeniewytrzyma.Postanowiłwjakiśsposóbprzedostać
sięnadrugibrzeg.

Nazajutrzoświadczyłprofesorowi,żezgłosisięnaochotnikadoobsługichorych.Oczywiścienie

podałprawdziwejprzyczyny.ReakcjaShelleyawahałasiępomiędzyobawąoewentualneskutkitej
decyzjiaszczerympodziwemdlabezinteresownejchęciniesieniapomocy.WtensposóbOmarotrzymał
firman,białąopaskęnaramięimaskęochronnąnaustaimógłsięswobodnieporuszać.

background image

Nadzieja,żezobaczyHalimę,pozwoliłaOmarowiniemyślećowszystkichokropnościachoglądanych

wciągunastępnychdni:ludziachwśmiertelnychkonwulsjach,krewnychsiłąodciąganychodzwłok,
małychdzieciachosinychciałkach.Zmarłychukładanonadeskachitransportowanowózkamina
cmentarzeprzygotowanewpośpiechupodmiastemspecjalniedlaofiarzarazy.Omarstarałsięprzytych
pracachmyślećoHalimie,alemógłsobiewyobrazićtylkojejtwarzwoknieswegopokojuijużpo
chwiliwzrokjegopadałznównacierpiącychludziitrupynałóżkach.

TrzeciegodniaOmarpowiedział,żeczujesięsłabo,cozresztąbyłoprawdą,izwolnionyzpracy,

pobiegłprostonabrzegNilu,gdziedziękifirmanowiminąłwszystkieposterunkiinakazał
przewoźnikowi,bygoprzewiózłnadrugibrzeg.Biegiemodbyłdrogędoel-Kurna.PrzeddomemJusufa
zawahałsięprzezchwilę,następnieotworzyłdrzwi.

—Halima—powiedziałOmarzaskoczony.Wostatnichdniachnagromadziłosiętylespraw,o

którychchciałjejopowiedzieć,ateraz,kiedynagleprzednimstanęła,niewiedział,comamówić.—
Halima
—powtórzyłbezgłośnie.

Dziewczynawyszłanadwór,podeszładoniegoijakbynajakiśtajemniczyznakpadlisobiew

ramiona.Płakaliiocieralisobienawzajemłzyrękami.PotemHalimawprowadziłaOmaradodomu.

Rozchodziłsiętamostryzapach.Chłopiecpoznałmiejsce,gdzieprzedkilkomadniamistałołóżko

staregoJusufa.—Czyonumarł?—zapytałnieśmiało.

Halimaskinęławmilczeniu,potemnabrałagłębokopowietrzairzekła:
—Wdwadnizostałamsierotą.
—Czytwojamatkatakżeumarła?
—Nigdysobieniewyobrażałam,żetopójdzietakprędko.
—Czymaszrodzeństwo?
Halimapotrząsnęłagłową.
—Cochceszzrobić?
—Allahwskażemidrogę.
Omarchodziłposkromnieumeblowanympokoju.
—Aprzecieżtobyłtakisilnyczłowiek—zaczęładziewczyna—nieduży,alejakiodporny.Samnie

wiedział,ilenaprawdęmalat;myślałam,żebędzieżyłjeszczepięćdziesiątlat.

—Czybardzogokochałaś?
—Kochałaminienawidziłam;nawetbardzonienawidziłam,aleteraz,kiedyumarł,wydajemisię,że

gotylkokochałam.

OmarspojrzałnaHalimę.Wzruszałagoobecnośćdziewczyny,niezależałomunawetnatym,by

rozumiećsensjejsłów.

—Byłtoczłowiektajemniczy,byłmoimojcem,alejeślimambyćszczera,muszępowiedzieć,żew

ogólegonieznałam.Byłupartyiwielerzeczy,jakierobił,byłodlamniecałkiemniezrozumiałych.
Nawetkiedyumierał.

—Comasznamyśli,Halimo?
—Kiedyspostrzegłam,żezbliżasięjegokoniec,ujęłamgozarękę.Byłcałkiemspokojny,aleoczy

mupłonęły,kiedynamniespoglądał,apotemcośpowiedział.Najpierwmyślałam,żewymawiamoje
imię,aleonpotempowtórzyłtrzyczyczteryrazytosamoizrozumiałam,copowiedział:Imhotep.

—Imhotep?Cotoznaczy?
—Przecieżcimówiłam,żeJusufbyłtajemniczymczłowiekiem.
—Możetomiałocośwspólnegozostrzeżeniem,jakiewtedymiprzekazałaś?
—Nie—odparłaHalimaszybko.

background image

—Aletoostrzeżenienadaljestaktualne?
Halimamilczała,Omarprzyciągnąłjądosiebie.Odwróciłagłowęiniepatrzącnaniego,

powiedziała:

—Bojęsięociebie,Omarze,aleniemogęcipowiedziećdlaczego.Musiszstądodejść,rozumiesz?

Nawetjeślitojestbolesne.

Omarodparł:
—TahanauczyłmniepisaćiczytaćKoran.Wtrzeciejsurzejestnapisane,żeżadenczłowieknie

umrzewbrewwoliAllaha.Pocowięcuciekać?GdybywoląAllahabyłopołożyćkresmojemumłodemu
życiu,todośćmiałdotegosposobności.Gdybysądzonemibyłoumrzeć,wolaAllahadosięgłabymnie
zarównonaszczycieGebelel-Schajib,jakiwKotlinieKattary.

MimonatarczywychpytańHalimaniezdradziła,ktokryjesięzatymigroźbami.ToteżOmaruznał,że

czaswracaćdodomu.Pocałowałdziewczynęwczołoiprzyrzekł,żeprzyjdziejutrolubpojutrze.

Równienagłe,jakprzyszła,choleraznikławciągujednejnocy.Corazwięcejpochodniwygasało.Ci,

coprzeżyli,początkowobalisięoddychać,wyglądałotak,jakbyZiemiaprzestałakrążyćwokółwłasnej
osi.Skargiżałobneodzianychnaczarnokobietmieszałysięzradosnymśpiewemmłodych,sławiących
wszechlitościwegoAllaha.Uliceiplacenagleznówożyły,ludziezaczęliwypełzaćzdomówjaktermity
poburzy,zachowywalisięswobodnieiżyczliwiewobecsiebie;skąpoubranilubcałkiemnadzytańczyli
wokółcuchnącychognisk,którepodsycaliwłasnąodzieżą.Piekłoirajsąsiadowałyzesobą.

Tych,copomagalipodczaszarazy—aprzeżyłtylkocotrzeciznich—czczonojakbohaterów;

dotyczyłotorównieżOmara,któregozpowodupochwałidarówpieniężnychdręczyłonieczyste
sumienie.Alecomiałrobić?Czywyznać,żetonieofiarnośćbyłamotywemowejsamobójczejpracy,
leczmiłośćdodziewczyny?Omarwolałmilczeć.

Postanowił—choćnieprzyszłomutołatwo—poinformowaćprofesoraoswojejwizycieu

dziewczynyijejostrzeżeniu,atakżeoostatnimsłowieumierającegoJusufa.

Shelleyspojrzałnachłopcazkonsternacją.
—Imhotep?powiadasz,Imhotep?
—Tak.Imhotep,jasaidi.Cotoznaczy?
—Samchciałbymtowiedzieć.
—Alejestpanzdziwiony,jasaidi.
—Tak,zdziwiony.Możetonaprawdęprzypadek,alekiedyotymopowiedziałeś,przypomniałamisię

książka,którależałanastolewpokojuhotelowymCarlyle’a.

—Byłatoangielskaksiążka,jeślidobrzepamiętam.
—Tak.Kiedyjąprzeglądałem,wypadłakartka,ananiejbyłojednosłowo:Imhotep.
—KtotojestImhotep?
—Imhotepbyłlekarzem,budowniczym,kapłanemimędrcem.Żyłdwaipółtysiącalatprzed

przełomemstuleciazapanowaniafaraonaDżoseraijestznanyjakowynalazcapiramidy.Uchodzitakże
zatwórcęnajstarszejegipskiejnaukimądrości.Jakolekarzdokonywałpodobnoistnychcudów,dlatego
starożytniEgipcjanieczciligowMemfisitu,wLuksorze,jakobogasztukiuzdrawiania.Naposągach,
któreznaleziono,przedstawionyjestjakołysymężczyznaczytającyzwójpergaminu.Dlaswegokróla
Dżoserazbudowałodpowiednidojegostanugrobowiec,piramidęschodkowąwSakkarze—powiadają,
żejesttonajstarsza
budowlanaświecie.Dookołatejpiramidyarcheolodzyznaleźlimnóstwoodłamkówzimieniem
Imhotepa,takżejestbardzoprawdopodobne,iżgdzieśwtejokolicyznajdujesięjegoostatniemiejsce
spoczynku.Innymisłowy:grobowiecboga!Przypuszczeniabadaczysąnastępujące:jeślistarożytni

background image

Egipcjaniechowaliswychkrólówztakąpompą,zjakimrozmachemmusielipochowaćwcielonego
boga!...

Omarsłuchałzafascynowany,aleniewidziałpowiązaniamiędzyopowieściąprofesoraaCarlyle’emi

Jusufem.Chociażwydałomusiętobardzodziwne.

—Cotozadziewczyna?—zapytałShelleynagle.
Omaraprzeraziłostrytonprofesora,starałsięwięcgouspokoić.
—Jasaidi,Halimatodobradziewczyna,nigdyniezrobiłabyniczłego,Inszallah.
—Ach,cotam—odparłShelleyniechętnie.—Ostrzegłacię,awięcnapewnocoświe.Awkażdym

raziewiewięcej,niżchcepowiedzieć.

—Topewne,jasaidi.
—Idlategopowinniśmyzłożyćmelduneknapolicji.
—Tylkoniepolicja,tylkoniepolicja—jęczałOmar.—Halimatodobradziewczyna.
—Aletowtwoimwłasnyminteresie—rzekłprofesor.
WówczasOmarwyprostowałsię,jakbychciałswymwzrostemnadaćpowagisłowom,ipowiedział

rzeczowo:

—Jasaidi,proszęmidaćkilkadni,azmuszęHalimędomówienia.
Profesorpoczątkowoniechciałsięzgodzić.Uważał,żelepiejbędziewciągnąćwtopolicję,by

wywarłanacisknadziewczynę;alepotemustąpiłpodwpływemusilnychpróśbOmara;noboskądmożna
wiedzieć,argumentowałOmar,żeHalimapowiepolicjiprawdę?

Toprzekonałoprofesora.Jeśliwogólektośbyłzdolnynakłonićdziewczynędowyznaniaprawdy,to

tylkoOmar.

NazajutrzzranaOmarudałsiędoel-Kurna.JakzwyklewmiesiącachDulkadaiDulhedżamleczna

mgłaunosiłasięnadleżącąugoremziemią.Pachniałomokrympiaskiem,aniewidzialnekrukiisępy
skrzeczałyswojąpieśńporanną.Szlifierzkamienijużpracował,bosłychaćbyłozgrzytmetaluna
kamiennymkole.

PrzeddomemHalimysiedziałstaryczłowiek,strugałkijinieprzerwałswegozajęcia,kiedyOmar

podszedłipozdrowiłgo.PrzychodzidoHalimy.

—DoHalimy?—Starypodniósłgłowęispojrzałnachłopcaspodprzymkniętychpowiek,poczym

zabrałsięznówdopracy,rzucającmimochodem:—Halimaodeszła.

—Odeszła?Dokąd?
Staryczłowiekwzruszyłramionami.
—Odeszła,terazjatutajmieszkam.
—Aledomnależyprzecież...
—...doMustafyAgiAyata—wtrąciłstary—onmigowynajął.
—AdokądprzeniosłasięHalima?—napiera!chłopiec.
—Jaksięnazywasz?—zapytałstary.
—OmarMoussa.
Nicpatrzącnaniego,starywstał,wszedłdodomuiwróciłzlistem,którypodałOmarowibezsłowa.

Omarwziąłgoiprzeczytał:

„Mójdrogi!Człowiek,któryCiwręczytenlist,znajegotreść,bospisałkażdesłowo,jakie

wypowiedziałam.Wiedziałam,żeprzyjdziesz,żezlekceważyszmojeostrzeżenie.Jesteśupartym
chłopcem.Aleniestańsięzarozumiały.Allahkochatylkotych,cookazująpokorę.Jeślipragnieszokazać
pokoręwobecMiłosiernego,toopuśćtomiejsce,gdziesiętylenacierpiałeś,bozłowciążjeszczesię
czai.

background image

Nigdyjużmnieniczobaczysz.Niepytajdlaczego.Sąsprawy,którychniedasięwytłumaczyć.Serce

misiękraje,duszapłaczenamyśl,żemuszęsięzTobąnazawszepożegnać,aletaknapewnojestlepiej.
Kochajmniewswychmyślach,takjakjatoczynię.WImięBogaMiłosiernego,Halima.”

GdyOmarpodniósłwzrok,staregojużniebyło.Słońceprzedarłosięprzezporannąróżowąmgłę.Od

brzeguwołanoprzewoźników.Gdzieśryczałuparcieosioł,kozyskakałyponiebrukowanejulicy.Omar
ruszyłwdrogępowrotną.

Naskrajuwsiel-Kurna,tamgdziezakurzonaścieżkarozgałęziasięiprowadzinalewodoDerel-

Bahari,anaprawodoDolinyKrólów,wciążsłychaćbyłozgrzytszlifierki,cichy,aleprzenikliwy.Omar
sięzatrzymał.Skąddochodzitenodgłos?Poszedłdalej,znówsięzatrzymał.Jasne.Słyszałtenodgłos,
kiedysiedziałwgrobowcu,wktórymwięziligoporywacze.

Omarrozejrzałsiędokoła.Nazachodzieskałyzaczynałylśnićwsłońcu,anawschodzie,podrugiej

stronieNilu,wyłaniałasięzporannejmgłyświątyniaLuksoru.Jakątajemnicękryłwsobietenpotężny
krajobraz?Gdziewprzeszłościczyteżwteraźniejszościtkwiłkluczdotychwszystkichdziwnych
zdarzeń?

BERLIN.UNTERDENLINDEN

ZaprawdęBógznato,coskrytewniebiosachinaziemi!
Onwiedobrze,cokryjąpiersi!
Onjesttym,któryuczyniłwasnamiestnikaminaziemi.
Aktoniewierzy,
tojegoniewiarazwrócisięprzeciwniemu.
Niewiaratych,którzyniewierzą,tylkopowiększanienawiśćichpana;
niewiaratych,którzyniewierzą,tylkopowiększaichzgubę.
Koran,suraXXXV

*

Berlinwiosną.Zhotelu„Bristol”przyWilhelmstrassewyszławytwornieubranakobieta.Jejkrótko

ostrzyżone,kruczoczarnewłosybyłycałkowiciezakrytedużymkapeluszemprzybranymkolorowymi
piórami.Podpierającsięparasolkąozdobionąfalbankami,podeszładoczekającejprzedhotelem
taksówki;kierowcaotworzyłdrzwiipodałkobiecieramię,pomagającjejwsiąść.

—Do„PałacuAdmiralskiego”!—powiedziałachłodnopięknakobieta,apojejwymowiemożna

byłopoznać,żejestcudzoziemką.

—„PałacAdmiralski”,Friedrichstrasse.—Kierowcazasalutował,następniezacząłkręcićkorbą

wystającązprzoduwozu.Energicznymruchempodniósłrączkędogóryiautomobilzacząłwarczeć.

Nowomodnymautomobilom—podobnobyłoichjużwmieściesiedemtysięcy—zakazanojeździć

szybciejniżdwadzieściapięćkilometrównagodzinę,takwięckobietazrezygnacjąoglądałaszerokie
bulwaryzkwietnikamiistudzienkamiorazozdobnefasadydomów,którezamiastbrammiaływysokie
oszkloneportale,kutezżelaza,aparapetyzlśniącegomosiądzulubniegustowniepozłacane.

Traktspacerowy,jakimkiedyśbyłatawspaniałaulicaUnterdenLinden,przesuwałsięcorazbardziej

nazachód,wstronęKurfurstendamm,naTauentzienstrasseiwokolicepomiędzyNollendorffplatza
Victoria-Luise-Platz,gdziewciąguniewielulatwyrosłyjakgrzybypodeszczuniezliczonekawiarniez
muzyką,baryimieszkaniaztelefonami.Nakażdymkrokuspotykałosięsłupyogłoszeniowereklamujące
rozrywkirozmaitegorodzaju,środkidoprania,aletakżeostrzeżeniaberlińskiegoprefektapolicji,na

background image

przykładtakie:„Obwieszczenie.Podajesiędowiadomości,żeulicajestprzeznaczonawyłączniedla
ruchukołowego.Wobecłamiącychzarządzeniedopuszczasięużyciebroni.Przestrzegasięprzed
ryzykiem.”Plakatbyłskierowanyprzedewszystkimdolewicowychdemonstrantów.

PrzyambasadzieangielskiejautoskręciłowprawonaUnterdenLinden.Teraz,napoczątkumaja,

drzewapokrywałamłodazieleń;kierowcaskorzystałzszerokościulicy,byprzyjrzećsięwlusterku
zwrotnymswojejpasażerce.

Samotnakobietazdążapopołudniudo„PałacuAdmiralskiego”?Cośtuniejestwporządku!Tendom

handlowyrozrywkiniecieszysięprzecieżnajlepsząsławą.Otejporzespotykająsiętutajpanienkiz
Tauentzien,dziewczętalekkichobyczajów,którenatejulicypozwalająsięzaprosićnalody,późniejzaś,
wymalowaneiupudrowane,racząsiębezczelniedrogimikoktajlami.Jakna„taką”takobietajestzbyt
gustownieubranaiwypielęgnowana,alecałkiem„przyzwoita”tadamulkazpewnościąrównieżniejest.

Autozatrzymałosięprzed„PałacemAdmiralskim”.Nadwejściem,któreswympompejańsko-

bizantyjskim,pełnymprzepychustylemprzypominałoraczejświątynię,pyszniłsięwielkimiczerwonymi
literamiwielkościczłowiekamonstrualnynapis:„Yvonne”,zapowiadającypantomimę.Służącyw
liberiachszerokootwieralidrzwi.Wśródkolumnimozaik,czerwonegopluszuiwysokichpalmgrała
orkiestra,panowałapodniosłaatmosferakawiarni,panowiewubraniachzdomutowarowego,paniewe
frywolnychsukienkach.

Kobietaznalazławolnystolik,usiadłanapluszowymfoteluizaczęłagrzebaćwtorebce.Wreszcie

wyciągnęładługącygarniczkę,wyjęłapapierosaiczekała;jakiśstarszypanspostrzegłjejbezradnośći
podałogień.Pokasłując,zmieszany,usiłowałnawiązaćrozmowę,alekobietaudała,żegonierozumie.
Odpowiadałapoangielsku,amężczyznanieznałtegojęzyka,więcuprzejmiesiępożegnał.

—Halo,ladyDawson!
Kobietapodniosławzrokispojrzałanagąbczastątwarzmłodegoczłowieka.Miałnasobiegarnituri

sztywnykołnierzyk,aleodrazubyłowidać,żeniecodzieńnositenstrójiżenajwyraźniejnieczujesię
wnimdobrze.

—Odrazupaniąpoznałempoopisie—rzekłtrochęnieudolnąangielszczyzną.
—AwięcpannazywasięMr.Kellermann—stwierdziłakobieta.—Wiepan,ocochodzi.
Kellermannniespokojniewierciłsięwfotelu.
—To,żewiem,tolekkaprzesada.Alepanizpewnościąmipowie,czegopaniodemnieoczekuje.
LadyDawsonwyjęłaztorebkikopertę.Nieufnierozejrzałasięnawszystkiestrony,czyniktjejnie

obserwuje,idopierokiedysięprzekonała,żeniktniewidzi,wyjęłajakiśpapierirozłożyłaprzed
Kellermannem.Widniałnanimzarysdużegobudynku.

—Totendom—ladywskazałacygarniczkąplan—tujestwejście,tuhol,schodypolewejstronie

prowadządodziałunapierwszympiętrze.Tustojąstrażnicy,przeważniedwóchstarszychmężczyznw
mundurach.Ichprzedewszystkimtrzebamiećnaokupodczasdrogipowrotnej.Wejścienawystawę
znajdujesięnaprzeciwkookna,awięcpozazasięgiemwzrokuiuszudozorców,chybażeużyjepan
dynamitu!—ladyDawsonuśmiechnęłasię.

Kellermannprzyglądałsięplanowiprzymrużonymioczami.
—Dotądwszystkojestjasne.Tylkogdzieleżytenprzeklętykamień?
Angielkawskazałakrzyżyknaplanie.
—Tu.Wtympomieszczeniusątrzywitryny.Tylnazawieratrzyobiekty:głowęzwapienianaturalnej

wielkości,małyposągskulonegopisarza,aobokczarnykamień,naktórymmizależy.Chodzituo
pękniętąpłytę,właściwietylkooczęśćkamiennejpłytyszerokościdłoni,wysokościłokcia,zdrobnym
pismem.

—Inatejpłyciepanizależy?

background image

—Tylkonaniej.
Kellermannjeszczerazzbadałplan,skinąłzezrozumieniemgłowąirzekłsilącsięnażyczliwość:
—Zrobisię,lady.Ailetarzeczjestdlapaniwarta?
LadyDawsonzłożyłaplaniprzesunęłagowrazzkopertąwstronęKellermanna.
—Wkoperciejestpołowa.Resztaprzyodbiorze.
Kellermannzajrzałdokoperty;przezdłuższąchwilębezczelnieprzyglądałsięladyDawson,wreszcie

rzekł:

—Czywolnomizaprosićpaniąnakoktajl?—inieczekającnaodpowiedź,strzeliłpalcamiigłośno

przywołałwyfrakowanegokelnera.

LadyDawsonmilczałaiobserwowałaożywionyruchwkawiarni.
—Tooczywiściemnienieobchodzi—Kellermannztrudemzacząłkonwersację—aleczytenstary

poobtłukiwanykamieńwartjestnaprawdętylepieniędzy?

—Zgadzasię.
—Cosięzgadza?
—Zgadzasię,żetopananicnieobchodzi,HerrKellermann!—Kobietaużyłaniemieckiegosłowa,

alezabrzmiałoonoironicznie,jakgdybychciałazakpićzeswegorozmówcy.

Kellermannudał,żetegoniezauważył,iciągnąłdalej:
—Nieobchodzimnieto,lady,alejeśliwkamieniuznajdujesięzłotażyła,tomógłbymzwiaćztak

cennąsztuką.

LadyDawsonroześmiałasię.
—Dlapanatarzecznieprzedstawiaabsolutnieżadnejwartości.Ajeślichcepanotrzymaćpełne

honorarium,topowinienpandostarczyćtenkamieńmożliwienajprędzej.

Ladywstała,wyraźniezirytowanapaliłapapierosa.
—Czekamnawiadomość!—rzekła,odwróciłasięiznikławtłumie.
Trzydnipóźniej,6maja1912,ladyDawsonotrzymaławhotelutelegram:„Zleceniewykonane.

Spotkaniew«Piccadilly-Kasino»,oósmejwieczorem.K.”

NaLeipziger-Strassegazeciarzegłośnowykrzykiwalitytułyświeżowydrukowanychgazet

wieczornych:Sprawapotrójnegomordurabunkowegoprzedsądemprzysięgłych,Nadburmistrz
zapowiadadymisję,PrzybyciecesarzadoGenui,Kradzieżprzy„Lustgarten”.

„Lustgarten”?AltesMuseumpołożonebyłoprzy„Lustgarten”.NaPotsdamerPlatzladyDawson

kazałazatrzymaćauto,bykupić„BerlinerTagblatt”.Szybkoprzebiegławzrokiemartykułpt.Kradzież
przy„Lustgarten

„Nieznanisprawcyskradliwmuzeumprzy«Lustgarten»skarbyegipskienieocenionejwartości.

ChodzioposągiirzeźbygłówzestarożytnegoEgiptu,któreprofesorowieHermannRankeiLudwig
Borchardtodnaleźlipodczaspracwykopaliskowych.Sprawcy,którzyniepozostawilinajmniejszych
śladów,włamalisięnocąprzezokno.Bylinietylkoświetniezorientowani,wykazalitakżeznakomitą
znajomośćprzedmiotu,bozabralitylkonajbardziejwartościowerzeczy.Komendantpolicjizarządził
śledztwonawielkąskalę.”

LadyDawsonzłożyłagazetęizawołała:
—Proszęjechaćjaknajprędzejdo„Piccadilly-Kasino”,Billowstrasse!
Kasyno,znajdującesięwbiałotynkowanymbudynkuzkolumnami,zzewnątrzsprawiałowrażenie

bardzosolidne.Obokmosiężnegodzwonkawisiałalśniącatabliczka:„Klubtowarzyski”;niebyłowięc
wtymnicniezwykłego,jeśliprzychodziłytusamotnepanie.Portierka,starannieubrana,
pięćdziesięcioletniakobietaostrzyżonakrótkopomęsku,otworzyładrzwidopierowówczas,kiedylady
DawsonwymieniłanazwiskoKellermanna.Rzekłazwięźle:

background image

—Ostatniedrzwinaprawo.
Frontowypokójbyłutrzymanywbieli;miałwysoki,biały,kaflowypiec,białystolikbarowy,biały

fortepianiwiklinowemeble—równieżbiałe.Przystolikachsiedzieliładnichłopcyzeznudzonymi
minamiipalilipapierosy.Następnepomieszczenie,oddzieloneodpierwszegotylkobrokatowązasłoną,
byłoutrzymanewkolorzeróżowym;siedziałytampanie;stamtądwchodziłosiędomniejszych
gabinetów.LadyDawsonzapukaładoostatnichdrzwinaprawo.

Kellermannotworzył,alezanimzdołałcośpowiedzieć,ladyDawsonzalałagopotokiemsłów:
—PanieKellermann,panchybazwariował!Chciałamtylkojednąsztukę,ówkamień,któregostratą

niktbysięzapewnezbytnionieprzejął.Apancozrobił!—Uderzyłaprzytympięściąwgazetę.

—Pst.—Kellermannprzyłożyłpalecdoust.—Ścianymająuszy.—Następnieposadziłkobietęna

potężnymfoteluirzekłspokojnie:PaniDawson,chciałapaniodemnietenkamieńizdobyłemgo.Nie
rozumiem,dlaczegosiępanitakprzejmuje?

—Dlaczegosięprzejmuję?Bopolicjapanatropi,panieKellermann.Apotemzacznietropićimnie.
—Niepozostawiłemżadnychśladów.
—Ach,totylkokwestiaczasu.Czypansięzastanowił,copanpocznieztymłupem?Sądzipan,że

znajdziepannabywcęnataktrefnytowar?

Kellermannopadłnaprzeciwległyfoteliskinąłgłowązożywieniem.
—Oczywiście.Panią!
—Mnie?LadyDawsonkrzyknęłatakgłośno,żeKellermansięprzeraził.Potemroześmiałasię

prowokująco.—Wobectegoszybkosiępanrozczaruje.

AleKellermannuśmiechnąłsięzłośliwieipodszedłdoniej.
—Albowszystko,albonic.
—Chcemniepanszantażować?Nodobrze,ile?
—Myślę,żepięćtysięcy.
—Chybapanzwariował,pięćtysięcy!
—Pięćtysięcyianimarkimniej.Możesiępanijeszczezastanowić.Możeznajdąsięinnichętni.Oto

mójadres.Proszęmidaćznać,kiedysiępanizdecyduje.

LadyDawsonwstała.Oczyjejpłonęłygniewem,kiedywyrywałazrąkKellermannawizytówkę.

Następnieznikłabezsłowa.

Berlińczycyniezbytprzejęlisiękradzieżąwmuzeum.Mieliważniejszetematy,naprzykładzatonięcie

„Tytanika”przedtrzematygodniami,którepochłonęłopółtoratysiącaofiar.Alewsobotę,11maja,
sprawaprzybrałaniespodziewanyobrót.

„BerlinerZeitung”donosiłategodnia:
„Kradzieżwmuzeumwyjaśniona.Złodziejpopełniłsamobójstwo.Wdniuwczorajszym,wpiątek,w

godzinachwieczornychwezwanopolicjędopensjonatuprzyAlteJakobstrasse.Wwynajętympokojuna
pierwszympiętrzeznalezionozwłokiHerbertaK.,robotnika,nigdzieniezatrudnionego.Zastrzeliłsię.
Podczasprzeszukiwaniapokojupolicjaznalazłazrabowanewubiegłymtygodniudziełasztukizmuzeum
przy«Lustgarten».Wszystkieprzedmioty,opróczjednego,niewieleznaczącego,zostałyzabezpieczonei
przewiezionezpowrotemdomuzeum.Złodziej,dokonująctegoczynu,niepomyślał,żeskarbytakiej
wartościniedadząsięsprzedaćpaserowi,izrozpaczypopełniłsamobójstwo.”

*

MałypensjonatprzyKönigsgrabennaprzeciwkodomutowarowegoTietzasprawiałwrażenie

zaniedbanego.WnocysłychaćtubyłohałaszdworcaAlexanderplatz,wkażdymraziewpokojachod

background image

tyłu,wktórychnaczwartympiętrzemieszkałodwóchEgipcjan.Obcymężczyźniniezwracalinasiebie
niczyjejuwagi,ponieważwtymdomuzatrzymywalisięprawiewyłączniecudzoziemcy,przeważnie
akwizytorzyiludzieinteresuzpołudniaEuropy.

Cidwajzamknęlisięwpokojunumer43.ponuroumeblowanympomieszczeniuzokrągłymstołemw

kącie.Siedzielidookołaniegomężczyżniizachwyconymwzrokiemwpatrywalisięwcośczarnego
leżącegoprzednimi,comiałozaledwiewielkośćdłoniidługośćłokcia.

—Kiedysięchcedowiedzieć,gdziejestmiód,należy

śledzićpszczołę—rzekłMustafaAgaAyati

zacząłprzewracaćoczami.

—Aleczytrzebabyłodrabaodrazuzastrzelić?—powiedziałIbrahimel-Nawawiz

powątpiewaniem.

Mustafazerwałsię.alenatychmiastsięzmitygowałizacząłmówićcicho:
—Onnasszantażował,azszantażystąnależyjaknajszybciejskończyć.Zresztą—mojeuznanie,

zrobiłeśdobrąrobotę.Przeczytałemwszystkiegazety,niczegoniepodejrzewają—bezwątpienia
samobójstwo.NiechżyjeEgipt!

—NiechżyjeEgipt—powtórzyłel-Nawawibezdźwięcznieipochwilidodał:—Inaszachwalebna

przeszłość.

TymczasemAyatwyciągnąłzwiniętypapierdopakowaniairozpostarłnastole.Rysuneknapapierze

przypominałkształtemowcząskóręwzmniejszeniu.Agapołożyłczarnykamieńnapapierzeiusiłowałgo
dopasowaćdozarysu.Udałosiębezwiększegotrudu.Agapowstrzymałokrzykradości.

—Niemawątpliwości,pasuje!
—Jesteśpewien?—Ibrahimel-Nawawispoglądałnieufnie.
—Samzobacz!—Agapodsunąłpapierzleżącymnanimkamieniembliżejel-Nawawiegoiwskazał

ułamanemiejsce.Liniaprzebiegałanieregularnie,aledokładnierównolegledorysunku.—Pasujejak
brodadoProroka.

El-Nawawiprzyglądałsięzciekawością,potemodchyliłsięnafoteluirzekł:
—Obyśmiałrację.Chciałbym,abytenprzeklętykamieńdoprowadziłnasdocelu.
—Docelu?—MustafaAgaAyatzapaliłpapierosa.—Wystarczynamnarazie,jeślitaakcjaposunie

nasokrokdoprzodu.Ocelujeszczeniemożebyćmowy.

—Czypotrafiszwyjaśnićznakinakamieniu,mamnamyśli,czyistotnietarzeczjestwartatakiego

zachodu?

—Oczywiście,żenie!—odparłAgazirytowany.—Gdybymtopotrafił,niezajmowałbymsię

przykładaniempieczęciwpaszportachobcychludzi.Wiemtylko,żejesttopismodemotyczne,awięc
jeszczestarszeniżkoptyjskie,iżekamieńpochodzizRaszidwzachodniejdelcieNilu.

—AwjakisposóbdostałsiędoBerlina?
—Inszallah.Todługahistoria.SięgaczasówNapoleona.Kiedytenwylądowałprzedponadstulatyw

Egipcie,kazałzbudowaćwRaszidtwierdzę.PodczaspracbudowlanychFrancuzinatknęlisięnaczarny
bazaltowykamieńwielkościkołauwozu.Nakamieniutymbyłouwiecznioneobwieszczeniekapłanówz
Memfis.Treśćniebyłaistotna,ważnejednakbyłoto,żetekstwyrytotrzemaróżnymipismami:
hieroglifami,pismemdemotycznymigreckim.Inapodstawietegokamieniamożnabyłowdwadzieścia
latpóźniejodczytaćhieroglify.

—Acotomawspólnegoznaszymkamieniem?
—Posłuchaj!Namiejscu,gdzieprzedponadstulatyznalezionokamieńztrzemarodzajamipisma,

wieluarcheologówprowadziłowykopaliska.Francuzi.Włosi.Anglicy,wreszcieNiemcy.Wszyscymieli
nadzieję,żenatrafiąnawartościoweznalezisko,nazłoto,drogocennekamienie,rzeźby.Nadziejatolina.
naktórejtańczywieluszaleńców.

background image

—Alenicnieznaleźli.
—Nicpróczkilkufragmentówpisma,którebadaczeotrzymalijakoprezent,bytakrzec,napamiątkę.

Oilemożnabyłowywnioskowaćzodłamków,byłyone,jaknaprzykładkamieńzRaszid,fragmentami
dokumentukapłanówzMemfis.Sątegosetki,nikomunieprzyszłobydogłowy,żeowefragmenty
któregośdnianabiorątakiegoznaczenia.Resztęhistoriiznasz.

—MasznamyślisprawęzKemalem?
—Tak.
—CzytenKemaljestistotniepasterzemkóz?
—Odsiedmiulatpasiekozywtejokolicy.Pewnegodniawetknąłswójkijpasterskiwziemię,jakto

czyniliwszyscypasterze,alenatrafiłnaopór.Wykopałpłytkądziuręiodkryłmałą,kruchą,czarną,
kamiennąpłytę,którejtrzybrzegibyłyobtłuczone.NiecopóźniejKemalprzyszedłdomnieichciałmi
sprzedaćtenkamień.Wyśmiałemgoipowiedziałem,żebywybrukowałnimwejściedoswegodomu,
czegośtakiegoniedasięsprzedać;wtedysięrozpłakał,ajazlitościdałemmuzakamieńdziesięć
piastrów.Odtądtenkamieńleżałnaparapeciewmoimbiurze.Leżałbytamdodziś,gdybypewnegodnia
tenszperaczCarlyleniezapytał,cooznaczająznakinapłycie.OpowiedziałemmuwięcoKemaluio
dziesięciupiastrach:śmialiśmysięobaj,aAnglikzapytał,czymógłbyzabraćkamień,chciałbygokomuś
pokazać.Zgodziłemsię.Pokilkudniachprzyszedłpodniecony,zapytałoKemalaiodokładnemiejsce
znaleziska,powiedział,żenależyposzukaćdalszychodłamków.Poprosiłem,abymisprawębliżej
wyjaśnił,aleonzachowywałsiętajemniczo
ipotraktowałmniejakgłupca.OdebrałemodniegopłytęiuprosiłemjednegozprzyjaciółwKairze,by
przetłumaczył,cojestnaniejnapisane,ioto,coodczytał:Mężczyznawyciągnąłzkieszeninapiersi
kartkęiwygładziłnastole.

/wielcybogowie,którzypełne/radośćwwieczności/kapłanizMemfis,którzydecyzjezczcią

wysłuchalipolecenia,bronićboskiegoImhot\cieńfaraonaHorasa\towięcej\całezłotoi

—„Całezłoto”—czytałsubmudir—dokładnieto,czegonampotrzeba.
—Ijajeznajdę.—Mustafauderzyłsiępięściąwpierś.Potemzawinąłkamieńwbrązowypapier,

mruknąłcośoniewiernychpsachchrześcijańskichidumnychsynachEgiptu,następniewłożyłpaczkędo
walizkiiodstawiającjąnaszafę,rzekł:—TerazkolejnaNagibaek-Kassara.

—Czytemuek-Kassarowimożnaufać?—zapytałsubmudirostrożnie.
—Włożyłbymzaniegorękęwogień—odparłAyat.—JeststarymtowarzyszemZaghulairównie

długojakonnaszymsprzymierzeńcem.Cobyśmybezniegozrobili?Onjedynystudiowałdawnąkulturę
naszegokrajuimożenampomócwtejsprawie.Większośćekspertówtobezbożnicudzoziemcy,zależy
imtylkonatym,bywywieźćztegokrajunasząsławnąprzeszłość.Zabralinamwszystko:naszychbogów,
naszeobeliski,nawetmozaikowepodłogi,poktórychstąpalinasiprzodkowie.Pewnegodniazabiorą
jeszczenaszepiramidyiustawiąwBerlinie,ParyżulubLondynie.

El-NawawiprzytaknąłAyatowi,żywokiwającgłową.
—DlatychEuropejczykówjesteśmyjedynieciemnymipoganiaczamiwielbłądów,pastuchamikóz,

czyścibutami,ludźmitrzeciej,anawetczwartejkategorii,zbytgłupimi,byzachowaćdziedzictwoswych
ojców.WszyscyEuropejczycy,którzyprzebywająwnaszymkraju,uważają,żemuszązmieniaćnasz
wschodnicharakter.Aconajgorsze,wieluznasprzyznajeimracjęiwielujużzatraciłonajlepszecechy
muzułmanówiprzejęłonajgorszecechyEuropejczyków;tegoniezmieninawetlordKitchener.Onjesti
pozostaniepsemchrześcijańskim,kolonialistą,choćbyniewiemjakczęstozapewniał,żejestjednymz
nas!OnjestipozostanieBrytyjczykiem,awszyscyBrytyjczycytowrogowie.Czytymniesłuchasz?

MustafaAgaAyatpołożyłsięnazasłanymłóżkuiwsunąłręcepodgłowę.Spoglądałwsufit.Istotnie

niesłuchał,aleniebyłtobrakgrzeczności,ajużnapewnonieobojętność;to,cosubmudirmówił,było

background image

jużwielokrotnieomawianepodczastajnychzebrańnacjonalistówiuznanezasłuszne.

—Właśniesięzastanawiam—rzekłMustafa,nieprzestającpatrzećwsufit—gdziejesttoniejasne

miejsce.Myślę,żeladyDawsonniezależałobynajakimśpierwszymlepszymczarnymkamieniu.Szukała,
takjakmy,odłamka,którymógłbybyćkluczemdojakiegoświelkiegoodkrycia.Zadajęsobiepytanie,
skądladyotymwie?

—Słusznepytanie—odparłel-Nawawi.—Jestwidocznienietylkozaskakującodobrze

poinformowana,alemusimiećteżkontaktyzarcheologami,itonietylkozangielskimi!

—Cowłaściwiewiadomootejdamie?
—JestAngielką,niepodlegaobowiązkowimeldunku.Pozatym,jakwiesz,mieszkanałodzi.Dzięki

temunieobowiązująjejżadneegipskieustawyiprzepisy.Właściwietotypowinieneświęcejoniej
wiedziećniżja.

Agamruczałcośniechętnie,wreszciedałdozrozumienia,żeniewiewięcejponadto,colady

Dawsonmupowiedziała,atomożebyćprawdąalboinie;wobectegocozaszło,należyprzypuszczać,że
wszystkiejejoświadczeniasąwątpliwe.Alenaprzyjęciach,naktórebywałazapraszana,sprawiałajak
najkorzystniejszewrażenie.

—Ale—dodałAyat—byćmożedałemsięoślepićjejurodzie,możezatąmaskąkryjesiędiabeł.
PodczasgdyMustafamówił,wyrazjegotwarzydziwniesięzmienił,stałsięjakbyrozmarzony.

Pionowezmarszczki,którenadawałyjegotwarzywładczycharakter,jakbynaglesięwygładziły,aczarne
brwi,zwyklewisząceniskonadoczami,energiczniesięuniosły.

—Czywolnomizapytać,comasznamyśli?—spytałel-Nawawi,któregouwaginieuszłazmianana

twarzyAyata.

Mustafajakbycośprzeżuwał,choćnicniemiałwustach,takzprzyzwyczajenia,couniegooznaczało

zmieszanie.

—Myślę,żeladyumieświetnieopowiadaćbajki—rzekłwreszcie—irobitolepiejniżnajlepsi

opowiadaczenabazarach.Wkażdymraziewjejopowieściomężu,któryumarłpodczaspodróży
poślubnej,nigdyzbytnioniewierzyłem.

PoszukiwanieNagibaek-Kassaraokazałosiębardziejskomplikowaneniżsięspodziewano.Ek-

Kassarstudiowałarcheologięjużpiętnastyalboszesnastysemestrimiałconajmniejtrzydzieścilat.
Niezbytseriotraktowałstudia,apowodembyłnietylebrakzainteresowania,ilebeznadziejnośćjego
zamiarów,któreniedawałymunajmniejszejszansynapracęwEgipcie.Toteżstudiowałraczejbezplanu
izarabiałnażyciedorywczymipracami,codoktórychniebyłwybredny.Wpewnejkawiarnina
Friedrichstrasseangażowałsięodczasudoczasujakofordanser.Byłszczupły,wysoki,ajegociemne
oczywprawiaływzachwytniejednabogatąwdowę.ZataniecotrzymywałNagibpięćfenigówiczęsto
wsuwanomudokieszeniadreszobietnicą,żemusiętoopłaci.

Wtejkawiarnijednakek-Kassaraniebyło,ajasnowłosatęgamatrona.którasprzedawałażetony

taneczne,zareagowałanapytanieoniegodośćniechętnie:wymyślała,żeNagibjestoszustem,którydbao
własnąkieszeńzgarniającpieniądzenalewo,iżedlategozakazałamuwstępudotegolokalu.Niewie
gdzieonmieszkaiczywogólemajakiśstałyadres,iwcalejejtonieinteresuje,poczymgrzecznie,ale
stanowczowyprosiłaAyataiel-Nawawiego.

Obajmężczyźnipodeszliwłaśniedociężkichobrotowychdrzwizczerwonegomahoniu,gdyjakiś

młodyczłowiekpociągnąłAgęzarękawizapytał,iledlaniegowartajestinformacjaomiejscupobytu
Nagiba.Mustafaspojrzałnamłodzieńca,którymiałnasobieobcisłeubraniezsięgającądotalii
marynarką.Mankietyikołnierzykbyływykonaneztworzywaostrukturzelnuzdomieszkąpłótna,abrwii
rzęsychłopcabyłyuczernione.

background image

NazywałsięWillii—jakoświadczył—znałdobrzeNagiba.Agawsunąłtordanserowidokieszeni

pięciomarkowybanknot,poczymtenpociągnąłobumężczyznwkątzadrzwiamiipowiedział,żeNagiba
ek-KassaramożnaspotkaćwcyrkuBuscha,tylkoojednąstacjęstądkolejąmiejskąwkierunku
Alexanderplatz.Nagibpracujetamjakopomocnikpołykaczaogniaizaklinaczawęży.Willizawołał
jeszczezaodchodzącymi,żegdybynieznaleźliNagibauBuscha,toniechzapytająuAschingera.
GeorgenstrasserógFriedrichstrasse.

CyrkBuschamiałwBerlinieswąstałąsiedzibęnadbrzegiemSzprewy.Abysiętamdostaćprzed

popołudniowymprzedstawieniem,trzebasiębyłowykazaćniezwykłązręcznością.Zaksiążęcynapiwek
dziewczynawczerwonejczapeczce,wskazującamiejscanawidowni,zgodziłasięzaprowadzić
przyjaciółdoAlegoPaszy,jaknazywałsiępołykaczognia.Tenokazałsięnajprawdziwszym
berlińczykiem,mimoiżmiałwłoskąbabcięiegzotycznenazwiskoKalinke;apierwszepytanie,jakie
zadałgościom,było,czysązpolicji,bostamtądbyliwszyscy,którzydotądpytalioNagiba.AliPasza
właśniepróbowałprzedswymwozemnowynumeriniepozwoliłsobieprzeszkodzić.Śmierdziałonaftą,
którąAliPaszaKalinkebrałdoust,anastępniewypluwałogieńwpowietrze.Pomagałamuprzytym
delikatnadziewczynaodługichczarnychwłosach.Miałanasobieluźne,szare,męskiespodniei
czerwonąbluzę;artystanazywałjąEmma.Połykaczogniaoświadczyłześmiechem,żedziewczyna
przyszłanamiejsceNagiba,tenbowiemkilkakrotniezjawiłsięwpracypijany,pozatymEmmama
ładniejszenogi.

WdrodzedoAschingerael-Nawawizastanawiałsię,czytakiczłowiekjakNagibek-Kassarzasługuje

nazaufanie.Tawątpliwośćbyładośćuzasadniona;obajmężczyźniuzgodniliwięc,żepowiedzą
Nagibowitylkotyle,ilejestkonieczne.

NagibsiedziałuAschingeranadkuflempiwa,żułbułkęiszklanymwzrokiemgapiłsięprzedsiebie.

Wlokalutymniebyłozasłonaniobrusów,alezatopanowałhałas.Nagibtylezatankował,żetrwało
dośćdługo,zanimAyatiel-Nawawiwytłumaczylimu,kimsą,akiedywreszciezrozumiał,zaproponował
im,abyprzyszlijutro,najlepiejprzedpołudniem,wtedymożebędzietrzeźwy.Powoduswejwizyty
mężczyzniniezdradzili.

KiedyAyatiel-NawawinazajutrzprzedpołudniemprzyszlidoAschingera.Nagibsprawiałwrażenie

trochętrzeźwiejszego.Wkażdymraziepoznałobumężczyzninawetwysłuchałichpropozycji,by
przetłumaczyłtekstzfragmentukamienia,którymająwhotelu.AgauprzedziłpytaniaNagiba,corobiąw
Berlinie,skądpochodziczarnykamieńiczysprawaniemajakiegośzwiązkuzkradzieżąwmuzeum.
Wyjąłbowiembrązowybanknotiposiedział,żelepiej,abyNagibniezadawałżadnychpytań,bochodzi
tuoichwspólnyinteres.

Ayatiel-NawawipostanowilizabraćNagibadopensjonatuprzyKonigsgraben.naprzeciwkodomu

towarowegoTietza,zaopatrzyćgowkilkabutelekpiwaizamknąćwpokoju,dopókinieskończypracy.
Ek-Kassarsięzgodził.Poznałodrazu,żetopismodemotyczne,wątpiłtylko,czyurywkisłówdadząsię
odcyfrować.

Wątpliwościzdawałysięsłuszne,albowiemkiedyAgaokołopołudniazajrzałdoNagiba,tenco

prawdaopróżniłwszystkiebutelki,alenienapisałanijednejlinijki.Oświadczyłjednak,żezaraz
zabierzesiędoroboty,jeślidostaniejeszczekilkabutelekpiwa.

GdyAyatiel-Nawawipopołudniuotworzylipokój,ek-Kassarleżałnałóżkuispał.Aganatenwidok

taksięzdenerwował,żezacząłbićśpiącego,wymyślaćmu,nazywającpijakiem,któryłamieprawa
islamuizdradzaichwspólnąsprawę.Nagibek-Kassardarłsięjakbygozarzynano,aleniemożnabyło
zrozumiećjegosłów:wreszcieel-Nawawipodszedłdostołu,gdzieleżałczarnykamień.

—Hej,zostawgo!—zawołałIbrahim,aleAyatbyłtakwściekły,żedalejbiłpijanego,iopamiętał

siędopierowówczas,kiedyel-Nawawisiłąodciągnąłgoodofiary.

background image

—Tu!—rzekłiwskazałnabrązowypapierleżącynastole,wktóryzawiniętybyłkamień.
Nagibnapisałkopiowymołówkiemszesnaściewąskichlinijek,jednąpoddrugą.
Ayatiel-Nawawispojrzelinasiebiebezsłowa,podczasgdyNagibskowyczałjakzbitypies.Kiedy

Agaprzeczytałtekstporazdrugiitrzeci,stanąłprzedłóżkiem,podparłsiępodboki,abrzuchmusię
wydymałgroźniejakchmuraburzowa.

—Nagibie—rzekłgroźnie,poczymzrobiłdługąpauzę.—Czyjesteśpewien,żetosięzgadza?
Ek-Kassarusiadł,potemskinąłgłowąiodpowiedział,choćjęzykmiałniemalsztywny:
—Coznaczy„pewien”?Takietekstymożnainterpretowaćtylkowjakimśkontekście,aletłumaczenie

napewnojestwierne.

—Obawiamsiętylko—wtrąciłIbrahimel-Nawawi—żetonieposunienasdalej.
Nagibwzruszyłramionamiiznówopadłnałóżko.
—Tyłobuzie,niezasypiaj!—AyatskoczyłnaNagibaizacząłnimpotrząsać.—Powiedzmy,że

tłumaczeniesięzgadza,aleczycośprzytymzauważyłeś?

Ek-Kassarztrudemwstał,powlókłsięciężkimkrokiemdostołu,ipopatrzyłnabrązowypapier;nie

podnoszącwzroku,odparł:

—Jasne,żezauważyłem.
—Noico?—zapytałAyatgroźnie.
Nagibroześmiałsięipodniósłwzrok,jakbychciałpowiedzieć:„Wcaleniejestemtakiurżnięty,jak

myślisz”.Potempostukałpalcemwpapierirzekł:

—Możliwe,żetofałszerstwo,żeto...—zrobiłdużąpauzę.
DlaAgitrwałotozbytdługo;chwyciłNagibazaramiona,pchnąłdoumywalkiobokdrzwi,pochylił

jegogłowęnadmiskąipolałwodązdzbana.Nagibzacząłprychać,otrząsałsię,takżewoda
rozpryskiwałasiępopokoju;Agarzuciłmuręcznik.

—Jaktofałszerstwo?—zawołałzdenerwowany.—Odpowiadaj!
Nagibwytarłsię.Zimnawodaotrzeźwiłago.Podszedłznówdostołuiwskazałpapier.
—MowatuoDżoserze.FaraonDżoserpanowałwokresietrzeciejdynastii,awięcprzedczteremai

półtysiącamilat.

—Noico?
—ZaczasówkrólaDżoserapismodemotyczneniebyłojeszczeznane,wprowadzonojedopierow

dwatysiącelatpóźniej.Idlategosądzę,żetofałszerstwo.Tegorodzajufałszerstwaniebyływcale
rzadkością.Wpóźniejszychczasachkapłaniczęstodlazabawyfałszowalidokumenty.

—Ajakibyłpowód?Czyjestnatojakieśwytłumaczenie?
—Sątylkodomniemania.Jednoznichtotakie,żewtensposóbpodsuwasięfałszywytrop,by

odwrócićuwagęodjakichśsprawtajemnych.

MustafaAgaprzerwałrozmowę.SchwyciłnotatkęNagiba.Nagibpoczuł,żeobunagleopanowało

wielkiepodniecenie,aleniemiałodwagizadaćpytania.TakżekiedyAyatzaskakującoszybkozacząłsię
żegnać,Nagibzachowałrezerwę.

Nazajutrzobajudalisięwdrogępowrotną.PojechalinocnympociągiemrelacjiBerlin-Monachium,z

wagonemdoAscony,skądmielizamówionąkabinęnastatkudoAleksandrii.Ayatiel-Nawawi
zajmowaliwpociąguwygodnyprzedziałsypialny.Leżeliwubraniachnaswychłóżkach,aleniemyśleli
ospaniu,aichrozmowyumilkłydopierozaLipskiem.

Byłochybaokołotrzeciejwnocy,gdyAgawjednostajnymszumiepociąguusłyszałjakiśobcyszmer.

Pochodziłsprzeddrzwi,którezamknęliodśrodka;wydawałosię,żektośmajstrujeprzyzamku.Mustafa
usiadł.Przytłumionezieloneświatłonasuficierzucałodługicieńnawejście.

—Ibrahimie!—szepnąłAgacicho.

background image

Tenzareagowałniechętnymwarknięciem.
—Słyszyszcoś?
El-NawawizaprzeczyłiprzykazałMustafie,żebyzostawiłgowspokoju.
Tenzapadłwdrzemkę.Zastanawiałsię,czypodróżdoBerlinasięopłaciła,czywartabyłatakiego

zachodu,czytrop,jakimpodążali,wogóleprowadziłdocelu.Mustafawątpiłtakże,czyek-Kassarto
właściwyczłowiekwtejsprawie.Owszem,jestmłodyiprzyłączyłsiędoruchu,aleodbliskoośmiulat
mieszkazagranicą.Ajeślionwodziichzanos,jeśliichoszukujejakcwanyhandlarzwielbłądów?
Problemy,pytania,wszystkotoprzerastałoichsiły,byłoniedorozwiązania.Mustafazasnął.

Obudziłsię—choćwłaściwietrudnonazwaćstan,wjakimsięraptemznalazł,obudzeniem;poczuł

naglesilneuderzeniewgłowę,którespowodowałobólatakżeparaliżującybezwład;odtejchwili
postrzegałwszystko,cosiędziałodokołaniego,jakprzezmgłę,jakbyzoddali:przeszukiwanieich
bagażu,nagłypłomień,dym,krzyczącychludziizgrzythamulców.

MustafęAgęAyataiIbrahimael-Nawawiegowyciągniętonieprzytomnychzdymiącegowagonu.

Kiedykaszląciduszącsiędoszlidosiebie,leżeliobajnatorach.Nadichgłowamisyczałalokomotywa.
Współpasażerowiezdusiliogień.Napytanie,cosięstało,konduktorwgranatowymuniformie
oświadczył,żeprawdopodobniejakaśośsięprzetarła.Pociągpojedziewolnodonastępnejstacji,tam
wagonzostanieodczepiony,oczywiściepanowiedostanąinnyprzedział,pozatymwszystkojestw
porządku.

Pociągpowoliruszył.Ichprzedziałwyglądałstrasznie:porozrzucanebagażeiodzież.Ayatprzede

wszystkimszukałczarnegokamienia,ale—jakprzypuszczałicosięsprawdziło—kamieńznikł.

—Inszallah—rzekłAyatoschle,wyciągnąłzkieszenispodnibrązowypapieripodsunąłel-

Nawawiemupodnos.

Ibrahimel-Nawawi,którywciążjeszczewykasływałsobiepłuca,roześmiałsię:
—Jasalaam!

SYNAJ

Owy,którzywierzycie!
WspominajciedobroćBogawzględemwas!Otowojskapomaszerowałyprzeciwwam
Imywysłaliśmyprzeciwnimwiatrizastępy,którychwyniewidzieliście.
Bógwidzijasnoto,coczynicie!
Otoonenapadłynawas
zewszystkichstron,
kiedywaszespojrzeniasięodwróciły,
awaszesercadosięgałygardła
izaczynaliściesnućoBoguróżnemyśli.
Koran,suraXXXIII

*

CzaswLuksorzebyłdlaOmaraczasemnauki.UTahynauczyłsięczytaniaipisania,wkrótce

deklamowałsuryjakzawodowyrecytatorwmeczecie.Claire,żonaprofesora,uczyłagojęzyka
angielskiego,adocodziennychprzyjemnościchłopcanależałoczytanieiuczeniesięnapamięć
nekrologówiwspomnieńozmarłychzamieszczanychnapierwszejstronie„Times’a”;wskutektegoOmar
nacodzieńwyrażałsiębardzogórnolotnie.KuzaskoczeniuShelleyachłopakwykazywałnietylko

background image

wielkiezainteresowaniebadaniamiarcheologicznymi,alezdradzałniezwykłytalentinauczyłsięna
pamięćwszystkichtrzydziestujedendynastiiażdoAleksandraWielkiego.

Profesorpodługichprzygotowaniachopracowałczteryprogramybadawczeizamierzałje

przedstawićEgyptExplorationFund;doprogramówtychnależałymiędzyinnymiposzukiwaniadwóch
grobówfaraonówwDolinieKrólów.Zaplanowanojenadwasezonywykopaliskoweiprzewidziano
zatrudnieniewkażdymznichpostudwudziesturobotników.

Zapomnianojużoowymstraszliwymporwaniu;Omarcoprawdazrezygnowałzdalszychposzukiwań,

alepodczaspracbadawczychprofesora,doktórychprzyłączyłsięzentuzjazmem,wciążnatrafiałna
nieprzekraczalnegranice.

Intrygi,oszustwa,morderstwanależaływEgipciedosprawcodziennychiLuksorniestanowiłtu

wyjątku.Państwoznajdowałosięwopłakanymstanie,tylkonieliczniorientowalisię,ktokomusprzyja,a
ktojestczyimwrogiem.OficjalnieEgiptbyłwciążjeszczeczęściąpaństwaotomańskiegopod
zwierzchnictwemsułtana.JegonamiestnikiemnadNilembyłkedywAbbasHilmi,wicekrólobardzo
ograniczonejwładzy.Krajemrządziłpremier,alezarównoon,jakikedywpodlegalibrytyjskiemu
konsulowigeneralnemu,którymiałwieledopowiedzenia,albowiemEgiptbyłodtrzydziestulat
kondominiumbrytyjsko-egipskim.

Możnabymniemać,żekonsulgeneralny—lordKitchener—byłwEgipcierównieznienawidzony,

jaklubianybyłkedyw.Alebyłowprostodwrotnie.DumnyIrlandczykzsumiastymwąsemjużjakosir-
dar,głównodowodzącyarmiibrytyjskiej,cieszyłsiędużąsympatią.Jakokonsulgeneralnywykazywał
wielezrozumieniadlapotrzebprostychludzi,przedewszystkichfellachów,którzynieważylisięnosić
turbanówaniprzyzwoitejodzieżywobawie,żeokrutniurzędnicyobłożąichtakimipodatkami,jakichnie
będąmoglispłacić.Kedywnatomiast,mimoswegoegipskiegowychowania,albowłaśnieprzeznie,był
egoistą,despotą,intrygantem,pozbawionymsumieniaczłowiekieminteresuiniecieszyłsię
popularnościąwśródludzi.AbbasHilmipopierałwszelkieugrupowaniapolityczneipartie,jeślitylkow
jakikolwieksposóbbyłyskierowaneprzeciwkoAnglikom.To,żewieleztychpartiibyłozesobą
skłóconych,przyczyniałosiędoniestabilnościsytuacjipolitycznej.

Przedewszystkimnacjonaliścistanowiliogólnytematrozmów.Wśródnichbyliumiarkowanii

radykałowie,ekstremiściiterroryści.PremierButrosPaszaGalizostałzastrzelony.Wostatniejchwili
udaremnionozamachnajegonastępcęMohamedaPaszęSaida.Uzbrojonehordyciągnęłyprzezkraj,nikt
niebyłprzednimibezpieczny.

WtymokresieOmarpragnąłnajbardziej,abyciwszyscynacjonaliściorozmaitychorientacjach

pojednalisięiwalczyliowspólnycel,owolnyEgipt,wktórymwszyscybylibyrówniwobecprawa.
ProfesorShelleyniemiałzbytdobregozdaniaotychludziach,nazywałichpodstępnymi,
skorumpowanymi,nieżyciowymimarionetkamikedywaiprzepowiadałimzłykoniec.Omarsięnie
sprzeciwiał,alewjegosercurosłamiłośćdowłasnegokraju,robiłomusięciepłonasercu,kiedymyślał
oprzyszłościEgiptu,którabyłatakżejegoprzyszłością.

Bardzogobolało,kiedywkawiarni„KomOmbo”zadworcem,gdziebywalitylkotubylcy,gdziepili

kawę,herbatęizielonąlemoniadęipodwóchalbopotrzechpaliliwodnefajki,niktniezwracałnaniego
uwagi,anawetokazywanomunieufność;zasłaniającdłońmiustaszeptano,żetoobcy,aniejedenznich.
Przyczyniłsięteżdotejopiniifakt,żepewnegorazupodczaspiciaherbatyczytał„Times’a”,cotutaj
uważanozaprowokację,podobniejakwywieszanieflagibrytyjskiej.

PewnegodniarozmowazeszłanaJusufa,któregozabrałachorobaioktórymwszyscymówiliz

szacunkiem;narazpadłoimięHalimy.ToimiędziewczynytrafiłoOmarajakuderzenieobuchemizudaną
obojętnościązawołałprzezstół,czyktoświe,gdzieonaterazprzebywa.Wtedyumilkływszystkie

background image

rozmowyiwszyscyspojrzelinaOmara.Gąbczasty,otyłymłodzieniec,októrymbyłowiadomo,żegustuje
wosobnikachwłasnejpłci,wstał,podszedłdoOmara,zachichotałirzekłbezczelnie:

—Patrzcie,patrzcie,tęsknomudoHalimy.—IprzysunąłprzytymswojątłustątwarzdoOmara.
Omarodtrąciłpederastę;czuł,jakkrewzwściekłościuderzamudogłowy,mimotoopanowałsięi

odparłnapozórspokojnie:

—GdziejestHalima?Czyktośzwaswie?Mysięznamy—iniemalusprawiedliwiającododał:—

przelotnie.

—OnznaHalimęprzelotnie!—zawołałgrubasizacząłrytmicznieklaskaćwdłonie,ainni

przyłączylisięiwołali:—OnznaprzelotnieHalimę,onjąznaprzelotnie!

Kiedywrzaskiustały,grubasstanąłprzedOmarem,wykonałkilkaniezdarnychruchów,jakby

demonstrowałtaniecbrzucha,ipowiedział:

—MytuwszyscyznamyHalimędośćdobrze.Tomałakurewka.Każdyznasjużjąmiał.
WtymmomencieOmarstraciłpanowanienadsobą,rzuciłsięjakwściekłezwierzęnagrubasa,

uderzyłgowżołądekizacząłdusić,ażtamtemuniemaloczywyszłyzorbit.Resztazebranychryczała,ale
widząc,żeOmarmożezadusićgrubasa,bojegotwarzzaczęłajużsinieć,kilkuodważnychrzuciłosięna
niegoiusiłowałoodciągnąćodtłuściocha.Alejakwąż,którywpiłsięwswójłup,Omarniezwalniał
uścisku,mimoiżtrzechdorosłychmężczyznszarpałogo,ibyłbyzadusiłprzeciwnika,gdybynaraznie
zaszłocoś,czegosięniktniespodziewał.Jedenzmężczyzn,którypróbowałoderwaćOmaraodgrubasa,
takmocnoszarpnąłrękawchłopca,żetkaninasięrozerwałaiodsłoniłapraweramię,naktórymbyło
wypalonepiętno.

Miałotonieoczekiwanyskutek.ZarównoOmar,jakiprzybylinapomocgrubasowimężczyźni

przerwaliwalkęiprzezchwilętrwaliwzaskoczeniu.Ipodczasgdygrubas,ztrudemłapiącpowietrze,
opadłnaziemię,wszyscyjakskamienialiwpatrywalisięwpiętno.

Wkawiarnizapanowałacisza.Omarczekałnareakcjęzgromadzonych,napytania,uwagi,nacoś,co

bywyjaśniłotężałosnąsytuację,alenictakiegonienastąpiło.WreszcieOmarodwróciłsięibezsłowa
poszedłdowyjścia,zponurymimyślami.

OdowegodniaOmarbyłwLuksorzepotępiony.Takmusięwkażdymraziezdawało,boci,których

przyjaźniszukał,gdyż—jaksądził—bliskiimbyłlosEgiptu,unikaligoterazjeszczebardziejniż
przedtem.Comiałrobić?Wszelkiepróbyporozmawianiazkimśnatentematbyłydaremne.Ludzie,z
którymiOmarzaczynałrozmowę,odwracalisię,jakbybyłtrędowaty,inawetci,zktórymiuprzednio
utrzymywałżyczliwestosunkiiktórzyniebyliświadkamizajściawkawiarni,takżegoomijali.

Tenokresizolacji,którazbliżyłagodocudzoziemcówbardziejniżdoswoich,Omarwykorzystałna

własnestudia,przyczymprofesorShelleyijegożonapomagalimuisłużylipoparciem.Przezdługiczas
Omarniewspominałozdarzeniuwkawiarni,alekiedypotygodniachrozmyślańnieudałomusię
rozwiązaćtejzagadki,opowiedziałwszystkoprofesorowi.

Shelleypoczątkowoniewierzył,żewłaśniepiętnojestpowodemtejnieufności,leczOmartwierdził,

żejesttegopewien.Byłobardzoprawdopodobne,żepiętnowkształciekotajestznakiem
rozpoznawczymjednejzgrupnacjonalistycznych,aletoniewyjaśniało,dlaczegowłaśnieOmarbyłwto
zamieszany.Chłopiecnigdyniemówiłopolityce,ajegoporwanienastąpiłowczasie,kiedyprofesor
chciałubićintereszjakimiśludźmi,taktowkażdymraziewyglądało.SubmudirLuksoruporoku
przerwałposzukiwania,niczegooczywiścieniewyjaśniwszy.Gdybychcieliposunąćsiędalej,musieliby
wziąćsprawęwewłasneręce,coShelleyowiniewydawałosiębezpieczne.

Szukającjakiegośpunktuzaczepienia.Omarzacząłopowiadaćolochu,wktórymgowięziono.

Znajdowałsięon,jakmówił,gdzieśwpobliżuszlifiernikamieni,bochłopiecsłyszałszum,jakiwydają
obracającesiękamienie.PorozmowiezHowardemCarterem,któryopracowałkartograficznei

background image

archeologiczneplanywsiel-Kurna,okazałosię,żewpobliżu,wpromieniuokołodziewięćdziesięciu
metrówwokółszlifiemikamieni,znajdujesięsiedemgrobów,trzyzwolnymdojściem,czteryukrytepod
domami:wszystkiesąznaneizbadanenaukowo.Omarzapewniał,żeswojewięzienieznajdzienaoślep,
choćzadnianigdygoniewidział.

Groby,doktórychbyłdostęp,należałydoAmuna,kapłanaAntefa,mędrcaHapusenebaigenerała

Perreseneba.Żadenznichjednakniemiałrozmiarówanikształtów,któremogłybywskazywaćna
kryjówkęOmara.CzteryobudowanewejściaprowadziłydogrobówIpuemrego,kapłanazaczasów
AmenofisaIII,Imsetiegi,lekarza,Duamutefa,marszałkanieznanegobliżejdworu,iTeta-Ky,mędrcaz
czasówXVIIIdynastii.AlepozbadaniutychgrobowcówOmarstwierdził,żeniebyłwięzionywżadnym
znich.

Rzeczjasna,żeprofesoruzasadniałposzukiwaniawel-Kurnaprzyczynaminaukowymi,ale

mieszkańcytraktowaligozwielkąnieufnościąiprzedsięwzięciechybabysięniepowiodło,gdybynie
przypadek.

Pewnegorazubezpańskipiesgoniłpowsikrólika.Królikwcaleniewyglądałnaprzerażonego,krążył

bocznymiścieżkami,stalemającpsanaoku.Omarzprzyjemnościąprzyglądałsiępogoniibiegłzapsem.
Wtemzniknąłipies,ikrólik.Omarobawiałsięnajgorszego:alenagleznalazłpsaprzeddołemzakrytym
grubymibelkami.Pieswarcząc,gapiłsięwszparę,przezktórąuciekłkrólik.

Omarprzegoniłpsa,podniósłjednąbelkęiszukałkrólika.Nieznalazłgo,alezatoodkryłwykutew

piaskowcuschody.Stopniebyłyzniszczone,częściowosięrozpadły:prowadziłyokołosześciumetrów
pionowonadółdodrewnianychdrzwizdesekpomalowanychnazielonofarbąolejną,jakwwiększości
domówwel-Kurna.Zwykłazasuwkasłużyłajakozamknięciezzewnątrz.Shelleyodsunąłjąioświetlił
wnętrzelampąkarbidową.Korytarzzgrubociosanychdesekzakręcałwprawodoplatformy,zktórej
następneschodyprowadziływgłąb.Omarowitrudnobyłowyobrazićsobie,iżtowejścieprowadzido
więzienia.Pamiętałdobrzemalowidłanaścianach,ajakdotądwidziałtylkosuroweskalnegłazy.

UstópschodówShelleyzatrzymałsię,bostopniekończyłysiętużnaddołem,mającymokołotrzech

metrówwkwadracie,takgłębokim,żeświatłolampyniesięgałodna.Nieosiągalnadrogaciągnęłasię
dalejpoprzeciwległejstronie.Awięcdlategowejściebyłozamkniętetylkonazwykłązasuwkę.

Pomieszczeniewypełniałsłodkawyzapachnietoperzy,lampakarbidowasyczała.Omar

zaproponował,abywziąćzgóryjednązbelek,którymibyłozakutewejście,aleprofesorprzekonałgo,że
tedeskisązakrótkie,adłuższychitakniedałobysięprzenieśćprzezzakrętywąskiegokorytarza.Omar
bezradnieoświetlałdół;nagleblaskpadłnagóręichłopiecpoznałpotężnesklepienie,zktóregozwisała
lina;jejkoniecbyłprzymocowanyzbokuzawystępemmuru.Linabyłanowaisprawiaławrażenienie
używanej.Profesorodwiązałją,sprawdził,czyjestmocna,rozhuśtałnaddołem,poczymznówschwycił.

OmarspojrzałnaShelleyaichybaobajpomyśleliotymsamym.Czylinawytrzyma?Amożeto

pułapka?Niebezpieczeństwododajeodwagi.Omarbezsłowawyjąłprofesorowilinęzręki,razjeszcze
sprawdził,czyjestdośćmocna,podciągnąłsięwgóręiskoczyłnadprzepaścią.Następnieodrzuciłlinęz
powrotem:ShelleyumocowałlampęupasaizrobiłtosamocoOmar.

Kiedyuwiązalilinęwmiejscunajwidoczniejdotegoprzeznaczonym,ruszyliwdalsządrogęidotarli

dowiększegopomieszczenia.Naśrodkupodłogibyładziura,obokleżałazbitazdesekpokrywa,azanią
zwiniętadrabinasznurkowa.Omarnaglesobieprzypomniał,jakponieskończeniedługiejsamotnościw
mrokuotworzyłsięwłazinadółspadładrabinkazesznurka,adrgająceświatłolampyjaskrawym
blaskiemoświetliłościanylochu.

Omarzawiesiłdrabinkęnapokrywie,schwyciłwzębyuchwytlampyizacząłschodzić.Shelleyza

nim.NadoleOmarpodniósłlampędogóry.

background image

—Tak—rzekłcicho—wszystkopoznaję,postacibogów,wózwojskowyzsześcioszprychowymi

kołami,atam—poświeciłwdół—sarkofagzresztkamimumii.Tak,tubyłemuwięziony,natymstosie
trzcinyleżałem.JedenAllahwie,jaksięstądwydostałem.ProfesorShelleywyjąłOmarowilampęzręki,
bybliżejobejrzećsarkofag.

—Jeślimniewzrokniemyli—rzekł,zbadawszydokładnieznaki—znajdujemysięwgrobowcu

pewnegoszlachcicaimieniemAntef,którysłużyłufaraonajakoposkramiaczrumaków.

Zafascynowanynagłymodkryciem,Shelleyniezauważył,żeOmardrżynacałymcielejakwgorączce.

Dopierokiedynaswojepytanieprofesornieotrzymałodpowiedzi,skierowałlampęnachłopca.Omar
trzymałsięmocnodrabinki.Wspomnienieowegonieskończeniedługiegowięzieniawtymlochubyło
ponadjegosiły;nagliłdopowrotu.

Kiedyznówbylinagórze,Omarokrążyłdom,zaktórymnatknąłsięnawejściedogrobowca;jego

przypuszczeniaokazałysięsłuszne:byłtodomstaregoJusufa.

WjakiśczaspotymodkryciuOmarleżałchorybezwidocznegopowodu.Nieprzyjmowałpokarmu,

jegomyślikrążyływokółdziewczynyiniezwykleskomplikowanejsytuacji;zastanawiałsię,śniącna
jawie,czyżyciewogólemadlaniegosens.Zawszeuważałsięzasilnegoczłowieka,atuokazałosięcoś
wręczprzeciwnego;byłsłabeuszem,zdolnymcoprawdaznieśćbólfizyczny,alekiedyszłoocierpienia
ducha,okazałsiętchórzem.

LatobyłobardzoupalneiNil,mimoregularnegodopływuwodyzzalewuprzytamieasuańskiej,wylał

tylkowpołowie.Omarzwdzięcznościąprzyjmowałmokreokłady,któreNundakładłamunaczole.Od
owegozdarzeniazamienilizesobązaledwiekilkasłówichociażOmarjużdawnopożałowałswej
brutalności,trwałuparciewpowziętympostanowieniu.

AleterazOmarznówszarpnąłNundę,kiedykładłamukompresnaczole,ażwydałacichyokrzyk.Jej

łagodnatwarz,krągłośćpiersiiudspotęgowałyjegopożądanieijakbybyłcałkiemzdrowy,wciągnął
dziewczynędołóżka.KiedyNundależałapodnimnaga,wszedłwniądzikoigwałtownie,z
niepohamowanympragnieniem,bysprawićjejból—toprzeżyciepomogłomuzapomniećoHalimie.

WtendziwnysposóbOmarwyzdrowiałzdnianadzień,itotakniespodziewanie,żesamsię

przeraził;uwolnionyodsmutnychmyśliiuczuć,niemógłzrozumieć,czemucałąswojąuwagę
skoncentrowałnaHalimie.Przecieżwiernypiesiwiernykońznacząwięcejniżtysiącbab.

Omarmiałterazszesnaścielat;byłwysokim,silnym,przystojnymchłopcemojasnejcerze;jak

wszyscymłodziludziebyłprzekonany,żeprzeżyłjużwszystko,conatejziemiwartoprzeżyć—
pomieszaniepychyzgłupotą,którenachodzimężczyznznieuchronnąregularnością.Alewkrótce
przekonałsięoczymśwręczodwrotnym.Odtygodnikrążyłypogłoski,żewEuropiewybuchniewojna:
AustriapowstanieprzeciwkoSerbii,NiemcyprzeciwkoRosjiiFrancji,WielkaBrytaniaprzeciwko
NiemcomiTurcji.Europawydawałasiętakaodległa,aEgiptukazywałobliczesfinksa.

Byłpierwszypiąteksierpnia,kiedyprofesorShelleywezwałwszystkichdomownikówipoważnie,

jakwykładowcaKoranu,oświadczył,żepremieregipskipodpisał5sierpniadokument,którywpraktyce
zobowiązujeEgiptdowypowiedzeniawojnywrogomWielkiejBrytanii.Żadnemuobywatelowinie
wolnozawieraćumówzobywatelamipaństwbędącychwstaniewojnyzWielkąBrytanią,żadenegipski
statekniemaprawazawinąćdoportuwroga,brytyjskiesiłyzbrojnesąupoważnionedostosowaniapraw
wojennychwegipskichportachinalądzie.

Clairezłożyłaręcejakdomodlitwy,aletylkochrząknęłairzekła:
—Coterazbędzie?
Shelleywzruszyłramionami,siedziałsztywnowfotelu,wzrokmiałskierowanywsufit;nie

odwracającgłowy,powiedział:

—Musiszbyćprzygotowananato,żekażdegodniamogąmniepowołać.

background image

—Toznaczy...
—Tak,toznaczy,żemusimywracaćdoAnglii.—Shelleypowiedział„musimy”,ponieważteraz,

kiedygroziłomupowołaniedowojska,Egiptbyłdlaniegorajemnaziemi.Kiedyprzybylituprzed
dwomalaty,zapisywalisobiewkalendarzu,jakdługojeszczemuszątupozostać;aletosięszybko
zmieniło.Odkądwprowadzilisiędodomu,czulisięjakusiebie.Iwydajesię,żewtejchwilioboje
myśleliotymsamym.

—Jasaidi—zapytałOmarnieśmiało—jeślipanwrócidoAnglii,tocobędziezemną?
Profesormilczał.Omarzrozumiał,cotooznacza.Dotądwojnagoniedotyczyła,aleterazionzostałw

niąwciągnięty,obawiałsię,żezdnianadzieńznajdziesięnaulicy,bezpracy,bezdachunadgłową,i
przeklinałwojnę.

PrzezdługietygodnieOmarżyłpogrążonywmonotonii,wroztercemiędzynadziejąaobawąi

świadomościąwłasnejbezradności.Profesorcoprawdaprzyrzekłmu,żezadbaojegodalszylos,jeśli
będziemusiałopuścićEgipt,leczOmardobrzewiedział,żewczasachbiedykażdyjestpozostawiony
samemusobie.Tymczasemsytuacjasięzaostrzyła;wkawiarniachinaulicachludziesięzastanawiali,co
będziedalej?

Osiemnastegogrudnianawszystkichplacachmiasta,przedurzędamiigmachamipublicznymi

pojawiłysiężółteplakaty;„SekretarzstanusprawzagranicznychJegoKrólewskiejMościoznajmia,że
wobecsytuacjiwojennejwynikającejzpostępowaniaTurcjiEgiptznajdujesiępodochronąJego
KrólewskiejMościiodtądstanowiczęśćprotektoratubrytyjskiego.ZwierzchnictwoTurcjinadEgiptem
jesttymsamymanulowane.RządJegoKrólewskiejMościpodejmiewszelkieśrodkimającenacelu
obronęEgiptuiochronęjegoobywateliorazichinteresów”.

NazajutrzkedywAbbasHilmi,któryprzebywałwKonstantynopolu,zostałprzezAnglikówodwołany,

książęHusseinKemal,najstarszyżyjącypotomekksiążęcegoroduMehmetaAlisa,wstąpiłnatroni
wolnomubyłoodtądnosićtytułsułtanaEgiptu.

WdrodzedoDerel-MedineprofesorotrzymałrozkazstawieniasięwSyrii.Tambowiem

koncentrowałysięwojskatureckieiBrytyjczycyobawialisięatakuwroganaKanałSueski.Dobrzesię
więcstało,żeOmariShelleywdrodzepowrotnejdodomu,którąodbywaliwmilczeniu,napotkaliwóz
armiibrytyjskiej.Nadachuautomobilu,toczącegosięulicamiwtempiepiechura,umocowanabyładuża
tuba,zktórejrozlegałosięgłośnewołanieniewidzialnegokrzykacza,wzywającegoludzido
wstępowaniadoegipskiegokorpusurobotniczego.

WdwadnipóźniejOmarsiedziałwpociągujadącymdoKairu.
Sądził,żeoferujejedynieswojesiły,wistociejednakzaprzedałswojąduszę.Alewtedyjeszczetego

niewiedział.Zapieniądzenawetdiabełzatańczyjakmuzagrają,adwafuntytygodniowotobyładla
szesnastoletniegochłopcadużasuma.Pociągskładałsiętylkozprzedziałówczwartejklasy,cozresztą
Omarowinieprzeszkadzało—nigdyjeszczeniepodróżowałtrzeciąklasą—przeszkadzałomuraczej,
żeochotnikówwpychanodowagonówjakcielętawiezionenaubój.Dobrazapłata,darmowe
wyżywienieimieszkanieprzyciągałytysiąceludzi;przybywalizewsząd—zAsuanu,KomOmbo,zEdfu
iArmantu,zKusiKeny,aichcelembyłaIsmailianadKanałemSueskim.Stamtąd,takbrzmiałrozkaz,
mianozbudowaćliniękolejowąprzezpustynięSynaj.

WciągudwóchdnipodróżydoIsmailiiochotnicytylkodwarazyopuszczaliprzedziały,zawszew

szczerympolu,bymoglizałatwićswojepotrzebyfizjologiczne.Podczasjazdyprzydzielanoimsucharyi
plackizestęchłejmąkiorazherbatęwblaszankach,poczterysztukinaprzedział.

Ospaniuniebyłomowyaniwnocy,aniwdzień.Jedniśpiewalinacałegardłonieprzyzwoite

piosenki,inniopowiadalisprośnekawały.Omarsiedziałnaswymtobołkuotępiałyistarałsięodpędzić
smętnemyśli.JużbyłgotówopuścićpociągwIsmailiiipójśćwłasnądrogą,aledokądmiałaprowadzić?

background image

Wczesnymrankiemnawschodzieukazałosięczerwoneświatło,pociągdojechałdoIsmailii.

Brytyjscypułkownicywmundurachkhakiostrymtonemwrzeszczelirozkazy,którychniktnierozumiał.Za
pomocągwałtownychruchówudałoimsięwkońcuustawićochotnikówprzeddworcemwkolumnypo
trzystuludzi.

Nawąskichuliczkachmiasta,któregoniskiedomkibyłynawpółrozwalone,wiałostrywiatr.Przed

domamistałypojemnikizżarzącymsięwęglem,piętrzyłysięgóryśmieci,panowałokropnysmród.
Kobietyozasłoniętychtwarzach,zdziećminaplecachprzechodziłyzalęknioneiznikaływniskich
drzwiach,innewychodziłyprzeddomy,uśmiechałysiędomężczyznirobiłyobiecująceminy.Mali
chłopcyskakaliobokkolumnyiusiłowalinaśladowaćkrokiochotników.Kundleujadały,podniecone
kuryrozpierzchałysię.Wtensposóbkolumnadotarładoolbrzymiegoobozunamiotównaskrajumiasta.

Dookołaplacuapelowego,któryotaczałyrzędybrytyjskichflag,ciągnęłysięwformieszachownicy

ulicenamiotów;namiotówbyłochybazetrzysta,wszystkiebarwybrudnozielonej,podłużne,pomiędzy
nimitezmagazynami,zagrodyzwielbłądami,mułamiiosłami,wozydowywożeniajuchyprzeznaczone
narezerwuarywodypitneji—odgrodzonepionowymiplandekami—latryny.

SynajpomiędzySuezemazatokąAkabatokamienistastepowapustynia,napołudniugórzysta,z

wystrzelającymiwnieboszczytami,napółnocykrasowa,zrozległymirówninami,gdzietylkorzadko
możnaspotkaćoazępalmdaktylowych,malwy,czyjakąkolwiekinnąroślinność.Jestzatodużodzikich
zwierząt,kozice,gazele,naktórenocąpolująhienyiszakale,orazjadowitewęże.Wtejwrogiejdla
człowiekaokolicytemperaturaspadazimąwnocyponiżejzera,wdzieńnatomiastsłońcepieczemocno.

Mężczyźnizhałasemszturmowalinamioty,jakbyjedenniebyłpodobnydodrugiegozeswym

prymitywnymwyposażeniem.Płachtynapiaszczystymgruncie,jednaderkanaosobę,pośrodku
rozkładanyżelaznystółnanaczynia,obciągniętefilcemmanierki.InagleOmarznalazłsięw
towarzystwieinnychludzi,przeważniedwukrotniestarszychodniego.Chłopieczająłlegowiskotużprzy
wejściu,kładąctobołeknaderce,aletosięniespodobałowysokiemu,chudemumężczyźniewstarszym
wieku,odepchnąłwięcchłopcanabokiwskazałmugłowąmiejscewgłębi,wkącie.Omarusłuchał.
MężczyznatennazywałsięHafiz,więcejniedałosięzniegowydobyć,przynajmniejnapoczątku.

Pierwszegodniaodbyłsięapelnaplacu;pułkownikRobertSaltzpomocąegipskiegodragomana

omówiłwarunkipracy:dziesięćgodzindzienniezłopatąimotyką;normadzienna:półtorakilometra
torów.Kilkumężczyznzaczęłopomrukiwać.Saltwyciągnąłichztłumuiryczałnanichtak,żetłumaczz
trudemmógłnadążyćzprzekładaniemjegosłów,następniewypędziłichzobozu,pomagającsobie
pejczem.Incydentówwywarłwrażenie.OdtejchwilibanosięSalta.

Jeszczekiedystałonnamałymdrewnianympodeście,wotoczeniubrytyjskichżołnierzy,zpółnocy

nadeszłaburza.Początkowonawiewałanieśmiałomałetumanypiaskuikurzu,potemstawałasięcoraz
gwałtowniejsza.Ludziomzaczęłyłzawićoczy.Saltajakbytonieobchodziło,starałsięprzekrzyczeć
wiatr,oznajmił,żeliniakolejowaprzezSynajwłaściwieniejestsprawabrytyjską,leczprzede
wszystkimbędziesłużyłanarodowiegipskiemu,iżetosprawahonorukażdegoEgipcjaninamóc
pracowaćwtejpionierskiejgrupie.Kiedykilkumężczyznchciałootrzećsobiepiasekzoczu,krzyknąłna
nich,żemająstaćnieruchomoiżejeszczemogąopuścićobóz,wraziegdybyniemielizamiaru
podporządkowaćsiębrytyjskiejdyscyplinie.Aleanijedennieusłuchałjegowezwania,zresztąSalt
niczegoinnegosięniespodziewał.

Salt,eleganckimężczyznaokołoczterdziestki,wmundurzeszytymnamiarę,zcienkimwąsikiem,

wiedział,jaksięobchodzićznajemnymiżołnierzami.Synwalijskiegoksięgarzamiał,zgodniez
życzeniemojca,zostaćksiędzem,alewwiekuosiemnastulatmusiałzdecydować:sutannaalbomundur;
wybrałmundur.Jegowynikiwszkolekadetówbyłyraczejśrednie,anawetzłe,leczRobertodpoczątku
wyróżniałsięodwagąitwardymcharakterem.Aponieważbitewniewygrywasięgłową,leczpięścią,a

background image

pozatymSaltniemiałnaswymkoncieżadnychhistoriizkobietami,niepiłteżirlandzkiejwódki—obie
cechybyływówczasogromnierozpowszechnionewarmii—robiłwięczaskakującąkarierę.Jako
dziewiętnastolatekwalczyłzGordonemwChartumie,wprawdziebezpowodzenia;później,pod
dowództwemlordaKitchenera,zwiększympowodzeniemsłużyłjakokomendantjednostki;zaszedłby
wysoko,gdybyniepadłofiarątajemniczejchoroby,którejżadenlekarzniezdołałrozpoznać.Saltprzez
dwamiesiącegorączkowałiniemógłutrzymaćsięnanogach,byłodpornynawszelkieleki.Kiedyznów
wstał—ocałkowitymwyzdrowieniuniebyłomowy—byłjużinnymczłowiekiem,jegoosobowość
zmieniłasięniedopoznania.Kobietyiwhiskystałysiętreściąjegożycia,aleprzedewszystkim
namiętnośćdogrywkartypodążałazanimwszędzie.Grał,adługi,którezaciągnąłwkasynachiu
podległychmużołnierzy,przekraczałyjegomiesięcznepobory.Doegipskiegokorpusurobotników
zgłosiłsiępodobnonaochotnika,aletozadanierównałosiędegradacji,inietylko—oznaczałokoniec
jegokariery.

Saltryczącdokończyłprzemówienia.Rozkazał,abywystąpilici,którzyumiejączytaćipisać.Było

takichokołodwustu.Wtedyzapytał,któryznichmówipoangielskutakdobrze,żemógłbyprzekazywać
rozkazyrobotnikom.

Omarsięzgłosił.
—Jaksięnazywasz?
—OmarMoussa.Sir.
—Ilemaszlat?
—Osiemnaście—skłamałOmar.
Pułkownikokrążyłchłopca,obejrzałgoodstópdogłówirzekł:
—Szkoła?
—Żadna,Sir.—Akiedyspostrzegłzdziwionespojrzeniepułkownika,dodał:—Przezczterylata

pracowałemuangielskiegoprofesora.ZostałpowołanydowojskaJegoKrólewskiejMości.

Omarstałsztywno,zrękamiprzybiodrach,jakbyniemiałnasobiegalabiji,leczbrytyjskimundur;

podniósłpodbródekzgodniezwymaganiamiwojskowejpostawy—alboraczejzeswoimoniej
wyobrażeniem—inieruszyłsięzmiejsca,kiedySaltzwróciłsiędoinnychztymsamympytaniem.

Pozostałookołodwudziestuludzi,którzyumieliczytać,pisaćiznalijęzykangielski.Jedenznichmiał

drewnianykikutzamiastuda,innybyłkulawy,mógłsięporuszaćjedynieokiju.Saltobejrzałich
niechętnymwyrokiem,następniewykonałgest,jakbymiałdoczynieniazuciążliwymrobactwem.

Podczasgdyresztapchałasiędonamiotów,byszukaćochronyprzedburząpiaskową,pułkownik

zatrzymałtych,którychwybrał,abyichpoinformowaćoobowiązkachidyscypliniebrygadzistów;
wielokrotniepowtarzał,żetakżewoboziepracyistniejeobowiązeksalutowaniażołnierzomJego
KrólewskiejMości.

Burzaryczała,szarpałaścianaminamiotów,dookołaplacutrzepotałyflagi,Omarczuł,jakpiasek

zgrzytamumiędzyzębami.

—Stać!—ryknąłSaltprzekrzykującburzę,kiedyzobaczył,żejedenzszeregusięporuszył.Następnie

przeczytał,mimotrudności,regulaminsłużbowy,którybrygadziścimieliprzekazaćrobotnikom,
czternaściepunktówdotyczącychżyciawoboziezezwalałostrażnikomnaużywaniepodczaspracypałek
istosowaniekopniaków.

Drobnypiasekpustynnyopadałnatwarzipowodowałból.Omarzaczynałżałować,żesięzgłosił,że

nieprzemilczałswychumiejętności.Czuł,jaktwarzmuczerwienieje,jakoczywychodząnawierzchi
łzawią,ledwowidziałpułkownika.PrzezchwilęmiałochotękrzyknąćirzucićsięnaAnglika,byzdzielić
gopięściąpotwarzy,chciałskończyćztymszaleństwem,alepowstrzymałgorozsądek.Pułkownikstałz

background image

prowokującymwyrazemwyższościnatwarzy,chwilamiprzechodzącymwsadystycznyuśmiech.Omar
zdawałsobiesprawę,żeSalttylkoczeka,ażktóryśwystąpizszeregu.

Salttymczasemjakszalonywymachiwałpejczem,byprzydaćswymsłowomwiększejwagi;bardzo

muprzypadładogusturolabohatera,któryopierałsięnawetburzypiaskowej,iryczałzzapamiętaniem,
jakiegoniewywołałabynawetirlandzkawódka.

LeczAllahkarzepychę.Naglestałosięcoś,czegoniktnieprzewidział.Tnący,ostrygłospułkownika

narazsięzmienił,dziwniesięzałamał,ucichł,wydobywałymusięzgardłatylkoniezrozumiałetony,
wreszcieurwałijakstaredrzewo,któredługoopierałosięburzy,alewkońcujegokorzenieutraciłysiłę,
zatoczyłsięirunął,nawetpodczasupadkuzachowującwojskowąpostawę.Oficerowiewciągnęligodo
namiotu.

Takżenazajutrzburzapiaskowanieustała.Robotnicybuntowalisięwswychnamiotach,bonie

nadszedłzapasżywności.Byłytylkowodaigotowanyryż,aitegojedyniepoblaszancenaosobę.
Mężczyźnileżelibezczynniewnamiotach,graliwkości,gadalilubpróbowalizasnąć.Omarodpoczątku
miałtrudnezadanie;siedziałwgłębinamiotu,studiowałregulamin,którymuwręczono.Robotnicynie
lubiliOmara.Nicdziwnego,bojakżeto,on,najmłodszy,maimrozkazywać.Przedewszystkimwoczach
Hafiza,owegochudegostarucha,czytałnienawiść,kiedytenpatrzyłnaniegodługoiprzenikliwie.

Nazajutrzburzapiaskowazelżałaiodportuposuwałasiękawalkadawózkówizaprzęgówmułów,

transportującychpodkładyiszyny.Brytyjscyinżynierowiezaczęliodwbijaniawziemięszutrowąpali,
którewyznaczałytrasękolei.Wydawanienarzędzi,łopat,motykikoszyprzedłużałosię,ponieważ
magazynbyłzasypanypiaskiem.PułkownikSaltznówoprzytomniałiwydawałrozkazyswymoficerom,
cizaśprzekazywalijebrygadzistom.Wpośpiechuzorganizowanogrupyroboczepotrzystaosób.

OmarpodlegałoficerowiClarendonowi,któregozpowodujegodługiegonazwiskakoledzynazywali

poprostuClaire.ByłsynembogategowłaścicielaowczarniwShewsburyiraczejamatoremprzygódniż
żołnierzem,coudowodniłwIndiach.Claireogłaszałrozkazdzienny,aOmartłumaczyłjegosłowana
arabski.Normadziennanarobotnikawynosiłajedenmetrsześcienny,tylkonatrudnymterenieużywano
maszyn.WedługobliczeńBrytyjczykówkażdegodnianależałoułożyćjedenkilometrtorów.Pierwsza
zapłatamiałanastąpićpodwunastukilometrach.

Egipcjanierzucilisiędopracyzwesołymiokrzykami,alejużpokilkugodzinachOmarujrzał,żejego

podopiecznicoprawdadzikowymachująłopatami,alenasypnaodmierzonejtrasiedługościtrzydziestu
metrównierośnie,ponieważmężczyźninieumiejąsięposługiwaćłopatami.To,conabierająnałopaty,
gubią,kuswejwielkiejuciesze,zanimładunektrafidocelu.

Omarpobiegłzpowrotemdomagazynuizażądał150koszy,którychmujednakniedano;każdej

jednostcenależałosiętylkotrzydzieścikoszy.Podziesięciugodzinachpracyniewykonanonawetpołowy
dziennejnormyiwyglądałonato,żepraceprzybudowiepotrwajądwarazydłużej,niżzaplanowano.

PułkownikSaltwezwałoficerówibrygadzistównanaradę,ryczał,szalał,nazwałoficerówbandą

głupców,arobotnikówśmierdzącymileniamiioświadczył,żekażdego,ktoniewykonanormy,
własnoręczniewychłoszczeswympejczem.

—Sir!—Omarwystąpiłzszeregubrygadzistów.—Proszępozwolićminadrobnąuwagę.
Saltstanąłprzednimizacząłwymachiwaćpejczem.
—Sir—zacząłOmar.—Obserwowałemrobotników,oniniemogąszybciejpracować.
—Niemogą,niemogą!—Saltzaśmiałsięzłośliwie.—Jużjatychlenipogonię.
—Nie—upierałsięOmar.—Egipcjanienieumiejąobchodzićsięzłopatą.Wiemtozwykopalisk.

Niechpanimdakosze,płaskieiszerokiekosze,doktórychbędąmoglirękaminabieraćpiaseki
kamienie,azdwojąwysiłki.

background image

PułkownikSaltspojrzałnaOmara;jegopropozycjabyłaniezwykła,aleprzemawiaładorozumu.Po

chwiliwahaniarzekł:

—Przypuśćmy,żemaszrację,ilepotrzebakoszy?
—Conajmniejpiętnaścietysięcy,jedenkosznadwieosoby.
Oficer,któremupodlegałmagazyn,rzekł:
—Mamytylkotysiąckoszy.
Saltryknął:
—Notozałatwcieresztę!
Wdwadnipóźniejprzyniesionokoszeipracawyraźnieposuwałasięszybciej,oficerowieuznali,że

możnapodnieśćnormędzienną,naraziedodwóchmetrówsześciennych.Omarprotestował,mówił,że
ludziemogąsięzbuntować,pozatymnależypodnieśćzapłatę,alejegozastrzeżenianieznalazłyu
pułkownikaposłuchu.

Torykolejowewydłużałysię.Potygodniuliczyłyjużtrzynaściekilometrów;możnabyłoponich

transportowaćdalszedostawy,używającdotegoceluzwierzątpociągowych.Saltwydałrozkaz,aby
wybudowaćnowyobózwceluskróceniadrogidopracy,azaoszczędzonyczaspoświęcićkolei,co
wywołałoprotestyrobotników,którzytymczasemprzyzwyczailisiędodługiejdrogi.

PoczątkowoliniakolejowabyładlaOmaratylkoniejasnym,abstrakcyjnympojęciem,niemalsnemna

jawie;aleteraztoprzedsięwzięcienapawałogodumą,posuwaniesięliniiwkierunkuwschodnim
wzmacniałownimpoczuciewłasnejwartości,ponieważbrałwtymznacznyudziałion,ijegoludzie.Na
mapie,wktórąbyłwyposażonykażdybrygadzista,zaznaczałkażdegodniakopiowymołówkiem
wykonanyodcinekipokazywałrobotnikom.

Omarprzestałnosićgalabiję,ubierałsięterazwoliwkowystrójroboczybrytyjskiejarmii,któryze

swymilicznymikieszeniamibyłznaczniepraktyczniejszy.Gdybywiedział,jakąreakcjętymwywoła,
nigdybytegonieuczynił.BoterazróżniłsięjużubioremodresztyEgipcjan,wydawałimsiękimśinnym,
jakbyichzdradził.

PewnejnocyOmarowiprzyśniłosię,żepłonienamiot,wktórymśpi.Śmierdzącydymspalonej

impregnowanejtkaninyomalgonieudusił.Zacząłwalićrękamidokołasiebie,obudziłsięispostrzegł,że
toniesen,leczstraszliwaprawda.Namiotbyłpusty,stosyskrzyńznarzędziamizagradzaływejście,
ścianynamiotupaliłysię,płucachłopcaprzeszywałostryból.Omarczul,żetraciprzytomność.W
szaleńczejrozpaczyrzuciłsięnapłonącąścianęnamiotu.Ogieńparzyłmutwarziłydki,alewtejchwili
plandekazsykiemsięrozdarła.Omarwypadłnadwórizkrzykiemzacząłsiętarzaćpoziemi.Wszystko
gobolało,akiedyztrudemotworzyłoczy,ujrzałnadsobąstaregoHafizaikilkumężczyznzeswojej
brygady.

Wściekłe,złeoczywpatrywałysięwniegowblaskuognia.Omarujrzał,żejedenzmężczyznpodnosi

łopatęizamierzasięnaniegozobłędnymwzrokiem.WobliczuśmiertelnegoniebezpieczeństwaOmar
ostatkiemsiłbłyskawiczniepotoczyłsięnabokinaczworakachpowlókłsięnagłównyplac,gdziestały
namiotyoficerów.KilkuAnglikówzkrzykiemwybiegłomunaprzeciw.Omarjęknąłcośopodpaleniuio
ludziach,którzyczyhalinajegożycie,potemstraciłprzytomność.

Jegooparzeniaokazałysięnietakiegroźne,jakpoczątkowowyglądało.PułkownikSaltdostałataku

wściekłości,biegałpoobozie,wymachiwałpejczem,waliłwnamiotyiwrzeszczał:

—Tosabotaż!Podłabanda!Postawięwszystkichpodsądwojenny!—Oficerowieztrudemgo

uspokoili.

NazajutrzranogrupaOmaramusiałasięstawićnaplacuapelowym;SaltszedłwrazzOmaremwzdłuż

szeregów.RękojeściąpejczadotykałkolejnorobotnikówispoglądałnaOmarapytająco.Omarkręcił
głową.GdyprzyszłakolejnaHafiza,Omarzawahałsięprzezchwilę,alepotempokręciłgłową

background image

przeczącoiposzedłdalej;zachowałsiętaksamowobecinnych,choćichrozpoznał.Tłumaczyłsię,że
byłzbytprzerażony,byzapamiętaćtwarzenapastników.Tapostawa,którąprzyjąłcałkieminstynktownie,
niewiedzącdlaczego,spowodowałanieoczekiwanązmianęwśródludzi.Głębokanienawiść,któranie
cofasięprzedzabijaniem,zamieniłasięwszacunekipodziw.Możesiętowydawaćdziwne,aletaka
przemianaczęstowystępujeuEgipcjan.

WieczoremOmarstudiowałswojeplanyjakgdybynigdynic;wtedypodszedłdoniegoHafiz.Stary,

któryoddnia,kiedytuprzybyli,awięcodtrzechtygodni,nieodezwałsiędoniegoanisłowem,
spoglądałobojętniewpłomienie,wreszciezapytał:

—Dlaczegotozrobiłeś?
Ogień,podsycanynawozemwielbłądzim,wydzielałprzenikliwyzapach,ponieważOmarnic

odpowiadał,trwałodługiemilczenie.Szybkość,zjakąHafizprzesuwałpaciorkiswegosznura
modlitewnego,zdradzałajegoniepokój.

—Uważaliśmycięzazdrajcę—zacząłzwahaniem—zazdrajcęnaszegonarodu.
—Bonoszęspodnieimówięichjęzykiem?—Omarwskazałgłowąwstronęnamiotówoficerów.—

PochodzęzGizy,gdziesąwielkiepiramidy,dodwunastegorokużyciabyłempoganiaczemwielbłądów.
PotemtrafiłamisięokazjatowarzyszeniabrytyjskiemuprofesorowidoLuksoruwcharakterzesłużącego;
nauczyłemsięczytaniaipisania,atakżejęzykaangielskiego.Co,nabrodęProroka,matowspólnegoze
zdradą?

CorazwięcejludzigromadziłosiępodczastejrozmowydokołaOmaraiHafiza;przykucalinapiaskui

śledzilikażdesłowo.

—Nadnaszymkrajem—zacząłHafiz—ciążyprawowojenne.Oznaczato,żemy,synowieEgiptu,

niemamynicdopowiedzeniawewłasnejojczyźnie.Tostraszliwebezprawie.Wciągniętonaswwojnę,
którejniechcemy,zawrogówkazanonamuznaćnarody,zktórymiżyliśmydotądwprzyjaźni.Anglicy
traktująnasjakgłupie,nieposłusznedzieci,którymnauczycielgrozibatem.Aprzecieżżyliśmyw
rozkwiciekultury,zanimjeszczeBrytyjczycywogólezjawilisięnamapieświata.

Omarodparł:
—Niemogętemuzaprzeczyć,mnierównieżboli,kiedywidzę,jaksięobchodząznaszymkrajemi

naszymludem.Alewydajemisię,żelepiejbyćpostronieBrytyjczykówniżpostronieRzeszy
Osmańskiej.Brytyjczycyprzynajmniejdalinamsułtanaiprzyrzeklipowojnieniezależność.

TesłowawprawiłyHafizawewściekłość,oczymudzikobłyszczały,chwyciłgarśćpiasku,cisnąłw

ogieńizawołał:

—Topusteobietnice,atyjesteśgłupi,żewtowierzysz.Cóżtozasułtan,któregodałynamte

chrześcijańskiepsy.Tonędznydrab.CopowiedziałProrokMahomet,kiedykilkuArabówzażądałood
niego,byprzezrokczciłichbogów,awówczasonibędączciliAllaha?Powiedział:„Owy,niewierni,
nieczczętego,kogowyczcicie,awynieczcicietego,kogojaczczę,inigdyniebędęczciłtego,kogowy
czcicie,awynigdyniebędziecieczcilitego,kogojaczczę.Wymacieswojąwiarę,ajaswoją!”Tak
właśnieprzemawiałProrok.Angliknigdyniezrozumiewschodniejreligiiipolityki,adlanas,ludzi
Wschodu,angielskareligiaipolitykasąniepojęte.

Siedzącydokołaludziekiwaligłowamipotakująco,aHafizzapytałOmara:
—Czytorozumiesz,tysługusiebrytyjski?
Omarzerwałsię,jakbychciałsięrzucićnaHafiza,aledwajludziezagrodzilimudrogę,takwięc

tylkokrzyknąłdostarego:

—Niewiem,któryznasjestgorszy,tyczyja.SprzedałemBrytyjczykomdobrowolnieswojąsiłę,ale

niedziałałemwbrewswoimprzekonaniom.Tyzaś,Hafizie,jesteśnędznąkreaturą,bierzeszpieniądzez
ręki,którąnajchętniejbyśodrąbał.

background image

Potychsłowachrozległysiępodnieconeokrzyki,zktórychmożnabyłowywnioskować,żeOmarnie

jestodosobnionywswojejopinii.Wkażdymrazieswojąpostawązdobyłsobieszacunek.Coprawda
robotnicynietraktowaligoodtądżyczliwiej,aleniemusiałsięjużobawiaćoswojeżycie.

Robotnicypracującyprzybudowiekoleiposuwalisięnaprzódprędzej,niżplanowanoimożnabyło

transportowaćdostawyponowychtorach.Dwukrotniewciągudniamała,plującaparąiogniem
lokomotywaciągnęłatuzinwagonówtowarowychprzezpustynięodmiejscabudowydoIsmailiiiz
powrotem.

Pewnegodniawlutymnahoryzoncieukazałysięodpółnocnegowschoduciemneobłokikurzu;rosły

corazbardziejiprzybliżałysię;wśródrobotnikówpowstałniepokój.Brytyjscyoficerowieoznajmili
wreszcie,żetotureccyjeńcywdrodzedoKairu.

Spotkaniepośrodkupustynistałosięważnymwydarzeniem.TysiącewynędzniałychTurkóww

łachmanach,zgnębionych,umęczonych,pełnychlękuprzedprzyszłościąszłowmilczeniu,mijając
gapiącychsięnanichEgipcjan.Tuitamrzucanonieśmiałespojrzenie,większośćjednakopuściłagłowy,
niektórzymielibrudne,zakrwawioneopatrunki.Brytyjscyżołnierzenakoniachpilnowaliporządkuw
szeregach.Onizaśszlibezwolnieoboktorównazachódizniknęlinahoryzoncie,jakbytobyła
fatamorgana.

Omarwspółczułim,zawszebyłpostroniesłabych—przecieżsambyłjednymznichiniemógł

wykreślićzpamięciprzykrychzdarzeń.ChociażTurcybyliwrogamiEgiptu,Anglicyzaśsojusznikami,
czułwięcejsympatiidlawroganiżdlasojusznika,możedlatego,żewrogówuczynionowrogami,a
sojusznikówsojusznikamizdnianadzień.Omarwalczyłzeswymwyobrażeniem,żerówniedobrze
mogłobybyćodwrotnie,żetoBrytyjczycymoglibybyćichwrogami,aTurcysojusznikami,itrwało
wieledni,nimudałomusięnatozobojętnieć.

Wzdłużtorukolejowegowodstępachośmiukilometrówzakładanoobozynamiotowe,zktórych

mężczyźniwyruszaliranodopracy.Pokolejnychośmiukilometrachbudowanonowyobóz,alez
poprzednichlikwidowanotylkocodrugi,takżewzdłużtorówcoszesnaściekilometrówbyłymiasteczka
namiotowe,służącejakomagazyny.Obozówtychpilnowałyniewielkiezałogi.

Tam,gdzietorprzecinawzgórzeGebelel-Kasr,urządzononajwiększyplacbudowlany.Pułkownik

Saltzgromadziłcałyoddziałrobotnikówipodzieliłichnatrzygrupy.Brytyjskioddziałsaperówza
pomocątrzechtondynamituprzebiłsięprzezGebelel-Kasr.Jednagrupausuwałaodłamkikamieni,druga
wyrównywałateren,trzeciaukładałapodkłady—podwóchtygodniachprzeszkodęusuniętoioddział
posuwałsiędalejnawschód.

OmarotrzymałodSaltarozkaz,byrazemzGerrympilnowaliobozuel-Kasr,zadanieokropnienudne;

mielidodyspozycjidziesięciubrytyjskichżołnierzyidwarazytyleegipskichrobotników.Omarporaz
pierwszywżyciutrzymałwrękukarabiniporazpierwszyżałował,żeprzyjąłnasiebiewobozietę
odpowiedzialność.Natrzyzmiany,podziesięćosóbobchodzilidokołaobózzgodniezruchem
wskazówekzegara.Bardziejniżupałzadniaichłódwnocy,bardziejniżciężkapracaprzytorach
dręczyłamężczyznsamotnośćnakamienistejpustyniinuda;chodzilibezczynniedokołanamiotów,palili
papierosyiwbrewsurowymzakazomkorzystalizzapasówwhisky.Niemiałosensuzawiadamiaćotym
Buxtona,gdyżonsamuczestniczyłwtympodkradaniualkoholu.

PrawiecodzienniedochodziłodoutarczekmiędzyEgipcjanamiaBrytyjczykamioto,ktomakomu

wydawaćrozkazy,idobijatyk,którychuśmierzeniewymagałowiększegonakładusiłniżsamebójki.
Ponieważzachorowałkucharz,aniktniemógłgozastąpić,odwieludnijedlitylkochleb,sardynkiipili
herbatę,cooczywiścieniepoprawiałonastroju;możnarzec,żesytuacjagroziławkażdejchwili
wybuchem.PomasowychpogróżkachGerryBuxtonzdecydowałsięwięcpojechaćnajbliższą
lokomotywąnawschód,gdzieprzebywałSalt,bypoinformowaćgoopowstałejsytuacjiizapobiec

background image

ewentualnymrozruchom.TymczasemzastępowałgoOmar.GdyBuxtonpodwóchdniachwciążjeszcze
niewracał,BrytyjczycyiEgipcjaniejednogłośnieodmówilipełnieniasłużbyiniepomogłyzaklęcia
Omara.Obózbyłdzieńinocotwarty,niktgoniepilnował;karawanyipasterzekóz,którzyprzypadkiem
tamtędyprzechodzili,moglibrać,cotylkochcieli.TrzeciegodniaOmarpostanowiłposzukaćBuxtona.
Pojechałzranakolejąwkierunkuwschodnimiznalazłgonakońcuodcinka,pogrążonegowożywionej
rozmowiezbrytyjskimioficerami,jakgdybyzapomniałoswymzadaniu.Jeszczepodczasrozmowyz
pułkownikiemSaltemusłyszeliwoddalidetonacjęizarazpotymuniósłsięwpustynnenieboczarny
grzyb.

—Sabotaż!Sabotaż!—Saltryczałjakzarzynanybyk,pędziłprzezobóz,zwoływałdosiebie

uzbrojonychżołnierzy.Niktjeszczeniewiedział,cosięwłaściwiestało,alepułkownikzagroził,żew
raziegdybymagazynprochupodGebelel-Kasrwyleciałwpowietrze,postawiOmaraiBuxtonapodsąd
wojenny.

To,conaprawdęsięstało,przechodziłowszelkieprzypuszczenia.GdypociągzbliżyłsiędoGebel,

maszynistazacząłdawaćgwałtowneznakidotyłu,gdzienadrewnianychławkachtowarowegowagonu
zajęlimiejscaSalt,BuxtoniOmar.Omarwychyliłsię,bycośzobaczyć,aleparazasłaniaławidok,
dopókistalowemonstrumniezatrzymałosięnaotwartejprzestrzeni.

—Koniectrasy!—zawołałmaszynista,schodzącpożelaznejdrabince.Saltipozostaliposzlizajego

przykładem,zbliżylisiędorozwalonegokrateru,którysięprzednimiodsłonił.Niczymzłamanetrzciny
nadlejemwisiałytory;lejmiałsześćmetrówszerokościibyłchybataksamogłęboki.Siłaeksplozji
wyrwałapodkładyspodszynicisnęłarazemzkamieniamiigłazamidoznajdującegosiętużobokobozu,
rozrywającprzytymnamiotyiogrodzenie.

—Tosabotaż!—rzekłpułkownikcicho,niemalszeptem,ipowtórzyłtozdaniekilkakrotnie.—To

sabotaż!—Wydawałosię,żetesłowawdziwnysposóbłagodząjegostannajwyższegowzburzenia,jak
gdybygromadziłsiłydogwałtownegowybuchuwściekłości.Aletaksięniestało.Saltwmilczeniu
podszedłdokrateru,odrzuciłposzarpanepłachtynamiotoweizacząłgrzebaćwodpadkach,którymibył
zasypanyobóz.Nigdzieniebyłośladuzałogi.

*

Małe,zakratowaneokienkoceliprawienieprzepuszczałoświatła.Wychodziłonaprześwit,także

zaopatrzonywkratę.Cele,położonetużnadziemią,należałydodawnychkoszarnaskrajuIsmailii,
służącychgenerałowibrytyjskiemuSirArchibaldowiMurrayowijakokwateragłówna.

OmarzostałaresztowanywGebelel-Kasriprzezdwóchuzbrojonychżołnierzyprzewiezionydo

Ismailii.PułkownikSaltoskarżyłgoozdradę,nieuwierzyłzapewnieniomOmara,żespisekpowstałza
jegoplecamiibezjegowiedzy.Saltniemiałwprawdziedowodów,aleoznajmił,żepodczasrozprawy
przedsądemwojennympodaświadków.Celamiaładziesięćkrokówdługościiopołowęmniej
szerokości,panowałwniejohydny,kwaskowatysmród,takżeOmarpoczątkowoledwomógłoddychać.
Podczaspierwszychdni,którespędziłsamotniewtymprzygnębiającymotoczeniu,ogarnąłchłopca
panicznystrachprzednieuchronnymkońcem.Wiedział,cotojestsądwojennyiżewyrokmożeoznaczać
tylkośmierćprzezrozstrzelanie.Rozpacz,żejesttonieuniknioneiżeniemanatorady,doprowadziła
Omaradoswoistegoszaleństwa:zteatralnągestykulacjąwygłaszałmowyobronne,recytowałgłośno
suryKoranu,któremówiłyosprawiedliwościboskiej,jakgonauczyłTaha.Nieprzyjmowałpożywienia,
któremupodawanodwarazydziennieprzezokienkowdrzwiach,niezuporuczyprotestu,leczdlatego,
żeniebyłwstanienicprzełknąć.

background image

Czwartegodniawięzienia,kiedybyłjużbliskizałamania,nagleotrzymałwcelitowarzysza.W

bladymświetle,padającymprzezwysokieoknozmlecznąszybą,rozpoznałciemną,wynędzniałątwarz
Egipcjanina;niebyłtonapewnochłopanipastuch,raczejjakiśurzędnik.

Omarwyciągnąłrękędonowoprzybyłegoirzekłżyczliwie:
—NazywamsięOmar.—Aletamtenzlekceważyłjegopowitanieibezsłowaodwróciłsiędoniego

plecami.

WnocyOmarocknąłsię;nicniewidział.Nowytrzymałgozaramięimocnonimpotrząsał.
—Hej!—zawołałcicho.—Cościsięśniło,gadałeśstrasznebzdury!
Omarwymamrotałjakieśusprawiedliwienieizobawąwpatrywałsięwmrok.
—Gadałeścośodynamicie—rozległsięgłoswciemności.—Wołałaś:wysadzęwaswszystkichw

powietrze!

—Niewiem—skłamałOmar.
—NazywamsięNagibek-Kassar—rzekłnieznajomy.
—AjaOmarMoussa—odparłOmar,poczymzapanowałodługiemilczenie.WreszcieOmarzebrał

sięnaodwagęirzekłcicho:—Brytyjczycyzarzucająmisabotaż.Uważają,żejestemodpowiedzialnyza
wysadzeniewpowietrzenowejliniikolejowejprzezSynaj...

Nagibzagwizdałprzezzęby,zabrzmiałotoniemaljakuznanie.
—Ico?
—Coznaczy„ico”?
—Pytam,czytoprawda.
—Oczywiście,żenie!—zawołałOmaroburzony,iwtejsamejchwiliprzyszłomunamyśl,żeten

mężczyznatoszpicel,którychcegowysondować.—Aty?—zapytałzciekawością.

—Szpiegostwo—odparłek-Kassariznówzapanowałodługiemilczenie.
—Coszpiegowałeś?—zapytałOmar.
—Nic!—zawołałpodnieconyNagibek-Kassar.—RysowałemmapyRaszidiSakkary,

archeologicznemapy.Niewiedzącotym,byłempodobserwacjąBrytyjczyków.

—Archeologicznemapy,powiadasz?
—Jestemarcheologiem.StudiowałemwBerlinie.Gdywybuchławojna,musiałemwrócićdoEgiptu
Omarusiadłi—spoglądającwmrok—zastanawiałsię,czymożezaufaćobcemuipowiedziećmu,

żepracowałzprofesoremShelleyem,alebyłzbytpodejrzliwywobecwspółwięźnia.

—Niemająprawataknastraktować—grzmiałtamten.—Bandazaborców.Alenadejdzieczas,

kiedy...

—Ciszej—upominałgoOmar.—Strażenasłuchująnocąpoddrzwiami.
Podczasrozmowy,któratrwałacałąnoc,Omarnabrałprzekonania,żeek-Kassarmówiprawdę,żenie

jestbrytyjskimszpiclem.Mimotopostanowiłzachowaćostrożność.Nienawiść,jakąNagibokazywał
Brytyjczykom,mogłabyćpułapką.

Potygodniuwspólnejniedoliobajzwolnazaczęlinabieraćdosiebiezaufania.Bardzopomocnebyły

tuowenieskończeniedługienoce,kiedyniemoglisiebienawzajemwidzieć,tylkosłyszeliswojegłosy.
Słowawypowiadanewciemności,bezżadnychgestówimimiki,miałybardziejintensywnąwymowę.
KiedyNagibzaczynałwnocymówić,wpadałwniepohamowanąwściekłośćnaBrytyjczykówi
wszystkichkolonizatorów,używającprzytymtakprzekonującychargumentów,żeOmarpozbyłsię
wszelkiejnieufnościiuwierzyłwszczerośćtowarzyszaniedoli.

Nagib,wprzeciwieństwiedoOmara,którypopadałwcorazwiększeprzygnębienie,czerpałsiłęze

swychradykalnychprzekonań.Omarpodziwiałjegopostawę.NagibpocieszałOmara,żeniepowinien

background image

siębaćprzyszłości;on,Nagib,mawieluprzyjaciół,którzyniedopuszczą,byspadłmuwłoszgłowy;
Omarmożenanimpolegać.

OmarniewierzyłprzekonującymsłowomNagiba,uważałjetylkozapocieszeniewsytuacjibez

wyjścia.Alepotem,pewnejnocyzdarzyłosięcośdziwnego.Omarsięobudził,zdawałomusię,żektoś
pukadozakratowanegooknaceli.

—Nagibie,Nagibie!—szepnął.—Słyszysz?
—Tak—odparłNagib.
—Cotoznaczy?
—Skądmamwiedzieć?NiejestemAllahem.
Pukaniesiępowtórzyło;byłoterazgłośniejsze.
—Wstań—szepnąłNagib.—Stańplecamidościanyiskrzyżujręce.
Omarpoomackudoszedłdościanyiuczynił,comukazano.WtensposóbNagibdosięgnąłoknai

wysunąłrygiel,adwiepołowyoknaotworzyłysięnazewnątrz.

—Cosiędzieje,Nagibie?—zawołałOmarzdołuniecierpliwie.Ciężkomubyłodźwigać

towarzysza.Słyszał,jakNagibczymśmanipuluje,izapytałnieśmiało:—Jakdługomamcięjeszczetak
trzymać?

NagibzaśmiałsięiOmarnajchętniejbygoupuściłnaziemięzato,żetennieodpowiedział,alepo

chwiliusłyszałjegogłos:

—Towcalenietakieprosteprzeciągnąćbutelkęprzezkratę.No,teraznadół!
—Cosiędzieje?—Omarpowtórzyłpytanie,kiedyNagibzeskoczyłnaziemię.
—Ktośnamprzysyłacośdopiciananoc.
—Cotakiego?
—Tak.Podoknemnasznurkuwisiałatabutelka.—NagibwcisnąłjąOmarowidoręki.
—Butelka?Cotomaznaczyć?—Omaroddałzpowrotembutelkę.
Nagibwyciągnąłzębamikorekirzekłpewnysiebie:
—Przecieżcimówiłem,żemamwieluprzyjaciół.—Wciemnościsłychaćbyło,jakNagibpije.—

Whisky—szepnąłzadowolony—irlandzkawhisky.

Omaroniemiał.Milczałnawetwówczas,kiedyNagibwcisnąłmubutelkędoręki,abyteżsięnapił.

Powąchałbutelkę,alezemdliłgozapach,więcoddałją,nawetniespróbowawszy,ipołożyłsięna
pryczy.

Nagibrozkoszowałsięwhiskyjaknarkotykiem,któregooddawnabyłpozbawiony,iwydawał

pomrukizadowolenia.AponieważprzeszkadzałomumilczenieOmara,zacząłwygłaszaćmonologna
tematprzyjaźniiprzyszłościEgiptu.Kiedywswejeuforiistawałsięzbythałaśliwy,Omarstarałsięgo
uciszyć.

Jużmyślał,żealkoholuśpiłNagiba,aletenzacząłszeptemwychwalaćSa’adaZaghlula,przywódcę

egipskichnacjonalistów,iichwspólnąsprawę.Izakażdymrazem,kiedynakorytarzurozlegałysię
głośnekrokistrażników,Omarmusiałzaciskaćustapijanemu.Gdywracałnapryczę,którastałasię
częściąjegożycia,słuchałNagiba,nawetpopijanemuwygłaszającegocałkiemsensownepoglądy,
mianowicieżeEgiptnależydoEgipcjan,donikogoinnego,iżeBrytyjczykomlosEgipcjanwtejwojnie
byłbycałkowicieobojętny,gdybyniechodziłooKanałSueskiidrogęmorskądoIndii.Nadranem,kiedy
przezoknowpadłopierwszeświatło,Nagibstawałsięcorazbardziejociężały,corazczęściejmilkłi
wreszciezasnął.

JeszczeprzedporannymapelemOmarusiłowałschowaćbutelkę,wpadłnapomysł,żebywsadzićją

docynowegowiadra,służącegoimzakibel.Obejrzałprzytymbutelkęzewszystkichstronizrobił

background image

dziwneodkrycie.Naodwrotnejstronieetykiety,widocznejtylkoprzezszkłobutelki,narysowanybyłkot,
dokładnietakisam,jakpiętnonaramieniuOmara.

Omarsięprzeraził.Cotomiałoznaczyć?Spoglądałnaśpiącegotowarzyszaisłuchałjegociężkiego

oddechu.Omaratrudnobyłoprzestraszyć,alewtejchwiliżałował,żezgłosiłsięwtedydopracyna
ochotnika.Butelkawjegorękachdrżała,Omarczuł,żeoblewagozimnypot.Przezdrzwisłyszałkroki
wartownikaiwołanie:

—Apelporanny!—Nagibspałmocno.
KiedyOmarusłyszałprzekręcaniekluczawzamku,szybkoukryłbutelkępodmateracem.Oświadczył

oficerowidyżurnemu,żeNagibjestchory,całąnocmiałbóleżołądka,iżebymudalispokój.Poskąpym
śniadaniu—herbaciezkromkączarnegosuchara—ipoapeluOmarwróciłdoceli.Nagibrzęził,byłto
dośćprzykryodgłos.

ZrękamizałożonyminakarkuOmarwpatrywałsięwsufit,gdziepożółkłafarbaolejnaodpryskiwała

kawałkami.Minęłoprawiepięćlatodowegodziwnegoporwania,wwynikuktóregoomalniestracił
życiaiktóredotychczasniezostałowyjaśnione.Omarzapomniałjużoowymzdarzeniu;pozostawiłoono
wieleśladów,któreniczegoniewyjaśniały.Awłaściwienietylezapomniał,ilestarałsięusunąćjez
pamięci;wszelkiedalszeposzukiwaniawydawałymusiębezsensowne,anawetniebezpieczne;uznał,że
najlepszymsposobemnauzdrowieniejestniewiedza.Byćmożepadłofiarąpomyłki,możewziętogoza
kogośinnego,coitakniewyjaśniało,jakąrolęwcałejsprawieodegraliJusufijegocórkaHalima.

Halima—więcjeszczeniezapomniałtejdziewczyny.Dlaczegodręczyłogorozczarowanie,żeonago

zawiodła,żeswojąsympatiąchciałaodwrócićjegouwagęodwydarzenia,którerozgrywałosięzajego
plecami.Notak,byłwtedymłodyiniedoświadczony,aleniemógłuwierzyćwtakąprzewrotność.
Obojętne,zjakiegopowodumusiałazniknąćtejnocy,napewnonieuczyniłategodobrowolnie.Możei
onabyławzagadkowysposóbuwikłanawspisek,takjakon,wkażdymraziejejzniknięcienie
upoważniałogodopotępianiadziewczyny.

TowszystkoprzyszłoOmarowinamyśl,kiedytakleżałisłuchałciężkiegooddechuNagiba.Nie

spodziewałsię,żewłaśnietutaj,wtymwięzieniu,dopadniegoprzeszłość.Jakibyłzwiązekpomiędzy
okupantembrytyjskimalochempoddomemJusufa,pomiędzynimaNagibem,iczywogólezachodził
jakiśzwiązek?Możetopoprostusprawaprzypadku?Omarprzypomniałsobiesłowaprofesora,który
powiedziałkiedyś,żenajważniejszeodkrycialudzkośćzawdzięczanienauce,leczprzypadkom.

Jakmasięzachowaćwtejsytuacji?Czymaukryćbutelkęiprzemilczećswojeodkrycie?Amoże

powinienzagadnąćNagibaizażądaćwyjaśnienia,jakieznaczeniemasymbolkota?Omarniewiedział,
cozrobić,iimbardziejstarałsięrozplątaćkłębekfaktów,pytań,niejasności,tymmniejbyłwstanie
zebraćmyśliwlogicznącałość.

NagleOmardoznałolśnienia;jeszczeprzedchwiląmyśltabyłabydlaniegoniedoprzyjęcia.Wstał,

ująłramięśpiącegotowarzyszaipodciągnąłwgóręrękawjegoszarejbluzy.Bywająwżyciusytuacje,
kiedycośoczekiwanegoprzejmujenaswiększymstrachemniżcośniespodziewanego.Omarspodziewał
się,żenaramieniuNagibaujrzypiętnoidentyczneztym,jakimsambyłnaznaczony.Aleteraz,kiedyje
zobaczył,ogarnęłagogroza.Zobawy,żeodkryłcośzakazanego,puściłramięNagiba.Tensięobudził.

Omarnajchętniejuciekłbygdzieś,gdziebyłbybezpieczny,aleznajdowałsięwceli,zadrzwiami

obitymiżelazem,pilnowanyprzezstrażników.Czułsięzbytsłaby,bysiępoddaćiczekaćcierpliwiena
rozwójwypadków.DlategowyciągnąłbutelkęspodmateracaipodsunąłNagibowipodnos.

Tensięcofnął,niewiedział,comaznaczyćgestOmara,alechłopiecnakazałmu,abysobiebliżej

obejrzałbutelkę.Nagibwyszczerzyłzęby.WciągutygodnispędzonychwspólnieOmarnigdyniewidział,
byNagibsięuśmiechał.AleNagibmilczałitomilczeniedoprowadzałoOmaraniemaldoszaleństwa.
PochyliłsiędoNagiba,odsłoniłswojeramięipokazałmupiętno.

background image

Tenzerwałsięjakoparzonyiniewierzącwłasnymoczom,przejechałdłoniąpotwarzy,ztrudem

chwytającpowietrze.Trwałodługąchwilę,zanimbyłzdolnycokolwiekpowiedzieć.Wreszciebąknął:

—Toniemożliwe.Toniemożebyć!
OmarspoglądałnaNagibasurowymwzrokiem.Chociażniewiedział,cosięstaniezachwilę,nagle

znikłjegostrach.Rozkoszowałsięniepewnością,jakąwzbudziłwtowarzyszuniedoli,choćtowcalenie
byłologiczne,boNagibznałpowiązania,onzaśnie.

Czymasięprzyznać,żeniewie,wjakisposóbtopiętnoznalazłosięnajegoramieniu?Aletowydało

sięwtejchwilimałowiarygodne.Milczałwięcipostanowiłwytrwaćwmilczeniujaknajdłużej.

Nagibpotrząsałgłową.
—Otodwajludziesiedząoddwóchtygodniwewspólnejceliiniewiedzą,żeobajnależądo

Tadamana.

Tadaman?Omarnigdyniesłyszałtegosłowa,alewłaśnieterazniemiałzamiarusiędotego

przyznawać.Najpierwchciałsiędowiedziećczegoświęcejotejorganizacji.

—Skądprzybywasz?—zapytałNagib.
—ZLuksoru—odparłOmarkrótko.
—Bardzodobrze.Tadamanpotrzebujewszędzieswoichludzi.Zobaczysz,oninasstądwydostaną.
—Jesteśpewien?
Nagibskinąłgłową.
—Najzupełniej.Tabutelkatobyłznak.Oniwiedządobrze,gdziejesteśmy,idająnamznak,żebyśmy

sięniemartwili.

—Butelkąwhisky?
—Tak.—Nagib,zmieszany,spuściłwzrok.—Oniwiedzą,żewolęwhiskyniżherbatę,rozumiesz?
Omarrozumiał.AleniepodzielałoptymizmuNagiba.Ktomiałichuwolnićzbrytyjskiejkwatery

głównejiwjakisposób?Aleprzedewszystkimzastanawiałsię,jakludzieTadamanazareagują,kiedy
nagleodkryją,żejestichtudwóch?

—Odpoczątkuciniewierzyłem—zacząłNagibodnowa.—Wysadzenieliniikolejowej—moje

uznanie,tomajstersztyk.

Omarmilczał.
—Majstersztyk—powtórzyłNagibzuznaniem.—Gdybynienasiludzie,zpewnościąkosztowałoby

ciętogłowę.Alemożeszbyćpewien:Oninasuwolnią!

—WdobrociAllaha!—mruknąłOmariabyzmienićprzykrytemat,rzekł:—Jatakżecinie

wierzyłem,kiedypowiedziałeś,żesporządzałeśmapyarcheologiczne.Mapyarcheologiczne,śmiechu
warte!

Nagibprzybrałpoważnywyraztwarzy.
—Możeszsięśmiać,aletenśmiechutkwiciwgardle,jaksiędowiesz,ocochodzi.
—Jasalaam—Omarpodszedłdodrzwiinasłuchiwał.—Wszystkowporządku,możeszmówić.
—PrzysięgnijnaAllahaMiłosiernego,żenigdyniepiśnieszanisłówkaotym,cociterazpowiem,bo

zapłaciszżyciem.

—PrzysięgamnaAllahaMiłosiernego.
—NależyszterazdoTadamanuijakojegoczłonekmaszprawowszystkowiedzieć.
Omarskinąłgłową.Nagibzacząłzpoważnąminą:
—NaprzełomiestuleciaprzybyłdoEgiptupewienbrytyjskiprofesor,nazywałsięEdwardHartfieldi

byłznanymarcheologiem.Miałsławęgeniuszajęzykowego,boznałnietylkowszystkiewspółczesne
języki,byłtakżeznawcąhieroglifów,pismahieratycznego,demotycznego,hebrajskiego,hetyckiego,

background image

babilońskiegoiaramejskiego,poprostugeniusz,jakirodzisięraznakilkadziesiątlat.TenHartfieldza
pozwoleniemrząduwSakkarzezacząłposzukiwaniagrobuImhotepa...

—Imhotepa?—NadźwięktegoimieniaOmarajakbyprzeszyłabłyskawica,poczuł,jakprądidący

odmózguogarniaiparaliżujejegociało.Zjegopamięciwyłoniłysięurywkiwspomnień:nakartcew
opuszczonympokojudziennikarzaCarlyle’abyłnapis„Imhotep”(dwukrotniepodkreślony,nicpozatym);
profesorShelleyopowiedziałmuoposzukiwaniuImhotepa.Co,nabrodęAllaha,miałwspólnegoNagib,
atakżeonsamzImhotepem?Jakimizawikłanymidrogamizdążająpróbywyjaśnienianiezrozumiałych
zdarzeń?

—Czywiesz,jakieznaczeniemiałImhotep?—zapytałNagib.
Omarskinąłgłową.
—Początkowo—ciągnąłdalejNagib—badaniaHartfieldawzbudzaływięcejsensacjiniżprace

innycharcheologów.Wtymzawodzieczęstospędzasięcałeżycienaposzukiwaniuczegośkonkretnego,
bypotemznaleźćcoścałkieminnego,czegosięniktniespodziewał.WprzypadkuHartfieldasprawy
wyglądałyinaczej.Dokonałonlicznychodkryć,takważnychjakodkryciaMariette’a,MasperaiPetriego,
aleteznaleziskanajwidoczniejnieinteresowałyupartegobadacza.Powiadano,żenatrafiłnagrobyIII
dynastii,alezobawy,żeodciągnągooneodwłaściwegoprzedmiotubadań,zpowrotemjezasypał.
Oczywiścietodziwnezachowanienicpozostałowukryciu.SłużbaStarożytnościwKairze,anawet
policjarozpoczęłyśledztwo;nieudałoimsięjednakdowieśćHartfieldowiniczegonielegalnego.A
kiedyCarterzapytałgoowłaściwypowódjegodziałalności,odparł,żeszukagrobuImhotepa,atochyba
wystarczającypowód.

LudziepracującydlaHartfieldazarabialidobrze,wkażdymrazielepiejniżprzyinnych

wykopaliskachwkraju;dlategobyłoprawieniemożliwezdobycieodnichbliższychinformacjio
działalnościprofesora.Niktniechciałstracićpracy.Zbiegiemczasuwyszłonajaw,dlaczegoHartfield
kierujeswojezainteresowanianagrobowiecImhotepa.Mówiącściślej,byłytrzywersje.Pierwsza
głosiła,żewgrobowcuImhotepazgromadzonesąnajwiększewdziejachludzkościzapasyzłota;według
drugiejwersjigrobowieczawieradokumentyzcałąówczesnąwiedzą,wtymwiadomości,którenie
dotrwałydonaszychczasówiktóreodkrywcyzapewniąpotęgęiwładzęnadcałymświatem.

—Atrzeciawersja?—zapytałOmarpodniecony.
—Trzeciawersjagłosi,żeImhotepzabrałdogrobucałezłotoiwiedzęludzkości.
Omarwydawałsięzaskoczony,ztrudemusiłowałuporządkowaćmyśliiskonfrontowaćto,co

usłyszał,zwłasnymidoświadczeniami,doprowadziłotojednaktylkodojeszczewiększegozagmatwania.

—Aletowszystko—odważyłsięrzec—sątylkoprzypuszczenia.Czymożeistniejądowody?Jakie

dowodymatenprofesor?Niechjeprzedstawi.

—Jużniestetyniemoże.
—Dlaczegonie?Cotomaznaczyć?
—Hartfieldznikł.Jakbysięulotnił.
—Bzdura!—odparłOmarzirytowany.—Brytyjskiprofesorniemożetakpoprostuzniknąć.Może

wróciłdoAnglii,bozrezygnowałzeswegoprzedsięwzięcia,amożecośznalazłiniechceujawnić
swegoodkrycia.Wkażdymrazieniemogęsobiewyobrazić,żejakiśprofesornaglewyparował.Przecież
zatrudniałrobotnikówprzywykopaliskachiciludziemogąpowiedzieć,gdzieostatnioprzebywał.

NagibruchemrękipowstrzymałpodniecenieOmara.
—Tak,oczywiście,dzieńzniknięciaHartfieldajestdokładnieznany.Widzianogoostatniowieczorem

dziewiątegoramadanuwpobliżuRaszid.Potwierdzajątodwajjegoludzie.Odtegodniaśladponim
zaginął.

background image

—DlaczegowRaszid?RaszidpołożonojestprzeszłostomilodSakkary.CzegoHartfieldszukałw

Raszid?

—Posłuchaj,mójdrogi.WRaszidarcheolodzydawnotemunatrafilinastarearchiwumkapłanów.Do

tegoarchiwumnależałmiędzyinnymiwpisanykamień,któryodkryliludzieNapoleona;kamieństałsię
wskazówkądoodcyfrowaniahieroglifów.Większośćspośródniezliczonychkamiennychpłytekbyła
jednakpołamana,zniektórychpozostałytylkoodłamkiwielkościpalca;syzyfowąpracąbyłoby
zestawienieznichważnychhistoryczniedokumentów.Alenawetgdybyjakiśinstytutwyraziłgotowość
podjęciasiętegozadania,szansepowodzeniabyłybyminimalne,bowRaszidtymczasemarcheolodzyz
całegoświataprowadziliposzukiwaniaizabieralizesobapozorniebezwartościoweodłamki.Fragmenty
totrafiłydomuzeówimagazynówLondynu.Berlina,Paryża,możenawetNowegoJorku,ici,coich
pilnują,prawdopodobnienawetniewiedzą,jakichskarbówstrzegą.AlewróćmydoHarttielda.
Prawdopodobniemiałonwrękachnajważniejszyodłamek,którydałmuwskazówkędotyczącągrobu
Imhotepaijegotajemniczejzawartości;aletainformacjaniebyławystarczająca,bydoprowadzićgodo
owegogrobu.DlategoteżpojechałdoRaszidszukaćdalszychodłamków.

—OBoże!—Omarbytwyraźniezaskoczony.Wmilczeniuprzemyślałwszystko,coNagibmu

opowiedział;ogarnąłgoprzytympodziwdlategozapijaczonegonacjonalisty.Jegotłumaczeniebyło
całkowicieprzekonująceiwiarygodne,chociażOmarnierozumiałpowiązaniapomiędzytajnym
związkiemaposzukiwaniamigrobuImhotepa.Coprawdajednoniewykluczałodrugiego,aleniemiało
sensu;dlategoOmarrzekł:

—Jednegonierozumiem.Cotymaszwspólnegoztącałąsprawą.Mamnamyśli,skądtowszystko

wiesz?

Nagibsięroześmiał.
—Słusznepytanie,chociażodpowiedźsamasięnarzuca.Omarze.Jeślitoprawda,czegoprofesorsię

dowiedział,mianowicie,żeten,ktoznajdziegróbImhotepa,zdobędziewładzęnadświatem,wtedynie
wolnonam,Egipcjanom,dopuścić,abyodkryciadokonałktośobcy.Tenskarbnależydonas,synówNilu,
aniedoAnglików,Niemców,FrancuzówczyAmerykanów;tylkodonas,rozumiesz?

—Możemaszrację,Nagibie.Aleczyinniniepróbująodkryćtejtajemnicy?
—Trudnopowiedzieć,iluichnaprawdęjest.Jestemjednakpewien,żeBrytyjczycybardzosięoto

starają.Tylkotaktłumaczęsobiemojeuwięzienie.Zarzutszpiegostwatotylkopretekst,byoddalićmnie
odSakkary.PozatymistniejetakżegrupazawodowychrabusiówgrobówwLuksorze,którzyw
tajemniczysposóbtrafilinaśladImhotepa.

—Kimsąciludzie?
—IchprzywódcytoMustataAgaAyatiIbrahimel-Nawawi.Jedenjestkonsulembrytyjskim,drugi

szefempolicjiisubmudiremLuksoru.

—Oni?Znaszich?
—Tak,ażzadobrze.
—Jesteśtegopewien?
—Całkowicie.Popełnilitęnieostrożność,żemnieniedocenili,myśleli,żeNagibtogłupi,

zapijaczonynicpoń,któregomożnawykorzystaćdoswoichmachlojek.Zapijaczonyowszem,aległupito
Nagibniejest,naAllaha.Wkażdymrazieprzypomocytejbandyudałonamsiędojśćdofragmentuowej
złowróżbnejtablicy.Ayatiel-NawawiwbezczelnysposóbprzywłaszczylisobiewBerlinietenfragment
wąskiegoczarnegokamieniazdemotycznympismem.MieszkałemwówczaswstolicyPrus;zaparę
nędznychmarekkazalimiprzetłumaczyćtekst.Przetłumaczyłemimprawidłowo,wydawałomisięzbyt
ryzykowneoddaćfałszywietekst.Wcześniejczypóźniejbysiętowydałoiwzbudziłonieufnośćdomnie.
Aleobajniewiedzielijednego;żezrobiłemsobiekopiętłumaczenia.

background image

—Jeśliciędobrzerozumiem,Nagibie,todotychczasodnalezionotrzyfragmentyowegodokumentu,

którywskazujenaImhotepa.JedenznajdowałsięyvposiadaniuHarttieldai—powiedzmytojasno
przepadł,drugijestwposiadaniuAgiAyata,trzecizaśbyłprzechowywanywBerlinie,tymczasemjednak
takżedostałsięwręceAgi.Itoznaczy,żekonsulbrytyjskidysponujeobecniewiększościąinformacji.

—Tojestlogicznerozumowanie,alebłędne.Pomysltylko;jedynymotywMustafytopieniądze,

chodzimutylkooto,byodnaleźćzłotyskarb,zktórego—zgodniezprawem—przypadłabymupołowa.
MotywyTadamananatomiastsąuczciwe.Żadenznasniewyciągniematerialnychkorzyściz.tego
odkrycia.JeśliznajdziemyImhotepa,korzyściztegobędziemiałnaszkraj,nasznaród.Mywszyscy
pracujemyznarażeniemżyciadlawspólnejsprawy.MustafaAgaAyatjużdawnonieposiadaswego
fragmentu.Przechowujemygowtajnymmiejscu.

—Aleonznatreść,chybamajakąśkopię.
—Napewno.AleTadamanwcaleniewiemniejniżkonsulAyat.
—Acowynikazobufragmentów,którychtreśćznasz?
—Zamało,bywyciągaćwnioski.WspominasiętamokapłanachzMemfis,ogrobachboskiego

ImhotepaifaraonaDżosera;pozatymsątotylkopojedyńczesłowabezzwiązku,więcniewynikaznich
żadensens.Mowajesttamopiasku,otajemnicachludzkości,onocy,ojakimśpłynie,towszystkorobi
tymwięcejzamieszania,imdłużejsiętymzajmujemy.

—CzyprofesorHarttieldznałtefragmenty?
—Sądzę,żetoniemożliwe.Hartfieldmiałchybawłasnyfragment,którynaprowadziłgonatrop

Imhotepa.

—Aletoprzecieżoznacza,żektowjakikolwieksposóbzdobędziekawałekkamieniaHartfielda,ma

najwięcejszansnaznalezienieImhotepa?

—Chybatakmożnapowiedzieć.Możnateżsądzić,żedokumentHartfieldajeststracony.
Omarsięgorączkował.
—Niewierzęwto.ZniknięcieHartfieldatonapewnonieprzypadek.Jesttylkologiczne,żejego

zniknięciewiążesięztymdokumentem.Ktośgosobieprzywłaszczyłimusiałwtymceluusunąć
profesora.Awięcfragmentjeszczeistnieje;sądzęnawet,żeprzechowujesięgojakskarb.

Nagibdługosięzastanawiał,potemrzekł:
—Mądryzciebieczłowiek,Omarze,jesteśgodnyTadamana.
—Dlamnienieuleganajmniejszejwątpliwości—odparłOmar—żeHartfieldstałsięofiarąludzi,

którzyznalijegotajemnicę,ibyzdobyćkamień,usunęliprofesora.Alepytam,ktotomógłbyć?Ktoznał
planHartfielda?—OmarspojrzałnaNagiba.

Tenzrozumiałjegospojrzenieizacząłdzikowymachiwaćdłonią:
—Wiem,oczymterazmyślisz;alejesteśwbłędzie.Tadamanniemanicwspólnegozezniknięciem

Hartfielda.Gdybyzamieszanibyliwtonasiludzie,tobylibyśmywposiadaniutegofragmentui
posunęlibyśmysiękawałekdalej.

TłumaczenieNagibabrzmiałoprzekonująco.LeczOmarniemógłzrozumieć,żeniemaanijednej

wskazówkidotyczącejHartfielda.Drążyłwięcdalej:

—Mówiłeś,żeznanyjestdzień,kiedyHartfieldznikł.Więcsąchybaludzie,którzyrazemznim

pracowali.

—Oczywiście,żesą.
—Czyktośichpytał?
—Tak.Jedenznaszychludzi.
—Iczegosiędowiedział?
—Niczego.

background image

—Niczego!Toniemożliwe.Przecieżmusiałzdobyćjakąświadomość,jakiśznak,wskazówkę

dotyczącązachowaniasięprofesora,musiałwykryćjakiśślad,któryponimpozostał.

—Nie.
—Izadowoliliściesiętym?
—Tak.Acomieliśmyrobić?
Omarpotrząsnąłgłową.
—Szukaćdalej.Kimbyłtenczłowiek?
—Niewiem,zapomniałemjegoimienia,aletopewnyczłowiek,oddanyiwiernyTadamanowi.
Rozmowaobuwięźniówciągnęłasiędopóźnejnocy.Leżeliwciemnościnapryczachimówili,

przerywająctylkowówczas,kiedyrozlegałysiękrokistrażnika,któryzdokładnościązegarazbliżałsię
dodrzwi,anastępnieoddalał.Alepodczasgdyregularnyrytmzegarazazwyczajstwarzawewnętrzny
spokój,precyzjabrytyjskiegostrażnikawwięzieniukwaterygłównejwIsmailiipowodowaławręcz
przeciwneuczucia.Każdejnocybyłtotensamstrażnikwtychsamychpodkutychbutach,które
odmierzałytęsamądrogę,cosprawiałobardzonieprzyjemnewrażenie.Możnabyłopoliczyćkroki
rozlegającesięwkorytarzu,czterdzieścisiedemwjedną,dwadzieściasześćwdrugąstronęodichceli.
RytmtenbyłtylkorzadkoprzerywanyiwówczasOmarnasłuchiwałniespokojny,cosięmogłostać.A
przecieżkorytarzbrytyjskiegowięzieniawnocyjestjednymznielicznychmiejsc,gdzienaogółnicsię
niedzieje,anagłezatrzymaniesięstrażnikamogłobyćspowodowaneodwróceniemuwagilubna
przykładswędzeniemnogi.

OmarbyłgotówuwierzyćNagibowiiplanomTadamanauwolnieniaichzwięzienia,aleimdłużej

przebywałwceli,tymbardziejnarastałjegostrach.Wiedział,jakwyglądasądwojenny:odbywasięw
szybkimtempie,niemaczasunagromadzenieświadków,awyrokiwykonujesięjeszczetegosamego
dnia.Nagibmógłsobiemówić;szpiegostwonajegoodcinkupracyniemogłoprzynieśćwiększychszkód
wojskomJegoKrólewskiejMości,natomiastprzestępstwo,októreoskarżanoOmara,jeślizostanie
udowodnione,będziezaliczonedokategoriiprzestępstwciężkich.Pozatympodczascodziennych
spacerównapodwórzumówiono,żewojnazbliżasiękukońcowi,żeNiemcy,Rosja,Austro-Węgryi
RzeszaOsmańskaponiosąklęskę,Brytyjczycynatomiastodniosąwielkiezwycięstwo,co—zdaniem
Omara—mogłogrozićtym,żeTadamanzrezygnujezplanówichuwolnienia,Brytyjczycyzaśpostarają
się,bywszyscywięźniowieponieślizasłużonąkarę.

KiedyOmarstraciłjużwszelkąnadzieję,obudziłsięwnocy,ponieważstrażnik,chodzącpod

drzwiami,wypadłzeswegomonotonnegorytmu;Omarbyłprzerażony.Usłyszałkilkanieznanychmu
dotądkroków,potemnastąpiłapauza,wkilkasekundpóźniejcośupadło,adoodgłosuupadkudołączył
sięjakbybrzękkluczy.Intensywność,zjakąOmarodebrałtowydarzenie,możnabyłowytłumaczyćtylko
całkowitąciemnością,wktórejwszelkieszmeryrozchodząsiębardziejwyraziście.

Wkrótcepotemrozległsięzgrzytkluczawzamkuiwdrzwiachceliukazałysiędwiedrobne,

zamaskowanepostacie;trudnojebyłorozpoznaćwsłabymświetlekorytarza.Wyglądały,jakbymiałyna
głowachworki.Jednaznichzawołała:

—Nagibie,chodźprędko!
Nagib,który—jakOmarsądził—spał,zerwałsięizacząłszeptaćoczymśzprzybyszami,aleOmar

niesłyszał,oczym;rezultatbyłniepomyślny,boobajnieznajomizawołaliprawierównocześnie:

—Nie!—iusiłowaliwyciągnąćNagibazceli.
AleNagibopierałsię,podszedłdoOmaraipociągnąłgododrzwi,zdarłzniegorękawszarejbluzyi

pokazałwypalonepiętnonaramieniu.Przezchwilęobcymężczyźniznieruchomieli.Nagibichzaskoczył,
spojrzelinasiebieprzezotworynaoczy,potemjedensyknął:

—WimięAllahaMiłosiernego,chodź!

background image

LONDYNJESIENIĄ

Obłudnimężczyźniiobłudnekobietynakazująsobiewzajemnieto,
cojestzakazane,apowstrzymująsięodtego,cojestuznane,izaciskająręce.
OnizapomnielioBoguiOnonichzapomniał.Zaprawdę,obłudnicyszerzązepsucie!
Koran,suraIX

*

Tym,coodróżniałodziewięciopiętrowybudynekzportalemzkolumnami,doktóregowiodłyszerokie

schody,odinnychpodobnychgmachównaVictoriaEmbankmentwCityofLondon,byliniepokaźnina
pozórludzie,którzytamdośćliczniewchodziliistamtądwychodzili.Inaczejniżprzedministerstwami,
towarzystwamiubezpieczeniowymi,towarzystwamiżeglugowymipomiędzyCharingCrossaBlackfrias
Bridge,dokądkierowcypodwozililordówistaranniewyszczotkowanychurzędnikówpodczujnym
okiempospólstwazpołożonychnaprzeciwkodzielnicLambethiSouthwark,podgmachIntelligence
Servicetylkowczarnychwozach,ci,którzytuprzybywali,wyłanialisięztłumunapiechotę,szliszybko
pokamiennychschodachiznikalizaobrotowymidrzwiami.

Melancholia,któranieopuszczaTamizycałkowicienawetwmiesiącachletnich,tejjesieniwcześnie

ustąpiłamiejscazamglonejwdowiejszacie;stantennietylkonieodpychaaninieodstraszaprawdziwych
Brytyjczyków,leczprzeciwnie,wrazzczasemkaloszyinieprzemakalnychpłaszczynaWestendzie
zaczynasięsezonteatralnyitowarzyski;jesttojedynaporaroku,którączłowiekopewnejpozycji
powinienspędzićwLondynie,jeślioczywiściepominąć3czerwca,dzieńurodzinkrólaJerzego.

Tegorokutematemkonwersacji,któryzdominowałwszystkieinne,byłozwycięstwoWielkiejBrytanii

wtejwyniszczającejwojnie,wklubachnaPallMalliOldBromptonRoadwniekończącychsię
przemówieniachdominowałyprzechwałkiiwywyższaniesię.Owszem,wojnapochłonęłaniezliczone
ofiary,aleprzeważniezagranicą.Londynwskutekniemieckichatakówpowietrznychstracił„tylko”670
osób;todużo,aleprzecieżowielemniej,niżobawianosięodczasówkrólaEdwarda.Prezes
niemieckiegotowarzystwabalonowegoprzepowiadałbowiem,żezapomocąsamolotówhrabiego
ZeppelinaNiemcyuczyniąto,czegonieudałosięosiągnąćNapoleonowi,izapomocątysiąca
krążownikówpowietrznychwysadząnalądstotysięcyżołnierzyjednocześnie.Terazopowiadano,że
autortejkoszmarnejbzduryskończyłwdomuwariatów.

SłużbominformacyjnymrząduJegoKrólewskiejMościnieubyłoprzeztopracy,obejmowałateraz

tylkoinnedziedziny.PułkownikGeoffreyDoddsstałnaczeleurzędu,cowobecrozlicznychtrudności
wskazywałonaniezwykłytalent—jeśliwwypadkudziałalnościinformacyjnej(jakeufemistycznie
nazywanoszpiegostwo)możnamówićotalencie.BardziejszczegółowyopisDoddsaprzekraczałby
wszelkieramy,toteżograniczymysiętylkodoistotnychcechjegopostawy.

PułkownikGeoffreyDoddsnależałdotychludzi,którzyoceniająinnychnapodstawieichwystępków.

Cnoty,uważał,mogązwodzić,występki—nigdy.Przypuszczenie,żepragniespędzićżycieza
wiktoriańskimbiurkiemozdobionymkariatydami,odrzuciłbyzoburzeniem,gdybypodczasaneksji
GórnejBirmyniewpadłnawłasnąminę,wskutekczegoodniósłpoważneobrażeniaciała.Takwięc
wróciłzIndiizesztywnąnogąiprzekonaniem,żejeślichcedalejsłużyćWspólnocieBrytyjskiej,tomusi
tęsłużbęodbywaćnasiedząco.PodziwiałkrólaEdwarda,któryumierającrzekł,żeżycienicniejest
warte,jeśliczłowiekniemożepracować.

MożnabywziąćDoddsa—mężczyznęojasnejcerze,rudychwłosachi(cozakaprysnatury!)

ciemnychodstającychwąsach—zaportierajakiegośzakładuwSoho;istniejązresztądomniemania,że

background image

kiedyśprzezkrótkiczasuprawiałtamwłaśniesutenerstwo—gdybyniejegonadzwyczajstarannyubiór
firmyDunnandCo,którykażdypodziwiał.Istniejąmężczyźni,którzyubierająsięwtweedikaszmir,i
tacy,którzytetkaninynoszą.Doddsnależałdotychdrugich;nosiłwytworneubranieznaturalnością
właścicielaziemskiego,jakbywnimprzyszedłnaświat,choćnierobiłtajemnicyztego,żepochodziz
Lambeth,wpobliżuWaterlooStation.Wprzeciwieństwiedotejwytwornejpowierzchowności
pozostawałtylkoczasemjegosposóbwyrażaniasię,wktórymniebrakowałoobscenicznychi
wulgarnychsłów.

Pomijającto,byłonczłowiekiemwysocewykształconym,któryswojąwiedzęzdobyłstudiującna

własnąrękę,wbrewwoliwcześnieowdowiałegoojca,właścicielakioskuzprzyprawamiprzyCovent
Garden,dochództegostarczałnażycie,alebynajmniejnienastudia.DziśDoddsżyłwelegancko
umeblowanymmieszkaniuwKensingtonGarden,wrazzcennymzbioremksiążekiobrazamikoniz
ubiegłegostulecia,byłczłonkiemTowarzystwaBiblijnegoidwóchklubów,doktórychnależelitakże
RudyardKiplingiClaudeJohnson,menadżerfirmyRolls-Royce,iwychwalałwojnęjakoojca
wszechrzeczy(wolnyprzekładHeraklita).

WszystkieakcjeIntelligenceServiceodbywałysięwedługszyfru,którypodawałpułkownikDodds;w

związkuztymopowiadałswoimagentomhistorięrosyjskiegoministrasprawzagranicznychAleksandra
Izwolskiego—gwoliostrzeżenia,bypokazać,jakważnyjestszyfr:Izwolski,wówczasjeszczeposeł
rosyjskiwKopenhadze,otrzymałwiadomośćoreorganizacjicałejsłużbydyplomatycznejcaraimiał
nadzieję,żeotrzymastanowiskoambasadorawBerlinie.Posłałwięcswegokamerdynera,mądrego,
cwanegoNiemca,doPetersburga,bytenzasięgnąłinformacjiwdobrzepoinformowanychkołach,jak
wyglądająszansejegopana.Byuniknąćzdemaskowania,posełumówiłsięzeswymsługą,żew
zależnościodsytuacjiużyjeonwtelegramiesłowa-szyfru„kapusta”,wwypadkugdybyDoddsbył
przewidzianynaambasadorawBerlinie,isłowa„makaron”,gdybylosmiałgorzucićdoRzymu.
TelegramzPetersburgazawierałjednakcałkieminne,tajemniczesłowo:„kawior”.

WtymmiejscuopowieściDoddszakażdymrazemwybuchałniepohamowanymśmiechem,ażtrzęsły

musiękońcedługichwąsów,akiedysięuspokajał,zapewniał,żeIzwolskibyłzdolnymdyplomatą,ale
niezdolnymszpiegiem.Albowiemsłużącyużyłnajwłaściwszegosłowa-szyfrunaokreśleniejegonowego
stanowiska:Izwolskizostałministremsprawzagranicznych.

Szyfrakcji,którategodniabyłanaporządkudziennym,brzmiał:„faraon”.Posługującsiętym

kryptonimem,Doddswezwałswojąmłodądrużynę,bywyświetlićmrocznąaferę,którawLondynie
przyciągałapowszechnąuwagę.Premierosobiściezleciłtęakcję—podprzysięgąmilczenia,nigdy
bowiemniemożnabyłowiedzieć,czywszystkonieskończysiękompromitacją.

Powodembyłniepodpisanyraportw„Times’ie”z4września1918roku,wktóryminformowanoo

tajemniczymzniknięciuprofesoraEdwardaHartfieldawDolnymEgipcie.Hartfielduchodziłzaodludka,
aletakżezakoryfeuszawswojejdziedzinie,odczasukiedyodczytałtablicezFajum,zbiórtekstów
hieratycznychzokresuXVIIIdynastii.

ZebranieodbywałosięwpomieszczeniuIntelligenceServicenanajwyższympiętrze;wyłożone

boazeriąścianyzawieszonebyłyoświetlonymimapamiimperiumbrytyjskiego,pośrodkustałdługi
ciemnystółifotele,którychojcemchrzestnymbył,zapewnezoporami,ThomasChippendale.Geoffrey
Doddszająłmiejsceprzywęższymkońcustołu,pobokachusiadłosześciuagentówiprotokolant,zawsze
obecnynategorodzajuzebraniach,orazstarszymężczyzna,któregowiększośćzebranychnieznała,
przerzucającyzwyczajemuczonychstospapierów.Dojednejztabliczaplecamipułkownika
przyczepionozdjęciairysunki.Doddszacząłswojewyjaśnienie,posługującsiętrzcinowymkijkiem
służącymdopokazywania.

background image

—TojestjedyneistniejącezdjęcieprofesoraEdwardaHartfielda,latpięćdziesiątcztery,ostatnio

zamieszkałegowBayswater,GloucesterTerrace,członkaprotestancko-pietystycznegoIowchurch,
żonategozMaryFisher;obojemająobywatelstwobrytyjskie.

Zebranigorliwienotowali.
Zdjęciemaprawdopodobniedwadzieścialat.WedługzeznańświadkówHartfieidwyglądadziśmniej

więcejtak:

—Doddspokazałrysunekukazującypomarszczonątwarzmężczyzny,starszego,niżbynato

wskazywałjegowiek.Hartfieldnosiłmałe,okrągłeokularywniklowejoprawieikrótkoprzystrzyżoną
bródkę.

—OstatnirazwidzianoprofesoraHartfieldapomiędzydwudziestymdrugimadwudziestymtrzecim

czerwca,dokładnieniedasiętegostwierdzić,wRaszid,miejscowościpołożonejwzachodniejdelcie
Nilu.
OkwalifikacjachHartfieldaniemuszęwamopowiadać,sąoneogólnieznane.Należałobymożetylko
zaznaczyć,żeniepracowałnazlecenieEgyptExplorationFundaniżadnejinnejorganizacjiopodobnych
celach.Hartfieidbyłprywatnymuczonym,miałznacznymajątek,któryodziedziczył,główniedomy
czynszowewBayswateriPaddington.JegokontawWestminsterBankMaiyleboneniezdradzająniczego
szczególnego,pozafaktem,żeostatniapotwierdzonajegopodpisemtransakcjapochodzizczwartego
kwietnia.Odtamtejporyniepodejmowanożadnychsumwjegoimieniu.

GerryPincock,mały,przysadzisty,młodymężczyznaodługichwłosach,jakienoszonozaczasów

królowejWiktorii,któregonazywanowyżłem,bowgryzałsięwswojesprawyjakpies,przerwał
pułkownikowiizapytał:

—Sir,czymożnawykluczyć,żetenczłowiekuległnieszczęśliwemuwypadkowi,żepadłofiarą

zbrodni,alboczyniezaszłojeszczecośinnego,coczyniłobynasząinterwencjęnieuzasadnioną?

—Tenproblemnasnieinteresuje—odparłDodds,wyraźniezirytowany.—Każdypodanyprzez

panapowódmógłbyćprzyczynązniknięciaHartfieldaiwobectegosprawaniemusiałabynas
interesować.Sąjednakpunktyzaczepienia,którerzucająnatenwypadekcałkieminneświatło.Proszęo
uwagę!

PodczasgdyDoddsmówił,jegociałowydawałosięrozluźnione,apotwarzyprzebiegałjakby

uśmiechszczęścia.Uwielbiałzaskakiwaćswoichwspółpracownikówproblemamiikażdenowezadanie,
zktórymmiałzapoznaćswoichludzi,wprawiałogowemfatycznynastrój.

Doddssiedziałwygodniewfotelu,ramionaskrzyżowałnapiersi,spoglądałtonastół,tonasufiti

ciągnąłdalej:

—WEgipcie,który—jakwiecie—znajdujesiępodprotektoratembrytyjskim,dokonujesię

każdegorokudoniosłychodkryć.Przypuszczam,żeznaciedziałwykopaliskwMuzeumBrytyjskim.
Naweteksperciniesąwstaniestwierdzić,czynajznaczniejszeodkryciazostałyjużdokonane,czyteż
właściwesensacjeczekajądopieronaodsłonięcie.Tenproblemdzieliarcheologów,nadwaobozy.
Jednitwierdzą,żewszystkiegrobyfaraonów,któredotychczasodkryto,zostałyjużwdawnvchczasach
obrabowane.Drugagrupajednakuważa,żeistniejągrobytakdobrzeukryte,iżzapomnianoonichjużw
czasachjedenastowiecznych.

BrakjakichkolwiekśladówfascynującejhistorycznejosobowościwstarymEgipcie,aletoniejest

całaprawda,boodwielulatodkrywanesątropy,którepozwalająsądzić,żetakaosobowośćistniała.
Jeślijednakjakiśbadaczwpadnienatakitrop,natychmiastwszelkieśladyznówsięzacierają.Ten
człowieknosiłimięImhotep.

WswymopisieImhotepaDoddsbyłtakkwiecistyidokładny,żeniektórzyspośródobecnychzaczęli

przewracaćoczamiizastanawiaćsię,czyprzypadkiemnieznaleźlisięnawykładziezegiptologii.

background image

CharlesWhitelock,muskularnySzkotzGlasgowokrzaczastychjasnychbrwiach,wreszcienie

wytrzymał,uderzyłpięściąwstółizapytał:

—Sir,czyniemoglibyśmywrócićdonaszegozasadniczegotematu?
Zirytowanytakimpośpiechem,Doddsstraciłwątek:
—PonieważdawniEgipcjaniegromadziliogromneilościzłotagróbImhotepamożezawieraćwięcej

złota,niżwynosząobecnezapasytegokruszcunaświecie.

Pincockzagwizdałprzezzęby.Terazzabrałgłosstarszymężczyzna,któregowiększośćobecnychnie

znałaiktórydotądmilczałJeśliwolnomisięwtrącić,chciałbympowiedzieć,żemożenienależałoby
kierowaćnaszejuwagigłównienazłoto.Wtekstachwciążjeszczeznajdujemywskazówkidotyczące
spraw,którychnierozumiemy,aktórychopispozwalaprzypuszczać,żedawniEgipcjanieposługiwalisię
naukowymimetodamiisystemami,umożliwiającymibudowaniepiramid,obeliskówowadzetysięcyton,
wycinanychzeskałitransportowanychnaodległośćtysięcykilometrów,atakżepozwalającymi
zaopatrywaćkrętegrobynagłębokościdwustumetrówwświatłoitlen.Gdybyznalezionogrób
Imhotepa,byłabytonaukowasensacja.

—ProfesorShelley—podjąłwątekDodds—jestspecjalistąodsprawstarożytnościegipskiej.

Słowem:gróbImhotepajestzbytważny,bypozostawićjegoodkrycieinnym.NażyczenierząduJego
KrólewskiejMościIntelligenceServicemaprzejąćinicjatywę.

Whitelockpierwszyzabrałgłos:
—Aktopozatyminteresujesiętąsprawą?Mamnamyśli,ktopróczHartfielda?
—Towłaśniejestpierwszyproblem—odparłDodds.—Niewiemy,komutasprawajestznana,czy

takżeinnesłużbywywiadowczeniąsięzajmują.Jednojestpewne,żedotądconajmniejdwiegrupy
próbowaływydrzećsobietoodkrycie:konsulbrytyjskiwLuksorze,MustafaAgaAyat—Doddswskazał
nadrugiezdjęcienatablicy—iszefpolicjiLuksoru,Ibrahimel-Nawawi,któregozdjęcianiemamy.
Obajnależądobandyhandlarzystarożytnościami,któramaznakomitekontaktyzarcheologami,byćmoże
takżebrytyjskimi.Pracujązrozmachem,jużrazomalnasniepokonali,aleniewzięlipoduwagęlady
Dawson.

GdyDoddswymieniłnazwiskopięknejlady,wpokojurozległysięszepty.WIntelligenceService

ladycieszyłasięwielkąsympatiąnietylkozpowoduswejmiłejaparycji;jejzdolnościwsłużbie
wywiadowczej,którewykorzystywałazkobiecąprzebiegłościąichytrością,byłyogólniecenione.To,że
pośmiercimężaspędzałażycienałodzipływającejpoNilu,przysparzałojejmożezazdrośników,alenie
wrogów.WposzukiwaniufragmentutablicywMuzeumBerlińskimladyDawsonomalnieprzegrała
wskutekpojawieniasięAyataiel-Nawawiego,izażądałaposiłków,którezainscenizowałynapadna
pociągjadącydoMonachium.WzwiązkuztymPincockzapytał,jakąrolęgrałyodłamkiowejtablicy,na
cootrzymałodpowiedź,żeHartfieldusiłowałodnaleźćposzczególnefragmenty,bospodziewałsię,że
znajdziewskazówkicodopołożeniagrobuImhotepa.—ProfesorShelley—dodałDodds—mógłby
panupowiedziećnatentematcośbliższego.

Profesorwstał,spokojnieporozdzielałkartki,któreleżałyprzednimnastolejakpodczasseminarium.
—PierwszeztychfragmentówodczytałemwMuzeumBrytyjskimpodczasmoichbadańnadnowymi

znaleziskamizRaszid,któreFrancuzinazywająRosettą.Kiedyodwaszychprzełożonychotrzymałem
informacjeokreślonejakotajne,dotycząceznanychtuczęści,mogłemzestawićnastępującytekst:

—Jakpanowiewidzą—dodałprofesor—koniecpierwszegoodcinkajestniekompletny,alechodzi

ozłotoiprawdopodobnieocoświęcej.Zresztypozostałotakmało,żeniedasięztegonic
wywnioskować.Możedalszeodłamkidadząnamwięcejwskazówek.

Profesorusiadł.Wśródagentówzapanowałabezradność.Niktniewiedział,comapowiedzieć.
—Ktojeszczesiętyminteresuje?—zapytałPincock.

background image

—Drugagrupa—rzekłDodds—wydajesięowielebardziejniebezpiecznaniżpierwsza.Chodzio

radykalnychnacjonalistów,którzymająlicznepowiązania.Aprzeciwnicy,którzydziałajązpobudek
politycznych,sązawszenajbardziejniebezpieczni.Nieznamyaniprzywódcyorganizacji,aniliczbyjej
członków.Wswymszaleńczymdążeniu,abyusunąćwszelkiecudzoziemskiewpływywEgipcie,nie
cofająsięprzedniczym.Dokonująnapadównaurządzeniabrytyjskie,wysadzająwpowietrzelinie
kolejoweizatapiająstatkinaNilu,abyzwrócićnasiebieuwagę;korzystająprzytymznajszerszego
poparcialudu,takżetrudnojestdonichdotrzeć.Wszędziewkrajumająswoichzwolenników,członków,
kryjówki,anajniebezpieczniejszaspośródtychrozproszonychorganizacji,niebezpiecznadlatego,żema
wswychszeregachnajinteligentniejszychigotowychnawszystkoczłonków,nosinazwęTadaman.
Szacujemyliczbęjejczłonkównakilkusetaktywistówikilkatysięcysympatyków.Jakoznak
rozpoznawczymająrysuneksiedzącegokota,takijakispotykasięwtekstachhieroglificznych.Dlaczego
wybralisobietakiwłaśnieznak,niewiadomo,alemógłbytobyćkluczdopochodzenialubcentrum
dowodzeniatejorganizacji—jesttojednaktylkohipoteza,nicpozatym.

Doddszamilkł.Wokółpanowałacisza.
—Sir!—PodłuższejchwilipierwszypodjąłwątekPincock.—Jeślidobrzepanazrozumiałem,

mamytudoczynieniazcałymszeregiemniewiadomych.Nietylkonieznamyprawdziwegopowodu
naszychdociekań,alenieznanenamjestmiejscecałegozdarzenia,liczbabiorącychwnimudział,
rozmiarryzyka,któresięzatymkryje.

—PaniePincock!—oburzyłsiępułkownik.—Niejesteśmynauniwersytecie,leczwtajnejsłużbie

JegoKrólewskiejMości.—Jegopogodnadotychczastwarznaglespochmurniała,pojawiłysięnaniej
zmarszczki,wobecczegoprzywołanydoporządkuprzyjąłodpowiedniąpostawęiodpowiedziałpo
wojskowemukrótkoizwięźle:

—Takjest,Sir!
WybuchygniewuDoddsasiałypostrach.Pincockwiedziałdobrze,cooznaczawyraztwarzy

pułkownika:anikrokudalej!OileznałGeoffreyaDoddsa,tendawnojużopracowałplandziałania,który
określałzasięgdalszejakcji,awszystkimbiorącymwniejudziałwyznaczałokreślonecelewedług
ustalonychreguł;ilepiejbyłotrzymaćsiętychreguł.IstotniePincockniemusiałdługoczekać.Dodds
zacząłrozwijaćswojąstrategię.

Wychodzączzałożenia,żeHartfieldbyłuwikłanywsprawębardziejniżwszyscyinni,należypodjąć

tropprofesora.Wtymceluzałogamusisięrozdzielić,jednapołowa(dalejokreślanajakoA),wspierana
przezprofesoraShelleya,powinnawszcząćposzukiwaniawAnglii,druga(zwanadalejB)niechtropi
śladywEgipcie.Wraziegdybynieznalezionoposzukiwanegolubjegomałżonki,należysię
zainteresowaćświadkami(przyjaciółmi,znajomymi,ludźmi,którzysięznimisporadycznie
kontaktowali),ajeśliitoniedarezultatów,należyrozszerzyćposzukiwanianapublikacje,dokumentyi
pisemneślady,którepozostały.Gdybywczasieposzukiwańwyłoniłysięnowe,dotądnieuwzględnione
informacje,zwłaszczadotycząceugrupowańpolitycznych,wskazująceprzedewszystkimnaegipskątajną
organizacjęonazwieTadaman,należyzameldowaćotymcentrali,atazkoleimaobowiązekprzekazać
wiadomośćdalejwszystkimagentombiorącymudziałwakcji„faraon".

PunktemdowodzeniadlagrupyAidlawszystkichakcjiwWielkiejBrytaniijestcentralaIntelligence

Service,VictoriaEmbankment,adlaEgiptu—łódź„Izis"ladyDawson,przystańwLuksorze.GrupyAi
Bzostanąwyposażonewjednakoweśrodkifinansoweibędąmiećjednakowekompetencje,będą
upoważnionedoposługiwaniasiębroniąwokreślonychokolicznościach,będąmogłykorzystaćz
instytucjipaństwowych,podającfałszywenazwiska.Wwypadkuzdemaskowaniaprzedsięwzięcia,
uwięzienialubaresztowaniaktóregośzczłonkówniewolnozdradzićtożsamościdanejosobyanijej
zadańwramachakcji.

background image

Świadomypowagizadania,pułkownikwyprostowałsięwfotelu,spoglądałztriumfalnąminądokoła

siebieimówiłpowoli,podkreślająckażdesłowo:

—Moipanowie,stanowicieelitęimperium,którepanujenadpiątączęściąświata,atajnasłużbaJego

KrólewskiejMościjestnajlepszanaświecie.Proszęotymniezapominaćpodczascałejakcji.

Podczasgdypułkownikmówił,wszedłgoniecipołożyłnastoleprzedDoddsemjakąświadomość.

Doddsnajpierwzirytacjąodsunąłpapiernabok,potemjednakzacząłczytaćjednymokiem,przyczym
stawałsięcorazbardziejniespokojny,zacząłsięwiercićnafotelu.

—Właśnieprzedchwilą—powiedział—otrzymałemnastępującąwiadomośćodladyDawsonz

Luksoru:Ustópwędrującejwydmy,trzymilenawschódodSakkary,znalezionozmumifikowanezwłoki
kobiety.ChodzituprawdopodobnieoMaryHartfield,żonęprofesoraEdwardaHartfielda.Wskazówką
codojejautentycznościjestlistzaadresowanydoMaryHartfield,znalezionywubraniukobiety.Nosion
datę4października1918ipodpisanyjestinicjałem„C”.Wliścienawiązujesiędoodciskukamienia,
którymazostaćprzekazanyzasumę10000funtów.Miejscespotkania:hotel„Savoy”,Kair.Data
przekazania:12października,godzina11.

—Ktotojest„C”?—zawołałPincockpodniecony;wpokojuzapanowałniepokój,wszyscymówili

jednocześnie.

PułkownikowiDoddsowiztrudemudałosięprzekrzyczećswoichludzi.
—Widzicie,moipanowie—rzekł—mamytuwyraźniedoczynieniazkolejnąkonkurencją.

ZKAIRUWDÓŁNILU

LiczbamiesięcyuBoga:dwanaściemiesięcyzaznaczonychwKsiędzeBoga
wdniu,kiedyOnstworzyłniebiosaiziemię.Wśródnich—czteryświęte.
Tojestreligiaprawdziwa.
Przetonieczyńciesobieniesprawiedliwościwtychmiesiącach
izwalczajciebałwochwalcówwcałości,takjakoniwaszwalczająwcałości.
Wiedzcie,iżBógjestzbogobojnymi!
Konin,suraIX

*

Niebyłobyzgodnezprawdą,gdybyśmystosunekmiędzyOmaremaNagibemek-Kassaremnazwali

przyjaźnią.CoprawdażycieOmarapogwałtownymuwolnieniuzwięzieniawojskowegowIsmailii
przybrałonieoczekiwanyobrót,aleichstosuneknadalbyłwspólnotązceliiOmarkorzystałz
przywilejówjedyniezewzględunapiętnonalewymramieniu,któregopochodzenieterazstałosiędla
niegojaśniejsze,przyczynanatomiastdalejtonęławmroku.Chociażwielkawojnaprzetrwałaich
ucieczkętylkookilkatygodni,aniesłusznieprzypisywaneimzbrodniebyłyaktualnejedyniew
warunkachwojennych,OmariNagibniewiedzieli,czyWarOfficenadalichposzukuje,iuważaliza
wskazanenaraziezniknąćzpolawidzenia.

NiemainnegomiastanaświecieopróczKairu,gdzieczłowiekmożeżyćiumrzećnierozpoznany.

KażdegodniagdzieśpomiędzyMokkatamadworcemzawalasięjakiśprzeludnionywąskiblok
mieszkalny,grzebiącpodsobąsetkibezimiennychludzi,nigdzieniemeldowanych,którychniktnieznał.
Kolejnepokoleniabowiem,kiedyzachodzipotrzeba,bezzezwoleniabudujądodatkowepiętra,aż
wreszciesłabefundamentyniewytrzymująciężaru,belkiicegłysiępoddająidomsięwali.Takwięcdla
obutowarzyszyniestanowiłotrudnościukryciesięwzrujnowanymdomuczynszowymwjednejz
bocznychulicShariaAssalibapomiędzymeczetemIbn-TuluameczetemsułtanaHassana,wcieniu

background image

cytadeli.Tam,dziękipomocynieznanegoimczłonkaTadamana,wynajęlidwamałepokoikinaszóstym
piętrzezwidokiemnatyłykamienicy,któraniczymnieróżniłasięodichkamienicy,astałatakblisko,że
mimowoliczłowiekstawałsięświadkiemżycialudzizprzeciwka,łączniezprzekraczaniemświętych
nakazówposturamadanu.

ChociażOmarbyłodurodzeniadzieckiemtegomiasta,czułsięnieswojowtejprzeludnionejokolicy,

gdzieludzieżylijaktermitylękającesięświatładnia,alewprzeciwieństwiedonichniemieli
możliwościchoćrazwznieśćsięwpowietrze.Omarczułsięźlewbrudnym,zaniedbanymlabiryncie
malowniczegoStaregoMiastawewschodniejczęści,gdziestaleunosiłsięzapachkurzuifekaliów,a
przedewszystkimzapachbiedy.

TutajEgipcjanieżylijakprzedwiekami,chodzilitaksamoodzianiibylitaksamobiedni.Mielitakie

samemałeradości,któreograniczałysięprzeważniedozadymionychkawiarnizmałymistolikami
wystawionyminaulicę,gdziewystarczyłydwapiastry,byodpędzićnudędłużącegosiępopołudnia.W
domuniebyłokanalizacjiioczywiścienieprzestrzeganożadnychzasadhigieny.Odczasudoczasu—
raczejrzadko—mężczyźni,abysięwykąpać,szlidopodziemiaHammamu;kobietyniedopuszczały
wodydoswoichciał,nosiłyzasłonynatwarzachiregularnierodziłydzieci,którymprzeznaczonebyło
życietakiesamojakich,wtakichsamychkrętychzaułkach.

Możnabypomyśleć,żeOmarapociągałożyciewinnymKairze,wzachodniejczęści,podrugiej

stronieNilualboprzyBahral-A'ama,życiewwillachipałacachwdzielnicyAl-GamaleyaalbowDarb-
el-Masmat,gdzieprzyszedłnaświatkedywIsmail.Tamwubiegłymstuleciuimigranciwłoscy,greccy,
maltańscy,francuscyibrytyjscywprowadzilizachodniebudownictwoistylżyciaizamieniliwyspęNilu
—doczasubudowytamyasuańskiejrokroczniezalewanąbrunatnymszlamem-wogródbotaniczny,w
ekskluzywnyklubtenisowyitorwyścigowy.Stałytutajbiałotynkowanewspaniałebudowle—kolor,
którywinnychdzielnicachmiastaprowokowałby,podobniejakmodlącysięwmeczecieczłowiek,który
niezdjąłbyobuwia—towarzystwaokrętoweprześcigałysięwreklamachswoichusług,nawołującza
pomocąogromnychplakatów
dozamawianiaprzejazdówpierwsząklasą,bankiobiecywałydyskrecjędziękiswymprzyciemnionym
szybom,awhotelach„Shepheard”czy„Semiramida”apartamentyzwidokiemnaNilkosztowałytrzy
razytyle,ilewynosiłarocznapensjabiałoubranychportierów.

AletenświatrównieżniebyłświatemOmarailudzie,którzyprowadzilitamluksusoweżycie,nie

budziliwnimzazdrościanipodziwu.Urodziłsięnaskrajupustyniprzedbramamimiastaipotrzebował
bliskościpustyni.Upałwdzień,chłódwnocy,niezmierzonyhoryzontnazachodzieigłosy,któregubiły
sięwtejdali—tobyłświatOmara,światktórygopociągał.Alejaktuucieczwielkiegomiasta?

Nagibuważał,żetylkowwąwozachulicKairu,gdziekażdyczłowiekegzystowałniejakojednostka,

leczzwielokrotniony,bowszyscybylidosiebiepodobni,żetylkotusąbezpieczni.Omarzrozumiał,że
powrótdoLuksorujestniemożliwy,aleteżniechciałtupozostać.Nagibdoradziłmu,abyostrzygłsobie
krótkowłosyizapuściłbrodę,cobardzozmieniałojegowygląd,lubiłteżubieraćsiępoeuropejsku.

PewnegodniaudałsiędoGizy,którąopuściłprzedośmiulaty,alektórejnigdyniezapomniał.
Jesteśmyskłonniosądzaćłaskawieprzeszłość,ponieważmechanizmnaszejduszywypychazżycia

wszystko,coprzykre,złeiokrutne,lubprzynajmniejprzyoblekawjaśniejszebarwy,aleOmarniemusiał
niczegozapominać.Ustóppiramidspędziłprzecieżnajpiękniejszelataswegożycia,jegoświatsięgałod
jednegohoryzontudodrugiego.Niewiedział,coznajdujesiędalej,iwcalegotonieinteresowało.

NaulicyPiramid,prowadzącejzKairudoGizy,kursowałyterazautobusy,trzeszczące,czarno

dymiącepotwory,którewyparłykońskiepowozy,bobyłytańszeiszybsze.Hotel„MenaHouse”,kiedyś
zakazanyrajmałegochłopca,niestraciłniczeswegokolonialnegocharakteru.Wciążjeszczeprzed
wejściemczekalipoganiaczewielbłądów,głośnozachęcającpotencjalnychklientów.

background image

—PolishingSir,polishing!
Omarniezauważyłmałego,niepozornegoczłowieczkauswoichstóp;spoglądałterazzaskoczonyna

mikasahabeznogi,któryuśmiechającsiężyczliwiewyciągałkuniemuszczotkędobutów:

—Polishing,Sir!
—Hassan!—zawołałOmarzaskoczony.—Poczciwy,staryHassan!
Uśmiechnatwarzykalekiustąpiłwyrazowiwahającejsięniepewności;starzecprzezchwilęnie

wiedział,czymaudawać,żepoznajeobcegomężczyznę,czyteżpoprostuzapytać,kimjestorazgdziei
kiedysięjużspotkali.

Omarzrozumiałjegowahanie,ukląkłnarozgrzanymbruku,położyłHassanowirękęnaramieniui

rzekł:

—JestemOmar.Czyprzeztelataażtaksięzmieniłem?
Wówczasstaryznówodzyskałżyczliwyuśmiech,otarłrękawemnosiodparłzwahaniem:
—Omareffendi,żeteżAllahpozwoliłmidożyćtegodnia!—Iniezważającnastojącychobokludzi,

padlisobiewramiona.

—Omareffendi—powtórzyłstary,potrząsającgłową.—Częstootobiemyślałem,miałemwyrzuty

sumienia,żewtedysprzedałemcięzadziesięćpiastrówobcemuAnglikowi.

Omarsięroześmiał.
—Tobyłdobryczłowiek,jaknaAnglika.Nauczyłemsięuniegoczytaćipisać,atakżemówićpo

angielsku,zarabiałem;alepotemwybuchławojnainaglewszystkosięzmieniło.

Hassanschowałswojeszczotkidopudełkaozdobionegokoralikamiirzekł:
—Musiszmiwszystkoopowiedzieć,effendi.
Omarwziąłpudełkoiobajposzlidoogroduhotelu„MenaHouse”.Służącegohotelowego,który

chciałimzagrodzićdrogę,Omarobrzuciłtakordynarnymiangielskimiwyzwiskami,żeten,kłaniającsię,
uciekł.
Ażdogodzinnocnych,dopókisłońceniezaszłozaWielkąPiramidę,Omarsnułswojąopowieść,niczego
niepomijając.Nietylkodlatego,żeufałtemudobrotliwemukalece,aleczułdoniegoprzyjaźńizaufanie
jakdoojcaimiałwrażenie,żeHassankochagojaksyna.

Pozatympodziwiałtegomikasahajakdawniej,podziwiałjegosiłężyciową.Hassannależałdo

owegorzadkiegogatunkuludzi,którzy—mimożeżycieichnierozpieszczało—nienarzekają,choćna
pewnoniesąszczęśliwi,którychopanowaniemożesłużyćzaprzykładowymmizantropomdelektującym
sięciosami,jakiezadajeimlos.Interesująsięonitylkosobą,odnosząsięnieufniedoinnychizanudzają
ichnarzekaniemnawłasnąniedolę.Litującsięnadsobą,przyjmująjałmużnęniedlatego,żejestim
potrzebna,leczdlatego,żepodkreślawielkośćichnieszczęścia.

Hassanbyłzbytdumny,byżebrać,brałzapłatęzaswojąpracę,nienawidziłjałmużnyizdumą

opowiadałhistoriębogategoŻyda,któryprzedhotelemrzuciłmupięćpiastrów,chcączrobićdobry
uczynek,jaktegowymagajegoreligia.Hassanschwyciłmonetęiodrzuciłjązpowrotem,wołając,bydał
jąbiedakowi.

KiedyOmarskończyłswojąopowieść,Hassanmiałzatroskanąminę.
—Tadaman?Tadaman?—powtórzyłkilkakrotnie.—Nigdyotymniesłyszałem.Ale,naAllaha,to

nieznaczy,żetakaorganizacjanieistnieje.Wolałbymnawet,żebyistniała,bonasznaróddoznajewielu
krzywd.Aleuważaj,boBrytyjczycystosująprawaiporządki,któresamiuważajązasłuszne,aktóre
wcaleniesązgodneznaszymipojęciami.Jeślicięznajdą,tonieominieciękara.

—Zmieniłemswójwygląd—powiedziałOmar.—Kiedyranospoglądamwlustro,samsiebienie

poznaję,adlaBrytyjczykówwszyscyEgipcjaniewyglądająjednakowo.

—ModlęsiędoBogaWszechmogącego,abyśmiałrację.

background image

Omarskinąłgłową.
—OwielebardziejniebezpiecznywydajemisięTadaman,którysiłąwłączyłmniedoswoich

szeregów.Przyznaję,żeczasemobawiamsięmoichwłasnychludzi.Oniuważają,żemamwobecnich
zobowiązania,bouwolnilimniezwięzienia.Jużnosiłemsięzmyślą,byuciec,aletoryzykowne.
Tadamanmawszędzieswoichszpiegów,ipodczasgdyAnglikmawypisanenatwarzy,żejestpoddanym
JegoKrólewskiejMości,poEgipcjaninieniewidać,żenależydoTadamana.Aprzytymtowszystkojest
prawdopodobniepomyłką...

PodrodzeOmarspojrzałprzelotnienachatę,wktórejspędziłpierwszelataswegożycia.Jego

przyrodnibraciasprzedaliniewielkieobejścierazemzwielbłądamiipojechaliszukaćszczęściaw
dużymmieście.OkołopółnocyOmarwróciłdoKairu.ShariaAssalibatętniłaruchliwymżyciem,
sprzedawcykawybalansowaliztacami,przedzierającsięprzeztłum.Pachniałoorzeszkamiziemnymi,
którechłopcyprażylinarogachulicwpuszkachpokonserwachimarmoladzie,chłopcyodpiekarzy
roznosilinagłowachpieczywo,apośródnichdziwkiwkażdymwiekuzwracałynasiebieuwagę
mlaskaniem.

Wkawiarni„Royal”narogudomu,gdziemieszkałOmarigdziewystawionenaulicęstoliki

zagradzałydrogęprzechodniom,OmarujrzałNagiba,któryzożywieniemzkimśrozmawiał.

NagibprzedstawiłswegorozmówcęjakoAlegoibnal-Husseina;byłtochudymężczyznaoostrych

rysachtwarzyisiwych,kręconychwłosach,pochodziłzLibanuihandlowałkorzeniami.Alimiałmałe,
chytre,niecopodstępneoczy—takiewkażdymraziezrobiłwrażenienaOmarze.Kupiec,tak
przedstawiłNagibnieznajomego,madlanichkorzystnąpropozycję,akiedydojrzałnieufnośćwtwarzy
Omara,dodałuspokajająco,zasłaniającustadłonią,żeal-Husseintakżenależydoorganizacji,więc
Omarrozumie...

Zlecenie,któremiałokażdemuznichprzynieśćpopięćdziesiątfuntówizwrotwszelkichkosztów,na

pierwszyrzutokaniewyglądałoryzykownie.NagibiOmarmielipopłynąćstatkiemwgóręNiluiw
AsuanieczekaćnakarawanęzSudanu,którabyławdrodzezChartumuiwiozłakorzenie.

Omarspontaniczniesięzgodził.Szansawydostaniasięzchaosuwielkiegomiastausunęławszelkie

wątpliwościcodozamiarówAlegoibnal-Husseina.Młodośćibrakdoświadczeniaodsuwałynabok
wszelkieskrupułyibudziłyufność,cechę,któraszczególniecharakteryzowałaOmara.Chociażumiał
sobieradzićzludźmi,zamałosięnanichznał,apogodnanatura,radośćżyciainiespokojnyduchjuż
niejednokrotnieokazywałysięjegosłabymistronami.

Nagib,choćstarszyodniego,niebyłdlaOmaraoparciemanipomocą;przeciwnie,wokresie,kiedy

piłwhisky—azdarzałosiętoczęściejniżokresyabstynencji—Omarmusiałhamowaćjegopociągdo
alkoholuizabraniaćmugadanialubodciągaćgoodobcychludziwimięichwspólnegobezpieczeństwa.
Dawnojużichstosunekwszedłwstadium,kiedywspólnotazamieniłasięwnieufność,apatriotyzmstał
sięjedynymwyznacznikiemichwspólnegożycia.Oddawnajużniewykonywaliżadnegoregularnego
zajęcia,popierwsze,zestrachu,żektośodkryje,kimsą,podrugie,Nagibbyłzdania,iżTadamannie
pozwolizginąćswoimczłonkom.

Czytozleceniepochodziłoodorganizacji,czybyłoprywatnąsprawąHusseina—tegoOmarani

Nagibniezdołalistwierdzić,ponieważLibańczyk,zaledwiewytłumaczyłim,ocochodzi,zniknął,
pozostawiająckopertęzupoważnieniamiipewnąsumępieniędzy.Wjegozachowaniubyłocoś,conie
znosiłosprzeciwuicopowstrzymywałoobutowarzyszyodzadawaniapytań.Siedemnastegotego
miesiąca,oznajmiłHussein,będzietunanichczekałwporcie.

Wpapierach,którepozostawiłLibańczyk,OmariNagib,kuswemuzdumieniu,nieznaleźliadresu

Husseina,leczswójwłasny;aleobiecanapremiaimożliwośćopuszczenianadwatygodnieponurego
mieszkaniarozwiaływszelkiewątpliwości.Awięczamówilioddzielnedwa,byniebudzićpodejrzeń,

background image

miejscanastatkupocztowymdoAsuanu,którybyłwyposażonywniewielkiekabinyzpiętrowymi
pryczami.

Starystatekpocztowy„Bedraschein”miałszerokiekołałopatkowe,wysokikomin,któryrozszerzał

sięugórywkształttulipana,inatrzechpokładachmieściłsetkępasażerów.Wciemnymkadłubiestatku
przewożonopocztę.Zażelaznymikolumnamiarkad,którechroniłyprzedsłońcem,znajdowałasię
jadalniazwyplatanymimeblami;korzystalizniejgłównieAnglicy.

OmariNagibmieliwszelkiepowody,byunikaćtegopomieszczenia.Przeważniespędzaliczasna

środkowympokładzie,gdziestałydrewnianeławkijakwprzedzialekolejowymtrzeciejklasy.Tutaj
tubylcyjadalito,cozabralizesobą,rozmawiali,graliwkarty,spalialbopoprostupatrzylinawody
Nilu.Tutajobajmogliczućsiębezpiecznie,alemimotowoleliniepokazywaćsięrazem.

Ponieważnocnierozpędziłajeszczeżarudnia,Omarwolałpozostaćwniszytylnegopokładuitam

drzemać.Ośnieniebyłocomarzyć.MinęlijużSamalut,okołopółnocystatekmiałzawinąćdoMinii.
Gwiazdy,którenocąnaNiluwydająsiępołożonetakbliskoczłowiekajaknigdzieindziej,wprawiły
Omarawstanpobożnegozamyślenia;uroktejchwilisprawił,żechłopiecnakrótkozapomniałoswoim
losie.

GłosydwóchAnglikównagórnympokładzieprzywróciłyOmaradorzeczywistości.Jakdługo,

myślał,matakżyćjakbezdomnykundel,wciążuciekającprzedzakazami,bezdomu,wydany
Tadamanowiijegosiepaczom.Zadanie,jakiemiałwłaśniewykonać,niesprzyjałozmianiejego
stanowiskawobectejorganizacji,przeciwnie.Zawszeodczuwałstrachprzedwszystkim,conieznanei
bezimienne,niebałsięnatomiast,kiedymiałprzeciwnikaprzedsobą.WogóleOmarmiałzamiar
odłączyćsięodNagiba,atymsamymodTadamana.

Myślitezostałyzakłóconeprzezurywkiangielskichsłów,któredochodziłyzgórnegopokładu,na

razieniebudzączainteresowaniaOmara,alewkrótceobajrozmówcyzaczęlisiękłócić,atonich
rozmowyuległzmianie,takżemimowolistałsięświadkiemwymianyzdań.Jedenmężczyznazarzucał
drugiemubezczelnieigłośnogłupotęinieostrożność,używającprzytymordynarnychwyzwisk.

Wktórymśmomencietejzajadłejsprzeczkinagórnympokładziepadłonazwisko,którerozbudziło

uwagęOmara:Hartfield.NarazOmarstałsięczujny.Ichoćnaraziewątpił,czychodziozaginionego
profesora,topochwilijegoprzypuszczeniastałysiępewnością:obajAnglicyszukaliprofesoraEdwarda
Hartfielda.

Niespodziewanieprędkoudałosięjednemuznichułagodzićdrugiego,takżeOmarmógłtylkoz

trudemśledzićdalszyprzebiegrozmowy.Zwyrywkowychsłówrozumiałtylkotyle,żeobajjadądo
Luksoru;padłoprzytymnazwiskoCartera.

Omarzadziałałszybko.Pobiegłdoswejkabiny,włożyłkapeluszoszerokimrondzie,któryodczasu

pobytuwKairzebardzopolubił,iwszedłpostromychżelaznychschodachnagórnypokład,gdzie
przechadzałsię,udającznudzonego,lubprzystawałnakrótko,jakbymarzycielskozapatrzonywnoc.W
tensposóbzbliżyłsię,niebudzącpodejrzeń,doobumężczyzn.

Jedenznichbyłniskiimiałdługiewłosy.Jegoruchybyłynerwowe,stanowiłprzeciwieństwo

drugiego,człowiekaspokojnego,wstarszymwieku.GdyOmarsiędonichzbliżył,raptownieurwali
rozmowę,takżechłopiec,przyjrzawszysięimdokładnie,odszedł.

Popółnocy,kiedystatekwśródgłośnychuderzeńkółihałasuludzizacumowałwMinii,zaspany

Nagibwynurzyłsięzkajuty.Omardałmuznak,żemamucośważnegodozakomunikowania.Przyglądali
sięobojętnymwzrokiemmanewromstatkuwporcie.WistociezaśOmaropowiadałotym,cousłyszał.

Nagibnatychmiastotrzeźwiał.
—DwóchAnglików,powiadasz?Omarskinąłgłową,nieodwracającwzrokuodbrzegu.—Jeden

okołotrzydziestki,drugimachybadwarazytyle.

background image

—IchcąwysiąśćwLuksorze?
—Takzrozumiałem.
—KiedybędziemywLuksorze?
—Jutrorano.
PodługiejprzerwieNagibrzekł:
—Zdajemisię,żemyślimyotymsamym.
—Uważasz,żepowinniśmyśledzićtychAnglików?
—Tak.
—Anaszezadanie?
Nagibrozejrzałsiędokoła,czyniktichnieobserwuje,alewtymtłokuizamieszaniuichrozmowanie

zwracałaniczyjejuwagi.

—Musimysięrozstać—rzekłNagib.—Jedenznaspojedzie,jakbyłoumówione,doAsuanui

przejmieładunek,drugiudasiętropemAnglików.SpotkamysięwKairze.

NazajutrzzranaOmarpierwszyopuściłstatekzbagażem.Przedsięwzięcieniepozbawionebyło

ryzyka.Omarmusiałuważać,byniktgoniepoznał.Przedewszystkimniepowinienzwrócićnasiebie
uwagiAnglików.Podosłonądrewnianejbudyobserwował,jakAnglicyschodzązpokładu.Każdyznich
ciągnąłdużystaroświeckikuferitłumok,jakbymielizamiarpozostaćtudłużej.

Omarspodziewałsię,żeprzyjedzieponichpowózzjakiegośhotelu,aletaksięniestało.Anglicy

czekali,ażludziesięrozejdą,odrzucilipropozycjędorożkarza,wreszcieposzlidopromu,któregożagle
trzepotałynaporannymwietrze.TerazwpierwszymblaskusłońcaOmarpoznał,żewyższymężczyzna
jestowielemłodszy,niżtowyglądałowmroku.Drugimiałczerwonawąjasnącerę,cozdradzało
irlandzkiealboszkockiepochodzenie,aprzynajmniejwskazywałonaszybkiekrążeniekrwi.

Wobecfaktu,żenadrugibrzegNiluniedałosięumknąć,chybażeobajAnglicymielibyzamiarudać

siędoChargaalbodojakiejśoazynaPustyniLibijskiej,OmarnawetniepróbowałichśledzićUznałcel
ichwyprawyzaszczęśliwąokoliczność,będziemułatwoichobserwować.Dokądmoglizmierzać:
przypuszczalniedoel-Kurna,amożedoDerel-Medina,albomożeczekałnanichCarter,którego
nazwiskowspominali.

PobytwLuksorzestanowiłdlaOmaraniemałeryzyko.Musiałsiępilnować,bygonierozpoznano,i

dlategonarazieprzerwałtropienieobuAnglików,pragnącskoncentrowaćsięnawłasnym
bezpieczeństwie.Gdystatekodpłynął,Anglicyzaśprzeprawilisiępromem,Omarwziąłswójworeki
ruszyłwkierunkustacji,bywynająćpokójwjednymztanichhoteli,którychbyłotuwiele.

Powstałaprzytymsytuacja,którapóźniejwydawałasięniejasna.Aleczywłaśnieto,coniepojęte,nie

decydujeonaszymżyciu?GdyOmarmijałstaryhotel„Edfu”,który—odkądgowidziałostatnio—
wcalesięniezmienił—możetylkodrewnianaaltanaprzedwejściembardziejspróchniała—poczuł
naglenieprzezwyciężonąchęćujrzeniapochylonegostarca,właścicielahotelu.

Wewnątrzwszystkobyłojakkiedyś.Jakdawniejwwąskimkorytarzuodpadałaześcianzielonafarba,

atablicazkluczamiwisiałanadawnymmiejscu.Zaladąsiedziałotyłyłysymężczyzna,którynapytanieo
właścicielaodpowiedział,żetoonjestnowymwłaścicielemiczymmożesłużyćobcemupanu.Na
pytanie,czymawolnypokójiiletakipokójkosztuje,grubasodpowiedział,żeterazniejestsezon,więc
Omarmożewybierać,acodoceny,tonapewnodojdądoporozumienia.

Omarzdecydowałsięnapokójnapierwszympiętrze,wktórymkiedyśmieszkałdziennikarzWilliam

Carlyleiktórywporównaniuzinnymipokojamirobiłlepszewrażenie.DoksięgigościOmarwpisał
nazwisko
Hafizel-Ghaffar,ShariaQuadri4,Kairo,nazwiskowłaścicieladomuwKairze,iulicę,którabyła
oddalonaokilkadomówodtego,wktórymmieszkał.Sądził,żewtensposóbbędziejakotako

background image

bezpieczny.

Teraznależałopomyśleć,wjakisposóbzbliżyćsiędoAnglików.Omarprzypomniałsobierozmowę

Anglikównapokładziestatku,którejbyłświadkiem,imiałprzytymwrażenie,żeobajmężczyźniwcale
niesąarcheologami.ZnałarcheologówzkilkuletniegopobytuuprofesoraShelleyaiwiedział,jakim
językiemmówią.TylkoczegoonichcieliodHartfielda?

Omaropadłnałóżko,założyłręcepodgłowęispoglądałnaprzeciwległąścianę,naktórejniegdyś

białetapetybyłyterazmozaikąrysunkówpornograficznych,deklaracjimiłosnych,imionangielskichi
arabskichirachunkówhotelowych.Omarsięzastanawiał:ProfesorHartfielduchodzizazaginionego.
Czyjegozniknięciemiałojakiśzwiązekzfragmentamitablicy,októrejmówiłNagib?Zachodzątudwie
możliwości:AlboHartfieldszukałdalejpotajemniegrobuImhotepa,alborywalizującagrupa
przywłaszczyłasobieinformacjeiusunęłaprofesora—porwała,uwięziła,zabiła.Alebyćmoże
Hartfieldniezdradziłtego,cowiedział,możepotrzebnyjestterazbardziejniżkiedykolwiek,możeci,
którymzależałonaprofesorze,tobyliwłaśnieowitajemniczyAnglicy?

Pogrążonywtychrozmyślaniach,Omarnaglezdałsobiesprawę,żeionzmierzadojakiegoś

mrocznegolosu,losuludzipołączonychjakbyjednymłańcuchemwydarzeń,mającychtensamcelprzed
oczami.

OmarmiałochotęodszukaćprofesoraShelleya,aleniewiedziałnawet,czypowojniewróciłdo

Egiptu.PozatymwydawałomusięzbytryzykownenawiązywaniekontaktówzBrytyjczykami.Shelley
wprawdziewieledlaniegozrobił,Omarbyłmuzatowdzięczny,ichstosunekwybiegałznaczniepoza
stosunekpanaisługi.Alewobeczarzutu,jakiodpółrokuciążyłnaOmarze,niebyłopewne,jakprofesor
bysięzachował.ShelleybyłBrytyjczykiem,aOmarznajdowałsięnaliściegończejbrytyjskiej
prokuratury.

PierwszekrokiOmaraprowadziłydoprzewoźnika,któryprzewoziłobuAnglikównadrugibrzeg

Nilu.Zaznacznybakszyszprzewoźnikprzypomniałsobie,żezawiózłobudołodzimieszkalnej„Izis”,
należącejdopewnejwytwornejangielskiejlady.Zdradziłtakże,iżMr.CarterdokonałwDolinieKrólów
wielkiegoodkryciaiznalazłzłotoidrogocennekamienie,takwkażdymrazieopowiadająludziezel-
Kuraa,aleniktjeszczeniewidziałtegoskarbu,bowejściedopieczaryzostałozasypaneiustawionotam
strażnikówpilnującychterenudzieńinoc.Opowieścitegorodzajukursującoprawdaodpoczątku,od
kiedyCarterwybrałsamotnądolinęjakocelżycia;abyłotodwadzieścialattemu.

Słońcezaszłozałańcuchgórizalałoskałybladąliliowąbarwą.Omarkazałsięprzewieźćnadrugą

stronę,alewysiadłniecodalejodprzystaniiostatniodcinekdrogidołodziprzebyłnapiechotę.
Zatrzymałsięwpewnejodległościiczekał.Nałodzizapalonolampy.Teraz,podosłonąmroku,Omar
mógłsięodważyćpodejśćbliżejdołodzibezobawy,żezostaniezauważony.Przeznawpółotwarteluki
docierałydoniegourywkiożywionejrozmowypomiędzyobumężczyznamiakobietą.Wkambuzieztyłu
przygotowywanoobiad.Omarwywnioskowałtozodpadkówkuchennych,którektośwyrzucałprzez
okno.KucharzprowadziłożywionąrozmowęzdrugimEgipcjaninemnapokładzie;nazywałsięGihan,od
czasudoczasuznikałwkambuzieiwracałzjakimiśrzeczami.Teraz,kiedyupałustąpiłmiłemu
chłodowi,białopomalowanedeskiłodzitrzeszczałyijęczały;Omarwykorzystałtęokazję,bynie
zauważonywejśćpotrapienałódź.Tamnaczworakachdostałsięnagórnypokład,gdzieukryłsięza
dwiemadużymibeczkami,służącymijakozbiornikiwodyiskądmiałwidoknasalonłodzi.

Żaluzjebyłyopuszczone,aleprzezszparywentylacyjneOmarpoznałobuAnglików.Siedzieliprzy

długimstolepośrodkupokojunadmapą;naprzeciwkonichladywdługiejbiałej,arabskiejszacie;włosy
miałaukrytepodchustą.Wśródnichkręciłsięrudykotprzypominającytygrysa.Niższyspośróddwu
mężczyzn,oimieniuGeny,rysowałliniełącząceposzczególnepunktynamapieizaznaczałkółkamiróżne
miejscowości,drugimężczyznanatomiastgorliwienotował.

background image

Trwałodłuższąchwilę,nimOmarzorientowałsięwrozmowie.Głównymtematembyłobezimienne

miejsce,gdzieznalezionozwłoki,gdzieśwdelcieNilu;wedługrysunkuGerry’egomiejscetomiało
związekzrozmaitymimiejscowościamiwDolnymEgipcie,atakżecośwspólnegozposzukiwaniem
Imhotepa.Zagadkąbyłyjednakniezwłoki,leczmiejsceichznalezienia,które—leżączdalaodmiejsca
zdarzenia—dawałopowóddowieluspekulacji.

NaglepadłonazwiskoHartfieldiOmarpomyślał,żechodziozwłokiprofesoraHartfielda;dopiero

później,zdalszegotokurozmowyzorientowałsię,żeludziecimielinamyśliżonęprofesora.

LadyDawsondysponowałazadziwiającymiszczegółami;wymieniałanazwiskaipodawałafakty,

któreuświadomiłyOmarowi,żetoonagrawtejsprawiegłównąrolę.CzyżbyladyDawsonbyłaagentką
tajnychsłużbbrytyjskich?Omarprzypomniałsobieczasy,kiedybyłuprofesoraShelleya;profesorijego
żonautrzymywaliwówczaszpięknąladyprzyjaznekontakty.Czyżbyon,Omar,niewiedzącotym,służył
wdomuszpiega?

Wtejtakpodniecającejdlaniegochwiliwszystkowydawałosięmożliwe.Czymógłwykluczyć,że

Shelleytylkodlategopozwoliłmuchodzićdoszkoły,bygopotemwykorzystaćjakoagentaprzeciw
własnemunarodowi,żewzrealizowaniutegozamiaruprzeszkodziłtylkowybuchwojny?Czybyłodo
pomyślenia,żenocnynapadprzykolosachMemnonabyłinscenizowanyprzezBrytyjczyków,by
podburzyćOmaraprzeciwkoegipskimnacjonalistom?Niebyłobywtymnicdziwnegogdybywyskoczył
terazzeswejkryjówkiirzuciłsięnaobumężczyznryzykującprzegranąwpotyczce.

WnaturzeEgipcjanleżyto,żenakażdeupokorzenieiobrazęodpowiadająprzesadnymgniewemi

pragnieniemkrwawejzemsty,alewichnaturzeleżytakżeito,żepokrótkimsłomianymogniustająsię
bardzotolerancyjni.Podobnisądosłoniafrykańskich,októrychwiadomożezpozornąobojętnością
znosząból,ażwreszciemajądośćiplanowoimądrzeatakująwroga.GdybyOmarsięterazujawnił,
przyprawiłbyoszoktychludzi,miałbyprzytymniewątpliwiekrótkąsatysfakcję,alewefekcie
zaszkodziłbytylkocałejsprawie,anajbardziejsobie.JeślichcenaprawdęzaszkodzićBrytyjczykom,
musiichzłapaćwpułapkęzwanąImhotep;niedopuści,abytabandazdobyłałup.

PodczasgdyOmarjednymuchemśledziłrozmowę,starałsięuporządkowaćto,cousłyszał.Zwłoki

MaryHartfieldznalezionogdzieśpomiędzyRaszidaFuwą,napustyniwokolicydeltyNilu.Aleniebyło
żadnegośladuprofesora.AprzecieżnapodstawiejegowiedzyidokumentówAnglicyspodziewalisię
uzyskaćdecydującąwskazówkę.GdybyHartfieldijegożonazostalizaskoczeninapustyniprzezburzę
piaskową—abyłotocałkiemmożliwe—równieżprofesorbyzginął.Bogdybyuszedłzżyciem,na
pewnoniespocząłby,dopókibynieznalazłzwłokswojejżony,abyjepochować.Zdrugiejstrony
wszyscy,którzyszukaliImhotepa,znaliprofesoraHartfielda.Możliwewięc,żeprofesoraporwanolub
zamordowano,abyzdobyćjegodokumenty,iżeśmierćjegożonyzainscenizowano,byodwrócićuwagę
odpierwszejzbrodni.

WszystkimprzychodzącymOmarowinamyślwzwiązkuztąsprawą,możnabyłoprzypisać

morderstwo:Tadamanowi,któryszukałwładzyiwpływów,wywiadowibrytyjskiemu,którynie
podzieliłbysięwładząznikim,iAyatowi,któregofascynowałowszystko,coobiecywałopieniądze.

Omarpopadłwgłębokązadumęnadsytuacją,zapomniałprzytym,gdziesięznajduje;zrobił

nieostrożnyruchipotrąciłbutelkę,któraupadłanapodłogęirozbiłasię.PrzezchwilęOmarsięzawahał,
czyskoczyćdoNilu,czyuciecpotrapie,alezdecydowałsięnadrugiewyjścieizanimAnglicy—jeden
uzbrojonywstrzelbę—zjawilisięnapokładzie,Omarjużbyłnabrzeguiznikłwciemnościach.

Zbezpiecznejodległościobserwował,cosiędziejenałodzi,widziałjakmężczyźniprzeszukują

pokład.Usłyszał,jakjedenznichwyrażaprzypuszczenie,żetokotprzewróciłbutelkę.Wobectego
wycofalisięOmarzaśudałsięzpowrotemdomiejsca,gdzieczekałnaniegoprzewoźnik.

background image

KONSULATWALEKSANDRII

AjeślibyBógprzyśpieszyłludziomzło,
takjakonichcielibyprzyśpieszyćdlasiebiedobro,toichterminbyłbyjużrozstrzygnięty.
Leczmypozostawiamytych,którzysięniespodziewająspotkaniazNami,
abywswoimzabłądzeniuwędrowalinaoślep.
Koran,suraX

*

Jakopętaniprzezdiabłyrzucilisiętragarze,służącyhotelowi,ludziewynajmującypokojeihandlarze

napasażerów,którzywąskimtrapemschodzilizpokładu„Méditerranée”.Dozorcyportowiwswych
wypłowiałychbiałychuniformachwymachiwalitrzcinami,byodpędzićodpasażerówzEuropy
najbardziejnatrętnych.ZachodniportAleksandrii,gdziecumowałyluksusowestatkieuropejskich
towarzystwokrętowych,przypominałkociołczarownic,aludziezportusprawialiwrażenie,jakby
chodziłoosprawyżyciaiśmierci.

Wyrostekoostrymgłosiezachwalałzębacze,jeżowceimątwy.Nosiłswójtowarnakiju

przerzuconymprzezramię.Drugihandlarzoferowałplackiiciastkamiodowe;sprzedawcynapojów
proponowaliherbatęilemoniadę;ślepiec,któryswojekalectwozdumąukrywałzaciemnymiokularami,
zachęcałdokupnakwiatówdlapań;zgiętypodciężaremswegotowaru,starygarbusnęciłwyplatanymi
koszykamiiwalizkami.

Statek„Méditerranée”przebywałtrasęzMarsyliiwciągupięciudni,czternastugodzinitrzydziestu

minutiuchodziłnietylkozajedenznajszybszychstatkównaMorzuŚródziemnym,aletakżeza
najbardziejkomfortowy.Nicwięcdziwnego,żetylkowytwornipaństwoschodzilinaląd,inicdziwnego,
żeludziwporcieogarniałoszaleństwo.Zakilkuosobowąrodziną—ojciec,matkaitrzydorastające
córkiwrazzguwernantką—którejczłonkowiezwracaliuwagęswąwytwornąodzieżąiskromnymi
nakryciamigłowy,zeszłonalądczterechmężczyznubranychnaciemno,każdyzdużymbagażem.Przez
hałaśliwyszpalerludziprzeciskałsięeleganckipanzlaseczką,wbiałychrękawiczkach,któryw
podnieceniumachałdoowychczterechprzybyszów.

—Panowiepozwolą,Sachs-Villatte!—przedstawiłsięuprzejmieistałnabacznośćjakpływak

szykującysiędoskokudowody.DoktorPaulSachs-VillattebyłkonsulemfrancuskimwAleksandrii,
człowiekiem
owytwornymsmakuimanierachientuzjastąwszelkiegorodzajukultury.PochodziłzAlzacji,co
tłumaczyłojegonazwiskoiwpewnymsensiejegomiłośćdoBeethovena,choćpozatymnienawidził
wszystkichNiemcówjakzarazy.

Ciemnoubranipanowiewśrednimwieku,którzykolejnosięprzedstawili,bylito:profesorFrançois

Milléquant,archeologikierownikdziałuegipskiegowLuwrze,profesorPierred'Ormesson,historykz
uniwersytetuwGrenobleiczłonektamtejszejAkademiiNauk,EdouardCoursier,badaczjęzykóww
CollègedeFrancewParyżuiEmileToussaintzDeuxièmeBureau.

Naznakkonsulatragarzerzucilisiędobagażuprzybyszów.Sachs-Villattepodaładres:Shariael-

Horria12,konsulatfrancuski.Mężczyznzaprosiłdostojącegonauboczuolbrzymiegokabrioletu
Lorraine-Dietrich,któregoprowadzeniesprawiałomunajwyższąradość.

Szerokinadbrzeżnybulwar,wysadzanywysokimipalmami,obejmowałmorzerozległymiramionami

naturalnejzatoki.Pałace,ambasady,towarzystważeglugoweiekskluzywnehotelenadawałymiastu—

background image

założonemuprzezAleksandraWielkiego,którypodobnorzuciłpłaszcznaziemięimieczemnarysowałna
piaskujegokontury—wyglądeuropejski,przypominającytrochęNiceę,trochęMonteCarlo.

Eleganccypanowieigdzieniegdzienaweteuropejskiepaniezapełnialiulicznekawiarnie,popijali,

gawędzili,palili,dyskutowalioprzewidywanejprohibicjiwAmeryce,oepidemiigrypy,która
nawiedziłacałąEuropęipochłonęłamilionyofiar,ioeksperymenciewNiemczechiAmeryce,
polegającymnaprzekazywaniugłosuimuzykizapośrednictwemeteru.Zdalaodnowychczasów,kiedy
todwajdzielnilotnicyprzelecieliwciąguszesnastugodzinzNowejFundlandiidoSzkocji,anowy
gatunekmuzyki,zwanydżezem,przybyłdoEuropyiszturmemzdobyłsalekoncertowe,kluby,spokojne
bary,miastotomiałoobliczezachodnie,ukrywającgłębokoswąorientalnąduszę.Mudirowie,
mamurowie,omdahowieiszejkowiewdługichbiałychgalabijachspotykalisięzdumnienoszącymiswe
munduryoficeramiokupantówbrytyjskich,ażołnierzekrajowejarmiikonkurowaliznimilśnieniemi
blichtremswoichmundurów.Mroczny,nędznyświatoszustów,złodziei,kalek,ludziwygłodniałych,
którychwKairzemożnabyłospotkaćnawetwwytwornychdzielnicach,tutajbyłzepchniętyna
przedmieściaalboukazywałsięodstronybardziejprzyjaznej,malowniczej.

KonsulatfrancuskinaShariael-HorriamógłbysięrówniedobrzeznajdowaćnaparyskiejruedeSaint

Honoré,londyńskiejPallMailalboUnterdenLindenwBerlinie,takibyłpompatyczny,wypielęgnowany
isprawiałwrażeniedoskonałegopodwzględemarchitektonicznym.Kiedykonsulzajechałprzedwejście,
dwajportierzyubraninaszarootworzyliszerokodrzwikabrioletuiSachs-Villattepoprosiłgoścido
salonuznajdującegosięodstronyogrodu,ostaranniewybitychczerwonymjedwabiemścianachi
ogniściezłotymumeblowaniuwstyluLudwikaXV,zpewnymjednakodcieniemorientalnym,cowyrażało
sięwmosiężnychimiedzianychdzbanach,atakżeczarno-białejposadzcezmarmurudamasceńskiego.

Służącypodalipienistączarnąkawęwmikroskopijnychfiliżankach,atakżefrancuskieciasteczka

polanemiodemisokiemcytrynowym,dotegokoniak,oczywiściefrancuski.Wszystkotoodbywałosięz
takwielkimwyczuciemistarannością,żemożnabyprzypuszczać,iżkryjesięzatymwytrawnarękapani
konsulowej;jednakwcaletakniebyło:PaulSachs-Villatte,wychowanybezegzaltowanejmatkiprzez
guwernantkęobujnychpiersiach,postudiachprawniczych,zgodniezżyczeniemojca,zaręczonyprzez
trzylataitrzymiesiącezpewnąalzackącórkąszlacheckiegorodu,nigdyniemiałwłaściwychkontaktów
zkobietamiiporozwiązaniunieszczęśliwegonarzeczeństwapozostałkawalerem,copoczątkowonie
zwracałouwagi;dopierokiedynapoczątkuswojejkarierydyplomatycznejtrafiłdoMaroka,zyskał
opiniędziwaka,przedewszystkimzpowoduorganizowaniaszczególnegorodzajumęskichwieczorów.

GłośnaaferazpewnymmuskularnymczłonkiemstrażyprzybocznejkrólaMarokaomalnie

zwichnęłabyjegodyplomatycznejkarieryjakoattachékulturalnego,gdybyniepomocwysokiego
urzędnikafrancuskiegoMinisterstwaSprawZagranicznych,któremiałozadecydowaćojegoprzyszłym
losieigroziłosurowąkarą.Urzędnikten,jedenzwielu,którzyobcowalizSachsem-Vilattem,nazywany
tylko„drC.”,obiecałmuzatuszowaniecałejsprawyiprzeniesieniegdzieindziejnawyższestanowisko,
podwarunkiemżewprzyszłościobokswejwłaściwejdziałalnościprzyjmieonzadaniaagentaDeuxième
Bureau.

ZdarzyłosiętosiedemlattemuiSachs-Villatteniemiałinnegowyboru,niżzgodzićsięnaplacówkę

wAleksandrii,gdziekierowałkomórkąszpiegowskąnaEgiptiBliskiWschód;działalnośćowej
komórkiskierowanabyłabardziejprzeciwkoWielkiejBrytaniiniżprzeciwkotutejszymkrajom.
AlbowiemodkądangielskiadmirałNelsonprzedstudwudziestulatyrozbroiłflotęNapoleonapod
Abukirem,AngliazachowywałasięnaMorzuŚródziemnymjakpaniwładca,iodtegoczasu—mimo
łagodzącychumów—wciążtrwałaanglo-francuskarywalizacja,przyczymdecydującąrolęodgrywały
wniejtajnesłużby.

background image

Sachs-Villattestarałsięułożyćwspółpracęjaknajbardziejrodzinnieiswojsko,abyniezrazić

naukowcówzFrancji,którzypodróżnymipretekstamibylikierowanidoEgiptu,idopieronakrótko
przedswoimodjazdeminformowanioprawdziwympowodzietejpodróży.Sachs-Villattezałatwiłdla
FrancjioficjalnązgodęnaprowadzeniewykopaliskwSakkarze.Celembadańiwykopalisk,naktóre
przeznaczonosumę25000franków,pochodzącychzniewiadomegoźródła,byłkompleksgrobówna
północodpiramidystożkowej,gdzieprzedponad

półwiekiemAugusteMariette,wielkiarcheolog

francuski,prowadziłposzukiwania,alerozczarowanypodwóchtygodniachbezskutecznychwysiłków—
zrezygnował.

AletalicencjaposłużyłaSachsowi-Villatte'owitylkojakopretekst.Prawdziwymcelem

przedsięwzięcia,którewDeuxièmeBureaumiałokryptonim„Vacance",cooznaczałozarówno
„wakacje",jaki„wolnemiejsce",byłaobserwacjaaktywnościinnychsłużbwywiadowczychi
organizacjiwsprawiegrobuImhotepaijegoewentualnegoodkrycia.

WidokiFrancuzównapowodzeniewydawałysięniemniejszeniżinnychkontrahentów.Kiedy

profesorMilléquantdowiedziałsięzpogłosekogrobieImhotepa,iżwypłynęłynaświatłodzienne
fragmentypisma,przypomniałsobiekorespondencjępomiędzymuzeumberlińskimaLuwrem,która
odnotowanabyławannałacharchiwum.Wtejakademickiejwymianielistówchodziłoodwafragmenty
bazaltowejtablicy,które—takprzypuszczaliFrancuzi—mogłystanowićcałość,alektórychtreśćz
uwaginabrakdalszychfragmentówpozostawałaniejasna.WtensposóbLuwrwszedłwposiadanie
kopiitekstuberlińskiego,aleprzerwałdalszebadania,botekstwydałsięnaukowcommałoprzejrzysty.

ArcheolodzyfrancuscykorzystaliwSakkarzewpewnymsensiezprawtegokraju,odkądAuguste

MarietteodkryłtupodziemnylabiryntzsarkofagamidwudziestuczterechbykówApisa,inowalicencja
wtejsamejokolicyraczejniebudziłapodejrzeń.Sakkara,nekropoliadawnejstolicypaństwa,Memfis,
ciągnęłasiępolewejstronieNiluodskałkołoAbu-RoaschdoLisztnadługościokołoczterdziestukilku
kilometrów,nazwa,takprzypuszczano,dotyczyłaSokara,bogaśmierci.KiedywinnychokolicachEgiptu
szukanoskarbów,badanostarebudowle,niktnieinteresowałsiętąopuszczonąprzezBogailudzi
okolicą,wktórejtylkokilkamałych,zapadłychpiramidprzypominałowielkieczasytegokraju,atakże
odkrycieMariette’aniebyłoskutkiemmozolnychposzukiwań,leczdziełemprzypadku.Podczasjazdy
konnejnapołudniuomalniewpadłondociemnego,głębokiegodołu,któryznajdowałsiępośrodku
piaszczystejpustyniiokazałsięwejściemdopodziemnegolabiryntu.

MimowysiłkówSachsa-Villatte’awkonsulaciepanowałnerwowynastrój,nietylkodlatego,że

mężczyźnibylizmęczenipopięciodniowejpodróżymorskiejpodczassztormu,któryprzezcałąnocszalał
naMorzuŚródziemnym;prawdziwypowódtkwiłwformie,wjakiejkażdyznichzostałzobowiązanydo
wykonaniaswegozadania.DeuxièmeBureauprzezcałemiesiąceobserwowałonaukowców,wykrywając
przytymsprawy,którebyłyniegodnebadaczytejrangiimogłyzniszczyćichgodnośćikarierę.

Nietrudnosobiewyobrazić,cobybyło,gdybysiędowiedziano,żeprofesorFrançoisMilléquant,

przystojnymężczyznawsilewieku,żonaty,ojciecdorosłejcórki,któramiałaniepłonnąnadzieję,że
poślubisekretarzaMinisterstwaSprawWewnętrznych,żetenMilléquantutrzymujeintymnekontaktyz
własnąpasierbicą,subtelną,czarnooką,dziewiętnastoletniądziewczyną,którąowdowiałażonawniosła
domałżeństwaznim.

Oczywiściejedenniewiedziałopięcieachillesowejdrugiego,chociażkażdyprzeczuwał,żeikolega

nieprzyłączyłsiędotejakcjidobrowolnie.Naprzykładniktbysięniespodziewał,żed’Ormesson,
profesorpochodzącyzestaregoszlacheckiegorodu,obracasięwkręgachgraczyipodejrzanych
handlarzysztukiiżewystawiafałszyweekspertyzy.Wysokiedochodyubocznesłużyłyprofesorowido
pokrywaniadługówkarcianych,któreposprzedażyzamkunadIzerądawnojużprzerastałyjego
możliwościpłatnicze.

background image

AzpewnościątakżeCoursier,badaczjęzykówwCollègedeFrance,czterdziestoletniświatowiec,

kawaler,zeszramąnapoliczku,uprawiającyswójzawódraczejzzamiłowanianiżdlapieniędzy,odkąd
sprzedałswójmajątek,dobraziemskiepodAubusson,awięctenCoursiernapewnozoburzeniem
odrzuciłbypropozycjęwspółpracyzwywiadem,gdybyniepewnanieszczęsnahistoria,którawydarzyła
się3-4latatemuiwzbudziławParyżuwielkąsensację.ZnalezionowówczaspodSuresnes,wpobliżu
AléedeLongchamp,śpiewakaoperowegonazwiskiemLouisdeBergerac,któryzostałzastrzelony.De
BergeracnależałdobliższychprzyjaciółCoursiera,dopókiobajniepożarlisięzpowodubaletnicy
nazwiskiemCleodeMerode,któraniegdyśosładzałapobytwParyżubelgijskiemukrólowiLeopoldowi.
Kłótniazakończyłasiępojedynkiemnapistolety,podczasktóregośpiewakzginął,cozdumiałonawet
Coursiera,albowiemnigdydotądniemiałbroniwręku.Poszukiwaniemordercyniedałorezultatu,było
bowiemtylkodwóchświadków,sekundantówobuprzeciwników,aciprzyrzekli,żebędąmilczeć.W
jakisposóbDeuxièmeBureauwykryłoaferę,pozostałodlaCoursierazagadką.Postawionywobec
wyboru:albopracowaćdlawywiadu,albozamieszkaćwceliparyskiegowięzienia,zdecydowałsięna
wywiad.

WszyscypodlegalinadzorowikierownikaDziałuBliskiegoWschodu,Emille’aToussainta,mężczyzny

trzydziestokilkuletniego,niedużegowzrostu,oczarnychkrzaczastychbrwiach,zwłosamizaczesanymina
czołoàlaCezar;byłonstalezajętyswoimilicznymifajkami,którewyciągałzewszystkichkieszeni,ale
rzadkozapalał.Świadomyszantażu,jakiuprawiałjegowydział,Toussaintstosowałwobectychludzi
ostryton,asporadycznyszerokiuśmiech,któryodczasudoczasurozjaśniałjegoponurątwarz,działał
prowokująconainnych.Sachsa-Villatte’atraktowałzrezerwą,boniewiedziałwprawdzie,alemógłsię
domyślać,żetemuagentowirównieżjegoprzeszłośćjestznana.

Wtensposóbnależytłumaczyćprzykremilczenie,jakienarazzapanowało,przerywaneodczasudo

czasuchrząknięciem,cojednaknicpoprawiałosytuacji,wręczprzeciwnie,pogarszałoją,bo
potwierdzałonieprzyjemneuczuciekażdegozmężczyzn.Toussaintnapełniałfajkę;Coursier,który
zdawałsięnajlepiejpanowaćnadsytuacją,bębniłpalcamipostole;konsulbezprzerwymieszałherbatę
wmałejfiliżance,awszyscygoprzytymobserwowali.

WtejdziwnejsytuacjiSachsa-Villatte’aporazpierwszyogarnęływątpliwości,czycimężczyźni

istotniewywiążąsięznarzuconejimroli.Tobyłjegopomysł,abypowierzyćzadaniezespołowi
fachowców,ijegopomysłembyłteżsposób,wjakitychludzizwerbowano.Półtuzinaagentów,którzy
jużzajmowalisiętymproblemem,narobiłowięcejzamieszania,niżprzyniosłopożytku,przeważnie
dlatego,żebrakimbyłoniezbędnejwiedzyfachowej.

—Pragnąłbym—zacząłkonsulceremonialnie,odłożywszyłyżeczkę—przedstawićpanompokrótce

sytuację.Wiedząpanowie,ocochodzi.Sprawajestzbytpoważna,byśmyjązostawiliBrytyjczykomlub
nacjonalistom.Pozatymtonasznarodowyinteres.BądźcobądźtoFrancuzodcyfrowałkamieńzRosetty,
miasta,któreonidziśnazywająRaszid.—Konsulzrobiłpauzę.Pochwiliciągnąłdalej:—Niewiemy
dokładnie,ktochcewykryćtajemnicę,alepowinnisiępanowieprzygotowaćnato,żebędąmieliliczną
konkurencję.Moiludziewykrylitrzydalszegrupy,któresąnatropieImhotepa.Sąto,popierwsze,
Brytyjczycy.Dokładnaichliczbaniejestznana,liczbęichagentówoceniamynaokołodziesięciu.
Dysponująpływającąkwaterągłówną,łodziąmieszkalnąonazwie„Izis”,obecniecumującąwLuksorze.
NakładyfinansoweimożliwościBrytyjczykówwskazywałybynato,żesąnaszyminajpoważniejszymi
konkurentami.Drugagrupajestliczebnienajwiększa,dlanasjednaknajmniejprzejrzysta.
Prawdopodobniechodzitunawetokilkagrup,któredziałająpodosłonąhasełnacjonalistycznych.Oile
namwiadomo,niemajążadnychekspertów,naukowców,archeologów,ichdziałalnościjednakniewolno
lekceważyć,bomająszerokiepoparcieludności.Trzeciagrupaskładasięzhandlarzysztukii
antykwariuszy;ichnicizbiegająsięwLuksorze.Ichdziałalnośćwskazujenaprofesjonalizm,pomagają

background image

sobiełapówkami.Dysponujądużymzapleczemfinansowym,aktowie,jakąrolęwtymkrajuodgrywa
korupcja,musisiępoważnieliczyćztymiludźmi.JeśliidzieoNiemców,tomożemysiętylkodomyślać
ichaktywności.Niemamydowodów,żerównieżNiemcyszukająImhotepa,nieistniejążadneoficjalne
licencjenawykopaliska,aleprawdęmówiąc,zdziwiłbymsię,gdybyNiemcyniedziałalipodjakąś
przykrywką.

Coursier,któregotenproblemjednakinteresował,zapytałkonsula:
—Jakpansądzi,ktomanajdogodniejsząpozycjęwyjściową?Alboinaczej:Jakpanocenianasze

szanse?

Toussaintprzejąłodpowiedź:
—C’estclaircommel'eauderoche(tojasnejaksłońce!).Tomymamywszelkieatutywręku.Bo

jeśliwyjśćzzałożenia,żetablicazRaszidjestkluczemdorozwiązaniaproblemu,toznaczy,żcwiemyo
trzechfragmentach,apozostalitylkoodwóch.

—Jeślizałożymy,żeNiemcynieuganiająsięzaImhotepem.—wmieszałsiędorozmowyMilléquant.
—IżezapomnieliokorespondencjizLuwrem!—uzupełniłd’Ormesson.
—Wtejchwiliniemogęnicnatentematpowiedzieć—odparłkonsul.—Alepókisięnieokażecoś

przeciwnego,startujemyztegosamegopunktu,azatemstannaszychinformacjijestnajlepszy.

NatesłowaSachsa-Villatte’aCoursierwybuchnąłśmiechem.Wyjąłztorbypodróżnejkilkagęsto

zapisanychkartek,pośliniłpalec,wyciągnąłjednąkartkę,którąpołożyłprzedzebranyminastole.

Coursierzaśmiałsiębeztrosko,wywołująctymzdenerwowanieToussainta,któryuznałtenśmiechza

niestosowny.

—Monsieur!—powiedziałToussaintstanowczo.—DeuxièmeBureaupowołałopanazewzględuna

pańskiekwalifikacjejakobadaczastarożytnychpism;gdybypotrzebnynambyłkomik,zwrócilibyśmysię
doComédieFrançaise.

Uwagatrafiławsedno,wesołaminaCoursieraskamieniała.
—Pozatym—ciągnąłSachs-Villattedalej—powiniensiępantrzymaćChampolliona.Jeślisięnie

mylę,wykładałontakżewCollègedeFranceiznałsiędoskonalenahieroglifach,choćNiemcyiAnglicy
twierdzą,żejużdawnorozszyfrowaliichtajemnicę.

Coursierzorientowałsię,żezToussaintemniemażartów.Ten,ktodostałsięwjegołapy,niemógł

liczyćnapobłażanie,awszelkiopórtylkobyjeszczebardziejzaogniłsytuację.Toussaintmiałrację:ich
pozycjawyjściowawcaleniebyłatakasłaba,jakbysięwydawało.Ażeinniniewiedzielinico
Francuzach,mogłoimwyjśćtylkonadobre.

—Jeślidobrzepanazrozumiałem—rzekłprofesorMilléquant,zwracającsiędoSachsa-Villatte’a—

będziemyprowadzićwykopaliskawSakkarze,aletylkopozornie,anaszauwagamabyćskoncentrowana
naposzukiwaniuImhotepa.

Konsulkiwnąłgłową.
—Zaangażowałemdlapanówdwudziestupięciurobotników.Niezawielu,abynieobciążaćnaszego

budżetu,iniezamało,abyniebudzićpodejrzeń,żekopiemytylkodlapozoru.Stawiąsiępojutrzedo
panówdyspozycji.Wasząkwaterąbędziedomfrancuskiejmisjiwykopaliskowejnaskrajupustyni.Dziś
mogąsiępanowiezagospodarowaćwpokojachgościnnychwogrodzie.

Coursierwierciłsięniespokojnienakrześle.Widaćbyło,żechcecośpowiedzieć,więcSachs-

Villattezapytałgo:

—Czymapanjakieśzastrzeżenia?
—Nie,nie—zaprzeczyłCoursieristarałsięzachowaćpowagę,kiedypytał:—Przypuśćmy,że

podczasnaszychpracwykopaliskowychwSakkarzenieoczekiwanienatrafimynagróbImhotepa.Coś
takiegomożesięprzecieżzdarzyć?Cowtedy?

background image

Nastąpiładługapauza.Sachs-VillattespojrzałnaskonsternowanegoToussainta,jakgdybyCoursier

powiedziałcośtaknieprawdopodobnegojakkwadraturakoła,Toussaintspojrzałnad’Ormessona;ten
wzruszył
ramionamiipopatrzyłnaMilléquanta.Profesorpowtórzył:

—Notak,cowtedy?

SachsVillateprzeszłotrzymiesiącezajmowałsięwyłącznieszukaniemgrobuImhotepa,liczyłsięze

wszystkimiewentualnościamiimożliwościami,kazałwyszukaćnajlepszychludziiwDeuxièmeBureau
wytargowałkwotę,którawystarczyła,byzbadaćcałąSakkarę,alejednegoniewziąłpoduwagę:co
będzie,jeślinaprawdętrafiąnaotoczonytajemnicągrób.Wkażdymrazieniebyłoinstrukcji,corobićw
takimwypadku.Aprzecieżkonsul,zapędzonywkoziróg,niemógłdłużejzwlekaćzodpowiedzią,rzekł
więc:

—Wtakimwypadkunależywejścienatychmiastzasypaćizachowaćmilczenie,dopókinicnadejdą

dalszeinstrukcjezParyża.

Odpowiedźniemobilizowałazałogidopracy,mężczyźnidalitemuwyrazwpytaniachi

odpowiedziach,zktórychprzemawiałaprzeważnieobojętność.NiechdiabliporwącałetoDeuxième
Bureau.Sytuacjabezwyjścia,bezradność,konieczność,którazmusiłakażdegoznichdowłączeniasięw
tęakcję—terazwszystkotozamieniłosięwopórioburzenie.DlategoteżSachs-Villatteuznałza
stosownezwrócićsiędoobecnychznapomnieniem:Każdyznichwie,ocotutajchodzi,ikażdymusi
wypełniaćsweobowiązkiwobecojczyzny.

—VivelaFrance!—Coursierzironiązareagowałnasłowakonsulaokrzykiem,zktóregożadnemu

Francuzowiniewolnobyłokpić.Akiedyzobaczyłskierowanenasiebiespojrzenia,obawiającsię
przykrejreakcji,naglezapytał:—WcześniejczypóźniejzetkniemysięzBrytyjczykami,nacjonalistami
egipskimialboNiemcami,cowtedy?

NatopytanieSachs-Villattebyłprzygotowany.
—Dotakiejsytuacjipoprostuniewolnodopuścić.AleDeuxièmeBureauzdajesobiesprawę,żetaki

przypadekniejestwykluczony.Nakazujesięwówczaszachowaćtajemnicę,atoznaczy:Niewolno,by
ktokolwiekwątpiłwwaszepracewykopaliskowe,musicienadaćimcharakternaukowy.Wwaszych
szkicachirysunkachniewolnowspominaćimieniaImhotepa.Zabraniasięrozmównatentematw
obecnościrobotnikówczyteżwzasięguichuszu,boktóryśznichmożerozumiećpofrancusku.Gdyby
doszłodojakiejśkonfrontacjialbokonfliktu,czyteżsytuacjazmusiłabywasdonatychmiastowego
przerwaniarobót,należyposłużyćsięhasłem„faraon”.Dotyczytozarównorozmówmiędzywami,jaki
korespondencjizcentraląwAleksandrii.Wtakimwypadkunależyzatrzećwszelkieśladyiczekaćna
noweinstrukcje.

EmileToussaintzapaliłfajkęipuszczałdymjakzlokomotywy.ZezowałnakartkęCoursiera,aten

zrozumiałjegospojrzenieipodsunąłmutekst:

—Czytałemtojużsetkirazy,alenieposunąłemsięaniokrokdalej.
Wściekłyzpowoduobojętnościwszystkichobecnych,d'Ormessonuderzyłpięściąwstół.Onjedyny

pogodziłsięzloseminawetchętniebrałwtymzadaniuudział.

—Wtensposób—zawołałpodniecony—doniczegonicdojdziemy.Copoczniemyztyminędznymi

fragmentami,októrychnawetniewiemy,czynależądoowejtablicy.Potrzebanamśladów,wskazówek,a
nieprzypuszczeń.

Tesłowad'OrmessonaogromnieuraziłyprofesorazLuwru.Milléquantwłożyłokulary,wziąłkartkęi

zacząłczytać,jakbywygłaszałodczyt:

—Wtymtekściechodziniewątpliwieofragmentyowejpłytybazaltowej,którepojawiłysięw

Paryżu,BerlinieiEgipcie.Nieulegawątpliwości,żefragmentyberlińskiiegipskinależądosiebie,bo

background image

obatekstydosiebieprzystają.JeśliidzieofragmentzLuwru,toniemacoprawdabezpośredniego
związkuzżadnymzobupozostałych,alejeślisięprzyjrzećkolejnościlinijek,nieulegawątpliwości,że
pasująonedosiebie.Dowodzitegowielkośćpisma,głębokośćrytówicechyposzczególnychliter.
Gładkidolnylewyskrajnaszegofragmentuwskazuje,żejesttosegmentnarożny.

—Cesontdecontesenlair—czczagadanina!—przerwałprofesord’OrmessonkoledzezParyża.

—Przypuśćmy,żemapanrację,alemusipanprzyznać,żepańskifragmentjestguzikwart,jeślinie
zostanąznalezioneczęściznajdującesiępomiędzytamtymi,októrychnawetniewiemy,czychodzio
jeden,dwalubtrzyfragmenty,czyspoczywająonejeszczenapustyniRaszidlubmożeprzedstulaty
zostaływykopane
izalegajądziśwmagazynachwśródtysiącainnychodłamków.

Milléquantwzruszyłramionami.Ichpunktwyjścianiebyłnajlepszy,musiałtoprzyznać.Archeologia

możebyćodurzającajakopium,pobudzającajakszampan,aleteżsuchajakwiór.Aleczywłaśnieniena
tympolegacałyurokichzadania?

UCIECZKA

Iskądkolwiekbyśprzychodził,
zwracajtwarzkuświętemuMeczetowi!
TojestprawdaodtwojegoPana!
Bógniclekceważytego,coczynicie!
Koran,suraII

*

Wkarawanseraju,dobrąmilęnapołudniowywschódodAsuanu,wumówionymdniuNagibek-

KassarprzejąłpięćskrzyńkorzenizSudanu.

Upał,milionytłustychczarnychmuchibąków,którezlubościąsiadałynaoczach,nosie,ustach,

bardzodawałysięweznaki.Nagibpospieszniewynająłwózzaprzężonywbyka,któryprzewiózłładunek
domiejsca,gdziecumowałstatek.Staryfellachociemnejpomarszczonejtwarzyobiecałzałatwićsprawę
zapięćdziesiątpiastrów;byłatopaskarskacena,aleNagibpragnąłjaknajprędzejsięstądwynieść;od
kilkudniżyłbowiemwnieustannymstrachu.

Ostatniąnocspędziłwhotelu„Abtalel-Tahir”,taniejgospodzie,którejoknabyłyzabite,abynie

dostawałsiędośrodkaupał.Wolałominąćmalowniczyhotel„Cataract”nietylkozpowoduwysokiej
ceny,leczprzedewszystkimzpowodutamtejszychgości,przeważnieAnglików.Lecztakżew„Abtalel-
Tahir”roiłosięodcudzoziemcówiNagibwobawieprzedzdemaskowaniemwcześnieudawałsiędo
swojegopokoju.Aletrudnomubyłozasnąć.Tkwiływnimgłębokostrach,atakżenienawiść.
Brytyjczycyzajęlinajpiękniejszeczęścikraju,Egipcjaniezaśwciążjeszczeczekalinaspełnieniedanego
imprzedwojnąprzyrzeczenia,żezwrócąimojczyznę.

Staryszedłwmilczeniuobokzaprzęgu,podczasgdyNagibwchustcenagłowiejakoosłonieprzed

palącymsłońcemkazałsięwieźć.Będzierad,myślał,kiedywrazzładunkiemdotrzedocelu.Dopiero
terazzrozumiał,wcosięzaplątał.Policja,przeważniepodobserwacjąbrytyjskichżołnierzy,stałaniemal
nakażdymrogu.

Nicwięcdziwnego,żeNagib—myślącoswojejsytuacji—niezwracałuwaginapięknoprzyrody.

Jegoniepokójwzmagaławątpliwość,dlaczegoAliibnal-Husseinsamnieprzejąłładunku,dlaczego
obarczyłtymzadaniemwłaśniejegoiOmara,choćniemiałprzecieżpewności,żemożeimufać.Nagib
przyglądałsięskrzyniom.Byłyzbitezsurowegodrewna,wzmocnionepaskamicienkiejblachyimiałyna

background image

górzenapisarabski„Chartum-Kair”.Nagibczułsięniepewniewswejskórze,niewiedział,cote
skrzyniezawierają,iimbardziejintensywniemyślałotejryzykownejmisji,tymwiększebyłyjego
wątpliwości,czyistotniechodzituotransportkorzeni,czyteżocośtajemniczego,zakazanego.Jużraz
przypisanomuprzestępstwo,któregoniepopełnił,trudnowięcsiędziwić,żeterazobawiałsięzasadzki.

Nagledrgnął,gdystaryzatrzymałzaprzęg.Pracownikportowegotowarzystwatransportowegoz

jednymokiemzasłoniętymturbanemzacząłpomagaćprzywyładowywaniu,oświadczył,żeodpłynięcie
statkuprzeciągniesięażdopóźnychgodzinwieczornych,izapytał,dokądpłynieładunek.

DoKairu,odparłNagibiwskazałnapisnajednejzeskrzyń,wobecczegourzędnikpozwoliłwnieść

ładuneknapokład.Stateknieodpłynieprzedgodzinądziesiątą,powiedziałimrugnąwszyokiem,dodał,
żewShariaAmirel-Goushsądziewczynyzapięćpiastrów

Zmocnympostanowieniem,żeniewrócijużdoładunku,NagibznikłwzgiełkubazaruAsuanu.

Dokołaniegopanowałożywionyruch.Handlarzezpołudnia,odważnisynowiepustyni,próbowali
handlowaćztutejszymikupcamiiwymieniaćowoce,skóryidywanynażywnośćiodzież.Skrzeczenie
drobiuzamkniętegowwyplatanychklatkachkonkurowałozgłośnymnawoływaniemhandlarzy,którzy
balansującmosiężnymitacaminagłowach,proponowalisłodkieciastaiczerwoneorazzielonenapoje.
Nasprzedażwystawionebyłygalabijewjaskrawychbarwachiworkisurowejbiałejbawełny,galanteria
zkolorowegoszkła,esencjeitanieperfumy,którerozsiewałytysiącezapachów.Wśródtegosurowe
mięsoikipiącekotłypełnepiekielnieostrychjarzyn,sprzedawanychwmałychporcjach.

Barwnywidok,atakżezmieniającesięstalezapachydrażniłyNagibainieprzyczyniałysiędo

uśmierzeniajegoniepokoju.Wkażdymkupcu,wkażdymobcymwęszyłszpiega,zdrajcęiprześladowcę.

Nagibniemiałodwagisięzatrzymać,pędziłjakszalonypoulicach,osłoniętychprzedsłońcem

starymiworkamijakbaldachimem,niezdolnydopodjęciażadnejdecyzji.Jakbybyłpodwpływem
narkotyków,dawałsięnieśćprądowiniczympapierowystatek,myśląc,niechbędzie,comabyć,stale
mającwświadomościswetrudnepołożenie.Zmęczonyirozbity,padłnakrzesłoulicznejkawiarni,
wypiłkilkakieliszkówanyżówkiikilkafiliżanekczarnejkawy,poczympopadłwstangłębokiej
rozpaczy.

Wswymprzygnębieniuniespostrzegł,żezapadłjużwieczóriżezłoteświatłazamieniłybazarw

lśniącygabinetlustrzanyjakwscenieztysiącaijednejnocy.Takżejękliwa,czasemdzikobrzmiąca
muzyka,zjakąwędrownimuzykanciciągnęliodkawiarnidokawiarni,niedocieraładoniego.Byłby
chybazasnął,gdybyniepoczułczyjejśrękinaramieniu.

TodotknięciebyłodlaNagibajakuderzeniebicza;pomyślał,żenadszedłkresjegowolności.Nawet

nieprzyszłomudogłowy,abyuciekać.Niezdarniepodniósłsięzkrzesła.Dopierokiedyobcymężczyzna
gozagadnął,żejużpora,jeślichcezdążyćnastatek,Nagibpoznałjednookiegorobotnikaportowego.Na
Allaha,awięcwprawiłsięjużwtakistan,żeniepotrafiodróżnićzłudzeniaodrzeczywistości,inawet
terazniewiedziałzcałąpewnością,czysobietowszystkowyobraża,czyteżbezwolnieidzieobok
jednookiego.Ajednaknaprawdęszedłztamtym,odpowiadałnajegopytaniaisłuchałjegogadaniny,nie
rozumiejącsłów.

NastatkuprzepełnionymludźmijednookizainkasowałnależnośćzaprzejazdibagażiopuściłNagiba.

Nielicznekabinybyłyzajęte,Nagibpozostałnapokładzieobokskrzyń,gdziebyłochłodniej.Leżącna
jednejzeskrzyń,spoglądałnarozgwieżdżoneniebo.Zgórnegopokładudochodziładoniegogłośna
rozmowa,słyszałnieregularnyrytmfalimiarowystukotwielkichkółłopatkowych.Wielogodzinnystrach
ustąpiłterazmiejscazobojętnieniu,anawetpewności,żemożesięczućbezpiecznie.

Nagibmiałnadzieję,żeOmarspotkasięznimwLuksorze;przeklinałpotrzykroć,żepozwoliłmu

obraćwłasnądrogę.JeślimająsięstawićwwyznaczonymterminiewKairze,toOmarmusiwsiąśćna
tensamstatek.AleOmarsięniezjawił.AwięcNagibjechałdalejsamzeswoimtajemniczym

background image

ładunkiem.Drogawdółrzekitrwałaażdwiedoby,przedewszystkimnocedawałydośćczasuna
rozmyślania,aimwięcejNagibmyślałoswoimzleceniodawcyijegodziwnychmetodach,tymbardziej
nabierałpewności,żeAliibnal-Husseintozłyczłowiek.Nieważne,czynależałdoTadamana,czynie,
czykochałEgipt,czynie,wkażdymraziewykorzystałhaniebniesytuacjęizapieniądzewpakowałichw
niebezpieczeństwo,bysamemuniepodejmowaćryzyka.Jeślijutrowszystkoprzebiegniezgodniez
planem,toHusseinprzejmiebezpiecznieładunekiodprawiichznapiwkiem,asampozostanie
handlarzemkorzenionieznanymimieniuiadresie.

Aleteżprzyszłomunamyśl,cosięstanie,jeślial-Huseinniebędzienaniegoczekał.Onściśle

trzymałsięumowy,alecozrobićzeskrzyniami,jeśliHusseinnieprzyjdzie?Nowyniepokój
doprowadzałNagibadonieopisanejwściekłościizanimstatekdotarłdoKairu,Nagibzacząłpodważać
jednązdeseczek,ażlekkosięodchyliła.Poczułpoddłoniązgrzebneworkowepłótnoiprzeciąłtkaninę.
Posypałsiębiałyproszek.Opium!

Terazstałosiępewnościąto,coNagibprzypuszczałiczegosięobawiał:Aliibnal-Hussein

wykorzystałichpatriotyzmilekkomyślnośćdowłasnychciemnychinteresów.Jeślitobyłasprawa
Tadamana,toNagibek-Kassarniechciałmiećztymnicwspólnego.Ikiedyostrożniezamykałskrzynię,
kiedystrachprzedodkryciemwprawiałwdrżeniejegoręce,Nagibłamałsobiegłowęnadtym,dlaczego
al-Husseinzwróciłnanichuwagę,dlaczegowłaśnieichwybrałdotegobrudnegointeresu.Nieumiał
sobietegowytłumaczyć.

Tysiącemyślikłębiłomusięwgłowie.Jaksięzachowaćteraz,kiedyjużprzejrzałal-Husseina?Ma

tegołajdakawgarści.Możegoszantażować,zażądaćdużopieniędzyzamilczenie,możewjednejchwili
staćsiębogaty.Czemuniezażądaćpółnapół?Alewtedyal-HusseinwydagoAnglikom,atobyłbyjego
koniec.Nagibdrżącwdychałchłodnenocnepowietrze.NabrzegulśniłyświatłaBeniSuef.Jaktozrobić,
byal-Husseinzauważył,żeonznazawartośćskrzyń?Małaaluzjaalbojakiśznakchybabywystarczyły,by
zaniepokoićHusseinaizmusićgodoodpowiedniejzapłatyzawykonanietakniebezpiecznegozadania.

Przeciwkotemuprzemawiałajednaknieustępliwośćal-Husseina,jegobezwzględnośćiegoizm.Z

pewnościąNagibek-Kassarjestmarnympyłkiemwporównaniuztymbandytąiprzegraznim.Alepotem
NagibprzypomniałsobiehistorięberlińskązkonsulemMustafąAgąAyatemijegoskorumpowanym
submudirem.Onigoniedocenili,onzaś,niezauważony,przywłaszczyłsobiekopięfragmentuzRaszid.
Prawdopodobnietamcijeszczedziściesząsięzjegoniezmierzonejgłupoty.

Niepewnyidręczonywątpliwościami,jakludzieozłamanejwoli,dotarłNagibnazajutrzdoKairu,

gdzieczekałnaniegoal-Husseinzcałymzastępemsłużby.Al-Hussein,jakzawszeubranypoeuropejsku,
mimoupałuwsztywnymkołnierzykuimuszce,conadawałomuwyglądniecośmiesznyifircykowaty,nie
wypowiedziałanisłowawdzięcznościczyuznania.

UraziłotoNagiba,ijeślidotądsięwahał,jakmasięzachować,toterazzirytacjąoznajmił,żewobec

takryzykownegozadania—Husseinwie,oczymNagibmówi—niezgadzasięnaumówionązapłatę,bo
całasprawamogłagokosztowaćgłowę.

Aliibnal-Husseinniezareagowałnatesłowa,raczejzaniepokoiłagonieobecnośćOmara.Krzyczał,

żetonieodpowiedzialnyczłowiek,niechciałprzyjąćdowiadomościtłumaczeniaNagiba.Groziłnawet,
żewsypiemubaty,jeślidopojutrzaniesprowadziOmara.

Służącyzaładowaliskrzynienazaprzężonywosławózek,jakichtysiąceturkotałypoulicachStarego

Miasta.NaAlegoczekałpowóz,którypojechałinnądrogąniżwózek.Nagibzastanawiałsię,zaktórym
pojazdemmapodążać.Cojestważniejsze—znaćkryjówkęHusseinaczymiejsceukryciaopium?
WreszciezdecydowałsięnaHusseina;sądził,żejeślibędziewiedział,gdzieonmieszka,dojdzieteżdo
kryjówkiopium.

background image

Powózjechałwolnopowyboistychuliczkach.NaShariaalQuasrelAlinaprawymbrzeguNilu

samochody,trąbiącprzeraźliwie,mieszałysięzwózkamizaprzężonymiwosłyiwoły,takżeczasemnie
możnabyłoposuwaćsiędalej.Nagibbeztruduwięcnadążałzapowozem.NaMidanejTahrir,gdzie
krzyżująsiędużeulicemiasta,aplacotaczająwspaniałewysokiegmachy,powózskręciłnawschód,
zmieniłznówkieruneknaMidanal-FalakiiskierowałsięnadworzecBabel-Lug,którypozostawiłpo
prawejstronie,następniepojechałdalejwkierunkupołudniowym.

PrzezchwilęNagibsięzastanawiał,czyprzypadkiemal-Husseingoniespostrzegł,albowiembyło

wyraźniewidać,żekluczy;mógłprzecieżdotrzećdoceluprostądrogą,mimotodreptałzapowozem.
Terazpowózznówzmieniłkierunek,wreszciewpobliżumeczetuIbnHilunaskręciłwbocznąuliczkę.
Stądbyłoniedalekodokawiarni„Royal”,gdziespotkaliwówczasal-Husseinakilkakrokówodjego
mieszkania.

Przeddomem,któryróżniłsięodinnychdomówjedynietym,żebyłpomalowanynajasnozielono,

powózsięzatrzymał.Otworzonowysokąbramę,którajednakniepozwalałazajrzećdownętrza,ipowóz
znikłzanią.Nagibodczekałjakiśczas,potemodważyłsięzbliżyćdodomu.Niemiałonnazwy,
podobniejakulica,cozresztąniejestniczymszczególnymwtejdzielnicy,ipozabarwąnierzucałsięw
oczy.Okiennicenawszystkichczterechpiętrachbyłyzamknięte,przeddrzwiamileżałastertaśmieci;
równieżpodtymwzględemtenbudyneknieróżniłsięodinnych,ajednakNagibowiwydawałosię,że
jestwnimcośdziwnego.Kilkakrotnieprzemierzyłulicę,obserwującdom.

Nierozumiał,dlaczegotoczyni,miałtylkoniejasneprzeczucie,żewtymdomu,októrymnawetnie

wiedział,czyjestwłasnościąHusseina,czyteżkogośinnego,dziejesięcoś,coidlaniegomaznaczenie.
Zamierzałwypytaćgońcaczyposługacza,gdybyktóryśsiępokazał,aleniktzdomuniewychodził.Nagib
odszedłwreszcie,bygoniewykryto.

Gdyznalazłsięwmieszkaniu,któredzieliłzOmarem,narysowałzpamięcitrasędozielonegodomu

przezsiećpoplątanychulic;postanowiłbowiem,żezanimwróciOmar,pójdziedoal-Husseinapod
pretekstemodebraniapieniędzy.Alestałosięinaczej.

Zrana—pomęczącejpodróżyNagibtwardospał—zbudziłogomocnestukanie.Dwóchmężczyzn,

Egipcjanwznoszonejeuropejskiejodzieży,zażądało,byichwpuszczono.PrzysłałichAliibnal-Hussein
inakazałprzyprowadzićNagiba.Nagibpomyślałopieniądzach,któreHusseinjestmuwinien,włożył
więcgalabijęibezoporuposzedłzmężczyznami.

Wpołowiedrogispostrzegł,żeprowadzągodoinnegodomu,niedotego,wktórymznikłwczorajal-

Hussein;Nagibzapytałwięc,dokądidą.Jedenzmężczyzn,przypominającybyka,okrzaczastychbrwiach
ispłaszczonymnosieboksera,uczyniłniechętnyruchręką,niedającodpowiedzi.Drugi,niski,
przysadzisty,oszczerejtwarzy,mimoponurejminy,odparłzwięźle,żeidądoal-Husseina,zarazsięo
tymprzekona.

Nagibzacząłsięniepokoić,kiedyujrzałbarakinędzarzyskleconezdrewnaiblachy,położoneustóp

wzgórzaMokattam.Tutajmieszkalibezimienni,ludziewyjęcispodprawa,którymlosodmówił
posiadanianawetnajmniejszychpotrzeb.Żywilisięodpadkamizbazarówihałdśmiecioraztym,co
wyżebrały,aczasemskradły,ichdzieci.Nocądzielnicatabyłaniebezpieczna,bokażdy,ktosiętu
zapuścił,mógłzostaćzamordowany.Codziennieginęliludziewnieprzeniknionejsiecichatinigdy
więcejsięniepokazywali.
Coal-Husseinzamierzaznimzrobić?Czyzlikwidowaćgo,bowieonarkotykowyminteresie?Wkażdym
razieNagibjużniewierzy,żeprzyprowadzonogotutaj,abyodebrałswojepieniądze.

Doświadczeniaostatnichdnisprawiły,żeNagiba,choćnapewnoniebyłtchórzem,ogarnęłouczucie

strachuwywodzącesięzniepewnościiprzekonania,żeHusseinniemalitości.Nagibznałsiętrochęna
ludziachidostrzegałichzamiary,nimjeszczezostałyujawnione.Toteżzrozumiałejestto,coteraz

background image

nastąpiło.Nagibskoczyłwbok,przewracającprzytymkobietęijejdziecko;powstałozamieszanie.
Nagibpędziłwąskąuliczkąmiędzydomami,znikłzanajbliższymrogiem,poczymspokojnieruszył
powolidalej,takbyjegopośpiechniewzbudziłpodejrzeń.

Sądził,żejestbezpiecznywtymtłumiebezimiennychludzi.Myślał,żejeślidotrzedomeczetu,

któregokopułęwidziałzdaleka,towydobędziesięztegolabiryntu;alewtejsamejchwiliujrzałprzed
sobąnaulicyłańcuchludzizbokserempośrodku.Nagibzawrócił,aleitamzastąpionomudrogę.Bokser
podszedłiuderzyłgowtwarzztakąsiłą,żeNagibnachwilęstraciłprzytomnośćiocknąłsiędopiero
wówczas,kiedyobajmężczyźnipopychaligoprzedsobąjakbydło.

Zatrzymalisięprzeddomemościanachzzardzewiałejblachy.Niebyłotuokna,tylkodrzwi,w

którychpoprzecznebelkibyłyodsunięte.BokserotworzyłjeiwepchnąłNagibadociemnegownętrza.

Gdyjegooczyoswoiłysięzeskąpymświatłem,którepadałoprzezszparęwsuficie,Nagibrozpoznał

al-Husseina.Siedziałnaskrzyni,którąNagibprzywiózłzKairu,aoczyjegodzikobłyszczały.

—Czynaprawdęsądziłeś,żezdołaszmnieoszukać—zacząłcicho,aletencichygłosmiałwsobie

cośgroźnego.—Tynędznyrobaku,chciałeśoszukaćmnie,Alegoibnal-Husseina?

—Alieffendi—odparłNagib—oczymtymówisz?Wykonałemtwojezlecenie,takjaktegożądałeś,

aprzecieżwiesz,żebyłoonozwiązanezwielkimniebezpieczeństwem.

Al-Husseinprzerwałmuruchemręki.
—Tywyskrobkuśmierdzącegowielbłąda,sięgnąłeśpomojąwłasność.Jużjacipokażę,cotoznaczy

oszukaćAiegoibnal-Husseina.—Strzeliłprzytympalcami,abokserzrozumiałtojakorozkaz;podszedł
więcdoNagibaizacząłgobić.Kiedyzadałmusilnycioswżołądek,Nagibupadłnapodłogę.Drugi
mężczyznawylałmunagłowęwiadrośmierdzącejwody,takżeNagibsięocknął.Podniósłsię,znosa
ciekłamukrew.

—NaAllaha—mamrotałNagib—nierozumiem,czegoodemniechcesz.Tosąskrzynie,które

dostałemwAsuanieiprzekazałemciwokreślonymterminie.Czemukażeszmniebić?

—Czywiesz,coteskrzyniezawierają?
Nagibzawahałsię.Czymatwierdzić,żewykonałzlecenie,oniczymniewiedząc,czyteżprzyznać

się,żeotworzyłjednąskrzynięiznalazłwniejopium?Przeciąłpłótno,tegoniemógłsięwyprzeć,bo
pozostałyślady.Awięcprzyznałsię,żewswejniewybaczalnejciekawościotworzyłjednąskrzynięi
ujrzawszyopium,natychmiastjązamknął.

Aliibnal-Husseinwstałipokoleizacząłotwieraćwszystkieskrzynie.Leżałytamwypełnioneworki.

NagibspojrzałnaAlegopytająco,jakbychciałpowiedzieć:Nowidzisz,comaszmidozarzucenia?Ale
zanimsięodezwał,al-Husseinwściekłyzacząłchwytaćzkażdegoworkapogarściproszkuiciskaćnim
wtwarzNagiba,ażbolało.

—Czywiesz,cotojest?—wrzasnąłwnajwyższympodnieceniu.—Czywiesz,coprzywiozłeśz

Asuanuzamojepieniądze?

—Piasek?—zapytałNagibzalękniony.
—Pięćskrzyńpiasku!
—Alejanawłasneoczywidziałembiałyproszek.
Al-Husseinzaśmiałsięzłośliwie.
—Achtak,widziałeśproszek!Ichybatakcisięspodobał,żekazałeśswemutowarzyszowinapełnić

skrzyniepiaskiem,anawierzchuumieścićworekzprawdziwązawartością.

—NabrodęProroka,nie!—zawołałNagib.—Wcaletakniebyło.
Aliibnal-HusseinpodszedłwolnodoNagibaipołożyłmudłonienaszyi.Wydawałosię,żekreww

nimkipi,botwarzzrobiłamusięciemnoczerwonaiwyglądała,jakbymiałazachwilępęknąć.Wykrzywił
się,ścisnąłszyjęNagibairyknął:

background image

—GdziejesttenOmar?Uduszęgowłasnymirękami!—PotrząsałprzytymNagibem,jakgdyby

chciałwydusićzniegozeznanie.

Nagibnawetniepróbowałsięwyswobodzić.Wiedział,żetoniemasensu,ipoddałsięswemu

losowi.Tysiącemyśliprzemykałomuprzezgłowę,przyczymnajmniejobawiałsię,żeal-Husseinmoże
gozabić.Ktomógłufaćjeźdźcomkarawany?DrogazChartumudoAsuanubyładaleka,trwałatrzy
tygodnie.Wtymczasiełatwobyłowymienićładunek.Nastatkubyłteżtenjednooki.Takchętniesię
ofiarował,żepopilnujeładunku.InarazwpadłoNagibowinamyślcośabsurdalnego.Czymógłufać
Omarowi?CzyjegohistoriazAnglikaminiebyławymyślonapoto,abymócuciec?

—GdziejesttenOmar?—słowaal-HusseinadocierałydoNagibajakbyzbardzodaleka.Hussein

rozluźniłuchwyt.Nagibchwytałpowietrze.—Effendi—wykrztusił—jakjużpowiedziałem,Omar
pozostałwLuksorze,alewróci,wierzmi,effendi.NaOmarzemożnapolegać!—Nagibwyrzekłte
słowa,choćwcaleniebyłtakipewny,czyOmarowimożnaufać.

—Będęgoszukał—rzekłal-Hussein.—Będęgoszukał,dopókigonieznajdę!Boinaczej...—

zrobiłprzytymniedwuznacznyruchpłaskądłonią,trzymającjąprzyszyiNagiba.

Następniedałznakobuochroniarzom.CizaciągnęliNagibadopomieszczeniaobok,bezokna,

związalimuręceinogiipopchnęliwkąt;zostałsamwciemności.

Aliibnal-Husseinjeszczetegosamegodniaudałsięwrazzochroniarzamistatkiempocztowymdo

Luksoru.

*

Minęłosiedemdni,odkądOmariNagibsięrozstali,siedemzmarnowanychdni,tyletylkożeOmar

zdemaskowałladyDawsonjakoagentkęwywiadubrytyjskiego.Równieżobajmężczyźni,którychśledził,
niedostarczylimużadnychinformacji;przedewszystkimprzypuszczenieOmara,żenaglepojawisię
gdzieśprofesorHartfield,okazałosiębłędne.Aprzecieżbardzoliczyłnato,kiedyladyDawsoniobaj
mężczyźnitrzeciegodniawyruszylidoDolinyKrólów,zatrzymalisiępodrodzewdomuCarteraiwrazz
nimwspinalisiępotemstromąścieżkąwśródskał.Omarszedłzewnętrznądrogąokrężną,coprawda
dwukrotniedłuższą.Zdalekawidział,jakCarterzdużymplanemwrękukroczypewnieprzedsiebie,
wykonującenergiczneruchy,jakbychciałwtensposóbprzekonaćgościoczymśnieprawdopodobnym.

Zsękatymkijemwrękujakfellachztejokolicy,Omarzbliżyłsiędogrupynaodległośćgłosu,

pomachałtymludziomzdalekanapowitanieiusiłowałprzytymuchwycićchoćkilkasłówzich
rozmowy.To,cousłyszał,niesprawiałowrażenia,żeszukająImhotepa,chodziłoraczejojakiegoś
nieznanegofaraona,któregopieczęć,pucharidrewnianąskrzynkęCarterjakobyznalazł.LadyDawson,
chroniącasięprzedsłońcemdelikatnąparasolką,iobajagenciwkapeluszachzszerokimirondaminie
zwracaliuwaginaukrytegowędrowca,któryichpodsłuchiwał,jużchoćbydlatego,żeniesądzili,aby
ktośzmiejscowychfellachówznałichjęzyk.TakwięcOmar,wypoczywającyzbokunakamieniu,
usłyszał,żelordCarnarvon,naktóregozlecenieCarterprowadziłwykopaliskawDolinieKrólów,jest
skąpcempragnącymzdobyćskarbyjaknajmniejszymkosztem,anaukanicgonieobchodzi,iżeon,
Carter,jużniejednokrotnienosiłsięzmyślą,byrzucićtowszystko.

Zrozmowy,jakwywnioskowałOmar,wynikało,żeCartermaszokująceinformacje,którymipodzielił

sięzladyDawsonijejagentami,informacje,októrychlordCarnarvonniepowinienwiedzieć.Ku
zdziwieniuOmaraniebyłytowskazówkidotyczącepołożeniagrobuImhotepaaniodnoszącesiędo
profesoraHartfielda,któremuprzypadłagłównarolawcałejtejsprawie—anirazuniebyłonatentemat
wzmianki.GodnauwagiwydałasięOmarowiwskazówkaobuagentów,żeodprzyszłegotygodniabędą
czekaliwhotelu„MenaHouse”wKairzenaCartera.Wyciągnąłstądwniosek,żewszelkiedalszeakcje

background image

wywiadubrytyjskiegobędąsiękoncentrowaływDolnymEgipcie;Omarpostanowiłsięwycofać,zanim
zostaniedostrzeżony,inazajutrzwrócićstatkiempocztowymdoKairu.

Wpokojuwhotelu„Royal”Omarrzuciłsięnałóżkoizacząłrozmyślać.Szpiegowałobuagentów,

ponieważsądził,żenaprowadzągonatropHartfielda.Aletu,wLuksorze,byłbardziejdalekiodceluniż
dotąd,bozacząłwątpić,czydobrzesłyszał,oczymobajmężczyźnirozmawialiwtedynapokładzie.
Możezabardzouległwłasnejwyobraźni?Tamyślwprawiłagowewściekłość,wściekłośćnasamego
siebie,żewidocznieniepotrafiłodróżnićrzeczywistościodimaginacji,utrzymaćwcuglachswojej
fantazji.

„Allahakbar—Bógjestwielki”—takbyłonapisanenaprzeciwległejścianie,apodtymjakiś

europejskipodróżnikdopisałołówkiemsubtelnewyznaniemiłosne:„Janeforever”—Janebyło
dwukrotniepodkreślone.Narysowanetamteżbyłypostaciludziizwierzętaznanezhieroglifóww
grobachkrólewskichnaprzeciwległymbrzegu;byłyteżoczywiścierysunkiobsceniczne,zktórychjeden
szczególnieOmaraubawił.Byłtorysunekpenisa,podobnegoraczejdosześciostrzałowegopistoletuniż
doorganupłciowegoEgipcjanina:kolejnygośćhotelowyskomentowałtenrysunekczerwonym
ołówkiem:„Atoco?”

Omarbyłprzygnębiony.WstydziłsięjechaćdoKairuispotkaćtamNagiba,októregolosienicnie

wiedział,iprzezchwilęsięzastanawiał,czynieskorzystaćzokazjiiniewyzwolićsięodTadamana.
Drugatakasposobnośćnieprędkosięzdarzy;alejużpochwiliogarnęłygowątpliwości:Tadamannie
wypuścigozrąktakpoprostu,ponieważtaorganizacjamalicznepowiązania,arezultatbyłbytaki,że
prześladowalibygoiBrytyjczycy,inacjonaliści.

AwięcOmarwróciłdoKairu.Mieszkaniebyłoopuszczone,conaraziegoniezaniepokoiło;jedyny

znakodNagibatobyłakartkanastole,kartkazdziwnymigryzmołami,którychnierozumiał.Dopiero
kiedyNagibpodwóchdniachsięniepokazał,Omarpostanowiłgoszukać.

Wkawiarni„Royal”narogunieotrzymałodpowiedzinaswojepytanie,akelnerdawnojużNagiba

niewidział;człowiekazaśonazwiskuAliibnal-Husseinwogólenieznał—wkażdymrazietak
twierdził.

Omarbłąkałsięcałydzieńwgąszczudomów.Kairwprawiałgowzmieszanie,anawetpowodował

lęk;tłumyhałaśliwychludzi,nicponi,złodziejaszków,wygłodniałedzieci,stare,bosekobietyz
zasłoniętymitwarzami,niosąceciężarynagłowach,brytyjscyżołnierze,paradującywswychmundurach,
poganiaczebydła,handlarzenaręczni,corazliczniejszesamochody,bezpańskieujadającekundlei
wszędziedokołakoty,parszywe,brudne,zaniedbanejakulice,naktórychżyły.Choćnicwiedział,dokąd
sięudać,Omarzapragnąłtomiastojaknajszybciejopuścić.

Późnymwieczoremwróciłdodomu.Jegonadzieja,żezastanieNagibaalbochoćjakiśznakodniego,

okazałasiępłonna.Omarspoglądałnakartkę,którązastałnastole,alenaktórądotądniezwracałuwagi.

Kiedydłużejsięprzyglądałpogmatwanymliniom,zaczęłymuoneprzypominaćplanmiastaichoćnie

byłotuanisłowawyjaśnienia,OmarrozpoznałpobliskiplacMidanSalahel-Din,meczetsułtana
HassanailekkiłukShariaAssaliba,odktóregooddalonyokilkakrokówznajdowałsięjegodom.
Krzyżyknatejgmatwaninieulicwskazywałjakieśmiejsce.

ZeszkicemwrękuOmarudałsięnastępnegodniawdrogę.Niemiałpojęcia,dokądzaprowadzigo

plan,ajużnajmniejspodziewałsię,żespotkaNagiba;alecośgognałowkierunkuoznaczonegomiejsca.
Byłtojedenztychdziwnychprzypadkówwżyciu,którenazywamyzrządzeniemlosu,akiedyonich
myślimypolatach,kiwamygłową.

PrzedzielonymdomemnaulicybeznazwyOmarsięzatrzymał.Tochybatu.Skorojużtudoszedł,

postanowiłzapukać.Niemiałpojęcia,cogoczeka,byłprzekonany,żetowszystkojesttylkozłudzeniem.

Służącyotworzyłdrzwi,zmierzyłOmarataksującymwzrokiemirzekłwytwornie,aleuprzejmie:

background image

—MojegopanaAlegoibnal-Husseinaniemawdomu.Czegosobieżyczysz?
Każdegoinnegotoniespodziewanespotkaniebyoszołomiłolubzmieszałoizpewnościąbyuciekł.

LeczOmarwchwilachzaskoczeniazachowywałzimnąkrewiumiałszybkoreagować.

—Jestemprzyjacielemtwojegopana—rzekłspokojnie.—Należymydotejsamejwspólnoty,jeśli

wiesz,comamnamyśli.Muszęsięznimwidzieć.

Tazamaskowanaaluzjazaniepokoiłasłużącego,niewiedział,jaksięzachować,inarazieokazał

życzliwość.

—Wierzmi,effendi,nigdybymcięnieodprawił,ale,Allahmiświadkiem,żeAliibnel-Hussein

wyjechał.

WtedyOmarodsunąłsłużącegoiwszedłdomrocznegoholudomu.Nakamiennejposadzceleżały

bogatedywany,usufituwisiałymosiężnekandelabry,wkamiennychzbiornikachpoprawejstronie
pluskaławoda.Kamienneschodyprowadziłynagórę.

—Niemogęcięwpuścić,effendi.Zawołampanią!—zaprotestowałsłużącyskrzeczącymgłosem.
Zanimjednakzdążyłwezwaćkogośnapomoc,naschodachukazałasiępani.Twarzmiałazasłoniętą,

jakprzystoizamężnejkobiecie.

—Jużdobrze,Jusufie—rzekłaidałasłużącemuznak,abysięoddalił.NastępniepodeszładoOmara

iodsłoniłatwarz.

Omarznieruchomiał.Znikłajegopewnośćsiebie.Cośjakbyżelaznaklamraścisnęłomupierś,

zahamowałobicieserca,ażzabrakłomupowietrzawpłucach.Omarstałbezruchuispoglądałwtwarz
kobiety,którapodniosłaprawąrękęibezsłowaprzyłożyładopiersi.

—Jasalaam!—powiedziałOmarpocichu,jąkającsię,idodałnieśmiało:—Halima!
Halimaskinęłagłową.Oczyjejbłyszczały,Omarrównieżwalczyłzewzruszeniem.Musiałsię

opanować,bynieporwaćHalimywramiona.

Jakdługojejniewidział?Czytobyłosześć,czyosiemlattemu,kiedyznalazłopuszczonydomwel-

Kuma?Jakżebyłwówczasrozczarowany,anawetrozgoryczonyzpowodulistu,wktórymdziewczyna
żegnałagonazawsze.Znałgonapamięć,czytałsetkirazy,całowałkażdesłowo,ajednakniezrozumiał
jejpożegnania.

—Halima—powtórzyłcicho—Halima,tytutaj?
Halimauniosłaramiona.Przezjejtwarzprzemknąłlekkiuśmiech,jakgdybychciałasię

usprawiedliwićzatonieoczekiwanespotkanie.Światłowholubyłoprzytłumione,mimotoOmarwidział
ją,czułjejbliskośćiniebyłwstaniezebraćmyśli.WidziałHalimęsercem,aleniewidziałrozumem.
Cośwnimsiębuntowałoprzeciwkotemuwidokowi,onaniepowinnatubyć,wdomutegoAlegoibnal-
Husseina.MójBoże,toniemożliwe!Właśnieczłowiek,którynajmniejnatozasługiwał,byłpanem
Halimy.Dlaczegozanimposzła?Dlaczegonicniemówi?Dlaczegoniepróbujewyjaśnićtejniepojętej
sytuacji?Dlaczegoniepowie,żegojeszczekocha,takjakonją?

Nieodważyłsięjejdotknąć,choćbardzotegopragnął.Halimasięzmieniła.Niezbrzydła,byłajak

zawszepiękna,zmieniłosiętylkojejzachowanie,niestałajużprzednimdziewczyna,lecz
doświadczona,dojrzałakobieta.

Ogarnąłgostrach,żeHalimamożeterazpowiedziećcoś,cozniszczywszystkomiędzynimi,może

powiedzieć:Idźstądinigdyniewracaj,niewolnonamsięwidywać!—takjaktojużrazuczyniła.A
więc
usiłowałniemalrozpaczliwieuprzedzićjejsłowa;błagał,abygonieodprawiała,wyjąkałcośoswym
przyjacieluNagibie,któregospodziewałsiętuzastać,ponieważwypełniałonzlecenieal-Husseina.

HalimadługonieodpowiadałaOmarowi.Spoglądałananiego.Dlachłopcatrwałotocałąwieczność,

potemrzekłacichoizwyższością,któragoodpoczątkuonieśmieliła:

background image

—Czyniemaszminicpozatymdopowiedzenia?
TerazdopieroOmarzrozumiał,jakgłupiosięzachował.Krewuderzyłamudogłowy,miałtylko

nadzieję,żeHalimategoniezauważy.Onazaśrozejrzałasiędokoła,następniepodeszładoOmarai
porwałagowramiona.

Chłopiecniespodziewałsiętakiegoobrotusprawy,pozwalałjejnapieszczotyjakbezwolnedziecko

wramionachmatki,któreniepotrafiodpowiedziećnajejuczucia;przyłapałsięnawetnatym,że
nieśmiałobronisięprzedtymwybuchemczułości.

Halimaujęłajegogłowęwobiedłonieizaczęłająobsypywaćpocałunkami.Omardoznałuczucia,

jakiegonigdydotądniedoświadczył.Powolijegosztywnośćustąpiła,uspokoiłsięiścisnąłukochanątak
mocno,ażjązabolało.

Obojeniewiedzieli,jakdługototrwało.Kiedyocknęlisięzdobroczynnegosnu,obojejednocześnie

otworzylioczy.Omarprzeraziłsięśmiertelnie.PrzednimistałsłużącyJusuf.Miałspuszczonywzrok,
rzekł,niepatrzącnaHalimę:—Pani,jużczas.

HalimanieprzejęłasięzbytniowidokiemJusufaiabyośmielićOmara,powiedziała:
—Możeszmuufać,tomójnajwierniejszysługa.—UjęłaprzytymdłońJusufa.
KażdegodniaotejsamejporzeHalimawtowarzystwiesłużącegoszłanarynekpozakupy,któreJusuf

przynosiłnastępniewkoszachdodomu.Byłotojakrytuał,gdybyHalimaztegozrezygnowała,musiałaby
siędługotłumaczyć;prowadziłabowiemdużydom,doktóregonależałoponadpółtuzinasłużbyi
parobków,ponadtodziewczęta,którenarynkuoferowałyswojąsłużbęzamieszkanieiwyżywienie,bo
wyrzekłysięwłasnejrodzinyalbopomimoodpowiedniegowiekuniewyszłyjeszczezamąż.Ichliczba
stalesięzmieniała.OpróczHalimybyławdomujeszczejednakobieta,młoda,niemaldziecko,alejuż
dojrzała.Aliibnal-Husseinwziąłjąjakodrugążonę,cowprawdzieniebyłosprzecznezezwyczajamiw
tymkraju,aległębokoraniłoHalimę.

—Mamysobiewieledopowiedzenia—rzekłaHalima.
Omarskinąłgłową.
—Alenietu.
—Nie,nietu—odparłaHalima.—CzyznasztędużąbramęprzybazarzeKhanel-Khalili?Zabramą

wlewoznajdujesięzaułekhandlarzydywanów.PierwszysklepmaszyldznazwiskiemAchmeday
Amera.Achmedmawobecmniezobowiązania.Okołopołudniabędętamnaciebieczekała.Żegnaj!

Omarwybiegłnaulicęjakoszalały;wydawałomusię,żechwiejąsięfasadydomów,hałasuliczny

docierałdoniegojakbyzdaleka.Czuł,żesięzatacza,kiedyskręcałwulicęShariaAssurugiya,która
prowadziłanapółnocdowielkiegobazaru.Niewidziałludzianipojazdów,miałprzedoczamitylko
obrazHalimy;nieporuszającwargami,układałwgłowiejednosłowo:Halima.

Przydużejwieży,gdziezaczynałsięhandel,Omarszybkoznalazłhandlarzadywanami.Podałmu

swojeimięiAchmedAmerpoprowadziłgościastromymischodaminagórę,gdzieczekałananiego
Halima.

Siedziałanazwiniętychdywanach,którewypełniałycałepomieszczenie.Przezzamknięteokiennice

słońcerzucałolśniącepromienie.Czućbyłozapachwełnyiśrodkówprzeciwrobactwu;alewtejchwili
OmarwidziałtylkoHalimę.

Bezsłowaukląkłprzedniąnapodłodze,objąłramionamijejbiodra,położyłgłowęnajejkolanach,

jakbybyłzawstydzonyichciałsięukryć.Halimazrozumiałatengest,pogładziłagopogłowie.Trwalitak
dłuższąchwilę,zbierającmyśli.

—Niepłacz—rzekłaHalima,samabliskałez,iuniosłajegogłowę,byspojrzećmuwtwarz.
—Janiepłaczę—odparłOmariotarłłzyrękawem.Następniewestchnąłgłębokoirzekłnieśmiało:

—Dlaczegotaksięmusiałostać?

background image

—Lossamtasujekarty,mymożemytylkograć.—Halimauśmiechnęłasię,alebyłtosmutnyuśmiech.
—Dlaczegotaksięmusiałostać?—powtórzyłOmar.—Czyjesteśszczęśliwa?
—Szczęśliwa?
Halimanieodpowiedziała.Omarspostrzegł,żeodwróciłagłowędookna,byukryćłzy.
—DlaczegopoślubiłaśtegoAlegoibnal-Husseina?Dlaczego?—KiedyOmarzauważył,żeHalima

niechceodpowiadać,wstałiusiadłobokniej.—Dlaczego,Halimo?

—Czynaprawdęchceszwiedzieć?
—Musiszmipowiedzieć.
—Aletocięnieuszczęśliwi.
—Niebędęmniejcierpiałniżdotąd.
WtedyHalimauniosłarękawgalabijiOmara,ażukazałosiępiętno.Pogłaskałajedelikatnieipowoli,

jakbyszukającwłaściwychsłów,zaczęłamówić.

—Niewiem,czyzastanawiałeśsiękiedyśnadtym,jaktosięwszystkostałowtedywel-Kurna?
—Oczymtymówisz?
—Otym!HalimadotknęłapalcempiętnanaramieniuOmara.—Gdybyświedział,gdzieonicię

wtedywięzili...

Omarprzełknąłślinę,poczymodparł:
—Wiem,Halimo.Niedawałomitospokoju.Pewnegodniaprzypadekprzyszedłmizpomocą.

Usłyszałemhałaszeszlifiernikamieni,jedynyodgłos,jakidocierałwtedydogrobowca.Awięc
szukałemwpromieniurzutukamienieminatrafiłemnadomtwojegoojca.Doznałemwówczasszoku.

—Acopomyślałeśomnie?
Omarwzruszyłramionami.
—Prawdęmówiąc,niemogłemtegozrozumieć.Przedewszystkimniewiedziałem,jakąrolętywtym

odgrywałaś.

—Adziś?
—Dziś?Dziśjesttaksamo,afakt,żewyszłaśzamążzaal-Husseina,wcaleniepomagamiciebie

zrozumieć.

Jakgdybywobawie,żepadniejakieśzłesłowo,HalimaprzyłożyłalewądłońdoustOmara.
—Niemówdalej,mójkochany—błagała.—Wszystkociwytłumaczę.Aleprzyrzeknij,żemi

uwierzysz.

Przezchwilęsiedzieliobojewmilczeniu,potemHalimazaczęłazwahaniem:
—Jusuf,mójojciec,byłszanowanymczłowiekiemwSchechabdel-Kuma.Jegodumazpowodutego,

żejestEgipcjaninem,rozsławiłajegoimiędalekopozagranicenaszejwsi.Jusufbyłjedynym,który
stawiałczołoaroganckimBrytyjczykom,zachowującymsięjakpanowienaszegokraju.Kochałamojcaza
toidopieropóźniejspostrzegłam,żeotaczajągozawszejakieśdziwnetypy,ludzienigdzieniepracujący,
rzucającytylkonalewoiprawohasłamiipustymifrazesami.Domagalisięnowego,samodzielnego
Egiptu,przyczymstalepadałosłowo„Tadaman”.Niewiedziałam,cotoznaczy,izapytałamkiedyśojca.
Wytłumaczyłmi,żezapojęciem„Tadaman”kryjesięorganizacjapatriotówegipskich,stawiających
sobiezacelwyzwoleniekraju,aichznakiemrozpoznawczymjestsiedzącykot,zwierzę,którezna
tajemnemoce,widziwciemnościijestświętedlawszystkichpotęg.Potemojciecprzycisnąłmniedo
siebie,pogłaskałpogłowieirzekł,żeniewolnominigdynikomupowiedziećotymanisłowa;zdrajcy
muszązginąć.Potemcorazwięcejludzizaczęłoznikać.Egipcjanie,aletakżecudzoziemcy,októrych
ojciecwyrażałsięzpogardą,mówiąc,żetowrogowiekrajuispotkałaichtylkozasłużonakara.Namoje
pytanie,jakakaraspotykawrogównaszegokraju,ojciecodpowiedział,żezostajążywcemzamurowani

background image

wdawnychgrobachfaraonów.Ojciecmówiłotymwszystkimztakąnienawiścią,żeprzeraziłamsięi
odtądczułamdoniegopogardę.

TwojespotkaniezTadamanembyłopomyłką.Jusufsądził,żejesteśszpiegiembrytyjskim,wkażdym

razieTadamanodpoczątkuniewierzył,żeprofesorchcekupićwLuksorzestarożytneprzedmioty.
Widzieliwnimbrytyjskiegoagenta,którymaszpiegowaćichorganizację.Dlategopostanowilizabić
profesora,jegożonęisłużącego.

Typierwszywpadłeświchsieci.Toniebyłozaplanowane,taksiętylkozłożyło.Zamarłam,kiedy

przynieślicięnocąiwrzucilidogrobu.Odrazuciępoznałamibyłamzrozpaczona.Niewiedziałam,jak
cipomóc.Jusufnieznałlitości,kiedychodziłoosprawyTadamana,izginąłbyśzgłoduwtymlochu,
gdybymniewymogłanaojcu,bycięoszczędzał;możnapowiedzieć,żecięwykupiłam.Byłtohandel
niegodny,alenajważniejsze,żeuszedłeśzżyciem.

—Niegodnyhandel?Jakmamtorozumieć,Halimo?
Omarpoznałponiepokojuwoczachdziewczyny,jaktrudnojestjejpowiedziećprawdęukochanemu.
—Niepotrafiszsobiewyobrazić,jakiejcenyzażądałojcieczatwojeżycie?
Omarsięprzeraził.
—Zaczynamrozumieć—rzekłcicho.
Halimazaczęłaodnowa.
—Wśródznajomychojcabyłjedenwyróżniającysięszczególnąbezwzględnościąitwardym

charakterem:Aliibnal-Hussein.Choćbyłamniemaljeszczedzieckiem,wpadłammuwoko.Chciałmnie
wziąćzażonę.Jusufmumnieprzyrzekł.Broniłamsię,groziłam,żepodrapięmutwarz,jeślitylkosiędo
mniezbliży,żeucieknę,gdytylkonadarzysięokazja,inigdyniewrócę.Kiedyniebyłoinnejmożliwości
uwolnieniaciebie,przyrzekłam,żewyjdęzaal-Husseina,jeślityodzyskaszwolność.

Halimaspuściławzrok,wstydziłasięspojrzećOmarowiwoczy;niewidziaławięcjegołez,łez

wściekłościirozpaczy.Zacząłszlochać,głośno,niepohamowanie,jakdziecko.Wtejrozpaczydręczyła
gomyśl,żetowszystkoniejestprawda,żeHalimawymyśliłacałąhistorię.Aleimdłużejdziewczyna
milczała,tymbardziejstawałosiędlaniegopewne,żepowiedziałaprawdę.Iwswejszalonejrozpaczy
postanowił,żewcześniejczypóźniejzabijetegołotra.

—Zabijęgo!—wykrzyknął.
Byzdusićtenokrzyk,HalimaprzycisnęłagłowęOmaradopiersi.Poczułprzezsuknięciepłojejciała.

Ogarnęłogopożądanie,zapragnąłjej,teraz,bezwzględunaokoliczności.ChciałmiećHalimętylkodla
siebie,znikimsięniąniedzielić.Niedopuszczałdosiebiemyśli,żeonazarazwrócidoal-Husseina.Bo
jeślitaksięstanie,życiestracidlaniegosens.

Kiedyotymmyślał,poczułdłońHalimybłądzącąpojegociele,delikatnewezwanie,znak,żeczujeto

samo;ogarnęłogouczuciewielkiegoszczęściaiufności,żeznajdziejakieśwyjścieztejsytuacji.W
swymoszołomieniuiprzekonaniu,żesądlasiebiestworzeni,opadlinastertędywanów,pieścilisięi
całowali,następnie,osłabieni,leżeliobjęci.

Wreszcie,jakbybudzącsięzesnu,Omarpowoliwróciłdorzeczywistości.
—Cobędzieznamidalej?—zapytałbezradnie.
Halimausiadła,przesuwającpalcempodywanie,ipowiedziałazmieszana:
—Niewiem,Omarze,wiemtylko,żeciękocham.
—Musimyuciec—rzekłOmar.
—Dokąd?
Omarwzruszyłramionami.
—Al-HusseinijegoludziebędąnasścigaliwcałymEgipcie—powiedziałaHalima—inie

spoczną,pókinasnieznajdą.

background image

OmarobjąłHalimę.
—Jeślinaprawdęmniekochasz,topojedzieszzemną.UciekniemydoEuropy,doAngliilubFrancji.

Tamnapewnoniebędąnasszukali.

—Niełudźsię—odparłaHalima.—TadamanmaswoichludziwcałejEuropie,aal-Hussein,

urażonywswejpróżności,niezrezygnujeibędzienasprześladowałwszędzie.Onumiedoskonale
posługiwaćsięswoimipośrednikami,którzynieznająnawetjegoimieniaiadresu,gotówjestnawet
zabić,niebrudzącsobieprzytymrąk.Jeślichodzioochronęwłasnegożycia,al-Huseinznarozmaite
triki.Wjegosypialnizawysokimlustremodkryłamtajemnedrzwiprowadzącedodrabinystrażackiej,po
którejmożnasiędostaćnatyłydomu.Prawdopodobnieobawiasięzemstyzpowoduswychlicznych
ciemnychsprawek.Nigdymiotymprzejściuniemówił.

—Alewłaśnieteciemnesprawkizetknęłynaszesobą!
—Wiem—odparłaHalima.
Omarwpatrywałsięwzamknięteokiennice,przezszparyprzenikałyjaskrawepromieniesłońca,

odsłaniającstertykurzuwpomieszczeniu.Zastanawiałsię.Możnabypomyśleć,żecałykrajsprzysiągł
sięprzeciwkonim.Ogarnęłogoprzygnębienie,leczprędzejdałbysobieobciąćjęzyk,niżbysiędotego
przyznał.Podziwiałtękobietę,żetakspokojnieopisujeswojepełnecierpieniażycie,nierozczulającsię
nadsobąinieoczekującodniegowdzięczności.Niemalwstydziłsię,żesamjesttakisłaby.

Halima,jakbyodgadłamyśliOmara,ujęłajegorękę,aleniepatrzyłamuwoczy,abygoniepeszyć.

Omarbyłjejzatowdzięczny.Podczasdalszejrozmowy,kiedystaralisięmówićobłahychsprawach,
Halimanaglezapytała,wjakisposóbjąodnalazł.Omaropowiedziałoszkicu,którypozostawiłNagib
ek-Kassariktórypokilkudniowychposzukiwaniachnaprowadziłgonawłaściwytrop.

—Nagibek-Kassar?—Halimazdziwiłasię,pokręciłagłowąizaczęłaopowiadać,żejejmąż

uwięziłek-Kassara,anastępniewyruszyłzkilkomakompanamidoLuksoruwposzukiwaniujego
przyjaciela.

—Tenprzyjacieltoja—rzekłOmarspokojnie.
—Takprzypuszczałam—odparłaHalima.
—Czegoonodemniechce?
—Al-Husseintwierdzi,żeoszukałeśgonadostawieopiumzpołudnia.
—Chybawtoniewierzysz?
—Ajeślitak?
—NaAllaha,tonieprawda!—zawołałOmaroburzony.—PojechaliśmyrazemdoAsuanu,by

wykonaćzlecenieal-Husseina,alerozstaliśmysięwLuksorzeiodtamtejporyniewidziałemNagiba.

—Jakkolwiekjest—rzekłaHalima—al-Husseincięszuka.
SłużącyJusufchrząkającwspinałsięposchodach.Wpołowiedrogizatrzymałsięizawołał:
—Pani,jużczas!
Halimastarałasięszczególnieterazprzestrzegaćporządkudnia.tylkowtensposóbniewzbudzi

podejrzeń.

Dlategojejpożegnaniebyłoniemalchłodne;obiecałajednak,żejutrootejsamejporzeznówtu

przyjdzie.

Sytuacja,wjakiejznalazłsięOmar,byłaszczególniezagmatwanaibeznadziejna;mogłaczłowieka

pogrążyćwgłębokiejdepresji.AleOmarwciąguswojegożycianauczyłsię,żeprzygnębienieirozpacz
mobilizująnieoczekiwanesiłyiwyostrzajązmysły,bywsytuacjizpozorubezwyjściauczynićcoś
jedyniesłusznego.

Tadaman,którybyłdlaniegoprzezlatawzoremibodźcemiktóremuzawdzięczałżycie,teraz,kiedy

corazwięcejdowiadywałsięomotywachiformachdziałaniajegoczłonków,stawałmusięcoraz

background image

bardziejnienawistny.Sa’dZaghlulmożeibyłuczciwymczłowiekiem.Brytyjczycyzesłaligojako
przywódcęegipskiegoruchunarodowegonaMaltę,późniejnaSeszele,ajegosprzymierzeńcyzpartii
Wafdbylirównieżzpewnościąludźmiuczciwymi.Alezaplecamiekstremistównależącychdo
Tadamanaidającychosobieznaćgłównieprzezlicznezamachyukrywałosięwieluprzestępców,którzy
mielinauwadzetylkowłasnekorzyściidlaktórychosobisteporażkiżyciowestanowiłydostateczny
powód,byprzyłączyćsiędotegougrupowania.

Zasadniczącechąorganizacjibyłaanonimowośćjejczłonków.Tylkoniewieluznałonawzajemswe

imiona,aleiwówczasniewiedzieli,ktojakązajmujepozycjęwhierarchii,ktokomurozkazuje.Niebył
teżznanyprzywódca,copowodowałoróżnorakiespekulacje,alewłaśnietaniepewnośćstanowiła
niewątpliwyatutTadamana.

Omarwiedziałoczywiście,żejegożycieniebyłobywartefuntakłaków,gdybyorganizacja,któraw

takfatalnysposóbgowessała,terazsięgowyrzekła.Rodziłosięwięcpytanie,czymaudawaćprzedal-
Husseinem,żonicniewie,czyteżpoprostuzniknąćiczekać,ażjemuiHalimienadarzysięjakaś
sposobnośćucieczki.

Jeślizniknie,al-Husseinwrazzeswymiludźmibędągoszukaliiniespoczną,pókigonieznajdą,

albowiemzniknięciebędziedowodemjegowiny.Jeślinatomiastsięujawni,zapewnienia,żeniemanic
wspólnegozaferą,nieznajdąual-Husseinawiary.Zachodziprzytymniebezpieczeństwo,żeal-Hussein
odkryjeto,czegochybanapewnoniewie,mianowicieżeOmarjesttymchłopcem,któremuzawdzięcza
posiadanieHalimy.

Niezetknęlisięwtedy,kiedyOmarpadłofiarąfatalnejpomyłki.Niebyłpewien,czyHalimawogóle

wie,jakonsięnazywa,prawdopodobniezapomniał,zjakiegopowoduHalimaoddałamusię,mimoiż
początkowogoodsiebieodsuwała.Al-Husseinnietroszczyłsięoprzeszłość,nieleżałowjegonaturze
zastanawianiesięnadsprawami,któretoczyłysięzgodniezjegowolą.Podtymwzględembył
całkowitymprzeciwieństwemOmara.

Tenbowiem,gdyminęłypierwszeuniesienia,zacząłwątpić,czymiłośćHalimyterazjestrówniesilna

jakwmłodzieńczychlatach,czymożeniespodziewanespotkanierozdmuchałoprzygasłypłomień,który
niebawemznówzgaśnie.Tamyślprześladowałagoztakąmocą,żekiedyspotkalisięnazajutrz,Omar
przyłapałsięnatym,żesłowairuchyHalimyprzyjmujezpewnąrezerwą.

Halima,któramiałasubtelnewyczucietegorodzajuwahań,dostrzegłaniepokójOmaraiprzytrzecim

spotkaniuzapytałagooprzyczynę.

Czyjegowątpliwościniemiałypodstaw?Omarniestarałsięusprawiedliwiaćswychwahań.Życie

nauczyłogo,żeuczuciasąjakchwiejnedrzewa,aodichpierwszegospotkaniaminąłkawałczasu.Cogo
jednaknajbardziejniepokoiło,tomyślowspólnejprzyszłości.Halimaprowadziłażyciewytwornej
damy,miaładodyspozycjilicznąsłużbę,korzystałazdobrobytu.Myśl,żewrazieucieczkimusiałaby
wieśćnędznyżywotbezprzyszłości,doprowadzałaOmaradoszaleństwa.Wielokrotniepowtarzałsobie,
żeucieknie,żenazajutrzniepójdzienaspotkanie,alepotem,kiedymusiałsięzdecydować,zapominało
wszelkichpostanowieniachizniepokojemczekałnaHalimę.

Halimaostrzegłago,byniewracałdoswegomieszkanianaprzedmieściu;sądziła,żedomjest

obserwowany.Handlarzdywanów,dobrotliwystaruszek,zaproponowałmukryjówkęwpomieszczeniu
magazynowymnapodwórzu.Omarodwdzięczyłmusię,pomagającwciągudniaprzypraniudywanów;
byłatociężkapraca,wykonywanawpocieczołatwardąszczotkąicuchnącymmydłem,odktóregoręce
czerniałyipuchły.

LedwieobojepokonaliwszelkiewahaniaipostanowiliuciecdoEuropy,Omaraogarnąłnowy

smutek.Halimaopowiedziałamuopowrocieal-Husseina,którynicnieosiągnąłiterazpoirytowany
traktowałjązcałąbezwzględnością.Omarlawirowałpomiędzyniecierpliwościąazaślepiającą

background image

wściekłościąnaal-Husseina.Namyśl,żcHalimapowspólniespędzonychgodzinachmiłościmusiulegać
al-Husseinowi,Omarzrywałsięichodziłzzaciśniętymipięściamipopokojujakwięzień.Zabijęgo,
powtarzał,prędzejczypóźniejzabijęgo!

Wściekłośćal-Husseinadoszładozenitu,kiedyjedenzjegolokaiprzekazałmuinformację,żeNagib

ek-Kassaruciekłzwięzienia.Al-Husseinszalał,cisnąłkrzesłemwsłużącego,któryprzyniósłmutę
wiadomość,wyjąłrewolwerizacząłstrzelaćwsufit.NieporazpierwszyHalimęogarnąłstrachprzed
al-Husseinem.Strachówjeszczebardziejpobudzałjądotego,byopuścićmęża.Bomożenadejśćdzień,
kiedyjegogniewskierujesięprzeciwkoniej,adzień,wktórymsiędowieojejspotkaniachzOmarem,
będziedlaniejoznaczałwyrokśmierci.

Kochalisiękażdegodnia,ciałaichbowiembyłyspragnionemiłości,aletamiłośćpośróddywanów

stawałasięcorazbardziejaktemrozpaczy,ponieważniepotrafiliopanowaćstrachu.Halimanie
wiedziała,ktopomógłek-Kassarowiwucieczce,czybyłtoktośzesłużbyal-Husseina,czyteżjemu
samemuudałosięuwolnić.

Nagibek-Kassarbyłczłowiekiemdoświadczonym,wielelatżyłwEuropieigdybytrzebabyło

znaleźćschronieniewjakimśobcymkraju,napewnobyimpomógł;alegdziegoszukać?Omar
przypomniałsobiekalekiegoczyścibutasprzedhotelu„MenaHouse”.Byłtojedynyczłowiek,którymógł
impomóc.NagibwiedziałojegoprzyjaźnizOmarem,wiedział,żemożnamuufać,igdybyszukał
Omara,napewnozwróciłbysiędostarego.

HalimadałaOmarowiwiększąsumępieniędzy,którąpoczątkowozoburzeniemodrzucił,potem

jednakprzyjąłzwdzięcznością;terazbyłnawetztegozadowolony,mógłsobiebowiempozwolićna
odbyciedługiejdrogidopiramidautobusem.Hassantkwiłnaswymstarymmiejscu,sprawiałwrażenie,
jakbyczasdlaniegosięzatrzymał;odkądOmargoznał,nicsięniezmieniał.

HassanodrazuwyczytałzminyOmara,żejestwpotrzebie,iwmilczeniuwskazałnaławkęwparku

otoczonąoleandramiiniewidocznązhotelowegowejścia.

—Jużpytanoociebie—rzekłmikasah,kiedyzapomocąsilnychramionwspiąłsięnaławkę.
—Nagibek-Kassar?
Kalekaskinąłgłową.
—Gdzieonjest?
—Niewiem—odparłHassan.—Byłbardzozawiedzionyinawszelkiepytaniadawałskąpe,nicnie

znacząceodpowiedzi.Niewiedziałem,coonimmyśleć.Wreszciepowiedział,żejeszczeprzyjdzie.
Dziwnygość!

Omarzacząłopowiadać,cosięwydarzyłoodczasuichostatniegospotkania,opowiedziało

tajemniczymzleceniuAlegoibnal-Husseina,oswoimdaremnymtropieniuobubrytyjskichagentów,o
niespodziewanymodnalezieniuHalimy,atakżeospotkaniachmiłosnychzniąiplanachucieczki;nietaił
też,żesąbezradni.Zrobiłomusięlżejpotejrozmowie.

Hassanpoczątkowospoglądałprzedsiebie,potemzacząłkręcićgłową,jakbyjeszczeniewyrobił

sobieostatecznegozdania.Wreszcienabrałgłębokopowietrza,wyprostowałsię,przybierającniemal
groźnąpostawę,irzekł,niepatrzącnaOmara:

—Niewolnocitegorobić,niewolno.
—Atodlaczego?—ofuknąłOmarkalekę.
—Onajestjegożoną.Niewolnocimujejzabierać.
—Aletozbrodniarz.Onjądręczył,bojęsię,żejązabije,jeślisiędowieonaszychspotkaniach.
—MimotoHalimajestwobecAllahaprawowitążonąAlegoibnal-Husseinainiktztejanitamtej

stronyNiluniemaprawamujejodbierać.

—Aleprzecieżcipowiedziałem,jakdoszłodotegomałżeństwa!

background image

—ŚwięteprawoKoranuniepytaookoliczności,wjakichzawartomałżeństwo,pytatylko,czyto

małżeństwozostałozawarte,czynie.Halinasięzgodziła,czytak?

—Tak,ale...
—Awięcjestjegoprawowitążonąinikt,takżeity,niemaprawamutejżonyodbierać.
Nieustępliwy,twardyton,jakimmikasahprzemawiał,wprawiłOmarawkonsternację.Nigdynie

sądził,żebędziesięsprzeciwiałsłowomstarca.DotądHassanbyłdlaniegoautorytetem,zwłaszcza
moralnym,aleterazwszystkosięzmieniło.Omaraniprzezchwilęniewątpiłwsłusznośćswego
postępowania.MapozostawićHalimętemułotrowi?Nigdy!

OmarpodałHassanowiswójadres.GdybyNagibprzyszedł,niechgotamskieruje.Staryprzyrzekłmu

tozpoważnąminąiOmarwyruszyłwpowrotnądrogę.Wautobusiezająłmiejscewostatnimrzędzie.
Przezdrogęzastanawiałsię.Przygnębiałogoto,żezlekceważyłradęstaregomikasaha,alejeszcze
bardziejdręczyłagomyśl,żemiałbysięrozstaćzHalimą.Owszem,Hassanjestmądrymstarcem,jego
radydotądbyłyzawszesłuszne,aletosłabapociecha.OmarchciałbyćzHalimą,aonaznim,choćby
wszystkieprawaświatabyłytemuprzeciwne.

PodczasswychwspólnychrozważańOmariHalimazaplanowalinapoczątekucieczkędoAnglii.

Omarznałjęzyktegokraju,odprofesoraShelleyadowiedziałsięwieleojegokulturzeihistorii.
Pieniądzenapodróżniestanowiłyproblemu.JeśliHalimazastawiswojąbiżuterię—abyłagotowato
uczynić—będądysponowaliwystarczającąsumępieniędzy,abyprzeżyćrok.GdyOmarzapytału
„Cooka”napromenadzieostatekzAleksandriidoSouthampton,dowiedziałsiękuswemuzaskoczeniu,
żebiletynatakąpodróżsprzedajesięłączniezwizą.Kiedywięcuprzejmamisswokienkuzaczęłago
pytaćonazwisko,imię,adres,Omarzerwałsięipospiesznieopuściłbiuropodróży.

Byłprzekonany,żejegonazwiskowciążjeszczeznajdujesięnaliściegończymAnglików,choćod

historiiprzybudowiekoleiminęłyjużczterylata.Alejakmiałtosprawdzić,nienarażającna
niebezpieczeństwoHalimyisiebie?

Niebyłodnia,bywKairzenieodbywałysiędemonstracjeprzeciwkocudzoziemcom.Zamachyna

urzędnikówbrytyjskich,strajkinapoczcieinakoleizaostrzałysytuację.Wproteścieprzeciwko
okupantomwzburzonetłumywysadzaływpowietrzemasztytelegraficzne,torykolejoweikanały
nawadniające.Zaghlulbyłnawygnaniu,krajoddłuższegoczasuniemiałrządu,nacytadeliwKairze
powiewałabrytyjskaflaga,akomisarzbrytyjskilordAllenbyrozpaczliwieusiłowałskłonićpremiera
JegoKrólewskiejMościLloydaGeorge’adozmianystosunków.

Należywspomniećotychokolicznościach,bowłaśnieonemiałynajwiększywpływnadalszybieg

wydarzeń.

Jednegozpierwszychgorącychwiosennychdniwsklepiezdywanamizjawiłsięniespodziewanie

Nagib.Omarjużstraciłnadzieję,żekiedykolwiekgospotka.

Nagibopowiedział,żedowiedziałsięodHassanaomiejscupobytuOmara,alestaryw

przeciwieństwiedopierwszegorazurobiłwrażenieraczejniechętnego,takżeNagibzacząłpodejrzewać,
iżstarychcenaniegozastawićpułapkę.Ztegopowoduprzeztrzydniobserwowałsklep,aleprócz
kobietywzasłonie,któraprzychodziłacodziennieotejsamejporze,niezauważyłniczegopodejrzanego.

Długotrwało,nimOmarprzekonałNagiba,żetakobietatożonaal-Husseina,alejednocześnie

ukochanaistota,którejOmarzawdzięczałżycie,iżeNagibniemasiętuczegoobawiać.Nieufność
Nagibaminęładopierowówczas,kiedyOmaropowiedziałmuoplanieucieczkiiodaremnejpróbie
podróżydoAnglii.

Dobrzesięskładało;Nagibbowiemrównieżnosiłsięzmyśląopuszczeniakrajui—jakzapewniał—

dawnobyopuściłKair,gdybymiałpieniądzenaprzejazd.HalimiespodobałsięNagib,przedewszystkim
imponowałojejjegodoświadczenieżycioweitrzeźwemyślenie.Wtrójkę,rzekła,ichplanucieczkijest

background image

bardziejrealny,izaproponowała,żezapłacizaprzejazdNagiba.Nagibpowiedział,żezakilkadni
zostaniezniesionybrytyjskiprotektoratisułtanFuadbędzieobwołanykrólemEgiptu.Związanaztymjest
powszechnaamnestia,takżeodtejstronynicimniebędziegroziło.

Halimanalegałanapośpiech.Jejsytuacjastawałasięzdnianadzieńcorazbardziejniebezpieczna,bo

al-HusseinwyznaczyłtymczasemnagrodęwwysokościtrzystufuntówzagłowyOmaraiNagiba.Halima
zdawałasobiesprawę,żejeślijedenznichzostaniewykryty,onatakżebędziezgubiona.Nagibznalazł
schronienieuswojejciotki.TambyłbezpiecznyiunikałpokazywaniasięnaulicyrazemzOmarem,bo
nawetwtłokuwielkiegobazaruczłowiekmógłsięnatknąćnadenuncjatorów.

Nadzieńprzedproklamacją,któramiałaprzynieśćkrajowiniezależność(przyczymchodziłotuo

pozornąniezależność,ponieważrządJegoKrólewskiejMościnadalzastrzegałsobiepolitycznynadzór
nadkrajem),niezbadanawolaAllahasprawiła,żeOmarstraciłniezachwianąpewnośćsiebieizacząłsię
zastanawiać,czystarymikasahniemiałracjiostrzegającgo.

OmariNagibumówilisiępodwielkimzegaremnaShariaabdelKhalig,gdziemiałaswebiura

większośćtowarzystwokrętowych.Omarzzainteresowaniemobserwowałnadjeżdżającybiały
samochód,którywyróżniałsiętym,żekierowcasiedziałnamiejscubezdachu,podczasgdypasażer,
wytwornieubranyAnglikzbłyszczącymmonoklemwoku,siedziałwczęściosłoniętejprzedkurzemi
słońcem.Przedwejściemdo„UnitedMediterranean”,niedalekoOmara,wózsięzatrzymał.Wtejchwili
nadszedłNagib.

Omarpomachałmuręką,alezanimobajzdążylisięprzywitać,trzejmężczyźnirzucilisięzróżnych

stron,odepchnęliichnabokiprawiejednocześniezaczęlistrzelaćdoAnglika,którywłaśniewysiadał.
OmariNagibstalijakprzymurowani,nieruszylisięzmiejsca,kiedygangsterzywystrzelaliwszystkie
naboje,cisnęlirewolwerynabrukiuciekliwbocznąuliczkęprowadzącądoopery.

Anglikleżałobróconytwarządoziemi,spodjegobrzuchawypływałakrew.Palcelewejrękidrgały

jakrażoneprądem;potemrękaopadłabezwładnie.Zewszystkichstronnadbiegliludziezkrzykiemi
dopieroterazOmarzdałsobiesprawę,żetoonistojąnajbliżejofiary.ChwyciłNagibazarękaw,zaczęli
sięprzeciskaćprzeztłumgapiów.

Spostrzegłtokierowca,Egipcjanin,któryukryłsięzaautem,izawołał,wskazującnaobumężczyzn:
—Trzymajcieich!Tomordercy!
Kilkuśmiałków,którzyzagrodziliimdrogę,OmariNagibpowalilinaziemięipędzilidalej,by

ratowaćswojeżycie.Wiedzieli,żesąniewinni,żetylkoprzypadeksprawił,iżbyliświadkamizamachu,
alewiedzielitakże,żejakoświadkowiemusielibyzrezygnowaćzeswejanonimowości,ato
pociągnęłobyzasobąfatalneskutki.PonieważOmarznałtędzielnicęijejwąskiezaułki,pędziłwstronę
dworca.Nagibbiegłzanim.Kiedyjużpoczulisiębezpieczni,zwolnilitempoizanurzylisięwtłumiena
placuprzeddworcem.Tamrozstalisięiposzlikażdyinnądrogądosklepuzdywanami.

Halimazaniemówiła,kiedyusłyszała,cosięstało.Opadłanadywan,ukryłatwarzwdłoniachi

rozpłakałasięjakmaładziewczynka.Wydawałosię,żewszystkowyglądabeznadziejnie.Omarmilczał.
Słowastaregomikasahaniewychodziłymuzgłowy.Nagibstalmiędzyoknami,opartyościanę,ipatrzył
wsufit.

—Noico?—zapytałOmarwyzywającymtonem,graniczącymzcynizmem.Znałwyraztwarzy

Nagiba,kiedytenrozmyślał;ostateczniedośćdługosiedzieliwspólniewciasnympomieszczeniu.

—ZnamjednegopracownikaportowegowAleksandrii—zacząłNagibzwahaniem,aHalima

spojrzałanańzniechęcią.—Możetoprzesada,żeznam,alewiem,żejestprzekupny.Pieniądzedziałają
naniegojakopium.Zakilkabanknotówzrobiwszystko.Jużwielokrotnieryzykowałutratępracy,kiedyw
wolnocłowymporciezostawiałotwartebramymagazynów.LudzieTadamanaprzemycalicałymi

background image

ciężarówkamiamerykańskieibrytyjskiepapierosy.Pozaładunkuczłowiekówzamykałmagazynyi
policjałamałasobiegłowę,wjakisposóbtowarmógłzniknąć.

—Myniepotrzebujemyamerykańskichpapierosów—rzekłOmarniechętnie.
—Nie—odparłNagib—niepotrzebujemypapierosów,alemoglibyśmywinnysposóbskorzystaćz

jegopomocy.

—Notomów!—nalegałaHalima.
—Myślę,żeGeorgios—botaksięnazywaówczłowiek,Grek,jakwieluwAleksandrii—mógłby

nasprzeszmuglowaćprzezodprawęcelnąipaszportowąiulokowaćnastatkupłynącymdoEuropy.

—Jakopasażerównagapę?—Halimieniespodobałasiętapropozycja.
—Dlaczegopasażerównagapę!Georgiosznazałogistatków,aciludziesąniemniejprzekupniniż

pracownicyportowi.

—Czysądzisz,żeprzyjegopomocymoglibyśmyominąćurzędy?
—Jestemtegopewien.
Halimasięskrzywiła.
—Pieniądzeniegrająroliwtymprzedsięwzięciu.Mogęzastawićswojąbiżuterię,prócztegomam

dostępdokilkusetfuntówgotówką,któreAl-Husseinprzechowujewdomu.

—Oncięzabije,jeślizauważybrakpieniędzy—rzekłOmar,aległosjegoniezdradzałzbytniego

niepokoju,bowiedział,żetoichjedynaszansa.

Halimaujęłajegodłoń.
—Niewątpięwtoaniprzezchwilę—odparłazuśmiechemgoryczy—alemusięnieuda.Ufamci.
Nagibukląkłprzedobojgiemimówiłpocichu:
—Totrzebaszybkozałatwić.Kiedyal-HusseinspostrzeżeucieczkęHalimy,musimyjużbyćnastatku

alboprzynajmniejwporciewAleksandrii.Rozumiecie?

OmariHalimaskinęligłowami.
—Najlepiejbędzie,jeślisięrozstaniemy.ToznaczyniechkażdeznasstarasiędostaćdoAleksandrii

nawłasnąrękę.Tytakże,Halimo.Wtrójkęczyteżwdwójkętozbytryzykowne.

—Zgoda—rzekłOmar,botenargumentprzemówiłdoniego.—Tylkokiedy?
—Jutro—odparłNagibkrótko.—Niemamyczasudostracenia.PierwszypociągdoAleksandrii

odchodziokołoszóstej.

—Toniemożliwe—rzekłaHalima.—Al-Husseinnieopuszczadomuprzeddziewiątą.Niemogę

wyjśćprzednim,byniewzbudzićpodejrzeń.

Ustaliliwięc,żeHalimapojedzienajbliższympociągiem,którymbędziemogła.Napunktspotkania

wyznaczyliwieżęnamoloportowymopełnejgodzinie.Panujetamzawszewielkiruch,niemaobawy,że
zostanąwykryci.

ZfałdszatyHalimawyjęłazwitekbanknotów,podzieliłajeidałapopołowieOmarowiiNagibowi.

Obajwmilczeniuschowalipieniądze.PotemHalimaobjęłamocnoOmara.

—NiechnamAllahdopomoże—rzekła,zanimzeszłazwąskichschodów.—ZpomocąAllahana

pewnonamsięuda.

Kiedyznikła,Omarstałjaksparaliżowany.Jakiśgłoswołałwnim:Zawróćją!Niewolnocijej

puszczać!Innygłoszaśnawoływałdozachowaniaspokoju,dorozsądku.Botylkowtensposóbmogli
wszyscytrojezmierzyćsięzlosem.

—Tydrżysz!—NagibpodszedłdoOmaraiująłgozarękę.Tensięodwrócił.
—Niewstydźsię—mruknąłNagib—tożadenwstyd,kiedysiędrżyokobietę.Bardzojąkochasz?
Omarnieodpowiedział,aleNagibnieczekałnaodpowiedź.

background image

Tejnocy,ostatniej—takprzynajmniejsądził—jakąspędzałwKairze,Omarniemógłzasnąć.Za

bardzodręczyłagomyśl,żemusinazawszeopuścićswójkraj.Niepoczujejużnaskórzegorącego
chamsinu,którypędziprzedsobąpiasekipył,niepoczujejużzapachubrzegówNilu,nieprzeżyjewięcej
nocy,kiedyGwiazdaPołudnialśninaniebiejakklejnot.Ogarnąłgolęk,żebędziesięmusiał
porozumiewaćwobcymjęzyku,żyćwobcymkrajuiubieraćpoeuropejsku.OnkochaEgipt,kochaten
kraj,choćbyłobycałkiemzrozumiałe,gdybygonienawidził.Bowtymkrajusątylkodwarodzajeludzi:
ci,którzyżyjąwcieniu,ici,którzyżyjąwświetle.Omarżyłzawszewcieniu.Człowiekprzyzwyczaja
siędociemnościprędzejniżdoświatła.

Jednakmyśl,żerozpoczniezHalimąnoweżycie,dodawałamuodwagi,uśmiechnąłsię,alebyłto

raczejuśmiechniepewnościjutraniżradości.ZranaOmarwziąłbanknotpięciofuntowyiwrazzkartką
zawierającąkrótkiepodziękowaniezostawiłwłaścicielowisklepuzdywanami.Następnieudałsiędo
jednegozwielukramówzużywanąodzieżą.Umówilisię,żepodczasucieczkibędąnosilieuropejską
odzież,byuniknąćpodejrzeń.Omarkupiłsobiejasnepłócienneubranie;byłotanieinieprzyciągało
uwagi.Torbazpłótnażaglowego,wktórejodczasówsłużbyuAnglikówprzybudowiekolei
przechowywałswojerzeczy,takżeukrywałajegoprawdziwepochodzenie.

TakwięcpomęczącejpodróżykolejądotarłOmardoAleksandrii.Dworzecsprawiałwrażenie

orientalne,natomiastmiastomiałocharaktereuropejski.RównieożywionejakKair,wydałosięOmarowi
bardziejnowoczesne,mniejzagmatwaneniżstolica.

Nagibbyłjużnamiejscuiwyglądałnazdenerwowanego,boGeorgiosdopieropodługichnamowach

izadwukrotniewiększąsumępieniędzy,niżbyłoplanowane,zgodziłsięimpomóc.Najbliższystatekdo
Angliiodpływadopierozapięćdniiniejestpewne,czyGeorgiosbędziemógłcośdlanichzrobić.Jutro
opuszczaAleksandrięstatekpłynącydoNeapolu,alezałogajestpodstałąobserwacjąodczasu,kiedy
pewienposzukiwanynacjonalistauciekłstatkiemdoWłochiterazpublikujewprasiezłośliwe
oświadczenia.Jeszczedziśwnocynatomiastodpływastatek„Königsberg”,należącydobałtyckiego
towarzystwaokrętowego;jegokapitanzróżnychpowodówmazobowiązaniawobecGeorgiosa;nastatku
tymjestwolnakabina,kapitanmożenawetwystawićodpowiedniepapiery,takżewHamburgubędą
moglibeztruduzejśćnaląd.

Niemcy?Omarzrobiłzrozpaczonąminę,bospodziewałsię,żedotrzedoAnglii,gdzieprzynajmniej

będziemógłsięporozumieć.AleNiemcy?

Nagib,którywielelatspędziłwBerlinie,patrzyłnasprawęinaczej.Jegowspomnienianiebyły

wprawdzienajmilsze,zarabiałnażyciedoraźnąpracą,napółlegalną,aletamniemusiałsięobawiać,że
ktośgorozpozna.Iwobecwyboru,czydziśjeszczeujśćprześladowcom,czyteżczekaćwstrachuna
lepsząokazję,Omarsięzgodził.

AlecozHalimą?Omarpatrzyłnamolo,szukającwtłumiedziewczyny;aleniebyłojejidosmutkuna

widokkipiącegowokółżyciadołączyłsięstrach,żemożektośzesłużbyodkryłucieczkęHalimyi
zdradziłjąiżeal-Husseinjestnajejtropie.

Nagib,którywidziałniepokójOmara,rzekłuspokajająco:
—Niebójsię,onaprzyjdzie!—ipociągnąłprzyjacielazaniskimurek,gdziemajączaplecami

zachodzącesłońce,spoglądaliponadcumującymstatkiemdalekowmorze.

—Losjestsprawiedliwy—zacząłNagibisplunąłdowody—jeśliHalimaprzyjdzie,będzieto

oznaczało,żewoląNajwyższegojest,abyściesiępołączyli;jeślinieprzyjdzie,tomusiszsiępogodzićz
Jegowolą.

Omarskinąłgłowąwmilczeniu,chociażmyśltadręczyłagojaktortury.Egipcjaninniezna

współczuciadlasiebie.Wie,żewszystko,cosięznimdzieje,jestzgodnezwoląAllaha.

background image

—Poczekamydopełnejgodziny—rzekłOmarispojrzałnaNagibazobawą,żetensięniezgodzi.

Jeślinieprzyjdzie,pojedziemysami.

—Wporządku—zgodziłsięNagib—aletylkodopełnejgodziny.Inaczejstatekodpłyniebeznas.
PrzedOmaremotwarłasięmrocznapustka,życiewydałomusiępozbawionesensujaknigdydotąd.

Pragnienie,byuciecizacząćzHalimąnowe,szczęśliweżycie,odfrunęło.Widziałprzedsobą
perspektywęsamotności,życiabezcelu.Pocóżwięcuciekać?

Lękwydłużałczaswnieskończoność.Omarniewiedział,jakdługowpatrywałsięwwodę.Czułtylko

naramieniudłońNagiba,któryjakbychciałuwolnićgoodczarnychmyśli.Omarpodniósłwzrok,Nagib
dałmuznakgłową.Wodległościkilkukrokówszławytwornieubranakobieta.Miałanasobieobcisły
kostiumpodróżnyieleganckimodnykapelusik,awrękuwalizkę.Halima?Czytosen,czyjawa?Nie,to
niewątpliwieHalima.

Wahającsię,jakbywobawie,żesięomylił,Omarzbliżyłsiędoniej.Trwałochwilę,zanimHalima

gopoznała.

—Halima!
—Omar!
Nagibnalegałnapośpiechiprzestrzegał,abyzachowywalisięnormalnie.
Wparterowymdomuowieludrzwiach,naktórychwidniałycyfryisłowa,czekałGeorgios.Był

wyraźniezdenerwowany,bynajmniejniezpowoduswegozadania,leczzewzględunanieprzyzwoicie
wysokąsumę,jakiejbezczelniezażądałzaprzysługę.Byłegipskimurzędnikiemikażdywiedział,żenie
możeutrzymaćsięzeswejpensji.Bycieurzędnikiemwtamtychczasachusprawiedliwiałokorupcję,a
Georgios,którymiałnautrzymaniużonęiczwórkędzieci,niemógłbyegzystować,gdybyniemiał
regularniedodatkowychdochodów.Częstoprzemycałnielegalnienaobcesiatkiludzi,którzypopadliw
konfliktzprawemlubtakich,którzypoprostuchcielizniknąć,niepozostawiającposobieśladu.
ZazwyczajGeorgiosżądałdwudziestufuntówzausługę,corównałosięjegomiesięcznejpensji,ale
zawszedokładnieprzyglądałsięludziom,którymmiałpomóc,starającsięwywnioskowaćzich
zachowania,ilemogązapłacić.Odtejtrójkizażądałprawiepodwójnejsumy,mianowiciestufuntów;
jeślitacenajestdlanichzbytwysoka,niechsięzwrócądokogośinnego.

Nagibomalniestraciłpanowanianadsobą,wyglądałtak,jakbychciałsięrzucićnaGeorgiosai

zawlecgodonajbliższejkomendypolicji.Alecobytodało?Georgiosoczywiściewszystkiemuby
zaprzeczył,aconajgorsze,onisamibysięzdradzili.AzatemHalimadałaGeorgiosowistofuntów,by
załatwiłwszystkozkapitanem,łączniezfałszywymidokumentami,takabypozapadnięciuzmrokumogli
legalniewejśćnastatek.

MS„Königsberg”byłpołączeniemfrachtowcaistatkupasażerskiegoirazwmiesiącuodbywałrejs

międzyHamburgiemaAleksandrią.CoprawdamożnabydojechaćdoNiemiecwygodniej,drogąmorską
doNeapolu,dalejzaśkoleją,coskróciłobyczaspodróżyodwietrzecie.

Trojguspóźnionympasażeromprzydzielonokabinęnadolnympokładzie,gdzieprzeważnie

umieszczanosłużbę.Wysokourodzenipaństwozajmowaligórnypokład.Nagib,jedyny,któryjużpływał,
rzekł,żekabinybezokieneksącoprawdanędzne,alezatonieprzyciągająuwagipozostałych
pasażerów.

Kiedystatekodpływał,nagodzinęprzedpółnocą,Omar,HalimaiNagibstaliwrazzinnymi

pasażeraminapokładzie.ŚwiatłaAleksandriistawałysięcorazmniejsze,OmarobjąłHalimę,która
drżąc,cichopopłakiwała.Niezauważyła,żeOmarrównieżdrży.

Chociażżadneznichniewypowiedziałoanisłowa,obojeczulitosamo.Szczęście,żewspólnie

uciekają,iobawęprzedprzyszłością.Inszallah.

background image

BERLINPOMIĘDZYGENDARMENMARKTAURANIĄ

Owy,którzywierzycie!
Niebierzciesobiezaprzyjaciół
żydówichrześcijan;
onisąprzyjaciółmijednidladrugich.
Aktozwasbierzesobieichzaprzyjaciół,tosamjestpośródnich.
Zaprawdę,Bógnieprowadzidrogąprostąluduniesprawiedliwych!
Koran,suraV

*

Nagib,OmariHalimamielinadzieję,żedecyzjaucieczkidoEuropyuwolniichodprzekleństwa

przeszłości,mielinadzieję,żebędąmogliprowadzićnowe,niczymniezakłóconeżycie,wolneod
strachuprzedprześladowcami.DlategoopuściliEgiptiruszylikuniepewnejprzyszłości.Leczczłowiek
możeuciecodteraźniejszości,alenieucieknieprzedprzeszłością.

KiedypodwóchtygodniachpodróżyopuścilistatekwHamburgu,niepewni,dokądsięudaćwobcym

kraju,podszedłdonicheleganckoubranynaszaromężczyzna.Miałnagłowieczapkękierowcyze
złoconymsznurem,nosiłrękawiczki,jegoramionaporuszałysięsztywnojakwahadłozegara.Nagle
zagrodziłimdrogęizapytałzuprzejmąpowściągliwością:

—CzypaństwoprzybywajązEgiptu?
Nagib,któryjedynyznałniemiecki,potwierdziłizapytał,czemugotointeresuje.
Mężczyznawszarymubraniupominąłtopytanieniechętnymuniesieniembrwiiciągnąłdalej:
—WobectegomamprzyjemnośćzpanamiOmaremMoussąiNagibemek-Kassarem?
GdyOmarusłyszałswojenazwiskozustobcego,ogarnąłgopanicznystrach;ująłHalimęzaramięi

chciałwrazzniąuciec,zanurzyćsięwtłumie.Nagib,ciekawy,skądtenczłowiekznaichnazwiska,
przytrzymałOmarazarękawisyknął:

—Spokojnie,poczekajmy.—Izwracającsiędoobcego,zapytał:—Toniewątpliwieegipskie

imiona.Czegopanchceodtychludzi?Czyżbybyliposzukiwaniprzezpolicję?

Pytanietowywołałouśmiechnatwarzywytwornegomężczyzny.PrzejrzałtaktykęNagibaiusiłowałw

innysposóbzyskaćzaufanieprzybyszów.

—Pozwoląpaństwo,żesięprzedstawię—rzekł,skłaniającgłowę,przyczymresztajegociała

pozostałasztywna.—NazywamsięHansKalafke,alemówiądomniepoprostuJean.Jestem
sekretarzem,kierowcąisłużącymGustava-GeorgabaronavonNostitza-Wallnitza,jeślitonazwiskocoś
panommówi.

Czycośmówi!Nagibprzełknąłślinę.Nostitz-WallnitzbytjednymznajbogatszychludziwNiemczech,

zarządzałprzeszłodwomatuzinamizakładówprzemysłuciężkiego,miałwłasnybank,nazywanogoszarą
eminencjąniemieckiejpartiiCentrum:stalowybaron.Jasalaam!Czegotenstalowybaronchceodnich?

Omar,którydostrzegłzaskoczenie,anawetkonsternacjęNagiba,spojrzałnaniegopytająco.
—Panbaronpragniezpanamipomówić—rzekłKalafke,byzapobiecdalszympytaniom.—Mam

zawieźćpanówdoBerlina,jeślipanowiepozwolą.—Bezdalszychsłówwziąłbagażecałejtrójkii
ruszyłdoautamarki„Stoewer”,parkującegoprzynabrzeżu.

NagibstarałsięwyjaśnićOmarowiiHalimiepowstałąsytuację.HalimauczepiłasięOmaraizaczęła

przekonywaćNagiba,żetowszystkojestzasadzką,napewnochcąicharesztowaćinajbliższymstatkiem
odesłaćdoEgiptu.NiechBógmiłościwyzlitujesięnadnimi!

background image

Gdydoszlidoauta,Nagibrzekł,iżmusinajpierwnaradzićsięzprzyjaciółmi.Służący,przywykłydo

posłuszeństwa,usiadłzakierownicąciemnejlimuzynyinapozórobojętniepatrzyłprzedsiebie.

—Odkiedytopolicjaposyłalimuzynyzkierowcą?—zapytałNagib,spoglądającnaHansaKalafke.
Omarwzruszyłramionami;musiałprzyznaćNagibowirację.Niewyglądałotonapodstęppolicji.
—Aleskądonznanaszenazwiska?Skądwieonaszymprzybyciu?
—Przedewszystkimczegotenczłowiekodnaschce?—wtrąciłaHalimaiobejrzałasię,czyniema

wpobliżujakiegośpolicjanta.

PonieważdyskusjatrwałazadługoiKalafkedostrzegłniepewnośćEgipcjan,wysiadłzwozu,

podszedłdoNagibairzekł:

—Rozumiemwasząnieufność,alezapewniampanów,żebaronmawobecwasjaknajlepszezamiary.
—Czywiepan,ocochodzi?
—Proszępana!—Tenzwrotprzyszedłkierowcyzwidocznymtrudem,aleciągnąłdalej:—Nie

wolnomiwtrącaćsiędosprawpanabaronaigdybymnawetwiedziałcokolwiekojegoplanach,
czułbymsięzobowiązanydomilczenia.Alezapewniampanów,panbarontoczłowiekhonoru.

NagibprzetłumaczyłtesłowaOmarowiiHalimie.
—Cotoznaczyczłowiekhonoru?—dopytywałasięHalima.
—Człowiekhonoru?Naszjęzyknieznatakiegopojęcia.Oznaczaonotyle,coczłowiekuczciwy,

któremumożnazaufać.

—Itywierzysztemuwoźnicy?
Nagibwzruszvłramionami.Podszedłwreszciedoszofera,któryznówusiadłzakierownicą.
—Ajeśliodmówimyiniepojedziemyzpanem?—zapytał.
Nicmogępanówzmusić.Moimzadaniemjesttylkoprzekazaniepanomwolibarona.Coprawdapan

baronnieprzywykłdotego,bymuodmawiano.Niewiem,jaknatozareaguje.

—Chcepanpowiedzieć,żemożemyodejśćinicsięnamniestanie?
—Niemogępanomtegozabronić.
Potychsłowachsłużącegocałatrójkapostanowiłazaryzykowaćtęprzygodęiwsiadładoauta.
PomiędzyGendarmenmarktaUraniąnaFriedrichstrasseznajdowałasięmiejskarezydencjabarona

vonNostitza-Wallnitza.MiałonjeszczewillęwGrunewaldzie,gdzieprzeważnieuprawiałswojehobby,
hodowlęgołębipocztowych,aleodkilkulat,odczasuśmierciżony,paniEdigny,zwanej„Edi”,baron
rzadkobywałwwilli,wolałrozgwarmiasta.

Berlinbyłjakbeczkaprochu.Prawicowiekstremiścizamordowaliministrasprawzagranicznych

WalteraRathenaua.Zamachypolitycznebyłynaporządkudziennym.Askutkiemreparacji,które
zwycięskiemocarstwanałożyłynaNiemcy,byłaszalejącainflacja.Stanśrednizubożał,alenieliczni
pomnożyliswojemajątkiniebotycznie.DotychnielicznychnależałbaronvonNostitz-Wallnitz.

PałacprzyFriedrichstrassebyłimponującąbudowlązczasówgrynderskich,owysokich,lśniących

oknachzżaluzjami,otoczonążelaznymogrodzeniem,apotężnejbramywjazdowejstrzegliprzezdzieńi
nocuzbrojenistrażnicy;dowcipniberlińczycynazywalitęposiadłość„CafeReichswehr”.

Mimotegobezczelnegoafiszowaniasięzeswymbogactwemwtymmieścienędzarzyibezrobotnych,

stalowybaronbyłczłowiekiemlubianym,albowiemdojegolicznychdziwactwnależałatakżeregularnie
powtarzającasiępotrzebaczynieniadobrairozgłaszaniatego,araczejsprawiania,abyinnigłośnootym
mówili.Dośćczęstozdarzałosię,żekiedybaronjechałswoim„Stoewerem”powspaniałejUnterden
Lindenizobaczyłżebraka,wysiadał,pytałgoonazwiskoisytuacjęiwmiarępotrzebyalbodawałmu
mieszkanie,albopracę,albopokrywałjegodługi;zawszeteżwtakiejchwilibyłwpobliżujakiśfotograf
lubreporterz„Bild-Zeitung”albo„Morgenpost”,którytozdarzeniewewłaściwejformiezrelacjonował
wprasie.

background image

Baronchętnieczyniłdobro,ponieważ—jaksięwyrażał—wartościsąprzemijające,uczucia

natomiastwieczne,izawszepodawałprzytymjakoprzykład„BerlinerIllustrierte”,któregonoworoczny
numerkosztowałdwiemarki,numersylwestrowyzaśosiemdziesiątmarek,mimoiżgazetaniebyłaani
grubsza,aniładniejsza.

Zbliżałsięwieczór,kiedyOmar,HalimaiNagibdotarlinaFriedrichstrasse.Wózzatrzymałsięprzed

portalemiportierwkamizelcewszarepasypodszedłdoprzybyszówioznajmił,żepanbaronich
oczekuje.

Otworzyłysiędrzwiprowadzącedoholudwupiętrowegodomu,wewnątrzzeschodamizbiałego

marmuru.Nakamiennejposadzcewbiało-czarnywzórszachownicyleżałyperskiedywany.Dwaopasłe
skórzanefoteleistolikzprzyboramidopalenia,azbokubiałyfortepianstanowiłytujedyne
umeblowanie.Zsufituzwisałkryształowyświecznik,któregoniepowstydziłbysięnawetpałacsułtanaw
Kairze;aksamitnezasłonynadawaływnętrzupoważny,niemalmuzealnynastrój.

Tymczasemcałątrójkę,któraprzybyławnastrojunieufnościiniepewności,ogarnęłaciekawość,

kiedysłużącypoprowadziłichnagórę,zatrzymałprzeddwuskrzydłowymidrzwiamiidałznak,by
zaczekali.Samznikłbezsłowa,wróciłpochwiliiotworzyłdrzwi.Omar,HalimaiNagibweszli.

Pomieszczenie,wktórymsięterazznaleźli,byłopogrążonewlekkimpółmroku.Nasięgającychsufitu

półkachwzdłużścianstałyksiążki,pomiędzydwomaoknamibiurkoolbrzymichrozmiarów,zanim
siedziałmężczyznaoczerwonejtwarzy,wlewejręcetrzymałcygaro,prawąpodpisywałpapiery,
mechanicznie,niepatrzącnanie:Gustav-GeorgbaronvonNostitz-Wallnitz.

Kiedybaronpodniósłwzrokznadpolerowanegobiurka,jegopełnatwarzrozjaśniłasięnachwilę,

jakbychciałasięuśmiechnąć;nieudałosiętojednak,zamiastuśmiechuwyszedłgrymas.Nostitzniebył
bowiemprzyzwyczajonydotego,abysięuśmiechać.Ztrudnościąprzychodziłmunawetmiływyraz
twarzy.Tłumaczyłtowtensposób:jestembogaty,awięcniemampowodudośmiechu.

VonNostitzwstał,terazwidaćbyło,żejestbardzotęgiibardzoniski,atakżepociągalewąnogą.Jego

krokiwydawałysięniezdarneichodzenienajwyraźniejsprawiałomutrudność.Powitałgościiwskazał
immiejsca.Następniezacząłbezogródek:

—Państwooczywiściesązdziwieni,żeoczekiwanoichwHamburgu,napewnowahalisiępaństwo

przyjąćmojezaproszenie,dobrzetorozumiem.Alepragnępaństwazapewnić,żezmojejstronyniemają
siępaństwoczegoobawiać,przeciwnie,zwracamsiędowaszprośbą,niemaljakopetent.

Petent?Nagib,którytłumaczyłsłowabarona,spojrzałbezradnienaOmara,tenzaśnaHalimę.
Skądpanwiedziałonaszymprzybyciu?—zapytałNagibuprzejmie.
—Zarazsiępandowie,iwówczaszrozumiepan,ocochodzi.—Baronzapaliłnowecygaroi

wypuszczającmałeobłoczkidymu,zacząłmówić,zwracającsiędoNagiba:—Napewnozastanawiał
siępan,kimbyliludzie,którzywyzwolilipanazpułapkiAlegoibnal...

—Al-Husseina?
—Tak.BoinaczejtkwiłbypanjeszczewtymblaszanymbarakunaprzedmieściuKairujakowięzień

tegogangstera.

Kiedybaronwymieniłnazwiskoal-Husseina,Halimazerwałasię,zerkającnadrzwi,potemspojrzała

naNagiba,jakbyczekającnajegosygnałdoucieczki.Aleondałjejznak,abyspokojnieusiadła.

—Skądpanotymwie?—zapytałNagibzdziwiony.
Baronwyciągnąłlewąsztywnąnogędalekoprzedsiebieirzekł,niepatrzącnaNagiba.
—Widzipan,naszświatstałsiębardzomały.Drogiikolejepołączyłykraje,samolotylatająnad

kontynentami.ZurzędutelegraficznegowKairzemożepandepeszowaćdocałejEuropy.Wystąpienie
LloydaGeorge’apodczaskonferencjiwGenuizostałoprzekazanedoLondynuwciągusiedemdziesięciu
minut.Dziśwszyscywszystkowiedzą,trudnojestcośukryć,jeślipanrozumie,comamnamyśli.

background image

—Nie,niczegonierozumiem—odparłNagib.
Baronodchrząknął.
—Kilkaulicstądmaswąsiedzibęsłużbawywiadowcza,jestonapodobnonajlepszanaświccie.Od

pewnegoczasuludzieciobserwująszczególnąaktywnośćwywiadufrancuskiegoibrytyjskiegow
pańskimkraju.Przezdługiczaswywiadnaszniewiedział,jakijestichwłaściwycel,ibardzogo
irytowało,kiedyposyłanotamcorazwięcejarcheologów.Myśl,żewywiadeuropejskiegokrajumożesię
interesowaćbadaniamiarcheologicznymi,wydawałasięniemalabsurdalna.Wywiadnieżyje
przeszłością,leczprzyszłością.To,cobyło,gonieinteresuje,wywiadkoncentrujesięnatym,cobędzie
lubmożebyć.Awięcmusiistniećinnypowód,dlaktóregoFrancuziiBrytyjczycyzajmująsię
archeologią.Naszwywiadwykryłprawdziwypowód.Wrozmaitychmuzeachświataznajdująsię
fragmentytablicy,które—złożone—określająmiejscetajemniczegogrobuzestarożytnychczasów.
BrytyjskiarcheologHartfieldmiałpodobnonajwiększyfragmentitwierdził,żewgrobieznajdująsię
nieprzebraneskarby:próczzłotaiklejnotów,atakżecennychprzedmiotówużytkowychsątamtakże
dokumentyzawierającewiedzę,którąludzkośćjużdawnostraciła.Przedewszystkimtointeresowało
wywiad.Krążyłypogłoski,żewgrobowcuukrytesątakżetajneformuły,cudownenapoje,wskazówki
dotyczącedalszychkryjówek.OdczasówNapoleonakrążąpoświecieosobliwehistorie,poważni
naukowcyzajmująsięteoriami,wedługktórychEgipcjanieznaliobcądlanasformęenergiiiopanowali
teorięodwróconejsiłymagnetycznejbiegunów.Słowem,gdybyczęśćtychprzypuszczeńiwyobrażeń
byłaprawdziwa,toichodkrywcamiałbynadresztąludzkościtakąprzewagę,żemógłbyzapanowaćnad
światem.Bojeślicośmożezapanowaćnadświatem,totylkowiedza.

Baronmówiłzentuzjazmem,widaćbyło,żedośćdokładnieznatemat,igościepowolizrozumieli,

dlaczegoichwłaśniesobieupatrzył.Nadaljednakbyłozagadką,wjakisposóbichznalazł.

Wprzerwie,którąbaronwykorzystał,byzaproponowaćgościomkoniak,zaktórypodziękowali,

Nagibodważyłsięnapytanie,wjakisposóbbarondowiedziałsięoichistnieniu.

—Powiempanu.—Przeztwarzbaronaprzebiegłnieśmiałyuśmiech.—Otrzymujęswojeinformacje

zpierwszejręki.FriedrichFreienfels,szefwywiadu,jestmoimkolegąszkolnym,dzieliliśmyprzezlatatę
samąławkęitęsamąkobietę—niemamyprzedsobążadnychtajemnic.Gdyprzyjacielopowiedziałmi
otajemniczymgrobiewEgipcie,zapragnąłemsamzabraćsiędoposzukiwań.

Nagib,OmariHalimaspojrzelinasiebiewmilczeniu.
—Wiem,coterazmyślicie—rzekłbaroninapiłsiękoniaku.—Myślicie,żetotakidziwaczny

kaprysmilionera,żezakilkatygodniotymzapomnę,alezapewniamwas,żetakniejest.Odkąd
dowiedziałemsię
otejsprawie,nieopuszczamniemyśl,żeja,Gustav-GeorgvonNostitz-Wallnitz,mógłbymstworzyćcoś,
comanieprzemijającąwartość,mógłbymdokonaćczegoś,cobyrozsławiłomojeimięwcałymświecie.
—Przytychsłowachoczymuzalśniły.—Ktowie—ciągnąłbarondalej—ktowie,jakdługojeszcze
pożyję.Gdytakpatrzęnaswojeżycie,zastanawiamsię,czegowłaściwiedokonałem,imuszęstwierdzić,
żejedynemojeosiągnięcietopieniądze,którezdnianadzieńtracąwartośćiwkrótcebędziesięnimi
możnatylkopodetrzeć.Apewnegodniaumręiniktnawettegoniezauważy.Niebyłomidanemieć
dzieci,wrazzemnąumrzemojenazwisko.Zapięćdziesiątlatludziebędąmówić:baronNostitz?Nigdyo
nimniesłyszałem.Tamyślmnieprzeraża:człowiekżyjepięćdziesiąt,sześćdziesiątlatinastępne
pokoleniejużgoniepamięta.Gdybyściewiedzieli,jakjazazdroszczęhodowcomróż,którzymogą
nadawaćimswojeimiona,lubastronomom,którzyodkrywajągwiazdycałkiembezwartościowedla
rozwojuludzkości;aletebezwartościowe,nicnieznaczącegwiazdynosząichimionaijeszczezatysiąc
latbędąsięoneznajdowaływksięgachastronomicznych.Jakąradośćmusisprawiaćtakaświadomośćw

background image

chwiliśmierci.Jeślijutrobędęumierał,wydamsięsamsobienędznym,nicniewartymczłowiekiem,bo
towszystko,codotychczaszrobiłem,jestnędzneinicniewarte.

Słowateukazałytegomałego,brzydkiegomężczyznę,któryposiadłwszelkiebogactwatejziemi,w

całkieminnymświetle.Aleczegoonodnichchciał?

—Nieodpowiedziałpannamojepytanie,paniebaronie—nalegałNagib.—Dlaczegopanwpadł

właśnienanas,czegosiępanponasspodziewa?

Baronznówuśmiechnąłsięnieporadnie.
—Przecieżpowiedziałempanu,żenaszwywiadjestnajlepszynaświecie,lepszyniżDeuxième

BureauwParyżuiSecretServiceJegoKrólewskiejMości.Freienfelsijegoludziebardzowcześnie
natrafilinawas,dokładniemówiącwdniu,kiedyOmarMoussaobserwowałobuagentówbrytyjskichna
statkunaNilu.Agenciowibyliteżpodnasząobserwacją.Awięcktoś,ktowykazywałrównież
zainteresowanietymiludźmi,musiałzwrócićuwagę.Początkowosądziliśmy,żeOmarMoussajest
agentemobcego,nieznanegonammocarstwa,alepokilkudniach,kiedynasiludziebliżejsięnimzajęli,
dowiedzieliśmysię,żenależydoTadamanaiże—czegodotychczasniewiedzieliśmy—takżeTadaman
polujenatętajemnicę.Całaresztanatomiastjakbywyniknęłasamazsiebie.Najpierwnatrafiliśmyna
Alegoibnal-Husseina,potemnaNagibaek-Kassara,wreszcienaHalimę.

Omarkręciłsięniespokojnienakrześle.Myśl,żetenczłowiekwieonichwięcej,niżbysobieżyczyli,

niepokoiłago.Aleczynaprawdęwiewszystko?

—Powiedzmu—rzekłOmardoNagiba—żemyobajzmusustaliśmysięczłonkamiTadamanaiże

oniścigająnas,boniespełniliśmyichrozkazów.Niechotymwie.

NagibprzetłumaczyłbaronowisłowaOmara;baronpotwierdził,żeotymwieiżewpewnymsensie

todobrze,boekstremiścibezwzględunakolorsąnieobliczalni,awięcniepewni,ipozostająwobectego
pozazasięgiemichzainteresowań.

Wciągurozmowystałosięjasne,żewszyscytrojeodtygodnipozostawalipodobserwacjąNiemców

iżeichżycieprywatnebyłoznaneażdonajdrobniejszychszczegółów,anawetkierowanoichlosem.
Pośpiech,zjakimurzędnikportowyumieściłichnastatkuniemieckim,niebyłprzypadkowy.Georgios
zostałprzekupionyprzezniemieckichagentów,awięczainkasowałpodwójnązapłatę:odnichza
przejazd,odNiemcówzaumieszczenieichnastatku„Königsberg”.

Tobardzoprzykredowiadywaćsięodobcychszczegółówzwłasnegożycia.Cojeszczewieten

szalonybaron,czegoodnichoczekuje?

—Niechpanwreszciepowie,czegopanodnaschce!—zacząłNagibniechętnie.—Prześwietliłnas

pan,sprowadziłdoBerlina,alechybamamyprawosądzić,żeniesprowadziłnaspancałkiem
bezinteresownie.Więcczegopanodnaschce?

—Mamdlawastrojgapewnąpropozycję.
—Jaką?
—Chciałbym,abyściedlamniepracowali.ZnajdzieciedlamniegróbImhotepa!
Baronwstałipodszedłdoregału,wyjąłjednązksiążekinagleścianajakbycudemodsunęłasięna

bokiodsłoniłapółkęzniezliczonymiaktamiidokumentamipowiązanymiwpaczki.Twarzbarona
przybrałaniemalbłogiwyraz.Wyraźnierozkoszowałsięzdumieniemswoichgości,wreszcierzekłz
szerokimgestem:

—Niesiedziałembezczynnie.Możecietuznaleźćwszystko,codotychczaszostałoudokumentowane

wsprawieImhotepa,takżeinformacjeobcychwywiadóworazrelacjezwaszejdziałalności.

OmariNagibpodeszlidopółki,podziwialidokumentyopatrzonenapisami,manuskrypty,koperty;

baronwyciągnąłpierwszezbrzegudokumenty,przerzucałkartki,wreszciezatrzymałsięnajakiejś
fotografii.Halimapodeszła,spojrzałanazdjęcieiwydałaokrzykprzerażenia:

background image

—Tomójojciec!
Wskazałanałysegomężczyznęstojącegowrzędziewśródinnychosób.Tak,Omarpoznałfotografię

robionąpodczasprzyjęciauMustafyAgiAyata.PoznałprofesoraShelleyaijegożonęClaire,dyrektora
koleizLuksoru,ladyDawson,szefapolicjiIbrahimael-Nawawiego.

—Tozdjęcie—rzekłOmarpełenpodziwu—pochodzisprzedwojny,toniedowiary!Byłem

wówczasjeszczechłopcemisłużyłemuprofesora.Jasalaam.

Baronskinąłzadowolony.
—Ztegomożepanwywnioskować,jakszczegółowesąmojeinformacje,jakwnikliwemoje

poszukiwania.

Omarpotrząsnąłgłową:
—Zebrałpanbardzowielemateriału,widaćmapaninformacjeodziałalnościwszystkich

wywiadów.Dlaczegowięczależypanuakuratnawspółpracyznami?

—Tobardzoproste.—Baronodłożyłaktanamiejsce.—Mamwrażenie,żewłaśniewyjesteście

najbliżejodkryciatajemnicy.Zwróciłemuwagęnato,żedrogiwszystkichludzi,którzyszukająImhotepa,
zawszekrzyżująsięzwaszymi,kiedytylkoposunąsięonikawałekdalej,obojętneczysątoarcheolodzy,
awanturnicy,czyteżagenci.Mówiącściślej:wyjesteściezawszeokrokprzedinnymi.

Byłytobardzopochlebnesłowa,którejednakniezdołałyrozwiaćwątpliwościOmaraiNagiba.

Oczywiściemoglionitu,wBerlinie,czućsiębezpieczniepodopiekątegowpływowegoczłowieka,ale
pomiędzykamieniamimłyńskimiwywiadów,gdziewcześniejczypóźniejtrafią,niepozostanądługo
anonimowi,al-Husseinzaśuczyniwszystko,byichwytropić,awówczasichżycieznajdziesięw
niebezpieczeństwie.Powrót
doEgiptujestdlanichwnajbliższymczasieniemożliwy.Jakbarontosobiewyobraża?

Baronniemiałtakichwątpliwości.PostanowiłodnaleźćgróbImhotepaiwtymcelupotrzebnamu

byłapomoctejtrójkiEgipcjan.Jegowzrokmówiłwyraźnie,żeirytujegowahaniesiętychludziprzed
przyjęciemjegopropozycji;widaćtobyłoposposobie,wjakikręciłnerwowowrękucienkiecygaro.

—ProblemAlegoibnal-Husseinawkrótcesamsięrozwiąże—rzekłbaronznacząco—acosię

tyczywaszejtożsamości,tobeztrududostarczęwamkażdypaszport,jakitylkozechcecie.

Tendziwnybaronniebyłprzyzwyczajonytargowaćsięocokolwiek,doczegośprzekonywaćlubo

cośprosić.Nawetcesarz,mawiał,jestprzekupny,totylkokwestiaceny;aimdłużejcałatrójkasłuchała
tegoniepozornego,małegomężczyzny,tymbardziejnabierałaprzekonania,żepragnieonzcałą
stanowczościąrealizowaćswójcel.

Tacyludzie,jakbaronvonNostitzlubjemupodobni,wyposażeniprzezloswewszystkiedobra

ziemskie,odczuwająsatysfakcjęnamyśl,żesąnieszczęśliwi,istawiająsobiewciążnowe,napozór
nieosiągalnecele.Baronowiniezależałojużnaszczęściuosobistym,bochybagodoświadczył,abyć
możeuważałtegorodzajuszczęściezaniemoralne,cowcalebyniedziwiłoprzyjegocharakterze;ale
dręczącego,prawienieziszczalnemarzenieonieśmiertelnościsprawiało,żeoczymulśniły.

Odrzuceniepropozycjitakiegoczłowiekawydawałosięnietylkonierozsądne,alenawet

niebezpieczne.Bopodobniejakdziecko,którejestgrzeczne,jeśliwszystkoprzebiegazgodniezjego
wolą,zaczynanatomiastszaleć,kiedycośidzieniepojegomyśli—takitenniepozornymężczyznamógł
wybuchnąćbrzemiennymwskutkigniewem,anawetstaćsięgroźny.

InieczekającnaodpowiedźprzybyszówzEgiptu,jakgdybytobyłojużoddawnauzgodnione,baron

wstał,nacisnąłdzwonekelektrycznyirzekłżyczliwie:

—Niedalekostąd,whotelu„Kempiński”,kazałemzarezerwowaćdlawaspokoje.Kalafkewastam

zawiezie.

background image

ZjawiłsięKalafkeipoprowadziłOmara,HalimęiNagibaprzezholnadwór,gdzieczekałananich

limuzyna.

ZDOLINYKRÓLÓWDOSAKKARY

Zaprawdę,Bógznato,coskrytewniebiosachinaziemi!
Onwiedobrze,cokryjąpiersi!
OnjestTym,któryuczyni!wasnamiestnikaminaziemi.
Aktoniewierzy,
tojegoniewiarazwrócisięprzeciwniemu.Niewiaratych,
którzyniewierzą,tylkopowiększanienawiśćichPana;niewiaratych,
którzyniewierzą,tylkopowiększaichzgubę.
Koran,suraXXXV

*

Wśróddziwacznychosobistości,któreprzezcałelatazaludniałyDolinęKrólównazachódod

Luksoru,HowardCarterbyłniewątpliwienajdziwaczniejszy.Miałzaledwieczterdzieścisiedemlat,a
sprawiałwrażeniestarca,byłprzygarbiony,wynędzniały,zamkniętywsobie.Rzadkopokazywałsięw
Luksorze,przeważniewśrody,kiedyodbierałpocztęlubchodziłnabazar,bykupićplackiitrochęjarzyn
dlaswojejpapugi.Wceluochronyprzedsłońcemnosiłkapeluszzszerokimrondem;jegozniszczony,
zakurzonygarnitur,zktóregonierezygnowałnawetwnajwiększyupał,miałwielelat,podobniejak
laska,bezktórejnieruszałsięzdomu.

TakimwszyscyznaliHowardaCartera;fakt,żebyłAnglikiem,nieprzysparzałmuaniwrogów,ani

przyjaciół,poprostunależałdoDolinyKrólów,takjakSfinksdoGizy,igdybyktóregośdnia—poza
niedzielą
—siętuniepojawił,zaniepokoiłobytomieszkańcówokolicy.Carter,któremuwwielusprawach
zarzucanoangielskąflegmę,żyłzdokładnościązegarka.Punktualnieosiódmejrano,sprawdziwszy
uprzednioczasnaswymniklowanymzegarku,opuszczałniskidomekzcegieł,wktórymmieszkałwrazz
papugąiosłem,cobyłopowodemniejednegodowcipu,iwyruszałdoDolinyKrólów.Wracałosiódmej
wieczorem(zimąopiątej),równieżzdokładnościązegarka.Podczasdwunastogodzinnejpracywupale,
kurzuibrudziesnułnieprzerwaniemarzeniaotym,żeodkryjegróbfaraona,któryniepadłjeszczeofiarą
rabusiów.

PierwszejsobotylistopadaCarterwracałowielepóźniejniżzwykle.Najpierwoporządziłosła,

następniewszedłdodomu,zdjąłbutyizacząłrozmawiaćzpapugą;

—Zrobiłosiępóźno,bardzoprzepraszam.
—Goodboy!—zaskrzeczałapapuga,demonstrująctymsamympołowęswegozasobusłów,boprócz

goodboymówiłatylkojeszczetakeiteasy,itotylkopodczaswstawania.

—Ileczasukopiemyjużwtejcholernejdziurze?Niewiesz?Pięćlat!
—Goodboy,goodboy!—rozległosięztyłudomu.
—Pięćlatnapróżno.Ludziechybauważająnaszawariatów;ale...—głosCarterastałsiębardziej

donośny—nigdyniestraciłemnadzieiitawytrwałośćchybasięopłacała.Znalazłemcoś,Jenny,
dokonałemodkrycia!

Carterzacząłniezręcznieparzyćherbatęirzekłprzytym,niepodnoszącwzroku:
—Nawetniezapytasz,coznalazłem.Czyciętonieinteresuje?

background image

—Goodboy,goodboy.
TerazCarterpodszedłdoklatkiizacząłmówić,podkreślająckażdesłoworuchemręki:
—Szesnaściestopni,potemmurowanaściana,wśrodkupieczęć.Wiesz,cotooznacza?Tooznacza,

żeodprzeszłotrzechtysięcylatniktniezajrzałzatenmur.Tooznacza,żeja,HowardCarterzeSwattham
wNorfolk,jestemtym,którypierwszyodnalazłnienaruszony,niesplądrowanydotychczasprzez
rabusiówgrób.Słyszysz,Jenny?

Niebyłowtymnicdziwnego,żeCarterrozmawiałzeswojąpapugą.Kochałją,wręczubóstwiał,

pozwalałjejprzezwiększośćdniafruwaćpodomu,aufność,jakąJennywykazywałanawetwobec
obcych,sprawiła,żeptakstałsięsławny.

TegowieczoraCarterbyłogromniepodniecony,bosamjużniewierzył,żeszczęśliwytrafwynagrodzi

muponiesionetrudy.BilanslatspędzonychwDolinieKrólówbyłnędzny,wartośćdotychczasowych
znaleziskskromna.Agroby,któredotądodnalazł?Wszystkiebyłyobrabowane,aichwyposażenie
mizerne.Zamałowięc,byzyskaćuznanie,choćtrochęuznania.

HowardCarterbyłbiednyzdomu,alenigdyniecierpiałztegopowoduaninieuważałtegozahańbę.

Ażdopewnegodniaubiegłejjesieni,kiedylordCarnarvonwziąłgonabok.

RozmowępoprzedziłakrótkahistoriazEvelyn,córkąjegolordowskiejmości.Evelynporazpierwszy

towarzyszyłaojcu,którydwarazydorokujeździłdoLuksoru,byocenić,jakposuwająsiępraceprzy
wykopaliskach,którefinansował.Dziewczynaskończyławłaśniedwadzieścialat,byładrobnaibardzo
ładna,ajejciemne,bystreoczywprawiałyCarterawzachwytjakzakochanegouczniaka.Aprzecież
mógłbybyćjejojcemisamnigdybysięnieodważyłzbliżyćdoEvelyn,gdybyonadelikatnym
dotknięciemniedałamudozrozumienia,żegokocha,apotemniepotwierdziłategopłomiennymilistami.

Jegolordowskamośćdługoniewiedziałbynicotejmiłości,gdybyEvelynnagleniezaczęła

okazywaćzainteresowaniahistoriąEgiptuiwykopaliskamiwDolinieKrólówigdybyniezaniedbywała
modnychczasopismizobowiązańtowarzyskich,któredotądwypełniałyjejżycie.

ZwiązekmiędzyCarteremaCarnarvonemitakjużbyłdośćluźny.CarterpogardzałCarnarvonemz

powodujegopieniędzy,CarnarvonzaśpogardzałCarteremzajegoubóstwoiwcalesięztymniekrył.
Równieżpodczaswspomnianejwyżejrozmowynajważniejszadlalordabyłaniewątpliwość,żechodzi
tutylkoo„zauroczeniezestronymłodejdziewczyny”,anieomiłość,aniteż,żewgręwchodzizbytduża
różnicawieku,któretowątpliwościCarterbyzaakceptował,leczprzedewszystkimpieniądze.
Albowiemdlaczłowiekabezmajątkuniemamiejscawwytwornymangielskimtowarzystwie.Niech
więcCarternierobisobieżadnychnadziei.

Oczywiście,powiedziałCarter,powinienbyłsobiezdawaćztegosprawę,żepopełniłgłupstwo;

napiszedoEvelynlistpożegnalny,poprosiją,abybyłarozsądnaiabyzrozumiała,żemusząprzestaćsię
widywać.Nazajutrzpotejrozmowielordzcórkąodjechali.

Aleto,comiałobyćkońcemromantycznejmiłości,okazałosię,jaktoczęstobywa,dopiero

prawdziwympoczątkiem.BezwiedzyojcaEvelynwysyłaładoLuksorucotydzieńlist,nieoczekując
odpowiedzi.Byłobytozbytniebezpieczne.TeszczerelistywzruszałyCarteraniemaldołez,nosiłkażdy
znichprzezcałytydzień,czytałcodziennie,poczym,zaprzykłademstarożytnychEgipcjan,odkładałdo
glinianegodzbana.

OdtądCarterkopałzuporemideterminacją,wnadziei,żejednowielkieodkrycierozsławinacały

światjegoimię.Iwswychmarzeniachodkrywałgrobyiskarby,wydobywałskrzyniepełnezłota,które
faraonomsłużyłyjakoopłatazaprzejazddowieczności.

WnocyprzedodkryciemtajemniczegomuruHowardowiCarterowiśniłosięcoś,cowyróżniałosię

spośródwszystkichjegodotychczasowychsnów;ciemnepostaci,jakiemusiędotychczasobjawiały,były
terazszczególniewyrazisteibarwne,przemawiałydoniegozrozumiałymjęzykiem.Anubisogłowie

background image

szakalaipłonącychoczach,którypodczassąduumarłychkładziesercanawadze,wszedłpo
nieskończeniedługichschodachzgłębi,zanimciągnąłdługiwążbiałychfigurwkształciemumii,ze
skrzyżowanyminapiersiachramionami,które—zgodniezeswymzadaniem—jakimbyłopomaganie
ludziomwzaświatach—wydawałykrótkie,ostreokrzyki:—Tujestem!Tujestem!

AnubispodszedłdośpiącegonapryczyCarteratakblisko,żeCarterpoczułjegosmrodliwyoddech,

kiedytenzacząłmówić.Totenchamon,rzekł,spoczywadziesięćkrokównazachódidziesięćkrokówna
północwziemi,aleniechCarternieważysięburzyćjegospokoju,bokogoś,ktozburzyspokójfaraona,
spotkazemstabogaśmierciOzyrysa.NastępnieAnubisodliczyłmudorękiszesnaścieczarnychkamyków
ipowiedział,
żezabraniekażdegonastępnegokamykabędzieświętokradztwemwobecbogapodziemia;zanimCarter
zdołałzadaćjakiekolwiekpytanie,AnubisicałydługikorowódzniknęliwpowietrzuiCartersię
obudził.

Dziesięćkrokównazachód,dziesięćkrokównapółnoc.OdkądCarterodkryłpodziemią

zapieczętowanymur,senówniewychodziłmuzgłowy.Czyoweszesnaściekamieni,któreAnubis
odliczyłmunadłoni,wskazywałonaszesnaściestopniprowadzącychdozapieczętowanegomuru?

DlaczłowiekatakiegojakCarter,którycałeżyciekopał,szukającskarbówprzeszłości,ispędziłżycie

wpodziemnychlabiryntach,nieistniałosłowo„strach”.TotacyludziejaklordCarnarvonnauczyligo
strachu—bezczelni,pewnisiebie,lekceważącyinnych.IdlategoostrzeżenieAnubisa,bynieburzyć
spokojufaraona,Carterzlekceważył.

PapugaJennyzasnęła,Carterzaś—pijącherbatęijedzącplacki—zastanawiałsię,corobić.Umowy

wykopaliskowezawartezegipskąSłużbąStarożytnościiuzgodnieniazlordemCarnarvonemwymagały
natychmiastowegozameldowaniaoodkryciu.ZarównoRexEngelbach,angielskiinspektorgeneralny,jak
teżCarnarvonzastrzegalisobieosobistąobecność.Aleczyktośmógłbymiećmuzazłe,gdybyteraz
potajemnieudałsiędoDolinyKrólów?Tobyłjegogrób,jegoodkrycie,którekosztowałogowielelat
wysiłków.Tymczasemzdałsobiesprawę,żeistniejątylkodwarodzajeludzi:ci,którzywygrywają,ici,
którzyprzegrywają,onzaśnależydoprzegrywających.Odlatwyciągałpustelosy,anawette,które
początkowobyłymułaskawe,okazywałysięłaskawetylkozlitości.

Toteżniepokój,któryogarniałCartera,kiedymyślałozapieczętowanymmurze,byłażnadto

zrozumiały.Carterniemiałpewności,czypech,jakigodotychczasprześladował,terazwreszciesię
skończy.On,HowardCarter,miałbybyćszczęściarzem?Możesiępotworniezbłaźni,możezostanie
wyśmiany,jeśliokażesię,żezatymmuremotworzysiępustajaskinia.

Wszystkietedręczącemyślispowodowały,żeCarterosiodłałosłairuszyłwbladymświetleksiężyca

doDolinyKrólów.

Dolina,kamienistanieckapośródostrychszczytówskalnych,wyglądałachybataksamojużod

tysiącleci.NicmawEgipciedrugiejtakiejmiejscowości,gdziekrajobrazbyłbytakzespolonyz
wiecznościąjaktu,
iniewątpliwietobyłopowodem,żefaraoniwłaśnietuobieralisobiemiejscewiecznegospoczynku.W
dzieńnadskałamikrążąsępy,nocąwychodząnapolowaniazgłodniałeszakale.

Przedogrodzeniem,gdzieprzechowywanonarzędziasłużącedokopania,aleprzedewszystkimzapasy

wody,Cartersięzatrzymał.Przywiązałosłaiwyciągnąłlampęorazciężkiżelaznypręt.Następnie,
trzymając
wjednejręcelampę,wdrugiejpręt,zszedłnadół.Mniejwięcejwpołowiedrogipostawiłlampętak,by
oświetlałacałydół,potemusiadłnanajniższymstopniu,ująłdłońmikolanaioparłsięnanich.

Kiedytaksiedział,niepewny,czysłuszniepostępuje,doznałnarazniejasnegouczucia,żezciemności

wpatrujesięwniegoparaoczuiśledzijegoruchy.Najpierwusiłowałodpędzićodsiebietę

background image

nieprzyjemnąmyśl,alepotemusłyszałkrokinakamienistejziemiizerwałsię.

—Jesttamkto?—zawołałnieśmiało,jakbysiębałodpowiedzi.Lampkaoświetlałatylkodół.

Zdenerwowanypobiegłnagórę.

Stałaprzednimniewielkapostać,poznałjąnatychmiastmimodziwacznegoprzebrania;byłatolady

Dawson.

Miałanasobieobcisłespodniedokonnejjazdy,rozszerzaneodkolan,iżakietwcaleniewjejstylu;

alenajbardziejzdumiałCarterapistolet,którywisiałujejboku.

—Panitu?—zapytałCarter,trochęniepewnie,trochębezradnie.
—Spodziewałsiępankogośinnego?—odparłalady.
—Jeślimambyćszczery,nikogosięniespodziewałem.
—Tosamomogępowiedziećosobie,aleujrzałamzdalekaświatłoitomniezaciekawiło.—Lady

Dawsonmówiłabardzospokojnie,jakbynocnajazdakonnoprzezDolinęKrólówbyładlaniejchlebem
powszednim.—Copantuporabiaotakpóźnejporze,czyteżraczejtakrano?

Cartersięzastanowił.WłaściwietoonpowinienzapytaćladyDawson,pocotuprzyszła,aleta

kobietazawszestanowiładlaniegozagadkę,zaniechałwięctegopytania,wskazałgłowąnieckęz
szesnastomastopniamiirzekł:

—Dlafaraonaniemazbytwczesnejanizbytpóźnejpory,faraonznatylkowieczność.
Carterudawałtajemniczego,wkażdymrazieniechciałtajemniczemugościowiniczegowyjaśniać.

Tymbardziejbyłzdziwiony,żeladyDawsonniepytaładalejijakgdybyzrozumiałajegouwagę,odparła
spokojnie:

—Więcsądzipan,żeodkryłgróbfaraona?
Wyższość,zjakąladygopotraktowała,wprawiłaCarterawewściekłość,odparłwięcznajwiększą

arogancją,najakągobyłostać:

—Jakpanibyćmożewie,odkryłemjużcałyszereggrobówfaraonów,miałyonetylkojeden

mankament:grabieżcyjużwcześniejjeobrabowali;tymrazemjednakchybabędęmiałszczęście.

—Anajakiejpodstawiepantaksądzi?
Carterpodniósłlampęiująłladyzaramię.
—Chodźmy!—Przedmuremoświetliłwmurowanywzaprawępasek.Napaskutym,szerokości

zaledwiedłoni,byływyciśniętestojącenaprzeciwsiebiedwaszakale.Widaćbyłowyraźniespiczaste
łbyiwysokopostawioneuszy.

LadyDawson,dotądchłodnąiobojętną,nagleogarnąłniepokój.
—Cotoznaczy?
—Zarazpaniwyjaśnię!—Carterprzesunąłdłoniąpotymdziwnymodcisku.—Tojestpieczęć

robotnikówpaństwaumarłych.Każdygrób,każdepodziemnepomieszczeniewykonaneprzeztychludzi
byływtensposóbpieczętowane.Świadczytooichpoczuciuwłasnejwartościiszacunkudla
wykonywanejpracy,jednocześniezaśmiałopowstrzymywaćwłamywaczy.

—Powiadają,żerobotnicycibylizabijanipowykonaniupracy.
—Tojestlegenda,jakichwielewegiptologii.Nienależywierzyćwewszystko,comówią

przewodnicyoprowadzającycudzoziemcówpoLuksorze.

LadyDawsonroześmiałasię.Zpodziwemprzesunęłarękąpopieczęci.
—Icozamierzapanterazzrobić?—rzekławreszcie.
—Właśniesięnadtymzastanawiałem—skłamałCarter.
—Jużwidzę,żezostaniepansławnymczłowiekiem—ożywiłasięlady.—Czykiedykolwiek

znalezionowgrobienietkniętegofaraona?

background image

—Jeszczenigdy—odparłCarter.—Mumiekrólewskie,któreznamy,pochodząwszystkiezdwóch

kryjówek,założonychwstarożytnościprzezkapłanów.Kapłaniwobawieprzedgrabieżcamiotworzyli
wszystkieznaneimgrobowceizgromadzilimumiefaraonówwukrytychmiejscach.Możetosię
wydawaćpozbawionepietyzmu,alebyłokonieczne,bowpóźniejszychczasachanijedengróbnieocalał
przedrabusiami.

Wmilczeniuspoglądaliobojenapieczęć.Choćsłońceotejporzerokuzadniaświeciłoukośnie,

kamieniegromadziłydośćciepła,abywydzielaćjewnocy.Zdalekadocierałowycieszakali,tuitam
kamienieodrywałysięodskałispadałyzhałasemwdół,pociągająclawinowonastępne.

—Wiem,oczympaniterazmyśli—rzekłCarter.—Zastanawiasiępani,skądtenCartermataką

pewność,żeodkryłnietkniętygróbfaraona.Powiempani:Archeologiajestcoprawdatakżenauką.Ale
naukiżyjązfaktów,archeologiazaśżyjezmożliwości.Gdybymnieuważałzamożliwetego,żerabusie
grobówikapłaniwswejgorliwościprzeoczylijakiśgrób,wpadłbymwgłębokądepresjęi
zrezygnowałbymzeswegozawodu.Warcheologiiniemanicniemożliwego.Kiedyznalezionogrób
Hatszepsut,dośćpaskudnemiejscewiecznegospoczynkujakdlakobietyjejformatu,nikomunieprzyszło
namyśl,byposzukaćdrugiegogrobukrólowej.Boipoco?Nawetkrólowamożebyćpochowanatylkow
jednymgrobie.AjednakHatszepsutmadwagroby.Pierwszywydałjejsięjużwpołowierobótniedość
okazały.Zpowoduniekorzystnegoukształtowaniaterenupracemusiałybyćwykonanebardzo
prymitywnie,dlategokrólowakazałazbudowaćdrugigróbwmiejscu,gdzienależałosięspodziewać
lepszegogruntu.Pierwszygróbzostałzasypany.Jesttowprostnieprawdopodobne,ajednaktaksię
zdarzyło.Wobectegomojateoria,żegróbjednegofaraonamógłzostaćprzezświatzapomniany,brzmio
wielebardziejprawdopodobnie.

—Zgoda—oświadczyłaLadyDawson—aleskądpanmożewiedzieć,żetojestgróbfaraona,żenie

pochowanotujakiegośministraczywezyra?

Carteruśmiechnąłsięzwyższością.
—Teoretyczniemapanirację,alejakwykazujepraktyka,wtejdoliniegrzebanojedyniekrólów

NowegoPaństwa,apozatymsąpewneznaleziska...

—Znaleziska?
—Odlatnatymmiejscuwciążnatrafiamnaglinianeodłamki,amulety,tabliczkizimieniemkróla

Tutenchamona.Znaleziska,którychniespotkasięnigdzieindziejwcałymEgipcie.Czyistniejeinne
wytłumaczenieniżto,żetutajpochowanyjestTutenchamon?

LadyDawsonwzruszyłaramionamiitrochęzgóryzapytała:
—Jaknazywałsiętenfaraon?
—Tutenchamon.Niebyłtożadenznaczącykról,jaknaprzykładSetialboRamzes,alepochodziłze

słynnejdynastii.Byłchybajeszczedzieckiem,kiedyobjąłrządy,imłodzieńcem,kiedyumarł;nieulega
wątpliwości,żezostałpochowanyzwszelkimihonoraminależnymifaraonowijegoepoki.

LadyDawsonwpatrywałasięwmurzagradzającyimdrogę.Tozatąniepozornąścianąmiałbyć

pochowanyfaraon?

—Paninaturalniezapyta,dlaczegowłaśnietenfaraonzostałzapomniany.Sąnatodwieodpowiedzi:

popierwsze,faraonówbyłprawienieznanyijużpokilkusetlatachzapomnianojegoimienia.Druga
przyczynajestnaturytechnicznej.—Carteruniósłlampę,abytrochęświatłapadłonaotoczeniedołu.

—TojestwejściedogrobuRamzesaVI,nawiasemmówiąc,równienieznanegofaraona,aletengrób

zostałjużwdawnychczasachsplądrowany.Podczaskopaniarobotnicyodrzucaligruznabok,dokładnie
namiejsce,podktórymkryłosięwejściedogrobuTutenchamona.Czybyłtoprzypadek,czyteżwten
sposóbchcianoukryćwejście,tegonieumiempowiedzieć.Faktemjest,żewtensposóbgrób

background image

Tutenchamonaocalałprzedgrabieżcami.Otojedenzklasycznychprzypadków,zktórychżyje
archeologia.

LadyDawsonskinęłagłową.
—Możnapanupogratulować,panieCarter.Wydajesię,żejestpanszczęściarzem.
PrzytychsłowachCartermimowolidrgnął.Szczęściarz?Nawetniemiałodwagitakpomyśleć.

Wreszcierzekłzrezygnowanyjakzwykle:

—Wiepani,właściwieniemożnategonazywaćszczęściem,raczejdociekliwością.Sądzipani,żenie

wiem,iżwszyscyludzietutajuważająmniezawariata,łączniezpanamiarcheologami?Istniejąprace
słynnychprofesorów,pobierającychpensje,korzystającychzuprawnieńdoemerytury,którzytwierdzą,że
wDolinieKrólówzostałojużodkrytewszystko,cobyłodoodkrycia.Aterazprzychodzitakitypjakja,
zeSwatthamwNorfolk,bezgroszaprzyduszy,skazanynazapomogęlordazHighelere,iprzezpółżycia
kopietam,gdzieinnijużprzedpółwiekiemzaprzestalikopania.Niemamnikomuzazłe,jeśliuważa
mniezawariata.

—Alemożesukcesprzekonaich,żemapanrację—rzekłaladyDawsonidodała:—Panniezbyt

lubilordaCamarvona.Sądzę,żewaszestosunkisączystohandlowejnatury.

—Możnatakpowiedzieć.Jegolordowskamośćkażekopać.Carnarvonzbieraantyki,arządprzyrzekł

mupołowęwszystkichznalezisk.Dotądjednaktasprawakosztowałagowięcej,niżprzynosiłazysku.
Kilkadzbanówzalabastru,szkatułkatowszystko.Marnyinteres.Chybaijaniebyłbymzachwycony.

—Czynigdypanniemyślał,abysięzabraćdoinnegoprojektu?
—Mylady!—Carterpodniósłgłos.—Dlatakiegoczłowieka,jakjaniejesttosprawachęci,lecz

możliwości.Niemogęsobiepozwolićnauleganiechęciom,moimprzeznaczeniemjestzadowalaniesię
chęciamiinnych.PoczątkowobyłemparobkiemExplorationFund,potemsługąlorda.Zawszemusiałem
trzymaćjęzykzazębamiirobićto,czegoodemniewymagano.Adlaczegopaniotopyta?

—Sąpewneprojekty,któremniewprawiająwzachwyt.
—Zaciekawiamniepani.
—Imhotep.
—Imhotep?—Carterurwałprzerażony.Wydawałosię,żesamoimięwywołałouniegoszok,jakby

ladypowiedziałacośniezwykłego,tajemniczego,oczymprzyzwoitośćzabraniamówić.—Za
Imhotepem
—rzekłwreszcie—kryjesięjednaznajwiększychtajemnicarcheologii,prawdopodobnieniedostępna
dlaludzi.Istniejątajemnice,któresąwyzwaniemdlaczłowiekaiwymagająrozwiązania;aleteżistnieją
tajemnice,któreprzekraczająhoryzontywspółczesnościiktóre,gdybyjedziśodkryto,narobiłybytylko
szkodyiprzyniosłyludziomnieszczęście.

SłowaCarterawprawiłyladyDawsonwniepokój.ChłodnaAngielka,którątrudnobyłoposądzaćo

to,żestracipanowanienadsobą,podeszładoCarterairzekłazdenerwowana:

—PanwiecoświęcejoImhotepie.Niechmipanpowiewszystko,copanwie.Wszystko!
Carterowi,nagabywanemuwtensposóbprzezlady,zrobiłosięprzykro,cofnąłsięichciałodnieśćna

miejsceżelaznypręt,którywyjąłzwejściadogrobu.Mruknąłprzytym:

—Nicotymniewiem,słyszypani,ibardzojestemztegorad.
IjużniezwracającuwaginaladyDawson,zamknąłżelazneogrodzenieprzedgrobem,odwiązałosłai

ruszyłwdrogępowrotną.

Przezchwilęszlioboksiebiewmilczeniu.Ladyodrzuciłapropozycję,bywsiąśćnajegoosła.Kiedy

doszlidorozwidleniadróg,nawschodzienadNilemświtało.

—Życzępanudużoszczęścia—rzekłaladyzwięźleiposzłaswojądrogą.
Carterwsiadłnaosła;jadącdodomu,zastanawiałsięnadtymdziwnymspotkaniem.

background image

LadyDawsonzawszemiaławsobiecośtajemniczegoidlaosób,którejąbliżejznały,nieulegało

wątpliwości,żezależyjejnasprawianiutakiegowrażenia;alewtymwypadkujejzachowaniebyłotak
impulsywne,żeCarternieumiałsobietegowżadenlogicznysposóbwyjaśnić.Pozarobotnikaminikt
dotądniewiedziałoodkryciu,alenawetrobotnicyniemielipojęcia,czegomożnasiębyłospodziewać.
Czyichnocnespotkanietobyłprzypadek?TrudnobyłoCarterowiwtouwierzyć.

Carternigdynielubiłladyjużchoćbydlatego,żekokietowałalordaCamarvona.Cartermiałdobry

instynkt,kiedychodziłooczyjąśszczerość,aladyuważałzapodstępnąintrygantkę,choćniemiałnato
dowodów.Tegorodzajuludziewyróżniająsięzawszeskrajnością,albosąwrogami,albopochlebcami.
Carternieznosiłtakichludzi.WkażdymrazieniespodziewanezjawieniesięladyDawsonuchroniłogo
odpopełnieniawielkiegogłupstwa,boimwięcejnadtymrozmyślał,tymbardziejbezsensownywydawał
musięplanpotajemnegootwarciaizamknięciagrobu.Byłobytonietylkowbrewwszelkimumowom,
zrujnowałobyjegoopiniępoważnegoarcheologaioznaczałobykoniecjegokariery.Carterpostanowił
niemyślećwięcejoEvelyniwysłaćdoCamarvonadepeszę,aby—jeślitomożliwe—byłobecnyprzy
otwarciumuru.

PopowrociedodomuCarterstarałsięzasnąć,alezmęczenieparaliżowałomuczłonkiiogarniałgo

rosnącyniepokój;wstałwięc,przeprawiłsięprzezNil,udałsięnapocztęiwysłałdepeszędo
Camarvona:„ZrobiłemnadzwyczajneodkryciewDolinieKrólów—wspaniałygrobowiecznie
uszkodzonąpieczęcią—doPańskiegoprzybyciawszystkozakryłem,gratuluję.”

Tocoprawdaniezbytściśleodpowiadałoprawdzie,aleCarterpostanowiłzasypaćwejście

kamieniamiigruzem,doczasuażlordprzekażemunowepolecenia.Powstrzymatonieproszonychgości,
atakżeijegosamegoodpokusynowychpenetracji.

PopowrociedodomuwpołudnieCarterodrazuzauważył,żecośsięstało.Kiedyotworzyłdrzwi,

panowałacisza.Byłtorodzajciszy,którybudziniepokój.Carterchciałzawołaćpapugę,abymu
wyskrzeczałaswojeporannetakeiteasy,alenapodłodzepośrodkupokojuujrzałwężagrubegojakręka.
Wążwiłsię,ajegoczarne,lśniąceciałobyłowprzedniejczęścizgrubiałe;powódtegozgrubienianie
budziłwątpliwości.Napodłodzerozsianebyłyżółtepióra,oznakanierównejwalki.

*

ProfesorFrançoisMilléquantbyłodpoczątkuprzekonany,żeterenwykopalisknapółnocodpiramidy

wSakkarzeokażesięjałowy,cozaostrzałoitakjużnapiętestosunkiwśródzałogi.Imiałrację.Choć
wszyscymieszkaliwtymsamymdomuimielijednąwspólnąsypialnię,Milléquantid’Ormesson
porozumiewalisiętylkopisemniealbozapośrednictwemToussaintaiCoursiera.

Wyglądałotomniejwięcejtak:„PanieToussaint,niechpanłaskawieprzekażepanud’Ormessonowi,

żejegoostatnieteoriesąrówniebłędne,jaknaiwneinieposunąnasaniokrokdalej.”Naco
d’Ormesson,choćprzebywałwtymsamympomieszczeniuwodległościkilkukroków,odpowiadał:
„PanieToussaint,proszęprzekazaćpanuMilléquantowinastępującąodpowiedź:Niemamochoty
marnowaćczasuzdyletantem.”Panowiezapisywaliwszystko,comielidopowiedzenia,idlapewności
palilikartki,kiedyprzyjęliichtreśćdowiadomości.

Trzejwybitninaukowcy,którychzmuszonodorealizowaniategosamegoprojektu,mająwystarczające

powody,bytraktowaćsiebiejakwrogów;aletrzejnaukowcy,którzyczująsięzagrożeniwswojej
integralności,awdodatkumająpoważnewątpliwościcodoprzeszłościpozostałych,stająsię
śmiertelnymiwrogamiiusiłująpomniejszyćsukcesprzeciwnika,zanegowaćnoweteorie,utrudniającw
tensposóbrealizowaniewłaściwegozadania.PodczasgdyCoursierwykazywałnajwięcejpewności
siebieizarównowobecMilléquanta,jakiwobecd’Ormessonaprzestrzegałpewnychnormuprzejmości,

background image

tamcidwajjużpokilkutygodniachtaksięporóżnili,żed’Ormessonzapomniałoswoimszlachectwiei
pewnegorazuuderzyłMilléquantawtwarz,ażspadłymuokulary.Powodembyłarozmowapodczas
kolacji,którapoutarczcesłownejzamieniłasięwostrąkłótnię;Milléquantnazwałkolegęnędznym
fałszerzemsztuki,któregooddawnanależałobyutrącić.

NaszczęściedozespołunależałEmileToussaintzDeuxièmeBureau.Chociażbyłnajmłodszy,jego

surowywyglądiostresłowawypowiadanebezogródeksprawiały,żecieszyłsiępewnymautorytetem
nawetuobuprofesorówiniejednokrotniemusiałwystępowaćwrolimediatorapodczasutarczek
słownychobupanów,któregroziłyrękoczynami.

PotrwającychkilkatygodniposzukiwaniachnapółnocodpiramidyfaraonaDżosera,podczasktórych

coprawdawydobytoliczneodłamkiifigurkinaśladującemumie,alenienaprowadziłyonenanastępne,
większeodkrycia,grupabadaczyudałasiędalejwkierunkuzrujnowanejświątyniIzis;zaczęliprzytym
poszukiwanianachybiłtrafił,kierującsiękompasem,wkierunkuzzachodunawschód.Moglibytorobić
takżeidącdoDahszurualbonawschódodkompleksugrobówSechemcheta,albopoddrzwiamiswojego
domostwa,kierowalisiębowiemjednymtylkomotywem:chcieliodkryćśladImhotepa.

Dawnojużzrezygnowalizeswychpoczątkowychplanów,bywykopaliskamiibadaniamiodwrócić

uwagęodinnychdokumentów,ponieważkonsulSachs-Villatte,mimopomocywywiadufrancuskiego,nie
dostarczałimżadnychnowychinformacji,któremogłybyposunąćdalejbadania.Takwięcichpraca
podobnabyładoszukaniaigływstogusiana,przyczymmusieliudawać,żeszukająwszystkiego,tylko
niegrobuImhotepa.

NastrojeFrancuzówbyłybardzozłe,kiedynapoczątkulistopadanatknęlisięnapagórek,podktórym

byłapieczara.Miejscetoznajdowałosięwodległościparusetmetrówodowegopunktu,gdzieMariette
przedprzeszłosiedemdziesięciulatyodkryłlabiryntbykówApisa;równieżokolicznościodkryciabyły
podobne.Ztątylkoróżnicą,żeMariettemiałnadnimiprzewagę:podczasswoichposzukiwańopierałsię
bowiemnaźródłachantycznych,wktórychbyłaopisanalokalizacjajakiegośgrobuwtejokolicy.

ProfesorMilléquantzbytwcześniezdradziłhasło„faraon”,cospowodowałoprzerwanierobótna

szerokąskalęiograniczyłojetylkodościsłegogrona.Aletenkrokokazałsięprzedwczesny.Pagórek
zawierałbowiemgróbNefera,poborcypodatkowegokrólaDżosera,awięcwspółczesnegoImhotepowi.
Jakwieleinnychgrobówwtejokolicybyłwielokrotnieplądrowanyipozamumiamimałpiibisów
zawierałtylkokilkauszkodzonychdzbanów.

Chociażgróbprzyniósłniewielepodwzględemnaukowym,atakżeniemiałznaczeniaw

poszukiwaniuImhotepa,MilléquantświętowałswojeodkryciejakowielkiewydarzenieikonsulSachs-
Villatteztrudempowstrzymałgoprzedrozgłoszeniemwiadomościotymznalezisku.Milléquantnalegał,
byzbadaćówgrób.Uważał,żedopieroporozszyfrowaniuwszystkichhieroglifów,którymibyłyusiane
ściany,możnabędziestwierdzić,czyniemataminformacji,dotyczącychmiejscapochówkuImhotepa.

Jaknależałosięspodziewać,d’Ormessonsprzeciwiłsiętemu.Grób,argumentowałprofesorz

Grenoble,byłjużwielokrotnieodkrywany,przeszukiwany,inależyprzypuszczać,żetekstyhieroglificzne
zostałyjużzbadane.

Milléquantniezgadzałsięzd’Ormessonem.Niesądźmy,żegrabieżcygrobówiawanturnicyw

ubiegłychstuleciachznalisięnahieroglifach,rzekł.TotrafiłodoprzekonaniaiSachs-Villatte
zdecydował,żegróbNeferawrazzdwiemabocznymikomoraminależynajpierwuwolnićodgruzów,a
następniebliżejzbadać.

JeszczepodczaspracprzyusuwaniugruzuPierred'Ormessonzabrałsiędoodczytywanianapisówna

ścianach;niektórebyłyzniszczonealboźlesięzachowały.Tekstyzawierałyznanejużzinnychgrobów
modłyżałobnekierowanedoHorusaijegoojcaOzyrysa,któremiałyułatwićzmarłemubytowaniena
tamtymświeciewedługjegowłasnejwoli.Potygodniumiejscezostałooczyszczonezpiaskuigruzu,tak

background image

żemożnabyłorozpocząćbadaniemumiizwierzątorazdzbanów,któreznajdowałysięnawschódod
właściwego,splądrowanegojużskromnegokamiennegosarkofagu.

Dzbany—dwapęknięte,wielkościczłowieka,isiedemdalszych,opołowęniższych,opatrzonych

napisami—byłypuste.Pracawtymgrobowcubyładośćniebezpieczna,ponieważsklepieniawe
wczesnejepocearchitekturybudowanopłaskolubspiczastoiczęstowystarczyłoniewielkieprzesunięcie
ciężaru,bygrobowiecsięzawalił.

Profesord’Ormessonpotrzebowałdwóchtygodni,byodczytaćhieroglify;wolałpracowaćwnocy.

Zachwycałsiępoezjąposzczególnychpieśniipodczaswspólnychposiłkówrecytowałjetak,jaksię
recytujesuryKoranuwmeczecie.

Wtymitakjużciasnympomieszczeniu,gdziemieszkali,zrobiłosięjeszczeciaśniej,gdyMilléquanti

ToussaintzaczęliznosićzgrobuNeferaigromadzićsetkamimumiemałpiibisów,atakżedzbanylubto,
coznichpozostało.Mumie—najmniejszedługościramienia,największezaświelkościdziecka—
okazałysiębezwonne,aledrobnypył,jakisięznichrozprzestrzeniał,stałsięwkrótcetakdokuczliwy,że
Francuzizaczęlinarzekaćnatrudnościzoddychaniemiłzawienieoczuirozglądalisięzanowąkwaterą.

PozaMilléquantem,odkrywcągrobu,któryczułsiędrugimMariette’em,niktzzespołuniebył

zachwyconyznaleziskiem.Tekstyhieroglifówmiałyniewielkąwartośćarcheologiczną,ponieważw
podobnejlubinnejformiewystępowałyjużwwieluinnychgrobach,arzeźbybyłyzniszczonewskutek
przesuwaniasięziemilubprzezgrabieżców.Całyinwentarzpobliższymzbadaniuokazałsiętakmało
ciekawy,żenawetMilléquantzgodziłsięzpropozycją,bymumieidzbanyumieścićzpowrotemw
grobowcu.NieznalezionożadnejwskazówkidotyczącejImhotepa.Wtejsytuacjiniewydawałosię
wskazane,byrobotnicyprzenosilimumieiskorupyzpowrotemdogrobu,bonawetgdybygróbNefera
zostałzamurowanylubwjakiśinnysposóbzamknięty,wiadomośćmogłabyprzyciągnąćrabusiów.A
przecieżFrancuzommniejchodziłoozawartośćgrobuniżoto,bytenkrokniezwabiłpodejrzanych
typów,któreodtądmogłybyichśledzićiprzeszkadzaćwwykonaniuzasadniczegozadania.

Takwięccałaczwórkapostanowiła,żeto,cowyjęlizgrobu,odniosąsamiwnocyzpowrotem,

grobowieczamurująinazajutrzzacznąkopaćgdzieindziej.Kierownikaegipskichrobotnikówmieli
poinformować,żeodesłalicałyinwentarzdomuzeumwKairze.Okołopółnocypraca,którapostronnemu
obserwatorowimogłabysięwydaćdziwna,zostałazakończona.ZanimFrancuzizabralisiędo
zamurowywaniagrobowca,zrobilisobieprzerwę;następniepracęmiałprzejąćEdouardCoursier.

Powietrzewdomubyłoduszneigorącemimonocnegochłoduitakpełnekurzu,żemężczyźniwoleli

pracowaćnazewnątrz.Krążyłabutelkaczerwonegowina,panowałamartwacisza.Wydawałosię,że
nawetszakaleiinnezwierzętapustyniposzłyspać.

—Napróżno,wszystkonapróżno!—powiedziałd’Ormessonijakkońgrzebałnogąwziemi.Choć

byłodwróconyplecamidoMilléquanta,tenzrozumiał,żealuzjadotyczyłajego,iodrzekł,zwracającsię
doToussainta:

—Jutroprofesord’Ormessonzacznienanowokopanie,któregonaprowadzinatropImhotepa.
Toussaintroześmiałsięiłyknąłtrochęwinazbutelki.
—Gdybytomożnawiedzieć,jakdalekoposunęlisięinni.Czasamisięzastanawiam,czynie

powinniśmyprzerwaćtupracyizacząćodnowa?

—Copanmanamyśli?—zapytałd’Ormesson.
—Taksobiemyślę,czynieosiągnęlibyśmywięcej,gdybyśmygrzebaliwarchiwachzamiasttutaj.Bo

szczerzemówiąc,najbardziejpożytecznewskazówkipochodzązdokumentów,zmuzeów,aniektórez
nichmająjużdziesiątkilat.

—Jeszczedziśgotówjestemprzerwaćtupracę—wpadłmuwsłowod’Ormesson,alezarazurwałz

niepokojem.Głuchedudnieniewstrząsnęłoziemią.

background image

—GdziejestCoursier?—zawołałMilléquant.—PanieCoursier!
—Cisza.
Milléquant,d’OrmessoniToussaintpobiegliwstronęgrobowcaNefera.Toussaintwymachiwał

lampąkarbidową.

—PanieCoursier!—wołałwciemność.—PanieCoursier!
Wświetlelampyujrzeli,żeziemianadgrobemNeferasięzapadła.
—PanieCoursier!PanieCoursier!—wołalimężczyźninazmianę.Tam,gdzieznajdowałosię

wejście,ziałagłębokadziuraiunosiłsiępył.

—OBoże,Coursier!—jęknąłMilléquant.
Toussaintpierwszysięopanował,obwiązałustainoschusteczkąiwszedłdokrateru.
—Czypanoszalał?—Milléquantbiegałdokoładołuipowtarzał:—Czypanoszalał?
Toussaintbyłtwardywobecinnych,aletakżewobecsiebie.Zlampkąupasawszedłdodołu.Byłoto

bardzotrudne,boniektórepłytysklepieniapopękałylubsięzaklinowały,aponadtoistniało
niebezpieczeństwo,żepodciężaremToussaintadalejsięprzesuną.

NadniekrateruToussaintujrzał,żewejściedogroburównieżsięzapadło,alepozostałoniskie

przejście.Niemyślącdługo,Toussaintwziąłlampkęwzębyiwczołgałsiędośrodka.Niezdawałsobie
terazsprawyzgrożącegomuniebezpieczeństwa.

Głównakomorasięzapadła,alewprzednimlewymkąciemożnasiębyłowyprostować.Toussaint

podniósłlampę.Odurzyłgosyczącygazkarbidowy,wydostającysięprzezszparywlampie.Gęstypył
zasłaniałwidok,takżeToussaintwidziałzaledwienaodległośćdwóchmetrów.Alewystarczyłblask
światła,bydojrzeć,żepłytakamienna,któradotądpowstrzymywałasklepienieprzedzawaleniem,teraz
tylkozbokutrzymasięmuruinadobrąsprawęjużdawnopowinnasięzawalić.

Toussaintwciągnąłgłowęwramiona,byuchronićsięprzedniebezpieczeństwem,izrobiłkilka

krokówwkierunkubocznejkomory,gdzieznaleźlidużedzbany.Przejściewytrzymałonaciskzgóry,
równieżmurzlewejstronyocalał.NaileToussaintmógłdojrzećwsłabymświetlelampy,spadające
sklepieniezmiażdżyłodzbanyznajdującesięwprzedniejczęści,tylnanatomiastzostałaprzywalona
kamieniami.—Alecotobyłyzakamienie!Wysokościczłowieka,alenieszerszeniżdłoń,piętrzyłysię
tak,jakbyzmiażdżyłajerękaolbrzyma.Tworzyłyjakbyjaskinieipodobnedonamiotówkryjówki.
Toussaintoświetliłcałewnętrze,alenigdzieniebyłośladuCoursiera.

Jeślizostałpogrzebanypodsklepieniem,towszelkapomocmijasięzcelem,amożeCoursierwcale

niebyłwkomorzepodczaskatastrofy,możeuniknąłnieszczęściaiuciekłwnoc,Bógwiedokąd.Inaraz
Toussaintaogarnąłstrach,żewpierwszymimpulsie,abyprzyjśćzpomocą,naraziłsięnatakwielkie
niebezpieczeństwo;myśl,żemógłbyzostaćzasypany,takgoprzeraziła,żestałjaksparaliżowany.
Daremnieusiłowałstawiaćstopęzastopą;jegostrachrósł,osunąłsięnakolanaichoćmógłsię
wyprostować,zacząłsięczołgaćkuwyjściu,posuwającprzedsobąsyczącąlampękarbidową.

Wgłównejkomorze,tamgdziegruzypozostawiływąskieprzejście,Toussaintnagleujrzałprzedsobą

sztywnądłoń.Ramiębyłomniejwięcejwpołowiezmiażdżoneprzezpłytę.Możnasiębyłotylko
domyślać,żetoCoursier.

Toussaintuniósłlampę.Ziemiawokółbyłazabarwionanaczerwonokrwią.Obokleżałciemny,

zwiniętywrolkępapier;wydawałosię,żewypadłCoursierowizręki.Toussaintpodniósłzwitek.

Bólzpowodutragediiczłowieka,zktórymodtygodnidzieliłciasnepomieszczenie,załamał

Toussainta.Oczynapełniłymusięłzami,tentwardyczłowiek,któryniepamiętał,kiedyostatnirazpłakał,
terazszlochał,ajednocześnieczuł,żenogiznówsąmuposłuszne,żemożenimiporuszać,szybkowięc
wydostałsięnapowierzchnię.

background image

Milléquantid’OrmessonstaliwmilczeniuispoglądalipytająconaToussainta.Tenskinąłtylkogłową

idałznakrękąwkierunkudomu.Oznaczałoto:Niedasięjużniczrobić.Wracajmy!

WdomuEmileToussaintopisał,jakznalazłCoursiera.Siedzieliwszyscydokołajedynegostołu,

popijaliczerwonewino,przytymMilléquantid’Ormessonporazpierwszyoddługiegoczasu
rozmawializesobą.Toussaintjakbyodniechceniawyciągnąłzkieszenizwiniętypapier,któryznalazł
obokCoursiera.ObajprofesorowieprzyglądalisięToussaintowizciekawością,kiedywygładzałpapier.

—ToleżałoobokrękiCoursiera—rzekłToussaint.Byłtostary,szarobrązowypapierdopakowania,

wwielumiejscachporwany,wielkościotwartejksiążki.Toussaintpołożyłpapiernastole,abywszyscy
mogligojednocześnieobejrzeć.

Papierbyłdośćstary,wielokrotnieużywany,albowiemrysunki,którymibyłpokryty,wykonane

grubymołówkiemstolarskim,wwielumiejscachuległyzatarciu.Przedstawiałyprzeważniemałe
symbolegeometryczne:trójkąty,kwadratyikołapołączoneliniami.Zagadkowedwu-itrzycyfrowe
liczbyuzupełniałyobraz.

—Czyktośzwassiędomyśla,cotojest?—zapytałToussaint.
D’Ormessonprzysunąłdosiebiepapier,obracałgonawszystkiestrony,przytrzymałpodświatło,

potempodałMilléquantowiirzekł:

—Niemampojęcia.
—TenpapiernapewnowypadłCoursierowizręki,alejaksiętamdostał?
Milléquantodchyliłsięnakrześle,trzymałpapierobiemarękamiicośmruczał,nacoinninie

zwracaliuwagi.

—Każdegoznasmogłotospotkać—odezwałsięd’Ormesson,napiłsięwina,otarłustarękawem,

usiłowałznaleźćnajwłaściwszewtejsytuacjisłowa.—Musimygojutrostamtądwydostać.Czysądzi
pan,żetobędziemożliwe?

Toussaintwzruszyłramionami.
—Potrzebnanamdźwigarka.Jeśliudasięunieśćpłytę,któraprzygniotłaCoursiera,będziemożnago

wydobyć;aleniejesttobezpieczne.

—Tobyłrównychłop—rzekłprofesord’Ormesson—alenapoczątkuwcalegonielubiłem.Robił

wrażenie,żebardziejznasięnakobietachniżnastarożytności,myślałem,żetotyp,któryzdolnyjestdo
wszystkiego,coprzynosipieniądze.Bywajątacyludzie.

Toussaintpotrząsnąłgłową.
—Coursierbyłznakomitymnaukowcem;mógłcałkiemdobrzeżyćztego,coodziedziczył,ale

pracowałwCollègedeFrance,bomutosprawiałoprzyjemność.

Milléquantzacząłprzecieraćokulary,nieodwracającprzytymwzrokuodpapieru,imruczał:
—Ciekawe,ciekawe—kręcącprzytymgłową.
Toussaintid’Ormessonprzysunęlisiębliżej.
—Copanotymsądzi,profesorze?—zapytałToussaint.
Milléquantwłożyłokulary,postukałpalcemwzniszczonypapierirzekł:
—Niejestempewien,alewydajemisię,żechodzituoplansytuacyjnySakkary.
ObajprofesorowiespojrzelinaMilléquantazaskoczeni.Jeślitobyłplan,towyglądałcałkieminaczej

niżten,którymsiędotychczasposługiwali.

—Oczywiściejesttostaryplan—dodałMilléquant—maconajmniejpięćdziesiątlat.Popatrzcie

tutaj!—Wskazałnaprawyróg,gdziewyraźniebyłowidaćliteryA.iM.

—„A”kropka,„M”kropka?Cotoznaczy?—zapytałToussaint.
—Ajakpanmyśli?—zapytałMilléquant,zwracającsiędod’Ormessona.
—Sądzę,żeobajmyślimytosamo:AugusteMariette.

background image

—Słusznie.
Nagleludzieprzystoleotrzeźwieli.D’Ormessonprzysunąłdosiebiepapier,pozostaliwyciągali

szyje..

—Tutaj—rzekłMilléquantiwskazałpalcemnatrójkątpośrodku.—TopiramidaDżosera.Na

północnywschódodniejjestpiramidaUserkafa,napołudnieUnasa,ajeszczedalejSzemcheta.Cztery
trójkąty,którerazemtworząniemallinię.

—Przypuśćmy,żetateoriajestsłuszna—rzekłToussaint—wobectegonapółnocnyzachódod

piramidyDżoserapowinienbyćzaznaczonylabiryntbykówApisa.

—Zgadzasię!—zawołałd’Ormesson.—Spójrzcienategrabie—toSerapeum.
Mężczyźnipowolizaczęlisięorientowaćwtajemniczymplanie,ustalaligrobowceoznaczone

kwadratami,kółka,którenajwidoczniejmiałyszczególneznaczenie,jakdomwpobliżuSerapeum,i
odczytywaliodległościpodanewmetrach.

Rzeczjasna,żeplanównasuwałwielepytań.Naprzykład,wjakisposóbCoursiergozdobył,

dlaczegomiałgozesobąwgrobieNefera,dlaczegoprzemilczałwobecnichistnienietegodokumentu.
Wydawałosięwprostnieprawdopodobne,żebyCoursierznalazłówplanwgrobieNeferaakuratwtedy,
kiedywnosilitamzpowrotemtenbeznadziejnyinwentarz.Czyplankryłwsobiejakąśwskazówkę,którą
Coursierzniewiadomychprzyczynchciałprzednimiukryć?Amożegróbtenzawierałjednakcoś
ważnego,couszłoichuwagi?

Jeszczetejnocyzdecydowalisięujawnićhasło„faraon”,poinformowaćkonsulaSachsa-Villatte’ao

śmierciCoursiera,zaprzestaćrobótizaczekaćzwydobyciemzwłok,dopókinienadejdąbliższe
instrukcjezAleksandrii.Robotnicymielinazajutrzrozpocząćkopaniewcałkieminnejokolicynapółnoc
oddomu;dostępdogrobowcaNeferapostanowiononaraziezagrodzić.

Tejnocyniktniemyślałospaniu.Milléquantmarzył,abyjegogróbmiałwiększeznaczenie,niż

wszyscysądzili;d’Ormessonzazdrościłkoledzesukcesu,alechętnieskończyłbyjaknajprędzejto
kopanie;ToussaintzaśwciążmiałprzedoczamiwystającąspodkamienisztywnąrękęCoursiera.

TakwięcFrancuzizabralisiędoporównywaniaplanuMariette’azwłasnymplanem,sporządzonym

zgodnieznajnowszymstanemnauki.Pracatabyłaszczególnietrudnaprzedewszystkimdlatego,żeprzy
każdymobiekcienależałostwierdzić,czybyłonnowszejdaty,czyteżjużznanyzaczasówMariette’a.
Przyanalizowaniutychrysunkówokazałosięzcałąpewnością,żechodziłotuoplanSakkary.

Zasadniczotakiplanniemawsobienictajemniczego,cobyusprawiedliwiałoukrywaniegoprzed

towarzyszami.Wkażdymraziepoprzeanalizowaniuwszystkichzaznaczonychnastarymplanieobiektów
pozostałokółkooznaczonekrzyżykiem;stanowiłoonodlaFrancuzówzagadkę.Miejscetoznajdowałosię
nazachódodpiramidyDżosera,niezawierałożadnychdanychowielkościinajwidoczniejleżałow
okolicy,którądotychczasomijałypracewykopaliskowe.

Milléquantpostawiłzatempytanie,czyMarietteniebyłjużnatropieImhotepa,cowywołałowybuch

śmiechud’Ormessona.Mariettebowiembyłwprawdzieniedbaływdokumentowaniuswychbadańi
raczejwolałposługiwaćsięmateriałemwybuchowymniżstarympismem,kiedynależałocośwykryć,ale
poszukiwańImhotepaniedałobysięwżadensposóbzachowaćwtajemnicy.

Niewielebrakowało,aprofesorowieznówbysięposprzeczali,gdybyToussaintniewtrąciłuwagi,że

podczasubiegłychtygodnikierowanosięmniejważnymiwskazówkamiiżewartospróbowaćpójść
tajemniczymtropemMariette’a;warcheologiiniemanicniemożliwego.Toussaint—jaksampodkreślał
—niechciałbysprawiaćwrażenia,żezgadzasięzMilléquantem,bydokumenttenprzesłaćdoDeuxième
Bureauwcelusprawdzeniawiekuiautentyczności,alemyśltabynajmniejniewydajesięabsurdalna.

Nazajutrzgróbprowizoryczniezamkniętożelaznymogrodzeniem.Niezwróciłotoniczyjejuwagi,bo

wszystkiegrobywtejokolicyzamykanowpodobnysposób.MilléquantwysłałdokonsulaSachsa-

background image

Villatte’awAleksandriitelegramnastępującejtreści:„Faraon—stop—obecnośćpilniepotrzebna—
stop—Milléquant.”

PaulSachs-VillatteprzybyłnazajutrzdoSakkaryswoimwozem,aleuznałzawskazane,abyostatnie

dwakilometryodbyćnawynajętymośle;wtensposóbniewzbudziniczyjegozainteresowania.Istotnie
byłotosłuszne,ponieważwrozległejSakkarzewrzałojakwulu.Turyścizcałegoświata,zachęceni
raportamizpodróżyzamieszczanymiwrozmaitychmagazynach,urządzaliwycieczkidotegomiasta.
AutobusyCookatłoczyłysięnaubitympiaskupustynidopiramidyDżosera,aprzewodnicyzachwalali
wewszystkichjęzykachbudowlęmądregoImhotepa.

PodczasnaradywkwaterzeFrancuzówomawianodalszyplanprac.EmileToussaintzDeuxième

Bureauznówstałsiętwardyisurowyiprzekonywał,bypozostawićciałoCoursieratam,gdziejest,oraz
byzgłosićjegozaginięcie,boinaczejprzyniesietotylkoniepożądanekomplikacje.Profesorowie
zaprotestowali,równieżkonsulniemógłsiępogodzićztakimplanem;przecieżoficjalnymelduneko
zaginięciuzmobilizujeurzędyispowodujezainteresowanieprasy;wszyscybędądociekać,wjakich
okolicznościachdoszłodonieszczęścia.Atomożesprawić,żeichwłaściwezadaniezostanieujawnione.

Wreszcieprzystanonapropozycjękonsula,abywydobyćwnocyciałoCoursieraiprzewieźć

sanitarkądomisjifrancuskiejwAleksandrii,astamtądwrazzoficjalnymświadectwemzgonuwysłać
najbliższymstatkiemdoMarsylii.Całaakcja,jeślisięjąsprawnieprzeprowadzi,zajmieniewięcejniż
osiemnaściegodzin.Toussaintprzejąłkierownictwo.

Najbliższystatekonazwie„Fraternité”odpływałwieczoremtrzeciegodnia,dlategoteżciało

Coursieranależałowydobyćnocąnastępnegodnia.

Dźwigarkaiłomybyłynamiejscu.Toussaintid’Ormessonpodjęlisiętegoniebezpiecznegozadania.

Wgodzinępozachodziesłońcaruszyliwdrogę.

KonsulSachs-Villattetrzymałwartęuwejściadogrobowca,Milléquantpozostałwdomu.
RówninaSakkarypogrążonabyławciszy;choćzniebaspływałorzeźwiającychłód,piaseknapustyni

wydzielałjeszczeżardnia.Dwaosłynależącedoekipydźwigałyskładanenosze,narzędziailampy.Pod
pretekstemtransportuchoregozamówionosanitarkęnadwunastąwnocy.Toussaintid’Ormessonmieli
pełnetrzygodziny.

PierwszyodważyłsięzejśćToussaint,beznarządzi,jedyniezlampą.D’Ormessonspuściłnalinie

dźwigarkęinarzędzia,następniesamzszedł;drżałnacałymciele,niebyłprzyzwyczajonydotakich
wysiłków.

—Pandrżyjakosika!—zawołałToussaint,kiedyprofesorzszedłnadół.
—Nicdziwnego—odparłprofesorzwisielczymhumorem—niecodzieńwykonujętakiezadanie.
—Aprzecieżnajtrudniejszezadaniejestdopieroprzednami.
D’Ormessonstarałsięzorientowaćwgrobowcu.Zawalonewejście,którenależałopokonaćna

czworakach,wyglądałogroźnie;profesorgotówbyłzrezygnować,gdybyToussaintnieznikłpomiędzy
zaklinowanymipłytami.D’Ormessonmusiałiśćzanim.Nabrałgłębokopowietrza,ukląkł,następnie
poczołgałsiędoprzodu.Wąskieprzejściemiałosześćdosiedmiumetrówdługości,aleświadomość,że
spiętrzoneodłamkisklepieniawkażdejchwilimogąnanichrunąć,spowodowała,żetesiedemmetrów
wydawałosięnieskończeniedługie.AwogólejakprzetransportowaćzwłokiCoursieraprzeztoniskie
przejście?

D’Ormessonwłaśniedotarłdokońca,gdyToussaint,którystałprzednimwyprostowany,wydał

głośnyokrzyk.Wołałcoś,czegoprofesorniemógłzrozumieć;sądziłpoczątkowo,żeToussaintskaleczył
sięodłamkiemskalnym,lecztenstałnieruchomo,wyciągałrękęzlampąijakskamieniałypatrzyłna
ziemię.

—Hej,cosięstało?—zawołałd’OrmessonipotrząsnąłToussaintem.

background image

Tenwmilczeniuwskazałnajednązkamiennychpłytleżącychprzednimi.
—Coto?Nalitośćboską,cosięstało?—Profesorjeszczenigdyniewidziałtegotwardego

człowiekawtakimstanie.

—Coursier!—jęknąłToussaint.—Niemago!
—Cotomaznaczyć,żegoniema?MożezmartwychwstałjakChrystus?
—Niewiem.
—Głupiedowcipy,Toussaint!
—Nie!—zawołałten,wściekłychwyciłd’Ormessonazakołnierz,pochyliłmugłowęnadół.—

Niechpanpopatrzy.Spodtegokamieniawystawałajegoręka,widziałemnawłasneoczy.Terazkamień
jestuniesiony,aCoursieraniema.

D’Ormessonoświetliłdółlampą,następnieobróciłsiępowoli,skierowałświatłonakamień,

wreszciezaświeciłwtwarzTousaintowi.

—Ten,oślepiony,zasłoniłoczy.—Copanrobi,czypanzwariował?
D’Ormessonopuściłlampę;stalitakprzezchwilęwmilczeniu.
—Wiem,copanterazmyśli,profesorze—zacząłToussaintzewzrokiemutkwionymwpłytę.
D’Ormessonzrobiłledwiedostrzegalnyruchręką.
—Uważam,żejestmipanwinienconajmniejjakieśwyjaśnienie.
—Jakieznówwyjaśnienie?—wybuchnąłToussaint.—Samtegonierozumiem.Wiem,żepanwątpi

wmojezdrowezmysły,aleprzysięgam,żenawłasneoczywidziałemrękęCoursierapodtymkamieniem.
Otu...—Toussaintpostawiłlampęnaziemi.—Taciemnaplamatokrew.Atamwidaćśladyciągnięcia.
Możeterazmipanuwierzy.

D’Ormessonsiępochylił.Niewątpliwienapłyciewidaćbyłodużąciemnąplamę,wyglądałajak

zaschniętakrewpokrytakurzem.D’Ormessonwstał,przesunąłdłoniąpoczoleirzekł:

—Przypuśćmy,żewidziałpantunaprawdęCoursiera,alewłaśniedlategooczekujęwyjaśnienia.
—Dodiabłazwyjaśnieniem.Samniewiem,cootymmyśleć.Coursierniemógłstądwyjśćo

własnychsiłach,topewne.Pozatymonnieżył.Nieżył!—Toussaintoświetlałdokładniekażdykąt,
wciążpotrząsającgłową.

Niebyłorzecząprostąwytłumaczyćkonsulowicałąsprawę.Wybuchnąłśmiechem,kiedyusłyszał,że

ciałoCoursieraznikło,poprostuwziąłtozażartipotrzebabyłocałejsiłyperswazji,abygoprzekonać,
żetoprawda.Tentakzazwyczajwytwornyipowściągliwymężczyznakląłterazzawzięcie,ażprofesor
sięzdenerwowałizacząłtupaćwziemię.

—Czypanzdajesobiesprawę,cotooznacza?—zawołałcicho.—Toznaczy,żeoninasobserwują

przypracy.Aletoniewszystko!Coursierzapewnepracowałdlatamtych.

—Dlatamtych?
—DlaBrytyjczyków,Niemców,nacjonalistów,Amerykanów,diabliwiedząkogojeszcze!
—Jeślimiwolnosięwtrącić—rzekłd’Ormesson—pańskieargumentysąpozbawionelogiki.

Przypuśćmy,żeCoursiernaprawdęznieznanychnampowodówpracowałdlatamtych,żenaprawdę
poniósłprzytymśmierć,toprzecieżbyłobyidiotyzmemwydostawaćgozdołu;todopiero
naprowadziłobynasnajegopodwójnąrolę.

Zastrzeżenietobyłowpewnymsensiesłuszne.Alemusiałistniećjakiśpowód,żeCoursiera

potajemniewydobyto.Sytuacjabyłaniemalgroteskowa:otoDeuxièmeBureaumobilizuje
pierwszorzędnegoagenta
iwysokowykwalifikowanąekipębadawczą,byśledzićdziałalnośćobcegowywiadu,aokazujesię,że
onisamisąśledzeni.

background image

WtychokolicznościachprofesorMilléquantodmówiłdalszejwspółpracy;niewykluczałbowiem,że

możeCoursiercoświedział,możebyłnatropieImhotepaiwszedłprzytymwdrogękomuś,ktobył
gotówna
wszystko.Wobectegonależysięzastanowić,czygróbNeferasamsięzawalił,czyteżwodpowiedniej
chwilispowodowanojegozawalenie.

Możliwe,żeodpowiedzinatewszystkiepytaniazawierałplanznalezionyprzyCoursicrze.Milléquant

id’Ormessonmocnowtowierzyli;konsulbyłzbytwstrząśnięty,bymócwyrobićsobiezdanie.Toussaint
powątpiewał.

*

Nazajutrzstatek„Alexandra”wypłynąłzAleksandriiwkierunkuSouthampton.Napokładzie

znajdowałasięzaplombowanatrumna,świadectwozgonubyłowystawionenanazwiskoCharlesa
Whitelocka,Glasgow.PrzewózodbywałsięnakosztbrytyjskiegoMinisterstwaSprawZagranicznych,
departament„IntelligenceService”.

BERLIN-LONDYN-BERLIN

Mężczyźnipanująnadkobietami
zewzględunato,żeBógdałwyższośćjednymnaddrugimi,
izewzględunato,żeonirozdajązeswojegomajątku.
Przetocnotliwekobietysąpokorneizachowująwskrytościto,cozachowałBóg.
Inapominajciete,którychnieposłuszeństwasięboicie,pozostawiajciejewłożach
ibijcieje!
Koran,suraIV

*

ZetknięciesięzkapryśnymbaronemspowodowałonieoczekiwanyzwrotwlosieOmara,Halimyi

Nagiba,Byliprzygotowaninażyciepełnewyrzeczeń,aotoznaleźlisięwwytwornymtowarzystwie,
samawzmianka,żesąprzyjaciółmibarona,otwierałaprzednimiwszystkiedrzwi.Baronprzydzieliłim
wjednejzeswychokazałychkamieniceleganckiemieszkaniewdzielnicy,gdzieniewidaćbyło
wałęsającychsiębezrobotnychanidługichkolejeknędzarzystojącychprzedgarkuchniąpodarmową
zupę.DwarazydziennieNagibudzielałswymprzyjaciołomlekcjiniemieckiego,resztęczasuspędzałw
prywatnymarchiwumbarona.

Przeglądanieistudiowaniemateriałówzabrałotrzytygodnieidostarczyłonieoczekiwanych

informacji,którewprawiłyichwistnąeuforię.OmariNagibdobrowolniespędzalicałenocew
archiwum,robilinotatki,snulirozmaiteteorie,poczymjeodrzucali.Potwierdziłosięprzytymto,co
przypuszczali,żemianowicieladyDawsontrzymaławrękuwszystkieniciwywiadubrytyjskiegoiżejej
organizacjabyłanajbliżejwyjaśnieniatajemnicyImhotepa,choćniekiedygrupaMustafaAgiAyata
deptałaimpopiętach.Nacjonaliściegipscy,wśródktórychAliibnal-Husseingrałgłównąrolę,
wydawalisięzesobąskłóceniiprzedewszystkimdążylidoosiągnięciaosobistychkorzyści,co
kolidowałozichwłaściwymizadaniami.CosiętyczyDeuxièmeBureau,torobotaFrancuzówbyłaraczej
nieprzenikniona,boczęstozmienialimiejscaiobiektyswychbadańimożnabyimzarzucić

background image

powierzchowność,brakkompetencjiinaiwność,gdybynieówprzebiegłyToussaint,któryumiał
prowadzićpodwójnągręizwodzićludzinamanowce.

Fakt,żewywiadniemieckiśledziłpozostałewywiadytakdyskretnie,iżtenawetsięniedomyślały,że

Niemcywogólewiedząooperacji„Imhotep”,dowodziłsolidnejroboty.Takwięcniemogłoujśćuwagi
Freienfelsa,którylekceważyłpoczynaniabaronajakoniewinnemrzonki,żevonNostitzpracujezwłasną,
wdodatkudośćkompetentnązałogą;załogatazapomocąwszystkichinformacji,którychosobiście
dostarczyłprzyjacielowi,byławstaniekonkurowaćzwywiadempaństwowym,wdodatkunależałosię
obawiać,żezgarniamuśmietankąsprzednosa.

Takwięcdoszłodoburzliwejrozmowywbarzehotelu„Adlon”,przyktórejzobustronpadałyostre

słowa.VonNostitzpoczterdziestoletniejprzyjaźniwyrzekałsięFreienfelsa,tenzaśwymyślałbaronowi,
żejestegoistąbezsumienia.Sprawastałasiętymczasemzbytważna,bypozostawićjąwrękachtakiego
dziwakajakon,ajeślivonNostitztegonierozumie,tonależymutylkowspółczuć.

BaronvonNostitz-Wallnitznierozumiał.WezwałdosiebieOmaraiNagiba,objaśniłimpowstałą

sytuacjęizapytał,czymimowszystkowidząmożliwośćdalszejpracydlaniego;onzeswejstronygotów
jestudzielićimwszelkiejpomocy.

DotychczasaniAnglicy,aniNiemcy,aniFrancuzi,mimodużegonakładusiłipieniędzy,nieosiągnęli

znaczącychrezultatów,ato,rzekłOmar,jestodpowiedziąnapytaniebarona.Niemasensukopaćłopatą
pustyniiszukaćgrobuImhotepa,skoronawetniewiadomo,gdzietenboskijestpochowany.

VonNostitzpowiedział:
—NiewierzypanwSakkarę?
—Cotamwierzyćczyniewierzyć!—wtrąciłNagib.—Niemażadnychwskazówekwtekstachz

piramid,żebudowniczypiramidyfaraonajestpochowanywtymsamymmiejscu,gdziejegokról,awięc
jakbywcieniujegopiramidy.Niejestcałkiemwykluczone,żeImhotepznajdujesięwSakkarze,bobyła
tonekropoliaMemfis,MemfiszaśbyłostolicąNowegoPaństwa,aletowcaleniejestpewne.

—Brzmitotak,jakbyśledziłpaninnytrop!
—Narazietroppewnegotropu—rzekłOmar.—Uważam,żepowinniśmypracowaćdalejtam,

gdzieponiósłporażkęten,ktonajbardziejzbliżyłsiędotajemnicy.

—Okimpanmówi,Omarze?
—MówięoprofesorzeHartfieldzie.Posiadałonnajwiększąwiedzę,prawdopodobniemiał

najważniejszyfragmentowejtablicy,którastanowikluczdowszelkichposzukiwań.

—AleHartfieldnieżyje.Jacyśagencigozabili.Toprzecieżjasne.
—Nicniejestjasne—odparłOmar—nicniejestjasne,pókiniezostanieodnalezioneciało

Hartfielda.

Baron,podniecony,wymachiwałrękami.
—Chybaniemyślipanpoważnie,żepaniHartfieldzostałazamordowana,aprofesoruprowadzonyi

żeterazmusigdzieśwukryciukontynuowaćswojąpracę?

—Tocałkiemmożliwe—stwierdziłOmar.
—Anaczymopierapanswojeprzypuszczenie?
Omarwzruszyłramionami,nabrałgłębokopowietrzaiuderzyłsięwpiersi.
—Możetotylkoidéefixe,alemamjakieśdziwneuczucie.InawetjeśliHartfieldjużnieżyje,musimy

siędowiedzieć,cosięznimstało.

Nagibprzytaknął,baronzaśpotrząsałgłową.
—Ileczasuminęło,odkądHartfieldznikł?—zapytałwreszcieNagib.
—Wedługpańskichdokumentówdokładnieczterylata.Wiemtozesprawozdanialondyńskiego

„Times’a”zczwartegowrześniaosiemnastegoroku.ŻonęHartfieldaznalezionopóźniejmartwąopięć

background image

kilometrównazachódodSakkary.Poprofesorzeniebyłośladu.

—PięćkilometrównazachódodSakkary?Czego,naBoga,takobietaszukałanaPustyniLibijskiej?
Omarroześmiałsięzgoryczą.
—Gdybyśmytowiedzieli,bylibyśmykawałdrogidoprzodu,aletegoniewiemy.Podczas

przeglądaniapańskichdokumentównatrafiłemcoprawdanaciekawyszczegół.Podobnowywiad
państwowydowiedziałsię,żeprzyzmarłejpaniHartfieldznalezionolist...

—Ach,niechpandaspokój!Zmarlinaogółnienosząlistówprzysobie.Napewnowsuniętojejten

list,abyodwrócićuwagęodczegośinnego.Owieleciekawiejbyłobydowiedziećsię,jakibyłpowód
jejśmierci.Iwjakisposóbumarła?

—Toniewynikazakt.Tyletylko,żeniebyłożadnychzewnętrznychobrażeń,żadnychśladów

przemocy.

Baronchodziłzamyślonypopokoju.Naglezapytał:
—Acobyłowliście?
—Byławnimmowaospotkaniuwhotelu„Savoy”wKairze.Mianotamprzekazaćodciski

kamiennejtablicyzasumę,którazapieradechwpiersiach.

—Ile?
—Dziesięćtysięcyfuntów.
—Dziesięćtysięcyfuntów!Tokupapieniędzy.
—Tomajątek.Tyle,żeHartfieldowieniebyliubogimiludźmi.Niepotrzebowalipieniędzy.Jego

kamienicewBayswateriPaddingtonprzynosiływiększydochód,niżprofesormógłwydać.Wobectego
należyprzypuszczać,żepaniHartfieldnieposzłanatakąofertę.

TymczasemNagibprzerzucałpapiery,wyciągnąłkopiępewnegodossierwywiadu,któredotyczyło

zagadkowegolistu.

—O,proszę—rzekł—dwunastegopaździernikatysiącdziewięćsetosiemnastegoogodzinie

jedenastejmiałonastąpićprzekazanie.Alewidaćdotegoniedoszło.

Baronsięzastanawiał.
—Zacznijmyodtego,żemapanracjęiżeHartfieldjeszczeżyje.Gdziezacząłbypanswoje

poszukiwania?

—Niechpanposłucha—rzekłOmarbezwahania—nieszukałbymtam,gdziewszyscydotąd

szukali,czyliwSakkarze,lecznaraziebadałbymotoczenieprofesorawLondynie,tamskądpochodzi.
Niejestemzatym,bywykorzystywaćinformacjeobcychwywiadów.Jeślimanamsięudać,przede
wszystkim,jeślichcemywyprzedzićinnych,musimyobraćwłasnądrogę.

Zdecydowanie,zjakimOmarprzedstawiałswojeracje,spodobałosiębaronowi,jużnazajutrz

dostarczyłmupaszportiwizęiwysłałgodoAnglii,wyposażywszywznacznąsumępieniędzy.Halima,
którejcorazbardziejpodobałosiężyciewBerlinie,pozostała,Nagibzaśotrzymałzezwoleniena
przebadaniearchiwumNowegoMuzeum.Oficjalniechodziłooskatalogowanieeksponatówegipskich,
naprawdęzaśNagibainteresowałymeldunkiowykopaliskachikorespondencjawszystkichdziałających
wEgipcieniemieckicharcheologów.

Początkowourzędnikwministerstwieodmówiłwydaniatakiegozezwolenia,alenainterwencję

baronaministerosobiściewyraziłzgodę.Powodemtejostrożnościzestronyministerstwabyłaafera,
którastałasięświatowąsensacją.PewienberlińskiarcheologznalazłprzeddziesięciulatywEgipcie
popiersiekrólowejNefreteteiomijającustawy,przewiózłjedoNiemiec.Gdysprawawyszłanajaw,
wywołałakomplikacjenaturydyplomatycznejiEgipcjaniestaralisięodtądbezskutecznieodzyskać
swojąwłasność.

background image

*

OmarpopłynąłstatkiemdoDover,stamtądpociągiempospiesznymudałsiędoLondynu,gdzie

punktualnieoosiemnastejdziesięćwysiadłnaVictoriaStation,wsiadłdoczarnejtaksówkiipojechał
obokBuckinghamPalace,ParkLaneiMarbleArchwkierunkuBayswater.WpobliżuPaddingtonStation,
gdzieHarrowRoadzakręca,Omarwynająłpokójwhotelu„Midland”,pierwszejkategorii,jeśliwierzyć
prospektowi,izapytał,wypełniającformularzmeldunkowy,jakdalekostąddoGloucesterTerrace.

PortierpochwaliłznakomitąangielszczyznęcudzoziemcaiwskazałOmarowidrogę.Byłotonajwyżej

pięćminutodhotelu.Omarposzedłodrazudołóżka,abysięwyspać.

Nazajutrzświeciłosłońce,cowLondyniezdarzasięczęściej,niżsiępowszechnietwierdzi.Omar

zjadłobfiteangielskieśniadanieiruszyłwdrogę.ChociażbyłwLondynieporazpierwszy,miastowcale
niewydawałomusięobce.ZawdzięczałtoprofesorowiShelleyowiijegożonieClaire,którzypodczas
długichzimowychwieczorówwLuksorzeopowiadalimuoAnglii,awłaściwieoLondynie.

Tym,coodróżniałoLondynodKairuikażdegoinnegomiasta,byłaczystośćimniejnerwowa

atmosferanaulicach.Jeździłotudużosamochodówosobowychipiętrowychomnibusównawysokich
kołach.Alenawethandlarze,którzywKairzebylinatrętnijakmuchyobsiadająceodchodywielbłądów,
tutajwykazywaliwytwornąpowściągliwość.

Omarprzeżyłpierwszezaskoczenie,kiedyznalazłsięprzeddomemnaGloucesterTerrace124,

dwupiętrowymbudynkiembiałootynkowanymzepokiwczesnowiktoriańskiej,nacowskazywałyprzede
wszystkimsurowyportalzkolumnamiimosiężnatabliczkaznazwiskiemHartfield,którą—by
zachowałatakiblask—należałozpewnościączyścićconajmniejrazwtygodniu.Tosamodotyczyło
klamki,którąOmarśmiałonacisnął.Otworzyłmusiwy,starymężczyzna,tużzanimukazałasiękobietaw
średnimwiekuoponurymspojrzeniu;miałanasobiespodnieitrzymałapapierosawustach.

Omarniewiedział,jakwyglądaprofesorHartfield,alebyłprzekonany,żetoniemożebyćon.

Powiedziałwięc,żekiedyśpracowałdlaprofesora,aponieważjestwAnglii,zapragnąłsięznim
zobaczyć,niewidzielisięjużczterylata.Tesłowazmieniłyponurywyraztwarzykobiety,odsunęła
staregonabokizapytałaOmaraonazwisko.Omarpodałjezgodniezprawdą.Czemumiałbykłamać?

Pokrótkimwstępie,którydotyczyłniedbałegowyglądukobiety—własnoręcznieuprawiałaogród—

podałamuswojenazwisko;AmaliaDounce,ipowódswejobecnościwtymdomu;jestprzezmatkę
spokrewnionazpaniąHartfield,nieboszczkabyłajejciotką.Kobietasięrozgadałaiopowiedziała,żeod
piętnastulatjestdobrymduchemtegodomuipodczastrwającejcałemiesiącenieobecnościpaństwa
Hartfieldówprowadziłaichsprawyinadaljeprowadzi,przedewszystkimodkądpaniHartfieldnieżyje,
aprofesorzaginął.Jejpodanieouznanieprofesorazazmarłegourządzałatwiłodmownie,ponieważ
istniejąpewneposzlaki,którepozwalająprzypuszczać,żeprofesorżyje.

AmaliaDouncebyłajedynąspadkobierczyniąmajątkuHartfieldaijejzabiegipodtymwzględembyły

całkowiciezrozumiałeiuprawnione.PodczastejrozmowyOmarazaskoczyłazwracającauwagę
powściągliwośćtejtakwylewnejkobiety,kiedyzapytałjąowspomnianeposzlaki,którestanowiły
przeszkodęwzałatwieniusprawydziedziczenia.Kobietatwierdziła,żeporazostatniwidziałaprofesora
wlecie1918,jeślipominąćto,żeniedawnojejsięprzyśniłjakomnich-żebrakwszarymhabicie.
Roześmiałasięzgorycząirzekła,żebyłotoprzedtrzematygodniamiiodtejchwilibudzisięczasem
przerażona,bojejsięzdaje,żemnichczyteżHartfieldzbliżasiędoniejzironicznymuśmiechem.

Bysięuwolnićodtychzjawsennych,Omarpożegnałsięuprzejmie,zjadłcośw„King’sArms”i

oddaliłsięprzezBayswaterRoaddopobliskiegoHyde-Parku,gdzieusiadłnaławceiprzyglądałsię
łabędziomiptakomwodnym,zastanawiającsię,comasądzićopaniDounce.Interesującawydałamusię
uwaga,żepodanieouznanieprofesorazazmarłegozostałooddaloneprzezsądnapodstawiepewnych
poszlak.AwięcOmarudałsiędoBayswater-Court.

background image

Staremurymiaływsobiecośgroźnegoiniesamowitego,jakwszystkiegmachysądowenaświecie;

trwałoniemalgodzinę,zanimOmartrafiłdowłaściwegowydziałuispotkałsięzsędziąKitterbellem,
wysokim,krzepkimmężczyznąokrótkoostrzyżonychwłosach,któryodniemalćwierćwieczapracował
nachlebiemeryturęodponiedziałkudopiątkuprzyciemnymzniszczonymbiurku,wydającnapodstawie
dokumentówdecyzjeoubezwłasnowolnieniuiaktyzgonudladzielnicyBayswater;obowiązektenwyrył
najegoczoległębokiezmarszczki.

Omarpokazałswójpaszport,oświadczył,żemógłbycośpowiedziećnatematHartfielda,wie

mianowicie,żezałatwionoodmowniepodanieouznanieprofesorazazmarłego.Oświadczenietonie
wzbudziłozachwytusędziegoKitterbella,przeszkodziłomubowiemwzałatwianiudwustosówakt,które
zaplanowałsobienadzisiejszydzień;musiałwięcwezwaćMissSparkins,kobietęubranąwczerń,która
należaładoorganizacjisufrażystekpodnazwą„Women’sSocialandPoliticalUnion”.Kobietapo
dłuższejchwiliprzyniosłaaktasprawyiKitterbellzacząłsięwnichzagłębiać.

Omaropowiedziałsędziemutęsamąhistoryjkę,którąopowiedziałjużMrs.Dounce,żemianowicie

pracowałdlaHartfielda,żeniewidziałgojużczterylataisądzi,iżprofesorjużoddawnanieżyje.Wten
sposóbmiałnadziejęsprowokowaćsędziego,byorzekł—zgodniezdowodami,żetakniejest.Inie
omyliłsię.

KitterbellzareagowałgniewemnaopowieśćOmara,zażądałdowodównajegotwierdzenie,

wyciągnąłzaktprzekaznadwadzieściatysięcyfuntówipołożyłnastole.Przekaznosiłdatę:Kair,4
kwietnia1921,nadolewidniałdrżącypodpis„Hartfield”inazwakonta:MisrBankKairo,skądpodjęto
sumęzgodniezpełnomocnictwamiibezkomplikacji.AniWestminsterBank,aniMisrBankniemiały
wątpliwościcodoautentycznościpodpisu,aponieważmartwiniepodpisujączeków,należysądzić,że
Hartfieldżyje.Archeolodzybywajądziwakami,znikają,ujawniająsię,czegoniemożnabraćzazłetakim
ludziomjakHartfieldwtychniespokojnychczasach.CzyOmarmożeprzysiąc,żeprofesornieżyje,lub
podaćświadków,którzyprzysięgną,żetoprawda?

TegoOmarniemógłzrobićiwcaleniechciał;osiągnąłto,naczymmuzależało,ito,cooddawna

przypuszczał,wydawałosięprawdą:HartfieldżyłgdzieśwEgipcie,niebyłopowodusądzić,że
zawiodłagowiedzaiżeprzestałsięzajmowaćsprawąImhotepa.

Alegdziezacząćposzukiwania?WydawałosiębezsensownewkrajuwiększymniżAnglia,Francja

czyNiemcyszukaćczłowieka,którywdodatkupragnąłżyćwukryciu.Totakjakbyszukaćigływstogu
siana.CowieMrs.Dounce?Omarniewątpił,żewiewięcej,niżsiędotegoprzyznaje.Alejakijest
powódjejpowściągliwości?Czychodziospadek,czyteżdziałazgodniezżyczeniemprofesora?
Dlaczegoniewspomniała
oprzekaziepieniężnym?Jeślizajmowałasięfinansamiprofesora,musiałaotymwiedzieć.

NazajutrzOmarposzedłporazdruginaGloucesterTerrace,byzapytaćpaniąDounce,czywieo

przekazieprofesorazkwietniaubiegłegoroku,cojestniewątpliwymdowodem,żeprofesorżyje.Pytanie
cudzoziemcabyłodlaMrs.Douncedowodem,że—takjakprzypuszczała—maoninnycelniżzłożenie
profesorowiprzyjacielskiejwizyty.OświadczyłaOmarowi,niewypuszczającpapierosazust,żejeston
szpiegiem,
izagroziłapolicją,jeśliniezaprzestanieswychdociekań;pozatympodpisnaczekujestsfałszowanyi
niechOmarsiętuwięcejniepokazuje.

NiebyłowzwyczajuOmararezygnowaćzeswychplanówwsytuacjachtakichjakta.Udałsięwięc

ponowniedosędziegoKitterbellaiopowiedziałznaiwnąminą,żeMrs.Douncetwierdzi,jakobypodpis
naczekubyłsfałszowany,izapytał,czysędziaotymwie.Kitterbellowichodziłoprzedewszystkimoto,
bypozbyćsięuciążliwegoinformatora,zacząłprzewracaćgniewnieoczamiipowiedział,żepaniDounce

background image

wyraziłaswąwątpliwośćcodoautentycznościpodpisuHartfielda,alebiegłypotwierdził,żejeston
prawdziwy.

Gdyterazsędziazacząłzadawaćpytania,dlaczegotasprawatakgointeresuje,Omarwolałsię

pożegnać.

PodczasgdyOmarzbierałwLondynieinformacje,niemiałpojęcia,żewBerlinieprzeznaczenie

gotujemucios,którytrafigomocniejniżwszystko,codotychczasprzeżył.Byłatoporażka,którejsięnie
zapominadokońcażycia,nawetjeśliranyjużdawnosięzagoją.

Zaczęłosięwszystkoodprzyjęć,którebaronGustavGeorgvonNostitz-Wallnitzzwykłurządzaćw

każdyczwartek.Gdybynaszymzadaniembyłoklasyfikowanietegorodzajuwydarzeń,tonajwłaściwszym
określeniembyłybytusłowa:„widziećibyćwidzianym”.Udziałwtychtargowiskachpróżnościbyłdla
każdegoberlińczykazaszczytem.Ten,kogobaronvonNostitzzaprosił,należałdoelity,aten,kogonie
zaprosił,wiedział,cootymmyśleć.

Bywalitamaktorzy,reżyserzy,pisarze,atakżekonstruktorzysamochodów,którzy—byzabłysnąć—

niewahalisięprzedpodróżązGórnychŁużyciGórŁużyckich.Tutajrodziłysięgwiazdy,zapowiadano
premiery,angażowanobokserów,nawiązywanokontakty,uprawianopolitykę.Jeszczedwadniprzed
zamordowaniemministersprawzagranicznychWaltherRathenaugawędziłtuwesołozF.W.Murnau'em,
któregoniemyfilmpt.Nosferatuzachwyciłwszystkichgości.

NajednymztakichprzyjęćkuradościwielupanówzjawiłasięHalima;swojąniemczyznąz

domieszkąarabskiegowzbudziłaogólnypodziw.Wówczastozdarzyłsiędrobnyincydent,któryw
świetledalszychwydarzeńwcaleniebyłtakiprzypadkowy,jaktopoczątkowowyglądało.Reporter
gazety„BerlinerIllustrierte”MaxNikischzderzyłsiętakniefortunniezHalimą,żekieliszekczerwonego
wina,którytrzymałwręku—piłtylkoczerwonewino—wylałsięnasukniękobietyipozostawił
brzydkąplamę.

Nikisch,znanyztego,żenicniemogłogowyprowadzićzrównowagi,wyjąkałtylkobezradnesłowa

przeprosinizaproponował,żezawiezieHalimędodomu,abyusunąćszkodę.AponieważHalimanie
chciałapozostaćwpoplamionejsukni,przyjęłapropozycję.

Nikischbyłniewysokim,szczupłymmężczyzną,podobnymdoRudolfaValentino,miał—zgodniez

panującąmodą—zaczesanedotyłuciemne,lśniącewłosy.Nosiłzawszemuszkęwpaskilubkropki,
wyłączniewkolorzeczerwonym,ajegoeleganckieobuwiepochodziłozesklepuWaldmullerana
Kurfürstendamm.Czarnymercedes-benz,którymjeździł,przekraczałjegomożliwościfinansowe,aleo
tymwiedziałtylkoonsam.

DlaczegomimoswoichczterdziestulatNikischjeszczesięnieożenił,wiedziałtakżetylkoonsam.W

każdymraziezaliczałsiędonajbardziejadorowanychkawalerówwBerlinieikobieta,którąsię
zainteresował,corzadkosięzdarzało,mogłabyćztegodumna.Nikischzachowywałsięwsposób
staroświecki,byłażdoprzesadyugrzeczniony,zawszedbającyoto,bynieskompromitowaćkobiety,z
którąmiałromans.Nawetnajzagorzalszymplotkarzomnieudałosięnigdywykryćjegomiłostek,a
plotkarzytakichniebrakowałowklubachisalonachBerlina.

Tylenależypowiedzieć,byzrozumieć,jakąsensacjęwywołałozachowanieNikischawciągu

następnychdni.Jaknależałosięspodziewać,odwiózłHalimędodomuizaczekałjakszofer,ażsię
przebierze,poczymprzywiózłjązpowrotemdobarona.Aletegowieczoruniespuszczałzniejoczu,
prawiłkomplementy,ażegnającsię,poprosił,abymógłsięzniąspotkaćnazajutrz.

JakoEgipcjanka,Halimaniebyłaprzyzwyczajonaanidokomplementów,anidozaproszeńczyrandek.

PochlebiałjejsubtelnysposóbbyciaNikischa,więcwyraziłazgodę.Podczasśniadaniagoniecprzyniósł
jejbukietżółtychróżilist.Halimajeszczenigdywżyciuniedostałakwiatów,alistzawierałzaproszenie
naprzechadzkępowystawach.Nikischproponowałtakże,byzastąpićpoplamionąsuknięnową.

background image

NastąpiłotowsaloniemodywpobliżuAlexanderplatz,gdzieubierałasięelita.Sukniabyłażółta,

sięgaładołydek,zgodniezówczesnąmodąbyłaobcisła,nalewymbiodrzelekkozmarszczona,także
opadałanajednąstronę,tworzącfałdy.WątpliwościHalimy,żesukniajestzbytwyzywającadlakobiety
zeWschodu,Nikischrozwiałuwagą,żepięknakobietapowinnanosićpięknesuknie,adlaniejnawet
najpiękniejszejeszczeniesądośćpiękne.

Tegorodzajukomplementy,którychNikischnieszczędził,działałyjakszampaniwprawiałyHalimęw

nieznanejejdotąduczucieszczęścia.Dotychczasbyłasłużącąimęczennicą,nigdysięnieskarżyła,
ponieważtakieżycieodpowiadałojejpochodzeniuiwychowaniu.Teraznagleujrzałasiebiewroli
damy,rozpieszczanejponadmiaręiadorowanej;czułasięwięcjakwsiódmymniebie.NawetOmar,
któregojejwBerliniemimowszystkobrakowało,nietraktowałjejztakąatencjąiczcią,jaktoczyniłten
Niemiec.Omarniepotrafiłtego,bobyłmężczyznąWschodu.OdbaronaHalimadowiedziałasię,że
OmarpozostaniewLondyniedłużej,niespodziewanezdarzeniawymagająjegoobecności,przysyłajej
pozdrowienia.TakwięcwuczuciachHalimynastąpiłniespodziewanyzwrotkuMaxowi(Halima
nazywałagoMatsem,boniepotrafiławymówić„x”).

Byliwspólniew„Scali”,słynnymvariétés,gdziekapitanWesterholdprezentowałzdalniesterowany,

jakbyporuszanyrękąducha,modelstatku—wówczasbyłatosensacja.Odwiedzalipodejrzanelokalei
kabarety,oglądalinajsłynniejszeówczesneniemefilmy,DoktoraMabuse’aFritzaLangaiNosferatu
Murnau'a.Widywanoichw„Adlonie",aokołopółnocyprzystawaliprzedbudąnaroguFriedrichstrassei
Taubenstrasse,gdziebyłynajlepszepulpetywcałejwschodniejdzielnicy.Pokilkudniachtakichspotkań
MaxwyznałHalimieswąmiłość.Możelepszebyłobysłowo„zaklinanie”,Nikischbowiemzaklinał
Halimę,bygonieodtrącała,boniemożebezniejżyć.

Halimastałajakskamieniaławmigotliwymświetlegazowejlatami,drżałazlekka,aleniezchłodu,

zaskoczyłojąwyznanieNikischa.Maxprzyciągnąłjądosiebie,czułdrżenieiciepłojejciała,prosił,by
nicniemówiła.

—Teraznicniemów—błagał.—Bywająsytuacjewżyciu,kiedykażdesłowojestniewłaściwe.

Terazwłaśniejesttakasytuacja.

Halimawalczyłazełzami—niewiedziaładlaczego.Byławstrząśniętaniezwykłościątego

mężczyzny,jegosiłąiwyższością,którewnieoczekiwanejchwilizamieniałysięwurocząsłabość.
Chciała,musiałamupowiedziećtylerzeczy,musiałamuwytłumaczyć,nimbędziezapóźno,zaczęławięc
mówić,drżącwjegoramionach.

Najpierwopowiedziałaoswymsmutnymdzieciństwie,otym,jakmusiałazojcempracowaćbosona

plantacjitrzcinycukrowej,opierwszymspotkaniuzOmarem,owysokiejcenie,jakązapłaciłazajego
życie.Niczegoniepominęła,nawetizolacjiinieludzkiegotraktowania,iupokorzeń,jakichdoznaław
małżeństwiezal-Husseinem.OpowiedziałaoniespodziewanymspotkaniuzOmarem,oichwspólnej
decyzjiucieczkizEgiptu.PrzemilczałatylkowłaściwetłoichznajomościzbaronemvonNostitzem.

—Widzisz—zakończyła—żemaszdoczynieniazcudzołożnicą,którauciekłaodmęża,cowedług

świętejksięgiKoranujeststraszliwymgrzechem.Jestemjednąztychkobiet,odktórychAllahnakazuje
trzymaćsięzdaleka,każemężomzamykaćjewichkomnatachikaraćwedługwłasnegouznania.Bo
mężowiwolnojestrozwieśćsięzżoną,żonienatomiastniewolnoporzucićmęża.

Halimaoczekiwała,żejejsłowawzbudząniechęć,żeNikischznajdzieodpowiedniwybieg,bysię

wycofać.Niezdziwiłobyjejto,anawetwduchupragnęła,abytaksięstało,bowówczasniedoszłobydo
tego,cowkonsekwencjimogłobyprzynieśćtylkocierpienie.

Alenictakiegonienastąpiło.Nikischjeszczemocniejprzytuliłjąiokryłjejtwarzpocałunkami.

Wyrozumiałyjakojciec,rzekł:

background image

—Przybyłaśzdalekiegokraju,gdziepanujeinnamoralnośćiobowiązująinneprawa.Aleterazjesteś

wEuropie,atu,wNiemczech,jestinaczej.Jesteśkobietąimasztakiesameprawajakmężczyzna.Jeśli
twójmążbyłdlaciebieniedobry,masztakiesamopraworozwieśćsięznim,jakonztobą.Zresztątonie
mażadnegoznaczeniadlaczłowieka,któryciękocha.

—AlejestjeszczeOmar!—Halimarozpaczliwieusiłowałasięwyrwaćzjegouścisku.—Onmnie

kocha,ajajego!

SłowatewcalenieodstraszyłyNikischa.Ścisnąłjejręceirzekłspokojnie:
—Miłośćmawłasneprawa,jestpozbawionawszelkiejlogiki.Dziśmówiszmi,żekochaszOmara,a

jutromożebyćjużcałkieminaczej.Uczynięwszystko,czegoodemniezażądasz.Jeślimnieodepchniesz,
odejdę;alenieprzestanęciękochać.

WówczasHalimawybuchnęłapłaczem.
—Wobectegoidź,proszęcię,idź!Niewolnonamsięwięcejspotykać,nigdy!
Nikischjakgdybyczekałnatęreakcję,beznajmniejszejoznakismutkuczywzruszeniaująłHalimę

podramięiwezwałtaksówkę.Otworzyłdrzwiczki,akiedywsiadła,przelotniepocałowałjąwrękę.
Halimaniewidziała,żemachazanią,ponieważpłakałajakdziecko.

TymczasemOmarwgryzałsięwsprawęjakfretkawswójłup.To,czegodotychczasdowiedziałsięo

Hartfieldzie,wydałomusięzbytmałoważnedladalszychbadań.Musiałdowiedziećsięczegoświęcejo
stosunkachnaGloucesterTerrace124.

Omarnicwątpił,żepalącabezprzerwypapierosyMrs.Douncegratudwuznacznąrolę,alenic

wiedział,jakzdobyćdalszeinformacje.Myśl,abyzasięgnąćjęzykausąsiadów,natychmiastodrzucił.Po
pierwsze,nicbytoniedało,boktowtakimwielkimmieściejakLondynznaswoichsąsiadów?Po
drugie,byłotozwiązanezryzykiem,żeludziedoniosąMrs.Dounceojegowypytywaniu,iwtensposób
jąostrzegą.AwięcOmarzdecydowałsięiśćtymczasemnajprostsząinajtrudniejsządrogą.Zaczaiłsię
podrugiejstronyulicyiobserwował,ktoodwiedzadomprzyGloucesterTerrace124.Trwałna
posterunkuodranadowieczora.

Niemanicbardziejnużącegoidręczącegoniżtegorodzajuobserwacja.Godziny,którezazwyczaj

mijająjakwlocie,wtakiejsytuacjijaktarozciągająsięwnieskończoność.Omarspacerowałpodrugiej
stronieulicy,liczyłpłytychodnika,uczyłsięnumerówmijającychgosamochodówidwarazydziennie—
wpołudnieiwieczorem—kupowałnajnowszewydaniadzienników,któreczytałopartyorogidomów.

Pierwszegodnianicsięniezdarzyło,nielicząctego,żezranaowpółdoósmejdrzwiwejściowe

uchyliłysięiczyjaśrękazabrałabutelkęmleka,którąprzedtemmleczarztampostawił.Mleczarz!
Mleczarzeifryzjerzywiedząwięcejniżinniludzie.

NazajutrzOmarprzypilnowałmleczarza,wcisnąłmudorękijednofuntowybanknot,nieladagroszdla

przedstawicielajegostanu,ioświadczył,żejestprywatnymdetektywem,coniebyłorzadkościąw
Londynielatdwudziestych;następniezapytałostosunkiwdomunaGloucesterTerrace.Naturanie
obdarzyłamleczarzazbytnimintelektem,jegohoryzontyniesięgałydalejniżdoproguwłasnegodomui
nawszelkiedalszepytaniareagowałrównieprzyjaznym,jakidiotycznymuśmiechemiwyciągająctrzy
rozpostartepalce,odpowiadał:

—Mrs.Dounce,trzybutelki,Sir.
NazajutrzOmarujrzałtwarzsłużącego,który—najwidoczniejzałatwiwszysprawunki—wracałpo

dwóchgodzinach.Jednobyłoterazjasne,tomianowicie,żeMrs.Douncenieprowadziotwartegodomu,
żyjewodosobnieniu.

Ospałyznudy,Omarzapóźnospostrzegłnastępnegowieczoru,żektośwychodzizdomu.Zdążyłtylko

zobaczyćwysokiegomężczyznęwtrenczu;alezanimprzeszedłnadrugąstronę,bygośledzić,nieznajomy
znikłwciemności.Jednobyłopewne—niebyłtosłużący,ównieznajomybyłwyższyiniemiałtak

background image

ciężkiegochodujaktamten.AlenajbardziejzastanawiałOmarafakt,żeniewidział,jakobcywszedłdo
domu.

Nazajutrz,wpiątek,powtórzyłosięto,coOmarjużznał;zranamleczarz,listonoszominąłdom,około

dziesiątejwyszedłsłużący,potemjużnicsięniedziało.

Byłomożeokołoósmejijużzapadałzmrok,gdynastąpiłocośniespodziewanego,wcoOmarjużnie

wierzył,żenastąpi.OtworzyłysiędrzwiizdomuwyszłaMrs.Douncewtowarzystwiemężczyzny.Byłto
ównieznajomywtrenczu.RamięprzyramieniuszliobojewkierunkuSussexGarden.Omarszedłzanimi
wpewnejodległości.Mężczyznaikobietażartowaliibyliwyraźniewdobrychhumorach;pokrótkim
spacerzeweszlidojednegozchińskichlokali,któretuznajdująsięnakażdymrogu.

KiedyOmarsięprzekonał,żeobojejużusiedli,wszedłzanimi.Siedzieliprzystolikuwnajdalszym

kącie,oddzielonymodresztypomieszczeniaprzegrodązbambusaizielonychroślin,takżeOmarmógł
sięodważyćnazajęciemiejscanaprzeciwko.Chodziłomuoto,byzapamiętaćtwarztegomężczyzny.

Znadkartydań,którąpodałmuzukłonemniedużyChińczyk,Omarobserwowałsiedzącąparęzboku.

Dopierokiedykelnerpodszedłdonich,abyprzyjąćzamówienie,mężczyznazmuszonybyłodwrócić
głowęiwówczasOmarujrzałjegotwarz.

NaAllahaWszechpotężnego!MężczyznaobokMrs.DouncebyłtoWilliamCarlyle.Bezwątpienia

WilliamCarlyle,dziennikarz,któregoOmarpoznałprzedwielulatywpodcieniachhotelu„Winter
Palace”wLuksorzeiktórypewnegodniazniknąłzhotelu,pozostawiwszykurtkę,kopertęzpiętnastoma
funtamiiksiążkęzpogniecionąkartką,znapisanymnaniejtylkojednymsłowem;„Imhotep”,dwukrotnie
podkreślonym.

Omarowitrudnobyłowtejzaskakującejsytuacjiuporządkowaćmyśli.Mrs.Dounce-profesor

Hartfield-Carlyle—międzytymitrzemaosobamizachodziłjakiśzwiązek,jakieśdziwnewspółgranie
trzechlosówwokółwspólnejsprawy.Wkażdymraziemusiałistniećjakiśpowód,dlaktóregoHartfield,
jeśliwogólejeszczeżyje,iCarlyle,codoktóregoistnienianiemawątpliwości,zdnianadzieńzniknęli.
Omarowinapływałodogłowytysiącemyśli,ależadnaznichniewydawałasięjasna.Sytuacja,której
właśniebyłświadkiem,niczegonietłumaczyła.

PodczasgdyMrs.DounceiCarlylerozmawiali,Omarobserwowałichruchyigesty,któreczasem

zdradzająwięcejniżsłowa.Ustamogąkłamać,oczynatomiastnie.Ledwiekelnerodszedł,Carlyleujął
prawąrękęMrs.Dounceidługopatrzyłjejwoczy,niemówiącanisłowa.Jasalaam!Takniepatrząna
siebiekrewnianiznajomi,anipartnerzywinteresach!Byłatoparamiłosna.

—Copanzamawia?—PrzedOmaremstanąłnagleniski,uśmiechniętyChińczyk.Omarodłożyłkartę

dań,odparłuprzejmie:

—Dziękuję,rozmyśliłemsię.—iniezauważonyopuściłlokal.
OchłodziłosięiodstronyLongWaterwpobliskimHyde-Parkunadciągałapierwszajesiennamgła.

Omarpostawiłkołnierz.Zastanawiałsię:JeśliWilliamCarlyleiAmaliaDouncesąparąmiłosną,cojest
raczejpewne,nasuwasiępytanie,jakąrolęwtejhistoriiodegrałwujAmaliiEdwardHartfield?
HartfieldiCarlylemusielisięznać,ichwspólnezainteresowanieImhotepemniemogłobyć
przypadkowe,alejeślisięznali,czemuzdążalidocelutakodległymidrogami?

Omar,którydotychczasstanowczozaprzeczał,żezniknięcieHartfieldaoznaczajegośmierć,teraznie

mógłpozbyćsięuczucia,żeprofesornieżyje.Niewiedząc,jaksięmazachować,Omardotarłdohotelu
„Midland”.

WrazzkluczemdopokojuportierwręczyłmudepeszęzBerlina.Nagibtelegrafował,aby

niezwłoczniewracał,jeślizależymunaHalimie.CoNagibmiałnamyśli?Omarnierozumiał.

NawetgdybyOmarzrozumiałostrzeżenieprzyjaciela,itakbyłobyonospóźnione,bowBerlinie

wielesięzmieniło.NaUnterdenLindenwiatrstrząsałliściezdrzew;kiedyzranawychodziłosięz

background image

domu,czułosięmgłę,zwłaszczatam,gdzieprzezmiastopłynęłaSprewa.Deszczpadałobficiejniżw
ciągucałegosłotnegolata,acenychleba,mięsaijarzynzkażdymdniemwzrastały.Wielesamochodów
stojącychnaskrajuchodnikówmiałonapis:„Dosprzedania”,amężczyźniznapisem„Szukampracy”na
piersiachinaplecachstanowilicodziennyobraz.

Wszędziewidaćbyłonielegalnychhandlarzyispekulantów,przedewszystkimhandlujących

narkotykami.„Coco”,jaknazywanokokainę,byławówczaswmodzie,atakżemorfina,acenyichw
BerliniebyłyznacznieniższeniżwParyżuczyLondynie.WpiwnicynaLeipzigerStrassekażdego
wieczoruśpiewałajaskrawouszminkowana,niemłodajużpiosenkarka:

Achcałusy,cozanuda,komużnieobrzydłyjeszcze.
Gdymorfinkęwkłućsięuda,ileżmilszedajedreszcze!
Tosięludziompodobało,śmialisiędorozpuku.Życiewowychdniachprzypominałotaniecna

wulkanie,wyglądałonato,żeludziełaknąrozrywki,żeżyjązdnianadzień,jakbytobyłichdzień
ostatni.Charlestonishimmykrólowaływsalachbalowych,aulicznicygwizdalipiosenkęowujuBumbie
zKalkuty,przebójspopularyzowanyprzezsześcioosobowyzespółpiosenkarzyonazwie„Comedian
Harmonists”.

SprawazMaxemNikischemtakwzburzyłaHalimę,żezamknęłasięwswoimpokojuicałąnoci

dzieńprzepłakałazrozpaczy.KochałaOmara,niemiałapowodugoniekochać,alekochałatakżeMaxa.

Szarpanatymiuczuciamiidręczonastrachem,żejednemuznichsprawiaból,Halimanazajutrzrzuciła

sięwwirnocnegożycia,wędrowałaodknajpydoknajpywpodejrzanejdzielnicy,gdziewczesnym
rankiemzatrzymałjąpatrolpolicjipijaną,opartąożelaznąfurtkęszaletu,przybytku,gdzie—jak
wiadomo—bywaliwyłączniepanowie,którzyzaspokajalisamychsiebiealboosobnikówtejsamejpłci.

Napropozycjępolicjantów,żeodwioząjądodomu,Halimazareagowaładzikimiwyzwiskamipo

arabskuiponiemiecku,odmówiłapodaniaswegonazwiskaiadresu,zagroziła,żebaronvonNostitz-
Wallnitzkażeichwszystkichzamknąć.Wobectegospędziłaresztęnocywcelipolicyjnej.Wreszciebaron
nawezwaniepolicjiprzybył,abyjązidentyfikować,przywiózłdodomu,gdziedowieczora
wytrzeźwiała,poczymwybuchnęłapłaczem.

Nagibjużoddawnaorientowałsię,żeHalimajestwrozpaczy,istarałsięjąpocieszyć.Ostrzegał

przedniemieckimimężczyznami,którychstosunekdokobietjestinnyniżEgipcjan.KiedyEgipcjanin
przysięgakobieciemiłość,jesttoprzysięganacałeżycie,przysięgaNiemcanatomiastobowiązujetylko
jednąnoc.Niechsięwystrzegamężczyzn,którzyprawiąjejkomplementy,bochcąodniejtylkojednego.

WtedyHalimagoofuknęła,żeniepotrzebujepouczeńaniporównywaniaNiemcówzEgipcjanami.

Egipcjaniesąbowiembezwzględnymiegoistami,którzyuznajątylkosiebiesamych,aNagibniejest
wyjątkiem.Sprzeczalisięoboje,zarzucającsobieniegodziwość,wreszcieNagibnazwałHalimędziwką.
Wówczaskobietaspakowaładowalizkitrochęodzieżyizanimzatrzasnęłazasobądrzwi,zawołała,że
poresztękogośprzyśle.

HalimapojechałataksówkąnaKurfürstendammwewschodniejczęścimiasta.Żylituprzeważnie

artyści,aktorzyidziennikarze.Nikischmieszkałnanajwyższympiętrzesześciopiętrowegodomu,w
którymnaparterzemieściłosiękino.Aleniebyłogowdomu.Halimakrępowałasięzatelefonowaćdo
jegoredakcji,usiadławięcpoddrzwiamiiwkrótcezasnęła.

OkołopółnocywróciłNikischizastałHalimęśpiącą,opartąodrzwi.Drgnęła,kiedyNikischchciał

jązanieśćdomieszkania,alenajegowidokuśmiechnęłasię.Chciałacośpowiedzieć,usprawiedliwić
sięczywyjaśnić,aleniebyłazdolnawymówićsłowa,wobectegoMaxprzyłożyłpalecdojejust,co
miałooznaczać:„Pst,niemusiszminiczegotłumaczyć”.

Halimabezoporupozwoliła,abyNikischwniósłjądosalonu,eleganckoumeblowanegopokojuo

dwócholbrzymichoknach.Podjednymstałakanapaobitaniebieskąskórą.MaxpołożyłnaniejHalimę,

background image

takżemogłapatrzećnanocneniebo.Teraz,wpobliżuMaxa,poczułasięszczęśliwa.Wszystko
wydawałojejsięsnem.

—Wcalesięniedziwisz,żeprzyszłam—powiedziała,kiedyMaxprzysunąłsiędoniej.
—Amiałemsięzdziwić?—Nikischpochyliłsięizajrzałjejwoczy.
—Tak—odparła.—Tobydowodziło,żepotraktowałeśmojepożegnaniepoważnie.
—Ależjajepotraktowałempoważnie,nawetbardzo,byłemzmartwiony.Alewiedziałem,żedomnie

wrócisz.Żadenrozsądekniezdołazabićwtobieuczucia.

—Gdybyśtylkoniebyłtakcholerniepewnysiebie—rzekłaHalimazmieszana—takbezczelnie

opanowany.

Nikischsięroześmiał.
—Opanowanie,powiadajedenznaszychpoetów,toźródłowszelkiejmoralności.
—Atynigdyniejesteśtaknaprawdęniemoralny.Mamnamyśli,comazrobićkobieta,aby...
—Słucham?
—...abyśsięzniąprzespał?
MaxdługoprzyglądałsięHalimie,akiedyzauważyłpodnieconedrganiajejkącikówoczuinozdrzy,

ostrożniepołożyłsięnaniej.

DelikatneruchyNikischawprawiłyHalimęwstanoszołomienia.Zapomniałaowszystkim,naraz

zaczęławykonywaćdzikie,ekstatyczneruchy,bijącprzytymrękamidokołasiebie,jakbybroniącsię
przedmężczyzną,przeduczuciem,aprzecieżtakbardzopragnęłagokochać.

DwadnipóźniejOmarwróciłdoBerlina,akiedyusłyszał,cozaszło,załamałsię.Zrozpaczonyi

bezradny,błąkałsiępomieście,niezdolny,abyzebraćmyśli.Dlaczego,dlaczego,szeptałwciążodnowa.

NamościeCesarzaWilhelmazatrzymałsięipatrzyłnaleniwiepłynącąwodę.Chciałumrzeć,aleim

bardziejintensywnieotymmyślał,tymwiększaogarniałagowściekłośćnaczłowieka,któryzabrałmu
kobietę.Broń!Potrzebnymurewolwersześciostrzałowy,tobywystarczyło.NadworcuAlexanderplatz
możnakupićcośtakiego.Awięcudałsiętam.

Zapadałjużwieczórimiastotonęłowsłabymświetle.Ludziewychodzilitłumniewąskimi

przejściamidworca.Wszędziewałęsalisięspekulanciibezrobotni.Omarprzyglądałsiębacznie
każdemu,czynieukrywatego,czegoonszuka.Jedenzhandlarzyproponowałmukokainę,innypół
świniaka,jeślimanawymianępianino,trzeciszepnął,żemapartiękremu„Mouson”,sześćdziesiątsztuk
wpudełku.—Rewolwer?Nie.MożeuAschingeranaAlexanderplatz,aledopieropodziesiątej.

NaAlexanderplatzpanowałożywionyruch.Możnabypomyśleć,żewszystkieauta,omnibusy,

taksówkiitramwajeBerlinaspotkałysięnatymplacuotejsamejporze.Mała,jasnowłosadziewczyna,
chybaniemiałajeszczeosiemnastulat,pociągnęłaOmarazarękę.

—Hej,panie,możesięzabawimy?
—Niechcęsięzabawić,chcękupićrewolwer—mruknąłOmarniechętnie,starającsięodepchnąć

dziewczynę.

Aleonaszłaobokniego.
—Rewolwer?Chybazwariowałeś.Chłopie,pilnocidopudła?—rzekła.
TerazOmarspojrzałnadziewczynę.Pilnocidopudła?Prostesłowa,aprzecieżjakprzekonujące.

Śmiechuwarte.Małanieznajomaprzywróciłagodorozsądku.

—NazywamsięTilly—rzekłamała,bosądziła,żezainteresowałategomężczyznę;rozpostarłapalce

prawejdłoniprzedjegotwarząipowiedziałamrugając:—Piątaka,jakdlaciebie!

—Jakiegopiątaka?
—Nopięćtysięcy,zazabawę!
Omarzrozumiał;tylekosztowałwtychczasachfuntherbatyalbotaniakoszula.

background image

—Umniejestciepło,totużobokkomendypolicji.No,ruszsię!Niemożesztakiejmałejdziewczynki

zostawićsamejnaulicy.

Tillymiałaszczerą,miłątwarz.Niesfornejasnewłosyopadałyjejnaczoło.Byłazgrabna,delikatna,

alemiałazbytwydatnybiust.

—Chybajesteśnietutejszy,co?—zapytała,kiedyOmarwciążjeszczemilczał.—Wyglądasztak

markotnie,jużjacięrozruszam,zobaczysz.

Omarzdecydowanymruchemsięgnąłdokieszeni,wyjąłpaczkębanknotówidałdziewczynie.Tilly

dygnęłaischowałapieniądzedozniszczonejaksamitnejtorebki.

Pokójznajdowałsięotrzypodwórkadalej,naparterze,tużprzywejściu,ibyłopalany;Tilly

oświadczyłazdumą,żemieszkatuzkoleżanką,którasprzedajepapierosywnocnymlokalu,takżebuda
wnocyjestwolna.Omaropadłnafotel,noszącyśladyubiegłegostulecia;obserwowałdziewczynę,która
zaczęłasięrozbierać,jakgdybytobyłanajzwyklejszarzeczpodsłońcem.

—Chybaniezostanieszwubraniu—rzekła.Alekiedyzobaczyła,żeOmarjestmyślamidalekostąd,

uklękłaprzednim,wzięłagozaręceipowiedziała:—Tychybaniepotrzebujeszkobietydomiłości,
tylkodogadania.Notoopowiadaj.Ugotujęcitymczasemjakąślurę.

Omar,jakgdybytylkoczekałnasłowazachęty;zacząłopowiadać.Otworzyłprzeddziewczynąswe

serce,opowiedziałomiłościdoHalimy,oichucieczceiniespodziewanymjejzakończeniu,opustce,
jakąterazodczuwa,oswojejbezradnościwtejsytuacji.

Tillysłuchałanieprzerywając,akiedyOmarskończył,rzekłapodługimmilczeniu:
—Jeślimnieotopytasz,tocipowiem,żeżadnababaniejestwarta,bysięzaniąuganiać.Wierzmi,

jeślionaciękocha,wróci,każdaznasprzeżywakrótkiespięcia,ajeśliniewróci,toznaczy,żenigdycię
naprawdęniekochała.

TeprostesłowaspowodowałyuOmaranagłezłagodzeniecierpienia.Tillyzzadowoleniem

obserwowała,żepróbujesięuśmiechnąć.

—Jesteśmiła—rzekł—dlaczegotorobisz?
Tillywybaczyłabyswemudziwnemuklientowibezczelnośćigrubiaństwo,bodotegojużsię

przyzwyczaiła,alenietozdanie,nietegłupiesłowa,którecodrugimężczyznadoniejkierował.Odparła
równiegłupio:

—Awięcdobrze,jeślichceszwiedzieć,robięto,bomitosprawiaprzyjemnośćimamztegowięcej

forsyniżtelefonistka.

—Wybacz—rzekłOmar—togłupiepytanie.
—Matkamojejmatki—rzekłaTilly—czylimojababka,jakbyłamłoda,teżchodziłanaAlex,mimo

tozostałaprzyzwoitąkobietą.AwedługprawapanaMendla,dzieciwradzająsięraczejwdziadkówniż
wrodziców.

NaukoweuzasadnienietrybużyciadziewczynyubawiłoOmara,zaczęlirozmawiaćoróżnych

sprawach,szczególnieostosunkuobupłci,aponieważniedoszlidożadnegowniosku,wybralisiędo
Aschingera,gdzierównieżnocąleżałynastołachdarmowebułki;pilitampiwoigadaliszczerze,bo
wiedzieli,żeniedługosięrozejdąinigdysięjużniezobaczą.

WsytuacjiOmaranicsięniezmieniło,mimotoczułsięlepiejpotymdziwnymspotkaniu.Naturalny

sposób,wjakidziewczynatraktowałażycie,zaimponowałmu,przestałużalaćsięnadsobą,jaktoczynił
jużoddwóchdni.

NazajutrzOmarprzyszedłdobarona,którysiębardzotłumaczył,boprzecieżHalimapoznałaNikischa

uniegonaprzyjęciu.Byłzdumiony,słyszączustOmara,żeżadnakobietaniejestwartatego,bysięza
niąuganiać,ajeśliHalimagonaprawdękocha,towróci,ajeślinie,toznaczy,żegonigdyniekochała.
Potymwstępieprzeszliobajdosprawbieżących.

background image

Omarzaskoczyłbaronastwierdzeniem,żewsprawieImhotepaodkryłnowytrop;kiedyśprzedlaty

byłjużnatejścieżce,alewskutekniesprzyjającychokolicznościstraciłjązoczu.Słowem—człowieko
nazwiskuCarlyle,którybezśladuznikłzhoteluwLuksorze,pozostawiwszyrzeczyosobiste,między
innymikartkęznapisem„Imhotep”,terazznówpojawiłsięwLondynie,wczułymuściskuzsiostrzenicą
profesoraHartfielda.SamHartfieldniedałżadnegoniepodważalnegoznakużyciapróczpokwitowania
bankowego,którebyłopowodem,żegorliwylondyńskisędziaodmówiłuznaniaprofesorazazmarłego.

—Awięcsądzipan,żeHartfieldżyje?—zawołałbaronzzachwytem.
Omarwzruszyłbezradnieramionami.
—Sąconajmniejrówniepoważneargumentyprzemawiającezatym,żeprofesorżyje,jakizatym,że

nieżyje.Jednowydajemisiępewne:ten,ktoodnajdzieHartfieldażywegolubmartwego,posuniesię
kawałdrogidoprzoduwrozwiązaniuzagadki.PostanowiłemodszukaćHartfielda!

Gustav-GeorgvonNostitz-Wallnitznerwowokręciłwpalcachcygaro.
—Jakpantosobiewyobraża,jeśliwolnozapytać?
—Liczęnapańskąpomoc—rzekłOmarchłodno.—Jakpanuwiadomo,mamwEgipciewrogów,

którzychcąmniezabić,igdybymwróciłtamjakoOmarMoussa,byłobytosamobójstwo.Gdyby
natomiastudałosiępanuzdobyćdlamniefałszywypaszport,wszystkowyglądałobyinaczej.
PojechałbymdoEgiptuiniewróciłbym,pókibymnieodnalazłHartfielda.

—Todlamniedrobiazg!—Baronroześmiałsię.—Jedyne,comidotegopotrzebne,topańskie

zdjęcieinazwisko.

—Hafizel-Ghaffar—powiedziałOmar,przypomniawszysobienazwiskoswegodawnego

gospodarza;jużrazposłużyłsięnimwLuksorze—ShairaQuadri4,Kairo.

GdyNagibdowiedziałsięoplanieOmara,usiłowałwszelkimisposobamipowstrzymaćprzyjaciela.

Niechodrazuwpakujesobiekulęwłebizaoszczędzipodróży,bozal-Husseinemniemażartów.Nagib
rozumiebólOmarazpowoduHalimy,aledlatakiegosamobójstwaniemazrozumienia,jegowkażdym
razieistokoniniezaciągniedoEgiptu,nawetgdybymiałtuzarabiaćnażyciejakogazeciarz.Omar
powiniendziękowaćAllahowi,żeniemusirozważaćtegorodzajumożliwości.Wkażdymrazieniechnie
liczynapomocNagibawtejsprawie.

Omarodpowiedział,żechętnierezygnujezpomocyNagiba,ajegoplanywcaleniemajązwiązkuz

Halimą.ChceodnaleźćprofesoraHartfielda,żywegolubmartwego,ibaronwyrobimufałszywy
paszport.Onzaśzapuścisobieprzedtembrodę,jakąnosiłdawniej,idziękitemuniebędziesięróżniłod
siedmiumilionówEgipcjan.

Jaknależałosięspodziewać,rozmowaprzekształciłasięwsprzeczkę,wwynikuktórejOmariNagib

rozstalisięwgniewie.WdwadnipóźniejMr.Hafizel-GhaffarudałsiękolejądoMonachium,stamtąd
dalejdoTriestu,gdziemiałzarezerwowanybiletnastatekdoAleksandrii—oczywiściepierwszejklasy.

SIDISALIM

Owy,którzywierzycie!
BójciesięBoga,
poszukujciepilniepołączeniazNim
IwalczcieusilnienaJegodrodze!
Byćmoże,wybędziecieszczęśliwi!
Zaprawdę,gdybyci,którzyniewierzą,
posiadalitowszystko,cojestnaziemi,
ijeszczetyleżdotego,abysiętymwykupićodkary

background image

wDniuZmartwychwstania,toniezostałobytoodnichprzyjęte.
Ichczekakarabolesna.
Koran,suraV

*

JakzawszekiedyNilzgodniezodwiecznymrytmemwystępujezbrzegów,jegoostrazieleńzamienia

sięwżyznybrąz,którycałyEgiptutrzymujeprzyżyciu.„Izis”,łódźmieszkalnaladyDawson,zazwyczaj
kołyszącasięleniwie,terazszarpałalinę,afaleuderzałyopokładmocniejniżprzyniskimpoziomie
wody,wdodatkuodzachoduwiałasilnabryza.

NadrugimbrzegurzekiodstronyLuksoruprzewoźnikwalczyłzwiatrem.Ostrzegałcudzoziemca,że

wczasieprzyboruNiluniebezpieczniejestpozapadnięciuzmrokupłynąćprzeciwkowiatrowi.Szczodry
bakszyszrozwiałjednakjegowątpliwości.Terazżaglówkaprzechyliłasięniebezpiecznienawodzie,a
przewoźnikzacząłwołaćwciemnościInszallah!,modlitwędodającąodwagi,azarazembroniącąprzed
strachem.

LadyDawsonzsalonuobserwowaławidowisko.
—Tonapewnoon!—rzekłachłodnoiwskazałanałupinęnawietrze.—Francuzizawszesię

spóźniają,tonajbardziejniepunktualnynaród,jakiznam.

AgentGerryPincock,któregonazywanoSzczekaczem,podszedłdoniej.Trudnobyłogopoznać,bo

odkądprzebywałwEgipcie,nosiłwłosykrótkoprzycięte,cobyłoraczejkorzystnedlajegowyglądu.
LordCarnarvonprzybyłzcórkąEvelynzAnglii;agdziebyłaEvelyn,tamzawszeznajdowałsięw
pobliżuCarter.Siedziałprzyjasnooświetlonymstolepośrodkupokojunadstosemmapidokumentówi
wcalenieinteresowałogoto,cosiędziejenarozszalałejrzece.

—Powinienbyłraczejzostaćwhotelu—rzekłPincock,któremunapewnoniebrakowałoodwagi,

alekiedyzobaczył,żepromprzybierabardzoniebezpiecznąpozycję,zaniepokoiłsię;wkońcutamten
człowiekwłodzibyłdlanichważny.

Niewyglądałonato,żeprzewoźnikporuszasięnaprzód,raczejwalczyłprzeciwkowiatrowiiprzede

wszystkimstarałsięuchronićłódkęprzedprzewróceniem.WreszcieLadyDawsonzniecierpliwiłasięi
poprosiłagościozajęciemiejsc.

Samajakzawszezajęłamiejsceprezydialne.PojejprawejstroniesiedziałlordCarnarvon,obok

niegoPincock,pojejlewejstronieCarteriEvelyn,którejojciecniespuszczałzoczu.Egipskisłużącyw
białejgalabijipodawałsherryiwhiskynamałej,okrągłej,mosiężnejtacy;Pincockwstał,podniósł
kieliszekirzekizpoważnąminą:

—WznoszętoastzaczcigodnegoCharlesaWhitelocka,któryzginąłpodczaspełnieniaważnych

obowiązków.Wedługnaszychinformacji,zostałpochowanywczorajwGlasgowwSzkocji.Awięcza
Charlesa!—Wszyscyobecniwstali.

—CzyWhitelockbyłżonaty?—zapytałCarnarvonpominuciemilczenia.
—Żonaty?—LadyDawsonzaśmiałasięironicznie.—Agenciiarcheolodzyniemogąsobie

pozwalaćnamałżeństwo.Charlesmiałtylkojednąkochankę,doktórejnależałdusząiciałem,
mianowicieIntelligenceService.Mimoto—przykrahistoria.

LordCarnarvonprzysunąłsiębliżej.
—Jaktosięstało,mamnamyśli,jakdoszłodotejkonfrontacjizFrancuzami?
—Powiempanu—odrzekłPincock.—ObserwujemyludzizDeuxièmeBureauoddłuższegoczasu,

przyczymmuszęprzyznać,żeodnoszęwrażenie,jakbyFrancuzinasrównieżobserwowali.Chybasądzą,
żeukryliśmygdzieśHartfielda.WkażdymraziePaulSachs-Villatte,oficjalnykonsulfrancuskiw

background image

Aleksandrii,jestwrzeczywistościczołowymagentemfrancuskiegowywiadu.Kierujeniewielkąekipą,
znakomitątakpodwzględemnaukowym,jakiwywiadowczym,aciludziedysponująchyba
informacjami,którychmyniemamy.Zajmująsięsprawamidlanascałkiemniezrozumiałymi,czyli
kopaniemwmiejscach,którenaszymekspertomwydająsiębezsensowne.Musieliśmyprzyjąć,żeichstan
wiedzyprzewyższanasz.OdpowiednimeldunekdoLondynuzprośbąoosobistewzmocnieniesprawił,
żekapitanDoddssięzatrwożył.Przyrzekłwszelkąpotrzebnąpomocizażądał,byśmywyrażalisię
bardziejkonkretnie.Alezanimodpowiedzieliśmy,otrzymaliśmydepeszęodDoddsazapośrednictwem
ambasadywKairze:Niepodejmowaćżadnychkroków,czekaćnanoweinstrukcje.Później
dowiedzieliśmysię,żejedenzekipyfrancuskiej,filologEdouardCoursier,zwróciłsiędobrytyjskiego
wywiadu.Jestwhaniebnysposóbszantażowany,zmuszanydowspółpracyprzyprojekcie„Imhotep”;nie
majednaknajmniejszejochotypopieraćmetodszantażuDeuxièmeBureauipragnie,jeślichcemy,
przekazaćswojewiadomościBrytyjczykom.

—Narazie—ladyDawsonwpadławsłowoSzczekaczowi—musimyzachowaćostrożność.

Francuzmożebowiempoprostugrać.Dlategozaproponowałam,abyCharlesWhitelockskontaktowałsię
najpierwzCoursieremigowybadał.Whitelockbyłnajlepszymaktoremwnaszejekipie.Niktniepotrafił
takdobrzeudawaćangielskiegoturysty,toteżniewzbudzającpodejrzeń,nawiązałkontaktzCoursierem.
OkreśliłFrancuzajakoczłowiekapoważnego,ajegopostawęuznałzawiarygodną.Wydajesię,że
sprawiałamuszczególnąprzyjemnośćmyśl,żeznikniewciągujednejnocyzobozuFrancuzów.Sachs-
VillatteijegoludzietrafilitymczasemnainnygrobowieczczasówImhotepa,cojednak—jeślichodzio
zadanie—okazałosiębezwartościowe;postanowilizatemgrobowieczpowrotemzamurować,adojście
zasypaćpiaskiemiodłamkamiskalnymi.Whitelockobserwowałcałąakcjęzdaleka,odważyłsięzbliżyć
dopierowówczas,kiedyFrancuzinakrótkowycofalisiędoswejkwatery.PozostałtylkoCoursier.Ukrył
wgrobowcuswojenajważniejszemanatki.Whitelockzaproponował,żemupomoże.Zważnegozresztą
powodu.Whitelockmiałzesobąfałszywyplanterenuwykopalisk.Miałonstwarzaćpozory,żejuż
AugusteMariettewiedziałogrobieImhotepa.Wtymcelu,prowadzącmozolneposzukiwania,zebraliśmy
wszystkieinformacjeoMarietteizaznaczyliśmymiejsce,októrymmogliśmysądzić,żenawetprzy
bardzowytężonejpracynieznajdziesiętamnicpróczpiaskuiodłamkówskalnych.Plantenmiał
sprowadzićFrancuzównafałszywytrop,atymsamymspowodować,żezostawiąnasnajakiśczasw
spokoju.Iwtedytosięzdarzyło:zawaliłosięsklepienie.Coursierzdążyłuciec,Whitelockanatomiast
przygniotławielkakamiennapłyta.

—Okołopierwszejwnocy—ciągnąłPincockdalej—Coursiernadszedłcałkiemoszołomiony.

„Izis”cumowaławówczasokołotrzechmilodmiejscawypadku.Byliśmyjaksparaliżowani,kiedy
dowiedzieliśmysię,cozaszło.JedynieladyDawsonzachowałaprzytomnośćumysłu.Stwierdziła,że
jeśliWhitelockzostanieznaleziony,będziemywszyscyzdradzeni,wkażdymrazieFrancuzinabiorą
pewności,żeichśledzimy.Awięcpostanowiliśmy,żeCoursierijawrócimydogrobuispróbujemy
wydobyćzwłokiWhitelocka.Francuzizostawilipodnośniki.Zaichpomocąudałonamsięunieśćpłytę,
podktórąleżałWhitelock.Niebyłotocałkiembezpieczne.PowlekliśmymartwegoWhitelockapółmili
przezpustynię,następniezakopaliśmygogołymirękamiwpiasku.Podosłonąnocynazajutrz
załatwiliśmycałąresztę.BiednyCharles!

LadyDawsonwstałaipodeszładookna.Wciążjeszczeszalałaburza.Wciemnościniebyłowidać

łodzi.

—Chybazawrócili—rzekła.
Carter,wciążjeszczepogrążonywswoichpapierach,chybaniewielesłyszałztego,oczymmówiono.
—Musicietozrozumieć—rzekłlordtonemusprawiedliwienia—aleCarterjestzbyt

zdenerwowany.—Poklepałgoprzytympobłażliwieporamieniu.—Dlanasważnejestterazpytanie,

background image

jakmamydalejpostępować.

Jakbypragnącnadaćswymsłowomwiększejwagi,ladyDawsonzmieniłatonirzekłaostro:
—Tojestpowód,dlaktóregopoprosiłampanówdosiebie.
—Nierozumiem—odparłlordCarnarvon,aCarterpodniósłwzrok.—Comawspólnegomoje

odkryciezwaszymprojektem?

Carterspoglądałzmieszanynabok;Evelynwiedziaładlaczego.Ojciecpowiedział„mojeodkrycie”,

jakgdybytoonprzezdwadzieścialatgrzebałwbrudzie,jakbytonieHowardpoświęciłżyciepoto,aby
tegoodkryciadokonać,aterazojciecmówi„mojeodkrycie”.Czuła,jakCarteratoboli,cierpiałarazemz
nim.

LadyDawsonjeszczebardziejspoważniała,oczyjejbłyszczały,wreszcieodparłazwestchnieniem

niechęci:

—PanieCarnarvon,sądzę,żewychodzipanzfałszywychprzesłanek.Niemówimytuomoimczy

pańskimprojekcie,chodziosprawęoznaczeniunarodowym.Ministerwojnyjakoprzedstawicielrządu
JegoKrólewskiejMościwzwiązkuzdużymznaczeniemtejsprawyprzejąłkontrolęnaddokumentami
dotyczącymiImhotepa.Oznaczato,żejeślisprawaprzybierzepoważnyobrót,będziemysięmusieli
podporządkowaćrozkazomministrawojny.

—Tociekawe!—odparłlordCarnarvonironicznie,jaktopotrafiątylkoBrytyjczycy,aszczególnie

brytyjscylordowie.—Zastanawiamsiętylko,comająwspólnegopaniwieloletniebezskuteczne
poszukiwaniabezimiennegobudowniczegopiramidzmoimodkryciem?Prawdopodobnieporaz
pierwszyzostałodkrytynietkniętygróbfaraonainiemamypojęcia,cosiękryjezazapieczętowanym
murem.

—Nowłaśnie—rzekłaladyDawsonzespokojem,jakijącechowałwdrażliwychsytuacjach.—

Właśniedlatego,żeniewiemy,conastamczeka,podniecenieirozgłos,jakiebędątowarzyszyłytemu
projektowi,przewyższąwszystko,cobyłodotychczas.

Carterpokręciłgłową.
—Możezechcepaniwyrażaćsięjaśniej.Ocowłaściwiechodzi?
Pincockwtrąciłsiędorozmowy.
—TopomysłGeoffreyaDoddsa,uważam,żejestznakomity.Dotychczaslwiączęśćwysiłków

zużywaliśmynato,bytuszowaćnasząwłaściwąrobotę.Pańskieodkrycie,panieCarnarvon,po
ogłoszeniugosprowadzidoLuksorunietylkocałąświatowąprasę,alenależysięspodziewać,że
naukowcyiarcheolodzyzcałegoświatabędąsiętłoczyćwDolinieKrólów,awinnychmiejscach
wykopaliskbędzietakpusto,jaknigdydotąd.

—Rozumiem—rzekłCarnarvon.—ChceciepracowaćbezprzeszkódwSakkarze,dopókimytu

będziemywykopywaćfaraona.

—Takjest.WprzyszłymtygodniuprzybędziedoKairuekipaarcheologówzOksfordu.Naszminister

sprawwewnętrznychosobiścieotrzymałlicencjęnawykopaliska.KierownikpracprofesorWinberry
sporządziłmapę,naktórąnaniesionesąwszystkiedotychczasowewykopaliskawSakkarze;natrafiłprzy
tymnateren,niewielewiększyodboiska,gdziezniewiadomychpowodównigdyniekopano.

—Brzmitocałkiemnieźle.
—Muszęprosićocałkowitądyskrecjęwtejsprawie.Otletegoprzedsięwzięciajestpoinformowany

tylkoWinberry.Nawetjegozałoganiewie,czegowłaściwieszuka.

—Wspaniale,wspaniale!—pochwaliłlord.
Carternatomiastmruknąłcośoidiotyzmieibezradności,wreszcierzekł:
—Odkrycianiedająsięwymusić,prawdopodobieństwojakiegośodkryciamusiwzrastać,aproces

wzrostuwymaganawożenia.Pożywkądlaodkryćarcheologicznychsąinformacje.Informacjeijeszcze

background image

razinformacje.NigdybymnieznalazłgrobuTutenhamona,gdybymniemiałinformacji,doktórychprzede
mnąniktniedotarł.WDolinieKrólówjestjeszczewielemiejsc,którychnietknęłałopata,ibyłoby
całkiembezsensownekopaćtamtylkodlatego,żeniktnigdytamniekopał.Alejesttomojeosobiste
zdanie.

LadyDawsonniechętnymruchemzbyłauwagęprofesoraizapytała,zwracającsiędolorda

Camarvona:

—Jakpansądzi,ileczasuzajmieotwarcieinaukowezbadaniepańskiegogrobowca?
—Proszęposłuchać—przerwałCarterostro—my—tak,powiedział„my”—odkopiemycoś,co,

byćmoże,powiadam,byćmoże,okażesięnajwiększymodkryciem,jakiegokiedykolwiekdokonano,a
panipyta,ileczasupotrwawydobycie.—Gniewnieuderzyłdłoniąwstół.—Faraonleżywswym
grobietrzytysiącelat,apanikażenamsporządzićprecyzyjnyharmonogramczasowyjegowydobycia.To
absurdalneinaukowonieodpowiedzialne.Tengróbjestmoim—powiedział„moim”odkryciemija
będędecydował,ileczasupotrwajegowydobycieinaukoweopracowanie.—Zerwałsię,wybiegłna
pokładistałtamopartyoburtę,patrzącwnocnymrok.

Burzaszalała.Evelynpodeszładoniegocicho.Położyłamurękęnaramieniuirzekłałagodnie:
—Rozumiemtwojewzburzenie,Howardzie,aleludziezwywiadutodzikusy.Niepowinieneśsobie

tegotakbraćdoserca.

—Onisązłośliwi,bezczelniigłupi—syknąłCarteriująłjejrękę.—Alejeszczemniepopamiętają.
WtejchwilipodszedłdonichCarnarvon.Miałzatroskanąminę,chybaraczejzpowoducórki,

bardziejzajmującejsięarcheologiemniżsamymwykopaliskiem.

—PanieCarter—rzekłłagodnie—mapanrację,alesprawaImhotepama,jaksięwydaje,

narodoweznaczenie,takwkażdymrazieuważarządJegoKrólewskiejMości,ibyłobybłędem
zlekceważyćministrawojny.Możebędziemógłnampomóc.Sąwżyciusytuacje,kiedymądrzejjestulec,
niżupieraćsięprzyswojejracji.Sądzę,żepowinienpanjeszczerazprzemyślećcałąsprawę,zanim
dojdziedowybuchu.

EvelynujęłaCarterazaramięinieczekającnaodpowiedź,zaprowadziłazpowrotemdosalonu.
Carterusiadł,poirytowanygrzebałwswoichpapierach,wreszciezapytał,niepodnoszącwzroku:
—Więcczegopanichceodemnie?
—Proszęmniedobrzezrozumieć—odparłaladyDawson.—WywiadrząduJegoKrólewskiej

Mościdalekijestodtego,byumniejszaćpańskiezasługinaukowe.Otoczegoodpanaoczekujemy:
Pragniemy,byustalałpanznamiswojeterminy,toznaczy,żebylibyśmypanuzobowiązani,gdybypan
przyswoichpracachstosowałsiędonas.

ZanimCarterzdążyłzaprotestować,lordCarnarvonsięzgodził.
Zbrzegurozległosięwołanie.Pincockwyszedłnazewnątrz,abyzobaczyć,cosiędzieje.Kiedy

wrócił,byłblady.

—Łódźznikła,obawiamsię,żeposzłanadno.
—AcozCoursierem?—zapytałaladyDawsonporuszona.Pincockwzruszyłramionami.

*

OmarnazywałsięterazHafizel-Ghaffar,nosiłeleganckieeuropejskieubranie,miałwąsy,którego

postarzałyinadawałymuniemalwytwornywygląd.Alemożnazmienićnazwisko,odzież,nawetpoglądy,
aitakpozostaniesięsobą.Omaraogarnąłsmutek,kiedyprzybyłdoAleksandrii,skądprzedkilkoma
miesiącamiwyruszyłzHalimąwnadzieinanowe,szczęśliweżycie.Icoteraz?Byłnieszczęśliwyi

background image

wlókłzasobąwściekłośćczłowiekaoszukanego,uczucie,zktórymniktniepotrafisięuporać,wkażdym
razienietakprędko.

OmarjechałpociągiemdoKairu,pierwsząklasą,jaktegowymagałjegowygląd;wkońcubaron

zaopatrzyłgowodpowiednieśrodkiiporazpierwszywżyciuOmarzobaczył,żeEgiptjesttakżekrajem
bogatym:kupcyiwysocyurzędnicy,mudirowieinazirowiezeswymikolorowoubranymiżonaminie
mielinicwspólnegozpospólstwemwtylnychwagonach,którymiOmardotychczasjeździł.

Jakzawsze,kiedypotrzebowałrady,pomyślałopucybucie.Oczywiściepotępiałjegostosunekdo

Halimy,ztegopowodunawetsiępokłócili,alekalekabyłjedynymczłowiekiem,któremuślepoufał.
PrzybyłdoKairunocąizamieszkałwhotelu„MenaHouse”;przypomniałsobie,choćminęłojuż
dwadzieścialat,jakkiedyśwypędzonogozwytwornegohotelu.Zranawzrokjegopowędrowałzokna
pokojudopobliskiegokarawanseraju,gdziestaryMoussauczyłgoposługiwaniasięnabutemitłumaczył,
żesymbolizujeonwładzęmężczyzny.Pobielanechatywcalesięniczmieniły,tylkoludzieniebylijużci
sami.PróczHassana.JakdalekoOmarsięgałpamięcią,kalekabyłstarcem,ichoćwedługrachubylat
jeszczebardziejsięzestarzał,zrobiłnaOmarzewrażenieraczejmłodszego.Powitaniebyłoserdeczne,
dawnakłótniaposzławzapomnienie,Omaropowiedział,jakmusiępowiodło.

—Czycitegoniewróżyłem?—rzekłHassanizmrużyłpraweoko,bonadrugielepiejwidział.—

Alestaremukalecesięniewierzy.—IdałprzytymOmarowiżyczliwegokuksańca.

—Najgorsze—odparłOmar—żewciążjeszczejąkochamigdybyjutrowróciłaipowiedziała...
—Zwariowałeś!—zawołałHassanzgniewem.—Naprawdęzwariowałeś!Takakobietajakona

zasługujenabaty.Powinnosięjąwypędzićnapustynię,abytamskonałazpragnienia.Jesteśgłupcem!—
Iabyzmienićtemat,starzecdotknąłzuznaniemubraniaOmara.—Stałeśsięprawdziwymsaidem,mój
chłopcze.Ktobypomyślał!Powinienembyćszczęśliwy,żejeszczechceszsięzadawaćzbiednym
mikasahem.

WtedyOmarzdradziłmuprawdziwypowódswegopowrotudoEgiptu,opowiedział,żeprzyjechałz

fałszywympaszportemjakoHafizel-Ghaffarzobawyprzedal-Husseinemijegoludźmi;naAllaha,niech
gotylkoniezdradzi!Pierwsząsprawą,którąsięterazzajmie,będzieposzukiwanieprofesoraHartfielda,
boktogoodnajdzie,zbliżysięchoćtrochędotajemnicy.Opowiedziałteżślepcowioswejpodróżydo
LondynuioniespodziewanymodkryciuWilliamaCarlyle’a,którykiedyśzniknąłzLuksoru,ateraz
nawiązałbliskikontaktzsiostrzenicąHartfielda,kobietą,którapalinałogowopapierosyinosispodnie.

Hassandługosięzastanawiał.
—Spodnie,powiadasz,ipalipapierosy?Czyjestszczupłairudawa?
—Tak—odpowiedziałOmar.
—AtenCarlyle?Czyjestniepozorny,trochęniższyodniejimawysokieczoło?
—Tak.Skądwiesz?
—Bylitutaj.Tu,whotelu„MenaHouse”,bardzodobrzepamiętam.Zachowywalisięjakzakochana

para,trzymalisięzaręceigruchalizesobąjakdwagołąbki,aprzecieżjejwiosnazapewnejużdawno
minęła.Myślę,żemapięćdziesiątkę.

—Kiedytobyło?—Omarpochyliłsięipotrząsnąłkalekązaramiona.—Czycośjeszczezwróciło

twojąuwagę?

Hassanskinąłgłową.
—Drogieobuwie.Mieliobuwieześwietniegarbowanejcielęcejskóry,angielskarobota,stare,ale

dobrzeutrzymane.Tonaprawdęwytworniludzie.

—Czypotrafiłbyśsobiewyobrazić,żetychdwojezabiłoprofesora,byzagarnąćjegowielkimajątek?
—Niemożliwe!
—Adlaczego?

background image

—BoHartfieldżyje.
—Skądtowiesz?
—Powiemci,mójsynu.Takjakzwracamuwagęnaludzi,którzymajądrogieobuwie,takteż

zauważamludzi,którzymajązniszczoneobuwie.Zaciekawiamniezawsze,kiedyludziewdobrym
obuwiuspotykająsięzludźmiwzłymobuwiu,albowiemdobreizłeobuwiezazwyczajtrzymająsięod
siebiezdaleka.

—Czymógłbyśmitowyraźniejwytłumaczyć?
—Nowięcpewnegodniaprzybyładohotelupodejrzanapostać,mężczyznawzniszczonymubraniu.

Niepasowałjakośdotegoubraniaiwidaćbyłozjegoruchów,żeczujesięwnimnieswojo.Potem
zobaczyłemjegoobuwieiwszystkostałosięjasne.Miałnanogachsandaływłasnejroboty,uplecionez
taniejskóry,aplecionkamiaławzór;byłtokrzyżŚwiętegoAndrzejawkole,„X”wpiśmieniewiernych,
ajesttosymbolmnichówskalnychzSidiSalim.Wtedyzrozumiałem,żetadziwacznapostaćtoprzebrany
mnich.Rzeczjasna,wzbudziłmojąciekawość.Iotozobaczyłem,żewholuhotelowymspotkałsięz
mężczyznąikobietązAngliiweleganckichbutach.Wytworniludzienigdynieodmawiająpucybutom,
zapytałemwięc,czymogęusłużyćłaskawympaństwu.Dobrarobotawymagadłuższegoczasu,stałemsię
więcświadkieminteresującejrozmowy,zktórejmogłemwywnioskować,żeprofesorHartfieldprzebywa
wtajnymmiejscu,któregomężczyznaniechciałzdradzić.OczywiścieAnglicyniewiedzieli,żemajądo
czynieniazmnichem.Profesorżądałnajwidoczniejjakichśpapierów,którezostałymuwręczone,
prawdopodobniedlatego,żetychdwojesądziło,iżtrafiąwtensposóbnaśladHartfielda.Alemnichto
przewidział.Podjakimśpretekstemposzedłdokabinytelefonicznejwholuhotelowym.AleAnglicynie
wiedzieli,żekabinamadwojedrzwi,zprzoduiztyłu.Mnichnatomiastwiedziałiznikłprzeztylne
drzwi.

Omar,którysłuchałHassanazezdumieniem,zapytał,wahającsię,jakbysięobawiał,żezna

odpowiedź:—Aletychybawiedziałeś,skądtenmnichprzybył?CzypowiedziałeśAnglikom?

Hassanpostukałsięwczoło.
—Nibypoco?Wytworniludziesątakniewychowani,żepłacątylkotyle,ilesięodnichzażąda.

Bakszysztodlanichobcesłowo;ktoś,ktoniedajepucybutowinapiwku,niepowiniensięspodziewać,
żetenmucośpowie.

—AleCarlyleiMrs.Douncezpewnościąniezrezygnowali?
—Ach,gdzietam—odparłHassan.—Przezdwatygodniegoszukali.Alemoglibyszukaćjeszcze

drugiedwatygodnie,aitakbynieznaleźli.Przecieżniewiedzieli,żetomnich.Świetniesiębawiłem.

—Diabelskitypzciebie.Aletwojediabelstwojestdlamnieogromniepożyteczne.Czyjesteś

pewien,żeoninieznaleźlitegomnicha?

—Jakżemoglibygoznaleźć?Niemieliżadnejwskazówkiipodwóchtygodniach,zdenerwowani,

odjechali.—PrzytychsłowachHassanzachichotałzłośliwie.

SprawaHartfieldawydawałasięcorazbardziejzagmatwana.NaAllaha,jakiebyłypowiązania

pomiędzyprofesoremaowymmnichemzSidiSalim?

WhoteluoboktablicynakluczewisiałamapaDolnegoEgiptu.SidiSalimbyłonaniejzaznaczone

jakomałytrójkąt.KuswemuzaskoczeniuOmarstwierdził,żeniedalekoklasztorupołożonajest
miejscowośćRaszid,gdzieHartfieldwykopałówfragment,którydałdecydującewskazówkicodogrobu
Imhotepa.Wydawałosię,żezachodzitujakiśzwiązek.

—Jesteśgłupcem—rzekłHassan,widzączamyślonywyraztwarzyOmara.—Wdałeśsięwsprawę,

októrejraczejpowinieneśzapomnieć.Przecieżtomrzonki,jakiemożesobiewymyślićtylko
Europejczyk.JakgdybystarożytniEgipcjaniedysponowaliwiedządziśnamnieznaną.To—powiedział
mikasahiwskazałnaluksusowyautomobil,którywłaśniezatrzymałsięprzedhotelem—tosąnowe

background image

czasy,tojestjedenznajwiększychwynalazkówludzkości.Amożemyślisz,żecośtakiegoznajdzieszw
grobieImhotepa?

—Onie—odparłOmar—myślę,żezawartośćtegogrobujestowieleważniejszadlaludzkościniż

takisamochód.Czypojechałbyśzemną?

—Ja?Dokąd?
—DoSidiSalim,domnichów.
—NiechAllahciębroniprzedtakąpychą!—zawołałkaleka.—SidiSalim,mójsynu,położonejest

przeszłostomilstąd,gdzieśwrozległejdelcie.TylkorazjedenwżyciuopuściłemGizę,niemiałem
wtedydwudziestulatichciałemzobaczyćwyścigiwielbłądówwBenha.AledotarłemtylkodoKairu.
Nadworcupanowałtakitłok,żezepchniętomniepodnadjeżdżającypociąg.Noiwidzisz,jaksięto
skończyło.—
Wskazałnakikutnogi.—AterazmiałbymjechaćztobądoSidiSalim?Nie,nigdziestądniewyciągniesz
takiegostaregokalekijakja.

NawetobietnicaOmara,żewynajmiesamochód—Hassannigdyjeszczeniesiedziałwtakim

pojeździe—niezdołałagoprzekonać.

CzyOmarmiałzaryzykowaćipojechaćsamdotegoklasztoru?Przecieżniewiedział,cogotam

czeka.Należałowątpić,czymnisi,którzysięprzebierająiwwyrafinowanysposóbznikająprzeztylne
drzwi,zachowająsięszczególnieprzyjaźniewobecobcego.ZdrugiejstronyOmarniemógłnikogowto
wtajemniczyć.Jeśliwięcchciałsięposunąćdalejwswoichposzukiwaniach,musiałsamotniewyruszyć
doSadiSaJim.

*

EmileToussaint,któregozazwyczajnicniebyłowstanieporuszyćdotegostopnia,żebyrzuciłfajkę,

zacząłnaglepalićpapierosy;byłotochybaodbiciemjegostanuducha,alecosięnaprawdęztym
człowiekiemdzieje,wiedzielitylkoludziezjegonajbliższegootoczenia.Toussaintodpoczątkuuważał,
żeBrytyjczycysąowąsiłą,któratkwiłazaspiskiemzwiązanymzzawaleniemsięgrobuNefera,i
przyznawał,żezbytbeztroskopodszedłdoprojektu.Potejsamokrytyceprzeszedłjednakdoatakuna
DeuxièmeBureau,któregoobowiązkiembyłoosłaniaćswoichagentówprzedobcymiwywiadowcami,i
znalazłwtejsprawiepoparcieukonsulaSachsa-Villatte’a.

Takwięcwnajbliższymczasiegrupafrancuskaskierowałaswojewysiłkibardziejnawybadanie

ewentualnychprzeciwnikówniżnawłasnezadanie,jakimbyłoposzukiwaniegrobuImhotepa.Żądanie
Toussainta,abywywiadfrancuskiprzydzieliłmudalszychdwóchagentów,zostałonatychmiast
uwzględnione,aleichprzybyciedoAleksandriidałonowypowóddoniepokoju,mielibowiemwbagażu
wynikibadańplanugrobu,odkrytegoobokrzekomegociałaCoursiera.Planbyłsfałszowany,wykonano
gonapapierze,którymiałniewięcejniżdziesięćlatiprawdopodobniepochodziłzAnglii.

Nasuwałosięwięcpytanie,doczegozmierzaliBrytyjczycy,prowadzącswojąakcję?Czybyłtotylko

manewrodwracającyuwagę,czyteżnieudolnapróbaodwróceniauwagi,wyjściazkłopotu,albowiem
saminieposunęlisiędalejiobawialisię,żeFrancuziichubiegną?Amożeistniejejakaśwskazówka
naprowadzającanagróbImhotepa,aFrancuziweszliimwparadę?

LudziezwywiadutacyjakToussaintzdwóchmożliwościprzyjmujągorszą,itakdoszłodo

kryzysowegoposiedzeniawkonsulaciewAleksandrii,podczasktóregomielisięnaradzićnaddalszym
przebiegiemakcji,aprzedewszystkimnadtym,jakbytuzdobyćwszystkieinformacjewywiadu
brytyjskiego.

background image

Należałostworzyćwrażenie,żenawetcentralaDeuxièmeBureauwiewięcejoBrytyjczykachniż

tutejsiagenci:RozszyfrowanadepeszazParyżagłosiła,oczymdotychczasniewiedziałaniToussaint,ani
Sachs--Villatte,żełódźladyJoanDawsonjestcentraląwywiadubrytyjskiegowEgipcie,ajej
właścicielkaszefemcałegoprzedsięwzięcia.MoniaciMalraux,dwajnowiagenci,młodzi,energiczni
chłopcy,zktórychjedenmiałpostaćgoryla,drugizaśbyłwysokijaktyka,takżeichwspólnepojawienie
sięzwróciłopowszechnąuwagę,zaproponowali,żezatopiąłódź;byłatotaktykastosowanaw
poprzedniejwojnie.KonsulPaulSachs-Villatteniezgodziłsięjednak.Zatopionałódźnieprzyniosłaby
wywiadowifrancuskiemużadnychkorzyści.Chodziraczejoto,byzbadaćstanwiedzywywiadu
brytyjskiego,awtymcelunależyprzeszmuglowaćdojegoszeregówwłasnychagentówalbozwerbować
szpiega,którybypracowałdlaobustron.

Wiadomość,żelordCarnarvonijegoarcheologCarterodkryliwDolinieKrólównienaruszony

grobowiecfaraona,Francuziprzyjęlisceptycznie.Milléquantuznałtozamożliwe;Toussaintdojrzałw
tymtylkonowymanewrdlazmyleniaprzeciwnika.Wszystkiegazetydonosiłyotym,odkądlondyński
„Times”pierwszyobwieściłtęsensacyjnąwiadomość;dotądjednakniktjeszczeniezajrzałdo
zamurowanegogrobu,niepodanoteżżadnegoterminu,kiedygróbmazostaćotwarty.Takistanrzeczy,
powiedziałd’Ormesson,możebudzićwątpliwości,czycałasprawatocośpoważnego.Wkażdymrazie
onniemożesobiewyobrazić,żearcheolodzy,czekającnawielkieodkrycie,siedząspokojnieiwysyłają
zaproszenianamającesięodbyćotwarciegrobowca.

Wśródtychnaradnakonsulatfrancuskijakgromzjasnegoniebaspadławiadomośćtelefonicznaod

submudirazKusy,prowincjonalnegomiastapołożonegopięćdziesiątkilometrówodLuksoruwdółNilu.
Submudiroznajmiał,żefellachowiewyciągnęlizzakolarzekiciałoFrancuza;jegopapierywskazują,że
jesttoEdouardCoursier.

PierwsząreakcjąSachsa-Villatte’abyłostwierdzenie,żetoniemożliwe,żetonapewnopomyłka.Na

pytaniesubmudira,gdzieCoursierobecnieprzebywa,jeślizałożyć,żeżyje,iczyniespostrzegłby
wówczasbrakuwłasnychdokumentów,konsulmusiałprzyznać,żeCoursieroddwóchtygodniznikł—o
bliższychokolicznościachniewspomniał.Alekiedysubmudiropisałwyglądtrupaiwspomniało
szramienaprawympoliczku,PaulSachs-Villattezbladł.

Obecninieprzyjęlioświadczeniakonsuladowiadomości;istotnietrudnobyłopojąć,żejedenzich

gronauwolniłsięzzawalonegogrobowcaipłynąłprzezsześćsetmilwgóręrzeki,ażwreszcieutonął.
ProfesorMilléquant,zazwyczajnajspokojniejszyinajbardziejopanowanyspośródtejprzypadkowo
zgromadzonejdrużyny,któregonicniemogłowyprowdzićzrównowagipozainformacjaminatury
naukowej,zerwałokularyznosa,przetarłoczyiwyrzuciłzsiebiestekordynarnychprzekleństw
niestosownychdlaczłowiekanajegopoziomie.Nazwałcałetowydarzeniemałpimcyrkiem,zapewniał
kilkakrotnie,żeżałuje,iżwziąłudziałwtymprzedsięwzięciu,iżeodmawiadalszejwspółpracydopóty,
dopókitajemnicaśmierciEdouardaCoursieraniezostaniewyjaśniona.

TegosamegowieczorakonsuliEmileToussaintpojechalidoLuksoru,dokądprzywiezionociało

Coursiera,iwpiwnicyszpitaladoktoraMansurazidentyfikowaliswegodawnegokolegę.

WLuksorzeniedałosięzrobićkroku,bynienatknąćsięnadziennikarzy.Wszędziepanowało

gorączkowepodniecenie,hotelebyłyprzepełnione,aprzewozynadrugibrzegNiluzarezerwowanejuż
nakilkadninaprzód,chybażezapłaconodośćznacznybakszysz.

LordCarnarvonurządzałcodzienniewhotelu„WinterPalace”konferencjeprasowe,niemówiąc

zasadniczonicnowego.Dlawłasnejwygodykupiłamerykańskiegoforda,czarnego,jakwszystkie
egzemplarzetejmarki.HowardaCarterapilnowanodzieńinoc,lordprzydzieliłmuwłasnego
ochroniarza,pragnącgoustrzecprzedreporterami;Carnarvonsprzedałbowiemprawawyłącznego

background image

publikowaniainformacjioswoichwykopaliskach„Times’owi”,zktóregonaczelnymredaktoremłączyły
gowięzyprzyjaźni.

Powodzeniesprawia,żenawetwrogowiestająsięprzyjaciółmi.LordCarnarvoniHowardCarterw

tychdniachbylizgodnijaknigdydotąd,tylkouczucieCarteradoEvelynpozostałonadaltematemtabu.
LadyDawsonwyznaczyłaotwarciegrobowcana29listopada,dotegoczasumiałprzybyćdoEgiptu
dwuosobowyzespółbrytyjskichtajnychagentówpodkierunkiemGeoffreyaDoddsa,abyrozpocząć
szerokozakrojonąakcj-*ęposzukiwaniaImhotepa.AniCarter,aniCarnarvonniebylinatyleopanowani,
abybezczynnieczekaćdotegoczasu.Kiedyzapowiedzianootwarciegrobujakopublicznewydarzenie
stuleciaiwysłanozaproszenia,obumężczyznogarnęływątpliwości;obawialisię,żeichprzygoda
zakończysięfiaskiem,żegróbbyłmożesplądrowanywstarożytności,anastępnieponowniezamurowany
iopatrzonynowąpieczęcią.

Należałobraćpoduwagętakąmożliwość,potymjakCarterpoprawejstroniewłaściwegogrobowca

odkryłzamurowanydół.TymczasemprzybyłPeckyCallender,archeologbrytyjskipracującydalejna
południu,któregołączyłzCarterempewienrodzajprzyjaźni(oiletakiczłowiekjakCartermógłsięw
ogólezkimkolwiekprzyjaźnić);ponieskończeniedługiejdyskusjiczwórkatapostanowiłanajbliższej
nocypowiększyćlejwziemi,wktórymznajdowałosięwejściedogrobowca,abyewentualnieprzez
otwórwmurzedostaćsięzbokudośrodka.

DolinaKrólówbyłazamkniętaidziękitemuichprzedsięwzięcieniewzbudziłopodejrzeń.Carteri

Callenderzaczęliodsuwaćgruznaprawoodzamkniętychdrzwiipodwóchmetrachnatknęlisięna
zamurowanądziuręwmurze.Ichnadziejeopadłydozera.

Awięcjednak!Awięctengrobowiecbyłjużrazotwierany,tylkowtargniętotuniedrzwiami,lecz—

przypuszczalniedlaniepoznaki—wybranodziuręwmurzezboku.

Carter,bliskiłezipełenwściekłości,zacząłwalićłomemwmuriwkrótceluźnotkwiącekamienie

poddałysię.Callenderpodszedłiobajzaczęliwyciągaćzmurukamieńpokamieniu;wkońcupojawiła
siędużadziura,przezktórączłowiekmógłsięprzeczołgać.

PierwszyznikłCarter,trzymającprzedsobąlampęnaftową.Wkrótcewrócił,aleniemógł

odpowiedziećnadociekliwepytaniapozostałych;wydawałsięoszołomionyiwskazałtylkona
znajdującysięgłębiejotwór:niechsamizobaczą.LordCarnarvonpierwszypodjąłwezwanie,awrazz
nimEvelyn,następniewśliznęlisięprzezmurCallenderiCarter.

Jedynalampkarzucałagroźnecienienaścianypodłużnegopomieszczeniawielkościmniejwięcej

czterynaosiemmetrów,zastawionegoskrzyniami,figuramiinarzędziami.Zlewejstronyleżałyczęści
dwóchpozłacanychwozów,zprawejstalidwajstrażnicynaturalnejwielkości,uzbrojeniwdzidy,z
oczamizeszkła,którychnaturalnośćprzerażała.Naprzeciwko—skrzynki,skrzyneczki,szkatułki,bele
tkaninidzbanymistrzowskiejroboty.

Pełnobyłowokółsuchegopyłu,każdykrokpowodowałtylekurzu,żetrudnobyłooddychać.Ileżto

tysiąclecikurztenpozostawałnieporuszony?Przeziletysiąclecipromieńświatłaniedotknąłżadnegoz
tychprzedmiotów?Iletysiącleciminęło,odkiedyporazostatnistanęłanatymgrunciestopaludzka?

Niktnieważyłsięodezwać.AniCarter,anilordCarnarvon,aniCallender,nawetEvelyn,której

wesołagadaninataksięCarterowipodobała,zamilkła.Wtejchwiliwszyscyczulisięintruzami.I
podczasgdyporuszenispoglądalinazgromadzoneskarby,wktórepobożnyludzaopatrzyłswegofaraona
najegoostatniąpodróż,Carterusiłowałuporządkowaćmyśli.Oczywiścietotylkoprzedpolegrobowca,
możejednozwielupomieszczeń.Alegdzieznajdujesiępomieszczeniezsarkofagiemkróla?

CarnarvoniEvelynusunęlisięnabok,pełniczci.Lordbyłwstrząśnięty,jegocórka,oszołomiona,

trzymałasięojca.Drżała,popierwsze,zpowoduchłodnejlistopadowejnocy,podrugie,zpodniecenia.
KiedyCarteriCallenderopuściligrobowiec,całaczwórkapadłasobiewramiona.Carterpocałował

background image

Evelynzżarem,ojakitrudnobyłoposądzaćtegonieśmiałegomężczyznę,inawetsurowylordniebyłw
staniesiętemusprzeciwić.

Wewczesnychgodzinachrannych,kiedyrobiłosięjuższaroinaddolinąrozlegałysiępierwszekrzyki

sępów,otwórwmurzebyłznówzamkniętyizasypanygruzem.Całaczwórkaprzysięgłasobie,żenie
piśnieanisłówkaotym,cozaszłowciąguostatnichgodzin.

*

Omarzlekceważyłostrzeżeniemikasaha.JeślinawettenklasztorwSidiSalimpołożonyjestna

odludziu,opiniaomnichachdośćwątpliwa,apodróżtamzwiązanaznieprzewidzianymryzykiem,on
musisprawdzić,dokądprowadziśladHartfielda.

Wdrodzedoklasztoru,dokądjechałnajpierwkoleją,anastępniezamierzałwysiąśćwDamanhur,

OmarprzypomniałsobielistznalezionyprzyzmarłejMrs.Hartfieldipodpisanyliterą„C.”,co
wskazywało,żeżonaprofesoraznała„C.”.Możeza„C.”ukrywałsiępoprostuWilliamCarlyle?Jeśliby
takbyło,toztegoizpozostawionejwhoteluwLuksorzekartkinależałownioskować,żeCarlylenie
tylkopolowałnasiostrzenicęprofesora,aletakżenaImhotepa.Należałosięwięczastanowić,czynie
udawałtylkosympatiidoAmaliiDounce,byzbliżyćsiędoHartfielda.Omarowitrudnobyłowyobrazić
sobie,jakmężczyźniemożesiępodobaćsufrażystka,którapalimocnepapierosyinosispodnie.Prawdę
mówiąc,wogóleniemógłsobiewyobrazić,jakmężczyznamożesięzakochaćwkobiecie,któraniejest
podobnadoHalimy.Starałsięniemyślećotym.Ijeszczecośprzyszłomudogłowy,kiedypociągjechał
napółnocprzezniekończącąsiędeltęNilu:CzyMrs.DouncepodczasjegowizytywLondynienie
wspominałaokoszmarach,którejączasamiprześladują,iotym,żeprofesorukazałjejsięwhabicie?Na
Allaha,pomyślał,niezbadanesąkolejelosu.

WDamanhurOmarwysiadłzpociągu,kupiłsobieskromneubranieizaopatrzyłsięwprowiantnatrzy

dni.JedynąwmieścietaksówkąkazałsięzawieźćdoodległegoodwadzieściapięćkilometrówDisuku,
którepołożonejestnadlewąodnogąujściaNilu.Jesttomałemiasteczko,naktórymczasniepozostawił
żadnegośladu.Nocspędziłwhotelu„El-Shati”,skądwysłałdepeszędobaronavonNostitz-Wallnitza,
informującgo,żeznajdujesięokołostukilometrównawschódodAleksandriiijestwdrodzedoSidi
Salim,gdziemanadziejęspotkaćprofesoraHartfielda.Pozdrowienia—el-Ghaffar.

Hotelbyłnędznyniczymkarawanseraj,pasowaliteżdoniegogoście,przeważniehandlarzez

AleksandriiiKairu,którzyzabawialisięzdziewczętamilekkichobyczajów,głównieGreczynkami.
Omarbeztrudnościdostosowałsiędosytuacjiibezceregieliwmieszałsięwtenprostackitłum,śmiał
sięzniewybrednychdowcipów,piłtaniąrakiję,którarozwiązywałajęzyki.

WtensposóbOmarzacząłrozmowęzwłaścicielamihoteluEl-Shati,dwomanalanymiłysielcami,o

rzucającychsięwoczytwarzach.LedwiesiędowiedzielioplanachdalszejpodróżyOmara,minyim
zrzedły.Wydawałosię,żeprzedsięwzięcieOmaraichzaniepokoiło,naichtwarzachpojawiłsięnawet
strach,kiedyOmarwspomniałoklasztorzewSidiSalim.KuswemuzdumieniuOmardowiedziałsię,że
mnisikoptyjscysązwaśnienizewszystkimiludźmi.Wregularnychodstępachczasuczarnimnisipróbują
wytępićludnośćwioskionazwieSidiSalim,używającwtymceluwspółczesnejbroni,starychzaklęći
rozmaitychtrucizn,naktórereceptyprzechowująwbezdennychkatakumbachgłębokopodziemią.Nikt
niewiedziałotymnicbliższego,boniktnieprzestąpiłproguklasztoru,aci,którzypostawilichoćby
stopęnatymprogu,przypłacilitożyciem.

KlasztorwSidiSalimotaczałaauraniesamowitościiOmarztrudemznalazłfellacha,którysię

zgodziłzawieźćgodotejpodejrzanejokolicywózkiemzaprzężonymwosła.Starzec,którysiorbał
herbatęwnajdalszymkącierestauracjiipociągałdziwniepachnącąfajkęwodną,zgodziłsięwreszcieza

background image

dziesięćfuntówegipskichzawieźćobcegodomiejsca,gdziedrogasięrozwidlaiprowadziwkierunku
zachodnimdoRaszid,awkierunkuwschodnimdoSidiSalim.StarynazywałsięAliiniebałsięani
diabła,aniśmierci,byłczłowiekiemzłymiprzekupnym(oczymświadczyłapaskarskacena,jakiej
zażądał),alejedynym,którybeznamysłusięzgodził.

Rzeczjasna,żeludziezhotelunieszczędziliOmarowiostrzeżeń,przedewszystkimchcieliwiedzieć,

cogoskłaniadotego,bydobrowolnieudaćsięwtęokolicę.ProfesorzAngliibyłostatnim,którypodjął
tępróbęzFuwas,kilkamilwdółrzeki.Znikłinigdyjużniewrócił.Kiedyiwjakichokolicznościach
zginął,niktniepotrafiłpowiedzieć,byłotoprzedrokiemalboprzeddwomalaty.

NiespodziewanawzmiankawskazującanaHartfieldawprawiłaOmarawtakiepodniecenie,że

najchętniejwyruszyłbyjeszczetegosamegodnia,alestaryodmówił;oświadczył,żemusisięprzespać,i
wyciągnąłrękę,żądającpieniędzy.Byłatorękazniekształcona,miałatylkokciukipalecwskazujący,
resztypalcówbrakowało,co—jaksięOmarpóźniejdowiedział—byłoskutkiemtego,żenaprzełomie
stulecizłodziejomodcinanopalce,zbójcomzaścałedłonie.Mocnopocierającjedenpozostałypalec
drugim,Alidawałdozrozumienia,żeżądazaliczki.Omardałmupięćfuntów,starysięukłonił
wspaniałomyślnemusaidowiioznajmił,żejutrowczesnymrankiembędzieczekałprzedhotelem.

*

NocspędziłOmarprawienieśpiąc,leżałwubraniunałóżku,nasłuchującniezwykłychodgłosów,

jakiedochodziłyzpustyni.Żadenpokójsięniezamykał,niebyłodonichkluczy;jedynyklucz,jakisię
znajdowałwdomu,zamykałwszystkiedrzwi,aletonieprzeszkadzałohotelowymgościom.Oczywiście
Omarniespałbynawetwówczas,gdybyjegodrzwibyłyzamkniętenaklucz,byłzbytpodniecony,myśląc
otym,cogoczeka.Świadomość,żeniedalekostądkryjesię,byćmoże,rozwiązaniezagadki,którego
poszukująwywiadyzcałegoświata,wprawiałagowwielkiniepokój.Niemógłteżpojąć,żekoptyjscy
mnisisąmotoremtegospisku.

Bladymświtem,wrazzpierwszympianiemkoguta,Omarspakowałmanatkiiwyśliznąłsię

skrzypiącymischodaminadół.Jużzdalekausłyszałskrzypieniewózka;byłtodwukołowypojazdco
najmniejtakstaryjakjegowoźnica.Wózekśmierdziałpotwornie,ponieważzazwyczajwożononim
klatkizdrobiemnabazar.

Starymilczałuparcie,tylkoodczasudoczasuszarpałlejce,poganiającwtensposóbmałegoosiołka,

imrugającspoglądałnadalekihoryzont,jakbywątpił,czywogólekiedykolwiekzacznieszarzeć.Tak
jechaliwmilczeniudwiegodzinynapółnoc;drogabyłaczęściowowyjeżdżona,częściowoniebyłona
ziemiżadnychśladów.Staryorientowałsięwedługsłońca,którebyłożółtawobiałeiprzenikałoprzez
gęsteopary,mieszaninękurzuiparnejwilgoci;horyzontdawnojużpochłonąłwszelkieosiedla.Wszystko
wydawałosięmartwewtejopuszczonejokolicy,nawetkolczastezarośla,sterczącetuitamzziemii
przybierającegroteskowekształty,byływyschnięte.Itumielimieszkaćludzie?

Nieczućbyłonawettchnieniapowietrza,upałprzybierałnasile.Nadniewózkależałgrubywałekz

koziejskóry,służącytutejszympastuchomzabukłakdowodypitnej;milczącystarzecpopijałzniego
regularnie,jedenłyk,niewięcej,aletakiwielki,żepoliczkimusięwydymałyjakuropuchy.

Nagle—chybabylijużponadtrzygodzinywdrodze—staryodzyskałmowę,gdyżnahoryzoncie

ukazałsięłańcuchwzgórz,irzekł,żetojestichkierunekipołowędrogijużchybamajązasobą.Potem
znówzamilkłitrwałochybagodzinę,ażwydałnerwowyokrzyk.Zmienionymioczamispojrzałprzez
praweramięnapołudnie,gdzieniebozaczęłociemnieć,irzekł:

—Chamsin—cooznaczało„pięćdziesiąt”,aletakżewiatrpustynny,którywiejeprzedewszystkimw

pięćdziesiątdniodzrównaniadniaznocą,leczrównież,itoszczególniegwałtownie,wdnijesienne.

background image

Omarwiedział,jakniebezpiecznyjestchamsindlakażdego,ktowporęnieznalazłschronienia,i

rozglądałsięzajakąśkryjówką,aleniebyłowidaćmiejsca,gdziemoglibysięschronić;nierozsądnie
byłobyteżzawracać,ponieważjechalibynaprzeciwburzy;awięctrzebabyłodotrzećdołańcucha
wzgórz.Omarpoganiałosłaenergicznymwołaniem,aleniebyłoonowstaniewyrwaćzwierzęciazjego
wolnegotruchtu.WówczaswyszarpałAlemubatzrękiizacząłnimokładaćosła,któryskoczyłjakkozioł
iprzyspieszyłkroku.

Tojednakugodziłowhonorwoźnicy,wyrwałOmarowibat,wykazującniezwykłąsiłę,wrzasnąłna

niegoinazwałgłupcem,któryniewie,żejeśliobładowanyosiołstanie,nicgoniezmusidodalszej
drogi.Wtensposóbdoszłomiędzynimidobijatyki,podczasktórejAlizfałdszatywyciągnąłnóżiz
krzykiemrzuciłsięnaOmara;trafiłgowleweramię,takżerękawzaplamiłsiękrwią.Omarbałsię,że
Aligozabije,chwyciłwięcswójtobołekizeskoczyłzwozu.

Staryjakgdybynatoczekał,ominąłOmaradużymłukiemiodjechałwkierunku,skądprzybyli;

jeszczezdalekasłychaćbyłojegoprzekleństwa.

Omarobejrzałranęnaramieniu;tużnadnadgarstkiemostrzenożarozcięłorękawiskaleczyłociało.

Byzatamowaćkrew,Omarrozerwałrękawitkaninąowinąłranę.Potemsięrozejrzałnawszystkiestrony
ipostanowiłiśćwkierunkułańcuchawzgórz,gdziechybaznajdowałsięklasztor.Byłzadowolony,że
pozbyłsięstarego,iprzekonany,żebezjegopomocydotrzedocelu.

Nieliczyłsięjednakzpragnieniem,którecorazbardziejmudokuczałowtymniesamowitymupale.

DługojeszczewidziałAlegojakoznikającypunktwniezmierzonejdali;potem,pogodzinie—było
chybapołudnie—naglepoczuł,żesięrozpływajakkroplawodywpiasku.Jednocześniepowietrze
zaczęłodrgać,początkowoleniwie,potemchłodzącpotnakarku,wreszciegoniącprzedsobąmałe
obłoczkikurzu.Omarzacząłbiec,abyschronićsięwśródskał,którewydawałysięcorazbliżej,ajednak
wciążjeszczedaleko.

BezchwiliodpoczynkuOmarposuwałsięnawschód.Językprzywarłmudopodniebienia,piasek

skrzypiałmiędzyzębami.Oczyzaczęłyłzawić,takżepustyniaprzednimrozpływałasięjakkałuża.Tylko
sięniepoddawać,tłukłomusięwgłowie,którastawałasięcorazcięższa,imdłużejbiegł.Omara
ogarnęłozwątpieniewsamegosiebie,zastanawiałsię,czymadośćsiły,bytowszystkoprzetrwać,czyto
wszystkowartejesttakiegozachodu,czystaryniewprowadziłgowbłądiczykamracistaregonie
czyhajągdzieśwpobliżu,byzwabićgowpułapkę.Starybyłzbytmilczący,aostrzeżenialudzizhotelu
„El-Shati"wydałysięterazOmarowiuzasadnione.Alenatakierozmyślaniabyłojużzapóźno.

OddechOmarastawałsięcorazgłośniejszyicięższy,sapałjakkońrozdymającynozdrza.Przeklinał,

parskałiwykrzykiwałswojąwściekłość.Topomogło.PodczasbudowykoleidlaAnglikówprzetrwał
gorszerzeczy;myślotymprzywróciłamuenergię.Aletylkonakilkasetmetrów.

Omarspluwał—piasekwustachtobyłocośobrzydliwego.Czułkłuciewpiersiach,jakby

przeszywałgosztylet.Ogarnęłagorozpacz,żeorganizmodmawiamuposłuszeństwapotakkrótkim
wysiłku,iwątpliwość,czyosiągniecel.

Szaroczarnenieboicorazgęstszetumanykurzuzasłaniałymuwidokiukrywałycel;narazOmarsię

zatrzymał,niewiedziałjuż,dokądwłaściwieidzie;wzgórzaiskałyzniknęły.Chmurypiaskupędziłypo
ziemi,syczącjakgotującasięwoda.Corobić?Omardalejszedłwkierunku,gdzie—jaksądził—
znajdujesięjegocel.Burzasięnasilała,szarpałananimubranie.Tylkosięterazniepoddać,takblisko
celu.Coraztrudniejbyłooddychać,Omarowiwydawałosię,żewdychawięcejpiaskuniżpowietrza;
kaszlał,spluwał,wtulałgłowęwramiona,bymniejodczuwaćporywywiatru;tobołekprzyciskałdo
piersiibrzucha.

Czuł,żetwarzmapurpurowąodostrzałumilionówziarenekpiasku.Jakodzieckoprzedpiramidamiw

Gizierozkoszowałsię,kiedywiatrpędziłpiasek,ipoddawałmusięzzamkniętymioczami,auderzanie

background image

piaskuodczuwałjakorzeźwiającystrumieńwody.Terazzaś,błąkającsięinieznającdrogi,poczuł
strach;byłtakzmęczony,żemarzyłtylkootym,abysięgdzieśpołożyć,iniechgopiasekzasypietakjak
paniąHartfield.Ajednocześniebyłprawiepewien,żechoćstraciłorientację,jestbliskicelu.

Piasekstałsięgłębokijakustópwędrującychwydmalbonaulicyosłoniętejodwiatru;alechoć

Omar,mrużącoczy,patrzyłwszarymrokwnadziei,żeznajdziejakieśwzniesienie,nicniedojrzał.
Zrozpaczony
iwyczerpany,przykucnął,odwracającsięplecamiodburzywnadziei,żewtensposóbstawi
przynajmniejopórchamsinowi.StaryMoussa,synpustyni,któryznałwszystkiejejroślinyikamienie,
ostrzegałgozawszeprzedpychąwobecpustyni.Pustynia,mawiałMoussa,jestjakbóg,abogowie
wymagająpokory.MimowoliOmarprzypomniałsobieterazsłowaprzybranegoojca,anawetzdawało
musię,żesłyszyjegoniskigłos.Jasalaam,naprawdęsłyszałgłosy,któreśpiewaływrazzchamsinem.
Omarwstrzymałoddech,sądził,żetoomam,aleotoznówusłyszałniewyraźne,jakbyszarpaneprzez
burzęwołanie,błaganieniczympobożnyśpiew.

Omarusiłowałwstaćiwalczączburzą,iśćwkierunku,skądsłychaćbyłożałosnewołanie.Aleskąd

onodochodziło?Niemógłsięzorientowaćipostanowiłbrnąćnaprawo.Jednakpoparukrokachmiał
wrażenie,żeodjakiegośczasukrążywkółko,iwchwili,kiedywgłębokiejrozpaczyzamierzałsię
rzucićnaziemię,burzanaglewyrwaładziuręwciemności,promieńsłońcaprzeszyłraptowniechmurę
pyłuniczymlśniącymieczizwielkąsiłątrafiłwwysoki,nawpółrozwalonykamiennyłuk,ruinę,przez
którąwyłchamsinipędziłczarnoszarąchorągiewpiasku.

SidiSalim!Czymżeinnymmogłybyćteopuszczoneresztkiludzkiejcywilizacjijeślinieklasztorem?
Znajdowałsięonniedalejniżrzutkamieniem,alezanimOmarzrobiłkrokwjegokierunku,cud

zniknął.Słychaćbyłotylkożałosnyśpiew,którydochodziłtujużwcześniej;tylkoterazwydawałsię
docieraćzinnejstrony.Omarztrudemprzedzierałsiędoprzodu,nietracączoczukierunku,inaraz
stanąłprzedruinąbramy,któraprowadziładonikąd,bozaniąciągnąłsiępiasektakjakiprzednią.

NaprawoodsterczącejwgóręruinyOmarspostrzegłmur,alboraczejresztkimuru,któresięgały

kolanibyłyprzysypanepiaskiem,wniektórychmiejscachjednaksterczałykilkametrówwgórę.Murten
dziwniezakręcał.ZawystępemOmarschroniłsięprzedburząipróbowałsięzorientowaćwsytuacji.

Byłotuwięcejtakichłukówopodobnymkształcieiwielkości;wyglądałototak,jakgdybyprzed

setkamilatludzieopuścilimiastonapustyni.Niedalekomiejsca,gdzieOmarsiedział,murzakręcałpod
kątemprostymiprowadziłwprostdodługiejścianyzotworami,gdziekiedyśbyłydrzwiiokna.
Przypominałaonatrochędomywtejokolicy.PodosłonąmuruOmardotarłtam,akiedypodszedłdo
bramy,zobaczyłdom;brakowałownimtylkodachu.Kwadrattenwkażdymraziedawałmupewną
ochronęprzedburząiOmarpostanowiłprzedewszystkimodpocząć;wyczerpany,padłnaziemięobok
swegotobołka.

ByłwyczerpanyniczymżyznaziemiaNiluwczesnąwiosną,czułsiępodle,bolałogozranioneramię.

Siedziałtakprzezchwilędrzemiąc,ażówokropnyśpiew,brzmiącyobcowuszach,przywiódłgodo
rzeczywistości.Dółwziemi,przykrytygrubążelaznąkratą,przypominałtubę.Omarzbliżyłsiędootworu
naczworakach,aleniemógłniczegodojrzećwgłębi.Docierałydoniegonatomiastokrzykibólu.które
stawałysięcorazintensywniejszeibyłyprzerywaneodgłosamiprzypominającymibiczowanieludzi.

Omarmimowolirozejrzałsięzawejściemdotajemniczegopodziemnegoświata,alenicnieznalazł;

postanowiłokrążyćdom,zktóregoteodgłosydochodziły.Właśniekiedychciałsięprześliznąćprzez
bramę,usłyszałpodnogamigłuchyodgłoskamiennejpłyty,któraniebyłaprzymocowanadopodłoża.Na
rozstawionychnogachbadałrównowagękamieniaizrobiłprzytymzaskakująceodkrycie:płytadługości
prawiedwóchmetrówigrubościzaledwienadwapalcezachowywałatakdokładnąrównowagę,żegdy
stanęłosięnajednymkońcu,drugipowolizaczynałsięunosićwgóręjakpyszczekchwytającej

background image

powietrzeryby,przeciwnyzaśkonieczanurzałsięwzieminagłębokośćkolana.Żelaznasztanga
uniemożliwiałapowrótpłytydopoprzedniejpozycjirównowagi.

Przedotworemwąskieschodyprowadziływdół,byływyrąbanewskaleizakręcałypodkątem

dziewięćdziesięciustopni,byuniemożliwićszybkieschodzenieiwchodzenie;byłotozpewnością
zamierzeniembudowniczego.WłaściwieOmarpowinienmiećwątpliwości,czywtargnąćdotego
podziemnegolabiryntu,byłotonawetlekkomyślne,żetakpostąpił;alecośgoprzyciągałojakmagnes,
coś,conieznaskrupułówitłumiwszelkierozsądnemyśli.

Schodykończyłysięwpieczarzezesklepieniempodpartymsłupami,naktórychpłonęłylampki

oliwne,rzucającemętne,żółtozieloneświatło.Pomieszczeniebyłopuste;stałtamtylkorządglinianych
dzbanów,zktórychjednesięgałydokolan,innebyływysokościmężczyzny,zajmującychcałąprawą
stronępieczaryiwypełnionychwodą;wodapochodziłazcysterny,którejobmurowanyotwórbył
widocznywziemi.Panowałatamprzygniatającaduszność,czućbyłosłodkawyzapach,wywołujący
mdłości.

Omarprzeszedłpieczaręwkierunku,zktóregorozlegałsięcorazgłośniejszyśpiew.Byłotamchybaz

półtuzinaśpiewających,niewięcej,aleichdonośneżale,wyśpiewywanewjęzyku,któregoOmarnie
rozumiał,brzmiałymocniejniżgłosmuezina;wydawałosięnawet,żemodlącsięmnisiwykorzystują
systempiwnicswegoklasztorujakorezonator,abyichlitaniebrzmiałybardziejżarliwie.

Nadrugimkońcuhaliotworzyłysiędrzwi,awłaściwiedwaprzejścia,botunadoleniebyłodrzwi.

Praweprzejścieprowadziłodonieoświetlonegokorytarza,zktóregoniedochodziłyżadneodgłosy,lewe
markowałogórnypodestnastępnychschodów.Prowadziłyonenadółiwprzeciwieństwiedowejścia
byłyszerokie,wygodneiwyłożonejasnymikamiennymipłytami.Nadoleotwierałasiędługa,położona
podkątemprostymdogórnegopomieszczeniaprzestrzeń,którawyglądałajakpodpartakolumnaminawa
kościołachrześcijańskiego.Polewejiprawejstroniemiędzykolumnamistaływąskiedługiestołyiławy,
skleconezsurowegodrewna,napięćdziesiątlubwięcejosób.NaścianachztyłuOmarujrzałpostacie
świętychnaturalnejwielkości,częściowopociemniałeodsadzy,łuszczącesię,ociemnejharmoniibarw.

Śpiewstawałsięcorazwyraźniejszy,aletakżesłychaćbyłoostresłowakomendyiuderzeniabiczem,

poczymnastępowałyokrzykibólu.NaAllaha,itomiałbyćklasztor?

DotądOmarnieujrzałnikogoidlategowszystkowydawałomusięjeszczebardziejniesamowite.

Przezchwilęstałniepewnyzakolumną,potemodważniewszedłdobocznegoportalu,przezktóry
wpadałojasneświatło,ato,coujrzał,przeraziłogo.

Wszerokim,jasnooświetlonymkorytarzu,poktóregoobustronachznajdowałysięlicznezakratowane

cele,stałbrodatymnichwczarnymhabicie,zbiczemwręku,adokołaniegoskakałyiśpiewały,
wykonującprzytymekstatyczneruchy,budzącelitośćpostacie;byłyogolonedogołejskóry,częściowo
nagielubpółnagie,obladejskórzeirozdętychbrzuchach,takichjakieOmarwidziaługłodującychdzieci
naSynaju.Chodzącwkółko,jaktresowanezwierzęta,ludzieciwykrzykiwaliswojegodzinki,myślami
będącdalekoodrzeczywistości.Szaleńcy!,pomyślałOmar.Niebyłtowyrazprzesadnejpobożności,na
twarzachtychludzimalowałosięszaleństwo;czasemjednak,kiedyjednazowychżałosnychpostaci
chciałazaatakowaćsąsiadazbylejakiegopowodu,czarnymnichbiłjebiczem,ażzwijałysięzbólui
jęczałyjakdręczonezwierzęta.

Zafascynowanytymmasowymdelirium,Omarstałznieruchomiaływdrzwiach;nieodsunąłsię,kiedy

wymachującybiczemmnichspojrzałnaniego.MnichprzestraszyłsiębardziejniżOmar,wydawałosię,
żeniewierzywłasnymoczom,żesądzi,iżtojakaśzjawa,duch;niezwracającjużuwaginatańczących
mnichów,powolipodszedłzwyciągnętąrękądoOmara,jakbychciałostrożnymdotknięciemprzekonać
się,żenieuległzłudzeniu.

background image

SkinieniemgłowyOmarusiłowałzamarkowaćżyczliwość,comusięzresztąnieudało,bomnich,

przerażony,zatrzymałsięiuniósłbiczwobronnymgeście;opuściłgojednak,kiedyspostrzegł,żeOmar
sięnieboi.

—Kimjesteś,obcyczłowieku?—zapytałmnichzpodkreślanąuprzejmością,jakbychciałzaskarbić

sobiełaskawośćwrogiegointruza.

—NazywamsięHafizel-Ghaffar—zawołałOmargłośno,abyzagłuszyćrytualnyśpiewmnichów.I

jakbynaznakniewidzialnegodyrygentaszaleńcyurwaliekstatycznyśpiewizaczęlisięgapićnaobcego
dzikimwzrokiem,kilkuodsunęłosięnabok,jakbybylizawstydzeni,adwiestare,wynędzniałepostacie,
naktórychtwarzachmalowałasięmądrośćstarości,członkizaśmiaływyraźneoznakicielesnego
rozpadu,odważyłysiępodejśćbliżej,byobejrzećniespodziewanegointruza.—Wiejechamsin—dodał
Omarnaswojeusprawiedliwienie.

—Chamsin.—Mnichskinąłgłowąiodparł:—Nieznamyróżnicymiędzykaprysaminatury,bonie

manicbardziejprzemijającegoniżwiatripogoda.Czymżejestburzapiaskowawobecwieczności?
Jedynieiskierkąwwiecznymogniu.Alejaksiętudostałeś?

Iotookazałosię,żeOmarwogóleniebyłprzygotowanynatakiepytanie,izodpowiedzi,jakiej

udzielił,najchętniejodrazubysięwycofał,alebyłojużzapóźno.Powiedział:

—Jestemarcheologiemizabłądziłemwtejokolicy,chciałemudaćsiędoRaszid.
—DoRaszid?—Mnichwydałsięzaniepokojony,naglezaklaskałwdłonie,zwracającsiędo

gapiów,którzyzgromadzilisiędokołanich,izawołał:—WimięJezusaChrystusa,wracajciedocel!

Mruczącinarzekającniektórzyzaczęlipłakaćjakdzieci—szaleńcywracalidoswychcel,a

mnichpospieszniepozamykałzakratowaneciemnekomórki,wktórych,nailemożnasiębyło
zorientować,stałytylkowymoszczonetrawąprycze.

—Todziwne,żektośobcysiętutajzabłąkał—powiedziałmnich,kiedyjużzamknąłwszystkiecele

—prawdęmówiąc,odkądtużyję,czyliznaczniedłużej,niżwynosiprzeciętnywiekEgipcjanina,nikt
jeszczetuniedotarł,przynajmniejdotegopomieszczenia.Jednegoobcegoocaliliśmykiedyśodśmierciz
pragnienia.Leżałodwiemilestądnapustyni.Znaleźliśmygopodczaspolowanianawężenawpół
żywego.

—Podczaspolowanianawęże?
—Polujemynawęże,bysięwyżywić.Łowimyichwięcej,niżmożemyzjeść.Dwarazywroku,na

EpifanięinaświętegoAndrzeja,któryroztaczaopiekęnadnaszymklasztorem,otrzymujemyod
patriarchyAleksandriizboże,woreknaosobę,zbytdużojaknabrata,któregocelemżyciajestpost.
Chodź,zobacz!

PrzepuściłOmaraprzezwąskieprzejścienakońcupomieszczenia,poszlipięćschodkówwgórę,do

niskiejpieczary,którązgóryoświetlałwysokidymnik.Zkamiennychpojemnikównazapasyiokrągłego,
obmurowanegopaleniskapośrodkumożnabyłownioskować,żetokuchnia.Nadjednymkątembyło
rozpiętepłótnozdziwnymigirlandami.Omarrozpoznałrozwieszonenasznurzewęże.Jeszczebardziej
przeraziłgoinnywidok.Kiedymnichuniósłdrewnianąpokrywkękamiennegopojemnikaikazał
Omarowizajrzećdośrodka,tencofnąłsię.Wnaczyniuwiłysiędziesiątkigrubychwęży,zajętych
wzajemnympożeraniemsię.

Wróciwszynakorytarzzcelami,mnichująłOmarazaramięipociągnąłgoprzezznajdującąsię

naprzeciwkofurtkę,powijącychsięschodachnagórnepiętrodopomieszczeniaprzypominającego
kościółzkolumnamiichórem.Klęcznikizczarnegosurowegodrewnabyłystarannieustawione,aich
liczbazdradzała,żewklasztorzeprzebywaowielewięcejmnichów,niżOmardotądwidział,alboże
kiedyśtenklasztorprzeżywałlepszeczasy.

background image

Naprawoodwejściazaprostymiprzegrodamileżałysetkitrupichczaszek,każdaznichmiałana

czolekrzyżświętegoAndrzejaidatęśmierci;podnimistałykorytazkośćmi.Zlewejstronybyłyregałyz
prastarymiksięgami,wykonanezciemnegodrewna.Napulpitachleżałyotwartefoliały,niektórebyły
bardzodużeiozdobionekunsztownymimalowidłami;nieoglądałyonenigdyświatładziennego.

—Tutaj—rzekłczarnymnich,ajegoponuratwarzjakbysięrozjaśniła—tujestzapisanacała

mądrośćświata,przekazanaprzeznaszychprzodków,mądrośćWschoduiZachodu,utrwalonawliterach
iliczbachpowieczneczasy.

Zafascynowanytymisłowami,Omarpodszedłdojednejzotwartychksiąg,byjąobejrzećbliżej,lecz

mnichzdecydowanymruchemmuprzeszkodził.

—Stój,przyjacielu.Strzeżsięinieruszajżadnegoztychfoliałów.Toniebezpieczne.
—Niebezpieczne?Comasznamyśli?
WówczasmnichuczyniłznakkrzyżaiodszedłzOmaremnabok.Mówiłterazszeptem.
—Napewnozdziwiłocięzachowaniemoichwspółbraci.Sąowielemądrzejsiodemnie,ale

opanowałaichtajemniczachoroba.Nazywasiętochorobąmumiialbochorobąkoptyjską,bozapadająna
niąrównieżmnisizajmującysiękoptyjskimiksięgamiimanuskryptami.Każdyzmoichwspółbraci
przeczytałsetkitychksiążek,każdynosiwsobiemądrośćnaszychprzodków,znacznieprzewyższającą
mądrośćwspółczesnych.Alewydajesię,żeBógstworzyłnaturalnąochronęprzedwszechwiedzą,karząc
zarazątych,cozbliżająsiędonajwyższejdoskonałościwposiadaniuwiedzy.

—Aty—zapytałOmar—kimtyjesteś,cozrobiłeś,żeominęłaciędotądchorobakoptyjską?
—JestemMenas,najwyższyzewszystkichbraci,posiadamwiedzęduchowegokaleki,jakąsię

zdobywawszkołachKoranuinauniwersytetach.

—Inigdynieczytałeśżadnejztychksiąg?
Menaspotrząsnąłgłową.—Nigdy.Czasemkazałemsobietoiowoopowiedzieć,alecóżznaczą

opowieściwobecwłasnegodoświadczenia.Odstuleci,odkiedyznanajesttazaraza,panujezwyczaj,że
jedenczłowiek,ten,któremuBógpozwoliłposiąśćnajmniejsząwiedzę,mazakazaneczytanietychksiąg.
Jegozadaniemjestpilnowaćpozostałych,kiedywregularnychodstępachczasunawiedzaichzaraza,
zaciemniajączmysły.

—Czystantychludzisięniezmienia?
—Przejściowo.Widziałeśichwfazieoszołomienia,wtedysąjakdzieci.Zachowująsięjakdziecii

wymagająsurowegonadzoru,abysobienawzajemniewyrządzaliszkody.Potemnastępujefaza
oświecenia,podczasktórejstudiująmądrośćksiągidochodządonajwyższegopoznania.

—Ajakczęstonastępujetakazmiana?
—Czasemzjednejpołowydnianadrugą,potemznówwodstępachtrzydniowych.Bywałyteżfazy

trwającedwatygodnie.Nigdyniewiemy,conasczeka,ichybatakjestdobrze.Bogdybychoroba
koptyjskastosowałasiędozegaraipórdnia,totakibratmógłbydopótyzajmowaćsięjakimś
problemem,ażdoszedłbydocałkowitegopoznania.AtakPanBógustalagraniceikażdyma
świadomość,żenajbliższachwilamożeprzynieśćkoniecjegozgłębianiuwiedzy.

Przytychsłowachmnichoparłstopęoklęcznik,podczarnymhabitemukazałsięczarnypleciony

sandałzkrzyżemświętegoAndrzejawkole.TazwykłascenaprzypomniałaOmarowipowódjego
przybyciatutajiterazsięzastanawiał,czyniepowinienprostozmostuzapytaćoprofesoraHartfielda.
Ale,pomyślałsobie,mnichpowie,żenigdyniesłyszałtegonazwiska,będziesięupierać,żeostatni
człowiekprzekroczyłprogiklasztoruwcześniej,niżwynosidługośćludzkiegożycia.Icoonwtedy
pocznie?Awięcpostanowiłnaraziezyskaćnaczasie,abymócsięzastanowić,jakwykorzystaćtę
sytuację.Raszidleżałoodzieńdrogistądibyłocałkiemmożliwe,żeprofesormusiałsiękiedyśspotkaćz
mnichami;alecomogłosięwtedyzdarzyć,tegoOmarniepotrafiłsobiewyobrazić.

background image

—Inigdynieopuszczacietegoklasztoru?—zapytałOmar.
—Owszem—odparłmnich—niejesteśmyodcięciodświata.Drogapoznaniaprowadziprzezten

świat,tylkoniekierujesięcodziennością.Codziennośćtowrógwszelkiejmetafizyki.Dlanasważniejsze
sąinnesprawyniżdlawiększościludzi.Większościąludzirządziniegłowa,leczbrzuch.Pełnebrzuchy
czyniąludziprzyjaznymipodkażdymwzględem.Syciludzienierobiąrewolucji,syciludzieniemyślą,
syciludziepozwalająinnymżyć,jeślirozumiesz,comamnamyśli.

Omarskinąłgłową,choćniebardzowiedział,doczegomnichzmierza,izapytałuprzejmie,czynie

mógłbyspędzićtunocy,bochamsinchybajutroustanie.

Jeślizadowolągowarunki,jakietupanują,odparłmnich,niechzostanie;najpierwzaprowadził

Omaradokorytarzazcelami,apotemtylnymischodaminapiętropołożoneniżej,gdzierównież
znajdowałysiępojedynczecele,którebyłypusteiwyglądały,jakbyczekałynagości.Wprzeciwieństwie
docelpołożonychwyżejtebyływyposażonewdrewnianemeble:pryczę,stół,krzesłoidzbanzwodą.
Omarpiłłapczywie,mnichzapaliłlamkpęoliwnąiżyczyłmudobrejnocywimięBoga.

Omarprzemyłranęwodą,potemułożyłsięnatwardymlegowiskuirozmyślałnadtym,copocząć

dalej.Niewiedział,cosądzićomnichuijegoszalonychwspółbraciach,czybylibyzdolniprzetrzymywać
tutakiegoczłowiekajakHartfieldwbrewjegowoli.PrzezchwilęOmartrwałwpółśnie,potemwstał,
wziąłdorękikopcącąlampkęi—wiedzionyjakimśniejasnymprzymusem—zacząłzwiedzaćten
dziwnyklasztorskalny.

Panowałacisza,niesłychaćbyłośpiewu,tylkowywietrznikituiówdziewydawałyniesamowite

dźwięki.Byniezabłądzićwlabiryncie,Omarwziąłtrzcinęzeswegolegowiska,zaznaczającniądrogę,
którąprzebył.Większośćpomieszczeń,któreujrzał,byłapusta,kamiennepodłogizamiecione,jakby
czekanonanowychlokatorów.Wjednejzniezamkniętychkomórleżałstosbroni—karabiny,
rewolwery,pistoletyidwieskrzyniezmateriałemwybuchowym.

NajbardziejzastanawiałOmarakościółklasztornyzzakazanąbiblioteką.Nigdyniesłyszałochorobie

koptyjskiej.Możemnichchciałmutylkonapędzićstrachu,powstrzymaćgoprzedczytaniemstarych
foliałów.Ijakgrzesznik,którygrzeszydlasamegogrzechu,Omarpodszedłdościanzastawionych
książkami,niedotykającżadnejznich.

GdzieśwpołowieOmarodkrył,żeakta,książkiimanuskryptyniesąuporządkowanetematycznie,jak

należałobysięspodziewaćwbibliotecenaukowej,leczstojąwedługdatukazaniasię,odlewejdo
prawej,zgórynadół,wbrewregułompismaarabskiego.WiększościtytułówOmaritakniemógł
odczytać,bobyływróżnychodmianachjęzykakoptyjskiego.

Zatopionywmyślach,Omarpodszedłdoksiążekwspółczesnych,którebyłypisaneprzeważniew

językacharabskimiangielskimidlategoszczególniegozainteresowały.Nakońcuniezliczonych
szeregówksiążekzczasówobecnychOmarnatrafiłnaścianę,gdziestałyksiążkizajmującesiętylko
jednymtematem:Imhotepem.Jasalaam,otopiętrzyłysięfoliały,pergaminyimapy,wszystkoznapisem
„Imhotep”,ananajniższejpółcestosnotatekznazwiskiemEdwardHartfield.

Terazniebyłojużwątpliwości,żezachodzizwiązekpomiędzymnichamizSadiSalimaprofesoremz

Bayswater,iOmarbyłgotówwyciągnąćmapyimanuskrypty,bochybajużnigdywięcejnietrafimusię
takadogodnaokazja;aleostrzeżenieMenasa,któremiałcałyczaswpamięci,sprawiło,żesięzawahał.

NigdyjeszczeOmarnieczułtakwielkiegorozdarcia,takiegoszarpaniaprzez„zaiprzeciw”wjakiejś

sprawie,jakwtejchwili.Możeleżałoprzednim,zapisaneatramentemalboołówkiemnapapierze,
rozwiązanietajemnicyImhotepa.Możemnisioddawnawpadlinatrop,możewiedząosprawach,o
którychżadenczłowiekwewspółczesnymświecieniemapojęcia.

Sercebiłomujakszalone.Podniósłostrożnielampkę,oświetlająckażdepismo,czasempłomykbył

niebezpieczniebliskostaregopapieru.Zapomocągęsiegopióra,któreleżałoobokjednegozfoliałów,

background image

Omarusiłowałrozsunąćpoukładanejednenadrugichmapyiplany,niedotykającich,alepróbasięnie
powiodła,całystosaktidokumentówspadłnapodłogęirozsypałsięjakliściezdrzewafigowego.

Omarnasłuchiwał,czytenszmerkogośniezaniepokoił.Alewokółpanowałacisza;zacząłwięc

zgarniaćpapieryzapomocągęsiegopióra.Ujrzałprzytymkawałekkamiennejtabliczkiwielkościdłoni.
Widocznietkwiłamiędzypapierami;byłaczarna.Omarpoznałpismodemotyczne,choćniemógł
odczytaćanijednejlitery.NaAllaha,tochybajestówbrakującyfragmentkamieniazRaszid,ostatnie
ogniwołańcuchaposzlakrozproszonychpopołowieEuropy.

Skądwłaśnietutaj,wtymskalnymklasztorze?Omarowicisnęłosięnamyśltopytanie,aleusiłowałje

odpędzić.Sytuacja,wjakiejsięznalazł,byłazbytniebezpieczna,bymógłsobiepozwolićnazdaniesię
naprawalogiki.Najpierwpomyślał,byzabraćtenfragmentskorupyizniknąć.Alebyłotoryzykowne.
Nawetgdybymusięucieczkaudałaiumknąłbyprzedchamsinem,szybkobyzauważonokradzieżimnisi
połapalibysię,ktotozrobił.Odtworzenieliter,którychnieznał,wydawałomusięzanadtoniepewne,
przedewszystkimdlatego,żebyłyniezbytdobrzewidoczne,apozatymzajęłobymutozawieleczasu.

Kiedytaksięzastanawiał,przypomniałsobiemetodę,którątakchętnieposługiwałsięprofesor

Shelley,aktórązaobserwowałuinnycharcheologów.Aledotegopotrzebnymubyłkawałekpapieru.Na
ołtarzuwkaplicyleżałotwartymszał.Omarzamknąłgo,takżekoniecbyłnawierzchu,następnieznów
otworzył,wyrwałostatnią,niezadrukowanąkartkę,izanurzywszyjąwnaczyniuzwodąświęconą,
poczekał,ażpapiernasiąknie,poczympołożyłkartkęnaskorupieiprzycisnąłdłoniąnajmocniej,jak
mógł.

Pokilkuminutachnawilgotnympapierzeodcisnęłasięstrukturakamiennejtablicy.Omarpomachał

nim,bywysechł,następnierozpiąłkoszulęiwsunąłswązdobyczzapazuchę.Wdrodzedoceli
przydzielonejmuprzezmnicha,Omarminąłprzejście,któreprawienieróżniłobysięodinnych
niezliczonychdrzwi,gdybyniepewnaosobliwość.Zaciekawiłogo,żezałukiemdrzwiwisiprastara,
zniszczonafiranka,którazasłaniawidok.

Omarzacząłnasłuchiwać,aleniesłyszałżadnegoszmeru;ostrożnieodsunąłzasłonę.Przednim

ukazałosiędużepomieszczenie,jaśniejszeodpozostałych,któreipodinnymiwzględamiróżniłosięod
całegootoczenia.Meblezsurowegodrewna,stół,krzesłaiszafyprzypominająceskrzynie,wktórych
piętrzyłysięksiążki,mapyidokumenty,sprawiaływrażenieśredniowiecznejpracowniuczonego.Czarna
pajęczynazasnuwałacałyrozgardiaszipozwalałaprzypuszczać,żedopomieszczeniategojużoddawna
niktniewchodził.Tylkodlaczegobyłojasnooświetlone?

PodczasgdyOmarstarałsięzorientowaćwtymchaosie,wzrokjegopadłnaotwartąszafępolewej

stronie,wypełnionązapisanympapierem,apośródkartek,arkuszyistrzępkówpapierówsiedziała
nieruchomonapodłodzebladapostaćosiwychwłosachiwzakurzonejodzieży.PoczątkowoOmar
myślał,żetenczłowiekjestmartwy,alekiedyostrożniesięzbliżyłipochyliłnadnim,dooczumężczyzny
wróciłożycie,anawetjego
pomarszczonatwarzwykrzywiłasięwbladymuśmiechu,któryOmaraprzeraził.

Bezruchu,znogamiskrzyżowanymijakegipskipisarzstarysiedziałraczejjakwidmoniżżywy

człowiekiwcaleniebyłobydziwne,gdybytakjakwyrósłzziemi,znówsiępodniązapadł.Alenic
takiegosięniezdarzyło.

—ProfesorHartfield?—zapytałOmarostrożnie.
WówczastenbladymężczyznauniósłgłowęimartwymwzrokiemspojrzałpozaOmara.
—Hartfieldnieżyje—odparłmonotonnymgłosem.—JestemjegoKa,siłą,któratrzymagoprzy

życiu,jeślirozumiesz,comamnamyśli.

AleOmarnierozumiał.StarożytniEgipcjanienazywalinieśmiertelnegoaniołastróża„Ka”,dlatego

częstoprzedstawianoludziwpodwójnychzarysach.Cotenczłowiekmiałnamyśli,mówiąc"Jestemjego

background image

Ka”?

PodczasgdyOmarjeszczesięzastanawiał,staryciągnąłdalejbezbarwnymgłosem:
—PrzebywamwokuHorusa.OkoHorusadajeżyciewieczne,ochraniamnienawetwtedy,kiedysię

zamknie.Otoczonypromieniami,przemierzamdrogi.Posłusznynakazomserca,docieramwszędzie.
Jestemiżyję...

Ledwieskończył,jegobudzącalękpostaćoklapła,głowaopadłamudoprzodu,ręcezwisłybezsilnie,

jakbywypowiedzianeprzedchwiląsłowawymagałynieludzkiegowysiłku.

Dziwnydźwiękjegogłosuzdradzałakcentangielski.TomusiałbyćprofesorHartfield;wydawałosię,

żeogarnęłogotakiesamoszaleństwojakpozostałychmieszkańcówklasztoru.Starającsięgonie
spłoszyć,Omarukląkłprzednim,dotknąłgoostrożniedłoniąirzekłcicho:

—Profesorze,czypanmniesłyszy?
Lekkidotyksprawił,żemężczyznawyprostowałsię,otrząsnąłjakpieswyciągniętyzrzekiizaczął

znówmówić:

—Niedotykajmnie,bojestemKa.KaprofesoraEdwardaHartfielda.Akażdy,ktodotknieKa

człowieka,jestskazanynaśmierć.

Omarmimowolisięcofnął,alebędąctakbliskocelu,niezrezygnował;nawiązałdosłówszaleńcai

mówiłuspokajającymtonem:

—KaEdwardaHartfielda,powiedzmi,jaksiętudostałeś,podajimionatwoichwrogów.
HartfieldsłuchałsłówOmarazotwartymiustami.Niepokójwjegooczachdowodził,żerozumiete

słowa;pochwilidręczącejciszyodparł,niekierującwzrokunaOmara:

—Moiwrogowietokoptyjscymnisi.Trzymająmnietuwniewolijakdzikiezwierzę,napewno

dawnobymniezabili,gdybyniebyłaimpotrzebnamojawiedza.

—Ajaksiętudostałeś?
Hartfieldmilczałuparcie.Spuściłtępywzrok,głowaopadłamudoprzodu,ramionazwisały

bezradnie.Wydawałosię,żewypowiedzeniejasnegozdaniakosztowałogotylewysiłku,iżterazmusi
odpocząć.

—Jaksiętudostałeś,KaprofesoraHartfielda?—powtórzyłOmarnatarczywie.Zrozpaczony

chwyciłbezsilnegostarcazaramionaipotrząsnąłnim,alebezskutecznie.—KaEdwardaHartfielda,czy
mniesłyszysz?—zawołałOmar,zniżającgłos,bynieusłyszałgoniktpozatympomieszczeniem.—Co
wieszoImhotepie?

LedwieOmarwymówiłtoimię,wydałosię,żeżyciewstępujewmartweczłonkistaregoczłowieka.

Otworzyłszerokousta,ztrudemchwytającpowietrze,potemprzymknąłoczyjakdomodlitwy,wyciągnął
wgóręramionaigłosem,którywyraźnieróżniłsięodpoprzedniego,zacząłrecytować:

—Oty,którysiływszechświatadoprowadziłeśdotego,żezakiełkowały,Imhotepie,któregociało

świecijakbógsłońcaRa,któryotwierasznaszedrogidoświatłaiswoimduchemprzepędzaszciemnotę
niewiedzy,onajwiększyzwielkich,jacykiedykolwiekwędrowalipotejziemi,którymaszdostępdo
nektarubogów,którymaszoczyzjadeidu,aciałobiałejakkwiatlotosu,którystajeszprzedobliczem
panaświataiprzemierzaszzaświatyniczymmyśliwyżyzneziemieNilu,jesteśprawdziwymtwórcą
życia,chylęczołoprzedtwojąwszechmocą.Bogowiestworzyliniebo,gdziesięunosząnibyzłotesokoły,
alety,Imhotepie,stworzyłeśziemięzjejcudami.Typoruszyłeśpiramidyswymuskrzydlonymduchemjak
dziecinnezabawki,sprawiłeś,żeświatłoniebastałosiępłynne,izamknąłeśjewszkle,abykorzystaćz
niegownocy,przywróciłeśludziomwieczneżyciezapomocąjedynejformuły,którązabraliimbogowie.
Chwałaci,najbardziejboskizewszystkichludzinaziemi,chwałaci,wielkiImhotepie!

Hartfieldmówiłtostojąc,urywanymizdaniami,jegomodlitwapodobnabyładośpiewumnichów

klasztornych,akiedyskończył,znówzapadłsięwsobiejakbalon,zktóregouszłopowietrze,iwtej

background image

pozycjizastygłwbezruchu.

Zwabionygłosamibrzmiącymiwkorytarzach,wdrzwiachukazałsięMenas.Towarzyszylimudwaj

silnimnisi,którychtępywyraztwarzynapełniłOmaralękiem.TatrójkazastąpiłamudrogęiMenas,
któryprzyjąłgouprzednioztakąuprzejmością,terazgoofuknął:

—Czemutuszpiegujesz,czyżnieudzieliłemcigościny,atynadużywasznaszejdobroci?Czegotu

szukasziktociętuprzysłał?

Omarchciałodpowiedzieć,żeniemógłzasnąćibłąkałsiębezradnie,wreszciezabłądził;alezanim

zdążyłcośpowiedzieć,Menasdałznakobumnichom,cichwyciliOmarazaramionaipoprowadzili
schodamiwgórę,przezobakorytarzedookrągłegopomieszczeniazczteremazakratowanymiwejściami
wkażdejścianie.Menas,któryszedłzanimi,odsunąłzasuwkęwjednychdrzwiachimnisiwepchnęli
Omaradomrocznejceli.Następniezaryglowalidrzwiiodeszli.

To,coOmarprzeżyłwciąguostatnichgodzin,wydawałosięsnem,idopieroteraz,skulonyna

piaszczystejpodłodze,miałczas,abysięnadtymwszystkimzastanowić.Wydajesię,żejegodnisąjuż
policzone.Menasnapewnozrozumiałprawdziwypowódjegoprzybyciadoklasztoru,wie,żeszuka
profesoraHartfielda;ciszalenimnisipozostawiągoterazwceli,ażumrzezgłoduipragnienia.Może
kiedyśporzucąjegozwłokigdzieśnapustynnympiasku,jakpożałowaniagodnąMrs.Hartfield,któradla
Koptówbyłabytylkociężarem.Inszallah.

CiemnośćwyostrzamyśliiOmarprzypomniałsobiedziwnąmodlitwę,którąHartfieldskierowałdo

Imhotepa.Profesorwykorzystałformułęmodlitwy,którąznałzegipskiejKsięgiumarłych,wielokrotnie
cytowanegozbiorupróśb.Modlitwytegorodzajuwidniejąwyrytenaścianachwewszystkichgrobachz
dawnychczasówiniesąniczymnadzwyczajnym.Alecomiałaznaczyćwstawkaotym,żeImhotep
poruszyłpiramidy,sprawił,iżświatłoniebastałosiępłynne,iprzywróciłludziomżyciewieczne?Wten
sposóbHartfieldnawiązałdotrzechmarzeńludzkości.Odtysiącleciludziezastanawiająsiębowiem,w
jakisposóbdziśjeszczenajwiększebudowlewzniesionerękąludzką,piramidy,zostałystworzone
zgodniezprawamiastronomii,aświatłozmagazynowanewinnejformieenergii,iczyposzukiwanie
wiecznegożyciajesttylkomarzeniemwspółczesnegoczłowieka?CowiedziałHartfield?

ZdalekadocierałydoOmararóżneodgłosy,dziękiktórymmógłśledzićprzebiegdniamnichów,w

większościwypełnionegomodłamiiśpiewem.Omarmiałnadzieję,żeprzyniosąmuprzynajmniejdzban
wody,iwieczoremzacząłzwściekłości—amożebyłtotakżestrachprzedśmiercią—szarpaćkratę
celiiwołaćpomocy.Jegokrzykrozbrzmiewałwkorytarzach;alekiedyprzekonałsię,żewołaniasą
bezskuteczne,zasnął,wtulonywkątceli.

Niewiedział,jakdługotrwałatadrzemka,wkażdymraziedrgnął,kiedyprzedjegooczamiporuszyła

siępełgającalampka.OmarpoznałHartfielda.Tenprzyłożyłpalecdoust,dającznakOmarowi,by
zachowałspokój.Profesorsprawiałterazcałkieminnewrażenie.Otępienieiospałośćzniknęłyzjego
twarzyiwyglądałdośćnaturalnie,jeślipominąćwidocznyniepokój.

—Kimpanjestiskądsiępantuwziął?—zapytałprofesorszeptem.
—NazywamsięHafizel-Ghaffar—odparłOmar—iszukampana,profesorze.
—Mnie?—Hartfieldwydawałsięzdziwiony.—Wjakisposóbtrafiłpannamójślad?
Omarzastanawiałsięchwilę,wreszcierzekł:
—Myślę,żedążymydotegosamegocelu.
—OBoże—rzekłHartfieldcicho—niechpantegonierobi,niechpanotymzapomni.Jestpan

młody,całeżycieprzedpanem.NiechpanprzestanieszukaćImhotepa.Błagampana!

LedwieHartfieldskończył,błyskawicznieprzycisnąłdłońdoustOmaraizgasiłlampkę.Wciemności

zbliżałysiękroki;alewkrótcesięoddaliły.

—Wyprowadzępanastąd—rzekłprofesorwciemności.—Chodźmy—iująłOmarazarękę.

background image

Omarniewiedział,cosięznimdzieje,niebyłpewien,czyHartfieldmówipoważnie,czywogóle

jestdotegozdolny;alezdałsobiesprawę,żebyćmożejesttojegojedynaszansaopuszczeniatego
strasznegoklasztoru.

HartfieldzamknąłkratęzzewnątrziOmarpoczłapałzanim,zupełniesięnieorientując,dokądidzie.

Anglikdobrzeznałteren,niewątpliwieprzemierzałjużwielokrotnietędrogę,ponieważporuszałsię
pewnie.Gdydoszlidooświetlonegopomieszczenia,wktórymstałydzbanyizktóregoschody
prowadziłynazewnątrz,Hartfieldrzekł:

—Niechpanuciekacosiłwnogachisprowadzipomoc.Potrzebnynamtuzinzbrojnychludzi.Nie

wiem,czynadworzejestdzień,czynoc.Jeślijestdzień,niechpanidziewkierunkupółnocno-
zachodnim,wedługzachodzącegosłońca;jeślijestnoc,niechpankierujesięSyriuszem,tonajjaśniejsza
gwiazda,łatwojądostrzec.WtensposóbdotrzepandoRaszid.NiechBógpanaprowadzi!—Ipopchnął
Omaranakamienneschody.

—Panieprofesorze!—broniłsięOmar.—Niepójdębezpana.Dlaczegopannieidziezemną?
Hartfieldrozgniewałsię.
—Niemamczasunadługiewyjaśnienia.Mójstanzdrowianiejestnajlepszy,odczasudoczasu

popadamwpewnegorodzajudeliriumitracęprzytomność.Byłbymwięcdlapanatylkociężarem.
Naraziłbympańskieżycie,atakżeswoje.—Idodałzesmutkiem:—Pozatymnieopuszczęklasztorubez
żony.Onijątugdzieśukryli.

—Ale...—wyrwałosięOmarowi;resztęzdaniapołknął.
—Szukamjej,nailepozwalamistanzdrowia.WłaśnieszukałemMary,kiedynatknąłemsięnapana.

Aterazniechpanucieka!

Omarzawahałsię,alewolałzamilknąć.Wszedłposchodachiwyśliznąłsięprzezotwórnadwór.

Byłociemno.Omarspojrzałwniebo.Nadnimświeciłygwiazdy.Znalazłtę,któraświeciłanajmocniej,i
zdecydowany,poszedłzanią.

WCIENIUPIRAMIDY

Ianisłońcuniewolnodoganiaćksiężyca,aniteżnocniewyprzedzidnia;
Iwszystkożeglujepoorbicie.
Iznakiemdlanich—iżnosiliśmyichpotomstwonastatkuzaładowanym.
Istworzyliśmydlanichpodobnydoniego,naktóryoniwsiadają.
Jeślizechcemy,potopimyichioninieznajdąpomocnika;
Ibędąuratowani
jedyniedziękiNaszemumiłosierdziu,bydopewnegoczasucieszyćsiężyciem.
Koran,suraXXXVI

*

Zbliżałsię29listopada—dzień,wktórymzamierzanootworzyćgrobowiecTutenchamona.Ijeśli

kiedykolwiekistniałczłowiek,któregocharakterzmieniłsięwskutekodkryciaarcheologicznego,tobył
nimHowardCarter.Tenniegdyśtaknieśmiały,zamkniętywsobie,wyśmiewanyarcheolog,teraz—
kiedyskupiałnasobiezainteresowaniecałegoświata—pozbyłsięswegomelancholijnegousposobienia
inaglestałsięczłowiekiemświatowym,któryopędzałsięprzedreporteramiiciekawskimijakprzed
natrętnymimuchami.Nawetlord,którygoprzezwielelatupokarzałjaknędzarza,ujrzałnaraz
energicznegoipewnegosiebiemężczyznę,wygrzewającegosięwpromieniachspóźnionejsławy.Co

background image

prawdaniktpozatączwórką,którapotajemniedostałasiędoprzedniejkomory,niewiedział,czego
ludzkośćoczekuje,alewśróddziennikarzy,goniącychzasensacjąnicponi,nawiedzającychteraz
gromadnieLuksor,kursowałycodzieńnowepogłoski,aszczególniedobrzepoinformowanekoła
wiedziałyoskarbiewartościmilionafuntówszterlingów,któryukrytyjestwewnętrzugrobowca.Nic
więcdziwnego,żeCarterniemógłzrobićkroku,bygopotajemnienieśledzono.

DlaladyDawsoniludzizIntelligenceServicecałyspisekprzebiegałzgodniezplanem.Możnaby

pomyśleć,żeLuksorjestpępkiemświata,wkażdymraziejeśliidzieozainteresowanieprzygodąi
badaniamiarcheologicznymi,aodkryciewDolinieKrólówprzysłoniłonawetpiramidywGizie—nie
mówiącjużogrobowcachwSakkarze.

Początkowoladypostanowiłapopłynąć„Izis”wdółNiluizakotwiczyćprzyel-Bedraszein,kilka

kilometrówodSakkary,alepotemGerryPincockostrzegłją,żezakotwiczenietamłodziwłaśnieteraz
możewzbudzićpodejrzenie;zdecydowaliwięc,żeniepostrzeżeniepojadąkolejądoHeluan,tam
zamieszkająwhoteluturystycznymizewschodniegobrzeguNilubędąkierowaćdalszymprzebiegiem
akcji.

GeoffreyDoddswysłałzLondynuekipęarcheologów,tuzinwykwalifikowanychwspółpracowników,

wtajemniczonychwproblematykęprzedsięwzięcia,izakwaterowałichwewsiMitrahine,milęna
wschódodSakkary.

Kierowniktejekipy,AnglikpolskiegopochodzeniaonazwiskuJohnKaminsky,wyraził

przypuszczenie—któreniezależnieodniegopodzielalitakżeFrancuzi—iżAugusteMariette,znającytę
okolicęjakwłasnąkieszeń,byćmożejużwubiegłymstuleciuodkryłgrobowiecImhotepa,alewskutek
niezwykłychokolicznościprzemilczałtenfaktizasypałwejście.Poprzejrzeniudostępnychdokumentów
zowegookresuKaminskywynotowałwszystkierozpoczęteprzezMariette’awykopaliska—takżete,
którepokrótkimczasieprzerwano—izaproponowałIntelligenceService,abynatychterenach
rozpocząćkopanie,możewtensposóbnatknąsięnanieznanytrop.Okoliczność,żeobecniecałyświat
pędziłdoLuksoru,gdzieCarterprzygotowywałotwarciegrobowca,byłaBrytyjczykombardzonarękę,
bomoglipracowaćniezauważeni.

Szansa,bywtensposóbposunąćsięnaprzód,byładośćnikła;alejeślinawetistniałachoćbysłaba

nadziejanawielkierezultaty,Doddsmusiałbraćpoduwagękażdąmożliwość,atobyłajednaznich.

PowoliDoddsznalazłsięwsytuacjiprzymusowej.JegodziałaniawsprawieImhotepatrwałyjuż

kilkalatipochłonęłyznacznąsumępieniędzy;ministerwojny,którytymczasemzcorazwiększą
przyjemnościąprzyglądałsięakcji,cobrytyjskimtajnymsłużbomniebyłozbytnarękę,kazałsobie
przysyłaćregularneraportyiniekryłswegorozczarowania;stwierdziłnawetzlekkąironią,żetajne
służbyJegoKrólewskiejMościprędzejodkryjądezerterawazjatyckiejdżungliniżmumię,któranie
możeuciec,nacmentarzyskuwielkościlondyńskiegoHydeParku.DoddsprzekazałladyDawsontę—jak
tookreślił—insynuacjęiodtądpomiędzyLondynemaLuksoremzapanowałonapięcie.

InaczejniżFrancuzi,którzyprzyswychwykopaliskachwpewnymoddaleniukorzystalizpomocy

tutejszychmieszkańcówwsi,Kaminskyzrezygnowałzobcychpomocników,popierwszedlatego,aby
liczbawtajemniczonychbyłajaknajmniejsza,podrugie,bouważał,żenietylechodzioprzekopywanie
dużejilościziemi,ileoto,byniewielkąjejilośćdokładnieprzebadać.Nawyjątkowychodcinkach,jak
labiryntbykówApisa,którymKaminskyzwieluwzględówszczególniesięinteresował,miano
prowadzićrobotynawetnocą,byniezwracaćniczyjejuwagiiuniknąćwszelkiegonagabywaniai
tłumaczeniasięwobecSłużbyStarożytności.Doichwyposażenianależałynamiotyiplandeki,jakich
używasięzawszepodczaspracwykopaliskowychwceluochronyprzedsłońcemiwiatrem;materiały,
któreAnglicymielidodyspozycji,pozwalałyimjednakbiwakowaćnapowietrzuisłużyłyjakoosłona
przedniepowołanymiosobami.Anglicywogólestaralisięzwracaćnasiebiejaknajmniejuwagi.

background image

Wydawałosię,żeladyDawsondobrzekalkulowała.Tegodnia,naktóryHowardCarterprzewidział

otwarciegrobowcaTutenchamona,terenwykopaliskwSakkarzebyłjakbywymieciony.Zapowiedź
archeologicznejsensacjizgromadziłaturystówibadaczywjednymmiejscu,achoćtylkoniewielumogło
uczestniczyćwtymwydarzeniubezpośrednio,towszyscychcielibyćprzynajmniejwpobliżu.

Carterdoskonalezainscenizowałcałyprzebiegakcji.DostępdoDolinyKrólówmielitylko

zaproszenigoście,wśródnichjedenjedynydziennikarz,ArthurMerton,korespondentlondyńskiego
„Times’a”.Jegosprawozdaniezotwarciaprzedniejkomory,którejzawartośćCarterjużznał,także
dziennikarzmógłswobodniezabraćsiędodzieła,zwróciłouwagęcałegoświataipierwszezdjęcia
złotychparadnychłóż,krzeseł,wozówidarówofiarnychzalabastruikościsłoniowejporuszałyludziw
niebywałymdotądwymiarze.LuksoriDolinaKrólówbyłynaustachwszystkich.Sakkarajakbyzostała
zapomniana,Anglicymieliwięcswobodęprzyswoichwykopaliskach.

NapoczątekKaminskyzeswymiludźmiwykopałrównaukosdowejściaprzylabirynciebyków

Apisawnadziei,żemożesiępowtórzyćsytuacja,jakązastałCarterpodczasswegoodkrycia.Alejużpo
dwóchdniachokazałosię,żeszczęśliweprzypadkisięniepowtarzają,awięcwrazzwykopaniem
labiryntuniezostałzasypanyżadeninnydostępdogrobowca.

Drugieprzypuszczenieskierowanonanieutwardzonądrogę,poktórejwożonowozamiżądnych

wiedzyturystów,aśladykółwiłysięprzezpołowęSakkary.Kaminskykopałdołynatejdrodzew
nieregularnychodstępachidotarłnabliskodwametrywgłąbpulchnejziemi.Poczternastu
bezskutecznychpróbachzrezygnowałikazałzakopaćdoły,ladyDawsonzaśnieumiałaukryćzłośliwej
radości.

Wieczoremekipazgromadziłasięwokrągłymnamiociewojskowym,któryAnglicyustawilina

północnywschódodpiramidyschodkowej,kilkakrokówwbokoddrogidoDahszur.Nastrójbyłbardzo
nerwowy.Kaminskypowiedział,żewywiadJegoKrólewskiejMościjestoczywiścieszacowną
instytucją,alezawielesobiewyobraża,jeśliidzieohistorięstarożytnegoEgiptu;wpakowalisięw
sprawępozbawionąwszelkichrealnychpodstaw,tomrzonkijakichśurzędasów,niemożnaznaleźć
czegoś,conigdynieistniało.

JoanDawsonprzypomniałaprofesorowi,żedotychczaswszelkiewykopaliskaprowadzonow

miejscachprzezniegoproponowanych,izapytała,gdzie,jeślinietutaj,wSakkarze,mógłbybyć
pochowanyImhotep.Pokrótkiej,gorączkowejdyskusjiutworzyłysiędwiepartie,zktórychjedna,
Kaminskiego,żądałaprzerwaniarobót,drugazaś,partialadyDawson,byłazaprowadzeniemichdalej.

Podczastejożywionejdyskusjipadłstrzał.Wpobliżunamiotuprzemknąłjeździeczcałągromadą,a

kiedyAnglicywybiegliznamiotu,byzobaczyć,cosiędzieje,ujrzeliwodległościniecałejćwiercimili
skierowanenasiebiewylotylufpięciukarabinów,wchwilęzaśpóźniejrozległysięwciszynastępne
strzały.Wszystkotosprawiałowrażeniejakiejśzjawy,itakszybko,jakprzybyli,jeźdźcypomknęlina
północ,wkierunkuAbuGurab.

Przerażającacisza,jakapotemnastąpiła,przerwanazostałaśmiertelnymrżeniemkonia.Ten

przerażającyodgłosprzeszyłAnglikówdoszpikukości,aponieważniemilkł,tylkosięwzmagałwswej
okropności,Pincockchwyciłzarewolweriwezwałpozostałych,byzanimpodążyli.

ZpochodniamiibroniągotowądostrzałuPincockisześciumężczyznudalisięwkierunku,skąd

dobiegałorżenie.Jużzdalekawidaćbyłozwierzęleżącewdrgawkachnaziemi.Gdysięzbliżyli,ujrzeli
drugiegokonia.Byłmartwy.Obokleżelidwajmężczyźni.Pincockpodniósłbroń,wycelowałdokładnie
włebleżącegozwierzęciaiwystrzelił.Krótkiedrgnięcie,ostatnieuderzenietylnymkopytem,potem
zaległacisza.

Ciałamężczyznbyłypodziurawionekulami.Żadenniedawałznakużycia.Pincocknalegał,byopuścić

tęmiejscowość,zwinąćnamiotiwrócićdoMitrahine;aleKaminskyipozostalinaukowcy

background image

zaprotestowali.Wtejsytuacjinapewnowzbudzilibypodejrzenia.Mężczyźnipodnieślitrupyizaciągnęli
donamiotu.Kulekarabinowezadałykrwawiącąranębrzusznąsiwemumężczyźniewśrednimwieku,o
ostrychrysachtwarzyiszczególniemałychoczach.Drugimężczyzna,ciemnoskóry,znaczniemłodszy,z
wąskąbródkąmiałwpiersiwielekul,jednatrafiławtętnicę.

LadyDawsonodwróciłasięzewstrętem.Kaminskyprzyłożyłdłońdoust.Resztastałazaszokowanai

bezradna.Jedynym,którywtejsytuacjitrzymałnerwynawodzy,byłPincock.

—Cotomaznaczyć?—zapytałchłodno,niemalobojętnie,przeszukująckieszeniezakrwawionej

kurtkistarszegomężczyzny;wyciągnąłzwitekbrązowychbanknotów,byłotegoconajmniejpięćtysięcy
funtów.Kieszeniedrugiego,równieżubranegopoeuropejsku,byłypuste,alemiałonnabrzuchuszeroki
pasznabojami,starej,artystycznejrobotyrymarskiej.

KiedyPincockodpiąłjedenzrzemieni,naktórebyłyzamknięteposzczególneosłonki,zagwizdał

cichoprzezzęby.Wyciągnąłbiaływoreczek,otworzyłgo,zanurzyłzwilżonyślinąpalecispróbował.
Potemprzewróciłciałozmarłegonabokirozpiąłpas.

Podczasodpinaniaresztyosłoneknaamunicjęukazałysiędalszeworeczkizbiałymproszkiem.

Pincockrzekł:

—Cholernieprzykrasprawa.
—Wcaletaknieuważam—odparłKaminsky.—Todowodzi,żeniemiałtobyćzamachnanas.

Prawdopodobniewieletakichbandnarkotykowychwałęsasiępotejokolicy,wcalemiichnieżal.

Pincockmiałjednakwątpliwości.
—Niedasięuniknąćzjawieniasiętupolicji.Atowcaleminieodpowiada.
—Niezrobiliśmyniczłego—powiedziałKaminsky.—Nierozumiem,czegomielibyśmysię

obawiać.

WtedyladyDawsonpodeszładoprofesora,aoczyjejlśniłygniewem.
—Tojapanupowiem.Wskuteknaszejtuobecnościstaliśmysiępodejrzani.Amożezechcepan

twierdzić,żetuzinarcheologówiagentówbrytyjskiegowywiaduspędzatu,wSakkarze,wakacje?Niech
panniezapominaojednym:żeEgipcjanie,taksamojakmy,odszeregulatszukająImhotepa,anie
chciałabym,abyśmywpadliprzeztakigłupiprzypadek.

—Wjakisposóbchcepanitemuzapobiec?—zapytałJohnKaminskyniepewnie.
—Zaniesiemyzwłokizpowrotemtam,gdziejeznaleźliśmy—odparłaladyDawson,zapalając

papierosa—jeszczetejnocyzwiniemynamiotidoranazatrzemywszelkieślady.

ChociażladyDawsonniedopuszczałażadnychwątpliwościiwierzyławpowodzenieswegoplanu,

rozgorzałaożywionadyskusja,wczasiektórejPincockpodniósłdogórypasznabojamiijakbyod
niechceniarzekł:

—TenczłowieknazywasięHafizel-Ghafar.Wkażdymrazietonazwiskowidniejenaodwrociepasa.
LadyDawsonwzruszyłaramionami.Nazwiskotoniebyłoznanewkołachbrytyjskiegowywiadu.
KiedyosiemgodzinpóźniejnadcmentarzyskiemSakkarywzeszłosłońce,Anglicypozacieralijuż

wszelkieśladyiwycofalisiędoMitrahine.Trochępóźniejnaposterunkupolicjiwel-Bedraszein
odebranoanonimowytelefon.WnocynapółnocodSakkarydoszłodostrzelaninypomiędzydwoma
gangaminarkotykowymi.WdoleprzydrodzedoAbuRoaszleżądwatrupy.

BaronGustav-GeorgvonNostitz-Wallnitz,któryzwykłżonglowaćmilionamiipodejmowaćdecyzjeo

wielkimznaczeniu,oddwóchdnibiegałpodnieconyiwołałradośnie:

—Tochłopnaschwał,doprawdychłopnaschwał!—SprawiłtolistpisanyodręczniezEgiptu,z

dołączonymwymiętymkawałkiempapieru,naktórymwidocznebyłydziwneodciski.

OmarpoupływiedwóchdnidotarłdoAleksandriiizamieszkałwhotelu„Al-Salamlek”,zdalaod

centrum,skądwysłałtelegramdobaronaNostitzazwiadomością,żeznalazłprofesoraHartfieldaw

background image

tajemniczychokolicznościach,aprzedewszystkimodkryłposzukiwanyfragmenttablicy;odciskjestw
drodzedoBerlina,Omarczekanadalszeinstrukcje.

TerazNagibek-Kassarsiedziałnadowymodciskiem,abaronwswoimmiejskimpałacu,otoczony

książkami,aktamiidokumentami,niespuszczałokaztego,cosiędziejeprzyjegobiurku.

ZapomocąprzesuwanegoukośniekopiowegoołówkaNagibsprawił,żepismostałosięwyraźne;

terazusiłowałpojedynczeznaki—trudnealbowręczwogóleniemożliwedozidentyfikowaniaz
powodusłabejodbitkilubdziwnejpisowni—przenieśćnakartkępapieru.Pierwszawątpliwość
Nagiba,czyrzeczywiściechodzituoposzukiwanyfragmentpłytybazaltowejzRaszid—Nagibdługonie
chciałwtouwierzyć,aprzytymzazdrościłOmarowijegosukcesu—rozwiałasię,kiedyodcyfrował
pierwszedwielinijki,awtrzeciejznalazłsłowo„Imhotep”.

Nagibtymczasemrównieżniesiedziałzzałożonymirękami.PodczaspracywStarymMuzeumtakże

zrobiłdwaciekaweodkrycia.

Popierwsze,natrafiłnakorespondencjępomiędzyLuwremwParyżuaMuzeumBerlińskim,która

dotyczyławłaśnieowejtablicy.Doszłoprzytymdowymianykopii,takżeterazwArchiwachBerlińskich
znajdowałosięfaksymile,odpowiadającelewemudolnemurogowitablicy.

Podrugie,Nagibnatrafiłpodczasposzukiwaniamateriałówźródłowychnastaryartykułodługim

tytuleSomeUnpublishedDemoticFragmentsfromtheRashidArea,zamieszczonywbrytyjskim
czasopiśmiefachowym,podpisanyprzezniejakiegoChristopheraShelleya.

Jedenztychfragmentów,naktóryNagibnigdydotądniezwracałuwagi,uznającgozamałoważny,

przypomniałmukształtipismoznanychczęścitablicy.Tekstzaczynałsięstaroegipskąformułą
pozdrowienia:„Chwaławam”,iNagibowiprzyszedłnamyślpoczątektablicyMustafyAgiAyata:
„wielcybogowie”.Nietrzebabyłowielkichzdolności,bypołączyćobafragmentyizestawićjez
fragmentemberlińskim,takżepowstałocałkiemsensownezdanie:„Chwaławam,wielcybogowie,
którzyprzebywaciewwiecznymraju,pełniszczęściairadości.”

Dalejjednaktekstichzawiódł;brakowałojakdotądkonkretnychwskazówekdotyczącychgrobu

Imhotepaijegotajemniczejzawartości.

VonNostitzpaliłnerwowopapierosazapapierosemipokrzepiałNagibaniezliczonąilościąkawyi

koniaku.

—Niewypuszczępana,dopókinierozszyfrujepantekstu!—rzekidobitnymtonem,uderzającpięścią

wbiurko.

Nagibmruknąłcoś,copozwalałosądzić,żezbytdużailośćalkoholuzmąciłamuświadomość,ale

byłowprostprzeciwnie.Byłcałkiemtrzeźwy,czuł,żerozwiązaniejestjużbliskoiżadnasiłanie
odciągnęłabygoterazodbiurka.

Późnymwieczorem—pomieszczeniebyłopełnedymu,aobajmężczyźnizdążylijużwypićwspólnie

butelkęrumu—Nagibcisnąłnagleołóweknastół,chrząknąłznacząco,jakgdybychciałjasnymgłosem
podaćogromnieważnąwiadomość,irzekł:

—Mam!
VonNostitz,któryodpewnegoczasusiedziałwfoteluirozmyślał,apomiędzynadziejąaniepokojem

rozgniatałwpalcachpalącesięcygara,zerwałsięitakszybko,jakpozwalałamunatosztywnanoga,
poczłapałdobiurka,gdziepięćkartekwielkościdłonileżałoułożonychwpewnymporządku,irzekł
podniecony:—No,niechpanwreszciemówi,Nagib!Niechpanmówi!

Nagibrozkoszowałsięchwiląwielkiegonapięciazobojętnościączłowiekawiedzącego,alespokój,

jakiokazywałnazewnątrz,byłtylkopozorny,wrzeczywistościczuł,jakkrewpulsujemuwskroniach,i
ztrudemudawałomusięopanowaćdrżenierąk.

background image

—Błagampana,niechpanwreszciemówi!—powtórzyłbaron,ajegogłosrzeczywiścieprzybrałton

proszący,czegoniktdotąduniegoniesłyszał.—Niepożałujepan—dodał—jeślinamsięuda,spełnię
jednopańskieżyczenie,ajadotrzymujęsłowa.

Przyrzeczeniezustbaronamiałodużąwagę.Nieulegałowątpliwości,żeNostitzdotrzymasłowa,że

niebędziemiałzastrzeżeńcodorozmiaru,zasięguiwartościtegożyczenia;Nagibprzezchwilęzaczął
sięwięcnadtymzastanawiać,alepotemznówpogrążyłsięwnotatkach,któreprzednimleżały.
Przerzucałjejakpuzzle,takżemniejwięcejutworzyłykwadrat,następniezacząłpowoliiznamysłem
czytać,wskazującprzytympalcemnakażdesłowo:

Przezchwilęobajmilczeli,bylipodwrażeniemtekstuzubiegłegotysiąclecia.Pierwszyodezwałsię

Nagib:

—Paniebaronie,sądzę,żepanzauważył...
—Co?
—Tablicakapłanówjestjeszczeniekompletna.
Wskazałnaprawydolnyróg.
—Tu,wtymmiejscubrakujetrzechlinijek.Chybatojakieśczary,alewydajemisię,żewłaśniete

trzylinijkizawierająnajważniejsząwskazówkędotyczącąwejściadogrobowca.

—Dobrze,dobrze—odparłbaron—alezacznijmyodpozytywów.Przypuśćmy,żetablicajest

autentycznainiezłapaliśmysięnalepjakiegośhochsztaplerstwa...

—Otymjużwystarczającodługorozmawialiśmy—przerwałNagibniechętnie—iskorotak

poważniarcheolodzyzajmowalisiętymfragmentem,możepanbyćpewien,żetefragmentysą
prawdziwe,nawetgdybypanwątpiłwmojąwiedzęotym.

—Niechciałempanaurazić,pragnętylkorozwinąćmojąmyśl.Awięcztekstuwynika,jeślidobrze

zrozumiałem,żeistniejegróbImhotepaizawiera,zgodniezrelacjamiludzi,którzywidzieligojeszcze
przedtrzematysiącamilat,zgromadzonezłotoiinformacje,którejużwtedy,wczasachpowtórnego
odkrycia,zostałyzapomniane,aoktórychkapłanimówili,żesątakdoniosłe,iżmogązawładnąć
światem.OBoże!—Baronztrudemchwytałpowietrze.

—To,copanmówi,jestsłuszne—odparłNagib—jużodsamejinformacjimożeczłowiekowi

zabraknąćtchu;jesteśmyjużtakbliskoceluitylkobrakujenamkilkunędznychsłów—można
zwariować!

Baronpatrzyłnapustebrakującemiejscewprawymdolnymrogu,porównywałtozkopią,którą

przysłałmuOmar;potrząsnąłgłowąirzekł:

—Brakującelinijkimogłybynależećzarównodofragmentuberlińskiego,jakteżdofragmentu

Hartfielda.

—Ipanuważazaprzypadekbraktegowłaśniedecydującegofragmentu?—Nagibzaśmiałsięz

goryczą.

Baronwzruszyłramionami.
—Skądże!—zawołałNagib.Oczybłyszczałymugniewem.—Powiempanu,cootymsądzę.Ten,

ktoznadojściedogrobowca,odłamałówdrobny,aledecydującykawałek.WBerlinieniktniewiedział
ofragmencieHartfielda,atylkozapomocąjegoczęścicałytekstnabierzesensu.Możnazałożyć,że
Hartfield,znanyegiptolog,wiedziałoberlińskimfragmencie,awięcmógłdokładniezlokalizować
położeniegrobowca.Ale.Hartfieldjestczłowiekiemostrożnym.Odbiłnajważniejszyrógodswego
fragmentuiwtensposóbjestjedynym,któryznatajemnicę.Chybaże...

—Żeco?
—Istniejejeszczejednamożliwość,takamianowicie,żeOmarjestwzmowiezHartfieldem,że

działająwspólnieiobajprowadząpodwójnągrę.

background image

—PosądzałbypanotoOmara?
Nagibzacisnąłustaiwykrzywiłtwarz.
—Waszestosunkiniesąjużnajlepsze—zauważyłNostitz.
—Możnatotaknazwać,aleniechcęnictwierdzić.
—Nieumiemsobietegowyobrazić.Gdybypanaprzypuszczeniebyłosłuszne,Omarprzysłałby

telegram,żeniestetyniemożeznaleźćHartfielda.Wkażdymrazienieprzysyłałbymitejodbitki.Nie,pan
sięmyli,niepowinienpanmieszaćdotejsprawyswojejosobistejniechęci.

—Taktylkopomyślałem—usprawiedliwiałsięNagib.
Baronsięzastanowił.
—Omarwie,gdzieHartfieldprzebywa.Awięcnacoczekamy?OdszukajmyHartfielda!
Nagibchciałzaprotestować,chciałpowiedzieć,żcniepojedziedoEgiptu,boobawiasięoswoje

życie,aleniezdążył.Służącyzameldowałprzybyciepaniijeszczezanimzdążyłpoprosićjądosalonu,w
drzwiachukazałasięHalima.Łzyspływałyjejpopoliczkach.Drżałaodpłaczu.

NagibniewidywałHalimy,odkądprzeprowadziłasiędoMaxaNikischa,nigdyjejtegoniewybaczył,

jużchoćbydlatego,żesamoddawnamiałnaniąoko;aleteraz,kiedytakstała,bezradnajakkupka
nieszczęścia,podszedłdoniej,wziąłwramionaizapytałopowódjejłez.

Halimabezsłowawyciągnęłazkieszenigazetę,wskazałanawiadomośćnapierwszejstroniei

zawołałazpłaczem:

—Takgokochałam!—Poczympadłazemdlonanapodłogę.
Baronkazałnatychmiastwezwaćlekarza,przeniesionoHalimędosalonuiułożononatapczanie.

GospodyniprzyniosławilgotnyręcznikipołożyłaHalimienaczole.WkrótceHalimaoprzytomniała.
Przepraszałazacałezajście,alebaronpoprosiłją,abymilczała,musisięoszczędzać.

Dopieroterazobajmężczyźniznaleźliczas,abyrzucićokiemnagazetę.
„Strzelaninanapustyni
Kair—Podczaspotyczkizbrojnejpomiędzydwomarywalizującymizesobągangaminarkotykowymi

napołudnieodKairuzastrzelonodwóchEgipcjan.Bylito:pochodzącyzLibanuhandlarzkorzeniamiAli
ibnal-Hussein,uchodzącyzahersztabandy,inieznanypolicjimężczyznaonazwiskuHafizel-Ghaffar.”

Nagibopuściłgazetę.Spoglądałnabarona,niemiałodwagispojrzećwtwarzHalimie.
—Takgokochałam—szlochałaHalima;nieulegałowątpliwości,żeniechodziłojejoal-Husseina,

tylkooOmara,któregofałszywypaszportbyłwystawionynanazwiskoHafizael-Ghaffara.

—JutrojedziemydoEgiptu—oznajmiłbaroninakazał,abyKalafkeprzygotowałwszystkodo

podróży.

Halimawstała.
—Jadęzwami—rzekła.

*

WKairzeudalisięnajpierwnaKarakolwcentrummiasta,gdziemielinadziejędowiedziećsię

czegośbliższegoocałejaferze.Byławczesnawiosnailudzietłoczylisięnaulicachmimoburzy—
panowałnastrój,któryróżniłsięodnastrojuprzybyszów.

HalimapożegnałasięzNikischempocałunkiemisłowami,któreakuratprzyszłyjejnamyśl.Ale

powiedziałamutakżegorzkąprawdę,żejużkoniecznimi,żetowszystkobyłopomyłką,pomyłkąjej
uczuć,
cokażdejkobieciezdarzasięprzynajmniejrazwżyciu;Maxtozrozumiał,życzyłjejszczęścia.Na
pożegnaniepodarowałjejmedalikzMatkąBoską,którynosiłodczternastegorokużycia.Niebyłołez,

background image

tylkożyczliwesłowa,ponieważobojewciągutygodni,któreprzeżyliszczęśliwieibeztroskojakdzieci,
zrozumieli,żeWschódiZachódmogąsięspotkaćfizycznie,żeodrębnośćjednegopartnerajest
pociągającadladrugiego,aleichduszenigdysięnieodnajdą.

NagibusiłowałpocieszaćHalimęwjejbólu;wydawałosięprzytym,żeuczuciowosąsobiebliscy

jaknigdydotąd.Smutekotwieraserca,iktowie,jakbysiętowszystkozakończyło,gdybynieudalisięna
Karakol,gdzieurzędnikzaodpowiednibakszyszchętnieodpowiedziałnawszystkiepytania,samonic
niepytając—czegomożnabyłooczekiwaćzpowodupodejrzanegozainteresowaniaprzybyszówcałą
sprawą.

Dowiedzielisięwięc,żezwłokial-HusseinazidentyfikowałaLeila,jegodrugażona,którejwydano

zezwolenienapochowaniemęża;nieżonategoHafizael-Ghaffarazaśrozpoznałajegomatkaijej
przypadłowudzialeoddaniemuostatniejposługi.

Informacja,żeel-Ghaffarzostałzidentyfikowanyprzezmatkę,wprawiławzdumienienajpierw

Halimę,potemtakżeNagibaibarona.Wiedzieliprzecież,żeOmarniemiałrodziców,inagleogarnęły
ichwątpliwości,czyzmarłaosobatorzeczywiścieOmar.

—Jakonwogólewpadłnatonazwisko?—zapytałNagibbarona.
—Podałjecałkiemodruchowo,podobniejakadres.Niemiałempowodupytaćdlaczego—tłumaczył

siębaron.—Wystawieniepaszportunajakiekolwieknazwiskoinarodowośćbyłotylkokwestiąceny.

WjednejzeleganckichkawiarninapromenadzienadNilemcałatrójkazastanawiałasię,corobić,iw

tejbezradności,któraodbierałaimpewnośćsiebieiktóranawetwHalimieobudziłapodejrzenie,żeto
wszystkojestpułapkąktórejśzesłużbwywiadowczych,Nagibowiprzyszłonaglenamyśl,byodwiedzić
Hassana,kalekęsprzedhotelu„MenaHouse”wGizie.Jeśliktośmógłbytupomóc,totylkoon.

Baronwobawieprzednadciągającąburząpiaskową,wolałpozostaćwhotelu,NagibzaśiHalima

wyruszyliwdrogędoGizy.

Hassanzeswąskrzynkąwcisnąłsięwewgłębieniemuruobokwejściadohotelu.Chociażtumany

kurzuunosiłysięwokółhoteluizasłaniałyludziomwidoczność,mikasahodrazupoznałNagiba.

—AgdziemójprzyjacielOmar?—zapytałHassan,kiedyNagibprzedstawiłmuHalimę.Niemógł

wiedzieć,jakieuczuciaobudziłwobojgutympytaniem.

Nieodpowiedzieli.Nagibnatomiastodrazuzacząłwypytywaćstarego,czysłyszałostrzelaniniepod

Sakkarą.

HassanspojrzałnaHalimęiskinąłgłową,jakbyzamierzałwyrazićjejwspółczucie,alezamiasttego

rzekł:

—Sądzę,żejesteśzadowolona,pozbywszysiętegoal-Husseina.Omarwielemiotobieopowiadał.
—Atenel-Ghaffar?—zapytałNagibniecierpliwie.
—Takisamłajdakjakjegopan.Oficjalniebyłdozorcąwjednejzkamienical-Husseina,w

rzeczywistościzaśbyłjegonajwierniejszymsługąprzydokonywaniuniecnychłotrostw.Allahkarze
każdego,ktonatozasługuje.

WówczasNagibowirozjaśniłosięwgłowie,przypomniałsobie,żesłyszałjużkiedyśtonazwisko;

terazwiedział,dlaczegoOmarwybrałtowłaśniefałszywenazwisko.Hafizel-Ghaffarbyłdozorcą
kamienicy,wktórejobajmieszkaliprzedlaty.

GdyHalimazrozumiałatepowiązania,rzuciłasięNagibowinaszyję,zapłakałazradości,wołając,że

kochaOmara,tylkojego,nikogoinnego.

—AlegdziejestOmar?
Baronzulgąprzyjąłdowiadomościnowinę.Telefondohotelu„Al-Salamlek”wAleksandriiwyjaśnił

sprawę;niejakiHafizel-Ghaffarmianowiciewciążjeszczetammieszka,alechwilowojestnieobecny—
czymająmucośprzekazać?

background image

JeszczetegosamegodniabaronvonNostitz-Wallnitz,HalimaiNagibpojechalidoAleksandrii.

Taksówkaprzywiozłaichprzedwieczoremdotegosamegohotelu,wktórymzatrzymałsięOmar.Niebył
towytwornyhotel,stałnieconauboczu,alewłaśniedlategonadawałsiędlaludzi,którymzależałona
tym,abynierzucaćsięwoczy.

Jakichpoinformowano,el-Ghaffarznajdowałsięwjadalni.Portierposłałsłużącego,abygo

sprowadził.

Halimadrżała,chodziłanerwowotamizpowrotem.NiebędziemiałaodwagispojrzećOmarowiw

oczy.AmożeOmarniezechcenaniąspojrzeć?Możeodwrócisięodniejinazwiedziwką?Halimanie
mogłabymumiećtegozazłe.

Przezoszklonedrzwi,ozdobionebiałymiornamentami,HalimaujrzałanadchodzącegoOmara.Nie

miaławątpliwości—toon.Chciałapodbiecdoniego,rzucićmusięwobjęcia,alestałanieruchomo,
bałasię.

Omarbezsłowapodszedłdoniej,skinąłgłową,jakbychciałpowiedzieć:Wiedziałem,żewrócisz.

Alenicniepowiedział,tylkowziąłjąwramiona.Milczał,kiedyHalimazapytałacicho:

—Czymiwybaczysz?Jaciękocham.
PrzezchwilęNagibibaronstaliobok,potemzasypaliOmarapytaniami.Omaropowiadałprawie

przezpółnocy,jakdotarłdoklasztoru,jaknatrafiłnaHartfieldaiszalonychmnichów.Opowiedziało
odkryciubazaltowejtablicywarchiwumklasztornym,odziwacznymzachowaniuprofesora,któryco
jakiśczaspopadawszaleństwoizachowujesię,jakbybyłkimśinnym.Opowiadanietowprawiłobarona
wistnyszał;powtarzałwkółko,żetonajszczęśliwszydzieńjegożycia,atwarzmupromieniała.

NagibopowiedziałOmarowi,jakabyłatreśćprzysłanejprzezniegoodbitki,atakżeoznajmił,że

brakujenazwymiejscowości;należyprzypuszczać,żeHartfieldodłamałtęczęśćtablicy,żebyzatrzeć
wszelkieślady.Wreszcieuzgodnili,żenazajutrzranopojadądoRaszididalejdoFuwy.Tamzamierzali
wynająćmuła,bydotrzećdoSidiSalim.IchcelembyłouwolnienieprofesoraHartfieldazklasztoru.

ObawyOmara,żeniedogodnościtakiejpodróżyzmęcząbarona,tenzdecydowanieodrzucił.Nieda

sięodsunąćodowocówswejpracy;jeślitobędziekonieczne,osobiściewydostanieHartfieldaz
klasztoru.

WynajętymsamochodemudalisięnazajutrzdoRaszid;baronmimoupałuświetniezniósłpodróż.U

kowalawRaszidkupilibroń,nazirsprzedałimstarynamiotwojskowyikompletnewyposażenie,
zawierającetakżewodęnacałytydzień,baronkupiłpięćmułów,którehandlarzobiecałprzyjąćz
powrotemponiskiejcenie,jeśliniebędąimodpowiadały.TakwięcOmar,Nagibibaronruszyliw
drogę.Halimapozostaławhotelu.

InaczejniżpodczaspierwszejpodróżydoSidiSalim,kiedytoOmarbyłcałkowiciezależnyod

woźnicyAlego,tymrazemmiałdoskonałąmapę.ZRaszidwgóręNiluprowadziładobradrogaw
kierunkuFuwy.Podwóchgodzinachdrogitrafilinawiodącynawschódszlakkarawanowy,który
początkowoprowadziłwzdłużpołudniowegobrzegusłonegojezioraBurullu,następnieprzezbagnisty
terennawschód.NadmałąrzeczkąścieżkaskręcałanaprawoiwiodławprostdoSidiSalim.

Baron,któryjeszczenigdyniejechałkonno,niemówiącjużomule,zniósłtęniewygodęzwielkim

spokojem.Byłwyposażonywhełmtropikalnyimiałnasobieubraniekhaki,jakienosiliwszyscy
Anglicy,kiedyprzybywalidoEgiptu;wyznaczyłsobiebojowezadanie,polegającenaobserwowaniu
horyzontuprzezlornetkę,abyuniknąćniemiłegospotkaniazmnichamizSidiSalim.

Omarpowziąłnastępującyplan:OkołotrzechgodzindrogiodSidiSalimmielirozbićnamiotw

niskichzaroślach,następnieodpocząć,agdyzapadniezmierzch,zostawićbagażipodejśćdoklasztoru.
Zabiorązesobąnajsilniejszegomuła,ponieważniewiadomo,wjakimsłaniejestHartfield.

background image

Wmilczeniusprawdzalibroń.NagibiOmarodczasubudowykoleiprzezSynajbyliobeznaniz

bronią.Nagibmiałkarabinarabskidużegokalibru,staromodny,ale—jaktwierdził—celnyiprostyw
obsłudze.Omarbyłwyposażonywnagan,kaliber7,62.Baronnatomiastmiałmauzera,aleodnosiłsiędo
swejbroninieufnie;uniknąłsłużbywojskowejzewzględunasztywnąnogęi—jakoznajmił—zrobi
użytekzbronitylkowobliczunajwiększegoniebezpieczeństwa.

Ichjedynąszansąprzeciwkoszalonymmnichom,którzymieliprzewagęliczebną,aprzytymtakże

posiadalibroń,byłozaskoczenie.Musieliniepostrzeżeniewedrzećsiędolabiryntukorytarzy,uwolnić
profesoraiszybkozbiec.Siedzielispoceniwnamiocieiomawialiwszelkieewentualnościakcji.Omar
nakreśliłplanklasztorunaubitejziemiidrogę,jakąmusieliobrać,bydotrzećdopieczary,gdzie
wegetowałprofesor.Omaropisywałwszystkieszczegóły,jakiezdołałzapamiętać.

—Jestjeszczejedenszkopuł—rzekłskończywszy.—Cozrobimy,jeśliHartfieldniezechcepójśćz

nami?

BaronspojrzałnaOmarazdumiony.
—Czemubyniechciałiść?Przecieżjestwięzionyprzezmnichów?
—Owszem.Alekiedygozapytałem,czemuniechcezemnąodejść,odpowiedział,żenieodejdzie

bezżony,którąmnisitakżeprzetrzymująwklasztorze.

—AleprzecieżpaniHartfieldnieżyje—zdziwiłsiębaron.
—Nowłaśnie,obawiamsię,żeprofesordostanieszoku,kiedysięotymdowie.
—Wobectegomusimygowywabićpodpretekstem,żezaprowadzimygodożony—przerwałbaron

dyskusję.—Tocoprawdanieuczciwe,alewtymwypadkuchybajedynemożliwewyjście.Tylkowten
sposóbzmusimygodopójściaznami.

Przedwieczoremruszyli,Omar,Nagib,vonNostitzimuł,któregonazwaliZulejką.Przednimiukazał

sięciemnyzarysłańcuchagórskiego,naktóregozboczachpołożonybyłklasztor.Choćksiężyc
przeważniebyłzasłoniętyniskimichmurami,oczyichprzywykłydociemności,takżełatwoorientowali
sięwterenie.

—Tam!—Omarpokazałrękąnawschód.
—OBoże!—baronzatrzymałsię—Ruinykościołapośródpustyni.
Natlesłabooświetlonegoniebaunosiłsięwysokiłuk.Nierealnyobrazniczymkulisawoperze.I

chociażOmaropisałdokładnieklasztor,obajbylizaskoczeni,boto,cozobaczyli,wyobrażalisobie
zupełnieinaczej.Nocnezjawiskowśródmartwejprzyrodywyglądałoraczejromantycznieniż
przygnębiająco,itrudnoimbyłowyobrazićsobie,cotusiędziejepodziemią.

Omarnasłuchiwał.
—Słyszycieśpiewy?
Nagibibaronwstrzymalioddech.
—Tobrzmijakdalekiewołaniewlesie,aczasemjakskomleniekopanegopsa—rzekłbaroncicho.
—Tolitaniamnichów.Momentjestdogodny.Pókisązatopieniwśpiewie,niemamysięczego

obawiać,bobratMenasjestzajętypilnowaniemich.

WszystkoprzebiegałozgodniezplanemOmara.Baronzająłpozycjęwkąciebudynkubezdachu,skąd

prowadziłyschodypodziemię;trzymałwpogotowiumauzera.Omarstanąłnakamiennejpłycie,którasię
odchyliłajakbyzadotknięciemrękiwidma,iOmariNagibzniknęli.

ChoćbaronvonNostitzwiedział,żemnisimająbroń,aOmaropowiadał,żesąnieobliczalnii

niebezpieczni,wcalenieodczuwałstrachu.Dodawałomuodwaginieopisaneuczucie,żeporazpierwszy
wżyciuczynicośzuchwałego,ryzykownego,szalonego,cośniezwykłego,cocałkowicieodbiegaodjego
uporządkowanego,zaplanowanegownajdrobniejszychszczegółachżycia.Bydoznaćtakiegouczucia,
musiałsięzestarzeć,inieporazpierwszyprzyszłomunamyśl,żewszystkodotychczasrobiłźle.

background image

WpomieszczeniuzdzbanamiOmarztrudemnakłoniłNagiba,abyszedłdalej.Śpiewmnichówbył

corazgłośniejszyiNagibodbezpieczyłbroń.

—Nierozumiem—szepnął—dlaczegoniktniestoinastraży?
—Jedynyzdolnydotegomnich,któryjestprzyzdrowychzmysłach,toMenas,atenmusiprzede

wszystkimstrzecswoichwspółbraci,żebysięnawzajemniepozabijali.Rzucająsięnasiebieniczym
dzikiezwierzęta,jeślichoćnachwilęspuścisięichzoka.Zresztątylkotacywariacijakmytutajtrafiają.

OmarzatrzymałNagibachwytającgozaramię.Nakońcukorytarzaświeciłosięjasneświatło.Śpiewy

brzmiałyterazgłośniej.OmariNagibposuwalisięostrożniedoprzodu.Kiedydoszlidokońcakorytarza,
Omarzajrzałzaróg.NastępniedałznakwzrokiemNagibowi,żebytenspojrzałnaśpiewających
mnichów.

Nagibpochwiliodwróciłsięzobrzydzeniemodtegożałosnegowidoku.Straszliwygrymasna

twarzach,dzikiezachowaniestarychludzi,którzyodlatniewidzielipromieniasłońca—wszystkoto
budziłownimodrazę.Jakibyłpowódichdziwnegozachowania?Nagibniemógłtegozrozumieć.Omar
odciągnąłgoodtegowidoku.Weszliwąskimischodaminapiętro,następniedotarlidojaskiniprofesora.

Omarostrożnieodsunąłzasłonę.Hartfieldsiedziałnapodłodzezeskrzyżowanyminogami;choć

wzrokjegobyłskierowanynazasłonę,jakbyniezauważałintruzów.

—Chodź!—OmardałznakNagibowiiwśliznęlisiędojasnooświetlonegopomieszczenia.W

milczeniuuklękliprzednieobecnymduchemprofesorem.Omarzacząłdoniegoprzemawiać.

—KaEdwardaHartfielda,czymniesłyszysz?
Wtedymężczyznazacząłsięporuszaćmechanicznie,jakkukiełka,ajegoglosbrzmiałjakbynierealnie:
—JestemKaprofesoraHartfielda.Ktomniewola?
—KaEdwardaHartfielda,przybyliśmy,abycięstądzabrać.Zaprowadzimycięwbezpieczne

miejsce,gdzieniebędzieszsięmusiałobawiaćmnichów.

—Niechcęstądodchodzić—odparłHartfieldbezdźwięcznymgłosem.—Tujestmójdom,tujest

mojeżycie.Wynościesięstąd,boiwaspochwycą..

—KaEdwardaHartfielda—zacząłOmarodnowa,aleteraz,jegosłowabrzmiałybardziej

energicznie—przybyliśmy,abycięzaprowadzićdotwojejżonyMary...

—JestemKaEdwardaHartfielda—powtórzyłprofesormonotonnie—niewiem,oczymmówicie,

jestemKaEdwardaHartfielda.

OmariNagibspojrzelinasiebie;corobić?Jedyne,comogłobypomóc,toczekanie,ażminiefaza

szaleństwa.Aledotegoczasumnisiskończąswojemodły,aniktniemógłprzewidzieć,jakHartfieldby
zareagował,gdybygozabralisilą.

—GdziejestMary?—zapytałnagleprofesor.—GdziejestMary?
Nagibnatychmiastodpowiedział:
—PańskażonajestwAleksandrii.Przybyliśmytu,bypanadoniejzawieźć.Niechsiępannieupierai

jedzieznami.

—GdziejestMary?—powtórzyłprofesor,terazjegogłosbrzmiałniecierpliwieigroźnie.
—Jeślipójdziepanznami—powtórzyłNagib—zaprowadzimypanadożony.
Powstaładługapauza.Profesormilczał,jegotępywzrokzdradzałniepoczytalność,niewiadomobyło,

cosięwnimdzieje.Potemstałosięcośnieoczekiwanego:Hartfieldwstał,skierowałwzroknadrzwii
ruszyłjaklunatykprzedsiebie,powąskichschodach,przezkorytarz,któryprowadziłdośpiewających
mnichówidalejdopomieszczeniazdzbanami;OmariNagibszlizanim.Bylitakzaskoczenitymnagłym
zwrotemwzachowaniuprofesora,żemilczeli,niepewni,dokądHartfieldskierujeswekroki.

Nietakwyobrażalisobieuwolnienieprofesora.Spodziewalisię,żebędąmusieliciągnąćgosiłą,a

tymczasemszedłznimibezoporu.

background image

PrzedwąskimischodamiprowadzącyminadwórHartfieldsięzatrzymał.Wzrokjegobyłskierowany

nastopnie,wydawałosię,żechce,abyjedenznichposzedłprzodem;wiedziałbowiem,gdziejest
wejście,alenieznałmechanizmujegodziałania.Omarposzedłpierwszy,nacisnąłpłytę,następniewyszli
pokoleinazewnątrz.

Barontrzymałbrońwpogotowiu;nawidoktrzechmężczyznwychodzącychspodziemiwydałokrzyk

zdziwienia.Akcjatrwałanajwyżejpółgodziny,owielekrócej,niżprzewidywali.Wparnejnocy,jaka
ichotaczała,profesorzacząłsięzataczać.Bógwie,ileczasunieoddychałświeżympowietrzem.Omari
Nagibmusieligopodtrzymywać.Wiedzieli,żeniewolnoimtracićczasu.Coprawdabylipewni,że
kiedymnisiodkryjąnieobecnośćprofesorawjegoceli,zacznąprzeszukiwaćklasztor,atopotrwajakiś
czas;musielijednakliczyćsięztym,zepodejmąpogoń,jeśligonieznajdą.

Ztrudemposadzilinieobecnegoduchemprofesoranamuła.Niebroniłsię.Ikiedywędrowalina

północprawymbiegiemrzeki,porośniętymkrzewami,prawiesięnicodzywali.Omar,Nagibibaronbyli
myślamidalekostąd,każdyszukałwłasnejdrogidogrobowcaImhotepa.

Mieliterazprzedsobąwielkiproblem:jakzmusićprofesoradomówienia.Wydawałosięraczej

pewne,żeznaonwejściedogrobowca;możnabynawetprzypuszczać,żejużtambyłzwłasnejwolialbo
podnaciskiemmnichów.Alejakzdobyćjegotajemnicę?

Jeszczepodosłonąnocydotarlidonamiotuimułów,którepozostawili.NapropozycjęOmara,byod

razuwyruszyćwdrogępowrotną,Nagibzaprotestował,alebaronsięzgodził,wykazywałwtejsytuacji
niezwykłąenergię.Pokrótkimodpoczynkuzwinęlinamiotiruszyliwdrogę.

Hartfieldpozwalałrobićzesobąwszystko,piłijadłposłusznie,comupodano,iwmilczeniujechał

namule.Kiedyzaczęłoświtać,ujrzelizdalekazabudowaniaRaszid.Jeszczetegosamegodnia
wieczoremOmar,Nagib,vonNostitziprofesorHartfielddotarliwynajętymsamochodemdohotelu„Al-
Salamlek",gdzieczekałananichHalima

Wprawiłaichwzaniepokojenie,kiedyoznajmiła,żeodkilkudniobserwuje,iżjakiśmężczyznao

europejskimwyglądzie,wkażdymrazienie-Egipcjanin,chodzizaniąkrokwkrok,ateraz,kiedy
mężczyźniwrócili,naglezniknął.Baronuznał,żewobectegonależyjaknajszybciejwracaćdoKairu,i
zamówiłtaksówkęnanajbliższyranek.

WgorączceminionychdniHartfieldmiewałcorazczęściejprzebłyskinormalności,odpowiadał

sensownienapytania,alesamonicniepytał,cowydawałosiędziwne.Byłposłuszny;przyzwyczaiłsię
dotegoumnichów.

Omarzaproponował,abyzatrzymaćsięwhotelu„MenaHouse",botam,jaksądził,cudzoziemcy

najmniejrzucająsięwoczy,adoSakkarymożnabyłodotrzećdrogąprzezpustynię.

—Kimsąciobcy?—zapytałmikasahOmara,spoglądającnaNostitzaiHartfielda.
Omarodpowiedział,akalekadziwiłsię,żeOmarobcujeztakimiważnymiosobistościami.
—CzysłyszałeśolordzieCarnarvonie?—zapytałHassan.
—OCarnarvon?Acoznim?
—Nieżyje.
—Carnarvonnicżyje?
—Oddwóchdni.Wynieśligotymidrzwiami.
—Jaktosięstało?Byłprzecieżmężczyznąwsilewieku.
Kalekaskinąłgłową.
—Tobardzodziwnahistoria.CarteriCarnarvonodkopaliwLuksorzegrobowieczsarkofagiem

faraona.Wyciągnęlimumię,apięćdnipóźniejlordstraciłprzytomność.Kiedyoprzytomniał,zaczął
bredzić,mówiłowielkimczarnymptaku;kiedyzaśzmarł,ogodziniedrugiejwnocy,wcałymKairze
pogasłyświatła.Niktniewiedlaczego;aterazwszyscymówiąoprzekleństwiefaraona.Strzeżsię!

background image

—Popierwsze—odparłOmar—Imhotepniebyłfaraonem,podrugie,niejestemprzesądny.Acoz

Carterem?

—Nic.Zajmujesięopróżnianiemgrobowca.
—Nowidzisz.Onniewierzywtęgadaninę.
Kaleka,człowiekzazwyczajtrzeźwomyślący,wzruszyłramionami,jakbychciałpowiedzieć:Cóż

możewiedziećktośtakijakja!

BaronprzyjąłbezwahaniaobowiązekpoinformowaniaHartfieldaośmiercijegożony.Poczekałna

jedenzcorazczęstszychterazmomentówjasnościumysłuprofesoraiwspółczującymtonemopowiedział
mu,jakznalezionoMaryHartfieldiżeistniejepodejrzenie,iżzabilijąmnisi.

Hartfield,któregopokójznajdowałsiępomiędzypokojamibaronaaNagibaiprzezcałyczasbył

przeznichstrzeżony,przyjąłhiobowąwieśćzespokojem,jakbyusłyszałcoś,cojużoddawna
przypuszczał.

—Czypanmniezrozumiał?—zapytałbaron.
Profesorodparł:
—Zrozumiałempana,mojażonanieżyje.
—Bardzomiprzykro—usprawiedliwiałsiębaron—żeOmariNagibwywabilipanazklasztoru

podpretekstemzaprowadzeniapanadożony.Aletobyłajedynamożliwośćwtejsytuacji.Proszęnam
wybaczyć.

ProfesorskinąłgłowąiwtejsamejchwiliweszlidopokojuOmar,HalimaiNagib.Przezchwilę

siedzieliwszyscywmilczeniu.PotemHartfieldporazpierwszyzadałpytanie:

—Dlaczegomniestamtądwydostaliście?
—Potrzebnajestpanunatychmiastpomoclekarska!—powiedziałOmarszybko.—Odwieziemy

panadobrytyjskiegoszpitala.

—Tobardzomiłezwaszejstrony—odparłHartfield—aleztegopowodunieryzykowalibyście

życia.Nieoszukujmysię.Wiem,czegoodemnieoczekujecie,alemuszęwasrozczarować,niczegosię
odemnieniedowiecie!

—Panieprofesorze—zacząłNagib—wiemywięcejoImhotepie,niżpanprzypuszcza.Znamynie

tylkoinformacjebrytyjskiego,francuskiegoiniemieckiegowywiadu...

—Wywiadu?
—Topanniewiedział,żeoddawnazajmująsiętąsprawąwszystkiewywiady?
—Nie,niewiedziałem.Awygdzienależycie?
—Niemamynicwspólnegozżadnymitajnymisłużbami.SzukamyImhotcpa,boniechcemy,aby

sukcesprzypadłjakiemukolwiekwywiadowinaświecie.

—Sukces?—Hartfieldpotrząsnąłgłową.—Niewiem,czymożnauznaćzasukcesodnalezienie

grobowcaImhotepa.

—Znamy—zacząłNagibodnowa—nietylkoinformacjewywiadów,wiemytakżeopańskiej

tablicyzRaszid.—Wyciągnąłkartki;zcałymzapisanymtekstem.

EdwardHartfieldzawahałsię.Byłjakbyzaskoczony,baronzaśuczyniłprzeczącyruchręką,bo

uważał,żeprofesorjestzbytosłabiony,abysięzajmowaćlekturą.Aletenszybkoprzebiegłwzrokiem
wiersze,akiedyskończył,ledwiedostrzegalnyuśmiechpojawiłsięnajegotwarzyioddałkartkę.

—Jeślimogęudzielićwamrady...
Nicwięcejniepowiedział.Czywskutekwysiłku,czyteżokropnejchoroby—profesorowizrobiło

sięsłaboiciężkodyszał.PołożyligonałóżkuiHalimaprzejęłanadnimopiekę.

Baron,OmariNagibudalisięnakolacjędoeleganckiejrestauracjizwidokiemnapiramidyGizy.

Wieczorem,kiedyichfioletowesylwetkiwznosząsięnatlejaśniejszegonieba,wyglądająjakgórynie

background image

dozdobycia,wydająsięniemalgroźne.

Wszyscyjedlibezapetytu.Niedlatego,żekuchniaeuropejska,którątuprowadzonozewzględuna

dużąliczbęcudzoziemców,byłaniesmaczna;jedzeniebyłodoskonałe,alekażdyznichzastanawiałsię,
jakprzekonaćprofesora.Przedewszystkimbaronmyślałopowodach,jakieskłaniałyHartfieldado
milczenia.Profesorniebyłczłowiekiem,którystrzegłbyswejwiedzyzewzględunaosobistekorzyści.
Baronniemógłteżuwierzyć,żebyłonwzmowiezmnichami.

NagleweszłaHalima.
—Onmajaczy—powiedziałacichoirozejrzałasię,abysprawdzić,czyniktniepodsłuchujeich

rozmowy.—MówioImhotepoie,nicwięcejnierozumiem.Mówipoangielsku.

Omarwstał,dałznaćreszcie,bypozostała,iposzedłiHalimądopokojuprofesora.Hartfield

oddychałterazkrótko,nierówno,rzucałsięnałóżku,aprzytymmówiłdziwnerzeczyocieniufaraona,o
lśniącychramionachRa,ozakazanychdrzwiach.

—Czyrozumieszcośztego?—zapytałaHalimapodenerwowana.
Omarprzybliżyłgłowędotwarzyprofesora,jakbychciałsłyszećkażdesłowopadającezjegoust.
—Nie—rzekłwreszcie—wiemtylkotyle,żenurtujegotensamproblemconas.Mówiotablicy,na

którejopisanyjestgróbImhotepa.Jegosłowawcałościsązagmatwane,alepojedynczomożnaje
zrozumieć.

WreszcieOmarzacząłzapisywaćurywkisłówprofesora.
—Możepóźniejwydobędziesięznichjakiśsens.
HalimausiadłaobokOmara.Położyłamurękęnaramieniuipatrzyławmilczeniu,jakOmarnotuje.

SprawazHartfieldembardzojąporuszała,alejeszczebardziejbliskośćOmara.Byłaszczęśliwa,żema
goprzysobie,ażewykazywałpewnąpowściągliwość—tegoniemogłamumiećzazłe.

NarazOmarcofnąłramię,Hartfieldzacząłmówićpoarabsku.WprawdzieOmarwiedział,żeprofesor

opanowałtenjęzykdośćdobrze,aletazmianawmajaczeniuwydałamusięczymśniezwykłym.Wtedy,w
klasztorzewSidiSalim,kiedywyznał,żejestKaprofesoraHartfielda,mówiłteżpoarabsku;wyglądało,
żewalcząwtymczłowiekudwieistotyoróżnychcharakterach.

—Tysiąc...kroków...odgrobu...króla...drzwidopoznania...woda...Imhotep.
NagległowaHartfieldaopadła,jakbydokonałonniezwykłegowyczynualbozdobyłsięnawielki

wysiłek.Jegooddechstałsięterazspokojnyiregularny.Zasnąłmocno.

—Myślę—rzekłOmar,spoglądającnakartkę—żeHartfieldzdradziłnamwięcej,niżchciał.
Pobiegłdoholuhotelowego,odnalazłbaronaiNagibaprzybarze,bezsłowapołożyłimkartkęprzed

oczami.

—Cotojest?—zapytałbaron.
—Zapisałemwszystko,coHartfieldmówiłwmalignie.Tobardzointeresujące.Dziwne,alemówił

poarabsku.

—Tysiąckrokówodgrobowcakróla?—Baronsięzastanawiał.
Nagibwtrącił:
—Wjakimkierunkutysiąckroków?Napołudnie,napółnoc,nawschód,zazachód?
Popatrzylinasiebie.
—Przynajmniejwiemy—powiedziałvonNostitz—żegrobowiecImhotepaznajdujesięw

promieniutysiącakrokówodpiramidyfaraonaDżosera.Gdybyśmyznalidługośćkroków,moglibyśmy
zakreślićkoło,anajegołukuznajdowałobysięwejście.

—KrokitodokładnajednostkamiarydawnychEgipcjan—powiedziałNagib.—Jedenkrokoznacza

dwiestopy,awięcsześćdziesiątsześćcentymetrów.Promień,zaczynającodśrodkapiramidy,wynosiłby
zatemsześćsetsześćdziesiątmetrów.

background image

—Tofantastyczne!—Oczybaronalśniłypodnieceniemjakzawsze,kiedychodziłooImhotepa.Von

Nostitzbyłprzekonany,żejestjużbliskicelu.Dlaniegocałaakcjaweszławnowąfazęinic,ani
ostrzeżenia,anigroźby,aniniepewnośćtego,coichczeka,niebyłobywstanieodwieśćgooddziałania.
Byłatożądzaczegośniezwykłego—inaczejniemożnanazwaćjegozachowaniawtejsprawie—która
ogarniakażdegoczłowiekachoćrazwżyciu,któraprzybieranajrozmaitszeformyiwpędzaswąofiaręw
nieszczęście.

Jestwięczrozumiałe,żebaronnalegałnaOmaraiNagiba,abynazajutrzpojechaćdoSakkary;Halima

iprofesormielizostaćwhotelu.

To,copoczątkowomiałopozorydokładnychdanychgeograficznych,namiejscuokazałosię

problememniedorozwiązania,ponieważłukkoławokółpiramidyDżoseraobejmowałwiele
kilometrówibyłoprawieniemożliwewyznaczyćpromieńnafalistymterenie.Posługiwalisięsznurem
długościstumetrów,któryodkładanonaziemisześćipółraza,poczynającodzachodu,gdzieterenbył
najmniejzbadany.Ichoćzrezygnowalizwszelkiegorodzajunarzędzidokopania,ponieważmieli
nadzieję,żenatknąsięnawymienionywtablicyzRaszidwałkamienny,powielogodzinnych
poszukiwaniachwnieznośnymsłońcuzbadalizaledwietrzydziestączęśćłuku.OmariNagibbyli
wykończeni,tylkovonNostitzpracowałjakopętany.

*

Whotelu„MenaHouse”Halimastarałasięzłagodzićnapadygorączkiuprofesora,kładącmunaczole

ipiersiachwilgotneręczniki.Dotychczasdrgawkibyłytaksilne,żeHalimaobawiałasię,iżHartfieldnie
przeżyjenastępnegoataku,iwbrewwskazówkombaronapróbowaławezwaćlekarza.

Kiedyprofesorokołopołudniaocknąłsięzdelirium,zażądałzimnejwodyzoctem,którą—jak

twierdził—aplikowalimumnisizSidiSalimiktórałagodziłaataki.Potemtrochęsięuspokoił.

—Jesteśdlamnietakadobra—powiedziałHartfield—jaksięnazywasz?
—Halima.
—Jakmamcidziękować?
—Niemaoczymmówić—odpowiedziałaHalimaipogładziłarękęprofesora.
—Agdziejestreszta?—Gdziesąinni?—powtórzyłHartfield,kiedyspostrzegł,żeHalimaniechce

odpowiedzieć.

Postanowiłanieobciążaćniepotrzebnieprofesoraswojąodpowiedzią;aleponieważnalegałuparcie,

powiedziałazgodniezprawdą:PojechalidoSakkary.

—Jakmożnabyćtaknierozważnym.PrzecieżoninieznajdąImhotepa.
—Alewmaligniepowiedziałpan...
Hartfieldsiępodniósł.
—OBoże—mruknąłpoangielsku,azarazpotemciągnąłdalejpoarabsku:—Copowiedziałem?
—Powiedziałpan,żeImhotepjestpochowanytysiąckrokówodpiramidyschodkowej,niewięcej.

Terazoniwymierzającałąokolicęimająnadziejęnatknąćsięnawejściedogrobowca.

—Niewolnoimtegorobić!—zawołałHartfieldwnajwyższymwzburzeniu.—Musiszich

powstrzymać.

—Niemogę.VonNostitzjestjakopętany;niktniepotrafigopowstrzymać,aOmariNagibspełniają

jegopolecenia.

—Czychcesz,abyskończylitakjakja?
Halimaspojrzałapytająconaprofesora.Comiałnamyśli?

background image

—Mojeżycie—zacząłHartfield—jestzmarnowane.Zmarnowanedlatego,żeżądałemodniego

więcej,niżmisięnależy.

—Nierozumiem,copanmanamyśli,profesorze.
—Posłuchaj,wiedzaniekiedynatrafianagranicepoznania,którychprzekroczeniazakazujewiara.

Chcępowiedzieć,żeistniejąrzeczy,którychzgłębienieprzezczłowiekajestmożliwe,aleniewskazane,
ponieważprzekraczająonejegohoryzont.Człowiek,którywierzywBoga,powinienhamowaćswoją
zuchwałość;pychajednakjestodzaraniawłaściwościączłowieka.JużwStarymTestamencieludzie
próbowalidorównaćBogu.AleBógichukarał.Imhotepbyłtakimczłowiekiem.Talenty,wjakie
wyposażyligobogowie,pozwalałymuczynićrzeczy,któreludziombyłyzabronione.Imhoteppróbował
urzeczywistnićto,coEgipcjanieodtysiąclecipróbowalizrobićjedyniewsposóbsymboliczny:
Zachowaćwswoimcielenieduszęludzką,tylkoKa,siłężycia.Szukałformynieśmiertelności,
wiecznegożycia.Odkryłtajemnyśrodek—bakterię,wirusa,obojętne,jaktonazywać;wiedzadawnych
Egipcjanotymbyłaznaczniewiększa,niżsięprzypuszcza...

—LordCarnarvon!—wykrzyknęłaHalima.
—Carnarvon?
—Byłprzytym,kiedyHowardCarterotwierałgrobowiecTutenchamona.Nietkniętygrób—dodała

wyjaśniająco.—Ateraznieżyje.

—Klątwafaraonów—powiedziałHartfield—możeprzybieraćwieleform.KiedyImhotepzaklinał

Kawkomórceczłowieka,abypozostaławieczna,niezniszczalna,niepomyślałotym,żeczłowieknie
przeżyjetakiejegzystencjipozostającprzyzdrowychzmysłach.Takwięckażdego,kogodotkniecień
Imhotepa,wregularnychodstępachicorazczęściejbędąnawiedzałyatakiobłędu,ograbiającgozjego
człowieczeństwa.—Profesorzaśmiałsięgorzko.—OtokoniecnamiaręImhotepa.Byćczczonymjak
bóg,byćprzeklętymzażyciaizdegradowanymdostopniazwierzęcia—takjakkoptyjscymnisi,którzy
wydarlimitajemnicę,ijakja,bomojawolaniejestdośćsilna,abyskończyćztymstanem.

—Wierzępanu,rozumiem,copanmanamyśli—powiedziałaHalima.
—Imhotep—ciągnąłHartfielddalej—byłbliskinieśmiertelności,alejejnieosiągnął.Popełnił

samobójstwowduchowymzaćmieniu,ajegowspółcześniwyposażyligowewszystkiedobrajak
faraona,wzłotoiwszelkiekosztowności.Ajegomądrośćwyrylinaścianach,abymyśligeniuszanie
przepadły.

Halimazwahaniemwyraziłasprzeciw:
—Alepanwidziałgrób,profesorze?
Powstaładługapauza.
—Niechpaninamniepopatrzy—odparłHartfieldwreszcie.—Trzywejściaprowadządogrobu

Imhotepa.Pierwszenazywasię„BramąPokoju”,drugie„BramąTęsknoty”,atrzecienosinazwę„Bramy
Obłędu”.Ktoprzekroczytębramę,nategorzucająsięmiliony„cieniśmierci”,owezarazki,którychod
tysiąclecijestzkażdymdniemcorazwięcej,aniemamożliwości,abysięprzednimiuchronić.Ja
pierwszytegodoświadczyłem;wtedymnisizSidiSalimzmusilimnie,abymimzdradziłwejściedo
grobu.Powiedziałemimcałąprawdę,aleoniminieuwierzyliiwszyscyażdoostatniegowdarlisiędo
grobowca,iwkrótcecałyklasztorpopadłwobłęd.Aterazrozszarpująsięnawzajem.

—NaAllahalitościwego!—zawołałaHalimaprzerażona.—Oniniepowinniodnaleźćtegogrobu.
Hartfieldpopatrzyłprzedsiebietępoiskinąłgłową.
—Dlategowszystkopaniopowiedziałem.
WgłowieHalimykotłowałysięszalone,dzikiemyśli.WidziałaOmara,jakwdzierasiędogrobowca.

Widziała,jakprzekraczapierwszą,drugąitrzeciąbramę,izokrzykiem,jakgdybytonaniąnapadły

background image

„cienieśmierci”,wypadłazpokoju,pozostawiającprofesorawłóżku,przemknęłaprzezholdowyjścia,
zatrzasnęładrzwiczekającejtaksówkiizawołaławzburzona:

—DoSakkary—jaknajprędzej!
Hassan,któregouwaginieuszłożadneważniejszezdarzeniew„MenaHouse”,obserwowałcałą

scenęzoddali.Nieumiałsobietegowytłumaczyć.

—Czyniemożepanjechaćtrochęszybciej?—krzyknęłaHalimanakierowcę.
Tenwłączyłnajwyższybiegswegoforda,alezauważyłzobojętnościąpoganiaczawielbłądów:
—Inszallah,jasaidi,Allahstworzyłczas,niemasięcospieszyć.
JużdwarazytraciłaOmara,poraztrzeciniczniesiestraty.Niemożesięnicstać.Omarniemoże

wejśćdogrobowca.Inagleprzyłapałasięnatym,żesięmodli,żebłagaAllaha,abyzapobiegł
najgorszemu.AleczyAllahniezsyłakarynaniązajejzuchwałość,zato,żeporzuciłaal-Husseina,
któremuprzysięgaławierność.Chciałazatoodpokutowaćibyłagotowaprzyjąćnasiebienajgorszylos,
tylkonietęnajwyższącenę,jakąbyłbyobłędOmara.

Samochódwznosiłtumanykurzuibyłowidaćzdaleka,jakpędzi.VonNostitzdałpozostałymznak,

abyprzerwalipracę.Gdzieśwpołowiedrogitaksówkastanęła,Halimawysiadłaipobiegłaprzez
kamienistyterendotrzechmężczyzn,którzydopieroterazjąpoznali.

—Cosięstało?—zawołałOmarzdaleka.
—CzyznaleźliścieImhotepa?—zapytałaHalimawzburzona.
Baronuczyniłniechętnyruchręką,którymiałoznaczać,żedotychczasniczegonieosiągnęli.
WówczasHalimarzuciłasięnaszyjęOmarowi.Obsypałagopocałunkamiizawołaławradosnym

podnieceniu:

—Allahtakchciał.TakajestwolaAllaha!
Początkowoniktnierozumiał,ajużnajmniejOmar,cosiędzieje.DopierokiedyHalimasięuspokoiła

iopowiedziałaoostrzeżeniachHartfielda,minyichsięzmieniły.Baronokazywałnieufnośćiwyraził
wątpliwość,czytoniejestpodstępprofesora,abyichpowstrzymaćprzeddalszymiposzukiwaniami;ale
OmariNagibzwróciliuwagęnajegostanistwierdzili,żeczłowiekwjegonastrojuniejestzdolnydo
takichwybiegów.Wkażdymraziezgodzilisię,abywracaćdoGizyiporozmawiaćzHartfieldem.

Przedhotelem„MenaHouse”czekałHassan.Sprawiałwrażeniewzburzonego.
—ByłtutenCarlyle—szepnąłOmarowi.
—Carlyle?—Omarbyłtakzaskoczony,żeniemógłnicwięcejpowiedzieć.
—Wpośpiechuopuściłhotel;alenajdziwniejsze,żeniezauważyłem,kiedyprzybył.Amojejuwagi,

jakwiesz,nicnieujdzie.—Kalekapodniósłwgóręręce.

PodczasgdyOmarpróbowałznaleźćwytłumaczenienieoczekiwanegopojawieniasięCarlyle’a,

Nagibtrąciłgowbokipowiedział:

—Chodź!
Pobiegliszerokimikamiennymischodaminapierwszepiętrodopokojuprofesora.
Hartfieldleżałnałóżkuzszerokootwartymioczami.Jegonogizdrętwiaływskurczu.Prawadłońbyła

zaciśniętanapiersi,lewazwisałabezwładniezkrawędziłóżka.Kołołóżkależałpowrózzpodwójnymi
supłaminakońcach,takijakichużywająpoganiaczewielbłądów.Hartfieldnieżył.Zostałuduszony.

VonNostitziHalimaweszlidopokoju.Niktniepowiedziałanisłowa.Smutekiwściekłośćogarnęły

Omara.Wściekłość,ponieważniemiałwątpliwości,ktobyłmordercą.

Alekażdymordercapopełniajakiśbłąd,awtymwypadkuprzeoczyłniepozornegoczyścibuta

siedzącegoprzedhotelem.

—Trzebazawiadomićpolicję—powiedziałOmar.
VonNostitzskinąłgłową.

background image

Omarpodszedłdołóżkaipróbowałwyprostowaćręceinogizmarłego.Pięśćnajegopiersibyła

sztywnaiOmarmiałtrudnościzwyprostowaniemjej.Wydawałosię,jakgdybyściskałamedalik,który
wisiałnałańcuszkunaszyi;alekiedyOmaruwolniłgozdłoniprofesora,ujrzałmały,ciemny,niemal
prostokątnykawałekskorupy.Możnabyłosądzić,żeHartfieldowiwobliczuśmiercizależałotylkona
ukryciutegoprzedmiotu.

Nagibwziąłdorękiwisiorekidługomusięprzyglądał.wyczuwałintuicyjnie,ocotuchodzi.

Rozpoznałpismo,którebyłotakiesamojaktonakamieniuzRaszid.Apotemstałosięcoś,czegoniktw
tejsytuacjisięniespodziewał:Nagibzacząłsięokropnieśmiać.Wobeczmarłegoprofesorajego
spazmatyczny,szyderczyśmiechbrzmiałprzerażająco,iOmarbyłgotówdaćmuwtwarzzpowodutej
zuchwałości.AleNagibsampojąłniestosownośćswegozachowaniaiucichłnagle.

—Trzysłowa—powiedziałpoważnie—iotocałatajemnica,niedowiary.
BaronwyjąłkartkęztłumaczeniemnapisunakamieniuzRaszid,którąstalenosiłprzysobie.Podsunął

jąNagibowipodnos,aletennawetniespojrzał.Znałtentekstnapamięć.

—Trzysłowa!—powtórzyłNagibiwskazałnatrzylinijki.

zrównania
aby
pozostała.

—OstatniezdanienakamieniuzRaszidbrzmi:„Ztegopowodumy,kapłanizMemfis,ułożyliśmystos

kamieniwmiejscu,gdziekończąsięlśniąceramionaRa,wczasiezrównaniadniaznocąozachodzie,na
wschodnimhoryzoncie,abybramadoboganazawszepozostałazamknięta.”

background image

VonNostitznierezygnował,inieprzerwanieszukał,nieżałowałanipieniędzy,aniczasu,alebłądziłw

ciemnościach,

Dlacałejtrójkistałosięjasne,żesątajemnice,którewymagająrozwiązania,ipytania,które

potrzebująodpowiedzi,alesąteżtajemniceipytania,którelepiej,kiedypozostanąmartwedlaludzi.

Omarzgłosiłsięnapolicję.MówiłowydarzeniachwGizie.Opowiedziałoniecnychsprawkach

WilliamaCarlyle'aisiostrzenicyHartfieltaAmaliiDounce,otym,żeCarlyle’awidzianobezpośrednio
pomorderstwie,jakwpośpiechuopuszczałhotel.

PościgdopadłCarlyle’aw„Hoteld‘Orient

:

wpobliżuogroduFabekija,weleganckiejdzielnicy,

gdzienajczęściejmieszkaliAnglicy.OmarzidentyfikowałCarlyle'a,izaświadczył,żewidział,jak
mężczyznaopuszczał„MenaHouse".

KiedyOmarrzuciłoskarżonemuzwściekłościąprostowtwarz,żezamordowalHarttielda,abywrazz

jegosiostrzenicąpodzielićsięmajątkiem,wtedyCarlylesięzałamał.Jegonerwymemogłyznieść
ciężarutakstrasznegoczynuiwyznał,żeMrs.Douncenamówiłagodotegoprzestępstwa,grożąc,żego
opuści.AtooznaczałobydlaCarlyle’akoniec,ponieważniemożebezniejżyć.

*

DwiesprawyzaprzątałyOmara,kiedyjechałodkrytątaksówkązpowrotemdohotelu„MenaHouse".

Popierwsze,zadawałsobiepytanie,jakmożnastracićgłowędlatakiejsufrażystkijakAmaliaDounce,
alejakgożycienauczyło,rozumludzkijestnieobliczalny,wszystko,coludzkie,jestmożliwei
nieprzewidywalne.Drugiproblempolegałnatym,abyuświadomićbaronowi,żeobecnieniechcemieć
nicwspólnegozesprawą,doktórejbarongozaangażowałPragnąłrozpocząćnoweżyciezHalimą,
możliwiejaknajdalejodSakkary.

Podczaskolacjiw„MenaHouse",naktórejspotykalisiękażdegowieczoru,tymrazembrakowało

baronavonNostitza.Zamieszanieminionychdnitaknimwstrząsnęło,żeOmar,HalimaiNagitprzestali
miećdlaniegoznaczenie.

TAMGDZIEKOŃCZĄSIĘŚLADY

*

ByłatohistoriaOmaraMoussy,którązapisałsamwswoimdzienniku;aletoniekoniecjegohistorii.

Zrezygnowałzzapisaniajejkońcaiwydajemisię,żeznampowódjegopowściągliwości.Omarpragnął
bowiemzapomniećocałejsprawie.

Zniewielkąsumąpieniędzy,którąGustav-GeorgbaronvonNostitz-Wallnitzpozostawiłjemu,Halimie

iNagibowiwrównychczęściach,zbudowałsobienowąegzystencję.WróciłzHalimądoBerlina,
przejąłnaKönigstrassemałysklepantykwarycznyigdzieśokołoroku1930pobralisię.

NagibpozostałnajpierwwKairze,alepodwóchlatachrównieżprzybyłdoNiemieciosiedliłsięw

Düsseldorfie,gdziewkrótkimczasieprzepuściłwszystkiepieniądze.TaknaprawdętoOmariNagib
nigdyniebyliprawdziwymiprzyjaciółmi.Lospołączyłichwniepojętysposób,iniewątpliwietylkoto
byłopowodemichwieloletniegozwiązku.Tylkotymmożnawytłumaczyćfakt,żeichdrogi
nieoczekiwaniesięrozeszłyiżeżylizdalaodsiebie,choćwtymsamymkraju.

Wracającdopunktuwyjścianaszejhistorii,którazaczęłasięniepozornąkartkąznapisem

„MORDERCAnr73”,muszęznównawiązaćdomorderstwaprofesoraHartfielda,którepozornieniema
żadnegozwiązkuztąsprawą—amożejednak?

background image

PoprzyznaniusięWilliamaCarlyle’adowiny,którenastąpiłozasprawąOmara,zostałonprzez

egipskiewładzesądowe—ponieważchodziłoomorderstwodokonaneprzezcudzoziemcana
cudzoziemcu—odesłanydoLondynuitamskazanynaśmierć.Zamienionomujednakkaręnadożywotnie
więzienie.

DowiedziałemsięotymwLondynie,naGloucesterTerrace124,gdziemiałemnadziejęodnaleźć

AmalięDounce,siostrzenicęprofesoraHartfielda.Omaropisałmitakdokładniedwupiętrowydomz
czasówwczesnowiktoriańskich,żezłatwościąjużzdalekagopoznałem.Mosiężnątabliczkęz
nazwiskiemHartfieldzastąpionowąskąnapalec,wykonanązplastykuznazwiskiemClayton,co
początkowoniewzbudziłomojegozdziwienia.Dopierokiedyotworzyłamidrzwiatrakcyjnakobietaw
średnimwieku,stwierdziłem,żechybajużjągdzieświdziałem;przypomniałemsobieowąJulietClayton,
którąpoznałemwfirmieChristie’siktórejzachowaniewówczas—abyłotodwalatatemu—stanowiło
dlamniezagadkę.

Wyglądzewnętrznykobiety(inietylko!)zawszestanowizagadkę,aniektóreprzywiązująszczególną

wagędotego,abycokilkalattaksięzmieniaćzapomocąnowejfryzury,innegomakijażuisposobu
bycia,że
ledwiemożnajepoznać;aletymrazemwpadłominamyśl,żetaeleganckakobietajestzpewnością
siostrąJulietClayton.Iniemyliłemsię.

NiewspominającJulietClayton,oświadczyłem,żeznałemMrs.Dounce,nacodowiedziałemsię,że

Mrs.Douncebyłajejmatkąiżezmarłaprzedkilkulatynarakapłuc.AmaliaDouncepoślubiławlatach
trzydziestychniejakiegoHerbertaClaytonazSusseximiałaznimdwiecórki,JulietiSarę.

SaraClaytonżyłasamotniewdużymdomu,akobietyjejstanu,jeślisiępozyskaichzaufanie,potrafią

zalaćczłowiekapotokiemsłów.Tylkotejokolicznościzawdzięczamcenneinformacje,przedewszystkim
tę,żemałżeństwojejrodzicówtrudnobyłonazwaćszczęśliwym,ponieważmężczyznaonazwisku
Carlylewciążstałmiędzynimi.Wprawdzieodsiadywałkarędożywotniegowięzienia—MissClayton
niechciałasięwdawaćwszczegółydotyczącepowodów—alesamowspomnienietegonazwiska
prowadziłozawszewrodziniedokonfliktów.WreszcieCarlylezuwaginapodeszływiek—dobiegał
siedemdziesiątki—zostałułaskawionyinatychmiastskierowałswekrokidojejmatki.Tegosamego
dniaClayton,jejojciec,opuściłdom;zdnianadzieńzacząłpićipopółrokuzapiłsięnaśmierć.Carlyle
natomiastmiałsięznakomicie.Mimoiżspędziłpółżyciawwięzieniu,cieszyłsięniespożytąenergiąi
traktowałobiesiostryjakwłasnecórki.

Przyłapałemsięnatym,żeniesłuchamuważnieMissClayton.Jejopowiadaniewywołałowemnie

całyszeregskojarzeń,izapytałemostrożnie,czydarzyłyowegoCarlyle’asympatią.

Otak,odpowiedziałaMissClayton,podkreślając,żetenbiednyczłowiekodpokutowałprzecieżza

swójczyn,apozatymtobyłajakaśdawna,mrocznahistoria,zpowoduktórejzostałskazany.Następnie
dowiedziałemsię,żenietylkoczęstoopowiadałotymwypadku,odniosłemnawetwrażenie,żeczłowiek
ówznałtylkojedentemat,swój„wypadek”,iżetogobezresztyzaprzątało.

CzyAmaliaClaytonwspierałagowtym?
Oczywiście.
Równieżcórki?
Owszem,nailetobyłomożliwe.
CzywspomniałkiedykolwieknazwiskoMoussy,ważnegoświadka?
Nadźwięktegonazwiskarozmowanaglesięurwała.MissSarazapytała,czyjestemzpolicjiiczego

właściwieodniejchcę;itakzadużomijużpowiedziała.Przecieżwcalemnieniezna.Ikazałamiwyjść.

Coteżuczyniłem;alezkioskuzkwiatamiwhotelu„Glousester”posłałemjejbukietzmoją

wizytówkąikilkomasłowamipodziękowaniazainformacje.Niepotrzebowałemdługoczekaćido

background image

hoteluzadzwoniłaSaraClayton.Przepraszałazanieuprzejmość,historiabowiemjestzbytdelikatna,aby
takwprostoniejmówić.Aleponieważwyglądanato,żeitakwiemocałejsprawiewięcej,niżonaby
sobieżyczyła,zapraszamnienazajutrznaherbatę—jeślimamochotę.

Oczywiściemiałemochotę,aherbata„WhittardDarjeelingfirstflash”,którąpodała,byłaznakomita.

AlejeszczebardziejzaskoczyłamnieobecnośćJulietClayton,jejsiostry.KiedySaraopowiedziałajejo
mojejwizycie,natychmiastsobiemnieprzypomniałaizaproponowałatospotkanie,ponieważbałasię,
mającnauwadzemojąnieustępliwość,żeniespocznę,dopókiniezgłębiętłatejhistorii,afałszywe
informacjemogłybyprzynieśćwięcejszkody,niżgdybymipowiedziałacałąprawdę.

Wtensposóbdowiedziałemsię,conaprawdęzaszło,inapodstawietychinformacjiorazdostępnych

miwynikówśledztwamogłemodtworzyćnastępującyprzebiegwydarzeń:

WilliamCarlylepozwolnieniuzwięzieniamiałtylkojednonamyśli:zemścićsięnaOmarze

Moussie.Byłprzekonany,żegdybyniezeznanieOmarapozabójstwieHartfielda,uniknąłbykary.Szukał
gowielelat,najpierwwEgipcie,potemwBerlinie,wreszciedowiedziałsię,żedomOmarazostał
zbombardowanywczasiewojny,aonsamprzeniósłsiędo

Düsseldorf

u;jaktoczęstobywa,zasadnicząrolę

wtymodkryciuodegrałprzypadek.

JulietrozsyłałakatalogiaukcyjnewfirmieChristie’sipewnegodnianatknęłasięnanazwiskoOmara

Moussy,zamieszkałegowD

ü

sseldorfienaKönigsallee.KiedyCarlyledowiedziałsię,żeOmarkazał

zamieścićswojąofertęwkataloguegipskim,powziąłdiabelskiplan.

Zniewiadomegoźródła,znanegomuzapewnezczasówwięzienia,zdobyłtakzwanyzastrzykśmierci,

któryparaliżujekrążenieiwciągukilkusekundpowodujeśmierć.Obiekobietypodkreślały,żeniemiały
oniczympojęcia,szczególnieJulietzaklinałasięnawszystkieświętości,żeinaczejnigdybynie
zdradziła,ktokryjesiępodnumerem135.

WzamieszaniupodczasaukcjiuszłouwagiJuliet,żenasaliobecnisądwajmężczyźniotymsamym

nazwisku;albowiem—jaksiępóźniejokazało—Omarbyłodlatśledzonyprzezrozmaitetajnesłużby.
WsprawieImhotepażadnazesłużbnieposunęłasięaniokrokdoprzodu;aleNiemcyiAnglicy
(DeuxièmeBureauzawiesiłoswojeposzukiwania)nabraliprzekonania,żeOmarMoussawiecoświęcej
otejhistorii.ZakamuflowanąofertęwywiadubrytyjskiegowwysokościstutysięcyfuntówOmar
odrzuciłzuzasadnieniem,żeniewie,ocochodzi.

OczywiścieJulietClaytonniemogłaprzypuszczać,żeówczłowiekznumerem135toniebyłOmar,

tylkoagent,którynosiłtosamonazwisko,przypuszczalniedlatego,abyzmylićkonkurencyjnywywiad.

CarlyleniewidziałOmarabliskopięćdziesiątlatitakbyłzaślepionychęciązemsty,żeniespostrzegł

pomyłki.PozamachuuciekłdoBristoludokumplazwięzienia,alekilkadnipóźniejwskutekemocji
dostałwylewuizmarł.

Pytanie,ktonapisałkartkę„MORDERCAnr73”iumieściłwposążkukotkiBastet,pozostałobez

odpowiedzi.Jeślizałożyć,żeagentbrytyjskibyłwposiadaniuosobistychpapierówOmara,wgrę
wchodziłbyagentinnegokraju,któryobserwowałtęscenę.Alemogłoteżbyćcałkiemodwrotnie;dla
naszejhistoriiniematoitakznaczenia.

Baiernrain,wsierpniu1990P.V.