background image

1 XII 1934. Charlotta Corday strzela do 
Kirowa

Włodzimierz Kalicki 2003-12-01, ostatnia aktualizacja 2003-11-28 00:00:00.0

Nieznajomy radzi, by zabić raczej szefa leningradzkiej organizacji partyjnej

Niepozorny mężczyzna koło trzydziestki, ze skórzaną teczką, leciutko, utykając zmierza w stronę klasycystycznego 
portyku pałacu. Za cara pałac nazywał się Smolny i mieściła się tu szkoła dla panien z arystokratycznych domów. W 
czasie rewolucji zainstalował się tu Lenin ze swym sztabem i stąd kierował zdobyciem władzy przez bolszewików. 
Teraz, gdy zaprowadzili oni w Rosji nowe porządki, gdy Petersburg przemianowali na Leningrad, dawny Smolny jest 
siedzibą leningradzkiego Sowietu. 

Jest późne popołudnie, zapada zmierzch. Wszędzie biało, prószy śnieg. Przed głównym wejściem pusto. O dziwo, nie 
ma stojącej tam zawsze warty. Mężczyzna bez przeszkód wchodzi do Smolnego. Idzie na trzecie piętro, na którym mają 
biura i gabinety najważniejsi funkcjonariusze leningradzkiej organizacji partii komunistycznej i tutejszego Sowietu. 
Przybysz nie błądzi. Idzie prosto do toalety. Zamyka się i przez okienko obserwuje podjazd. Leonid Wasiliewicz 
Nikołajew wszystko, co robi, od dawna starannie zaplanował. 

Do partii bolszewickiej Nikołajew wstąpił w roku 1920. Po wojnie z Polską dostał pracę w jednej z petersburskich fabryk. 
Uważał się jednak za stworzonego do wielkich zadań i domagał się od partii zdecydowanie bardziej prestiżowego 
zajęcia. Dostał posadę w administracji, ale niecały rok temu partia skierowała go do pracy fizycznej na kolei. Odmówił i 
w marcu wyrzucono go z WKP(b) za złamanie dyscypliny partyjnej. W maju legitymację odzyskał. Ale pracy - nie. 
Bezrobotny, sfrustrowany, coraz głośniej wygadywał wśród znajomych na znieczulicę partyjnej biurokracji. I coraz 
częściej dawał do zrozumienia, że zaskorupiałymi bolszewickimi układami wstrząsnąć może tylko zabójstwo 
eksponowanego działacza partii. O dziwo, nie tylko on tak uważał. Pewien nieznajomy poznany przez Nikołajewa parę 
miesięcy temu życzliwie wysłuchiwał jego planów i przechwałek, że wkrótce stanie się sławny jak najsłynniejsi 
zamachowcy w historii, w rodzaju Charlotty Corday. Ba, miły nieznajomy nawet ćwiczył z Nikołajewem pod miastem 
strzelanie z rewolweru Nagant i życzliwie podsuwał konkretny pomysł zabicia szefa leningradzkiej organizacji partyjnej 
Siergieja Mironowicza Kirowa, a nie jednego z urzędników komisji kontroli, co zamierzał najpierw Nikołajew. W 
sowieckiej rzeczywistości roku 1934 życzliwe wysłuchiwanie planów zabicia jednego z partyjnych liderów przez 
tajemniczego nieznajomego, wysłuchiwanie, które nie kończy się w lochach NKWD, ale na potajemnym treningu 
strzelania, to prawdziwy cud. Nie jedyny to cud, jaki ostatnio spotkał Nikołajewa. Ostatnio dwa razy usiłował dostać się z 
nagantem w kieszeni do Smolnego i dwukrotnie aresztowały go straże. Jakiś anioł stróż czuwał jednak nad 
sfrustrowanym zamachowcem. Za każdym razem NKWD szybko go zwalniało. 

Dochodzi szesnasta. Przed pałacem zatrzymuje się samochód osobowy. Wysiada zeń postawny mężczyzna. Siergiej 
Mironowicz Kirow, sekretarz Komitetu Leningradzkiego Partii Komunistycznej. Komunista zasłużony podczas rewolucji i 
wojny domowej, bolszewik lojalny wobec generalnego sekretarza partii Stalina, ale pozwalający sobie na niebezpieczny 
luksus zachowywania własnego zdania. W ciągu ostatnich trzech lat kilkakrotnie sprzeciwił się gensekowi, gdy ten żądał 
kary śmierci dla opozycyjnych działaczy partyjnych. Co więcej, niedawno doprowadził do otwartej konfrontacji ze 
Stalinem, domagając się lepszego wyżywienia dla leningradzkich robotników. A gdy latem tego roku Stalin 
zaproponował, by Kirow przeniósł się do Moskwy, pod jego bezpośrednią kuratelę, Kirow odmówił. Od roku w partii 
mówi się o "linii Kirowa" jako o leciutko liberalniejszej od bezwzględnej linii Stalina. To niebezpieczne, o takich 
konkurentach Stalin nigdy nie zapomina. 

Kirow szybkim krokiem wchodzi do Smolnego. Nie zauważa nienormalnej sytuacji - nie ma żadnego wartownika! Z 
samochodu Kirowa wysiada także szef jego osobistej ochrony Borisow, ale zamiast towarzyszyć sekretarzowi do jego 
biur na trzecim piętrze, zostaje na dole, czego nigdy nie robił. 

Kirow wchodzi na trzecie piętro, idzie do swego biura, rozmawia ze współpracownikami i jednym z sekretarzy 
leningradzkiej organizacji partyjnej Michaiłem Czudowem. Potem wychodzi. Idzie korytarzem do swego gabinetu. Gdy 
skręca w lewo, zza rogu wyłania się Nikołajew i z najbliższej odległości strzela z tyłu do Kirowa. Z biura wybiega 
Czudow i inni urzędnicy. Krwawiący, nieprzytomny Kirow leży na korytarzu. Obok niego - Nikołajew. Po strzale 
zamachowiec zemdlał. Nieprzytomnego Nikołajewa osobiście aresztuje zastępca szefa leningradzkiego NKWD Fiodor 
Fomin. 

Przybiegają lekarze. Szybko robią zastrzyki z adrenaliny, eteru, kamfory, kofeiny. Ale Kirow umiera. 

Czudow telefonuje do Moskwy, do Stalina. Nie mija parę godzin, gdy Kreml wydaje nadzwyczajny dekret: 

"I. Władzom śledczym poleca się prowadzić w trybie przyspieszonym sprawy oskarżonych o przygotowanie lub 
dokonanie aktów terroru. 

II. Organom sądowym poleca się nie wstrzymywać wykonywania wyroków śmierci w związku z prośbą przestępców tej 
kategorii o zastosowanie prawa łaski. 

III. (...) Poleca się wykonywać wyroki śmierci na przestępcach wymienionej wyżej kategorii natychmiast po wydaniu 
wyroków". 

Jednocześnie Stalin zapowiada przyjazd do Leningradu na jutro rano. 

NKWD znajduje w teczce zamachowca oświadczenia w związku z zamachem. Są adresowane do różnych sowieckich 
instytucji. Późnym wieczorem enkawudziści przeszukują mieszkanie Nikołajewa. Znajdują dziennik i kolejne dokumenty 
potwierdzające, że zabójstwo Kirowa było zemstą życiowego nieudacznika. W jednym z pomieszczeń na trzecim piętrze 
Fiodor Fomin z własnej inicjatywy przesłuchuje zabójcę. Nikołajew jest zdrowo podpity, wymiotuje, często płacze. Prosi, 
by znalezione w jego mieszkaniu pieniądze przekazać żonie i matce. W czasie nocnego przesłuchania Nikołajew 
spostrzega wśród enkawudzistów nieznajomego, z którym ćwiczył strzelanie z naganta i omawiał szczegóły zamachu. 
Chciał być sowiecką Charlottą Corday. Nagle pojmuje, że był tylko pionkiem w rękach NKWD. 

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl -

http://wyborcza.pl/0,0.html

© Agora SA

Strona 1 z 1

1 XII 1934. Charlotta Corday strzela do Kirowa

2011-12-01

http://wyborcza.pl/2029020,86176,1800712.html?sms_code=