background image
background image
background image

Mo​she​mu,któ​rydlamniepo​rzu​ciłtakwie​le

background image

1.Brittany

Wszy​scy wie​dzą, że je​stem ide​al​na. Moje

ży​cie jest ide​al​ne. Moje ciu​chy są ide​al​ne. Na​-
wet moja ro​dzi​na jest ide​al​na. I choć to kom​-
plet​na bzdu​ra, sta​ram się, jak mogę, żeby tak
to wła​śnie wy​glą​da​ło. Je​śli praw​da wy​szła​by
najaw,znisz​czy​ła​bymójbaj​ko​wywi​ze​ru​nek.

Sto​ję w ła​zien​ce przed lu​strem, w po​ko​ju

lecimu​zy​ka,ajazmy​wamtrze​ciąkrzy​wąkre​-
skę na​ry​so​wa​ną pod okiem. Cho​le​ra, ręce mi
się trzę​są. Po​czą​tek ostat​niej kla​sy w li​ceum i
pierw​sze spo​tka​nie z chło​pa​kiem po roz​łą​ce
nacałewa​ka​cjeniepo​win​nobyćta​kiestre​su​-
ją​ce, ale mia​łam fa​tal​ny start. Naj​pierw lo​-
ków​ka za​czę​ła wy​sy​łać sy​gna​ły dym​ne, po
czympa​dła.Po​temod​padłmigu​zikwulu​bio​-
nejbluz​ce.Ate​razmójey​eli​nerożyłwła​snym
ży​ciem. Gdy​by to ode mnie za​le​ża​ło, zo​sta​ła​-
bym w mi​lut​kim łó​żecz​ku i ja​dła cały dzień
cie​płecia​stecz​kazcze​ko​la​dą.

— Brit, schodź — z ko​ry​ta​rza do​bie​ga mnie

nie​wy​raź​niegłosmamy.

W pierw​szym od​ru​chu mam ocho​tę ją zi​-

gno​ro​wać,aletojesz​czeni​g​dyniedałominic
pozaawan​tu​rą,bó​lemgło​wyikrzy​kiem.

background image

— Chwi​la! — krzy​czę z na​dzie​ją że uda mi

się wresz​cie na​ry​so​wać pro​sto kre​skę i skoń​-
czyćma​ki​jaż.

Wkoń​cudajęradę,rzu​camey​eli​nernasto​-

lik,prze​glą​damsiędo​kład​niewlu​strze,wy​łą​-
czamwie​żęizbie​gamszyb​konadół.

Mama stoi na dole na​szych im​po​nu​ją​cych

scho​dów i oce​nia mój strój. Pro​stu​ję się. Tak,
tak. Mam osiem​na​ście lat i nie po​win​nam się
przej​mo​wać zda​niem swo​jej mat​ki. Ale nie
wie​cie, jak to jest miesz​kać w domu El​li​sów.
Mamamaner​wi​cę.Nietaką,któ​rąmoż​nabez
pro​ble​muokieł​znaćnie​bie​ski​mita​ble​tecz​ka​mi.
Akie​dymamajestzde​ner​wo​wa​na,wszyst​kim
siędo​sta​je.Wy​da​jemisię,żetowła​śniedla​te​-
go tata wy​cho​dzi do pra​cy, za​nim mama się
obu​dzi,bochceunik​nąć—nocóż—jej.

—Spodniefa​tal​ne,pa​sekświet​ny—oce​nia

mama, wska​zu​jąc pal​cem po​szcze​gól​ne czę​ści
gar​de​ro​by.—Aodtychwrza​sków,któ​reuwa​-
żasz za mu​zy​kę, boli mnie gło​wa. Całe szczę​-
ście,żetowy​łą​czy​łaś.

— Tak, mamo, dzień do​bry — mó​wię, po

czym po​ko​nu​ję ostat​nie stop​nie i cmo​kam ją
w po​li​czek. Wy​raź​nie czu​ję in​ten​syw​ny za​-
pach jej per​fum. Wy​glą​da za​bój​czo w swo​jej
su​kien​ce te​ni​so​wej od Ral​pha Lau​re​na. Jej na
pew​no nikt by nic nie za​rzu​cił, bo wy​glą​da

background image

per​fek​cyj​nie.

—Ku​pi​łamcitwo​jeulu​bio​nemuf​fi​nyzoka​-

zjiroz​po​czę​ciarokuszkol​ne​go—mówimama
iwy​cią​gazzaple​cówto​reb​kę.

— Nie, dzię​ki — mó​wię i roz​glą​dam się za

sio​strą.—GdzieShel​ley?

—Wkuch​ni.
—Przy​szłajużnowaopie​kun​ka?
—ManaimięBa​gh​dainie,nieprzy​szła.Bę​-

dziezago​dzi​nę.

—Mó​wi​łaśjej,żeweł​najądra​pie?Iżecią​-

gniezawło​sy?—Mojasio​straza​wszedajedo
zro​zu​mie​nianawła​sny,po​zba​wio​nysłówspo​-
sób, że nie lubi do​ty​ku weł​ny, bo draż​ni jej
skó​rę.

Szar​pa​nie za wło​sy to no​wość, ale było już

przy​czy​ną kil​ku ma​łych ka​ta​strof. Ka​ta​stro​fy
w moim domu mają urok wy​pad​ku sa​mo​cho​-
do​we​go,więcle​piejichuni​kać.

—Dwarazytak.Po​roz​ma​wia​łamdziśso​bie

ztwo​jąsio​strą,Brit​ta​ny.Jaktakda​lejpój​dzie,
nie bę​dzie​my już mie​li gdzie szu​kać ko​lej​nej
opie​kun​ki.

Idę do kuch​ni, bo nie mam ocho​ty słu​chać

wy​wo​dów mo​jej mamy na te​mat tego, cze​mu
Shel​ley jest agre​syw​na w sto​sun​ku do lu​dzi.
Shel​ley sie​dzi przy sto​le na wóz​ku i za​ja​da
spe​cjal​nie dla niej zmik​so​wa​ne je​dze​nie, bo

background image

mimożemadwa​dzie​ścialat,niepo​tra​figryźć
i po​ły​kać jak nor​mal​na oso​ba, bez fi​zycz​nych
ogra​ni​czeń.Je​dze​nieprzyoka​zjijakzwy​klelą​-
du​jejejnabro​dzie,ustachipo​licz​kach.

—Cześć,Shell-bell—wi​tamsięina​chy​lam,

żebywy​trzećjejtwarzchu​s​tecz​ką.—Dziśpo​-
czą​tekrokuszkol​ne​go.Trzy​majkciu​ki.

Shel​ley wy​rzu​ca przed sie​bie gwał​tow​nie

ręce i uśmie​cha się do mnie krzy​wo. Uwiel​-
biamtenuśmiech.

— Chcesz mnie przy​tu​lić? — py​tam, choć

wiem,żechce.Le​ka​rzecią​glenampo​wta​rza​ją,
żedlaShel​leyimwię​cejkon​tak​tu,tymle​piej.

Shel​ley kiwa gło​wą. Obej​mu​ję ją, uwa​ża​jąc,

żeby trzy​mać wło​sy z da​le​ka od jej rąk. Gdy
się od​su​wam, mama wy​da​je stłu​mio​ny
okrzyk.Dlamniebrzmitojakgwiz​deksę​dzie​-
go,któ​ryza​trzy​mu​jewbie​gumojeży​cie.

—Brit,niemo​żesztakiśćdoszko​ły.
—Jak?
Krę​cigło​wąiwzdy​chapo​iry​to​wa​na.
—Po​patrznaswo​jąbluz​kę.
Spusz​czamgło​węiwi​dzęnaprzo​dziebia​łej

ko​szu​li od Ca​lvi​na Kle​ina dużą mo​krą pla​mę.
Ups.Shel​leymnieośli​ni​ła.Jed​nospoj​rze​niena
skrzy​wio​ną twarz mo​jej sio​stry mówi mi to,
cze​goniepo​tra​fiwy​ra​zićsło​wa​mi:Shel​leyjest
przy​kro. Shel​ley nie chcia​ła po​bru​dzić mi

background image

ubra​nia.

—Nieprzej​mujsię—mó​więjej,choćwgłę​-

bi du​szy wiem, że pla​ma psu​je mój ide​al​ny
wy​gląd.

Mama marsz​czy brwi, mo​czy ka​wa​łek pa​-

pie​ro​we​goręcz​ni​kaista​rasięjąwy​trzeć.Czu​-
jęsięjakdwu​lat​ka.

—Idźsięprze​brać.
—Mamo,totyl​kobrzo​skwi​nie—mó​więła​-

god​nie, żeby nie do​szło do ostrzej​szej wy​mia​-
nyzdań.Zażad​neskar​byniechcę,żebymo​jej
sio​strzezro​bi​łosięprzy​kro.

— Brzo​skwi​nie zo​sta​wia​ją pla​my. Nie

chceszprze​cież,żebyktośso​biepo​my​ślał,żeo
sie​bieniedbasz.

— Do​brze. — Ża​łu​ję, że mama nie ma aku​-

ratlep​sze​godnia,jed​ne​goztych,gdyniecze​-
piasiętakwszyst​kie​go.

Cmo​kam sio​strę w czu​bek gło​wy, żeby nie

po​my​śla​ła,żeprze​ję​łamsiętąśli​ną.

—Wi​dzi​mysięposzko​le—mó​wię,sta​ra​jąc

się, żeby za​brzmia​ło to we​so​ło. — Do​koń​czy​-
myroz​gryw​kęwwar​ca​by.

Wbie​gamnagórępodwastop​niena​raz.Po

wej​ściu do po​ko​ju zer​kam na ze​ga​rek. O nie.
Dzie​sięćposiód​mej.Sier​ra,mojaprzy​ja​ciół​ka,
za​cznieświ​ro​wać,je​ślisięponiąspóź​nię.

Wy​cią​gam z sza​fy ja​sno​nie​bie​ską apasz​kę i

background image

bła​gamwdu​chu,żebysięuda​ło.Możeniktnie
za​uwa​ży pla​my, je​śli od​po​wied​nio za​wią​żę
chust​kę.

Wra​camnadół,amamaznówstoiwko​ry​-

ta​rzu,żebymisięprzyj​rzeć.

—Świet​naapasz​ka.
Uf.
Gdyjąmi​jam,wci​skamimuf​finwrękę.
—Zjeszpodro​dze.
Ła​pięciast​ko.Wdro​dzedosa​mo​cho​dubio​-

ręnie​uważ​niegry​za.Nie​ste​tytonieja​go​do​we,
mojeulu​bio​ne,tyl​koba​na​no​wo-orze​cho​we.Za
bar​dzo ba​na​no​we. Ciast​ko przy​po​mi​na mi
mnie — na ze​wnątrz ide​ał, a w środ​ku jed​na
wiel​kabre​ja.

background image

2.Alex

Wsta​waj,Alex.
Rzu​cam młod​sze​mu bra​tu mor​der​cze spoj​-

rze​nieina​kry​wamgło​wępo​dusz​ką.Dzie​lępo​-
kój z dwo​ma brać​mi, je​de​na​sto i pięt​na​sto​let​-
nim, więc nie mam gdzie się scho​wać i tyl​ko
po​dusz​kaza​pew​niamiodro​bi​nępry​wat​no​ści.

—Od​walsię,Luis—chry​pięspodpo​dusz​ki.

Noes​teschin​gan​do.

—Wca​lesięnadtobąnieznę​cam.Mamaka​-

za​łacięobu​dzić,że​byśnieza​spałdoszko​ły.

Ostat​nia kla​sa. Po​wi​nie​nem być dum​ny:

będępierw​szyzna​szejro​dzi​ny,któ​ryskoń​czy
li​ceum. Ale po szko​le za​cznie się praw​dzi​we
ży​cie. O stu​diach mogę tyl​ko po​ma​rzyć.
Czwar​takla​sali​ceumtodlamniejakim​pre​za
po​że​gnal​na przed przej​ściem na eme​ry​tu​rę
dla sześć​dzie​się​cio​pię​cio​lat​ka. Czło​wiek wie,
że mógł​by jesz​cze coś zro​bić, ale wszy​scy
chcą,żebyjużod​szedł.

— Mam su​per​ciu​chy — do​cho​dzi mnie

przezpo​dusz​kędum​ny,alestłu​mio​nygłosLu​-
isa.—Ne​nas,la​secz​ki,będąsięśli​nićnawi​dok
la​ty​no​skie​googie​ra.

—Su​per—mru​czę.

background image

Mamamówi,żemamcięob​laćwodą,je​śli

niewsta​niesz.

Czy czło​wiek na​praw​dę nie może pro​sić o

odro​bi​nę pry​wat​no​ści? Bio​rę po​dusz​kę i rzu​-
cam w Lu​isa. Tra​fio​ny. Woda ob​le​wa mu całe
ubra​nie.

— Cu​le​ro! — ty dup​ku — drze się. — Nie

mamin​nychciu​chów.

Spod drzwi do​bie​ga mnie wy​buch śmie​chu.

Car​los, mój dru​gi brat, wyje ze śmie​chu jak
szur​nię​ta hie​na. Ale tyl​ko póki Luis nie rzu​ca
się na nie​go. Bój​ka wy​my​ka się spod kon​tro​li,
a moi młod​si bra​cia okła​da​ją się bez opa​mię​-
ta​nia.

Nie​źle so​bie ra​dzą, my​ślę z dumą, przy​glą​-

da​jąc się wal​ce. Ale je​stem naj​star​szym męż​-
czy​znąwtymdomuimu​szęichroz​dzie​lić.Ła​-
pięCar​lo​sazakoł​nierz,alepo​ty​kamsięonogę
Lu​isailą​du​jęra​zemzniminapod​ło​dze.

Za​nim uda​je mi się od​zy​skać rów​no​wa​gę,

czu​jęnaple​cachlo​do​wa​tystru​mień.Okrę​cam
się szyb​ko i wi​dzę, jak mi’ama ob​le​wa nas
wszyst​kich wodą, sto​jąc nad nami z wia​der​-
kiem,wy​szy​ko​wa​nadopra​cy.Jestka​sjer​kąw
po​bli​skimspo​żyw​cza​ku,kil​kaprze​cznicodna​-
sze​godomu.Niepła​cązawie​le,alenamdużo
niepo​trze​ba.

—Wsta​waj​cie—roz​ka​zu​jewście​kła.

background image

—Cho​le​ra,mamo—mówiCar​losiwsta​je.
Mia​ma

 wkła​da pal​ce do reszt​ki lo​do​wa​tej

wody, któ​ra zo​sta​ła jej w wia​der​ku, i pry​ska
Car​lo​so​wiwtwarz.

Luis wy​bu​cha śmie​chem, ale w tej sa​mej

chwi​li też zo​sta​je opry​ska​ny wodą. Kie​dy oni
wy​do​ro​śle​ją?

—Cośjesz​cze,Luis?—pyta.
— Nie, mamo — od​po​wia​da brat i sta​je na

bacz​nośćjakżoł​nierz.

—Maszcośjesz​czedopo​wie​dze​nia,Car​los?

— Mama za​nu​rza ostrze​gaw​czo rękę w wia​-
der​ku.

— Nie, mamo — po​wta​rza żoł​nierz nu​mer

dwa.

—Aty,Ale​jan​dro?—Oczyzwę​ża​jąsięjejw

wą​skieszpar​ki,gdyprze​no​siwzroknamnie.

— No co? Chcia​łem ich roz​dzie​lić — mó​wię

gło​sem nie​wi​niąt​ka i uśmie​cham się z nie​od​-
par​tymuro​kiem.

Pry​skamiwodąwtwarz.
—Tozato,żenieroz​dzie​li​łeśichszyb​ciej.A

te​razubie​raćsięisia​daćdosto​łu.

Tobybyłotyle,je​ślicho​dziomójnie​od​par​-

tyurok.

— I tak nas ko​chasz — rzu​cam za nią, gdy

wy​cho​dzizpo​ko​ju.

Bio​ręszyb​kiprysz​niciwra​camdopo​ko​juz

background image

ręcz​ni​kiem na bio​drach. Luis ma na gło​wie
mojąban​da​nę,codo​pro​wa​dzamniedowście​-
kło​ści.Zry​wammujązgło​wy.

—Ni​g​dywię​cejtegoniedo​ty​kaj,Luis.
— Cze​mu? — pyta, pa​trząc nie​win​nie tymi

swo​imiciem​no​brą​zo​wy​mioczka​mi.

Dla Lu​isa to tyl​ko zwy​kła ban​da​na. Dla

mnietoozna​katego,cojest,itego,cze​goni​g​-
dyniebę​dzie.Jakmamdocho​le​rywy​ja​śnićto
je​de​na​sto​let​nie​mu gów​nia​rzo​wi? Wie, kim je​-
stem. To żad​na ta​jem​ni​ca, że ban​da​na jest w
bar​wachLa​ty​no​skiejKrwi.Tra​fi​łemtamprzez
dłu​giize​mstęiniemamjużwyj​ścia.Aleprę​-
dzejdamsięza​bić,niżpo​zwo​lę,żebyktó​ryśz
mo​ichbra​citeżsiętamzna​lazł.

Zwi​jamban​da​nęwdło​ni.
—Luis,niedo​ty​kajmo​ichgra​tów.Azwłasz​-

czatychzwią​za​nychzKrwią.

—Alelu​bięubie​raćsięnaczer​wo​no-czar​no.
To ostat​nia rzecz, jaką chciał​bym od nie​go

usły​szeć.

— Je​śli jesz​cze raz cię w tym przy​ła​pię, to

bę​dzieszno​sićczar​no-fio​le​to​wy—ostrze​gam.

—Ku​masz,bra​cisz​ku?
Wzru​szara​mio​na​mi.
—Ku​mam.
Wy​cho​dzi ener​gicz​nie z po​ko​ju, a ja za​sta​-

na​wiam się, czy na​praw​dę do nie​go do​tar​ło.

background image

Prze​sta​ję się nad tym za​sta​na​wiać, tyl​ko wy​-
cią​gam z ko​mo​dy czar​ny T-shirt i wkła​dam
zno​szo​ne, spra​ne dżin​sy. Zwią​zu​ję so​bie na
gło​wiechu​s​tęisły​szęgłosmamyzkuch​ni.

— Ale​jan​dro, śnia​da​nie sty​gnie. De​pri​sa, ale

już.

— Idę — od​po​wia​dam. Ni​g​dy nie zro​zu​-

miem, cze​mu je​dze​nie jest dla niej aż ta​kie
waż​ne.

Gdywcho​dzędokuch​ni,moibra​ciapo​chła​-

nia​jąjużswo​jepor​cje.Otwie​ramlo​dów​kęilu​-
stru​jęjejza​war​tość.

—Sia​daj.
—Mamo,chcia​łemtyl​ko...
— To nie chciej, Ale​jan​dro, tyl​ko sia​daj. Je​-

ste​śmy ro​dzi​ną i sią​dzie​my do po​sił​ku jak ro​-
dzi​na.

Wzdy​cham, za​my​kam lo​dów​kę i sia​dam

obok Car​lo​sa. Cza​sem po​sia​da​nie bli​skiej ro​-
dzi​ny ma swo​je wady. Mi’ama sta​wia przede
mną ta​lerz pe​łen hu​evos i tor​til​li — ja​jek i
plac​ków.

—Cze​muniemo​żeszmó​wićnamnieAlex?

—py​tam,wpa​tru​jącsięwje​dze​nie.

—Gdy​bymchcia​łamó​wićnacie​bieAlex,nie

da​ła​bymcinaimięAle​jan​dro.Nielu​biszswo​-
je​goimie​nia?

Całysięspi​nam.Mamnaimiętaksamojak

background image

oj​ciec,któ​ryjużnieżyjeipoktó​rymmu​sia​łem
prze​jąć obo​wiąz​ki męż​czy​zny w tym domu.
Ale​jan​dro, Ale​jan​dro Jr., Ju​nior... dla mnie to
jed​noitosamo.

— A ma to ja​kieś zna​cze​nie? — mru​czę i

bio​rętor​til​lę.Pod​no​szęgło​wę,chcącspraw​dzić
jejre​ak​cję.

Stoi ty​łem do mnie i myje na​czy​nia przy

zle​wie.

—Nie.
—Alexchceuda​wać,żejestbia​ły—wtrą​ca

się Car​los. — Mo​żesz zmie​nić imię, bra​cisz​ku,
aleitakwszy​scybędąwi​dziećwto​biezwy​kłe​-
goMe​xi​ca​no.

— Car​los, cal​la​te la boca, przy​mknij się —

ostrze​gam. — Wca​le nie chcę być bia​ły. Nie
chcębyćtyl​koko​ja​rzo​nyzoj​cem.

— Por fa​vor — pro​si mat​ka. — Prze​stań​cie

sięwresz​ciekłó​cić.

Mo​ja​do—pod​śpie​wu​jeCar​los,żebymnie

spro​wo​ko​wać,mó​wiąc,żeje​stemnie​le​gal​nym
mek​sy​kań​skimro​bot​ni​kiem.

Mamdośćjegoga​da​nia.Nazbytdużoso​bie

po​zwa​la. Wsta​ję z szu​ra​niem. Car​los robi to
samo i pod​cho​dzi do mnie bli​sko. Wie, że
mógł​bym mu sko​pać ty​łek. Nie​dłu​go przez tę
swo​ją za​ro​zu​mia​łość na​py​ta so​bie bie​dy, bo
za​drzeznie​wła​ści​wąoso​bą.

background image

—Sia​daj,Car​los—na​ka​zu​jemia​ma.
— Pie​przo​ny fa​so​larz. — Car​los prze​cią​ga

sło​wa, pa​ro​diu​jąc po​łu​dnio​wy ak​cent. — A
wła​ści​wie jesz​cze go​rzej, es un gan​gu​ero — to
gang​ster.

—Car​los!—mi’amaprzy​wo​łu​jegoostrodo

po​rząd​ku i idzie już w jego stro​nę, ale ja je​-
stemszyb​szyiła​piębra​tazafra​ki.

— Ow​szem, lu​dzie za​wsze tak będą o mnie

my​śleć — mó​wię. — Ale jak bę​dziesz tak
chrza​nić,oto​biebędąmy​ślećtaksamo.

— Bra​cisz​ku, i tak będą. Czy tego chcę, czy

nie.

Pusz​czamgo.
— My​lisz się, Car​los. Mo​żesz osią​gnąć coś

wię​cej,byćkimświę​cej.

—Niżty?
—Tak,niżjaido​brzeotymwiesz—do​da​-

ję.—Ate​razprze​prośmamęzata​kieod​zyw​ki
wjejobec​no​ści.

Pa​trzymiwoczyizmiej​scawie,żenieżar​-

tu​ję.

— Prze​pra​szam, mamo — mówi i sia​da

znówprzysto​le.Alewi​dzę,żejestwście​kły,że
utar​łemmunosa.

Mi’ama

od​wra​casięiotwie​ralo​dów​kę,żeby

ukryć łzy. Cho​le​ra, mar​twi się o Car​lo​sa. Jest
w dru​giej kla​sie i ko​lej​ne dwa lata oka​żą się

background image

dlanie​goklu​czo​we.

Wy​kła​dam czar​ną skó​rza​ną kurt​kę, bo dłu​-

żejtuniewy​trzy​mam.Cmo​kamprze​pra​sza​ją​-
comi’amęwpo​li​czekzakłót​nieprzyśnia​da​niu
i wy​cho​dzę, za​sta​na​wia​jąc się, jak mam
uchro​nić Car​lo​sa i Lu​isa przed pój​ściem w
moje śla​dy i po​ka​zać im, że jest lep​sze ży​cie.
Cozairo​nia.

Nauli​cychło​pa​kiwta​kichsa​mychbar​wach

wi​ta​jąsięnaspo​sóbLa​ty​no​skiejKrwi:stu​ka​ją
siędwarazypra​wądło​niąwlewera​mię,ugi​-
na​jącprzytympa​lecser​decz​ny.Całyna​bu​zo​-
wa​ny wsia​dam na mo​tor. Chcą mieć w gan​gu
twar​dzie​la, to będą go mie​li. Od​sta​wiam taką
szop​kę na po​trze​by ze​wnętrz​ne​go świa​ta, że
cza​semażsamsięso​biedzi​wię.

—Alex,cze​kaj!—wołazna​jo​mygłos.
Pod​bie​ga do mnie Car​men San​chez, moja

są​siad​kaibyładziew​czy​na.

—Cześć,Car​men—mru​czę.
—Pod​rzu​ciszmniedoszko​ły?
Jej czar​na mini od​sła​nia bo​skie nogi, a blu​-

zecz​ka jest ob​ci​sła i pod​kre​śla małe, ale za​-
dzior​ne chi​chis, cyc​ki. Kie​dyś zro​bił​bym dla
niej wszyst​ko, ale to było, za​nim przy​ła​pa​łem
ją pod​czas wa​ka​cji z in​nym fa​ce​tem w łóż​ku.
Awza​sa​dziewsa​mo​cho​dzie.

— Oj prze​stań, Alex. Prze​cież nie gry​zę...

background image

chy​bażeze​chcesz.

Car​men też na​le​ży do Krwi. Nie​za​leż​nie od

tego,czyje​ste​śmyra​zem,czynie,za​wszekry​-
je​myso​bietył​ki.Ta​kiesąza​sa​dy.

—Wska​kuj—mó​wię.
Car​men wsia​da na mo​to​cykl i ce​lo​wo kła​-

dzie mi ręce na udach i przy​ci​ska się ca​łym
cia​łemdomo​ichple​ców.Nieod​no​sitojed​nak
efek​tu, na jaki za​pew​ne li​czy​ła. Co ona so​bie
wy​obra​ża? Że za​po​mnę o tym, co było? Nie
ma mowy. Moja prze​szłość de​cy​du​je o tym,
kimje​stem.

Sta​ramsięsku​pićnaroz​po​czę​ciuostat​nie​go

roku szkol​ne​go w Fa​ir​field, na te​raź​niej​szo​ści.
To cho​ler​nie trud​ne, bo nie​ste​ty po ma​tu​rze
moja przy​szłość bę​dzie naj​praw​do​po​dob​niej
taksamobez​na​dziej​najakmojaprze​szłość.

background image

3.Brittany

Sier​ra,przeztoautokrę​cąmisięwło​sy.Za​-

wszejakopusz​czamdach,wy​glą​dam,jak​bym
wpa​dławtrą​bępo​wietrz​ną—mó​więdoprzy​-
ja​ciół​ki, ja​dąc no​wym srebr​nym ka​brio​le​tem
wzdłużVineStre​etdoli​ceumFa​ir​field.—Wy​-
glądjestnaj​waż​niej​szy.—Moiro​dzi​ceprze​ka​-
za​li mi za​sa​dę, któ​ra rzą​dzi ca​łym moim ży​-
ciem. To je​dy​ny po​wód, dla któ​re​go nie sko​-
men​to​wa​łamwża​denspo​sóbbmw,któ​retato
dał mi dwa ty​go​dnie temu w ra​mach eks​tra​-
wa​ganc​kie​gopre​zen​tuuro​dzi​no​we​go.

— Miesz​ka​my pół go​dzi​ny od Wietrz​ne​go

Mia​sta—mówiSier​raiwy​cią​garękędogóry.

— A Chi​ca​go nie sły​nie za​sad​ni​czo z ła​god​-

nejpo​go​dy.Pozatym,Brit,ztymiroz​wi​chrzo​-
ny​miwło​sa​miwy​glą​daszjakgrec​kablondbo​-
gi​ni. Stre​su​jesz się tyl​ko spo​tka​niem z Co​li​-
nem.

Rzu​cam okiem na na​sze zdję​cie w kształ​cie

ser​dusz​kaprzy​kle​jo​nedode​skiroz​dziel​czej.

—Latozmie​nialu​dzi.
— Roz​sta​nie umac​nia uczu​cia — ri​po​stu​je

Sier​ra. — Je​steś ka​pi​ta​nem dru​ży​ny che​er​le​-
ade​rek, a on ka​pi​ta​nem dru​ży​ny fut​bo​lo​wej.

background image

Mu​si​cie być ra​zem, bo ina​czej roz​pad​nie się
układsło​necz​ny.

Co​lin dzwo​nił kil​ka razy z dom​ku let​ni​sko​-

we​go swo​ich ro​dzi​ców, gdzie spę​dzał wa​ka​cje
zkum​pla​mi,aleniemampo​ję​cia,naczymte​-
raz sto​imy. Wró​cił do​pie​ro wczo​raj wie​czo​-
rem.

— Świet​ne dżin​sy — mówi Sier​ra, zer​ka​jąc

namojespra​nebio​drów​ki.—Bę​dzieszmimu​-
sia​łapo​ży​czyć.

— Moja mama ich nie cier​pi — mó​wię i na

świa​tłach przy​gła​dzam so​bie wło​sy, sta​ra​jąc
sięujarz​mićswo​jeblondloki.—Mówi,żewy​-
glą​da​jąjakzse​cond-han​du.

—Mó​wi​łaśjej,żevin​ta​gejestnacza​sie?
— Aku​rat bę​dzie mnie słu​chać. Le​d​wie słu​-

cha​ła,jakpy​ta​łamonowąopie​kun​kę.

Nikt nie zda​je so​bie spra​wy, jak wy​glą​da

mój dom. Na szczę​ście mam Sier​rę. Może nie
do koń​ca wszyst​ko ro​zu​mie, ale wie na tyle
dużo,żemożemniewy​słu​chaćiza​cho​waćin​-
for​ma​cjenate​matmo​je​goży​ciaro​dzin​ne​gow
ta​jem​ni​cy. Poza Co​li​nem tyl​ko Sier​ra po​zna​ła
mojąsio​strę.

Sier​raotwie​rafu​te​rałzpły​ta​mi.
—Acosięsta​łozpo​przed​nią?
—Shel​leywy​rwa​łajejgarśćwło​sów.
—Auć.

background image

Za​jeż​dżam na szkol​ny par​king, bę​dąc my​-

śla​mi ra​czej przy sio​strze niż na dro​dze. Ha​-
mu​ję z pi​skiem opon, bo o mały włos nie po​-
trą​cam ja​kiejś pary na mo​to​cy​klu. Wy​da​wa​ło
misię,żemiej​scepar​kin​go​wejestpu​ste.

— Uwa​żaj, suko — mówi Car​men San​chez,

dziew​czy​na sie​dzą​ca za kie​row​cą, i po​ka​zu​je
miśrod​ko​wypa​lec.

Naj​wy​raź​niej pod​czas kur​su na pra​wo jaz​-

dyopu​ści​ławy​kładoagre​sjinadro​dze.

—Prze​pra​szam—mó​więgło​śno,żebyprze​-

krzy​czećrykmo​to​cy​kla.—My​śla​łam,żeni​ko​-
gotuniema.

Na​gledo​cie​radomnie,kogoomalniepo​trą​-

ci​łam. Mo​to​cy​kli​sta od​wra​ca się. Wście​kłe
czar​ne oczy. Czer​wo​no-czar​na ban​da​na. Wci​-
skamsięjaknaj​głę​biejwfo​tel.

— O cho​le​ra. To Alex Fu​en​tes — mó​wię i

wzdry​gamsię.

— Jezu, Brit — szep​cze Sier​ra. — Chcia​ła​-

bym do​żyć koń​ca roku. Wy​jeż​dżaj stąd, póki
nieza​bi​jenasobu.

Alex wpa​tru​je się we mnie mor​der​czym

wzro​kiem,sta​wia​jącmo​tornanóż​ce.Przy​wa​li
mi?

Szu​kam wstecz​ne​go, roz​pacz​li​wie prze​rzu​-

ca​jącbie​gi.Oczy​wi​ścietataku​piłmisa​mo​chód
zręcz​nąskrzy​niąbie​gów,alenieza​dałjużso​-

background image

bietru​du,żebyna​uczyćmniepo​rząd​nieob​słu​-
gi​waćtocho​ler​stwo.

Alex robi krok w stro​nę mo​je​go wozu. In​-

stynkt pod​po​wia​da mi, żeby zo​sta​wić sa​mo​-
chód i ucie​kać, jak​bym utknę​ła na to​rach, a
po​ciąg wła​śnie nad​jeż​dżał. Zer​kam na Sier​rę,
któ​ra grze​bie de​spe​rac​ko w to​reb​ce. To chy​ba
ja​kiśżart?

— Nie umiem wrzu​cić wstecz​ne​go. Mu​sisz

mi po​móc. Cze​go ty, do cho​le​ry, szu​kasz? —
py​tam.

—No...ni​cze​go.Niechcętyl​kona​wią​zy​wać

kon​tak​tuwzro​ko​we​gozLa​ty​no​ski​miKrwio​pji​-
ca​mi. Ru​szaj wresz​cie, co? — od​po​wia​da Sier​-
ra przez za​ci​śnię​te zęby. — Poza tym ja
umiemkie​ro​waćtyl​koau​to​ma​tem.

W koń​cu uda​je mi się wrzu​cić wstecz​ny, z

okrop​nympi​skiemoponco​famautoiznaj​du​ję
innemiej​sce.

Par​ku​je​my w za​chod​niej czę​ści par​kin​gu,

jaknaj​da​lejodpew​ne​goczłon​kagan​gu,któ​re​-
go zła sła​wa po​tra​fi​ła​by prze​ra​zić na​wet naj​-
tward​sze​go fut​bo​li​stę z Fa​ir​field, po czym
idzie​my z Sier​rą do głów​ne​go wej​ścia li​ceum
Fa​ir​field. Nie​ste​ty stoi tam Alex Fu​en​tes z
kum​pla​mizgan​gu.

— Po pro​stu idź — mru​czy Sier​ra. — Pod

żad​nympo​zo​remniepatrzimwoczy.

background image

To aku​rat oka​zu​je się do​syć trud​ne, gdy

AlexFu​en​tesza​stę​pu​jemidro​gę.

Jaką mo​dli​twę od​ma​wia się w go​dzi​nę

śmier​ci?

—Je​steśbez​na​dziej​nymkie​row​cą—mówiz

lek​kim hisz​pań​skim ak​cen​tem i spoj​rze​niem
mó​wią​cymwy​raź​nie:Jaturzą​dzę.

Ztymswo​imumię​śnio​nymcia​łemiide​al​ną

twa​rzą chło​pak wy​glą​da jak mo​del od Aber​-
crom​bie​go, ale jego zdję​cie tra​fi prę​dzej do
kar​to​te​kipo​li​cyj​nej.

Dzie​cia​ki z pół​noc​nej czę​ści mia​sta nie za​-

da​ją się w za​sa​dzie z dzie​cia​ka​mi z po​łu​dnia.
Nie, że uwa​ża​my się za lep​szych — je​ste​śmy
popro​stuinni.Ży​je​mywtymsa​mymmie​ście,
ale w zu​peł​nie in​nych czę​ściach. My miesz​ka​-
my w du​żych re​zy​den​cjach nad je​zio​rem Mi​-
chi​gan, a oni w po​bli​żu bocz​nic ko​le​jo​wych.
Ina​czej wy​glą​da​my, mó​wi​my, za​cho​wu​je​my
się i ubie​ra​my. Nie mó​wię, że ktoś jest lep​szy
albo gor​szy. W Fa​ir​field tak po pro​stu jest. A
szcze​rzemó​wiąc,więk​szośćdziew​czynzpo​łu​-
dnia mia​sta trak​tu​je mnie tak jak Car​men
San​chez...nie​na​wi​dząmniezato,kimje​stem.

Ara​czejzato,jakaichzda​niemje​stem.
Alex mie​rzy mnie po​wo​li wzro​kiem, z góry

nadółizpo​wro​tem.Nieporazpierw​szychło​-
pak tak na mnie pa​trzy, ale ni​g​dy nie ro​bił

background image

tego ktoś taki jak Alex i to w tak bez​czel​ny
spo​sób...iztakbli​ska.Czu​ję,żero​bięsięczer​-
wo​na.

— Na​stęp​nym ra​zem patrz, gdzie je​dziesz

—mówizim​nym,spo​koj​nymgło​sem.

Pró​bu​je mnie za​stra​szyć. Do​bry jest. Nie

damsięster​ro​ry​zo​wać,na​wetje​śliwbrzu​chu
wszyst​koprze​wra​camisiętak,jak​bymzro​bi​ła
sto gwiazd pod rząd. Pro​stu​ję ra​mio​na i
uśmie​chamsięszy​der​czo:tymsa​mymuśmie​-
chem,poktó​rysię​gam,gdychcęko​gośdosie​-
bieznie​chę​cić.

—Dzię​kizaradę.
— Je​śli chcia​ła​byś kie​dyś, żeby praw​dzi​wy

fa​cetpo​ka​załci,jaksięjeź​dzi,mogęciudzie​lić
parulek​cji.

Jego kum​ple za​czy​na​ją się śmiać i gwiz​dać,

awemniewszyst​kosięgo​tu​je.

— Gdy​byś był praw​dzi​wym fa​ce​tem, przy​-

trzy​mał​byś mi drzwi, a nie blo​ko​wał przej​ście
—mó​wię,bę​dącpodwra​że​niemwła​snejri​po​-
sty,mimożeko​la​namamjakzwaty.

Alexod​su​wasię,otwie​radrzwiikła​niasię,

jak​by był ka​mer​dy​ne​rem. Robi so​bie ze mnie
jaja: on to wie i ja to wiem. Wszy​scy to wie​-
dzą. Wi​dzę, że Sier​ra da​lej grze​bie bez sen​su
wto​reb​ce.Cozakre​tyn​ka.

—Zaj​mijsięwła​snymży​ciem—mó​więmu.

background image

—Takjakty?Ca​bró​na,po​zwól,żecościpo​-

wiem—od​po​wia​daostroAlex.—Two​jeży​cie
niejestpraw​dzi​we.Jestsztucz​ne.Takjakcała
ty.

Ła​pię Sier​rę za rękę i cią​gnę do otwar​tych

drzwi.Wcho​dzi​mydośrod​kawśródśmie​chów
ipo​gwiz​dy​wań.

W koń​cu wy​pusz​czam z płuc po​wie​trze,

któ​re mu​sia​łam do​tąd cały czas wstrzy​my​-
wać,apo​temod​wra​camsiędoSier​ry.

Przy​ja​ciół​ka gapi się na mnie prze​ra​żo​nym

wzro​kiem.

— Cho​le​ra ja​sna, Brit! Chcesz umrzeć, czy

jak?

— Co daje Alek​so​wi Fu​en​te​so​wi pra​wo ter​-

ro​ry​zo​wa​nia każ​de​go, kto mu sta​nie na dro​-
dze?

—Możepi​sto​let,któ​rymazapa​skiemalbo

bar​wy gan​gu, któ​re na so​bie nosi? — stwier​-
dzaSier​rasar​ka​stycz​nie.

— Nie jest na tyle głu​pi, żeby przy​cho​dzić

do szko​ły ze splu​wą — za​uwa​żam roz​sąd​nie.
—Ajaniedamsięza​stra​szyćanijemu,anini​-
ko​muin​ne​mu.—Przy​naj​mniejwszko​le.Szko​-
ła to je​dy​ne miej​sce, w któ​rym mogę zgry​wać
„ide​ał”.Wszy​scysięnatobio​rą.Na​gledo​cie​ra
do mnie, że to nasz ostat​ni rok w Fa​ir​field i
po​trzą​samSier​rązara​mio​na.

background image

— Je​ste​śmy w ostat​niej kla​sie — mó​wię z

tym sa​mym en​tu​zja​zmem, z ja​kim tań​czę z
pom​po​na​miname​czach.

—Noi?
—Noiodte​razwszyst​kobę​dziei-d-e-a-l-n-

e.

Dzwo​nidzwo​nek,awła​ści​wieniedzwo​nek,

bowze​szłymrokuucznio​wieusta​li​li,żebyza​-
miast dzwon​ka na prze​rwę le​cia​ła mu​zy​ka.
Te​razwła​śnieleciSum​merLovezGre​ase.Sier​ra
ru​szako​ry​ta​rzem.

— Do​pil​nu​ję, że​byś mia​ła i-d-e-a-l-n-y po​-

grzeb.Mnó​stwokwia​tówiwogó​le.

— Kto umarł? — pyta ktoś za mo​imi ple​ca​-

mi.

Od​wra​cam się. To Co​lin. Blond wło​sy ma

do​dat​ko​wo roz​ja​śnio​ne od słoń​ca i uśmiech
taksze​ro​ki,żezaj​mu​jemupra​wiecałątwarz.
Ża​łu​ję, że nie mam lu​ster​ka, żeby spraw​dzić,
czy się nie roz​ma​za​łam. Ale na​wet je​śli, to
prze​cież Co​lin nie rzu​cił​by mnie z ta​kie​go po​-
wo​du, praw​da? Pod​bie​gam i przy​tu​lam się do
nie​gomoc​no.

Przy​ci​ska mnie do sie​bie, ca​łu​je lek​ko w

ustaiod​su​wa.

—Ktoumarł?—po​wta​rza.
—Nikt—od​po​wia​dam.—Za​po​mnijotym.

Za​po​mnijowszyst​kimpozamną.

background image

—Tonictrud​ne​go,gdywy​glą​dasztakcho​-

ler​niesek​sow​nie.—Co​linznówmnieca​łu​je.—
Prze​pra​szam, że nie za​dzwo​ni​łem, ale było
strasz​neza​mie​sza​niezroz​pa​ko​wy​wa​niemiw
ogó​le.

Uśmie​chamsiędonie​goszczę​śli​wa,żespę​-

dzo​ne osob​no wa​ka​cje nic mię​dzy nami nie
zmie​ni​ły. Układ sło​necz​ny jest bez​piecz​ny,
przy​naj​mniejnara​zie.

Co​linobej​mu​jemniera​mie​niemiwtymsa​-

mym mo​men​cie otwie​ra​ją się drzwi wej​ścio​-
we.Dośrod​kawpa​daAlexzkum​pla​mi,jak​by
mie​liza​miarupro​wa​dzićcałąszko​łę.

— Po co oni w ogó​le cho​dzą do budy? —

mru​czyCo​lintakci​cho,żetyl​kojatosły​szę.—
Po​ło​wa z nich pew​nie i tak od​pad​nie przed
koń​cemroku.

Mój wzrok na​po​ty​ka na krót​ką chwi​lę

wzrokAlek​saiprze​cho​dzimniedreszcz.

— Dziś rano omal nie wje​cha​łam w mo​tor

Alek​sa Fu​en​te​sa — mó​wię Co​li​no​wi, gdy Alex
niemożenasjużusły​szeć.

—Trze​babyłotozro​bić.
—Co​lin!
— Przy​naj​mniej mie​li​by​śmy emo​cjo​nu​ją​cy

po​czą​tek roku. Ta buda jest bez​na​dziej​nie
nud​na.

Nud​na?Omalniespo​wo​do​wa​łamwy​pad​ku,

background image

dziew​czy​nazpo​łu​dnio​wejczę​ścimia​stapo​ka​-
za​łamiśrod​ko​wypa​lec,anie​bez​piecz​nygang​-
sterpró​bo​wałmnieza​stra​szyćprzedwej​ściem
doszko​ły.Je​ślitomia​łabyćza​po​wiedźdal​szej
czę​ści roku, to zde​cy​do​wa​nie nie bę​dzie nud​-
no.

background image

4.Alex

Wie​dzia​łem,żewktó​rymśmo​men​ciewcią​-

gurokuszkol​ne​gotra​fięnady​wa​nikdono​we​-
gody​rek​to​ra,aleniespo​dzie​wa​łemsię,żesta​-
nie się to za​raz pierw​sze​go dnia szko​ły. Po​-
dob​no dok​tor Agu​ir​re zo​stał za​trud​nio​ny, bo
po​ka​zał twar​dą rękę w ja​kimś li​ceum w Mil​-
wau​kee. Ktoś mu​siał mu wska​zać mnie jako
pro​wo​dy​ra, bo to mój ty​łek zna​lazł się w jego
ga​bi​ne​cie, a nie ko​goś in​ne​go z La​ty​no​skiej
Krwi.

Awięcwy​cią​gnę​limniezwu​efu,żebyAgu​-

ir​remógłsięna​pu​szyćiza​cząćma​ru​dzićoza​-
ostrzo​nym ry​go​rze w szko​le. Czu​ję, że sta​ra
się mnie wy​ba​dać i za​sta​na​wia się, jak za​re​-
agu​jęnajegoostrze​że​nia:

— ...w tym roku za​trud​ni​łem też dwóch

uzbro​jo​nychochro​nia​rzy,Ale​jan​dro.

Wbij a we mnie wzrok, wy​raź​nie chcąc

mnie prze​stra​szyć. Ja​sne. Z miej​sca wi​dać, że
choć Agu​ir​re też jest La​ty​no​sem, nie ma po​ję​-
cia, jak wy​glą​da ży​cie na uli​cach. Za​raz mi
pew​nieza​cznieopo​wia​dać,żetakjakjado​ra​-
stał w bie​dzie. Pew​nie ni​g​dy na​wet nie za​pu​-
ścił się sa​mo​cho​dem w moją część mia​sta.

background image

Możepo​wi​nie​nemurzą​dzićmuwy​ciecz​kękra​-
jo​znaw​czą?

Sta​jena​prze​ciw​komnie.
— Zo​bo​wią​za​łem się oso​bi​ście przed ko​mi​-

sa​rzem i radą szko​ły, że skoń​czę z prze​mo​cą,
zktó​rąodlatbez​sku​tecz​niesiętuwal​czy.Nie
za​wa​hamsięza​wie​sićni​ko​go,ktobę​dzieigno​-
ro​waćre​gu​la​minszkol​ny.

Ni​cze​go nie igno​ro​wa​łem, za​ba​wi​łem się

tyl​kozpom​po​nia​rą,afa​cetjużmówioza​wie​-
sze​niu. Może sły​szał, że w ze​szłym roku też
zo​sta​łem za​wie​szo​ny. Przez zwy​kłą bzdu​rę
wy​la​li mnie na trzy dni. To nie była moja
wina... tak do koń​ca. Paco wy​sko​czył z ja​kąś
ab​sur​dal​nąteo​rią,żefiu​tybia​ła​sówina​czejre​-
agu​jąnazim​nąwodęniżLa​ty​no​sów.Kłó​ci​łem
się z nim na ten te​mat w ko​tłow​ni, gdzie za​-
krę​ciłdo​pływcie​płejwodyiwte​dynaszła​pa​li.

Nie mia​łem z tym nic wspól​ne​go, ale i tak

zo​sta​łem uzna​ny za win​ne​go. Paco usi​ło​wał
po​wie​dzieć praw​dę, ale po​przed​ni dyro nie
chciał go w ogó​le słu​chać. Może gdy​bym się
bar​dziejpo​sta​rał,tobypo​słu​chał.Alejakijest
senswal​czyćoprze​gra​nąspra​wę?

Ja​sne, że tra​fi​łem tu dziś dzię​ki Brit​ta​ny El​-

lis. My​śli​cie, że ten pa​lant, z któ​rym cho​dzi,
kie​dy​kol​wiek zo​sta​nie we​zwa​ny na dy​wa​nik
do Agu​ir​re? Aku​rat. Chłop​taś jest mi​strzem

background image

fut​bo​lu.Możewa​ga​ro​waćiwsz​czy​naćbój​ki,a
Agu​ir​reitakpew​niebę​dziegoca​ło​waćpotył​-
ku.Co​linAdamswiecz​niemniepo​py​cha,wie​-
dząc, że nic mu za to nie gro​zi. Za​wsze, gdy
chcę się mu od​pła​cić, ja​koś uda​je mu się wy​-
mknąć albo zna​leźć w po​bli​żu na​uczy​cie​li...
na​uczy​cie​li, któ​rzy tyl​ko cze​ka​ją, że​bym coś
spa​prał.

Alektó​re​gośdnia...
Pod​no​szęwzroknaAgu​ir​re.
— Nie wsz​czy​nam żad​nych bó​jek. — Ale

jed​nązprzy​jem​no​ściąbymdo​koń​czył,my​ślę.

— To do​brze — stwier​dza Agu​ir​re. — Ale

sły​sza​łem,żeby​łeśdziśnapar​kin​guagre​syw​-
nywsto​sun​kudojed​nejzuczen​nic.

To, że omal nie zo​sta​łem roz​je​cha​ny no​-

wiut​ką be​em​ką Brit​ta​ny El​lis to moja wina?
Przez ostat​nie trzy lata uda​wa​ło mi się ja​koś
scho​dzićzdro​gitejbo​ga​tejzdzi​rze.Sły​sza​łem,
żewze​szłymrokudo​sta​łaja​kąśtrój​kę,alete​-
le​fo​nikodro​dzi​cówwszyst​koza​ła​twił.

Bomia​ła​byprzeztomniej​szeszan​senado​-

brycol​le​ge.

Pie​przyć to. Gdy​bym to ja do​stał tró​ję,

mi’ama

 zdzie​li​ła​by mnie w łeb i ka​za​ła dwa

razy bar​dziej się sta​rać. Wy​pru​wam so​bie
żyły, żeby do​stać do​bre stop​nie, choć na ko​-
niecitaknaj​czę​ściejna​uczy​cie​ledo​py​tu​jąsię,

background image

skąd mia​łem od​po​wie​dzi. Jak​bym kie​dy​kol​-
wiek ścią​gał. Nie cho​dzi mi o to, żeby do​stać
siędocol​le​ge’u.Cho​dzioto,żebyudo​wod​nić,
żemógł​bymsiędo​stać...gdy​bymojeży​ciewy​-
glą​da​łoina​czej.

Dzie​cia​ki z po​łu​dnio​wej czę​ści mia​sta uwa​-

żasięzwy​klezagłup​szeodtychzpół​no​cy,ale
tobred​nie.Je​dy​ne,conasróż​ni,tożenieje​ste​-
śmytacybo​ga​ci,nieje​ste​śmyta​ki​mima​te​ria​-
li​sta​mi i nie mamy ob​se​sji, żeby do​stać się na
naj​droż​sze i naj​bar​dziej pre​sti​żo​we uczel​nie.
Zwy​kle kon​cen​tru​je​my się głów​nie na prze​-
trwa​niu i za​wsze mu​si​my mieć oczy do​oko​ła
gło​wy.

Praw​do​po​dob​nie naj​trud​niej​sza w ży​ciu

Brit​ta​nyEl​lisjestde​cy​zja,doja​kiejre​stau​ra​cji
iśćcowie​czórnako​la​cję.Tala​skazapo​mo​cą
swo​je​go bo​skie​go cia​ła ma​ni​pu​lu​je każ​dym, z
kimtyl​koza​cznieroz​ma​wiać.

—Ze​chceszmipo​wie​dzieć,cosięwy​da​rzy​-

ło na par​kin​gu? Chciał​bym po​znać two​ją wer​-
sjęzda​rzeń—mówiAgu​ir​re.

Nie ma mowy. Już daw​no temu prze​ko​na​-

łemsię,żemojawer​sjazda​rzeńniemażad​ne​-
gozna​cze​nia.

— Dziś rano... po pro​stu się nie zro​zu​mie​li​-

śmy—wy​ja​śniam.Brit​ta​nyEl​lisniezro​zu​mia​-
ła, że na jed​nym miej​scu par​kin​go​wym nie

background image

zmiesz​cząsiędwapo​jaz​dy.

Agu​ir​re stoi i opie​ra się rę​ko​ma o lśnią​ce,

nie​ska​zi​tel​nieczy​stebiur​ko.

—Po​sta​raj​mysię,żebyta​kienie​po​ro​zu​mie​-

nianiewe​szłynamwkrew,do​brze?

—Alex.
—Słu​cham?
—Wolę,żebyna​zy​waćmnieAlex.—Agu​ir​-

re całą wie​dzę o mnie czer​pie ze szkol​nych
akt, pew​nie tak ten​den​cyj​nych, że gru​bych na
dzie​sięćcen​ty​me​trów.

Agu​ir​rekiwagło​wą.
— Do​brze, Alex. Idź na szó​stą lek​cję. Ale

mam na wszyst​ko oko i będę cię uważ​nie ob​-
ser​wo​wać. Nie chcę cię już wię​cej u sie​bie wi​-
dzieć. — Wsta​ję, a on kla​dzie mi rękę na ra​-
mie​niu.

—Takdlatwo​jejwia​do​mo​ści:za​le​żymina

każ​dymuczniuwtejszko​le.Nakaż​dym,Alex.
Na to​bie też, więc je​śli by​łeś do mnie w ja​kiś
spo​sób uprze​dzo​ny, za​po​mnij o tym. Me en​-
tien​des?

—Ro​zu​miesz?

— Si. En​tien​do — mó​wię, za​sta​na​wia​jąc się,

na ile mogę mu wie​rzyć. Na ko​ry​ta​rzu rze​ka
uczniów prze​miesz​cza się szyb​ko do swo​ich
klas. Nie mam po​ję​cia, jaką mam na​stęp​ną
lek​cję,pozatymcią​gleje​stemwstro​judowu​-
efu.

background image

W szat​ni, gdy już się prze​bra​łem, roz​le​ga

sięzgło​śni​kówpio​sen​kawzy​wa​ją​canaszó​stą
lek​cję. Wy​cią​gam z tyl​nej kie​sze​ni plan. Che​-
mia z pa​nią Pe​ter​son. Cu​dow​nie, ko​lej​na cho​-
le​ra, z któ​rą trze​ba so​bie bę​dzie ja​koś po​ra​-
dzić.

background image

5.Brittany

Włą​czam ko​mór​kę i dzwo​nię przed che​mią

dodomu,żebyspraw​dzić,cotamumo​jejsio​-
strzycz​ki.Ba​gh​dajestnie​za​do​wo​lo​na,boShel​-
leyniesma​ko​wałlunchiod​sta​wi​ławzwiąz​ku
z tym szop​kę. Wy​glą​da na to, że w ra​mach
pro​te​stuzrzu​ci​łanapod​ło​gęmi​skęzjo​gur​tem.

Czy na​praw​dę ocze​ki​wa​łam zbyt wie​le, li​-

cząc,żemamaopu​ścipopro​stuje​dendzieńw
klu​bie spor​to​wym i zo​sta​nie w domu, żeby
wpro​wa​dzić Ba​gh​dę? Wa​ka​cje się skoń​czy​ły i
nie mogę już za​stę​po​wać opie​ku​nek w mo​-
men​cie,wktó​rymzwy​kleod​cho​dzą.

Po​win​nam się sku​pić na szko​le. Za​le​ży mi,

żebydo​staćsięnadaw​nąuczel​niętaty,Nor​th​-
we​stern, bo chcę stu​dio​wać bli​sko domu i
opie​ko​wać się sio​strą. Pod​po​wia​dam Ba​gh​-
dzie, jak so​bie ra​dzić, bio​rę głę​bo​ki wdech,
przy​kle​jam do twa​rzy uśmiech i wcho​dzę do
kla​sy.

— Hej, kot​ku. Za​ją​łem ci miej​sce. — Co​lin

wska​zu​jemisto​łekoboksie​bie.

Salaskła​dasięzrzę​dówwy​so​kich,dwu​oso​-

bo​wych sta​no​wisk la​bo​ra​to​ryj​nych. Cały rok
będę sie​dzieć z Co​li​nem i ra​zem zro​bi​my ten

background image

okrop​ny pro​jekt, któ​ry mamy na za​li​cze​nie.
Jest mi głu​pio, że my​śla​łam, że mię​dzy nami
coś się po​psu​ło, więc zaj​mu​ję tyl​ko miej​sce i
wy​cią​gamcięż​kipod​ręcz​nik.

— Pa​trz​cie! Fu​en​tes ma z nami che​mię! —

wołaja​kiśchło​pakztyłukla​sy.—Tu​taj,Alex!

Venpa’ca

—chodźtu​taj.

Sta​ram się nie ga​pić na Alek​sa, któ​ry wita

się z kum​pla​mi po​kle​py​wa​niem po ple​cach i
uści​ska​mi dło​ni zbyt skom​pli​ko​wa​ny​mi, żeby
dałosięjepo​wtó​rzyć.Wszy​scymó​wiądosie​-
bie „ese”, co​kol​wiek to zna​czy. Cała kla​sa pa​-
trzynaAlek​sa.

— Po​dob​no w ze​szły week​end go aresz​to​-

wa​lizapo​sia​da​nieamfy—szep​czeCo​lin.

—Nie​moż​li​we.
Kiwagło​wąiuno​sibrwi.
—Moż​li​we.
No cóż, taka in​for​ma​cja nie po​win​na mnie

za​sko​czyć. Po​dob​no przez więk​szość week​en​-
dówAlexćpa,pijealborobicośnie​zgod​ne​goz
pra​wem.

Pani Pe​ter​son za​trza​sku​je za sobą drzwi i

wszyst​kiespoj​rze​niawę​dru​jąztyłusali,gdzie
sie​dzi Alex z kum​pla​mi, na przód, gdzie stoi
pani Pe​ter​son. Ma ja​sno​brą​zo​we wło​sy ścią​-
gnię​tewcia​snyku​cyk.Niemapew​niejesz​cze
trzy​dzie​stu lat, ale oku​la​ry i wiecz​nie po​waż​-

background image

naminabar​dzojąpo​sta​rza​ją.Po​dob​nozro​bi​ła
się ostra, bo gdy za​czy​na​ła pra​cę w szko​le,
ucznio​wiedo​pro​wa​dza​lijądopła​czu.Niesza​-
no​wa​li na​uczy​ciel​ki, któ​ra mo​gła​by być ich
star​sząsio​strą.

—Dzieńdo​bry.Wi​tamnache​miidlama​tu​-

rzy​stów. — Przy​sia​da na brze​gu biur​ka i
otwie​ra dzien​nik. — Cie​szę się, że wy​bra​li​ście
so​biemiej​sca,alepo​zwo​li​łamso​biesamawas
po​roz​sa​dzać...al​fa​be​tycz​nie.

Ję​czę ra​zem z całą kla​są, ale na pani Pe​ter​-

son nie robi to żad​ne​go wra​że​nia. Sta​je przed
pierw​szymsta​no​wi​skiemiczy​ta:

— Co​lin Adams, sia​daj w pierw​szej ław​ce.

Bę​dzieszpra​co​waćzDar​le​neBo​ehm.

Obie je​ste​śmy ka​pi​ta​na​mi dru​ży​ny che​er​le​-

ade​rek.Dar​le​nerzu​camiprze​pra​sza​ją​cespoj​-
rze​nieisia​daobokmo​je​gochło​pa​ka.

Pani Pe​ter​son kon​ty​nu​uje od​czy​ty​wa​nie li​-

sty, a ucznio​wie nie​chęt​nie prze​sia​da​ją się na
wy​zna​czo​nemiej​sca.

— Brit​ta​ny El​lis — mówi pani Pe​ter​son i

wska​zu​je na stół za Co​li​nem. Bez en​tu​zja​zmu
zaj​mu​jęwy​zna​czo​nemiej​sce.

—Ale​jan​droFu​en​tes—czy​tapaniPe​ter​son

iwska​zu​jesie​dze​nieobokmnie.

OBoże.Alex...moimpart​ne​remnache​mii?

Przez całą czwar​tą kla​sę! O nie, tyl​ko nie to.

background image

Rzu​cam Co​li​no​wi nie​me bła​ga​nie o ra​tu​nek i
sta​ram się za​pa​no​wać nad ata​kiem pa​ni​ki.
Zde​cy​do​wa​nie po​win​nam była zo​stać w
domu. W łóż​ku. Pod koł​drą. Czy ja mó​wi​łam
cośotym,żeniedamsięza​stra​szyć?Bzdu​ra.

—Je​stemAlex.
PaniPe​ter​sonod​ry​wawzrokoddzien​ni​kai

przy​glą​dasięAlek​so​wiznadoku​la​rów.

—AlexFu​en​tes—mówiizmie​niajegoimię

nali​ście.—Pa​nieFu​en​tes,pro​szęzdjąćban​da​-
nę. Na mo​ich za​ję​ciach obo​wią​zu​je po​li​ty​ka
ze​ro​wej to​le​ran​cji. Na tej sali nie mają pra​wa
zna​leźć się żad​ne ele​men​ty wska​zu​ją​ce na
przy​na​leż​nośćdogan​gu.Przy​kromi,Alex,ale
two​ja sła​wa cię wy​prze​dza. Dok​tor Agu​ir​re w
peł​nipo​pie​ramojesta​no​wi​sko...czywy​ra​żam
sięja​sno?

Alex mie​rzy ją wzro​kiem i do​pie​ro wte​dy

zdej​mu​je z gło​wy chu​s​tę, od​sła​nia​jąc kru​czo​-
czar​ne wło​sy, któ​re pa​su​ją do ko​lo​ru jego
oczu.

— Za​kry​wa so​bie wszy — mru​czy Co​lin do

Dar​le​ne,alesły​szęgoija,iAlex.

— Vete a la ver​ga — rzu​ca Alex z wście​kło​-

ściąwoczach.—Cal​la​teelho​ci​co.

— Co tam so​bie chcesz, sta​ry — stwier​dza

Co​lin i od​wra​ca się na krze​śle. — Nie umiesz
na​wetmó​wićpoan​giel​sku.

background image

— Do​syć, Co​lin. Alex, sia​daj. — Pani Pe​ter​-

son wpa​tru​je się w resz​tę kla​sy. — To się ty​-
czy was wszyst​kich. Nie je​stem w sta​nie kon​-
tro​lo​waćtego,coro​bi​ciezadrzwia​mitejkla​sy,
ale na mo​ich za​ję​ciach ja je​stem sze​fem. —
Zwra​ca się znów do Alek​sa. — Czy wy​ra​żam
sięja​sno?

— Si, se​no​ra — mówi Alex, ce​lo​wo prze​cią​-

ga​jącsło​wa.

Pani Pe​ter​son kon​ty​nu​uje czy​ta​nie li​sty, ja

na​to​miast sta​ram się, jak mogę, uni​kać wzro​-
ku sie​dzą​ce​go obok chło​pa​ka. Wiel​ka szko​da,
żezo​sta​wi​łamto​reb​kęwszaf​ce,bomo​gła​bym
uda​wać,żecze​gośszu​kam,takjakSier​radziś
rano.

—Aleka​nał—mru​czyAlexpodno​sem.Ma

po​nu​ry, chra​pli​wy głos. Czy on ce​lo​wo tak
mówi?

Jakjawy​ja​śnięmat​ce,żesie​dzęnache​miiz

Alek​sem Fu​en​te​sem? O Boże, mam na​dzie​ję,
żeniezwa​liwszyst​kie​gonamnie.

Zer​kam na mo​je​go chło​pa​ka, po​grą​żo​ne​go

w roz​mo​wie z Dar​le​ne. Je​stem strasz​nie za​-
zdro​sna. Cze​mu nie mogę mieć na na​zwi​sko
Al​lisza​miastEl​lis,wte​dysie​dzia​ła​bymznim?

Faj​nie by było, gdy​by Bóg dał każ​de​mu

dzień„po​wtór​ko​wy”imoż​nabyza​wo​łać:„Po​-
wtórzsię!”icałydzieńza​czął​bysięodnowa.

background image

Czy pani Pe​ter​son na​praw​dę uwa​ża, że to

mą​drełą​czyćwparęka​pi​ta​nadru​ży​nyche​er​-
le​ade​rekinaj​nie​bez​piecz​niej​sze​gochło​pa​kaw
szko​le?Tako​bie​tamachy​bapa​ra​no​ję.

Pani Pa​ra​no​ja koń​czy wresz​cie roz​sa​dza​nie

uczniów.

— Wiem, że jako czwar​to​kla​si​ści uwa​ża​cie,

że po​zja​da​li​ście wszyst​kie ro​zu​my. Ale niech
wam się nie wy​da​je, że uda​ło się wam coś
osią​gnąć, o ile nie po​mo​gli​ście zna​leźć le​kar​-
stwa na cho​ro​by nę​ka​ją​ce ludz​kość lub nie
spra​wi​li​ście,żenaświe​ciezro​bi​łosiębez​piecz​-
niej. Che​mia to dzie​dzi​na, dzię​ki któ​rej po​-
wsta​ją le​kar​stwa, ra​dio​te​ra​pia dla cho​rych na
raka,pa​li​wo,ozon...

Alexpod​no​sirękę.
— Alex — po​wie​dzia​ła na​uczy​ciel​ka. —

Chceszocośspy​tać?

— Tak. Pani Pe​ter​son, czy chce pani przez

to po​wie​dzieć, że pre​zy​dent Sta​nów Zjed​no​-
czo​nychnicnieosią​gnął?

— Chcę tyl​ko po​wie​dzieć, że... pie​nią​dze i

po​zy​cjatojesz​czeniewszyst​ko.Rusz​ciegło​wą
izrób​ciecośdlaludz​ko​ścialbodlapla​ne​ty,na
któ​rej ży​je​cie. Wte​dy na​praw​dę coś osią​gnie​-
cie.Iza​słu​ży​cienamójsza​cu​nek,któ​rymnie​-
wie​lu lu​dzi na tym świe​cie może się po​szczy​-
cić.

background image

—Alejazna​la​zł​bymtro​chęrze​czy,któ​ry​mi

mogęsiępo​szczy​cić,paniP.—rzu​caAlex,naj​-
wy​raź​niejświet​niesięba​wiąc.

PaniPe​ter​sonuno​sirękę.
—Oszczędźnam,pro​szę,szcze​gó​łów,Alex.
Krę​cę gło​wą. Je​śli Alex są​dzi, że znie​chę​ca​-

jąc do sie​bie na​uczy​ciel​kę, po​mo​że nam zdo​-
być do​bry sto​pień, to się gru​bo myli. Pani Pe​-
ter​son wy​raź​nie nie lubi cwa​niacz​ków i jest
jużwy​czu​lo​nanamo​je​gopart​ne​ra.

—Ate​raz—mówiPaniPa​ra​no​ja—spójrz​-

cienaoso​bę,obokktó​rejsie​dzi​cie.

Tyl​ko nie to. Ale nie mam wy​bo​ru. Zer​kam

znów na Co​li​na, któ​ry wy​da​je się dość za​do​-
wo​lo​ny z part​ner​ki, któ​ra przy​pa​dła mu w
udzia​le. Do​brze, że Dar​le​ne ma już chło​pa​ka,
bo w prze​ciw​nym ra​zie po​waż​nie bym się za​-
sta​na​wia​ła,cze​muprzy​su​wasiętakbli​skoCo​-
li​na i tak czę​sto za​kła​da wło​sy za ucho. Po​-
wta​rzamso​bie,żewpa​damwobłęd.

— Nie mu​si​cie lu​bić wa​sze​go part​ne​ra —

cią​gnie pani Pe​ter​son. — Ale spę​dzi​cie ra​zem
naj​bliż​szedzie​sięćmie​się​cy.Ma​ciepięćmi​nut,
żeby się cze​goś o so​bie do​wie​dzieć, a po​tem
bę​dzie​ciemu​sie​liprzed​sta​wićswo​je​gopart​ne​-
raresz​ciekla​sy.Mo​że​cieopo​wie​dziećowa​ka​-
cjach,oswo​ichza​in​te​re​so​wa​niach,oja​kiej​kol​-
wiek cie​ka​wej czy wy​jąt​ko​wej rze​czy, któ​rej

background image

wasz part​ner o was nie wie. Pięć mi​nut. Za​-
czy​na​my.

Wy​cią​gamno​tat​nik,otwie​ramnapierw​szej

stro​nieipod​su​wamAlek​so​wi.

— Może na​pi​szesz mi o so​bie w moim ze​-

szy​cie,ajana​pi​szęcioso​biewtwo​im.—Za​-
wszetole​piej,niżusi​ło​waćznimroz​ma​wiać.

Alex kiwa gło​wą na zgo​dę, choć mam wra​-

że​nie, że gdy wrę​cza mi swój ze​szyt, drga​ją
mu ką​ci​ki ust. Wy​obra​zi​łam to so​bie, czy na​-
praw​dęmudrgnę​ły?Bio​ręgłę​bo​kiwdech,sta​-
ram się o tym nie my​śleć i pi​szę skru​pu​lat​nie
do chwi​li, aż pani Pe​ter​son mówi, że czas się
skoń​czył i że te​raz po​słu​cha​my, co mamy o
so​biewza​jem​niedopo​wie​dze​nia.

—TojestDar​le​neBo​ehm—za​czy​naCo​lin.
Aleniesły​szęresz​tyjegoopo​wie​ścioDar​le​-

ne,jejwy​jeź​dziedoWłochipo​by​cienaobo​zie
ta​necz​nym. Za​miast tego zer​kam na ze​szyt,
któ​ry od​dał mi Alex, i wpa​tru​ję się z roz​dzia​-
wio​nąbu​ziąwza​pi​sa​nąstro​nę.

background image

6.Alex

No do​bra, może nie po​wi​nie​nem jej wku​-

rzać pod​czas ca​łej tej pre​zen​ta​cji. Nie za​cho​-
wa​łemsiępew​nienaj​mą​drzej,pi​szącjejwze​-
szy​cie:„So​bo​tawie​czór.Tyija.Na​ukajaz​dyi
ostryseks...”.Alena​praw​dęmniekor​ci​ło,żeby
zo​ba​czyć, jak Mała Pan​na Per​fec​ta jąka się
pod​czaspre​zen​ta​cji.Ająkasięjakcho​le​ra.

—Pan​noEl​lis?
Ob​ser​wu​jęzroz​ba​wie​niem,jaktencho​dzą​-

cy ide​ał pod​no​si gło​wę i pa​trzy na Pe​ter​son.
Ach, nie​zła jest. Moja ko​le​żan​ka z ław​ki wie,
jak ukry​wać praw​dzi​we uczu​cia — wi​dzę, bo
samro​biętocałyczas.

— Tak? — pyta Brit​ta​ny, prze​chy​la gło​wę i

uśmie​chasięjakmissświa​ta.

Za​sta​na​wiam się, czy z ta​kim uśmie​chem

za​wszepła​ciman​da​ty.

—Two​jako​lej.Po​wiedznamcośoAlek​sie.
Opie​ramsięłok​ciemostółicze​kamnapre​-

zen​ta​cję:boalbomusijąwy​my​ślić,alboprzy​-
znaćsię,żekom​plet​nienicomnieniewie.Pa​-
trzy na moją za​do​wo​lo​ną minę i wi​dzę po jej
prze​ra​żo​nychoczach,żezbi​łemjąztro​pu.

— To jest Ale​jan​dro Fu​en​tes — za​czy​na, a

background image

głos jej drży pra​wie nie​zau​wa​żal​nie. Wku​rza
mnie,żeuży​wamo​je​gopraw​dzi​we​goimie​nia,
ale nie daję tego po so​bie po​znać, ona na​to​-
miast przed​sta​wia wy​my​ślo​ną na po​cze​ka​niu
hi​sto​rię. — Pod​czas wa​ka​cji, kie​dy aku​rat nie
włó​czyłsiępouli​cach,za​cze​pia​jącnie​win​nych
lu​dzi, zwie​dzał miej​skie aresz​ty, je​śli wie​cie,
comamnamy​śli.Mateżse​kret​nepra​gnie​nie,
któ​re​goniktbysięni​g​dyniedo​my​ślił.

W kla​sie za​pa​da na​gle ci​sza. Na​wet Pe​ter​-

son pro​stu​je się i słu​cha uważ​niej. Cho​le​ra,
na​wetjasłu​chamtak,jak​bysło​wawy​cho​dzą​-
cezkłam​li​wych,wy​pa​cy​ko​wa​nychnaró​żo​wo
uste​czekBrit​ta​nybyłyconaj​mniejświę​te.

— Po​ta​jem​nie ma​rzy o tym — cią​gnie Brit​-

ta​ny — żeby iść do col​le​ge’u i zo​stać na​uczy​-
cie​lemche​mii,takjakpani,paniPe​ter​son.

No ja​sne. Zer​kam na moją kum​pel​kę, Isę,

któ​rą naj​wy​raź​niej bawi, że bia​ła dziew​czy​na
nieboisięznie​wa​żyćmnienaprzyca​łejkla​sie.

Brit​ta​ny uśmie​cha się do mnie trium​fal​nie,

prze​ko​na​na, że wy​gra​ła. Prze​li​czysz się, grin​-
ga.

Pro​stu​jęsięnakrze​ślewkom​plet​nejci​szy.
—TojestBrit​ta​nyEl​lis—mó​wię,czu​jącna

so​bie spoj​rze​nie ca​łej kla​sy. — Pod​czas wa​ka​-
cjiwy​bra​łasiędoga​le​riihan​dlo​wej,ku​pi​łaso​-
bietro​chęno​wychfa​ta​łasz​ków,bochcia​łaod​-

background image

świe​żyć gar​de​ro​bę i wy​da​ła pie​nią​dze ta​tu​sia
na ope​ra​cję pla​stycz​ną, bo chcia​ła mieć więk​-
sze,ekhm,atu​ty.

Być może nie na​pi​sa​ła do​kład​nie tego, ale

na pew​no nie mi​ną​łem się zbyt​nio z praw​dą.
Wprze​ci​wień​stwiedoniej.

Z tyłu kla​sy, gdzie sie​dzą mis cu​ates — moi

kum​ple — do​bie​ga​ją śmiesz​ki, a Brit​ta​ny sie​-
dzi obok sztyw​na, jak​by po​łknę​ła kij, jak​by
moje sło​wa ura​zi​ły jej wraż​li​we ego do ży​we​-
go. Brit​ta​ny El​lis przy​wy​kła, że lu​dzie się jej
przy​mi​la​ją, więc przy​da jej się mały, zim​ny
prysz​nic.Wła​ści​wietowy​świad​czamjejprzy​-
słu​gę.Aleniewie,żetojesz​czenieko​niec.

— Jej se​kret​ne pra​gnie​nie — do​da​ję, wy​wo​-

łu​jąctęsamąre​ak​cjęcoonaprzedchwi​lą—to
przed za​koń​cze​niem roku szkol​ne​go umó​wić
sięzMe​xi​ca​no.

Zgod​nie z prze​wi​dy​wa​nia​mi moje sło​wa

wy​wo​łu​jądo​cin​kiigwiz​dyztyłusali.

— Su​per, Fu​en​tes — woła mój kum​pel Luc​-

ky.

—Jasięztobąumó​wię,ma​ma​ci​ta—stwier​-

dzaktośinny.

Przy​bi​ja​jąc piąt​kę z Mar​cu​sem, jesz​cze in​-

nymkum​plemzLa​ty​no​skiejKrwi,któ​rysie​dzi
zamną,wi​dzę,żeIsakrę​cigło​wą,jak​bymzro​-
bił coś złe​go. No co? Tro​chę się za​ba​wi​łem

background image

kosz​tem bo​ga​tej pa​nien​ki z pół​noc​nej czę​ści
mia​sta.

Brit​ta​ny od​wra​ca gło​wę i pa​trzy na Co​li​na.

Też na nie​go zer​kam i prze​ka​zu​ję mu wzro​-
kiem: „Od​bi​jam pi​łecz​kę”. Co​lin robi się na
twa​rzy czer​wo​ny jak pa​prycz​ka chil​li. Wy​raź​-
niewkro​czy​łemnajegote​ren.Su​per.

— Ci​sza — na​ka​zu​je su​ro​wo Pe​ter​son. —

Dzię​ku​ję wam za te nie​zwy​kle kre​atyw​ne i...
po​ucza​ją​cepre​zen​ta​cje.Pan​noEl​lisipa​nieFu​-
en​tes,polek​cjipro​szędomnie.

—Wa​szepre​zen​ta​cjebyłynietyl​koohyd​ne,

ale wy​ra​ża​ły też brak sza​cun​ku do mnie i do
ko​le​gówzkla​sy—mówiPe​ter​son,gdypolek​-
cjimel​du​je​mysięzBrit​ta​nyprzyjejbiur​ku.—
Ma​ciewy​bór.—Na​uczy​ciel​katrzy​mawjed​nej
ręce dwa nie​bie​skie świst​ki, ozna​cza​ją​ce, że
mu​si​myki​blo​waćdo​dat​ko​wego​dzi​nywszko​-
le, a w dru​giej dwie czy​ste kart​ki. — Mo​że​cie
albo zo​stać za karę w szko​le, albo na​pi​sać mi
naju​trowy​pra​co​wa​nienajed​nąstro​nęnate​-
matsza​cun​ku.

Jakiwy​bór?
Się​gam po za​wia​do​mie​nie o aresz​cie szkol​-

nym. Brit​ta​ny wy​cią​ga rękę po czy​stą kart​kę.
Do​praw​dysym​bo​licz​ne.

— Czy któ​re​muś z was nie od​po​wia​da mój

po​działkla​synapary?—pytaPe​ter​son.

background image

Brit​ta​ny mówi „tak” do​kład​nie w tej sa​mej

chwi​li,wktó​rejjamó​wię„nie”.

Pe​ter​sonod​kła​daoku​la​rynabiur​ko.
—Le​piejsiędo​ga​daj​cieprzedkoń​cemroku.

Brit​ta​ny,niezmie​nięcipary.Je​ste​ściewostat​-
niej kla​sie i po szko​le bę​dzie​cie mie​li do czy​-
nie​nia z naj​róż​niej​szy​mi ludź​mi. Je​śli nie ma​-
cie ocho​ty na wa​ka​cyj​ny kurs po​praw​ko​wy,
ra​dzę, że​by​ście pra​co​wa​li wspól​nie, a nie
prze​ciw​koso​bie.Ate​razpro​szęiśćnana​stęp​-
nąlek​cję.

Potychsło​wachwy​cho​dzęzamojąpart​ne​-

recz​ką z pra​cow​ni che​micz​nej i idę za nią ko​-
ry​ta​rzem.

—Prze​stańzamnąła​zić—war​czyBrit​ta​ny

i oglą​da się przez ra​mię, żeby spraw​dzić, czy
dużolu​dziwi​dzinasra​zem.

Jak​bymbyłsa​mymeldia​blo.
—Włóżwso​bo​tęcośzdłu​gi​mirę​ka​wa​mi—

mó​wię jej w peł​ni świa​do​my, że znaj​du​je się
na skra​ju za​ła​ma​nia ner​wo​we​go. Zwy​kle nie
usi​łu​ję za​cho​dzić za skó​rę bia​łym ba​becz​kom,
aletatakfaj​niesięde​ner​wu​je.Ta,naj​po​pu​lar​-
niej​sza, któ​rej wszy​scy naj​bar​dziej za​zdrosz​-
czą,na​praw​dęsięprzej​mu​je.—Ztyłunamo​-
to​rzejestdośćzim​no.

—Słu​chaj,Alex—mówi,od​wra​ca​jącsiędo

mnie szyb​ko i prze​rzu​ca​jąc so​bie przez ra​mię

background image

roz​ja​śnio​ne od słoń​ca wło​sy. Pa​trzy na mnie
ocza​mi zim​ny​mi jak lód. — Nie uma​wiam się
na rand​ki z gang​ste​ra​mi i nie bio​rę nar​ko​ty​-
ków.

—Jateżnieuma​wiamsięzgang​ste​ra​mi—

stwier​dzamipod​cho​dzędoniej.—Iniećpam.

— Ja​sne. Dzi​wię się, że nie wy​lą​do​wa​łeś

jesz​cze na od​wy​ku albo nie tra​fi​łeś do po​-
praw​cza​ka.

—Wy​da​jecisię,żetakdo​brzemnieznasz?
— Wy​star​cza​ją​co do​brze. — Krzy​żu​je ręce

na pier​siach, ale za​raz po​tem pa​trzy w dół,
jak​by zo​rien​to​wa​ła się, że w ten spo​sób pod​-
kre​ślaswo​jechi​chisiopusz​czaluź​noręce.

Ro​bię jesz​cze je​den krok na​przód i bar​dzo

sięsta​ramniepa​trzećnatejejchi​chis.

—Do​nio​słaśnamnieAgu​ir​re?
Cofasięokrok.
—Ana​wetje​śli?
Mu​jer,tysięmniebo​isz.—Toniejestpy​-

ta​nie. Chcę tyl​ko usły​szeć z jej wła​snych ust,
dla​cze​gotozro​bi​ła.

— Więk​szość lu​dzi w tej szko​le boi się, że

je​ślikrzy​wonacie​biespoj​rzy,skoń​czyzkul​ką
mię​dzyże​bra​mi.

— W ta​kim ra​zie mój pi​sto​let po​wi​nien już

dy​mić,niesą​dzisz?Cze​munieucie​kaszprzed
złymMe​xi​ca​no,co?

background image

—Dajmiszan​sę,atozro​bię.
Niechcemisiędłu​żejcac​kaćztąmałązdzi​-

rą.Czasjątro​chęzde​ner​wo​wać,żebyostat​nie
sło​wo na pew​no na​le​ża​ło do mnie. Po​ko​nu​ję
ostat​nidzie​lą​cynaskrokiszep​częjejdoucha:

—Spójrzpraw​dziewoczy.Two​jeży​ciejest

zbytide​al​ne.Pew​nieniemo​żeszwnocyspać,
bo ma​rzy ci się odro​bi​na pi​kan​te​rii w tym
two​im ży​ciu bie​luś​kim jak li​lij​ka. — Cho​le​ra,
jejper​fu​myalbobal​samdocia​łapach​nąwa​ni​-
lią. Taki cia​stecz​ko​wy za​pach, a po​nie​waż
uwiel​biamciast​ka,niejestdo​brze.—Igra​niez
ogniem,chi​ca,wca​leniemusiozna​czać,żesię
spa​rzysz.

— Do​tknij ją tyl​ko, a po​ża​łu​jesz, Fu​en​tes —

sły​szę głos Co​li​na. Z tymi swo​imi du​ży​mi bia​-
ły​mi zę​ba​mi i usza​mi od​sta​ją​cy​mi z ob​cię​tej
na za​pał​kę gło​wy przy​po​mi​na osła. — Od​wal
sięodniej.

— Co​lin — od​zy​wa się Brit​ta​ny. — Wszyst​-

kowpo​rząd​ku.Po​ra​dzęso​bie.

Ośli Łeb spro​wa​dził po​sił​ki: trzech bla​-

dziosz​ków stoi za nim w ra​mach wspar​cia.
Mie​rzę wzro​kiem Ośle​go Łba i jego kum​pli,
żeby spraw​dzić, czy dam radę wszyst​kim na​-
razistwier​dzam,żebezpro​ble​mu.

— Jak już bę​dziesz wy​star​cza​ją​co sil​ny,

żeby grać w praw​dzi​wej li​dze, pił​ka​rzy​ku, to

background image

może ze​chcę po​słu​chać gów​na, któ​re wy​cho​-
dzicizust—rzu​cam.

Wo​kół nas zbie​ra​ją się inni ucznio​wie, ale

zo​sta​wia​ją na środ​ku wol​ne miej​sce na za​cie​-
kłą i krwa​wą bi​ja​ty​kę. Tyle że nie wie​dzą, że
Ośli Łeb to tchórz. Tym ra​zem ma wspar​cie,
więcmożenieuciek​nie.Za​wszeje​stemgo​to​wy
do wal​ki, bi​łem się wię​cej razy, niż mam pal​-
ców u rąk i nóg ra​zem wzię​tych. Na do​wód
mogępo​ka​zaćbli​zny.

—Co​lin,onniejesttegowart—mówiBrit​-

ta​ny.

Dzię​ki,ma​ma​ci​ta.Za​razdocie​biewró​ci​my.
— Gro​zisz mi, Fu​en​tes? — war​czy Co​lin,

igno​ru​jącswo​jądziew​czy​nę.

— Nie, dup​ku — mó​wię i zmu​szam go do

od​wró​ce​niawzro​ku.—Tyl​kota​kiemałefiut​ki
jaktyucie​ka​jąsiędogróźb.

Brit​ta​ny sta​je przed Co​li​nem i kła​dzie mu

rękęnapier​si.

—Niesłu​chajgo—pro​si.
— Nie boję się cie​bie. Mój tata jest praw​ni​-

kiem — chwa​li się Co​lin, po czym obej​mu​je
Brit​ta​ny.—Onajestmojaile​piejotympa​mię​-
taj.

— W ta​kim ra​zie le​piej trzy​maj ją na smy​-

czy — ra​dzę. — Bo w prze​ciw​nym ra​zie może
ze​chcepo​szu​kaćso​bieno​we​gowła​ści​cie​la.

background image

Mójkum​pel,Paco,sta​jeobokmnie.
An​dasbien,Alex?Wpo​rząd​ku?
—Tak,Paco—od​po​wia​damiwi​dzędwóch

na​uczy​cie​li, idą​cych pod ob​sta​wą fa​ce​ta w
mun​du​rze po​li​cyj​nym. Tego wła​śnie chce
Adams. Wy​my​ślił so​bie, że wy​le​cę ze szko​ły.
Ale nie dam się pod​pu​ścić i nie wy​lą​du​ję na
czar​nej li​ście Agu​ir​re. — Si, wszyst​ko bien. —
Od​wra​cam się do Brit​ta​ny. — Do zo​ba​cze​nia,
ma​ma​ci​ta,

 już się nie mogę do​cze​kać, kie​dy

zaj​mie​mysięna​sząche​mią.

Brit​ta​ny uno​si ten swój za​dar​ty no​sek, jak​-

bymbyłnaj​więk​szymdra​niemnaświe​cie,aja
za​raz po​tem się zmy​wam, żeby prócz dzi​siej​-
szejkarydo​dat​ko​womnienieza​wie​si​li.

background image

7.Brittany

Po lek​cjach sto​ję aku​rat przy szaf​ce, gdy

pod​cho​dzą do mnie moje ko​le​żan​ki, Mor​gan,
Ma​di​son i Me​gan. Sier​ra mówi na nie Emki z
Fa​ir​field.

Mor​ganprzy​tu​lamnie.
— Jezu, wszyst​ko okej? — pyta i od​su​wa

mnienaod​le​głośćra​mie​nia,żebymisięprzyj​-
rzeć.

—Sły​sza​łam,żeCo​linsta​nąłwtwo​jejobro​-

nie.Jestnie​sa​mo​wi​ty.Szczę​ścia​razcie​bie,Brit
—mówiMa​di​son,abę​dą​cejejzna​kiemroz​po​-
znaw​czym locz​ki po​dry​gu​ją przy każ​dym sło​-
wie.

—Nicsięta​kie​goniesta​ło—mó​wię,za​sta​-

na​wia​jąc się, jak wy​glą​da plot​ka w po​rów​na​-
niuzrze​czy​wi​sto​ścią.

— Co wła​ści​wie po​wie​dział Alex? — pyta

Me​gan. — Ca​itlin zro​bi​ła Alek​so​wi i Co​li​no​wi
zdję​cie na ko​ry​ta​rzu, ale nie bar​dzo wi​dać, co
siędzia​ło.

— Nie spóź​nij​cie się na tre​ning — krzy​czy

Dar​le​ne z dru​gie​go koń​ca ko​ry​ta​rza i zni​ka
rów​nieszyb​ko,jaksiępo​ja​wi​ła.

Me​gan otwie​ra są​sia​du​ją​cą z moją szaf​kę i

background image

wy​cią​gapom​po​ny.

—Wku​rzamnie,żeDar​le​netaksiępod​li​zu​-

jepaniSmall—szep​cze.

Za​my​kam szaf​kę i idzie​my ra​zem na bo​-

isko.

—Wy​da​jemisię,żesta​rasięsku​pićnatań​-

cu,żebynieprzej​mo​waćsięwy​jaz​demTy​le​ra
docol​le​ge’u.

Mor​ganprze​wra​caocza​mi.
— A co mnie to ob​cho​dzi. Nie mam na​wet

chło​pa​ka, więc na moje współ​czu​cie niech nie
li​czy.

—Namojeteżnie.Se​rio,czyonakie​dy​kol​-

wiekbyłasama?—pytaMa​di​son.

Gdy zja​wia​my się na bo​isku, cała dru​ży​na

sie​dzi na tra​wie i cze​ka na pa​nią Small. No i
co?Niespóź​ni​ły​śmysię.

—Cią​gleniemogęuwie​rzyć,żeje​steśwpa​-

rzezFu​en​te​sem—mówidomnieci​choDar​le​-
ne, gdy znaj​du​ję so​bie obok niej wol​ne miej​-
sce.

—Chceszsięza​mie​nić?—py​tam,choćpani

Pe​ter​sonitakbysięniezgo​dzi​ła.Wy​ra​zi​łasię
wtymte​ma​ciebar​dzoja​sno.

Dar​le​ne wy​wa​la z obrzy​dze​niem ję​zyk i

szep​cze:

—Wży​ciu.Nieza​da​jęsięztymizpo​łu​dnia.

Ni​g​dy nic do​bre​go z tego nie wy​ni​ka. Pa​mię​-

background image

tasz,jakwze​szłymrokuAlys​saMcDa​nielcho​-
dzi​łaztam​tymchło​pa​kiem...jakmutam?

—ZJa​so​nemAvi​lą?—py​tamci​cho.
Dar​le​newzdry​gasięlek​ko.
— W cią​gu kil​ku ty​go​dni z faj​nej dziew​czy​-

ny za​mie​ni​ła się w wy​rzut​ka. Dziew​czy​ny z
po​łu​dnio​wej czę​ści mia​sta nie​na​wi​dzi​ły ją za
to, że za​bra​ła im jed​ne​go z chło​pa​ków, a z
nami też prze​sta​ła się za​da​wać. Bied​na par​ka
zo​sta​ła od​cię​ta od świa​ta. Na całe szczę​ście
Alys​saznimze​rwa​ła.

PaniSmallidziedonaszod​twa​rza​czemCD,

skar​żąc się, że ktoś odło​żył go w inne miej​sce
niżzwy​kleiżedla​te​gosięspóź​ni​ła.

Tre​ner​ka każe nam się roz​cią​gać, a Sier​ra

wpy​cha się mię​dzy mnie i Dar​le​ne, żeby móc
cośmipo​wie​dzieć.

—Maszpro​blem,ko​cha​na—mówi.
—Cze​mu?
Sier​ra ma „nad​przy​ro​dzo​ny” wzrok i słuch,

wieowszyst​kim,cosiędzie​jewFa​ir​field.

Mojanaj​lep​szaprzy​ja​ciół​kamówi:
—Po​dob​noszu​kacięCar​menSan​chez.
O nie. Car​men to dziew​czy​na Alek​sa. Sta​-

ram się nie pa​ni​ko​wać i nie wy​obra​żać so​bie
naj​gor​sze​go, ale Car​men jest bez​względ​na: od
swo​ichpo​la​kie​ro​wa​nychnaczer​wo​nopa​znok​-
ci po czar​ne ko​za​ki na ob​ca​sach. Jest za​zdro​-

background image

sna,bosie​dzęra​zemzAlek​semnache​mii,czy
możemy​śli,żedo​nio​słamdziśnanie​gody​rek​-
to​ro​wi?

Praw​da jest taka, że to nie ja do​nio​słam.

Zo​sta​łam we​zwa​na do ga​bi​ne​tu dok​to​ra Agu​-
ir​re, bo ktoś wi​dział po​ran​ne zaj​ście na par​-
kin​gu i przed wej​ściem do szko​ły i zgło​sił to
dy​rek​cji.Cobyłobezsen​su,boprze​cieżnicsię
niesta​ło.

Agu​ir​re mi nie uwie​rzył. My​ślał, że boję się

po​wie​dzieć praw​dę. Wte​dy się nie ba​łam. Ale
te​razjużtak.

Car​menSan​chezmożewkaż​dejchwi​lisko​-

pać mi ty​łek. Pew​nie ćwi​czy wal​kę z bro​nią,
na​to​miast je​dy​ną bro​nią, jaką ja umiem się
po​słu​gi​wać, są pom​po​ny. Może je​stem stuk​-
nię​ta,alewąt​pię,żebypom​po​nyprze​stra​szy​ły
ko​gośta​kie​gojakCar​men.

Może mo​gła​bym się z nią zmie​rzyć na sło​-

wa, ale na pew​no nie w wal​ce wręcz. Fa​ce​ci
siębiją,boja​kiśpier​wot​ny,wro​dzo​nyin​stynkt
każeimudo​wad​niaćswo​jąsiłęfi​zycz​ną.

Może Car​men też mi coś chce udo​wod​nić,

ale na​praw​dę nie ma ta​kiej po​trze​by. Nie sta​-
no​wię dla niej żad​ne​go za​gro​że​nia, tyl​ko jak
mamjejotympo​wie​dzieć?Prze​cieżniepo​dej​-
dę i nie po​wiem: „Cześć, Car​men, nie za​mie​-
rzamciod​bi​jaćfa​ce​tainiedo​nio​słamnanie​go

background image

dok​to​ro​wiAgu​ir​re”.Amożepo​win​nam...

Więk​szość lu​dzi są​dzi, że ni​czym się nie

przej​mu​ję.Niepo​ka​żęim,żesięmylą.Mójwi​-
ze​ru​nekkosz​to​wałmniezadużopra​cyiwy​sił​-
kuiniemamza​mia​rugostra​cićtyl​kodla​te​go,
żeja​kiśban​dziorijegodziew​czy​nachcąmnie
spraw​dzić.

—Nieob​cho​dzimnieto—mó​więSie​rze.
Mojanaj​lep​szaprzy​ja​ciół​kakrę​cigło​wą.
— Znam cię, Brit, i wiem, że się stre​su​jesz

—szep​cze.

To zda​nie mar​twi mnie bar​dziej niż wia​do​-

mość, że szu​ka mnie Car​men. Bo na​praw​dę
bar​dzo się sta​ram trzy​mać wszyst​kich na dy​-
stans...niepo​zwo​lić,żebyktoświe​dział,jakto
na​praw​dę jest być mną i miesz​kać w moim
domu.PrzedSier​rąjed​nakod​sło​ni​łamsiębar​-
dziejniżprzedkim​kol​wiekin​nym.Cza​semsię
za​sta​na​wiam,czyniepo​win​namwy​co​faćsięz
na​szej przy​jaź​ni, żeby Sier​ra nie zna​la​zła się
przy​pad​kiemzabli​sko.

Oczy​wi​ścienaro​zumwiem,żetopa​ra​no​ja.

Sier​ra jest praw​dzi​wą przy​ja​ciół​ką. Była przy
mnie na​wet wte​dy, gdy w ze​szłym roku moja
mama mia​ła za​ła​ma​nie ner​wo​we, choć ni​g​dy
niewy​ja​śni​łamSie​rzepo​wo​dumo​je​gopła​czu.
Dałamisięwy​pła​kać,mimożeniechcia​łamo
ni​czymmó​wić.

background image

Niechcęskoń​czyćjakmojamat​ka.Tegosię

wży​ciunaj​bar​dziejboję.

Pani Small usta​wia nas, po czym pusz​cza

mu​zy​kę skom​po​no​wa​ną spe​cjal​nie dla na​szej
dru​ży​ny, a ja tym​cza​sem li​czę. To po​łą​cze​nie
hip-hopuirapu,zmik​so​wa​nenapo​trze​byna​-
szych tre​nin​gów. Na​zwa​ły​śmy nasz układ
„Wiel​ki,złybul​dog”,boma​skot​kądru​ży​nyfut​-
bo​lo​wej, któ​rej ki​bi​cu​je​my, jest bul​dog. Czu​ję
rytmca​łymcia​łem.Wła​śniedla​te​gouwiel​biam
być che​er​le​ader​ką. Mu​zy​ka cał​ko​wi​cie mnie
po​chła​nia i po​zwa​la za​po​mnieć o pro​ble​mach
wdomu.Jestdlamniejaknar​ko​tyk.Toje​dy​na
rzecz,któ​rapo​zwa​lamisięza​po​mnieć.

— Pani Small, mo​że​my za​cząć od usta​wie​-

nia w zła​ma​nym T, za​miast w zwy​kłym, jak
ćwi​czy​ły​śmywcze​śniej?—pro​po​nu​ję.—Apo​-
tem przejść do ni​skie​go V i ze​sta​wu wy​so​kich
V z Mor​gan, Isa​bel i Ca​itlin na przo​dzie. Wy​-
da​jemisię,żetakiukładbę​dzieczy​tel​niej​szy.

PaniSmalluśmie​chasię,wy​raź​nieza​do​wo​-

lo​nazmo​je​gopo​my​słu.

— Świet​na myśl, Brit​ta​ny. Spró​buj​my. Za​-

cznie​myodusta​wie​niawzła​ma​nymTzugię​-
ty​mi łok​cia​mi. Pod​czas przej​ścia Mor​gan, Isa​-
bel i Ca​itlin sta​ną w pierw​szym rzę​dzie. Pa​-
mię​taj​cie,żebypo​chy​lićra​mio​na.Sier​ra,pil​nuj
nad​garst​ków, mają być prze​dłu​że​niem rąk.

background image

Niewy​gi​najich.

—Do​brze—mówiSier​razzamo​ichple​ców.
PaniSmallznówwłą​czamu​zy​kę.Rytm,sło​-

wa pio​sen​ki, in​stru​men​ty... prze​ni​ka​ją mnie i
pod​no​szą na du​chu bez wzglę​du na to, jak
bez​na​dziej​niesięaku​ratczu​ję.Tań​czączresz​-
tądziew​czyn,za​po​mi​namoCar​meniAlek​sie,
imo​jejma​mie,ioca​łymbo​żymświe​cie.

Pio​sen​ka koń​czy się za szyb​ko. Mimo że

chcia​ła​bym da​lej ru​szać się w rytm jej słów i
mu​zy​ki, pani Small wy​łą​cza od​twa​rzacz. Za
dru​gimra​zemwy​cho​dzinamle​piej,aletrze​ba
jesz​cze po​pra​co​wać nad ukła​dem, a część no​-
wychdziew​czynwciążmylikro​ki.

— Brit​ta​ny, na​ucz nowe dziew​czy​ny pod​-

sta​wo​wych kro​ków, a po​tem za​cznie​my jesz​-
cze raz wszyst​kie ra​zem. Dar​le​ne, ty po​wtó​-
rzyszkro​kizpo​zo​sta​ły​mi—usta​lapaniSmall
ipo​da​jemima​gne​to​fon.

Isa​bel jest w mo​jej grup​ce. Przy​klę​ka, żeby

na​pićsięwody.

— Nie przej​muj się Car​men — mówi. —

Czę​ściejszcze​ka,niżgry​zie.

— Dzię​ki — od​po​wia​dam. Isa​bel wy​glą​da

groź​nie w swo​jej czer​wo​nej ban​da​nie La​ty​no​-
skiejKrwi,ztrze​makol​czy​ka​miwbrwiirę​ka​-
miwiecz​nieskrzy​żo​wa​ny​minapier​siach,je​śli
tyl​koaku​ratniećwi​czy.Aledo​brzejejpa​trzyz

background image

oczu.Iczę​stosięuśmie​cha.Uśmiechdo​da​jejej
ła​god​no​ści, choć wła​ści​wie gdy​by prze​wią​za​ła
wło​sy ró​żo​wą wstąż​ką za​miast ban​da​ną w
bar​wach gan​gu, wy​glą​da​ła​by bar​dzo dziew​-
czę​co.—Maszzemnąche​mię,praw​da?—py​-
tam.

Przy​ta​ku​jegło​wą.
—IznaszAlek​saFu​en​te​sa.
Znówkiw​nię​cie.
— Czy to, co o nim mó​wią, to praw​da? —

py​tamostroż​nie,niewie​dząc,jakza​re​agu​jena
mojewścib​stwo.Je​śliniebędęuwa​żać,znaj​dę
sięnaczar​nejli​ściebar​dzowie​luosób.

Dłu​gie brą​zo​we wło​sy Isa​bel fa​lu​ją lek​ko,

gdymówi.

—Za​le​ży,ococicho​dzi.
Gdy mam już za​cząć mó​wić o za​ży​wa​niu

nar​ko​ty​ków i aresz​to​wa​niach, Isa​bel pod​no​si
się.

— Słu​chaj, Brit​ta​ny. Ni​g​dy nie bę​dzie​my

przy​ja​ciół​ka​mi. Ale chcę ci po​wie​dzieć, że bez
wzglę​du na to, ja​kim dup​kiem oka​zał się dziś
Alex wzglę​dem cie​bie, wca​le nie jest taki zły,
jak o nim mó​wią. Nie jest na​wet taki zły, jak
sammy​śli.

Za​nimuda​jemisięza​daćjesz​czejed​nopy​-

ta​nie,Isa​belusta​wiasięznówdoukła​du.

Pół​to​rej go​dzi​ny póź​niej, gdy je​ste​śmy już

background image

na​praw​dę zmę​czo​ne, ma​rud​ne i na​wet ja
mam dość, tre​ning do​bie​ga koń​ca. Pod​cho​dzę
do spo​co​nej Isa​bel i mó​wię jej, że świet​nie się
dziśspi​sa​ła.

—Na​praw​dę?—pytaza​sko​czo​na.
— Szyb​ko się uczysz — mó​wię. Taka jest

praw​da. Jak na dziew​czy​nę, któ​ra przez trzy
pierw​sze lata ogól​nia​ka ni​g​dy nie ćwi​czy​ła z
pom​po​na​mi,szyb​koza​ła​pa​łaukład.—Dla​te​go
da​ły​śmycięnaprzód.

Isa​belstoizroz​dzia​wio​nązezdu​mie​niabu​-

zią,ajaza​sta​na​wiamsię,czywie​rzywplot​ki,
któ​re sły​sza​ła o mnie. Nie, ni​g​dy się nie za​-
przy​jaź​ni​my. Ale wiem też, że ni​g​dy nie bę​-
dzie​mywro​ga​mi.

Po tre​nin​gu idę do sa​mo​cho​du ra​zem ze

Sier​rą,któ​rapi​szewła​śnieese​mesdoswo​je​go
chło​pa​ka,Do​uga.

Za jed​ną z wy​cie​ra​czek mam za​tknię​ty ka​-

wa​łekpa​pie​ru.Wy​cią​gamgo.Tonie​bie​skieza​-
wia​do​mie​nie o aresz​cie szkol​nym Alek​sa.
Zgnia​tamkart​kęiwci​skamjądotor​byzksiąż​-
ka​mi.

—Cotobyło?—pytaSier​ra.
— Nic — mó​wię z na​dzie​ją, że zo​rien​tu​je

się,iżniechcęotymroz​ma​wiać.

—Dziew​czy​ny,cze​kaj​cie!—Dar​le​nebie​gnie

za nami. — Wi​dzia​łam się na bo​isku z Co​li​-

background image

nem.Mó​wił,że​byśnanie​goza​cze​ka​ła.

Zer​kam na ze​ga​rek. Jest pra​wie szó​sta i

chcę wra​cać do domu, żeby po​móc Ba​gh​dzie
przy​go​to​waćko​la​cjędlasio​stry.

—Niemogę.
— Doug mi od​pi​sał — in​for​mu​je Sier​ra. —

Za​pra​szanasdosie​bienapiz​zę.

—Jamogę—wtrą​casięDar​le​ne.—Strasz​-

niemisięnu​dzi,od​kądTy​lerwy​je​chałdoPur​-
due.Niezo​ba​czy​mysiępew​nieprzezkil​katy​-
go​dni.

Sier​raznówese​me​su​je.
— My​śla​łam, że je​dziesz do nie​go w przy​-

szływeek​end.

Dar​le​nebie​rzesiępodboki.
—Takmia​łobyć,za​nimnieza​dzwo​niłinie

po​wie​dział, że wszy​scy kan​dy​da​ci na człon​-
kówbrac​twamu​sząspaćwdomustu​denc​kim
iprzejśćja​kąśini​cja​cję.Jakdlamnieokej,byle
tyl​kojegope​nispo​zo​stałpotymwszyst​kimw
nie​na​ru​szo​nymsta​nie.

Na sło​wo „pe​nis” za​czy​nam szu​kać klu​czy​-

kówwto​reb​ce.GdyDar​le​neza​czy​namó​wićo
pe​ni​sach i sek​sie, le​piej się wy​co​fać, bo może
ga​daćiga​dać.Apo​nie​ważjaniemamocho​ty
opo​wia​daćoswo​ichdo​świad​cze​niachsek​su​al​-
nych (a ra​czej ich bra​ku), to wolę się zmyć.
Ide​al​nyczasnauciecz​kę.

background image

Ma​cham klu​czy​ka​mi za​wie​szo​ny​mi na pal​-

cu,aleSier​ramówi,żewró​cizDo​ugiem,więc
jadędodomusama.Lu​biębyćsama.Przedni​-
kimniemu​szęwte​dyuda​wać.Je​ślimamocho​-
tę, mogę na​wet pu​ścić so​bie mu​zy​kę na cały
re​gu​la​tor.

Niejestmijed​nakdanena​cie​szyćsięmu​zy​-

ką, bo mój te​le​fon za​czy​na wi​bro​wać. Wy​cią​-
gam go z kie​sze​ni spodni. Dwie wia​do​mo​ści
gło​so​weije​denese​mes.Wszyst​koodCo​li​na.

Od​dzwa​niamdonie​go.
—Gdzieje​steś,Brit?—pyta.
—Jadędodomu.
—Wpad​nijdoDo​uga.
— Moja sio​stra ma nową opie​kun​kę — wy​-

ja​śniam.—Mu​szęjejpo​móc.

—Wście​kaszsięjesz​czezato,żepo​stra​szy​-

łemtwo​je​gogang​ste​razche​mii?

—Niewście​kamsię.Je​stemzwy​czaj​niezła.

Mó​wi​łam ci, że so​bie po​ra​dzę, ale ty mnie zi​-
gno​ro​wa​łeś.Izro​bi​łeśdotegosce​nęnako​ry​ta​-
rzu.Wiesz,żeniepro​si​łamsię,żebybyćznim
wpa​rze.

—Wiem,Brit.Tyl​kotengośćmniestrasz​nie

wku​rza.Niezłośćsię.

—Niezłosz​czę—mó​wię.—Nielu​biętyl​ko,

jaktysiępie​kliszbezpo​wo​du.

—Ajanielu​bię,jaktenko​leśszep​czecicoś

background image

doucha.

Czu​ję,żeza​razpo​twor​nieroz​bo​limniegło​-

wa.Na​praw​dęniepo​trze​bu​ję,żebyCo​linro​bił
misce​nyzakaż​dymra​zem,gdyja​kiśchło​pak
zwy​czaj​nie się do mnie ode​zwie. Ni​g​dy wcze​-
śniej taki nie był, a przez nie​go wszy​scy jesz​-
cze bar​dziej się na mnie ga​pią i jesz​cze bar​-
dziej mnie ob​ga​du​ją, cze​go za​wsze sta​ra​łam
sięuni​kać.

—Za​po​mnij​mypopro​stuoca​łejspra​wie.
—Mniepa​su​je.Za​dzwońwie​czo​rem—pro​-

si. — Ale je​śli uda ci się wy​rwać wcze​śniej z
domuiwpaśćdoDo​uga,tosu​per.

Po po​wro​cie do domu za​sta​ję Ba​gh​dę na

pię​trze w po​ko​ju Shel​ley. Usi​łu​je zmie​nić jej
pie​lu​chę,aleźlejąuło​ży​ła.Shel​leymazwy​kle
gło​wętam,gdziete​razsto​py,jed​nanogazwi​-
sa jej bez​wład​nie z łóż​ka... to​tal​na po​raż​ka, a
Ba​gh​dasa​pieidy​szy,jak​bywży​ciuniero​bi​ła
nictrud​niej​sze​go.

Czymamaspraw​dzi​łajejre​fe​ren​cje?
—Jatozro​bię—ofia​ru​jęsię,poczymod​su​-

wamjąibio​ręspra​wywswo​jeręce.Oddziec​-
kazmie​niamsio​strzepie​lu​chy.Tożad​naprzy​-
jem​ność zmie​niać majt​ki oso​bie, któ​ra waży
wię​cejodcie​bie,aleje​ślirobisiętoumie​jęt​nie,
nie zaj​mu​je dużo cza​su i nie spra​wia więk​-
szychtrud​no​ści.

background image

Sio​strauśmie​chasięsze​ro​konamójwi​dok.
—Błii!
Niepo​tra​fiwy​ma​wiaćsłów,alewy​da​jeróż​-

ne zbli​żo​ne dźwię​ki. „Błii” zna​czy „Brit​ta​ny”,
więc uśmie​cham się do niej i ukła​dam ją po​-
rząd​nienałóż​ku.

— Cześć, mała. Głod​na? — py​tam i wy​cią​-

gam z po​jem​ni​ka mo​kre chu​s​tecz​ki, sta​ra​jąc
sięniemy​ślećotym,coro​bię.

Za​kła​dam świe​żą pie​lu​chę i nową parę

spodnidre​so​wych,aBa​gh​datym​cza​semprzy​-
glą​da się mi z boku. Sta​ram się przy oka​zji
wy​ja​śniać co i jak, ale jed​no spoj​rze​nie na
opie​kun​kę mówi mi, że w ogó​le mnie nie słu​-
cha.

— Two​ja mama po​wie​dzia​ła, że mogę już

iść,jakwró​cisz—mówi.

—Do​brze—od​po​wia​dam,my​jącręce,aBa​-

gh​da zni​ka jak za do​tknię​ciem cza​ro​dziej​skiej
różdż​ki.

Wio​zęShel​leydokuch​ni.Na​szazwy​klenie​-

ska​zi​tel​nie czy​sta kuch​nia przed​sta​wia ob​raz
nę​dzy i roz​pa​czy. Ba​gh​da nie po​zmy​wa​ła na​-
czyń, któ​re pię​trzą się te​raz w zle​wie, i nie
star​ła pod​ło​gi po ba​ła​ga​nie, jaki na​ro​bi​ła
wcze​śniejShel​ley.

Szy​ku​jęsio​strzeko​la​cjęiogar​niamba​ła​gan.
Shel​ley wy​po​wia​da prze​cią​gle sło​wo „szko​-

background image

ła”,cobrzmibar​dziejjak„koła”,alewiem,oco
jejcho​dzi.

—Tak,pierw​szydzieńpowa​ka​cjach—mó​-

wię, mik​su​jąc jej je​dze​nie i sta​wia​jąc je przed
niąnasto​le.Kar​mięjąpap​kąiopo​wia​dam:—
Amojanowana​uczy​ciel​kache​mii,paniPe​ter​-
son, po​win​na być opie​ku​nem na obo​zie kar​-
nym. Przej​rza​łam pro​gram. Naj​wy​raź​niej nie
maty​go​dniabezspraw​dzia​nualbokart​ków​ki.
Tenrokniebę​dzieła​twy.

Moja sio​stra pa​trzy na mnie, sta​ra​jąc się

zro​zu​mieć to, co jej po​wie​dzia​łam. Jej sku​pio​-
naminamówimibezsło​wa,żemniewspie​rai
ro​zu​mie.Bowy​do​by​ciezsie​biekaż​de​gosło​wa
spra​wajejwiel​kiwy​si​łek.Cza​semmamocho​-
tę mó​wić za nią, bo od​czu​wam jej fru​stra​cję
takmoc​no,jak​bymtojasamasięfru​stro​wa​ła.

—Niepo​lu​bi​łaśBa​gh​dy?—py​tamci​cho.
Moja sio​stra krę​ci gło​wą. I nie chce o tym

mó​wić.Wi​dzętopotym,jakza​ci​skausta.

— Daj jej tro​chę cza​su — pro​szę. — Nie​ła​-

two jest zna​leźć się w no​wym domu, gdzie
niktciniepo​wie​dział,coro​bić.

Po ko​la​cji przy​no​szę Shel​ley cza​so​pi​sma.

Moja sio​stra uwiel​bia cza​so​pi​sma. Pod​czas
gdy ona prze​wra​ca ko​lej​ne kart​ki, w ra​mach
wła​snej ko​la​cji wkła​dam pla​ste​rek sera mię​-
dzydwiekrom​kichle​baije​dząc,za​bie​ramsię

background image

dolek​cji.

Wy​cią​gamkart​kęodpaniPe​ter​son,naktó​-

rej mam na​pi​sać wy​pra​co​wa​nie na te​mat
„sza​cun​ku”, i w tej sa​mej chwi​li sły​szę od​głos
otwie​ra​nychdrzwidoga​ra​żu.

— Brit, gdzie je​steś?! — woła z ko​ry​ta​rza

mama.

—Wkuch​ni!—od​krzy​ku​ję.
Mama wcho​dzi wol​nym kro​kiem do kuch​ni

ztor​bąodNe​ima​naMar​cu​sanara​mie​niu.

—Pro​szę,todlacie​bie.
Wy​cią​gam z tor​by ja​sno​nie​bie​ski top Ge​ren

Ford.

— Dzię​ki — mó​wię, nie oka​zu​jąc zbyt wiel​-

kiejra​do​ściprzyShel​ley,któ​ranicniedo​sta​ła.
Mojasio​stracopraw​dasiętymnieprzej​mu​je.
Jest zbyt skon​cen​tro​wa​na na zdję​ciach naj​le​-
piejinaj​go​rzejubra​nychgwiazdinaichlśnią​-
cejbi​żu​te​rii.

— Bę​dzie pa​so​wać do tych ciem​nych dżin​-

sów, któ​re ku​pi​łam ci w ze​szłym ty​go​dniu —
mówimama,wy​cią​ga​jącmię​sozza​mra​żar​kii
wkła​da​jącjedomi​kro​fa​li,żebysięroz​mro​zi​ło.
— I jak tam? Jak ra​dzi​ła so​bie Ba​gh​da, jak
przy​szłaś?

— Nie naj​le​piej — in​for​mu​ję. — Na​praw​dę

mu​sisz po​ka​zać jej parę rze​czy. — Mama nie
od​po​wia​da,comniewca​leniedzi​wi.

background image

Chwi​lę póź​niej do kuch​ni wcho​dzi tata, na​-

rze​ka​jąc na pra​cę. Pro​wa​dzi fir​mę pro​du​ku​ją​-
cą ukła​dy sca​lo​ne do kom​pu​te​rów i za​po​wie​-
działnam,żetenrokbę​dziekiep​ski,alemama
i tak cią​gle coś ku​pu​je, a tata spra​wił mi na
uro​dzi​nybmw.

— Co na ko​la​cję? — pyta oj​ciec, po​lu​zo​wu​-

jąckra​wat.Jakzwy​klewy​glą​danazmę​czo​ne​-
go.

Mamazer​kanami​kro​fa​lów​kę.
—Stek.
—Niemamocho​tynaniccięż​kie​go—mówi

oj​ciec.—Wolęcoślżej​sze​go.

Na​bur​mu​szo​namamawy​łą​czami​kro​fa​lę.
—Jaj​ka?Spa​ghet​ti?—wy​mie​niaróż​nepro​-

po​zy​cje,choćoj​ciecniebar​dzojejsłu​cha.

Tata wy​cho​dzi z kuch​ni. Na​wet gdy fi​zycz​-

niejestznami,my​śla​mijestcią​gleprzypra​cy.

—Obo​jęt​nie.Bylecoślek​kie​go!—woła.
Wta​kichchwi​lachżalmimamy.Ra​czejnie

może li​czyć na uwa​gę ze stro​ny ojca, bo albo
pra​cu​je, albo wy​jeż​dża w in​te​re​sach, albo po
pro​stuniemaocho​tyspę​dzaćznamicza​su.

—Zro​bięsa​łat​kę—mó​więiwy​cią​gamzlo​-

dów​kisa​ła​tę.

Mamawy​da​jesięwdzięcz​nazapo​moc,oile

moż​na to stwier​dzić na pod​sta​wie nie​wy​raź​-
ne​go uśmie​chu. W mil​cze​niu szy​ku​je​my

background image

wspól​nieko​la​cję.Na​kry​wamdosto​łu,amama
przy​no​sisa​łat​kę,ja​jecz​ni​cęito​sty.Żalisię,że
niktjejniedo​ce​nia,alewi​dzę,żechcesiętyl​ko
wy​ga​daćiniepo​trze​bu​jeżad​nychrad.Shel​ley
jestda​lejpo​chło​nię​tacza​so​pi​sma​miizu​peł​nie
nie​świa​do​ma na​pię​tej at​mos​fe​ry mię​dzy ro​-
dzi​ca​mi.

— W pią​tek jadę na dwa ty​go​dnie do Chin

—ob​wiesz​czatata,wcho​dzącznówdokuch​ni
w spodniach dre​so​wych i T-shir​cie. Sia​da na
swo​im sta​łym miej​scu, u szczy​tu sto​łu, i na​-
kła​daso​bieja​jecz​ni​cę.—Naszdo​staw​caprzy​-
sy​ława​dli​wyto​warimu​szęspraw​dzić,cojest
gra​ne.

—Acoześlu​bemDe​Ma​io?Jestwtenweek​-

endijużpo​twier​dzi​li​śmy,żebę​dzie​my.

Tata rzu​ca wi​de​lec na ta​lerz i pa​trzy na

mamę.

— Tak, je​stem pew​ny, że ślub dzie​cia​ków

De​Ma​io jest waż​niej​szy od przy​szło​ści mo​jej
fir​my.

— Bill, nie cho​dzi​ło mi o to, że fir​ma jest

mniej waż​na — mówi mama i też upusz​cza
wi​de​lecnata​lerz.Tochy​baja​kiścud,żena​sze
ta​le​rzejesz​czesięniewy​szczer​bi​ły.—Popro​-
stu nie​grzecz​nie od​wo​ły​wać ta​kie rze​czy w
ostat​niejchwi​li.

—Mo​żesziśćsama.

background image

— I na​ra​zić się na plot​ki, bo nie bę​dzie cię

zemną?Nie,dzię​ku​ję.

Toty​po​waroz​mo​waprzysto​lewdomuEl​-

li​sów. Tata po​wta​rza, jak cięż​ko pra​cu​je,
mama sta​ra się uda​wać, że je​ste​śmy zu​peł​nie
bez​tro​ską ro​dzin​ką, a ja i Shel​ley sie​dzi​my ci​-
chozboku.

—Jakwszko​le?—pytawkoń​cumama.
— W po​rząd​ku — od​po​wia​dam, po​mi​ja​jąc

mil​cze​niem fakt, że zo​sta​łam usa​dzo​na na
che​mii z Alek​sem. — Mam na​praw​dę wy​ma​-
ga​ją​cąna​uczy​ciel​kęche​mii.

—Chy​baźlezro​bi​łaś,żewy​bra​łaśche​mię—

wtrą​casięoj​ciec.—Je​śliniedo​sta​nieszpiąt​ki,
bę​dziesz mia​ła gor​szą śred​nią. Na Nor​th​we​-
stern trud​no się do​stać, a nie zo​sta​niesz po​-
trak​to​wa​naulgo​wotyl​kodla​te​go,żejakie​dyś
tamstu​dio​wa​łem.

— Wiem, tato — mó​wię cał​kiem już przy​-

gnę​bio​na.Je​śliAlexniepo​trak​tu​jepro​jek​tupo​-
waż​nie,jakmamdo​staćpiąt​kę?

— Dziś była nowa opie​kun​ka Shel​ley — in​-

for​mu​jemama.—Pa​mię​tasz?

Oj​ciecwzru​szara​mio​na​mi,bopore​zy​gna​cji

ostat​niej opie​kun​ki upie​rał się, że Shel​ley nie
po​win​namiesz​kaćznamiwdomu,tyl​kowja​-
kimśośrod​ku.Chy​bani​g​dyniedar​łamsiętak
jak wte​dy, bo nie mam za​mia​ru po​zwo​lić im

background image

od​dać Shel​ley gdzieś, gdzie nikt nie bę​dzie o
nią dbać i jej ro​zu​mieć. Mu​szę jej pil​no​wać.
Dla​te​go tak mi za​le​ży na Nor​th​we​stern. Je​śli
będęstu​dio​waćbli​skodomu,będęmo​głada​lej
tumiesz​kaćipil​no​wać,żebyro​dzi​cenieod​da​li
ni​g​dzieShel​ley.

Odzie​wią​tejdzwo​niMe​gan,żebypo​skar​żyć

sięnaDar​le​ne.Uwa​ża,żeDar​le​nezmie​ni​łasię
przez wa​ka​cje i zro​bi​ła się strasz​nie za​ro​zu​-
mia​ła, bo jej chło​pak jest w col​le​ge’u. O dzie​-
wią​tej trzy​dzie​ści dzwo​ni Dar​le​ne i mówi, że
wy​da​je jej się, że Me​gan jest za​zdro​sna o jej
chło​pa​ka z col​le​ge’u. O dzie​wią​tej czter​dzie​ści
pięćdzwo​niSier​raimówi,żeroz​ma​wia​ładziś
i z Me​gan, i z Dar​le​ne i nie chce się mie​szać.
Zga​dzam się z nią, choć uwa​żam, że nie bar​-
dzomamyjużwyj​ście.

Do​pie​rozapięt​na​ścieje​de​na​stauda​jemisię

skoń​czyć wy​pra​co​wa​nie dla pani Pe​ter​son na
te​matsza​cun​kuipo​mócma​miepo​ło​żyćShel​-
ley spać. Mam wra​że​nie, że gło​wa za​raz mi
od​pad​niezezmę​cze​nia.

Prze​bie​ramsięwpi​ża​mę,wcho​dzępodkoł​-

dręidzwo​niędoCo​li​na.

—Cześć,kot​ku—mówi.—Copo​ra​biasz?
—Nic.Leżęwłóż​ku.Faj​niebyłouDo​uga?
—By​ło​bydużofaj​niej,gdy​byśtytambyła.
—Kie​dywró​ci​łeś?

background image

— Ja​kąś go​dzi​nę temu. Stra​aasz​nie się cie​-

szę,żedzwo​nisz.

Pod​cią​gamswo​jąwiel​kąró​żo​wąkoł​drępod

samą bro​dę i kła​dę gło​wę na mięk​kiej pu​cho​-
wejpo​dusz​ce.

— Tak? — mó​wię w na​dziei, że usły​szę coś

mi​łe​go. Na​da​ję swo​je​mu gło​so​wi uwo​dzi​ciel​-
skiebrzmie​nie.—Acze​mu?

Daw​no mi już nie mó​wił, że mnie ko​cha.

Wiem,żeniena​le​żydozbytwy​lew​nychosób.
Tak jak tata. Ale po​trze​bu​ję to od nie​go usły​-
szeć.Chcęusły​szeć,żemnieko​cha.Chcęusły​-
szeć, że za mną tę​sk​ni. Chcę, żeby mi po​wie​-
dział,żeje​stemspeł​nie​niemjegoma​rzeń.

Co​linchrzą​ka.
—Ni​g​dynieupra​wia​li​śmysek​suprzezte​le​-

fon.

No do​bra, nie tego się spo​dzie​wa​łam. Nie

po​win​nam być roz​cza​ro​wa​na ani zdzi​wio​na.
Co​lin ma osiem​na​ście lat i prze​cież wiem, że
fa​ce​ci my​ślą cią​gle o sek​sie i o dziew​czy​nach.
Dziśpopo​łu​dniuuda​wa​łam,żenieza​uwa​żam
uci​sku w dole brzu​cha, gdy prze​czy​ta​łam, co
na​pi​sał mi Alex w ze​szy​cie: że chce upra​wiać
zemnąseks.Niewie,żeje​stemdzie​wi​cą.

Ni​g​dy nie upra​wia​li​śmy sek​su z Co​li​nem,

ko​niec krop​ka. Ani przez te​le​fon, ani na​praw​-
dę. W kwiet​niu w ze​szłym roku nie​wie​le bra​-

background image

ko​wa​ło na pla​ży za do​mem Sier​ry, ale stchó​-
rzy​łam.Nieby​łamgo​to​wa.

—Seksprzezte​le​fon?
—Tak.Do​ty​kajsię,Brit,iopo​wia​dajmijed​-

no​cze​śnie,coro​bisz.Strasz​niemnietopod​nie​-
ci.

— A ty co bę​dziesz w tym cza​sie ro​bić? —

py​tam.

— Ro​bić so​bie do​brze. A co my​śla​łaś? Że

będęod​ra​biaćlek​cje?

Śmie​jęsię.Ra​czejner​wo​wo,boniewi​dzie​li​-

śmy się przez dwa mie​sią​ce, za wie​le ze sobą
nieroz​ma​wia​li​śmy,aonwcią​gujed​ne​godnia
chce przejść od „cześć, faj​nie cię wi​dzieć po
wa​ka​cjach”do„do​ty​kajsię,ajabędęro​bićso​-
bie do​brze”. Mam wra​że​nie, że zna​la​złam się
wpio​sen​cePataMcCur​dy’ego.

—Nopro​szę,Brit—na​le​gaCo​lin.—Po​trak​-

tuj to jako ćwi​cze​nie przed praw​dzi​wym sek​-
sem.Zdej​mijko​szu​lęiza​cznijsiędo​ty​kać.

—Co​lin...
—Co?
—Przy​kromi,aleniemamocho​ty.Przy​naj​-

mniejniete​raz.

—Napew​no?
—Tak.Je​steśzły?
— Nie — mówi. — My​śla​łem, że faj​nie bę​-

dzie do​dać tro​chę pi​kan​te​rii na​sze​mu związ​-

background image

ko​wi.

—Niewie​dzia​łam,żecisięnu​dzi.
— Szko​ła... tre​nin​gi... spo​tka​nia ze zna​jo​-

my​mi.Chy​bapowa​ka​cjachmamdośćru​ty​ny.
Całe lato pły​wa​łem na nar​tach wod​nych, sur​-
fo​wa​łem i jeź​dzi​łem te​re​nów​ką. Ser​ce ci bije
jak osza​la​łe, czu​jesz, że ży​jesz. No wiesz, taki
kopad​re​na​li​ny.

—Brzmisu​per.
—Botakbyło.Brit?
—Tak?
— Je​stem go​tów na ta​kie​go kopa ad​re​na​li​-

ny...ztobą.

background image

8.Alex

Przy​gnia​tam ko​le​sia do lśnią​ce​go czar​ne​go

che​vro​le​taca​ma​ro,któ​rykosz​tu​jepew​niewię​-
cejniżrocz​napen​sjamo​jejmamy.

—Spra​wamasięna​stę​pu​ją​co,Bla​ke—mó​-

wię.—Albopła​ciszte​raz,albopo​ła​mięcoś,co
na​le​żydocie​bie.Alenieme​be​lekczytentwój
pie​przo​ny sa​mo​chód... coś, z czym je​steś
trwa​lezwią​za​ny.Ka​pu​jesz?

Bla​ke, chud​szy niż słup te​le​fo​nicz​ny, jest

bla​dyjakśmierćipa​trzynamnietak,jak​bym
wła​śnie wy​dał na nie​go wy​rok śmier​ci. Po​wi​-
nienbyłpo​my​ślećotym,za​nimwziąłbezpła​-
ce​niastodwu​dziest​kępiąt​kęcrac​ku.

Jak​byHec​tormiałpu​ścićtopła​zem.
Jak​bymjamiałpu​ścićtopła​zem.
Kie​dy Hec​tor wy​sy​ła mnie na win​dy​ka​cję,

ro​bię swo​je. Nie​ko​niecz​nie to lu​bię, ale ro​bię
swo​je.Hec​torwie,żeniehan​dlu​ję,niecho​dzę
nawłaminiekrad​nę.Aleje​stemdo​brywwin​-
dy​ka​cji... głów​nie dłu​gów. Cza​sem jeż​dżę do
lu​dzi,aletozwy​klesyf,zwłasz​czażewiem,co
sięznimista​nie,gdyjużza​wio​zęichdoma​ga​-
zy​nu na spo​tka​nie z Chuy​em. Nikt nie chce
spo​tka​nia z Chuy​em. To gor​sze niż spo​tka​nie

background image

zemną.Bla​kena​praw​dępo​wi​niensięcie​szyć,
żetomnieka​za​nosięnimza​jąć.

Po​wie​dzieć,żeniewio​dęzbytprzy​zwo​ite​go

ży​cia, to nie​do​po​wie​dze​nie. Sta​ram się nad
tym za dużo nie za​sta​na​wiać — nad brud​ną
ro​bo​tą, któ​rą od​wa​lam dla Krwi. A je​stem w
tymdo​bry.

Mam za​stra​szyć lu​dzi tak, żeby za​pła​ci​li co

na​sze. Teo​re​tycz​nie nie ty​kam nar​ko​ty​ków.
Nodo​bra,wmojeręcedośćczę​stotra​fiakasa
zdi​ler​ki,aleje​stemtyl​kopo​śred​ni​kiemiprze​-
ka​zu​jęjąHec​to​ro​wi.Nieko​rzy​stamzniej,tyl​-
kojąod​bie​ram.

Je​stem zwy​kłym pion​kiem, wiem. Ale mało

mnie to ob​cho​dzi, póki za​pew​nia to bez​pie​-
czeń​stwo mo​jej ro​dzi​nie. Poza tym do​brze się
biję. To nie​wia​ry​god​ne, jak wie​le osób pęka
podgroź​bą,żepo​ła​mięimko​ści.Bla​kenie​wie​-
lesięwtymwzglę​dzieróż​niodin​nych,zktó​-
ry​mi mia​łem do czy​nie​nia. Sta​ra się zgry​wać
lu​za​ka, ale nie pa​nu​je nad drże​niem swo​ich
ko​ści​stychrąk.

Moż​nabypo​my​śleć,żePe​ter​sonteżpo​win​-

na się mnie bać, ale nie prze​stra​szył​bym jej
na​wet wte​dy, gdy​bym wło​żył jej do ręki od​-
bez​pie​czo​nygra​nat.

— Nie mam pie​nię​dzy — rzu​ca po​spiesz​nie

Bla​ke.

background image

— Taka od​po​wiedź ra​czej nie za​ła​twi spra​-

wy,sta​ry—wtrą​casięPaco.Lubizemnąjeź​-
dzić.Uwa​ża,żetojakza​ba​wawdo​bre​goizłe​-
gogli​nę.Tyleżemyba​wi​mysięra​czejwzłe​go
igor​sze​gogang​ste​ra.

— Któ​rą koń​czy​nę mam ci zła​mać naj​-

pierw?—py​tam.—Będęmiłyipo​zwo​lęciwy​-
brać.

— Wpa​kuj mu po pro​stu se​rię w ten ża​ło​-

sny ty​łek, Alex, i bę​dzie po spra​wie — mówi
odnie​chce​niaPaco.

— Nie! — wrzesz​czy Bla​ke. — Zdo​bę​dę pie​-

nią​dze.Obie​cu​ję.Ju​tro.

Przy​ci​skamgodoauta,przy​du​sza​jącgora​-

mie​niem wy​star​cza​ją​co moc​no, żeby go prze​-
stra​szyć.

— Mam ci uwie​rzyć na sło​wo, tak? Masz

naszagłup​ków?Po​trze​bu​jęza​bez​pie​cze​nia.

Bla​kenieod​po​wia​da.
Pa​trzęnajegosa​mo​chód.
—Tyl​koniesa​mo​chód,Alex.Bła​gam.
Wy​cią​gam pi​sto​let. Nie mam za​mia​ru go

za​bić.Bezwzglę​dunato,kimje​stemijakbar​-
dzosięzmie​ni​łem,ni​g​dyni​ko​gonieza​bi​ję.Ani
nie po​strze​lę. Ale Bla​ke nie musi o tym wie​-
dzieć.

Jed​no spoj​rze​nie na mo​je​go gloc​ka wy​star​-

cza,żebywy​cią​gnąłklu​czy​ki.

background image

—OBoże.Pro​szę,nie.
Wy​ry​wammuklu​czy​kizręki.
—Ju​tro,Bla​ke.Osiód​mej,zasta​rąbocz​ni​cą

przy skrzy​żo​wa​niu Czwar​tej i Vine. A te​raz
zjeż​dżaj stąd — roz​ka​zu​ję i ma​cham pi​sto​le​-
tem,żebyzmu​sićgodobie​gu.

— Za​wsze chcia​łem mieć ca​ma​ro — mówi

Paco,gdyBla​kezni​kanamzpolawi​dze​nia.

Rzu​cammuklu​czy​ki.
—Jesttwójdoju​tra.
— Na​praw​dę my​ślisz, że w je​den dzień

skom​bi​nu​jeczte​rypa​ty​ki?

—Tak—od​po​wia​damzpeł​nymprze​ko​na​-

niem.—Bosa​mo​chódjestwartdużowię​cej.

Wra​ca​mydoma​ga​zy​nuiin​for​mu​je​myHec​-

to​raoprze​bie​guak​cji.Niejestza​chwy​co​ny,że
nieod​zy​ska​li​śmypie​nię​dzy,alewie,żetozro​-
bi​my. Za​wsze do​pro​wa​dzam spra​wy do koń​-
ca.

W nocy przez chra​pa​nie Lu​isa nie mogę

spać. Na do​da​tek mój młod​szy brat śpi tak
głę​bo​ko,jak​byniemiałwży​ciużad​nychzmar​-
twień. I choć nie prze​szka​dza mi za​stra​sza​nie
di​le​rówpo​kro​juBla​ke’a,na​praw​dębymwo​lał
wal​czyćospra​wy,któ​resątegowar​te.

Ty​dzień póź​niej sie​dzę pod drze​wem na

traw​ni​ku przed szko​łą i jem lunch. Więk​szość
uczniów w Fa​ir​field prze​sia​du​je na dwo​rze

background image

pra​wiedokoń​capaź​dzier​ni​ka,gdyżzimawIl​-
li​no​iszmu​szanasdospę​dza​niaprze​rwyobia​-
do​wej w sto​łów​ce. Te​raz chło​nie​my każ​dy
pro​mieńsłoń​caikaż​dąchwi​lęnaświe​żympo​-
wie​trzu,pókiwciążjestdośćład​nie.

Mój kum​pel Luc​ky, w luź​nej czer​wo​nej ko​-

szu​li i czar​nych dżin​sach, kle​pie mnie po ło​-
pat​ce i sa​dza ty​łek obok mnie, z tacą ze sto​-
łów​kiwręce.

— Go​to​wy na na​stęp​ną lek​cję, Alex? Przy​-

się​gam, sta​ry, Brit​ta​ny El​lis nie​na​wi​dzi cię jak
naj​gor​szej za​ra​zy. Mam nie​zły ubaw, gdy od​-
su​wasięjaknaj​da​lejodcie​bie.

— Luc​ky, może to i ma​ma​ci​ta, ale nie może

nicza​rzu​cićtemuhom​bre— mó​wię, wska​zu​jąc
nasie​bie.

— Ja​sne, taki kit to mo​żesz wci​skać swo​jej

ma​mu​si — śmie​je się Luc​ky. — Albo Co​li​no​wi
Adam​so​wi.

Opie​ram się o drze​wo i krzy​żu​ję ręce na

pier​siach.

— W ze​szłym roku mia​łem z Adam​sem

wuef. Uwierz, na​praw​dę nie ma się czym
chwa​lić,nada.

— Cią​gle się wku​rzasz, bo w pierw​szej kla​-

sie zde​mo​lo​wał ci szaf​kę po tym, jak na
oczach ca​łej szko​ły sko​pa​łeś mu ty​łek w szta​-
fe​cie?

background image

Cho​le​ra, to praw​da, da​lej je​stem wście​kły.

Przez ten in​cy​dent mu​sia​łem wy​dać kupę for​-
synanowepod​ręcz​ni​ki.

— Sta​re dzie​je — mó​wię Luc​ky’emu, jak

zwy​klenieda​jącnicposo​biepo​znać.

— Sta​re dzie​je sie​dzą te​raz tam ze swo​ją

su​per​la​ską.

Jed​no spoj​rze​nie na Małą Pan​nę Per​fec​tę

wy​star​czy,że​bymcałysięzje​żył.Uwa​żamnie
zaćpu​na.Co​dzien​niestre​so​wa​łemsięmy​śląo
wspól​nejche​mii.

—Tapa​nien​kamawodęza​miastmó​zgu—

stwier​dzam.

—Sły​sza​łem,żetahoga​da​łanacie​bieswo​-

imko​le​żan​kom—mówinie​ja​kiPe​droido​sia​-
da się do nas z kil​ko​ma in​ny​mi chło​pa​ka​mi,
któ​rzy nio​są tace ze sto​łów​ki albo je​dze​nie z
domu.

Krę​cę gło​wą, za​sta​na​wia​jąc się, co mó​wi​ła

zdzi​ra Brit​ta​ny i jak dużo będę mu​siał od​krę​-
cać.

— Może jej się po​do​bam, tyl​ko nie wie, jak

zwró​cićmojąuwa​gę.

Luc​ky śmie​je się tak gło​śno, że wszy​scy w

pro​mie​niukil​kume​trówga​piąsięnanas.

— Brit​ta​ny El​lis z wła​snej nie​przy​mu​szo​nej

woliki​jembycięnietknę​ła,guey,aorand​ceto
wogó​leza​po​mnij—mówi.—Jesttakbo​ga​ta,

background image

że apasz​ka, któ​rą mia​ła na so​bie w ze​szłym
ty​go​dniu,kosz​tu​jepew​niewię​cejniżwszyst​ko
wtucasa—wtwo​imdomu.

Ta apasz​ka. Jak​by nie wy​star​czy​ły mar​ko​-

wedżin​syiblu​zecz​ka.Pew​nieza​wią​za​łaso​bie
tę apasz​kę, żeby po​ka​zać, jaka jest bo​ga​ta i
nie​do​stęp​na. Zna​jąc ją, pew​nie od​da​ła ją do
pro​fe​sjo​nal​ne​go far​bo​wa​nia, żeby ide​al​nie pa​-
so​wa​ładood​cie​niajejsza​fi​ro​wychoczu.

— A niech to, sta​wiam mój RX-7, że nie

prze​le​ciszjejprzedŚwię​temDzięk​czy​nie​nia—
pod​pusz​cza mnie Luc​ky, prze​ry​wa​jąc moje
nie​skład​neroz​wa​ża​nia.

— A kto by chciał ją prze​le​cieć? — py​tam.

Pew​nie majt​ki też ma mar​ko​we i ma na nich
wy​ha​fto​wa​neswo​jeini​cja​ły.

—Każ​dychło​pakwtejszko​le.
Czy na​praw​dę mu​szę przy​po​mi​nać mu o

oczy​wi​sto​ściach?

— To śnie​żyn​ka. — Nie lecę na bia​łe la​ski.

Ani na roz​piesz​czo​ne. Ani na ta​kie, dla któ​-
rych cięż​ka pra​ca spro​wa​dza się do co​dzien​-
ne​go ma​lo​wa​nia swo​ich dłu​gich pa​znok​ci na
innyko​lor,żebypa​so​wa​łydonaj​mod​niej​szych
ciu​chów.

Wy​cią​gam z kie​sze​ni pacz​kę pa​pie​ro​sów i

za​pa​lamjed​ne​go,ole​wa​jącza​kazobo​wią​zu​ją​-
cywFa​ir​field.Ostat​niobar​dzodużopalę.Paco

background image

zwró​ciłminatowczo​rajuwa​gę.

— To co z tego, że jest bia​ła? Daj spo​kój,

Alex.Nieje​steśprze​cieżidio​tą.Spójrztyl​kona
nią.

Pa​trzę.Mu​szęprzy​znać,żemawszyst​kona

swo​im miej​scu. Dłu​gie, lśnią​ce wło​sy, ary​sto​-
kra​tycz​nynos,de​li​kat​nieopa​lo​neręcezlek​ko
za​ry​so​wa​ny​mi bi​cep​sa​mi, aż czło​wiek się za​-
sta​na​wia, czy dziew​czy​na coś tre​nu​je, peł​ne
usta i taki uśmiech, że gdy​by wszy​scy taki
mie​li, na świe​cie chy​ba fak​tycz​nie mógł​by za​-
pa​no​waćpo​kój.

Od​su​wam od sie​bie te my​śli. Co z tego, że

jestprze​ślicz​na?Tozdzi​raja​kichmało.

—Zachu​da—oce​niam.
—Po​do​bacisię—stwier​dzaLuc​kyikła​dzie

się na tra​wie. — Tyl​ko wiesz, po​dob​nie jak
cała resz​ta Me​xi​ca​nos z po​łu​dnio​wej czę​ści
mia​sta,żeniemo​żeszjejmieć.

Sły​szę ja​kieś klik​nię​cie w środ​ku. Może to

włą​czył się mój me​cha​nizm obron​ny, a może
pew​ność sie​bie. Za​nim uda​je mi się to wy​łą​-
czyć,mó​wię:

—Wcią​gudwóchmie​się​cyjąprze​le​cę.Je​śli

na​praw​dęsta​wiaszswójRX-7,wcho​dzęwto.

—Wkrę​caszmnie,sta​ry.—Kie​dynicnato

nieod​po​wia​dam,Luc​kymarsz​czybrwi.—Mó​-
wiszse​rio,Alex?

background image

Gość się wy​co​fa, bo ko​cha sa​mo​chód bar​-

dziejniżwła​snąmat​kę.

—Oczy​wi​ście.
— Je​śli prze​grasz, od​dasz mi Ju​lio — mówi,

a w miej​sce zmarsz​czo​nych brwi po​ja​wia się
sze​ro​kichy​tryuśmiech.

Ju​lio to naj​cen​niej​sze, co mam — to sta​ry

mo​tor, hon​da ni​gh​thawk 750. Ura​to​wa​łem go
przed zło​mo​wa​niem i za​mie​ni​łem w re​we​la​-
cyj​nąma​szy​nę.Na​pra​waza​ję​łamicałewie​ki.
To je​dy​na rzecz w ży​ciu, któ​rą na​pra​wi​łem,
za​miastspie​przyć.

Luc​ky nie wy​co​fu​je się. W ta​kim ra​zie albo

sam mu​szę się wy​co​fać, albo przy​jąć za​kład.
Pro​blemwtym,żejani​g​dysięniewy​co​fu​ję...
nie zro​bi​łem tego ani razu w ca​łym moim ży​-
ciu.

Naj​bar​dziej po​pu​lar​na bia​ła dziew​czy​na w

szko​le mo​gła​by się cho​ler​nie dużo ode mnie
na​uczyć. Mała Pan​na Per​fec​ta po​wie​dzia​ła, że
ni​g​dynieumó​wi​ła​bysięzgang​ste​rem,aleza​-
ło​żę się, że ża​den czło​nek Krwi ni​g​dy nie pró​-
bo​wał się do​brać do tych mar​ko​wych maj​te​-
czek.

Topro​stejakso​bot​niabój​kamię​dzyFolksi

Pe​ople—dwóchwro​gichgan​gówzChi​ca​go.

Idę o za​kład, że wy​star​czy tro​chę po​flir​to​-

wać,żebyBrit​ta​nyzmie​ni​łazda​nie.Po​dro​czyć

background image

siętro​chę,dzię​kicze​muza​uwa​żywemniefa​-
ce​ta. Mogę upiec dwie pie​cze​nie na jed​nym
ogniu:ode​graćsięnaOślimŁbie,od​bi​ja​jącmu
dziew​czy​nę, i ode​grać się na Brit​ta​ny El​lis za
to,żewe​zwa​limnieprzezniąnady​wa​nikiże
oczer​nia​łamniewoczachswo​ichprzy​ja​ciół.

Możebyćcał​kiemza​baw​nie.
Wy​obra​żam so​bie, jak cała szko​ła wi​dzi, że

nie​ska​zi​tel​na bia​ła la​secz​ka śli​ni się na wi​dok
Me​xi​ca​no

, któ​re​go po​przy​się​gła nie​na​wi​dzić.

Za​sta​na​wiam się, jak bo​le​sny bę​dzie upa​dek
tego jędr​ne​go bia​łe​go ty​łecz​ka, jak już z nią
skoń​czę.

Wy​cią​gamrękę.
—Do​bra.
—Alemu​siszpo​ka​zaćdo​wód.
Za​cią​gamsiępa​pie​ro​sem.
—Luc​ky,comamwe​długcie​biezro​bić?Wy​-

rwaćjej,docho​le​ry,włosło​no​wy?

—Skądby​śmywie​dzie​li,żena​le​żydoniej?

—od​ci​nasięLuc​ky.—Możewca​leniejestna​-
tu​ral​nąblon​dyn​ką.Pozatymnapew​nosięde​-
pi​lu​je na styl bra​zy​lij​ski. No wie​cie, tak, że
wszyst​kojest.

— Zrób zdję​cie — pro​po​nu​je Pe​dro. — Albo

na​kręć fil​mik. Na pew​no sprze​da​li​by​śmy mu​-
chos bil​le​tes

 — mnó​stwo bi​le​tów. Mo​że​my go

za​ty​tu​ło​waćBrit​ta​nyzapo​łu​dnio​wągra​ni​cą.

background image

Toprzezta​kiega​da​niemamyzłąre​pu​ta​cję.

Niecho​dzioto,żebo​ga​tedzie​cia​kitakniega​-
da​ją,bonapew​noga​da​ją.Alekie​dymoikum​-
plejużza​czną,niemajążad​nychza​ha​mo​wań.
Szcze​rzemó​wiąc,uwa​żam,żesącho​ler​nieza​-
baw​ni, gdy się z ko​goś na​bi​ja​ją, pod wa​run​-
kiemżewsią​dąnako​gośin​ne​go.Kie​dyna​bi​ja​-
ją się ze mnie, ja​koś prze​sta​je mnie to śmie​-
szyć.

—Oczymga​da​cie?—pytaPaco,do​sia​da​jąc

siędonaszta​le​rzemzesto​łów​ki.

— Za​ło​ży​li​śmy się z Alek​sem o mój sa​mo​-

chódijegomo​tor,żenieudamusięprze​le​cieć
Brit​ta​nyEl​lisprzedŚwię​temDzięk​czy​nie​nia.

—Od​bi​łoci,Alex?—mówiPaco.—Takiza​-

kładtosa​mo​bój​stwo.

— Od​wal się, Paco — ostrze​gam go. To nie

sa​mo​bój​stwo. Może głu​po​ta. Ale nie sa​mo​bój​-
stwo. Sko​ro da​łem radę z sek​sow​ną Car​men
San​chez, to dam radę z wa​ni​lio​wym cia​stecz​-
kiem,Brit​ta​nyEl​lis.

— Brit​ta​ny El​lis to nie two​ja liga, ami​go.

Może i je​steś ślicz​nym chłop​ta​siem, ale je​steś
teżstu​pro​cen​to​wymMe​xi​ca​no,aonajestbia​ła
jakchle​bekto​sto​wy.

MianasLe​ti​ciaGon​za​lez,trze​cio​kla​sist​ka.
— Cześć, Alex — mówi i uśmie​cha się do

mnie,poczymdo​sia​dasiędoko​le​ża​nek.Chło​-

background image

pa​ki śli​nią się na wi​dok Le​ti​cii i za​ga​du​ją jej
ko​le​żan​ki, a my z Paco zo​sta​je​my sami pod
drze​wem.

Pacomniesztur​cha.
—No.Tabo​ni​taMe​xi​ca​najestzde​cy​do​wa​nie

ni​cze​goso​bieizde​cy​do​wa​niewtwo​jejli​dze.

— Sko​ro pił​ka jest już w grze, sku​piam się

cał​ko​wi​cie na na​gro​dzie. Czas za​cząć pod​ryw,
alenaBrit​ta​nynieza​dzia​łapro​stac​kiewci​ska​-
niekitu.Mamnie​od​par​tewra​że​nie,żedocze​-
goś ta​kie​go przy​wy​kła ze stro​ny swo​je​go
chłop​ta​sia i in​nych dup​ków, któ​rzy usi​ło​wa​li
do​braćsiędojejmaj​tek.

Po​sta​na​wiam za​sto​so​wać inną tak​ty​kę,

taką,ja​kiejsięniespo​dzie​wa.Będęjądraż​nił,
aż bę​dzie w sta​nie my​śleć tyl​ko o mnie. Za​-
cznę od za​raz, na naj​bliż​szej lek​cji, na któ​rej
musizemnąsie​dzieć.Dlapod​krę​ce​niaat​mos​-
fe​ry nie ma to jak mała gra wstęp​na na lek​cji
che​mii.

— Ca​ra​jo! — Cho​le​ra! — mówi Paco i rzu​ca

je​dze​nie na ta​lerz. — Wy​da​je im się, że mogą
ku​pić ka​wa​łek na​le​śni​ka, na​ło​żyć na​dzie​nie i
żetobę​dzietaco,alenieod​róż​ni​li​bymię​sana
tacoodka​wał​kagów​na.Botaktomniejwię​cej
sma​ku​je,Alex.

—Obrzy​dzaszmi,sta​ry—mó​więmu.
Pa​trzę nie​chęt​nie na żar​cie, któ​re przy​nio​-

background image

słemso​biezdomu.Dzię​kiPacowszyst​kote​raz
sma​ku​je jak mier​da. Z obrzy​dze​niem cho​wam
reszt​kęlun​chudoto​reb​ki.

—Chcesztro​chę?—Pacopo​da​jemizsze​ro​-

kimuśmie​chemgów​nia​netaco.

—Zbliżsięztymjesz​czeocen​ty​metr,apo​-

ża​łu​jesz—gro​żę.

—Ojej,jakstrasz​niesięboję.
Paco ma​cha okrop​nym taco, żeby mnie

spro​wo​ko​wać. Wy​da​wa​ło​by się, że po​wi​nien
miećwię​cejro​zu​mu.

—Je​ślimniepo​bru​dzisz...
—Toco?Sko​pieszmity​łek?—pisz​czysar​-

ka​stycz​nie Paco, wciąż wy​ma​chu​jąc taco.
Możepo​wi​nie​nemstrze​lićgowpyskizno​kau​-
to​wać,że​bymniemu​siałza​wra​caćso​biete​raz
gło​wytymdur​niem.

Gdytyl​kopo​ja​wiasiętamyśl,czu​ję,żecoś

spa​da mi na spodnie. Spusz​czam gło​wę, choć
wiem,cozo​ba​czę.Do​kład​nie:dużamo​krapla​-
maodglu​to​wa​te​gona​dzie​nia,któ​respa​dłomi
nawy​pło​wia​łedżin​sypro​stowkro​ku.

— O cho​le​ra — mówi Paco, a jego we​so​łość

szyb​ko zmie​nia się w prze​ra​że​nie. — Za​raz ci
wy​czysz​czę.

—Je​ślitwo​jepal​ceznaj​dąsięchoćwpo​bli​-

żumo​je​gofiu​ta,oso​bi​ścieprze​strze​lęcihu​evos

—war​częprzezza​ci​śnię​tezęby.

background image

Strze​pu​jęmię​sozkro​cza.Naspodniachzo​-

sta​je duża, tłu​sta pla​ma. Od​wra​cam się do
Paco.

— Masz dzie​sięć mi​nut, żeby skom​bi​no​wać

minowespodnie.

—Skądcijemam,docho​le​ry,wy​trza​snąć?
—Zda​jęsięnatwo​jąpo​my​sło​wość.
— Weź moje. — Paco wsta​je i za​czy​na roz​-

pi​naćspodnienaśrod​kuszkol​ne​godzie​dziń​ca.

—Byćmożeniewy​ra​zi​łemsięwy​star​cza​ją​-

coja​sno—mó​wię,za​sta​na​wia​jącsię,jakmam
zgry​wać na che​mii uwo​dzi​cie​la, sko​ro wy​glą​-
dam,jak​bymzlałsięwmajt​ki.—Cho​dzi​łomi
o to, że masz mi przy​nieść spodnie, któ​re na
mnie pa​su​ją, pen​de​jo. Ty, ma​to​le, je​steś ta​kim
kur​du​plem, że mógł​byś zgło​sić się na jed​ne​go
zel​fówŚwię​te​goMi​ko​ła​ja.

—To​le​ru​jętotyl​kodla​te​go,żeje​ste​śmyjak

bra​cia.

—Dzie​więćmi​nutitrzy​dzie​ścise​kund.
Pacorzu​casiębie​giemnaszkol​nypar​king.
Na​praw​dę mało mnie ob​cho​dzi, skąd weź​-

mie mi te spodnie, by​le​bym tyl​ko je do​stał
przed roz​po​czę​ciem na​stęp​nej lek​cji. Z mo​krą
pla​mąwkro​kura​czejniepo​ka​żęBrit​ta​ny,jaki
zemnieogier.

Cze​kam pod drze​wem, pod​czas gdy po​zo​-

sta​li ucznio​wie wy​rzu​ca​ją reszt​ki lun​chu i

background image

wra​ca​ją do szko​ły. Nie​dłu​go po​tem z gło​śni​-
ków sły​chać mu​zy​kę, a tym​cza​sem Paco nie
ma ni​g​dzie w za​się​gu wzro​ku. Cu​dow​nie.
Mam te​raz pięć mi​nut, żeby do​trzeć na lek​cję
Pe​ter​son.Za​ci​skamzębyiidęnache​mię,stra​-
te​gicz​nie za​sła​nia​jąc so​bie kro​cze książ​ka​mi.
Je​stemdwiemi​nu​typrzedcza​sem.Sia​damna
stoł​kuiprzy​su​wamsięjaknaj​bli​żejsto​łula​bo​-
ra​to​ryj​ne​go,żebyniebyłowi​daćpla​my.

Brit​ta​nywcho​dzidosali,anapier​siopa​da​-

ją jej wło​sy jak pro​mie​nie słoń​ca, za​koń​czo​ne
ide​al​ny​mi ma​ły​mi locz​ka​mi, któ​re po​dry​gu​ją
przy każ​dym kro​ku. Ale ten ide​ał wca​le mnie
nie pod​nie​ca — mam ra​czej ocho​tę roz​czo​-
chraćteślicz​niut​kiewło​ski.

Brit​ta​ny pa​trzy na mnie, a ja pusz​czam do

niej oko. Robi na​bur​mu​szo​ną minę i od​su​wa
sięzkrze​słemjaknaj​da​lejodemnie.

Pa​mię​ta​jąc o za​sa​dzie ze​ro​wej to​le​ran​cji

pani Pe​ter​son, zdej​mu​ję ban​da​nę i za​kry​wam
nią so​bie pla​mę. Po​tem od​wra​cam się do sie​-
dzą​cejobokpom​po​nia​ry.

—Bę​dzieszsięmu​sia​ławktó​rymśmo​men​-

ciedomnieode​zwać.

—Żebytwo​jadziew​czy​namia​łapo​wód,by

mi przy​wa​lić? Nie, dzię​ku​ję, Alex. Wolę, żeby
moja twarz po​zo​sta​ła w nie​na​ru​szo​nym sta​-
nie.

background image

—Niemamdziew​czy​ny.Chcia​ła​byśapli​ko​-

wać na to sta​no​wi​sko? — Mie​rzę ją wzro​kiem
zgórynadół,sku​pia​jącsięszcze​gól​nienatych
czę​ściachcia​ła,któ​resta​no​wiąjejgłów​nyatut.

Wy​dy​maswo​jąuma​lo​wa​nąnaró​żo​wogór​-

nąwar​gęiuśmie​chasięszy​der​czo.

—Mo​żeszso​biepo​ma​rzyć.
Mu​jer,na​wetbyśniewie​dzia​ła,cozro​bić

zca​łymtymte​sto​ste​ro​nem.

Do​kład​nieotocho​dzi,Alex.Pod​pusz​czajją,

ażsięza​ko​cha.Po​łknieha​czyk.

Od​wra​cagło​wę.
—Je​steśobrzy​dli​wy.
— A gdy​bym po​wie​dział, że by​ła​by z nas

do​bra​napara?

—Tobympo​wie​dzia​ła,żeje​steśidio​tą.

background image

9.Brittany

Za​raz po tym, jak na​zy​wam Alek​sa idio​tą,

pani Pe​ter​son przy​wo​łu​je całą kla​sę do po​-
rząd​ku.

— Każ​da para wy​lo​su​je z tego ka​pe​lu​sza

pro​jekt—ogła​sza.—Pro​jek​tyce​chu​jąsięrów​-
nym stop​niem trud​no​ści i będą wy​ma​gać od
waswspól​nejpra​cyrów​nieżpolek​cjach.

— A co z fut​bo​lem? — pyta Co​lin. — Nie

mogęopusz​czaćtre​nin​gów.

—Izdru​ży​nąche​er​le​ade​rek—wtrą​caDar​-

le​ne,za​nimuda​jemisiępo​wie​dziećtosamo.

—Na​ukaprzedewszyst​kim.Odwasza​le​ży,

czy do​ga​da​cie się ze swo​im part​ne​rem tak,
żeby oboj​gu wam pa​so​wa​ło — mówi pani Pe​-
ter​son, sta​je przed na​szym sto​łem i pod​su​wa
ka​pe​lusz.

— Pani P., czy któ​ryś z pro​jek​tów uwzględ​-

nia le​kar​stwo na stward​nie​nie roz​sia​ne? —
pyta Alex tym swo​im bez​czel​nym to​nem, od
któ​re​gowszyst​kosięwemniego​tu​je.—Bonie
wy​da​je mi się, żeby star​czy​ło nam w cią​gu
rokucza​sunajegowy​ko​na​nie.

Już wi​dzę wiel​ką je​dyn​kę na świa​dec​twie.

Kie​row​nik biu​ra re​kru​ta​cji Nor​th​we​stern nie

background image

bę​dzie chciał słu​chać, że to mój part​ner nie
trak​to​wał po​waż​nie na​sze​go pro​jek​tu z che​-
mii.Ko​le​sio​winieza​le​żynawła​snymży​ciu,to
cze​mumia​ło​bymuza​le​żećnalek​cjachche​mii?
Do​bi​jamnie,żetoodAlek​saza​le​żymojaoce​-
na. Zda​niem mo​ich ro​dzi​ców stop​nie są od​-
zwier​cie​dle​niem war​to​ści czło​wie​ka. Nie mu​-
szę chy​ba mó​wić, że trója i ni​żej ozna​cza, że
nicnieje​steśwar​ta.

Wkła​dam rękę do ka​pe​lu​sza i wy​cią​gam

bia​ły kar​te​lu​szek. Otwie​ram go po​wo​li, za​gry​-
za​jącwnie​pew​no​ścidol​nąwar​gę.Wi​dzęna​pi​-
sa​ne dru​ko​wa​ny​mi li​te​ra​mi sło​wa: „Ogrze​wa​-
czedorąk”.

—Ogrze​wa​czedorąk?—py​tam.
Alexna​chy​lasięiod​czy​tu​jena​piszezdez​o​-

rien​to​wa​nąminą.

— Co to są, do ja​snej cho​le​ry, ogrze​wa​cze

dorąk?

Pani Pe​ter​son rzu​ca mu ostrze​gaw​cze spoj​-

rze​nie.

— Je​śli masz ocho​tę zo​stać po lek​cjach,

mam na biur​ku ko​lej​ne nie​bie​skie za​wia​do​-
mie​nie o aresz​cie szkol​nym, już z two​im na​-
zwi​skiem. Tak więc albo za​py​tasz jesz​cze raz
bez wul​ga​ry​zmów, albo spo​tka​my się po lek​-
cjach.

— Chęt​nie bym z pa​nią po​sie​dział, pani P.,

background image

ale wolę ra​czej po​świę​cić czas na na​ukę z
moją part​ner​ką — od​po​wia​da Alex i ma przy
tym jesz​cze czel​ność mru​gnąć do Co​li​na. —
Więc za​dam py​ta​nie ina​czej. Co to wła​ści​wie
sąogrze​wa​czetorąk?

—Che​miater​micz​nasiękła​nia,pa​nieFu​en​-

tes.Ogrze​wa​cze,jaksamana​zwamówi,słu​żą
doogrze​wa​niarąk.

Alex od​wra​ca się do mnie z sze​ro​kim, bez​-

czel​nymuśmie​chem.

—Je​stempew​ny,żeznaj​dzie​myjesz​czekil​-

kain​nychrze​czydoogrza​nia.

— Nie​na​wi​dzę cię — mó​wię wy​star​cza​ją​co

gło​śno, żeby sły​szał mnie Co​lin i resz​ta kla​sy.
Je​śli po​zwo​lę mu być górą, pew​nie usły​szę w
gło​wie cmo​ka​nie mo​jej mamy, po​wta​rza​ją​cej,
żeniemanicważ​niej​sze​goodre​pu​ta​cji.

Wiem, że ob​ser​wu​je nas cała kla​sa, na​wet

Isa​bel,któ​rauwa​ża,żeAlexwca​leniejesttaki
zły, za ja​kie​go wszy​scy go mają. Czy ona nie
wi​dzi, jaki jest na​praw​dę, czy może dała się
za​śle​pić jego ide​al​nym ry​som twa​rzy i po​pu​-
lar​no​ściwśródzna​jo​mych?

Alexszep​cze:
— Mi​łość od nie​na​wi​ści dzie​li je​den krok.

Możemy​lisztedwierze​czy.

Od​su​wamsięodnie​go.
—Nieli​czy​ła​bymnato.

background image

—Ajaow​szem.
Alex pa​trzy na drzwi kla​sy. Przez okien​ko

ma​cha do nie​go jego kum​pel. Pew​nie chcą się
ze​rwaćzlek​cji.

Alexbie​rzeksiąż​kiiwsta​je.
PaniPe​ter​sonod​wra​casiędonie​go.
—Sia​daj,Alex.
—Mu​szęsięod​lać.
Na​uczy​ciel​ka marsz​czy brwi i kła​dzie rękę

nabio​drze.

— Po​wścią​gnij' swój ję​zyk. A z tego, co się

orien​tu​ję, w to​a​le​cie nie po​trze​bu​jesz ksią​żek.
Zo​stawje,pro​szę,nasto​le.

Alex za​ci​ska zęby, ale od​kła​da książ​ki na

blat.

— Mó​wi​łam, że na tę salę nie mają wstę​pu

żad​ne em​ble​ma​ty gan​gu — mówi pani Pe​ter​-
son, pa​trząc na ban​da​nę, któ​rą Alex trzy​ma
przedsobą.Wy​cią​garękę.—Pro​szęmitood​-
dać.

Alex zer​ka na drzwi, a po​tem na pa​nią Pe​-

ter​son.

—Aco,je​śliod​mó​wię?
— Le​piej nie spraw​dzaj, Alex. Zero to​le​ran​-

cji. Chcesz zo​stać za​wie​szo​ny? — Kiwa pal​-
cem, po​ka​zu​jąc w ten spo​sób, że ma jej na​-
tych​miast od​dać chu​s​tę, bo ina​czej źle się to
dlanie​goskoń​czy.

background image

Alex pa​trzy na nią z wście​kło​ścią i po​wo​li

po​da​jejejchu​s​tę.

PaniPe​ter​sonwy​ry​wamujązrękiiwstrzy​-

mu​jeod​dech.

Nawi​dokwiel​kiejpla​mynajegokro​czuwy​-

ry​wamisiętyl​ko:

—OBoże!
Całakla​saza​czy​nasięśmiać.
Co​linśmie​jesięnaj​gło​śniej.
— Nie martw się, Fu​en​tes. Moja bab​cia ma

ten sam pro​blem. Zwy​kła pie​lu​cha za​ła​twia
spra​wę.

Nawspo​mnie​nieopie​lu​chachdlado​ro​słych

od razu przy​po​mi​na mi się moja sio​stra. Na​-
bra​niesięzdo​ro​słych,któ​rzymajątegoro​dza​-
jupro​blem,wca​leniejestśmiesz​ne,boza​li​cza
siędonichmojasio​stra.

Alexuśmie​chasiębez​czel​nieimówidoCo​-

li​na:

—Two​jadziew​czy​naniemo​głasięnie​ste​ty

po​wstrzy​mać.Przed​sta​wi​łamiogrze​wa​czedo
rąkzzu​peł​nieno​wejper​spek​ty​wy,com​pa.

Tym ra​zem po​su​nął się za da​le​ko. Zry​wam

się,szu​ra​jącstoł​kiempopod​ło​dze.

—Chciał​byś—rzu​cam.
Alex ma mi już coś od​po​wie​dzieć, ale pani

Pe​ter​sonkrzy​czy:

— Alex! — Od​chrzą​ku​je. — Idź do pie​lę​-

background image

gniar​ki i... do​pro​wadź się do po​rząd​ku. Za​-
bierz ze sobą książ​ki, bo po​tem masz się sta​-
wićwga​bi​ne​ciedok​to​raAgu​ir​re.Spo​tka​mysię
tam ra​zem z two​imi przy​ja​ciół​mi, Co​li​nem i
Brit​ta​ny.

Alex za​bie​ra książ​ki ze sto​łu i wy​cho​dzi z

kla​sy, ja na​to​miast opa​dam na krze​sło. Pod​-
czas gdy pani Pe​ter​son usi​łu​je uci​szyć resz​tę
kla​sy,jamy​ślęotym,żenieuda​łomisięuni​-
kaćCar​menSan​chezzbytdłu​go.

Je​śli dziew​czy​na uwa​ża, że sta​no​wię dla

niejza​gro​że​nie,plot​ki,któ​repodzi​siej​szejlek​-
cji na pew​no za​czną krą​żyć po ca​łej szko​le,
tyl​kojejtopo​twier​dzą.

background image

10.Alex

Po pro​stu bo​sko. Pe​ter​son i Agu​ir​re po jed​-

nej stro​nie, Mała Pan​na Per​fec​ta z tym kre​ty​-
nempodru​giej...ajasam.Zamnąniktsięnie
wsta​wi,tojed​nojestpew​ne.

Agu​ir​rechrzą​ka.
— Alex, wi​dzę cię u sie​bie już dru​gi raz w

cią​gudwóchty​go​dni.

Zga​dzasię.Cóżzage​niusz.
— Pa​nie dy​rek​to​rze — mó​wię, przej​mu​jąc

pa​łecz​kę,bomamjużser​decz​niedośćtego,że
cała pie​przo​na szko​ła jest na roz​ka​zy Ma​łej
Pan​ny Per​fec​ty i jej chło​pa​ka. — W cza​sie
prze​rwy obia​do​wej do​szło do ma​łe​go wy​pad​-
ku i po​pla​mi​łem so​bie spodnie. Ale za​miast
opusz​czać lek​cję, po​pro​si​łem ko​le​gę, żeby
przy​wiózł mi czy​ste. — Wska​zu​ję na dżin​sy,
któ​remamnaso​bie,aktó​rePacosko​ło​wałmi
z domu. — Pani Pe​ter​son — zwra​cam się do
na​uczy​ciel​kiche​mii.—Ni​g​dybymniedo​pu​ścił
dotego,żebyprzezmałąplam​kęopu​ścićpani
wspa​nia​łąlek​cję.

— Nie pod​li​zuj się, Alex — pry​cha pani Pe​-

ter​son. — Mam po​tąd two​ich bła​zeństw —
prze​su​warękąnadgło​wą.Pa​trzygniew​niena

background image

Brit​ta​ny i Co​li​na. Już my​ślę, że po​zwo​li im na
mniena​je​chać,gdymówi:—Awynieje​ste​ście
wca​lelep​si.

Brit​ta​nywy​da​jesięzdu​mio​najejre​pry​men​-

dą. Ale oczy​wi​ście nie mia​ła nic prze​ciw​ko,
gdypaniP.ob​jeż​dża​łamnie.

—Niemogębyćznimwpa​rze—wy​rzu​caz

sie​bieMałaPan​naPer​fec​ta.

Co​linwy​su​wasięna​przód.
—Możepra​co​waćzemnąizDar​le​ne.
Mam ocho​tę się uśmiech​nąć, gdy wi​dzę, że

brwi Pe​ter​son wę​dru​ją w górę tak wy​so​ko,
jak​bymia​łyza​razwy​sko​czyćjejzczo​ła.

—Acojestwwasta​kie​gowy​jąt​ko​we​go,że

uwa​ża​cie, że mo​że​cie de​cy​do​wać o tym, jak
pro​wa​dzęlek​cję?

Bra​wo,Pe​ter​son!
— Nad​ine, po​zwól, że ja się tym zaj​mę —

mówiAgu​ir​redopaniP.,poczymwska​zu​jena
zdję​cie na​szej szko​ły, któ​re wisi na ścia​nie w
ram​ce. Nie po​zwa​la dwój​ce z pół​no​cy od​po​-
wie​dziećnapy​ta​niepaniP.,tyl​komówi:—Jak
wie​cie, de​wi​za na​szej szko​ły brzmi: „Róż​no​-
rod​ność źró​dłem wie​dzy”. Gdy​by​ście za​po​-
mnie​li, to jest wy​ry​ta na ta​bli​cy przed głów​-
nym wej​ściem, więc na​stęp​nym ra​zem, gdy
bę​dzie​cie tam​tę​dy prze​cho​dzić, za​sta​nów​cie
się chwi​lę nad zna​cze​niem tych słów. Chciał​-

background image

bymwasza​pew​nić,żejakonowydy​rek​tortej
szko​łychcępo​ło​żyćkreswszel​kimpo​dzia​łom,
któ​repod​wa​ża​jątęde​wi​zę.

No do​bra, róż​no​rod​ność jest źró​dłem wie​-

dzy.Alenierazwi​dzia​łem,żejestteżźró​dłem
nie​na​wi​ści i igno​ran​cji. Nie będę po​zba​wiać
Agu​ir​re złu​dzeń, bo za​czy​nam na​bie​rać prze​-
ko​na​nia,żenaszdy​rek​torna​praw​dęwie​rzyw
tebred​nie,któ​rewy​ga​du​je.

—Dok​torAgu​ir​reijazaj​mu​je​mywtejkwe​-

stii wspól​ne sta​no​wi​sko. W związ​ku z tym...
— Pe​ter​son pa​trzy na mnie groź​nie i to tak
prze​ko​nu​ją​co,żechy​bamusićwi​czyćprzedlu​-
strem.—Alex,prze​stańdo​ku​czaćBrit​ta​ny.—
Od​wra​ca się i rzu​ca to samo spoj​rze​nie na
dru​gą stro​nę ga​bi​ne​tu. — Brit​ta​ny, prze​stań
za​cho​wy​waćsięjakpri​ma​don​na.Aty,Co​lin...
Wła​ści​wie to w ogó​le nie wiem, co ty masz z
tymwspól​ne​go.

—Je​stemjejchło​pa​kiem.
— W ta​kim ra​zie by​ła​bym wdzięcz​na, gdy​-

by​ście zo​sta​wi​li wasz zwią​zek za drzwia​mi
mo​jejkla​sy.

—Ale...—za​czy​naCo​lin.
Pe​ter​sonprze​ry​wamumach​nię​ciemdło​ni.
—Do​syć.Ko​niecdys​ku​sji.Dowi​dze​nia.
Co​lin bie​rze pri​ma​don​nę za rękę i wy​cho​-

dzązpo​ko​ju.

background image

Ja też wy​cho​dzę, ale Pe​ter​son za​trzy​mu​je

mnie,kła​dącmirękęnara​mie​niu.

—Alex?
Przy​sta​jęipa​trzęnanią.Pa​trzęjejpro​stow

oczy, w któ​rych ma​lu​je się współ​czu​cie. Nie
lu​bięta​kie​gospoj​rze​nia.

—Słu​cham?
—Wiesz,żemnienieoszu​kasz?
Mu​szę zma​zać jej z twa​rzy to współ​czu​cie.

Ostat​nim ra​zem, gdy na​uczy​ciel tak na mnie
pa​trzył,by​łemwpierw​szejkla​sieiwła​śnieza​-
strze​li​limiojca.

—Todo​pie​rodru​gity​dzieńrokuszkol​ne​go,

Nad​ine. Może pani za​cze​ka mie​siąc, dwa, za​-
nimza​czniewy​da​waćta​kiesądy.

Ko​bie​taśmie​jesię:
—Nieje​stemna​uczy​ciel​kąażtakdłu​go,ale

wi​dzia​łamjużusie​biewkla​siewię​cejAlek​sów
Fu​en​te​sów niż więk​szość na​uczy​cie​li przez
całeży​cie.

— A ja my​śla​łem, że je​stem wy​jąt​ko​wy. —

Kła​dę so​bie rękę na ser​cu. — Rani mnie pani,
Nad​ine.

— Chcesz być wy​jąt​ko​wy, Alex? To skończ

szko​łę.

— Taki mam plan — in​for​mu​ję, choć ni​g​dy

wcze​śniej ni​ko​mu się do tego nie przy​zna​łem.
Wiem, że mama chce, że​bym zdał ma​tu​rę,

background image

choć ni​g​dy o tym nie roz​ma​wia​li​śmy. I szcze​-
rzemó​wiąc,niewiemna​wet,czywie​rzy,żeto
re​al​ne.

— Po​dob​no na po​cząt​ku wszy​scy tak mó​-

wią.—PaniP.otwie​rato​reb​kęiwy​cią​gamoją
ban​da​nę.—Niepo​zwól,żebytwo​jeży​ciepoza
szko​łą de​ter​mi​no​wa​ło two​ją przy​szłość —
koń​czyna​glebar​dzopo​waż​nie.

Cho​wam chu​s​tę do kie​sze​ni. Pe​ter​son nie

ma po​ję​cia, w jak du​żym stop​niu ży​cie poza
mu​ra​mi szkol​ny​mi wpły​wa na ży​cie, ja​kie
wio​dęwichob​rę​bie.Ce​gla​nybu​dy​nekniejest
w sta​nie ochro​nić mnie przed świa​tem ze​-
wnętrz​nym.Cho​le​ra,niemógł​bymsiętuscho​-
wać,na​wetgdy​bymchciał.

—Wiem,copaniza​razpo​wie:Je​ślibę​dziesz

po​trze​bo​wać przy​ja​cie​la, Alex, to mo​żesz na
mnieli​czyć.

— My​lisz się. Nie je​stem two​im przy​ja​cie​-

lem.Gdy​bymnimbyła,niena​le​żał​byśdogan​-
gu. Ale wi​dzia​łam wy​ni​ki te​stów. Je​steś mą​-
drym dzie​cia​kiem, któ​ry mógł​by coś osią​gnąć,
gdy​bypod​szedłpo​waż​niedona​uki.

Coś osią​gnąć. Osią​gnię​cia. Czy to wszyst​ko

niejestbar​dzowzględ​ne?

— Mogę już wra​cać do kla​sy? — py​tam, bo

nie wiem, co jej od​po​wie​dzieć. Je​stem go​to​wy
za​ak​cep​to​wać, że moja na​uczy​ciel​ka che​mii i

background image

nowydy​rek​tornie​ko​niecz​niesąpomo​jejstro​-
nie...tyleżewca​lenieje​stempew​ny,czysąpo
prze​ciw​nej. Cał​ko​wi​cie roz​wa​la mi to świa​to​-
po​gląd.

—Tak,wra​cajdokla​sy,Alex.
Wgło​wiecałyczasroz​brzmie​wa​jąmisło​wa

Pe​ter​son,gdysły​szę,żewołazamną:

— A je​śli jesz​cze raz zwró​cisz się do mnie

poimie​niu,bę​dzieszmiałporazko​lej​nyprzy​-
jem​nośćpo​sie​dziećzakaręposzko​leorazna​-
pi​sać wy​pra​co​wa​nie na te​mat sza​cun​ku. Pa​-
mię​taj,nieje​stemtwo​jąko​le​żan​ką.

Idęko​ry​ta​rzemiuśmie​chamsiępodno​sem.

Dlatejko​bie​tygroź​baaresz​tuszkol​ne​goiwy​-
pra​co​wańtozde​cy​do​wa​niero​dzajbro​ni.

background image

11.Brittany

Zo​sta​ło jesz​cze tyl​ko pół go​dzi​ny wu​efu.

Prze​bie​ramsięwszat​niwstrójimy​ślęotym,
cosięwła​śniesta​łowga​bi​ne​ciedok​to​raAgu​ir​-
re. Pani Pe​ter​son ob​wi​nia​ła mnie w rów​nym
stop​niujakAlek​sa.

Alex Fu​en​tes już za​mie​nia mój ostat​ni rok

w ogól​nia​ku w kosz​mar, a to do​pie​ro po​czą​-
tek.

Gdy wkła​dam spoden​ki, stu​ka​nie ob​ca​sów

na twar​dej be​to​no​wej po​sadz​ce in​for​mu​je
mnie, że nie je​stem w szat​ni sama. Przy​ci​-
skam do pier​si ko​szul​kę od wu​efu i w tej sa​-
mej chwi​li moim oczom uka​zu​je się Car​men
San​chez.

Tyl​konieto.
— Dziś jest chy​ba mój szczę​śli​wy dzień —

mówi i mie​rzy mnie wzro​kiem, wy​glą​da​jąc
przytymjakszy​ku​ją​cysiędoata​kuku​gu​ar.I
choć ku​gu​ary nie mają dłu​gich, pro​stych, brą​-
zo​wych wło​sów... to z pew​no​ścią mają pa​zu​-
ry.Apa​zu​ryCar​mensąja​skra​wo​czer​wo​ne.

Robikrokwmojąstro​nę.
Chcęsięcof​nąć.Awła​ści​wieucie​kać.Alenie

ro​bię tego, głów​nie dla​te​go, że pew​nie po​bie​-

background image

gła​byzamną.

—Wiesz—mówi,wy​krzy​wia​jącustawnie​-

przy​jem​nym uśmiesz​ku. — Za​wsze się za​sta​-
na​wia​łam, ja​kie​go ko​lo​ru sta​nik nosi Brit​ta​ny
El​lis. Ró​żo​wy. Pa​su​je ide​al​nie. Za​ło​żę się, że
byłrów​niedro​gijakfar​badowło​sów.

—Chy​baniechceszroz​ma​wiaćosta​ni​kach

ifar​bachdowło​sów,Car​men—od​po​wia​dami
na​cią​gamprzezgło​węko​szul​kęgim​na​stycz​ną.
Prze​ły​kamztru​demśli​nę,poczymmó​wię:—
Chceszmisko​paćty​łek.

—Kie​dyja​kaśhowy​cią​gałap​skapomo​je​go

fa​ce​ta,ro​bięsięza​bor​cza.

— Nie chcę two​je​go fa​ce​ta, Car​men. Mam

wła​sne​go.

—Da​rujso​bie.Ta​kiedziew​czy​nyjaktychcą

siępo​do​baćwszyst​kimfa​ce​tom,taknawszel​-
kiwy​pa​dek,gdy​bykie​dyśmia​łoimsięjed​nak
za​chcieć któ​re​goś z nich — mówi, co​raz bar​-
dziejroz​wście​czo​na.Mampro​blem.—Sły​sza​-
łam, że roz​po​wia​dasz o mnie ja​kieś bzdu​ry.
My​ślisz, że je​steś kró​lo​wą wszech​świa​ta?
Prze​ko​naj​mysię,jakwy​glą​daszzespuch​nię​tą
war​gąiwiel​kimli​mempodokiem.Przyj​dziesz
do szko​ły z wor​kiem na śmie​ci na gło​wie? A
może scho​wasz się w swo​im wiel​kim domu i
wogó​lesięniepo​ka​żesz?

Pa​trzę na przy​su​wa​ją​cą się do mnie Car​-

background image

men.Na​praw​dęnaniąpa​trzę.Do​sko​na​lewie,
jakwiel​kąwagęprzy​kła​damdotwa​rzy,któ​rą
po​ka​zu​ję świa​tu, jej na​to​miast nie za​le​ży, czy
jąza​wie​szą...czyna​wetwy​wa​lązeszko​ły.

— Od​po​wiedz! — wrzesz​czy i po​py​cha

mnie.Ude​rzamra​mio​na​mioznaj​du​ją​cąsięza
mnąszaf​kę.

Chy​ba jej w ogó​le nie słu​cha​łam, bo nie

mam po​ję​cia, co od​po​wie​dzieć. Je​śli wró​cę do
domu po​si​nia​czo​na, po udzia​le w bój​ce, kon​-
se​kwen​cjebędąopła​ka​ne.Mamabę​dziewście​-
kła i uzna, że tyl​ko ja je​stem temu win​na, bo
temu nie za​po​bie​głam. Na​praw​dę mam tyl​ko
na​dzie​ję, że nie za​cznie znów mó​wić o od​da​-
niu Shel​ley. W ob​li​czu stre​su moi ro​dzi​ce za​-
wsze mó​wią o tym, że trze​ba ją od​dać. Jak​by
wrazzeznik​nię​ciemShel​leymia​łysięroz​wią​-
zaćwszyst​kiepro​ble​myro​dzi​nyEl​li​sów,jakza
do​tknię​ciemcza​ro​dziej​skiejróżdż​ki.

— Nie wy​da​je ci się, że tre​ner​ka Bau​ti​sta

przyj​dzie mnie szu​kać? Chcesz zo​stać za​wie​-
szo​na?—Wiem,kiep​skiepy​ta​nia.Alepró​bu​ję
ku​pićso​bietro​chęcza​su.

Car​menśmie​jesięci​cho.
— My​ślisz, że mnie ob​cho​dzi, czy zo​sta​nę

za​wie​szo​na?

Nie,alewar​tobyłospró​bo​wać.
Za​miast ku​lić się przy szaf​ce, pro​stu​ję ra​-

background image

mio​na.Car​menznówpró​bu​jemniepo​pchnąć,
aletymra​zemod​trą​camjejrękę.

Zachwi​lęwe​zmęudziałwswo​jejpierw​szej

bój​ce. Bój​ce, któ​rą na pew​no prze​gram. Ser​ce
wali mi tak, jak​by mia​ło za​raz wy​sko​czyć z
pier​si. Całe ży​cie uni​ka​łam tego typu sy​tu​acji,
aletymra​zemniemamwyj​ścia.Za​sta​na​wiam
się,czyniewłą​czyćalar​mupo​ża​ro​we​go,jakto
wi​dzia​łamwfil​mach.Aleoczy​wi​ścieni​g​dziew
po​bli​żu nie ma żad​nej z tych czer​wo​nych
skrzy​ne​czek.

—Zo​stawją,Car​men.
Na dźwięk dziew​czę​ce​go gło​su obie się od​-

wra​ca​my. To Isa​bel. Nie​przy​ja​ciół​ka. Nie​przy​-
ja​ciół​ka, któ​ra naj​praw​do​po​dob​niej wła​śnie
ura​to​wa​ła mi twarz przed kom​plet​ną ma​sa​-
krą.

— Isa, nie wtrą​caj się w moje spra​wy —

war​czyCar​men.

Isa​belpod​cho​dzidonas.Jejciem​no​brą​zo​we

wło​syzwią​za​newwy​so​kikoń​skiogonko​le​bią
sięzkaż​dymkro​kiem.

Nochin​gu​esconela,Car​men.Niedo​ku​czaj

jej.

Porqueno?—pytaCar​men.—Cze​mu?Bo

wy​da​je ci się, że je​ste​ście naj​lep​szy​mi przy​ja​-
ció​łecz​ka​mi, od​kąd obie wy​ma​chu​je​cie tymi
idio​tycz​ny​mipom​po​na​mi.

background image

Isabie​rzesiępodboki.
—Je​steśzłanaAlek​sa,Car​men.Dla​te​goza​-

cho​wu​jeszsięjakper​ra.

Nawzmian​kęoAlek​sieCar​mensztyw​nie​je.
—Za​mknijsię,Isa.Nicniero​zu​miesz.
Car​men prze​le​wa całą swo​ją wście​kłość na

Isa​beliwrzesz​czynaniąpohisz​pań​sku.Isa​bel
nie cofa się, stoi dum​nie przed Car​men i z
rów​ną za​cie​kło​ścią od​po​wia​da jej po hisz​pań​-
sku. Isa​bel jest ni​ska i waży pew​nie mniej niż
ja,więcdzi​wimnie,żesta​wiasięCar​men.Ale
nie daje się za​stra​szyć. Wi​dzę to po tym, jak
podwpły​wemjejsłówCar​menza​czy​nasięco​-
fać.

Za ple​ca​mi Car​men po​ja​wia się tre​ner​ka

Bau​ti​sta.

— Urzą​dzi​ły​ście so​bie we trój​kę im​pre​zę i

nieza​pro​si​ły​ścieresz​tyko​le​ża​nek?

— Mu​sia​ły​śmy po​ga​dać — mówi Car​men

bez za​jąk​nię​cia, jak​by​śmy były zna​jo​my​mi,
któ​renaj​zwy​czaj​niejwświe​ciezesobąroz​ma​-
wia​ją.

— W ta​kim ra​zie pro​po​nu​ję jed​nak, że​by​-

ściepo​ga​da​łyposzko​le,aniewtrak​cielek​cji.
Pan​naEl​lisipan​naAvi​lawra​ca​jąnasalęgim​-
na​stycz​ną.Pan​naSan​chezidzietam,gdziepo​-
win​nate​razbyć.

Car​men wy​cią​ga w moją stro​nę swój czer​-

background image

wo​nypa​zno​kieć.

— Póź​niej — mówi i zmu​sza Isa​bel, żeby

usu​nę​łasięnabok,poczymwy​cho​dzizszat​-
ni.

—Dzię​ki—szep​częci​chodoIsa​bel.
Wod​po​wie​dzikiwatyl​kogło​wą.

background image

12.Alex

Koń​czysz już z tą hon​dą? Czas za​my​kać —

mówi mój ku​zyn En​ri​que. Pra​cu​ję w jego
warsz​ta​cieco​dzien​nieposzko​le...żebypo​móc
ma​mie za​pew​nić byt na​szej ro​dzi​nie, żeby
uciecchoćnakil​kago​dzinodLa​ty​no​skiejKrwi
oraz dla​te​go, że cho​ler​nie do​brze znam się na
sa​mo​cho​dach.

Brud​ny od sma​ru i ole​ju, wy​su​wam się

spodhon​dyci​vic,przyktó​rejpra​co​wa​łem.

—Jesz​czemo​men​cik.
— Do​bra. Fa​cet od trzech dni za​wra​ca mi

dupęido​py​tu​jesię,czyautojużgo​to​we.

Za​ci​skam ostat​ni swo​rzeń i pod​cho​dzę do

En​ri​que, któ​ry wy​cie​ra so​bie brud​ne ręce o
ścier​kę.

—Mogęcięocośpo​pro​sić?
—Wal.
— Mogę wziąć so​bie wol​ny dzień w przy​-

szłym ty​go​dniu? Mam do zro​bie​nia pro​jekt z
che​mii — wy​ja​śniam, my​śląc o te​ma​cie, któ​ry
dziśwy​lo​so​wa​li​śmy.—Imamysięspo​tkaćz...

—Lek​cjePe​ter​son.Tak,pa​mię​tamtecza​sy.

Topraw​dzi​watwar​dziel​ka.—Ku​zynwzru​sza
ra​mio​na​mi.

background image

— Mia​łeś z nią lek​cje? — py​tam roz​ba​wio​-

ny.Za​sta​na​wiamsię,czyjejro​dzi​cesąku​ra​to​-
ra​mi są​do​wy​mi. Baba z pew​no​ścią ma po​ciąg
dodys​cy​pli​ny.

—Cze​gośta​kie​gosięnieza​po​mi​na.„Nieod​-

nie​sie​cie suk​ce​su, o ile nie opra​cu​je​cie le​kar​-
stwa na ja​kąś cho​ro​bę albo nie ura​tu​je​cie
świa​ta” — mówi En​ri​que, w dość uda​ny spo​-
sób na​śla​du​jąc pa​nią P. — Nie za​po​mi​na się
ta​kie​gokosz​ma​rujakPe​ter​son,alenapew​noz
Brit​ta​nyEl​liswpa​rze...

—Skądwiesz?
— Wszy​scy wie​dzą, sta​ry. Na​wet fa​ce​ci w

moim wie​ku o niej ga​da​ją. O tych dłu​gich no​-
gach,otychchi​chis...—En​ri​quewy​su​waprzed
sie​bierękęiuda​je,żemacająpopier​siach.—
Samwiesz.

Nowiem.
Prze​stę​pu​jęznoginanogę.
—Mogęwziąćwol​newczwar​tek?
Nohaypro​ble​ma.Ża​denpro​blem.—En​ri​-

queod​chrzą​ku​je.—Hec​torcięwczo​rajszu​kał,
wiesz?

Hec​tor. Hec​tor Mar​ti​nez, sza​ra emi​nen​cja

La​ty​no​skiejKrwi.

— Cza​sem na​praw​dę mnie wku​rza... sam

wiesz.

—Je​steśska​za​nynaKrew—mówiEn​ri​que.

background image

— Jak my wszy​scy. Pod żad​nym po​zo​rem nie
mo​żeszdo​pu​ścić,żebyHec​torpo​my​ślał,żenie
je​steś pew​ny swo​jej lo​jal​no​ści wo​bec Krwi. Je​-
śli za​cznie po​dej​rze​wać cię o nie​lo​jal​ność, w
mgnie​niu oka za​mie​ni się w two​je​go wro​ga.
Nieje​steśgłu​pi,Alex.Dzia​łajostroż​nie.

En​ri​quejestPG—pierw​szymgang​ste​rem—

ijużbar​dzodaw​notemudo​wiódłswo​jejlo​jal​-
no​ści wzglę​dem Krwi. Spła​cił swo​je po​win​no​-
ści i może te​raz usu​nąć się tro​chę w cień i
ustą​pićpolamłod​szymczłon​komLK.Jegozda​-
niem ja znaj​du​ję się do​pie​ro na po​cząt​ku tej
dro​gi i musi mi​nąć dużo cza​su, za​nim mnie i
moimkum​plomzo​sta​nieprzy​zna​nysta​tusPG.

— Nie je​stem głu​pi? Za​ło​ży​łem się o swój

mo​tor, że za​cią​gnę Brit​ta​ny El​lis do łóż​ka —
przy​zna​jęsię.

—Wta​kimra​zieod​wo​łu​jęto,copo​wie​dzia​-

łem. — En​ri​que wska​zu​je na mnie pal​cem i
uśmie​chasiękpią​co.—Kre​tynzcie​bie.Anie​-
dłu​go kre​tyn bez mo​to​ru. Ta​kie dziew​czy​ny
nie za​szczy​ca​ją na​wet spoj​rze​niem ta​kich go​-
ścijakmy.

Za​czy​nam są​dzić, że ma ra​cję. Skąd mi, do

cho​le​ry, przy​szło do łba, że mogę zwa​bić nie​-
zwy​kle pięk​ną, nie​zwy​kle bo​ga​tą i nie​zwy​kle
bia​łą Brit​ta​ny El​lis do mo​je​go nie​zwy​kle bied​-
ne​go, nie​zwy​kle mek​sy​kań​skie​go i nie​zwy​kle

background image

mrocz​ne​goży​cia?

Die​go Va​squ​ez, je​den chło​pak ze szko​ły,

uro​dził się po pół​noc​nej stro​nie Fa​ir​field. Moi
kum​ple uwa​ża​ją go oczy​wi​ście za bia​ła​sa,
mimożeskó​ręmaciem​niej​sząniżja.Uwa​ża​ją
też,żeMikeBurns,bia​ły,któ​rymiesz​kapopo​-
łu​dnio​wej stro​nie, jest Mek​sy​ka​ni​nem, choć w
jego ży​łach nie pły​nie ani kro​pla mek​sy​kań​-
skiejkrwi.Anila​ty​no​skiej,dlaści​sło​ści.Ajed​-
nakuwa​ża​nyjestzajed​ne​goznas.WFa​ir​field
to miej​sce uro​dze​nia de​cy​du​je o tym, kim je​-
steś.

Podwarsz​ta​temktośtrą​bigło​śno.
En​ri​quena​ci​skaprzy​ciskiotwie​radrzwiga​-

ra​żo​we.

Do środ​ka wjeż​dża z pi​skiem opon sa​mo​-

chódJa​vie​raMo​re​no.

— Za​mknij bra​mę, En​ri​que — rzu​ca bez

tchuJa​vier.—Szu​kanaslapo​li​cia.

Mójku​zynude​rzapo​now​niepię​ściąwprzy​-

ciskigasiświa​tło.

—Co,docho​le​ry,na​ro​bi​li​ście?
Ztyłusa​mo​cho​dusie​dziCar​menzna​bie​gły​-

mi krwią ocza​mi — albo od al​ko​ho​lu, albo od
nar​ko​ty​ków, nie wiem. Ob​ści​ski​wa​ła się też z
kimś,ktosie​dzizniąztyłu,kto​kol​wiektojest,
boażzado​brzewiem,jakwte​dywy​glą​da.

—Raulchciałza​strze​lićSa​ty​no​we​goKap​tu​-

background image

ra — beł​ko​cze Car​men, wy​sta​wia​jąc gło​wę
przezoknosa​mo​cho​du.—Alece​lu​jejakbaba.

Raul od​wra​ca się i wrzesz​czy na nią z

przed​nie​gosie​dze​nia:

Puta, sama spró​buj strze​lać do ru​cho​me​-

goceluzJa​vie​remzakie​row​ni​cą.

Prze​wra​cam ocza​mi, a Ja​vier wy​sia​da z sa​-

mo​cho​du.

— Nie po​do​ba ci się, jak jeż​dżę, Raul? —

pyta. — Bo je​śli tak, to mam tu pięść, któ​ra
chęt​nieza​po​znasięztwo​jągębą.

Raulwy​sia​dazauta.
—Chceszobe​rwać,cu​le​ro?
Sta​jęprzedRau​lemiprzy​trzy​mu​jęgo.
—Docho​le​ry,chło​pa​ki.Zabra​mąjestlapo​-

li​cia.

—Topierw​szesło​waSama,go​ścia,zktó​-

rymob​ma​cy​wa​łasięCar​men.

Wszy​scy w warsz​ta​cie pa​da​ją na zie​mię,

gdy po​li​cja świe​ci przez okno la​tar​ka​mi do
środ​ka. Przy​ku​cam za dużą szu​fla​dą z na​rzę​-
dzia​mi i wstrzy​mu​ję od​dech. Na​praw​dę nie
po​trze​bu​ję do​dat​ko​wo oskar​że​nia o usi​ło​wa​-
nieza​bój​stwa.Do​tych​czasja​kimścu​demuda​-
wa​ło mi się unik​nąć aresz​to​wa​nia, ale kie​dyś
mojeszczę​ściesięskoń​czy.

Człon​ko​wiegan​gurzad​kouni​ka​jąspo​tka​nia

zpo​li​cją.Albood​siad​ki.

TwarzEn​ri​quewy​raź​niepo​ka​zu​je,cootym

background image

wszyst​kim my​śli. W koń​cu uda​ło mu się za​-
osz​czę​dzićwy​star​cza​ją​codużo,żebyotwo​rzyć
warsz​tat, a te​raz, je​śli ktoś choć​by pi​śnie,
czwór​ka li​ce​ali​stów może za​prze​pa​ścić jego
ma​rze​nie.Zjegosta​ry​mita​tu​aża​miLKnakar​-
kupo​li​cjaaresz​tu​jemo​je​goku​zy​nanarów​niz
całąresz​tą.

Aonwcią​guty​go​dniastra​cibiz​nes.
Ktoś szar​pie za drzwi do warsz​ta​tu. Krzy​-

wię się i mo​dlę: „Bła​gam, żeby były za​mknię​-
te”.

Po​li​cjan​ci zo​sta​wia​ją drzwi w spo​ko​ju, ale

znów świe​cą do środ​ka la​tar​ka​mi. Za​sta​na​-
wiamsię,ktoimdałcynk—niktwoko​li​cyby
nasniepod​ka​blo​wał.Obo​wią​zu​jetunie​pi​sa​na
za​sa​da mil​cze​nia, któ​ra za​pew​nia wszyst​kim
ro​dzi​nombez​pie​czeń​stwo.

Mam wra​że​nie, że mija cała wiecz​ność, za​-

nimgli​nywkoń​cuod​jeż​dża​ją.

— Cho​le​ra, nie​wie​le bra​ko​wa​ło — mówi Ja​-

vier.

—Bar​dzonie​wie​le—zga​dzasięEn​ri​que.—

Od​cze​kaj​ciedzie​sięćmi​nutizjeż​dżaj​ciestąd.

Car​men wy​sia​da z sa​mo​cho​du — a wła​ści​-

wiewy​ta​czasię.

—Hej​ka,Alex.Tę​sk​ni​łamdziśzatobą.
Pa​trzęnaSama.
—Wła​śniewi​dzę.

background image

— Sam? Ale on mi się wca​le nie po​do​ba —

gru​chaCar​menipod​cho​dzibli​żej.Wy​czu​wam
od niej motę, traw​kę. — Cze​kam, aż do mnie
wró​cisz.

—Tosięniedo​cze​kasz.
—Przeztętwo​jągłu​piądziu​nięzche​mii?—

Ła​piemniepodbro​dęipró​bu​jezmu​sić,że​bym
naniąspoj​rzał.Jejdłu​giepa​znok​ciewbi​ja​jąmi
sięwskó​rę.

Chwy​tam ją za nad​garst​ki i od​su​wam od

sie​bie jej ręce, nie mo​gąc się przy tym na​dzi​-
wić, jak moja po​zba​wio​na ser​ca była dziew​-
czy​naza​mie​ni​łasięwpo​zba​wio​nąser​cazdzi​-
rę.

—Brit​ta​nyniemaztymnicwspól​ne​go.Sły​-

sza​łem,żejejsięod​gra​ża​łaś.

—Isacipo​wie​dzia​ła?—pytaimru​żyoczy.
— Po pro​stu się od​wal — mó​wię, igno​ru​jąc

jej py​ta​nie. — Albo bę​dziesz mia​ła po​waż​niej​-
szy pro​blem na gło​wie niż tyl​ko roz​go​ry​czo​ny
byłychło​pak.

— Je​steś roz​go​ry​czo​ny, Alex? Bo nie wy​glą​-

dasz. Wy​glą​dasz, jak​byś miał wszyst​ko w du​-
pie.

Mara​cję.Kie​dydo​wie​dzia​łemsię,żesy​piaz

in​ny​mi,po​trze​bo​wa​łemtro​chęcza​su,żebysię
po​zbie​rać. Za​sta​na​wia​łem się, co ta​kie​go dają
jejinnifa​ce​ci,cze​gojaniemogęjejdać.

background image

—Kie​dyśniemia​łem.Alete​razjużmam.
Car​menwy​mie​rzamipo​li​czek.
—Walsię,Alex.
— Kłót​nia za​ko​cha​nych? — pyta Ja​vier,

opie​ra​jącsięoma​skę.

Cal​la​te,za​mknijsię—rzu​ca​myzCar​men

jed​no​cze​śnie.

Car​men od​wra​ca się na pię​cie i idzie cięż​-

kim kro​kiem do sa​mo​cho​du, po czym ła​du​je
się znów na tyl​ne sie​dze​nie. Pa​trzę, jak przy​-
cią​gadosie​bietwarzSama.Wwarsz​ta​cieroz​-
le​gasięod​głosna​mięt​nychpo​ca​łun​kówijęki.

Ja​vierwoła:
—En​ri​que,otwórzbra​mę.Spa​da​mystąd.
Raul, któ​ry po​szedł się od​lać do ła​zien​ki,

mówi:

— Je​dziesz, Alex. Po​trze​bu​je​my cię. Paco i

Sa​ty​no​wyKap​turbędąsiębićwGil​sonPark.A
wiesz,żeKap​tu​ryni​g​dyniewal​cząfair.

Paconicminiewspo​mi​nałowal​ce,pew​nie

dla​te​go, że wie​dział, że sta​rał​bym się go od
niej od​wieść. Cza​sem mój naj​lep​szy kum​pel
pa​ku​jesięwsy​tu​acje,zktó​rychniepo​tra​fisię
samwy​ka​ra​skać.

I cza​sem nie po​zo​sta​wia mi wy​bo​ru i zmu​-

sza,że​bymteżsięwcośwpa​ko​wał.

— Jadę — mó​wię i wska​ku​ję na przed​nie

sie​dze​nie, przez co Raul lą​du​je z tyłu ra​zem z

background image

dwo​magru​cha​ją​cy​migo​łąb​ka​mi.

Je​dzie​my po​wo​li jed​ną prze​czni​cę i do​jeż​-

dża​my do par​ku. Na​pię​cie wisi w po​wie​trzu,
czu​jętoprzezskó​rę.GdziejestPaco?Wy​krwa​-
wiasięjużgdzieśwbocz​nejulicz​ce?

Jest ciem​no. Wi​dzę ja​kieś po​ru​sze​nie i wło​-

systa​jąmidęba.Wszyst​kowy​glą​dazło​wiesz​-
czo, na​wet drze​wa szu​mią​ce na wie​trze. W
cią​gu dnia Gil​son Park to tyl​ko je​den z wie​lu
pod​miej​skich par​ków... za wy​jąt​kiem graf​fi​ti
LK na ścia​nach bu​dyn​ków wo​kół par​ku. To
naszte​ren.Ozna​ko​wa​li​śmygo.

Znaj​du​je​mysięnaprzed​mie​ściachChi​ca​go,

rzą​dzi​mynatymosie​dluinauli​cach,któ​redo
nie​go pro​wa​dzą. To woj​na ulicz​na — inne
pod​miej​skiegan​giwal​cząznamiote​ren.Trzy
prze​czni​ce da​lej znaj​du​ją się re​zy​den​cje i
domywar​temi​liar​dydo​la​rów.Tu​taj,wpraw​-
dzi​wym świe​cie, trwa woj​na. Lu​dzie w wy​-
staw​nychdo​machna​wetniewie​dzą,żenie​ca​-
ły ki​lo​metr od ich ogród​ków za​cznie się za​raz
bi​twa.

— Tam jest — wska​zu​ję na dwie po​sta​cie

sto​ją​cekil​kame​trówodpar​ko​wychhuś​ta​wek.
La​tar​niewpar​kuniedzia​ła​ją,aleitakodrazu
wiem, któ​ra syl​wet​ka to Paco, bo po​zna​ję go
poni​skimwzro​ścieicha​rak​te​ry​stycz​nejpo​sta​-
wie za​pa​śni​ka przy​go​to​wa​ne​go do wyj​ścia na

background image

ring.

Gdyjed​nazpo​sta​cipo​py​chadru​gą,wy​ska​-

ku​jęzauta,mimożejesz​czesięnieza​trzy​ma​-
ło. Bo uli​cą idzie pięć in​nych Kap​tu​rów. Go​to​-
wy wal​czyć ra​zem z przy​ja​cie​lem, od​su​wam
od sie​bie myśl, że ta kon​fron​ta​cja może się
skoń​czyć dla nas wszyst​kich na cmen​ta​rzu.
Gdy sta​ję do wal​ki z pew​no​ścią sie​bie i za​cie​-
kło​ścią, nie my​śląc o kon​se​kwen​cjach, wy​gry​-
wam. Je​śli za​cznę za dużo się nad tym za​sta​-
na​wiać,cze​kamnieko​niec.

Bie​gnę do Paco i Sa​ty​no​we​go Kap​tu​ra, za​-

nim do​trze tam resz​ta jego kum​pli. Paco do​-
brzesiębije,aletendru​gijestjakro​bak,któ​ry
wy​wi​ja się spod cio​sów Paco. Ła​pię ko​le​sia za
fra​ki, sta​wiam go na nogi, a moje pię​ści koń​-
cządzie​ło.

Pa​trzę z wście​kło​ścią na Paco, jesz​cze za​-

nimzdą​żypod​nieśćsięnanogiista​nąćprzede
mną.

—Mo​głemgopo​ko​nać,Alex—mówiiście​-

raso​biekrewzust.

—Ow​szem,alecozresz​tą?—py​tam,wpa​-

tru​jącsięwpięćKap​tu​rówzajegople​ca​mi.

Z bli​ska wi​dzę, że wszy​scy to świe​żyn​ki.

Nowi człon​ko​wie gan​gu, peł​ni za​pa​łu. Mogę
wal​czyćzno​wy​mi.Alenowi,któ​rzymająprzy
so​biebroń,sąnie​bez​piecz​ni.

background image

Obokmniesta​jąJa​vier,Car​men,SamiRaul.

Mu​szę przy​znać, że wy​glą​da​my groź​nie, na​-
wetCar​men.Dziew​czy​nara​dziso​biewwal​ce,
ajejpa​znok​ciepo​tra​fiąbyćza​bój​cze.

Chło​pak, któ​re​go ścią​gną​łem z Paco, wsta​je

iwska​zu​jenamniepal​cem.

—Jużje​steśmar​twy.
— Słu​chaj, ena​no. — Ni​scy fa​ce​ci nie​na​wi​-

dzą, gdy ktoś się wy​śmie​wa z ich wzro​stu,
więc nie mogę się po​wstrzy​mać, żeby nie na​-
zwać go kar​łem. — Wra​caj na swo​je po​dwór​-
ko,atęnoręzo​stawnam.

Ena​no

wska​zu​jenaPaco.

—Ukradłmikie​row​ni​cę.
Pa​trzę na Paco, wie​dząc, że to w jego sty​lu

kpić so​bie z Sa​ty​no​we​go Kap​tu​ra i kraść mu
coś rów​nie głu​pie​go. Kie​dy od​wra​cam się
znów do ena​no, wi​dzę, że trzy​ma w ręce nóż
sprę​ży​no​wy.Iżece​lu​jenimpro​stowemnie.

Cho​le​ra.Jakjużskoń​częzKap​tu​ra​mi,przy​-

się​gam,żeza​bi​jęswo​je​gonaj​lep​sze​gokum​pla.

background image

13.Brittany

Mójpart​nerzche​miiniepo​ja​wiłsięwszko​-

le od cza​su przy​dzie​la​nia pro​jek​tów. Ty​dzień
póź​niej wkra​cza wresz​cie dum​nym kro​kiem
dokla​sy.Wku​rzamnieto,bojaza​wszeprzy​-
cho​dzę do szko​ły, bez wzglę​du na to, jak bez​-
na​dziej​najestmojasy​tu​acjawdomu.

—Miło,żesiępo​ka​za​łeś—rzu​cam.
—Miło,żeza​uwa​ży​łaś—od​po​wia​daiścią​-

gaban​da​nę.

Dokla​sywcho​dzipaniPe​ter​son.Mamwra​-

że​nie, że na wi​dok Alek​sa od​czu​wa wy​raź​ną
ulgę.Pro​stu​jesięimówi:

— Dziś mia​ła być kart​ków​ka. Ale za​miast

tego chcę, że​by​ście po​pra​co​wa​li w pa​rach w
bi​blio​te​ce.Zadwaty​go​dniechcęmiećnabiur​-
kuwstęp​nyplanpro​jek​tu.

Idę z Co​li​nem za rękę do bi​blio​te​ki. Alex

wle​czesięztyłu,roz​ma​wia​jączkum​pla​mipo
hisz​pań​sku.

Co​linści​skamojądłoń.
—Chceszsięspo​tkaćpotre​nin​gu?
— Nie mogę. Mu​szę po​tem wra​cać do

domu.

Ba​gh​dazwol​ni​łasięwso​bo​tęimojamama

background image

spa​ni​ko​wa​ła. Póki nie znaj​dzie ko​goś na jej
miej​sce,mu​szęwię​cejjejpo​ma​gać.

Co​linprzy​sta​jeipusz​czamojąrękę.
— Cho​le​ra, Brit. Znaj​dziesz wresz​cie kie​dyś

dlamnietro​chęcza​su?

—Mo​żeszwpaśćdomnie—pro​po​nu​ję.
— I pa​trzeć, jak zaj​mu​jesz się sio​strą? Nie,

dzię​ki.Niechcęwyjśćnadup​ka,alechciał​bym
spę​dzić z tobą czas na osob​no​ści. tyl​ko we
dwo​je.

—Wiem.Jateż.
—Awpią​tek?
Po​win​namzo​staćzShel​ley,alemójzwią​zek

zCo​li​nemjestza​gro​żo​nyiniemogępo​zwo​lić,
żebypo​my​ślał,żeniechcęznimbyć.

—Wpią​tekmogę.
Chce​my już po​ca​łun​kiem przy​pie​czę​to​wać

na​szepla​ny,aleAlexchrzą​katużobok.

— Za​kaz pu​blicz​ne​go oka​zy​wa​nia uczuć.

Ta​kiesąza​sa​dy.Pozatymtomojapara,ba​ra​-
nie.Anietwo​ja.

— Za​mknij się, Fu​en​tes — mru​czy Co​lin i

idziedoDar​le​ne.

Kła​dę rękę na bio​drze i pa​trzę wście​kle na

Alek​sa.

—Odkie​dytoza​czą​łeśtakści​śleprze​strze​-

gaćszkol​ne​gore​gu​la​mi​nu?

— Od kie​dy zo​sta​łaś moją parą na che​mii.

background image

Poche​miije​steśjego.Nache​miije​steśmoja.

— Może po​szu​kasz swo​jej ma​czu​gi i za​cią​-

gnieszmniedobi​blio​te​kizawło​sy.

— Nie je​stem tro​glo​dy​tą. To twój chło​pak

jestmał​pą,anieja.

—Wta​kimra​zieprze​stańsięza​cho​wy​wać,

jak​byśniąbył.—Wszyst​kiesto​li​kiwbi​blio​te​ce
są za​ję​te, więc mu​si​my zna​leźć so​bie miej​sce
gdzieśwką​cie,wod​osob​nio​nymdzia​leli​te​ra​-
tu​ry fak​tu, i siąść na wy​kła​dzi​nie. Kła​dę na
zie​mi książ​ki i czu​ję, że Alex przy​glą​da się mi
— tak in​ten​syw​nie, jak​by miał pra​wie od​kryć
praw​dzi​wąmnie.Alejestbezszans,boskrzęt​-
nie ukry​wam przed wszyst​ki​mi swo​je praw​-
dzi​weja.

Od​po​wia​dam ta​kim sa​mym spoj​rze​niem w

myśl za​sa​dy jak Kuba Bogu, tak Bóg Ku​bie.
Alex wy​da​je się nie​prze​nik​nio​ny, poza bli​zną
nad lewą brwią, któ​ra zdra​dza praw​dę — że
jest czło​wie​kiem. Pod jego ko​szu​lą ry​su​ją się
mię​śnie,któ​remoż​nawy​ro​bićso​bietyl​kopra​-
cąfi​zycz​nąalbore​gu​lar​ny​mićwi​cze​nia​mi.

Pa​trzy​myso​biewoczyiczassięza​trzy​mu​-

je.Jegowzrokprze​wier​camnienawy​lotimo​-
gła​bym przy​siąc, że wy​czu​wa praw​dzi​wą
mnie.Tę,któ​ranieprzy​bie​rażad​nejpozy,któ​-
rani​cze​gonieuda​je.Popro​stuBrit​ta​ny.

— Co bym mu​siał zro​bić, że​byś się ze mną

background image

umó​wi​ła?—pyta.

—Żar​tu​jeszso​bie.
—Awy​glą​dam,jak​bymżar​to​wał?
Pani Pe​ter​son prze​cho​dzi obok nas, dzię​ki

cze​muniemu​szęod​po​wia​dać.

— Mam was na oku. Alex, bra​ko​wa​ło nam

cie​biewze​szłymty​go​dniu.Cosięsta​ło?

—Na​dzia​łemsięnanóż.
Na​uczy​ciel​ka krę​ci z nie​do​wie​rza​niem gło​-

wąiod​cho​dziznę​caćsięnadin​ny​mipa​ra​mi.

Pa​trzęnaAlek​sawiel​ki​miocza​mi.
—Nanóż?Żar​tu​jesz,praw​da?
—Nie.Kro​iłempo​mi​dorinieuwie​rzysz,ale

nóż wy​śli​znął mi się z ręki i roz​ciął mi ra​mię.
Le​karzza​ło​żyłmiklam​ry.Chceszzo​ba​czyć?—
pytaiza​czy​napod​cią​gaćrę​kaw.

Za​sła​niamso​bierękąoczy.
— Alex, nie bądź obrzy​dli​wy. I nie wie​rzę,

żenóżciwy​sko​czyłzręki.Ra​czejbra​łeśudział
wbój​cenanoże.

— Nie od​po​wie​dzia​łaś na moje py​ta​nie —

mówi, ani nie za​prze​cza​jąc, ani nie po​twier​-
dza​jąc mo​jej hi​po​te​zy na te​mat jego rany. —
Cobymmu​siałzro​bić,że​byśsięzemnąumó​-
wi​ła?

—Nic.Nieumó​więsięztobą.
— Za​ło​żę się, że zmie​nisz zda​nie, kie​dy cię

po​ca​łu​ję.

background image

—Boaku​ratdotegodoj​dzie.
— Two​ja stra​ta. — Alex roz​pro​sto​wu​je

przedsobądłu​gienogiikła​dzieksiąż​kinako​-
la​nach.Pa​trzynamniecze​ko​la​do​wy​miocza​mi
tak in​ten​syw​nie, że przy​się​gam, mógł​by mnie
nimiza​hip​no​ty​zo​wać.—Go​to​wa?—pyta.

Przez uła​mek se​kun​dy pa​trzę w te ciem​ne

oczyiza​sta​na​wiamsię,jak​bytobyłogopo​ca​-
ło​wać. Mój wzrok zsu​wa się na jego usta.
Przez uła​mek se​kun​dy nie​mal czu​ję, jak jego
war​gi zbli​ża​ją się do mo​ich. Czy by​ły​by twar​-
de,czymięk​kie?Czyca​łu​jepo​wo​li,czyszyb​ko
ina​mięt​nie,zgod​niezeswo​jąoso​bo​wo​ścią?

— Na co? — szep​czę i przy​su​wam się do

nie​go.

—Napro​jekt—przy​po​mi​na.—Ogrze​wa​cze

dorąk.Pe​ter​son.Che​mia.

Krę​cęgło​wąiod​su​wamwszyst​kieab​sur​dal​-

ne my​śli mo​je​go nad​po​bu​dli​we​go na​sto​let​nie​-
go umy​słu. Chy​ba je​stem prze​mę​czo​na z nie​-
wy​spa​nia.

— Tak, ogrze​wa​cze. — Otwie​ram pod​ręcz​-

nik.

—Brit​ta​ny?
— Co? — py​tam, wpa​tru​jąc się nie​wi​dzą​-

cym wzro​kiem w sło​wa w książ​ce. Nie mam
po​ję​cia,coczy​tam,boje​stemtakskrę​po​wa​na,
żeniemogęsięsku​pić.

background image

— Pa​trzy​łaś na mnie ta​kim wzro​kiem, jak​-

byśchcia​łamniepo​ca​ło​wać.

Zmu​szamsiędośmie​chu.
—Ja​sne—mó​więsar​ka​stycz​nie.
— Nikt nie pa​trzy, mo​żesz spró​bo​wać, je​śli

chcesz. Nie chcę się chwa​lić, ale mogę się
uznaćzaeks​per​tawtejdzie​dzi​nie.

Uśmie​cha się do mnie po​wo​li uśmie​chem,

któ​ry ma pew​nie zmięk​czać ko​bie​ce ser​ca na
ca​łymświe​cie.

— Alex, nie je​steś w moim ty​pie. — Mu​szę

mu coś po​wie​dzieć, żeby prze​stał pa​trzyć na
mnie tak, jak​by za​mie​rzał zro​bić ze mną rze​-
czy,któ​reznamtyl​kozesły​sze​nia.

—Po​do​ba​jącisiętyl​kobia​li?
—Prze​stań—ce​dzęprzezza​ci​śnię​tezęby.
—Co?—od​po​wia​da,na​glepo​waż​nie​jąc.—

Takajestpraw​da,nie?

Wy​ra​staprzednamipaniPe​ter​son.
—Jakidzieszy​ko​wa​niepla​nu?—pyta.
Uśmie​chamsięsztucz​nie.
— Do​sko​na​le. — Wy​cią​gam no​tat​ki, któ​re

zro​bi​łam w domu i za​bie​ram się do pra​cy,
pod​czasgdypaniPe​ter​sonprzy​glą​dasięnam.
— Zro​bi​łam wczo​raj wstęp​ne ro​ze​zna​nie na
te​mat ogrze​wa​czy. Mu​si​my roz​pu​ścić sześć​-
dzie​siąt gra​mów octa​nu sodu i sto mi​li​li​trów
wody w tem​pe​ra​tu​rze sie​dem​dzie​się​ciu stop​-

background image

ni.

—Nie—sprze​ci​wiasięAlex.
Pod​no​szę gło​wę i wi​dzę, że pani Pe​ter​son

so​biepo​szła.

—Słu​cham?
Alexkrzy​żu​jeręcenapier​siach.
—Niemaszra​cji.
—Niewy​da​jemisię.
—Uwa​żasz,żeza​wszemaszra​cję?
Mówi to tak, jak​bym była słod​ką blon​di, a

wemniewszyst​kogo​tu​jesięzwście​kło​ści.

—Oczy​wi​ście,żenie.—Zmie​niamgłosiza​-

czy​nammó​wićpi​skli​wieinawy​de​chu,jakde​-
biu​tant​ka z po​łu​dnia. — No bo w ze​szłym ty​-
go​dniu ku​pi​łam so​bie be​żo​wy błysz​czyk Bob​bi
Brown,aprze​cieżró​żo​wydużobar​dziejbymi
pa​so​wał.Tochy​baoczy​wi​ste,żetenwy​bórto
była cał​ko​wi​ta po​raż​ka — rzu​cam sar​ka​stycz​-
nie.Spo​dzie​wałsięusły​szećcośta​kie​gozmo​-
ich ust. Za​sta​na​wiam się, czy zo​rien​to​wał się
pomoimgło​sie,żetosar​kazm.

—Do​my​ślamsię—kwi​tu​jetyl​ko.
—Aty?Ni​g​dysięniemy​lisz?—py​tamgo.
— Ależ mylę — mówi. — W ze​szłym ty​go​-

dniu,kie​dyra​bo​wa​łembankprzyap​te​ceWal​-
gre​ens,po​wie​dzia​łemka​sje​ro​wi,żebydałmiz
kasy wszyst​kie pięć​dzie​siąt​ki, a po​wi​nie​nem
ka​zać mu dać dwu​dziest​ki, bo jest ich znacz​-

background image

niewię​cejniżpięć​dzie​sią​tek.

No do​bra, czy​li za​ła​pał, że się zgry​wam. I

od​po​wie​działrów​nieab​sur​dal​nąhi​sto​ryj​ką,co
wła​ści​wiejestnie​po​ko​ją​ce,bowja​kiśpo​krę​co​-
nyspo​sóbnasłą​czy.Kła​dęso​bierękęnaser​cu
iwzdy​cham:

—Ka​ta​stro​fa.
—Czy​liobo​jecza​semsięmy​li​my.
Za​dzie​ramgło​węistwier​dzamzupo​rem:
— Ale co do che​mii się nie mylę. W prze​ci​-

wień​stwiedocie​biepo​waż​nietrak​tu​jęna​ukę.

— Za​łóż​my się w ta​kim ra​zie. Je​śli ja mam

ra​cję,po​ca​łu​jeszmnie.

—Aje​ślija?
—Samaza​de​cy​duj.
Spra​wajestpro​stajakdrut.PanMa​chodo​-

sta​nie po no​sie i strasz​nie się cie​szę, że to ja
mugoutrę.

— Je​śli ja wy​gram, za​czniesz trak​to​wać po​-

waż​niemnieinaszpro​jekt—mó​wię.—Prze​-
sta​nieszmido​ku​czać,skoń​czyszzgłu​pi​miod​-
zyw​ka​mi.

— Umo​wa stoi. Ale czuł​bym się okrop​nie,

gdy​bymcięnieuprze​dził,żemamfo​to​gra​ficz​-
nąpa​mięć.

— A ja czu​ła​bym się okrop​nie, Alex, gdy​-

bym cię nie uprze​dzi​ła, że prze​pi​sa​łam
wszyst​ko z pod​ręcz​ni​ka. — Pa​trzę na swo​je

background image

no​tat​ki, po czym otwie​ram od​po​wied​nią stro​-
nę w książ​ce do che​mii. — Bez za​glą​da​nia do
książ​ki,doja​kiejtem​pe​ra​tu​rytrze​batoschło​-
dzić?—py​tam.

Dla Alek​sa wy​zwa​nia to chleb po​wsze​dni.

Aletymra​zemprze​gra.Za​my​kaswójpod​ręcz​-
nikipa​trzynamnieupo​rczy​wie.

—Dodwu​dzie​stustop​ni.Aroz​pu​ścićtrze​ba

w stu stop​niach, a nie w sie​dem​dzie​się​ciu —
od​po​wia​dabezza​jąk​nię​cia.

Prze​bie​gam wzro​kiem od​po​wied​nią stro​nę

w książ​ce, a po​tem zer​kam do no​ta​tek. A po​-
tem znów do książ​ki. Nie mogę się my​lić. Na
któ​rejstro​nie...

— No tak. W stu stop​niach. — Pa​trzę na

nie​gowkom​plet​nymszo​ku.—Maszra​cję.

—Po​ca​łu​jeszmniete​razczypóź​niej?
— Te​raz — de​cy​du​ję, czym go chy​ba kom​-

plet​nie za​ska​ku​ję, bo jego ręce nie​ru​cho​mie​ją.
W domu moje ży​cie prze​bie​ga pod dyk​tan​do
ro​dzi​ców.Szko​łatoinnabaj​ka.Imusitakpo​-
zo​stać, bo je​śli stra​cę kon​tro​lę we wszyst​kich
sfe​rach swo​je​go ży​cia, to rów​nie do​brze mo​-
gła​bymza​mie​nićsięwma​rio​net​kę.

—Na​praw​dę?—pyta.
— Tak. — Bio​rę go za rękę. Ni​g​dy nie by​ła​-

bym taka od​waż​na, gdy​by​śmy nie byli sami,
więc je​stem wdzięcz​na za pry​wat​ność, jaką

background image

za​pew​nia​ją nam ota​cza​ją​ce nas książ​ki. Alex
wstrzy​mu​je od​dech, gdy przy​sia​dam na pię​-
tach i na​chy​lam się w jego stro​nę. Nie zwra​-
camuwa​ginafakt,żemadłu​gieszorst​kiepal​-
ce i że wła​ści​wie ni​g​dy wcze​śniej go nie do​-
tknę​łam.Stre​su​jęsię.

Aprze​cieżniepo​win​nam.Tymra​zemtoja

kon​tro​lu​jęsy​tu​ację.

Czu​ję, że Alex się ha​mu​je. Chce, że​bym

samatozro​bi​ła,comiaku​ratod​po​wia​da.Boję
się,comógł​byzro​bićtenchło​pak,gdy​bypu​ści​-
łymuha​mul​ce.

Kła​dę so​bie jego rękę na po​licz​ku tak, żeby

w ca​ło​ści go obej​mo​wa​ła, i sły​szę jęk Alek​sa.
Mam ocho​tę się uśmiech​nąć, bo jego re​ak​cja
wy​raź​niepo​ka​zu​je,żemamnadnimwła​dzę.

Chło​pakza​mie​ra,gdyna​szeoczysięspo​ty​-

ka​ją.

Czasznówsta​jewmiej​scu.
W na​stęp​nej chwi​li prze​krę​cam gło​wę i ca​-

łu​jęwnę​trzejegodło​ni.

— Już. Po​ca​ło​wa​łam cię — mó​wię i od​su​-

wamjegodłoń,koń​czącza​ba​wę.

PanLa​ti​nopo​ko​na​nyprzezsłod​kąblon​di.

background image

14.Alex

Tomiałbyćpo​ca​łu​nek?
—Tak.
No do​bra, za​sko​czy​ła mnie, gdy po​ło​ży​ła

moją rękę na swo​im mlecz​no​bia​łym po​licz​ku.
Cho​le​ra,fak​tycz​niemoż​nabypo​my​śleć,żecoś
bra​łem,są​dzącpotym,jakza​re​ago​wa​łem.

Jesz​cze przed chwi​lą mia​ła mnie cał​ko​wi​cie

w swo​jej mocy. A po​tem ślicz​na wiedź​ma
zmie​ni​łaza​sa​dygryitoonabyłagórą.Za​sko​-
czy​łamnie,topew​ne.Śmie​jęsię,ce​lo​wozwra​-
ca​jąc na nas uwa​gę, bo wiem, że do​kład​nie
tegochceunik​nąć.

—Cśś—uci​szamnieBrit​ta​nyiude​rzamnie

pię​ścią w ra​mię, że​bym się uci​szył. Śmie​ję się
gło​śniej, a ona wte​dy wali mnie w rękę cięż​-
kimpod​ręcz​ni​kiemdoche​mii.

Wmojązra​nio​nąrękę.
Krzy​więsię.
—Au!—Czu​ję,jak​bywranęużą​dli​łomnie

mi​lion ma​łych psz​czó​łek. — Ca​brón, me do​lio!
Aleboli!

Brit​ta​ny za​gry​za dol​ną war​gę uma​lo​wa​ną

be​żo​wym błysz​czy​kiem Bob​bi Brown, któ​ry
moim zda​niem do​brze na niej wy​glą​da. Choć

background image

nie miał​bym nic prze​ciw​ko, żeby zo​ba​czyć ją
teżwróżu.

—Za​bo​la​ło?—pyta.
—Tak—mó​więprzezza​ci​śnię​tezębyisku​-

piamsięnajejbłysz​czy​kuza​miastnabólu.

—Todo​brze.
Pod​cią​gamrę​kaw,żebyobej​rzećranę,któ​ra

(dzię​kimo​jejpart​ner​cezche​mii)za​czę​łakrwa​-
wićzjed​nejzkla​merza​ło​żo​nychwdar​mo​wej
kli​ni​ce po bój​ce z Sa​ty​no​wy​mi Kap​tu​ra​mi w
par​ku.Brit​ta​nymaspo​rosiłyjaknako​goś,kto
na​wetwpeł​nymrynsz​tun​kuważytyleconic.

Wstrzy​mu​jeod​dechiod​su​wasię.
— O Boże! Nie chcia​łam ci zro​bić krzyw​dy,

Alex.Na​praw​dę.Kie​dystra​szy​łeś,żepo​ka​żesz
mibli​znę,za​czą​łeśpod​cią​gaćlewyrę​kaw.

— Bo nie mia​łem za​mia​ru ci jej po​ka​zać.

Dro​czy​łem się z tobą. Nic się nie sta​ło —
stwier​dzam. Jezu, moż​na by po​my​śleć, że
dziew​czy​nani​g​dywcze​śniejniewi​dzia​łakrwi.
No ale z dru​giej stro​ny w jej ży​łach pły​nie
pew​niebłę​kit​na.

— Sta​ło się — upie​ra się i krę​ci gło​wą. —

Szwycisięro​ze​szłyilecikrew.

—Toklam​ry—po​pra​wiamją,chcącroz​ła​-

do​wać tro​chę at​mos​fe​rę. Dziew​czy​na zro​bi​ła
sięjesz​czebled​szaniżzwy​kle.Iod​dy​chacięż​-
ko, pra​wie dy​szy. Je​śli ze​mdle​je, to na bank

background image

prze​gram z Luc​kym. Je​śli nie jest w sta​nie
znieśćwi​do​kustruż​kimo​jejkrwi,tojakbę​dzie
upra​wiać ze mną seks? No chy​ba że nie bę​-
dzie​my nago i nie zo​ba​czy mo​ich blizn. Albo
je​śli bę​dzie ciem​no, może uda​wać, że je​stem
bia​ły i bo​ga​ty. Pie​przyć to, chcę to ro​bić przy
świe​tle... Chcę ją czuć na so​bie i chcę, żeby
wie​dzia​ła,żejatoja,anieja​kiśinnycu​le​ro.

—Alex,do​brzesięczu​jesz?—pytaBrit​ta​ny

wy​raź​nieza​nie​po​ko​jo​na.

Mam jej po​wie​dzieć, że od​pły​ną​łem my​śla​-

mi, bo wy​obra​ża​łem so​bie, że upra​wia​my
seks?

PaniP.pod​cho​dzidonaszsu​ro​wąminą.
— To bi​blio​te​ka. Za​cho​wuj​cie się ci​szej. —

Za​uwa​ża jed​nak cien​ką struż​kę krwi, któ​ra
spły​waminarę​kaw.

— Brit​ta​ny, za​pro​wadź go do pie​lę​gniar​ki.

Alex, na​stęp​nym ra​zem za​ban​da​żuj to przed
przyj​ściemdoszko​ły.

—Możeodro​bi​nęwspół​czu​cia,paniP.?Wy​-

krwa​wiamsięwła​śnienaśmierć.

— Zrób coś dla do​bra ludz​ko​ści albo pla​ne​-

ty, Alex. Wte​dy za​słu​żysz na moje współ​czu​-
cie. Lu​dzie, któ​rzy wal​czą na noże, nie wzbu​-
dza​ją we mnie żad​nych uczuć poza nie​chę​cią.
Ate​razidźsiędo​pro​wa​dzićdopo​rząd​ku.

Brit​ta​nybie​rzeksiąż​kizmo​ichko​lanimówi

background image

drżą​cymgło​sem:

—Chodź.
— Sam mogę nieść książ​ki — mó​wię i wy​-

cho​dzę za nią z bi​blio​te​ki. Przy​ci​skam rę​kaw
dorany,żebyza​ta​mo​waćkrwa​wie​nie.

Brit​ta​nyidzieprzedemną.Uwie​rzyipo​mo​-

że mi, jak jej po​wiem, że musi mnie pod​trzy​-
mać, bo zro​bi​ło mi się sła​bo? Może po​wi​nie​-
nemsięza​chwiać...choćzna​jącją,wogó​lesię
nieprzej​mie.

Tuż przed ga​bi​ne​tem pie​lę​gniar​ki od​wra​ca

siędomnie.Trzę​sąjejsięręce.

— Prze​pra​szam, Alex. Ja, ja nie, nie chcia​-

łam...

Dziew​czy​na wy​raź​nie pa​ni​ku​je. Je​śli mi się

roz​be​czy, nie będę wie​dział, co zro​bić. Nie
przy​wy​kłem do pła​czą​cych la​sek. Car​men tyl​-
ko raz pła​ka​ła w trak​cie trwa​nia na​sze​go
związ​ku. Wła​ści​wie nie je​stem pew​ny, czy w
ogó​le ma ka​na​li​ki łzo​we. To mi się po​do​ba​ło,
bowraż​li​wedziew​czy​nymnieprze​ra​ża​ją.

—Eee...wszyst​kowpo​rząd​ku?—py​tam.
—Je​ślitosięwyda,ni​g​dymitegonieza​po​-

mną. O Boże, je​śli pani Pe​ter​son za​dzwo​ni do
mo​ich ro​dzi​ców, je​stem tru​pem. A przy​naj​-
mniejbędęwo​la​łanimbyć.—Gadatakicała
siętrzę​sie,jak​bybyłasa​mo​cho​demzze​psu​ty​-
miamor​ty​za​to​ra​miibezha​mul​ców.

background image

—Brit​ta​ny?
—...amojamamawszyst​kozwa​linamnie.

To moja wina, wiem. Ale za​cznie świ​ro​wać, a
wte​dy będę jej się mu​sia​ła tłu​ma​czyć i li​czyć
nato,że...

Za​nim zdą​ży po​wie​dzieć coś wię​cej, krzy​-

czę:

—Brit​ta​ny!
Dziew​czy​na pa​trzy na mnie tak zdez​o​rien​-

to​wa​nym wzro​kiem, że nie wiem, czy jest mi
jejżal,czyje​stemzdu​mio​ny,żegadajakopę​-
ta​nainiemożeprze​stać.

—Totyświ​ru​jesz—stwier​dzamoczy​wi​sty

fakt.

Jejoczy,zwy​kleprzej​rzy​steibłysz​czą​ce,te​-

raz są męt​ne i pu​ste, jak​by opu​ści​ła wła​sne
cia​ło.

Spusz​czawzrokipa​trzywszę​dzie,tyl​konie

namnie.

—Nieświ​ru​ję.Nicminiejest.
—Ja​sne.Spójrznamnie.
Wahasięchwi​lę.
— Nic mi nie jest — za​pew​nia, wbi​ja​jąc

wzrok w szaf​kę po dru​giej stro​nie ko​ry​ta​rza.
—Za​po​mnijowszyst​kim,coprzedchwi​ląmó​-
wi​łam.

— Je​śli na mnie nie spoj​rzysz, wy​krwa​wię

siętunaśrod​kuko​ry​ta​rzaibędępo​trze​bo​wać

background image

pie​przo​nej trans​fu​zji. Spójrz na mnie, do ja​-
snejcho​le​ry.

Brit​ta​nywciążod​dy​chacięż​ko,aleod​wra​ca

siędomnie.

—Co?Je​ślichceszmipo​wie​dzieć,żeniepa​-

nu​jęnadwła​snymży​ciem,tojużtowiem.

—Wiem,żeniechcia​łaśzro​bićmikrzyw​dy

— uspo​ka​jam. — A na​wet je​śli chcia​łaś, to
pew​nie so​bie na to za​słu​ży​łem. — Chcę roz​ła​-
do​waćja​kośsy​tu​ację,żebydziew​czy​namisię
nieza​ła​ma​łanako​ry​ta​rzu.—Toniezbrod​nia
po​peł​nić błąd, wiesz? Po co komu re​pu​ta​cja,
je​śli nie moż​na jej od cza​su do cza​su so​bie
znisz​czyć?

— Nie pró​buj mnie po​cie​szać, Alex. Nie​na​-

wi​dzęcię.

—Jacie​bieteż.Ate​razbądźtakmiłaiusuń

się, żeby woź​ny nie mu​siał cały dzień szo​ro​-
waćmo​jejkrwi.Tomójkrew​ny,wiesz?

Brit​ta​nykrę​cigło​wą,nieda​jącsięna​braćna

to, że je​stem spo​krew​nio​ny z głów​nym woź​-
nym w Fa​ir​field. No do​bra, wła​ści​wie nie je​-
stem. Ale fa​cet ma ro​dzi​nę w Aten​cin​go w
Mek​sy​ku,tamgdziemiesz​ka​jąku​zy​nimamy.

Za​miastsięod​su​nąć,mojapart​ner​kaotwie​-

ra drzwi do ga​bi​ne​tu pie​lę​gniar​skie​go. Stwier​-
dzam,żenicjejniebę​dzie,choćda​lejtrzę​sąjej
sięręce.

background image

— Krew mu leci — in​for​mu​je pan​nę Koto,

szkol​nąpie​lę​gniar​kę.

Pan​na Koto sa​dza mnie na jed​nym z łó​żek

doba​dań.

—Cosięsta​ło?
Zer​kam na Brit​ta​ny. Wy​glą​da na prze​stra​-

szo​ną,jak​bysiębała,żeza​razwy​ki​tu​ję.Mam
szcze​rąna​dzie​ję,żetakwła​śniewy​glą​daAnioł
Śmier​ci, któ​re​go zo​ba​czę, za​nim kop​nę w ka​-
len​darz. Z wiel​ką przy​jem​no​ścią po​szedł​bym
dopie​kła,gdy​bywi​ta​łamnietamtakatwarz.

—Pu​ści​łymiklam​ry—mó​wię.—Nicta​kie​-

go.

— A jak to się sta​ło? — pyta pan​na Koto,

ma​cza​jąc w czymś bia​ły wa​cik i prze​cie​ra​jąc
mi ra​mię. Wstrzy​mu​ję od​dech, cze​ka​jąc, aż
prze​sta​nie piec. Nie mam za​mia​ru do​no​sić na
moją ko​le​żan​kę, zwłasz​cza że usi​łu​ję ją
uwieść.

—Ude​rzy​łamgo—wy​zna​jeBrit​ta​ny,lek​ko

sięją​ka​jąc.

Pan​naKotood​wra​casięzdu​mio​na.
—Ty?
—Nie​chcą​cy—wtrą​cam,niema​jącpo​ję​cia,

cze​mu na​gle chcę bro​nić dziew​czy​ny, któ​ra
mnie nie​na​wi​dzi i któ​ra wo​la​ła​by pew​nie za​-
wa​lićche​mięniżpra​co​waćzemnąnadpro​jek​-
tem.

background image

Kiep​sko mi idzie re​ali​za​cja mo​ich pla​nów

wzglę​dem Brit​ta​ny. Dziew​czy​na nie czu​je do
mnienicpozanie​na​wi​ścią.Alemyślotym,że
Luc​ky do​sta​nie mój mo​tor, jest bar​dziej bo​le​-
snaniżod​ka​ża​nierany,któ​rąwła​śnieprze​cie​-
ramipan​naKoto.

Mu​szę się spo​tkać z Brit​ta​ny sam na sam,

je​śli mam mieć ja​ką​kol​wiek szan​sę na za​cho​-
wa​nietwa​rzyorazhon​dy.Czytenatakpa​ni​ki
nako​ry​ta​rzuozna​cza,żetakna​praw​dęwca​le
mnie nie nie​na​wi​dzi? Ni​g​dy nie wi​dzia​łem,
żeby ta dziew​czy​na zro​bi​ła coś, co nie by​ło​by
wstupro​cen​tachprze​my​śla​neiza​pla​no​wa​ne.
Jestjakcy​borg.Aprzy​naj​mniejtakmisięwy​-
da​wa​ło.Za​wsze,zakaż​dymra​zem,gdyjąwi​-
dzia​łem, wy​glą​da​ła i za​cho​wy​wa​ła się jak
księż​nicz​kaprzedka​me​ra​mi.Ktobypo​my​ślał,
żezła​miejąaku​ratwi​dokmo​jejkrwi.

Pa​trzę na Brit​ta​ny. Wpa​tru​je się w moją

rękę i w za​bie​gi pan​ny Koto. Ża​łu​ję, że nie je​-
ste​śmy w bi​blio​te​ce. Mógł​bym przy​siąc, że
my​śla​ławte​dyopo​ca​łun​ku.

Laten​godura

,sta​jemi,nasamowspo​mnie​-

nieotym,itonaoczachpan​nyKoto.Gra​ciasa
Dios,

pie​lę​gniar​kaod​wra​casięaku​ratdoszaf​ki

ze środ​ka​mi opa​trun​ko​wy​mi. Dzię​ki Bogu.
Gdzie jest duży pod​ręcz​nik do che​mii, gdy
czło​wiekgoaku​ratpo​trze​bu​je?

background image

— Spo​tkaj​my się w czwar​tek po szko​le.

Żeby przy​go​to​wać plan pro​jek​tu — pro​po​nu​ję
z dwóch po​wo​dów. Po pierw​sze przy pan​nie
Kotomu​szęprze​staćwy​obra​żaćso​bieBrit​ta​ny
nago.Apodru​giechcęjąmiećtyl​kodlasie​bie.

—Wczwar​tekje​stemza​ję​ta—od​po​wia​da.
Pew​niezOślimŁbem.Toja​sne,żewolispę​-

dzaćczasztympen​de​joniżzemną.Ztymma​-
to​łem.

—Wta​kimra​ziewpią​tek—mó​wię,sta​ra​-

jąc się ją wy​ba​dać, choć pew​nie nie po​wi​nie​-
nem tego ro​bić. Te​sto​wa​nie ta​kiej dziew​czy​ny
jak Brit​ta​ny może po​waż​nie za​szko​dzić mo​je​-
muego.Choćwy​ko​rzy​stu​jęaku​ratchwi​lę,gdy
jest bez​bron​na i wciąż roz​trzę​sio​na wi​do​kiem
mo​jejkrwi.

Przy​zna​ję,żeje​stemper​fid​nymdup​kiem.
Brit​ta​nyza​gry​zadol​nąwar​gę,któ​rajejzda​-

niemjestpo​ma​lo​wa​nananie​wła​ści​wyko​lor.

—Wpią​tekteżniemogę.—Mójwzwódofi​-

cjal​nie opadł. — Może w so​bo​tę rano? — pro​-
po​nu​je. — Mo​gli​by​śmy się spo​tkać w bi​blio​te​-
ce.

— Je​steś pew​na, że znaj​dziesz dla mnie

miej​scewswo​imna​pię​tymter​mi​na​rzu?

—Za​mknijsię.Spo​tkaj​mysięodzie​sią​tej.
— No to mamy rand​kę — stwier​dzam, a

pan​na Koto wy​raź​nie na​sta​wia ucha, koń​cząc

background image

przy tym owi​jać mi rękę ja​kimś kre​tyń​skim
ban​da​żem.

Brit​ta​nyzbie​raswo​jeksiąż​ki.
—Tonierand​ka,Alex—rzu​caprzezra​mię.
— Może i nie, ale wi​sisz mi jesz​cze po​ca​łu​-

nek.Ajaza​wszeod​zy​sku​jędłu​gi.—Oczymo​-
jejpart​ner​kilśniąna​glezwście​kło​ści.Hm,nie​-
bez​piecz​nie. Pusz​czam do niej oko. — I nie
przej​muj się ko​lo​rem błysz​czy​ka na so​bo​tę. I
tak bę​dziesz mu​sia​ła po​pra​wić ma​ki​jaż, gdy
skoń​czy​mysięca​ło​wać.

background image

15.Brittany

Jed​no jest pew​ne — nie będę się ca​ło​wać z

Alek​semFu​en​te​sem.

Na szczę​ście pani Pe​ter​son przez cały ty​-

dzień zmu​sza​ła nas do in​ten​syw​nej pra​cy, co
nie zo​sta​wia​ło cza​su na ga​da​nie poza usta​le​-
nia​mi, kto ma uru​cho​mić pal​nik Bun​se​na.
Choć na wi​dok za​ban​da​żo​wa​nej ręki Alek​sa
za​wsze przy​po​mi​na​ła mi się chwi​la, gdy go
ude​rzy​łam.

Sta​ramsięniemy​ślećonim,gdyma​lu​jęso​-

bieustanarand​kęzCo​li​nem.Jestpią​tekwie​-
czóriidzie​mynaj​pierwnako​la​cję,apo​temdo
kina.

Prze​glą​dam się w lu​strze i za​kła​dam bran​-

so​let​kęodTif​fa​ny’ego,któ​rądo​sta​łamodnie​-
go w ze​szłym roku na rocz​ni​cę, po czym idę
doogro​du,gdziemojasio​straćwi​czyzfi​zjo​te​-
ra​peu​tą w ba​se​nie. Mama, ubra​na w ró​żo​wy
we​lu​ro​wystrój,leżynaszez​lon​guiczy​taja​kiś
ma​ga​zynwnę​trzar​ski.

Jestdośćspo​koj​nie.Sły​chaćtyl​kogłosfi​zjo​-

te​ra​peu​tyin​stru​ują​ce​goShel​ley.

Mamaod​kła​dapi​smoirobisu​ro​wąminę.
— Brit, naj​póź​niej o wpół do je​de​na​stej

background image

maszbyćwdomu.

—Aleidzie​mydokinanaósmą,mamo.Bę​-

dzie​mytro​chępóź​niej.

— Sły​sza​łaś, co po​wie​dzia​łam. Nie póź​niej

niżdzie​sią​tatrzy​dzie​ści.Je​ślibę​dzieszmu​sia​ła
wyjść z kina wcze​śniej, żeby być w domu na
czas, to wyj​dziesz. Ro​dzi​ce Co​li​na nie będą
sza​no​waćdziew​czy​ny,któ​raniewra​caoprzy​-
zwo​itejgo​dzi​niedodomu.

Przydrzwiachroz​le​gasiędzwo​nek.
—Topew​nieCo​lin—stwier​dzam.
— Le​piej się po​spiesz. Taki chło​pak nie bę​-

dziecze​kaćwiecz​nie.

Bie​gnę do drzwi, za​nim zro​bi to mama,

ośmie​sza​jąc przy oka​zji i sie​bie, i mnie. Co​lin
stoinawe​ran​dzieztu​zi​nemczer​wo​nychróż.

—Todlacie​bie—mówi,zu​peł​niemnieza​-

ska​ku​jąc.

Wow!Głu​piomi,żetakdużowcią​guostat​-

nie​goty​go​dniamy​śla​łamoAlek​sie.Przy​tu​lam
siędoCo​li​naidajęmubu​zia​ka,praw​dzi​we​go,
wusta.

— Wsta​wię je do wody — rzu​cam, wpusz​-

cza​jącgodośrod​ka.

Nucęza​do​wo​lo​naiidędokuch​ni,roz​ko​szu​-

jąc się słod​kim za​pa​chem. Na​le​wam wodę do
wa​zo​nuiza​sta​na​wiamsię,czyAlexkie​dy​kol​-
wiek ku​pił swo​jej dziew​czy​nie kwia​ty. Pew​nie

background image

przy​no​si ra​czej w pre​zen​cie nóż, na wy​pa​dek
gdy​by miał się przy​dać pod​czas rand​ki. By​cie
zCo​li​nemjestta​kie...

Nud​ne?
Nie.Nieje​ste​śmynud​nąparą.Jestbez​piecz​-

nie.Swo​bod​nie.Miło.

Ob​ci​nam koń​ców​ki i wkła​dam róże do wa​-

zo​nu, po czym od​naj​du​ję Co​li​na, któ​ry ga​wę​-
dzi z moją mamą na pa​tio, choć na​praw​dę
bymwo​la​ła,żebytegoniero​bił.

—Idzie​my?
Co​linuśmie​chasiędomnietymswo​imbia​-

łym,olśnie​wa​ją​cymuśmie​chem.

—Tak.
— Przy​wieź ją z po​wro​tem o wpół do je​de​-

na​stej! — woła mama. Jak​by okre​ślo​na pora
po​wro​tu do domu była rów​no​znacz​na z przy​-
zwo​itym pro​wa​dze​niem się. To ab​surd, ale
pa​trzę na Shel​ley i po​wstrzy​mu​ję się od dys​-
ku​sji.

— Oczy​wi​ście, pani El​lis — od​po​wia​da Co​-

lin.

Wsia​da​mydojegomer​ce​de​saipy​tam:
—Najakifilmidzie​my?
—Zmia​napla​nów.Fir​maojcado​sta​łabi​le​ty

na mecz Cub​sów. Miej​sca w loży za​raz za
bazą.Idzie​mynameczCub​bies,kot​ku.

— Su​per. Ale wró​ci​my przed wpół do je​de​-

background image

na​stej? — Bo mama na pew​no bę​dzie cze​kać
poddrzwia​mi.

— Je​śli nie do​li​czą do​dat​ko​wych rund. Czy

two​ja mama my​śli, że za​mie​nisz się w dy​nię,
czyjak?

Bio​ręgozarękę.
—Nie.Aleniechcęjejde​ner​wo​wać.
— Bez ura​zy, ale two​ja mama jest dziw​na.

Wy​glą​datak,żechcia​ło​bysięjąprze​le​cieć,ale
jestprzytymkom​plet​nieszur​nię​ta.

Wy​ry​wamrękę.
— Fuu! Co​lin, po​wie​dzia​łeś wła​śnie, że

chciał​byś prze​le​cieć moją mamę! To obrzy​dli​-
we!

— Daj spo​kój, Brit. — Zer​ka na mnie. —

Two​jamamawy​glą​dara​czejjaktwo​jasio​stra
bliź​niacz​kaniżjaktwo​jamat​ka.Jestnie​zła.

Przy​zna​ję, mama ćwi​czy tak dużo, że jej

cia​ło fak​tycz​nie wy​glą​da jak cia​ło trzy​dzie​sto​-
lat​kianieczter​dzie​sto​pię​cio​lat​ki.Alemyśl,że
mój chło​pak śli​ni się na wi​dok mo​jej mat​ki,
jestobrzy​dli​wa.

Na sta​dio​nie Wri​gley Field Co​lin pro​wa​dzi

mniedofir​mo​wejlożyswo​je​goojca.Peł​notam
lu​dzi z naj​więk​szych kan​ce​la​rii praw​ni​czych.
Ro​dzi​ce Co​li​na wi​ta​ją się z nami. Jego mama
przy​tu​la mnie i cmo​ka w po​wie​trzu, po czym
dajenamprzy​wi​taćsięzin​ny​mi.

background image

Pa​trzę,jakCo​linroz​ma​wiazludź​miwloży.

Czu​je się wśród nich zu​peł​nie swo​bod​nie. Jest
w swo​im ży​wio​le. Wy​mie​nia uści​ski dło​ni,
uśmie​chasięsze​ro​koiśmie​jesięzwszyst​kich
żar​tów,nie​za​leż​nieodtego,czysąśmiesz​ne.

— Może sią​dzie​my tam? — pro​po​nu​je i po

za​ku​pie hot do​gów i na​po​jów przy ba​rze pro​-
wa​dzimnienamiej​sce.—Li​częnastażwHar​-
ris, Lund​strom & Wal​la​ce w przy​szłe wa​ka​cje
—mówici​cho.—Mu​szęwięcoso​bi​ściepo​roz​-
ma​wiaćztymifa​ce​ta​mi.

Kie​dy w po​bli​żu po​ja​wia się pan Lund​-

strom, Co​lin za​mie​nia się w ra​so​we​go biz​nes​-
me​na.Przy​glą​damsięzpo​dzi​wem,jakroz​ma​-
wiazpa​nemLund​stro​memjakzesta​rymzna​-
jo​mym.Mójchło​pakjestzde​cy​do​wa​niewy​ga​-
da​ny.

—Po​dob​nochcesziśćwśla​dyojca—mówi

panLund​strom.

— Tak — od​po​wia​da Co​lin, a po​tem za​czy​-

na​ją roz​ma​wiać o fut​bo​lu, o gieł​dzie i na
wszyst​kieinnete​ma​ty,któ​repod​su​waCo​lin.

Dzwo​ni Me​gan, więc opo​wia​dam jej o me​-

czu i ga​dam z nią chwi​lę, cze​ka​jąc, aż Co​lin
skoń​czy roz​ma​wiać z pa​nem Lund​stro​mem.
Me​gan mówi, że świet​nie się ba​wi​ła w klu​bie
My​sti​que, do któ​re​go wpusz​cza​ją po​ni​żej
dwu​dzie​ste​go pierw​sze​go roku ży​cia. Twier​-

background image

dzi,żepo​do​ba​ło​bysiętamnamzeSier​rą.

Pod​czassiód​mejrun​dywsta​je​myzCo​li​nem

iśpie​wa​myZa​bierzmnienamecz.Strasz​niefał​-
szu​je​my, ale nie ma to zna​cze​nia, bo na​gle
mamwra​że​nie,żety​sią​ceki​bi​cówCub​sówfał​-
szu​jera​zemznami.Do​brzemitakzCo​li​nem,
faj​niesięra​zemba​wi​my.Za​czy​nammy​śleć,że
może tro​chę zbyt kry​tycz​nie oce​ni​łam nasz
zwią​zek.

Za pięt​na​ście dzie​sią​ta od​wra​cam się do

Co​li​na i mó​wię, że mu​si​my się zbie​rać, choć
meczsięjesz​czenieskoń​czył.

Bie​rze mnie za rękę. My​ślę, że prze​pro​si

panaLund​stro​maiskoń​czyroz​mo​wę,alepan
Lund​stromwołatyl​kopanaWal​la​ce’a.

Mi​ja​jąko​lej​nemi​nu​tyiza​czy​namsięde​ner​-

wo​wać.At​mos​fe​rawmoimdomujestwy​star​-
cza​ją​cona​pię​ta.Niechcęjejdo​dat​ko​wopo​gar​-
szać.

—Co​lin...—mó​więiści​skamgozarękę.
Obej​mu​je mnie nie​uważ​nie ra​mie​niem za​-

miastod​po​wie​dzi.

Podko​niecdzie​wią​tejrun​dy,gdyjestjużpo

dzie​sią​tej,mó​wię:

—Przy​kromi,aleCo​linmusimnieod​wieźć

dodomu.

Pan Wal​la​ce i pan Lund​strom po​da​ją Co​li​-

no​wi dłoń na po​że​gna​nie, a ja za​raz po​tem

background image

cią​gnęgodowyj​ścia.

—Brit,zda​jeszso​biespra​wę,jaktrud​nojest

do​staćsięnastażdoHL&W?

— W tym mo​men​cie mało mnie to ob​cho​-

dzi, Co​lin. Naj​póź​niej wpół do je​de​na​stej mu​-
szębyćwdomu.

—Notobę​dzieszoje​de​na​stej.Po​wieszma​-

mie,żebyłykor​ki.

Co​lin nie wie, jaka po​tra​fi być moja mama,

jak ma zły dzień. Na szczę​ście jak do​tąd nie
by​wałunaszbytczę​sto,aje​ślijużtotyl​kona
krót​kąchwi​lę.Niemapo​ję​cia,cosiędzie​je,jak
mamaza​czniemnieochrza​niać.

Za​jeż​dża​mypodmójdomna​wetnieoje​de​-

na​stej, ale bli​żej je​de​na​stej trzy​dzie​ści. Co​lin
jestwciążpod​eks​cy​to​wa​nyper​spek​ty​wąsta​żu
w HL&W, a jed​no​cze​śnie słu​cha pod​su​mo​wa​-
niame​czuwra​diu.

—Mu​szęle​cieć—mó​więina​chy​lamsięna

szyb​kie​gobu​zia​ka.

— Zo​stań jesz​cze chwi​lę — szep​cze Co​lin z

usta​mi przy mo​ich ustach. — Już tak daw​no
sięnieprzy​tu​la​li​śmy.Strasz​niemitegobra​ku​-
je.

— Mnie też. Ale już póź​no. — Rzu​cam mu

prze​pra​sza​ją​ce spoj​rze​nie. — Będą inne wie​-
czo​ry.

—Obyjaknaj​szyb​ciej.

background image

Idędodomu,przy​go​to​wa​nanaostrąre​pry​-

men​dę.Mojamamanapew​nojużstoiwko​ry​-
ta​rzuzrę​ka​miskrzy​żo​wa​ny​minapier​siach.

—Spóź​ni​łaśsię.
—Wiem.Prze​pra​szam.
— Co ty so​bie wy​obra​żasz, że mo​żesz się

sto​so​wać do mo​ich po​le​ceń we​dług wła​sne​go
wi​dzi​mi​się?

—Nie.
Wzdy​cha.
—Mamo,na​praw​dęprze​pra​szam.Po​je​cha​-

li​śmy na mecz Cub​sów za​miast do kina i był
po​twor​nyko​rek.

—NameczCub​sów?Przezcałemia​sto?Mo​-

glicięob​ra​bo​wać!

—Alenicnamsięniesta​ło.
— Wy​da​je ci się, że po​zja​da​łaś wszyst​kie

ro​zu​my, Brit, ale tak nie jest. Rów​nie do​brze
mo​gła​byś te​raz le​żeć mar​twa w ja​kimś ciem​-
nymza​uł​ku,ajabymmy​śla​ła,żeje​steśwki​-
nie. Sprawdź, czy masz do​ku​men​ty i pie​nią​-
dzewto​reb​ce.

Otwie​ram to​reb​kę i spraw​dzam za​war​tość

port​fe​la, byle się uspo​ko​iła. Po​ka​zu​ję do​wód i
go​tów​kę.

—Wszyst​kojest.
—Tomaszszczę​ście.Tymra​zem.
— Za​wsze je​stem ostroż​na, gdy jadę do

background image

mia​sta,mamo.Pozatymby​łamzCo​li​nem.

— Nie mam ocho​ty słu​chać two​ich wy​mó​-

wek, Brit. Nie uwa​żasz, że trze​ba było za​-
dzwo​nićiuprze​dzićmnieozmia​niepla​nówio
tym,żesięspóź​nisz?

Żeby na​wrzesz​cza​ła na mnie naj​pierw

przezte​le​fon,apo​temjesz​czerazwdomu?O
nie.Aletegopo​wie​dziećjejniemogę.

—Niepo​my​śla​łamotym—mó​więtyl​ko.
— A czy ty w ogó​le my​ślisz o tej ro​dzi​nie?

Niewszyst​kokrę​cisięwo​kółcie​bie,Brit​ta​ny.

— Wiem, mamo. Obie​cu​ję, że na​stęp​nym

ra​zemza​dzwo​nię.Mogęjużiśćsiępo​ło​żyć?

Mama ma​cha tyl​ko ręką, po​zwa​la​jąc mi

odejść.

W so​bo​tę rano bu​dzą mnie krzy​ki mamy.

Zrzu​cam z sie​bie koł​drę, wy​ska​ku​ję z łóż​ka i
bie​gnęnadół,żebyzo​ba​czyć,cosiędzie​je.

Shel​ley sie​dzi na przy​su​nię​tym do sto​łu

wóz​ku. Całą twarz, bluz​kę i spodnie ma upa​-
pra​neje​dze​niem.Wy​glą​dajakmałedziec​ko,a
niejakdwu​dzie​sto​let​niadziew​czy​na.

— Shel​ley, je​śli zro​bisz to jesz​cze raz, wró​-

cisz do swo​je​go po​ko​ju! — krzy​czy mama i
sta​wia przed nią mi​skę ze zmik​so​wa​nym je​-
dze​niem.

Shel​leyzrzu​cająnapod​ło​gę.Mamawy​da​je

głu​chyokrzykipa​trzynaniązwście​kło​ścią.

background image

—Jatozro​bię—ofia​ru​jęsię,pod​bie​ga​jącdo

sio​stry.

Mama ni​g​dy nie ude​rzy​ła Shel​ley. Ale gdy

wpa​dawszał,ranirów​niemoc​no.

— Nie niańcz jej, Brit​ta​ny — mówi. — Je​śli

nie bę​dzie chcia​ła jeść, za​cznie​my ją kar​mić
przezson​dę.Chcesztego?

Nie​na​wi​dzę, gdy tak się za​cho​wu​je. Przed​-

sta​wianaj​gor​szymoż​li​wysce​na​riusz,za​miast
spró​bo​wać na​pra​wić sy​tu​ację. Sio​stra pa​trzy
na mnie i wi​dzę w jej oczach tę samą wście​-
kłość.

Mama ce​lu​je pal​cem w Shel​ley, a po​tem w

je​dze​nienapod​ło​dze.

— Dla​te​go od mie​się​cy nie za​bie​ram cię do

re​stau​ra​cji—mówi.

— Mamo, prze​stań. Nie po​gar​szaj sy​tu​acji.

Shel​ley i tak już jest zde​ner​wo​wa​na. Po co ją
bar​dziejde​ner​wo​wać?

—Acozemną?
Czu​ję na​ra​sta​ją​ce we mnie na​pię​cie, któ​re

za​czy​na się gdzieś w ży​łach i pły​nie wraz z
krwią po ko​niusz​ki pal​ców. Wy​bu​cha z taką
siłą,żenieje​stemjużdłu​żejwsta​niegowso​-
bietłu​mić.

— Tu nie cho​dzi o cie​bie! Cze​mu za​wsze li​-

czysiętyl​koto,jakicośmanacie​biewpływ?!

—wrzesz​czę.—Niewi​dzisz,mamo,żeona

background image

cier​pi... za​miast się na nią wy​dzie​rać, może
spró​bu​jesz po​świę​cić jej tro​chę cza​su i do​wie​-
dziećsię,cojestnietak?

Nie my​śląc o tym, co ro​bię, bio​rę szma​tę i

klę​kam przy Shel​ley. Za​czy​nam wy​cie​rać jej
spodnie.

—Brit​ta​ny,od​suńsię!—krzy​czymama.
Nie słu​cham jej. A po​win​nam, bo za​nim

uda​je mi się od​su​nąć, Shel​ley ła​pie mnie za
wło​sy i szar​pie. Moc​no. Przez całe to za​mie​-
sza​nie za​po​mnia​łam, że moja sio​stra za​czę​ła
cią​gnąćzawło​sy.

— Au! — wyję. — Shel​ley, prze​stań! — Sta​-

ramsięzła​paćjązaręceina​ci​snąćnakłyk​cie,
żebyroz​luź​ni​łachwyt,jakmó​wiłnamdok​tor,
ale nie mogę. Je​stem w złej po​zy​cji — klę​czę
przy Shel​ley z wy​krę​co​nym cia​łem. Mama
klnie, je​dze​nie bry​zga na wszyst​kie stro​ny, a
jaczu​ję,żemamjużotwar​tąranęnagło​wie.

Shel​ley nie pusz​cza, mimo że mama sta​ra

sięod​su​nąćjejręceodmo​jejgło​wy.

— Kłyk​cie, mamo! — wo​łam, żeby jej przy​-

po​mnieć o za​le​ce​niu dok​to​ra Me​ira. Cho​le​ra
ja​sna, jak dużo wło​sów mi wy​rwa​ła? Mam
wra​że​nie,jak​bymmia​łanagło​wiełysypla​cek.

Pomoimna​po​mnie​niumamamu​sia​łana​ci​-

snąć moc​no na kłyk​cie Shel​ley, bo sio​stra
pusz​cza wresz​cie moje wło​sy. Albo wy​rwa​ła

background image

jużpopro​stuwszyst​ko,zacozła​pa​ła.

Prze​wra​cam się na pod​ło​gę i ma​cam się

szyb​koztyługło​wy.

Shel​leysięuśmie​cha.
Mamamarsz​czybrwi.
Ajamamłzywoczach.
— W tej chwi​li jadę z nią do dok​to​ra Me​ira

— mówi mama i krę​ci gło​wą, że​bym wie​dzia​-
ła, że prze​ze mnie sy​tu​acja aż tak wy​mknę​ła
się spod kon​tro​li. — Do​syć już tego. Brit​ta​ny,
weźsa​mo​chódojcaiod​bierzgozlot​ni​ska.Lą​-
du​je o je​de​na​stej. Cho​ciaż do tego się przy​-
dasz.

background image

16.Alex

Cze​kam w bi​blio​te​ce od go​dzi​ny. No do​bra,

odpół​to​rej.Przeddzie​sią​tąsia​dłemnadwo​rze
na ce​men​to​wej ław​ce. O dzie​sią​tej wsze​dłem
do środ​ka i ga​pi​łem się na ga​blo​tę, uda​jąc, że
cie​ka​wią mnie za​po​wie​dzi róż​nych im​prez w
bi​blio​te​ce. Nie chcia​łem wy​glą​dać, jak​bym za
bar​dzo wy​cze​ki​wał spo​tka​nia z Brit​ta​ny. Za
pięt​na​ście je​de​na​sta sia​dłem na ka​na​pie w
dzia​ledlana​sto​lat​kówiza​czą​łemczy​taćpod​-
ręcz​nik do che​mii. No do​bra, prze​su​wa​łem
wzro​kiempostro​nach,alenicdomnieniedo​-
cie​ra​ło.

Te​razjestje​de​na​sta.Gdzieonajest?
Mógł​bympopro​stupo​je​chaćispo​tkaćsięz

kum​pla​mi.Cho​le​ra,po​wi​nie​nemtozro​bić.Ale
ja​kiśgłu​piod​ruchkażemisiędo​wie​dzieć,dla​-
cze​go Brit​ta​ny mnie wy​sta​wi​ła. Mó​wię so​bie,
że to wszyst​ko kwe​stia ura​żo​nej dumy, ale w
głę​bidu​szymar​twięsięonią.

Atakpa​ni​kiprzedga​bi​ne​tempie​lę​gniar​skim

su​ge​ro​wał,żejejmamanieza​słu​gu​jera​czejna
ty​tuł Mat​ki Roku. Czy Brit​ta​ny nie wie, że ma
osiem​na​ście lat i że może wy​pro​wa​dzić się z
domu, je​śli chce? Sko​ro jest aż tak źle, po co

background image

tammiesz​kać?

Bomabo​ga​tychro​dzi​ców.
Gdy​bym ja wy​pro​wa​dził się z domu, moje

ży​cie zbyt​nio by się nie zmie​ni​ło. Dla dziew​-
czy​ny miesz​ka​ją​cej po pół​noc​nej stro​nie mia​-
sta ży​cie bez mar​ko​wych ręcz​ni​ków i po​ko​-
jów​ki, któ​ra po niej sprzą​ta, jest pew​nie gor​-
szeniżśmierć.

Mam dość bez​czyn​ne​go cze​ka​nia na Brit​ta​-

ny. Po​ja​dę do niej i do​wiem się, cze​mu mnie
wy​sta​wi​ła. Wsia​dam bez za​sta​no​wie​nia na
mo​torijadęnapół​noc.Wiem,gdziemiesz​ka...
w wiel​kim, wy​staw​nym domu z ko​lum​na​mi
odfron​tu.

Par​ku​ję mo​tor na pod​jeź​dzie i dzwo​nię do

drzwi. Chrzą​kam, żeby się nie za​jąk​nąć. Mier​-
da,

 co ja jej wła​ści​wie po​wiem? I cze​mu czu​ję

się tak nie​pew​nie, jak​bym mu​siał zro​bić na
niej wra​że​nie, bo na pew​no bę​dzie mnie oce​-
niać?

Niktnieotwie​ra.Dzwo​nięjesz​czeraz.
Gdzie słu​żą​cy albo ka​mer​dy​ner, gdy trze​ba

czło​wie​ko​wi otwo​rzyć drzwi? Mam już zre​zy​-
gno​waćiotrzeź​wićsięspo​rądaw​kązdro​we​go
roz​sąd​ku pod ty​tu​łem „co ja do cho​le​ry wy​-
czy​niam”, gdy na​gle otwie​ra​ją się drzwi.
Przede mną stoi star​sza wer​sja Brit​ta​ny. Bez
wąt​pie​niajejmat​ka.Pa​trzynamnie,ajejszy​-

background image

der​czy uśmie​szek wy​ra​ża wszyst​ko aż na​zbyt
wy​raź​nie.

—Słu​cham?—pytazwyż​szo​ścią.Wiem,że

bie​rze mnie za ogrod​ni​ka lub za sprze​daw​cę
ob​woź​ne​go. — W tej dziel​ni​cy nie uzna​je​my
cho​dze​niapoproś​bie.

— Ale ja, eee, nie przy​sze​dłem po proś​bie.

Na​zy​wam się Alex. Chcia​łem spy​tać, eee, czy
Brit​ta​nyjestmożewdomu?—Cu​dow​nie.Te​-
razcochwi​lamam​ro​czę„eee”.

—Nie.—Jejozię​błaod​po​wiedźide​al​niepa​-

su​jedojejzim​ne​gospoj​rze​nia.

—Awiepanimoże,gdziepo​je​cha​ła?
Pani El​lis przy​my​ka drzwi, pew​nie w na​-

dzieiżeniezaj​rzędośrod​kainiezo​ba​czężad​-
nych war​to​ścio​wych rze​czy, któ​re mógł​bym
chciećukraść.

—Nieudzie​lamin​for​ma​cjinate​matmiej​sca

po​by​tu mo​jej cór​ki. A te​raz pro​szę wy​ba​czyć
—mówiiza​my​kamidrzwiprzedno​sem.

Sto​jęprzedwej​ściemjakkom​plet​nypen​de​jo.

Pew​nie Brit​ta​ny była w domu i ka​za​ła ma​mie
mnie spła​wić. Nie zdzi​wił​bym się, gdy​by tak
so​biezemnąpo​gry​wa​ła.

Nie​na​wi​dzę gier, w któ​rych nie mogę wy​-

grać.

Pod​cho​dzę upo​ko​rzo​ny do mo​to​ru i za​sta​-

na​wiam się, czy mam się czuć jak zbi​ty pies,

background image

czymożera​czejjakwście​kłypit​bul.

background image

17.Brittany

KtotojestAlex?
To pierw​sze sło​wa, któ​re wy​po​wia​da

mama,gdywra​camztatązlot​ni​ska.

—Ko​le​gazeszko​ły,zktó​rymro​biępro​jektz

che​mii—od​po​wia​dampo​wo​li.Za​raz.—Skąd
znaszAlek​sa?

—Byłtu,gdypo​je​cha​łaśnalot​ni​sko.Od​pra​-

wi​łamgo.

Coś za​ska​ku​je w moim mó​zgu i na​gle do

mniedo​cie​ra.

Onie!
Za​po​mnia​łam o dzi​siej​szym spo​tka​niu z

Alek​sem.

Do​pa​da mnie po​czu​cie winy, gdy my​ślę o

tym,żecze​kałnamniewbi​blio​te​ce.Tojanie
dokoń​cawie​rzy​łam,żesiępo​ja​wi,aosta​tecz​-
nie sama na​wa​li​łam. Musi być wście​kły. Uh,
robimisięnie​do​brze.

— Nie chcę go wi​dzieć w po​bli​żu na​sze​go

domu — mówi mama. — Są​sie​dzi za​czną ga​-
dać.

— Tak, jak ga​da​ją o two​jej sio​strze. Wiem,

żetowła​śnieso​biepo​my​śla​ła.

Mamna​dzie​ję,żektó​re​gośdnianiebędęjuż

background image

mu​sia​łaprzej​mo​waćsięplot​ka​misą​sia​dów.

—Do​brze—od​po​wia​dam.
—Niemo​żeszro​bićpro​jek​tuzkimin​nym?
—Nie.
—Apy​ta​łaś?
— Tak, mamo. Py​ta​łam. Pani Pe​ter​son nie

zga​dzasięnazmia​nępary.

— Może za mało się sta​ra​łaś ją prze​ko​nać.

Za​dzwo​nię w po​nie​dzia​łek do szko​ły i po​pro​-
szę...

Bły​ska​wicz​nie sku​piam się na tym, co

mówi, i za​po​mi​nam o pie​ką​cym, pul​su​ją​cym
bóluztyługło​wywmiej​scu,zktó​re​goShel​ley
wy​rwa​łamigarśćwło​sów.

—Mamo,samaso​biepo​ra​dzę.Niechcę,że​-

byś dzwo​ni​ła do szko​ły i trak​to​wa​ła mnie jak
małedziec​ko.

— Czy to ten cały Alex uczy cię bra​ku sza​-

cun​ku do mat​ki? Za​da​jesz się z ta​kim chło​pa​-
kiemina​glezro​bi​łaśsiębar​dzopy​ska​ta?

—Mamo...
Ża​łu​ję,żeniemaznamitaty,żebyja​kośin​-

ter​we​nio​wał.Aleodrazupopo​wro​ciepo​szedł
doswo​je​goga​bi​ne​tuspraw​dzićmej​le.Wo​la​ła​-
bym, żeby za​cho​wy​wał się jak sę​dzia, a nie
sie​działzza​ło​żo​ny​mirę​ka​mizali​niąbo​iska.

—Boje​śliza​cznieszsięza​da​waćztegotypu

ho​ło​tą,cie​bieteżza​cznąuwa​żaćzaho​ło​tę.Nie

background image

takcięwy​cho​wy​wa​li​śmy.

No nie. Ko​lej​ne ka​za​nie. Wo​la​ła​bym zjeść

żywąrybę,nie​pa​tro​szo​nąizłu​ska​mi,niżmu​-
siećte​raztegowy​słu​chi​wać.Wiem,cochcemi
po​wie​dzieć. Shel​ley nie jest ide​al​na, więc ty
mu​siszbyć.

Bio​ręgłę​bo​kiwdech,żebysięja​kośuspo​ko​-

ić.

—Mamo,ro​zu​miem.Prze​pra​szam.
— Po pro​stu się o cie​bie mar​twię. A ty mi

siętakod​wdzię​czasz.

— Wiem. Prze​pra​szam. Co po​wie​dział dok​-

torMeirnate​matShel​ley?

— Chce, żeby przy​jeż​dża​ła dwa razy w ty​-

go​dniu na ba​da​nia. Bę​dziesz mi mu​sia​ła po​-
mócjąwo​zić.

Niemó​więnicotym,copaniSmallsą​dzina

te​mat opusz​cza​nia tre​nin​gów, bo nie ma sen​-
su, że​by​śmy obie się stre​so​wa​ły. Poza tym
chcę wie​dzieć, cze​mu Shel​ley zro​bi​ła się taka
agre​syw​na.

Na szczę​ście dzwo​ni te​le​fon i mama idzie

ode​brać. Idę szyb​ko do po​ko​ju sio​stry, za​nim
mama bę​dzie chcia​ła do​koń​czyć roz​mo​wę.
Shel​ley sie​dzi przy spe​cjal​nym kom​pu​te​rze i
stu​kawkla​wia​tu​rę.

—Cześć—mó​wię.
Pod​no​sigło​wę.Nieuśmie​chasię.

background image

Chcę, żeby wie​dzia​ła, że nie je​stem na nią

zła,boprze​cieżwiem,żeniechcia​łazro​bićmi
krzyw​dy.Shel​leyza​pew​nesamaniewie,skąd
mata​kieod​ru​chy.

—Chceszza​graćwwar​ca​by?
Krę​ciprze​czą​cogło​wą.
—Apo​oglą​daćte​le​wi​zję?
Znówprze​cze​nie.
— Chcę, że​byś wie​dzia​ła, że nie je​stem na

cie​biezła.—Pod​cho​dzębli​żej,uwa​ża​jąctyl​ko,
żeby nie mo​gła do​się​gnąć do mo​ich wło​sów, i
głasz​czę ją po ple​cach. — Wiesz, że cię ko​-
cham.

Żad​nej re​ak​cji, żad​ne​go kiw​nię​cia gło​wą,

żad​ne​godźwię​ku.Nic.

Sia​damnabrze​gułóż​kaipa​trzę,jakgrana

kom​pu​te​rze. Co ja​kiś czas się od​zy​wam, żeby
wie​dzia​ła, że tu je​stem. Być może te​raz mnie
nie po​trze​bu​je, ale chcia​ła​bym, żeby było ina​-
czej. Bo wiem, że przyj​dzie taki mo​ment, gdy
bę​dziemniepo​trze​bo​wać,amnieprzyniejnie
bę​dzie.Tomnieprze​ra​ża.

Chwi​lępóź​niejwy​cho​dzęodsio​stryiidędo

swo​je​gopo​ko​ju.Szu​kamwspi​sieuczniówFa​-
ir​fieldnu​me​ruAlek​sa.

Otwie​ram klap​kę ko​mór​ki i wy​bie​ram nu​-

mer.

—Halo?—od​bie​raja​kiśchło​piec.

background image

Bio​ręgłę​bo​kiwdech.
—Cześć.Za​sta​łamAlek​sa?
—Nie.
Qu​ienes?—sły​szęwtległosjegomamy.
—Ktomówi?—pytachło​pak.
Zda​ję so​bie spra​wę, że pod​czas roz​mo​wy

ob​sku​bu​jęla​kierzpa​znok​ci.

— Brit​ta​ny El​lis. Je​stem, eee, ko​le​żan​ką

Alek​sazeszko​ły.

—Brit​ta​nyEl​lis,ko​le​żan​kaAlek​sazeszko​ły

—po​wta​rzachło​piecmat​ce.

Tomaelmen​sa​je—sły​szęjejsło​wa.
— Je​steś jego nową dziew​czy​ną? — pyta

chło​pak.

W słu​chaw​ce roz​le​ga się ja​kiś trzask i

okrzykbólu,poczymchło​pakpyta:

—Mamcośprze​ka​zać?
—Po​wiedzmu,żedzwo​ni​łaBrit​ta​ny.Po​da​-

jęswójnu​mer...

background image

18.Alex

Sto​ję w ma​ga​zy​nie, w któ​rym spo​ty​ka się

co wie​czór La​ty​no​ska Krew. Wy​pa​li​łem wła​-
śniedru​gie​goalbotrze​cie​gopa​pie​ro​sa—prze​-
sta​łemli​czyć.

—Wal​nijso​biepiw​koinieróbta​kiejzbo​la​-

łej miny — mówi Paco, rzu​ca​jąc mi co​ro​nę.
Opo​wie​dzia​łem mu, że Brit​ta​ny wy​sta​wi​ła
mniedziśrano,aontyl​kopo​krę​ciłgło​wą,jak​-
bym po​wi​nien wie​dzieć, że nie na​le​ży za​da​-
waćsięzdziew​czy​nązpół​no​cy.

Ła​pię pusz​kę jed​ną ręką, ale za​raz po​tem

mująod​rzu​cam.

—Nie,dzię​ki.
Quetie​nes,ese?Dlacie​bietonie​wy​star​cza​-

ją​co do​bre, co? — To Ja​vier, chy​ba naj​głup​szy
czło​nekLa​ty​no​skiejKrwi.Elbueyha​mu​jesięw
pi​ciu mniej wię​cej tak samo jak w za​ży​wa​niu
nar​ko​ty​ków,czy​linie​spe​cjal​nie.

Nicniemó​wię,tyl​kopa​trzęnanie​gowy​zy​-

wa​ją​co.

— Sta​ry, prze​cież żar​to​wa​łem — beł​ko​cze

pi​ja​nyJa​vier.

Nikt nie chce ze mną za​dzie​rać. W pierw​-

szymrokuprzy​na​leż​no​ścidoLa​ty​no​skiejKrwi

background image

pod​czas wal​ki z wro​gim gan​giem po​ka​za​łem,
nacomniestać.

Jako dziec​ko chcia​łem ra​to​wać świat... a

przy​naj​mniejswo​jąro​dzi​nę.Ni​g​dyniewstą​pię
dogan​gu,mó​wi​łemso​bie,gdyby​łemjużnato
wy​star​cza​ją​co duży. Będę bro​nić mi fa​mi​lia
wła​sny​mi rę​ka​mi. Na po​łu​dniu Fa​ir​field czło​-
wiekalbona​le​żydogan​gu,albojestjegowro​-
giem.Wte​dymia​łemjesz​czema​rze​nia.Wy​da​-
wa​ło mi się, że wca​le nie mu​szę na​le​żeć do
gan​gu, żeby za​pew​nić bez​pie​czeń​stwo swo​jej
ro​dzi​nie. Ale wszyst​kie te ma​rze​nia, a wraz z
nimi moja przy​szłość, umar​ły tego dnia, w
któ​rymdwa​dzie​ściame​trówodmo​ichsze​ścio​-
let​nichoczuktośza​strze​liłmo​je​goojca.

Sta​łem nad jego cia​łem i wi​dzia​łem tyl​ko

czer​wo​nąpla​mępo​więk​sza​ją​cąsięnajegoko​-
szu​li.Przy​po​mi​na​łaśro​dektar​czy,tyl​kożecel
co​raz bar​dziej się po​więk​szał. Po​tem oj​ciec
krzyk​nąłgłu​choibyłopowszyst​kim.

Nieżył.
Nie przy​tu​li​łem się do nie​go ani go nie do​-

tkną​łem.Zabar​dzosięba​łem.Wcią​guna​stęp​-
nych dni w ogó​le się nie od​zy​wa​łem. Na​wet
gdy chcia​ła mnie prze​słu​chać po​li​cja, nie by​-
łem w sta​nie się ode​zwać. Mó​wi​li wte​dy, że
do​zna​łemszo​kuimójmózgnieumieso​biepo​-
ra​dzić z tym, co się sta​ło. Mie​li ra​cję. Nie pa​-

background image

mię​tam na​wet, jak wy​glą​dał fa​cet, któ​ry go
za​strze​lił. Ni​g​dy nie mo​głem po​mścić śmier​ci
ojca, choć co noc od​twa​rzam ją w pa​mię​ci,
sta​ra​jącsiępo​skła​daćwszyst​kodokupy.Gdy​-
bym tyl​ko so​bie przy​po​mniał, drań by mi za​-
pła​cił.

Dziśjed​nakmamwy​jąt​ko​wodo​brąpa​mięć.

To, że Brit​ta​ny mnie wy​sta​wi​ła, po​gar​dli​we
spoj​rze​niejejmat​ki...rze​czy,októ​rychwo​lał​-
bym za​po​mnieć, na do​bre wry​ły mi się w pa​-
mięć.

Paco opróż​nia jed​nym hau​stem po​ło​wę

pusz​ki,nieprzej​mu​jącsię,żepiwociek​niemu
pobro​dzienako​szu​lę.Pod​czasgdyJa​vierza​ję​-
tyjestroz​mo​wązin​ny​mi,Pacomówi:

—Car​menna​praw​dędałacipo​pa​lić,co?
—Anibydla​cze​go?
— Nie ufasz dziew​czy​nom. Na przy​kład ta

całaBrit​ta​nyEl​lis...

Klnępodno​sem.
— Paco, po za​sta​no​wie​niu daj mi jed​nak tę

co​ro​nę. — Ła​pię piwo, wy​pi​jam je do dna i
roz​gnia​tampu​stąpusz​kęościa​nę.

— Być może nie chcesz tego słu​chać, Alex.

Ale po​słu​chasz bez wzglę​du na to, czy je​steś
pi​ja​ny, czy nie. Two​ja wy​szcze​ka​na, ca​łu​śna,
sek​sow​na była dziew​czy​na Car​men wbi​ła ci
nóżwple​cy.Więctyro​biszzwrotostoosiem​-

background image

dzie​siątstop​niiod​gry​waszsięnaBrit​ta​ny.

Słu​cham nie​chęt​nie Paco i bio​rę ko​lej​ne

piwo.

—Na​zy​waszmojąparęzche​miizwro​temo

stoosiem​dzie​siątstop​ni?

— Tak. Ale sta​ry, to się dla cie​bie źle skoń​-

czy,botakna​praw​dętadziew​czy​nacisiępo​-
do​ba.Przy​znaj.

Niechcętegoprzy​zna​wać.
— Mu​szę ją tyl​ko za​li​czyć, żeby wy​grać za​-

kład.

Paco za​czy​na się śmiać tak bar​dzo, że tra​ci

rów​no​wa​gęilą​du​jenapod​ło​dze.Wska​zu​jena
mnieręką,wktó​rejcałyczastrzy​mapiwo.

— Ty, mój dro​gi przy​ja​cie​lu, tak świet​nie

po​tra​fisz okła​my​wać sa​me​go sie​bie, że za​czy​-
nasz wręcz wie​rzyć w bred​nie, któ​re wy​ga​du​-
jesz.Tedwiedziew​czy​nysązu​peł​nieróż​ne.

Się​gam po na​stęp​ne piwo. Otwie​ram pusz​-

kę, za​sta​na​wia​jąc się przy tym, co róż​ni Car​-
meniBrit​ta​ny.Car​menmasek​sow​ne,ciem​ne,
ta​jem​ni​czeoczy.Brit​ta​nymapo​zor​nienie​win​-
ne, ja​sno​błę​kit​ne, przez któ​re wi​dać ją nie​mal
jak na dło​ni. Czy po​zo​sta​ną ta​kie same, gdy
bę​dzie​mysięko​chać?

Cho​le​ra. Ko​chać się? Co mnie, do dia​bła,

opę​ta​ło, że łą​czę Brit​ta​ny i mi​łość w jed​nym
zda​niu?Chy​bana​praw​dęmiod​bi​ja.

background image

Przez ko​lej​ne pół go​dzi​ny wle​wam w sie​bie

tyle piwa, ile tyl​ko je​stem w sta​nie. Po​pra​wia
misięnatyle,żeniemy​ślęjuż...oni​czym.

Zotę​pie​niawy​ry​wamniezna​jo​mygłos.
— Chcesz po​je​chać na im​prez​kę na pla​żę

Dan​wo​od?—pytadziew​czy​na.

Pa​trzę w cze​ko​la​do​we oczy. Cho​ciaż nie

my​ślęja​snoikrę​cimisięwgło​wie,je​stemna
tyleświa​do​my,żebywie​dzieć,żecze​ko​la​do​wy
to prze​ci​wień​stwo nie​bie​skie​go. Nie chcę nie​-
bie​skie​go.

Nie​bie​ski dez​orien​tu​je. Cze​ko​la​do​wy jest

bez​po​śred​ni,prost​szywob​słu​dze.

Coś jest nie tak, ale nie je​stem w sta​nie

stwier​dzićco.Akie​dyustaCze​ko​la​do​we​godo​-
ty​ka​ją mo​ich, nie ob​cho​dzi mnie już nic poza
tym,żebywy​ma​zaćNie​bie​skizpa​mię​ci.Mimo
że pa​mię​tam, że Cze​ko​la​do​wy gorz​ko sma​ku​-
je.

— Si — mó​wię, od​ry​wa​jąc od niej usta. —

Chodź​mysięza​ba​wić.Va​mosago​zar!

Go​dzi​nępóź​niejsto​jępopaswwo​dzie.Na​-

glema​rzęotym,żebybyćpi​ra​temiże​glo​wać
po bez​kre​snych mo​rzach. Oczy​wi​ście z tyłu
za​mro​czo​ne​go umy​słu wiem, że pa​trzę na je​-
zio​ro Mi​chi​gan, a nie na oce​an. Ale te​raz nie
my​ślę ja​sno, a by​cie pi​ra​tem wy​da​je mi się
cho​ler​niedo​brymroz​wią​za​niem.Żad​nejro​dzi​-

background image

ny, żad​nych zmar​twień, żad​nej blon​dyn​ki z
wście​kło​ściąwnie​bie​skichoczach.

W pa​sie obej​mu​ją mnie jak mac​ki czy​jeś

ręce.

—Oczymmy​ślisz,no​vio?
— Żeby zo​stać pi​ra​tem — mru​czę do

ośmior​ni​cy, któ​ra wła​śnie na​zwa​ła mnie swo​-
imchło​pa​kiem.

Przy​ssaw​ki ośmior​ni​cy ca​łu​ją mnie w ple​cy

iprze​su​wa​jąsięwstro​nęmo​jejtwa​rzy.Niesą
strasz​ne,ra​czejprzy​jem​ne.Znamtęośmior​ni​-
cęitemac​ki.

— Ty zo​sta​niesz pi​ra​tem, a ja sy​re​ną. Mo​-

żeszmnieura​to​wać.

Aletora​czejjapo​trze​bu​jęra​tun​ku,bomam

wra​że​nie, że ośmior​ni​ca za​raz za​ca​łu​je mnie
naśmierć.

— Car​men — mó​wię do ciem​no​okiej

ośmior​ni​cy za​mie​nio​nej w sek​sow​ną sy​re​nę,
na​gleświa​do​my,żeje​stempia​ny,gołyipopas
wje​zio​rzeMi​chi​gan.

—Ćśś,nicniemówi,tyl​kosiębaw.
Car​men zna mnie wy​star​cza​ją​co do​brze i

po​tra​fi spra​wić, że​bym za​po​mniał o praw​dzi​-
wym ży​ciu i sku​pił się za​miast tego na fan​ta​-
zji. Jej ręce i cia​ło owi​ja​ją się wo​kół mnie. W
wo​dzie wy​da​je się lek​ka jak piór​ko. Moje ręce
wę​dru​ją w zna​jo​me miej​sca, a cia​ło wy​czu​wa

background image

zna​jo​my te​ren, ale fan​ta​zja nie nad​cho​dzi. A
kie​dy od​wra​cam gło​wę w stro​nę brze​gu,
okrzy​ki roz​ba​wio​nych przy​ja​ciół przy​po​mi​na​-
ją mi, że mamy wi​dow​nię. Moja ośmior​ni​co-
sy​re​nauwiel​biawi​dow​nię.

Wprze​ci​wień​stwiedomnie.
Ła​pięośmior​ni​cęzarękęicią​gnęjąwstro​-

nębrze​gu.

Igno​ru​jąc do​cin​ki kum​pli, mó​wię sy​re​nie,

żeby się ubie​ra​ła i sam też wkła​dam dżin​sy.
Gdyje​ste​śmyjużubra​ni,bio​ręjąznówzarękę
iznaj​du​jęgdzieśwol​nemiej​sce.

Opie​ram się o dużą ska​łę i pro​stu​ję nogi.

Moja była dziew​czy​na sia​da mi na ko​la​nach,
jak​by​śmyni​g​dyzesobąnieze​rwa​liijak​byni​-
g​dy mnie nie zdra​dza​ła. Czu​ję, że da​łem się
zła​paćwpo​trzask.Żewpa​dłemwpu​łap​kę.

Car​menza​cią​gasięczymśmoc​niej​szymniż

pa​pie​ros i po​da​je mi. Bio​rę do ręki ma​łe​go jo​-
in​ta.

— Nie jest chrzczo​ny, co? — py​tam. Je​stem

na​wa​lo​ny, ale nie po​trze​ba mi do​dat​ko​wych
atrak​cji poza ma​ri​hu​aną i pi​wem. Chcę się
znie​czu​lić,anieza​bić.

Car​menprzy​kła​damijo​in​tadoust.
—Totyl​kozło​toAca​pul​co,no​vio.
Może na do​bre wy​ma​że mi to pa​mięć i po​-

zwo​li za​po​mnieć o strze​la​ni​nach, by​łych

background image

dziew​czy​nachiza​kła​dachoto,żeprze​śpięsię
z su​per​la​ską, któ​ra uwa​ża mnie za naj​więk​-
sze​godra​nianaświe​cie.

Bio​ręjo​in​taiza​cią​gamsię.
Dło​niemo​jejsy​re​nygła​dząmniepopier​si.
— Mogę cię uszczę​śli​wić, Alex — szep​cze z

takbli​ska,żeczu​jęwjejod​de​chuza​pachal​ko​-
ho​lu i moty. A może to mój od​dech, sam już
niewiem.—Dajmijesz​czejed​nąszan​sę.

Po​łą​cze​niema​ri​hu​anyial​ko​ho​lumącimiw

gło​wie.Akie​dyprzy​po​mi​namso​bie,jakBrit​ta​-
ny i Co​lin obej​mo​wa​li się wczo​raj w szko​le,
przy​cią​gamCar​mendosie​bie.

Nie po​trzeb​na mi ta​kiej dziew​czy​ny jak

Brit​ta​ny.

Po​trzeb​na mi na​pa​lo​na i ostra Car​men,

mojaza​kła​ma​namałasy​ren​ka.

background image

19.Brittany

Na​mó​wi​łamSier​rę,Do​uga,Co​li​na,Sha​ne’ai

Dar​le​ne,że​by​śmywy​bra​lisiędziśdoMy​sti​que
— klu​bu, o któ​rym mó​wi​ła mi Me​gan. Jest na
Hi​gh​land Gro​ve nad je​zio​rem. Co​lin nie lubi
tań​czyć,więctań​czy​łamzresz​tąpacz​ki,ana​-
wet z jed​nym chło​pa​kiem, któ​ry na​zy​wał się
Troyire​we​la​cyj​nietań​czył.Chy​bana​wetpod​-
ła​pa​łam kil​ka kro​ków, któ​re mo​że​my wy​ko​-
rzy​staćwna​szymukła​dzie.

Te​raz je​ste​śmy u Sier​ry i idzie​my na pry​-

wat​nąpla​żęzajejdo​mem.Mamawie,żedziś
uniejno​cu​ję,więcniemu​szęsięmel​do​waćw
domu.Roz​kła​da​myzeSier​rąkocenapia​sku,a
Dar​le​newle​czesięzanamizchło​pa​ka​mi,któ​-
rzy wy​pa​ko​wu​ją z sa​mo​cho​du Co​li​na za​pa​sy
piwaibu​tel​kiwina.

— W ze​szły week​end spa​łam z Do​ugiem —

wy​pa​laSier​ra.

—Se​rio?
—Tak.Wiem,żechcia​łamza​cze​kać,ażpój​-

dzie​mynastu​dia,alesamotakja​kośwy​szło.

Jegoro​dzi​cewy​je​cha​li,po​je​cha​li​śmydonie​-

go,noipopro​stutozro​bi​li​śmy.

—Okur​czę.Ijakbyło?

background image

—Niewiem.Szcze​rzemó​wiąctro​chędziw​-

nie. Ale Doug był póź​niej strasz​nie ko​cha​ny i
cią​gle się do​py​ty​wał, czy wszyst​ko w po​rząd​-
ku. A w nocy przy​szedł do mnie do domu i
przy​niósł mi trzy tu​zi​ny czer​wo​nych róż. Mu​-
sia​łam skła​mać ro​dzi​com i po​wie​dzieć, że to
nana​sząrocz​ni​cę.

Niemo​głamprze​cieżpo​wie​dzieć,żetopre​-

zentzoka​zjiutra​tydzie​wic​twa.AtyiCo​lin?

—Co​linchceupra​wiaćseks.
— Wszy​scy chło​pa​cy po​wy​żej czter​na​ste​go

rokuży​ciachcąupra​wiaćseks—mówiSier​ra.
—Takaichrola.

—Aleja...niechcę.Przy​naj​mniejnara​zie.
— W ta​kim ra​zie two​ją rolą jest od​ma​wiać

—stwier​dza,jak​bytobyłota​kiepro​ste.Sier​ra
nie jest już dzie​wi​cą, po​wie​dzia​ła tak. Cze​mu
jateżniemogępo​wie​dziećtak?

—Skądbędęwie​dzia​ła,żejużczas?
—Napew​noniebę​dzieszwte​dymniepy​tać

ozda​nie.Wy​da​jemisię,żejakbę​dziesznasto
pro​centgo​to​wa,bę​dzieszchcia​łatozro​bić,bez
wa​ha​nia i bez wąt​pli​wo​ści. Wie​my, że oni
chcą upra​wiać seks. Od cie​bie za​le​ży, czy do
tego doj​dzie. Albo nie doj​dzie. Słu​chaj, pierw​-
szy raz nie był ani przy​jem​ny, ani ła​twy. Był
nie​po​rad​ny i przez więk​szość cza​su głu​pio się
czu​łam. Seks jest pięk​ny i wy​jąt​ko​wy, bo po​-

background image

zwa​lasz so​bie na błę​dy i od​sła​niasz się przed
oso​bą,któ​rąko​chasz.

Czydla​te​goniechcętegozro​bićzCo​li​nem?

Może wca​le go nie ko​cham aż tak bar​dzo, jak
my​śla​łam. Czy w ogó​le po​tra​fię ko​chać ko​goś
tak, żeby cał​kiem się przed nim od​sło​nić? Na​-
praw​dęniewiem.

— Ty​ler ze​rwał dziś z Dar​le​ne — zdra​dza

mi szep​tem Sier​ra. — Za​czął cho​dzić z dziew​-
czy​nązaka​de​mi​ka.

Wcze​śniejniebyłomiżalDar​le​ne,alete​raz

jest. Zwłasz​cza że ona tak bar​dzo po​trze​bu​je
mę​skie​go za​in​te​re​so​wa​nia. Do​da​je jej to pew​-
no​ścisie​bie.Nicdziw​ne​go,żecaływie​czórklei
siędoSha​ne’a.

Pa​trzę, jak ra​zem z Dar​le​ne po​ja​wia się

resz​ta to​wa​rzy​stwa, i roz​kła​dam koce. Dar​le​-
ne ła​pie Sha​ne’a za ko​szu​lę i od​cią​ga go na
bok.

—Chodź​mysiętro​chępo​przy​tu​lać—mówi

mu.Sha​ne’owi,ztymijegobrą​zo​wy​milocz​ka​-
mi,nietrze​bategodwarazypo​wta​rzać.

Od​cią​gam ją od nie​go, na​chy​lam się i szep​-

czętakci​cho,żebyniktinnynieusły​szał.

—Zo​stawSha​ne’awspo​ko​ju.
—Cze​mu?
—Bocisięniepo​do​ba.Niewy​ko​rzy​stujgo.

Iniepo​zwól,żebyonwy​ko​rzy​stałcie​bie.

background image

Dar​le​neod​py​chamnie.
— Ty na​praw​dę masz ja​kiś za​bu​rzo​ny ob​-

raz rze​czy​wi​sto​ści, Brit. A może chcesz tyl​ko
wy​ty​kać in​nym nie​do​sko​na​ło​ści, że​byś sama
mo​głazo​staćKró​lo​wąDo​sko​na​ło​ści.

Toniefair.Wca​leniechcęwy​ty​kaćjejwad,

ale je​śli jako jej przy​ja​ciół​ka wi​dzę, że sama
so​bie szko​dzi, to czy nie po​win​nam jej po​-
wstrzy​mać?

Może nie. Przy​jaź​ni​my się, ale nie bar​dzo

bli​sko.Je​dy​nawmia​rębli​skamioso​batoSier​-
ra. Jak mogę po​uczać Dar​le​ne, sko​ro ona nie
możeod​pła​cićsięmitymsa​mym?

Sia​da​my ze Sier​rą, Do​ugiem i Co​li​nem na

ko​cach i przy ogni​sku, któ​re roz​pa​la​my przy
uży​ciu pa​ty​ków i ka​wał​ków drew​na, roz​ma​-
wia​myoostat​nimme​czufut​bo​lo​wym.

Śmie​je​mysię,przy​po​mi​na​jącso​biestra​co​ne

pił​ki,ina​śla​du​je​mytre​ne​ra,któ​rykrzy​czałna
za​wod​ni​ków z li​nii bocz​nej. Gdy krzy​czy, robi
sięcałyczer​wo​nynatwa​rzy,agdyna​praw​dę
sięzde​ner​wu​je,za​czy​nabry​zgaćśli​ną.Za​wod​-
ni​cyod​su​wa​jąsię,żebyichnieopluł.Dougbo​-
skogona​śla​du​je.

Do​brzemitaksie​dziećzprzy​ja​ciół​miiCo​li​-

neminachwi​lęza​po​mi​namomoimpart​ne​rze
zche​mii,któ​rywostat​nimcza​siedośćmoc​no
za​przą​tałmojemy​śli.

background image

Po ja​kimś cza​sie Sier​ra i Doug idą się

przejść, a ja opie​ram się o Co​li​na przed ogni​-
skiem, któ​re rzu​ca wo​kół nas na pia​sku ja​sną
po​świa​tę. Mimo mo​ich rad Dar​le​ne i Sha​ne
znik​nę​liijesz​czeniewró​ci​li.

Bio​rę ku​pio​ną przez chło​pa​ków bu​tel​kę

char​don​nay. Fa​ce​ci pili piwo, a dziew​czy​ny
wino, bo Sier​ra nie cier​pi sma​ku piwa. Przy​-
sta​wiam bu​tel​kę do ust i do​pi​jam do koń​ca.
Szu​mi mi w gło​wie, ale mu​sia​ła​bym pew​nie
wy​pićsamacałąbu​tel​kę,żebysięcał​kiemwy​-
lu​zo​wać.

— Tę​sk​ni​łeś za mną pod​czas wa​ka​cji? —

py​tam, przy​tu​la​jąc się do Co​li​na, któ​ry gła​dzi
mniepowło​sach.Pew​nieje​stemstrasz​nieroz​-
czo​chra​na. Szko​da, że nie je​stem na tyle pi​ja​-
na,żebysiętymnieprzej​mo​wać.

Co​lin bie​rze moją rękę i kła​dzie ją so​bie w

kro​czu. Wy​pusz​cza po​wo​li po​wie​trze i ję​czy
ci​cho.

—Tak—szep​czemiwkark.—Bar​dzo.
Za​bie​ram rękę, a on obej​mu​je mnie od

przo​du. Ści​ska mi pier​si, jak​by to były ba​lo​ny
z wodą. Do​tyk Co​li​na ni​g​dy wcze​śniej mi nie
prze​szka​dzał, ale te​raz jego wę​dru​ją​ce po
moimcie​leręcede​ner​wu​jąmnieitro​chęprze​-
ra​ża​ją.Wy​plą​tu​jęsięzjegoob​jęć.

—Cojest,Brit?

background image

—Niewiem.—Na​praw​dęniewiem.Odpo​-

cząt​ku roku szkol​ne​go mię​dzy mną i Co​li​nem
wszyst​ko wy​da​je się wy​mu​szo​ne. Poza tym
niemogęprze​staćmy​ślećoAlek​sie,costrasz​-
niemniede​ner​wu​je.Wy​cią​gamrękęibio​ręso​-
bie piwo. — Mam wra​że​nie, że to ja​kieś ta​kie
nasiłę—otwie​rampusz​kęiupi​jamłyk.—Nie
mo​że​mypopro​stupo​sie​dziećbezob​ści​ski​wa​-
niasię?

Co​lin wy​pusz​cza po​wie​trze z płuc w dłu​gi,

dra​ma​tycz​nyspo​sób.

—Brit,alejachcętozro​bić.
Pró​bu​ję wy​pić dusz​kiem całe piwo, ale w

koń​cukrztu​szęsięiczęśćwy​plu​wam.

—Te​raz?—Wmiej​scu,gdziemogąnaszo​-

ba​czyć nasi przy​ja​cie​le, je​śli tyl​ko się od​wró​-
cą?

—Acze​munie?Zwle​ka​li​śmywy​star​cza​ją​co

dłu​go.

—Noniewiem,Co​lin—mó​więprze​ra​żo​na

tąroz​mo​wą,choćwie​dzia​łam,żejestnie​unik​-
nio​na. — Chy​ba... chy​ba my​śla​łam, że to sta​-
niesiębar​dziejna​tu​ral​nie.

—Aczymoż​natozro​bićbar​dziejna​tu​ral​nie

niżnapo​wie​trzu,napla​ży?

—Acozpre​zer​wa​ty​wą?
—Wyj​dęwcze​śniej.
To nie jest ani tro​chę ro​man​tycz​ne. Przez

background image

całyczasbędęsiębałacią​ży.Niedokoń​catak
wy​obra​żamso​bieswójpierw​szyraz.

—Mi​łośćfi​zycz​natodlamniecośpo​waż​ne​-

go.

— Dla mnie też. Dla​te​go zrób​my to wresz​-

cie.

— Mam wra​że​nie, że zmie​ni​łeś się pod​czas

wa​ka​cji.

— Może tak — mówi obron​nym to​nem Co​-

lin. — Może uświa​do​mi​łem so​bie, że nasz
zwią​zekmusipójśćda​lej.Jezu,Brit,ktosły​szał
o czwar​to​kla​si​st​ce, któ​ra jest cią​gle cho​ler​ną
dzie​wi​cą?Wszy​scymy​ślą,żejużtoro​bi​li​śmy,
więc po pro​stu to zrób​my. Cho​le​ra, na​wet ca​-
łe​mu temu Fu​en​te​so​wi po​zwa​lasz my​śleć, że
możecięprze​le​cieć.

Ser​ceza​czy​namiwa​lić.
— My​ślisz, że wo​la​ła​bym się prze​spać z

Alek​sem niż z tobą? — py​tam ze łza​mi w
oczach.Niewiem,czytoprzezal​ko​holre​agu​ję
takemo​cjo​nal​nie,czymożetra​fiłwsed​no.Bo
niemogęprze​staćmy​ślećomoimpart​ne​rzez
che​mii. Nie​na​wi​dzę sie​bie za to i nie​na​wi​dzę
Co​li​na za to, że to za​uwa​żył. — A co z Dar​le​-
ne? — od​gry​zam się. Roz​glą​dam się, żeby się
upew​nić,żeniemajejwpo​bli​żu.—Nache​mii
gru​cha​ciejakdwago​łąb​ki.

— Od​czep się, Brit. Nie​któ​re dziew​czy​ny

background image

zwra​ca​jąnamnienache​miiuwa​gę.Naj​wy​raź​-
niejtynie,boje​steśzbytza​ję​takłót​nia​mizFu​-
en​te​sem. Wszy​scy wie​dzą, że to taka gra
wstęp​na.

—Je​steśnie​spra​wie​dli​wy,Co​lin.
— Co jest? — pyta Sier​ra, wy​cho​dząc z Do​-

ugiemzzadu​że​goka​mie​nia.

—Nic.—Wsta​jęzsan​da​ła​miwdło​ni.—Idę

dodomu.

Sier​rabie​rzeto​reb​kę.
—Idęztobą.
— Nie. — W koń​cu krę​ci mi się w gło​wie.

Czu​jęsiętak,jak​bymwy​szłazwła​sne​gocia​łai
chcętegodo​świad​czyćwsa​mot​no​ści.—Ni​ko​-
go nie chcę i ni​ko​go nie po​trze​bu​ję. Sama się
przej​dę.

— Jest pi​ja​na — stwier​dza Doug, zer​ka​jąc

napu​stąbu​tel​kęipusz​kępopi​wie.

— Nie je​stem. — Bio​rę so​bie jesz​cze jed​no

piwoiotwie​ramje,za​czy​na​jąciśćwzdłużpla​-
ży.Sama.Wpo​je​dyn​kę.Takjakpo​win​nobyć.

—Niechcę,że​byśszłasama—mówiSier​ra.
—Alejachcęzo​staćte​razsama.Mu​szęso​-

biepo​ukła​daćwgło​wie.

— Brit, wra​caj! — woła Co​lin, ale się nie

pod​no​si.

Ole​wamgo.
—Tyl​koniewy​chodźzaczwar​typo​most—

background image

ostrze​gaSier​ra.—Tamniejestbez​piecz​nie.

Bez​piecz​nie srecz​nie. Na​wet je​śli mi się coś

sta​nie, to co? Co​lin ma to gdzieś. Moi ro​dzi​ce,
swo​jądro​gą,też.

Za​my​kamoczyiczu​jępia​sekmię​dzypal​ca​-

mi. Wcią​gam za​pach świe​żej, chłod​nej bry​zy
wie​ją​cejodje​zio​raiwy​pi​jamwię​cejpiwa.Za​-
po​mi​namowszyst​kimpozapia​skiemipi​wem
i idę da​lej, za​trzy​mu​jąc się tyl​ko po to, by
spoj​rzeć na ciem​ną ta​flę wody, w któ​rej księ​-
życod​bi​jasiętak,jak​byprze​ci​nałjąnapół.

Mi​jam dwa po​mo​sty. A może trzy. W każ​-

dym ra​zie do domu nie mam da​le​ko. Nie​ca​łe
pół​to​ra ki​lo​me​tra. Jak doj​dę do na​stęp​ne​go
wyj​ścianapla​żę,wyj​dęnauli​cęipój​dępro​sto
dodomu.Nierazjużtędyszłam.

Aletakdo​brzemisięidziepopia​sku,jakpo

mięk​kich po​dusz​kach wy​peł​nio​nych ku​lecz​ka​-
mi, w któ​re czło​wiek tak faj​nie się za​pa​da.
Poza tym sły​szę przed sobą mu​zy​kę. Uwiel​-
biammu​zy​kę.Za​my​kamoczyiza​czy​nampo​-
ru​szaćsięwrytmnie​zna​nejpio​sen​ki.

Nie zda​wa​łam so​bie spra​wy z tego, jak da​-

le​ko za​szłam, ale za​mie​ram na dźwięk śmie​-
chów i roz​mów po hisz​pań​sku. To​wa​rzy​stwo
wczer​wo​no-czar​nychban​da​nachmówimi,że
mi​nę​łamczwar​typo​most.

—Pro​szę,pro​szę,Brit​ta​nyEl​lis.Naj​sek​sow​-

background image

niej​szapom​po​nia​razli​ceumFa​ir​field—krzy​-
czy ja​kiś chło​pak. — Chodź do nas, ma​ma​ci​ta.
Za​tańczzemną.

Wpa​tru​jęsięroz​pacz​li​wiewtłum,szu​ka​jąc

ja​kiejś zna​jo​mej albo przy​ja​znej twa​rzy. Alex.
Jest tu. Na jego ko​la​nach, przo​dem do nie​go,
sie​dziCar​menSan​chez.

Otrzeź​wia​ją​cywi​dok.
Chło​pak, któ​ry chciał ze mną tań​czyć, idzie

wmojąstro​nę.

— Nie wiesz, że ta część pla​ży na​le​ży tyl​ko

do Me​xi​ca​nos? — pyta, pod​cho​dząc co​raz bli​-
żej. — A może na​szła cię ocho​ta na ciem​ne
mię​sko? Wiesz, co mó​wią, ko​tuś: ciem​ne mię​-
sojestnaj​bar​dziejso​czy​ste.

—Dajmispo​kój.—Tro​chębeł​ko​czę.
—Uwa​żasz,żeje​steśdlamniezado​bra?—

Idziewmojąstro​nęipa​trzynamniezwście​-
kło​ścią.Mu​zy​kacich​nie.

Za​ta​czamsiędotyłu.Nieje​stemnatylepi​-

ja​na,żebyniezda​waćso​biespra​wy,żezro​bi​ło
sięnie​bez​piecz​nie.

— Zo​staw ją, Ja​vier. — Głos Alek​sa jest ni​-

ski,toroz​kaz.

Alex pie​ści ra​mię Car​men, mu​ska​jąc je nie​-

malusta​mi.

Za​ta​czamsię.Toja​kiśkosz​marimu​szęsię

znie​gowy​do​stać,itoszyb​ko.

background image

Za​czy​namucie​kać,awuszachdźwię​czymi

śmiech człon​ków gan​gu. Nie je​stem w sta​nie
biec wy​star​cza​ją​co szyb​ko i czu​ję się jak we
śnie,wktó​rymsto​pysiępo​ru​sza​ją,alewogó​-
leniepo​su​wamsięna​przód.

— Brit​ta​ny, cze​kaj! — woła za mną czyjś

głos.

Od​wra​cam się i sta​ję twa​rzą w twarz z

chło​pa​kiem,któ​rymnieprze​śla​du​je...naja​wie
iweśnie.

Alex.
Chło​pak,któ​re​gonie​na​wi​dzę.
Chło​pak,októ​rymniepo​tra​fięprze​staćmy​-

ślećbezwzglę​dunato,jakbar​dzoje​stempi​ja​-
na.

— Nie przej​muj się Ja​vie​rem — uspo​ka​ja

Alex.—Cza​semgopo​no​si,bozabar​dzosta​ra
się być dup​kiem. — Alex za​ska​ku​je mnie, bo
pod​cho​dzi bli​żej i ocie​ra mi łzę z po​licz​ka. —
Nie płacz. Nie po​zwo​lił​bym mu zro​bić ci
krzyw​dy.

Mammupo​wie​dzieć,żeniebojęsię,żektoś

zro​bimikrzyw​dę?Bojęsięutra​tykon​tro​li.

Choć nie od​bie​głam da​le​ko, to wy​star​cza​ją​-

co da​le​ko od zna​jo​mych Alek​sa. Nie wi​dzą
mnieaniniesły​szą.

— Cze​mu po​do​ba ci się Car​men? — py​tam,

aświatna​gleprze​chy​lasięitra​cęrów​no​wa​gę.

background image

—Jestwred​na.
Alex wy​cią​ga ręce, żeby mnie pod​trzy​mać,

alejeod​trą​cam,więccho​wajedokie​sze​ni.

— Cze​mu cię to w ogó​le ob​cho​dzi? Wy​sta​-

wi​łaśmnie,docho​le​ry.

—Mia​łamspra​wydoza​ła​twie​nia.
—Ta​kiejakmy​ciewło​sówima​ni​kiur?
Amożera​czejgarśćwło​sów,któ​rąwy​rwa​ła

mi sio​stra, i opieprz od mat​ki? Dźgam go pal​-
cemwpierś.

—Je​steśdup​kiem.
—Atyzdzi​rą—od​po​wia​da.—Zdzi​rązpo​-

wa​la​ją​cym uśmie​chem i ocza​mi, któ​re mogą
na​ro​bić fa​ce​to​wi nie​zły baj​zel w gło​wie. —
Krzy​wisię,jak​bytesło​wawy​rwa​łymusięnie​-
chcą​cyichciał​byjete​razcof​nąć.

Spo​dzie​wa​łam się usły​szeć od nie​go wie​le

rze​czy, ale nie coś ta​kie​go. Zwłasz​cza nie coś
ta​kie​go.Za​uwa​żam,żemaprze​krwio​neoczy.

—Je​steśnahaju,Alex.
— No cóż, ty też nie wy​glą​dasz zbyt trzeź​-

wo. Może te​raz jest od​po​wied​nia pora, że​byś
mniepo​ca​ło​wa​łaispła​ci​łaswójdług.

—Niemamowy.
Porqueno?Bo​iszsię,żespodo​bacisiętak

bar​dzo,żeza​po​mniszoswo​imchło​pa​ku?

Po​ca​ło​wać Alek​sa? Ni​g​dy. Cho​ciaż my​śla​-

łam o tym. Dużo. Wię​cej niż po​win​nam. Jego

background image

usta są peł​ne i po​nęt​ne. A niech to, ma ra​cję.
Je​stem pi​ja​na. I zde​cy​do​wa​nie nie czu​ję się
naj​le​piej. Nie je​stem już za​mro​czo​na, ra​czej
mam ma​ja​ki, bo my​ślę o rze​czach, o któ​rych
zde​cy​do​wa​nieniepo​win​nammy​śleć.Naprzy​-
kładte​razza​sta​na​wiamsię,jakbysma​ko​wa​ły
jegousta.

—Do​bra.Po​ca​łujmnie,Alex—de​cy​du​jęsię

i pod​cho​dzę bli​żej, na​chy​la​jąc się w jego stro​-
nę.—Bę​dzie​mykwi​ta.

Alex kła​dzie mi dło​nie na ra​mio​nach. No i

już. Po​ca​łu​ję go i do​wiem się, jak to jest. Jest
nie​bez​piecz​ny i na​bi​ja się ze mnie. Ale jest
sek​sow​ny,mrocz​nyiprzy​stoj​ny.Czu​jącgotak
bli​sko sie​bie, drżę z pod​nie​ce​nia, a w gło​wie
za​czy​namiwi​ro​wać.Za​ha​czampal​cemojego
pa​sek, żeby utrzy​mać rów​no​wa​gę. Czu​ję się
tak,jak​by​śmysta​linaka​ru​ze​li.

—Za​razzwy​mio​tu​jesz—ostrze​gaAlex.
—Nie.Jatyl​ko...faj​niejestnaka​ru​ze​li.
—Nieje​ste​śmynaka​ru​ze​li.
— Aha — mó​wię zdez​o​rien​to​wa​na. Pusz​-

czam jego pa​sek i wbi​jam wzrok we wła​sne
sto​py. Wy​glą​da​ją tak, jak​by uno​si​ły się nad
zie​mią i pły​nę​ły po​nad pia​skiem. — Krę​ci mi
siętyl​kowgło​wie.Wszyst​kowpo​rząd​ku.

—Jakcho​le​ra.
— Gdy​byś prze​stał się ru​szać, po​czu​ła​bym

background image

siędużole​piej.

— Nie ru​szam się. I przy​kro mi to mó​wić,

ma​ma​ci​ta,

aleza​razsiępo​rzy​gasz.

Ma ra​cję. Żo​łą​dek pod​jeż​dża mi do gar​dła.

Alex przy​trzy​mu​je mnie jed​ną ręką, a dru​gą
od​gar​niamiwło​syztwa​rzy,jana​to​miastzgi​-
namsięwpółiwy​mio​tu​ję.

W żo​łąd​ku wszyst​ko mi się ko​tłu​je. Znów

wy​mio​tu​ję. Krztu​szę się i bul​go​czę obrzy​dli​-
wie,aleje​stemzbytpi​ja​na,żebysiętymprzej​-
mo​wać.

— Patrz — za​uwa​żam po​mię​dzy ko​lej​ny​mi

na​pa​da​mi mdło​ści. — Masz na bu​tach moją
ko​la​cję.

background image

20.Alex

Pa​trzęnabre​jęnabu​tach.
—Przy​da​rza​łymisięjużgor​szerze​czy.
Brit​ta​ny pro​stu​je się, więc pusz​czam jej

wło​sy. Po pro​stu nie mo​głem po​zwo​lić im
opaść jej na twarz, gdy wy​mio​to​wa​ła. Sta​ram
się nie my​śleć o tym, że prze​su​wa​ły się mi
mię​dzypal​ca​mijakje​dwab​neni​tecz​ki.

Przy​cho​dzimidogło​wy,żeje​stempi​ra​temi

po​ry​wamjąnaswójsta​tek.Alenieje​stempi​-
ra​tem, a ona nie jest uwię​zio​ną księż​nicz​ką.
Je​ste​śmydwój​kąnie​na​wi​dzą​cychsięna​sto​lat​-
ków.Nodo​bra,wca​lejejnienie​na​wi​dzę.

Zdej​mu​jęzgło​wyban​da​nęipo​da​jęjej.
—Masz,wy​trzyjso​biebu​zię.
Bie​rzeodemniechu​s​tęiprzy​kła​dajądoką​-

ci​kówust,jak​bytobyłaser​wet​kawdro​giejre​-
stau​ra​cji, ja na​to​miast idę umyć buty w zim​-
nejwo​dzieje​zio​raMi​chi​gan.

Niewiem,comó​wićiro​bić.Je​stemsam...z

bar​dzo pi​ja​ną Brit​ta​ny El​lis. Nie przy​wy​kłem
do by​cia sam na sam z na​wa​lo​ny​mi bia​ły​mi
la​ska​mi, zwłasz​cza ta​ki​mi, któ​re mi się po​do​-
ba​ją. Albo mogę ją wy​ko​rzy​stać i wy​grać za​-
kład, co w jej sta​nie miał​bym jak w ban​ku,

background image

albo.

— Po​pro​szę ko​goś, żeby od​wiózł cię do

domu — stwier​dzam, za​nim mój po​pie​przo​ny
mózg wy​my​śli mi​lion spo​so​bów, na ja​kie
mógł​bym ją dziś wy​ko​rzy​stać. Je​stem na​rą​ba​-
ny i upa​lo​ny. Pod​czas sek​su z tą dziew​czy​ną
chcębyćwpeł​niwładzumy​sło​wych.

Brit​ta​nywy​dy​maustajakdziec​ko.
—Nie.Niechcęje​chaćdodomu.Wszę​dzie,

byleniedodomu.

Orany.
Tomampro​blem.Ten​gounpro​ble​magran​de.
Brit​ta​ny pod​no​si gło​wę i pa​trzy na mnie, a

jejoczywświe​tleksię​ży​calśniąjakdro​go​cen​-
neklej​no​ty.

— Co​lin uwa​ża, że na cie​bie lecę, wiesz?

Mówi,żena​szekłót​nietotakagrawstęp​na.

—Atakjest?—py​tamiwstrzy​mu​jęod​dech

w ocze​ki​wa​niu na od​po​wiedź. Pro​szę, pro​szę,
że​bymtyl​koranojąpa​mię​tał.

Brit​ta​nyuno​sipa​lecwgóręimówi:
—Mo​men​cik.
Po​temklę​kanazie​miiznówwstrzą​sa​jąnią

tor​sje.Kie​dyjestjużpowszyst​kim,jestzasła​-
ba, żeby iść. Przy​po​mi​na szma​cia​ną lal​kę z
wy​prze​da​ży ga​ra​żo​wej. Nio​sę ją do wiel​kie​go
ogni​ska, któ​re roz​pa​li​li zna​jo​mi, bo nie wiem,
coin​ne​gozro​bić.

background image

Brit​ta​ny obej​mu​je mnie rę​ka​mi wo​kół szyi,

a ja do​my​ślam się, że po​trze​bu​je w ży​ciu bo​-
ha​te​ra.Co​linnapew​nonimniejest.Jateżnie.
Po​dob​no w pierw​szej kla​sie, przed Co​li​nem,
cho​dzi​ła z trze​cio​kla​si​stą. Dziew​czy​na musi
byćdo​świad​czo​na.

Ja​kim więc cu​dem wy​glą​da te​raz tak nie​-

win​nie?Sek​sow​niejakcho​le​ra,alenie​win​nie.

Wszy​scy ga​pią się na mnie, gdy pod​cho​dzę

do ogni​ska. Wi​dzą w mo​ich ra​mio​nach bez​-
wład​ną, bo​ga​tą bia​łą dziew​czy​nę i od razu
my​ślą o naj​gor​szym. Nie wspo​mi​na​łem, że
pod​czas na​szej prze​chadz​ki moja ko​le​żan​ka z
ław​kipo​sta​no​wi​łaza​snąćminarę​kach.

—Cojejzro​bi​łeś?—pytaPaco.
Luc​kywsta​je,mak​sy​mal​niewku​rzo​ny.
—Cho​le​ra,Alex.Prze​gra​łemmojeRX-7?
— Nie, de​bi​lu. Nie po​su​wam nie​przy​tom​-

nychla​sek.

Ką​tem oka wi​dzę wście​kłą Car​men. Cho​le​-

ra.Pu​ści​łemjądziśkan​tempokró​lew​skuiza​-
słu​gu​jęnajejgniew.

Ki​wamnaIsa​bel,żebypo​de​szła.
—Isa,po​trzeb​namitwo​japo​moc.
Isazer​kanaBrit​ta​ny.
—Comamzniąnibyzro​bić?
—Po​móżmijąstądza​brać.Je​stemto​tal​nie

na​wa​lo​nyiniemogępro​wa​dzić.

background image

Isakrę​cigło​wą.
—Maszświa​do​mość,żeonamachło​pa​ka?I

że jest bo​ga​ta. I bia​ła. I że nosi mar​ko​we ciu​-
chy,naktó​recie​bieni​g​dyniebę​dziestać.

Tak,wiemto.Imamjużser​decz​niedość,że

wszy​scymicią​gleotymprzy​po​mi​na​ją.

— Masz mi po​móc, Isa. A nie pra​wić ka​za​-

nia.Odpie​prze​niabzdurmamjużPaco.

Isauno​siobieręce.
—Jatyl​kostwier​dzamfak​ty.Nieje​steśgłu​-

pi,Alex.Do​dajdwadodwóch.Bezwzglę​duna
to,jakbar​dzoonacisiępo​do​ba,niepa​su​jedo
two​je​goży​cia.Trój​kątniewpa​su​jesięwkwa​-
drat.Te​razjużmogęsięza​mknąć.

Gra​cias.—Niemó​więjej,żeje​ślikwa​drat

jestwy​star​cza​ją​coduży,małytrój​kątbezpro​-
ble​mu się w nim zmie​ści. Trze​ba tyl​ko do​ko​-
nać kil​ku mo​dy​fi​ka​cji. Je​stem jed​nak te​raz
zbytpi​ja​nyiupa​lo​ny,żebyjejtowy​ja​śniać.

—Sto​jępodru​giejstro​nieuli​cy—in​for​mu​je

Isa. Wzdy​cha prze​cią​gle, po​iry​to​wa​na. —
Chodź.

Idę za nią do sa​mo​cho​du, li​cząc, że bę​dzie​-

myszliwmil​cze​niu.Aku​rat.

—Wze​szłymrokuteżzniąmia​łamza​ję​cia

—mówiIsa.

—Aha.
Wzru​szara​mio​na​mi.

background image

— Faj​na dziew​czy​na. Ale za moc​no się ma​-

lu​je.

—Więk​szośćla​sekjejnie​na​wi​dzi.
— Więk​szość la​sek chcia​ła​by wy​glą​dać tak

jakona.Ichcia​ły​bymiećjejpie​nią​dzeichło​pa​-
ka.

Przy​sta​ję i przy​glą​dam się jej z obrzy​dze​-

niemnatwa​rzy.

—Ośle​goŁba?
— Daj spo​kój, Alex. Co​lin Adams to przy​-

stoj​niak,adotegoka​pi​tandru​ży​nyfut​bo​lo​wej
ibo​ha​terFa​ir​field.Tyje​steśjakDan​nyZukoz
Gre​ase

. Pa​lisz, na​le​żysz do gan​gu i uma​wiasz

się

z

naj​sek​sow​niej​szy​mi

nie​grzecz​ny​mi

dziew​czyn​ka​mi w oko​li​cy. Brit​ta​ny jest jak
San​dy... jak San​dy, któ​ra ni​g​dy nie po​ja​wi się
w szko​le w czar​nej skó​rze z pe​tem w ustach.
Dajso​biespo​kójzta​ki​mifan​ta​zja​mi.

Ukła​dammojąfan​ta​zjęnatyl​nymsie​dze​niu

sa​mo​cho​du Isy i sia​dam obok niej. Przy​su​wa
się do mnie i wy​ko​rzy​stu​je za​miast po​dusz​ki.
Jej ja​sne loki roz​sy​pu​ją się mi w oko​li​cy kro​-
cza.

Za​my​kam na chwi​lę oczy, usi​łu​jąc od​su​nąć

odsie​bietęwi​zję.Niewiem,cozro​bićzrę​ka​-
mi. Pra​wą kła​dę na opar​ciu przy drzwiach.
Lewąza​wie​szamnadBrit​ta​ny.

Wa​hamsięchwi​lę.Kogojaoszu​ku​ję?Nieje​-

background image

stem nie​wi​niąt​kiem. Mam osiem​na​ście lat i
po​ra​dzę so​bie z po​nęt​ną, nie​przy​tom​ną
dziew​czy​ną le​żą​cą mi na ko​la​nach. Cze​mu
bojęsiępo​ło​żyćrękętam,gdziebę​dzieminaj​-
wy​god​niej,do​kład​nienajejta​lii?

Wstrzy​mu​ję od​dech i opie​ram rękę. Brit​ta​-

ny wtu​la się moc​niej, a ja czu​ję się dziw​nie i
krę​cimisięwgło​wie.Albotoskut​kiupa​le​nia,
albo...niechcęmy​ślećotymdru​gim„albo”.Jej
dłu​gie wło​sy opa​da​ją mi na uda. Od​ru​cho​wo
wsu​wam dło​nie w jej wło​sy i pa​trzę, jak je​-
dwa​bi​ste ko​smy​ki prze​su​wa​ją się mi po​wo​li
mię​dzypal​ca​mi.Na​glenie​ru​cho​mie​ję.Brit​ta​ny
ma z tyłu gło​wy duży, za​czer​wie​nio​ny łysy
pla​cek. Jak​by mia​ła ba​da​nie na obec​ność nar​-
ko​ty​ków,czycośta​kie​go,imu​sie​lijejwy​rwać
dużągarśćwło​sównaprób​kę.

Isa cofa sa​mo​chód, ale w tym sa​mym mo​-

men​cie za​trzy​mu​je ją Paco i wska​ku​je na sie​-
dze​nieobok.Szyb​koza​sła​niamłysypla​cekna
gło​wieBrit​ta​ny,żebyniktniezo​ba​czyłjejnie​-
do​sko​na​ło​ści. Nie chcę na​wet ana​li​zo​wać
przy​czyn ta​kie​go za​cho​wa​nia, bo zmu​si​ło​by
mnie to do zbyt in​ten​syw​ne​go my​śle​nia. In​-
ten​syw​ne my​śle​nie w moim sta​nie by​ło​by na​-
praw​dębo​le​sne.

— Hej​ka. Stwier​dzi​łem, że prze​ja​dę się z

wami—mówiPaco.

background image

Od​wra​ca się i wi​dzi moją rękę obej​mu​ją​cą

Brit​ta​ny.Cmo​kaikrę​cigło​wą.

—Za​mknijsię—ostrze​gam.
—Nicniemó​wi​łem.
Dzwo​ni ko​mór​ka. Czu​ję jej wi​bra​cje w kie​-

sze​niBrit​ta​ny.

—Tojej.
—Od​bierz—po​le​caIsa.
Już się czu​ję jak po​ry​wacz. A te​raz mam

jesz​cze od​bie​rać jej te​le​fon? Cho​le​ra. Okrę​cam
jątro​chęiszu​kamwy​brzu​sze​niawtyl​nejkie​-
sze​nijejspodni.

Con​te​sta—sy​czyIsa,gdyusi​łu​jęwy​do​być

te​le​fon.

— Ja od​bio​rę — pro​po​nu​je Paco i wy​chy​la

się,się​ga​jącwstro​nętył​kaBrit​ta​ny.

Od​trą​camjegorękę.
—Za​bie​rajodniejłapy.
—Wy​lu​zuj,sta​ry.Chcia​łemtyl​kopo​móc.
Nic nie mó​wię, tyl​ko pa​trzę na nie​go z

wście​kło​ścią.

Wsu​wam pal​ce do tyl​nej kie​sze​ni jej dżin​-

sów i sta​ram się nie my​śleć o tym, jak​by to
było, gdy​by nie mia​ła na so​bie spodni. Wy​su​-
wampo​wo​lite​le​fon,któ​rynieprze​sta​jewi​bro​-
wać.Gdyuda​jemisięjużgowy​do​być,spraw​-
dzam,ktodzwo​ni.

—Tojejprzy​ja​ciół​ka,Sier​ra.

background image

—Od​bierz—mówiPaco.
Es​tasloco,giiey?Zwa​rio​wa​łeś?Niebędęz

nimiga​dał.

—Topocowy​cią​ga​łeśte​le​fon?
Do​brepy​ta​nie.Py​ta​nie,naktó​renieumiem

od​po​wie​dzieć.

Isakrę​cigło​wą.
— Ta​kie są wła​śnie skut​ki za​da​wa​nia się z

kwa​dra​tem.

— Mu​si​my ją od​wieźć do domu — stwier​-

dzaPaco.—Niemo​żeszjejso​bieza​trzy​mać.

Wiemotym.Alenieje​stemjesz​czego​to​wy

sięzniąroz​stać.

—Za​wieźjądosie​bie,Isa.

background image

21.Brittany

Mam okrop​ny sen, że ty​sią​ce ma​lut​kich

gno​mów sie​dzi w mo​jej gło​wie i stu​ka mi w
czasz​kę młot​ka​mi. Otwie​ram oczy i krzy​wię
się, bo razi mnie świa​tło. Gno​my nie zni​ka​ją,
mimożesięobu​dzi​łam.

—Maszkaca—rzu​caja​kaśdziew​czy​na.
Mru​żęoczyiwi​dzęnadsobąIsa​bel.Znaj​du​-

je​my się w ja​kimś ma​łym po​ko​ju z pa​ste​lo​wo
żół​ty​mi ścia​na​mi. Do​pa​so​wa​ne ko​lo​ry​stycz​nie
żół​te za​sło​ny po​wie​wa​ją na wie​trze wpa​da​ją​-
cymprzezotwar​teokno.Toniemożebyćmój
dom, bo my ni​g​dy nie otwie​ra​my okien. Za​-
wszecho​dzikli​ma​ty​za​cjaalboogrze​wa​nie.

Pa​trzęnaniąspodprzy​mru​żo​nychpo​wiek.
—Gdzieje​stem?
— U mnie. Na two​im miej​scu le​ża​ła​bym

spo​koj​nie. Mo​żesz znów zwy​mio​to​wać, a moi
ro​dzi​ce się wściek​ną, je​śli za​sy​fisz dy​wan —
ostrze​ga.—Nacałeszczę​ściewy​je​cha​liiwró​-
cądo​pie​rowie​czo​rem.

— Skąd się tu wzię​łam? — Ostat​nie, co pa​-

mię​tam,tożeza​czę​łamwra​caćnapie​cho​tędo
domu...

—Urwałcisięfilmnapla​ży.Przy​wieź​li​śmy

background image

ciętuzAlek​sem.

Na wspo​mnie​nie o Alek​sie otwie​ram sze​ro​-

ko oczy. Przy​po​mi​nam so​bie jak przez mgłę,
że naj​pierw pi​łam, po​tem szłam po pia​sku i
zo​ba​czy​łam Alek​sa i Car​men. A po​tem Alex i
ja...

Po​ca​ło​wa​łam go? Wiem, że się na​chy​li​łam,

alepo​tem...

Zwy​mio​to​wa​łam. To aku​rat pa​mię​tam do​-

kład​nie.Nie​wie​lematowspól​ne​gozide​al​nym
wi​ze​run​kiem, któ​ry sta​ram się po​ka​zy​wać
świa​tu.Pod​no​szęsiępo​wo​lidopo​zy​cjisie​dzą​-
cej, ma​jąc na​dzie​ję, że nie​dłu​go prze​sta​nie mi
siętakkrę​cićwgło​wie.

—Zro​bi​łamcośgłu​pie​go?—py​tam.
Isawzru​szara​mio​na​mi.
— Nie je​stem pew​na. Alex nie po​zwa​lał ni​-

ko​mu się do cie​bie zbli​żać. Je​śli uznasz, że
utra​taprzy​tom​no​ściwjegora​mio​nachtogłu​-
po​ta,tochy​bacisięuda​ło.

Cho​wamtwarzwrę​kach.
—Onie,Isa​bel.Pro​szę,tyl​koniemówni​ko​-

muwdru​ży​nie.

Isa​beluśmie​chasię.
— Nie bój się. Nie po​wiem ni​ko​mu, że Brit​-

ta​nyEl​listeżjestczło​wie​kiem.

— Cze​mu je​steś dla mnie taka miła? No bo

kie​dyCar​menchcia​łamiroz​kwa​sićnos,sta​nę​-

background image

łaś w mo​jej obro​nie. A te​raz po​zwo​li​łaś mi u
sie​bie prze​no​co​wać, mimo że wy​raź​nie da​łaś
midozro​zu​mie​nia,żenieje​ste​śmyprzy​ja​ciół​-
ka​mi.

— Bo nie je​ste​śmy. A z Car​men od daw​na

się nie lu​bi​my. Zro​bi​ła​bym wszyst​ko, żeby ją
tyl​kowku​rzyć.Niepo​tra​fisiępo​go​dzićztym,
żeniejestjużzAlek​sem.

—Cze​muze​rwa​li?
— Sama go spy​taj. Śpi na ka​na​pie w sa​lo​-

nie. Od​le​ciał za​raz po tym, jak za​niósł cię do
mo​je​go łóż​ka. — O nie. Alex tu jest? W domu
Isa​bel?—Lubicię,wiesz?—mówiIsa​bel,oglą​-
da​jąc so​bie pa​znok​cie, żeby nie pa​trzeć na
mnie.

Czu​jęmo​ty​lewbrzu​chu.
— Nie​praw​da — sprze​ci​wiam się, choć tak

na​praw​dęmia​ła​bymocho​tębar​dziejjąpod​py​-
tać.

Isa​belprze​wra​caocza​mi.
— Daj spo​kój. Do​sko​na​le zda​jesz so​bie z

tegospra​wę,na​wetje​śliniechceszsiędotego
przy​znać.

— Jak na ko​goś, kto twier​dzi, że ni​g​dy się

nie za​przy​jaź​ni​my, mó​wisz mi zde​cy​do​wa​nie
dużo.

— Mu​szę przy​znać, że na​wet bym się ucie​-

szy​ła,gdy​byśoka​za​łasięzdzi​rą,jakązda​niem

background image

conie​któ​rychje​steś.

—Cze​mu?
— Bo ła​two jest nie​na​wi​dzić ko​goś, kto ma

wszyst​ko.

Par​skam krót​kim, cy​nicz​nym śmie​chem.

Nie po​wiem jej praw​dy: że moje ży​cie kru​szy
siępodmo​imisto​pa​mido​kład​nietaksamojak
wczo​rajpia​sek.

— Mu​szę wra​cać do domu. Gdzie mój te​le​-

fon?—py​tam,kle​piącsiępotyl​nejkie​sze​ni.—
Ito​reb​ka?

—Chy​baAlexjema.
Awięcniewy​mknęsięzdomunie​zau​wa​żo​-

na. Usi​łu​ję prze​gnać gno​my z mo​jej gło​wy i
wy​cho​dzę nie​pew​nym kro​kiem z sy​pial​ni,
żebypo​szu​kaćAlek​sa.

Niejesttotrud​ne,bodomjestmniej​szyniż

do​mek przy ba​se​nie Sier​ry. Alex leży w dżin​-
sach na sta​rej ka​na​pie. Tyl​ko w dżin​sach.
Oczy ma otwar​te, ale prze​krwio​ne i za​łza​wio​-
neznie​wy​spa​nia.

—Cześć—rzu​cacie​płoiprze​cią​gasię.
O Boże. No to mam pro​blem. Bo się ga​pię.

Nie je​stem w sta​nie prze​stać po​że​rać wzro​-
kiem jego wy​raź​nie za​ry​so​wa​nych tri​cep​sów,
bi​cep​sów i wszel​kich in​nych „ep​sów”, któ​re
ma. Mo​ty​le w moim brzu​chu mno​żą się bez
opa​mię​ta​nia, gdy moje oczy na​po​ty​ka​ją jego

background image

wzrok.

—Cześć.—Prze​ły​kamgło​śnośli​nę.—Chy​-

ba, eee, chy​ba po​win​nam ci po​dzię​ko​wać, że
mnie tu przy​wio​złeś, za​miast zo​sta​wić nie​-
przy​tom​nąnapla​ży.

Alexwpa​tru​jesięwemniein​ten​syw​nie.
— Wczo​raj wie​czo​rem zda​łem so​bie z cze​-

gośspra​wę.Wca​letakbar​dzosięodsie​bienie
róż​ni​my. Grasz tak samo jak ja. Wy​ko​rzy​stu​-
jeszswo​jąuro​dę,cia​łoiin​te​li​gen​cję,żebymieć
wszyst​kopodkon​tro​lą.

— Alex, mam kaca. Nie je​stem w sta​nie lo​-

gicz​nie my​śleć, a ty za​czy​nasz psy​cho​lo​gi​zo​-
wać.

—Wi​dzisziznówgrasz.Prze​stańprzymnie

uda​wać,ma​ma​ci​ta.

Towy​zwa​nie.
Kpi so​bie ze mnie? Mam nie uda​wać? Nie

mogę. Bo za​cznę pła​kać i cał​kiem się roz​kle​ję,
awte​dywy​rzu​cębyćmożezsie​biecałąpraw​-
dę: że bu​du​ję ide​al​ny wi​ze​ru​nek, bo mogę się
zanimscho​wać.

—Le​piejjużpój​dędodomu.
— Naj​pierw po​win​naś chy​ba pójść do ła​-

zien​ki.

Za​nim py​tam cze​mu, zer​kam na swo​je od​-

bi​ciewwi​szą​cymnaścia​nielu​strze.

—Ocho​le​ra!—krzy​czę.Podocza​miza​sechł

background image

mi czar​ny tusz, któ​ry nie​rów​ny​mi smu​ga​mi
spły​nąłmiteżpopo​licz​kach.

Wy​glą​damjaktrup.Wy​bie​gamnako​ry​tarz

doła​zien​kiiga​pięsięnasie​biewlu​strze.Wło​-
sy mam jak strą​ki. Je​śli ohyd​na ma​ska​ra na
po​licz​kach to mało, cała resz​ta mo​jej twa​rzy
jestbla​dajaktwarzciot​kiDo​lo​resbezma​ki​ja​-
żu.Mamtakza​puch​nię​teoczy,jak​bymchcia​ła
zgro​ma​dzićza​pa​sywodynaokressu​szy.

Ła​god​nie mó​wiąc, nie wy​glą​dam naj​le​piej.

Wmyśldo​wol​nychstan​dar​dów.

Mo​czę ka​wa​łek pa​pie​ru to​a​le​to​we​go i szo​-

ru​ję nim so​bie skó​rę pod ocza​mi i na po​licz​-
kach,pókiniezni​ka​jączar​nesmu​gi.Nodo​bra,
będęmu​sia​łaużyćpły​nudode​ma​ki​ja​żu,żeby
w peł​ni je do​myć. A mama ostrze​ga​ła, żeby
nietrzećskó​rypodocza​mi,bojąso​bieroz​cią​-
gnę i zro​bią mi się przed​wcze​sne zmarszcz​ki.
Ale roz​pacz​li​we oko​licz​no​ści wy​ma​ga​ją roz​-
pacz​li​wych dzia​łań. Gdy smu​gi tu​szu są już
pra​wie nie​wi​docz​ne, ochla​pu​ję so​bie zim​ną
wodąwor​kipodocza​mi.

Mam świa​do​mość, że to tyl​ko ro​dzaj kon​-

tro​liob​ra​żeń.Mogętyl​kooban​da​żo​waćnie​do​-
sko​na​ło​ściimiećna​dzie​ję,żeniktmnieniezo​-
ba​czy w tym sta​nie. Prze​cze​su​ję wło​sy pal​ca​-
mi,zmar​nymskut​kiemzresz​tą.Po​temna​pu​-
szam so​bie tro​chę wło​sy z na​dzie​ją, że będą

background image

dzię​ki temu wy​glą​dać tro​chę le​piej niż w for​-
mieprzy​kle​pa​nychstrą​ków.

Płu​czę usta wodą i wcie​ram w zęby tro​chę

pa​sty, chcąc przed do​tar​ciem do domu choć
tro​chęza​ła​go​dzićskut​kinocypeł​nejrzy​ga​niai
pi​cia.

Przy​dał​bysiębłysz​czyk...
Alenie​ste​tygoniemam.Pro​stu​jęsięiuno​-

szę wy​so​ko gło​wę, po czym wy​cho​dzę z ła​-
zien​ki i wra​cam do po​ko​ju. Isa​bel idzie wła​-
śniedoswo​je​gopo​ko​ju,aAlexpod​no​sisięna
mójwi​dok.

— Gdzie mój te​le​fon? — py​tam. — I włóż,

pro​szę,ja​kąśko​szu​lę.

Schy​lasięipod​no​sizzie​mimojąko​mór​kę.
—Aco?
— Te​le​fo​nu po​trze​bu​ję, żeby za​dzwo​nić po

tak​sów​kę—mó​więiwyj​mu​jęmugozrąk.—
Ako​szu​lęmaszwło​żyć,bo,eee...

—Boni​g​dyniewi​dzia​łaśfa​ce​tabezko​szu​li?
— Ha, ha. Bar​dzo śmiesz​ne. Uwierz, nie

masznic,cze​gojużbymniewi​dzia​ła.

— O za​kład? — pyta i roz​pi​na gu​zik przy

dżin​sach.

W tym sa​mym mo​men​cie do po​ko​ju wcho​-

dziIsa​bel.

— Przy​ha​muj, Alex. Nie zdej​muj spodni, z

ła​skiswo​jej.

background image

Isa​bel pa​trzy na mnie, a ja uno​szę w górę

ręce.

—Niepatrztaknamnie.Chcia​łamdzwo​nić

potak​sów​kę,kie​dyon...

Alex za​pi​na spodnie, a Isa​bel krę​ci gło​wą,

znaj​du​jeswo​jąto​reb​kęiwyj​mu​jezniejklucz​-
ki.

—Dajspo​kójztak​sów​ką.Od​wio​zęcię.
—Jająod​wio​zę—wci​nasięAlex.
Isa​bel ma wy​raź​nie do​syć uże​ra​nia się z

nami i wy​glą​da tro​chę jak pani Pe​ter​son na
che​mii.

—Ktomacięza​wieźć:jaczyAlex?—pyta.
Mamchło​pa​ka.Nodo​bra,przy​zna​ję,żerobi

mi się go​rą​co za każ​dym ra​zem, gdy Alex na
mnie pa​trzy. Ale to nor​mal​ne. Je​ste​śmy dwój​-
kąna​sto​lat​ków,mię​dzyktó​ry​miwy​raź​niecoś
iskrzy.Alepókiniepój​dązatymżad​nedal​sze
kro​ki,wszyst​kobę​dzieokej.

Boje​ślipój​dą,kon​se​kwen​cjebędąopła​ka​ne.

Stra​cęCo​li​na.Stra​cęprzy​ja​ciół.Stra​cękon​tro​-
lęnadca​łymmoimży​ciem.

A przede wszyst​kim stra​cę tę reszt​kę mi​ło​-

ścimamy,któ​rąjesz​czedomnieczu​je.

Je​śli nie będę ro​bić wra​że​nia ide​ału, wczo​-

raj​szywy​buchmamyoka​żesięzper​spek​ty​wy
cza​suzwy​kłąpest​ką.Po​ka​zy​wa​nieświa​tuide​-
al​nej twa​rzy prze​kła​da się bez​po​śred​nio na

background image

sto​su​nek mo​jej mamy do mnie. Je​śli kto​kol​-
wiek z jej zna​jo​mych z klu​bu zo​ba​czy mnie z
Alek​sem,mamasta​niesięwy​rzut​kiem.Aje​śli
ona stra​ci zna​jo​mych, ja stra​cę ją. Nie mogę
so​biepo​zwo​lićnata​kiery​zy​ko.Jestnatylepo​-
waż​ne, że nie mogę po​więk​szać go jesz​cze
bar​dziej.

— Ty mnie za​wieź, Isa​bel — de​cy​du​ję i pa​-

trzęnaAlek​sa.

Krę​ci tyl​ko lek​ko gło​wą, ła​pie za ko​szu​lę i

klu​czy​ki,poczymwy​bie​gazdomubezsło​wa.
Wska​ku​jenamo​toriod​jeż​dżazpi​skiemopon.

Idęwmil​cze​niuzaIsa​beldojejsa​mo​cho​du.
— Alex nie jest dla cie​bie tyl​ko zwy​kłym

kum​plem,praw​da?—py​tam.

—Jestbar​dziejjakbrat.Zna​mysięoddziec​-

ka.

Po​da​jęjejmójad​res.Mówipraw​dę?
—Nieuwa​żasz,żejestprzy​stoj​ny?
—Znamgoodcza​sów,gdyjakoczte​ro​la​tek

po​tra​fił za​pła​kać się na śmierć, bo upadł mu
nazie​mięlód.By​łamprzynim,gdy...ustal​my
popro​stu,żewie​lera​zemprze​szli​śmy.

—Wie​leprze​szli​ście?Apo​wieszmicoświę​-

cej?

—Nie.
Czu​jęnie​mal,jakwy​ra​stamię​dzynaminie​-

wi​dzial​nymur.

background image

— Czy​li na​sza przy​jaźń w tym miej​scu się

koń​czy?

Isa​belpa​trzynamnieką​temoka.
— Na​sza przy​jaźń do​pie​ro się za​czę​ła, Brit​-

ta​ny.Niena​ci​skaj.

Do​jeż​dża​mydomo​je​godomu.
—Trze​cipopra​wej—in​for​mu​ję.
— Wiem. — Za​trzy​mu​je sa​mo​chód na uli​cy

przeddo​mem,niewjeż​dża​jącnapod​jazd.Pa​-
trzę na nią, a ona na mnie. Chcia​ła​by, że​bym
za​pro​si​łajądośrod​ka?Niero​biętegona​wetw
sto​sun​kudobli​skichprzy​ja​ciół.

— Dzię​ki za pod​wie​zie​nie. I że po​zwo​li​łaś

misięusie​biekim​nąć.

Isa​beluśmie​chasiędomnielek​ko.
—Ża​denpro​blem.
Na​ci​skamklam​kę.
— Mię​dzy mną i Alek​sem do ni​cze​go nie

doj​dzie. Nie do​pusz​czę do tego. Okej? — Na​-
wet je​śli na ja​kimś głę​bo​kim po​zio​mie już do
cze​gośdo​szło.

— To do​brze. Bo je​śli doj​dzie, obo​je do​sta​-

nie​ciepotył​ku.

Gno​my znów za​czy​na​ją wa​lić mi w gło​wę

młot​ka​mi,więcnieje​stemwsta​niepo​dejśćdo
jejostrze​że​niazbytpo​waż​nie.

Mama z tatą sie​dzą przy ku​chen​nym sto​le.

W domu jest ci​cho. Zbyt ci​cho. Przed sobą

background image

mająja​kieśpa​pie​ry.Fol​de​ryczycośwtymro​-
dza​ju. Na mój wi​dok szyb​ko się pro​stu​ją, jak
małedzie​ciprzy​ła​pa​nenapso​cie.

— My​śla​łam... my​śla​łam, że je-je​steś jesz​-

cze... u Sier​ry — mówi mama. Mo​men​tal​nie
ro​bięsięczuj​na.Mamani​g​dysięniejąka.Poza
tymnieochrza​ni​łamniezato,jakwy​glą​dam.
Cośjestnietak.

—By​łam,alepo​twor​nieroz​bo​la​łamniegło​-

wa—wy​ja​śniam,pod​cho​dzącbli​żejiwpa​tru​-
jącsięwpo​dej​rza​nefol​de​ry,któ​remoiro​dzi​ce
zta​kimza​in​te​re​so​wa​niemprze​glą​da​ją.

Dom dla Osób Spe​cjal​nej Tro​ski Sło​necz​na

Do​li​na.

—Coro​bi​cie?
— Oma​wia​my róż​ne opcje — od​po​wia​da

tata.

— Opcje? Nie usta​li​li​śmy przy​pad​kiem, że

Shel​ley nie po​win​na tra​fić do żad​ne​go ośrod​-
ka?

Mamaod​wra​casiędomnie.
— Nie. Ty usta​li​łaś. My cały czas roz​wa​ża​-

mytakąmoż​li​wość.

— Za rok idę na Nor​th​we​stern, że​bym mo​-

głada​lejmiesz​kaćwdomuisięniązaj​mo​wać.

— Za rok bę​dziesz mu​sia​ła sku​pić się na

stu​diach,anienasio​strze.Brit​ta​ny,po​słu​chaj
—od​zy​wasiętataiwsta​je.—Mu​si​myroz​wa​-

background image

żyćtakąopcję.Pojejwczo​raj​szymwy​bry​ku...

— Nie będę tego słu​chać — nie daję mu

skoń​czyć. — Wy​klu​czo​ne. Nie po​zwo​lę wam
ni​g​dzieod​daćmo​jejsio​stry.—Za​bie​ramfol​de​-
ry ze sto​łu. Shel​ley po​win​na być z ro​dzi​ną, a
niewja​kimśośrod​ku,wśródob​cych.Prze​dzie​-
ramfol​de​rynapół,wy​rzu​camjedośmiet​ni​ka
ibie​gnędoswo​je​gopo​ko​ju.

— Otwórz drzwi, Brit — mówi chwi​lę póź​-

niejmamaiszar​piezaklam​kę.

Sie​dzęnabrze​gułóż​kaikrę​cimisięwgło​-

wienamyśl,żeShel​leymożezo​staćgdzieśod​-
da​na.Niedo​pusz​czędotego.Nasamąmyślo
tymrobimisięnie​do​brze.

— Na​wet nie przy​uczy​łaś Ba​gh​dy. Chy​ba

całyczaschcia​łaśod​daćShel​ley.

— Nie ga​daj bzdur — do​cho​dzi mnie zza

drzwi przy​tłu​mio​ny głos mamy. — W Ko​lo​ra​-
dobu​du​jąnowyośro​dek.Otwórzdrzwi,topo​-
roz​ma​wia​myotymjakdo​ro​ślilu​dzie.

Nie po​zwo​lę na to. Zro​bię wszyst​ko, żeby

mojasio​strazo​sta​ławdomu.

—Niechcęotymroz​ma​wiać„jakdo​ro​ślilu​-

dzie”.Moiro​dzi​cechcąbezmo​jejwie​dzyode​-
słać moją sio​strę do ja​kie​goś ośrod​ka i z bólu
za​razmipęk​niegło​wa.Dajmispo​kój,do​brze?

Cośmiwy​sta​jezkie​sze​ni.Ban​da​naAlek​sa.

Isa​bel nie jest moją przy​ja​ciół​ką, a mimo to

background image

po​mo​gła mi. Alex, chło​pak, któ​ry za​trosz​czył
sięomniewczo​rajbar​dziejniżmójwła​snyfa​-
cet, za​cho​wał się w sto​sun​ku do mnie jak bo​-
ha​ter i ka​zał mi prze​stać uda​wać. Czy ja w
ogó​lewiem,jaktozro​bić?

Przy​ci​skamjegoban​da​nędopier​si.
Ipo​zwa​lamso​bienałzy.

background image

22.Alex

Dzwo​ni​ładomnie.Gdy​bynieka​wa​łekkart​-

ki,naktó​rejLuisna​ba​zgrałjejimięinu​merte​-
le​fo​nu,ni​g​dybymnieuwie​rzył,żeBrit​ta​nyna​-
praw​dę wy​krę​ci​ła mój nu​mer. Na nie​wie​le się
zda​ło ma​glo​wa​nie Lu​isa, bo dzie​ciak ma pa​-
mięć pchły i le​d​wie pa​mię​tał, że w ogó​le od​-
bie​rał ja​kiś te​le​fon. Je​dy​ne, cze​go uda​ło mi się
do​wie​dzieć,tożepro​si​ła,że​bymod​dzwo​nił.

Aletobyłowczo​rajpopo​łu​dniu,za​nimpu​-

ści​ła mi pa​wia na buty i za​nim stra​ci​ła przy​-
tom​nośćwmo​ichra​mio​nach.

Kie​dypo​wie​dzia​łemjej,żebyprze​sta​łauda​-

wać, do​brze wi​dzia​łem prze​ra​że​nie w jej
oczach. Za​sta​na​wiam się, cze​go tak się boi.
Prze​bi​ciesięprzezsko​ru​pętego„ide​ału”tood
dziśmójcel.Wiem,żezatymija​sny​mipu​kla​-
miibo​skimcia​łemkry​jesięcoświę​cej.Ta​jem​-
ni​ce, któ​re prę​dzej by za​bra​ła ze sobą do gro​-
bu,niżjewy​ja​wi​ła,choćwi​dać,żebar​dzotego
chce. O rany. Brit​ta​ny jest jak za​gad​ka, a ja
po​tra​fięte​razmy​ślećtyl​kootym,żebyjąroz​-
wi​kłać.

Nieściem​nia​łem,gdymó​wi​łemjej,żeje​ste​-

śmy do sie​bie po​dob​ni. Więź, któ​ra nas łą​czy,

background image

niezni​ka,awręczsta​jesięco​razsil​niej​sza.Bo
imwię​cejcza​suzniąspę​dzam,tymbli​żejniej
chcębyć.

Mam strasz​ną ocho​tę za​dzwo​nić do Brit​ta​-

ny,byletyl​kousły​szećjejgłos,na​wetje​ślibę​-
dzieplu​łaja​dem.Sie​dzęnaka​na​piewsa​lo​nie,
wy​cią​gamte​le​foniwkle​pu​jęso​biejejnu​mer.

— Do kogo dzwo​nisz? — pyta Paco, wła​żąc

bezpu​ka​niadomo​je​godomu.Zanimwcho​dzi
Isa.

Za​my​kamklap​kęte​le​fo​nu.
Nad​ie.—Doni​ko​go.
—Wta​kimra​ziezbie​rajsięichoćpo​graćw

nogę.

Grawpił​kętozde​cy​do​wa​nielep​szeroz​wią​-

za​nie niż sie​dze​nie i roz​my​śla​nie o Brit​ta​ny i
jej ta​jem​ni​cach, mimo że wciąż czu​ję skut​ki
wczo​raj​szej im​pre​zy. Idzie​my do par​ku, gdzie
jużsięroz​grze​wagrup​kachło​pa​ków.

Ma​rio, kum​pel z kla​sy, któ​re​go brat zo​stał

wze​szłymrokuza​bi​tywpo​ści​gusa​mo​cho​do​-
wym,kle​piemniepople​cach.

—Chceszbyćbram​ka​rzem,Alex?
—Nie.—Mamtakzwa​nąoso​bo​wośćofen​-

syw​ną.Iwspo​rcie,iwży​ciu.

—Aty,Paco?
Paco zga​dza się i zaj​mu​je swo​je miej​sce,

czy​li sia​da przed li​nią bram​ko​wą. Mój le​ni​wy

background image

przy​ja​cieljakzwy​kleniewsta​je,pókipił​kanie
znaj​dziesiępojegostro​niebo​iska.

Więk​szośćza​wod​ni​kówmiesz​kawpo​bli​żu.

Ra​zem do​ra​sta​li​śmy... gry​wa​my na tym bo​-
isku od dziec​ka i na​wet w tym sa​mym cza​sie
wstą​pi​li​śmy do La​ty​no​skiej Krwi. Pa​mię​tam,
że za​nim zo​sta​łem człon​kiem gan​gu, Paco
opo​wia​dał nam, że dzię​ki temu zy​sku​je się
nie​maldru​gąro​dzi​nę...ro​dzi​nę,naktó​rąmoż​-
na li​czyć, na​wet wte​dy gdy za​wo​dzi wła​sna.
Mó​wił, że gang to bez​pie​czeń​stwo i ochro​na.
Dla dziec​ka, któ​re stra​ci​ło ojca, wszyst​ko to
brzmia​łojakbaj​ka.

Z bie​giem lat na​uczy​łem się nie wi​dzieć

tego, co złe. Prze​mo​cy, han​dlu nar​ko​ty​ka​mi,
strze​la​nin.Pozatymźlitonietyl​kocipodru​-
giej stro​nie. Sły​sza​łem o lu​dziach, któ​rzy
chcie​li odejść z gan​gu, a po​tem znaj​do​wa​no
ich mar​twych lub tak zma​sa​kro​wa​nych przez
wła​snygang,żepew​nieśmierćby​ła​bylep​sza.

Szcze​rze mó​wiąc, nie chcę tego wi​dzieć, bo

śmier​tel​niemnietoprze​ra​ża.Po​wi​nie​nembyć
twar​dyinieprzej​mo​waćsiętym,alejestina​-
czej.

Roz​sta​wia​mysięnabo​isku.Wy​obra​żamso​-

bie,żepił​kajestjaklosnalo​te​rii.Je​śliniepo​-
zwo​lę ni​ko​mu jej prze​jąć i zdo​bę​dę gola, za​-
mie​nięsięwcza​ro​dziej​skispo​sóbwbo​ga​te​go,

background image

wpły​wo​we​go czło​wie​ka, któ​ry może wy​rwać
swo​jąro​dzi​nę(iPaco)ztegopie​kła.

Każ​da dru​ży​na ma moc​nych za​wod​ni​ków.

Prze​ciw​ni​cymająprze​wa​gę,bona​szymbram​-
ka​rzem jest Paco, któ​ry dra​pie się wła​śnie po
ja​jachpodru​giejstro​niebo​iska.

— Ej, Paco. Prze​stań się ze sobą za​ba​wiać!

—wrzesz​czyMa​rio.

Paco w od​po​wie​dzi uda​je, że bie​rze swo​je

ją​dra w ręce i za​czy​na nimi żon​glo​wać. Chris
strze​laiwbi​japił​kędobram​kitużpodno​sem
Paco.

Ma​rio wyj​mu​je pił​kę z bram​ki i rzu​ca ją

Paco.

—Gdy​byśin​te​re​so​wałsięme​czemtaksamo

jakswo​imihu​evos,niestrze​li​li​bygola.

—Nicniepo​ra​dzę,sta​ry,alestrasz​niemnie

swę​dzi. Mu​sia​łem wczo​raj zła​pać od two​jej
dziew​czy​nywszyło​no​we.

Ma​riowy​bu​chaśmie​chem,aniprzezchwi​lę

niewie​rzącoczy​wi​ściewto,żejegodziew​czy​-
nagozdra​dza.Pacopo​da​jepił​kęMa​rio,któ​ry
prze​ka​zu​je ją Luc​ky’emu. Luc​ky kła​dzie pił​kę
na mu​ra​wie i po​da​je do mnie. Mam swo​ją
szan​sę. Dry​blu​ję po za​im​pro​wi​zo​wa​nym bo​-
isku, przy​sta​jąc tyl​ko na chwi​lę, żeby oce​nić,
jak da​le​ko mu​szę się prze​bić, żeby strze​lić
gola.

background image

Ro​bięzwódwlewoipo​da​jędoMa​rio,któ​ry

od​ko​pu​jemipiłę.Jed​noszyb​kiekop​nię​cieipił​-
kaleciwpra​woiwpa​dadobram​ki.

—Go​ool!—drzesięna​szadru​ży​na,aMa​rio

przy​bi​jamipiąt​kę.

Na​sza ra​dość nie trwa jed​nak dłu​go. Uli​cą

su​nie po​dej​rza​nie wol​no nie​bie​ski ca​dil​lac
esca​la​de.

—Po​zna​jesz?—pytaMa​rioicałysięspi​na.
Chło​pa​ki prze​sta​ją grać, gdy do​cie​ra do

nich,żecośjestnietak.

—Możetood​wet—mó​wię.
Nieod​ry​wamwzro​kuodokiensa​mo​cho​du.

Gdy wóz sta​je, wszy​scy cze​ka​my w na​pię​ciu,
aż coś lub ktoś z nie​go wyj​dzie. Bę​dzie​my go​-
to​wi.

Ale oka​zu​je się, że wca​le nie je​stem. Z sa​-

mo​cho​du wy​sia​da mój brat Car​los z go​ściem
zwa​nym Wil. Mama Wila zaj​mu​je się w Krwi
re​kru​ta​cją no​wych człon​ków. Le​piej, żeby mój
bratniebyłjed​nymznich.Cho​ler​niesięsta​ra​-
łemwbićmudogło​wy,żeniemusina​le​żećdo
Krwi,sko​rojana​le​żę.Je​ślijed​naoso​bazro​dzi​-
ny na​le​ży do gan​gu, resz​ta znaj​du​je się pod
ochro​ną. Ja na​le​żę. Car​los i Luis nie i zro​bię
wszyst​ko,żebytakpo​zo​sta​ło.

Pod​cho​dzę pew​nym kro​kiem do Wila, a

mecz prze​sta​je mieć na​gle ja​kie​kol​wiek zna​-

background image

cze​nie.

— Nowa bry​ka? — py​tam, przy​glą​da​jąc się

ko​łom.

—Mo​jejmamy.
— Nie​zła. — Od​wra​cam się do bra​ta. — Co

po​ra​bia​li​ście?

Car​los opie​ra się o sa​mo​chód, jak​by to, że

włó​czysięzWi​lem,niemia​łożad​ne​gozna​cze​-
nia. Wil prze​szedł nie​daw​no ini​cja​cję i ma się
naj​wy​raź​niejzaniewia​do​mokogo.

— W ga​le​rii otwo​rzy​li nowy sklep z gi​ta​ra​-

mi.Spo​tka​li​śmysiętamzHec​to​remi...

Czyjado​brzesły​szę?
—ZHec​to​rem?—Tegomijesz​czebra​ko​wa​-

ło,żebymójbratmiałcośwspól​ne​gozHec​to​-
rem.

Wil — z po​ła​mi ob​szer​nej ko​szu​li wy​pusz​-

czo​ny​mi na spodnie — wali Car​lo​sa w ra​mię,
żebysięprzy​mknął.Mójbratza​my​kaustatak,
jak​by się bał, że za​raz wle​ci mu tam mu​cha.
Przy​się​gam,żedammuta​kie​gokopa,żepo​le​-
cistądpro​stodoMek​sy​ku,je​ślichoć​bypo​my​-
śliowstą​pie​niudoKrwi.

—Fu​en​tes,graszczynie?!—krzy​czyktośz

bo​iska.

Nie da​jąc po so​bie po​znać wście​kło​ści, od​-

wra​cam się do bra​ta i jego kum​pla, któ​re​mu
uda​je się naj​wy​raź​niej prze​cią​gnąć go na złą

background image

stro​nęmocy.

—Za​gra​cie?
—Nie.Po​sie​dzi​myumnie—mówiWil.
Wzru​szam lek​ce​wa​żą​co ra​mio​na​mi, choć

wca​le nie mam ocho​ty lek​ce​wa​żyć spra​wy.
Quemeim​por​ta!

Comnietoob​cho​dzi!

Wra​cam na bo​isko, mimo że naj​chęt​niej

zła​pał​bym Car​lo​sa za ucho i za​cią​gnął go do
domu. Nie mogę jed​nak ro​bić scen, bo mo​gło​-
by to do​trzeć do Hec​to​ra, któ​ry za​czął​by po​-
wąt​pie​waćwmojąlo​jal​ność.

Cza​sem mam wra​że​nie, że moje ży​cie to

jed​nawiel​kabla​ga.

Car​los od​jeż​dża z Wi​lem. To, plus fakt, że

niepo​tra​fięprze​staćmy​ślećoBrit​ta​ny,do​pro​-
wa​dza mnie do sza​łu. Po wzno​wie​niu gry je​-
stem strasz​nie ner​wo​wy. Na​gle za​wod​ni​cy z
prze​ciw​nejdru​ży​nyniesąjużmo​imikum​pla​-
mi, ale wro​ga​mi, któ​rzy unie​moż​li​wia​ją mi
zdo​by​ciewszyst​kie​go,cze​gopra​gnę.Na​cie​ram
napił​kę.

— Faul! — wrzesz​czy ku​zyn jed​ne​go z mo​-

ich kum​pli, gdy wpa​dam na nie​go w peł​nym
pę​dzie.

Uno​szęręce.
—Niebyłofau​lu.
—Po​pchną​łeśmnie.
— Ale z cie​bie pa​no​cha — rzu​cam, wie​dząc,

background image

żeprze​sa​dzamitobar​dzo.

Chcęsięwdaćwbój​kę.Samsięotopro​szę.

Ionotymdo​sko​na​lewie.Chło​pakjesttejsa​-
mejpo​stu​rycoja.Czu​jębu​zu​ją​cąwemniead​-
re​na​li​nę.

—Chceszobe​rwać,pen​de​jo?—pytairoz​kła​-

dasze​ro​koręce,jakptakwlo​cie.

Alenamniegroź​byniedzia​ła​ją.
—Spró​bujtyl​kopo​dejść.
Pacowbie​gamię​dzynas.
—Alex,uspo​kójsię.
— Albo się bi​je​cie, albo gra​my! — krzy​czy

ktoś.

—Ontwier​dzi,żefau​lo​wa​łem—mó​więna​-

bu​zo​wa​nydoPaco.

Pacowzru​szami​mo​wol​niera​mio​na​mi.
—Bofau​lo​wa​łeś.
No do​bra, sko​ro na​wet mój naj​lep​szy kum​-

peljestprze​ciw​komnie,wiem,żeprze​gra​łem.

Roz​glą​damsięwo​ko​ło.Wszy​scysącie​ka​wi,

co da​lej zro​bię. Je​stem mak​sy​mal​nie na​krę​co​-
ny, co tyl​ko wzma​ga ich wy​cze​ki​wa​nie. Chcę
się bić? Tak, choć​by po to, żeby dać upust
wście​kło​ści. I żeby za​po​mnieć choć na chwi​lę,
że w pa​mię​ci mo​je​go te​le​fo​nu jest za​pi​sa​ny
nu​mer dziew​czy​ny, z któ​rą ro​bię pro​jekt z
che​mii.Iżemójbratzo​sta​niebyćmożezwer​-
bo​wa​nydoKrwi.

background image

Mój naj​lep​szy kum​pel od​cią​ga mnie od ko​-

le​sia, któ​ry chce mi urwać łeb, i pro​wa​dzi na
bokbo​iska.Woła,żebyktośnasza​stą​pił.

—Cotywy​czy​niasz?—py​tam.
— Ra​tu​ję ci ty​łek. Alex, od​bi​ło ci. Kom​plet​-

nie.

—Damso​bieradęztymgo​ściem.
Pacopa​trzymipro​stowoczyimówi:
—Totysięza​cho​wu​jeszjakpa​no​cha.
Od​trą​camjegoręceiod​cho​dzęwście​kły,nie

wie​dząc, ja​kim cu​dem w cią​gu za​le​d​wie kil​ku
ty​go​dnimojeży​cietakstrasz​niesiępo​pie​przy​-
ło. Mu​szę coś z tym zro​bić. Car​lo​sem zaj​mę
się, jak wró​ci wie​czo​rem do domu. Po​wiem
mukil​kasłówpraw​dy.ABrit​ta​ny...

Dziś u Isy nie chcia​ła, że​bym to ja od​wiózł

ją do domu, bo nie chcia​ła, żeby ktoś nas wi​-
dział ra​zem. Pie​przyć to. Nie tyl​ko Car​los za​-
słu​żyłnaparęsłówpraw​dy.

Wy​cią​gamko​mór​kęiwy​bie​ramnu​merBrit​-

ta​ny.

—Halo?
—TuAlex—mó​wię,choćwy​świe​tliłsięjej

mójnu​merido​sko​na​lewie,żetoja.—Spo​tkaj
sięzemnąpodbi​blio​te​ką.Te​raz.

—Niemogę.
Toniejestjużprzed​sta​wie​nieBrit​ta​nyEl​lis.

Te​raztoprzed​sta​wie​nieAlek​saFu​en​te​sa.

background image

— Słu​chaj, ma​ma​ci​ta — rzu​cam, do​cho​dząc

do domu i wsia​da​jąc na mo​tor. — Albo za
pięt​na​ście mi​nut bę​dziesz pod bi​blio​te​ką, albo
przy​ja​dę z pię​cio​ma kum​pla​mi do two​je​go
domu i urzą​dzi​my so​bie pik​nik na two​im
traw​ni​ku.

— Jak śmiesz... — za​czy​na, ale roz​łą​czam

się,za​nimzdą​żyskoń​czyćzda​nie.

Pod​krę​cam ob​ro​ty, żeby za​głu​szyć wspo​-

mnie​nie wczo​raj​szej nocy, kie​dy le​ża​ła mi na
ko​la​nach, i uświa​da​miam so​bie, że nie mam
żad​ne​gopla​nu.

Za​sta​na​wiam się, czy przed​sta​wie​nie Alek​-

sa Fu​en​te​sa oka​że się ko​me​dią, czy może ra​-
czej tra​ge​dią. Tak czy ina​czej, to praw​dzi​we
re​ali​tyshow,któ​re​goniemoż​naprze​ga​pić.

background image

23.Brittany

Wszyst​ko się we mnie go​tu​je z wście​kło​ści,

gdy za​jeż​dżam przed bi​blio​te​kę i za​trzy​mu​ję
się przy la​sku, na sa​mym koń​cu par​kin​gu.
Pro​jektzche​miitoostat​nie,oczymte​razmy​-
ślę.

Alexcze​kanamnieopar​tyoswójmo​to​cykl.

Wyj​mu​ję klu​czy​ki ze sta​cyj​ki i pod​bie​gam do
nie​go.

—Jakśmieszmiroz​ka​zy​wać!—wrzesz​czę.

Wmoimży​ciuażroisięodlu​dzi,któ​rzyusi​łu​-
ją mnie kon​tro​lo​wać. Moja mama... Co​lin. A
te​raz jesz​cze Alex. Mam tego dość. — Je​śli ci
sięwy​da​je,żemo​żeszzmu​sićmniegroź​bą...

Alex bez sło​wa wy​ry​wa mi klu​czy​ki i sia​da

zakie​row​ni​cąmo​jejbe​em​ki.

—Alex,cotywy​pra​wiasz?
—Wsia​daj.
Uru​cha​mia sil​nik. Za​raz od​je​dzie i zo​sta​wi

mnienapar​kin​guprzedbi​blio​te​ką.

Za​ci​skam pię​ści i wsia​dam od stro​ny pa​sa​-

że​ra.Gdyje​stemjużwśrod​ku,Alexga​zu​jesil​-
ni​kiem.

— Gdzie zdję​cie Co​li​na? — py​tam, pa​trząc

na ta​bli​cę roz​dziel​czą. Jesz​cze przed chwi​lą

background image

byłotamprzy​kle​jo​ne.

—Niemartwsię,do​sta​nieszjezpo​wro​tem.

Aleniemamocho​tynanie​gopa​trzeć,gdypro​-
wa​dzę.

— Wiesz cho​ciaż, jak zmie​niać bie​gi? —

war​czę.

Bez jed​ne​go mru​gnię​cia, nie pa​trząc na​wet

na dźwi​gnię, Alex wrzu​ca je​dyn​kę i wy​jeż​dża
z pi​skiem opon z par​kin​gu. Kie​ru​je moją be​-
em​kątak,jak​bybylijed​nymor​ga​ni​zmem.

— Wiesz, że to kra​dzież sa​mo​cho​du? — Ci​-

sza.—Ipo​rwa​nie.—Do​da​ję.

Sta​je​mynaświa​tłach.Pa​trzęnasa​mo​cho​dy

oboknasicie​szęsię,żenieopu​ści​łamda​chui
żeniktniemożenaszo​ba​czyć.

— Mira, słu​chaj, wsia​dłaś z wła​snej woli —

mówi.

—Tomójsa​mo​chód.Aco,je​śliktośnaszo​-

ba​czy?

Moje sło​wa wku​rza​ją go nie na żar​ty, bo

gdyświa​tłozmie​niasięnazie​lo​ne,roz​le​gasię
wście​kłypiskopon.Ce​lo​woroz​wa​lamisa​mo​-
chód.

— Prze​stań! — krzy​czę. — Od​wieź mnie z

po​wro​temdobi​blio​te​ki.

Nie słu​cha mnie. Je​dzie w mil​cze​niu przez

nie​zna​ne mi mia​stecz​ka i wy​lud​nio​ne dro​gi,
jak na fil​mach, gdy bo​ha​te​ro​wie jadą na spo​-

background image

tka​nie z nie​bez​piecz​ny​mi han​dla​rza​mi nar​ko​-
ty​ków.

Cu​dow​nie.Jadęnaswo​jąpierw​sząnie​le​gal​-

nątrans​ak​cję.Czyjakmniearesz​tu​ją,ro​dzi​ce
wpła​cą za mnie kau​cję? Za​sta​na​wiam się, jak
mamawy​tłu​ma​czysięztegozna​jo​mym.Może
za​mkną mnie w po​praw​cza​ku. Za​ło​żę się, że
zro​bi​li​by to z dużą chę​cią... Shel​ley do ośrod​-
ka,ajadopo​praw​cza​ka.

Moje ży​cie bę​dzie jesz​cze bar​dziej bez​na​-

dziej​ne.

Nie będę uczest​ni​czy​ła w ni​czym nie​le​gal​-

nym.Tojade​cy​du​jęoswo​imży​ciu,anieAlex.
Ła​pięzaklam​kę.

—Wy​puśćmnie,boprzy​się​gam,żewy​sko​-

czę.

—Maszza​pię​tepasy.—Prze​wra​caocza​mi.

— Zre​lak​suj się. Za dwie mi​nu​ty je​ste​śmy. —
Re​du​ku​jebieg,zwal​niaiwjeż​dżanasta​re,nie​-
czyn​ne lot​ni​sko. — Okej, je​ste​śmy — mówi i
za​cią​garęcz​nyha​mu​lec.

— Do​bra, ale gdzie je​ste​śmy? Nie chcę cię

mar​twić,aleostat​nieza​bu​do​wa​niami​nę​li​śmy
ja​kieś pięć ki​lo​me​trów wcze​śniej. Nie wy​sią​dę
zsa​mo​cho​du,Alex.Mo​żeszhan​dlo​waćnar​ko​-
ty​ka​mibezemnie.

— Je​śli mia​łem ja​kie​kol​wiek wąt​pli​wo​ści,

czy je​steś praw​dzi​wą blon​dyn​ką, to ni​niej​-

background image

szym je roz​wia​łaś — mówi. — Bo oczy​wi​ście
za​brał​bymcięzesobą,żebyhan​dlo​waćnar​ko​-
ty​ka​mi.Wy​sia​daj.

— Po​daj mi je​den sen​sow​ny po​wód, cze​mu

mamtozro​bić?

— Bo je​śli nie, to sam cię wy​wlo​kę. Uwierz

minasło​wo,mu​jer.

Wkła​da so​bie klu​czy​ki do tyl​nej kie​sze​ni i

wy​sia​da.Niezo​sta​wiamiwyj​ściaimu​szęzro​-
bićtosamo.

— Słu​chaj, je​śli chcia​łeś omó​wić pro​jekt

ogrze​wa​czy, to mo​gli​śmy to zro​bić przez te​le​-
fon.

Okrą​żasa​mo​chódipod​cho​dzidomnie.Sto​-

imy na​prze​ciw​ko sie​bie na to​tal​nym pust​ko​-
wiu.

Cały dzień coś mnie mę​czy. Sko​ro już tu z

nimje​stem,rów​niedo​brzemogęspy​tać:

—Ca​ło​wa​li​śmysięwczo​raj?
—Tak.
—Wta​kimra​zieniebyłotonicspe​cjal​ne​go,

bowogó​letegoniepa​mię​tam.

Wy​bu​chaśmie​chem.
— Żar​to​wa​łem. Nie ca​ło​wa​li​śmy się. — Na​-

chy​la się. — Gdy już się po​ca​łu​je​my, to za​pa​-
mię​tasz.Naza​wsze.

O Boże. Na​praw​dę bym chcia​ła, żeby na te

sło​wa ko​la​na nie ro​bi​ły mi się mięk​kie jak z

background image

waty. Wiem, że po​win​nam się bać: je​stem
sama z człon​kiem gan​gu gdzieś na od​lu​dziu i
roz​ma​wiam o ca​ło​wa​niu. Ale się nie boję. W
głę​bidu​szywiem,żeświa​do​mieni​g​dybymnie
nieskrzyw​dziłidoni​cze​goniezmu​sił.

—Cze​mumniepo​rwa​łeś?—py​tam.
Bie​rzemniezarękęipro​wa​dzidodrzwiod

stro​nykie​row​cy.

—Wsia​daj.
—Poco?
— Bo na​uczę cię jeź​dzić, jak na​le​ży, za​nim

za​trzeszsil​nikodta​kiejjaz​dy.

— My​śla​łam, że je​steś na mnie zły. Cze​mu

mipo​ma​gasz?

—Bochcę.
Och. Tego się w ogó​le nie spo​dzie​wa​łam.

Robi mi się cie​pło na ser​cu, bo już tak daw​no
niktniezro​biłni​cze​gotyl​kopoto,żebymipo​-
móc.Cho​ciaż...

—Aleniero​bisztegodla​te​go,żechcesz,że​-

bymcisięod​wdzię​czy​ławna​tu​rze,praw​da?

Krę​ciprze​czą​cogło​wą.
—Sło​wo?
—Sło​wo.
—Inieje​steśnamniezłyzacoś,copo​wie​-

dzia​łamalbozro​bi​łam?

— Je​stem sfru​stro​wa​ny, Brit​ta​ny. Przez cie​-

bie.Przezmo​je​gobra​ta.Zwie​lupo​wo​dów.

background image

—Topocomnietuprzy​wio​złeś?
—Nieza​da​wajpy​tań,je​ślinieje​steśgo​to​wa

usły​szećod​po​wie​dzi.Okej?

— Okej. — Wsia​dam za kie​row​ni​cę i cze​-

kam,ażsią​dzieobok.

— Go​to​wa? — pyta po za​ję​ciu miej​sca i za​-

pię​ciupa​sów.

—Tak.
Na​chy​la się i wkła​da klu​czyk do sta​cyj​ki.

Spusz​czam ręcz​ny ha​mu​lec i prze​krę​cam klu​-
czyk,alesa​mo​chódga​śnie.

— Nie wrzu​ci​łaś na luz. Je​śli nie bę​dziesz

trzy​maćnoginasprzę​gle,abę​dziesznabie​gu,
autocizga​śnie.

— Wie​dzia​łam o tym — mó​wię, czu​jąc się

jakkom​plet​naidiot​ka.—Popro​stumniestre​-
su​jesz.

Wrzu​cazamnienaluz.
— Wci​śnij lewą nogą sprzę​gło, pra​wą trzy​-

majnaha​mul​cuiwrzućje​dyn​kę—in​stru​uje.

Wci​skamgazipusz​czamsprzę​gło,asa​mo​-

chódska​czegwał​tow​niedoprzo​du.

Alex przy​trzy​mu​je się rę​ka​mi de​ski roz​-

dziel​czej.

—Stań.
Za​trzy​mu​jęsa​mo​chódiwrzu​camnaluz.
—Mu​siszzna​leźćczu​łemiej​sce.
Pa​trzęnanie​go.

background image

—Czu​łemiej​sce?
— Tak. Ro​zu​miesz, tam gdzie sprzę​gło za​-

sko​czy.—Pod​czasmó​wie​niage​sty​ku​lu​je,imi​-
tu​jącdłoń​miru​chype​da​łów.—Zaszyb​kopo​-
pusz​czasz.Znajdźwła​ści​wąpo​zy​cję,zo​stańw
niejchwi​lę...po​czujją.Spró​bujjesz​czeraz.

Wrzu​cam znów je​dyn​kę i po​pusz​czam po​-

wo​lisprzę​gło,do​da​jącjed​no​cze​śniegazu.

— Przy​trzy​maj... Po​czuj czu​łe miej​sce. Zo​-

stańwnimchwi​lę.

Po​pusz​czam sprzę​gło i na​ci​skam pe​dał

gazu,aleniedokoń​ca.

—Chy​baza​ła​pa​łam.
—Spuśćsprzę​gło,aleniega​zujzabar​dzo.
Pró​bu​ję,alesa​mo​chódszar​pie,poczymga​-

śnie.

— Pu​ści​łaś sprzę​gło. Nie zwal​niaj go za

szyb​ko.Spró​bujjesz​czeraz—mówizab​so​lut​-
nymspo​ko​jem.Niejestzde​ner​wo​wa​ny,po​iry​-
to​wa​nyaniznie​chę​co​ny.—Trze​babyłodo​dać
wię​cej gazu. Nie do de​chy, ale wy​star​cza​ją​co
dużo,żebyru​szyć.

Po​wta​rzamjesz​czerazpo​szcze​gól​nekro​kii

tym ra​zem sa​mo​chód ru​sza bez szarp​nię​cia.
Je​dzie​mypa​semstar​to​wym,przy​spie​sza​jącdo
dwu​dzie​stuki​lo​me​trównago​dzi​nę.

—Wci​śnijsprzę​gło—po​le​ca,poczymprzy​-

trzy​mu​je mi rękę na sprzę​gle i po​ma​ga wrzu​-

background image

cić dwój​kę. Sta​ram się nie zwra​cać uwa​gi na
de​li​kat​nydo​tykjegocie​płejdło​ni,takróż​nyod
jegooso​bo​wo​ści,ipró​bu​jęsku​pićsięnana​uce.

Alex bar​dzo cier​pli​wie i bar​dzo do​kład​nie

tłu​ma​czy mi, jak re​du​ko​wać bie​gi, aż do​jeż​-
dża​my do koń​ca pasa star​to​we​go. Jego pal​ce
całyczasza​ci​ska​jąsięnamo​ich.

—Ko​nieclek​cji?—py​tam.
Chrzą​ka.
—Hm,tak.—Zdej​mu​jerękęzmo​jejdło​nii

prze​cze​su​je pal​ca​mi swo​ją czar​ną grzy​wę.
Luź​neko​smy​kiopa​da​jąmunaczo​ło.

—Dzię​ki.
—Nowiesz,niemo​głemsłu​chać,jakma​sa​-

kru​jesz sil​nik na szkol​nym par​kin​gu. Nie zro​-
bi​łemtegozdo​bro​ciser​ca.

Prze​chy​lamnabokgło​węista​ramsięzmu​-

sićgo,żebynamniespoj​rzał.Niepa​trzy.

— Cze​mu tak ci za​le​ży, żeby wszy​scy uwa​-

ża​li cię za nie​grzecz​ne​go chłop​ca, co? No po​-
wiedz.

background image

24.Alex

Po raz pierw​szy roz​ma​wia​my ze sobą jak

lu​dzie. Te​raz mu​szę wy​my​ślić coś, żeby prze​-
bićsięprzeztejejumoc​nie​niaobron​ne.

Orany.Mu​szęzdra​dzićjejja​kiśswójwraż​-

li​wy punkt. Je​śli zo​ba​czy we mnie wraż​li​wą
oso​bę, a nie tyl​ko dup​ka, to może uda mi się
po​su​nąć tro​chę spra​wy do przo​du. A ja​koś
wiem,żepo​znasięnaściem​nia​niu.

Nie je​stem pew​ny, czy ro​bię to ze wzglę​du

naza​kład,zewzglę​dunapro​jektzche​miiczy
ze wzglę​du na sa​me​go sie​bie. Wła​ści​wie do​-
brze mi z tym, że nie ana​li​zu​ję tego, co się
dzie​je.

—Gdymia​łemsześćlat,mójtatozo​stałza​-

mor​do​wa​ny—wy​zna​ję.

Roz​sze​rzazezdu​mie​niaoczy.
—Na​praw​dę?
Ki​wam gło​wą. Nie lu​bię o tym mó​wić, nie

je​stem na​wet pew​ny, czy po​tra​fię, na​wet je​śli
chcę.

Za​kry​waustawy​pie​lę​gno​wa​nądło​nią.
— Nie wie​dzia​łam. O Boże, strasz​nie mi

przy​kro.Tomu​sia​łobyćstrasz​ne.

— Było. — Do​brze jest to z sie​bie wy​rzu​cić,

background image

po​wie​dzieć o tym na głos. O ner​wo​wym
uśmie​chutaty,któ​ryza​mie​niłsięwwy​raznie​-
do​wie​rza​nia na chwi​lę przed tym, za​nim roz​-
ległsięstrzał.

Rany, nie wie​rzę, że przy​po​mnia​łem so​bie

jegominę.Cze​muuśmiechza​mie​niłsięwwy​-
raz nie​do​wie​rza​nia? Ten szcze​gół wcze​śniej
zu​peł​niewy​le​ciałmizgło​wy.Wciążzdu​mio​ny
tymfak​tem,od​wra​camsiędoBrit​ta​ny.

— Je​śli stra​cę coś, na czym bę​dzie mi bar​-

dzo za​le​żeć, znów będę się czuć jak wte​dy,
gdy zgi​nął mój tato. A po​nie​waż ni​g​dy wię​cej
nie chcę się tak czuć, stwier​dzi​łem po pro​stu,
żenani​czymniebę​dziemiza​le​żeć.

Jejtwarzwy​ra​żażal,smu​tekiwspół​czu​cie.

Wiem,żetymra​zemniegra.

Nieprze​sta​jącmarsz​czyćbrwi,mówi:
— Dzię​ki, za, no wiesz, za to, że mi po​wie​-

dzia​łeś. Ale nie wie​rzę, że mo​żesz ot tak po​-
sta​no​wić, że na ni​czym ci nie bę​dzie za​le​ża​ło.
Niemoż​nasiętakza​pro​gra​mo​wać.

— A za​ło​żysz się? — Na​gle bar​dzo chcę

zmie​nićte​mat.—Two​jako​lejnawy​zna​nia.

Od​wra​ca gło​wę. Nie na​ci​skam, bo boję się,

żezmie​nizda​nieibę​dziechcia​ławra​cać.

Prze​cież to nie​moż​li​we, żeby było jej trud​-

niej niż mnie po​dzie​lić się choć wy​cin​kiem
swo​je​go świa​ta? Moje ży​cie jest tak bez​na​-

background image

dziej​ne, że na​praw​dę cięż​ko uwie​rzyć, że jej
może być gor​sze. Wi​dzę, że po po​licz​ku spły​-
wajejpo​je​dyn​czałza,któ​rąszyb​koocie​radło​-
nią.

—Mojasio​stra...—za​czy​na.—Mojasio​stra

ma po​ra​że​nie mó​zgo​we. Jest opóź​nio​na umy​-
sło​wo. Upo​śle​dzo​na, jak to na​zy​wa więk​szość
lu​dzi. Nie cho​dzi, nie mówi i za​miast słów
uży​wa przy​bli​żeń wy​ra​zo​wych i róż​nych ko​-
mu​ni​ka​tów nie​wer​bal​nych... — Gdy to mówi,
spły​wa jej ko​lej​na łza. Tym ra​zem na​wet jej
nie ocie​ra. Mam ocho​tę zro​bić to za nią, ale
wy​czu​wam, że nie po​wi​nie​nem jej te​raz ru​-
szać.Bie​rzegłę​bo​kiwdech.—Wostat​nimcza​-
sie coś ją zło​ści, ale nie wiem co. Za​czę​ła cią​-
gnąć za wło​sy, a wczo​raj po​cią​gnę​ła mnie tak
moc​no,żewy​rwa​łamidużągarść.Ranakrwa​-
wi​ła,amamasięnamniewście​kła.

A więc stąd ten ta​jem​ni​czy łysy pla​cek. To

nieża​dentestan​ty​do​pin​go​wy.

Po raz pierw​szy robi mi się jej na​praw​dę

żal.Wy​da​wa​łomisię,żejejży​ciejestjakbaj​-
ka,żenaj​gor​sze,comożejejsięprzy​da​rzyć,to
ziarn​ko gro​chu pod ma​te​ra​cem, któ​re nie da
jejwnocyspać.

Wy​cho​dzinato,żeniedokoń​camia​łemra​-

cję.

Coś się sta​ło. Wy​czu​wam zmia​nę... jak​by

background image

obo​pól​ne zro​zu​mie​nie. Nie pa​mię​tam, kie​dy
ostat​niraztaksięczu​łem.Chrzą​kamimó​wię:

—Two​jamamapew​niewy​ży​wasięgłów​nie

nato​bie,bowie,żeja​kośtoznie​siesz.

— Pew​nie tak. Le​piej na mnie niż na mo​jej

sio​strze.

—Toitakżad​nawy​mów​ka.—Ni​cze​gote​-

raz nie uda​ję i mam na​dzie​ję, że ona też nie.
—Słu​chaj,niechcę,że​byśmia​łamniezadup​-
ka. — To by było tyle, je​śli cho​dzi o przed​sta​-
wie​nieAlek​saFu​en​te​sa.

— Wiem. To twój wi​ze​ru​nek, pro​dukt pod

ty​tu​łem Alex Fu​en​tes. To two​ja mar​ka, two​je
logo... nie​bez​piecz​ny, śmier​tel​nie groź​ny, za​-
bój​czoprzy​stoj​ny,sek​sow​nyMek​sy​ka​nin.Mo​-
gła​bymna​pi​saćksiąż​kęotwo​rze​niuwła​sne​go
wi​ze​run​ku. Choć ja aku​rat nie ce​lo​wa​łam w
wi​ze​ru​nek słod​kiej blond idiot​ki. Ra​czej ide​al​-
nejinie​do​stęp​nej.

Cof​nij. Brit​ta​ny na​zwa​ła mnie za​bój​czo

przy​stoj​nym i sek​sow​nym? Zu​peł​nie się tego
nie spo​dzie​wa​łem. Może jed​nak mam szan​sę
wy​graćtengłu​piza​kład.

— Masz oczy​wi​ście świa​do​mość, że po​wie​-

dzia​łaś,żeje​stemza​bój​czoprzy​stoj​ny.

—Jak​byśsamotymniewie​dział.
Nie wie​dzia​łem, że Brit​ta​ny El​lis uwa​ża, że

je​stemza​bój​czoprzy​stoj​ny.

background image

—Takmię​dzynami,tojauwa​ża​łemcięza

nie​do​stęp​ną. Ale sko​ro już wiem, że uwa​żasz
mnie za za​bój​czo przy​stoj​ne​go, sek​sow​ne​go,
mek​sy​kań​skie​gopół​bo​ga.

—Nieuży​łamsło​wa„pół​bóg”.
Kła​dęso​biepa​lecnaustach.
— Ćśś, daj mi się przez chwi​lę na​cie​szyć tą

fan​ta​zją.—Za​my​kamoczy.Brit​ta​nywy​bu​cha
śmie​chem, któ​ry dźwię​czy mi słod​ko w
uszach.

— W ja​kiś po​kręt​ny spo​sób chy​ba cię ro​zu​-

miem,Alex.Choćitakje​stemnacie​biewście​-
kła za to, że za​cho​wy​wa​łeś się jak tro​glo​dy​ta.
—Otwie​ramoczyiwi​dzę,żesięmiprzy​pa​tru​-
je.—Niemówni​ko​muomo​jejsio​strze—pro​-
si. — Nie chcę, żeby kto​kol​wiek coś o mnie
wie​dział.

—Je​ste​śmyak​to​ra​mi.Uda​je​my,żeje​ste​śmy

ludź​mi,zaktó​rychchce​mybyćbra​ni.

—Awięcro​zu​miesz,cze​musięprze​stra​szy​-

łam,żemoiro​dzi​cemo​gli​bysiędo​wie​dzieć,że
je​ste​śmy...przy​ja​ciół​mi.

— Mia​ła​byś kło​po​ty? Cho​le​ra, masz osiem​-

na​ście lat. Nie uwa​żasz, że mo​żesz się przy​-
jaź​nić, z kim chcesz? Pę​po​wi​na jest już od​cię​-
ta,wiesz?

—Nicniero​zu​miesz.
—Prze​ko​naj​mysię.

background image

—Cze​muchcesztakdużoomniewie​dzieć?
—Czywspól​nypro​jektnache​miiniezo​bo​-

wią​zu​jedotego,żebysiędo​brzepo​znać?

Par​skakrót​kimśmie​chem.
—Mamna​dzie​ję,żenie.
Praw​dajesttaka,żetadziew​czy​najestzu​-

peł​nie inna, niż my​śla​łem. Mam wra​że​nie, że
od​kąd po​wie​dzia​łem jej o ta​cie, całe jej cia​ło
ode​tchnę​ło z ulgą. Jak​by cu​dze nie​szczę​ście w
ja​kiś spo​sób ją po​cie​sza​ło, spra​wia​ło, że nie
czu​jesięjużtakasa​mot​na.Aleda​lejniero​zu​-
miem,cze​mutakbar​dzosięprzej​mu​je,cze​mu
musi po​ka​zy​wać świa​tu ma​skę „dziew​czy​ny
bezska​zy”.

Wciąż wisi nade mną wid​mo za​kła​du. Mu​-

szę ja​koś uwieść tę dziew​czy​nę. I choć moje
cia​łomówi:Da​waj,sta​ry,całaresz​tamy​śli:Je​-
steśto​tal​nymdra​niem,boonajestbez​bron​na.

— Chcę od ży​cia do​kład​nie tego sa​me​go co

ty — mó​wię. — Tyl​ko po pro​stu dążę do tego
nainnespo​so​by.Tydo​pa​so​wu​jeszsiędoswo​-
je​gośro​do​wi​ska,ajadoswo​je​go.—Znówna​-
kry​wam dło​nią jej rękę. — Daj mi udo​wod​nić,
żeje​steminny.Oye,umó​wi​ła​byśsięzchło​pa​-
kiem, któ​ry jest za bied​ny, żeby za​pro​sić cię
do dro​giej re​stau​ra​cji i ob​sy​pać zło​tem i dia​-
men​ta​mi?

— Oczy​wi​ście. — Wy​su​wa rękę spod mo​jej

background image

dło​ni.—Alemamchło​pa​ka.

— A gdy​byś nie mia​ła, czy sie​dzą​cy obok

cie​bieMe​xi​ca​nomiał​byucie​bieja​kąśszan​sę?

Jej twarz robi się in​ten​syw​nie ró​żo​wa. Za​-

sta​na​wiamsię,czyCo​linjestwsta​niespra​wić,
żebysiętakza​ru​mie​ni​ła.

—Nieod​po​wiemnatopy​ta​nie.
—Cze​munie?Tobar​dzopro​stepy​ta​nie.
— Prze​stań, Alex. Nic, co ma z tobą zwią​-

zek, nie jest pro​ste. Na​wet nie za​czy​naj​my
tego te​ma​tu. — Wrzu​ca je​dyn​kę. — Mo​że​my
jużwra​cać?

Si,je​ślichcesz.Mię​dzynamiokej?
—Takmy​ślę.
Wy​cią​gamrękę.Pa​trzynata​tu​ażenamo​ich

pal​cach i po​da​je mi swo​ją dłoń z wy​raź​ną ra​-
do​ścią.

— Za ogrze​wa​cze do rąk — mówi z uśmie​-

chemnaustach.

—Zaogrze​wa​cze—po​wta​rzam.Iseks,do​-

po​wia​damwmy​ślach.

— Po​pro​wa​dzisz z po​wro​tem? Nie znam

dro​gi.

Słoń​ce po​wo​li za​cho​dzi, a ja od​wo​żę ją w

mil​cze​niu,któ​rewogó​lenieprze​szka​dza.Na​-
sze po​jed​na​nie przy​bli​ża mnie do mo​ich ce​-
lów: ukoń​cze​nia szko​ły, wy​gra​nia za​kła​du... i
cze​goś jesz​cze, cze​go nie je​stem jesz​cze go​to​-

background image

wyna​zwać.

Za​jeż​dżam jej re​we​la​cyj​nym au​tem na

ciem​nypar​kingimó​wię:

—Dzię​ki,że,nowiesz,da​łaśsiępo​rwać.No

todozo​ba​cze​nia.—Wy​cią​gamzkie​sze​niklu​-
czy​ki i za​sta​na​wiam się, czy kie​dy​kol​wiek bę​-
dzie mnie stać na inny sa​mo​chód niż za​rdze​-
wia​ły sta​ry gru​chot z dru​giej ręki. Wy​sia​dam,
wyj​mu​ję z tyl​nej kie​sze​ni zdję​cie Co​li​na i rzu​-
camjenasie​dze​nie,któ​rewła​śniezwol​ni​łem.

— Cze​kaj! — woła Brit​ta​ny, gdy za​czy​nam

sięod​da​lać.

Od​wra​camsię,aonastoitużprzedemną.
—Co?
Uśmie​cha się uwo​dzi​ciel​sko, jak​by chcia​ła

cze​goś wię​cej niż po​jed​na​nia. Cze​goś dużo
wię​cej.Cho​le​ra,po​ca​łu​jemnie?Zu​peł​niemnie
za​sko​czy​ła, co zwy​kle się nie zda​rza. Za​gry​za
dol​ną war​gę, jak​by roz​wa​ża​ła swój na​stęp​ny
ruch. Je​śli chce się ca​ło​wać, to ja w to wcho​-
dzę.

Przed ocza​mi po​ja​wia mi się mi​lion moż​li​-

wychsce​na​riu​szy,aBrit​ta​nytym​cza​sempod​-
cho​dzijesz​czebli​żej.

Iwy​ry​wamiklu​czy​kizręki.
—Cotywy​pra​wiasz?—py​tam.
— Od​pła​cam się za po​rwa​nie. — Robi krok

wtyłirzu​cazca​łychsiłklu​czy​kiwlas.

background image

—Po​wiedzmi,żetegoniezro​bi​łaś.
Cofasiędosa​mo​cho​du,całyczaszwró​co​na

twa​rządomnie.

— Nie gnie​waj się. Ze​msta jest słod​ka, co,

Alex? — mówi, usi​łu​jąc za​cho​wać po​wa​gę na
twa​rzy.

Pa​trzę zszo​ko​wa​ny, jak moja part​ner​ka z

che​mii wsia​da do swo​jej be​em​ki. Sa​mo​chód
wy​jeż​dża z par​kin​gu gład​ko i bez szarp​nię​cia.
Ru​szy​łabez​błęd​nie.

Je​stemwście​kły,boalbobędęmu​siałpeł​zać

pociem​nymle​siewpo​szu​ki​wa​niuklu​czy​ków,
albo po​pro​sić En​ri​que, żeby po mnie przy​je​-
chał.

Jed​no​cze​śniechcemisięśmiać.Brit​ta​nyEl​-

lispo​ko​na​łamniewmo​jejwła​snejgrze.

— Ow​szem — od​po​wia​dam jej, mimo że

jest już pew​nie z ki​lo​metr stąd i nie może
mnie sły​szeć. — Ze​msta jest słod​ka. — Ca​ra​jo!

Aniechto!

background image

25.Brittany

Cięż​ki od​dech mo​jej sio​stry tuż obok mnie

to pierw​sze, co sły​szę, gdy wcze​sne po​ran​ne
słoń​ce wle​wa się do jej po​ko​ju. Wczo​raj po​-
szłam do Shel​ley i le​ża​łam przy niej kil​ka go​-
dzin, ob​ser​wu​jąc przed za​śnię​ciem jej spo​koj​-
nysen.

Gdy by​łam mała, w cza​sie bu​rzy za​wsze

bie​głam do sio​stry. Nie żeby się nie bała, ale
że​bym ja się nie bała. Trzy​ma​łam ją za rękę i
strachja​kośmi​jał.

Pa​trzę na swo​ją głę​bo​ko uśpio​ną star​szą

sio​stręiniemogęuwie​rzyć,żero​dzi​cechcąją
od​dać.Shel​leysta​no​widużączęśćmnie.Myśl,
żemia​ła​bymmiesz​kaćbezniej,wy​da​jesiępo
pro​stu zła. Cza​sem mam wra​że​nie, że łą​czy
nas z Shel​ley więź, któ​rej więk​szość lu​dzi po
pro​stu by nie zro​zu​mia​ła. Na​wet gdy ro​dzi​ce
niewie​dzą,coShel​leysta​rasiępo​wie​dziećlub
cze​musięde​ner​wu​je—jazwy​klewiem.

Dla​te​go wła​śnie tak mną wstrzą​snę​ło, że

cią​gnę​łamniezawło​sy.By​łamprze​ko​na​na,że
komu jak komu, ale mnie na pew​no tego nie
zro​bi.

Alezro​bi​ła.

background image

—Niepo​zwo​lęimcięod​dać—mó​więci​cho

do mo​jej po​grą​żo​nej we śnie sio​stry. — Za​-
wszebędęcięchro​nić.

Zsu​wamsięzłóż​kaShel​ley.Sio​straza​wsze

wy​czu​wa,kie​dysięczymśmar​twię,więcubie​-
ramsięiwy​cho​dzęzdomu,za​nimsięobu​dzi.

Za​ufa​łam wczo​raj Alek​so​wi i świat się nie

za​wa​lił. Wła​ści​wie to mi ulży​ło, gdy opo​wie​-
dzia​łammuoShel​ley.Sko​romogępo​wie​dzieć
Alek​so​wi, to na pew​no mogę też spró​bo​wać
tegosa​me​gozeSier​rąiDar​le​ne.

Sie​dzę w au​cie przed do​mem Sier​ry, a w

gło​wie znów za​czy​na​ją mi się ko​tło​wać róż​ne
my​śli.

Nic nie idzie tak, jak po​win​no. Po​dob​no

czwar​takla​sajestsu​per—ła​twaiprzy​jem​na.
Jak do​tąd moż​na o niej po​wie​dzieć wszyst​ko,
tyl​ko nie to. Co​lin na mnie na​ci​ska, chło​pak z
gan​gujestdlamniekimświę​cejniżko​le​gąod
pro​jek​tu z che​mii, a moi ro​dzi​ce pla​nu​ją ode​-
słać sio​strę da​le​ko od Chi​ca​go. Co jesz​cze
możepójśćnietak?

PrzyoknieSier​rynadru​gimpię​trzeza​uwa​-

żamja​kieśpo​ru​sze​nie.Naj​pierwpo​ja​wia​jąsię
nogi, po​tem ty​łek. O rany, to Doug Thomp​son
usi​łu​jeprze​sko​czyćnatre​liaż.

Dougmu​siałmnieza​uwa​żyć,bozoknawy​-

su​wasięgło​waSier​ry.Ma​chadomnieipo​ka​-

background image

zu​je,że​bymza​cze​ka​ła.

NogaDo​ugacią​gleniemożetra​fićwtre​liaż.

Sier​raprzy​trzy​mu​jegodlarów​no​wa​gizarękę.
Doug osta​tecz​nie sta​je, gdzie trze​ba, ale za
bar​dzouwa​żanakwia​tyiwkoń​cuspa​da,wy​-
ma​chu​jąc roz​pacz​li​wie wszyst​ki​mi koń​czy​na​-
mi.Nicmujed​nakniejest,bopo​ka​zu​jeSie​rze,
żewszyst​kookejiod​bie​ga.

Za​sta​na​wiamsię,czyCo​linwspiął​bysiędla

mniepotre​lia​żu.

Trzy mi​nu​ty póź​niej otwie​ra​ją się drzwi

fron​to​we i Sier​ra wy​cho​dzi na dwór w majt​-
kachiko​szul​cenara​miącz​kach.

— Brit, co ty tu ro​bisz? Jest siód​ma. Rano.

Wieszchy​ba,żena​uczy​cie​lemajądziśszko​le​-
nieiniemalek​cji.

— Wiem, ale ży​cie wy​my​ka mi się spod

kon​tro​li.

— Chodź, po​ga​da​my — mówi i otwie​ra

drzwi od sa​mo​cho​du. — Za​raz so​bie od​mro​żę
ty​łek.Cze​mulatowChi​ca​gonietrwadłu​żej?

W domu zdej​mu​ję buty, żeby nie obu​dzić

ro​dzi​cówSier​ry.

— Nie przej​muj się, go​dzi​nę temu po​je​cha​li

nasi​łow​nię.

—Tocze​muDougwy​cho​dziłprzezokno?
Sier​rapusz​czadomnieoko.
—Nowiesz,żebybyłobar​dziejeks​cy​tu​ją​co.

background image

Fa​ce​ciuwiel​bia​jąprzy​go​dy.

Idę za Sier​rą do jej wiel​kie​go po​ko​ju. Wy​-

strójutrzy​ma​nyjestwko​lo​rzefuk​sjiizie​lo​ne​-
goja​błusz​ka—takza​de​cy​do​wa​łade​ko​ra​tor​ka
wnętrz za​trud​nio​na przez jej mat​kę. Sia​dam
na do​dat​ko​wym łóż​ku, a Sier​ra dzwo​ni tym​-
cza​semdoDar​le​ne.

—Dar,przy​jeż​dżaj.Britmakry​zys.
Kil​ka mi​nut póź​niej zja​wia się Dar​le​ne, w

pi​ża​mie i kap​ciach — miesz​ka za​le​d​wie dwa
domyda​lej.

— Do​bra, da​waj — do​ma​ga się Sier​ra, gdy

je​ste​śmyjużwetrzy.

Na​gle, czu​jąc, że cała uwa​ga sku​pia się na

mnie,nieje​stemjużtakapew​na,czytezwie​-
rze​niatodo​breroz​wią​za​nie.

—Wła​ści​wietonicta​kie​go.
Dar​le​nesiępro​stu​je.
— Słu​chaj, Brit. Wy​rwa​łaś mnie z łóż​ka o

siód​mejrano.Mów.

— Do​kład​nie — zga​dza się Sier​ra. — Przy​-

jaź​ni​mysię.Je​śliniemo​żeszzwie​rzyćsięprzy​-
ja​ciół​kom,tokomu?

Alek​so​wiFu​en​te​so​wi.Aletegoaku​ratimnie

po​wiem.

— To może po​oglą​da​my ja​kieś sta​ro​cie —

pro​po​nu​je Sier​ra. — Je​śli Au​drey Hep​burn nie
skło​niciędozwie​rzeń,tojużsamaniewiem.

background image

Dar​le​neję​czy.
— Nie wie​rzę, że ze​rwa​ły​ście mnie z łóż​ka,

żeby ga​dać o ni​czym i oglą​dać sta​re fil​my.
Dziew​czy​ny, mó​wię se​rio, znajdź​cie so​bie ja​-
kieśza​ję​cie.Możecho​ciażma​cieja​kieśplot​ki?
Któ​raścośsły​sza​ła?

Sier​rapro​wa​dzinasdosa​lo​nuisia​da​myna

mięk​kiejso​fiejejro​dzi​ców.

— Po​dob​no Sa​man​tha Ja​co​by ca​ło​wa​ła się

wewto​rekwskła​dzi​ku.

— Łu​huu — iro​ni​zu​je Dar​le​ne, na któ​rej nie

robitożad​ne​gowra​że​nia.

— Ale czy wspo​mnia​łam już, że ca​ło​wa​ła

sięzChuc​kiem,jed​nymzdo​zor​ców?

—Noitojestcoś,Sier​ra.
Czy tak to wła​śnie bę​dzie, je​śli coś im po​-

wiem?Mojenie​szczę​ścieza​mie​nisięwplot​kę,
zktó​rejwszy​scybędąsięśmiać?

Po czte​rech go​dzi​nach w sa​lo​nie Sier​ry,

dwóchfil​machiopa​ko​wa​niulo​dówBen&Jer​-
ry Con​fec​tion Con​nec​tion, tro​chę mi le​piej.
MożetoAu​dreyHep​burnjakoSa​bri​na,alena​-
gle wy​da​je mi się, że wszyst​ko jest moż​li​we.
Przezcoznówmy​ślęo...

— Co my​śli​cie o Alek​sie Fu​en​te​sie? — py​-

tam.

Sier​rawrzu​caso​biedobuzipo​pcorn.
—Coro​zu​mieszprzez:„coonimmy​śli​my”?

background image

— Nie wiem — przy​zna​ję, nie mo​gąc prze​-

staćmy​ślećotym,żeprzykaż​dymspo​tka​niu
nie​za​prze​czal​niemię​dzynamiiskrzy.—Ro​bię
znimpro​jektnache​mii.

—I...?—do​py​tu​jesięSier​ra,ma​cha​jącprzy

tym ręką, jak​by chcia​ła po​wie​dzieć: Do cze​go
wła​ści​wiezmie​rzasz?

Bio​rępi​lotiza​trzy​mu​jęfilm.
—Jestprzy​stoj​ny.Mu​si​cieprzy​znać.
— Fuj, Brit — mówi Dar​le​ne i uda​je, że

wkła​daso​biepa​lecdogar​dłaisiękrztu​si.

Sier​ramówi:
— Okej, przy​zna​ję, że jest nie​zły. Ale ni​g​dy

bym się z kimś ta​kim nie umó​wi​ła. Na​le​ży do
gan​gu.

— Zwy​kle przy​cho​dzi do szko​ły upa​lo​ny —

wtrą​caDar​le​ne.

—Sie​dzęznimwław​ce,Dar​le​ne,ija​kośni​-

g​dy nie za​uwa​ży​łam, żeby był w szko​le na
haju.

— Żar​tu​jesz so​bie, Brit? Alex ćpa przed

szko​łą i w mę​skiej to​a​le​cie, jak zry​wa się z
czy​tel​ni.Iniemó​więtyl​kootraw​ce.Bie​rzeteż
cięż​sze rze​czy — stwier​dza Dar​le​ne z peł​nym
prze​ko​na​niem.

—Wi​dzia​łaśkie​dyś,jakbie​rze?—py​tam.
— Słu​chaj, Brit. Nie mu​szę znaj​do​wać się z

nim w jed​nym po​miesz​cze​niu, żeby wie​dzieć,

background image

żewcią​gaalbodajeso​biewżyłę.Alexjestnie​-
bez​piecz​ny.Pozatymta​kiedziew​czy​nyjakmy
nieza​da​jąsięzLa​ty​no​skąKrwią.

Opie​ram się wy​god​niej o plu​szo​we po​dusz​-

ki.

—Nowiem.
—Co​lincięko​cha—zmie​niate​matSier​ra.
Mamwra​że​nie,żeto,coCo​linczułdomnie

na pla​ży, z mi​ło​ścią aku​rat nie​wie​le mia​ło
wspól​ne​go,aleniemamocho​tysięwtoza​głę​-
biać.

Mama trzy razy pró​bu​je się do mnie do​-

dzwo​nić.Naj​pierwnako​mór​kę,alegdyjąwy​-
łą​czam, wca​le jej to nie znie​chę​ca i dzwo​ni
dwarazydoSier​ry.

— Je​śli nie po​roz​ma​wiasz ze swo​ją mamą,

to tu przy​je​dzie — mówi Sier​ra ze słu​chaw​ką
wdło​ni.

—Je​ślionaprzy​je​dzie,jawy​cho​dzę.
Sier​rapo​da​jemite​le​fon.
— Wyj​dzie​my z Dar​le​ne, że​byś mo​gła po​-

roz​ma​wiać w spo​ko​ju. Nie wiem, o co cho​dzi,
alepo​ga​dajznią.

Przy​kła​damte​le​fondoucha.
—Cześć,mamo.
— Brit​ta​ny, wiem, że je​steś zła. Wczo​raj

wie​czo​rem pod​ję​li​śmy osta​tecz​ną de​cy​zję w
spra​wieShel​ley.Wiem,żejestcicięż​ko,alew

background image

ostat​nimcza​siejestzniąco​razgo​rzej.

— Mamo, ona ma dwa​dzie​ścia lat i de​ner​-

wu​jesię,żelu​dziejejniero​zu​mie​ją.Niewy​da​-
jecisię,żenicwtymdziw​ne​go?

—Wprzy​szłymrokuwy​jeż​dżasznastu​dia.

Toniefairtrzy​maćjącałyczaswdomu.Prze​-
stańbyćtakąego​ist​ką.

Je​śli Shel​ley zo​sta​nie ode​sła​na, bo ja idę na

stu​dia,tozna​czy,żetomojawina.

— Zro​bi​cie to nie​za​leż​nie od tego, co ja o

tymmy​ślę,praw​da?—py​tam.

—Tak.De​cy​zjajużza​pa​dła.

background image

26.Alex

Gdy Brit​ta​ny wcho​dzi na za​ję​cia pani P. w

pią​tek,wciążsięza​sta​na​wiam,jakbysięjejtu
od​pła​cićzato,żewze​szływeek​endwy​rzu​ci​ła
moje klu​czy​ki do lasu. Szu​ka​łem ich przez
cho​ler​ne czter​dzie​ści pięć mi​nut, nie prze​sta​-
jąc prze​kli​nać Brit​ta​ny. No do​bra, mia​ła po​-
wód.Pozatymna​le​żąjejsiępo​dzię​ko​wa​niaza
to, że na​kło​ni​ła mnie do roz​mo​wy o dniu
śmier​ci taty. Dzię​ki temu za​dzwo​ni​łem do
star​szych PG z Krwi i spy​ta​łem, czy wie​dzą
może,czyoj​ciecmiałzkimśnapień​ku.

Brit​ta​ny przez cały ty​dzień mia​ła się na

bacz​no​ści.Cze​ka,ażzczymśwy​sko​czę,ażsię
na niej ode​gram za te klu​czy​ki w le​sie. Po
szko​le, gdy sto​ję przy szaf​ce i wy​bie​ram pod​-
ręcz​ni​ki, któ​rych będę po​trze​bo​wać w domu,
pod​bie​ga do mnie w swo​im po​nęt​nym stro​ju
che​er​le​ader​ki.

— Masz na​tych​miast przyjść do sali do za​-

pa​sów—roz​ka​zu​je.

Mam dwie moż​li​wo​ści: albo iść tam, gdzie

mika​za​ła,albowyjśćzeszko​ły.Bio​ręksiąż​kii
idę do ma​łej sali gim​na​stycz​nej. Brit​ta​ny stoi
tam i wy​ma​chu​je bre​locz​kiem, przy któ​rym

background image

niemaklu​czy​ków.

—Mojeklu​czewma​gicz​nyspo​sóbznik​nę​ły.

Gdziesą?—pyta.—Spóź​nięsięnamecz,je​śli
mi nie po​wiesz. A wte​dy pani Small wy​wa​li
mniezdru​ży​ny.

— Gdzieś je wy​rzu​ci​łem. Zde​cy​do​wa​nie po​-

win​naśso​biespra​wićto​reb​kęnaza​mek.Ni​g​dy
nie wia​do​mo, kie​dy ktoś ci coś z niej wy​cią​-
gnie.

—Do​brzewie​dzieć,żeje​steśklep​to​ma​nem.

Może mi z ła​ski swo​jej pod​po​wiesz, gdzie je
scho​wa​łeś?

Opie​ram się o ścia​nę i za​sta​na​wiam, co by

ktoś so​bie po​my​ślał, gdy​by przy​ła​pał nas tu
ra​zem.

—Sągdzieś,gdziejestmo​kro.Bar​dzo,bar​-

dzomo​kro—pod​po​wia​dam.

—Wba​se​nie?
Ki​wamgło​wą.
—Po​my​sło​wo,nie?
Pró​bu​jewgnieśćmniewścia​nę.
— Nor​mal​nie cię za​bi​ję. Le​piej mi je przy​-

nieś.

Gdy​bym jej nie znał, po​my​ślał​bym, że ze

mnąflir​tu​je.

Chy​bapo​do​ba​jąjejsięna​szegier​ki.
Ma​ma​ci​ta,prze​cieżmnieznasz.Mu​siszli​-

czyć sama na sie​bie, tak samo jak ja, gdy zo​-

background image

sta​wi​łaśmnienapar​kin​gu.

Prze​krzy​wia gło​wę, pa​trzy na mnie bła​gal​-

nie i robi smut​ną min​kę. Nie po​wi​nie​nem się
wpa​try​waćwjejna​dą​sa​neusta,botonie​bez​-
piecz​ne.Alenieje​stemwsta​niesiępo​wstrzy​-
mać.

—Po​każmi,gdzieonesą,Alex.Bła​gam.
Każę jej się jesz​cze chwi​lę de​ner​wo​wać, po

czym ustę​pu​ję. Więk​szość szko​ły jest pu​sta.
Po​ło​wa uczniów jest wła​śnie w dro​dze na
meczfut​bo​lo​wy,adru​gacie​szysię,żeniejest
wdro​dzenameczfut​bo​lo​wy.

Idzie​my na ba​sen. Świa​tła są zga​szo​ne, ale

przezoknawpa​daświa​tłosło​necz​ne.Klu​czy​ki
Brit​ta​ny są do​kład​nie tam, gdzie je wrzu​ci​łem
—wnaj​głęb​szymmiej​scu.Wska​zu​jęnabłysz​-
czą​cesrebr​neprzed​mio​typodwodą.

— Pro​szę, są tam. Mo​żesz je so​bie wy​cią​-

gnąć.

Brit​ta​nystoi,ob​cią​ga​jąckrót​kąspód​nicz​kęi

za​sta​na​wia​jącsię,jakmajewy​ło​wić.

Pod​cho​dzipew​nymkro​kiemdodłu​giejtycz​-

kiza​wie​szo​nejnaścia​nie,słu​żą​cejdopo​mo​cy,
gdyktośsiętopi.

—Ła​twi​zna—stwier​dza.
Alegdywkła​datycz​kędowody,prze​ko​nu​je

się, że to wca​le nie ta​kie pro​ste. Sto​ję na kra​-
wę​dziba​se​nuipo​wstrzy​mu​jęśmiech,przy​glą​-

background image

da​jącsię,jakpró​bu​jedo​ko​naćnie​moż​li​we​go.

— Za​wsze mo​żesz się ro​ze​brać do naga i

wsko​czyć.Będępil​no​wać,czyniktnieidzie.

Pod​cho​dzidomnie,ści​ska​jącmoc​notycz​kę.
—Chciał​byś,co?
— Zde​cy​do​wa​nie — stwier​dzam oczy​wi​sty

fakt.—Mu​szęcięjed​nakostrzec.Je​ślimaszna
so​biesta​rebar​cha​ny,znisz​czyszcałemojewy​-
obra​że​nieoto​bie.

— Dla two​jej wia​do​mo​ści, moje majt​ki są

ró​żo​we i z sa​ty​ny. A sko​ro już wy​mie​nia​my
się oso​bi​sty​mi in​for​ma​cja​mi: no​sisz bok​ser​ki
czysli​py?

—Anito,anito.Mójpta​szekniemagniazd​-

ka,je​śliwiesz,comamnamy​śli.—Nodo​bra,
to nie​praw​da. Ale sama bę​dzie mu​sia​ła to
spraw​dzić.

—Ohy​da,Alex.
— Nie oce​niaj zbyt po​chop​nie — rzu​cam i

idędodrzwi.

—Idzieszso​bie?
—No...tak.
—Niepo​mo​żeszmizklu​czy​ka​mi?
—No...nie.—Je​ślizo​sta​nę,bę​dziemnieku​-

si​ło,żebyspy​tać,czyniechcia​ła​byolaćme​czu
i spę​dzić cza​su ze mną. Zde​cy​do​wa​nie nie je​-
stem go​to​wy usły​szeć od​po​wie​dzi na to py​ta​-
nie.Gdysięzniądro​czę,ja​kośso​biera​dzę.Ale

background image

gdypo​ka​zu​jęswo​jepraw​dzi​weob​li​cze,takjak
tozro​bi​łemostat​nio,tra​cęczuj​ność.Niemogę
so​bienatowię​cejpo​zwo​lić.Otwie​ramdrzwii
rzu​cam Brit​ta​ny ostat​nie spoj​rze​nie, za​sta​na​-
wia​jącsię,czyzo​sta​wia​jącjąwtejchwi​li,oka​-
zu​ję się idio​tą, pa​lan​tem, tchó​rzem, czy może
wszyst​ki​mitrze​mana​raz.

Wdomu,zdalaodBrit​ta​nyijejklu​czy​ków,

szu​kambra​ta.Obie​ca​łemso​bie,żepo​ga​damz
Car​lo​sem w tym ty​go​dniu i już wy​star​cza​ją​co
dłu​goztymzwle​ka​łem.Za​nimzdą​żęsiępo​ła​-
pać, bę​dzie już miał za sobą ini​cja​cję do La​ty​-
no​skiejKrwi,naktó​rąskła​dasięry​tu​al​nelań​-
sko.

Znaj​du​ję Car​lo​sa w na​szym po​ko​ju, gdy

aku​ratwsu​wacośpodswo​jełóż​ko.

—Cotamcho​wasz?—py​tam.
Sie​dzinałóż​kuzza​ło​żo​ny​mirę​ka​mi.
Nada.Nic.
—Prze​stańściem​niać,Car​los.—Od​py​cham

go i się​gam pod jego łóż​ko. No pro​szę, pa​trzy
na mnie lśnią​ca be​ret​ta 25, jak​by so​bie ze
mnie kpi​ła. Wy​cią​gam pi​sto​let i trzy​ma​jąc go
wdło​ni,py​tam:—Skądtomasz?

—Nietwójin​te​res.
Pierw​szyrazwży​ciuna​praw​dęmamocho​-

tę sprać Car​lo​sa tak, żeby po​pa​mię​tał. Kor​ci
mnie,żebywci​snąćmutęsplu​węmię​dzyoczy

background image

ipo​ka​zać,ja​kietouczu​ciebyćczłon​kiemgan​-
gu:żyćwcią​głymstra​chuinie​pew​no​ści,któ​ry
dzieńoka​żesiętymostat​nim.

— Je​stem two​im star​szym bra​tem, Car​los.

Senosfuemipapa,

tatanieżyje,więctojamu​-

szęprze​mó​wićcidoroz​sąd​ku.—Pa​trzęnapi​-
sto​let. Są​dząc po cię​ża​rze, jest na​ła​do​wa​ny.
Jezu, gdy​by przy​pad​ko​wo wy​strze​lił, Car​los
mógł​byzgi​nąć.Aje​ślija​kimścu​demzna​la​zł​by
goLuis...cho​le​ra,niejestdo​brze.

Car​los pró​bu​je wstać, ale po​py​cham go z

po​wro​temnałóż​ko.

— Ty cho​dzisz ze splu​wą — skar​ży się. —

Cze​mujaniemogę?

—Wieszcze​mu.Bojana​le​żędogan​gu.Aty

nie.Tybę​dzieszsięuczyć,pój​dziesznastu​dia
ibę​dzieszżyłnor​mal​nie.

— Wy​da​je ci się, że mo​żesz za​pla​no​wać

nam przy​szłość? — war​czy Car​los. — Ja mam
wła​snepla​ny.

—Le​piej,żebyniewią​za​łysięzgan​giem.
Car​losnieod​po​wia​da.
Mam wra​że​nie, że już za póź​no i czu​ję, że

cia​łomamtwar​dezna​pię​ciajaksta​lo​wypręt.

Mogęniedo​pu​ścićdoini​cja​cji,aletyl​kopod

wa​run​kiemżeCar​loszgo​dzisięnamojąin​ter​-
wen​cję.

Zer​kam na zdję​cie De​sti​ny nad jego łóż​-

background image

kiem. Po​znał ją pod​czas wa​ka​cji w Chi​ca​go,
gdy oglą​da​li​śmy na molo Navy Pier sztucz​ne
ognie z oka​zji Dnia Nie​pod​le​gło​ści. Jej ro​dzi​na
miesz​kawGur​nee,aCar​lo​so​wito​tal​nieod​bi​ło
najejpunk​cie.Co​dzien​nieroz​ma​wia​jązesobą
przezte​le​fon.Jestmą​draijestMek​sy​kan​ką,a
gdy Car​los nas so​bie przed​sta​wiał i zo​ba​czy​ła
mnie i moje ta​tu​aże, tak się wy​stra​szy​ła, że
za​czę​łasięroz​glą​daćwo​kółsie​bieztakąpa​ni​-
kąwoczach,jak​byktośjąmiałza​strze​lićtyl​ko
dla​te​go,żestoidwame​tryodemnie.

— My​ślisz, że De​sti​ny bę​dzie chcia​ła z tobą

być,je​ślizo​sta​nieszuzbro​jo​nymgang​ste​rem?

—py​tam.
Brak od​po​wie​dzi. To do​brze. Da​łem mu do

my​śle​nia.

— Nie zdą​żysz na​wet po​wie​dzieć: ka​li​ber

dwa​dzie​ściapięć,aonajużcięrzu​ci.

WzrokCar​lo​sawę​dru​jenawi​szą​cenaścia​-

niezdję​cie.

— Car​los, spy​taj ją, gdzie chce stu​dio​wać.

Za​ło​żęsię,żejużwie.Je​ślichcesztegosa​me​go
coona,możesięwamudać.

Mój brat pod​no​si na mnie wzrok. Od​by​wa

we​wnętrz​ną wal​kę, wy​bie​ra mię​dzy tym, co
ła​twe—ży​ciemwgan​gu—atym,cowy​ma​ga
więk​sze​gowy​sił​ku,naprzy​kładDe​sti​ny.

—Prze​stańkum​plo​waćsięzWi​lem.Znajdź

background image

so​bie no​wych ko​le​gów, za​pisz się do dru​ży​ny
pił​kar​skiej,co​kol​wiek.Za​cznijsięza​cho​wy​wać
jakzwy​kłydzie​ciak,aresz​tęzo​stawmnie.

Wsa​dzamso​biebe​ret​tęzapa​sek,wy​cho​dzę

zdomuijadędoma​ga​zy​nu.

background image

27.Brittany

Spóź​ni​łam się na mecz. Po wyj​ściu Alek​sa

ro​ze​bra​łam się do bie​li​zny i wsko​czy​łam do
ba​se​nu po klu​cze. Dzię​ki Alek​so​wi zo​sta​łam
zde​gra​do​wa​na. Dar​le​ne, moja za​stęp​czy​ni w
dru​ży​nie che​er​le​ade​rek, zo​sta​ła ofi​cjal​nie ka​-
pi​ta​nem. Pół go​dzi​ny za​ję​ło mi su​sze​nie wło​-
sów i po​pra​wia​nie ma​ki​ja​żu w dam​skiej szat​-
ni. Pani Small była wście​kła, że spóź​ni​łam się
na mecz. Stwier​dzi​ła, że i tak mam szczę​ście,
że stra​ci​łam tyl​ko sta​no​wi​sko ka​pi​ta​na, a nie
zo​sta​łamwy​rzu​co​nazdru​ży​ny.

Po me​czu leżę z sio​strą na ka​na​pie w sa​lo​-

nie.Wło​sycią​glemiśmier​dząchlo​rem,alenie
mamsiłysiętymprzej​mo​wać.Poko​la​cjioglą​-
damja​kieśre​ali​tyshowiza​czy​na​jąmisiękle​-
ićoczy.

— Obudź się, Brit. Przy​szedł Co​lin — mówi

mama,po​trzą​sa​jącmniezara​mię.

Pod​no​szę gło​wę i wi​dzę nad sobą Co​li​na.

Uno​siręcedogóry.

—Go​to​wa?
Orany.Za​po​mnia​łamoim​pre​zieuSha​ne’a,

za​pla​no​wa​nej kil​ka mie​się​cy temu. W ogó​le
nieje​stemwna​stro​ju.

background image

—Olej​mytoizo​stań​mywdomu.
—Chy​bażar​tu​jesz?Wszy​scynanascze​ka​-

ją. Wy​klu​czo​ne, żeby omi​nę​ła nas naj​więk​sza
biba w roku. — Zer​ka na moje spodnie dre​so​-
we i ko​szul​kę z na​pi​sem „Zba​daj się”, co też
zro​bi​łamwze​szłymroku,gdybra​łamudziałw
mar​szu na rzecz wal​ki z ra​kiem pier​si. — Idź
się prze​brać, a ja za​cze​kam. Tyl​ko się po​-
spiesz.Możewło​żysztęczar​nąmini,wktó​rej
takmisiępo​do​basz?

Wlo​kę się do swo​je​go po​ko​ju. W ką​cie sza​-

fy,obokmo​jejko​szul​kinara​miącz​kachDKNY,
leży ban​da​na Alek​sa. Wy​pra​łam ją wczo​raj
wie​czo​rem,aleza​my​kamoczyipod​su​wamją
so​bie pod nos. Chcę spraw​dzić, czy po​zo​stał
naniejjegoza​pach.Zroz​cza​ro​wa​niemstwier​-
dzam, że czuć tyl​ko pro​szek do pra​nia. Nie
mam te​raz ocho​ty ana​li​zo​wać swo​ich uczuć,
zwłasz​czażenadolecze​kaCo​lin.

Prze​bra​niesięwczar​nąmi​ni​su​kien​kę,ukła​-

da​nie fry​zu​ry i ma​ki​jaż zaj​mu​je mi dłuż​szą
chwi​lę.Mamna​dzie​ję,żeCo​linsięniewku​rza,
żetakdłu​gototrwa.Mu​szędo​brzewy​glą​dać.
Mamanapew​nosko​men​tu​jemójwy​gląd.

Scho​dzę na dół i wi​dzę, że Co​lin sie​dzi na

brze​gu ka​na​py, zu​peł​nie igno​ru​jąc Shel​ley.
Chy​basięprzyniejstre​su​je.

Mama prze​pro​wa​dza „in​spek​cję” i maca

background image

mojewło​sy.

—Na​ło​ży​łaśod​żyw​kę?
Przed czy po nur​ko​wa​niu w ba​se​nie, żeby

od​zy​skaćklu​cze?Od​py​chamjejrękę.

—Mamo,pro​szę.
—Wy​glą​daszprze​ślicz​nie—kom​ple​men​tu​-

jemnieCo​linista​jeobok.

Na szczę​ście mama daje mi spo​kój, naj​wy​-

raź​niejza​do​wo​lo​naiuspo​ko​jo​naapro​ba​tąCo​-
li​na,mimożemojewło​syniewy​glą​da​jąide​al​-
nie.

W dro​dze do Sha​ne’a przy​glą​dam się chło​-

pa​ko​wi,zktó​rymje​stemoddwóchlat.Pierw​-
szyrazca​ło​wa​li​śmysięteżuSha​ne’a,wdru​-
giejkla​siepod​czasgrywbu​tel​kę.Ca​ło​wa​li​śmy
się na oczach wszyst​kich przez rów​nie pięć
mi​nut. Ow​szem, zmie​rzy​li nam czas. Od tego
cza​suje​ste​śmyparą.

—Cze​mutaknamniepa​trzysz?—pytaCo​-

lin,zer​ka​jącnamnie.

— Przy​po​mi​na​łam so​bie nasz pierw​szy po​-

ca​łu​nek.

—USha​ne’a.Nie​złyda​li​śmypo​pis,co?Na​-

wetczwar​to​kla​si​ścibylipodwra​że​niem.

—Ate​razmyje​ste​śmywczwar​tejkla​sie.
— I wciąż je​ste​śmy zło​tą parą, kot​ku —

stwier​dza Co​lin, za​jeż​dża​jąc pod dom Sha​-
ne’a. — No to czas za​czy​nać, zło​ta para przy​-

background image

je​cha​ła! — wrzesz​czy Co​lin, gdy wcho​dzi​my
dośrod​ka.

Co​linidziedochło​pa​ków,ajaszu​kamSier​-

ry.Jestwsa​lo​nie.Obej​mu​jemnienaprzy​wi​ta​-
nieiwska​zu​jemiej​sceoboksie​bienaka​na​pie.
Sie​dzi tam już Dar​le​ne i kil​ka in​nych che​er​le​-
ade​rek.

—Sko​roBritjużjest—mówiSier​ra—mo​-

że​mygrać.

—Kogoby​ściewo​la​łypo​ca​ło​wać?—za​czy​-

naMa​di​son.

Sier​raukła​dasięwy​god​niej.
— Na po​czą​tek coś ła​twe​go. Mops czy pu​-

del?

Wy​bu​chamśmie​chem.
—Wsen​siepies?
—Notak.
—Do​bra—mó​wię.Pu​dlesąsłod​kieimi​lut​-

kie,alemop​sysąbar​dziejmę​skieimająta​kie
groź​ne pyszcz​ki, jak​by chcia​ły po​wie​dzieć: Le​-
piejzemnąnieza​dzie​raj.Ichoćlu​bięsłod​kiei
mi​lu​sie,pu​deltonieto.—Mop​sa.

Mor​gansiękrzy​wi.
—Fuu!Janapew​nopu​dla.Mop​symająta​-

kie za​pad​nię​te mord​ki i tak cięż​ko dy​szą.
Śred​niaza​chę​tadoca​ło​wa​nia.

—Prze​cieżniebę​dzie​mytakna​praw​dępró​-

bo​wać,wa​riat​ko—śmie​jesięSier​ra.

background image

— Mam! — wo​łam. — Tre​ner Gar​ri​son czy

panHar​risodma​te​ma​ty​ki?

Wszyst​kiestwier​dza​jąjed​no​gło​śnie:
—Gar​ri​son!
—Aleznie​gocia​cho—mówiMe​gan.
Sier​rachi​cho​cze.
— Przy​kro mi to mó​wić, ale po​dob​no jest

ge​jem.

— Co ty ga​dasz — stwier​dza Me​gan. — Je​-

steśpew​na?Alena​wetje​śli,toitakwciem​no
bio​ręjego,anieHar​ri​sa.

— Te​raz ja — wtrą​ca się Dar​le​ne. — Co​lin

AdamsczyAlexFu​en​tes?

Wszyst​kie spoj​rze​nia kie​ru​ją się na mnie.

Na​gle Sier​ra sztur​cha mnie, da​jąc znać, że
mamy to​wa​rzy​stwo — Co​lin. Cze​mu Dar​le​ne
takmniewy​sta​wi​ła?

Wszyst​kie dziew​czy​ny pa​trzą na sto​ją​ce​go

zamnąCo​li​na.

— Uups. Sor​ki — rzu​ca Dar​le​ne, uda​jąc, że

jejsięwy​msknę​ło.

—Prze​cieżwia​do​mo,żeBrit​ta​nybywy​bra​-

ła Co​li​na — stwier​dza Sier​ra i wrzu​ca so​bie
pre​cel​kadoust.

Me​ganpa​trzyzezło​ścią.
—Dar​le​ne,cociod​bi​ło?
—Noco?Prze​cieżtotyl​koza​ba​wa,Me​gan.
— Tak, ale chy​ba ba​wi​my się w co in​ne​go

background image

niżty.

—Comichceszprzeztopo​wie​dzieć?Tyl​ko

dla​te​go,żeniemaszchło​pa​ka...

Co​linmianasiwy​cho​dzinapa​tio.Rzu​cam

Dar​le​newście​kłespoj​rze​nieiwci​cho​ścidu​cha
li​czę,żeMe​ganjejna​ga​da,poczymwy​cho​dzę
zaCo​li​nemnadwór.

Sie​dzinale​ża​kuprzyba​se​nie.
— Mu​sia​łaś się, do cho​le​ry, za​wa​hać, gdy

Dar​le​ne za​da​ła to py​ta​nie? — rzu​ca. — Zro​bi​-
łaśzemnieidio​tę.

—Mnieteżwku​rzy​ła.
Co​linpar​skaśmie​chem.
— Nie ro​zu​miesz? To nie Dar​le​ne jest tu

win​na.

— Czy​li uwa​żasz, że ja? Jak​bym sama się

pro​si​ła,żebybyćwpa​rzezAlek​sem.

Co​linwsta​je.
—Zabar​dzosięniesprze​ci​wia​łaś.
—Chceszsiękłó​cić,Co​lin?
— Może i tak. Na​wet nie sta​rasz się za​cho​-

wy​waćjakmojadziew​czy​na.

—Jakmo​żesztakmó​wić?Aktocięza​wiózł

doszpi​ta​la,gdyzwich​ną​łeśnad​gar​stek?Akto
wy​biegł na bo​isko i po​ca​ło​wał cię po two​im
pierw​szymprzy​ło​że​niu?Aktowze​szłymroku
przy​jeż​dżał do cie​bie co​dzien​nie, jak mia​łeś
ospę?

background image

Od​by​łamlek​cjęjaz​dy,choćsięotoniepro​-

si​łam.Pi​ja​nastra​ci​łamprzy​tom​nośćwra​mio​-
nachAlek​sa,aleniedzia​ła​łamprze​cieżwte​dy
świa​do​mie.Doni​cze​gozAlek​semniedo​szło.

Je​stemnie​win​na,na​wetje​ślimojemy​ślinie

za​wszetopo​świad​cza​ją.

— To było w ze​szłym roku. — Co​lin bie​rze

mnie za rękę i pro​wa​dzi do domu. — Mu​sisz
miudo​wod​nić,żemnieko​chasz.Te​raz.

Wcho​dzi​my do po​ko​ju Sha​ne’a, a Co​lin po​-

cią​gamniezasobąnałóż​ko.

Od​py​chamgo,kie​dyza​czy​napie​ścićmiszy​-

ję.

—Prze​stańsięza​cho​wy​waćtak,jak​bymcię

do cze​goś zmu​szał, Brit — mam​ro​cze Co​lin.
Łóż​ko skrzy​pi pod jego cię​ża​rem. — Od po​-
cząt​ku roku szkol​ne​go za​cho​wu​jesz się jak ja​-
kaścho​ler​nacnot​ka.

Sia​dampro​sto.
— Nie chcę, żeby nasz zwią​zek opie​rał się

na sek​sie. Pra​wie w ogó​le ze sobą nie roz​ma​-
wia​my.

—Notomów—stwier​dzaCo​lin,ajegoręce

wę​dru​jąnamojepier​si.

—Typierw​szy.Naj​pierwtycośpo​wiedz,a

po​temja.

—Tonaj​więk​szabzdu​ra,jakąkie​dy​kol​wiek

sły​sza​łem. Nie mam nic do po​wie​dze​nia, Brit.

background image

Je​ślitypo​trze​bu​jeszpo​ga​dać,tomów.

Od​dy​cham głę​bo​ko, zła, że czu​ję się swo​-

bod​niejzAlek​semniżtuzCo​li​nem.Niemo​że​-
my się roz​stać. Moja mama by za​czę​ła świ​ro​-
wać, moi przy​ja​cie​le by za​czę​li świ​ro​wać...
układsło​necz​nybysięroz​padł...

Co​linkła​dziemnieoboksie​bienałóż​ku.Nie

mogę z nim ze​rwać tyl​ko dla​te​go, że boję się
sek​su.Wkoń​cuonteżjesz​czetegoniero​bił.I
cze​ka na mnie, że​by​śmy mo​gli ra​zem prze​żyć
nasz pierw​szy raz. Więk​szość na​szych zna​jo​-
mychjużtoro​bi​ła.Możegłu​piosięza​cho​wu​ję.
Może cała moja fa​scy​na​cja Alek​sem to tyl​ko
wy​mów​ka,żebyniemu​siećtegozro​bićzCo​li​-
nem.

Ra​mięCo​li​naobej​mu​jemniewpa​sie.Je​ste​-

śmy ra​zem od dwóch lat. Po co nisz​czyć to
wszyst​ko z po​wo​du głu​pie​go za​uro​cze​nia
kimś,zkimniepo​win​namna​wetroz​ma​wiać?

GdyustaCo​li​naznaj​du​jąsiękil​kacen​ty​me​-

trówodmo​ich,mójwzrokna​gletę​że​je.Nako​-
mo​dzie stoi zdję​cie. Sha​ne i Co​lin na pla​ży
pod​czas ostat​nich wa​ka​cji. Są z nimi dwie
dziew​czy​ny, a Co​lin obej​mu​je moc​no jed​ną z
nich — ład​ną bru​net​kę z krót​ką roz​wi​chrzo​ną
fry​zur​ką. Uśmie​cha​ją się ra​do​śnie, jak​by łą​-
czy​łaichja​kaśwspól​nata​jem​ni​ca,któ​rejni​ko​-
muniezdra​dzą.

background image

Po​ka​zu​jęnazdję​cie.
—Ktoto?—py​tam,sta​ra​jącsięmó​wićlek​-

ko.

— A ta​kie dwie dziew​czy​ny, któ​re po​zna​li​-

śmynapla​ży—mówiiod​chy​lasię,żebyzer​k​-
nąćnazdję​cie.

—Jakmanaimięta,któ​rąobej​mu​jesz?
—Niewiem.Chy​baMiaczyja​kośtak.
—Wy​glą​da​ciejakpara—mó​wię.
— Prze​stań ga​dać bzdu​ry. Chodź tu — na​-

ka​zu​je, pod​cią​ga​jąc się do góry i za​sła​nia​jąc
mi zdję​cie swo​im cia​łem. — Te​raz chcę tyl​ko
cie​bie,Brit.

Co to zna​czy „te​raz”? Czy​li że la​tem chciał

Mię, a te​raz chce mnie? A może za dużo się
do​szu​ku​jęwjegosło​wach?

Za​nimuda​jemisiępójśćda​lejtymtro​pem,

Co​linpod​cią​gamisu​kien​kęista​nikpodbro​dę.
Sta​ramsiędo​pa​so​waćdosy​tu​acjiiprze​ko​nać
samą sie​bie, że moje wa​ha​nie wy​pły​wa wy​-
łącz​niezestra​chu.

—Za​mkną​łeśdrzwinaklucz?—py​tam,od​-

su​wa​jąc mój nie​po​kój w naj​dal​sze za​ka​mar​ki
umy​słu.

— Tak — od​po​wia​da Co​lin, sku​pio​ny wy​-

łącz​nienamo​ichpier​siach.

Wie​dząc,żepo​win​nambyćbar​dziejak​tyw​-

na, choć cięż​ko mi się do tego zmu​sić, do​ty​-

background image

kamwy​brzu​sze​nianaspodniachCo​li​na.

Co​linpod​no​sisię,od​py​chamojąrękęisam

roz​pi​naroz​po​rek.Opusz​czaspodniedoko​lani
mówi:

—Chodź,Brit.Spró​bu​je​mycze​gośno​we​go.
Cośtujestnietak,wszyst​kowy​da​jesięwy​-

re​ży​se​ro​wa​ne.Przy​su​wamsiębli​żej,choćmy​-
śla​mije​stemda​le​ko.

Drzwiuchy​la​jąsięipo​ja​wiasięwnichgło​-

wa Sha​ne’a. Jego usta roz​cią​ga​ją się w sze​ro​-
kimuśmie​chu.

—Ja​snadupa!Gdzieko​mór​ka,gdyczło​wiek

po​trze​bu​jezro​bićzdję​cie?

—Mó​wi​łeś,żeza​mkną​łeśdrzwinaklucz!—

rzu​cam z wście​kło​ścią do Co​li​na i szyb​ko na​-
cią​gam na sie​bie sta​nik i su​kien​kę. — Kła​ma​-
łeś.

Co​linza​sła​niasięko​cem.
—Doja​snejcho​le​ry,Sha​ne,dajnamodro​bi​-

nę pry​wat​no​ści, co? A ty, Brit, prze​stań się
drzećjakwa​riat​ka.

— Je​śli przy​pad​kiem nie za​uwa​ży​łeś, je​ste​-

ściewmoimpo​ko​ju—mówiSha​ne.Opie​rasię
o drzwi i pa​trzy na mnie zna​czą​co. — Brit,
przy​znajsię.Sąpraw​dzi​we?

—Alezcie​bieświ​nia,Sha​ne—mó​więiod​-

su​wamsięodCo​li​na.

Ze​ska​ku​ję z łóż​ka, a Co​lin sta​ra się zła​pać

background image

mniezarękę.

— Wra​caj, Brit. Prze​pra​szam, że nie za​-

mkną​łemdrzwi.Da​łemsiępo​nieśćchwi​li.

Pro​blem w tym, że nie​za​mknię​te drzwi to

tyl​ko je​den z po​wo​dów mo​jej wście​kło​ści. Bez
za​sta​no​wie​nia na​zwał mnie wa​riat​ką. I nie
bro​niłmnieprzedSha​ne’em.Od​wra​camsiędo
mo​je​gochło​pa​ka.

— Tak?! A ja daję się te​raz po​nieść moim

no​gomiwy​cho​dzę—krzy​czę.

O pierw​szej trzy​dzie​ści w nocy pa​trzę w

swo​impo​ko​junako​mór​kę.Co​lindzwo​niłtrzy​-
dzie​ści sześć razy. I zo​sta​wił dzie​sięć wia​do​-
mo​ści. Od​kąd Sier​ra od​wio​zła mnie do domu,
cał​ko​wi​cie go igno​ro​wa​łam. Głów​nie dla​te​go,
że mu​sia​łam naj​pierw tro​chę się uspo​ko​ić.
Strasz​niemiwstyd,żeSha​newi​działmniena
wpół nagą. Za​nim zna​la​złam Sier​rę i po​pro​si​-
łam ją, żeby od​wio​zła mnie do domu, co naj​-
mniejpięćosóbpod​śmie​wa​łosięjużzmo​je​go
strip​ti​zu w po​ko​ju Sha​ne’a. Nie chcę wy​bu​-
chaćtakjakmojamama,auSha​ne’anie​wie​le
mibra​ko​wa​ło.

Przy trzy​dzie​stym dzie​wią​tym te​le​fo​nie od

Co​li​na puls osią​gnął już chy​ba dol​ną gra​ni​cę
swo​ichmoż​li​wo​ścinatenwie​czór.

Wkoń​cuod​bie​ram.
—Prze​stańdomniewy​dzwa​niać—żą​dam.

background image

— Prze​sta​nę, je​śli wy​słu​chasz, co mam do

po​wie​dze​nia — stwier​dza Co​lin po dru​giej
stro​niesłu​chaw​ki,wy​raź​niezde​ner​wo​wa​ny.

—Notomów.Słu​cham.
Sły​szę,jakbie​rzegłę​bo​kiwdech.
— Prze​pra​szam, Brit. Prze​pra​szam, że nie

za​mkną​łem drzwi na klucz. Prze​pra​szam, że
chcia​łem upra​wiać seks. Prze​pra​szam, że jed​-
ne​muzmo​ichnaj​lep​szychkum​pliwy​da​jesię,
że jest za​baw​ny, cho​ciaż nie jest. Prze​pra​-
szam, że nie je​stem w sta​nie znieść wi​do​ku
cie​bie i Fu​en​te​sa na che​mii. Prze​pra​szam, że
sięzmie​ni​łempod​czaswa​ka​cji.

Nie wiem, co mam po​wie​dzieć. Fak​tycz​nie

się zmie​nił. A ja? Czy je​stem tą samą oso​bą,
któ​ra że​gna​ła się z nim przed wy​jaz​dem na
wa​ka​cje? Nie wiem. Jed​ną rzecz wiem jed​nak
napew​no.

—Co​lin,niechcęsięjużwię​cejkłó​cić.
—Jateżnie.Czymo​żeszpopro​stuwy​ka​so​-

waćdzi​siej​szywie​czórzpa​mię​ci?Obie​cu​ję,że
citowy​na​gro​dzę.Pa​mię​taszna​sząrocz​ni​cęw
ze​szłymroku,gdywu​jekza​brałnasces​snąna
je​dendzieńdoMi​chi​gan?

Po​le​cie​li​śmy do ja​kie​goś ku​ror​tu. Wie​czo​-

rem po​szli​śmy na ko​la​cję do re​stau​ra​cji, a na
sto​li​ku stał ogrom​ny bu​kiet czer​wo​nych róż i
tur​ku​so​wepu​de​łecz​ko.Wśrod​kubyłabran​so​-

background image

let​kaodTif​fa​ny’egozbia​łe​gozło​ta.

—Pa​mię​tam.
— Do​ku​pię ci kol​czy​ki do tej bran​so​let​ki,

Brit.

Niemamser​camumó​wić,żetonienakol​-

czy​kach mi za​le​ży. Bran​so​let​ka strasz​nie mi
siępo​do​baicałyczasjąno​szę.Aleto,comnie
wte​dyroz​czu​li​ło,toniesampre​zent,aleświa​-
do​mość,żeCo​linsta​nąłnagło​wie,żebyzor​ga​-
ni​zo​wać dla nas coś ab​so​lut​nie wy​jąt​ko​we​go.
O tym pa​mię​tam, pa​trząc na tę bran​so​let​kę.
Nie o pre​zen​cie, ale o in​ten​cji. Od​kąd za​czę​ła
się szko​ła, wi​dzę tyl​ko nie​wy​raź​ne prze​bły​ski
tegodaw​ne​goCo​li​na.

Dro​gie kol​czy​ki będą dla mnie sym​bo​lem

prze​pro​sin Co​li​na i będą mi cią​gle przy​po​mi​-
naćodzi​siej​szymwie​czo​rze.Mogąteżobu​dzić
we mnie po​czu​cie winy, zmu​sza​jąc do tego,
że​bym też mu coś dała... na przy​kład swo​je
dzie​wic​two. Być może Co​lin nie robi tego w
tymcelu,alejużsamfakt,żetakamyślpo​ja​-
wi​łamisięwgło​wie,cośzna​czy.Nie​po​trzeb​na
mitakapre​sja.

—Niechcękol​czy​ków,Co​lin.
—Acobyśwta​kimra​ziechcia​ła?Po​wiedz.
Po​trze​bu​ję chwi​li cza​su na za​sta​no​wie​nie.

Pół roku temu mo​gła​bym na​pi​sać książ​kę o
tym,cze​gobymchcia​ła.Aleodpo​cząt​kuroku

background image

szkol​ne​gowszyst​kosięzmie​ni​ło.

—Nara​zieniewiem,cze​gochcę.—Przy​kro

mi,żetomó​wię,aletakajestpraw​da.

—Ajakjużsiędo​wiesz,daszmiznać?
Tak,oilesiędo​wiem.

background image

28.Alex

W po​nie​dzia​łek nie mogę się do​cze​kać che​-

mii, ale sta​ram się nie wy​cią​gać w związ​ku z
tym zbyt da​le​ko po​su​nię​tych wnio​sków. Na
pew​no jed​nak to nie pa​nią P. chcę zo​ba​czyć,
tyl​koBrit​ta​ny.

Wcho​dzidokla​sytużprzeddzwon​kiem.
—Cześć—wi​tamsię.
— Cześć — mru​czy w od​po​wie​dzi. Nie

uśmie​cha się, wzrok ma przy​ga​szo​ny. Coś ją
zde​cy​do​wa​niegnę​bi.

— No do​brze — mówi pani P. — Przy​go​tuj​-

cie coś do pi​sa​nia. Zo​ba​czy​my, jak wam idzie
na​uka.

W głę​bi du​cha je​stem wście​kły na pa​nią P.,

że nie za​pla​no​wa​ła na dziś za​jęć la​bo​ra​to​ryj​-
nych, że​bym mógł po​roz​ma​wiać z Brit​ta​ny.
Zer​kamnaswo​jąparę.Chy​bawogó​leniejest
przy​go​to​wa​na. Bu​dzi się we mnie in​stynkt
opie​kuń​czy, choć nie mam do nie​go żad​nych
praw,ipod​no​szęrękę.

—Bojęsięspy​tać,ococho​dzi,Alex—mówi

paniP.,spo​glą​da​jącnamnie.

—Jed​nomałepy​tan​ko.
—Słu​cham.Tyl​koszyb​ko.

background image

— Mo​że​my ko​rzy​stać z po​mo​cy na​uko​-

wych,praw​da?

Na​uczy​ciel​ka pio​ru​nu​je mnie wzro​kiem

znadoku​la​rów.

—Nie,Alex,niemo​że​cieko​rzy​staćzpo​mo​-

cyna​uko​wych.Aje​ślisięnieprzy​go​to​wa​łeś,to
do​sta​nieszdużą,tłu​stąje​dyn​kę.Zro​zu​mia​no?

W od​po​wie​dzi zrzu​cam z gło​śnym hu​kiem

napod​ło​gęksiąż​ki.

PaniP.roz​da​jenamte​styiczy​tampierw​sze

py​ta​nie. „Gę​stość Al (alu​mi​nium) wy​no​si 2,7
gra​ma na mi​li​metr. Po​daj ob​ję​tość 10,5 gra​ma
Al(alu​mi​nium)”.

Ro​bięob​li​cza​nia,poczymzer​kamnaBrit​ta​-

ny.Wpa​tru​jesiępu​stymwzro​kiemwkart​kę.

Za​uwa​żamojespoj​rze​nieiwar​czytyl​ko:
—Co?
—Nic.Nada.
—Toprze​stańsięnamniega​pić.
Pani P. pa​trzy na nas. Bio​rę głę​bo​ki wdech,

żebysięuspo​ko​ićiwra​camdote​stu.CzyBrit​-
ta​ny na​praw​dę musi to ro​bić? Musi tak się
zmie​niaćbezostrze​że​nia?Cojąugry​zło?

Ką​tem oka wi​dzę, że moja para zdej​mu​je z

ha​czy​kaprzydrzwiachprze​pust​kęumoż​li​wia​-
ją​cąwyj​ściedoto​a​le​ty.Pro​blemwtym,żenie
po​mo​żejejtouciecprzedży​ciem.Powyj​ściuz
to​a​le​ty ży​cie wciąż bę​dzie to​czyć się da​lej.

background image

Prze​ko​na​łemsięotymnawła​snejskó​rze.Nie
dasięscho​waćwki​bluprzedpro​ble​ma​mi.

Popo​wro​ciedokla​syBrit​ta​nykła​dziegło​wę

na sto​le i roz​wią​zu​je test. Je​den rzut oka na
niąwy​star​czy,że​bymwie​dział,żewogó​lesię
nie sku​pia i robi to na od​wal. Pani P. zbie​ra
spraw​dzia​ny, a moja part​ner​ka wpa​tru​je się
pu​stymwzro​kiemprzedsie​bie.

—Je​śliciętopo​cie​szy—mó​więci​cho,żeby

tyl​ko ona mnie sły​sza​ła — w ósmej kla​sie ob​-
la​łem za​ję​cia z pierw​szej po​mo​cy, bo wsa​dzi​-
łemma​ne​ki​no​widoustza​pa​lo​ne​gopa​pie​ro​sa.

Brit​ta​ny na​wet nie pod​no​si gło​wy, tyl​ko

mówi:

—Su​per.
Z gło​śni​ków za​czy​na le​cieć mu​zy​ka, sy​gna​-

li​zu​jąc ko​niec lek​cji. Wi​dzę, że zło​ci​ste wło​sy
Brit​ta​ny nie pod​ska​ku​ją ze zwy​kłą ener​gią,
gdy wy​cho​dzi po​wo​li z kla​sy, o dzi​wo bez
swo​je​gochło​pa​ka.Za​sta​na​wiamsię,czyuwa​-
ża, że wszyst​ko jej się samo od ży​cia na​le​ży,
na​wetdo​brestop​nie.

Jamu​szęnawszyst​kocięż​kopra​co​wać.Nic

niespa​damiznie​ba.

— Hej​ka, Alex. — Obok mo​jej szaf​ki stoi

Car​men.Nodo​bra,nie​któ​rerze​czyspa​da​jąmi
znie​ba.

Quepasa?Cotam?

background image

Moja była dziew​czy​na na​chy​la się. Ma na

so​biebluz​kęzwy​jąt​ko​wodu​żymde​kol​tem.

—Idzie​mywkil​kaosóbpolek​cjachnapla​-

żę.Chcesziść?

—Mu​szępra​co​wać—mó​wię.—Możepóź​-

niejdowasdo​łą​czę.

My​ślęoweek​en​dziedwaty​go​dnietemu.Po

tym, jak po​je​cha​łem do Brit​ta​ny, a jej mat​ka
po​trak​to​wa​ła mnie z taką wyż​szo​ścią, po​nio​-
słomnie.

Za​pi​ja​nie ura​żo​nej dumy to głu​pi po​mysł.

Chcia​łem spę​dzić czas z Brit​ta​ny, po​być z nią
nie tyl​ko ze wzglę​du na wspól​ną na​ukę, ale
żeby do​wie​dzieć się też, co się kry​je za tymi
ja​sny​mi pu​kla​mi. Moja ko​le​żan​ka z ław​ki
mnie wy​sta​wi​ła. W prze​ci​wień​stwie do Car​-
men. Nie pa​mię​tam tego do​kład​nie, ale przy​-
po​mi​namso​biejakprzezmgłę,żeCar​mensta​-
ła ze mną w je​zio​rze i przy​tu​la​ła się do mnie.
A po​tem sie​dzia​ła mi na ko​la​nach przy ogni​-
sku, gdy pa​li​li​śmy coś znacz​nie moc​niej​sze​go
niż marl​bo​ro. W ta​kim sta​nie, gdy by​łem na​-
bz​dryn​go​lo​ny, upa​lo​ny i ura​żo​ny do ży​we​go,
każ​dadziew​czy​nabymipa​so​wa​ła.

Car​men była pod ręką, zwar​ta i go​to​wa, i

je​stemjejwin​nyprze​pro​si​ny,bona​wetje​ślito
ona za​rzu​ca​ła przy​nę​tę, nie po​wi​nie​nem się
na nią ła​pać. Będę się z nią mu​siał spo​tkać i

background image

prze​pro​sić,żeza​cho​wa​łemsięjakpa​lant.

Po lek​cjach wo​kół mo​je​go mo​to​cy​kla gro​-

ma​dzisiętłu​mek.Cho​le​ra,je​ślicośsięsta​łoz
Ju​lio, przy​rze​kam, że sko​pię ko​muś ty​łek. Nie
mu​szęsięprze​ci​skać,bogdysiępo​ja​wiam,lu​-
dziesamiro​biąmiprzej​ście.

Czu​ję, że wszy​scy się na mnie ga​pią, gdy

oce​niam akt wan​da​li​zmu wy​mie​rzo​ny prze​-
ciw​ko mo​je​mu mo​to​ro​wi. My​ślą, że się
wściek​nę.Noboktobysięod​wa​żyłprzy​mo​co​-
waćdokie​row​ni​cyró​żo​wątrąb​kęzdzie​cin​ne​-
go ro​wer​ka i przy​kle​ić do uchwy​tów lśnią​ce
ser​pen​ty​ny? Coś ta​kie​go ni​ko​mu nie uszło​by
nasu​cho.

Ni​ko​mupozaBrit​ta​ny.
Roz​glą​damsię,aleniemajejni​g​dziewpo​-

bli​żu.

—Tonieja—mówiszyb​koLuc​ky.
Całaresz​tateżsięwy​krę​ca.
Pa​da​jąsu​ge​stie,ktomógłbyćspraw​cą.„Co​-

lin Adams, Greg Han​son...” Nie słu​cham, bo
wiem aż za do​brze, kto za tym stoi. To moja
part​ner​kazche​mii,tasama,któ​raigno​ro​wa​ła
mniedziścałydzień.

Jed​nym ru​chem zry​wam ser​pen​ty​ny i od​-

krę​cam ró​żo​wy, gu​mo​wy klak​son. Ró​żo​wy.
Za​sta​na​wiam się, czy kie​dyś mia​ła go przy
swo​imro​wer​ku.

background image

— Zejdź​cie mi z dro​gi — mó​wię do ze​bra​-

nych wo​kół mnie lu​dzi. Dość szyb​ko się roz​-
cho​dzą,prze​ko​na​ni,żeje​stemwście​kłyiżew
związ​kuztymle​piejniewcho​dzićmiwdro​gę.
Cza​semzgry​wa​nietwar​dzie​lamapew​neza​le​-
ty. A jaka jest praw​da? Wy​ko​rzy​stam ró​żo​wą
trąb​kę i ser​pen​ty​ny jako wy​mów​kę, żeby
znówpo​roz​ma​wiaćzBrit​ta​ny.

Gdy zo​sta​ję sam, idę na bo​isko fut​bo​lo​we.

Dru​ży​nache​er​le​ade​rekmajakzwy​kletre​ning.

—Szu​kaszko​goś?
Od​wra​camsięiwi​dzęDar​le​neBo​ehm,ko​le​-

żan​kęBrit​ta​ny.

—JesttugdzieśBrit​ta​ny?—py​tam.
—Nie.
—Awiesz,gdziejest?
Alex Fu​en​tes do​py​tu​je się o Brit​ta​ny El​lis?

Spo​dzie​wamsię,żekażemispły​wać.Albood​-
cze​pićsięodBrit​ta​ny.

Za​miasttegoDar​le​nemówi:
—Po​je​cha​ładodomu.
Dzię​ku​ję pod no​sem, od​wra​cam się i wra​-

cam na par​king, po dro​dze wy​bie​ra​jąc nu​mer
mo​je​goku​zy​na.

—Warsz​tatSa​mo​cho​do​wyEn​ri​que.
—TuAlex.Spóź​nięsiędziśdopra​cy.
—Znówmu​siszzo​staćzakarępolek​cjach?
—Nie,nicztychrze​czy.

background image

— Do​pil​nuj tyl​ko, żeby skoń​czyć le​xu​sa dla

Chuya.Po​wie​dzia​łemmu,żemożegoode​brać
dziś o siód​mej, a wiesz, jaki jest, gdy nie wy​-
wią​żeszsięzobiet​ni​cy.

—Otosięniemartw—uspo​ka​jam,my​śląc

o po​zy​cji Chuya w Krwi. To gość, z któ​rym
niktniechceza​dzie​rać,gość,któ​ryuro​dziłsię
chy​bazja​kimśde​fek​temmó​zguinieznapo​ję​-
cia em​pa​tii. Je​śli ktoś oka​zu​je się nie​lo​jal​ny,
Chuy ma albo na​uczyć go lo​jal​no​ści na nowo,
albodo​pil​no​wać,żebyjużni​g​dyniebyłwsta​-
nie do​no​sić. Sto​su​jąc w tym celu wszel​kie
moż​li​we środ​ki, łącz​nie z groź​bą po​zba​wie​nia
ży​cia.—Zdą​żę.

Dzie​sięćmi​nutpóź​niejpu​kamdodrzwiEl​li​-

sówzró​żo​wątrąb​kąiwstąż​ka​miwdło​ni,sta​-
ra​jąc się wy​glą​dać tak, jak​bym miał wszyst​ko
wgłę​bo​kimpo​wa​ża​niu.

Kie​dy jed​nak Brit​ta​ny otwie​ra drzwi w po​-

wy​cią​ga​nym T-shir​cie i krót​kich spoden​kach,
od​bie​ramimowę.

Jej ja​sno​nie​bie​skie oczy otwie​ra​ją się sze​ro​-

ko.

—Cotyturo​bisz,Alex?
Po​da​jęjejtrąb​kęiwstąż​ki.
Wy​ry​wamijezręki.
— Nie wie​rzę, że przy​je​cha​łeś tu z po​wo​du

głu​pie​godow​ci​pu.

background image

— Mu​si​my po​ga​dać o paru spra​wach. Nie

tyl​koogłu​pichdow​ci​pach.

Prze​ły​kaner​wo​wośli​nę.
—Nieje​stemwnaj​lep​szejfor​mie,okej?Po​-

roz​ma​wia​my w szko​le. — Pró​bu​je za​mknąć
drzwi.

Cho​le​ra,niewie​rzę,żeza​cho​wamsięza​raz

jakja​kiśprze​śla​dow​cazfil​mów.Przy​trzy​mu​ję
drzwi, żeby nie mo​gła ich za​mknąć. Que mier​-
da!

—Alex,pro​szę.
—Wpuśćmnie.Nachwi​lę.Pro​szę.
Krę​cigło​wą,ajejaniel​skielocz​kiopa​da​jąto

najed​ną,tonadru​gąstro​nętwa​rzy.

— Moi ro​dzi​ce nie lu​bią, gdy ktoś do mnie

przy​cho​dzi.

—Asąwdomu?
—Nie.—Wzdy​cha,poczymotwie​razwa​-

ha​niemdrzwi.

Wcho​dzę do środ​ka. Dom jest więk​szy, niż

wy​glą​da z ze​wnątrz. Ścia​ny lśnią bie​lą, przez
co wnę​trze ko​ja​rzy mi się ze szpi​ta​lem. Przy​-
się​gam,żekurzniemiał​bychy​baod​wa​giosa​-
dzać się na pod​ło​gach i me​blach. W dwu​pię​-
tro​wym holu wzno​szą się ogrom​ne scho​dy i
mo​gły​by spo​koj​nie kon​ku​ro​wać z tymi z
Dźwię​ków mu​zy​ki,

 któ​re ka​za​li nam oglą​dać w

gim​na​zjum.Pod​ło​galśnijakta​flawody.

background image

Brit​ta​ny mia​ła ra​cję. Nie pa​su​ję tu. Ale nie

ma to więk​sze​go zna​cze​nia, bo na​wet je​śli, to
onatujest,ajachcębyćtam,gdzieona.

—Oczymchcia​łeśpo​roz​ma​wiać?—pyta.
Na​praw​dęwo​lał​bym,żebyszor​tynieod​sła​-

nia​ły jej dłu​gich szczu​płych nóg. Nie mogę się
przez nie sku​pić. Od​wra​cam gło​wę, bo mu​szę
zawszel​kącenęza​cho​waćzdol​nośćlo​gicz​ne​go
my​śle​nia.Tocoztego,żemapo​nęt​nenogi.To
co,żejejoczysąprzej​rzy​stejakszkla​nekul​ki.
Toco,żepo​tra​fizgod​no​ściązno​sićpła​ta​nejej
psi​ku​sy,apo​temsięze​mścić.

Kogojachcęoszu​kać?Je​stemtutyl​kozjed​-

ne​go, oczy​wi​ste​go po​wo​du: chcę być bli​sko
niej.Mamgdzieśza​kład.

Chcę się do​wie​dzieć, jak roz​śmie​szyć tę

dziew​czy​nę. Chcę wie​dzieć, cze​mu pła​cze.
Chcę po​znać to uczu​cie, gdy pa​trzy na mnie
jaknary​ce​rzawlśnią​cejzbroi.

—Błii!—prze​ry​waci​szęgłosdo​cho​dzą​cyz

głę​bidomu.

—Za​cze​kajtu—mówiBrit​ta​nyibie​gnieko​-

ry​ta​rzemwpra​wo.—Za​razwra​cam.

Nie będę ster​czeć w holu jak ja​kiś pa​lant.

Idęzanią,wie​dząc,żeza​razzaj​rzędojejpry​-
wat​ne​goświa​ta.

background image

29.Brittany

Nie wsty​dzę się nie​peł​no​spraw​nej sio​stry.

Ale nie chcę, żeby Alex ją oce​niał. Nie znio​sę,
je​śli za​cznie się z niej śmiać. Okrę​cam się na
pię​cie.

—Niebar​dzoumieszsto​so​waćsiędopo​le​-

ceń,co?

Uśmie​chasię,jak​bymó​wił:Acze​gosięspo​-

dzie​wa​łaś,na​le​żędogan​gu?

—Mu​szęspraw​dzić,cozsio​strą.Mogę?
— Oczy​wi​ście. Będę miał oka​zję ją po​znać.

Spo​koj​nie.

Po​win​nam wy​wa​lić go z domu ra​zem z

tymi wszyst​ki​mi ta​tu​aża​mi. Po​win​nam, ale
tegoniero​bię.

Bez sło​wa pro​wa​dzę go do bi​blio​te​ki wy​ło​-

żo​nej ciem​ną, ma​ho​nio​wą bo​aze​rią. Shel​ley
sie​dzi na swo​im wóz​ku i z dzi​wacz​nie prze​-
krzy​wio​nągło​wąoglą​date​le​wi​zję.

Gdy orien​tu​je się, że ma to​wa​rzy​stwo, od​-

wra​ca wzrok od te​le​wi​zo​ra i pa​trzy naj​pierw
namnie,apo​temnaAlek​sa.

— To jest Alex — przed​sta​wiam go i wy​łą​-

czamte​le​wi​zor.—Ko​le​gazeszko​ły.

Shel​leyuśmie​chasiędoAlek​sakrzy​woina​-

background image

ci​skakłyk​cia​minaspe​cjal​nąkla​wia​tu​rę.

—Cześć—mówiko​bie​cygłoszkom​pu​te​ra.

Shel​ley na​ci​ska jesz​cze je​den kla​wisz. — Je​-
stemShel​ley—ar​ty​ku​łu​jekom​pu​ter.

Alexprzy​klę​ka,żebyzna​leźćsięnawy​so​ko​-

ści Shel​ley. Ten pro​sty gest sza​cun​ku chwy​ta
mnie za coś po​dej​rza​nie zbli​żo​ne​go do ser​ca.
Co​linza​wszeigno​ru​jemojąsio​stręitrak​tu​jeją
tak, jak​by była nie tyl​ko fi​zycz​nie i umy​sło​wo
upo​śle​dzo​na,aleteżśle​paigłu​cha.

— Jak się masz? — pyta Alex, po czym bie​-

rze sztyw​ną dłoń Shel​ley i po​trzą​sa nią na
przy​wi​ta​nie.—Faj​nykom​pu​ter.

— To tak zwa​ne urzą​dze​nie wspo​ma​ga​ją​ce

ko​mu​ni​ka​cję—wy​ja​śniam.—Po​ma​gajejsięz
namipo​ro​zu​mie​wać.

—Gra—mówikom​pu​ter.
Alex przy​su​wa się do Shel​ley. Wstrzy​mu​ję

od​dech i pil​nu​ję, żeby jej ręce nie zna​la​zły się
wpo​bli​żujegogę​stychwło​sów.

—Masztugry?—pyta.
— Tak — od​po​wia​dam za nią. — Ostat​nio

mafio​łanapunk​ciewar​ca​bów.Shel​ley,po​każ
mu,jaktodzia​ła.

Shel​ley stu​ka po​wo​li kłyk​cia​mi w ekran, a

Alexprzy​glą​dasię,wy​raź​nieza​fa​scy​no​wa​ny.

Na ekra​nie po​ja​wia się plan​sza do war​ca​-

bów,aShel​leysztur​charękęAlek​sa.

background image

—Typierw​sza—mówiAlex.
Shel​leykrę​cigło​wą.
—Chce,że​byśtyza​czął—wy​ja​śniam.
—Okej.—Alexdo​ty​kaekra​nu.
Wszyst​ko we mnie mięk​nie, gdy wi​dzę, jak

ten twar​dziel gra w mil​cze​niu z moją stra​szą
sio​strą.

— Nie bę​dzie ci prze​szka​dzać, je​śli pój​dę

przy​go​to​wać jej coś do je​dze​nia? — py​tam,
chcąc za wszel​ką cenę jak naj​szyb​ciej wyjść z
po​ko​ju.

—Mnąsięnieprzej​muj—od​po​wia​daAlex,

sku​pio​nynagrze.

— Nie mu​sisz da​wać jej fo​rów — rzu​cam

przedwyj​ściem.—Ra​dziso​biewwar​ca​bach.

— Hm, dzię​ki za za​ufa​nie, ale wła​ści​wie to

sta​ram się wy​grać — mówi Alex. Ma na twa​-
rzy sze​ro​ki, szcze​ry uśmiech i nie sta​ra się
zgry​wać pew​ne​go sie​bie lu​za​ka. Zde​cy​do​wa​-
niemu​szęstąducie​kać.

Kie​dykil​kami​nutpóź​niejwra​camdobi​blio​-

te​kizje​dze​niemShel​ley,Alexin​for​mu​je:

—Ogra​łamnie.
—Mó​wi​łam,żejestnie​zła.Alenara​zieko​-

niec war​ca​bów — ob​wiesz​czam Shel​ley, po
czym od​wra​cam się do Alek​sa. — Mam na​-
dzie​ję,żecinieprze​szka​dza,żejąna​kar​mię.

—Anitro​chę.

background image

Alex sia​da na ulu​bio​nym skó​rza​nym fo​te​lu

taty, a ja kła​dę tacę przed Shel​ley i kar​mię ją
mu​semjabł​ko​wym.Je​dze​niejakzwy​klelą​du​je
wszę​dziena​oko​ło.Od​chy​lamgło​węiwi​dzę,że
Alexprzy​glą​dasię,jakwy​cie​ramsio​strzeręcz​-
ni​kiemusta.

— Shel​ley. Po​win​naś była dać mu wy​grać.

No wiesz, z czy​stej uprzej​mo​ści. — Shel​ley w
od​po​wie​dzi krę​ci tyl​ko gło​wą. Mus spły​wa jej
po bro​dzie. — A więc to tak, co? — mó​wię,
ma​jącna​dzie​ję,żetenwi​dokniebrzy​dziAlek​-
sa. Może chcę go spraw​dzić, żeby się prze​ko​-
nać, czy po​tra​fi znieść ob​raz mo​je​go praw​dzi​-
we​goży​cia.Nara​ziezda​jenapiąt​kę.—Za​cze​-
kajtyl​ko,ażAlexso​biepój​dzie.Po​ka​żęciwte​-
dy,ktojestpraw​dzi​wymmi​strzemwar​ca​bów.

Moja sio​stra uśmie​cha się tym swo​im uro​-

czym,krzy​wymuśmie​chem—jakty​siącsłów
za​mknię​tych w jed​nej mi​nie. Przez chwi​lę za​-
po​mi​nam, że Alex wciąż się mi przy​glą​da.
Dziw​nie wpu​ścić go do swo​je​go ży​cia i domu.
Niepa​su​jetu,amimotonaj​wy​raź​niejwogó​le
mutonieprze​szka​dza.

— Cze​mu by​łaś dziś w ta​kim pod​łym na​-

stro​junache​mii?—pyta.

Bo moja sio​stra ma tra​fić do ośrod​ka, a

wczo​raj zo​sta​łam przy​ła​pa​na z go​ły​mi cyc​ka​-
mi,pod​czasgdyCo​linle​żałobokzespodnia​mi

background image

opusz​czo​ny​midoko​lan.

— Na pew​no sły​sza​łeś już obrzy​dli​we plot​-

ki.

— Nie, nic nie sły​sza​łem. Może wpa​dasz w

pa​ra​no​ję.

Może. Sha​ne nas wi​dział, a on nie umie

trzy​maćję​zy​kazazę​ba​mi.Zakaż​dymra​zem,
gdy ktoś spoj​rzał dziś w moją stro​nę, wy​da​-
wa​łomisię,żemusiwie​dzieć.Pa​trzęnaAlek​-
sa.

— Cza​sem bym chcia​ła, żeby były dni „po​-

wtór​ko​we”.

— Cza​sem bym chciał, żeby były lata „po​-

wtór​ko​we” — od​po​wia​da po​waż​nie. — Albo
dni,któ​remoż​naprze​wi​nąćdoprzo​du.

—Nie​ste​tywpraw​dzi​wymży​ciuniemapi​-

lo​ta. — Gdy Shel​ley koń​czy jeść, sa​dzam ją
przed te​le​wi​zo​rem i pro​wa​dzę Alek​sa do
kuch​ni. — Moje ży​cie nie wy​glą​da już wca​le
takide​al​nie,co?—py​tamiwyj​mu​jęzlo​dów​ki
cośdopi​cia.

Alex pa​trzy na mnie z cie​ka​wo​ścią w

oczach.

—Co?
Wzru​szara​mio​na​mi.
—Chy​bapopro​stuobo​jemamyswo​jepro​-

ble​my.Wmoimży​ciujestwię​cejde​mo​nówniż
wprze​cięt​nymhor​ro​rze.

background image

De​mo​nów? Prze​cież Alex ni​czym się nie

przej​mu​je.Ni​g​dysięnanicnieskar​ży.

—Ja​kiesątwo​jede​mo​ny?—py​tam.
— Oye, gdy​bym ci o nich opo​wie​dział, ucie​-

kła​byśodemniegdziepieprzro​śnie.

—My​ślę,żezdzi​wił​byśsię,gdy​byświe​dział,

przedczymucie​kam,Alex.—Roz​le​gasiębi​cie
ze​ga​ra po dziad​ku. Raz. Dwa. Trzy. Czte​ry.
Pięć.

— Mu​szę le​cieć — stwier​dza Alex. — Może

po​uczy​mysięju​troposzko​le.Umnie.

—Ucie​bie?Popo​łu​dnio​wejstro​nie?
— Te​raz ja ci po​ka​żę ka​wa​łek swo​je​go ży​-

cia.Wcho​dziszwto?—pyta.

Prze​ły​kamśli​nę.
—Wcho​dzę.—Notogra​myda​lej.
Od​pro​wa​dzam go do drzwi i sły​szę, że pod

dom za​jeż​dża ja​kiś sa​mo​chód. Je​śli to mama,
to mam pro​blem. Nie​waż​ne, że na​sze spo​tka​-
nie było zu​peł​nie nie​win​ne, ona i tak się
wściek​nie.

Wy​glą​damprzezszy​bęwdrzwiachwej​ścio​-

wych i roz​po​zna​ję spor​to​wy sa​mo​chód Dar​le​-
ne.

—Onie.Przy​je​cha​łymojeko​le​żan​ki.
— Spo​koj​nie. Otwórz drzwi. Prze​cież i tak

nie mo​żesz uda​wać, że mnie tu nie ma. Na
pod​jeź​dziestoimójmo​tor.

background image

Mara​cję.Nieukry​jęfak​tu,żetujest.
Otwie​ram drzwi i wy​cho​dzę na dwór. Alex

idzie tuż za mną, gdy wy​cho​dzę na​prze​ciw
Dar​le​ne,Mor​ganiSie​rze.

— Cześć, dziew​czy​ny! — wi​tam się. Może

je​ślibędęzgry​waćnie​wi​niąt​ko,niezro​biąafe​-
ry z obec​no​ści Alek​sa. Mu​skam dło​nią ło​kieć
Alek​sa. — Wła​śnie oma​wia​li​śmy nasz pro​jekt
zche​mii.

Praw​da,Alex?
—Praw​da.
Sier​ra uno​si wy​so​ko brwi. Mam wra​że​nie,

że Mor​gan za​raz wy​cią​gnie te​le​fon, żeby po​-
wia​do​mić po​zo​sta​łe Emki, że z mo​je​go domu
wy​szedłwła​śnieAlexFu​en​tes.

— Mamy so​bie iść, że​by​ście mo​gli zo​stać

sami?—pytaDar​le​ne.

— Prze​stań ga​dać bzdu​ry — mó​wię tro​chę

zbytpo​spiesz​nie.

Alex pod​cho​dzi do swo​je​go mo​to​cy​kla. Ko​-

szu​la opi​na mu się na ide​al​nych, mu​sku​lar​-
nych ple​cach, a dżin​sy opi​na​ją się na ide​al​-
nych,mu​sku​lar​nych...

Wkła​da kask i wska​zu​je ręką w moim kie​-

run​ku.

—Wi​dzi​mysięju​tro.
Ju​tro.Unie​go.
Ki​wamgło​wą.

background image

Gdy Alex zni​ka z pola wi​dze​nia, Sier​ra

mówi:

—Cotomia​łobyć?
—Che​mia—mru​czę.
Mor​gan roz​dzia​wia bu​zię, nie mo​gąc otrzą​-

snąćsięzszo​ku.

—Ro​bi​li​ścieto?—pytaDar​le​ne.—Boprzy​-

jaź​nięsięztobąoddzie​się​ciulat,anapal​cach
jed​nej ręki mogę po​li​czyć, ile razy za​pro​si​łaś
mniedosie​biedodomu.

—Ro​bi​myra​zempro​jektzche​mii.
— To gang​ster, Brit. Le​piej o tym nie za​po​-

mi​naj—mówiDar​le​ne.

Sier​rakrę​cigło​wą:
— Za​czy​na ci się po​do​bać ktoś poza two​im

chło​pa​kiem?Co​linmó​wiłDo​ugo​wi,żeostat​nio
dziw​nie się za​cho​wu​jesz. Je​ste​śmy two​imi
przy​ja​ciół​ka​miiprzy​je​cha​ły​śmyprze​mó​wićci
doroz​sąd​ku.

Sia​damprzedwej​ściemisłu​champrzezpół

go​dzi​ny ich ga​da​nia na te​mat re​pu​ta​cji, chło​-
pa​kówilo​jal​no​ści.Mająra​cję.

—Przy​rzek​nijżemię​dzytobąiAlek​semnic

niema—mówiSier​ra,gdyzo​sta​je​mysame,a
Mor​gan i Dar​le​ne cze​ka​ją na nią w sa​mo​cho​-
dzie.

— Mię​dzy mną i Alek​sem nic nie ma — za​-

pew​niamją.—Przy​się​gam.

background image

30.Alex

Mamma​te​ma​ty​kę,gdydodrzwikla​sypuka

ochro​niarz i mówi na​uczy​cie​lo​wi, że musi
mniewy​pro​wa​dzićzlek​cji.Prze​wra​camocza​-
mi, bio​rę książ​ki i po​zwa​lam fa​ce​to​wi na​cie​-
szyć się moż​li​wo​ścią upo​ko​rze​nia mnie na
oczachca​łejkla​sy.

—Cotymra​zem?—py​tam.Wczo​rajwy​cią​-

gnę​limniezlek​cjizaob​rzu​ca​niesięje​dze​niem
nadzie​dziń​cuszkol​nym.Niejaza​czą​łem.Mo​-
głemwtymuczest​ni​czyć,aleniejaza​czą​łem.

—Idzie​mynamałąwy​ciecz​kędosalidoko​-

szy​ków​ki. — Idę za ochro​nia​rzem na bo​isko.
— Ale​jan​dro, nisz​cze​nie szkol​ne​go mie​nia to
bar​dzopo​waż​newy​kro​cze​nie.

—Ni​cze​gonieznisz​czy​łem.
—Mniepo​wie​dzia​nocoin​ne​go.
Po​wie​dzia​no? Jest ta​kie po​wie​dze​nie: „Kto

pierw​szy po​czu​je, od tego za​la​tu​je”. No więc
naj​praw​do​po​dob​niejdo​no​si​cielsamtozro​bił.

—Gdzietojest?
Ochro​niarzwska​zu​jenapod​ło​gę,gdziektoś

na​ma​lo​wał spray​em kiep​ską re​pli​kę sym​bo​lu
La​ty​no​skiejKrwi.

—Mo​żeszmiwy​ja​śnić,skądtosiętuwzię​-

background image

ło?

—Nie—od​po​wia​dam.
Pod​cho​dzidonasdru​giochro​niarz.
—Trze​baprze​szu​kaćjegoszaf​kę—mówi.
—Do​sko​na​łypo​mysł.—Znaj​dąwniejtyl​ko

skó​rza​nąkurt​kęipod​ręcz​ni​ki.

Gdy wpro​wa​dzam szyfr, obok prze​cho​dzi

aku​ratpaniP.

—Cosięsta​ło?—pytaochro​nia​rzy.
—Wan​da​lizm.Wsalidoko​szy​ków​ki.
Otwie​ramszaf​kęiod​su​wamsię,żebymo​gli

jąprze​szu​kać.

—Noipro​szę—mówije​denzochro​nia​rzy,

wyj​mu​jąc z gór​nej pół​ki pusz​kę czar​ne​go
sprayu. Po​ka​zu​je mi ją. — Da​lej bę​dziesz
twier​dzić,żeje​steśnie​win​ny?

— Ktoś mnie wro​bił. — Od​wra​cam się do

paniP.,któ​rapa​trzynamnieta​kimwzro​kiem,
jak​bym za​mor​do​wał jej kota. — Ja tego nie
zro​bi​łem — mó​wię. — Pani P., musi mi pani
uwie​rzyć.

— Wi​dzę już oczy​ma wy​obraź​ni, jak wsa​-

dza​jąmniezakrat​kizacoś,cozro​biłja​kiśkre​-
tyn.

Na​uczy​ciel​kakrę​cigło​wą.
— Alex, do​wo​dy świad​czą prze​ciw​ko to​bie.

Chcia​ła​bymciwie​rzyć,aletora​czejtrud​ne.—
Ochro​nia​rzebio​rąmniezdwóchstroniwiem,

background image

cosięda​lejsta​nie.PaniP.uno​sirękę,żebyich
po​wstrzy​mać.—Alex.Mu​siszmipo​móc.

Mamocho​tęwogó​lesięnietłu​ma​czyćipo​-

zwo​lićimżyćwprze​ko​na​niu,żetojaob​sma​-
ro​wa​łem szkol​ną pod​ło​gę. Pew​nie i tak nie
będą chcie​li mnie słu​chać. Ale pani P. pa​trzy
namniewzro​kiemmło​do​cia​ne​gobun​tow​ni​ka,
któ​ry chce udo​wod​nić ca​łe​mu świa​tu, że się
myli.

— Sym​bol wy​glą​da zu​peł​nie ina​czej — tłu​-

ma​częjej.Od​sła​niamra​mię.—Tojestsym​bol
La​ty​no​skiej Krwi. Pię​cio​ra​mien​na gwiaz​da z
dwie​mapa​ra​miwi​dełwy​cho​dzą​cy​migórąili​-
te​ra​mi LK po​środ​ku. Na pod​ło​dze ktoś na​ma​-
lo​wał sze​ścio​ra​mien​ną gwiaz​dę z dwo​ma
strza​ła​mi.NiktzLa​ty​no​skiejKrwiniepo​peł​nił​-
byta​kie​gobłę​du.

PaniP.od​wra​casiędoochro​nia​rzy:
—Gdziejestdok​torAgu​ir​re?
— Na spo​tka​niu z ko​mi​sa​rzem. Se​kre​tar​ka

mó​wi​ła,żebymunieprze​szka​dzać.

Pe​ter​sonzer​kanaze​ga​rek.
— Za pięt​na​ście mi​nut mam lek​cję. Joe,

skon​tak​tuj się z dok​to​rem Agu​ir​re przez krót​-
ko​fa​lów​kę.

Joe, ochro​niarz, nie jest za​chwy​co​ny jej po​-

le​ce​niem.

— Ale prze​cież wła​śnie do ta​kich przy​pad​-

background image

kównasza​trud​nio​no.

—Wiem.AleAlexjestmoimuczniemipro​-

szęmiuwie​rzyćnasło​wo,żewżad​nymra​zie
niemożedziśopu​ścićmo​jejlek​cji.

Joe wzru​sza ra​mio​na​mi i wzy​wa przez ra​-

dio dok​to​ra Agu​ir​re, pro​sząc, żeby przy​szedł
do skrzy​dła L. Gdy se​kre​tar​ka pyta, czy spra​-
wa jest pil​na, pani P. za​bie​ra Jo​emu krót​ko​fa​-
lów​kę i mówi, że oso​bi​ście uzna​ła spra​wę za
pil​ną,wzwiąz​kuzczymdok​torAgu​ir​repo​wi​-
nienna​tych​miastprzyjśćdoskrzy​dłaL.

Dwie mi​nu​ty póź​niej po​ja​wia się Agu​ir​re z

po​waż​nąminą.

—Ococho​dzi?
— Akt wan​da​li​zmu w sali gim​na​stycz​nej —

in​for​mu​jeJoe.

Agu​ir​renie​ru​cho​mie​je.
—Cho​le​ra,Fu​en​tes.Zno​wuty?
—Tonieja.
—Wta​kimra​ziekto?
Wzru​szamra​mio​na​mi.
— Dok​to​rze Agu​ir​re, on nie kła​mie — po​-

twier​dzaPe​ter​son.—Możemniepanzwol​nić,
je​ślisięmylę.

Agu​ir​re krę​ci gło​wą, po czym od​wra​ca się

doochro​nia​rza.

— Wy​ślij Chuc​ka na salę, niech spró​bu​je to

ja​kośdo​czy​ścić.—Wy​mie​rzawemniepusz​kę

background image

ze spray​em. — Ale ostrze​gam cię, Alex. Je​śli
się do​wiem, że to ty, to każę cię nie tyl​ko za​-
wie​sić, ale na do​da​tek aresz​to​wać. Zro​zu​mia​-
łeś?

Ochro​nia​rzeod​da​la​jąsię,aAgu​ir​remówi:
— Alex, nie mó​wi​łem ci tego wcze​śniej, ale

po​wiemte​raz.Wogól​nia​kuuwa​ża​łem,żecały
świat jest prze​ciw​ko mnie. By​łem do cie​bie
bar​dzo po​dob​ny. Po​trze​bo​wa​łem cho​ler​nie
dużocza​su,żebysięprze​ko​nać,żetojaje​stem
swo​imnaj​więk​szymwro​giem.Gdywresz​cieto
so​bieuświa​do​mi​łem,zu​peł​niezmie​ni​łemswo​-
jeży​cie.PaniPe​ter​sonijanieje​ste​śmytwo​imi
wro​ga​mi.

—Wiem—przy​zna​jęina​praw​dęwtowie​-

rzę.

— To do​brze. A te​raz mam waż​ne spo​tka​-

nie. Prze​pra​szam, ale mu​szę wra​cać do ga​bi​-
ne​tu.

— Dzię​ku​ję, że mi pani uwie​rzy​ła — zwra​-

camsiędopaniP.poodej​ściuAgu​ir​re.

—Wiesz,ktotona​ma​lo​wał?—pyta.
Pa​trzę jej pro​sto w oczy i mó​wię zgod​nie z

praw​dą:

— Nie mam po​ję​cia. Ale je​stem pew​ny, że

ra​czejża​denzmo​ichprzy​ja​ciół.

Pe​ter​sonwzdy​cha.
— Gdy​byś nie na​le​żał do gan​gu, Alex, nie

background image

miał​byśta​kichpro​ble​mów.

—Tak,alemiał​byminne.

background image

31.Brittany

Wy​glą​da na to, że część z was uwa​ża mój

przed​miotzamałoważ​ny—mówipaniPe​ter​-
son. Za​czy​na nam roz​da​wać wczo​raj​sze
spraw​dzia​ny.

Kulę się w krze​śle, gdy pani Pe​ter​son pod​-

cho​dzidosta​no​wi​ska,któ​redzie​lęzAlek​sem.
Na​praw​dęniepo​trze​bamijesz​czedo​dat​ko​wo
jejgnie​wu.

—Do​braro​bo​ta—mówina​uczy​ciel​kaikła​-

dzie mój test przede mną, od​po​wie​dzia​mi do
dołu. Po​tem od​wra​ca się do Alek​sa. — Jak na
ko​goś, kto chce zo​stać na​uczy​cie​lem che​mii,
nie naj​le​piej pan za​czy​na, pa​nie Fu​en​tes. Je​śli
nie bę​dziesz przy​go​to​wy​wać się do lek​cji,
może na przy​szłość dwa razy się za​sta​no​wię,
za​nimwsta​więsięzatobą.

Kła​dzie przed Alek​sem jego spraw​dzian,

trzy​ma​jącgomię​dzykciu​kiemapal​cemwska​-
zu​ją​cym, jak​by kart​ka była zbyt obrzy​dli​wa,
żebydo​ty​kaćjąresz​tąpal​ców.

— Pro​szę, że​byś zo​stał chwi​lę po lek​cji —

mówi,poczymod​da​jeresz​tęspraw​dzia​nów.

Nie ro​zu​miem, cze​mu pani Pe​ter​son mnie

nieob​je​cha​ła.Od​wra​camkart​kęiwi​dzęnagó​-

background image

rze dużą piąt​kę. Po​cie​ram so​bie czo​ło i wpa​-
tru​ję się w spraw​dzian jesz​cze raz. Mu​sia​ła
zajść ja​kaś po​mył​ka. Nie mija jed​nak na​wet
uła​mek se​kun​dy, a już wiem, komu mam po​-
dzię​ko​wać za oce​nę. Do​sta​ję praw​dą jak obu​-
chemwgło​wę.Pa​trzęnaAlek​sa,któ​rywci​ska
swójnie​za​li​czo​nyspraw​dziandoksiąż​ki.

— Cze​mu to zro​bi​łeś? — Cze​kam, aż pani

Pe​ter​son skoń​czy roz​ma​wiać z Alek​sem po
lek​cji i do​pie​ro wte​dy za​czy​nam. Sto​ję przy
jegoszaf​ce,aonwła​ści​wieniezwra​canamnie
uwa​gi.Po​sta​na​wiamnieprzej​mo​waćsięspoj​-
rze​nia​mi,któ​reczu​jęnakar​ku.

—Niewiem,oczymmó​wisz—od​po​wia​da.
Ja​sne!
—Za​mie​ni​łeśna​szete​sty.
Alexza​trza​sku​jeszaf​kę.
—Słu​chaj,tonicta​kie​go.
Nie​praw​da.Od​cho​dzi,jak​byuznał,żetoza​-

ła​twia spra​wę. Wi​dzia​łam prze​cież, jak pil​nie
roz​wią​zu​je za​da​nia, a kie​dy zer​k​nę​łam na
dużą,czer​wo​nąje​dyn​kęnajegote​ście,roz​po​-
zna​łamwła​snąpra​cę.

Po lek​cjach wy​bie​gam ze szko​ły, żeby go

zła​pać. Sie​dzi już na mo​to​cy​klu i szy​ku​je się
dood​jaz​du.

—Alex,cze​kaj!
Je​stem ze​stre​so​wa​na i od​gar​niam wło​sy za

background image

ucho.

—Wska​kuj—rzu​ca.
—Co?
—Wska​kuj.Je​ślichceszmipo​dzię​ko​waćza

to, że ura​to​wa​łem ci ty​łek na che​mii, jedź do
mnie. Wczo​raj nie żar​to​wa​łem. Ty uchy​li​łaś
za​sło​nydoswo​je​goży​cia,więcjachcęuchy​lić
doswo​je​go.Tochy​bauczci​wyukład,nie?

Roz​glą​dam się po par​kin​gu. Część osób pa​-

trzy w na​szą stro​nę, go​to​wa roz​po​wia​dać już
otym,żeroz​ma​wiamzAlek​sem.Je​ślifak​tycz​-
nieznimpo​ja​dę,plot​kiro​zej​dąsięlo​tembły​-
ska​wi​cy.

Dźwięk ry​czą​ce​go sil​ni​ka mo​to​ru Alek​sa

każemiwró​cićdonie​gomy​śla​mi.

—Niebójsiętego,coso​biepo​my​ślą.
Pa​trzęnanie​go:najegopo​szar​pa​nedżin​sy,

skó​rza​ną kurt​kę i czer​wo​no-czar​ną ban​da​nę,
któ​rą wła​śnie za​wią​zał so​bie na gło​wie. Na
bar​wyjegogan​gu.

Po​win​nam być prze​ra​żo​na. Ale na​gle przy​-

po​mi​nam so​bie, jak za​cho​wał się wczo​raj w
sto​sun​kudoShel​ley.

Adocho​le​ry.
Prze​kła​dam tor​bę z książ​ka​mi na ple​cy i

wsia​damnamo​tor.

— Trzy​maj się moc​no — mówi i ukła​da so​-

bie moje ręce wo​kół pasa. Sam do​tyk jego sil​-

background image

nych dło​ni przy​trzy​mu​ją​cych moje jest dla
mnie jak in​tym​na piesz​czo​ta. Za​sta​na​wiam
się,czyAlexod​czu​watopo​dob​nie,aleszyb​ko
od​su​wam od sie​bie tę myśl. Alex Fu​en​tes to
twar​dyfa​cet.Do​świad​czo​ny.Nieeks​cy​tu​jesię
zwy​kłymdo​ty​kiemdło​ni.

Alex mu​ska opusz​ka​mi pal​ców moje dło​nie

i do​pie​ro po​tem ła​pie za kie​row​ni​cę. O Boże.
Wcojasiępa​ku​ję?

Wy​jeż​dża​mynapeł​nymga​ziezpar​kin​gu,a

ja obej​mu​ję Alek​sa moc​niej w pa​sie, czu​jąc
jegotwar​dejakska​łamię​śniebrzu​cha.Prze​ra​-
ża mnie pręd​kość, z jaką je​dzie​my. Krę​ci mi
sięwgło​wie,jak​bymznaj​do​wa​łasięnako​lej​ce
gór​skiej,bezza​bez​pie​cze​nia.

Mo​to​cyklsta​jenaświa​tłach.Od​chy​lamsię.
Alex par​ska śmie​chem i po zmia​nie świa​teł

znów ga​zu​je. Ści​skam go kur​czo​wo w pa​sie i
wci​skamtwarzwjegople​cy.

Gdywkoń​cusięza​trzy​mu​je​my,Alexopie​ra

mo​tor na nóż​ce, a ja roz​glą​dam się wo​ko​ło.
Ni​g​dy wcze​śniej nie by​łam na tej uli​cy. Domy
sąstrasz​nie...małe.Więk​szośćmatyl​kojed​no
pię​tro. Kot się mię​dzy nimi nie prze​ci​śnie.
Mimożesta​ramsięzwal​czyćwso​bietouczu​-
cie,zprzy​kro​ściści​skamniewdoł​ku.

Mój dom jest co naj​mniej sie​dem, a może

na​wet osiem czy dzie​więć razy więk​szy od

background image

domu Alek​sa. Wiem, że ta część mia​sta jest
bied​na,ale...

—Tobyłbłąd—mówiAlex.—Od​wio​zęcię

dodomu.

—Cze​mu?
—Mię​dzyin​ny​mizewzglę​dunawy​razod​-

ra​zynatwo​jejtwa​rzy.

—Nieczu​jęod​ra​zy.Ra​czejjestmiprzy​kro...
— Ni​g​dy się nade mną nie uża​laj — ostrze​-

ga.—Je​stembied​ny,aleniebez​dom​ny.

—Wta​kimra​zieza​pro​siszmniedośrod​ka,

czy nie? Lu​dzie po dru​giej stro​nie uli​cy ga​pią
sięnamnie,boje​stembia​ła.

—Tu​tajna​zy​wa​jąciꄜnie​żyn​ką”.
—Niecier​pięśnie​gu.
Alexuśmie​chasięsze​ro​ko.
— Ale nie ze wzglę​du na zim​no, qu​eri​da. Ze

wzglę​dunaśnież​no​bia​łąskó​rę.Chodźzemną
iniegapsięnasą​sia​dów,na​wetje​ślionisięna
cie​biega​pią.

Wy​czu​wamjegonie​pew​ność,gdypro​wa​dzi

mniedodomu.

— A więc tak to wy​glą​da — za​pra​sza mnie

ge​stemdośrod​ka.

Sa​lonjestpew​niemniej​szyodnaj​mniej​sze​-

go po​ko​ju w moim domu, ale za to cie​pły i
przy​tul​ny.Naka​na​pieleżądwako​lo​ro​weweł​-
nia​ne koce, któ​ry​mi z przy​jem​no​ścią bym się

background image

na​kry​ła w chłod​niej​szą noc. U mnie w domu
niemako​ców.Mamykoł​dry...szy​tenaza​mó​-
wie​nie,żebypa​so​wa​łydowy​stro​juwnę​trza.

Cho​dzę po domu Alek​sa, mu​ska​jąc me​ble

pal​ca​mi.Napó​łecz​cezwy​pa​lo​ny​miczę​ścio​wo
świe​ca​mistoizdję​cieprzy​stoj​ne​gomęż​czy​zny.
Czu​ję cie​pło cia​ła Alek​sa, gdy za​trzy​mu​je się
tużzamną.

—Totwójtata?—py​tam.
Po​twier​dzaski​nie​niemgło​wy.
—Niechcęso​biena​wetwy​obra​żać,cobym

czu​ła, gdy​bym to ja stra​ci​ła tatę. — Mimo że
nie ma go zbyt czę​sto w domu, sta​no​wi sta​ły
ele​mentmo​je​goży​cia.Cią​glewy​ma​gamodro​-
dzi​ców cze​goś wię​cej. A może po​win​nam po
pro​stusięcie​szyć,żewogó​leichmam?

Alexwpa​tru​jesięwzdję​cieswo​je​gotaty.
— Za​raz po je​steś oszo​ło​mio​na i pró​bu​jesz

nie do​pusz​czać do sie​bie praw​dy. To zna​czy
wiesz,żenieżyje,aleczu​jeszsięjakwemgle.
Po​tem ży​cie wra​ca na daw​ne tory i po pro​stu
za nim po​dą​żasz. — Wzru​sza ra​mio​na​mi. —
Wkoń​cuprze​sta​jeszmy​ślećotymażtakdużo
iidzieszda​lej.Niemain​ne​gowyj​ścia.

—Totro​chęjakspraw​dzian.—Do​strze​gam

swo​jeod​bi​ciewlu​strzenaścia​nie.Od​ru​cho​wo
prze​cze​su​jępal​ca​miwło​sy.

—Cią​gletoro​bisz.

background image

—Co?
—Po​pra​wiaszso​biewło​syima​ki​jaż.
— A co złe​go w tym, że sta​ram się do​brze

wy​glą​dać?

—Nic,pókinieza​mie​niasiętowob​se​sję.
Opusz​czam ręce, ża​łu​jąc, że nie mogę ich

so​bieprzy​kle​ićdobo​kównasta​łe.

—Niemamob​se​sji.
Alexwzru​szara​mio​na​mi.
— Czy to na​praw​dę ta​kie waż​ne, żeby lu​-

dzieuwa​ża​licięzapięk​ną?

— Nie ob​cho​dzi mnie, co my​ślą inni — kła​-

mię.

— Bo je​steś... pięk​na, zna​czy się. Ale to nie

po​win​nomiećdlacie​bieażta​kie​gozna​cze​nia.

Wiem o tym. Ale w mo​ich sfe​rach cu​dze

ocze​ki​wa​niamająogrom​nezna​cze​nie.Asko​ro
oocze​ki​wa​niachmowa...

—Cocipo​wie​dzia​łapaniPe​ter​sonpolek​cji?
—E,tocozwy​kle.Żeje​ślinieza​cznętrak​to​-

wać na​uki po​waż​nie, za​mie​ni moje ży​cie w
kosz​mar.

Prze​ły​kam śli​nę, nie do koń​ca pew​na, czy

po​win​nam in​for​mo​wać go o swo​ich za​mia​-
rach.

—Po​wiemjej,żepod​mie​ni​łeśtete​sty.
— Nie rób tego — mówi i od​su​wa się ode

mnie.

background image

—Cze​mu?
—Boniemapoco.
— Jest po co. Mu​sisz mieć do​bre stop​nie,

żebydo​staćsięna...

— Na co? Na do​bre stu​dia? Nie żar​tuj. Nie

idę na stu​dia i do​brze o tym wiesz. Wy, dzie​-
cia​ki z bo​ga​tych do​mów, tak się przej​mu​je​cie
śred​nią, jak​by sta​no​wi​ła o wa​szej war​to​ści. Ja
tego nie po​trze​bu​ję, więc nie mu​sisz mi wy​-
świad​czać żad​nej przy​słu​gi. Wy​star​czy mi
trója z che​mii. Waż​ne tyl​ko, żeby ogrze​wa​cze
byłyeks​tra.

Je​śli o mnie cho​dzi, zro​bię wszyst​ko, żeby

naszpro​jektzo​stałoce​nio​nynaszóst​kę.

— Gdzie twój po​kój? — zmie​niam te​mat.

Kła​dę tor​bę z książ​ka​mi na pod​ło​dze w sa​lo​-
nie.

—Po​kójbar​dzodużomówioczło​wie​ku.
Alex wska​zu​je na ja​kieś drzwi z boku.

Więk​szośćnie​wiel​kiejprze​strze​nizaj​mu​jątrzy
łóż​ka,miej​scawy​star​czatyl​konamałąko​mo​-
dę.Roz​glą​damsiępoma​łympo​ko​iku.

—Dzie​lępo​kójzdwo​mabrać​mi—wy​ja​śnia

Alex. — Nie ma tu spe​cjal​nie miej​sca na pry​-
wat​ność.

—Po​zwólmizgad​nąć,któ​rełóż​kojesttwo​-

je—mó​więzuśmie​chem.

Przy​glą​dam się każ​de​mu łóż​ku. Na jed​nej

background image

ścia​nie wisi zdję​cie ład​nej la​ty​no​skiej dziew​-
czy​ny.

—Hm...—mru​czę,zer​ka​jącnaAlek​saiza​-

sta​na​wia​jącsię,czytakwy​glą​dajegoide​ał.

Mi​jam po​wo​li Alek​sa i przy​glą​dam się dru​-

gie​mu łóż​ku. Wi​szą nad nim zdję​cia pił​ka​rzy.
Nałóż​kupa​nu​jeba​ła​ganicałajegopo​wierzch​-
niajestza​sła​napo​roz​rzu​ca​ny​miubra​nia​mi.

Na ścia​nie przy trze​cim łóż​ku nic nie wisi,

jak​byoso​ba,któ​rananimspa​ła,byłatutyl​ko
go​ściem.Tonie​malsmut​ne,bodwiepierw​sze
ścia​ny tak wie​le mó​wią o oso​bach, któ​re pod
nimiśpią,atajed​najestcał​kiemgoła.

Sia​dam na łóż​ku Alek​sa — na tym smut​-

nymipu​stym—ipa​trzęmuwoczy.

—Two​jełóż​kodużooto​biemówi.
—Tak?Aco?
—Za​sta​na​wiamsię,cze​muuwa​żasz,żenie

za​ba​wisztudłu​go?—py​tam.—Chy​bażetak
na​praw​dęchcesziśćnastu​dia.

Alexopie​rasięofra​mu​gę.
—Niewy​ja​dęzFa​ir​field.Ni​g​dy.
—Nieza​le​życinawyż​szymwy​kształ​ce​niu?
—Te​razga​daszjakcho​ler​nydo​rad​caza​wo​-

do​wywszko​le.

— Nie chcesz się stąd wy​rwać i za​cząć żyć

na wła​sny ra​chu​nek? Od​ciąć się od prze​szło​-
ści?

background image

—Dlacie​biewy​jazdnastu​diatouciecz​ka—

stwier​dza.

— Uciecz​ka? Alex, w ogó​le nie wiesz, o

czym mó​wisz. Idę na taką uczel​nię, z któ​rej
będę mia​ła bli​sko do sio​stry. Naj​pierw mia​ło
to być Nor​th​we​stern, a te​raz Uni​wer​sy​tet Ko​-
lo​ra​do.Mojeży​cieza​le​żyodwi​dzi​mi​sięmo​ich
ro​dzi​ców i od tego, gdzie aku​rat chcą od​dać
moją sio​strę. Je​śli chcesz iść na ła​twi​znę, to
fak​tycz​nietuzo​stań.

— My​ślisz, że to pro​ste być gło​wą ro​dzi​ny?

Cho​le​ra, pil​no​wa​nie, żeby mama nie za​czę​ła
się za​da​wać z ja​kimś łaj​da​kiem i żeby moi
bra​cia nie za​czę​li brać ja​kie​goś gów​na, to wy​-
star​cza​ją​cypo​wód,że​bymtuzo​stał.

—Przy​kromi.
—Pro​si​łem,że​byśsięnademnąnieli​to​wa​-

ła.

— Nie — mó​wię, pa​trząc mu w oczy. —

Czu​jesz się tak moc​no zwią​za​ny ze swo​ją ro​-
dzi​ną,amimotoniemaszprzyłóż​kunicswo​-
je​go, jak​byś miał w każ​dej chwi​li stąd odejść.
Ztegopo​wo​dumiprzy​kro.

Alexrobikrokwtyłiprze​ry​wami:
— Skoń​czy​łaś już swo​ją psy​cho​ana​li​zę? —

pyta.

Wra​camzanimdosa​lo​nu,wciążsięza​sta​-

na​wia​jąc, jak Alex wi​dzi swo​ją przy​szłość.

background image

Mam wra​że​nie, że jest go​to​wy opu​ścić ten
dom... albo ten świat. Czy to moż​li​we, że nie
kła​dąc przy łóż​ku nic swo​je​go, Alex w ja​kimś
sen​sieszy​ku​jesięnaśmierć?Żecze​kagotaki
samlosjakjegoojca?

Czytowła​śniemiałnamy​śli,mó​wiącode​-

mo​nach?

Przezko​lej​nedwiego​dzi​nysie​dzi​mynaka​-

na​piewsa​lo​nieitwo​rzy​mywstęp​nyplanpro​-
jek​tu ogrze​wa​czy do rąk. Alex jest dużo mą​-
drzej​szy, niż my​śla​łam. Ta piąt​ka z te​stu nie
była przy​pad​ko​wa. Ma mnó​stwo po​my​słów,
jakze​braćma​te​ria​ływIn​ter​ne​cieiwbi​blio​te​-
cenate​matspo​so​bukon​struk​cjiogrze​wa​czyi
róż​nych ich za​sto​so​wań. Po​trzeb​ne nam będą
od​czyn​ni​ki, któ​re do​star​czy pani Pe​ter​son,
pla​sti​ko​wewo​recz​kizsu​wa​kiem,wktó​rychje
umie​ści​my, a żeby do​dat​ko​wo za​punk​to​wać,
po​sta​na​wia​my zro​bić fu​te​rał z ma​te​ria​łu, któ​-
ryku​pi​mywskle​piekra​wiec​kim.Ce​lo​wosku​-
piam się na che​mii i nie zba​czam na żad​ne
oso​bi​stete​ma​ty.

Za​my​kampod​ręcz​nikiwi​dzęką​temoka,że

Alexprze​cze​su​jeso​bierękąwło​sy.

— Słu​chaj, nie chcia​łem być dla cie​bie nie​-

przy​jem​ny.

—Nicnieszko​dzi.By​łamzbytwścib​ska.
—Maszra​cję.

background image

Robi mi się przy​kro i wsta​ję. Ła​pie mnie za

rękęisa​dzaznównaka​na​pie.

— Nie. Masz ra​cję co do mnie. Nie mam tu

nicswo​je​go.

—Cze​mu?
—Przeztatę—mówiipa​trzynazdję​ciepo

prze​ciw​nej stro​nie po​ko​ju. Za​ci​ska moc​no po​-
wie​ki. — Boże, tak strasz​nie krwa​wił. —
Otwie​raznówoczyiwi​dzimojespoj​rze​nie.—
Na​uczy​ło mnie to jed​ne​go: nikt nie jest tu na
za​wsze. Trze​ba żyć chwi​lą, każ​dym dniem...
byćtuite​raz.

—Acze​gobyśchciałte​raz?—Bojachcia​ła​-

bym uśmie​rzyć jego ból i za​po​mnieć o wła​-
snym.

Mu​skamójpo​li​czekko​niusz​ka​mipal​ców.
Wstrzy​mu​jęod​dech.
— Chcesz mnie po​ca​ło​wać, Alex? — py​tam

szep​tem.

— Dios mio, mój Boże, chcę cię po​ca​ło​wać...

po​czuć two​je usta, twój ję​zyk. — De​li​kat​nie
prze​su​wa pal​cem wzdłuż mo​ich warg. —
Chcesz, że​bym cię po​ca​ło​wał? Tyl​ko my bę​-
dzie​myotymwie​dzie​li,niktinny.

background image

32.Alex

Brit​ta​ny wy​su​wa ję​zyk i ob​li​zu​je swo​je ide​-

al​ne usta w kształ​cie ser​ca, któ​re dzię​ki temu
lśniąi,oJezu,takstrasz​nieku​szą.

—Niedraż​nijmniewtenspo​sób—ję​częz

usta​mile​d​wiekil​kacen​ty​me​trówodjejust.

Jejksiąż​kispa​da​jąnady​wan.WzrokBrit​ta​-

ny po​dą​ża za nimi, ale je​śli stra​cę te​raz jej
uwa​gę, chwi​la może na za​wsze mi​nąć. Chwy​-
tam ją pod bro​dę i de​li​kat​nie od​wra​cam do
sie​bie.

Pa​trzy na mnie tym swo​im bez​bron​nym

wzro​kiem.

—Aje​ślitobę​dziecośzna​czyć?—pyta.
—Tocowte​dy?
—Obie​cajmi,żetoniebę​dzieniczna​czyć.
Od​chy​lamgło​węiopie​ramoka​na​pę.
—Toniebę​dzieniczna​czyć.—Czytonieja

po​wi​nie​nem być w tej sy​tu​acji fa​ce​tem i opo​-
wia​daćsięzabra​kiemzo​bo​wią​zań?

—Ibezję​zycz​ka—do​da​je.
— Mi vida, je​śli cię po​ca​łu​ję, to gwa​ran​tu​ję,

żezję​zycz​kiem.

Wahasięchwi​lę.
—Obie​cu​ję,żetoniebę​dzieniczna​czyć.

background image

Na​praw​dę nie spo​dzie​wam się, że to zro​bi.

My​ślę,żesięzemnądro​czy,żespraw​dzagra​-
ni​ce mo​jej wy​trzy​ma​ło​ści. Ale gdy przy​my​ka
po​wie​ki i na​chy​la się bli​żej, do​cie​ra do mnie,
że sta​nie się. Dziew​czy​na mo​ich ma​rzeń,
dziew​czy​na, któ​ra przy​po​mi​na mnie jak nikt
innynaświe​cie,chcemniepo​ca​ło​wać.

Gdy tyl​ko od​chy​la gło​wę, bio​rę spra​wy w

swo​jeręce.Na​szeustasty​ka​jąsięprze​lot​nie,a
za​raz po​tem wsu​wam pal​ce w jej wło​sy, nie
prze​sta​jącjejca​ło​wać,czu​leide​li​kat​nie.Kła​dę
dłońnajejpo​licz​ku,czu​jącpodszorst​ki​mipal​-
ca​mi jej skó​rę, mięk​ką jak u nie​mow​lę​cia.
Mojecia​łodo​ma​gasię,że​bymszedłzacio​sem,
ale mózg (ten w gło​wie) trzy​ma mnie na wo​-
dzy.

Brit​ta​ny wzdy​cha z za​do​wo​le​niem, jak​by

naj​chęt​niej ni​g​dy nie wy​su​wa​ła się z mo​ich
ob​jęć.

Mu​skam czub​kiem ję​zy​ka jej war​gi, chcąc

za​chę​cić ją do roz​chy​le​nia ust. Jej ję​zyk nie​-
śmia​łospo​ty​kasięzmoim.Na​szewar​giiję​zy​-
ki łą​czą się w po​wol​nym, ero​tycz​nym tań​cu,
za​nim od​głos otwie​ra​nia drzwi wej​ścio​wych
nie każe Brit​ta​ny ode​rwać się ode mnie gwał​-
tow​nie.

Cho​le​ra.Je​stemwście​kły.Popierw​szedla​te​-

go, że za​tra​ci​łem się kom​plet​nie w po​ca​łun​ku

background image

Brit​ta​ny. Po dru​gie dla​te​go, że chcia​łem, żeby
ta chwi​la trwa​ła wiecz​nie. A po trze​cie dla​te​-
go, że mama i bra​cia wró​ci​li do domu w naj​-
gor​szymmoż​li​wymmo​men​cie.

Brit​ta​ny usi​łu​je uda​wać bar​dzo za​ję​tą i

schy​la się po książ​ki. Mama i bra​cia sto​ją w
drzwiachiwy​trzesz​cza​jąoczy.

— Cześć, mamo — rzu​cam dużo bar​dziej

zde​ner​wo​wa​ny,niżpo​wi​nie​nem.

Wi​dząc su​ro​wą minę mia​my wiem, że nie

jestza​chwy​co​nafak​tem,żeprzy​ła​pa​łanasna
po​ca​łun​ku, któ​ry wy​glą​dał jak wstęp do cze​-
gośpo​waż​niej​sze​go.

— Luis i Car​los, do po​ko​ju — roz​ka​zu​je

mama, po czym wcho​dzi do sa​lo​nu i pró​bu​je
się opa​no​wać. — Nie przed​sta​wisz mnie ko​le​-
żan​ce,Ale​jan​dro?

Brit​ta​nywsta​jezksiąż​ka​miwręce.
—Dzieńdo​bry,je​stemBrit​ta​ny.—Mimoże

moje pal​ce i jaz​da mo​to​cy​klem zmierz​wi​ły jej
roz​ja​śnio​nesłoń​cemwło​sy,itakjestprze​ślicz​-
na. Brit​ta​ny wy​cią​ga rękę na po​wi​ta​nie. —
Uczy​li​śmysięzAlek​semche​mii.

— To, co wi​dzia​łam, to na pew​no nie była

na​uka — stwier​dza mama, igno​ru​jąc wy​cią​-
gnię​tąrękęBrit​ta​ny.

Wi​dać,żeBrit​ta​nyjestprzy​kro.
Mama,dajjejspo​kój—mó​więostro.

background image

—Mójdomtoniebur​del.
— Por fa​vor, mama — pro​szę roz​draż​nio​ny.

—Tyl​kosięca​ło​wa​li​śmy.

— Od ca​ło​wa​nia pro​sta dro​ga do ro​bie​nia

ni​ńos,

Ale​jan​dro.

— Chodź​my stąd — mó​wię kom​plet​nie za​-

że​no​wa​ny. Bio​rę kurt​kę z ka​na​py i za​rzu​cam
jąnasie​bie.

— Prze​pra​szam, je​śli w ja​kiś spo​sób pa​nią

ura​zi​łam,paniFu​en​tes—od​zy​wasięBrit​ta​ny,
wy​raź​niezde​ner​wo​wa​na.

Mama igno​ru​je jej prze​pro​si​ny i idzie z za​-

ku​pa​midokuch​ni.

Na dwo​rze Brit​ta​ny bie​rze głę​bo​ki wdech.

Przy​się​gam, brzmi to tak, jak​by trzy​ma​ła się
tyl​konaj​więk​szymwy​sił​kiemwoli.Nienaj​lep​-
szy sce​na​riusz: przy​pro​wa​dzam dziew​czy​nę
do domu, ca​łu​ję dziew​czy​nę, moja mama ob​-
ra​ża dziew​czy​nę, dziew​czy​na wy​cho​dzi z pła​-
czem.

— Nie przej​muj się. Po pro​stu zwy​kle nie

przy​pro​wa​dzamdziew​czyndodomu.

Wy​ra​zi​stenie​bie​skieoczyBrit​ta​nyro​biąsię

zim​neida​le​kie.

—Towogó​leniepo​win​nosięstać—mówi,

od​chy​la​jąc ra​mio​na do tyłu, sztyw​na jak po​-
sąg.

—Aleco?Po​ca​łu​nekczyto,żetakbar​dzoci

background image

siępo​do​bał?

—Jamamchło​pa​ka—przy​po​mi​na,sku​pia​-

jącsięnapa​skuodmar​ko​wejtor​bynaksiąż​ki.

—Sie​biechceszotymprze​ko​naćczymnie?

—py​tam.

— Nie od​wra​caj kota ogo​nem. Nie chcę

mar​twić mo​ich przy​ja​ciół. Nie chcę mar​twić
mamy. I Co​li​na... na​praw​dę mam mę​tlik w
gło​wie.

Wy​cią​gamprzedsie​bieręceipod​no​szęgłos,

cze​go zwy​kle sta​ram się nie ro​bić, bo jak
słusz​nie za​uwa​żył Paco, ozna​cza to, że na​-
praw​dę mi za​le​ży. A nie za​le​ży. Bo niby cze​-
mu?Mójumysłkażemisięprzy​mknąćwtym
sa​mymmo​men​cie,wktó​rymotwie​ramusta.

— Nie ro​zu​miem. On cię trak​tu​je jak ja​kieś

cho​ler​netro​feum.

— W ogó​le nie ro​zu​miesz, co jest mię​dzy

mnąiCo​li​nem...

—Tomnieoświeć,doja​snejcho​le​ry—rzu​-

camostroinieje​stemwsta​nienadtymza​pa​-
no​wać.Po​cząt​ko​wopo​wstrzy​mu​jęsięodtego,
co tak na​praw​dę chcę po​wie​dzieć, ale za​raz
po​tem wy​pa​lam: — Bo ten po​ca​łu​nek... coś
zna​czył.Wieszotymrów​niedo​brzejakja.No
pro​szę,po​wiedzmi,żeby​ciezCo​li​nemjestod
tegolep​sze.

Brit​ta​nyod​wra​cagwał​tow​niewzrok.

background image

—Niezro​zu​miesz.
—Prze​ko​naj​mysię.
—Gdylu​dziewi​dząmniezCo​li​nem,mó​wią

o tym, jacy je​ste​śmy ide​al​ni. No wiesz, zło​ta
para.Ro​zu​miesz?

Pa​trzę na nią z nie​do​wie​rza​niem. To ja​kiś

pie​przo​nyobłęd.

— Ro​zu​miem. Tyl​ko nie wie​rzę wła​snym

uszom. Czy by​cie ide​ałem na​praw​dę zna​czy
dlacie​bieażtakdużo?

Za​pa​dadłu​ga,nie​przy​jem​naci​sza.Do​strze​-

gam prze​błysk smut​ku w tych jej sza​fi​ro​wych
oczach, ale nie​mal w tej sa​mej chwi​li zni​ka.
Brit​ta​nyrobisięna​glebar​dzopo​waż​na.

— Daw​no się nad tym nie za​sta​na​wia​łam,

aletak.Zna​czy—przy​zna​jewkoń​cu.—Moja
sio​straniejestide​al​na,więcktośmusi.

To naj​bar​dziej ża​ło​sne bred​nie, ja​kie w ży​-

ciusły​sza​łem.Krę​cęzod​ra​zągło​wąiwska​zu​-
jęnaJu​lio.

— Wsia​daj, to od​wio​zę cię do szko​ły po

twójsa​mo​chód.

Brit​ta​ny wsia​da w mil​cze​niu na mo​tor.

Trzy​ma się ode mnie tak da​le​ko, że le​d​wie ją
zasobączu​ję.Kusimnie,żebypo​je​chaćokręż​-
nądro​gą,byletyl​kojaz​datrwa​ładłu​żej.

Jestcier​pli​waiko​cha​ją​cawzglę​demsio​stry.

Bóg je​den wie, że nie był​bym w sta​nie kar​mić

background image

łyż​ką żad​ne​go z mo​ich bra​ci i ocie​rać mu ust
chu​s​tecz​ką. Dziew​czy​na, któ​rą po​są​dza​łem
kie​dyś o ego​cen​tryzm, zde​cy​do​wa​nie nie jest
jed​no​wy​mia​ro​wa.

Dios mio,

 mój Boże, na​praw​dę ją po​dzi​-

wiam. Ja​kimś cu​dem obec​ność Brit​ta​ny wno​si
w moje ży​cie coś, cze​go w nim bra​ko​wa​ło,
coś...do​bre​go.

Alejakmamjąotymprze​ko​nać?

background image

33.Brittany

Za​po​mnę o po​ca​łun​ku z Alek​sem, mimo że

całą noc nie spa​łam i od​twa​rza​łam go w my​-
ślach.Wdro​dzedoszko​ły,na​stęp​ne​godniapo
po​ca​łun​ku, któ​re​go ni​g​dy nie było, za​sta​na​-
wiam się, czy mam igno​ro​wać Alek​sa. Choć
wła​ści​wie to nie wcho​dzi w grę, bo mamy ra​-
zemche​mię.

O nie. Che​mia. Co​lin się cze​goś do​my​śli?

Może ktoś wczo​raj wi​dział, że ra​zem od​jeż​-
dża​my i mu po​wie​dział? Wie​czo​rem wy​łą​czy​-
łamko​mór​kę,żebyniemu​siećzni​kimga​dać.

Uch.Cze​mumojeży​ciemusibyćtakskom​-

pli​ko​wa​ne? Mam chło​pa​ka. No do​bra, jest
ostat​nio dość na​tar​czy​wy i nie in​te​re​su​je go
nicpozasek​sem.Ajamamtegodość.

Ale Alex jako mój chło​pak to abs​trak​cja.

Jego mama już mnie nie​na​wi​dzi. Jego była
dziew​czy​na chce mnie za​bić — ko​lej​ny zły
znak. Poza tym pali, co w ogó​le nie jest faj​ne.
Mo​gła​bym stwo​rzyć bar​dzo dłu​gą li​stę mi​nu​-
sów.

No do​bra, zna​la​zły​by się też pew​nie ja​kieś

plu​sy. Kil​ka dro​bia​zgów tak mało zna​czą​cych,
żewza​sa​dzienie​war​tychwspo​mi​na​nia.

background image

Alexjestmą​dry.
Mawy​mow​nespoj​rze​nie,któ​rezdra​dza,że

kry​je się w nim dużo wię​cej, niż po​ka​zu​je
świa​tu.

Zod​da​niemzaj​mu​jesięprzy​ja​ciół​mi,ro​dzi​-

ną,ana​wetmo​to​cy​klem.

Do​ty​kałmnietak,jak​bymbyłazeszkła.
A ca​ło​wał, jak​by chciał za​pa​mię​tać ten po​-

ca​łu​nekdokoń​caży​cia.

Wi​dzę się z nim po raz pierw​szy w cza​sie

prze​rwy obia​do​wej. Cze​kam w ko​lej​ce w sto​-
łów​ce, a Alex stoi o jed​ną oso​bę przede mną.
Od​dzie​lanasodsie​biejed​nadziew​czy​na,Nola
Linn. Na do​da​tek strasz​nie wol​no się prze​su​-
wa.

Alex ma na so​bie wy​tar​te, po​szar​pa​ne na

ko​la​nachdżin​sy.Wło​sywpa​da​jąmudooczui
mam ocho​tę mu je od​gar​nąć. Gdy​by Nola nie
za​sta​na​wia​łasiętakdłu​gonadwy​bo​remowo​-
ców...

Alexza​uwa​ża,żesięmuprzy​glą​dam.Szyb​-

kozwra​camcałąswo​jąuwa​gęnazupędnia.

Mi​ne​stro​ne.
— Bu​lio​nów​ka czy mi​secz​ka, skar​bie? —

pytaMary,na​szaku​char​ka.

— Mi​secz​ka — mó​wię i wpa​tru​ję się z na​-

głymza​in​te​re​so​wa​niemwto,jakna​le​wacho​-
chel​kązupędomi​ski.

background image

Z mi​ską w rę​kach wy​mi​jam szyb​ko Nolę i

sta​jęprzyka​sie.Za​razzaAlek​sem.

Od​wra​ca się, jak​by wie​dział, że za nim idę.

Jegooczywwier​ca​jąsięwmojeiprzezchwi​lę
mam wra​że​nie, jak​by resz​ta świa​ta prze​sta​ła
ist​nieć i zo​sta​li​śmy tyl​ko my dwo​je. Tak bar​-
dzo bym chcia​ła wtu​lić się w jego ra​mio​na i
po​czuć wo​kół sie​bie ich cie​pło, że za​sta​na​-
wiamsię,czyme​dy​cy​nado​pusz​czamoż​li​wość
fi​zycz​ne​go uza​leż​nie​nia od dru​gie​go czło​wie​-
ka.

Chrzą​kam.
— Two​ja ko​lej — mó​wię i ki​wam gło​wą w

stro​nękasy.

Alex pod​cho​dzi ze swo​ją tacą z ka​wał​kiem

piz​zy.

—Zaniąteżpła​cę—wska​zu​jenamnie.
Ka​sjer​kakiwanamniepal​cem.
—Comasz?Mi​skęmi​ne​stro​ne?
— Tak, ale... Alex, nie mu​sisz za mnie pła​-

cić.

— Nie bój się. Stać mnie na mi​skę zupy —

stwier​dza obron​nym to​nem i po​da​je ka​sjer​ce
trzydo​la​ry.

Co​lin wpy​cha się do ko​lej​ki i sta​je obok

mnie.

— Prze​suń się. Znajdź so​bie wła​sną dziew​-

czy​nę,żebysięnaniąga​pić—war​czynaAlek​-

background image

sa,żebysięgopo​zbyć.

Bła​gam w du​chu, żeby Alex nie od​gryzł się

Co​li​no​wi,mó​wiącona​szympo​ca​łun​ku.Wszy​-
scywko​lej​cesięnanasga​pią.Czu​jęnakar​ku
ich spoj​rze​nia. Alex od​bie​ra resz​tę i bez oglą​-
da​niasięzasie​biewy​cho​dzinadwórwswo​je
zwy​kłemiej​sce.

Czu​ję się strasz​ną ego​ist​ką, bo chcę z obu

świa​tówto,conaj​lep​sze.Chcęza​cho​waćwi​ze​-
ru​nek,któ​ryzta​kimtru​demtwo​rzy​łam.ACo​-
lin jest jego dużą czę​ścią. Ale chcę też Alek​sa.
Nie mogę prze​stać my​śleć o tym, żeby znów
zna​leźćsięwjegora​mio​nachiżebymnieca​ło​-
wałdoutra​tytchu.

Co​linmówidoka​sjer​ki:
—Pła​cęzasie​bieizanią.
Ka​sjer​kapa​trzynamniezdez​o​rien​to​wa​na.
—Aleprze​cieżtendru​gichło​pakjużzacie​-

bieza​pła​cił.

Co​lincze​ka,ażwy​pro​wa​dzęjązbłę​du.Gdy

tego nie ro​bię, rzu​ca mi wście​kłe spoj​rze​nie i
wy​cho​dzizesto​łów​ki.

—Co​lin,cze​kaj!—wo​łam,alealbomnienie

sły​szy, albo uda​je, że nie sły​szy. Wi​dzi​my się
znówdo​pie​rowpra​cow​niche​micz​nej,aleCo​-
lin wcho​dzi tuż przed dzwon​kiem, więc nie
mamycza​supo​roz​ma​wiać.

Nache​miiznówprze​pro​wa​dza​myeks​pe​ry​-

background image

men​ty. Alex wstrzą​sa pro​bów​ki z roz​two​rem
azo​ta​nusre​braichlor​kiempo​ta​su.

— Oba wy​glą​da​ją jak woda, pani P. —

stwier​dza.

—Po​zo​rymylą—od​po​wia​dapaniPe​ter​son.
Pa​trzęnadło​nieAlek​sa.Tesamepal​ce,któ​-

reod​mie​rza​jąte​razod​po​wied​niąilośćazo​ta​nu
sre​braichlor​kupo​ta​su,mu​ska​łyztakączu​ło​-
ściąmojeusta.

—Zie​miadoBrit​ta​ny.
Mru​gam i otrzą​sam się z za​my​śle​nia. Alex

wy​cią​ga w moją stro​nę pro​bów​kę wy​peł​nio​ną
prze​zro​czy​stącie​czą.

Co mi przy​po​mi​na, że po​win​nam mu po​-

mócpo​łą​czyćobiesub​stan​cje.

— Prze​pra​szam. — Bio​rę dru​gą pro​bów​kę i

prze​le​wam jej za​war​tość do trzy​ma​nej przez
Alek​sa.

— Mamy te​raz na​pi​sać, jaka za​szła re​ak​cja

—mówiimie​szaba​giet​kąobaod​czyn​ni​ki.

W prze​zro​czy​stym pły​nie po​ja​wia się na​gle

bia​łasub​stan​cja.

— Pani P.! Chy​ba zna​leź​li​śmy roz​wią​za​nie

pro​ble​mu dziu​ry ozo​no​wej — dow​cip​ku​je
Alex.

PaniPe​ter​sonkrę​cityl​kogło​wą.
—Notocomytumamy?—pyta,zer​ka​jąc

na ar​kusz, któ​ry pani Pe​ter​son wrę​czy​ła nam

background image

napo​cząt​kulek​cji.—Po​wie​dział​bym,żewod​-
ni​sta ciecz to te​raz pew​nie azo​tan po​ta​su, a
bia​łecia​łosta​łetochlo​reksre​bra.Atycomy​-
ślisz?

Po​da​je mi pro​bów​kę i na​sze pal​ce sty​ka​ją

sięle​ciut​ko.Ipo​zo​sta​jąprzezchwi​lęzłą​czo​ne.
Czu​ję w opusz​kach mro​wie​nie, któ​re​go nie
mogęzi​gno​ro​wać.

Pod​no​szę gło​wę. Na​sze oczy spo​ty​ka​ją się

nachwi​lęimamwra​że​nie,żeAlexchcemicoś
prze​ka​zaćwzro​kiem,alena​glepo​chmur​nie​jei
od​wra​cagło​wę.

—Comamzro​bić?—py​tamszep​tem.
— Sama bę​dziesz się mu​sia​ła tego do​wie​-

dzieć.

—Alex...
Aleniepodamiroz​wią​za​nia.Chy​bastrasz​-

nazemniezoł​za,żewogó​lepy​tamgooradę
wsy​tu​acji,wktó​rejtrud​nomuoobiek​ty​wizm.

Gdy je​stem przy nim, czu​ję się tak pod​eks​-

cy​to​wa​na,jakkie​dyśwBożeNa​ro​dze​nie.

I choć sta​ra​łam się od​su​wać od sie​bie tę

myśl, to pa​trzę na Co​li​na i wiem... wiem, że
mię​dzy nami nie jest już tak jak kie​dyś. Że
mię​dzy nami ko​niec. I że im prę​dzej roz​sta​nę
się z Co​li​nem, tym szyb​ciej będę mo​gła prze​-
stać się dzi​wić, cze​mu wła​ści​wie na​dal z nim
je​stem.

background image

Ła​pięCo​li​napolek​cjachprzybocz​nymwyj​-

ściu. Jest prze​bra​ny na tre​ning. Nie​ste​ty obok
stoiSha​ne.

Sha​nepod​no​siko​mór​kę.
—Chce​ciemożepo​wtó​rzyćswójwcze​śniej​-

szypo​pis?Mogęgouwiecz​nićiwamprze​słać.
Ide​al​ny wy​ga​szacz ekra​nu albo, jesz​cze le​piej,
fil​miknaYouTu​bie.

— Sha​ne, zejdź mi, do cho​le​ry, z oczu, za​-

nimstra​cęnadsobąpa​no​wa​nie—mówiCo​lin
ipa​trzyzwście​kło​ściąnaSha​ne’a,do​pó​kiten
sięnieod​da​la.—Brit,gdzieby​łaśwczo​rajwie​-
czo​rem?—Gdynieod​po​wia​dam,Co​linstwier​-
dza: — Wła​ści​wie mo​żesz się nie wy​si​lać, bo
chy​basiędo​my​ślam.

To nie bę​dzie ła​twe. Wiem już, cze​mu lu​-

dziezry​wa​jązesobązapo​mo​cąmej​liiese​me​-
sów. Cięż​ko to zro​bić oso​bi​ście, bo trze​ba sta​-
nąć na​prze​ciw​ko dru​gie​go czło​wie​ka i zo​ba​-
czyćjegore​ak​cję.Jegogniew.Takdłu​gouni​ka​-
łamkłót​niiza​gła​ski​wa​łamwszyst​kiemojere​-
la​cje, że ta kon​fron​ta​cja jest dla mnie bar​dzo
bo​le​sna.

— Obo​je wie​my, że nam się nie ukła​da —

za​czy​namjaknaj​de​li​kat​niej.

Co​linpa​trzynamniespodzmru​żo​nychpo​-

wiek.

—Docze​gozmie​rzasz?

background image

—Mu​si​myzro​bićso​bieprze​rwę.
—Zro​bićso​bieprze​rwęczysięroz​stać?
—Roz​staćsię—przy​zna​jęci​cho.
—ToprzeztegoFu​en​te​sa,praw​da?
— Od​kąd wró​ci​łeś z wa​ka​cji, cały nasz

zwią​zek krę​ci się tyl​ko wo​kół sek​su. W ogó​le
prze​sta​li​śmyzesobąroz​ma​wiać,ajamamjuż
dość cią​głe​go po​czu​cia winy tyl​ko dla​te​go, że
nie chcę wy​ska​ki​wać z ciu​chów i roz​kła​dać
przed tobą nóg, żeby ci udo​wod​nić, że cię ko​-
cham.

— Ty wła​ści​wie nic już mi nie chcesz udo​-

wad​niać.

Mó​wię przy​ci​szo​nym gło​sem, żeby nikt nas

niesły​szał.

—Apocomia​ła​bymtoro​bić?Samfakt,że

chcesz do​wo​dów mo​jej mi​ło​ści, po​ka​zu​je
praw​do​po​dob​nie,żenamsięnieukła​da.

—Nieróbtego.—Co​linod​chy​lagło​węiję​-

czy:—Pro​szęcię,nieróbtego.

Da​li​śmy się za​mknąć w ste​reo​ty​po​wym

ukła​dzie gwiaz​dor fut​bo​lu i ka​pi​tan dru​ży​ny
che​er​le​ade​rek.Przezkil​kalatpa​so​wa​li​śmydo
tego sza​blo​nu. Przez to roz​sta​nie znaj​dzie​my
się w cen​trum za​in​te​re​so​wa​nia, za​czną się
plot​ki. Na samą myśl o tym do​sta​ję gę​siej
skór​ki.

Ale nie mogę już uda​wać, że je​ste​śmy

background image

szczę​śli​wąparą.Tade​cy​zjaod​bi​jemisiępew​-
nie czkaw​ką. Ale sko​ro moi ro​dzi​ce mogą dla
wła​snej wy​go​dy od​dać moją sio​strę do ośrod​-
ka, a Dar​le​ne dla po​pra​wy wła​sne​go sa​mo​po​-
czu​ciamożeob​ści​ski​waćsięzkaż​dymchło​pa​-
kiem,któ​ryjejsięna​wi​niepodrękę,tocze​mu
ja nie mogę zro​bić tego, co jest dla mnie do​-
bre?

Kła​dę Co​li​no​wi rękę na ra​mie​niu, sta​ra​jąc

sięniepa​trzećnałzy,któ​rena​pły​wa​jąmudo
oczu.Od​trą​cają.

—Po​wiedzcoś—pro​szę.
—Comamcipo​wie​dzieć,Brit?Żesięcie​szę,

żezemnązry​wasz?Przy​kromi,alenie.

Ocie​ra rę​ka​mi oczy. Na ten wi​dok mnie też

chce się pła​kać i czu​ję, że mam łzy w oczach.
Koń​czysięwła​śniecoś,comia​łobyćpraw​dzi​-
we, a oka​za​ło się je​dy​nie ko​lej​ną rolą, któ​rą
ka​za​nonamgrać.Itojestwtymnaj​smut​niej​-
sze. Nie samo roz​sta​nie, ale to, co utoż​sa​miał
naszzwią​zek...mojąsła​bość.

—Prze​spa​łemsięzMią—wy​pa​laCo​lin.—

Pod​czaswa​ka​cji.Nowiesz,ztązezdję​cia.

—Mó​wiszto,żebymniezra​nić.
—Mó​wię,botopraw​da.Spy​tajSha​ne’a.
—Topocopopo​wro​cieuda​wa​łeś,żewciąż

je​ste​śmyide​al​nąparą?

— Bo wszy​scy tego ocze​ki​wa​li. Na​wet ty.

background image

Niemo​żeszza​prze​czyć.

Jego sło​wa są bo​le​sne, ale to praw​da. Mam

dość uda​wa​nia „ide​al​nej” dziew​czy​ny i ży​cia
poddyk​tan​doin​nych,wtymswo​jewła​sne.

Czasza​cząćżyćna​praw​dę.Pierw​sze,coro​-

bię po roz​sta​niu z Co​li​nem, to mó​wię pani
Small, że mu​szę na ja​kiś czas zre​zy​gno​wać z
tre​nin​gów.Czu​ję,jak​byktośzdjąłmiogrom​ny
cię​żar z bar​ków. Wra​cam do domu, sie​dzę z
Shel​ley, a po​tem od​ra​biam lek​cje. Po ko​la​cji
dzwo​niędoIsa​belAvi​li.

—Po​win​nambyćza​sko​czo​na,żedzwo​nisz.

Aleja​kośnieje​stem—stwier​dza.

—Jakbyłonatre​nin​gu?
—Sła​bo.Dar​le​neniejestzbytdo​brymka​pi​-

ta​nem i pani Small o tym wie. Nie po​win​naś
od​cho​dzić.

— Nie od​cho​dzę. Mu​szę tyl​ko zro​bić so​bie

na ja​kiś czas prze​rwę. Ale nie dzwo​nię w
związ​ku z dru​ży​ną. Słu​chaj, chcia​łam ci po​-
wie​dzieć,żeze​rwa​łamdziśzCo​li​nem.

—Amó​wiszmitodla​te​go,że...?
Do​brepy​ta​nie,naktó​rewnor​mal​nychoko​-

licz​no​ściachnapew​nobymnieod​po​wie​dzia​ła.

— Chcia​łam o tym z kimś po​roz​ma​wiać i

wiem,żemamprzy​ja​ciół​ki,doktó​rychmo​gła​-
bymza​dzwo​nić,alechcia​łamchy​bapo​ga​daćz
kimś,ktoza​razwszyst​kie​goniewy​ga​da.Moje

background image

ko​le​żan​kiniepo​tra​fiątrzy​maćję​zy​kazazę​ba​-
mi.

Sier​ratoje​dy​nabli​skamioso​ba,aleniepo​-

wie​dzia​łamjejpraw​dyoAlek​sie.Pozatymjej
chło​pak,Doug,jestnaj​lep​szymkum​plemCo​li​-
na.

—Askądwiesz,żejaniewy​ga​dam?—pyta

Isa​bel.

— Nie wiem. Ale nie po​wie​dzia​łaś mi nic o

Alek​sie,kie​dypy​ta​łam,więcza​kła​dam,żepo​-
tra​fiszdo​cho​waćta​jem​ni​cy.

—Po​tra​fię.Mów.
—Niewiem,jaktopo​wie​dzieć.
—Słu​chaj,niemamca​łe​godnia.
—Ca​ło​wa​łamsięzAlek​sem—wy​pa​lam.
—ZAlek​sem?Ben​di​ta!Aniechto!Przedczy

poze​rwa​niuzCo​li​nem?

Krzy​więsię.
—Niemia​łamtegowpla​nach.
Isa​belśmie​jesiętakgło​śno,żemu​szęod​su​-

nąćsłu​chaw​kęoducha.

— A je​steś pew​na, że on nie miał tego w

pla​nach? — pyta, gdy jest już w sta​nie wy​do​-
byćzsie​biegłos.

— Samo tak wy​szło. By​li​śmy u nie​go i w

trak​ciejegomamawró​ci​ładodomuizo​ba​czy​-
łanas...

—Co?Jegomamawaswi​dzia​ła?Unie​gow

background image

domu? Ben​di​ta! — Isa​bel wy​rzu​ca z sie​bie po​-
tok hisz​pań​skich słów, więc nie mam zie​lo​ne​-
gopo​ję​cia,comówi.

— Nie znam hisz​pań​skie​go, Isa​bel, więc

mówtak,że​bymro​zu​mia​ła.

— Oj, prze​pra​szam. Car​men na​ro​bi z wra​-

że​niawga​cie,kie​dysiędo​wie.

Chrzą​kam.
—Jajejniepo​wiem—wy​ja​śniaszyb​koIsa​-

bel. — Ale mama Alek​sa to twar​da sztu​ka.
GdyAlexbyłzCar​men,trzy​małjązda​le​kaod
swo​jejmamy.Niezro​zummnieźle,onako​cha
swo​ichsy​nów.Alejestna​do​pie​kuń​cza,zresz​tą
jakwięk​szośćmek​sy​kań​skichma​tek.Wy​rzu​ci​-
łacięzdomu?

— Nie, ale moż​na wła​ści​wie po​wie​dzieć, że

na​zwa​łamniedziw​ką.

Po dru​giej stro​nie słu​chaw​ki znów sły​chać

śmiech.

—Towca​leniebyłoza​baw​ne.
— Prze​pra​szam. — Znów par​sk​nię​cie. —

Szko​da,żenieby​łamprzytym,jakwasprzy​-
ła​pa​ła.

— Dzię​ki za współ​czu​cie — rzu​cam oschle.

—Roz​łą​czamsię.

— Nie! Prze​pra​szam, że się śmie​ję. Ale po

pro​stu im dłu​żej ze sobą roz​ma​wia​my, tym
bar​dziej wi​dzę, że je​steś zu​peł​nie inna, niż

background image

my​śla​łam. Za​czy​nam chy​ba ro​zu​mieć, cze​mu
Alexcięlubi.

— Dzię​ki. Chy​ba. Pa​mię​tasz, jak ci po​wie​-

dzia​łam,żemię​dzymnąiAlek​semdoni​cze​go
niedoj​dzie?

— Tak. Ale tak dla ja​sno​ści: to było, za​nim

się z nim ca​ło​wa​łaś, praw​da? — Śmie​je się i
mówi:—Żar​tu​ję,Brit​ta​ny.Je​ślioncisiępo​do​-
ba,bierzgo.Aleuwa​żaj,bochoćmy​ślę,żelubi
cię dużo bar​dziej, niż sam chce się do tego
przy​znać, to i tak po​win​naś się mieć na bacz​-
no​ści.

— Je​śli do cze​goś mię​dzy nami doj​dzie, nie

będęztymwal​czyć,aleniemartwsię.Za​wsze
sięmamnabacz​no​ści.

—Jateż.Nomożepozatam​tymdniem,kie​-

dy u mnie no​co​wa​łaś. Po​przy​tu​la​łam się tro​-
chę z Paco. Nie mogę po​wie​dzieć swo​im ko​le​-
żan​kom,bobymnieopie​przy​ły.

—Oncisiępo​do​ba?
—Niewiem.Ni​g​dywcze​śniejniemy​śla​łam

onimwtenspo​sób,alebyłomiło.Ajakpo​ca​-
łu​nekzAlek​sem?

—Faj​ny—mó​więiprzy​po​mi​namso​bie,jak

bar​dzo był zmy​sło​wy. — A wła​ści​wie, Isa​bel,
byłwię​cejniżfaj​ny.Byłobłęd​ny.

Isa​bel wy​bu​cha śmie​chem i tym ra​zem

śmie​jęsięra​zemznią.

background image

34.Alex

Brit​ta​ny wy​bie​gła dziś ze szko​ły za Oślim

Łbem. Przed po​wro​tem do domu wi​dzia​łem
ichnabo​iskupo​grą​żo​nychwin​tym​nejroz​mo​-
wie.Wy​bra​łajego,aniemnie,cowła​ści​wienie
po​win​no mnie dzi​wić. Gdy spy​ta​ła mnie na
che​mii, co ma zro​bić, po​wi​nie​nem był jej po​-
wie​dzieć, żeby rzu​ci​ła tego pen​de​jo w cho​le​rę.
Wte​dy był​bym szczę​śli​wy, a nie wku​rzo​ny. Es
uncar​bóndemier​da!

On na nią nie za​słu​gu​je. No do​bra, ja też

nie.

Po szko​le po​je​cha​łem do ma​ga​zy​nu, żeby

zo​ba​czyć, czy uda mi się do​wie​dzieć cze​goś o
ta​cie.Nicztego.Go​ście,któ​rzyzna​liwte​dymi
papa,

niemie​lizbytwie​ledopo​wie​dze​niapoza

tym,żepo​dob​nonieprze​sta​wałmó​wićoswo​-
ichsy​nach.Roz​mo​węprze​rwałostrzałSa​ty​no​-
wychKap​tu​rów—sy​gnał,żechcąsięze​mścić
i nie spo​czną, póki tego nie zro​bią. Nie wiem,
czy po​wi​nie​nem się cie​szyć, czy mar​twić, że
ma​ga​zynznaj​du​jesięwod​lud​nymmiej​scuza
nie​czyn​ną sta​cją ko​le​jo​wą. Nikt nie wie, że tu
je​ste​śmy,na​wetgli​ny.Zwłasz​czagli​ny.

Je​stem od​por​ny na od​głos strza​łów. W ma​-

background image

ga​zy​nie, w par​ku... spo​dzie​wam się go wszę​-
dzie. Nie​któ​re uli​ce są bez​piecz​niej​sze od in​-
nych, ale tu​taj, w ma​ga​zy​nie, nasi wro​go​wie
wkra​cza​jąnaświę​tyte​renido​brzeotymwie​-
dzą. I spo​dzie​wa​ją się od​we​tu. Ta​kie są za​sa​-
dy.Wkra​cza​cienanaszte​ren,mywkra​cza​my
nawasz.Tymra​zemni​ko​municsięniesta​ło,
więcniemu​si​mypo​mścićni​czy​jejśmier​ci.Ale
ze​mści​mysię.Cze​ka​jąnanas.Amyniespra​-
wi​myimza​wo​du.

Pomo​jejstro​niemia​stacyklży​ciaza​le​żyod

cy​kluprze​mo​cy.

Gdyjestjużpowszyst​kim,wra​camokręż​ną

dro​gą i prze​jeż​dżam obok domu Brit​ta​ny. To
odemniesil​niej​sze.Bli​żejmo​je​godomu,za​raz
za prze​jaz​dem ko​le​jo​wym, za​trzy​mu​je mnie
ra​dio​wóz, z któ​re​go wy​sia​da dwóch umun​du​-
ro​wa​nychpo​li​cjan​tów.

Za​miast mi wy​ja​śnić po​wód za​trzy​ma​nia,

je​denznichkażemizsiąśćzmo​to​ruipo​ka​zać
pra​wojaz​dy.

Wrę​czammuje.
—Cze​muzo​sta​łemza​trzy​ma​ny?
Po​li​cjantoglą​damojepraw​koimówi:
—Mo​żeszza​da​waćpy​ta​nia,gdyjaskoń​czę

za​da​waćswo​je.Czymaszprzyso​bienar​ko​ty​-
ki,Ale​jan​dro?

—Nie.

background image

—Abroń?—pytadru​gigli​niarz.
Pochwi​liwa​ha​niaprzy​zna​jęsię:
—Tak.
Je​denzpo​li​cjan​tówwy​cią​gapi​sto​letzka​bu​-

ry i mie​rzy w moją pierś. Dru​gi każe mi pod​-
nieść ręce, a po​tem po​ło​żyć się na zie​mi, po
czymwzy​wapo​sił​ki.Cho​le​ra.Mampro​blem,i
toduży.

—Comaszprzyso​bie?Do​kład​nie.
Krzy​więsięimó​wię:
—Glock,dzie​więćmi​li​me​trów.—Naszczę​-

ścieod​da​łemWi​lo​wibe​ret​tę,boina​czejzła​pa​-
li​bymniezdwo​masplu​wa​mi.

Mojesło​wawy​raź​niestre​su​jąpo​li​cjan​ta,bo

za​czy​namulek​kodrżećpa​lecnacyn​glu.

—Gdzie?
—Wle​wejno​gaw​ce.
— Nie ru​szaj się. Wyj​mę pi​sto​let. Je​śli bę​-

dzieszle​żećspo​koj​nie,niccisięniesta​nie.

Wy​cią​ga splu​wę, a dru​gi gli​niarz za​kła​da

gu​mo​werę​ka​wicz​kiimówidomniewład​czym
to​nem,zktó​re​gopaniP.by​ła​bydum​na:

—Maszprzyso​bieigły,Ale​jan​dro?
—Nie—od​po​wia​dam.
Przy​gnia​tamnieko​la​nemisku​wa.
— Wsta​waj — roz​ka​zu​je, pod​cią​ga​jąc mnie

do góry i kła​dąc na ma​sce sa​mo​cho​du. Czu​ję
się upo​ko​rzo​ny, gdy fa​cet ob​ma​cu​je mnie w

background image

po​szu​ki​wa​niu in​nej bro​ni. Cho​le​ra, choć wie​-
dzia​łem, że wcze​śniej czy póź​niej zo​sta​nę
aresz​to​wa​ny, to nie je​stem na to go​to​wy. Gli​-
niarz pod​su​wa mi pod nos moją splu​wę. —
Mo​żesz uznać, że to z tego po​wo​du zo​sta​łeś
za​trzy​ma​ny.

— Ale​jan​dro Fu​en​tes, masz pra​wo za​cho​-

waćmil​cze​nie—re​cy​tu​jeje​denzpo​li​cjan​tów.
— Wszyst​ko, co po​wiesz, może zo​stać uży​te
prze​ciw​koto​biewsą​dzie...

W aresz​cie śmier​dzi szczy​na​mi i pe​ta​mi. A

możetoko​le​sie,któ​rzymie​lipe​chaiteżzo​sta​-
liza​mknię​ciwtejklat​ce,śmier​dząszczy​na​mii
pe​ta​mi.Wkaż​dymra​ziechcęsięstądjaknaj​-
szyb​ciejwy​do​stać.

Dokogomamza​dzwo​nić,żebywpła​ciłkau​-

cję?Paconiemafor​sy.En​ri​quewło​żyłwszyst​-
kie pie​nią​dze w warsz​tat. Mama mnie za​bi​je,
je​śli się do​wie o aresz​to​wa​niu. Opie​ram się o
że​la​znąkra​tęwceliimy​ślę,choćwtymsmro​-
dziegra​ni​czytozcu​dem.

Po​li​cjana​zy​watoaresz​tem,aletotyl​koład​-

ne słów​ko na „klat​kę”. Dzię​ki Bogu je​stem tu
pierw​szy raz. I mam, cho​le​ra, na​dzie​ję, że
ostat​ni.Lojuro!—Przy​się​gam!

Nie​po​koi mnie ta myśl, bo za​wsze wie​dzia​-

łem, że dla bra​ci re​zy​gnu​ję ze swo​je​go ży​cia.
Cze​mu miał​bym się przej​mo​wać, je​śli za​pu​-

background image

dłu​ją mnie na resz​tę ży​cia? Bo w głę​bi du​szy
nie chcę tak żyć. Chcę, żeby mama mo​gła z
dumą zo​ba​czyć, że je​stem kimś wię​cej niż
człon​kiemgan​gu.Chcęmiećprzy​szłość,zktó​-
rej mogę być dum​ny. I z ca​łe​go ser​ca chcę,
żeby Brit​ta​ny uzna​ła mnie za od​po​wied​nie​go
fa​ce​ta.

Walę ty​łem gło​wy w kra​tę, ale my​śli i tak

po​zo​sta​ją.

— Wi​dzia​łem cię w Fa​ir​field. Też tam cho​-

dzę—mówini​skibia​łas,mniejwię​cejwmoim
wie​ku. Ma​toł ma na so​bie ko​ra​lo​wą ko​szul​kę
polo i bia​łe spodnie, jak​by do​pie​ro co wró​cił z
tur​nie​jugol​fo​we​godlaeme​ry​tów.

Bia​łassta​rasięro​bićwra​że​niewy​lu​zo​wa​ne​-

go, ale w tej ko​ra​lo​wej ko​szu​li... rany, luz to
na​praw​dęjegonaj​mniej​szypro​blem.

Rów​nie do​brze mógł​by wy​ta​tu​ować so​bie

na czo​le: „Jesz​cze je​den bo​ga​ty smar​kacz z
pół​noc​nejczę​ścimia​sta”.

— Za co sie​dzisz? — pyta Bia​łas, jak​by to

było naj​zwy​klej​sze py​ta​nie w roz​mo​wie
dwóchnaj​zwy​klej​szychlu​dziwnaj​zwy​klej​szy
dzień.

—Zanie​le​gal​nepo​sia​da​niebro​ni.
—Nóżczysplu​wa?
Pa​trzęnanie​gozezło​ścią.
—Acoto,kur​wa,zaróż​ni​ca?

background image

—Sta​ramsiętyl​kopod​trzy​maćroz​mo​wę—

mówiBia​łas.

Czy wszy​scy bia​li tacy są? Ga​da​ją tyl​ko po

to,żebysły​szećdźwiękwła​sne​gogło​su?

—Acie​biezacoprzy​mknę​li?—py​tam.
Bia​łaswzdy​cha.
—Oj​ciecwe​zwałgli​nyipo​wie​dział,żeukra​-

dłemmuauto.

Prze​wra​camocza​mi.
— Tra​fi​łeś tu przez sta​re​go? Zro​bił to ce​lo​-

wo?

—Uznał,żebędęmiałna​ucz​kę.
—Taa—mó​wię.—Na​ucz​kę,żetwójsta​ry

to de​bil. — Le​piej by go na​uczył, jak się po​-
rząd​nieubie​rać.

—Mamamniewy​cią​gnie.
—Je​steśpew​ny?
Bia​łaspro​stu​jesię.
—Jestpraw​nicz​ką,aoj​ciecniepierw​szyraz

cośta​kie​gorobi.Zro​biłtojużkil​karazy.Chy​ba
poto,żebywku​rzyćmamęizwró​cićnasie​bie
jejuwa​gę.Sąporoz​wo​dzie.

Krę​cęgło​wą.Bia​li.
—Se​rio—za​rze​kasięBia​łas.
—Wie​rzę.
— Fu​en​tes, mo​żesz za​dzwo​nić — rzu​ca gli​-

niarzzzakrat.

Mier​da,

 przez całe to ga​da​nie Bia​ła​sa wciąż

background image

nie wy​my​śli​łem, kto może wpła​cić za mnie
kau​cję.

Na​gle wiem. Myśl jest rów​nie wy​raź​na jak

ta wiel​ka czer​wo​na je​dyn​ka na moim spraw​-
dzia​nie. Jest tyl​ko je​den czło​wiek, któ​ry ma
pie​nią​dzeimoż​li​wo​ści,żebymniestądwy​cią​-
gnąć:Hec​tor.Przy​wód​caKrwi.

Ni​g​dyniepro​si​łemgoożad​nąprzy​słu​gę.Bo

ni​g​dyniewia​do​mo,kie​dyza​żą​dajejspła​ty.A
je​śli sta​nę się dłuż​ni​kiem Hec​to​ra, będę mu
win​nyznacz​niewię​cejniżpie​nią​dze.

Cza​sem w ży​ciu trze​ba wy​brać mniej​sze

zło.

Trzy go​dzi​ny póź​niej, gdy sę​dzia na​ga​dał

mi już tak, że nie​mal od tego ogłu​chłem, zo​-
sta​ję zwol​nio​ny wa​run​ko​wo, a Hec​tor od​bie​ra
mnie z sądu. To bar​dzo wpły​wo​wy czło​wiek.
Wło​sy, jesz​cze ciem​niej​sze od mo​ich, ma za​-
cze​sa​nedotyłu,awy​razjegotwa​rzymówi,że
le​piejznimnieza​dzie​rać.

Mamdlanie​godużyre​spekt,botoonwpro​-

wa​dził mnie do La​ty​no​skiej Krwi. Do​ra​stał w
tym sa​mym mie​ście co mój tata i zna​li się od
dziec​ka. Po śmier​ci taty Hec​tor oto​czył opie​ką
mnie i moją ro​dzi​nę. Dzię​ki nie​mu po​zna​łem
nowe wy​ra​że​nia, ta​kie jak „dru​gie po​ko​le​nie”
czy wszech​obec​ne „dzie​dzic​two”. Ni​g​dy tego
nieza​po​mnę.

background image

Idzie​my do sa​mo​cho​du, a Hec​tor kle​pie

mniepople​cach.

— Tra​fił ci się sę​dzia Gar​rett. To ka​wał

skur​wie​la. Masz szczę​ście, że kau​cja nie była
wyż​sza.

Ki​wam gło​wą i chcę wresz​cie zna​leźć się w

domu. Gdy od​da​la​my się od bu​dyn​ku sądu,
obie​cu​ję:

—Wszyst​kociod​dam,Hec​tor.
—Nieza​wra​cajtymso​biegło​wy,chło​pie—

od​po​wia​da. — Bra​cia mu​szą się wza​jem​nie
wspie​rać.Praw​dęmó​wiąc,zdzi​wi​łemsię,żeto
two​je pierw​sze aresz​to​wa​nie. Pil​nu​jesz się
znacz​niebar​dziejniżja​ki​kol​wiekinnyczło​nek
Krwi.

Wy​glą​damprzezoknosa​mo​cho​duHec​to​ra.

Uli​cesąci​cheiciem​nejakje​zio​roMi​chi​gan.

— Mą​dry z cie​bie dzie​ciak. Wy​star​cza​ją​co

mą​dry,żebyawan​so​waćwKrwi—mówiHec​-
tor.

Dał​bym się za​bić za nie​któ​rych człon​ków

La​ty​no​skiej Krwi, ale awans? Han​del nar​ko​ty​-
ka​mi i bro​nią to tyl​ko nie​któ​re z nie​le​gal​nych
dzia​łań, któ​ry​mi zaj​mu​je się góra. Jest do​brze
tak,jakjest—pły​nęnanie​bez​piecz​nejfali,ale
niemu​szęda​waćnuragło​wąwdół.

Po​wi​nie​nem się cie​szyć, że Hec​tor chciał​by

przy​dzie​lić mi bar​dziej od​po​wie​dzial​ną rolę w

background image

LK.Brit​ta​nyiwszyst​ko,cosobąutoż​sa​mia,to
ułu​da.

—Prze​myśltoso​bie—mówiHec​tor,za​jeż​-

dża​jącpodmójdom.

— Prze​my​ślę. Dzię​ki, że mnie wy​cią​gną​łeś,

sta​ry.

— Masz. — Hec​tor wy​cią​ga spod sie​dze​nia

pi​sto​let.—Elpo​li​ciaskon​fi​sko​wa​łatwój.

Wa​ham się i przy​po​mi​nam so​bie chwi​lę,

gdypo​li​cjantza​py​tałmnieobroń.Diosmio, to
było upo​ka​rza​ją​ce, gdy trzy​ma​li mnie na
musz​ce,wy​cią​ga​jącmo​je​gogloc​ka.Aleod​rzu​-
ca​jącpo​da​ru​nekHec​to​ra,oka​zał​bymmubrak
sza​cun​ku, a tego ni​g​dy bym nie chciał. Bio​rę
splu​węiwkła​damjąso​biezapa​sek.

— Po​dob​no roz​py​ty​wa​łeś o swo​je​go papa.

Ra​dzę,że​byśso​bieod​pu​ścił,Alex.

—Niemogę.Wieszprze​cież.
— W ta​kim ra​zie daj mi znać, je​śli się cze​-

gośdo​wiesz.Za​wszemo​żesznamnieli​czyć.

—Wiem.Dzię​ki,sta​ry.
W domu jest ci​cho. Wcho​dzę do po​ko​ju.

Bra​cia już śpią. Wy​su​wam gór​ną szu​fla​dę i
cho​wam pi​sto​let pod de​ską, żeby nikt się
przy​pad​ko​wonanie​goniena​tknął.Pacomnie
tego na​uczył. Kła​dę się na łóż​ku i za​kry​wam
oczyprzed​ra​mie​niemzna​dzie​ją,żeudamisię
za​snąć.

background image

Wra​ca​ją wspo​mnie​nia wczo​raj​sze​go dnia.

Brit​ta​ny, jej usta złą​czo​ne z mo​imi, jej słod​ki
od​dech wy​mie​sza​ny z moim — o ni​czym in​-
nymniepo​tra​fięmy​śleć.

Za​pa​dam w sen, a jej aniel​ska twarz to je​-

dy​ne, co nie daje do​stę​pu kosz​ma​rom mo​jej
prze​szło​ści.

background image

35.Brittany

W ca​łym Fa​ir​field aż hu​czy od plo​tek, że

Alex zo​stał aresz​to​wa​ny. Mu​szę się do​wie​-
dzieć,czytopraw​da.Popierw​szejlek​cjiznaj​-
du​ję Isa​bel. Roz​ma​wia z ko​le​żan​ka​mi, ale zo​-
sta​wiajeiod​cią​gamnienabok.

Po​twier​dza, że Alex zo​stał wczo​raj aresz​to​-

wa​ny, ale wy​szedł za kau​cją. Nie ma po​ję​cia,
gdzie jest, ale po​py​ta i spo​tka się ze mną
przed czwar​tą lek​cją przy mo​jej szaf​ce. Na
prze​rwie po trze​ciej lek​cji bie​gnę do swo​jej
szaf​ki, wy​pa​tru​jąc nie​cier​pli​wie Isa​bel. Już na
mniecze​ka.

—Niemówni​ko​mu,żecitoda​łam—mówi

iwsu​wamiwrękęzło​żo​nąkart​kę.

Uda​ję, że szu​kam cze​goś w szaf​ce i otwie​-

ramkart​kę.Jestnaniejja​kiśad​res.

Ni​g​dywcze​śniejniewa​ga​ro​wa​łam.Oczy​wi​-

ścieni​g​dyteżniearesz​to​wa​lichło​pa​ka,zktó​-
rymsięca​ło​wa​łam.

Wresz​ciechcęprze​staćuda​wać.Przedsobą.

I przed Alek​sem, jak za​wsze o to pro​sił. Tro​-
chę mnie to prze​ra​ża i nie je​stem wca​le prze​-
ko​na​na, że po​stę​pu​ję wła​ści​wie. Ale nie mogę
dłu​żej uda​wać, że nie za​uwa​żam ma​gne​tycz​-

background image

nejsiły,zjakąAlexprzy​cią​gamniedosie​bie.

Wkle​pu​ję ad​res do GPS-u. Pro​wa​dzi mnie

do po​łu​dnio​wej czę​ści mia​sta, do Warsz​ta​tu
Sa​mo​cho​do​we​goEn​ri​que.Przedbra​mąstoija​-
kiśfa​cet.Namójwi​dokrobiwiel​kieoczy.

—Szu​kamAlek​saFu​en​te​sa.
Fa​cetnieod​po​wia​da.
— Za​sta​łam go? — py​tam spe​szo​na. Może

niemówipoan​giel​sku.

— Cze​go chcesz od Ale​jan​dro? — pyta w

koń​cu.

Ser​ce wali mi tak moc​no, że wi​dzę nie​mal,

jakbluz​kauno​simisięzkaż​dymjegoude​rze​-
niem.

—Mu​szęznimpo​roz​ma​wiać.
—Le​piej,że​byśdałamuspo​kój—stwier​dza

fa​cet.

Estabien,En​ri​que.Po​ra​dzęso​bie—od​zy​-

wasięzna​jo​mygłos.Od​wra​camsiędoAlek​sa,
któ​ry opie​ra się o drzwi wej​ścio​we do warsz​-
ta​tu. Z kie​sze​ni wy​sta​je mu ścier​ka, a w ręce
trzy​ma klucz fran​cu​ski. Wło​sy wy​ła​żą​ce spod
ban​da​ny są zmierz​wio​ne i wy​glą​da dużo bar​-
dziejmę​skoniżja​ki​kol​wiekzna​nymichło​pak.

Mamocho​tęprzy​tu​lićsiędonie​go.Chcęod

nie​go usły​szeć, że wszyst​ko jest w po​rząd​ku,
żeni​g​dywię​cejnietra​fizakrat​ki.

Alexniespusz​czazemniewzro​ku.

background image

—Zo​sta​więwassa​mych—mówichy​baEn​-

ri​que, ale nie je​stem pew​na, bo je​stem zbyt
wpa​trzo​nawAlek​sa,żebydo​brzegosły​szeć.

Czu​jęsiętak,jak​bymwro​sławzie​mię,więc

cie​szę się, gdy Alex pod​cho​dzi do mnie wol​-
nymkro​kiem.

—Eee—za​czy​nam.Bła​gam,dajmitozsie​-

bie wy​rzu​cić. — Ja, eee, sły​sza​łam, że cię
aresz​to​wa​li.Mu​sia​łamspraw​dzić,czywszyst​-
kowpo​rząd​ku.

—Ipotoze​rwa​łaśsięzlek​cji?
Ki​wam gło​wą, bo ję​zyk od​ma​wia mi po​słu​-

szeń​stwa.

Alexcofasięokrok.
— No cóż. Sko​ro już wiesz, że wszyst​ko w

po​rząd​ku, mo​żesz wra​cać do szko​ły. Bo ja
mamro​bo​tę.Skon​fi​sko​wa​limiwczo​rajmo​tori
mu​szęza​ro​bićnajegowy​kup.

— Cze​kaj! — wo​łam. Bio​rę głę​bo​ki wdech.

No i do​bra. Wszyst​ko mu wy​znam. — Nie
wiem, cze​mu ani kie​dy za​czę​łam się w to​bie
za​ko​chi​wać, Alex. Ale się za​ko​cha​łam. Od​kąd
pierw​sze​go dnia szko​ły omal cię nie roz​je​cha​-
łam,niepo​tra​fięprze​staćmy​ślećotym,jak​by
to było, gdy​by​śmy byli ra​zem. A ten po​ca​łu​-
nek... Jezu, przy​się​gam, że ni​g​dy w ży​ciu nie
prze​ży​łam cze​goś ta​kie​go. I wca​le nie był bez
zna​cze​nia. Je​śli układ sło​necz​ny wte​dy nie

background image

drgnął, to ni​g​dy nie drgnie. Wiem, że to sza​-
leń​stwo,boje​ste​śmyodsie​biecał​kiemróż​ni.I
je​śli mie​li​by​śmy być ra​zem, to nie chcę, żeby
w szko​le ktoś o tym wie​dział. Wiem, że nie
zgo​dzisz się ukry​wać na​sze​go związ​ku, ale
mu​szę się cho​ciaż prze​ko​nać, czy to moż​li​we.
Ze​rwa​łam z Co​li​nem, z któ​rym łą​czył mnie
bar​dzo pu​blicz​ny zwią​zek, i chcia​ła​bym dla
od​mia​nycze​gośbar​dziejin​tym​ne​go.In​tym​ne​-
goiau​ten​tycz​ne​go.Wiem,żega​damjakna​ję​-
ta, ale je​śli za​raz cze​goś nie po​wiesz albo nie
daszmiwja​kiśspo​sóbznać,comy​ślisz,to...

—Po​wtórz.
— Całą tę roz​wle​kłą prze​mo​wę? — Pa​mię​-

tamcośoukła​dziesło​necz​nym,alezabar​dzo
krę​cimisięwgło​wie,że​bymmia​łapo​wtó​rzyć
wszyst​koodnowa.

Alexpod​cho​dzibli​żej.
— Nie. Tyl​ko to o za​ko​chi​wa​niu się we

mnie.

Pa​trzęmupro​stowoczy.
— Bez prze​rwy o to​bie my​ślę, Alex. I na​-

praw​dębar​dzochcęcięznówpo​ca​ło​wać.

Ką​ci​kijegoustwy​gi​na​jąsięwuśmie​chu.
Nie je​stem w sta​nie pa​trzeć mu w twarz i

spusz​czamwzrok.

— Nie śmiej się ze mnie. — Znio​sę te​raz

wszyst​ko,alenieto.

background image

— Nie od​wra​caj się ode mnie, ma​ma​ci​ta. W

ży​ciubymsięzcie​bienieśmiał.

— Nie chcia​łam cię po​lu​bić — przy​zna​ję i

znówpa​trzęmuwoczy.

—Wiem.
—Pew​nienicztegoniebę​dzie.
—Pew​nienie.
—Mojeży​cieniejestide​al​ne.
—Tojestnasdwo​je—stwier​dza.
— Chcę spraw​dzić, co wła​ści​wie mię​dzy

namijest.Aty?

—Gdy​by​śmyniebylinadwo​rze—mówi—

tobymcipo​ka​zał...

Nie daję mu skoń​czyć i ła​pię go za gę​ste

wło​syprzykar​kuiprzy​cią​gamdosie​bietęcu​-
dow​nągło​wę.Sko​roniemo​że​myso​biepo​zwo​-
lićwtejchwi​linapry​wat​ność,toprzy​naj​mniej
będę sobą. Poza tym wszy​scy, przed któ​ry​mi
mu​si​mysięukry​wać,sąwszko​le.

Alex trzy​ma ręce po bo​kach, ale kie​dy roz​-

chy​lam war​gi, z jego ust wy​do​by​wa się jęk, a
kluczfran​cu​skiwy​pa​damuzdło​nizgło​śnym
brzę​kiem.

Jego sil​ne ręce za​my​ka​ją mnie w bez​piecz​-

nych ob​ję​ciach. Jego ak​sa​mit​ny ję​zyk pie​ści
mój,ajacałaroz​pły​wamsięwśrod​ku,cojest
dla mnie zu​peł​nie no​wym od​czu​ciem. To coś
wię​cej niż po​ca​łu​nek, to... to po pro​stu coś

background image

dużowię​cej.

Jego ręce nie prze​sta​ją się po​ru​szać: jed​na

gła​dzi mnie po ple​cach, a dru​ga bawi się mo​-
imiwło​sa​mi.

Ale nie tyl​ko Alex od​kry​wa nie​zna​ny te​ren.

Moje ręce też wę​dru​ją po ca​łym jego cie​le, a
gdy jego mię​śnie na​pi​na​ją się pod wpły​wem
mo​je​go do​ty​ku, jego bli​skość sta​je się jesz​cze
bar​dziej in​ten​syw​na. Do​ty​kam jego bro​dy i
czu​ję na skó​rze dra​pa​nie szorst​kie​go, jed​no​-
dnio​we​goza​ro​stu.

Gło​śne chrząk​nię​cie En​ri​que każe nam się

odsie​bieod​kle​ić.

Alexpa​trzynamniena​mięt​nymwzro​kiem.
— Mu​szę wra​cać do pra​cy — mówi, od​dy​-

cha​jąccięż​ko.

— Aha. No tak. — Na​gle za​wsty​dzo​na tą

pu​blicz​ną de​mon​stra​cją uczuć, co​fam się o
krok.

—Znaj​dzieszdziśdlamniepóź​niejczas?—

pyta.

— Moja przy​ja​ciół​ka Sier​ra przy​cho​dzi dziś

nako​la​cję.

—Ta,któ​racią​glecze​gośszu​kawto​reb​ce?
— Ta sama. — Mu​szę zmie​nić te​mat, bo w

prze​ciw​nymra​ziejegoteżbędęchcia​łaza​pro​-
sić. Już to wi​dzę — twarz mo​jej mamy, któ​ra
na wi​dok Alek​sa i jego ta​tu​aży wy​krzy​wia się

background image

zod​ra​zy.

— W nie​dzie​lę jest ślub mo​jej ku​zyn​ki Ele​-

ny.Chodźzemną—pro​si.

Wbi​jamwzrokwzie​mię.
—Moiprzy​ja​cie​leniemogąsięonasdo​wie​-

dzieć.Animoiro​dzi​ce.

—Odemniesięniedo​wie​dzą.
—Acozgo​ść​minaślu​bie?Zo​ba​cząnasra​-

zem.

— Nie bę​dzie tam ni​ko​go ze szko​ły. Poza

moją ro​dzi​ną, ale tu aku​rat do​pil​nu​ję, żeby
trzy​ma​ligębynakłód​kę.

Nie mogę. Ni​g​dy nie by​łam mi​strzy​nią

kłamstwiwy​krę​tów.Od​py​chamgoodsie​bie.

—Niemogęmy​śleć,jaksto​isztakbli​sko.
—Ido​brze.Ate​razcodoślu​bu.
Boże,samjegowi​dokspra​wia,żechcęiść.
—Októ​rej?
— W po​łu​dnie. To bę​dzie coś, cze​go ni​g​dy

nieza​po​mnisz.Uwierzmi.Przy​ja​dępocie​bieo
je​de​na​stej.

—Jesz​czesięniezgo​dzi​łam.
—Alemia​łaśza​miar—stwier​dzatymswo​-

immrocz​nym,dźwięcz​nymgło​sem.

— To może spo​tka​my się o je​de​na​stej tu​taj

— pro​po​nu​ję i wska​zu​ję na warsz​tat. Je​śli
moja mama się o nas do​wie, roz​pę​ta się pie​-
kło.

background image

Alex bie​rze mnie pod bro​dę i zmu​sza, że​-

bymspoj​rza​łamuwoczy.

—Cze​muniebo​iszsiębyćzemną?
— Żar​tu​jesz? Je​stem prze​ra​żo​na. — Pa​trzę

nata​tu​ażepo​kry​wa​ją​cejegoręce.

— Nie będę uda​wać, że moje ży​cie jest bez

ska​zy. — Uno​si na​sze dło​nie tak, żeby przy​-
lgnę​ły do sie​bie wnę​trza​mi. Cie​ka​we, czy sty​-
ka​jąc swo​je szorst​kie pal​ce z mo​imi o uma​lo​-
wa​nychpa​znok​ciach,za​sta​na​wiasięnadtym,
jakróż​nymamyko​lorskó​ry?—Zjed​nejstro​-
nytakbar​dzosięróż​ni​my...

Spla​tamra​zemna​szepal​ce.
—Tak,alezdru​giejje​ste​śmydosie​biebar​-

dzopo​dob​ni.

Sły​sząc to, uśmie​cha się, ale En​ri​que znów

chrzą​ka.

—Wta​kimra​ziecze​kamtunacie​biewnie​-

dzie​lęoje​de​na​stej—mówi.

Alexcofasię,skła​niaipusz​czadomnieoko.
—Tymra​zemtorand​ka.

background image

36.Alex

Sta​ry, ca​ło​wa​ła cię tak, jak​by to miał być

ostat​ni po​ca​łu​nek w jej ży​ciu. Je​śli tak ca​łu​je,
toażbojęsiępo​my​śleć,jak...

—Za​mknijsię,En​ri​que.
—Onacięznisz​czy,Ale​jo—cią​gnieEn​ri​que,

uży​wa​jącmo​jejhisz​pań​skiejksyw​ki.—Spójrz
na sie​bie: wczo​raj wy​lą​do​wa​łeś w aresz​cie,
dziś za​wa​lasz szko​łę, żeby móc od​zy​skać mo​-
tor. Nie da się ukryć, że ma bu​ena tor​ta, że to
nie​złala​secz​ka,aleczyjesttegowar​ta?

— Mu​szę wra​cać do ro​bo​ty — mó​wię, a od

ga​da​nia En​ri​que mam mę​tlik w gło​wie. Przez
resz​tę po​po​łu​dnia na​pra​wiam che​vro​le​ta bla​-
ze​ra, choć tak na​praw​dę wo​lał​bym nie ro​bić
nicin​ne​go,tyl​koca​ło​waćsięzmojąma​ma​ci​tą.

Zde​cy​do​wa​niejesttegowar​ta.
— Alex, przy​je​chał Hec​tor. Z Chuy​em —

mówiEn​ri​queoszó​stej,kie​dychcęjużzbie​rać
siędodomu.

Wy​cie​ramręceoro​bo​czespodnie.
—Gdziesą?
—Wmoimbiu​rze.
Idę tam i czu​ję na​ra​sta​ją​cy lęk. Otwie​ram

drzwi i wi​dzę Hec​to​ra, któ​ry stoi wład​czo na

background image

środ​ku.Chuycze​kapodścia​nąiprzy​glą​dasię
niedokoń​canie​win​nymwzro​kiem.

—En​ri​que,topry​wat​naroz​mo​wa.
Nie za​uwa​ży​łem za sobą mo​je​go ku​zy​na,

któ​ry zja​wił się na wy​pa​dek, gdy​bym po​trze​-
bo​wałsprzy​mie​rzeń​ca.Ki​wamdonie​gogło​wą.
Je​stem lo​jal​ny wzglę​dem Krwi, Hec​tor nie
musi wąt​pić w moją wier​ność. Obec​ność
Chuyado​wo​dzi,żespra​wajestpo​waż​na.Gdy​-
by Hec​tor przy​je​chał sam, nie de​ner​wo​wał​-
bymsiętak.

—Alex—mówiHec​tor,gdyEn​ri​quezni​kaz

polawi​dze​nia.—Czynieprzy​jem​niejspo​tkać
siętu​tajniżwsą​dzie?

Uśmie​cham się do nie​go bla​do i za​my​kam

zasobądrzwi.

Hec​torwska​zu​jenamałą,po​ob​dzie​ra​nąka​-

nap​kępoprze​ciw​nejstro​niebiu​ra.

— Sia​daj. — Cze​ka, aż zaj​mę miej​sce. —

Mu​siszmiwy​świad​czyćprzy​słu​gę,ami​go.

Niemasen​suod​wle​kaćtego,conie​unik​nio​-

ne.

—Ja​kie​goro​dza​ju?
— Trzy​dzie​ste​go pierw​sze​go paź​dzier​ni​ka

jestdo​sta​wadozro​bie​nia.

Tojesz​czepo​nadpół​to​ramie​sią​ca.Wie​czór

Hal​lo​we​en.

—Niehan​dlu​ję—wtrą​cam.—Odpo​cząt​ku

background image

otymwie​dzia​łeś.

Ob​ser​wu​ję Chuya jak mio​tacz pod​czas me​-

czubejs​bo​lo​we​go,kie​dyprze​ciw​nikod​da​lasię
zabar​dzoodbazy.

Hec​torpod​cho​dzidomnieikła​dziemiręce

nara​mio​nach.

— Mu​sisz za​po​mnieć o tym, co się sta​ło z

two​imsta​rym.Je​ślichceszzajśćwy​żejwKrwi,
mu​siszhan​dlo​wać.

—Wta​kimra​zieniechcę.
Ręka Hec​to​ra sztyw​nie​je, a Chuy robi krok

na​przód.Nie​magroź​ba.

— Przy​kro mi, ale to nie ta​kie pro​ste —

stwier​dza Hec​tor. — Mu​sisz to dla mnie zro​-
bić. I szcze​rze mó​wiąc, je​steś moim dłuż​ni​-
kiem.

Cho​le​ra. Gdy​bym nie zo​stał aresz​to​wa​ny,

niemiał​bymwo​becHec​to​rażad​nychzo​bo​wią​-
zań.

—Wiem,żeniespra​wiszmiza​wo​du.Atak

namar​gi​ne​sie,jaktwo​jamama?Daw​nojejnie
wi​dzia​łem.

— W po​rząd​ku — od​po​wia​dam, za​sta​na​-

wia​jąc się, co mi’ama ma wspól​ne​go z tą roz​-
mo​wą.

—Po​zdrówjąodemnie,do​brze?
Cotoma,docho​le​ry,zna​czyć?
Hec​tor otwie​ra drzwi i po​ka​zu​je Chuy​owi

background image

gło​wą,żewy​cho​dzą,ajazo​sta​jęsamzeswo​-
imno​wymzmar​twie​niem.

Gdy za​my​ka​ją się za nimi drzwi, sia​dam

wy​god​niej i za​sta​na​wiam się, czy na​da​ję się
dohan​dlunar​ko​ty​ka​mi.Aleniemamwyj​ścia,
je​ślichcę,żebymojaro​dzi​nabyłabez​piecz​na.

background image

37.Brittany

Nie wie​rzę, że ze​rwa​łaś z Co​li​nem. — Na

moimłóż​ku,poko​la​cji,Sier​rama​lu​jeso​biepa​-
znok​cie.—Mamna​dzie​ję,żeniebę​dziesztego
ża​ło​wać, Brit. By​li​ście ze sobą tak dłu​go. My​-
śla​łam,żegoko​chasz.Zła​ma​łaśmuser​ce.Pła​-
kałDo​ugo​widosłu​chaw​ki.

Sia​dam.
— Chcę być szczę​śli​wa. Z Co​li​nem już nie

by​łam. Przy​znał mi się, że zdra​dził mnie pod​-
czaswa​ka​cjizja​kąśnowopo​zna​nądziew​czy​-
ną.Prze​spałsięznią,Sier​ra.

—Co?Niewie​rzę.
— To uwierz. Gdy wy​jeż​dżał na wa​ka​cje,

wszyst​ko było już mię​dzy nami skoń​czo​ne,
tyl​kodo​pie​ropoja​kimścza​siedomniedo​tar​-
ło,żeniemapocodłu​żejsięokła​my​wać.

— Prze​rzu​ci​łaś się te​raz na Alek​sa? Co​lin

jest prze​ko​na​ny, że wy​mie​niasz ze swo​im
part​ne​rem z che​mii coś wię​cej niż od​czyn​ni​ki
wpro​bów​kach.

— Nie — kła​mię. Choć Sier​ra jest moją naj​-

lep​szą przy​ja​ciół​ką, wie​rzy w okre​ślo​ny po​-
dział spo​łecz​ny. Mimo że chcę jej po​wie​dzieć
praw​dę,niemogę.Jesz​czeniete​raz.

background image

Sier​ra za​krę​ca bu​te​lecz​kę z la​kie​rem i pry​-

chana​bur​mu​szo​na.

—Brit,je​stemtwo​jąnaj​lep​sząprzy​ja​ciół​ką,

czy w to wie​rzysz, czy nie. Przy​znaj, że kła​-
miesz.

—Comamcipo​wie​dzieć?—py​tam.
— Może praw​dę, tak dla od​mia​ny? Jezu,

Brit, ro​zu​miem, że nie chcesz mó​wić Dar​le​ne,
bo jest nie​zrów​no​wa​żo​na emo​cjo​nal​nie. I ro​-
zu​miem też, że mo​żesz nie chcieć, żeby Emki
wie​dzia​łyowszyst​kim.Aletoje​stemja.Two​ja
naj​lep​sza przy​ja​ciół​ka. Ta sama, któ​ra wie o
Shel​ley i któ​ra była świad​kiem wy​bu​chów
two​jejmamy.

Sier​ra bie​rze to​reb​kę i za​wie​sza ją so​bie na

ra​mie​niu.

Nie chcę, żeby się na mnie wście​kła, ale

musiwie​dzieć,skądmojeobiek​cje.

— A co, je​śli bę​dziesz chcia​ła po​wie​dzieć

Do​ugo​wi?Niechcę,że​byśprze​zemniemu​sia​ła
gookła​my​wać.

Sier​ra pa​trzy na mnie ze wzgar​dli​wą miną,

poktó​rąsamatakczę​stosię​gam.

—Chrza​nięcię,Brit.Dzię​kizaświa​do​mość,

żemojanaj​lep​szaprzy​ja​ciół​kaniemadomnie
krzty​ny za​ufa​nia. — Przed wyj​ściem z po​ko​ju
od​wra​ca się i mówi: — Wiesz na pew​no, że
nie​któ​rzy mają tak zwa​ny wy​biór​czy słuch?

background image

Ty masz wy​biór​cze za​ufa​nie. Wi​dzia​łam cię
dziśnako​ry​ta​rzupo​grą​żo​nąwpo​waż​nejroz​-
mo​wie z Isa​bel Avi​lą. Gdy​bym cię nie zna​ła,
po​wie​dzia​ła​bym,żejejsięzcze​gośzwie​rzasz.
— Sier​ra uno​si w górę obie ręce. — Do​bra,
przy​zna​ję: je​stem za​zdro​sna, że moja naj​lep​-
sza przy​ja​ciół​ka zwie​rza się naj​wy​raź​niej ko​-
muś in​ne​mu za​miast mnie. Za​dzwoń, gdy
wresz​ciedocie​biedo​trze,żecho​ler​niemiza​le​-
żynatwo​imszczę​ściu.

Mara​cję.Alecałataspra​wazAlek​semjest

taka świe​ża, a ja czu​ję się w związ​ku z tym
taka bez​bron​na. Zwró​ci​łam się do Isa​bel, bo
jestje​dy​nąoso​bą,któ​raznaimnie,iAlek​sa.

— Sier​ra, je​steś moją naj​lep​szą przy​ja​ciół​-

ką.Prze​cieżwiesz—mó​więzna​dzie​ją,żewie,
że to praw​da. Być może fak​tycz​nie mam pro​-
blem z za​ufa​niem, co nie zmie​nia fak​tu, że
Sier​rajestnaj​bliż​sząmioso​bą.

—Toza​cznijza​cho​wy​waćsięsto​sow​niedo

tego—rzu​caiwy​cho​dzi.

W dro​dze na spo​tka​nie z Alek​sem ocie​ram

kro​plępotu,któ​raspły​wamipo​wo​lizeskro​ni.

Zde​cy​do​wa​łamsięnakre​mo​wą,do​pa​so​wa​-

nąlet​niąsu​kien​kęnacie​niut​kichra​miącz​kach.
Gdy będę wra​cać, ro​dzi​ce będą już w domu,
więc za​pa​ko​wa​łam do tor​by spor​to​wej ubra​-
nia na zmia​nę. Po po​wro​cie mama zo​ba​czy

background image

taką Brit​ta​ny, ja​kiej się spo​dzie​wa — ide​al​ną
cór​kę. Co za róż​ni​ca, że to nie​praw​da, sko​ro
ona jest dzię​ki temu za​do​wo​lo​na. Sier​ra ma
ra​cję.Mojeza​ufa​niejestwy​biór​cze.

Skrę​camiwjeż​dżamwulicz​kępro​wa​dzą​cą

dowarsz​ta​tu.Gdyza​uwa​żamAlek​sa,któ​ryw
ocze​ki​wa​niu na mnie opie​ra się o swój mo​to​-
cykl na par​kin​gu, ser​ce za​czy​na bić mi szyb​-
ciej.

Orany.Notowpa​dłam.
Nie​od​łącz​na ban​da​na znik​nę​ła. Gę​ste czar​-

ne wło​sy Alek​sa opa​da​ją mu na czo​ło, za​chę​-
ca​jąc, żeby je od​gar​nąć. W miej​sce dżin​sów i
T-shir​tu po​ja​wi​ły się czar​ne spodnie i czar​na
je​dwab​nako​szu​la.Wy​glą​dajakmło​dymek​sy​-
kań​skiśmia​łek.Za​trzy​mu​jęsięoboknie​go,nie
mo​gącpo​wstrzy​maćuśmie​chu.

Qu​eri​da,skar​bie,wy​glą​dasz,jak​byśmia​ła

ja​kieśse​kre​ty.

Bomam,my​ślę,wy​sia​da​jączauta.Cie​bie.
— Dio​smio. Wy​glą​dasz... pre​cio​sa. Prze​ślicz​-

nie.

Okrę​camsięwo​kółwła​snejosi.
—Su​kien​kajestokej?
— Chodź tu — mówi i przy​cią​ga mnie do

sie​bie.—Wła​ści​wietoniechcęjużiśćnaślub.
Wolęmiećciętyl​kodlasie​bie.

—Onie.—Prze​su​wampo​wo​lipa​lecwzdłuż

background image

jegopo​licz​ka.

—Alezcie​bieko​kiet​ka.
Uwiel​biam tę uwo​dzi​ciel​ską stro​nę Alek​sa.

Po​zwa​lamiza​po​mniećojegode​mo​nach.

—Przy​je​cha​łamnamek​sy​kań​skiślubichcę

gozo​ba​czyć.

—Nopo​patrz,ajamy​śla​łem,żeprzy​je​cha​-

łaśspo​tkaćsięzemną.

—Maszoso​biebar​dzowy​so​kiemnie​ma​nie,

Fu​en​tes.

—Mamjesz​czeparęin​nychrze​czy.—Przy​-

gnia​tamniedosa​mo​cho​du,ajegood​dechpa​-
rzy mi skó​rę na szyi bar​dziej niż przed​po​łu​-
dnio​we słoń​ce. Za​my​kam oczy i cze​kam na
jegousta,aleza​miasttegosły​szętyl​ko:—Daj
mi klu​czy​ki — pro​si, po czym sam mi je wyj​-
mu​jezręki.

—Chy​baniewrzu​ciszichwkrza​ki?
—Niekuś.
Alex otwie​ra drzwi mo​je​go sa​mo​cho​du i

sia​dazakie​row​ni​cą.

— Nie po​pro​sisz, że​bym wsia​dła? — py​tam

zdez​o​rien​to​wa​na.

— Nie. Wsta​wię two​je auto do warsz​ta​tu,

żebyniktgoniezwi​nął.Toofi​cjal​narand​ka.Ja
pro​wa​dzę.

Wska​zu​jęnamo​tor.
— Chy​ba so​bie nie wy​obra​żasz, że na to

background image

wsią​dę?

Jegolewabrewuno​sisięle​ciut​ko.
—Acze​munie?Ju​lioniejestdlacie​biewy​-

star​cza​ją​codo​bry?

—Ju​lio?Na​zwa​łeśswójmo​torJu​lio?
— Po stry​jecz​nym dziad​ku, któ​ry po​mógł

ro​dzi​comprze​pro​wa​dzićsięzMek​sy​ku.

— Nie mam nic prze​ciw​ko Ju​lio. Nie chcę

tyl​konanimje​chaćwta​kiejkrót​kiejsu​kien​ce.
Chy​bażewszy​scymająwi​dziećmojemajt​ki.

Alex ma​su​je się po bro​dzie i roz​wa​ża tę

opcję.

—Tobydo​pie​robyłwi​dok.
Krzy​żu​jęprzedsobąręce.
— Żar​tu​ję. Je​dzie​my sa​mo​cho​dem mo​je​go

ku​zy​na.—Wsia​da​mydoczar​nejto​yo​tycam​ry
za​par​ko​wa​nejpoprze​ciw​nejstro​nieuli​cy.

Po kil​ku mi​nu​tach jaz​dy Alex wy​cią​ga pa​-

pie​ro​sa z pacz​ki le​żą​cej na de​sce roz​dziel​czej.
Krzy​więsięnadźwiękod​pa​la​nejza​pal​nicz​ki.

— Co? — pyta z za​pa​lo​nym pa​pie​ro​sem w

ustach.

Możepa​lić,je​ślichce.Byćmożeje​ste​śmyna

ofi​cjal​nej rand​ce, ale nie je​stem prze​cież jego
ofi​cjal​nądziew​czy​ną.Krę​cęgło​wą.

—Nic.
Wy​pusz​cza z ust dym, któ​ry draż​ni mnie

bar​dziejniżper​fu​mymamy.Opusz​czammak​-

background image

sy​mal​nieoknoitłu​mięka​szel.

Sta​je​mynaświa​tłach,aAlexzer​kanamnie.
— Je​śli prze​szka​dza ci, że palę, to mi po​-

wiedz.

— Okej, prze​szka​dza mi, że pa​lisz — przy​-

zna​ję.

—Cze​mupopro​stuminiepo​wie​dzia​łaś?—

mówiigasipa​pie​ro​sawpo​piel​nicz​ce.

— Jak mo​żesz w ogó​le to lu​bić? — py​tam,

gdyznówru​sza​my.

—Re​lak​su​jemnieto.
—Tozna​czy,żejacięstre​su​ję?
Pa​trzymiwoczy,poczymprze​su​wawzrok

wdółnamojepier​siiod​sła​nia​ją​cąudasu​kien​-
kę.

—Wtejkiec​cezde​cy​do​wa​nietak.

background image

38.Alex

Je​śli nie prze​sta​nę się ga​pić na jej dłu​gie

nogi,spo​wo​du​jęwy​pa​dek.

—Jaktwo​jasio​stra?—zmie​niamte​mat.
—Niemożesiędo​cze​kać,ażznówogracię

wwar​ca​by.

— Tak? To jej po​wiedz, że da​łem jej fory.

Chcia​łemzro​bićnato​biewra​że​nie.

—Prze​gry​wa​jąc?
Wzru​szamra​mio​na​mi.
—Po​skut​ko​wa​ło,nie?
Po​pra​wia so​bie su​kien​kę, jak​by chcia​ła zro​-

bićwra​że​nienamnie.Chcę,żebysięroz​luź​ni​-
ła,więcprze​su​wampal​ca​miwzdłużjejra​mie​-
niaibio​ręnako​nieczarękę.

— Po​wiedz Shel​ley, że przy​ja​dę na re​wanż

—mó​wię.

Od​wra​ca się do mnie i pa​trzy na mnie roz​-

pro​mie​nio​natymiswo​iminie​bie​ski​miocza​mi.

—Na​praw​dę?
—Oczy​wi​ście.
Po dro​dze sta​ram się ją ja​koś za​ga​dy​wać.

Nie bar​dzo mi wy​cho​dzi. Nie umiem roz​ma​-
wiaćoni​czym.Do​brze,żemil​cze​nienaj​wy​raź​-
niejwogó​lejejnieprze​szka​dza.

background image

Nie​dłu​go po​tem par​ku​ję przed ma​łym,

dwu​pię​tro​wym,ce​gla​nymdo​mem.

—Ślubniejestwko​ście​le?
— Nie w przy​pad​ku Ele​ny. Chcia​ła się po​-

braćwdomuro​dzi​ców.

Obej​mu​jęjąwpa​sieiidzie​mydodomu.Nie

wiem, cze​mu mu​szę się tak afi​szo​wać z tym,
żena​le​żydomnie.Możejed​nakje​stemtro​glo​-
dy​tą.

Wcho​dzi​my do środ​ka. W ogród​ku sły​chać

gra​ją​cych ma​ria​chi, a dom aż pęka w szwach.
Zer​kam na minę Brit​ta​ny, za​sta​na​wia​jąc się,
czyczu​jesiętak,jak​bywja​kiśma​gicz​nyspo​-
sób prze​nio​sła się do Mek​sy​ku. Nikt z mo​jej
ro​dzi​ny nie miesz​ka w du​żym domu z ba​se​-
nem,doja​kie​goprzy​wy​kła.

En​ri​que z kil​ko​ma in​ny​mi ku​zy​na​mi

wrzesz​czynanaszwi​dok.Wszy​scymó​wiąpo
hisz​pań​sku, co w ni​czym by nie prze​szka​dza​-
ło, gdy​by to​wa​rzy​szą​ca mi dziew​czy​na nie
mó​wi​ła tyl​ko po an​giel​sku. Dla mnie to nor​-
mal​ne, że moje ciot​ki za​ca​ło​wu​ją mnie na
śmierć, a wuj​ko​wie kle​pią ser​decz​nie po ple​-
cach. Ale nie wiem, czy dla niej też. Przy​cią​-
gamjądosie​bie,żebywie​dzia​ła,żeoniejpa​-
mię​tam,ipró​bu​jęprzed​sta​wićjąswo​jejro​dzi​-
nie, ale pod​da​ję się, gdy uświa​da​miam so​bie,
że nie ma cu​dów, żeby za​pa​mię​ta​ła ich

background image

wszyst​kich.

Ese!—od​zy​wasięktośzana​szy​miple​ca​-

mi.

Od​wra​camsiędoPaco.
—Cotam?—mó​więikle​pięprzy​ja​cie​lapo

ple​cach. — Brit​ta​ny, na pew​no ko​ja​rzysz ze
szko​ły mi me​jor ami​go. Nie bój się, ni​ko​mu nie
po​wie,żetuby​łaś.

—Będętrzy​maćgębęnakłód​kę—obie​cu​jei

jakskoń​czo​nykre​tynpo​ka​zu​jenamigi,żeza​-
my​kaustaiwy​rzu​caklucz.

—Cześć,Paco—witasięześmie​chemBrit​-

ta​ny.

Pod​cho​dzi do nas Jor​ge w bia​łym fra​ku i z

czer​wo​nąróżąwbu​to​nier​ce.

Kle​pięmo​je​goprzy​szłe​goku​zy​nawło​pat​ki.
—Cześć,sta​ry,alesięod​sta​wi​łeś.
— Sam też nie wy​glą​dasz naj​go​rzej. Przed​-

sta​wiszmnieswo​jejzna​jo​mej,czynie?

—Brit​ta​ny,toJor​ge.Tobie​dak...zna​czysię

szczę​ściarz,któ​ryżenisięzmojąku​zyn​kąEle​-
ną.

Jor​geobej​mu​jeBrit​ta​ny.
—Przy​ja​cie​leAlek​sasąna​szy​miprzy​ja​ciół​-

mi.

—Agdziepan​namło​da?—pytaPaco.
—Pła​czenagó​rzewsy​pial​niro​dzi​ców.
—Zeszczę​ścia?—zga​du​ję.

background image

— Nie, sta​ry. Po​sze​dłem dać jej bu​zia​ka, a

ona się te​raz za​sta​na​wia, czy wszyst​kie​go nie
od​wo​łać, bo mówi, że to przy​no​si pe​cha, gdy
pan mło​dy zo​ba​czy pan​nę mło​dą w suk​ni
przed ślu​bem — wy​ja​śnia Jor​ge i wzru​sza ra​-
mio​na​mi.

— W ta​kim ra​zie po​wo​dze​nia. Ele​na jest

prze​sąd​na. Pew​nie każe ci zro​bić ja​kieś bzdu​-
ry,żebyod​czy​nićpe​cha.

Paco i Jor​ge za​czy​na​ją się za​sta​na​wiać, co

Ele​nakażemuzro​bić,żebyza​że​gnaćnie​szczę​-
ście, a ja bio​rę Brit​ta​ny za rękę i wy​pro​wa​-
dzam ją na dwór. W ogro​dzie gra ze​spół.
Mimo że je​ste​śmy po​chos— Mek​sy​ka​na​mi
miesz​ka​ją​cy​mi w Sta​nach — zde​cy​do​wa​nie
nieda​je​mywy​ga​snąćna​szymtra​dy​cjomikul​-
tu​rze. Na​sze je​dze​nie jest pi​kant​ne, na​sze ro​-
dzi​nylicz​neimoc​nozesobązwią​za​ne,amu​-
zy​kataka,żenogisamerwąsiędotań​ca.

—Je​ste​ściezPacoku​zy​na​mi?—pytaBrit​ta​-

ny.

—Nie,aleonlubitakmy​śleć.Car​los,tojest

Brit​ta​ny — przed​sta​wiam, gdy pod​cho​dzi​my
domo​je​gobra​ta.

—Wiem—mówiCar​los.—Prze​cieżwi​dzia​-

łem,jaksięli​że​cie.

Brit​ta​nysta​jejakwmu​ro​wa​na.
— Licz się ze sło​wa​mi — ostrze​gam, trze​-

background image

piącgowtyłgło​wy.

Brit​ta​nykła​dziemirękęnapier​si.
— Spo​koj​nie, Alex. Nie mu​sisz mnie przed

wszyst​ki​mibro​nić.

Car​lospa​trzynamniebez​czel​nie.
— Ra​cja, bra​cisz​ku. Nie mu​sisz jej bro​nić.

Nomożetyl​koprzedmama.

Dość tego. Rzu​cam Car​lo​so​wi kil​ka ostrych

słówpohisz​pań​skutak,żebyBrit​ta​nyniezro​-
zu​mia​ła.

— Vete, ca​brón no​mo​le​stes — roz​ka​zu​ję mu

spły​waćijejniede​ner​wo​wać.Czyonchceze​-
psuć jej za​ba​wę? Car​los pry​cha ob​ra​żo​ny i
idziepocośdoje​dze​nia.

—Agdzietwójdru​gibrat?—pytaBrit​ta​ny.
Sia​da​my przy jed​nym z wie​lu wy​po​ży​czo​-

nych sto​licz​ków, roz​sta​wio​nych na środ​ku
ogro​du.Kła​dęrękęnaopar​ciujejkrze​sła.

— Luis jest tam. — Po​ka​zu​ję w kąt ogro​du,

gdziemójnaj​młod​szybratrobizsie​bieprzed​-
sta​wie​nie, na​śla​du​jąc róż​ne zwie​rzę​ta za​gro​-
do​we. Będę mu mu​siał po​wie​dzieć, że w gim​-
na​zjum aku​rat ta umie​jęt​ność nie za​dzia​ła na
dziew​czy​nyjakma​gnes.

Brit​ta​ny przy​glą​da się czwór​ce bie​ga​ją​cych

w po​bli​żu dzie​cia​ków mo​je​go ku​zy​na, z któ​-
rychnaj​star​szemasie​demlat.Dwu​let​niaMa​-
ris​sauzna​ła,żesu​kien​kajejprze​szka​dzaipo​-

background image

rzu​ci​łajągdzieśwogro​dzie.

—Dlacie​biepew​niewszy​scywy​glą​da​jąjak

ban​daha​ła​śli​wychmo​ja​dos, nie​le​gal​nych mek​-
sy​kań​skichro​bo​li.

Uśmie​chasię.
— Nie. Ra​czej jak lu​dzie, któ​rzy faj​nie się

ba​wią na przy​ję​ciu ślub​nym w ogro​dzie. Kto
to?

—pyta,gdymijanasmęż​czy​znawwoj​sko​-

wymmun​du​rze.—Jesz​czeje​denku​zyn?

— Tak. Paul wró​cił wła​śnie z Da​le​kie​go

Wscho​du. Nie uwie​rzysz, ale swe​go cza​su na​-
le​żał do Py​thon Trio, gan​gu z Chi​ca​go. Rany,
za​nim wstą​pił do pie​cho​ty mor​skiej, miał po​-
waż​nypro​blemznar​ko​ty​ka​mi.

Brit​ta​nyzer​kanamnieszyb​ko.
—Mó​wi​łemci,żeniebio​rę.Aprzy​naj​mniej

już nie — stwier​dzam sta​now​czo, bo musi mi
uwie​rzyć.—Aniniehan​dlu​ję.

—Obie​cu​jesz?
— Tak — od​po​wia​dam, przy​po​mi​na​jąc so​-

bie wie​czór na pla​ży, gdy upa​li​łem się z Car​-
men. To był ostat​ni raz. — Nie​za​leż​nie od
tego, co o mnie mó​wią, od ta​kie​go syfu jak
coca

 trzy​mam się z da​le​ka, bo z tym nie ma

żar​tów.Wierzlubnie,alechciał​bymza​cho​wać
peł​ny ze​staw sza​rych ko​mó​rek, z któ​rym się
uro​dzi​łem.

background image

—APaco?—pyta.—Onbie​rze?
—Cza​sa​mi.
Pa​trzy na Paco, któ​ry śmie​je się i żar​tu​je z

moją ro​dzi​ną, do któ​rej chciał​by na​le​żeć dużo
bar​dziej niż do wła​snej. Jego mama ode​szła
kil​ka lat temu i zo​sta​wi​ła go sa​me​go z oj​cem
w dość gów​nia​nej sy​tu​acji. Trud​no go wi​nić,
żechceodtegouciec.

Wkoń​cupo​ja​wiasięmojaku​zyn​kaEle​naw

bia​łej ko​ron​ko​wej suk​ni i roz​po​czy​na się uro​-
czy​stość.

Pod​czas skła​da​nia przy​się​gi sta​ję za Brit​ta​-

ny i obej​mu​ję ją moc​no. Za​sta​na​wiam się, w
cobę​dzieubra​nanaswo​imślu​bie.Pew​nieza​-
wo​do​wi fo​to​gra​fo​wie na za​wsze uwiecz​nią tę
chwi​lę.

— Aho​ra los dec​la​re ma​ri​do y mu​jer — ob​-

wiesz​cza ksiądz, ogła​sza​jąc mło​dych mę​żem i
żoną.

Pan​na i pan mło​dy ca​łu​ją się i wszy​scy

klasz​czą.

Brit​ta​nyści​skamniezarękę.

background image

39.Brittany

Od razu wi​dać, że Jor​ge i Ele​na są w so​bie

sza​leń​czo za​ko​cha​ni, w efek​cie cze​go za​czy​-
nam się za​sta​na​wiać, czy ja też będę tak bar​-
dzoza​ko​cha​nawswo​imprzy​szłymmężu.

My​ślę o Shel​ley. Ni​g​dy nie bę​dzie mia​ła

męża, nie bę​dzie mia​ła dzie​ci. Wiem, że moje
dzie​ci będą ją ko​chać tak samo bar​dzo jak ja.
Niebrak​niejejwży​ciumi​ło​ści.Aleczyniebę​-
dziewgłę​bidu​szytę​sk​nićzaczymś,cze​goni​g​-
dy nie bę​dzie mo​gła mieć — za mę​żem i wła​-
snąro​dzi​ną?

Oglą​dam się na Alek​sa i nie bar​dzo wi​dzę

sie​bie w gan​gu. To nie miej​sce dla mnie. Ale
ten chło​pak, zwią​za​ny bez​po​śred​nio ze
wszyst​kim, co bu​dzi mój we​wnętrz​ny sprze​-
ciw, jest mi tak bli​ski, jak nikt inny. Mu​szę w
ja​kiś spo​sób na​kło​nić go, żeby zmie​nił swo​je
ży​cie, aby któ​re​goś dnia lu​dzie mo​gli nas
uznaćzaide​al​nąparę.Tomójcel.

Ogród wy​peł​nia się mu​zy​ką, a ja obej​mu​ję

Alek​sa w pa​sie i opie​ram gło​wę o jego pierś.
Od​gar​nia mi z szyi luź​ne ko​smy​ki i tuli mnie
dosie​bie,ko​ły​szącwrytmmu​zy​ki.

Do pan​ny mło​dej pod​cho​dzi ja​kiś fa​cet z

background image

bank​no​tempię​cio​do​la​ro​wym.

— To tra​dy​cja — wy​ja​śnia Alex. — Pła​ci za

ta​niec z pan​ną mło​dą. To tak zwa​ny ta​niec
do​bro​by​tu.

Pa​trzę za​fa​scy​no​wa​na, jak męż​czy​zna za

po​mo​cą agraf​ki przy​cze​pia bank​not do we​lo​-
nu.

Mojamamaby​ła​byprze​ra​żo​na.
Ktoś krzy​czy coś do męż​czy​zny tań​czą​ce​go

zpan​nąmło​dąiwszy​scysięśmie​ją.

—Coichtakroz​śmie​szy​ło?
—Mó​wią,żeprzy​piąłpie​nią​dzepo​dej​rza​nie

bli​skojejtył​ka.

Przy​glą​dam się tań​czą​cym pa​rom i pró​bu​ję

na​śla​do​wać ich ru​chy. Gdy pan​na mło​da koń​-
czy tań​czyć, py​tam Alek​sa, czy też z nią za​-
tań​czy.

Mówi, że tak, więc po​py​cham go w jej kie​-

run​ku.

— To idź za​tań​czyć z Ele​ną, a ja pój​dę po​-

roz​ma​wiaćztwo​jąmamą.

—Napew​nochcesztozro​bić?
— Tak. Wi​dzia​łam ją, kie​dy przy​szli​śmy i

nie chcę uda​wać, że jej nie za​uwa​żam. Nie
martwsięomnie.Mu​szętozro​bić.

Alexwyj​mu​jezport​fe​labank​notdzie​się​cio​-

do​la​ro​wy.Chcącniechcąc,wi​dzę,żewport​fe​-
lunicniezo​sta​je.Oddapan​niemło​dejwszyst​-

background image

ko,coprzyso​biema.Możeso​bienatopo​zwo​-
lić? Wiem, że pra​cu​je w warsz​ta​cie, ale za​ro​-
bio​nepie​nią​dzeod​da​jepew​niema​mie.

Od​su​wam się i do​pie​ro w ostat​niej chwi​li

pusz​czamjegorękę.

—Za​razwra​cam.
Pod​cho​dzę do mamy Alek​sa. Stoi przy rzę​-

dzie sto​łów, na któ​rych ko​bie​ty roz​sta​wia​ją
pół​mi​ski z je​dze​niem. Ma na so​bie czer​wo​ną
port​fe​lo​wą su​kien​kę i wy​glą​da mło​dziej niż
mojamama.Mojajestuzna​wa​nazaład​ną,ale
pani Fu​en​tes ce​chu​je się tą po​nad​cza​so​wą
uro​dą gwiaz​dy fil​mo​wej. Ma duże, brą​zo​we
oczy,rzę​sysię​ga​ją​cenie​malbrwiinie​ska​zi​tel​-
ną,lek​koopa​lo​nąskó​rę.

De​li​kat​niestu​kamjąwra​mię,gdyroz​kła​da

nasto​leser​wet​ki.

—Dzieńdo​bry,paniFu​en​tes—mó​wię.
—Brit​ta​ny,zga​dzasię?—pyta.
Ki​wam gło​wą. Po​now​na pre​zen​ta​cja za

nami,Brit​ta​ny.Po​wiedzcoś.

— Eee, od​kąd przy​je​cha​li​śmy, my​śla​łam,

żeby do pani po​dejść. Uzna​łam, że te​raz bę​-
dzie do​bry mo​ment, ale za​miast mó​wić do
rze​czy, ga​dam tyl​ko nie​skład​nie. Za​wsze tak
mam,gdysięde​ner​wu​ję.

Ko​bie​tapa​trzynamniejaknawa​riat​kę.
—Słu​cham—za​chę​ca.

background image

— No tak, wiem, że nie po​zna​ły​śmy się w

naj​bar​dziej sprzy​ja​ją​cych oko​licz​no​ściach. I
prze​pra​szam, je​śli ostat​nim ra​zem w ja​ki​kol​-
wiek spo​sób pa​nią ura​zi​łam. Chcia​łam tyl​ko
po​wie​dzieć,żeniezja​wi​łamsięwpanidomuz
za​mia​remca​ło​wa​niasięzAlek​sem.

—Wy​baczcie​ka​wość,aleja​kiemaszwła​ści​-

wieza​mia​ry?

—Słu​cham?
—Ja​kiemaszza​mia​rywzglę​demAlek​sa?
— Ja... nie je​stem chy​ba pew​na, co by pani

chcia​ła usły​szeć. Szcze​rze mó​wiąc, oka​że się
chy​bazbie​giemcza​su.

PaniFu​en​teskła​dziemirękęnara​mie​niu.
— Bóg je​den wie, że nie je​stem naj​lep​szą

mat​ką na świe​cie. Ale ko​cham mo​ich sy​nów
po​nad ży​cie, Brit​ta​ny. I zro​bię wszyst​ko, żeby
ich chro​nić. Wi​dzę, jak on na cie​bie pa​trzy i
prze​ra​ża mnie to. Nie po​zwo​lę, żeby ko​lej​ny
razcier​piałprzezko​goś,nakimmuza​le​ży.

Sły​sząc, jak mama Alek​sa o nim mówi,

samaza​czy​namtę​sk​nićzamat​ką,któ​ratrosz​-
czy​ła​bysięomnieiko​cha​łamnierów​niemoc​-
nojakmamaAlek​saswo​je​gosyna.

Sło​wa pani Fu​en​tes po​ru​sza​ją mnie do ży​-

we​goiwgar​dlena​ra​stamigulawiel​ko​ścipił​ki
gol​fo​wej.

Praw​da jest taka, że w ostat​nim cza​sie w

background image

ogó​leprze​sta​łamczućsięczę​ściąswo​jejro​dzi​-
ny.Je​stemtyl​kooso​bą,któ​ramacałyczasmó​-
wićiro​bićto,cona​le​ży,botegoocze​ku​jąmoi
ro​dzi​ce. Zga​dza​łam się na to tak dłu​go po to,
byro​dzi​cepo​świę​ci​lipeł​nąuwa​gęShel​ley,któ​-
rana​praw​dęichpo​trze​bu​je.

Cza​sem strasz​nie trud​no być „nor​mal​nym”

dziec​kiem,któ​remaimwszyst​kozre​kom​pen​-
so​wać.Niktmini​g​dyniemó​wił,żeniemu​szę
byćza​wszeide​al​na.Praw​dajesttaka,żeprzez
całeży​ciewiecz​nieczu​jęsięwin​na.

Win​na,żeje​stemzdro​wymdziec​kiem.
Win​na, że czu​ję się od​po​wie​dzial​na za to,

żeby Shel​ley była ko​cha​na tak samo moc​no
jakja.

Win​na,żebojęsię,żemojedzie​cimogąuro​-

dzićsięta​kiesamejakmojasio​stra.

Win​na,żewsty​dzęsię,gdylu​dziega​piąsię

naShel​leywmiej​scachpu​blicz​nych.

Ni​g​dy nie wy​zwo​lę się z po​czu​cia winy. Ja​-

kimcu​dem,sko​roto​wa​rzy​szymizsa​mejra​cji
uro​dze​nia? Dla pani Fu​en​tes ro​dzi​na ozna​cza
mi​łość i tro​skę. Dla mnie — po​czu​cie winy i
wa​run​ko​wąmi​łość.

— Pani Fu​en​tes, nie mogę obie​cać, że nie

skrzyw​dzę Alek​sa. Ale nie je​stem w sta​nie
trzy​mać się od nie​go z da​le​ka, bo już pró​bo​-
wa​łam. — Bo przy Alek​sie zni​ka​ją moje wła​-

background image

sne de​mo​ny. Czu​ję, że do oczu na​pły​wa​ją mi
łzyiza​czy​na​jąspły​waćpopo​licz​kach.Prze​py​-
chamsięprzeztłumwpo​szu​ki​wa​niuła​zien​ki.

Aku​ratwy​cho​dzizniejPaco,ajami​jamgo

tyl​koiwbie​gamdośrod​ka.

— Le​piej, że​byś za​cze​ka​ła, za​nim... — głos

Paco cich​nie, gdy za​my​kam się od we​wnątrz.
Ocie​ramoczyiprze​glą​damsięwlu​strze.Wy​-
glą​damokrop​nie.Roz​ma​załmisiętuszi...ech,
tobezsen​su.Osu​wamsięnapod​ło​gęisia​dam
nazim​nychka​fel​kach.Jużro​zu​miem,cochciał
mi po​wie​dzieć Paco. W ła​zien​ce śmier​dzi, a
wła​ści​wie cuch​nie... od tego pra​wie zbie​ra mi
się na wy​mio​ty. Za​kry​wam nos ręką i sta​ram
się nie zwra​cać uwa​gi na obrzy​dli​wy smród,
my​ślącotym,copo​wie​dzia​łapaniFu​en​tes.

Sie​dzę na pod​ło​dze w ła​zien​ce, wy​cie​ram

oczy pa​pie​rem to​a​le​to​wym i sta​ram się nie
od​dy​chaćprzeznos.

Gło​śne pu​ka​nie do drzwi prze​ry​wa mi

płacz.

—Brit​ta​ny,je​steśtam?—do​bie​gamniegłos

Alek​sa.

—Nie.
—Wyjdź,pro​szę.
—Nie.
—Tomniewpuść.
—Nie.

background image

—Chcęcięcze​gośna​uczyćpohisz​pań​sku.
—Cze​go?
Noesgrancosa.
—Acotozna​czy?—py​tamwciążzpa​pie​-

remwręce.

—Po​wiemci,jakmniewpu​ścisz.
Prze​krę​camklam​kę.
Alexwcho​dzidośrod​ka.
—Tozna​czy:Niemasięczymprzej​mo​wać.

— Za​my​ka za sobą drzwi, przy​klę​ka przy
mnie i przy​tu​la mnie moc​no do sie​bie. Za​raz
po​temwcią​gagło​śnopo​wie​trze.—Aniechto.
ByłtuPaco?

Ki​wamgło​wą.
Alex gła​dzi mnie po wło​sach i mru​czy coś

pohisz​pań​sku.

—Cocipo​wie​dzia​łamojamama?
Wtu​lamtwarzwjegopierś.
— Była ze mną po pro​stu szcze​ra — mam​-

ro​częmuwko​szu​lę.

Prze​ry​wanamgło​śnepu​ka​niedodrzwi.
Abrelapu​er​ta,soyEle​na.
—Ktoto?
—Pan​namło​da.
—Wpuść​ciemnie!—żądaEle​na.
Alex otwie​ra drzwi. Do środ​ka wci​ska się

zja​wa w bia​łych ko​ron​kach z mnó​stwem
bank​no​tów przy​pię​tych do tre​nu i za​my​ka za

background image

sobądrzwi.

—Nodo​bra,cojestgra​ne?—Onateżpo​cią​-

gano​semkil​karazy.—Pacobyłwśrod​ku?

Obo​jezAlek​semki​wa​mygło​wa​mi.
—Cotenko​leśdocho​le​ryżre,żewy​cho​dzi

muzdru​giejstro​nytakazgni​li​zna?Cho​le​raja​-
sna—mówiEle​na,od​ry​waso​bieka​wa​łekpa​-
pie​ruiza​ty​kanos.

— Uro​czy​stość była prze​pięk​na — chwa​lę

zzawła​sne​goka​wał​kapa​pie​ru.Tonaj​bar​dziej
ab​sur​dal​naisur​re​ali​stycz​nasy​tu​acja,wja​kiej
kie​dy​kol​wieksięznaj​do​wa​łam.

Ele​nabie​rzemniezarękę.
—Chodźsięba​wić.Mojaciot​kabywatrud​-

na,alenieży​czyni​ko​muźle.Pozatymwy​da​je
misię,żena​praw​dęciępo​lu​bi​ła.

— Od​wio​zę ją do domu — de​cy​du​je Alex,

wcie​la​jącsięznówwmo​je​gowy​ba​wi​cie​la.Za​-
sta​na​wiamsię,kie​dymusiętoznu​dzi.

—Ni​g​dziejejnieza​bie​rasz,boje​ślispró​bu​-

jesz, za​mknę was obo​je w tym smro​dzie, że​-
by​ściezo​sta​li.

Ele​nanierzu​casłównawiatr.
Ko​lej​nepu​ka​niedodrzwi.
Vetevete.
Niero​zu​miem,copo​wie​dzia​łaEle​na,alena

pew​nozro​bi​łatozdu​żymen​tu​zja​zmem.

SoyJor​ge.

background image

Wzru​szam ra​mio​na​mi i pa​trzę py​ta​ją​cym

wzro​kiemnaAlek​sa.

—Topanmło​dy—wy​ja​śnia.
Jor​gewci​skasiędośrod​ka.Niejesttaknie​-

okrze​sa​ny jak resz​ta z nas, bo nie zwra​ca
uwa​gi na fakt, że w środ​ku śmier​dzi pa​dli​ną.
Alepo​cią​gakil​karazygło​śnono​semiza​czy​na
łza​wić.

— Chodź, Ele​na — mówi Jor​ge, sta​ra​jąc się

dys​kret​nie za​tkać nos, choć nie bar​dzo mu to
wy​cho​dzi.—Go​ścieza​sta​na​wia​jąsię,gdziesię
po​dzia​łaś.

— Nie wi​dzisz, że roz​ma​wiam z ku​zy​nem i

dziew​czy​ną,zktó​rąprzy​szedł?

—Tak,ale...
Ele​na uno​si dłoń, żeby go uci​szyć, a dru​gą

przy​trzy​mu​jeso​bieprzyno​siepa​pier.

— Mó​wi​łam, że roz​ma​wiam z ku​zy​nem i

dziew​czy​ną, z któ​rą przy​szedł — po​wta​rza
sta​now​czo.—Ijesz​czenieskoń​czy​łam.

— Ty — mówi, wska​zu​jąc na mnie pal​cem.

—Idzieszzemną.Alex,maszdlamnieza​śpie​-
waćzbrać​mi.

Alexkrę​cigło​wą.
—Ele​na,my​ślę,że...
Ele​na uno​si rękę tuż przed twa​rzą Alek​sa,

czymuci​szana​wetjego.

—Niepro​si​łam,że​byśmy​ślał.Pro​si​łam,że​-

background image

byś za​śpie​wał ra​zem z brać​mi dla mnie i mo​-
je​goświe​żopo​ślu​bio​ne​gomęża.

Ele​na otwie​ra drzwi i cią​gnie mnie za sobą

przez cały dom, za​trzy​mu​jąc się do​pie​ro w
ogro​dzie. Pusz​cza mnie, ale tyl​ko po to, żeby
wy​rwaćmi​kro​fonjed​ne​muzmu​zy​ków.

— Paco! — ob​wiesz​cza z mocą. — Tak, do

cie​bie mó​wię — woła Ele​na i wska​zu​je na
Paco, któ​ry za​ba​wia roz​mo​wą gro​mad​kę
dziew​czyn.—Na​stęp​nymra​zem,jakbę​dziesz
chciał się wy​srać, zrób to w ja​kimś in​nym
domu.

Wia​nu​szekdziew​czątwo​kółPacoroz​pra​sza

sięześmie​chemiPacozo​sta​jesam.

Jor​gewbie​ganasce​nęipró​bu​jeznieśćzniej

żonę. Bie​dak mę​czy się wśród śmie​chów i
okla​sków.

Kie​dy Ele​na zo​sta​je wresz​cie usu​nię​ta ze

sce​ny, Alex za​mie​nia parę słów z ze​spo​łem, a
go​ście okrzy​ka​mi za​chę​ca​ją bra​ci Fu​en​te​sów
dowy​stę​pu.

Pacoprzy​sia​dasiędomnie.
— Ech, prze​pra​szam za tę ła​zien​kę. Pró​bo​-

wa​łemcięostrzec—mówispe​szo​ny.

— Nic nie szko​dzi. Wy​da​je mi się, że Ele​na

wy​star​cza​ją​co cię upo​ko​rzy​ła. — Przy​su​wam
się do nie​go i py​tam: — Tak szcze​rze, co my​-
śliszomnieiAlek​sie?

background image

—Takszcze​rze,toniespo​tka​łogochy​baw

ży​ciuniclep​sze​go.

background image

40.Alex

Pośmier​citatymamapró​bo​wa​łaroz​we​se​lić

mnie, Car​lo​sa i Lu​isa mu​zy​ką. Tań​czy​li​śmy w
domu i śpie​wa​li​śmy z nią na zmia​nę. Chy​ba
chcia​ła w ten spo​sób za​po​mnieć o wła​snym
bólu, przy​naj​mniej na chwi​lę. W nocy jed​nak
sły​sza​łem, jak pła​cze w swo​im po​ko​ju. Ni​g​dy
nie otwie​ra​łem drzwi, ale za​wsze mia​łem
ocho​tę za​cząć śpie​wać i prze​gnać pio​sen​ką
całyjejsmu​tek.

Za​mie​niam parę słów z ze​spo​łem, po czym

bio​ręmi​kro​fon.

— Nie wy​sta​wiał​bym sie​bie na ta​kie po​-

śmie​wi​sko,alebra​ciaFu​en​tesniemogąod​mó​-
wićproś​biesa​mejpan​nymło​dej.Ele​napo​tra​fi
byćbar​dzoprze​ko​nu​ją​ca.

— Wiem coś o tym! — woła gdzieś z tyłu

Jor​ge.

Ele​na wali go pię​ścią w ra​mię. Jor​ge krzy​wi

się. Ele​na ma cios. Jor​ge ca​łu​je pan​nę mło​dą,
zbytszczę​śli​wy,żebymiećjejtozazłe.

Za​czy​na​my śpie​wać. Nic po​waż​ne​go. Im​-

pro​wi​zu​je​my, łą​cząc pio​sen​ki En​ri​que Igle​sia​-
sa,Sha​ki​ryina​wetmo​je​goulu​bio​ne​goze​spo​łu
Mana. Przy​klę​kam, żeby za​śpie​wać dla mo​ich

background image

ma​łychku​zy​nekipusz​czamokodoBrit​ta​ny.

W tym sa​mym mo​men​cie do​strze​gam ja​-

kieś za​mie​sza​nie i sły​szę zdu​mio​ne szep​ty.
Hec​tor. Za​szczy​cił uro​czy​stość swo​ją obec​no​-
ścią,conieczę​stosięzda​rza.Idzieprzezogród
wdro​gimgar​ni​tu​rzeiwszy​scysięnanie​goga​-
pią. Koń​czę śpie​wać i sia​dam przy Brit​ta​ny.
Na​gleczu​ję,żemu​szęjąchro​nić.

—Chceszpa​pie​ro​sa?—pytaPaco,wy​cią​ga​-

jącztyl​nejkie​sze​nipacz​kęmarl​bo​ro.

Zer​kamnaBrit​ta​nyiod​po​wia​dam:
—Nie.
Paco pa​trzy na mnie py​ta​ją​cym wzro​kiem,

po czym wzru​sza ra​mio​na​mi i za​pa​la so​bie
pa​pie​ro​sa.

— Świet​ny wy​stęp, Alex. Jesz​cze parę mi​-

nut,atwo​jano​viaza​czę​ła​byjeśćmizręki.

Na​zwałBrit​ta​nymojądziew​czy​ną.Jestnią?
Pro​wa​dzę Brit​ta​ny do lo​dów​ki z na​po​ja​mi.

Paco idzie za nami. Uwa​żam, żeby nie zna​la​-
złasięwpo​bli​żuHec​to​ra.

Ma​rio, kum​pel jed​ne​go z mo​ich ku​zy​nów,

stoi przy lo​dów​ce, pa​ra​du​jąc w bar​wach Py​-
thon Trio i du​żych, wor​ko​wa​tych dżin​sach,
któ​re spa​da​ją mu z tył​ka. Gang Py​thon Trio
jestna​szymsprzy​mie​rzeń​cem,alegdy​byBrit​-
ta​nyspo​tka​łaMa​rionauli​cy,pew​nierzu​ci​ła​by
siębie​giemwprze​ciw​nymkie​run​ku.

background image

—Cześć,Alex,Paco—mówiMa​rio.
—Wi​dzę,żewy​stro​iłeśsięnaślub,Ma​rio—

mru​czę.

— Ca​brón, smo​kin​gi są dla bia​ła​sów —

stwier​dza Ma​rio, nie zwa​ża​jąc na fakt, że to​-
wa​rzy​szą​camidziew​czy​najestbia​ła.—Wyw
tych pod​miej​skich gan​gach je​ste​ście zbyt wy​-
de​li​ka​ce​ni.Wmie​ściesąpraw​dzi​wibra​cia.

— Do​bra, do​bra, twar​dzie​lu — mówi bez​-

czel​niePaco.—Po​wiedztoHec​to​ro​wi.

Rzu​camPacowście​kłespoj​rze​nie.
— Ma​rio, je​śli nie prze​sta​niesz chrza​nić, to

oso​bi​ście ci udo​wod​nię, jacy je​ste​śmy twar​-
dzi...ni​g​dynieważsięszy​ka​no​waćLK.

Ma​riosięcofa.
—Cóż,mamrand​kęzbu​tel​kąco​ro​ny.Nara,

guey.

—Wy​glą​da,jak​byna​ro​biłwga​cie—stwier​-

dzaPaco,od​pro​wa​dza​jącwzro​kiemMa​rio.

Pa​trzęnaBrit​ta​ny,któ​rawy​da​jesiębled​sza

niżzwy​kle.

—Wszyst​kowpo​rząd​ku?
— Gro​zi​łeś mu — szep​cze. — Ty mu nor​-

mal​niegro​zi​łeś.

Za​miastod​po​wia​dać,bio​ręjązarękęipro​-

wa​dzęnabrzegza​im​pro​wi​zo​wa​ne​gopar​kie​tu,
bę​dą​ce​go tak na​praw​dę ka​wał​kiem traw​ni​ka.
Gra​jącośwol​ne​go.

background image

Przy​cią​gamjądosie​bie,aleonasięod​su​wa.
—Cotyro​bisz?
— Tańcz ze mną — na​ka​zu​ję. — I nie dys​-

ku​tuj. Obej​mij mnie i tańcz. — Nie chcę słu​-
chaćotym,żena​le​żędogan​guiżejątoprze​-
ra​ża,iżemu​szęznie​gowy​stą​pić,je​ślimamy
sięda​lejspo​ty​kać.

—Ale...
— Za​po​mnij o tym, co po​wie​dzia​łem Ma​rio

—szep​częjejdoucha.—Pró​bo​wałnaswy​ba​-
dać,spraw​dzićna​sząlo​jal​nośćwzglę​demHec​-
to​ra. Je​śli wy​czu​je ja​kiś roz​łam, jego gang
możetowy​ko​rzy​stać.Wi​dzisz,wszyst​kiegan​-
gi dzie​lą się na Folk​sów i Pe​ople. Każ​dy jest
po​wią​za​nyzjed​nąztychgrup.Gan​gizwią​za​-
nezFolk​sa​miwal​czązgan​ga​mizwią​za​ny​miz
Pe​ople.Ma​riojestzwią​za​ny...

—Alex—prze​ry​wamiBrit​ta​ny.
—Co?
—Obie​cajmi,żeniccisięniesta​nie.
Niemogę.
—Popro​stutańcz—na​ka​zu​jęci​choiprze​-

su​wamjejręcetak,żebymnieobej​mo​wa​ły.

Zer​kamnadgło​wąBrit​ta​nyiwi​dzę,żeHec​-

tor roz​ma​wia o czymś po​waż​nie z moją
mamą. Za​sta​na​wiam się, o czym dys​ku​tu​ją.
Mama od​wra​ca się od nie​go i chce odejść, ale
onła​piejązarękęiprzy​cią​gazpo​wro​temdo

background image

sie​bie,szep​czącjejcośdoucha.Kie​dychcęjuż
zejść z par​kie​tu i do​wie​dzieć się, co jest do
cho​le​rygra​ne,mi’amauśmie​chasięza​lot​niedo
Hec​to​ra i wy​bu​cha śmie​chem. Naj​wy​raź​niej
mampa​ra​no​ję.

Mi​ja​ją go​dzi​ny i nad mia​stem za​pa​da wie​-

czór. We​se​le trwa w naj​lep​sze, gdy wra​ca​my
do sa​mo​cho​du. W dro​dze po​wrot​nej do Fa​ir​-
fieldobo​jemil​czy​my.

—Chodźtudomnie—mó​więci​chopoza​-

par​ko​wa​niunaty​łachwarsz​ta​tu.

Brit​ta​nyna​chy​lasięnadprze​gród​kąiprzy​-

tu​ladomnie.

— Cu​dow​nie się ba​wi​łam — szep​cze. — No

może nie wte​dy, gdy ucie​kłam do ła​zien​ki... i
gdygro​zi​łeśtemufa​ce​to​wi.

—Za​po​mnijotymipo​ca​łujmnie—mó​wię.
Wsu​wamręcewjejwło​sy.Brit​ta​nyobej​mu​-

jemniezaszy​ję,gdywę​dru​jęję​zy​kiemdo​li​ną
po​mię​dzy jej war​ga​mi. Roz​chy​lam jej usta i
po​głę​biam po​ca​łu​nek. To jak tan​go, naj​pierw
po​wol​ne i ryt​micz​ne, a po​tem, gdy obo​je za​-
czy​na​my cięż​ko od​dy​chać i na​sze ję​zy​ki łą​czą
sięzesobą,po​ca​łu​nekza​mie​niasięwpod​nie​-
ca​ją​cy,szyb​kita​niec,wktó​rymnaj​chęt​niejza​-
to​pił​bym się na za​wsze. Po​ca​łun​ki Car​men
mo​gły być eks​cy​tu​ją​ce, ale po​ca​łun​ki Brit​ta​ny
są bar​dziej zmy​sło​we, pod​nie​ca​ją​ce i mak​sy​-

background image

mal​nieuza​leż​nia​ją​ce.

Sie​dzi​my cały czas w sa​mo​cho​dzie, ale na

przed​nich sie​dze​niach jest cia​sno i nie jest
namwy​god​nie.Niewie​dziećkie​dyprze​no​si​my
się na tyl​ną ka​na​pę. Wciąż da​le​ko do ide​ału,
aleniezwra​camnatowięk​szejuwa​gi.

Cał​ko​wi​ciepo​chła​nia​jąmniejęki,po​ca​łun​ki

i ręce Brit​ta​ny, wplą​ta​ne w moje wło​sy. I za​-
pach wa​ni​lio​wych cia​ste​czek. Nie chcę po​su​-
wać się dziś za da​le​ko. Ale mi​mo​wol​nie prze​-
su​wamręceco​razwy​żejjejna​gichud.

—Boże,jakmido​brze—szep​czeBrit​ta​ny.
Kła​dę ją na ka​na​pie, a moje ręce wę​dru​ją

sa​mo​wol​niepojejcie​le.Mojeustapiesz​cząza​-
głę​bie​niewjejszyiizsu​wamjejde​li​kat​niera​-
miącz​ka su​kien​ki i sta​ni​ka. Brit​ta​ny w od​po​-
wie​dziza​czy​naroz​pi​naćmiko​szu​lę.Gdypoły
roz​su​wa​ją się na boki, pal​ce Brit​ta​ny prze​su​-
wa​jąsiępomo​jejklat​cepier​sio​wej,pa​rzącmi
skó​rę.

—Je​steś...ide​al​ny—dy​szy.
Nie będę się z nią te​raz kłó​cić. Prze​su​wam

się ni​żej, a mój ję​zyk to​ru​je so​bie dro​gę do jej
je​dwa​bi​stej skó​ry wy​sta​wio​nej na wie​czor​ne
po​wie​trze. Brit​ta​ny chwy​ta mnie za wło​sy z
tyługło​wyiprzy​ci​skamoc​niejdosie​bie.Sma​-
ku​je tak cu​dow​nie. Zbyt cu​dow​nie. Jak cu​kie​-
rek.

background image

Ca​ra​me​lo!
Od​su​wamsięmi​ni​mal​nieipa​trzęjejwoczy

— w te roz​iskrzo​ne sza​fi​ry lśnią​ce z po​żą​da​-
nia.Tojestdo​pie​roide​ał.

— Pra​gnę cię, chu​la, moja ślicz​na — mó​wię

ochry​ple. Brit​ta​ny na​pie​ra na mój na​brzmia​ły
czło​nek,aroz​koszibólsta​jąsięnie​malniedo
znie​sie​nia. Ale kie​dy za​czy​nam zsu​wać jej
majt​ki, przy​trzy​mu​je moją rękę, po czym ją
od​su​wa.

—Nie...nieje​stemgo​to​wa,Alex.Prze​stań.
Zsu​wam się z niej i sia​dam obok, cze​ka​jąc,

ażochło​nę.

Nie mogę pa​trzeć, gdy po​pra​wia ra​miącz​ka

i za​kry​wa swo​je cia​ło. Cho​le​ra, za bar​dzo się
po​spie​szy​łem. Po​wta​rza​łem so​bie, żeby nie
daćsiępo​nieśćemo​cjom,żebyprzytejdziew​-
czy​nie za​cho​wać trzeź​wość umy​słu. Prze​cze​-
su​jęso​biewło​sypal​ca​miiwy​pusz​czampo​wo​li
po​wie​trzezpłuc.

—Prze​pra​szam.
— Nie, to ja prze​pra​szam. To nie two​ja

wina. Sama cię na​krę​ca​łam i masz pra​wo być
na mnie wście​kły. Słu​chaj, do​pie​ro co roz​sta​-
łam się z Co​li​nem i mam spo​ro pro​ble​mów w
domu. — Cho​wa twarz w dło​niach. — Je​stem
strasz​niesko​ło​wa​na.—Bie​rzeto​reb​kęiotwie​-
radrzwi.

background image

Wy​sia​dam za nią, a czar​ne poły mo​jej roz​-

pię​tej ko​szu​li po​wie​wa​ją jak pe​le​ry​na wam​pi​-
ra.Albosa​mejśmier​ci.

—Brit​ta​ny,za​cze​kaj.
— Pro​szę... otwórz bra​mę. Chcę za​brać sa​-

mo​chód.

—Niejedźjesz​cze.
Wpro​wa​dzamkod.
—Prze​pra​szam—po​wta​rza.
— Prze​stań w kół​ko prze​pra​szać. Słu​chaj,

bez wzglę​du na to, co się sta​ło, nie je​stem z
tobą po to, żeby do​brać ci się do maj​tek. Po​-
nio​sło mnie, bo tak do​brze nam było dziś ra​-
zem, a twój wa​ni​lio​wy za​pach do​pro​wa​dza
mnie do obłę​du i... cho​le​ra, na​praw​dę schrza​-
ni​łemspra​wę,co?

Brit​ta​nywsia​dadosa​mo​cho​du.
— Mo​że​my tro​chę zwol​nić, Alex? Dla mnie

tozde​cy​do​wa​niezaszyb​ko.

— Do​brze — mó​wię i ki​wam gło​wą. Wsa​-

dzam ręce do kie​sze​ni, bo naj​chęt​niej wy​cią​-
gnął​bymjązpo​wro​temzsa​mo​cho​du.

ABrit​ta​ny,cho​le​raja​sna,od​jeż​dża.
Za​plą​ta​łemsięwjejnie​cier​pli​we,nie​spo​koj​-

ne dło​nie i prze​ho​lo​wa​łem. Kie​dy jej cia​ło jest
bli​sko mnie, je​stem w sta​nie my​śleć tyl​ko o
niej.

Za​kład.

background image

Wtymwszyst​kimpo​win​nocho​dzićwy​łącz​-

nie o za​kład, a nie o to, żeby za​ko​chać się w
dziew​czy​niezpół​noc​nejstro​nymia​sta.Mu​szę
wbić so​bie do gło​wy, że Brit​ta​ny in​te​re​su​je
mnietyl​kozewzglę​dunaza​kładiniezwra​cać
uwa​ginato,cona​praw​dęczu​ję.

Wtejza​ba​wieniemożecho​dzićouczu​cia.

background image

41.Brittany

Za​jeż​dżam do McDo​nal​da, gdzie nikt mnie

nie roz​po​zna, prze​bie​ram się w dżin​sy i ró​żo​-
wy, port​fe​lo​wy swe​te​rek, po czym jadę do
domu.

Boję się, bo z Alek​sem wszyst​ko jest zbyt

ży​wio​ło​we. Kie​dy z nim je​stem, wszyst​ko jest
zde​cy​do​wa​nie bar​dziej in​ten​syw​ne. Moje
uczu​cia, emo​cje, po​żą​da​nie. Ni​g​dy nie by​łam
uza​leż​nio​na od Co​li​na, ni​g​dy nie chcia​łam
prze​by​wać z nim dwa​dzie​ścia czte​ry go​dzi​ny
nadobę.Po​żą​damAlek​sa.OBoże.Chy​basięw
nimza​ko​chu​ję.

Ale wiem, że ko​chać ko​goś zna​czy stra​cić

ka​wa​łek sie​bie. A dziś w sa​mo​cho​dzie, gdy
Alex wło​żył mi rękę pod su​kien​kę, ba​łam się
stra​cić kon​tro​lę. Moje ży​cie po​le​ga na za​cho​-
wy​wa​niu kon​tro​li, więc nie jest do​brze. Prze​-
ra​żamnieto.

Wcho​dzę do domu, chcąc prze​do​stać się

nie​zau​wa​że​nie do swo​je​go po​ko​ju i od​wie​sić
su​kien​kę do sza​fy. Nie​ste​ty w holu cze​ka na
mniemama.

— Gdzie by​łaś? — pyta su​ro​wo, trzy​ma​jąc

wwy​cią​gnię​tejręcemójpod​ręcz​nikdoche​mii

background image

i tecz​kę z ma​te​ria​ła​mi. — Mó​wi​łaś, że idziesz
po​tre​no​wać, a po​tem uczyć się z tym ca​łym
Her​nan​de​zem.

No to po mnie. Albo mu​szę się za​mknąć,

alboprzy​znać.

— Ma na na​zwi​sko Fu​en​tes, a nie Her​nan​-

dez.Itak,by​łamznim.

Ci​sza.
Ustamo​jejmamyukła​da​jąsięwmoc​noza​-

ci​śnię​tą,wą​skąli​nij​kę.

—Toja​sne,żesięnieuczy​li​ście.Comaszw

tej tor​bie? — chce wie​dzieć. — Nar​ko​ty​ki?
Scho​wa​łaśtamnar​ko​ty​ki?

— Nie bio​rę nar​ko​ty​ków — od​po​wia​dam

ostro.

Mamauno​sibrewiwska​zu​jenamojątor​bę.
—Otwie​raj—roz​ka​zu​je.
Pry​cham z wście​kło​ści i przy​klę​kam, żeby

roz​piąć su​wak przy tor​bie. Czu​ję się jak w
wię​zie​niu.Po​ka​zu​jęjejsu​kien​kę.

—Su​kien​ka?—pytamama.
—By​łamzAlek​semnaślu​bie.Jegoku​zyn​ka

wy​cho​dzi​łazamąż.

— Ten chło​pak na​mó​wił cię do kłam​stwa.

Ma​ni​pu​lu​jetobą,Brit​ta​ny.

— Nie na​mó​wił mnie do kłam​stwa, mamo

— od​po​wia​dam po​iry​to​wa​na. — Może byś
wresz​cie za​uwa​ży​ła, że mam wła​sny ro​zum?

background image

Zro​bi​łamtozwła​snejwoli.

Mama wpa​da w ist​ny szał. Po​zna​ję po jej

roz​wście​czo​nymspoj​rze​niuitrzę​są​cychsięrę​-
kach.

— Je​śli jesz​cze raz... choć je​den je​dy​ny raz

do​wiem się, że znów się z nim spo​tka​łaś, bez
pro​ble​mu prze​ko​nam two​je​go ojca, że po​win​-
naś do​koń​czyć li​ceum w szko​le z in​ter​na​tem.
Uwa​żasz, że nie mam wy​star​cza​ją​co dużo
zmar​twień z Shel​ley? Obie​caj, że ze​rwiesz z
nimpozaszko​łąwszel​kiekon​tak​ty.

Obie​cu​ję,poczymbie​gnędopo​ko​juidzwo​-

niędoSier​ry.

—Cotam?—pyta.
— Sier​ra, po​trzeb​na mi moja naj​bliż​sza

przy​ja​ciół​ka.

—Iwy​bra​łaśmnie?No,no,alemipo​chle​bi​-

łaś—stwier​dzaoschle.

—Do​bra,okła​ma​łamcię.Lu​bięAlek​sa.Bar​-

dzo.

Ci​sza.
Ci​sza.
— Sier​ra, je​steś tam? Czy po pro​stu mnie

ole​wasz?

— Nie ole​wam cię, Brit. Za​sta​na​wiam się

tyl​ko, cze​mu zde​cy​do​wa​łaś się mi po​wie​dzieć
aku​ratte​raz.

—Bomu​szęotympo​ga​dać.Ztobą.Nie​na​-

background image

wi​dziszmnie?

— Je​steś moją naj​lep​szą przy​ja​ciół​ką —

mówi.

—Atymoją.
— Naj​lep​sze przy​ja​ciół​ki po​zo​sta​ją naj​lep​-

szy​mi przy​ja​ciół​ka​mi nie​za​leż​nie od tego, czy
jed​na z nich do​sta​je kom​plet​ne​go świ​ra i po​-
sta​na​wia spo​ty​kać się z gang​ste​rem. Zga​dza
się?

—Takąmamna​dzie​ję.
—Brit,nieokła​mujmniewię​cej.
— Nie będę. I mo​żesz po​wie​dzieć Do​ugo​wi,

podwa​run​kiemżeza​cho​watodlasie​bie.

— Dzię​ki za za​ufa​nie, Brit. Być może my​-

ślisz,żetodlamnienicniezna​czy,alezna​czy.

Gdy koń​czę re​la​cjo​no​wać wszyst​ko Sie​rze,

cie​szącsię,żemię​dzynamiznówjestjakdaw​-
niej,dzwo​nidru​gite​le​fon.Isa​bel.

—Mu​szęztobąpo​roz​ma​wiać—mówi,gdy

od​bie​ram.

—Cosiędzie​je?
—Wi​dzia​łaśsiędziśzPaco?
Hm...tobybyłotyle,je​ślicho​dziota​jem​ni​-

ce.

—Tak.
—Mó​wi​łaścośomnie?
—Nie.Aco?Chcia​łaś,że​bymtozro​bi​ła?
— Nie. Tak. Sama nie wiem. Je​stem sko​ło​-

background image

wa​na.

—Isa​bel,po​wiedzmupopro​stu,coczu​jesz.

Wmoimprzy​pad​kuza​dzia​ła​ło.

—Tak,aletyje​steśBrit​ta​nyEl​lis.
— Chcesz wie​dzieć, jak to jest być Brit​ta​ny

El​lis?Tocipo​wiem.Taksamojakinniniewie​-
rzę w sie​bie. Znaj​du​ję się tyl​ko pod więk​szą
pre​sją, żeby grać, byle tyl​ko lu​dzie nie stra​ci​li
swo​je​go wy​obra​że​nia o mnie i nie zo​ba​czy​li,
żeje​stemdo​kład​nietakasamajakwszy​scy.A
w efek​cie je​stem bar​dziej bez​bron​na, bar​dziej
wy​sta​wio​na na oce​ny i bar​dziej na​ra​żo​na na
plot​ki.

— W ta​kim ra​zie chy​ba się nie ucie​szysz z

tego, co ga​da​ją o to​bie i Alek​sie moi zna​jo​mi.
Chceszwie​dzieć,comó​wią?

—Nie.
—Napew​no?
— Na pew​no. Je​śli uwa​żasz się za moją

przy​ja​ciół​kę,tominiemów.

Boje​ślido​wiemsię,coomniemó​wią,będę

mu​sia​ła się z tym skon​fron​to​wać. A w tej
chwi​li na​praw​dę wolę żyć w słod​kiej nie​świa​-
do​mo​ści.

background image

42.Alex

Potym,jakBrit​ta​nywy​je​cha​łapo​spie​sze​nie

z warsz​ta​tu, żeby tyl​ko ode mnie uciec, nie
mam ocho​ty z ni​kim ga​dać i li​czę, że po po​-
wro​ciedodomuniena​tknęsięnami’amę. Ale
je​denrzutokanaka​na​pęwsa​lo​nieroz​wie​wa
mojena​dzie​je.

Te​le​wi​zor jest wy​łą​czo​ny, świa​tła przy​ga​-

szo​ne, a moi bra​cia ode​sła​ni za​pew​ne do po​-
ko​ju.

— Ale​jan​dro — za​czy​na mama. — Nie

chcia​łamdlanasta​kie​goży​cia.

—Wiem.
— Mam na​dzie​ję, że Brit​ta​ny nie na​bi​ja ci

gło​wyżad​ny​migłu​pi​mipo​my​sła​mi.

Wzru​szamra​mio​na​mi.
—Tozna​czyja​ki​mi?Ta​ki​mi,żeniepo​do​ba

jejsię,żeje​stemwgan​gu?Możenietyza​de​cy​-
do​wa​łaś o tym, że na​sze ży​cie wy​glą​da tak,
jak wy​glą​da, ale na pew​no nie pro​te​sto​wa​łaś,
gdymniewer​bo​wa​li.

—Niemówtak,Ale​jan​dro.
— Bo praw​da jest zbyt bo​le​sna? Na​le​żę do

gan​gu, żeby chro​nić cie​bie i bra​ci, mama. Do​-
brze o tym wiesz, mimo że o tym nie roz​ma​-

background image

wia​my — pod​no​szę głos w od​po​wie​dzi na
moją na​ra​sta​ją​cą fru​stra​cję. — To de​cy​zja,
któ​rąpod​ją​łemdaw​notemu.Mo​żeszuda​wać,
żemniedoniejnieza​chę​ca​łaś,ale—ścią​gam
ko​szu​lę, żeby od​sło​nić ta​tu​aże La​ty​no​skiej
Krwi—przyj​rzyjmisię,aletakdo​kład​nie.Je​-
stem człon​kiem gan​gu tak jak papa. Chcesz,
że​bymteżza​cząłhan​dlo​waćnar​ko​ty​ka​mi?

Potwa​rzyciek​nąjejłzy.
— Gdy​bym wie​rzy​ła, że jest inne roz​wią​za​-

nie...

— Za bar​dzo się ba​łaś opu​ścić tę dziu​rę, a

te​raz nie mamy już wyj​ścia. Nie prze​le​waj
swo​je​go po​czu​cia winy ani na mnie, ani na
mojądziew​czy​nę.

—Je​steśnie​spra​wie​dli​wy—mówiiwsta​je.
—Nie​spra​wie​dli​wejestto,żeodśmier​cimi

papa

ży​jeszjakwdo​wa,po​grą​żo​nawwiecz​nej

ża​ło​bie. Cze​mu nie wró​ci​my do Mek​sy​ku? Po​-
wiedzwuj​ko​wiJu​lio,żewy​sy​ła​jącnasdoSta​-
nów za oszczęd​no​ści swo​je​go ży​cia, po​peł​nił
błąd. A może bo​isz się wró​cić do Mek​sy​ku i
przy​znaćsięswo​jejro​dzi​nie,żecisięnieuda​-
ło?

—Niebę​dzie​myotymroz​ma​wiać.
— Przej​rzyj na oczy. — Roz​kła​dam sze​ro​ko

ręce. — Co cię tu trzy​ma? Sy​no​wie? To tyl​ko
wy​mów​ka. Czy tak we​dług cie​bie wy​glą​da

background image

speł​nie​nie ma​rze​nia o Ame​ry​ce? — Wska​zu​ję
oł​ta​rzyk na cześć taty. — Był gang​ste​rem, a
nieświę​tym.

— Nie miał wy​bo​ru — pła​cze mama. —

Chro​niłnas.

—Ate​razjanaschro​nię.Jakmnieroz​wa​lą,

toteżmiwy​sta​wiszoł​ta​rzyk?Apo​temCar​lo​-
so​wi? Bo masz świa​do​mość, że jest na​stęp​ny
wko​lej​ce?Aza​razzanimLuis.

Mi’ama

wy​mie​rzamipo​li​czek,poczymrobi

krok w tył. Dios mió, nie​na​wi​dzę sie​bie za to,
żejązde​ner​wo​wa​łem.Ła​pięjązara​mię,żeby
jąprzy​tu​lićiprze​pro​sić,aleonakrzy​wisiętyl​-
ko.

— Mamo? — py​tam, nie wie​dząc, o co cho​-

dzi.Niezła​pa​łemjejmoc​no,aleza​cho​wu​jesię
tak,jak​byjąza​bo​la​ło.

Wy​su​wasięzmo​je​gouści​skuiod​wra​ca,ale

ja nie mam za​mia​ru tak tego zo​sta​wić. Pod​-
cho​dzę do niej i pod​wi​jam rę​kaw jej su​kien​ki.
Zprze​ra​że​niemwi​dzęnajejra​mie​niupa​skud​-
ne​go siń​ca. Jego fio​le​to​we, czar​ne i sine krę​gi
wpa​tru​ją się we mnie, a ja z miej​sca so​bie
przy​po​mi​nam roz​mo​wę mamy i Hec​to​ra na
ślu​bie.

—Hec​torcitozro​bił?—py​tamła​god​nie.
— Mu​sisz prze​stać wy​py​ty​wać o ojca —

mówi szyb​ko i opusz​cza rę​kaw, żeby za​kryć

background image

si​niak.

Ogar​nia mnie dzi​ka wście​kłość, gdy uświa​-

da​miamso​bie,żesi​nia​kimi’amymia​łybyćdla
mnieostrze​że​niem.

—Cze​mu?KogoHec​torsta​rasięchro​nić?—

Chro​ni ko​goś z LK czy człon​ka in​ne​go, sprzy​-
mie​rzo​ne​go z nami gan​gu? Chciał​bym go o to
za​py​tać. Ale dużo bar​dziej chciał​bym się ze​-
mścić i sko​pać mu ty​łek za to, że skrzyw​dził
moją mamę. Hec​tor jest jed​nak nie​ty​kal​ny.
Wia​do​mo, że je​śli po​sta​wię się Hec​to​ro​wi, to
takjak​bymwy​stą​piłprze​ciw​koKrwi.

Mamarzu​camigniew​nespoj​rze​nie.
—Nieza​da​wajmita​kichpy​tań.Opew​nych

rze​czach nie masz po​ję​cia, Ale​jan​dro. I ni​g​dy
nie po​wi​nie​neś o nich wie​dzieć. Po pro​stu so​-
bieod​puść.

— My​ślisz, że ży​cie w nie​świa​do​mo​ści to

do​breroz​wią​za​nie?Papabyłgang​ste​remihan​-
dlo​wał nar​ko​ty​ka​mi. Nie boję się praw​dy, do
ja​snej cho​le​ry. Cze​mu wszy​scy wo​kół mnie
sta​ra​jąsięjąukryć?

Za​ci​skam dło​nie przy cie​le i czu​ję, że są

spo​co​ne.Sły​szęja​kieśpo​ru​sze​niewko​ry​ta​rzu.
Od​wra​cam gło​wę i wi​dzę mo​ich bra​ci, któ​rzy
pa​trząnanaszezdu​mie​niem.

Cho​le​ra.
Gdy tyl​ko mama za​uwa​ża Lu​isa i Car​lo​sa,

background image

wcią​gazsy​kiempo​wie​trzewpłu​ca.Zro​bił​bym
wszyst​ko,żebyniecier​pia​ła.

Pod​cho​dzędoniejikła​dęjejde​li​kat​nierękę

nara​mie​niu.

Per​dón,mama—prze​pra​szam.
Od​trą​ca moją rękę i po​wstrzy​mu​jąc się od

pła​czu, bie​gnie do swo​je​go po​ko​ju, za​trza​sku​-
jączasobądrzwi.

—Topraw​da?—pytaCar​losgło​semna​pię​-

tymjakstru​na.

Ki​wampo​twier​dza​ją​co.
—Tak.
Luis krę​ci gło​wą i zdez​o​rien​to​wa​ny marsz​-

czybrwi.

— Co wy mó​wi​cie? Nic nie ro​zu​miem. My​-

śla​łem, że papa był do​brym czło​wie​kiem.
Mama

za​wszemó​wi​ła,żebyłdo​bry.

Pod​cho​dzę do mo​je​go naj​młod​sze​go bra​ta i

przy​cią​gamjegogło​wędosie​bie.

— To wszyst​ko jed​no wiel​kie kłam​stwo! —

wrzesz​czy Car​los. — Ty, on. To wszyst​ko
kłam​stwo.Men​ti​ras!

— Car​los... — za​czy​nam, pusz​cza​jąc Lu​isa i

ła​piącdru​gie​gobra​tazarękę.

Car​lospa​trzynamojąrękęzobrzy​dze​niem

icałyażkipizwście​kło​ści.

— A ja my​śla​łem, że wstą​pi​łeś do La​ty​no​-

skiej Krwi, żeby nas chro​nić. Ale ty po pro​stu

background image

po​sze​dłeś w śla​dy papy. Masz w du​pie bo​ha​-
ter​stwo. Po​do​ba ci się w LK, ale mnie nie po​-
zwa​lasz wstą​pić. Czy to nie lek​ka hi​po​kry​zja,
bra​cisz​ku?

—Może.
—Je​steśza​ka​łąro​dzi​ny,wieszotym,praw​-

da?

Gdytyl​kopusz​czamjegorękę,Car​losrzu​ca

siędotyl​nychdrzwiiwy​bie​gazdomu.

Mil​cze​nieprze​ry​waci​chygłosLu​isa.
— Cza​sem do​brzy lu​dzie mu​szą ro​bić rze​-

czy,któ​reniesądo​bre.Praw​da?

Mierz​wię mu wło​sy. Luis jest dużo bar​dziej

nie​win​nyniżjawjegowie​ku.

—Wieszco,my​ślę,żebę​dziesznaj​mą​drzej​-

szym Fu​en​te​sem w hi​sto​rii na​szej ro​dzi​ny,
bra​cisz​ku.Ate​razwra​cajdołóż​kaidajmipo​-
ga​daćzCar​lo​sem.

Znaj​du​ję Car​lo​sa na tyl​nym gan​ku, wy​cho​-

dzą​cymnaogró​deksą​sia​dów.

— Czy tak wła​śnie umarł? — pyta, gdy

przy​sia​dam się do nie​go. — Pod​czas trans​ak​-
cji?

—Tak.
—Za​brałcięzesobą?
Ki​wamgło​wą.
—Cozadrań,mia​łeśtyl​kosześćlat.—Car​-

loswy​pusz​czacy​nicz​niepo​wie​trze.—Wi​dzia​-

background image

łem dziś Hec​to​ra na bo​isku do ko​szy​ków​ki na
MainStre​et.

— Trzy​maj się od nie​go z da​le​ka. Praw​da

jesttaka,żepośmier​cipapyniemia​łemwy​bo​-
ru, a te​raz też już nie mam wyj​ścia. Je​śli my​-
ślisz, że na​le​żę do LK, bo mi się to po​do​ba, to
prze​stań tak my​śleć. Nie chcę, że​byś na​le​żał
dogan​gu.

—Wiem.
Pa​trzę na nie​go su​ro​wo, tym sa​mym wzro​-

kiem, któ​rym pa​trzy​ła na mnie mama, gdy
wkła​da​łem pił​ki te​ni​so​we do jej raj​stop i wy​-
rzu​ca​łem je w po​wie​trze, żeby spraw​dzić, jak
wy​so​kopo​le​cą.

— Po​słu​chaj mnie, Car​los. Bar​dzo uważ​nie.

Skupsięnaszko​le,że​byśmógłiśćnastu​dia.

Bądźkimś.—Wprze​ci​wień​stwiedomnie.
Za​pa​dadłu​gaci​sza.
— De​sti​ny też nie chce, że​bym wstę​po​wał

dogan​gu.Chceiśćnauni​wer​sy​tetizro​bićdy​-
plom z pie​lę​gniar​stwa. — Car​los chi​cho​cze. —
Po​wie​dzia​ła,żeby​ło​bysu​per,gdy​by​śmypo​szli
na tę samą uczel​nię. — Słu​cham, bo mu​szę
prze​stać mu do​ra​dzać i po​zwo​lić prze​my​śleć
resz​tę sa​me​mu. — Lu​bię Brit​ta​ny, wiesz? —
mówi.

— Ja też. — Wra​cam my​śla​mi do tego, co

wy​da​rzy​łosięwsa​mo​cho​dzie.Po​ka​zo​womnie

background image

po​nio​sło. Mam na​dzie​ję, że nie spie​przy​łem
wszyst​kie​godo​ku​ment​nie.

— Wi​dzia​łem, jak roz​ma​wia​ła z mama na

ślu​bie.Twar​dabyła.

— Praw​dę mó​wiąc, póź​niej w ła​zien​ce tro​-

chęsięroz​kle​iła.

—Jaknatakmą​dre​gogo​ścia,je​steśloco, je​-

śli są​dzisz, że sam dasz so​bie ze wszyst​kim
radę.

— Je​stem twar​dy. I za​wsze przy​go​to​wa​ny

nanaj​gor​sze.

Car​loskle​piemniepople​cach.
— Nie wiem cze​mu, bra​cisz​ku, ale mam

wra​że​nie, że rand​ki z dziew​czy​ną z pół​noc​nej
stro​nysątrud​niej​szeniżby​ciewgan​gu.

To świet​na oka​zja, żeby po​wie​dzieć mu

praw​dę.

— Car​los, człon​ko​wie LK ga​da​ją wiecz​nie o

bra​ter​stwie, ho​no​rze i lo​jal​no​ści i wszyst​ko
wy​da​jesięta​kiesu​per.Aletoniejestro​dzi​na,
wiesz?Abra​ter​stwotrwatyl​kodocza​su,póki
zga​dzaszsięro​bićto,cze​goodcie​bieocze​ku​ją.

Mamaotwie​radrzwiipa​trzynanaszgóry.

Jest strasz​nie smut​na. Chciał​bym móc od​mie​-
nić jej ży​cie i spra​wić, żeby nie cier​pia​ła, ale
wiem,żeniemogę.

— Car​los, daj mi po​roz​ma​wiać z Ale​jan​dro

naosob​no​ści.

background image

GdyCar​loswcho​dzidodomuiniemożenas

jużsły​szeć,mamasia​daobokmnie.Trzy​maw
ręcepa​pie​ro​sa,pierw​sze​goodbar​dzodaw​na.

Cze​kam,ażza​czniemó​wićpierw​sza.Japo​-

wie​dzia​łemdziśjużwy​star​cza​ją​codużo.

—Po​peł​ni​łamwży​ciuwie​lebłę​dów,Ale​jan​-

dro — mówi i wy​pusz​cza dym w stro​nę księ​-
ży​ca.—Nie​któ​rychniedasięna​pra​wićnie​za​-
leż​nieodtego,jakbar​dzopro​szęotoBoga.—
Wy​cią​ga rękę i za​kła​da mi wło​sy za uszy. —
Je​steś na​sto​lat​kiem, na któ​re​go spa​dły obo​-
wiąz​kido​ro​słe​gomęż​czy​zny.Wiem,żetonie​-
spra​wie​dli​we.

Estabien.
— Nie​praw​da, nie jest w po​rząd​ku. Ja też

mu​sia​łamzbytszyb​kodo​ro​snąć.Nieskoń​czy​-
łam na​wet ogól​nia​ka, bo za​szłam w cią​żę z
tobą. — Pa​trzy na mnie tak, jak​by wi​dzia​ła
samą sie​bie jako na​sto​lat​kę, nie tak daw​no
temu. — Bar​dzo chcia​łam mieć dziec​ko. Twój
oj​ciec chciał za​cze​kać, aż skoń​czy​my szko​łę,
alejapo​sta​ra​łamsięotoszyb​ciej.Naj​bar​dziej
naświe​ciechcia​łambyćmamą.

—Ża​łu​jesz?—py​tam.
—By​ciamamą?Ni​g​dy.Ża​łu​jęna​to​miast,że

uwio​dłam two​je​go ojca i po​sta​ra​łam się, żeby
nieużyłpre​zer​wa​ty​wy.

—Niechcętegosłu​chać.

background image

— Ale po​wiem ci o tym bez wzglę​du na to,

czy chcesz tego słu​chać, czy nie. Mu​sisz być
ostroż​ny,Alex.

—Je​stem.
Za​cią​gasięznówpa​pie​ro​semikrę​cigło​wą.
— Nie ro​zu​miesz. Ty mo​żesz uwa​żać, ale

dziew​czy​ny nie. Dziew​czy​ny są per​fid​ne.
Wiemcośotym,boje​stemjed​nąznich.

—Brit​ta​nyjest...
— Dziew​czy​ną, któ​ra może skło​nić cię do

ro​bie​niarze​czy,któ​rychniechceszro​bić.

— Uwierz mi, mamo. Ona nie chce zajść w

cią​żę.

—Nie,alebę​dziechcia​łain​nychrze​czy.Ta​-

kich,któ​rychni​g​dyniebę​dzieszmógłjejdać.

Pod​no​szę gło​wę i pa​trzę na gwiaz​dy, księ​-

życiwszech​świat,któ​ryniemakoń​ca.

—Aleco,je​ślisamchcęjedać?
Mama wy​pusz​cza po​wo​li po​wie​trze z płuc,

w efek​cie cze​go dym ula​tu​je jej z ust jed​ną
dłu​gąsmu​gą.

—Oka​zu​jesię,żema​jąctrzy​dzie​ścipięćlat,

żyję już wy​star​cza​ją​co dłu​go, żeby być świad​-
kiem, jak lu​dzie umie​ra​ją, są​dząc, że mogą
zmie​nić ten świat. Bez wzglę​du na to, co są​-
dzisz,twójoj​cieczgi​nął,usi​łu​jączmie​nićswo​je
ży​cie na lep​sze. Two​je wspo​mnie​nia się znie​-
kształ​ci​ły. By​łeś wte​dy ma​łym chłop​cem, za

background image

ma​łym,żebyco​kol​wiekro​zu​mieć.

—Te​razje​stemwy​star​cza​ją​coduży.
Spod po​wie​ki wy​my​ka jej się sa​mot​na łza,

któ​rąszyb​koocie​ra.

—Tak,alete​razjestjużzapóź​no.

background image

43.Brittany

Brit,przy​po​mnijmi,cze​muwła​ści​wieza​jeż​-

dża​my po Alek​sa Fu​en​te​sa i je​dzie​my ra​zem
doLakeGe​ne​va?—pytaSier​ra.

—Mamagro​zi​ła,żeje​ślispo​tkamsięznim

poza szko​łą, to będę mia​ła pro​ble​my, więc
Lake Ge​ne​va to ide​al​ne miej​sce. Nikt nas tam
niezna.

—Pozanami.
—Alewynamnieniedo​nie​sie​cie.Praw​da?
Wi​dzę, że Doug prze​wra​ca ocza​mi. Na po​-

cząt​ku po​mysł wy​da​wał mi się do​bry. Jed​no​-
dnio​wy wy​pad do Lake Ge​ne​va na po​dwój​ną
rand​kęmusibyćfaj​ny.Oczy​wi​ściepotym,gdy
zszo​ko​wa​niSier​raiDougoswo​jąsięjużzmy​-
ślą,żeje​ste​śmyparą.

—Bła​gam,niesusz​ciemijużotogło​wy.
—Tenko​leśjestbez​na​dziej​ny,Brit—mówi

Doug, ja​dąc na szkol​ny par​king, gdzie ma na
nas cze​kać Alex. — Sier​ra, to two​ja naj​lep​sza
przy​ja​ciół​ka.Prze​mówjejdoroz​sąd​ku.

— Pró​bo​wa​łam, ale znasz ją. Jak się uprze,

tosięuprze.

Wzdy​cham.
—Mo​gli​by​ściezła​skiswo​jejprze​staćmó​wić

background image

omnietak,jak​bymnietuniebyło?Lu​bięAlek​-
sa.Aonlubimnie.Chcędaćnamszan​sę.

—Ijakmaszza​miartozro​bić?Wiecz​niesię

znimkry​jąc?—pytaSier​ra.

Na szczę​ście wjeż​dża​my na par​king i nie

mu​szęod​po​wia​dać.Alexsie​dzinakra​węż​ni​ku
obok swo​je​go mo​to​ru, wy​cią​ga​jąc przed sobą
swo​jedłu​gienogi.Za​gry​zamnie​spo​koj​niedol​-
nąwar​gęiotwie​ramtyl​nedrzwi.

Na wi​dok Do​uga za kie​row​ni​cą i sie​dzą​cej

obokSier​ryAlexza​ci​skamoc​noszczę​ki.

— Wska​kuj, Alex — rzu​cam i prze​su​wam

się.

Na​chy​lasiędosa​mo​cho​du.
—Tochy​banienaj​lep​szypo​mysł.
—Niewy​głu​piajsię.Dougobie​całbyćmiły.

Praw​da,Doug?—Wstrzy​mu​jęod​dechwocze​-
ki​wa​niunaod​po​wiedź.

Dougbezprze​ko​na​niakiwagło​wą.
—Ja​sne—mówimar​twymgło​sem.
Je​stempew​na,żekaż​dyinnyfa​cetbyso​bie

od​pu​ścił.AleAlexsia​daobokmnie.

—Gdzieje​dzie​my?—pyta.
—DoLakeGe​ne​va—od​po​wia​dam.—By​łeś

tamkie​dyś?

—Nie.
— To ja​kąś go​dzi​nę dro​gi stąd. Ro​dzi​ce Do​-

ugamajątamdo​mek.

background image

W cza​sie jaz​dy moż​na by po​my​śleć, że sie​-

dzi​mywbi​blio​te​ce,aniewsa​mo​cho​dzie.Nikt
się nie od​zy​wa. Gdy Doug za​trzy​mu​je się na
tan​ko​wa​nie, Alex wy​sia​da, od​cho​dzi na bok i
za​pa​lapa​pie​ro​sa.

Sie​dzęprzy​gnę​bio​na.Nietakso​biewy​obra​-

ża​łam ten dzień. Sier​ra i Doug są zwy​kle ra​-
zemstrasz​nieza​baw​ni,alete​razmamymniej
wię​cejtakiubawjaknapo​grze​bie.

—Niemo​gła​byścho​ciażspró​bo​waćoczymś

po​ga​dać?—pro​szęswo​jąnaj​lep​sząprzy​ja​ciół​-
kę. — Po​tra​fisz go​dzi​na​mi ga​dać o tym, ja​kie​-
go psa byś wo​la​ła po​ca​ło​wać, ale nie mo​żesz
skle​cić dwóch zdań w obec​no​ści chło​pa​ka, na
któ​rymmiza​le​ży?

Sier​raod​wra​casiędomnie:
— Prze​pra​szam. Tyl​ko że... Brit, stać cię na

ko​goślep​sze​go.Nako​gośdużolep​sze​go.

—Naprzy​kładnaCo​li​na?
— Na ko​go​kol​wiek — ob​ru​sza się Sier​ra i

od​wra​cazpo​wro​tem.

Alex wsia​da do sa​mo​cho​du, a ja uśmie​-

cham się do nie​go nie​wy​raź​nie. Kie​dy nie od​-
wza​jem​niauśmie​chu,bio​ręgozarękę.Nieza​-
ci​ska jej na mo​jej, ale też jej nie wy​ry​wa. To
do​brze?

Gdywy​jeż​dża​myzesta​cji,Alexmówi:
—Masznie​do​krę​co​nekoło.Sły​szysztostu​-

background image

ka​nieztyłuzle​wejstro​ny?

Dougwzru​szara​mio​na​mi.
—Odmie​sią​catakło​mo​cze.Dro​biazg.
— Za​trzy​maj się, to po​pra​wię. Le​piej, żeby

nieod​pa​dłonamnaau​to​stra​dzie.

Wi​dzę, że Doug nie ma za​ufa​nia do opi​nii

Alek​sa,alepoja​kichśdwóchki​lo​me​trachzjeż​-
dżanie​chęt​nienapo​bo​cze.

— Doug — Sier​ra wska​zu​je na księ​gar​nię

dla do​ro​słych, na​prze​ciw​ko któ​rej się za​trzy​-
ma​li​śmy.—Wiesz,ja​kie​goro​dza​julu​dzietam
cho​dzą?

— Skar​bie, w tej chwi​li na​praw​dę mam to

gdzieś.—Od​wra​casiędoAlek​sa.—Okej,mą​-
dra​lo.Doro​bo​ty.

AlexiDougwy​sia​da​jązsa​mo​cho​du.
— Prze​pra​szam, że na cie​bie na​sko​czy​łam

—mó​więdoSier​ry.

—Jateżprze​pra​szam.
— My​ślisz, że Doug z Alek​sem za​czną się

bić?

—Moż​li​we.Chodź,le​piejmiećichnaoku.
Na dwo​rze Alex wyj​mu​je z ba​gaż​ni​ka na​-

rzę​dzia.

Pod​no​si na le​war​ku sa​mo​chód, po czym

bie​rzełyż​kędoopon.Dougbie​rzesiępodboki
iwy​su​wabun​tow​ni​czobro​dę.

—Cocięgry​zie,Thomp​son?—pytaAlex.

background image

—Nielu​bięcię,Fu​en​tes.
—Amy​ślisz,żetyje​steśmoimulu​bień​cem?

— war​czy w od​po​wie​dzi Alex, po czym klę​ka
przykoleido​krę​cana​kręt​ki.

Zer​kam na Sier​rę. Po​win​ny​śmy in​ter​we​nio​-

wać? Sier​ra wzru​sza ra​mio​na​mi. Ja ro​bię to
samo. Osta​tecz​nie nie do​szło do roz​le​wu
krwi...jesz​cze.

Oboknasza​trzy​mu​jesięzpi​skiemoponja​-

kiś sa​mo​chód. W środ​ku sie​dzi czte​rech La​ty​-
no​sów, dwóch z przo​du i dwóch z tyłu. Alex
niezwra​cananichuwa​gi,tyl​koopusz​czapod​-
no​śnikiwrzu​cagodoba​gaż​ni​ka.

— Hej, ma​ma​ci​tas. Może ole​je​cie swo​ich fa​-

ga​sówipo​je​dzie​cieznami?Za​ba​wi​mysiętro​-
chę!—wołaje​denznichprzezokno.

—Spie​przaj!—krzy​czyDoug.
Je​denzchło​pa​kówwy​sia​dazautaiza​czy​na

iść w stro​nę Do​uga. Sier​ra krzy​czy coś, ale jej
niesłu​cham.Pa​trzę,jakAlexzdej​mu​jekurt​kęi
za​gra​dzako​le​sio​widro​gę.

— Zejdź mi z dro​gi — rzu​ca gość. — Nie

brońtegobia​łe​gofiu​ta,botyl​kosiępo​ni​żasz.

Alexstoitużprzednim,ści​ska​jącmoc​now

ręcełyż​kędoopon.

— Za​dzie​rasz z bia​łym fiu​tem, za​dzie​rasz

zemną.Pro​stejakdrut.Ka​pu​jesz?Com​pren​des,
ami​go?

background image

Zautawy​sia​dajesz​czeje​denchło​pak.Sy​tu​-

acjarobisiępo​waż​na.

— Dziew​czy​ny, do sa​mo​cho​du — roz​ka​zu​je

Alexostro.

—Ale...
W jego oczach ma​lu​je się nie​bez​piecz​ny

spo​kój.Orany.Jestśmier​tel​niepo​waż​ny.

Doug rzu​ca Sie​rze klu​czy​ki. I co? Mamy

scho​wać się w sa​mo​cho​dzie i pa​trzeć, jak się
biją?

—Ni​g​dzienieidę—sprze​ci​wiamsię.
—Jateżnie—wtó​ru​jemiSier​ra.
Z dru​gie​go sa​mo​cho​du wy​sta​wia gło​wę

jesz​czeje​denchło​pak.

—Ale​jo,toty?
Alexwy​raź​niesięroz​luź​nia.
—Ma​lut​ki?Coty,docho​le​ry,ro​biszztymi

pen​de​jos?

Chło​pak na​zwa​ny Ma​lut​kim rzu​ca coś po

hisz​pań​skudoswo​ichkum​pli,któ​rzywska​ku​-
ją z po​wro​tem do auta. Wy​glą​da​ją, jak​by im
ulży​ło, że nie mu​szą bić się z Alek​sem i Do​-
ugiem.

—Po​wiemcipodwa​run​kiem,żetyminaj​-

pierw po​wiesz, co ro​bisz z ban​dą grin​gos —
mówiMa​lut​ki.

Alexpar​skaśmie​chem.
—Zjeż​dżaj​ciestąd.

background image

Wdro​dzedosa​mo​cho​duDougrzu​ca:
—Dzię​ki,żesta​ną​łeśpomo​jejstro​nie.
Alexmru​czy:
—Niemaspra​wy.
Nikt się nie od​zy​wa do sa​me​go Lake Ge​ne​-

va.Dougza​trzy​mu​jesięprzedja​kąśknaj​pąna
lunch. Za​ma​wia​my ze Sier​rą po sa​łat​ce, a
DougiAlexbur​ge​ry.

Pod​czas ocze​ki​wa​nia na je​dze​nie da​lej nikt

nicniemówi.Ko​pięSier​rępodsto​łem.

— Eee, Alex — za​czy​na. — Wi​dzia​łeś ostat​-

nioja​kiśfaj​nyfilm?

—Nie.
—Aidziesznastu​dia?
Alexkrę​cigło​wą.
Dougza​ska​ku​jemnieiprzej​mu​jepa​łecz​kę.
—Skądtylewieszosa​mo​cho​dach?
— Od ku​zy​na — wy​ja​śnia Alex. — Prze​sia​-

dy​wa​łem u nie​go week​en​da​mi i przy​glą​da​łem
się,jakre​ani​mu​jeróż​negru​cho​ty.

— Mój tata ma w ga​ra​żu kar​man​na ghię,

rocz​nik 72. Wy​da​je mu się, że ja​kimś ma​gicz​-
nymspo​so​bemsamza​czniedzia​łać.

—Acoznimjestnietak?—pytaAlex.
Słu​cha uważ​nie wy​ja​śnień Do​uga. Pod​czas

gdy oni dys​ku​tu​ją o sen​sie ku​po​wa​nia na
eBayu od​no​wio​nych czę​ści do sil​ni​ka, sia​dam
wy​god​niej i od​prę​żam się. Mam wra​że​nie, że

background image

w mia​rę roz​mo​wy zni​ka wcze​śniej​sze na​pię​-
cie.

Po je​dze​niu idzie​my się przejść Main Ste​et.

Alex bie​rze mnie za rękę, a ja nie pra​gnę ni​-
cze​gobar​dziej,niżte​raztuznimbyć.

— Ooo, to ta nowa ga​le​ria! — woła Sier​ra i

po​ka​zu​jeja​kiślo​kalpodru​giejstro​nieuli​cy.—
Pa​trz​cie,wła​śniemająwer​ni​saż.Chodź​myzo​-
ba​czyć!

—Su​per—mó​wię.
— Za​cze​kam na ze​wnątrz — mówi Alex,

gdy prze​cho​dzi​my za Sier​rą i Do​ugiem przez
uli​cę. — Nie na​da​ję się na cho​dze​nie po ga​le​-
riach.

To nie​praw​da. Kie​dy on wresz​cie zda so​bie

spra​wę, że nie musi żyć we​dług sza​blo​nu, w
któ​ryinnigowci​ska​ją?Gdyjużbę​dziewśrod​-
ku,prze​ko​nasię,żepa​su​jedoga​le​riitaksamo
jakdowarsz​ta​tusa​mo​cho​do​we​go.

—Nochodź.—Cią​gnęgozasobą.Wcho​dzi​-

mydośrod​ka,ajauśmie​chamsięwdu​chu.

Nasto​łachpię​trząsięsto​syje​dze​nia.Poga​-

le​rii krę​ci się ja​kieś czter​dzie​ści osób i oglą​da
ob​ra​zy.

Alexcho​dziobokmniecałyspię​ty.
—Wy​lu​zujsię.
—Ła​twocipo​wie​dzieć—mru​czy.

background image

44.Alex

Za​cią​gnię​ciemniedoga​le​riiniena​le​ża​łodo

jej naj​lep​szych po​my​słów. Kie​dy Sier​ra upro​-
wa​dzi​łaBrit​ta​ny,żebypo​ka​zaćjejja​kiśob​raz,
po​czu​łemsięjesz​czebar​dziejnie​swo​jo.

Krą​żępoga​le​riiipa​trzęnastółzje​dze​niem,

za​do​wo​lo​ny,żeje​ste​śmyjużpopo​sił​ku.To,co
tuleży,trud​nowogó​lena​zwaćje​dze​niem.Su​-
shi, któ​re wo​lał​bym naj​pierw wrzu​cić do mi​-
kro​fa​li, żeby w ogó​le było zja​dli​we. I ka​na​-
pecz​kiwiel​ko​ścićwierć​do​la​ró​wek.

—Skoń​czy​łosięwa​sa​bi.
Wciąż sta​ram się zi​den​ty​fi​ko​wać wy​ło​żo​ne

po​tra​wy,gdyktośstu​kamniewple​cy.

Od​wra​cam się i wi​dzę ni​skie​go blon​dy​na.

Przy​po​mi​na mi Ośle​go Łba, przez co od razu
mammuocho​tęprzy​wa​lić.

—Skoń​czy​łosięwa​sa​bi—po​wta​rza.
Gdy​bymdodia​bławie​dział,cotojestwa​sa​-

bi, to bym coś od​po​wie​dział. Ale nie wiem,
więc nie od​po​wia​dam. I czu​ję się przez to jak
głu​pek.

—Niemó​wiszpoan​giel​sku?
Za​ci​skampię​ści.Ow​szem,mó​więpoan​giel​-

sku,tyma​to​le.Alegdyostat​nimra​zemby​łem

background image

nalek​cjian​giel​skie​go,sło​wo„wa​sa​bi”niepo​ja​-
wi​łosięnacho​ler​nymdyk​tan​dzie.Za​miastsię
od​zy​wać, ole​wam go​ścia i pod​cho​dzę do jed​-
ne​gozob​ra​zów.

Na​ma​lo​wa​na jest na nim dziew​czy​na spa​-

ce​ru​ją​ca z psem po czymś, co naj​wy​raź​niej
mia​łoprzed​sta​wiaćkulęziem​ską.

—Tuje​steś—od​zy​wasięBrit​ta​ny,pod​cho​-

dzącdomnie.SązniąDougiSier​ra.

—Brit,toPer​ryLan​dis—mówiDoug,po​ka​-

zu​jącnaso​bo​wtó​raCo​li​na.—Ar​ty​sta.

—OmójBoże,pań​skiepra​cesąnie​sa​mo​wi​-

te!—wołazen​tu​zja​zmemBrit​ta​ny.

Po​wie​dzia​ła „o mój Boże” tak, jak​by na​-

praw​dębyłasłod​kąidiot​ką.

— Co są​dzisz na te​mat tego? — pyta blon​-

das.

Brit​ta​nychrzą​ka.
— My​ślę, że to wni​kli​we stu​dium związ​ku

czło​wie​ka,zwie​rzątiZie​mi.

JezuChry​ste.Cozabred​nie.
Per​ry obej​mu​je ją, a ja naj​chęt​niej przy​wa​-

lił​bymmunaśrod​kuga​le​rii.

—Głę​bo​kieprze​my​śle​nia.
Gów​no, a nie głę​bo​kie. Chce się jej do​brać

domaj​tek...aleje​ślijamamcośdopo​wie​dze​-
niawtymte​ma​cie,le​piejżebytrzy​małodnich
łap​skazda​le​ka.

background image

—Ato​biejaksiępo​do​ba,Alex?—od​wra​ca

siędomnieBrit​ta​ny.

— Cóż... — Gła​dzę się po bro​dzie i spo​glą​-

damnaob​raz.—Moimzda​niemcałako​lek​cja
jestwar​tado​lca,góradwa.

Sier​ra robi wiel​kie oczy i, zszo​ko​wa​na, za​-

sła​niausta.Dougpar​skadoszklan​ki.ABrit​ta​-
ny? Pa​trzę na moją „prze​ko​naj​my się, co z
tegobę​dzie”dziew​czy​nę.

— Alex, po​wi​nie​neś prze​pro​sić Per​ry’ego —

na​ka​zu​je.

Ja​sne, zro​bię to tuż po jego prze​pro​si​nach

zawa​sa​bi.

Niemamowy.
—Spa​damstąd—mó​wię,poczymod​wra​-

camsięiwy​cho​dzęzga​le​rii.Mevoy.

Nadwo​rze,podru​giejstro​nieuli​cyczę​stu​ję

siępa​pie​ro​semodkel​ner​ki,któ​rawła​śniewy​-
szłanaprze​rwę.Przedocza​mimamcałyczas
ob​razBrit​ta​ny,gdyka​za​łamiprze​pro​sić.

Źlezno​szęroz​ka​zy.
Cho​le​ra,szlagmnietra​fiał,jaktendu​pek,a

nieża​denar​ty​sta,obej​mo​wałmojąko​bie​tę.Je​-
stemprze​ko​na​ny,żekaż​dyfa​cetchcepo​ło​żyć
na niej w ja​ki​kol​wiek spo​sób swo​je łap​ska,
byletyl​komócsiępo​chwa​lić,żejądo​tknął.Ja
też chcę jej do​ty​kać, ale chcę rów​no​cze​śnie,
żebyonachcia​łatyl​komnie.Anieżebystro​fo​-

background image

wa​łamniejaknie​grzecz​ne​gopsia​kaitrzy​ma​ła
mniezarękętyl​kowte​dy,gdyniemusiprzed
ni​kimgrać.

Wszyst​koidziezde​cy​do​wa​nienietak.
—Wi​dzia​łam,żewy​cho​dzi​łeśzga​le​rii.Tyl​-

kono​cha​letamcho​dzą—mówikel​ner​ka,gdy
od​da​jęjejza​pal​nicz​kę.

Wa​sa​bi. A te​raz no​cha​le. Se​rio, moż​na by

po​my​śleć,żenieznaman​giel​skie​go.

—No​cha​le?
—Nowiesz,tacy,coza​dzie​ra​jąnosa.Po​ze​-

rzyzwyż​szychsfer.

— No cóż, ja zde​cy​do​wa​nie do nich nie na​-

le​żę. Je​stem ra​czej przed​sta​wi​cie​lem niż​szych
sfer,któ​ryzna​lazłsiętamzgrup​kąno​cha​li.—
Za​cią​gam się moc​no pa​pie​ro​sem, wdzięcz​ny
zani​ko​ty​nę.Odrazumile​piej.Nodo​bra,płu​-
ca mam pew​nie kom​plet​nie zruj​no​wa​ne, ale
mam też nie​od​par​te wra​że​nie, że zdą​żę
umrzeć,za​nimpo​sta​no​wiąod​mó​wićmipo​słu​-
szeń​stwa.

— A ja je​stem Man​dy z niż​szych sfer —

przed​sta​wiasiękel​ner​kazuśmie​chem,wy​cią​-
ga​jącdomnierękę.Maja​sno​brą​zo​wewło​syz
fio​le​to​wy​mipa​sem​ka​mi.Ład​najest,aletonie
Brit​ta​ny.

Po​da​jęjejrękę.
—Alex.

background image

Pa​trzynamojeta​tu​aże.
—Teżmamdwa.Chceszzo​ba​czyć?
Nie​spe​cjal​nie. Mam dziw​ne prze​czu​cie, że

upi​ła się któ​re​goś wie​czo​ru i wy​ta​tu​owa​ła so​-
biepier​si...alboty​łek.

— Alex! — woła Brit​ta​ny spod wej​ścia do

ga​le​rii.

Da​lej palę i pró​bu​ję nie my​śleć o tym, że

przy​wio​zła mnie tu, bo je​stem jej wsty​dli​wą
ta​jem​ni​cą.Niechcęjużbyćżad​nącho​ler​nąta​-
jem​ni​cą.

Moja pseu​do​dziew​czy​na prze​cho​dzi przez

uli​cę. Jej mar​ko​we buty stu​ka​ją po chod​ni​ku,
co mi przy​po​mi​na, że jest ode mnie o kla​sę
lep​sza. Wpa​tru​je się we mnie i w Man​dy,
dwój​kęzniż​szychsfer,któ​rapaliso​biera​zem
pa​pie​ro​ska.

— Man​dy mia​ła mi wła​śnie po​ka​zać swo​je

ta​tu​aże—mó​więBrit​ta​ny,żebyjąwku​rzyć.

—O,niewąt​pię.Tyteżjejchcia​łeśpo​ka​zać

swo​je?—Pa​trzynamnieoskar​ży​ciel​sko.

— Nie lu​bię dra​ma​ty​zo​wać — stwier​dza

Man​dy. Wy​rzu​ca pa​pie​ro​sa i przy​gnia​ta go
czub​kiem adi​da​sa. — Ży​czę wam szczę​ścia.
Bógje​denwie,żegopo​trze​bu​je​cie.

Za​cią​gam się jesz​cze raz, my​śląc przy tym,

że wo​lał​bym, żeby Brit​ta​ny mnie tak nie pro​-
wo​ko​wa​ła.

background image

— Wra​caj do ga​le​rii, qu​eri​da. Po​ja​dę do

domuau​to​bu​sem.

— My​śla​łam, że spę​dzi​my ra​zem faj​ny

dzień, Alex, w mie​ście, w któ​rym nikt nas nie
zna. Nie masz cza​sem ocho​ty na odro​bi​nę
ano​ni​mo​wo​ści?

— My​ślisz, że to faj​ne, gdy ten mały pseu​-

do​ar​ty​stycz​ny śmieć bie​rze mnie za ku​char​-
czy​ka?Wolęjużbyćra​czejuzna​wa​nyzagang​-
ste​raniżzabied​ne​goimi​gran​taiku​char​czy​ka.

—Aletyna​wetnieda​łeśso​bieszan​sy.Gdy​-

byś się wy​lu​zo​wał i prze​stał być taki prze​-
wraż​li​wio​ny,mógł​byśsięwśródnichod​na​leźć.
Mógł​byśbyćjed​nymznich.

— Ale wszy​scy tam są sztucz​ni. Na​wet ty.

Przej​rzyj na oczy, pan​no „O mój Boże!” Nie
chcębyćjed​nymznich.Ro​zu​miesz?En​tien​des?

— Aż na​zbyt wy​raź​nie. I je​śli chcesz wie​-

dzieć, wca​le nie je​stem sztucz​na. Mo​żesz tak
toso​biena​zy​wać,alemytona​zy​wa​mykul​tu​-
rąido​brymwy​cho​wa​niem.

—Chy​bawtwo​ichkrę​gach,niewmo​ich.W

mo​ich na​zy​wa​my rze​czy po imie​niu. I ni​g​dy
nie waż się zmu​szać mnie do prze​pro​sin, jak​-
byś była moją mat​ką. Przy​się​gam, Brit​ta​ny,
zro​bisztakjesz​czeraziznamiko​niec.

O rany. Jej oczy za​cho​dzą łza​mi. Od​wra​ca

sięty​łem,ajanaj​chęt​niejbymso​bieprzy​wa​lił

background image

zato,żespra​wi​łemjejprzy​krość.

Ga​szępa​pie​ro​sa.
— Prze​pra​szam. Nie chcia​łem za​cho​wać się

jakdu​pek.Nodo​bra,chcia​łem.Aletodla​te​go,
żeźlesiętamczu​łem.

Niepa​trzynamnie.Gła​dzęjąpople​cach,a

onanaszczę​ściesięnieod​su​wa.

Mó​więda​lej:
— Brit​ta​ny, uwiel​biam z tobą być. Cho​le​ra,

po przyj​ściu do szko​ły roz​glą​dam się za tobą
jakgłu​pi.Ijaktyl​kozo​ba​czętetwo​jeaniel​skie
pro​mycz​ki — mó​wię, prze​cze​su​jąc pal​ca​mi jej
wło​sy—towiem,żeprze​ży​jęja​kośtendzień.

—Nieje​stemanio​łem.
—Dlamnieje​steś.Je​ślimiwy​ba​czysz,pój​dę

iprze​pro​szętegoca​łe​goar​ty​stę.

Otwie​raoczy.
—Na​praw​dę?
—Tak.Niechcętegoro​bić.Alezro​bię...dla

cie​bie.

Uśmie​chasiędomniele​ciut​ko.
—Nieróbtego.Do​ce​niam,żechcesztozro​-

bić dla mnie, ale masz ra​cję. Jego ob​ra​zy fak​-
tycz​niebyłydobani.

— Tu je​ste​ście — woła Sier​ra. — Wszę​dzie

was szu​ka​li​śmy, go​łą​becz​ki. Wra​caj​my do
autaijedź​mywresz​ciedodom​ku.

Po przy​jeź​dzie na miej​sce Doug klasz​cze w

background image

ręce.

—Ja​cuz​ziczyfilm?—pyta.
Sier​rapod​cho​dzidooknazwi​do​kiemnaje​-

zio​ro.

—Przyfil​mieza​snę.
Sie​dzęzBrit​ta​nynaka​na​piewsa​lo​nie,my​-

ślącotym,żetawiel​kawil​latodru​gidomDo​-
uga. A jest więk​sza niż dom, w któ​rym sam
miesz​kam. A ja​cuz​zi? Jezu, bo​ga​ci na​praw​dę
mogąso​biepo​zwo​lićnawszyst​ko.

—Niemamką​pie​ló​wek—mó​wię.
—Nieszko​dzi—uspo​ka​jamnieBrit​ta​ny.—

Dougpew​niecościznaj​dziewprze​bie​ral​ni.

Wprze​bie​ral​niDouggrze​biewszu​fla​dziew

po​szu​ki​wa​niuką​pie​ló​wek.

—Sątyl​kodwiepary.—Wy​cią​gaską​pesli​-

py i po​da​je mi je. — Te będą na cie​bie do​bre,
wiel​ko​lu​dzie?

— Pra​we ją​dro mi się nie zmie​ści. Może ty

weź​mieszte,ajawło​żęte—pro​po​nu​jęibio​rę
so​bie z szu​fla​dy bok​ser​ki. Za​uwa​żam, że
dziew​czy​nygdzieśznik​nę​ły.—Gdziepo​szły?

— Prze​brać się. No i na pew​no so​bie o nas

po​plot​ko​wać.

Roz​bie​ram się w ma​łej ka​bi​nie, wkła​dam

ką​pie​lów​ki i roz​my​ślam o ży​ciu w domu. Tu,
w Lake Ge​ne​va, ła​two za​po​mnieć na chwi​lę o
praw​dzi​wym ży​ciu. Nie trze​ba się mar​twić,

background image

ktojesttwo​imso​jusz​ni​kiem.

Gdywy​cho​dzęzka​bi​ny,Dougmówi:
—Wiesz,żeniebę​dziejejła​twoprzezto,że

je​ste​ściera​zem?Lu​dziejużza​czy​na​jąga​dać.

—Słu​chaj,Do​ug​gie.Ni​g​dywży​ciunieza​le​-

ża​ło mi na ni​kim ani na ni​czym tak jak na tej
dziew​czy​nie. Nie zre​zy​gnu​ję z niej. Za​cznę się
przej​mo​wać,comy​śląinni,jakkop​nęwka​len​-
darz.

Douguśmie​chasięiwy​cią​gadomnieręce.
— Ach, Fu​en​tes, to chy​ba po​czą​tek mę​skiej

przy​jaź​ni.Mę​skiuścisk?

—Ni​g​dywży​ciu,bia​ła​sie.
Doug kle​pie mnie po ple​cach i idzie​my do

ja​cuz​zi.Mimowszyst​koteżuwa​żam,żena​wet
je​ślitoniepo​czą​tekprzy​jaź​ni,toprzy​naj​mniej
wza​jem​ne​gozro​zu​mie​nia.Takczyina​czej,nie
mamza​mia​rusięznimści​skać.

— Bar​dzo sek​sow​ne, skar​bie — mówi Sier​-

ra, przy​glą​da​jąc się ob​ci​słym ką​pie​lów​kom
Do​uga.

Doug idzie jak kacz​ka, sta​ra​jąc się ja​koś

roz​cią​gnąćką​pie​lów​ki.

—Przy​się​gam,żeza​razpowej​ściudoba​se​-

nuzdej​mu​jętocho​ler​stwo.Miaż​dżymiją​dra.

— Może za​cho​waj to dla sie​bie — wtrą​ca

Brit​ta​nyiza​ty​kaso​bieuszy.Manaso​bieżół​te
bi​ki​ni, któ​re nie po​zo​sta​wia wy​obraź​ni zbyt

background image

wiel​kie​go pola do po​pi​su. Cie​ka​we, czy ma
świa​do​mość, że wy​glą​da jak sło​necz​nik go​to​-
wy ob​sy​pać słoń​cem wszyst​kich, któ​rzy tyl​ko
nanie​gospoj​rzą?

DougiSier​rawcho​dządoja​cuz​zi.
Teżwska​ku​jęisia​damobokBrit​ta​ny.Ni​g​dy

nieką​pa​łemsięwja​cuz​ziinieje​stempew​ny,
ja​kieobo​wią​zu​jątuza​sa​dy.Bę​dzie​mysie​dzieć
i ga​dać, czy dzie​li​my się na pary i ca​łu​je​my?
Dru​gaopcjabar​dziejmisiępo​do​ba,aleBrit​ta​-
nywy​raź​niesięstre​su​je.

Zwłasz​cza gdy Doug wy​rzu​ca z ba​se​nu ką​-

pie​lów​ki.

Krzy​więsię.
—Sta​ry,nocoty?
— No co? Chcę mieć kie​dyś dzie​ci, Fu​en​tes.

Tocho​ler​stwood​ci​na​łomido​pływkrwi.

Brit​ta​nywy​cho​dzizba​se​nuiowi​jasięręcz​-

ni​kiem.

—Chodź​mydośrod​ka,Alex.
— Zo​stań​cie — pro​si Sier​ra. — Za​raz mu

każęwło​żyćtenpo​kro​wieczpo​wro​tem.

—Dajspo​kój.Zo​stań​cieso​biewedwo​je.My

bę​dzie​mywdomu—od​po​wia​daBrit​ta​ny.

Wy​cho​dzę za nią, a ona po​da​je mi dru​gi

ręcz​nik.

Obej​mu​jęjąiwra​ca​mydodomu.
—Wszyst​kodo​brze?

background image

—Jaknaj​bar​dziej.My​śla​łam,żeto​biesięnie

po​do​ba.

—Nie,jestokej.Ale...—Wśrod​kubio​rędo

ręki szkla​ną fi​gur​kę i oglą​dam ją. — Wi​dząc
ten dom, ta​kie ży​cie... chcę tu z tobą być, ale
im dłu​żej się roz​glą​dam, tym bar​dziej so​bie
uświa​da​miam,żetoni​g​dyniebędęja.

—Zadużomy​ślisz.—Brit​ta​nyklę​kanady​-

wa​nieikle​pierękąpod​ło​gęoboksie​bie.—Po​-
łóżsięnabrzu​chu.Umiemro​bićszwedz​kima​-
saż.Roz​luź​niszsię.

—Nieje​steśzeSzwe​cji.
— Ty też nie. Więc na​wet jak mi coś nie

wyj​dzie,itaksięniezo​rien​tu​jesz.

Kła​dęsięobokniej.
—My​śla​łem,żemie​li​śmyzwol​nić.
—Ma​sażple​cówjestnie​win​ny.
Mojeoczywę​dru​jąpojejbo​skimcie​leprze​-

sło​nię​tymtyl​kobi​ki​ni.

—Le​piej,że​byświe​dzia​ła,żeby​wa​łemwin​-

tym​nych sy​tu​acjach z dziew​czy​na​mi, któ​re
mia​łynaso​bieznacz​niewię​cej.

Kle​piemniewty​łek.
—Za​cho​wujsię.
Mru​czę, gdy jej ręce prze​su​wa​ją się po mo​-

ich ple​cach. Rany, co za tor​tu​ra. Sta​ram się
nad sobą pa​no​wać, ale do​tyk jej rąk jest tak
cho​ler​nieprzy​jem​ny,żemojecia​łore​agu​jesa​-

background image

mo​ist​nie.

—Je​steśspię​ty—szep​czemidoucha.
Oczy​wi​ście, że je​stem spię​ty. Jej ręce nie

prze​sta​ją się po​ru​szać. W od​po​wie​dzi znów
mru​czę.

Po kil​ku mi​nu​tach ma​sa​żu, przy któ​rym

kom​plet​nie tra​cę zdro​wy roz​są​dek, z ja​cuz​zi
do​cho​dząnasgło​śnejęki,po​mru​kiistęk​nię​cia.
Doug i Sier​ra naj​wy​raź​niej po​mi​nę​li etap ma​-
sa​żu.

—My​ślisz,żetoro​bią?—pyta.
—Alboto,alboDougjestbar​dzore​li​gij​nym

czło​wie​kiem—mó​wię,ma​jącnamy​ślifakt,że
ko​leścodwiese​kun​dykrzy​czy„OBoże!”

—Maszprzeztoocho​tęnaseks?—szep​cze

mici​chut​kodoucha.

—Nie,aleje​ślida​lejmniebę​dziesztakma​-

so​wać, to mo​żesz za​po​mnieć o wszyst​kich
tychbred​niachozwal​nia​niutem​pa.—Sia​dam
ipa​trzęjejwoczy.—Niepo​tra​fiętyl​kostwier​-
dzić,czywiesz,żeje​steśko​kiet​kąisięzemną
ba​wisz,czyna​praw​dęje​steśtakanie​win​na?

—Nieje​stemko​kiet​ką.
Uno​szębrewizer​kamnajejrękę,któ​rąpo​-

ło​ży​łanamoimudzie.Za​bie​rająszyb​ko.

— No do​bra, nie chcia​łam kłaść tam ręki.

Okej, chcia​łam, nie do koń​ca. Ja tyl​ko... chc...
chcępo​wie​dzieć,że...

background image

— Lu​bię, jak się ją​kasz — mó​wię i kła​dę ją

obok sie​bie, po czym de​mon​stru​ję jej moją
wła​sną wer​sję szwedz​kie​go ma​sa​żu, póki nie
prze​ry​wa​jąnamSier​razDo​ugiem.

Dwa ty​go​dnie póź​niej przy​cho​dzi za​wia​do​-

mie​nie, że mam się sta​wić w są​dzie w związ​-
ku z za​rzu​tem o nie​le​gal​ne po​sia​da​nie bro​ni.
Niemó​więoni​czymBrit​ta​ny,boza​czę​ła​bysię
de​ner​wo​wać. Za​czę​ła​by pew​nie ga​dać, że
obroń​ca z urzę​du nie jest taki do​bry jak pry​-
wat​ny ad​wo​kat. Szko​puł w tym, że mnie nie
staćnaad​wo​ka​ta.

Sto​ję wła​śnie przed głów​nym wej​ściem do

szko​ły i za​mar​twiam się swo​ją przy​szło​ścią,
gdyktośwpa​danamnieiomalmnienieprze​-
wra​ca.

—Cododia​bła?—Od​py​chamgo​ścia,któ​ry

namniewpadł.

—Sor​ry—prze​pra​szaner​wo​wo.
Oka​zu​je się, że to nikt inny tyl​ko Bia​łas z

aresz​tu.

—Nochodźtu,dzi​wo​lą​gu!—wołaSam.
Ro​biękrokista​jęmię​dzynimi.
—Sam,wczympro​blem?
— Ten pen​de​jo za​jął mi miej​sce par​kin​go​we

— mówi Sam i po​ka​zu​je na sto​ją​ce​go za mną
Bia​ła​sa.

—Noi?Za​par​ko​wa​łeśgdziein​dziej?

background image

Samstoiwy​prę​żo​ny,go​to​wyna​ko​paćBia​ła​-

so​wi.Możetozro​bićbeztru​du.

—Tak,za​par​ko​wa​łem.
— To daj mu spo​kój. Znam go. Jest w po​-

rząd​ku.

Samuno​sibrew.
—Znaszgo?
—Słu​chaj—zer​kamszyb​konaBia​ła​saiwi​-

dzę,żenaszczę​ściemanaso​bienie​bie​skąko​-
szu​lę na gu​zi​ki, a nie ko​ra​lo​wą ko​szul​kę polo.
W dal​szym cią​gu jest dzi​wa​kiem, ale mogę
przy​naj​mniej z po​waż​ną twa​rzą po​wie​dzieć:
—Tenko​leśsie​działwpier​dluwię​cejrazyode
mnie. Może wy​glą​da jak kom​plet​ny pen​de​jo,
ale mimo swo​jej pe​dal​skiej fry​zur​ki i ba​dzie​-
wia​stejko​szu​litopraw​dzi​wytwar​dziel.

—Ściem​niasz,Alex—mówiSam.
Od​su​wamsięiwzru​szamra​mio​na​mi.
—Pa​mię​taj,żeostrze​ga​łem.
Bia​łasrobikrokdoprzo​du,sta​ra​jącsięwy​-

glą​dać na twar​dzie​la. Za​gry​zam dol​ną war​gę,
żeby się nie ro​ze​śmiać i za​kła​dam przed sobą
ręce, jak​bym cze​kał na mor​do​bi​cie. Moi kum​-
plezLKteżcze​ka​jąwna​dziei,żebia​łydzi​wak
sko​piety​łekSa​mo​wi.

Sam pa​trzy naj​pierw na mnie, po​tem na

Bia​ła​sairobikrokwtył.

—Je​ślimniewkrę​casz,Alex...

background image

—Sprawdźkar​to​te​kępo​li​cyj​ną.Spe​cja​li​zu​je

sięwkra​dzie​żyaut.

Sam za​sta​na​wia się, co da​lej zro​bić. Bia​łas

nie cze​ka. Pod​cho​dzi do mnie i wy​sta​wia
pięść.

— Je​śli bę​dziesz cze​goś po​trze​bo​wać, Alex,

mo​żesznamnieli​czyć.

Mojapięśćłą​czysięzpię​ściąBia​ła​sa.Chwi​-

lępóź​niejjużgoniema,ajacie​szęsię,żenikt
nie za​uwa​żył, że ręce trzę​sły się mu ze stra​-
chu.

Po pierw​szej lek​cji znaj​du​ję Bia​ła​sa przy

jegoszaf​ce.

—Mó​wi​łeśse​rio?Żeje​śli​bymcze​gośpo​trze​-

bo​wał,tomogęli​czyćnatwo​jąpo​moc?

— Dziś rano ura​to​wa​łeś mi ży​cie — mówi

Bia​łas.—Niewiem,cze​musięzamnąwsta​wi​-
łeś,alemia​łemcho​ler​ne​gostra​cha.

—Topod​sta​wo​waza​sa​da.Niedajposo​bie

po​znać,żemaszstra​cha.

Bia​łas par​ska. To chy​ba ma być śmiech.

Albośmiech,albocho​reza​to​ki.

— Po​sta​ram się o tym pa​mię​tać, gdy na​-

stęp​nymra​zemja​kiśgang​sterbę​dziegro​ził,że
mnie za​bi​je. — Wy​cią​ga do mnie rękę. — Je​-
stemGaryFran​kel.

Ści​skampo​da​nądłoń.
— Słu​chaj, Gary — mó​wię. — W przy​szłym

background image

ty​go​dniu mam roz​pra​wę i wo​lał​bym nie zda​-
waćsięnaobroń​cęzurzę​du.My​ślisz,żetwo​ja
mamamo​gła​bymipo​móc?

Garyuśmie​chasię.
— My​ślę, że tak. Jest na​praw​dę nie​zła. Je​śli

to two​je pierw​sze prze​stęp​stwo, pew​nie zro​bi
tak,żebyskoń​czy​łosięnakrót​kichza​wia​sach.

—Niestaćmnie...
— Za​po​mnij o pie​nią​dzach, Alex. Tu masz

jej wi​zy​tów​kę. Po​wiem jej, że je​steś moim
kum​plemizro​bitoprobono.

Gary od​da​la się ko​ry​ta​rzem, a ja my​ślę, ja​-

kietodziw​ne,żenaj​mniejspo​dzie​wa​neoso​by
sta​ją się two​im sprzy​mie​rzeń​cem. I że pew​na
blon​dyn​kamożespra​wić,żeprzy​szłośćna​bie​-
rana​gleper​spek​tyw.

background image

45.Brittany

W so​bo​tę po po​łu​dniu po me​czu — me​czu,

któ​ry wy​gra​li​śmy, dzię​ki przy​ło​że​niu Do​uga
na czte​ry se​kun​dy przed koń​co​wym gwizd​-
kiem — roz​ma​wiam ze Sier​rą i Em​ka​mi na
brze​gubo​iska.

Sta​ra​my się usta​lić, gdzie chce​my uczcić

zwy​cię​stwo.

— Może w Lou Mal​na​ti? — pro​po​nu​je Mor​-

gan.

Wszyst​kie się zga​dza​my, bo to naj​lep​sza

piz​ze​riawmie​ście.Me​ganjestnadie​cieichęt​-
niezjeichsłyn​nąsa​łat​kę,więcwszyst​kimpa​-
su​je.

Do​ga​du​je​my szcze​gó​ły, a ja oglą​dam się na

Isa​bel, któ​ra roz​ma​wia z Ma​rią Ruiz. Pod​cho​-
dzędonich.

—Cześć,la​ski—mó​wię.—Chce​ciewy​brać

siędziśznamidoLouMal​na​ti?

Sko​ło​wa​naMa​riamarsz​czybrwi.Isa​belnie.
—Pew​nie—od​po​wia​da.
Ma​ria pa​trzy naj​pierw na Isa​bel, po​tem na

mnie i znów na Isa​bel. Mówi coś do niej po
hisz​pań​sku, po czym do​da​je, że spo​tka się z
naminamiej​scu.

background image

—Copo​wie​dzia​ła?
—Chcia​ławie​dzieć,cze​muza​pro​po​no​wa​łaś

namwspól​newyj​ściezeswo​imiprzy​ja​ciół​mi.

—Icojejpo​wie​dzia​łaś?
— Po​wie​dzia​łam jej, że my też się przy​jaź​-

ni​my, choć zwy​kle moi przy​ja​cie​le mó​wią na
mnieIsa,anieIsa​bel.

Pro​wa​dzę ją do resz​ty mo​ich ko​le​ża​nek i

zer​kam na Sier​rę, któ​ra cał​kiem nie​daw​no
przy​zna​ła,żejestza​zdro​snaomojąprzy​jaźńz
Isa​bel. Ale za​miast po​trak​to​wać ją chłod​no,
uśmie​cha się i pro​si, żeby po​ka​za​ła jej, jak w
jed​nym z na​szych ukła​dów robi po​dwój​ny
prze​wrót w tył. To tyl​ko uświa​da​mia mi wy​-
raź​niej, cze​mu jest moją naj​lep​szą przy​ja​ciół​-
ką. Ma​di​son wy​da​je się rów​nie zdu​mio​na jak
wcze​śniej Ma​ria, kie​dy in​for​mu​ję wszyst​kich,
że Ma​ria i Isa​bel idą z nami do Lou Mal​na​ti,
nicjed​nakniemówi.

Może,aletyl​komoże,toma​lut​kikro​czekw

kie​run​ku tego, co dok​tor Agu​ir​re na​zwał „kła​-
dze​niem kre​su wszel​kim po​dzia​łom”. Nie je​-
stem tak na​iw​na, by są​dzić, że uda mi się
zmie​nić Fa​ir​field z dnia na dzień, ale w cią​gu
ostat​nich ty​go​dni za​czę​łam ina​czej pa​trzeć na
nie​któ​rych lu​dzi. Mam na​dzie​ję, że oni na
mnieteż.

Wre​stau​ra​cjisie​dzęobokIsa​bel.Dośrod​ka

background image

we​szła wła​śnie grup​ka fut​bo​li​stów, więc knaj​-
pa zo​sta​ła opa​no​wa​na przez uczniów Fa​ir​-
field.Dar​le​nezja​wiasięzCo​li​nemuboku.Co​-
linobej​mu​jeją,jak​bybyliparą.

Sier​ra,któ​rasie​dzipomo​jejdru​giejstro​nie,

mówi:

— Po​wiedz mi, że nie wło​ży​ła ręki do jego

tyl​nejkie​sze​ni.Ależe​na​da.

— Mam to gdzieś — mó​wię na wy​pa​dek,

gdy​bymia​łaja​kieśwąt​pli​wo​ścicodotego,czy
się prze​ję​łam. — Je​śli chcą się spo​ty​kać, to
szczęśćimBoże.

— Robi to tyl​ko dla​te​go, że chce mieć

wszyst​kotocoty.Ry​wa​li​zu​jeztobą.Naj​pierw
za​ję​ła two​je miej​sce w che​er​le​ader​kach, te​raz
po​ło​ży​ła łapę na Co​li​nie. Nie​dłu​go bę​dzie
chcia​łazmie​nićimięnaBrit​ta​ny.

—Bar​dzośmiesz​ne.
—Te​raztakmó​wisz—stwier​dza,poczym

na​chy​lasięmidouchaiszep​cze:—Aleprze​-
sta​niebyćtakśmiesz​nie,gdyze​chceAlek​sa.

—Itojużprze​sta​łobyćśmiesz​ne.
Wcho​dziDougiSier​rama​chadonie​go.Nie

ma już dla nie​go miej​sca, więc Sier​ra wsta​je i
sia​damunako​la​nach.Za​czy​na​jąsięca​ło​wać,
a ja jak na dany sy​gnał od​wra​cam się, żeby
po​ga​daćzIsa​bel.

— Jak tam spra​wy z wiesz kim? — py​tam

background image

świa​do​ma, że nie mogę użyć imie​nia Paco, bo
Isa​bel nie chce, żeby Ma​ria wi​dzia​ła o jej za​-
uro​cze​niu.

Wzdy​cha.
—Ni​jak.
— Cze​mu? Nie roz​ma​wia​łaś z nim, tak jak

cimó​wi​łam?

—Nie.Za​cho​wy​wałsięjakto​tal​nypen​de​jo i

uda​wał, że zu​peł​nie nie pa​mię​ta wspól​nej
nocy. Wy​da​je mi się, że nie wspo​mi​na o tym,
boniechceni​cze​gowię​cej.

My​ślę o tym, jak ze​rwa​łam z Co​li​nem i od​-

wa​ży​łam się wy​znać wszyst​ko Alek​so​wi. Za
każ​dym ra​zem, gdy od​rzu​cam cu​dze ocze​ki​-
wa​nia i w koń​cu ro​bię to, co moim zda​niem
jestwła​ści​we,czu​jęsięsil​niej​sza.

—Za​ry​zy​kuj,Isa.Gwa​ran​tu​ję,żewar​to.
—Wła​śniepo​wie​dzia​łaśdomnieIsa.
—Wiem.Nieprze​szka​dzacito?
Żar​to​bli​wieude​rzamniewra​mię.
—Nie,Brit.Nieprze​szka​dza.
Roz​mo​wanate​matPacodo​da​jemiod​wa​gi,

co z ko​lei spra​wia, że za​czy​nam my​śleć o
Alek​sie. Za​raz po je​dze​niu, gdy wszy​scy za​-
czy​na​ją się roz​cho​dzić, idę do sa​mo​cho​du i
dzwo​niępodro​dzedoAlek​sa.

—Wiesz,gdziejestklubMy​sti​que?
—Tak.

background image

—Spo​tkaj​mysiętamodzie​wią​tej.
—Cze​mu?Ococho​dzi?
— Zo​ba​czysz. — Roz​łą​czam się i wi​dzę, że

tuż za mną idzie Dar​le​ne. Sły​sza​ła moją roz​-
mo​węzAlek​sem?

—Wiel​karand​ka?—pyta.
Czy​lisły​sza​ła.
— Co ja ci ta​kie​go zro​bi​łam, że tak bar​dzo

mnie nie​na​wi​dzisz? W jed​nej chwi​li się przy​-
jaź​ni​my,aza​razpo​temknu​jeszja​kieśin​try​gi.

Dar​le​ne wzru​sza ra​mio​na​mi, po czym od​-

rzu​cawtyłwło​sy.Samtengesttowy​star​cza​-
ją​cy sy​gnał, że nie mogę już jej uzna​wać za
swo​jąprzy​ja​ciół​kę.

— Chy​ba mam dość ży​cia w two​im cie​niu,

Brit. Czas od​dać wła​dzę. Już za dłu​go zgry​-
wasz księż​nicz​kę Fa​ir​field. Czas się usu​nąć i
po​zwo​lićin​nymzna​leźćsięwcen​trumuwa​gi.

— Ależ weź so​bie tę uwa​gę. Na zdro​wie. —

Nie ma po​ję​cia, że tak na​praw​dę ni​g​dy jej nie
chcia​łam. Po pro​stu wy​ko​rzy​sta​łam za​in​te​re​-
so​wa​niewo​kółmnie,żebyła​twiejmibyłograć
swo​jąrolę.

Gdyprzy​jeż​dżamodzie​wią​tejpodklubMy​-

stią​ue,Alexpod​kra​dasiędomnieodtyłu.Od​-
wra​camsięiobej​mu​jęgozaszy​ję.

—Prrr,dziew​czy​no—mówiza​sko​czo​ny.—

My​śla​łem, że mamy ukry​wać nasz zwią​zek.

background image

Przy​kro mi to mó​wić, ale obok stoi grup​ka z
pół​noc​nejczę​ściFa​ir​field.Ga​piąsięnanas.

—Nieob​cho​dzimnieto.Jużnie.
—Cze​mu?
—Żyjesiętyl​koraz.
Wy​raź​nie po​do​ba mu się moja od​po​wiedź,

bo bie​rze mnie za rękę i pro​wa​dzi na ko​niec
ko​lej​ki. Na dwo​rze jest chłod​no, więc pod​czas
ocze​ki​wa​nianawej​ściedoklu​buroz​chy​laskó​-
rza​ną kurt​kę i cho​wa mnie w środ​ku, ogrze​-
wa​jącswo​imcia​łem.

Wtu​la​jąc się moc​no w nie​go, pod​no​szę gło​-

węipa​trzęnanie​go.

—Za​tań​czyszzemną?—py​tam.
—Aże​byświe​dzia​ła.
—Co​linni​g​dyniechciałzemnątań​czyć.
— Nie je​stem Co​li​nem, qu​eri​da, i ni​g​dy nie

będę.

— To do​brze. Mam cie​bie, Alex. Zro​zu​mia​-

łam,żeni​cze​gowię​cejminiepo​trze​baije​stem
go​to​wapo​ka​zaćtoświa​tu.

Po wej​ściu do środ​ka Alex od razu cią​gnie

mnie na par​kiet. Nie zwa​żam na na​tar​czy​we
spoj​rze​nia uczniów z mo​jej czę​ści mia​sta i
przy​cią​gamAlek​sabli​skosie​bie,po​ru​sza​jącsię
znimwrytmmu​zy​kitak,jak​by​śmysta​no​wi​li
jed​no.

Tań​czy​mytak,jak​by​śmyodza​wszebylira​-

background image

zem,wszyst​kiena​szeru​chysądosie​bieide​al​-
nie do​pa​so​wa​ne. Po raz pierw​szy nie boję się,
co ktoś po​my​śli, wi​dząc nas ra​zem. W przy​-
szłym roku w col​le​ge’u nie bę​dzie mia​ło zna​-
cze​nia,ktopo​cho​dziłzja​kiejczę​ścimia​sta.

Troy, chło​pak, z któ​rym tań​czy​łam ostat​-

nim ra​zem w My​sti​que, stu​ka mnie w ra​mię.
Mu​zy​kawpra​wiacałypar​kietwwi​bra​cje.

—Kimjestnowyszczę​śli​wiec?—pyta.
— Troy, to mój chło​pak, Alex. Alex, to jest

Troy.

— Cześć, sta​ry — mówi Alex, wi​ta​jąc się z

Troy​emkrót​kimuści​skiemdło​ni.

— Mam wra​że​nie, że ten fa​cet nie po​peł​ni

tego sa​me​go błę​du co ostat​ni — stwier​dza
Troy.

Nieod​po​wia​dam,boczu​ję,żeAlexobej​mu​-

je mnie w pa​sie i przy​tu​la do sie​bie, i nie ma
nicwła​ściw​sze​go,niżmiećgotakbli​skosie​bie.
Chy​ba spodo​ba​ło mu się, że na​zwa​łam go
swo​im chło​pa​kiem. Cu​dow​nie było móc po​-
wie​dziećtonagłos.Opie​ramsięonie​gople​ca​-
miiza​my​kamoczy,po​zwa​la​jąc,żebyruchna​-
szychciałsto​piłsięwjed​nozmu​zy​ką.

Poja​kimścza​siescho​dzi​myzpar​kie​tu,żeby

ode​tchnąć.Wy​cią​gamko​mór​kęimó​wię:

—Zróbja​kąśminę.
Na pierw​szym zdję​ciu sta​ra się wy​glą​dać

background image

jak nie​grzecz​ny chło​piec. Wy​bu​cham śmie​-
chem. Pstry​kam na​stęp​ną fot​kę, za​nim zdą​ży
sięusta​wić.

— Zrób​my so​bie wspól​ne zdję​cie — pro​po​-

nu​je Alex i przy​cią​ga mnie do sie​bie. Przy​tu​-
lampo​li​czekdojegotwa​rzy,aonwy​cią​gajak
naj​da​lejrękęzmoimte​le​fo​nemiuwiecz​niatę
ide​al​nąchwi​lę.Za​razpo​tembie​rzemniewra​-
mio​naica​łu​je.

Przy​tu​lo​na do Alek​sa, przy​glą​dam się roz​-

ba​wio​ne​mutłu​mo​wi.Napię​trze,tużprzybal​-
ko​nie,stoiCo​lin—ostat​niaoso​ba,któ​rejsiętu
spo​dzie​wa​łam. Co​lin nie cier​pi tego miej​sca,
niecier​pitań​czyć.

Pa​trzy mi z wście​kło​ścią w oczy, po czym

po​ka​zo​wo ca​łu​je sto​ją​cą obok dziew​czy​nę. To
Dar​le​ne. Od​da​je mu ocho​czo po​ca​łu​nek, pod​-
czasgdyonła​piejązaty​łekiza​czy​nako​ły​sać
jejbio​dra​miwrytmmu​zy​ki.Dar​le​newie​dzia​-
ła, że będę tu dziś z Alek​sem i naj​wy​raź​niej
wszyst​koza​pla​no​wa​ła.

— Chcesz iść? — pyta Alex, gdy za​uwa​ża

Co​li​naiDar​le​ne.

Od​wra​camsiędonie​goiza​pie​ramidechw

pier​siach na sam wi​dok jego pięk​nej, mę​skiej
twa​rzy.

—Nie.Alestrasz​nietugo​rą​co.Zdej​mąkurt​-

kę.

background image

Alexwahasięchwi​lę,poczymprzy​zna​je:
—Niemogę.
—Cze​mu?
Krzy​wisię.
—Po​wiedzmipraw​dę,Alex.
Za​kła​da mi za ucho luź​ny ko​smyk, któ​ry

opa​daminatwarz.

— Mu​jer, to nie jest te​ry​to​rium La​ty​no​skiej

Krwi,tyl​koFre​mont5,na​szychwro​gów.Twój
ko​le​gaTroyjestjed​nymznich.

Co? Gdy za​pro​po​no​wa​łam, że​by​śmy tu

przy​szli, nie za​sta​na​wia​łam się nad te​ry​to​ria​-
mi i po​wią​za​nia​mi gan​gów. Chcia​łam po pro​-
stupo​tań​czyć.

—OBoże,Alex,na​ra​zi​łamcięnanie​bez​pie​-

czeń​stwo. Chodź​my stąd! — mó​wię spa​ni​ko​-
wa​na.

Alex przy​cią​ga mnie do sie​bie i szep​cze mi

doucha:

— Żyje się tyl​ko raz, nie tak mó​wi​łaś? Za​-

tańczzemnąjesz​cze.

—Ale...
Prze​ry​wa mi po​ca​łun​kiem tak na​mięt​nym,

że za​po​mi​nam, czym się wła​ści​wie mar​twi​-
łam.

Gdy tyl​ko do​cho​dzę do sie​bie, wra​ca​my na

par​kiet.

Pod​ję​li​śmyry​zy​koitań​czy​li​śmypodno​sem

background image

re​ki​nów, ale wy​szli​śmy z tego bez za​dra​śnię​-
cia.Czy​ha​ją​cenie​bez​pie​czeń​stwospra​wi​łotyl​-
ko,żeod​czu​wa​li​śmyswo​jąbli​skośćjesz​czein​-
ten​syw​niej.

W dam​skiej to​a​le​cie Dar​le​ne po​pra​wia

przedlu​stremma​ki​jaż.Obiesięwi​dzi​my.

—Cześć—mó​wię.
Mijamniebezsło​wa.Toprzed​smaktego,co

zna​czy być wy​rzut​kiem z pół​no​cy, ale mało
mnietoob​cho​dzi.

Poim​pre​zie,gdyAlexod​pro​wa​dzamniedo

auta,bio​ręgozarękęipa​trzęwgwiaz​dy.

— Gdy​byś mógł wy​po​wie​dzieć ży​cze​nie, co

bytobyło?—py​tam.

—Żebyczassta​nąłwmiej​scu.
—Cze​mu?
Wzru​szara​mio​na​mi.
—Bomógł​bymżyćza​wszetąjed​nąchwi​lą.

Atyja​kieży​cze​niebyśwy​po​wie​dzia​ła?

—Że​by​śmypo​szlira​zemnastu​dia.Bopod​-

czas gdy chcesz po​wstrzy​mać na​dej​ście przy​-
szło​ści,janiemogęsięjejdo​cze​kać.Nieby​ło​by
su​per, gdy​by​śmy po​szli na tę samą uczel​nię?
Py​tampo​waż​nie,Alex.

Od​su​wasięodemnie.
— Jak na ko​goś, kto chciał zwol​nić tem​po,

ro​biszzde​cy​do​wa​nieda​le​ko​sięż​nepla​ny.

— Wiem. Prze​pra​szam. Nic na to nie po​ra​-

background image

dzę. Zło​ży​łam wstęp​nie pa​pie​ry na Uni​wer​sy​-
tetKo​lo​ra​do,żebybyćbli​skosio​stry.Tenośro​-
dek,gdziechcąjąode​słaćmoiro​dzi​ce,znaj​du​-
je się kil​ka ki​lo​me​trów od kam​pu​su. Co ci
szko​dzizło​żyćpa​pie​ry,co?

—Chy​banic.
—Na​praw​dę?
Ści​skamniezarękę.
—Dlategouśmie​chuzro​bięwszyst​ko.

background image

46.Alex

Chcę wie​dzieć, jak wy​glą​da sy​tu​acja z Brit​-

ta​ny — mówi Luc​ky przed ma​ga​zy​nem. —
Chło​pa​ki ro​bią za​kła​dy i więk​szość sta​wia na
cie​bie.Wie​dzącoświę​cejniżja?

Wzru​szam ra​mio​na​mi i zer​kam na Ju​lio,

lśnią​ce​goczy​sto​ścią,bodo​pie​rocogoumy​łem.
Gdy​by mój mo​to​cykl mógł mó​wić, bła​gał​by
mnie, że​bym nie dał mu tra​fić w ręce Luc​-
ky’ego.Aleniemamza​mia​ruzdra​dzaćcze​go​-
kol​wiek na te​mat Brit​ta​ny. Przy​naj​mniej jesz​-
czeniete​raz.

Pod​cho​dzi do nas Hec​tor i prze​ga​nia Luc​-

ky’ego.

— Mu​si​my po​ga​dać, Fu​en​tes — mówi po​-

waż​nym gło​sem. — Na te​mat tej przy​słu​gi, o
któ​rej wcze​śniej roz​ma​wia​li​śmy. W wie​czór
Hal​lo​we​enweź​mieszsa​mo​chódzwy​po​ży​czal​-
ni, po​je​dziesz we wska​za​ne miej​sce i wy​mie​-
nisz to​war na for​sę. My​ślisz, że so​bie po​ra​-
dzisz?

Mój brat ma ra​cję. Rze​czy​wi​ście w mo​ich

ży​łachpły​niekrewmipapa.Bio​rącudziałwtej
trans​ak​cji, przy​pie​czę​tu​ję swo​ją przy​szłość w
Krwi — coś, co przy​słu​gu​je mi z ra​cji uro​dze​-

background image

nia.

Inne dzie​cia​ki do​sta​ją od ro​dzi​ców w spad​-

ku pie​nią​dze albo ro​dzin​ną fir​mę. Ja odzie​dzi​-
czy​łemLa​ty​no​skąKrew.

—Niemarze​czy,zktó​rąso​bieniepo​ra​dzę

— mó​wię Hec​to​ro​wi, mimo że czu​ję ucisk w
żo​łąd​ku. Świa​do​mie okła​ma​łem Brit​ta​ny. Jej
twarz cała się roz​pro​mie​ni​ła, gdy mó​wi​ła o
per​spek​ty​wie stu​dio​wa​nia na tej sa​mej uczel​-
ni. Nie mo​głem po​wie​dzieć jej praw​dy: że nie
tyl​kozo​sta​jęwLa​ty​no​skiejKrwi,alenado​da​-
tek„wy​mie​nięto​warnafor​sę”.

Hec​torkle​piemniepople​cach.
— Mój lo​jal​ny brat. Wie​dzia​łem, że Krew

oka​żesięsil​niej​szaniżstrach.So​mosher​ma​nos,
c’no?—

Je​ste​śmybrać​mi,zga​dzasię?

— Se​gu​roi — po​twier​dzam, żeby nie wąt​pił

wmojąlo​jal​nośćwo​becnie​goiKrwi.Aletonie
trans​ak​cjisięboję.Bojęsiętego,żekła​dzieona
kres moim ma​rze​niom. Han​dlu​jąc nar​ko​ty​ka​-
mi,prze​kro​czępew​nągra​ni​cę.Jakmipapa.

—Siema,Alex.
Pacostoikil​kame​trówodemnie.Na​wetnie

za​uwa​ży​łemodej​ściaHec​to​ra.

—Cojest?
—Mu​siszmipo​móc,com​pa—pro​siPaco.
—To​bieteż?
Pa​trzy na mnie tym swo​im spoj​rze​niem,

background image

mó​wią​cym: Je​stem Paco i je​stem na​praw​dę
wku​rzo​ny.

— Wy​bierz się ze mną po pro​stu na małą

prze​jażdż​kę.

Trzy mi​nu​ty póź​niej sie​dzę w po​ży​czo​nym

czer​wo​nymche​vro​le​cieca​ma​ro.

Wzdy​cham.
— Po​wiesz mi, w czym mam ci po​móc, czy

bę​dzieszmnietrzy​maćwnie​pew​no​ści?

—Wła​ści​wietobędęciętrzy​maćwnie​pew​-

no​ści.

Wi​dzę na po​bo​czu znak z na​pi​sem „Wi​ta​-

my”.

—Win​net​ka?—Cze​goPacoszu​kawtejbo​-

ga​tejmiej​sco​wo​ścinaobrze​żachChi​ca​go?

—Za​ufa​nie—mówiPaco.
—Co?
—Przy​ja​cie​lemu​sząso​bieufać.
Sia​dam wy​god​niej, świa​do​my, że mój tok

my​śle​niaprze​bie​gataksamojakubo​ha​te​rów
kiep​skich we​ster​nów. Naj​pierw zgo​dzi​łem się
prze​pro​wa​dzić trans​ak​cję nar​ko​ty​ko​wą, a te​-
razjadęnabo​ga​teprzed​mie​ścia,naj​wy​raź​niej
bezpo​wo​du.

—Je​ste​śmynamiej​scu—ob​wiesz​czaPaco.
Pod​no​szęgło​węipa​trzęnaznak.
—Tochy​baja​kiśżart.
—Nie.

background image

—Je​ślichceszob​ra​bo​waćtomiej​sce,tojatu

za​cze​kam.

Pacoprze​wra​caocza​mi.
—Nieprzy​je​cha​li​śmyokra​daćgol​fi​stów.
—Topocomnietuza​cią​gną​łeś?
—Napar​tyj​kęgol​fa.Ruszty​łekimipo​móż.
—Jestpo​ło​wapaź​dzier​ni​kainadwo​rzejest

trzy​na​ściestop​ni,Paco.

— Wszyst​ko jest kwe​stią prio​ry​te​tów i

przy​ję​tejper​spek​ty​wy.

Sie​dzę w au​cie i za​sta​na​wiam się, jak wró​-

cić do domu. Po​wrót pie​cho​tą zaj​mie za dużo
cza​su.Niewiem,gdziejestnaj​bliż​szyprzy​sta​-
nek i... i... i sko​pię Paco ty​łek za to, że przy​-
wiózłmnienaja​kieśpie​przo​nepolegol​fo​we.

Pod​cho​dzędoPaco,któ​rysta​wiawła​śniena

zie​mi ko​szyk z pił​ka​mi. Rany, są ich chy​ba
całeset​ki.

—Skądmaszkij?—py​tam.
Paco robi ki​jem młyń​ca, jak​by to było śmi​-

głohe​li​kop​te​ra.

— Z wy​po​ży​czal​ni. Chciał​byś też so​bie po​-

strze​lać?

—Nie.
Pacowska​zu​jekoń​cemkijagol​fo​we​gozie​lo​-

nądrew​nia​nąław​kęzanami.

—Wta​kimra​zieza​cze​kajtam.
Sia​dam i pa​trzę na in​nych fa​ce​tów, któ​rzy

background image

ude​rza​ją w pił​ki w wy​dzie​lo​nych sek​to​rach i
ob​ser​wu​jąnasnie​spo​koj​nieką​temoka.Do​sko​-
na​lewiem,żeobajzPacowy​glą​da​myzu​peł​nie
ina​czejniżresz​talu​dzinapolu.Dżin​sy,T-shir​-
ty, ta​tu​aże i ban​da​ny na gło​wach spra​wia​ją,
żeróż​ni​mysięodgol​fi​stówubra​nychwwięk​-
szo​ści w ko​szul​ki polo z dłu​gi​mi rę​ka​wa​mi i
spodnie kha​ki. Poza tym ich skó​ra nie jest w
ża​denspo​sóbna​zna​czo​na.

Zwy​kle mi to nie prze​szka​dza, ale po roz​-

mo​wiezHec​to​remwo​lał​bymwró​cićdodomu,
za​miast ro​bić z sie​bie wi​do​wi​sko. Opie​ram
łok​cie o ko​la​na i pa​trzę, jak Paco to​tal​nie się
kom​pro​mi​tu​je.

Bie​rzemałąbia​łągol​fo​wąpi​łecz​kęiusta​wia

ją na bia​łej okrą​głej pod​staw​ce wbi​tej w
sztucz​ną mu​ra​wę. Krzy​wię się, gdy bie​rze za​-
mach ki​jem. Kij za​miast w pił​kę tra​fia w
sztucz​nątra​wę.Pacoprze​kli​na.Fa​cetzsek​to​-
raobokrzu​camukrót​kiespoj​rze​nieiprze​no​si
sięwinnemiej​sce.

Paco pró​bu​je jesz​cze raz. Tym ra​zem tra​fia

wpi​łecz​kę,aleto​czysięonatyl​koka​wa​łekpo
tra​wie tuż przed nim. Paco po​dej​mu​je ko​lej​ne
pró​by, ale z każ​dym ude​rze​niem na​ra​ża się
tyl​ko na co​raz więk​szą kom​pro​mi​ta​cję. Czy
jemu się wy​da​je, że ude​rza w krą​żek ho​ke​jo​-
wy?

background image

— Skoń​czy​łeś? — py​tam, gdy zu​żył już po​-

ło​wępi​łe​czekzko​sza.

—Alex—za​czy​naPacoiopie​rasięokijgol​-

fo​wy jak o la​skę. — Uwa​żasz, że moim prze​-
zna​cze​niemjestgraćwgol​fa?

Pa​trzęmupro​stowoczyiod​po​wia​dam:
—Nie.
—Sły​sza​łemtwo​jąroz​mo​węzHec​to​rem.Ja

na​to​miast nie uwa​żam, żeby two​im prze​zna​-
cze​niembyłhan​delnar​ko​ty​ka​mi.

— Po to tu przy​je​cha​li​śmy? Chcesz mi dać

cośdozro​zu​mie​nia?

— Po​słu​chaj mnie — mówi z na​ci​skiem

Paco. — Klu​czy​ki do sa​mo​cho​du mam w kie​-
sze​ni i ni​g​dzie się stąd nie ru​szę, póki nie zu​-
ży​ję wszyst​kich pi​łe​czek, więc rów​nie do​brze
mo​żesz mnie wy​słu​chać. Nie je​stem taki mą​-
dry jak ty. Nie mam per​spek​tyw, ale ty je​steś
wy​star​cza​ją​coin​te​li​gent​ny,żebyiśćnastu​diai
zo​stać le​ka​rzem albo pro​gra​mi​stą, albo kim​-
kol​wiek. Tak samo jak mnie nie jest prze​zna​-
czo​nagrawgol​fa,takito​bieniejestprze​zna​-
czo​ny han​del nar​ko​ty​ka​mi. Po​zwól mi zro​bić
tozacie​bie.

—Niemamowy,sta​ry.Do​ce​niam,żezro​bi​-

łeś z sie​bie kre​ty​na tyl​ko po to, żeby prze​mó​-
wićmidoro​zu​mu,alewiem,comu​szęzro​bić.

Pacousta​wianowąpi​łecz​kę,bie​rzeza​mach,

background image

ale pi​łecz​ka znów to​czy się tyl​ko ka​wa​łek po
tra​wie.

—Brit​ta​nytonie​złala​ska.Idzienastu​dia?
Wiem, do cze​go zmie​rza. Nie​ste​ty mój naj​-

lep​szykum​pelniejestzbytsub​tel​ny.

— Tak. W Ko​lo​ra​do. — Żeby być bli​sko sio​-

stry,oso​by,októ​rątrosz​czysiębar​dziejniżo
sie​biesamą.

Pacogwiż​dże.
— Na pew​no po​zna tam mnó​stwo fa​ce​tów.

No wiesz, praw​dzi​wych męż​czyzn w kow​boj​-
skichka​pe​lu​szach.

Czu​ję,żena​pi​na​jąmisięwszyst​kiemię​śnie.

Nie chcę o tym my​śleć. Od​zy​wam się do Paco
do​pie​rowsa​mo​cho​dzie.

—Kie​dyprze​sta​nieszwpie​przaćsięwmoje

spra​wy?—py​tam.

Par​skaśmie​chem.
—Ni​g​dy.
— To chy​ba nie bę​dziesz miał nic prze​ciw​-

ko,żejawtrą​cęsięwtwo​je.Coza​szłomię​dzy
tobąiIsą,co?

— Po​przy​tu​la​li​śmy się tro​chę. Spra​wa za​-

mknię​ta.

— Może dla cie​bie, bo mam wra​że​nie, że

onasą​dziina​czej.

—Nocóż,tojejpro​blem.—Pacowłą​czara​-

dioipod​krę​camu​zy​kę.

background image

Ni​g​dy z ni​kim się nie uma​wiał, bo boi się

bli​sko​ści. Na​wet Isa nie wie, jak bar​dzo mal​-
tre​tu​je go jego oj​ciec. Do​sko​na​le ro​zu​miem,
cze​mutrzy​manady​stansdziew​czy​nę,naktó​-
rejmuza​le​ży.Bopraw​dajesttaka,żecza​sem
igra​jąc z ogniem, fak​tycz​nie moż​na się po​pa​-
rzyć.

background image

47.Brittany

Paco,cotyturo​bisz?—Ostat​niaoso​ba,któ​-

rą spo​dzie​wa​ła​bym się zo​ba​czyć w moim
domu,tonaj​lep​szykum​pelAlek​sa.

—Mu​szęztobąpo​ga​dać.
—Wej​dziesz?
—Je​steśpew​na,żetoniepro​blem?—pyta

ner​wo​wo.

— Oczy​wi​ście. — Dla mo​ich ro​dzi​ców to

pew​niepro​blem,aleniedlamnie.Prze​cieżro​-
dzi​ceitakniezmie​niąna​glezda​niawspra​wie
Shel​ley.Mamjużdośćuda​wa​nia,dośćku​le​nia
się ze stra​chu przed gnie​wem mamy. To naj​-
lep​szy przy​ja​ciel Alek​sa. Za​ak​cep​to​wał mnie.
Na pew​no nie było mu ła​two tu przy​je​chać.
Otwie​ramsze​ro​kodrzwiiwpusz​czamPacodo
środ​ka. Je​śli spy​ta mnie o Isa​bel, co mam po​-
wie​dzieć? Zo​bo​wią​za​łam się za​cho​wać ta​jem​-
ni​cę.

—Ktoprzy​szedł,Brit?
— Paco — od​po​wia​dam ma​mie. — Ko​le​ga

zeszko​ły.

—Ko​la​cjajestnasto​le—mówimojamama

nie​zbyt de​li​kat​nie. — Po​wiedz ko​le​dze, że to
nie​grzecz​nieprzy​cho​dzićwpo​rzeko​la​cji.

background image

Od​wra​camsiędoPaco:
— Zjesz z nami? — To jaw​ny bunt i do​brze

miztym.Czu​ję,żemniewy​zwa​la.

Sły​szę, jak mama z gło​śnym stu​ka​niem

wcho​dzidokuch​ni.

— Nie, dzię​ku​ję — od​po​wia​da Paco, po​-

wstrzy​mu​jąc par​sk​nię​cie. — Wła​ści​wie to
chcia​łempo​ga​dać,nowiesz,oAlek​sie.

Nie wiem, czy mi ulży​ło, że nie wy​py​tu​je

mnie o Isa​bel, czy ra​czej się zde​ner​wo​wa​łam,
bosko​rojesttuPaco,tospra​wamusibyćpo​-
waż​na.

Pro​wa​dzę go przez dom. Mi​ja​my Shel​ley w

sa​lo​nie,gdzieoglą​daja​kieścza​so​pi​sma.

— Shel​ley, to Paco. Przy​ja​ciel Alek​sa. Paco,

tomojasio​stra,Shel​ley.

Na dźwięk imie​nia Alek​sa Shel​ley wy​da​je

uszczę​śli​wio​nypisk.

—Cześć,Shel​ley—witasięPaco.
Shel​leyuśmie​chasięsze​ro​ko.
— Shell-bell, mu​sisz mi po​móc. — Shel​ley

kiwa gło​wą w od​po​wie​dzi na mój szept. —
Chcę, że​byś za​ję​ła mamę, bo ja mu​szę po​ga​-
daćzPaco.

Moja sio​stra uśmie​cha się sze​ro​ko i wiem,

żemnienieza​wie​dzie.

Mama wcho​dzi do po​ko​ju i nie zwra​ca​jąc

uwa​ginamnieiPaco,za​bie​raShel​leydokuch​-

background image

ni.

Pa​trzę na Paco nie​spo​koj​nie i wy​pro​wa​-

dzamgonadwór,zdalaodcie​kaw​skichuszu
mat​ki.

—Ococho​dzi?
— Alex po​trze​bu​je po​mo​cy. Mnie nie chce

słu​chać. Szy​ku​je się duża trans​ak​cja, a Alex
ma być el​me​ro mero, głów​nym do​wo​dzą​cym
ca​łejak​cji.

—Alextegoniezro​bi.Obie​całmi.
Mina Paco wy​raź​nie mi mówi, że ma inne

in​for​ma​cjenatente​mat.

— Pró​bo​wa​łem go od tego od​wieść. Ta ak​-

cja...topo​waż​natrans​ak​cja.Cośmituniegra,
Brit​ta​ny. Hec​tor przy​mu​sza do tego Alek​sa i
za​bij mnie, ale nie po​wiem ci cze​mu. Cze​mu
aku​ratAlek​sa?

—Alecojamogęzro​bić?—py​tam.
— Każ Alek​so​wi się ja​koś z tego wy​krę​cić.

Je​śli ktoś jest w sta​nie się wy​krę​cić, to tyl​ko
on.

Każ mu? Alex nie cier​pi, gdy mu się co​kol​-

wiek na​rzu​ca. Nie mie​ści mi się w gło​wie, że
mógł​bysięzgo​dzićnaudziałwtrans​ak​cjinar​-
ko​ty​ko​wej.

—Brit​ta​ny,ko​la​cjajużwy​sty​gła!—krzy​czy

mamazkuch​ni.—Atwójoj​ciecwła​śniewró​cił
dodomu.Choćrazsiądź​mydosto​łujakro​dzi​-

background image

na.

Od​głos

tłu​czo​nych

ta​le​rzy

przy​wo​łu​je

mamęzpo​wro​temdokuch​ni.Bły​sko​tli​wady​-
wer​sjaShel​ley.

Alewła​ści​wietonieza​da​niedlaShel​leypo​-

ma​gaćmiza​ta​jaćpraw​dęprzedro​dzi​ca​mi.

— Za​cze​kaj tu — rzu​cam. — Chy​ba że

chceszbyćświad​kiemawan​tu​ryuEl​li​sów.

Pacoza​cie​raręce.
— Musi być lep​sza niż kłót​nie w mo​jej ro​-

dzi​nie.

Wcho​dzę do kuch​ni i cmo​kam tatę w po​li​-

czek.

— Kim jest twój ko​le​ga? — pyta nie​uf​nie

tata.

— Paco, to mój tata. Tato, to mój ko​le​ga

Paco.

Pacomówi:
— Dzień do​bry. — Tata kiwa gło​wą. Mama

krzy​wisiębrzyd​ko.

—Pacoijamu​si​mywyjść.
— Gdzie? — pyta mój tata, zu​peł​nie zdez​o​-

rien​to​wa​ny.

—Zo​ba​czyćsięzAlek​sem.
—Niemamowy—mówimama.
Tatauno​siobieręce,nicztegoniero​zu​mie​-

jąc.

—KtotojestAlex?

background image

— Ten dru​gi Mek​sy​ka​nin, o któ​rym ci mó​-

wi​łam — ce​dzi przez zęby mama. — Nie pa​-
mię​tasz?

—Ostat​nionie​wie​lepa​mię​tam,Pa​tri​cio.
Mama wsta​je z peł​nym ta​le​rzem i wrzu​ca

go do zle​wu. Ta​lerz roz​trza​sku​je się, a je​dze​-
nieroz​bry​zgu​jesięnawszyst​kiestro​ny.

— Brit​ta​ny, da​je​my ci wszyst​ko, cze​go

chcesz—za​czy​namama.—Noweauto,mar​-
ko​weubra​nia...

Tymra​zemniewy​trzy​mu​ję.
— Ale to wszyst​ko tyl​ko po​zo​ry, mamo. Ja​-

sne, dla świa​ta je​ste​ście ludź​mi suk​ce​su, ale
jakoro​dzi​ceje​ste​ściena​praw​dędobani.Zro​-
dzi​ciel​stwada​ła​bymwamdwó​jęzmi​nu​sem,a
i tak ma​cie szczę​ście, że to nie pani Pe​ter​son
wasoce​nia,boby​ścieob​la​li.Cze​mutakbar​dzo
siębo​iciepo​ka​zać,żeteżma​ciepro​ble​my,jak
całaresz​taświa​ta?

Na​krę​camsięiniemajużod​wro​tu.
— Alex po​trze​bu​je mo​jej po​mo​cy. Je​stem,

kim je​stem, mię​dzy in​ny​mi dla​te​go, że je​stem
wier​nalu​dziom,któ​rzysądlamnieważ​ni.Je​-
śli to was boli albo prze​ra​ża, to bar​dzo mi
przy​kro.

Shel​ley wy​da​je ja​kieś dźwię​ki i od​wra​cam

siędoniej.

— Brit​ta​ny — mówi me​cha​nicz​ny głos z

background image

urzą​dze​nia

wspo​ma​ga​ją​ce​go

ko​mu​ni​ka​cję

przy​mo​co​wa​ne​godowóz​kamo​jejsio​stry.Pal​-
ceShel​leypo​ru​sza​jąsię,wy​do​by​wa​jącko​lej​ne
sło​wa:

—Do​brze.Dziew​czy​na.
Ła​pię moją sio​strę za rękę, po czym znów

zwra​camsiędoro​dzi​ców.

— Je​śli chce​cie mnie wy​rzu​cić z domu albo

mnie wy​dzie​dzi​czyć za to, że je​stem sobą, to
zrób​cietoimiej​mytojużzasobą.

Mam dość stra​chu. Stra​chu o Alek​sa, o

Shel​ley i o samą sie​bie. Czas sta​wić czo​ło
moim lę​kom, bo na całe ży​cie za​to​nę w oba​-
wachipo​czu​ciuwiny.Nieje​stemide​al​na.Naj​-
wyż​szy czas, żeby świat też się o tym do​wie​-
dział.

— Mamo, zgło​szę się do szkol​ne​go psy​cho​-

lo​ga.

Mamakrzy​wisięzod​ra​zą.
— To nie​do​rzecz​ne. Zo​sta​nie ci to w pa​pie​-

rach do koń​ca ży​cia. Nie​po​trzeb​ny ci psy​cho​-
log.

— Po​trzeb​ny. — Zbie​ram się na od​wa​gę i

do​da​ję:—Ito​bieteż.Namwszyst​kim.

—Po​słu​chajmnie,Brit​ta​ny.Je​śliwyj​dzieszz

domu...mo​żeszjużniewra​cać.

—Bun​tu​jeszsię—wtrą​caoj​ciec.
—Wiem.Ido​brzemiztym.—Bio​ręto​reb​-

background image

kę.Towszyst​ko,comam,chy​bażewli​czyćto,
w co je​stem ubra​na. Uśmie​cham się pro​mien​-
nieipo​da​jęrękęPaco.—Idzie​my?

Bezwa​ha​niabie​rzemniezarękę.
— Tak. — Już w sa​mo​cho​dzie mówi: —

Twar​dazcie​biesztu​ka.Ni​g​dyniesą​dzi​łem,że
je​steś taka wa​lecz​na. — Paco wie​zie mnie w
naj​ciem​niej​szy za​ką​tek Fa​ir​field. Pro​wa​dzi
mnie do du​że​go ma​ga​zy​nu na ja​kiejś nie​-
uczęsz​cza​nejbocz​nejdro​dze.Jak​bysamamat​-
kana​tu​rachcia​łanasostrzec,nie​boza​czy​na​ją
za​snu​waćzło​wiesz​czeczar​nechmu​ryiwy​raź​-
niesięochła​dza.

Za​trzy​mu​jenasja​kiśosi​łek.
—Kimjesttaśnie​żyn​ka?—pyta.
Pacood​po​wia​da:
—Jestczy​sta.
Osi​łek tak​su​je mnie wy​mow​nie wzro​kiem i

do​pie​ropo​temotwie​radrzwi.

— Je​śli za​cznie wę​szyć, ty za to bek​niesz,

Paco—ostrze​ga.

Chcę tyl​ko za​brać stąd Alek​sa, bo mam

wra​że​nie, że wszę​dzie tu czai się nie​bez​pie​-
czeń​stwo.

— Hej! — woła gdzieś obok ja​kiś chro​pa​wy

głos.—Je​ślipo​trze​bu​jeszcze​gośnawzmoc​nie​-
nie,słu​żępo​mo​cą,si?

— Chodź — mówi Paco, po czym bie​rze

background image

mnie za rękę i cią​gnie ko​ry​ta​rzem na wprost.
Z dru​giej stro​ny ma​ga​zy​nu sły​szę ja​kieś gło​-
sy...głosAlek​sa.

—Samadonie​gopój​dę.
— To nie naj​lep​szy po​mysł. Za​cze​kaj, aż

Hec​tor skoń​czy z nim roz​ma​wiać — mówi
Paco,alegoniesłu​cham.

Idętam,skąddo​cho​dzigłosAlek​sa.Roz​ma​-

wia z ja​ki​miś dwo​ma fa​ce​ta​mi. Roz​mo​wa jest
naj​wy​raź​niej po​waż​na. Je​den z go​ści wy​cią​ga
ja​kiśpa​pieripo​da​jeAlek​so​wi.Wtymsa​mym
mo​men​cieAlexmnieza​uwa​ża.

Mówicośdofa​ce​tapohisz​pań​sku,poczym

skła​da kart​kę i cho​wa ją so​bie do kie​sze​ni.
Jegogłosjesttwar​dyiostry,taksamojakwy​-
razjegotwa​rzy.

—Cotytu,docho​le​ry,ro​bisz?—pyta.
—Jatyl​ko...
Nie mogę skoń​czyć, bo Alex ła​pie mnie za

ra​mię.

—Tytyl​kona​tych​miastwy​cho​dzisz.Ktocię

tu,docho​le​ry,przy​wiózł?

Za​sta​na​wiam się nad od​po​wie​dzią, gdy z

pół​mro​kuwy​ła​niasięPaco.

— Alex, pro​szę cię. Być może to Paco mnie

tuprzy​wiózł,alesamachcia​łam.

— Ty cu​le​ro — rzu​ca Alex i pusz​cza mnie,

pod​cho​dzącdoPaco.

background image

— Czy nie tak wy​glą​da two​ja przy​szłość,

Alex?—pytaPaco.—Cze​muwsty​dziszsiępo​-
ka​zaćswo​jejno​viiswójdru​gidom?

Alex wali Paco pię​ścią w twarz. Paco prze​-

wra​casię.Pod​bie​gamdonie​goirzu​camAlek​-
so​wiostre,ostrze​gaw​czespoj​rze​nie.

— Jak mo​głeś to zro​bić! — drę się. — To

twójnaj​lep​szyprzy​ja​ciel,Alex.

— Nie chcę, że​byś tu była! — Z ust Paco

ciek​nie struż​ka krwi. — Nie po​wi​nie​neś jej tu
przy​wo​zić — mówi Alex, już spo​koj​niej. — To
niemiej​scedlaniej.

—Anidlacie​bie,bra​chu—od​po​wia​daci​cho

Paco.—Ate​razza​bierzjąstąd.Dośćsięna​pa​-
trzy​ła.

—Chodźzemną—na​ka​zu​jemiAlexiwy​-

cią​gadomnierękę.

Za​miastdonie​gopo​dejść,uno​szęde​li​kat​nie

bro​dęPacoioglą​damob​ra​że​nia.

— Mój Boże, leci ci krew — mó​wię i czu​ję

przy​pływ pa​ni​ki. Od krwi robi mi się nie​do​-
brze. Krew i prze​moc za​wsze spra​wia​ją, że
tra​cęnadsobąpa​no​wa​nie.

Pacood​su​wała​god​niemojąrękę.
—Nicminiebę​dzie.Idźznim.
W ciem​no​ści roz​le​ga się ja​kiś tu​bal​ny głos i

mówicośdoAlek​saiPacopohisz​pań​sku.

Jesttakwład​czy,żeza​czy​namdrżeć.Wcze​-

background image

śniejsięnieba​łam,alete​razzde​cy​do​wa​niejuż
tak. Ten sam fa​cet roz​ma​wiał wcze​śniej z
Alek​sem.Manaso​bieciem​nygar​ni​turiśnież​-
no​bia​łą ko​szu​lę. Jego twarz mi​gnę​ła mi prze​-
lot​nie na ślu​bie. Ma kru​czo​czar​ne, za​cze​sa​ne
dotyłuwło​syibar​dzociem​nąkar​na​cję.Jed​no
spoj​rze​nie upew​nia mnie, że to ktoś bar​dzo
po​tęż​ny w La​ty​no​skiej Krwi. Po jego bo​kach
sta​ją dwaj po​staw​ni męż​czyź​ni o nie​przy​jem​-
nymwy​ra​zietwa​rzy.

Nada,Hec​tor—od​zy​wa​jąsięjed​nymgło​-

semAlexiPaco.

—Toza​bierzjąstąd,Fu​en​tes.
Alex bie​rze mnie za rękę i wy​pro​wa​dza

szyb​ko z ma​ga​zy​nu. Gdy wresz​cie wy​cho​dzi​-
my,wy​pusz​czamwstrzy​my​wa​nepo​wie​trze.

background image

48.Alex

Wy​no​śmysięstąd.Obo​je,mia​mor.Va​mos!
Od​dy​cham z ulgą, gdy wsia​dam na Ju​lio, a

Brit​ta​ny wska​ku​je za mną. Obej​mu​je mnie w
pa​sieiprzy​tu​lasięmoc​no,gdywy​jeż​dżamna
peł​nymga​ziezpar​kin​gu.

Pę​dzi​my uli​ca​mi tak, że wszyst​ko się roz​-

ma​zu​je. Nie za​trzy​mu​ję się na​wet wte​dy, gdy
za​czy​nalać.

—Mo​że​myjużsta​nąć?!—wrzesz​czyBrit​ta​-

ny,żebyprze​krzy​czećsza​le​ją​cąbu​rzę.

Za​trzy​mu​ję się pod sta​rym, nie​uży​wa​nym

mo​stem przy je​zio​rze. Cięż​kie kro​ple desz​czu
waląwbe​ton,alemymamyschro​nie​nie.

Brit​ta​nyze​ska​ku​jezmo​to​ru.
—Je​steśskoń​czo​nymidio​tą!—woła.—Nie

mo​żesz han​dlo​wać nar​ko​ty​ka​mi. To nie​bez​-
piecz​neigłu​pie,apozatymobie​ca​łeśmi.Mo​-
żesz tra​fić do wię​zie​nia. Do wię​zie​nia, Alex.
Możecie​bietonieru​sza,alemnietak.Niepo​-
zwo​lęcizruj​no​waćso​bieży​cia.

—Comamcipo​wie​dzieć?
— Nic. Wszyst​ko. Po​wiedz co​kol​wiek, że​-

bymnieczu​łasięjakkom​plet​nakre​tyn​ka.

— Praw​da jest taka... Brit​ta​ny, spójrz na

background image

mnie.

—Niemogę—mówi,wbi​ja​jącwzrokwza​-

ci​na​ją​cy deszcz. — Je​stem już zmę​czo​na cią​-
głymwy​obra​ża​niemso​bienaj​gor​sze​go.

Przy​cią​gamjądosie​bie.
— To prze​stań so​bie wy​obra​żać, mu​ne​ca.

Wszyst​kosamosięuło​ży.

—Ale...
— Żad​ne​go ale. Za​ufaj mi. — Za​my​kam jej

ustapo​ca​łun​kiem.Za​pachdesz​czuicia​ste​czek
uspo​ka​jamnie.

Obej​mu​ję ją w pa​sie. Ona chwy​ta mnie za

prze​mok​nię​te ra​mio​na i przy​cią​ga do sie​bie.
Wsu​wam jej ręce pod bluz​kę i moje pal​ce od​-
naj​du​jąjejpę​pek.

— Chodź tu do mnie. — Sa​dzam ją przed

sobąnamo​to​rze.

Ca​łu​ję ją bez wy​tchnie​nia. Szep​czę, jak cu​-

dow​nie czuć ją przy so​bie, plą​cząc w każ​dym
zda​niu hisz​pań​ski z an​giel​skim. Prze​su​wam
usta​mi wzdłuż jej szyi i za​trzy​mu​ję się ni​sko,
awte​dyonaod​chy​lasięlek​koipo​zwa​lazdjąć
so​bie bluz​kę. Mogę spra​wić, żeby za​po​mnia​ła
o wszyst​kim, co złe. Do cho​le​ry, kie​dy je​ste​-
śmyra​zem,po​tra​fięmy​ślećtyl​kooniej.

—Prze​sta​jęnadsobąpa​no​wać—przy​zna​je

Brit​ta​nyiza​gry​zawar​gę.Uwiel​biamtewar​gi.

— Ma​ma​ci​ta, ja już daw​no prze​sta​łem —

background image

mó​więiprzy​ci​skamsiędoniej,żebywie​dzia​-
ła,jakbar​dzojużmniepo​nio​sło.

Jejbio​draza​czy​na​jąpo​ru​szaćsiępo​wo​lituż

przymo​ich,za​pra​sza​jącmniedocze​goś,naco
nie za​słu​gu​ję. Mu​skam opusz​ka​mi pal​ców jej
usta.Ca​łu​jęje,ajapochwi​liprze​su​wamdłoń
wzdłużjejbro​dyiszyi,ażdopier​si.

Ła​piemniezarękę.
—Niechcęprze​sta​wać,Alex.
Obej​mu​jęjąca​łymcia​łem.
Takła​twomógł​bymjąwziąć.Cho​le​ra,sama

otopro​si.AleBógje​denwi​dzi,żeobu​dzi​łosię
chy​bawemniesu​mie​nie.

To przez ten szur​nię​ty za​kład z Luc​kym. I

przez to, co mó​wi​ła mama o tym, jak ła​two
moż​nadziew​czy​niespra​wićdziec​ko.

Gdy się za​kła​da​łem, nic nie czu​łem do tej

wie​lo​wy​mia​ro​wej bia​łej dziew​czy​ny. Ale te​-
raz... ja​sna cho​le​ra, nie chcę na​wet my​śleć o
swo​ich uczu​ciach. Nie​na​wi​dzę uczuć. Po​tra​fią
tyl​kospie​przyćczło​wie​ko​wiży​cie.Iniechpad​-
nętru​pem,alechcęsięko​chaćzBrit​ta​ny,anie
pie​przyćsięzniąnamo​to​rzejakzta​niądziw​-
ką.

Od​ry​wam ręce od jej bo​skie​go cia​ła, od jej

cu​er​poper​fec​to

—pierw​szaroz​sąd​narzecz,jaką

dziśzro​bi​łem.

—Niemogęcięwziąćwtenspo​sób.Nietu​-

background image

taj — mó​wię gło​sem za​chry​płym z nad​mia​ru
emo​cji. Ta dziew​czy​na była go​to​wa od​dać mi
swo​je cia​ło, mimo że wie, kim je​stem i co
mamza​miarzro​bić.Cięż​koza​ak​cep​to​waćrze​-
czy​wi​stość.

Spo​dzie​wam się zo​ba​czyć na jej twa​rzy za​-

wsty​dze​nie, może na​wet wście​kłość. Ale ona
tyl​kowtu​lasięwemnieiobej​mu​jemoc​no.Nie
róbmitego,mamocho​tępo​wie​dzieć.Za​miast
tegoprzy​tu​lamjązca​łychsiłdosie​bie.

—Ko​chamcię—szep​czetakci​cho,żerów​-

niedo​brzemo​głemusły​szećjejmyśl.

Nie—chcępo​wie​dzieć.No!No!
Czu​ję ucisk w ser​cu i przy​cią​gam ją do sie​-

bie moc​niej. Dios mio, gdy​by moje ży​cie było
inne, ni​g​dy nie po​zwo​lił​bym jej odejść. Za​nu​-
rzamtwarzwjejwło​sachiwy​obra​żamso​bie,
żeucie​ka​myra​zemzFa​ir​field.

Sie​dzi​mytakdłu​go,deszczdaw​nojużprze​-

stałpa​daćiczaswró​cićdorze​czy​wi​sto​ści.Po​-
ma​gam jej zsiąść z mo​to​ru, żeby mo​gła się
ubrać.

Brit​ta​nypa​trzynamniezna​dzie​ją:
—Po​je​dziesznatętrans​ak​cję?
Zsia​dam z Ju​lio i idę na ko​niec tu​ne​lu. Wy​-

sta​wiam rękę pod zim​ną wodę, wciąż ście​ka​-
ją​cązkra​wę​dzimo​stu.

—Mu​szę—mó​więod​wró​co​nyple​ca​mi.

background image

Sta​jeobokmnie.
— Cze​mu? Cze​mu mu​sisz zro​bić coś, przez

como​żesztra​fićdowię​zie​nia?

Obej​mu​ję dło​nią jej de​li​kat​ny, bla​dy po​li​-

czekiuśmie​chamsięsmut​no.

—Niewie​dzia​łaś,żeczłon​ko​wiegan​guhan​-

dlu​jąnar​ko​ty​ka​mi?Takaichrola.

—Więcodejdźzgan​gu.Napew​nojestja​kiś

spo​sób...

—Je​ślichceszodejść,spraw​dza​jątwo​jąwy​-

trzy​ma​łość.Cza​semciętor​tu​ru​ją,cza​sembiją.
Je​śli prze​ży​jesz, dro​ga wol​na. Ale mu​sisz wie​-
dzieć, pre​cio​sa, że tyl​ko raz wi​dzia​łem, żeby
ktoś wy​szedł z tego żywy. I fa​cet do tej pory
ża​łu​je, że prze​żył, bo tak go zma​sa​kro​wa​li.
Boże, ni​g​dy tego nie zro​zu​miesz. Mu​szę tam
byćzewzglę​dunaro​dzi​nę.

—Zewzglę​dunapie​nią​dze?
Pusz​czamjejrękę.
— Nie, nie ze wzglę​du na pie​nią​dze. — Od​-

chy​lam gło​wę i krzy​wię się po​iry​to​wa​ny. —
Mo​że​myzmie​nićte​mat?

— Ale ja nie zga​dzam się, że​byś ro​bił coś

nie​zgod​ne​gozpra​wem.

Qu​eri​da,to​biepo​trzeb​nyjestświę​ty.Albo

przy​naj​mniej du​chow​ny. A ja nie je​stem ani
jed​nym,anidru​gim.

—Czyjanieje​stemdlacie​bieważ​na?

background image

—Je​steś.
—Toudo​wod​nijmito.
Zdej​mu​ję z gło​wy ban​da​nę i prze​cze​su​ję

rękąwło​sy.

— Zda​jesz so​bie spra​wę, jak mi cięż​ko? Mi

ma​dre

 wy​ma​ga ode mnie, że​bym przez przy​-

na​leż​ność do Krwi za​pew​nił ro​dzi​nie bez​pie​-
czeń​stwo, ale nie chce się do tego przy​znać.
Hec​torchce,że​bymudo​wod​niłmuswo​jąlo​jal​-
ność wzglę​dem Krwi, a ty... je​dy​na oso​ba, z
któ​rąmógł​bymkie​dyśza​cząćży​cie,tyżą​dasz
do​wo​dów mi​ło​ści, któ​re mogą na​ra​zić na nie​-
bez​pie​czeń​stwo moją ro​dzi​nę. Wiesz, że mu​-
szętozro​bić.Inikt,na​wetty,niezmie​nimo​jej
de​cy​zji.Olu​ida​lo.Za​po​mnijotym.

—Zre​zy​gnu​jeszztego,conasłą​czy?
— Cho​le​ra, nie rób tego. Nie mu​si​my z ni​-

cze​gore​zy​gno​wać.

— Je​śli za​czniesz han​dlo​wać, to ko​niec. Ja

dla cie​bie... dla nas za​ry​zy​ko​wa​łam utra​tę
wszyst​kie​go. Przy​ja​ciół. Ro​dzi​ców. Wszyst​kie​-
go.Niemo​żeszzro​bićtegosa​me​go?

Rzu​cam jej swo​ją kurt​kę, bo za​czy​na dy​go​-

taćzzim​na.

—Masz.Ubierzsię.
No i tyle. Tak wy​glą​da moje ży​cie. Je​śli nie

jest w sta​nie tego za​ak​cep​to​wać, niech wra​ca
do Co​li​na Adam​sa. Albo ko​go​kol​wiek, kogo

background image

możeza​mie​nićwswo​jąla​lecz​kę.

Pro​si,że​bymod​wiózłjądoSier​ry.
— Chy​ba po​win​ni​śmy skoń​czyć pro​jekt z

che​miiod​dziel​nie—mówiBrit​ta​ny.Gdydo​jeż​-
dża​my do du​że​go domu na pla​ży, od​da​je mi
kurt​kę. — Chcesz skon​stru​ować ogrze​wa​cze
czywo​liszzro​bićopis?

—Tywy​bierz.
—Nie​źleso​biera​dzęzpi​sa​niem...
—Świet​nie.Jawta​kimra​ziezaj​męsięcałą

resz​tą.

—Alex,toniemusisiętakkoń​czyć.
Pa​trzę,jakdooczuna​pły​wa​jąjejłzy.Mu​szę

sięstądzmyć,za​nimza​czniepła​kać.Botonie
skoń​czysiędlamniedo​brze.

—Musi—rzu​camiod​jeż​dżam.

background image

49.Brittany

Po zu​ży​ciu dwóch opa​ko​wań chu​s​te​czek

Sier​ra prze​sta​ła pró​bo​wać mnie po​cie​szyć i
po​zwo​li​łamipopro​stupła​kać,pókinieza​snę.
Rano po​pro​si​łam, żeby nie roz​su​wa​ła za​słon i
nie pod​no​si​ła ro​let. W koń​cu co w tym złe​go,
żektośzo​sta​niecałydzieńwłóż​ku?

—Dzię​ki,żeniepo​wie​dzia​łaś:„Aniemó​wi​-

łam” — rzu​cam, prze​glą​da​jąc za​war​tość jej
sza​fywpo​szu​ki​wa​niucze​goś,comogęnasie​-
bie wło​żyć po tym, gdy już zmu​si​ła mnie do
wyj​ściazłóż​ka.

Sier​rastoiprzedto​a​let​kąisięma​lu​je.
— Nie po​wie​dzia​łam, ale zde​cy​do​wa​nie tak

my​ślę.

—Dzię​ki—rzu​camoschle.
Sier​ra wyj​mu​je z sza​fy dżin​sy i bluz​kę z

dłu​gi​mirę​ka​wa​mi.

—Masz,włóżto.Wmo​ichciu​chachniebę​-

dziesz wy​glą​dać na​wet w po​ło​wie tak do​brze,
jak w swo​ich, ale i tak dużo le​piej niż każ​da
innadziew​czy​nawFa​ir​field.

—Niemówtak.
—Cze​mu?Prze​cieżtopraw​da.
—Nie.Mamzagru​bągór​nąwar​gę.

background image

— Fa​ce​tom się po​do​ba. Gwiaz​dy fil​mo​we

pła​cągru​bąkasęzapo​więk​sze​nieust.

—Mamha​czy​ko​wa​tynos.
—Tyl​kopodokre​ślo​nymką​tem.
—Ikrzy​wecyc​ki.
— Są duże, Brit. A fa​ce​ci mają ob​se​sję na

punk​cie du​żych cyc​ków. Na​praw​dę mało ich
ob​cho​dzi, czy są krzy​we. — Za​cią​ga mnie
przed lu​stro. — Spójrz praw​dzie w oczy. Wy​-
glą​dasz jak mo​del​ka. No do​bra, te​raz masz
prze​krwio​ne i za​puch​nię​te oczy, bo całą noc
ry​cza​łaś. Ale poza tym nie ma się do cze​go
przy​cze​pić. Po​patrz na sie​bie w lu​strze, Brit i
po​wiedznagłos:Je​stembo​ska.

—Nie.
— No spró​buj. Od razu le​piej się po​czu​jesz.

Po​patrz w lu​stro i wrza​śnij: Moje cyc​ki są su​-
per!

—Nie-e.
— A mo​żesz cho​ciaż przy​znać, że masz

świet​newło​sy?

Pa​trzęnaSier​rę.
—Tymó​wiszdoswo​je​good​bi​cia?
—Tak.Chceszzo​ba​czyć?—Od​su​wamniei

pod​cho​dzidolu​stra.—Nie​źle,Sier​ra—mówi
do sie​bie. — Doug to praw​dzi​wy szczę​ściarz.
—Od​wra​casiędomnie.—Wi​dzisz,toła​twe.

Za​miastsięśmiać,za​czy​nampła​kać.

background image

—Je​stemażtakabrzyd​ka?
Krę​cęgło​wą.
—Pła​czesz,boniemamciu​chówzbły​skot​-

ka​mi? Wiem, że mama wy​wa​li​ła cię z domu,
ale może po​zwo​li nam za​brać tro​chę rze​czy z
two​jej sza​fy? Nie wiem, jak dłu​go bę​dziesz
chcia​ła no​sić roz​miar trzy​dzie​ści osiem, sko​ro
samano​sisztrzy​dzie​ściczte​ry.

Mama nie dzwo​ni​ła wczo​raj, żeby spraw​-

dzić, czy tu je​stem. Ra​czej tego ocze​ki​wa​łam,
ale z dru​giej stro​ny ona rzad​ko kie​dy speł​nia
mojeocze​ki​wa​nia.Atata...pew​niewogó​lenie
wie, że nie wró​ci​łam do domu na noc. Mogą
so​bieza​trzy​maćmojeciu​chy.Cho​ciażpew​niei
tak za​krad​nę się do domu w cią​gu dnia, żeby
zo​ba​czyćsięzShel​ley.

—Mogęcicośdo​ra​dzić?—pytaSier​ra.
Pa​trzęnaniąnie​pew​nie.
—Niewiem.Odpo​cząt​kucisięniepo​do​ba​-

ło,żespo​ty​kamsięzAlek​sem.

—Nie​praw​da,Brit.Niemó​wi​łamcitego,ale

tona​praw​dęfaj​nyfa​cet,jakjużsiętro​chęwy​-
lu​zu​je. Wte​dy w Lake Ge​ne​va świet​nie się ba​-
wi​łam.Dougteżipo​wie​działna​wet,żeAlexto
faj​ny kum​pel. Nie wiem, co mię​dzy wami za​-
szło, ale albo mu​sisz o nim za​po​mnieć, albo
wy​to​czyćcałyswójar​se​nał.

—Takwła​śniepo​stę​pu​jeszzDo​ugiem?

background image

Sier​rauśmie​chasię.
—Cza​semDougpo​trze​bu​jema​łe​gowstrzą​-

su. Gdy nasz zwią​zek robi się zbyt spo​koj​ny,
tro​chę go pod​krę​cam. Nie zro​zum mnie źle.
Nie mó​wię, że masz za​cząć uga​niać się za
Alek​sem.

Aleje​ślina​praw​dęcinanimza​le​ży,toprze​-

cieżciniepo​wiem,że​byśonie​goniewal​czy​ła?
Brit,nie​na​wi​dzę,jakje​steśsmut​na.

—AzAlek​semby​łamszczę​śli​wa?
— Chy​ba ra​czej mia​łaś na jego punk​cie ob​-

se​sję.Aletak,szczę​śli​wateżby​łaś.Takszczę​-
śli​wa, jak już dłu​go, dłu​go nie by​łaś. W przy​-
pad​kuczło​wie​ka,naktó​rymtakbar​dzociza​-
le​ży,bóljestrów​niein​ten​syw​nyjakwcze​śniej
szczę​ście.Czytomaja​kiśsens?

—Ma.Alewy​cho​dziteżnato,żecier​pięna

cho​ro​bęma​nia​kal​no-de​pre​syj​ną.

—Tonor​mal​newmi​ło​ści.

background image

50.Alex

Na​stęp​ne​godniapowi​zy​cieBrit​ta​nywma​-

ga​zy​niejemśnia​da​nie,gdyzadrzwia​mimo​je​-
godomumigamiczy​jaśwy​go​lo​nagło​wa.

—Paco,je​ślitoty,to,docho​le​ry,le​piejna​-

wetdomnieniepod​chodź!—krzy​czę.

Mi’ama

trze​piemniewtyłgło​wy.

—Nieod​nośsięwtenspo​sóbdoprzy​ja​ciół,

Ale​jan​dro.

Wra​cam do je​dze​nia, pod​czas gdy mama

otwie​radrzwitemu...zdraj​cy.

— Chy​ba się już na mnie nie gnie​wasz? —

pytaPaco.—Czygnie​wasz?

— Oczy​wi​ście, że się na cie​bie nie gnie​wa,

Paco. Sia​daj i zjedz z nami. Przy​go​to​wa​łam
cho​ri​zoconhu​evos.

Paco ma czel​ność po​kle​pać mnie po ra​mie​-

niu.

—Wy​ba​czamci,sta​ry.
Pod​no​szęgło​węipa​trzęnaj​pierwnamia​mę,

żeby się upew​nić, że jest czymś za​ję​ta, a po​-
temnanie​go.

—Tywy​ba​czaszmnie?
— Pa​skud​nie roz​wa​li​łeś so​bie war​gę, Paco

—za​uwa​żamama,oce​nia​jącmojedzie​ło.

background image

Pacomacasięde​li​kat​niepoustach.
— Tak, na​dzia​łem się na pięść. Wie pani,

jaktojest.

— Nie bar​dzo. Ale je​śli bę​dziesz na​dzie​wać

sięnazbytwie​lepię​ści,wy​lą​du​jeszwkoń​cuw
szpi​ta​lu—ostrze​gaikiwananie​gopal​cem.—
Nodo​brze,idędopra​cy.Paco,trzy​majsiędziś
z da​le​ka od pię​ści, si? Nie za​po​mnij za​mknąć
domu na klucz, jak bę​dziesz wy​cho​dzić, Ale​-
jan​dro,por​fis...—pro​si.

Pa​trzęzwście​kło​ściąnaPaco.
—Co?
— Do​brze wiesz co. Jak mo​głeś przy​wieźć

Brit​ta​nydoma​ga​zy​nu?

—Prze​pra​szam—mówiPaco,po​chła​nia​jąc

na​sześnia​da​nie.

—Wca​leniejestciprzy​kro.
—Nodo​bra,maszra​cję.Niejest.
Pa​trzęzobrzy​dze​niem,jakzgar​niapal​ca​mi

jaj​kaikieł​ba​sęiwrzu​cajeso​biedobuzi.

— W ogó​le nie wiem, cze​mu się z tobą za​-

da​ję—stwier​dzam.

—Notojaksiępo​to​czy​ływczo​rajspra​wyz

Brit​ta​ny? — pyta Paco, wy​cho​dząc za mną z
domu.

Śnia​da​niesta​jemiwgar​dleitonienasku​-

tekkul​tu​ryje​dze​niaPaco.Ła​pięgozafra​ki.

— Ze mną i Brit​ta​ny ko​niec. Nie wy​po​wia​-

background image

dajna​wetprzymniejejimie​nia.

— O wil​ku mowa — mówi Paco i wy​cią​ga

szy​ję. Pusz​czam go i od​wra​cam się, spo​dzie​-
wa​jąc się zo​ba​czyć Brit​ta​ny. Ale nie ma jej, a
chwi​lępóź​niejpięśćPacolą​du​jenamo​jejtwa​-
rzy.

—Te​razje​ste​śmykwi​ta.Ataknamar​gi​ne​-

sie,chło​pie,zpan​nąEl​listopo​waż​naspra​wa,
sko​ro nie po​zwa​lasz mi na​wet wy​po​wia​dać
przyto​biejejimie​nia.Wiem,żemógł​byśmnie
za​bićgo​ły​mirę​ka​mi—mówiPaco—alewiesz
co...ja​kośniewy​da​jemisię,że​byśtozro​bił.

Ma​camsiępotwa​rzyiczu​jękrew.
—Niebył​bymwca​letakipew​ny.Po​wiemci

coś. Nie sko​pię ci tył​ka pod wa​run​kiem, że
prze​sta​nieszsięmie​szaćwmojespra​wy.Ity​-
czysiętoza​rów​noHec​to​ra,jakipan​nyEl​lis.

—Mu​szęprzy​znać,żemie​sza​jącsięwtwo​-

je spra​wy, mam nie​zły ubaw. Cho​le​ra, na​wet
lań​sko, któ​re spu​ścił mi wczo​raj sta​ry, bo był
kom​plet​nieza​la​ny,nieza​pew​niamita​kiejroz​-
ryw​kijaktwo​jeży​cie.

Spusz​czamgło​wę.
— Prze​pra​szam, Paco. Nie po​wi​nie​nem był

ciębić.Twójsta​rywy​star​cza​ją​cocięleje.

Pacomru​czytyl​ko„spo​ko”.
Wczo​rajporazpierw​szyża​ło​wa​łem,żeko​-

gośude​rzy​łem.Oj​ciecPacolejegoztakąre​gu​-

background image

lar​no​ścią, że chło​pak ma już pew​nie od tego
bli​zny. Je​stem skoń​czo​nym dra​niem, że go
ude​rzy​łem. W pew​nym sen​sie cie​szę się, że
mię​dzymnąiBrit​ta​nytoko​niec.Przyniejnie
je​stemwsta​niepa​no​waćnadswo​imiuczu​cia​-
miiemo​cja​mi.

Mamtyl​kona​dzie​ję,żepozache​miąudami

się jej ja​koś uni​kać. No, ja​sne. Na​wet gdy nie
ma jej przy mnie fi​zycz​nie i tak cią​gle o niej
my​ślę.

Do​bre w moim roz​sta​niu z Brit​ta​ny jest to,

że w cią​gu ostat​nich dwóch ty​go​dni mia​łem
czas za​sta​no​wić się nad mor​der​stwem taty.
Przed ocza​mi za​czy​na​ją mi się po​ja​wiać prze​-
bły​ski tam​te​go wie​czo​ru. Coś się nie zga​dza,
ale nie po​tra​fię stwier​dzić co. Tata śmiał się i
roz​ma​wiał,akie​dyktośwy​ce​lo​wałwnie​gopi​-
sto​let, był zszo​ko​wa​ny i zde​ner​wo​wa​ny. Nie
po​wi​niencałyczasza​cho​wy​waćsięnie​uf​nie?

Dziś jest Hal​lo​we​en, wie​czór, któ​ry Hec​tor

wy​brał na trans​ak​cję. Przez cały dzień je​stem
nie​spo​koj​ny. Zro​bi​łem dziś sie​dem sa​mo​cho​-
dów:odwy​mia​nyole​jupowy​mia​nęzu​ży​tych,
prze​cie​ka​ją​cychuszcze​lek.

Zo​sta​wi​łempi​sto​letHec​to​rawszu​fla​dziew

sy​pial​ni, bo nie chcę cho​dzić uzbro​jo​ny, póki
nie bę​dzie to ab​so​lut​nie ko​niecz​ne. Choć wła​-
ści​wiepo​stą​pi​łemgłu​pio,botoprze​cieżpierw​-

background image

szazwie​lutrans​ak​cji,któ​rebędęmu​siałwży​-
ciuprze​pro​wa​dzić.

Je​steś jak twój sta​ry. Od​py​cham we​wnętrz​-

nygłos,któ​ryprzezcałydzieńniedajemispo​-
ko​ju.Comoelvie​jo.

Tosil​niej​szeodemnie.Całyczasprzy​po​mi​-

namisię,jaktatamó​wił:„So​moscu​ates,Ale​jan​-
dro.

 Ty i ja je​ste​śmy naj​lep​szy​mi kum​pla​mi”.

Za​wsze mó​wił po hisz​pań​sku, jak​by ni​g​dy nie
wy​je​chał z Mek​sy​ku. „Pew​ne​go dnia bę​dziesz
taki sil​ny jak tata?” — py​tał po hisz​pań​sku.
Mójoj​ciecbyłdlamnieza​wszenie​maljakBóg.
Cla​ro,papa.Chcębyćtakijakty”.

Oj​ciecni​g​dyminiepo​wie​dział,żemogębyć

kimślep​szym,żemogęosią​gnąćcoświę​cejniż
on.Adziśudo​wod​nię,żeje​stemjegowier​nym
od​bi​ciem. Sta​ra​łem się być inny, mó​wiąc Car​-
lo​so​wiiLu​iso​wi,żemogąpójśćinnądro​gą.Ale
je​stem idio​tą, sko​ro są​dzę, że mogę sta​no​wić
dlanichja​ki​kol​wiekprzy​kład.

Za​czy​nam my​śleć o Brit​ta​ny. Sta​ra​łem się

za​po​mnieć o tym, że wy​bie​ra się dziś z kimś
in​nym na bal z oka​zji Hal​lo​we​en. Po​dob​no ze
swo​imdaw​nymchło​pa​kiem.Sta​ramsięod​su​-
nąć od sie​bie myśl, że ja​kiś inny fa​cet po​ło​ży
naniejswo​jełap​ska.

Na pew​no ją dziś po​ca​łu​je. Bo kto nie

chciał​bypo​ca​ło​waćtychsłod​kich,de​li​kat​nych,

background image

cu​dow​nychust?

Mamza​miardziśpra​co​waćdosa​me​gowie​-

czo​ra,pókiniebędęmu​siałje​chaćnaak​cję.Bo
gdy​bymzo​stałsamwdomu,chy​ba​bymztego
wszyst​kie​goosza​lał.

Ni​tow​ni​ca wy​my​ka mi się z rąk i ude​rza

mnie w czo​ło. Za​miast wście​kać się na sie​bie,
zwa​lam wszyst​ko na Brit​ta​ny. A o ósmej je​-
stem już na nią mak​sy​mal​nie wku​rzo​ny, nie​-
za​leż​nieodtego,czynatoza​słu​ży​ła,czynie.

background image

51.Brittany

Sto​ję przed Warsz​ta​tem Sa​mo​cho​do​wym

En​ri​queiod​dy​chamgłę​bo​ko,żebysięuspo​ko​-
ić. Ni​g​dzie nie wi​dać cam​ry En​ri​que, więc
wiem,żeAlexjestsam.

Mamza​miargouwieść.
Je​ślito,comamnaso​bie,niewy​star​czy,to

nic nie wy​star​czy. Daję mu... wy​ta​czam cały
swójar​se​nał.Stu​kamdodrzwi,poczymza​ci​-
skam moc​no po​wie​ki i bła​gam w du​chu, żeby
wszyst​kopo​szłozgod​niezpla​nem.

Roz​chy​lam swój dłu​gi, srebr​ny, sa​ty​no​wy

płaszcziczu​jęnago​łejskó​rzepo​wiewzim​ne​-
go wie​czor​ne​go po​wie​trza. Gdy skrzy​pie​nie
drzwiin​for​mu​jemnieopo​ja​wie​niusięAlek​sa,
uchy​lam po​wo​li po​wie​ki. Ale to nie czar​ne
oczyAlek​sawpa​tru​jąsięwmojeską​poodzia​-
ne cia​ło. To En​ri​que gapi się na mój ró​żo​wy
ko​ron​ko​wy sta​nik i spód​nicz​kę che​er​le​ader​ki,
jak​bydo​sta​łamusięgwiazd​kaznie​ba.

Skrę​ca​jąc się ze wsty​du, owi​jam się szyb​ko

płasz​czem. Naj​chęt​niej owi​nę​ła​bym się nim
dwarazy.

— Ehm, Alex — par​ska śmie​chem En​ri​que.

— Ktoś ci przy​szedł zro​bić psi​ku​sa na Hal​lo​-

background image

we​en.

Je​stem pew​nie czer​wo​na jak bu​rak, ale je​-

stem też zde​ter​mi​no​wa​na do​pro​wa​dzić spra​-
wędokoń​ca.Przy​szłampo​ka​zaćAlek​so​wi,że
niemamza​mia​rugoopusz​czać.

— Kto to? — od​zy​wa się ze środ​ka głos

Alek​sa.

— Wła​śnie wy​cho​dzi​łem — mówi En​ri​que,

wy​mi​ja​jąc mnie. — Po​wiedz Alek​so​wi, żeby
za​mknąłdrzwi.Adiós.

En​ri​que idzie ciem​ną uli​cą, nu​cąc coś pod

no​sem.

— Hej, En​ri​que. Qu​ien esta ahi? Kto to? —

głos Alek​sa cich​nie, gdy do​cho​dzi pod drzwi
warsz​ta​tu.Pa​trzynamniezewzgar​dą.—Zgu​-
bi​łaśdro​gęczypo​psułcisięsa​mo​chód?

—Anijed​no,anidru​gie—mó​wię.
— Pła​tasz hal​lo​we​eno​we psi​ku​sy po mo​jej

stro​niemia​sta?

—Nie.
—Mię​dzynamiko​niec,mu​jer. Me oyes? Sły​-

szysz?Cze​mucią​glepo​ja​wiaszsięwmoimży​-
ciu i ro​bisz mi baj​zel w gło​wie? Poza tym nie
mia​łaś iść przy​pad​kiem na bal z ja​kimś fa​ga​-
semzcol​le​ge’u?

—Spła​wi​łamgo.Mo​że​mypo​ga​dać?
— Słu​chaj. Zo​sta​ło mi jesz​cze cho​ler​nie

dużoro​bo​ty.Pocoprzy​szłaś?IgdziejestEn​ri​-

background image

que?

—On,eee,wy​szedł—od​po​wia​damner​wo​-

wo.—Chy​bagowy​pło​szy​łam.

—Ty?Niewy​da​jemisię.
—Po​ka​za​łammu,comampodpłasz​czem.
Alexuno​siwy​so​kobrwi.
—Wpuśćmniedośrod​ka,za​nimza​mar​z​nę.

Bła​gam. — Oglą​dam się za sie​bie. Ciem​ność
wy​da​je się za​chę​ca​ją​ca i ser​ce za​czy​na mi
moc​niej bić. Za​cią​gam cia​śniej płaszcz, bo z
zim​na mam już gę​sią skór​kę. Za​czy​nam się
trząść.

Alex wzdy​cha, wpusz​cza mnie do warsz​ta​-

tuiza​my​kadrzwi.Naszczę​ścienaśrod​kustoi
grzej​nik.Pod​cho​dzędonie​goiroz​cie​ramso​bie
ręce.

—Słu​chaj,takna​praw​dęcie​szęsię,żeprzy​-

szłaś.Aleczyprzy​pad​kiemzesobąnieze​rwa​-
li​śmy?

—Chcęnamdaćjesz​czejed​nąszan​sę.Uda​-

wa​nie,żero​bi​mytyl​kowspól​nypro​jektzche​-
mii,byłodlamnietor​tu​rą.Tę​sk​nięzatobą.Ty
zamnąnie?

Alex ma scep​tycz​ną minę. Prze​krzy​wia lek​-

ko gło​wę, jak​by nie do koń​ca do​wie​rzał wła​-
snymuszom.

—Wiesz,żecią​gleje​stemwKrwi.
— Wiem. Zga​dzam się na tyle, ile mo​żesz

background image

midać,Alex.

— Ni​g​dy nie będę w sta​nie spro​stać two​im

ocze​ki​wa​niom.

—Aco,je​ślicipo​wiem,żeniebędęni​cze​go

ocze​ki​wać?

Alex robi głę​bo​ki wdech, po czym wy​pusz​-

cza po​wo​li po​wie​trze. Wi​dzę, że in​ten​syw​nie
się za​sta​na​wia, bo robi się na​gle bar​dzo po​-
waż​ny.

—Wieszco—mówi.—Do​trzy​majmito​wa​-

rzy​stwaprzyko​la​cji.Niebędęcięna​wetpy​tać,
co masz... albo cze​go nie masz... pod płasz​-
czem.Zgo​da?

Uśmie​cham się nie​pew​nie i przy​gła​dzam

wło​sy.

—Zgo​da.
— Nie mu​sisz tego dla mnie ro​bić — mówi,

de​li​kat​nieod​su​wa​jącmojąrękęodwło​sów.—
Przy​nio​sękoc,że​byśsięniepo​bru​dzi​ła.

Cze​kam,ażwy​cią​gniezsza​fyczy​styja​sno​-

zie​lo​nykoc.

Sia​da​mynanim,aAlexzer​kanaze​ga​rek.
— Chcesz tro​chę? — pyta, wska​zu​jąc na

swo​jąko​la​cję.

Możeje​dze​niemnieodro​bi​nęroz​luź​ni.
—Acoto?
— En​chi​la​das. Mia​ma robi bo​skie en​chi​la​dy.

—Na​bi​janawi​de​lecka​wa​łe​czekipod​su​wami

background image

do ust. — Je​śli nie je​steś przy​zwy​cza​jo​na do
takpi​kant​ne​goje​dze​nia...

— Uwiel​biam pi​kant​ne — prze​ry​wam mu i

bio​rę kęs do ust. Za​czy​nam żuć, czu​jąc przy​-
jem​ną mie​szan​kę sma​ków. Prze​ły​kam, a mój
ję​zyk po​wo​li zaj​mu​je się ży​wym ogniem.
Gdzieśwtlepo​zo​stałsmak,aledro​gędonie​go
za​gra​dza​jąpło​mie​nie.

— Ostre — uda​je mi się tyl​ko wy​du​sić, gdy

sta​ramsięprze​łknąćśli​nę.

—Uprze​dza​łem.—Alexpo​da​jemiku​bek,z

któ​re​gopił.—Masz,na​pijsię.Zwy​klepo​ma​ga
mle​ko,alemamtyl​kowodę.

Wy​ry​wammuku​bek.Płynchło​dzimiję​zyk,

ale gdy tyl​ko do​pi​jam wodę, mam wra​że​nie,
jak​byktośznówdo​rzu​ciłdoognia.

—Wody...
Na​peł​niamijesz​czeje​denku​bek.
—Masz,na​pijsięjesz​cze,choćtora​czejnie

po​mo​że.Za​razsamoprzej​dzie.

Za​miastpić,wkła​damtyl​koję​zykdochłod​-

nejwodyitrzy​mamgotak.Aaach...

—Wpo​rząd​ku?
—Afy​klą​tamfpo​sząt​ku?—py​tam.
— Z tym ję​zy​kiem w wo​dzie wy​glą​dasz

wręczpod​nie​ca​ją​co.Zjeszjesz​czeodro​bi​nę?—
pyta zło​śli​wie i znów za​cho​wu​je się jak Alex,
któ​re​goznam.

background image

—Nesię​ku​je.
—Ję​zykda​lejpie​cze?
Wyj​mu​jęję​zykzwody.
— Mam wra​że​nie, jak​by bie​ga​ło mi po nim

mi​lionpił​ka​rzywkor​kach.

—Auć—mówiześmie​chem.—Wiesz,sły​-

sza​łemkie​dyś,żepo​noćca​ło​wa​niepo​ma​gana
pie​cze​nie.

— Czy w ten ża​ło​sny spo​sób da​jesz mi do

zro​zu​mie​nia,żechceszmniepo​ca​ło​wać?

Pa​trzymiwoczyihip​no​ty​zu​jemnieswo​im

ciem​nymspoj​rze​niem.

Qu​eri​da,za​wszechcęcięca​ło​wać.
— Oba​wiam się, że to nie bę​dzie ta​kie pro​-

ste,Alex.Mu​siszminaj​pierwod​po​wie​dziećna
parępy​tań.Naj​pierwod​po​wie​dzi,po​temca​ło​-
wa​nie.

— Czy po to tu przy​szłaś bez ubra​nia pod

płasz​czem?

—Aktopo​wie​dział,żeniemamubra​nia?—

mó​więina​chy​lamsiębli​żej.

Alexod​sta​wiata​lerz.
Na​wetje​ślida​lejpaląmnieusta,toprze​sta​-

łam już na to zwra​cać uwa​gę. Pora prze​jąć
kon​tro​lęnadsy​tu​acją.

—Za​graj​my,Alex.Na​zy​wamtęgrę„Roz​bie​-

ra​ne py​ta​nia”. Po za​da​niu każ​de​go py​ta​nia
mu​siszzdjąćzsie​biejed​nąrzecz.Tosamoja.

background image

— Wy​cho​dzi na to, że mogę za​dać sie​dem,

qu​eri​da.

Aty?

— Roz​bie​raj się, Alex. Wła​śnie za​da​łeś

pierw​szepy​ta​nie.

Kiwatyl​kogło​wąiścią​gabut.
— Cze​mu nie za​czniesz od ko​szu​li? — py​-

tam.

—Wła​śnieza​da​łaśpy​ta​nie.Two​jako​lej...
—Toniebyłopy​ta​nie—upie​ramsię.
— Za​py​ta​łaś, cze​mu nie za​cznę od ko​szu​li.

—Wy​szcze​rzasięwuśmie​chu.

Ser​ce za​czy​na mi wa​lić. Ścią​gam spód​nicz​-

kę, cały czas za​ci​ska​jąc płaszcz moc​no wo​kół
sie​bie.

—Te​razzo​sta​łymiczte​ry.
Alex usi​łu​je trzy​mać się na dy​stans, ale w

jego oczach wi​dzę to samo po​żą​da​nie co kie​-
dyś.Ztwa​rzyzni​kamugłu​piuśmiechiob​li​zu​-
jewar​gi.

— Mam strasz​ną ocho​tę na pa​pie​ro​sa.

Szko​da,żeznówrzu​ci​łem.Czte​ry,mó​wisz?

—Dziw​nieprzy​po​mi​namitopy​ta​nie,Alex.
Krę​cigło​wą.
—Nie,mą​dra​lo,toniebyłopy​ta​nie.Alesta​-

ra​łaś się. Hm, zo​bacz​my. Dla​cze​go tak na​-
praw​dętuprzy​szłaś?

— Chcia​łam ci po​ka​zać, jak bar​dzo cię ko​-

cham—od​po​wia​dam.

background image

Alexmru​gakil​karazy,alepozatymwogó​-

leponimniewi​dać,coczu​je.Tymra​zemścią​-
ga przez gło​wę ko​szu​lę. Rzu​ca ją na bok, od​-
sła​nia​jącswójciem​nybrzuchzwy​raź​nieza​ry​-
so​wa​ny​mimię​śnia​mi.

Klę​kam tuż przy nim, li​cząc, że po​ku​sa bę​-

dzieprzeztosil​niej​szaiżezdo​łamwy​trą​cićgo
zrów​no​wa​gi.

—Chcesziśćnastu​dia?Mówpraw​dę.
Wahasię.
—Tak.Gdy​bymojeży​ciewy​glą​da​łoina​czej.
Zrzu​camje​densan​dał.
—Upra​wia​łaśsekszCo​li​nem?—pyta.
—Nie.
Nie spusz​cza​jąc ze mnie wzro​ku, zdej​mu​je

pra​wybut.

—Ro​bi​łeśtozCar​men?—py​tam.
Wahasię.
—Niechcesztegosłu​chać.
— Chcę. Chcę wie​dzieć wszyst​ko. Z ilo​ma

dziew​czy​na​miby​łeś,zkimmia​łeśswójpierw​-
szyraz...

Ma​su​jesiępokar​ku,jak​bymiałspię​temię​-

śnieimu​siałjeroz​luź​nić.

— To spo​ro py​tań. — Ocią​ga się chwi​lę. —

Car​menija...nowięctak,upra​wia​li​śmyseks.
Ostat​nimra​zemwkwiet​niu,za​nimsiędo​wie​-
dzia​łem,żesy​piazewszyst​ki​mi,jakpo​pad​nie.

background image

Przed Car​men wspo​mnie​nia tro​chę się za​ma​-
zu​ją.Mia​łemwte​dymniejwię​cejrocz​nyokres,
kie​dy co kil​ka ty​go​dni spo​ty​ka​łem się z inną
dziew​czy​ną. I z więk​szo​ścią spa​łem. To było
strasz​ne.

—Za​wszesięza​bez​pie​cza​łeś?
—Tak.
—Atwójpierw​szyraz?
—Pierw​szyrazbyłzIsa​bel.
—ZIsa​belAvi​lą?—py​tamzszo​ko​wa​na.
Kiwagło​wą.
— Ale to nie tak, jak my​ślisz. To było pod​-

czaswa​ka​cjiprzedogól​nia​kiem.Obo​jechcie​li​-
śmymiećjużtozasobąiprze​ko​naćsię,skąd
cały ten szum wo​kół sek​su. Było do bani. Ja
by​łem nie​po​rad​ny, a Isa pra​wie cały czas się
śmia​ła.Obo​jedo​szli​śmydownio​sku,żero​bie​-
nietegozprzy​ja​cie​lem,któ​re​gotrak​tu​jesznie​-
maljakro​dzeń​stwo,tonaj​gor​szymoż​li​wypo​-
mysł. Okej, po​wie​dzia​łem ci już wszyst​ko. A
te​razzdej​muj,pro​szę,kur​tecz​kę.

—Nietakszyb​ko,mu​cha​cho.Sko​rospa​łeśz

ty​lo​madziew​czy​na​mi,skądmamwie​dzieć,że
nicniezła​pa​łeś?Po​wiedz,żesięprze​ba​da​łeś.

—Wszpi​ta​lu,gdyza​kła​da​limiklam​ry,zro​-

bi​limiwszyst​kieba​da​nia.Mo​żeszbyćspo​koj​-
na,je​stemczy​sty.

— Ja też. Na wy​pa​dek, gdy​byś się za​sta​na​-

background image

wiał. — Zdej​mu​ję dru​gi san​dał i cie​szę się, że
sięzemnieniena​bi​jałiżenieochrza​niłzato,
żeza​da​łamwię​cejniżjed​nopy​ta​nie.—Two​ja
ko​lej.

—My​śla​łaśotym,żebysięzemnąko​chać?

— Zsu​wa skar​pet​kę, za​nim zdą​żę od​po​wie​-
dziećnajegopy​ta​nie.

background image

52.Alex

Tak — od​po​wia​da. — A ty my​ślisz o tym,

żebyko​chaćsięzemną?

Więk​szość nocy leżę i ma​rzę o tym, żeby

spaćobokniej...żebysięzniąko​chać.

— W tej chwi​li, mu​ne​ca, my​ślę wy​łącz​nie o

tym,żebysięztobąko​chać.—Zer​kamnaze​-
ga​rek.Nie​dłu​gomu​szęiść.Di​le​rzymająwdu​-
pietwo​jeży​cieoso​bi​ste.Niemogęsięspóź​nić,
ale tak cho​ler​nie jej pra​gnę. — Twój płaszcz
jest na​stęp​ny. Je​steś pew​na, że chcesz da​lej
grać?

Zsu​wam dru​gą skar​pet​kę. Zo​sta​ły mi jesz​-

czetyl​kodżin​syisli​py.

—Tak,chcęda​lejgrać.—Uśmie​chasięsze​-

ro​ko,ajejpięk​ne,ró​żo​weustalśniąwświe​tle
lam​py. — Zgaś świa​tło, za​nim... zdej​mę
płaszcz.

Ga​szęświa​tłoiprzy​glą​damsię,jakBrit​ta​ny

sta​je na kocu i roz​pi​na drżą​cy​mi pal​ca​mi
płaszcz. Pa​trzę jak za​hip​no​ty​zo​wa​ny, zwłasz​-
cza gdy ona zwra​ca na mnie spoj​rze​nie tych
swo​ich przej​rzy​stych oczu, lśnią​cych z po​żą​-
da​nia.

Roz​chy​la po​wo​li płaszcz, a moim oczom

background image

uka​zu​je się pre​zent, któ​ry się pod nim kry​je.
Pod​cho​dzidomnie,alepo​ty​kasięole​żą​cyna
zie​mibut.

Ła​pię ją, usa​dzam na mięk​kim kocu i za​-

trzy​mu​jęsiępo​chy​lo​nynadnią.

— Dzię​ki, że mnie przy​trzy​ma​łeś — mówi

beztchu.

Od​gar​niam jej z twa​rzy ko​smyk wło​sów i

sia​damobok.

Brit​ta​ny obej​mu​je mnie rę​ka​mi za szy​ję, a

japrzezresz​tęży​cianiechcęro​bićnicin​ne​go,
tyl​ko chro​nić tę dziew​czy​nę. Roz​chy​lam jej
płaszcz i od​su​wam się lek​ko. Moim oczom
uka​zu​je się ró​żo​wy ko​ron​ko​wy sta​nik. I nic
pozatym.

Comounan​gel—szep​czę.Jakanioł.
—Ko​niecza​ba​wy?—pytaBrit​ta​nyzde​ner​-

wo​wa​nymgło​sem.

— Zde​cy​do​wa​nie tak, qu​eri​da. Bo to, co za​-

razzro​bi​my,tonapew​nonieza​ba​wa.

Jejza​dba​nepal​cedo​ty​ka​jąmo​jejpier​si.Czy

wy​czu​wapodswo​jądło​niąbi​ciemo​je​goser​ca?

—Przy​nio​słampre​zer​wa​ty​wy—mówi.
Gdy​bym wie​dział... gdy​bym choć po​dej​rze​-

wał, że dziś bę​dzie „ta noc”... był​bym przy​go​-
to​wa​ny.Chy​bani​g​dydokoń​caniewie​rzy​łem,
żena​praw​dęmię​dzynamidotegodoj​dzie.

Brit​ta​ny się​ga do kie​sze​ni płasz​cza i wy​sy​-

background image

pu​jenakockil​ka​na​ściepre​zer​wa​tyw.

—Za​pla​no​wa​łaśca​ło​noc​nehar​ce?
Za​wsty​dzo​na,za​sła​niatwarzdłoń​mi.
—Wzię​łampopro​stutro​chę.
Od​su​wam jej dło​nie i sty​kam się z nią czo​-

łem.

—Żar​to​wa​łem.Niewstydźsięmnie.
Zsu​wam jej z ra​mion płaszcz i wiem, że

strasz​nie cięż​ko mi dziś bę​dzie ją zo​sta​wić.
Chciał​bym, że​by​śmy mie​li dla sie​bie całą noc.
Ależy​cze​niaspeł​nia​jąsiętyl​kowbaj​kach.

—Nie...niezdej​mieszspodni?—pyta.
—Za​raz.—Chciał​bymmócsięniespie​szyć

i spra​wić, żeby ta noc trwa​ła wiecz​nie. To jak
zna​leźć się w nie​bie ze świa​do​mo​ścią, że na​-
stęp​ny przy​sta​nek to pie​kło. Moje po​ca​łun​ki
wy​ty​cza​ją po​wol​ny szlak wzdłuż jej szyi i ra​-
mion.

— Je​stem dzie​wi​cą, Alex. A je​śli zro​bię coś

źle?

— Tu nie ma żad​ne​go źle. To nie spraw​-

dzian z che​mii. To ty i ja. Resz​ta świa​ta w tej
chwi​linieist​nie​je,okej?

— Okej — od​po​wia​da ci​cho. Jej oczy lśnią.

Czyonapła​cze?

—Nieza​słu​gu​jęnacie​bie.Wieszotym,qu​-

eri​da,

praw​da?

— Kie​dy wresz​cie zro​zu​miesz, że je​steś po

background image

stro​nie tych do​brych? — Kie​dy nie od​po​wia​-
dam, przy​cią​ga do sie​bie moją gło​wę. — Je​-
stemdziśtwo​ja,Alex—szep​czezusta​miprzy
mo​ichustach.—Chceszmnie?

—MójBoże,itojak.—Ca​łu​je​mysię,ajaw

mię​dzy​cza​sie zsu​wam z sie​bie dżin​sy i sli​py,
tu​ląc ją do sie​bie moc​no i roz​ko​szu​jąc się
mięk​ko​ścią i cie​płem jej cia​ła, wtu​lo​ne​go w
moje.—Bo​iszsię?—szep​częjejdoucha,gdy
jestjużgo​to​waijateż,igdyniemogęjużdłu​-
żejzwle​kać.

—Trosz​kę,aleufamci.
—Roz​luź​nijsię,pre​cio​sa.
—Sta​ramsię.
—Nicztegoniebę​dzie,je​ślisięnieroz​luź​-

nisz.—Od​su​wamsięisię​gamdrą​żą​cąrękąpo
pre​zer​wa​ty​wę. — Na pew​no tego chcesz? —
py​tam.

—Napew​no.Ko​chamcię,Alex—mówi.—

Ko​cham cię — po​wta​rza, tym ra​zem nie​mal
roz​pacz​li​wie.

Po​zwa​lam, żeby jej sło​wa prze​nik​nę​ły całe

moje cia​ło i po​wstrzy​mu​ję się chwi​lę, nie
chcącza​daćjejbólu.Kogojaoszu​ku​ję?Pierw​-
szy raz dla dziew​czy​ny za​wsze jest bo​le​sny,
bezwzglę​dunato,jakde​li​kat​nybę​dziefa​cet.

Chcę jej po​wie​dzieć, co czu​ję, po​wie​dzieć

jej, że sta​ła się nie​od​łącz​ną czę​ścią mnie. Ale

background image

nie mogę. Nie po​tra​fię wy​do​być z sie​bie ani
sło​wa.

— Zrób to — mówi, wy​czu​wa​jąc moje wa​-

ha​nie.

Więcro​bię,alegdywcią​gazsy​kiempo​wie​-

trze,chciał​bymmócza​braćodniejcałyból.

Brit​ta​ny po​cią​ga no​sem i ocie​ra łzę, któ​ra

spły​wa jej po po​licz​ku. Wi​dok tak uczu​cio​wej
re​ak​cji to dla mnie za dużo. Po raz pierw​szy
od dnia, gdy pa​trzy​łem na zwło​ki wła​sne​go
ojca,spodpo​wie​kiwy​my​kamisięłza.

Brit​ta​nyprzy​trzy​mu​jemojątwarzwswo​ich

dło​niachisca​ło​wu​jemiłzę.

—Wszyst​kowpo​rząd​ku,Alex.
Aleniejestwpo​rząd​ku.Mu​szępo​sta​raćsię,

żebybyłoide​al​nie.Bomogęniedo​staćdru​giej
szan​sy,aonamusiwie​dzieć,żemożebyćna​-
praw​dęwspa​nia​le.

Kon​cen​tru​ję się wy​łącz​nie na niej, chcąc,

żeby było wy​jąt​ko​wo. Po wszyst​kim przy​cią​-
gam ją do sie​bie. Wtu​la się we mnie, a ja gła​-
dzę ją po wło​sach. Obo​je chce​my po​zo​stać w
na​szymwła​snymświe​cietakdłu​go,jaktotyl​-
komoż​li​we.

Wciążniemogęuwie​rzyć,żeod​da​łamisie​-

bie. Po​wi​nie​nem być z sie​bie dum​ny. Za​miast
tegomesien​tounamier​da.Czu​jęsięjakgnój.

Nie dam rady chro​nić Brit​ta​ny przez całe

background image

ży​cie przed wszyst​ki​mi tymi fa​ce​ta​mi, któ​rzy
będą chcie​li się do niej zbli​żyć, któ​rzy będą
chcie​lizo​ba​czyćjątaką,jakąjajązo​ba​czy​łem.
Do​ty​kać ją tak, jak ja ją do​ty​ka​łem. Cho​le​ra,
naj​chęt​niej ni​g​dy nie wy​pu​ścił​bym jej z ra​-
mion.

Alejestjużpóź​no.Niemogędłu​żejzwle​kać.

Osta​tecz​nieitakniejestmojanaza​wszeinie
mogęuda​wać,żejestina​czej.

—Wszyst​kodo​brze?—py​tam.
—Do​brze.Ana​wetwię​cejniżdo​brze.
— Na​praw​dę mu​szę już iść — mó​wię i zer​-

kamnaelek​tro​nicz​nyze​ga​rek,sto​ją​cykrzy​wo
najed​nymzwóz​kówzna​rzę​dzia​mi.

Brit​ta​nyopie​rabro​dęomojąpierś.
—Odej​dzieszte​razzKrwi,praw​da?
Całysztyw​nie​ję.
— Nie — mó​wię z udrę​ką. Cho​le​ra, cze​mu

mu​sia​łaotospy​tać?

— Wszyst​ko się zmie​ni​ło, Alex. Ko​cha​li​śmy

się.

— To było cu​dow​ne. Ale ni​cze​go nie zmie​-

nia.

Wsta​je, zbie​ra ubra​nia i idzie w kąt, żeby

sięubrać.

— A więc je​stem po pro​stu ko​lej​ną dziew​-

czy​ną, któ​rą mo​żesz za​li​czyć do swo​jej ko​lek​-
cji?

background image

—Niemówtak.
—Cze​mu?Prze​cieżtopraw​da,nie?
—Nie.
—Toudo​wod​nijmito,Alex.
—Niemogę.—Chciał​bympo​wie​dziećjejco

in​ne​go. Musi wie​dzieć, że za​wsze tak bę​dzie,
że za​wsze będę mu​siał zo​sta​wiać ją dla Krwi.
Ta bia​ła dziew​czy​na, któ​ra ko​cha z taką siłą,
ca​łymser​cemidu​szą,jestdlamniejaknar​ko​-
tyk.Za​słu​gu​jenacoślep​sze​go.—Prze​pra​szam
— mó​wię, na​kła​da​jąc dżin​sy. Bo co mam po​-
wie​dzieć?

Brit​ta​ny od​wra​ca wzrok i pod​cho​dzi me​-

cha​nicz​nymkro​kiemdodrzwi.

Gdysły​szępiskopon,odrazuwłą​czamisię

in​stynkt opie​kuń​czy. Do warsz​ta​tu zbli​ża się
sa​mo​chód...RX-7Luc​ky’ego.

Nie​do​brze.
—Wsia​dajdosa​mo​cho​du—na​ka​zu​ję.
Alejestjużzapóź​no.RXLuc​ky’egozgrup​ką

chło​pa​kówzKrwiza​trzy​mu​jesięprzednamiz
pi​skiemopon.

— No lo pu​edo cre​er, ga​na​ste la apu​esta! —

wrzesz​czyLuc​kyprzezokno,niemo​gącuwie​-
rzyć,żeprze​grałza​kład.

Usi​łu​ję za​sło​nić swo​im cia​łem Brit​ta​ny, ale

to na nic. Spod płasz​cza wy​raź​nie wi​dać jej
sek​sow​ne,gołenogi.

background image

—Coonpo​wie​dział?—pyta.
Mam ocho​tę ścią​gnąć spodnie i ka​zać jej je

wło​żyć.Je​ślido​wiesięoza​kła​dzie,po​my​śli,że
tyl​ko dla​te​go się z nią prze​spa​łem. Mu​szę jak
naj​szyb​ciejjąstądod​pra​wić.

— Nic. Pie​przy bzdu​ry — od​po​wia​dam. —

Wsia​dajdosa​mo​cho​du.Bojaknie,tosamcię
donie​gowpa​ku​ję.

Sły​szę skrzy​pie​nie drzwi sa​mo​cho​du Luc​-

ky’ego do​kład​nie w tej sa​mej chwi​li, w któ​rej
Brit​ta​nyotwie​raswój.

— Nie gnie​waj się na Paco — mówi i sia​da

zakie​row​ni​cą.

Coonawy​ga​du​je?
— Jedź — rzu​cam i nie mam na​wet cza​su

spy​tać,ocojejcho​dzi​ło.—Póź​niejpo​ga​da​my.

Wy​jeż​dżaszyb​kozpar​kin​gu.
—Cho​le​ra,sta​ry—mówiLuc​ky,przy​glą​da​-

jąc się z uzna​niem od​jeż​dża​ją​ce​mu bmw. —
Mu​sia​łem spraw​dzić, czy En​ri​que mnie nie
wkrę​ca. Na​praw​dę prze​le​cia​łeś Brit​ta​ny El​lis,
co?Na​gra​łeśfilm?

Wod​po​wie​dziwalęgozca​łychsiłpię​ściąw

brzuch,przezcozgi​nasięwpółiupa​danako​-
la​na.Wsia​damnamo​toriuru​cha​miamsil​nik.
Za​trzy​mu​ję się na wi​dok to​yo​ty cam​ry En​ri​-
que.

— Słu​chaj, Ale​jo — mówi En​ri​que przez

background image

otwar​teokno.—Losien​tomu​cho...

— Od​cho​dzę — prze​ry​wam jego prze​pro​si​-

ny,apo​temrzu​cammuklu​czedowarsz​ta​tui
od​jeż​dżam.

W dro​dze do domu my​ślę o Brit​ta​ny i o

tym,jakjestdlamnieważ​na.

Na​gledomniedo​cie​ra.
Niepo​ja​dęnatrans​ak​cję.
Na​glero​zu​miemwszyst​kietebab​skiewy​ci​-

ska​cze łez, z któ​rych za​wsze się wy​śmie​wa​-
łem. Bo sam za​mie​ni​łem się w idio​tę, któ​ry
chce rzu​cić wszyst​ko dla dziew​czy​ny. Es​toy
ena​mo​ra​do

....Je​stemza​ko​cha​ny.

Pie​przyć Krew. Mogę za​pew​nić ro​dzi​nie

bez​pie​czeń​stwo i jed​no​cze​śnie być sobą. Brit​-
ta​ny mia​ła ra​cję. Moje ży​cie jest zbyt waż​ne,
żeby je za​prze​pasz​czać z po​wo​du trans​ak​cji
nar​ko​ty​ko​wej.Praw​dajesttaka,żechcęiśćna
stu​diaiosią​gnąćcośwży​ciu.

Nie je​stem jak mój oj​ciec. Oj​ciec był sła​by i

wy​brał naj​ła​twiej​sze roz​wią​za​nie. Po​dej​mę
wy​zwa​nie zwią​za​ne z odej​ściem z Krwi, nie
będęzwa​żaćnary​zy​ko.Aje​śliprze​ży​ję,wró​cę
do Brit​ta​ny jako wol​ny czło​wiek. Przy​się​gam!
Lojuro!

Nie je​stem di​le​rem. Hec​tor bę​dzie za​wie​-

dzio​ny,aleniewstą​pi​łemdogan​gupoto,żeby
han​dlo​waćnar​ko​ty​ka​mi,tyl​kopoto,żebypo​-

background image

mócchro​nićmojądziel​ni​cęiro​dzi​nę.Od​kądto
han​delnar​ko​ty​ka​mistałsięko​niecz​no​ścią?

Od​kąd zo​sta​łem za​trzy​ma​ny przez po​li​cję,

to wte​dy wszyst​ko się za​czę​ło. Zo​sta​łem
aresz​to​wa​ny, Hec​tor wpła​cił kau​cję. Za​raz po
tym, jak za​czą​łem wy​py​ty​wać PG o dzień
śmier​ci taty, Hec​tor wdał się z moją mamą w
burz​li​wą dys​ku​sję. Była cała po​si​nia​czo​na. A
po​temka​załmiprze​pro​wa​dzićtrans​ak​cję.

Pacousi​ło​wałmnieostrzec,byłprze​ko​na​ny,

żecośtuśmier​dzi.

Wy​tę​żam gło​wę i wszyst​kie ele​men​ty ukła​-

dan​ki po​wo​li za​czy​na​ją two​rzyć ca​łość. Dios,
czy od​po​wiedź znaj​do​wa​ła się cały czas tuż
podmoimno​sem?Jesttyl​kojed​naoso​ba,któ​-
ramożepo​wie​dziećmipraw​dęnate​matdnia
śmier​citaty.

Wbie​gam do domu i znaj​du​ję mi’amę w jej

po​ko​ju.

—Wiesz,ktoza​biłmipapa.
—Ale​jan​dro,pro​szę.
— Ktoś z Krwi, praw​da? Na we​se​lu roz​ma​-

wia​łaś o tym z Hec​to​rem. Wie, kto to był. Ty
teżwiesz.

Dooczuna​pły​wa​jąjejłzy.
—Ostrze​gamcię,Ale​jan​dro.Niedrąż.
—Ktotobył?—py​tam,igno​ru​jącjejproś​bę.
Od​wra​cagło​wę.

background image

—Po​wiedz!—wrzesz​częnacałegar​dło.Od

mo​je​gokrzy​kuażsięwzdry​ga.

Takdłu​gochcia​łempopro​stuza​braćjejból,

żeniepo​my​śla​łemna​wet,żebyspy​tać,cowie
na te​mat mor​der​stwa taty. A może nie chcia​-
łem wie​dzieć, bo ba​łem się praw​dy. Ale tym
ra​zemnieod​pusz​czę.

Mama od​dy​cha z tru​dem i za​sła​nia so​bie

ustaręką.

—Hec​tor...tobyłHec​tor.—Wmia​ręjakza​-

czy​nadomniedo​cie​raćpraw​da,ogar​niamnie
gwał​tow​ne prze​ra​że​nie, szok i ból. Mama pa​-
trzynamniesmut​nymwzro​kiem.—Chcia​łam
tyl​ko chro​nić cie​bie i two​ich bra​ci. To wszyst​-
ko.TwójpapachciałodejśćzKrwi,więczgi​nął.
Hec​torza​żą​dał,że​byśgoza​stą​pił.Za​gro​ziłmi,
Ale​jan​dro, mó​wiąc, że je​śli nie wstą​pisz do
gan​gu,wszy​scyskoń​czy​myjaktwójoj​ciec...

Niemogętegodłu​żejsłu​chać.Hec​torwro​bił

mnie w aresz​to​wa​nie, że​bym za​cią​gnął u nie​-
go dług. I usta​wił trans​ak​cję nar​ko​ty​ko​wą,
ma​miącmioczyawan​sem,gdytakna​praw​dę
chciałtyl​kozła​paćmniewswo​jesi​dła.Pew​nie
spo​dzie​wał się, że wcze​śniej czy póź​niej ktoś
się wy​ga​da. Bie​gnę do ko​mo​dy, kon​cen​tru​jąc
sięnatym,comu​szęzro​bić—nakon​fron​ta​cji
zmor​der​cąmo​je​goojca.

Pi​sto​letznik​nął.

background image

—Ru​sza​łeścośzmo​jejszu​fla​dy?—war​czę

naCar​lo​sa,któ​rysie​dzinaka​na​piewsa​lo​nie.
Ła​pięgozako​szu​lęipo​trzą​samnim.

—Nie,Alex—mówiCar​los.—Cre​eme!Na​-

praw​dę. Paco wpadł ja​kiś czas temu i wcho​-
dziłdona​sze​gopo​ko​ju,alemó​wił,żechceso​-
bietyl​kopo​ży​czyćtwo​jąkurt​kę.

Pacoza​brałsplu​wę.Po​wi​nie​nemsiębyłdo​-

my​ślić. Ale skąd wie​dział, że nie bę​dzie mnie
wdomu?

Brit​ta​ny.
Ce​lo​womniedziśza​trzy​ma​ławwarsz​ta​cie.

Mó​wi​ła, że​bym nie gnie​wał się na Paco. Obo​je
chcie​limniechro​nić,bosamby​łemzbytgłu​pii
tchórz​li​wy,żebysiębro​nićiżebyzmie​rzyćsię
zpraw​dą,któ​rąmia​łemtużpodno​sem.

Wgło​wieroz​le​gamisięgłosBrit​ta​ny,któ​ra

wsia​da​jąc do sa​mo​cho​du, mówi: „Nie gnie​waj
sięnaPaco”.

Wpa​damdopo​ko​jumi’amy.
—Je​ślidziśniewró​cę,maszje​chaćzCar​lo​-

semiLu​isemdoMek​sy​ku—rzu​cam.

—AleAle​jan​dro...
Przy​sia​damnabrze​gujejłóż​ka.
— Mama, Car​los i Luis są w nie​bez​pie​czeń​-

stwie. Nie po​zwól, żeby skoń​czy​li jak ja. Bła​-
gam.

—Alex,niemówtak.Twójoj​ciecmó​wiłtak

background image

samo.

Bo je​stem taki jak mi papa, chcę jej po​wie​-

dzieć.Ipo​peł​ni​łemtesamebłę​dy.Niepo​zwo​-
lę,żebytosamosta​łosięzmo​imibrać​mi.

— Obie​caj mi. Mu​szę to od cie​bie usły​szeć.

Mó​więśmier​tel​niepo​waż​nie.

Potwa​rzyciek​nąjejłzy.Ca​łu​jemniewpo​li​-

czekiprzy​tu​lamoc​no.

—Obie​cu​ję...obie​cu​ję.
Wska​ku​jęnaJu​lioiro​bięcoś,cze​gowży​ciu

bymsięniespo​dzie​wał—dzwo​nięporadędo
Gary’ego Fran​ke​la. A on prze​ko​nu​je mnie do
zro​bie​niacze​goś,cze​goteżbymsięwży​ciupo
so​bie nie spo​dzie​wał — mówi, że​bym za​wia​-
do​miłowszyst​kimgli​ny.

background image

53.Brittany

Od pię​ciu mi​nut sie​dzę przed do​mem Sier​-

ry.Wciążdomnieniedo​cie​ra,żezro​bi​li​śmyto
z Alek​sem. Nie ża​łu​ję ani chwi​li, ale wciąż to
domnieniedo​cie​ra.

Wy​czu​łam dziś jed​nak w Alek​sie ja​kąś de​-

spe​ra​cję, jak​by chciał po​ka​zać mi coś swo​imi
czy​na​mi, a nie sło​wa​mi. Je​stem na sie​bie zła,
żetaksięroz​kle​iłam,aletobyłosil​niej​szeode
mnie.

Łzypły​nę​łymizra​do​ści,szczę​ścia,mi​ło​ści.

Akie​dyzo​ba​czy​łam,żeijemuwy​my​kasięłza,
mu​sia​łam ją po​ca​ło​wać... chcia​łam za​cho​wać
jąnaza​wsze,boAlexporazpierw​szypo​zwo​-
lił mi zo​ba​czyć sie​bie ta​kim. Alex nie pła​cze.
Niepo​zwa​laso​bienatakemo​cjo​nal​nere​ak​cje.
Ni​g​dy.

Dzi​siej​szy wie​czór go zmie​nił, czy chce się

dotegoprzy​znać,czynie.

Mnieteżzmie​nił.
Wcho​dzę do domu Sier​ry. Moja naj​lep​sza

przy​ja​ciół​ka sie​dzi na ka​na​pie w sa​lo​nie. Na​-
prze​ciw​koniejsie​dząmoiro​dzi​ce.

— To mi dziw​nie wy​glą​da na na​lot — za​-

uwa​żam.

background image

— To nie ża​den na​lot, Brit. Tyl​ko roz​mo​wa

—od​po​wia​daSier​ra.

—Najakite​mat?
— Czy to nie oczy​wi​ste? — mówi tata. —

Wy​nio​słaśsięzdomu.

Sta​jęprzedmo​imiro​dzi​ca​miiza​sta​na​wiam

się, jak to moż​li​we, że do tego do​szło. Mama
jest ubra​na w czar​ne spodnium, a wło​sy ma
upię​te w kok, jak​by szła na po​grzeb. Tata ma
na so​bie dżin​sy i swe​ter, a oczy na​bie​gły mu
krwią. Wi​dać, że nie spał całą noc. Być może
mamateż,alezażad​neskar​byniedategopo
so​biepo​znać.Prę​dzejza​kro​pliso​bieoczy,żeby
nicniebyłowi​dać.

— Dłu​żej nie mogę uda​wać ide​al​nej cór​ki,

bo nią nie je​stem — stwier​dzam spo​koj​nym i
opa​no​wa​nym gło​sem. — Je​ste​ście w sta​nie to
za​ak​cep​to​wać?

Oj​ciecścią​gabrwi,jak​byztru​demnadsobą

pa​no​wał.

— Nie chce​my, że​byś była ide​al​na. Pa​tri​cio,

po​wiedzjej,comy​ślisz.

Mama krę​ci gło​wą, jak​by nie ro​zu​mia​ła,

cze​mutakdra​ma​ty​zu​ję.

— Brit, dość już tego. Prze​stań się ob​ra​żać,

prze​stańsiębun​to​wać,prze​stańbyćtakąego​-
ist​ką.Nieocze​ku​je​myzoj​cem,że​byśbyłaide​-
al​na. Chce​my tyl​ko, że​byś da​wa​ła z sie​bie

background image

wszyst​ko,nacocięstać,nicwię​cej.

—BoShel​ley,bezwzglę​dunato,jakbar​dzo

się sta​ra, nie jest w sta​nie za​spo​ko​ić wa​szych
ocze​ki​wań?

—Niemie​szajwtoShel​ley—mówitata.—

Toniefair.

— Cze​mu? Prze​cież wła​śnie cho​dzi o Shel​-

ley.—Czu​jęsiępo​ko​na​na,bomamwra​że​nie,
żebezwzglę​dunato,jakbar​dzobędęsięsta​-
ra​ła im to wy​ja​śnić i tak nie zro​bię tego na​le​-
ży​cie. Sia​dam na​prze​ciw​ko nich na jed​nym z
plu​szo​wych krze​seł. — A tak dla ja​sno​ści, to
nieucie​kłamzdomu.Za​trzy​ma​łamsiępopro​-
stuuprzy​ja​ciół​ki.

Mama strze​pu​je so​bie z uda ja​kiś pa​pro​-

szek.

— Dzię​ki Bogu, że jest Sier​ra. In​for​mo​wa​ła

nasco​dzien​nieotym,cosięztobądzie​je.

Od​wra​cam się do przy​ja​ciół​ki, któ​ra wciąż

sie​dzi w ką​cie jako świa​dek dra​ma​tu ro​dzin​-
ne​go El​li​sów. Sier​ra uno​si ręce, jak​by się pod​-
da​wa​ła, i idzie do drzwi wrę​czyć cu​kier​ki
spóź​nio​nym hal​lo​we​eno​wi​czom, któ​rzy wła​-
śnieza​dzwo​ni​lidodrzwi.

Mama sia​da wy​pro​sto​wa​na na kra​wę​dzi

ka​na​py.

— Co mu​si​my zro​bić, że​byś wró​ci​ła do

domu?

background image

Chcę od mo​ich ro​dzi​ców bar​dzo dużo, za​-

pew​nedużowię​cej,niżsąmiwsta​niedać.

—Niewiem.
Tata kła​dzie so​bie rękę na czo​le, jak​by roz​-

bo​la​łagogło​wa.

—Czywna​szymdomujestażtakźle?
— Tak. A wła​ści​wie nie źle. Tyl​ko stre​su​ją​-

co. Mamo, strasz​nie mnie stre​su​jesz. A ty,
tato,przy​cho​dziszdodomujakdoho​te​lu.Nie​-
na​wi​dzę tego. Wła​ści​wie miesz​ka​my pod jed​-
nym da​chem jak obcy. Ko​cham was, ale nie
chcę za​wsze „da​wać z sie​bie wszyst​kie​go, na
co mnie stać”. Chcę być po pro​stu sobą. Chcę
móc po​dej​mo​wać wła​sne de​cy​zje i uczyć się
na wła​snych błę​dach. I nie chcę się przy tym
bać,za​mar​twiaćiczućwin​na,żeniespeł​niam
wa​szych ocze​ki​wań. — Tłu​mię na​pły​wa​ją​ce
łzy.—Niechcęspra​wiaćwamza​wo​du.Wiem,
że Shel​ley nie może być taka jak ja. Tak
strasz​nie was prze​pra​szam... bła​gam, nie od​-
da​waj​ciejejprze​zemnie.

Tataklę​kaprzymnie.
— Nie prze​pra​szaj, Brit. Nie od​da​je​my jej

przezcie​bie.Nie​peł​no​spraw​nośćShel​leytonie
two​jawina.Toni​czy​jawina.

Mama sie​dzi nie​ru​cho​mo, nic nie mó​wiąc.

Wpa​tru​jesięwścia​nę,jak​bywpa​dławtrans.

—Tomojawina—stwier​dza.

background image

Obo​je z tatą pa​trzy​my na nią, bo cze​go jak

cze​go, ale ta​kich słów nie spo​dzie​wa​li​śmy się
odniejusły​szeć.

— Pa​tri​cio? — mówi tata, chcąc, żeby na

nie​gospoj​rza​ła.

—Oczymtymó​wisz,mamo?—py​tam.
Mamawbi​japrzedsie​biewzrok.
— Ob​wi​nia​łam się za to przez wszyst​kie te

lata.

—Tonietwo​jawina,Pa​tri​cio.
—Gdyuro​dzi​łasięShel​ley,cho​dzi​łamznią

na róż​ne za​ję​cia dla dzie​ci — mówi mama ci​-
chymgło​sem,jak​bydosie​bie.—Za​zdro​ści​łam
in​nym ma​mom, że mają zdro​we dzie​ci, któ​re
po​tra​fią trzy​mać głów​ki i chwy​tać rącz​ka​mi
róż​ne przed​mio​ty. Na mnie pa​trzo​no głów​nie
z li​to​ścią. Nie​na​wi​dzi​łam tego. Nie mo​głam
po​zbyć się my​śli, że gdy​bym ja​dła wię​cej wa​-
rzyw i wię​cej ćwi​czy​ła, to Shel​ley nie by​ła​by
nie​peł​no​spraw​na, ob​wi​nia​łam się za jej stan
na​wetwów​czas,gdytwójoj​ciecpo​wta​rzałmi,
że to nie moja wina. — Pa​trzy na mnie i
uśmie​chasięzesmut​kiem.—Apo​tempo​ja​wi​-
łaś się ty. Moja ja​sno​wło​sa, nie​bie​sko​oka
księż​nicz​ka.

— Mamo, nie je​stem księż​nicz​ką, a Shel​ley

nie jest kimś god​nym po​ża​ło​wa​nia. Nie za​-
wszebędęcho​dzićzchło​pa​kiem,zktó​rymbyś

background image

chcia​ła, nie za​wsze będę ubie​rać się tak, jak​-
byśchcia​ła,inapew​nonieza​wszebędępo​stę​-
po​wać tak, jak​byś chcia​ła. Shel​ley też ni​g​dy
niespro​statwo​imocze​ki​wa​niom.

—Wiem.
—Zdo​łaszsięztymkie​dy​kol​wiekpo​go​dzić?
—Pew​nienie.
— Wszyst​ko kry​ty​ku​jesz. O Boże, zro​bi​ła​-

bymwszyst​ko,że​byśprze​sta​łamnieob​wi​niać
za każ​dy dro​biazg, któ​ry pój​dzie nie tak. Że​-
byśko​cha​łamnietaką,jakąje​stem.Że​byśko​-
cha​łaShel​leytaką,jakąjest.Prze​stań,docho​-
le​ry,wiecz​niekon​cen​tro​waćsięnatym,cozłe,
boży​ciejestnatozakrót​kie.

—Mamsięniemar​twićtym,żepo​sta​no​wi​-

łaśsięspo​ty​kaćzgang​ste​rem?—pyta.

— Nie. Tak. Nie wiem. Gdy​byś cią​gle mnie

nie kry​ty​ko​wa​ła, po​wie​dzia​ła​bym ci o tym.
Gdy​byś tyl​ko go po​zna​ła... on ma w so​bie du​-
uużowię​cej,niżlu​dziechcąwnimwi​dzieć.Je​-
śli mam się spo​ty​kać z nim po​ta​jem​nie, to
będętoro​bić.

— On na​le​ży do gan​gu — mówi oschle

mama.

—OnmanaimięAlex.
Tatasia​dawy​god​niej.
— Zna​jo​mość jego imie​nia nie zmie​nia fak​-

tu,żena​le​żydogan​gu,Brit​ta​ny.

background image

—Wiem.Aletojużkrokwdo​brymkie​run​-

ku. Wo​li​cie, że​bym mó​wi​ła praw​dę, czy mam
krę​cić?

Po​trze​bo​wa​li​śmy go​dzi​ny, żeby mama zgo​-

dzi​ła się prze​stać mnie cią​gle kon​tro​lo​wać. I
żeby tata zgo​dził się dwa razy w ty​go​dniu
wra​caćdodomuprzedszó​stą.

Ja zgo​dzi​łam się za​pro​sić Alek​sa do nas,

żeby mo​gli go po​znać. I mó​wić im, gdzie wy​-
cho​dzę i z kim. Nie wy​ra​zi​li ak​cep​ta​cji ani
apro​ba​tywzglę​demtego,zkimsięuma​wiam,
ale za​wsze to ja​kiś po​czą​tek. Chcę spró​bo​wać
zmie​nić coś na lep​sze, bo mam wra​że​nie, że
dużo le​piej po​zbie​rać po​roz​rzu​ca​ne ele​men​ty,
niżpo​zwo​lićimwa​laćsięjakdo​tych​czas.

background image

54.Alex

Trans​ak​cjamasięod​byćtu,wre​zer​wa​ciew

Bus​seWo​ods.

Par​king i cią​gną​cy się za nim las spo​wi​ja

mrok. Pro​wa​dzi mnie tyl​ko świa​tło księ​ży​ca.
Nic tu nie ma poza nie​bie​skim sa​mo​cho​dem
naświa​tłach.Wcho​dzęgłę​biejwlasido​strze​-
gamnazie​miciem​nąpo​stać.

Pod​bie​gam do niej, czu​jąc ogar​nia​ją​ce mnie

prze​ra​że​nie. Roz​po​zna​ję swo​ją kurt​kę. Czu​ję
siętak,jak​bymoglą​dałwła​snąśmierć.

Klę​kamnazie​miiod​wra​campo​wo​licia​ło.
Paco.
— O cho​le​ra! — krzy​czę, czu​jąc na rę​kach

cie​płą,lep​kąkrew.

Paco ma za​szklo​ne oczy, ale po​wol​nym ru​-

chemła​piemniezara​mię.

—Spie​przy​łemspra​wę.
Kła​dęso​bienaudachjegogło​wę.
— Mó​wi​łem, że​byś nie mie​szał się w moje

spra​wy. Tyl​ko mi tu nie umie​raj. Ani mi się
ważumie​rać—mó​więzdła​wio​nymgło​sem.—
Cho​le​raja​sna,strasz​niekrwa​wisz.

Zustwy​cie​kamuja​sno​czer​wo​nakrew.
—Bojęsię—szep​czeikrzy​wisięzbólu.

background image

—Niezo​sta​wiajmnie.Wy​trzy​maj.Wszyst​-

kobę​dziedo​brze.—Przy​tu​lamgomoc​no,wie​-
dząc,żekła​mię.Mójnaj​lep​szykum​pelumie​ra.
Nie ma dla nie​go ra​tun​ku. Czu​ję jego ból, jak​-
bymsamcier​piał.

— Pro​szę, pro​szę, Alex-prze​bie​ra​niec i jego

po​ma​gier, praw​dzi​wy Alex. Praw​dzi​we Hal​lo​-
we​en,co?

Sły​szącgłosHec​to​ra,od​wra​camsię.
—Wiel​kaszko​da,żeniezo​rien​to​wa​łemsię,

że strze​lam do Paco — mówi da​lej Hec​tor. —
Kur​czę,zadniaje​ste​ściezu​peł​nieróż​ni.Chy​ba
mu​szę so​bie prze​ba​dać wzrok. — Mie​rzy do
mniezpi​sto​le​tu.

Nie boję się. Je​stem wście​kły. I mu​szę po​-

znaćod​po​wie​dzinapew​nepy​ta​nia.

—Cze​mutozro​bi​łeś?
— Sko​ro już mu​sisz wie​dzieć, to wszyst​ko

winatwo​je​goojca.Chciałopu​ścićKrew.Aleto
nie​moż​li​we, Alex. Był na​szym naj​lep​szym
czło​wie​kiem, twój pa​dre. Tuż przed śmier​cią
pró​bo​wał wła​śnie odejść. Ostat​nia trans​ak​cja
mia​łabyćjegospraw​dzia​nem.Trans​ak​cjaojca
z sy​nem. Obaj wyj​dzie​cie z niej żywi, on do​-
sta​jeswo​je.—Re​chotHec​to​ranie​siesięechem
w mo​ich uszach. — Głu​pi skur​wiel nie miał
żad​nych szans. Za bar​dzo go przy​po​mi​nasz.
My​śla​łem, że wy​szko​lę cię tak, że​byś mógł go

background image

za​stą​pić i zo​stać han​dla​rzem nar​ko​ty​ków i
bro​nizpraw​dzi​we​gozda​rze​nia.Alenie,tyna​-
praw​dęje​steśjaktwójsta​ry.Tchórz.unra​ja​do.

Pa​trzę na Paco. Le​d​wo od​dy​cha, po​wie​trze

z tru​dem wy​do​by​wa się z jego płuc. Po​więk​-
sza​ją​ca się pla​ma krwi na jego pier​si, jak cel
na tar​czy strzel​ni​czej, przy​po​mi​na mi o mi
papa

. Tym ra​zem nie mam już jed​nak sze​ściu

lat.Bar​dzodo​brzewszyst​koro​zu​miem.

Przez jed​ną in​ten​syw​ną chwi​lę pa​trzy​my

so​biezPacowoczy.

—La​ty​no​skaKrewzdra​dzi​łanasobu,sta​ry

—zustPacopa​da​jąostat​niesło​waiza​razpo​-
tem oczy za​cho​dzą mu mgłą, a jego cia​ło robi
siębez​wład​ne.

—Zo​stawgojuż!Onnieżyje,Alex.Takjak

twój sta​ry. Wsta​waj i spójrz mi w oczy! —
wrzesz​czyHec​tor,wy​ma​chu​jącpi​sto​le​temjak
wa​riat.

De​li​kat​nie ukła​dam cia​ło Paco na zie​mi i

wsta​ję,go​to​wydowal​ki.

— Ręce na gło​wę, że​bym je wi​dział. Wiesz,

że kie​dy za​bi​łem two​je​go el vie​jo, pła​ka​łeś jak
escu​inc​le

, jak dziec​ko, Alex? Wy​pła​ki​wa​łeś mi

się na pier​si, na pier​si fa​ce​ta, któ​ry za​mor​do​-
wałciojca.Za​baw​ne,co?

Mia​łemtyl​kosześćlat.Gdy​bymwie​dział,że

toHec​tor,niewstą​pił​bymdoKrwi.

background image

—Cze​mutozro​bi​łeś,Hec​tor?
— Rany, nie da ci się tego prze​tłu​ma​czyć,

co?Wi​dzisz,twójpapa uwa​żał się za lep​sze​go
ode mnie. No to wy​pro​wa​dzi​łem go z błę​du.
Chwa​liłsię,żepo​łu​dnieFa​ir​fieldjestlep​sze,bo
ogól​niak znaj​du​je się w bo​ga​tej dziel​ni​cy. Mó​-
wił, że w Fa​ir​field nie ma gan​gów. Zmie​ni​łem
to, Alex. Ze​bra​łem chłop​ców i za​gar​ną​łem dla
sie​bie wszyst​kie domy. Albo ktoś przy​łą​czał
siędomnie,albowszyst​kotra​cił.Dzię​kitemu,
dro​gichłop​cze,je​stemsze​fem,eljefe.

—Dzię​kitemuje​steśsza​leń​cem.
— Sza​le​niec. Ge​niusz. Jed​no i to samo. —

Hec​torpo​py​chamnielufąpi​sto​le​tu.—Ate​raz
na ko​la​na. To chy​ba do​bre miej​sce na śmierć.
Wśrod​kulasu,jakzwie​rzę.Chceszumrzećjak
zwie​rzę,Alex?

— Sam je​steś zwie​rzę​ciem, dup​ku. Mógł​byś

przy​naj​mniej spoj​rzeć mi w oczy, gdy mnie
za​bi​jasz,takjakojcu.

Gdy Hec​tor okrą​ża mnie, w koń​cu mam

swo​ją szan​sę. Ła​pię go za nad​gar​stek i cią​gnę
nazie​mię.

Klnie i szyb​ko pod​no​si się na nogi, wciąż z

bro​nią w ręku. Wy​ko​rzy​stu​ję jego chwi​lo​wą
dez​orien​ta​cję i ko​pię go w bok. Okrę​ca się na
pię​cie i wali mnie w skroń kol​bą pi​sto​le​tu.
Prze​wra​camsięnako​la​na,prze​kli​na​jącwdu​-

background image

chufakt,żenieje​stemnie​zwy​cię​żo​ny.

MyślomipapaiPacodo​da​jemisił,byprze​-

zwy​cię​żyć mrok przed ocza​mi. Wiem aż za
do​brze,żeHec​torszu​kaoka​zjidostrza​łu.

Ko​pię go i pod​no​szę się z tru​dem na nogi.

Jegoglockce​lu​jedo​kład​niewmojąpierś.

— Po​li​cja Ar​ling​ton He​ights! Rzuć broń i

pod​nieśręcedogóry,że​by​śmyjewi​dzie​li!

Pniedrzewimgłaprzedocza​mipra​wiecał​-

kiem prze​sła​nia​ją mi mi​ga​ją​ce w od​da​li czer​-
wo​neinie​bie​skieświa​tła.

Uno​szęręce.
—Rzućbroń,Hec​tor.Za​ba​waskoń​czo​na.
Hec​torda​lejtrzy​mamnienamusz​ce.
— Rzuć broń — wrzesz​czy po​li​cjant. — Na​-

tych​miast!

W oczach Hec​to​ra wi​dać wście​kłość. Czu​ję

ją z od​le​gło​ści dwóch me​trów, któ​re nas od
sie​biedzie​lą.

Wiem,żedrańtozro​bi.Esunca​brón.
Po​cią​gniezaspust.
— My​lisz się, Alex — mówi. — Za​ba​wa do​-

pie​rosięza​czę​ła.

Wszyst​kodzie​jesiębar​dzoszyb​ko.Rzu​cam

sięwpra​wowtejsa​mejchwi​li,wktó​rejroz​le​-
ga​jąsięstrza​ły.

Bam.Bam.Bam.
Za​ta​czam się w tył i wiem, że obe​rwa​łem.

background image

Kula pali moje cia​ło, jak​by ktoś po​lał mi ranę
ta​ba​sco.

Za​razpo​temwszyst​kospo​wi​jaciem​ność.

background image

55.Brittany

Opią​tej nad ra​nem bu​dzi mnie te​le​fon.

Dzwo​niIsa​bel,chcącpew​niepo​ga​daćoPaco.

—Wiesz,któ​rago​dzi​na?—py​tam,od​bie​ra​-

jącko​mór​kę.

—Brit​ta​ny,onnieżyje.Nieżyje.
—Kto?—py​tamgo​rącz​ko​wo.
—Paco.I...niewie​dzia​łam,czymamdocie​-

biedzwo​nić,aleitakbyśsiędo​wie​dzia​ła.Alex
teżtambyłi...

Za​ci​skampal​cemoc​nonasłu​chaw​ce.
— Gdzie jest Alex? Nic mu nie jest? Pro​szę,

po​wiedz, że nic mu nie jest. Bła​gam cię, Isa.
Pro​szę.

—Zo​stałpo​strze​lo​ny.
Przezchwi​lęcze​kam,ażpo​wietestrasz​li​we

sło​wa.ŻeAlexnieżyje.Aleniemówi.

—Leżynachi​rur​giiwLa​ke​sho​reHo​spi​tal.
Za​nim koń​czy zda​nie, zrzu​cam już z sie​bie

pi​ża​mę i, roz​trzę​sio​na, wkła​dam na sie​bie, co
po​pad​nie. Ła​pię klu​czy​ki do sa​mo​cho​du i wy​-
bie​gam z domu, wciąż przy​ci​ska​jąc do ucha
te​le​fon, żeby wy​słu​chać wszyst​kie​go, co wie
Isa​bel.

Trans​ak​cja się nie uda​ła. Paco i Hec​tor nie

background image

żyją.Alexzo​stałran​ny,wła​śniegoope​ru​ją.Isa
nicwię​cejniewie.

— O Boże, o Boże, o Boże — po​wta​rzam

przez całą dro​gę do szpi​ta​la po za​koń​cze​niu
roz​mo​wy z Isa​bel. Po wczo​raj​szym wie​czo​rze
z Alek​sem by​łam pew​na, że wy​bie​rze mnie, a
nie han​del nar​ko​ty​ka​mi. Być może zdra​dził
na​sząmi​łość,alejaniezro​biętegosa​me​go.

Moim cia​łem wstrzą​sa szloch. Paco za​pew​-

niał mnie wczo​raj, że do​pil​nu​je, żeby Alex nie
po​je​chał na trans​ak​cję, ale... o Boże. Paco za​-
stą​piłAlek​saizgi​nął.Bied​ny,ko​cha​nyPaco.

Sta​ram się nie do​pusz​czać do sie​bie my​śli,

że Alex może nie prze​żyć ope​ra​cji. Bo ja​kaś
częśćmnieumrzewte​dyra​zemznim.

Py​tam w re​je​stra​cji, gdzie mogę się do​wie​-

dziećcze​gośosta​nieAlek​sa.

Ko​bie​ta pro​si, że​bym prze​li​te​ro​wa​ła jego

na​zwi​sko, po czym wpro​wa​dza je do kom​pu​-
te​ra. Dźwięk kla​wia​tu​ry do​pro​wa​dza mnie do
obłę​du. Bab​ka tak się grze​bie, że mam ocho​tę
po​trzą​snąć ją za ra​mio​na, żeby się po​spie​szy​-
ła.

Pa​trzynamniecie​kaw​sko.
—Panijestczłon​kiemro​dzi​ny?
—Tak.
—Sto​pieńpo​kre​wień​stwa?
—Sio​stra.

background image

Krę​ci z nie​do​wie​rza​niem gło​wą, po czym

wzru​szara​mio​na​mi.

— Ale​jan​dro Fu​en​tes zo​stał przy​wie​zio​ny z

ranąpo​strza​ło​wą.

—Wyj​dzieztego,praw​da?—py​tamzpła​-

czem.

Re​cep​cjo​nist​kaznówstu​kawkla​wia​tu​rę.
— Wy​glą​da na to, że od rana go ope​ru​ją,

pan​noFu​en​tes.Po​cze​kal​niaznaj​du​jesięwpo​-
ma​rań​czo​wejsaliwgłę​biko​ry​ta​rzapopra​wej.
Le​karz po​in​for​mu​je pa​nią o wy​ni​ku ope​ra​cji
panibra​ta.

Przy​trzy​mu​jęsiękur​czo​wobla​tu.
—Dzię​ku​ję.
W po​cze​kal​ni za​mie​ram na wi​dok mat​ki

Alek​sa i jego dwóch bra​ci, sku​lo​nych w rogu
na po​ma​rań​czo​wych szpi​tal​nych krze​słach.
Mama Alek​sa pod​no​si gło​wę jako pierw​sza.
Maczer​wo​neoczyiza​la​nąłza​mitwarz.

Ręka sama wę​dru​je mi do ust i nie mogę

po​wstrzy​maćszlo​chu.Nieje​stemjużdłu​żejw
sta​nie się ha​mo​wać. Przez za​ma​za​ne od łez
oczywi​dzę,żepaniFu​en​tesotwie​rara​mio​na.

Dła​wiąc się z emo​cji, pod​bie​gam do niej i

obej​mu​jęją.

Drgnę​łamuręka.
Pod​no​szę gło​wę z łóż​ka Alek​sa. Sie​dzia​łam

przy nim całą noc, cze​ka​jąc, aż się wy​bu​dzi.

background image

Jego mat​ka i bra​cia też nie od​stę​po​wa​li go na
krok.

Le​karzmó​wił,żemożemi​nąćwie​lego​dzin,

za​nimod​zy​skaprzy​tom​ność.

Mo​czę ręcz​nik pa​pie​ro​wy w zle​wie i przy​-

kła​dam go do czo​ła Alek​sa. Ro​bi​łam to przez
całą noc, bo po​cił się i rzu​cał w nie​spo​koj​nym
śnie.

Po​wie​ki za​trze​po​ta​ły mu lek​ko. Wi​dać, że

jesz​cze wal​czy z nar​ko​zą, bo z tru​dem je
otwie​ra.

— Gdzie je​stem? — pyta skrze​kli​wym, sła​-

bymgło​sem.

— W szpi​ta​lu — od​po​wia​da jego mama i

pod​bie​gadołóż​ka.

— Zo​sta​łeś po​strze​lo​ny — wy​ja​śnia Car​los,

wy​raź​nieprze​ję​ty.

Sko​ło​wa​nyAlexmarsz​czybrwi.
— Paco... — za​czy​na i głos więź​nie mu w

gar​dle.

— Nie myśl o tym te​raz — mó​wię, z mar​-

nym skut​kiem sta​ra​jąc się pa​no​wać nad swo​-
imiemo​cja​mi.Mu​szębyćte​razsil​nadlanie​go.
Nieza​wio​dęgo.

Wy​da​jemisię,żechcemniezła​paćzarękę,

ale jego twarz wy​krę​ca się z bólu i Alex cofa
rękę. Mam mu tyle do po​wie​dze​nia. Chcia​ła​-
bym mieć dzień „po​wtór​ko​wy” i móc zmie​nić

background image

prze​szłość.Chcia​ła​bymmócza​po​biectemu,co
sięsta​łozPacoiAlek​sem.

Alex pa​trzy na mnie ocza​mi wciąż za​mglo​-

ny​miponar​ko​zieipyta:

—Cotyturo​bisz?
Jego mama gła​dzi go po ra​mie​niu, chcąc

wlaćwnie​gotro​chęotu​chy.

— Brit​ta​ny sie​dzia​ła przy to​bie całą noc,

Alex.Mar​twisięocie​bie.

—Chcęzniąpo​roz​ma​wiać.Naosob​no​ści—

mówiAlexsła​bo.

Mama i bra​cia Alek​sa wy​cho​dzą z po​ko​ju,

żebynamnieprze​szka​dzać.

Gdy zo​sta​je​my sami, Alex po​pra​wia się na

łóż​ku,krzy​wiącsięprzytymzbólu.Po​tempa​-
trzynamniezezło​ścią.

—Niechcęciętuwi​dzieć.
— Nie mó​wisz po​waż​nie — od​po​wia​dam i

bio​ręgozarękę.Niemożemó​wićpo​waż​nie.

Wy​ry​wamirękę,jak​bymojadłońgopa​rzy​-

ła.

—Mó​wię.
—Alex,damyso​bieradę.Ko​chamcię.
Od​wra​ca gło​wę i wbij a wzrok w pod​ło​gę.

Prze​ły​kaztru​demśli​nęichrzą​ka.

—Pie​przy​łemsięztobą,bosięotoza​ło​ży​-

łem,Brit​ta​ny—mówici​cho,alejegosło​wanie
mogą brzmieć wy​raź​niej. — Nie mia​ło to dla

background image

mnie więk​sze​go zna​cze​nia. Nic dla mnie nie
zna​czysz.

Ro​biękrokwtył,gdydo​cie​ra​jądomniejego

strasz​nesło​wa.

—Nie—szep​czę.
—Tyija...tobyłatyl​koza​ba​wa.Za​ło​ży​łem

sięzLuc​kymojegoRX-7,żebę​dzie​mysiępie​-
przyćprzedŚwię​temDzięk​czy​nie​nia.

Krzy​wię się, gdy za​miast mó​wić, że się ze

mnąko​chał,na​zy​wato„pie​prze​niem”.By​ło​by
miprzy​kro,na​wetgdy​byna​zwałto„sek​sem”.
Na​zy​wa​jącto„pie​prze​niem”,spra​wia,żeżo​łą​-
dek pod​cho​dzi mi do gar​dła. Ręce zwi​sa​ją mi
bez​wład​nie po bo​kach. Chcę, żeby z wszyst​-
kie​gosięwy​co​fał.

—Niewie​rzęci.
Od​ry​wa wzrok od pod​ło​gi i pa​trzy mi pro​-

sto w oczy. O Boże. Są zu​peł​nie pu​ste. Jego
oczysąrów​niebez​względ​nejakjegosło​wa.

— Je​steś ża​ło​sna, je​śli my​ślisz, że mię​dzy

namina​praw​dęcośbyło.

Krę​cęgwał​tow​niegło​wą.
— Nie rań mnie, Alex. Nie ty. Nie te​raz. —

Usta mi się trzę​są, gdy wy​po​wia​dam bez​gło​-
śne, ale bła​gal​ne: — Pro​szę. — Gdy nie od​po​-
wia​da, co​fam się jesz​cze o krok, omal się nie
po​ty​ka​jąc, i my​ślę jed​no​cze​śnie o so​bie, o
praw​dzi​wej mnie, któ​rą znał tyl​ko Alex. Ża​ło​-

background image

snymszep​temmó​wię:

—Za​ufa​łamci.
—Totwójpro​blem,niemój.
Do​ty​kale​we​gora​mie​niaikrzy​wisięzbólu,

a za​raz po​tem do po​ko​ju wpa​da gro​mad​ka
jegoprzy​ja​ciół.Skła​da​jąmukon​do​len​cjeiwy​-
ra​zywspół​czu​cia,ajatym​cza​semsto​jęnie​ru​-
cho​mowką​cie,nie​zau​wa​żo​na.

—Czycho​dzi​łotyl​kooza​kład?—py​tamna

tyległo​śno,żebymnieusły​sze​li.

W moją stro​nę od​wra​ca się ja​kieś sześć

osób. Na​wet Alex. Isa​bel robi krok w moim
kie​run​ku, ale po​wstrzy​mu​ję ją unie​sio​ną dło​-
nią.

— Czy to praw​da? Czy Alex za​ło​żył się, że

się ze mną prze​śpi? — py​tam, bo wciąż nie
mogę uwie​rzyć w te strasz​ne sło​wa. To nie
możebyćpraw​da.

Wszyst​kie spoj​rze​nia kie​ru​ją się na nie​go,

aleonwpa​tru​jesięwemnie.

—Po​wiedz​ciejej—żąda.
Gło​wępod​no​sijegokum​pelSam.
—Notak.Wy​grałRX-7Luc​ky’ego.
Co​fam się do wyj​ścia, sta​ra​jąc się uno​sić

wy​so​kogło​wę.TwarzAlek​saprzy​bie​razim​ny,
twar​dywy​raz.

Głos więź​nie mi nie​bez​piecz​nie w gar​dle,

gdymó​wię:

background image

— Gra​tu​la​cje, Alex. Wy​gra​łeś. Mam na​dzie​-

ję, że bę​dziesz za​do​wo​lo​ny z no​we​go sa​mo​-
cho​du.

Gdyła​pięjużzaklam​kę,sta​lo​wespoj​rze​nie

Alek​sa za​mie​nia się w wy​raz ulgi. Wy​cho​dzę
spo​koj​niezpo​ko​ju.Jużnako​ry​ta​rzusły​szę,że
Isa​bel wy​cho​dzi za mną, ale ucie​kam od niej,
od szpi​ta​la i od Alek​sa. Nie​ste​ty nie mogę
uciecodwła​sne​goser​ca.Głę​bo​kowmo​jejpier​-
sikrwa​wizbólu.

A ja wiem, że już ni​g​dy nie będę taka jak

daw​niej.

background image

56.Alex

Od ty​go​dnia leżę w szpi​ta​lu. Nie​na​wi​dzę

pie​lę​gnia​rek, le​ka​rzy, igieł, ba​dań... a zwłasz​-
cza szpi​tal​nych pi​żam. Mam wra​że​nie, że im
dłu​żejtusie​dzę,tymwięk​sząro​bięsięzrzę​dą.
No do​bra, pew​nie nie po​wi​nie​nem zwy​my​ślać
pie​lę​gniar​ki, któ​ra wyj​mo​wa​ła mi cew​nik. Ale
wku​rzy​łomnie,żebyłatakawe​so​lut​ka.

Nie chcę ni​ko​go wi​dzieć, nie chcę z ni​kim

ga​dać. Im mniej lu​dzi w moim ży​ciu, tym le​-
piej.

Od​trą​ci​łem Brit​ta​ny, choć do​bi​ja​ła mnie

myśl, że ją ra​nię. Ale nie mia​łem wyj​ścia. Im
bli​żej mnie była, tym więk​sze gro​zi​ło jej nie​-
bez​pie​czeń​stwo. Nie mo​głem do​pu​ścić, żeby
to, co sta​ło się z Paco, sta​ło się z dziew​czy​ną,
któ​rą...

Prze​stańoniejmy​śleć,na​ka​zu​jęso​bie.
Lu​dzie, na któ​rych mi za​le​ży, umie​ra​ją —

pro​ste.Mójtata.Te​razPaco.By​łemgłu​pi,je​śli
wy​da​wa​łomisię,żemogęmiećwszyst​ko.

Gdyroz​le​gasiępu​ka​niedodrzwi,krzy​czę:
—Wy​no​cha!
Pu​ka​niesta​jesiębar​dziejna​tar​czy​we.
—Od​pie​prz​ciesięodemnie!

background image

Drzwi za​czy​na​ją się uchy​lać, więc rzu​cam

kub​kiem w ich kie​run​ku. Nie tra​fia jed​nak w
żad​ne​go z pra​cow​ni​ków szpi​ta​la, tyl​ko w pa​-
niąP.—pro​stowpierś.

—Ocho​le​ra.Tyl​koniepani.
PaniP.manoweoku​la​ry,zkrysz​tał​ka​miw

opraw​kach.

—Niedokoń​canata​kiepo​wi​ta​nieli​czy​łam,

Alex — mówi. — Wiesz, że w dal​szym cią​gu
mogęcięuka​raćzaprze​kli​na​nie?

Prze​wra​camsięnabok,boniemamocho​ty

naniąpa​trzeć.

— Przy​szła mnie pani uka​rać? Bo je​śli tak,

topro​szęsięniewy​si​lać.Niewra​camdoszko​-
ły.Dzię​kizaod​wie​dzi​ny.Strasz​niemiprzy​kro,
żemusijużpaniiść.

— Nie ru​szę się stąd, póki mnie nie wy​słu​-

chasz.

O nie, bła​gam. Wszyst​ko, tyl​ko nie ko​lej​ne

ka​za​nie.Na​ci​skamprzy​ciskłą​czą​cyzdy​żur​ką
pie​lę​gnia​rek.

—Cosiędzie​je,Alex?—pytaktośzgło​śni​-

ka.

—Znę​ca​jąsięnademną.
—Słu​cham?
Pani P. pod​cho​dzi do mnie i wy​ry​wa mi z

rękigło​śnik.

— Żar​tow​niś z nie​go. Prze​pra​sza​my za za​-

background image

mie​sza​nie. — Od​kła​da gło​śnik na sto​lik, poza
za​się​giem mo​jej ręki. — Nie dają ci tu pi​gu​łek
szczę​ścia?

—Niechcębyćszczę​śli​wy.
PaniP.na​chy​lasięwmojąstro​nę,ajejrów​-

noprzy​cię​tagrzyw​kaocie​rasięooku​la​ry.

—Alex,bar​dzomiprzy​krozpo​wo​duPaco.

Nie był moim uczniem, ale sły​sza​łam, że by​li​-
ściedo​bry​miprzy​ja​ciół​mi.

Wy​glą​dam przez okno, żeby uciec przed jej

wzro​kiem. Nie chcę roz​ma​wiać o Paco. O ni​-
czymniechcęroz​ma​wiać.

—Pocopaniprzy​szła?
Sły​szę ja​kiś sze​lest, gdy wy​cią​ga coś z tor​-

by.

— Przy​nio​słam ci książ​kę, że​byś mógł nad​-

ro​bićma​te​riał,pókiniewró​ciszdoszko​ły.

— Nie wra​cam. Już pani mó​wi​łem. Rzu​cam

szko​łę. Nie po​win​no to pani dzi​wić, pani P.
Chy​bapanipa​mię​ta,żena​le​żędogan​gu?

Pani P. prze​cho​dzi na dru​gą stro​nę łóż​ka i

sta​jena​prze​ciw​komnie.

— Chy​ba się co do cie​bie my​li​łam. Bo da​ła​-

bymso​bierękęob​ciąć,żeaku​rattywy​ła​miesz
sięzeste​reo​ty​pu.

— No cóż, może i tak by było, gdy​by mój

naj​lep​szy kum​pel nie zo​stał za​strze​lo​ny. Wie
pani,żetojamia​łemzgi​nąć?—Pa​trzęnapod​-

background image

ręcz​nik do che​mii, któ​ry trzy​ma w ręce. Przy​-
po​mi​na mi on tyl​ko o tym, co było i co ni​g​dy
jużsięniesta​nie.—Tonieonmiałzgi​nąć,do
ja​snejcho​le​ry!

Tyl​koja!—wrzesz​czę.
PaniP.za​cho​wu​jeka​mien​nątwarz.
— Ale nie zgi​ną​łeś. My​ślisz, że wy​świad​-

czysz Paco przy​słu​gę, je​śli rzu​cisz szko​łę i się
pod​dasz?Uznajtozapo​da​ru​nek,któ​ryodnie​-
go do​sta​łeś, a nie za prze​kleń​stwo. Paco już
nie wró​ci. Ale ty mo​żesz. — Pani P. kła​dzie
pod​ręcz​nik na pa​ra​pe​cie. — Tylu mo​ich
uczniów już zgi​nę​ło, że nie mie​ści mi się to w
gło​wie.Mójmążna​le​ga,że​bymode​szłazFa​ir​-
fieldiprze​nio​słasiędoszko​ły,wktó​rejniema
gang​ste​rów ży​ją​cych tyl​ko po to, żeby dać się
za​bićalboskoń​czyćjakodi​le​rzy.

Pani P. przy​sia​da na brze​gu łóż​ka i wbi​ja

wzrokwswo​jedło​nie.

—UczęwFa​ir​fieldzna​dzie​ją,żeudamisię

cośzmie​nić,byćdlako​gośprzy​kła​dem.Dok​tor
Agu​ir​rewie​rzy,żemo​że​myskoń​czyćzpo​dzia​-
ła​miijateżwtowie​rzę.Je​śliudamisięzmie​-
nić ży​cie choć jed​ne​go z mo​ich uczniów, to
udamisię...

—Zmie​nićświat?—prze​ry​wamjej.
—Może.
—Tonie​moż​li​we.Światjest,jakijest.

background image

PaniP.pod​no​sinamnieoczy,zu​peł​nienie​-

zra​żo​namo​imisło​wa​mi.

— Och Alex. Nie masz ra​cji. Świat jest taki,

ja​kim go stwo​rzysz. Je​śli uwa​żasz, że nie mo​-
żesz go zmie​nić, to pro​szę, idź ścież​ką, któ​ra
zo​sta​ła dla cie​bie przy​go​to​wa​na. Ale są też
inne dro​gi, tyle że trud​niej się po nich po​ru​-
szać. Nie jest ła​two zmie​nić świat, ale ja na
pew​nobędępró​bo​wać.Aty?

—Nie.
— Two​je pra​wo. Ja i tak będę pró​bo​wać. —

Milk​nie na chwi​lę, po czym mówi: — Chcesz
wie​dzieć,jakso​biera​dzitwo​japart​ner​ka?

Krę​cęgło​wą.
— Nie. Nie ob​cho​dzi mnie to. — Głos omal

niewięź​niemiwgar​dle.

Pani P. wzdy​cha po​iry​to​wa​na, po czym

pod​cho​dzidopa​ra​pe​tuibie​rzepod​ręcz​nik.

—Mamtozesobąza​brać,czycizo​sta​wić?
Nieod​po​wia​dam.
Od​kła​da książ​kę na pa​ra​pet i pod​cho​dzi do

drzwi.

— Ża​łu​ję, że nie wy​bra​łem bio​lo​gii za​miast

che​mii—mó​wię,gdyotwie​rajużdrzwi.

Mru​gadomniepo​ro​zu​mie​waw​czo.
— Wca​le nie ża​łu​jesz. Aha, może le​piej cię

uprze​dzę,żewpad​nieteżdziśdocie​biedok​tor
Agu​ir​re. Ra​dzi​ła​bym, że​byś ni​czym w nie​go

background image

nierzu​cał,gdybę​dziewcho​dzić.

Po dwóch ty​go​dniach wy​sze​dłem ze szpi​ta​-

laipo​je​cha​li​śmyzmamądoMek​sy​ku.Mie​siąc
póź​niejdo​sta​łempra​cęjakopo​ko​jo​wywho​te​-
lu w San Mi​gu​el de Al​len​de, nie​da​le​ko domu.
Toład​nyho​tel,zbie​lo​ny​miścia​na​miiko​lum​-
na​miprzedwej​ściem.Wra​ziepo​trze​bysłu​ży​-
łem za tłu​ma​cza, bo mój an​giel​ski był zde​cy​-
do​wa​nie lep​szy niż więk​szo​ści pra​cow​ni​ków.
Gdywy​cho​dzi​łemzchło​pa​ka​mipopra​cy,pró​-
bo​wa​liuma​wiaćmniezróż​ny​miMek​sy​kan​ka​-
mi. Dziew​czy​ny były pięk​ne, po​nęt​ne i zde​cy​-
do​wa​niewie​dzia​ły,jakuwieśćfa​ce​ta.Szko​puł
wtym,żeżad​naznichniebyłaBrit​ta​ny.

Mu​sia​łemja​kośoniejza​po​mnieć.Itoszyb​-

ko.

Sta​ra​łem się. Pew​ne​go wie​czo​ru pew​na

Ame​ry​kan​ka, któ​ra za​trzy​ma​ła się u nas w
ho​te​lu,za​cią​gnę​łamniedoswo​je​gopo​ko​ju.Na
po​cząt​kuwy​da​wa​łomisię,żewy​star​czyprze​-
spać się z inną blon​dyn​ką, żeby za​ma​zać
wspo​mnie​nia tego jed​ne​go wie​czo​ru z Brit​ta​-
ny.Alegdyjużmia​łemtozro​bić,niemo​głem.

Do​tar​łodomnie,żezpo​wo​duBrit​ta​nyżad​-

nainnadziew​czy​nadlamnienieist​nie​je.

Boniemajejtwa​rzy,jejuśmie​chuczychoć​-

byjejoczu.Todzię​kiwszyst​kimtympo​wierz​-
chow​nym ce​chom była pięk​no​ścią w oczach

background image

świa​ta, ale to, co ją na​praw​dę wy​róż​nia​ło,
znaj​do​wa​ło się dużo głę​biej. Czu​łość, z jaką
ocie​ra​ła twarz sio​strze, po​wa​ga, z jaką pod​-
cho​dzi​ładona​uki,siła,zjakąoka​zy​wa​łaswo​-
ją mi​łość, mimo że wie​dzia​ła, kim i jaki je​-
stem. Mia​łem za​miar prze​pro​wa​dzić trans​ak​-
cjęnar​ko​ty​ko​wą—zro​bićcoś,cze​musta​now​-
czosięsprze​ci​wia​ła—aitakmnieko​cha​ła.

Więcte​raz,trzymie​sią​cepostrze​la​ni​nie,je​-

stemznówwFa​ir​fieldimamza​miarzmie​rzyć
sięztym,copaniP.na​zwa​ła​bymojąnaj​więk​-
szązmo​rą.

En​ri​que sie​dzi przy biur​ku w warsz​ta​cie i

krę​cigło​wą.Roz​ma​wia​li​śmynate​mattam​te​go
wie​czo​ru w Hal​lo​we​en i wy​ba​czy​łem mu, że
Luc​kydo​wie​działsięwja​kiśspo​sóbodnie​goo
mnieiBrit​ta​ny.

En​ri​que wy​pusz​cza po​wo​li po​wie​trze z

płuc,gdymó​więmu,coza​mie​rzam.

— Mo​żesz zgi​nąć — stwier​dza, pa​trząc mi

woczy.

Ki​wamgło​wą.
—Wiem.
— Nie będę mógł ci po​móc. Ża​den z two​ich

kum​plizKrwiniebę​dziemógłcipo​móc.Prze​-
myśl to jesz​cze raz, Alex. Wróć do Mek​sy​ku i
popro​stucieszsięży​ciem.

Pod​ją​łemjużde​cy​zjęiniemamza​mia​rusię

background image

zniejwy​co​fać.

— Nie stchó​rzę. Mu​szę to zro​bić. Mu​szę

odejśćzKrwi.

—Dlaniej?
— Tak. — I dla mipapa. I dla Paco. A tak​że

dlamnieimo​jejro​dzi​ny.

— Co ci da odej​ście z Krwi, sko​ro bę​dziesz

mar​twy? — pyta En​ri​que. — Ini​cja​cja to przy
tym wa​ka​cyj​na im​prez​ka. Na​wet PG zmu​szą
doudzia​łu.

Nicnatoniemó​wię,tyl​kopo​da​jęmukart​-

kęznu​me​remte​le​fo​nu.

— Je​śli coś mi się sta​nie, za​dzwoń do tego

go​ścia. To mój je​dy​ny nie​po​wią​za​ny kum​pel.
—Nie​po​wią​za​nyzKrwiąizBrit​ta​ny.

Dzi​siej​sze​go wie​czo​ru sta​ję na​prze​ciw​ko

ma​ga​zy​nupeł​ne​golu​dzi,któ​rzyuwa​ża​jąmnie
zazdraj​cę.Zdą​ży​łemjużteżusły​szećparęin​-
nych in​wek​tyw. Go​dzi​nę temu po​wie​dzia​łem
Chuy​owi,któ​ryprze​jąłwła​dzępoHec​to​rze,że
chcę odejść — cał​ko​wi​cie ze​rwać z La​ty​no​ską
Krwią. Jest tyl​ko je​den mały szko​puł... w tym
celumu​szęprze​żyćspraw​dzian—atakzkaż​-
dejmoż​li​wejstro​ny.

Chuy, bez​względ​ny i su​ro​wy, pod​cho​dzi do

mnie z ban​da​ną La​ty​no​skiej Krwi. Pa​trzę na
ota​cza​ją​ce mnie twa​rze. Z tyłu, spusz​cza​jąc
wzrok, stoi mój kum​pel Pe​dro. Są też Ja​vier i

background image

Luc​ky z ocza​mi pło​ną​cy​mi z pod​nie​ce​nia. Ja​-
viertoobłą​ka​nyskur​wy​syn,aLuc​kyzde​cy​do​-
wa​nieniejestza​chwy​co​ny,żeprze​grałza​kład,
mimożeni​g​dynieupo​mnia​łemsięowy​gra​ną.
Obaj z ra​do​ścią mi do​wa​lą, wie​dząc, że nie
mogęsiębro​nić.

Mój ku​zyn En​ri​que stoi w ką​cie opar​ty o

ścia​nę. Ma wziąć udział w spraw​dzia​nie, po​-
móc po​ra​cho​wać mi wszyst​kie ko​ści, póki nie
stra​cę przy​tom​no​ści. W LK nic nie li​czy się
bar​dziej niż lo​jal​ność i od​da​nie. Prze​sta​jesz
być lo​jal​ny, prze​sta​jesz być od​da​ny... sta​jesz
się dla nich wro​giem. A na​wet go​rzej, bo kie​-
dyśby​łeśjed​nymznich.Je​śliEn​ri​quewy​ła​mie
sięibę​dziechciałmniebro​nić,jużponim.

Sto​jęzdum​nieunie​sio​nągło​wą,aChuyza​-

wią​zu​jemiban​da​nęnaoczach.Damradę.Je​śli
dzię​ki temu od​zy​skam Brit​ta​ny, to war​to
przez to przejść. Nie będę na​wet brać pod
uwa​gęin​nejopcji.

Wią​żą mi z tyłu ręce, pro​wa​dzą do sa​mo​-

cho​duiwpy​cha​jąnatyl​nesie​dze​nie,sa​dza​jąc
mnie po​mię​dzy dwo​ma człon​ka​mi gan​gu. Nie
mam po​ję​cia, gdzie je​dzie​my. Po​nie​waż to
Chuyte​razdo​wo​dzi,wszyst​kojestmoż​li​we.

List. Nie na​pi​sa​łem li​stu. A co, je​śli umrę i

Brit​ta​ny ni​g​dy się nie do​wie, co do niej czu​-
łem?

background image

Wła​ści​wietomożeile​piej.Ła​twiejjejbę​dzie

się otrzą​snąć, gdy bę​dzie prze​ko​na​na, że je​-
stem dup​kiem, któ​ry ją zdra​dził i ni​g​dy tego
nieża​ło​wał.

Po czter​dzie​stu pię​ciu mi​nu​tach sa​mo​chód

zjeż​dżazdro​gi.Sły​szęchrzęstżwi​rupodko​ła​-
mi.

Może gdy​bym wie​dział, gdzie mnie wio​zą,

nie de​ner​wo​wał​bym się aż tak bar​dzo, ale za
cho​le​rę nic nie wi​dzę. Nie stre​su​ję się. Ra​czej
nie​cier​pli​wię,bochcęsiędo​wie​dzieć,czyznaj​-
dę się w gro​nie szczę​śliw​ców i prze​ży​ję. Ale
na​wetje​śliprze​ży​ję,czyktośmnieznaj​dzie?A
może umrę w sa​mot​no​ści w ja​kiejś szo​pie,
ma​ga​zy​nie czy in​ny​mi po​rzu​co​nym bu​dyn​ku?
Może nie będą mnie bić. Może za​pro​wa​dzą
mnienaja​kiśdachipopro​stuzrzu​cą.Ityle.Se
aca​bó.

Nie,Chuyniejestztych.Lubi,jaksil​nifa​ce​-

ciwrzesz​cząibła​ga​jągonako​la​nacholi​tość.

Niedammutejsa​tys​fak​cji.
Wy​pro​wa​dza​ją mnie z sa​mo​cho​du. Są​dząc

po chrzę​ście żwi​ru i ka​mie​ni, je​ste​śmy na ja​-
kimś pust​ko​wiu. Sły​szę ko​lej​ne sa​mo​cho​dy,
ko​lej​ne kro​ki za nami. Gdzieś w od​da​li ry​czy
kro​wa.

Ry​czy ostrze​gaw​czo? Praw​da jest jed​nak

taka,żechcętozro​bić.Je​ślicośnamprze​rwie,

background image

od​ro​czytyl​koto,coitakjestnie​unik​nio​ne.Je​-
stem zde​cy​do​wa​ny. Je​stem go​to​wy. Niech
wresz​ciesięza​cznie.

Za​sta​na​wiam się, czy po​wie​szą mnie za

ręcenaga​łę​ziiwtenspo​sóbwy​sta​wiąnacio​-
sy.

Cho​le​ra,nie​wie​dzamniedo​bi​ja.Es​toy per​di​-

do

.

—Cze​kajtu—sły​szę.
Jak​bymmiałdo​kądiść.
Ktośdomniepod​cho​dzi.Każ​de​mukro​ko​wi

to​wa​rzy​szychrzęstżwi​ru.

— Przy​no​sisz nam hań​bę, Ale​jan​dro. Chro​-

ni​li​śmy cie​bie i two​ją ro​dzi​nę, a ty od​wra​casz
siędonasple​ca​mi.Zga​dzasię?

Ża​łu​ję,żemojeży​cieniejestjakzpo​wie​ści

Joh​na Gri​sha​ma. Bo​ha​te​ro​wie w jego książ​-
kach za​wsze znaj​du​ją się o włos od śmier​ci,
alewpa​da​jąnaja​kieśbły​sko​tli​weroz​wią​za​nie.
Zwy​klepo​le​gaononaukry​ciuja​kichśkom​pro​-
mi​tu​ją​cych in​for​ma​cji: je​śli głów​ny bo​ha​ter
zgi​nie, czar​ny cha​rak​ter bę​dzie miał prze​chla​-
pa​nedokoń​caży​cia.Nie​ste​tywpraw​dzi​wym
ży​ciuniematakpro​stychroz​wią​zań.

—ToHec​torzdra​dziłKrew—od​po​wia​dam.

Eltra​idor.

Zato,żena​zwa​łemHec​to​razdraj​cą,do​sta​ję

pię​ścią w twarz. Cho​le​ra, nie by​łem na to go​-

background image

to​wy,boprzeztęprze​pa​skęnaoczachzacho​-
le​rę nic nie wi​dzę. Sta​ram się nie krzy​wić z
bólu.

— Masz świa​do​mość, co po​cią​ga za sobą

odej​ściezKrwi?

Ki​wamgło​wą.
—Tak.
Sły​szę chrzęst żwi​ru, gdy lu​dzie usta​wia​ją

się wo​kół mnie w krę​gu. Tym ra​zem to ja je​-
stemce​lemnatar​czy.

Za​pa​da upior​na ci​sza. Nikt się nie śmie​je.

Niktniewy​da​jezsie​bieżad​ne​godźwię​ku.Nie​-
któ​rzy są mo​imi do​bry​mi przy​ja​ciół​mi. I jak
En​ri​que, mu​szą wła​śnie sto​czyć we​wnętrz​ną
wal​kę. Nie wi​nię ich. Część mia​ła szczę​ście i
niezo​sta​ławy​ty​po​wa​nadobi​cia.

Bez ostrze​że​nia do​sta​ję pię​ścią w twarz.

Trud​no mi trzy​mać się pro​sto, zwłasz​cza że
wiem, że za​raz spad​nie na mnie wię​cej cio​-
sów. Wal​czyć, wie​dząc, że mo​żesz wy​grać, to
jed​no, ale mieć świa​do​mość, że je​steś bez
szans,tozu​peł​niecoin​ne​go.

Ktośchla​stamniepople​cachczymśostrym.
Po​temdo​sta​jępię​ściąwże​bra.
Wszyst​kie cio​sy są wy​mie​rzo​ne od pasa w

górę — nie omi​ja​ją żad​ne​go skraw​ka mo​je​go
cia​ła. Cię​cie tu, pięść tam. Kil​ka razy tra​cę
rów​no​wa​gę, ale sta​wia​ją mnie od razu na

background image

nogi,naspo​tka​niezko​lej​ny​mira​za​mi.

Mam roz​cię​te ple​cy, palą jak przy​pie​ka​ne

ży​wym ogniem. Po​zna​ję cio​sy En​ri​que, bo nie
wkła​dawnietylewście​kło​ścicopo​zo​sta​li.

Tyl​ko myśl o Brit​ta​ny spra​wia, że nie

wrzesz​częzbólu.Będęsil​nydlaniej...dlanas.
Niepo​zwo​lęimza​de​cy​do​waćotym,czyprze​-
ży​ję, czy umrę. To ode mnie za​le​ży mój los,
nieodKrwi.

Niemampo​ję​cia,jakdłu​gototrwa.Półgo​-

dzi​ny? Go​dzi​nę? Za​czy​nam słab​nąć. Z trud​no​-
ścią utrzy​mu​ję się na no​gach. Wy​czu​wam
dym. Chcą mnie wrzu​cić do ognia? Ban​da​na
wciążprzy​le​gacia​snodomo​ichoczu,choćnie
matowięk​sze​gozna​cze​nia,bopew​nieitaksą
takza​puch​nię​te,żenicbymniewi​dział.

Czu​ję, że za​raz się zła​mię i prze​wró​cę na

zie​mię,alenaj​wyż​szymwy​sił​kiemwoliutrzy​-
mu​jęsięnano​gach.

Przy​pusz​czam, że nikt by mnie nie roz​po​-

znał w tym sta​nie: go​rą​ca krew leje się stru​-
mie​nia​mi z po​chla​sta​nej twa​rzy i cia​ła. Czu​ję,
że ktoś roz​dzie​ra mi ko​szu​lę, któ​ra zla​tu​je ze
mnie i od​sła​nia miej​sce, w któ​re po​strze​lił
mnie Hec​tor. Ktoś wali mnie pię​ścią w ranę.
Nieje​stemjużwsta​nieznieśćwię​cejbólu.

Pa​dam bez​ład​nie na zie​mię, szo​ru​jąc twa​-

rząpożwi​rze.

background image

W tym mo​men​cie tra​cę pew​ność, czy wy​-

trzy​mam.Brit​ta​ny.Brit​ta​ny.Brit​ta​ny.Pókipo​-
wta​rzam w my​ślach jej imię jak man​trę,
wiem, że jesz​cze żyję. Brit​ta​ny. Brit​ta​ny. Brit​-
ta​ny.

Czy to za​pach praw​dzi​we​go dymu, czy za​-

pachśmier​ci?

Przez gę​stą mgłę spo​wi​ja​ją​cą mój umysł

prze​dzie​ra​jąsięczy​jeśsło​wa:

—Możejużwy​star​czy?
Sły​szęda​le​kie,alewy​raź​ne:
—Nie.
Roz​le​ga​ją się gło​sy sprze​ci​wu. Po​ru​szył​bym

się,gdy​bymbyłwsta​nie.Brit​ta​ny.Brit​ta​ny.

Brit​ta​ny.
Ko​lej​negło​sysprze​ci​wu.Niktniepro​te​stu​je

pod​czas spraw​dzia​nów. To nie​do​pusz​czal​ne.
Cosiędzie​je?Cobę​dzieda​lej?Tomusibyćcoś
znacz​nie gor​sze​go niż bi​cie, bo sły​szę gło​śne
pro​te​sty.

— Przy​trzy​maj go twa​rzą do zie​mi — roz​-

brzmie​wa głos Chuya. — Nie do​pusz​czę, żeby
ktoś zdra​dzał La​ty​no​ską Krew na mo​ich
oczach. Niech to bę​dzie ostrze​że​nie dla
wszyst​kich, któ​rzy kie​dy​kol​wiek chcie​li​by się
na to po​wa​żyć. Cia​ło Ale​jan​dro Fu​en​te​sa zo​-
sta​nie na​zna​czo​ne, by za​wsze przy​po​mi​nać
muojegozdra​dzie.

background image

Za​pach spa​le​ni​zny przy​bie​ra na sile. Nie

mampo​ję​cia,cosięza​razsta​nie,pókiktośnie
przy​ci​skamidoło​pa​tekroz​ża​rzo​nychwę​gli.

Mu​sia​łem chy​ba jęk​nąć. Albo za​wyć. Albo

wrza​snąć.Samjużniewiem.Nicjużniewiem.
Nie je​stem w sta​nie my​śleć. Po​tra​fię tyl​ko
czuć. Rów​nie do​brze mo​gli wrzu​cić mnie do
ognia, bo nie wy​obra​żam so​bie gor​szej mę​-
czar​ni. Swąd pa​lo​nej skó​ry wwier​ca mi się w
nos, a ja uświa​da​miam so​bie, że to wca​le nie
były wę​gle. Drań ozna​ko​wał mnie jak by​dło.
Po​twor​nyból.El​do​lor,el​do​lor...

Brit​ta​ny.Brit​ta​ny.Brit​ta​ny.

background image

57.Brittany

Jestpierw​szykwiet​nia.Niewi​dzia​łamAlek​-

saodpię​ciumie​się​cy,odtegodniapostrze​la​-
ni​nie. Plot​ki na te​mat Paco i Alek​sa w koń​cu
uci​chły, a do​dat​ko​wi psy​cho​lo​go​wie i pra​cow​-
ni​cyspo​łecz​nimo​gliopu​ścićszko​łę.

Wze​szłymty​go​dniupo​wie​dzia​łamszkol​ne​-

mu psy​cho​lo​go​wi, że prze​spa​łam po​nad pięć
go​dzin, ale kła​ma​łam. Od dnia strze​la​ni​ny
cier​pię na bez​sen​ność, bo wy​bu​dzam się w
nocy i nie​ustan​nie po​wra​cam my​śla​mi do tej
strasz​nej roz​mo​wy w szpi​ta​lu. Psy​cho​log po​-
wie​dział,żeupły​niejesz​czedużocza​su,za​nim
upo​ramsięzpo​czu​ciemzdra​dy.

Pro​blemwtym,żenieczu​jęsięzdra​dzo​na.

Ra​czejsmut​naiprzy​bi​ta.Mimożemi​nę​łotyle
cza​su, kła​dąc się spać, wciąż oglą​dam na ko​-
mór​ce zdję​cia, któ​re zro​bi​li​śmy so​bie z Alek​-
semwMy​sti​que.

Po wyj​ściu ze szpi​ta​la Alex rzu​cił szko​łę i

znik​nął.Byćmożeniemagojużwmoimży​ciu
fi​zycz​nie, ale na za​wsze po​zo​sta​nie czę​ścią
mnie.Niepo​tra​fięwy​rzu​cićgozeswo​je​goser​-
ca,na​wetgdy​bymchcia​ła.

Cały ten obłęd miał je​den po​zy​tyw​ny sku​-

background image

tek: po​je​cha​li​śmy całą ro​dzi​ną do Ko​lo​ra​do,
żebyShel​leymo​głazo​ba​czyćSło​necz​nąDo​li​nę
i na​praw​dę jej się tam spodo​ba​ło. Co​dzien​nie
od​by​wa​ją się tam róż​ne za​ję​cia, pod​opiecz​ni
upra​wia​jąspor​ty,acotrzymie​sią​ceod​wie​dza
ich na​wet ktoś zna​ny. Gdy Shel​ley usły​sza​ła,
żedoośrod​kaprzy​jeż​dża​jązkon​cer​ta​miiwy​-
stę​pa​mi róż​ne sła​wy, to gdy​by nie przy​trzy​-
mu​ją​cejąpasy,spa​dła​byzwra​że​niazwóz​ka.

Cięż​komibyłopo​zwo​lićsio​strzepójśćswo​-

jądro​gą,alezro​bi​łamto.Iniespa​ni​ko​wa​łam.
Świa​do​mość, że to był jej wła​sny wy​bór, bar​-
dzomipo​mo​gła.

Ale te​raz zo​sta​łam sama. Wraz ze swo​im

odej​ściemAlexza​brałzesobądużączęśćmo​-
je​go ser​ca. Za​cie​kle strze​gę tego, co mi po​zo​-
sta​ło.Do​szłamdownio​sku,żeniemamwpły​-
wu na cu​dze ży​cie, tyl​ko na wła​sne. Alex po​-
szedłswo​jądro​gą.Inieza​brałmniezesobą.

W szko​le igno​ru​ję zna​jo​mych Alek​sa, a oni

igno​ru​jąmnie.Wszy​scyuda​je​my,żepierw​szy
se​mestrczwar​tejkla​syni​g​dysięniewy​da​rzył.
Je​dy​nywy​ją​tektoIsa​bel.Cza​semzesobąroz​-
ma​wia​my, choć to bar​dzo bo​le​sne. Pa​nu​je
mię​dzy nami mil​czą​ce po​ro​zu​mie​nie, któ​re
po​zwo​li​ło mi so​bie uświa​do​mić, że jest ktoś,
kto musi so​bie ra​dzić z po​dob​nym bó​lem jak
ja.

background image

W maju, gdy przed che​mią idę do swo​jej

szaf​ki,znaj​du​jęwśrod​kuparęogrze​wa​czydo
rąk.Wra​cadomniezcałąmocąnaj​gor​szanoc
mo​je​goży​cia.

Alex tu był? Wło​żył ogrze​wa​cze do mo​jej

szaf​kioso​bi​ście?

Niepo​tra​fięwy​ma​zaćgozeswo​jejpa​mię​ci,

choć bar​dzo bym chcia​ła. Czy​ta​łam kie​dyś, że
zło​te ryb​ki za​pa​mię​tu​ją tyl​ko na pięć se​kund.
Za​zdrosz​częim.Bojabędępa​mię​taćoAlek​sie
całeży​cieicałeży​ciebędęgoko​chać.

Przy​ci​skam mięk​kie ogrze​wa​cze do pier​si,

ku​campodszaf​kąiza​czy​nampła​kać.Uch.Je​-
stemwra​kiemczło​wie​ka.

Obokmniepo​ja​wiasięSier​ra.
—Cosiędzie​je,Brit?
Nieje​stemwsta​niesięru​szyć.Nieje​stemw

sta​nienadsobąza​pa​no​wać.

—Chodź—na​ka​zu​jeSier​raipod​cią​gamnie

dogóry.—Wszy​scysięga​pią.

MijanasDar​le​ne.
— Po​waż​nie, dziew​czy​no, po​win​naś już

chy​ba otrzą​snąć się po tym gang​ste​rze, któ​ry
spu​ścił cię na drze​wo. Za​czy​nasz się ro​bić ża​-
ło​sna — mówi tak, żeby na pew​no usły​szał ją
cały tłu​mek, któ​ry za​czął się wo​kół nas zbie​-
rać.

ObokDar​le​nesta​jeCo​lin.Pa​trzynamnieze

background image

zło​ścią.

— Alex do​stał to, na co za​słu​gi​wał — ce​dzi

przezzęby.

Bez wzglę​du na to, czy to słusz​ne, czy nie,

walcz o to, co jest dla cie​bie waż​ne. Dło​nie
same za​ci​ska​ją mi się w pię​ści, gdy ro​bię za​-
mach,żebygoude​rzyć.Uchy​lasięodcio​su,po
czym ła​pie mnie za nad​garst​ki i wy​krę​ca mi
dotyłuręce.

Pod​cho​dzidonasDoug.
—Puśćją,Co​lin.
—Niewtrą​cajsię,Thomp​son.
—Chło​pie,upo​ka​rza​niejejtyl​kodla​te​go,że

rzu​ci​łaciędlain​ne​go,tona​praw​dęże​na​da.

Co​linod​py​chamnieipod​cią​garę​ka​wy.
Nie mogę po​zwo​lić, żeby Doug wal​czył za

mnie.

—Je​ślichceszsięznimbić,mu​sisznaj​pierw

po​ko​naćmnie—mó​wię.

Z za​sko​cze​niem pa​trzę, jak Isa​bel sta​je

przedemną.

— A żeby po​ko​nać ją, naj​pierw bę​dziesz

mu​siałpo​ko​naćmnie.

ObokIsa​belusta​wiasięSier​ra.
—Imnie.
Je​den z grup​ki Mek​sy​ka​nów, Sam, po​py​cha

wkie​run​kuIsa​belGary’egoFran​ke​la.

— Ten gość zła​mie ci rękę jed​nym cio​sem,

background image

dup​ku.Zjeż​dżajmizoczu,bogonacie​biena​-
pusz​czę—war​czySam.

Gary, ubra​ny w ko​ra​lo​wą ko​szul​kę i bia​łe

spodnie,wy​da​jepo​mruk,żebywy​glą​daćgroź​-
niej.Niebar​dzomutopo​ma​ga.

Co​lin roz​glą​da się wo​kół sie​bie, ale nikt nie

sta​jepojegostro​nie.

Mru​gam z nie​do​wie​rza​niem. Może we

wszech​świe​cie jesz​cze przed chwi​lą pa​no​wał
cha​os, ale te​raz znów wszyst​ko wró​ci​ło na
swo​jemiej​sce.

— Chodź, Co​lin — rzu​ca Dar​le​ne. — Nie​po​-

trzeb​na nam ta ża​ło​sna ban​da. — Od​cho​dzą.
Pra​wieimwspół​czu​ję.Pra​wie.

— Je​stem z cie​bie taka dum​na, Do​ug​gie —

woła Sier​ra i rzu​ca się mu w ra​mio​na. Za​czy​-
na​ją się ca​ło​wać, nie zwa​ża​jąc na ga​piów ani
na szkol​ny za​kaz pu​blicz​ne​go oka​zy​wa​nia
uczuć.

—Ko​chamcię—mówiDoug,gdyod​ry​wa​ją

sięodsie​biedlazła​pa​niatchu.

— Ja też cię ko​cham — gru​cha Sier​ra dzie​-

cin​nymgło​si​kiem.

—Idź​ciedoho​te​lu—wołaktoś.
Aleonica​łu​jąsię,pókizgło​śni​kównieroz​-

le​ga się mu​zy​ka. Tłum się roz​cho​dzi. A ja
wciążprzy​ci​skamdosie​bieogrze​wa​cze.

Isa​belprzy​ku​caprzymnie.

background image

— Ni​g​dy nie po​wie​dzia​łam Paco, co do nie​-

go czu​ję. Ba​łam się za​ry​zy​ko​wać, a te​raz jest
jużzapóź​no.

—Strasz​niemiprzy​kro,Isa.Jaza​ry​zy​ko​wa​-

łam, ale i tak stra​ci​łam Alek​sa, więc może le​-
piejnatymwy​szłaś.

Wzru​sza ra​mio​na​mi i wiem, że sta​ra się

trzy​mać,żebynieroz​kle​ićsięwszko​le.

— Pew​nie któ​re​goś dnia się po​zbie​ram.

Małopraw​do​po​dob​ne,aletrze​bamiećna​dzie​-
ję,praw​da?—Pro​stu​jesię,wsta​jeirobidziel​-
nąminę.Pa​trzę,jakwcho​dzidokla​syiza​sta​-
na​wiamsię,czyroz​ma​wiaotymzin​ny​mi,czy
zwie​rzasiętyl​komnie.

— Chodź — mówi Sier​ra, wy​su​wa​jąc się z

ob​jęć Do​uga i cią​gnąc mnie do wyj​ścia. Ocie​-
ramoczygrzbie​temdło​niisia​damnakra​węż​-
ni​ku przy sa​mo​cho​dzie Sier​ry, ma​jąc gdzieś,
żewła​śnieze​rwa​łamsięzlek​cji.

—Nicminiejest,Sier​ra.Na​praw​dę.
—Nie​praw​da.Brit,je​stemtwo​jąprzy​ja​ciół​-

ką. By​łam nią przed two​imi fa​ce​ta​mi i będę
niąponich.Więcmów,cocileżynawą​tro​bie.
Za​mie​niamsięwsłuch.

—Ko​cha​łamgo.
— Co ty nie po​wiesz, Sher​loc​ku? Po​wiedz

mimożecoś,oczymniewiem.

— Wy​ko​rzy​stał mnie. Prze​spał się ze mną

background image

tyl​kopoto,żebywy​graćza​kład.Ajana​dalgo
ko​cham.Sier​ra,je​stemża​ło​sna.

— Spa​li​ście ze sobą i nic mi nie po​wie​dzia​-

łaś?My​śla​łam,żetotyl​koplo​ty.Nowiesz,ta​-
kiebezpo​kry​cia.

Po​iry​to​wa​nacho​wamgło​węwdło​niach.
—Żar​tu​ję.Niechcęnicwie​dzieć.Okej,chcę,

aletyl​koje​ślisamamibę​dzieszchcia​łapo​wie​-
dzieć — mówi Sier​ra. — To aku​rat te​raz nie
jest waż​ne. Wi​dzia​łam, jak Alex na cie​bie pa​-
trzy,Brit.Dla​te​goprze​sta​łamcięmę​czyćoto,
żegolu​bisz.Niemata​kiejopcji,żebyuda​wał.
Nie wiem, kto ci po​wie​dział o tym rze​ko​mym
za​kła​dzie...

Pod​no​szęgło​wę.
— Sam mi po​wie​dział. A jego zna​jo​mi po​-

twier​dzi​li. Cze​mu nie po​tra​fię o nim za​po​-
mnieć?

Sier​ra krę​ci gło​wą, jak​by ka​so​wa​ła to, co

przedchwi​ląpo​wie​dzia​łam.

—Poko​lei.—Ła​piemniepodbro​dęizmu​-

sza, że​bym na nią spoj​rza​ła. — Po pierw​sze
Alek​so​wiza​le​ża​łonato​bie,bezwzglę​dunato,
co ci na ten te​mat po​wie​dział, i bez wzglę​du
na to, czy był ja​kiś za​kład, czy nie. Do​brze o
tym wiesz, Brit, bo ina​czej nie przy​ci​ska​ła​byś
tak do sie​bie tych ogrze​wa​czy. Po dru​gie Alex
znik​nąłztwo​je​goży​ciaizewzglę​dunasie​bie,

background image

na jego głup​ko​wa​te​go kum​pla Paco i na mnie
mu​siszżyćda​lej,na​wetje​ślitoniejestła​twe.

—Całyczasmisięwy​da​je,żezro​biłtospe​-

cjal​nie. Gdy​bym tyl​ko mo​gła z nim po​roz​ma​-
wiaćigootoza​py​tać.

—Alemożeonniemógł​byciod​po​wie​dzieć.

I dla​te​go od​szedł. Je​śli chce mar​no​wać swo​je
ży​cie i od​rzu​cać to, co od nie​go do​sta​je, to
trud​no.Alemu​siszmuudo​wod​nić,żetyje​steś
sil​niej​sza.

Sier​ra ma ra​cję. Po raz pierw​szy czu​ję, że

do​trwam do koń​ca roku. Tego wie​czo​ru, gdy
się ko​cha​li​śmy, od​da​łam Alek​so​wi ka​wa​łek
ser​ca, któ​ry już za​wsze bę​dzie do nie​go na​le​-
żeć. Ale to wca​le nie ozna​cza, że moje ży​cie
musi po​zo​stać w sta​nie wiecz​ne​go za​wie​sze​-
nia.Niemogęuga​niaćsięzaupio​ra​mizprze​-
szło​ści.

Je​stem te​raz sil​niej​sza. A przy​naj​mniej

mamtakąna​dzie​ję.

Dwaty​go​dniepóź​niejjakoostat​niaprze​bie​-

ram się w szat​ni na wuef. Pod​no​szę gło​wę,
sły​sząc stu​ka​nie ob​ca​sów. Stoi przede mną
Car​men San​chez. Je​stem spo​koj​na. Wsta​ję i
pa​trzęjejpro​stowoczy.

—ByłwFa​ir​field—mówi.
— Wiem — od​po​wia​dam, przy​po​mi​na​jąc

so​bie ogrze​wa​cze w szaf​ce. Ale wy​je​chał. Jak

background image

szept, w jed​nej chwi​li był i za​raz po​tem znik​-
nął.

Car​men wy​raź​nie się stre​su​je, jest nie​mal

bez​bron​na.

— Ko​ja​rzysz te wiel​kie plu​szo​we ma​skot​ki

w we​so​łych mia​stecz​kach? Te, któ​rych poza
garst​ką fuk​sia​rzy prak​tycz​nie nikt nie wy​gry​-
wa?Mnieni​g​dynieuda​łosięwy​grać.

—No.Mnieteżnie.
— Alex był moją ma​skot​ką. Nie​na​wi​dzi​łam

cięzato,żemigoza​bra​łaś—wy​zna​je.

Wzru​szamra​mio​na​mi.
— To mo​żesz już prze​stać mnie nie​na​wi​-

dzić.Bojateżgostra​ci​łam.

— Prze​sta​łam cię już nie​na​wi​dzić — mówi.

—Jużtoprze​bo​la​łam.

Prze​ły​kamztru​demśli​nęimó​wię:
—Jateż.
Car​men par​ska śmie​chem. Ale tuż przed

wyj​ściem z szat​ni sły​szę, że mru​czy pod no​-
sem:

—Wprze​ci​wień​stwiedoAlek​sa.
Cotomazna​czyć?

background image

Pięćmiesięcypóźniej.Brittany

Sier​pień w Ko​lo​ra​do pach​nie zde​cy​do​wa​nie

ina​czejniżwIl​li​no​is.Po​trzą​samnową,krót​ką
fry​zur​ką, nie sta​ra​jąc się na​wet przy​gła​dzać
nie​sfor​nychlocz​ków,iusi​łu​jęroz​pa​ko​waćkar​-
to​nywswo​impo​ko​juwaka​de​mi​ku.

Mojawspół​lo​ka​tor​ka,Le​xie,jestzAr​kan​sas.

Przy​po​mi​nama​łe​goskrza​ta—ma​lut​kaisłod​-
ka. Zde​cy​do​wa​nie mo​gła​by ucho​dzić za po​-
tom​kaDzwo​necz​kazhi​sto​riioPio​tru​siuPanu.
Po​waż​nie, ni​g​dy nie wi​dzia​łam jej ze skrzy​-
wio​nąminą.Sier​ra,któ​rapo​szłanaUni​wer​sy​-
tet Il​li​no​is, nie mia​ła po​dob​ne​go szczę​ścia do
współ​lo​ka​tor​ki. Tra​fi​ła na Darę, dziew​czy​nę,
któ​ra po​dzie​li​ła sza​fę i po​kój na czte​ry rów​ne
czę​ści i co​dzien​nie wsta​je o pią​tej trzy​dzie​ści
(na​wet w week​en​dy), żeby wy​ko​nać w po​ko​ju
swójsta​łyze​stawćwi​czeń.Sier​rajestza​ła​ma​-
na,aleitakwięk​szośćcza​suspę​dzawaka​de​-
mi​kuuDo​uga,więcniejesttakźle.

—Napew​noniechceszznamiiść?—pyta

Le​xie, wy​po​wia​da​jąc każ​de sło​wo z ty​po​wym
po​łu​dnio​wym ak​cen​tem. Idzie z pa​ro​ma
dziew​czy​na​mi z pierw​sze​go roku na dzie​dzi​-
niec,gdziemasięod​byćcośwro​dza​juim​pre​-

background image

zypo​wi​tal​nej.

— Mu​szę się roz​pa​ko​wać, a po​tem jadę do

sio​stry. Obie​ca​łam, że do niej zaj​rzę, jak tyl​ko
sięroz​pa​ku​ję.

—Okej—niena​ma​wiajużdłu​żejLe​xieiza​-

czy​na przy​mie​rzać róż​ne ciu​chy, żeby móc
dziś wy​glą​dać „ide​al​nie”. W koń​cu de​cy​du​je
się na ja​kiś ze​staw, ukła​da wło​sy i po​pra​wia
ma​ki​jaż. Przy​po​mi​na mi daw​ną mnie — tę,
któ​ra tak bar​dzo sta​ra​ła się spro​stać cu​dzym
ocze​ki​wa​niom.

Półgo​dzi​nypóź​niejLe​xiewy​cho​dzi,ajasia​-

damnałóż​kuiwy​cią​gamko​mór​kę.Pa​trzęna
zdję​ciazAlek​sem.Nie​na​wi​dzęsie​biezato,że
cią​gle do nich wra​cam. Tyle razy chcia​łam je
wy​ka​so​wać, wy​ma​zać prze​szłość. Ale nie po​-
tra​fię.

Się​gamdoszu​fla​dyprzybiur​kuiwy​cią​gam

ban​da​nę Alek​sa, czy​stą i świe​żą, zło​żo​ną w
rów​ny kwa​drat. Gła​dzę de​li​kat​ny ma​te​riał i
przy​po​mi​nam so​bie chwi​lę, gdy ją od nie​go
do​sta​łam.Dlamniechu​s​taniesym​bo​li​zu​jeLa​-
ty​no​skiejKrwi.Sym​bo​li​zu​jeAlek​sa.

Dzwo​ni ko​mór​ka, przy​wo​łu​jąc mnie do te​-

raź​niej​szo​ści. To ktoś ze Sło​necz​nej Do​li​ny.
Od​bie​ram, a po dru​giej stro​nie słu​chaw​ki od​-
zy​wasięko​bie​cygłos.

—Czymó​więzBrit​ta​nyEl​lis?

background image

—Tak.
—Ztejstro​nyGeo​r​giaJack​sonzeSło​necz​nej

Do​li​ny. Z Shel​ley wszyst​ko w po​rząd​ku, ale
chcia​ławie​dzieć,czybę​dziepaniprzedczypo
ko​la​cji.

Zer​kam na ze​ga​rek. Jest czwar​ta trzy​dzie​-

ści.

—Pro​szęjejprze​ka​zać,żeje​stemzapięt​na​-

ściemi​nut.Wła​śniewy​cho​dzę.

Roz​łą​czam się, od​kła​dam ban​da​nę na miej​-

sceicho​wamte​le​fondoto​reb​ki.

Po​dróż au​to​bu​sem na dru​gi ko​niec mia​sta

nie zaj​mu​je dużo cza​su, więc nie​dłu​go po​tem
idę już do świe​tli​cy w Sło​necz​nej Do​li​nie, w
któ​rej,zgod​niezuzy​ska​nąwre​cep​cjiin​for​ma​-
cją,sie​dzimojasio​stra.

Naj​pierw za​uwa​żam Geo​r​gię Jack​son. Jest

moim po​śred​ni​kiem w roz​mo​wach z Shel​ley,
gdy dzwo​nię co kil​ka dni. Wita mnie cie​pło i
ser​decz​nie.

— Gdzie Shel​ley? — py​tam, roz​glą​da​jąc się

posali.

—Grawwar​ca​by,jakzwy​kle—mówiGeo​-

r​giaiwska​zu​jenamiej​scewroguświe​tli​cy.

Shel​leysie​dzidomniety​łem,aleroz​po​zna​ję

jąpowło​sachiwóz​ku.

Wy​da​jezsie​biepisk,czy​liwła​śniewy​gra​ła.
Pod​cho​dzę bli​żej i do​strze​gam oso​bę, któ​ra

background image

z nią gra. Ciem​ne wło​sy po​win​ny mnie
ostrzec, że moje ży​cie za chwi​lę znów sta​nie
nagło​wie,aleniedokoń​catodomniedo​cie​ra.
Za​mie​ram.

To nie​moż​li​we. To tyl​ko wy​obraź​nia pła​ta

mifi​gle.

Ale gdy to​wa​rzysz Shel​ley się od​wra​ca i

prze​szy​wa mnie spoj​rze​niem tych tak do​brze
mizna​nychciem​nychoczu,praw​daspły​wami
dresz​czem wzdłuż krę​go​słu​pa z pręd​ko​ścią
bły​ska​wi​cy.

Alex.Dzie​ligoodemniedzie​sięćkro​ków.O

Boże, wszyst​ko, co do nie​go czu​łam, wra​ca
prze​moż​ną falą. Nie wiem, co zro​bić i co po​-
wie​dzieć. Od​wra​cam się do Geo​r​gii, za​sta​na​-
wia​jącsię,czywie​dzia​łaoAlek​sie.Jed​nospoj​-
rze​nie na jej za​chę​ca​ją​cą minę mówi mi, że
ow​szem.

— Przy​szła Brit​ta​ny — mówi Alex do Shel​-

ley, po czym od​wra​ca ją de​li​kat​nie na wóz​ku
wmojąstro​nę.

Pod​cho​dzęjakau​to​matdosio​stryiobej​mu​-

jęjąnapo​wi​ta​nie.Gdyjąpusz​czam,Alexstoi
tużprzedemną,ubra​nywspodniekha​kiinie​-
bie​ską ko​szu​lę w kra​tę. Wpa​tru​ję się tyl​ko w
nie​go, pod​czas gdy mój brzuch wy​czy​nia róż​-
ne akro​ba​cje, co przy​pra​wia mnie nie​mal o
mdło​ści. Moje oczy prze​sta​ją re​je​stro​wać ota​-

background image

cza​ją​cąmnierze​czy​wi​stośćiwi​dzątyl​kojego.

Wkoń​cuod​zy​sku​jęgłos.
— A-Alex...? C-co ty tu ro​bisz? — wy​krztu​-

szamztru​dem.

Wzru​szara​mio​na​mi.
—Obie​ca​łemShel​leyre​wanż,praw​da?
Sto​imy wpa​trze​ni w sie​bie i ja​kaś nie​wi​-

dzial​nasiłaniepo​zwa​lamiod​wró​cićwzro​ku.

— Przy​je​cha​łeś aż do Ko​lo​ra​do tyl​ko po to,

żebyza​graćzmojąsio​strąwwar​ca​by?

— Wła​ści​wie to nie​je​dy​ny po​wód. Stu​diu​ję

tu.Poodej​ściuzKrwipaniP.idok​torAgu​ir​re
po​mo​glimizma​tu​rą.Sprze​da​łemJu​lio.Pra​cu​-
jęwklu​biestu​denc​kimiwzią​łempo​życz​kę.

Alex? W col​le​ge’u? Rę​ka​wy ko​szu​li, schlud​-

nie za​pię​tej przy nad​garst​kach, za​kry​wa​ją
pra​wiewszyst​kieta​tu​ażeLa​ty​no​skiejKrwi.

— Od​sze​dłeś? Alex, prze​cież mó​wi​łeś, że to

zbyt nie​bez​piecz​ne. Że lu​dzie, któ​rzy pró​bu​ją
odejść,umie​ra​ją.

— I nie​wie​le bra​ko​wa​ło, a też bym umarł.

Gdy​bynieGaryFran​kel,pew​niebymztegonie
wy​szedł...

— Gary Fran​kel? — Naj​sym​pa​tycz​niej​szy

dzi​wakwszko​le?Porazpierw​szyprzy​glą​dam
się do​kład​niej twa​rzy Alek​sa i za​uwa​żam
nową bla​dą bli​znę nad okiem oraz kil​ka na​-
praw​dę pa​skud​nych przy uchu i na szyi. — O

background image

Boże!C-cooniciz-zro​bi​li?

Bie​rzemniezarękęikła​dziejąso​bienaser​-

cu. Jego oczy są prze​ni​kli​we i ciem​ne tak jak
wte​dy,gdyzo​ba​czy​łamgoporazpierw​szyna
szkol​nympar​kin​gu,napo​cząt​kuczwar​tejkla​-
sy.

— Dłu​go mi za​ję​ło, za​nim się zo​rien​to​wa​-

łem,żemu​szęwszyst​kozmie​nić.Wy​bo​ry,któ​-
rych do​ko​na​łem. Gang. To, że zo​sta​łem zma​-
sa​kro​wa​nytak,żeomalsięnieprze​krę​ci​łem,i
na​zna​czo​ny jak by​dło, było ni​czym w po​rów​-
na​niu z utra​tą cie​bie. Gdy​bym tyl​ko mógł cof​-
nąćwszyst​ko,copo​wie​dzia​łemwte​dywszpi​-
ta​lu, zro​bił​bym to. My​śla​łem, że od​py​cha​jąc
cię od sie​bie, ochro​nię cię przed lo​sem Paco i
mo​je​go taty. — Pod​no​si gło​wę i wpa​tru​je się
we mnie in​ten​syw​nie. — Ni​g​dy cię już nie po​-
rzu​cę,Brit​ta​ny.Prze​nig​dy.Przy​się​gam.

Zma​sa​kro​wa​ny? Na​zna​czo​ny? Robi mi się

nie​do​brzeiczu​jęwoczachpie​ką​cełzy.

—Cśś.—Przy​tu​lamnieigła​dzipople​cach.

— Już wszyst​ko do​brze. Nic mi nie jest — po​-
wta​rzawkół​koła​mią​cymsięgło​sem.

Tak do​brze być przy nim. Tak do​brze tu

być.

Alexopie​rasięczo​łemomojeczo​ło.
— Mu​sisz coś wie​dzieć. Zgo​dzi​łem się na

tenza​kład,bowgłę​bidu​szywie​dzia​łem,żeje​-

background image

śli za​an​ga​żu​ję się uczu​cio​wo, to mnie to za​bi​-
je.Ifak​tycz​nieomaltaksięniesta​ło.Je​steśje​-
dy​ną dziew​czy​ną, dla któ​rej chcia​łem pod​jąć
ry​zy​ko i rzu​cić wszyst​ko, bo nic nie mia​ło
więk​szej war​to​ści niż przy​szłość z tobą. —
Pro​stu​je się i cofa o krok, żeby spoj​rzeć mi w
oczy.—Prze​pra​szam.Mu​jer,po​wiedzmi,cze​-
gochcesz,adamcito.Je​ślichcesz,że​bymdał
cispo​kójijużni​g​dynieza​wra​całcigło​wy,po​-
wiedz. Ale je​śli cią​gle mnie chcesz, zro​bię
wszyst​ko,żebybyćtaki...—Wska​zu​jenaswo​-
je ubra​nia. — Jak mam ci udo​wod​nić, że się
zmie​ni​łem?

—Jateżsięzmie​ni​łam—mó​wię.—Nieje​-

stemtąsamądziew​czy​nącowcze​śniej.Iprzy​-
kromitomó​wić,aletoubra​nie...toniety.

—Aletegochcesz.
—My​liszsię,Alex.Chcęcie​bie.Aniesztucz​-

no​ści. Zde​cy​do​wa​nie wolę cię w dżin​sach i T-
shir​cie,botakije​steś.

Alexzer​kanaswo​jeubra​niaipar​skaśmie​-

chem.

— Masz ra​cję. — Znów pod​no​si na mnie

oczy. — Po​wie​dzia​łaś mi kie​dyś, że mnie ko​-
chasz?Czytona​dalak​tu​al​ne?

Moja sio​stra śle​dzi na​szą roz​mo​wę. Uśmie​-

cha się do mnie cie​pło, za​chę​ca​jąc, bym po​-
wie​dzia​łamupraw​dę.

background image

—Ni​g​dynieprze​sta​łamcięko​chać.Niepo​-

tra​fi​łam o to​bie za​po​mnieć, mimo że bar​dzo
chcia​łam.

Alex wy​pusz​cza po​wo​li wstrzy​my​wa​ne po​-

wie​trze i ma​su​je się z ulgą po czo​le. Oczy ma
za​szklo​neijestwy​raź​niewzru​szo​ny.Czu​ję,że
mnieteżznówzbie​rasięnapłacziła​pięgoza
ko​szu​lę.

— Nie chcę się cią​gle kłó​cić, Alex. Zwią​zek

po​wi​nienbyćza​ba​wą.Mi​łośćpo​win​nabyćdo​-
bra. — Przy​cią​gam go do sie​bie. Pra​gnę jego
ust. — M-my​ślisz, że kie​dyś bę​dzie do​bra dla
nas?

Na​sze usta pra​wie się sty​ka​ją, ale Alex od​-

su​wasięna​gleodemniei...

OBoże.
Przy​klę​kaprzedemnąibie​rzemniezarękę,

amojeser​ceprzy​spie​szagwał​tow​nie.

— Brit​ta​ny El​lis, udo​wod​nię ci, że je​stem

chło​pa​kiem,wktó​re​godzie​sięćmie​się​cytemu
uwie​rzy​łaś.By​łaśteżprze​ko​na​na,żemogęcoś
w ży​ciu osią​gnąć, i tak się sta​nie. Za czte​ry
lata, w dniu ukoń​cze​nia stu​diów, za​mie​rzam
po​pro​sićcięorękę.—Prze​krzy​wiagło​węido​-
da​je żar​to​bli​wym już to​nem: — I gwa​ran​tu​ję
ci, że nie omi​nie cię w ży​ciu za​ba​wa. Kłót​nie
pew​nie też nie, bo go​rą​ca z cie​bie ma​ma​ci​ta...
alejużsięniemogędo​cze​kaćtychcu​dow​nych

background image

chwil, kie​dy bę​dzie​my się go​dzić. Może któ​re​-
goś dnia uda nam się na​wet wró​cić do Fa​ir​-
field i po​móc za​mie​nić je w miej​sce, o ja​kim
za​wszema​rzyłmójtato.Ty,jaiShel​ley.Ikaż​-
dy inny czło​nek ro​dzi​ny Fu​en​te​sów i El​li​sów,
któ​rybę​dziechciałsta​no​wićczęśćna​sze​goży​-
cia.Stwo​rzy​myjed​nąwiel​kąszur​nię​tąmek​sy​-
kań​sko-ame​ry​kań​ską ro​dzin​kę. Co o tym my​-
ślisz?Mu​jer,mojeser​cena​le​żydocie​bie.

Ocie​ram sa​mot​ną łzę, któ​ra spły​wa mi po

po​licz​ku,iniemogępo​wstrzy​maćuśmie​chu.I
jak tu nie ko​chać do sza​leń​stwa tego fa​ce​ta?
Roz​łą​ka ni​cze​go nie zmie​ni​ła. Nie mo​gła​bym
od​mó​wićmudru​giejszan​sy.Bood​mó​wi​ła​bym
szan​sysa​mejso​bie.

Czaspod​jąćry​zy​ko,czasznówza​ufać.
—Shel​ley,my​ślisz,żepo​zwo​limiwró​cić?—

pyta Alex z wło​sa​mi nie​bez​piecz​nie bli​sko jej
pal​ców. Shel​ley nie cią​gnie go jed​nak za wło​-
sy... tyl​ko kle​pie go de​li​kat​nie po gło​wie. Czu​-
ję,żełzylecąmijużciur​kiempopo​licz​kach.

— Taa! — krzy​czy Shel​ley, od​sła​nia​jąc w

uśmie​chu dzią​sła. Jest tak szczę​śli​wa i za​do​-
wo​lo​na, jak już daw​no nie była. Dwie naj​bliż​-
szemioso​bysąprzymnie.Cze​góżchciećwię​-
cej?

—Zcze​goro​biszspe​cja​li​za​cję?—py​tam.
Alexuśmie​chasiędomnietymswo​imuwo​-

background image

dzi​ciel​skimuśmie​chem.

—Zche​mii.Aty?
—Zche​mii.—Obej​mu​jęgozaszy​ję.—Po​-

ca​łuj mnie, że​by​śmy mo​gli się prze​ko​nać, czy
nic się nie zmie​ni​ło. Bo do cie​bie na​le​ży moje
ser​ce,du​szaiwszyst​kopo​mię​dzy.

Jego usta w koń​cu sta​pia​ją się z mo​imi,

dużona​mięt​niejniżkie​dy​kol​wiekwcze​śniej.

Rany. We wszech​świe​cie w koń​cu za​pa​no​-

wał ład, a ja do​sta​łam moż​li​wość „po​wtór​ki”,
choćna​wetotoniepro​si​łam.

background image

Dwadzieściatrzylatapóźniej.Epilog

PaniPe​ter​sonza​my​kadrzwikla​sy.
—Dzieńdo​bry.Wi​tamnache​miidlama​tu​-

rzy​stów.—Pod​cho​dzidobiur​ka,przy​sia​dana
nim i otwie​ra dzien​nik. — Cie​szę się, że wy​-
bra​li​ście so​bie miej​sca, ale po​zwo​li​łam so​bie
samawaspo​roz​sa​dzać...al​fa​be​tycz​nie.

Roz​le​ga się fala tych sa​mych ję​ków, któ​re

od po​nad trzy​dzie​stu lat wi​ta​ją ją po wa​ka​-
cjachwli​ceumFa​ir​field.

— Mary Al​cott, sia​daj w pierw​szej ław​ce.

Bę​dziesz pra​co​wać z An​drew Car​so​nem. —
Pani Pe​ter​son kon​ty​nu​uje od​czy​ty​wa​nie li​sty,
a ucznio​wie nie​chęt​nie prze​sia​da​ją się na wy​-
zna​czo​ne miej​sca, obok swo​ich no​wych part​-
ne​rów.

— Paco Fu​en​tes — mówi pani Pe​ter​son i

wska​zu​jenamiej​scezaMary.

Przy​stoj​ny

chło​pak

o

ja​sno​nie​bie​skich

oczach mat​ki i czar​nych jak smo​ła wło​sach
ojcazaj​mu​jewska​za​nemiej​sce.

Pani Pe​ter​son przy​glą​da się swo​im no​wym

uczniom po​nad oku​la​ra​mi zsu​nię​ty​mi na czu​-
beknosa.

— Pa​nie Fu​en​tes, niech pan so​bie nie wy​-

background image

obra​ża,żepo​trak​tu​jępanaulgo​wotyl​kodla​te​-
go,żepań​scyro​dzi​ceszczę​śli​wymtra​femwy​-
na​leź​li le​kar​stwo po​wstrzy​mu​ją​ce roz​wój al​-
zhe​ime​ra.Twójoj​ciecna​wetnieskoń​czyłmo​-
je​gokur​suinieza​li​czyłteżjed​ne​gozespraw​-
dzia​nów, choć mam nie​od​par​te wra​że​nie, że
wte​dy aku​rat po​win​na ob​lać two​ja mat​ka. To
tyl​koozna​cza,żewo​beccie​biemampo​dwój​ne
ocze​ki​wa​nia.

Si,se​no​ra.
PaniPe​ter​sonzer​kanadzien​nik.
— Ju​lian​na Gal​la​gher, sia​daj koło pana Fu​-

en​te​sa.

PaniPe​ter​sonza​uwa​ża,żeJu​lian​naru​mie​ni

się, zaj​mu​jąc miej​sce, a Paco szcze​rzy się w
bez​czel​nymuśmie​chu.Możepotrzy​dzie​stula​-
tach pra​cy w szko​le coś wresz​cie za​czę​ło się
zmie​niać,alena​uczy​ciel​kaniemaza​mia​rury​-
zy​ko​wać.

— A na wy​pa​dek, gdy​by ko​muś z was za​-

chcia​łosiękło​po​tów,uprze​dzam,żenamo​ich
za​ję​ciachobo​wią​zu​jepo​li​ty​kaze​ro​wejto​le​ran​-
cji...

background image
background image

Podziękowania

Jestmnó​stwolu​dzi,któ​rymna​le​żąsiępo​dzię​ko​-

wa​nia za po​moc przy pra​cy nad tą książ​ką. W
pierw​szej ko​lej​no​ści chcia​ła​bym wy​ra​zić ogrom​ną
wdzięcz​ność dok​tor Olym​pii Gon​za​lez i jej stu​den​-
tomzUni​wer​sy​te​tuLoy​ola:Edu​ar​doSan​chez,Je​sus
Agu​ir​re i Car​los Zu​ni​ga po​świę​ci​li nie​zli​czo​ne go​-
dzi​ny, by po​móc mi do​pra​wić moją po​wieść ję​zy​-
kiem hisz​pań​skim i kul​tu​rą mek​sy​kań​ską. Wszel​-
kie ewen​tu​al​ne błę​dy są wy​łącz​nie moją winą, ale
mamna​dzie​ję,żeitakje​ste​ściezemniedum​ni.

Mampraw​dzi​weszczę​ściemiećwspa​nia​łąprzy​-

ja​ciół​kęwoso​bieKa​renHar​ris,któ​rawspie​ramnie
tak w ży​ciu oso​bi​stym, jak i za​wo​do​wym. Od po​-
cząt​ku mo​jej ka​rie​ry pi​sar​skiej otrzy​mu​ję ogrom​ne
wspar​cieido​pingzestro​nyMa​ri​lynBrantije​stem
nie​zwy​kle wdzięcz​na za jej przy​jaźń. Nie osią​gnę​-
ła​bymtego,couda​łomisięosią​gnąć,gdy​byniete
dwiepa​nie.Nali​ścieprzy​ja​ciółiczłon​kówro​dzi​ny,
któ​rzy zna​czą​co przy​czy​ni​li się do roz​wo​ju mo​jej
ka​rie​ry, a tak​że tej książ​ki, znaj​du​ją się: Ale​sia
Hol​li​day,RuthKauń​nan,Eri​kaDa​nou-Ha​san,Sara
Da​niel, Eri​ca O’Ro​ur​ke, Mar​tha Whi​te​he​ad, Lisa
La​ing, Shan​non Gre​eland, Amy Kahn, Deb​bie Fe​-
iger, Ma​rian​ne To, Ran​di Sak, Wen​dy Kus​sman,

background image

Lia​ne Fre​ed, Ro​ber​ta Ka​iser i oczy​wi​ście Dy​lan
Har​ris(orazJe​susiCar​los),któ​ryza​po​znałmnieze
slan​giem mło​dzie​żo​wym — wa​sze mamy mogą
byćzwasdum​ne.

Wiel​kiedzię​kidlamo​jejagent​kiKri​stinNel​soni

re​dak​tor​ki Emi​ly Easton za to, że rów​nie jak mnie
za​le​ża​łoimnatym,byksiąż​kauka​za​łasięwdru​-
ku.

Fran,Sa​man​thaiBrettjadązemnąnatymsa​-

mymwóz​kuichcia​ła​bym,żebywie​dzie​li,żesądla
mnienie​usta​ją​cymźró​dłemin​spi​ra​cji.Dzię​ku​jęteż
mo​jejsio​strzeTa​mar,któ​rapo​ka​za​łamicotowy​-
trwa​łość.

Moja bli​ska przy​ja​ciół​ka Nan​ci Mar​ti​nez po​-

świę​ci​ła swo​je ży​cie oso​bom wy​ma​ga​ją​cym szcze​-
gól​nejtro​skiichcia​ła​bymjejpo​dzię​ko​waćzato,że
po​zwo​li​ła mi spę​dzić czas ze swo​imi pod​opiecz​ny​-
mi.Tonie​zwy​kleszczę​śli​wagru​paosób.

Moje sio​stry blo​ger​ki z www.bo​oks​boys​-

buzz.comtogru​papi​sa​rektwo​rzą​cychdlamło​dzie​-
żywcho​dzą​cejwdo​ro​słość—je​stemszczę​śli​wa,że
mogę z wami być. Dziew​czy​ny, je​ste​ście prze​za​-
baw​ne. Dzię​ku​ję za sto​wa​rzy​sze​nie Ro​man​ce Wri​-
tersofAme​ri​ca,azwłasz​czazajegood​dzia​łyChi​-
ca​go-NorthiWin​dyCity.

Dzię​ku​ję Sue He​ne​ghan z wy​dzia​łu po​li​cji w

Chi​ca​go nie tyl​ko za to, że jest po​li​cjant​ką i po​-
świę​caswo​jeży​ciedlado​brain​nych,aleteżzato,

background image

żeza​po​zna​łamniezte​ma​ty​kągan​gówipod​su​wa​-
ła mi co​raz to nowe wy​zwa​nia pod​czas pra​cy nad
książ​ką.

Na ko​niec chcia​ła​bym po​dzię​ko​wać swo​im czy​-

tel​ni​kom. To naj​wspa​nial​sze, co może być w pi​sa​-
niupo​wie​ści.Cie​sząmniewszyst​kiewa​szeli​sty—
wy​sy​ła​nepocz​tątra​dy​cyj​nąielek​tro​nicz​ną.Chcia​-
ła​bympo​dzię​ko​waćczy​tel​nicz​kom,któ​repo​ma​ga​ją
mi w szcze​gól​ny spo​sób: Le​xie (któ​ra mo​de​ru​je
mojefo​rum)orazSu​saniDia​nie,któ​rymna​le​żysię
ty​tułSu​per​czy​tel​ni​czek.

Za​wszesięcie​szęzkon​tak​tówzmo​imiczy​tel​ni​-

ka​mi. Nie za​po​mnij​cie zaj​rzeć na moją stro​nę:
www.si​mo​ne​el​ke​les.com!


Document Outline