background image

 

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Nienasycenie 

Poświęcone pamięci Tadeusza Micińskiego 

Przedmowa 

„Ja, wybierając los mój,   

wybrałem szaleństwo.” 

Tadeusz Miciński 

 

W przedmowie Witkacy pisze, że powieść to nie jest dzieło sztuki, bowiem w niej bardziej liczy 

się treść niż forma. Powieść ma być skonstruowana tak, aby to, o czym opowiada, było realne, nawet 
mimo najbardziej fantazyjnych bohaterów i wydarzeń. Chodzi o to, aby czytelnik myślał, że inaczej 
wydarzyć by się nie mogło. A forma ma tutaj drugie znaczenie.   

Autor chce się też ustosunkować do sprawy stosunku życia pisarza do jego twórczości. Otóż w 

naszym kraju źle się dzieje z krytyką literacką (tutaj najbardziej zbeształ Irzykowskiego), która zarzuca 
mu, że Pożegnanie jesieni powstało na kanwie jego doświadczeń, co przecież buduje obraz 
Witkacego-tyrana! (gdyby tak było, to Witkacy musiałby być w młodości zgwałcony przez hrabiego, 
ciągle być na kokainie, zkokainować niedźwiedzia w Tatrach i inne niewiarygodne historie) A tak wcale 
nie jest, autor a jego powieść to dwie różne rzeczy i krytyka musi to zrozumieć, bo czego się spodziewać 
po literaturze, kiedy krytyka jest na tak marnym poziomie…   
 
Część pierwsza: Przebudzenie 
 
Przebudzenie 

W  pierwszym  rozdziale  poznajemy  głównego  bohatera  –  Genezypa  Kapena,  który  ma  8  lat  i 

mieszka na wsi beskidzko tatrzańskiej – Ludzimierzu. Ojciec stosuje wobec niego surową dyscyplinę, w 
wieku 4 lat poszedł z nim do ZOO, a Genezyp, chcąc uwolnić w nim małpy, rzucił się na strażnika. W 
efekcie  ojciec  dokręcił  mu  śrubę,  a  Zypcio  zobojętniał  na  zło  świata.  Skumplował  się  z  kuzynem  – 
Toldziem.  Spotykali  się  ze  sobą  i  robili  razem  grzeszne  rzeczy  (tak,  właśnie  o  TO  mi  chodzi),  ale 
wreszcie  przyszedł  czas  obowiązku  szkolnego.  Genezyp  został  wysłany  do  szkoły,  gdzie  mu  się  nie 
podobało,  na  stancji  też  miał  terror,  ale  przetrwał  aż  do  matury,  po  której  właśnie  wrócił  do  domu  na 
wieś.   

Właśnie  obudził  się  z  popołudniowej  drzemki  i  myślał  o  księżnej  Ticonderoga,  która  go 

oczarowała swoimi wdziękami. Opisuje kolejno swój sen: spacerował po włoskim mieście z Toldziem i 
spotkał jakiegoś nieznajomego, którego udusił. Boi się, że pójdzie siedzieć. Następnie myśli o Bogu – 
nie wierzy w niego, Bóg jest dla niego czarodziejem, chociaż wiarę próbowała zaszczepić w nim matka. 
On  jednak  chce  żyć  pełnią  życia,  czuje,  że  księżna  pomoże  mu  w  tym,  zapozna  go  z  tajnikami  życia. 
Czuje,  że  przebudził  się  właśnie  ze  snu,  w  którym  tkwił  cały  czas.  Decyduje  się  studiować  literaturę 
zachodnią,  o  czym  zawiadamia  ojca,  z  którym  właściwie  nie  ma  już  żadnych  relacji.  Ten  dostaje 
lekkiego  ataku  apopleksji.  Genezyp  się  tym  nie  przejmuje,  rozważa  na  temat  świata  sztuczności,  do 
którego nie chce należeć.   

 

Wieczór u księżnej Ticonderoga. 
 

Genezyp  znajduje  się  u  księżnej  na  ogólnym  spotkaniu  towarzyskim.  Jest  tam  też  27-letni 

powieściopisarz Sturfan Abnol, który wyraża swoją pogardę dla ówczesnej kultury. Mówi, że nie będzie 
pisał  dla  rozrywki  prostytutów  i  skurwysynów  (czyli  panów).  Deklaruje  pisanie  powieści 
metafizycznych. Odrzuca tradycje klasycznej Grecji. Podszedł do nich Tengier i zaproponował księżnej 

background image

 

małe co nieco. Ta odmówiła, mówiąc, że Tengier jest artystą (muzykiem), więc niech cierpi, bo to lepiej 
dla  jego  muzyki.  Tengier  ogólnie  był  obrzydliwy.  Genezyp  też  się  czuł  trochę  zeszmacony,  co 
przyprawiało go o rozkosz. W tym czasie Abnol wciąż jęczał, że nie będzie już więcej niczyim błaznem 
– on pisze niewypowiedziane intencje, coś od zewnątrz go do tego zmusza, tym samym też się rozwija. 
Tengier  wtedy  tłumaczy,  że  artyści  zawsze  byli  błaznami  wielkich  tego  świata.  Abnol  się  buntuje. 
Tengier  wyjawia  swoją  fascynacje  homoseksualizmem.  Mówi,  że  jest  w  absolutnej  konieczności  w 
dowolności
.  Genezyp  nic  nie  wiedział  z  tego,  alkohol  go  zamroczył,  bo  pił  pierwszy  raz.  Księżna 
wysyłała  mu  erotyczne  podteksty,  a  on  się  nie  opierał.  Genezyp  stwierdził,  że  jego  kochana  matka 
(jedyna kochana przez niego osoba) też mogłaby być taką puszczalską. I że też jest grzeszna, bo robi to z 
ojcem. A potem Zypcio się urżnął i rzygał. Wstał więc i poszedł do domu, gdzie okazało się nad ranem, 
ż

e ojciec umiera. Przywołał do siebie syna i powiedział mu, że i on także był kilkanaście lat wcześniej 

kochankiem księżnej. Genezyp był już świadomy prawdy i odechciało mu się literatury. Poszedł spać, a 
ojciec  przed  śmiercią  też  jakby  się  przebudził  –  stwierdził,  że  zamiast  wykorzystywać  swoich 
robotników (miał browar), to mógłby scosjalizować fabrykę.  W tym czasie Genezypowi przypomniało 
mu się, że po pijaku umówił się z księżną, ale zdecydował się jednak iść do Tengiera, aby ten wszystko 
mu wyjaśnił.   

 

Wizyta u Tengiera 
 
Kiedy  Genezyp  szedł  do  Tengiera,  myślał  nad  metafizyką  w  przestrzeni  gwiazd.  Wreszcie  doszedł  do 
domu artysty. Genezyp  wyjawił muzykowi, że jest  prawiczkiem,  ale wie wszystko. Tengier chciał mu 
siebie obrzydzić i pocałował go w usta. Zypcio uczuł wstręt, ale dla poznania może cierpieć. Prosi go o 
rozwiązanie  wszystkich  zagadek.  Mówi,  że  muzyka  Tengiera  jest  wszechwiedząca,  więc  i  on  musi 
wiedzieć  wszystko.  Tengier  nazywa  moment  objawienia  początkiem  bzika.  Stwierdza,  że  sztuka  musi 
się wiązać z religią i metafizyką, bo wszystkie one są koniecznością istot myślących. Zypcio mówi, że 
lubi  literaturę,  bo  jest  w  niej  dużo  życia.  Ale  on  chce  wiedzieć,  jak  żyć  pełnią  życia.  Chce  odkryć 
prawdę, a nie sztuczności. Nie chce przybierać maski i prosi o pomoc artystę.  W informacji natomiast 
dowiadujemy  się  o  Tengierze,  że  i  on  miał  takie  metafizyczne  nienasycenie,  ale  przekładał  je  na 
muzykę, dźwięki. Tyle że nie pozwolono mu zrobić kariery, więc pisał muzykę pośmiertną. Ona służyła 
mu  do  podrywania  dziewczyn,  które  perwersyjnie  za  to  mu  się  oddawały.  Ale  każda  uciekała,  bo 
Tengier  miał  garb,  suchą  nogę  i  śmierdział  grzybem  podczas  podniecenia.  Jedna  się  tylko  tego  nie 
przelękła  –  bogata  dziwka  z  sąsiedniego  Murzasichle.  Potem  następuje  opis  ówczesnej  sytuacji 
społecznej, gdzie Rosja była zagrożona przez Chiny.   
Tengier pomyślał, że zdobędzie Zypcia, dzięki niemu przejmie browar po starym Kapenie i wreszcie się 
nasyci
. Mówi, że sztuka jest prawdą bytu. Zwłaszcza muzyka. A malarstwo i rzeźba jest statyczna, więc 
martwa. Zaczyna  grać metafizycznie nieprzyzwoicie swój własny utwór – Rozwolnienie bogów. Zypcio 
jest pod ogromnym wrażeniem. Tengier urywa muzykę i wyjaśnia, że wielkość jest w perwersji, a celem 
jego muzyki jest to, aby babom się mokro robiło. Mówi, że dzisiaj straci dziewictwo z księżną i lepiej z 
nią starą niż z jakąś po  bajzlach.  Zauważa, że nie  ma  miłości,  ma się jej wyrzec, bo zostanie artystą i 
będzie  nieszczęśliwy  Cytuje  Micińskiego.  Genezyp  broni  literatury  –  jest  to  forma  wyrażająca 
Tajemnicę  Bytu.  Forma  deformująca.  Mówi,  że  artyści  już  nie  są  potrzebni,  tylko  sztuka.  Tengier 
ostrzega  go  przed  obłędem.  Jest  zadowolony  z  takiej  sytuacji,  bo  może  wykorzystać  młodego 
materialnie i może na nim wypróbować wszystkie swoje idee. Wchodzi Maryna (jego żona). Zypcio ma 
ochotę rzygnąć na myśl o ich stosunku płciowym – musi być obrzydliwy. Chce już wracać do domu, bo 
na  2  ustawił  się  z  księżną.  Tengier  wie,  że  musi  go  od  siebie  uzależnić,  więc  proponuje  spotkanie  u 

background image

 

pustelnika Bazylego. Mówi młodemu, że nie może mieć za dużo energii podczas pierwszego razu, bo się 
skompromituje,  czym  ostatecznie  przekonuje  Zypcia.  Idą  przez  las  do  pustelnika,  spotykają  wilki. 
Tengier  strzela  na  oślep,  żadnego  nie  trafia.  W  tym  momencie  Zypcio  uświadamia  sobie,  że  mógłby 
zginąć,  nie  wiedząc  nie  tylko  kim  chce  być,  ale  także  kim  jest  w  ogóle.  Dochodzą  do  Bazylego.  Jest 
jedenasta.   
 
Wizyta w pustelni kniazia Bazylego 
 
U  Bazylego  spotykają  jeszcze  Żyda,  Afanasola  Benza.  Jest  on  matematykiem,  logistykiem,  którego  w 
poglądy  nikt  nie  wierzy.  Obaj  są  Rosjanami,  ale  ze  względu  na  przesuwający  się  stale  mur  Chiński 
(ekspansja  Chin  i  walki  z  Rosją),  wolą  zostać  w  Polsce.  Bazyli,  Benz  i  Tengier  są  takimi  samymi 
malkontentami. Prowadzą dialog  o religii i wynikającego z niej dobra. Tylko Bazyli wierzy, pozostała 
dwójka  jest  niewierząca.  Genezyp  się  nudzi,  przysłuchując  się  temu.  Rozmowa  toczy  się  o 
neokatolicyzmie  i  w  pewnym  momencie  już  nawet  Bazyli  wątpi.  Żyd  wierzy  tylko  w  swoje  cyferki, 
znaczki  (jest  logikiem).  Genezyp  otwierał  się  naprawdę.  Zerwał  się  i  uciekł.  Dopiero  wtedy  pozostała 
trójka  zorientowała  się,  że  młody  ma  coś,  czego  im  już  dawno  zabrakło  –  on  wciąż  szuka,  pędzi  ku 
czemuś, a oni jak jeden mąż nie potrafią przekroczyć granic swojego „ja”. 
 
Rozdławdziewiczenie 
 

Zypcio i Tengier wyszli z chaty i szli przez las.  Tengier wyobraził sobie siebie myjącego się – 

widział  swoje  obrzydliwe  ciało  i  zapragnął  powiąż  Genezypa  nim  „jeszcze  uwiedzie  je  stara  kurwa, 
Irina – podwójna rozkosz”. Więc z zemsty, że księżna go nie chciała, zaczął namawiać Zypcia do aktu 
homoseksualizmu.  Nawet  sobie  łyknął  jakiś  afrodyzjak  w  tablecie,  który  dostał  od  księżnej.  Tengier 
zdradził się, że nie jest pewny, czy to, czego doznaje teraz jest prawdą, czy tylko omamieniem. Zypcio 
się wkurzył  – jak  może  nie wiedzieć na pewno?!Woli umrzeć,  niż nie być pewnym.  Wyciąga spluwę, 
obrzydliwiec  próbuje  go  powstrzymać.  Potem  tłumaczy  się,  mówiąc,  że  prawda  „to  tylko  wygodna 
trampolina  do  skoku  w  wygodne  łóżeczko”.  Tak  zakręcił  rozmową,  że  przyrównał  prawdę  do  seksu  i 
zapytał się o to swojego „bubka”.    Wszyscy wiedzieli, że był on prawiczkiem, ale Genezyp rżnął idiotę 
w tym zakresie, dlatego też zgodził się na seks z obrzydliwym Tengierem. Po wszystkim stwierdził, że 
nie ma ciągotek homo, ale to był ważny eksperyment. Tengier też nie był zbyt zadowolony, bo to było w 
nocy  i  w  lesie.  Gdyby  było  jasno,  mógłby  widzieć  kontrast  pomiędzy  swoim  obrzydliwym  ciałem  a 
idealną  masą  19-latka.  Obaj  byli  „wstrętnie  zadowoleni”.  Zypcio  już  nie  bał  się  księżnej,  nie  bał  się 
niczego. Wyzbył się całej metafizyki (nie miał już ochoty się nią zajmować). Ale chciałby stworzyć coś, 
co  uczyni  zeń  zapamiętanym.  Zastanawiał  się,  jak  to  będzie  przy  końcu  świata  –  oto  dobry  temat  na 
powieść.  Ale  nie  można  pisać  programowo,  tylko  trzeba  zrozumieć  psychologię  ludzi  końca  świata. 
Conrad  pisał  programowo.  Genezyp  poszedł  do  księżnej.  Po  drodze  rozwalił  sobie  łapę  –  pierwsza 
ofiara miłości. Księżna miała kolor ciemnoczerwony, jak krwawe światło z sypialni, gdzie młody miał 
się „rozdławdziewiczyć”. 

W  informacji  dowiadujemy  się  o  postępującym  zalewie  chińskiego  komunizmu,  o  izolacji 

krajów  przed  tymi  wpływami,  a  także  o  postępującej  indoktrynacji,  gdzie  nie  liczy  się  już  prawdziwa 
sztuka, ale jakieś nowowymyślone pseudoartystyczne rozrywki.   

Genezyp  trafił  do  domu  księżnej.  Akurat  przyszedł  jej  młodszy  syn  –  Maciej  z  wieściami  o 

zalewie  chińszczyzny.  Zaczął  rozprawiać  ze  swoim  ojcem  o  polityce.  Chłopak  mówił,  że  on  nie  chce 
umierać  za  żadną  ideę  –  życie  samo  w  sobie  jest  celem.  W  ogóle  nastąpiło  przewartościowanie 

background image

 

społeczeństwa.  Ojciec  był  na  drugim  biegunie  poglądów.  Tymczasem  Genezyp  przysłuchując  się 
rozmowie, był przerażony swoją niewiedzą. Księżna zaś patrzyła na niego z pożądaniem, jako że miała 
lat  38  czuła  się  staro  i  sądziła,  że  Zypcio  jest  jej  ostatnim  kochankiem  –  zażyła  nawet  cudowną 
tableteczkę,  bo  orgazm  ostatnio  nawet  już  nie  taki.  Maciej  z  ojcem  dalej  rozprawiali,  aż  syn  zwrócił 
uwagę na Genezypa.  Nazwał  go młodym  mężczyznom, przez  co Zypcio się nań wkurzył.  W sumie to 
ogromna  była  różnica  między  nimi  mentalna.  Maciek  nazwał  młodego  kochankiem  matki  –  ona  ma 
samych  oficjalnych  kochanków,  dzięki  czemu  rodzina  się  nie  okłamuje  i  jest  idealna.  Genezypowi 
odechciało  się  nagle  wszystkiego.  Sam  właściwie  nie  wiedział,  czego  chce.  Wzięła  go  księżna  i 
zaprowadziła do sypialni. Rozebrała się, a potem jego, bo chłopak nie był w stanie. Denerwował się, bał, 
rozmyślał – ale nie umiał. Nie dał rady z księżną, za co go wywaliła ze złością. Poszedł do łazienki, a 
tam  zaczął  nagle  myśleć  o  niej  z  podnieceniem.  Dopiero  teraz  widział  przed  oczami  swojego 
umierającego  ojca,  matkę  też.  Nagle  się  napiął  i  wrócił  z  powrotem  do  księżnej.  Ta  w  tym  czasie 
zrozumiała, że kocha tego młodziana. Mimo jego klęski, nie ma mu tego za złe. Była to jej pierwsza, a 
zarazem ostatnia miłość. Kiedy Genezyp wrócił do sypialni, już wszystko stało jak należy i zatopili się 
w sobie. Po wszystkim do sypialni wleciał Maciej z ojcem i rozprawiali na tematy polityki – w ogóle oni 
to taki typ burżuazji,  która tylko  udaje bratanie się z pospólstwem. Genezyp nie  chciał tego słuchać – 
woli  już  w  tej  sytuacji  literaturę.  Wstał  i  wybiegł  nago  do  łazienki.  Już  nie  wrócił  do  kochanki.  A  ta 
zaczęła płakać nad porażką, nad swoją starością.   

 
Powrót, czyli śmierć i życie 
 

Zypek biegł szybko do  domu,  mijał  zabudowanie browaru  (symbol  potęgi ojca).  Gdy  dotarł do  domu, 
usłyszał,  że  ojciec  „odwalił  kitę”  (umarł)  o  szóstej  –  czyli  wtedy,  kiedy  jemu  księżna  pokazywała 
wnętrze swoich ud. Poczuł się okropnie z tym, ale zaraz spotkał zapłakaną matkę i wtedy poczuł jakieś 
wyzwolenie,  ulgę,  potęgę  –  teraz  on  jest  panem  domu.  Za  chwilę  spotkał  siostrę,  która  jako  jedyna 
kochała  ojca.  Poszli  wszyscy  do  ciała  i  nagle  każde  z  nich  było  wdzięczne  starzykowi  –  Zypcio,  bo 
znów  doznał  obudzenia,  matka  –  bo  się  uwolniła  od  niego,  siostra  (Lilian)  –  bo  dzięki  tej  śmierci 
zobaczyła w bracie innego człowieka. No i każdy z nich dziedziczył po tatusiu. 
 

W informacji dowiadujemy się, że po pospolitym pogrzebie otwarto testament Kapena. Okazało 

się,  że  fabrykę  przekształcił  w  robotniczą  kooperatywę  i  zapisał  ją  PPS.  Rodzinie  zapisał  regularną 
pensję, która starczała na to, aby nie umrzeć z  głodu. Wszyscy znienawidzili ojca, zwłaszcza  Liana. A 
Zypek wręcz przeciwnie.   
 

Młody  wciąż  chodził  do  księżnej,  wkraczał  w  świat  erotyki.  Tengier  odsunął  się  od  niego 

zupełnie. Księżna zrozumiała, że musi z kochanka zrobić „człowieka” – kanalię, pasożyta społecznego. 
Genezyp  chwilami  nienawidził  już  księżnej  ze  względu  na  wiek,  podobała  mu  się  Zuzia,  pokojówka. 
Wreszcie  przyszedł  moment  wyjazdu  do  miasta.  Wkurzał  się  na  ojca,  że  zostawił  go  samego  z  tym 
wszystkim, ale stary Kapen pozbawił go majątku z rozsądku – nie chciał, żeby synowi odebrano dobra 
podczas  rewolucji.  Tak  wyraził  swoją  miłość  ojcowską.  Polecił  nawet  syna  Kocmołuchowiczowi  – 
ważnemu kwatermistrzowi (Kapen stale o nim mówił, wierzył w niego). Generał sam nie wiedział czy 
faszyzm, czy bolszewizm – które z nich lepsze. A może on sam jest wariatem? Marzył o bitwie, jakiej 
ś

wiat nie znał jeszcze. Wysłał więc do Zypcia wezwanie do szkoły oficerskiej – miał się stawić za 3 dni. 

Wezwanie odebrała pani Kapenowa, była bardzo dumna z syna. W ogóle była już szczęśliwa, bo 5 dni 
po pogrzebie nawiązała romans z Michalskim – 43-letnim wdowcem i czuła, że teraz dopiero żyje pełnią 
ż

ycia. 

 

background image

 

Demonizm 
 
 

Genezyp wybierał się do księżnej na obiad, bo dostał od niej zaproszenie. Po drodze dostał nagle 

jakiegoś  Weltszmercu.  Rozmyślał  nad  tym,  że  jedynie  mądre  rozumy  mogą  posiąść  tajemnicę  sensu 
istnienia. A tak poza tym to nawet w sztuce wszyscy są automatami, maszynami. U księżnej zaś był też 
Tengier  z  rodziną,  Benz  oraz  kuzyn  Toldzio,  który  to  robił  tam  z  siebie  gwiazdę.  Księżna  była 
przepiękna,  ku  rozpaczy  Zypcia,  który  jakoś  starał  się  uwolnić  od  niej  mentalnie.  Ta  zaś  zaczęła 
dyskutować  gorąco  z  Benzem  na  temat  właśnie  sensu  istnienia  -  że  teraz  ludzie  nie  mają  odwagi,  by 
prawdziwie  żyć,  że  należy  wychować  dopiero  sobie  takich  chłopców  i  że  czują  to  tylko  kobiety. 
Prowadziła  tak  rozmowę,  aby  prowokować  słowem  zebranych.  Przez  to  też  wzbudziła  pożądanie  u 
innych.  Podniecała  ich  jej  odwaga  i  jasność  umysłu.  Tylko  Zypcio  się  wkurzał,  że  uważał  ją  za 
najwspanialszą, a tu w niej taki demon siedzi. Tengier też nie wytrzymał, przyłączył się do dyskusji na 
temat  obecnej  sytuacji  politycznej  i  tak  się  kłócili,  że  aż  "muzyk"  zaczął  grać  (a  właściwie  walić)  na 
fortepianie.  To  było  takie  apogeum.  Potem  wszyscy  jakoś  się  rozeszli,  został  tylko  Zypcio  i  Toldzio. 
Razem  z  księżną  poszli  do  jej  sypialni.  Księżna  pobawiła  się  z  pieskiem,  a  Zypcio  po  piesku  musiał 
umyć  rączki.  Księżna  z  premedytacją  zamknęła  go  w  łazience,  w  której  było  okno  wychodzące  na 
sypialnię. Potem kochała się z Toldziem, wiedząc, że młody podgląda. A on tymczasem zrozumiał, że ją 
kocha,  a  nie  tylko  pożąda.  Dlatego  ten  widok  nim  wstrząsnął.  Wyszedł  drugimi  drzwiami  i  służbę 
wypytał  o  Zuzię,  bo  chciał  ją  szybko  uwieść,  żeby  sobie  straty  odrobić,  ale  dziewczę  wyszło.  Nagle 
Genezyp zrozumiał, że już nigdy nie przeżyje prawdziwej miłości, a księżna to demon.   
 
Sprawy domowe i przeznaczenie 
 
 

Po  powrocie  do  domu  Genezyp  zastał  śpiącą  w  swoim  pokoju  siostrę.  Poczuł  do  niej  chyba 

pożądanie,  ale  zaraz  zrozumiał,  że  jest  to  jedyna  dobra  osoba  na  świecie.  Następnie  oświeciło  go,  że 
pragnie  bliskości  matki,  zwierzenia  się  jej  ze  swoich  problemów.  Tę  zaś  zastał  śpiącą  nago  w 
towarzystwie Józefa Michalskiego. Abba fatima, cały obraz matki poszedł się paść. Rozczarował się po 
raz  drugi  tego  wieczora.  Matka  się  przebudziła  i  powiedziała,  że  ma  iść  do  swojego  pokoju,  bo  tam 
czeka na niego wezwanie do woja. Genezyp uważał, że matka poszła do łóżka z Michalskim, bo musiała 
jakoś odreagować lata mordęgi z ojcem. Należy jej się, niech więc się puszcza - ale z Michalskim? To 
pewnie  tylko  "maszynka  do  samozadowolenia".  Zypcio  poszedł  do  pokoju,  gdzie  zastał  wezwanie 
podpisane nazwiskiem samego Kocmołuchowicza!  Wiedział, że to sprawka ojca. To było coś, co było 
mu potrzebne w tej chwili. Wiedział, że teraz musi zadbać o swoją rodzinę na poważnie. Matce podczas 
rozmowy powiedział, że ma prawo do szczęścia, choćby z Michalskim. Wszyscy pojechali po południu 
do  regionalnej  stolicy  K.  Jechał  z  nimi  też  Michalski  i  przypadkiem  też  Sturfan  Abnol,  który  dostał 
posadę "naczelnika literackiego" w teatrzyku Kwintofrona Wieczorowicza. Od razu Abnol zabrał się do 
Liliany, a dla Zypcia ta podróż miała być jedną z najlepszych chwil w jego życiu. Zaprzyjaźnił się nawet 
z Michalskim.   
 
Część druga: Obłęd 
 
Szkółka 
 
 

Nadszedł  nowy  czas  dla  wszystkich.  Matka  Zypcia  szalała  z  Michalskim,  który  to  też  jej  się 

nawet oświadczył (jeszcze się namyśla). Liliana zaczęła grać w teatrzyku Kwintofrona, w ogóle zaczęła 

background image

 

być w związku z Abnolem. No a Zypcio dostał się do tej szkółki... 
 

Informacja:  Moskwa  padła.  W  kraju  nastąpił  ogólny  chaos,  nic  nie  było  zorganizowane. 

Kocmołuchowicz organizował pobory wśród inteligencji, a największa część zajęć dotyczyła ćwiczeniu 
parad  i  kompanii  reprezentacyjnej.  Nawet  Tengier  w  tym  czasie  przestał  myśleć  o  literaturze  - 
Katastrofa. 
 

Zypcio  poddany  był  w  owej  szkółce  surowej  dyscyplinie.  Za  złe  pościelenie  łóżka  trafił  do 

izolatki.  Miał  czas  na  refleksje.  Nagle  świat  okazał  się  zupełnie  inny  -  właściwie  dopiero  teraz  zaczął 
poznawać świat. Już nie było miejsca na literaturę, bo ona nie nascycała do końca, nie odpowiadała na 
pytania. Ludzie też okazali się inni niż zmarły ojciec i demoniczna księżna. W ogóle to zachciało mu się 
kobiet, ale dało rady, bo jak dowiadujemy się z kolejnej informacji - szkółka trwała 6 miesięcy, a przez 
pierwsze 3 młodzi oficerowie mogli opuszczać budynek tylko w niedziele i na noc musieli wracać! 
 
Spotkanie i jego skutki 
 
 

Młody Kapen został wezwany pewnego razu - to znak, że ktoś przyszedł go odwiedzić. Myślał, 

ż

e to matka z siostrą, a tu bach - księżna. Przyszła, bo się za nim stęskniła. Zaczęła go przepraszać za 

tamtą akcję, a Zypcio poczuł do niej ogromną miłość w najczystszej postaci. Jednak jej powiedział "no 
way",  bo  jej  nienawidzi  i  już  nie  chce  jej  widywać.  Z  dziką  rozkoszą  walczyli  ze  sobą  wzrokiem,  aż 
przerwał im oficer, który poinformował ich o końcu spotkania. Genezyp wrócił pod kocyk. Księżna zaś, 
wracając, myślała, że chce z Zypciem jeszcze tylko jeden raz, bo to ostatni chłopak, którego nie uwiodła 
i chyba dlatego tak ją podniecał.   
 

Informacja:  Tengier  przyjął  posadę  kompozytora  u  Kwintofrona,  którą  to  załatwił  mu  Abnol. 

Razem  z  rodziną  również  przenieśli  się  do  miasta,  aby  zerwać  z  wizerunkiem  wieśniaka  i  żeby  dzieci 
miały lepsze warunki.   
 
Repetycja 
 
   

Nadszedł  wreszcie  dzień,  kiedy  Genezyp  mógł  opuścić  na  jeden  dzień  szkołę.  Zaplanował,  że 

uda się do domu, a potem do księżnej, bo musi się z nią ostatecznie rozprawić. Po drodze mijał kobiety, 
z  którymi  dawno  nie  miał do czynienia.  Urzekły  go,  ale  jednocześnie poczuł pogardę dla  matki,  która 
nie oparła się swoim żądzom z Michalskim. W domu zastał informację, że baby są u księżnej (jeszcze 
lepiej),  dokąd  Zypcio  się  udał.  Szedł  tam  z  zamiarem  przywitania  się  z  nimi  jako  głowa  rodzinu,  a  tu 
nagle  wszystko  zupełnie  odwrotnie  -  matka  potraktowała  go  jak  dziecko  i  zajęła  się  Michalskim,  a 
Lilianą  zajął  się  Sturfan  Abnol.  No  i  już  wkurw.  Okazało  się,  że  matka  chce  go  zrobić  przyjacielem 
księżnej.  Genezyp  wściekły  wdał  się  w  dyskusję,  podczas  której  wyszło  na  jaw,  że  Zypcio  wierzy  w 
lietaraturę,  a  konkretnie  w  prozę,  bo  proza  stwarza  nową  rzeczywistość  (teorie  Abnola).  Nie  w  jakąś 
czystą formę, ale właśnie w prozę. Księżna całkiem go wyśmiała, mówiła, że poeci są niczego warci, że 
w  ogóle  wszystko  to  jest  jedno  wielkie  nieporozumienie.  Razem  z  matką  chciały  go  zrobić  szpiegiem 
Syndykatu  Zbawienia  u  Kocmołuchowicza.  Okazało  się,  że  matka  też  się  z  tym  zgadza  -  Zypcio 
pokłócił  się  z  matką,  wyjawił  jej,  że  był  kochankiem  księżnej  i  nie  chce  dalej  tego.  Wołał,  aby 
oszczędzić  Liliany,  która  jeszcze  jest  nieskażona  prawdą  o  świecie  (nie  chce,  żeby  siostra  była 
ś

wiadkiem tej akcji). Liliana na to, że ona o wszystkim wie, że wyjdzie za Abnola, bo już kończy lat 16. 

Wszystkie trzy baby stanęły przeciwko młodego Kapena, przez co był z mety przegranym.   
 

Informacja  -  Liliana  rzeczywiście  była  najbardziej  nieskazitelna  ze  wszystkich.  W  zasadzie  nie 

wiedziała,  o  co  chodzi  w  tej  kłótni  -  wypowiedziała  się  dlatego  zimnym  tonem.  Mówiła  to,  co  jej 

background image

 

zdaniem mówić powinna, ale nie miała sama zdania na ten temat.   
 

Po wyjściu siostry i matki Genezyp został sam z księżną i nastąpiła druga część kłótni. Księżna 

mówiła, że on im zarzuca bezideowość, że postępują wobec zasad egoistycznych - tymczasem on też nie 
kieruje się rzadnym dobrem. A dla niej najważniejsza jest odea narodowa - w nią powinniśmy wierzyć! 
Tym  samym  chciała  przekonać  Genezypa,  aby  wstąpił  w  szeregi  Syndykatu  Zbawienia  i  został 
szpiegiem, pomógł Polsce obronić się przed Chińczykami. Jednak Zypcio w taką możliwość w ogóle nie 
wierzy  (chociaż  wierzy  w  Kocmołuchowicza,  który  niby  powinien  mieć  za  cel  wiarę  w  przewagę  nad 
Chinolami).  Przychodzi  Cylindrion  Piętalski  i  też  zaczyna  o  tym  nawijać,  aż  Zypcio  nie  wytrzymuje  i 
daje mu po  mordzie.  Kiedy Cylindrion odchodzi, księżna  Irina i Zypek  kochają się, odczuwając dziką 
namiętność w bólu istnienia.   
 

Informacja:  po  wszystkim  Cylindrion  złożył  doniesienie  o  pobiciu,  a  w  dodatku  i  tak  zaczął 

szykować razem z Syndykatem zamach stanu.     
 
Myśli wodza a teatrzyk Kwintofrona Wieczorowicza 
 

Po tychże wydarzeniach  Genezyp  przeniósł się do matki, w dzień uczył się, a w nocy oddawał 

się rozkoszom z księżną (oni wszyscy już teraz mieszkali w mieście). Tego dnia Sturfan wyciągnął go 
do  teatru  Kwintofrona,  gdzie  miała  mieć  debiut  Liliana.  Ale  do  południa  szkole  odwiedził 
Kocmołuchowicz.  Podczas  tego  spotkania  Zypcio  przyżył  istny  orgazm,  inni  musieli  zdrowo  wypić, 
niektórzy  wciągali  kokainę  z  radości.  Potem  wszyscy  chłopcy  pili  na  umór,  a  później  mieli  dać  popis 
swoich  umiejętności  –  Genezyp  po  pijaku  jechał  na  koniu  i  z  niego  spadł,  ale  zaraz  zobaczył 
Kocmołuchowicza  i  już  go  nic  nie  bolało.  W  ogóle  Wódz  wywołał  chłopaka  i  kazał  stawić  mu  się  u 
siebie za trzy miesiące. Zypcio dosłownie „srał w portki” przed Wodzem i długo potem jeszcze myślał o 
tej wizycie.   

Tymczasem  Wódz  siedział  w  pociągu  i  myślał  o  tym,  że  wszystko  ma  w  dupie  swego  konia 

Siwka. Tylko interesuje go rodzina i ONA (kochanica). Uważał, że życie trzeba brać pełnymi garściami, 
aż  do  upadku  sił  –  nic  innego  się  nie  liczy.  W  ogóle  myślał,  że  ta  całą  wojna  z  Chinami  jest  z  góry 
skazana  na  klęskę,  ale  nie  mówił  nikomu  o  tym.  Bał  się  też  tej  klęski.  Okazał  się  małym  i 
zakompleksionym uczestnikiem ogółu, a nie indywiduum. Gdyby o tym wiedział Genezyp, dla którego 
Wódz był celem w życiu… 

Po południu Genezyp pojechał do tego teatru. I podczas podróży czuł zupełne nasycenie życiem 

– było mu błogo. Ale zaraz uczucie to minęło, bo wchodząc do teatru, zauważył, że aktorki to kurwy. I 
ż

al  mu  się  zrobiło,  że  Liliana  jest  jedną  z  nich.  Zaczęło  się  przedstawienie,  weszła  na  scenę  Persy  – 

reżyserka i aktorka. Genezyp z miejsca się zakochał. Oczarowała go maksymalnie. Sztuka sama w sobie 
była dnem – daleko było jej do Czystej  Formy, której właściwie w teatrze już nie było. Kwintyfron w 
ogóle  robił  swoje  sztuki  po  kokainie,  a  całość  to  jeden  wielki  bezsens.  Po  pierwszym  akcie  Genezyp 
poszedł do Liliany, aby zapytać ją o piękną Persy. 

Informacja: Liliana już od dawna gadała Persy o Genezypie, bo chciała, żeby się spiknęli. Abnol 

Pursy nie lubił.   

Genezyp  w  przebieralni  Liliany  spotkał  JĄ.  Chciał  się  z  nią  umówić  na  dwunastą,  ale  ona 

zaczęła  go  do  siebie  zniechęcać  (dla  jego  dobra).  On  stwierdził  tym  bardziej,  że  pasują  do  siebie,  bo 
oboje są plugawi. Wspomniał też, że on będzie adiunktem kwatermistrza (czyli Kocmołuchowicza). Oj 
gdyby wiedział, że właśnie ONA to ONA… 

Informacja: rzeczywiście, to Persy była  kochanką Kocmołuchowicza.  Nie  chciała  zbytnio tego, 

ale wszyscy ją namawiali, a potem jej się zaczęło to nawet podobać. Wiedziała, że jest tylko kochanką, 

background image

 

bo Wódz rodziny nie zostawi – kochał swoją żonę, choć Pursy podobno też.   

Genezyp  czekał  na  Persy,  ale  nie  przyszła  –  Tengier  powiedział,  że  ma  migrenę.  W 

rzeczywistości  oddawała  się  w  tym  czasie  Kocmołuchowiczowi.  Potem  wszyscy  –  księżna,  Tengier, 
Genezyp,  Abnol  z  Lilianą  i  matka  Zypcia  z  Michalskim  poszli  na  kolację.  Księżna  brała  kokainę, 
zaczęła  się  kłócić  z  Tengierem,  że  jego  muzyka  jest  badziewna  w  tym  teatrze.  Potem  tańczyła  z 
Genezypem, który w sumie już na nią nie miał ochoty, bo zakochał się w Persy, ale w tym tańcu jakoś 
zachciało mu się mieć tę księżną (a to dlatego, że ona dodała mu kokainy do wina). Nie wiedział nawet, 
ż

e  w  tym  samym  budynku  czalała  Persy  z  Kocmołuchowiczem  po  pysznej  kolacji,  za  którą  zapłaciła 

dziewczyna (!). Młody i nieświadomy niczego Zypcio spędził zatem noc w objęciach księżnej.   
 
Turtiury i pierwszy występ „gościa z dna” 
 

Genezyp poszedł do Persy nazajutrz szóstej, bo nie umiał wytrzymać. I ona od razu wyłożyła mu 

kawę  na  ławę  –  kocha  go,  ale  nie  ich  miłość  nie  może  być  spełniona,  bo  spełnienie  rodzi  kłamstwa. 
Więc on może na nią patrzeć, ale nie może jej dotykać. On szalał wtedy, bo ona specjalnie lubieżnie się 
zachowywała. Pokazała mu pokój obok, ascetycznie urządzony, w którym miał niby spać jej wuj, kiedyś 
się urżnął i nie miał siły iść do siebie.   

Genezyp więc rano chodził do księżnej, wieczorem do teatru, a o dwunastej do Persy. Zrozumiał, 

ż

e  sensem  jego  życia  jest  cierpienie,  ale  nie  to  z  Schopppenhauera,  bo  takie  byłoby  zbyt  banalne. 

Księżna  stała  się  dla  niego  tylko  „kubłem  na  spermę”,  ale  dobrze,  że  była.  Raz  Persy  wyjechała  do 
stolicy  (czytelnik  wie,  że  do  Kocmołuchowicza,  bo  ten  przed  podjęciem  ważnych  decyzji  chciał  się 
wyluzować)  na  parę  dni,  a  po  jej  powrocie  Zypelek  nie  wytrzymał.  Poszedł  do  niej  i  powiedział,  że 
dłużej nie wytrzyma, ale zgwałcić też jej nie może, bo ją kocha. Ona właściwie też go kochała (te hasła 
o spełnieniu i kłamstwach to bzdura – wcale tak  nie myślała), ale  wiedziała, że w tym drugim pokoju 
siedzi człowiek kwatermistrza, który jej pilnuje. Więc wstała i wyszła. Jak się okazało, był to znak, bo z 
tego drugiego pokoju wypadł Michał Węborek, szpieg Kocmołuchowicza i powiedział Genezypowi, że 
ma  nie  ruszać  Persy.  Swoją  drogą,  Genezyp  był  ładnym  chłopcem  i  Węborek  postanowił  to 
wykorzystać. Coś mówił do Zypcia, ale z niego nagle wyszedł jakiś drab ze środka i doszedł do władzy 
w jego umyśle, co sprawiało mu niezwykłą  rozkosz. Chwycił leżący obok pięknie wykonany  młotek i 
wbił  mu  w  łeb.  W  tym  momencie  poczuł  się  Zypcio  przecudowanie,  nasycił  się  wreszcie!  Pojawił  się 
„postpsychiczny Zypen”. Wyszedł pospiesznie z mieszkania Persy i postanowił iść do Liliany po alibi, 
bo  tylko  jej  mógł  ufać.  Po  drodze  stwierdził,  że  zabił  bez  konkretnej  przyczyny,  ale  było  to  piękne 
zwieńczenie tego dnia.   

Liliana  też  odczuła  nieprawdopodobną  ekstazę  na  wieść  o  morderstwie.  Poczuła,  jakby  straciła 

dziewictwo,  kiedy brat  wyjawił jej tę tajemnicę. Dla niej ten obłęd był  czymś fascynującym.  Obiecała 
bratu dać alibi i kazała mu iść spać, bo sama musi się wyspać przed próbą. Genezyp więc poszedł znów 
ulicami  miasta,  kiedy  podleciał  do  niego  Hindus  i  wręczył  mu  pudełeczko  z  narkotykami  i  liścik,  na 
którym  po  angielsku  kobieca  ręka  pisała,  że  „ich”  rzeczą  jest  zużytkować  jego  obłęd  i  niech  on  chce 
wiedzieć.  Genezyp  się  wystraszył,  że  ktokolwiek  wie  o  zbrodni.  W  tym  czasie  dał  się  słyszeć  huk 
kulomiotów, więc chłopak pobiegł do swojej szkoły. 
 
Bitwa i jej konsekwencje 
 
 

Kiedy  Genezyp  dotarł  do  szkoły,  już  wszyscy  tam  byli  i  rozpoczęła  się  bitwa  z  Sydykatem 

Zbawienia. Z Zypcia znów wyszedł drab i to dzięki niemu chłopak chciał walczyć, choć właściwie nikt 
nie wiedział po co to wszystko, w imię czego? Na pewno nie w imię idei, bo te nie istniały, one w ogóle 

background image

 

są  bez  sensu.  Genezyp  chciał  posiąść  nową  religię  Marti  Binga,  którą  przyjmowano  najpierw  biorąc 
pigułki  (on  takie  dostał  od  Hindusa).  On  najpierw  chciał  się  o  niej  czegoś  dowiedział.  W  tym  czasie 
zginął major  Węborek (krewny tamtego denata), który był zastępcą dowódcy Zypcia. Zginął, bo dostał 
w  czachę,  która  pękła.  W  tym  czasie  Komcołuchowicz  był  w  łóżku  z  Persy  i  od  czasu  do  czasu 
zadzwonił,  aby  zapytać  co się dzieje  w bitwie –  dla niego była to rozgrzewka przed bitwą z Chinami. 
Genezyp  dostał  kulką  w  nogę.  Ból  okropny,  postanowił  wziąć  więc  pigułki.  Wreszcie,  na  ostatniej 
kondygnacji poznania, stracił świadomość.   
 
Ostatnia przemiana 
 
 

Genezyp obudził się w szkolnym szpitalu, gdzie opiekowała się nim pielęgniarka Eliza, którą to 

poznał  na  pierwszym  balu  u  księżnej.  Okazało  się,  że  ona  też  jest  wtajemniczona  w  Murti  Binga. 
Wiedziała  o  Persy,  że  jest  kochanką  Kocmołuchowicza.  Przyznała  się,  że  kocha  Genezypa  od  samego 
początku, a on zrozumiał, że też ją kocha i tylko ona mogłaby zostać jego żoną. Poprosił o gazety, gdzie 
wyczytał o zbrodni, której sam dokonał. Opowiedział o niej Elizie.   
 

Potem  przyszła  księżna  i  przepraszała  pośrednio  chłopaka  za  podtruwanie  go  kokainą  (on  nie 

wiedział o co chodzi). Zrzekła się pretensji do Zypcia. Okazało się, że też była wtajemniczona i już po 
widzeniu, po pigułkach. Potem przyszła do chłopaka matka, Michalski, Lilian i Abnol. A kiedy poszli, 
Eliza  dała  mu  pigułki  (zwykła  kokaina),  po  której  miał  zrozumieć  –  miał  mieć  objawienie  prawdy.  I 
rzeczywiście  miał  jakieś  wizje,  które  to  potem  Eliza  miała  zinterpretować.  (Na  marginesie  –  to  była 
zwykła sekta!). 
 
Noc poślubna 
 

Młodzi  zakochani  prowadzili  ze  sobą  różne  pseudonaukowe  dialogi,  przy  czym  rozprawiali 

oczywiście o sekciarskich bzdurach. Jeśli Genezyp  nie był do  czegoś przekonany, siup  mu tableteczki 
do gardła Eliza zapodała i już on się ze wszystkim zgadzał. Przyszedł dzień ślubu. A ślub był potrójny: 
cywilno-wojskowy,  katolicki  (dla  mamy)  i  murtibingowy.  Nazajutrz  młodzi  mieli  jechać  do  stolicy, 
gdzie  na  Genezypa  czekała  praca  u  Kocmołuchowicza  (nota  bene:  Kocmołuchowicz  spotkał  się  z 
Dżewanim – wysłannikiem Murti Binga, którego Kocmołuch nie tyle bał się, ale czuł przed nim respekt, 
bo Dżewani znał jego tajemne rozkazy – najzwyczajniej w świecie je podsłuchiwał za pomocą jakiegoś 
chińskiego wynalazku!).   

Ale najpierw noc poślubna … młodzi poszli do hotelu i tam pierwszy raz się kochali ze sobą (bo 

przed ślubem Eliza nie chciała). To był pierwszy raz młodej żony, więc dopiero poznawała co to znaczy 
smak  miłości  fizycznej  i  była  tym  zachwycona!  Doszła  do  wniosku,  że  to  lepsze,  niż  wszystkie  nauki 
Murti  Binga.  Była  w  takiej  ekstazie,  że  Genezyp  ją  za  to  w  jednej  chwili  znienawidził  i…  udusił.  Po 
wszystkim  rano  wyjechał  do  Kocmołuchowicza,  który  wiedział  o  całym  wypadku,  ale  nie  dziwił  się 
Zypciowi  wcale.  Nie  zadawał  też  żadnych  pytań.  Zapowiedział,  że  nazajutrz  wyjeżdżają  na  krwawy 
front. Powiedział o wszystkim Persy, a ta przekonała go, żeby ona też mogła jechać z nimi.   
 
Ostatni podryg   
 
 

Rano  pociąg  z  Kocmołuchowiczem  odjeżdżał  na  front.  Na  bitwę,  której  plan  istniał  jedynie  w 

głowie  generała.  W  ogóle  to  bitwa  była  z  góry  przegrana  –  Chińczyków  było  więcej.  Kwatermistrz 
zdawał sobie z tego sprawę, więc na śmierć szedł z Persy jako swoją oficjalną kochanką. Odjechali. W 

background image

10 

 

ogóle  Kocmołuchowicz  nagle  stał  się  wariatem.  Oszalał,  ale  o  tym  wiedział  tylko  on.  Chciał  żyć, 
panicznie bał się umrzeć.  Wygłosił po drodze jakieś przemówienie, ale Zypcio był już na nie zupełnie 
obojętny.  Nadszedł  czas  bitwy.  Wszyscy  czekali  na  rozkaz  wodza,  kiedy  ten  …  odwołał  wszystko. 
Stwierdził bowiem, że lepiej się poddać i uchronić ludzkość przed śmiercią (i przy okazji siebie!). Na to 
przyjechał  wysłannik  wodza  chińskiego  i  zaprosił  Kocmołuchowicza  na  śniadanie.  Wódz  poszedł  z 
Persy i Zypciem, dalej obojętnym na wszystko. Po drodze widzieli, jak Chińczycy ścinają głowy swoim 
oficerom.   

Na  śniadaniu  okazało  się,  że  Kocmołuchowicz  i  tak  stanowi  zagrożenie  dla  Chińczyków,  więc 

został  skazany  na  śmierć  też  przez  ścięcie.  Ale  to  dopiero  później,  teraz  niech  się  bawią.  Przywódca 
Chińczyków  określił  też  ich  dalszą  politykę  –  pokażą  Polakom  jak  mają  się  rządzić.  Oni  ich 
zmechanizują.  Wprowadzą  nową  rasę  –  biało-żółtą.  W  wyniku  tego  obowiązkowe  są  małżeństwa 
mieszane,  tylko  artyści  mogą  sobie  wybrać  żonę.  Dlatego  Wang  (ten  chiński  wódz)  bierze  żonę 
Kocmołuchowicza  (oni  myśleli,  że  Persy  jest  jego  żoną),  a  jego  syn  –  córkę  Polaka.  Potem 
Kocmołuchowicz  pożegnał  się  z  Persy  na  osobności  (wiadomo  jak)  i  szedł  na  ścięcie.  Ostatnie  słowa 
jakie  wypowiedział to cytat z  Micińskiego:  „Ja,  wybierając los mój, wybrałem szaleństwo”.  Do  końca 
zachował  zimną  twarz,  niczym  maskę.  Jeszcze  tej  nocy  Persy  została  kochanką  Genezypa,  ale  on  nie 
czerpał z tego żadnej przyjemności – był obojętny tak na nią, jak na wszystko inne.   

Przyszła  śnieżyca  z  Zachodu  i  zablokowała  marsz  Chińczyków  na  Zachód  –  odwlekli  to  do 

wiosny. Ale ogólna mobilizacja była, skutkiem czego Zypciowi upiekło się zabójstwo, bo o to już nikt 
nie  dbał.  Dla  artystów  były  ulgi,  więc  Sturfanowi  i  Tengierowi  powodziło  się  świetnie.  Sturfan  pisał 
powieści,  gdzie  bohaterem  była  całą  grupa.  Okropne.  Krytykę  literacką  i  artystyczną  zniesiono 
całkowicie.  Zypcia  ożenili  z  piękną  Chinką,  więc  zaniedbywał  Persy.  Ta  wreszcie  wyszła  za  jakiegoś 
Chińczyka. Księżna zginęła w czasie antychińskich rozruchów, a Michalskim powodziło się świetnie.   

16 XII 1927r.   

 

 
 
 
 
POSŁOWIE 

Mottem  umieszczonym  przed  przedmową  są  słowa  Tadeusza  Micińskiego:  „Ja,  wybierając  los  mój, 
wybrałem szaleństwo”. Chciałoby się dodać: szaleństwo.  W Polsce pewnych rzeczy nie można mówić 
serio, bo nikt ich nie chce słuchać.  W Nienasyceniu obłędem kończy się droga Genezypa  Kapena. Ale 
cała  powieść  też  jest  szaleństwem,  i  jest  w  tym  sensie  grą  i  maską,  umożliwiającą  powiedzenie  w 
błazeńskiej formie pewnych rzeczy serio wśród okoliczności niesprzyjających – po zamachu majowym 
Piłsudskiego, w obliczu rodzącego się sanacyjnego obłędu wodzowskiego i mocarstwowowego.   
 

W przedmowie autora programowi rodacy kurczą się do rozmiaru garstki krytyków literackich, 

hamujących  rozwój  polskiej  literatury  przez  to,  iż  mają  fałszywe  pojęcie  jej  społecznego  obowiązku  i 
nie chcą widzieć groźnych zagadnień. Nie chodziło Witkacemu w pierwszym rzędzie ani o krytykę, ani 
o  literaturę,  lecz  o  to,  żeby  chcieli  dojrzeć  te  zagrożenia  wszyscy.  „Groźne  zagrożenia”  widoczne  w 
Nienasyceniu

 

Historia – jako budzący lęk mechanizm.   

 

Podszyta grozą myśl o przyszłości.   

 

Cywilizacja jako stan sypiący coraz to dziwniejszymi niespodziankami.   

 

Zagadka ruchów masowych.   

background image

11 

 

 

W  powieści  pojawia  się  wizja  kresu  znieprawionej  Europy.  Kres  ten  sprowadzony  został  przez 

wyzwanie idące ze Wschodu (chociaż w nierosyjskiej postaci). Tutaj Witkacy motyw upadku, starzenia 
się  i  degeneracji  kultury  zaczerpnął  z  prac  Rosjanina  Nikołaja  Danilewskiego  i  Oswalda  Spenglera. 
Spengler w powieści Zmierz Zachodu wprowadził wątek wodzowski, postaci nadludzkiej, kumulującej 
oczekiwaną  przez  zagrożoną  cywilizację  wolę  mocy  i  trwania.  Wariantem  tego  typu  postaci,  choć 
jednocześnie jej karykaturą, jest Kocmołuchowicz. Manifestacja katastrofizmu jako prądu myślowego 

Nawała 

chińska 

mogła 

być 

symbolicznym 

wyrazem 

ruchu 

mas 

lub 

metaforą 

społeczeństwa-mrowiska, ku któremu wiodły drogi rozwojowe zmechanizowanej cywilizacji.   
Czytelnik  odnajduje  w  powieści  bez  trudu  wszystkie  istotne  elementy  i  motywy  historiozofii 
przyszłościowej  pierwszych  dziesięcioleci  XX  wieku,  nazywanych  w  uproszczeniu  katastrofizmem. 
Eksponuje się bardzo wyraziście wątek osobowości cezarystycznej, czyli wodza. W tym sensie powieść 
istotnie roztrząsała zagadnienia przypuszczalnej przyszłości kultury i Europy. Chociaż to stanowi tylko 
tło. Na pierwszym planie uwagę przyciąga sam autor, ukryty za maską: dokuczliwy szyderca, pragnący 
zderzyć  istotną  problematykę  czasu  z  rzeczywistością  znajomego  środowiska  ludzkiego  swoich 
współczesnych, pewny, że wynik tego spotkania będzie katastrofą i demaskacją.   

Nienasycenie  jest  kosmiczną,  wielką  drwiną  z  rodzimego  filtra  rzeczywistych  nastrojów  czasu, 

czyli  tego  wszystkiego,  co  w  Europie  w  przeddzień  Wielkiego  Kryzysu  „wisiało  w  powietrzu”  i  było 
zapowiedzią  realnych  zagrożeń.  Jednocześnie  jest  też  serio-smutnym,  nawet  tragicznym  w  swej 
niewidocznej, bo najgłębszej warstwie pożegnaniem starej kultury.   

Michał Misiorny