background image

Nagasaki – (nie)zapomniana tragedia II 
Wojny Światowej 

 

 

  

 

 

 

 

Atak nuklearny na Hiroszimę przykrył wszystko, ponieważ Hiroszima 
była miastem większym i znanym, czy też raczej kojarzonym na 
świecie. Nagasaki z kolei, na czym polega jeszcze większa tragedia 
tego miasta, było celem zastępczym. Wybrano je ze względu na to, 

background image

że nad „ważniejszym celem”, czyli nad Kokurą były złe warunki 
atmosferyczne. Wprawdzie nie wykluczało to bombardowania, ale 
wykluczało zrobienie dobrych zdjęć
 – mówi w rozmowie z PCh24.pl 
prof. Jakub Polit z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
 

  

Można odnieść wrażenie, że współczesny świat pamięta jedynie o 
bombie atomowej zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę 6 
sierpnia 1945 roku. Bardzo często pomija się tragedię, jaka miała 
miejsce trzy dni później - zrzucenie bomby atomowej na Nagasaki. 
Dlaczego?
 

Powód jest banalny - Hiroszima była pierwsza. 

  

Amerykanie uważali zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę za akt 
sprawiedliwości dziejowej oraz swoiste osiągnięcie naukowe. 
Nawiasem mówiąc, w polskiej szopce noworocznej pisanej m.in. 
przez Juliana Tuwima na rok 1946, Harry Truman został 
przedstawiony całkiem pozytywnie. Z kolei bomba atomowa jest tam 
zaprezentowana jako, mówiąc kolokwialnie, bardzo sympatyczny, 
odstraszający sprawców wojny gadżet. 

  

W mniej już sympatycznym tonie, bo w dobie pełnej zimnej wojny, 
pisał o tej broni Jan Brzechwa: 
„Truman i trumna - dwa podobne słowa 

Zmieści się między nimi bomba atomowa”. 

  

Wracając jednak do Pana pytania: Hiroszima przykryła wszystko, 
ponieważ była miastem większym i znanym, czy też raczej 
kojarzonym na świecie. Nagasaki z kolei, na czym polega jeszcze 
większa tragedia tego miasta, było celem zastępczym. 

background image

  

Celem zastępczym? 

Tak, przyczyną tego, że wybrano Nagasaki był fakt, że nad tym 
„ważniejszym celem”, czyli nad Kokurą były złe warunki 
atmosferyczne. Wprawdzie nie wykluczało to bombardowania, ale 
wykluczało zrobienie dobrych zdjęć. 

  

Żartuje Pan, prawda? 

Nie. Dlaczego miałbym to robić? Są na ten temat źródła wskazujące, 
że zmieniono cel dosłownie w ostatniej chwili. Amerykańscy piloci 
biorący udział w akcji byli pewni, że zrzucą ładunek atomowy nad 
Kokurą. Stało się inaczej, zmieniono cel, zbombardowano Nagasaki. 

  

Czy Amerykanom z jakichś względów szczególnie zależało na 
przeprowadzeniu ataków nuklearnych?
 

Tak i to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze: chciano 
zniszczyć japońską machinę zbrojeniową i faktycznie zarówno w 
Hiroszimie jak i Nagasaki znajdowały się obiekty produkujące 
wyposażenie wojskowe. Po drugie: chciano ostatecznie przetestować 
nową broń, sprawdzić jaką ma moc i jak działa. 

  

Oczywiście pierwsze testy odbyły się na poligonie w Nowym Meksyku 
jeszcze w lipcu 1945 roku, ale tamta eksplozja została dokonana kilka 
metrów ponad ziemią na stalowej konstrukcji. Eksplozje w Hiroszimie 
i Nagasaki odbyły się już w „normalnych warunkach”. 

  

Cel został uzyskany z nawiązką. Zrzucenie bomb atomowych, 
zwłaszcza tej na Nagasaki zakończyło wojnę amerykańsko-japońską. 

background image

Mimo to wielu, łącznie z samymi Japończykami nie chce dzisiaj o tym 
pamiętać. 

  

Wiele źródeł podaje, że po zrzuceniu pierwszej bomby atomowej na 
Hiroszimę w gremiach władzy japońskiej był to niewątpliwie szok, 
ale jednocześnie pojawiły się głosy, że to tak naprawdę nic nie 
znaczy i w razie potrzeby za broń chwyci 25 milionów 
Japończyków…
 

Faktycznie, japoński generał Hata dowodzący w Hiroszimie odgrażał 
się po zrzuceniu bomby na to miasto, że „straty nie są zbyt wielkie” 
wobec czego nie ma potrzeby zakończenia walk. 

  

Ponadto japońska machina decyzyjna nie była, że tak powiem, 
machiną błyskawiczną. Na podjęcie decyzji i zebranie odpowiednich 
ciał potrzeba było czasu i to sporo czasu jak na warunki wojny. 
Faktem jednak jest, że pojawiały się wspomniane przez Pana głosy o 
powołaniu 25-milionowej armii. 

  

Kiedy zostały oszacowane straty z Hiroszimy? 

W kilka dni po ataku Amerykanów. Nie to jednak było dla 
Japończyków problemem. Bardziej niż skalą strat szukali oni 
odpowiedzi na pytanie: cóż to jest za broń? Znaleźli ją bardzo szybko. 

  

Bardzo rzadko wspomina się o tym, że Japończycy sami próbowali 
skonstruować broń nuklearną. Po amerykańskim ataku z 6 sierpnia 
1945 roku do Hiroszimy został wezwany główny fizyk japoński 
Nishina, który sterował programem atomowym cesarstwa. Miał tam 
odpowiedzieć na dwa pytania. Pierwsze: czy to co spadło na 

background image

Hiroszimę to naprawdę broń nuklearna? Drugie: czy mógłby skończyć 
prace nad swoją bombą w ciągu sześciu miesięcy? 

  

Trzeba powiedzieć, że prace prowadzone przez zespół Nishiny były 
mocno zaawansowane. Zdawano sobie sprawę, że bomba może 
zostać skonstruowana, ale nie wiedziano jak długo to potrwa. Termin 
pół roku może wskazywać, że na taki czas władze Japonii szacowały 
wytrzymałość własnej machiny wojennej. 

  

Nishina odpowiedział, zgodnie z przewidywaniami na pierwsze 
pytanie: TAK, a na drugie: Absolutnie NIE. 

  

Nadszedł 9 sierpnia. Tego dnia sprawy potoczyły się szybko… 

Dla Japończyków nawet bardzo szybko. O godzinie 10.30 miała odbyć 
się konferencja z udziałem cesarza, jednak na skutek rozmaitych 
wymian zdań z innymi ludźmi władzy i wojskowymi, Hirohito przybył 
na nią o godzinie 10.50. Kilka minut po jedenastej do sali wszedł 
adiutant z informacją, że druga bomba atomowa spadła na Nagasaki. 

  

Przy okazji można dodać, że japońskie radary były w stanie 
zorientować się o co chodzi, ponieważ druga amerykańska 
Superforteca nadawała identyczny sygnał jak przy pierwszym zrzucie. 
Ze względu na zmianę celu ataku potomkowie samurajów w żaden 
sposób nie byli w stanie powstrzymać tej tragedii. 

  

W gwoli sprawiedliwości: pod tym względem Kokura rzeczywiście 
byłaby trudniejszym dla Amerykanów celem, ponieważ była ona po 
prostu lepiej broniona. Dysponowała myśliwcami, które wprawdzie 
nie osiągały takich wysokości jak amerykańskie samoloty, ale mogły 

background image

spowodować kłopoty w ich locie, na przykład wcześniejszy zrzut 
bomby. 

  

Bogusław Wołoszański niejednokrotnie zwracał uwagę w swoich 
książkach i audycjach, że największe straty w czasie wojny 
amerykańsko-japońskiej powodowały bombardowania przy użyciu 
m.in. napalmu dokonywane przez Amerykanów. W trakcie takich 
bombardowań niszczono wielotysięczne miasta...
 

Zgadza się. Jest całkowitą nieprawdą, że ataki atomowe były 
najbardziej niszczącymi. Dużo większe straty przyniósł atak na Tokio z 
9 na 10 marca 1945 roku. Są oczywiście różnice w oszacowaniu jego 
skali, ale z całą pewnością pochłonął on kilkadziesiąt tysięcy więcej 
ofiar niż atak na Hiroszimę, w którym, przypomnę, zginęło 
bezpośrednio ponad 80 tys. osób. Ile osób zginęło w rzeczywistości w 
wyniku choroby popromiennej – tego do dziś nie wiemy. 

  

Jeśli chodzi zaś o Nagasaki miasto to ma szczególne ukształtowanie 
terenu w związku z czym straty były mniejsze niż Amerykanie 
oczekiwali i bezpośrednio zamykały się w dość niskiej, w porównaniu 
z innymi amerykańskimi działaniami wojennymi liczbie ofiar, a 
konkretnie 23 753 osób, nie licząc oczywiście tych, którzy zmarli w 
wyniku choroby popromiennej. 

  

Japończyków przeraził sposób, w jaki zostały zadane im straty. 
Dokonał ich bowiem jeden, jedyny samolot, który zrzucił jeden jedyny 
pocisk. Nikt, z wyjątkiem najważniejszych ludzi rządu i armii w USA 
nie wiedział, ile egzemplarzy tej broni Amerykanie jeszcze posiadają. 

  

background image

Jak na amerykańskie ataki na Hiroszimę i Nagasaki zareagowali 
Sowieci?
 

Moskwa w ogóle wtedy nie podała żadnych informacji o atakach 
atomowych. Nie było rzeczą roztropną tłumaczyć poddanym Stalina, 
że Amerykanie mają tego typu broń. 

  

Czy Amerykanie mieli przygotowane kolejne bomby na kolejne 
zrzuty?
 

Tak i w razie potrzeby na pewno by ich użyli. 

  

Podam przykład: słynny plan o kryptonimie „Olympic”, czyli desant 
amerykańskich żołnierzy na wyspę Kiusiu, na której leży Nagasaki, 
miał się rozpocząć 1 listopada 1945 roku. Przewidywano w nim użycie 
taktycznych bomb atomowych. Pokazuje to przede wszystkim, iż sami 
Amerykanie nie zdawali sobie w pełni sprawy z niszczącej mocy tej 
broni. Nikt spośród najważniejszych przedstawicieli władz i armii USA 
nie wiedział, że skutki takich działań mogły być bardzo nieprzyjemne 
także ich własnych żołnierzy. 

  

Tutaj mała dygresja: amerykańskie dowództwo liczyło się ze stratami 
rzędu miliona żołnierzy. 

  

Miliona żołnierzy?! 

Tak. Jeszcze przed zrzutami atomowymi wyprodukowano niezliczone 
ilości medali, w tym sławnych Purpurowych Serc za rany. Było ich 
dużo więcej niż Amerykanie zużyli podczas całej wojny od roku 1941. 
BA! Wyprodukowane wówczas odznaczenia wykorzystywano do 
końca XX wieku. Spodziewano się bowiem, że tylu będzie 

background image

potencjalnych żołnierzy kwalifikujących się do odznaczenia po 
desancie na Japonię. 

  

Jednym słowem kapitulacja Japonii uratowała życie nie tylko 
Japończyków, ale i Amerykanów. Paradoksalnie był to jeden z 
powodów zrzucenia bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki. 

  

Jak przez pierwsze lata po atakach na Hiroszimę i Nagasaki patrzyli 
na tę tragedię Japończycy? Czy uważali to za ludobójstwo?
 

Oczywiście, że nie. 

  

Dlaczego? 

Ponieważ nie istniał termin ludobójstwa. Został on bowiem ukuty na 
potrzeby Norymbergi i nie był na świecie szerzej znany. 

  

Japończycy woleli dywagować na temat słuszności tych 
bombardowań, co się wydawało dość płynne, ponieważ w gruncie 
rzeczy, jeśli chodzi o skalę zużytych materiałów wybuchowych 
bombardowania Nagoi, Osaki czy wspomnianego już Tokio dosięgały 
progu nuklearnego. Różnica między tymi atakami a atakami na 
Hiroszimę i Nagasaki była jakościowa i polegała przede wszystkim na 
skutkach choroby popromiennej i na szoku spowodowanym tym, że 
zniszczono japońskie miasta jednym pociskiem o „rozbłysku 
jaśniejszym niż tysiąc słońc”. 

  

Pytanie, proszę wybaczyć ten sarkazm, czy się „sympatyczniej 
umiera”, z powodu poparzenia napalmem czy bombami zapalającymi, 

background image

czy też od bomby atomowej czy choroby popromiennej raczej nie 
było przez nich stawiane. 

  

No właśnie. Dlaczego Amerykanie tak chętnie korzystali w Japonii z 
bomb zapalających? Dlaczego podobnej broni nie stosowano na 
szerszą skalę podczas działań wojennych prowadzonych w Europie?
 

Ponieważ Japonia w przeważającej części była zbudowana z drewna i 
papieru. 

  

Mało tego: reżim japoński rozrzucał chałupniczo wszelką produkcję 
na całym obszarze miast przemysłowych. Nawet jeśli Amerykanie 
próbowali celować w pewne odpowiednie obiekty militarne czy 
przemysłowe, to często po prostu nie trafiali w nie przez co 
„obrywały” budynki cywilne. 

  

Wróćmy do poprzedniego wątku. Powiedział Pan, że w Japonii 
rozmyślano czy bombardowania były słuszne. Nie było jakiejś 
szerszej dyskusji na ten temat?
 

Nie i to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze: po wojnie w 
Japonii istniał reżim okupacyjny, który nie bardzo na to pozwalał, 
mimo że swoboda dyskusji była większa niż się na ogół przypuszcza. 

  

Po drugie: Japończycy spodziewali się po okupacji wszystkiego 
najgorszego. Widząc jednak, że tak nie jest, uważali że wygrali los na 
loterii. Miało być potwornie i strasznie: gwałty, podpalenia, rzezie. 
Okazało się, że jest zupełnie normalnie, że to okupant utrzymuje 
ludność, która w zasadzie nie miała z czego żyć, ponieważ 
pominąwszy zniszczenie infrastruktury, do kraju przybyło 8 milionów 

background image

rodaków-Japończyków z utraconych obszarów zamorskich – Tajwanu, 
Korei i Mandżurii. Wobec tego, o czym tu rozmawiać? 

  

Co ciekawe: to nie władza okupacyjna mogła być problemem. 

  

Tylko kto? 

Amerykanie bali się raczej, jak się okazało niesłusznie, że jeśli cesarz 
będzie podróżował po kraju to zostanie zlinczowany jako pośredni 
sprawca tego wszystkiego. Ogromnym szokiem dla wszystkich były 
jego wizyty właśnie w Hiroszimie i Nagasaki, kiedy ludność zamiast 
występować wobec niego starała się go chronić i była wzruszona 
spotkaniem z nim. Zamiast okrzyków: „on zamordował moich 
synów”, można było usłyszeć „patrz, to mój syn, on zginął za ciebie”. 

  

Misja Hirohito w Nagasaki była charakterystyczna. Odwiedził szpitale, 
w tym szpital atomowy dla ludzi potrzebujących specjalnego rodzaju 
leczenia. Oczywiście w trakcie tej wizyty pojawił się również wątek 
chrześcijański i są różne relacje mówiące, że cesarz-pielgrzym chciał 
się zapoznać z ludnością i dlatego chociażby nie przybył tam w 
mundurze, (którego zresztą po kapitulacji nie nosił) tylko stroju 
cywilnym. 

  

Z kolei w rokuU 1975, kiedy cesarz Hirohito wracał ze Stanów 
Zjednoczonych, swojej jedynej wizyty w tym kraju, otrzymał od 
dziennikarza bardzo niewygodne pytanie o los Hiroszimy i Nagasaki. 
Odpowiedział więc w charakterystycznym uniku, że oczywiście 
głęboko boleje i podziela ból mieszkańców Hiroszimy – o Nagasaki nie 
wspomniał – ale uważa, że było to nieuniknione. Hirohito nie wyjaśnił 

background image

jednak, dlaczego tak uważa, dlaczego miało to być nieuniknione, a 
skoro było nieuniknione, to kto jest temu winien. 

  

Tutaj kolejna dygresja: Hirohito doskonale pamiętał, że to on podpisał 
podczas wojny zgodę na prowadzenie programu nuklearnego. Znane 
są rozmowy z jego sztabowcami, w których mówi: „A więc 
zamierzacie ją rzucić na Hawaje albo na San Francisco? Ale przecież 
tam żyje wielu naszych rodaków”, po czym dodaje: „Jeżeli będzie 
eskalacja czegoś takiego, to cała ludzkość wyginie”. Jeśli więc cesarz 
udzielił zgody na tworzenie tego typu broni, to jak miał występować 
później w roli moralnego pogromcy tego co się stało. 

  

Z kolei kiedy Hirohito leżał na łożu śmierci w roku 1988 burmistrz 
Nagasaki Motoshima Hitoshi oskarżył go, że nie skapitulował 
wcześniej, czyli „stał się współwinnym tych tragedii”. Reakcja ta była 
całkowicie zrozumiała chociaż niesprawiedliwa. Cesarz bowiem 
skapitulował i niewątpliwie stało się tak m.in. pod wpływem szoku 
spowodowanego uderzeniami nuklearnymi. 

  

Sama dyskusja czy uderzenia atomowe były potrzebne i czy Japonię 
można było skłonić do kapitulacji środkami konwencjonalnymi lub 
inaczej trwa do dziś. 

  

Jeżeli zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki nie było 
ludobójstwem, to czym było? Zbrodnią wojenną? Jak to nazwać? 
Powiem szczerze, że przez wojnę rozumiem walkę żołnierzy dwóch 
zwaśnionych stron a nie wymordowanie w ciągu kilku sekund 
kilkudziesięciu tysięcy bezbronnych cywilów...
 

background image

Świetnie Pan mówi, tak jak ludzie myślący kategoriami poprzedniej 
epoki. Wojna czy też raczej pojedynki w takim rozumieniu, jak Pan to 
przedstawił, miały miejsce w czasach trubadurów. 

  

Pojedynek jest czymś namacalnym. Jeśli zaś widzi się przeciwnika 
tylko w celownikach broni palnej, to sprawa wygląda już inaczej. A 
jeśli spojrzymy na to z dzisiejszej perspektywy, to czy wojskowym jest 
młodzieniec w T-Shircie, w rozfajdanych klapkach i krótkich 
spodenkach siedzący przy stole obok kufla piwa i kierujący przy tym 
atakami bezzałogowych dronów na innym kontynencie. Czy taka 
postać może być nazywana wojskowym? Czy to jest żołnierz? 

  

Mówi Pan o bezbronnych cywilach. Truman nie zamierzał zabić 
bezbronnych cywilów. Owszem przy tej opcji musiał się z tym liczyć. 
Zamierzał jednak zniszczyć najpotężniejsze centrum przemysłu 
zbrojeniowego w Japonii, czyli Hiroszimę, a kiedy nie udało się 
dosięgnąć Kokury postanowiono zaatakować Nagasaki, w którym 
znajdowały się zakłady Mitsubishi produkujące torpedy oraz broń 
strzelecką. 

  

Śmierć cywilów była, przepraszam za brutalność, skutkiem ubocznym. 
Jeżeli będzie się na to patrzeć wyłącznie w sposób przez Pana 
zaprezentowany, to ktoś mógłby powiedzieć, że zbrodniarzami 
wojennymi byli również chociażby polscy lotnicy z dywizjonu 
wileńskiego, którzy atakowali III Rzeszę. 

  

Zapytam więc inaczej: czy nie było innych środków przy pomocy 
których można byłoby zmusić Japonię do kapitulacji?
 

background image

Post factum spekulowano, że inne metody były. Na przykład można 
było zademonstrować wysłannikom japońskim potęgę broni 
nuklearnej na jakiejś bezludnej wyspie, albo w innym tego typu 
miejscu. Czy było to jednak w ogóle możliwe? Załóżmy, że tak by się 
stało. Kim byliby ci wysłannicy i na ile byliby kompetentni? Ich 
przeciwnicy w Tokio mówiliby, że był to trik, do którego wykorzystano 
co najwyżej skumulowaną w jednym miejscu olbrzymią ilość 
materiałów wybuchowych. 

  

Już poważniej brzmi twierdzenie, że należało ludność atakowanych 
miast ostrzec. Pominąwszy fakt, że lotnictwu amerykańskiemu 
bardziej powinno zależeć na losie własnych załóg niż ludności 
japońskiej to wywiera to milczące założenie, że takie ostrzeżenie 
cokolwiek by pomogło. 

  

W wypadku Nagasaki takie ostrzeżenia były, ale nikt nie zwrócił na to 
jednak uwagi. Fantastycznie zdyscyplinowana ludność miasta nie 
uciekała, ponieważ była ogarnięta swego rodzaju fatalizmem. 

  

Na pewno poczucie, że mogą nastąpić kolejne ataki nuklearne 
wpłynęło znacząco na zakończenie wojny. 

  

Skąd ta teoria? 

Historia nie jest nauką ścisłą. Nie jest nauką eksperymentalną i nie 
wiemy co by było gdyby... Znając jednak wszystkie dane, do których 
mamy dostęp możemy powiedzieć z całą pewnością, że dowództwo 
japońskie przed sierpniem 1945 roku w ogóle nie brało pod uwagę 
opcji kapitulacji i gdyby nawet tego rodzaju pomysły wtedy powstały 
w tamtejszym rządzie, to nie mogłyby być wprowadzone w życie. 

background image

  

Jeszcze jedna sprawa, o której mało kto pamięta. W każdym tygodniu 
ostatnich miesięcy wojny, ginęło pod panowaniem japońskim około 
140 tys. ludzi, także cywilów. Operacja „Olympic” miała rozpocząć się 
w listopadzie 1945 roku. Operacja Coronet, czyli lądowanie 
Amerykanów na głównej wyspie japońskiej Honsiu była zaplanowana 
na 1 marca 1946 roku pod warunkiem, że „timetable” poprzednich 
operacji zostanie wykonany w odpowiednim czasie. Patrząc jednak na 
to, jaki opór stawiali Amerykanom Japończycy można śmiało postawić 
teorię, że walki trwałyby do końca roku 1946 albo może i dłużej. 

  

Ale wyobraźmy sobie, że Stany Zjednoczone dysponowały bronią 
atomową w roku 1943 i mogły zakończyć wojnę przed Holocaustem, 
przed Powstaniem Warszawskiem etc. Wyobraźmy sobie, że Stany 
Zjednoczone taką broń miały, ale jej nie użyły, ponieważ uznały że 
ofiary cywilne wśród ludności III Rzeszy byłyby zbyt wielkie. 

  

Co myślelibyśmy obecnie o takim podejściu? Czy znalazłby się 
ktokolwiek, kto pochwaliłby Amerykanów, że działali ze względów 
humanitarnych? 

  

Mówił Pan, że w roku 1988 o tragedię Hiroszimy i Nagasaki został 
oskarżony cesarz Hirohito. Czy pojawiły się również oskarżenia 
wobec Amerykanów?
 

Oczywiście i to bardzo licznie, ale do tej pory ich nie poruszałem, bo 
one wpisywały się w ogólną logikę trwającej wtedy „zimnej wojny” i 
hasła podnoszone przez Moskwę, iż Japonia była jakoby całkowicie 
gotowa do kapitulacji, a zrzucenie bomb atomowych było całkowicie 
niepotrzebne i dlatego cały ten atak miał charakter antysowiecki, 
ponieważ w gruncie rzeczy zamierzano… zastraszyć Stalina. 

background image

  

Owszem, Amerykanie prawdopodobnie chcieli zademonstrować 
swoją militarną potęgę i pokazać Rosjanom, że w razie czego istnieje 
„gruba pałka”, która zrobi z nimi porządek, ale były to sprawy 
uboczne, podobnie jak myślenie kupieckie, że jeżeli wpompowano w 
Projekt Manhattan ogromne pieniądze z kieszeni podatnika, to muszą 
się one jakoś zwrócić. Po co bowiem komuś broń, której się nigdy nie 
używa? 

  

Można w tym momencie przytoczyć zdanie Winstona Churchilla. Dla 
niego bomba atomowa była „darem Bożym” w tym sensie, że 
wreszcie istniał argument, że Japończycy mogą skapitulować nie 
tracąc twarzy i honoru, bo nie kapitulują przed siłami ludzkimi, tylko 
przed siłą wyższą. 

  

Jak obecnie w Japonii patrzy się na ataki na Hiroszimę i Nagasaki? 

Władze Japonii mają zwyczaj 15 sierpnia, czyli w dniu zawieszenia 
broni, który powszechnie jest uważany w Japonii za dzień 
zakończenia wojny (mimo że Kraj Kwitnącej Wiśni skapitulował 2 
września) organizować uroczystości państwowe. Nikt tam nie twierdzi 
tak jak ostatnio w Niemczech, że jest to dzień wyzwolenia, tylko jest 
to dzień końca wojny, końca koszmaru, dzień świtu. 

  

Uroczystości odbywają się w świątyni poległych w Yasukuni, gdzie nie 
stoi żaden grób nieznanego żołnierza, tylko oddaje się cześć imiennie 
wszystkim żołnierzom, którzy „zginęli za słuszną sprawę”. Są tam 
wspominane duchy wcześniej poległych (prócz tych, którzy zginęli w 
rewoltach antycesarskich), jednak ponad 90 proc. upamiętnionych to 
ofiary II Wojny Światowej. 

background image

  

Od samego początku istniał problem w jakim charakterze przywódcy 
Japonii tam występują, zwłaszcza że część upamiętnianych to 
zbrodniarze wojenni. Pokazuje się, że jest to gest symboliczny. 
Właśnie wtedy pada pytanie: skoro jest to gest symboliczny, to 
dlaczego uroczystości nie odbywają się w parku poległych w 
Hiroszimie bądź w podobnym tego typu miejscu w Nagasaki? 

  

Japończycy podnoszą ponadto, że są jedynym krajem, który 
doświadczył bombardowań nuklearnych, a nie tylko tak jak wiele 
innych – zwykłych bombardowań. Pojawia się podobne podejście, 
jakie mają Żydzi do Holocaustu: oto w naszej historii miało miejsce 
wydarzenie, którego nikt inny nie doświadczył. Tak jak Ormianie mają 
swoje ludobójstwo, tak jak był wielki głód na Ukrainie, tak jak Żydzi 
doświadczyli Holocaustu, tak i my Japończycy – mamy swoją 
wyjątkową tragedię, która nie ma sobie równej. 

  

Trzeba powiedzieć wprost: z naszego, europejskiego punktu 
widzenia, abstrahując od tragedii ofiar amerykańskich uderzeń, ataki 
nuklearne odgrywały w sporze o pamięć rolę szkodliwą, ponieważ 
umożliwiły Japonii zrobienie tego, czego mimo wszystko nie udało się 
jeszcze zrobić Niemcom, to znaczy ustawić cesarstwo nie po stronie 
sprawców-agresorów, tylko ofiar II Wojny Światowej. 

  

Chce Pan powiedzieć „Hiroszima TAK”, ale "Tora, Tora, Tora NIE”? 

Tak, proszę Pana. 

  

Doświadczenia wojenne i powojenne przekształciły Japończyków w 
swoistych pacyfistów. O ile przed wojną wojownik był tam pierwszym 

background image

wśród ludzi, o tyle obecnie żołnierze, bo chyba tak należy nazwać 
członków japońskich Sił Samoobrony – które jednak formalnie nie są 
wojskiem – mają często kłopoty ze znalezieniem partnerek 
życiowych. Być żoną żołnierza nie jest bowiem we współczesnej 
Japonii czymś chwalebnym. 

  

Japończycy mają inne spojrzenie na samą wojnę. Dlaczego wojna na 
Pacyfiku była zła? Według Amerykanów, była to agresja, przed którą 
oni się bronili. Z kolei według strony japońskiej wojna była zła, 
ponieważ była to wojna, a wojna… z definicji jest moralnie zła. 

  

Stąd też historia bombardowań nuklearnych jest do dziś w Japonii 
bardzo dobrze pamiętana, choć z przyczyn biologicznych – 
wymierania ostatnich ludzi, którzy te czasy pamiętają – zmienia się w 
swoisty mit. 

  

  

Dziękuję za rozmowę. 

Tomasz D. Kolanek