Z życia sfer polskich Angora, nr 8 / 2016
Henryk Martenka
Szpital pod wezwaniem konika
morskiego
Medycyna jest dobra na wszystko...
Taki żart... Aliści wbrew ciężko dyszącej polskiej służbie zdrowia medycyna ma się dobrze,
a nawet jeszcze lepiej. Wystarczy pooglądać telewizję, z której reklamy niby-leków i innych
parafarmaceutyków leją się jak woda przez dziurawy wał. Gdyby do reklam tych się zastoso-
wać, człowiek łykałby jak gęś kluski zdrowonośne pigułki od rana do nocy.
Tym bardziej że modne, niezbyt drogie i dostępne bez recepty.
Zatem suplementy diety, czyli wyroby medyczne, gwarantują błogostan.
Dzięki nim możesz się poczuć młodym, zdrowym i urodziwym. Jeśli nawet poczujesz,
że twój organizm gromadzi za dużo wody, a nie chcesz się czuć jak baktrian, łyknij
Hydrominum, ale gdy rano z tym przesadzisz i zaczniesz schnąć na wiór, sięgnij przed snem
po Capivit Hydro. Się wyrówna. Chcesz się pozbyć trądziku - łykaj Visaxinum; dokucza ci
serce, kup Doppelherz; męczy biegunka, bezsenność albo zgaga, przegryź Stoperanem,
Forsenem lub Ranigastem. Odczujesz ulgę, nawet gdy zapomnisz, co jest na co.
W ostateczności siorbnij łyżkę tranu. Dla puszystych jest Linea i są smakowite apetiblocki,
co oznacza, że wsuwa się tak samo i tyle samo, tylko bez budzącego poczucie winy apetytu.
Ale, ale... Gdyby jednak wzdęło cię boleśnie, nie zwlekaj i nie żałuj sobie Espumisanu.
Dla zbilansowania potencjału oraz podniesienia samopoczucia zażyj Magnez z bioretencją
i wchłanialnością. Niestety, i tak czeka cię syndrom leniwego jelita, choć lepsze takie niż
drażliwe.
Ściemnia się przed oczami? - nie ma sprawy - zażyj luteinę; gdy z nadmiaru luteiny
wyschnie oko, też coś się znajdzie. W najgorszym razie Iladian, dobry na każdą intymną
infekcję. A cóż jest bardziej intymnego niż oko? Gdyby lladian nie pomógł, don't worry!
Zastosuj gumę Nicoret, co pomoże ci tym skuteczniej, jeśli nigdy w życiu nie paliłeś
papierosów. I kobiecie swej nie żałuj! Kup Desmoxan, który pomoże jej skutecznie uwolnić
się od nawyku palenia, szczególnie teraz, gdy macie już w domu kaloryfery.
Wyciszy cię i ulży jestestwu kilka dni z Nervomixem... Ale gdyby z tych nerw
zaczęło ci walić z gęby siarką, poślij dzieciaka do kiosku, to przyniesie ci tabletkę
na halitozę. Przy okazji, żeby dwa razy nie gonić, niech ci młody kupi garstkę tabletek
na hemoroidy. Łykaj jedną pigułkę codziennie o wschodzie słońca, a drugą dwa pacierze
po zmroku. Nie czujesz, że siedzisz!
Łykanie przez boży dzień pigułek może niechcący zbudować nam masę mięśniową,
ponieważ masa tabulae, z której głównie składają się cudowne niby-leki bez recepty,
też krzepi. Wszechobecne w suplementach wapno czy inny gips sprawi, że żyły ci zwapnieją
i zaczniesz marznąć. Tym sobie głowy nie łam! Jest Reguterm, który ci za parę groszy
pomoże, a kiedy dzieci na urodziny dorzucą ci flakonik z 4Flexem z kolagenem,
to przynajmniej stawy nie będą ci skrzypieć. Koniecznie dodaj też do diety pigułki
z limitowanej linii Active, dedykowanej sportowcom. Cóż za nowoczesność!
Kiedyś lekkoatleci budowali masę w siłowni, dziś kupujemy Active i nawet się człowiek
nie spoci. Zresztą nawet gdyby, to jest niedrogi Perspi Block, który zaczopuje ci otwory
w skórze na tak długo, aż przestaniesz słyszeć. Przygotuj się więc i trzymaj pod ręką
Acustivum. Cudowny suplement. Po jego zażyciu będziesz słyszał, jak Jack Nicholson
w horrorze „Wilk".
Państwo polskie sypnie wkrótce kasą na dzieciaki, więc warto się do tego
przygotować. Reklamuje się sporo produktów medycznych, które uszczęśliwią władzę i lud
oraz zagwarantują przyrost demograficzny. Są już dostępne tanie pigułki zwiększające
płodność Polek i Polaków, jak się to mówi na wiecach. Uroczo i często reklamowane są
niezawodne środki na potencję, Stymen czy Braveran, choć znam jednego takiego,
co z nadmiaru misiotabletek (zakąszał je, zboczeniec, Zuravitem i Prostamolem, a zapijał
2KC) nabawił się syndromu niespokojnych nóg i teraz - jak niepyszny - krztusi się
Restonum.
W telewizyjnej reklamie pysznią się wyroby medyczne dla ciężarnych
i krótkowidzących, rudych i łysych, chorych i zdrowych. Tych ostatnich jest najwięcej,
ale od starożytności wiadomo, że aby chorować, trzeba mieć końskie zdrowie.
Z tym koniem, właściwie konikiem, to ciekawa sprawa jest. Pliniusz Starszy, autor
bestsellerowej „Historii naturalnej" i dowódca floty rzymskiej, żyjący w czasach,
gdy telewizja i jej pasma reklamowe nie były aż tak popularne jak dziś, wierzył,
że uniwersalnym lekiem jest mikstura mająca w składzie konika. Morskiego, dodajmy.
Konik ten łączył zalety całego współczesnego badziewia lejącego się na nas z ekranu.
W moc owego konika silnie wierzą do dziś Chińczycy... Konik morski, zmielony, suszony
czy marynowany, pisze znakomity niemiecki popularyzator nauki Frank Scnatzing, jest nadal
cudownym lekarstwem na wymioty, zatwardzenie, miażdżycę, głowę, wątrobę i wściekliznę.
Obniża temperaturę, leczy tarczycę, neutralizuje jad żmii i koi skutek ukąszeń owadów.
Paralitycy wstają na równe nogi po jego zażyciu, a kto zje żółtego konika morskiego,
regeneruje sobie prostatę. I ta znów działa, jak u panny na wydaniu! Nawet żołnierze żujący
suszone grzebienie morskiego konika, nawet w pobitewnym wyczerpaniu, rześko parskają
i dziarsko wywijają ogonami, o czym bez zwłoki powinno się powiadomić ministra
Macierewicza.
henryk. martenka@angora. com.pl