background image

TRIXI von BŰLOW

MĘŻCZYŹNI

podręczna

instrukcja

obsługi

background image

To, co mężczyzna mówi, a co robi,

 to zupełnie inna para kaloszy.

stare angielskie przysłowie

Od czego wszystko się zaczęło... 

Rodzaj przedmowy

To oczywiste, że miałam konkretny powód, żeby napisać tę książkę.

W przeciwnym razie w ogóle bym jej nie napisała, prawda?

Uważam bowiem, że wszystko, co zwykle dzieje się między mężczyzną a kobietą, to 

prawdziwe   nieszczęście   tego   świata.   Ostatnio   czasami   pytałam   sama   siebie,   co   dla   nas, 

kobiet, jest gorsze: kiedy mężczyźni milczą czy kiedy coś mówią? Szczerze mówiąc, do dziś 

nie znam odpowiedzi na to pytanie. I właśnie wtedy wpadła mi w ręce mała żółta książka, 

napisana przez pewnego zabawnego mężczyznę, traktująca o kobietach i podtekstach.

Czy wiesz, co to jest podtekst? To tekst skrywający się za tekstem. Czyli: coś się 

mówi (tekst), ale myśli coś innego (podtekst). Czy to jasne?

Czyli  - jeśli dobrze zrozumiałam, co autor chciał powiedzieć - kobiety mówią, na 

przykład: „Wydaje mi się, że tu chyba jest przeciąg”, a w tym samym momencie myślą: 

„Człowieku, zamknij okno, natychmiast!”.

W   porządku.   Sama   jestem   kobietą,   i   przyznaję,   że   coś   w   tym   jest.   Ale   kolejne 

twierdzenia   są   bardziej   kontrowersyjne.   Otóż,   brnąc   dalej   przez   lekturę,   przeczytałam   - 

naprawdę - takie oto zdanie: „Mężczyźni nie znają podtekstów. Mężczyźni zawsze mówią to, 

co myślą”.

No   cóż,   nie   jestem   co   prawda   mężczyzną,   ale   mogę   odpowiedzieć,   że   takie 

stwierdzenie to chyba wolne żarty!

Osobiście nie znam żadnej innej istoty poza mężczyzną, która przywiązywałaby tak 

niewielką   wagę   do   wypowiadanych   słów.   W   każdym   razie   w   rozmowie   z   kobietami. 

Prawdopodobnie mężczyźni robią to bezwiednie. Uważam, że owe podteksty mają we krwi.

Okej, zgadzam się, że kiedy mężczyzna mówi: „Idę kupić śruby”, to myśli: „Idę kupić 

śruby”.   Ale gdy  mówi:  „Idę  wyrzucić  makulaturę”,   w  rzeczywistości   oznacza   to:  „Pójdę 

background image

wyrzucić makulaturę. Wtedy przynajmniej ominą mnie prace w ogródku. A po drodze mogę 

sobie wypić piwko”.

Czy muszę wam wyjaśniać,  jak długo  trwa zaniesienie makulatury do pojemnika na 

surowce wtórne? To prawdziwa całodzienna wyprawa.  A co z setkami  mężczyzn,  którzy 

powiedzieli: „Wyskoczę na chwilę po papierosy...”?

No właśnie!

Inaczej mówiąc, uważam, że mężczyźni stale używają podtekstów. Mają wręcz swój 

własny kod. A ten fakt nie zawsze bywa dla nas przyjemny, często bowiem w ogóle nie 

wiemy, co w rzeczywistości ON miał na myśli. I na ogół bardzo chciałybyśmy wierzyć, że on 

myśli właśnie to, co mówi (i zrobi to, co obiecuje!), ale przecież czujemy przez skórę, że 

wszystko wygląda całkiem inaczej.

Czy znasz najsłynniejsze zdanie wypowiadane przez mężczyznę: „Odezwę się!”?

Czy też setki razy zadawałaś sobie pytanie, dlaczego potem nigdy nic się nie dzieje? 

Okej, teraz musisz być naprawdę dzielna, dobrze?

Otóż nic się nie dzieje, bo po prostu to zdanie wcale nie jest tym, czym się wydaje na 

pierwszy rzut oka.

„Odezwę   się”   w   języku   mężczyzny   oznacza   całkowicie   niezobowiązującą   frazę, 

podobną  do angielskiego  How do you  do?,  na  które żaden  Anglik nie  oczekuje szczerej 

odpowiedzi. Dlaczego więc ty czekasz na realizację tego frazesu?

Mężczyzna oznajmia, że się odezwie, bo chce być miły. Albo chce uniknąć awantury. 

Albo zostawia sobie furtkę, żeby w razie potrzeby skorzystać z jeszcze jednego adresu w 

notesie.  Albo dzisiaj  jeszcze nie wie, co będzie o tym  wszystkim  myślał  jutro. Lub tym 

podobne. Można by bez końca prowadzić badania naukowe na temat przyczyn tego stanu 

rzeczy - z miernym skutkiem!

Ale   jego   „Odezwę   się!”   w   95%   przypadków   możesz   bez   większego   ryzyka 

przetłumaczyć jako: „Przez następne pół roku mnie nie usłyszysz”.

I  tak  właśnie,   moja   droga,   wygląda   gorzka   prawda.   Wieczorem   mężczyzna   może 

background image

obiecywać ci gwiazdkę z nieba, ale już następnego ranka doświadcza pierwszego mentalnego 

przełomu i kilka dni później w ogóle o niczym nie pamięta: „Birgit?... A kto to?”.

W porządku, przyznaję, jest kilka sytuacji w życiu mężczyzny, kiedy on myśli to, co 

mówi.  I   znalazłoby   się   paru   mężczyzn,   którzy   nawet  robią  to,   co   mówią.   Ale   spójrzmy 

prawdzie w oczy: jak często spotyka się ich w życiu?

Z reguły jesteśmy bezradne wobec takiego zachowania i bardzo nas to denerwuje! I 

mimo przeczytanych poradników, mimo wielu rozmów z przyjaciółkami, ciągle mamy kłopot 

ze zrozumieniem tej istoty z innej planety, oddalonej od nas o miliony lat świetlnych. Bo jak 

zrozumieć tego Neandertalczyka,  który zaszył  się w swojej jaskini, a nam nie wolno mu 

przeszkadzać? Jak pojąć tego opiewanego bohatera, który z zewnątrz jest wprawdzie twardy 

jak skała, ale w środku miękki jak gąbka?

A ponieważ nie mam wątpliwości, że tak właśnie jest, napisałam tę książkę, żeby 

kobiety wreszcie zrozumiały, co mężczyźni  naprawdę  myślą. W ogóle, cóż to za istota ten 

mężczyzna?   I   dlaczego   tak   rzadko   dotrzymuje   słowa?   Chcę   to   wszystko   opowiedzieć, 

ponieważ zaoszczędzi to wam wielu nerwów i bólu serca. A zyskacie bardzo dużo czasu.

Panuje przekonanie, że kobiety zakochują się po uszy. Być może dlatego mężczyznom 

tak dobrze udają się kłamstwa. Oczywiście, ty nazwiesz to inaczej. Bo wszystko jest kwestią 

definicji.

A   jeśli   należysz   do   tych   niewielu   kobiet,   których   mężczyzna   wykazuje   się 

stuprocentową spójnością słów, myśli i czynów, to wygrałaś los na loterii. Wówczas podaruj 

tę książkę przyjaciółce. Będzie ci wdzięczna.

background image

„Zadzwonię do ciebie!”

W pułapce wiecznego czekania

Sytuacja klasyczna

Romantyczny   wieczór   zbliża   się   ku   końcowi.   Pierwsza   randka   była   cudowna. 

Wszystko przebiegło tak, jak powinno. O Boże - ale on jest wspaniały! I mówił jej takie miłe 

rzeczy. ONA jest zakochana po uszy. Z tego może naprawdę coś być. Obejmują się po raz 

ostatni. I wtedy ON mówi do niej:

- Zadzwonię do ciebie!

Ona   wraca   do   domu   cała   w   skowronkach.   Kładzie   się   do   łóżka.   Czuje   się   jak 

prawdziwa księżniczka. Od dawna nie była tak szczęśliwa. W końcu zasypia. W końcu się 

budzi.

A potem? Co się dzieje? Dobre pytanie. Otóż nic się nie dzieje. Ani następnego dnia, 

ani dwa dni później, ani nawet dwa tygodnie później. On nie dzwoni.  On po prostu nie 

dzwoni!  Tymczasem ona co chwila podchodzi do telefonu i sprawdza, czy aparat nie jest 

popsuty. A telefon komórkowy zabiera ze sobą wszędzie: i do piwnicy, i do łazienki. Czuje 

się beznadziejnie. I jest tak nieszczęśliwa, jak nigdy.

Radzi się przyjaciółek.

- Możesz o nim zapomnieć! - mówi jedna.

- Ale świnia - podsumowuje druga.

- Po co ci to? - pyta trzecia.

- A może jednak to ja powinnam do niego zadzwonić? - pyta ona.

- W żadnym wypadku! - krzyczą wszystkie trzy naraz.

Ale co ona ma zrobić? Po prostu nie rozumie, co się dzieje. Przecież tamten wieczór 

był taki udany. Powiedział, że ona jest kobietą jego marzeń. Powiedział, że zadzwoni! Takich 

słów nie rzuca się na wiatr! Wreszcie zaczyna w niej narastać złość.

Zadaje sobie pytanie, dlaczego on nie dzwoni (umarł?). A może jednak za bardzo się 

zaangażowała, a on - cóż, wprawdzie mówił, że zadzwoni, ale nie robi tego?

Postanawia więcej o nim nie myśleć. I myśli o nim cały czas.

background image

I czeka..., czeka..., czeka...

I jeśli do dziś dnia on jest jeszcze wśród żywych, to ona wciąż na niego czeka.

I co? Znajoma sytuacja, prawda? Mężczyźni są prawdziwymi mistrzami, kiedy chcą 

nas, kobiety, zawiesić w martwym punkcie. Najpierw rozkręcają związek jak szaleni i szafują 

szczodrze   wspaniałymi   obietnicami,   potem   -   cisza.   „Co   to   znów   za   numer?”,   żalą   się   z 

każdym   dniem   coraz   bardziej   wątpiące   kobiety,   które   czują   się   uzależnione,   spławione   i 

wystawione do wiatru. I teraz, niestety, jeszcze raz muszę postawić pytanie, nawet gdyby 

miało zabrzmieć jak herezja: kiedy wreszcie kobiety pojmą, że mężczyznę poznaje się  po 

czynach, a nie po słowach?

Mężczyźni wypowiadają wiele pięknych słów. Przez cały długi dzień (albo noc!). Nie 

powinnyśmy jednak zapominać, że używają wprawdzie tych samych słów co my, ale mają na 

myśli zupełnie co innego. A ich: „Zadzwonię do ciebie” w większości przypadków znaczy 

tyle co: „Lepiej już do mnie nie dzwoń, może się jeszcze odezwę, kiedy akurat nie będę mieć 

nic lepszego do roboty”. (Podtekst - przypominasz sobie?).

Wiem, że trzeba hartu ducha, żeby przyjąć ten fakt do wiadomości, ale uwierzcie - 

widziałam już zbyt  dużo pokręconych  przyjaciółek,  które trwały w gotowości, z powodu 

zupełnie niedorzecznych interpretacji jego słów, i z niesłabnącym entuzjazmem robiły takie 

rzeczy, które w ogóle nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.

Rozdźwięk między tym, co mężczyźni mówią („Jesteś wspaniałą kobietą”), a tym, co 

myślą („...ale życie z tobą byłoby zbyt skomplikowane”), oraz między tym, co mówią („Jesteś 

wspaniałą kobietą.”), i tym, co robią (no właśnie... nie robią nic), jest tak duży, że nawet 

mądre kobiety stają się bezradne, popadając w rodzaj rozdwojenia jaźni - tak, w zwątpienie - i 

w   każdym   słowie   doszukują   się   zaszyfrowanej   treści,   robiąc   z   byle   czego   wielkie   halo. 

Niestety, daremnie doszukują się sensu, logiki, związku między tym, co słyszały na własne 

uszy, a tym, co się stało. A - jak już wiemy - nie stało się nic.

Przyznaję,   że   kobiety   mają   skłonność   do   takiego   przekształcania   męskich 

wypowiedzi, by móc interpretować je na swoją korzyść i na ich podstawie snuć fantazyjne 

wizje przyszłości. Mężczyzna, skonfrontowany z zarzutami, odpowiada często: „Czego ty 

właściwie ode mnie chcesz?”. A myśli: „Niczego ode mnie nie oczekuj”. Kobieta rozumie 

jego słowa w sposób następujący: „Na razie on nie czuje się na siłach. Muszę mu dać czas na 

background image

uporządkowanie spraw, a ślub weźmiemy później”.

Kobiety próbujące interpretować to, co mówią albo robią mężczyźni, rozpoznaje się 

po tym, że używają zwrotu „tak naprawdę”.

- Nie zadzwonił, ale tak naprawdę broni się przed własnymi uczuciami.

- Powiedział, że nie jest na razie gotowy, ale  tak naprawdę rozgląda się za trwałym 

związkiem.

- Mówił wprawdzie o niebieskim, ale tak naprawdę miał na myśli czerwony.

Tak, moje drogie. Rezultat tego tłumaczenia jest fatalny. Lost in translation - błędna 

interpretacja w wielkim stylu. Gra w głuchy telefon.

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Tak   naprawdę   sprawa   wygląda   inaczej.   To,   że   mężczyźni   nie   dzwonią,   mimo   że 

obiecali, jest tylko wstępem do zabawnej gry w chowanego, która doprowadza nas do szału.

Tak naprawdę bowiem, mężczyźni chętnie zostawiają sobie uchylone drzwi.

Nawet   jeśli   mentalnie   już   dawno   nas   skreślili,   staną   na   głowie,   żeby   tylko   nie 

powiedzieć nam tego wprost. Tak, kto wie, może kiedyś spędzimy razem wieczór? Nie bez 

kozery mężczyźni zachowują wszystkie numery telefoniczne.

Tak naprawdę  mężczyźni są zanadto  żądni akceptacji  i zbytnio  boją się konfliktów, 

aby stanowczo odesłać z kwitkiem  zakochaną kobietę.  Jej miłość  jest przecież  dla  niego 

przyjemnym   komplementem.   A   kto   dobrowolnie   rezygnuje   z   czyjejś   adoracji?   Zresztą, 

towarzystwo   pochlipującej   kobiety   to   ostatnie,   z   czym   mężczyzna   chciałby   mieć   do 

czynienia. By uniknąć większego hałasu, na wszelki wypadek, jakby w roztargnieniu, unika 

jasnych deklaracji, a dotyczy to zarówno terminów, jak i osób (kobiet). 

Niezależnie od tego mężczyźni  nie są w stanie  sensownie korzystać z kalendarza. 

Kobiety   najchętniej   rozpisałyby   plan   zajęć   na   najbliższe   trzy   miesiące,   ale   mężczyźni   - 

przynajmniej w życiu prywatnym - wspaniale obejdą się bez notesu. „Zobaczymy”, mówią, 

gdy my stoimy z notatnikiem w ręku, bo niczego się nie nauczyłyśmy.

background image

Mężczyźni   żyją   chwilą.   Teraz   jest   fajnie   -   a   po   nas   choćby   potop!   W   danym 

momencie   mężczyzna   może   powiedzieć   i   obiecać   dosłownie  wszystko  i   zaryzykuję 

twierdzenie, że być może nawet tak myśli. W danym momencie nie wyobraża sobie, że za 

kilka dni będzie wolał pójść z kolegami na piwo niż na kolację z tobą. A wtedy zawsze może 

jeszcze powiedzieć: „Słuchaj, naprawdę mam teraz dużo spraw na głowie”.

Zakochana kobieta ewidentnie tego nie widzi. Albo nie chce widzieć. W prawdziwej, 

acz koszmarnej odysei błąka się po męskim Oceanie Przeczekiwania, niepozbawiona ostatniej 

nadziei, i nie widzi tego, co dla osób z zewnątrz jest jasne jak słońce, a mianowicie, że ktoś 

puszcza   ją   kantem.   Wspólną   cechą   mężczyzn   jest   to,   że   nigdy   nie   wyrażają   się   jasno   i 

jednoznacznie. I kiedy doprowadzona do ostateczności kobieta przystawi im wreszcie pistolet 

do głowy, od razu tracą pewność siebie i zaczynają się tłumaczyć, że wszystko przecież jest 

inaczej.   A   z  niej   robią  obłąkaną  psychopatkę  z  urojeniami.  Takie  postępowanie  pozwala 

utrzymać damsko-męską relację miesiącami, a nawet latami, jednak nie jest to prawdziwy 

związek.

Oto kronika pewnego zaplanowanego spotkania, do którego nigdy nie doszło...

1-2-3-proszę nie odkładać słuchawki. Za chwilę ktoś podejdzie do telefonu...

On nie dzwoni. Zatem ona dzwoni do niego. On ma teraz wyjątkowo dużo pracy, ale 

oddzwoni   później.   Ale   nie   dzwoni   później.   Ona   czeka   trzy   dni.   W   końcu   zapomina   o 

resztkach godności i znowu do niego dzwoni. On mówi, że właśnie o niej myślał i miał 

zamiar zadzwonić. „Co za zabawny zbieg okoliczności”. Ona proponuje, żeby poszli razem 

na   kolację.   Umawiają   się   na   najbliższy   piątek.   W   środę   ona   kupuje   nową   bieliznę.   W 

czwartek dostaje SMS-a, że, niestety, piątek nie wchodzi w rachubę, bo wydarzyło się coś 

ważnego. „Ale zdzwonimy się w przyszłym tygodniu”. Ona czeka. Mija kolejny tydzień, a on 

nie dzwoni. No, czekaj ty! - myśli ona. Teraz ty się pomęczysz. Postanawia, że przez następne 

trzy dni na pewno do niego nie zadzwoni. Niestety, on w ogóle nie wie, że się męczy. W 

końcu ona jest tak wściekła, że postanawia zakończyć całą sprawę.

- Tak nie może być! - krzyczy ona do słuchawki. - Powiedz wreszcie, że nie chcesz 

mnie więcej widzieć!

Ale on wydaje się zaskoczony jej rekcją.

- O co ci właściwie chodzi? Musiałaś wszystko źle zrozumieć. Oczywiście, że chcę się 

background image

z Tobą zobaczyć. Ten tydzień raczej nie wchodzi w rachubę, ale zdzwonimy się w niedzielę.

Ona   czeka   do   niedzielnego   popołudnia,   obgryzając   paznokcie.   W   końcu   nie 

wytrzymuje i po raz kolejny dzwoni do niego. On nie od razu podnosi słuchawkę. W końcu 

jednak podchodzi do telefonu i mówi, że akurat nie może rozmawiać, bo ma okropną chrypę. 

Miał ciężką noc. Ale odezwie się w przyszłym tygodniu...

Co możesz zrobić?

Okej, moja droga, nadzieja umiera ostatnia, ale czasami lepiej oprzeć się na faktach.

Kiedy mężczyzna się nie odzywa, wtedy ani nie popsuł się telefon, ani trzęsienie ziemi 

nie zburzyło mu domu, ani nie wyemigrował do Ameryki. On po prostu nie ma ochoty. Albo 

nie jesteś dla niego wystarczająco ważna.

Jeśli   mężczyzna   nie   oddzwania   lub   ma   kłopoty   z   ustaleniem   terminu   ponownego 

spotkania, to musisz wiedzieć, że nie można (niestety) go zdobyć, stosując metodę: „Pa, teraz 

ja dam ci nauczkę i nie zadzwonię do ciebie przez trzy tygodnie”. Tym sposobem karzesz 

bowiem tylko samą siebie.

Najlepiej, żebyś nie robiła nic. Gdyby on chciał jednak zadzwonić, to na pewno mu się 

uda, bez obaw! I to nawet następnego dnia. Albo po dwóch dniach. Ale na pewno nie za 

tydzień.   Jeśli   mężczyzna   naprawdę   czegoś   chce,   potrafi   do  tego   dążyć   za   wszelką   cenę. 

Zdeterminowany, może nawet stanąć przed tobą z kalendarzem w ręku i spytać, kiedy masz 

czas.

Tak to powinno wyglądać. Wszystkie inne scenariusze to zawracanie głowy.

A jeśli jest tak, jak w naszym przykładzie, to lepiej odpuść sobie takiego faceta. Albo 

przynajmniej zajrzyj do tej książki, by uniknąć czegoś jeszcze gorszego.

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

►► Nie pozwolę, żebyś wywierała na mnie 

presję.

Nie chcę! Kiedy to wreszcie zrozumiesz?!

►► Nie jestem na razie gotowy.

Jeśli   chodzi   o   ciebie,   to   nigdy   nie   będę 

background image

gotowy.

►► Tak nie może być!

Masz   rację,   twoje   zarzuty   są   słuszne,   ale 

mam to gdzieś.

►► Jestem zestresowany!

Teraz nie mam ochoty na kontakty z tobą.

►► Czego ty właściwie ode mnie chcesz?

Na mnie nie licz.

►► Potrzebuję wolności!

Dopiero  szukam.  Ale  z  tobą  na pewno  nie 

wyjdzie.

►► Co jest grane?

Nie mów, że to jakiś wielki problem.

►► Skarbie, wszystko źle zrozumiałaś!

Boże, tylko niech się nie rozbeczy.

►► Przecież możemy jeszcze kiedyś o tym 

porozmawiać.

Mam nadzieję, że nigdy nie wrócimy do tego 

tematu.

►► Co dalej? Zobaczymy potem.

Skutecznie oddalić problem.

►► Mam jeszcze czas.

Nie chcę.

►► Jesteś tak cierpliwa, że na pewno dasz 

radę.

Nie chcę, ale to ty powinnaś czuć się podle.

►►   Aby   zyskać   coś   wartościowego, 

potrzeba czasu.

Hej,   jest   w   końcu   tyle   innych   fajnych 

dziewczyn.

►► Mam chrypę i nie mogę mówić.

Przeżyłem   wspaniałą   noc.   Obok   mnie   leży 

prawdziwa perła.

►► Opalam się nago i myślałem o tobie.

Wyglądam po prostu świetnie!

►► Tak, właśnie o tobie myślałem.

Cholera, że też musiałem odebrać ten telefon.

►► Odezwę się później.

Zapomnijmy o tym jak najszybciej.

►► A tak, zapomniałem wziąć komórkę.

Dzięki Bogu wiedziałem, że to ty dzwonisz, i 

nie odebrałem.

►► Według mnie jesteś wspaniałą kobietą. Ale w rzeczywistości zbyt wymagającą.
►►   Czy   ktoś   ci   już   mówił,   jaka   jesteś 

piękna?

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Ładnie ci w czerwonym.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Jesteś najsłodszą wiedźmą na świecie.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Kochanie, chcę cię uszczęśliwić.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Chciałbym, żebyś tu była.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Kocham cię.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Oczywiście, że cię kocham.

Nie zaczynaj znowu.

►► Myślę tylko o tobie.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Ale ja stale myślę o tobie.

O Boże, ale te kobiety są męczące!

►► Pasujemy do siebie.

Zaraz pójdziemy do łóżka.

►► Zadzwonię do ciebie!

W   porządku,   tego   już   nie   muszę   wam 

tłumaczyć, prawda?

background image

„Źle się czuję!”

Mężczyźni o krok od śmierci

Sytuacja klasyczna

ON wraca z pracy do domu. Blada, napięta twarz, tępy wzrok. ONA właśnie chce 

powiedzieć:   „Witaj”,   ale   on   z   furią   rzuca   teczkę   na   krzesło.   Ej,   co   jest   grane?   Czy 

powiedziała coś niewłaściwego? Ale przecież tak naprawdę w ogóle nie zdążyła się odezwać.

On zdejmuje płaszcz z kwaśną miną.

- Co się dzieje? - dopytuje się ona, nie wiedzieć czemu, od razu czując się winna. On 

w milczeniu szarpie sznurówki butów, które odmawiają posłuszeństwa.

- Na litość boską! - warczy on.

- Hej, co się dzieje? - ona próbuje jeszcze raz.

- Źle się czuję! - powtarza on, niczego nie wyjaśniając, i mija ją w pośpiechu. Chwilę 

potem słychać szum wody nalewanej do wanny.

Trudno, w takim razie nici z kina dziś wieczorem, myśli ona. Ale o co mu właściwie 

chodzi? Czy chciał powiedzieć: „Źle się czuję - miałem dzisiaj cholernie ciężki dzień”, czy 

też może: „Źle się czuję - chyba się przeziębiłem”?

Ona ostrożnie uchyla drzwi do łazienki. On leży w wannie jak wieloryb, który osiadł 

na mieliźnie, i patrzy na nią, jakby była istotą pozaziemską. Ona siada na krawędzi wanny.

- Skarbie, co ci właściwie jest?

- Źle się czuję! - odpowiada szorstkim, opryskliwym tonem. („Nawet w wannie nie 

mogę mieć chwili spokoju?”).

-   Tak,   ale   co   ci   dolega?   Boli   cię   głowa,   gardło,   czy   brzuch...?   („Bawimy   się   w 

zgadywanki, czy jak?”).

- O Boże! Źle się czuję! Po prostu źle! Odsuń się, chcę wyjść! („Kobieto, zejdź mi z 

drogi!”).

Wkurzony gramoli się z wanny i, owinięty ręcznikiem, błędnym krokiem podąża w 

stronę sypialni. Pada na łóżko.

-   Zrobić   ci   herbatę?   -   pyta   bezradnie   ona.   Wprawdzie   cały   czas   nie   wie,   co   mu 

właściwie jest, ale herbatę chyba zawsze można zaproponować - jest to miłe i świadczy o jej 

trosce.

background image

-   Nie.   Albo   tak,   niech   będzie.   Zresztą   sam   nie   wiem.   Najlepiej   zostaw   mnie   w 

spokoju!

Nie wiedzieć czemu, ona robi coś dokładnie przeciwnego. Siada obok niego i bierze 

go za rękę.

- Ależ, kochanie, powiedz co ci jest.

- Puść mnie. - On gwałtownie cofa rękę, jakby go ugryzł komar. - Nie mogę teraz!

Co za histeryk! W końcu ona traci cierpliwość.

- Powiesz mi może wreszcie, co ci jest? Co to znaczy: źle? Słabo ci, masz gorączkę, 

jest ci niedobrze, coś cię boli? Chyba to jednak nic poważnego? - nie ustępuje.

On przewraca oczami, jakby miał za chwilę dostać udaru mózgu.

- Źle się czuję, chyba już ci mówiłem! Źle, jeśli rozumiesz znaczenie tego słowa. 

Muszę   to   tłumaczyć?   Wiesz   co,   wyjdź   stąd,   jeśli   możesz.   No,   idź   sobie   wreszcie!   - 

Wyczerpany wtula głowę w poduszkę i zamyka oczy - jest gotowy na śmierć.

No dobrze. Czy ona musi wysłuchiwać, jak on się na nią wydziera? Wstaje urażona i 

wychodzi.   Jej   współczucie   zamienia   się   w   złość.   Przez   chwilę   zastanawia   się,   czy   nie 

powinna trzasnąć drzwiami, ale w końcu bardzo cicho,  cichuteńko  je zamyka. Niech idzie, 

gdzie pieprz rośnie!

Tak, tak, jak dobrze to znamy,  prawda? Nie jest łatwo mieć w domu cierpiącego 

mężczyznę. Kobiety cierpią po prostu piękniej! Kiedy my nie jesteśmy w formie albo mamy 

chandrę,   nie   tylko  mówimy,  czego   nam   brak.   Jesteśmy   ponadto   bardzo   cierpliwymi, 

bezproblemowymi pacjentkami, które są wdzięczne za to, że ktoś się o nie troszczy, trzyma za 

rękę czy po prostu jest obok. Nie sprawiamy kłopotów. Kiedy więc chorujemy, troska o nas, 

dbanie o nas i pielęgnacja, to czysta przyjemność. Jeśli w ogóle kiedyś bywamy chore!

Inaczej jest z chorym mężczyzną. Nie jest ani bezbronny, ani miły, ani wdzięczny. 

Jego sposób bycia oscyluje między histerią a bezczelnością. Wiedział o tym już Molier - 

trzeba  uczciwie   przyznać,   że  miewał  czasem  rację.  Dla   kobiet   takie   zachowanie  stanowi 

nierozwikłaną zagadkę. No bo jak to możliwe, żeby równocześnie cierpieć i przejawiać taką 

agresję?

„Źle się czuję!”. Kiedy mężczyzna wypowiada to zdanie, oznacza ono pretensję do 

całego   świata   i   równocześnie   całkowitą   amnezję.   Zdanie   to   jest   zrozumiałe   jedynie   w 

background image

szerszym kontekście. Ponieważ jego znaczenie bywa różne. „Źle się czuję i nienawidzę was 

wszystkich!” albo: „Źle się czuję - zrób mi coś do picia, zabierz dzieci, zachowuj się tak, 

jakby cię nie było i broń Boże się nie odzywaj!”, albo: „Robię sobie przerwę. Skoś trawnik. 

Ja na razie na pewno nic tu nie będę robić!”. Na przyjęciu „Źle się czuję!” może oznaczać: 

„Nie mam ochoty dłużej się przyglądać, jak ten przystojniaczek z tobą flirtuje”. Jeśli kiedyś 

udało ci się wyrwać bez dzieci i bez niego, wtedy „Źle się czuję!” wyraża pretensję: „Skoro 

zostawiłaś mnie z tym całym kramem, to przynajmniej popsuję ci nastrój”. Zdanie „Źle się 

czuję!” wypowiedziane po godzinie dwudziestej drugiej oznacza: „Dzisiaj nici z seksu, nie 

mam ochoty”.  A to samo zdanie wygłoszone  wtedy,  kiedy on ma  37,5 stopnia gorączki, 

oznacza: „Czuję, że wkrótce umrę”.

Jednakże z całą pewnością nie oznacza ono zachęty: „Chodź kochanie, przytul mnie i 

pobądź ze mną”. Jako kobieta musisz to po prostu przyjąć do wiadomości. Nie możesz nie 

uwzględniać tego faktu. Bo tylko wywołasz frustrację obu stron!

Uwaga:

„Źle   się   czuję!”   wypowiedziane   przez   kobietę   oznacza:   „Proszę,  chodź  i   przytul 

mnie!”.

„Źle się czuję!” wypowiedziane przez mężczyznę oznacza: „Proszę, idź sobie i zostaw 

mnie w spokoju!”.

A więc - nie pomyl się!

Na śmierć i życie

Mężczyźni   nie   zawsze   są   tacy   bierni,   kiedy   w   grę   wchodzi   ich   zdrowie.   Jeśli 

mężczyzna   czuje,   że   rzeczywiście   jest   chory   (a   nie   tylko   ma   zły   humor),   może   tak 

szczegółowo i wyczerpująco opisywać wszystkie objawy chorobowe, że lekarze aż bledną z 

zazdrości.   Tak,   można   zaryzykować   twierdzenie,   że   stosunek   mężczyzn   do   choroby   jest 

bardzo osobisty. Czasami mężczyźni dokumentują przebieg choroby, prowadząc pamiętnik. 

Zaprezentował   nam   to   już   Tomasz   Mann   („Dziś   znowu   potworny   katar”).   A   od   czasów 

Woody   Allena   wiemy   też,   do   czego   jest   zdolny   mężczyzna,   który   czuje   zbliżającą   się 

background image

niechybnie śmierć, której zwiastunem jest szum w uszach.

To rozumie się samo przez się, że mężczyźni nie chorują na zwykłe choroby. Każda 

choroba to sprawa życia i śmierci! Katar może przecież zwiastować ptasią grypę. Siniak na 

nodze po upadku z roweru jest pewną oznaką  raka skóry („Przecież,  kiedy byłem  mały, 

okropnie   spaliłem   się   na   słońcu!”),   świdrujący   ból   głowy   nie   jest   skutkiem   nadmiernej 

konsumpcji napojów wyskokowych poprzedniego wieczoru - o nie, to trzydniowy rak, który 

uparcie pożera kolejne partie mózgu. Za dużo zjadł i odczuwa ucisk na klatkę piersiową? To 

zastawka   serca,   która   nie   domyka   się  już  prawidłowo.   A   jeśli   do  tej   pory  nikt   tego   nie 

powiedział, to ja się odważę, dla pełnego zrozumienia sprawy - otóż najpiękniejsze choroby 

zawsze wynajdywali mężczyźni!

Męskie fantazje na temat śmierci  nie mają granic - jeśli chodzi o choroby,  każdy 

mężczyzna jest kreatywnym twórcą, staje się na tym polu prawdziwym artystą. Nieocenione 

źródło   inspiracji   stanowią   artykuły   prasowe.   No   bo   skoro   nawet   w   „Sternie”   pisali   o 

tajemniczym wirusie Ebola, który podobno ostatnio stał się bardziej agresywny, to byłoby 

jawną   głupotą   nie   skontrolować   swojego   organizmu   pod   kątem   pierwszych   objawów   tej 

choroby. Po raz pierwszy zauważył zaczerwienienie na skórze? Teraz zamęczy wszystkich 

swymi chorymi domysłami. A kiedy już otoczenie - i w domu, i w biurze - nie może tego 

znieść, to są jeszcze lekarze - ostatnia deska ratunku. Chociaż ostatnio ciągle nie mają dla 

niego czasu...

Kiedy   mężczyzna   twierdzi:   „Ten   lekarz   jest   do   niczego!”,   myśli:   „Ten   ignorant 

całkowicie lekceważy moje dolegliwości!

Dzięki Bogu, istnieje jeszcze pogotowie ratunkowe! Musi przyjechać na wezwanie i 

można tam dzwonić dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nareszcie! Dzień mija, ból nie mija. 

Prawdopodobnie to właśnie tacy mężczyźni wywindowali składki na kasy chorych. Zresztą 

sami chętnie dorzucają grosik, żeby tylko pokrzyżować plany kostuchy.

Zakupy w aptece i w drogeriach to ulubiony sport mężczyzn, którzy mają tak zwaną 

świadomość prozdrowotną. Tacy panowie bardzo cenią preparaty multiwitaminowe, wapno, 

batoniki   musli   domowej   roboty,   środki   zapobiegające   grypie   i   izostar   dla   ambitnych 

sportowców. Nie ma ograniczeń w ich zażywaniu, a są przecież o wiele praktyczniejsze i 

bardziej urozmaicone niż jedzenie jabłek czy też codzienna porcja ruchu. Zresztą na zdrowiu 

nie można oszczędzać.

Bo na cóż bogactwa tego świata, jeśli trzeba z niego odejść?

background image

Okej, po tych wyjaśnieniach kobiety spojrzą na cały problem z innej strony. Ale one 

nie są tak wrażliwe na ból jak mężczyźni. Jakiż panowie robią raban, kiedy się zranią. I nie 

mam tu na myśli ran zadanych przez piłę tarczową, ale przez malutkie nożyczki do paznokci. 

„Leci mi krew!” - krzyczą z przerażeniem. My, kobiety, mimo utraty krwi, nie panikujemy. 

Przecież wówczas musiałybyśmy co miesiąc trafiać na pogotowie. I bądźmy szczere -  my 

wolimy w tych chwilach wyskoczyć do miasta.

Oczywiście, można znaleźć wśród mężczyzn twardych gości, którzy nie mdleją na 

widok   krwi   -   myślę   tu   o   chirurgach,   położnikach   i   seryjnych   mordercach.   Ale   czy 

rzeczywiście może to nas napawać optymizmem?

1-2-3-jestem przy tobie!

Przytoczona   poniżej   historyjka   ma   jasno   ukazać,   że   mężczyźni   są   nadzwyczaj 

wrażliwymi   istotami,   których   myśli   w   pierwszym   rzędzie   kierują   się   ku   ich   fizycznemu 

samopoczuciu - bo inaczej straciliby grunt pod nogami.

Kobieta, tuż przed porodem. Mężczyzna, który chce jej towarzyszyć przy narodzinach 

dziecka.

Trzy dni przed spodziewanym terminem porodu przezorny mężczyzna zabiera się do 

pakowania   torby:   pięć   torebek   cukru   gronowego,   puszka   izostaru   dla   wyczynowych 

sportowców, puszka coca-coli, butelka multiwitaminy, paczka herbatników, mały szampan, 

paczka słonych paluszków, dwa kawałki kiełbasy myśliwskiej, pakowane próżniowo kanapki, 

opakowanie aspiryny.

Kobieta, poruszona jego działaniami, mówi:

- Ależ kochanie, to bardzo miłe z twojej strony, ale te rzeczy na pewno mi się nie 

przydadzą...

- Ale to przecież nie dla ciebie - odpowiada mężczyzna. - O ciebie już tam zadbają. A 

ja muszę przecież myśleć o tym, jak to wszystko zniosę. Potem nie dostanę nic do jedzenia i 

picia,   albo   siądzie   mi   krążenie...   Taki   poród   może   przecież   długo   trwać.   Muszę   być 

przygotowany na wszystko.

I co, uważacie, że wymyśliłam tę historię?

background image

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Jęczenie i cierpiętnictwo mężczyzn jest znane od zarania świata.

Wiecie, dlaczego Bóg po stworzeniu Adama stworzył  jeszcze Ewę? Bo miał dość 

ciągłego jęczenia Adama. Dlatego u jego boku postawił kobietę, która miała w przyszłości 

wysłuchiwać męskich jęków. Przy czym  trzeba w tym miejscu jasno zaznaczyć, że przez 

większość czasu nie miały one nic wspólnego z upojnym seksem (i tak zostało do dziś). 

Niestety,   jęczenie   nie   ucichło.   Kiedy   więc   wydarzyła   się   ta   afera   z   jabłkiem,   Bóg   miał 

doskonałą   wymówkę,   żeby   pozbyć   się   uciążliwego   hipochondryka.   Wprawdzie   było   mu 

trochę żal Ewy, ale nie miał wyjścia - trzeba było ją poświęcić, żeby zyskać święty spokój.

Chcę   przez   to   powiedzieć,   że   mężczyzna   został   stworzony   ze   skłonnością   do 

cierpiętnictwa.

I tak jak kobiety stale zamartwiają się, czy nie są za grube albo czy nie utyją, to 

mężczyźni ciągle zadają sobie pytanie, czy nie są chorzy albo czy wkrótce nie zachorują. I w 

tej   kwestii   niczego   nie   zmienią   ani   opowieści   o   Indianach,   którzy   nie   czują   bólu,   ani 

przekonanie, że chłopaki nie płaczą. Bo to sprawa wrodzonych zdolności, właściwości czy też 

- jeśli teraz będzie wam łatwiej zrozumieć - budowy molekuł (cząsteczek). Przypomnijmy, że 

mężczyzna został zrobiony z gliny, a kobieta z żebra. Przecież glina jest bardziej miękka niż 

kość. Być może w tym tkwi przyczyna męskiej nadzwyczajnej nadwrażliwości na własnym 

punkcie.

Co możesz zrobić?

Trudna sprawa. Ale myślę, że im mniej zrobisz, tym lepiej. Mężczyzna, który źle się 

czuje w swoim ciele, właśnie z tego powodu jest nie do wytrzymania, że sam siebie nie może 

ścierpieć. Narzeka na potęgę, i nie chciałby w tobie zobaczyć swojego lustrzanego odbicia (a 

zobaczy je, jeśli nie powstrzymasz się od komentarzy).

Jeśli chcesz zyskać przychylność cierpiącego mężczyzny, zostaw go w spokoju. Stojąc 

w drzwiach, wrzuć do pokoju porcję współczucia, ale w szaleństwie troskliwości nie zostań 

boa dusicielem. Kiedy będzie czegoś potrzebował, da ci znać. Jeśli zacznie to robić zbyt 

często, kup mu książkę Zdrowie mężczyzny, żeby miał się czym zająć, i powiedz: „Zostawię 

background image

cię teraz na trochę w spokoju, żebyś mógł odpocząć, moje ty biedactwo”.

Potem   usiądź   na   kanapie   i   obejrzyj   sobie   dobry   film.   I   tak   zrobiłaś   wszystko   co 

mogłaś.

A jeśli twój śmiertelnie chory ukochany znów da upust hipochondrycznym fantazjom i 

powie ci, że niedługo będzie po nim, nie martw się - mężczyzna, który stale powraca do 

tematu śmierci, przeżyje cię o jakieś dwadzieścia lat!

background image

„Skarbie, mam dla ciebie wspaniały prezent!”

Mężczyźni i prezenty

Sytuacja klasyczna

ONA ma urodziny, a ON z tej okazji wymyślił coś wspaniałego. Mówi o tym już od 

kilku dni.

- Może dostaniesz coś naprawdę fajnego! - zapowiada z tajemniczą miną. Zapowiedź 

niespodzianki podsyca jej ciekawość.

- Nigdy się nie domyślisz! - Śmieje się zadowolony z siebie. - Zobaczysz, że się 

ucieszysz!

Co   też   takiego   wymyślił?   Brzmi   to   jak   coś   więcej   niż   wariant   pralinkowo-

perfumeryjny.  No, ale przecież tym  razem to okrągła rocznica.  Może zorganizował jakąś 

imprezę? Z kapelą na żywo i tak dalej. Albo zamówił lot balonem? Albo może zauważył, że 

bardzo podobały jej się te kolczyki, które miała jej kuzynka, i zamówił takie same u jubilera? 

Oczywiście, wypad na zakupy do Paryża albo Nowego Jorku też byłby niezły... Tak często 

marzyła, żeby przy śniadaniu znaleźć pod serwetką bilet lotniczy.  W końcu z okazji jego 

okrągłych  urodzin  zafundowała  mu  weekendową wycieczkę  do Neapolu; on przecież  tak 

bardzo interesuje się wykopaliskami. Wtedy powiedział, że na jej urodziny też wymyśli coś 

nadzwyczajnego...

Wreszcie   nadchodzi   ten   długo   oczekiwany   dzień!   Nareszcie   wolno   jej   wejść   do 

dużego   pokoju.   Na   stole   stoi   ogromny   bukiet   kwiatów.   Niestety,   kompozycja   trochę 

chybiona: 4 czerwone róże, 40 gałązek gipsówki, 400 gałązek paproci i innego zielska. W 

każdym   razie   zawartość   ozonu   w   pomieszczeniu   wyraźnie   wzrosła.   Ona   bierze   głęboki 

oddech i podchodzi bliżej. Z trudem próbuje dostrzec  coś przez gęste zarośla. Może coś 

schował w środku? Nie, fałszywy trop. No, ale, przepraszam bardzo, gdzie mógł ukryć ten 

jedyny w swoim rodzaju, wspaniały prezent?

Jest! Pod chaszczami leży mała paczuszka. Niestety, za duża, żeby skrywała w środku 

jakieś precjoza od jubilera - chyba że całą sztabkę złota.

- Otwórz! - nalega podekscytowany, z tajemniczym uśmiechem na twarzy.

Zmaganiom z hojnie poprzyklejanymi paskami taśmy klejącej towarzyszy podejrzany 

skurcz żołądka. Od razu widać, że on sam był mistrzem-pakowaczem. Z całą pewnością tym 

razem nie jest to prezent z perfumerii. Ona przypomina sobie z przerażeniem, że trzy lata 

background image

temu z takim samym zadowoleniem na twarzy ofiarował jej na urodziny brytfankę do ciasta. 

A przed dwoma laty dostała... czy to nie wtedy kupił te dziwaczne filiżanki do kawy w misie? 

Z   dołączoną   karteczką,   na   której   napisał:   „Twój   misiaczek   zawsze   chce   z   Tobą   jeść 

śniadanko?”. No tak - to przynajmniej było w pewnym sensie rozczulające. Można by rzec - 

prezent symboliczny. Gdyby jeszcze te filiżanki nie były takie okropnie brzydkie. Ale nie 

odważyła  się wtedy powiedzieć mu prawdy. I to był błąd. Bo rok temu dostała od niego 

talerzyk w misie do kompletu. Jeśli teraz pokusił się o kupienie kieliszków do jajek w misie? 

Nie, zawiniątko jest za ciężkie.

Jakoś   udało   jej   się   zdjąć   opakowanie   i   trochę   bezradnie   spogląda   na...   puszkę 

sardynek. Ze wszech miar... oryginalne, ale co to ma znaczyć!

- Musisz przeczytać karteczkę! Musisz przeczytać karteczkę! - On skacze wokół niej, 

przestępując z nogi na nogę, jak krasnoludek wokół sierotki Marysi. - Puszka sardynek coś 

oznacza, domyślasz się?

Tak,   domyśla   się.   Może   jest   jeszcze   jakaś   nadzieja.   Ona   nachyla   się   i   czyta: 

„Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Kochana. Z tej okazji chcę Cię porwać... Zgadnij 

dokąd!”.

On patrzy na nią tak, jakby właśnie wygrała podróż dookoła świata.

A może...? Puszka sardynek - sardynki - Sardynia! Sardynia!!! Zabiera ją na Sardynię! 

Zawsze chciała tam pojechać!

- Och, najdroższy! - mówi porażona nagle tym faktem. - Chyba zwariowałeś! Czy 

masz na myśli to, że pojedziemy do, do...

- Dziś wieczorem, najdroższa - wyjaśnia dumny i zadowolony z siebie. - Zamówiłem 

już stolik.

- Zamówiłeś stolik? - pyta z niedowierzaniem. - Na... Sardynii?

-   Nie,   a   dlaczego   na   Sardynii?   Pójdziemy   do   tej   milutkiej   knajpki   rybnej,   gdzie 

ostatnio byłem z kumplami. Ale tym razem tylko ty i ja. No i? Co teraz powiesz? Miałem 

kapitalny pomysł, prawda?

Niestety, nic mi nie wiadomo, czy obdarowana zemdlała z wrażenia po wyjaśnieniu 

tajemnicy zaszyfrowanej w puszce sardynek, czy też może wcześniej miała okazję rzucić 

background image

konserwą   w   skroń   „Sardyńczyka”.   Pewne   jest   jednak,   że   mężczyźni   wykazują   się 

nieprawdopodobnymi zdolnościami, jeśli chodzi o prezenty dla swoich partnerek (wszystkie 

inne prezenty: dla przyjaciół, dzieci, teściowej kupujemy raczej my, prawda?).

Kobiety z reguły kochają prezenty. Na przykład, paczuszki od przyjaciółek otwierają z 

radosnym podekscytowaniem i z wewnętrznym przekonaniem, że zawartość im się spodoba. 

Prezenty   od   mężczyzn   zbyt   często   wprawiają   je   w   zakłopotanie   i   wywołują   pewną 

nerwowość.   Ale   nie   z   tego   powodu,   że   nie   lubią   niespodzianek.   Kobiety  uwielbiają 

niespodzianki!   A   jednak,   kiedy   mężczyzna   oznajmia:   „Kochanie,   mam   dla   ciebie 

niespodziankę”,   odczuwają   wewnętrzny   niepokój.   Zbyt   często   bowiem   po   tych   słowach 

następowały tak niewiarygodne wydarzenia, nierzadko związane z silnym rozczarowaniem, 

że pojawia się naturalny problem: ile razy można przekonywająco udawać zachwyt?

Co   możemy   zrobić,   kiedy   mężczyźni   z   absolutnym   wyczuciem   błędu   zdobywają 

rzeczy, których widok bywa tak szokujący, że nie możemy się nadziwić, że na ziemi w ogóle 

istnieją takie przedmioty?

Swoją drogą zasadne staje się pytanie: skąd się biorą te wszystkie potworki, które 

lądują na regale rok w rok? Może istnieje jakiś tajemny katalog wysyłkowy, o którym nic 

nam nie wiadomo?

A przecież mężczyźni nie żyją w afrykańskim buszu, gdzie jedyne dostępne dobra to 

szklane koraliki i zęby upolowanej zwierzyny. Myślę, że mieszkają tutaj wśród nas, w cy-wi-

li-zo-wa-nym   świecie.   Czytają   gazety,   słuchają   radia   w   samochodzie,   oglądają   telewizję, 

chodzą do kina. Gdyby zechcieli zwrócić odrobinę swej cennej uwagi, to dowiedzieliby się, 

jak się mają sprawy z prezentami.

Mężczyźni,   którzy   w   oczekiwaniu   na   powrót   ukochanej   dekorują   całe   mieszkanie 

różami i świecami, są znani z filmów. W filmach on wciska jej w rękę kluczyki do kabrioletu, 

wypowiadając nonszalancko zdanie: „Wyjrzyj przez okno, przed domem stoi coś dla ciebie”. 

W filmach ona wstaje w nocy, żeby uciszyć płaczące dziecko. A kiedy wraca, co zastaje na 

poduszce? Macie rację - małą szkatułkę z drogocennym klejnotem. W filmach on, stojąc za 

jej   plecami,   zakłada   jej   naszyjnik   z   pereł.   W   filmach   mężczyzna   może   wynająć   całą 

restaurację tylko dla nich dwojga.

background image

I nawet w przypadku romantycznych, skromnych prezentów, które wcale nie muszą 

kosztować krocie, a jedynie mają przypomnieć o jego miłości i szacunku, w rzeczywistości 

mężczyźni   zachowują   się   jakby   trochę   inaczej   niż   bohaterowie   z   ekranu.   Nieczęsto 

mężczyzna   zwiesza   z   wiaduktu   na   autostradzie   prześcieradło,   na   którym   własnoręcznie 

napisał   sprayem:   „Kocham   Karolinę”.   Prawdopodobnie   przyczyna   tkwi   w   scenariuszach 

filmowych. I mimo, że większość filmów reżyserują mężczyźni, założę się, że gdzieś z tyłu 

siedzi asystentka, która podpowiada:

- Nie, nie, to nie tak. Kobieta musi dostać to i to, a ma się to odbyć tak i tak.

Niestety,   w   codziennym   życiu   brakuje   tych   przyjaznych   dusz,   które   znają   nasze 

najskrytsze życzenia.

1-2-3-trzydzieści możliwości chybionych prezentów dla kobiet

W rzeczywistości mężczyźni kupują inne prezenty.

Są tacy, którzy w ogóle nic nie kupują. Albo z powodu poglądów („Wszystko to tylko 

terror konsumpcji!”), albo dlatego, że przeoczyli ważną datę („Ale to da się nadrobić później, 

moja droga!”). Niektórzy mężczyźni ofiarowują z różnych okazji bony. Myślę tu o bonach, 

które nigdy nie zostaną zrealizowane. Znam kobiety, które zdążyły się rozwieść albo nawet 

przenieść na tamten świat, a nigdy nie miały okazji skorzystać z dwutygodniowego pobytu na 

farmie piękności albo z rejsu wzdłuż Nilu.

Uwaga:

Bony mają sens tylko wtedy, gdy realizuje się je od razu.

W   tym   miejscu   pojawia   się   pytanie   natury   ogólnej:   czy   prezent   zawsze   trzeba 

kupować najwcześniej 24 godziny przed terminem wręczenia? Daty urodzin, imienin, świąt 

Bożego Narodzenia mają tę zaletę, że są znane już co najmniej rok wcześniej, prawda? Jak to 

możliwe - to pytanie zadaje sobie każda przewidująca kobieta - że 23 grudnia o godzinie 

14:30 w sklepach buszują tłumy mężczyzn, potykając się o wszystko, wskutek wytężonego 

myślenia,   i   denerwując   ekspedientki,   bo   nie   znają   nawet   rozmiaru   biustonosza   swojej 

partnerki   („Myślę,   że   może   135   G   albo   coś   w   tym   stylu”).   Albo   dają   sobie   wcisnąć 

poliestrowe apaszki z nadrukiem w podkowy. Ale o co chodzi, przecież podkowa przynosi 

background image

szczęście, prawda?

Są także mężczyźni, którzy przychodzą z pustymi rękami, stosując przy tym taktykę 

ofensywną.   Pojawiają   się   wieczorem   na   urodzinowej   kolacji   z   jowialnym   gestem   i 

wyjaśnieniem: „Ja jestem prezentem!”, i czują się tak, jakby byli samym Jamesem Bondem, 

który za chwilę wskoczy do łóżka z jakąś blondyną. W końcu dał się zaprosić na kolację. W 

końcu powinnyśmy się cieszyć, że w ogóle raczył nam poświęcić chwilę swojego cennego 

czasu.

Trzeba wykazać się wzmożoną czujnością także przy tych panach, którzy pojawiają 

się   z  jedną  czerwoną   różą.   Prawdopodobnie   są   z   siebie   dumni.   Załatwili   sprawę   tanio   i 

romantycznie  zarazem.  Ale powiedzmy to wprost - żadna kobieta nie chce dostać  jednej 

czerwonej róży - poza przypadkiem, kiedy on przyjechał odebrać ją z lotniska. Albo kawaler 

róży jest biednym studentem. Lub co najmniej tenorem w operze narodowej i zaśpiewa arię 

tylko dla niej.

Okej, nie chcę być niesprawiedliwa. Jeśli się dobrze zastanowimy, to dojdziemy do 

wniosku, że są gorsze rzeczy dla kobiet, niż czerwona róża na długiej łodydze. Na przykład, 

różowa   gerbera   z   gipsówką   i   asparagusem.   Tu   jednak   znowu   mamy   do   czynienia   z 

kwiaciarstwem jako rzemiosłem artystycznym, które znamy tak dobrze z pogrzebów. A fakt, 

że   mężczyźni   do   tej   pory   nie   pojęli,   że   kącik   z   kwiatami   na   stacji   benzynowej   nie   jest 

właściwą drogą do serca kobiety, pozwala spojrzeć głębiej na cały problem.

Zresztą wygląda na to, że stacje benzynowe  są ulubionym  miejscem zakupów dla 

mężczyzn. Kierując się mottem „Małe upominki podtrzymują przyjaźń”, kupują tutaj ochoczo 

wszystko to, co budzi w nich wewnętrzne dziecko: pluszowe misie, które przyczepiły się do 

wielkiego   czerwonego   serca   z   napisem   „Sweetheart”,   kamienne   lampy   o   działaniu 

zdrowotnym albo płyty CD z serii „Dla każdego coś miłego” - rzewnie pościelowy numer 

kolekcji 125. Ale nawet wtedy kobieta może mówić o pewnej dozie szczęścia.

Jeśli   mężczyzna   chce  być   oryginalny,  kupuje breloczek  do  kluczy z  myszką   Didl 

(„...bo jesteś moją słodką myszką”) albo śmiejący się worek („...bo tak pięknie się śmiejesz”). 

Wszystko to już znamy. I niby kogo to ma bawić? Może nas? Otóż takimi pomysłami się nas 

nie kupi, drodzy panowie. W kwestii podarunków mamy klasyczne poglądy.

Jeśli   kobieta   i   mężczyzna   od   niedawna   mieszkają   razem,   oryginalność   prezentów 

gwałtownie   wzrasta.   Wtedy   bowiem   mężczyzna   chętnie   obdarowuje   kobietę   czymś 

background image

praktycznym,   co   jednak   w   dalszym   ciągu   pozostaje   bardzo   osobiste,   bo   przecież 

przypuszczalnie tylko ona będzie z tego korzystać. Prawdopodobnie w ten sposób wyraża się 

podświadoma tęsknota za utraconym dzieciństwem, ma to być jak zaklęcie, przenoszące go w 

świat, w którym mama gotowała, prasowała i smarowała masłem kanapki. I - hej! - która z 

nas nie ucieszy się z brytfanny, żelazka z nawilżaczem czy miksera? Tak w głębi serca, w 

najskrytszym   jego   zakamarku?   Szkoda,   że   szybkowary   wyszły   z   mody.   Przy   odrobinie 

szczęścia znajdziemy pod choinką elektryczną suszarkę typu hełm albo damską maszynkę do 

golenia.

Jeśli   wyczerpie   już   paletę   sprzętu   AGD,   sięga   po   sprzęt   elektroniczny,   który   w 

ostatnim czasie tak się rozmnożył: kupuje odtwarzacz DVD, telewizor z płaskim kineskopem, 

sprzęt grający zawieszany na ścianie, kamerę cyfrową. Przecież marzy o tym każda kobieta! I 

nie wypada, żeby w domu nie było takiego sprzętu, zwłaszcza że jest coraz tańszy. Do takiego 

podarunku mężczyzna chętnie dołącza komentarz: „Niech to będzie prezent pod choinkę dla 

nas obojga”.

Zastanawiające  jest też, że prezenty od mężczyzn  z biegiem czasu stają się coraz 

mniejsze, chociaż oni z reguły są pracującymi członkami społeczeństwa i z czasem dysponują 

coraz   większą   gotówką,   zdecydowanie   przewyższającą   zasoby   finansowe   z   czasów 

studenckich   czy   praktyk   zawodowych.   Kiedy   dwudziestolatek   wręczał   nam   fajne   złote 

kolczyki,   to   może   się   zdarzyć,   że   koło   trzydziestki   będziemy   trzymać   w   ręku   czarną 

praktyczną (!) torbę ze skaju firmy no name - do której, dla odmiany, kupi nam przy następnej 

okazji   najmniejszą   z   możliwych   portmonetkę   od   Prady.   Jak   mamy   wytłumaczyć 

mężczyznom, że w kwestii prezentów dla kobiet liczy się przede wszystkim gest? Nie pojmą 

tego nigdy. A następnym razem wręczą nam walizkę.

Oczywiście,   znane   są   przypadki   mężczyzn,   którzy   kupują   kobietom 

nieprawdopodobnie drogie prezenty.  Klejnoty i wyroby ze skóry. I wiem, że to, co teraz 

powiem, jest okrutne, ale cóż: drogie prezenty też mogą być okropne.

A jeśli już uda mu się raz trafić w dziesiątkę, zdradza symptomy seryjnego mordercy. 

Mam znajomą, która mogłaby otworzyć sklep z glinianymi garnkami do kiszenia ogórków, 

tylko dlatego, że pierwszy z nich naprawdę jej się podobał i - nie przemyślawszy sprawy - 

bardzo nierozsądnie wyraziła głośno swoje szczere zadowolenie.

Kiedy   jednak   kobieta   po   raz   setny   wydaje   radosny   okrzyk:   „Och,   jak   wspaniale, 

background image

znowu piękny garnek”, dochodzi zapewne do wniosku, że mężczyźni nie zostali stworzeni po 

to, by dawać prezenty. Ale za to mają wiele innych cudownych cech...

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Kiedy mnie pytacie, dlaczego to tak właśnie wygląda, mogę podać tylko jeden powód: 

mężczyźni   nie   potrafią   na   niczym   skupić   uwagi.   Nie   słuchają,   kiedy   próbujemy   im 

przedstawić swoje potrzeby. Bo i po co? Ich prezenty bywają drogie, tanie, kupowane pod 

wpływem impulsu, infantylne, oryginalne, albo w ogóle ich nie ma. Dla nich kulą u nogi jest 

sam zwyczaj dawania prezentów. W porządku, zgadzają się to zrobić raz. W końcu to miłe, 

sprawić radość ukochanej. Ale po co to powtarzać, nie wiedzą. Przecież najlepiej jest, gdy 

każdy sam kupuje to, czego akurat potrzebuje. I odpada wtedy uciążliwe pakowanie.

Bo   cóż   ekscytującego   jest   w   tych   prezentach,   skoro   nawet   nie   wiadomo,   co   się 

dostanie?

What you see is what you get - cóż, oni wszystko widzą na opak.

W przeciwieństwie  do kobiet  mężczyźni  nienawidzą  niespodzianek.  Tych,  których 

oczekuje   się   od   nich   (muszą   je   wymyślić),   i   tych,   które   sprawiają   im   inni.   Życie   jest 

wystarczająco niebezpieczne, żeby się narażać na dodatkowe ryzyko.

W   przeciwieństwie   do   kobiet   mężczyźni   nie   uważają,   że   prezenty   w   jakikolwiek 

sposób wyrażają ich miłość. Dowodem miłości są fakty: to, że przychodzi do domu albo że 

rozkwasił nos rywalowi.

Kiedy mężczyzna mówi: „Tym razem chciałbym dać ci coś wyjątkowego”, to ma na 

myśli:   „Kiedy  pójdziemy   do   łóżka?”.   Ewentualnie   oznacza   to:   „Było   cudownie   ostatnim 

razem, kiedy znowu pójdziemy do łóżka?”.

Zatem przestańmy czegokolwiek oczekiwać! Być może istnieją mężczyźni, którym 

prawdziwą radość sprawia konfrontacja z tematem  „Prezenty dla mojej  ukochanej”. Albo 

tacy, którzy miesiącami łamią sobie głowę, jak spełnić nasze marzenia.

background image

Jednakże znam tylko kilku takich facetów. To są ci sami mężczyźni, którzy lubią pisać 

listy. Ale spójrzmy prawdzie w oczy - ilu ich przetrwało do naszych czasów?

Co możesz zrobić?

Jeśli chcesz uniknąć corocznych dramatów, masz tylko jedno wyjście: bądź konkretna. 

Napisz swoje życzenie na karteczce. Wywieś listę sklepów, gdzie on może kupić dowolną 

rzecz, bo wszystkie są piękne. Poinformuj o swoich preferencjach najlepsze przyjaciółki, by 

mogły   podsunąć   mu   właściwy   pomysł.   Najpierw   sama   zrób   rozeznanie,   co   wchodzi   w 

rachubę. Potem wybierz się z wybrankiem serca na spacer po mieście i pokaż mu tę rzecz 

palcem.

I jeszcze jedno - kiedy mężczyzna pyta kobietę: „Co byś chciała dostać w prezencie?”, 

oznacza to, że nie ma żadnego pomysłu, co jej kupić. Proszę, pomóż mu i powiedz wprost, co 

chcesz dostać!

Po co wywoływać wilka z lasu, dając odpowiedź w stylu: „Na pewno coś jeszcze 

wymyślisz” albo: „Chcę, żeby to była niespodzianka!”.

No bo wtedy on z pewnością któregoś dnia powie: „Skarbie, dostaniesz ode mnie coś 

wspaniałego!”. I znowu wracamy do punktu wyjścia, czyli do puszki sardynek.

A złotego banana...

... dostanie tym razem ten pan, który w kwiaciarni, stojąc przy wazonie z różami, na 

pytanie kwiaciarki: „Ile róż ma być w bukiecie”, odpowie: „Wszystkie!”.

Tak odpowiedziałaby kobieta, gdyby była mężczyzną.

background image

„Halo, jest tam kto...?” 

Mężczyźni przy telefonie

Sytuacja klasyczna

ONA   dzwoni   do   NIEGO,   dajmy   na   to,   z   wakacji.   Opowiada   obszernie   i   ze 

szczegółami, jak spędza dzień, o znajomych, o dzieciach, o plaży (podając też ceny lodów na 

patyku) i jak jest wspaniale (opcjonalnie: okropnie).

Po chwili przerywa relację i pyta niespokojnie: „Słuchasz mnie?” On rzuca krótkie 

„Tak”.   Wskutek   tego   z   jej   ust   padają   kolejne   pytania   z   serii   tych,   których   mężczyzna 

nienawidzi jak zarazy: „Co znowu? Coś się stało? Jakoś dziwnie odpowiadasz. Na pewno 

wszystko w porządku?”.

Po zadaniu tych wszystkich pytań, na które on dawał jakby niepełne odpowiedzi, przy 

czym ona wyczuwała w jego głosie rosnącą irytację i niechęć, ona wciąż próbuje skłonić go 

do bardziej  wylewnych  relacji. Jeśli jest wielkoduszna,  w pewnym  momencie  porzuca te 

próby,   wymuszając   jeszcze   kończące   rozmowę   „Kocham   cię”   i   oboje   rezygnują   -   ona 

niespokojna, on napięty, ale obojgu spada kamień z serca, że mają to już za sobą.

Chcę z góry uprzedzić: mężczyźni przy telefonie to temat trochę bezproduktywny. 

Można by pomyśleć, że nie wiedzą, do czego służy to narzędzie komunikacji międzyludzkiej. 

Trzeba im to wybaczyć. Wydaje mi się, że to jakieś uwarunkowanie genetyczne albo coś w 

tym rodzaju. Kobiety są słuchowcami, a mężczyźni - wzrokowcami. Dlatego dla mężczyzny 

ważne jest na przykład to, żeby komórka była  możliwie jak najnowsza, wielofunkcyjna i 

naszpikowana   bajerami.   W  epoce   wczesnokomórkowej  urządzenia   te   musiały  być   duże  i 

przyciągać   uwagę,   w   okresie   szybkiego   rozwoju   musiały   być   małe   -   tak   małe,   że   na 

miniaturowej   klawiaturze   delikatne   męskie   paluszki   ledwo   były   w   stanie   wystukać 

wiadomość tekstową, i - oczywiście - także musiały przyciągać uwagę. Natomiast obecnie, w 

epoce komórki  rozwiniętej, obowiązujące trendy kierują je w stronę większych  urządzeń, 

które zaczynają pełnić rolę przenośnego biura, można z nich wysyłać i odbierać e-maile - że 

nie wspomnę o normalnych już, dodatkowych funkcjach, takich jak dostęp do internetu, gry, 

aparat fotograficzny czy miniwideo. Komórki stałyby się jeszcze bardziej praktyczne, gdyby 

można było nimi suszyć włosy albo gdyby miały wmontowaną maszynkę do golenia - bo 

właściwie   mężczyzna   nie   potrzebuje   komórki,   która   służyłaby   tylko   do   dzwonienia. 

Poświęcimy   teraz   słówko   temu,   po   co   kobietom   telefon   -   żeby   sobie   miło   pogadać   z 

background image

koleżanką o wszystkim, co się zdarzyło, najlepiej godzinami, najlepiej popijając ciepłą kawę, 

ponieważ taka pogawędka zastępuje spotkanie, prawdziwy kontakt osobisty.

Oczywiście   mężczyzna   nie   pojmie   tego   nigdy.   Dlatego,   gdy   rozmawiamy   przez 

telefon, już po chwili - po godzince czy coś takiego - wchodzi po raz piąty do pokoju i 

zaczyna czynić takie gesty, jakby za chwilę miał się zawalić dom i sytuację mogła uratować 

wyłącznie szybka ewakuacja. Albo wywraca oczami i narzeka: „Ciągle gadasz przez telefon? 

Przecież zobaczycie się za tydzień!”.

Jeśli mężczyzna musi być pasywnym współuczestnikiem sesji telefonicznej, robi mu 

się słabo (mądre  kobiety unikają tej konfrontacji). I to nawet nie z powodu kosztów, bo 

przecież,  korzystając  z usług tanich  operatorów  sieci telefonicznych,  można  dziś  uzyskać 

niedrogie połączenie nawet z Zimbabwe (chociaż wcześniej, kiedy pieniądze zarabiało się 

ciężko   pracując   fizycznie,   często   właśnie   to   był   główny   powód).   Nie,   to   jest   dla   nich 

nieprzyjemne z zasady. Instynkt podpowiada im, że coś musi być nie tak. Ale co?

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Kiedy kobiety długo rozmawiają ze sobą przez telefon, mężczyzna ma stany lękowe, 

ponieważ   obawia   się   (co   jest   uzasadnione),   że   rozmowa   nie   ogranicza   się   do   relacji   z 

zakupów   czy   też   opowieści   o   nowych   butach,   ale   może   dotyczyć   także  jego.  Kiedy 

mężczyzna podejrzliwie pyta: „O czym wy tak rozmawiacie godzinami?”, w rzeczywistości 

chce   powiedzieć:   „Cały   czas   mnie   obgadujecie,   prawda?”.   A   jeśli   kobieta   wyjdzie   do 

drugiego pokoju i do tego zamknie za sobą drzwi, bo chce „w spokoju” pogadać, niektórzy 

mężczyźni prawie wpadają w panikę. No bo o czym te baby tyle gadają? O ostatniej kłótni, 

która teraz jest analizowana z najdrobniejszymi szczegółami? Czy może o ostatniej nocy?

Ta pierwotna podejrzliwość może doprowadzić do tego, że on albo cały czas będzie 

przeszkadzał,   albo   podsłuchiwał!   Obie   drogi   z   zasady   prowadzą   do   irytacji   („A   więc 

plotkujesz o mnie!”).

Dlatego radzę: nie dopuszczaj do tego, żeby widział cię rozmawiającą przez telefon. 

Zaplanuj długą rozmowę telefoniczną na czas transmisji telewizyjnej z ważnych zawodów 

sportowych. Ostrożność nie zawadzi!

Męska miłość do telefonu, nawet jeśli mężczyzna nie wykazuje oznak paranoidalnych 

napadów, nigdy nie przekracza pewnych granic. Tutaj warto przedstawić trzy przekonujące - 

background image

w jego mniemaniu - argumenty przeciwko długim rozmowom telefonicznym.

Po pierwsze: Jak  w ogóle  można tak długo rozmawiać przez telefon? Telefon służy 

przecież do jak najkrótszego zasygnalizowania sprawy i przekazania kluczowych informacji, 

takich jak opis miejsca, w którym się znajduje („Jestem właśnie w OBI”), i godziny wizyty 

(„Przyjdę o 18:12”).

Po drugie: Czy istnieją sprawy aż tak ważne - poza określeniem miejsca, z którego 

dzwonimy, godziną spotkania i ewentualnie pęknięciem rury kanalizacyjnej albo wypadkiem 

śmiertelnym - żeby o nich rozmawiać przez telefon?

Po   trzecie:   Przecież   tam  nikogo   nie   ma.  W   każdym   razie   nikogo,   kogo   można 

zobaczyć czy dotknąć. Jak można rozmawiać z aparatem? No właśnie. Jak można rozmawiać 

z urządzeniem, niebędącym  w żadnym  razie źródłem inspiracji? Bo przecież telefony nie 

mają ani długich włosów, ani długich nóg, ani w ogóle niczego fajnego.

Uwaga:

Mężczyźni  dzwonią niechętnie,  a jeśli już, to krótko. Gdy tylko  ich dłoń obejmie 

słuchawkę,  centrum  mowy przestawia  się, zapewne  automatycznie,  na  funkcję „restricted 

code”.

Kiedy   przez   telefon   rozmawia   ze   sobą   dwóch   panów,   z   reguły   nie   dochodzi   do 

żadnych   scysji,   obaj   bowiem   posługują   się   wspomnianym   wyżej   kodem   restrykcyjnym. 

Bądźmy   sprawiedliwe   i   przyznajmy,   że   mężczyzna   przy   telefonie   nie   czyni  żadnych 

wyjątków i nie różnicuje swoich rozmówców. Czy to jego najlepszy kumpel, czy wspólnik w 

interesach,   czy   jakaś/ta   kobieta   -   przeciętna   rozmowa   przeciętnego   mężczyzny   trawa   2,5 

minuty (liczę tu czas, w którym on mówi) i wygląda mniej więcej tak:

On rozmawia przez telefon z nim:

Halo?...   A,   to   ty...   Tak...   Tak...   Aha...   Mhhm...   Aha...   Tak...   W   porządku...   O 

czternastej?... Tak - ja też... Tak... Dobrze... No to na razie... Mhm... Trzymaj się.

On rozmawia przez telefon z nią:

background image

Halo?... A, to ty... Tak... Tak... Aha... Mhhm... Tak... Niee, tu pada... Mhhm... Nic 

szczególnego... Tak... W porządku... Nie, co ma być?... Nic się nie dzieje... Tak, ja ciebie 

też... Tak.... Dobrze... No to na razie... Aha... Też się trzymaj.

1-2-3-próba mikrofonu!

A teraz przeczytaj jeszcze raz obie rozmowy telefoniczne, tym razem na głos, i zwróć 

szczególną uwagę na typowe dla rozmowy telefonicznej brzmienie słówka „tak”. Mężczyzna 

nie wypowiada go jak śpiewnego długiego „taaak”, ale raczej jak krótkie żołnierskie „tk”. To 

nadaje jego wypowiedziom zwięzły styl, który dla nas, żeńskich klientów telekomunikacji, 

ma, niestety, nieco ograniczony wdzięk.

Miliony   kobiet   po   tych   krótkich   i   węzłowatych   telefonach   zadawały   sobie   z 

oburzeniem pytanie, co jest grane.

- Co się dzieje? - łkały cichutko w poduszkę. - Czy powiedziałam coś nie tak? Coś się 

stało? Już mnie nie kocha? O Boże! Jestem... za gruba?!

W porządku, przyznaję, trudno uwierzyć, że ten oszczędny w słowach, przybyły z 

kosmosu Obcy, ma być owym elokwentnym, rozmownym i zabawnym mężczyzną, z którym 

tak wesoło żartowałaś sobie na kanapie. Ale mogę was uspokoić, to ten sam facet. On we 

własnej osobie, a nie jego brat bliźniak, którego istnienie udało mu się do tej pory skutecznie 

zataić. A ty nie jesteś za gruba. I nic się nie stało. Zupełnie nic. Koniec kropka.

No interpretation, please!

Co możesz zrobić?

Taaak,   obawiam   się,   że   męskiego   podejścia   do   telefonowania   nie   uda   się   raczej 

istotnie   zmodyfikować.   Jeśli   twoim   partnerem   nie   jest   żaden   z   męskich   egzemplarzy   o 

wysokim udziale pierwiastka żeńskiego, który zachwycająco chętnie i długo rozmawiałby 

przez telefon, musisz w czasie rozmowy telefonicznej zadowolić się dziesięcioma procentami 

background image

normalnych możliwości werbalnych twojego wybranka serca. Mów to, co chcesz powiedzieć, 

stawiaj   celowe   pytania,   na   które   mężczyzna   jest   w   stanie   krótko   odpowiedzieć,   bez 

konieczności angażowania własnych emocji.  Nie  interpretuj na swoją niekorzyść przerw w 

rozmowie,   trwających   dłużej   niż   15   sekund,   nawet   jeśli   myślisz,   że   po   drugiej   stronie 

słuchawki znajduje się ktoś na wpół żywy, kim chętnie byś potrząsnęła, żeby się obudził. 

Odpręż się - to tylko mężczyzna po drugiej stronie drutów. On już się taki urodził.

Hej, nie trać nadziei!

Istnieją wyjątki! W szczególnych okolicznościach mężczyźni też potrafią rozmawiać 

przez   telefon.  W   stanie   silnego   pobudzenia   -   i   tylko   wtedy!   -   mężczyźni   są   zdolni   do 

wszystkiego.

Kiedy gnębi ich jakiś problem,  dotyczący pracy zawodowej albo wynajmowanego 

mieszkania, rzeczywiście biorą głęboki wdech i rozmawiają dużo dłużej niż standardowe 2,5 

minuty.

Albo kiedy są totalnie zakochani. W pierwszych czterech tygodniach tego stanu każdy 

mężczyzna   potrafi   godzinami   żartować,   śmiać   się,   szeptać,   pytać   i   z   ogromnym 

zaangażowaniem rozmawiać o swoim życiu - wszystko przez telefon. Gwarantuję to wam. A 

kiedy potem milknie, w żadnym razie nie jest to milczenie, które mogłoby sugerować, że 

bardzo proszę zakończyć rozmowę, o nie! Najdłuższe i najpiękniejsze rozmowy telefoniczne 

w moim życiu prowadziłam z pewnym mężczyzną. To pozwala mieć jakąś nadzieję, prawda?

A złotego banana...

... dostaje  tym   razem  ten  pan,  który zadzwoni  tak  po  prostu, bez  okazji  i  powie: 

„Skarbie,   właśnie   o   tobie   myślę.   Byłoby   cudownie,   gdybyś   tu   była   ze   mną...”.   Bądźmy 

szczerzy, drodzy panowie - przecież nie jest to dużo trudniejsze niż powiedzenie: „Stoję na 

światłach, zaraz zapali się zielone”.

background image

 „Skarbie, to wszystko wygląda inaczej, niż myślisz!”

Mężczyźni w gąszczu kłamstw

Sytuacja klasyczna

ON właśnie zadzwonił. Niestety, w tym tygodniu nie ma czasu.

- Ten nowy klient znowu zażądał wprowadzenia zmian w layoucie. Muszę od razu do 

tego usiąść. Nic się nie da zrobić, moja droga. Kocham cię!

- Ja ciebie też.

ONA   rozczarowana   odkłada   słuchawkę.   Potem,   ciężko   wzdychając,   wyjmuje   z 

lodówki steki i przekłada je do zamrażarki. Czasami wolny związek na odległość ma pewne 

wady. Ale przecież nie zawsze tak będzie. Nie powinno być! W końcu znają się już pięć lat. 

A niespodzianki takie jak ta zdarzały się w przeszłości dość często. Z zadumą patrzy na stary 

pierścionek ze szmaragdem, który podarował jej w prezencie na ostatnie Boże Narodzenie. 

Ma   dobry   gust,   to   pewne.   Kobieta   uśmiecha   się.   A   potem   znów   przypomina   sobie,   że 

Sylwestra spędziła u przyjaciół bez niego. Też odwołał przyjście w ostatniej chwili z powodu 

pilnej   pracy.  („Myślisz  może,  że   to  dla  mnie  frajda,  siedzieć   w  Sylwestra  przy  biurku  i 

pracować? Nie rób, proszę, teraz z tego tragedii!”).

W porządku, ona rozumie, że grafik pracujący na zlecenie to nie urzędnik w okienku, 

który dokładnie zna godziny pracy. Ale i tak czuła się podle, kiedy siedziała sama, a wokół 

niej tuliły się same parki. Na narty nie pojechał, bo się przeziębił. („Słuchaj, źle się czuję. U 

nas w Hamburgu jest koszmarna plucha, więc nic dziwnego”). A kiedy z okazji jego urodzin 

przywitała go w czarnej bieliźnie, od razu wypalił: „Boże, ale jestem głodny. Pójdziemy coś 

zjeść?”.

No tak, a podróże z Hamburga do Düsseldorfu są rzeczywiście męczące. W żartach 

ochrzciła go „pędzący Roland”. A do tego trzeba dodać stres związany z pracą. Ona wie, że 

„tu chodzi o egzystencję!”. Mężczyźni zawsze ciężko pracują. Praca kobiet jest lekka.

Ale mimo to zadaje sobie od czasu do czasu pytanie, czy ich znajomość w ogóle 

można  nazwać  związkiem,  skoro jedna ze stron dzwoni  w piątek  wieczorem  i mówi,  że 

przyjedzie dopiero w sobotę rano, bo wszystko się przeciągnęło, a potem w niedzielę już od 

jedenastej   zerka   na   zegarek,   bo   w   poniedziałek   ma   ważną   rozmowę,   do   której   musi   się 

jeszcze przygotować.

Ona proponowała, że może do niego przyjechać - w końcu w jego stumetrowym lofcie 

background image

projektanta jest dość miejsca, ale - on ma przecież rację - co miałaby tam robić, skoro on cały 

czas musi siedzieć nad deską kreślarską. Zresztą, jej obecność by go rozpraszała, a poza tym 

„nie jest przygotowany na odwiedziny kobiety” w swojej kawalerskiej pracowni.

Trzy dni później ona jedzie w podróż służbową do Monachium i tam przypadkowo 

spotyka w kawiarni dawnego kolegę Rolanda, którego nie widziała od co najmniej trzech lat. 

Wywiązuje się rozmowa i po chwili pada pytanie:

- Słuchaj, a utrzymujesz jeszcze jakieś kontakty z Rolandem?

Kontakty z Rolandem? Co on ma na myśli?

- No tak, jasne! - odpowiada zirytowana. - Widujemy się w weekendy.

-  Ach,   no  to   w   takim   razie   pozdrów   go  serdecznie   ode   mnie.   Ciągle   jeszcze   nie 

zdążyłem   mu   złożyć   gratulacji,   ale   ta   jego   córeczka   jest   naprawdę   słodziutka!   Przysłał 

przepiękną kartkę! W końcu to niezły grafik...

Tak, drogie przyjaciółki! Nie do wiary, ale to prawdziwa historia!

Jak można być tak ślepym? Na ile rzeczywistość może się różnić od tego, co o niej 

myślimy?

Męskie kłamstwa. Moment, kiedy prawda wychodzi na jaw. W ogóle nie przyjmujemy 

do   wiadomości,   jak   wiele   kobiet   jedynie   przez   głupi   przypadek   dowiedziało   się,   że 

mężczyzna ich życia, który stale zapewniał o swych uczuciach, równocześnie okłamywał je i 

zdradzał. I to przez cały czas!

Sam ten fakt jest już wystarczająco przykry, ale to nie koniec. Bo tak naprawdę jest 

jeszcze gorzej. Oni kłamią dalej, nawet jeśli kłamstwo zostało udowodnione.

Jak myślisz, co odpowie „pędzący Roland”, kiedy przyjdzie mu skonfrontować się z 

odkryciem swojej przyjaciółki? Myślisz, że powie: „Przykro mi, przepraszam, jestem okropną 

świnią”? Ależ nie, moje drogie! Bynajmniej, bynajmniej!

W tej sytuacji klasyczna odpowiedź mężczyzny brzmi: „Skarbie, to wszystko wygląda 

inaczej, niż myślisz!”.

I tu trzeba przyznać mu rację - rzeczywiście wszystko wygląda zupełnie inaczej, niż 

myślałaś!

Ale u mężczyzny takie zdanie oznacza wstęp do najbardziej zawiłych i dziwacznych 

„wyjaśnień”, których lawina ma jedno wspólne przesłanie:

To wcale nie on jest winien. Absolutnie! On po prostu padł ofiarą zaistniałej sytuacji. 

background image

Masz ochotę na małą próbkę?

- Wierz mi, jesteś dla mnie wszystkim. Ta inna kobieta... szczerze mówiąc... prawie jej 

nie znam. Tego wieczoru czułem się taki samotny, trochę wypiłem... ty byłaś daleko. No i 

tak... jakoś wyszło... Nie chciałem jej więcej widzieć... ale potem... okazało się, że jest w 

ciąży. I koniecznie chciała urodzić to dziecko. Co miałem robić? To znaczy... w żadnym 

wypadku nie chciałem, żebyś cierpiała... Naprawdę... Nie chcę cię stracić...”.

Zastanawiam   się,   jak   facet,   który   żyje   sobie   zadowolony   z   inną   kobietą   w 

kompletnym, równoległym świecie, może jeszcze żądać współczucia i zrozumienia? Bo on 

przecież   jedynie   z   miłości   do   ciebie   musi   sam   dźwigać   brzemię   tej   tajemnicy.   Czyste 

bohaterstwo!

Mężczyzna, który kłamie, tak  naprawdę  przecież nie kłamie. To jest właśnie sedno 

sprawy! Wiem, że to brzmi paradoksalnie, ale męski świat jest pełen takich paradoksów.

Tak naprawdę mężczyzna, który „kłamie” jest taktowny, przyjazny, dyplomatyczny i 

bardzo, bardzo dzielny... Tak, właściwie to zasłużył sobie na Pokojową Nagrodę Nobla.

Jak bowiem inaczej można wyjaśnić fakt, że mężczyźni kłamią dalej nawet wtedy, 

kiedy dowody świadczą czarno na białym o ich winie?

- Od kiedy używasz szamponu do włosów po trwałej?

- Do włosów po trwałej? Pokaż... Ach, rzeczywiście! Coś takiego! W ogóle tego nie 

zauważyłem, wziąłem po prostu pierwszy lepszy szampon ze sklepowej półki. Wiesz co, ta 

twoja zazdrość jest nie do wytrzymania! Trudno uwierzyć, co sobie ciągle roisz.

Wstrząsająca jest też reakcja mężczyzny w sytuacji, kiedy dowód winy leży obok 

niego   w   łóżku,   ponieważ,   niestety,   wróciłaś   wcześniej   do   domu.   Nawet  in   flagranti, 

przyłapany na gorącym uczynku, mężczyzna nie zrywa się na równe nogi, ale śmie owinąć się 

kołdrą, wlepia wzrok w intruza (czyli w ciebie), sugerując, że nic-na-to-nie-poradzę i skąd-

się-tu-wzięłaś, i ledwo udaje mu się wyjąkać: „Zaraz ci to wszystko wyjaśnię!”.

No to teraz czekamy w ogromnym  napięciu. Czas na bajeczkę! Coś takiego może 

wymyślić tylko mężczyzna.

Możecie   mówić,   co   chcecie,   ale   kobiety   wiedzą   przynajmniej,   kiedy   sprawa   jest 

przegrana. Gdyby to ona była winna, powiedziałaby zapewne: „O Boże” albo ewentualnie: 

background image

„O Boże, tak mi przykro, przepraszam”. Albo nie powiedziałaby ani słowa, bo wie, że żadne 

gadanie  nie  poprawi sytuacji.  W  porządku, kiedy związek  już wcześniej  legł  w  gruzach, 

powie być może: „To jest właśnie Janek”. Ale nie znam żadnej kobiety, która  stante pede 

chciałaby   wszystko   wyjaśniać.   Wszystko   wyjaśniać!!!   Warto   raz   poczuć,   jak   ta   słodycz 

rozpływa się w ustach. Zastanawiam się, co myślą mężczyźni, kiedy mówią coś takiego? Czy 

ma to znaczyć tyle co: „Spójrz mi w oczy, mała - wszystko ci wyjaśnię”? Mają nas za idiotki? 

Całymi latami się nie odzywają, a tu nagle chcą wszystko wyjaśniać?

Dla   kobiet   sprawa   jest   jasna   -   w   końcu   mają   oczy!   Ale   trik   polega   na   tym,   że 

„wszystko wyjaśnię” oznacza, że to nie jego wina.

I to tyle - Love means never heaving to say you’re sorry.

Ach, to dlatego!

Inne piękne zdanie, którym raczą nas mężczyźni, dopuszczając się zdrady, brzmi: „To 

nie ma z tobą nic wspólnego”. Nie ma - to jasne! Przecież kiedy on śpi z inną kobietą, to nie 

ma to nic wspólnego ze mną. Przypuszczalnie jest za to związane z pełnią Księżyca. Albo z 

nieokiełznaną potencją. Albo z tym, że mężczyzna traci głowę, gdy zostanie przyłapany na 

gorącym uczynku i czuje się osaczony. Kiedy coś robi, robi właśnie to jedno. A kiedy robi co 

innego, to robi co innego. Robi - Albo jedno, albo drugie. I potrafi obie sprawy doskonale od 

siebie oddzielić. Czy teraz już wszystko jasne?

Podążając męskim  tokiem rozumowania,  można  nawet odnaleźć  sens  w jednym  z 

ulubionych męskich twierdzeń: „Przy niej staję się innym człowiekiem”.

Niektórzy nie mogą uwierzyć, jak kobietom udaje się połączyć pracę w domu z pracą 

zawodową i jeszcze znaleźć czas dla rodziny. Chociaż niewiele się o tym mówi. O wiele 

bardziej   nieprawdopodobne   jest   jednak   to,   jak   mężczyznom   udaje   się   pogodzić   dwa 

kompletnie różne życia, niekiedy przez długie lata. Chociaż w ogóle się o tym nie mówi.

Zdarza  się  to  nawet  mężczyznom,  którzy są  osobami   publicznymi  i  pełnią   ważne 

funkcje.

Pamiętacie Charlesa Lindbergha, który pobiłby naszego „pędzącego Rolanda” o kilka 

długości?   Elegancki   amerykański  pilot,   pierwszy  człowiek,  który samotnie   przeleciał  nad 

Atlantykiem, miał w Ameryce żonę i pięcioro dzieci! Dzieci zbierały muszelki na plaży, a 

tymczasem Charles w Niemczech uśmiechał się do innej ukochanej i dwójki ich dzieci. Ale to 

jeszcze nie koniec! Z siostrą tejże ukochanej Charles (nazywam go po prostu Charles, wydaje 

background image

mi  się to takie swojskie) miał  kolejną dwójkę dzieci.  A przyjaciółka siostry ukochanej z 

Niemiec  powiła mu  kolejne jedno czy dwoje. I nikt o tym  nie wiedział! Ja to nazywam 

kamuflażem doskonałym. Zakładam, że samolot był w tym przypadku jedynie środkiem do 

celu. I bez względu na to, czy mężczyźni prowadzący „podwójne gospodarstwo domowe” 

mają licencję pilota, czy nie, to, co osiągają na obu frontach, jest doprawdy niesłychane, a 

każdy tajny as wywiadu to przy nich zmęczony staruszek!

Zgoda,   niektórzy   mężczyźni   mają   pecha.   W   najmniej   stosownej   chwili   dostają   w 

końcu zawału serca, na który sobie zresztą ciężko zapracowali. I wszystko wychodzi na jaw 

najpóźniej   w   czasie   pogrzebu,   kiedy   nagle   dwie   (to   znaczy,  co   najmniej  dwie!)   łkające 

wdowy żegnają go po raz ostatni, przy tej okazji mając możliwość wreszcie się poznać.

Z drugiej strony można powiedzieć, że taki mężczyzna to i tak farciarz. Wprawdzie 

nie miał okazji wszystkiego wyjaśnić (wielka szkoda!), ale jako osobnik martwy leży sobie 

bezpiecznie w trumnie i żadna rozzłoszczona baba już na niego nie nawrzeszczy.

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Bardzo łatwo wyjaśnić, dlaczego mężczyźni kłamią. Otóż bardzo wcześnie uczą się, 

że dzięki kłamstwom życie jest łatwiejsze i wygodniejsze. Pomijam tu fakt, że oczywiście nie 

nazwą tego „kłamstwem”. To po prostu inny sposób patrzenia na świat.

Mężczyzna próbuje po omacku przedrzeć się przez gąszcz uczuć, dowolnie stosując 

motto: „Odpowiednie kłamstwo w odpowiednim czasie oszczędza kłótni i bólu serca”.

Spektrum stosowania kłamstwa jest szerokie: od fałszywych  komplementów, przez 

małe świństewka, po drugą rodzinę w innym miejscu globu.

Nie   bez   powodu   klasyczna   wypowiedź   kobiety:   „I   tak   wiem   wszystko”   jest 

najgorszym   zdaniem,   jakie   może   usłyszeć   mężczyzna.   Od   razu   czuje   się   przyłapany   na 

gorącym uczynku, ponieważ właściwie stale żyje w kłamstwie - bywa, że w niewielkim i 

nieszkodliwym, ale bywa też, że w przytłaczającym. I doszłam do wniosku, że to jest powód 

ich   tak  często  przytaczanej  małomówności.   Stale  męczy   ich  lęk,   że  się  wygadają.  Który 

bowiem mężczyzna jest tak genialny, żeby zapanować nad swoimi wszystkimi kłamstwami 

(uważajcie, moi drodzy, to nawet nam, kobietom, przychodzi z trudem!). Zatem lepiej w 

ogóle   się   nie   odzywać   i   unikać   sytuacji,   w   których   niechcący   mogłoby   wyrwać   się   coś 

niewłaściwego.

Nawet   wobec   zarzutów,   które   są   prawie   bezpodstawne,   stosują   taktykę   milczenia, 

background image

mając nadzieję, że sprawa ucichnie.

Jeśli   natomiast   dochodzi   do   konfrontacji,   mężczyźni   są   o   wiele   bardziej   -   tak   to 

nazywamy  - dyplomatyczni  niż kobiety.  Z reguły kobiety w  czasie  kłótni  nie są spętane 

lękiem,   więc   zachowują   się   bardziej   prostolinijnie,   mówiąc   wprost,   co   myślą.   Czasami 

właśnie dlatego mogą być pozbawione taktu. A mężczyznom  nie zdarza się to właściwie 

nigdy! Gdy tylko atmosfera robi się nieprzyjemna, kończą słowami: „Nie mam teraz ochoty 

na dyskusje”. Kobiety nie uznają odkładania problemów. Kłócą się tak długo, jak tylko się da. 

I kiedy sobie ulżą, kończą czasami dyskusję zdaniem: „Ale przynajmniej byłam szczera!”. 

Czy ktokolwiek słyszał takie słowa z ust mężczyzny?

Oprócz kłamstw, które przemilczają rzeczywistość, są też oczywiście takie, które ją 

upiększają. Porozmawiajmy o męskiej dyplomacji i postawmy pytanie: dlaczego mężczyźni 

prawią komplementy, chociaż myślą coś zupełnie innego?

Po pierwsze, żeby uniknąć niepotrzebnej straty energii. Mężczyźni szybko pojęli, że 

dzień mija przyjemniej, kiedy od czasu do czasu powiedzą kobiecie kilka standardowych 

frazesów w rodzaju „pięknie, pięknie” albo „ślicznie to wygląda” lub „wspaniale smakuje”. A 

przy odrobinie szczęścia nie muszą nawet patrzeć jej w oczy.

Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się człowiek (kobieta!) spoza najbliższego kręgu 

jego   znajomych   (sprzedawczynie,   kelnerki,   nasze   przyjaciółki),   mężczyzna   natychmiast 

zaczyna   szarmancką   ofensywę.   Wtedy   rozkłada   pawi   ogon   i   rozpoczyna   zaloty   -   musi 

pokazać to, co w nim najlepsze. Nawet nudziarze i milczki w jednej chwili stają się rozmowni 

i zabawni, a największe mruki prowadzą ze swadą elokwentną konwersację. I oczywiście 

szafują komplementami. Nieważne, że mają się one nijak do rzeczywistości.

Wtedy my, kobiety, nie mogąc wyjść ze zdumienia, zadajemy sobie pytanie: co się za 

tym kryje?

Najpierw dobra nowina: to nie ma z wami nic wspólnego! Nie, naprawdę nie, wcale 

sobie nie żartuję, słowo daję!

Kiedy twój facet znowu będzie flirtował przy kasie supermarketu z tą rudą lafiryndą z 

naklejkami na paznokciach, musisz sobie wytłumaczyć, że ma taki przymus wewnętrzny - 

musi się podobać. Ta cecha jest u mężczyzn bardzo silnie wykształcona, właściwie panowie 

nie znają tu żadnych granic. Nie znają też granic, jeśli chodzi o schlebianie innym. W każdym 

razie tam, gdzie mogą sobie na to pozwolić. Chęć przypodobania się innym kobietom jest 

odruchem, który potrafi ich skłonić do wielkiego wysiłku i dużych osiągnięć. A śmiech albo 

background image

uśmiech kobiety jest najlepszym potwierdzeniem męskiego ego.

1-2-3-pochlebstwa

Twoja przyjaciółka Gaby była u fryzjera i wpadnie na chwilę po południu. Już przez 

okno w kuchni widzisz, że nowa fryzura  jest okropna. Rudy kolor zbyt  jaskrawy,  włosy 

obcięte   zdecydowanie   za   krótko.   Biedulka!   Ale   drzwi   otwiera   twój   partner   i   z   wielkim 

zdziwieniem słyszysz dobiegającą z przedpokoju śpiewkę:

- Ach, Gaby. Wejdź, proszę. Pozwól, że pomogę ci zdjąć płaszcz. No daj, nie bądź 

taka honorowa! O rany, świetnie wyglądasz! Ta nowa fryzura! Bardzo elegancka. I ten kolor! 

Wow!

To dopiero była ofensywa kokieterii! Nawet na Gaby jego słowa zrobiły wrażenie. W 

przedpokoju zapanował chichot i radość, tak, prawdziwa radość!

Ledwie   drzwi   zamknęły   się   za   Gaby   i   jej   koszmarną   fryzurą,   a   on   już   pada 

wykończony na kanapę. I zanim jeszcze na resztę wieczoru zniknie za płachtą gazety, zdąży 

zawołać:

- Wielkie nieba, co oni jej zrobili na głowie, wygląda naprawdę koszmarnie!

Co możesz zrobić?

Tym razem na początek zła wiadomość:

Nie istnieją mężczyźni, którzy nie kłamią. Jasne, że rozmawiamy o „prawdziwych 

facetach”. Sedno sprawy tkwi w tym, czy on traktuje cię  poważnie, czy  też zapowiedzi z 

okresu początkowej euforii wzięły górę nad rozumem. I sam fakt, że dylemat: „Czy oby on 

mówi to poważnie?”, pojawia się jedynie wobec mężczyzn, pozwala dostrzec drugie dno tej 

sprawy.

A teraz dobra wiadomość:

background image

Czy   mężczyzna   wierzy   w   to,   co   mówi?   Otóż   czasami   tak.   Kiedy   po   wspólnie 

spędzonej nocy mężczyzna dalej mówi, że cię kocha, to może być prawda. Ale mimo to miej 

oczy szeroko otwarte i przyglądaj się, co on  robi.  Mężczyznę poznaje się zawsze tylko po 

czynach!

Z drugiej strony, nie możemy zapominać o jednym: z zasady, mężczyźni nie kłamią z 

niskich pobudek. W wielu wypadkach nie mają po prostu dość odwagi, żeby powiedzieć to, 

co naprawdę myślą. Lęk przed powiedzeniem prawdy jest zbyt silny. Można przez to coś 

stracić. Można stracić to na zawsze i zostać definitywnie skreślonym. Można wywołać wielką 

awanturę. Można stracić wszystko. Na przykład ciebie.

I dlatego to, co mężczyzna naprawdę myśli, dla ciebie pozostanie tajemnicą.

Zresztą, może tak jest lepiej. Również dla nas. No bo bądźmy szczere - czy zawsze 

jesteśmy   gotowe   usłyszeć   gorzką   prawdę?   Czy   zawsze   mamy   ochotę   na   brutalne   fakty? 

„Prawda! Ale kto chce całej prawdy?”, powiedział mi ostatnio całkiem miły facet. I chyba 

miał   trochę   racji.   Czasami   to   całkiem   przyjemne,   trochę   pobujać   w   obłokach,   trochę 

pomarzyć, widzieć rzeczy lepszymi, niż są w rzeczywistości, i spychać do podświadomości 

przykre fakty. To są takie małe smaczki, dzięki którym życie jest łatwiejsze i ma weselsze 

barwy.

A kiedy na uwagę: „Pewnie myślisz, że jestem za gruba?”, on nie odwraca nerwowo 

wzroku, tylko po raz setny z anielską cierpliwością odpowiada: „Nie, najdroższa, nie jesteś za 

gruba. Podobasz mi się taka, jaka jesteś”, to z całą pewnością jest to słodki smak.

Na   koniec   zamieszczam   słowniczek,   który   pomoże   w   zrozumieniu   jego   słów. 

Oczywiście korzystaj z niego jedynie w nagłych wypadkach...

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

►► Nigdy czegoś takiego nie mówiłem!

Cholera, myślałem, że o tym zapomniała!

►► Wszystko to sobie wmawiasz!

Mam nadzieję, że nie ma dowodów!

►► Ty, z tą swoją zazdrością!

Jak ona na to wpadła?

►► To tylko przelotna znajomość.

Była niezła w łóżku.

►► Wszystko ci wytłumaczę!

Muszę zyskać na czasie, za chwilę podniesie 

wrzask.

►►   Kochanie,   jest   zupełnie   inaczej   niż  Za wszelką cenę zachować spokój

background image

myślisz.
►► To nie ma z tobą nic wspólnego!

Przecież z tobą też spałem!

►► Bierzesz to sobie zanadto do serca.

Gdzie indziej dozwolone jest wielożeństwo.

►► Przy niej staję się innym człowiekiem.

Zdradzam cię, i to twoja wina.

►► Nie chcę cię stracić.

Bez  ciebie  zginę  pod warstwą brudu i górą 

prania.

►► Porozmawiajmy o tym jutro.

Nie mogę teraz znaleźć dobrej wymówki.

►►   Kochanie,   przyjdę   dzisiaj   trochę 

później.

Przede mną piękny dzień, hurra!

►► Przyniosłem ci kwiaty.

Dzięki, że niczego nie zauważyłaś.

►► Jakoś nie jestem głodny.

Ach, zakochałem się!

►► Nie mogę niczego przełknąć.

Tęęęęsknię! Kiedy ją zobaczę?

►► Wyjedź  raz gdzieś  sama,  dobrze ci to 

zrobi!

Potrzebna mi wolna chata!

►► Potrzebuję czasu dla siebie.

Chcę iść z nią do łóżka.

►► Muszę zagłębić się w siebie.

Muszę zagłębić się w nią.

►► Jadę na seminarium kontemplacyjne.

Nikt nie będzie nam przeszkadzał.

►► Tak dalej być nie może.

Nowa kobieta - nowe szczęście!

Przez telefon:

►► Utknąłem w okropnym korku!

Ha, ha! Utknąłem całkiem gdzie indziej.

►► Nie, dzisiaj już tego nie zdołam zrobić.

Tu, gdzie jestem, jest mi bardzo dobrze.

►► Wziąłem ze sobą coś do czytania.

Szarość to czysta teoria, koło mnie leży realny 

blond.

►► Boże, ale to był nerwowy dzień!

Boże, ale to był fajny numerek!

W łóżku:

►► Kocham cię.

Przedtem: chcę się z tobą przespać.

►► Kocham cię.

Potem:   było   cudownie,   wydaje   mi   się,   że 

naprawdę cię kocham.

►► Daj mi spać.

Proszę, nie wieszaj się na mnie.

►► Gorąco mi!

Potrzebuję więcej przestrzeni!

►► Spij dobrze!

Teraz   naprawdę   chce   mi   się   spać,   daj   mi 

spokój!

background image

„Ale... ja mam już jeden sweter”

Mężczyźni, moda i jeszcze gorsze rzeczy

Sytuacja klasyczna

ONA i ON wybierają się razem do znajomych. Ona od kilku godzin okupuje łazienkę, 

on siedzi na kanapie i czyta gazetę.

- Szykujesz się już? - krzyczy z łazienki ona.

- Tak, tak - odpowiada on.

W końcu wzdycha głęboko, odkłada gazetę i kieruje się ku szafie. Wyjmuje koszulę i 

spodnie. Rzut oka w stronę okna - jest lato, więc sweter nie będzie potrzebny.

- A gdzie dzisiaj idziemy? Muszę wkładać krawat?

- Urodziny Anety. No wiesz co, mówiłam ci to chyba z pięć razy!

-   Być   może.   -   (Aneta,   która   to?   Zresztą   wszystko   jedno,   grunt,   że   krawat   jest 

niepotrzebny).

Ona wychodzi z łazienki w gustownej małej czarnej i... zastyga w bezruchu. Jak on 

wygląda!   Do   pięknych   brązowych   lnianych   spodni,   które   mu   ostatnio   kupiła,   włożył 

niebieską flanelową koszulę. Po prostu wepchnął ją w spodnie, a do tego dodał czarny pasek 

od garnituru. Po prostu nie do przyjęcia!

- O Boże - denerwuje się ona - chyba  nie masz  zamiaru  iść w tej koszuli?! (Jak 

mogłam przegapić wtorkową zbiórkę rzeczy używanych...).

- O co ci chodzi, przecież ta koszula jest fajna. - (Czego ona się czepia?).

- No tak, ale nie do tych spodni. - (Jest ślepy, czy co?).

- A co ci się nie podoba w tych spodniach? - (O rety, czego ta kobieta chce?).

- Spodnie są brą-zo-we, a koszula nie-bies-ka. - (Super, znowu niebieskie i brązowe!).

- I co z tego? - (Pięknie, teraz zupełnie się rozkręciła).

- Jak można do brązowych lnianych spodni włożyć niebieską flanelową koszulę w 

kratkę?  Naprawdę nie  widzisz, że to nie pasuje?! - (A już zupełnie  nie pasuje do mojej 

sukienki!).

On staje przed lustrem. I uważa, że jedno do drugiego pasuje. Wszystko gra.

- A mnie się tak podoba - obstaje uparcie przy swoim. - Wygląda na luzie...

- Na luzie, na luzie! - Ona zaraz zwariuje. - Dlaczego muszę żyć z facetem, który 

background image

uważa, że brązowy pasuje do niebieskiego? - Sięga do szafy i przesuwa wieszaki, aż słychać 

grzechotanie.

- Masz, włóż tę! - (Gorzej niż z dzieckiem!).

- Co to ma znaczyć? Idę w tym co mam na sobie i basta! - (Gorzej niż z moją matką! 

Nie dam sobą komenderować!).

- No to rób, co chcesz! - (Jeszcze mi za to zapłacisz!). 

- Tak właśnie zrobię! - (Dobrze ci tak, głupia krowo!).

- Tylko, nie pytaj mnie więcej o zdanie! - (Nie rozmawiam z tobą. Nie ugotuję ci 

więcej obiadu. A swoje koszule możesz sobie w przyszłości prasować sam!).

Oczywiście   nie   wiemy,   czy   ten   pan   stojący   przy   szafie   w   końcu   zrezygnował   ze 

swojej ulubionej koszuli, czy też pozostał odporny na damskie uwagi. Jedno jednak wiemy z 

całą pewnością: mężczyźni i ubiór to tragedia doskonała.

To oczywiste, że nie każdy może być Karlem Lagerfeldem. Wcale tego od nich nie 

wymagamy.   Ale   odrobinę   więcej...   gustu?...   dobrego   smaku?...   wyczucia   kolorów?... 

znajomości zasad kompozycji? Czy rzeczywiście żądamy za wiele?

Myślę, że kiedy widzi się na ulicy, jak dziwacznie ubierają się niektórzy mężczyźni, to 

można pocieszać się jedynie tym, że - ostatecznie - nie liczy się wygląd zewnętrzny,  ale 

wnętrze człowieka.

Jednakże, czy to wnętrze - ostatecznie - może być aż tak ciekawe?

Uczciwie trzeba przyznać mężczyznom, że jeszcze długo nie poddadzą się dyktatowi 

mody tak, jak kobiety. Noszenie przez dziesięciolecia tej samej tweedowej marynarki z epoki 

kamiennej mogłybyśmy nawet docenić jako akt odwagi, gdybyśmy nie wiedziały, że stoi za 

tym czyste wygodnictwo.

W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni nie kłamią, kiedy zapewniają, że ich ubranie 

jest prastare: „Tę marynarkę mam od dawna”.

Kiedy takie zdanie wypowiada kobieta, z reguły ma na myśli: „Mam ją od wczoraj, ale 

nie musisz o tym wiedzieć”.

Dla mężczyzny to samo zdanie oznacza: „Mam ją już tak długo, że pewnie będę ją 

jeszcze nosił kolejne sto lat”.

No dobrze -  na wszelki wypadek,  gdyby czytał to mężczyzna (chociaż mężczyźni z 

reguły czytają gazety, więc prawdopodobnie jesteśmy we własnym, damskim gronie), a więc 

background image

na wszelki wypadek,  przyznaję, że od zawsze istnieli mężczyźni znani z dobrego gustu. Na 

przykład  Oscar Wilde.  A po nim...  Paryż,  Mediolan, Rzym  - świat jest pełen mężczyzn, 

którzy   znają   się   na   modzie.   Możemy   do   tej   grupy   zaliczyć   jeszcze   tych   panów,   którzy 

przechowują w szafie tony butów Puma i każdego dnia wkładają inny zegarek znanej firmy. 

Są to te same szpanerskie typy, które uprawiają wspinaczkę ekstremalną w Himalajach, a w 

zimie   w   bluzeczkach   z   krótkim   rękawkiem   i   w   ciemnych   okularach   biegną   do   domów 

aukcyjnych,   żeby   zdobyć   łóżko   z   ornamentami   rzeźbionymi   w   prawdziwym   drewnie 

opiumowym. I są wśród nich nuworysze, dumni z siebie, bo już wiedzą, że na piknikach nosi 

się bluzeczkę firmy Lacoste wyłożoną na spodnie, bo to takie super na luzie.

No tak, i kiedy podliczymy przedstawicieli wszystkich wyżej wymienionych kategorii, 

uzyskamy może ze dwadzieścia procent męskiej populacji - to na ich widok kobieta powie z 

radością: „W porządku, to do siebie pasuje”. Albo wręcz stwierdzi: „On ma naprawdę niezły 

gust”.

A co z resztą? Co się stało z tymi osiemdziesięcioma procentami? Skażeni całkowitym 

brakiem wyczucia stylu błądzą po świecie kolorów i tkanin, kompletnie zdezorientowani, i 

ciągle   nie   mogą   pojąć,   że   sandały   nosi   się   -   bardzo   prosimy   -   bez   skarpetek   i   że   z 

superelastycznych   skarpetek   nie   robi   się   podkolanówek.   A   co   z   domorosłymi 

przedstawicielami awangardy, którzy zgodnie z zasadą „nie ma rzeczy niemożliwych” tworzą 

kompozycje, od których my, kobiety, dostajemy migreny? Co z minimalistami, dla których 

torba plastikowa (i nie mam tu na myśli toreb od Prady, Gucciego czy Louisa Vuittona, ale te 

z   Aldiego,   Rewala   i   Lidla)   stała   się   niezbędnym   akcesorium,   w   którym   można   nosić   w 

zasadzie wszystko (poza artykułami spożywczymi, oczywiście)?

Zdradzę wam tajemnicę:

Mogą to być  mężczyźni  samotni. Wtedy noszą ciuchy kupione dawno temu przez 

ostatnią partnerkę (względnie mamę) tak długo, aż zaczną się nadawać tylko do wyrzucenia. 

Albo muszą gdzieś to sami kupować. Wtedy mają pecha!

1-2-3-sprzedane!

Mężczyźni, którzy sami robią zakupy.

Aby   zredukować   do   minimum   horror   związany   z   zakupami,   samotni   mężczyźni 

opracowali specjalną strategię. Wierzcie mi, żaden z nich nie jedzie do miasta z radosną 

background image

myślą „Zobaczymy, może znajdę coś fajnego”. Świat zewnętrzny to dżungla, a mężczyzna ma 

ściśle określony cel: dwie pary spodni, dwie koszule, jeden garnitur, dwa krawaty. W tym 

świecie   nie   istnieją   zakupy   robione   dla   przyjemności.   Mężczyzna   ulega   kaprysom   -   w 

zależności od zainteresowań - w markecie budowlanym, w sklepie z fajkami, w antykwariacie 

albo wśród sprzętu AGD. Tam czuje się zainspirowany. Tam w spokoju może szperać bez 

nieprzyjemnego napięcia. I nie musi niczego przymierzać.

Właściwy moment na Dzień Wielkiej Bitwy wybiera według strategicznego planu. 

Nie ma tu miejsca na przypadek, nie można też zdać się na pogodę. Samotni mężczyźni w 

czasie zakupów kierują się rutyną i są wiernymi klientami. Kiedy już raz znaleźli sklep z 

męską odzieżą (albo fryzjera), przemierzają kilometry,  żeby tam dojechać. I podczas gdy 

kobiety mogą jeździć do miasta dwa razy w tygodniu, nie kupując przy tym nic specjalnego, 

mężczyzna dwa razy w roku idzie do sklepu i kupuje wtedy wszystko, czego potrzebuje. 

Słowem   kluczowym   jest   tu   efektywność.   Czy   naprawdę   nigdy   nie   zauważyłyście,   jaką 

nerwowość   wywołuje   w   mężczyznach   widok   kobiet,   które   wszystkie   te   rzeczy   dotykają, 

wkładają, zdejmują, jeszcze raz wkładają... i w końcu wychodzą ze sklepu z pustymi rękami!

Ale cóż warta jest wysoka efektywność i najdoskonalszy plan, kiedy mimo to panom 

zupełnie brakuje wyczucia o co w tym wszystkim chodzi? My, kobiety, wiemy, jak źle to się 

czasem kończy, kiedy mężczyźni sami kupują sobie „rzeczy” (tak, oni naprawdę na ciuchy 

mówią „rzeczy”!).

W przypadku garniturów ta strategia może przynieść niezłe rezultaty - wystarczy tylko 

znać swój rozmiar (pod warunkiem, że dany osobnik trzyma linię) i bezpieczeństwo zakupu 

jest raczej niezagrożone. Problem zaczyna się przy dowolnych zestawieniach. Samo to słowo 

sugeruje   bowiem,   że   można   do   woli   zestawiać   różne   elementy   garderoby.   Cóż,   trzeba 

dokonać jakiejś kombinacji. Taka sytuacja ich przerasta. Budzi się skryta dotąd kreatywność: 

kolory,   wzory,   rodzaje   materiałów,   plus   koszula,   plus   krawat   -   istnieje   przecież   tyle 

cudownych możliwości w krainie mody!  Ale absolutnym gwoździem do trumny jest i na 

zawsze pozostanie tak zwane ubranie na co dzień. Tam dopiero można zobaczyć takie rzeczy 

rzeczy - że aż trudno uwierzyć własnym oczom! Wtedy wyłazi z nich prawdziwy koneser - 

albo   wręcz   przeciwnie   -   abnegat.   Z   pewnością   są   takie   kobiety,   które   przeszły   obok 

mężczyzny   swoich   marzeń,   ponieważ   nie   skojarzyły   eleganckiego   faceta   z   porannego 

samolotu   do   Hamburga   z   odrażającą   postacią   w   workowatych   sztruksach   i   dzierganym 

background image

sweterku, którą widziały później w jednym z pasaży w centrum miasta.

Ciuchy, w które ubieramy się po pracy - na tym trzeba się znać! Mężczyźni z całą 

pewnością się na tym się nie znają. (W każdym razie dotyczy to owych omawianych właśnie 

osiemdziesięciu procent). Bo po co się sztucznie przebierać, kiedy na stacji benzynowej i tak 

wystarczy wielofunkcyjny dres na każdą pogodę, a do niego praktyczne plastikowe buty, w 

których można chodzić i w domu, i na dworze?

Milczenie owiec

Jeśli mężczyzna ma u boku silną kobietę, która mu podpowie, co się nosi, będzie 

towarzyszyć   mu   w   zakupach   i   doradzi,   jak   uniknąć   katastrofy   -   jest   szczęściarzem.   Ale 

prawdopodobnie to tylko nasz punkt widzenia. Mężczyźni żyją w błogiej nieświadomości, jak 

wielki wysiłek podejmują kobiety rok w rok.

„Niczego nie potrzebuję”, zaklina się kolejny raz, myśląc przy tym: „Czemu mam 

tracić cały dzień na łażenie po mieście, tylko po to, żeby kupić rzeczy, które już mam w 

szafie?”.

Przeciętnemu mężczyźnie pewnie w ogóle nie przychodzi do głowy, że jego garderoba 

może   komuś   sprawiać   prawdziwą   przykrość.   „Ale   ja   mam   już   jeden   sweter”,   mówi 

zirytowany, kiedy jego partnerka chce go wyciągnąć na zakupy. Z cichym jękiem i słowami: 

„Czy musimy?” (Proszę, zostaw mnie w spokoju, chcę sobie posiedzieć.), albo ewentualnie: 

„Czy musimy akurat dzisiaj?” (Czy naprawdę nie ma od tego ucieczki?), pozwala swojej 

lepszej połowie zaciągnąć się do sklepu z męską odzieżą. Tuż za progiem sklepu trudno 

oprzeć  się wrażeniu,  że kobieta przyprowadziła  ze sobą ślepca.  Mężczyzna  wodzi tępym 

wzrokiem po stojakach z ubraniami, aż pojawia się kompetentny sprzedawca z uprzejmym 

pytaniem:

- Czy mogę w czymś pomóc?

- Tak - odpowiada na to kobieta. - Szukamy letniego garnituru, rozmiar 52.

Spróbujcie wyobrazić sobie odwrotną sytuację! Nie do pomyślenia jest, by kobieta z 

mężczyzną   weszli   do   butiku,   a   mężczyzna   powiedział   „Szukamy....”   -  My  szukamy! 

(Pomijam fakt, że większość mężczyzn oczywiście nie chodzi z kobietami do butików. Jakieś 

background image

obiekcje? Przecież powiedziałam: większość mężczyzn!).

Kiedy   więc   mężczyzna   znika   w   kabinie   wraz   z   pierwszym   garniturem,   kobieta   i 

sprzedawca zawiązują za jego plecami sojusz i zgodnie się namawiają.

-   Chodź,   spójrz,   zmierz   jeszcze   ten   -   rozbrzmiewa   regularnie,   kiedy   mężczyzna 

wychodzi z kabiny. W fazie przeglądania się w lustrze ubezwłasnowolniony przebieraniec 

dalej pozostaje outsiderem i nie włącza się do gry.

- Ten dobrze leży - ocenia sprzedawca, ale zwraca się do kobiety, która przygląda się 

jeszcze dość krytycznie. Ofiara stoi tym razem jak bezwolna owca i niepewnie manipuluje 

palcami przy guzikach.

Trudno   wprost   uwierzyć,   że   tacy   mężczyźni   mieliby   być   zdolni   do   rządzenia 

państwem. Jak to możliwe? Dla nas, kobiet, stanowi to prawdziwą zagadkę.

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Zatem - co się stało z naszymi panami? Nie są w stanie? Nie chcą? Czy ma to jakiś 

związek z półkulami mózgu, że kiedy mówią „różowy”, mają na myśli „pomarańczowy”?

I że wkładanie skarpetek do sandałów nie stanowi dla nich żadnego problemu? I że nie 

zakrywają podkolanówkami owłosionych łydek, wystających spod spodni? I potrafią tak się 

wyróżniać ubiorem, że najchętniej powiedziałabyś: „Nie znam tego Pana”. Czy robią to, żeby 

nas zdenerwować? Czy źródło tkwi w genach?

Tym  razem  rzut oka na  królestwo zwierząt  nie  wyjaśnia  sprawy.  W nim  bowiem 

samce   są   najpiękniejsze   i   najstrojniejsze.   Ten   fakt   nasuwa   pytanie,   czy   mężczyźni 

rzeczywiście pojawili się na Ziemi w wyniku ewolucji. Może te wyjątkowe istoty zostały tu 

zesłane z kosmosu, bo zawsze łączyły niebieski z brązowym? Albo kratkę z paskami... Kto 

wie?

Oscar Wilde powiedział kiedyś, że w jego stylu nie ma żadnej wielkiej tajemnicy, bo 

to w gruncie rzeczy nic trudnego. Po prostu zawsze wybiera najlepsze rzeczy.

Pięknie   powiedziane.   Ale   skoro   kwestia   gustu   jest   tak   prosta,   to   dlaczego   nie 

funkcjonuje u innych mężczyzn? Dlaczego mężczyźni mają taki zły gust? To pytanie zadałam 

ostatnio jednemu z moich znajomych, który jako jeden z nielicznych przedstawicieli swego 

background image

gatunku wie, co jest ładne.

- Mężczyźni  nie mają złego  gustu - odpowiedział po chwili zastanowienia. - Oni w 

ogóle nie mają żadnego gustu.

Gdy usłyszałam tę prawdę, doznałam olśnienia - jakby nagle uderzył grom z jasnego 

nieba, rozświetlając ciemności. Eureka! To genialne, po prostu genialne! Istota sprawy tkwi w 

tym, że w ogóle nie ma żadnej relacji między mężczyzną i stylem. Czy też między mężczyzną 

i gustem, albo modą, jak kto woli. Oni ani nie wyrażają siebie poprzez ubiór (nie biorę tu pod 

uwagę   odzianych   w   klubowe   dresy   kibiców   Borussii   Dortmund   czy   też   Bayernu 

Monachium), ani w ogóle niczego z nim nie łączą (otoczenia, przeszłości, przyszłości, czy też 

okoliczności).

Jasne, są także tacy próżni mężczyźni, którzy od czasu do czasu przeglądają się z 

samozadowoleniem w lustrze. Ale czy znacie chociaż jednego faceta, który przed pierwszą 

randką kupił sobie nową bieliznę? Albo skarpetki? Czy znacie chociaż jednego faceta, który 

kupił sobie za wąskie w pasie spodnie z nadzieją, że wkrótce będą dobre, bo schudnie?

Właściwie nie istnieje coś takiego, jak moda dla mężczyzn. Moda, ciuchy, styl. Ba! 

Fatałaszki, tak to nazywają za naszymi plecami.

Bo przecież ubrania dzielimy na letnie i zimowe. Koniec, kropka.

A całą resztę można by sobie darować - gdyby nie było na świecie nas, kobiet!

Co możesz zrobić?

Mężczyzna  z wyczuciem  stylu  trafia się raz na sto lat. A na resztę stulecia radzę 

znaleźć kogoś, kto jest wystarczająco cierpliwy i mądry, żeby nosić te ubrania, które mu - z 

ogromnym   wyczuciem   smaku   -   podsuniesz.   Wszystkie   inne   rozwiązania   grożą   samymi 

problemami.

A złotego banana...

... tym  razem dostanie  ten pan, który raz na zawsze skreśli ze swego życia  torbę 

plastikową! To jest minimum, które stanowi warunek konieczny!

background image

 „Chcę natychmiast wysiąść!” 

Mężczyźni w samochodzie

Sytuacja klasyczna

Wieczór, boczną drogą jedzie samochód. ONA prowadzi, ON zajmuje miejsce obok 

niej. Siedzi na najbardziej niebezpiecznym miejscu. W każdym razie tak się zachowuje: cały 

zesztywniały,   tułów   napięty,   dłonie   zaciśnięte   na   pasie   bezpieczeństwa,   obserwuje 

podejrzliwie każdy jej ruch. Włącza z nią kierunkowskazy, naciska z nią pedał hamulca, rzuca 

komentarze; wyjaśniam, że nie jest instruktorem jazdy.

Właściwie   na   imprezie   był   normalnym,   miłym   facetem.   Teraz   zamienił   się   w 

psychopatycznego szaleńca, który chce ją doprowadzić do obłędu.

Mutacja następuje po pięciuset metrach od chwili skrętu w boczną drogę.

- Tu obowiązuje prędkość pięćdziesiąt kilometrów na godzinę! - mówi, kiedy ona 

jedzie sześćdziesiąt.

- Jedziesz na złym biegu! - stęka, kiedy ona hamuje.

- Mój Boże, musisz jechać takimi zrywami, naprawdę aż robi mi się niedobrze! - 

wyrzuca z siebie gwałtownie.

I faktycznie jest blady jak ściana. Niestety, nawet pewność, że ma przed sobą ostatnie 

kilka minut życia, nie odejmuje mu mowy.

Ona próbuje zachować spokój i pokonać tę wyboistą drogę jak najbardziej płynnie, ale 

on znów wykrzykuje:

- Masz CZERWONE światło!

Tak, sama widzi, że światła tysiąc metrów przed nimi zmieniły się na czerwone, ale 

nie ma sensu już w tym momencie hamować.

Patrzy w jego stronę.

- Czy możesz się po prostu zwyczajnie zamknąć? Drażnisz mnie!

- Uważaj na drogę! - wrzeszczy na nią.

- Uważam na drogę!

Rozgniewana zmienia gwałtownie pas ruchu i samochód robi skok w bok. Wcale nie 

upierała się, żeby prowadzić ten samochód, ale on chciał koniecznie wypić jeszcze kieliszek 

wina. Za każdym razem to samo! Gdy tylko ona siada za kierownicą, on wpada w histerię.

background image

- W ogóle nie czujesz silnika - podsumowuje z na wpół zamkniętymi oczami.

Ona bierze głęboki wdech i zmusza się, by puścić te uwagi mimo uszu, ale on znowu 

napina się jak struna.

-   Znak   stopu!   Przejechałaś   znak   stopu!   Dwadzieścia   jeden,   dwadzieścia   dwa, 

dwadzieścia trzy - sapie.

- Skarbie - cedzi przez zęby ona - droga jest pusta! Rozumiesz? Pusta! - Żeby nadać 

tym słowom większą rangę, naciska pedał gazu. Im szybciej dotrą do domu, tym lepiej.

- Teraz znowu jedziesz za szybko! Pięć-dzie-siąt... pięć-dzie-siąt! - akcentuje sylaby 

jak automat.

- Boże drogi, no to sam prowadź! - Czy musi tego dłużej słuchać? Ze złością włącza 

radio.

Natychmiast z prawej strony jak wystrzelona z procy pojawia się jego ręka i wyłącza 

radio.

- Skoncentruj się na jeździe!

- Co to ma znaczyć? Włącz to radio! - On traktuje ją, jakby dopiero od wczoraj miała 

prawo jazdy. Odsuwa jego rękę i samochód lekko skręca w prawo.

- Co ty wyprawiasz, chcesz nas zabić?! - krzyczy skrajnie zdenerwowany on. - Stój! 

Zatrzymaj się! Chcę natychmiast wysiąść! Natychmiast!

Tym   razem   przesadził.   Dosyć   tego!   Ten   siedzący   obok   mężczyzna,   którego   nie 

poznaje,   powinien   przebywać   w   zakładzie   zamkniętym   -   co   do   tego   nie   ma   żadnych 

wątpliwości! Ze złością naciska hamulec. Samochód zatrzymuje się z piskiem opon.

-   Miłego   wieczoru   -   zdążyła   jeszcze   powiedzieć,   kiedy   on   rzucił   pasem 

bezpieczeństwa  i otworzył  drzwi. - A kiedy już dotrzesz do domu,  połóż się, proszę, na 

kanapie na dole!

Mężczyzna i kobieta razem w samochodzie - chyba nie ma gorszego piekła!

Są takie pary, które w dobrej wierze, z zamiarem pojechania na urlop, wsiadły do 

samochodu   w   Kolonii   i   już   koło   Frankfurtu   kłótnia   przybrała   taki   obrót,   że   on   żądał 

odwiezienia na dworzec, żeby dalszą drogę przebyć pociągiem, a ona krzyczała, że chce się 

rozwieść.

Jazda samochodem we dwoje to prawdziwy test wytrzymałości dla związku.

A przecież wszystko mogłoby być takie proste, gdyby tylko obie strony przestrzegały 

background image

określonych reguł. Na przykład: ten, kto prowadzi, decyduje, czy radio jest włączone, czy nie. 

A ten, kto siedzi obok kierowcy, trzyma język za zębami.

Z   zasady   kobiety   są   zarówno   miłymi   towarzyszami   podróży,   jak   i   rozważnymi 

kierowcami   -  chcą  w  spokojnej   atmosferze  dotrzeć  z  punktu   A  do  punktu   B.  Natomiast 

mężczyźni muszą zawsze odgrywać swój przerażający show. W związku z tym istnieją dwa 

warianty.

Wariant   pierwszy:   mężczyzna   siedzi   za   kierownicą.   Wtedy   to   on   jest   królem,   a 

wszyscy inni użytkownicy drogi to idioci. I niestety, daremne są wówczas próby przeczytania 

jakiegoś ilustrowanego magazynu albo nawet poprowadzenia konwersacji (z królem!), gdyż 

przez całą drogę, nieprzerwanie, kobieta znajduje się pod akustycznym obstrzałem. On daje 

bowiem głośny wyraz swemu niezadowoleniu z sytuacji na drodze.

- No, jedź wreszcie, babo! Bardziej zielone już nie będzie - pyskuje, kiedy światło 

zmienia się dopiero z czerwonego na żółte.

- Niedzielny kierowca! To wycieczka domu starców, czy co? - klnie na autostradzie, 

kiedy jadący z przodu kierowca fiesty próbuje wyprzedzić ciężarówkę. Król szos płoszy go 

światłami i jedzie tak blisko za nim, jakby chciał usiąść na tylnym siedzeniu fiesty.

My,   kobiety,   ustępujemy   z   drogi   szybszym   samochodom.   Ale   sportowy   mistrz 

kierownicy pokonuje odcinek Kolonia-Monachium bez problemu w cztery godziny! I nic tu 

nie zmienią ograniczenia prędkości, które mężczyźni traktują albo jako prowokację („Sto na 

godzinę?   Co   mnie   obchodzi   ograniczenie   hałasu?   Robią   to   tylko   po   to,   żeby   wyciągnąć 

forsę!”), albo jako niezobowiązujące zalecenia („Sto na godzinę? Nie dzisiaj!”). Oczywiście 

dotyczy to wyłącznie sytuacji, kiedy to on prowadzi.

Wariant drugi: on siedzi obok kierowcy, a prowadzi kobieta. Jako towarzysze podróży 

mężczyźni chętnie terroryzują kobiety, stosując oryginalną mieszankę dwóch osobowości - 

przemądrzałego eksperta samochodowego i panikarza. To, że kobiety znoszą tę atmosferę 

długie godziny, nie sięgając do rękoczynów, jest kwestią ich wspaniałomyślności. Są bardziej 

skłonne do poświęceń. I trzeba to wreszcie powiedzieć wprost - otóż kobiety nauczyły się 

prowadzić   samochód   mimo   przeszkód   ze   strony   mężczyzn.   Wyłączam   z   tego   grona 

instruktorów nauki jazdy, ale oni biorą za to pieniądze.

background image

- Lepiej ja poprowadzę! - mówi mężczyzna, kiedy kobieta sięga po kluczyki. - Kiedy 

ty prowadzisz, jazda kosztuje mnie zbyt wiele nerwów.

Kobiety,   które   jadą   samochodem   z   mężczyzną,   obowiązuje   następujący,   prosty 

podział ról:

Wszystko jedno, kto prowadzi, w samochodzie to ona jest niewolnicą. Siedząc obok 

kierowcy, jest pomocnikiem (podaj cegłę) i - jeśli nie ma innego - systemem nawigacyjnym w 

jednej osobie. Ona podaje kawę i kanapki, odpowiada za rozmowę i troszczy się o to, by 

kierowca  był  w  dobrej  formie.  Bo przecież  on w  tym  czasie  bierze  na swoje barki trud 

przemieszczania   jej   po   okolicy.   W   oczywisty   sposób   król   szos   jest   też   panem   radia, 

odtwarzacza CD, klimatyzacji i nawiewów. Tylko on może uruchamiać przyciski, otwierające 

wszystkie okna, ponieważ inaczej  robi mu się niedobrze („Okno ma być otwarte!”), albo 

reaguje nadwrażliwością na powiew powietrza („Okno ma być zamknięte!”). Tylko on może 

naciskać przyciski i regulować pokrętła. „Nie baw się tym, wszystko jest poustawiane”. Albo: 

„Nie mogę już słuchać tego rzępolenia”.

Taki podział władzy zostaje zachowany także wtedy, gdy następuje zmiana miejsc - co 

jest bardzo nie fair. Niekiedy znacznie przyczynia się to do popsucia atmosfery. Ale sytuacja 

staje się naprawdę wybuchowa, kiedy on prowadzi i wjedzie na złą drogę. Bo oczywiście to 

wina pilota.

Wszystkie dobrze znamy to złowróżbne pytanie, które w większości przypadków z 

pewnością zakończy się kłótnią:

- Potrzymasz mapę?

Uważaj!   To   pułapka!   „Potrzymasz   mapę?”   brzmi   wprawdzie   niewinnie,   wręcz 

niezobowiązująco. Jednak w rzeczywistości oznacza tyle, co: „Zamknij się i, kiedy zapytam, 

natychmiast, w ciągu pięciu sekund, mów, gdzie mam jechać!”.

Zastanawiam się, czy to w porządku. Przecież mężczyźni  na pewno już pojęli, że 

kobiety nie umieją albo nie chcą korzystać z map. Zresztą, co to za sztuka jechać z kobietą, 

totalnie ją ubezwłasnowolnić, a tak naprawdę nawet nie znać drogi?

Pamiętaj: kiedy już i tak musisz siedzieć obok kierowcy, nie ma mowy, żebyś brała na 

siebie odpowiedzialność za jego harcerskie manewry.

Problem   tkwi   w   tym,   że   mężczyźni   zawsze   zwlekają   do   ostatniej   chwili.   Potem 

wręczają nam mapę i mówią:

background image

- No to, gdzie teraz mam skręcić!

W   porządku,   staramy   się   najlepiej   jak   potrafimy.   Otwieramy   atlas   na   właściwej 

stronie. Wyszukujemy odpowiednie skrzyżowanie. Patrzymy przy tym cały czas w dół, więc 

robi nam się niedobrze. Ale króla szos to nie obchodzi.

- Przed nami zjazd z autostrady pod Neufarn. (gdzie mamy teraz skręcić - w prawo czy 

w lewo?

W   tym   momencie   oblewa   nas   zimny   pot.   No   bo   z   której   strony   tak   właściwie 

dojeżdżamy   do   tego   skrzyżowania?   Odwracamy   mapę   odpowiednio   do   kierunku   jazdy. 

(Teraz wszystkie napisy są do góry nogami). Próbujemy rozszyfrować, gdzie jest prawo, a 

gdzie lewo.

- Nie wiem dokładnie, ale spójrz, tu jest Neufarn, znalazłam.

Podstawiamy   mu   mapę   pod   nos,   z   wycelowanym   w   nazwę   miejscowości   palcem 

wskazującym, tak że może sam sobie zobaczyć. Ale on to ignoruje.

- W prawo czy w lewo, w prawo czy w lewo?!” - ryczy jak opętany.

I potem skręca w prawo albo w lewo. Ale zawsze w złą stronę. No i oczywiście to my 

jesteśmy winne.

- Jesteś za głupia, żeby czytać mapę! - brzmi komentarz. - Daj mi ją!

Zjeżdżamy z autostrady. Teraz jedzie kolejne sto metrów na prawym, dodatkowym 

pasie i sam patrzy na mapę.

- Co to za gówniana mapa?!

Okej, teraz winna jest mapa. Powietrze w samochodzie tak się zagęściło, że można 

powiesić   siekierę.   Najchętniej   otworzyłybyśmy   okno,   ale   nam   nie   wolno.   Owijamy   się 

kokonem   milczenia   i   myślimy   o   następnym   urlopie   z   dobrą,   sprawdzoną   w   bojach 

przyjaciółką.

Niewolnik nie odzywa się więcej ani słowem. Król szos z zawziętą miną kluczy wśród 

malowniczych wiosek i miasteczek. Nadchodzi zmierzch.

- Czy nie możemy kogoś spytać? - proponujemy ostrożnie.

-   Spytać?   -   Rzuca   nam   takie   spojrzenie,   jakbyśmy   powiedziały   coś   wielce 

niestosownego. - Znajdę sam!

No cóż. Król nie pyta o drogę. Są jeszcze jakieś pytania?

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

background image

Żyjemy w XXI stuleciu - no właśnie! W pewnych dziedzinach życia już w epoce 

kamiennej  ludzkość była  bardziej  postępowa. O ile sobie przypominam,  Wilma  Flinstone 

mogła bez problemu pokonywać bezdroża autem na kamiennych  kołach i nikt się jej nie 

czepiał.

Przyznaję, istnieją mężczyźni, którzy mają zaufanie do kobiet. Mam na myśli jazdę 

samochodem. Słyszałam nawet o takich przypadkach, kiedy mężczyzna godzinami pozwala 

kobiecie prowadzić samochód, a sam w tym czasie  śpi!  To musi być raj! W „normalnej” 

sytuacji mężczyzna kierowca milczy, natomiast na miejscu obok kierowcy kobiety, niestety, 

buzia mu się nie zamyka.

Związek mężczyzny z samochodem jest bardzo bliski, podobny do związku kobiety z 

torebką.

My car is my castle! Samochód jest dla mężczyzny jego twierdzą. Jego bronią. Jego 

wtórną cechą płciową. W klasycznym wydaniu jest szybki i duży. W każdym razie szybszy i 

większy niż inne! Tak, jak chciałby, żeby wszystko wyglądało w prawdziwym życiu.

Mężczyzna siedzący na miejscu pasażera to zagrożenie dla ciała i ducha. „Baba za 

kierownicą!”. Przecież każdy mężczyzna dobrze wie, co to oznacza!

Oddać   się   w   ręce   kobiety   to...  ry-zy-ko!  To   utrata   potencji.   Utrata   władzy.   To 

sprzeczne z naturą.

On decyduje. Przynajmniej w samochodzie!

Co możesz zrobić?

Jeśli  pozwala   na  to  budżet,  najlepiej  mieć  dwa  samochody.   W  codziennym   życiu 

oszczędza to wielu nerwów i głupich uwag.

Na dłuższe wspólne wyjazdy zalecam korzystanie ze środków komunikacji publicznej. 

Z zasady nie gubią one drogi.

A   jeśli   to   jest   niemożliwe   i   musicie   razem   pokonać   dłuższą   trasę,   a   do   tego   ty 

prowadzisz,   postaraj   się   zesłać   panikarza   na   tylne   siedzenie   (najlepiej   posadź   go   z 

background image

zawiązanymi oczami). Albo wcześniej podaj mu lek o działaniu uspakajającym.

Kiedy   on   prowadzi,   możesz   -   jeśli   nie   macie   systemu   nawigacyjnego   GPS   -   już 

wcześniej ustalić, że w żadnym wypadku nie będziesz korzystać z mapy, bo przy czytaniu robi 

ci   się   niedobrze   i   z   pewnością   nie   uda   się   uniknąć   zwymiotowania   na   tapicerkę   jego 

supersamochodu.   Ten   argument   powinien   go   przekonać   natychmiast.   Dalej   zaleca   się 

zabranie iPoda, nałożenie mu słuchawek i w ten sposób uniknięcie jego niekontrolowanych 

wybuchów   temperamentu.   Obie   strony   mają   wówczas   szansę   dotrzeć   do   celu   w   miłym 

nastroju.

Możesz też od razu znaleźć sobie mężczyznę bez prawa jazdy. Będzie ci na wieki 

wdzięczny, że go wozisz. I masz zapewnioną miłą jazdę bez wrzasków, zaplanowaną przez 

ciebie. Niestety, musisz też wtedy sama wlewać benzynę. Ale przyznajmy - w porównaniu do 

całej reszty - to niewielka niedogodność!

A złotego banana...

...dostaje tym razem ten pan, który, siedząc obok kierowcy kobiety, przez pierwsze pół 

godziny podróży będzie milczał. Tylko pół godziny. To już bardzo pomoże nam, kobietom 

prowadzącym samochód.

background image

„Och, między nami już od laaat nic nie ma!”

Żonaci mężczyźni

Sytuacja klasyczna

Nareszcie   ONA   go   znalazła.   ON   uśmiecha   się   sympatycznie.   Ładnie   pachnie. 

Wygląda   jak   George   Clooney   (prawie!).   Otwiera   przed   nią   drzwi.   Potrafi   ją   rozbawić. 

Obdarowuje   ją   różami   z   ogrodu,   a   nie   wiązanką   nagrobną.   Zna   romantyczne   knajpki   w 

mieście. Lubi oglądać wystawy sztuki. Chętnie chodzi do kina. Nosi ją na rękach. Daje jej 

poczucie,   że   jest   wyjątkowa.   Jest   szarmancki,   dowcipny,   delikatny   -   i   do   tego   jest   tak 

doskonałym kochankiem, o jakim na ogół można tylko pomarzyć. Jest ucieleśnieniem marzeń 

o idealnym mężczyźnie.

I ma tylko jedną wadę: jest żonaty!

No to sprawa przegrana!

A może jednak coś z tego wyjdzie?

- Między mną a żoną już od laaat nic nie ma! - zapewnia cię. - Właściwie żyjemy jak 

we wspólnocie mieszkaniowej, a nie jak w małżeństwie.

Gdyby nie było dzieci, od dawna byliby po rozwodzie. Jego żona jest nawet miła, 

generalnie jest w porządku. Normalna przeciętna nudziara. Nie potrafi go zainspirować. Nie 

interesuje się tym, co on robi. Nie rozumie go. Śpiewa w chórze i dwa razy w tygodniu chodzi 

na tai-chi. Ostatni raz spali ze sobą... no więc to musiało być całe wieki temu, właściwie on 

sobie   nie   przypomina   kiedy.   Życie   stało   się   monotonne   i   skostniało   w   rutynowych 

działaniach.

Ale teraz wiele się zmieniło. Teraz znalazł kobietę swojego życia. Przyszłość jawi się 

w jasnych kolorach.

Trzeba tylko uregulować jedną małą kwestię...

„Chcę zawsze być z tobą”, wyznał ostatnio w łóżku. „Daj mi trochę czasu”, prosił ją, 

kiedy go spytała, co dalej z ich związkiem. „Porozmawiam z nią!”, obiecywał, kiedy mu 

tłumaczyła, że na dłuższą metę nie będzie „tą drugą” (żeby nie było niejasności).

Oczywiście, bliskiej osobie takie rzeczy trzeba mówić w możliwie delikatny sposób. 

Inne rozwiązanie byłoby nie fair. W końcu żona nie zrobiła mu nic złego. Zresztą, kiedy jej to 

w końcu powie - kto wie, może nawet będzie zadowolona?

background image

ONA daje mu trochę czasu. Oczywiście rozumie, że to nie takie proste, że on musi 

wybrać odpowiedni moment. W żadnym wypadku nie może tego powiedzieć przed świętami 

Bożego Narodzenia. To byłby dramat, chociażby ze względu na dzieci. I byłoby to też w 

jakimś stopniu bezduszne, zwłaszcza teraz, przed dziesiątą rocznicą ślubu. W kwietniu żona 

ma czterdzieste urodziny. Każdy wie, że to szczególna granica dla kobiety. Na pewno sobie 

pomyśli, że on odchodzi, bo jest już stara. W maju umiera dziadek. Teraz naprawdę on nie 

może jej tego zrobić - jest załamana. W czerwcu ma wyjątkowo silne bóle menstruacyjne, 

jakieś kobiece sprawy, przecież takich rzeczy nie mówi się choremu. W lipcu wreszcie długi 

urlop.   To   pewnie   ostatni   raz,   kiedy   pojadą   razem   w   dziećmi.   „Przecież   to   rozumiesz, 

prawda?”.

Ona wzrusza ramionami. Bo właśnie nie - nie rozumie. W końcu ona też coś czuje, a 

takie zachowanie ją rani. Z czasem zaczyna  jej przeszkadzać, że zawsze spotykają się w 

tajemnicy. Każdy weekend spędza sama. Obchodzi w samotności urodziny, bo akurat w tym 

roku przypadają w czasie Wielkanocy. Nie spędza z nim jego urodzin, bo on świętuje z całą 

rodziną. Jest sama w Boże Narodzenie, i potem też.

„Sercem jestem z tobą”, zapewnia on. Żona wyjeżdża na kilka dni i nareszcie mogą 

razem wyskoczyć  do Bolzano. Jak zawsze jest cudownie. Ona znowu daje się przekonać, 

chociaż już sobie obiecywała, że z nim skończy. „Przecież to małżeństwo istnieje wyłącznie 

na papierze”.  Mężczyzna  jej  życia  patrzy na nią jak wierny pies. I obdarowuje ją swym 

uroczym uśmiechem. „Zaufaj mi. Kiedy wróci z wyjazdowych zajęć tai-chi, wszystko jej 

powiem!”.

W weekend ona idzie sama do kina.  Grają Oceans Eleven  z George'em Clooneyem. 

Jest spięta. I chora z tęsknoty.

A potem staje jak wryta. Mężczyzna jej marzeń stoi przed stoiskiem z popcornem. Z 

tym   swoim   supersympatycznym   uśmiechem   George'a   Clooneya   sięga   po   drugą   torbę   z 

popcornem.

Kobieta stojąca obok niego śmieje się. Jest blondynką. Jest zgrabna. Jest czarująca. 

Nosi obrączkę.

- To był świetny pomysł, mój drogi! - mówi do niego i przytula się. - Jak to dobrze, że 

dzieci mogą już same zostawać w domu.

On całuje ją w usta. On całuje ją dłuuugo w usta!

- Mam jeszcze jeden świetny pomysł - mówi on w końcu i szepcze jej coś do ucha.

background image

Ona chichocze.

- Jesteś okropny - mówi. A potem ramię w ramię wchodzą w ciemną czeluść sali 

kinowej.

Stare małżeństwo, które istnieje tylko na papierze.

Zdrady   żonatych   mężczyzn   to   jeden   z   najtrudniejszych   rozdziałów   w   historii 

ludzkości. Mnóstwo kobiet jako tajemne kochanki przesuwało termin rozstania i przesuwa go 

do tej pory (każda z nas ma przynajmniej jedną przyjaciółkę, która marnuje cenny czas i 

częściej bywa nieszczęśliwa niż szczęśliwa), i właściwie trudno zrozumieć, dlaczego samotne 

kobiety wiążą się z żonatymi  mężczyznami.  Przecież  od początku wiadomo,  że z reguły 

kończy się to tragedią. Albo się nie kończy i zamienia w wieczny koszmar. Zanim sprawa 

zostanie   sfinalizowana,   minie   tysiąc   lat.   Wtedy   ona   będzie   już   stara   i   gruba   od   tych 

wszystkich zjedzonych czipsów i rodzinnych opakowań lodów tiramisu, które w przypływie 

frustracji masowo pochłania we wszystkie samotne wieczory spędzone przed telewizorem.

No dobrze, wiem. Camilla również czekała. Stała się uosobieniem nadziei wszystkich 

czekających kobiet.

Ale odpowiedz sobie szczerze na pytanie, czy to na pewno twoja opcja? I abstrahując 

od tego, że wiele z nas nie potrafi pojąć, jak można było tak długo czekać właśnie na Karola, 

powinno jednak być tak, że żadna kobieta nie czeka na mężczyznę.

Jak więc to możliwe, że w dzisiejszych czasach mężczyznom nadal udaje się tak długo 

utrzymać przy sobie kobiety ze strefy off? I co oni sobie wtedy myślą?

Chcę wam ujawnić moje wielkie odkrycie: dla kobiet taki związek jest zniewalającą 

mieszaniną   ogromnych   nadziei,   szczerych   zmartwień   i   gigantycznego   napięcia.   A   jakie 

uczucia targają w tym samym czasie mężczyznami? Otóż według mnie... żadne.

Kiedy żonaty mężczyzna mówi, że chce się rozwieść z żoną, to jego słowa nic nie 

znaczą.   To   wyrażenie   woli,   deklaracja   złożona   pod   wpływem   emocji,   która   nie   ma   nic 

wspólnego   (jeszcze)   z   rzeczywistością.   Panowie   szczególnie   hojne   obietnice   składają   w 

łóżku. Im lepszy seks, tym większe obietnice. Ale, proszę, nie zapominaj - kiedy on mówi: 

„Chcę, żebyś była tylko moja”, to jeszcze długa droga do tego, żeby miało to oznaczać: „Chcę 

być tylko twój”.

Oczywiście   istnieją   tacy   mężczyźni,   którzy   od   samego   początku   jasno   stawiają 

sprawę,   że   małżeństwo   jest   dla   nich   nierozerwalne.   Są   to   albo   totalni   pragmatycy,   albo 

background image

mężczyźni, którzy są pewni, że i tak nie zostaną odprawieni z kwitkiem. Ich wysokie morale 

nie powstrzymuje ich przed wchodzeniem w nowe (pozamałżeńskie) związki.

„Szkoda, że nie spotkaliśmy się wcześniej”, mówią potem. Albo: „Gdybym był wolny, 

od razu bym się z tobą ożenił i moglibyśmy mieć dzieci”.

To oczywiste, że kobiety mają odrobinę nadziei, że koło fortuny jednak kiedyś się 

odwróci. Ale, naturalnie, nic się nie zmienia. I kiedy ona po raz kolejny dostaje skrętu kiszek, 

ponieważ,   zaciskając   zęby,   musi   tolerować,   jak   on   dzwoni   z   hotelu   do   żony   („Tak, 

słoneczko... ja ciebie też!”), on zawsze może powiedzieć: „Ależ kochanie, przecież oboje 

wiedzieliśmy o tym od samego początku”.

1-2-3-rozwodzę się!

Projekt pod hasłem „Rozwód” ma prawie zawsze taki sam przebieg. Wyróżnia się trzy 

etapy, wiodące do realizacji tego projektu:

Etap 1: On chce porozmawiać z żoną. 

Etap 2: On rozmawia z żoną. 

Etap 3: On rozwodzi się z żoną.

Zbędny jest chyba komentarz, że większość żonatych mężczyzn nigdy nie wychodzi 

poza etap pierwszy. Istnieje zawsze tysiąc powodów, dla których po zapowiedzi nigdy nie 

dochodzi do czynu. I zawsze istnieją okoliczności, które uniemożliwiają przeprowadzenie tej 

najważniejszej z rozmów. Ważne wydarzenia i święta rodzinne, wypadki śmiertelne, choroby, 

dzieci,   dom,   pies   („Co   po   rozwodzie   stanie   się   z   biedną   psiną?”),   pieniądze   („Jestem 

zrujnowany, nie mam ani grosza!”).

Kiedy mija pierwsze zauroczenie, powraca także utracone uznanie dla wartości żony 

(„Upiekła   dla   mnie   ciasto   w   kształcie   serca!”)   i   -   tuż   potem   -   wyrzuty   sumienia   („Nie 

zasłużyła sobie na to!” lub: „Nie mogę jej tego zrobić!”).

W   porządku,   oczywiście,   że   sobie   na   to   nie   zasłużyła.   Ale   czy  ty  sobie   na   to 

zasłużyłaś?

Szkoda, że to wszystko nie przychodzi mężczyznom do głowy wcześniej. Wtedy, na 

background image

przykład, kiedy zapewniają, że jesteśmy wielką, naprawdę wielką miłością ich życia!

No cóż, ciągle się mówi, że tracimy szybko głowę. Ale co jest gorsze: stracić głowę 

czy stracić odwagę?

Kiedy ukochana w końcu żąda: „Zdecyduj się!”, mężczyzna  odpowiada z urazą w 

głosie: „Jesteś taka stanowcza!” albo: „Teraz jeszcze ty stawiasz mnie pod ścianą!”.

Ale niech tam!  In dubio pro reo!  Załóżmy, że mężczyzna jakoś dotarł do etapu 2. 

Faktycznie doszło do rozmowy z żoną. Ona już wie.

Dla kochanki na pewno jeszcze za wcześnie na radość.

Z   zasady   dopiero   teraz   rusza   machina   dramatu.   Wbrew   nadziejom   niektórych 

mężczyzn niewiele żon wita tę nowinę słowami: „Och skarbie, jak dobrze, że to mówisz. W 

porządku, rozwiedźmy się, właściwie też chciałam ci to zaproponować”.

Nie, teraz wszystko zamienia się w tragedię grecką. Żona płacze i krzyczy, grozi i 

błaga.

Spójrzmy prawdzie w oczy - wobec takich środków mężczyzna jest bezsilny.

„Nie wiedziałem, że jej tak bardzo na mnie zależy”, jęczy. „Teraz wiem, że mimo 

wszystko należymy do siebie!”, objaśnia, uważając się za najlepszego człowieka pod słońcem 

i wygłaszając salomonowe kwestie w rodzaju: „Ciebie też kocham. Ale ją kocham dłużej”. 

Albo w ogóle nie chce powiedzieć prosto w oczy, że jednak się nie rozwiedzie. „Już dosyć się 

nacierpiałem!”, krzyczy potem, waląc zaciśniętą pięścią w jej szafki kuchenne. „Nie mogę tak 

dłużej”, mówi, oczekując od niej współczucia. Albo od razu wali z grubej rury i całkowicie 

przeceniając wagę własnej osoby, oznajmia: „Gdybym jej to zrobił, ona by się zabiła!”.

Wobec takich argumentów z kolei my jesteśmy bezsilne. Czy chcemy brać na siebie 

aż taką odpowiedzialność? Nie.

Być może to, co teraz powiem, zabrzmi cynicznie, ale czujemy się trochę zdziwione, 

kiedy potencjalna samobójczyni, która miała wyskoczyć z rozpaczy z okna, kilka miesięcy 

później odchodzi od męża, bo znalazła nową miłość.

W większości przypadków jest to zresztą jedyna szansa.

Załóżmy,  że jednak mężczyzna  rzeczywiście  się rozwiedzie.  „Ona powiedziała, że 

zawsze   mogę   do   niej   wrócić”,   mówi   nam   o   tym   poruszony.   Jak   cudownie!   Przecież   to 

wspaniałe. I zastanawiam się, która z kobiet marzy o mieczu Damoklesa nad głową?

background image

Tak, moje drogie. Tak to właśnie wygląda.

Ale naprawdę złą wiadomość zachowałam na koniec:

Poza kręgami aktorskimi skupionymi wokół Hollywood - bo tam stale przecież film 

miesza się z rzeczywistością - większości mężczyzn nie udaje się dotrzeć do etapu 3. i za 

wielkimi obietnicami nie idą stosowne czyny.

Jest też dobra wiadomość:

Mężczyźni,   którzy  naprawdę  się   rozwodzą,   robią   to   z   reguły   bardzo   szybko,   nie 

oglądając się przy tym na straty. I takich się trzymaj!

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

„Lepszy koszmarny koniec niż koszmar bez końca”.

Tego powiedzenia nie wymyślił z pewnością żaden mężczyzna, to jest dla mnie jasne 

jak  słońce.  Mężczyźni   latami  mogą  tkwić   w  dwuznacznych  sytuacjach.   W  każdym   razie 

dotyczy to nierozwiązanych relacji damsko-męskich. Najważniejsze, że z zewnątrz wszystko 

wygląda w porządku. „Musimy porozmawiać!”, tego nie powie żaden mężczyzna. Tak mówią 

tylko   kobiety.   Chęć   zachowania   istniejącego   status   quo   jest   znakomitą   wymówką,   by 

wszystko biegło dotychczasowym trybem. Mój dom, mój samochód, moja łódka, moja żona. 

Wszystko inne nie jest w końcu aż tak ważne.

W przypływie szczerości pewien pan wyznał mi kiedyś, że mężczyźni niechętnie się 

rozwodzą. Wierzę mu na słowo. Dlaczego niby miałoby być inaczej. Instynktownie robią to, 

co jest dla nich najkorzystniejsze. Nawet w „złym” związku mężczyzna ma o niebo lepiej niż 

kobieta. Każdego dnia rano może wyjść z domu i do powrotu kierować się zupełnie innymi 

prawami niż w domu - i nie ma tu znaczenia, czy akurat pracuje, czy nie. Dlaczego miałby z 

tego zrezygnować? Dom to jego baza, z której w poszukiwaniu przygód wyrusza w świat - na 

podbój nowych lądów i serc.

Żaden mężczyzna nie rozwodzi się tak po prostu. Na przykład, dlatego że nie może już 

dłużej znieść tego, że nie rozmawia z żoną. Albo że z nią nie sypia. Mężczyźni mogą bardzo 

wiele   wytrzymać.   Z   zasady   znoszą   to   całkiem   nieźle,   zwłaszcza   że   istnieją   bardzo   miłe 

background image

sposoby złagodzenia tych niedogodności.

Kiedy mężczyzna mimo to się rozwodzi, zawsze stoi za tym kobieta. I wtedy albo jest 

dwadzieścia lat od niego młodsza i pozwala mu uwierzyć na nowo w cielesną atrakcyjność, 

albo   to   rzeczywiście   kobieta   jego   życia.   Taka,   dla   której   jest   gotów   wszystko   porzucić. 

Wszystko zmienić. Bez odkładania w nieskończoność.

Tak, takie historie też się zdarzają! Kiedy mężczyźni naprawdę chcą, mogą przenosić 

góry.  Ale na ogół nie chcą. Nawet jeśli na początku mówią co innego. Bo oni najpierw 

nakręcają   temat,   a   potem   myślą.   Ponieważ   ulegają   urokowi   chwili   i   pięknej   kobiety. 

Ponieważ  -  przyznajmy   się do  tego  -  są  troszkę  uwodzeni.  A  jako niewolnicy  własnych 

hormonów ulegają ich podszeptom: „Jeśli masz na nią ochotę, musisz skorzystać z okazji, a 

co będzie dalej, zobaczy się potem”.

A kiedy kobieta twardo żąda podjęcia decyzji, mężczyzna wpada w panikę. Mężczyźni 

nie chcą podejmować decyzji. Mężczyźni nienawidzą podejmować decyzji. Bo nie jest tak, że 

chcą albo tego, albo tamtego. Oni chcą i tego, i tamtego. A potem w trudnych chwilach 

wyznają: „Chętnie bym coś zmienił, ale nie umiem”. W tym samym momencie myślą: „Nie 

chcę niczego zmieniać, ale tego nie mogę ci powiedzieć, bo wtedy stracisz o mnie dobre 

zdanie, a tego bym nie zniósł”.

Czy to tak trudno zrozumieć?

Co możesz zrobić?

Może to zabrzmi kołtuńsko, ale po pierwsze, w ogóle lepiej nie wchodzić w związek z 

żonatym   mężczyzną.   Chyba   że   wyjątkowo   lubisz   melodramaty   albo   masz   dwóch   innych 

facetów pod ręką.

Wiem, wiem, to mało realne. Najfajniejsi mężczyźni są już żonaci. Zatem kiedy już 

tkwisz po uszy w tym nieszczęściu, uwzględnij, proszę, przynajmniej kilka rad:

Nie   czekaj   za   długo   (sześć   miesięcy   to   górna   granica   twojej   cierpliwości).   I   nie 

wmawiaj sobie tego co przyjemne. Zastanów się: do tanga trzeba dwojga. Zawsze gra się we 

dwoje.   Jest   ten,   kto   zagrywa,   i   ten,   kto   odbiera   piłkę.   Najczęściej   ulegasz   fałszywemu 

przekonaniu, że czas pracuje na twoją korzyść. Pamiętaj - czas zawsze jest twoim wrogiem, 

background image

nie sprzymierzeńcem. Pomyśl tylko: kiedy on w pierwszych cudownych miesiącach waszej 

miłości nie był zdolny do wprowadzenia zmian w życiu i nie opowiedział się jednoznacznie 

po twojej stronie, dlaczego miałby to uczynić po latach? To nie My Fair Lady.

I’ve   grown   accustomed   to   her   face?  Zapomnij   o   tym   jak   najszybciej!   Gdyby 

mężczyzna twoich marzeń chciał, mógłby przecież zostać ze swoją żoną!

Zapomnij o trikach! Nie musisz nikogo zmuszać do szczęścia! Być może uda ci się 

wtedy na krótko osiągnąć to, czego chciałaś, ale na dłuższą metę i tak zawsze będziesz tą 

gorszą.

Zapomnij o roli samarytanki i przestań dążyć do uratowania jego, albo jego duszy, 

albo jego zatwardziałego serca, czy czego tam chcesz!

Kiedy mężczyzna nie może, to znaczy, że nie chce. A kiedy chce, wtedy również i 

może. Uwierz mi na słowo, naprawdę znam życie!

Ponieważ   jednak   wiem,   że   kobiety   są   w   miłości   nieobliczalne,   przygotowałam 

słowniczek pełniący funkcję apteczki pierwszej pomocy:

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

►► Już od lat nie sypiamy ze sobą.

Jesteśmy zupełnie normalnym małżeństwem.

►►   W   naszym   małżeństwie   każdy   chodzi 

własnymi drogami.

Mogę robić, co mi się podoba.

►► Chcemy wziąć rozwód.

Co robisz dziś wieczorem?

►► Właściwie chcielibyśmy się rozwieść.

Właśnie remontujemy dom.

►►  Jesteśmy   jeszcze   małżeństwem,   ale 

myślimy o rozstaniu.

Od kilku lat zawsze mam jakąś kochankę.

►► Porozmawiam z nią.

Porozmawiam z nią w następnym stuleciu.

►► Przed Bożym Narodzeniem nie mogę, w 

święta przychodzi cała rodzina.

Skutecznie odsunąć problem.

►► Będę czekał aż do ślubu.

Znów zyskałem na czasie!

►► Wprawdzie tak mówiłem, ale teraz jej 

matka jest chora.

Mam szczęście!

►►   Chciałem   jej   powiedzieć   wczoraj,   ale 

miała okropną migrenę.

Ledwo się wymknąłem!

►► Kobiety są takie silne.

Kobiety zawsze chcą, żeby wybierać.

►► Kocham was obie.

Obie was unieszczęśliwię.

background image

►► Nie mogę tego zrobić.

Nie chcę tego zrobić.

►► Nie mogę jej tego zrobić.

Dla mnie byłaby to droga przez mękę.

►► Bądźmy rozsądni.

To wszystko by za dużo kosztowało.

►► Nie wiedziałem, że jest do mnie aż tak 

przywiązana.

Teraz sam już nie wiem... Naprawdę chciałem 

się rozwieść? A właściwie dlaczego?

►► Nie chcę jej zranić.

Niestety, musisz w to wierzyć.

►► Musisz to zrozumieć.

Przestać stawiać mi zarzuty.

►► Już i tak wiele się nacierpiałem.

Pomocy! Jak się ciebie pozbyć?

►► Sam nie wiem, co powinienem zrobić.

Po   prostu   poczekam,   kto   pierwszy   rzuci 

rękawicę,   wtedy   przynajmniej   to   nie   będzie 

moja wina.

►► Musimy być teraz bardzo dzielni.

Musisz być teraz bardzo dzielna.

background image

„Ejże... naprawdę tak było?” 

Mężczyźni w krainie zapomnienia

Sytuacja klasyczna

ON   wraca   do   domu   z   podróży   służbowej.   ONA   przygotowała   dla   niego 

niespodziankę, ale na szczęście on na razie o niczym nie wie. Podczas jego nieobecności 

miała więcej czasu, więc pozbyła się tego okropnego okrągłego stołu w jadalni, który od 

dawna był solą w jej oku. Kiedyś nawet reperowano na nim toster („Jak to wyrzucić?!” - 

zdziwił   się   Pan   Złota   Rączka.   -   „Jeszcze   się   nadaje”).   Od   tego   czasu   stół   miał   ślad   po 

przypaleniu (toster oczywiście i tak wylądował w koszu). No a teraz stoi przed nim nowy stół 

długości   dwa   metry   dwadzieścia   centymetrów   -  naprawdę   piękny,   ręczna   robota,   tekowe 

drewno, import z Indonezji pięknie nakryty,  zapalone świece... A ona stoi i uśmiecha się 

tajemniczo...

I zadaje to pytanie, jedno z najgorszych pytań, jakie może usłyszeć mężczyzna:

- No i? Niczego nie zauważyłeś?

No właśnie, sęk w tym, że on nic nie widzi. Przecież wszystko jest po staremu, czyżby 

coś się zmieniło? Wtedy jakaś myśl wyłania się z mroków umysłu. Bo to nie jest tak, że przez 

te ostatnie lata niczego się nie nauczył. Zna tę sytuację z reklam i filmów - tak postawione 

pytanie  musi  mieć coś wspólnego z włosami. Więc przygląda się jej badawczo. Hmm, to 

dziwne, ale wydaje mu się, że ma dłuższe włosy. Czy to możliwe, żeby w ciągu trzech dni aż 

tak urosły? Ale stop - teraz je rozpuściła, dlatego wydają się dłuższe. Żeby zyskać na czasie, 

on też się uśmiecha.

Boże, co to może być? Nowa sukienka? Nowe buty? Wielka szkoda, ale buty trzeba 

wykluczyć - jest na bosaka. Gorączkowo zastanawia się, co powinien odpowiedzieć, i czuje 

się,  jakby grał  w rosyjską  ruletkę.  Tylko  żeby nie powiedzieć  czegoś  niewłaściwego,  bo 

wieczór będzie zmarnowany.

- Nooo? - Ona cały czas się uśmiecha, ale ten uśmiech staje się jakby trochę... napięty.

- Masz... nową... sukienkę? - jąka się i wygląda jak Hugh Grant, który udaje, że myśli.

Oburzona potrząsa głową i opiera się prowokacyjnie na blacie stołu.

background image

- Człowieku, spójrz tutaj!

W porządku,  zanim  kompletnie  wyprowadzi  ją z  równowagi, dostał  jeszcze  jedną 

szansę.   Czuje,   że   zaczyna   się   pocić.   Teraz   oznacza   to   tyle,   że   musi   być   bardzo,   bardzo 

uważny. I wtedy przychodzi mu do głowy naprawdę genialna myśl.

- Schudłaś!

Ona, osłupiała przygładza sukienkę. 

- Tak uważasz? No dobrze, siadaj. Mamy nowy stół. 

Nowy stół? Aha. Nie zauważył go. O rety, katastrofa była blisko! Udało się ledwo, 

ledwo.

Powiedzmy sobie od razu - geniusz tego pana nie jest dany wszystkim mężczyznom. 

Facet z historyjki ze stołem musiał chyba czytać jakiś poradnik o kobietach. Wszyscy inni 

powinni się już zorientować,  że pułapkę: niczego-nie-zauważyłeś,  można  z reguły obejść 

trzema odpowiedziami: nowa fryzura; nowa sukienka; nowe buty.

Nam, kobietom, trochę dziwaczne wydaje się to wtedy, kiedy kontekst się nie zgadza. 

Miła próba, ale... u fryzjera byłaś sześć miesięcy temu, sukienkę kupiłaś poprzedniego lata, a 

buty to właściwie zwykłe tenisówki, w których kosisz trawnik.

Trzeba wiedzieć, że, gdy zadamy pytanie „Niczego nie zauważyłeś?”, obserwujemy u 

mężczyzn   reakcję   znaną   z   eksperymentów   Pawłowa   na   zwierzętach   (Dziękuję,   panie 

Pawłow!). Zgadzam się, liczba trafień u zwierząt była wyższa. W obu przypadkach mamy do 

czynienia   z   automatycznym   odruchem   bezwarunkowym,   który   nie   jest   związany   z 

rzeczywistym postrzeganiem.

Prawda brzmi następująco: mężczyźni niczego nie widzą.

Istnieją mężczyźni, którzy - oglądając wiadomości sportowe - nie zauważają, że ich 

własna żona w efektownej bieliźnie wymyka się z domu. Mężczyźni niczego nie zauważają - 

w każdym razie niczego, co ich nie fascynuje. Podam tu przykład marek samochodów albo 

wyników meczów pierwszej ligi. Czasami wykazują się niezwykłą wiedzą, na przykład, znają 

nazwisko fińskiego ministra spraw zagranicznych, ale spytajcie ich o rozmiar buta partnerki!

Mężczyźni mogą godzinami tkwić za gazetami i kanciastymi urządzeniami, i zupełnie 

zapominają o rocznicach ślubu, urodzinach i o tym jak wyglądamy - a potem się dziwią, że 

my, kobiety, w końcu mamy dość.

background image

Chyba  już pisałam,  że mężczyźni  to wzrokowcy.  Ale czy dodałam, że dotyczy  to 

najwyżej pierwszych czterech miesięcy znajomości? Otóż w normalnych warunkach męski 

wzrok nie jest tak wyostrzony, jak na początku związku. I ku wielkiemu nieszczęściu stan 

wzroku jest odwrotnie proporcjonalny do częstości występowania napadów amnezji na co 

dzień (im mniej widzi, tym częściej nie pamięta).

Kierując   się   mottem:   „Patrzeć,   nie   widząc,   być,   nie   uczestnicząc”,   w   pewnym 

momencie mężczyzna wślizguje się w krainę zapomnienia. Tam żyje mu się całkiem nieźle. 

Jeśli nie zakłóca tego życia histeryczna, ciągle czepiająca się baba, to otacza go przytulny 

mrok. Pamiętać o czymś? To takie uciążliwe! Z pewnością lepiej zrobią to inni. A mianowicie 

te osoby z długimi włosami.

W domu pyta: „Gdzie są moje skarpetki?”. A w biurze: „Gdzie są moje akta?”. I 

szczerze mówiąc - czy widzicie tu jakąś różnicę? Dookoła same czarne dziury - a my ciągle je 

zatykamy!

Nie daj się wciągnąć w pułapkę! Kiedy mężczyzna pyta: „Gdzie są moje skarpetki?”, 

jest to pytanie retoryczne, które oznacza: „Moja mama zawsze mi podawała wszystkie rzeczy. 

Nie chce mi się samemu szukać”. A kiedy mężczyzna pyta: „Gdzie jest moja żona?”, oznacza 

to tyle co: „Pomocy, lodówka jest pusta!”.

1-2-3-retrospekcja

Przytoczona poniżej smutna historia powinna ci uzmysłowić, że mężczyzna już we 

wczesnym dzieciństwie uczy się nie zauważać tego, co go nie interesuje.

Jako   mała   dziewczynka   zakochałam   się   w   dziesięcioletnim   koledze   z   równoległej 

klasy. Ostatniego dnia przed wakacjami potajemnie wsunęłam mu do tornistra trzy karteczki, 

ponumerowane 1, 2 i 3. Na pierwszej karteczce napisałam: „Kochany Jorgu, dziewczyna z 

mojej klasy zakochała się w tobie. Szczerze mówiąc, to ja jestem tą dziewczyną. Chcesz ze 

mną chodzić? Twoi koledzy nie muszą o niczym wiedzieć”.

Na   drugiej   karteczce   napisałam:   „Jeśli   tego   chcesz,   po   feriach,   na   drugiej   dużej 

przerwie włóż list pod stojak z mapami za zlewem”.

background image

Na trzeciej karteczce narysowałam duże czerwone serce, a nad nim - moją wówczas 

początkującą angielszczyzną - napisałam „I luv you”.

Przez całe ferie zastanawiałam się, co się stanie.

Pierwszego dnia szkoły Jorg minął mnie na korytarzu. Pozdrowiłam go, a on rzucił 

krótkie   spojrzenie   w   moją   stronę   i   odpowiedział   niedbale   „czee”.   Uśmiechnęłam   się   jak 

wspólnik-przestępca.   W   lot   pojęłam,   że   zachowuje   się   tak   po   to,   żeby   nikt   niczego   nie 

podejrzewał (obok szedł jego kolega). Ale ja od razu zauważyłam jego podekscytowanie. 

Słyszałam je w jego „czee”. Wprawdzie powitanie nie było zbyt wylewne, ale to było właśnie 

to. Wiedziałam, że on też myśli o mnie poważnie.

Kiedy lekcje się skończyły, wślizgnęłam się do jego klasy, żeby odszukać karteczkę z 

odpowiedzią.   Niestety,   pod   stojakiem   koło   zlewu   nie   znalazłam   żadnej   karteczki. 

Pomyślałam, że może nie miał okazji jej ukryć. Ale następnego dnia też nie było żadnego 

listu. Tak się denerwowałam, że rozbolało mnie serce. Myślałam, że może jest chory i w 

ogóle nie przyszedł do szkoły. Wałęsałam się w czasie przerw bez skutku pod jego klasą. Ale 

jednak nie był chory, bo po lekcjach spotkałam go na przystanku. Stał z kilkoma kolegami, 

wszyscy  się  śmiali.   Zachowywał  się  tak,  jakby  w  ogóle  mnie   nie  widział.  Ale  kiedy go 

mijałam,   krzyknął:   „Oto   333!”.   I   wtedy   zrozumiałam.   Trzy!  Karteczka   numer   3!  Nie 

powiedział: „Oto autobus”, tylko „Oto trzy, trzy, trzy”. A na trzeciej karteczce było napisane 

„I luv you”. To była jego odpowiedź dla mnie!

Uśmiechnęłam się do niego, on przebiegł obok mnie i wskoczył do autobusu. Byłam 

szczęśliwa.   Ale  -   zapewne   już  przeczuwacie   -   moje   szczęście   nie   miało   trwać   wiecznie. 

Wieczorem mama Jorga wpadła do nas na kawę. Właśnie odrabiałam lekcje w kuchni, więc 

słyszałam jej rozmowę z moją mamą. I dowiedziałam się całej przerażającej prawdy:

Jorg   nigdy   nie   przeczytał   moich   karteczek.   Jego   mama   w   czasie   ferii   wytrzepała 

zaśmiecony tornister i między skórkami od bananów i zasmarkanymi chusteczkami do nosa 

natknęła się na moje karteczki I-luv-you. Poszła go przeprosić, że przez nieuwagę otworzyła 

jego list. A Jorg spojrzał na nią jak na mebel i spytał: „Co? Jakie karteczki?”.

Zapewne zbędne jest wyjaśnienie, że ten roztrzepaniec był  tym  samym  chłopcem, 

który znał na pamięć wszystkie terminy koncertów swojej ulubionej kapeli.

background image

Uwaga:

To, czy mężczyzna coś zauważa, czy nie, ma związek z jego zainteresowaniami. Gdy 

coś go nie interesuje - nie widzi tego. I ta prawda bywa dla nas, kobiet, czasami bardzo 

gorzka.

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Dlaczego tak to wygląda?  Ponieważ mężczyzna  musi  jakoś  gospodarować swoimi 

siłami. I życie między zapomnieniem a wyparciem jest oczywiście dobrym rozwiązaniem, 

pozwalającym pozbyć się uciążliwych albo nieprzyjemnych faktów.

A to, co dotyczy stopniowego zaniku dostrzegania naszej osoby - co dla nas, kobiet, 

jest rzeczywiście wstrząsające, tak! Wstrząsające... no więc - nie chcę teraz znowu wracać do 

instynktu myśliwego i potrzeb kolekcjonera, ale coś w tym jest, prawda?

Myślę   sobie,   że   kiedy   myśliwy   wyrusza   na   polowanie,   ma   wyostrzone   wszystkie 

zmysły, ale kiedy już dopadnie zdobycz, staje się ociężały i ucina sobie drzemkę. I mogą to 

zmienić jedynie dwie rzeczy: śmiertelne zagrożenie albo nowy obiekt pożądania.

Sorry, ale tak właśnie jest.

Kiedy więc następnym razem włożysz swoje świetne kabaretki i na ulicy każdy, ale 

naprawdę każdy facet będzie patrzył na twoje nogi, nie złość się, że kiedy w tych samych 

rajstopach wkroczysz do domu, twój mąż rzuci jedynie zza gazety: „Fajnie, że już wróciłaś. 

Jest coś do jedzenia?”. Pomyśl o jego tygrysiej naturze - i podrap go za uszami.

Co możesz zrobić?

Wiem, że to nie jest miła rada, ale przede wszystkim musisz skończyć z zastawianiem 

pułapek. I zmienić taktykę rozmowy.

Nie pytaj: „Niczego nie zauważyłeś?”. Zadaj prostsze pytanie: „Podoba ci się moja 

nowa fryzura/moja nowa sukienka/moje nowe buty/moja nowa bielizna?”. W porządku, nie 

mam nic przeciwko temu - mogą być „moje nowe kabaretki”.

Nie krzycz: „Znowu zapomniałeś o rocznicy naszego ślubu!”. Odpowiednio wcześniej 

weź   czerwony   flamaster   i   wpisz   tę   rocznicę   do   jego   kalendarza.   Zacznij   od   daty 

background image

wyprzedzającej rocznicę mniej więcej o sześć tygodni i wpisz: „Za sześć tygodni rocznica 

ślubu!”. Domaluj obok małe serduszko, żeby nie poczuł się jak pies prowadzony na smyczy. 

Powtórz ten wpis kilkakrotnie i okraś dodatkowymi uwagami, na przykład: „Dzisiaj kupić 

prezent!”,   „Dzisiaj   zarezerwować   stolik   na   dwie   osoby   w   knajpce   XXX”   (tu   wpisujesz 

restaurację, którą lubisz), „Dziś kupić wielki bukiet róż i schować go w piwnicy”.

Zapomnij   o   jakichkolwiek   życzeniach   wyrażanych   nie   wprost.   Oszczędź   sobie 

wypowiedzi, które w podtekście sugerują, że czujesz się urażona, na przykład: „Mógłbyś 

chociaż raz sam na to wpaść!”. Mężczyznom takie rzeczy  nie przychodzą same  do głowy. 

Pomyśl, jeśli nawet w reklamie o weselu ona dostaje tylko pudełko czekoladek „Mon Cheri” i 

całkiem zniewolona tym gestem ledwie może wyjąkać „dziękuję”, to myślisz, że jak bywa w 

prawdziwym życiu?

Jeśli chcesz dostać złotą bransoletkę, to weź swojego wybranka do sklepu i pokaż 

palcem, mówiąc: „Ta tutaj!”.

A   kiedy   znowu   nie   będzie   mógł   znaleźć   skarpetek,   nie   wyskakuj   z   okrzykiem 

bojowym:   „Nie-masz-oczu-czy-za-wsze-muszę-wszystkiego-szukać?”.   Siedź   sobie   na 

kanapie i odpowiedz bezradnym, łagodnym tonem: „Och, kochanie... też nie mam pojęcia, 

gdzie się mogły podziać...”.

I proszę! Bez ostrzeżenia nie zostawiaj mu w walizkach, kieszeniach kurtek albo na 

zagraconym   biurku   żadnych   miłosnych   karteczek   czy   prezentów.   Twój   Słodziutki   nie 

znajdzie ich do końca życia... no, może w czasie przeprowadzki!

background image

„Zrobisz to na pewno o wiele lepiej, kochanie!”

Mężczyźni na froncie domowym

Sytuacja klasyczna

Świetlówka w łazience miga i gaśnie.

- Kochanie trzeba wymienić jarzeniówkę w łazience - mówi ona. Wypowiadając te 

słowa, daje mu do zrozumienia, że ON powinien zmienić jarzeniówkę w łazience.

- Mhm - odpowiada on, mając na myśli... no, najpierw nic nie mając na myśli.

Na szczęście jest jeszcze lampa sufitowa. Kilka dni później ona mówi:

- Kochanie, czy pamiętasz, że musisz kupić nową jarzeniówkę? - Wypowiadając te 

słowa, chce mu powiedzieć, że w końcu powinien wymienić tę cholerną jarzeniówkę.

On odpowiada:

- Tak, tak, zajmę się tym. - I ma na myśli, że kiedyś, w przyszłości, się tym zajmie, ale 

może się oczywiście zdarzyć, że o tym zapomni.

Dwa   tygodnie   później   -   kiedy   ona   przywykła   do   słabszego,   delikatniejszego 

oświetlenia   w   łazience   -   lampa   sufitowa   też   zaczyna   migać   i   w   końcu   wydaje   ostatnie 

tchnienie.

On   obiecuje,   że   wymieni   żarówki   -   dopiero   teraz   opłaca   się   jechać   do   marketu 

budowlanego - a ona zapala w łazience świece.

Mija kolejny tydzień i nic się nie zmienia. Okej, kąpiel w blasku świec bywa bardzo 

romantyczna,   ale   do   mycia   zębów   i   makijażu   wybrałabyś   zapewne   opcję   zapewniającą 

jaśniejsze źródło światła.

- Co będzie z tymi lampami w łazience? - pyta ona. - Możesz to wreszcie załatwić czy 

ja mam mieć jeszcze żarówki na głowie?

- Tak, tak - rzuca zza gazety - ja też mam jeszcze inne sprawy na głowie.

Trzy dni później ona nie może pohamować złości.

- Bardzo proszę, odłóż wreszcie tę gazetę i zreperuj światło w łazience! - warczy na 

niego.

- Co ma oznaczać ten krzyk? - odpowiada on wrogim tonem. - Przecież powiedziałem, 

że się tym zajmę! A kiedy to zrobię, to już moja sprawa!

Kiedyś - to raczej pewne - zmieni w końcu i neonówkę, i żarówkę. Może za tydzień, a 

może za rok. I do tego czasu musisz myć zęby przy świecach. Prowizorki są najtrwalsze!

background image

Czy   już   mówiłam,   że   mężczyźni   są   mistrzami   w   odkładaniu   spraw   na   potem? 

Najlepiej widać to w domu. Kiedy poczeka się dostatecznie długo, wiele spraw załatwi się 

samo, prawda?

Okej, nie wiemy,  czy w opisanym  przypadku świece w łazience palą się do dziś. 

Podejrzewam jednak, że raczej nie. Ponieważ ona wzięła sprawę w swoje ręce. Cóż, można 

by rzec, że sama sobie jest winna. Kto nie umie czekać, musi zakasać rękawy i wziąć się do 

roboty

Mężczyźni wykazują się nadzwyczajnymi zdolnościami w dziedzinie zapominania o 

niewygodnych rzeczach, a przy pracach zleconych przez nas, zachowują się tak idiotycznie, 

że czasami przekracza to wszelkie wyobrażenia. I na tym polu również przegrywamy.

Znów sięgnę do przykładu. Załóżmy, że mówisz: „Posprzątaj, proszę, stół po kolacji”.

Teraz są dwie możliwości: On albo mówi „tak, tak” i trzy sekundy później zapomina 

(?), co mówiłaś (prawdopodobnie w ogóle nie słuchał), albo wstaje i zaczyna sprzątać ze 

stołu. Całkiem świadomie użyłam zwrotu  zaczyna sprzątać,  ponieważ z reguły rozpoczęte 

prace nigdy nie zostają zakończone.

Mężczyźni przeniesione ze stołu talerze z zasady stawiają na zmywarce. Tym samym 

uważają   zadanie   za   wykonane.   A   głupie   kobiety   sprzątają   potem   brudne   talerze   same, 

zrzędząc przy tym okropnie. I to jest właśnie błąd!

Mężczyźni  w domu są jak małe  dzieci. Trzeba im  dokładnie  wyliczyć,  co jest do 

zrobienia. Oczywiście zlecone zadanie najpierw zawsze wykonują tylko w połowie. W ogóle 

nie zwracają uwagi na nasze utyskiwania - mogę was zapewnić. To mają wpisane w koszta, 

bo siedzą sobie w tym czasie wygodnie na kanapie. I nawet najbardziej chętny mężczyzna, 

który sprząta kuchnię po kolacji i wstawia talerze do zmywarki, nie sprzątnie okruchów z 

blatu. Patelnie i garnki zwykle zostawia „do namoczenia”. I moczyłyby się tak kolejne sto lat, 

gdybyśmy ich następnego dnia nie pozmywały.

Na pytanie: „Pomożesz mi dziś?”, w najlepszym wypadku mężczyzna zareaguje na 

jeden z trzech klasycznych sposobów:

Zignorować - zapomnieć - źle zrozumieć.

background image

Rozważmy pytanie: „Pomożesz mi wnieść zakupy do domu?”, które właściwie nie jest 

pytaniem, lecz informacją o pewnej potrzebie. Z przekazów ustnych znane są takie przypadki, 

kiedy   mężczyzna   (akurat   przeczytał   coś   ciekawego   w   gazecie,   o   czym   chciałby   jej 

opowiedzieć) chodzi wte i wewte obok wynoszącej siaty z samochodu kobiety i z genialną 

regularnością, z pustymi rękami, pokonuje odcinek auto-dom, dom-auto, nie zauważywszy, 

że coś jest nie tak. Można tylko mieć nadzieję, że zanadto się przy tym nie nadwerężył.

Mężczyźni w domu często przeszkadzają. Niekiedy zaczynamy podejrzewać, że robią 

to   specjalnie.   Żebyśmy   w   końcu   straciły   cierpliwość   i   powiedziały:   „Zostaw,   ja   już   to 

zrobię!”.

Prawdopodobnie   w   ten   sposób   mszczą   się   za   to,   że   w   samochodzie   nie   chcemy 

korzystać z mapy.

Najlepiej nigdy nie przekazuj w męskie ręce trudniejszych prac domowych, takich jak 

prasowanie, pakowanie walizek albo obsługa pralki - mężczyźni są wystarczająco sprytni, by 

na ogół udawać takich głupków, że i tak zrezygnujemy z powierzania im tych czynności. 

Kiedy potem z wdzięcznością stwierdzają: „Zrobisz to o wiele lepiej, kochanie”, oznacza to 

dokładnie tyle, co: „Całe szczęście, że znowu znalazłem frajera”.

Ale   dlaczego   mężczyznom   o   wiele   większą   trudność   miałaby   sprawiać   obsługa 

przycisków pralki niż obsługa przycisków wieży stereo? To przeczy wszelkiej logice.

Najgorzej jest oczywiście wtedy, gdy gdzieś wyjeżdżamy. Mężczyźni - kierując się 

hasłem: „Nie ma głupich pytań” - nie wahają się zadzwonić na naszą komórkę, nawet wtedy, 

kiedy jesteśmy za granicą i prowadzimy ważne rozmowy, tylko po to, by zadawać pytania w 

rodzaju: „Gdzie schowałaś cukier?”, albo: „Dlaczego dzieci nie mają czystych majtek?” albo: 

„Marysia właśnie nasiusiała do łóżeczka, co mam z tym zrobić?”.

Kiedy syczymy do słuchawki: „Tam gdzie zawsze, obok kawy!” i: „Oczywiście, że 

dzieci  mają  czyste  majtki,  leżą  w  górnej  szufladzie,  idioto!”  i:  „Musisz  od razu zmienić 

pościel!”,   to   już   właściwie   nikomu   nie   musimy   wyjaśniać,   kto   do   nas   dzwonił.   „Mąż”, 

oznajmiamy   i   przepraszająco   się   uśmiechamy.   Ale   mogę   się   założyć,   że   wszyscy   i   tak 

wiedzieli, kto dzwoni.

W takim wypadku można by pomyśleć, że mężczyźni powinni być nam wdzięczni za 

background image

to, że na co dzień to my zajmujemy się całym tym kramem. I cieszyć się z naszego powrotu. 

Jednakże   wdzięczność   jest   bardzo   ograniczona,   a   w   pojedynczych   przypadkach   wręcz   w 

ogóle nie występuje.

Kiedy mężczyzna musi pełnić straż, stojąc na posterunku przez kilka dni, czuje się 

powołany do krytykowania naszego systemu pracy. „Ale masz cholerny bałagan w tej swojej 

szafie!”, komentuje. „Jak w takich warunkach w ogóle można tutaj coś znaleźć?”.

Tak jakby kiedykolwiek szukał!

1-2-3-jajka gotuje dziki niedźwiedź

Ten, kto twierdzi, że mężczyźni nie umieją gotować, jest niesprawiedliwy.

Większość   mężczyzn   z   reguły   umie   przygotować   trzy   potrawy:   jajko   sadzone; 

jajecznicę; jajko gotowane.

Przy czym ostatni przypadek dotyczy prawie zawsze jajka na twardo. Ale co to za 

różnica? Jajka są zdrowe. Wzmacniają męską siłę. I za ich pomocą można utrzymać się jakiś 

czas przy życiu.

Ostatnio   mężczyźni   odkryli   także   kuchenkę   mikrofalową.   Jest   kanciasta,   wygląda 

prawie   jak   telewizor   i   jest   łatwa   w   obsłudze.   Za   sprawą   tego   urządzenia   kuchnia   dla 

mężczyzny  istotnie  zyskała  na atrakcyjności.  Dodatkową  zaletą  jest to,  że do podgrzania 

jedzenia   nie   trzeba   brudzić   garnków.   I   że   można   kupić   gotowe   dania   do   mikrofalówek. 

Zatem, kiedy żona jest poza domem i nie przygotowała dla nas wcześniej obiadu, można zjeść 

coś innego niż pizza czy kanapki.

Okej   -   już   się   zorientowałam,   że   w   tym   miejscu   powinnam   wspomnieć   o 

trzygwiazdkowym   kucharzu-amatorze,   gdyż,  jeśli  mężczyźni   coś   gotują,   robią   to   w 

specyficzny sposób. Wtedy w ogóle nie mamy w kuchni nic do powiedzenia. „Wynocha stąd, 

wyjść,   nie   wolno   mi   przeszkadzać!”,   mówi   Pan   Ważniak,   traktując   nas   jak   służbę   do 

wykonywania najgorszych prac. No i oczywiście na koniec żąda od nas, żebyśmy posprzątały 

pole bitwy. Prawdziwy mistrz patelni gotuje z zapałem i nie troszczy się o tak przyziemne 

sprawy. Poza tym on nie gotuje tak po prostu. A już na pewno nie robi zwykłego obiadu. 

Kucharz płci męskiej został powołany do wyższych celów. I ściśle trzyma się przepisu. Tak 

background image

więc używa wyłącznie świeżej kolendry i białych trufli, a wino, które dodaje do potrawy, 

zawsze musi być takie samo, jak do posiłku. Szef kuchni nie gotuje byle kiedy. Ku temu 

potrzebne są szczególne okazje. A sukces jest zawsze porażający. Mężczyźni są prawdziwymi 

mistrzami w robieniu jak największego wrażenie przy jak najmniejszym wysiłku.

Raz w roku, z okazji świąt Bożego Narodzenia wkłada do piekarnika gęś z kasztanami 

albo na Sylwestra zawija szpinak z serem w involtini - a potem, zadowolony z siebie, znów 

kładzie się na kanapie i każe się czcić przez następny rok. Gotowanie w takim wydaniu to 

rzeczywiście czysta przyjemność!

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

Jak to możliwe, że w czasach, kiedy coraz więcej kobiet pracuje zawodowo, w domu 

do dziś panuje klasyczny podział ról? Czy panowie rzeczywiście nie widzą, że kobieta ma na 

głowie wszystko? Pracę, dom i dzieci?

Być   może   widzą,   ale   przecież   kobiety   są   bardziej   wytrzymałe.   Tak   przynajmniej 

twierdzą mężczyźni. Weźmy choćby taką Afrykę... Tam kobiety dźwigają ciężary na głowie i 

jeszcze się przy tym śmieją. A kiedy rodzą dzieci, mężczyźni trzy dni leżą w chacie i jęczą.

Zresztą mężczyźni ciężko pracują dzień w dzień - wszystkie te męczące konferencje, 

ważne spotkania, podróże służbowe. A ponieważ praca mężczyzny to walka o przetrwanie, 

jego obowiązki są oczywiście zawsze o wiele bardziej męczące.

Dlatego w klasycznym układzie mężczyźni w domu nie robią nic.

Poza   nielicznymi,   chwalebnymi   wyjątkami,   nie   ruszą   nawet   palcem   i   obce   są   im 

wszelkie wyrzuty sumienia. Kobiety i tak są zawsze szybsze i lepiej sobie radzą na tym polu. 

Po cóż mężczyzna miałby się wysilać? Łatwiej zwinąć się w kulkę i nastroszyć kolce. Lepiej 

być jeżem niż zającem. A kiedy kobieta znowu zrzędzi - a prawie zawsze coś tam mruczy pod 

nosem - można przecież powiedzieć: „Tak, zaraz”... i w spokoju przeczekać burzę.

Następnego dnia on idzie przecież ciężko pracować - i wreszcie ma spokój. A jeśli 

dopisze mu szczęście, to po powrocie do domu wszystko będzie już załatwione.

Czasami   trudno   oprzeć   się   wrażeniu,   że   mężczyźni   nie   zmienili   się   od   czasów 

pierwotnych,   kiedy   to   Neandertalka   siedziała   w   jaskini   i   dbała   o   ognisko   domowe,   a 

Neandertalczyk udawał się we wrogie rejony na polowanie, żeby przynieść do domu zdobycz.

Ale przecież coś się zmieniło. Dawniej mężczyźni zdobywali pożywienie, ryzykując 

background image

życie. Dzisiaj musi to robić kobieta. W supermarkecie. W mięsnym. Polując na przeceny.

Okej - istnieją mężczyźni, którzy zrobią zakupy, jeśli przygotuje się im dokładną listę. 

I niektórzy panowie w niedzielę podają kobiecie śniadanie do łóżka. Ale to tylko miły gest, a 

nie dowód, że mężczyzna jest gotów wziąć na swoje barki sprawy domowe.

W   głębi   serca   mężczyzna   nie   czuje   się   przypisany   do   domu.   Jego   domem   jest 

restauracja,   hotel,   miejsce   parkingowe   dla   samochodu,   oaza   do   tankowania,   dziupla   do 

spania. W domu jest wszędzie tam, gdzie może rzucić swoje rzeczy i poczuć się jak gość.

Co możesz zrobić?

Właściwie możesz zrobić tylko jedno: też czekać. I czytać w tym czasie gazetę. Albo 

jeszcze lepiej książkę, bo to na ogół zabiera więcej czasu. Na dłuższą metę daje to lepsze 

rezultaty   niż   ciągłe   sprzątanie   po   nim   i   strata   cennego   czasu   na   wygłaszanie   tyrad   o 

porzuconych pod łóżkiem skarpetkach. Jeśli masz wystarczająco silne nerwy, żeby czekać, aż 

w   lepkiej   kuchni   w   zawalonym   zlewie   wyląduje   ostatni   talerzyk   i  ostatni   kubeczek,   a   z 

lodówki zniknie ostatnia parówka, może się zdarzyć, że mężczyzna sam z siebie weźmie się 

za sprzątanie. Albo wyjdzie spać do hotelu.

Ponadto   wszystkie   cięższe   prace   zlecaj   innym:   sprzątanie,   gotowanie,   prasowanie, 

każdą naprawę. To może być naprawdę bardzo kosztowne. Ale może twój ciężko pracujący 

mąż zarabia wystarczająco dużo.

background image

Na dobry koniec

Rodzaj posłowia

Wiem, że znajdą się tacy czytelnicy (mężczyźni), którzy po lekturze tej książki będą 

lekko oburzeni.

Ci czytelnicy orzekną: „Świetnie! Jeszcze jedna typowa kobieta! Ciągle tylko czepia 

się biednych facetów. A przecież mężczyźni miewają też zalety!”.

I oczywiście tak jest. Ale bądźmy szczerzy - kto chciałby czytać coś takiego? Zaletą 

uproszczeń jest to, że pokazują wiele ludzkich (w tym przypadku męskich) słabości. Myślę, 

że każdy inteligentny czytelnik czuje, że trochę przesadziłam (w przeciwnym razie nie byłoby 

śmiesznie!), ale równocześnie dostrzega w stereotypowych opiniach ziarno prawdy.

Niektóre   książki   poprzedza   wyjaśnienie:   „Książka   jest   fikcją   literacką.   Wszystkie 

zdarzenia i postacie wymyślono na potrzeby powieści. Jakiekolwiek podobieństwo do osób 

żywych i zmarłych jest przypadkowe”.

W tej książce nie umieściłam takiego zdania. Możecie zgadywać do trzech, dlaczego 

tak zrobiłam. Otóż w rzeczywistości między kobietą i mężczyzną zdarzają się takie rzeczy, o 

których nie śniło się nikomu w najbardziej fantazyjnych snach.

Mimo to, nie mogę w tym miejscu przemilczeć faktu, że istnieją inni mężczyźni. Tacy, 

którzy w określonych sytuacjach przełamują stereotypowe schematy.

Istnieją mężczyźni, którzy posypują czerwonymi płatkami róż łóżko swej wybranki, 

kiedy ona jeszcze śpi. Istnieją mężczyźni, którzy po latach pamiętają, że ich ukochana używa 

perfum Chanel Nr 5, a nie Chanel Nr 19. Istnieją mężczyźni, którzy obchodzą samochód 

dookoła,   aby   otworzyć   i   przytrzymać   kobiecie   drzwi.   Istnieją   mężczyźni,   którzy   potrafią 

upiec dla niej ciasto w puszce po herbacie (bo nic nie wiedzą o istnieniu tortownic). Istnieją 

mężczyźni, którzy wysyłają SMS-y: „Tęsknię za Tobą! Przyjdź! Dlaczego tak długo Cię nie 

ma?”. Istnieją mężczyźni, którzy, widząc, że wszystko wymyka się jej z rąk, obejmują ją 

mocno i mówią: „Nie martw się, połóż się, a ja się wszystkim zajmę”. Istnieją mężczyźni, 

którzy wkładają brudne talerze do zmywarki i nawet zamiatają podłogę w kuchni. Istnieją 

mężczyźni, którzy z okazji jej urodzin urządzają tak wspaniałe przyjęcie, że ona ma łzy w 

oczach. Istnieją mężczyźni, którzy zmieniają swoje plany tylko po to, żeby być z nią. Istnieją 

background image

mężczyźni, którzy idą z nią do kina na Bridget Jones, chociaż uważają, że to głupawy film. 

Istnieją mężczyźni, którzy włożą różową koszulę od Ralpha Laurena tylko dlatego, że ona mu 

ją   kupiła.   Istnieją   mężczyźni,   którzy   potrafią   całować   i   mimo   to   nie   są   skończonymi 

świniami. Istnieją mężczyźni, którzy obiecują, że zadzwonią jutro, i dzwonią jeszcze tego 

samego wieczoru.

Istnieją mężczyźni, którzy są po prostu fantastyczni! 

Także w rzeczywistości.

Jeśli jesteś taką właśnie osobą (płeć męska, stan wolny) - wyjdź po prostu na ulicę i 

głośno krzyknij: „Tutaj jestem”. 

Miliony kobiet czekają na takiego mężczyznę jak ty!


Document Outline