background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

10

5 tys., było to o 2, 2 tys. więcej niż w 1993 r.

Następnie w roku 1997 skierowano do NSA

ok. 60 tys. skarg, co stanowiło liczbę o 14

tys. większą niż w 1996 r., dane: „Prawo Co

Dnia”,  „Rzeczpospolita”  z  dnia  23.3.  1998

r., artykuł Danuty Frey: „Co trzecia skutecz-

na”. Wreszcie, z tego samego źródła („Pra-

wo Co Dnia”, „Rzeczpospolita” z dnia 21. 5.

2001 r.) dowiadujemy się, że w roku 2000

wpłynęło  do  NSA  65  tys.  skarg  (tj.  ponad

40 tys. więcej niż w 1992 r.) Znacznie zwięk-

szająca się co rok liczba skarg może niepo-

koić, lecz stale utrzymująca się liczba skarg

prawnie  zasadnych,  tzn.  spraw,  w  świetle

prawa, załatwionych przez organy admini-

stracji publicznej wadliwie, wynosząca 30%,

a niekiedy znacznie przekraczająca tę licz-

bę, musi poważnie niepokoić. Paradoksem

jest (a może „normalką”) , że stosunkowo

najwięcej rozstrzygnięć prawnie wadliwych

wychodzi  z  urzędów  naczelnych  i  central-

nych organów administracji państwowej. W

powołanym artykule D. Frey przytacza na-

stępującą  ocenę  sprawozdawcy:  „Urzędy

popełniają  wciąż  te  same  błędy:  nie  wyja-

śniają należycie stanu faktycznego, nie prze-

prowadzają postępowania wyjaśniającego,

wydają decyzje na podstawie niepełnej opi-

nii i tylko części materiałów sprawy, nie spo-

rządzają  należytego  uzasadnienia.  Niekie-

dy błędnie interpretowano przepisy albo w

ogóle brakowało podstawy prawnej do okre-

ślonego  rozstrzygnięcia”.

25

 Patrz : „Informacja Rzecznika Praw Oby-

watelskich za 2001 rok”, Biuro RPO, zeszyt

nr 44, Warszawa 2002 r. oraz wymieniona w

poprzednim przypisie Autorka przytacza tak-

że niektóre liczby i oceny ze sprawozdania

Rzecznika  Praw  Obywatelskich  przedsta-

wionego Sejmowi za rok 2001 w maju 2002

roku („Prawo Co Dnia”, „Rzeczpospolita” z

17. 5. 2002 r.). W dokumencie tym Rzecz-

nik stwierdza, że aparat urzędniczy nie do-

strzega służebności swej roli wobec obywa-

tela, który zbyt często okazuje się bezbron-

ny wobec tego aparatu. Wniosek ten wyni-

ka z 55 tys. skarg, które wpłynęły do biura

Rzecznika w 2001 roku (o 6 tys. więcej niż

w roku 2000). W sprawozdaniu tym znajdu-

je się ponadto stwierdzenie, że „normą jest

ukrywanie częstej niekompetencji i niedbal-

stwa  za  bezmiarem  przepisów  postrzega-

nych wyłącznie jako instrument do zacho-

wania własnych uprawnień. Korupcja pod-

waża autorytet władz publicznych i nie za-

wsze spotyka się z właściwą natychmiasto-

wą  reakcją  odpowiednich  organów.  Patrz

także: Tomasz Lipko: „Eldorado polityków”,

„Gazeta  Wyborcza”  z  dnia  16  –  17  lutego

2002 r., s. 7-8, tamże Jarosław Kurski : „Rak

schodzi  w  dół”,  s.  8  –  9;  Jerzy  Pilczyński:

„Korupcja jak trąd”, „Rzeczpospolita” nr 41

z 2002 r. , s. A8; Rafał A. Ziemkiewicz: „Par-

tie,  partie  über  alles”,  „Rzeczpospolita”  z

dnia  23  lipca  2002  r.;  Witold  Gadomski:

„TKM wkoło Macieju”, „Gazeta Wyborcza”,

18 czerwca 2002 r. s. 3 – 4 oraz tamże Kazi-

mierz Kutz: „Co pod kołderką” s.5; Witold

Kieżun: „Naprawić państwo”, „Rzeczpospo-

lita” z dnia 27 listopada 2000 r. s. A 9; An-

drzej Stankiewicz : „Zaproszenie do korup-

cji” „Rzeczpospolita” z dnia 14 grudnia 2000

r., s. A 4.

26

  Komunikaty  CBOS:  nr  2465/2001:  „Opi-

nie  o  funkcjonowaniu  władz  samorządo-

wych”;  nr  2357/2000:  „Opinie  o  skutkach

reformy administracji państwowej”; nr 2220/

1999  :  „Korupcja  w  życiu  publicznym”;  nr

0315/1988: „Opinie społeczne o urzędach,

urzędnikach i funkcjonowaniu administracji”.

27

 W tej materii podstawową normą prawną,

z której powinny wynikać (ale nie wynikają)

doniosłe konsekwencje prawne w praktyce

jest art. 153 Konstytucji RP, który brzmi na-

stępująco: (1) „W celu zapewnienia zawo-

dowego,  rzetelnego,  bezstronnego  i  poli-

tycznie  neutralnego  wykonywania  zadań

państwa,  w  urzędach  administracji  rządo-

wej działa korpus służby cywilnej”. Przepis

ten znajduje swą formalną konkretyzację w

ustawie z dnia 18 grudnia 1998 r. o służbie

cywilnej (Dz U 1999, Nr 49, poz. 483). Usta-

wa  ta  w  ciągu  trzech  i  pół  lat  była  pięcio-

krotnie zmieniana(!). Jedna ze zmian wpro-

wadzona została ustawą z dnia 21 grudnia

2001 r. o zmianie ustawy o organizacji i try-

bie  pracy  Rady  Ministrów  oraz  o  zakresie

działania ministrów, ustawy o działach ad-

ministracji rządowej oraz o zmianie niektó-

rych ustaw (Dz U 2001 r., Nr 154, poz. 1800)

dodała art. 144, a umożliwiający obsadza-

nie niektórych wyższych stanowisk w służ-

bie  cywilnej  z  pominięciem  „kłopotliwych”

wymogów i procedur przewidzianych w roz-

dziale 4 ustawy o służbie cywilnej. Istnieją-

ca w III RP praktyka polityki kadrowej, jako

upartyjniona, podporządkowana osobistym

i  koteryjnym  interesom  oraz  sprzeczna  z

Konstytucją,  jest  powszechnie  ostro  kryty-

kowana.

Chcę, by praca była dla młodych

mężczyzn  tak  ważna,  że  zawsze  i

wszędzie wypełniać będzie ich my-

śli i serca. Chcę, aby praca trzyma-

ła ich w swoich szponach, gdy wie-

czorem będą kłaść się spać, i aby

siedziała rano u ich łóżek, mówiąc

im, że pora już wstać do pracy. Je-

stem  głęboko  przekonany,  że  gdy

praca  zawładnie  pracownikiem  do

tego  stopnia,  to  osiągnie  on  w  ży-

ciu  sukces  (cyt.  za:  Hofstede,

2000:154).

Słowa te wypowiedział w począt-

kach XX wieku amerykański wyna-

lazca i biznesmen Charles F. Kette-

ring.  Zaadresowane  były  do  męż-

czyzn (tożsamych z kategorią pra-

cowników!)  i  jednoznacznie  defi-

niowały sukces życiowy w katego-

riach  osiągnięć  w  pracy  zawodo-

wej. Uznać je można za kwintesen-

cję modelu kultury określanej przez

Geerta  Hofstede  mianem  męskiej,

czyli takiej, w której cechami szcze-

gólnie cenionymi są cechy twarde,

takie jak: asertywność, dominacja,

konkurowanie z innymi i dążenie do

sukcesu,  zaś  stosunek  do  pracy

określany  jest  dewizą  „żyję,  aby

pracować”.

Podział  kultur  narodowych  na

Małgorzata Durska

Męskość jako cecha kulturowa

amerykańskiego  biznesu:

żyje się, żeby pracować

55

Na  konferencji  przedstawiono

wyniki  pracy  Komisji  Europejskiej

zawartej  w  opublikowanej  w  2001

roku „Zielonej Księdze” (Green Pa-

per on Corporate Social Responsi-

bility). „Zielona Księga”, jak przed-

stawiają ją członkowie CEBI, opisu-

je  zakres  odpowiedzialności  spo-

łecznej w wymiarze wewnętrznym i

zewnętrznym.  Wewnątrz  przedsię-

biorstwa działania odpowiedzialne

społecznie dotyczą przede wszyst-

kim pracowników i obejmują inwe-

stycje  w  kapitał  ludzki,  zdrowie  i

bezpieczeństwo  pracy,  przestrze-

ganie  praw  człowieka  i  eliminacje

różnych form dyskryminacji. Odpo-

wiedzialność  społeczna  sięga  tak-

że poza przedsiębiorstwo i obejmu-

je społeczność lokalną i grono in-

teresariuszy, do których zalicza się:

partnerów  i  dostawców,  klientów,

władze publiczne i organizacje po-

zarządowe reprezentujące społecz-

ność  lokalną.  Jak  postuluje  Komi-

sja Europejska, wskazane jest, aby

firmy przestrzegały zasad społecz-

nej odpowiedzialności na poziomie

lokalnym  i  międzynarodowym,  w

tym poprzez cały łańcuch dostaw-

ców

4

.

Komisja  Europejska  wyznaczyła

ramy dla tworzenia podstaw euro-

pejskiego odpowiedzialnego bizne-

su . Publikacja „Zielonej Księgi” sta-

nowi  fragment  realizacji,  zaplano-

wanej już w marcu 2000 roku, Eu-

ropejskiej  Kampanii  odpowiedzial-

ności Społecznej Biznesu, która w

roku  2005  ma  podsumować  euro-

pejskie  wysiłki.  Członkowie  CEBI

uczestniczą  czynnie  w  realizacji

tego  programu,  czego  dowodem

jest  opisywana  Konferencja.

Zapewne  wielu  ze  zgromadzo-

nych  na  sali  wykładowców  etyki

biznesu odczuło satysfakcję, że ich

wysiłki dydaktyczne, sprowadzają-

ce się do uświadomienia wagi pro-

blematyki odpowiedzialności świa-

ta  biznesu  mają  sojusznika  w  po-

staci  prac  Komisji  Europejskiej.

Przy okazji widać, jak w momencie

wejścia do Unii Europejskiej stanie

się  nieadekwatny  model  kształce-

nia  menedżerów  oparty  na  zasa-

dzie  działania  cel  uświęca  środki.

Jak  pokazała  konferencja,  oprócz

rozbudzania  odpowiedzialności

społecznej,  ważnym  zadaniem,  w

czasie  akcesji  do  UE,  jest  dalsze

propagowanie  zasad  etycznego

zarządzania.

W ramach konferencji przedsta-

wiono  najnowsze  wyniki  badań

CEBI  (listopad  2002)  dotyczących

publikacji  elementów  programów

etycznych  na  stronach  firmowych

w Internecie. Organizatorom udało

się zaprosić osoby wprowadzające

nowoczesne  wersje  programów

etycznych  w  Poczcie  Polskiej  PT,

Hutmen S.A i OFBOR (Organizacja

Firm Badania Opinii i Rynku) oraz

systemów  nadzoru  korporacyjne-

go.

Uczestników  konferencji  zapo-

znano z działalnością UE w zakre-

sie  integracji  i  zwiększania  wiary-

godności  unijnego  rynku  finanso-

wego.  Według  dr.  Piotra  Tamowi-

cza,  wiele  problemów,  przed  jaki-

mi stoi nadzór korporacyjny w Pol-

sce, ulegnie rozwiązaniu w oparciu

o  wprowadzane  Dyrektywy  Unii

Europejskiej w sprawie dostępu ak-

cjonariuszy, ochrony informacji po-

ufnych,  dopuszczenia  papierów

wartościowych do oficjalnych noto-

wań, zasad sporządzania raportów

rocznych,  statutu  spółek  europej-

skich,  ochrony  przed  manipulacją

na rynku, zasad przejęć. Z przepro-

wadzonego  badania  wynika,  że

szczególnie  udane  wprowadzanie

programów etycznych odbywa się

w części tworzonych w Polsce od-

działów  firm  europejskich  (ABB,

Unilever.  ING).

Trzecim elementem, przyczynia-

jącym się do zrównoważonego roz-

woju, jest polityka ochrony konsu-

mentów i rozbudzania ekologicznej

świadomości  konsumenckiej.  Jak

wynika z przedstawionych na Kon-

ferencji materiałów, już roku 1975,

w ramach UE rozpoczęto aktywną

politykę  ochrony  konsumenta.  Do

roku  2003  ma  zostać  wprowadzo-

ne  na  obszarze  Unii  Europejskiej

prawodawstwo  prokonsumenckie

oparte  na  przestrzeganiu  zasady

bezpieczeństwa  produktów,  zdro-

wej żywności, wspierania organiza-

cji konsumenckich. Na konferencji

wystąpiła Prezes Federacji Konsu-

mentów  dr  Małgorzata  Niepokul-

czycka.  Zwróciła  uwagę  na  ocenę

etyczną  wpływu  działań  marketin-

gowych  i  wytwórczych  na  konsu-

menta, jego otoczenie i społeczeń-

stwo. Wystąpienie było związane z

prezentacją  kontrowersyjnych

kampanii reklamowych

5

. Do kwestii

standardów  reklamy  nawiązywała

analiza  doktorantki  WSPiZ  Julity

Sokołowskiej  ukazującej  zróżnico-

wania w ramach europejskiego nie-

obligatoryjnego  zbioru  zasad  po-

stępowania  w  dziedzinie  reklamy

opracowanego przez EASA (Euro-

pean  Advertising  Standards  Asso-

tiation).

Czwarty  element,  wspierający

zrównoważony  rozwój,  stanowi

promowanie etyki zawodowej. Jed-

nym  z  aspektów  poruszanym  na

Konferencji były problemy związa-

ne z przestrzeganiem zasad etycz-

nych przez urzędników samorządo-

wych  i  państwowych.  Problemowi

ujawniania  działań  nieetycznych

przez pracowników, wynikającym w

Polsce  z  braku  procedur,  poświę-

cone było kolejne wystąpienie dok-

toranta WSPiZ Marka Arszułowicza.

Prezentacja  europejskich  standar-

dów  wolnych  zawodów  dokonana

przez dr Marzenę Rutkowską z AE

we  Wrocławiu  dopełniła  obrazu

przemian  w  ujęciu  problematyki

etyki  zawodowej.  Janet  Bohdano-

wicz  z  Międzynarodowego  Forum

Liderów  Biznesu  Księcia  Walii

(IBLF)  zwróciła  na  wagę  walki  z

korupcją  poprzez  tworzenie  firmo-

wych  programów  antykorupcyj-

nych oraz uczestniczenie w inicja-

tywach  europejskich  zwalczania

korupcji.

Na  koniec  nasuwa  się  refleksja

związana z Konferencją.

O  wiele  łatwiej  będzie  nam  za-

chować własną odrębność kulturo-

wą w ramach 450 - milionowej Unii

Europejskiej,  gdy  będziemy  mieli,

już wypracowaną przez środowisko

akademickie  i  gospodarcze,  wła-

sną wizję związku etyki ze światem

biznesu.

1

 Zob.: www.cebi.pl., Konferencja 2002.

2

 por: www.cebi.pl. Programy etyczne firm.

3

 por .www.cebi.pl, Konferencja 2002.

4

 Tamże.

5

 Prezentacja dostępna na stronie www.ce-

bi.pl., Konferencja 2002,: Różne reklamy.

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

11

męskie  i  kobiece  zaproponowany

przez  Hofstede,  odnosi  się  do  roli

pierwiastka męskiego lub żeńskie-

go w danej kulturze. Definicję tych

pierwiastków uznać można za wy-

soce arbitralną, choć, jak utrzymu-

je  autor,  odzwierciedla  ona  domi-

nujący w większości społeczeństw

tradycyjny podział na to, co uzna-

wane  jest  za  męskie,  a  co  za  ko-

biece.  W  opisie  zachowań  „typo-

wo”  męskich  i  kobiecych  widać

wyraźne  nawiązanie  do  wymiaru,

opisującego istotę ludzkich zacho-

wań  używanego  przez  Kluckhohn  i

Strodtbecka. Kobiecość to w znacz-

nej  mierze  wymiar  „bycia”,  czyli

spontanicznego,  bogatego  jako-

ściowo życia; zaś męskość to dzia-

łanie,  czyli  stałe  aktywne  zaanga-

żowanie  w  osiąganie  konkretnych

celów  (Kluckhohn,  Strodtbeck,

1961). Hofstede rozszerzył tę kon-

cepcję  poprzez  wprowadzenie  ty-

pologii ról płci i podkreślił tym sa-

mym rolę, jaką kulturowo zdetermi-

nowane definicje płci odgrywają w

instytucjonalizacji  zachowań.  Za-

bieg  ten,  choć  niezwykle  płodny

poznawczo, okazał się niefortunny

frazeologicznie. Wymiar męskości–

kobiecości mylony jest niekiedy ze

wskaźnikami męskości i kobiecości

Sandry Bem (Sex Role Inventory) -

kobiecość (femininity) utożsamiana

jest  z  feminizmem  (feminism),  a

samo  rozróżnienie  męskości  i  ko-

biecości  uważa  się  za  niepopraw-

ne politycznie i stawiające męskość

w  negatywnym  świetle  (Hofstede,

1998:  3-28).  Wszelkie  te  konfuzje

sprawiają, że w porównaniu z inny-

mi  wymiarami  modelu  Hofstede,

takimi  jak  indywidualizm-kolekty-

wizm,  unikanie  niepewności  i  dy-

stans władzy, opracowania nauko-

we  na  temat  męskości-kobiecości

są nieliczne i spotkają się ze stro-

ny akademików z dużą dozą rezer-

wy. Warto zatem powtórzyć za Ho-

fstede,  że  męskością  określa  on

dominację  twardych  wartości  w

danej  kulturze  i  klarowny  rozdział

społecznych  ról  płci.  Jednostka

może  być  jednocześnie  „męska”  i

„kobieca”,  dana  kultura  narodowa

będzie  zawsze  statystycznie  bar-

dziej  męska  lub  bardziej  kobieca

(Hofstede,  2001:292-293).  Mę-

skość  nie  jest  skorelowana  ani  z

zamożnością kraju, ani z indywidu-

alizmem. Nie pokrywa się też z po-

działem  na  kultury  Wschodu  i  Za-

chodu  -  w  Europie  Zachodniej,

obok  typowo  kobiecych  krajów

skandynawskich  występują  kraje

silnie  zmaskulinizowane,  takie  jak

na przykład Austria czy Wielka Bry-

tania. W Azji mamy z kolei wyjątko-

wo  silnie  męską  Japonię  (1.  miej-

sce  na  liście  Hofstede)  i  kobiecą

Tajlandię.

Wśród ponad 50 badanych przez

Hofstede krajów, Stany Zjednoczo-

ne zajęły pod względem męskości

15. pozycję ze wskaźnikiem 62 (w

skali od 1 do 100). Plasuje to kul-

turę amerykańską w grupie krajów

o  kulturze  męskiej.  Podkreślić  na-

leży,  że  w  badaniach  Hofstede

zwracano główną uwagę na warto-

ści związane z pracą. Postaram się

wykazać, że sfera biznesu jest jed-

ną ze sfer amerykańskiej rzeczywi-

stości społecznej, w której pomimo

zachodzących  zmian  obyczajo-

wych  i  prawnych,  nadal  mamy  do

czynienia  z  hegemonią  „męskich”

wartości.

Żyje się, żeby pracować

Rozwój  amerykańskiej  gospo-

darki kapitalistycznej wiąże się po-

wszechnie  z  doktrynami  Kalwina.

Koncepcja  predestynacji  nadawa-

ła  pracy  znaczenie  szczególne.

Ciężka praca i dążenie do powięk-

szania  materialnego  bogactwa  w

połączeniu  z  powściągliwością  i

skromnością  traktowane  były  jako

świadectwo  bycia  powołanym  do

życia  wiecznego.  Kalwin  nauczał,

że  praca  jest  obowiązkiem  każde-

go,  nawet  tego,  kto  jest  bogaty,

gdyż  celem  pracy  nie  jest  samo

posiadanie dóbr i łatwe życie, lecz

stałe reinwestowanie zysków w ko-

lejne  przedsięwzięcia  (Lipset,

1990). Zdaniem Webera, kalwinizm

pozwolił  uwolnić  „ducha  kapitali-

zmu”, który z czasem zmienił struk-

turę indywidualnych motywacji, za-

chowań  i  sposobów  obrazowania

świata (1994). Pierwsi amerykańscy

osadnicy  ciężką  i  żmudną  pracą

dawali świadectwo przynależności

do  grona  „wybranych”.  Praca  nie

była dla nich jedynie wysiłkiem po-

dejmowanym  w  celu  przetrwania  i

zdobycia  doraźnego  zysku,  lecz

służyła dostąpieniu zbawienia. Go-

spodarowanie  w  czasach  przedin-

dustrialnych  (protoindustrialnych)

nie narzucało jeszcze rygorystycz-

nych wymogów typowych dla póź-

niejszej epoki maszyn, jednak siła

nowych wzorów postępowania była

tak  duża,  że  poprzez  presję  spo-

łeczną innych członków wspólnoty

zmuszała do ustawicznego boryka-

nia  się  z  własnymi  słabościami

(Berger,  1994:25).  W  tym  czasie

etyki pracy nie wiązano z tempem,

lecz  z  określoną  mentalnością,

opartą na rzetelności, wiarygodno-

ści  i  duchowym  ascetyzmie  (Rod-

gers,  1978:19).  Bezczynność  była

niemoralna.  Europejczycy,  odwie-

dzający  Stany  Zjednoczone  w  po-

czątkach  XVIII  wieku,  podziwiali

osiągnięcia  Amerykanów,  jednak

ze zdziwieniem odnotowywali brak

rozrywek  i  ubóstwo  form  spędza-

nia czasu wolnego.

W XVIII wieku imperatyw ciężkiej

pracy uległ w Ameryce daleko idą-

cej sekularyzacji, zachował jednak

swój status jednej z podstawowych

norm  kulturowych.  „Jakościowa

zmiana  i  ilościowa  ekspansja”  no-

woczesnego,  racjonalnego  kapita-

lizmu,  o  której  pisał  Weber,  możli-

wa  była  dzięki  zaistnieniu  dwóch

czynników: stylu życia opartego na

ciągłej samokontroli i nowego sys-

temu  moralności,  sprzyjającego

akumulacji kapitału. Utylitarny indy-

widualizm  miał  swojego  gorącego

orędownika  w  osobie  Benjamina

Franklina.  W  swych  licznych  pra-

cach (Żywot własny, Poor Richard’s

Almanach  i  inne)  wykreował  etos

self-made mana, pracę zaś uczynił

miernikiem  wszelkiej  wartości

(Ossowska,  1985:86).  Aforyzmy

zachęcające do pracy i wychwala-

jące pracę przeszły do historii i sta-

ły się wskazówkami dla wielu przy-

szłych pokoleń amerykańskich biz-

nesmenów: „jeżeli będziesz praco-

wity, będziesz między królami”, „lis

śpiący  kur  nie  łapie”,  „Bóg  poma-

ga tym, którzy pomagają sami so-

bie” czy „klucz ciągle używany jest

czysty  i  lśniący”  (Franklin,  1982).

Franklin  podkreślał  bezustannie

rolę  pieniądza.  „Robienie  pienię-

dzy”  było  jego  zdaniem  prawdzi-

wym powołaniem człowieka, dawa-

ło  mu  rzeczywistą  niezależność,

czyniło go cnotliwym (w myśl przy-

słowia „pusty worek nie może stać

prosto”) i zapewniało pozycję spo-

łeczną. Owo silne dążenie do osią-

gnięć materialnych („tylko pieniądz

słodszy jest od miodu”) i otwarcie

54

katolicki stara się pogodzić w spo-

sób  uniwersalne  treści  etycznych

nakazów religijnych z kulturowymi

odrębnościami. W tym sensie uni-

wersalne  wskazania  encyklik  nie

tylko nie stają w konflikcie z lokal-

nymi  wartościami,  ale  wręcz  prze-

ciwnie  -  ukazują  uniwersalny  wy-

miar narodowej specyfiki oddziały-

wania etyki na życie gospodarcze.

Miejmy nadzieję , że po wysłucha-

niu  referatu  prof.  A.  Dylus,  ktoś  z

grona  studentów  znajdzie  dla  sie-

bie  temat  pracy  badawczej.  Doty-

czyć  on  może  analizy  porównaw-

czej procesów inkulturyzacji, jakich

dokonał  Kościół,  głosząc  swoje

uniwersalistyczne posłanie adreso-

wane  do  różnych  kultur  regional-

nych, z działaniami korporacji trans

narodowych budujących swoją in-

tegralną kulturę organizacyjną.

W  referacie  wprowadzają-

cym  przedstawicieli  CEBI  do-

konano próby wyodrębnia spe-

cyfiki  uprawiania  biznesu  w

Europie.  Z  mozaiki  różnorod-

nych  cech  rysuje  się  pewna

odrębność kultury biznesu Eu-

ropy kontynentalnej względem

propozycji  amerykańskiej  or-

ganizacji świata biznesu.

Stworzona w Ameryce kultu-

ra  biznesu  ukształtowała  się

pod  wpływem  specyficznych,

różnych  od  europejskich  do-

świadczeń w sferze społeczno-po-

lityczno-gospodarczej. W Ameryce

Północnej nie dopuszczono do od-

tworzenia więzi feudalnych, regulu-

jących, ale też niestety dławiących

inicjatywę gospodarczą. W Nowym

Świecie od samego początku stwo-

rzono  system  gospodarczo-spo-

łeczny oparty na kontrakcie, a nie

jak to miało miejsce do tej pory w

Europie,  na  statusie  określającym

zobowiązania.  Pomimo  że  indywi-

dualna inicjatywa, poczucie indywi-

dualnej wolności i odczucie własnej

wartości  płynącej  z  docenienia

swoich osiągnięć w sposób szcze-

gólny charakteryzuje Amerykanów,

to jednak od samego początku za-

kładania  pierwszych  osad  przez

przybyłych z Europy, obserwować

można również niebywałą zdolność

do samoorganizacji i uświadomie-

nia, że rozwój indywidualny możli-

wy  jest  tylko  dzięki  działaniu  we

wspólnocie.

Na  początku  była  to  wspólnota

osadników,  stawiająca  czoło  pro-

blemom  okresu  traperskiego,  po-

tem  wspólnota  lokalna,  gdzie  ob-

jawiają  swoją  moc  cnoty  republi-

kańskie,  a  współcześnie  jest  nią

również  korporacja.

Ten  duch  wspólnotowy,  w  ra-

mach  którego  każdy  może  rozwi-

jać swą indywidualność, ufundowa-

ny jest na amerykańskim poczuciu

prawa - na przeświadczeniu, że ist-

nieje  prawo  boskie,  któremu  pod-

lega  człowiek.  Człowiek  również

sam jest zdolny i powinien stworzyć

rozumne prawo zachowujące zasa-

dy moralne. Dzięki temu Ameryka-

nie byli w stanie stworzyć pierwsze

skutecznie działające na rynku glo-

balnym  korporacje.  Również  w

Ameryce  powstały  i  zostały  wdro-

żone systemy etycznego zarządza-

nia. Ich ważnym elementem są pro-

gramy etyczne firm

2

.

Kapitalizm neoamerykański okre-

ślany  jest  często  jako  „kapitalizm

konika  polnego”.  Tak  jak  w  życiu

osobistym  Amerykanów  wartością

preferowaną  jest  teraźniejsze,  ak-

tualne  przeżycie  jak  największej

liczby  doznań,  tak  w  ich  życiu  za-

wodowym  najważniejsza  była  do-

tąd  chęć  szybkiego  osiągnięcia

sukcesu, zdobycia fortuny. Ideałem

neoamerykańskiego modelu mene-

dżera  przez  długie  lata  był  „zdo-

bywca dżungli” lub „samorozwojo-

wiec-profesjonalista”  działający

efektywnie,  sprawnie  uczestniczą-

cy  w  pogoni  za  zyskiem.  Lojalny

jedynie  do  wyznaczonych  sobie

granic  profesjonalnego  zadania,

które, gdy je zakończy, pozwala mu

na przejście do konkurencji.

Amerykanie  rozwijają  takie  cno-

ty  obywatelskie  jak:  niezależność,

poleganie  na  sobie,  indywidualna

inicjatywa,  tolerancja  dla  innych

kultur  i  zdrowa  podejrzliwość  wo-

bec  władzy  państwowej  skłonnej

do  reglamentacji.  Dlatego  też  w

Ameryce  przedkłada  się  wolność,

aktywność, chęć ponoszenia ryzy-

ka,  indywidualizm,  nowatorstwo,

nad wartościami takimi jak bezpie-

czeństwo, stabilność, równomierna

praca,  długofalowe  projekty,  po-

czucie  solidarności  społecznej  i

odpowiedzialność za wspólnotę. Te

wartości i przedsięwzięcia preferu-

je  kapitalizm  europejski,  „kapita-

lizm mrówki”. Wzmacnia on ducha

wspólnotowej  odpowiedzialności,

cierpliwości  i  zapobiegliwości,

preferuje nie tyle agresywną grę

na  giełdzie,  co  regularną  pro-

dukcję wysokiej jakości, wyma-

ga solidności i solidarności. Dla-

tego też dla gospodarki europej-

skiej ważniejszą rolę odgrywały

dotąd banki posiadające proce-

dury  oceny  kredytobiorcy  niż

nieprzewidywalna giełda, na któ-

rej  kursy  nie  zawsze  zmieniają

się według racjonalnych zasad.

W  referacie  CEBI  przedsta-

wiono  tabelę  cech  charaktery-

stycznych  dla  kultury  kapitali-

zmu  europejskiego.  Ukazuje

ona  oprócz  scharakteryzowanej

odrębności  od  kultury  amerykań-

skiej  wielkie  zróżnicowanie  cech  i

standardów  charakterystycznych

dla  danych  krajów  europejskich.

Jak stwierdzono Europejczycy do-

chodzą do wniosku, że ta różnorod-

ność stanowi ich siłę a nie wadę

3

.

Z  obrad  Konferencji  wynika,  że

kulturę europejskiego biznesu okre-

śla idea zrównoważonego rozwoju.

Stara się ona pogodzić działalność

gospodarczą z zachowaniem rów-

nowagi ekologicznej i pokoju spo-

łecznego.  Przestrzeganie  zasad

etycznych w działalności gospodar-

czej ma służyć w realizacji tej idei.

Przyczynia  się  do  tego  zarówno

wysunięty przez UE program odpo-

wiedzialności społecznej przedsię-

biorstw, jak i próby budowania pro-

gramów  zarządzania  etycznego

przez  europejskie  przedsiębior-

stwa.

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

12

zalecana bezwzględność w prowa-

dzeniu interesów („handlowanie nie

zna  ani  przyjaciół  ani  krewnych”)

uznane  mogą  być  niewątpliwie  za

przejaw  cech  typowo  „męskich”.

Dzięki  nim,  „amerykańskie  marze-

nie” utożsamiono z indywidualnym

„radzeniem sobie” i mitem „od pu-

cybuta do milionera”.

W drugiej połowie XIX wieku, mit

ten znalazł swoje literackie uciele-

śnienie w popularnych powieściach

Horatio Algery. Wizje nieograniczo-

nych  możliwości,  dostępnych  dla

każdego pod warunkiem przyjęcia

aktywnej  postawy,  były  przesła-

niem na tyle nośnym, że przekona-

ły do zakupu książek Algery ponad

20 milionów Amerykanów.

Za ojca amerykańskiej przedsię-

biorczości  na  równi  z  Franklinem

uważa  się  Adama  Smitha.  Treści

zawarte w Bogactwie narodów wy-

warły  ogromny  wpływ  na  ekono-

miczne  myślenie  Amerykanów  i

choć zapewne niewielu amerykań-

skich  biznesmenów  przebrnęło

przez ponad tysiącstronicowe dzie-

ło  Smitha,  to  jednak  każdy  wie  o

działaniu „niewidzialnej ręki rynku”

i  świadomy  jest  tego,  że  „nie  od

przychylności  rzeźnika,  piwowara

czy piekarza oczekujemy naszego

obiadu,  lecz  o  od  ich  dbałości  o

własny interes” oraz że „zwracamy

się nie do ich humanitarności, lecz

egoizmu  i  nie  mówimy  im  o  na-

szych własnych potrzebach, lecz o

ich  korzyściach”  (Smith,  1954:21-

22).

Kardynalne  zasady  „każdy  dla

siebie”  i  „każdy  kowalem  swego

losu”  wciąż  obowiązują  w  świecie

interesów, zaś prawa rynkowe trak-

towane  są  przez  Amerykanów  z

namaszczeniem  iście  religijnym.

Estyma dla wolnorynkowości prze-

jawia się chociażby w organicznej

wręcz  niechęci  do  mieszania  się

państwa  w  sprawy  rynku.  Choć  w

cenie  jest  dzisiaj  różnorodność  i

pluralizm,  w  sprawie  wszelkich

aspektów  działalności  biznesowej

panuje  w  Ameryce  zaskakująca

jednomyślność, określana niekiedy

mianem „market consensusu” (lub

consensusu  waszyngtońskiego)

(Frank, 2000:16). Amerykanie, nie-

zależnie  od  reprezentowanej  opcji

politycznej, zdają się zgodnie pod-

pisywać pod słynnym zdaniem Re-

agana,  zawartym  w  przemówieniu

inauguracyjnym  z  1981  roku:  Go-

vernment is not a solution, govern-

ment is a problem (Rząd nie rozwią-

że  problemów,  rząd  sam  jest  pro-

blemem). Badania World Value Su-

rvey  wskazują,  że  choć  w  latach

1981-1990  odsetek  Amerykanów

deklarujących  poglądy  lewicowe

wzrósł z 45 do prawie 55%, to jed-

nocześnie niezmiennie, jedynie nie-

wiele  ponad  1%  opowiadał  się  za

państwową własnością w biznesie

i przemyśle (Inglehart, 1997:318).

W  latach  30.  XIX  wieku,  Tocqu-

eville zwracał uwagę na nienasyce-

nie,  zniecierpliwienie  i  niepokój,

przenikające egzystencję każdego

Amerykanina. Wszelkie osiągnięcia

przyćmiewała wizja rzeczy jeszcze

niezdobytych (1969: 536). Pod ko-

niec  XIX  wieku,  za  sprawą  książki

Georga  Bearda,  temat  ten  powró-

cił pod hasłem „amerykańskiej ner-

wowości”  i  neurastenii  (Bellah,

1986:117-118).  W  pracy  Bearda

znalazło się znamienne zdanie: „we

wszystkich  klasach  panuje  stały

niepokój  i  zgryzota  –  karkołomna

walka o to, kto sięgnie wyżej” (Be-

ard, cyt. za Bellah, 1986: 118).

Nie ulega wątpliwości, że ogrom

przemian  społecznych,  gospodar-

czych  i  technologicznych,  jakie

miały  miejsce  od  końca  XVIII  wie-

ku,  dokonał  głębokich  przewarto-

ściowań w kulturze amerykańskiej.

Okres  industrializacji,  lata  Wielkie-

go Kryzysu, powojenna prosperity

i przełomowe obyczajowo lata 60.

i  70.  XX  wieku  –  każde  z  nich  na

swój  sposób  odbiło  swoje  piętno

również  na  kulturze  biznesu.  W

epoce  Magnatów-Rabusiów  ob-

wieszczono  upadek  moralności

biznesowej,  w  czasach  powojen-

nych  pogrzebano  ideał  self-made

mana  (Mills,  Parsons).  Obecnie

można  odnieść  wrażenie,  że  „mę-

skość”amerykańskiego świata biz-

nesu  łagodnieje,  robi  się  uducho-

wiona i empatyczna. Że amerykań-

scy biznesmeni „zdjęli nogę gazu”.

Czy  rzeczywiście?

45%  dorosłych  Amerykanów,

poproszonych  o  narysowanie  ide-

alnej  postaci  ludzkiej,  rysowała

mężczyznę  zajętego  pracą.  Praca

przedstawiana  była  na  rysunkach

jako  źródło  osiągnięć,  sukcesów  i

bogactwa  (Hofstede,  2001:301).

„Nasza  definicja  pracy  –  jakakol-

wiek  by  nie  była  -  zawsze  będzie

bardzo zbliżona do definicji nasze-

go ‘ja’ – pisał Bellah. To, co ‘robi-

my’, przekłada się bezpośrednio na

to,  czym  ‘jesteśmy’”  (1985:66).

Owa wszechobecna zasada one is,

what one does wydaje się stawiać

Amerykanów pod dyktatem ciągłej

aktywności  i  zaangażowania  w

sprawy  zawodowe.  W  badaniach

National  Opinion  Research  Center

(NORC) przeprowadzonych w 1998

roku, 70% respondentów stwierdzi-

ło,  że  chciałoby  pracować  nawet

wówczas, gdy niepotrzebne byłyby

im pieniądze (NORC, 2002). Ame-

rykańscy  biznesmeni  ze  zdziwie-

niem patrzą na swych europejskich

kolegów,  którzy  po  osiągnięciu

określonych  celów  finansowych

odchodzą z biznesu, by korzystać

z życia. „Odchodzenie na emerytu-

rę, gdy się wystarczająco zarobiło,

to  dezercja”  (Sutton,  Harris,  Kay-

senn,  Tobin,  1956).  Dla  Ameryka-

nów,  status  społeczny  jest  tak  sil-

nie  łączony  z  pozycją  zawodową,

że brak pracy oznacza często cał-

kowitą utratę identyfikacji. I jakkol-

wiek  nie  należy  pomniejszać  tu

względów  czysto  merkantylnych,

wydaje się, że równie silną, o ile nie

silniejszą  rolę,  odgrywa  w  tym

względzie  kulturowy  wymóg  „pra-

cowania”.  Słowo  do  (robić)  zdaje

się być drugim najczęściej używa-

nym  przez  Amerykanów  słowem

(po zaimku I): getting things done,

one  doer  is  worth  a  hundred  dre-

amers,  how  are  you  doing?,  I’m

doing  fine.  Wszyscy  bohaterowie

amerykańskiej kultury to ludzie czy-

nu, ludzie aktywni. Wśród siedmiu

najistotniejszych  cech,  koniecz-

nych do stania się Amerykaninem,

Michael  Novak  wymienia  egoizm

(trzeba się „nauczyć, że nie ma nic

złego w tym, jeśli myśli się wyłącz-

nie  o  sobie  i  dąży  wyłącznie  do

tego,  czego  się  chce,  i  jeśli  pusz-

cza  się  wodze  zachłanności  i  am-

bicji, że wtedy wszystko jest w po-

rządku”),  samowystarczalność  i

„nerwową” aktywność (1985: 137).

Z  badań  National  Study  of  the

Changing Workforce (NSCW) prze-

prowadzonych  przez  Families  and

Work Institute w 1997 roku, wynika,

że w porównaniu z rokiem 1977 (do

porównania  wykorzystano  dane  z

badań  Quality  of  Employment  Su-

rvey  przeprowadzonych  w  1977

53

Dwunastoletni okres transforma-

cji dowiódł, nieraz boleśnie, słusz-

ności  tezy,  że  aktywność  mene-

dżerska,  wykorzystująca  działanie

mechanizmów rynkowych musi być

wspierana  przez  korygujące  od-

działywanie  „niewidzialnej  ręki”,

którą  stanowi  kultura  biznesu.  To

ona  określa  dopuszczalne  sposo-

by  osiągania  zysku  oraz  akcepto-

walne  drogi  sukcesu  firmowego  i

zawodowego.

Na  naszym  kontynencie  został

ukształtowany i stale jest ulepsza-

ny  pewien,  określony  kulturowo,

system  wartości  oraz  uznany  sto-

pień  odpowiedzialności  za  podej-

mowane  decyzje  gospodarcze.

W dobie rozszerzenia Unii Euro-

pejskiej  warto  zwrócić  uwagę  na

specyficzny, charakterystyczny dla

Europy,  sposób  uprawiania  bizne-

su.

Temu  zagadnieniu  poświęcona

była Konferencja zorganizowana 4

grudnia  2002  w  WSPiZ.  Stanowiła

ona już trzecią z corocznych, ogól-

nopolskich  Konferencji  organizo-

wanych przez Centrum Etyki Bizne-

su (IFiS PAN i WSPiZ).

Mogliśmy na niej spotkać zarów-

no nauczycieli akademickich i stu-

dentów,  i  reprezentantów  świata

biznesu. W jej trakcie po raz pierw-

szy wykorzystaliśmy połączenia in-

ternetowe  ukazujące  strony  www

uczestników  Konferencji.  Więk-

szość  komputerowych  prezentacji

była  od  razu  dostępna  na  stronie

CEBI pod adresem: www.cebi.pl.

Konferencja  nabrała  tempa  od

samego początku. Powitalne zaga-

jenia Wojciecha Gasparskiego, Pio-

tra  Nowiny-Konopki  i  Rektora  An-

drzeja  Koźmińskiego  okazały  się

krótkimi  wprowadzeniami,  trafiają-

cymi w sedno problematyki podej-

mowanej na konferencji.

Dyrektor CEBI podkreślił, że tyl-

ko  dzięki  przestrzeganiu  norm  i

standardów etyki i odpowiedzialno-

ści społecznej biznesu, można zre-

alizować podstawowy cel gospoda-

rowania,  jakim  jest  pomnażanie

dobra  wspólnego.  Trzecie  „E”,

oznaczające  etyczność  zachowań

jest nie mniej ważne niż oba pozo-

stałe  „E”  (efektywność  i  ekono-

miczność),  charakteryzujące  dzia-

łania  gospodarcze.  Jak  stwierdził

Prof.  W.  Gasparski,  tylko  działal-

ność gospodarcza, oparta na teo-

rii  ekonomii  uwzględniającej  kon-

tekst środowiska naturalnego, czyli

związana  z  ekologią  oraz  ufundo-

wana na społecznym przyzwoleniu,

stanowi  w  najogólniejszym  ujęciu

europejski  standard,  na  którym

stopniowo  fundowane  są  normy

zachowań w biznesie

1

.

Rektor  Kolegium  Europejskiego

w Natolinie, Piotr Nowina Konopka,

zwrócił  uwagę  na  pozytywną  rolę

ustawodawstwa  europejskiego,

którego  obligatoryjne  wprowadze-

nie przyczyni się do przyjęcia i za-

akceptowania  reguł  wzmacniają-

cych poszanowanie prawa i zasad

etycznych.  Dzięki  temu  zrealizuje

się  w  życiu  gospodarczym  „wol-

ność  do”  której  częścią  jest,  we-

dług  Rektora,  aktywne  przyjęcie

wymogów odpowiedzialności spo-

łecznej  przedsiębiorstw.

Prof.  Jacek  Sójka,  zabierający

głos  w  imieniu  Europejskiej  Sieci

Etyki Biznesu i Polskiego Stowarzy-

szenia  EBEN  Polska  zauważył,  że

etyka biznesu przedstawia określo-

ne  standardy  zachowania,  które

obowiązują  na  wspólnym  rynku

europejskim.

Rektor Andrzej Koźmiński ukazał

pięć mitów jakie narosły wokół ety-

ki biznesu. Twierdzi się, że:

1. zajmowanie  się  etyką  biznesu

ma odwrócić uwagę od rzeczy-

wistych praktyk biznesu,

2. moralność  gospodarcza  ma

charakter  lokalny  i  niemożliwe

jest  tworzenie  uniwersalnych

standardów etycznego postępo-

wania,

3. zachowania etyczne w biznesie

zmniejszają  jego  efektywność,

4. w  porównaniu  z  Unią  Europej-

ską  w  krajach  postsocjalistycz-

nych  skłonność  do  etycznych

zachowań jest bardzo niska,

5. etyka biznesu to domena mora-

listów,  duchownych  i  humani-

stów, a nie ludzi biznesu.

Rozpoczynając od obalania tych

mitów  należy,  według  Rektora,

stworzyć  wspólny  system  etyczny

umożliwiający funkcjonowanie roz-

szerzonej, Unii Europejskiej.

W  wystąpieniach  uczestników

Konferencji dominowały trzy grupy

zagadnień:

• rozważania  wokół  europejskiej

specyfiki uprawiania biznesu,

• prezentacja  przyjmowanych

standardów  etyki  i  odpowie-

dzialności  społecznej  biznesu,

• analiza  konkretnych  realizacji

etycznego  zarządzania  w  pol-

skich firmach.

Czy rzeczywiście mamy do czy-

nienia  z  specyficznie  europejskim

sposobem uprawiania biznesu? Na

ile wypływa on i odpowiada kultu-

rze charakterystycznej dla naszego

kontynentu?  Czy  i  w  czym  miałby

się  różnić  od  innych?  Czy  prowa-

dzi on do budowy odrębnych stra-

tegii regionalnych? Czy i jak wpły-

wa to na zdolności konkurencyjne

Unii Europejskiej? Oto pytania, na

które  starano  się  odpowiedzieć  w

pierwszych referatach wprowadza-

jących.

Zarówno  z  analizy  społecznej

nauki Kościoła prof. Anieli Dylus z

Uniwersytetu im. Kard. S. Wyszyń-

skiego,  jak  i  analizy  „60  zasad

etycznych  Encykliki  Centessimus

Annus”,  dokonanej  przez  Jerzego

A. Donarskiego wynika, że Kościół

Grzegorz  Szulczewski

Kształtowanie  europejskiej

kultury biznesu

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

13

roku przez U.S. Department of La-

bor), praca w sferze biznesu stała

się bardziej absorbująca i wymaga

większego  poświęcenia  i  zaanga-

żowania  ze  strony  pracowników.

Pracuje  się  dziś  dłużej,  spełniać

trzeba coraz wyższe wymagania, a

utrzymanie  stanowiska  jest  trud-

niejsze  niż  kiedyś.  Tym  samym,

coraz ciężej jest zachować równo-

wagę pomiędzy pracą zawodową a

życiem  osobistym.  Zarówno  męż-

czyźni, jak i kobiety mają dziś mniej

czasu na sprawy osobiste – całą ich

energię pochłania praca i obowiąz-

ki domowe.

Średnia długość dnia pracy wy-

nosi  dziś  9,6  godzin,  tygodniowo

pracuje się około 50 godzin a od-

poczywa - 20 godzin . W 1973 roku

tydzień  pracy  wynosił  średnio  41

godzin  –  odpoczywano  26  godzin

tygodniowo (www.pollingreport.com/

workplay.htm, z 27 sierpnia 2002). Jak

komentuje  Putnam,  nawiązując  do

dychotomii Veblena, „klasa pracu-

jąca” pracuje dziś mniej, zaś „kla-

sa  próżniacza”  mniej  próżnuje

(2000:  191).  Z  danych  Economic

Policy Institute za okres 1979-1998

wynika,  że  w  grupie  krajów  rozwi-

niętych Stany Zjednoczone są pań-

stwem, w którym średnia ilość go-

dzin pracy w roku jest najwyższa i

jednocześnie, praktycznie jedynym

krajem, w którym pracuje się coraz

więcej.  Wszystkie  pozostałe  pań-

stwa (z wyjątkiem Szwecji, ale tam

pracuje się nadal najmniej), odno-

towały znaczący spadek ilości go-

dzin  pracy  (Mishel,  Bernstein,

Schmitt, 2001:400,403). Długi dzień

pracy  stał  się  częścią  kultury  biz-

nesu. W badaniach przeprowadzo-

nych przez Knopf, 44% responden-

tów stwierdziło, że praca po więcej

niż  osiem  godzin  dziennie  świad-

czy o tym, że jest się dobrym pra-

cownikiem (Knopf, 2001). Tradycyj-

ne myślenie kategoriami up or out

(awans lub zwolnienie) sprawia, że

pracownicy  podlegają  stałej  presji

parcia  do  przodu  i  podejmowania

nowych  wyzwań.  Zachowania  rytu-

alne,  o  których  pisał  Merton  (1982:

213), polegające na wycofaniu się z

wyścigu (czy to w imię kontestacji

czy też, jak w przypadku wielu ro-

dziców, w imię większego poświę-

cenia się życiu rodzinnemu) i celo-

wym  zaniżaniu  własnych  aspiracji

oznaczają w zasadzie koniec karie-

ry. Wymóg dążenia do awansu jest

tak  głęboko  zakorzeniony  kulturo-

wo, że o ile chce się zachować swój

status,  nie  można  pozwolić  sobie

nawet chwilowo na zaniżenie aspi-

racji. Jeden z respondentów w ba-

daniach Knopf ujął to w następują-

cy  sposób:  „Jeśli  zaczniesz  być

postrzegany jako osoba, której nie

zależy na awansie, to koniec z two-

ją  karierą.  Nie  będziesz  dostawać

atrakcyjnych  ofert,  nie  otrzymasz

dodatkowej  pracy”  (2001:159).

Wydaje  się,  że  niewiele  uległo

zmianie  od  końca  lat  50.,  gdy  w

podobnym duchu tyle, że o ówcze-

snym  ideale  „człowieka  organiza-

cji”, wypowiadał się Galbraith: „ty-

powy  pracownik  (..)  pnie  się  w

górę,  prześcigając  w  awansach

kolegów.  Jego  szanse  na  awans

musiałyby zmaleć, gdyby go podej-

rzewano,  że  miga  się  w  pracy  (..)

Oczekuje  się  po  nim,  że  będzie

dawał z siebie wszystko korporacji

i zwykle tak robi”(1973:68).

W  tym  kontekście  nietrudno  o

silną stygmatyzację pracy w niepeł-

nym  wymiarze  godzin,  która  w

przeważającej  ilości  przypadków

dotyczy  kobiet.  Pełnoetatowi  pra-

cownicy  oceniają  na  ogół  wyniki

pracy  „półetatowców”  jako  mniej

zadawalające, mimo iż obiektywne

oceny tego nie potwierdzają. Bada-

nia  Business  Work-Life  Study

(BWLS)  przeprowadzone  w  1998

roku przez Families and Work Insti-

tute wskazują, że spośród ankieto-

wanych  firm  oferujących  pracę  w

niepełnym  wymiarze  godzin  lub

elastyczne godziny pracy, zaledwie

18% uważa, że koszty wprowadze-

nia takich udogodnień przewyższa-

ją  korzyści,  36%  nie  zauważa  róż-

nicy,  zaś  46%  uznaje,  że  korzyści

są  większe  od  kosztów.  Mówi  się

dziś o formalnej dostępności fami-

ly-friendly  policies  w  biznesie  i  o

jednoczesnym  nieformalnym  na-

piętnowaniu  tych,  którzy  z  takich

programów korzystają. Przykładem

mogą być tzw. mommy tracks, czy-

li specjalne ścieżki kariery dla ma-

tek,  które  najkrócej  można  opisać

jako  dawanie  kobietom  wyboru  w

postaci: albo macierzyństwo, albo

możliwości awansu (Knopf, 2001).

Dotykamy  tu  kwestii  społecznie

akceptowanego  podziału  ról  płci  i

traktowania  problemu  zachowania

równowagi pomiędzy pracą zawo-

dową  a  obowiązkami  rodzinnymi

jako  wyłącznej  domeny  kobiet.

Sama nazwa mommy track sugeru-

je  wyraźnie,  że  w  oczekiwaniach

społecznych,  obowiązki  związane

z  wychowywaniem  dzieci  spoczy-

wać  powinny  na  matce,  a  nie  –

choćby  po  części  –  na  ojcu.  Męż-

czyzna biorący zwolnienie na opie-

kę nad dzieckiem, bądź też korzy-

stający z przysługującego mu urlo-

pu rodzicielskiego postrzegany jest

nadal - podobnie, choć jeszcze sil-

niej  niż  w  przypadku  niepełnoeta-

towców - jako pracownik niepoważ-

ny i obojętny na sprawy firmy. Ge-

neralnie,  korzystanie  z  wszelkich

elastycznych  i  niepełnowymiaro-

wych  form  zatrudnienia,  które  po-

zwalają łączyć obowiązki domowe

z  zawodowymi,  traktowane  jest

jako  brak  zaangażowania  ze  stro-

ny  pracowników  i  skazuje  ich  na

pozycję pracowników gorszej kate-

gorii.  Presja  ze  strony  środowisk

kobiecych  i  zachodzące  przemia-

ny obyczajowe sprawiają, że w ofi-

cjalnych  deklaracjach  amerykań-

skiego  świata  biznesu  wiele  mówi

się  o  programach  zatrudnienia

umożliwiających godzenie pracy z

obowiązkami  życia  rodzinnego,

jednak w praktyce za tą politycznie

poprawną  fasadą  utrzymywane  są

praktyki  kultywujące  tradycyjny

podział  na  tych,  którzy  karierę  ro-

bią i na tych, którzy nie robią jej w

ogóle. Widać dziś wyraźnie, że ko-

rzystanie  z  programów  prorodzin-

nych, które tworzone były z myślą

o  wyrównaniu  szans  obu  płci  i

umożliwieniu pogodzenia obowiąz-

ków  zawodowych  z  obowiązkami

rodzinnymi, oznacza tak naprawdę

rezygnację  z  możliwości  dalszego

rozwoju  zawodowego.  Oczekiwa-

nia  wobec  pracowników  oraz  ich

ocena  (nie  tylko  przez  przełożo-

nych,  ale  i  przez  współpracowni-

ków!)  formułowane  są  w  większo-

ści  przypadków  w  typowo  „mę-

skich” kategoriach, co sprawia, że

wciąż nagradzani są ci, którzy pod-

porządkowują  życie  rodzinne  i

sprawy  osobiste  pracy  i  karierze.

Wprowadzanie  nowych  rozwiązań

formalnych  napotyka  na  silną  ba-

rierę kultury biznesu, która gratyfi-

kuje  tych,  którzy  działają  zgodnie

z  typowo  „męskimi”  regułami  gry.

Wspomniane już wcześniej badania

NSCW, wykazały jednoznacznie, że

czynniki kulturowe postrzegane są

52

skiej  Unii  Walutowej  tendencja  do

stosowania deflacyjnej polityki na-

rodowej nie jest równoznaczna ze

skazaniem zjednoczonej Europy na

wolny wzrost czy stagnację docho-

du  narodowego.  Gdyby  tak  było,

idea integracji monetarnej w obec-

nym kształcie nigdy nie przekształ-

ciłaby  się  w  decyzję  polityczną.

Podporządkowanie  się  makroeko-

nomicznej  dyscyplinie  narzuconej

międzynarodowym  traktatem  z

Maastricht stwarza większe szanse

na przyciągnięcie kapitału z innych

stron świata, co może się wiązać z

podwyższeniem  poziomu  nakła-

dów  na  inwestycje  produkcyjne  i

uruchomieniem  efektywniejszych

dostosowań  po  stronie  podaży,

czyli  w  wyniku  decyzji  producen-

tów. Nie takie dostosowania jednak

interesują nas w tym artykule.

Z  uwagi  na  zarządzanie  popy-

tem,  z  powyższych  rozważań  wy-

nika  wniosek,  że  podjęcie  wyzwa-

nia  i  sięgnięcie  po  szanse,  jakie

stwarza  globalizacja  rynku  kapita-

łowego,  jest  równoznaczne  z  pro-

wadzeniem  takiej  samej  jedno-

stronnej polityki makroekonomicz-

nej bez względu na to, czy chodzi

o pojedynczy kraj, czy o zintegro-

wany  gospodarczo  region.  Obec-

nie polityka gospodarcza w otwar-

tych gospodarkach, zarówno wyso-

ko  rozwiniętych,  jak  i  „doganiają-

cych”,  znajduje  się  pod  wpływem

preferencji międzynarodowego ka-

pitału  i  międzynarodowych  ukła-

dów, zawartych w ramach Unii Eu-

ropejskiej oraz innych regionalnych

organizacji.  Dla  rządzących  ozna-

cza to przede wszystkim mniejsze

niż  w  przeszłości  pole  wyboru  i

manewru, dla ludzi biznesu - wnio-

sek,  że  muszą  się  liczyć  z  trwałą

tendencją  do  hamowania  popytu

krajowego. W ten sposób zbliżamy

się do końca artykułu, gdyż celem

tych  rozważań  nie  jest  ustalenie,

czy to dobrze, czy źle. Restrykcyj-

na polityka po stronie popytu koja-

rzy się ekonomistom wychowanym

na Keynesie z hamowaniem wzro-

stu  gospodarczego,  które  może

przerodzić się w recesję, co nie jest

pożądane ani przez polityków, ani

przez  przedsiębiorców,  ani  przez

konsumentów.  Z  drugiej  strony,

dostosowania  zgodne  z  preferen-

cjami  międzynarodowego  kapitału

prowadzą  do  niższej  inflacji,  niż-

szych  podatków,  stabilizacji  kursu

walutowego, które wydają się atrak-

cyjne, jeżeli nie dla polityków, to dla

większości społeczeństwa. Ekono-

miści  liberalni  argumentują,  że

taka  polityka  po  stronie  podaży

może uruchomić czynniki sprzy-

jające  wzrostowi  gospodarki.

Strona  podaży  nie  była  jednak

przedmiotem  tych  rozważań,  i

niech tak pozostanie. Pozostaw-

my  też  innym  dyskusję  warto-

ściującą. Poprzestańmy na kon-

statacji, że w dobie międzynaro-

dowej  integracji  rynków  krajo-

wych i globalizacji rynku kapita-

łowego,  narodowa  polityka  ma-

kroekonomiczna jest mniej auto-

nomiczna niż w przeszłości. De-

flacyjne  przegięcie  (deflationary

bias)  wydaje  się  trwałe,  bez

względu na deklaracje polityków

zabiegających o głosy wyborców

i  bez  związku  z  wynikami  kolej-

nych  demokratycznych  wybo-

rów.

1

 Druga część odpowiedzi powinna wska-

zywać na mniej pozytywną stronę globa-

lizacji  rynku  kapitałowego  –  na  ryzyko

kryzysu  finansowego,  które  jak  się  wy-

daje, wzrasta, jeśli kraj prowadzi ekspan-

sywną  politykę  makroekonomiczną  w

celu pobudzenia wzrostu gospodarki. Zgod-

nie z tytułem niniejszego artykułu chcę się

jednak skupić na konkurowaniu o zagranicz-

ny kapitał.

2

 Stwierdzenie to oznacza tylko tyle, że rzą-

dy krajów konkurujących, które chcą spro-

stać oczekiwaniom międzynarodowego ka-

pitału,  powinny  dążyć  do  tak  określonych

dostosowań  w  polityce  makroekonomicz-

nej, co nie oznacza, że nie podlegają one

również  innym  determinantom  i  realiom  –

ekonomicznym  i  politycznym,  czego  osta-

tecznym rezultatem może być nawet wzrost

udziału wydatków rządowych w produkcie

krajowym.

3

 Nie będę rozwijać argumentu, że zobowią-

zanie  do  używania  wspólnej,  regionalnej

waluty wydaje się obecnie najbardziej sku-

tecznym sposobem obrony przed atakami

spekulacyjnymi.  Jest  to  temat  godny  od-

dzielnego artykułu.

4

 Można polemizować z tym stanowiskiem

eurooptymistów, wykazując na przykładzie

inflacji, że nie doceniają oni, jak bardzo kra-

je Unii się od siebie różnią. Władze mone-

tarne Eurolandu troszczą się o poziom sto-

py procentowej, który z definicji ma być ten

sam  dla  każdego  kraju  członkowskiego.

Jednak rzeczywiste stopy inflacji są w kra-

jach  członkowskich  różne.  Dlatego  w  kra-

jach o względnie wysokiej inflacji realne sto-

py procentowe są względnie niskie i polity-

ka monetarna jest faktycznie bardziej eks-

pansywna niż w krajach o względnie niskiej

inflacji. Inaczej mówiąc, w krajach o stosun-

kowo  wysokiej  inflacji  polityka  monetarna

jest  bardziej  pro-inflacyjna,  w  przeciwień-

stwie  do  sytuacji  w  krajach  o  stosunkowo

niskiej inflacji.

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

14

przez pracowników jako jedna z za-

sadniczych  przeszkód  przy  chęci

(czy też konieczności) pogodzenia

kariery  zawodowej  z  obowiązkami

rodzinnymi.

W  większości  firm  biznesowych

w Ameryce pokutuje nadal przeko-

nanie, że dobry pracownik to taki,

który  pracuje  w  pełnym  wymiarze

godzin, nie bierze zwolnień, jest w

pełni dyspozycyjny i chętnie korzy-

sta  z  możliwości  pracy  po  godzi-

nach  (Gerson  i  Jacobs,  2001).  Ze

wspomnianych  wcześniej  badań

NORC wynika, że w 1998 roku 40%

amerykańskich  pracowników  nie

opuściło  ani  jednego  dnia  pracy,

zaś 50% opuściło zaledwie od jed-

nego  do  pięciu  dni  pracy  (NORC,

2002).  Tylko  50%  pracujących  ro-

dziców ma możliwość wzięcia wol-

nych  dni  na  opiekę  nad  chorym

dzieckiem bez utraty wynagrodze-

nia  lub  utraty  urlopu  (Family  and

Work Institute, 1997). Z kolei, w aż

67% firm oferujących pracę w nie-

pełnym  wymiarze  godzin  nie  za-

pewnia się „półetatowcom” świad-

czeń  zdrowotnych  (Family  and

Work Institute, 1998).

Mówi się dziś coraz więcej o zja-

wisku „wypalania się” menedżerów.

Przyczyn tego zjawiska upatruje się

między innymi w zbyt dużym tem-

pie  pracy,  zbyt  długim  dniu  pracy

(niektórzy  pracują  po  18  godzin

dziennie) i... w konieczności zarzą-

dzania  nieszczęśliwymi  pracowni-

kami (Levinson, 1996). Dwudziesto-

letnie  badania  grupy  menedżerów

średniego szczebla - w większości

są to dzisiaj czterdziestoparolatko-

wie  bez  szczególnych  perspektyw

awansu – wskazują, że są to osoby

mające  nieudane  małżeństwa,

ograniczające swoje zainteresowa-

nia  do  wąskiego  obszaru  własnej

pracy i obojętne na losy innych lu-

dzi.  Osoby  te,  wbrew  okazywanej

na zewnątrz otwartości, nie zawie-

rają przyjaźni i są wrogo nastawio-

ne do otoczenia. Są również mało

elastyczne i mają słaby kontakt ze

swoimi dziećmi. Znamienne jest, że

gdy  w  1981  roku  Levinson  pisał

swój  oryginalny  tekst  o  zjawisku

wypalania  się  dotykającym  mene-

dżerów, radził przełożonym, by na-

wiązywali silniejsze więzy z pracow-

nikami, dziś zaś nakłania każdego

z  menedżerów  do  wypracowania

“strategii wycofywania się”. Ma ona

polegać  na  opracowaniu  szeregu

alternatywnych rozwiązań na wypa-

dek niepowodzenia lub zwolnienia.

Jak  to  określa  Levinson,  żyjemy

dziś  w  czasach  całkowitego  pole-

gania  na  samym  sobie  (total  self-

reliance).

Profesjonalizm i sukces

mają płeć

Kulturowe  cechy  męskości-ko-

biecości  definiują  w  biznesie  za-

równo pojęcie sukcesu, jak i profe-

sjonalizmu.  W  biznesie  amerykań-

skim,  cechy  kojarzone  tradycyjnie

z  męskością,  czyli  takie  jak  aser-

tywność,  nastawienie  na  konkuro-

wanie z innymi czy dążenie do suk-

cesu materialnego, znajdują swoje

odzwierciedlenie we wzorcach oso-

bowościowych  menedżera,  wzor-

cach  życia  zawodowego  oraz  w

znaczeniach przypisywanych prze-

strzeni  organizacyjnej,  czasowi  i

ciału  (wraz  z  jego  seksualnością).

Kulturowe cechy męskie uwypuklo-

ne są niejednokrotnie przez współ-

występowanie  w  kulturze  amery-

kańskiej takich cech jak wąski kon-

tekst,  nastawienie  na  działanie,

wewnątrzsterowność  czy  sekwen-

cyjne podejście do czasu.

Sukces

Kultura  amerykańska  to  kultura

sukcesu. Sukces musi być indywi-

dualny, widoczny i mierzalny. Utoż-

samianie  sukcesu  z  korzyściami

materialnymi jest w Ameryce silniej-

sze  niż  w  innych  krajach.  Sukces,

który  nie  ma  przełożenia  finanso-

wego  nie  jest  prawdziwym  sukce-

sem. „...Ludzie interesu, jak i całe

społeczeństwo nie mają cierpliwo-

ści dla tych, którym wciąż brakuje

pieniędzy. Ostatecznie liczy się suk-

ces  i  to  on  uzasadnia  dążenie  do

celu i nadaje pracy wartość” (Jac-

kall,  1997:151).  Na  stronach  inter-

netowych  Federal  Reserve  Board

(Fed) (www.federalreserve.gov/pu-

blications.htm),  głównej  i  najważ-

niejszej  instytucji  ekonomicznej

Stanów  Zjednoczonych  znajduje

się  witryna  Smart  Up!  poświęcona

edukacji  ekonomicznej  młodych

ludzi. We wstępie czytamy, że każ-

dy może decydować o tym, jak bę-

dzie  żył,  choć  musi  mieć  świado-

mość,  że  za  „wymarzone  życie”

(dream life) będzie musiał... zapła-

cić. Odwiedzający tę stronę mogą

poddać się testowi, którego wyniki

wskażą im wybór odpowiedniej ka-

riery  zawodowej.  Pytania  w  teście

dotyczą  wyłącznie  chęci  posiada-

nia  i  korzystania  z  różnych  dóbr

materialnych  (samochód,  dom

itp.). Styl i jakość życia utożsamio-

ne są jednoznacznie z indywidual-

nym  zaspokajaniem  potrzeb  kon-

sumpcyjnych.  Wycena  „wymarzo-

nego życia” ma wskazać zawody i

stanowiska,  które  będą  mogły  za-

pewnić  poziom  dochodów  odpo-

wiedni  do  zadeklarowanych  po-

trzeb  konsumpcyjnych.

Większe  niż  gdzie  indziej  na

świecie  fascynacja  osiągnięciami

materialnymi  i  ich  akceptacja  tłu-

maczone  są  dziś  wpływami  etyki

protestanckiej  i  typową  przez  wie-

ki  dla  Ameryki  obfitością zasobów.

Powodzenie podejmowanych przed-

sięwzięć  oznaczało  czerpanie  wy-

miernych korzyści i nie wiązało się

zazwyczaj z pozbawianiem innych

szansy  sukcesu.  Dlatego  też  w

myśleniu  Amerykanów  bardzo  sil-

nie  zakorzenione  jest  pozytywne

myślenie o tych, którym się udało,

gdyż  ci  którzy  doznali  porażki  za-

pewne nie dość się starali. Znakiem

czasu jest fakt, że nie wspomina się

już o powołaniu (calling) do służe-

nia Bogu i wspólnocie, czy o byciu

wybranym.  Przed  wiekami  ciężka

praca  i  osiągnięcia  były  oznaką

powołania  jednostki  do  realizacji

zamiarów  bożych,  teraz  zaś  mówi

się: a rich person cannot be com-

pletely  bad  –  or  else  the  person

would not be rich (Stewart, Bennett,

1991:82).

Namiętność  do  dobrobytu  nie

jest w Ameryce namiętnością jedy-

ną,  lecz  powszechną,  i  nawet  jeśli

nie  u  wszystkich  się  jednakowo

objawia,  żywią  ją  wszyscy.  Umysł

Amerykanów bez reszty pochłania-

ją zabiegi zmierzające do zaspoko-

jenia  wszystkich  potrzeb  ciała  i

wprowadzanie  drobnych  udogod-

nień życiowych (...) Zamiłowanie do

dobrobytu  stało  się  upodobaniem

ogólnonarodowym  i  dominującym;

w tym kierunku bowiem płynie wiel-

ki  nurt  namiętności,  porywając  ze

sobą  wszystko  (Tocqueville,  1976:

354-355).

Od dzieciństwa Amerykanie sty-

51

nienie  lokalnych  więzi  gospodar-

czych  nie  zwiększa  izolacji  bloku

względem reszty świata.

Dla podjętego tematu istotne jest

stwierdzenie, że jednolity pieniądz

i wspólna polityka monetarna w re-

gionie,  stanowią  znaczną  przewa-

gę  konkurencyjną  w  międzynaro-

dowej walce o zagraniczny kapitał

3

.

Obszar Europy, gdzie towary i ka-

pitał  przepływają  swobodnie,  ze

wspólną walutą i wspólną polityką

monetarną,  z  częściowo  ujednoli-

conymi przepisami, ma duże szan-

se, aby wygrać współzawodnictwo

o inwestycje zagraniczne z wielkim

i jak dotąd najbardziej atrakcyjnym

rynkiem  Stanów  Zjednoczonych

Ameryki.  Istotnie,  europejski  plan

–  w  takiej  formie,  w  jakiej  został

wprowadzony w życie – przypomi-

na  „Stany  Zjednoczone  Europy”.

Zastępowanie jedenastu jednostek

pieniężnych  jednym  euro,  to  taki

sam proces, jak zastąpienie 13 jed-

nostek pieniężnych północno-ame-

rykańskich kolonii dolarem USA. W

roku  1792  dolar  był  fabrycznie

nową  jednostką,  tak  jak  euro  w

roku 1999. Fakt, że stany USA nie

prowadziły  własnej  polityki  mone-

tarnej i kursowej, przyczynił się do

wzrostu  zjednoczonej  gospodarki.

Podobnie jak Amerykanie dwa stu-

lecia  wcześniej,  teraz  Europejczy-

cy doszli do wniosku, że unia mo-

netarna  będzie  miała  pewną  istot-

ną  przewagę,  nawet  jeśli  wymaga

przekazania części władzy narodo-

wych banków centralnych na rzecz

Europejskiego Banku Centralnego.

„Zjednoczone  Stany  Europy”,  z

własną walutą akceptowaną na ca-

łym  świecie  i  zintegrowanym  ryn-

kiem  ponad  200  milionów  ludzi,

mają większe możliwości korzysta-

nia z oszczędności zagranicznych

(w  formie  kredytu  i  inwestycji),  w

celu  finansowania  wzrostu  gospo-

darczego oraz deficytów fiskalnych

i  zewnętrznych,  ponieważ  lepiej

spełniają oczekiwania zagraniczne-

go kapitału. Po pierwsze, wspólna

waluta  radykalnie  ogranicza  ryzy-

ko zmiany kursu. Ponieważ polity-

ka  kursowa  została  wyłączona  z

kompetencji  polityków,  mniejsze

jest  prawdopodobieństwo  rządo-

wej ingerencji w przepływy towaro-

we i kapitałowe. Z chwilą wprowa-

dzenia wspólnej waluty, możliwości

spekulacyjnej  gry  na  dewaluację

zostają wyeliminowane. Inaczej niż

to było w przeszłości, kiedy nawet

w  Europejskim  Systemie  Waluto-

wym  gospodarki  zachodnioeuro-

pejskie  ponosiły  ryzyko  nagłych

zmian  kursowych  w  następstwie

ataku  spekulacyjnego,  wraz  z  ne-

gatywnymi  konsekwencjami  dla

długoterminowych inwestycji i han-

dlu  międzynarodowego.

Po drugie, transakcje w jednoli-

tym obszarze walutowym wiążą się

z niższymi kosztami. Swego rodza-

ju  koszty  transakcji  stanowi  koszt

wymiany walut, który może urosnąć

do  znacznych  rozmiarów,  kiedy

poszczególne składniki do produk-

cji pochodzą z różnych krajów. Li-

kwidacja  kursów  walutowych  w

następstwie rezygnacji z walut na-

rodowych,  a  także  ujednolicone

przepisy  na  całym  obszarze  Unii,

oznaczają wyzbycie się niektórych

kosztów, związanych z transakcja-

mi handlowymi i nie tylko, oraz po-

zwalają  spodziewać  się  zwiększo-

nego napływu kapitału do Eurolan-

du.

Po  trzecie,  kraje  członkowskie

unii walutowej mają większe szan-

se  utrzymania  inflacji  na  niższym

poziomie. Wspólna polityka mone-

tarna  powinna  przyczynić  się  do

wyrównania stóp inflacji w krajach

Eurolandu,  analogicznie  do  skut-

ków narodowej polityki monetarnej

dla  regionów  kraju.  I  jeżeli  tylko

Europejski  Bank  Centralny  będzie

w stanie oprzeć się naciskom poli-

tycznym,  poziom  inflacji  powinien

spadać

4

.

Drugą  stroną  medalu  są  wyma-

gania, które musi spełnić kraj, aby

skorzystać z dobrodziejstw wspól-

nej waluty. Europejska Unia Walu-

towa,  konkurując  o  zagraniczny

kapitał,  wymaga  stosowania  na

szczeblu  regionalnym  deflacyjnej

polityki makroekonomicznej, analo-

gicznej  do  tej  o  której  była  mowa

wyżej  w  odniesieniu  do  poszcze-

gólnych krajów biorących udział we

współzawodnictwie.  Praktycznie

kraje, które przyłączyły się do Eu-

rolandu,  mogą  zrobić  bardzo  nie-

wiele na rzecz pobudzenia własnej

gospodarki.  Kiedy  kraj  staje  się

członkiem Unii, przekazuje władzę

stanowienia  krótkoterminowych

stóp  procentowych  niezależnemu

Europejskiemu Bankowi Centralne-

mu. Oznacza to, że rząd nie może

już  więcej  wywierać  nieformalnej

presji,  aby  podaż  pieniądza  (lub

kredytu  krajowego)  została  zwięk-

szona  lub  aby  stopy  procentowe

zostały  obniżone.  Natomiast  eks-

pansywna polityka fiskalna bezpo-

średnio  rodzi  dla  kraju  członkow-

skiego  dodatkowy  koszt.  Zgodnie

z  postanowieniami  traktatu  z  Ma-

astricht,  jeśli  deficyt  budżetowy  w

kraju  członkowskim  przekroczy

wartość  3%  PKB,  rząd  tego  kraju

płaci  karę  w  postaci  zamrożenia

środków. Sankcja nie jest stosowa-

na tylko w przypadku, gdy względ-

nemu wzrostowi deficytu budżeto-

wego towarzyszy znaczny (co naj-

mniej  2-procentowy)  spadek  tem-

pa wzrostu, co przy obecnej śred-

niej stopie wzrostu w krajach Euro-

landu (około 2 proc.), dotyczy tyl-

ko  krajów  znajdujących  się  w  sta-

gnacji.  Porozumienie  z  Amsterda-

mu o dążeniu do zrównoważonych

budżetów, wzmacnia to ogranicze-

nie. Tak więc przyjęte reguły koor-

dynacji  polityki  makroekonomicz-

nej  sprawiają,  że  kraje  członkow-

skie  nie  mają  już  swobody  stoso-

wania ekspansywnej polityki, czy to

pieniężnej, czy to fiskalnej w razie,

gdy uznają, że pojawia się potrze-

ba  pobudzenia  gospodarki  za  po-

mocą  zwiększonego  popytu.  Nie

mogą  również  posłużyć  się  dewa-

luacją z powodu nałożonego umo-

wą  z  Maastricht  wymogu  stałego

kursu walutowego w przejściowym

dwuletnim  okresie  i,  tym  bardziej

później,  po  wyeliminowaniu  naro-

dowej  waluty.  Oznacza  to  wyrze-

czenie  się  stosunkowo  łatwego

sposobu  poprawy  w  krótkim  cza-

sie międzynarodowej konkurencyj-

ności  rodzimej  produkcji  i  pobu-

dzenia  zagranicznego  popytu;  za-

miast  tego  oczekuje  się  działań

skłaniających  do  dostosowań  po

stronie podaży (patrz tabela 2).

W ostatecznym rachunku, w za-

mian za korzyści z używania moc-

nej  i  powszechnie  akceptowanej

waluty, kraje zintegrowane w Euro-

landzie i kraje kandydujące, w naj-

bliższej  przyszłości  muszą  pogo-

dzić się z utratą autonomii w zarzą-

dzaniu  łącznym  popytem.  Układy

dotyczące unii monetarnej ukierun-

kowują  politykę  makroekonomicz-

ną krajów członkowskich ku hamo-

waniu wzrostu popytu, co w dobie

globalizacji  jest  ceną  przyciągnię-

cia  zagranicznego  kapitału.  Spro-

wokowana  instytucjami  Europej-

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

15

mulowani są przez środowiska wy-

chowawcze do konkurowania z in-

nymi  i  bycia  najlepszymi.  Ambicje

nakierowane na osiąganie wymier-

nych  materialnych  sukcesów  po-

strzegane  są  jako  cechy  pozytyw-

ne. Otwarcie współzawodniczy się

z  innymi  uczniami,  walcząc  o  jak

najlepsze oceny w szkole. Obowią-

zuje norma bycia najlepszym - naj-

lepszym uczniem, najlepszym stu-

dentem  i  najlepszym  pracowni-

kiem. Kariera zawodowa jest plano-

wana relatywnie wcześnie i układa-

na,  podobnie  jak  CV,  pod  kątem

atrakcyjnych  ofert  na  rynku  pracy.

Rodzice i nauczyciele stymulują w

dzieciach poczucie własnej warto-

ści,  często  kosztem  obiektywnej

oceny. Jak pisze Hofstede, w spo-

łeczeństwie amerykańskim obowią-

zuje  norma  dowartościowywania

jednostki. Prowadzi to z jednej stro-

ny do sytuacji, w której każdy bar-

dzo  poważnie  traktuje  swoje  pro-

blemy i kompetencje, z drugiej jed-

nak  przecenia  w  dużym  stopniu

swoje  rzeczywiste  możliwości.  W

wielu  międzynarodowych  bada-

niach  przeprowadzonych  na  gru-

pach uczniów i studentów, Amery-

kanie  zawsze  oceniali  siebie  sa-

mych  i  swoje  umiejętności  dużo

wyżej niż wskazywałyby na to wy-

niki  testów  (Hofstede,  2001:303-

304).  Z  badań  International  Mana-

gement (Arbose, 1980) wynika, że

ponad połowa amerykańskich me-

nedżerów zatrudnionych w firmach

deklaruje,  że  ich  celem  jest  obję-

cie stanowiska dyrektora naczelne-

go.

Słowo  „agresywność”  ma  w  ję-

zyku  angielskim  wydźwięk  pozy-

tywny. Agresywny pracownik, agre-

sywny  sprzedawca,  agresywna

kampania  reklamowa,  agresywny

kandydat  do  pracy  brzmią  jak  su-

perlatywy.  W  innych,  bardziej  ko-

biecych  kulturach  wydają  się  być

groźne, żenujące lub śmieszne. W

polskich kręgach biznesowych owa

agresywna  terminologia  przejęta

została na fali fascynacji amerykań-

skim  biznesem,  a  i  z  braku  wła-

snych  wzorców.  Ciekawe  byłoby

zbadanie  uwarunkowań  kulturo-

wych przejęcia owej retoryki. Wie-

le wskazywać może na podobny do

amerykańskiego czynnik męskości.

Merton  zwracał  uwagę,  że  „kul-

tura  (amerykańska)  zaleca  przyję-

cie trzech zasad: pierwsza - wszy-

scy winni zdążać do tych samych,

istotnych  celów,  gdyż  są  one  do-

stępne  dla  wszystkich,  druga  -

obecne,  widoczne  niepowodzenie

jest  tylko  przystankiem  na  drodze

do ostatecznego sukcesu, i trzecia

- autentyczną porażką jest wyłącz-

nie  ograniczenie  lub  wyzbycie  się

ambicji”  (Merton,  1982:  202).  Tak

silna kulturowa presja na odnosze-

nie sukcesu i jednoczesne utożsa-

mianie  tego  sukcesu  z  gromadze-

niem bogactwa sprawia, że defini-

cją dewianta objęty będzie w Ame-

ryce  każdy,  kto  świadomie  zaniży

swoje aspiracje. W kulturze, w któ-

rej winning isn’t the most important

thing  –    it’s  the  only  thing,  trudno

jest przyznać, że niezbyt wystarcza-

jąco się próbowało.

Sukces  osobisty  stał  się  ponie-

kąd wartością samą w sobie i jest

na  tyle  nęcący,  że  usprawiedliwia

środki prowadzące do celu. Albert

zwraca uwagę, że często dochodzi

do rozumowania opartego na sofi-

zmacie:  to,  co  odnosi  sukces  jest

efektywne, to, co jest efektywne jest

prawdziwe, zatem to co odnosi suk-

ces  jest  prawdziwe  (Albert,  1994).

Sentencje  zawierane  w  dziełach

niektórych  amerykańskich  guru

zarządzania osiągają niekiedy taki

poziom patosu, że aż trudno uwie-

rzyć, że pisane były bez cienia iro-

nii:

„Wielkie bogactwo pozwala jed-

nostkom pozostawić ślady na pia-

sku  czasu...  Ci,  którzy  osiągnęli

bogactwo są ważni i należy zabie-

gać  o  ich  względy.  Zasługują  na

szacunek...  Są  zwycięzcami.  Bo-

gactwo zawsze było ważnym obiek-

tem dążeń ludzkich, ale teraz staje

się jedyną miarą wartości człowie-

ka.  Jeśli  chcesz  się  wykazać  mu-

sisz brać udział w tej grze. To roz-

grywka pierwszoligowa. Jeśli w niej

nie  grasz  to  znaczy,  że  jesteś  wy-

brakowany”(Thurow, 1999, 14-15).

Bell  podkreśla,  że  osiągnięcia

zawsze  były  podstawową  cnotą  w

amerykańskim  systemie  wartości,

jednak  od  początku  lat  50.  trady-

cyjną  definicję  osiągnięć  formuło-

waną  w  kategoriach  działań  i  do-

konań  zaczęto  zastępować  defini-

cją, w której osiągnięcia określano

w  kategoriach  statusu  i  gustu

(1976:70).  W  sferze  kultury  bizne-

su  zaczęły  występować  jednocze-

śnie dwa wątki. Z jednej strony na-

dal kładziono silny akcent na osią-

gnięcia, rozumiane jako praca, za-

angażowanie i poświęcenie, z dru-

giej  zaś  -  otoczka  marketingu

przedstawiała osiągnięcia jako brak

ograniczeń  w  szeroko  rozumianej

konsumpcji.  Jedna  z  tytułowych

sprzeczności kapitalizmu, na którą

zwracał  uwagę  Bell  w  swej  pracy,

polegała zatem na tym, że amery-

kańskie  korporacje  oczekiwały  od

swych pracowników ciężkiej pracy,

pokonywania  kolejnych  szczebli

kariery oraz wytrwałości i cierpliwo-

ści w nadziei na zasłużoną gratyfi-

kację  i  jednocześnie  promowały

ideał przyjemnego życia obfitujące-

go  w  nagrody  typu  „instant”.  Pra-

cownik  powinien  był  być  zatem  –

jak  mówił  Bell  –  straight  za  dnia,

nocą zaś przeistaczać się powinien

był  w  swingera.  Problem  ten  był

również  sygnalizowany  we  wspo-

mnianych  już  wcześniej  komenta-

rzach Lyndów. Zwracali oni uwagę,

że  mimo  iż  nie  udało  się  całkowi-

cie zatrzeć konfliktu pomiędzy edu-

kacją  purytańską  a  bezwzględno-

ścią  potrzebną  do  osiągnięcia

awansu społecznego, amerykański

biznesmen nieźle radził sobie z tym

konfliktem, żyjąc w dwóch odmien-

nych  systemach  moralnych  (po-

zwalał na to wąski kontekst kultury

amerykańskiej!).  Wiele  zdaje  się

wskazywać  na  to,  że  wyjątkowo

dobrze  uporano  się  z  tym  proble-

mem,  przynajmniej  w  sferze  reto-

ryki, w latach 90. XX wieku.

Męskie cechy dobrego

menedżera

W  amerykańskim  biznesie  za

najbardziej pożądane cechy mene-

dżera  uważa  się  wciąż  cechy  tra-

dycyjnie męskie. Tak zwana osobo-

wość typu A charakterystyczna jest

dla  ponad  połowy  amerykańskiej

populacji, przy czym w świecie biz-

nesu odsetek ten jest znacznie wy-

ższy.  Osobowość  typu  A  cechuje

„agresywne zaangażowanie w bez-

ustanną walkę, żeby osiągnąć co-

raz więcej, w coraz krótszym czasie

i - jeśli wymagają tego okoliczności

-  wbrew  wszystkiemu  i  wszystkim,

którzy stają na drodze do sukcesu”

(Friedman i Rosenman, 1974, cyt. za

Robbins, 1998:64). W Ameryce oso-

bowość  ta  jest  wysoko  ceniona  i

50

kursu wymiennego walut pod kon-

trolą, a w szczególności unikać sy-

tuacji  zmuszających  do  oficjalnej

dewaluacji.  Bankowi  centralnemu

kraju  przyjmującego  łatwiej  jest

sprostać temu zadaniu, jeżeli defi-

cyt bilansu płatniczego jest umiar-

kowany. Na tę wielkość wpływ mają

m.in.  wydatki  rządu,  przyczyniają-

ce  się  do  zmian  popytu  w  kraju.

Rząd powinien zatem wspomagać

bank  centralny,  ograniczając  swo-

je  wydatki  i  deficyt  budżetowy.  W

przeciwnym  razie,  pod  wpływem

zwiększonego  popytu  krajowego,

może  rosnąć  deficyt  bilansu  płat-

niczego,  który  bank  centralny  z

coraz większym trudem będzie po-

krywał, wyzbywając się swoich re-

zerw walutowych, pojawi się presja

na dewaluację, a to może sprowo-

kować atak spekulacyjny i uciecz-

kę  kapitału,  czego  doświadczyły

niektóre kraje w latach 90.

Po  drugie,  dochód  z  inwestycji

powinien być wyższy niż w innych

krajach konkurujących o zagranicz-

ny kapitał. Kapitał portfelowy napły-

wa wtedy, kiedy stopy procentowe,

określające  dochód  z  aktywów  w

kraju przyjmującym, są wyższe niż

stopy  procentowe  gdzie  indziej.

Polityka  względnie  wysokich  stóp

procentowych  oznacza  jednak,

obok wyższej rentowności inwesty-

cji finansowych, również drogi kra-

jowy  kredyt  i  ograniczanie  popytu

wewnętrznego.

Inwestorzy  mogą  zatrzymać  dla

siebie  większą  część  zarobionych

pieniędzy, jeżeli podatki od korpo-

racyjnych zysków, dochodów oso-

bistych  i  obciążenie  podatkowe

pracy, są względnie niskie. Jednak

rząd, który chce konkurować o za-

graniczny  kapitał  za  pomocą  niż-

szych podatków, musi pogodzić się

z niższymi przychodami i dostoso-

wać  do  nich  swoje  wydatki.  Aby

przyciągnąć  w  ten  sposób  zagra-

nicznych  inwestorów,  rząd  musi

ograniczyć swój budżet.

Zyski inwestorów są realnie tym

większe,  im  niższa  jest  inflacja  w

kraju.  Teoretycznie,  zgodnie  z  za-

leżnością  Phillipsa,  każdy  rząd

może  wybierać,  czy  chce  walczyć

z nadmiernym bezrobociem, czy ze

zbyt  wysoką  inflacją.  W  obliczu

współczesnego rozwoju rynku mię-

dzynarodowego  kapitału,  rządy

rozstrzygają  ten  dylemat  na  ko-

rzyść  walki  z  inflacją.  Wyjście  na-

przeciw  temu  oczekiwaniu  zagra-

nicznego kapitału wymaga, podob-

nie  jak  w  poprzednich  przypad-

kach, restrykcyjnej polityki fiskalnej

i  monetarnej.  Zarówno  ogranicze-

nie  wzrostu  wydatków  rządowych

netto,  jak  i  podrożenie  krajowego

kredytu  jest  konieczne,  aby  po-

wściągnąć  wewnętrzny  popyt  na

dobra i usługi, a tym samym lepiej

dostosować jego poziom do pozio-

mu  łącznej  podaży  i  zmniejszyć

lukę inflacyjną.

W  sumie,  konkurowanie  o  kapi-

tał zagraniczny w dzisiejszych wa-

runkach  implikuje  ograniczenie

wyboru  w  narodowej  polityce  go-

spodarczej,  która  koncentruje  się

hamowaniu  krajowego  popytu  za

pomocą  ograniczania  wzrostu  wy-

datków rządu i utrzymywania rela-

tywnie wysokiej ceny kredytu. Rzą-

dy,  które  próbowały  zastosować

politykę  odwrotną  w  celu  ożywie-

nia gospodarki swojego kraju (np.

Francja w latach 1981-1982, Austra-

lia  w  latach  1983-1984),  musiały

szybko od niej odejść. Przekonały

się  bowiem,  iż  próby  zwiększenia

łącznego  popytu,  zwłaszcza  za

pomocą  ekspansywnej  polityki

monetarnej,  rodzą  obawy  właści-

cieli  międzynarodowego  kapitału,

że obniżka stopy procentowej spro-

wokuje odpływ gorącego pieniądza

i w konsekwencji zostanie obniżo-

ny również kurs walutowy. Stosow-

nie  do  tych  oczekiwań  zagranicz-

ny kapitał albo wycofuje się w po-

szukiwaniu  bardziej  zyskownych

lokat  w  innej  części  świata,  albo

rozpoczyna  spekulacyjną  grę  na

dewaluację,  co  rodzi  niebezpie-

czeństwo  wybuchu  kryzysu  finan-

sowego.  Takie  zachowanie  pod-

miotów  międzynarodowego  rynku

kapitałowego  stwarza  nacisk  na

władze  gospodarcze  krajów  przyj-

mujących,  aby  utrzymywały  sto-

sunkowo wysokie stopy procento-

we i stosowały inne środki deflacyj-

ne.  Wzgląd  na  preferencje  i  reak-

cje oferentów zagranicznego kapi-

tału  skłania  rządy  do  wybierania

między  takimi  układami  polityki

makroekonomicznej  (policy  mix),

które  prowadzą  do  ograniczenia

wzrostu wydatków w kraju

2

.

Dostosowania w kraju

zintegrowanym w ramach

Unii Europejskiej

Jeżeli  globalizację  rynków  kapi-

tałowych  uznać  za  jedno  z  głów-

nych  współczesnych  wyzwań  dla

narodowej  polityki  gospodarczej,

to  regionalizacja,  a  w  szczególno-

ści  realizacja  unii  monetarnej  w

Europie w latach 90., może być wła-

ściwą na nie odpowiedzią. Wydaje

się, że nie ma sprzeczności między

tendencją do integracji regionów w

różnych częściach świata a globa-

lizacją,  szczególnie  w  przypadku

Europy  Zachodniej,  gdzie  wzmoc-

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

16

utożsamiana  zarówno  z  wysokimi

ambicjami, jak i sukcesem material-

nym.  Rywalizacja  z  innymi  wydaje

się być immanentną cechą amery-

kańskiego biznesu. „Wizerunek ni-

czemu nie podporządkowującej się

agresywności”  postrzegany  jest

jako szczególnie atrakcyjny na Wall

Street (Jackall, 1997:161). W 1952

roku w miesięczniku National Orga-

nization of Manufacturers ostrzega-

no  przed  intelektualizującymi  teo-

retykami,  którzy  oferują  iluzorycz-

ne wizje nie nastawionego na kon-

kurencję biznesu – niebiańskiej ko-

operacji. Podkreślano, że duch za-

ciekłej  rywalizacji  zamiera  w  czło-

wieku tylko w jednym przypadku –

gdy  człowiekowi  przestaje  bić  ser-

ce  (Sutton,  Harris,  Kaysen,  Tobin,

1956:40).

Amerykański  „męski”  menedżer

wpisuje  się  zgrabnie  w  tradycję

amerykańskich  bohaterów.  Pante-

on nieugiętych i zwycięskich posta-

ci kultury amerykańskiej to zarazem

panteon  kultury  typowo  męskiej.

Owi równie amerykańscy, co męscy

bohaterowie uosabiają wszystkie te

cechy, które uznawane są w świe-

cie biznesu za niezbędne atrybuty

odnoszącego sukcesy menedżera.

Frontierów,  historycznych  bohate-

rów  wojennych,  bohaterów  filmo-

wych, słynnych polityków (wszyscy

prezydenci  i  wiceprezydenci  ame-

rykańscy  to  mężczyźni),  a  nawet

bohaterów  kreskówek  dla  dzieci

(też swoją drogą do niedawna sami

mężczyźni!)  łączy  „wiele  męskie-

go”.

Nie przypadkiem sporo terminów

z  dziedziny  zarządzania  wziętych

jest prosto z języka działań wojen-

nych.  Strategia,  cel,  misja,  party-

zancki  atak  i  marketing,  ofensyw-

na defensywa, alianse strategiczne,

atak  skrzydłowy  czy  pytania-poci-

ski  (bullet  questions)  to  tylko  nie-

które  przykłady  z  języka  biznesu.

Wiele  z  tych  terminów  weszło  do

międzynarodowego żargonu bizne-

sowego – często zachowały formę

angielskojęzyczną,  gdyż  trudno

było  je  przetłumaczyć  (ze  wzglę-

dów  kulturowych!)  na  inne  języki.

Również  autorzy  amerykańskich

bestsellerów z dziedziny zarządza-

nia  posługują  się  retoryką  wojen-

ną. Tytuły niektórych książek budzą

jednoznaczne skojarzenia i nie po-

zostawiają  wątpliwości,  że  mamy

do  czynienia  z  toczącą  się  wojną:

The Way to Win: Strategies for Suc-

cess  in  Business  and  Sport  (Spo-

sób  na  wygraną.  Strategie  sukce-

su dla biznesu i sportu), Managing

to Survive (Zarządzać tak, aby prze-

trwać),  Troubleshooter,  Swim  with

the Sharks without Being Eaten Ali-

ve (Pływać z rekinami i nie dać się

zjeść  żywcem),  The  Discipline  of

Market  Leaders:  Choose  Your  Cu-

stomers, Narrow Your Focus, Domi-

nate Your Market (Do przywódców

rynku:  wybierzcie  klientów,  na-

mierzcie  swój  cel,  zdominujcie  ry-

nek).

W międzynarodowych badaniach

przeprowadzonych  w  1996  roku,

respondenci  poproszeni  zostali  o

przypisanie  cech  kojarzących  się

im z takimi kategoriami jak: „kobie-

ty”, „mężczyźni” i „odnoszący suk-

cesy menedżerowie” (Schein, Mu-

eller, Liuchy, Liu,1996). W przypad-

ku  badanych  Amerykanów,  opis

mężczyzn  i  opis  menedżerów  od-

noszących sukcesy były bardzo sil-

nie pozytywnie skorelowane, nieza-

leżnie od tego czy respondentami

były kobiety, czy mężczyźni. Kore-

lacja opisu kobiet i opisu menedże-

rów odnoszących sukcesy była ze-

rowa  w  przypadku  respondentów-

mężczyzn i pozytywna, ale relatyw-

nie słaba w przypadku responden-

tów  kobiet.  Kobiecość  nie  kojarzy

się  Amerykanom  z  sukcesem  w

świecie biznesu. Te z kobiet, które

sukcesy  takowe  odnoszą,  ocenia-

ne są podług typowo męskich kry-

teriów profesjonalizmu. Zdarza się

wtedy, jak w sloganie reklamowym

amerykańskiej  armii,  że:  Some  of

our  best  men  are  women  (Niektó-

rzy  z  naszych  najlepszych  męż-

czyzn są kobietami).

Profesjonalnie  „męskie”

ujęcie czasu

Definiowanie  profesjonalizmu  w

kategoriach typowo męskich odno-

si  się  również  do  sposobu  trakto-

wania  czasu.  Nastawienie  do  cza-

su jest jednym z istotnych wyznacz-

ników zachowań biznesowych. Naj-

ogólniej  rzecz  ujmując,  kategoria

czasu traktowana może być w spo-

sób sekwencyjny - mówi się wtedy

o  kulturach  monochronicznych  -

lub  synchroniczny  -  mamy  wtedy

do  czynienia  z  kulturami  polichro-

nicznymi (Hall, 1990, Trompenaars,

1993).  Przy  podejściu  sekwencyj-

nym, czas traktowany jest jako ciąg

następujących  po  sobie,  niezależ-

nych wydarzeń, zaś przy synchro-

nicznym osadzony jest w szerokim

kontekście społecznym i historycz-

nym  oraz  definiowany  w  relacjach

z  innymi  i  redefiniowany  wydarze-

niami z przeszłości.

Prosty podział na kultury sekwen-

cyjne  i  synchroniczne  pomija  dość

istotny aspekt różnic zdeterminowa-

nych płcią. Niezależnie od orienta-

cji  czasowej  dominującej  w  danej

kulturze,  kobiety  traktują  na  ogół

czas  w  sposób  bardziej  synchro-

niczny  niż  mężczyźni,  mężczyźni

zaś  skłaniają  się  ku  podejściu  se-

kwencyjnemu  (Leonard,  2002).

Owe  różnice  w  traktowaniu  czasu

przez kobiety i mężczyzn są wyraź-

nie  większe  w  kulturach  męskich,

gdzie  synonimem  profesjonalizmu

jest  na  ogół  podejście  sekwencyj-

ne. Time-and-motion studies, zarzą-

dzanie czasem (uznane przez Ste-

phena Coveya za jeden z siedmiu

podstawowych  nawyków  skutecz-

nego  działania),  time-to-market,

just-in-time czy też założenia o cy-

klu  życia  produktów,  które  dojrze-

wają  i  starzeją  się  –  wszystko  to

opiera się na założeniu o sekwen-

cyjności  czasu.  Monochroniczny

czas jest, jak zauważa Hall, równie

„namacalny’  co  pieniądz;  można

go  zmarnotrawić,  zaoszczędzić,

spożytkować  lub  stracić  (Hall,

1990:13).  Nieodzowność  rozkładu

zajęć, punktualne terminy spotkań,

terminy  nieprzekraczalne  (deadli-

nes),  koncentracja  na  wykonywa-

niu jednej czynności w danym mo-

mencie,  to  tylko  niektóre  z  symp-

tomów sekwencyjnego traktowania

czasu,  które  traktowane  są  jako

uniwersalnie  profesjonalne.

Sekwencyjne  podejście  do  cza-

su należy wiązać w Ameryce z kon-

cepcją  time  thrift,  która  narodziła

się  w  początkach  XVII  wieku  wraz

z rozwojem plantacji tytoniu w Wir-

ginii.  Chodziło  wówczas  o  zwięk-

szenie ilości godzin pracy i zwięk-

szenie  uwagi  na  wydajność  pra-

cowników.  W  czasach  Franklina

time  thrift  przypomniany  został  ze

zwiększoną  emfazą  przez  słynny

aforyzm  „czas  to  pieniądz”.  Meto-

49

Mówi  się,  że  żyjemy  w  czasach

globalizacji. Walka o udział w ryn-

ku i zyski prowadzą do geograficz-

nej ekspansji dysponentów kapita-

łu i do zatarcia granic narodowych

w biznesie. W ostatnich dekadach

XX wieku osłabienie tempa wzrostu

i  nasycenie  rynków  w  krajach  po-

chodzenia większości najpotężniej-

szych  korporacji,  banków  i  fundu-

szy inwestycyjnych przyczyniło się

do zwiększenia podaży międzyna-

rodowego  kapitału  i  jego  zwielo-

krotnionego napływu na rozwijają-

ce  się  rynki  Europy  Wschodniej,

Ameryki Łacińskiej i Azji Południo-

wo-Wschodniej.  W  związku  z  tym,

przedsiębiorstwa (z krajów wysoko

rozwiniętych  i  tzw.  wschodzących

gospodarek  rynkowych,  bo  o  glo-

balizacji gospodarowania w Afryce

czy biednej Azji mówić nie można),

muszą sprostać wyzwaniu, jakim są

rosnące na ich macierzystych ryn-

kach firmy, przejmowane, bądź za-

kładane przez zagraniczny kapitał.

Ze  współczesną  fazą  globaliza-

cji wiążą się szczególnie masowe i

szybkie  (dzięki  rewolucji  informa-

tycznej)  przemieszczenia  kapitału

finansowego (tzw. gorącego pienią-

dza),  które  nierzadko  –  jak  poka-

zały kryzysy finansowe lat 90.- przy-

czyniają się do destabilizacji makro-

ekonomicznego  otoczenia.  Współ-

czesne  przedsiębiorstwa  pod  pre-

sją  konkurencji,  z  radością  witaną

przez  liberalnych  ekonomistów,

próbują  restrukturyzacji,  a  szkoły

biznesu zarabiają na nauczaniu, jak

zarządzać  zmianą  w  warunkach

zwiększonej niepewności. Zarówno

ekonomiści,  jak  i  profesorowie

nauk  o  zarządzaniu  na  ogół  nie

mówią studentom, że w dobie glo-

balizacji  rynku  kapitałowego  firmy

muszą  się  liczyć  z  trwałą  tenden-

cją do hamowania popytu krajowe-

go.

Dostosowania

w pojedynczym kraju

Politycy  gospodarczy  również

znaleźli się pod presją. W czasach

niskich  barier  prawnych,  a  szcze-

gólnie technologicznych, dla prze-

pływu  aktywów  finansowych  i,  w

konsekwencji,  bezprecedensowej

dostępności  międzynarodowego

kapitału, kraje - podobnie jak przed-

siębiorstwa – konkurują, tyle że nie

z  zagranicznymi  kapitalistami,  a  o

nich

1

. Spośród dysponentów kapi-

tału, skłonnych do inwestycji poza

granicami  swojego  macierzystego

kraju,  ten  rząd  przyciągnie  więcej

inwestorów, który pełniej zaspokoi

ich oczekiwania. Siły spotęgowane

globalizacją  rynku  kapitałowego

skłaniają polityków gospodarczych

do rezygnacji z prób stymulowania

gospodarki  za  pomocą  zwiększa-

nia  łącznego  popytu  rządu,  inwe-

storów i konsumentów. Zanim uza-

sadnię twierdzenie, że preferencje

międzynarodowego kapitału popy-

chają krajowe władze gospodarcze

ku  hamowaniu  wzrostu  łącznego

popytu, postaram się wyjaśnić, dla-

czego rządy przystępują do współ-

zawodnictwa o zagraniczny kapitał.

W  tym  artykule  mowa  będzie  nie

tyle o historii działań polityków go-

spodarczych, ile o tendencji, wywo-

łanej  określonymi  preferencjami  i

zmianami instytucjonalnymi w mię-

dzynarodowym  otoczeniu  gospo-

darki. Analiza przeprowadzona po-

niżej  nie  jest  zatem  opisem  empi-

rycznym, lecz wskazuje na pewną

normę  postępowania.

Popyt na inwestycje zagraniczne

zgłaszają  rządy  zarówno  krajów

bogatych,  jak  i  relatywnie  bied-

nych. Zagraniczne inwestycje bez-

pośrednie,  jako  nakłady  poniesio-

ne przy wznoszeniu budynków, za-

kupie  fabryk,  maszyn  i  zapasów,

powiększają  zdolności  produkcyj-

ne gospodarki, a przez to – szanse

na  wzrost  produktu  w  przyjmują-

cym kraju. Wzrost gospodarki jest

zaś ceniony przez polityków, gdyż

niesie  ze  sobą  obietnicę  spokoju

społecznego i zachowania władzy.

Zagraniczne  inwestycje  finansowe

(w papiery wartościowe, nierucho-

mości) oznaczają wprawdzie jedy-

nie tytuł do transferu i nie zwiększa-

ją  majątku  w  skali  gospodarki  na-

rodowej, ale oprócz tego, że przy-

noszą  zysk  inwestorom,  stanowią

źródło  finansowania  deficytu  bu-

dżetowego i deficytu obrotów bie-

żących w kraju przyjmującym. Rzą-

dy  wysoko  sobie  cenią  tę  możli-

wość, gdyż większość z nich bory-

ka się z problemem deficytów.

Konkurowanie  o  międzynarodo-

wy  kapitał  skłania  do  dostosowań

w  polityce  gospodarczej  rządów.

Po to, aby przyciągnąć zagranicz-

ny  kapitał,  należy  sprostać  jego

preferencjom,  czyli  zaakceptować

określone ramy dla narodowej po-

lityki ekonomicznej. Przypomnijmy,

że  w  kalkulacjach  zagranicznego

inwestora,  ważną  rolę  odgrywają

oczekiwania  co  do  wzrostu  popy-

tu, wielkości zysku, poziomu podat-

ków,  inflacji,  względnych  kosztów

pozyskania siły roboczej i stóp pro-

centowych oraz stopnia ryzyka kur-

sowego  w  przyjmującym  kraju.

Przyjrzyjmy  się,  jakie  w  związku  z

tym  powstają  oczekiwania  co  do

polityki ekonomicznej kraju-gospo-

darza  i  jakie  dostosowania  są  ko-

nieczne,  aby  sprostała  ona  prefe-

rencjom  kapitału  zagranicznego

(tabela 1).

Po pierwsze, transfer dochodów

z  inwestycji  w  kraju  przyjmującym

do firmy macierzystej powinien się

wiązać  z  relatywnie  niskim  ryzy-

kiem.  Powinien  być  stosunkowo

łatwy,  odbywać  się  bez  nadmier-

nych  barier  biurokratycznych,  co

jest  równoznaczne  z  deregulacją

przepływów  kapitału.  Najlepiej,  je-

śli  będzie  wolny  od  ryzyka  kurso-

wego.  Częste  i  znaczne  wahania

kursu  walutowego  oznaczają  dla

zagranicznego  inwestora  duże  ry-

zyko  utraty  części  zysków  w  mo-

mencie, kiedy wymienia zarobioną

sumę na walutę zagraniczną. Dzie-

je się tak, gdy waluta krajowa traci

gwałtownie  na  wartości.  Władze

monetarne  powinny  zatem  zezwo-

lić na swobodny przepływ kapitału

i  równocześnie  trzymać  wahania

Anna Ząbkowicz

Konkurowanie o zagraniczny

kapitał a narodowa polityka

makroekonomiczna

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

17

dyczność i planowość propagowa-

ne przez Franklina na poziomie jed-

nostki, jego skrupulatne wyznacza-

nie czasu snu, pracy, odpoczynku

i rozrywki, przybrało w dobie indu-

strializacji  formę  pracy  akordowej.

Jak  zauważa  Richard  Brown,  w

1840 roku wszędzie już były zega-

ry i wkrótce stały się nieodłącznym

elementem  wyposażenia  każdego

domostwa (Brown, 1976:43-44). W

słynnych  czytankach  McGuffeya,

które od lat 30. XIX wieku pełniły w

Ameryce rolę elementarza, efektyw-

ne wykorzystywanie czasu oraz ter-

minowe wywiązywanie się z zobo-

wiązań  podniesione  były  do  rangi

podstawowych  moralnych  powin-

ności. Do dziś wywiązywanie się z

terminów uznawane jest powszech-

nie za tak ważne, że nawet w sytu-

acjach, gdy występują wątpliwości,

obiektywne  przeszkody,  a  nawet

racjonalne powody do ukończenia

danego przedsięwzięcia w później-

szym  terminie,  dokłada  się  zgod-

nie wszelkich starań, aby termin był

dotrzymany  (Stewart,  Bennett,

1991: 74).

Potrzeba  sprawowania  kontroli

nad upływem czasu jest widoczna

we  wszelkich  sferach  życia  spo-

łecznego  i  indywidualnego,  lecz

szczególnie wyraźnie w sferze biz-

nesu. Amerykanie keep an eye on

the future (śledzą uważnie wszelkie

zmiany)  i  keep  up  with  the  times

(podążają  za  tempem  zmian).  Se-

kwencyjnemu  traktowaniu  czasu

towarzyszy skłonność do nadawa-

nia szczególnego znaczenia teraź-

niejszości i przyszłości, przy jedno-

czesnym  konsekwentnym  ignoro-

waniu  przeszłości.  W  klasyfikacji

kultur, zaproponowanej przez Kluc-

khohn i Strodtbecka, jedna z „orien-

tacji  kulturowych”  dotyczy  wyboru

kategorii czasowej, która najsilniej

determinuje  ludzkie  zachowania

(przeszłości,  teraźniejszości  lub

przyszłości) (Kluckhohn, Strodteck,

1961).

Zorientowanie na teraźniejszość,

charakteryzujące  większość  Ame-

rykanów,  oznacza,  że  zasadnicze

znaczenie mają cele bieżące i krót-

koterminowe. Znamienne jest, że o

książce autorstwa Bennisa i Slate-

ra  The  Temporary  Society  napisa-

nej ponad trzydzieści lat temu mówi

się dziś, że nie straciła nic na aktu-

alności. Społeczeństwo amerykań-

skie  określone  zostało  tam  jako

„tymczasowe”,  czyli  charakteryzu-

jące się tymczasowymi systemami

złożonymi  z  mobilnych  jednostek,

bez korzeni, bez zobowiązań i bez

obciążeń  wynikających  z  trwałych

związków  (Bennis,    Slater,  1968:

124).

Tymczasowe są również cele wy-

znaczane przez te jednostki, gdyż

kategoria przyszłości odnosi się do

przyszłości najbliższej. Za kulturo-

wy wynalazek Amerykanów można

uznać  fakt,  że  pojmują  oni  przy-

szłość  nie  jako  abstrakcyjną  kate-

gorię czasu, lecz jako rezultat dzia-

łań  podejmowanych  dzisiaj  (Ste-

wart, Bennett, 1991: 36). Zwraca się

uwagę, że choć zarówno podręcz-

niki akademickie z dziedziny zarzą-

dzania,  jak  i  fachowe  pisma,  takie

chociażby  jak  Harvard  Business

Review,  pełne  są  rozważań  na  te-

mat  istotności  planowania  strate-

gicznego, a i z ust wielu praktyków

usłyszymy  o  roli  planów  pięcio-  i

dziesięcioletnich,  to  i  tak  wysiłki

firm skoncentrowane są głównie na

osiąganiu  celów  w  perspektywie

kwartału lub w najlepszym przypad-

ku  półrocza  (Lane,  DiStefano,  Ma-

znevski,  1997:  38).  Amerykańscy

menedżerowie kierują się krótkoter-

minowymi  celami  określanymi

przez krótkowzroczną politykę ryn-

ków finansowych (Kogut, 1999).

Kategorią  czasową  praktycznie

nieobecną w amerykańskim bizne-

sie - poza warstwą powierzchownej

ornamentyki  -  jest  kategoria  prze-

szłości. Frank, z charakterystyczną

dla  siebie  przewrotnością  zwraca

uwagę, że we współczesnym świe-

cie amerykańskiego biznesu często

można  spotkać  przykłady  utożsa-

miające biznesmenów z rewolucjo-

nistami, artystami czy antropologa-

mi lub - na zasadzie kontrastu – z

małymi dziećmi o świeżym i niewin-

nym  sposobie  myślenia.  Jedną  z

niewielu  ról,  która  konsekwentnie

nie pojawia się w szerokim wachla-

rzu możliwych do zaakceptowania

czy  też  atrakcyjnych  wizerunków,

jest rola człowieka silnie związane-

go z przeszłością i historią (Frank,

2000: 243). „Historia dobra jest dla

tchórzy  i  dla  przegranych”.  Wiele

aforyzmów  ze  znanych  bestselle-

rów  współczesnej  literatury  bizne-

su  sprowadzić  można  do  jednego

stwierdzenia:  warunkiem  uczenia

się jest zapominanie. Hamel i Pra-

halad autorzy książki Competing for

the Future, zatytułowali jeden z roz-

działów  unlearning  the  past  (od-

uczanie  się  przeszłości).  Guru  za-

rządzania,  Drucker,  podkreśla,  że

przeszłość i przyszłość są ze sobą

w konflikcie. W przyszłości osiąga

się wyniki, w przeszłości były pro-

blemy. „Rzeź dnia wczorajszego” –

zostawia się w pamięci tylko to, co

można potraktować jako pomysł na

jutro  (Drucker,  1985:24).  Dlatego

też,  jak  pisał  Hall:  „W  królestwie

biznesu, które stanowi dominujący

model amerykańskiego stylu życia,

tradycja to tyle co doświadczenie,

doświadczenie zaś rozumiane jest

jako coś bliskoznacznego – jeśli nie

synonim – know-how (1987:33).

Filozofia biznesu ma płeć

Spośród  wielu  mechanizmów

podtrzymywania  i  kultywowania

męskich wartości w amerykańskiej

kulturze biznesu, warto zwrócić też

uwagę na rolę teorii, metod i prak-

tyk biznesowych. Wszystkie są po-

chodną omawianych uwarunkowań

kulturowych, ale też w sposób ewi-

dentny umacniają określone warto-

ści kulturowe. Powiązania biznesu

i kultury nie tworzą relacji przyczy-

nowo-skutkowej, lecz ciąg wzajem-

nych oddziaływań (Hofstede, 1983,

1993).  Drucker  zwraca  uwagę,  że

w żadnej innej dziedzinie, tradycyj-

ne  przekonania  nie  utrzymują  się

tak  mocno,  jak  w  zarządzaniu

(1998). Przykładem może być cho-

ciażby  tradycyjna  ufność  amery-

kańskich biznesmenów w istnienie

uniwersalnych rozwiązań (one best

way) - nawet jeśli owe uniwersalne

rozwiązania zmieniają się co sezon

wraz z modami na nowe „najlepsze

sposoby”. Obszerny przegląd mód

zarządzeniowych ostatniego stule-

cia, autorstwa Micklethwaita i Wool-

dridge’a  nosi  wymowny  tytuł  „Sza-

mani  zarządzania”.  Innym  przeja-

wem  silnego  „tradycjonalizmu”,  o

którym  pisze  Drucker  jest  fakt,  że

większość  amerykańskich  teorii  i

modeli  motywacji,  komunikacji,

konfliktu, negocjacji czy przywódz-

twa  opiera  się  na  założeniach  sil-

nie  „zmaskulinizowanych”  a  zara-

zem  indywidualistycznych.  Można

w  tym  względzie  mówić  nawet  o

pewnej  kulturowo  uwarunkowanej

48

że ich częścią składową jest nało-

żenie  obowiązku  własnej  oceny

spraw  i  samodzielnego  podejmo-

wania decyzji. Jest to równoznacz-

ne  z  generalnym  wymogiem  kre-

atywności,  zawiera  się  w  tym  po-

stulat  twórczego  stosunku  do  peł-

nionej roli.

Próbując  zrekapitulować  rozwa-

żania  na  temat  wymogów  roli  me-

nedżera, oczekiwań, na które musi

reagować,  można  stwierdzić,  że

oczekiwania  kierowane  pod  adre-

sem pełniącego tę rolę charaktery-

zują się następującymi cechami:

• nie zawsze są jasno i precyzyj-

nie formułowane: wymagają in-

terpretacji

,

• podlegają  częstym  zmianom:

wymagają przyswajania i ucze-

nia się ich na nowo

,

• są liczne i pochodzą z różnych

źródeł, trzeba je więc oceniać z

punktu  widzenia  legitymacji:

wymagają  selekcji,

• kierowane  są  przez  licznych  i

zróżnicowanych  nadawców  re-

prezentujących  odmienne  inte-

resy, bywają więc niezgodne co

do  celów,  jakim  służą,  muszą

być  analizowane  z  punktu  wi-

dzenia  ważności:  wymagają

hierarchizacji,

• elementem  składowym  wielu

oczekiwań jest wymaganie kre-

atywności.

Menedżer, który styka się z taki-

mi  oczekiwaniami,  zmuszony  jest

do krytycznej ich oceny prowadzą-

cej do podjęcia decyzji, które z nich

uwzględniać i w jakim zakresie. W

tym procesie kształtuje swą własną

rolę.  Jak  już  wspomniano,  wielu

badaczy  zajmujących  się  proble-

matyką ról wyraża przekonanie, że

w każdej roli społecznej pełniący ją

przejawia cechy oryginalne, właści-

we tylko jemu - nawet w sytuacjach

jasno zdefiniowanych i przy wyraź-

nie  sprecyzowanych,  niesprzecz-

nych oczekiwaniach

25

. Przekonanie

to  jest  tym  bardziej  trafne  w  przy-

padku ról, których oczekiwania nie

spełniają  takich  kryteriów.  Należy

do nich niewątpliwie rola menedże-

ra.

Należy tu jednak poczynić waż-

ne  zastrzeżenie  natury  formalnej  -

szeroka  możliwość  kształtowania

(modyfikowania)  własnej  roli  nie

jest tożsama z szerokim zakresem

funkcji  i  różnorodnością  zadań.

Pierwsza  kwestia  odnosi  się  bo-

wiem do zakresu swobody decyzji

co  do  sposobu  traktowania  ocze-

kiwań,  pochodzących  od  partne-

rów roli. Zależy to więc od liczby i

charakteru powiązań z tymi partne-

rami. Druga sprawa dotyczy zakre-

su działań, skali poczynań, liczby i

asortymentu  spraw,  którymi  się

menedżer  zajmuje.  Mamy  czasem

do  czynienia  z  rolą  „wąską  tema-

tycznie”,  o  nikłej  rozpiętości  i  róż-

norodności  działań,  nacechowaną

mimo  to  dużym  zakresem  swobo-

dy w jej kształtowaniu. Taka jest np.

rola charyzmatycznego przywódcy,

który  dzięki  autorytetowi  z  łatwo-

ścią  formuje  wedle  swej  woli  sto-

sunki w grupie i kierowane wobec

siebie oczekiwania. Z drugiej stro-

ny  obserwujemy  role  o  szerokim

zakresie i zróżnicowanej specyfice

działań,  którym  towarzyszą  nikłe

możliwości formowania roli (relacji

z partnerami i stosunku do ich wy-

magań) według własnych preferen-

cji. Tak jest w przypadku menedże-

ra kierującego organizacją o małej

autonomii, który jest uzależniony w

swych  decyzjach  od  zgody

zwierzchników,  aprobaty  czynni-

ków  politycznych  oraz  krępowany

siecią  przepisów  formalnych.  Jest

on  bardziej  „więźniem”  swej  roli

aniżeli  jej  twórcą  mimo  nawału

spraw,  jakimi  się  zajmuje.  O  skali

swobody  kształtowania  roli  decy-

duje więc zakres możliwości podej-

mowania decyzji, a nie zakres dzia-

łań i zróżnicowanie funkcji.

Nie  wolno  więc  zapominać,  że

immanentną cechą roli menedżera

jest  zdolność  do  jej  definiowania,

do  tworzenia  jej  według  własnej

koncepcji. Należy ona do grupy ról

społecznych,  których  nosiciel  jest

zarazem jednym z głównych jej kre-

atorów, jej „autonadawcą”.

1

 W tekście terminów „kierownik” i „mene-

dżer” używam zamiennie.

2

 Wykazał to m.in. w artykule The Manager’s

Job - Folklore and Fact, Harvard Business

Review, 1975, July-August.

3

 Literatura, na jaką powołuję się w artykule

pochodzi z lat 60. i 70., co wynika z faktu, iż

w  tym  właśnie  okresie  prezentowane  były

najważniejsze koncepcje teorii ról.

4

 Definicji pojęcia „rola społeczna” jest wie-

le, a wskazane tu sposoby jego definiowa-

nia przedstawione są w dużym uproszcze-

niu.

5

 Osobę pełniącą rolę nazywa się w literatu-

rze przedmiotu także nosicielem roli lub ak-

torem.  Takich  terminów  używam  w  niniej-

szym tekście.

6

 D. T. Hall, B. Schneider, Organizational Cli-

mates and Careers. The Work Lives of Prie-

sts, New York, 1973.

7

 E. Schein, Process consultation: it’s role in

organization development, Addison-Wesley

Publ. Comp., 1969.

8

 Stawiali je liczni autorzy, poczynając od R.

Dahrendorfa  w  pracy  Homo  Sociologicus,

poprzez wielu badaczy ról w latach 60. i 70.

Por. np. H.P. Dreitzel, Die geselschaftliczen

Leiden und das Leiden an der Gesellschaft.

Vorstudien  zu  einer  Pathologie  des  Rolle-

nverhaltens, Stuttgart, 1972.

9

 Zakres swobody działań nosiciela roli jest

jednym z uznanych kryteriów podziału zróż-

nicowanego  zbioru  ról.  Bywa  ono  wpraw-

dzie  krytykowane  jako  podstawa  typologii

ról, jednak uważa się je za poważny element

charakteryzujący role społeczne.

10

 S. Stryker, A. Statham, Symbolic Interac-

tion and Role Theory, w: G. Lindzey, E. Aron-

son,  (red.)  Handbook  of  Social  Psycholo-

gy, 1985.

11

 por. R. Dahrendorf, Homo Sociologicus.

Ein Versuch zur Geschichte, Bedeutung und

Kritik der Kategorie der sozialen Role, West-

deutscher Verlag, Koln 1965.

12

 J. D. Thompson, Organizations in Action,

1967.

13

  A.  Fox,  Beyond  Contract,  London  1974,

E. Jaques, A General Theory of Bureaucra-

cy, London, 1976.

14

 G. Graen, Role Making Processes within

Complex  Organizations,  w:  H.  D.  Dunette

(red.), Handbook of Industrial and Organi-

zational Psychology, Chicago, 1976

15

 R.L.Kahn i in., Organizational Stress. Stu-

dies  in  Role  Conflict  and  Ambiguity,  New

York, 1964

16

 S.J. Adams, The Structure and Dynamics

of  Behaviour  in  Organizational  Boundary

Roles, w: H. D. Dunette (red.) Handbook of

Industrial  and  Organizational  Psychology,

Chicago 1976

17

 M. Seeman, Role Conflict and Ambivalen-

ce  in  Leadership,  American  Sociological

Review, vol. 18, 1953, s 373-380.

18

 G. Graen, op. cit. 1976.

19

 W literaturze anglosaskiej nazywane jest

to mianem novelty. – por. np. N. Nicholson,

A Theory of Work Transition, Administration

Science Quaterly, vol. 29, 1984.

20

 Ów wymiar odnoszą autorzy najczęściej

do możliwości korzystania w nowo podjętej

roli  z  doświadczeń  zdobytych  w  rolach

uprzednio  pełnionych.  Wydaje  się  jednak,

że  czynnik  ten  można  uwzględniać,  anali-

zując tę samą rolę z punktu widzenia stało-

ści jej wymogów. Por. N. Nicholson, op. cit.

21

 O asymetrii ról pisało wielu autorów, m.in.

D. Claessens, Rolle und Verantwortung,, in:

Soziale Welt, Jg.14, 1963, Heft 1, s. 1-13.

22

 D. Katz, R. L. Kahn, Społeczna psycholo-

gia  organizacji,  PWN,  Warszawa,  1979,  s.

286 i nast.

23

 por. D. Katz, R.L. Kahn, op. cit.

24

 A. Etzioni, Complex organizations. A so-

ciological Reader, Holt, Rinehart&Winston,

New York 1964.

25

 Należą do nich przede wszystkim przed-

stawiciele  tzw.  interakcjonizmu  symbolicz-

nego, jak G.H. Mead czy R. Turner, którzy

akcentują  znaczenie  wkładu  jednostki  w

kształtowanie sytuacji oraz interakcji z inny-

mi ludźmi – por. np. H.P. Dreitzel, op. cit.

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

18

selektywności.

Z dwóch fundamentalnych dzieł

Adama  Smitha  -  Teoria  uczuć  mo-

ralnych i Bogactwo narodów - nie-

porównywalnie  większy  wpływ  na

ekonomiczne  myślenie  Ameryka-

nów wywarło drugie z nich. Najbar-

dziej  uznanym  modelem  natury

ludzkiej  jest  racjonalna  jednostka

dążąca do maksymalizacji zysków,

mimo  iż  Smith  przekonywał,  że

motywacja do podejmowania dzia-

łalności gospodarczej nie jest wca-

le tak jednoznaczna i warunkuje ją

szereg  czynników  kulturowych  i

społecznych. W historii jedyną ko-

bietą  wśród  znanych  amerykań-

skich teoretyków zarządzania była

Mary Parker Follet (1868-1933). Jej

wnikliwe i do dziś aktualne analizy

i zalecenia były przez dziesiątki lat

ignorowane, gdyż w swych założe-

niach  odbiegały  od  powszechnie

akceptowanych typowo „męskich”

wyobrażeń  na  temat  zarządzania.

W  latach  30.,  gdy  zarządzanie  za-

czynało  zyskiwać  status  dyscypli-

ny  naukowej,  głównie  koncentro-

wano  się  na  obniżaniu  kosztów.

Follet  podkreślała  rolę  relacji  mię-

dzyludzkich  i  pozytywne  strony

konfliktu. Szkoła relacji międzyludz-

kich  zdaje  się  być  dzisiaj  po-

wszechnie doceniana, jednak spo-

sób,  w  jaki  założenia  tego  kierun-

ku wykorzystywane są w praktyce,

sprowadza się nierzadko do legity-

mizacji działań nie mających z tymi

założeniami wiele wspólnego. „Po-

czucie” dawane pracownikom wpi-

suje się znakomicie w ezoteryczną

i subtelną retorykę współczesnego

biznesu, dając wrażenie złagodze-

nia wszelkiej drapieżności, przebo-

jowości i bezwzględności stosowa-

nych  praktyk.  Jest  to  jednak  na

ogół jedynie poczucie.

W amerykańskich teoriach przy-

wództwa  męskość  i  kobiecość  są

wszechobecne.  W  teorii  cech  nie

proponuje  się  co  prawda  pełnego

uniwersalnego  zestawu  przymio-

tów gwarantujących sukces, jednak

wśród cech niezbędnych wymienia

się:  ambicję  i  energię,  pragnienie

przewodzenia innym, chęć wywie-

rania wpływu na innych oraz pew-

ność  siebie.  Wszystkie  te  atrybuty

kojarzone są tradycyjnie z męsko-

ścią.  Wiele  badań  wskazuje,  że  w

rzeczywistości  typowo  męskie  ce-

chy charakteryzują amerykańskich

menedżerów  niezależnie  od  płci;

kobiety na kierowniczych stanowi-

skach  są  równie  męskie  jak  męż-

czyźni  (Robbins,  387).  Co  więcej,

kobiety-menedżerowie  opisując

same siebie używają najczęściej do

tego  celu  terminów  kojarzonych

tradycyjnie z męskością.

Odpowiedniki  męskich  i  kobie-

cych wątków w zarządzaniu wystę-

pują w niemal wszystkich teoriach

zachowań  i  teoriach  sytuacyjnych

pod  postacią  dwóch  odmiennych

wymiarów.  Wyniki  badań  przepro-

wadzonych w Ohio State Universi-

ty, uważane już dziś za klasykę ba-

dań  nad  stylami  przywództwa,

wskazują odpowiednio na inicjowa-

nie struktury (initiating structures) i

wspieranie(consideration). Wyniki z

University  of  Michigan  mówią  o

orientacji na produkcję i orientacji

na pracowników, zaś w siatce kie-

rowniczej (managerial grid) Blake’a

i Moutona wyróżnia się wymiar tro-

ski o produkcję i troski o ludzi. Po-

dobne elementy znaleźć można w

bardziej  współczesnych  teoriach

sytuacyjnych. Fred Fiedler w swym

kwestionariuszu  najmniej  lubiane-

go pracownika dokonuje pomiaru,

na ile dana osoba nastawiona jest

na  zadania,  a  na  ile  na  stosunki

międzyludzkie.  Paul  Hersey  i  Ken

Blanchard  opierają  z  kolei  swój

model przywództwa na wymiarach

zachowania dyrektywnego i wspie-

rającego.  Przywództwo  dzieli  się

też na transakcyjne i transformacyj-

ne. Generalnie mówi się więc o za-

daniach  i/lub  ludziach.  Badania

przeprowadzone  w  1987  roku  na

próbie  amerykańskich  menedże-

rów  wskazują,  że  menedżerowie

płci  żeńskiej  postrzegają  oba  ele-

menty  przywództwa  jako  komple-

mentarne, zaś mężczyźni jako wza-

jemnie się wykluczające (Statham,

1987).

Amerykańskie  systemy  ocen  i

wynagradzania  pracowników  no-

szą  również  wyraźne  znamiona

męskości.  Większość  z  nich  funk-

cjonuje zgodnie z zasadą sprawie-

dliwości  (the  principle  of  equity)

wprowadzoną na początku XX wie-

ku przez twórcę naukowego zarzą-

dzania  Fredericka  Taylora  i  stoso-

waną w postaci systemu akordowe-

go w zakładach Forda. Sprawiedli-

we  wynagrodzenie  ma  jednak  w

kulturach kobiecych i męskich zu-

pełnie odmienne znaczenie. W kul-

turach kobiecych płace ustala się,

mając na uwadze względy społecz-

ne. Dominują postawy egalitarne i

solidarnościowe.  W  krajach  mę-

skich, takich jak Stany Zjednoczo-

ne, sprawiedliwość oznacza zapła-

tę  adekwatną  do  indywidualnych

umiejętności  i  osiągnięć.  General-

nie uważa się zasadę sprawiedliwo-

ści  za  nadrzędną  w  stosunku  do

zasady  równości.  Nie  sposób  nie

zauważyć, że poglądy te służą dziś

do ideologicznej legitymizacji nara-

stających  nierówności  w  docho-

dach.  Przekonanie  o  zasadności

sowitego  wynagradzania  ciężkiej

pracy  i  wyjątkowych  osiągnięć,

pozwala  na  windowanie  honora-

riów  wybitnych  jednostek  do  roz-

miarów niespotykanych nigdzie in-

dziej  na  świecie.  Wskaźnik  relacji

średniego  uposażenia  dyrektora

naczelnego (CEO) do średniej pła-

cy pracowników najniższego szcze-

bla,  osiągnął  w  1999  roku  poziom

475,  co  jest  wielkością  astrono-

miczną w porównaniu z analogicz-

nymi wskaźnikami w innych krajach

(Institute for Policy Studies, 2001).

Powszechne dziś wśród teorety-

ków zarządzania przekonanie o po-

trzebie pracy zespołowej, nie prze-

szkadza  umacnianiu  retoryki  „jed-

nostkowego kultu szefów-superma-

nów” (Drucker, 1998) i utożsamia-

nia sukcesów firm z jedną konkret-

ną  osobą.  Galbraith  podkreśla,  że

we  współczesnych  korporacjach

działalność grupowa ma przewagę

nad  działalnością  indywidualną

oraz  że  korporacyjne  podejmowa-

nie decyzji jest dziś zawsze grupo-

we, a nie indywidualne (1973:185-

190).  Tymczasem  każda  znana

amerykańska  firma  ma  swojego

powszechnie  rozsławionego  jed-

nostkowego  bohatera.  Wszystkim

znane  są  takie  nazwiska  jak  Lee

Iacocca, Bill Gates, Jeff Bezos czy

Jack Welsh. Nazwiska kobiet trud-

niej jest już przywołać, ale co cie-

kawsze,  trudniej  jest  w  ogóle  wy-

mienić  nazwiska  szefów  firm  spo-

za Stanów Zjednoczonych, mimo iż

wiele z tych firm nie ustępuje pod

względem  wyników  gospodar-

czych  firmom  amerykańskim.

W amerykańskiej kulturze bizne-

su męskość nosi dziś wciąż status

47

wypracowania własnej, oryginalnej

drogi ich przyswajania i interpreta-

cji.

Konflikt  oczekiwań

Menedżer  w  toku  pełnienia  roli

styka się z dużą liczbą nadawców

różnych  wymagań,  którzy  zazwy-

czaj starają się też wywierać na nie-

go pewien wpływ. Oczekiwania pły-

nące  z  różnych  źródeł  są  najczę-

ściej  odzwierciedleniem  różnorod-

nych interesów, reprezentowane są

przez różne grupy nacisku, nie za-

wsze  więc  bywają  zgodne.  Gdy

dochodzi do sprzeczności żądań -

menedżer staje wobec konieczno-

ści  rozwiązywania  tzw.  konfliktu

oczekiwań,  który  -  zgodnie  z  defi-

nicją  -  powstaje  wtedy,  gdy  spro-

stanie  im  wszystkim  jest  dla  adre-

sata  bardzo  utrudnione  bądź  zgo-

ła  niemożliwe.  Odbiorca  sprzecz-

nych wymagań zmuszony jest do-

konywać ich selekcji i hierarchiza-

cji,  aby  móc  odpowiedzieć  pozy-

tywnie na te z nich, które uzna za

priorytetowe. Kryteria będące pod-

stawą  tej  selekcji  są  różnorodne.

Rozległa  literatura  dotycząca  pro-

blematyki  konfliktu  ról

23

  dostarcza

licznych przykładów uwzględniania

rozmaitych  czynników  przy  podej-

mowaniu  decyzji  o  wyborze  tych

oczekiwań, które mają być spełnio-

ne w pierwszej kolejności i odrzu-

ceniu innych. Należą do nich np.:

• uprawnienia  formalne  nadaw-

ców  do  kierowania  wymagań

(legitymacja  oczekiwań),

• groźba przykrych konsekwencji

w  przypadku  niedostosowania

się do wymagań (stopień zagro-

żenia  sankcjami),

• charakter  stosunków  między

pełniącym rolę a osobami kieru-

jącymi  oczekiwania  (dystans

między nimi),

• status społeczny nadawców (ich

pozycja w systemie).

Powyższa lista czynników, które

wpływają na hierarchizację oczeki-

wań, nie jest na pewno wyczerpu-

jąca.  Ostateczny  wybór  kryterium

uwzględniania  w  określonych  wa-

runkach pewnych oczekiwań i od-

rzucania  innych  należy  do  pełnią-

cego rolę menedżera. Decyzje kla-

syfikujące  poszczególne  wymaga-

nia na skali ważności zależą od wła-

snej oceny sytuacji oraz celów, ja-

kie się pragnie osiągnąć. Przy wy-

borze bierze się pod uwagę czyn-

niki zewnętrzne, ale także „urucha-

mia” czynniki natury psychologicz-

nej:  osobistą  hierarchię  wartości,

własne,  zawsze  w  jakiejś  mierze

unikalne  doświadczenie  i  utrwalo-

ne  postawy.  Udział  czynników  su-

biektywnych  jest  przy  tych  wybo-

rach tym większy, im mniej sprecy-

zowane  są  kryteria  zewnętrzne

(obiektywne),  które  stanowią  za-

wsze  swego  rodzaju  oparcie  przy

podejmowaniu  decyzji.

Selekcja rozbieżnych oczekiwań

jest  utrudniona  w  przypadku  tzw.

„wielu ośrodków władzy” (multiple

authority)

24

. Dotyczy to sytuacji, gdy

pełniący rolę jest podporządkowa-

ny więcej niż jednemu zwierzchni-

kowi lub uzależniony od kilku cen-

trów władczych. Rzadko dotyczy to

menedżera  kierującego  organiza-

cją,  jednak  i  on  może  odczuwać

dyskomfort,  będący  następstwem

oczekiwań np. organu władzy lokal-

nej  z  jednej  strony  i  kierownictwa

związku  zawodowego  z  drugiej.

Kierownicy  niższych  szczebli  czę-

ściej  doświadczają  tego  rodzaju

uciążliwości. Dylemat sprzecznych

wymagań rozstrzygany jest w tych

przypadkach w oparciu o któreś z

przytoczonych  powyżej  kryteriów,

np.  o  przeświadczenie,  kto  ma

większą  legitymację  władzy.

W  przypadku  konfliktu  oczeki-

wań menedżer - realizując tylko nie-

które  z  nich,  odrzucając  inne  lub

próbując częściowo zadośćuczynić

wszystkim w sposób kompromiso-

wy  -  określa  tym  samym  obecny

kształt swojej roli. Ponadto - reagu-

jąc  w  taki  lub  inny  sposób  na  wy-

magania  poszczególnych  partne-

rów  wywołuje  z  kolei  ich  reakcje  i

wpływa w ten sposób na ich przy-

szłe oczekiwania - formuje więc w

jakimś  stopniu  także  przyszłe  wy-

mogi swej roli.

Kreatywność jako

niezbędny  składnik

oczekiwań

Analiza roli menedżera nie może

pozostawić na uboczu jeszcze jed-

nego istotnego jej elementu. Waż-

ną  częścią    składową  oczekiwań

kierowanych  wobec  pełniącego

rolę bywa mianowicie wymóg kre-

atywności

.

Jednym  z  kryteriów  różnicują-

cych  wymagania  kierowane  do

menedżera jest stopień ich szcze-

gółowości, zakres w jakim nadaw-

ca „instruuje” pełniącego rolę, co,

jak  i  kiedy  powinno  być  zrobione.

W  samym  oczekiwaniu  może  być

zawarta większa lub mniejsza doza

przyzwolenia  dla  adresata  na  wła-

sną ocenę spraw i dokonanie wła-

snego  wyboru.  Zarówno  szczegó-

łowość, jak i stopień nakazowości

wpływa  w  sposób  oczywisty  na

swobodę decyzyjną adresata roli.

Rozpatrując  oczekiwania  z  tego

punktu widzenia można je podzie-

lić na:

1)  takie,  których  treść  jest  w

mniejszym  lub  większym  stopniu

ustalona,

2)  takie,  które  nie  zawierają  w

sobie żadnej merytorycznej treści,

przybierają natomiast postać ogól-

nego  upoważnienia  do  podejmo-

wania  decyzji  według  formuły:

„sam powinieneś wiedzieć jak po-

stąpić”.

Pierwsza z wymienionych tu ka-

tegorii jest bardzo pojemna; zawie-

ra oczekiwania różniące się co do

stopnia  szczegółowości  i  katego-

ryczności. Te mniej określone sta-

wiają jedynie cel, jaki ma być osią-

gnięty,  pozostawiając  adresatowi

swobodę  wyboru  dróg  do  niego

prowadzących. Inne precyzują for-

my działań i pewne ich parametry,

np. jakościowe. Najbardziej szcze-

gółowe  określają  precyzyjnie  ele-

menty wymaganych działań.

Przyjmując nieco inny punkt wi-

dzenia można wśród oczekiwań za-

wierających w sobie jakąś meryto-

ryczną  treść  wyróżnić  te  formuło-

wane  według  wzoru:  „musisz  to

zrobić”;  takie,  które  zawierają  po-

stulat „powinieneś tak postąpić, ale

dopuszczam też inne rozwiązania”;

i wreszcie takie, które głoszą: „mo-

żesz postąpić jak uważasz”.

Te  ostatnie  –  to  oczekiwania,  o

których mowa w drugiej z wskaza-

nych  kategorii.  Pozostawiają  one

adresatowi  pełną  swobodę  roz-

strzygnięć.  Jedynym  ogranicze-

niem, bardzo zresztą istotnym, jest

w  tych  przypadkach  wyrażane  im-

plicite  przekonanie, iż rezultat wy-

branych  przez  pełniącego  rolę

działań powinien być pozytywny.

Każdy,  pełniący  jakąś  rolę  spo-

łeczną, styka się na ogół z oczeki-

waniami obu wymienionych powy-

żej  kategorii.  Menedżer  jest  rela-

tywnie  często  adresatem  oczeki-

wań drugiego rodzaju. Oznacza to,

background image

MBA 3/2003

MBA 3/2003

19

naukowości,  obiektywności  i  uni-

wersalizmu. Głęboko zakorzenione

„męskie”  normy  i  praktyki  organi-

zacyjne  stanowią  w  większości

przypadków  immanentną  część

korporacyjnego status quo. Znako-

mita większość amerykańskich teo-

rii, norm i praktyk biznesowych nosi

cechy  ewidentnie  „twarde”.  Rola  i

miejsce amerykańskiej sfery bizne-

su w szerszym kontekście społecz-

nym wyznaczona jest podług zasad

„męskiej” filozofii biznesu. W prze-

ciwieństwie  do  kultur  kobiecych,

takich jak na przykład kultury skan-

dynawskie, w których „pracuje się,

aby  żyć”,  w  Ameryce  sens  życia

określany jest pracą. Zdaniem Ho-

fstede, zachodzące zmiany demo-

graficzne,  technologiczne  i  spo-

łeczne pozwalają przypuszczać, że

kulturowa  „męskość”  amerykań-

skiego  świata  biznesu  zacznie

„mięknąć”  pod  wpływem  coraz

większej  siły  ekonomicznej  kobiet

(Hofstede, 2000: 170-171). Pytanie,

na  ile  rzeczywiście  oznaczać  to

będzie osłabienie prymatu męskich

wartości,  pozostaje  otwarte  -  mę-

skość  jest  przecież  również  silnie

kulturowym  atrybutem  amerykań-

skich  kobiet.  Może  jednak  opinia

Hofstede  nie  jest  tylko  pobożnym

życzeniem reprezentanta silnie ko-

biecej  kultury  holenderskiej.  Bądź

co  bądź  „Amerykanie  to  idealiści,

ale  nie  mają  doświadczeń  w  pro-

mowaniu  ideałów  bez  użycia  si-

ły”(Kagan,  2002).

Bibliografia
Albert  M.  (1994),  Kapitalizm  kontra  kapita-

lizm, Kraków: Signum.
Arbose J.R. (1980), The changing life valu-

es of today’s executive, International
Management
, 35(7), 12-19.
Bell D.(1976), The Cultural Contradictions of

Capitalism, New York: Basic Books.
Bellah R. N. ed. (1986), Habits of the Heart,

New York: Harper&Row.
Bem  S.  L.  (2000),  Męskość  i  kobiecość,

Gdańsk:  Gdańskie  Wydawnictwo  Psycho-

logiczne.
Bennis W. G. i Slater P. E. (1968), The tem-

porary society, New York: Jossey-Bass.
Berger B. ed. (1994), Kultura przedsiębior-

czości, Warszawa: Oficyna Literatów „Rój”.
Brown  R.  D.  (1976),  Modernization:  the

Transformation of American Life, 1600-1865,

New York: Hill and Wang.
de Tocqueville A.(1969), Democracy in Ame-

rica,  tł.  G.  Lawrence,  New  York:  Harper  &

Row.
(1976),  Demokracja  w  Ameryce,  tłum.  M.

Król, Warszawa: PIW.

Drucker  F.  D.  (1998),  Management’s  New

Paradigms, Forbes, October 5,
www.forbes.com/forbes/1998/1005/

6207152a_print.html z 20 maja 2002.
 (1985), The Effective Executive, New York:

Harper&Row.
Institute for Policy Studies (2001), Executive

Excess 2001,
www.ufenet.org/CEOPay/index.html  z  30

czerwca 2002.
Families and Work Institute (1998), Business

Work-Life  Study  (BWLS),  www.familiesan-

dwork.org/summary/worklife.pdf  z  8  sierp-

nia 2002.
Families and Work Institute (1997), National

Study of the Changing Workforce (NSCW),

www.familiesandwork.org/summary/

ncsw.pdf z 8 sierpnia 2002.
Frank T. (2000), One Market Under God, New

York: Anchor Books.
Franklin B. (1982), The Autobiography and

Other Writings, New York: Bantam Books.
Friedan B. (1974), The Feminine Mystique,

New York: Norton.
Galbraith  J.  K.  (1973),  Społeczeństwo  do-

brobytu. Państwo przemysłowe, tłum. J. Pro-

kopiuk i Z. Zinserling, Warszawa:PIW.
Gerson  K.  and  Jacobs  J.  A.(2001),  Chan-

ging the Structure and Culture of Work, w:

Working
Families. TheTransformation of the American

Home,  Hertz  R.  and  Marshall  N.  L.  (red.),

Berkeley: University of California Press.
Hall E. T. (1987), Bezgłośny język, tłum. R.

Zimand, A. Skarbińska, Warszawa:PIW
Hall E. T. i Hall M. R. (1990), Understanding

Cultural Differences. Yarmouth, ME:
Intercultural Press, Inc.
Hertz R. and Marshall N. L. ed. (2001), Wor-

king Families. The Transformation of the
American  Home
,  Berkeley:  University  of

California Press.
Hewlett S. A. (2002), Executive Women and

the Myth of Having It All, Harvard Business
Review
, April.
Hofstede  G.  (2001),  Culture’s  Consequen-

ces,  2

nd

  ed.,  Thousand  Oaks:  Sage  Publi-

cations.
 (1993), Cultural Constraints in Management

Theories, Academy of Management
Executive
, vol.7, no.1, 81-94.
 (2000), Kultury i organizacje, tłum. M. Dur-

ska, Warszawa: PWE.
  (1998),  Masculinity  and  Femininity,  Tho-

usand Oaks: Sage Publications.
 (1983), The Cultural Relativity of Organiza-

tional Practices and Theories, Journal
of  International  Business  Studies
,  Fall,  75-

90.
Inglehart R. (1997), Modernization and Post-

moderniztion. Cultural, Economic and Poli-

tical
Change in 43 Societies
, Princeton, NJ: Prin-

ceton University Press.
Jackall R. (1997), Moralne labirynty: biuro-

kracja i praca menedżerska, w: L. V. Ryan i

J. Sójka, Etyka biznesu, Poznań: Wydawnic-

two „W drodze”
Jones  J.  (1861),  Agricultural  Resources  of

Georgia,  Augusta,  GA:  Press  of  Chronicle

and Sentinel, http://docsouth.unc.edu/imls/

agriculture/menu.html z dnia 10 lipca 2002.
Kagan R. (2002), Kowboje i barmani, Gaze-

ta Wyborcza, 17-18 sierpnia, 12-16.
Kluckhohn F. i Strodtbeck F. L. (1961), Va-

riations in Value Orientations. Westport, CT:

Greenwood Press.
Knopf M. B. (2001), Part-Time Arrangements

and  the  Corporation,  w:  Working  Families.

The Transformation of the American Home,

Hertz R. and Marshall N. L. (red.), Berkeley:

University of California Press.
Kogut B. (1999), What Makes a Company

Global? Harvard Business Review, January-

February.
Lane H. W., DiStefano J. J. i Maznevski M.

L. (1997), International Management Beha-

vior, Cambridge: Blackwell.
Lasch C. (1997), Bunt elit, Kraków: Platan.
Leonard P. (2002), Organizing Gender? Lo-

oking  at  the  Metaphors  as  Frames  of  Me-

aning in Gender/Organizational Texts, Gen-

der, Work & Organization, Volume 9, Num-

ber 1, January, 60-80.
Levinson H. (1996), Burn Out, Harvard Bu-

siness Review, July-August.
Lipset, S. M. (1990), The work ethic – then

and now, The Public Interest, Winter, 61-69.
Merton R. K. (1982), Teoria socjologiczna i

struktura społeczna. tłum. E Morawska i J.

Wertenstein- Żuławski, Warszawa: PWN.
Micklethwait J. i Wooldridge A. (1996), Sza-

mani zarządzania, tłum. A. M. Unterschuetz,

Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka.
Mishel L., Berstein J. i Schmitt J. (2001), The

State  of  Working  America  2000/2001,  Itha-

ca:Cornell University Press, 2001.
National  Opinion  Research  Center  (2002),

www.icpsr.umich.edu/GSS  z  dnia  16  lipca

2002. Novak M. (1985), Przebudzenie etnicz-

nej Ameryki, tłum. H. Pawlikowska, Warsza-

wa:PIW.

Ossowska M. (1985), Moralność mieszczań-

ska, wyd. 2, Wrocław: Ossolineum.

Robbins S. R. (1998), Organizational Beha-

vior. Concepts, Controversies, Applications,

8

th

 ed., Upper Saddle River: Prentice Hall.

Rodgers D. T. (1978), The work ethic in in-

dustrial America, Chicago: The University of

Chicago Press.

Schein, V. E., Mueller, R., Lituchy, T., Liu, J.

(1996), Think Manager, Think Male: A Glo-

bal Phenomenon, Journal of Organizational

Behavior, 17, 33-41.

Smith A. (1954), Bogactwo narodów, tom I i

II. Warszawa: PWN.

Stewart E. C. i Bennett M. J.(1991), Ameri-

can Cultural Patterns. A Cross-Cultural Per-

spective, Yarmouth, ME: Intercultural Press,

Inc.

Sutton F. X, Harris S. E., Kayssen C. i Tobin

J.  (1956),  The  American  Business  Creed,

Cambridge, MA: Harvard University Press.

The World Almanac and Book of Facts 2002

(2002), New York: World Almanac Books.

Thurow  L.  (1999),  Building  Wealth,  New

York: HarperCollins.

Trompenaars F. (1993), Riding the Waves of

Culture,  London:  Nicholas  Brealey  Publi-

shing.

Weber M.(1994), Etyka protestancka a duch

kapitalizmu, tłum. J. Miziński, Lublin:Test.

46

Rozpatrując  rolę  menedżera  z

tego punktu widzenia, trzeba ją za-

kwalifikować do ról o dużym zakre-

sie  tzw.  innowacyjności  wymo-

gów

19

. Pojęcie to odnosi się do ska-

li,  w  jakiej  aktualne  przepisy  roli

pozwalają jej nosicielowi korzystać

z ugruntowanej już uprzednio wie-

dzy,  doświadczeń,  umiejętności

20

.

Relatywnie mały stopień innowacyj-

ności będzie miała rola lekarza, któ-

ry  podejmuje  pracę  w  nowej  pla-

cówce służby zdrowia, jeśli zakres

i charakter jego działań będzie zbli-

żony  do  tego,  czym  zajmował  się

w  poprzednim  miejscu  pracy.  O

dużym  stopniu  innowacyjności

można mówić w przypadku roli in-

żyniera,  który  wskutek  awansu

obejmuje kierownicze stanowisko i

mimo że pracuje w tej samej orga-

nizacji,  zaczyna  pełnić  zupełnie

inne funkcje.

Proces  uczenia  się  roli  w  zmie-

niających  się  warunkach,  okolicz-

nościach i układach personalnych

jest złożony i uciążliwy, bo ograni-

cza poważnie możliwości korzysta-

nia z wcześniejszych doświadczeń,

narzuca  natomiast  stosowanie

wciąż nowych reguł postępowania.

Elastyczność  roli

Złożoność  i  zmienność  roli  me-

nedżera idzie w parze z jej elastycz-

nością,  wyrażaną  możliwością,  a

zarazem  potrzebą  modyfikowania

wymogów przez samego pełniące-

go rolę z jego własnej inicjatywy, a

więc nie tylko wskutek presji czyn-

ników zewnętrznych. Pełniący rolę

„elastyczną” przekształca ją w pro-

cesie jej odgrywania korzystając z

szans dokonywania zmian istnieją-

cych  wymogów  i  tworzenia  no-

wych. Menedżer może sam inicjo-

wać znaczną część reguł postępo-

wania, zarówno wtedy, gdy tworzy

nową  jednostkę  organizacyjną  jak

i wówczas, gdy wkracza w zastane

układy organizacyjne i personalne

z własną osobowością, postawami,

umiejętnościami i wartościami.

Zasadniczym  czynnikiem  ela-

styczności  roli  menedżera  jest

uprawnienie do podejmowania de-

cyzji.  Decydowanie  to  przejaw

władztwa w organizacji, które funk-

cjonuje  na  dwóch  płaszczyznach:

realizowania zadań oraz układania

stosunków  z  podwładnymi.  Istnie-

je oczywista zależność między po-

zycją zajmowaną w hierarchii orga-

nizacyjnej  a  zakresem  sprawowa-

nej  władzy.  Menedżer  stojący  na

szczycie  drabiny  hierarchicznej  ma

najszersze możliwości w tym wzglę-

dzie: ustala cele organizacji, budu-

je  strategie  jej  działań,  wyznacza

środki  realizacji  celów,  ma  moż-

ność  inicjowania  zadań  i  określa-

nia warunków ich wykonywania.

Władza organizacyjna wiąże się

ze  zjawiskiem  tzw.  asymetrii  ról

21

.

Jedne role wyposażone są w więk-

szy  potencjał  władzy  aniżeli  inne.

Zwierzchnik jest w stanie narzucić

podwładnemu,  nawet  wbrew  jego

woli,  pewien  wzorzec  postępowa-

nia i egzekwować jego wykonanie

dostępnymi  środkami  przymusu.

Możliwości  tych  pozbawiony  jest

podwładny  wobec  zwierzchnika.

Zwierzchnik dysponuje też na ogół

znacznie  większym  asortymentem

środków kontroli nad działalnością

podwładnego  aniżeli  podwładny

wobec  zwierzchnika.  Zakres  i  for-

my  sprawowania  zwierzchnictwa

we  współczesnych  organizacjach

rzadko regulowane są w całej roz-

ciągłości przez przepisy formalne.

Wiele  zależy  w  tym  względzie  od

postaw  samych  pracowników,

szczególnie zwierzchnika, który ma

zazwyczaj pewną dowolność regu-

lowania  współpracy  m.in.  poprzez

stosowanie własnych kryteriów na-

gród i kar, dopuszczania podwład-

nych do podejmowania decyzji itp.

Generalnie rzecz ujmując, rola me-

nedżera  wyposażona  jest  w  tzw.

potencjał  władzy,  co  rodzi  poważ-

ne konsekwencje także w zakresie

swobody  jej  kształtowania

22

.

Charakter  oczekiwań

a potrzeba kreacji roli

 Warto  przyjrzeć  się  bliżej  natu-

rze  wymagań,  jakie  stawiają  roli

menedżera  jej  „nadawcy”  –  liczne

grono osób powiązanych z mene-

dżerem siecią relacji.

W każdej organizacji działalność

kierowników  skupia  się  wokół  wy-

boru: celów działania, środków pro-

wadzących do tych celów (konkre-

tyzacji zadań, obsady personalnej,

wykorzystania maszyn i urządzeń),

wzorców  komunikacji  między  pra-

cownikami, zakresu podporządko-

wania  i  wpływu  jednych  członków

załogi na innych, oceny wykonywa-

nych zadań. Mamy więc do czynie-

nia z licznymi płaszczyznami dzia-

łań, co odpowiada dużej liczbie ele-

mentów pełnionej roli.

Niejednoznaczność

oczekiwań

Gros oczekiwań, jakim ma spro-

stać  menedżer,  jest  wynikiem  bie-

gu zdarzeń; nie są one udokumen-

towane w żaden formalny sposób.

Przekazywane  są  najczęściej  wer-

balnie,  towarzyszy  im  jakiś  kon-

tekst, z którego wynikają mniej lub

bardziej  oczywiste  wskazówki  dla

ich interpretacji.

Nie  o  wszystkich  wymaganiach

można powiedzieć, iż są wyraziste,

precyzyjne i jednoznaczne. Niektó-

re  odbierane  są  przez  menedżera

po  raz  pierwszy,  nie  może  więc

czerpać  wzorów  z  dotychczaso-

wych  doświadczeń.  Niektóre  mają

postać bardzo ogólnikową, zawie-

rają np. jedynie wytyczne dotyczą-

ce efektów, bez określenia dróg do

ich osiągnięcia. Niektóre są po pro-

stu mało precyzyjnie formułowane,

co  powoduje  kłopoty  z  ich  zrozu-

mieniem.  Źródeł  owej  niejasności

wymogów jest zresztą wiele. Wszyst-

kie sprowadzają się do braku wystar-

czających informacji  które  są  pod-

stawą  „odczytywania”  oczekiwań

przez pełniącego rolę. By uformo-

wać  własny  do  nich  stosunek,  by

na  nie  zareagować,  trzeba  je  naj-

pierw  odszyfrować,  co  czyni  się  z

natury  rzeczy  według  indywidual-

nych  kryteriów  i  zasad.  Tak  więc

przekaz nie do końca jasny, o wie-

loznacznej  treści,  wymaga  każdo-

razowo  subiektywnej  interpretacji.

Pełnienie  roli  przez  menedżera

odbywa  się,  jak  już  wspomniano,

w zmieniających się warunkach, w

różnych okolicznościach, co dodat-

kowo  komplikuje  proces  odbioru

oczekiwań. Wymaga on każdorazo-

wo własnej oceny sytuacji. Interpre-

tacja wymagań, próśb, postulatów

dokonywana  jest  przez  pryzmat

własnego  „ja”,  dzięki  osobistym

zdolnościom  percepcyjnym,  za

pośrednictwem  zdobytej  wiedzy  i

wyznawanych  wartości.  Ostatecz-

ny  kształt  oczekiwań  uformowany

w  świadomości  menedżera  to  re-

zultat  swoistego  ich  „przetwarza-

nia”,  które  polega  na  przyjęciu

określonego sposobu pojmowania

treści wymagań, nadaniu im sensu

i  znaczenia.  Adresowanie  wobec

menedżera  nie  do  końca  oczywi-

stych  oczekiwań  zmusza  go  do