B/107: C.Brown - Kosmiczna Podróż
L9-R36
Wstecz / Spis treści / Dalej
ROZDZIAŁ 36: ZAANGAŻOWANIE LUDZKIEGO RZĄDU
Jedną z najczęstszych skarg, jakie padają z ust ludzi zainteresowanych UFO jest milczenie rządu w tej sprawie. Jedyną rzeczą, która wprawia ich w jeszcze większą wściekłość są próby rządu, zmierzające do ośmieszenia, stłumienia bądź odrzucenia relacji o UFO. Ja też przeszedłem przez etap, w którym uważałem, że rząd nie czyni swojej powinności, utrzymując informacje na ten temat w tajemnicy przed ludźmi, którzy, bądź co bądź, przyczynili się do jego wyboru. Zmieniłem jednak zdanie i może dobrze będzie, jeśli przedstawię swój punkt widzenia w tej materii.
Na początku pragnę przypomnieć Czytelnikom, że jestem profesorem nauk społecznych. Jedną z moich specjalności w ramach tej dyscypliny stanowi opinia publiczna i zachowania mas, co bezpośrednio wiąże się z niepokojem rządu w kwestii ET i UFO. Rząd z całą pewnością jest świadomy działalności ET na Ziemi i w jej pobliżu. Zostało opublikowanych kilka książek, które podają informacje odtajnione przez rząd amerykański na mocy Aktu Wolności Informacji (patrz np. Good 1987). Ale nie trzeba daleko sięgać, by uzyskać potwierdzenie, że władze zdają sobie sprawę z faktu, że ET działają na naszej planecie.
Osobiście rozmawiałem z emerytowanymi wojskowymi, którzy bez ogródek twierdzili, że sami byli zamieszani w prowadzoną na wysokim szczeblu tajną działalność zbierania danych na temat UFO, oraz że rząd starał się jak mógł opanować cały ten bałagan
niestety bez powodzenia. Rozmawiałem ponadto z członkami personelu lotniczego, którzy opowiedzieli mi, jak to za odrzutowcami wielokrotnie pojawiało się UFO. W niektórych przypadkach, po wylądowaniu, pilotów nachodzili wysoko postawieni agenci służb bezpieczeństwa. Wówczas na odprawach piloci otrzymywali ścisłe wytyczne, by o tych sprawach z nikim nie rozmawiać. Niektórzy piloci nie zastosowali się do takich rozkazów, ale inni to robili.
Rząd wie o istotach pozaziemskich, ale nie mówi o tym swoim obywatelom. Dlaczego miałby to robić? Weźmy na przykład rząd w moim kraju. Uważnie rozważcie sytuację, w jakiej znaleźlibyście się na miejscu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jesteście świadomi, że istoty pozaziemskie, nie prosząc o pozwolenie, dowolnie najeżdżają wasze terytorium. Co więcej, przynajmniej niektóre z nich robią waszym obywatelom coś, co nie bardzo im się podoba, a rząd
z całym swoim wojskiem i aparatem bezpieczeństwa
nie może na to nic poradzić. Absolutnie nic. Co byście zrobili? Czy wystąpilibyście w telewizji i ogłosili przybycie ET? Co jeszcze moglibyście dodać do stwierdzenia: Oni tutaj są, a wy możecie panikować według własnego uznania?"
Moglibyście ewentualnie ujawnić, jacy goście przybyli i powiedzieć, że rząd stara się nawiązać z nimi otwarte stosunki dyplomatyczne. Ale jak długo można by się tym wykręcać, gdyby istoty pozaziemskie nie podejmowały rozmów?
Być może nie była to właściwa strategia, ale pozwalała uniknąć rozdmuchania problemu do czasu, gdy rząd będzie miał okazję uporać się z tą kwestią z większym powodzeniem. Żaden przywódca państwowy nie chce ogłaszać klęski, o ile nie ma najmniejszej nadziei na sukces.
Nie wiem dokładnie, jak dużo wiedział rząd przez całe lata. Ale wiem, że przywódcy narodu nie posiadają pełnych informacji, które udało nam się zebrać na drodze teleobserwacji. Zatem informacje zawarte w tej książce mogą okazać się pomocne w ustanowieniu nowej fazy stosunków między ludźmi a istotami pozaziemskimi. Nie widzę jednak żadnej korzyści w atakowaniu obecnych i poprzednich urzędników państwowych z racji niegdysiejszej polityki w sprawie zjawiska ET. Możliwe, że popełniano błędy, ale biorąc pod uwagę okoliczności, trudno doszukać się tu jakiegoś idealnego wyjścia.
Z drugiej strony, mocno wierzę, że nadszedł czas, by poważnie rozważyć zmianę poprzedniej polityki zaprzeczania. Historycznie rzecz biorąc, ludzie zawsze byli bierni w kontaktach z ET. Obserwowaliśmy, jak przelatują ich statki, a niektórzy z nas zostali nawet porwani. Ale to ET zawsze do nas przychodzili, a my tylko patrzyliśmy, co się dzieje. Teraz mamy możliwość przejść do etapu działania w badaniu życia międzygwiezdnego. Wraz z tą nową możliwością musi przyjść nowe pojmowanie naszej potrzeby odpowiedzialnego uczestnictwa w ramach większego społeczeństwa. Tak jak istoty pozaziemskie badały nasze społeczeństwo, teraz my możemy zacząć badać ich. Informowanie szerokich kręgów na temat ET stanowi pierwszy krok w kierunku ustanowienia wzajemnych stosunków dyplomatycznych.
Marsjanie
Kolejny krok w kierunku aktywnego uczestnictwa ludzi w kontaktach z istotami pozaziemskimi należeć musi do naszych przywódców rządowych. Wspomniałem już, że będzie to fizyczny kontakt z ocalonymi Marsjanami, a nie z Szarymi. Kiedyś w przyszłości przyjdzie nam bezpośrednio współpracować z Szarymi, na odpowiadających nam warunkach, ale dzień ten jeszcze nie nastał. Obecnie natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nawiązać porozumienie z Marsjanami.
Po pierwsze należy zrozumieć, że jakikolwiek kontakt z Marsjanami musi być, przynajmniej częściowo, usankcjonowany przez przywódców naszego planetarnego rządu, jak słaby by on w danej chwili nie był. W sprawie tych kontaktów należy skonsultować się przynajmniej z ONZ. Co więcej, żadna próba spotkania z Marsjanami się nie uda, o ile naród czy organizacja w nie zaangażowana, nie będzie przekazywała relacji z porozumienia bezpośrednio do Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych. Skoro tylko spotkanie takie zostanie przedsięwzięte, muszą być poinformowane o tym wszystkie państwa członkowskie.
Nie jest to moje widzimisię, lecz podstawowy warunek sukcesu. Marsjanie chcą przybyć na Ziemię, ale nie przyznają się do swego istnienia, dopóki nie uzyskają pewności, że pracują z przedstawicielami całej planety. Ich najlepszą obroną przed zmiennym i często gwałtownym gatunkiem, do którego należy człowiek, zawsze było milczenie i tajność. Utrzymają tę linię obrony, jeżeli nie będą widzieli szansy osiągnięcia swych celów poprzez akceptację większej części ludzkości. Nie zechcą narażać swego przyszłego bytu na Ziemi przez sprawianie wrażenia, że paktują tylko z jednym narodem lub z jedną frakcją.
Jednak przy wszystkim, co tu powiedzieliśmy, jest tylko jeden naród na Ziemi, mający wystarczającą bazę polityczną i możliwości techniczne, aby nakłonić Marsjan do wyjścia z ukrycia. Moim zdaniem narodem tym są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Dane z teleobserwacji sugerują, że wstępny oficjalny kontakt z Marsjanami odbędzie się za pośrednictwem radia. Stany Zjednoczone posiadają już potrzebny do takiego przedsięwzięcia sprzęt, a w razie potrzeby mogą uzyskać pomoc innych narodów. Próbując nawiązać otwarty dialog z Marsjanami, można skierować radioteleskopy zarówno na Marsa, jak i na Księżyc. Z moich danych wynika, że jeśli na Księżycu mają bazę jakieś istoty pozaziemskie, to będą one milczeć; mimo to należy włączyć je do obwodu transmisji, ponieważ Marsjanie na Marsie prawdopodobnie zechcą skontaktować się z nimi w sprawie jakiejkolwiek transmisji z Ziemi.
Proponuję, by prezydent Stanów Zjednoczonych przygotował (przy aprobacie ONZ) apel do Marsjan uwzględniający zaproszenie ich do bezpośrednich rozmów z ludźmi na Ziemi. W apelu takim należy dać do zrozumienia, że ludzie ciepło przyjmą pomysł współdziałania z Marsjanami w sprawach interesujących obie strony. Przesłanie winno też sugerować, że szybka odpowiedź Marsjan potraktowana zostanie jako wyraz ich chęci podjęcia sąsiedzkiej współpracy z ludźmi, oraz że byłoby to bardzo pomocne w przyszłych stosunkach pomiędzy dwiema planetarnymi kulturami. Podejście takie można uznać za uprzejmy, dyplomatyczny sposób wykręcenia im rąk, ale nie mamy dużego wyboru. W naturze Marsjan leży postawa tajności i trzeba ich przekonać, by się przełamali i zaczęli współpracować z nami otwarcie.
Pozostaje kwestia, który prezydent ma przygotować apel. Czuję wyraźnie, że powinno to się odbyć jak najprędzej, tak więc byłoby stosowne, by uczynił to aktualny prezydent Stanów Zjednoczonych. Jednak niezależnie od tego, kto będzie urzędował w Białym Domu w czasie transmisji apelu, jedno jest pewne. Przywódca, który zainicjuje udane porozumienie pomiędzy ludźmi a Marsjanami wywrze wielki wpływ na rozwój ludzkiej kultury, a wpływ ten będzie trwać przez tysiąclecia.
Nie ma wydarzenia, które bardziej wpłynęłoby na przyszłość ewolucji ludzi niż kontakt z cywilizacją pozaziemską. Kto okaże się na tyle odważny, by zaryzykować tak niezwykłą rzecz jak nadawanie na Marsa prośby o rozpoczęcie planetarnego dialogu, będzie długo pamiętany zarówno na Ziemi, jak i w całej galaktyce. Akt ten ostatecznie da sygnał wyczekującej społeczności galaktyki, że ludzie są już wystarczająco dojrzali, by stać się pełnoprawnymi członkami galaktycznej społeczności. Członkostwa tego nie dostaje się w podarunku
trzeba na nie zapracować, to znaczy wykazać zbiorową dojrzałość i przyjąć do wiadomości fakt, kim jesteśmy: bardzo złożonymi istotami we wszechświecie wypełnionym życiem.
Po transmisji i ewentualnej odpowiedzi Marsjan, trzeba będzie pomyśleć o przyjęciu Marsjan, których jeszcze na Ziemi nie ma. Proponuję, by zaoferować przekształcenie obecnej podziemnej bazy Marsjan w Nowym Meksyku na ośrodek przyjęć. Jestem pewien, że marsjańska technika medyczna stoi na wystarczająco wysokim poziomie, by zagwarantować, że w wyniku przyjazdu Marsjan na Ziemię nie rozniosą się nowe choroby. Gdyby faktycznie miały wystąpić jakiekolwiek problemy zdrowotne, już by to nastąpiło, jako że wielu Marsjan od dawna u nas mieszka. Nie oznacza to jednak, że mamy pozostawać bierni. Nasi lekarze powinni być w pełni świadomi zawiłości fizjologii i psychiki Marsjan. Zatem będziemy musieli przyjąć uchodźców marsjańskich tak samo, jak przyjmujemy uchodźców z innych kultur na Ziemi.
Wystąpi kwestia obywatelstwa. Najpierw należy uznać, że wszystkie marsjańskie dzieci urodzone na Ziemi powinny automatycznie uzyskać obywatelstwo kraju, w którym się urodziły. Na przykład Marsjanie urodzeni w jaskiniach pod Santa Fe Baldy w Nowym Meksyku automatycznie staliby się obywatelami Stanów Zjednoczonych. Ponadto, ich bezpośredni krewni (tacy jak np. rodzice) mają prawo do przyspieszonego stałego zamieszkania w Stanach Zjednoczonych. Podobnie Narody Zjednoczone muszą wywierać nacisk na inne rządy, by przyznawały obywatelstwo Marsjanom urodzonym na ich terytorium i rozszerzały prawo stałego pobytu na członków rodzin tychże Marsjan. ONZ stanie wobec kwestii wielu Marsjan
imigrantów, którzy nie mają dzieci urodzonych na Ziemi, a nasze światowe rządy będą musiały wspólnie opracować plan stałego lokowania i przyjmowania tych podróżników, ożywionych nadzieją znalezienia nowego domu.
Należy z całą mocą podkreślić, że zachowanie ludzi na tym nowym etapie naszego życia na Ziemi jest bardzo ważne. Dosłownie cała galaktyka będzie obserwować, jak my
ludzie zachowamy się w stosunku do naszych planetarnych sąsiadów będących w potrzebie. Chociaż nie zawsze zdawaliśmy sobie z tego sprawę, istoty pozaziemskie niejednokrotnie pomagały nam w naszej historii. Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie to, czy potrafimy spojrzeć poza siebie i okazać współczucie innym istotom potrzebującym pomocy. Czy jesteśmy w stanie wziąć udział w wielkim spotkaniu międzygwiezdnym, które zdarza się raz na tysiąclecia, w tym wielkim akcie pomocy innym gatunkom zmagającym się z ewolucyjnymi trudnościami?
Z przeprowadzonej przeze mnie teleobserwacji wynika, że obecnie jesteśmy w stanie osiągnąć ten poziom altruistycznego zachowania. Z całego serca żywię nadzieję, że nie pomyliłem się w tej delikatnej kwestii.
Szarzy
Moim zdaniem Szarzy nie są jeszcze gotowi, by fizycznie pracować z większą liczbą ludzi. Mają niezwykle rozwinięte zdolności telepatyczne i trudno byłoby im przywyknąć do intensywności naszych emocji. Poza tym, kiedy znajdujemy się w pobliżu Szarych, od razu jesteśmy skłonni reagować niepohamowaną paniką, trudno się więc dziwić, że telepatycznie wrażliwe istoty, jakimi są Szarzy, nie znajdują przyjemności w przebywaniu w naszym bliskim sąsiedztwie w nie kontrolowanym środowisku.
Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy podejmować innych prób nawiązania kontaktu z Szarymi. W rzeczywistości jak najszybszy kontakt wyjdzie na korzyść tak nam samym, jak i Szarym. Jako sposób komunikacji z Szarymi polecam dyplomatom naukową teleobserwację. Uważam, że ludzie powinni nawiązać kontakt zarówno z subprzestrzennymi, jak i fizycznymi Szarymi spośród wszystkich ewolucyjnych typów, jakie działają dzisiaj w pobliżu Ziemi.
Z prowadzonych doświadczeń wynika, że Szarzy całkiem dobrze znoszą również kontakt z subprzestrzennymi ludźmi. Oznacza to, że ludzie są w stanie dogadać się" z Szarymi bezpośrednio na drodze tego niefizycznego kontaktu. Byłoby to szczególnie użyteczne, bo jeżeli Szarzy mają przerwać swój dawny zwyczaj potajemnej pracy z ludźmi, muszą się przekonać, że mają do czynienia z istotami w pełni świadomymi. Szarzy potrzebują naszej pomocy tak samo, jak my ich, przy czym oni w przeszłości wykazali już dobrą wolę i włożyli sporo wysiłku, by ulżyć naszym kłopotom. Na wypadek gdybyśmy nie pamiętali ich zasług, pozwolę sobie przypomnieć, że dysponujemy materiałami, zebranymi przez różnych teleobserwatorów, które świadczą o tym, iż Szarzy dbają o utrzymanie tak skutecznie niszczonego przez nas środowiska, skrzętnie przechowując próbki naszych roślin i zwierząt. W przyszłości, kiedy zaczniemy odbudowywać naszą planetę, będziemy im bardzo wdzięczni za te depozyty. Związek pomiędzy ludźmi a Szarymi jest bardzo złożony i wymaga dużo cierpliwości i wytrwałości z naszej strony, żeby doprowadzić do otwartego porozumienia.
Być może najlepszym sposobem przyspieszenia komunikacji pomiędzy ludźmi a Szarymi jest użycie naukowej teleobserwacji i zapytanie Szarych wprost, jak moglibyśmy im pomóc w genetycznym przedsięwzięciu, związanym z ewolucją ich własnego gatunku. W przeszłości nie było mowy o świadomej i dobrowolnej pomocy ze strony ludzi. Szarzy musieli pracować z ludźmi, którzy w ogóle lub tylko w niewielkim stopniu rozumieli złożoność życia subprzestrzennego.
Podejrzewam, że takie próby porozumienia nie zaowocują natychmiastową odpowiedzią Szarych
ich statki nie wylądują koło budynku ONZ w momencie, gdy usłyszą pytanie dyplomaty, czy możemy im jakoś pomóc. Jednak wielokrotne próby mogą przynieść dobre efekty. W końcu Szarzy już od długiego czasu czekają byśmy dojrzeli na tyle, aby spokojnie się z nimi porozumieć.
Federacja Galaktyczna
Tak jak w przypadku Szarych, będziemy musieli wykorzystać SRV do ustanowienia stałej ludzkiej reprezentacji w Federacji Galaktyki. Istnieją fizyczne sposoby, za pomocą których ludzie mogliby skontaktować się z władzami Federacji i jestem pewien, że środki te zostaną niedługo użyte. Jednakże SRV jest niezbędne w tej chwili z jednego ważnego powodu: Federacja Galaktyczna to przede wszystkim organizacja subprzestrzenna.
Jest wprost niemożliwe, by galaktyką rządziły istoty fizyczne, ponieważ są one jedynie efemerycznymi stworzeniami, które uczestniczą w życiu fizycznego świata przez bardzo krótki okres. Ponadto, dużą część życia tych fizycznych istot pochłania dzieciństwo i starość, i na dobrą sprawę zaledwie parę lat dorosłości można uznać za naprawdę produktywne, nawet w przypadku ludzi długowiecznych. Z drugiej strony, galaktyka ewoluuje w obrębie czasu, którego nie sposób ogarnąć z perspektywy pojedynczego ludzkiego życia. Żeby kontrolować i pomagać w ewolucji życia galaktyki, trzeba mieć aktywną pamięć, która obejmuje znacznie więcej niż, powiedzmy, siedemdziesiąt lat. Dramaty ewolucji jednego tylko gatunku trwają na przestrzeni tysiącleci i jeżeli Federacja angażuje się w pomoc gatunkom, to istoty biorące udział w tym przedsięwzięciu muszą być aktywne przez bardzo długi czas. Leży to poza zasięgiem możliwości istot fizycznych.
Życie fizyczne to coś, w czym wszyscy bierzemy udział. Czasami nazywa się je szkołą, w której istoty niefizyczne uczą się, jak stać się lepszymi pod jakimś względem. W rzeczywistości jednak życie fizyczne to dużo więcej niż szkoła dla subprzestrzennych stworzeń. To bardzo realny wymiar istnienia. Podstawowa różnica między egzystencją fizyczną a niefizyczną polega po prostu na tym, że ta pierwsza jest jedynie chwilowa i każdy przeżywa ją w pośpiechu, by potem odejść z tego świata. Tym niemniej jest to autentyczny sposób życia, niezależnie od tego, jak tymczasowy jest w nim nasz udział.
Umieszczenie Federacji Galaktycznej w ramach fizycznego wszechświata byłoby samobójstwem tak dla organizacji, jak i dla wielu gatunków. Zważywszy na kaprysy fizycznej ewolucji społecznej, kto może przewidzieć jak zmienią się fizyczne społeczeństwa? Istoty fizyczne mogą szybko zmienić zdanie, jeżeli, powiedzmy, któregoś roku ich gospodarka przestanie prawidłowo funkcjonować. Galaktyką nie mogą rządzić tak niestałe osobowości. Rządzenie galaktyką wymaga dłuższej perspektywy, a jedynymi istotami, które mogą to zapewnić dzięki swej długowieczności są formy niefizyczne. Zatem nie jest przypadkiem, że Federacja Galaktyczna to organizacja subprzestrzenna. Nie mogło być inaczej.
Nadejdzie czas, kiedy ludzie osiągną technikę, która przerzuci most między sferą fizyczną a niefizyczną. Ale dopóki to nie nastąpi, do nawiązania kontaktu z władzami Federacji musi nam wystarczyć nasz własny system nerwowy, przeszkolony w postrzeganiu sfery nie-fizycznej. Właściwie można uznać, że nasza obecność w Federacji zaczęła się z chwilą, gdy do komunikacji z nią zaczęliśmy wykorzystywać naszą ludzką świadomość. Obydwaj z moim monitorem byliśmy jednymi z pierwszych uczestników w tym procesie. Teraz nadszedł czas, by fizyczne władze formalnie autoryzowały takie przedstawicielstwo. Nastała chwila, by kosmiczni wędrowcy i badacze, tacy jak ja i moi koledzy przeprowadzający teleobserwację, ustąpili miejsca wyszkolonym przedstawicielom ludzkiego rządu planetarnego. Nadszedł czas, by Narody Zjednoczone formalnie usankcjonowały oficjalne rozmowy pomiędzy ludźmi a Federacją.
Żeby nie było tu żadnej niejasności. Marsjanie, Szarzy ani władze Federacji nie zrobią nic, żeby zmusić nas do dialogu. Czekają, aż wykonamy pierwszy krok. Nasza zdolność do uznania, kim jesteśmy i wśród kogo żyjemy będzie sygnałem dla całej galaktyki, że jesteśmy gatunkiem wystarczająco dojrzałym, by zasłużyć na formalny głos w społeczności światów. Nie jesteśmy już dziećmi. Jesteśmy gatunkiem, który ma przeznaczenie. Przekroczmy dumnie tę nową granicę naszego przeznaczenia. Porzućmy cynizm i strach. Przemówmy w końcu do tych, którzy tak długo i cierpliwie na nas czekają.
Wyszukiwarka
Podobne podstrony:
107 36 (3)scan 3636 porad jak zwiekszyc ruch na stronie18 (36)SPRI(36)107 34 (2)36 (82)więcej podobnych podstron