background image

„Odrażająca Polka” w niemieckiej czytance 

Aktualizacja: 2011-08-25 7:50 am 

“Staromodnie ubrana”, „blada, chuda i pociągała nosem”, czy nawet „odrażająca” – taka była 

polska uczennica Anna Mitschek w czytance, która pojawiła się w niemieckim podręczniku. 
Sprawa trafiła do polskiego adwokata, a ten zapowiada złożenie zawiadomienia o popełnieniu 

przestępstwa podżegania do nienawiści rasowej.

O antypolskiej czytance pisze „Rzeczpospolita”. Nastoletni uczniowie musieli napisać na jej podstawie 
krótkie wypracowanie.

Tekst pokazał swoim rodzicom 12-letni Piotr, Polak mieszkający w Niemczech. Jego rodzice 
zawiadomili zaś jedno ze stowarzyszeń polonijnych i sprawa trafiła do adwokata, Marcusa 
Matuschczyka.

Ten zapowiada złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa podżegania do nienawiści rasowej. 
Według niego, gdyby zamiast polskiej dziewczynki opisano tak małą Żydówkę czy Turczynkę, w 
Niemczech wybuchłby ogromny skandal.

Gazeta wyjaśnia, że czytanka jest fragmentem znanej książki Petera Haertlinga „Ben liebt Anna” czyli 
„Ben kocha Annę”. W powieści Anna była imigrantką i początkowo nie znajdowała w nowym środowisku 
przyjaciół. Po pewnym czasie zainteresował się nią Ben, który dostrzegł, podobnie jak inni uczniowie, jej 
wrażliwość, i zakochał się w niej.

Zdaniem Matuschczyka, posługiwanie się wyrwanym z kontekstu fragmentem utrwala negatywne 
stereotypy o Polakach i polskości.

Autor: pw, gsad; Źródło: IAR

 

Dlaczego Niemcowi nie wystarczy jedna viagra?

Niemcy zawsze będą obrażali Polaków, bo ich niechęć do nas jest wpisana w tożsamość 
niemiecką. Dlatego powinniśmy opowiadać o nich kawały. Nawet te „hardcorowe”.

„To wasza nowa koleżanka. Nazywa się Anna Mitschek. Bądźcie dla niej mili. Jest dopiero od pół roku 
w Niemczech. Przedtem żyła z rodzicami w Polsce«. Wszystko w Annie było dziwaczne. Nie nosiła 
dżinsów, tylko za długą staromodną sukienkę. Miała warkocz, który też był za długi. Była blada i chuda i 
pociągała nosem. Ben uznał, że Anna jest odrażająca” – taki tekst otrzymał niedawno w jednej ze szkół 
Hamburga 12-letni Piotr, aby na jego podstawie napisać krótkie wypracowanie. Polonia w Niemczech 
jest oburzona, a strona niemiecka broni się, że nie ma mowy o obrażaniu Polaków, bo tekst jest 
fragmentem opowiadania w której ów Ben, kolega z klasy Anny przełamuje swoje kulturowe i 
higieniczne opory. Sprawę opisała dzisiejsza „Rzeczpospolita”.

Sprawa tej czytanki jest dosyć symptomatyczna: Polacy czują się obrażeni, a Niemcy usiłują nam 
wytłumaczyć, że jeśli coś takiego nas uraża, to mamy kompleksy i powinniśmy się leczyć z 
przewrażliwienia. Problem w tym, że Niemcy pozwalają sobie na zbyt wiele wobec innych narodów. Nie 
potrafią celnie wyśmiać Brytyjczyków, którzy wyszydzili ich na pokolenia choćby w „Allo, Allo”, to 

1

background image

mszczą się na nas. Przykład pierwszy z brzegu: podczas Euro 2008 „Bild” zrobił listę „zalet” Polaków. 
Znalazły się tam takie teksty jak: „kochamy Polaków, bo utrzymują nasze mieszkania w czystości”, 
„Kochamy Polki, bo one kochają niemieckich mężczyzn”, itd. Wszystko to zilustrowane zostało zdjęciem 
ślicznej skąpo ubranej ślicznej blondynki o słowiańskiej urodzie. Trzeba przyznać, że „Fakt”, nasz 
czołowy brukowiec zareagował jak trzeba. Spisał przywary Niemców dając na czołówkę zdjęcie jakiejś 
120-kilogramowej „Grubej Berty” w getrach tyrolskich. Ale mówiąc zupełnie serio: czy w Polsce 
jakakolwiek gazeta napisałaby w podobnym tonie o Ukraińcach i Ukrainkach? Raczej nie.

Problem z niemieckimi wyskokami pod adresem Polaków jest taki, że stoi za nimi głęboko zakorzenione 
w tamtejszej kulturze uprzedzenie do nas. Wykazał to prof. Hubert Orłowski w książce „Polnische 
wirtschaft”, która ukazała się 13 lat temu. Opisał w niej co w Niemczech od XVIII wieku pisano o Polsce 
i Polakach i jak nas przedstawiano. Zdaniem Orłowskiego, przekonanie o gorszości Polaków jest 
fundamentem tożsamości naszego zachodniego sąsiada. Kiedy na początku XIX wieku zaczęto 
uświadamiać chłopskie dzieci, że należą do narodu niemieckiego, wówczas w szkołach pokazywano im 
obrazki i czytanki o „brudnych „Polakach”. Np. w jednej z czytanek pokazywano uśmiechnięta i zadbaną 
rodzinkę jedzącą obiad z podpisem „rodzina niemiecka w restauracji”. Na drugim obrazku podpisanym 
„rodzina polska w knajpie” widniał leżący na stole obdarty i zapity chłop, którego szarpie zapłakana 
żona z synkiem. Dzieciom powtarzano w pruskich szkołach: „nie jesteśmy chciwi jak Żydzi i brudni jak 
Polacy”. Te dwie nacje zawsze były w Niemczech negatywnym punktem odniesienia.

Stereotypy o „brudnych, leniwych i pijanych Polakach” są żywe w mediach niemieckich do dziś. Nawet 
w czasie karnawału „Solidarności” w latach 1980-1981 roku w gazetach pisano o lenistwie Polaków. 
Sam widziałem rysunek zdychającej krowy z napisem „polska gospodarka” do której wąsaty Polak 
mówił: „daj mi spokój, teraz strajkuję”.

Kanclerz Helmut Schmidt z SPD, któremu bliżej było do reżimu Jaruzelskiego niż do ludzi „S” 
opowiedział kiedyś dowcip o tym, że „w Polsce cudem nie będzie pojawienie się Matki Boskiej, która 
wszystkich pogodzi, ale zdarzy się cud jak Polacy wezmą się do roboty.” Piotr Cywiński, wieloletni 
korespondent „Wprost” z Niemiec opowiadał o swojej wizycie w programie Haralda Schmidta, który 
słynął z dowcipów o Polakach. Cywiński tłumaczył mu, że niewybredne żarty o Niemcach nie mogłyby 
zostać wyemitowane w polskiej telewizji. I tym się różnimy od Niemców, którzy swojego chamstwa się 
nie wstydzą. Kiedy Schmidt zapytał Cywińskiego o jakiś znany mu dowcip antyniemiecki, Polak 
opowiedział mu następującą anegdotę: „Dlaczego stary Niemiec potrzebuje dwóch tabletek viagry?” 
Odpowiedź: „Bo jedna tabletka podnosi mu jedynie prawą rękę do góry”. Schmidt się śmiał, ale jakoś 
półgębkiem.

Nie do śmiechu było parlamentarzystom niemieckim, kiedy przed kilku laty odwiedził ich polski kolega 
(kiedyś znany polityk ZChN). Dla rozluźnienia nasz przedstawiciel opowiedział dowcip o tym jak kobieta 
przychodzi do lekarza, podnosi rękę do góry w „rzymskim pozdrowieniu” i krzyczy: „Heil Hitler!” Lekarz 
oburzony strofuje ją: „Ależ proszę panią, czasy się zmieniły!” Na to ona: „ale nie Pan, doktorze 
Mengele…”

Skoro Niemcy nie chcą stosować zasad politycznej poprawności wobec nas, to może my też damy 
sobie spokój?

Paweł Sawkowski

Za: 

Fronda.pl

 

2

background image

Komentarze na Forum Fronda.pl:

Klasyka Jana Pietrzaka:

1. Po czym poznajemy, że przekroczyliśmy granicę zachodnią? Po tym, że krowy stają się ładniejsze od 
kobiet.

2. Reklama: “Jedź na wakacje do Niemiec! Meble i obrazy twojego dziadka już tam są!”

Za: 

tvp.info 

3