background image

 

1

Dariusz A. Sikorski 
Instytut Historii UAM 
 

Archeologia i historia we wzajemnych relacjach i w praktyce naukowej  

badaczy wczesnego średniowiecza.  

 

Mówi się,  że szpadel archeologa nie kłamie i jest 
to prawdą, o ile uwzględnimy fakt, że też w ogóle 
nie mówi.

1

 

 
Archeologia średniowieczna – co to jest? 

Rozpatrując kwestię związków archeologii z mediewistyką robię to przede wszystkim z 

punktu widzenia historyka–mediewisty. Z tego też powodu narzuca się pytanie o tożsamość 
partnera od strony archeologicznej. Przecież historyków (dalej mam na myśli historyków–
mediewistów) nie interesują  źródła archeologiczne jako takie i  problemy archeologii jako 
całości, tylko źródła archeologiczne i metody ich pozyskiwania  oraz interpretacji w zakresie 
średniowiecza. Tak jak mediewistyka – nie tylko  z racji zajmowania się wyróżnionym 
okresem w dziejach, ale przede wszystkim na specyfikę warsztatu badawczego – wyróżnia się 
na tle całości historiografii jako dyscypliny naukowej, to domniemywać można,  że i 
archeologia  średniowieczna jest w podobny sposób nacechowana odmiennościami wobec 
archeologii–dyscypliny jako całości.  

Według najbardziej rozpowszechnionego rozumienia w polskiej i światowej tradycji 

badawczej archeologia średniowieczna to ten szczególny dział archeologii wyodrębniony ze 
względu na specyfikę źródeł pozyskiwanych metodami archeologicznymi oraz podejmowaną 
problematykę badawczą. Wskazuję się również na inną cechę archeologii średniowiecznej, 
mianowicie na konieczność dostosowania się w interpretacji materiału  źródłowego do 
interpretacji historyków opartej na materiale źródeł pisanych

2

. Wydawałoby się,  że mimo 

oczywistych cech archeologii średniowiecznej, jej zdefiniowanie okazuję się być 
przedsięwzięciem dość trudnym, sądząc choćby po ilości prób i różnych wypracowanych 
konceptach. Również polskiej tradycji archeologicznej nie jest to problem obcy. Stanisław 
Tabaczyński, autor pierwszego zarysu archeologii średniowiecznej w polskim piśmiennictwie 
właściwie jej samej nie definiuje, ograniczając się do ogólnego stwierdzenia, iż archeologia 
średniowieczna, to archeologia czasów postplemiennych.

3

 Nawet rozdziały poświęcone 

zagadnieniom metodycznym mogły by towarzyszyć podręcznikowi archeologii z innych 
okresów, nie wprowadzając  żadnej faktycznej różnicy między warsztatem archeologii 
średniowiecznej, a archeologii ogólnej. 

Czy zatem archeolodzy średniowieczni na tle swojej dyscypliny wyróżniają się tylko w 

takich ramach jakie dopuszczamy w ramach specjalizacji dla każdej większej dyscypliny, czy 

                                                 

1

 Ph. Grierson, Commerce in the Dark Ages: A Critique of the Evidence, Transactions of the Royal 

Historical Society, 5th ser., 9:(1959), s. 129. 

2

 D. Austin, The ‘Proper Study’ of Medieval Archaeology, [w:] From the Baltic to the Black Sea. 

Studies in Medieval Archaeology, ed. D. Austin, L. Alcock, London 1997, s. 12. 

3

 S. Tabaczyński, Archeologia średniowieczna. Problemy. Źródła. Metody. Cele badawcze, Wrocław 

1987, s. 43. 

background image

 

2

też mamy do czynienia z odrębną dyscypliną wyczuloną na prowadzenie badań przede 
wszystkim metodami archeologicznymi, ale ze względu zajmowanie się czasami lepiej lub 
gorzej oświetlonym  źródłami pisanymi, wykorzystującą również warsztat typowy dla 
historyka?

4

 Czy też archeologia średniowiecza, to tylko archeologia ograniczona do tego 

okresu bez szczególnych właściwości metodycznych i metodologicznych, a w porównaniu do 
archeologii pradziejowej wyróżnia się nieznanymi dla wcześniejszych ani późniejszych 
czasów szczególnych obiektami badań (np. archeologia miast, archeologia architektury 
murowanej etc.). 

W dotychczasowej tradycji zauważyć można kilka tendencji umiejscowienia miejsca 

archeologii w badaniach społeczeństw historycznych, tzn. takich, które pozostawiły po sobie 
znaczącą spuściznę piśmienną.  

W ostatnich dekadach bujnie rozwija się zwłaszcza w krajach anglosaskich archeologia 

historyczna, która rości sobie pretensje do bycia osobną dyscypliną naukową.  Differentia 
specifica
, w zależności od różnych ujęć,  ma zawierać się w tym, że zajmuje się okresem 
dobrze a nawet bardzo dobrze oświetlonym  źródłami pisanymi

5

. W węższym ujęciu sam 

termin bywa ograniczany do czasów nowożytnych (jako post–medieval archaeology), kiedy 
źródła historyczne (pisane oraz dzieła sztuki) są podstawowym  czynnikiem determinującym 
możliwości poznawcze.

6

 Natomiast pojmowana szerzej obejmuje badania prowadzone 

metodami archeologicznymi wobec wszystkich społeczeństw piśmiennych niezależnie od 
czasu. Nie wchodząc w polemikę z samymi podstawami archeologii historycznej nie wydaje 
się  słuszne, aby mechaniczne ograniczenie do konkretnego okresu było uzasadnione skoro 
cechą charakterystyczną ma być uprawianie archeologii w konfrontacji ze źródłami pisanymi. 
Przecież począwszy od archeologii Egiptu, poprzez klasycznych Greków i Rzymian, dalej 
średniowiecze i czasy nowożytne, archeologia we wszystkich tych zakresach czasowych i 
terytorialnych rozwijała się po mniejszym lub większym wpływem  źródeł pisanych. Nawet 
więcej,  źródła te często były pozyskiwane metodami archeologicznymi (gliniane tabliczki, 
egipskie papirusy, czy inskrypcje).

7

  

Inną próbą zdefiniowania archeologii czasów piśmiennych jest tzw. archeologia 

wspomagana tekstem (textaided archaeology), której granice jako dyscypliny określone są 
wyłącznie możliwością wsparcia argumentacji archeologicznej o przekazy źródeł 
historycznych bez narzucania jakiś dodatkowych warunków.

8

 

                                                 

4

 Rozwój archeologii średniowiecznej w Wielkiej Brytanii przedstawił C. Gerrard, Medieval 

Archaeology. Understanding Traditions and Contemporary Approaches, London 2003; w Holandii 
prace zebrine w tome Medieval Archaeology in Netherlands, ed. J. C. Besteman, J. M. Bos, , H. 
Heidinga,  Assen-Maastricht 1990. 

5

 Por. R. Hodges, Method and Theory in Medieval Archaeology, Archeologia Medievale, 9(1982), s. 7-

38; J. Moreland, Method and Theory in Medieval Archaeology in the 1990s, Archeologia Medievale, 
18(1991), s. 7-42. 

6

 R. L. Schuyler, Historical Archaeology, [w:] Encyclopedia of Archaeology. History and Discoveries

ed. T. Murray, Santa Barbara 2001. 

7

 Na sprzeczność w ograniczaniu archeologii historycznej tylko dla epoki po XV wieku wskazywał np. 

A. Andrén, Between Artefacts and Texts. Historical Archaeology  in Global Perspective, New York 
1998, rozdz. 1 i 2. 

8

 Por. zbiór prac Text–Aided Archaeology, ed. B. J. Little, Boca Raton 1992. 

background image

 

3

Kwestie terminologiczne są w istocie rzeczy drugorzędne – można powiedzieć,  że 

żonglerka terminologią i powoływanie nowych pojęć z błahych powodów, za którymi nie 
kryją się faktycznie nowe treści, są typowe dla współczesnej refleksji metodologicznej. 

Nie można zapominać o nurcie antyhistorycznym w archeologii, który był 

charakterystyczny już dla archeologii procesualnej, co nie znaczy, że wraz z pojawieniem się 
nowego konceptu teoretycznego wyrastającego z postmodernizmu – archeologii post–
procesulanej, nastawienie metodologów oraz praktyków archeologii zasadniczo się zmieniło 
w tej kwestii. Raczej rozbudowano argumentację, której celem jest wykazanie, iż 
powszechnie akceptowana wyższość  źródeł pisanych jest iluzoryczna. Tym sposobem 
dowartościowano dociekania oparte wyłącznie na materiale archeologicznym jako te, które 
dają obraz bardziej zobiektywizowany wobec subiektywnych tekstów, które zawsze mają 
swojego uwikłanego w różnego rodzaju sieci powiązań autora. Skrajnym podejściem jest 
próba pozbycia się w ogóle źródeł pisanych jako zbędnego dla archeologa balastu, który 
obciąża go doświadczeniami badawczymi innej dyscypliny, wiążąc ustaleniami i 
ograniczeniami, którymi archeolodzy nie powinni się poddawać, chcąc zachować autonomię 
własnej dyscypliny. Tak radykalne nastawienie można przypisać pewnemu rozczarowaniu 
archeologów, którzy w przeszłości budowali swoje koncepcje w silnej zależności od 
interpretacji historyków, a gdy te się zmieniły, kunsztowne konstrukcje padały wraz nimi.

9

 

Dość naturalną reakcją było więc wezwanie do uprawiania archeologii średniowiecznej bez 
wsparcia tekstów.

10

 Wezwanie, które miłe może być wielu archeologom, gdyż pozwala 

pozostać w granicach własnej dyscypliny zarówno pod względem metody jak i erudycji, nie 
nakładając dodatkowych zadań związanych z zapoznaniem się i opanowaniem warsztatu  
badań historycznych. Z drugiej strony zrozumiałe są obawy archeologów przed 
marginalizacją  źródeł archeologicznych, jeśli uwzględni się doświadczenia archeologii 
klasycznej, będącej w podobnej sytuacji jak archeologia średniowieczna. Jak trafnie zauważył 
David B. Small badania społeczeństwa antycznej Grecji oparte są wyłącznie na świadectwie 
źródeł pisanych. Natomiast źródła archeologiczne są niemal zupełnie nie wykorzystane do 
rozwiązywania poważniejszych problemów. Archeologia jest całkowicie traktowana jako 
nauka pomocnicza historii klasycznej.

11

  

Inne niebezpieczeństwo dostrzega David Austin. Jego zdaniem konieczność 

dotrzymania kroku przez archeologów średniowiecza historykom–mediewistom, by nie być 
traktowanym jako niewykształcony intruz, powoduje, że rośnie rozziew między postępami 
dokonującymi się w samej archeologii pradziejowej i metod na jej gruncie rozwijanym a 
archeologią średniowieczną.

12

  

Zarysowane powyżej próby w uchwycenia specyfiki badań archeologicznych dla czasów 

historycznych mają jedną podstawową wadę, mianowicie abstrahują od faktu, iż metody 
                                                 

9

 G. Halsall, Archaeology and Historiography, [w:] Companion to Historiography, ed. M. Bentley, 

London 1997, s. 801n. 

10

 T. E. Christiansen, Archaeology and History – The Viking Fortress Trelleborg, [w:] Danish 

Medieval History: New Currents, ed. N. Skyum-Nielsen, N. Lund, Copenhagen 1981, s. 221nn. 

11

  Por.  D.  B.  Small,  The Tyranny of the Text: Lost Social Strategies in Current Historical Period 

Archaeology in the Classical Mediterranean, [w:] Historical Archaeology: Back from the Edge, ed. P. 
P. A. Funari, M. Hall, S. Jones, London 1999, s. 122-137. 

12

 D. Austin, The Proper Study, s. 12n. 

background image

 

4

pozyskiwania  źródeł przez archeologów średniowiecza nie różnią się od klasycznej 
archeologii pradziejowej. Wprawdzie w tej ostatniej nie mamy do czynienia z badaniami 
osiedli o charakterze miejskim, nie mamy do czynienia z architekturą murowaną, ale nie 
przekłada się to bezpośrednio na zupełnie odmienną metodykę eksploracji materiału 
źródłowego. Różnice są tego rzędu jakie obserwujemy w ramach archeologii pradziejowej 
między badaczami np. wydmowych obozowisk mezolitycznych a eksploratorami grodów 
łużyckich czy celtyckich oppidów.  

Przegląd publikacji celujących w całościowym ujęciu archeologii średniowiecznej 

pokazuje, że ich autorzy skupiają się przede wszystkim na specyficznych dla średniowiecza 
archeologicznych obiektach badań, często nie różniących się zasadniczo od obiektów z 
innych okresów jak. np. budownictwo drewniane, a stawiane problemy badawcze również nie 
wyróżniają się istotnie na tle archeologii pradziejowej.  

Czy w takim razie archeologia średniowieczna, obojętnie jak szeroko rozumiana, jest dla 

historyka ofertą ze strony archeologii, o którą mu chodzi – ofertą zarysowującą pole do 
faktycznego rozszerzenia podstawy źródłowej historyka o źródła archeologiczne i traktowania 
ich jako równoprawnych świadectw w procesie badawczym? Czy też archeologia 
średniowieczna ma być taką archeologią, która wyraźnie przystosowała się do współpracy z 
historią. Zostawiam na razie pytanie w zawieszeniu, zdając sobie sprawę z jego 
niesymetryczności. Nie stawiam pytania o to czy historia jest ofertą dla archeologów, bo ta 
sprawa została pozytywnie przesądzona w praktyce badawczej. 

Należałoby więc rozpoznać wzajemne oczekiwania historyków i archeologów.

13

  

Wprawdzie nie brak i dzisiaj historyków, którzy archeologii przyznają ograniczone 

możliwości poznawcze w konfrontacji ze źródłami pisanymi, o ile te ostatnie występują w 
większej ilości, to tylko najbardziej zagorzali puryści historiografii pomijają w swoich 
analizach  źródła archeologiczne. Znaczny dystans wobec archeologii nie  jest postawą ani 
odosobnioną, ani charakterystyczną tylko dla starszej historiografii, czego przykładem mogą 
być dzieje Gotów w IV i V w. autorstwa Petera Heathera z 1992 roku – problemu, który 
wydaje się być szczególnie predestynowany do badania z wykorzystaniem obu rodzajów 
źródeł.

14

 Jednak przeważa pogląd, że – zwłaszcza dla wcześniejszych okresów średniowiecza 

– wsparcie archeologii jest po prostu niezbędne. Dyskusję budzi jedynie (i aż) umiejscowienie 
źródeł archeologicznych w procesie poznania historycznego oraz sama problemy metodyczne 
wynikające z łączenia obu warsztatów badawczych. 

Ze strony historyków brak właściwie szerszej refleksji metodologicznej a nawet 

metodycznej nad możliwościami archeologii średniowiecznej i problemami wynikającymi z 
łączenia źródeł i warsztatów badawczych obu dyscyplin. Jedynym wyjątkiem są badania nad 
osadnictwem  średniowiecznym. Badacze zajmujący się tym zagadnieniem już dość dawno 
wypracowali pewną wspólną metodę.  

Znamienny pod tym względem jest jeden z tekstów wstępnych w pierwszym tomie do 

monumentalnej syntezy dziejów średniowiecza opublikowanych w wydawnictwie 
                                                 

13

 Por. ujęcia R. Wenskus, Randbemerkungen zum Verhältnis von Historie und Archäologie, 

insbesondere mitelalterlicher Geschichte und Mittelalterarchäologie, [w:] Geschichtswissenschaft und 
Archäologie. Untersuchungen zur Siedlungs-, Wirtschafts- und Kirchengeschichte
, hrsg. H. Jankuhn, 
R. Wenskus, Sigmaringen 1979, s. 637-657;  

14

 P. Heather, Goths and Romans, Oxford 1992, s. 332-489.  

background image

 

5

uniwersytetu Cambridge dotyczący miejsca archeologii średniowiecznej, w którym Guy 
Halsall, uznając z jednej strony wręcz niezbędność odwoływania się do archeologii zwłaszcza 
we wczesnych okresach, z drugiej strony ma trudności w wykazaniu  na czym dokładnie ma 
polegać wspólne badanie wczesnego średniowiecza przez archeologię i historię.

15

 W polskim 

piśmiennictwie, mimo długiej tradycji w badaniu kultury materialnej wczesnego 
średniowiecza, nie jest lepiej.

16

 Dość powierzchowne uwagi były czynione zwykle przy 

okazji obszerniejszych omówień stanu badań i należy je traktować jako – często życzliwą – 
odpowiedź na coraz  odważniej ekspandującą na tereny zastrzeżone dla historyków 
archeologii. Ze strony historyków brakuje refleksji wypływającej z własnych potrzeb. Pod 
tym względem historycy co najwyżej rezonują wobec głosów pojawiających się ze strony 
archeologów. 

  
Chcąc się dowiedzieć jakie oczekiwania mają historycy wobec archeologii należy 

rozpoznać sprawę od strony praktyki badawczej historyków. 

Analiza historiograficzna pozwala wskazać na kilka pożądanych ze strony historyków 

punktów stycznych. 

– lustrowanie 

zabytkami 

kultury 

materialnej procesów znanych ze źródeł pisanych, np. 

chrystianizacja Słowian, 

– 

ukazanie kultury materialnej danej społeczności, 

– 

argumenty natury archeologicznej pozwalają rozstrzygnąć spory historiograficzne 
toczone w oparciu o źródła pisane, np. w sprawie lokalizacjo konkretnych miejsc 
wspomnianych w źródłach pisanych, 

– uzupełnienie luk w wiedzy faktograficznej, np. potwierdzenie zniszczenia jakiegoś 

miejsca, który to fakt nie jest odnotowany w źródłach pisanych, 

– możliwość uchwycenia zjawisk masowych i ich zmian w czasie, które nie 

reprezentowane w źródłach pisanych np. rozwój osadnictwa, 

–  fakty archeologiczne pozwalają ustalić lub lepiej zrozumieć zależności między 

faktami historycznymi, 

– 

zjawiska obserwowane w źródłach archeologicznych mogą zmienić interpretacje 
historyczne, 

– dostarczenie 

tła procesu dziejowego bezpośrednio poprzedzającego okres, w którym 

pojawiają się źródła pisane. 

Wymagania historyków wobec archeologii średniowiecznej nie są więc zbyt 

wygórowane ani nawet nazbyt ambitne. Jedynie badania osadnicze, ze względu na 
bezdyskusyjną wartość masowo dostarczanego przez archeologię materiału  źródłowego, 

                                                 

15

 G. Halsall, Early Medieval Archaeology, [w:] The New Cambridge Medieval History ca. 500-700

ed. P. Fouracre, vol. 1, Cambridge 2005, s. 76nn. 

16

 Por. uwagi czynione na marginesach lektur jak: J. Strzelczyk, O możliwościach współpracy historii i 

archeologii, SlA, 29(1983), s. 259–269; A. Niewęgłowski,  Archeologia – prahistoria – historia. 
Relacje przedmiotu i teorii badań (wstęp do dyskusji)
, KHKM, 43(1995), s. 229–252; J. M. Piskorski, 
O możliwościach współpracy archeologii i historiografii, RoczHist, 61(1995), s. 171–173. Próbkę 
pojmowania problemu przez współczesną metodologię historii daje W. Wrzosek, Jakiej archeologii 
nie potrzebuje nieklasyczna historia
? [w:] Jakiej archeologii potrzebuje współczesna humanistyka?, 
red. J. Ostoja–Zagórski, Poznań 1997, s. 112–123. 

background image

 

6

rozwijają się pod przemożnym wpływem badań archeologicznych. Wydaję się,  że 
historiografii w tym jednym punkcie traktuje archeologię jako równorzędnego partnera. 

Jakie zadania stawia przed sobą archeologia średniowieczna? 
Hans Andersson w najnowszym (2007) teoretycznym zarysie problematyki za główne 

przedmioty zainteresowania archeologii średniowiecznej uznał: 

– badanie 

środowiska naturalnego 

– wymianę i handel w ogólnej perspektywie z uwzględnieniem  środków transportu i 

dróg handlowych 

– archeologia 

łodzi 

– archeologię śmierci i cmentarzysk, zwłaszcza  w aspekcie chrystianizacji 
– archeologia 

Żydów, zwłaszcza w Europie środkowej 

– badanie 

rzemiosła, zwłaszcza pod kątem technologii i innowacji 

– badanie 

całości kultury materialnej, którego celem – poza ustaleniami typologiczno–

chronologicznymi – jest poznanie życia codziennego i stratyfikacji społecznej w 
średniowieczu.

17

 

Tak ujęte zadania archeologii średniowiecznej, zakładając pewne zniekształcenie 

wynikające z osobistych preferencji autora propozycji, również nie wydają się ani ambitne, 
ani specjalnie odbiegające od zadań archeologii pradziejowej. Ponadto nawet po 
krótkotrwałym namyśle przedstawione propozycje wydają się odbiegać faktycznych 
głównych kierunków badawczych we współczesnej archeologii średniowiecznej, nie mówiąc 
już o próbie włączenia archeologia średniowiecznej w typowe  dla dyskursów 
postmodernistycznych wątki. Wprawdzie przedstawione wyżej ujęcie z pewnością nie jest 
reprezentatywne dla większości archeologów średniowiecza, uwydatnia natomiast pewien 
sposób myślenia o samej archeologii średniowiecza. 

Jeśli jednak na sprawę spojrzymy z perspektywy praktyki badawczej, pozostawiając 

rozważania teoretyczne na boku (przynajmniej tak formułowane), to sytuacja wygląda nieco 
inaczej. Oczekiwania archeologów wobec historii można ująć następująco:  

– historia może dać twarde podstawy dla ustalenia chronologii materiału 

archeologicznego jeśli wydarzenia historyczne da się skorelować z obserwacjami 
archeologicznymi, 

– wizja przeszłości zbudowana przez historyków daję pewną solidną podstawę dla 

rekonstrukcji archeologicznych; daje „pewność” co do charakteru badanego okresu i 
wytycza określone ramy dla interpretacji materiału archeologicznego, 

–  ustalone przez historyka fakty historyczne, zarysowane procesy historyczne pozwalają 

odnaleźć klucz interpretacyjny do zjawisk obserwowalnych w materiale 
archeologicznym, 

–  hipotezy zarysowane przez historyków w oparciu o źródła pisane są  użyte do 

uporządkowania danych archeologicznych, 

                                                 

17

 H. Andersson, B. Scholkmann, S. Kristiansen, Medieval Archaeology at the Outset of the Third 

Millenium: Research and Teaching, [w:] The Archaeology of Medieval Europe. Eight to Twelfth 
Centuries AD
, ed. J. Graham-Campbell, M. Valor, Aarhus 2007, s. 24n. 

background image

 

7

– wiedza historyczna pozwala formułować sensowne programy badawcze dla 

archeologii. Inaczej mówiąc  źródła archeologiczne są planowo pozyskiwane w celu 
odpowiedzi na pytania zaczerpnięte ze źródeł pisanych, 

–  źródła historyczne ilustrują fakty i zjawiska odkrywane przez archeologów na 

poziomie kultury materialnej, 

–  historia traktowana jako ‘nauka pomocnicza’ archeologii: np. w kwestii odczytania 

inskrypcji na zabytkach archeologicznych, datowania pozyskanych stempli i pieczęci, 
czy analiz zabytków metodami historii sztuki, etc. 

 

Zestawiając listę oczekiwań przedstawicieli obu dyscyplin można zauważyć, że poza 

cechami wspólnymi (np. wzajemne traktowanie się jako ‘ilustratorów’ lub ‘nauki 
pomocnicze’) pewna część oczekiwań jest rozbieżna. Z tym, że rozbieżności nie są tożsame 
ze sprzecznością, ale wynikają ze specyfiki każdej z dyscyplin. Ponieważ mamy dość znaczne 
zakres wspólnych postulatów, to istnieją powody, dla których znalezienie płaszczyzny 
porozumienia nie powinno być problemem, zwłaszcza w sprawie jej celów. Z drugiej strony 
wyraźna asymetryczność i nie komplementarność oczekiwań powoduje, że przedstawiciele 
obu dyscyplin muszą aktywnie szukać wsparcia u drugiej strony, gdyż wsparcie w 
rozwiązaniu konkretnego problemu, którego szuka archeolog od historyka, akurat tego 
drugiego zwykle mniej interesuje, gdyż nawet jeśli badania historyka dotyczą tego samego 
zagadnienia, to są inaczej formułowane.  
 

ARCHEOLOGIA I HISTORIA W PRAKTYCE BADAWCZEJ 

 Wprawdzie 

można by pokusić się o sporządzenie bilansu naukowych rezultatów 

współpracy archeologów i historyków, zwłaszcza z ostatniego półwiecza, ale powinno być to 
przedmiotem osobnej rozprawy, ze względu na konieczność szczegółowego prześledzenia 
wielu wątków i zagadnień szczegółowych.

18

 Na potrzeby niniejszego tekstu odwołam się do 

kilku przykładów, które mają zilustrować typowe przykłady współpracy archeologii z 
historią. 
 Jak 

już zwróciłem uwagę, zasady metodyczne współpracy archeologów i historyków, 

a tym bardziej solidna podbudowa metodologiczna, o ile za metodologię nie będziemy 
uznawać rozważań prowadzonych bez świadomości praktyki badawczej, nie są do tej pory 
krytycznie omówione. Zaledwie niektóre aspekty są ledwo zarysowane. Jednak z pewnością 
można pokusić się o sformułowanie kilku obserwacji ogólnych dotyczących sposobów 
łączenia obu dyscyplin, które wyłaniają się z analiz praktyki badawczej. 

1. Archeolog jeśli korzysta z danych źródeł pisanych to najczęściej za pośrednictwem 

historyków. Wykorzystując dane źródłowe wprowadza je do swojej argumentacji nie jako 
„surowe” przekazy wprost z tekstów, ale jako w postaci będącej rezultatem dłuższej czy 
krótszej dyskusji historyków wokół wykorzystanych wzmianek źródłowych.

19

 Skonstruowana 

przy ich pomocy hipoteza, w sumie „archeologiczna”, żyje dalej swoim życiem, bez 
uwzględnienia ewentualnych zmian w ocenie wartości i interpretacji wykorzystanych źródeł 
                                                 

18

 Por. omówienie kwestii początków państwa polskiego w badaniach milenijnych u M. Kara, 

Najstarsze państwo Piastów – rezultat przełomu czy kontynuacji? Studium archeologiczne, Poznań 
2009, s. 11–40. 

19

  

background image

 

8

jaka w okresie późniejszym mogła nastąpić wśród historyków. Nie chodzi tu o konieczność 
aktualizacji odmiennych wystąpień poszczególnych badaczy, ale o  communio opinis 
historyków. Co więcej, taka hipotez, teraz już ‘archeologiczna’ może wpływać na 
interpretacje historyków sięgających po wsparcie archeologii, którzy odwołuję się do tego co 
już ustalili archeolodzy. Nieświadomie w sumie, tą oto okrężną drogą niekiedy nawet stara 
ramota historiograficzna, już dawno zarzucona, wraca na warsztat historyków uwikłana w 
archeologiczną hipotezę.

20

 

 Przykładem może być dobrze znana sprawa datowania najstarszych reliktów katedry 
poznańskiej. K. Józefowiczówna datowała je na okres tuż po 968 roku, dacie przekazanej w 
rocznikach, przy której mowa jest o ordynacji biskupiej Jordana

21

. W połączeniu z zapiskami 

z kroniki  Thietmara, który Jordana określał jako biskupa poznańskiego, wysnuła stąd 
wniosek, że 968 rok to rok erygowania biskupstwa w Poznaniu. Ponieważ jej zdaniem biskup 
musiał mieć od razu katedrę, więc najstarsze ślady akcji budowlanej muszą odnosić się do 
działań podjętych tuż po 968 roku. Terminem ante quem według niej jest informacja 
Długosza o pochowaniu Mieszka w katedrze poznańskiej, a więc budynek musiał jej zdaniem 
stać już w 992 roku. Tak ukształtowany pogląd dość długo był przyjmowany, później coraz 
częściej milcząco ignorowany przez archeologów, aż dopiero całkiem niedawno całkowicie 
zakwestionowany na podstawie argumentacji archeologicznej. Od czasu jego sformułowania 
przez K. Józefowiczównę historycy zdążyli zakwestionować nie tylko charakter prawny 
biskupstwa Jordana jako biskupa diecezjalnego, a więc konieczność posiadania stałej katedry, 
ale i lokowanie jego siedziby w Poznaniu, jako faktu – zdaniem większości – nie 
potwierdzonego źródłami historycznymi. Ta zmiana poglądów historyków, w oparciu o które 
datowano ten najstarszy wówczas znany relikt bardzo długo nie miała praktycznie wpływu na 
datowanie najstarszej katedry poznańskiej. Nawet dokonana przez Z. Kurnatowską i M. Karę 
rewizja chronologii podparta spójną wizją opartą na źródłach archeologicznych nie wynikała 
z zakwestionowania wymowy przekazów źródeł pisanych lecz z nowej interpretacji materiału 
archeologicznego. Wedle tego nowego konceptu ciągle mamy do czynienia z katedrą 
poznańską przed 1000 rokiem, tylko nieco młodszą (ok. 20 lat), co odstaje od dominującego 
poglądu historiografii. Ustalenia archeologii z kolei mogą być użyte jako argument w debacie 
historyków odnośnie początków biskupstwa poznańskiego, gdyż – zakładając trafność 
datowania najstarszej bazyliki – tak duża inwestycja w obrębie grodu musiała być 
przeznaczona jako siedziba biskupa.  Głosy historyków opowiadających się za Poznaniem 
jako siedzibą Jordana są obecnie przede wszystkim oparte na argumencie archeologicznym – 
komu jak nie biskupowi wybudowano by tak potężne założenie sakralne. 
 

2. Powyższy przykład ten ilustruje jeszcze inne zjawisko. Mianowicie, archeolog 

sięgając po argumentację historyczną najczęściej ma do czynienia nie z jednym głosem 
historyków, ale z wieloma różnymi głosami, niekiedy wręcz przeciwstawnymi. W gestii 
archeologa pozostaje więc wybór interpretacji zarówno gdy chodzi o pojedynczą wzmiankę 
                                                 

20

 Np. w celu sprecyzowania datowania rotundy łekneńskiej, zarzucona dziś hipoteza Semkowicza o 

Sobieborze Sławnikowicu stała się jednym z kluczowych czynników, które miały uściślić budowę 
rotundy do kilku zaledwie lat około 1000 roku. W tej wersji przejmowana jest przez innych 
historyków, bez świadomości, iż wraz z nią reaktywują  historiograficzny zabytek. 

21

 K. Józefowiczówna, Z badań nad architekturą przedromańską i romańska w Poznaniu, Wrocław 

1963, s. 11nn. 

background image

 

9

źródłową, czy też interpretację jakiejś większej całości dziejowej czy pojedynczego 
problemu. Dokonując wyboru na swoje potrzeby jednej spośród wielu propozycji dokonuje 
jednocześnie – często nieświadomie – zawężenia pola do dalszych interpretacji materiału 
archeologicznego. Archeolog nie mając zazwyczaj wystarczających umiejętności fachowych 
ani wystarczająco szerokiej erudycji w literaturze przedmiotu, które pozwoliłyby mu na 
krytyczną ocenę podstaw historycznych w toczonej nad konkretnym problemem dyskusji, 
zostając tym samym bez narzędzia pozwalającego zracjonalizować wybór, ucieka się do 
kryterium najprostszego, mianowicie dobiera taką wersję interpretacji, która jest przez niego 
najbardziej preferowaną, gdyż pasująca do wcześniej przyjętych założeń wstępnych, Skutek 
jest tego taki, że nie musi być to wcale hipoteza faktycznie najlepiej uzasadniona od strony 
historycznej.  
 

Z drugiej strony, zwłaszcza dla okresów słabo oświetlonych  źródłowo, także na 

podstawie badań historycznych opartych wyłącznie na przekazach piśmiennych, można na 
podstawie tego samego wąskiego zespołu  źródeł, a zwłaszcza pojedynczej wzmianki, 
sformułować hipotezy równorzędne. Wówczas nawet nie można mówić o wyborze najlepiej 
uzasadnionej hipotezy,  gdyż równoważnych – w znaczeniu siły ich uzasadnienia – może być 
kilka. W tej sytuacji archeolog włączając do swojej argumentacji dane zapożyczone z badań 
historycznych powinien ów fakt uwzględnić, zwłaszcza gdy różniące się interpretacje 
historyczne prowadzą do dość odmiennych interpretacji materiału archeologicznego. Można 
to uczynić wielowariantowo, tzn. próbując dokonać interpretacji archeologicznej tyle razy, ile 
jest równorzędnych hipotez wypracowanych przez  historyków a odnoszących się do tego 
samego problemu. Przy takim założeniu inni archeolodzy, którzy nie będą powtarzać analiz 
wspartych przekazami pisanymi będą przynajmniej mieli możliwość uświadomienia sobie, że 
preferowane konkretne rozwiązanie jest na gruncie wiedzy historycznej jedną z 
równorzędnych interpretacji. 
 Proponowana 

wielowariantowość może wydawać się z wielu powodów propozycją 

utopijną. Jednym z nich, może nawet najważniejszym, jest przywiązanie zarówno historyków 
jak i archeologów  do konstruowania jednoznacznych wniosków, zwłaszcza na etapie ujęć o 
różnym stopniu uogólnienia. 
 Wspomnianą sytuację można zilustrować następującym przykładem. Obecnie 
dyskusje historyków nad statusem prawnym polskich biskupów przed 1000 rokiem toczą się 
wokół trzech głównych hipotez, które zakładają,  że byli biskupami albo biskupami 
„misyjnym”, czyli bez sprecyzowania ich statusu, bądź diecezjalnymi, ale bez ustalonej ich 
podległości metropolitalnej, ewentualnie egzymowanymi, czyli wyłączonymi przez Stolicę 
Apostolską spod jurysdykcji jakiegokolwiek metropolity.

22

 Wszystkie one są równie dobrze 

uzasadnione  źródłowo, ale tylko dlatego, że nie ma źródeł odnoszących się wprost do tej 
kwestii, a analogie powszechnodziejowe pozwalają na przyjęcie wszystkich trzech wariantów. 
Opowiedzenie się przez archeologów za którąś z tych hipotez przekłada się bezpośrednio na 
datowania jak i identyfikacje najstarszych resztek sakralnej architektury murowanej. Jeśli 
                                                 

22

 Nie należy ‘egzempcji’ utożsamiać z powołaną do życia przez A. Weissa rzekomą instytucją 

biskupstwa bezpośrednio zależnego od Stolicy Apostolskiej, por. D. A. Sikorski, O rzekomej instytucji 
biskupstwa bezpośrednio zależnego od Stolicy Apostolskiej. (Przyczynek do problemu statusu 
prawnego biskupów polskich przed rokiem 1000), 
Czasopismo Prawno-Historyczne, 55(2003), s. 157-
185. 

background image

 

10

pójdzie się za głosami tych historyków, którzy uważają, że biskupstwo Jordana i Ungera nie 
było normalną diecezją, to i nie potrzebna była katedra biskupia. Więc nawet jeśli poznańskie 
zabytki są najstarsze, to nie muszą one być interpretowane jako ślady po katedrze biskupiej. I 
odwrotnie, archeolog opowiadając się za hipotezą o diecezjalnym charakterze biskupstwa 
polskiego, w oparciu o archeologiczne datowanie materiału  źródłowego będzie 
konsekwentnie wskazywał na Poznań jako siedzibę pierwszych biskupów. Ta łamigłówka nie 
daję się na obecnym etapie rozwiązać. Zarówno historycy wspierający się w swoich 
koncepcjach dotyczących początków biskupstwa poznańskiego na ustaleniach archeologów, 
jak i archeolodzy w swoich, popełniają pewnego rodzaju nadużycie, gdy twierdzą,  że  
partnerzy z pokrewnej dyscypliny dają wsparcie dla konkretnego rozwiązania, gdyż dobierają 
takie opinie, które pasują do ich własnych preferencji pomijając równie racjonalne argumenty 
wspierające hipotezy konkurencyjne.  

3. W zakresie rekonstrukcji szerszych wizji przemian głównych dziedzin życia 

średniowieczu zarysowuje się istotne pęknięcie między historykami a archeologami. Jeśli w 
przypadku okresu najwcześniejszego (do X w.) nie kwestionuje się – z oczywistych powodów 
– pierwszeństwa archeologów, to dla okresu późniejszego jej rola ulega gwałtownie 
osłabieniu, a to za sprawą rekonstrukcji przedstawianych przez historyków. Kwestię tę dobrze 
ilustruje przykład koncepcji organizacji państwa wczesnopiastowskiego od X do XIII w. 
zwaną systemem prawa książęcego, która została wypracowana przez dwóch historyków – 
Karola Buczka i Karola Modzelewskiego – na podstawie źródeł proweniencji XII i XIII–
wiecznej. Jeżeli już archeolog zajmujący się wiekiem X i XI musi odwoływać się do zjawisk 
społecznych, to głównie sięga po tę hipotezę, nie zdając sobie sprawy, iż dla tego okresu 
wspomniana koncepcja nie ma umocowania źródłowego a jest jedynie retrogresją zjawisk 
obserwowanych w źródłach z XII i XIII w. Wprawdzie hipoteza ta zdobyła sobie akceptację 
większości mediewistów, to ma swoje słabe punkty i nie może być traktowana zwłaszcza dla 
wieków X i XI jako „wiedza” historyków. Zgodzić się można,  że w ogólnych zarysach 
koncepcja organizacji grodowej odpowiada rzeczywistości od XII do XIII w. Kwestią sporną 
jest jej geneza. W tej sprawie źródła pisane milczą i tu jest pole dla archeologów. Ta 
dominacja teorii wyrosłej jedynie na podstawie źródeł pisanych powoduje, że archeolodzy nie 
wykazują szczególnego zainteresowania badaniem organizacji społeczeństwa 
wczesnopiastowskiego w XI i XII w. widzianego z punktu widzenia źródeł archeologicznych, 
oddając tu pole całkowicie historykom. Jeśli już podejmują te kwestie, to się 
podporządkowują wizji historycznej i badany materiał  źródłowy interpretują zgodnie z 
założeniami koncepcji systemu prawa książęcego, starając się wpisać swoje analizy w tę 
ogólną wizję. 

4. Podobna sytuacja jak wyżej omówiona zachodzi także w przypadku interpretacji 

pojedynczych obiektów czy drobniejszych zagadnień.  
 

W obecnych rekonstrukcjach początków zespołu najstarszej architektury murowanej 

na ostrowie Tumskim w Poznaniu, wprowadzone są jako istotne z punktu widzenia 
argumentacji przesłanki natury historycznej. Założenie, że najstarszy budynek miał charakter 
przede wszystkim baptyzmalny wynika z przekonania, iż w początkowym okresie 
chrystianizacji funkcjonowały stacje misyjne, w których dokonywano masowych chrztów. 
Przekonanie to ma swoje uzasadnienie w dobrze oświetlonej  źródłami pisanymi (ale tylko 
nimi) ponad półtorawieku późniejszej wyprawie misyjne Ottona z Bambergu, gdzie do takich 

background image

 

11

chrztów dochodziło, ale i ta analogia najbliższa terytorialnie i czasowo nie daje podstaw, aby 
uznać, że dochodziło do konstruowania stałych stacji misyjnych, które nota bene na Pomorzu 
w tym czasie nie są potwierdzone. Zauważmy,  że przyjęcie koncepcji, że chrystianizacja 
polski w początkowym okresie opierała się na kilku stacjach misyjnych o uprawnieniach 
baptyzmalnych obejmujących swym wpływem znaczne terytoria, nie ma analogii w źródłach 
pisanych, chociaż sam termin stosowany jest także przez historyków. 
 

5.  Powszechnie znanym zjawiskiem jest skłonność identyfikowania, zwłaszcza przez 

archeologów, pozyskanych obiektów, a nawet pojedynczych znalezisk z konkretnymi 
wydarzeniami czy osobami znanymi ze źródeł pisanych. Często identyfikacja pojawia się 
pierwotnie jako luźna hipoteza obwarowana słusznymi zastrzeżeniami, natomiast w kolejnych 
publikacjach, nieraz samego twórcy hipotezy, jawi się ona już jako fakt historyczny i jako 
taka bywa wprowadzana do obiegu naukowego. Stąd tak wiele warstw ze spalenizną 
datowaną ogólnie na wiek XI bywa utożsamiana z najazdem Brzetysława, który zapewne sam 
by się zdziwił zasięgiem i skalą zniszczeń, które miał rzekomo spowodować. Tym sposobem 
fakty historyczne wyznaczają horyzont czasowy w archeologii, co musi skutkować na 
wypracowane schematy typologiczno–chronologiczne różnego rodzaju zabytków. Jeśli 
podstawy do ustalenia chronologii konkretnych warstw czy typów zabytków są  błędne, 
powoduje to wprowadzenie mylących danych do tychże schematów, a tym samym 
zniekształca chronologię innych obiektów archeologicznych, które datowane są na ich 
podstawie. 
 Sztandarowym 

przykładem ‘datowania’ obiektów architektury w oparciu o przesłanki 

historyczne jest koncepcja G. Labudy dotycząca czasu wzniesienia i przeznaczenia rezydencji 
na Ostrowie Lednicki, wedle której na wyspie miała zostać osadzona Przedsława, 
uprowadzona z Kijowa przez Bolesława w czasie wyprawy kijowskiej w 1018 roku, a tym 
samym cały kompleks powstałby nie wcześniej niż w ostatnich latach panowania Bolesława 
Chrobrego.

23

 

 

6. Jak wzajemne podpieranie się archeologów przez historyków bazujących na ich 

odkryciach może być zawodne pokazuje przykład dyskusji sprzed dwóch dekad wokół 
rzekomego przedcysterskiego palatium w Wąchocku. Zaprezentowana przez K. Białoskórską 
koncepcja interpretacji niektórych odkrytych fragmentów murów jako śladów 
przedcysterskich zabudowań rezydencjonalnych znalazła szybko uznanie i dopełnienie w 
oczach historyka, który zbudował z całą maestrią i warsztatową akrybią zgrabną hipotezę 
uzasadniającą istnienie palatium w Wąchocku.

24

 Gdyby dyskusja nad wąchockim palatium 

zatrzymała się na tym etapie można by w niej widzieć przykład idealnej współpracy 
archeologa i historyka, w której każdy dopełnia obraz minionej rzeczywistości cegiełkami z 
własnego warsztatu badawczego uzyskując pełniejszą wizję całości. Jednak fakt, że 
Wąchocka rezydencja książęca okazała się być archeologicznym fantomem, zmienia 
całkowicie sytuację.

25

 Ponieważ nic nie można zarzucić interpretacji G. Labudy, należy w 

                                                 

23

 G. Labuda, Studia II, s. 397nn. 

24

 K. Białoskórska, Wąchocka rezydencja książęca epizod z dziejów Polski wczesnopiastowskiej, BHS, 

41(1979), s. 135-178; G. Labuda, W sprawie osoby fundatora i daty powstania najstarszych 
(przedcysterskich) budowli sakralno-pałacowych w Wąchocku
, BHS, 45(1983), s. 251-255. 

25

 Z. Pianowski, Sedes regni principales. Wawel i inne rezydencje piastowskie do połowy XIII wieku 

na tle europejskim, Kraków 1994, s. 103n.. i dalej Z. Pianowski, Głos w dyskusji o przedcysterskich 

background image

 

12

takim razie zadać sobie pytanie, co w takim razie z takimi przypadkami, które z jakiś 
powodów nie mogą być szybko poddane weryfikacji archeologicznej, a które znalazły 
akceptację u historyków i gładko zostały włączone jako nowy element do konkretnej wizji 
dziejów. Czy dojście do uzgodnionej interpretacji danego faktu przez archeologów i 
historyków może być nadal traktowane jako niezawodny wskaźnik dotarcia do prawdziwego 
faktu historycznego? Czy skoro tak łatwo zwłaszcza dla okresów wcześniejszych i przy 
odrobinie dobrej woli dopasować wizje historiograficzne do odkryć archeologicznych, to czy 
faktycznie archeolodzy mogą pod tym względem traktować wsparcie ze strony archeologów 
jako użyteczne? 
 

7. Obserwować można też bardzo głębokie wnikanie historyków i archeologów w 

zagadnienia, których podstawą poznania są źródła typowe dla drugiej dyscypliny. Przykładem 
są ostatnio wypracowane koncepcje początków państwa polskiego. Pierwsza autorstwa 
archeologa P. Urbańczyka ma tę cechę, że odwołania do archeologii jest w niej zaskakująco 
niewiele. Gdyby nie znajomość  głównej profesji autora, można by sądzić,  że wyszła spod 
pióra historyka, okazjonalnie wprowadzającego argumentację archeologiczną. Druga, 
wprawdzie tylko zarysowana w niewielkim artykule historyka Tomasza Jasińskiego opiera się 
właściwie wyłącznie na materiale archeologicznym, a wzmianki pisemne są traktowane jako 
pomocnicze.

26

  

 Podejmowanie 

prób 

mogących przełamać warsztatowe bariery na poziomie 

analitycznym jest po prostu konieczne, nawet jeśli pierwsze efekty spotykają się z krytyka, 
gdyż siłą przykładu, a także pobudzając do polemiki, wnoszą ten niezbędny ferment 
konieczny dla skruszenia spetryfikowanych paradygmatów badawczych. 

8. Poza powszechnie dostrzeganymi drogami, którymi historia wpływa na 

interpretację  źródeł  archeologicznych, istnieje niedostrzegalna, a mimo to bardzo szeroka 
arteria, którą – niejako tylnymi drzwiami – wprowadza się do archeologii na masową skalę 
argumentację zaczerpniętą ze źródeł pisanych. W dotychczasowych rozważaniach 
dotyczących relacji archeologia – historia kwestia ta jest zupełnie niezauważana. 
 

Chodzi tu o posiłkowanie się przez archeologów różnorodnymi gotowymi, tzn. 

wypracowanymi poza archeologią konceptami teoretycznymi: od religioznawstwa, poprzez 
antropologie z różnymi przymiotnikami, socjologię historyczną, po wizje historiozoficzne, 
etc. Nie znaczy to, że we wcześniejszych okresach archeologia była nieczuła na tego rodzaju 
wpływy,  że nie korzystano z dorobku religioznawstwa, etnologii etc., ale dokonywano to 
najczęściej przez bezpośrednie zapożyczenia i odwoływanie się do konkretnych analogii. 
Jednak od czasu pierwszych prób uteoretycznienia archeologii, co na większą skalę zaczęło 
się od wprowadzenia do archeologii materializmu historycznego, a później (od lat 70–tych 
XX w.) szerokiego się jej otwarcia na inne teorie, wpływają one w znacznym stopniu na 
sposób interpretacji archeologicznej

27

. Mimo iż większość adaptowanych teorii zbudowana 

                                                                                                                                                         

budowlach w Wąchocku, [w:] Klasztor w kulturze średniowiecznej Polski, red. A. Pobóg-Lenartowicz, 
M. Derwich, Opole 1995, s. 389-392; replika K. Białoskórska, Uwagi o głosie w dyskusji w sprawie 
przedcysterskiego Wąchocka
, [w:] tamże, s. 393-419. 

26

 P. Urbańczyk,  Trudne początki Polski, Wrocław 2008; T. Jasiński,  Początki Polski w nowym 

świetle, Nauka, 2007 nr 4, s. 7–18. 

27

 Por. D. Clarke, Archaeology: the Loss of Innocence, Antiquity 46 (1973), s. 6-18. 

background image

 

13

została na materiale historycznym, to nigdy nie były one postrzegane jako środek, dzięki 
któremu to właśnie źródła historyczne sterują procesem wnioskowania w archeologii.  
 

Adaptowane przez archeologów–mediewistów teorie są zbudowane przy wsparciu 

materiału faktograficznego, który został ustalony przez historyków metodami właściwymi dla 
historiografii, niezależnie od tego przez jakąkolwiek to inną dyscyplinę później był 
wykorzystywany. Ani religioznawstwo historyczne, ani socjologia historyczna, czy 
antropologia historyczna, jak i wiele innych, nie wypracowały własnych metod 
źródłoznawczych, a wskutek tego również nie potrafią samodzielnie ustalać na podstawie 
źródeł faktów bazowych. W praktyce więc twórcy owych teorii łasują na tym, co wyczytają w 
pracach historyków lub samodzielnie, często niemetodycznie sami ze źródeł wyczytają. W tej 
sytuacji ich własne koncepty są w najlepszym razie wtórne w zakresie danych wyjściowych 
wobec tego, co przeczytają, jak i całkowicie zależne od tego do jakich dzieł historyków 
sięgną. Ponieważ w każdym wypadku znaczącą rolę w doborze lektur jak i doborze 
faktografii stanowiącej empiryczną podbudowę tworzonych koncepcji, istotną odgrywa 
również przypadek, to i niestety – przypadkowy charakter ma argumentacja zaangażowana w 
uformowanie konkretnej teorii. Spotykany dość często rozdźwięk między obecnym stanem 
wiedzy a danymi wykorzystywanymi przy formułowaniu danej teorii jest szczególnie 
widoczny wówczas, gdy taż teoria zbudowana została przy wykorzystaniu podobnej bazy 
źródłowej. Znaczną konfuzję u czytelnika muszą budzić te sytuacje, gdy do interpretacji 
materiału archeologicznego wprowadza się za pośrednictwem zaaplikowanej teorii 
niemetodycznie ustalone fakty bazowe, które  – gdyby zostały wprowadzone wprost, jako 
bezpośrednie analogie spotkałyby się z jednoznacznym odrzuceniem.  
 

Problem ten lepiej zilustrować na przykładach.  
Twórczość Mircea Eliadego należy do szczególnie cenionej w polskiej archeologii 

zarówno pradziejowej jak i średniowiecznej. W kwestii rekonstrukcji sfery sakralnej autor ten 
bywa, w sposób zupełnie niezrozumiały na gruncie oceny jego dorobku przez współczesne 
religioznawstwo, traktowany niemal jak wyrocznia. Jego dzieła, niemal w całości dostępne w 
polskim tłumaczeniu, traktowane są jak źródło współczesnej wiedzy religioznawczej niemal 
w każdej kwestii, jako podstawowe monografie w kwestii wierzeń przedchrześcijańskich i 
zjawisk religijnych w społeczeństwach przedpiśmiennych. Rozważania Eliadego nie są 
zawieszone w pustce. Materiał bazowy dla jego koncepcji został zaczerpnięty głównie ze 
źródeł pisanych, ikonograficznych w mniejszym stopniu archeologicznych, które Eliade 
wykorzystywał zupełnie bezkrytycznie – trzeba to podkreślić: krytyka źródeł była Eliademu 
nieznana. W takim sensie zapożyczając jego koncepcje jako pewne całości, wraz z nimi – 
chcąc nie chcąc – archeolog wprowadza argumentację historyczną, ale w owej amatorskiej 
interpretacji (i doborze) dokonanym przez Eliadego. Ponieważ jego metoda nie wytrzymuje 
krytyki, także pod względem, czy nawet przede wszystkim, dokumentacji źródłowej, 
archeolog przejmuje ją z tym właśnie obciążeniem. Niestety w polskiej archeologii nie widać 
śladu znajomości krytyki teorii Eliadego, co prowadzi do formułowania hipotez często równie 
urokliwych jak i same eliadowskie i niestety tak samo udokumentowane.

28

 

                                                 

28

 Por. z najnowszej literatury, gdzie też rozwinięta bibliografia, D. Dubuisson, Mythologies du 

XX

e

 siècle Dumézil, Lévi-Strauss, Eliade, Villeneuve d'Ascq 2008, wyd. 2 poszerzone [tł. ang. 

Twentieth Century Mythologies:  Dumézil, Lévi-Strauss, Eliade, London 2006]. Zastrzeżenia co do 

background image

 

14

Podobna sytuacja pojawia się przy wykorzystywaniu jakiejkolwiek innej teorii, która 

budowana jest na materiale stricte historycznym. Gdy archeolog sięga do koncepcji rozwoju 
społecznego wypracowanych przez socjologów historycznych, jako gotowej teorii mającej 
nadać podstawową strukturę dla dalszych interpretacji materiału  źródłowego, to wciąga do 
własnej argumentacji zarazem zawarty w tych koncepcjach materiał historyczny i to od razu 
w ogromnym pakiecie jaki zawarty jest w samej teorii.  

Słusznie trzeba sobie zadać pytanie, czym się różni wykorzystywanie źródeł w 

bezpośrednim odwołaniu do konkretnych zapisów w stosunku do przemycanych w pakiecie z 
etykietką określającą przynależność do konkretnej teorii. Gdy w pierwszym przypadku 
przesłanki są jasno określone, a więc łatwiej poddają się weryfikacji, to w drugim przypadku, 
przesłanki historyczne, na których dana teoria została zbudowana, są przysłonięte samą teorią. 
Ocenie (i ewentualnej krytyce) poddawana jest teoria w swoim ostatecznym kształcie, a nie 
fundamenty źródłowe, na których została posadowiona.

29

 

9.  Jak wielkie mogą być rozbieżności między ustaleniami historyków a archeologów 

np. w kwestii periodyzacji, można pokazać na tych przykładach, kiedy dysponujemy dobrą 
bazą  źródeł historycznych i archeologicznych odnoszących się do tego samego czasu i 
społeczeństwa. Chyba najbardziej przemawiającym przykładem jest rozbieżność w 
periodyzacji dziejów Grecji na podstawie ceramiki i chronologii wypracowanej przez 
historyków.

30

 

 
Późny Brąz/okres mykeński  – 1600–1200 
Późny helladzki IIIC   

– 1200–1075 

Wczesny okres Żelaza – 

1075–700 

Archaiczny 

  – 

700–480 

Klasyczny 

  - 

480-323 

Hellenistyczny  - 

323-31 

                                                                                                                                                         

naukowej wartości dzieła Eliadego nie oznaczają, iż nie wywarły one roli inspiratorów, podobnie jak 
w przeszłości wielu innych autorów, jak choćby J. G. Frazer i jego „Złota gałąź”, które to dzieło do 
dzisiaj jest wydawane i czytane ze względów na oczywiste walory także literackie, ale nie jest 
traktowane jako wykładnia współczesnej wiedzy na tematy poruszane przez wielkiego uczonego.  

29

 Por. P. Urbańczyk,  Władza i polityka we wczesnym średniowieczu, Wrocław 2000, s. 23n, gdzie 

autor proponując, aby za punkt wyjścia przyjąć koncepcję rozwijaną przez M. Manna, The Sources of 
Power
, vol. 1: A History of Power from Begining to A. D. 1760, Cambridge 1986, i stwierdził: „Jest to 
jedna z wielu propozycji [socjologii historycznej –DS], ale przedstawiona na tyle przekonująco i 
jasno,  że można ją z łatwością zastosować w badaniach historycznych i archeologicznych”. W 
dalszych wywodach nie znajdziemy jednak śladu, że dokonana została analiza historyczna wywodów 
M. Manna, nawet poprzez zapoznanie się z publikowanymi recenzjami, por. m. in.: M. Vaughan, 
Historical Leaps and Sociological Regularities, The British Journal of Sociology, 38:3(1987), .s 421-
433; G. Lenski, rec. w: European Socjological Review, 4:1(1988), s. 90–92; J. M. Whitmeyer, Mann's 
Theory of Power - A (Sympathetic) Critique
, The British Journal of Sociology, 48:2(1997), s. 210-225. 
Można się zgodzić,  że bez głębszej analizy koncepcja M. Manna może być odbierana jako 
„przekonująca i jasna”, na tej samej zasadzie jak akt oskarżenia przygotowany przez prokuratora może 
być również przekonujący i jasny na początku procesu, a mimo to oskarżony – po analizie przesłanek 
– wychodzi z sali sądowej wolny. 

30

 Za I. Morris, Archaeology as Cultural History: Words and Things in Iron Age Greece, s. 7 

background image

 

15

 
Na podstawie ceramiki: 
Submykeński   

– 1075–1025 

Protogeometryczny - 

1025-900 

Wczesny geometryczny – 900-850 
Środkowy geometryczny – 850-760 
Póznogeometryczny   - 760-700 
 

Najnowszy przykład różnic o podobnej skali dla okresu późnego  średniowiecza i 

czasów nowożytnych dostarczył David Gaimster, który zauważył nie komplementarność 
periodyzacji wypracowanej przez historyków, a tej uchwytnej w materiale archeologicznym.

31

 

Czy porównanie schematów periodyzacyjnych dla ziem polskich pokazałoby podobną 
rozbieżność. Z pewnością tak. Dla okresu najwcześniejszego wypracowywana chronologia 
ceramiki z racji słabości rozpoznania w ogóle tego okresu nie mogła ulegać wpływom i 
sugestiom historyków, gdyż dokonana została zanim rozwinęły się dzisiaj funkcjonujące 
koncepcje rozwoju społeczeństwa wczesnośredniowiecznego. Dla okresów młodszych 
również periodyzacja ceramiki nie jest zbieżna z periodyzacją historyczną, chociaż tutaj 
dochodzi już do zakłóceń wynikających z kierowania się podczas wypracowywania 
schematów chronologicznych także danymi historycznymi. 

10. Nie bez znaczenia na upowszechnienie się równoprawnego wykorzystania źródeł 

archeologicznych i historycznych są osobiste doświadczenia badaczy i czytelników ich prac, 
którzy na tej podstawie oceniają sensowność lub jej brak w podejmowania tego rodzaju prób. 
Niejednokrotnie bardzo interesujące i przekonująco brzmiące hipotezy formułowane w 
oparciu o łączenie obu kategorii źródeł szybko upadały wraz ze zmiennymi interpretacjami 
archeologów bądź postępem w rozpoznaniu tychże  źródeł.

32

 Szybka, jak na doświadczenia 

historyka, dezaktualizacja ‘wiedzy’ archeologicznej, prowadzi do zrozumiałego zniechęcenia 
się do kolejnych eksperymentów i do wzrostu nieufności wobec archeologów, którzy „zbyt 
szybko zmieniają zdanie”. To co dla archeologów jest zrozumiałe, bo spotykają się z tym na 
co dzień, kiedy niejednokrotnie efekty prac wykopaliskowych w jednym sezonie mogą w 
istotny sposób zmienić dotychczasowe poglądy, to przez historyka bywa utożsamiane z 
chaosem w archeologii i brakiem faktycznych solidnych podstaw. Rodzi się więc oczekiwanie 
na wypracowanie przez archeologów ostatecznego zdania w danej kwestii, co jest z punktu 
widzenia nieustannie rozwijającej się od strony metodycznej archeologii zupełnie 
nieosiągalne. Historyk, korzystając ze źródeł archeologicznych po prostu musi pogodzić się z 
tym,  że wyniki badań uzyskanych za pomocą  źródeł archeologicznych mogą szybko się 

                                                 

31

 D. R. Gaimster, The Historical Archaeology of Pottery Supply and Demand in the Lower Rhineland, 

AD 1400 – 1800. An Archaeological Study of Ceramic Production, Distribution and Use in the City of 
Duisburg and its Hinterland
, Oxford 2006. 

32

 Np. hipoteza Romana Michałowskiego, Princeps fundator. Studium z dziejów kultury politycznej w 

Polsce X–XIII wieku, Warszawa 1993, s. 71–87,  o krakowskiej kopii topografii sakralnej Akwizgranu, 
która upadła wraz z badaniami weryfikującymi wprzęgnięty w argumentację historyka materiał 
archeologiczny, który okazał się znacznie młodszy niż wcześniej przypuszczano, por. omówienie u P. 
Wiszewski,  Domus Bolezlai. W poszukiwaniu tradycji dynastycznej Piastów (do około 1138 roku)
Wrocław 2008, s. 603nn 

background image

 

16

dezaktualizować. Nie znaczy to, że powinno się z tego powodu takich badań zaniechać. 
Przecież i na gruncie historiografii hipotezy trwałość hipotez uzależniona jest od stanu krytyki 
źródeł pisanych i zaangażowanych metod interpretacyjnych. Wprawdzie pod tym względem 
dynamika rozwoju metod historiograficznych jest nieporównanie wolniejsza, to jednak co 
jakiś czas dochodzi do istotnych przełomów w stanie rozpoznania, wydawałoby się 
niewzruszonych pod tym względem, źródeł pisanych. Wystarczy wspomnieć o ostatecznym 
datowaniu Kroniki Ademara z Chabannes na koniec 3 dekady XI a nie na połowę XII w, lub 
odkryciu tekstu ostatniej, młodszej niż dotychczasowy tekst redakcji Kroniki Thietmara, czy 
datowaniu pierwszego Żywota św. Wojciecha na pocz. XI wieku, a nie rok 998–9. Tylko z 
powodu większej ufności ze strony archeologów w niezmienność bazy źródłowej historyków, 
ci pierwsi – pozbawieni złudzeń co do możliwości takich zmian – nie wykazują postawy 
wyczekującej, co najwyżej niecierpliwią się brakiem konsensusu w kwestii interpretacji 
poszczególnych tekstów. 

 
KWESTIE ŹRÓDŁOWE 

 

Praktyka badawcza obu dyscyplin wykształca u badaczy pewne niesformalizowane 

umiejętności, które nabywa się tylko przez doświadczenie na własnej pracy naukowej. 
Historycy mają  nawyk dokładnego odczytywania tekstu źródłowego, który polega na 
trzymaniu się w interpretacji tego, co jest w tekście literalnie zapisane, a dopiero na ty mogą 
bazować indywidualne interpretacje. Badacz mniej wprawny – a takim jest z pewnością 
archeolog – często pomija lub nawet nie zdaje sobie sprawy, że punktem wyjścia musi być 
ustalenie właściwego brzmienia tekstu źródłowego zanim przystąpi się do jego 
interpretowania. Tym sposobem archeolog wyrabia sobie zdanie o treści zapisu na podstawie 
jakieś już funkcjonujących interpretacji tekstu. Nierzadka jest i taka postawa, którą można 
określić jako interpretowanie tekstu zgodnie z przyjętą z intuicyjnym pojmowaniem badanego 
zagadnienia. Przykładem może być wielokroć błędnie rozumiane zarówno przez historyków 
(w tym i przez niżej podpisanego) oraz archeologów (za tłumaczeniem Z. Jedlickiego) zdanie 
z Kroniki Thietmara (VII, c. 59) dotyczące roli kultowej Ślęży, wedle którego miały być tam 
odprawiane „przeklęte pogańskie obrzędy”. W rzeczywistości kronikarz pisze tylko o czci 
jaką się Ślęża cieszyła wśród okolicznych mieszkańców, nic natomiast nie ma o kulcie tam 
odprawianym. Podobnie, gdy Thietmar wspomina źródło Głomacz (I, c. 3), którego 
zmienność poziomu wody uważano za wieszczą, a okoliczna ludność go czciła i zarazem się 
bała, to – jak w niedawnym ujęciu archeologa wiedzącego lepiej jakie funkcje pełniły źródła u 
Słowian – ludność miała się przy nim rzekomo gromadzić w celach kultowych. 
 Z 

pewnością nie ułatwia archeologom korzystanie ze źródeł pisanych rozdźwięk co do 

interpretacji tekstów wśród samych historyków. Przykładem może być dyskusja wokół 
wiarygodności przekazu o kulcie pogańskim na Łyśćcu XVI wiecznej „Powieści rzeczy 
istey”. Dowartościowanie – jak się okazuje zbyt pochopne – przekazu przez L. P. Słupeckiego 
poskutkowało wzmocnieniem argumentacji tych archeologów, którzy w kamiennych 
konstrukcjach na Łyśćcu widzieli pozostałości wczesnośredniowiecznego sanktuarium 
kultowego, natomiast krytyka tekstu przeprowadzona przez M. Derwicha jednoznacznie 

background image

 

17

wykazała, iż  „Powieść rzeczy istey” nie wykorzystuje wcześniejszych nieznanych źródeł 
pisanych i jej wiadomości o kulcie na Łysej Górze są fantazjami autora dziełka.

33

  

Z drugiej strony, historycy wykorzystujący  źródła archeologiczne nawet tylko jako 

ilustracje, wykazują się często dość daleko idącą ignorancją, zwykle nie czytelną dla innych 
historyków, natomiast rażącą dla archeologów. 
 

Publikacje źródeł archeologicznych
Kolejną przeszkodą w wykorzystywaniu źródeł archeologicznych przez historyków 

jest forma ich publikacji.

34

 Oczywiście zasady publikacji źródeł muszą w pierwszym rzędzie 

odpowiadać potrzebom archeologów i najczęściej tak jest, że autorzy tych publikacji za 
docelowego ich czytelnika mają archeologa. Jednakże pojawiają się często wspólne 
mankamenty publikacji źródłowych, które utrudniają korzystania z nich nawet archeologom, 
a jeśli im, to już z pewnością historykom. Jeśli ci pierwsi mają większe możliwości 
poradzenia sobie problemami wynikającymi z niedostatków samych publikacji, to historycy – 
pozbawieni większego doświadczenia w tym zakresie – są bezradni wobec niektórych praktyk 
spotykanych w publikacjach źródeł archeologicznych, przez co stają się one w większej 
części niedostępne, albo – co gorsza – powodują  błędne zrozumienie zebranego w nich 
materiału. 

Historycy korzystając z danych archeologicznych najczęściej powołują się nie na 

publikacje  źródłowe konkretnych kluczowych stanowisk, ale na syntetyczne ich omówienia 
nie dokonując niezbędnej weryfikacji tak przedstawionych ustaleń „u źródła”, czyli w 
publikacji stanowiska. Tym samym przejmują poglądy autora omówienia nie podejmując 
próby ich kontroli (zjawisko również spotykane w pracach ściśle archeologicznych). Można 
by uznać, i tak się zresztą czyni, że sięganie przez historyków do opracowań syntetyzujących 
wynika z zasady ekonomii badań naukowych, co w tym przypadku można by rozumieć w ten 
sposób, że historyk obdarza zaufaniem autora/autorów opracowań syntetyzujących do których 
sięgnął. Jeśli nałożymy na to jeszcze przypadkowy często dobór spośród kilku 
syntetyzujących ujęć, to widać, iż opowiedzenie przez historyka za jakąś interpretacją w 
oparciu o materiał archeologiczny ma charakter czysto przypadkowy. Druga możliwość to 
taka,  że dobór został dokonany na zasadzie zgodności z preferowaną hipotezą. Trzecia to 
taka, że pierwsze lepsze opracowanie archeologiczne, z którym na dany temat trafił historyk, 
decyduje o poniechaniu lub kontynuowaniu dalszych poszukiwań. Jeśli przypadkowo wpierw 
trafi się historykowi analiza archeologiczna zgodna z jego ustaleniami, to najczęściej 
poprzestaje w swoich poszukiwaniach, gdyż  to  na  co  trafił traktuje jako głos 

                                                 

33

 L. P. Słupecki:  "Powieść rzeczy istey" jako źródło do dziejów pogaństwa na Łyścu, [w:] Kultura 

średniowieczna i staropolska, Warszawa 1991, s. 377-386, M. Derwich, Wiarygodność przekazów 
pisemnych na temat kultu pogańskiego na Łyścu. Archeolog a źródła pisane
, [w:] Słowiańszczyzna w 
Europie  średniowiecznej
, red. Z. Kurnatowska, t. 1, Wrocław 1996, s. 97–104. Badacz  łysogórskich 
wałów Jerzy Gąssowski przyznał publicznie podczas konferencji w łysogórskim opactwie, że nie ma 
pisemnego  świadectwa potwierdzającego odprawianie na Łyśćcu kultu pogańskiego we wczesnym 
średniowieczu. 

34

 Kwestia formy publikacji wyników badań archeologicznych.  P. M. Barford, Writing the 

Past: Approaches to the Publication of Excavations, [w:] Theory and Practice of Archaeological 
Research
, vol. 3, Warszawa 1998, s.505-541. 

background image

 

18

archeologów/archeologii w danej sprawie. Natomiast, gdy pierwsza napotkana praca jest 
niezgodna z ustaleniami historyka, traktuje to często jako przykre potwierdzenie niezgodności 
jego hipotez z głosem archeologa/archeologii. Oba przypadki są równie szkodliwe, gdyż 
pierwszy bezpodstawnie budzi pewność co do słuszności pewnych hipotez historyków, drugi 
zbyt pochopnie prowadzi do zaniechania dalszych poszukiwań. Wszystko to jest oczywiście – 
jak to z przypadkami w nauce bywa – pochodną niezbędnej erudycji, która pozwala ogarnąć 
literaturę związaną z danym szczegółowym zagadnieniem. 

Niektóre cechy źródłowych publikacji archeologicznych, które utrudniają korzystanie 

z nich przez historyków są także uciążliwe dla archeologów. Przypomnę,  że jedną z 
podstawowych zasad jakiejkolwiek publikacji źródłowej jest danie czytelnikowi możliwości 
weryfikacji ustaleń dokonanych przez jej autora w najważniejszych momentach. Tytułem 
przykładu. Można niekiedy się spotkać z datowaniem czy to obiektu, warstwy czy pewnego 
zespołu typologicznego bez jasnego wyłożenia przesłanek, na których autor się opiera. 
Wniosek końcowy pojawia się  ex nihilo. Pozostaje albo wierzyć, albo mieć  wątpliwości, 
których zweryfikować na podstawie takiej publikacji nie sposób. W sytuacjach, kiedy 
przesłanki są wyłożone można potwierdzić na ich podstawie wnioski autora bądź skorygować 
datowanie na mniej, czasem bardziej precyzyjne. W każdym razie nasuwające się wątpliwości 
można ewentualnie rozwiać lub je wzmocnić do tego stopnia, że czytelnik skuszony zostanie 
do sięgnięcia po materiały archiwalne. 

 
Publikacje źródeł historycznych 
Pod tym względem zasady publikacji źródeł historycznych są bardziej jednolite, co nie 

znaczy,  że nie stawiają dodatkowych barier w ich przyswojeniu. Główną przeszkodą jest 
oczywiście język źródeł. Znajomość chociażby podstaw  łaciny jest po prostu niezbędna dla 
samodzielnej oceny konkretnego przekazu, nawet wówczas, kiedy dysponujemy nawet 
bardzo dobrymi tłumaczeniami na język nowożytny. Archeolodzy sięgający do źródeł 
pisanych nie zdają sobie najczęściej sprawy, że każde tłumaczenie jest już interpretacją. 
Dlatego wspomaganie się okazjonalnymi tłumaczeniami tekstów nie wydanych metodą 
naukową zwykle prowadzi do mniej lub bardziej istotnych przekłamań wynikających z 
różnych kompetencji zaangażowanych tłumaczy.  

Dostrzegł ten problem (w kontekście testimoniów o etnogenezie Słowian) G. Labuda, 

który wręcz uważał (i starał się z tej powinności wywiązać), że: 

„na historyków spada obowiązek takiego opracowania świadectw pisanych, aby 

przedstawiciele innych dyscyplin badawczych miel przed sobą pełny wachlarz informacji 
zawartych w ich przekazach. Już tak się utarło w praktyce badawczej, że każdy historyk dąży 
drogą krytyki, dyskusji i eliminacji poglądów jego zdaniem nie uzasadnionych do 
ukonstytuowania swojej własnej wykładni. Taki sposób postępowania jest wskazany i 
słuszny, gdzie podstawa źródłowa pozwala na przybliżone lub jednoznaczne w swej 
wymowie przybliżenia, krótko mówiąc, wszędzie tam, gdzie historycy są między sobą. Ta 
metoda nie jest wskazana i wręcz hamuje postęp wnioskowania, gdzie mamy do czynienia z 
wypowiedziami lub terminami źródłowymi jednoimiennymi (hapax legomenon) i gdzie 
bardzo często otwiera się prawdziwy krąg interpretacyjnych możliwości. Kompetentny 
badacz ma obowiązek opowiedzieć się w końcu za jedną interpretacją, jego zdaniem 
najbardziej prawdopodobną, ale równocześnie winien ukazać rozmaite dalsze możliwości 

background image

 

19

według jakiegoś przybliżonego stopnia ważności. Tylko taki tok zachęci badacza postronnego 
lub mniej obeznanego z całym zapleczem dyskusyjnym do wyboru i umocnienia przy pomocy 
własnego zasobu argumentów jednej z kilku możliwości interpretacyjnych”.

35

  

 
Wbrew intencjom przyświecającym poznańskiemu mediewiście postulowana 

konieczność opowiedzenia się w końcu za jedną z wersji interpretacyjnych przyniesie 
odwrotny skutek od zamierzonego. Archeolog, niekoniecznie świadom zawiłości 
interpretacyjnych prowadzących do jedynej słusznej interpretacji tekstu pisanego, zostaje w 
swoich własnych badaniach uwiązany właśnie przez tę preferowaną interpretację. Gdy w 
takiej sytuacji historyk ma tę umiejętność (która daje powód do śmiałości) uzasadnionego 
przeciwstawienia się dominującym interpretacjom, to archeolog pozostaje tu całkowicie 
skrępowany narzuconą wersją uznaną przez wydawcę tekstu za najbardziej prawdopodobną. 
Ze względów oczywistych rozstrzygnięcia powzięte przez edytora tekstu są traktowane jak 
niewzruszone fundamenty – również przez wielu historyków – a wystarczy się przyjrzeć  
pierwszemu zdaniu z Kroniki Galla Anonima w wydaniu Maleczyńskiego i porównać je z 
odmianami tekstu w zachowanych rękopisach,  żeby zauważyć,  że proponowana wersja nie 
ma podstawy w żadnym z rękopisów.

36

 

 
Materiał źródłowy dla wczesnego średniowiecza jest tylko częściowo opublikowany: 

niemal w całości jeśli chodzi o źródła pisane do najdawniejszych dziejów (do końca XII w.) i 
tylko fragmentarycznie w przypadku źródeł archeologicznych. Od XIII w. wzrasta udział 
materiałów archiwalnych oraz tych pozyskanych archeologicznie, które zdeponowane są w 
różnych instytucjach wraz z dokumentacją, i których publikacja staje się coraz bardziej 
nieprawdopodobna wraz z upływem lat

37

. Tu tworzą się bariery praktycznie do przekroczenia 

dla reprezentantów obu dyscyplin, gdyż wykorzystanie tego materiału  źródłowego wymaga 
szczególnych umiejętności. Archeolog bez przygotowania może w ograniczonym zakresie 
wykorzystać materiały archiwalne z okresu średniowiecza, historyk nie znający od podstaw 
nie tyle metodyki badań archeologicznych, ale i praktyki pogubi się w dokumentacji polowej i 
w nie opracowanym materiale zabytkowym, nawet jeśli będzie to dotyczyło zabytków 
wydzielonych. 

 
ŹRÓDŁA  PISANE  W  WARSZTACIE  ARCHEOLOGA 

 

Ciekawym przypadkiem ilustrującym niebezpieczeństwa wynikające z 

wykorzystywania  źródeł pisanych w interpretacji archeologicznej mogą być badania nad 
rzekomym ośrodkiem kultowym na Ślęży. Punktem wyjścia dla poszukiwań jest dobrze znane 
świadectwo Thietmara: et hic ob qualitatem suam et quantitatem, cum execranda gentilitas 
ibi veneraretur, ab incolis omnibus nimis honorabatur
, co w tłumaczeniu M. Z. Jedlicki 
oddał: „Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego 
ogromu oraz przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy

38

”. Tok 

                                                 

35

 G. Labuda, Fragmenty dziejów Słowiańszczyzny zachodniej, t. 3, Poznań 1970, s. 31. 

36

 Na fakt ten zwrócił mi uwagę Edward Skibiński. 

37

 Pewnym chlubnym wyjątkiem jest podjęcie przez Fundację Nauki Polskiej wysiłku opublikowania 

materiałów z ważniejszych wykopalisk „milenijnych“. 

38

 Thietmar, Kronika, VII, c. 59, MGH SRG IX, ed. R. Holtzmann, Berlin 1935, s. 472.  

background image

 

20

rozumowania wyglądał następująco: skoro odprawiano obrzędy, to musiały one pozostawić 
jakiś materialny ślad. Lata badań jednak nie przyniosły w tym zakresie żadnych sukcesów, 
chociaż ślężańskie szczyty i zbocza w różnych epokach były wykorzystywane przez ludzi, to 
jednak zachowanym szczątkom  łatwo można było przypisać inne funkcje niż kultowe. 
Jedynie wały na szczycie, których datowanie i funkcje – raczej nie obronne – są sporne w 
nauce dawały powody wielu badaczom do uznania ich za resztki jakiegoś  ośrodka kultu. 
Informacje Thietmara połączono ze źródłami archeologicznymi odwołując się do 
następujących  przesłanek:  

1)  nie ma pozytywnych dowodów na to, że wały  ślężańskie powstały w we wczesnym 

średniowieczu, ale też nie ma dowodów mogących zaprzeczyć datowaniu ich na ten 
okres, 

2) znane są inne ośrodki kultu pogańskiego na szczytach gór w Polsce, 
3)  Thietmar dowodnie mówi o kulcie na Ślęży w X w., 

z których ma wynikać,  że owe wały faktycznie można utożsamić za wspomniane przez 
Thietmara miejscem kultu na Ślęzy. Celnie ten sposób wnioskowania oddaje L. P. Słupecki: 
„Skoro więc stwierdzamy (...) że nic nie zmusza nas przy obecnym stanie badań do cofania 
początków ośrodka kultowego na Ślęży przed okres wcześniejszego  średniowiecza, 
spróbujemy uznać wały na szczytach masywu (...) za należące do sanktuarium 
zaświadczonego przez Thietmara i wykonane przez Słowian”

39

 Problemem 

są jednak same przesłanki zarówno historyczne jak i archeologiczne. O ile 

wymowa pierwszej z nich jest słaba, to faktycznie przy braku możliwości wyłącznie 
datowania wałów na wczesne średniowiecze można się z taką ewentualnością liczyć. Druga, 
wspiera się na rzekomych innych świątyniach górskich, które za takie zostały uznane m. in. 
poprzez traktowaną jako mocny argument analogię ze Ślężą. Nie wspomnę już o braku jakiś 
rzeczywistych podstaw do uznania, iż były one kiedykolwiek miejscami kultu pogańskiego 
tym bardziej, że coraz więcej przesłanek wskazuje na to, że trzeba te obiekty zdecydowanie 
odmłodzić na XII a nawet XIII w.

40

 Trzecia, wydawałoby się w tym zestawie najmocniejsza 

jest również nietrafna. Byłbym niesprawiedliwy, gdybym tylko archeologom zarzucał 
opieranie się wyłącznie na tłumaczeniach tekstów źródłowych, gdyż jeśli chodzi o Kronikę 
Thietmara to w polskiej historiografii funkcjonuje ona głównie – zarówno jeśli chodzi o tekst 
łaciński w przedruku za wydaniem krytycznym dołączonym do polskiego tłumaczenia, jak i 
zamieszczone tłumaczenie jako tekst normatywny – błędnie utożsamiany z wydaniem 
krytycznym, tyle że wzbogaconym o translację.  

Niedawno G. Labuda przypomniał niebezpieczeństwa wynikającego ze zbyt wielkiego 

obdarzenia zaufaniem tego tłumaczenia, które jak każde inne jest zawsze tylko autorską 
interpretacją.

41

 W przypadku Ślęży M. Z. Jedlicki oddał łacińskie qualitas jako przeznaczenie

sugerując tym samym, że Ślęza była przeznaczona do odprawiania pogańskich obrzędów. Jak 
słusznie Stanisław Rosik zauważył należy rozważyć o czym jest mowa w tym fragmencie. 
                                                 

39

 L. P. Słupecki, Ślęża, Radunia, Wieżyca. Miejsca kultu pogańskiego Slowian w średniowieczu, KH, 

99:2(1993), s. 12. 

40

 Por. D. A. Sikorski, @ 

41

 Por. uwagi G. Labudy o wpływie tłumaczenia Jedlickiego na interpretacje sugerujące się jego 

propozycjami bez odniesienia do tekstu źródła, rec. Kronika Thietmara, Studia Źródłoznawcze, 
41(2003), s. 139-142. 

background image

 

21

Czy chodziło mu o cześć oddawaną górze, czy też jest mowa o jej czci jako miejsca 
kultowego

42

. Wątpliwości wobec interpretacji tego miejsca jako potwierdzenia kultu 

sprawowanego na Ślęży można poszerzyć stawiając pytanie o dane dostępne Thietmarowi, 
które  posłużyły mu do skonstruowania jego opinii o Ślęży. W to, że cieszyła się sławą wśród 
mieszkańców Śląska wątpić nie można, gdyż dominuje jako jedyna góra nad rozległą okolicą. 
Na jakiej jednak podstawie Thietmar mówi o jakiś obrzędach pogańskich: na podstawie 
konkretnej wiedzy czy też wiedząc, iż co jakiś czas okoliczni mieszkańcy się zbierają na 
Ślęży (niekoniecznie w celach kultowych) sam wywnioskował, jaki mógł być cel tych 
spotkań? Pamiętajmy,  że Thietmar, jak każde  źródło narracyjne, nie przekazuje po prostu 
faktów jako danych obserwacyjnych, ale interpretację autora na podstawie dostępnych mu 
faktów czy cudzych interpretacji, które nam nie są bezpośrednio dostępne.  
 
 

WSPÓŁPRACA – TAK, ALE JAK? 

 Na 

wielokroć zadawane pytanie: współpraca, ale jaka, próbowania różnie odpowiadać. 

Jednakże najczęściej odpowiedzi były na tyle ogólne i do ogólników się odwołujące, że poza 
takimi czy innymi deklaracjami nie dawały w rzeczywistości  żadnych konkretnych 
rozwiązań.  

Śmiem twierdzić,  że u podstaw jakiejkolwiek programu nakreślającego jakąkolwiek 

współpracę archeologii średniowiecznej z mediewistami (a szerzej archeologów z 
historykami) jest głęboko zakorzenione w świadomości badaczy obu dyscyplin i chyba 
niekwestionowane przekonanie, że obojętnie jakimi źródłami się posługujemy, to w 
zamierzeniu jedni i drudzy dążą do poznania tej samej chociaż minionej rzeczywistości 
historycznej. Wychodząc z tego fundamentalnego założenia większość badaczy uznaje, że 
jego konsekwencją jest prosty wniosek: wymowa źródeł archeologicznych i pisanych w 
przypadku, gdy odnoszą się do tych samych spraw muszą być zgodne. W przypadku, gdy 
pojawiają się znaczące różnice w ujęciach obu dyscyplin, odbierane są one jako symptom 
popełnienia błędu przez któregoś z badaczy lub ‘wyższości’ jednej z formułowanych na 
gruncie obu dyscyplin hipotez. Skutkiem tego zgodność poglądów traktowana jako 
weryfikacja trafności hipotezy. Ponieważ dla wielu problemów pierwsze ujęcia, wielokroć 
zupełnie niedoskonałe z punktu widzenia obecnej wiedzy,  wychodziły spod piór historyków, 
to one chcąc nie chcąc stawały się punktem odniesienia dla archeologii średniowiecznej. 
Tylko w tych przypadkach, kiedy sami historycy kwestionowali ustalenia poprzedników lub 
rozbieżność stanowisk w historiografii jest dość znaczna, ewentualne różnice były 
przesądzane na korzyść interpretacji archeologicznych. Można się pokusić stwierdzenie, że 
dążenie do zgodności interpretacji jest podstawowym paradygmatem dla współczesnej 
archeologii średniowiecza i historiografii. Czy słusznym?  

Źródła pisane jak i archeologiczne, nawet jeśli odnoszą się do tej samej społeczności i 

są jej bezpośrednim produktem, to mogą odnosić się do jej różnych aspektów. Nawet 
wówczas, gdy bezpośrednim powodem ich powstania są te same okoliczności historyczne.

43

 

                                                 

42

 S. Rosik, Interpretacja, s. 144n. 

43

 Np. zniszczenie grodu datowane metodami archeologicznymi na drugą ćwierć XI wieku nie musiało 

się dokonać wskutek bezpośredniego działania Brzetysława, ale jako efekt spowodowanego przez 
niego  rozluźnienia struktur władzy, co mogło doprowadzić do walk między możnymi o władzę na 

background image

 

22

Każda rekonstrukcja przeszłości oparta o jedną kategorię  źródeł jest siłą rzeczy 

cząstkowa. Nie można tu ustalić jakiś zasad procentowego udziału w poznaniu przeszłości. 
Kwestia ta nie wynika z fundamentalnej różnicy między  źródłami archeologicznymi i 
pisanymi, ale jest też problemem w badaniach stricte historycznych. W zależności od 
charakteru źródeł pisanych (kroniki, roczniki, hagiografia) nawet to samo zagadnienie jest w 
tych różnych gatunkowo źródłach różnie uchwycone.

44

 

 Nie 

siląc się próbę całościowego ujęcia tej sprawy zwrócę uwagę tylko na dwa 

rozwiązania. 
 1. 

Jedną z propozycji jest ścisła kooperacja historyka i archeologa w pracy nad tym 

samym problemem. Sądzę,  że zwolennicy tej propozycji nie oczekują, aby archeolog przez 
ramię zaglądał historykowi na biurko i śledził jego analizy źródłowe, jak i żeby historyk 
dreptał krok w krok za archeologiem począwszy od badań terenowych po analizy gabinetowe. 
Najczęściej na myśli ma się współpracę nie na etapie analitycznym, ale syntetycznym, kiedy 
dochodzi do formułowania wniosków ogólnych. Ten postulat może być zrealizowany albo w 
ten sposób, że historyk bądź archeolog korzysta z publikacji przedstawiciela partnerskiej 
dyscypliny, albo dochodzi do napisania wspólnego tekstu.  

Przykładów współpracy realizowanej w ten ostatni sposób mamy bardzo niewiele – 

jak w ogóle bardzo niewiele pojawia się tekstów historycznych i archeologicznych 
powstałych zbiorowym wysiłkiem (pomijając publikacje stanowisk archeologicznych). Fakt 
ten wynika z pewnością z trudności uzgodnienia stanowisk między współautorami. Nikt nie 
wymaga, aby np. historycy zajmujący się tym samym zagadnieniem wspólnie przystąpili do 
pracy po to, by wypracować jednolite stanowisko, zmniejszając zarazem liczbę 
funkcjonujących hipotez, gdyż jest to pop prostu niemożliwe. Różnorodność poglądów 
ukształtowanych wedle obowiązującej metody jest w nauce wartością samą w sobie. 
Kontynuując ten wątek, można stwierdzić,  że tak rozumiana współpraca historyków 
prowadziłaby co najwyżej do wypracowania poglądu w oparciu o wąski margines spraw, co 
do których istniałby  konsensus autorów, bo przecież trudno sobie wyobrazić, aby któryś 
zgodził się na podpisanie się pod tekstem , który zawierałby nawet w niewielkiej części 
poglądy nie uznawane przez któregokolwiek z autorów. Ponieważ rzadko dochodzi do daleko 
idącej zbieżności poglądów na tę samą sprawę, a trudno oczekiwać, aby w momencie 
wspólnego pisania istniejące rozbieżności uległy uzgodnieniu, więc nic dziwnego, że ta forma 
współpracy jest nie często praktykowana, a jeśli już to zazwyczaj z dość wyraźnym 
podziałem zadań.

45

 

Jeżeli za punkt odniesienia przyjmiemy przykład współpracy w ramach jednej 

dyscypliny i potraktujemy powyższe uwagi za wystarczające powody unikania realizowania 
w ten sposób współpracy, to nieco inaczej pozwoli nam to spojrzeć na sensowność 
podejmowania tego rodzaju wspólnych działań przez archeologa i historyka, gdyż taki 
wspólny tekst będący efektem owej kooperacji będzie zawierał z natury rzeczy wszystkie 
                                                                                                                                                         

danym terenie, a te zaś mogły stać się bezpośrednią przyczyną obserwowanych archeologicznie 
zniszczeń. 

44

 Np. w obu Żywotach św. Wojciecha nie znajdziemy wzmianki o założeniu arcybiskupstwa na jego 

grobie, co przekazał Thietamra. Natomiast tenże nic nie wie więcej o św. Wojciechu ponad to, co 
wyczytał w jednym z jego żywotów, chociaż obaj wywodzili się tego samego środowiska. 

45

 Pomijam tu teksty, które mimo formalnej całości, są faktycznie zbitką samodzielnych całości.  

background image

 

23

tylko te treści, co do których istnieje zgoda lub zaistniała zgoda między piszącymi 
wypracowana w trakcie wspólnego pisania.  

Przykładem może być artykuł podejmujący problem chrystianizacji Słowian 

zachodnich autorstwa archeologa Przemysława Urbańczyka i historyka Stanisława Rosika.

46

 

Tekst ich autorstwa przynosi wprawdzie autorskie spojrzenie na poruszane zagadnienie, ale w 
moim przekonaniu, nie reprezentuje tej nowej jakości jaka miałby być rezultatem 
‘współpracy’ archeologa z historykiem – ową dodaną wartością wynikającą z różnych profesji 
autorów. Równie dobrze tekst o podobnym charakterze (co nie znaczy, że podobny) mógłby 
zostać napisany przez jednego historyka lub jednego archeologa, jak i dwóch historyków lub 
dwóch archeologów.  W ostatnich dwóch konfiguracjach dochodziłoby do podobnego 
ucierania się poglądów niezależnie od zawodowej specjalizacji autorów. 

2. Mało dostrzeganym a już zupełnie niedocenianym elementem badań 

interdyscyplinarnych w ogóle, a w interesującym nas przypadku w szczególności, jest 
wzajemne recenzowanie publikacji przez archeologów i historyków. Właśnie na tym etapie 
działalności naukowej może dochodzić do faktycznej konfrontacji stanowisk, wykładania 
swoich racji i uwypuklania błędów jak i faktycznych osiągnięć drugiej dyscypliny w 
rozwiązanie konkretnego problemu badawczego. Tu jest moment na nie tylko ucierania się 
poglądów, ale krytykę przedsięwzięć drugiej strony z jasnym wyłożeniem jej uzasadnienia. 
To jest też ten moment, w którym obie strony na konkretnym przykładzie mogą uczyć się od 
siebie. Niestety w praktyce, jeśli już w ogóle prace historyków są recenzowane przez 
archeologów i na odwrót, to najczęściej przedmiotem krytyki poddana jest ta część pracy, 
która zbieżna jest z profesją recenzenta bez wnikania w argumentację wywodzącą się z 
drugiej dyscypliny. Ma to swoje zalety, ale również wady. Do tych pierwszych zaliczyć 
należy kompetencje autora recenzji, co powinno być gwarantem zasadności zarówno dla 
uznania jak i ewentualnej krytyki. Krytyczne omówienie np. archeologicznej strony danej 
publikacji pozwala historykowi możliwość zapoznania się ze zdaniem innego archeologa – 
autora recenzji. Do tych drugich zaliczyć trzeba to, że tym sposobem dzieło  łączące różne 
dyscypliny zostaje rozłupane na dwie części: archeologiczną i historyczną. Jeżeli taka 
publikacja faktycznie wnosiłoby nowe, twórcze elementy wynikające z łączenia obu 
zestawów źródeł, to w oczach rozdzielnej krytyki, może to zostać zupełnie niedostrzeżone.  

Jednak najgorsze, co spotyka polskie współczesne badania nad wczesnym 

średniowieczem, to generalnie brak takiej interdyscyplinarnej krytyki. Nie znaczy, że nie ma 
jej wcale, ale liczba prac poddanych takiej ocenie jest znikoma w stosunku nawet nie do 
wielkości produkcji naukowej w tym zakresie w ogóle, ale nawet do liczby prac 
zasługujących na szczególną uwagę ze względu na  podejmowaną problematykę jak i jej 
ujęcie.

47

  

                                                 

46

 S. Rosik, P. Urbańczyk,  The Kingdom of Poland, with an Appendix on Polabia and Pomerania 

between Paganism and Christianity, [w:] Christianization and the Rise of Christian Monarchy. 
Scandinavia, Central Europe and Rus' c. 900–1200
, ed. N. Berend, Oxford 2007, s. @ 

47

 Praca, S. Moździocha, Organizacja gospodarcza państwa wczesnopiastowskiego na Śląsku. Studium 

archeologiczne, Wrocław 1990), która powinna budzić szczególne zainteresowanie historyków 
spotkała się tylko z rec.  Z.  Kurnatowskiej, KHKM, 40:2(1992), s. 211-214. Druga książka tegoż 
badacza,  Castrum munitissimum Bytom. Lokalny ośrodek władzy w państwie wczesnopiastowskim
Warszawa 2002, nie tylko nie została dostrzeżona w recenzjach, ale znalazła słaby odbiór wśród 

background image

 

24

Osobnym zagadnieniem jest słaba recepcja krytyki naukowej, która jest w pewnym 

sensie pochodną ogólnie niewielkiego znaczenia tej części działalności w dorobku 
naukowym. Przejawia się to m. in. w ten sposób, że w bibliografiach przewijają się – a często 
faktycznie są wykorzystywane – prace, które spotkały się ze słuszną krytyką np. ze strony 
historyka, bez znajomości tejże krytyki w środowisku archeologicznym (i na odwrót) lub, co 
gorsza, ze świadomym jej ignorowaniem. 

 
KSZTAŁCENIE  ARCHEOLOGÓW–MEDIEWISTÓW 
W dużym za utrwalenie rozdziału archeologii i historii odpowiedzialny jest obecny 

system akademicki, który sprzyja jego utrzymaniu od początków edukacji. Wprawdzie w 
ostatnich latach pojawiły się pierwsze jaskółki zapowiadające zbliżające się w sposób 
nieuchronny zmiany, jak choćby pojawienie się w programach studiów archeologicznych 
specjalizacji mediewistycznych, czy w ramach akademickiej historii kierunku 
specjalistycznego –mediewistyka, jednak są to nadal tylko protezy. Z racji konieczności 
uzyskania przez adepta archeologii specjalizującego się w archeologii średniowiecza 
kompetencji we wszystkich okresach prehistorycznych – w końcu magisterium z archeologii 
uprawnia do prowadzenia badań bez zawężania do konkretnego okresu – sporo czasu i 
wysiłku trzeba poświęcić na te dziedziny, które z archeologią średniowiecza nie mają wiele 
wspólnego. Pozostały do dyspozycji czas, który można przeznaczyć w kursie akademickim na 
zapoznanie z warsztatem historycznym, też nie zawsze zostaje właściwie wykorzystany.

48

 

Idealnym stanem byłaby rzeczywiście wąska specjalizacja, która – dając pojęcie o okresach 
pradziejowych – przede wszystkim pozwalała na wykształcenie się umiejętności i technik 
warsztatowych potrzebnych w badaniach nad średniowieczem. Zakres edukacji dla 
pradziejów ograniczony w stosunku do obecnej siatki godzin pozwalałby jednak na zdobycie 
umiejętności pozwalających na prowadzenie badań terenowych. Natomiast edukacja w 
ramach specjalizacji mediewistycznej dawałaby lepszą ofertę jeśli chodzi o zajęcia kształcące 
umiejętności potrzebne archeologom–mediewistom. Tu konieczne byłoby włączenie 
elementów warsztatu badawczego historii sztuki (ale nie rozumianej jako systematyczny 
wykład historii sztuki średniowiecznej) oraz językoznawstwa. Program konkretnych zajęć 
powinien być pomyślany jako wprowadzenie do warsztatu badawczego z wykorzystaniem 
specyfiki warsztatowej obu dyscyplin.  

Dopiero tak przygotowany adept archeologii średniowiecznej będzie mógł faktycznie 

integrować techniki badawcze wszystkich dyscyplin zajmujących się różnymi kategoriami 
źródeł, a przynajmniej będzie w stanie krytycznie ocenić rezultaty badań reprezentantów 
poszczególnych dziedzin. 

 

                                                                                                                                                         

historyków, nie licząc mechanicznego niekiedy włączania do bibliografii, i to nie racji niezgodności, 
ale chyba nieznajomości. 

48

 Pozostając na gruncie doświadczeń specjalizacji średniowiecznej w poznański Instytucie Prahistorii, 

mam wątpliwości, czy np.  systematyczny wykład historii Polski w średniowieczu jest konieczny, 
gdyż siłą rzeczy nie da on więcej niż to, co równie dobrze student może samodzielnie uzyskać po 
lekturze podręcznika – chyba, że egzamin traktuje się jako przymuszenie do uważniejszej lektury. 
Natomiast w programie studiów zajęcia o charakterze warsztatowym są reprezentowane w 
niedostatecznym wymiarze (źródłoznawstwo), a niektórych po prostu brak.  

background image

 

25

ZAKOŃCZENIE 
Sądzę,  że rozwiązanie problemów wyrastających na styku historii i archeologii jest 

tylko jedno: badacze muszą przestać być ‘na styku” i panować nad warsztatami obu (czy 
więcej) dyscyplin. Oczywiście pojawia się pytanie, czy taki postulat jest możliwy do 
realizacji, gdyż oznacza to nie tylko konieczność opanowania metod badawczych, ale również 
niezbędnej dla problemów podejmowanych przy użyciu obu metod erudycji, która w takiej 
sytuacji podwaja wymagania wobec badacza chcącego  łączyć kompetencję historyka i 
archeologa.

49

  

Opanowanie warsztatów badawczych nie musi oznaczać nabycie umiejętności 

samodzielnej krytyki źródeł we wszystkich jej aspektach. Tzn. nie należy od historyka 
wymagać, aby potrafił datować poszczególne zabytki archeologiczne. Zresztą z podobną 
ograniczoną kompetencją badawczą historycy spotykają się na co dzień – czy wszyscy 
mediewiści potrafią każdy potrzebny do ich badań tekst odczytać z rękopisu? Już u zarania 
historiografii naukowej dokonano pewnego podziału na specjalizacje, gdyż dla rozwiązania 
wielu kwestii potrzebne są specyficzne umiejętności, które nie są dostępne dla każdego 
badacza. Taka jest m. in. geneza tzw. nauk pomocniczych historii. Jednak od historyka o 
ograniczonych kompetencjach np. w sprawach paleografii łacińskiej oczekuje się wiedzy na 
czym polegają  właściwości każdego rodzaju źródeł i ich badawczej specyfiki. Dlatego 
postulowane opanowanie warsztatu badawczego obu dyscyplin powinno polegać na 
gruntownej wiedzy o metodach stosowanych zarówno odnośnie źródeł archeologicznych jak i 
pisanych w równym stopniu, z tym, że nie wszystkie one są opanowane w sposób czynny.

50

  

                                                 

49

 Por. A. Andrén, Between Artefacts and Texts. Historical, s. 180n. 

50

 Szerzej o tej koncepcji badań interdyscyplinarnych, por. D. A. Sikorski, O badaniach 

interdyscyplinarnych w badaniach nad wczesnym średniowieczem – uwagi krytyczne, [w:] Mundus 
homini – cywilizacja, kultura, natura
, red. S. Rosik, P. Wiszewski, Wrocław 2006, s. 387-400.