background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

5

background image

Dariusz Okoń

background image

   

Dariusz Okoń

Brudnopis z życia

Skład

Dariusz Okoń

Projekt okładki

Dariusz Okoń

Zdjęcie na okładce

Dariusz Okoń

Wszelkie uwagi proszę kierować na adres: 

darekpionki@wp.pl

 

Copyright 

©

 2012 by Dariusz Okoń. All rights reserved. 

background image

Spis treści

Prolog..............................................................................................3

I.....................................................................................................14

II....................................................................................................32

III...................................................................................................51

IV..................................................................................................66

V....................................................................................................88

VI................................................................................................106

VII...............................................................................................122

VIII..............................................................................................135

Epilog..........................................................................................145

background image

(...) 

W końcu spotkałem jeszcze dziwnego człowieka, 

Który po swych rodzicach nie nosił żałoby,

Nie rozpaczał przy ludziach, nie chodził na groby;

Lecz czasem tylko jego zapadła powieka

Przyjmowała do siebie promyczek wesela,

A ten tak blado, drżąco spod rzęsów wystrzela,

Jakby się od księżyca nauczył mrugania.

Ten człowiek od pierwszego z światem przywitania

Był bardzo nieszczęśliwy, ale się nie zrażał,

Patrzył w niebo i, pełniąc swoje obowiązki,

Na ziemię mało zważał.

On nawet w drobnych rzeczach był prześladowany,

Jakby go los trefnisiem dla siebie uczynił;

On często cierpiał potwarz, choć nic nie zawinił;

On, pragnąc zerwać różę, rwał ostre gałązki...

Ten więc człowiek, sierota, od nieszczęść ścigany,
Patrząc w górę, ze świętym uśmiechem proroctwa

Mówił do mnie, że nie ma bynajmniej sieroctwa! (...)

C.K. Norwid - ,,Sieroty"

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Prolog

-  Słyszeliście  o  Egwinie?  To  smutne,  co  się  tam  wydarzyło.  Jest 

nam  przykro,  ale  takie  błędy  się  zdarzają  (choć  nie  powinny). 

Z drugiej strony to hańba! To czyste kpiny! Od tak wielu wieków 

takich   sytuacji   nie   było   zbyt   wiele.   W   naszym   Zgromadzeniu   do 

czegoś podobnego nie powinno dojść, ba, nie może nigdy więcej 

taka   sytuacja   się   powtórzyć!   Szanowni   Stażyści,   zapamiętajcie 

sobie te słowa! Przecież ten człowiek tylko i wyłącznie dzięki łasce 

Boga będzie mógł cieszyć się Rajem. Tylko dzięki Stwórcy. Nie ma 

żadnego usprawiedliwienia dla tego czynu! Ale cóż poradzić? Stało 

się i już nie można tego odwołać. Wszystko dobrze się skończyło 

i nie ma co, jak to się mawia na planecie zbiorowych mogił, płakać 

nad rozlanym mlekiem.   Nasza Instytucja nie może gniewać się na 

nikogo,  nie  wolno  nam  pogardzać  żadną  istotą,  a  jej  uczynkami. 

Jednak  mam  co  nieco  do  przekazania  naszemu  winowajcy. 

Przywołajcie Egwina na naradę! Musimy mu dać szansę na obronę. 

Każda istota powinna takową dostać, czyż nie tak?

Rozległy się szumy, a młodzieniec ubrany na biało (widocznie 

najmłodszy stażem w tym towarzystwie) wyruszył pewnym krokiem 

ku bramie. Szedł spokojnie, majestatycznie, ale jednak pośpiesznie. 

3

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Wszyscy  byli  w  szoku,  bowiem  postać  wypowiadająca  swój 

monolog  nigdy  nie  była  w  takim  nastroju.  Od  długiego  czasu  nikt 

inny nie przemawiał tylko wysoki i postawny mędrzec jakby wyjęty 

rodem z dawnych opowieści wędrujących przez pustynię ludów.

Od dłuższego czasu słychać było niekończące się rozmowy 

i dyskusje Zgromadzenia Aniołów do   Spraw Opieki. Tematem   był 

niedawny los jednego z ludzi, który za swe ziemskie życie dostąpił 

Wiecznej  Radości,  ale  udało  się  to  tylko  dzięki  miłości  Boga, 

natomiast  za  złe  życie  człowieka  oskarżono  jego  Stróża. Tak  więc 

winą  obarczono   Egwina –  jednego  z Aniołów  Stróżów,  mającego 

długi staż (o ile można tak powiedzieć o Istocie, na którą czas nie 

ma  wpływu  i  która  nie  podlega  ziemskim  prawom).  W  tej  chwili 

zaczął  panować  coraz  donioślejszy  szmer  i  gwar.  Właśnie  zbliżał 

się ,,oskarżony”. 

-  Młodzi!  Udajcie  się  do  swoich  zajęć  –  odezwał  się 

Przewodniczący – zostawcie nas samych.

Kilku z Aniołów rzeczywiście oddaliło się o parę kroków, aby 

nie   być   świadkami   tejże   rozmowy.   Poprzedni   głos   jednak 

kontynuował:

-Witaj  Egwinie!  Czy  już  odpocząłeś  po  ostatnich  smutnych 

i bolesnych przeżyciach? Bez wątpienia nie jest Ci teraz łatwo!

-  Owszem,  nie  jest  łatwo  patrzeć  na  coś,  w  co  włożyło  się  całego 

siebie,  swe  siły,  pracę  i  troski,  a  co  spotkało  się  ostatecznie 

z klęską. Nie mogłem tego przewidzieć... to wszystko działo się tak 

4

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

szybko... to było TAKIE nagłe... Nie jest mi teraz łatwo o tym mówić, 

nie   jest   łatwo   mi   tłumaczyć   się   z   tego...   chciałem   dobrze,   ja 

naprawdę   CHCIAŁEM   dobrze!   Nie   byłem   w   stanie   wszystkiego 

przewidzieć.   Nawet   Anioł   nie   potrafi   spojrzeć   tak   daleko,   aby 

przewidzieć konsekwencje ludzkich czynów. Nie otrzymaliśmy pełni 

władzy   nad   ludźmi   i   zwierzętami,   nie   potrafimy   przeniknąć 

człowieczych myśli. Możemy tylko tyle, na ile pozwoli na Stwórca. 

Może to Jego plany? Może...

Egwin  był  wysokim  Aniołem,  trochę  przygarbionym, 

wyglądającym  na  bardzo  doświadczonego  w  opiece  nad  ludźmi. 

Jego  twarz  zdobił  nigdy  niegasnący  uśmiech  (taki  ciepły,  pełen 

optymizmu, radości, nie przypominał on ludzkich uśmiechów, nawet 

nie  powinien  być  do  nich  porównywany),  oczy  wyrażały  ogromny 

smutek,  a  zarazem  radość  i  spokój,  płynąca  po  policzku  łza  nie 

wyrażała ani tęsknoty za czymś, czego ludzie ciągle pragną, ani nie 

była objawem płaczu. Istota po prostu była teraz sobą, przeżywała 

pewnie boleść i uczucie, które my pewnie nazwalibyśmy żalem po 

utracie bliskiej osoby, a które we wszechświecie nosi zapewne inną 

nazwę.

Egwin spokojnie stanął przed zgromadzonymi, wytarł rękawem 

łzę,  a  wokół  uniósł  się  tak  słodki  i  tajemniczy  zapach,  że  nasze 

ludzkie  zmysły  nie  wytrzymałyby  tej  radości,  Aniołowie  natomiast 

znają  ten  zapach  i  jest  on  dla  nich  pospolity,  pochodzi  bowiem 

z czystości i piękna Raju. 

5

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Usta Anioła poczęły łagodnie drżeć i rzekł:

-  Czemu  zaprosiliście  mnie  na  waszą  naradę?  Wszak  nie 

potrzebuję  już  pocieszania,  jakoś  muszę  się  z  tą  stratą  pogodzić. 

Nie  będzie  mi  łatwo,  ale  odpocznę  trochę  i  podejmę  się  kolejnej 

posługi. Jest jeszcze tylu ludzi, którym trzeba pomóc. Mam zamiar...

-  Widzisz  mój  drogi,  oto  właśnie  chodzi,  że  nie  będzie  drugiego 

Podwładnego  –  na  te  słowa  Egwin  wyraźnie  posmutniał, 

a  Przewodniczący,  do  którego  należała  wypowiedź,  dokończył 

zdanie:  –  myślimy,  że  powinieneś  odpocząć  znacznie  dłużej,  nie 

możemy dopuścić, aby kolejny człowiek nie zaznał Raju. Jesteś już 

bardzo  doświadczony,  a  przez  to  i  zapewne  zmęczony  swą  misją. 

Swoje  zadania  wykonywałeś  jak  najlepiej,  za  co  jesteśmy  ci 

wdzięczni. Nie możesz natomiast zajmować się kolejnymi ludźmi.

-  W  takim  razie  co  ze  mną  będzie  –  z  wyraźnym  bólem  w  głosie 

odrzekł Egwin - czym mam się zajmować? Stróżowanie było moim 

powołaniem... nie mogę tak po prostu przestać.

-  Będziesz  musiał  –  rzekł  Przewodniczący  –  zabieramy  ci  funkcję 

Anioła  Stróża,  uważamy,  że  należy  ci  się  zasłużony  odpoczynek. 

Nie  chcemy  cię  karać,  nie  byłoby  to  w  porządku,  ale  pragniemy, 

abyś otrzymał zasłużony spokój. Od dziś możesz cieszyć się Rajem 

i wiecznym oglądaniem Pana. Twoje miejsce zajmie Kandor – nasz 

nowy Stróż.

- To jest dla mnie zbyt ważne, abym mógł zaniechać tej misji. Stefek 

był mi bardzo bliski i jest mi go bardzo żal, nie spodziewałem się, że 

6

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

takie  przykrości  go  spotkają  za  życia.  Mam  jednak  coś  na  jego 

usprawiedliwienie... 

W  tym  momencie  Egwin  wyciągnął  z  kieszeni  swego  białego 

płaszcza jakiś przedmiot. 

–...Oto  pamiętnik  człowieka,  którym  się  opiekowałem  przez 

ostatnie  27  lat.  Zapisywał  w  nim  wszystkie  swoje  przeżycia, 

wspomnienia.  Podobnych  dzienników  prowadził  o  wiele  więcej, 

bowiem był artystą  i chciał, aby po jego śmierci ludzie mogli spisać 

jego  dzieje  i  zrobić  z  nich  biografię.  Chciał  być  kimś  sławnym, 

rozpoznawalnym.  Ten  notes  jest  zapisem  jego  ostatniego  roku 

życia,  który  tak  wpłynął  na  jego  obecny  los.  Po  odejściu  Stefka 

z  ziemskiego  padołu,  uzupełniłem  jego  notatki  swoimi 

spostrzeżeniami  i  myślami.  Ten  chłopak  był  coraz  bardziej  chory, 

toteż i notatki są chaotyczne. Nie potrafił biedak dobrze formułować 

swych  wypowiedzi.  Większość  notesu  stanowią  moje  wersje 

wydarzeń,  przebieg  jego  życia,  emocji  i  myśli.  Uczyniłem  to, 

abyście  Wy,  droga  Rado,  mogli  spojrzeć  obiektywnie  na  wszelkie 

wydarzenia.

Zgromadzenie natychmiast zainteresowało się słowami Anioła. 

Przewodniczący wziął z rąk Egwina notes i schował go w rękaw.

- Co nam możesz powiedzieć o swym Podopiecznym? – Zwrócił się 

do  Stróża  z  pełną  powagą.  –   Przeczytamy  za  chwilę  twój  dar, 

prosimy  jednak  o  przedstawienie  nam  tego  człowieka,  którym  się 

opiekowałeś.

7

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

-  Mogę  o  nim  opowiadać  bardzo  długo,  mogę   też   zamilczeć   na 

wieki, jednak nie uczynię żadnej z tych rzeczy. Nie wiem właściwie 

co  was  zainteresuje.  Przywiązując  się  do  drugiego  człowieka, 

nawet  jeśli  jest  się  tak  różnym,  innym,  odmiennym  według  natury 

i odległości, widzimy tę cienką nić, która łączy dwie dusze, przenika 

dwa serca i wydaje plony pełne zrozumienia. Ja w swej opowieści, 

a  może  lepiej,  gdy  powiem:  relacji,  skupię  się  tylko  na  tym,  co 

najważniejsze,  resztę  wyczytacie  sami  –  odrzekł  Egwin  swoim 

wcześniejszym tonem, mając w oku pewną iskierkę radości - Stefek 

był osobą normalną. Po utracie bliskich (matka wraz z ojcem zginęli 

w  wypadku  samochodowym,  pędząc  na  jego  urodziny),  kiedy  miał 

około  26  lat,  przeżył  poważny  wypadek.  Stał  się  nieco  dziwny. 

Mówił sam do siebie, żył samotnie, odrzucał znajomych, po prostu 

tracił  kontakt  ze  światem.   Miał  ciągle  problemy  zdrowotne.  Od 

wielu lat gardzono nim z powodu jego odmienności, albo po prostu 

dlatego, że był chory. Znikąd ten chłopak nie miał zrozumienia i nie 

mnie oceniać, czy jego wcześniejsze życie nie było genezą takiego 

odbioru,  czy  może  dopiero  ze  stopniową  utratą  świadomości  tracił 

swą  reputację.  Czasami,  idąc  ulicą,  zdarzało  się,  że  dostawał 

kamieniem  w  głowę,  ale  naprawdę  dosyć  rzadko.  Mawiał  wtedy: 

Jestem tylko sam ze sobą. Nie interesowała go opinia innych ludzi, 

żył jak ktoś obcy, wyobcowany. Był cudzoziemcem w swym miejscu 

urodzenia, był pisklęciem, które wychowane wśród wron chciało być 

pięknym słowikiem. Stefek od urodzenia nie miał tego wszystkiego, 

8

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

o czym marzył. Miał jednak to, na czym najbardziej mu zależało: 

talent.   Od   najmłodszych   lat   chciał   być   artystą.   Zafascynowany 

awangardą, zaczytany w klasycznej poezji i kochający książki pełne 

bólu i rozkładu na łopatki ludzkiej psychiki, malarz amator, tłumacz 

– samozwaniec, sam chciał być jak jego mentorowie ze środowisk 

bechemy.   Jako   ktoś   w   pełni   świadomy   stopniowo,   na   własne 

życzenie   uciekał   w   sferę   niedostępną   przeciętnemu   zjadaczowi 

białego chleba. Z chorobą ta pasja nasiliła się, przejęła kontrolę nad 

ludzka   naturą   i   wyszła   naprzeciw   obłędowi   tak   podobnemu 

bohaterom romantycznym.  Mówiono  o  nim,  że  jest  opętany.  Jeśli 

śmiano   się,   to   zbiorowo,   jeśli   chciano   dokuczyć   to   też   nie  

w pojedynkę. Stefek szedł na przekór zachowaniom ludzi i jeszcze 

bardziej wnikał w sferę mroku swej osobowości, szukając ukojenia, 

antycznego   katharsis   w   sztuce,   która   była   odtrutką   na   całe   zło 

świata.   Był   tajemniczym   magikiem   własnej   sztuki,   zaczarowywał 

otaczającą   rzeczywistość   i   stwarzał   świat   na   nowo.   Siał 

propagandę   własnych   myśli   i   burzył   utarte   w   podświadomości 

schematy   dotyczące   własnej   osoby.   Czy   jednak   sam   o   tym 

wszystkim  wiedział?   Oczywiście,   że   nie.   On   był  po   prostu   chory 

fizycznie   i   psychicznie.   Miał   zaburzenia   osobowości   i   był 

naznaczony   przez   sztukę.   W   początkach   swych   dolegliwości 

korzystał   z   pomocy   specjalistów.   Leczył   jednak   głównie   sferę 

fizyczną, odrzucając ewentualne skazy psychiki. Po wielu wizytach 

u  lekarzy  i  psychologów  stwierdzono,  że  taki  już  pozostanie  do 

9

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

końca  życia.  Postawiono wyrok, schowano go w ciemną kopertę  

i zaplombowano. Chłopak nic na to poradzić nie potrafił. Swój ból 

spisywał.  Prowadził  coś  w  rodzaju  zeszytu,  w  którym  zapisywał 

swoje odczucia. Raczej nie można było nazwać tego pamiętnikiem, 

tylko  brudnopisem  (dałem  go  właśnie  Przewodniczącemu). 

Znajdowały się tam jego zapiski, ,,twórczość’’, czasami pojedyncze 

wyrazy  oraz  wiele  rysunków.  Czułem  się   jak  jego  krewny.  Teraz, 

gdy  już  odszedł  z  tego  świata  i  uwolnił  się  z  kajdan  obłędu, 

postanowiłem  wam   opowiedzieć  o  jego  chorobie,  codziennym 

życiu  oraz  przekazać  ten  ,,BRUDNOPIS  Z  ŻYCIA”.  Może  uda  się 

jeszcze Stefka uratować, gdy poznacie jego historię. 

Przewodniczący  nic  nie  mówił,  tylko  słuchał  z  zapałem  słów 

Egwina. Był ciekawy wielu kwestii, jak chociażby życie Stefka, jego 

funkcjonowanie  z  chorobą,  zastanawiały  go  owe  dzieła  zmarłego 

(jako  anioł  był  bardzo  otwarty  na  sztukę  i  wszelkie  piękno,  które 

wywodzi  się  z  dobra),  najbardziej  jednak  chciał  poznać  przyczyny 

wypadku. Rzekł wtem do Stróża:

-  Czy  mógłbyś  nam  opowiedzieć  coś  o  samym  wypadku.  Jest  to 

niezwykle  ważne,  ponieważ  w  nim  ma  swe  korzenie  ta  choroba, 

która,  jak  wspomniałeś,  była  powodem  jego  prześladowania. 

Stanowiła dla niego brzemię. Może uda się coś jeszcze zrobić dla 

niego. Opowiedz coś więcej!

Egwin kaszlnął, po czym zaczął mówić:

  -  Był  pochmurny  dzień  i  zapowiadało  się  na  burzę.  Silny  wiatr 

10

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

targał gałęziami, ptaki umilkły. Świat jakby zatrzymał się w miejscu. 

Stefek  pędził  samochodem,  aby  zdążyć  do  domu  przed  burzą.  Po 

deszczu  nawierzchnia  stałaby  się  śliska   i  musiałby  zwolnić.  Miał 

trudny  dzień,  w  pracy  problemy,  do  tego  zarwanie  kilku  nocy 

i okropny ból nerek. Już wcześniej czuł, że po powrocie nie będzie 

w  stanie  niczym  się  zająć,  od  razu  położy  się  do  łóżka,  aby 

złagodzić  trochę  ten  okropny  ból,  to  cierpienie,  z  którym  zostanie 

sam (nie posiadał bowiem rodziny). Chciał jeszcze po przybyciu do 

domu zasiąść do stolika, gdzie zazwyczaj tłumaczył książki. Stefek 

biegle znał kilka języków, ale uznał, że ta wiedza mu się zbytnio nie 

przydaje  w  życiu,  dlatego  zajął  się  po  godzinach  tłumaczeniem 

wielu  dzieł.  Pragnął,  aby  literatura  mogła  trafiać  nawet  do  tych, 

którzy nie potrafią czytać w oryginale.

Nagle  rozległ  się  huk.  Stefek  nie  zauważył  nadjeżdżającego 

znad  przeciwka  auta,  które  uderzyło  w  jego  pojazd  z  olbrzymią 

prędkością. Nie zdążył wyhamować. Kolizję było widać z daleka, co 

spowodowało, że zbiegło się wiele ludzi. Wszyscy ciekawi tego, co 

tu  zaszło.  Nie  dawali  Stefkowi  szansy  na  przeżycie.   Kierowca 

przeciwnego  pojazdu  szybko  wyszedł,  aby  sprawdzić  stan 

poszkodowanego.  Niestety  było  bardzo  źle.  Ktoś  z  tłumu 

zawiadomił  pogotowie.  Przybyło  po  około  15  minutach.  Dwóch 

rosłych mężczyzn o mocnych rysach twarzy, w białych uniformach 

i  z  noszami  podeszło  do  ofiary.  Zabrano  Stefka  do  szpitala,  gdzie 

poddano  go  bardzo  wnikliwej  obserwacji.  Jego  stan  był  bardzo 

11

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

ciężki  i  miał  wiele  obrażeń  na  ciele.  Lekarze  nie  dawali  mu  zbyt 

wielu  szans  na  życie,  podjęli  się  jednak  leczenia.  Po  kilku 

operacjach, gdy  Stefek czuł się lepiej i lekarze zauważyli poprawę, 

wypuszczono go do domu na jego wyraźną prośbę. 

Początkowo  nie  mógł  się  pozbierać  po  wypadku.  Każdy 

kolejny  dzień  był  cięższy  od  poprzedniego,  każdy  dłużył  się 

niemiłosiernie. Budził się w nocy z krzykiem. Nie opuszczał domu, 

nie podróżował autem. Dostał od szefa bardzo długi urlop.  Pomimo 

tego,  że  wszystko  było  w  jak  najlepszym  porządku,  nie  umiał 

sprostać codzienności.

Całe Zgromadzenie słuchało tej historii z zapartym tchem. Nikt 

nie śmiał przeszkadzać, wtrącać się w opowieść Egwina. Aniołowie 

są  bardzo  kulturalni  i  nie  przerywają  innym  podczas  rozmowy. 

Każde  słowo  Stróża  było  dokładnie  wychwytywane  i  przetwarzane 

przez  Przewodniczącego.  Gdy  Anioł  skończył  opowiadać, 

Przewodniczący powiedział tylko kilka słów:

- To bardzo smutna historia, przepełniona samotnością i żalem...

- Jej kontynuacja jest zapisana w dzienniczku – rzekł Egwin – tylko 

jego zawartość jest w stanie oddać całą historię Stefka.

Przewodniczący 

wyciągnął 

rękawa 

swej 

długiej, 

śnieżnobiałej  szaty  notatnik  zmarłego.  Był  to  niewielki,  brązowy 

zeszyt w skóropodobnej oprawie.

Na okładce było zapisane niedbałym pismem:

12

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

,,Obłęd widzę przed oczyma,

serce ściska nagła trwoga,

w lustrze znowu widzę siebie,

ma odmienność mnie przeraża.

Strach przed życiem to pokora,

on cię będzie motywował.

Dzień zaczynasz od nadziei,

że go dzisiaj nie opuścisz.

Śmierć stanowi wyzwolenie,

z kajdan bólu cię uwalnia”.

Anioł otworzył ,,zapiski” i zaczął czytać, czasami uśmiechając 

się,  czasami  smucąc.  Jego  oczy  miały  taki  wyraz  smutku 

i  współczucia,  że  zgromadzeni  dziwili  się  jego  reakcjom  na  tekst. 

Począł  czytać  na  głos,  czasami  ktoś  wtrącał  swoje  komentarze 

wykorzystując przy tym chwilę pauzy, którą czynił Przewodniczący.

                                                   *

Nie będę tu przytaczał wszystkich zapisków, dzień po dniu, ale 

tylko ich część, momenty przełomowe w życiu Stefka, oraz te, które 

mogłyby zaważyć o losie Egwina.

*

13

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

I

Stefek położył się dziś bardzo późno, ciągle tłumaczył Dantego 

z  oryginału.  Biedny  chłopak,  tak  go  to  pochłonęło,  że  nie  usłyszał 

cichego  tykania  zegara  odmierzającego  czas. Trzecia  przybyła  tak 

nagle,  że  nim  się  Stefek  spostrzegł  –  była  już  czwarta.  Szybki 

prysznic  i  spać.  Tej  nocy  mimo  tego,  że  księżyc  był  ukryty  za 

gęstymi,  czarnymi  chmurami,  on  nie  mógł  zasnąć.  Nie  po  tym,  co 

go  ostatnio  spotkało.  Wypadek  nie  dawał  mu  wytchnienia.  Ciągłe 

lęki, w głowie krzyki ludzi przechodzących akurat wtedy, gdy doszło 

do kolizji.

„Głupie  istoty!  Akurat  musieli  oni   wszyscy  wtedy  przechodzić! 

Człowiek  upada,  to  się  mu  rękę  podaje,  a  nie  wykrzykuje  hasła 

w  stylu:  jaki  on  biedny...  taki  młody  i  umarł...  Szkoda  mi  ich. 

Dostałem  dar,  więc  go  wykorzystam!  Pokażę  jeszcze  ludziom,  że 

coś  znaczę.”  -  pomyślał  Stefek.  Takich  myśli,  a  nawet  podobnych 

jeszcze wiele pojawiło się w jego głowie tej nocy. Nie mógł zasnąć... 

nie dziś. Po zamknięciu oczu widział mnóstwo krwi (pomimo tego, 

że  na  miejscu  wypadku  prawie  w  ogóle  jej  nie  było.  Nie  wiedział 

skąd  takie  myśli).  Postanowił  poddać  się  emocjom,  stać  się 

niewolnikiem  swego   umysłu  i  pójść  wreszcie  spać.  Liczył  ludzi 

pojawiających się przed oczami. Każdy sposób na to, aby zasnąć, 

14

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

był w sumie dobry. W tym tłumie przed oczyma pojawiła się kobieta 

w brudnej, szarej chuście, obwiniętej niedbale wokół głowy. On sam 

leżał  na  ziemi.  Jakiś  mężczyzna  (widać,  że  już  pod  wpływem 

alkoholu, bowiem chwiał się na nogach i mówił coś sam do siebie, 

bijąc  przy  tym  powietrze)  powoli  zbliżył  się  do  Stefka  i  nadymając 

się,  po  prostu  go  opluł.  Chłopak   był   w   szoku,   ale   dopiero   teraz 

domyślał   się   co   się   stało.  Biedaczyna  nagle  wstał  i  udał  się  do 

pobliskiego, przydrożnego lasu. Ku zdziwieniu ludzi nic mu nie było. 

Była  już  ciemna  noc.  Drzewa  chyliły  się  ku  ziemi,  cichy  wiatr 

śpiewał  zimne  pieśni  zmroku...  Stefkowi  dał  się  słyszeć  głośny, 

przenikliwy  śpiew  sowy.  Młodzieniec  słyszał  w  nim  wiele  dziwnych 

słów,  wydawało  mu  się,  że  ptak  chce  coś  powiedzieć.  Pośród  tej 

ciemności  jego  oczom  ukazał  się  mały  fragmencik  oświetlony 

blaskiem  księżyca  (wydawał  się  Stefkowi  najodpowiedniejszym 

miejsce na postój). Nie wiedział gdzie idzie. Chciał się już wydostać 

z lasu. Jego uwagę jednak szybko zwrócił czerwony kwiat. Była to 

roślina barwy prawie że szkarłatnej. Jej długie płatki zawijały się  na 

końcach  ku  miodowożółtemu  środkowi.  Łodyga  była  przeobfita 

w  bardzo  ostre  kolce.  Stefek  podszedł  nieśmiało  do  rośliny.  Była 

ona teraz piękniejsza, niż się spodziewał. Chłopak dotknął płatków 

i  przekonał  się,  że  były  pokryte  krwią.  Jego  dłonie  zaczęły  nagle 

opływać  w  tę  czerwoną  substancję.  Rzucił  się  na  ziemię  i  zaczął 

ocierać dłonie o wilgotną rosą trawę. Krew nie chciała zejść z dłoni 

i  Stefek  musiał  coraz  mocniej  pocierać  nimi  o  ziemię...  nic  z  tego. 

15

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Czerwień  zaczęła  przysychać  i  tworzyć  delikatną  skorupkę,  trochę 

krwi  zostało  pod  paznokciami  i  zaczęło  się  już  utwardzać.  Stefek 

zaczął krzyczeć na cały głos. Nie chciał już siedzieć w lesie. Czuł, 

że  jego  psychika  nie  wytrzyma  podobnego  doświadczenia. 

Wydawało mu się to tak nieprawdopodobne, że wręcz niemożliwe. 

Oprócz  strachu  czuł  też  ból  krwawiącej  dłoni.  Rana  nie  była  tak 

wielka,  aby  od  razu  ją  bandażować,  ale  ostre  szczypanie  dawało 

o sobie znać. Stefek rozejrzał się wokoło i zaniemówił. W krzakach 

zaczęło  się  coś  ruszać.  Dobywał  się  pisk,  psie  ujadanie  i  głośne 

kroki. Do uszu chłopaka dotarło zdanie:

- Stul pysk, kretynie! Co ty sobie myślisz?! Waruj, i to raz! Co mi do 

łba uderzyło, żebym targał ze sobą tego dziada?! Zamknij się, i to 

już! Pysk, słyszysz, stul pysk!

Stefek  był  zmieszany.  Charczący  głos  nie  ustępował,  a  wraz  nim 

echo  niosło  przeraźliwy  i  przyprawiający  o  dreszcze  skowyt. 

Chłopak zastanawiał się nad tym, czy jegomość, który przechadza 

się nieopodal, czy wie on o tym, że ktoś jest świadkiem jego dialogu 

z  psem.  Stefek  bał  się  podnieść  z  ziemi  i  uciec,  aby  nie  zostać 

zauważonym.  Wiedział  natomiast,  że  nie  może  tak  siedzieć 

i czekać na niechybną śmierć. Coś musiał zrobić i jeśli chodzi już 

o  zgon,  to  wolał chyba  umrzeć  w  biegu, niż stać się ofiarą biernie 

broniącą swego żywota.

Nagle  podszedł  do  niego  tajemniczy  mężczyzna  w  czarnym, 

długim  prawie  do  kostek  płaszczu.  Na  mocnym,  szarym  sznurze 

16

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

prowadził olbrzymiego psa (być może był to wilk, ważne, że: istota 

była  nienaturalnej  wielkości,  spoglądała  dużymi,  czarnymi 

i  świecącymi  oczyma  wprost  na  Stefka,  a  białe  kły  zwierzęcia 

odbijały się światłem księżycowym). Mężczyzna szedł od dłuższego 

czasu za Stefkiem, depcząc mu prawie po piętach. Przybysz zatem 

doskonale wiedział o tym, że chłopak skrywa się za krzakami. Być 

może   bawił   się   nim   i   grał   na   zwłokę.   Musiał   mieć   niezły   ubaw  

z powodu lęku chłopaka. Gdy tylko spostrzegł, że Stefek powstaje 

z gleby, natychmiast zainterweniował. Póki co, drzewa stanowiły dla 

niego  chwilowy  schron.  Aż  dziwne,  że  chłopak  nie  zauważył,  że 

ktoś za nim idzie. Przybysz bardzo cicho się zakradał. Nawet jedno 

źdźbło  trawy,  nawet  jeden  patyczek  się  pod  nim  nie  ugiął.  Jego 

kroki były bardzo dyskretne. Podszedł do Stefka i nagle rzucił się na 

niego.  Obwiązał  swój  sznur  wokół  szyi  chłopca  i  zaczął  zaciskać 

pętlę  wokół  jego  głowy.  Stefek  dusił  się,  ostatkiem  sił  próbował 

krzyczeć. Nic z tego. Przybysz był silniejszy. Stefkowi spłynęły tylko 

dwie,  no  może  trzy  łzy,  po  zimnym  policzku.  Wypuścił  resztę 

powietrza z płuc i osunął się na ziemię. Zrobiło się ciemno. Drzewa, 

księżyc,   wędrowiec,   krew...   wszystko   w   jednej   chwili   przepadło. 

Odbicie   białych   zębów   zwierzęcia   stopniowo   przygasało   przed 

oczyma Stefka. Biel rozmywała się i prysnęła w jednej chwili jak 

spadająca gwiazda tonąca w odmętach oceanu. Ciemność, która 

przenikała wszystko wokoło... cała masa ciemności...

Wtem  otworzyły  się  oczy  Stefka.  Widział  przed  sobą  półkę 

17

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

z książkami, na której stały jego ulubione pozycje i śmieszna figurka 

kupiona  na  jakimś  festynie.  Czuł  się  nie  najlepiej,  słyszał  swój 

dyszący oddech, głośne kołatanie serca oraz zimno przebiegające 

przez  całe  ciało.  Zapomniał   widocznie   zamknąć   okna.  Szybko 

spojrzał  na  swoje  dłonie.  Były  one  czyste,  nie  można   na   nich 

dostrzec  nawet  najmniejszego  śladu  krwi.  Nerwowo  chwycił  swoją 

szyję  i  nie  poczuł  bólu,  który  mogłyby  wywołać  siniaki 

spowodowane  uściskiem  liny.  Powoli  uświadamiał  sobie,  że  to  był 

tylko zły sen. Nie wiedział co miała oznaczać cała ta scena w lesie, 

kwiat  oraz  tajemniczy  mężczyzna.  Chciał  jeszcze  chwilę  poleżeć, 

nie  miał  ochoty  wychodzić  spod  ciepłej,  puchowej  kołdry.  Szybko 

spojrzał  na  zegarek,  w  którym  przez  roztargnienie  poszedł  spać. 

Była druga w południe. Koszmar spowodował jego długi sen. Stefek 

nagle pomyślał o tym, że sen może warto spisać. Otarł z czoła pot, 

pokonał   lenistwo   i   wyskoczył  szybko  spod  przykrycia,  zrzucając 

śnieżnobiałą kołdrę na podłogę. Na boso podbiegł do swego biurka, 

przy  którym  zazwyczaj  pracował.  Panował  niedający się ogarnąć 

bałagan.   Spod   sterty   papierów,   listów,   karteczek   z   adresami  

i cytatami wyciągnął swój notatnik, który miał być jego pamiętnikiem 

służącym  w  przyszłości  jako  zaczynek  do  biografii.  Chwycił 

nadgryziony  długopis  z  przerywającym  wkładem  i  począł  pisać  na 

stronie z napisem: ,,22 maja - kupić sałatę na obiad; oddać książki 

Leokadii;  tłumaczenie  do  wydawnictwa”.  Przekreślił  stare  notatki 

i  ogryzając  długopis  zastanawiał  się  nad  tym,  jak  sformułować 

18

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

koszmar. Nic nie przychodziło mu do głowy, a to, o czym pomyślał, 

wydawało się zbyt słabe. On – wielki artysta – nie może spisać snu 

słowo  w  słowo.  On  jest  przecież  wyjątkowy,  naznaczony  przez 

Talent, dostał od Boga dar i grzechem byłoby nie wykorzystać tego 

prezentu. Stefek zamachnął ręką w powietrzu, przyłożył długopis do 

białej  kartki  papieru  i  postanowił,  że  napisze  to,  co  akurat 

podpowiada  mu  wewnętrzny  głos  weny,  a  potem  ewentualnie 

poprawi swe zapiski. Na papierze po chwili narodziły się słowa:

,,... to było w tej krainie, gdzie najgorsze myśli mają swe spełnienie, 

śnisz na jawie i nie wiesz, co się z Tobą dzieje... - układał w notesie 

-  ...a  życie  już  wie,  że  zbliża  się  do  niego  śmierć  z  atrybutami 

ostateczności...” 

-Nie, to za głupie! Muszę wymyślić coś innego. To nie oddaje pełni 

mojego bólu – pomyślał Stefek i pokreślił notatki – a może zajrzę do 

Dantego, nad którym właśnie pracuję?

Stefek  podszedł  do  swych  notatek,  nad  którymi  do  późna 

siedział.  Przejrzał  je  i  z  uśmiechem  na  twarzy  podbiegł  do 

notatnika.  Był  wczoraj  zadowolony  ze  swego  przekładu  i  tym 

bardziej cieszył się, że wykorzystany będzie kiedyś w jego biografii. 

Pomyślał,  że  badacze  jego  życia  będą  zachwyceni  tym 

tłumaczeniem.  Nie   mogło   być   przecież   inaczej!   W   głowie   już 

zaczynał wyobrażać sobie tych badaczy, którzy będą przeszukiwać 

19

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

po jego śmierci dom i natrafią na notesy i wszelkie zapiski. Wtedy 

pewnie   o   swym   odkryciu   powiadomią   pracę,   opłacą   najlepszych 

pisarzy   i   stworzą   wielostronicową   biografię   Stefka   –  Artysty.   Na 

chwilę obudził się z wizji i znowu wziął swój długopis. Zaczął pisać: 

,,Pamiętaj tu wchodzący człowiecze, że żegnasz się z nadzieją na 

zawsze...”  -  z  tymi  słowami  wyrzeczonymi  mi  kiedyś  przez  autora 

Komedii zwanej Boską wkroczyłem do lasu, gdzie czekała na mnie 

łąka pełna krwi...

Stefek  całe  popołudnie  spędził  na  spisywanie  swego  snu, 

ubierając  go  w  najzacniejsze  słowa  i  tworząc  z  niego  prawdziwy 

dramat.  Zawsze  miał  tendencję  do  teatralizowania  swojego  życia. 

Tkwiła  w  nim  niezwykła  pasja  literacka.  Swój  przekład  ,,Boskiej 

Komedii”  opracowywał  niezwykle  dbale,  odbiegając  znacznie  od 

oryginalnego  tekstu.  Każde  słowo  musiało  być  przepełnione 

tragizmem,  boleścią  i  patetycznym  brzmieniem.  Charakteryzował 

go  typowo  barokowy  styl  pisania.  Wydawcy  chętnie  kupowali  jego 

przekłady  książek,  nie  traktując  ich  poważnie  i  dodając  na 

okładkach  teksty  w  stylu:  ,,zupełnie  oryginalny,  jedyny  w  swoim 

rodzaju i niepowtarzalny przekład klasyki literatury. Czytanie już nie 

musi być nudne...” 

Za swą pracę Stefek otrzymywał małe sumy, ale nie dla pieniędzy 

tłumaczył.  Literaturą  zaraził  go  przyjaciel  pracujący  w  bibliotece  – 

20

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Henryk.  Mężczyzna  znał  Stefka  jeszcze  ze  szkoły  podstawowej, 

zawsze  razem  się  trzymali  i  pomagali  sobie  w  trudnych  chwilach. 

Henryk  zapowiadał  się  dobrym  pisarzem,  pokierował  swe  życie 

jednak  tak,  że  nie  udało  mu  się  rozwijać  talentu.  Żałował  swych 

wyborów,  decyzji  i  zaprzestania  pisania.  Wiedział,  że  teraz  raczej 

już  nie  uda  mu  się  odzyskać  dawnej  kondycji  pisarskiej.  Stanął 

przed   wyborem,   przed   którym   znajdowało   się   wielu   przed   nim: 

poświęcić się sobie i chcieć osiągnąć karierę, czy całą swą siłę  

i zaangażowanie skierować ku bliźniemu. Henryk wybrał to drugie 

i nie miał do siebie pretensji, że poświęcił swą karierę i zmarnował 

szansę na sławę. Na znak zerwania z przeszłością spalił wszystkie 

swoje rękopisy, wymazał z pamięci sny o potędze, zapomniał snute 

opowieści   i   uśmiercił   całą   plejadę   bohaterów   literackich.   Po 

dawnym Heńku nie zostało już nic. Zabił w sobie cząstkę swego 

dawnego ,,ja”. Dobrze o tym wiedział. Wiedział też i jego kolega.

Stefek zawsze wykonywał swą pracę mając nadzieję, że jego 

przyjaciel  będzie  zaskoczony,  gdy  zobaczy  imię  i  nazwisko  swego 

kumpla  i  namacalny  efekt  jego  pracy.  Z  jednej  strony   chciał  coś 

udowodnić Heńkowi. Pochwalał jego heroizm, poświęcenie i chęć 

pomocy   innym,   ale   gdzieś   w   podświadomości   tłamsił   w   sobie 

nieprzebyte   złoża   żalu.  Nie   mógł   zrozumieć   tego,   że   tak   dobrze 

zapowiadający   się  twórca   mógł   wszystko   tak   porzucić   z   dnia   na 

dzień   i   zająć   się   życiem.   Pisarstwo   –   to   powinno   wypełniać 

egzystencję   kumpla   Stefka.   Chłopak   za   wszelką   cenę   pragnął 

21

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

dopiec   swemu   przyjacielowi   i   wcale   nie   z   powódek   czysto 

złośliwych, czy z chęci dokuczenia. Stefek chciał tylko tego, aby 

Henio przejrzał na oczy. 

Chłopak  nie  wiedział  o   tym,  że  Henryk  nie  pracuje  już 

w bibliotece, co więcej – zachorował na rzadki nowotwór i obecnie 

przebywa  w  szpitalu.  Nikt  nie  mógł  o  tym  powiedzieć  Stefkowi,  bo 

nie  posiadał  on  przyjaciół.  Żył  samotnie,  nie  szukał  nowych 

kontaktów i nawet ich nie pragnął. Ale czy to cokolwiek by zmieniło? 

Czy ta wieść wniosłaby cokolwiek w życie Stefka?

Za  oknem  zrobiło  się  już  niezwykle  ciemno,  noc  wychodziła 

z ukrycia i przykrywała cały otaczający świat. Stefek zmęczył się już 

spisywaniem  swego  snu  i  zaczętą  później  pracą  nad 

tłumaczeniami. Zaczęły mu się plątać  myśli, dobre pomysły gdzieś 

nagle uciekały, wszystko ograniczało się do tych samych zwrotów. 

Zaczęła  go  boleć  głowa,  nawet  nie  pomogła  świeżo  zaparzona 

herbata. Nie tym razem miała go podtrzymać przy życiu. Zapragnął 

odpocząć, odetchnąć świeżym powietrzem. Nie patrząc na ciemną 

noc  na  dworze,  ubrał  się  cieplej  i  wyszedł  na  spacer  do  lasu. 

Przechadzał  się  starą,  wydeptaną  już  ścieżką.  Nie  bał  się  o  swe 

życie,  zapomniał  już  bowiem  o  koszmarze.  Czuł  w  nozdrzach 

świeży  podmuch  nocy,  cisza  panująca  wokoło  wypełniała  go 

i  powodowała  jakieś  dziwne  ukojenie.  Zapominał  już  o  troskach 

całego  dnia.  Pragnął  zostać  w  tym  ciemnym  lesie  jak  najdłużej. 

Chciał   najbliższy   czas   spędzić   w   miejscu   całkowicie   wolnym   od 

22

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

cywilizacji,   smutków   i   trosk   i   żyjącym   własnym   tempem.  Nagły 

podmuch wiatru skłonił go do wielu myśli. Stefek poczuł na twarzy 

chłód i ożywczą świeżość. Pośród tego mroku chciał  te wszystkie 

myśli pozbierać, uporządkować i rozkoszować się ich brzmieniem.

,,Życie jest jak mgła unosząca się nad nasiąkniętą deszczem glebą. 

Podnosi  nas  ciągle,  ucieka  i  nie  pyta  się  o  zgodę  na  odejście. 

Człowiek musi pogodzić się z tym, że jest uzależniony od czasu, od 

marności  świata  i  ulotności  swego  ziemskiego  bytu.  Czy  jesteś  w 

stanie  człowiecze  dać  coś  od  siebie  temu  światu?  Coś,  czego  on 

już nie ma...coś, co mu jest potrzebne, niezbędne do szczęścia...? 

Dlaczego  są  tacy  ludzie,  którzy  potrafią  zniszczyć  ten  panujący 

spokój,  zerwać  tę  zasłonę  harmonii  i  zaprzepaścić  szansę  na 

lepsze jutro?

Nawet w tej chwili dochodzi gdzieś do katastrofy. Tylu ludzi jest na 

świecie,  tyle  istnień  potrzebujących  pomocy...i  tyle  samo  różnych 

historii,  które  wypełniają  ich  troski  i  potrzebują  wysłuchania.  Tak 

niewiele potrzeba, żeby kogoś uszczęśliwić, uświadomić go o jego 

człowieczeństwie,  ważności  i  roli  w  świecie. A  jednak  i  moje  życie 

jest  krótkie  i  ulotne.  Nie  dałbym  rady  pomóc  innym  ludziom,  nie 

okradając  samego  siebie  z  niezbędnego  czasu.  Nie  pomagając 

innym  okażę  się  egoistą  zadufanym  w  sobie  i  zaangażowanym 

w  swoje  poglądy,  idee  i  uwięzionym  w  barierach  wykreowanego 

przez  siebie  świata.  Poświęcając  się  dla  innych,  okradam  ich  ze 

23

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

swych książek, które mogą posłużyć dla przyszłych pokoleń... Tylko 

czy  ja  mam  im  coś  do  zaoferowania?  Czy  te  moje  grafomaństwa, 

teorie  i  koncepcje  wyssane  z  palca,  a  będące  kwintesencją  mego 

światopoglądu  są  komuś  potrzebne?  Czy  lepiej  poddać  się 

i  poświęcać  dla  innych...?  O,  jak  mnie  boli...  jak  mnie  boli  tam 

gdzieś w głębi mnie, w głębi mego człowieczeństwa, w mym sercu 

czuję  dziwne  kłucie,  obciążenie.  To  jakiś  dziwny  ciężar,  który 

sprawia  mi  ból...  Lepiej  pomagać  innym,  nie  boli  to  tak  i  otwiera... 

Ech,  to  mnie  już  przerasta.  Boli,  boli,  boli  mnie  istnienie.  Jestem 

kruchy  jak  ta  gałąź  na  drzewie.  Siądzie  na  niej  ptak,  złamie 

i  odfrunie...gałąź  się  sama  nie  zregeneruje,  zostanie  samotna  na 

ziemi. I ludzie będą po niej chodzić. Jestem jak to drzewo, inni na 

mnie  pasożytują...  Jestem  taki  sam,  sam  ze  sobą,  ze  swymi 

myślami.  Moje  życie  jest  przejściowe  i  takie  krótkie...  Dobrze,  że 

tworzę  w  domu  swoją  biografię,  dobrze,  że  mnie  poznają  ludzie. 

Coś mi się przebija przez głowę, jakaś myśl mi nie daje myśleć:

Kiedy serce zacznie boleć,

kiedy ludzie mi wybaczą,

będę sobą na poważnie,

dam im coś, co jest tylko moje...

Co  ja  plotę?  ,,Kiedy  ludzie  mi  wybaczą...”?  Co  to  jest?  Pytam  się 

samego  siebie:  co  to  jest?  Co  mają  mi  wybaczyć?  Prowadzę  się 

24

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

nienagannie,  dbam  o  wszystko,  co  mnie  otacza.  To  mnie  ludzie 

mają  za  nic,  spluwają  na  mnie,  gardzą  moimi  uczuciami...  Każdy 

czegoś  ode  mnie  chce,  a  nikt  nie  liczy  się  z  tym,  że  jestem  tylko 

człowiekiem.  CZŁOWIEKIEM,  tylko  CZŁOWIEKIEM.  Sam  jeden, 

zależny tylko od siebie... ale kogo to interesuje? Czuję się rozdarty 

pomiędzy  tym,  co  przyziemne,  a  tym  co  ponad   naturalne, 

natchnione  sztuką.  Ja  chcę  wzbić  się  na  szczyt,  chcę  wejść  na 

chmurę, która pokaże innym ludziom moją doskonałość... o Stefku, 

marny  pyle,  puste  marzenie!  Czego  ja  chcę  od  życia?  Dlaczego 

ciągle  boli  mnie  serce  z  powodu  tęsknoty,  sens  egzystencji 

w poczuciu niespełnienia i głowa ranna w wypadku, dlaczego? Czy 

w jednym człowieku: w artyście, może spajać się ze sobą fizyczna 

część  życia,  przyziemne  pragnienia  i  potrzeby  z  duchowymi 

wartościami?  Dlaczego  człowiek  to  taka  istota,  która  do  życia 

potrzebuje jedzenia, snu... potoczności? Czy nie możemy wszyscy 

odżywiać  się  odami,  sonetami,  impresjonistycznym  malarstwem, 

kontemplacją  sztuki,  przeżyciami  czerpanymi  z  muzyki?  Jaki  ja 

marny,  jaki  ja  podły  dla  swej  artystycznej  natury!  Czego  ja  chcę? 

Dlaczego to JA jestem artystą? To mnie boli!... Chcę być normalny, 

mieć swoje przyziemne pragnienia i cele, jak naprawa samochodu, 

czesanie psa, domek z ogrodem. Chcę zerwać ze sztuką, wyjść na 

nowe tereny, które są tak powszednie dla większości ludzi... Ale czy 

mogę okradać ludzi ze swojej twórczości?! O Paradoksie, o Ironio, 

o  Sztuko!  Przyzywam  was  moje  muzy,  przyzywam  was,  Marności 

25

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Mego Życia, podajcie mi dłoń, wydźwignijcie mnie, unieście!...

…  Mamo,  Tato,  wiem,  że  TAM  jesteście!  Czuję  się  tak  źle...  tak... 

źle...

Stefek  zrobił  się  bardzo  rozdrażniony,  wiele  myśli  wciąż 

krążyło  mu  po  głowie,  czuł  się  jak  w  jakimś  letargu.  Nie  potrafił 

uporządkować  swoich  myśli.  W  swoich  rozmyślaniach  dotarł  zbyt 

daleko,  wypłynął  na  niezbadane  głębiny,  które  nie  dawały  mu 

szansy  na  dopłynięcie  do  brzegu.  W  tej  wędrówce  po  bezdrożach 

swych  myśli  i  pragnień  ciągle  pozostawał  sam.  Znikąd  pomocy, 

żadnego  zrozumienia...  nic.  Chłopak  już  nie  miał  siły.  Przycisnął 

swą twarz do wilgotnej gleby, zaszlochał i ciągle powtarzał tę samą 

apostrofę: Mamo, Tato, wiem, że TAM jesteście! Czuję się tak źle...  

tak... źle...

Nie potrafił sobie już z tym wszystkim poradzić, musiał po prostu 

odpocząć   na   łonie   przyrody.   Wizje,   koszmary,   chęć   spełnienia, 

samotność – tego wszystkiego już było za dużo, a przynajmniej tak 

mu się wydawało...

Schłodziło  się  na  dworze,  drzewa  poszły  już  dawno  spać. 

Pogoda   szybko   wskazała   mu   dalszy   plan   postępowania.Stefek 

postanowił  pójść  do  domu  i  uporządkować  swój  wiersz.  Czuł,  że 

wena go tak szybko nie opuści. Nie chciał, aby te myśli przepadły, 

zostały wessane przez mroki nocy. Poczuł się teraz znowu inaczej, 

26

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pragnienia powróciły i pokonały melancholię i smutek. Czuł jeszcze 

samotność,   ale   serce   zaczęło   się   rozpogadzać.   Nastąpiła   nagła 

zmiana nastroju, nie pierwsza od wypadku i zapewne nie ostatnia. 

Zawsze   było  to  samo: chwila  smutku  i  bólu  tak   silnego, że  topił 

serce,   a   potem   nagły   przypływ   optymizmu   bądź   stanu   bierności 

uczuć, całkowitego wyciszenia i głębokiego zamyślenia. Teraz było 

coś na pograniczu nadziei i chęci spełniania. Stefek postawił  swój 

kołnierz, dopiął kurtkę, wsadził ręce do kieszeni i pewnym krokiem, 

z groźną miną udał się do domu. Po drodze chuchał i przyglądał się 

mieszance jego oddechu i wieczornego chłodu.

-  Jakie  zabawne  te  obłoczki  pary  wydobywające  się  z  mych  ust. 

Jakby  parował  mój  talent.  Nie  jestem  dobrym  literatem,  więc  nie 

będzie  mi  szkoda,  gdy  wena  sobie  odejdzie.  Na  co  komu  moje 

grafomaństwa?  -  powiedział  sam  do  siebie  –  Poczułem  nagłą 

ochotę, aby popracować nad swymi tłumaczeniami.

*

 

Wśród  aniołów  powstał  nagły  gwar.  Zaczęły  się  dyskusje  na 

temat  zachowania  Stefka.  Przewodniczący  przestał  czytać  notatki 

Egwina,  a  młodsi  stażem  aniołowie  zaczęli  komentować 

zachowanie chłopaka.

-  Egwinie,  Stefek  był  niezwykle  nieszczęśliwy,  ale  dlaczego  jego 

poglądy  i  myśli  były  tak  burzliwe?  -  powiedział  nagle 

Przewodniczący,  wyraźnie  przebijając  gwar  –  czy  to  możliwe,  aby 

praca tak wyniszczała?

27

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

- Chłopak był zawsze ambitny i pragnął coś osiągnąć, ale coś działo 

się  w  jego  głowie  (coś  dziwnego).  -  odparł  Egwin  -   Wysłuchajmy 

dalej tej opowieści. 

Przewodniczący  odchrząknął  i  począł  kontynuować  czytanie 

zapisków  Stróża.  Wszyscy   Aniołowie   już   dawno   zaniemówili  

i   pragnęli   poznać   więcej   szczegółów   tejże   historii.   Panowała 

niebywała cisza, każdy był skupiony na tym, co dalej nastąpi, jak 

zachowa się Stefek, gdzie się uda. Aniołów interesowały głównie 

jego czyny, to one stanowią przecież cel tego zebrania.

*

Po  długiej  i  w  miarę  spokojnej  nocy  Stefek  obudził  się 

i  poszedł  do  lekarza.  Chciał  sprawdzić,  czy  wszystko  z   nim  już 

dobrze po wypadku. Niechętnie wstał z łóżka, ale wiedział, że jest 

to  jakaś  wyższa  konieczność.  Ludzkie  zmęczenie  i  pragnienie 

lenistwa  postanowił  zamienić  na  coś  pożytecznego.  Doskonale 

wiedział  o  tym,  że  są  czasem  takie  sytuacje,  w   których  należy 

kierować  się  wyższą  koniecznością.  Musiał  porzucić  ciepło  łóżka, 

sny  i  wypoczynek  i  za  chwilę  wyjdzie  na  spotkanie  świata,  który 

wcale nie musi być dla niego przyjazny tego dnia. Pośpiesznie się 

ubrał  i  wybiegł  z  domu.  Szedł  krótko,  co  chwilę  przyspieszając 

kroku. Na miejscu bez pukania wszedł do swego lekarza, który był 

odpowiedzialny za jego badania. Ten od razu przeszedł do rzeczy:

28

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

-  Musimy  skierować  pana  na  kilka  badań.  Trzeba  sprawdzić,  czy 

kości  po  zdjęciu  gipsu  z  ręki  zrosły  się  prosto,  koniecznie  trzeba 

pobrać  krew  i  zrobić  badanie  głowy.  Wszystko  nie  powinno  trwać 

dłużej, niż godzinkę czasu.

-  Panie  doktorze,  bardzo  się  denerwuję. A  jeśli  wykryjecie  mi  przy 

okazji  jakiś  nowotwór,  albo  uczulenie  na  coś  i   nie  będę  mógł 

niczego  już  jeść?  A  jeśli...  -  urwał  nagle  Stefek  –  albo  co  gorsze 

zarazicie mnie czymś poprzez brudne strzykawki? Zawsze tak jest, 

że idąc do lekarza z nogą, wychodzi się z chorą ręką. Zawsze coś 

znajdzie się przy okazji. No dobra, ale mus to mus. No oczywiście 

nikt się nie liczy ze mną, a każdy tylko pilnuje swojej prywaty. Co za 

świat, co za ludzie... dlaczego akurat ja muszę to wszystko znosić? 

Panie doktorze, dlaczego? Czy aby na pewno nic mi się nie stanie? 

Czy może mi pan obiecać, że nic już nie wykryjecie? Nie żebym się 

bał, ale mam już dość tego chodzenia tam i z powrotem. Mam wiele 

innych zajęć w swym domu do roboty. Panie doktorze, czy...

-  ...Spokojnie  –   lekarz  z  uśmiechem  przerwał   monolog   Stefka. 

Wiedział, że pacjent ma prawo do dziwacznych zachowań, w końcu 

widział już nie takie przypadki. Odrzekł z niegasnącym uśmiechem: 

– nic się panu nie stanie. To tylko profilaktyczne badania. Wygląda 

pan na okaz zdrowia, a zabiegi to tylko formalności.

Nagle weszła do pokoju pielęgniarka i zaprowadziła Stefka na 

prześwietlenie  ręki  oraz  głowy.  Chłopak  spokojnie  przeszedł  przez 

te  badania.  Obeszło  się  bez  komplikacji.  Gorzej  było  przy 

29

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pobieraniu  krwi.  Młodzieniec  na  widok  igły  zaczął  panikować, 

zrobiło  mu  się  słabo  i  początkowo  chciał  opuścić  fotel.  Rozmowa 

z  pielęgniarką  utwierdziła  go  jednak  w  przekonaniu,  że  nic  mu  się 

nie  stanie.  Ostatecznie  dał  sobie  upuścić  trochę  krwi  i  z  wyraźną 

ulgą oraz uśmiechem wyszedł z gabinetu. Jego dziwne nastroje nie 

minęły, ale już ich nie okazywał całe otaczającemu światu. Kłębiły 

się   w   jego   głowie   i   nawet   wzbudzały   marzenia   o   świecie,   gdzie 

każdy człowiek jest tak wszechstronnie wykształcony, że leczy się 

sam. Stefek już był bliski wyrzeczenia na głos swych planów, ale  

w   ostatniej   chwili  zauważył   drzwi.   O   mało   co   w   nie   nie   uderzył. 

Uświadomił   sobie,   że   wreszcie   koniec   i   że   za   chwilę   będzie  

w domu. W porywie euforii zapomniał, że przyłożony do miejsca po 

igle wacik jest nasączony alkoholem i że rana niezwykle szczypie. 

W sumie było mu już   to wszystko   obojętne. Gdzieś w głębi siebie 

cieszył się z tego, że już po badaniach, ale mimo wszystko czuł się 

nie najlepiej. Bardzo bolała go głowa i chyba pierwszy raz w życiu 

poczuł aż tak silny ból. To było okropne. Nie mógł pozbierać myśli, 

skupić  się  na  drodze  do  domu.    Stanął   na   ułamek   sekundy   na 

chodniku, zamknął oczy, pochylił głowę i postanowił jak najszybciej 

dotrzeć do domu i położyć się do łóżka. Droga minęła szybko, bo 

nie myślał o dzielących go metrach, a jedynie szedł za wyuczonym 

przez mózg tropem, którym kierował się już tyle razy w życiu.  Po 

kilku  minutach  dotarł  na  miejsce.  W  ubraniu,  nawet  nie  zdejmując 

butów,  położył  się  do   łóżka.  Ból  się  nasilał.  Ostatnią  myślą  przed 

30

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

zaśnięciem  była  cicha  nadzieja,  że  może  nie  pojawi  się   żaden 

koszmar.

31

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

II

Stefek obudził się, ale ból nie minął. Nasilił się jeszcze bardziej 

i powodował wewnętrzne rozdarcie. Chłopak musiał spać jak zabity, 

bo leżąc całą noc na lewej ręce, stracił w niej czucie.  Teraz oprócz 

głowy musiał też doprowadzić do normalności swą rękę. Uderzył  

z całej siły o bok łóżka, ale to nic nie dało. Postanowił, że ręka musi 

chwilę   po   zwisać   i   wtedy   krążenie   powróci.   Udało   się.   Jednego 

problemu   było   teraz   mniej.  Chłopak  jednak  czuł  się  okropnie, 

a dzień nie sprzyjał optymistycznemu nastawieniu do życia. W jego 

odczuciu  głowa  miała  za  chwilę  eksplodować  i  tylko  sekundy 

brakowały do tego, aby nastąpił wybuch. Stefek nie miał na nic siły 

i najchętniej kontynuowałby swą drzemkę. Wiedział jednak, że coś 

ze  sobą  musi  zrobić.  Przelotnie  zerknął  na  kalendarz  wiszący  nad 

biurkiem  –  jego  osobistym  miejscem  pracy  i  po  krótkiej  chwili 

uświadomił  sobie,  że  wczorajszy  dzień  zapędził  go  do  lekarza, 

a  dzisiejszy  ma  za  zadanie  kontynuować  tę  wizytę.  Stefek  umówił 

się  z  doktorem,  że  wyniki  badań  otrzyma  następnego  dnia.  Nie 

trzeba  chyba  mówić,  jak  chłopakowi  nie  chciało  się  wychodzić  na 

dwór.  Miał  już  dość  czegokolwiek,  a  jego  marzeniem  było 

leniuchowanie   i   powracanie   do   zdrowia.   Nawet   od   spraw 

zawodowych   zrobił   sobie   wolne.  Zamknął  na  chwilę  oczy 

32

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

i  pomyślał:  ,,Policzę  do  10  i  szybko,  niczym  błyskawica  wyskoczę 

spod kołdry”. Począł cicho i niezwykle powoli wymawiać:

- R...az, dwaa..., trzy, czteeery... 

Im dalej zachodził w tym liczeniu, tym bardziej zastanawiał się, 

jak  zrobić,  aby  pozostać  jednak  w  łóżku.  Nagle  przyszła  mu  do 

głowy myśl, żeby jednak pójść do lekarza, wziąć te wyniki i wiedzieć 

już co tak naprawdę mu dolega. Po powrocie położy się do swego 

,,wyrka i tyle go będą widzieli inni”. 

W sumie to dosyć zabawne, bo ludzie i tak go nie widywali na ulicy, 

bo  Stefek  prawie  nigdy  nie  opuszczał  swego  domu,  z  wyjątkiem 

jakiś bardzo ważnych spraw do załatwienia w mieście. 

Zanim  doszedł  do  tej  bolesnej  dziesiątki,  już  był  w  kuchni 

i w biegu się ubierał. Nie miał czasu na poranną toaletę, jego czas 

był ograniczony. W pełni uzależnił się od zegarka, który strzegł go 

od  spóźnienia  się  do  lekarza.  Doktor  i  tak  poszedł  mu  na  rękę 

i przyczynił się do szybszego załatwienia wyników. Stefek nie mógł 

ot po prostu nie wstawić się w gabinecie.

Skutkiem  pośpiechu  była  źle  założona  koszulka  z  krótkim 

rękawem, oraz dwie inne skarpetki na stopach. Chłopak postanowił, 

że na dobrą sprawę nie będzie ściągał bluzy i nikt nie dostrzeże 

tego, co ma pod spodem, a na problem skarpetek będą najlepsze 

wysokie   trampki.   Łatwiej   byłoby   po   prostu   przebrać   się,   ale   gdy 

Stefek na coś uparł się, to nie było przeproś. Poza tym denerwował 

się   wynikami.   Los   wydawał   mu   się   niepewny,   aż   tak 

33

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

nieprzewidywalny, że wolał cieszyć się póki co z tego, że nie zna 

całej   prawdy.  Wrzucił  pośpiesznie  do  mikrofali  2  kromki  chleba, 

kawałek  bekonu,  a  sam  pobiegł  szybko  do  pokoju,  aby  zabrać 

dowód osobisty. 

Głośne  piknięcie  urządzenia  oznaczało,  że  śniadanie  jest  już 

gotowe.  Złapał  szybko  obie  prawie  przypalone  grzanki  i  zrobiwszy 

gryza, zakładał kolejne części garderoby wyjściowej. Ciach kromkę 

i  prawy  but  na  nogę,  kolejny  kęs  posiłku  i  zakłada  drugiego  buta. 

Potem  kilka  gryzów  i  w  mig  została  założona  kurtka,  wokół  szyi 

znalazła  się  niedbale  okręcona  szara  chustka  oraz  na  nosie 

pojawiły  się  niemodne  już  w  tym  sezonie  czarne  okulary 

przeciwsłoneczne  z  grubymi  i  plastikowymi  rączkami,  ledwo 

co  trzymającymi  się  na  uszach  Stefka.  Tak  wystrojony  mógł 

wyruszyć ku niepewnej przyszłości.

Pospieszni  wyszedł  na  klatkę  schodową.  Wokół  unosiła  się 

niemiła  woń  kiszonej  kapusty.  Nic   by   pewnie   nie   było   w   tym 

dziwnego,   gdyby   produkt   piwnicznego   przetwórstwa   był   świeży. 

Zapach   mieszał   się   z   wonią   stęchlizny,   mokrych   schodów  

i odrapanego tynku. Smród był tak okropny, że Stefka wykręcało 

na  boki.  W   połączeniu   z   bólem   głowy   taka   mieszanka   dawała 

poważny powód ku niezadowoleniu.  Chłopak  naciągnął  spod  szyi 

swą arafatkę na nos, pochylił lekko głowę ku dołowi, otrzepał ręką 

swe  bujne,  kasztanowe,  kręcone  włosy  i  zaczął  zamykać  drzwi. 

Usłyszał  trzask  zamka,  ale  postanowił  jeszcze  się  upewnić.  Złapał 

34

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

za  klamkę,  pociągnął  ją  najpierw  do  siebie,  potem  odepchnął 

do  tyłu.  Drzwi  były  zamknięte.  Pomyślał,  że  warto  jeszcze 

spróbować  raz.  Czynność  tę  powtórzył  jeszcze  10-ciokrotnie i był 

wreszcie wolny.  Musiała  to  być  parzysta  i  okrągła  liczba.  Podczas 

,,szarpania”  drzwi  wyśpiewywał  sobie  pod  nosem  jakąś  piosenkę. 

Zawsze  pomagało  mu  to  później  w  drodze  przypominać  sobie 

to, czy zostały aby na pewno zamknął drzwi od domu. Po wróceniu 

myślą  do  danej  melodii  był  pewien,  że  czynność  wykonał. 

Nieważne,  że  drzwi  prawie  zawsze  były  zamknięte,  a  chłopak 

na  darmo  wykonywał  swój  całodobowy  rytuał.  Wiedział  o  tym, 

że  nie  ma  to  jakiegokolwiek  celu  i  sensu,  ale  szedł  w  zaparte. 

To,  co  miało  być  dmuchaniem  na  zimne,  okazało  się  pełnym 

szaleństwa i bezsensu działaniem. 

Stefek przyzwyczajony do swego zachowania, teraz sprawdzał 

skuteczność  zamknięcia  drzwi.  Stojący  na  dole  sąsiad  wybuchnął 

nagle  śmiechem.  Dźwięk  był  tak  głośny,  że  Stefek  aż  podskoczył. 

Zrobiło  mu  się  głupio  i  nawet  zarumienił  się,  ale  ból,  ten  silny  ból 

głowy paraliżował jego koncentrację. Jedynie rytuał przebiegał bez 

komplikacji.  Kątem  oka  chłopak  jednak  spojrzał  w  bok,  ale  jego 

uszu dobiegł pełen śmiechu i szyderstwa śmiech.

- Ale  żeś  wariat,  Stefek!  -  z  poważnym  politowaniem  i  z  brzmiącą 

jeszcze  w  głosie  niechęcią  odrzekł  sąsiad  –  No  proszę, 

co  te  perełeczki  –  książeczki  robią  z  ludźmi!  Tłumacz  dalej 

chłopczyku,  a  skończysz  w  psychiatryku!  ha..haha...  Pan 

35

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

magisterek  ma  marzenie:  podbić  rynek  swymi  pisadełkami.  A  rób 

sobie  co  chcesz!  Ten  kraj  już  dawno  przestał  być  dla  normalnych 

ludzi...  no  są  oczywiście  wyjątki!  Gdyby  tak  każdy  w  zimę  złapał 

za  łopatę  i  odśnieżył,  jesienią  wygrabił  trawnik,  to  żylibyśmy 

normalnie  w  Krainie  Szczęścia!  Ale  narobiło  się  teraz  tych 

profesorków,  doktorków  i  innych  badaczy  i  teraz  fiksu-fiksu.  Haha, 

jak to dobrze, że człowiek uczony nie jest i skończył tyle klas, że mu 

wystarczy.  Przynajmniej  sobie  dożyję  godnie  do  emerytury,  a  nie 

będę kręcił się jak ten smród po dziurawym podkoszulku...

Sąsiad spojrzał jeszcze pogardliwie na Stefka, zaśmiał mu się 

prosto w twarz i wszedł po schodach na górę. Dalej sobie bełkotał 

coś   pod   nosem,   rozprawiał   i   prowadził   swój   pseudonaukowy 

monolog.  Nie  trzeba  mówić  chyba,  co  Stefek  przeszedł  podczas 

tych  kilku  sekund  stania  oko  w  oko  z  sąsiadem   ubranym  

w  za  krótką  koszulkę  na  ramiączka  i  z  papierosem  w  dłoni.  Był 

bardzo skrępowany, czuł się po prostu podle. Wziął do siebie całą 

tę  jednostronną  rozmowę  skierowaną  przeciwko  niemu.  Podczas 

drogi  do  lekarza,  nie  zważając  już  na  ból  głowy,  rozmyślał  o  tym, 

czym  się  zajmuje.  Lekko  poruszając  ustami  coś  mówił  prawie 

bezgłośnie.  Każda  myśl  znajdowała  się  na  jego  ustach,  każde 

słowo stawało się dopiero co  narodzone i momentalnie obumierało 

na wietrze.

,,A  jeśli  on  ma  rację?  Taką  samą  rację,  jak  stary  mędrzec  dobrze 

36

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

radzący  swemu  uczniowi?  Może  faktycznie  robię  coś,  co  nikomu 

się  nie  przyda,  a  pochłania  tylko  mój  cenny  czas?  Jestem  jak  ten 

mitologiczny Syzyf, którego skazano na wieczne roboty, zwyczajnie 

niemające  sensu.  Jestem   Prometeuszem,   który   chciał   dobra,  

a tymczasem wszystkim wokoło sprzeciwiał się. Jam Orfeo, który  

swój   żal   wylewa   w   niemej   pieśni,   przygrywa   swym   słabościom  

i   pragnie   unieść   się   ponad   naturę   tak   przecież   doskonałą  

i cudowną. Płaczę po swej Euridike, której nie znam. Muzy, nawet  

te próżne damy, ślepe na ludzkie uczucia, nawet one mnie wykpiły,  

uczyniły sobie ze mnie płochą igraszkę i bohatera na scenie teatru  

świata. Każdy mnie kopie jak w farsie, od każdego dostaję bęcki... 

i moja sztuka do końca nie zrozumiana. Czy to ja jestem jednostką  

wybitną,   czy   też   każdy   mnie   pomija   jako   grafomański   pomiot  

pragnień pustych i nic nieznaczących?...Po  co  to  czynię?  Czy  ja 

naprawdę wierzę w to, że będę znany? Sławny? Że ktoś poświęci 

mi  trochę  czasu  i  pośmiertnie  spisze  mą  biografię?  Czytelnictwo 

upada,  a  ja  porywam  się  jak  na  coś  niemożliwego.  Książki...ach 

wy milczące kurzem istoty! W średniowieczu warte byłyście czasem 

i całą wioskę, a teraz nawet obierki na was leżące po śmietnikach 

są  cenniejsze  niż  wy  same!  Dokąd  ja  zmierzam  w  mej 

monotonności?...”

W  tej  chwili  wprost  na  Stefka  nadjechał  jadący  z  ogromną 

prędkością  samochód.  Tylko  cudowna  interwencja  pomogła 

zachować  tego  biedaka  przy  życiu.  W  świecie  myśli  zabłądził  tak, 

37

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

że o mało nie stracił żywota.

*

W niebiosach zapanowała cisza. Każdy z zachwytem spojrzał 

na Egwina, który nie chwaląc się i pozostając w niezwykłej pokorze 

nie  skomentował  tego  fragmentu  dziennika.  Wiadome   było,  

że   to   Egwin   uratował   swego   podopiecznego.   W   ostatniej   chwili 

nadleciał i popchnął Stefka na bok. Chłopak nabił sobie siniaka, ale 

poza   tym   nic   mu   nie   dolegało,   wszystko   było   w   jak   najlepszym 

porządku. Anioł uznał widocznie, że to był jego obowiązek, a że był 

istotą doskonałą, to swe obowiązki spełniał niezwykle sumiennie. 

Przewodniczący spojrzał na Stróża i nie mówiąc do niego ani 

słowa,  kontynuował  czytanie  dziennika.  Widać  było,  że  na  jego 

twarzy  zarysowuje  się  łagodny  uśmiech  mający  wyrażać 

zadowolenie z Egwina. Inni aniołowie byli także pod wrażeniem, ale 

Stróż nic sobie z tego nie robił. Wiedział o swym heroizmie, ale nie 

miał siły cieszyć się ze swego czynu. Jego głowę zaprzątało coś 

innego.   Wszyscy   zgromadzeni   tymczasem   słuchali   kontynuacji 

zapisków.

*

Stefek po przyjściu do lekarza długo czekał w poczekalni. Było 

to  miejsce  w  miarę  przytulne.  W   rogu   stał   rzeźbiony   wieszak  

38

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

na płaszcze wyglądający na antyk (choć w rzeczywistości mogła  

to   być   zwyczajna   podróbka   z   drewnopodobnego  plastiku,  pusta  

w środku), na krzesełkach można znaleźć było różne czasopisma, 

a dla dzieci stały na parapecie jakieś pluszowe maskotki, aby umilić 

im   czas   oczekiwania.   Stefek   dopiero   teraz   wszystko   zauważył, 

wczoraj   nie  zwrócił  uwagi  na  ten   wystrój,  gdyż  był  przejęty 

badaniami.  Na  tle  ścian  koloru  piaskowego  siedziała  matka 

z  dzieckiem.  Chłopiec,  mimo  nalegań  rodzica,  biegał  to  tam, 

to  z  powrotem.  Nic  sobie  nie  robił  z  tego,  że  to  jest  miejsce 

publiczne,  on  zachowuje  się  karygodnie,  a  matka  się  ciągle 

za  niego  wstydzi.  To  co  stało  się  za  chwilę,  sprawiło  Stefkowi  nie 

lada przykrość. Dziecko podchodziło do kobiety, uderzało ją lekko 

w  twarz  i  uciekało  ze  śmiechem  na  twarzy.  Sytuacja  wielokrotnie 

powtarzała  się.  Stefek  spostrzegł  w  jej  oczach  łzy.  Błękitne  oczy 

wyglądały  jak  kamienie  szlachetne  oblane  morską  wodą.  Stefan 

poczuł  nagły  ścisk  serca,  sam  nie  miał  zbyt  dobrego  kontaktu 

z matką w czasach dzieciństwa, ale nigdy by tak się nie zachował. 

Teraz  był  sierotą  rzuconą  na  ziemski  padół,  nie  miał  matki  ani 

nikogo  bliskiego.  Tym  bardziej  zrobiło  mu  się  przykro  i  jakoś  tak 

smutno. Było mu żal kobiety, co więcej – czuł się współwinny za jej 

krzywdę.  Poruszyła  go   postawa  matki,  jej  pokora.  Kochała  swe 

dziecko, ale to co ono wyprawiało, przekraczało wszelkie granice. 

Stefek nie potrafił tego zrozumieć. Kobieta nie była zapewne jedną 

z tych matek, które sumiennie karzą swe pociechy. Musiała bardzo 

39

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

kochać  dziecko  i  dlatego  mu  nie  zwracała  uwagi,  nie  napominała 

i  darowała  krzywdę.  Stefek  poczuł  się  dziwnie  nieswojo.  Pomyślał 

przez  chwilę  żeby  podejść  do  chłopca  i  wytłumaczyć  mu,  że  źle 

czyni.  Wstydził się, za chwilę znowu pomyślał, że w sumie to nie 

jego sprawa. Chciał dać sobie spokój z roztrząsaniem nieswoich 

problemów. Ale jeśli nawet zainterweniowałby, to co pomyśli sobie 

o  nim  kobieta?  Jak  zareaguje  ona,  a  jak  dziecko? Te  dwa  pytania 

nie  dawały  mu  spokoju.  Może  to  właśnie  one  były  powodem  jego 

biernego  zachowania?  Swoją  frustrację  zachował  wyłącznie 

w myślach. Przez chwilę był mu obojętny los obojga. Coś dziwnego 

zaczęło się dziać w jego głowie, niczym mieszkałby w nim jeszcze 

ktoś. Jakiś głos mówił mu, żeby sobie dał spokój, że kobieta pewnie 

na  to  zasłużyła.  Jakiś  krzyk  w  jego  głowie  wzbudził  coraz  większy 

ból. Rozwarły się drzwi gabinetu i wezwano Stefka do środka. 

Wstał powoli, rozejrzał się i zauważył, że kobiety z dzieckiem 

już nie było. Musieli pewnie wyjść, gdy on szamotał się z myślami. 

Zaczął  w  tej  chwili  żałować  tego,  co  potem  myślał  o  tej  dziwnej 

,,parze”.  Skrupuły  wyrzucały  mu  fakt  nienapomnienia  obojga  – 

dziecka  za  złe  zachowanie,  a  matki  za  zbytnią  pobłażliwość. 

Powolnym,  ale  pewnym  krokiem  skierował  się  ku  drzwiom 

profesora  Harolda  –  jego  lekarza,  od  którego  musiał  odebrać 

badania.

Doktor z nietęgą miną wręczył pacjentowi wyniki. Uśmiechnął 

się  do  niego,  ale  gest  ten  był  pełen  bólu,  powagi  i  żalu.  Doktor 

40

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

spojrzał na podłogę, potem uniósł lekko głowę ku górze, rozejrzał 

się wokoło i widać było, że wstrzymuje w sobie lawinę uczuć. W oku 

zakręciła   się   łza,   usta   nie   potrafiły   nic   wypowiedzieć.   Harold   był 

dobrym   lekarzem,   zależało   mu   na   każdym   pacjencie  

i   do   wszystkich   miał   indywidualne   podejście.  Wiedział  teraz, 

że  Stefek  może  wyniki  odebrać  boleśnie.    Wiadomości  były 

oczywiście  złe,  o  czym  chłopak  przekonał  się  biorąc  do  ręki 

3 niezbyt zadbane kartki. Okazało się, że jest chory. Dzieje się coś 

z  jego  systemem  nerwowym.  Lekarze  nie  są  zgodni  co  do  nazwy. 

Wiadomo  tylko,  że  są  to  jakieś  zaburzenia  wewnętrzne,  jakiś 

wstrząs  będący  skutkiem  wypadku  i  mogący  wywoływać  zmiany 

w  psychice  chorego.  Z  tych  informacji  Stefek  prawie  nic  nie 

zrozumiał.  Lekarz  mówił  bardzo  chaotycznie,  często  gubiąc  się 

w tym, co wykłada.

-  Będą  pojawiać  się  jeszcze  silne  bóle,  ale  jest  szansa 

na  wyzdrowienie–odparł  po  chwilowej  przerwie  lekarz.  – Musi  być 

pan bardzo cierpliwy, wykonać jeszcze kilka badań i czekać. Należy 

także...

Stefek  nie  słuchał  już  profesora.  Jego  umysł  zaprzątało  wiele 

innych  myśli.  Teraz  było  jasne,  że  wszystkie  złe  emocje,  cała 

frustracja,  żal  i  wszelkie  fizyczne  bóle,  że  to  wszystko  teraz 

wypłynie  jako  wrząca  lawa  i  zaleje  martwą  i  suchą  skorupę 

widniejącą  na  twarzy  Stefka.  Chłopak  miał  wszystkiego  dość, 

przestał  nawet  słuchać  doktora.  Wpadł  w  chwilowy  nihilizm, 

41

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

wyłączył przekaźnik odpowiedzialny za kontakt ze światem i uciekł 

w daleką krainę swych myśli. 

,,Co  on  wie  o  życiu?  Jest  tylko  kimś,  kto  pomaga  śmierci  w  jej 

żniwach.  Mydli  oczka,  żartuje,  uśmiecha  się,  ale  on  wie  już, 

że  to  mój  koniec.  Gdzie   takiego   durnia   znaleźli?   Skąd   on   się  

tu   wziął?   I   kto   go   dopuścił   do   kontaktu   z   chorymi   ludźmi?  

Ja umieram, a ten doktorek tylko stara się to ukryć przede mną. Nie 

może   mi   powiedzieć   wprost,   że   jest   ze   mną   źle?   Dlaczego   nie  

powie   od   razu:   Panie   Stefanie,   powoli   pan   zdycha   jak   zwierzę  

na pustyni z dala od oazy? Czemu nikt nie potrafi być ze mną choć  

raz w życiu szczery? Zawsze tylko puste, lukrowane słówka w stylu:  

wszystko będzie dobrze, niech pan czeka i tym podobne. Ja chcę  

wiedzieć tylko to, za ile umrę! Ja wiem, że umrę, ja to czuję! Ale...  

ale   w   sumie   no  i  bardzo  dobrze...  Nie  będę  już  pisał.  Jestem 

samolubem! Nic już nie dam od siebie ludziom! Niech stracą na tym 

całym interesie! Moja śmierć fizyczna i zgon ich umysłów! Ha! Tak...  

tak... ale czemu mam się na nich wyżywać? Czego oni są   winni? 

Przecież  to  wypadek  losowy,  nikt  mi  nie  uczynił  tego  specjalnie. 

Miałem   silny   wypadek   i   żyję.   Mogę   jeszcze   przez   jakiś   czas  

tworzyć.  Czy  mam  dobrze  wykorzystać  dany  mi   czas  i tę   drugą  

szansę?  Ale   jak?  Co  więcej...  dziś  straciłbym  życie  pod  kołami 

samochodu i to wtedy byłby mój ostateczny koniec. Czy to dobrze, 

że jeszcze żyję?...”

42

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Stefek  wybiegł  nagle  z  gabinetu,  myśląc  wciąż  o  swym 

cierpieniu.  Jego  zdenerwowanie  nie  miało  końca.  Wszystko 

wydawało  mu  się  takie  puste,  przelotne  i  tylko  chwilowo  obecne. 

Swą  złość  wyrażał  w  myślach,  nie  szczędząc  ostrej  krytyki 

w kierunku świata, ludzi, ale i samego siebie. W tym momencie nie 

miał już w sercu rezygnacji i poczucia pustki. On czuł się oszukany. 

Po prostu jak ktoś, komu wykradziono cenny dar. Miał teraz ochotę 

zrobić coś głupiego i tylko jakaś resztka samokontroli i racjonalnego 

myślenia obroniła go przed tym. W myślach błądził, w sercu snuł 

oskarżenia,   a   jego   nerwy   powodowały   migawki   przed   oczyma  

i mroczki. Nawet jeśli chciałby w tym momencie zachować pełnię 

spokoju, to drżące ręce i nietęgi wyraz twarzy zdradzały burzę, jaka 

przechodziła przez jego wnętrze.

Wyszeptał jakiś monolog, który w tej chwili zaczął tworzyć się 

w  jego  głowie,  nie  dając  spokoju.  Każde  słowo  musiało  być 

po  prostu  wypowiedziane,  wypuszczone  i  uniesione  do  krainy 

zapomnienia:

W  mojej  głowie  pojawiły  się  dziś  słowa:  ,,Oto  ja,  człowiek..." 

Człowiek,  który  w  oczach  świata  nie  znaczy  nic,  który  się  ciągle 

musi  zmagać  ze  swymi  problemami,  dźwiga  ciężkie  jarzmo  dnia 

codziennego  i  ciężar  siebie.  I  jeszcze  inni  ludzie...  oni  czasem  też 

nie pomagają... Są ciężarem, ale zarazem pomocną dłonią... Co ja  

43

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

bredzę?   Czy   człowiek   może   być   siłą   destrukcyjną,   a   zarazem  

ożywczą   istotą,   która   podtrzymuje   ten   świat   w   mechanizmach  

normalności?   Już   wiele   razy   myślałem   o   sensie   ludzkiej  

egzystencji.  Chcesz  uciec  stąd,  nagle  zniknąć,  ale  nie  ma  takiej 

opcji,  życie  nie  jest  snem,  w  którym  wszystko  może  się  zdarzyć, 

w  którym  to  Ty  masz  władzę  nad  imaginacją  i  pragnieniami, 

w  którym  możesz  wycofać  się  w  chwili  największego  zwątpienia... 

czy można w ogóle przerwać sen? Przecież w świecie  iluzji wydaje  

nam się, że to właśnie jest jawa, w przeciwnym wypadku jaki byłby  

sens snu?.. Coś mi ostatnio kołatało w głowie... co to było? Czy t

o   wtedy...   czy   to   wtedy  spojrzałem  w  lustro...  I   co?  I  znów  ty, 

człowiecze...  CZY  TWOJE  ODBICIE  NIGDY  NIE  ZNIKNIE?!... 

Po   chwili,   gdy   zamilkłem,   odbicia  już  nie  było,  rozproszyło  się 

gdzieś  pomiędzy  mgłą  problemów.  Chyba to wtedy, tak, to wtedy  

właśnie  uświadamiasz  sobie  kim  właściwie  jesteś,  po  co  ci  ten 

dzień,  który  zmierza  ku  końcowi.  Jaki   jest   sens   ciągłego 

zabiegania. Zadajesz sobie pytanie: Co ja dziś zrobiłem dla innych? 

Co  ty  człowiecze  dałeś  od  siebie?  Czy  ten  dzień  Cię  wyniósł  pod 

niebiosa,  czy  zrównał  z  glebą,  przyczynił  się  do  twego 

upadku...Upadku,  upadku...  jak  te  słowa  wybrzmiewają...  upadku, 

upadku...  jakaś  wzniosłość  od  nich  bije,  jakiś  kunszt,  hiperbola, 

apostrofa:  O,  Upadku!...  tak  dostojne  słowo,  które  oznacza  zwykłe 

spotkanie z ziemią, z pospolitością, z końcem czegoś ważnego, ale 

lotnego...  Dla  mnie  to  koniec  staczania  się  i  początek  marności, 

44

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

a  dla  umarłego  trawa  ponad  ziemią  to  ten  inny  świat,  który  dla 

niego  był  tak  cenny.  I  choć  umarli  przebywają  ponad  naszym 

światem,  to  zadaję  sobie  pytanie:  czy  można  zapomnieć 

to,  co  ziemskie?  Czy  możliwe  jest  to,  aby  zapomnieć  ten  okres 

doczesności? Czy w obliczu Wieczności można wyprzeć się cząstki 

swego  ziemskiego  bytu,  obecnego  w  historii  ludzkiej  wędrówki 

ku  Niebu?  Nie  wiem,  nie  wiem...  za  dużo  tych  myśli...  nie  wiem! 

Odejdźcie ode mnie myśli! Odejdźcie... to tak boli... Odejdźcie!...

…  I  dziwna  nostalgia  dziś  gra  wewnątrz  mnie  samego... 

Problemy  to  problemy,  ale  czy  psychika  może  być  aż  tak  słaba? 

Czy  to  wszystko  to  może  być  prawda,  czy  tylko  chwilowy  stan 

umysłu?  Dlaczego  cierpienie  tak  boli?  I  staram  się  doszukiwać 

sensu  w  najmniejszych  rzeczach,  w  moich  problemach  wyjścia 

z opresji... 

Boże,  dopomóż  mi!...  mój  umysł  skłania  się  ku  Przedwiecznemu 

Stwórcy.

Teraz  ucieczką  jest  dla  mnie  sen,  więc  udałem  się  dziś 

na  jawie  do  jego  krainy.  Nie  pamiętam  już  nic.  Dwie  godziny 

w  krainie  senności,  w  pamięci  tylko  ciemność...  Nic  mi  się  już  nie 

śni,  jestem  ograniczony  wizualnie,  sztuka  już  nie  przemawia 

do  mnie  tak  jak  kiedyś,  poezja  stała  się  niezrozumiała... 

Ty  człowiecze  spójrz  teraz  na  swój  los.  Czy  dalej  uważasz, 

że człowiekiem jest być tak łatwo? Zastanów się, pomyśl, być może 

45

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

mnie  zrozumiesz...  Człowiekiem  być  trudno,  ale  to  najpiękniejsza 

z  istot  żyjących.  Nikt  nie  mówił  Ci  przy  narodzinach,  że  będzie 

łatwo... Teraz już możesz iść dalej tą drogą, mój drogi wędrowcze... 

Nie  żałuj  świata,  zacznij  pracować  nad  sobą...  -  To  ten  napis 

znalazłem  u  siebie,  jakby  na  jakimś  głazie,  przed  wstępem 

do siebie. Nic to nie wnosi do życia? A i to wielce możliwe, a i z tym 

się liczę...

Stefek  miał  ciągle  wrażenie,  że  jest  niepotrzebny  światu 

i że jego śmierć nie sprawi nikomu smutku. Został sam na ziemskim 

padole   –  bez  rodziców,  nie  posiadając  rodzeństwa,  a  nawet 

przyjaciół.  Nie  wierzył  już  w  swoją  wartość.  Gdzieś  zatracił  dawne 

idee i marzenia o zwiększeniu czytelnictwa wśród tych, którzy łakną 

tej  literatury.  Uważał  się  kiedyś  za  kreatora  innego  świata  i  dawcę 

pożywki umysłowej innym. Teraz to on, jak mu się wydawało, był jak 

ci ludzie czekający na ten pokarm, uzależnieni wyłącznie od niego. 

Czuł  się  tak,  jakby  świat  się  kończył,  a  on  byłby  na  to  zupełnie 

nieprzygotowany. Nie zależało mu w tej chwili na niczym. Cały kłąb 

różnych  myśli,  pytań,  sformułowań.  Wszystko  to,  nad  czym  dotąd 

się  zastanawiał  w  różnych  okresach  swego  życia,  teraz  wylało  się 

na  niego  i  całkowicie  zapełniło  jego  umysł.  Czy  możliwe  jest 

to,  że  właśnie  umiera  i  towarzyszą  temu  retrospekcje?  Czy  Stefek 

czuł  teraz,  że  właśnie  odchodzi,  przemija  i  czy  wiązał 

to z aktualnymi przypadłościami? 

46

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Przed oczami ukazał mu się jakiś bar. Niewiele myśląc pobiegł 

w  jego  kierunku  i  wszedł  do  środka.  Było  tam  niezwykle  brudno. 

W  powietrzu  unosił  się  nadzwyczajny  smród  zmieszany  z  dymem 

papierosowym  i  zapachem  mocnej  ,  męskiej  wody  kolońskiej. 

Towarzystwo  też  było  na  ,,poziomie”.  Wyglądali  ona  jak  ludzie 

bezdomni,  mimo  tego,  że  wielu  jeszcze  niedawno  było  ludźmi 

z klasą, wysoko postawionymi. Kilku pijaczków awanturujących się 

w  kącie  podlewało  się  kolejnymi  kieliszkami  alkoholu.  Wśród 

takiego  klimatu  znalazł  się  Stefek.  Pomyślał,  że  i  tak  wszystko 

mu  jedno  i  zasiadł  przy  ladzie.  Zamówił  kilka  drinków,  zapił 

to  jeszcze  pokaźną  dawką  innych  napojów  odbierających 

świadomość.  Nie  przypominał  człowieka.  Jego  wyraz  twarzy  był 

gorszy  niż  jakiegoś  zwierzęcia.  Tak  prezentował  się  właśnie 

człowiek pokonany przez samego siebie. Nie kontaktował, nie miał 

na  nic  ochoty,  co  więcej  –  nawet  nie  pojawiały  się  u  niego  żadne 

myśli.  To jego pierwszy raz, gdy doprowadził się do tak podłego 

stanu. Z każdym kieliszkiem odchodziła mu świadomość, ale miało 

to   jeszcze   jedną   zaletę:   pozbył   się   myśli.   Stał   się   teraz   jak 

niemowlę, które umysł przypomina czystą i niezapełnioną kartkę. 

Tabula rasa, tabula rasa... tak to chyba fachowo Stefek by nazwał. 

Czy   nazwałby?   Teraz   już   o   niczym   nie   myślał,   skąpał   się  

w odmętach pustki, nieświadomości i wyrwał się z sideł świata. Już 

nawet hałas, gwar i zapach tanich perfum mu nie przeszkadzały. 

Teraz to już mu wszystko było obojętne.

47

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

On,  człowiek  niegdyś  uważający  się  za  dawcę  kultury,  tłumacz 

myślący  o  sobie  w  samych  superlatywach,  ale  przede  wszystkim 

CZŁOWIEK,  teraz  wyglądał  gorzej  niż  zwierzę,  które  przecież  zna 

umiar i pije tylko wtedy, gdy czuje taką chęć. On nie znał tej granicy 

pragnienia.  Pił  ponad  normę,  a  teraz  odbierał  tego   skutki.  Jakże 

bolesne skutki, ale jakże lekkie w odczuciu...

Po  kilku  wszczętych  awanturach,  wśród  ogólnego  gwaru, 

opuścił  lokal.  Opuścił  to  nawet bardzo ładnie powiedziane. Stefek 

wpadł   w   jakiś   stolik,   a   gość   siedzący   przy   ładnej   zastawie  

w ostatniej chwili usiadł na swym siedzeniu, pociągnięty przez żonę 

za kurtkę. Mężczyzna przy stoliku już szykował się na pojedynek ze 

Stefkiem.   Tylko   kobieca   łagodność   uratowała   Stefka   przed 

ponowną   wizytą   w   szpitalu,   ale   tym   razem   nie   w   roli   osoby 

odbierającej wyniki, a jako pacjenta na stole operacyjnym.

Stefek powoli zataczał się do domu. Drogę znał na pamięć, ale 

gorzej  było  u  niego  z  kontaktowaniem.  Wielokrotne  upadki 

na  ziemię  przysporzyły  mu  wiele  ran  (na  całe  szczęście 

niegroźnych). Do jego uszu doszedł dziwny dialog. Była to rozmowa 

kilku kobiet z małymi dziećmi:

- Puśćcie tego ptaka dziewczynki!

- Zostawcie go, Abi! ...bo on jest zdechły!

- On ma zarazki!

- Kto mnie złapie, ten dostanie...ten dostanie złoto!

Stefek  nie  wytrzymał  tego  gadania.  Z  ogromnym 

48

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

rozdrażnieniem  i  złością  zaczął  głośno  krzyczeć,  wyzywając 

kobiety.  Rzucił   patykiem   w   stronę   dzieci,   ale   jego   stan   sprawił,  

że kijek wypadł mu z ręki upadł   na buty.  Matki  oburzone  zabrały 

swoje  dzieci  do  domów,  a  jedna  z  nich  pokazała  młodzieńcowi 

grożący  gest.  Dla nich to było coś dziwnego, ale widziały już nie 

takie   rzeczy   w   życiu.   Nadąsane   i   złe   poszły   do   domów   i   nie 

zajmowały się już zataczającym się człowiekiem.  Stefek  wydawał 

się  nie  przejmować  tym.  Był  już  blisko  swego  domu.  Teraz  

to mu było wszystko obojętne, grunt, aby mógł wejść do mieszkania 

i odciąć się od tego świata. 

W klatce raz tylko jeszcze się przewrócił i po podniesieniu się 

wszedł  na  drugie  piętro.  Niezręcznie  otworzył  drzwi  po  długim 

szamotaniu. Wszedł do środka i padł na podłogę jak martwy. Zaczął 

się  atak  poalkoholowy.  Był  jak  opętany.  Nigdy  wcześniej  takie  coś 

mu się nie przydarzało. On sam nie był w stanie zainterweniować 

i   przerwać   ataku.   Miotało   nim   na   boki,   z   ust   toczyła   się   ślina,  

a   mowa   przestała   przypominać   ludzkie   słowa.  Coś  na  stan 

padaczki  spowodowało  uderzenie  głową  dosyć  mocno  o  szafkę 

na  buty  stojącą  obok.  Z  rozciętej  głowy  wypłynęła  krew.  Po  tym 

wypadku dziwny atak skończył się, a Stefek leżał jak sparaliżowany 

aż do samego rana. Cud, że nie wykrwawił się na śmierć, leżąc tak 

z  rozciętą  głową,  mnóstwem  krwi  na  posadzce  i  bez  jakiejkolwiek 

opieki.

49

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

*

Przewodniczący  był  wyraźnie  zasmucony.  Nie  wiedział, 

co powiedzieć. Na jego usta napłynęło tylko  słowo: ,,biedak”, które 

powiedział  niezwykle  cicho.  Reszta  aniołów  stała  jak  wryta, 

przeżywając  ciężki  los  Stefka.  Wiedzieli  oni,  że  to  choroba 

młodzieńca  była  powodem  jego  upicia  i  że  każdy  alkoholik  jest 

nieszczęśliwy.  Bardzo  było  im  szkoda  chłopaka  dlatego, 

że  po  upiciu  nie  był  sobą,  tylko  niewolnikiem  tej  używki.  Nie 

popierali  jego  postawy,  a  nawet  nią  gardzili,  ale  współczucie  było 

silniejsze.  Egwin tylko znał dalszą kolej rzeczy i łezka zakręciła mu 

się w oku.

*

50

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

III

- Nie jestem ani biały, ani czarny... dwie natury, dwa przeciwieństwa 

się  we  mnie  biją.  Raz  ten  dobry  zwycięża,  a  czasami  pokonuje 

go zło, skryte we mnie głęboko. Walka ta trwa od pierwszej sekundy 

mego żywota i skończy się wraz z mym ostatnim tchnieniem. Jest 

we  mnie  jak  gdyby  dwoje  ludzi  i  obaj  chcą  równocześnie  mną 

władać...   – z takimi słowami na ustach ocknął się Stefek. Nie czuł 

się dobrze. Głowa przestała chwilowo boleć, ale sam chłopak czuł 

się  okropnie.  Był  strasznie  połamany,  twarz  zdobiły  liczne 

zarysowania  i  strupy,  czuł  wiele  siniaków.  Ale  co  ważniejsze  – 

głowa  była  rozbita,  włosy  skąpały  się  w  kałuży  krwi  i  były  teraz 

sztywne,  kujące  i  posklejane.  Stefek  do  tego  wszystkiego  czuł  się 

bardzo brudny – i to nie fizycznie, ale wewnętrznie. Powstał nagle 

mimo  swych  obrażeń  i  niedbale,  ale  dając  z  siebie  wszystkie  siły, 

przyklęknął. Postanowił pomodlić się i to bardzo szczerze, łącznie 

z  przeproszeniem  za  ostatnie  czyny.  Potrzebny  był  mu  kontakt, 

a czuł, że tylko z Bogiem może szczerze porozmawiać, zwierzyć się 

i dzięki Niemu podnieść na duchu. Od dawna nie zdarzało mu się 

modlić   na   klęcząco.   Owszem,   zwracał   się   do   Stwórcy,   często 

kierował do Niego jakieś słowo, ale trwało to ułamek sekundy i było 

przerywnikiem burzy myśli, czy codziennych czynów. Zupełnie nie 

51

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pamiętał o tym, że dzień zaczyna się świtem i kończy wieczorem 

i że oba te okresy wiele ludzi rozpoczyna od rozmowy z Panem. 

Stefek poczuł się teraz taki mały, skrzywdzony, a zarazem winny. 

Jakaś pokora weszła do jego serca. Na te kilka chwil, dla tych kilku 

słów zrzucił swą maskę i stał się sobą. Był tym, kim jest naprawdę. 

Nie udawał, nie wymyślał legendy o własnej osobie. Pokazał się 

Bogu   tym,   kim   był:   młodym   chłopakiem   zagubionym   w   świecie, 

który właśnie dowiedział się o chorobie, nic o niej nie wie, zadaje 

sobie pytanie o to, ile mu  zostało jeszcze do śmierci, a wczoraj 

nieźle   zabalował,   czego   dowody   ma   na   posadzce,   we   włosach  

i w postaci siniaków na ciele.

Modlitwa nie trwała długo, bo Stefek nie potrafił dobrze ułożyć 

słów.  Mówił  szczerze,  wymieniając  wszystko,  co  akurat 

przychodziło  mu  do  głowy.  Siła  tej  rozmowy  chyba  tkwiła  w  tak 

skondensowanej  formie.  Zamiast  długich  litanii  i  obszernych 

pacierzy,  Stefek  milczał,  czasem  coś  wypowiadał,  gubił  się 

w słowach, jąkał się i zacinał. Było mu głupio, było mu źle, ale umiał 

tym  stanem  się  podzielić  ze  Stwórcą.  Chłopak  po  modlitwie  długo 

zastanawiał  się  nad  sobą.  Jego  rodzina  nie  była  jakoś  bardziej 

wierząca,  on  sam  raczej  wolał  stać  przed  kościołem,  niż  wejść  do 

środka. Musiał przejść aż tyle, stać się takim biedakiem duchowym 

i fizycznym, aby powrócić do Boga. 

Chłopak   zamknął   oczy,   wypuścił   powietrze   i   postanowił,   że 

posprząta   bałagan   i   zajmie   się   swymi   ranami.   W   jednej   chwili 

52

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

podniósł się do góry, ale    nagłe powstanie sprawiło, że skrzepnięta 

na  głowie  rana  zaczęła  znów  krwawić.  Stefek  otarł  ręką  głowę 

i szybko pobiegł do apteczki, aby zrobić sobie opatrunek. Niedbale 

obwiązał  głowę,  przemywszy  wcześniej  ranę  wodą,  a  potem 

odkażając  ją.  Taki  opatrunek  musiał  mu  wystarczyć.  Na  głowę 

założył czapeczkę wykonaną z cienkiego, czarnego materiału, aby 

ścisnąć opatrunek. Skrzywił się, krzyknął i po wszystkim. Ucisk rany 

zabolał  chłopaka,  ale  musiał  ponieść  konsekwencje  wczorajszego 

dnia.  Czuł  jakąś  radość  z  powodu  tak  małej  szkodliwości.  Zawsze 

mogło być gorzej. Wyrzekł sam do siebie:

,,Czy  ta  wizyta  u  lekarza  wydarzyła  się  naprawdę?  Co ja wczoraj 

robiłem? Zaraz, zaraz... co ja wczoraj...krew! Czyli to prawda! Ale  

czy  ja  byłem  do  tego  zdolny,  aby  popaść  w  taki  stan?  Przecież  

ja   nigdy...   ja   jeszcze   tak   nigdy,   tego   no...   nigdy   tak   nisko   nie  

upadłem... ale wstyd! Co ludzie powiedzą?! Ludzie? Powiedzą?  

A co mnie ludzie obchodzą, dlaczego nie mogę zapytać się samego  

siebie,   co   ja   powiem   na   takie   zachowanie?!   Chwila,   moment!  

A może to wszystko  było jakimś snem, wizją na jawie? Tylko jeśli to 

nieprawda,  to  gdzie  wczoraj  byłem  i  co  robiłem?...  Ale  ta  rana... 

a  co  ja  przed  chwilą  opatrywałem?  Wizję?...  A  więc  to  prawda! 

Stoczyłem się aż tak nisko! Znowu ta zła natura dała o sobie znać! 

Jestem  złym  człowiekiem  i  zatwardziałym  w  swych  złych 

skłonnościach.  Co  mnie  jeszcze  czeka?  Czy  wielki  upadek,  czy 

powstanie  z  tego  bagna  mej  codzienności?  Nie  wiem,  czas 

53

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pokaże...”

Stefek  poszedł  się  umyć.  Starannie  doprowadził  do  ładu  swe 

pobrudzone  krwią  włosy,  następnie  poszedł  do  kuchni  coś  zjeść 

i  zająć  się  czynnościami  uważanymi  przez  niego  za  niezwykle 

ważne. Wciąż pamiętał o wyroku wydanym na niego przez lekarza. 

Postanowił chwilę odpocząć przy swych tłumaczeniach. Zazwyczaj 

od swych problemów uciekał w pracę, aby tam szukać ukojenia. Na 

biurku panował niesamowity bałagan. Leżały tam brudne naczynia, 

szklanki z herbacianymi fusami przylegającymi do ścianek, kawałki 

nadgryzionego  pieczywa  oraz  wiele  pogniecionych  i  nadpisanych 

kartek. To,  jak  w  tym  wszystkim  mógł  się  połapać,  było  tajemnicą, 

którą tylko on potrafił rozwiązać i żyć z jej świadomością.

Otoczenie i ciągle powracające myśli nie pozwoliły mu skupić 

się na swej pracy. Przed oczami miał ciągle wczorajsze przeżycia, 

a  w  umyśle  słyszał  wyrok  lekarza  i  jego  drżący  śmiech  mający 

za zadanie pocieszyć chłopaka. To, co napisał do tej pory, było dla 

niego  niezadowalające. Te  kilka  zdań  nie  było  według  niego  warte 

tej męki spędzonej w towarzystwie wszechogarniającego bałaganu. 

Postanowił  chwilę  odpocząć,  zaczerpnąć  świeżego  powietrza 

i  przemyśleć  jeszcze  wiele  spraw  nachodzących  go  ciągle 

w umyśle.

Zarzucił  na  siebie  byle  jaką  kurtkę,  założył  buty  nie 

zasznurowawszy ich i wyszedł z domu. Nie przeraził się ciemności, 

która  nastała  wraz  z  nocą.  Udał  się  do  pobliskiego  lasu,  który 

54

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

w poświacie księżyca wyglądał jak jakieś miejsce znane z baśni lub 

legend.  Chłodny  wiatr  ocierał  się  o  jego  twarz,  a  w  umyśle  czuł 

jakieś ochłodzenie, wystudzenie tych wszystkich nieznośnych myśli, 

które go ostatnio nękały. Zaczął powoli spacerować, podziwiając ten 

nocny  krajobraz.  Czuł  się  jak  Dante  błądzący  w  głębi  ciemnego 

lasu.

,,Lubię nocną porę...sprzyja to refleksji. W samotności można 

znaleźć  ukojenie,  spełnienie  swym  pragnień,  ale  i  trosk.  Samotna 

wędrówka  przez  życie,  choć  niebezpieczna,  to  jednak  jest  taka 

prosta i niewymagająca. Bo któż   z ludzi mnie lepiej zrozumie, jak 

nie ja sam? Mam już dość tego wszystkiego, co mnie otacza. Chcę 

się  zamknąć  w  swym  świecie  i  z  niego  nie  wychodzić...  Pragnę 

stworzyć  swój  mały  światek,  wysepkę,  na  której  Faust  chciał 

zbudować  utopijną  krainę.  Nuży  mnie  to  ciągłe  zabieganie 

o  marność  dnia, nuży  mnie to wszystko, gdy  wiem, że  nie  zostało 

mi być może zbyt wiele od życia. Sam. Tak, jestem sam. Nie mam 

komu  powiedzieć  o  swych  problemach,  nie  mam  nikogo,  z  kim 

mógłbym tak po prostu po przebywać, zmarnować nasz cenny czas 

na chwilę śmiechu i radości. Czym jest to wszystko, gdy ja sam nie 

wiem,  kim  jestem.  Człowiekiem?  Każdy  z  nas  nim  jest.  Stefkiem-

Artystą?  Nie mogę tego sam określić. Piszę, tworzę, ale czy jestem 

artystą?  Jakie  to  wszystko  trudne,  jakie  skomplikowane...  Las 

i  nocna  pora  sprzyja  samotności.  Czuję nieodpartą chęć trwania 

55

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pośród natury, ze świadomością swej marności. Co mi może dać  

bezpieczna kupa cegieł i tynków? Co mi dziś może dać sztuka?  

Sztuka, to słowo już dawno straciło swe znaczenie, gdy dopadło się  

do   niego   kilku   awanturników   z   piórem   i   kajetem   i   gdy   zaczęli  

eksperymentować   z   awangardą   i   tymi   wszystkimi   ruchami  

i  kierunkami.  Nie  dobrze  mi,  gdy  o  tym  myślę.  Gdzie  ta  sztuka,  

która nakazuje ,,podnosić okruszynę chleba przez uszanowanie”?  

Gdzie   to,   co   klasyczne,   jasne,   utwierdzone   na   mocnym  

fundamencie? Gdzie?... Sztuka, znowu o niej myślę. Nie potrafię  

zająć   czymś   innym   głowy,   tylko   tą   służebnica   grafomanów  

i pyszałków... czy ja jestem chory  na sztukę?  Czy ja nie jestem  

bliski   obłędu?   Stefek   –   bohater   bajroniczny.   Stefek   –   Kordian  

na   szczycie   Mont   Blanc.   Stefek...   idiota!...   Sowa,   wreszcie  

zaczynają swe łowy sowy. Natura, jak tu pięknie!...

Ilu ludzi tu musiało kiedyś być, ilu chodziło tymi samymi ścieżkami, 

patrzyło  na  te  same  drzewa  i  podziwiało  te  same  gwiazdy...  Tyle 

dekad,  wieków,  a  nawet  tysięcy  lat  istnienia  świata,  a  jest  on  tak 

prawie  niezmienny.  Tam,  gdzie  ta  topola,  mogła  kiedyś  leżeć 

kobieta  umierająca  na  jakąś  chorobę,  wówczas  gdy  nie  wiedziano 

czym jest medycyna. Tu, gdzie stoję, mogła być jakaś osada, ktoś 

tu mógł spędzać szczęśliwe chwile, podczas gdy ja wylewam tu me 

smutne  łzy.  Tyle  istnień,  tyle  smutku  i  radości... A  ja  niewdzięczny 

nie  potrafię  iść  za  radą  przodków,  aby  cieszyć  się  z  każdej  chwili, 

każdego  uśmiechu,  dobrego  gestu...  po  prostu  z  życia...  Nawet 

56

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

gdyby teraz coś mi się stało, jeśli padłbym na tę glebę i umarł, kogo 

to  zainteresuje?  Co  jest  w  oczach  ludzi  wart  mój  żywot?  Czy 

podobnych,  a  nawet  jeszcze  lepszych  ludzi  nie  ma  więcej  na  tym 

świecie? Świat i tak nie odczuje mego odejścia... Jestem tyle wart, 

ile  mogłem  dać  innym  ludziom,  ile  to  oni  przyjęli  ode  mnie,  jaki 

trwam w ich wspomnieniach... Tylko że ja nie potrafię tak do kogoś  

podejść i pomóc. Nie umiem współczuć, pomagać, obdarowywać  

i chwalić. Słowo ,,miłość” to dla mnie tabu. Bliźni to po prostu ludzie  

żyjący tu obok. Czy można być człowiekiem i nie zachowywać się  

po   ludzku?   Czy   można   jeszcze   być   człowiekiem,   a   być   z   dala  

od ludzi? Czy ja jestem człowiekiem, skoro humanizm istnieje dla  

mnie tylko na piśmie, na papierku w książce, w poezji, w liryce. Czy  

ja mogę tak bluźnić i określać siebie człowiekiem żyjącym wśród  

ludzi, a nie będącym istotą ludzką? Nie dobrze mi, coraz gorzej, nie  

dobrze...  Co  mi  po  sukcesie  z  bycia  tłumaczem,  jeśli  nikt  mnie 

pośmiertnie  nie  wspomni  choćby  na  chwilę?   Wiem,  że  umrę 

w samotności. Czy tu trzeba jeszcze się nad tym więcej rozwodzić? 

Czy ja przypadkiem już nie jestem martwy? Czy ranek nie zastanie 

mnie  trupem?  Trupem...  trupem...  nieludzkim,  wyobcowanym, 

niehumanistycznym, pustym trupem...artystą! Artystą?”

Te  nocne  refleksje  spowodowały  w  Stefku  nastrój 

melancholijny.  Zaczął  jakoś  inaczej  patrzeć  na  swe  życie 

i  na  otaczającą  go  rzeczywistość.  Raz  stawał  się  racjonalnie 

57

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

myślący, by po chwili znowu rozczulać się nad swym życiem. Było 

w nim coś przypominającego nagłe zmiany nastroju. Burzył w sobie 

dotychczasowe  obrazy  samego  siebie.  Wmawiał  jakieś 

na  poczekaniu  wymyślone  hasła,  potem  je  burzył,  by  znowu  dać 

upust swej wyobraźni. Pogubił się w tym wszystkim i z problemami 

pozostał sam. Zmienne nastroje były coraz silniejsze i przejmowały 

nad nim pełną kontrolę.

Usiadł nagle na ziemi, nie patrząc na to, że trawa jest wilgotna 

i  że  może  się  ubrudzić.  Liczyła  się  dla  niego  tylko  chwila.  Pochylił 

się,  a  jego  dłonie  chwyciły  pokaźną  grudkę  gleby.  Nadgarstki 

zostały  zabrudzone,  a  Stefek  poczuł  na  nich  przysychanie  gleby 

i   skorupkę brudu, sztywno przylegającego do dłoni. Powąchał ten 

kawałek  ziemi  i  poczuł  łagodny  zapach,  ale  zarazem  intensywny. 

Poczuł, jak jego zmysły stają się ukojone nagłą wonią. Poczuł jakieś 

dziwne  uczucie  w  sobie,  jakąś  tęsknotę  a  zarazem  wspomnienia 

z  dzieciństwa.  Nie  da  się  opisać  tego  stanu  komuś,  kto  nigdy 

w  życiu  nie  przesiadywał   na    kawałku  mokrej  gleby  w  czasie 

deszczu  i  kto  nie  poczuł  nigdy  tego,  jak paruje i ożywczo pachnie 

ziemia.  Takim  osobom  będzie  trudno  pojąć  teraźniejsze  emocje 

Stefka.

Trzymany w dłoniach skarb rzucił wysoko w górę. Ziarna ziemi 

rozprysły  się  na  niebie  w  różne  strony  i  oczom  Stefka  ukazał  się 

pełen  piękna  obraz  tych  skrawków  gleby  na  tle  gwiazd.  Takie 

zachowanie   mogło   wydawać   się   śmieszne   lub   dziecinne,   ale 

58

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

emocje brały górę i nawoływały Stefka do wielu dziwnych rzeczy. 

Widok piachu na tle nocnego nieba przyprawił chłopaka o dreszcze 

i  zachęcił  do  zaciągnięcia  się,  do  zachłyśnięcia  się  powietrzem, 

które  tej  nocy  pomimo  tego,  że  było  chłodne,  to  wyróżniało  się 

niezwykłą  świeżością.  Czuł  się  jak  człowiek  pozostawiony  sam 

sobie  na  łonie  natury  i  czerpiący  z  jej  dobrobytu.  Jego   dusza 

przypominała  ducha  romantycznego   poety,  który  siedzi  w  środku 

nad   jeziorem   i   układa   poematy   o   nieszczęśliwej   miłości   driady 

leśnej   do   ubogiego   młodzieńca   zaczarowanego   urokiem   leśnej 

boginki.   Stefek   był   poniekąd   tym   romantykiem.   Może   to   nie  

te   czasy,   w   których   powinien   żyć?   Może   jego   dusza   uciekała  

ku innym epokom, mimo że żył we współczesności?Refleksje  nie 

opuszczały  tej  nocy  Stefka  i  w  dalszym  ciągu  uciekał  gdzieś 

w swych myślach. 

,,Pamiętam ich jak przez mgłę... Zginęli niedawno, a ja ich już 

widzę  niewyraźnie,  nie  potrafię  odczytać  rysów  twarzy  matki, 

silnego  spojrzenia  ojca.  Nie  widzę  ich  miłości,  wzajemnego 

okazywania  sobie  uczuć,  spotkań  przy  śniadaniu...  czułych  słów... 

Są mi teraz tacy odlegli. Z dzieciństwa pamiętam tylko ich łagodne 

uśmiechy,  wspólne  zabawy  i  niemartwienie  się  o  nic.  Oni  mieli 

problemy  i  to  większe,  niż  się  można  było  spodziewać,  ale  nie 

mówili  mi  o  nich.  Nie  chcieli  mnie  zwyczajnie  martwić.  Wszystko 

miało być idealne, dopięte na ostatni guzik, a problemy rodzinne  

niewidoczne   dla   syna.  Zawsze  myślałem,  gdy  byłem  mały, 

59

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

że  zostałem  zagubiony  i  odnaleziony  nie  przez  tych  ludzi,  których 

nazywałem rodzicami. Ich dziwne zachowanie, które miało na celu  

jak najlepszy byt dla mnie. Ich zbytnia troska. Uważałem, że kiedyś 

na  spacerze  oddaliłem  się  daleko  i  poszedłem  za  kimś,  kto 

wyglądał  jak  oni.  Jaki  ja  wtedy  byłem  głupi!  Jaki  ja  głupi!  Już 

w dzieciństwie byłem samotnikiem. Nie szukałem kontaktu z innymi 

ludźmi, nie szukałem znajomości. Tylko rodzice byli dla mnie ważni, 

to  oni  kierowali  mną  i  starali  się  o  jak  najlepszą  przyszłość  dla 

swego Stefcia... Tyle myśli, tyle wspomnień... Pamiętam, jak kiedyś 

chciałem  matce  wylać  wrzątek  na  twarz.  Myślałem,  że  będzie 

piękna, że swą urodę zachowa już na zawsze. Głupi zamiar, który 

zrodził się w mej głowie szybko prysł. To był cud, że nie wykonałem 

swego   głupiego   zamiaru.   Byłem  wtedy  jeszcze  taki  mały  i  nie 

wiedziałem  jakie  mogą  być  tego  skutki.  To  nawet  śmieszne... 

Wszystkie  swoje  głupie  wybryki,  skłonności  i  nieracjonalne 

działanie  tłumaczyć  niewiedzą,  młodym  wiekiem,  albo  brakiem 

doświadczenia...  a  teraz?  Wszystko  jest  dla  mnie  takie  realne, 

jasne,  wiadome...  Nie  oszukam  samego  siebie,  nie  wmówię  sobie 

nagłą  niewiedzę...  Po  prostu  ciężar,  ciężar,  który  tkwi  na  sercu. 

Chcę  być  dalej  małym  chłopcem,  bez  zmartwień,  bez  trosk... 

i z nimi, u ich boku...  Ciągle pamiętam ten dzień, w którym ostatni 

raz ich widziałem. Pokłóciliśmy się ciężko i po długim nieodzywaniu 

to  oni  pierwsi  (mimo,  że  to  awantura  była  spowodowana  przeze 

mnie),  jako  wyraz  pokuty  i  zadośćuczynienia  (ale  chyba  głównie 

60

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

miłości,  ogromnej  miłości,  która  jest  silniejsza  niż  pycha  i  gniew 

i która potrafi złamać wszelkie bariery), chcieli się ze mną spotkać 

na moich urodzinach. Gdybym wiedział, że wtedy zginą, wcześniej 

pogodzilibyśmy się. Nie wiem teraz, czy mi wybaczyli. Człowiecze, 

nie wiesz co cię czeka, więc żyj, jakbyś już żegnał się ze światem! 

Żyj! Ale czy to coś zmieni? Pewnie tak... a przynajmniej choć trochę 

zmieni i pomoże w dalszym byciu. Trudna to nauka! Za trudna dla 

mnie na dziś! Wierzę, tak, ja wierzę, że oni mi wybaczyli... trudna 

to nauka i trudna to wiara...”

Stefek  poczuł  się  zmęczony.  Nic  dziwnego,  była  bowiem  już 

5  nad  ranem.  Sen  zaczął  go  morzyć,  męczyć  i  oddalać  gdzieś 

daleko. Miał przed oczyma zdjęcie ślubne swych rodziców, widział 

siebie z dawnych lat. Wszystko to było takie wyraźne, wydawało się 

być tak świeżym i ciepłym. Stefek zasnął na trawie, w tym miejscu, 

w  którym  przesiedział  całą  noc.  Nie  poczuł  zimna,  pragnienie  snu 

było  silniejsze  od  niego.  Kolejną  noc  spędził  w  nie   najlepszych 

warunkach.  To  dziwne,  ale  taki  stan  zdarzał  mu  się  niezwykle 

rzadko,  a  być  może  nawet  wcześniej  ani  razu.  Za  około  godzinę 

przechodził  obok  jacyś  ludzie.  Pani  widocznie  bardzo  bogata, 

bo  zadbana,  pięknie  ubrana  i  w  stylu  tych,  które  przykładają 

ogromną  wagę  do  wyglądu.  Obok  niej,  za  rękę  szedł  mężczyzna 

niewiele starszy od niej. Byli pewnie małżeństwem, a już na pewno 

parą.

61

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Widać było, że kobieta chciała pomóc leżącemu Stefkowi, ale 

najzwyczajniej  w świecie  wstydziła  się.  Miała  też  wewnątrz  siebie 

jakieś opory, o których nie mógł wiedzieć idący obok elegant. Bała 

się, że inni ludzie ją zobaczą i stanie się obiektem drwin. Nie mogła 

przecież  sobie  na  to  pozwolić...  nie  ona.  Kobieta nie była  jednak 

pewna co do tego, czy chłopak żyje i czy to właśnie jej interwencja 

nie uratuje mu życia. Mieszały się w jej wnętrzu różne wizje, umysł 

podpowiadał   jedno,   ale   serce   chciało   czegoś   zupełnie   innego. 

Nagle  stanęła  w  miejscu,  co  chcący  iść  dalej  partner  natychmiast 

zauważył,  a  jej  szarpnięcie,  podczas  gdy  on  stawiał  kolejne  kroki 

w przód, wprawiło go w zdziwienie. Kobieta już puściła towarzysza 

i  chciała  iść  w  stronę  Stefka,  ale   mężczyzna  począł  nagle 

ją odwodził od tego zamiaru.

-  To  alkoholik  pewnie,  leży  taki  na  ziemi,  brudny  i  zapity  i  tylko 

czeka,  żeby  mu  dać  na  więcej  odurzacza.  Takich  to  powinno  się 

wyłapywać i na roboty przymusowe posyłać. Zobaczyłby taki jeden 

z drugim co to praca, to może staczałby się, ale prywatnie i w domu 

– ze złością w głosie powiedział mężczyzna.

-  A  co,  jeśli  on  potrzebuje  pomocy,  a  nikt  go  nie  wspomoże?  – 

Powiedziała cieniutkim i pokornym głosikiem kobieta. – Jeśli umrze, 

to będziemy go mieli na sumieniu, kochanie...

-  Ech te  kobity, gdzie  ci  on  umrze,  zdrowy  chłop!  Wytrzeźwieje 

to sam się sobą zajmie! Nic mu nie będzie... A co, jak podejdziesz, 

a  on  złapie  cię  i  zabije?  -  Z  ironią  i  wyraźną  drwiną  w  głosie 

62

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

powiedział mężczyzna. – Wtedy to tobie ktoś będzie musiał pomóc!

-Ale...

-...ale  nic,  dawaj  rękę  i  zwijamy  się.  Paczta  ją,  znalazła  się 

służebnica  bezdomnych  i  matka  dzieciom  dla  alkoholików! 

To czyste kpiny, to po prostu kpiny!...

Argumenty  mężczyzny  widocznie  przekonały  kobietę, 

bo  postanowiła  pójść  dalej.  Miała  opory  i  bała  się  o  chłopaka,  ale 

uległa  presji  partnera  i  dała  sobie  spokój  z  pomaganiem.  Miała 

potem  ogromne  skrupuły  i  wyrzuty  sumienia,  ale  to  już  całkowicie 

inna  historia.  Kobiecie  przyszła  ze  schyłkiem  dnia  taka  myśl 

do głowy: Nie zagłuszaj głosu sumienia, bo ci się nie uda... Lepiej 

pomóc i potem się nie martwić! Widzieć Boga w drugim człowieku – 

to dopiero cnota!

Usiadła  więc  i  spisała  swój  pogląd.  Powstał  bardzo  ładny  wiersz. 

Bardzo  ładny,  ale  nieszczery,  sprzeczny  z  prywatnymi  poglądami 

poety... ale przecież poeta nie musi mówić prawdy, może przecież 

pisać  o  tym,  co  ludzie  chcą  usłyszeć  (a  przynajmniej  tak  uważała 

elegancka  pani,  gdy  zasiadła  w  domu  nad  starym  brulionem 

z piórem w ręku. Myślała, ale sumienie i tak ją gryzło...).

Jak  się  potem  okazało,  Stefek  wcale  nie  spał,  tylko  leżał 

i  rozmyślał  o  swych  najbliższych.  Czuł  ogromną  boleść  w  sercu 

i  tęsknotę.  Odzwierciedleniem  tego,  co  teraz  przeżywał,  była 

ogromna  łza  niczym  kropla  rosy,  która  teraz  spadła  na  ziemię. 

63

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Nasączyła  glebę  boleścią  i  smutkiem  Stefka.  Biedny  chłopak. Tyle 

wydarzyło się w jego życiu, a on nadal nie potrafił odzyskać dawnej 

formy.  Stefek po chwili wstał i otrzepał się. Udał się do domu, aby 

zacząć  dalej  tłumaczyć  swe  dzieła.  Poczuł  nagły  przypływ  weny 

i chciał go twórczo wykorzystać. Miał zamiar dziś wykonać większą 

część  swej  pracy,  ponieważ  zbliżał  się  czas  oddania  jej 

do wydawnictwa. Czas go naglił, a serce nie dawało spokoju. Teraz 

jednak  nie  uciekał  w  pracę,  a  zwyczajnie  musiał  się  wywiązać 

z  obowiązków.  Na  wpół  przytomny,  pozbawiony  sił  fizycznych 

i  duchowych,  postanowił  wziąć  się  za  swe  tłumaczenie  jak 

najszybciej. Pragnął szybko skończyć i mieć wolne. Chociaż w jego 

przypadku  wolny  czas  był  równoznaczny  z  udręczaniem  się, 

użalaniem,  nostalgią,  melancholią  i  przerwami  na  sen,  aby 

organizm  mógł  się  zregenerować  i  wraz  z  nowym  dniem  mieć 

świeże siły na nieustający rytuał użalania się nad sobą.

Stefek  w  brudnych  ubraniach  poszedł  do  domu,  kilka  razy 

potykając  się  o  niezawiązane  buty.  Pomyślał,  że  lepiej  ich  już  nie 

będzie sznurował. Dom już blisko, a praca na niego czeka.

*

Aniołowie  długo  dyskutowali  nad  tym  fragmentem  dzienników 

Egwina. Myśli Stefka, pochodzące z jego dzienniczków włączonych 

do  notatek  Anioła,  wywołały  w  Zgromadzeniu  nie  lada  wstrząs. 

64

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Przewodniczący  widział  w  zachowaniu  Stefka  elementy,  które 

ostatecznie  mogły  go  nie  potępiać.  Nagły  zwrot  do  Boga  i  jego 

skrucha za złe czyny wyjaśniały sporo. Wiele jeszcze słów musiało 

zostać  wypowiedzianych,  zanim  zachowanie  Stefka  zostałoby 

ostatecznie wyjaśnione i wybronione. 

Egwin  słuchał  tylko  cierpliwie  swych  notatek  czytanych  przez 

Przewodniczącego  i  przeżywał  jeszcze  raz  wszystko  to,  co  mógł 

obserwować na ziemi, podczas swej służby. Nie było mu łatwo, ale 

wiedział, że stoi za tym wyższa konieczność.

 *

65

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

IV

Przez  kilka  kolejnych  dni  ze  Stefkiem  nie  było  wcale  lepiej. 

Zdarzały  mu  się  jeszcze  nocne  eskapady  do  lasu,  na  cmentarz, 

a  także  w  inne  miejsca.  Chodził  czasami  również  do  lekarza,  ale 

odwiedziny  te  zazwyczaj  były  krótkie  i  ograniczały  się  tylko 

do  pobierania  potrzebnych  leków.  Stefek  otrzymywał  coraz 

mocniejsze  środki,  przez  co  czuł  się  ciągle  osłabiony,  a  także 

miewał  częste  zawroty  głowy.  Z  silnymi  lekami,  bólem  i  utratą  sił, 

przybywały  niedające  spokoju  zmiany  nastroju.  Stefek  sam  nie 

wiedział, czego chce. Raz miał ochotę coś wykonać, a za chwilę już 

tracił  cały  entuzjazm  i  jego  celem  było  położenie  się  na  łóżku 

i  spoglądanie  na  sufit.  Bez  jakiś  gestów,  bez  wykonywania 

zaplanowanych prac. Po prostu: gapienie się na biały tynk.

W dalszym ciągu, gdy nabierał sił, pracował nad swą książką, 

którą  musiał  oddać  do  wydawcy.  Jego  przekład  okazał  się  czymś 

wyjątkowym,  chociaż  kto  wie,  czy  nie  było  to  spowodowane 

skutkami  choroby  i  tłumaczeniem  przez  Stefka  w  czasie  jego 

ataków.  Redaktor  zajmujący  się  oceną  i  ofertą  wydawniczą 

stwierdził, że ,,jeszcze tak odważnego przekładu dzieła należącego 

do  klasyki  nie  widział  w  życiu  i  jest  pełen  szacunku  do  tego 

tłumacza,  który  tak  owocnie  korzysta  ze  wszelakich  abstrakcji, 

66

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

oksymoronów i metafor...”   Biedny człowiek nie wiedział, że Stefek 

nie  czynił  tego  specjalnie  (ale  kto  wie,  czy  nie  wyszło  to  w  sumie 

wszystkim na dobre?). 

Chłopak  coraz  bardziej  tracił  świadomość  –  do  tego  stopnia, 

że czasami nie wiedział, co się z nim dzieje. Zdarzały mu się stany 

lękowe,  albo  nagłe  przyćmienia  umysłu.  Natłok  myśli  i  coraz 

częstszy brak kontaktowania wywarzały między nim, a otoczeniem 

pewną  barierę,  która  na  pierwszy  rzut  oka  była  nie 

do  przekroczenia.  Stan  na  całe  szczęście  nie  był  jeszcze  aż  tak 

ciężki i takie ,,ataki chorobowe” nie trwały ciągle, ale każdego dnia 

nasilały się coraz bardziej i przychodziły znacznie częściej.

*

- W  życiu  Stefka  w  tym  okresie działo  się  bardzo  wiele –  odezwał 

się  nagle  Egwin  ku  zdziwieniu  zebranych,  a  jego  oczy  były  lekko 

przymrużone  i  wyrażały  olbrzymią  głębię.  Począł  kontynuować: 

–  A  może  nawet  zbyt  wiele...  Myślę,  że  warto  opuścić  tę  jedną 

stronę mych zapisków i zacząć czytać opis kolejnych dni.

Przewodniczący 

przekręcił 

kartkę 

starego 

notatnika 

należącego do Stróża, a z papieru posypał się wonny pył: niezwykle 

błyszczący,  bardzo  sypki  i  oddający  piękny  zapach. Anioł  spojrzał 

jeszcze  raz  na  Egwina,  lekko  się  uśmiechnął  i  mocnym,  ale 

spokojnym głosem odrzekł:

67

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

- Niech tak więc będzie. Przejdźmy zatem do właściwych wydarzeń.

W  zgromadzeniu  znowu  zapanowała  niezwykła  cisza. 

Wszyscy aniołowie byli ciekawi tego, co za chwilę się stanie. Wokół 

wciąż  unosiła  się  ta  cudowna  woń,  którą  my  nazwalibyśmy 

zapewne  zapachem  kwiatów,  a  która  we  Wszechświecie  nosi 

na pewno inne imię.

*

...tego właśnie wieczora Stefek postanowił udać się na zakupy 

do  marketu.  Z  jednej  strony  cieszył  się  z  pieniędzy  od  wydawcy, 

które otrzymał kilka dni temu, ale wyszedł z domu głównie dlatego, 

że wszystko zaczęło mu się już kończyć i potrzeba było uzupełnić 

zapasy.  Za  oknem  było  bardzo  ciemno,  ale  chłopak  cieszył  się, 

bo nocne wycieczki weszły mu już w krew i lubił je. Coraz częściej 

właśnie tak spędzał swój wolny czas, jakby pragnąc poczuć pewien 

strach, a zarazem chęć ucieczki od rzeczywistości w nocne mroki.

Jego  twarz  zdobił  teraz  ponury  wyraz,  szedł  powoli,  ale 

za to pewnym krokiem, trzymając przez całą drogę rękę w kieszeni. 

Miało  to  zapewnić  mu  pewnie  groźny  wygląd.  Uważał,  że  tak  się 

prezentując,  odstraszy  potencjalnych  bandytów.  Dłoń  w  kieszeni 

kurtki  musiała  sprawiać  wrażenie  posiadania  broni.  Na  ulicy  było 

teraz prawie pusto, ale gdzieniegdzie dał się słyszeć krzyk i głośne 

śmiechy,  wydobywające  się  z  zaułków.  Dawało  to wrażenie iście 

dantejskich scen. Gdzieniegdzie  słyszało się kocie darcie, piski  i

68

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

  psie   poszczekiwanie.   Ktoś   o   zdrowych   zmysłach   zapewne   nie 

zapuściłby się o tej porze w ciemne zaułki rządzone przez uliczne 

gangi. Stefek także nie szedł mrocznymi alejkami, ale nie z powodu 

strachu.   Wszystko   było   mu   już   obojętne,   ale   nie   miał   wyraźnej 

potrzeby zapuszczać się w te kąty. Właściwie to szedł przed siebie, 

dawno mijając market i zataczając teraz wokół niego koła.

Groźny  wyraz  twarzy  nie  przeszkodził  mu  czegoś  po  cichu 

wymawiać.  Na  jego  ustach  ciągle  był  obecny  jakiś  werset  psalmu. 

Stefek przed wyjściem z domu czytał psałterz i musiał mu głęboko 

zachować się w pamięci któryś z fragmentów. Stefek mówił bardzo 

cicho,  ale  był  to  chyba  ten  psalm,  który  opowiada  o  Dobrym 

Pasterzu.  Stefek  dzięki  powtarzaniu  słów  mógł  czuć  się 

bezpiecznie. Idąc bowiem pośród tej ciemności i panującego wokół 

hałasu  myślał  o  tym,  że  Bóg  go  obroni  przed  złem  i  będzie  miał 

go w opiece.

Ta  o  wiele  wydłużona  droga  do  sklepu  trwała  koło  80  minut. 

Po  dotarciu  na  miejsce,  chłopak  zrobił  pośpiesznie  zakupy,  aby 

zdążyć  przed  zamknięciem  marketu.  Wziął  niewiele  rzeczy,  chcąc 

ograniczyć  się  tylko  do  tych  najpotrzebniejszych.  Do  reszty 

produktów  dołączył  także  2  butelki  dla  niemowląt,  nad  którymi 

zastanawiał  się  potem  długo  przy  kasie  i  ostatecznie  wrzucił 

je  w  domu  do  śmieci  (ale  nie  czas  teraz  o  tym  wspominać). 

Widocznie  poprzez  zwyczajne  roztargnienie  wziął  te  dwa  artykuły 

lub jeszcze z jakiś tylko sobie znanych powodów. 

69

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Stojąc w kolejce do kasy zobaczył z przodu jakąś kobietę. Była 

ona  starsza,  ale  nie  za   bardzo.  Ubrana  niezwykle  elegancko, 

na głowie miała kapelusz ozdobiony piórem, wokół szyi futro z lisa 

lub  z  innego  zwierzęcia  przypominającego  go.  Przypominała 

przedstawicielkę  XIX-wiecznej  arystokracji.  Widać  było,  że  nie 

chciała  żyć  w  tak  zmaterializowanym,  rozwijającym  się  w  szybkim 

tempie i nieprzyjaznym świecie. Starała się nie wykraczać poza swe 

idee i zamiłowanie do przepychu, wytworności i gracji. Na pierwszy 

rzut oka nie pasowała do epoki, w której dane jej było żyć. Kobieta 

poruszała się powoli, tym samym lekko opóźniając dojście do kasy 

ludziom  stojących  w  kolejce.  Ku  ogromnemu  zaskoczeniu 

niektórych  ludzi,  a  nawet  kasjera  obsługującego  ruch,  wystawiła 

ona  na  taśmę  cztery  butelki  najtańszego  szampana.  Ludzie  dziwili 

się jej – kobiecie pełnej gracji i lubiącej luksus - tego, że kupiła coś 

wcale  nieekskluzywnego.  Szampan  ten  był  bardzo  popularny, 

a  co  gorsze,  kupowali  go  tylko  ci,  których  na  nic  innego  nie  było 

stać.  Każdy  pewnie  spodziewał  się  po  niej  jakiegoś  starego  wina, 

albo innego drogiego trunku. Gdzieś w kolejce zabrzmiał szyderczy 

śmiech.  Kobieta  zarumieniła  się,  lekko  zmieszała,  a  jej  twarz 

pobladła.  Wyciągnęła  z  kieszeni  pieniądze,  zapłaciła  za  zakupy, 

butelki  pośpiesznie  włożyła  do  torby  i  szybkim  krokiem  odeszła 

od  kasy.  Ile  musiała  najeść  się  wstydu  i  upokorzenia,  to  tylko  ona 

sama o tym wie. Przed obsłużeniem Stefka przewinęło się jeszcze 

wiele  osób.  Była  tam  kobieta,  której  przeszkadzało  kilka  ziarenek 

70

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

piasku  wysypanego  z  jej  kwiatka  na  taśmę.  Zażyczyła  sobie 

pakowania  towaru  bezpośrednio  do  torby,  narzekając  przy  tym 

na wszystko, co ją otaczało. Pojawił się również mężczyzna ubrany 

niechlujnie  i  wytwarzający  nieprzyjemny  zapach  potu.  On  znowu 

zabawiał  wszystkich  swymi  żartami  i  zwrotami  do  kasjera,  które 

nikogo oprócz niego samego nie śmieszyły. Wśród tego tłoku było 

słychać także mężczyznę, który krzyczał na swojego syna. Dziecko 

źle  zobaczyło  cenę  zabawki  i  teraz  wytworzył  się  z  tego  problem 

przy kasie. Krzyk dał się słyszeć na dużym obszarze sklepu. Kasjer 

obsługujący  tę  nieszczęsną  kolejkę  ciągle  się  partaczył.  Miał 

wiecznie  jakiś  problem:  a  to  taśma  w  drukarce  mu  się  skończyła 

i musiał pożyczać ją od swych kolegów, to znowu ktoś dał mu grube 

pieniądze  i  nie  mogąc  wydać  reszty,  był  zmuszony  rozmieniać 

je  u  innych  kasjerów.  Jakiś  mężczyzna  w  innej  kolejce  źle  chwycił 

zgrzewkę  mleka  i  upuścił  ją  na  posadzkę,  powodując  ogromną 

kałużę  wokoło.  Zrobił  się  nagły  ruch  mający  na  celu  sprzątnięcie 

bałaganu. Jak to się mówi: ,,tylko dziada i baby było brak”. 

Wśród  takiego  gwaru  i  hałasu  Stefek  stał,  czekając  cierpliwie 

na  swoją  kolej.  Bardzo  irytował  się,  ciągle  narzekając  pod  nosem. 

Nie  mógł  wytrzymać  już,  bowiem  ten  straszliwy  dźwięk,  te  liczne 

rozmowy ludzi, zlewające się w jeden wielki harmider, wywoływały 

w  nim  same  negatywne  emocje.  Gdy  kasjer  wreszcie  przywitał 

go  i  poprosił  o  wyłożenie  towaru,  Stefek  jednak  nie  chciał  tego 

uczynić.  Z groźną miną mocno ściskał zakupy. Nie chciał położyć 

71

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

towaru   na   taśmie,   tylko   zaczął   podejrzliwie   przyglądać   się 

kasjerowi.

-No, śmiało! Niech położy pan zakupy, tu im się nic nie stanie –  

z politowaniem i prawie przez zęby powiedział obsługujący.- Proszę 

pana, wszyscy jesteśmy już zmęczeni. Ja tu siedzę kilka godzin  

z rzędu, proszę nie utrudniać...

Stefek   jednak   począł  dziwnie  się  zachowywać  i  powiedział 

do obsługującego go mężczyzny, żeby ten poczekał chwilę. Kasjer 

zdenerwowany usiadł na swym krześle, odchylił się do tyłu i zaczął 

nerwowo dopytywać się, czy już może kontynuować. Stefan jednak 

trwał  w  swym  zamiarze.  Powodem  jego  dziwnych  odruchów  była 

stojąca  przed  nim  jeszcze  kobieta.  Zaczęła  ona  pakować  swe 

zakupy  i  szło  jej  to  powoli,  ale  nie  przeszkadzało  obsłużeniu 

następnych klientów.

-  Ty  świnio!  Na  wieś  do  swego  chłopa!  Buraki  kopać!  -  krzyczał 

na biedną kobietę Stefek. – Zachciało się zakupów, wielka hrabina 

od siedmiu boleści.

Starsza   pani   milczała.   Nie   miała   widocznie   siły   kłócić   się  

z awanturnikiem. 

Kasjer, 

bojąc 

się 

kogokolwiek 

napominać, 

patrzył 

z  niedowierzaniem  na  całą  sytuację.  Uśmiechał  się  tylko  lekko 

do stojącej za Stefkiem ostatniej już klientki. Gest ten był sposobem 

na  odreagowanie,  ale  być  może  miał  także  komentować  całe 

zajście. 

72

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

- Ja pana najmocniej przepraszam za tę kobietę! Ze wsi ona jest! 

Z  czym  pan  się  tu  musi  spotykać?  Z  brakiem  kultury 

i  z  prostactwem!  -  mówił  dalej  Stefek,  tym  razem  już  trochę 

spokojniej  i  kierując  swą  wypowiedź  tym  razem  do  kasjera.  Dalej 

patrzył z pogardą na panią stojącą przed nim i w dalszym ciągu się 

z nią wykłócał. 

W  tym  momencie  kobieta  stojąca  za  Stefkiem  położyła 

na  taśmie  plastik  oddzielający  zakupy,  aby  spowolnić mechanizm  

i ruch taśmy. Chłopak natychmiast zareagował na to, krzycząc teraz 

na tę drugą klientkę.

- Niech się pani nie rządzi tym! Nie pani jest ta taśma!

- Proszę pana, proszę się nie awanturować. Gdyby pan położył swe 

zakupy  na  taśmę,  nie  zjeżdżałaby  ona  –  ze  stoickim  spokojem 

powiedziała kobieta.

Obsługujący  cały  ten  ruch  sprzedawca  zaproponował  nawet, 

że skoro jego ,,trudny klient” nie decyduje się na zakupy, to można 

przepuści  kobietę.  Stefek  nie  przestawał  w  dalszym  ciągu 

awanturować  się,  teraz  już  z  obiema  klientkami.  Dostał  silnego 

ataku szału, zaczął krzyczeć, wyzywać niczemu niewinne klientki, 

a kasjera sponiewierał z błotem. Musiała liczyć się tylko jego racja, 

a inni musieli mu się podporządkować.

Kasjer  nie  wytrzymał  już  nerwowo  i  przyznał  rację  kobiecie. 

Zrobił to być może przez złość do Stefka, a może chcąc wyładować 

już swą frustrację. Całą sytuację zaogniło jeszcze to, że mężczyzna 

73

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

obsługujący  całą  tę  kolejkę,  dał  kobiecie  stojącej  z  przodu 

reklamówkę  i  czynił  to  bardzo  powoli,  z  uśmiechem  na  twarzy. 

Szyderczo spojrzał na Stefka i pod pozorem miłego zachowania tak 

naprawdę  chciał  mu  po  części  dokuczyć, a  po  części  pokazać,  

że   awanturnik   krzykiem   tu   raczej   niż   nie   zdziała.  Tym  bardziej,  

że w pobliżu kręciło się kilku ochroniarzy, ale nie chcieli na razie 

interweniować. W końcu ,,klient nasz pan”, a oni mogli działać tylko 

w skrajnych wypadkach. Podobnych do Stefka ludzi przebija się  

w sklepie setki. Przyzwyczaili się już przez tyle lat swej służby.

Klientka wreszcie odeszła, a Stefek został wreszcie obsłużony. 

Na zakończenie odrzekł:

- Do widzenia panu i życzę mniej tak denerwujących klientów, jak 

ta wsiowa damesa.

-Dobra,   dobra,   daj   sobie   już   spokój   człowieku!   -   Pod   nosem 

powiedział kasjer i obsługiwał ostatnią klientkę.

-Widział pan tego gbura – powiedziała kobieta.

-Niech   pani   sobie   da   spokój   z   tym   idiotą.   Niedowartościowany  

w dzieciństwie to teraz szuka kontaktu. Takich to od razu do szpitala 

i o suchym chlebie i wodzie trzymać. Może wtedy zrozumie.

-Zgadzam się z panem, oj zgadzam – powiedziała klientka i zaczęła 

się głupio śmiać, kierując swój wzrok w stronę Stefka. 

Przy   kasie   toczyła   się   jeszcze   długa   konwersacja,   bowiem 

kasjer nie miał już klientów, a nie mógł opuścić miejsca pracy. Mógł 

sobie   chociaż   pogadać,   a   i   kobiecie   jakoś   nie   chciało   się   iść  

74

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

i   cieszyła   się   z   tego,   że   może   sobie   trochę   poobmawiać  

i   poplotkować.   Stefek   tymczasem  udał  się  do  wyjścia.  Przed 

drzwiami jednak stanął i krzyknął na cały sklep: 

-  Sztuka  trwa,  absurdów  nigdy  dosyć.  Maestro,  graj  smutnego 

poloneza! Panie łapią swe peruki i pocinamy na parkiecie! Bal trwa, 

dzień  trwa,  teatr  świata  zaczyna  pierwszy  akt.  Czy  wszystko  gra? 

Nie?! Więc się nie lenić, wszystko musi trwać. 

Zaczął  się  śmiać  bardzo  głośno.  Ludzie  w  markecie  dziwnie 

się  na  niego  patrzyli,  a  nawet  nie  kryli  swego  naśmiewania  się, 

oburzenia  lub  pogardy.  Wielu  jednak  nie  zauważyło  manifestu 

chłopaka. Wiele już widzieli w życiu, media też im podobnych ludzi 

czasem  pokazywały.  Gdyby  ktoś  zaczął  interweniować  lub  gdyby 

przystanął  i  obserwował  dziwne  zachowanie,  musiał   liczyć   się  

z tym, że mógł być w jakiejś ukrytej kamerze. Każdy umywał ręce 

lub   zwyczajnie   nie   interesowało   go   to.  Stefek  opuścił  sklep 

i wyszedł na zewnątrz, jednak nie na długo. Za kilka minut zjawił się 

przy  tej  samej  kasie,  ale  tym  razem  trzymając  w  ręce  bułki 

dostępne  przy  wejściu.  Na  jego  widok  kasjer  aż  pobladł.  Wiedział, 

że  teraz  będzie  go  czekała  powtórka  z  rozrywki.  Był  już  bardzo 

zmęczony,  nie  chciał  przeżywać  tego  samego  powtórnie. Ale  taka 

praca, ryzyko i stres wpisane w CV. Kasjer zmusił się na sztuczny 

uśmiech i grzecznie powiedział ,,dzień dobry”, choć Stefek wyszedł 

ze sklepu raptem kilka chwil wcześniej.

- Czy miło było panu tak się wykłócać z klientami? Miło było? Lubi 

75

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pan  wszczynać  awantury  i  skłócać  innych?  -  ponownie  zaczął 

Stefek – Przyjemnie tak panu? Znalazło się wielkie panisko i teraz 

wyżywa się na innych. 

Kasjer  był  już  bardzo  zdenerwowany  i  teraz  poczuł  się  pewniej 

i odważniej, niż wcześniej. Wstał i zagroził mężczyźnie:

-  Jak  panu  coś  przeszkadza,  to  mogę  szanownego  nie  obsłużyć 

wcale.

- Ależ  pan  mnie  musi  obsłużyć  i  to  natychmiast!  Ja  tego  żądam!  - 

powiedział z oburzeniem w głosie Stefek i dalej się awanturował.

- Jeśli pan się nie uspokoi, to wezwę ochronę i załatwimy sprawę. 

Nie mam zamiaru się z panem kłócić – odrzekł już spokojniej kasjer.

Stefek na te słowa uspokoił się i dał się obsłużyć. Jeszcze coś 

mówił  pod  nosem,  ale  już  nie  wszczynając  kłótni.  Po  zapłaceniu 

za  bułki  odszedł.  Kasjerowi  aż  ulżyło,  ale  pomyślał  sobie, 

że ,,awanturnik” jeszcze się pewnie pojawi.

Po wyjściu ze sklepu Stefan czuł się nieswojo. Głupio mu było 

z  powodu  swego  zachowania,  ale  nie  doszedł  jeszcze  do  siebie 

w pełni. Widocznie dziwne zachowanie pojawiło się z powodu tego 

tłoku i hałasu. Ta ,,zła strona” jego osobowości objawiła się właśnie 

tam i właśnie wtedy, gdy był wśród tylu ludzi. Już trochę ochłonął, 

a  nawet  zrobiło  mu  się  szkoda  kasjera.  Dalej  nie  pojmował 

otaczającej go rzeczywistości. 

Jego  rozmyślania  nagle  urwały  się,  bowiem  nadjechał 

autobus.  Zakurzyło   się   na  jezdni,  w  powietrzu  uniósł  się  zapach 

76

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

spalin, z pojazdu wyszło mnóstwo ludzi.  Stefek  wsiadł  do  środka. 

Był  jednak  zmuszony  wysiąść  na  najbliższym  przystanku.  Zmusiły 

go do tego okoliczności i nieprzyjemne wydarzenia. Wewnątrz auta 

panował  gwar.  Dwóch  młodych  chłopaków  zaczęło  opowiadać 

sobie kawały, ale tak głupie, że aż nieśmieszne. W innym miejscu 

babcia do swego wnuka mówiła:

- Ależ Tadziku! Jak coś, to się przesiądź. Trudno, że koledzy obok, 

ale ta dziewczyna jest  nienormalna!

Do rumianej dziewczynki powiedziała natomiast:

- A  ty  się  uspokój! Taka  stara  jesteś,  a  oni  młodzi.  Że  to  takiej  nie 

jest  w  ogóle  wstyd!  Znęca  się  znęca  nad  innymi.  Ja  pamiętam, 

że za moich czasów to była ostra separacja, a takie dziewuszysko 

jak  ty  to  albo  do  oporządzania  gospodarstwa,  albo  wynocha 

do  miasta  i  tam  na  siebie  zarabiać.  Ech,  te  czasy!  Co  one  teraz 

z  ludźmi  wyprawiają?!  I  bądź  tu  człowieku  normalny,  gdy  nawet 

młodzi nie tacy sami jak kiedyś.

Kobieta jeszcze wiele razy podchodziła do wnuka i ingerowała, 

wzbudzając śmiech na ustach wielu pasażerów. Jej zaangażowanie 

w   to,   aby   wnusiowi   nic   się   nie   stało,   było   tak   komiczne,  

że   aż   żałosne.   Kobieta   nie   miała   żadnego   rozeznania   w   tym,  

co czyni. Dostało jej się kilka niemiłych słów, a nawet jakiś starszy 

mężczyzna wykrzyknął:

- Ej, babinko, latasz jak fryga, a może czas na jakieś robótki ręczne 

i cerowanie skarpetek rodzinie.

77

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Ton,   jakim   mężczyzna   to   powiedział,   nie   należał  

do   przyjemnych.   Autobus   wybuchnął   śmiechem,   kobieta 

zaczerwieniła się i wyszła. Zabolało ją to, że starszy człowiek nie 

okazał jej szacunku i że był o wiele starszy od niej. Z opinią starca 

liczyła się bardziej, niż z młodzieńczymi naśmiewaniami. Dziadek 

też   chyba   poczuł   się   głupio,   bo   widocznie   powiedział   na   głos  

to, o czym myślał. Powstał, aby kobietę przeprosić ale jej już nie 

było. Za to rumiana dziewczynka uśmiechnęła się do staruszka,  

a wnuk wyśmianej kobiety odwrócił twarz do okna i zaczął szlochać. 

Z  autobusu  dodatkowo  jeszcze  ciekło,  ale  nikt  na  przystanku 

nic  nie  mówił,  aby  nie  opóźniać  autobusu,  który  i  tak  już  kursował 

niepunktualnie. Kogo zresztą mogło obchodzić to, że z jakiegoś tam 

pojazdu  cieknie,  gdy  wokoło  cały  asfalt  był  pozalewany  benzyną. 

Jedna plama w tę, czy we w tę. Komu to w końcu robiło różnicę?

Po  kilku  minutach  jazdy  Stefek  zaczął  panicznie  krzyczeć. 

Ludzie  w   autobusie   dziwnie  patrzyli  się  na  niego,  a  on  sam 

wyraźnie się  zawstydził. Nie  mógł znieść ich śmiechu. Tylko jedna 

kobieta na jego widok zeszła z siedzenia i poprosiła go, aby usiadł. 

Zrobiło  jej  się  szkoda    chłopaka  i  wiedziała  pewnie,  co  jest 

przyczyną  tego  ataku.  Starsi  ludzie  są  zazwyczaj  bardziej  otwarci 

na  otaczający  świat  i  więcej  rozumieją  z  tego,  co  trwa  wokoło. 

Chłopak  jednak  nie  skorzystał  z  tej  okazji  i  po  wyjściu  z  pojazdu 

znowu  łapał  resztki  świadomości,  która  momentalnie  uciekała. 

Takiego  stanu  jeszcze  jak  dotąd  nie  miał  i  było  to  dla  niego 

78

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

ogromnym  zaskoczeniem.  Zaczął  się  błąkać  po  mieście.  Nie  był 

jeszcze  w  tych  okolicach,  a  przynajmniej  ich  nie  kojarzył.  Była  już 

naprawdę  głęboka  noc,  światło  latarni  ledwo  oświetlało  chodnik, 

a  na  ulicy  nie  można  było  dopatrzyć  się  zbyt  wielu  ludzi.  Chłopak 

zauważył w świetle ulicznej latarni nieduży domek, wokół otoczony 

jakąś siatką. Obiekt był wzorowany na góralską chatę i rzeczywiście 

ją  częściowo  przypominał.  Stefek  postanowił  się  tam  zatrzymać 

na  te  kilka  godzin.  Nie  miał  zresztą  innego  wyboru.  Zostając 

na  ulicy  mógł  stać  się  ofiarą  bandytów.  Do   świtu   nie   brakowało 

pewnie zbyt wiele czasu, choć Stefek nie posiadał zegarka. Wszedł 

do   środka,   trzasnął   drzwiami,   ale   nie   zwrócił   tym   gestem   uwagi 

innych ludzi.

Wewnątrz  oczom  chłopaka  ukazało  się  wiele postaci,  różnie 

ubranych  i  odmiennie  wyglądających.  Każdy  był  inny, 

a  przynajmniej  na  pierwszy  rzut  oka  sprawiał  takie  wrażenie.  Nie 

zwrócili  szczególnej  uwagi  na  chłopaka.  Gwar,  który  tu  panował, 

dostawał  się  do  uszu  Stefka,  ale  był  zupełnie  inny  od  tego 

w sklepie. Pośród zgiełku odznaczały się śmiechy, miłe słowa i duża 

porcja  dobrego  humoru.  Było  to  schronisko  dla  bezdomnych,  ale 

nasz wędrowiec nie wiedział o tym. Spędził tu bardzo dużo czasu, 

a przynajmniej kilka ładnych godzin, czekając na nastanie nowego 

dnia.  Na  początku  z  nikim  nie  kontaktował  się,  nie  pragnął 

nawiązywać  znajomości.  Chciał  najzwyczajniej  w  świecie 

przeczekać  kilka  godzin  i  udać  się  potem  do  domu.  Autobus 

79

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

i  piesza  wędrówka  wyniosły  go  gdzieś  daleko  na  peryferie  miasta, 

do mieszkania było daleko, a za oknem głucha   noc. Lepiej jak już 

przemęczy  się  trochę  w  tym  miejscu,  niż  ma  włóczyć  się  po  nocy. 

Lubił tę porę doby, lubił spacery w samotności, ale nie był do tego 

stopnia  zdesperowany,  aby  przemierzyć  prawie  całe  miasto 

na pieszo. Chciał, nie chciał, musiał tu pozostać na dłużej.

Nieopodal  grało  w  karty  kilku  mężczyzn.  Stefek  podszedł  do 

nich  i  nikogo  nie  pytając  się  o  zgodę,  po  prostu  dołączył  do  ich 

rozrywki.  Nie  mieli  nic  przeciwko,  ale  patrzyli  na  niego  dziwnym 

wzrokiem.  Chłopak  bowiem  trzymał  w  swych  dłoniach  karty,  ale 

wcale nie umiał grać. Blokował tylko kolejkę innych mężczyzn i nie 

wiedział  co  robić  dalej.  Jego  umysł  znalazł  się  jakby  za  mgłą.  Nie 

kojarzył  już  tych  gier,  w  które  kiedyś  grywał  z  przyjaciółmi 

i znajomymi. Teraz już pozostały tylko wspomnienia. Dawni koledzy 

nie  poznaliby  tego  Stefka  z  dawnych  lat.  Stefek  nie  osiągał  nigdy 

jakiś  zbyt  dobrych  wyników  w  kartach,  ale  wiedział  jak  się  nimi 

posługiwać.  Nie  potrafił przypomnieć  sobie  zasad  gier, ale  mimo 

wszystko był bardzo spokojny. Nie miał już dziwnych ataków złości, 

ani nie krzyczał na cały ośrodek. Jego wcześniejsze emocje ostygły, 

umysł   stopniowo   wyciszał   się.  Zdarzały  mu  się  jeszcze 

niekontrolowane  ataki  śmiechu  lub  chwile  smutku  i  milczenia,  ale 

nie  było  to  już  tak  niebezpieczne  jak  awantury  w  sklepie.  Nie 

sprawiało to takiej pożywki dla ludzkich emocji, jak w autobusie. 

Bezdomni  bali  się  chłopaka  gdzieś  głęboko  wewnątrz  siebie, 

80

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

niektórzy  nawet  dziwnie  na  niego  spoglądali,  ale  nie  zadawali 

mu  pytań.  Niejeden  z  nich  miał  dziwną  historię,  niejedno 

na  sumieniu  i  oni  też  nie  chcieliby  otwierać  się  przed  innymi.  Nie 

wymagali  zatem  tego  i  od  niego.  Stefek   wkrótce   przekimał   się  

na ławce, jakaś opiekunka domu okryła go kocem. Właściwie nie 

tyle   okryła, co narzuciła na niego jakiś kolorowy materiał mający 

chronić przed zimnem. Nikt nie zauważył tego, że Stefek położył  

na   stole   karty   i   udał   się   na   spoczynek.  Grano   dalej,   ciągle   ktoś 

odchodził odpocząć, a dołączali się do rozrywki inni. To w tym domu 

normalka. Odejście Stefka zatem niczym nowym nie było. Chłopak 

wreszcie   mógł   odpocząć   od   nastrojów   domu,   od   ciągłych   prac  

i pogrążania się w myślach, gdy oddzielała go od świata bariera 

czterech ścian chroniących ciszę. Tutaj miał hałas, nie mógł zbytnio 

użalać   się   nad   sobą,   a   nawet   zmęczył   się   tymi   wszystkimi 

przygodami.   Szybko   przysnął,   a   skoro   świt,   jego   oczy   zostały 

ogrzane   przez   poranne   promienie   słońca.   Wstał,   ale   był   głodny. 

Wyciągnął z tobołków bułki z marketu (zdziwiło go to, że nikt go nie 

okradł podczas snu), zjadł kilka kęsów i z nieświeżym oddechem  

w   ustach   powiedział   do   ludzi,   którzy   już   nie   spali,   pogodne  

,,do widzenia” i wyszedł z domu dla bezdomnych. Teraz dopiero 

wszyscy odsapnęli. Jednego podopiecznego mniej i strachu także 

mniej. Poczuli nagłą ulgę, chociaż było im go szkoda. 

Chłopak całą drogę powrotną szedł pieszo i nawet nie wiedział 

jak trafił do domu. Był okropnie zmęczony i ledwo czuł swoje nogi. 

81

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Przespał się w ośrodku, ale drzemka na ławce nie była tym, czym 

jest   wypoczynek   we   własnym   łóżku.  Zakupy  zostawił  gdzieś 

w  przedpokoju  i  poszedł  tłumaczyć  kolejną  książkę.  Praca 

nie  ustawała,  a  po  tym,  jak  poprzedni  szef  go  po  danym  urlopie 

po  prostu  zwolnił,  teraz  to  stanowiło  było   jego  jedynym  źródłem 

utrzymania.  Postanowił  nie  kłaść  się  spać  pomimo  zmęczenia.   

Za  oknem  panowała już pełnia dnia.  Śpiew ptaków, ciepło, krzyki  

i śmiechy dzieci... i on pogrążony w pracy. Cały czas miał wrażenie, 

że  wszystko  już  jest  dobrze  i  że  jego  umysł  jest  wreszcie  jasny 

i  niezachwiany  tak  jak  dawniej.  Pojawiały  się  jeszcze  chwile, 

podczas  których  powracał  ten  dziwny,  chorobowy  stan,  ale 

wydawało  mu  się,  że  tym  razem  w  mniejszym  stopniu. 

W rzeczywistości stan był łagodniejszy, ale Stefek dalej trwał w tym 

letargu. Nie był teraz ani na chwilę wolny od tego obłędu. Cały czas 

coś  pisał  w  zeszycie  i  w  swoich  notatkach  dotyczących 

tłumaczenia. Na samym początku swej pracy napisał coś takiego:

,,Wyleciał na łowy

Miłośnik Piękna,

w pięknej zielonej szacie,

z bukietem pelargonii,

z czerwoną muchą na szyi,

z uśmiechem i radością

w oczach.

82

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Szuka żony,

takiej jak on,

spokojnej,

radosnej,

kochanej.

Trzepocze skrzydłami,

aureola łagodnie na wietrze powiewa.

-Po co ci żona, Aniele – pyta słowik na drzewie

-Aby i aby, a może nie chcę odpowiadać?”

Po  napisaniu  tego  wiersza  Stefek  już  źle  się  czuł.  Zaczynała 

boleć  go  głowa,  a  głód  coraz  bardziej  o  sobie  przypominał. 

Powtarzał  sobie,  że  jeszcze  musi  popracować.  W  rzeczywistości 

poza  tym  krótkim  utworem  -   który  rozpoczął  czując  się  w  miarę 

dobrze,  a  kończył  z  coraz  poważniejszymi  objawami  –  nie  napisał 

nic.  Jego  zapiski  były  pełne  różnych  bazgrołów,  liter  i  koślawych 

liczb.  Jego  zmęczenie  nie  miało  granic.  Skutkiem  tego  było 

to, że osunął się nagle na podłogę. Biedak zasłabł z wycieńczenia. 

Wszystko  już  go  przerosło:  wizyta  w  sklepie,  jazda  autobusem, 

włóczęga  po  mieście,  pobyt  u  bezdomnych  i  jeszcze  ta  praca. 

Przede  wszystkim  jednak  wykańczała  go  ta  choroba.  To  ona 

spowodowała  ten  jego  teraźniejszy  upadek.  Stefek  szybko 

83

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

oprzytomniał, ale zmęczenie dalej nie chciało ustąpić. Nie wiedział 

co  chce  dalej  ze  sobą  zrobić.  Stał  jakby  na  rozstaju  dróg,  nie 

wiedząc,  gdzie  dalej  iść.  Przesiedział  tak  w  milczeniu  cały  dzień, 

czasami  przysypiając  na  siedząco  i  budząc  się  nagle  na  wskutek 

koszmarów  sennych.  Bolały   go   siniaki,   które   sobie   ponabijał. 

Podszedł   do   okna,   usiadł   na   parapecie,   zamknął   oczy,   przyłożył 

głowę do szyby i zasnął. Wreszcie zasnął. Nic nie było w stanie już 

go obudzić. Zasnął, choć nie tego pragnął jego rozum. Zasnął, choć 

tego domagało się ciało...

*

-  To  straszne,  co  się  działo  z  tym  chłopakiem  –  powiedział 

Przewodniczący  –  widać,  że  bardzo  musiał  cierpieć.  Ta  choroba 

bardzo go wyniszczała...

-  ...i  nie  dawała  za  wygraną  –  wtrącił  nagle  Egwin   –  cierpienie, 

pomimo  tego,  że  go  wyniszczało,  to  jeszcze  kształtowało 

go  wewnętrznie,  szlifowało  jak  diament.  Pozostawał  sam  ze  sobą, 

bez  przyjaciół  i  znajomych,  ale  ja  zawsze  przy  nim  byłem, 

pilnowałem go i gdy tylko jego umysł już się poddawał i nie chciał 

walczyć  ze  światem,  to  ja  pomagałem  mu  zachować  spokój. 

Starałem się także, aby nie zapominał o Stwórcy. Stefek gubił się, 

ale przecież każdy z ludzi błądzi. Nawet wielu Aniołów pogubiło się 

w  Początkach.  Dlaczego  zatem  ludzie  muszą  być  idealni?  Ja  nie 

bronię  ich  błędów,  ja  gardzę  złymi  czynami,  ale  nie  człowiekiem. 

84

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Stefek był dobrym chłopakiem, szukał Boga...

-  ...to  się  dało  zauważyć  w  jego  powtarzaniu  psalmu  –  przerwał 

Aniołowi   Przewodniczący. – A mi się nawet wydaje, że musiał cię 

już  gdzieś  widzieć.  Skąd  wziąłby  się  w  jego  głowie  pomysł 

na napisanie wiersza o aniele? 

- Po prostu przyszła mu do głowy wena – zaśmiał się Egwin – ale 

nie  jest  wykluczone,  że  kiedyś  mogłem  mu  się  ukazać 

nieświadomie. Nie zapominajmy, że on obcował z poezją i literaturą 

światową. Może to wspomnienie jakiejś książki wywołało w nim ten 

obraz anioła? Widocznie w tym momencie na chwilę nie zwróciłem 

na to uwagi.

- Ale ciekawi mnie jeszcze to, co było na tej kartce, którą ominąłem 

na twoją prośbę, Egwinie – rzekł Przewodniczący.

- Był tam opisany między innymi jeszcze jeden z ciężarów Stefka, 

ale poza tym nic aż tak bardzo istotnego dla poznania całej historii 

–  odpowiedział  Stróż  -  Opisałem  tam  powolny  przebieg  jego 

choroby,  wiele  myśli  i  refleksji,  oraz  drugie  tyle  samotnych 

wycieczek  w  różne  miejsca.  Tu   już   widzimy   pełniejszy   rozkwit 

choroby. Cała przypadłość to skomplikowany i długi proces zmian 

wewnętrznych.   Postanowiłem,   że   nie   mamy   aż   tyle   czasu,   aby 

wszystko rozpatrywać. Cały notes w sumie  był  spisany  pobieżnie. 

Trudno   ująć   tyle   lat   życia   człowieka   w   jednym   zeszycie, 

ograniczyłem to wszystko do minimum.

-  Rozumiem cię w pełni, mój Drogi. Ale zastanawia  mnie  jeszcze 

85

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

ten  drugi  ciężar  –  z  zaciekawieniem  rzekł  Przewodniczący  –  

co to było, drogi Egwinie?

-  To  męczące  ciągle  Stefka  skrupuły  –  powiedział  z  powagą 

w  głosie  Stróż  –  napisałem  tam  o  jednym  z  dziwnych  zachowań 

Stefka,  ale  wywołanych  właśnie  tymi  wyrzutami.  Wydawać to się 

może   odrobinę   absurdalne,   dziecinne   (może   dlatego   właśnie  

to kazałem ominąć?). Otóż: Stefek kiedyś szedł wyrzucić śmieci, był 

to wieczorem i na dworze już dosyć ciemno, ale jeszcze nie nastała 

noc.  Chłopak   usłyszał,  jak  podczas  przechylania  wiaderka  coś 

upadło  na  ziemię.  Po  wykonaniu  czynności  udał  się  do  domu. 

Trochę  chodził  po  mieszkaniu,  ale  myśl  o  tym,  że  zaśmiecił 

środowisko  i  teraz  tam  gdzieś  poniewierają  się  jego  odpadki 

(upadła  tylko  bardzo  malutka  rzecz  z  wiadra)  nie  dawała  mu 

spokoju.  Ubrał  się  powtórnie  i  poszedł  ,,posprzątać”  po  sobie. 

Pomimo  ciemności  znalazł  śmiecia,  wyrzucił  go  do  kontenera 

i  wrócił  się  do  domu.  Nikt  nie  mówił,  że  skrupuły  są  lekkie 

i przyjemne. Nikt nie mówił, ale tym wydarzeniem ukazałem jedynie 

jeden,  może  nie  najlepszy  przykład.  Skrupuły  dawały  o  sobie 

czasem  o  wiele  dosadniej  znać.  Chłopak  wielokrotnie  nie  spał 

w  nocy,  bo  coś  mu  się  przypominało.  Zrywał  się  z  łóżka,  aby 

sprawdzić  to,  czy  drzwi  wejściowe  są  zamknięte.  Nie  pozostawiał 

nigdy otwartego okna, gdy na chwilę opuszczał mieszkanie. Nawet 

najmniejszy błąd nie dawał mu spokoju. Skrupuły były bezlitosne, 

i choć  najlepszym  na nie sposobem jest  porzucenie ich,  to  jednak 

86

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

nie jest to łatwe.

Przewodniczący już o nic więcej nie pytał Egwina. Zastanawiał 

się  nad  znaczeniem  wyrzutów  sumienia  będących  skrupułami. 

Wiedział,  że  są  one  potrzebne  w  umiarze,  ale  ciągle  rozmyślał 

o tym, jaki miały wpływ na chorobę Stefka. 

 *

 

87

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

V

Stefek na parapecie spał w najlepsze, bez świadomości tego, 

że   z   drugiej   strony   okna   może   to   wyglądać   komicznie   lub 

przypominać   dramat.  W  jego  śnie  był  dworzec  kolejowy.  Wokoło 

unosiła   się   mgła,   nie   było   widać   żadnych   ludzi   i   chłopakowi 

wydawało się, że jest jedyną osobą w tym miejscu. Z głośników 

dobywało   się   przeraźliwe   zawodzenie,   przerywane   piskami  

i zgrzytami. Przypominało to jakiś dziwny rodzaj muzyki, mający  

na   celu   wprowadzenie   słuchaczy   w   trans.   Stefek   nie   był   nigdy  

w tym miejscu, nie kojarzył go z prawdziwego życia. Bardzo często 

ludziom śnią się rzeczy, które znają lub wydaje im się, że widzieli 

w   swym   życiu.   Tu   było   zupełnie   inaczej.   Wszystko   było   takie 

dziwne,   rozmyte,   ale   i   obce.   Chłopakowi   wydawało  się,  że  idzie 

przez  peron  i  otwiera  stojące  tak  drewniane  skrzynki.  Z   pudeł 

wydostawał się zapach stęchlizny, wychodziły z nich różne rodzaje 

robactwa.   Stefek   szukał  w  nich  kasy  biletowej.  W  niewielkich 

skrzyniach  miejsca  sprzedaży  biletów?  Wydaje  się  to  dosyć 

absurdalne,  ale  chłopak  we  śnie  właśnie  tego  poszukiwał.  Kopał, 

rozbijał  drewniane  pudła  i  skakał  po  niższych  opakowaniach. 

Z  każdej  wylatywały  nietoperze  –  ogromna  ilość  tych  czarnych 

stworzeń.  Latały  wokół,  ale  o  dziwo  że   Stefek   nie   bał   się   ich. 

88

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Podczas spacerów po mieście i w lesie często ciarki przechodziły 

mu   po   ciele,   gdy   spostrzegł   nietoperza.   Zawsze   bał   się   tych 

zwierząt   i   osłaniał   głowę,   aby   któryś   nie   wplątał   się   w   długie, 

kręcone włosy.   Stefek idąc przez peron nagle postanowił zostawić 

jedną  ze  skrzynek  otwartą.  Właściwie  to  ona  już  była  pozbawiona 

pokrywki, ale chłopak darował ją sobie i nie podchodził bliżej. Coś 

mu  podpowiadało,  aby  dać  sobie  spokój  i  kontynuować  swe 

poszukiwania  gdzieś  indziej.    Gdy   się   odwrócił,   z   opuszczonego 

pudła zaczęła wydobywać się przeogromna ilość czarnych owadów, 

nie takich samych ja te z poprzednich skrzyń, te były inne.   Wzbiły 

się w niebo i zakryły chmury. Zapanowała ciemność. Wokół pojawili 

się  nagle  ludzie,  których  te  owady  także  zasłoniły.  Cały  dworzec 

został  pogrążony  w  czerni.  Nawet  Stefka  nie  było  już  widać. 

W  mroku  pojawił  się  wielki  lew,  który  rzucił  się  na  chłopaka. 

Mężczyzna  poczuł  na  swym  ciele  ostre  pazury,  a  w  nozdrzach 

zapach wydobywający się z pyska drapieżnika.

Stefek  w  tej  chwili  obudził  się  z  tego  letargu.  Przetarł oczy, 

chwilę   pomyślał   nad   snem   i   spojrzał   na   rozgwieżdżone   niebo.  

Po  kilku  takich  stanach:  spanie  –  pobudka,  podczas kontemplacji 

nocnych widoków przyszła mu do głowy zaskakująca myśl na temat 

polepszenia  świata  i  zmienienia  go.  Pomyślał,  że  jeśli  każdą  dobę 

skrócić by o 1 godzinę i z 24 uczynić 23, to można by w ciągu roku 

zyskać  kilka  dodatkowych  dni.  Pomysł  wydał  się  Stefkowi  tak 

genialny  i  nowy,  że  rozbudził  się  bardziej  niż   gdyby  napił  się 

89

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

mocnej kawy. Jego czoło i poliki stały się bardzo rozpalone, a myśli 

skupiały  się  tylko  wokół  tego  pomysłu.  Chciał  to  opatentować 

w  przyszłości,  ale  jego  teraźniejszy  stan  i  to  podekscytowanie 

sprawiły, że po chwili zapomniał o swej koncepcji. Wiedział, że coś 

mu   przed   chwilą   zaprzątało   głowę,   ale   nie   mógł   pojąć   tego,  

co to było. Czasem tak jest, że nagle w zamyśleniu znika pierwotna 

fraza, nad którą zachodziło się w myślenie. Tak było i tym razem. 

Stefek   zeskoczył  z  parapetu  i  podszedł  do  biurka,  przy  którym 

zawsze tłumaczył. 

Leżały  tam  jakieś  listy  w  żółtych  kopertach.  Stefek  napisał 

je  kilka  dni  wcześniej,   nie  wiadomo  z  jakiego  powodu.  Była 

to  korespondencja  anonimowa  na  dosyć  dziwny  temat, 

a przynajmniej zapewne nikogo z adresatów nieinteresujący. Treść 

była mniej więcej w takim stylu:

Drodzy Ludzie,

Widziałem ostatnio na bazarze kobietę, która kradła jabłka. Robiła 

to   tak   zuchwale,   że   miałem   ochotę   przerwać   jej   proceder.  Była 

ubrana  w  błękitny  płaszcz  i  szare  kozaki.  Pamiętajcie: w płaszcz!  

Z  twarzy  była  brzydka,  a  jej  usta  zdobiła  niedbale  nałożona 

szminka.  Niedbale – to też pamiętajcie!  Kradła.  Wy  nie  kradnijcie! 

Nie  wolno  kraść!  I   właśnie   dlatego   Wy   nie   kradnijcie.  Ja  jestem 

uczciwy i Wy też bądźcie! Pamiętajcie: bądźcie! Jeśli ją zobaczycie, 

to  powiedzcie  jej  kilka  słów  do  słuchu  i  wezwijcie  policję.  Trzeba 

90

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

tępić  złodziejstwo  i  stworzyć  lepszy   świat!  Jestem  z  Wami! 

A Wy bądźcie ze mną! Razem zmienimy świat na lepsze!

                                                                    

Tajemniczy dobroczyńca.

PS. Jeśli chcesz mi odpowiedzieć na list, odpisz na mój tajny adres 

napisany na kopercie. Tylko zrób to także tajnie. Nie wolno nam się 

zdradzać!

Swoją korespondencję Stefek pośpiesznie spakował w reklamówkę 

i  wyszedł  z  nią  z  domu.  Zbiegł   po   schodach,   w   pośpiechu 

zapomniał o zamknięciu drzwi. Rozpalona twarz jakby z powodu 

gorączki, ciepłe dłonie i setki planów oraz ambitnych zamiarów.  

To musiało się udać! Kobietę z listu Stefek sobie wymyślił, nie był 

na żadnym bazarze, ale jego kłamstwo miało mu pomóc w realizacji 

postanowienia. Czuł się jak ojciec narodu, albo też twórca jakiejś 

nowej   ideologii,   która   raz   na   zawsze   potępi   zło   i   doprowadzi  

do   rządów   dobra.   Stefek   postanowił  swój  nowy,  ,,wzniosły”  cel 

rozpropagować  najpierw  w  swoim  bloku.  Powrzucał  listy 

do  wszystkich  skrzynek,  przez  nieuwagę  (a  może  aby  stworzyć 

pozory) wsadził także do swej. Resztę włożył do kieszeni i wybiegł 

przed  klatkę.  Aby nadać autentyczności listom, postanowił  złapać 

złodziejkę. Wiadome było, że jego ofiarą padnie ktoś niewinny, ale 

zanim wszystko się wyjaśni, on zdąży wywołać panikę i wzbudzi 

91

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

,,uśpione serca ludzi”. Stefek miał przynajmniej nadzieję, że plan 

nie obumrze w zarodu. Pozostaje pytanie: dlaczego jego list był tak 

bezsensowny, a działanie po prostu głupie. Pewnie chłopak sam nie 

wiedział   co   czyni.   Jego   czyny   przypominały   całkowity   absurd  

i   wywoływały   jakiś   dziwny   rodzaj   rozdrażnienia.   Dlaczego  

to wszystko czynił? Z powodu głupich ambicji?

 

Przed  drzwiami  wejściowymi  do  bloku  spotkał  starą  kobietę 

pochodzenia  cygańskiego.  Nie  była  ona  wysoka,  a  tym  bardziej 

młoda.  Twarz  miała  jednak  miłą  i  pogodną,  widać  że  zadbaną, 

bowiem  starość  nie  dawała  o  sobie  znać.  Popękane  usta  były 

niezwykle  starannie  pomalowane  szminką,  oczy  podkreślone 

czarnym  tuszem  i  pomalowane  na  błękitno  wyrażały  niezwykłą 

radość i spokój. Na głowie miała czerwoną chustkę ze świecącymi 

cekinami. Na frędzelkach nakrycia głowy wisiały kawałeczki metalu 

w  kształcie  kółeczek.  Cała  ubrana  była  w  sukienkę  z  czerwonymi 

i żółtymi plamkami. Na ramieniu zwisała czarna, skórzana torebka 

z   metalowym  zatrzaskiem.  Tym  co  ją  odznaczało  z  daleka  była 

świecąca  apaszka,  która  w  promieniach  słońca  niezwykle  się 

odbijała  i  wpadała  w  oczy  przechodniów.  Nie  wiadomo 

co  ją  przygnało  w  okolice  bloku  Stefka,  wiadomo  natomiast, 

że chłopak wybiegając z klatki wpadł wprost na nią. Stanął jak wryty 

i  zaniemówił.  Powoli  wyciągnął  z  kieszeni  jeden  z  listów,  nie 

przestając spoglądać na kobietę. Nie powiedział ani słowa. Kobieta 

była 

trochę 

zdziwiona 

zachowaniem 

chłopaka. 

Wzięła 

92

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

korespondencję,  wsadziła  gdzieś  głęboko  w  torebkę,  przycinając 

zatrzaskiem kawałek papieru i cicho kaszlnęła. Następnie chwyciła 

kawałek sukienki opadającej jej aż do kostek, podniosła go troszkę 

do  góry  i  udała  się  przed  siebie.  Ona  także  milczała  na  tym 

spotkaniu.  Zastanawiała  się  nad  całą  zaistniałą  sytuacją,  ale  nie 

chciała za bardzo zaprzątać sobie i tak już zapracowanej głowy. Jej 

kroki  były  powolne,  co  sprawiało,  że  ludzie  mogli  dłużej  się 

przyglądać tej dziwnie ubranej kobiecie.

Stefek  wmówił  sobie  w  tej  chwili,  że  cyganka  go  czymś 

obraziła i zaczął za nią krzyczeć.

-  Czarownico,  poczekaj!  Już  uciekasz?!  Myślisz,  że  boskim Apollo 

jesteś?  Że  stałaś  się  opiekunką  dziewięciu  Muz?  Haha...dziewięć 

muz  to  ty  masz  w  stodole!  Bee...bee...  ci  krzyczą  haha... 

wyprowadź  sobie  te  muzy  na  spacer!  -  Stefek  zaczął  krzyczeć 

za kobietą, sprawiając jej wstyd. Zakrzyknął jeszcze za nią:

- Czy byłaś kiedyś w Salta  Domingo  na Rondo el Flamingo?  Nie? 

To  hajda  wio!  Z  innymi   ludźmi,   podległymi   ci...   -  po  czym 

ze  smutkiem  powiedział  sam  do  siebie:  Córka  Gwiazdy  spada...

to nie Ikar - jej pomogą... tylko pył pozostał, taki sypki... Enoo...nie 

teatralizujmy  swojego  życia!...to  kto  chce  pierwszy  udać  głupa?! 

Śmiało,  wiem  że  tego  chcecie...  Wszyscy  mamy  obłęd  w  oczach, 

każdemu coś dolega... Tylko czemu nikt się nie chce przyznać? Kto 

jest wariatem, ręka do góry! Śmiało, ja podnoszę pierwszy! No, nie 

krępujcie  się,  wiem,  że  tego  chcecie!...Ech,  szkoda  mi  was! 

93

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Słyszycie? Szko – da! Powtórzcie: szko – da!

 

Ludzie  przechodzący  obok  z  nieukrywanym  śmiechem 

przypatrywali się kobiecie, która nagle nie wytrzymała. Spokój, który 

wcześniej panował w jej oczach nagle się wyczerpał.

Wsadziła do torebki rękę i wyciągnęła niewielki kamień. Odwróciła 

się  do  Stefka,  zamachnęła  się  i  rzuciła  go.  Tak  się  na  szczęście 

stało, że nie trafiła w chłopaka. Jej celem stał się stojący niedaleko 

samochód.  Wybiła  szybę  w  pojeździe.  Odezwał  się  alarm,  który 

powodował  bóle  głowy  u  osób  znajdujących  się  nieopodal.  Stefek 

bojąc  się,  aby  winą  nie  obciążono  właśnie  jego,  uciekł  prędko 

do parku. W nogach czuł zakwasy wytworzone poprzedniego dnia, 

a  kondycja  nie  pozwalała  mu  na  długie  maratony,  ale  nim  się 

obejrzał, już był na miejscu. Widocznie strach robi swoje.

Stefek usiadł na trawie pod drzewem i zaczął wsłuchiwać się 

w  szum  wiatru.  Dzień  mimo  swej  pięknej  pogody  był  wietrzny. 

Chłopak chciał po prostu chwilę odpocząć po wysiłku i zostać przez 

chwilę całkowicie sam. Nie pragnął teraz widoku innych ludzi. Jego 

marzeniem   było   pozostanie   w   samotności.   Nie   rozumiał 

zachowania   tych   wszystkich   ludzi.   Zastanawiał   się   nad   tym   jak  

to   możliwe,   że   jego   listy,   przemowa   i   łapanie   złodziejki,  

że to wszystko nie porwało tłumów i nie uczyniło z niego bohatera. 

Pozostał ze swymi myślami sam i nic dziwnego, że uciekał w świat 

natury. Miał już dość tego gwaru.  Pieśń  wiatru  tworzyła  niezwykły 

klimat  i  dawała  ukojenie.  Łagodny  szum  wypełniał  umysł  Stefka 

94

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

i  powodował  u  niego  jeżenie  włosów  oraz  gęsią  skórkę. 

Ta  ,,medytacja”  na  trawie  była  dla   chłopaka  czymś  wyjątkowym. 

Nigdy nie czuł takiej siły i mocy płynącej ze skupieniu się na czymś, 

na co wcześniej nie zwracał aż tak dużej uwagi. Pragnął wsłuchać 

się w słowa wiatru. Przenikał go każdy podmuch tej siły natury. Czuł 

to  zjawisko  wewnątrz  siebie.  Mroźny  oddech  powietrza  odświeżał 

jego  umysł  i  wypełniał  nozdrza.  Stefek  wciągał  powietrze  nosem, 

wyobrażając  sobie  młodą  kobietę,  tańczącą  na  lecących  liściach. 

Była ona ubrana w białą suknię, a jej blond włosy były rozproszone 

we  wszystkie  strony.  To  jej  pieśń  stanowiła  głos  wiatru.  I  nagły 

wydech  Stefka.  Powietrze  wypuszczał  ustami.  Postać  kobiety 

znikała.  On  nagle  poczuł  się  jak  król  wiatru.  Powstał  z  ziemi, 

rozłożył ręce, podniósł do góry głowę i począł krzyczeć:

- Wietrze wiej! Zabierze mnie z tego miejsca i unieś do swej krainy... 

Wiej,  unieś  mnie  tak  słabego  i  przygniecionego  troskami!  Wietrze 

wiej!

Poczuł,  jak  z  powodu  uderzeń  zimna  z  jego  oczu  płyną  łzy. 

Delikatne  krople,  niczym  perły,  ściekały  po  jego  twarzy  i  opadały 

na  trawę. Te  kamienie  szlachetne  stanowiły  jedyne  bogactwo  tego 

króla  wiatru.  Był jakby w swoim świecie. Stefek nie  zdawał  sobie 

sprawy  z  tego,  że  gdyby  ktoś  tędy  przechodził,  mógłby  się 

poważnie  zaniepokoić  zachowaniem  chłopaka,  a  nawet  wezwać 

policję.

Stefek  stał  tak  kilka  minut.  Poza  tymi  kilkoma  słowami  nic 

95

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

więcej  nie  mówił.  Starał  się  trwać  w  tej  absolutnej  ciszy, 

przerywanej  tylko  czasami  świstem  wiatru.  Podmuch  stawał  się 

coraz  silniejszy  i  trząsł  konarami  drzew,  czasami  zwalając  gałęzie 

na  ziemię.  Wokół  latało  wiele  liści.  Gdyby  Stefek  był  bacznym 

obserwatorem,  zauważyłby,  że  zbiera  się  na  burzę.  Natura   nie 

czekała na sygnały i nie liczyła się z prośbami ludzi i po chwili  

z  nadciągających,  ciemnych  chmur  zaczął  padać  deszcz.  Coraz 

mocniej i mocniej, aż w końcu rozszalała się poważna ulewa. Mokli 

ludzie,  którzy  na  chwilę  wyszli  z  mieszkań,  polewani  byli 

przypadkowi przechodnie, którzy nie wzięli parasoli i teraz osłaniali 

się  czym  się  tylko  dało.  Cały  świat  stawał  się  zalany  strumieniami 

wody,  na  asfalcie  tworzyły  się  kałuże,  czuć  było  zapach  gleby, 

a niedaleko klatek schodowych chroniły się mokre i zziębnięte psy 

i koty. Cała natura nagle została wyrwana z dotychczasowych zajęć 

i musiała chronić się przed nieprzewidywalną ulewą.

Stefek  zaczął  biec  do  domu.  Po  drodze  jeszcze  nie  skończył 

delektować się naturą. Wystawił język i łapał krople deszczu, które 

co  jakiś  czas  wpuszczał  do  jamy  ustnej.  Nie  miało  dla  niego 

znaczenia to, że są w nich bakterie i może go potem boleć brzuch. 

Chciał  żyć  chwilą  i  to  tą  teraźniejszą.  Nie  robił  sobie  nic 

z  racjonalnego  myślenia.  Był  tak  pochłonięty  tą  ekscytacją  naturą, 

że  zapomniał  o całym  świecie. Ucieczka  nie  trwała długo,  bo i nie 

oddalił  się  zbyt  daleko  od  domu.  W  klatce  schodowej  minął  kilka 

sąsiadek, które popatrzyły na niego spod byka i trzymały w dłoniach 

96

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

,,anonimowe” listy. Nawet nie śmiały się z tego powodu, widać było, 

że  wiedziały  o  tym,  że  korespondencja  ta  nie  miała  być  głupim 

żartem, a jej autor, choć widocznie postradał zmysły, traktował listy 

na poważnie. Słychać było szepty i szmery, ale Stefek nie zwracał 

na nie uwagi.

Po wejściu do mieszkania wszedł ponownie do swego pokoju. 

Zasiadł  przy  biurku  i  zaczął  coś  pisać.  Co  chwila  przemawiał  

na głos, czasem spoglądał w okno ogryzając swój długopis. Praca 

nad  tym  dziwnym  projektem  zajęła  mu  całe  popołudnie  i  wywołała 

uśmiech  pełen  dumy.  Była  to  coś  na  miarę  bajki.  Wielu  krytyków 

literacki nazwałoby to czystym grafomaństwem (i pewnie słusznie), 

ale dla Stefka praca ta była niczym dziecko, które po długiej ciąży 

i  na  dodatek  zagrożonej  poronieniem,  przyszło  na  świat  całe 

i zdrowe. Krótki utwór stanowił dla niego powód do radości i chluby. 

Przeczytał go kilka razy po cichu, po czym odczytał całość na głos 

(komentując w myślach od czasu do czasu):

,,Żółta stonka ugryzła wielbłąda,

- a co? Nie mogę być ugryziony? - rzekł

- ech, no cóż, możesz,

ale ja chcę żyć,

żeby mieć chęć

potrzebny mi do szczęścia jest

jakiś znak,

97

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

- aha – odpowiedział – a mnie trzeba krzywdy,

żebym zrozumiał kim jestem

- na razie,

- żegnam”.

Stefek  pomyślał  teraz,  że  bajkę  tę  można by  kiedyś  wydać. 

Cieszyłaby i bawiła kolejne pokolenia dzieci, a rodzice mieliby także 

nie  lada  zabawę,  czytając  te  prześmieszne  przygody  dwóch 

zwierzątek.  Uważał,  że  jest  ona  bardzo  dobra  i  będzie  stanowiła 

indywidualność  w  jego  twórczości.  Plany  związane  z  wydaniem 

odłożył  jednak  na  później,  bowiem  teraz  był  bardzo  zmęczony 

i  pragnął  chwilę  odpocząć.  Usiadł  na  swym  łóżku  i  o  niczym  nie 

myślał. Pogrążył się w pustce umysłu. Był jakby w jakiejś hibernacji. 

Jego rozum, był jak ,,czysta kartka”, która nie jest jeszcze zapisana 

żadnym  doświadczeniem  ani  myślą.  Mogło  to  przypominać 

koncepcję  pewnego  bardzo  znanego  filozofa,  którego  Stefek 

pewnie  także  kiedyś  tłumaczył,  w  czasach  przed  chorobą. 

Narzędzie twórcze, którym był jego mózg, teraz jakby się wyłączyło. 

Myśli już go nie nękały. Z jednej strony uwolnił się od tego ciężaru 

natrętnych pomysłów i wizji, ale z drugiej strony brak czegokolwiek 

też  nie  był  najlepszy.  Była   w   jego   głowie   absolutna   cisza,   stan 

pustki. Nic nie działo się wewnątrz: ani emocji, ani nowych myśli, 

nawet plany go opuściły. Całkowita pustka.  Stan  nie  trwał  długo, 

a  ten  chwilowy  ubytek  został  naprawiony.  Przypominał  raczej  coś, 

98

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

co  my  nazwalibyśmy  chwilowym  wyłączeniem  myślenia.  Ludzki 

organizm  jednak  jest  tak  skonstruowany,  że  szybko  naprawia 

wszystkie  pojawiające  się  usterki.  Po  kilku  naprawdę  krótkich 

chwilach  Stefek  wstał  z  posłania  i  podszedł  do  ściany.  Jego  szare 

komórki zaczęły widocznie pracować po dawnemu. Jego droga była 

bardzo powolna, a kroki wręcz flegmatyczne. 

Stanął twarzą w twarz ze ścianą i począł robić coś dziwnego. 

Zaczął  paznokciami  wydrapywać  jakieś  słowa  i  związki  wyrazowe. 

Ból  łamanych  paznokci  był  tak  silny,  że  swą  pracę  kontynuował 

wyciągniętym  z  kieszeni  długopisem.  ,,Głupie  zdania  mają  sens 

i  szyfr”  -  taki  zwrot  pojawił  się  jako  pierwszy.  Stefek  powiedział 

na głos coś jakby monolog z tragedii greckiej: 

-  Enigmatyczne  wpisy  i  wszechobecny  chaos.  Zaduma?  Cisza? 

Mnogość  myśli?  a  to  po  co?  czy  komplikowanie  życia,  jego 

tajemniczość  coś  zmienia?  W  smutku  się  mieści  sens,  ale  komu 

chce się czegokolwiek szukać, trudzić?

Stefek  uśmiechnął  się  tajemniczo,  po  czym  wybuchnął 

śmiechem.  Zabawa  miała  dla  niego  widać  jakieś  znaczenie 

i  sprawiała  mu  przyjemność.  Każdy  wyraz  dawał  ukojenie,  ale 

i  wydawał  się  być  czystym  obłędem.  Chłopak  czuł się spełniony, 

bardziej dumny niż w chwili napisania bajki zwierzęcej.  Nie  chciał 

przerywać  swego  rytuału.  Na   ścianie   powstał   kolejny   napis: 

,,Jestem oszukany przez życie”. Ten zwrot nie był dla niego już tak 

zabawny,  ale  nie  przejmował  się  tymi  słowami  jakoś  szczególniej. 

99

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Zachowywał  się  jakby  coś  mu  dyktowało  te  wyrazy  i  zdania. 

Spoglądał na ścianę i myślał nad kolejnymi zdaniami. Teraz słowa: 

,,Czy życie to tylko sen?” - zapisał to i pogrubił długopisem. Widać, 

to  pytanie  musiało  mu  już  kiedyś  towarzyszyć  i  pewnie  długo 

zastanawiał się nad nim. Nie tak szybko nadszedł czas na kolejne 

zapiski.   Stefek   długo   myślał,   budował   w   swej   głowie   coraz  

to   nowsze,   dziwniejsze   i   głębsze   związki   wyrazowe.  Zdania 

te  na  pierwszy  rzut  oka  były  bezmyślnie  spisane  pod  wpływem 

chwili i spowodowane aktualną nudą. Stefek nie miał bowiem teraz 

innego  zajęcia.  Gdyby  jednak  bliżej  się  przyjrzeć  tym  zdaniom 

i  pytaniom,  których  pojawiało  się  na  ścianie  coraz  więcej,  można 

by  śmiało  rzec,  że  stanowiły  one  kwintesencję  tego,  co  Stefek 

przeżywał przez ostatnie dni przed chorobą. Wiele z tych pytań było 

poruszane w literaturze, którą tłumaczył. Część z nich była tym, nad 

czym myślał. Teraz one wszystkie się skumulowały w jego umyśle 

i  spowodowały  wielki  wybuch  emocji.  Ściany  zapełniały  się 

stopniowo  odbiciem  myśli  Stefka,  elementem  jego  osobowości. 

Większość  z  tych  pytań  była  retoryczna,  toteż  musiała  długo 

zalegać w głowie chłopaka, czekając na odpowiedź. 

Wśród  tych  myśli  na  ,,ścianie  napisów”  (jak  można 

by je nazwać) pojawiły się i takie:

,,Im  mniejsze,  tym  większe  (...)”,  ,,...I  chciał  być  wolny  jak  ptak...”. 

Kolejne zdania były coraz bardziej dziwne. Znalazły się tam słowa 

o  życiu,  przemijaniu,  wiele  refleksji,  a  nawet  często  pojawiały  się 

100

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

cytaty  ze  znanych  dzieł  klasyków.  Ściana  zapełniała  się  coraz 

nowszymi  słowami.  Można  nawet  rzec,  że  Stefek  tworzył 

nieświadomie  coś  na  miarę  sztuki  nowoczesnej.  Tajemniczość, 

wyjątkowość,   nieprzewidywalność,   odrobina   absurdu   –   czy  

to   wszystko   można   nazwać   jedynie   obłędem,   szałem   twórczym  

i skutkiem zranionej psychiki? Czy nie taka powinna być sztuka? 

Przed Stefkiem tłoczyła się ogromna  ilość  słów  spisana  w  sposób 

chaotyczny, nie będąca ze sobą spokrewniona i tak zróżnicowana. 

Nawet  styl  pozostawał  zagadką.  Wysoki  poziom  zapewniały 

fragmenty  wybitnych  dzieł,  a  były  one  przeplatane  zwykłymi 

słowami,  często  wręcz  kolokwialnymi. Ostatnie  związki  wyrazowe 

i w ogóle słowa były coraz dziwniejsze. Wśród nich był następujący 

zwrot:  ,,Ostatecznie  przegrałem  dalsze  życie  w  karty”.  Czy   był  

to   wyraz   bólu,   czy   jedynie   ciąg   przypadkowo   rozmieszczonych 

wyrazów?   Komizm,   czy   głęboki   tragizm?   Ironia,   czy   traktat  

o   ludzkim   życiu?   Wiele   pytań,   a   tylko   jedno   niepozorne   zdanie. 

Prawdziwą  zagadką  i  ostatnim  zapisem,  który  zmieścił  się 

na  ścianie  było  coś  tak  dziwnego,  że  nie  dało  się  tego 

jednoznacznie zinterpretować. Tak wyglądał ten tekst w swej pełnej 

formie:

,,i tak przeżył X lat

...a była taka miła

...odejdź stąd

101

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

...ale dlaczego?” 

Kto  wie,  co  jeszcze  dziś  pojawiłoby  się  w   tym   kącie,  gdyby  nie 

zabrakło już miejsca.  Cała ściana była zapełniona, niektóre wyrazy 

nachodziły   na   siebie.   Czcionka   była   raz   większa,   raz   mniejsza. 

Niektóre zwroty były starannie napisane i czytelne, inne dały się 

ledwie odszyfrować. Stefek osunął się nagle na podłogę na kolana 

i  klęcząc  zaczął  płakać.  Nad  jego  głową  wznosiła  się  katedra 

ludzkich  myśli,  bólu,  żalu  i  emocji.  Wydrapał  i  wypisał  fragmenty 

swej  osobowości.  Przelał  wszystko  to,  co  tłoczyło  się  we  wnętrzu 

i nie dawało spokoju. Płakał, bo czuł się przegrany. Łzy miały dawać 

świadectwo  o  tym,  że  on  stopniowo  przemija  i  gaśnie  w  oczach 

świata.  Ten  niemy  krzyk  dobiegał  do  uszu  Stefka  i  zapytywał 

go  o  dalszy  ciąg  wydarzeń.  Nasuwał  wiele  tragicznych  rozwiązań, 

dawał  złudne  nadzieje.  Stefek  jednak  nie  ulegał  pokusom.  Płakał, 

bo czuł, że to go oczyści. Płakał, bo tak było teraz łatwiej. Płakał... 

płakał niespełniony artysta, którego życie straciło sens...

Wiele podobnych słów pojawiało się także w innych miejscach 

domu  przez  kolejne  tygodnie  i  stanowiło  dla  Stefka  jakiś 

wewnętrzny  szyfr  dla  jego  umysłu.  Zapiski  te  były  najlepiej 

i  najpełniej  widoczne  w  jego  notatniku,  w  którym  opisywał  kiedyś 

swe  życie.  Kontynuował  prowadzenie  dziennika,  ale  teraz  był 

on  obfity  w  wiele  rysunków  przypominających  raczej  jakieś 

102

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

bazgroły,  niż  poważne  ilustracje.  Pełno  tam  było  także  kresek, 

wyrazów  pisanych  często  odwrotnymi  literami.  Pojawiały  się  też 

pojedyncze  słowa  i  nonsensowne  zdania.   Wiele  z  nich  można 

by nazwać metaforami albo oksymoronami, ale Stefek w zupełności 

nie  pisał  ich  właśnie  z  tego  powodu.  Nie  miały  one  najmniejszego 

sensu,  poza  tym,  że  odzwierciedlały  jedynie  coś,  co  działo  się 

w  jego  głowie.  Po  co  zapisywał  to  wszystko?  Nie  wiadomo,  czy 

on sam o tym wiedział. Mógł się w ten sposób wyładować i pozbyć 

tych  wszystkich  tłoczących  się  myśli.  Może  właśnie  dlatego  się 

temu  poświęcał?  Było  to  kolejne  stadium  tracenia  przez  niego 

kontaktu  z  rzeczywistością  i  zamykanie  się  w  swej  samotności. 

Stawał  się  coraz  bardziej  rozdrażniony  i  rozbity.  Miał  zachwiania 

emocji i niekontrolowane wybuchy płaczu. Jego świat ograniczał się 

to  tych  kilku  ścian  w  materialnym  otoczeniu,  oraz  do  kilku  ścian 

w  jego  wyimaginowanym  kraju  gdzieś  głęboko  w  swej 

podświadomości.  Napisy   dawały   ukryte   uczucie   spełnienia  

i pozbycia się ciężaru twórczego, który tkwił w głowie. Chłopakowi 

co jakiś czas zdarzały  się  jeszcze  wycieczki  i  wyjścia  z  domu,  ale 

już  bardzo  rzadko.  Nie  czuł  się  bowiem  bezpiecznie  i  miał  stany 

lękowe. W każdym człowieku widział potencjalnego wroga, a nawet 

czasami  bał  się  samego  siebie,  gdy  natrafił  na  odbicie  w  lustrze 

(zdarzyło  mu  się  raz  chwycić  w  swym  domu  zwierciadło  i  rzucić 

o  ziemię,  wywołując  tym  samym  ogromny  hałas  i  rozpryskując 

miliony drobnych kryształków po całym mieszkaniu). 

103

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Podczas  tych  wycieczek  po  ulicy  zdarzało  mu  się  krzyczeć 

do  kogoś,  kto  pojawiał  się  przed  jego  oczyma.  Opinia  ludzi  była 

wiadoma  w  tej  sytuacji.  Uważali  Stefka  po  prostu  za  opętanego 

i  bali  się  go.  Zdarzało  się  czasem,  że  ktoś  naśmiewał  się  z  jego 

zachowania.  Dzieci  zazwyczaj  reagowały  płaczem  lub  krzykiem, 

gdy  przechodził  obok  nich.  Przypominał  bezdomnego,  bowiem 

chodził  w  brudnych  ubraniach,  z  nieogoloną  brodą  i  długimi  już 

włosami. Niegdyś bujne, kręcone loki stały się teraz brudne i prawie 

proste.  Ubrania  były  nieświeże  i  wywoływały  wrażenie  braku 

schludności.   Zdarzało się także, że ktoś sobie po prostu ze Stefka 

kpił,  a  niektórzy  też  drwili.  On  się  jednak  tym  nie  przejmował. 

Przechodził  obojętnie,  nie   zauważając  tych  zachowań  ludzi.  Był 

inny, co  nie znaczy, że gorszy. Łączyło go z nimi człowieczeństwo, 

pochodzenie  i  prawo  do  życia.  Jak   oni   był   przedstawicielem   tej 

samej   rasy.  Większość  z  tych  ludzi  czytało  niegdyś  jego 

tłumaczenia, co więcej: część z nich znało go osobiście. Skąd więc 

u  nich  to  zachowanie  i  obojętność?  Skąd  wzięła  się  bierność 

w  udzieleniu  pomocy?  Stefek  się  nad  tym  nie  zastanawiał,  już  nie 

na  tym  etapie  swej  choroby.  Miał  od  dłuższego  czasu  swój  świat 

i to właśnie w nim czuł się najpewniej.

*

Na  razie  na  tym  zakończyła  się  historia  czytana  przez 

104

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Przewodniczącego.  Tym  razem  rozmowa  aniołów  nie  była  długa. 

Każdy nie mógł się doczekać kolejnych opowieści. Przewodniczący 

miał już jakiś pełniejszy pogląd na całą sytuację. Wiedział już wiele, 

ale  wolał  się  upewnić  i  na  razie  nie  komentować  tych  wszystkich 

notatek Egwina. Jedyne, co powiedział teraz i to tak cicho, że ledwo 

dosłyszalnie, to słowa:

- Biedny chłopak... Jest mi go bardzo żal...

Było  to  jednak  powiedziane  z  ogromnym  smutkiem  i  z  bardzo 

zatroskanym wyrazem twarzy. 

Egwin  nie  wyrażał  wcale  innych  uczuć.  Znał  całą  historię, 

co więcej: przecież sam ją pisał i wiedział co będzie dalej. Na tym 

etapie opowieści już bardzo dużo milczał i czasami spływały mu łzy 

po  twarzy.  Ból  jego  podopiecznego  był  także  i  jego  boleścią.  Nie 

umiał już komentować zachowań chłopaka (a może zwyczajnie nie 

chciał, nadając całej historii należną powagę?)

Zapiski  Egwina  dotyczące  kilku  kolejnych  dni  urwały  się 

właśnie  na  tym  ostatnim  zdaniu.  Pisał  on  w  różne  dni  i  w  różnych 

chwilach.  Były  to  informacje  czasami  szczegółowe,  nieraz  tylko 

ogólnie  zarysowane.  Styl  także  pozostawał  różny.  Kolejne  notatki 

były może trochę chaotyczne, ale oddawały pełnię ostatnich tygodni 

życia Stefka.

*

105

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

VI

Do 

Stefka 

przychodziła 

jeszcze 

czasami 

chwilowa 

świadomość.  Błądził  gdzieś  w  swym  umyśle,  często  pozostając 

w  tej  wytworzonej  przez   siebie  pustce.  W  stanach  normalności 

pojawiały  się  różne  rzeczy  z  przeszłości,  np.  dawne  znajomości, 

konkretne wydarzenia, słowa już teraz niewiadomego pochodzenia. 

Były  tam  różne  portrety  osób,  które  się  pojawiały  dawniej  (nawet 

jako  zwykli  przechodnie  na  ulicy).  Mógł  zobaczyć  dawnych 

znajomych,  kolegów  i  przyjaciół.  Widział  nawet  dwa,  no  może  trzy 

razy, swoją matkę i ojca. Bardzo był poruszony tym, ale nie kojarzył 

już  ich.  Poznawał  wygląd,  ale  nic  poza  tym.  Nie  kojarzył  nawet 

swych  najbliższych,  a  nawet  jeśli  widział  ich  wygląd,  nie  kojarzył 

łączących  go  z  nimi  więzi.  To   smutne   zapomnieć   o   wszystkich 

najbliższych,   nie   móc   zmusić   się   do   zobaczenia   ich   twarzy, 

poczucia zapachu, usłyszenia w umyśle głosu, gdy oni już odeszli. 

Mówi się, że zmarli wiecznie żyją w ludzkiej pamięci. Tak często jest 

to   tylko   hasło,   które   zapomina   się   po   kilku   latach   od   odejścia 

danego człowieka. 

Te  postaci,  które  ukazywały  mu  się  w  chwilach  osłabienia 

i w czasie porzucania kontaktu, były dla niego nieczytelne. Niemoc 

przypomnienia  skojarzenia  ich,  przypomnienia  jakiś  danych,  była 

106

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

bardzo bolesna.

Podczas  jednego  z  takich  ,,rozmyślań” Stefek  widział  siebie 

jak  zrywa  wszelkie  znajomości  z  przyjaciółmi.  Było  to  w  okresie 

po  wypadku  rodziców.  Pragnął  wtedy  być  sam  i  nikogo  nie 

wpuszczać  do  swego  cierpienia.  Przebywał  dużo  sam 

i  to  ta  samotność  zaczęła  nim  władać.  To   wtedy   zapragnął   być 

sławny, pełnię swego wolnego czasu spędzał na pisaniu, a także 

głębiej zainteresował się poezją. Zaczęły się nocne spacery i długie 

refleksje.  Pojawiło   się   zamiłowanie   do   odwiedzania   grobów  

i wielokrotne wyjścia na cmentarz w obrębie jednego dnia.  Gdyby 

wtedy skorzystał z pomocy innych ludzi, kto wie jakby się potoczyło 

jego  dalsze  życie,  w  którym  teraz  tkwił  i  którego  zbierał  żniwa. 

Gdyby nie został z całym bólem sam, może nadszarpnięta psychika 

lepiej zniosłaby rozstanie z bliskimi. W obliczu samotności człowiek 

zawsze  jest  niewielkim  pyłkiem,  który  ma  przeświadczenie  o  swej 

wielkości.  Zamyka  się  w  wykreowanym  świecie,  którego  jest 

jedynym  władcą.  W  obliczu  samotności  zawsze  pozostajemy  sami 

ze  sobą,  i  choć  brzmi  to  absurdalnie,  to  niejeden  zakochany 

samotnik tego doświadczył, a osoba nie mająca nikogo poza sobą – 

przeżyła.  Stefek  coraz  częściej  tkwił  w  innym  wymiarze,  a  tylko 

na ułamki sekund, czasem na dłuższy okres kilku godzin, powracał 

do tego świata, aby przyjrzeć się jego pustce. Był jak ktoś tkwiący 

na  pustyni.  Wolny,  ale  co  to  za  wolność,  gdy  wokoło  piasek, 

wegetacja i gorąc słońca. Co to za świat, gdy każda droga prowadzi 

107

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

donikąd i wybranie którejkolwiek bez odrobiny szczęścia wiąże się 

ze śmiercią. Stefek powracał na tę pustynię normalnego życia, ale 

wolał tkwić w krainie swych wspomnień i myśli, choć pewnie sam 

o  tym  nie  wiedział,  że  ma  taki  wybór.  Odmęty  psychiki  były  dla 

niego tym, czym sen dla więźnia pustyni – ucieczką.

Innym  razem  Stefek  miał  bardzo  długą  wizję  na  jawie.  Było 

to  jedno  z  bardziej  świadomych  rozmyślań  i  pamiętał  je  jakoś 

szczególniej.  Nie  wiadomo  do  końca,   dlaczego  akurat  ono 

przetrwało  tak  długo  w  jego  umyśle  i  czemu  było  tak  wyraźne. 

No  i  co  najważniejsze:  dlaczego  akurat  przyszło  w  chwili,  gdy 

Stefek  bardziej  był  otwarty  na  impulsy  z  zewnątrz.  Wizja 

przedstawiała  młodą,  piękną  kobietę  o  błękitnych  oczach 

i hebanowych włosach. Jej pogodny uśmiech rozpromieniał twarz, 

a lekko różowe poliki dodawały uroku i zdobiły jej wygląd. Na imię 

miała  Judyta,  a  znalazła  się  w  umyśle  Stefka  dlatego,  że  kiedyś 

była  jego  pierwszą  miłością.  Działo  się  to  jeszcze  w  czasach 

całkowitej  normalności    chłopaka  i   na  początku  tłumaczenia 

książek.  Oboje  spotkali  się  na  korytarzu  w  wydawnictwie.  Stefek 

właśnie  dostarczył  jakieś  tłumaczenie,  ona  natomiast  przyniosła 

korektę  jakiegoś  tandetnego  romansu.  Nie  wykonała  jej  zapewne 

z  przyjemnością,  ale  lepsza  taka  praca,  niż  żadna.  Oboje  zaczęli 

się sobie przyglądać. Judyta wpatrywała się wprost w oczy Stefka, 

on  natomiast  podziwiał  rysy  jej  twarzy.  Widać  było, 

że  zainteresowali  się  sobą  (Stefek  chyba  jakoś  bardziej),  ale  cała 

108

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

scena  nie  trwała  długo.  Ich  drogi  nagle  się  rozdzieliły,  a  żywoty 

minęły.  Ona  bowiem  szła  już  do  domu,  a  Stefek  czekał  jeszcze 

na  ławce  na  swoją  kolej.  Chciał  nawet  wybiec  za  dziewczyną,  ale 

szybko  się  poddał.  Widok  młodej  piękności  siedział  ciągle  w  jego 

głowie,  ale  z  każdą  sekundą  coraz  bardziej  o  niej  myślał. 

Zastanawiały go takie szczegóły, jak to, gdzie mieszka, jak wygląda 

jej dom, co lubi a czego nie i tym podobne rzeczy. Kiedy już załatwił 

swoje  sprawy,  w  drodze  powrotnej  począł  coraz  więcej  myśleć 

o  Judycie.  Zastanawiać  się  nawet,  czy  to  co  teraz  czuje,  to  nie 

przypadkiem  miłość.  Coś  go  wypełniało  wewnątrz,  nie  dawało 

spokoju i nakręcało do radości. Czuł, jak krew płynąc, uderza mu 

do głowy. Poczuł, że na myśl o jej imieniu i wyglądzie zaczyna się 

intensywnie  rumienić,  robi  mu  się  gorąco,  a  zimny  pot  spływa 

po  czole  i  dłoniach.  Nawet  jego  kroki  nie  były  w  pełni  takie,  jak 

zwykle. Szedł jakoś inaczej – pewniej i mocniej. Różne głupie myśli 

mu teraz przychodziły do głowy, jak np. gdzie zamieszkaliby, gdyby 

wzięli  ślub?  I  czy  w  ogóle  kiedyś  się  pobiorą?  Umysł  dawał  coraz 

nowsze  pytania,  a  chłopak  przeżywał  coraz  większe  rozproszenie 

myśli.  Z  czasem  powoli  zapominał  o  tym  uczuciu.  Zawsze  miał 

skłonność  do  tego,  że  nazywał  miłością  każde  przywiązanie,  czy 

też  fascynację  płcią  przeciwną.  Nie  wiedział,  czy  teraz  nie  jest 

to  samo.  Często  już  miał  taki  stan,  że  to  co  miało  być  miłością, 

okazało  się  zwykłym  uczuciem  zaprzyjaźnienia  się  i  za  jakiś  czas 

albo  kontakt  normował  się,  albo  to  zafascynowanie  mijało. 

109

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

W większości przypadków żadne z tych uczuć nie było miłością.

Zdarzyło  im  się  jeszcze  kiedyś  spotkać,  ale  Judyta  już 

widocznie zapomniała o Stefku. Nie zwróciła na niego najmniejszej 

uwagi  (miała  widocznie  duże  powodzenie  wśród  mężczyzn  i  nie 

pamiętała  każdego,  kto  się  nią  interesował).  Była  w  typie  tych 

nowoczesnych  kobiet,  które  w  swoich  drzewie  genealogicznym 

miały  widocznie  mitycznego  Narcyza.  Widać  po  niej  było, 

że  interesuje  się  bardzo  swym  wyglądem  i  przywiązuje  ogromną 

wagę do tej sfery życia. Nie była chyba złą osobą, ale przytłoczoną 

przez  wymyślone  zasady  współczesnej  estetyki,  które  zakładają 

przesyt  formy  nad  treścią,  czyli  strój  nad  wszystko  inne.  Ale  czy 

można ją za to krytykować? 

Jej  brak  uwagi  nie  działał  na  Stefka.  Pamiętał  ją  wciąż 

i  uważał,  że  nie  zmieniła  się  od  ich  ostatniego  spotkania.   

W   pierwszej   chwili   chciał   do   niej   podlecieć,   chwycić   za   rękę  

i spoglądając dziewczynie prosto w oczy, wyznać swą miłość. Już 

widział przed oczyma jej rozmarzony wyraz twarzy i to, jak rzuca 

mu się w ramiona. Już widział kościół, białą suknię, potem dwoje 

staruszków   i   w   przygarbionym   mężczyźnie   ujrzał   siebie  

na emeryturze. Jego wizje poleciały aż nazbyt do przodu. Czemu 

zatem   nie   wykonał   swego   postanowienia?  Nakręcenie  widocznie 

także  i jemu  teraz  minęło.  Nie  zależało  już  mu  teraz  tak  bardzo, 

jak przed kilkoma tygodniami. Wiedział, że widocznie się odkochał, 

bo już nic nie czuł w sobie. Wszystkie objawy powoli ustępowały, 

110

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

a teraz już był od nich wolny. Zastanawiał się nawet nad tym, czy 

to  była  miłość,  zauroczenia,  albo  czy  to  w  ogóle  miało  wyrażać 

jakieś  uczucie.  Miał  nawet  pogląd,  że  to  wszystko  sobie  tylko 

wmówił. Chciał się zakochać i w pierwszej napotkanej dziewczynie 

zawarł swe pragnienie miłości. Po długim myśleniu, nie zauważając 

nawet  kiedy  Judyta  zniknęła,  powiedział  sobie,  że  nie  będzie  się 

nad tym długo rozwodził.Niech pozostanie już tak, że to była miłość, 

a on nie będzie negował tego zjawiska. Sprawiłoby to, że nie będzie 

już  mu  smutno  z  powodu  odrzucenia,  nawet  jeśli  to  było  zwykłe 

zauroczenie  pozbawione  jakiś  większych  emocji.  Nawet  wymyślił 

krótki  wierszyk,  który  wywołał  u  niego  sporo  radości  i  uśmiechu. 

Coś mniej więcej takiego się pojawiło wtedy w jego głowie (ale nie 

spisał tego nigdy):

Ona była jak śpiew lasu,

żółta sowa, tłusta ćma,

on ją ściska i całuje, 

ona żalem darzy go.

Zakochańce, dwa świrusy, 

ech...ten świat jest dziwny wręcz...

Wspomnienia  przychodziły  nagle  i  zaraz  odchodziły  gdzieś 

daleko  poza  niego.  Zapominał o tym, co przed chwilą zaprzątało  

mu głowę. Kojarzył tylko uczucia takie jak strach, radość, smutek, 

111

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

żal.   To   zabawne,   ale   mózg   może   przestać   kontaktować,  

a   podstawowe   emocje   dalej   trwają,   choć   są   zagadką   niełatwą  

do odgadnięcia. W tych porywach  znowu  stawał  się  ,,sobą”,  czyli 

niewolnikiem  swego  ,,alter  ego”  i  to  na  dodatek  tego  chorego, 

osłabionego i bezwzględnego, ale przede wszystkim przejmującego 

nad nim pełną kontrolę. Władza ta nie ograniczała się tylko do ciała, 

ale  i  do  wnętrza.  To  właśnie  ten  drugi  typ  ataków  był 

najniebezpieczniejszy  i  najbardziej  bolący  jego  istnienie.  Gdy 

odłamki przeszłości opuszczały Stefka, jego umysł znowu pogrążał 

się  w  ciszy  i  zasypiał  na  długo.  Podobne  stany  myśli  i  po  nich  tej 

pustki pojawiały się u  niego bardzo często. Tylko czasem wychodził 

na spacery, ale było to raczej przyzwyczajenie także gdzieś w nim 

siedzące, a nie pewny i zaplanowany zamiar. Wycieczki były czymś 

w  rodzaju  starego  nawyku,  tak  jak  u  dzieci  pojawia  się  krzyk,  gdy 

przebudzą  się  w  nocy  i  zauważają,  że  są  same  w  pomieszczeniu. 

Wiedzą, że nic im nie grozi, a w głębi siebie czują strach i reagują 

tak, jak w bardzo wczesnym dzieciństwie. Chłopak był niewolnikiem 

dawnych  gestów,  które  były  wynikiem  wyuczonych  dawno 

odruchów warunkowych. 

Zawsze  podczas   tych   spacerów  Stefek  nie  wiedział,  gdzie 

idzie. Powracał jednak do domu, choć nawet nie miał świadomości 

przemieszczania się. Jego stan można porównać do pijaka, który 

nie wie co się dzieje, ale prawie zawsze wraca do domu i nawet 

otwiera sobie drzwi kluczem. Stefek   był właśnie takim upojonym 

112

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

przez obłęd alkoholikiem. Mijający go ludzie zachowywali się wobec 

niego  nagannie.  Z   okien   witał  go  śmiech  i  drwiny.  Zdarzyło  się 

nawet kiedyś, że ktoś go oblał wodą z wielkiego wiadra. Wiedziano, 

że  chłopak  często  tamtędy  przechodzi  i  zaczajono  się  na  niego 

na  balkonie.  Ludziom  po  prostu  przeszkadzało  jego  dziwne 

zachowanie i to, że żyje ktoś taki wokół nich – niedoskonały, chory 

i zaniedbany. Stefek czasami krzyczał, albo po prostu płakał. Nieraz 

nawet  zaczepiał  ludzi,  ale  nie  miał  złych  zamiarów.  Mieszkańców 

miasta   drażnił   nawet  jego  wygląd.  Odmienność  Stefka  była 

nietolerowana  do  tego  stopnia,  że  w  sklepie  po  prostu  go  nie 

obsługiwano.  Wzywano  zazwyczaj  do  niego  ochronę,  ponieważ 

zamiast kupować, śpiewał sobie piosenki i śmiał się z rzeczy tylko 

jemu  wiadomych.  Jedna  z  wizyt  na  poczcie  była  dla  niego  także 

bolesna.  Zdarzyło  się,  że  chcąc  się  schronić  przed  deszczem, 

wszedł  do  środka  tego  ,,banku  listów”.  Listonosz  na  jego  widok 

zdenerwował  się,  wypchnął  go  za  drzwi,  a  nawet  postraszył 

paralizatorem.  Nie  miał  lekko  Stefek  ze  swym  psychicznym 

ciężarem.  Nie  było  zbyt  wielu  ludzi,  którzy  go  rozumieli  w  pełni 

(chociaż  i  tacy  się  zdarzali).  Miasto  ogólnie  było  na  niego  źle 

nastawione,  jak  i  na  wielu  chorych,  z  których  nie  można  było 

czerpać żadnych korzyści materialnych i wyzyskiwać ich. Tolerancja 

istniała  tu  tylko  na  papierze.  Jej  brak  wypełniał  natomiast 

mentalność wielu ludzi.

113

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Dziś   Stefek udał się właśnie na taki spacer, gdy tylko pustka 

w głowie trochę złagodniała i wreszcie zniknęła. W głowie wreszcie 

zapanował  spokój  (ale  już  nie  taki  płytki,  tylko  pełen  relaksu 

i  wypoczynku  dla  ciała  i  umysłu).  Był  już  wieczór,  a  więc  ulubiona 

pora Stefka. Wokół unosiło się wiele mgły, którą rozpraszało jedynie 

miejscowo  światło  latarni  ulicznych.  Ciągle  padał  deszcz,  ale 

za  to  wiatr  w  ogóle  się  nie  pojawiał.  Nad  drogą  zwisały  gałęzie 

przydrożnych  drzew.  Konary  ingerowały  w  gęstą  substancję  mgły 

i  stanowiły  dla  niej  świetny  kontrast.  Wpływały  na  nastrój  chłodu 

i wszechogarniającej ponurości.

Chłopak  szedł  przed  siebie,  ale  czuł  w  sobie  coś  dziwnego. 

Przeszywało  go  to  wewnętrznie  i  wypełniało  cały  jego  nastrój.  Nie 

potrafił  tego  nazwać,  ale  nie  było  to  dla  niego  nowe  uczucie. 

Pierwszy  raz  jednak  objawiało  się  tak  intensywnie.  Czuł  się  jak 

płynąca  z  biegiem  rzeki  kra.  Nie  wiedziała  ona  gdzie  płynie, 

co ją czeka, ale nie przejmowała się tym. Martwiło ją to, że jest od 

czegoś oddzielona, od czegoś, przy czym tak długo trwała. Chciała 

wrócić  do  tego  ,,pragnienia”,  ale  już  nie  mogła.  Stefek  utożsamiał 

się z tą krą. Odczuwał dawne pociągi literackie, tę pasję tworzenia. 

Nie umiał tylko tego nazwać. Nawet ta pogoda powodowała w nim 

coś, co znał z dawnych czasów. Była to wena i klimat tak obecny 

w  jego  tłumaczeniach.  Teraz  dla  niego  to  było  tylko  czymś 

siedzącym w środku, czymś czego nie potrafił nazwać. Nie wiedział, 

że  to  tęsknota  za  obcowaniem  z  literaturą.  Dawne  marzenia 

114

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

i  pragnienia  gdzieś  zaginęły.  W  ich  miejsce  pojawiły  się  jakieś 

niedosyty,  niedopowiedzenia  i  duża  ilość  tajemniczych  odczuć. 

Nawet te chwilowe odzyskiwanie świadomości było niczym. Można 

je porównać z instynktem psa, który potrafi prosić o pokarm, ale nie 

wie  czym  jest  prośba.  Zna  tylko  jakieś  sztuczki  i  zachowania 

uwarunkowane instynktem, przyzwyczajeniem i czymś, o czym wie 

tylko on i jego Stwórca.

Stefek nie potrafił nadać imienia tym tęsknotom i żalowi. Jego 

osłabiony  umysł  mówił  tylko,  że  to  serce  tak  boli.  Nie  potrafił  już 

odbierać  swych  uczuć  irracjonalnie,  wmawiając  sobie,  że  wiatr 

do  niego  przemawia  lub  drzewo  śpiewa  w  deszczowy  dzień. 

Wszelkie  te  ,,klimatyczne”  myśli  uschły  i  zaginęły  w  nawałnicy 

planów,  a  potem  w  pustce  umysłu.  Emocje  były  dosłowne 

i  racjonalne  (a  skoro  racjonalne,  to  już  chyba  nie  emocje?...). 

To,  co  czuł,  to  był  ból  fizyczny,  potrzeby  ciała,  odruchy 

bezwarunkowe  i  wszystko  to,  co  buduje  zewnętrzną  sferę 

człowieka. Był pozbawiony uczuć i swej wewnętrznej formy. Stefek 

był skałą – twardą, masywną, ale pustą w środku i w każdej chwili 

mogącą  ulec  destrukcji.  W  ciągu  ułamków  sekund  zdolną 

obumrzeć.

Stefek  w  takim  stanie  szedł  tam,  gdzie  go  nogi  poniosły.  Nie 

zważał  na  deszcz,  na  ból  stóp  i  fakt,  że  bardzo  już  przemókł. 

Nieświadomie,  a  przynajmniej  nie  mając  takiego  zamiaru,  znalazł 

się  na  cmentarzu.  O  tej  porze  wielu  nie  poszłoby  tam.  On  jednak 

115

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

nie  bał  się,  przekroczył  masywną,  dużą  bramę  i  udał  się  na  grób 

rodziców. Nogi go prowadziły wprost na miejsce, do którego trafiłby 

nawet  z  zamkniętymi  oczami  i  lunatykując.  Cmentarz  rozjaśniały 

setki  zniczy  palących  się  w  nocy. Te iskierki  dla  wielu były jak taki 

uścisk ręki i wspomnienie zmarłego. W ciągu całego dnia zapalono 

tyle  lampeczek,  że  ich  blask  dawał  nadzieję  o  tym,  że  tam  leżący 

żyją  (jeśli  nie  fizycznie,  to  chociaż  w  pamięci  najbliższych  i  że  oni 

już  oglądają  Boga,  a  my  musimy  się  dopiero  przygotować 

w  tę  wieczną  drogę,  przechodząc  nasze  życie  tu  na  ziemskim 

padole).

Przed  miejscem  spoczynku  jego  rodziców  przeszyły  go  nagłe 

dreszcze  oraz  przeżył  jakiś  wstrząs.  Powróciło  wiele  wspomnień, 

o  których  można   by  opowiadać  jeszcze  bardzo  długo. 

Te  przypomniane  sceny  z  życia,  te  skrawki  pamięci  nie  były  tak 

intensywne jak te myśli, które przyszły do niego w domu. Wizji nie 

reprezentowała  taka  świeżość  i  widoczność,  ale  były  one  również 

ważne.  Coś  się  w  jego  głębi poruszyło. Czuł  bardzo  wiele, ale nie 

wszystko potrafił nazwać. Wyprostował się, uniósł głowę ku niebu 

i począł patrzeć w gwiazdy, tak po swojemu, tak jak umiał. Dumał. 

Dużo  myślał,  starał  się  odzyskać  dawną  zdolność  czucia  natury 

swoim  sercem  i  umysłem.  Powalało  go  piękno  tych  migoczących 

na  niebie  iskierek.  Klimat  ciszy  i  ciągle  padający  deszcz  napełniał 

go  powagą  i  topiły  zatwardziałość  serca.  Spod tej twardej skorupy 

jednak był jeszcze w stanie wydać jakieś emocje. Była to tęsknota, 

116

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

uczucie   każdej   istoty   uduchowionej.  Myślał  o  śmierci  i  o  swoim 

życiu,  ale  w  czysto przyziemnych  kategoriach.  Nie  stać  go   było 

na długie monologi, które kiedyś tak obficie wygłaszał. Może na tym 

polegała  jego  teraźniejsza  żałoba  –  na  milczeniu  i  nieumiejętności 

wyrażenia słowami swego bólu? Teraz nie używał wielu wyniosłych 

słów  i  to  było  piękne  w  jego  postawie.  Pokora,  która  nie  wymaga 

wielu wyrazów, a jedynie ciche gesty, drżenie serca i spokój umysłu. 

Stefek cały czas płakał. Otworzyła się w nim pewna blokada, której 

nie  mógł  pokonać.  Nic  nie  potrafił  powiedzieć.  Każdy  komentarz, 

który  chciał  mimo  wszystko  wypowiedzieć,  który  tak  rzadko  się 

pojawiał, wszystko to pozostawało w sferze umysłu. Łzy tu wyrażały 

więcej,  niż  jakiekolwiek  treny  i  inne  utwory  żałobne.  W  myślach 

począł  mówić  różne  modlitwy,  wyuczone  na  pamięć  i  tak  samo 

znane  jak  umiejętność  mówienia,  niektóre  nawet  kilka  razy 

powtarzał.  Przestał  myśleć  o  swym  chwilowym  zaniemówieniu 

i  począł,  teraz  już  ruszając  ustami  lecz  nie  mówiąc  głośno, 

wypowiadać  słowa  tych  modłów,  które  kierował  do  Boga, 

Bogarodzicy  i  Chrystusa.  Były  to  słowa,  które  znał  ze  swych 

pacierzy. Zaczął je powtarzać i poczuł ulgę. Od razu zrobiło mu się 

lepiej.  Wiedział,  że  ze  swym  problemem  nie  jest  sam  i  że  czuwa 

nad nim jego Stwórca. Stefek nie potrafił zebrać się na takie mowy. 

To,  co  było  w  jego  wnętrzu,  właśnie  te  uczucia  wyrażało.  Trudno 

powiedzieć,  jak  to  się  miało  do  tego,  co  tkwiło  w  głowie  chłopaka. 

Zadumę, która także przybyła, podkreślała para wydobywająca się 

117

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

z  jego  ust.  Przypominała  mu  sprawy  ostateczne.  Patrząc  na  nią 

wyobrażał  sobie  swoje  ostatnie  tchnienie,  które  będzie  musiał 

z siebie wydać, opuszczając bariery tego świata. Pomyślał o życiu, 

ale  to  dosłownie  tylko  w  kilku  słowach.  Nie  potrafił  dużo  myśleć, 

a  przynajmniej  nie  sensownie.  Zaduma  też  ograniczała  się  tylko 

do  przypominanych  z  dawna  zachowań  pojawiających  się 

w  podobnych  okolicznościach  i  miejscach.  Tylko  ten  smutek  i  łzy 

były  jak  najbardziej  szczere  i  wypływały  z  serca.  Stefek z jednej 

strony nie potrafił irracjonalnie myśleć, a z drugiej powracały dawne 

refleksje. Nie mógł na głos wypowiadać swych myśli, ale one gdzieś 

jeszcze   w   nim   były.   Raz   myślał   o   życiu   w   kategoriach   czysto 

ludzkich,   za   chwilę   na   ułamek   sekundy   przychodziła   wizja 

ostatniego   tchnienia.   W   głowie   nadal   toczyła   się   burza,   wnętrze 

jakby   walczyło:   dawna   sfera   z   nowym   stanem   pozbawionym 

jakichkolwiek emocji. Niestety w znacznej większości przypadków 

to właśnie ten nihilizm natury Stefka zwyciężał, a śladowe sukcesy 

były tak słabe, że praktycznie znikome.

Do  tego  doszedł  ogromny  ból.  Przyczyniały  się  do  niego 

te  wszystkie  obelgi  pochodzące  od  ludzi.  Nigdy  się  nimi  nie 

przejmował, ale tak to już bywa, że w chwilach smutku i załamania 

wszystko się kumuluje. Psychiki i uczuć się nie oszuka. To, co się 

ukrywa  i  chce  zatrzeć  w  jakiś  sposób,  zawsze  ze  zdwojoną  siłą 

atakuje  za  jakiś  czas.  Jeśli  przed  czymś  się  usilnie  ucieka,  unika 

tego,  to  ta  rzecz  i  tak  nas  kiedyś  dopadnie  i  usidli.  Najgorzej  jest 

118

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

oszukiwać  samego  siebie  i  kłamać  sobie  prosto  w  twarz.  Bolał 

Stefka aktualny stan: kiedyś nękały go natarczywe myśli, a teraz ich 

całkowity  brak.  To  stadium  choroby  było  najgorsze.  Ta  pustka 

go  wypełniała  i  na  swój  sposób  uświadamiał   ją  sobie  dopiero 

w  takich  chwilowych  przebłyskach  świadomości,  jak  ten  teraz. 

Nerwicowe przyzwyczajenia nie były lżejsze. Wszystkie te żale nie 

były  jego  własnym  studium.  On  tylko  czuł  to,  boleść  go  ściskała 

za  serce  i  wywoływała  szlochanie.  Nie  potrafił  tego  wszystkiego 

ogarnąć umysłem.

Stan chwilowego kontaktu ze światem zanikał. Ulatniał się jak 

ta  para  z  ust  Stefka.  Chłopak  przeżegnał  się  i  opuścił  cmentarz. 

Droga  powrotna  bardzo  mu  się  dłużyła.  Jedyną  ciekawą  rzeczą, 

jaka mu się przytrafiła, było spotkanie czarnego kota, który wybiegł 

nagle  z  krzaków,  przestraszając  Stefka.  Chłopak  zaczął 

go przywoływać, cichutko cmokając i nawołując. Zwierzę, widocznie 

dzikie i nieoswojone (a może także głodne), podchodziło do Stefka, 

chcąc  się  łasić  do  jego  nogi  i  licząc  na  jakieś  pożywienie. 

Młodzieniec nagle, bez żadnych oporów i skrupułów chwycił kamień 

i  rzucił  w  kota,  o  mało  nie  wybijając  mu  oka.  Zwierzę  zaczęło 

przeraźliwie  miauczeć,  robiąc  wokół  hałas  i  pisk.  Biedna  istota. 

Musiało  ją  bardzo  boleć  to  zaufanie  człowiekowi.  Stefek  zaraz 

po  dokonaniu  zamachu  na  futrzaku,  zaczął  szybko  uciekać 

do  domu.  Stawał  się  coraz  bardziej  dziwny.  Nie  wiedział  nawet, 

co  przed  chwilą  zrobił.  Jego  stan  nie  przypominał  już  tego, 

119

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

co objawiało się w nim na cmentarzu.

Wbiegł  prędko  po  schodach,  wszedł  do  mieszkania 

i zatrzasnął drzwi z jakimś jękiem na ustach. W butach i kurtce udał 

się  do  pokoju,  gdzie  usadowił  się  wygodnie  w  fotelu  i  zaczął 

oglądać  telewizję.  Puszczany  był  właśnie  jakiś  film  historyczny. 

Stefek wpatrywał się pustym wzrokiem w szklany ekran. Padł w tej 

chwili  cytat:  ,,Umieram  z  pomocą  zbyt  wielu  lekarzy”,  który  został 

wypowiedziany  przez  aktora  grającego  Aleksandra  Wielkiego. 

Dokument trwał dalej, aktor kontynuował swe wcielanie się w rolę 

i  opowiadał  o  przedstawianej  przez  siebie  postaci.  Na  te  słowa 

Stefek  spojrzał  na  swe  lekarstwa  stojące  na  stoliku,  zaśmiał  się 

bardzo  głośno  i  enigmatycznie  i  niewyraźnie  rzekł,  że  chodził 

z  Aleksandrem  Wielkim  do  szkoły.  Właściwie to nie wypowiedział 

tego, a wybełkotał. W sumie to dziwne, że cokolwiek powiedział. 

Były to chyba jego jedyne słowa w ciągu całego dnia.Wpatrywał się 

dalej w ekran. Jego oczy zaczęły się powoli mrużyć i przymykać.   

W końcu zasnął, ale nic mu się nie śniło. 

To,  co  do   niego  przez  cały  dzień  mogło  docierać,  to  fakt,  że 

wszyscy  się  od  niego  odsunęli  i  odrzucili  go.  Nie  odczuwał  jednak 

tej samotności. Już nie potrafił...

*

Aniołowie  nic  już  nie  mówili.  Słuchali  z  zapartym  tchem  całej 

120

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

opowieści.  Egwin  w  swym  smutku  nie  miał  siły  niczego 

komentować.  Przewodniczący  czuł  w  powietrzu  ogrom  bólu 

chłopaka.  Obaj  uznali,  że  te  stany  półświadomości,  nagle 

przypominające  się  skrawki  z  życia  i  wspomnienia,  mogą  być 

czymś  podobnym  do  przebiegu  życia  przed  oczami  umierającego. 

Tragizm  był  przeogromny  i  obaj  to  czuli.  Reszta  słuchających 

aniołów  także  współczuła  chłopakowi,  ale  ci  dwaj  najbardziej 

przejęli  się  losem  Stefka.  Bólu  dodawało  Przewodniczącemu 

jeszcze to, że zapiski Egwina powoli się kończyły. Zostało zaledwie 

kilka kartek, w których mogło się kryć wiele nadziei i optymizmu, ale 

które mogły być także jeszcze bardziej bolesne i smutne. Obaj nic 

prawie  nie  mówili,  poza  tylko  kilkoma  zdaniami.  Dużo  milczeli, 

rozmyślali  i  zastanawiali  się.  Jako  istoty  czyste,  dobre  ze  swej 

natury  i  oglądające  Boga  Wszechmogącego,  czuły  bardziej 

i  szczerzej.  Ich  emocje  nie  były  przesiąknięte  subiektywizmem 

(co się zdarza często u ludzi). Przewodniczący zaczął coraz więcej 

rozumieć i pojmować coraz to nowe fakty i okoliczności. Był bardzo 

ostrożny  w  swych  opiniach,  komentarzach  i  osądach,  toteż  nie 

chciał nic mówić na głos (przynajmniej jeszcze nie teraz). 

*

121

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

VII

Przywitał go kolejny ranek, który zapowiadał dla wielu szansę 

na lepszy los, ale dla Stefka był to kolejny dzień wewnętrznej walki 

i  cierpienia.  Całą   noc   siedział   przy   ścianie   i   tylko   na   chwilę 

przymknął   powieki,   aby   odklepać   zwyczajowy   sen.  Od  razu 

po przebudzeniu zaczął płakać. Lament nie byłby do zniesienia dla 

kogoś, kto akurat siedziałby w pobliżu i nawet jeśli słuchałby głośnej 

muzyki.  Chłopak  wrzeszczał,  tupał,  uderzał  pięściami  w  ściany 

i tworzył ogromny hałas. Rozległy się kołatania sąsiadów do drzwi, 

ale nic to nie dawało. Stefek nie przejmował się ich interwencjami 

i kontynuował swoje lamentowanie.

Płacze nie były czymś nowym. Stefek teraz coraz częściej się 

im  podporządkowywał.  Teraz   smutek  nie  chciał  go  opuszczać, 

a  nastrój  ten  mógł  przypominać  uczucie,  które  wielu  nazwałoby 

załamaniem  lub  depresją.  Nie  te  stany  wywoływały  u  niego  taki 

wybuch emocji. On sam już tego nie pojmował. Wszystko to dawno 

go   przerosło,   a   on   stał   się   marionetką   swoich   lęków,   bólów  

i skołatanej psychiki. Nie miał innego wyjścia, jak tylko poddać się 

procesom,   o   które   błagała   jego   psychika.   Czuł   jednak   głęboki, 

niedający się ukryć strach.  Bał  się  czegoś  i  to  tak  mocno,  że  nie 

panował  nad  swymi  emocjami.  Ze  łzami  w  oczach  zaczął  coś 

122

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

bełkotać  bardzo  niewyraźnie.  Każde  słowo  przychodziło  z  trudem 

i  stanowiło  duży  problem.  Chłopak  męczył  się  mówieniem,  toteż 

zaczął  pośpiesznie  wpuszczać  i  wydmuchiwać  powietrze,  zupełnie 

jak jakiś sprinter po długim biegu. 

To,  co  mu  w  ogóle  kazało  teraz  przemawiać,  to  jakiś 

prowadzony  właśnie  dialog.  Komuś  odpowiadał  na  liczne  pytania. 

Komu? Nie wiadomo. W pokoju było słychać tylko jego odpowiedzi, 

ale  musiał  także  słyszeć  gdzieś  w  głowie  te  słowa,  na  które 

reagował.  Bełkotu  nie  dało  się  zrozumieć,  niektóre  słowa  brzmiały 

jakoś  dziwnie.  Przywodziły  na  myśl  jakieś  przerobione  dialogi 

aktorów  telewizyjnych,  którzy  dubbingują  zagraniczne  horrory. 

Stefek 

wybełkotał 

cały 

cykl 

odpowiedzi 

do 

swego 

wyimaginowanego rozmówcy:

-Co to jest?

-Nie wiem, to mnie odwiedza co chwilę.

-i co?

-Nie wiem, ale jest fajne

-Co w tym fajnego?

-Chyba nic.

Jego  głos  był  bardzo  niski  i  przerywany  czasami  kaszlem.  Kogoś 

widział przed oczami i to go napełniało lękiem. Mrugał pośpiesznie 

oczami  i  czasami  spuszczał  wzrok,  zupełnie  jakby  się  kogoś 

123

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

wstydził. Obawiał się, że spotka go jednak krzywda. Sam dialog był 

absurdalny dla kogoś, kto widział tylko odpowiedzi chłopaka. Nie 

wiadomo   jakie   słowa,   zwroty   i   historie   słyszał   od   swego 

wewnętrznego   rozmówcy.   Pomiędzy   poszczególnymi 

odpowiedziami mijało wiele czasu. Ten okres był bardzo bolesny dla 

Stefka. Jego twarz zbielała, dłonie zsiniały z zimna, a serce mocniej 

uderzało.

Na  miejscu  łez  pojawił  się  teraz  strach  jeszcze  silniejszy. 

Chłopak   ubrał  niedbale  kurtkę,  założył  jakieś  nakrycie  głowy 

i  wyszedł  z  domu.  Był  głodny,  bowiem  od  dłuższego  czasu  nic 

niczego  nie  jadł.  Zaniedbał  całkowicie  odżywianie  się.  Kilka 

ostatnich  dni  było  naprawdę  ciężkich,a  człowiek  głodny  jest 

zazwyczaj  nieobliczalny.  Jemu  o  tym  nie  mówiono,  a  przynajmniej 

jeszcze nie teraz.

Stefek  szedł  w  tylko  sobie  wiadomym  kierunku.  Jego  podróż 

trwała  krótko,  bowiem  niedaleko  od  domu,  na  samym  środku 

chodnika,  zemdlał  z  wycieńczenia.  Może  to  były  skutki 

nieodżywiania  się,  może jakieś choroby słabego ciała,  ale  pewne 

jest, że Stefek stopniowo  opadał z sił. Proces ten zaszedł szybko, 

ale złożyło się na niego wiele różnych przyczyn. Ciągły strach, lęki 

i  przywidzenia  miały  swój  udział  w  tym  upadku  chłopaka, 

w potknięciu, z którego powinien powstać i nie poddając się ruszyć 

pewnym krokiem dalej. Pewnie wielu by tak uczyniło, ale Stefek nie 

wiedział  tego.  Nie  było  to  nawet  teraz  możliwe.  Leżał  jak  martwy. 

124

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Padł nagle, w ruchu, stawiając kolejne kroki. Wokół zgromadził się 

pokaźny  tłum.  Każdy  ciekawił  się,  wielu  pod  jakimś  pretekstem 

wyszło  z  domu.  Ludzie nie  byli  jednak  tak  zatwardziali,  jak  można 

by  sądzić.  Nie  brakowało  tam  też  dziwnie   przyglądających  się 

Stefkowi  mieszkańców  miasta.  Był  to  młody  chłopak,  a  taki 

zaniedbany,  co  od  razu  wzbudziło  krytykę  i  całe  pole  osądów, 

szufladkowania  i  kierowania  się  stereotypami.  Dla  zgromadzonych 

było pewne: pijak lub narkoman, innego wyjścia nie ma. A że to jego 

wina,  to  niektórzy  nie  chcieli  nawet  zadzwonić  po  pogotowie. 

Niewielu sobie zdawało sprawę z tego, że mógł być chory. Pojawiły 

się  nawet  opinie,  że  jest  bezdomnym  i  może  lepiej  odejść,  bo  nie 

posiada  pewnie  dokumentów  i  będą  ludzie  przesłuchiwani  w  jego 

sprawie.  Nie  chciano  objeżdżać  potem  kolejnych  sądów. 

Zwyciężała  jednak  w  nich  zwykła  ludzka  mentalność  do  unikania 

wszystkiego,  co  może  prowadzić  do  dodatkowych  zajęć.  Egoizm 

po  prostu  pożerał  ich  serca  jak  rdza  trawiąca  jakiś  pomnik  stojący 

od  wielu  lat  w  dostojnym  miejscu.  Takim  pomnikiem  człowieka 

był  Stefek,  tylko  miejsce  nie  było  do  końca  dostojne. 

No i okoliczności niezbyt sprzyjały.

Nikt  teraz  nie  rozpoznał  w  nim  tego  mężczyzny,  który 

zazwyczaj zapuszczał się w te okolice. Przechadzał się tędy bardzo 

często,  a  jednak  mimo  to,  nie  kojarzono  go.  Nikt  z  tych,  którzy 

kiedyś  mu  dokuczali  i  oczerniali,  nie  powiedział  teraz  ani  jednego 

złego  słowa  (ciekawe  co  zrobiliby,  gdyby  rozpoznali  go  teraz?). 

125

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Słyszano  wokół  lamenty  kobiet  i  pocieszanie  ich  przez  mężczyzn. 

Ogólny gwar i hałas obezwładniał przechodzących nieopodal. Jakiś 

mężczyzna,  którego  z  całego  tłumu  wyróżniało  trzeźwe  myślenie, 

zadzwonił na pogotowie. Ambulans za chwilę nadjechał na sygnale. 

Rozległ  się  krzyk  syren  alarmowych,  które  z  gwarem  tworzyły 

mieszankę dźwięków nie do wytrzymania. Stefek już powoli otwierał 

oczy, ale leżał jeszcze na ziemi. Nie czuł bólu po upadku, nic mu się 

nie  stało.  Nawet  nie  rozbił  sobie  głowy.  To  dziwne,  że  w  czasie 

omdleń  ciało  właśnie  tak  się  broni  i  chroni  przed  uszkodzeniem. 

Stefek  odczuwał  tylko  chłód  taki,  jak  po  zdrętwieniu  ręki  lub  nogi, 

gdy  krew  zaczyna  już  krążyć  poprawnie.  W  głowie  pojawiło  się 

wrażenie  leżenia  w  karetce  i  jazdy.  Przed  oczami  były  jeszcze 

czarne plamy i zamazane obrazy. Wszystko wokół wirowało i robiło 

mu  się  niedobrze.  Stefek   ciągle   myślał,   że   ktoś   go   niesie, 

przypomniały mu się omdlenia z czasów dzieciństwa, gdy organizm 

nie nadążał za procesem dojrzewania i uciekał w chwilowe utraty 

przytomności. Chłopak panicznie bał się tego stanu od małego,  

a teraz miał powtórkę z przeszłości. Jakimś sposobem sięgnął ręką 

do ust i dłonią zataczał okręgi wyglądające jak jakiś skurcz albo 

mechanizm, który nie potrafi zatrzymać się. 

Sanitariusze 

go

 jeszcze 

chwilę 

badali, 

wykonując 

najpotrzebniejsze zabiegi. Po chwili dwóch mężczyzn go ostrożnie 

podniosło,  ułożyło  na  specjalnych  noszach  i  pewnym  krokiem 

zabrali  go  do  karetki.  Wewnątrz  było  bardzo  ciemno.  Stefek  nie 

126

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

mógł  się  poruszyć,  po  prostu  brakowało  mu  siły. Ta  pustka,  cisza, 

czucie  jakiegoś  ruchu  ale  niezdolność  do  zobaczenia 

go.    Przeniesienie  jego  ciała  do  ambulansu  przyprawiało  

go  o  strach.  Nie  miał  siły  płakać  i  lamentować.  Po  poliku  ściekło 

tylko  kilka  pustych,  słonych  łez.  W  głowie  pojawiła  mu  się  myśl, 

że to jest już ten ostateczny moment. Że to śmierć teraz go otacza, 

a  on  właśnie  przemierza  tę  ostatnią  drogę.  Zamknął  oczy 

i  widocznie  przysnął,  bo  nie  pamiętał  już  nic  z  tej  podróży  i  ta  mu 

bardzo szybko minęła.

W szpitalu przywitał go lekarz, który wykonał fachowe badania, 

zajął się jego stanem zdrowia i poddał obserwacji. Nie stwierdzono 

u  chłopaka  niczego  szczególnego  poza  wymienionym  już 

wyczerpaniem i stanami lękowymi. W pełni się nim zaopiekowano. 

Została mu przyłączona kroplówka, a potem sam mógł jeść posiłki 

podawane  przez  życzliwy  personel.  Dano  mu  nowe  i  czyste 

ubranie, zadbano o higienę. W szpitalu spędził tylko kilka dni i nie 

było potrzeby przetrzymywać go dłużej. Do tej decyzji przyczynił się 

brak jakichkolwiek powikłań, chorób i tym podobnych rzeczy. Stefek 

zachowywał się poza tym bardzo spokojnie i to zadecydowało także 

o  łaskawej  decyzji  lekarzy.  Na  pożegnanie  dostał  kilka  nowych 

ubrań,  które  przekazał  mu  jeden  z  lekarzy  lubiący  chłopaka 

i któremu zrobiło się szkoda losu młodzieńca. Garderobę przekazał 

z  własnej  szafy.  Stare,  brudne,  porwane  i  nieświeże  ubrania 

wyrzucono  natomiast  na  śmietnik,  nic  sobie  z  tego  nie  robiąc. 

127

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Wszyscy  poczuli  jakąś  ulgę  i  życzliwość  względem  Stefka.  Nawet 

jeden  z  sanitariuszy  podwiózł  go  swoim  samochodem  wprost  pod 

dom  (a  raczej  w  miejsce,  z  którego  go  zabrano  przed  kilkoma 

dniami). Stefek całą drogę milczał kontrastując w ten sposób liczne 

wypowiedzi  sanitariusza,  który  chciał  go  rozbawić,  pocieszyć 

na  duchu,  ale  przede  wszystkim  odmienić  choć  na  te  kilka  minut 

jego i tak ciężki los. Stefek spoglądał w lusterko i obserwował wzrok 

kierowcy. Rozglądał się na boki i kurczowo ściskał w dłoniach pas 

bezpieczeństwa.

Na miejscu sanitariusz wyszedł na chwilę z pojazdu, otworzył 

Stefkowi  drzwi,  podał  mu  reklamówkę  z  rzeczami  i  wesoło  się 

uśmiechnął.  Do  kieszeni  kurtki  włożył  mu  czekoladę  i  podał 

w życzliwym geście rękę. Począł kłopotliwie mrugać oczami, chcąc 

ukryć  wzruszenie.  Coś  poczęło  ściskać  jego  serce.  Wsiadł 

do samochodu, pomachał do Stefka i odjechał.

Chłopak  stał  teraz  na  chodniku,  wyglądając  przez  chwilę  jak 

strach  na  wróble.  W  jednej  ręce  trzymał  reklamówkę,  w  drugiej 

jakąś  kartkę.  Nie  potrafił  nic  powiedzieć.  Jego  pusty  wzrok 

wpatrywał  się  w  jedno  miejsce,  myśli  ulatywały  gdzieś  daleko. 

Poczuł jak coś kapnęło mu na twarz. Potem znowu, i jeszcze kilka 

razy. Zaczęło padać. Stefek obudził się z tego odrętwienia i pobiegł 

do swej klatki. Jeszcze tylko kilka kroków i już był na miejscu. 

Woń  kapusty  mu  nie  przeszkadzała,  nawet  jakieś  krzyki 

w jednym z mieszkań nie robiły na nim wrażenia. To był przeraźliwy 

128

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

płacz  bitej  dziewczynki.  Kiedyś  może  zainterweniowałby,  ale  teraz 

nawet  go  już  nie  słyszał  (jak  zresztą  także  wielu  innych  rzeczy). 

Wszedł niezwykle powoli i ostrożnie po schodach, nie śpiesząc się 

zbytnio i przypominał sobie o jakimś smutku, którego nie potrafiłby 

teraz  przelać  na  papier.  Bolesne  jest  teraz  to,  że  był  kiedyś 

pisarzem,  a  stał  się  kimś,  kto  nie  potrafi  już  niczego.  Całkowicie 

zatracił  zdolność  pisania.  Nie  umiał  sensownie  stworzyć 

czegokolwiek.  Został   nieumiejętnym   pisarzem,   zatracił   zdolność  

do tego, co kiedyś wypełniało jego życie. Był po prostu człowiekiem, 

zwykłym człowiekiem. Nie był ani artystą, ani pracownikiem jakiejś 

firmy. Jego teraźniejszą naturę cechował całkowity nihilizm, pustka 

i bezradność wobec losu.  Wydał  z  siebie  tyle  papierowych  dzieci, 

dał  wiele  tłumaczeń,  które  podobały  się  i  mogły  kogoś  zadowalać. 

Nie  było  takiej  rzeczy,  która  po  stracie  najbliższych  mogła 

mu dawać przyjemność tu na ziemi, w swym najbliższym otoczeniu 

i  zarazem  była  prosta  i  taka  zwyczajna,  prawie  że  należąca 

do  profanum.  To  przez  pisarstwo  czuł  się  ważny  i  wyjątkowy.  Nie 

potrafił  sobie  przypomnieć  wyglądu  liter,  sposobu  trzymania  pióra 

w ręce, czy świeżego zapachu papieru. Na nic mu się przydał długi 

warsztat pisarski, skoro nawet podpisać się nie potrafiłby. Po prostu 

stracił  to  coś,  co  rozświetlało  jego  dni,  było  światełkiem  w  tunelu 

codzienności i stanowiło jedyne zajęcie na tym świecie, w które się 

angażował  w  pełni  i  które  nie  wymagało  podniosłości.  Siadał 

i  po  prostu  pisał,  tak  zwyczajnie.  To  właśnie  w  literaturze  szukał 

129

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

ukojenia.  Nawet  jeśli  te  prace  były  niedoskonałe,  to  zawsze 

należały  do  niego.  Odzwierciedlały  jego  aktualne  uczucia 

i przeżycia.

Na  całe  szczęście  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego  braku. 

Załamałby  się  pewnie  i  nie  potrafiłby  wyjść  z  sideł  tej  pustki. 

Po  prostu  nie  pamiętał  tej  części  życiorysu.  Nie  wiedział  jak 

ma  na  imię,  kim  jest  i  czym  się  kiedyś  zajmował.  Funkcjonował 

zupełnie jak ktoś nowo narodzony lub z wyczyszczonym umysłem. 

Prawda  była  taka,  że  czytać  już  nie  potrafił,  pisanie  zapomniał, 

a  nawet  mowa  go  opuszczała.  To,  co  chciał  jeszcze  powiedzieć, 

zamieniało się w zwyczajny bełkot i stękanie, które było przerywane 

czasami  kaszlem.  Nie  był  teraz  tym  Stefkiem,  który  kiedyś  tak 

dumnie  się  prezentował  na  zewnątrz.  Nie  pojawiał  się  na  jego 

twarzy  uśmiech  ani  spokój.  Dawne  poczucie  humoru  wyparły  łzy, 

wielkie  plany  zostały  zastąpione  jakąś  pustką.  Pozostało  tylko 

serce, które ciągle czekało na coś i które od zawsze było zranione 

i czujące ciągły smutek.

To  właśnie  ten  smutek  i  płacz  po  wejściu  do  domu  skłoniły 

go  do  ostateczności.  Znalazł  się  nagle  w  kuchni,  wyciągnął 

z  szuflady  bardzo  ostry  nóż,  praktycznie  wcześniej  nieużywany 

i  usiadł  z  nim  na  podłodze.  Popatrzył  przez  chwilę  na  ostrą  część 

narzędzia, podniósł je do góry i bardzo szybkim ruchem, ale przede 

wszystkim mocnym pociągnął nożem po dłoni i...

130

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

*

W  tym  momencie  Przewodniczący  urwał  swoją  wypowiedź.  Nie 

wytrzymał po prostu presji i szybkości wydarzeń. Ludzi kręcą takie 

nagłe  zwroty  akcji,  tragiczne  w  skutkach,  ale  aniołowie  są  bardzo 

wrażliwi  i  delikatni.  Egwin  nalegał,  aby  zacząć  kontynuować.  Taki 

widok nie był im obcy. Znali wiele tragiczniejszych i boleśniejszych 

historii, ale postanowili właśnie na tę jedną chwilkę tylko przerwać. 

Trochę  im  ulżyło  na  myśl,  że  nie  muszą  być  przy  tym  na  żywo, 

a jedynie czytają to w zapiskach. Egwin był przy całym wydarzeniu, 

gdy  ono  się  odbywało  i  wszystko  jeszcze  świeżo  pamiętał.  Może 

to  właśnie  jego  obecność  miała  decydujący  głos  w  dalszym 

przebiegu akcji?...

*

...na  ziemi  znalazła  się  olbrzymia  plama  krwi.  Chłopak  na  całe 

szczęście  skaleczył  sobie  (ale  za   to  bardzo  dotkliwie)  2  palce. 

Gdyby nie jakiś nagły impuls w jego głowie, pewnie dążyłby do ich 

odcięcia. Miał nawet zamiar tak uczynić. Bólu prawie nie odczuwał. 

Fizycznie  się  pojawiał,  ale  jego  umysł  nie  przyjmował  tego 

odczuwania skaleczeń. Stefek całą tę scenę odegrał po to, aby się 

przekonać,  czy  to  wszystko  nie  jest  tylko  snem.  Było  mu  już  tak 

trudno  we  wszystko  uwierzyć,  a  cały  otaczający  świat  zlewał  się 

w  jeden  obraz.  Nie  odróżniał  już  jawy  od  nocnych  snów.  Nawet 

131

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

ta wizyta w szpitalu wydawała mu się tak odległa, jak nauka jazdy 

na rowerze. Sny, które mieszały się z jawą, a jawa będąca snem - 

to mieszało się wciąż w jego głowie i nie dawało spokoju. Dziwne, 

że  nagle  takie  myśli  pojawiały  się  w  miejsce  tej  pustki.  To  bardzo 

dziwne...

Atak na swe zdrowie był próbą sprawdzenia tego, co się teraz 

działo.  Tylko  tak  mógł  zbadać,  czy  to  mu  się  tylko  śni,  czy  nie. 

Odcinając sobie palce miałby dowód na istnienie w rzeczywistości, 

a  gdyby  nic  się  nie  stało  –  na  trwanie  w  śnie.  Było  to  bolesne 

doświadczenie,  ale  według  niego  stanowiło  sposób  na  poznanie 

prawdy.  Nieprawdopodobne  i  z  punktu  widzenia  normalnego 

człowieka  wręcz  głupie  były  to  teorie,  a  sam  sposób  Stefka 

na wyjaśnienie trwającego stanu – wręcz naiwny. Chłopak jeszcze 

dopuszczał trzecią ewentualność: wizje na jawie. 

Stefek  siedział  w  dalszym ciągu  na  podłodze,  kolana  zgiął 

i  oparł  o  nie  brodę.  Wpatrywał  się  w  jedno  miejsce  na  ścianie, 

trochę się kołysał na boki i coś bełkotał. Było to tak niezrozumiałe, 

że nie przytoczę tego tutaj. Nie potrafił już nawet składać wyrazów. 

Stał się po prostu kimś innym.

*

Egwin jednak nie wytrzymał już i poprosił o przerwę. Wyszedł 

na  chwilę  z  narady  i  chciał  po  prostu  odpocząć.  Bolało  go  teraz 

132

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

to,  co  chciał  wcześniej  ukryć.   Nie,  to  złe  słowo  –  nie  chciał 

po prostu tego pokazywać, aby nie martwić innych i nie spowalniać 

czytania. Przewodniczącemu także dobrze zrobiła przerwa. Czekał 

na powrót Stróża i dał swemu umysłowi czas na odprężenie się. Nie 

chciał  poza  tym  czytać  sam.  Wolał  mieć  tuż  obok  Egwina,  który 

cofał  się  do  tej  bolesnej  przeszłości.  Lektura  swego  dzienniczka 

czytanego przez kogoś innego na głos mogła być dla niego formą 

terapii.  Wiedział,  że  ze  swym  problemem  nie  pozostaje  sam.  Ktoś 

wreszcie  także  poznał  całą  historię  i  przeżywał  to  samo  wewnątrz 

siebie. 

Przewodniczący  rozumiał  właśnie  ten  ból  i  te  przeżycia. 

On także czuł się źle, patrząc na to wszystko. Mimo, że nie był przy 

Stefku  w  te  dni,  to  widział  to  przed  oczami.  Wiele  tragicznych 

historii znał i drugie tyle widział. Tak bolesnego losu jednak nie miał 

jeszcze okazji poznać. 

Egwin po chwili wrócił. Musiał się przejść i odetchnąć świeżym 

powietrzem.  Teraz  już  był  gotów  wysłuchać  opowieści  do  samego 

końca.  Pragnął  jak  najszybciej  przez  to  przebrnąć.  Wiedział, 

że  im  szybciej  zaczną  kontynuować,  tym  prędzej  historia  się 

zakończy.  Obaj  zaoszczędzą  sobie  wiele  bólu  i  cierpienia.  Nawet 

podczas  tej  krótkiej  przerwy  wspomnienia  ożywały  i  los  Stefka 

dawał  o  sobie  znać.  Nie  dało  się  po  prostu  uwolnić  od  tego 

wszystkiego, co było zapisane w tym notesie.

Przewodniczący  z  lekkim  drżeniem  w  głosie  począł 

133

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

kontynuować  swe  czytanie.  Nie  odrywał  teraz  oczu  od  tekstu. 

Wokół   zapanowała  dziwna  zaduma.  Każdy  z  zaciekawieniem 

słuchał  ciągu  dalszego.  Nawet  Egwin  mimo  wszystko  pragnął 

wysłuchać  tej  części  dzienniczka,  którą  spisywał  z  ogromnym 

bólem  i  już  dokładnie  nie  pamiętał  szczegółów  zawartych  tam 

treści.

*

134

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

VIII

*

-  Nie  wiem  co  tu  jest  napisane  –  rzekł  nagle  Przewodniczący  – 

proszę cię, Egwinie, abyś mi pomógł.

Anioł  podszedł  powoli  do  czytającego  i  przeczytał  rozmazane 

w dzienniczku słowo.

-  Wybacz  mi,  mój  drogi,  że  ta  część  moich  zapisków  może  być 

niewyraźna,  ale  byłem  przepełniony  wtedy  smutkiem,  a  ręka 

doskonale wyłapywała ten nastrój - powiedział Egwin– ten fragment 

tekstu to ostatnie chwile Stefka, zakończone bardzo tragicznie. Nie 

mogłem  się  pogodzić  z  tymi  bolesnymi  wydarzeniami,  a  łzy 

cieknące z oczu nie przestawały napływać i wylewać się na papier, 

rozmazując  tusz.  Właśnie  dlatego  tekst  może  być  nieczytelny 

w niektórych fragmentach.

-  Rozumiem  cię,  Mój Drogi –  odrzekł  ze  spokojem  i  łagodnością 

Przewodniczący – nie musisz się tłumaczyć. Ja rozumiem twój ból 

i twoją boleść, to zupełnie zrozumiałe...

-  ...bo  widzisz,  mi  było  bardzo  trudno  to  pisać  i  dlatego  tworzyłem 

swe  zapiski  coraz  szybciej,  aby  dojść  do  końca.  Dziękuję 

ci za wyrozumiałość. Jeśli możesz, przejdź już dalej w czytaniu, aby 

oczyścić  nastrój  i  zakończyć  tę  ciężką  historię  żywota  Stefka  – 

135

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Egwin  skończył  swą  wypowiedź,  z  litością  spojrzał 

na Przewodniczącego i wsłuchał się w dalszą część dzienniczka.

Atmosfera  rzeczywiście  wymagała  oczyszczenia.  Wszyscy 

z  ogromnym  zainteresowaniem  oczekiwali  na  dalszy  ciąg  historii. 

Jeden  z  aniołów  –  dostojny  jak  inni,  ubrany  również  w  biel,  ale 

z  odcieniem  błękitu  –  podszedł  bliżej  i  spokojnie,  ale  z  ogromną 

niecierpliwością,  słuchał  każdego  słowa  Przewodniczącego. 

Większość  z  nich  wiedziała,  że  wydarzy  się  pewnie  coś 

niesamowitego  i  że  to,  co  teraz  usłyszą,  będzie  być  może 

decydujące  w  tej  historii  biednego  Stefka.  Egwin  spojrzał  wokoło 

i  już  nie  odrywając  wzroku  od  Przewodniczącego,  skupił  się 

na historii Stefka.

*

Stefek  w  dalszym  ciągu  nic  nie  jadł.  Wyglądał  okropnie, 

a  organizm  nie  mógł  normalnie  funkcjonować.  Chłopak   czuł  się 

słabo  i  wyglądał  mizernie.  Nawet  siły  go  już  prawie  opuściły. 

Młodzieniec  już  nie  wychodził ze  swego  mieszkania,  a  z  dawnych 

spacerów  pozostały  już  tylko  wspomnienia  w  głowach  ludzi, gdyż 

chłopak nic nie pamiętał z przeszłości.  Sen  także  nie  przychodził 

często,  a  jeśli  już  Stefek  oddawał  mu  się,  to  było  to  poprzedzone 

omdleniami. Żył teraz w ciągłym strachu i stresie, czego nie dało się 

jednoznacznie wytłumaczyć. Coraz częściej bełkotał sam do siebie, 

136

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

ale  bardzo  niezrozumiale  i  te  monologi  przerywał  głośnym 

krzykiem.  Sąsiedzi  przechodzący  przez  klatkę  schodową  nie 

reagowali  już  na  tym  etapie  na  te  wrzaski.  Przyzwyczaili  się 

do  dziwnych  zachowań  Stefka.  Chłopak  zaniedbał  nawet  swą 

higienę. Żył w coraz większej nieobecności dla świata. Wizje też się 

nie  skończyły,  ale  teraz  były  poprzedzane  i  zakańczane  długimi 

stanami  ,,pustki  w  umyśle”.  Wszystko to wyglądało strasznie, ale 

dla chłopaka było czymś zwyczajnym. On sam już nie był w stanie 

wiedzieć o tym. Nie męczył się psychicznie, bo brak świadomości 

załatwiał   to   za   niego.   Jedyny   ból   pochodził   z   fizycznej   części 

człowieka,   a   bez   wiedzy   o   samym   sobie   młodzieniec   nie   był  

w stanie dogłębnie przeżywać swego stanu.

Wszystko  to  sprawiało  wrażenie  ciężkiej  i  nieubłaganej 

choroby (i takie w rzeczywistości było). Stefek już nie był tą osobą, 

która  była  kiedyś  taka  pogodna  i  ambitna.  Dawny  wygląd  się 

tragicznie  odmienił,  wzrok  stał  się  mętny  i  pusty.  Zapędy  literackie 

już   dawno  gdzieś  zanikły,   a   słowa  –  niegdyś  tak  obfite  w  jego 

ustach, w tej chwili już nie pojawiały się. Wielu mogłoby powiedzieć: 

tak  wygląda  człowiek,  który  został  pokonany,  przegrał  swe  życie 

i  stał  się  kimś  zupełnie  innym.  On  tego  jednak  nie  wiedział,  nie 

potrafił  czerpać  od  świata  nawet  najcichszych  dźwięków.  Żył 

z chwili na chwilę, nie wiedząc nawet o tym, że czas ciągle upływa, 

życie  przemija,  a  jego  choroba  coraz  szybciej  postępuje  w  przód. 

Co teraz mógł czuć? Na tym etapie wypełniał go już tylko spokój... 

137

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

i ta cisza – tak bolesna dla ucha, tak milcząca, a zarazem martwa. 

W  głowie  nic  już  nie  pojawiało  się  i  być  może  stąd  ta  martwa 

pustka.

Stany  nie  trwały  już  długo.  Stefek  gdzieś  bardzo  głęboko 

w sobie mógł przeczuwać, że jego kres już jest tak bliski, że powoli 

wygasa  i  zbliża  się  ku  śmierci.  Do  tego  nie  była  mu  potrzebna 

świadomość,  czy  rozum.  Zwierzęta  także  przeczuwają,  że  czeka 

je śmierć i właśnie takie czucie było obecne w Stefku.

Chwila nadeszła i Stefek nie miał już sił, aby się bronić. Zmarł 

bezboleśnie,  nie  cierpiąc  długo  i  jakoś  bardziej  fizycznie.  Siedział 

właśnie  na  podłodze,  oparty  tradycyjnie  o  ścianę,  gdy  nastąpiło 

niedotlenienie  mózgu  -   omdlał  i  już  się  nie  ocknął.  Jego  życie 

skończyło  się  także  z  powodu  ciągle  rosnącego  wycieńczenia. 

Emocji  wciąż  było  za  dużo,  a  wszystkie  go  przytłaczały.  Nie  miał 

zwyczajnie  sił,  aby  tak  dłużej  trwać.  Był  w  końcu  człowiekiem  –  

ze  wszystkimi  tego  ograniczeniami  i  słabościami.  Psychika 

przestała się bronić, a organizm nie wytrzymał już tych ograniczeń 

i cierpień. Ciało i psychikę tak wiele różni, ale oboje są od siebie tak 

bardzo zależni i żyją we wzajemnej symbiozie. 

Odszedł  w  takim  stanie,  w  jakim  żył,  a  jego  jedynym 

towarzyszem  w  domu  była  właśnie  ta  cisza.  Tylko  gdzieś 

w mieszkaniu nad nim słychać było głośne krzyki sąsiadów. Znowu 

138

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

się kłócili o jakąś przyziemną i mało istotną sprawę. Ale skąd mogli 

wiedzieć, że pod nimi właśnie dokonuje się przejście z tego świata 

jednego  z  ich  sąsiadów?  Ludzie  nie  są  w  stanie  odczytać  wielu 

znaków, jakie są im dawane. Widzieli Stefka, jego choroba nie była 

im  obca,  ale  zwyczajnie  nie  zwracali  na  to  najmniejszej  uwagi. 

Na  klatce  trzask  drzwi,  jakiś  krzyk  i  zaraz  kolejny  hałas  –  ktoś 

zbiega  ze  schodów,  drugi  trzask  drzwi.  Życie  toczyło  się  dalej, 

każdy  żył  po  swojemu.  Jeden  zgon  nie  zatrzymał  świata,  nawet 

go  nie  spowolnił.  Ile  w  końcu  znaczy  los  jednostki  w  oczach  tej 

ciągle żyjącej swym życiem planety?

Stefek  leżał  na  podłodze  dwa  dni.  I  gdyby  nie  czysty 

przypadek,  kto  wie  ile  by  jeszcze  tam  spoczywał  –  w  swym 

mieszkaniu  na  podłodze,  tuż  przy  wyjściu  z  domu.  Jeden 

z sąsiadów coś akurat od niego chciał (w sumie to nawet zabawne 

–  nigdy  nikt  od  niego  niczego  nie  pragnął,  a  teraz  nagle  u  kogoś 

zaszła  taka  potrzeba)  i  zaczął  coraz  głośniej  pukać  do  drzwi. 

Niestety  cisza.  Nie  słychać  było  kroków  do  wizjera,  nawet  tych 

cichutkich,  które  mają  zawsze  być  bardzo  dyskretne  i  ukrywać 

obecność  domowników.  Sąsiad  złapał  za  klamkę  i  ku  jego 

zdziwieniu  drzwi  były  otwarte.  Wszedł  do  środka,  a  jego  oczom 

ukazało  się  ciało  chłopaka.  Pośpiesznie  podbiegł  do  zwłok, 

sprawdził  palcami  tętno  i  nic  nie  poczuł.  Dla  upewnienia  się  wziął 

jeszcze  z  szafki  na  buty  niewielkie  lustereczko  i  podstawił  je  pod 

nos  nieboszczyka.  Na  szkle  nie  pojawiła  się  para.  A  więc  zmarł. 

139

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Sąsiad  odrzekł  tylko  jakby  do  nieboszczyka,  patrząc  się  ku  niebu: 

,,spoczywaj  w  pokoju”  i  przeżegnał  się  nad  zwłokami.  To  właśnie 

ten  sąsiad  natrząsał  się  kiedyś  na  klatce  ze  Stefka.  Teraz  pojawił 

się  jako  pierwszy  przy  zmarłym.  Nawet  trudno  sobie  wyobrazić 

co  musiał  czuć.  Oto  leżała  przed  nim  ofiara  jego  drwin,  śmiechu 

i  obelg.  Widział  tego,  do  którego  nie  miał  szacunku.  Gryzły 

go  ogromne  wyrzuty  z  powodu  przeszłości  i  nawet  zaczął  płakać 

nad nieboszczykiem. W głębi siebie wiedział, że to miała być taka 

gra  tylko,  że  na  poważnie  nie  naśmiewał  się.  Chciał,  aby  Stefek 

o  tym  wiedział.  W  rzeczywistości  nie  był  do  niego  aż  tak  źle 

nastawiony.  Nie  przyszedłby  inaczej  do  chłopaka  prawdopodobnie 

coś pożyczyć. Rzekł sam do siebie:

-  Widzisz  nagle  w  głowie  czyjąś  podobiznę,  wspólne  chwile  i  nie 

możesz  się  pogodzić  z  tym,  że  jej  już  nie  ma,  na  ziemi  już  jej  nie 

zobaczysz nigdy. Najgorzej, gdy zamykasz oczy i nie potrafisz sobie 

już wyobrazić tej postaci, jej oczu, włosów, ust. Tak, jakby nigdy nie 

istniała,  nie  chodziła  po  tym  ziemskim  padole.  Z  drugiej  strony 

jednak: każdy kiedyś musi odejść, ale nie bój się o przyjaciół. Losu 

nie  zatrzymasz  w  miejscu.  Zacznij  czerpać  garściami  z  przyjaźni 

i wykorzystywać ją jak najlepiej, a wtedy będzie inaczej. Spojrzysz 

sobie w lustro i powiesz: Zrobiłem wszystko, co się dało! Ja jestem 

wygrany,  już  nic  lepiej  nie  dało  się  zrobić.  I  wtedy  wyciągniesz 

kieliszek, nalejesz czerwonego winka, spojrzysz w niebo i powiesz 

donośnie  do  zmarłego:  twoje  zdrowie,  po  czym  sobie  chlapniesz. 

140

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Ja  ze  Stefkiem  nigdy  nie  byłem  przyjacielem,  nawet  się  z  nim  nie 

zadawałem, ale jeśli wiedziałbym, że chciałby teraz tego, to byłbym 

gotów  stać  się  jego  najlepszym  kumplem  i  poświęcać  mu  swój 

bezcenny czas...

Jedynym   zadośćuczynieniem  sąsiada  (a  nawet  jeśli  nie, 

to  obowiązkiem)  było  zadzwonienie  po  pogotowie  ratunkowe. 

Przyjazd  nie  trwał  długo  i  stwierdzono  już  oficjalnie  zgon.  Zaczęły 

się teraz różne formalności. 

Tylko  kartka  wisząca  na  ścianie  chciała  na  pożegnanie  coś 

powiedzieć  wszystkim  wkoło  zgromadzonym.  Karteczka 

ta  pochodziła  z  kalendarza,  który  już  dawno  temu  zatrzymał  się 

w  miejscu,  świętując  wciąż  imieniny  jednej  osoby.  Było  na  niej 

napisane ładnym, ozdobnym pismem: 

,,Anioł zwrócił się do tych, którzy stali przed nim: Zdejmijcie z niego 

brudne  szaty!  Do  niego  zaś  rzekł:  Patrz  -  zdejmuję  z  ciebie  twoją 

winę i przyodziewam cię szatą wspaniałą"

1

. 

Te  słowa  z  Księgi  Zachariasza  utwardziły  się  na  ścianie 

i wisiały gdzieś ponad zgromadzonymi. Chciały coś przemówić, ale 

czy to dałoby coś?

*

1 Cytat za ,,Biblią Tysiąclecia"

141

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

W  Niebie  teraz  zapanował  gwar.  To  był  już  koniec  opowieści 

Egwina,  ale  anioł  nigdzie  nie  odszedł.  Został  i  zaczął  teraz 

opowiadać  o  wiele  więcej,  niż  to,  co  w  dzienniczku.  To  te  słowa, 

połączone  z  tekstem  notatnika  były  teraz  najistotniejsze 

i najbardziej znaczące.

- Jego choroba trwała zaledwie kilka tygodni – zaczął Egwin – ale 

postępowała bardzo szybko. Każdy dzień wyniszczał go dogłębnie 

i  sprawiał  ogromny  ból.  Bardzo  przeżywałem  każdy  jego  atak, 

każde  zachowanie  i  słowo.  Nie  mogłem  jednak  zrobić  niczego 

więcej  ponadto,  co  można  było  uczynić. Ataki  były  bezwzględne, 

a cała choroba bardzo wyniszczała Stefka. Chłopak wiele grzeszył, 

miał  ogrom  złych  myśli,  których  starałem  się  nie  opisywać 

w  dzienniczku,  ale  nie  były  one  jego  winą.  Wszystko  to  odbywało 

się bez jego udziału, a za przyczyną tej nieszczęsnej choroby...

-  ...Ależ  ja  wiem  o  tym  wszystkim,  Egwinie   –  rzekł  z  łagodnym 

uśmiechem  Przewodniczący  –  wynikło  to  jasno  z  dzienniczka. 

To  twoje  zapiski  wyjaśniły  wszystko,  zmazały  zarzuty  rzucane 

na  Stefka  i  oczyściły  go  w  naszych  oczach  z  wszelkich  win.  Bóg 

znał  całą  prawdę  i  dlatego  był  tak  miłościwy  dla  chłopaka.  Tylko 

nam  potrzeba  było  usłyszeć  tę  historię,  abyśmy  się  wewnętrznie 

oczyścili  i  inaczej  spojrzeli  na  tego  chłopaka.  Stefek  całe  życie 

dźwigał swój krzyż i przez swe ostatnie dni niósł ciężar choroby. Nie 

było  mu  łatwo,  a  każdy  dzień  był  coraz  gorszy.  Przeszedł  jednak 

te próby i Bóg się w swej Miłości nad nim zlitował. Stefek zwyciężył, 

142

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

wygrał Wieczność, poświęcając doczesność.

Przewodniczący teraz uśmiechnął się jeszcze śmielej, spojrzał 

prosto w oczy Stróża i rzekł:

-  Ty  zaś,  Egwinie,  możesz  zachować  swą  zaszczytną  funkcję. 

Pokazałeś  bowiem,  że  dobrze  wykonujesz  swe  obowiązki  i  jesteś 

dobry  w  swej  pracy.  Potrzeba  wiele  odwagi,  aby  patrzeć  na  takie 

cierpienie. Ty  sprostałeś  swemu  zadaniu. A  kolejne  czeka  cię  już 

tej  nocy.  Weźmiesz  w  opiekę  dziecko,  które  niedługo narodzi się 

tam  na  Ziemi.  Czeka  cię  ciężka  praca,  ale  wierzę,  że  uda  ci  się 

sprostać misji.

Egwin  zaniemówił  już  od  momentu,  w  którym  usłyszał  o  tym, 

że  może  zachować  swą  funkcję.  Mimo  wieku  poczuł  się  znowu 

młodo,  a  z  oczu  także  i  tym  razem  popłynęły  łzy,  ale  tym  razem 

szczęścia.  Podziękował  serdecznie  Przewodniczącemu,  który  już 

skończył swą mowę, ale pragnął jeszcze pokazać coś Stróżowi. 

-  Patrz!  -  krzyknął  Przewodniczący  i  na  jego  głos  Egwin,  a  wraz 

z nim wszyscy zgromadzeni, spojrzał w kierunku, który wskazywał 

anioł.

Oczom  wszystkich  ukazał  się  piękny,  biały  ptak.  Był 

to  niezwykły  widok  i  wszyscy  byli  pod  nie  lada  wrażeniem.  Istota 

wzbiła się jeszcze wyżej i zniknęła między chmurami.

- Co to? - zapytał się Przewodniczącego Egwin.

- To  właśnie  choroba  Stefka  –  z  uśmiechem  odpowiedział  anioł  –  

tu  wygląda  ona  tak.  Całe  to  cierpienie  zamieniło  się  w  ślicznego, 

143

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

białego ptaka i zostało uwolnione od chorego.

Egwin teraz był niezwykle szczęśliwy i nie potrafił pohamować 

swych  łez  szczęścia.  Spotkało  go  teraz  tyle  szczęścia,  że  nie 

wiedział  co  ma  czuć.  Przewodniczący  schował  notes  do  rękawa 

płaszcza,  ponieważ  Egwin  już  mu  go  podarował.  Anioł  jeszcze 

ogłosił, że narada już jest skończona i wszyscy się rozeszli. Egwin 

poszedł,  aby  przygotować  się  do  kolejnej  służby,  a  jego  radości 

w dalszym ciągu nie było końca.

144

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

Epilog

Jest  jeszcze  coś,  co  nie  zostało  powiedziane  w  tej  historii. 

Rzeczą tą jest jedna z książek Stefka, którą tworzył bardzo długo, 

a  przynajmniej  starał  się.  Był  to  ,,Bestiariusz”.  Książka  była 

stylizowana  na  język  średniowieczny  i  przypominała  bestiariusze 

pisane przez ludzi owej epoki. Warto dodać jeszcze, że swą pracę 

Stefek zaczął pisać na początku choroby, gdy już pojawiały mu się 

przed  oczami  różne  istoty,  a  w  głowie  kłębiły  się  podobne  stwory 

przeganiane przez plany i wielkie ambicje. 

O książce stało się niezwykle głośno w kilka tygodni po śmierci 

Stefka.  Będąc  jeszcze  chociaż  częściowo  przy  zdolności 

odczuwania  rzeczywistości,  zaniósł  rękopis  do  wydawnictwa, 

a potem pojawiały się coraz bardziej nasilone ataki choroby. Proces 

wydawniczy  trwał  długo,  a  jego  efektem  była  właśnie  ta  książka. 

Od  pierwszego  dnia  stała  się  bestsellerem  i  była  rozchwytywana 

przez 

większość 

odwiedzających 

księgarnię 

należącą 

do 

wydawnictwa. 

Prezes 

był 

tak 

podekscytowany, 

że zgromadzonym ludziom wykrzyczał fragment utworu:

,,Hełpoń,  który  mając  tułów  krowy,  a  głowę  będącą  żabią 

przypadłością, jest ssakiem wielkim, a zarazem płazem. Na łące się 

145

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

pasie,  a  też  odstrasza  innych  ludzi,  którzy  podchodząc,  są  przez 

niego opluwani kwasem i umierając ciężko konają na wskutek silnej 

trucizny zawartej w jadzie...” 

Dla  wielu  bestiariusz  był  czymś  nowym  i  wcześniej 

niespotykanym (mimo, że w średniowieczu  ta forma była czymś jak 

najbardziej  powszechnym  i  znanym),  a  potrzeba  oderwania  się 

od  rzeczywistości  i  ciągłej  rutyny  spowodowała,  że  chcieli  poczuć 

coś   niekoniecznie  racjonalnego  i  realnego.  My  wiemy,  że  Stefek 

miał  wiele  dziwniejszych  wizji,  oni  jednak  tego  nie  mogli  wiedzieć. 

Dla  nich  autor  tego  utworu  był  kimś  nowym,  świeżym 

i przełamującym wszelkie schematy.

Bestiariusz  stał  się  bardzo  poczytny,  a  autora  postanowiono 

zaprosić  na  ,,premierę  specjalną”,  którą  zorganizował  Prezes,  już 

licząc w głowie zyski z takiej formy reklamy. Wysłał do Stefka list, 

w  którym  umieścił  niezwykle  starannie  wypisane  zaproszenie, 

ogrom  miłych  słów  i  nowych  propozycji.  Pragnął,  aby  chłopak 

napisał  jeszcze  wiele  tomów  swej  książki  i  koniecznie  wydał 

je w tym samym wydawnictwie.

Nie  wiedziano,  że  chłopaka  już  od  ponad  tygodnia  nie  ma 

wśród  żywych.  Nikt  nie  kojarzył  tego  biednego  chłopaka, 

błąkającego się po ulicy, krzyczącego, dziwnie się zachowującego 

i  patrzącego  z  obłędem  w  oczach,  ale  także  z  wielką  miłością 

i  pokorą.  Autora  bestsellera  wyobrażano  sobie  jako  młodego 

146

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

mężczyznę,  mającego  swoją  żonę  i  dzieci  i  żyjącego  z  pisarstwa. 

Nawet  odpowiadała  im  taka  wizja.  Zabawne  jest  to,  że  ludzie 

zawsze  prawie  wyglądają  inaczej,  niż  my  sobie  ich  wyobrażamy. 

I zawsze mówimy: tak sobie ciebie właśnie wyobrażałem, a w głębi 

serca  tkwi  tęsknota  za  tym  obrazkiem  wyimaginowanym  w  swej 

głowie.  Dla  większości  takim  obrazkiem  był  właśnie  Stefek.  Już 

jednak nikt go więcej nie zobaczy – tego, z którym odeszły dawne 

pasje,  nadzieje,  zapędy  literackie  i  tego,  który  już  nic  więcej  nie 

da od siebie temu światu czekającemu wciąż na nasze gesty i dary. 

Jednak  ważniejsze  jest  to,  że  z  tymi  przymiotami  odeszła  także 

ciężka  choroba  powiązana  z  załamaniem,  nerwicą  i  pewnego 

rodzaju  obłędem.  Już  nikt  nie  wypowie  jego  imienia,  nie  rzuci 

go kamieniem, nie splunie lub obleje zimną wodą z okna. Z drugiej 

strony  nikt  już  nie  przeczyta  książek  tego  pogardzanego  człeka. 

Co  za  ironia  –  najmniej  zawsze  szanujemy  tych,  którym  tyle 

zawdzięczamy.  Tę  prawdę  niestety  dopiero  poznajemy  po  śmierci 

takich ludzi pogardzonych i odrzuconych przez społeczeństwo.

Ostatnią odpowiedzią Stefka na słowa Wydawcy był zwrócony 

przez  pocztę  list  pod  adres  nadawcy  z  napisem:  ,,Nie  doręczono 

z powodu nieobecności adresata   w domu”. Promocja w księgarni 

i tak się odbyła, tylko że bez Stefka, który miał być tylko dodatkiem 

do całej imprezy. W kałuży przed drzwiami wejściowymi leżał tylko 

ten list z napisem o niedoręczeniu - ostatnie słowo zmarłego także 

zmieszane z błotem.

147

background image

Dariusz Okoń – Brudnopis z życia

*

*        *

Stefek  –  jednych  może  on  śmieszyć,  niektórych  wzruszać, 

albo po prostu denerwować. Zależy to od wielu czynników, których 

nie  potrzeba  tu  wymieniać.  Ciężko  jest  zrozumieć  ludzi  chorych, 

zamkniętych  w  sobie  i  żyjących  zupełnie  inaczej  niż  zwykli  - 

,,zdrowi”. Tym bardziej trudno opisać takiego człowieka. Nie da się 

oddać jego emocji i wewnętrznych przeżyć dokładnie, bezpośrednio 

i  nie  popełniając  przy  tym  jakichkolwiek  błędów.  Można  się  tylko 

wczuć w jego postawę.

Taki  Stefek  żyje  w  każdym,  bo  każdy  z  nas  ma  w  sobie  coś 

z  tej  cząstki  ,,inności”,  coś  z  postawy  naszego  bohatera.  Wszyscy 

mamy  swoje  lęki  i  tajemnice,  które  mogą  innym  wydawać  się 

niedorzeczne.  Warto   dlatego   starać  się  zrozumieć  chorych 

podobnych  do  Stefka  i  otworzyć  się  na  innych,  bo  może  ktoś  taki 

jak nasz bohater żyje gdzieś niedaleko i potrzebuje pomocy?

148


Document Outline