background image

 

Stagflacja zawsze i wszędzie jest zjawiskiem 

keynesistowskim 

 

Autor: John Butler 

Źródło: 

cobdencentre.org

 

Tłumaczenie: Tomasz Kugiel 
 

Artykuł z 4 sierpnia 2014 r. 

 

Ignorowanie  przez  jakąś  szkołę  ekonomii  roli  pieniądza  w  gospodarce  może 
wydawać  się  dziwne,  jednak  w  dużym  stopniu  tak  właśnie  było  w  przypadku 
tradycyjnej  ekonomii  keynesistowkiej.  W  1961  r.  Milton  Friedman  ogłosił,  że 
„inflacja  zawsze  i  wszędzie  jest  zjawiskiem  pieniężnym”.  Wraz  z  innymi 
monetarystami  starał  się  on  umieścić  pieniądz  w  centrum  zainteresowania 
ekonomii. Keynesizm zachował jednak swoją dominującą pozycję aż do lat 70. XX 
w.,  kiedy  to  musiał  zmierzyć  się  z  krytyką  monetarystów  i  innych  ekonomistów 
dotyczącą  występującej  w  tamtej  dekadzie  stagflacji,  czyli  połączenia  wolnego 
wzrostu  gospodarczego  i  wysokiej  inflacji.  Dziś  stagflacja  pojawia  się  ponownie. 

Jest  to  nieunikniony  rezultat  agresywnej  neokeynesistowskiej  polityki 
prowadzonej w odpowiedzi na globalny kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r. 
W  tym  raporcie  omawiam  przyczyny,  objawy  i  skutki  nowej  stagflacji  dla  rynku 
finansowego. Skutki te mogę być o wiele gorsze niż te w latach 70. 

 
Złota era keynesizmu 

W  latach  20.  XX  w.  amerykańscy  ekonomiści  należeli  przede  wszystkim 

do  różnego  rodzaju  leseferystycznych  lub  „likwidacjonistycznych”  szkół 
ekonomicznych.  Utrzymywali  oni,  że  jeśli  zostawi  się  problemy  gospodarcze 

samym sobie, to będą one mogły rozwiązać się same przy minimalnej interwencji 
ze  strony  władz.  (Nie)sławnym  przedstawicielem  tych  poglądów  był 

Andrew 

Mellon

, sekretarz skarbu w administracji Hoovera. Po kryzysie giełdowym w 1929 

r.  wezwał  on  rząd,  by  trzymał  się  z  dala  od  prywatnych  spraw  i  pozwolił 
inwestorom „Likwidować! Likwidować! Likwidować!”. 

Leseferyści nie byli jednak przygotowani na skalę, jaką przybrał ówczesny 

background image

 

kryzys. Dlatego kiedy John Maynard Keynes opublikował 

Ogólną Teorię

 w 1936 r., 

jego poglądy spotkały się z pewną dozą przychylności. W szczególności chodzi tu 
o  tezę,  że  kluczową  rolą  rządu  podczas  recesji  jest  pobudzanie  popytu  przy 
pomocy  zwiększonego  deficytu  budżetowego  (Kilku  wybitnych  ekonomistów 
ostrzegało,  że  boom  gospodarczy  lat  20.  może  przerodzić  się  w  wielką  recesję. 
Jednym z nich był Ludwig von Mises

1

). 

Podczas  kampanii  prezydenckiej  w  1932  r.  Roosevelt  przedstawił 

prezydenta  Hoovera  jako  leseferystę,  choć  ten  nie  zgadzał  się  z  poglądami 
Mellona. 

Jak 

pokazał 

Murray 

Rothbard, 

Hoover 

prowadził 

bardzo 

interwencjonistyczną  politykę.  To  on  wprowadził  wiele  precedensowych 
rozwiązań,  które  Roosevelt  mógł  później  rozbudować

2

.  W  polityce  jednak 

wszystko  może  ujść  na  sucho  i  Franklin  Delano  Roosevelt  wygrał  te  wybory, 
podobnie jak i kolejne, ze znaczącą przewagą głosów. 

Wybuch wojny, której potrzebom została podporządkowana amerykańska 

gospodarka,  sprawił,  że  w  pierwszej  połowie  lat  40.  ucichły  dyskusje  na  temat 
ekonomii.  Dopiero  zakończenie  wojny  pozwoliło  do  nich  powrócić.  Friedrich  von 
Hayek  przepuścił  jeden  z  pierwszych  ataków  na  keynesizm  w  1946  r.  Wtedy 

ukazała  się  jego  książka  Droga  do  zniewolenia,  w  której  ostrzegał  przed 
długoterminowymi konsekwencjami centralnego planowania w gospodarce. 

Keynesiści szybko jednak przedstawili swoje argumenty, korzystając przy 

tym  z  nowych  źródeł.  Na  początku  XX  w.  rozmaite  amerykańskie  agencje 
rządowe,  w  tym  System  Rezerwy  Federalnej,  zaczęły  zbierać  dane  statystyczne 
na  temat  gospodarki  oraz  tworzyć  indeksy  pozwalające  agregować  dane 
makroekonomiczne.  Dla  keynesistów,  którzy  szukali  potwierdzenia  swoich  teorii 
w danych ilościowych, był to prawdziwy skarb. Już w 1947 r. pojawiło się nowe, 
najbardziej  kompletne  dzieło  keynesizmu.  Była  to  książka  Paula  Samuelsona 

Zasady  analizy  ekonomicznej,  w  której  przedstawiono  statystyczny  „dowód” 
prawdziwości tez Keynesa. 

                                                 

1

  Mises  nie  tylko  przewidział  kryzys  gospodarczy  z  1929  r.,  ale  również  mniej  więcej  w 

tym samym czasie odrzucił propozycję zatrudnia na ważnym stanowisku  w największym 
austriackim banku — Kreditanstalt. Nie chciał on mieć nic wspólnego z tym, co miało się 
wkrótce  wydarzyć.  Artykuł  „Wall  Street  Journal”  opisujący  ten  okres  w  życiu  Misesa 
można znaleźć 

tutaj

. 

2

  Klasyczną  pracą  w  tym  temacie  jest 

Wielki  Kryzys  w  Ameryce

  Murraya  Rothbarda. 

Bardziej  współczesnym  przykładem  są 

badania  Lee  Ohaniana

,  który  uzupełnił  wnioski 

Rothbarda  o  dodatkowe  szczegóły.  Sam  poruszyłem  ten  temat  

swojej  książce

  oraz  w 

poprzednim Amphora Report, The Rime of the Central Banker, który można znaleźć 

tutaj

. 

background image

 

Jedna z kluczowych tez Samuelsona głosiła, że zarządzający gospodarką 

mogą  i  powinni  utrzymywać  pełne  zatrudnienie  (tj.  niskie  bezrobocie)  dzięki 
szybkiemu i właściwie nakierowanemu stymulowaniu gospodarki w czasie recesji. 
Gdy  recesja  dobiegnie  końca,  stymulowanie  gospodarki  powinno  zostać 
przerwane,  by  inflacja  cenowa  nie  osiągnęła  szkodliwego  poziomu.  Oznacza  to, 
że  dobrze  wyszkolony  ekonomista,  który  uważnie  obserwuje  napływające  dane, 
szybko reagując na wahania kluczowych makroekonomicznych zmiennych, może 

zminimalizować przebieg cyklu koniunkturalnego i zapobiec kryzysowi. 

Badania Samuelsona były Świętym Graalem dla pracowników rządowych. 

Oprócz opracowanego przez Keynesa teoretycznego uzasadnienia dla roli rządu w 
zażądaniu  gospodarką,  pojawiły  się  teraz  dane  dowodzące  tej  teorii  oraz 
podręcznik opisujący jej zastosowanie. Niedługo potem nastąpił szybki, znaczący, 
rozwój  ekonomii  sektora  publicznego,  który  pomógł  zasilić  szeregi  pracowników 
Systemu Rezerwy Federalnej oraz departamentów handlu, skarbu i pracy. 

 

Szkoła chicagowska 

Choć  idee  te  stały  się  głównym  nurtem  ekonomii  i  chętnie  zostały 

przyjęte przez sektor publiczny, pewne grupy nadal pozostały w opozycji do nich. 
W  szczególności  chodzi  tu  o  tzw.  „słodkowodne”  uniwersytety  położone  na 
Środkowym  Zachodzie  Stanów  Zjednoczonych,  między  innymi  w  Chicago, 
Wisconsin, Minnesocie i St. Louis. 

Nie  zgadzali  się  oni  z  kluczowymi  założeniami  Keynesizmu  ani  z 

interpretacją  historycznych  danych  dokonaną  przez  Samuelsona.  W  latach  60. 
monetaryści na czele z Miltonem Friedmanem ze szkoły chicagowskiej przepuścili 
zaciekły  atak  na  keynesizm. 

Thomas  Sargent

,  propagator  teorii  racjonalnych 

oczekiwań, również wziął w nim udział. 

Szkoła  chicagowska  nie  zgadzała  się  z  twierdzeniem,  jakoby  istniała 

stabilna  zależność  pomiędzy  inflacją  a  poziomem  zatrudnienia,  którą  można  by 
zarządzać  dzięki  polityce  fiskalnej.  Friedman  wraz  z  innymi  monetarystami 
przekonywał,  że  keynesiści  popełnili  ogromy  błąd,  ignorując  rolę  pieniądza  w 
gospodarce.  Wraz  z  Anną  Schwartz  spróbował  skorygować  ten  błąd  w 
monumentalnym  dziele  Monetary  History  of  the  United  States.  Była  to  książka 
reinterpretująca Wielki Kryzys oraz inne wydarzenia z historii gospodarczej USA. 
Przedstawiała  je  jako  zjawiska  kreowane  przez  czynniki  monetarne  a  nie  przez 

background image

 

popyt.  Dlatego  inflacja  dla  Friedmana  i  Schwartz  była  „zawsze  i  wszędzie 
zjawiskiem  monetarnym”,  a  nie  funkcją  polityki  fiskalnej  lub  innych  zmian 
wpływających na popyt. 

Pod  koniec  lat  60.  XX  w.  opozycja  zaczęła  odgrywać  kluczową  rolę  w 

eskalujących sporach ekonomicznych, głównie dzięki przedłużającej się ekspansji 
polityki fiskalnej USA. Podążając za wskazówkami keynesistów, rząd odpowiedział 
na  łagodną  recesję  w  latach  60.  za  pomocą  stymulacji  fiskalnej.  Jednak  gdy 

recesja się skończyła, rząd nie wykazał chęci zaostrzania swojej polityki. Miał ku 
temu zarówno powody wewnętrzne, jak i zewnętrzne. W kraju prezydent Johnson 
obiecał  budowę  „Wielkiego  Społeczeństwa”,  co  oznaczało  rozwinięcie  rozmaitych 
programów  mających  pomóc  ubogim  oraz  innym  grupom  znajdującym  się  w 
niekorzystnej  sytuacji.  Z  kolei  za  granicą  wojna  w  Wietnamie  przerodziła  się  w 
poważny konflikt, co w połączeniu z innymi zobowiązaniami związanymi z zimną 
wojną doprowadziło do rozrostu wydatków wojskowych. 

 

De Gaulle i międzynarodowe niezadowolenie 

Na początku lat 60. XX w. kilku przewidujących krajowych obserwatorów 

zaczęło  ostrzegać  przed  inflacyjnym  kursem  amerykańskiej  polityki  fiskalnej  i 
monetarnej. (Henry Hazlitt w 1961 r. napisał na ten temat książkę What Inflation 
Is
)  W  połowie  lat  60.  kwestia  ta  stała  się  również  istotna  na  arenie 
międzynarodowej.  Zgodnie  z  założeniami  systemu  z  Bretton  Woods  Stany 
Zjednoczone były zobligowane do utrzymywania wymienności dolarów będących 
w  obiegu  na  złoto,  miały  też  utrzymywać  międzynarodową  cenę  złota  na 
poziomie 35 USD za uncję. Na początku 1965 r. zaczęły się nasilać wątpliwości co 
do tego, czy Stany Zjednoczone poważnie podchodzą do dotrzymywania ustaleń. 
Wtedy to prezydent Francji Charles De Gaulle ogłosił, że chciałby, by samo złoto 

bez  pośrednictwa  dolara  zostało  podstawą  międzynarodowego  systemu 
monetarnego. 

To  nasilające  się  niezadowolenie  z  systemu  Bretton  Woods  doprowadziło 

do  serii  kryzysów  monetarnych.  Mniej  więcej  jednego  na  rok.  Ostatecznie 
prezydent  Nixon  zdecydował  się  w  sierpniu  1971  r.  na  tymczasowe  zawieszenie 
wymienności dolara na złoto (Tymczasowe? To było 43 lata temu!). 

Załamanie systemu z Bretton Woods stało się faktem w 1973 r., kiedy to 

cały świat oficjalnie przyjął system płynnych kursów walutowych, niepowiązanych 

background image

 

ze  złotem.  Kursy  poszczególnych  walut  płynnie  zmieniały  się  względem  siebie, 
jednak  tak  naprawdę  ich  siła  nabywcza  stale  spadała.  Ceny  złota  wzrastały 
podobnie jak ceny ropy naftowej i innych dóbr. 

System  Rezerwy  Federalnej  zamiast  zmniejszyć  podaż  pieniądza  i 

podnieść stopy procentowe zdecydował się ułatwić proces dewaluacji dolara przy 
pomocy  ujemnych  realnych  stóp  procentowych.  Zastosowana  przez  Nixona 
kontrola  cen  niektórych  dóbr  spowolniła  ten  proces,  jednak  w  końcu  inflacja 

zaczęła  rozszerzać  się  na  ceny  dóbr  konsumpcyjnych.  Indeks  cen 
konsumpcyjnych  (CPI)  stale  wzrastał  od  połowy  lat  70.  Wzrost  gospodarczy  był 
jednak słaby, ponieważ gospodarka miała problemy ze zrestrukturyzowaniem się 
i  powrotem  do  stanu  równowagi.  W  efekcie  przed  końcem  dekady  do 
ekonomicznego leksykonu dodano nowe słowo: stagflacja. 
 
Stagflacja jest zjawiskiem keynesistowskim 

Keynesiści początkowo byli zdumieni załamaniem  tej rzekomo stabilnej  i  

sterowalnej  relacji  pomiędzy  wzrostem  gospodarczym  (lub  zatrudnieniem)  a 
poziomem  inflacji.  Według  ich  modeli  coś  takiego  nie  mogło  się  wydarzyć,  więc 

zaczęli  szukać  wyjaśnienia,  które  pozwoliłoby  im  obronić  się  przed  krytyką. 
Wkrótce  je  znaleźli.  Gospodarkę  dotknął  „wstrząs”,  którym  miał  być  gwałtowny 
wzrost cen ropy naftowej. Mniejsza o to, że ceny ropy rosły od upadku systemu z 
Bretton Woods i dewaluacji dolara. Ta bezczelna zamiana skutku z przyczyną była 
zbyt wygodna z politycznego punktu widzenia, by ją zignorować. Zamiast wziąć 
odpowiedzialność  za  prowadzoną  przez  siebie  politykę,  politycy  mogli  zrzucić 
winę  za  stagflację  na  państwa  OPEC.  Jednak  obiektywne  spojrzenie  na  historię 
pozwala  dostrzec  zupełnie  inny  przebieg  wydarzeń.  Wielka  stagflacja  była  w 
rzeczywistości  zwieńczeniem  wielu  lat  keynesistowskiej  polityki  gospodarczej. 

Parafrazując  i  uogólniając  słowa  Friedmana:  stagflacja  jest  zawsze  i  wszędzie 
zjawiskiem keynesistowskim. 

Dlaczego  tak  jest?  Zwróćmy  uwagę  na  relację  pomiędzy  realną 

aktywnością gospodarczą a poziomem cen. Jeśli podaż pieniądza jest stabilna, to 
każdy  negatywny  wstrząs  gospodarczy  może  skutkować  zmniejszeniem  popytu, 
jednak  efektem  tego  jest  spadek  ogólnego  poziomu  cen,  a  nie  ich  wzrost.  Taki 
szok  mógłby  doprowadzić  też  do  relatywnego  wzrostu  niektórych  cen.  Jednak 
przy stabilnej walucie nie może to podwyższyć cen w całej gospodarce, jak dzieje 

background image

 

się w przypadku stagflacji. 

Toksyczna  mieszanka  niskiego  wzrostu  gospodarczego  i  wysokiej  inflacji 

może wystąpić jedynie przy elastycznej podaży pieniądza. Co prawda nie oznacza 
to,  że  elastyczna  podaż  pieniądza  sama  w  sobie  jest  keynesistowską  polityką, 
jednak  utrzymywanie  deficytu  gospodarczego  jest  o  wiele  łatwiejsze  przy 
elastycznej podaży pieniądza, którą można w dowolnym momencie zwiększyć w 
celu pokrycia deficytu. W długim okresie  powoduje to negatywne konsekwencje 

dla  gospodarki  poprzez  wypieranie  prawdziwego  kapitału  prywatnego. 
Oczywiście, jak wiemy, polityków bardziej interesują krótkotrwałe konsekwencje i 
kolejne wybory. 

 

Współczesne dowody na stagflację 

Współczesne  przykłady  dowodzą  słuszności  przedstawionego  powyżej 

rozumowania. Pouczająca jest sytuacja dwóch dużych gospodarek — francuskiej i 
japońskiej. Obie gospodarki od dłuższego czasu zmagają się ze słabymi wynikami 
gospodarczymi,  na  przemian  wpadając  w  recesję  i  wychodząc  z  niej.  Oba 
państwa  również  ciągle  utrzymują  deficyt  budżetowy,  stosując  keynesistowskie 

metody  stymulowania  popytu.  W  Japonii,  gdzie  podaż  pieniądza  gwałtownie 
wzrasta, inflacja zaczęła się zwiększać pomimo niskiego wzrostu gospodarczego. 
Pojawiła  się  stagflacja.  Z  kolei  we  Francji,  gdzie  podaż  pieniądza  była  na 
względnie  stałym  poziomie,  ceny  pozostały  stabilne.  Kraj  znajdował  się  w 
stagnacji, ale nie w stagflacji. 

Wielka  Brytania,  Stany  Zjednoczone  i  Niemcy  rozwijały  się  odrobinę 

szybciej.  Po  dużej  dewaluacji  funta  w  2008  r.  Wielka  Brytania  przez  wiele  lat 
doświadczała  wzrostu  cen  przy  niskim  wzroście  gospodarczym.  Bez  wątpienia 
było  to  połączenie  typowe  dla  stagflacji.  Obecnie  Stany  Zjednoczone  również 

wydają się popadać w stagflację. W ostatnich kwartałach wzrost był dość słaby, a 
w pierwszym kwartale tego roku był nawet ujemny, a mimo to inflacja wzrosła do 
4  procent  (trzeci  miesiąc  uogólniony  na  cały  rok).  Pomimo  wzrostów  kosztów 
pracy w tym roku, jak na razie System Rezerwy Federalnej ignorował wzrost CPI, 
traktując go jako 

szum

Pamiętajmy, że instytucja ta wielokrotnie występowała z 

podobnymi twierdzeniami w połowie lat 70. 

Stagflacja  w  USA,  Japonii  i  Wielkiej  Brytanii  prawdopodobnie  będzie 

przedłużała  się  tak  długo,  jak  będzie  stosowana  tam  obecna  polityka.  (Pomimo 

background image

 

wszelkich  fanfar  nie  uważam,  by  „wyciszanie”  prowadzone  przez  Rezerwę 
Federalną było zbyt  istotny. Stopy procentowe nadal są zerowe) Z kolei Francja 
bez  zdecydowanych  reform  strukturalnych,  które  mogą  okazać się  niemożliwe  z 
przyczyn politycznych, najpewniej pozostanie w stagnacji. 

Natomiast  Niemcy  to  zupełnie  inny  przypadek  niż  tamte  gospodarki. 

Niemcy dzielą z Francją wspólną walutę, której w miarę stabilna podaż utrzymuje 
niemieckie  ceny  na  stałym  poziomie.  Jednak  Niemcy  rozwijały  się  szybciej  niż 

większość  innych  rozwiniętych  gospodarek  i  to  pomimo  mniejszego  deficytu.  To 
przekonujący  dowód  na  to,  że  Niemcy  mają  o  wiele  bardziej  produktywną  i 
konkurencyjną  gospodarkę  niż  Wielka  Brytania  i  USA.  To  żadna  nowość. 
Niemiecka gospodarka osiągała lepsze wyniki niż USA i Wielka Brytania w niemal 
każdej dekadzie po zakończeniu II wojny światowej. (Powojenna odbudowa była 
ogromnie pomocna w latach 50. i 60., jednak te dni są już dawno za nami). 

Utrzymywanie się lepszych wyników gospodarczych Niemiec przez kolejne 

dekady  w  jasny  sposób  ukazuje  wyższość  czegoś,  co  jest  prawdopodobnie 
zestawem najmniej keynesowskich rozwiązań w rozwiniętym świecie. Niemcy są 
zarówno podziwiane, jak i krytykowane za ich przywiązanie do stabilnej waluty i 

dyscypliny budżetowej. Chwalone są z uwagi na niezwykły sukces, jaki odniosły. 
Natomiast krytykuje się je za... niezwykły sukces, jaki odniosły w porównaniu z 
gospodarczą nieudolnością pozostałych państw Europy i świata. Czasem żartując 
z  ludzi,  którzy  obwiniają  Niemcy  za  problemy  gospodarcze  w  innych  częściach 
świata, stwierdzam: „Wszystkim nam wiodło by się lepiej, gdyby tylko ci Niemcy 
nie byli tak produktywni”. 

 

Inwestowanie w stagflacji 

Stagflacja  nie  sprzyja  inwestorom.  Jak  zobaczyliśmy  powyżej, 

keynesistowska polityka wymaga, by sektor publiczny odebrał zasoby sektorowi 
prywatnemu.  Oznacza  to  ograniczenie  zdolności  prywatnych  podmiotów  do 
generowania  zysku.  Tak  zwana  finansowa  represja,  czyli  jawne  przejmowanie 
prywatnych  zasobów  przez  sektor  publiczny,  została  z  premedytacją 
zaprojektowana przeciw inwestorom. Niezależnie od indywidualnych opinii na ten 
temat,  stagflacja  ujawnia  wcześniej  niewidoczne  błędy  w  alokacji  kapitału.  Gdy 
stają  się  one  jasne,  inwestorzy  w  odpowiedni  sposób  korygują  ceny  aktywów 
finansowych. (Być może właśnie się to dzieje. Wczoraj indeks Dow Jones stracił 

background image

 

300 punktów). 

Najbardziej współczesnym okresem długiej stagflacji były lata 70. XX w., 

ale od tego czasu wiele krajów przeszło przez krótkie okresy stagflacji. Skupmy 
się jednak na USA. Choć pomiędzy 1973 a 1974 r. doszło do dużych spadków na 
rynku akcji, to rynek wkrótce odrobił te straty, a następnie dwukrotnie zwiększył 
swoją  wartość.  W  przeciwieństwie  do  rynku  akcji,  rynek  obligacji  był  w  dobrej 
kondycji przez pierwszą połowę lat 70., jednak kiedy stagnacja przerodziła się w 

stagflację, zaczęto wyprzedawać obligacje, a akcje zaczęły osiągać lepsze wyniki. 

To  nie  powinno  być  żadną  niespodzianką,  ponieważ  z  powodu  inflacji 

nominalna  wartość  obligacji  staje  się  coraz  mniej  atrakcyjna.  Z  kolei  wartość 
akcji  może  zwiększać  się  razem  z  ogólnym  poziomem  cen,  o  ile  zyski 
przedsiębiorstwa  i  przychód  również  wzrastają.  Można  więc  założyć,  że  jeśli 
stagflacja się nasili, akcje zaczną osiągać większą wartość niż obligacje. 

Choć ten wniosek może być pewny, to nie jest zbyt pomocny. Co prawda 

podczas  stagflacji  akcje  będą  przynosić  większe  zyski  niż  obligacje,  jednak  po 
uwzględnieniu  inflacji  ich  realna  wartość  wciąż  może  się  zmniejszać. 
I rzeczywiście  w  latach  70.  szacunkowa  wartość  rynku  akcji  nie  dotrzymywała 

kroku  rosnącej  inflacji.  Innymi  słowy,  ś}rodki  pieniężne  były  wtedy  lepszą 
„inwestycją” i oczywiście o wiele mniej zmienną. 

W  takiej  sytuacji  najlepiej  jednak  trzymać  się  z  dala  od  aktywów 

finansowych  i  środków  pieniężnych,  a  zamiast  tego  akumulować  aktywa 
materialne,  takie  jak  ropa  naftowa  i  złoto  (legendarni  inwestorzy,  John  Exter  i 
John van Eck, dokładnie tak postąpili). Poniższy wykres przedstawia stopę zwrotu 
z  wymienionych  wyżej  inwestycji.  Zmiany  wartości  akcji,  obligacji  i  środków 
pieniężnych  wyglądają  na  nieistotne  w  porównaniu  z  szybko  rosnącą  wartością 
ropy  i  złota.  W  obu  przypadkach  mamy  do  czynienia  z  dziesięciokrotnym 

wzrostem. 

Zestawienie aktywów materialnych i finansowych 

Styczeń 1971 = 100 

background image

 

 

Źródło:Bloomberg; Amphora 

Niektórzy  czytelnicy  mogą  wątpić,  by  obecne  ceny  złota,  ropy  i  innych 

dóbr  mogły  wzrosnąć  dziesięciokrotnie.  Cena  ropy  wynosząca  100 USD  za 
baryłkę wydaje się wysoka dla tych, którzy (tak jak ja) pamiętają, że przez wiele 
lat  oscylowała  ona  wokół  20  USD  za  baryłkę.    Również  cena  złota  na  poziomie 
1300  USD  za  uncję  wydaje  się  wysoka  w  porównaniu  do  300 USD  za  uncję 
utrzymywaną  przez  brytyjskiego  kanclerza  skarbu  Browna  w  pierwszych  latach 
XXI  w.  W  obu  przypadkach  obecne  ceny  są  3-4  razy  wyższe.  Zauważmy,  że 
podobne  wzrosty  cen  nastąpiły  w  połowie  lat  70.,  jednak  dopiero  w  drugiej 
połowie  wzrost  znacznie  przyśpieszył,  zostawiając  daleko  w  tyle  ceny  aktywów 

finansowych. 

Właściwie  można  przedstawić  całkiem  przekonującą  argumentację  za 

tym, że wzrost cen ropy, złota i innych dóbr w porównaniu do akcji i obligacji jest 
bardziej  prawdopodobne  dziś  niż  był  w  połowie  lat  70.  Polityka  monetarna  na 
świecie jest bardziej ekspansywna. Rządowe zadłużenie i deficyty budżetowe są o 
wiele  większe.  Jeśli  keynesistowska  polityka  doprowadziła  do  stagflacji  w  latach 
70., to zastosowanie jeszcze bardziej agresywnej polityki w 2008 r. powinno mieć 
jeszcze bardziej spektakularne konsekwencje. 

Przewaga  towarów  w  portfolio  może  być  dobrą  obronną  strategią 

inwestycyjną w przypadku nadchodzącej stagflacji, należy się jednak zastanowić, 
jak najlepiej wprowadzić ją w życie. Amphora skupia się na usługach doradczych 
dla  inwestorów  chcących  stworzyć  portfel  inwestycyjny  oparty  na  towarach. 

background image

 

Większość  referencyjnych  indeksów  towarowych  (benchmarków)  i  śledzących  je 

ETF-ów

  z  wielu  powodów  nie  stanowi  dobrych  narzędzi  inwestycyjnych.  W 

szczególności  nie  zapewniają  one  odpowiedniej  dywersyfikacji,  a  waga 
poszczególnych elementów nie jest w nich dostosowana do warunków stagflacji. 
Jednak  dzięki  kilku  modyfikacjom  można  usunąć  te  wady,  pozwalając 
towarowemu portfelowi inwestycyjnemu uzyskać upragnione wyniki. 

 

Obecne okazje towarowe 

Dla  osób  chcących  handlować  towarami  aktywnie  i  w  relacji  do  innych 

towarów czeka obecnie wiele okazji. Po pierwsze zboża są obecnie bardzo tanie, 
zwłaszcza  kukurydza.  To  zrozumiałe,  obecne  warunki  pogodowe  na  świecie 
sprzyjają obfitym plonom. Producenci są zabezpieczeni przed zbytnim spadkiem 
cen  dzięki  hedgingowi.  Mogą  też  (lub  zamiast  tego)  zdecydować  się  na 
wstrzymanie  się  ze  sprzedażą  części  produkcji  aż  do  wzrostu  cen. 
Prawdopodobnie niedługo będą musieli podjąć takie działania. 

Po drugie, jeśli spojrzymy na towary egzotyczne, to zobaczymy, że ostre 

spadki cen bawełny, które zaczęły się na początku tego roku, właśnie powróciły. 

Podobnie  jak  w  przypadku  zboża,  prawdopodobnie  niedługo  hedging  lub 
magazynowanie  produkcji  zaczną  podtrzymywać  ceny.  Inaczej  ma  się  sprawa  z 
kakao,  którego  ceny  wciąż  rosną.  Należy  tu  zauważyć,  że  niedawno  kilku 
największych  producentów  czekolady  podniosło  ceny,  by  utrzymać  marże.  To 
klasyczna oznaka, że cena kakao niedługo osiągnie szczyt. 

Po  trzecie,  ceny  zwierząt  gospodarskich  wciąż  są  wysokie.  Co  prawda 

wreszcie  zaczęła  się  korekta  cen  trzody  chlewnej,  jednak  ceny  bydła  nadal 
utrzymują  się  na  rekordowym  poziomie.  Występują  obecnie  problemy  z  podażą 
stad,  których  prawdopodobnie  nie  uda  się  rozwiązać  w  najbliższej  przyszłości. 

Konsumenci są jednak obecnie bardzo wrażliwi na zmiany cen. Prawie na pewno 
następuje  obecnie  substytucja  produktów  bazujących  na  wołowinie  produktami 
bazującymi  na  drobiu  i  wieprzowinie.  To  zjawisko  prawie  na  pewno  wyznaczy 
granice jaką będą mogły osiągnąć ceny bydła. Prawdopodobnie pozostaną one na 
wyższym poziomie, aż producentom uda się odbudować stada. 

Po czwarte, ceny palladu po krótkiej korekcie znów rosną, zbliżając się do 

osiągniętej  wcześniej  wartości  900 USD  za  uncję.  Pallad  wydaj  się  być  obecnie 
drogi  w  relacji  do  substytutu  jakim  jest  platyna,  ogólnego  poziomu  cen  metali 

background image

 

zwykłych  i  szlachetnych,  oraz  w  relacji  do  dóbr  przemysłowych.  Główne  źródło 
popytu  na  pallad,  katalizatory  samochodowe,  wciąż  nie  słabnie  z  uwagi  na 
produkcję samochodów, jednak niedawne doniesienia o coraz gorszej sprzedaży 
samochodów  na  ważnych  rynkach,  np.  USA,  mogą  niedługo  osłabić  popyt.  Jeśli 
najszybciej rosnący rynek samochodowy w państwach BRIC zacznie zwalniać, to 
prawdopodobnie ceny palladu spadną poniżej 700 USD za uncję. 

Na  koniec  kilka  słów  o  złocie  i  srebrze.  Jedno  i  drugie  ma  ogromny 

potencjał  wzrostu  w  warunkach  stagflacji.  Chciałbym  zwrócić  uwagę,  że  po 
trzyletnim  okresie  korekcji  wydaje  się,  że  znalazły  one  podstawę  do  wzrostu. 
Dlatego  uważam,  że  tkwi  w  nich  potencjał  zarówno  jeśli  chodzi  o  krótki,  jak  i 
długi  okres.  Zalecałbym  zwiększenie  ich  udziału  w  portfolio  względem  towarów 
przemysłowych.