background image

Spis treści

A. Bractwo pitagorejskie  / 2

    

  1. Boski Pitagoras / 4

      2. Pitagorejska polityka i etyka / 7

      3. Pitagoreizm i orfizm / 13

      4. Wierzenia pitagorejskie / 15

      5. Nauka o duchu a duch nauki / 19
      6. Pitagorejski ośrodek badawczy / 24

      7. Badanie figur i stosunków przestrzennych / 25

      8. Nauka o liczbach (arytmetyka)  / 26

      9. Nauka o dźwięku (akustyka) /27
    10. Nauka o ciałach niebieskich (astronomia) / 27
    11. Nauka o zdrowiu i budowie ciała / 30

    12. Numerozofia czyli filozofia pitagorejska / 31

    13. Muzyka sfer a drgania superstrun / 36

    14. Refleksje końcowe / 38
          Ważniejsze źródła / 43

B. Pitagorejska ezoteryka racjonalna  / 44
    

  1. Co oznacza ezoteryka? / 48

      2. Numerologia a numerozofia / 52

 3. Wiedza tajemna pitagorejczyków / 57
 4. Po owocach ich nauk poznacie ich... / 59
 5. Wiedza święta a wiedza profańska / 61
 6. Controversiae / 63

C. Spór o Pitagorasa / 68

      1. Krytyczne i konstruktywne podejście do źródeł / 71
      2. Możliwość porozumienia racjonalisty z neopitagorej... / 73
      3. Porządki pojęciowe / 74
      4. Czy Pitagoras został ubóstwiony? / 76
      5. Rytuały wtajemniczenia / 80
      6. Symbolika / 81
      7. Triumf akuzmatyków / 83
      8. Związki pitagoreizmu z innymi szkołami / 87
      9. Wschodni depozyt / 91
      10. Pitagoreizm redivivus!

1

background image

Mariusz Agnosiewicz

Bractwo

pitagorejskie 

2

background image

Trudno   jest   jednoznacznie  sklasyfikować  zwią-

zek jaki około VI w. p.n.e. w Krotonie na południu 
Italii   założył  Pitagoras  z  Samos  (gr.  Pythagóras
ok. 570 — ok. 497 p.n.e.). Jeśli uznamy, iż było to 
bractwo   religijne,   jak   się   często   pisze,   powiem 
wówczas, iż była to jedna z najbardziej fascynują-
cych sekt religijnych w dziejach. Ich wyjątkowość 
przejawiała się w wielu aspektach, o czym poniżej, 
a w szczególności w ich stosunku do badań nauko-
wych. Bractwo pitagorejskie można określić synte-
tycznie   jako   związek  filozoficzno-religijno-nauko-
wy
 oraz polityczny. Wokół pitagorejczyków narosło 
bardzo   wiele   legend,   a   samą   postać   Pitagorasa 
możemy uznać za wpół legendarną; rzymski Pitago-
reizm charakteryzowany był czasami jako  „staro-
żytna masoneria".

Ich symbolem był pentagram. Sam związek ist-

niał około jednego wieku (od połowy VI do 440 r. 
p.n.e.), jednak myśl jego była nadal kontynuowana 
i rozwijana, do III w. p.n.e., odcisnęła silne piętno 
na   całym   życiu   intelektualnym   starożytnej   Grecji 
(której jesteśmy spadkobiercami), a w szczególno-
ści   na  Platona.   Odrodziła   się   później   u   schyłku 
republiki   rzymskiej   pod   postacią  neopitagoreizmu 
(60 r. p.n.e. — 50 r. n.e.). Opisując doktrynę i zna-
czenie   Pitagoreizmu,   na   marginesie   jedynie   oma-
wiam neopitagoreizm, który mnie generalnie tutaj 
nie interesuje.

3

background image

1. Boski Pitagoras

Dziś,

 

jeśli kojarzymy Pitagorasa,

 

to

 

przede wszy-

stkim z  twierdzeniem Pitagorasa  i z matematyką, 
tymczasem   w   rzeczywistości   jest   nie   tylko   nader 
wątpliwe, aby Pitagoras był autorem tego twierdze-
nia, ale i nie jest pewne, czy w ogóle zajmował się 
nauką. To co na pewno o nim można powiedzieć, to 
że   zainicjował  religijno-etyczno-polityczne  idee 
związku   krotońskiego,   a   następnie   pod   imieniem 
Mistrza świat poznał różne dzieła, myśli i odkrycia, 
które w większości były zapewne dokonane przez 
jego uczniów i kontynuatorów. Ogromna większość 
z tego co napisano na temat „Mędrca samijskiego” 
to   legendy   i   zmyślenia,   a   teksty   firmowane   jego 
imieniem są apokryfami,  Pitagoras  nie pozostawił 
pism. Jeśli więc gdzieś spotykamy się ze stwierdze-
niem, że Pitagoras powiedział to czy tamto, bądź 
dokonał tego lub owego, należy podchodzić do tego 
z należytą rezerwą.

Pitagoras pochodził z Samos. Nie mogąc jednak 

znieść

 

rządów Polikratesa, udał się na emigrację, do 

Wielkiej Grecji, czyli na południową Italię. W mię-
dzyczasie ponoć wiele podróżował na Wschód i do 
Egiptu   (tam   miał   zdobyć   swoją   wiedzę   matema-
tyczną). Jako pierwszy sam określał się filozofem. 
Uważano go za maga i taumaturga. Obok Epimeni-
desa
  zaliczany   bywa   do   największych   szamanów 
starożytności. Miał przypomnieć sobie poprzednie 
swe wcielenia, czyli:

4

background image

1. Syna Hermesa.
2. Euforba Frygijczyka, 
     który walczył pod Troją z Patroklosem.
3. Hermotimosa, wieszczka Klazomene.
4. Rybaka.

Jako założyciela sekty religijnej, proces jego de-

ifikacji był podobny jak w przypadku Jezusa, o któ-
rym   jednak   wiadomo   jeszcze   mniej   pewnego   niż 
o samym Pitagorasie. Co więcej, losy sekt neopita-
gorejskich 
w Rzymie były pod pewnymi względami 
podobne   do   losów   sekt   chrześcijańskich,   tyle   że 
prześladowania tych pierwszych były skuteczniej-
sze i w połowie I w. n.e. zostali rozbici. Gdyby więc 
dzieje potoczyły się nieco inaczej, to być może nig-
dy nie powstaliby jezuici,  gdyż zamiast  Towarzy-
stwa Jezusowego
, mielibyśmy Towarzystwo Pitago-
rejskie
,   zaś   naszym  „Zbawcą”  mienilibyśmy 
Pitagorasa...

Jamblich (ok. 270 — ok. 330) w „Żywocie Pita-

gorasa”  nazywa   go  „przywódcą   i   ojcem   boskiej  
filozofii”
,   „bogiem,   demonem  (to   jest   istotą   nad-
ludzką)   czy  boskim   człowiekiem”.   Przypisywano 
mu   nieziemską   wiedzę   i   moc   czynienia   cudów 
(w pismach świętych wyliczano 11 rodzajów cudów 
jakie miał zdziałać). Wielu uważało go za wcielenie 
Hermesa lub Apollona Hyperborejskiego. Podobnie 
jak Jezus, miał zstąpić do Hadesu. Dzięki zaczaro-
wanej   strzale   otrzymanej   od   hiperborejskiego   ka-
płana  Abarisa, mógł latać w powietrzu, uśmierzać 

5

background image

zarazę   i   uciszać   burzę.  W   imperium   rzymskim 
powszechnie wyobrażano go sobie jako Człowieka-
Boga z Samos
 i proroka nowej wiary, jego życiory-
sy w niewielu punktach były zgodne z rzeczywistą 
postacią  Pitagorasa, o której nieco wiemy z pism 
wcześniejszych   pitagorejczyków.   Według   badaczy 
(m.in. I. Levy, D. Musiał), opowieści o Pitagorasie 
wpłynęły na autorów układających opowieści o Je-
zusie. Podobieństwa są zbyt wyraźne. I w przypad-
ku życiorysów ewangelicznych Jezusa mamy takie 
same powody przypuszczać, że jeśli Jezus istniał, to 
postaci z opowieści ewangelicznych użyczył przede 
wszystkim imienia.

Jest pewne, że porównywano obu „bogów”, jak 

np. w traktacie antychrześcijańskim Celsusa  „Ale-
thes Logos”
, gdzie sceptyczny autor tak pisał o za-
powiedzi zmartwychwstania przez Jezusa: „Zgoda, 
załóżmy,   że   naprawdę   to   powiedział.   Iluż   jednak  
innych   ludzi   opowiadało   o   takich   cudach   po   to,  
by przekonać   naiwnych   słuchaczy   i   ciągnąć   zyski  
z oszustwa? Podobno to samo wśród Scytów uczy-
nił  Zamolksis,  uczeń   Pitagorasa,   sam   Pitagoras  
w Italii”.

Dalej idących związków doszukiwała się Simone 

Weil  (1909-43),   chrześcijańska   myślicielka,   która 
w książce  „Szaleństwo   miłości”,   w   której   tropi 
„przedchrześcijańskie intuicje w myśli starożytnej  
Grecji”
, doszła do wniosku, iż pitagorejczycy byli 
tymi, którzy przygotowali ludzkie dusze na Światło 
Prawdy
. Z pewnością chrześcijaństwo zaczerpnęło 

6

background image

pewne elementy swych wierzeń z Pitagoreizmu, ale 
trudno   uznać,   aby   Pitagoreizm   w   zdrowej   swej 
postaci zainspirował chrześcijaństwo. Co najwyżej 
można mówić o tym, iż jego mutacja neopitagorej-
ska,   mieszanka   bardzo  eklektyczna,   przyprawiona 
religiami Wschodu, oddziałała na ten proces. Wia-
domo bowiem, że bezpośrednio w okresie narodze-
nia   się   gmin   chrześcijańskich,   na   przełomie   er, 
świat   rzymski   zalewany   był   mistyczno-eschatolo-
giczną   literaturą   przypisywaną   pitagorejczykom. 
Legendy dotyczące neopitagorejczyka i teozoficz-
nego gnostyka Apoloniusza z Tiany ogromnie przy-
pominają nam to co pisało się o Jezusie z Nazaretu
Apoloniusz miał być wybitnym cudotwórcą, pośred-
nikiem   między   bogiem   a   ludźmi,   podróżował   po 
dalekim Wschodzie. 

2. Pitagorejska polityka i etyka 

Jeśli   chcielibyśmy   scharakteryzować   nurt   poli-

tyczny   pitagorejczyków,   to   najwłaściwszym   jego 
określeniem byłyby słowa:  konserwatywno-arysto-
kratyczny
.
 Choć pitagorejczycy czynnie angażowali 
się   w   politykę   i   w   sprawowanie   władzy,   błędem 
jednakże byłoby uznanie ich za partię polityczną, 
jaką z pewnością nie byli. Byli jakby szkołą mężów 
stanu. W Życiu Pitagorasa”  Jamblich pisze, iż w 
związkach pitagorejskich o człowieku stanowią nie 

7

background image

umiejętności technokratyczne,   a  takie  wykształce-
nie, które przygotowywałoby do  „zajmowania się 
sprawami publicznymi”
  i dawało umiejętność rzą-
dzenia. Rozumieli, iż warunkuje to znajomość za-
sad struktury świata i rzeczy. Dziś w polityce liczą 
się   wyłącznie,   a   co   najmniej   przede   wszystkim, 
umiejętności technokratyczne i umiejętność sprze-
dania   nadziei   jak   największej   ilości   klientów. 
Reklamacji nie przyjmuje się. Nie ma bardziej odle-
głych pojęć jak etyka polityka.

Poglądy  polityczne  Pitagorasa  wynikały   z  jego 

poglądów etycznych (polityka miała służyć ideom 
etycznym,   ich   wcielaniu   w   życie   społeczeństw). 
Etykę tę można określić „dorycką” (w odróżnieniu 
od   jońskiej),   a   charakteryzowała   się   surowością 
i głosiła   wyrzeczenia.   Tzw.  „pitagorejski   sposób 
życia”
  (pythagoricos   bios)   chwalił   Platon   (zob. 
7. list),   porównując   ze   sobą   Syrakuzy   i   Tarent. 
W tym   ostatnim,   leżącym   w   południowej   Italii, 
przez lata sprawował władzę pitagorejczyk, Archy-
tas z Tarentu
 (ok. 428 — ok. 365 p.n.e.).

Pierwszy związek pitagorejski w krótkim czasie 

stał się potęgą polityczną, opanowując miasta połu-
dniowej Italii. Pitagorejczycy uważali siebie za naj-
lepiej predysponowanych do sprawowania władzy, 
gdyż posiadali wiedzę i etykę. Nazywali się aristoi 
(aristos   -  najlepszy),   jako  „najlepsi   rządcy”
Występowali   przeciw   nieprzewidywalnej   władzy 
sprawowanej przez lud (demos). Do ścisłego związ-
ku nie mogli być dopuszczani wszyscy. Człowiek 

8

background image

nie tylko staje się aristeus poprzez wychowanie, ale 
dziedziczy to po przodkach. Stąd właśnie Pitagoras 
podkreślał konieczność dbałości o zdrowie i wycho-
wanie silnego potomstwa, a także zachowanie tra-
dycji obyczajów i praw („Nie obrywać wieńca, to 
znaczy nie gwałcić praw, które są wieńcem — koro-
ną miasta”
). Potępiał posłuch dla burzycieli i rewo-
lucjonistów.

Aristoi  nie ulega  communis opinion.  „Nie cho-

dzić po ulicach, przez co zakazywał przyjmowania  
sądów  i  opinii  ogółu,   a  nakazywał  przyjmowanie  
poglądów   nielicznych   i   wykształconych”
.  Horacy 
dodałby:  „Odi profanum vulgus et arceo”  (Niena-
widzę ciemnego tłumu i trzymam się odeń z daleka
).

Symbolem etyki Pitagorasa było  „Y”(tzw. litera 

pitagorejska   lub   samijska),   która   reprezentowała 
rozdroża ludzkiego życia. Człowiek wkracza w ży-
cie, w wieku młodzieńczym staje przed rozdrożem: 
dobra oraz zła, trudu i pracy nad sobą do tego co 
prawe,  szlachetne  i wzniosłe  oraz łatwizny,  przy-
ziemności, zaspokajania wyłącznie sytości ciała lub 
zmysłów. Aby móc wybrać właściwie należało zdo-
być rozeznanie w otaczającym nas świecie. Pitago-
ras przekonywał dlaczego droga trudu jest tak waż-
na,   dlaczego   kroczą   nią  aristoi.   Najważniejszym 
elementem tej etyki jawi się nam postawienie inte-
lektu   nad   zmysłową   naturą   człowieka.  Najlepsze 
zatem jest życie poddane dyscyplinie umysłowej. 
Zaproponował nowy sposób życia — bios theoreti-
kos
,   co  znaczy  życie  kontemplacyjne.   Nie  jest  to 

9

background image

jednak to znaczenie, które skłonni jesteśmy przypi-
sywać   temu   terminowi   zaanektowanemu   przez 
chrześcijańskich  anachoretów.   Inne  reguły  pitago-
rejskie miały pouczać: 

„Serca nie zjadać, to znaczy

nie pogrążać się w smutku”; 

„Nie siadać na beczce, to znaczy 

nie żyć w bezczynności”; 

„Nie przyjmować do domu jaskółek, 

to znaczy nie mieszkać pod jednym dachem 

z ludźmi gadatliwymi i odznaczającymi się niepo-

wściągliwym językiem”;

„Pomagać ludziom w dźwiganiu ciężarów, 

nie zaś w ich zrzucaniu, przez co 

nakazywał sprzyjać nie gnuśności i lenistwu, 

lecz dążeniu do trudów i dzielności”.

W  sposób   interesujący   droga   do   właściwego 

życia   wiązała   się   oczyszczaniem.   Duszę   miała 
oczyszczać nauka i muzyka, zaś ciała - medycyna. 
Także zdrowe odżywianie, wsparte systemem zaka-
zów.   W  „Żywocie   Pitagorasa”  Porfiriusz   pisał: 
„Jego śniadaniem był miód, obiadem - chleb z pro-
sa lub z jęczmienia i gotowane lub surowe jarzyny;  
rzadko [jadał] mięso zwierząt ofiarnych i to nie ze  
wszystkich [ich] części”
. Według Cicerona, Pitago-
ras   miał   odradzać   uczniom   jedzenie   bobu,   gdyż 
powoduje on wzdęcia, a tym samym mąci spokój 

10

background image

umysłu   poszukującego   Prawdy.   Można   darować 
fantazje metafizyczne temu, kto wpadł na związek 
Prawdy z bobem... Wyrażało to coś co określiliby-
śmy sentencją: w zdrowym ciele, zdrowy duch. Cał-
kowitym   przeciwieństwem   były   różne   sposoby 
umartwiania ciała stosowane m.in. przez chrześci-
jan. To przeciwieństwo dosadnie podkreślił Nietz-
sche,  pisząc w swym  „Antychryście”:  „Chrześci-
jaństwo potrzebuje choroby, mniej więcej tak, jak  
Grecy potrzebowali nadmiaru zdrowia — wywoły-
wanie choroby jest ukrytym zamiarem całego syste-
mu procedur leczniczych Kościoła. (..) Gardzi się tu  
ciałem, higienę odrzuca jako zmysłowość; Kościół  
broni się nawet czystości (- po wypędzeniu Maurów  
pierwszym   krokiem   chrześcijan   było   zamknięcie  
łaźni   publicznych,   których   sama   Kordoba   liczyła  
270 ). (...) dietę wybiera się tak, by sprzyjała zjawi-
skom chorobowym i rozdrażniała system nerwowy.”

Innym rysem charakterystycznym pitagorejskiej 

etyki był sprzeciw wobec samobójstwa, które wielu 
starożytnych filozofów dopuszczała: kiedy jesteśmy 
starzy i niedołężni, kiedy trapią nas liczne choroby 
i życie staje się udręką, znaczy to, że natura daje 
nam znak, że czas już odejść. Niektórzy nawet prze-
kuwali słowa w czyny, jak Zenon z Kition, założy-
ciel  szkoły   stoickiej  w  Atenach,   który   w   starości 
odebrał   sobie   życie.   Potomni   wznieśli   mu   posąg 
z inskrypcją:  „Temu,   który   żył   tak   jak   nauczał”. 
Jednak pitagorejczycy, a później Platon oraz epiku-
rejczycy odrzucali takie postępowanie. Pisana jest 

11

background image

nam   bowiem  „śmierć   ze   starości”,  czyli   śmierć 
„symetryczna”, zgodna z miarą, jak powiadali. 

Jak to jednak bywa w polityce, raz na wozie, raz 

pod   wozem.  Rzeczpospolita   Filozofów,  tj.  Liga 
Krotońska
, kierowana przez przywódców Bractwa 
Pitagorejskiego,   po   około   pięćdziesięcioletnim  
okresie sprawowania kontroli nad losami politycz-
nymi znacznych połaci Sycylii i południowej Italii,  
utraciła   całą   swą   potęgę   w   następstwie   ludowej  
rewolty   (Ghyka)”
.   Przeciwko   pitagorejczykom 
wybuchło powstanie krotońskie. Zostali ostatecznie 
rozbici jako klub polityczny, a członkowie w więk-
szości zostali wymordowani, reszta zaś zbiegła do 
innych miast. Jak ujął ich dzieje polityczne Jacques 
Brosse: „Były to grupy arystokratyczne, które zała-
mały się pod ciosami demokratów.

Ostatnim pitagorejczykiem sprawującym władzę 

polityczną był wspomniany matematyk, Archytas z 
Tarentu
,   władca   i   siedmiokrotny   generalissimus 
„tarenckiej republiki pitagorejskiej”.

Choć   najbardziej   znaną   starożytną   utopię   poli-

tyczną stworzył Platon, jednakże pierwsze utopie - 
modele ustroju doskonałego — pojawiły  się wła-
śnie w związkach pitagorejskich.

Równie gwałtownie swój instytucjonalny żywot 

zakończyły  związki   neopitagorejskie  w   Rzymie. 
Uważani za magów i taumaturgów, zostali w końcu 
poddani represjom władzy. J. Carcopino twierdził, 
że   to   głównie   przeciw   nim   kierowano   wszystkie 
rozporządzenia   przeciw   astrologom   i   magom, 

12

background image

wydawane przez Augusta i Tyberiusza. Ostateczny 
cios miała im zadać uchwała senacka z 52 r. n.e. 
nakazująca wygnanie z Italii astrologów. Zapewne 
jednak ich doktryny, w formie tajnych bractw, kon-
tynuowane były nadal. 

3. Pitagoreizm i orfizm

Jeśli   politykę   pitagorejczyków   uznamy   za   po-

chodną ich etyki, wówczas dodać należy, iż etyka 
z kolei była pochodną wierzeń religijnych. Pitago-
rejczycy   stanowili  związek   orficki  lub   pod   wpły-
wem orfizmu pozostawali. Orfizm był to mistyczny 
nurt religijny starożytnej Grecji, który w odróżnie-
niu   od   religii   oficjalnej   i   tradycyjnej   dawał   jego 
adeptom możliwość poczucia indywidualnego kon-
taktu z sacrum. Warto podkreślić, iż nie czyniły one 
zróżnicowania na wolnych i niewolnych, mężczyzn 
i kobiety — boskości mógł dostąpić każdy. I podob-
nie było w związku pitagorejskim: mogły doń nale-
żeć   kobiety   i   wiemy,   że   były  pitagorejki,   m.in. 
żona Pitagorasa, Teano, oraz jego córka, Damo.

Nurty mistyczne w greckim życiu religijnym roz-

wijały się od VIII w. p.n.e., pod wpływem Wschodu 
i Tracji. Opierały się na tajnych naukach i miste-
riach,   dających   mistyczne   przeżycia.  Pitagoreizm 
wpisał się w ten nurt mistyczno-orficki, a choć wie-
lu badaczy wyklucza pochodzenie doktryny Pitago-

13

background image

rasa od orfików, można jednak przyjąć, że obie one 
zawierały bardzo wiele elementów wspólnych, tak 
w sferze etyki jak i teologii.

Podobnie   jak   u   orfików,   w   związku   pitagorej-

skim   wymagano   od   adeptów   określonego   stylu 
życia, polegającego m.in. praktykach oczyszczają-
cych, powstrzymywaniu się od jedzenia mięsa i bo-
bu, wegetarianizmie. 

Związki   orfickie   charakteryzowały   specjalne 

procedury inicjacyjne, mające za cel przyjęcie pro-
fana   w   krąg   wtajemniczonych.   Występowało   to 
również u pitagorejczyków. Aby móc zostać przyję-
tym należało przejść egzamin, trzyletnie studia oraz 
pięcioletnią praktykę ascezy i milczenia. Wówczas 
objawiano im tetraktys, czyli symbol świętej licz-
by pitagorejskiej, będący specyficznym trójkątnym 
przedstawieniem liczby 10 —  „potężnej i tajemni-
czej Dziesiątki
”, „źródła i korzenia Wieczności” — 
jak mawiali. 

Szczególnym   rysem   orfizmu   stała   się   nauka 

o duszy. Orficy głosili, że dusza jest niezależna od 
ciała, jest w nim uwięziona jak w klatce, jest pier-
wiastkiem boskim i wyższym. Pojęcie to przeniknę-
ło następnie do filozofii i innych religii. Przejął je 
również   późniejszy   judaizm   i   chrześcijaństwo. 
Chrześcijanie mają dusze nie od Jehowy, gdyż pier-
wotne pisma biblijne nie znają jeszcze takiego rozu-
mienia duszy, a od Orfeusza (który też zresztą nig-
dy   nie   istniał).   Nieprzypadkowo   postać   Orfeusza 
odgrywała tak duże znaczenie w pierwotnym chrze-

14

background image

ścijaństwie.   Miał   on   być   symbolem   Chrystusa. 
Obraz Orfeusza, który gra na swej lirze dla zwie-
rząt, jest jedynym motywem mitologicznym, który 
odnajdujemy   w   chrześcijańskich   katakumbach. 
Ojcowie   Kościoła   tłumaczyli   to   bardzo   prosto: 
„Orfeusz był uczniem Mojżesza”. Trafnie podsumo-
wuje to religioznawca Reinach: „Między orfizmem  
a chrystianizmem były analogie tak oczywiste, tak  
wyraziste nawet, że nie można było przypisywać ich  
przypadkowi; przypuszczano starożytną wspólność  
natchnienia. Krytyka nowożytna szuka wytłumacze-
nia tych podobieństw gdzie indziej, niż w awantur-
niczej hipotezie zażyłości między Mojżeszem a Orfe-
uszem.   Dostrzega zresztą,   że orfizm ma  nie  tylko  
rysy wspólne z judaizmem, ale z innymi odleglejszy-
mi religiami, jak buddyzm, a nawet z zupełnie pier-
wotnymi wierzeniami dzikich współczesnych. Jeżeli  
się znajduje, przyglądając się z bliska, trochę orfi-
zmu we wszystkich religiach, to dlatego, że orfizm  
uruchomił pierwiastki, które są wspólne im wszyst-
kim,   zaczerpnięte   na   samym   dnie   natury   ludzkiej  
i karmione jej najdroższymi złudzeniami.”

4. Wierzenia pitagorejskie

Naczelnym pojęciem w doktrynie pitagorejskiej 

jest  dusza. Według nich, dusza jest bytem odręb-
nym i trwalszym od ciała, może się łączyć z dowol-
nym ciałem. Wpisując duszę w kontekst kosmolo-

15

background image

giczny, wiązali ją z substancją, którą nazywali ete-
rem
. Ich kosmologia na ogół przedstawiała dziesięć 
planet   (w   tym   Ziemię)   krążących   wokół   centrum 
wszechświata. Nie okala tego wszystkiego powie-
trze, które jest czynnikiem wyłącznie ziemskim, ale 
właśnie ów „eter", substancja doskonalsza niż inne, 
gdyż jest bardzo ruchliwa (znaczy dosł. „zawsze się 
porusza”
), która jest wieczna, niezniszczalna i nie-
stworzona. Dusza to właśnie ten czynnik eteryczny, 
jednak człowiek ma go mało, więc jest śmiertelny, 
natomiast ciała niebieskie, które mają go więcej, są 
przez to nieśmiertelne. Jednak dusza w człowieku 
jako taka posiada właściwości eteryczne.

Jak jednak wytłumaczyć, iż ta doskonała dusza 

jest skazana na taki „mezalians”, czyli jej związek 
z kruchym i marnym ciałem? Przyczyną są jej prze-
stępstwa. Dusza jako winna, doznała Upadku. Aby 
zostać   zbawioną   z   tego   podłego   stanu   musi   się 
oczyścić,  przez  odpokutowanie  win.   Pokutuje zaś 
w więzieniu ciała. Wina jednak jest tak wielka, że 
jedno wcielenie to za mało. Wprawdzie na amnestię 
nie ma co liczyć, ale istnieje możliwość wyjścia na 
przepustkę lub nawet przedterminowego zwolnienia 
za dobre sprawowanie. Dobrym sprawowaniem jest 
oczywiście udział w misteriach i inne praktyki reli-
gijne, ale także życie ascetyczne, pobożne i spra-
wiedliwe (tzw. pitagorejski tryb życia).

Jak wynika z powyższego, pitagorejczycy wie-

rzyli w reinkarnację (metempsychozę). Ma to być 
dogmat importowany z Indii. Ponoć Pitagoras prze-

16

background image

jął to od  Pherekydosa z Syros, który ponoć przy-
wiózł   to   znad   Gangesu.   Raczej   skłonny   byłbym 
uznać   to   za   błędny   punkt   widzenia   sympatyków 
religii Indii. Wiara w wędrówkę dusz występowała 
w wielu odległych od siebie kulturach (już w cza-
sach paleolitycznych), nie sposób przypisać to wza-
jemnym   przenikaniem   się   wpływów.   Właściwsze 
zdaje   się   wyjaśnienie   dra   J.  T.   Bąbla:  „Wiara   w 
«wędrówkę dusz»  jest zjawiskiem konwergentnym, 
którego  źródeł  należy  szukać przede  wszystkim  w  
sferze ludzkiej psychiki.”

Z wędrówki dusz wynikał również  zakaz przy-

sięgania  -   aby   nie   skłamać   wobec   zobowiązań 
z innych wcieleń, o których jednak po napiciu się 
z wód rzeki zapomnienia zatarła się pamięć. Z wie-
rzeń o wcielaniu się dusz w różne formy cielesne 
wynikał   również   ich  wegetarianizm  -   aby   nie 
pożreć brata, któremu akurat w udziale przypadło 
więzienie np. w kaczce czy w świni.

Być może dzisiejsi pitagorejczycy, zakładając, że 

kontynuowane byłoby skrzydło naukowe ich sekty, 
zwołaliby   sobór   celem   uchylenia   tego   dogmatu, 
gdyż nie zawsze wegetarianizm jest pożyteczny dla 
„celi więziennej”. Być może swój akt uzasadniliby 
tak jak autorka „Filozofii zdrowia”, Anna Ciesiel-
ska, która napisała, że w naszym klimacie spożywa-
nie mięsa jest niezbędne, gdyż zawiera ono białko, 
całą harmonię makro- i mikroelementów, witamin. 
Jest   głównym   źródłem   naszej   energii.   Za   Heleną 
Kowalik dodaliby może:  „Można być wspaniałym 

17

background image

wegetarianinem w Kalkucie, bo tam są odpowied-
nie   warunki   klimatyczne.   Polacy   to   inna   kultura  
żywieniowa. Ale szerokie otwarcie granic i łatwość  
podróżowania sprawiają, że rodacy przywożą kuli-
narne nowinki ze świata potraktowane jednak bar-
dzo wybiórczo. (...) wegetarianizm to nie tylko bez-
mięsne dania, to sposób na życie — wbrew pozorom  
agresywny. A agresja wywołuje agresję.
” Agresyw-
ne zachowania mącą spokój ducha, a tym samym są 
sprzeczne   z   pitagorejskim   trybem   życia.   Gdyby 
doszło  do wspomnianej  modyfikacji doktrynalnej, 
w konsekwencji musieliby poprawić też interpreta-
cję problemów związanych z transmigracją. Pożar-
cie   kaczki   nie   musiałoby   być   przecież   tożsame 
z pożarciem   brata,   gdyż   duszy   nie   sposób   unice-
stwić przez zjedzenie. Oznaczałoby to zatem zapro-
szenie brata do własnej celi, aby raźniej było poku-
tować.   Jeśli   jakiś   sceptyczny   niedowiarek 
zarzuciłby takiej interpretacji słabość, implikującą, 
jego   zdaniem,   schizofrenię   mięsożerców,   tedy   ja 
odparłbym mu, iż kolejne dusze nie oznaczają prze-
cież rozbicia osobowości. Różne dusze manifestują 
się przez wielość nastrojów, zmienność zachowań 
i reakcji,   jak   to   określa   niewierna   nauka.   Metafi-
zyczne implikacje takiej modyfikacji byłyby bardzo 
konstruktywne,   gdyż   wiadomo   przecież,   że   wiel-
kość celi nie jest nieskończona, zbyt dużo dusz nie 
pomieści, a też pokuta nie może się przerodzić w 
rozrywki,   o   jakie   łatwiej   w  dużym   towarzystwie. 

18

background image

Ergo: za dużo mięsa to też nie zdrowo, a im starsi 
jesteśmy   tym   powinniśmy   go   jeść   mniej.  Aby  
więzienia nie zrobił się burdel
.

Koncepcja transmigracji dusz, może mieć jednak 

pewną wartość dla zmiany naszego sposobu trakto-
wania zwierząt. Ksenofanes opisywał jak Pitagoras 
widząc człowieka bijącego psa, nakazał mu zaprze-
stanie, gdyż rozpoznał w skowycie psa głos swego 
przyjaciela. Pies jest na ogół wierniejszym przyja-
cielem   człowieka   niż   inny   człowiek,   Pitagoras   z 
pewnością się nie mylił. Oczywiście nie tylko psy 
zasługują na lepsze traktowanie. Zresztą, nie tylko 
zwierzęta, ale wszystko co żyje — cała nasza przy-
roda jest w wielkim niebezpieczeństwie. Atakuje ją 
wielki wróg: człowiek... 

5. Nauka o duchu a duch nauki

Pitagoras wtajemniczony był nie tylko w orfizm

ale i w misteria apollińskie. Jego doktryna religijna 
była   syntezą   ich   obu.   Pierwiastek   apolliński,   w 
przeciwieństwie   do  pierwiastka   dionizyjskiego  łą-
czonego z uczuciami, utożsamiany jest z rozumem. 
Znalazło to doskonałe odzwierciedlenie u pitagorej-
czyków.   Jeśli   istnieje   jakiś   idealny   model   relacji 
wiary religijnej i nauki, to jest to model pitagorej-
ski: Każdy człowiek został stworzony przez Boga 
w tym  celu,  ażeby  poznawać  i  oglądać.   Fenomen 
ich wierzeń religijnych polegał na tym, iż w odróż-

19

background image

nieniu od innych grup mistycznych, które praktyko-
wały jako środki mistyczne muzykę, tańce oszała-
miające czy wino, pitagorejczycy za najważniejsze 
środki oczyszczania duszy uznawali  życie ascetycz-
ne, muzykę i pracę naukową.
 Dla wielu z nich ten 
ostatni stawał się najważniejszym, w efekcie czego 
w V w. doszło do rozłamu. Grupa, którą określa się 
mianem „akuzmatyków”, koncentrowała się na wąt-
kach   mistycznych   i   sakramentalnych.   Natomiast 
tzw.  „matematycy”  (od  mathéma  „nauka, umiejęt-
ność”),   pozostając   przy   dawnych   wierzeniach,   na 
głównym planie stawiali naukę. Jednak nauka jako 
środek oczyszczenia nie stanowił dla nich sposobu 
do osobistego wyróżnienia się. Dla współczesnych 
naukowców   jest   to   bardzo   ważny   i   stymulujący 
aspekt   badań,   zupełnie   zrozumiały   i   pozytywny, 
choćby w tym sensie, że przez skromność pitagorej-
skich uczonych dziś nie znamy wiele ich nazwisk 
ani tego kto czego dokonał. Jako przyczynę tego, 
wielu   skłonnych   byłoby   wskazać   tajemnicę   jaką 
mieli pitagorejczycy otaczać swe nauki. Krążyło np. 
podanie   o   tym   jak   jeden   z   adeptów   sekty   został 
przez   braci   utopiony   za   to,   że   wyjawił   obcym 
odkrycia   dotyczące   liczb.   Są   to   jednak   zapewne 
legendy.

Związek pitagorejski prawdopodobnie składał się 

z dwóch kategorii członków:  „właściwych pitago-
rejczyków”
  (pythagoreioi), którzy tworzyli wspól-
notę  sensu   stricto  (wspólnota   dóbr,   wspólne 

20

background image

zamieszkiwanie, noszenie białych szat, przestrzega-
nie tabu), oraz „pytagorystów” (pythagoristai), któ-
rzy zbierali się jedynie dla wysłuchiwania wykła-
dów   Pitagorasa.   Na   podstawie   Jamblicha,   ten 
podział możemy utożsamić z podziałem na  mate-
matyków
  i akuzmatyków.  J. Brosse przedstawia ten 
podział jako  „krąg zewnętrzny”, czyli  akuzmatycy
którzy mieli za zadanie obronę związku, tworzyli 
konfraternię   wojowników   dowodzonych   przez 
Milona   z   Krotony,   zięcia   Pitagorasa,   oraz  „krąg 
wewnętrzny”
,   czyli  matematycy,   wtajemniczeni 
m.in.   w  prazasadę   liczb.   Pytagoryści-akuzmatycy 
nie   tylko   nie   zajmowali   się   pracą   naukową,   ale 
z czasem do słów Mistrza zaczęli pochodzić z na-
bożną czcią, traktując je jako dogmaty (podobnie 
jak   w   Średniowieczu   traktowano   Arystotelesa). 
Wśród nich za mędrca nie uchodził ten, kto dokonał 
osobiście najwięcej, lecz ten kto spamiętał więcej 
z nauk Guru. To oni przyczynili się do ubóstwienia 
Pitagorasa oraz rozrostu legend pitagorejskich. Jest 
to postawa zupełnie przeciwna duchowi naukowe-
mu i podobnie jak neopitagoreizm, akuzmatycy sta-
nowią   ten   nurt   w   łonie   Pitagoreizmu,   który   nie 
zasługuje na nasze większe zainteresowanie.

Na   temat   relacji   wiara-nauka   w   Pitagoreizmie, 

niezwykle istotna i celna jest uwaga Bertranda Rus-
sella:  „Niezależnie   od   elementu   mistycznego,  
wywodzącego się z odżywającego ruchu orfickiego,  
naukowy aspekt działalności szkoły nie został przy-
ćmiony   przez   jej   koncepcje   religijne.  Nauka   nie 

21

background image

nabrała posmaku religii, choć pragnienie poświę-
cenia się teoriom uznano za coś religijnego.”
 Wie-
lu późniejszych naukowców wyrażało się o swoim 
stosunku do nauki w podobnym duchu. Oczywiście 
absurdalne i złośliwe jest przedstawianie tego jako 
„religii nauki”, czym do znudzenia bałamucą swo-
ich czytelników religijni apologeci i inni przeciwni-
cy nauki. Posłuchajcie fragmentu popularnonauko-
wego   wykładu   Feynmana:  „Tej   pracy   [tj.   badań 
i odkryć] nie wykonuje się dla korzyści płynących  
z wdrażania w życie nowych osiągnięć. Motywem  
są emocje związane z odkryciami. Być może, więk-
szość was o tym wie. Jest jednak niemal niemożliwe  
przekazanie   podczas   wykładu   tym   z   was,   którzy  
tego   uczucia   nie   znają,   owego   ważnego   aspektu  
pracy naukowej, jej ekscytującej strony, prawdziwe-
go powodu, dla którego ludzie zajmują się nauką.  
A nie   rozumiejąc   tego,   gubicie   istotę   rzeczy.   Nie  
możecie pojąć nauki ani jej związku z czymkolwiek  
innym, dopóki nie zrozumiecie i nie docenicie tej  
wielkiej przygody naszych czasów. Nie żyjecie peł-
nią swojej epoki, jeśli nie rozumiecie z jak wielką  
przygodą — a przy tym szalonym i podniecającym  
przedsięwzięciem — macie do czynienia. Myślicie,  
że nauka jest nudna? Nie, nie jest.
  Innym razem 
mówił:  „Kiedy   taki   obiektywny   obraz   zostaje   w  
końcu skonstruowany, a tajemnica i majestat mate-
rii widnieją przed nami w całej krasie, wtedy przyj-
rzenie   się   z  powrotem   człowiekowi   jako   skupisku  
materii, potraktowanie życia jako części uniwersal-

22

background image

nej, najgłębszej tajemnicy przynosi doznanie, które  
jest bardzo rzadkie i niezwykle poruszające. Zwykle  
kończy się to śmiechem i refleksją nad daremnością  
usiłowań   zmierzających   do   zrozumienia,   czymże  
jest   ten   atom   we   Wszechświecie.   Czymże   jest   ta  
istota - atom obdarzony ciekawością — który przy-
gląda się sobie i zastanawia, dlaczego w ogóle się  
zastanawia? Zwykle takie naukowe rozważania pro-
wadzą do przerażenia i tajemnicy, do zagubienia na  
granicy niepewności. Wydają się jednak tak głębo-
kie i tak istotne, że teoria zakładająca, że wszystko  
to jest sceną, na której Bóg obserwuje ludzkie zma-
gania z dobrem i złem, okazuje się niewystarczają-
ca. niektórzy powiedzą, że przed chwilą opisałem  
doświadczenie religijne. Bardzo dobrze. Możecie to  
nazywać jak chcecie. Powiem wtedy, że dzięki prze-
życiu religijnemu tego rodzaju młody człowiek prze-
konuje się, iż religia wyznawana w jego Kościele  
nie   wystarczy,   by   opisać,   by   ogarnąć   podobne  
doświadczenie.   Bóg   tego   Kościoła   nie   jest   dość  
potężny.

Wilson w swej  Konsiliencji  nazywa to  „joń-

skim zauroczeniem”. Moim zdaniem słuszniejszym 
i bardziej adekwatnym określeniem byłoby  „pita-
gorejskie   zauroczenie”
.   Jak   powiada   Jacob   Bro-
nowski: „Kiedy Pitagoras dowiódł swego wielkiego 
twierdzenia,   złożył   muzom   w   ofierze   sto   wołów  
w podziękowaniu za natchnienie. Był to gest dumy 
i pokory zarazem, uczuć jakie po dziś dzień odczu-
wa   każdy   uczony,   gdy   otrzymane   dane   liczbowe  

23

background image

pasują do siebie i powiadają: Oto fragment struktu-
ry samej przyrody, klucz do niej.”

6. Pitagorejski ośrodek badawczy

Główny rozkwit naukowy w łonie Pitagoreizmu 

wiąże się z czasem tzw. młodych pitagorejczyków 
(przełom V i IV w. p.n.e.), już po upadku pierwszej 
szkoły w Krotonie. Do najwybitniejszych młodopi-
tagorejczyków   zaliczamy  Archytasa   z   Tarentu  i 
Timajosa z Lokri. W kolejnych generacjach wyróż-
nił się Eudoksos z KnidosFilolaos i Eurytas eks-
portowali Pitagoreizm do Grecji, zakładając zwią-
zek w Tebach. Ich uczeń,  Ksenofil, założył szkołę 
pitagorejską w Atenach.

Głównymi   dziedzinami,   jakimi   zajmowały   się 

szkoły pitagorejskie były:

1. Medycyna
2. Muzyka
3. Matematyka
Jest to wszelako nasz podział. Pitagorejczyk po-

wiedziałby, że oprócz medycyny ich nauka zajmuje 
się matematyką, a tutaj: a) geometrią, b) geometrią 
stosowaną (za jaką uważali astronomię), c) arytme-
tyką, d) arytmetyką stosowaną (za jaką uważali mu-
zykę).

Największy   powód   do   chluby   dała   im   szkoła 

matematyczna,   (która   z   pewnością   zawdzięczała 

24

background image

wiele   Babilończykom),   dorównując   swej   sławie 
szkole medycznej z wyspy Kos (w koskiej szkole 
działał   m.in.  Hipokrates).  Arystoteles   pisał:  „Tak 
zwani pitagorejczycy zajęli się pierwsi matematyką  
i pchnęli ją naprzód
.”  Nie znaczy to, że wcześniej 
ludzie nie umieli liczyć i rachować. Pitagorejczycy 
stworzyli   matematykę   jako   dziedzinę   naukową, 
podczas   gdy   wcześniej   funkcjonowała   w   sferze 
praktyki. Tym samym jeśli ktoś miałby być patro-
nem   matematyków,   to   Pitagoras   jest   najlepszym 
kandydatem.

7. Badanie figur i stosunków

przestrzennych (geometria)

Odkryli   dwa   najważniejsze   elementarne   twier-

dzenia: o sumie kątów w trójkącie (jednak twier-
dzenia te dowodzili oddzielnie dla trójkątów równo-
bocznych,

 

równoramiennych

 

i

 

nierównoramiennych) 

oraz tzw.  twierdzenie Pitagorasa:  pole kwadratu 
zbudowanego na przeciwprostokątnej trójkąta pro-
stokątnego jest równe sumie pól kwadratów zbudo-
wanych na przyprostokątnych:
 c

2

 = a

2

 + b

2

. Od nich 

pochodzą takie pojęcia jak  „parabola”,  „hiperbo-
la”
„elipsa”.

Oni  też  odkryli  regułę  „złotego  podziału”  mó-

wiącą, jak należy ustalić proporcje elementów dzie-
ła plastycznego, by dawały najlepszy skutek este-
tyczny. 

25

background image

8. Nauka o liczbach (arytmetyka) 

Należy przede wszystkim zaznaczyć, że pitago-

rejskie pojęcie  liczby  nie było tak abstrakcyjne jak 
nasze,   traktowali   je   łącznie   z   wielkościami   prze-
strzennymi,   liczba   była   rozumiana   zawsze   jako 
przestrzenna   wielkość   (od   tego   do   dziś   pozostała 
nazwa liczb „kwadratowych”).

Zajmowali   się   klasyfikacją   liczb.   Wprowadzili 

takie rozróżnienia, jak liczby parzyste i nie, będące 
kwadratami   i   nie.  Liczby   kwadratowe  to   sumy 
kolejnych liczb nieparzystych
 (np. liczba kwadrato-
wa 9 jest sumą: 1+3+5, nazwa wzięła się z przed-
stawiania tych liczb pod postacią kwadratów stwo-
rzonych   z   kamyków).   Natomiast  sumy   kolejnych 
liczb parzystych nazywali  liczbami prostokątnymi

Specjalne znaczenie miała suma pierwszych czte-
rech liczba naturalnych (1+2+3+4) — tzw. tetraktys 
(arcyczwórka lub czwórnia). Układana z kamyków 
w   kolejnych   rzędach   przybierała   postać   trójkąta 
(liczba trójkątna) i była ich liczbą świętą.

Odróżniali także  liczby niewymierne  (niedające 

się zapisać w postaci ułamka). Liczby niewymierne 
odkryli  dzięki  stosowaniu  liczb  w  odniesieniu  do 
geometrii: stwierdzili, że stosunek długości przekąt-
nej kwadratu do długości jego boku nie jest równy 
stosunkowi 2 liczb całkowitych. 

26

background image

9. Nauka o dźwięku (akustyka) 

Teorię   muzyki   rozwijali   w   związku   ze   znacze-

niem   oczyszczającym   jakie   przypisywali   muzyce. 
Odkryli, że przyczyną dźwięku jest ruch (akusty-
ka jest w istocie nauką o rozchodzeniu się dźwięku 
w różnych ośrodkach). Wskazali, iż  dźwięki mu-
zyczne   wykazują   matematyczną   prawidłowość

odkryli stosunki liczbowe między interwałami har-
monicznymi   (różnicami   wysokości   dwóch   dźwię-
ków współbrzmiących). Wprawiona w drganie na-
ciągnięta struna wydaje nutę podstawową. Dźwięki 
brzmiące harmonijnie z nią uzyskujemy w wyniku 
podziału struny na równe części: dwie, trzy, cztery... 
W  innych   punktach   unieruchomiona   struna   wyda 
dźwięk   dysonansowy.   Połowa  struny   daje  dźwięk 
o oktawę (stosunek częstotliwości drgań 2:1) wyż-
szy, zaś 2/3 — o kwintę wyższy od tonu zasadni-
czego. Akord C, G, c nazwali „harmonijnym" (dłu-
gość strun: 1, 2/3, 1/2).

10. Nauka o ciałach niebieskich 

(astronomia)

 

Osiągnięcia   pitagorejczyków   w   tej   dziedzinie 

również były imponujące, w pewnym sensie wręcz 
rewelacyjne. Najpierw doszli do  kulistości Ziemi
O   ile   np.  kosmologia   biblijna  ukazywała   Ziemię 

27

background image

jako płaski naleśnik, o tyle Grecy doszli do odmien-
nych wniosków. Poczyniono bowiem spostrzeżenie, 
iż  na Wschodzie   gwiazdy   „wstają   wcześniej”  niż 
w Grecji. Przed pitagorejczykami uczeni przypusz-
czali,   iż   w   konsekwencji   tego   Ziemia   musi   być 
wklęsła, a Wschód leży po prostu bliżej brzegów 
owej wklęsłości, a tym samym jest bliżej gwiazd. 
Pitagorejczycy   odrzucili   to   i   wysunęli   hipotezę 
o wypukłym kształcie Ziemi.

Odrzucili   ponadto   pogląd,   iż   wszechświat   jest 

wypełniony   ziemskim   powietrzem.   Twierdzili,   że 
powietrze otacza jedynie Ziemię, a reszta wszech-
świata   jest  próżnią   wypełnioną   eterem.   Konse-
kwencją tego poglądu było stwierdzenie, że gwiaz-
dy nie są poruszane przez powiewy powietrza, lecz 
mocą sił tkwiących w nich samych. Planety nie błą-
kają się przypadkowo po niebie, jak sądzono daw-
niej, a krążą tą samą drogą poruszane tę samą we-
wnętrzną siłą (w kosmologii chrześcijańskiej miały 
to być anioły boże). Dla nauki był to pogląd o og-
romnym   znaczeniu,   implikował   bowiem   wniosek, 
iż we wszechświecie panuje porządek (kósmos) i re-
gularność.  Wszechświat jest kosmosem  — twier-
dzili   pitagorejczycy.   Dziś  „wszechświat”  i  „kos-
mos”
 to synonimy. Oznaczało to zasadniczą zmianę 
paradygmatu — całkiem nowy obraz świata.

Po kulistości Ziemi, wpadli na pomysł, iż może 

się ona obracać dookoła własnej osi.

Inni   natomiast   zaczęli   przypuszczać,   że  krąży 

ona   dookoła   idealnego   ośrodka   systemu   plane-

28

background image

tarnego  (tzw.   system   pitagorejski;   poglądu   tego 
bronili   m.in.   Hiketas,   Filolaos,   Ekfantos).   Owym 
ośrodkiem miał być ogień jako „serce wszechświa-
ta”
,   utożsamiany   z   liczbą  Jeden.   Ziemia   utraciła 
swoje centralne miejsce we wszechświecie. „To by-
ła nowa koncepcja świata. A pomysł pitagorejczy-
ków   stanowił   najtrudniejszy   może   krok   naprzód  
w poznaniu ustroju świata, bo  przez rozumowanie 
przezwyciężał   najbardziej   naturalne   i   uparte  
wyobrażenia   ludzkie
  (Tatarkiewicz).   O   tym   jak 
trudny   i   rewelacyjny   był   to   krok   świadczy   m.in. 
fragment  z utyskiwań Arystotelesa: „Przeciwnego 
zdania są ci, którzy należą do szkoły italskiej, zwani  
pitagorejczykami.   Twierdzą   oni   mianowicie,   że   w  
środku wszechświata jest ogień, a Ziemia jest tylko  
jedną   z   gwiazd   i   swoim   ruchem   dokoła   środka  
powoduje dzień i noc. Prócz tego dobierają do pary  
jeszcze inną Ziemię, przeciwległą do naszej i nazy-
wają ją Antychton (Przeciw-Ziemią)
. Zamiast opie-
rać swoje poglądy i wyjaśnienia przyczyn na zjawi-
skach   zaobserwowanych,   wciągają   zjawiska   do  
kadr   swoich   rozumowań   i   mniemań   i   starają   się  
dostosować je do nich
” („O niebie”, 295a). Jakże 
stąd   już   blisko   do   heliocentryzmu   i   podwójnego 
obrotu Ziemi! Dziś największymi laurami honoro-
wany jest Arystarch z Samos ze szkoły Arystotele-
sa, który w III w. p.n.e. twierdził mniej więcej to co 
Kopernik.   Powinniśmy   jednak   uznać,   iż   najwięk-
szym   przełomem   był   system   pitagorejski,   a  Ary-

29

background image

starch   dokonał   jedynie   śmiałej   syntezy   poglądów 
pitagorejskich.

Warto zauważyć, że po wiekach, kiedy Kościół 

podjął walkę z kopernikanizmem, to potępiany on 
był jako „doktryna pitagorejska”! Dekret kościelny 
z 5 marca 1616 nakazujący zamieszczenie książki 
Kopernika   na   Indeksie   Ksiąg   Zakazanych,   głosił 
m.in.:  „Doszło   do   wiadomości   tejże   Świętej   Kon-
gregacji, iż fałszywa i sprzeczna z Pismem Świętym  
doktryna pitagorejska o ruchu Ziemi i nieruchomo-
ści Słońca, nauczana również przez Mikołaja Ko-
pernika w De revolutionibus orbium coelestium...
” 
W istocie nowożytni heliocentryści nawiązywali do 
starożytnych, np. Kepler pisał, że niektóre odkrycia 
zawdzięczał inspiracjom pitagorejskim (m.in. tzw. 
proporcje interwałowe w torach planet). 

Podobnie jak filozofowie jońscy, Pitagoras uzna-

wał też  wielość światów, jednak nie nieskończoną 
wielość.

11. Nauka o zdrowiu i budowie ciała

(medycyna i anatomia) 

Bardzo wielu pitagorejczyków było medykami. 

Najsławniejszym z nich była Alkmeon (Alkmajon) 
z Krotonu
, jeden z pionierów naukowej medycyny, 
lekarz, anatom i filozof, żyjący w pierwszej poło-
wie

 

V w. p.n.e. Był twórcą pierwszej w filozofii gre-

ckiej fizjo-sensualistycznej teorii poznania, opartej 

30

background image

na badaniu mózgu i analizie gromadzonych w nim 
wrażeń. Odróżniał doznania zmysłowe od procesów 
myślowych. Procesy poznawcze rozumiał jako uza-
leżnione   od   doświadczenia   zmysłowego   oraz   od 
zdrowego stanu mózgu. On jako pierwszy twierdził, 
że   emocje,   rozum   i   świadomość   mieszczą   się 
w mózgu. Jego poprzednicy doszukiwali tych wła-
ściwości m.in. w sercu i w wątrobie.

12. Numerozofia 

czyli filozofia pitagorejska 

Jak wspomniałem, u pitagorejczyków etyka i po-

lityka   wynikały   z   wierzeń   religijnych.   Z   wierzeń 
wynikało też zainteresowanie badaniami naukowy-
mi. Natomiast z badań naukowych wynikała filozo-
fia.   Filozofię   tę   stanowiły   różnorakie   spekulacje 
związane z liczbami.

Jako   pierwsi,   którzy   w   sposób   tak   intensywny 

zajęli się matematyką teoretyczną i badaniem sto-
sunków   liczbowych   w   świecie   przyrody,   wpadli 
w fascynację „magią liczb”. Odkrywszy, iż własno-
ści rzeczy i relacje między nimi tak fenomenalnie 
mogą być wyrażane za pomocą liczb i stosunków 
liczbowych, przypisali liczbie mistyczną potęgę — 
liczby są prazasadą bytu (pratworzywo, archezasa-
da). Jest to zasadnicza zmiana w filozofii w stosun-
ku do tzw. filozofów jońskich, którzy przyjmowali 

31

background image

materialną   prazasadę   bytu  (woda   —   wg   Talesa; 
powietrze — wg Anaksymenesa; ogień — wg He-
raklita;   natomiast   Anaksymander   za  prazasadę 
przyjmował   apeiron
,   bezgraniczna,  nieskończona, 
wieczna,   bezkształtna   i   bezkresna   pramateria). 
U pitagorejczyków   to   nie   materia   jest   prazasadą, 
a jej forma. Według nich ład i kształt świata opiera 
się na liczbach. O pitagorejskiej archezasadzie Ary-
stoteles pisał następująco: „Przejąwszy się matema-
tyką, jęli uważać, że zasady jej są zasadami wszel-
kiego   bytu   (...)   uważali   liczby   za   rzecz   pierwszą  
w całej   naturze,   pierwiastki   liczb   za   pierwiastki  
bytu, niebiosa całe za harmonię i liczbę”
. Nie nale-
ży tego rozumieć w tym sensie, iż byty są liczbami, 
lecz że mają liczby: podstawową właściwością rze-
czy są kształty geometryczne
, a ich geometria była 
ściśle zespolona z arytmetyką, stąd wykoncypowali 
wniosek: wszystko jest liczbą, liczba jest realną siłą  
w przyrodzie
.

Jednak liczba nie była jedyną zasadą bytu, jako 

forma musiała istnieć wespół z tym co jest formo-
wane, z substratem. Byt ma zatem charakter dwo-
isty i tworzy go czynnik kształtujący (peras) oraz 
kształtowany  (apeiron).  Peras  określa coś co ma  
w sobie   miarę,   normę,   wzór
.  Apeiron  oznaczał 
z kolei coś co nie jest przez nic ograniczone.
 Peras 
nakłada się na apeiron i go sobie podporządkowuje. 
Liczba jest  peras. Gdyby świat nie miał liczby, to 
nie istniałby.  „Bez liczby byłoby wszystko bezgra-
niczne, niejasne i niepojęte”
. Gdy poznamy stosun-

32

background image

ki liczbowe świata, będziemy mogli nad nim zapa-
nować. Liczba zatem umożliwia nam poznawanie
gdyby bowiem rzeczy nie miały swoich liczb, nie 
moglibyśmy ich poznać. Poznanie to sprowadzenie 
do liczb, wzorów. W istocie, dziś wiemy, że są takie 
aspekty rzeczywistości, które niezwykle trudno jest 
na poznać inaczej jak za pomocą wzorów i równań 
matematycznych.  Ta  intuicja  pitagorejczyków  jest 
nam więc bliska. B. Russell zauważa: „Jest to naj-
ważniejsza teza Pitagorasa, zapomniana w okresie  
post hellenistycznym i odkryta na nowo z tekstami  
myślicieli starożytnych. Obecnie stanowi ona pod-
stawową cechę myślenia naukowego.”

Uzupełniając obraz pitagorejskiej epistemologii, 

należy dodać, iż uznawali oni, że wiedza doskonała 
jest domeną wyłącznie bogów. Człowiek natomiast 
wnioskuje tylko ze znaków-objawów. Od znaków 
można jednak przejść do istoty rzeczy — od feno-
menów do esencji (model indukcyjny Alkmeona z 
Krotonu
). Natomiast u Archytasa z Tarentu spotyka-
my   się   po   raz   pierwszy   w   filozofii   z  modelem 
dedukcyjnym
.

Dualizm bytu przyjmowany w filozofii pitagorej-

skiej pobudzał ich do tropienia  przeciwieństw  we 
wszystkich  zakamarkach  istnienia.   Oprócz  przeci-
wieństw oczywistych, jak granica i bezkres, spokój 
i ruch, światło i ciemność, dobro i zło itd., czasami 
wykazywali wielką pomysłowość w ich odkrywa-
niu. Za pomocą przeciwieństw Alkmeon z Krotonu 
tłumaczył istotę choroby. Zdrowie według niego to 

33

background image

równowaga przeciwnych sobie jakości, choroba zaś 
jest panowaniem jednej z nich, jest zatem zaburze-
niem równowagi.

Filolaos   z  Tarentu  (ok.   470-399   p.n.e.),   który 

pierwszy   spisał   nauki   Pitagorasa,   do   tych   dwóch 
zasad bytu dodał trzecią -  harmonię, czyli coś co 
nakłada peras na apeiron, co utożsamiał z demiur-
giem, bogiem.

Do   liczb   przypisane   były   określone   znaczenia, 

np.   5   oznaczała   własności   ciał   fizycznych,   6   — 
życie, 7 — ducha, 8 — miłość, 9 — roztropność 
i sprawiedliwość.

Liczba dziesięć, przedstawiana pod postacią tzw. 

tetraktys, była dla nich doskonałą i świętą, gdyż 
symbolizowała strukturę całego świata. Rozumieli 
to następująco:
1 — punkt,
2 — odcinek (jako połączenie dwóch punktów),
3 — figura (połączenie trzech punktów, trójkąt),
4 — bryła (punkt umieszczony nad figurą

    w przestrzeni trójwymiarowej daje bryłę).

1 + 2 + 3 + 4 = 10.

Szczególne   znaczenie   miała   też  Jedynka   — 

Monada,   która   symbolizowała   także   środek 
wszechświata. W Jedynce wszystko znajduje swoją 
przyczynę, wszystko sprowadza się do tej Jedności, 
czyli   do   czegoś   stabilnego   i   skończonego,   czyli 
doskonałego,   nieparzystego,   męskiego,   prostego 
i dobrego. Jedno to bóstwo i ład, wielość charakte-

34

background image

ryzuje antybóstwo i bezład. Bóstwo jako Jedno jest 
wolne od wszelkich przeciwieństw, jest doskonałą 
monadą.

Można

 

dodać,

 

że

 

nieco

 

inaczej

 

widział

 

to poeta Ion 

działający w drugiej połowie V. w. p.n.e. w Chios, 
który pozostawał pod wpływem  pitagorejskiej nu-
merozofii
.   Za   boga   w   dziele  Triagmos  (Trójbóg
przyjmował trójkę, jako liczbę oznaczającą począ-
tek, środek i koniec wszystkiego.

Władysław   Tatarkiewicz   dodaje:  „Wszelako 

skłonność do takich spekulacji ogarnęła pitagorej-
czyków w późniejszych generacjach, bodaj dopiero  
pod   wpływem   Platona.   Ich   oryginalny   sposób  
myślenia wyraził się raczej w empirycznych, ściśle  
naukowych   badaniach   przyrody.”
  Nie   jest   jednak 
zupełnie bezpłodna ta filozofia. Zapowiedziała ona 
ogromną i zasadniczą rolę matematyki w naszym 
poznaniu   świata.   Pitagorejczyk   powiedziałby,   że 
językiem przyrody są liczby, my powiedzielibyśmy, 
że jest to piękna metafora dla współczesnej nauki. 
Jeszcze ważniejsza nauka płynie z  numerozofii  dla 
współczesnej filozofii: jakkolwiek filozofia pitago-
rejska opierała się na spekulacjach i zawierała licz-
ne tezy z którymi trudno jest zgodzić się współcze-
snemu   racjonaliście,   jednakże   przyjmowała   ona 
zasadę   opierania   tych   spekulacji   na   badaniach 
naukowych, zasadniczo była swoistą metafizyczną 
ekstrapolacją ówczesnej wiedzy naukowej, tymcza-
sem   wiele   nowożytnych   systemów   filozoficznych 
powstawało w zupełnym oderwaniu od nauki. Wie-

35

background image

le współczesnych systemów filozoficznych jest zna-
cznie bardziej oddalone od nauki niż  numerozofia
Filozofia powinna zasadniczo opierać swe spekula-
cje i postulaty na nauce.

W żaden natomiast sposób nie odnosi się to do 

filozofii   neopitagorejskiej,   która   uległa   jeszcze 
większemu   wypaczeniu   niż   spekulacje   późnych 
pitagorejczyków, i która w istocie stała się wiedzą 
o bogu   i   służbą   bożą.   Neopitagorejczycy   przejęli 
głównie mętne elementy pierwotnego Pitagoreizmu, 
koncentrowali   się   przede   wszystkim   na   spekula-
cjach   liczbowych.   Ich   światopogląd   religijno-filo-
zoficzny zmodyfikowany został istotnie wpływami 
wschodniej

 

magii,

 

astrologii, judejskiej gnozy i  her-

metyzmu egipskiego.  Jak ujmuje to Jan Legowicz: 
„Neopitagorejski filozof to już nie uczony z okresu  
pitagoreizmu   pierwotnego,   ale   ktoś   natchniony  
przez Boga, boży posłaniec, ktoś tak do bóstwa zbli-
żony, że niemal z nim tożsamy, gnostyk-prorok i cu-
dotwórca, dla którego nie ma nic niemożliwego.” 
W Pitagoreizmie pierwotnym liczby były rozumia-
ne jako prazasady świata, w neopitagoreizmie nato-
miast liczby same dla siebie stają się realnością. 

13. Muzyka sfer a drgania superstrun 

Bardzo ważnym rysem numerozofii było przeko-

nanie o  harmonii świata. Budowa wszechświata, 
wyrażana w świętej dziesiątce, połączona z odkry-

36

background image

ciami w dziedzinie akustyki (drgania jako przyczy-
na dźwięków),  skłoniła  ich  do  przypuszczenia,  iż 
sfery   gwiezdne,   krążąc   dookoła   środka   świata, 
swym ruchem wydają dźwięk. Jako że odległości 
sfer   tworzą   harmonijną   proporcję,   przeto   dźwięk 
przestworzy również jest harmonijny i dla nas nie-
słyszalny.   Wystarczy   wsłuchać   się   w   harmonijną 
„muzykę   sfer”,   aby   umieć   rozgryźć   i   opisać   (za 
pomocą   równań   matematycznych)   wszechświat, 
jego istotę.

Można w tym dostrzec jakby zapowiedź i przed-

smak  nowożytnych  poszukiwań  „teorii  wszystkie-
go”
  (TOE, od  theory of everything), czyli spójnej 
syntezy wszystkich praw rządzących wszechświa-
tem.   Więcej   nawet!   Owa   dziesiątka   wyrażająca 
strukturę wszechświata, owe dźwięki wszechświata 
możemy odczytać jako prapostać teorii superstrun 
z   jej   elementarnymi   drganiami   i   dziesięcioma 
wymiarami — współczesnej kandydatki do miana 
TOE.   Według   tej   teorii  „wszystkie   cząstki,   jakie  
obserwujemy we Wszechświecie, łącznie z atomami  
naszych   ciał,   składają   się   z   małych   wibrujących  
strun
  — pisze Michio Kaku. —  Rezonanse, czyli 
'dźwięki' tych strun, tworzą menażerię cząstek ele-
mentarnych (elektrony, kwarki, fotony i tak dalej).  
Wszechświat   jest   symfonią   drgających   strun,   a  
zasady harmonii są znanymi nam
 [powinien dodać: 
„dzięki pitagorejczykom” - przyp. M.A.]  prawami 
fizyki. (..) Zaskakujące jest to, że teoria superstrun 

37

background image

ogranicza liczbę wymiarów przestrzeni i czasu do  
dziesięciu. Szczególną cechą teorii superstrun jest  
to, że mikroskopijne struny (około 100 miliardów  
miliardów razy mniejsze od protonu) mogą drgać  
tylko w dziesięcio-wymiarowej czasoprzestrzeni. (..)  
mamy matematyczne powody, aby wierzyć w dzie-
sięcio-wymiarową czasoprzestrzeń, ponieważ tylko  
we   wszechświecie   o   takiej   liczbie   wymiarów   jest  
wystarczająco dużo miejsca, aby pomieścić zarów-
no teorię kwantową, jak i teorię Einsteina.”

14. Refleksje końcowe 

Powyższy   tekst   był   nie   tylko   charakterystyką 

pewnego nurtu i doktryny, był również argumenta-
cją mającą na celu wydobycie Pitagoreizmu z ezo-
terycznych odmętów, w jakie wtrącili go pitagorej-
scy   epigoni  i  epigoni  epigonów,   a  w   jakich  tkwi 
chyba   po   dziś   dzień.   Miał   on   na   celu   wskazanie 
istoty i fenomenalności Pitagoreizmu, które zostały 
zniekształcone szkodliwą mutacją — spowodowaną 
„egipskimi ciemnościami”, które zaślepiają, i „wia-
trem ze Wschodu”
, który wywiewa czynnik ratio — 
w  świetle  której   często   był  i  jest  on  postrzegany 
i oceniany. Mówi się np., że Pitagoras „szerzył ezo-
teryczną doktrynę, której echa spotykamy u myśli-
cieli-spirytualistów   całej   starożytności”
.   Jest   to 
w pewnym sensie prawda, ale prawda, która uwy-

38

background image

pukla nie to co należy do istoty, a tym samym praw-
da zniekształcająca.

Przedstawia   się   jończyków   jako   tych,   którzy 

natchnęli obiektywne i naukowe badania przyrodni-
cze, a pitagorejczyków jako tych, którzy natchnęli 
rozwój spekulacji metafizycznych. Moim zdaniem 
jest   to   chybione   i   niesprawiedliwe.   Uważam,   że 
i jedni   i   drudzy   mieli   inspiracyjne   znaczenie   dla 
nauki zachodniej. O ile jednak u jończyków domi-
nowały   elementy   empiryczno-sensualistyczne,   o 
tyle  u   pitagorejczyków  były   to  elementy   bardziej 
abstrakcyjne, teoretyczne, spekulatywne i racjonali-
styczne. Współczesna nauka opiera się na obu uję-
ciach. Są w niej dziedziny bardziej „jońskie”, ale są 
też i bardziej „pitagorejskie”.

Rdzeń   Pitagoreizmu  opierał   się   na   badaniach 

empirycznych i na śmiałych, czasami nieudanych, 
czasami   naciąganych   uogólnieniach   i   ekstrapola-
cjach.  Ale   przecież   pomimo   tego,   w   wielu   kwe-
stiach   mieli   oni   rzeczywiste   osiągnięcia,   czasami 
wręcz rewelacyjne (m.in. kulistość i ruchy Ziemi, 
kosmos). Pomimo przyprawiania tego wszystkiego 
w sosie spirytualistycznym, istota była jak najbar-
dziej naukowa. Warto mieć na uwadze to, że ścisłą 
czołówkę i esencję tych szkół stanowili „matematy-
cy”
, czyli ludzie bez wątpienia kładący naukę na 
czele środków oczyszczających duszę, czyli w pra-
ktyce na pierwszym miejscu. Zwróćmy też uwagę 
na to, że rekrutowali się oni nie z egipskich magów, 
wędrownych cudotwórców czy rybaków, ale z ów-

39

background image

czesnych naukowców, głównie medyków. Mistycy, 
bawiący się głównie religijną stroną Pitagoreizmu, 
stanowili   jakby   otoczkę,   krąg   zewnętrzny,   także 
swoisty pion public relations, jakbyśmy powiedzieli 
współczesnym językiem. On w sposób istotny przy-
czyniał   się   do   budowania   zniekształconego   wize-
runku Pitagoreizmu.

Jednak   pseudonauka   i   ezoteryka,   które   dzięki 

legendom „upadłego Pitagoreizmu” na Pitagoreizm 
się powołują i w swe pióropusze wpinają pitagorej-
skie piórka, w sposób zasadniczy z duchem pitago-
rejskim się różni: o ile ten ostatni przyniósł niekwe-
stionowane   osiągnięcia   w   naszym   poznaniu 
i rozumieniu świata i człowieka, o tyle te pierwsze 
nie są w stanie nic powiedzieć z czym można by się 
zgodzić nie będąc ich wyznawcą.

Znając   istotę   Pitagoreizmu,   możemy   słusznie 

przypuszczać, że gdyby żyli oni dziś, to nie zajmo-
waliby się nonsensami ezoteryczno-okultystyczny-
mi,   gdyż   musiałoby   to   oznaczać,   że   przez   wieki 
musieliby trwać w tym samym punkcie, zaprzestać 
rozwoju   i   wyrzec   się   nauki.  Ale   nauka   przecież 
oczyszcza duszę!  Archytas z Tarentu  z pewnością 
nie zajmowałby  się  numerologią,  choćby  dlatego, 
że równania mechaniki kwantowej bardziej by go 
oszałamiały   i   fascynowały.   Ktoś   mógłby   powie-
dzieć, że odrzuciłby je jako sprzeczne z pitagorej-
skim   światopoglądem.   Nic   bardziej   błędnego. 
Wszak dziś w arytmetyce kojarzeni są z liczbami 
niewymiernymi.   Liczby   te   były   jednak   sprzeczne 

40

background image

z ich filozofią, sprzeczne z harmonią wszechświata. 
Wedle legend obowiązani byli do utrzymywania ich 
istnienia w tajemnicy, jednak nie odrzucili ich jako 
sprzecznych ze światopoglądem i wyznawaną filo-
zofią. Nauka była wyżej mniemań. Alkmeon z Kro-
tonu
 zajmowałby się nie bioenergoterapią czy radie-
stezją,   a   neuropsychologią,   neurobiologią, 
neurochemią,   neuropsychofarmakologią   lub   neu-
ropsychiatrią,   z   całą   pewnością   jako   naukowiec 
przesiąknięty   duchem   pitagorejskim   starałby   się 
rozwikływać   naturę   świadomości.   Hiketas   odrzu-
całby   astrologię,   a   zajmowałby   się   kosmologią 
kwantową, teorią superstrun i wieloświatu. Wresz-
cie, Pitagoras nie zostałby papieżem czy awatarem, 
lecz Bertrandem Russellem. Współcześni pitagorej-
czycy   uznaliby,   że   dla   doktryn   paranaukowo-ma-
gicznych jest miejsce w telewizji Polsat, po serialu 
„M jak miłość”, a przed transmisją z wyglądania 
Ojca   Świętego   przez   okno   swego   pałacu,   czyli 
generalnie   między   rozrywkami   dla   ludu.   Podczas 
gdy oni, jako aristoi, zajmują swe dusze nauką...

Jeśli   utrzymałby   się   ich   pierwiastek   mistyczny 

i religijny w badaniach naukowych, to zredukowa-
łoby się to do „religijności” jaką widzimy u Alberta 
Einsteina, Edwarda O. Wilsona, Richarda P. Feyn-
mana, Carla Sagana, czyli do owego „kosmicznego 
uczucia religijnego”
 Einsteina i tego co Wilson nie-
słusznie określił „jońskim zauroczeniem”.

Ich dawne zabawy z liczbami, przypisywanie im 

znaczenia sakralno-mistycznego i jakby magiczne-

41

background image

go,   możemy   zrozumieć.   Zrozumieć,   to   znaczy 
ujrzeć   to   w   kontekście   swoistego  „oszołomienia 
matematyzmem świata”
. Oni jako pierwsi zaczęli 
to zgłębiać i odkrywać — i się zachłysnęli. Takie 
„oszołomienia”  zdarzają się także dziś. Uległ mu 
nawet Heisenberg, który miał powiedzieć:  „Pierw-
szy   kieliszek   z   butelki   nauk   przyrodniczych   robi  
z nas ateistów, ale na dnie tej butelki jest Bóg
”. Tak 
samo mniemali Pitagorejczycy, kiedy czuli się wta-
jemniczeni w największą tajemnicę „butelki”, gdyż 
dokonali odkrycia, które radykalnie zmieniało świa-
topogląd.   Jednak  „metodologia   picia   z   butelki 
świata”
  polega na tym, aby nie zaciągać się zbyt 
gwałtownie.   Heisenberg   pomylił   Boga   z   korkiem 
owej butelki, który po jej otwarciu spoczął na dnie. 
Dlatego właśnie trzeba pić z niej rozważnie, gdyż 
może   się   zdarzyć   tak,   że   Bóg-korek   znów   zatka 
butelkę w razie zbyt nachalnego jej nachylania...

„”

42

background image

Ważniejsze źródła

J. Gajda, Pitagorejczycy, Warszawa 1996.

M.C. Ghyka, Złota liczba. Rytuały i rytmy pitagorejskie w  

rozwoju cywilizacji zachodniej, Kraków 2001.

D. Musiał,  Sodalicium sacrilegii. Pitagorejczycy w Rzy-

mie w okresie republiki: fakty i mity, Toruń 1998.

Żywoty Pitagorasa. Porfiriusz. Jamblich. Anonim, przekł., 

wstęp i przyp. J. Gajda-Krynicka, Wrocław 1993.

W. Tatarkiewicz,  Historia filozofii, Warszawa 2001, T.1, 

s.53-60.

J. Legowicz, Historia filozofii starożytnej Grecji i Rzymu

Warszawa 1973, s.31-43, 479-485.

S. Bednarek, J. Jastrzębski, M. Kocur, Jak żyć? 265 spo-

sobów   na   życie.   Leksykon,   Warszawa   —   Wrocław   1999, 
s.425-428.

J. Bronowski,  Potęga wyobraźni, Warszawa 1988, s.151-

160.

43

background image

Mariusz Agnosiewicz

Pitagorejska

ezoteryka

racjolnalna 

44

background image

Zarzucono mi, że nie mam kompletnego pojęcia 

o związku pitagorejskim, o którym napisałem dość 
obszerną   pracę  „Bractwo   pitagorejskie”.  Opinia 
dość ryzykowna, mówiąc eufemistycznie. Komen-
tator, Andrzej Kosela,  wytknął mi  przede  wszyst-
kim, iż nagiąłem swój rys do „ideologii” wyznawa-
nej   przeze   mnie.   Nie   uchwyciłem   jakoby   istoty 
związku pitagorejskiego, którym była „ezoteryka”
„święta nauka”. Miast tego unurzałem go w racjo-
nalizmie i „zwykłej” nauce. Radykalność potępienia 
mojego szkicu nie budzi zdziwienia, kiedy się weź-
mie pod uwagę, że nauka i racjonalizm nie cieszą 
się szczególną sympatią wśród „miłośników ezote-
ryki”. Pomimo tego nadal uważam, że moje ujęcie 
pitagoreizmu   znacznie   lepiej   wyjaśnia   jego   istotę 
niźli oparte na legendach, spekulacjach i przekła-
maniach obrazki wielbicieli Niedocieczonych Taje-
mnic, a że temat uważam za bardzo ciekawy i warty 
szerszego   zainteresowania,   na   zarzuty   odpowiem 
nieco szerzej. 

Temat pitagoreizmu jest trudny zwłaszcza z tego 

względu,   iż   opinie   o   nim   kształtowane   są   często 
przez pryzmat neopitagoreizmu bądź tego co o Pita-
gorasie i jego związku pisali pitagorejscy epigoni 
w ich zmutowanej postaci. Mój tekst miał na celu 
zrekonstruowanie   pierwotnego   związku   pitagorej-
skiego. Jest to niemal tak trudne jak pisanie o Jezu-
sie i jego sekcie. Mało kto wie, że Pitagorasa spo-
tkało dokładnie to samo co Jezusa: jako przywódca 
sekty   został  deifikowany,   uznany   za   istotę   boską 

45

background image

w ludzkiej postaci, która potrafi czynić cuda, która 
zmartwychwstała po śmierci zstąpiwszy wcześniej 
do piekieł, i była założycielem nowej wiary. Orygi-
nalny Pitagoras utonął pod legendami jakie na jego 
temat powstały w szeregu „pitagorejskich ewange-
lii”.
  Pomimo swego zwulgaryzowania religia-filo-
zofia neopitagorejska była dużo bardziej elitarna niż 
np. chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo zorientowało 
się na masy, stąd też dziś czcimy „boskiego” Jezu-
sa,   a   nie   Pitagorasa,   Mitrę   czy   innego  „proroka 
nowej wiary”
, jaki musiał się wyłonić z impotencji 
religijnej   tradycyjnych   religii   starorzymskich. 
Rekonstrukcja pierwotnego pitagoreizmu jest zaję-
ciem interesującym po pierwsze dlatego, że pomi-
mo wielu legend jest pewna ilość materiałów źró-
dłowych, które dają podstawy do rzetelnych badań, 
po drugie zaś dlatego, że  związek krotoński, moim 
zdaniem,   zasługuje   na   szczególną   uwagę   spośród 
szkół starożytnych. Dla mnie osobiście, jeśli idzie 
o starożytną historię filozofii, nauki, religii i etyki, 
pitagoreizm jest numerem jeden. Nie Sokrates, Pla-
ton, Arystoteles, stoicy, epikurejczycy, cynicy, scep-
tycy itd., lecz właśnie pitagoreizm przedkładam nad 
innych starożytnych myślicieli i sekty. Pitagoreizm 
swego czasu odegrał dużą rolę społeczną i intelek-
tualną, a do dziś w naszej kulturze obecne są jego 
owoce.

Do Pitagorasa i pitagoreizmu nawiązywali póź-

niej m.in. neoplatonicy, alchemicy, gnostycy, neopi-
tagoreiczycy,   numerologowie,   hermetyści,   różo-

46

background image

krzyżowcy, okultyści, ruchy New Age, wolnomula-
rze, Pico della Mirandola pitagoreizm odczytywał 
w świetle kabały.

W  wolnomularstwie  Pitagoras,   obok   Hirama 

(architekta   i   budowniczego   świątyni   Salomona), 
jest   uznawany   za   głównego   patrona   duchowego 
ruchu masońskiego, przede wszystkim jako twórca 
elitarnego   zakonu   ezoterycznego,   ale   także   ruchu 
polityczno-społecznego, co w działalności masone-
rii ma istotne znaczenie. Nowożytna masoneria była 
jedną z ważniejszych sił kształtujących, zwłaszcza 
poprzez   wychowywanie   i   stymulowanie,   wolno-
ściowe   przemiany   ustrojowo-społeczne   społe-
czeństw   zachodnich.   Jej   znaczenie   w   wiekach 
XVIII i XIX było zbliżone do znaczenia  związku 
krotońskiego
  w   okresie   staropitagorejskim,   kiedy 
„myśl i praktyka działania pitagoreizmu nierzadko  
decydowała   o   politycznym   i   ustrojowym   obliczu  
miast greckich południowej Italii”
. Cicero był prze-
konany, że przy organizacji wielu instytucji rzym-
skiego życia publicznego wzorowano się na związ-
kach pitagorejskich. Etyka i doskonalenie moralne 
były jednymi z najważniejszych aspektów działal-
ności   związków   pitagorejskich,   podobnie   jest   w 
masonerii, która pielęgnuje szczególną postać laic-
kiej moralności. Nie tylko na tych podstawach moż-
na mówić, że istnieją podobieństwa między nowo-
żytną masonerią a związkami pitagorejskimi. Stąd 
też

 

niektórzy

 

współcześni badacze (m.in. F. Cumont, 

J. Carcopino, G. Freyburger) wiążą ze sobą te nurty 

47

background image

i stowarzyszenia. Z drugiej strony, jak wspomniano, 
także wolnomularze chętnie nawiązują do Pitagora-
sa (np. masońska konferencja w Rzymie zorganizo-
wana była pod szyldem:  „Pitagora 2000”; pewna 
amerykańska organizacja masońska dla młodzieży 
nosi nazwę „Rycerzy Pitagorasa”.

Część   jednak   wymienionych   powyżej   ruchów 

i nurtów ezoterycznych opierała się na legendarnym 
obrazie pitagoreizmu. Główny zarzut, jaki mi uczy-
nił   komentator,   brzmi:  „Autor   nie   dostrzega.   że 
esencją pitagoreizmu była ezoteryka, a we właści-
wym rozumieniu tego słowa oznacza to nic innego  
jak świętą naukę, która jednak z dzisiejszą materia-
listyczną nauką współczesności ma mało wspólne-
go, a raczej dzisiejsza nauka jest tylko przedsion-
kiem tego co wiedzieli pitagorejczycy, choć inaczej  
ujętym
”. Twierdzę, że jest to:

a) nieporozumienie (ezoteryka jako esencja),
b)   ignorancja   (nieznajomość   głębi   współczesnej 

nauki),
c) naiwność (pitagoreizm bardziej zaawansowanym 
systemem poznawczym niż współczesna nauka).

1. Co oznacza ezoteryka?

Duże znaczenie dla wyjaśnienia wielu nieporo-

zumień związanych z pitagoreizmem mają kwestie 
terminologiczne. Nie ulega wątpliwości, że związek 
pitagorejski miał charakter ezoteryczny, mówi się 

48

background image

też,   że   Pitagoras  „szerzył   doktrynę   ezoteryczną”
Dziś   z   pojęciem   tym,   z   racjonalistycznej   optyki, 
wiąże się pejoratywne skojarzenia. Wynika to z fak-
tu,   że   za   ezoteryką,   szczególnie   obecnie   modną, 
kryją się dziś na ogół różnej maści szarlatani i ich 
pseudonaukowe   teorie.  Ezoteryka  nie   oznacza 
wszelako jakiejś konkretnej doktryny czy systemu, 
lecz   jest   cechą   formalną.   Wiedza   ezoteryczna, 
w przeciwieństwie do egzoterycznej, jest przezna-
czona  tylko   dla  wybranych.   Związek   ezoteryczny 
jest   miejscem   gdzie   profan   powinien   poszukiwać 
owej  „elitarnej   wiedzy”  i   jeśli   na   nią   zasługuje, 
dostąpi wtajemniczenia, na ogół poprzez specjalne 
rytuały, aby stopniowo mógł zgłębiać ową wiedzę. 
Ezoteryczność związku może też wiązać się nie tyle 
ze zdobywaniem w nim tajemnej doktryny, ale spo-
sobu i metod jego działania, obrzędów, symboli itd. 
Jest naturalne, że w związkach tego rodzaju będą 
się skupiać zwłaszcza szarlatani różnej maści, gdyż 
nimb tajemności jest tarczą ochronną przed scepty-
kami i innymi niedowiarkami, którzy chcieliby ową 
wiedzę   poddać   racjonalnym   próbom.   Mogę   sobie 
jednakże bez trudu wyobrazić różne oblicza nauko-
wej, racjonalnej czy po prostu niepodszytej blagą 
ezoteryki. Takie związki ezoteryczne mogą powsta-
wać wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z wie-
dzą, która nie powinna być znana szerokiemu ogó-
łowi, oraz tam, gdzie sposoby i metody osiągania 
pewnych celów społecznie pożądanych, lepiej reali-
zują się w towarzystwie tajności czy dyskrecji. Inna 

49

background image

ezoteryka nie zasługuje na miano racjonalnej: co do 
zasady wiedza i działania powinny być maksymal-
nie jawne, transparentne, ekshibicjonistyczne. Ideał 
oświeceniowy głosi, iż wiedzę należy czynić mak-
symalnie powszechną i dostępną.

W takim ujęciu kwestii terminologicznej sprzeci-

wiłbym   się   też   tezie,   iż   wiedza   ezoteryczna   to 
koniecznie   najbardziej   zaawansowana,   wręcz 
„boska”, dotykająca najgłębszych problemów czło-
wieka i świata. Otóż nie, ezoteryczną nazwałbym 
wiedzę   utajnionej   receptury   jakiejś   potrawy   czy 
piwa, przekazywanej np. w ramach rodziny, z ojca 
na syna. Nierzadko zresztą towarzyszą temu swo-
iste   obrzędy   czy   zasady,   w   jakich   wiedza   ta   jest 
przekazywana,   które   mogą   być   uznane   za   odpo-
wiednik   sformalizowanego   wtajemniczenia   np. 
w sektach ezoterycznych. Węższym od ezoteryzmu 
określeniem wiedzy tajemnej będzie „okultyzm” — 
pojęcie związane z wiedzą tajemną o siłach i zjawi-
skach   nadprzyrodzonych,   nadzmysłowych  
(warto 
jednak dodać, że pojęcie to etymologicznie związa-
ne jest z łacińskim słowem occulere 'ukrywać, zata-
jać'
; z kolei pojęcie  „ezoteryczny”  związane jest z 
greckim słowem esõterikós 'wewnętrzny').

Mogę sobie wyobrazić także naukową organiza-

cję ezoteryczną. Otóż wyobraźmy sobie, że kiedyś 
gdzieś pewna grupa naukowców dochodzi do prze-
konania,  że pewne odkrycia,  badania  czy  ogólnie 
nauka   jako   taka   jest  „bronią”  zbyt   potężną,   aby 
można   było   ją   czynić   w   całości   powszechnie 

50

background image

dostępną.   Nasza   hipotetyczna   grupa   naukowców 
humanistów dochodzi do przekonania, że określone 
odkrycia,   efekty   prac   w   laboratoriach,   dociekania 
mogą nie sprzyjać szczęściu ludzkości lub też, że 
istnieje zbyt łatwa możliwość ich katastrofalnie nie-
odpowiedzialnego zastosowania, a przecież rozwój 
nauki   i   techniki,   jak   się   czasami   dziś   słyszy,   nie 
idzie w parze z rozwojem moralno-etycznym. Jed-
nak   w   związku   z   tym,   że   powstrzymanie   nas   od 
pasji badania, dociekania, odkrywania jest absolut-
nie   niemożliwe,   gdyż   nasza   naukowa   natura   nie 
uznaje   kompromisów   z   ciekawością,   zakładamy 
przeto   ezoteryczny   związek   naukowo-etyczny, 
w ramach którego adepci będą się doskonalić nau-
kowo i etycznie, oraz poznawać najgłębsze tajemni-
ce świata i człowieka. Nie wnikam w to, czy byłoby 
to moralnie fair wobec ludzkości, ani też, czy zwią-
zek taki  mógłby  efektywnie funkcjonować.  Mogę 
sobie wyobrazić argumenty zarówno na tak, jak i na 
nie,   jednak   niewątpliwie   mogę   sobie   wyobrazić 
„naukową ezoterykę”.

Uwypuklenie   znaczenia   szerokiego,   ahistorycz-

nego, formalnego ezoteryki, daje nam lepsze wyja-
śnienie dlaczego tak wiele doktryn ezoterycznych 
nawiązywało do Pitagorasa. Jeśli były to często na-
wiązania   oparte   na   legendach   lub   na   formalnym 
charakterze   związku   krotońskiego,   to   oczywistym 
jest, że faktyczne związki pitagoreizmu ze szkoła-
mi, które się nań powoływały na przestrzeni wie-

51

background image

ków,   mogą   być   nikłe,   powierzchowne   lub   zgoła 
żadne.

Często   tak   się   dzieje,   że  „uhistorycznienie” 

określonego pojęcia utrudnia nam ujęcie jego istoty, 
bowiem   dane   pojęcie   kojarzy   się   nam   przede 
wszystkim z jakimś swoim historycznym odniesie-
niem.  Jan Skoczyński podkreśla to w odniesieniu 
do  „gnozy”:  gnoza   uhistoryczniona   kojarzy   się  
przede   wszystkim   z   początkami   chrześcijaństwa  
i gnostycznymi   sektami   chrześcijańskimi.  
Jest   to 
jednak ujęcie wąskie. W ujęciu ahistorycznym defi-
niuje   Skoczyński  „gnozę”  jako   rodzaj   poznania, 
w którym dominuje czynnik emocjonalny
; staje się 
więc  gnosis  wypadkową napięcia między bieguna-
mi wiedzy i wiary, wyrazem ogólnoludzkiej tęskno-
ty   osiągnięcia   wyższej   jedności   między   wiedzą 
i wiarą. Poznanie gnostyczne będzie miało charak-
ter   jednoczącego,   miłującego,   służącego.   Będzie 
tym   samym   różne   od  „poznania   diabolicznego”, 
czyli naukowego, od episteme, które „dzieli i rozbi-
ja”
,   służy   beznamiętnemu   i   rozumnemu   opisowi 
rzeczywistości.   Takie   ujęcie   gnozy   pozwala   Sko-
czyńskiemu doktrynę Jana Stachniuka (tzw. kultura-
lizm) określić mianem „polskiej neognozy”.

2. Numerologia a numerozofia

Nie   przeczę   bynajmniej,   że  związek   krotoński 

można   określić   ezoterycznym,   że   pielęgnował 

52

background image

„świętą naukę” i w moim tekście dałem temu nie-
jednokrotnie wyraz. Problem w tym, że owe „świę-
te nauki”
  poddałem racjonalnej analizie, racjonali-
stycznemu   zachwytowi,   a   przede   wszystkim,   że 
wyraźnie odciąłem je od niemal  całej  późniejszej 
i współczesnej  „ezoteryki”, jako w gruncie rzeczy 
dość   prymitywnych   i   naiwnych   zabaw   dla   ludzi 
z rozbudzoną fantazją, niezdyscyplinowanych inte-
lektualnie, ale z potrzebami poznawania i rozumie-
nia, acz bez solidnego zaplecza wiedzy niedostęp-
nej   owym  „ezoterystom”  przez   fakt   jej 
zaawansowania, czyli wiedzy naukowej. Współcze-
sna  „ezoteryka”  jest   wyjątkowo   zwulgaryzowana 
—  „wtajemniczenia”  można   dostąpić   na   seansie 
u pani Zosi

 

vel Adelajdy za określonym „co łaska”. 

Jest   bowiem  „ezoteryka”  dziś   głównie   modnym 
towarem   niuejdżowym   (od   new   age)   dla  znudzo-
nych gospodyń. Aby ocenić współczesną „ezotery-
kę”
 wystarczy się udać do jednej z większych księ-
garń ezoterycznych... Eksponowanie ezoteryczności 
związku   pitagorejskiego   mogłoby   się   przyczyniać 
do nieporozumień, a moim zdaniem fakt jego oto-
czenia tajemnością czy istnienia w nim wtajemni-
czeń nie jest kluczowo ważny dla zrozumienia jego 
istoty i znaczenia.

Wiedza  „ezoteryczna”  pitagorejczyków   była 

związana   z   liczbami,   jednak   nie   była   to   żadna 
numerologia, jak się czasami pisze, gdyż badania 
związane   z   liczbami   miały   u   pitagorejczyków 
zasadniczo   naukowe   podłoże   w   zdrowym   sensie 

53

background image

tego słowa. Numerologia natomiast docieka liczbo-
wej   natury   człowieka,   uczy,   jak  za   pomocą  liczb 
wpływać na nasze życie, jest swoistą psychologią 
liczb i systemem wróżebnym. W słowniczku nume-
rologa szalenie ważne jest pojęcie  „wibrowania”
które wyjaśnia związek liczb z naszą naturą i oso-
bowością:   otóż,   mówią   numerologowie,   jesteśmy 
zbudowani z atomów w których wirują elektrony, a 
cyfry i litery na jakich operują numerologowie po 
prostu  „odzwierciedlają kształt tych wibracji, opi-
sując go w formie ludzkich zachowań”
.

Poddawszy się numerologicznym testom dowie-

działem   się   paru   miłych   banałów   na   swój   temat, 
z których   część   była   „prawdziwa”,   a   część   „nie-
prawdziwa”  (w   dobrodusznej   interpretacji   mogę 
uznać, że jeszcze nie całość numerologicznej praw-
dy   o   mojej   osobie   została   przeze   mnie   odkryta). 
Sumując cyfry daty mojego urodzenia i dokonując 
tzw.   redukcji   teozoficznej,   dowiedziałem   się,   iż 
jestem   numerologiczną   Czwórką.   Czwórka,   jako 
liczba  mojej  karmy,  oznacza,  że osiągnę w życiu 
sukces, że jestem ambitny i wytrwale dążę do celu; 
że moje marzenia wykraczają poza przeciętność; że 
moją domeną jest umiejętność logicznego i anali-
tycznego   a   także   zdroworozsądkowego   myślenia, 
tudzież   inteligencja;   że   mam   dobrze   rozwinięte 
poczucie  moralności  i   sprawiedliwości;  że   irytuje 
mnie rozmowa o niczym a jako osoba o materiali-
stycznym podejściu do życia  „rozważania ducho-
we” 
pozostawiam innym; że najlepiej odnalazłbym 

54

background image

się   w   zawodzie   urzędnika,   księgowego   tudzież 
mechanika,   jednak   i   żołnierz   byłby   ze   mnie   nie-
zgorszy. Wiem wreszcie, że moja optymalna part-
nerka powinna być numerologiczną Dwójką, Szóst-
ką bądź Siódemką.

Numeroanaliza własnej osobowości zawiera kil-

ka aspektów (m.in. liczba przeznaczenia, osobowo-
ści,   serca,   wyrazu;   powinniśmy   jednak   zwrócić 
uwagę, że pomiędzy numerologami występują tutaj 
pewne dystynkcje terminologiczne, np. pani Nata-
sza, numerolożka Radia Zet, dwie ostatnie określa 
mianem   —   Liczby   Duszy   i   Liczby   Ekspresji 
Zewnętrznej).  W  badaniu   mej   osobowości   odkry-
łem   drobne   nieścisłości   zachodzące   na   poziomie 
poszczególnych aspektów numerologicznych. I tak, 
jeden   orzekał,   że   jestem   stały   i   odpowiedzialny, 
inny — żem niestały i w sumie lekkomyślny; jeden 
twierdził,   że  jestem   sybarytą,   duszą   towarzystwa, 
inny przekonywał, że jestem nierozumianym przez 
otoczenie dziwakiem, którego bardziej kręci wiedza 
tajemna   niż   życie  towarzyskie.   Niedowiarkom  od 
razu wyjaśniam, że jest wyjaśnienie tych pozornych 
sprzeczności: „Liczbę tę [osobowości] jednak nale-
ży zawsze rozpatrywać w łączności z Liczbą Uro-
dzenia   i   z   etapami   Drogi   Życia,   bacząc   czy   te  
wibracje   są   zharmonizowane,   czy   wspierają   się  
i wzmacniają,   czy   może   odwrotnie:   tworzą   dyso-
nans, specyficzne wyzwanie domagające się od nas  
indywidualnego sposobu przezwyciężenia uosabia-
jących nas sprzeczności”
. (Jeśli w zrozumieniu sen-

55

background image

su owego wyjaśnienia przeszkodą jest specyficzny 
żargon  „ezoteryczny”,   informuję,   że   rudymenty 
numerologii można zdobyć via Internet.) Oto wyja-
śnienie,   jakiego   nie   powstydziłby   się   i   najlepszy 
apologeta biblijny!

Numeroanaliza nie jest sztuką dla sztuki, albo-

wiem ogląd liczbowy samego siebie pozwala nam 
dokonywać  „świadomej   już   korekty   losu   przy  
pomocy technik numerologicznych”
. Ważną sprawą 
jest   jednak   konsultacja   z   biegłym   numerologiem 
ewentualnego planu zmiany imienia czy nazwiska, 
bo nieświadom numerologicznego aspektu tej czyn-
ności mogę sobie przysporzyć nieopisanych szkód. 
Wraz ze zmianą nazwiska zmienia się przecież Por-
tret Numerologiczny osoby, który wiąże się z licz-
bową   reprezentacją   tej   nazwy   własnej,   a   tym 
samym z jej  „wibracją”  (tzw. WWW — Wibracja 
Wyrazu Własnego), cokolwiek to znaczy. W odpo-
wiedzi na pytanie: jak to możliwe? — otrzymujemy 
ezoteryczny  wymiar  numerologii.   Otóż:  „Tu   wła-
śnie dopatrywać się trzeba jednej z wielkich tajem-
nic i zagadek numerologii
 — pisze pewna numero-
lożka   —  która,   ujmując   w   precyzyjne   obliczenia  
liczbowe   cały   "mikrokosmos"   człowieka,   stwarza  
metaforyczny   obraz   jego   motywacji,   ukrytych  
dążeń, predyspoz
ycji, działań, oceny przez innych  
itd., co zbliża ją raczej do poezji i dywinacji niż do  
nauki.   Duch   czasu   podpowiada   jednak   coraz  
wyraźniej, że nauka — przy całym uznaniu dla jej  
zasług — straciła monopol na dociekanie Prawdy,  

56

background image

a   racjonalistyczne   dziedzictwo   Oświecenia   coraz  
częściej ustępuje miejsca tzw. nowemu paradygma-
towi — który pełnymi garściami czerpie z na nowo  
docenionych   zasobów   różnorodnych   tradycji  
duchowych Zachodu i Wschodu, z mitologii (...), a  
także z magii, szamaństwa i gnozy
.

Jako redaktor Racjonalisty otrzymałem ponadto 

informację   tej   treści:  „Zamiłowanie   do   perfekcji  
może   ich   zaprowadzić   daleko,   ale   cel   osiągają  
samotnie   —   współpracownicy   dawno   już   odpadli  
gdzieś po drodze, nie mogąc wytrzymać narzucone-
go tempa”
. Jakże więc bym mógł dać wiarę takim 
„wróżbom”!?...

Pomimo,   że   numerologowie   powołują   się   na 

Pitagorasa   jako   na  jednego   ze   swych  najważniej-
szych protoplastów, jest to jednak uzurpacja. Znacz-
nie bliższa jest numerologia np. tradycji wedyjsko-
-chaldejskiej czy żydowskiej kabale z jej gematrią 
i kodami   numerycznymi,   niż   pitagoreizmowi.   Dla 
podkreślenia   tych   różnic,   pitagorejską  „świętą 
naukę”
 o liczbach nazwałem numerozofią.

3. Wiedza tajemna pitagorejczyków

Na   czym   polegała   numerozofia?   Była   przede 

wszystkim  kwintesencją   ich   wiedzy   ezoterycznej,  
swoistą mistyką liczb
. Pra-zasadą świata jest liczba, 
wszechświatem   rządzić   mają   liczby,   odkrywanie 
liczbowych   stosunków   tworzących   rzeczywistość 

57

background image

jest   najdoskonalszym   sposobem   wtajemniczenia 
i poznania.

Ezoteryczność tej wiedzy to nie tyle fakt ukry-

wania nauk i doktryny, co przede wszystkim prze-
konanie,   iż   stanowi   ona  najgłębsze   tajemnice 
wszechświata
. Wydzierając przyrodzie jej tajemni-
ce, możemy nad nią zapanować. Rozumienie racjo-
nalnej   struktury   wszechświata   przyczynia   się   do 
oczyszczania duszy, która zarazem sama staje się 
coraz bardziej racjonalna. Studiowanie racjonalnej 
i uporządkowanej  struktury  wszechświata,   zamiast 
jego irracjonalnej i chaotycznej powłoki, ma moc 
wyzwalania duszy z ciała. Nie tyle przypomina to 
nam   mistykę   np.   kabalistyczną,   co   Einsteina 
„kosmiczne   uczucie   religijne”,   o   którym   pisał: 
„Religia   przyszłości   będzie   religią   kosmiczną.  
Przekroczy ona osobowego Boga i odrzuci dogmaty  
i teologię. Będzie opierać się na religijnym zrozu-
mieniu, wypływającym z doświadczania natury i du-
chowości jako pełnej znaczenia jedności”
„jestem 
usatysfakcjonowany   tajemnicą   wieczności   życia  
i spojrzeniem   na   cudowną   strukturę   istniejącego  
świata, wraz z pełną oddania próbą pojęcia choćby  
maleńkiej części Rozumu, który ukazuje się w natu-
rze”.

Jeśli chodzi o tajemność samych odkryć, to krą-

żyło   podanie   o   tym,   jak   jeden   z   adeptów   sekty 
został   utopiony,   gdyż   wyjawił   profanom   pewne 
odkrycia   związane   z   liczbami   (niewymiernymi). 
Nie   wiadomo  jednak,   na   ile  wiarygodne  a  na   ile 

58

background image

legendarne są to podania. Nauki i poglądy pitago-
rejskie były szeroko popularyzowane w świecie sta-
rożytnym (m.in. przez Platona). Jeden z czołowych 
znawców   pitagoreizmu,  Jerôme   Carcopino,   pisał 
nawet, iż w szczytowym okresie swojej popularno-
ści nad Tybrem, na przełomie er, wszyscy Rzymia-
nie   byli   po   trosze   pitagorejczykami,   a   elementy 
nauk Pitagorasa można było odnaleźć w doktrynach 
większości   szkół   filozoficznych.   Być   może   więc 
ezoteryzm   pitagoreizmu   należy   przede   wszystkim 
rozumieć jako badanie tajników przyrody, do której 
zgłębiania potrzeba było pracy w ramach związku 
pitagorejskiego poprzedzonej obrzędową inicjacją, 
przede wszystkim jednak indywidualnego wysiłku 
intelektualnego i dyscypliny.

4. Po owocach ich nauk poznacie ich...

Mocno należy podkreślić, że pitagorejskim spe-

kulacjom   i   symbolicznym   skojarzeniom   towarzy-
szyły   także   naukowe   badania   liczb   i   stosunków 
między   nimi   oraz   ich   manifestacji   w   przyrodzie. 
Przecież samo odwoływanie się do liczb nie może 
stanowić   głębszej   nici   łączącej   nawet   krańcowo 
różne rodzaje fascynacje liczbami. Już przed pita-
gorejczykami kapłani zajmowali się liczbami sym-
bolicznie,   rachmistrze   i   geometrzy   zajmowali   się 
nimi

 

praktycznie.

 

Wielkość

 

pitagorejczyków polega-

ła na tym, że, jak pisze Tatarkiewicz,  „umieli zna-

59

background image

leźć drogę naukową pomiędzy symboliką a prakty-
ką”
. Zatem, obok rozwiniętej symboliki liczbowej, 
dokonywali oni weryfikowalnych odkryć matema-
tycznych  
(zwłaszcza tzw. twierdzenie Pitagorasa), 
naukowych typologii  (m.in. liczby parzyste i nie-
parzyste),  odkryć liczbowych stosunków w świe-
cie przyrodniczym  
(m.in. stosunki liczbowe mię-
dzy   interwałami   harmonicznymi   w   muzyce). 
Słusznie więc podkreśla Tatarkiewicz:  „skłonność 
do...   spekulacji   ogarnęła   pitagorejczyków   w   póź-
niejszych generacjach, bodaj dopiero pod wpływem  
Platona.   Ich   oryginalny   sposób   myślenia   wyraził  
się raczej w empirycznych, ściśle naukowych bada-
niach przyrody”.

Tymczasem numerologowie, z ich luźnymi aso-

cjacjami i wariacjami na temat liczb, nie dokonali 
jak  dotąd ani jednego choćby  maciupeńkiego  od-
krycia matematycznego, żadnej właściwości liczbo-
wej, którą dałoby się dowieść inaczej niż stwierdze-
niem:  „jest   to   niedocieczona   tajemnica”.   Mało 
osób zdaje sobie sprawę z tego, że zasługa pitago-
rejczyków   nie   polega   na  „odkryciu   twierdzenia 
Pitagorasa”
. Właściwość ta znana była już ponad 
tysiąc   lat   przed   Pitagorasem   w   Babilonii.   Jednak 
dopiero pitagorejczycy przedstawili jego niepodwa-
żalny  dowód   i   wyjaśnienie.   Z   kolei   w   pracach 
domniemanych następców Pitagorasa spod sztanda-
ru numerologii czy innej ezoteryki, można szukać 
wszystkiego prócz dowodów ich spekulacji na licz-

60

background image

bach.  „Dowód”  to  tabu  numerologów, dla którego 
tarczą jest ezoteryka.

Kontynuacją   pitagorejskiej   „świętej   nauki” 

o liczbach nie była numerologia, kabała czy inna 
późniejsza ezoteryczna nauka związana z liczba-
mi, lecz naukowa matematyka oraz odkrywanie 
istniejącego faktycznie matematyzmu przyrody. 
Ten ostatni, jako paradygmat naukowy, jest jednym 
z fundamentów współczesnej nauki, który do dziś 
budzi zachwyt badaczy. Jak podkreśla Jacob Bro-
nowski:  „Odkąd Pitagoras stwierdził, że liczby są  
językiem przyrody, jej prawa wyrażano zawsze za  
ich pośrednictwem”
.

5. Wiedza święta a wiedza profańska

Mój krytyk odnosząc pitagoreizm do współcze-

snej nauki stwierdził, że święta nauka pitagorejczy-
ków nie ma wiele wspólnego z  „materialistyczną 
nauką   współczesności
,   oraz   że   owa   profańska 
nauka   jest   tylko   przedsionkiem   tego   co   wiedzieli 
pitagorejczycy. W ocenie swej Kosela sprawia wra-
żenie, iż jego znajomość współczesnej nauki zatrzy-
mała się na poziomie mechaniki Newtona. Jednak 
współczesna   nauka   zawiera   w   sobie   niezwykłe 
piękno, głębię, szereg tajemnic, majestatu i niezwy-
kłości. Nie bez przyczyny Edward Wilson w swej 
Konsiliencji  stwierdził:  „Nauka   oferuje   dziś   naj-
śmielszą metafizykę naszych czasów
. Jeśli nie jest 

61

background image

ezoteryczna  de iure, to niewątpliwie poprzez swe 
zaawansowanie   w   poważnej   mierze   jest   taką  de 
facto
: aby ją poznać należy dostąpić (nierytualnego) 
wtajemniczenia, dla którego potrzeba wiele wysiłku 
i pracy. Przy czym można uznać, że do wtajemni-
czenia nie wystarczą same chęci,  gdyż zbyt duże 
lenistwo oraz za niski stopień inteligencji uniemoż-
liwiają   poznanie   większości   współczesnej   nauki 
o świecie   i   człowieku.   Przy   wtajemniczeniu   w   tę 
„naukową ezoterykę  wtajemniczenie w ezoterykę 
niuejdżowo-nienaukową jest jak wyprawa po bułki 
do sklepu względem założenia własnej piekarni.

Podobnie   należy   się   odnieść   do   twierdzenia 

o rzekomej niezwykłości pitagoreizmu w porówna-
niu   ze   współczesną   nauką.   Rozumiem,   że   ludzka 
natura

 

lubuje się w sensacjach, tajemnicach, cudach, 

lecz rzeczywistość jest na ogół dużo bardziej proza-
iczna. Przypisywanie starożytnym i różnym związ-
kom   ezoterycznym   posiadania   wiedzy   tajemnej, 
niesamowicie zaawansowanej czy nawet takiej do 
której   nasza   współczesna   wiedza  „oficjalna  ma 
jeszcze   daleko,   jest   dziś   szczególnie   modne, 
zwłaszcza wśród różnej maści fantastów i mitoma-
nów.   Na   tym   przecież   po   części   bazuje   daenike-
nizm, fascynacja św. Graalem czy Atlantydą, legen-
dy   związane   z   masonerią   i   wiele   innych 
awanturniczych hipotez. Dla takich ludzi masone-
ria,   będąca   zakonem   etyczno-filantropijnym,   jest 
tajną organizacją sterującą światem i od czasu do 
czasu urządzającą satanistyczne orgie. Jednak bez 

62

background image

posiadania dowodów opinie takie są jedynie czczy-
mi spekulacjami. Zgodzimy się, że „święta wiedza” 
pitagorejczyków była imponująca, w dużej mierze 
wyprzedzała   swą   epokę  (zwycięski   heliocentryzm 
renesansowy   zapoczątkowany   został   przecież   już 
u pitagorejczyków   i   w   kościelnych   potępieniach 
ujmowany był często jako  „system pitagorejski”), 
że odznaczała się oryginalnością i pionierskością – 
i to stanowi o jej wielkości i niepodważalnym sza-
cunku na jaki zasługuje także dziś. Nie przekonuje 
jednak twierdzenie o jakiejś jej absolutnej doskona-
łości, niezrównaniu, gdyż w zestawieniu z wiedzą 
współczesną jest bardzo skromna i czasami niepo-
radna, np. twierdzenia o sumie kątów w trójkącie 
dowodzili oddzielnie dla trójkątów równobocznych, 
równoramiennych,   nierównoramiennych.   Tylko 
oceniając ich wiedzę z punktu widzenia ich epoki 
mogą budzić nasz podziw.

6. Controversiae

Mojemu   szkicowi   na   temat   pitagorejczyków 

zarzucono

 

„wybiórczą interpretację faktów”. Zarzut 

ten jednak został mizernie uzasadniony. Napisano, 
że Teano była żoną Pitagorasa, a to przecież nie jest 
pewne, pisze krytyk. Pomijam już fakt, iż jest to 
zagadnienie w mojej pracy więcej niż marginalne, 
jednak uważny czytelnik zauważy, że nieco wyżej 
napisałem, że praktycznie nic pewnego o Pitagora-

63

background image

sie nie można powiedzieć. Następujące dalej twier-
dzenia na temat Pitagorasa należy więc odczytywać 
przez   pryzmat   tego   zastrzeżenia.  Analiza   pożycia 
małżeńskiego mędrca z Krotony nie była czymś co 
miałoby znaczenie dla mojego szkicu, zwłaszcza, że 
nie pisałem przecież książki na temat pitagoreizmu, 
lecz artykuł, który wyszedł i tak był nazbyt długi.

Kolejnym   moim   błędem   miało   być   pomylenie 

rozłamu ze stopniami inicjacji. Oto kolejne nieporo-
zumienie. Napisałem, że podział na tzw. akuzmaty-
ków   i   matematyków   w   łonie   pitagoreizmu   był 
wyrazem rozłamu, jaki się dokonał w V w. Grupę 
akuzmatyków   utożsamiłem   z   nurtem,   który   przy-
wiązany   był   przede   wszystkim   do   mistycznego 
aspektu   pitagoreizmu.   Z   kolei   matematycy   mieli 
być   tymi,   którzy   na   pierwszym   planie   stawiali 
naukę i badania. Matematycy mieli być też jądrem 
szkoły   krotońskiej.   Komentator   zarzucił   mi,   iż 
podział   na   akuzmatyków   i   matematyków   nie   był 
wyrazem żadnego rozłamu, lecz stopnia wtajemni-
czenia: akuzmatycy mieli być swoistym pitagorej-
skim   nowicjatem   zakonnym,   adeptami,   którym 
przekazywano jedynie egzoteryczne formuły i ale-
goryczne   treści;   zaś   matematycy   mieli   stanowić 
drugi stopień wtajemniczenia, który, wedle krytyka, 
polegać   miał   na   objaśnianiu   alegorii   i   symboli. 
A gdzie badania i nauka? Detal, który umknął mo-
jemu miłośnikowi ezoteryki, który to jest święcie 
przekonany,   że   tajemna   wiedza   pitagorejczyków 
zasadzała   się   na   objaśnianiu   alegorii   i   symboli... 

64

background image

Nawet z  tą ułomnością  miałby  ten zarzut  pewien 
sens, gdyby nie fakt, że ...o istnieniu takich właśnie 
stopni   wtajemniczenia  wyraźnie   pisałem   w   moim 
„Bractwie pitagorejskim”, krąg ścisły, wewnętrzny 
określając mianem pythagoreioi, zaś krąg zewnętrz-
ny - mianem  pythagoristai. Co więcej, napisałem 
także, że na podstawie Jamblicha podział ten może-
my utożsamić z podziałem na matematyków i aku-
zmatyków.   O  ile  istnienie  owych  dwóch  zasadni-
czych   stopni   wtajemniczenia   nie   podlega 
wątpliwościom w moim tekście, o tyle samo utoż-
samienie tych stopni z matematykami i akuzmaty-
kami nie jest niewątpliwie. Opinię o tym, że nie jest 
to   tożsame   zaczerpnąłem   od  Tatarkiewicza,   który 
pisał:  „W V w. dokonał się w związku rozłam: na  
akuzmatyków i matematyków. Pierwsi chcieli pielę-
gnować w związku ducha orfickiego i przylgnęli do  
jego tradycji mistycznych i sakramentalnych; dru-
dzy,   nie   porzucając   związku   ani   wiary   akuzmaty-
ków, chcieli jednakże być przede wszystkim ludźmi  
nauki i na tym polu służyć związkowi. U pierwszych  
górę wzięły mistyczne tajemnice, u drugich — dąż-
ność   do   racjonalnych   wyjaśnień.   Ci   przetworzyli  
związek religijny w szkołę naukową”.

Gdyby nawet upierać się, że taki rozdział nie ist-

niał równolegle (a wątpię, czy można wysuwać ta-
kie hipotezy), to chyba trudno byłoby nie zauwa-
żyć, że istniały różne fazy rozwojowe pitagoreizmu, 
które wyrażały tendencje takie, jakie ukazaliśmy za 
pomocą podziału na matematyków i akuzmatyków. 

65

background image

Pierwszą   fazą   był   okres  staropitagorejski,   który 
cechował   się   największym   ładunkiem   religijnym 
związku,   który   podówczas   także   stanowił   potęgę 
polityczną. Drugi był tzw. okres  młodopitagorejski 
(albo średniopitagorejski), kiedy to religijne i poli-
tyczne wątki uległy osłabieniu a na czoło wysunęły 
się   zadania   naukowe.   Temu   to   właśnie   okresowi 
związek   pitagorejski   zawdzięcza   swe   poczesne 
miejsce w dziejach nauki i filozofii. Okres młodopi-
tagorejski można dalej podzielić na fazę, w której 
dominowały badania empiryczne, oraz fazę popla-
tońską, kiedy na czoło wysunęły się dociekania spe-
kulacyjne. Okres trzeci, przypadający na I w. p.n.e. 
i I w. n.e., to okres neopitagorejski, który związany 
był ze wzmożonymi nastrojami religijnymi i escha-
tologicznymi   społeczeństwa   rzymsko-greckiego. 
W stosunku   do   okresu   młodopitagorejskiego, 
zwłaszcza fazy badań empirycznych, była to degra-
dacja, uwstecznienie.

Abstrahując od faz rozwojowych, można powie-

dzieć, że jeśli ja przytaczam oba poglądy na znacze-
nie  podziału  na  akuzmatyków  i  matematyków,   to 
zarzut jaki sformułował Kosela, jego absurdalność, 
praktycznie dyskredytuje go nie tylko jako poważ-
nego krytyka, ale i jako rzetelnego czytelnika. Czy-
tanie ze zrozumieniem jest cechą, której brak jest 
szczególnie   uciążliwy   we   współczesnych   społe-
czeństwach, i to już na poziomie instrukcji obsługi 
sprzętu gospodarstwa domowego, cóż więc dopiero 

66

background image

kiedy mowa o tekstach nieco bardziej zaawansowa-
nych...

Jakby tego było mało, wziął się na końcu komen-

tator   za   wytykanie   mojego   niezrozumienia   istoty 
także i neopitagoreizmu, którego esencją był eklek-
tyzm. Pomijając fakt, że na wstępie odkreśliłem, że 
poza moim zainteresowaniem jest neopitagoreizm, 
czyli nie można się spodziewać, że poświęcę mu 
jakieś pogłębione analizy, godzi się zauważyć, że 
akurat eklektyzm tego nurtu podkreśliłem expressis 
verbis
...

Kończąc mój kolejny szkic poświęcony pitagore-

izmowi,   zachęcam   czytelników   Racjonalisty   do 
szczególnego   zainteresowania   tą   szkołą   antycznej 
myśli,   której   odkrywanie   jest   tyleż   frapujące   co 
inspirujące. Bez wątpienia możemy odebrać  „ezo-
terystom”
 Pitagorasa i twórczo przyswoić go nurto-
wi racjonalistycznemu...

67

background image

Mariusz Agnosiewicz

Spór

o Pitagorasa

68

background image

 

Nepitagorejczyk  Andrzej   Kosela,   z   jakim   mam 

przyjemność   polemizować   na   pitagorejski   temat, 
był   łaskaw   szerzej   przedstawić   siebie   i   swoje 
postrzeganie pitagoreizmu. Wyjaśnienie, iż odcina 
się  on od  nowomodnej  „ezoteryki”  jest dla mnie 
ważną   informacją,   gdyż   jednym   z   istotniejszych 
motywów   moich   prezentacji   pitagoreizmu   „starej 
szkoły”  było wykazanie absurdalności powoływa-
nia   się   nań   zwłaszcza   przez   adeptów   „wiedzy 
tajemnej” spod znaku New Age, którzy ostentacyj-
nie gardzą rozumem i wyjaśnieniami racjonalnymi 
zjawisk. Były te teksty odpowiedzią na takie z głu-
poty lub bezlczeności się biorące uzurpacje szarla-
tanów:

Jak powszechnie wiadomo, Pitagoras stworzył 

koncepcję opartą na stwierdzeniu, że liczby posia-
dają pewną magnetyczną siłę, oddziałującą na oso-
bowość i zachowanie człowieka. Początkowo jego  
teoria   znana   była   jedynie   nielicznym,   głównie  
wkrajach Orientu. Dziś naszą wiedzę na ten temat  
znacznie   wzbogaciły   odkrycia   takich   naukowców  
jak dr. Jordan z instytutu Nauk Numerologicznych  
w Kalifornii, a także licznych badaczy — numerolo-

69

background image

gów   angielskich   i   amerykańskich.   Numerologia  
została powszechnie uznana jako odrębna dziedzi-
na wiedzy, a jej praktyczne zastosowanie pozwala  
w dokładny i trafny sposób określić charakter, oso-
bowość, a nawet przeznaczenie danej osoby.

Nawet dziewczęta z pewnego kółka matematycz-

nego powtarzają na swych stronach dezinformujące 
tezy numerologów:  „Ojcem  numerologii był  Pita-
goras, który twierdził, że liczby mają magnetyczną  
siłę,   która   wpływa   na   charakter   i   los   człowieka.  
Ukryte w liczbach wibracje łączą się z całym Kos-
mosem, z planetami i ludźmi, z którymi się stykamy.  
To

 

od

 

wysyłanych przez nas fal zależą kontakty z bli-

skimi,   znajomymi,   współpracownikami   wreszcie.” 
Jeśli zgodzimy się ze Steinerem, iż staropitagorej-
ska mistyka liczb uległa z czasem spłyceniu w nur-
cie   pitagorejskim,   to   powyższe   opinie   są   niczym 
innym  jak  karykaturą.  Odpowiedzmy im słowami 
Galileusza:  „aby tajemnice, na podstawie których  
Pitagoras odnosił się wraz ze swoją szkołą z takim  
szacunkiem do nauki o liczbach, miały być owymi  
głupstwami   płynącymi   z   ust   i   pism   pospólstwa,  
w to żadną miarą uwierzyć się nie da”. 

Mam nadzieję, że mój krytyk nie uważa moich 

tekstów na temat pitagoreizmu za równie wypacza-
jące istotę rzeczy. W każdym jednak razie moje sta-
nowisko   potrafię   obronić   i   udowodnić   —   nawet 
jeśli nie niepodważalnie, to w sposób, który skłoni 
do   uznania   go   za   najbardziej   prawdopodobne 
i płodne intelektualnie.

70

background image

1. Krytyczne i konstruktywne

podejście do źródeł

Ja piszę o pitagoreizmie w wyrazie mojego zafa-

scynowania   tą   szkołą,   ale   jednak   z   pozycji   zew-
nętrznego obserwatora, z kolei mój polemista pisze 
z punktu widzenia wyznawcy. Rzetelny wyznawca, 
który bada historię swojej doktryny, musi stale mieć 
na   baczności   niebezpieczeństwo   bezkrytycznego 
stosunku do materiałów źródłowych.

 

Łatwo bowiem 

można   za   dobrą   monetę   brać   pisma   starożytnych 
pitagorejczyków, które nazbyt koloryzują bądź słu-
żą   uzasadnieniu  „prawa   sukcesji”  po   wielkich 
poprzednikach, zwłaszcza jeśli to pasuje do naszego 
obrazu   pitagoreizmu   (a   każdy   wyznawca   ukuwa 
taki bardziej lub mniej subiektywny obraz dla wła-
snych potrzeb). W naszym przypadku jest to o tyle 
ważne,   iż   mój   oponent   krytykuje   moje   analizy 
i tezy   z   punktu   widzenia   neopitagoreizmu,   który 
według mnie (i nie tylko) najbardziej przyczynił się 
do   wypaczenia   obrazu   pierwotnego   pitagoreizmu. 
Niestety,   nie   wszyscy   „wielcy”  znawcy   pitagore-
izmu bądź pitagorejczycy mieli wystarczająco kry-
tyczne nastawienie. Jedną z niewielu prac poświę-
conych krytycznej analizie materiałów źródłowych 
na temat pitagoreizmu jest  „Sodalicium sacrilegii. 
Pitagorejczycy w Rzymie w okresie republiki: fakty  
i mity
” (Toruń 1998) Danuty Musiał, w której autor-
ka   w   szczególności   ponownie   rozważa   dorobek 
„najwiekszego”  bodaj   znawcy   pitagoreizmu   — 

71

background image

Jerôme Carcopino, na którego powołuje się wielu 
innych badaczy. Pisze, iż w przypadku  Carcopino 
można mówić nie tyle o jego badaniach pitagore-
izmu co o „wizji” pitagoreizmu (który był mu bar-
dzo bliski osobiście). Kwestia krytycznego podej-
ścia   do   źródeł   musi   stale   wisieć   nad   naszymi 
poglądami   na   ten   temat,   zwłaszcza   zaś   odnośnie 
okresu „starej szkoły”. W razie jakichkolwiek wąt-
pliwości   co   do   danego   świadectwa   należy   zadać 
sobie pytanie:  z jakiej  perspektywy piszący  mógł 
zniekształcić obraz rzeczywistości?

Odrzucam   przy   tym   pogląd   jakoby   jedyne   co 

było nam dziś dostępne o Pitagorasie to  „legendy, 
spekulacje   i   mniejsze   lub   większe   przekłamania”. 
Taką   sytuację   mamy   odnośnie   rzekomego   twórcy 
chrześcijaństwa, natomiast w przypadku Pitagorasa 
po pierwsze dysponujemy większą ilością materia-
łów źródłowych, po drugie zaś wcześniej od jego 
śmierci   powstały   pierwsze   prace   na   jego   temat 
z aspiracjami obiektywności. Jeszcze więcej można 
powiedzieć   o   samej   szkole   krotońskiej.   Pogląd 
o zupełnej niepewności naszych informacji o wcze-
snym   pitagoreizmie   może   być   wykorzystywany 
jako przepustka dla uzurpatorów snujących na jego 
temat fantastyczne spekulacje.

Przyjmując najgorszy wariant: zupełnej niewia-

rygodności zachowanym źródłom, nasza polemika 
zostaje sprowadzona do prezentacji dwóch konku-
rencyjnych wizji pitagoreizmu...

72

background image

2. Możliwość porozumienia 

racjonalisty z neopitagorejczykiem

Zarówno mój polemista, jak i ja deklaratywnie 

przyjmujemy optykę racjonalistyczną, ale pomimo 
tego nasze podejście jest bardzo różne. Dla Andrze-
ja

 

Koseli racjonalizm to

 

„czysta intelektualna nauka 

i   wiedza”  „nieskażona   przez   materializm”.   Dla 
mnie  „skażenie materializmem”  nie jest wynikiem 
przyjęcia   określonego   paradygmatu,   lecz   konse-
kwencją   racjonalistycznego   przywiązania   do   uza-
sadnień i dowodów dla przyjmowania poglądów na 
określony   temat.   Sądzę   wszelako,   iż   podział   na 
materializm i idealizm w pryzmacie współczesnej 
nauki cokolwiek się zaciera, z pewnością nie ma już 
tego znaczenia co w starożytności. W każdym bądź 
razie najbardziej naiwny idealizm wiążę z teizmem, 
zwłaszcza w jego monoteistycznym wydaniu. Nie-
które idealistyczne interpretacje pitagoreizmu (np. 
R. Steinera) czy innych „ścieżek duchowych” oce-
niam pozytywnie co najmniej z estetycznego punk-
tu   widzenia.   Jestem   racjonalistą   sceptycznym 
otwartym na nowe doznania intelektualne. 

W pewnej części cała ta polemika jest zupełnie 

bezprzedmiotowa: jeśli z pobudek światopoglądo-
wych   twierdzi   się,   że   istnieje   pewna   wiedza   na 
temat pitagoreizmu, której ja znać nie mogę jako 
człowiek   egzoteryczny   (o   znaczeniu   symboli, 
naukach, racjonalnych przesłankach wiedzy okulty-

73

background image

stycznej),   to uczciwość intelektualna  wymagałaby 
podejmowania polemiki tylko na temat treści, które 
oponent   uznaje   za   egzoteryczne.   Na   wskroś   nie-
uczciwa   jest   taka   postawa   w   której   się   twierdzi: 
„Jesteś w błędzie, musisz mi uwierzyć na słowo”. 
Taka argumentacja względem racjonalisty jest wa-
dliwa i nieskuteczna.

3. Porządki pojęciowe

Jeśli chcemy jakoś określić filozofię liczb pitago-

rejczyków,   to   nawet   jeśli   kiedyś   mogła   to   być 
numerologia, jako po prostu „nauka o liczbach”, to 
w obliczu kradzieży i upowszechnienia tego pojęcia 
przez   współczesnych   szarlatanów,   używanie   tego 
określenia dla systemu pitagorejskiego jest szkodli-
we, bo jest dezinformujące i może  de facto  legity-
mować szarlatanów. Dlatego właśnie według mnie 
należy używać pojęcia numerozofia.

Ponadto   sprzeciwiłbym   się   utożsamianiu   pojęć 

ezoteryka  i  okultyzm,   nawet   jeśli   etymologicznie 
czy   historycznie   były   ze   sobą   ściśle   związane. 
Sądzę,   że   ezoteryka   powinna   być   pojęciem   szer-
szym, zaś dla okultyzmu zarezerwowałbym tę ezo-
terykę, która związana jest z magią, parapsycholo-
gią itp., nawet jeśli według niektórych magia czy 
parapsychologia   mają   racjonalne   podstawy   (mam 
nadzieję,   że   ich   legitymacją   jest   coś   więcej   niż 
hipotezy Mesmera). Chętnie się dowiem dlaczego 

74

background image

stworzenie   bomby   atomowej   było  „wynalazkiem 
paru adeptów czarnej magii”
 czy też poznam okul-
tyzm jako „czystą i pełną naukę o przyrodzie”, jed-
nak   na   wypadek   nieuleczenia   mojej   ignorancji 
uznałbym powyższe kryteria pojęciowe za użytecz-
ne i porządkujące. Natomiast nie uważam za sen-
sowne   wyróżnianie   „prawdziwej”  i   „fałszywej” 
ezoteryki, jak czyni to mój oponent.

Komentator wiele pisze o domniemanym  „bio-

polu”, o którym ja nic nie wiem. Jednak wyjaśnia-
nie za jego pomocą zjawisk naturalnych wydaje się 
słabo   uzasadnione.   Powstawanie   wizji,   zjaw   czy 
różnych projekcji w „odmiennych stanach świado-
mości”
  przypisać   możemy  deprywacji   sensorycz-
nej
,   a   nie   rzekomej  „wyobraźni   wszechświata”
„Human Energy Field”, czy jak nazwać to ezote-
ryczne  „biopole”. Za pomocą współczesnej nauki 
można   wyjaśnić   większość   innych   zjawisk,   jakie 
niektórzy mogą wiązać z jakimiś „tajemnymi siłami 
natury”
. Właśnie weszliśmy na pole paranauki. Dla 
takiej ezoteryki koniecznie trzeba węższą nazwę — 
okultyzmu  właśnie. Jeśli ma on racjonalne podsta-
wy,   to   mam   nadzieję,   że   kiedyś   je   poznam,   lecz 
aktualnie nie mam podstaw, aby to stwierdzić.

Nie   zgadzam   się   z   twierdzeniem,   iż   pojęciu 

naukowy odpowiada poznany rozumowo, intelektu-
alny, gnostyczny. Za wadę naszego języka uważam 
tak   szerokie   pojęcie   naukowości,   bez   osobnego 
pojęcia   dla   tzw.  science.   W   języku   polskim 
naukowcem   określimy   zarówno   literaturoznawcę 

75

background image

jak i biologa molekularnego. Ja zawsze staram się 
używać pojęcia „naukowy” dla określenia tego pro-
cesu badawczego i poznawczego, który wiąże się 
z precyzyjną  i   efektywną   metodologią   nauk   przy-
rodniczych   i   częściowo   nauk   społecznych.   Jeśli 
jakakolwiek   wiedza   okultystyczna   jest   w   stanie 
przejść przez ten proces metodologiczny, to może 
być uznana w moim rozumieniu za wiedzę nauko-
wą. Jeśli nie, może być określona „doktryną” „filo-
zofią”, „wierzeniem”
 itp.

4. Czy Pitagoras został ubóstwiony?

Andrzej   Kosela   zarzucił   mi:  „Pitagoras   nigdy 

tak naprawdę nie został deifikowany przez swoich  
potomnych, a co dopiero za życia. To jest nonsens,  
pokazujący   jak   małą   tak   naprawdę   wiedzę   autor  
posiada o Pitagorasie i o filozofii, którą on repre-
zentował. Jeśli już, to był on uważany za jednego  
z największych filozofów i mędrców w historii świa-
ta, obok Hermesa, Zoroastra, Ostanesa, Orfeusza,  
Platona czy Arystotelesa, ale nigdy za boga.
  Nie 
wiem co autor słów rozumie poprzez deifikację, ale 
jeśli nie możemy mieć pewności co do wiarygodno-
ści opinii neopitagorejczyków o Pitagorasie, to nie 
mamy powodów, aby nie wierzyć im, że traktowali 
Pitagorasa   jako   boga,   boga   w   ludzkiej   postaci, 
boską istotę — jeśli tak pisali. A pisali. Z faktu jego 
deifikacji biorą się właśnie tak bujnie produkowane 

76

background image

legendy   na  temat   Mędrca   Samijskiego:  wszystkie 
jego cuda (częściowo podobne do cudów Jezusa), 
zdolności,   proroctwa   i   inne   zmyślenia.   Przecież 
nawet   przy   wyjątkowo   dobrej   woli   trudno   jest 
uznać, że cała ta hagiografia to po prostu symbole. 
Trudno się zgodzić z tezą, że Pitagoras był trakto-
wany podobnie jak Platon czy Arystoteles. Ci trak-
towani byli jako niezwykli mędrcy, ale nigdy nie 
dostąpili wątpliwego zaszczytu ubóstwienia (chyba 
że za to uznać średniowieczny skostniały arystote-
lizm   chrześcijański   z   nabożną   czcią   traktujący 
pisma Arystotelesa). Pitagoras, podobnie jak Empe-
dokles czy Jezus, został przez swych wyznawców 
deifikowany.   Przy   określonym   pojmowaniu   ubó-
stwienia   można   uznać,   że   Pitagoras   nie   dostąpił 
tego zaszczytu, lecz była to z pewnością deifikacja 
analogiczna do tego co spotkało Jezusa (tym bar-
dziej, że w niektórych ewangeliach jest on „mniej 
boski”  niż Pitagoras w niektórych pismach pitago-
rejskich).

Ze świadectw jakie nam pozostały wiemy, jakie 

znaczenie miała w pitagorejskiej szkole formuła, za 
pomocą której przedstawiano uczniom myśli Pita-
gorasa: „On tak powiedział”. To formułka dla wie-
dzy w randze dogmatu z pieczęcią boskiego Pitago-
rasa.   U  Apulejusza  znajdujemy   taki   fragment: 
„...zanurzywszy się w ich falach siedmiokroć razy  
— bowiem tę liczbę boski ów Pitagoras zalecił jako 
szczególnie się przy świętych obrzędach nadającą.”

77

background image

Żywocie Pitagorasa (2 poł. III w. n.e.) Porfi-

riusz tak pisał o jego uczniach z miast greckich na 
południu  Italii:  „Zajęli   oni,   wzniósłszy   miasta,   tę 
część Italii, którzy wszyscy nazywają Wielką Gre-
cją, przyjąwszy od Niego prawa i ustawy, traktując 
je jak boskie nakazy
, wbrew którym nie godzi się 
czynić   niczego.   Ci   również   dobra   swoje   uczynili  
wspólnymi i  zaliczyli Pitagorasa w poczet bogów
Dlatego wszyscy spośród nich — ilekroć zamierzali  
przekazać komuś coś z niewypowiedzianych tajni-
ków Jego nauk, z czego wyprowadzali liczne wnio-
ski dotyczące natury rzeczywistości - [wymieniali]  
tak zwaną arcyczwórkę (tetraktys), na którą przy-
sięgali,  przywołując   na   świadka   Pitagorasa   jak 
boga
.”
 Dalej

 

pisze Porfiriusz: „Opowiada się zresz-

tą niezliczone, jeszcze bardziej zadziwiające i  bos-
kie   historie  
o   tym   mężu,   zgodnie   i   jednogłośnie  
poświadczone. By rzec krótko, nikt nie uchodził za  
większego   i   sławniejszego.   Są   przechowywane  
w pamięci [ludzi] sprawdzone przepowiednie [Pita-
gorasa]  o trzęsieniach ziemi, jak i to, że potrafił  
odwrócić epidemie i powściągnąć gwałtowne wia-
try i grad, jak też uciszać fale rzeczne i morskie, by  
przyjaciele   mogli   bezpiecznie   płynąć.”
  Podobnie 
pisze Jamblich, wedle którego Pitagoras miał być 
czczony w Krotonie jak bóg.

Do procesu deifikacji mógł zresztą przyczyniać 

się sam Pitagoras, bo wiele wskazuje na to, że już 
za swego życia gorliwie dbał o swój „boski image”
Było to jednak, jak się zdaje, nietypowe podejście 

78

background image

do boskości jak na ówczesne czasy i kulturę, przeto 
zniekształcenia   były   czymś   zupełnie   naturalnym. 
Pitagoras   miał   bowiem   w   dążeniu   do   prawdy 
widzieć   drogę   upodobniania   się   ludzi   do   Boga, 
wznoszenia się na drabinie doskonałości. Interesu-
jąco pisze o tym Steiner:  „Lud czuł się dobrze ze  
swoimi bogami; Pitagoras zaś musiał odesłać tych  
bogów do królestwa tego, co niedoskonałe. W tym  
też   należy   doszukiwać   się   "tajemnicy",   o   której  
mówi się w związku z Pitagorasem i której nie wol-
no   było   zdradzić   niewtajemniczonemu.   Polegała  
ona na tym, że jego myślenie musiało przypisywać  
duszy ludzkiej inną przyczynę niż boskie dusze reli-
gii   ludowej.   Do   tej   „tajemnicy"   sprowadzają   się  
ostatecznie liczne ataki, których doświadczył. (...)  
Tak jak dusza w tonach muzyki przeżywa stosunki  
liczb, tak Pitagoras wczuwał się w duchowe współ-
życie ze światem, które rozum może wypowiedzieć  
w liczbach; przecież dla tego, co dane w przeżyciu,  
liczby nie są niczym innym niż tym, czym dla prze-
życia muzycznego są znalezione przez fizyków licz-
by   odpowiadające   stosunkom   dźwiękowym.   Dla  
Pitagorasa miejsce mitycznych bogów zajęła myśl;  
ale przecież — przez odpowiednie pogłębienie —  
dusza, która za sprawą myśli oddzieliła się od świa-
ta, znowu odnajduje swoją jedność ze światem.”

Nawet jeśli przyjmiemy, iż sam Pitagoras usiło-

wał takiej właśnie deifikacji dostąpić, to czymś nie-
uniknionym   musiało   być,   że  wielu  jego   uczniów, 
zwłaszcza   akuzmatyków,   musiało   w   nim   widzieć 

79

background image

boga w sensie właściwym dla swej kultury, mniej 
wysublimowanym. Dzisiejszy obraz Jezusa w świe-
cie chrześcijańskim jest właśnie takim „akuzmatyc-
kim”  przykładem prymitywnego wypaczenia zjed-
noczenia z bóstwem o jakim opowiadało ówcześnie 
wielu nauczycieli stojących na czele sekt o wschod-
nich korzeniach.

5. Rytuały wtajemniczenia

Pisząc o rytuałach, jakie się wiążą z wiedzą ezo-

teryczną, nie miałem bynajmniej na myśli jej zdo-
bywania poprzez owe rytuały. Rytuały w tej dzie-
dzinie wiążę z wtajemniczeniami co można chyba 
utożsamić z tzw. ceremoniami przejścia (do nowego 
życia). Oznaczają one symboliczne nowe narodziny 
i ich funkcją jest odciśnięcie piętna psychicznego 
na adepcie, aby tym wyraźniej odczuł cezurę jaka 
zachodzi   w   jego   życiu.   Pitagorejczyków   kręgu 
wewnętrznego można przedstawić także jako tych 
z części „zaksiężycowej”, którzy wyszli poza pełną 
chaosu część „podksiężycową”. W wielu, jeśli nie 
we wszystkich szkołach ezoterycznych, opuszcze-
nie wewnętrznego kręgu lub zdrada wiąże się także 
z ceremonią wyjścia, na ogół symbolizującą śmierć. 
Czcigodna szkoła pitagorejska wznosiła cenotafy  
odstępcom od swej nauki, uważając ich za trupy
” 
— pisze adept ezoteryzmu chrystiańskiego, Oryge-
nes. Ci, którzy po wtajemniczeniu wrócili do nor-

80

background image

malnego życia bądź zostali wydaleni, mieli usypy-
wany   symboliczny   grób.   Rytuały   nie   będą   więc 
wiązać się tylko z ezoteryką misteryjną, choć istot-
nie   nie   są   chyba   nieodzowne   w   ezoteryce   jako 
takiej.

6. Symbolika

Pisząc, iż  „badania związane z liczbami miały  

u pitagorejczyków  zasadniczo  naukowe podłoże w 
zdrowym sensie tego słowa”
  nie miałem na myśli, 
iż   zajmowali   się   czystą   matematyką.   Napisałem 
„zasadniczo naukowe", czyli zdaję sobie doskonale 
sprawę, iż zajmowali się także symboliką, swoistą 
semantyką   liczb   (nie   przypisując   im   wszelako 
magicznych   właściwości,   jak   sobie   interpretują 
współcześni szarlatani). Gdybym twierdził, że zaj-
mowali się czystą matematyką, to nie określiłbym 
ich systemu numerozofią. Symbolikę nie uważam 
za szarlataństwo (choć może w nie się przerodzić). 
„Symbol jest pośrednikiem pomiędzy pojęciem ije-
go odbiciem w głębinach psychiki i ducha ludzkie-
go" (Gentili). Dlatego też nie można wychodzić od 
symbolu,   lecz   od   badania.   Uważam   za   błędne 
stwierdzenie mojego polemisty, iż „Prawdziwa dro-
ga naukowa to właśnie symbolika, a z niej dopiero  
wypływa praktyka
”. Jeśli symbolika jest właściwie 
wykorzystywana, może sprzyjać poznaniu czy peł-
nić inne pozytywne funkcje. Ale w tych rozważa-

81

background image

niach nad symboliką liczb nie możemy z rozpędu 
zagubić znaczenia czystej, zdrowej nauki, matema-
tyki, z jaką ściśle zespolili swoją numerozofię.

Zobrazujmy to pewnym faktem: jeśli wychodzi-

my od symbolu i symbol jest „prawdziwą wiedzą”
to jeśli znamy  „twierdzenie Pitagorasa”, jeśli nie 
mamy wątpliwości, że jest ono poprawne, że prawi-
dłowo   opisuje   rzeczywistość,   a   zatem   może   być 
dobrą podstawą do dalszych rozważań symbolicz-
nych, po cóż nam u licha jeszcze szukać dowodu 
tego twierdzenia? On w żaden sposób nie zmieni 
naszej wiedzy symbolicznej. Tymczasem pitagorej-
czycy   mieli  „twierdzenie   Pitagorasa”  a  zasłynęli 
jego   udowodnieniem.   Odrzućmy   spekulacje,   iż 
dowód też przejęli od Egipcjan. Pitagorejczycy szu-
kali dowodów! Na tej podstawie twierdzę, iż można 
łatwo   przewartościować   znaczenie   ich   symboliki. 
Symbolika nie była trzonem ich wiedzy, nie była 
wszystkim (choć można przyjąć, że u akuzmatyków 
tak było, podobnie jak i u neopitagorejczyków, któ-
rzy   nie   dokonywali   odkryć   naukowych).   Kosela 
pisze:  „Pitagorejczycy nie przeprowadzali ekspery-
mentów naukowych; była to sekta oparta na pewnej  
bardzo specyficznej i zamkniętej doktrynie, bazują-
cej na symbolicznej matematyce, geometrii, muzyce  
i astronomii
”. Nie można się z tym zgodzić. Czyż 
ich odkrycia w „arytmetyce stosowanej”, jak zwali 
muzykę, mogły być dokonane bez eksperymentów? 
To zapewne tylko wierzchołek góry lodowej.

82

background image

O zredukowanie elementu symbolicznego i mi-

stycznego   nauki   o   liczbach   polemista   oskarża 
współczesnych „ekspertów”, rysując przy tym dia-
metralnie   odmienny   od   współczesnego   starożytny 
model nauki. Nie jest to prawdą. Już przecież wielki 
grecki   matematyk   Euklides   (IV-III   p.n.e.),   który 
zebrał i spisał zasady odkryte przez pitagorejczy-
ków, zostawił na boku ich teorie mistyczne. Mate-
matyk  czy   fizyk  nie  musi   przecież   zajmować  się 
symboliką. W dzisiejszym świecie, symbolicznym 
czy   metaforycznym   podejściem   do   prawd   nauko-
wych powinni zajmować się przede wszystkim filo-
zofowie, którzy mogą tworzyć nad nauką jej metafi-
zyczną nadbudowę.  Filozofowie są  dziś  oderwani 
na   ogół   od   prawd   naukowych,   tkwiąc   w   swych 
światach   pełnych   oderwanych   od   rzeczywistości 
idei. Pitagorejskie zespolenie nauki i filozofii legło 
w gruzach. Filozofowie współcześni powinni pró-
bować je odbudowywać.

7. Triumf akuzmatyków

Jak bardzo mylące może być eksponowanie ezo-

teryczności   danej   szkoły   jako   jej   istoty   (co   na 
samym   początku   zarzucił   mi   Kosela)   można 
dowieść poprzez stwierdzenie, iż tak samo o pier-
wotnym chrystianizmie można powiedzieć, iż jego 
istotą była ezoteryczność nauk. Głównymi ideolo-
gami tego nurtu byli zwłaszcza Klemens Aleksan-

83

background image

dryjski   oraz   Orygenes.   Klemens   Aleksandryjski 
pisał, że w chrześcijaństwie są „pisma ezoteryczne,  
to znaczy wewnętrzne, oraz inne, zwyczajne, egzo-
teryczne, to znaczy zewnętrzne”
. Ten sam nurt znaj-
dujemy u Orygenesa, który w swej polemice z Cel-
susem   pisał   m.in.:  „istnienie   pewnych   tajemnic  
ukrywanych przed pospólstwem nie jest wyłączną  
właściwością   nauki   chrześcijańskiej”
.   Obowiązek 
zachowania   nauk   w   tajemnicy   (disciplina   arcani
istniał w chrześcijaństwie od III do V wieku (ale 
miał swój rodowód już w ewangeliach). Tajemność 
obejmowała  zwłaszcza   dogmaty,   obrzędy   i   sakra-
menty.   Mało   chrześcijan   zdaje   sobie   sprawę,   jak 
bardzo NT nasączony jest obrazkami „ezoteryczny-
mi”
.   Mamy   tam   nawet   klasyczne   przedstawienie 
starożytnych dwóch kręgów: ezoterycznego i egzo-
terycznego („I dodał: Kto ma uszy do słuchania,  
niechaj słucha. A gdy był sam, pytali Go ci, którzy  
przy   Nim   byli,   razem   z   Dwunastoma,   o   przypo-
wieść.   On   im   odrzekł:   Wam   dana   jest   tajemnica  
królestwa   Bożego,   dla   tych   zaś,   którzy   są   poza  
wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby  
patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a  
nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im  
wydana   /tajemnica/.”
  —   Mk   4,9-12.   Czy   jednak 
daje to podstawy, aby wysnuwać twierdzenia o po-
wiązaniu pitagoreizmu i chrystianizmu? Nie wydaje 
się to możliwe, pomimo tego, że Isidore Lévy i kil-
ku innych autorów tropiło pitagorejskie źródła chry-
stianizmu (w istocie raczej neopitagorejskie). Jeśli 

84

background image

miałbym   się   doszukiwać   tutaj   jakichś   analogii 
w obu nurtach, to np. w oparciu o tezę, iż chrześci-
jaństwo   to   triumf  „chrystiańskich   akuzmatyków”
którego instytucjonalizacją był kościół. 

„Triumfem   akuzmatyków”  jest   dla   mnie   także 

neopitagoreizm. [Przy takiej analogii nie mogę nie 
dodać   zastrzeżenia,   iż   pitagoreizm   jest   dla   mnie 
oczywiście dużo bardziej wartościowy niż chrystia-
nizm.] Mój komentator nadal uparcie nie zauważa, 
iż ja w swoim tekście przedstawiłem oba znaczenia 
podziału na akuzmatyków i matematyków: zarówno 
jako wyraz rozdziału, jak uważają niektórzy bada-
cze,   jak   i   wyraz   dwóch   kręgów   (egzoterycznego 
i ezoterycznego)   wśród   pitagorejczyków.   Kosela 
przypuszcza, że przyczyną rozłamu mogły być kon-
trowersje związane z zachowaniem tajemnicy. Być 
może, ale istnieje bardziej interesujące wyjaśnienie. 
Niektórzy  uważają,   całkiem sensownie,   iż rozłam 
się   wiązał   z   odkryciem   liczb   niewymiernych. 
Mówiąc ściślej, nie istniały dla nich takie liczby: 
niewymierność boku i przekątnej w kwadracie była 
dla   nich   wyrazem   pewnej   słabości   arytmetyki, 
w pewnym   sensie   burzyła   ich   światopogląd,   ich 
numerozofię  (czyżby nie wszystko miało liczbę?). 
Na tym tle miało dojść do rozłamu: jedni po tym 
odkryciu   zwątpili   w   badania   naukowe   i   poczęli 
odtąd szukać prawdy tylko w medytacjach i rozmy-
ślaniach, w dużo bezpieczniejszej symbolice. Inni 
pozostali   przy   badaniach   naukowych   i   próbowali 
jakoś radzić sobie z tym odkryciem (zmiana spoj-

85

background image

rzenia na liczby, liczby niewymierne, zapis bezlicz-
bowy, skupienie się na geometrii). Przy tej wersji 
wydarzeń, neopitagorejczycy będą kontynuatorami 
tych co zepchnęli badania na dalszy plan lub z nich 
zrezygnowali.   Potwierdzają  to dokonania neopita-
gorejczyków.

Wskazałem też, że akuzmatycy rozumiani jako 

krąg  zewnętrzny,  mogą być zarazem  grupą  rozła-
mową,   bo   czyż   trudno   sobie   wyobrazić   sytuację 
w której   nowicjusze,   niedopuszczeni   do   najwięk-
szych   tajemnic,   zaznajamiani   jedynie   z   powierz-
chownymi naukami i obrzędami, dokonują rozłamu 
w tym sensie, iż zaczynają forsować, iż „to oni są 
prawdziwym kościołem”, oni są prawdziwymi pita-
gorejczykami, pitagoreizm akuzmatycki jest pitago-
reizmem jako takim, itd. Triumf powierzchownych 
nauk   jest   dużo   łatwiejszy   niż   nauk   zaawansowa-
nych,   stąd   ich   przypuszczalny   rozłam   mógł   upo-
wszechnić   w   starożytności   wykoślawiony   obraz 
pitagoreizmu, skupionego zwłaszcza na obrzędach 
i symbolach,   a   nie   na   badaniach   i   nauce.  Ale   na 
szczęście, pozostały nam owoce i niejasne świadec-
twa ze „starej szkoły”, które pozwalają nam zrekon-
struować   obraz   pierwotny,   przełamujący   tradycję 
i legendy, jakie wytworzyli neopitagorejczycy. 

86

background image

8. Związki pitagoreizmu

z innymi szkołami

Mój polemista, identyfikując się z neopitagore-

izmem,   twierdzi   zarazem,   iż  „wywodzi   się   on 
w prostej   linii   ze   Szkoły   Pitagorasa   w   Krotonie,  
reprezentując te same podstawowe idee i naukę”

Zgadzam się, że istnieją pewne wspólne idee, lecz 
„reaktywowany”  pitagoreizm   był   jednak   czymś 
innym.   Usiłowanie   dowiedzenia   „ciągłości  sukce-
sji” przypomina mi tutaj próby katolickie czy prote-
stanckie udowodnienia, iż w prostej linii wywodzą 
się one z pierwotnego chrystianizmu i Biblii. Aby 
przyjąć   tezę,   iż   neopitagoreizm   kontynuował   naj-
ważniejsze założenia pitagoreizmu trzeba by przy-
jąć,   że   czegoś   istotnego   o   szkole   krotońskiej   nie 
wiemy.

Ale nawet i z tym założeniem byłoby to trudne. 

Możemy się przecież odwołać  „do owoców”  obu 
nurtów: szkoła krotńska pozostawiła w spadku wie-
le

 

wspaniałych odkryć i śmiałych teorii (nie o wszy-

stkim pisałem w moich tekstach); po neopitagorej-
czykach nic takiego nie pozostało, co choćby było 
tylko bladym  cieniem  dokonań  ich  poprzedników 
(chyba, że uznamy, że ich wielkie odkrycia doty-
czyły wiedzy „ezoterycznej”, jednak z wielu powo-
dów  taka  opinia  do  mnie  nie  przemawia).   Już  to 
każe   przypuszczać,   że   podejście   do   nauki   było 
zupełnie różne. Nie możemy chyba przyjąć opinii 
o jakichś zewnętrznych, obiektywnych przyczynach 

87

background image

tej jałowości neopitagoreizmu z naukowego punktu 
widzenia.

Kosela twierdzi, że było to po prostu odkrycie na 

nowo przez ludzi, którzy mieli dużo lepszy dostęp 
do źródeł niż my. Jakkolwiek  prima facie  różnica 
dwudziestu wieków wydaje się niezrównanie odda-
lać nas od oryginalnego pitagoreizmu w stosunku 
do neopitagorejczyków, to jednak w dużym zakre-
sie może to być złudna optyka. Tzw. neopitagorej-
czycy   „odkrywali”  pitagoreizm   jako   wyznawcy, 
zaangażowani niemal religijnie, w kontekście kre-
owania się ówczesnej mody na wschodnie wierze-
nia. Do swego systemu wchłonęli wiele takich ele-
mentów i akcentów, które były obce pierwotnemu 
pitagoreizmowi. Ale najważniejsze jest to, że prze-
cież   już   nawet   za   życia   Pitagorasa   rozpoczął   się 
proces otaczania jego i pitagorejczyków legendami 
i równie dobrze możemy przyjąć, że systemy neopi-
tagorejskie w dużej mierze bazowały na zniekształ-
conym obrazie, zaś ówcześnie ludzie byli bardziej 
naiwni   i   mniej   zaprawieni   w   krytycznej   analizie 
podań, tekstów i tradycji, niż my.

Dlatego też zaufanie budzi opinia jednej z czoło-

wych   polskich   badaczek   pitagoreizmu,   Danuty 
Musiał:  „Pitagoreizm   odrodził   się   w   Aleksandrii  
w II   wieku   p.n.e,   przede   wszystkim   jako   postawa  
wobec   problemów   eschatologicznych   i   określony  
model życia.  Neopitagorejczycy odwoływali się do 
nauk   akuzmatyków  
"wzbogaconych"   o   elementy  
judejskiej gnozy, filozofii platońskiej i stoicyzmu
  

88

background image

jego afirmacją astrologii. Uważali się za spadko-
bierców   Pitagorasa,   ale   z   jego   filozofii   przejęli  
jedynie zainteresowanie dla spekulacji liczbowych  
i pewne   wskazania   etyczne.   Dla   neopitagorejczy-
ków Pitagoras był nie tyle filozofem co mistrzem  
wiedzy tajemnej i prorokiem nowej wiary.”
 W póź-
niejszej publikacji ta sama autorka podkreśla defor-
macyjne tendencje neopitagorejczyków: „Eksponu-
ją   oni   przede   wszystkim   cudotwórczą   działalność  
Mistrza z Krotony i  ezoteryczne aspekty jego na-
uki, przynależne bardziej do pitagorejskiej legendy  
niż do rzeczywistości
, w której żył i działał Pitago-
ras.”
 Sądzę, że powinno to skłonić mojego polemi-
stę do nieco ostrożniejszego wypowiadania poglą-
dów   o   ezoterycznych   aspektach   związku 
krotońskiego, a także nieco oględniejszego potępia-
nia   poglądów,   które,   choć   również   pozytywnie 
odnoszą się do pitagoreizmu, to jednak postrzegają 
go w nieco innym świetle. 

Wywodzenie alchemii (filozoficznej) z pitago-

reizmu  jest według mnie zupełnym nieporozumie-
niem. Pomimo pewnych wspólnych idei, są to jed-
nak   systemy   fundamentalnie   odmienne.   Jak 
wiadomo,   wśród  różnych  typologii,  w  starożytnej 
filozofii możemy wyróżnić dwa paradygmaty: joń-
ski, poszukujący prazasady i istoty bytu w aspekcie 
materialnym   (woda,   powietrze,   ogień   i   in.),   oraz 
pitagorejski, zupełnie odeń różny poprzez wyjście 
od formy (liczby — w ujęciu arytmetycznym i geo-
metrycznym).  „Filozofia ognia”  ze swymi cztere-

89

background image

ma podstawowymi „elementami”  świata, czterema 
„żywiołami”  (ziemia,   powietrze,   woda,   ogień), 
siedmioma „zasadami”  (rtęć, siarka, złoto, srebro, 
miedź, żelazo, cyna, ołów) jest w swej istocie filo-
zofią „substancjalną”, odległą tym samym od pita-
goreizmu.   Być   może   bliżej   jej   neopitagoreizmu, 
w którym bardzo różne elementy zostały zmiesza-
ne, jednak sposób myślenia alchemików był bardzo 
różny   od   pitagorejczyków   „starej   szkoły”.   Znów 
mamy   tylko   podobieństwo   formalne,   związane 
z otoczką ezoteryczną obu tych nauk, co może sta-
nowić pokusę do zestawiania ze sobą obu nurtów, 
jednak nie jest to dostateczne podobieństwo.

Równie   wątłe   zdają   mi   się  związki   pitagore-

izmu  z  kabałą,  której  korzenie  zresztą  polemista 
cofa   ponad   to   co   możemy   dowieść   (Sefer   Jezira 
pochodzi z ok. I-III w. n.e.). Może na jakimś pozio-
mie symbolicznym zachodzą podobieństwa, lecz są 
one chyba niezbyt głębokie, nie sięgają istoty obu 
systemów   (symbolika   kabalistycznego  sephiroth  
pitagorejskiego  tetraktyks  ma   istotne   różnice,   ale 
nie miejsce w tym artykule, aby je przedstawiać). 
Wynalezienie takiego związku będzie raczej bardzo 
życzliwą   interpretacją   niż   stwierdzeniem   faktu. 
Jeszcze bardziej zagadkowe wydaje mi się powiąza-
nie pitagoreizmu z zurwanizmem, jednak moja wie-
dza na ten temat jest znikoma, stąd nie mogę się do 
tego odnieść. Są też u mojego polemisty zupełnie 
fantastyczne   powiązania.   Jakkolwiek   wywodzenie 
trzech najważniejszych szkół filozoficznych świata 

90

background image

grecko-rzymskiego od  Pitagorasa  może  być  ryzy-
kowne, to doszukiwanie się ich korzeni w legendar-
nym Orfeuszu jest tak samo trudne do obalenia jak 
i potwierdzenia. Równie intrygująca jest wzmianka 
o biblijnym Danielu jako magu.

Jeśli ja  nie  mam  wątpliwości,  że powoływanie 

się   na   pitagoreizm   przez   współczesnych   szarlata-
nów jest zwykłą uzurpacją, o tyle pewne moje wąt-
pliwości budzi tutaj relacja neopitagoreizmu i tych 
niuejdżowych produktów. Po pobieżnym porówna-
niu dostrzegamy niepokojące podobieństwa, czy też 
zarodki   „chwaściej   filozofii”  w   neopitagoreizmie. 
Podobnie w przypadku zestawiania New Age z al-
chemią, gnostycyzmem, kabałą i innymi systemami 
okultystycznymi.   Być   może   skłonny   byłbym 
postrzegać New Age jako okultyzm z postoświece-
niową traumą. Jeśli jednak jest to ocena niesprawie-
dliwa, błędna, to liczę na to, że ktokolwiek głebiej 
zainteresowany neopitagoreizmem i innymi szkoła-
mi   ezoterycznymi,   zechce   swoją   wiedzę   na   ten 
temat wyartykułować w „Racjonaliście”. 

9. Wschodni depozyt

Z doszukiwaniem się tak ścisłych związków mię-

dzy bardzo wieloma szkołami, zwłaszcza ezoterycz-
nymi, wiąże się koncepcja wiedzy Andrzeja Koseli. 
Ma on mianowicie pewną wizję depozytu wiedzy, 
która gdzieś tam na Wschodzie się wykluwszy nie 

91

background image

wiadomo skąd i jak, była następnie w całości i sta-
rannie przekazywana dalej. Pitagoras nie stworzył 
niczego nowego, ale przejął wszystko ze Wschodu. 
Platon w swoim filozoficznym systemie nie stwo-
rzył niczego oryginalnego, ale przejął depozyt od 
Pitagorasa. Zaś cała późniejsza filozofia to zapewne 
tylko przypisy do Platona. Dalej też mój neopitago-
rejczyk usiłuje dowieść, że neopitagoreizm to mniej 
więcej pitagoreizm. Ten ciąg depozytariuszy Kosela 
jest zapewne skory kontynuować do XXI w., a jeśli 
na jakimś etapie „sukcesji” wydaje się nam, iż wie-
dza uległa istotnemu rozwojowi, to znaczy, że nie 
znamy wszystkich faktów o poprzednikach. Z dru-
giej strony wizja ta zawiera założenie kompletności 
tego   depozytu   wiedzy:   w   doskonałej   interpretacji 
tetratyksa  pitagorejskiego   Neopitagorejczyk   dopa-
truje się alfy i omegi tego co umysł ludzki może 
pojąć i zrozumieć, tak jakby niemożliwe było znaj-
dowanie nowych pytań i odpowiedzi.

W moim przekonaniu jest to całkowicie fałszywy 

obraz,   który   nie   docenia   twórczości   i   inwencji 
ducha   ludzkiego.   Jestem   przekonany,   że   zarówno 
Pitagoras (czy raczej pitagorejczycy), jak i Platon 
nie byli po prostu depozytariuszami jakiejś niety-
kalnej   wiedzy,   lecz   że   sami   wiele   jej   wnieśli,   że 
każdy z nich był twórcą, odkrywcą. Poza tym, nie-
koniecznie Pitagoras czerpał bezpośrednio od Egip-
cjan   czy   Babilończyków   swą   matematyczną   wie-
dzę, być może jego głównymi nauczycielami byli 
Tales  i   Anaksymander.   Nasza   wiedza   o   świecie 

92

background image

w ciągu wieków niezwykle ewoluuje i trudno jest 
uwierzyć w istnienie jakiegoś wspaniałego depozy-
tu   sprzed   dziesiątków   wieków,   który   byłby   także 
dziś   kluczem   do   zrozumienia   i   poznania   świata. 
Kiedy wskazałem, iż pomimo uznania jej wielkości, 
wiedza Pitagorasa nie może być porównywana do 
naszej,   odwołując   się   do   pewnych   niezdarności 
matematyki pitagorejczyków, mój oponent stwier-
dził po prostu, że nie rozumiem tej wiedzy i zamiast 
wyjaśnić pozorność tych niezdarności zaczął opo-
wiadać o „tajemnym i świętym alfabecie”, który tak 
się ma do odpowiedzi na moją wątpliwość jak pier-
nik do wiatraka. Jest ta wizja co prawda obrazem 
nieco bardziej optymistycznym niż bełkot postmo-
dernistyczny, że wszystko już zostało wypowiedzia-
ne i nic nowego nie jesteśmy w stanie dodać, jednak 
nie   wydaje   się   odpowiadać   prawdzie   ten   pogląd. 
Dobrze   natomiast   odpowiada   mitologizacyjnym 
opowieściom   o   tzw.   złotym   wieku   dziejów   ludz-
kich. Z całym szacunkiem dla egipskich kapłanów, 
ale wiemy znacznie więcej o świecie niż oni.

10. Pitagoreizm redivivus!

Niepokojące   u   mojego   polemisty   jest   ciskanie 

anatem na „naukę materialistyczną”, „pozbawioną 
Boga”
,   jako  „zimny   i   suchy   opis   natury,   oparty  
wyłącznie  na zewnętrznych zmysłach,   częściowy  i  
wyrwany   z   całości”
.   Ciągle   tu   pobrzmiewa   ten 

93

background image

spłycony wizerunek współczesnej nauki. Dla mnie 
nauka ta jest bez wątpienia „pozbawiona Boga”, ale 
bynajmniej nie tak płytka jak sugeruje polemista. 
Ghyka  w  Złotej   liczbie  pisze:  „Poprzez  Cantora, 
Einsteina,

 

Schrödingera i de Broglie'a nauka współ-

czesna urzeczywistniła ideał Pitagorasa i Platona”
Bardzo znamienne jest w szkole pitagorejskiej to, 
że  Dionizosa orfizmu zastąpili Apollem, opieku-
nem rozumu i nauki.
  Wyraża to przekonanie, że 
doskonalenie   należy   prowadzić   poprzez   badania 
naukowe a nie ekstatyczną mistykę czy magiczne 
obrzędy. Jostein Gaarder pisze: „wiara pitagorejska 
strukturalnie zakłada naukę. Dzięki temu mistycyzm  
pitagorejski różni się radykalnie od różnych form  
mistycyzmu wschodniego, jako że zamiast odwoły-
wać się do sił pozalogicznych i pozaracjonalnych,  
do   unicestwienia   świadomości,   odwołuje   się   do  
logosu, do rozumu, do nauki, do świadomości. Po-
stawa pitagorejczyków jest pierwszym przykładem  
połączenia   mistycyzmu   z   racjonalizmem,   które   to  
połączenie potem wielokrotnie powtórzy się w świe-
cie zachodnim.”

Najwięcej   pitagoreizmu   odkryłem   u   takich 

współczesnych   naukowców,   jak   Albert   Einstein, 
Edward O. Wilson czy Richard Feynman. Byli oni 
przy tym ateistami, a jeśli pisali o Bogu to wyłącz-
nie w metaforyczny sposób. Jednak pierwiastki reli-
gijne były u nich obecne, choć nie wiązało się to 
z żadnym idealizmem. Ich nauka nie ma oczywiście 
nic   wspólnego   z   płytkim   zmysłowym   oglądem 

94

background image

świata czy  „diabolicznym rozbijaniem”, lecz prze-
ciwnie, chce wejść jak najgłębiej, obejmować jak 
najwięcej,   unifikować   jak   najwięcej   wiedzy   dla 
budowy spójnego obrazu świata, który jest urzeka-
jąco piękny i niezwykły (choć całkowicie „natural-
ny”).

Dlatego   też   za   dzieło   odrodzonego   pitagore-

izmu   nie   nazwałbym   hagiografii   neopitagorej-
skich, lecz np. Konsiliencję 
Wilsona. Wyraża ono 
wiarę w jedność nauki, przekonanie, że świat jest 
uporządkowany i że można go objaśnić za pomocą 
niewielkiej liczby praw przyrody. Osiągnięcie kon-
siliencji   nauki   rozumiane   jest   jako   zjednoczenie 
wszystkich   najważniejszych   dziedzin   wiedzy, 
wykraczającej  poza nauki przyrodnicze.   Podobnie 
jak u pitagorejczyków, językiem przyrody są tutaj 
prawa matematyczne, nauka określona zostaje mia-
nem  „religii   wyzwolonej”,   zaś   badania   naukowe 
wyrażają   najgłębsze   religijne   potrzeby   człowieka: 
„poszukiwanie obiektywnej rzeczywistości, w miej-
sce objawienia, jest jedynie innym sposobem zaspo-
kajania   tego   samego   religijnego   głodu.   Niemniej  
nauka, będąca przedsięwzięciem niemal tak starym  
jak cywilizacja i niewątpliwie splecionym z tradycją  
religijną, zmierza do tego celu zupełnie inną drogą  
—  jako  nasze  stoickie  wyznanie  wiary,   skłonność  
nabyta,   przewodnik   w   wyprawie   przez   nieznaną,  
górzystą krainę. Zmierza do uratowania ludzkiego  
ducha nie przez poddanie się zewnętrznemu autory-
tetowi,   lecz   przez   wyzwolenie   ludzkiego   umysłu.  

95

background image

Fundamentem tego dążenia jest, jak wiedział Ein-
stein, unifikacja wiedzy”
. I dalej: „Jeśli w naszych 
mitologicznych   opowieściach   nie   będziemy   mogli  
odwoływać   się   już   do   religijnej   kosmologii,   ich  
materią   staną   się   dzieje   przyrodniczej   ewolucji  
wszechświata i ludzkiego gatunku. Z pewnością nie  
należy   sądzić,   że   byłby   to   proces   degradujący.  
Prawdziwa  epopeja  ewolucji,   opowiedziana  przez  
poetę, może być równie wzniosła jak epika religij-
na. Obraz przyrody odsłaniany przez naukę już dziś  
oferuje na wizję bogatszą niż wszystkie kosmologie  
religijne   razem   wzięte.   Dzieje   ludzkiego   gatunku  
zrekonstruowane przez naukę sięgają tysiąckrotnie  
dalej w przeszłość niż wizje wielkich religii świata  
zachodniego. Dzięki poznaniu tych dziejów dokona-
liśmy   doniosłego   odkrycia   o   wielkim   znaczeniu  
moralnym. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że gatu-
nek Homo sapiens jest czymś więcej niż zbiorowi-
skiem plemion i ras. Należymy do jednej puli geno-
wej
,   z   której   w   każdym   pokoleniu   wyłaniają   się  
poszczególne jednostki i do której wracają ich geny  
w pokoleniu następnym. Jako gatunek jesteśmy na  
zawsze zjednoczeni przez nasze dziedzictwo i wspól-
ną przyszłość. Z takich idei, opartych na solidnym  
fundamencie wiedzy naukowej, może się wyłonić  
nowe   poczucie   nieśmiertelności   i   nowy   rodzaj  
mitologii
.”  
Nauka współczesna ma nie tylko wiel-
kie walory estetyczne, ale i swoiście ezoteryczne. 
Znane jest powiedzenie pewnego naukowca: „Jeśli 
fizyka kwantowa nie oszałamia cię, to znaczy, że  

96

background image

jej   nie   rozumiesz...”  Pisze   nasz   Pitagorejczyk 
(w nieświadomości mieniący siebie, jak i Einsteina, 
Jończykiem): „Natura i jej tajemnice powinny dzia-
łać na wyobraźnię równie intensywnie jak poezja  
czy baśnie. Aby osiągnąć ten cel, uczony powinien  
bez obawy sięgać po wszelkie dostępne formy lite-
rackie   i   środki   stylistyczne:   aforyzm,   metaforę,  
przypowieść, analogię czy bajkę, które pomogą mu  
plastycznie przekazać prawdę czytelnikowi”
.

Istnieje całkiem sporo takiej nauki „egzoterycz-

nej”  przedstawianej niewtajemniczonym: w poezji 
o ewolucji, alegorii o fizyce kwantowej, metaforach 
o kosmosie, itd. W tych ostatnich celował Einstein 
odwołując   się   zwłaszcza   do   pojęcia   Boga   („Bóg 
jest wyrafinowany, ale nie złośliwy”
„Bóg nie gra 
w kości”
). I pomimo, iż sam niejednokrotnie dekla-
rował   niewiarę   w   Boga,   do   dziś   dostaję   protesty 
w sprawie   mojej   klasyfikacji   Einsteina   jako   czło-
wieka   niewierzącego   od   tych,   którzy   bądź   to   nie 
rozumieją jego metafor, bądź jeszcze częściej zosta-
li wprowadzeni w błąd przez nieuczciwych propa-
gatorów.  Niedoścignionym   nauczycielem   współ-
czesnych   „akuzmatyków”  był   Carl   Sagan

którego niezrównane i piękne metafory i analogie 
popularyzujące   „tajemnice   Natury”  zaczarowały 
niejednego „akuzmatyka”, niejednego także pchnę-
ły do kręgu ezoterycznego czy wręcz „kapłańskie-
go”.

Warto   podkreślić,   iż  pomimo  istnienia  różnych 

prób interpretacji i wciśnięcia Boga teistów do tego 

97

background image

obrazu   świata,   czołowi   naukowcy   w   większości 
zdecydowanie sprzeciwiali się tym zabiegom lub co 
najmniej ich nie podzielali. W obliczu oszałamiają-
cej niezwykłości wszechświata, Bóg tego Kościoła 
nie   jest   dość   potężny   —   rzuca   Feynmann.   Znów 
wróćmy   do   Pitagorejczyka   Wilsona:  „Można   go 
potraktować   jako   menedżera   alternatywnych  
kosmosów wyłaniających się z czarnych dziur, który  
zmieniając   prawa   fizyki   i   ich   parametry   pragnie  
zobaczyć,   co  z  tego  wyniknie.   Być  może  widzimy  
jego odległy ślad we właściwościach promieniowa-
nia   kosmicznego   tła,   pochodzącego   z   pierwszych  
momentów istnienia naszego wszechświata. W innej  
wersji za ileś miliardów lat nieuchronnie spotkamy  
się z nim w punkcie Omega ewolucji kosmosu —  
całkowitej jedności, pełnej wiedzy ku któremu zgod-
nie zmierzają gatunek ludzki i pozaziemskie formy  
życia.   Muszę   przyznać,   że   czytałem   wiele   podob-
nych wizji i choć wyszły one spod pióra naukow-
ców, uważam, że są przygnębiająco nieoświecenio-
we.   W   końcu   o   tym,   że   Stwórca   żyje   poza   tym  
wszechświatem   i   w   jakiś   sposób   ukaże   nam   swe  
oblicze wraz z jego końcem, od niepamiętnych cza-
sów   słyszymy   od   teologów.   Jednak   niewielu  
naukowców i filozofów, nie mówiąc już o myślicie-
lach religijnych, bierze te płody wybujałej wyobraź-
ni przyrodników-teologów poważnie.”

Z  drugiej  strony  równie niechętnie  traktuje  się 

w nauce   naciągane   jej   reinterpretacje   w   duchu 
wschodnich doktryn. Obecnie jest moda na te dok-

98

background image

tryny, tak więc i modne są takie tendencje. Noblista 
Leon Lederman, któremu Sagan zarzucał uleganie 
pokrewnym wpływom (o bozonie Higgsa pisał jako 
o „boskiej cząstce”), sam z tego w istocie drwił, co 
pokazał   w   książce   napisanej   wspólnie   z  Dickiem 
Teresi,   pt.  Boska   cząstka.   Jeśli   Wszechświat   jest  
odpowiedzią,   jak   brzmi   pytanie?
:  „Wciągu   ostat-
nich   kilku   lat   ukazało   się   mnóstwo   publikacji   —  
Tao fizyki Fritjofa Capry może być kolejnym przy-
kładem — które usiłują wyjaśniać współczesną fizy-
kę w kategoriach pojęciowych właściwych wschod-
nim   religiom   imistycyzmowi.   Ich   autorzy   mają  
skłonność do formułowania ekstatycznych konkluzji  
typu:   wszyscy   jesteśmy   częścią   kosmosu,   kosmos  
jest   częścią   nas.   Wszyscy   jesteśmy   jednością!  
(A bank, nie wiadomo dlaczego, przysyła rachunki  
każdemu   z   osobna).
”  Opieranie   się   na   pewnych 
podobieństwach   może   być   zdradliwe   dlatego,   iż 
rodzić może tendencje nasilania się mody wschod-
niej i coraz większego bezkrytycyzmu w przyjmo-
waniu wschodnich idei religijnych wraz „z dobro-
dziejstwem inwentarza”. A przecież obok idei jakoś 
podobnych   do   wyobrażeń   jakie   stymuluje   współ-
czesna nauka, w doktrynach tych wiele jest teorii 
jak najbardziej od niej odległych i co najmniej jało-
wych, a bywa że i szkodliwych.

Tropiąc związki pitagoreizmu z różnymi szkoła-

mi okultystycznymi, stawiamy pytanie, czy może-
my się u nich doszukać najbardziej znamiennej for-
muły   okultystycznej:  „Jako   w   niebie   tak   i   na  

99

background image

ziemi”,   makrokosmos   wszechświata   odpowiada 
mikrokosmosowi człowieka? Pitagorejczycy uczyli, 
iż   jesteśmy   częścią   kosmosu,   że   powinniśmy   się 
wspinać do sfery zaksiężycowej, która jest rozumna 
i uporządkowana. Rozumność własnej duszy może-
my   tworzyć  poprzez  muzykę   i   badania   naukowe, 
które budują harmonię naszego kosmosu. „Wszyst-
ko ma liczbę”
  znaczy to, że może być rozumowo 
poznane. To są piękne symbole i metafory, ale nie 
dostrzegam w tym magicznych związków mikroko-
smosu z makrokosmosem o jakich opowiadają inni 
okultyści.   Jeśli   uznamy,   że   to   matematycy   a   nie 
mistycy i magowie są następcami pitagorejczyków, 
dostrzeżemy, iż ich  „magia liczb”  jest naprawdę 
realizowana   we   współczesnym   świecie   nauko-
wym. Jeśli rozumieć będziemy magię jako zdol-
ność opanowywania ukrytych sił natury, to naj-
skuteczniejsze jej zaklęcia dostarcza współczesna 
matematyka
. Gdyby nie zaawansowana matematy-
ka (od poziomu rachunku różniczkowego), niemal 
żadna   z   naszych   zdobyczy   technologicznych   nie 
mogłaby zaistnieć. Gdyby Pitagoras się dowiedział, 
że dzięki matematyce można latać ponad chmura-
mi, uznałby to za czystą „magię liczb”.

100


Document Outline