Początek formularza
Dół formularza
Pomimo pewnych oporów zdecydowałem się napisać ten list. Kierują go do Czytelników, którym bliska jest idea podejmowana na blogu Edukacja klasyczna w XXI wieku. Zachęcam do uważnego przeczytania tekstu.
Pedagogika katolicka (w duchu św. Tomasza z Akwinu), którą nazywam klasyczną, aktualnie jest praktycznie w zaniku. Mam tu na myśli sposób myślenia o wychowaniu, który upowszechniał kilkadziesiąt lat temu o. J. Woroniecki, a także system nauczania oparty o trivium i scholastyczną metodę nauczania.
Bardzo mało dzisiaj pisze się na te tematy. Sam w miarę swoich możliwości próbuję odkopywać dawną pedagogikę i dostosowywać ją do współczesnych realiów (por. moje książki: “Wychować człowieka szlachetnego”, „Sztuka samowychowania”, działalność blogowa).
Nie ma już klasycznej, pedagogiki katolickiej
Cała współczesna pedagogika budowana jest na psychologiach i filozofiach z ducha obcych tradycyjnej myśli katolickiej. Odwołują się one do określonej koncepcji człowieka i w lansowanych metodach oraz praktyce wychowawczej, starają się formować człowieka, który odwzorowywałby te koncepcje.
Nawet tzw. współczesne pedagogiki nawiązujące do myśli Kościoła wchodzą w różne mariaże z tymi pedagogiami. Zdarzają się zatem szkoły formalnie katolickie, które całymi garściami czerpią z ideologicznie poprawnych pomysłów edukacyjnych.
Z jednej strony nie mają za bardzo wyboru (patrz tytuł tego rozdziału), z drugiej - osoby, które je prowadzą często nie rozumieją na czym miałaby polegać naganność “nowoczesnych metod”. Dorzucą tu i tam “wartości chrześcijańskie” i wydaje się im, że wszystko jest w porządku.
Właściwie nauczyciel czy rodzic poszukujący dziś rad w duchu tradycyjnie katolickim, nie ma z czego korzystać.
Słowem - w mojej ocenie - prawie cała sfera edukacji młodego człowieka zawłaszczona jest przez sposób myślenia obcy tradycyjnej, katolickiej pedagogice, i to zarówno w warstwie teoretycznej, jak i praktycznej.
Internet to szansa, ale…
Na zdrowy rozum, trudno sobie wyobrazić, jak można by ten proces powstrzymać. Nie trudno jednak zauważyć, że w sytuacji braku środków finansowych Internet stwarza szansę dotarcia do większej liczby osób, stosunkowo małym kosztem.
Technologie informatyczne są o wiele tańsze, niż np. przy druk książek papierowych. Blog jest narzędziem dzięki któremu można łatwo dotrzeć do kilku tysięcy osób w skali miesiąca. Pracowitością można nadrobić brak pieniędzy.
Wyciągnąłem z tego wnioski i od kilku lat staram się pracą nadrobić brak funduszy. Ale i pracowitość ma swoje granice. (Teraz sobie trochę ponarzekam.)
Przy blogu o edukacji klasycznej (pisanie, promocja, poznawanie nowych aplikacji i programów) pracuję ok. 30-40 godz. tygodniowo (niezależnie od pracy “na etacie”). Trwa to już kilka lat - od dwóch lat jest to praca bardzo intensywna.
Samokrytycznie powiem, że efekty są niewielkie, biorąc pod uwagę włożony nakład pracy. Gro czasu poświęcam kwestiom okołointernetowym, tak jak wspomniałem: nauka nowych aplikacji, promocja bloga. Widzę potrzebę delegowania pewnych prac innym osobom. Ale to wiąże się z kosztami, i tak koło się zamyka.
W efekcie zaplanowana przez mnie praca nad problematyką stricte edukacyjną nie posuwa się do przodu. Co mam na myśli? Przede wszystkim chodzi o przygotowywanie różnych materiałów dla rodziców i nauczycieli. Powinny powstać pakiety do nauki w ramach edukacji domowej, programy wychowawcze dla szkół, opracowania o charakterze poradnikowym itp.
Pozostawiona i nieuprawiana jest praktycznie cała działka związana z klasycznymi metodami nauczania. Kilka miesięcy temu zacząłem trochę pisać o trivium i o metodzie scholastycznej, ale… nie wyrabiam czasowo.
Propozycja
Cóż, byłem przygotowany na taką pracę, ale teraz widzę, że na dłuższą metę tak się po prostu nie da. Efekty są niewielkie.
Słowem - widzę potrzebę konsolidacji osób i środowisk zainteresowanych katolicką pedagogiką klasyczną i po prostu podzielenia się pracą. Chodzi mi o stworzenie czegoś w rodzaju korporacji pedagogów myślących w tych kategoriach i wspierających się na różnych płaszczyznach swojej działalności.
Czekam w tej kwestii na propozycje i pomysły Czytelników. Sam jestem otwarty na współpracę, ale zastrzegam, że nie jestem w stanie wziąć na siebie jeszcze dodatkowych obowiązków organizacyjnych.
Niezależnie od tego, czy ten pomysł wypali, czy też nie, zamierzam dalej pracować w obranym wcześniej kierunku (oczywiście w miarę możliwości czasowych i finansowych). Obawiam się jednak, że tempo tej pracy może z każdym miesiącem słabnąć. Praca 30-40 godzinna, oprócz etatu, musi również mieć swoje granice.
Dlatego, jeśli ktoś z Państwa postrzega moją działalność jako pożyteczną, jeśli komuś pomogłem w czymkolwiek, to mam prośbę: proszę o linkowanie i polecanie bloga, artykułów - gdziekolwiek się da. Zachęcam też do kupowania kursów (serwer, programy i aplikacje kosztują!). Niestety, prawda jest taka, że bez choćby minimalnego zaplecza finansowego ciągle tylko drepcze się w miejscu.
Można oczywiście zlekceważyć ten list-apel, jako jeden z wielu w Internecie, na zasadzie “jakoś to będzie”. Otóż - nie będzie “jakoś”. Dawny sposób myślenia będzie coraz bardziej odchodził do lamusa, aż w końcu całkiem ulegnie zapomnieniu.
Zbudujmy przynajmniej małą wysepkę, na której będzie można się schronić!
Dariusz Zalewski