Stanisław Wyspiański
„Wesele”
Akcja rozgrywa się w domu zamieszkanym przez szlachcica i chłopkę. W alkierzu (pomieszczenie przylegające do większej izby) na ścianach wiszą święte obrazy, nad oknem dożynkowy wieniec. W izbie widocznej na pierwszym planie nad biurkiem widnieje fotografia obrazu Jana Matejki pod tytułem „Wernyhora” oraz odbitka „Kościuszki pod Racławicami” pędzla tego samego artysty. Na ścianie nad sofą umieszczono szable, flinty, pasy podróżne i skórzaną torbę, natomiast nad stolikiem w stylu empire portret damy. Nad drzwiami prowadzącymi do izby weselnej wisi obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, a nad drzwiami do alkierza - Matki Boskiej Częstochowskiej.
I. Streszczenie.
Akt pierwszy
Czepiec chce skorzystać z obecności pana z miasta - Dziennikarza i pyta o najnowsze polityczne wiadomości: „Cóż tam panie w polityce? Chińczyki trzymają się mocno!?” (s.9). Daje się tym samym poznać jako człowiek, któremu nieobce są aktualne problemy (nawiązuje do powstania bokserów, jakie wybuchło w Chinach w 1899 roku i było skierowane przeciwko cudzoziemcom). Chłopi są coraz bardziej zainteresowani światem. Dziennikarz odnosi się jednak do Czepca z lekceważeniem, nie jest on dla niego godnym rozmówcą, poza tym rozmów o polityce ma zbyt wiele na co dzień, na wsi chce zażyć spokoju. „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna” (s.10-11).
Czepiec wie swoje - panowie boją się świadomej politycznie wsi, gdyż obawiają się wystąpień chłopskich. Mają rację, bo „z takich jak my był Głowacki” (s.11). Szkoda jednak, można by wykorzystać uświadomienie polityczne chłopów.
„A jak myślę, że panowie
duza by już mogli mieć, ino oni nie chcom chcieć!” (s.11).
Dziennikarz bardziej niż rozmową z Czepcem jest zainteresowany flirtem z Zosią.
Zosia i Haneczka, zamiast grzecznie stać i rozmawiać, chętnie rzuciłyby się w wir tańca z drużbami. Budzi to dezaprobatę Radczyni. W tanecznej izbie jest okropny ścisk, a poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy chłopi rozpoczną bijatykę.
Do Radczyni przysiada się Klimina - wdowa po wójcie. Trudno im prowadzić rozmowę. Radczyni pyta (w listopadzie), czy już jest po siewie. Konkluzja nasuwa się sama:
„Wyście sobie, a my sobie,
Każden sobie rzepkę skrobie” (s.16).
Pan Młody zachwyca się swoją żoną. Podziw budzi w nim nie tyle sama osoba Jagusi, ile jej siła wynikająca ze związku z naturą: „Takem pragnął, zboża, słońca...” (s.25). Zachwycający jest też jej strój. Wygląda jak lalka w gablotce w Sukiennicach (s.33).
Młodzi bardzo się od siebie różnią. Jagusię dziwi ciągłe zapewnianie o miłości:
„Cięgiem ino rad byś godać,
jakie to kochanie bedzie” (s.23);
„Twoja jak trza, juści twoja;
bo cóż cie ta znów tak dumi?
Cięgiem ino godos o tem”. (s.33).
Jest osobą konkretną, twardo stąpającą po ziemi. Nie przejmuje się obawami Księdza, który przestrzega przed znudzeniem, jakie może wkraść się do małżeńskiego stadła. Rywalce zdarłaby „łeb jak krosna” (s.32). Nie rozumie dziwnych pomysłów męża, który radzi dla wygody zdjąć buty: „Trza być w butach na weselu” (s.34).
Na scenie pojawia się Poeta, który, flirtując, prowadzi pojedynek na słowa z Maryną.
Maryna w rozmowie z Radczynią wspomina taniec z Czepcem. Jest zafascynowana jego siłą. Inna w nim moc życia niż w panach:
„A tak - teraz to sobie myślę:
co insze złoto, a co insze miedź”. (s.36).
Na wesele przychodzi Żyd, karczmarz Mosiek. Bystro dostrzega, że Pan Młody tylko bawi się w pojednanie z chłopami, nazajutrz zrzuci kolorowy, narodowy strój (s.44). Opowiada o swojej córce Racheli, wrażliwej na muzykę, literaturę i krzywdę chłopską. Przychodzi Rachela, którą przyciągnęła rozświecona, pełna muzyki chałupa. Pan Młody pozostawia rozpoetyzowaną Rachelę z Poetą, a w rozmowie z Radczynią znów daje wyraz swojemu szczęściu.
Poeta zwierza się Gospodarzowi z chęci napisania dramatu, którego bohaterem byłby pełen mocy rycerz. Cały utwór miałby wydźwięk patetyczny. Poeta i Gospodarz dobrze się rozumieją, w obu rodzi się pragnienie stworzenia czegoś wielkiego. To historia domaga się utrwalenia:
„to dawność tak z nami walczy.
Coraz pamięć się zaciera ----
Tak się w każdym z nas coś zbiera” (s.61).
Niestety - twierdzi Poeta - teraz nie obcuje z żadną wielkością:
„tak by gdzieś het gnało, gnało,
tak by się nam serce śmiało
do ogromnych, wielkich rzeczy,
a tu pospolitość skrzeczy” (s.61).
Poeta ma świadomość, że należy do pokolenia ludzi słabych, którzy oddają się tylko marzeniom i marząc o sile, gloryfikują chłopów:
„w oczach naszych chłop urasta
do potęgi króla Piasta!” (s.63).
Gospodarz, który już dziesięć lat żyje na wsi, twierdzi, że w chłopach rzeczywiście jest siła i godność: „chłop potęgą jest i basta” (s. 63). Dlatego tak ciągnie na wieś inteligencja. Opinię Gospodarza potwierdza Czepiec:
„ino na wsi jesce dusa,
co się z fantazyją rusa” (s.64).
Przypomina, że nad klepiskami wiszą kosy, chłopi zawsze są gotowi do walki, byle tylko ktoś chciał ich poprowadzić (s.65).
Dziada dziwi zmienność losów. Teraz panowie żenią się z chłopkami, a jeszcze niedawno dzieliły ich poważne konflikty - wraca tu wspomnienie rabacji galicyjskiej (rok 1846).
Na scenie pojawia się Żyd, Ksiądz i Czepiec. Ci trzej mają wspólne interesy. Żyd, żeby zapłacić czynsz za karczmę Księdzu, musi odzyskać dług od Czepca. Czepiec nie może pohamować złości. Temperament chłopa podziwia Gospodarz:
„tylko im przystawić oręża,
zapalni jak sucha słoma” (s.80).
Taka chęć do bitki jest jednak groźna, może się powtórzyć rabacja. Wspomnienie rzezi szlachty pozostaje żywe w pamięci Pana Młodego i Gospodarza, choć bardzo obaj chcą o tym zapomnieć:
„Myśmy wszystko zapomnieli;
mego dziadka piłą rżnęli...
Myśmy wszystko zapomnieli” (s.80-81).
W innym miejscu weselnej chaty Rachela w rozmowie z Poetą sugeruje, żeby zaprosić na wesele wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy i chochoła (s.92). Tą myślą Poeta dzieli się z Panną Młodą, niech zaprosi gości,
„którym gdzie złe wciórności
dopiekają - którym źle -
których bieda, Piekło dręczy,
których duch strachem się męczy,
a do wyzwolenia się rwie.” (s.93).
Chochoła i wszystkich, których on zechce sprowadzić na wesele zapraszają oboje państwo młodzi.
Akt drugi
O północy przed Isią, małą córeczką gospodarzy, staje Chochoł. Zapowiada wielu gości:
„Co się komu w duszy gra,
co kto w swoich widzi snach:
czy to grzech,
czy to śmiech,
czy to kapcan, czy to pan,
na Wesele przyjdzie w tan.” (s.100)
Dziewczynka zachowuje się, jak porządna gospodyni i przepędza słomę z izby:
„A, słomiany nygusie,
wynocha, paralusie!” (s.101).
Nagle koło Marysi, siostry Panny Młodej i żony Wojtka, pojawiają się jakieś cienie. Przed kobietą staje Widmo - duch jej narzeczonego. Miała kiedyś wyjść za malarza, ale dokądś wyjechał i tam umarł. Marysia cieszy się, widząc ukochanego, ale równocześnie boi się go:
„Som tu twoi przyjaciele,
ostań chwile. (...)
Ano dziś nasze wesele;
Raz dokoła, raz dokoła.
(...)
Nie chytaj się moich wstąg,
Taki wieje trupi ciąg.” (s.107-108).
Teraz za Dziennikarzem zaczyna chodzić Stańczyk - błazen królewski, wielki polityk. Dziennikarz ubolewa nad sytuacją Polski: wszystko szarzeje, gaśnie narodowy koncept, szerzy się pesymizm. Dobre chwile z przeszłości odeszły w mrok niepamięci, wszyscy natomiast dobrze wiedzą, że:
„Wina ojca idzie w syna;
niegodnych synowie niegodni;
ten przeklina, ów przeklina -
ród pamięta, brat pamięta,
kto te pozakładał pęta
i że ręka, co przeklęta,
była swoja.” (s.113).
My sami jesteśmy winni rozbiorów Polski. Żeby nie rozpamiętywać ciągle tych ran, trzeba zapomnieć o błędach, nie marzyć o wolności:
„Usypiam duszę mą biedną
i usypiam brata mego;” (s.112).
Stańczyk nie godzi się z poglądami Dziennikarza. Wstydzi się za niego, bezwolnego dekadenta:
„Puszczyku!
Zgrałeś się przy zielonym stoliku
czy z kobietami w gorączce
opętałeś duszę mdłością
i w tej momentu palączce
oślep gnasz we własne próchno.” (s.119).
Wbrew temu, co mówi Dziennikarz, w polskiej historii były chwile świetności, do których można się odwołać; Zygmunt dzwonił nie tylko na pogrzeby, ale i na chwałę (s.115). a więc niech Dziennikarz zmieni poglądy i postępowanie. Stańczyk zostawia mu swą laskę błazeńską, kaduceusz:
„Mąć nim wodę, mąć!
(...)
Mąć tę narodową kadź,
Serce truj, głowę trać!” (s.121).
Dziennikarz swoimi artykułami ma naród budzić, a nie go usypiać.
Stańczyk znika, ale wewnętrzne rozgorączkowanie Dziennikarza pozostaje:
„Może z mętów się dobędzie człowieka;
(...)
Młodości, wyrwi mię z cieśni,
Oplatają mnie grzyby i pleśni;
(...)
czy my mamy prawo do czego?!
Czy my mamy jakie prawo żyć...?” (s.122-123).
Chcąc ostudzić emocje, wychodzi na powietrze i pozostawia zdziwionego jego wybuchem Poetę. Nagle przed Poetą staje Rycerz - Zawisza Czarny, który każe mu dosiadać konia. Niech się wreszcie obudzi! Trzeba walczyć. Rycerz pamięta bitwę pod Grunwaldem (a więc znów przywołuje chwile chwały), teraz znów nadszedł czas działania:
„a ciała wstaną,
a zbroje wzejdą
i pochwycą kopije, i przejdą!!!
Spiesz, tam leżą stosy ciał;
Przeparłem trumniska wieko,
Czas, bym wstał, czas, bym wstał.” (s.129).
Poeta opiera się Rycerzowi. Nie ma w nim siły do czynu. Co gorsza, Rycerz też jest tylko marzeniem o walce, nie stoi za nim żadna siła:
„Za przyłbicą pustość, proch;
w oczach twoich czarny loch,
za przyłbicą Noc;” (s.130).
Rozmowa z Rycerzem obudziła jednak w Poecie potrzebę tworzenia poezji tyrtejskiej:
„Polska to jest wielka rzecz:
podłość odrzucić precz,
wypisać świętą sprawę
na tarczy, jako ideę, godło,
i orle skrzydła przyprawić,
husarskie skrzydlate szelki
założyć...” (s.132).
Pan Młody dziwi się tej jego gorączce, aż nagle widzi przed sobą Hetmana Braneckiego, jednego z przywódców konfederacji targowickiej. Duch przybywa w otoczeniu chóru, który wlewa mu do trzewi roztopione złoto:
„braliśta pieniążek moskieski (...)
Lejcie mu do pyska żar,
Sięgajcie mu dłońmi trzew.” ( s.134,138).
Hetman wyrzuca panu Młodemu, że przez niestosowny ożenek zdradził stan szlachecki: „Czepiłeś się chamskiej dziewki?” (s.136).
Branecki (czyli Branicki) ciągle emanuje szlachecką butą, ma w pogardzie swoich rodaków, nie żałuje zdrady ojczyzny:
„Polska to wszystko hołota,
tylko im złota;
trza było do bękartów Carycy
iść smalić cholewki...” (s.136).
Przerażony tym spotkaniem z widziadłem Pan Młody spotyka Dziada, któremu z kolei, gdy zostaje sam, ukazuje się Upiór - duch Jakuba Szeli. Przychodzi ubroczony pańską krwią i chce wody:
„Dajcie, bracie, kubeł wody:
ręce myć, gębę myć, suknie prać - nie będzie znać;
chce mi się tu na Weselu
żyć, hulać, pić - -
jeno ta plama na czole...” (s.141).
Winy nie można tak łatwo wymazać, ciągle pozostają wyrzuty sumienia za rzeź szlachty.
Podczas gdy jedni weselnicy rozmawiają z widmami, inni wciąż się bawią. Państwo młodzi snują marzenia o przyszłym wspólnym życiu, Dziennikarz i Zosia flirtują, Poeta i Rachela dziwią się nagłemu wichrowi, który szamocze drzewami i który wyrwał chochoła stojącego do tej pory za oknem:
„W powietrzu atmosferyczna zmiana:
chata stała się rozkochana
w polskości...” (s.156).
W tę niesamowitą noc do Gospodarza przybywa Wernyhora. Przekazuje polecenia: trzeba rozesłać wici na cztery strony świata, niech o świcie pod kaplicą zgromadzą się uzbrojeni chłopi, a potem niech wszyscy nasłuchują tętentu - od Krakowa będzie jechał Wernyhora z Archaniołem. Niezwykły gość pozostawia złoty róg. Kiedy Gospodarz w niego zadmie, da hasło rozpoczęcia walki.
Po odjeździe Wernyhory rozgorączkowany Gospodarz szykuje się do drogi - musi rozesłać wici. Powstrzymuje go żona; przecież ledwo stoi na nogach, spadnie z konia i nieszczęście gotowe. Ostatecznie wici ma rozesłać Jasiek. Dostaje od gospodarza złoty róg, którego ma pilnować jak największego skarbu - bez niego całe przedsięwzięcie obróci się wniwecz.
Staszek oddaje Gospodarzowi złotą podkowę, którą zgubił koń Wernyhory. Gospodyni zapobiegliwie chowa ją do skrzyni - własne szczęście trzeba szanować i nie pokazywać go światu (s.185-186).
Gospodarz, chociaż zamroczony alkoholem, ma przypływ wyrazistego widzenia spraw: państwo nudzą się w mieście i tylko dla rozrywki przyjechało na wieś, której nie rozumie i którą lekceważy. Całe to zjednoczenie wsi z miastem to fałsz!
„a ot, co z nas pozostało:
lalki, szopka, podłe maski, farbowany fałsz, obrazki;
niegdyś, gdzieś tam, tęgie pyski
i do szabli, i do miski;
kiedyś, gdzieś tam, tęgie dusze,
półwariackie animusze:
kogoś zbawiać, kogoś siekać;
dzisiaj nie ma na co czekać.” (s.189).
Akt trzeci
Po hucznej zabawie następuje spokój. Zmęczeni weselnicy rozchodzą się, niektórzy zasypiają. Kuba mówi Czepcowi o wizycie u Gospodarza jakiegoś znacznego pana, który krzyknął: „bić Moskali”(s.213). Pojawia się zaniepokojony Dziad; chłopi się do czegoś szykują, żeby znowu nie było jakiegoś nieszczęścia.
Czepiec z kosą postawioną na sztorc idzie do Gospodarza. Gospodarz z trudem przypomina sobie nocną wizytę. Gotowy do czynu Czepiec grozi:
„Panowie, jakeście som,
jeźli nie pójdziecie z nami,
to ma na was - z kosami!” (s.236).
Na zewnątrz weselnej chałupy coraz więcej dziwów: zewsząd nadciągają chłopi z kosami, kłębią się stada białych gołębi i czarnych wron, chmury przybierają kształt tronu, w powietrzu słychać jakąś wrzawę, zorza przypomina krew. Wszyscy teraz nasłuchują tętentu; ma przecież przybyć Wernyhora z Archaniołem. Pojawia się Jasiek. Chce zadąć w róg, ale rogu nie ma. Zginął, gdy parobek schylił się po krakowska czapkę z piórami. Chłopak jest przerażony, weselnicy zastygli i nie słyszą jego słów, nie zwracają na niego uwagi, a tu trzeba przecież wziąć się za obrządek. Postępujący za nim krok w krok Chochoł każe powyjmować chłopom z rąk kosy, odpasać szable. Teraz Chochoł rozpoczyna grę na skrzypkach. Wszyscy w sennym otępieniu zaczynają tańczyć. Na próżno Jasiek wykrzykuje:
„Hej, hej, bracia, chyćcie koni!
Chyćcie broni, chyćcie broni!!
Czeka was WAWELSKI DWÓR !!!!!” (s.274).
Nikt go nie słyszy, odpowiada tylko Chochoł słowami swojej piosenki:
„Miałeś, chamie, złoty róg...” (s.275).
II. Elementy świata przedstawionego w utworze.
Czas akcji: listopad (autentyczne wesele odbyło się w listopadzie 1900 roku).
Miejsce akcji: weselna chata (dom Włodzimierza Tetmajera w Bronowicach Małych).
Bohaterowie:
Osoby:
Pan Młody - pierwowzorem był Lucjan Rydel,
Panna Młoda - Jadwiga Mikołajczykówna,
Dziennikarz - Rudolf Starzewski,
Poeta - Kazimierz Przerwa Tetmajer,
Gospodarz - Włodzimierz Tetmajer,
Gospodyni - Hanna Tetmajerowa, z domu Mikołajczykówna, siostra Marysi i Jadwigi,
Rachela - Pepa Singer, córka bronowickiego karczmarza,
Marysia - najstarsza z sióstr Mikołajczykówien, żona Wojtka, niegdyś narzeczona malarza Ludwika Stanisława de Laveaux,
Maryna - Maryna Pareńska,
Zosia - Zofia Pareńska, siostra Maryny, późniejsza żona Tadeusza Żeleńskiego Boya,
Radczyni - profesorowa Antonina Domańska, autorka książek dla dzieci: „Historia żółtej ciżemki”, „Paziowie króla Zygmunta”,
Czepiec - gospodarz z Bronowic,
Jasiek i Kasper - parobcy,
Ojciec - ojciec sióstr Mikołajczykówien,
Nos - malarz Tadeusz Noskowski, a być może postać ta łączy w sobie cechy T. Noskowskiego i innego malarza - Stanisława Czajkowskiego.
Osoby dramatu:
Chochoł,
Widmo (duch narzeczonego Marysi),
Stańczyk,
Hetman Branecki,
Rycerz Czarny,
Upiór (duch Jakuba Szeli), Wernyhora.
III. Charakterystyka bohaterów.
Pan Młody. Pierwowzorem był poeta Lucjan Rydel, o którym Tadeusz Żeleński Boy tak pisze w „Plotce o `Weselu'”: |
|
„...zacny i kochany człowiek był w Krakowie figurą po trosze komiczną. Przez dziwny kaprys przyroda połączyła w nim wybitny talent rymotwórczy z usposobieniem najmniej poetycznym, najbardziej - jak wówczas się mówiło - filisterskim, mieszczańskim. Ale największe piętno komizmu dawało mu jego przysłowiowe gadulstwo, graniczące wprost z newrozą.” (s.301). |
Tadeusz Żeleński Boy o Lucjanie Rydlu (s.301). |
Charakterystyka wewnętrzna. Zafascynowany wsią, jej barwnością, prostotą i siłą, jaka bije od natury. Jest to fascynacja zrodzona na fali ludomanii (chłopomanii):
|
Ulega ludomanii (s.49,50). |
„Żyłem dotąd w takiej cieśni, pośród murów szarej pleśni: wszystko było szare, stare, a tu naraz wszystko młode, znalazłem żywą urodę, więc wdycham to życie młode;” (s.49); |
|
„Od razu się czuję zdrowo, chadzam boso, z gołą głową; pod spód więcej nic nie wdziewam, od razu się lepiej miewam.” (s.50). |
|
Nawet w swojej żonie widzi tylko kolorowy strój, folklor, a nie osobę (s.33). |
Zafascynowany strojem ludowym żony, a nie jej osobą (s.33). |
Ubolewa nad upadkiem Polski (zarzuty wobec Hetmana Braneckiego, s.136), ale niezdolny do czynu, myśli tylko o własnym szczęściu. Tak, na przykład, mówi do Poety: |
Ubolewa nad upadkiem Polski (s.136), ale niezdolny do czynu, myśli tylko o własnym szczęściu (s.229). |
„A trafiaj ty orły z proc, ja wolę gaik spokojny, sad cichy, woniami upojny: żeby mi się kwieciły jabłonie (...) kręciła się przy mnie żona” (s.229). |
|
Świat postrzega okiem artysty, nie widzi zjawisk społecznych, politycznych. Pod weselną chałupą gromadzą się chłopi, rośnie napięcie, a on dostrzega opalową rosę na liściach (s.239). |
Świat postrzega okiem artysty - widzi tylko piękne drobiazgi (s.239). |
W gruncie rzeczy lekceważy chłopów; przestrzega siostrę przed nadmiernym spoufalaniem się z parobkami (s.205). Już w dniu wesela ma wątpliwości, czy dobrze zrobił, żeniąc się z chłopką. Mówi o tym jego drugie ja - Hetman: „Czepiłeś się chamskiej dziewki”(s.136). |
Faktycznie lekceważy chłopów (s.205,1360. |
Dziennikarz. Pierwowzorem był Rudolf Starzewski, redaktor naczelny krakowskiej gazety „Czas” - organu stańczyków. |
|
Charakterystyka wewnętrzna. Lekceważy chłopów. Nie ma ochoty rozmawiać z Czepcem o polityce, nie jest to dla niego partner do poważnych dysput. Nie docenia zaangażowania chłopów w sprawy narodowe. Ma stereotypowy obraz wsi:
|
Lekceważy chłopów (s.9-11). Ma stereotypowy obraz wsi (s.11). |
„Ale tu wieś spokojna. - Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.” (s.11). |
|
Salonowiec. Chętnie flirtuje z pannami (rozmowa z Zosią, s.11,152). |
Chętnie flirtuje z pannami (s.11,152). |
Dekadent: „Rzeczy serio nie ma; wszystko jest prowizoryczne: przekonania, opinie, twierdzenia” (s.218,219). |
Dekadent - nie ma stałych wartości (s.218, 219). |
Dekadentyzm zarzuca mu też Stańczyk: „Zgrałeś się przy zielonym stoliku czy z kobietami w gorączce opętałeś duszę mdłością i w tej momentu palączce oślep gnasz we własne próchno.” (s.119). Chodzi tu o szukanie przez dekadentów dróg ucieczki od udręki istnienia. |
Dekadentyzm zarzuca mu Stańczyk (s.119). |
Przyjechał na wesele na wieś, żeby się oderwać od monotonii codziennego życia (s.220). |
Przyjazd na wesele na wsi to jeszcze jeden sposób ucieczki od beznadziejności życia (s.220). |
Zwolennik krakowskiej szkoły historycznej - w polskich dziejach widzi pasmo klęsk, sami ponosimy winę za utratę wolności: „ród pamięta, brat pamięta, kto te pozakładał pęta i że ręka, co przeklęta, była swoja...” (s.113). |
Zwolennik krakowskiej szkoły historycznej - polskie dzieje to pasmo klęsk (s.113). |
Skoro nie potrafimy sami się rządzić, po co dążyć do niepodległości? Swoimi artykułami świadomie usypia społeczeństwo (s.111-112). |
Usypia społeczeństwo - dążenie do wolności nie ma sensu (s.111-112). |
Ma jednak wątpliwości co do poglądów krakowskiej szkoły historycznej. Werbalizuje je Stańczyk - jego alter ego. Otóż były w naszej historii momenty świetne (wspomnienie Polski Zygmunta Starego, s.115) i zamiast się teraz poddawać, trzeba budzić naród do czynu, mącić w narodowej kadzi (s.121) i jednoczyć społeczeństwo (Stańczyk pozostawia kaduceusz, czyli laskę, która - jak mówi mitologia grecka - uśmierza spory, s.121). |
Ma wątpliwości co do słuszności poglądów stańczyków (s.115, 121). |
Poeta. Pierwowzorem był Kazimierz Przerwa Tetmajer. |
|
Charakterystyka wewnętrzna. Dekadent. Nękany poczuciem bezsensu istnienia, ciągle goni gdzieś po świecie (s.67). Czepiec nazywa go latawcem (s.69). |
Dekadent - szuka ucieczki od bezsensu życia w podróżach, flirtach (s.67, 25-30, 206-211, 50-54, 87-92, 153-156). |
Chcąc zabić nudę, oddaje się flirtom (rozmowy z Maryną, s.25-30, 206-211; z Rachelą, s.50-54, 87-92, 153-156). |
|
Ma świadomość własnej słabości: „My jesteśmy jak przeklęci, że nas mara, dziwo nęci, wytwór tęsknej wyobraźni serce bierze, zmysły drażni; że nam oczy zaszły mgłami; pieścimy się jeno snami” (s.62). |
Ma świadomość własnej słabości (s.62). |
Ukazuje mu się Rycerz, który jest upostaciowaniem marzeń o sile i czynie. Poeta nie chce jednak pójść za jego wezwaniem. Wie, że jest słaby (s.125-131). |
Marzy o sile i czynie (s.125-131). |
Chciałby tworzyć poezję tyrtejską, ale wie, iż nie ma w nim wewnętrznego żaru, siły, która pozwoliłaby się oddać sprawie: |
Chce tworzyć poezję tyrtejską, ale wie, że nie ma w nim wewnętrznego żaru (s.133). |
„i w tej chwili to jeszcze się pali - jeszcze - a jutro się zawali w gruz ten pożarny gmach.” (s.133). |
|
Gospodarz. Pierwowzorem był Włodzimierz Tetmajer, malarz, który w 1890 roku ożenił się z miłości z Hanną Mikołajczykówną; ślub ten był szokiem dla zacnych krakowskich mieszczan, o ludomanii jeszcze się wówczas nie słyszało. |
|
Ceni chłopów: „A bo chłop i ma coś z Piasta, (...) taka godność, takie wzięcie; co czyni, to czyni święcie; (...) chłop potęgą jest i basta.” (s.63). |
Ceni chłopów (s.63). |
Ma świadomość, że inteligencja przybywa na wieś, bo chce się uleczyć z nudy: „A to dla nich nowe rzeczy, to ich z ospałości leczy.” (s.64). |
Ma świadomość powierzchownego zainteresowania się inteligencji wsią (s.64). |
Przybywa do niego Wernyhora, bo rozumie, że Gospodarz może stanąć na czele obu stanów, jest szanowany zarówno przez inteligencję, jak i przez chłopów. |
Szanowany przez oba stany, mógłby zostać ich przywódcą. |
Słaby, nieodpowiedzialny. Rozmawiając z Wernyhorą, nieustannie czeka na powrót żony z alkierza, potrzebuje jej wsparcia (s.168). Łatwo daje się przekonać, że sam jest zbyt słaby na to, by pojechać rozesłać wici i wyręcza się Jaśkiem (s.176-181). |
Słaby i nieodpowiedzialny, potrzebuje wsparcia żony (s.176-181). |
Lekceważy misję, zasypia, a rano z trudem przypomina sobie, co mu zlecił Wernyhora (s.240-243). |
Lekceważy misję (s.240-243). |
Inteligentny - pojmuje, że bratanie się inteligencji ze wsią to tylko maskarada, że nie ma prawdziwego pojednania (s.188-189). |
Inteligentny - rozumie powierzchowność zainteresowania się inteligencji wsią (s.188-189). |
Czepiec. Gospodarz w Bronowicach Małych. Charakterystyka wewnętrzna. Porywczy, skłonny do awantur i bijatyk - wspomina, jak kiedyś uderzył Żyda podczas wyborów do parlamentu Austro-Węgier (s.65), na weselu bije się z Maćkiem (s.74), awanturuje się z orkiestrą (s.198-199), kłóci się z Żydem-karczmarzem i Księdzem (s. 79). |
Porywczy, skłonny do awantur (s.65,74,198-199,79). |
Ma poczucie godności. Tak, na przykład, zwraca się do Poety: „Pon mi razy dwa nie powi, bo jo orze grunt i basta. Znom, co kruk, a co pędraki, Bo jo orze grunt i basta.” (s.66). |
Ma poczucie godności (s.66,11). |
A tak do Dziennikarza: „Z takich, jak my, był Głowacki.” (s.11). |
|
Krytycznie odnosi się do inteligentów. Widzi ich słabość, lekceważenie chłopów. Dostrzega niemożność porozumienia się. Świadczy o tym chociażby rozmowa z Dziennikarzem (s.11) albo rozmowa z Poetą: |
Widzi słabość inteligencji i jej lekceważenie chłopów (s.11, 232). |
„pon się na mnie skrzywiom, jak rzeke, że my się nie rozumiewa i na nic rozmowa nasa.” (s.232). |
|
Chce walczyć o wolność Polski i ma żal do inteligencji, że ta nie widzi świadomości narodowej chłopów, ich siły (s.239). |
Chce walczyć o wolność Polski, ma żal do inteligencji, że ta nie widzi dążeń narodowych chłopów (s.239). |
Żądza czynu i zadawniona niechęć do panów staje się groźna w obliczu słabości i niezaradności inteligencji (s.236). |
Żądza czynu może się obrócić przeciwko panom (s.236). |
Jasiek. Parobek. |
|
Młody chłopak, radośnie bawi się na weselu. Nieco naiwny, bo łatwo się go pozbywa Kasper i Kasia, wysyłając go po wódkę (s.143-145). |
Nieco naiwny (s.143-145). |
Podejrzewa, że panny z miasta nie są naprawdę zainteresowane parobkami, „że tak one ino kpiom.” (s.85). |
Słusznie podejrzewa, że panny z miasta nie traktują parobków poważnie (s.85). |
Zainteresowany dobrami materialnymi: „złoty wór wysypie ludziskom przed ślipie: nakupie se pawich piór!” (s.85). |
Zainteresowany dobrami materialnymi (s.85, 268). |
Kiedy jeździ i rozsyła wici, na rozstaju dróg schyla się po czapkę z piórami i gubi złoty róg. Troska o dobra materialne przeważa nad świadomością znaczenia powierzonego zadania (s.268). Z opóźnieniem przypomina sobie, że miał zadąć w róg: „Aha; prawda, żywy Bóg, przecie miałem trąbić w róg;” (s.268). |
|
Skrzętny, zapobiegliwy. Martwi się, jak sam da sobie radę z pracą w obejściu, gdy wszyscy śpią (s.270). |
Skrzętny, zapobiegliwy (s.270). |
Panna Młoda. Jadwiga Mikołajczykówna, najmłodsza z trzech sióstr. |
|
Charakterystyka wewnętrzna. Osoba trzeźwo myśląca - nie rozumie ciągłych zachwytów męża i jego zapewnień o miłości; przecież wyszła za niego za mąż i zawsze będzie jego żoną (s.23). |
Trzeźwo myśląca - nie rozumie ciągłych zachwytów męża (s.23). |
Pełne marzeń wizje przyszłości, jakie snuje Pan Młody („postawimy se dwór modrzewiowy, brzózek przed oknami posadzę”, s. 149), przerywa konkretną uwagą: „Brzoza straśnie sybko pusco, het ściany we trzy roki ocieni.” (s.149). |
|
Przywiązana do tradycji; dziwi ją propozycja męża, żeby zdjęła ciasne buty: „Trza być w butach na weselu” (s.34). |
Przywiązana do tradycji (s.34). |
Preferuje prosty sposób rozwiązywania problemów: rywalce „zdarłaby łeb jak krosna” (s.23). Jeśli natomiast Ksiądz ma jakieś kłopoty, to „trza by stoć i walić w morde.” (s.22). |
Preferuje prosty sposób rozwiązywania problemów (s.23, 22). |
Konkretna - nie ma zrozumienia dla jałowych dysput. Nie podziela troski Radczyni, że nie będzie miała, o czym rozmawiać z mężem w długie wieczory: |
Konkretna - nie widzi potrzeby prowadzenia rozmów o niczym (s.221). |
„Po cóż by, prose pani, godoł, jakby mi nie mioł nic powiedzieć, po cóż by sobie gębe psuł?” (s.221). |
|
IV. Problematyka utworu.
„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego przedstawia obraz polskiego społeczeństwa. Pokazuje, że u progu XX wieku nie jest ono zdolne do podjęcia walki narodowowyzwoleńczej. Wprawdzie wzrosła świadomość polityczna chłopów, którzy chcą uczestniczyć w walce, ale wdrożeni przez wieki do posłuchu, czekają na przywództwo inteligencji. Inteligencja jest jednak słaba, targają nią rozliczne wątpliwości; hołduje dekadentyzmowi, wyznaje poglądy krakowskiej szkoły historycznej, która głosiła zasadę trójlojalizmu. Swoją duchową słabość inteligenci chcą uleczyć, wyjeżdżając na wieś, bratając się z chłopstwem. Samo zjawisko jednoczenia się tych dwóch warstw społecznych byłoby czymś pozytywnym, ale zainteresowanie wsią jest wynikiem mody. Ludomania wyrosła z zafascynowania siłą chłopów (było to echo filozofii Fryderyka Nietzschego). Inteligenci podziwiali zarówno tężyznę fizyczną mieszkańców wsi, jak i ich siłę ducha (wiadomo - tak sądzono - że prości ludzie nie przeżywają żadnych wątpliwości, wahań, a zatem mogą się stać balsamem dla udręczonej duszy inteligentów). U podstaw ludomanii leżało poszukiwanie przez młodych krakowskich malarzy interesujących pejzaży. Wyszedłszy z atelier, zawędrowali oni do okolicznych wsi, gdzie urzekły ich nie tylko widoki przyrody, ale też barwność strojów ludowych, no i, wspomniana już, tężyzna chłopów.
Inteligencja i chłopi u Wyspiańskiego nie rozumieją się nawzajem, a w prawdziwym pojednaniu przeszkadza dodatkowo pamięć o rabacji galicyjskiej 1846 roku.
Początek XX wieku to nie jest jeszcze właściwy czas na zorganizowanie narodowego zrywu. Inteligencja emanuje wewnętrzną słabością i gardzi chłopami, a chłopi też jeszcze nie osiągnęli pełnej dojrzałości politycznej. Gdyby nie czary Chochoła, wystarczyłaby chwila, a żądni walki kosynierzy rzuciliby się na panów.
Być może w przyszłości sytuacja ulegnie zmianie, przecież Chochoł ochrania przed zimnem krzak róży (może to być symbol wartości narodowych). Na razie jednak, sugeruje Wyspiański, trzeba czekać.
Krakowska szkoła historyczna to grupa historyków i konserwatywnych działaczy politycznych, nazywanych też od tytułu swojej publikacji („Teka Stańczyka”) stańczykami. Głosili oni zasadę trójlojalizmu, to znaczy Polacy w każdym zaborze powinni być lojalni wobec swego władcy. Walka o niepodległość nie ma sensu, bo ani nie mamy odpowiednich sił, które zapewniłyby zwycięstwo, ani poparcia międzynarodowego, ani wreszcie umiejętności rządzenia się - nie potrafilibyśmy wykorzystać wolności, nawet gdybyśmy ją w jakiś sposób uzyskali. Ten pesymistyczny wniosek stańczycy sformułowali na podstawie krytycznej oceny polskiej historii. Ich zdaniem w naszych dziejach nie było momentów świetności, jakie mogłyby napawać otuchą, sami też, na skutek narodowych wad, doprowadziliśmy do rozbiorów. Do stańczyków zaliczamy między innymi: Stanisława Tarnowskiego, Józefa Szujskiego, Michała Bobrzyńskiego.
V. Problematyka teoretycznoliteracka.
„Wesele” zostało wystawione w teatrze krakowskim 16 marca 1901 roku, wydane zaś na przełomie kwietnia i maja tego samego roku.
„Wesele” jest dramatem realistycznym, inspiracją do jego napisania było bowiem wesele Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, które odbyło się 20 listopada 1900 roku w bronowickim domu Włodzimierza Tetmajera. W postaciach literackich łatwo dostrzec autentyczne osoby (pisze o tym szczegółowo Tadeusz Żeleński Boy w swojej „Plotce o `Weselu'”, s. 294-314). Realistyczny charakter ma także obraz polskiego społeczeństwa (dekadentyzm i ludomania wśród inteligencji, a także rodzenie się świadomości narodowej, gwałtowność i bezradność chłopstwa; niemożność porozumienia się tych dwóch warstw).
„Wesele” jest jednak także dramatem symbolicznym. W drugim akcie pojawiają się osoby dramatu - są to symbole wątpliwości i pragnień osób biorących udział w weselu; ich alter ego. I tak, Marysi ukazuje się duch zmarłego narzeczonego Stanisława Ludwika de Laveaux; zrozumiałe, że na weselu siostry myśli o swoim niedoszłym związku z inteligentem. Dziennikarzowi ukazuje się Stańczyk (błazen króla Zygmunta Starego; przeszedł do legendy jako patriota, wytrawny polityk), jako że sam Dziennikarz był stańczykiem oraz człowiekiem zajmującym się polityką. Jak pisze T. Żeleński Boy w gabinecie Rudolfa Starzewskiego wisiał szkic do obrazu Jana Matejki pt. „Stańczyk”. Poecie - Rycerz (Zawisza Czarny). Kazimierz Przerwa Tetmajer napisał dramat „Zawisza Czarny”. Panu Młodemu - Hetman Branecki (Branicki). Lucjan Rydel był autorem baśni dramatycznej „Zaczarowane koło”, w której Wojewoda dla zdobycia buławy hetmańskiej zapisał diabłu duszę (analogia z Hetmanem). Dziadowi ukazuje się Upiór - duch Jakuba Szeli, przywódcy rabacji galicyjskiej, którą Dziad dobrze pamięta i której powrotu się boi (kwestia ze s.215). Gospodarz widzi Wernyhorę. Wernyhora to postać legendarna. Żył w okresie konfederacji barskiej, był zwolennikiem porozumienia ukraińskiego chłopstwa z polskimi panami. Przeszedł do tradycji jako wieszcz. Ukazuje się Gospodarzowi, bo tylko on jeden może doprowadzić do pogodzenia inteligencji z chłopstwem. Poza tym w izbie Gospodarza wisi obraz Matejki pt. „Wernyhora” (s.7).
Oprócz tych symbolicznych postaci są jeszcze symboliczne przedmioty (złoty róg - symbol początku walki narodowowyzwoleńczej; krakowska czapka z piórami, podkowa, róża, kaduceusz); symboliczne sytuacje (Jasiek schyla się po czapkę i gubi róg; chocholi taniec - symbol marazmu społecznego, uśpienia Polaków).
„Wesele” jako dramat młodopolski:
Występują rozbudowane didaskalia.
Nawiązanie do symbolizmu - pojawiają się symbole.
Impresjonizm - opis wirujących barwnych plam na sinawym tle ścian izby (didaskalia, s. 7); „niebieskie to Światło wypełnia jakby czarem izbę i gra kolorami na ludziach...” (didaskalia, s. 269).
W utworze dostrzegamy syntezę sztuk, to znaczy jednakowo ważną rolę pełni słowo, obraz, muzyka, taniec:
słowo - opowieść o niezwykłym weselu oraz liczne nawiązania do innych utworów literackich, na przykład: widmo Hetmana w otoczeniu chóru przypomina Widmo Złego Pana z II części „Dziadów” A. Mickiewicza, a lejące się złoto - roztopione srebrniki i postać Doktora z III części „Dziadów”. Rozmowa Marysi z Widmem kojarzy się z rozmową Karusi z duchem ukochanego Jaśka z ballady „Romantyczność” A. Mickiewicza. Słowa Racheli: „co się na powietrzu spala jak garść lnu” (s.156) przywodzą na myśl obrzęd dziadów z II części „Dziadów”. Postać Wernyhory pojawiła się już w „Śnie srebrnym Salomei” i w „Beniowskim” J. Słowackiego. O Zawiszy Czarnym pisał Kazimierz Przerwa Tetmajer w swoim dramacie, a losy Hetmana przypominają losy Wojewody z „Zaczarowanego koła” L. Rydla;
malarskość - impresjonistyczny opis rzeczywistości (patrz: impresjonizm); ożywianie obrazów - na ścianie izby Gospodarza fotografia obrazu J. Matejki: „Wernyhora”, litograficzne odbicie obrazu „Kościuszko pod Racławicami” pędzla tego samego artysty. Słowa:
„A on, z takim sercem w zbroi,
zaklęty, u źródła stoi
i do mętów studni patrzy” (s.60)
przywodzą na myśl obraz Jacka Malczewskiego „Rycerz u studni”.
„przy tym ta ogromna skala:
jak w cmentarzu Ruisdala” (s.68) - ten fragment nawiązuje do twórczości Jakuba van Ruisdaela - holenderskiego pejzażysty z XVII wieku - zapewne do jego obrazu pt. „Cmentarz żydowski”.
Z kolei kwestia Poety:
„Ujrzę panią rad
(...)
pochyloną nad chochołem,
jakby z obrazu Bern-Dżonsa” (s.90)
nawiązuje do płócien Edwarda Burne-Jonesa, dziewiętnastowiecznego pisarza angielskiego.
Stańczyk, opowiadając o wciąganiu dzwonu Zygmunta, opisuje obraz Jana Matejki „Zygmunt I słuchający dzwonu <Zygmunta>”;
muzyczność - dużą melodyjnością odznacza się cały tekst „Wesela”. W didaskaliach autor pisze o buczących basach, piskaniu skrzypiec, niesfornym klarnecie, hukaniu chłopów i bab (s.7). Do swego dramatu Wyspiański dołączył nuty melodii wygrywanej przez Chochoła (s.276). W tekście jest kilka nawiązań do piosenek ludowych: Jasiek śpiewa „Zdobyłem se pawich piór” (s.85). Trzy piosenki nuci też Wojtek (s.102-103, 109). Chór dręczący Hetmana śpiewa: „nie żałuj grosika, nie żałuj” (s.133) - jest to wers z dożynkowej pieśni ludowej. Państwo młodzi nucą: „A jak będzie słońce i pogoda...” 9s.150). Nos wyśpiewuje: „Tom te rom tom, tom, tom, tom...” (s.196),co - jak się przypuszcza - może być frazą z preludium A-dur Chopina;
taniec - w didaskaliach jest mowa o rumocie tupotających tancerzy (s.7), somnabuliczny taniec zamyka dramat (s.274).
Nawiązania do romantyzmu: problem walki narodowowyzwoleńczej, obraz polskiego społeczeństwa, nawiązywanie do utworów romantycznych.