Wypracowania w postaci ściąg (rtf)

1

Analiza wiersza Tadeusza Różewicza pt. „Ocalony”.


"Mam dwadzieścia cztery lata ocalałem prowadzony na rzeź".


Wiersz „Ocalony” Tadeusza Różewicza jest analizą stanu umysłu ludzkiego, umysłu doświadczonego, dotkniętego zdarzeniami II wojny światowej. Wydaje się, że żadna z dotychczasowych wojen nie wyrządziła takich szkód w ludzkiej psychice, moralności, kulturze. Trzeba przy tym powiedzieć, że w przeciwieństwie do poprzednich, takie jej postrzeganie, jako czegoś niszczącego człowieka w wymiarze uniwersalnym, było i jest powszechne.

Podmiot liryczny wiersza, przedstawiając się, mówi: „Mam dwadzieścia cztery lata / ocalałem”. Taka jest jego tożsamość, będąca jednocześnie tożsamością zbiorową całego pokolenia. Należy on do pokolenia ludzi, którzy nie doświadczając życia pod zaborami, urodzili się w niepodległej Polsce. Całe swoje młodzieńcze życie przeżyli w pokoju i stabilizacji. Ludzi, których pierwszym doświadczeniem dorosłego życia była nie miłość, lecz wojna. Pokolenia pozbawionego części młodości, rzuconego od razu w dorosłość. Cechą wyróżniającą podmiot liryczny z jego pokolenia jest to, że ocalał, zachował swoje życie. Wbrew pozorom to istotny fakt, gdyż tylu innych zginęło.

Ostatni wers pierwszej zwrotki: na rzeź prowadzony wskazuje na przeświadczenie podmiotu, że owo ocalenie nie jest jego zasługą, wynika ono tylko z tego, że skończyła się zawierucha wojenna. Przez użycie słowa rzeź sprowadza on własne życie do roli bydła prowadzonego na rzeź, które tylko dzięki przypadkowi zostaje ocalone przed śmiercią. Człowiek nie ma żadnego wpływu na swój los, musi się mu podporządkować, a może zostanie ocalony. Słowa: kim jest, dzięki czemu żyje, są dla podmiotu tak ważne, że robi z nich klamrę spinającą cały utwór. Może to znaczyć, że jest to dominujące, jedyne doświadczenie z całego życia, którego podmiot może być pewien. Dalsze wersy wiersza wskazują jednak, że od doświadczeń wojny nikt nie jest „ocalony”. Oprócz ciała dotyka ono także, a może przede wszystkim, umysłu i duszy. Podmiot liryczny tego doświadczył, dlatego mówi: widziałem, jest świadkiem upadku kultury, etyki, religii. Dlatego jego stwierdzenia To są nazwy puste i jednoznaczne czy Pojęcia są tylko wyrazami nabierają znamion prawdy. Dalsza część udowadnia to poprzez pary paralelnych zwrotek będących odpowiednio tezą i jej dowodem. Zwrotki II i IV są stwierdzeniem upadku kultury i cywilizacji. Podmiot na zasadzie oksymoronicznych zestawień buduje kolejne wersy obu tych zwrotek. Człowiek i zwierzę, miłość i nienawiść, wróg i przyjaciel, ciemność i światło stały się dla niego nazwami pustymi i jednoznacznymi. Jednoznacznymi, czyli znaczącymi to samo. Cnota i występek, prawda i kłamstwo, piękno i brzydota, męstwo i tchórzostwo – te pojęcia to tylko wyrazy. Wyrazy, czyli coś, co nie ma treści. Następne zwrotki, czyli III i V są dowodami prawdziwości poprzednich. Człowiek to zwierzę, gdyż zabija się go jak zwierzę i tak samo przewozi porąbane w bydlęcych furgonach. Cnota jest równoważna występkowi, jedna osoba może być jednakowo cnotliwa i występna.

Wojna ujawniła bezmiar zła tkwiącego w świecie. Doświadczając jej, podmiot liryczny zagubił wartości, którymi uprzednio się kierował, stąd prośba o nowe Genesis, o nowe stworzenie świata – niech oddzieli światło od ciemności – to bezapelacyjnie prośba do Boga o wskazanie drogi życia. Taki sens można nadać wersom szóstej zwrotki Szukam nauczyciela i mistrza, tak właśnie –„nauczycielu”, „mistrzu z Nazaretu” – zwracali się Żydzi do Jezusa Chrystusa. Niech przywróci mi wzrok i mowę – może być to nawiązanie do cudów, których On dokonywał. Słowa Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia w kontekście dwóch poprzednich wersów nabierają innego znaczenia. Niech... nazwie odnosi się do podmiotu poprzednich wersów, czyli Chrystusa. Biblijne nadanie nazwy to wzięcie w posiadanie. Dlatego słowa te mogą być prośbą o powrót Boga na ziemię – paruzję, na to wskazywałby ostatni wers, który jest prośbą o powtórne genesis, lub też powrót Boga w postaci wartości zatraconych przez człowieka na przestrzeni dziejów.

Wymowa tego wiersza jest pesymistyczna. Jego tytuł Ocalony wydaje się być drwiną. Ocalony? do czego. Wszak świat już nie istnieje. Upadły wszystkie jego atrybuty – język, który przestał już cokolwiek oznaczać, pozostaje martwą literą, gdyż wartości, które opisywał, dawno już przestały istnieć; cywilizacja, która udowodniła swoją bezradność wobec przemocy. Człowiek skazany jest na egzystencję bez wartości, praktycznie bez sensu, bez celu. Dlatego jedyną zmianą jego sytuacji może być ponowne genesis. Doświadczenie podmiotu lirycznego nawiązuje do Opowiadań T. Borowskiego, Medalionów Z. Nałkowskiej czy Kartoteki T. Różewicza. Opowiadania są obrazem świadomości ludzkiej w świecie bez Boga, świecie krematoriów, pieców i głodu. Człowiek jest tu przedstawiony jako zdrajca kultury. W takim świecie nie ma miejsca na heroizm, wartości są relatywizowane, zabijane przez materię. O tej rzeczywistości będzie mówił podmiot Ocalonego, mówiąc: człowiek i zwierzę, piękno i brzydota są tożsame. Takie jest też przesłanie Medalionów Z. Nałkowskiej.

W Kartotece T. Różewicza bohaterem jest całe pokolenie, pokolenie doświadczone wojną, którego uosobieniem jest bohater utworu. Poszukuje on swojej tożsamości i zagubionych wartości, ma przekonanie o sztuczności, nienaturalności swojego bytu. Szanuje wujka, bo czuje, że to jedyny stały, niezmienny punkt w świecie. Nie może zapanować nad swoją przeszłością, nie może jej uporządkować, nie może zapanować nad swoimi doświadczeniami. W jego stanie obecnym objawia się stan historii. Doświadczenia wojny i klaskania, czyli zniewolenia komunizmem sprawiają, że bohater nie może zapanować nad swoim życiem. Posiada właśnie taką wybrakowaną kartotekę. Jego doświadczenie, tożsame z doświadczeniem podmiotu lirycznego Ocalonego, domaga się powtórnego genesis. Zdaje się to być jedyny sposób na życie.

2

Artysta jako bohater dzieła literackiego XX wieku (dylematy sztuki).


Nowa epoka, jaką było XX–lecie międzywojenne, przyniosła inne spojrzenie na literaturę i na rolę twórcy. Dlatego artyści stają się często bohaterami dzieł literackich zarówno w poezji, jak i w prozie.

Jednym z pierwszych poetów, u którego odnajdujemy motyw artysty i dylematy sztuki, jest Leopold Staff. W wierszu Ars poetica z tomiku Barwa miodu poeta formułuje swój program poetycki. Pragnie on, jako artysta, oddać nieuchwytne nastroje chwili, która przemija. Bliski jest postawie epikurejskiej, którą wyraził rzymski poeta Horacy, zalecając korzystać z uroków życia. Można również doszukać się w tym programie echa tendencji symbolistów, starających się wyrazić w poezji to, co niewyrażalne. Ale Staff jednocześnie podkreśla, że pragnie, aby jego wiersz był jasny jak spojrzenie w oczy i prosty jak podanie ręki. Głosi więc program klasyka i humanisty, pragnie być zrozumianym przez każdego wrażliwego czytelnika.

Poetą z grupy Skamander, który nawiązywał w pewien sposób do tematyki i programu Staffa, był Julian Tuwim. Zachowując w zasadzie tradycyjny styl poetycki, szokuje ekspresja jego wypowiedzi, wyrażane uczucia zachwytu, entuzjazmu dla życia i świata, zwłaszcza w swoich pierwszych tomikach. W wierszu Do krytyków bohaterem utworu jest sam autor, który drwi z komentatorów jego poezji. Jest szczęśliwy, zachwyca go jazda na przedniej platformie tramwaju i takie właśnie stany ma zamiar opisywać w swojej twórczości. Poeta pragnie więc ukazywać w poezji sprawy prozaiczne i banalne, wyrażać uczucia będące udziałem zwykłych ludzi, a nie tylko wyjątkowych jednostek. Chciał opiewać ludzi, a nie tylko wyjątkowe jednostki. Chciał opiewać gromadę, nie chciał się z tego tłumu wyróżniać. Pisze o tym wyraźnie w programowym wierszu Poezja z tomiku Czyhanie na Boga. Bohaterem tego wiersza jest artysta, sam poeta, którego rezygnacja z nadrzędnej pozycji twórcy przejawia się również w nowym ukształtowaniu języka poetyckiego. W wierszu Prośba o piosenkę bohaterem utworu jest również poeta, twórca, który próbuje określić zadania własnej poezji. W utworze tym do głosu dochodzi pasja społeczna, nieodłączna cecha twórczości J. Tuwima.

W wierszu Sitowie bohaterem lirycznym jest również sam poeta, a więc twórca. Akt tworzenia ukazany jest tutaj jako ciężka praca, polegająca na odpowiednim dobieraniu słów. Wiersz Do lasu należy, podobnie jak głośna oda Horacego Exegi monumentum, do tego samego typu utworów, noszących znamiona testamentu artystycznego. Bohaterem jest znów sam poeta, który zastanawia się nad sensem życia i roli własnej twórczości. Z dystansem odnosi się tu Tuwim do własnej sławy pośmiertnej, mało pocieszającej wobec faktu przemijania.

Drugim Skamandrytą, który siebie – poetę uczynił bohaterem swoich wierszy, był Jarosław Iwaszkiewicz. W utworze Szczęście z tomiku Oktostychy cały świat traktuje jako obiekt własnej sztuki. Szczęściem jest dla poety smakowanie chwili i patrzenie na świat okiem artysty. W wierszu wyraża subtelne doznania artysty, rozmiłowanego w sztuce i poprzez nią oglądającego świat.

Poetą należącym do grupy awangardy był Julian Przyboś, mistrz metafory i skrótu myślowego. W wierszu Lipiec opisuje, jak po skończonej nauce uczniowie rozjeżdżają się na wakacje i żegnają profesora–poetę. Bohaterem utworu jest więc poeta, rozmiłowany w naturze i twórczości Jana z Czarnolasu. Przeżycia swojego bohatera wyraża w sposób jak najbardziej typowy dla poety awangardowego.

Proza XX–lecia międzywojennego także obfituje w portrety artystów i zajmuje się dylematami ówczesnej sztuki. Ojciec narratora Sklepów cynamonowych Bruno Schulza to nie tylko kupiec z Drohobycza, ale i artysta, występujący w Traktacie o manekinach, poważnie zainteresowany sprawami poezji. Jest on występnym eksperymentatorem, sobowtórem samego autora. W Traktacie o manekinach zawarta jest koncepcja twórczości artystycznej w rozumieniu samego Schulza. Wypowiada się on tam na temat boskiej i ludzkiej twórczości. Człowiek nie jest w stanie powtórzyć Bożego planu stworzenia, ale jest twórczą indywidualnością, może powoływać nowe kształty materii i nadawać im znaczenie. Wypowiada się również na temat formy, która wysunęła się na plan pierwszy od czasu, gdy sztuka przestała wiernie odtwarzać rzeczywistość. Pojmuje swoją pracę jako przeciwieństwo realizmu i przeciwstawia mu twórczą fantastykę.

W utworze pt. Ferdydurke Witolda Gombrowicza główny bohater utworu, 30–letni Józio, to również artysta. Autor staje się 15–letnim chłopcem, zaś prof. Pimko, stary belfer, dąży do upupienia go. W szkole zostaje ukształtowany jako uczeń i skierowany przez profesora do państwa Młodziaków, uważających się za nowoczesną rodzinę. Józio, wyczuwszy fałsz i pozę, wymyśla prowokację, dzięki której Młodziakowie zrzucają maskę nowoczesności i okazują się rodziną wyznającą staroświeckie zasady. Następnie wraz z kolegą Miętusem wędruje na wieś do ziemiańskiego, tradycyjnego dworku pp. Hurleckich. Tutaj, podobnie jak w szkole i na stancji u Młodziaków, Józio–pisarz demaskuje tradycyjne stosunki feudalne panujące w Bolimowie. Po ucieczce jednak z kuzynką Zofią zaczyna rozumieć, że przed gębą nie ma ucieczki. Początkowo buntuje się przeciwko formie, w jaką wtłoczyła go szkoła, rodzina, społeczeństwo, poszukuje własnej tożsamości i niezależności. Nie chce przystać na rolę, jaką narzucą mu życie czy zmienne okoliczności, w które wplątuje go los. Z czasem zaczyna rozumieć, że ucieczka przed formą, a więc konwencją i kulturą, jest beznadziejna, ponieważ każdy człowiek jest nimi przesiąknięty. Określa siebie i innych poprzez różnorodne maski i dlatego system stereotypów społecznych jest bardzo trudny do przezwyciężenia.

Gombrowicz ukazuje w Ferdydurke dwie sfery ludzkiego życia: oficjalną, zafałszowaną, i nieoficjalną, ukrytą przed światem, prawdziwą. Interesuje go oczywiście ta nieoficjalna sfera życia ludzkiego, to, co jest w nim subiektywne i niepowtarzalne. W formach oficjalnych widzi pisarz źródło głupoty, zła i zakazów ograniczających wolność człowieka, narzucających mu sposoby zachowania.

Można więc stwierdzić, że portrety artystów – bohaterów dzieł literackich XX w. odnajdujemy w wielu utworach tego okresu. Reprezentują oni wszystkie dylematy sztuki, nurtujące ją w owym czasie.


3

Bunt i afirmacja – dwie postawy wobec życia. Rozważania na podstawie wybranych utworów literatury polskiej.


Bunt i afirmacja to dwie postawy jakże różne. Charakteryzowały one jednak człowieka od najdawniejszych czasów. Zarówno jedna postawa, jak i druga była potrzebna. Niezgoda na otaczającą rzeczywistość prowadziła bowiem do tworzenia się nowych form społecznych czy obyczajowych, zaś zgoda przedłużała tradycję i pozwalała na jej kontynuację.

Literatura od najdawniejszych czasów ukazywała więc postawy zarówno buntu wobec życia, jak też i jego afirmacji.

W dobie odrodzenia, w czasie rozkwitu gospodarczego I Rzeczypospolitej w utworach pisarzy tego okresu, np. M. Reja, J. Kochanowskiego, oczywiście przeważają postawy akceptacji wobec otaczającego świata. Zarówno gospodarz ziemski, Rej, jak i Kochanowski cenią sobie uroki wiejskie i pożytki płynące z pracy na roli. Świadczy o tym Żywot człowieka poczciwego M. Reja czy fraszki i pieśni Jana z Czarnolasu. Również życie dworskie, mimo intryg, przynosi obu poetom wiele satysfakcji, szczególnie spotkania w gronie wykształconych przyjaciół, z którymi można spędzać czas przy winie, muzyce i poezji (np. pieśni biesiadne J. Kochanowskiego). Ale i w tej szczęśliwej epoce nie ma zgody na wszystko. Świadczy o tym chociażby taki utwór M. Reja, jak: Krótka rozprawa... czy O naprawie Rzeczypospolitej A. Frycza Modrzewskiego. Potrzebę zmian – reform politycznych w Polsce widzieli już wykształceni ludzie tej epoki, a do takich z pewnością właśnie należeli pisarze. Słabość pospolitego ruszenia ukazuje np. Kochanowski w swojej pieśni O spustoszeniu Podola. Proponuje tam szlachcie opodatkowanie się na wojsko i walkę na śmierć i życie z Turkami i Tatarami.

W trudnej dobie oświecenia konieczność zmian ukazuje wiele utworów literackich tego okresu. Czasy saskie i panowanie ostatniego króla Polski, St. Augusta Poniatowskiego, przyniosły Polsce utratę suwerenności. Próby reform politycznych i uchwalenie Konstytucji 3 maja dokonały się za późno i nie przyniosły pożądanych efektów. Dlatego też cała literatura tego okresu (Krasicki, Niemcewicz) krytykuje zastaną rzeczywistość i stara się ją naprawić w duchu oświecenia.

Afirmację życia odnajdziemy jeszcze, co prawda, w sentymentalnych utworach tej epoki, takich jak Laura i Filon F. Karpińskiego, ale te sielankowe pejzaże i uczucia szybko zostaną wyparte przez zsyłki na Sybir i popowstaniowe represje, które nadejdą wraz z utratą przez Polskę niepodległości.

Powstania XIX wieku (listopadowe, styczniowe i inne) były niczym innym, jak niezgodą na niewolę narodową, wielkim buntem całego narodu wobec zaborców. Pisarze romantyczni, chcąc podnieść naród na duchu, tworzyli bohaterów zbuntowanych, poświęcających całe swoje życie ojczyźnie. Mickiewiczowski Konrad Wallenrod buntuje się przeciwko potędze Krzyżaków, Konrad przeciwko represjom carskim, zaś Kordian Słowackiego ma zamiar nawet dokonać królobójstwa na carze, aby przywrócić Polsce utraconą niepodległość.

W drugiej połowie XIX wieku, kiedy Polacy utracili wiarę w szybkie odzyskanie niepodległości na drodze zbrojnej, powstaje wiele utworów opiewających chwałę oręża polskiego w czasach historycznego „potopu” czy wojen krzyżackich (Krzyżacy H. Sienkiewicza). Akceptacja dla staropolskiej tradycji i dawnego męstwa bije z kart tych książek, zaś ich bohaterowie to Polacy „z krwi i kości”, którzy afirmują nawet trudną rzeczywistość i starają się ją zmienić z korzyścią dla siebie, zaś przede wszystkim swojej ojczyzny.

Okres Młodej Polski to okres, w którym postawy buntu i braku afirmacji znów zaczynają przeważać zarówno w życiu, jak i w literaturze. I tak w wierszach poetów tego okresu dominują nastroje dekadenckie, pesymistyczne. Kazimierz Przerwa–Tetmajer w swoich najbardziej charakterystycznych utworach postuluje ucieczkę od życia, które przynosi człowiekowi tylko ból i cierpienie. W Hymnie do Nirwany pisze:


Od myśli i pamięci oderwij mą duszę Nirwano!

Od oczu moich oderwij złe i nikczemne twarze Nirwano!...


Zupełnie inne nastroje i postawy odnajdujemy w twórczości pisarzy i poetów okresu międzywojennego, którzy doczekali niepodległości Polski.

Afirmację życia, jego pochwałę odnajdujemy u poetów Skamandrytów, zaś szczególnie u Juliana Tuwima. Charakterystyczny jest tu wiersz Życie, z którego promieniuje optymizm i radość życia. Poeta zachwyca się samym faktem istnienia i woła: Jakie to szczęście, że krew jest czerwona... Również epopeja M. Dąbrowskiej Noce i dnie jest pod tym względem utworem niezwykle interesującym. Pisarka ukazuje w swej powieści perypetie pary małżeńskiej, Bogumiła i Barbary Niechciców, ich problemy i trudną codzienność w latach zaborów. Bohaterowie ci są silnie skontrastowani. Różni ich prawie wszystko, prezentują bowiem dwie odmienne postawy wobec życia.

Bogumił jest ekstrawertykiem, czyli człowiekiem otwartym na otaczający go świat. Cechują go dobre kontakty z otoczeniem, przyrodą, ludźmi. Głównym sensem swego życia uczynił pracę, którą traktuje jako cel istnienia. Pracuje ciężko na roli i w dodatku cudzej, rozumie przyrodę i jej prawa i wie, że trzeba się jej podporządkować. Ocenia rzeczywistość realnie i nie wysuwa wobec niej nierealnych roszczeń. Swój los znosi z pokorą, wytrwale walcząc z trudnościami życia.

Przeciwieństwem męża jest Barbara, introwertyczka, skupiona na własnych przeżyciach i marzeniach. Barbara jest niezadowolona z życia i wciąż buntuje się przeciwko temu, co ją spotyka. Jest idealistką, żyje wśród marzeń i pragnień, których często nie udaje jej się zrealizować w życiu codziennym. Mimo iż popełnia wiele błędów, stara się być dobrą gospodynią i matką i to właśnie najbardziej godzi ją z otaczającym światem.

M. Dąbrowska w swojej powieści Noce i dnie ukazuje, że właśnie te dwie odmienne postawy, buntu i afirmacji, reprezentowane przez Bogumiła i Barbarę, poniekąd dopełniają się wzajemnie. Niechcicowie po prostu uzupełniają się i być może dlatego, że mają tak różne podejście do życia, stworzyli trwałe, udane małżeństwo. Można więc powiedzieć, że postawy wobec życia – zarówno buntu jak i afirmacji, choć na pozór sprzeczne – w rzeczywistości uzupełniały się i składały na to, co można nazwać człowieczeństwem.

4

Bunt i ofiara – dwie postawy polskich bohaterów romantycznych.


Sylwetka polskiego bohatera romantycznego tworzona była pod wpływem wielu czynników. Duże znaczenie miały wpływy zachodnioeuropejskie. Dlatego polski bohater romantyczny z wielu utworów buntował się, podobnie jak jego europejscy poprzednicy, przeciwko „zastanym” formom życia społecznego i politycznego. Ale na stworzenie polskich sylwetek bohaterów wpływ najistotniejszy miała sytuacja wewnętrzna w kraju, który był pod zaborami.

Wybuchające co kilkanaście lat powstania (1830, 1848, 1863) narodowowyzwoleńcze stworzyły potrzebę istnienia takiego bohatera, często wzorowanego na postaciach historycznych. Polscy bohaterowie romantyczni tworzyli więc nowe wzorce postaw obywatelskich, w których właśnie najważniejszy był bunt przeciwko zastanej rzeczywistości – niewoli narodowej i ofiara na rzecz ojczyzny, włącznie do poświecenia dla niej życia.

Nie byli to oczywiście bohaterowie jednorodni. Różnili się od siebie często w zależności od czasu powstania utworu i osoby autora. Zmienia się więc bohater romantyczny w zależności od potrzeb chwili, w bardzo różny sposób potrafi realizować swe zamierzenia, zmienia poglądy i dążenia. Ale cel mają wszyscy jeden – wyzwolenie kraju spod obcego panowania.

Konrad Wallenrod, tytułowy bohater powieści poetyckiej Adama Mickiewicza, jest człowiekiem zbuntowanym od urodzenia. Najpierw więc buntuje się przeciwko Krzyżakom, którzy porwali go za młodu z domu rodzinnego na Litwie, później, kiedy już powrócił do kraju rodzinnego, buntuje się przeciwko słabości Litwinów i potędze Krzyżaków. W domu szczęścia nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie – pisze o nim Mickiewicz. Jako dorosły już człowiek wie, że aby zwyciężyć silniejszego przeciwnika, działać może tylko podstępnie. Opuszcza więc żonę i przechodzi na stronę wroga, aby tam realizować od dawna zamierzony plan. Poświęca więc dla Litwy wszystko – życie osobiste, dom rodzinny, honor rycerski, a później nawet życie. Podszywa się pod słynnego rycerza krzyżackiego Konrada Wallenroda i do końca działa podstępnie, aby zwyciężyć Zakon od wewnątrz. Po dokonaniu swojego zamierzenia zabija się, wypijając truciznę. Zarówno przez Krzyżaków, jak i Litwinów uznawany jest za zdrajcę, jeden jedyny poeta Halban wie o jego prawdziwych dokonaniach. Jest więc Konrad bohaterem romantycznym typowym dla polskiego romantyzmu. Bunt i ofiara to najważniejsze postawy w jego życiu. Tworząc taki typ bohatera, Mickiewicz ukazał Polakom drogi postępowania i sposoby walki, jakie trzeba podjąć z silniejszym od Polski przeciwnikiem – Rosją.

Nieco inny charakter ma historia Gustawa z II i IV części Dziadów. Ale i on od wczesnej młodości przeżywa bunt. Nie może zaaprobować zdrady ukochanej, która wyszła za mąż za bogatego ziemianina, zaś odrzuciła biednego poetę. Jednak pod wpływem dawnego nauczyciela, księdza, usiłuje zapomnieć o swej tragedii i życie poświęcić Ojczyźnie. W III części Dziadów w „Prologu” Gustaw w sposób symboliczny przemienia się w Konrada, bojownika o sprawę narodową. Młody Konrad jest Filaretą, ale również poetą. Swoją twórczością chce walczyć o szczęście ludzi – Polaków nawet z Bogiem. Wie, że taka powinna być rola poezji – odzwierciedlać potrzeby epoki, ukazywać dążenia narodu w walce o wolność. Ten zbuntowany poeta chciałby stanąć na czele swojego narodu. Jest gotowy wziąć na siebie wszystkie jego cierpienia, podobnie jak mityczny Prometeusz. Ofiara Konrada ma jednak charakter samotnej walki. Podejmuje ją w imię swojego narodu, dla którego pragnie wywalczyć wolność.

Bunt przeciwko zaborcom, a nawet Bogu, który zezwolił na klęskę listopadową Polaków, jest więc typowy dla Konrada jako bohatera romantycznego. Również typowa jest jego późniejsza ofiara z życia na rzecz własnego narodu. Postawa Kordiana, głównego bohatera Kordiana Juliusza Słowackiego, miała podobny charakter. Poznajemy go, gdy jest młodzieńcem jeszcze niezupełnie dojrzałym. Wraz z upływem lat poeta–Kordian, poszukujący usilnie sensu życia, dostrzega otaczającą go rzeczywistość, której, podobnie jak bohaterowie Byrona, nie może zaakceptować. Buntuje się przeciwko kultowi pieniądza w Europie, postawie Watykanu wobec Polski, a przede wszystkim tyranii politycznej Rosji. Kiedy zawodzą go wszyscy i wszystko, postanawia złożyć ofiarę ze swojego młodego życia i dokonać zamachu na cara Rosji, który jest sprawcą niewoli narodowej Polaków. Jednak na skutek Strachu i Imaginacji załamuje się, nie dokonuje zabójstwa i oczekuje w szpitalu wariatów na wyrok śmierci. Prawdopodobnie poniesie na rzecz ojczyzny największą ofiarę – życie.

Inaczej rysuje się postać innego bohatera romantycznego, Jacka Soplicy z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza. Utwór powstał w roku 1834, kiedy to emigracja zdawała sobie sprawę z tego, jakie były przyczyny klęski listopadowej. Dlatego Jacek Soplica będzie już nowym typem bohatera romantycznego. W młodości, przeżywszy nieszczęśliwą miłość do córki bogatego magnata, buntował się przeciwko różnicom społecznym obowiązującym w świecie XIX–wiecznym. Ten bunt i chęć zemsty prowadzą go do zabójstwa. Postanawia on odtąd zmienić swoje życie. Bunt i nienawiść kieruje przeciwko wrogom ojczyzny – zaborcom, Rosjanom. Wstępuje do zakonu i jako ksiądz Robak staje się działaczem i emisariuszem politycznym. Całą więc resztę swego życia ofiarowuje ojczyźnie. Nie szczędzi dla niej zdrowia i sił, bierze udział w wielu bitwach, np. pod Jeną, wielokrotnie osadzany jest w więzieniach ruskich i pruskich, z których jednak zawsze wychodzi cało. Marzeniem jego życia staje się wywołanie powstania na Litwie w momencie wkroczenia na nią wojsk polskich i francuskich, idących w roku 1812 na Moskwę. Ksiądz Robak nie przypomina jednak Konrada ani Kordiana. Nie jest on poetą ani wielkim indywidualistą, jak tamci. Nie podejmuje walki samotnej, ale agituje szlachtę i chłopów do wspólnego działania na rzecz kraju.


A przed ucztą potrzeba dom oczyścić z śmieci;

Oczyścić dom, powtarzam, oczyścić dom, dzieci


tłumaczy ksiądz Robak zebranym w karczmie.


Jacek Soplica, jako typowy bohater romantyczny, buntuje się i ponosi ofiarę z życia, raniony w bitwie z Moskalami. Ale jest już nowym typem bohatera, ponieważ potrafi znaleźć wspólny język z ludźmi i zachęcić ich do wspólnego działania na rzecz kraju.

Bohaterowie romantyczni nie wywalczyli dla Polski niepodległości. Ale swoim buntem i ofiarnością przypominali rodakom, że nie można pogodzić się z utratą niepodległości i nadal trzeba podejmować działania na rzecz wyzwolenia. Ofiara złożona z ich życia nie była więc daremna, uczyła postaw politycznych i przypominała następnym pokoleniom o ich odrębności narodowej.


5

Byc człowiekiem – to być odpowiedzialnym”. Ustosunkuj się do podanej tezy, wykorzystując znane utwory literackie i własne przemyślenia.


Aby w sposób krytyczny móc ustosunkować się do tezy: „Być człowiekiem – to być odpowiedzialnym”, należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, cóż owo człowieczeństwo oznacza. Znaczenie słowa „człowiek” rozpatrywać można w dwóch płaszczyznach: biologicznej i filozoficzno–teologicznej. Z biologicznego punktu widzenia homo sapiens to – jak sama nazwa wskazuje – „istota rozumna; należąca do gatunku ssaków człowiekowatych”. Filozofowie i teolodzy przypisują jednak człowiekowi znacznie wyższą rolę niż tylko przynależność do określonej gromady. Specjalną funkcję upatrują oni bowiem w „racjonalno-duchowych” zdolnościach człowieka i na ich podstawie budują jego prawdziwy wizerunek.

W naszej kulturze chyba najistotniejszym wyznacznikiem człowieczeństwa jest biblijny dekalog. Bycie człowiekiem w sensie biologicznym nie jest zatem równoznaczne z filozoficznym pojęciem człowieczeństwa. Według tej drugiej koncepcji u podstaw człowieczeństwa leży bowiem przestrzeganie zasad moralnych, spośród których – w moim odczuciu – na plan pierwszy wysuwa się szeroko pojęta miłość bliźniego. Ta zaś pociąga za sobą szereg innych cech, m.in. dobroć, odwagę cywilną, zdolność do poświęceń, wierność ideałom, godność i odpowiedzialność za czyny.

Znając ideę człowieczeństwa, można wysnuć tezę, że bycie człowiekiem zawiera w sobie kategoryczny imperatyw absolutnej odpowiedzialności: „Być człowiekiem – to być odpowiedzialnym” jest jednak hasłem działającym tylko w jednym kierunku. Sama odpowiedzialność jeszcze człowieka (oczywiście w sensie filozoficznym) nie czyni, co doskonale obrazuje przykład Jurgena Stroopa z powieści Moczarskiego Rozmowy z katem. Był on w pełni odpowiedzialny za swe czyny, wierny ideałom do końca i z honorem przyjął nieuniknioną konsekwencję w postaci wyroku. To jednak nie usprawiedliwia jego zbrodni, a tym bardziej nie czyni zeń człowieka.

Moja teza wynika z głębokiego przeświadczenia o potrzebie zasłużenia sobie na miano człowieka, za sprawą sprawdzenia swego zachowania w momencie krytycznym. Aby moje teorie nie pozostały pustosłowiem, proponuję dowód w postaci analizy kilku przykładów literackich.

Wydaje mi się, że jednym z najważniejszych okresów próby dla ludzkości była II wojna światowa. W tym okrutnym czasie zachowanie pełnej odpowiedzialności za swe zachowanie było bowiem wyjątkowo trudne. Dowodzi tego Tadeusz Borowski, twierdząc, że można być występnym i cnotliwym zarazem. Moim zdaniem to niemożliwe, gdyż jedno wyklucza drugie. Bohaterowie Borowskiego w rozpaczliwej walce o przetrwanie tracą zupełnie swą godność i człowieczeństwo. Porzucają miłosierdzie i ideę pomocy bliźniemu, aby za wszelką cenę ratować własną skórę. Odpowiedzialność pozostaje poza granicami obozu koncentracyjnego. Zdaniem Borowskiego lagier jest miejscem, gdzie możliwy do wytłumaczenia jest ludzki egoizm, gdyż tam panuje odwrócona moralność. Lecz czy jeżeli gdzieś funkcjonują podobne wartości, może być w ogóle mowa o człowieczeństwie? Moim zdaniem – nie! O człowieku świadczą, w myśl behawioryzmu, jego czyny. W moim odczuciu okoliczności nie są jednak usprawiedliwieniem dla braku odpowiedzialności.

Aby udowodnić niewłaściwość sądów autora opowiadań i pokazać, że nawet w tak straszliwych warunkach zachować można odpowiedzialność warunkującą człowieczeństwo, przedstawić pragnę bohaterów Innego świata Gustawa Herlinga–Grudzińskiego. Więźniowie Jarkucka, mimo cierpienia i upodlenia, odnajdują w sobie okruchy człowieczeństwa. Potrafią być szlachetni, pomagać sobie, słuchać cudzych wspomnień, dzielić się jedzeniem i wspierać innych na duchu – czego dowodem jest postać Natalii Lwownej. Dla niej i jej podobnych złagrowanie nie oznacza odczłowieczenia, a ciężkie warunki życia nie mają wpływu na ich system wartości. Pozostają wierni własnym ideałom i uczciwi wobec samych siebie. Dlatego też w chwili śmierci nie będą musieli wstydzić się życia. Człowiek za każdy popełniony czyn powinien potrafić uczciwie i z podniesioną głową rozliczyć się ze sobą, innymi i Bogiem. Odpowiedzialność wynika bowiem z ludzkiej moralności; jest jej tworem, a zarazem odzwierciedleniem.

Każdy człowiek musi zdawać sobie sprawę, że jego postępowanie ma wpływ nie tylko na jego życie, ale także na losy innych. Jako ludzie jesteśmy więc odpowiedzialni nie tylko przed sobą, lecz również przed całym społeczeństwem. Problem zbiorowej odpowiedzialności doskonale unaocznia Albert Camus w powieści Dżuma. Walkę z zarazą, która opanowała Oran, prowadzą mieszkańcy tegoż miasta. Autor, opisując poszczególne postawy bohaterów wobec śmiertelnej choroby, głosi apoteozę życia godnego. Tarrou, mimo iż jest w Oranie tylko przejazdem, w obliczu klęski identyfikuje się z mieszkańcami i włącza się w akcję niesienia pomocy. Doktor Rieux, jako lekarz z powołania, czuje się odpowiedzialny za każde ludzkie życie. Choć bardzo cierpi z powodu rozłąki z żoną, ma świadomość, że przysięga Hipokratesa obliguje go do pozostania w mieście i walki z zarazą. Poczucie obowiązku solidarnego działania na drodze do zapobiegnięcia rozprzestrzenianiu się dżumy budzi się także w Rambercie, który początkowo uważa, że problem orańczyków jego nie dotyczy.

Camus wiele mówi o konieczności dźwigania na swych barkach brzemienia własnych zachowań. Jako jeden z głównych popularyzatorów filozofii egzystencjalnej twierdzi, że człowiek powinien być świadomy swego istnienia (tzw. „byt dla siebie”) i sam zdecydować, jaką drogę życia obrać. Jeżeli zaś jednostka ma prawo, a nawet obowiązek decydowania o tym, kim jest, gdyż „egzystencja wyprzedza esencję”, to jest w pełni odpowiedzialna za to, co z siebie uczyni. Odpowiedzialność ta nie ogranicza się tylko do jego osoby. Ponieważ wybierając określony sposób na życie, człowiek staje się jego propagatorem, więc za swe postępowanie odpowiadać musi przed całym społeczeństwem.

Zupełnie inną, choć równie istotną odmianą odpowiedzialności jest poczuwanie się do obowiązku odpowiadania za losy kraju. Konrad Wallenrod z Mickiewiczowskiej powieści poetyckiej odczuwa konieczność walki o niepodległość Litwy. Patriotyzm Wallenroda jest na tyle silny, że dla ojczyzny porzuca on żonę oraz sprzeciwia się honorowi rycerskiemu i kodeksowi chrześcijańskiemu. A przecież patriotyzm to nic innego, jak świadomość odpowiedzialności obywatelskiej.

Podobną postawę prezentuje większość polskich bohaterów romantycznych. Bo przecież zarówno w Kordianie na górze Mont Blanc, jak i Konradzie w więziennej celi rodzi się wewnętrzny nakaz podjęcia walki z zaborcą.


Nazywam się Milijon,

bo za milijony kocham

i cierpię katusze


- mówi Konrad w Wielkiej Improwizacji, dając tym samym wyraz swojej odpowiedzialności za Polaków. Jak trudno dźwignąć na barkach jednej osoby brzemię całego narodu, pokazuje porażka romantycznych samotnych bojowników, a w tym Konrada.

W swojej pracy starałam się udowodnić, jak poczucie odpowiedzialności za swoje czyny wpływa na wartościowanie ludzi. Ten, kto tę świadomość ma, stara się żyć godnie, aby zasłużyć na miano człowieka. Warto zatem pamiętać, żeby przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji w sprawie naszego życia zdać sobie sprawę z ciężaru, jaki na siebie bierzemy, bo później trzeba się będzie z tego rozliczyć. Dlatego tak istotne jest, by każdy z nas, wybierając swoją drogę życia, zastanowił się nad słowami:


Czy popiół tylko zostanie i zamęt

co w przepaść idzie z burzą – czy zostanie

na dnie popiołu gwiaździsty dyjament

wiekuistego zwycięstwa zaranie?

6

Człowiek nie może żyć bez milości” – rozwiń myśl Jana Pawła II na podstawie literatury i własnych przemyśleń.


Cóż to jest miłość? Definicji może być wiele i każdy to uczucie rozumie inaczej. Jest to coś więcej niż szacunek, podziw czy namiętność, coś, co pozwala dzielić uczucia drugiej osoby – jej radość, smutek, rozkosz czy rozpacz. Potrzeba miłości tkwi głęboko w każdym z nas. Gdy jesteśmy kochani, łatwiej nam przetrwać trudne chwile, czujemy się szczęśliwi i ważni; jeżeli my kochamy, umiemy przezwyciężyć własny egoizm, pragniemy dawać, a nie jedynie brać.


Miłość cierpliwa jest

łaskawa jest.

Miłość nie zazdrości

nie szuka poklasku [...]

[...] nie unosi się gniewem

nie pamięta złego;


Miłość może być różna: miłość mężczyzny i kobiety, miłość rodzicielska, braterska, miłość do Boga, Ojczyzny aż wreszcie umiłowanie drugiego człowieka. Jest więc wiele odmian miłości, a każda z nich jest inna, z czego innego się zrodziła i czemu innemu służy. Kochać nie znaczy zawsze to samo, ale kto kocha, ten zdolny jest do największych ofiar.

Miłość była wdzięcznym tematem dla twórców już od czasów starożytnych. Wierna żona Penelopa przez 20 lat cierpliwie oczekiwała swojego ukochanego męża. W utworze Antygona Sofokles przedstawił miłość siostrzaną, piękną i bezinteresowną. Tytułowa bohaterka, nie zważając na konsekwencje, przeciwstawia się władzy, aby spełnić odwieczne przykazanie i swoją świętą powinność pochowania zmarłego brata zgodnie z tradycją. Najsławniejszy utwór o nieszczęśliwej miłości to Romeo i Julia Szekspira. Bohaterów połączyła miłość od pierwszego wejrzenia. Oboje są bardzo młodzi, dzięki wielkiemu uczuciu szybko dojrzewają. Pokonują wszelkie przeszkody i niebezpieczeństwa, są pewni swojej miłości. Są dla siebie wszystkim. Ich świat kończy się wraz ze śmiercią ukochanej osoby.

Dla bohaterów romantycznych miłość i nienawiść była podstawą egzystencji. Targani namiętnościami, nie znajdowali szczęścia. Nieszczęśliwie zakochany Werter popełnia samobójstwo. Gustawa miłość do kobiety przeradza się w miłość do Ojczyzny. Będzie odtąd cierpiał za miliony, na ołtarzu Ojczyzny złoży swoje młode życie.

W Ojcu Goriot Balzac ukazał obraz miłości ojcowskiej. Bohater utworu pragnął, aby jego córki żyły w dostatku i szczęściu. Kochał je ślepą miłością, w imię której człowiek jest zdolny do największych wyrzeczeń. Mimo iż został przez dzieci odtrącony, starał się zaspokoić ich zachcianki, chociaż żył w skrajnej nędzy. Odpychał od siebie myśl, że córki go nie kochają.

Powieści pozytywistyczne głównie podejmowały problemy społeczne. Bohaterowie utworów tego okresu, nie idąc za głosem serca, nie byli szczęśliwi. Ich poświęcenie wynikało nie z miłości do ludzi, lecz z poczucia obowiązku, odpowiedzialności za niższe warstwy społeczeństwa. Ale i oni odczuwali potrzebę miłości. W Nad Niemnem E. Orzeszkowej Anzelm Bohatyrowicz, odrzucony przez kobietę, której pragnął, całe swe życie strawił w samotności. Inaczej stało się z Justyną. Ona po przeżyciu niespełnionej miłości, po zaznaniu zdrady i upokorzenia, spotyka człowieka, dla którego rezygnuje z dotychczasowego życia. Porzuca korczyński dwór, nie decyduje się na „wspaniałe” życie u boku bogatego Różyca. Wyjdzie za mąż za Janka Bohatyrowicza, szlachcica z zaścianka, i wraz z ukochanym mężczyzną będzie pracować, pomagać innym i wieść życie mozolne, ale szczęśliwe.

W okresie dwudziestolecia międzywojennego powstawało wiele utworów inspirowanych miłością. Miłość była bodźcem do tworzenia. Było to uczucie odmienne od tego w epokach wcześniejszych: szczęśliwe, często beztroskie, tryskające radością życia – miłość spełniona. Tuwim pisze:


[...] A jeżeli coś? A jeżeli tak?

Rozgołębią mi się zorze

Ogniem cały świat zagorze,

Jak czerwony mak,

Bo jeżeli tak,

No to...– Boże!! [...]


I wreszcie literatura okresu II wojny światowej i powojenna. Powstają utwory, w których pośród okrucieństwa, nienawiści i ogromu nieszczęścia spotykamy się uczuciem miłości do drugiego człowieka. Wspomnijmy choćby Dżumę A. Camusa, w której w obliczu tragedii i śmierci tysięcy osób, ktoś wyciąga pomocną dłoń, stawiając swoje życie niżej od życia bliźnich.

Człowiek musi kochać, aby żyć, a miłość to uczucie, dla którego żyć warto. Może czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ludzie, dla których jedynym przejawem miłości jest miłość do siebie samego, tak naprawdę nie żyją pełnią życia, stają się jak „cymbał brzmiący”. Bądźmy szczęśliwi, jeżeli miłość, jakakolwiek by nie była, pozwala nam z radością patrzeć dokoła, zaglądać w przeszłość i oczekiwać jutra.


7

Czy banał, nijaka codzienność mogą stanowić temat wybitnego dzieła literackiego?


Myślę, że przy okazji próby odpowiedzi na pytanie postawione w temacie, warto zdać sobie sprawę, co tak naprawdę przesądza o tym, że dane dzieło uznaje się za wybitne. Odwołam się w tym miejscu do zdania Emila Zoli, który napisał, że Dziełami wielkimi i moralnymi są tylko dzieła prawdy. Jak więc ma się szara, nijaka codzienność do szeroko pojętej prawdy, prawdy o człowieku i otaczającym go świecie, mającej być treścią wielkiej literatury? Zagadnienie banalnej powszedniości jej znaczenia i wpływu na ludzi wydaje się być częścią owej prawdy. Spróbujmy zatem przyjrzeć się, w jaki sposób było ono obecne w literaturze i czy rzeczywiście może być tematem wybitnego dzieła literackiego.

Utworem, w którym nijaka codzienność odgrywa bardzo ważną rolę, jest Pani Bovary Gustawa Flauberta. Autor ukazał główną postać, Emmę Bovery, na tle drobiazgowo opisanego mieszczańskiego środowiska prowincji francuskiej. Jest to świat, w którym nie może ona sobie znaleźć miejsca. Jej wybujałe emocje i egzaltowana psychika, ukształtowane dzięki specyficznemu wychowaniu i lekturze romansów, wykreowały własny krąg marzeń i pragnień. Pragnienia Emmy silnie kontrastują z codzienną szarą egzystencją, a próba ich realizacji kończy się tragicznie. Jednak Pani Bovary to nie tylko „rozprawienie”z się z romantycznymi ideałami i postawami, których uosobieniem jest główna bohaterka, ale również, a może przede wszystkim, wnikliwa krytyczna analiza mechanizmów sterujących codzienną mieszczańską rzeczywistością. Flaubert pokazuje, że z pozoru banalne, nijakie codzienne życie często jest pełne obłudy, egoizmu i fałszywie pojmowanej moralności i jako takie może być groźne. Czas wypełniony „szarością” w Pani Bovary ukazany jest jako siła destrukcyjna, niszcząca bohaterów.

Z tematem filisterskiej codzienności spotykamy się również w Moralności pani Dulskiej. Gabriela Zapolska demaskuje obłudę życia codziennego mieszczańskiej rodziny i jej zgubny wpływ na młode pokolenie. Szara codzienność, pełna pozoru i udawanej cnoty, podobnie jak u Flauberta, pokazana jest jako poważne zagrożenie.

Twórcą, który za wiodący motyw swojej twórczości obrał sobie powszednią, nieefektowną egzystencję przeciętnych ludzi, był Antoni Czechow. Jego opowiadania i dramaty prezentują dramatyczne zjawisko bierności, apatii, poddawania się przez ludzi zwykłej, ale często niebezpiecznej dla człowieka rzeczywistości. Bohater Czechowa nie istnieje lub też przestaje istnieć w wymiarze duchowym. Skoncentrowany na banalnych sprawach „nijakiej codzienności”, przytłoczony przez nią, zapomina, po co żyje. Przyczyną tragedii bohatera, z której najczęściej nie zdaje on sobie sprawy, jest owa szara rzeczywistość. Nie ma on siły lub ochoty z nią walczyć, czegoś zmienić. W dramacie Trzy siostry zasadniczym dylematem bohaterek jest nie zrealizowane marzenie o wyjeździe do Moskwy, wokół którego koncentrują wszystkie siły emocjonalne i intelektualne, nie dostrzegając realnych problemów. Sala nr 6 to z kolei historia klęski człowieka, który przez swoją bierną postawę wobec życia daje przyzwolenie na przemoc i okrucieństwo. Czechow bywa określany mianem apostoła beznadziei. Jego wybitna twórczość to próba zwrócenia uwagi na codzienną, banalną tragedię bardzo wielu ludzi.

Inaczej ujmuje temat codzienności Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu. W kompozycji tego utworu opisy zwyczajów, zabaw szlachty polskiej mają bardzo duże znaczenie. Poeta umieszcza w nim banalne elementy rzeczywistości, takie jak parzenie herbaty, spór o harty czy polowanie. Wszystko autor opisał w taki sposób, aby móc uchwycić sedno „polskości”, która w takiej postaci już się nie powtórzy. Opisy te, w optyce ogólnej wymowy dzieła, są jednocześnie podstawą krytycznego spojrzenia na narodową kulturę i obyczaj.

Wybitnym dziełem, na które chciałbym zwrócić uwagę, są „Chłopi” Władysłwa Reymonta. W realistycznym portrecie Lipiec i lipieckich chłopów zwyczajność, codzienność odgrywa niemałą rolę. Przedstawienie struktury społeczności chłopskiej, dnia powszedniego, rytuałów związanych z ziemią i pracą czy kultury i obrzędowości składa się na genialną analizę fenomenu chłopstwa i życia na wsi. Reymont pokazuje również, że często ta najbardziej nijaka, monotonna powszedniość, poprzez swój związek z przyrodą i ziemią, zawiera elementy tajemnicy bytu, świata.

Banał, nijaka codzienność nie są człowiekowi nigdy obojętne, nie pozostają bez wpływu na niego. Myślę, że zgromadzone przykłady są wymownym przykładem, jak ważny jest i w jak twórczy sposób może być potraktowany ten z pozoru mało istotny i nieatrakcyjny temat.

8

Czy literatura może być sumieniem ludzkości?


Tak, literatura nie tylko może, ale zawsze była sumieniem ludzkości. A ludzkość to przecież my – Polacy, Francuzi, Niemcy czy Amerykanie. Ogromna jest przecież ilość dzieł, które podpowiadają nam, co dobre, a co złe, prezentują wzorce i antywzorce postaw ludzkich, zawierają pouczenia, zestaw norm etycznych. My, Polacy, a więc i nasza literatura, czerpiemy normy z chrześcijaństwa i Biblii. To ona wyznaczyła nasz kodeks moralny i z nim musi uporać się nasze sumienie.

Szczególne okresy historii wymagają od literatury wyjątkowej wrażliwości na problemy świata i człowieka. Takim czasem w dziejach naszego narodu były zabory. Literatura XIX wieku stała się więc w tym okresie sumieniem Polaków. Uczyła ich, co dobre, a co złe i wskazywała drogi jego przezwyciężenia. Oczywiście każda epoka robiła to na swój sposób: romantyzm, nawołując do walki o wolność i rozliczając zdrajców, zaś pozytywizm, nawołując do pracy i tym samym krytykując bezwartościowe jednostki.

Literatura modernizmu zarzekała się, że nie będzie sumieniem narodu i zajmie się „sztuką dla sztuki”. Ale zarówno twórczość Wyspiańskiego, jak i Żeromskiego przeczy temu całkowicie.

Prawdziwym sumieniem ludzkości stała się literatura dotycząca czasów II wojny światowej. Potępiała ona erupcję zachowań nieludzkich i postaw niehumanitarnych. Podjęła walkę ze złem. Przypominała jednostce o odpowiedzialności, ukazywała prawdę, często gorzką, o istocie ludzkiej.

Medaliony” Zofii Nałkowskiej powstały w oparciu o badania i obserwacje poczynione podczas prac Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Utwór stanowi cykl opowiadań o charakterze dokumentalnym. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” pisze autorka w motcie utworu. Oto jaki więc cel przyświecał jej, kiedy zabierała się do napisania tych krótkich opowiadań. Wstrząsnąć sumieniami ludzi, pokazać, do czego człowiek jest zdolny i jaki los potrafi zgotować innemu człowiekowi. Motto Nałkowskiej zawiera bezmiar przerażenia, że przedstawione przez nią fakty, zeznania świadków są dziełem człowieka, że ludzie stworzyli faszyzm, hitleryzm, piece i miejsca kaźni, że są autorami tak strasznej rzeczywistości. Medaliony, dzięki prostocie języka, braku moralizowania, zwykłym bohaterom i bezpośredniej relacji, szokują autentyzmem. Utwór wystawia świadectwo o zbrodni, kacie i ofierze – ukazuje tym samym tragedię ludzi z czasów II wojny światowej i nie pozwala o niej zapomnieć.

Proza T. Borowskiego i jego wstrząsające opowiadania z tomu „Pożegnanie z Marią” w zamierzeniu miały być sumieniem ludzkości. Pisarz pragnie uświadomić czytelnikom, że ci, którzy przeżyli te straszną wojnę, a zwłaszcza obozy, przeżyli ją właśnie dzięki tysiącom innych zatłuczonych, rozdeptanych, zagazowanych. Bo żywi zawsze mają rację przeciwko umarłym – stwierdza w opowiadaniu „U nas w Auschwitzu”. Tadeusz, jeden z głównych bohaterów opowiadań, jest więc przedstawicielem tych, którzy odrzucając tradycyjne wartości moralne, przetrwali i powinni stać się wyrzutem sumienia wobec tysięcy zamordowanych i zagazowanych.

Tadeusz Borowski, wrażliwy pisarz i wielki moralista, chciał wstrząsnąć sumieniem ludzkości i pokazać czytelnikom, do czego sprawny, faszystowski system doprowadził człowieka... do tego, że przestał już nim być, a więc do utraty człowieczeństwa i zaniku jakichkolwiek wartości. Ukazał również, że obozy XX wieku były konsekwencją rozwoju cywilizacji europejskiej, że ona zawsze opierała się na zbrodni i na nią przyzwalała.

Szczególnie wiele miejsca poświęcił pisarz roli literatury i pisarza we współczesnym świecie. Zarzucił nawet literaturze minionych epok, że nie dość wyraźnie ukazywała prawdę o istniejącym świecie, krzywdę ludzką, niewolnictwo i cierpienie. Zasłaniając się hasłami prawdy, piękna, dobra opisywała świat pełen ułudy i zbyt rzadko dotykała najważniejszych konfliktów moralnych. Zdaniem T. Borowskiego pisarz powinien dać świadectwo swojemu czasowi i być sumieniem. Prawda może być, jego zdaniem, okrutna i wstrząsająca, ale ukrycie jej jest nieetyczne.

Utwór „Inny świat” G. Herlinga–Grudzińskiego również w zamierzeniu miał być świadectwem czasów, które przedstawia. Stał się jednak jednocześnie dziełem, które wstrząsnęło sumieniami ludzi i otworzyło oczy wielu na to, czym był totalitaryzm sowiecki i obozy pracy. Miały one oczywiście na celu wychowanie nowego, radzieckiego człowieka, który myśli i czuje jak władza sowiecka. Szereg aktów utraty człowieczeństwa, które przedstawia Grudziński, wiedzie człowieka do refleksji: jak łatwo jest o podłość, o zbrodnię, byleby uratować swe życie. Czyż nie są zaprzeczeniem człowieczeństwa gwałty, kradzieże, donosy i brak solidaryzmu więźniów? Podobnie nieludzka wydaje się katorżnicza praca i walka o każdy kęs jedzenia, jak również wyrzekanie się przez zastraszone rodziny kontaktów z więźniami. Ale utwór ten ukazuje także istnienie wielkiej woli człowieka do obrony swojej godności. Przykładem jest przypadek Rostylewa, który walczyło swoją niezależność przez samookaleczenie. Bywa, że aktem człowieczeństwa i decydowania o sobie jest samobójstwo.

W utworze Grudzińskiego–moralisty łatwo więc odnaleźć jego poglądy i myśli. Sądzi on, że wartości moralne nie ulegają tak łatwo zniszczeniu, nawet w tym strasznym „Innym świecie”. Pisarz swoją twórczością nie godzi się więc na zło – im gorsze istnieje, tym bardziej trzeba poszukiwać człowieczeństwa, choćby we wspomnieniach, marzeniach, a nawet w samounicestwieniu.

Można więc śmiało powiedzieć, że literatura dotycząca II wojny światowej, a zwłaszcza przedstawiająca obozy zagłady niemieckie i radzieckie, nie tylko chciała dać świadectwo swoim czasom, ale i pragnęła być sumieniem ludzkości, przypominać jej, do czego bywa zdolna w niektórych okolicznościach.


9

Dobro i zło muszą istnieć obok dokonywac wyboru”. Jak rozumiesz słowa M. Gandiego? Odwołaj się do wybranych utworów literackich.


Literatura wszystkich epok, począwszy od czasów najdawniejszych aż po współczesne, ukazuje rozmaite oblicza dobra i zła. Zauważa ona, że zło niewątpliwie istnieje, ale na szczęście istnieje również dobro.

Biblijne dziesięć przykazań wypisanych na kamiennych tablicach, które Bóg wręczył Mojżeszowi na górze Synaj, stanowiły i stanowią nadal trzon moralności chrześcijańskiej, zbiór podstawowych praw, wyznaczników co dobre, a co złe. Najgorszym złem jest niewątpliwie odebranie człowiekowi życia. Z tą właśnie zbrodnią spotykamy się już również w Świętej Księdze – Biblii. Lecz odnajdujemy tam także dobro, ukazana jest bowiem miłość Boga do ludzi, a także miłość człowieka do człowieka. Przypowieści biblijne z kolei analizują ludzkie uczucia i motywy postępowania, wskazują drogę ku dobru, uczą żyć godnie. Zawierają prawdziwe bogactwo wiedzy o psychice człowieka, obyczajach i wszelkich postaciach dobra i zła.

Nawet literatura antyczna – pogańska – potrafiła odróżnić dobro od zła i nazwać to ostatnie po imieniu. Karygodnego czynu dopuścił się władca Teb, Kreon, z tragedii Sofoklesa pt. „Antygona”. Nakazał on zamknąć Antygonę w grocie skalnej, skazując ją tym samym na powolne konanie. Znalazł się on, co prawda, w sytuacji skomplikowanej, ponieważ, wydając ten rozkaz, miał na celu dobro społeczne – chodziło mu o ukazanie zdrajcy Polinejkesa i utrzymanie autorytetu władzy. Niemniej wybrał on zło, ponieważ pogwałcił odwieczne prawa religijne, prastarą tradycję, która nakazywała chowanie zwłok zmarłego członka rodziny.

Jak więc widzimy, literatura od najdawniejszych czasów ukazywała trudne ludzkie wybory między dobrem a złem i konsekwencje, jakie z nich wynikały. Kreon zrozumiał swój błąd, pojął, że władca nie ma prawa łamać nakazów boskich, ale było już za późno. Utracił syna, żonę i został człowiekiem osamotnionym i przegranym.

Literatura parenetyczna średniowieczna i renesansowa chętnie ukazywała chrześcijańskie wzorce godne naśladowania. Hołdowały one dobru, życiu poczciwemu, prawości wynikającym z głębokiej wiary chrześcijańskiej. Do utworów głoszących podobne ideały możemy zaliczyć: Żywoty świętych, kroniki i eposy rycerskie, „Kwiatki św. Franciszka z Asyżu”, „Żywot człowieka poczciwego” Reja i inne. Pomagały one człowiekowi w dokonywaniu właściwych wyborów dobra i odrzucania zła.

Z prawdziwym złem, tkwiącym w człowieku, spotykamy się w dziełach Szekspira, zwłaszcza w tragedii Makbet. Tytułowego bohatera dramatu poznajemy w momencie, gdy jest on odważnym i dzielnym człowiekiem, wodzem wojsk biorących udział w wojnie przeciwko Norwegom, w której wsławił się rycerskimi czynami. Był wierny swemu królowi, a służbę jemu traktował jako honor, któremu życie poświęcił. Morderstwo króla było więc w jego pojęciu najgorsza zbrodnią, czymś, co nie przystoi prawdziwemu rycerzowi.

Przełomowym momentem w życiu Makbeta stała się chwila, w której usłyszał przepowiednię czarownic, mówiącą o tym, że zostanie królem. Od tego momentu staje się człowiekiem żądnym władzy. I choć morderstwo króla napawa go grozą i przerażeniem, ulega żonie, zaś tak naprawdę sam wybiera zło, aby zaspokoić swoje ambicje. Królobójstwo staje się pierwszym ogniwem dalszych zbrodni. Z drogi zła nie ma już więc odwrotu.

Wiliam Szekspir, znakomity znawca ludzkich dusz, ukazuje w tym utworze, jak wybór zła pociąga za sobą kolejne zbrodnie i jak dobry człowiek przeistacza się w mordercę, całkowicie pozbawionego instynktu moralnego.

Literatura romantyzmu pierwsza ukazała dwuznaczność czynów uznawanych powszechnie za złe i dobre, i w związku z tym problemy trudnych wyborów moralnych swoich bohaterów. Konrad Wallenrod zdradza Krzyżaków: kłamie, oszukuje, morduje, ale wszystko to czyni przecież dla własnej ojczyzny, której poświęca całe swoje życie. Podobnie postępuje Kordian z dramatu J. Słowackiego, który zamierza zabić cara – ciemiężcę polskiego narodu, ale jednocześnie jego króla.

Jeszcze inaczej możliwości dokonania wyboru przez człowieka pomiędzy dobrem i złem widzi poeta młodopolski J. Kasprowicz w Hymnach. Nie chce on pogodzić się z tym, że choć Bóg sam stworzył zło, a człowieka skazał na grzech, w przyszłości będzie go z tego właśnie rozliczał.

Zofia Nałkowska w swojej znakomitej międzywojennej powieści pt. „Granica” stawia zasadnicze pytania – gdzie kończy się błąd popełniany przez człowieka, a rozpoczyna czynienie zła innym? Dla niej bowiem zło niewątpliwie łączy się przede wszystkim z krzywdą uczynioną innemu człowiekowi czy ludziom.

Problem ten przedstawia na przykładzie dziejów głównego bohatera swojej powieści, Zenona Ziembiewicza. Podkreśla ona, że jej bohater od najmłodszych lat wyrastał w domu, który cechował się zakłamaniem moralnym. Zenon nie chciał zaakceptować dwuznaczności moralnej panującej w Boleborzy, ale z biegiem lat zaczął postępować podobnie jak ojciec. Krok po kroku, niezauważalnie rezygnował ze swoich moralnych zasad, gdyż ważniejsza była dla niego życiowa wygoda czy osiąganie korzyści materialnych. Najpierw pisze więc tendencyjne artykuły dla czasopisma „Niwa”, później, będąc redaktorem tej gazety, staje się potulnym narzędziem w rękach wpływowych ludzi miasteczka, w końcu, jako prezydent, zezwala na akcję zbrojną przeciwko strajkującym robotnikom.

Podobnie postępuje w życiu osobistym. Usprawiedliwiając się na każdym kroku, krzywdzi zarówno żonę Elżbietę, jak i Justynę.

W trakcie rozmowy z mężem Elżbieta stwierdza, że są w życiu pewne niewidzialne granice, których jednak przekroczyć nie wolno, gdyż wtedy przestaje się być człowiekiem:


Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć!

Jakaś granica, za którą nie wolno przejść,

za którą przestaje się być sobą.


Nałkowska ukazuje w swojej powieści, że właśnie Ziembiewicz przekroczył tę granicę, zwykłej ludzkiej uczciwości wobec drugiego człowieka, granicę etyczną. Skrzywdził swym egoistycznym postępowaniem dwie kochające go kobiety, zniszczył ich życie oraz własne.

Jak widzimy, literatura ukazywała różne oblicza zła i dobra oraz związane z tym trudne wybory. Niekiedy zło płynęło z żądzy władzy, tkwiącej w człowieku, często jednak z egoizmu i braku odpowiedzialności.

Pomimo iż w literaturze odnajdujemy tak wielu bohaterów, którzy wybierają zło, to są również i tacy, którzy zasługują na najwyższe uznanie.

Główny bohater powieści Alberta Camus Dżuma, dr Rieux, żyje w okropnych czasach – straszliwej zarazy, która symbolizuje wszelkie zło. Wybiera on jednak aktywną, bohaterską postawę, uosabia szlachetność i uczciwość. Wartości, w które wierzy, to przede wszystkim przyjaźń i miłość. Jest on lekarzem z powołania. Dobrowolnie wziął na siebie obowiązek walki z zarazą, ponieważ złożył przysięgę Hipokratesa i uważa swoje postępowanie za coś oczywistego. Ma poczucie odpowiedzialności za innych i stara się czynić dobro w tym „morzu” zła, jakie go otacza.

Z domu wyniósł przeświadczenie, że praca i obowiązek to nie ciężar życiowy, ale coś, co powinno charakteryzować istotę ludzką. Dla doktora dżuma to wróg numer jeden i dlatego podejmuje z nią walkę, nie licząc się z własnymi siłami. Zdaje sobie sprawę, że wielu chorych mieszkańców miasta potrzebuje jego pomocy i dlatego pracuje w miarę swoich możliwości jak najlepiej.

Dżuma symbolizuje w powieści Camusa zło jako takie. Może ono zaatakować ludzi zawsze i wszędzie. Ale jednocześnie autor ukazuje, że w takich skrajnych sytuacjach, jak zaraza czy wojna, ujawnia się również dobro, takie jak chociażby zwykła ludzka solidarność, która chroni przed dominacją tegoż zła.

10

Dramat narodu bez państwa w wybranych utworach literatury polskiej.


Narodem bez państwa przez dłuższy czas byli Polacy. Polska utraciła niepodległość w 1795 roku, a odzyskała ją w 1918 roku. Likwidacja Księstwa Warszawskiego oraz potwierdzenie na Kongresie Wiedeńskim dominacji rosyjskiej nad Królestwem Polskim zmieniło w sposób zasadniczy warunki życia narodu. Odtąd wszystkie jego warstwy na co dzień musiały się stykać z dyskryminacją i zwalczaniem przez państwa zaborcze ich niepodległościowych dążeń.

Pierwszym poetą, który ukazał dramat narodu polskiego podczas kolejnych zaborów, był Franciszek Karpiński. W wierszu Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta wyraża rozpacz z powodu utraty przez Polskę niepodległości po III rozbiorze. Obwinia zmarłego króla o to, że nie zostawił potomka i dlatego po jego śmierci nastąpiły wolne elekcje i związany z nimi handel koroną. Karpiński na własnej skórze przeżył moment utraty niepodległości, był żywym świadkiem tego, czego doświadczył naród polski.

Innym poetą ukazującym tragizm Polski i Polaków pod zaborami był Adam Mickiewicz. W I i III cz. Dziadów ukazuje prześladowania, jakie spadły na Polaków pozbawionych w XIX wieku swego państwa. Z utworu wyłania się obraz bezwzględnej antypolskiej polityki Rosji, chęci wyniszczenia inteligencji i kultury narodu polskiego. Młodzież wileńska, osadzona w celi bazyliańskiej, nigdy przedtem nie występowała przeciwko Rosji, zaś do organizacji stawiających sobie za cel krzewienie kultury i nauki należała przed laty. Aresztowania spowodowane więc były chęcią zniszczenia przez Rosjan szkolnictwa polskiego, które w okręgu wileńskim stało na wysokim poziomie.

Symbolem cierpiącego narodu polskiego staje się w III cz. Dziadów pani Rollisonowa, ślepa matka jednego z uwięzionych Filomatów. Reprezentuje ona wszystkich Polaków cierpiących represje pod zaborem rosyjskim. O powstaniu listopadowym i jego upadku mówi tu poeta w sposób aluzyjny. Zrozpaczony Konrad ma pretensje do Boga, że zezwolił na upadek akcji zbrojnej Polaków. Ksiądz Piotr, pokorny sługa Boży, ma jednak w trakcie swojej modlitwy widzenie, z którego dowiaduje się, że Polska zmartwychwstanie. Hasło Polska Mesjaszem narodów miało podtrzymać na duchu Polaków po klęsce listopadowej i natchnąć wiarą w odzyskanie państwowości.

Innym przykładem, ukazującym dramat narodu polskiego państwa, jest dramat Juliusza Słowackiego Kordian. W utworze tym autor podejmuje krytykę przywódców ideowych i wojskowych powstania listopadowego i próbuje dojść przyczyn jego upadku. Głównym bohaterem utworu jest Kordian, młody człowiek, który nie potrafi znaleźć się w otaczającym go świecie. Jego naród znajduje się pod zaborem rosyjskim, zaś on, jako Polak, nie ma wielkich perspektyw na przyszłość. Pod wpływem wielu doświadczeń i rozczarowań dojrzewa i znajduje cel, któremu pragnie poświęcić swoje życie. Jest nim walka z tyranią rosyjską o wolność i niepodległość własnego narodu. Jednak jako jednostka osamotniona, skazany jest na klęskę. Słowacki ukazuje więc w utworze drugą przyczynę klęski listopadowej, jaką było niewciągnięcie przez patriotyczną młodzież spiskową do działania całego narodu. Społeczeństwo polskie, rozbite i nie zorganizowane, nie potrafi przeciwstawić się zaborcom i cierpi represje ze strony Rosjan.

Kolejnym utworem, ukazującym dramat narodu bez państwa, może być Lalka Bolesława Prusa. Autor ukazuje, jak Polacy, po klęsce kolejnego zrywu narodowego, stają się narodem poddanym szczególnym represjom zaborców. Po kolejnej przegranej ludzie są zniechęceni do akcji zbrojnych, skupiają się na własnych sprawach – powolnym dorabianiu, odkładają na później szczytne niepodległościowe ideały. Główny bohater powieści ponosi klęskę zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym, co również w jakimś stopniu jest związane z sytuacją kraju.

Autor ukazuje w Lalce rozległy obraz społeczeństwa polskiego, egzystującego bez własnej państwowości. Przedstawia podupadłą arystokrację, żyjącą dawną świetnością, mało prężne mieszczaństwo i niziny społeczne. Ci ostatni często żyją w skrajnej nędzy. Społeczeństwo polskie jest więc podzielone – jedni żyją w skrajnym ubóstwie, drudzy pomnażają swoje majątki. Brak własnego rządu i organizacji państwowej powoduje, że Polacy żyją na dużo niższym poziomie materialnym niż inne niepodległe narody. Pełny rozwój jest tu tłumiony przez zaborców, zwłaszcza Rosjan i Niemców.

Dramat narodu bez państwa ukazany jest także w powieści „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Autorka przedstawia rozległy obraz społeczeństwa polskiego na wsi po klęsce powstania styczniowego. Ukazuje wartości moralne i etyczne, wyznawane przez społeczeństwo, które pozwalają mu przetrwać represje rosyjskie. Legenda o Janie i Cecylii poucza Polaków, że praca dla kraju jest również ważna jak walka z bronią w ręku o niepodległość. Mogiła powstańców z 1863 r. jest wyrazem solidaryzmu klasowego i patriotyzmu. Orzeszkowa przekonuje czytelników, że tylko zjednoczony naród i pracowity ma szansę ponownie zaistnieć na mapach Europy jako państwo.

Na podstawie „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego możemy zaobserwować, jak ciężkie warunki materialne miała większość Polaków z końca XIX w. Przyczyna tkwiła między innymi w tym, że nie mieli oni własnego państwa. Widzimy to w powieści na przykładzie chociażby ulicy Ciepłej, z której wywodził się główny bohater powieści – Tomasz Judym. W nieludzkich warunkach żyli również chłopi z Cisów i robotnicy Zagłębia, na rzecz których postanawia pracować główny bohater. Historia Wiktora Judyma i jego rodziny świadczy o tym, z jakimi trudnościami materialnymi borykali się polscy robotnicy. Mimo iż Wiktor i jego żona pracują, nie są w stanie utrzymać rodziny i dlatego w końcu opuszczają kraj i emigrują na zachód.Ogromne rzesze bezdomnych, ukazanych przez Żeromskiego w powieści, i trudne warunki życia wielu Polaków były niewątpliwie wynikiem nieposiadania przez naród własnej państwowości.

Cała literatura polska, od Franciszka Karpińskiego po Stanisława Wyspiańskiego, ukazywała dramat Polaków, którzy byli pozbawienie przez przeszło 100 lat państwowości. Nawoływała ona do walki zbrojnej, zastanawiała się nad przyczynami klęski, uczyła pracy na rzecz kraju, przypominała o tradycjach, aż do momentu odzyskania niepodległości w 1918 roku.


11

Dylematy moralne bohaterów Stefana Żeromskiego.


Dylematem moralnym nazywamy sytuację, w której musimy dokonać wyboru pomiędzy kilkoma możliwościami; wybór ten jednak spowoduje rozdarcie wewnętrzne, nie będzie jasny ani oczywisty. Wybranie jednej pociągnie za sobą przymus zrezygnowania z innej, równie wartościowej idei.

W wypadku bohaterów Żeromskiego dylematy moralne poszczególnych postaci wynikały z niemożliwości pogodzenia ideałów pozytywistycznych z realiami życia. Chcąc służyć społeczeństwu, doktor Judym rezygnuje z miłości do Joasi; chemik Piotr Cedzyna nie potrafi pójść na kompromis i zaakceptować faktu, że jego studia opłacone zostały kosztem niższej płacy dla robotników, porzuca ojca, poświęca miłość ojcowską, wyjeżdża za granicę, aby własną pracą zwrócić robotnikom skradzione pieniądze. Doktor Paweł Obarecki rezygnuje ze swoich pozytywistycznych ideałów, poddaje się presji środowiska obrzydłowskiego. Ci trzej bohaterowie przeżywają dylematy moralne, gdyż nie są w stanie porzucić ideałów młodości. Czym kierują się, dokonując ostatecznych wyborów? Czy mogą postąpić inaczej? Spróbuję odpowiedzieć na te pytania, analizując zachowania i decyzje najbardziej znacznych bohaterów Stefana Żeromskiego.

Rozterki Tomasza Judyma symbolizują dzieła sztuki, Wenus z Milo i Rybak Chavannesa, podziwiane przez bohatera w Paryżu. Wenus jest symbolem urody życia, piękna, hedonistycznej rozkoszy, natomiast Rybak to obraz przedstawiający nędzę, ubóstwo najniższych klas społecznych. Kontrast między tymi dziełami obrazuje wybór między szczęściem osobistym a wyrzeczeniem się go w imię poświęcenia się dla dobra potrzebujących warstw społeczeństwa. Judym nie potrafi zapomnieć o dzieciństwie spędzonym w warszawskiej dzielnicy nędzy, pamięta bardzo wyraźnie o swoim pochodzeniu. Ma świadomość przeklętego długu wobec klasy, z której się wywodzi. Aby spłacić ten dług, zrezygnuje zarówno ze szczęścia osobistego, jak i z życia rodzinnego. Jedynie żyjąc samotnie, bez ciężaru obowiązków wobec rodziny, Judym może poświęcić się całkowicie pracy społecznikowskiej. Może zaangażować się w nią pełnym sercem i żadne troski i kłopoty rodzinne nie będą go od niej odciągały. Doktor Judym jest człowiekiem, który podejmuje często decyzje, kierując się jedynie impulsami; są one w pewnym sensie pochopne, niczym nie podparte. Zastanawiające jest, dlaczego Tomasz Judym decyduje się nagle poślubić Joasię. Prawie równie szybko rezygnuje z tej miłości, zrywa związek. To pobyt w Zagłębiu zadecydował o wyborze narzuconego obowiązku, o spłacie przeklętego długu. Jedynie rozdarta sosna obrazuje stan ducha bohatera, tak naprawdę Judym jest rozdarty duchowo. Pozostaje postawić sobie pytanie, czy Judym dokonał właściwego wyboru, czy nie poświęcił jednak zbyt wiele dla idei społecznikowskiej?

Podobne pytanie możemy sformułować w stosunku do chemika Piotra Cedzyny. Tkwi w nim tak silne poczucie sprawiedliwości społecznej, że gdy dowiaduje się, skąd jego ojciec czerpał fundusze na opłacenie studiów, postanawia natychmiast wyjechać do Anglii, zarobić pieniądze, aby móc zwrócić je poszkodowanym robotnikom. Piotr jest w stosunku do ojca bardzo surowym sędzią. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy Dominik Cedzyna dopuścił się kradzieży pieniędzy. Jego zwierzchnik, Teodor Bijakowski, nie ucierpiał finansowo na machinacjach Cedzyny, sam Bijakowski zaproponował swojemu zarządcy produkowanie taniej. To, co miał na tym zyskać Cedzyna, zależało tylko od niego samego. Robotnicy zgodzili się na dwadzieścia kopiejek w miejsce trzydziestu, przecież gdzie indziej nawet tylu by nie dostali. Czy więc była to kradzież, czy tylko sprytne gospodarowanie pieniędzmi? W dodatku czy pobudki, jakimi kierował się Dominik, nie usprawiedliwiają przynajmniej częściowo jego postępowania? Piotr uznał, że dług należy spłacić i bardzo oschle obszedł się z własnym ojcem. Odjechał, zostawiając starego Dominika w poczuciu nie w pełni zrozumiałej winy i w rozgoryczeniu. Ojciec, który żył tylko dzięki świadomości, że jego syn kocha go, karmił się tą miłością, zostaje nagle porzucony przez ukochane dziecko. Dlaczego? Dlatego, że doktor Piotr nie potrafi żyć ze świadomością, że studiował kosztem najuboższych. Ta myśl kłóci się z jego sumieniem. On przecież ma swoją pracą pomagać ludziom, a nie krzywdzić, wyzyskiwać ich. Chyba jednak decyzja podjęta przez Piotra nie jest w pełni popierana, akceptowana przez czytelnika. Czy w tej sytuacji nie powinien on był wybrać mniejszego zła? Czy nie łatwiej byłoby pogodzić się z faktem należącym do przeszłości i zostać w kraju blisko starego ojca? Można chyba zakwestionować siłę uczucia Piotra do ojca. Czy w imię miłości ojcowskiej Piotr nie mógłby zapomnieć na chwilę o ideałach społecznikowskich? Swoją decyzją zranił przede wszystkim kochającego go ojca, samego siebie również. Trudno powiedzieć, że dokonał właściwego wyboru, preferując ideę nad miłość.

Nieco inaczej przedstawia się problem dylematu moralnego doktora Pawła Obareckiego. Po ukończeniu studiów doktor Paweł, zarażony ideami pracy u podstaw i pracy organicznej, postanowił wyjechać do małego miasteczka Obrzydłówka i tam się osiedlić. W jego czasach modnym był fakt mieszkania w małej mieścinie, w celu szerzenia tam idei pozytywistycznych. Doktor Paweł posłuchał głosu pozytywistów i osiadł w Obrzydłówku. Po przyjeździe do miasteczka natychmiast, niezupełnie świadomie, wydał wojnę aptekarzowi i miejscowym felczerom. Próbował leczyć ludzi bezpłatnie i uczyć ich higieny. Po pewnym jednak czasie, widząc brak efektów swojej ciężkiej pracy, porzucił myśl dalszego naprawiania świata. Niechęć, z jaką się spotkał ze strony miejscowej elity, spowodowała, że Obarecki zaprzestał pracy społecznikowskiej. Uległ presji otoczenia i zrezygnował ze swoich młodzieńczych ideałów. Zdał sobie sprawę, że samotnie nie zdoła uczynić wyłomu w konserwatywnej strukturze społecznej i nie uda mu się zmienić sposobu myślenia mieszkańców Obrzydłówka. Prawdą jest, że doktor Paweł raz lub dwa razy do roku doświadczał „metafizyki”, kilkugodzinnego świadomego samobadania bystro, z szaloną gwałtownością napływających wspomnień [...], postanowień niezłomnych, ślubów, zamiarów. Jednak to wszystko nie prowadziło do żadnej zmiany na lepsze i przemijało. Mimo negatywnej samooceny doktor Obarecki nie był już zdolny do poświęceń. Można nawet stwierdzić, że ani śmierć Stasi, ani wywołany przez to wstrząs, nie zmienią w żaden istotny sposób życia Pawła Obareckiego. Wydaje się, że kiedy porównujemy go z Judymem i Cedzyną, Obarecki wypadnie najsłabiej. Mimo iż kwestionuje się właściwość postępowania dwóch pierwszych, to z drugiej strony należy ich podziwiać za odwagę w dokonywaniu bardzo trudnych i kontrowersyjnych wyborów. Paweł Obarecki natomiast na tle Judyma i Cedzyny zachował się prawie jak tchórz, przyjął postawę konformistyczną. Miał chyba zbyt słaby charakter, by bronić idei pozytywistycznych. Może też sam nie był do końca przekonany o ich słuszności i powodzeniu, co spowodowało, że w zetknięciu z realiami życia codziennego został zmuszony do złożenia broni. Tu nasuwa mi się następujące pytanie: na ile człowiek ma obowiązek wobec siebie, a na ile wobec zbiorowości? Jeśli uznamy, że najważniejszy jest obowiązek wobec siebie, to musimy przyznać słuszność decyzji Obareckiemu.

Bohaterowie Żeromskiego widzieli różnie obowiązek wobec siebie i wobec społeczeństwa. Tomasz Judym i Piotr Cedzyna podjęli decyzję, że pomaganie innym, praca dla innych jest ważniejsza niż szczęście osobiste. Idee społecznikowskie postawili oni ponad szczęście rodzinne. Paweł Obarecki zachował się inaczej. On zrezygnował z idei, zweryfikował swoje założenia i postanowił przystosować się do otaczającej go rzeczywistości. Każdy z tych trzech bohaterów stał przed dylematem, każdy z nich dokonał wyboru, decydował, jakimi drogami będzie kroczył w przyszłości. A ocenę czy ich decyzje były słuszne, Stefan Żeromski pozostawił czytelnikowi.

12

Dziełami wielkimi i moralnymi są tylko dzieła prawdy” (Emil Zola). Skomentuj tę opinię, odwołując się do wybranych utworów literackich.


Sztuka, tworzona przez człowieka i dla człowieka, jest nieodłącznym elementem naszej egzystencji. Jako stałej towarzyszce ludzkiego życia, zwykliśmy wyznaczać jej funkcję nośnika ponadczasowych prawd i uniwersalnych wskazówek. Wielkimi dziełami określamy więc utwory, które – oprócz walorów estetycznych – zawierają naukę moralną. Dla mnie wzorem takiego arcydzieła jest Biblia, która nie tylko mówi o świętości, ale także nią jest. Idealnym dziełem jest bowiem utwór, który, mówiąc o życiu, jest zarazem jego częścią. Mam na myśli jedność pracy z rzeczywistością, a więc „zlanie się” jej z naturą. Pamiętając jednak o arystotelesowskim mimesis, czyli naśladowczym charakterze sztuki, mam świadomość, że osiągnięcie takiego ideału jest praktycznie niemożliwe. Możliwe jednak jest zbliżenie się do tego wzorca, poprzez realistyczne obrazowanie świata. Prawdy wielkie i moralne płyną bowiem z samego życia.

Źródłem ludzkiej moralności są, moim zdaniem, prawdy pierwotne, prawdy czerpane z natury. Według filozofii taoistycznej, która dla mnie stała się podstawą do odnalezienia własnej „drogi życia”, najistotniejsze prawdy tkwią w naturze i codzienności. Trzeba umieć obserwować rzeczywistość, dostrzec, jakie prawa rządzą ludzkim działaniem, aby z nich zbudować własny kodeks moralny.

Światem jednak często kierują fałszywe odruchy ludzkie, dlatego aby odnaleźć istotę jego funkcjonowania, należy przebić się przez grubą warstwę zakłamania. Trzeba odnaleźć prawdę o ludziach, która często skrywana jest pod płaszczem pozorów. Wysiłek ten chyba najczęściej podejmują literaci, jako ci, których szczególna wrażliwość nie pozwala na tolerowanie zakłamania. Na przestrzeni wieków wielu twórców usiłowało odsłaniać prawdziwe oblicze świata, ale niewielu jest takich, którym się to udało.

Dla mnie twórca, który napiętnował zakłamanie, w obojętnie jakiej dziedzinie życia, godzien jest miana mistrza, jego utwór zaś gotowa jestem okrzyknąć arcydziełem.

Wydaje mi się bowiem, że literatura powinna być w pewien sposób utylitarna, jeżeli chodzi o jej treści moralne. Chciałabym przytoczyć kilka przykładów dzieł literackich, które właśnie ze względu na zawartą w sobie prawdę o życiu nazwać można „wielkimi i moralnymi”.

Jak już wspomniałam, problem prawdy o życiu nękał literatów już od najdawniejszych czasów.

Dla udowodnienia własnych słów, chciałabym podać przykład „Antygony” Sofoklesa – utworu z IV wieku p.n.e. Tytułowa bohaterka, wbrew woli władcy państwa, Kreona, postanawia pochować zwłoki swego brata, Polinejkesa. Sofokles ukazuje prawdę o bohaterce, która, będąc rozdartą wewnętrznie, popada w konflikt tragiczny. Chcąc być w zgodzie z prawami boskimi, Antygona łamie zakazy Kreona. Decyduje się na pochowanie brata, a tym samym skazuje się na śmierć.

Kreon jest przykładem władcy–tyrana, który, pragnąc realizować własne wyobrażenia na temat państwa, postępuje wbrew prawu boskiemu. Przyrównać go można do Hitlera lub Stalina, którzy w miejsce tradycyjnej religii wprowadzają kult silnej władzy. Przypomnijmy sobie w tym miejscu decyzję Stalina o zburzeniu cerkwi Chrystusa Zbawiciela i planie budowy na jej miejscu Pałacu Sowietów, aby zobrazować proces wypierania religii jednowładztwem. Ofiarami takiego procesu padają zwykle ludzie, tacy jak Antygona lub jej współczesny odpowiednik – ks. Popiełuszko.

Sofokles sugeruje nam refleksję, że mimo śmierci Antygony, triumfuje moralność. Antygona jest reprezentantką całego społeczeństwa, Kreon zaś – jednostką o wielkiej władzy. Moim zdaniem racja tkwi więc w zbiorowej świadomości, a nie w umyśle i wyobrażeniach jednostki. Sofokles pokazuje nam prawdę na temat relacji władza–społeczeństwo, a także wskazuje rozbieżności między prawem boskim a ziemskim. Opisując określone postawy, skłania do wyciągnięcia wniosków z przedstawionych faktów. Prawda niesie bowiem ze sobą naukę moralną. Tylko odwieczna i ciągle ta sama etyka, nakazująca miłość do drugiego człowieka i głęboka wiara są wartościami ponadczasowymi. Prawo boskie zawsze zwycięża ziemskie zakazy. Człowieka można zabić, ale jego racje pozostaną niepodważalne i wciąż żywe. Antygona zginęła, ale klęskę poniósł Kreon. Popiełuszko został zabity, ale nadal funkcjonuje w społeczeństwie polskim przeświadczenie o słuszności jego poglądów i działania, którego się podjął.

Według mnie Antygonę należy zaliczyć się do tych utworów, które, ze względu na zawartą w nich prawdę o człowieku, wzbogacają nasze wnętrze i niosą bezwzględne nakazy walki o własną moralność, o zgodę z samym sobą i zachowanie godności. Myślę, że rozważając problem moralności na podstawie odkrywania prawdy o człowieku, warto wspomnieć o Innym świecie Herlinga–Grudzińskiego. Lagier sowiecki, przedstawiony przez Grudzińskiego, zupełnie inaczej wygląda „zza drutów”, a inaczej widziany od wewnątrz. Czyżby prawda miała dwa oblicza?

Pokój przeznaczony dla odwiedzających, utrzymany w przytulnej, prawie domowej atmosferze, daje podstawę, aby sądzić, że cały obóz wygląda podobnie. Rzeczywistość jest jednak całkowicie odmienna. Prawdziwy jest tylko obraz postrzegany przez więźniów, oni tylko upoważnieni są do wypowiadania opinii na temat swoich warunków życia. Tylko ci, którzy doświadczą konkretnej rzeczy, znajdą się w określonej sytuacji lub spróbują życia w danych warunkach, mają prawo do nazywania swoich spostrzeżeń prawdziwymi. Prawda nie uznaje bowiem światłocieni. Herling–Grudziński, obrazując nieludzkie warunki życia w obozie i bestialski sposób traktowania więźniów, wskazuje na sylwetki bohaterów, którzy pośród odczłowieczenia umieli zachowywać się jak ludzie. Michaił Kostylew i Natalia Lwowna potrafili postępować zgodnie z samym sobą, być godnymi i wolnymi tym specjalnym rodzajem wolności, która pozwala decydować o własnej śmierci. I choć autor ma świadomość, że podobne postępowanie wymagało heroicznego wysiłku, nie usprawiedliwia jednak tych, którzy go nie podjęli, a tym samym dali się odczłowieczyć, skrzywdzić i poniżyć.

Manichejska struktura dzieła (prześwity w mrokach) wskazuje na dualizm natury ludzkiej oraz daje bezwzględny nakaz walki o zachowanie godności. Herling–Grudziński na przykładzie bolesnej prawdy o obozie przekazuje czytelnikowi naukę moralną. Naukę, która mówi o konieczności zachowania silnego charakteru nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Głosi potrzebę stworzenia sobie ugruntowanego systemu wartości, który może stać się dla człowieka „ostatnią deską ratunku”. Herling–Grudziński, poprzez ukazanie prawdy o człowieku, w naturze którego leży uzależnienie własnych poglądów od sytuacji, udowadnia, że relatywizm zasad moralnych prowadzi do zabicia osobowości. Wydaje mi się, że właśnie ukazanie łagrowej rzeczywistości w sposób realistyczny jest punktem wyjścia do rozważań nad ludzką moralnością. Tylko ukazanie prawdy o zachowaniu się ludzi w warunkach ekstremalnych może doprowadzić do właściwych wniosków. Poznanie warunków determinuje bowiem ich analizę.

Kolejnym utworem, który pragnę zaprezentować jako nośnik ponadczasowych prawd, jest III część Dziadów. Mickiewicz, wskazując na podział społeczeństwa na część zainteresowaną losami kraju i obojętną wobec nich, demaskuje prawdziwe oblicze Polaków. Podczas gdy młodzież i weterani torturowani są za swą działalność niepodległościową, arystokracja stara się nie angażować w politykę. Jedni widzą w Nowosilcowie kata narodu, inni – doskonałego wodzireja balów. Mickiewicz wyraźnie wartościuje obie części Polaków. Jego sympatia jest zdecydowanie po stronie aktywnych, którzy zachowali honor, uczciwość i chęć walki o ojczyznę. Są oni spadkobiercami najlepszych polskich tradycji, do których należą: głęboka wiara, rycerskość i służba krajowi. Młodzi pozostali wierni ojczyźnie, zachowali ideę niepodległościową, wbrew ogólnemu przeświadczeniu o klęsce Polski. Arystokracja natomiast zaprzedała się Rosji. Postawami arystokratów rządzi chęć zysku – zdobywania kontaktów, urzędów i pieniędzy. Analiza podziału społecznego w Polsce dziewiętnastowiecznej skłania nas do refleksji na temat uczciwości wobec własnego kraju.

Można powiedzieć, że arystokracja zdradziła Polskę, niczym Piłat umyła ręce od odpowiedzialności. Mickiewicz wyraźnie krytykuje podobne zachowanie. Popiera natomiast Polaków aktywnych, którym nawet zadedykował swoją pracę:


Narodowej chwały męczennikom poświęcam

Autor


Poparcie młodzieży jest zarazem pochwałą moralności, nakazującej wierność własnym przekonaniom, rycerską odpowiedzialność za ojczyznę oraz zdolność do poświęceń.

Bywają sytuacje, w których bezpośrednie przekazywanie prawdy jest niemożliwe. Realistyczny przekaz zastępuje wówczas metafora, a konkretne cechy uosabiają np. zwierzęta. Mam na myśli bajki I. Krasickiego, które stanowią krytykę określonych postaw i zachowań. Krasicki piętnuje ludzkie wady, a żeby krytyka nie była zbyt zjadliwa, okrywa ją płaszczem metafory. Lis u niego staje się symbolem sprytu i chytrości, ptak – wolności, jagnię – potulności. Prawda nie jest przekazana w sposób dosłowny, ale niesie jednak naukę moralną.

Prawda pozwala na stworzenie zasad moralnych, obrazuje złe lub dobre postawy, ale jej nadrzędną funkcją jest, jak sądzę, przekaz istotnych zdarzeń lub informacji. Tylko za sprawą rzeczywistego opisu możemy poznać fakty dotyczące historii. Przypomnijmy sobie reportaż Zofii Nałkowskiej pt. „Dwojra Zielona”. Jest w nim zawarty wizerunek kobiety, która za wszelką cenę pragnie przeżyć wojnę. Nie ma co jeść, nie ma gdzie spać, jest ranna i zmęczona, ale tkwi w niej ogromna wola przetrwania. Dlaczego? W kilka lat po wojnie Dwojra przyzna się reporterce, że w ciągu tych strasznych dni wojennych czuła, że musi przeżyć, aby móc opowiedzieć o cierpieniach innych. Niech świat wie, co oni robili – powie Dwojra, tłumacząc pragnienie przeżycia.

Prawdziwa relacja obiektywnej osoby jest jedyną możliwością odtworzenia dziejów. Medaliony Nałkowskiej są właśnie takim beznamiętnym, suchym, pozbawionym komentarza zapisem faktów. Dają czytelnikowi wierny obraz rzeczywistości, pozostawiając mu ocenę. Aby udowodnić wartość dzieła zawierającego obiektywny opis zdarzeń, chciałabym podać przykład Kroniki Wincentego Kadłubka, która, mimo że ma duże walory artystyczne, jest pracą zupełnie bezwartościową z punktu widzenia nauki. Kadłubek upiększał bowiem swoje dzieło, do historii Polski wplatał fikcyjne wątki, dodawał cytaty.

Zastanawiając się nad istotą prawdy, dochodzę do wniosku, że jej największą zaletą jest krytycyzm. Prawda ma ściśle określone granice, a jej łagodzenie, zaostrzenie lub jakiekolwiek koloryzowanie sprawia, że granice te przesuwają się. Prawda przestaje być prawdą. Dzieła prawdy godzą w ludzkość, a zarazem doskonalą ją.

Wydaje mi się, że ludziom bardzo trudno jest pogodzić się z krytycznymi uwagami na ich temat, a jeszcze trudniej wykorzystać je do pracy nad sobą. Realistyczne prace pełnią więc rolę wychowawcy – wskazują błędy i nawołują do poprawy poprzez naśladowanie określonych wzorów.

13

Dzieła oświeceniowe jako apel do czytelników.


Oświecenie było epoką rozumu i filozofów. Ludzie, którzy jej idee tworzyli, byli racjonalistami. Myślenie i fakty doświadczalne były jedynymi wyznacznikami prawd w tych czasach. Oświecenie na Zachodzie walczyło o wolność, podczas kiedy w Polsce o jej ograniczenie i nowe rozumienie. Literaturę polskiego oświecenia charakteryzują najlepiej trzy prądy literackie: klasycyzm, sentymentalizm, rokoko.

Klasycyzm kładł duży nacisk za zagadnienia społeczno–polityczne i obyczajowe. Przedstawiciele tego nurtu to zazwyczaj pisarze, którzy dostrzegali potrzebę zreformowania ustroju Polski, aby konsekwencją panującej anarchii nie stała się utrata niepodległości. W swoich dziełach apelowali więc do zacofanego społeczeństwa o to, by brało udział w życiu politycznym i kulturalnym kraju i edukowało się w duchu epoki oświecenia.

Jednym z większych dział tego okresu jest „Monachomachia” Ignacego Krasickiego. Monachomachia czyli wojna mnichów to utwór, który swoim przesłaniem nawiązuje do europejskiego krytycyzmu i myśli Kartezjusza. Utwór jest krytyką ówczesnego duchowieństwa, jego stylu życia, zaś szczególnie braku wykształcenia. Jest równocześnie apelem do czytelników, aby sprawy szkolnictwa i wychowania młodzieży nie powierzało w ręce ludzi, którzy się do tego po prostu nie nadają. Utwór jest również apelem skierowanym do polskiego kleru, ukazującym potrzebę zmian w różnych dziedzinach jego życia.

Innym utworem jest pierwsza nowożytna powieść polska, „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki” Ignacego Krasickiego. Pisarz przedstawia w nim drogę, którą musi przejść Sarmata, aby stać się człowiekiem oświeconym. W części I ukazuje w sposób krytyczny życie i obyczaje polskiej szlachty. Apeluje więc tym samym do czytelników, aby zmienili sposób wychowania młodzieży na bardziej racjonalny i opamiętali się w wydawaniu pieniędzy – uważa bowiem, że przepuszczanie przez szlachtę polskich majątków poza granicami jest skandalem i prowadzi do upadku kraju.

Utwór przedstawia historię młodego szlachcica, Mikołaja Doświadczyńskiego, którego liczne podróże i doświadczenia nauczyły racjonalnego, a więc nowoczesnego patrzenia na świat. Dopiero więc po powrocie do kraju z utopijnej wyspy Nipu, Mikołaj zabiera się do pracy na roli w swym rodzinnym majątku, a jedną z pierwszych nowości, jakie wprowadza, jest zamiana pańszczyzny na czynsz. Oto jakie rozwiązania proponuje Krasicki polskiej szlachcie – racjonalną gospodarkę na własnej ziemi. Apel o zmianę stosunku ziemiaństwa do chłopów jest więc w utworze wyraźny. Odnajdujemy go również w dziełach politycznych Hugo Kołłątaja i Stanisława Staszica. Świetny przykład stanowią tu Przestrogi dla Polski, w których Staszic pisze:

Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpółnago chodzą, drugie skórą albo ostrą siermięgą okryte, wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe. Oczy głęboko w głowie zapadłe. Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą: to ich największą szczęśliwością [...] Dobrzy Polacy! Oto rozkosz tej części ludzi, od których los waszej Rzeczypospolitej zawisł! Oto człowiek, który was żywi! Oto stan rolnika w Polszcze!

Wydaje mi się, że Stanisław Staszic doskonale zdawał sobie sprawę z roli chłopów w polskim społeczeństwie. Może właśnie dlatego wyżej przytoczony apel jest tak dramatyczny. Zarówno Krasicki jak i Staszic chcieli zaalarmować ziemiaństwo i wywrzeć wpływ na jego postępowanie. Uwłaszczenie chłopów proponuje również Powrót posła J.U. Niemcewicza.

Oświeceni Polacy kładli duży nacisk na szkolnictwo i rozwój intelektualny kraju. Celnym utworem krytykującym ciemnotę i zacofanie polskiego społeczeństwa jest Chudy literat Adama Stanisława Naruszewicza i Powrót posła Juliana Ursyna Niemcewicza. Z dzieł tych dowiadujemy się, jak mało czytali Polacy i jak bardzo byli zamknięci na wszelkie nowości dotyczące chociażby tak potrzebnych w państwie chylącym się ku upadkowi zmian ustrojowych. Apelują w nich pisarze o zmianę sposobu myślenia i wyjście z zamkniętego kręgu złotej wolności szlacheckiej.

W Powrocie posła – pierwszej polskiej komedii politycznej – ukazuje Niemcewicz dwa obozy polityczne, działające w ówczesnej Polsce: oświeconych reformatorów i konserwatywnych Sarmatów, bojących się jakichkolwiek zmian ustrojowych. Utwór jest apelem do czytelników, a właściwie widzów, o poparcie zmian w Polsce i wyeliminowanie z jej życia politycznego liberum veto i wolnej elekcji, które są przyczyną upadku kraju. Komedia została wystawiona na kilka miesięcy przed uchwaleniem Konstytucji 3 maja i miała wielki wpływ na zawarte w niej reformy.

Podobne propozycje reform ustrojowych w Polsce odnajdujemy w dziełach politycznych Hugo Kołłątaja i Stanisława Staszica. W swoim utworze Powrót posła apeluje również J. U. Niemcewicz o czystość języka polskiego i nieuleganie cudzoziemskim modom. Aby to osiągnąć, w sposób krytyczny ukazuje tych bohaterów, którzy, jak Starościna, choć mówi po polsku, używa prawideł gramatyki francuskiej i co drugie słowo wtrąca w tym języku. Bardzo jestem rozgniewana, że nie mogę udać się na przyjemne ich śniadanie – pisze w liście do Podkomorzyny.

Przeciwieństwem tej damy modnej jest postać Podkomorzyny – prawdziwej polskiej matrony, wzorowej obywatelki i patriotki. Szanuje ona język ojczysty i w tym duchu wychowała swoich dwóch synów. J. U. Niemcewicz, tworząc w swoim dziele wzorce i antywzorce, apelował tym samym do czytelników o zmianę poglądów politycznych i pewnych przyzwyczajeń życiowych.

Wydaje mi się, że cały dorobek polskiego oświecenia, a zwłaszcza jego nurt klasycystyczny, jest jednym wielkim apelem do czytelników – próbą jego wychowania w duchu oświecenia i postępu. Niemal wszystkie dzieła tej epoki apelują o unowocześnienie szkolnictwa, zmiany w dziedzinie mentalności i obyczajowości Polaków, a także o wielkie reformy ustrojowe, które miały zapobiec upadkowi politycznemu Polski. Krytykując i przedstawiając wzorce, literatura tego okresu chciała wychować nowego człowieka w duchu oświecenia, kierującego się w życiu rozsądkiem i wiedzą.

14

Eros i Tanatos w wybranych epokach literackich.


Eros – bóg miłości, Tanatos – bóg śmierci często występują obok siebie w utworach literackich i pojawiają się w nich od najdawniejszych czasów. Epoka średniowiecza ukazywała właśnie te obydwa zjawiska razem, ponieważ zdaniem pisarzy tej epoki, prawdziwe uczucia trwają nawet po śmierci.

Najlepszym przykładem może tu być „Legenda o Tristanie i Izoldzie” z XII wieku, która jest najgłębszym poematem o miłości i śmierci zarazem.

Utwór opowiada o tragicznych kochankach, którzy – ogarnięci namiętnością, świadomi zła i zdrady, jaką popełniają – żyją w ciągłym napięciu emocjonalnym, przez całe życie poszukując się i rozłączając. Miłość sprowokowana tajemniczym napojem jest przepojona cierpieniem, którym kochankowie płacą za chwile radości bycia ze sobą. Żyją w kłamstwie, zdradzają człowieka, którego oboje kochają – Izolda męża, Tristan swojego wuja i najlepszego przyjaciela, króla Marka. Nie zostało oszczędzone im żadne cierpienie. Miłość ich jest przede wszystkim duchowa, umożliwiająca pełne zrozumienie, absolutną harmonię. Dlatego trwała ona również po ich śmierci, a ... w nocy z grobu Tristana wybujał zielony głóg [...], który zanurzył się w grobie Izoldy... Bohaterowie tej pięknej opowieści, choć nie mogli żyć bez siebie, nie byli szczęśliwi. Umierają przedwcześnie, umierają z miłości.

Myśl o śmierci zajmowała ważne miejsce, jak widać, w dorobku literackim średniowiecza. Wynikało to również i z tego, że człowiek tej epoki żył krótko, a częste wojny i epidemie dziesiątkowały ludność. Śmierć była więc na porządku dziennym, obcowało się z nią niemal bez przerwy. W XIII wieku zaczęto przedstawiać spotkania osób żywych ze zmarłymi oraz dialog, jaki podejmuje z człowiekiem upersonifikowana Śmierć.

Do najdawniejszych tekstów tego rodzaju należy anonimowy wiersz pt. Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią. W utworze ma ona różne oblicza. Posiada cechy władczyni, ale równocześnie jest kaznodzieją, gdy objaśnia Polikarpowi kwestie egzystencjalne, ukazana w sposób alegoryczny rozpoczyna tańce – dance makabre, w których jej partnerami stają się wszyscy ludzie. Uzmysławia im ich równość w godzinie zakończenia życia, pragnie wywołać lęk i skruchę. Opisana jest jako rozkładające się ludzkie zwłoki, posiada nieodłączny atrybut – kosę.

W czasach średniowiecza istniało przekonanie, że śmierć człowieka uzależniona jest od tego, jak żył. Ludzie prawi i uczciwi powinni zatem umierać lekko, zaś ludzie źli i występni – w mękach i cierpieniu. Odnosi się to m.in. do tytułowego bohatera Pieśni o Rolandzie. Śmierć Rolanda na polu walki przedstawiona została przez autora w sposób niezwykle patetyczny. Sam moment umierania wypełniony jest wieloma gestami i zachowaniami bohatera. Roland – obrońca wiary i ojczyzny – umiera z przeświadczeniem, że zasłużył na zbawienie, gdyż wypełnił swój rycerski obowiązek do końca. Gdy umiera, ... Bóg zsyła mu swego Anioł a Cherubina... i innych świętych, którzy niosą duszę hrabiego do raju.

Z zagadnieniem śmierci i problemem odpowiedzialności za niegodziwe życie wiąże się idea ascezy. Literackimi przykładami spokojnego oczekiwania na śmierć są żywoty świętych i legendy o męczennikach. Drogę do zbawienia poprzez ubóstwo, prostotę i pokorę wskazuje autor Legendy o św. Aleksym. Dlatego po śmierci tego ascety mają miejsce niezwykłe wydarzenia: dzwony same dzwonią, zaś niewinne dziecko prowadzi papieża z kardynałem do domu jego ojca. Tam odnajdują zmarłego Aleksego, zaś ze zwiniętej kartki papieru, którą trzymał w ręku, dowiadują się, kim był naprawdę ten żebrak.

Często spotykany w literaturze średniowiecznej motyw śmierci miał służyć podkreśleniu znikomości życia, przypominać o jego doczesności oraz odpowiedzialności za nie przed Bogiem. Uwalniała ona tych, co na to zasłużyli, od wszystkiego, co ziemskie i pozwalała odczuć szczęście niebieskie.

Romantyzm, podobnie jak średniowiecze, traktował człowieka przede wszystkim jako istotę duchową. Dlatego też twórcy niejednokrotnie czynili śmierć tematem swoich rozważań. Można nawet spotkać się z opinią badaczy tej epoki, że tragiczne, pełne lęku pojmowanie śmierci jest charakterystyczne właśnie dla literatury tego okresu. Filozofia i literatura wcześniejszych czasów przedstawiały bowiem śmierć jako bliską człowiekowi, zjawisko naturalne, dotyczące wszystkich – ukazywana była jako element życia.

W romantyzmie miłość i śmierć są ze sobą związane. Funkcjonuje w poezji i dramacie tego okresu powtarzający się motyw samobójstwa z miłości, staje się ono nawet przełomowym momentem w biografii bohatera romantycznego. Popełnia samobójstwo Gustaw z IV części Dziadów A. Mickiewicza, Kordian w dramacie J. Słowackiego, ginie śmiercią samobójczą hrabia Henryk z „Nie–Boskiej komedii” Z. Krasińskiego. Poeci romantyczni opisują stan duszy człowieka zakochanego, eksponując cierpienie, mękę, ból i rozpacz. Przedstawiają także jego postać bladą o obłąkanym spojrzeniu. W ujęciu romantycznym miłość pełna jest więc tragizmu. Śmierć zaś wcale nie bywa wyzwoleniem od cierpienia tego świata. Widmo, upiór, dusze pokutujących są równorzędnymi z ludźmi żywymi bohaterami literatury romantycznej. Motywy te odnajdujemy w II i IV części Dziadów Adama Mickiewicza. Zemsta zza grobu, trupia bladość – tak przedstawiali romantycy pozaziemskie istnienie (Ballady i romanse, Romantyczność, Lilie). Dziewica z Nie–Boskiej komedii w pewnym momencie przybiera formę rozkładającego się ciała – przypomina więc średniowieczne opisy rozpadu zwłok.

W utworze J. Słowackiego pt. Anioł ognisty – mój anioł lewy motywem centralnym jest grób. Z niego wyrastają kwiaty i dobywa się muzyka. Poeta opisuje tu genezyjską definicję śmierci jako koniecznej zmiany formy, ofiary, którą musi ponieść jednostka, zrzucając skorupę–ciało, aby móc osiągnąć wyższy stopień doskonałości.

Grób i śmierć pojawiają się także w twórczości C.K. Norwida. W Bema pamięci żałobnym rapsodzie poeta stwierdza, że idea, której człowiek służył, nie umiera wraz z nim, ale podejmują ją następne pokolenia. Utwór W Weronie przedstawia grobowiec słynnej pary kochanków z tragedii Szekspira Romeo i Julia. Wzorem Tristana i Izoldy pomarli oni przedwcześnie, nie mogąc żyć bez siebie.

W utworze Do obywatela Johna Browna Norwid przedstawia obraz egzekucji człowieka, który służył idei wolności i równości. Można więc powiedzieć, że miłość i śmierć były stałymi elementami literatury romantycznej. Organizowały one często fabułę w utworach, wpływały na postawy bohaterów i filozofię życia, którą oni wyznawali. Zarówno w epoce średniowiecza jak i romantyzmu miłość, choć często tragiczna i krótka, generowała jednak pochwałę tych kilku radosnych chwil życia, które niosła. Była jednocześnie pewnym antidotum na lek przed śmiercią, pozwalała ją czasem nawet oswoić.


... Kto potrafi

pomiędzy miłość i śmierć

wpleść anegdotę o istnieniu?...


pisała polska poetka współczesna Halina Poświatowska.

15

Forma jest zawsze funkcją idei” – o zależności między wyborem określonych konwencji i gatunków literackich a tendencjami epoki (światopogląd, filozofia, sytuacja społeczno–polityczna). W rozważaniach odwołaj się do literatury pozytywistycznej i modernistycznej.


Wiek XIX był okresem wielkich zmian w literaturze. Pozytywizm cechowało zmęczenie idealizmem, fantastyką, a przede wszystkim walką, która nie przynosiła efektów. Następna epoka, Młoda Polska, wystąpiła z kolei przeciw realizmowi pozytywistycznemu, preferując powrót do idealizmu i indywidualizmu.

Sytuacja narodu polskiego w ciągu całego wieku XIX pozostawała jednak taka sama: brak suwerenności, wynaradawianie, kolejne zrywy do walki. Pokolenie pozytywistyczne to „poburzowcy”, często uczestnicy powstania styczniowego, których dotknęły, jak wszystkich Polaków, represje popowstaniowe. Nacisk zaborców i próby odebrania narodowi jego tożsamości wywołały naturalną reakcję – obrony. Głównym celem stało się zachowanie polskości i przekazanie jej przyszłym pokoleniom.

Bohaterem pozytywistycznym, szczególnie pierwszego okresu tej epoki, stał się obywatel broniący swej ziemi, jak Benedykt Korczyński z „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej.

Najodpowiedniejszą formą do wyrażania haseł pozytywistycznych była powieść, a autor jej stał się moralizatorem i przewodnikiem społeczeństwa na drodze do przetrwania, umocnienia, rozwoju. Pierwsza faza pozytywizmu, to rozkwit literatury tendencyjnej, tzw. powieści z tezą, które najlepiej wyrażały optymizm pozytywistów, ich głęboką wiarę w możliwości przebudowy świata na lepsze, kształtowania ludzi przez literaturę. Pozytywizm to także epoka wiary w potęgę nauki, w możliwości zrozumienia praw i prawd rządzących światem. Były to filozoficzne podstawy realizmu w literaturze, konwencji, która zakładała możliwość diagnozy rzeczywistości i obiektywnego przedstawienia jej w dziele literackim. Już naturalizm, głęboko związany z realizmem, ukazał, że obiektywne poznanie nie jest możliwe, ograniczył więc sferę swego zainteresowania do grup „upośledzonych” – biedoty, ludzi chorych i zdemoralizowanych.

W Polsce konwencja ta nie znalazła wielu zwolenników, elementy naturalizmu zawierają niektóre tylko powieści polskich pozytywistów (np. w Lalce opis biedoty z Powiśla). Polscy pozytywiści postawili swej twórczości jeszcze jeden cel (poza narodowym) – zapoczątkowanie odnowy moralnej społeczeństwa i poruszenie najistotniejszych kwestii społecznych swojego czasu. Artysta stał się więc pisarzem społecznikiem, człowiekiem aktywnym, jak jego bohaterowie. Chciał dzielić się z innymi swoją wiedzą i koncepcjami dotyczącymi przebudowy rzeczywistości.

Potrzeby zmiany nie odczuwali polscy moderniści. Ich sytuacja była podobna do tej, w której żyła poprzednia generacja. Jednak moderniści korzystali z większych swobód, a pod koniec wieku kontakty z zaborcami były poprawne. Głównym ogniskiem modernizmu był przecież Kraków, a z nim i cała Galicja, zabór, w którym Polacy mieli najlepszą sytuację polityczną i społeczną. Pod koniec wieku to nie lojalizm wobec zaborcy wzbudzał sprzeciw, ale postawa konformizmu życiowego, aprobaty dla stagnacji. Moderniści bowiem powrócili do ideałów swych „dziadków” – romantyków, a odrzucili myśli „ojców” – pozytywistów. Modernizm to epoka, w której króluje indywidualizm, także twórczy. Artyści końca wieku XIX odmawiali użyczenia swego talentu dla celów ogólnospołecznych moralizatorstwu. Szczególnie w ostatnim dziesięcioleciu XIX w. przeważa ta z dwóch koncepcji Młodej Polski, która opowiada się za absolutnym wyzwoleniem artysty z powinności wobec społeczeństwa, nawet narodu. Jednak koniec wieku to prawdziwy „fin de siecle” – ludzie poddają się nastrojom dekadenckim. Pojawia się także przekonanie o niemożności obiektywnego poznawania świata, o nieistnieniu praw ogólnych i niezmiennych. Wyrazem tych przekonań stały się nowe konwencje literackie: impresjonizm i symbolizm. Pierwszy jedyną prawdę widział w doznaniach chwilowych i ulotnych, jak najbardziej osobistych, które zależą zarówno od zmieniającego się świata, jak i od człowieka, który ten świat obserwuje. Drugi także opierał się na koncepcji doznania jednostkowego, przydając jeszcze indywidualną możliwość odbioru tekstu, różnego jego rozumienia w zależności od czytelnika. Formą, która pozostawia jednocześnie czytelnikowi własną interpretację, była liryka. Dlatego też modernistyczni autorzy ukochali poezję, prozę poetycką, stylizowany dramat. Poeta modernistyczny to najczęściej dekadent i kosmopolita – „cygan”. To także często człowiek niezaangażowany, uciekający od problemów rzeczywistości i trudów życia w sferę rozważań filozoficznych i metafizycznych, uniwersalnych bądź osobistych. Nawet poeci tacy jak J. Kasprowicz, którzy wkraczali w życie pełni ideałów i woli czynu, którzy swe pierwsze utwory poświęcali problematyce społecznej (sonety Z chałupy), w późniejszych utworach zwracali się ku nowym konwencjom (m.in. Krzak dzikiej róży – cykl symboliczny), nowym tematom, choć prastarym (cykl Hymnów Kasprowicza).

Pozytywistom ich filozofia nakazywała konfrontację z przeciwnościami, jakie niesie życie, walkę z trudnościami, doskonalenie się w ciągłej pracy i edukacji. Filozofia pozytywna A. Comte'a zakładała nie tylko poznanie świata rozumowe, naukowe i eksperymentalne, ale i możliwość jego kreowania przez człowieka, jeśli nie przez jednostkę, to przez społeczeństwo, z którym jednostka współpracuje.

Moderniści odrzucili możliwość konsolidacji społeczeństwa, gdyż dostrzegali w nim głębokie podziały. Nie zaowocowało to jednak postawą aktywną, kontynuacją idei pozytywistycznej pracy u postaw, która by podniosła lud do poziomu inteligencji. Wyznawcy filozofii Nitchschego, polscy moderniści, byli przekonani o wyjątkowości artysty i niemożności porozumienia się ze społeczeństwem. Polskim wyrazicielem myśli tego filozofa o nadludziach i ich zobowiązaniach wyłącznie wobec siebie był S. Przybyszewski, którego Confiteor stał się manifestem polskich modernistów. W swej prozie poetyckiej Przybyszewski przedstawił artystę jako maga – kapłana, który żyje sztuką i dla sztuki. „Sztuka dla sztuki” stało się hasłem polskiego modernizmu, a było wyrazem zmęczenia ciągłą aktywnością oraz chęcią oderwania się od rzeczywistości.

Inny filozof modernizmu, Schopenhauer, widział życie jako pasmo cierpień. Niemożliwość osiągnięcia szczęścia doprowadza, według niego, człowieka do pragnienia – nirwany. Kult nirwany (K. Przerwa–Tetmajer Nie wierzę w nic czy Hymn do Nirwany) był logicznym następstwem postawy dekadenckiej. Moderniści bowiem nie byli w stanie nigdzie znaleźć szczęścia, w przeciwieństwie do pozytywistów, dla których łączyło się ono z pracą, przedsiębiorczością, działaniem na rzecz ogółu. Moderniści nie cenili pracy na tyle, aby nie dokonywać mylnego przecież założenia, że każdy, kto poświęca się pracy i dąży do zabezpieczenia materialnego, jest dorobkiewiczem i filistrem. To wyzwisko określało każdego, kto nie był artystą. W modernizmie nie trzeba było tworzyć, aby być artystą. Modernistą wystarczyło się czuć, twórczość była jedynie dowodem. Stąd też wybór liryki, formy krótkiej, pięknej, prawie tak ulotnej jak uczucie.

Pozytywistyczna forma to powieść – długa, skomplikowana, dokładnie opracowana faktograficznie (Lalka z całą rozległą panoramą Warszawy lat 70. XIX wieku, Nad Niemnem – krajobrazy dobrze znane autorce). Pozytywizm to przywiązanie do szczegółu, wynikające z przeświadczenia o konieczności pokazania świata we wszystkich jego przejawach (np. Lalka – problematyka społeczna). Pozytywizm to epoka powieści, czas „niepoetycki”, w którym poeci niewiele różnili się od pisarzy. A. Asnyk i M. Konopnicka, główni poeci tej epoki, wyrażali w wierszach te same idee co współcześni im pisarze w powieściach czy nowelach, mówili (swoistym, poetyckim głosem) o problemach społecznych i narodowych. Nie uciekali od ponadczasowych tematów (przemijania, śmierci), ale nawet wtedy, kiedy o nich pisali, ich celem było oddziaływanie na czytelnika i przybliżenie mu współczesności.

Moderniści to wyznawcy hasła „sztuka dla sztuki” z jednej strony, zaś z drugiej to artyści przeświadczeni o nieuchwytności rzeczywistości, niemożności jej całkowitego poznania. Nawet poznanie intuicyjne, proponowane przez filozofa Bergsona, nie mogło zapewnić poznania absolutnego. Z tych przekonań wynikało zamiłowanie modernistów do ulotnych form poezji, których sens tworzy czasem bardziej odbiorca niż autor.

Jedno z pewnością łączyło pozytywistów i modernistów – przeświadczenie, że wybór formy służy nadaniu kształtu myśli, uczuciom – idei.


16

Indywidualista – jednostka społeczna. Bohater literacki szuka tożsamości.


Każdy człowiek jest pod wpływem społeczeństwa i epoki, w której żyje. Wynika to ze wspólnej dla całej społeczności historii i tradycji, które generują takie lub inne zachowania. Dlatego odizolowanie się od własnych korzeni wydaje się być bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Człowiek nie może się od nich odciąć, ale może podjąć próbę kształtowania swojego życia samodzielnie, próbując przełamać otaczające go stereotypy. To świadomy indywidualizm, postawa bardzo trudna do realizacji.

Początek zainteresowania na szerszą skalę problemami relacji jednostka–zbiorowość wiąże się, moim zdaniem, z pojawieniem się nowożytnego społeczeństwa w XIX wieku, z relacjami międzyludzkimi w formie znanej nam do dziś – gdyż zwłaszcza w tych warunkach pojawia się problem odnalezienia i zachowania swojej tożsamości. Dlatego właśnie literatura tamtego okresu najlepiej zilustruje problem przedstawiony w temacie. To zainteresowanie szczególnie silne było w prozatorskich prądach literackich, realizmie i naturalizmie. W realizmie – gdyż tematem go interesującym było wierne oddanie obrazu epoki, podstawą tego wizerunku była analiza zachowań społecznych. W naturalizmie – dlatego że w orbicie jego zainteresowań była psychika jednostki, psychika słaba, podatna na wpływy otoczenia.

Weźmy kilka przykładów: Eugeniusza de Rastignac, panią de Bovary czy wreszcie Radiona Raskolnikowa. Z Rastignaca otoczenie tworzy oportunistę. Romantyczny indywidualizm pani de Bovary doprowadza ją do samobójstwa. Raskolnikow buntuje się przeciw niesprawiedliwościom własnej epoki, jednak sposób walki z nimi wskazuje na głęboką zależność od poglądów tejże. Postaci te pokazują, jak trudną jest sztuka zachowania tożsamości w świecie. Droga życia Rastignaca ukazana w Komedii ludzkiej jest obrazem przejścia od młodzieńczego buntu i indywidualizmu do konformizmu i hedonizmu. Najważniejszy krok na tej drodze został dokonany w Ojcu Goriot. Tu poznajemy Rastignaca, który zaczyna dostrzegać reguły rządzące światem. Dostrzega „żądzę władzy”, która jest motorem świata. Dostrzega upośledzenie jednostki, która sama, bez pomocy innych, niewiele może. Dostrzega wreszcie rozbieżność pomiędzy prozą życia a wartościami wyniesionymi z domu. Musi dokonać wyboru: pragmatyka czy moralność? Wybiera to pierwsze. Czy może być inaczej w tym „najdoskonalszym ze światów”? Przykład Bianchona – który kontynuuje naukę, zostaje wybitnym chirurgiem i leczy ludzi niezależnie od ich sytuacji finansowej – dowodzi, że można.

John Stuart Mill powiedział, że to, co niszczy indywidualność, to żądza panowania, niezależnie jak ją określimy. Rastignac zaczyna ją odczuwać. Wyzbywa się cech ludzkich, nawet miłość staje się dla niego tylko powodem społecznym, czysto ambicjonalnym. Pomaga mu ona znaleźć kogoś, kto go przedstawi w odpowiednim środowisku, dzięki komu nawiąże kontakty. Wreszcie, która zapewni mu pieniądze, gdyż one są motorem poruszającym świat. Rastignac przeżywa momenty buntu, jakby miał jeszcze jakieś skrupuły, czy może chciałby pozostać w stanie jakiejś dziwnej równowagi. Odrzuca kryminalne oferty Voutrina, opiekuje się ojcem Goriot. Prawie równocześnie zaś wyłudza od swej rodziny oszczędności. Wydawać by się mogło, że jest to jakaś dziwna gra pozorów, w której jeden czyn pozytywny ma być przykrywką dla innych, negatywnych. Rastignac idzie po najmniejszej linii oporu, twierdzi, że świata nie można zmienić, dlatego trzeba się weń wtopić, by móc później stanąć na jego czele. Nie, nie po to, żeby go przeobrazić – Rastignac nie jest Wallenrodem – ale żeby wykorzystać dla własnej wygody, hedonizmu. Poddaje się on żądzy władzy i pieniądza, która pozbawia człowieka wszelkiego indywidualizmu. Taka jest moja diagnoza Rastignaca. Utracił on swoją tożsamość, przyjmując jakąś inną, ogólnoludzką.

Rozważaniom na temat kolejnego bohatera literackiego – Raskolnikowa – można nadać motto „Czy wolność osobista może stanowić cel sam w sobie?”. Jest on postacią, która kontestuje zasady społeczne, jego świat wartości jest odmienny niż ogółu. Czy

w związku z tym żyje poza społeczeństwem? Nie, Raskolnikow kontestuje jego prawa, ale ma poczucie przynależności do jego struktur. Jak inaczej bowiem nazwać ukrywanie dowodów zbrodni i zacieranie śladów? Nie jest to zgodne z jego systemem wartości, według tegoż zrobił dobrze – wszę zabiłem, nie człowieka. Robi to dlatego, że odczuwa, jako jednostka, przynależność do społeczeństwa. Dalsze jego cierpienia będą powodowane tym, że coraz silniej uświadamia sobie związek z nim. Otwierają się przed nim dwie drogi – ucieczka w szaleństwo lub powrót do normalności. Raskolnikow wybiera normalność. Jego odrodzenie odbywa się poprzez kontakty z bliźnimi: z Sonią, z Porfirym Piotrowiczem i tyluż innymi, poprzez miłość i cierpienie. Co ciekawe, społeczeństwo u Dostojewskiego, przeciwnie niż u Balzaca, odgrywa pozytywną rolę. Jest ono przedstawione jako normalność, do której trzeba wrócić. To ono uświadomiło bohaterowi powieści, że za zbrodnie jest odpowiedzialny nie tylko przed sobą, ale też przed Bogiem i ludźmi. To odkrycie, że jest odpowiedzialny przed każdym, nawet przed jakimś dzielnicowym prokuratorem, załamuje go psychicznie. Poddaje się i poprzez karę odkupuje swoje winy.

Raskolnikow jest jednostką żyjącą własnymi ideami, która w miarę upływu czasu i wpływu społeczeństwa zmienia swój światopogląd. Jest przykładem individuum, które zmienia się w procesie, bardziej lub mniej świadomym, na część społeczeństwa, ale – inaczej niż u Balzaca – jest to pozytywne. Pozytywne dlatego, że wymaga wysiłku odtwarzania swojej moralności i wyznawanych wartości. Mottem przemiany może być to, że człowiek nie żyje tylko dla siebie, ale też dla innych. Tym różni się przykład Raskolnikowa od Rastignaca. Postawa tego pierwszego jest już bliska świadomemu tworzeniu własnego życia i wartości z niego wypływających. Drugiego zaś – tylko hedonistycznym poszukiwaniem szczęścia.

Problem indywidualizmu dotyczył również pani de Bovary. Wychowana w klasztorze, z dala od normalnego życia, czerpie swoją wiedzę o świecie głównie z romansów. Tego typu sytuacja, w połączeniu z brakiem kontaktu z rzeczywistością, powoduje u niej stałą tęsknotę za owym nieznanym, wielkim światem. Towarzyszy jej poczucie, że coś jej w życiu umyka, że coś traci, czegoś nie doznaje. To nie pozwala jej się cieszyć swoim względnym, mieszczańskim szczęściem. Mąż, dostatnio urządzony dom, czy wreszcie dziecko – to wszystko pogłębia tylko jej apatię. Pragnie ona owego romantycznego szczęścia, jakie możliwe jest tylko w powieściach. Pragnie żyć w świecie, do którego nie miała dostępu. I udaje jej się to częściowo, jednak ceną za nie jest ciągły strach przed wydaniem się tajemnicy, kłamstwa i długi. Pani de Bovary jest postacią tragiczną, nie potrafi żyć w społeczeństwie, ono ją brzydzi, jest zbyt prymitywne dla niej. Nie może odnaleźć swojej tożsamości, zawieszona pomiędzy światami – tym, z którego pochodzi i którym pogardza, i tym, do którego pragnie wejść, ale nie ma do niego dostępu. To rozdwojenie powoduje jej zagładę. Pani de Bovary jest przykładem osoby, która żyje poza światem, poza społeczeństwem. Ale tak żyć nie można, bo to prowadzi do autodestrukcji.

Człowiek jest istotą społeczną. Przykład pani de Bovary jest najlepszym tego dowodem. Rastignac zawdzięcza temu swoją fortunę. Do prawdy tej dochodzi też Raskolnikow na zesłaniu; w jego wypadku możemy, moim zdaniem, mówić o najbardziej twórczych zmaganiach z własną tożsamością. Rezygnuje on z własnego nihilistycznego indywidualizmu, gdyż uświadamia sobie, że nie żyje wyłącznie dla siebie.

17

Interpretacja wiersza C.K. Norwida „Coś ty Atenom zrobił Sokratesie”.


I

Coś ty Atenom zrobił Sokratesie,

Że ci z e z ł o t a s t a t u ę lud niesie

Otruwszy pierwej?...


Coś ty Italii zrobił, Alighieri,

Że ci d w a g r o b y stawi lud nieszczery,

Wygnawszy pierwej?...


Coś ty, Kolumbie, zrobił Europie,

Że ci t r z y g r o b y w e t r z e c h m i e j s c a c h kopie,

Okuwszy pierwej?...[...]


Coś ty, Kościuszko, zawinił na świecie,

Że d w a c i ę g ł a z y w e d w u s t r o n a c h g n i e c i e,

Bez miejsca pierwej?...


Coś ty uczynił światu, Napolionie,

Że cię w d w a g r o b y zamknięto po zgonie,

Zamknąwszy pierwej?...



Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu?

................................

................................


II

Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie,

Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu?

Bo grób Twój odemkną powtórnie,

Inaczej będą głosić Twe zasługi

I łez wylanych dziś będą się wstydzić,

A lać Ci będą łzy p o t ę g i d r u g i e j

Ci, co człowiekiem nie mogli Cię widzieć...


III

Każdego z takich jak T y ś w i a t nie może

Od razu przyjąć na spokojne łoże,

I nie przyjmował n i g d y, j a k w i e k w i e k i e m,

Bo glina w glinę wtapia się bez przerwy,

Gdy sprzeczne ciała zbija się aż ćwiekiem

Później... lub pierwej...


Pisałem w Paryżu 1856, w styczniu



Utwór Norwida jest refleksją nad losem wybitnej jednostki – artysty, geniusza, poety – która, głosząc trudną i niewygodną dla świata prawdę, spotyka się z odrzuceniem i lekceważeniem. Poeta rozpoczyna rozważania, odwołując się do Sokratesa, który – nie chcąc wyrzec się głoszonych przez siebie poglądów – zginął w imię prawdy i honoru. Cały panteon wymienionych w kolejnych zwrotkach wielkich postaci, takich jak Dante czy Napoleon, które spotkał podobny do sokratesowego los, sugeruje pewną prawidłowość dotyczącą wszystkich wybitnych. Norwid stawia tezę, że geniusz zawsze będzie nie zrozumiany, nie doceniany przez ludzi. Jego twórczość i dokonania, będące owocem głębszego rozumienia rzeczywistości i wielkiej wrażliwości, będą dezawuowane.

Interpretując wiersz zauważamy również, że nie tylko trudne życie doczesne wspólne jest wielkim jednostkom. Wspominając każdą z nich, autor daje do zrozumienia, że – po ich śmierci – świat zdał sobie sprawę z doniosłości ich osiągnięć. Ostatnią z wymienionych postaci jest Mickiewicz. Fragment wiersza, który jego dotyczy, nie jest dokończony. Nie kończąc go, autor podkreśla, iż „niespokojne” życie jest pisane bez wyjątku wszystkim wielkim.

Dwie ostatnie zwrotki są zwrotem do wyimaginowanego artysty, stanowią komentarz będący jednocześnie konkluzją potwierdzającą nasze intuicje, przypuszczenia wynikające z interpretacji pierwszej opisowej części. Norwid mówi o łzach potęgi drugiej, lanych przez tych, co człowiekiem nie mogli Cię widzieć. Pisząc, każdego z takich jak Ty świat nie może od razu przyjąć na spokojne łoże, autor daje wyraz przekonaniu czy też świadomości, że taka sytuacja jest koniecznością, że taka jest kolej rzeczy. Autor sugeruje, że nie należy przejmować się pozorną klęską za życia, gdyż prawdziwy geniusz i tak kiedyś zostanie odkryty i doceniony przez ludzkość.

Wiersz ten zyskuje dodatkowy wymiar, gdy zestawimy go z niełatwym życiem Cypriana Norwida, analogicznym do losu każdego z wielkich, o których pisał. Współcześni mu Polacy nie chcieli go słuchać, gdyż to, co miał im do powiedzenia, przerastało ich. Ciążące nad Norwidem fatum nie opuściło go do samego końca – zrujnowany, umiera w przytułku dla biedoty w Paryżu. Dopiero w kilkadziesiąt lat po śmierci zostaje „odkryty” przez Miriama Przesmyckiego, redaktora jednej z polskich gazet. Szybko staje się jednym z najważniejszych poetów kultury polskiej. Omawiany wiersz jest więc w pewnym sensie profetyczny. Przedstawiając uniwersalny, ponadkulturowy schemat odczytywania i powolnej akceptacji nowych wartości, kiedy to z jednej strony mamy „romantycznego tytana”, widzącego błędy ludzkości, z drugiej zaś niedojrzały do przyjęcia jego postulatów świat – Norwid napisał wiersz o sobie samym. Być może poeta znalazł w ten sposób potwierdzenie własnej misji w stosunku do Polski, w której było laurowo i ciemno. Poprzez swoją poezję chciał wyrwać ojczyznę z „romantycznego letargu”, w którym była pogrążona. Polacy jednak woleli dalej klaskać, pomimo obrzękłych prawic.

Mówiąc o fenomenie życia i twórczości Cypriana K. Norwida, warto nawiązać do wiersza Klaskaniem mając obrzękłe prawice. W jednej z jego zwrotek poeta odnosi się do własnej twórczości w ten sposób: ... piszę pamiętnik artysty, ogryzmolony i w siebie pochylon – obłędny!... ależ wielce rzeczywisty. Warto by się zastanowić, jak się ma ogryzmolony, obłędny i w siebie pochylon pamiętnik do poety odrzuconego. Czy jest to przyznanie się artysty do własnych niedociągnięć, niedoskonałości czy może jest to paradoksalne potwierdzenie niemożności porozumienia pomiędzy poetą a współczesnymi: w siebie pochylon, obłędny!... ale rzeczywisty.


18

Jak literatura polska XIX lub XX wieku tworzy i demaskuje mity narodowe?


Literatura, towarzysząc człowiekowi w każdej z następujących po sobie epok, starała się zawsze w pewien sposób kształtować jego światopogląd. Za jej pośrednictwem pisarze i myśliciele wyznaczali drogę rozwoju ludzkiej osobowości. Poeci i twórcy, stając się moralnym autorytetem narodu, brali niejednokrotnie na swe barki odpowiedzialność za poziom intelektualny przyszłych pokoleń, za to także, by wpajane wartości i prawdy zaowocowały, dając społeczeństwo moralnie i światopoglądowo rozwinięte i ukształtowane. Stąd więc daje się zaobserwować dydaktyczny i moralizatorski charakter literatury, literatury „w służbie narodu”, której zadaniem miało być wpłynięcie bezpośrednio na psychikę odbiorcy, poruszenie w nim „strun” ambicji patriotycznej i zarażenie go ideą narodową.

To właśnie najtrudniejsze czasy wymagały od literatury, by stanąwszy na czele narodu, jak na przywódcę przystało, porwała za sobą serca, opanowała umysły i powiodła naród ku wolności i sławie. Miała więc literatura zagrzewać do walki, głosić hasła wolnościowe i wyrażać sprzeciw zniewolonego narodu, ale także wskazywać odpowiednią drogę, drogę zorganizowanego działania, a nie bezrozumnego buntu.

Szczególnie w epoce romantyzmu, kiedy to Polski nie było na mapach Europy, w literaturze znalazły oddźwięk wolnościowe hasła i treści patriotyczne. Dla spotęgowania efektu, nadania głoszonym postulatom wyrazistości, odwoływano się często do polskiej tradycji. Narodowa tradycja rozumiana była dwojako: jako związek wzajemnie wspierających się pokoleń żywych i umarłych, jak to obserwujemy w II części Dziadów, oraz historycznie – jako skarbnica narodowych wartości i mitów, pozwalających na zachowanie tożsamości narodowej w okresie niewoli. Z tym ostatnim rozumieniem spotykamy się między innymi w III części Dziadów, Panu Tadeuszu i Kordianie. Artystycznym wyrazem tych poglądów były popularne w romantycznej literaturze obrazy „grobu–kolebki”, ziarna ukrytego w ziemi lub wulkanu. Przetwarzając grecki mit o Persefonie, która każdej wiosny wraca z podziemi na świat, romantycy objaśniali w ten sposób śmierć narodu jako konieczny warunek odrodzenia. Groby ukrywały więc w sobie zalążki życia. Były one obrazem pozbawionego wolności narodu i przyszłego ruchu wyzwoleńczego, który ujawnić miał się gwałtownie i nieoczekiwanie. Powstać i rozwinąć się miało to, co przez pewien czas musiało być ukryte.

Zrodził się także w owym czasie kult narodowych pamiątek, z czym wiązało się też umieszczanie motywów historycznych w literaturze. Polegało to na określonych sposobach rekonstrukcji narodowej przeszłości i na tworzeniu koncepcji filozoficznej, wyjaśniającej najogólniejsze prawa kierujące rozwojem historii polskiej. Z tego miała wynikać wskazówka dla narodu, by popełnione błędy nie powtórzyły się, by wykluczone zostały dzięki doświadczeniu. Jedną z form literackiego odwołania się do narodowej przeszłości była tak zwana „historyczna maska”, pod którą autor ukrywał aktualne problemy. Spotykamy się z nią w utworach takich, jak Konrad Wallenrod czy Grażyna, w których przedstawiona epoka to tylko kostium.

Inną formą było wyraźne beletryzowanie rekonstruowanie wydarzeń historycznych w celach polityczno–dydaktycznych. Romantycy szukali w historii trwałych wartości, które mogłyby uchronić naród przed zatraceniem poczucia swojej odrębności. Tak więc literatura miała za zadanie objawienie narodom prawd, pokazywanie ideałów i perspektywy przyszłości. Dzieło literackie musiało odznaczać się odpowiednią siłą ekspresji, aby mogło spełniać te doniosłe funkcje.

Po roku 1831 literatura rzeczywiście zaczęła przewodzić narodowi. Kreowała jego świadomość, kształtowała duszę. Stała się w owym czasie siłą polityczną. Odwołując się do świetności narodowej tradycji, literatura tworzyła narodowe mity. Należą do nich zarówno mit bohatera – patrioty, przywódcy społeczeństwa – szlachty, a także mity dotyczące sposobu walki o niepodległość. W dobie romantyzmu mity narodowe tworzone były głównie przez dwóch poetów: Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Wypada zaznaczyć, że Słowacki, polemizując z Mickiewiczem w swoich utworach, dopuszczał się w pewnym sensie dewaluacji pewnych narodowych mitów tworzonych przez wieszcza.

Pierwszym z mitów był mesjanizm romantyczny, przypisujący narodowi polskiemu szczególną rolę, specjalne posłannictwo. Rozwinął się on po klęsce powstania listopadowego i był niejako próbą tłumaczenia poniesionych ofiar, jako niezbędnego warunku do wypełnienia przez polski naród swej szczególnej misji. Misja owa polegać miała na wyzwoleniu i uszczęśliwieniu wszystkich ludów Europy, przy czym nie dzięki walce zbrojnej, ale drogą cierpień i męczeństwa, które miały zagwarantować odkupienie. Była to swego rodzaju optymistyczna interpretacja bolesnej sytuacji narodu i swoisty sposób „pokrzepienia serc”. W III części Dziadów widzimy Polskę jako ukrzyżowanego Chrystusa narodów. Właśnie tej koncepcji przeciwstawił się w Kordianie J. Słowacki, wykazując absurdalność hasła Polska Winkelriedem narodów. Różnica polegała również na tym, że winkelriedyzm postulował walkę zbrojną, aktywną działalność, a nie bierną postawę męczeństwa i zgody na cierpienie.

Słowacki twierdził bowiem, że jest to tylko ze strony Mickiewicza usypianie aktywności narodu, poddał w ten sposób teorię mesjanizmu demitologizacji. Polemizował w tym przypadku także z Zygmuntem Krasińskim, który głosił, że wypełnienie przez Polskę owej szczególnej misji powinno polegać na tak zwanym „czynie etycznym”, to jest pokornym cierpieniu i osiągnięciu wewnętrznej doskonałości. Takie jest przesłanie całej twórczości Krasińskiego, który, obawiając się rewolucji społecznej towarzyszącej ruchom wolnościowym całego narodu polskiego, nie mógł wyzbyć się konserwatyzmu szlacheckiego. Utwory Przedświt i Psalmy przyszłości prezentują przekonanie, że jedynym właściwym sposobem na odzyskanie niepodległości jest mesjanistyczne cierpienie i czekanie na ingerencje kierującej procesem dziejowym opatrzności. Cała twórczość Juliusza Słowackiego nacechowana jest silnym krytycyzmem w stosunku do powszechnie przyjętych w polskiej literaturze romantycznej wzorców i schematów, bardzo często nierozerwalnie związanych z mitami narodowymi. Nawiązująca do przedchrześcijańskich legend i historii „Lilla Weneda” to alegoryczny obraz Polski po powstaniu listopadowym. W utworze tym autor kwestionuje zasadność romantycznego, heroicznego czynu jednostki, wątpi w przywódczą, wieszczą siłę poezji. Słowacki zwraca uwagę na wewnętrzne rozdarcie narodu polskiego, stojące na przeszkodzie odzyskaniu niepodległości, mówi o konieczności ofiary i wymianie niezdolnych do przewodzenia narodowi elit. Podobną wymowę ma „Balladyna”, dewaluująca romantyczne wartości, takie jak lud, poezja.

W bogatej twórczości Juliusza Słowackiego, obok utworów takich jak Grób Agamemnona, tematycznie nawiązujących do omówionych wyżej, znajdujemy cykl patriotycznych wierszy, będących wezwaniem do wolnościowego porywu narodu, np. Hymn odwołujący się do tradycji świetności polskiego oręża czy też Oda do wolności. Wiersze te są przykładem twórczości związanej z mitem poezji trytejskiej, w której wartość Słowacki wielokrotnie powątpiewał.

Na szczególną uwagę zasługuje dygresyjny poemat Juliusza Słowackiego, zatytułowany „Beniowski”. Obserwujemy w nim demitologizację wzoru bohatera romantycznego. Beniowski ukazany jest bowiem jako hulaka, lekkoduch, wyruszający w świat po fortunę, a nie po sławę bohatera i patrioty. Jest to postać wyraźnie odheroizowana, będąca jakby swoistym przeciwieństwem Mickiewiczowskiego Konrada. Utwór ten jest kolejnym przykładem polemiki między dwoma narodowymi wieszczami.

W następnym okresie literackim, pozytywizmie, akcentowano potrzebę kulturalno–oświatowej i gospodarczej odbudowy Polski, wyciągając wnioski z nieudanych powstań zbrojnych. Demitologizacji romantycznych idei zrywów wolnościowych sprzyjało samo ludzkie życie; wrażliwość psychiki i słabość charakteru były niejednokrotnie triumfatorami w konfrontacji ideałów z życiem. W dobie pozytywizmu „patriotyzm walki” został zastąpiony „patriotyzmem pracy”. Młody pozytywista miał dużo z młodego romantyka, u niego także dominowało szlachetne dążenie do wprowadzenia w życie wyznaczonej idei i on także stawiał dobro ludzi na pierwszym planie.

Jak już wspomniałem, w pozytywizmie nastąpiła zamiana „patriotyzmu walki” na „patriotyzm pracy”. Doskonałym przykładem są losy Rzeckiego, subiekta z Lalki Bolesława Prusa. W młodości jako młody romantyk brał udział w walkach, a gdy okazały się one bezskuteczne, nie spełniły jego oczekiwań, oddał się całkowicie pracy.

Demitologizację narodowych koncepcji propagowanych w romantyzmie obserwujemy w opowiadaniach S. Żeromskiego. Pierwsze z nich zatytułowane jest „Rozdzióbią nas kruki i wrony...” i odnosi się do czasów powstania. Główny bohater, powstaniec, zostaje zatrzymany przez Moskali w czasie przewozu broni. Ma on wiele wspólnego z konwencją i mitem narodowego bohatera romantycznego; jest bowiem osamotniony w swym działaniu, a ponadto ryzykuje życiem w imię dobra Ojczyzny. Demitologizacja następuje wówczas, gdy zatrzymany powstaniec prosi przed śmiercią o litość. Górę bierze naturalny człowiekowi strach przed śmiercią. Żeromski chciał w ten sposób podkreślić, że człowiek jest tylko człowiekiem, że ma prawo do lęku; nie może być zaś skazany na coś z góry, nie mogło być w nim wymuszone pożądane zachowanie, jak to było preferowane w romantyzmie, kiedy to wtłoczony w machinę historii człowiek raz zadecydowawszy, chcąc nie chcąc, musiał brnąć do końca.

Kolejne opowiadanie Żeromskiego nosi tytuł Echa leśne i tak jak poprzednie odnosi się do wydarzeń z okresu walk powstańczych. Demitologizację określonej postawy obserwujemy na przykładzie bratanka Rozłuckiego. Bratanek ów, występujący nawet pod pseudonimem „Rymwid”, co wiąże go z utworem Adama Mickiewicza Grażyna, dopuszcza się zdrady. Plami przyjęte imię i tradycję mitu narodowego bohatera. Rymwid w Grażynie jest bowiem ukazany jako patriota i ucieleśnienie idei patriotyzmu narodowego.

Zagadnienia patriotyczno–niepodległościowe również uległy swoistej destrukcji w części literatury modernistycznej, chociażby z racji preferowanej postawy dekadenckiej. Manifestując brak wiary w jakikolwiek sens, odrzucała ona wszelką aktywność, każdy rodzaj walki, propagując zniechęcenie i marazm. Jako programowy wyraz takiej tendencji przytoczyć można wiersz Kazimierza Przerwy–Tetmajera Nie wierzę w nic, w którym podmiot liryczny stawia pod znakiem zapytania wszystkie uznawane od wieków wartości. Ogólny kryzys wartości sprzyjał więc w dużym stopniu obalaniu mitów szczytnych i wzniosłych.

Diametralnie zmienił się stosunek literatury do człowieka w okresie międzywojennym, a także w latach wojny i okupacji. Szczególnie w tym ostatnim okresie stało się jasne, że istnieją pewne granice ludzkiej wytrzymałości, które – przekroczone – automatycznie niwelują wszystko, co nazwane zostało honorem, męstwem, godnością. W obozach koncentracyjnych, w gettach, w okupowanych miastach upadały mity narodowe. Zdemaskowana została ich utopijność, nierealność, nieprawdziwość. W miejscach,gdzie – jak pisał Borowski w swych opowiadaniach – człowiek poddany był ciągłej presji, tresurze, gdzie ciągły terror odbierał atrybuty człowieczeństwa, nie było miejsca na winkelriedyzm. Kiedy człowiek pozbawiony został swej godności i uczuć, pozostawał już tylko ciałem. Ciało to z kolei opanowane zostało przez głód. Pozostawały instynkty, z których najsilniejszy był instynkt chęci przeżycia.

W „Medalionach” Zofii Nałkowskiej nadzieja była szansą przeżycia, zaś w opowiadaniach obozowych Tadeusza Borowskiego stała się czynnikiem destrukcyjnym, wyzwalającym najgorsze instynkty, obalającym mity szlachetności. Tu nie było na nie miejsca, tu miało miejsce tylko Dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Bo gdzie podziały się owe mity, kiedy ludzie odczłowieczani przez faszystów zatracili poczucie własnej godności do tego stopnia, że, jak pisała Nałkowska w Dnie, wygłodzone więźniarki jadły mięso trupów, zdemoralizowane dzieci bawiły się z kolei patykami w palenie Żydów, a Jurek Szretter z Popiołu i diamentu Jerzego Andrzejewskiego posunął się do zabójstwa kolegi?

Z podobną sytuacją spotykamy się w Innym świecie Herlinga Grudzińskiego, który pisał, że najwyższa instytucja, jaką było NKWD, uznawała, że nie ma ludzi niewinnych; wszyscy mogli być aresztowani, a każdy mógł dopiero udowodnić swą niewinność. Czy człowiek w takiej sytuacji mógł uwierzyć w siebie, być wierny swym ideałom? Schemat funkcjonowania łagrów radzieckich zdecydowanie usuwał zagadnienia narodowych roszczeń i mitów. Więzienna hierarchia, trzy kotły z jedzeniem, z których każdy odpowiadał „zasługom” więźniów, działały destrukcyjnie na psychikę i osobowość. Tu, gdzie ludzie walczyli o każdą kromkę chleba, nie było miejsca na potwierdzenie prawdziwości narodowych mitów.

Jak pisał Różewicz w wierszu Przystosowanie, tylko ten, kto potrafił przystosować się do narzuconych warunków, przeżył, lecz przeżył już zmieniony, jako inny twór – „nowotwór” wyzuty z ludzkiej godności i uczuć. Mit romantycznego bohatera obalała postawa sędziego Antoniego Kosseckiego z Popiołu i diamentu. Ten szanowany człowiek, cieszący się autorytetem w rodzinnym miasteczku, w obozie, chcąc bronić własną skórę, stał się katem współwięźniów. Znów więc zwyciężył strach przed śmiercią, zwyciężyła słabość.

Literatura współczesna demaskowała narodowe mity w sposób dość zdecydowany i jednoznaczny, nie przebierając też w środkach. Okazało się bowiem z czasem, że nie są one na tyle idealne, by oprzeć się próbie czasu i próbie ludzkiego charakteru. Jasne stało się, że skończyły się czasy sztandarowych utworów, których bohaterowie nie byli ludźmi – byli bohaterami. Mity upadły, a człowiek przetrwał, kształtowany okolicznościami epoki, lecz zawsze ten sam – ze swoimi zaletami i wadami. Gotów do działania i walki, ale nie jest doskonały i nie jest nieomylny.


19

Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni” – o tradycji niepodległościowej w literaturze i sztuce.


Historia Polski i trudna droga Polaków do odzyskania niepodległości miały ścisły związek ze sztuką w szerokim tego słowa znaczeniu. Najbardziej wrażliwi, czyli artyści, postrzegali Ojczyznę jako jedną z wartości najważniejszych. Często, gdy prawie całe społeczeństwo traciło nadzieję na jej odzyskanie i było zniechęcone do dalszej walki o wolność, właśnie artyści – poeci, pisarze, malarze – próbowali wskrzesić w narodzie ducha walki. Jednak nie zawsze przeżywali Polacy załamanie wiary w odzyskanie niepodległości. Wielkie zrywy powstańcze, działalność konspiracyjna, stały się dla społeczeństwa tak ważne, że przeistoczyły się w mit, który utrwalała sztuka. Walka niepodległościowa stała się jednym z ważniejszych tematów w literaturze i sztuce XIX i XX wieku.

Problem ten najwyraźniej uwydatnił się w romantyzmie, co miało związek z najcięższą sytuacją polityczną Polaków w tym okresie, gdy nie mieli własnego państwa, zaś kolejne zrywy niepodległościowe kończyły się klęską. Adam Mickiewicz odniósł się do tych zagadnień w III części Dziadów i w Panu Tadeuszu. Swój szacunek do tradycji narodowych ukazuje w koncercie Jankiela, odzwierciedlającym przeszłość narodu polskiego, jego zrywy i upadki. Dużo miejsca też poświęcił powstaniu listopadowemu z 1830 roku, do którego powracał myślami w utworach: Śmierć pułkownika, Reduta Ordona i III część Dziadów. W Konradzie Wallenrodzie przedstawił swoją koncepcję walki narodowowyzwoleńczej – pokonania wroga przez uśpienie jego czujności i atak z zaskoczenia. Bohaterowie jego utworów to patrioci. Konrad Wallenrod szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie. Jacek Soplica, bohater „Pana Tadeusza”, jako ksiądz walczy w Legionach, a przed śmiercią przygotowuje powstanie na Litwie. Postawę pełną patriotyzmu i poświęcenia prezentuje młodzież z III części „Dziadów”. Konrad bardzo głęboko odczuwał cierpienia całego narodu. Dziesięcioletnie dziecko wywożone w kibitce na Sybir krzyczy, że jeszcze Polska nie zginęła. Ksiądz Piotr w swoim widzeniu określa Polskę Chrystusem narodów; utożsamia ją z Mesjaszem, który poprzez cierpienie i śmierć, a następnie zmartwychwstanie odkupi świat.

Drugi wieszcz tej epoki, Juliusz Słowacki, również nie pozostaje obojętny na sprawy narodu. On także wytycza swój program walki. „Kordian” i „Grób Agamemnona” to ostra krytyka powstania listopadowego, w szczególności jego przywódców. Poeta twierdzi, że Polska może liczyć tylko na własne siły; jeżeli Polacy sami nie zadbają o wolność, to nikt im jej nie przywróci. Krytykuje szlachtę, ten czerep rubaszny okrywający duszę anielską narodu. Słowacki jest zwolennikiem włączenia do walki również chłopów, bo wtedy naród – już solidarnie – może zdobyć niepodległość.

Hasło Za wolność naszą i waszą, ideologia sformułowana w „Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa ...” A. Mickiewicza w czasie Wiosny Ludów i podczas powstania listopadowego, przyświecały również wojskowym, takim jak Józef Bem. Jemu to właśnie składa hołd Cyprian K. Norwid („Bema pamięci żałobny rapsod”). Ten nie doceniany w okresie romantyzmu poeta głosi ideę walki o wyzwolenie ujarzmionych narodów, potępia każdą formę ucisku czy niewoli (Do obywatela Johna Browna). Norwid daje również wyraz uznania i ogromnego uwielbienia dla talentu Fryderyka Chopina (Fortepian Szopena). Ów genialny pianista, kompozytor, zdołał stworzyć sztukę całkowicie polską. Jego muzyka, zawierająca pierwiastki ludowe, była symbolem polskości, wówczas kiedy Polski nie było na mapach Europy. Została nawet zakazana przez władze carskie. Na powstanie wiersza wpłynął przykry incydent z czasów powstania styczniowego. W ramach odwetu za zamach na generała Berga zdemolowano pałac Zamojskich, skąd padł strzał i wyrzucono na bruk fortepian mistrza. Jednak to, wbrew oczekiwaniom władz carskich, stało się jeszcze jednym symbolem, wydarzeniem, które wywyższało muzykę Chopina. Przyćmiewał on wszystkich innych, którzy wtedy tworzyli, choćby swoją Etiudą rewolucyjną.

Inni kompozytorzy tworzący, w odróżnieniu od wielkiego Fryderyka, w kraju to między innymi Karol Kurpiński i Stanisław Moniuszko. Kurpiński skomponował wiele melodii do pieśni wojskowych i patriotycznych (Warszawianka). Moniuszko tworzył muzykę do utworów poetów romantycznych (np. Adama Mickiewicza czy Władysława Syrokomli).

Tradycję narodowowyzwoleńczą podtrzymywali także pozytywiści. Legenda powstania styczniowego żywa jest w „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Pielęgnowana przez szlachtę zaściankową mogiła powstańców – to symbol bratniej walki o wolność.

Literatura i muzyka to nie wszystkie dziedziny sztuki kultywujące tradycję niepodległościową. Podtrzymywali ją również artyści teatralni. Wymienić tu trzeba przede wszystkim Helenę Modrzejewską. Artystka grała między innymi w sztukach Juliusza Słowackiego i Stanisława Wyspiańskiego.

Wspomnieć należałoby też o malarzach. Tacy pisarze, jak: Z. Kraszewski, C.K. Norwid czy T. A. Lenartowicz również rysowali. Juliusz Kossak ilustrował powieści Henryka Sienkiewicza, ale też namalował wiele obrazów o tematyce batalistycznej, związanych głównie z insurekcją kościuszkowską. Artur Grottger był autorem czarno–białych cyklów rysunków pt. „Polonia”, „Lituania” czy „Wojna”. Duży wpływ na tematykę jego twórczości miało powstanie styczniowe. W cyklu obrazów pt. Warszawa upamiętnił wystąpienia niepodległościowe warszawiaków przeciwko carskiemu zaborcy. Problematyką wolnościową przepojone są również obrazy Jana Matejki i Wojciecha Kossaka.

Mimo wielkich różnic w światopoglądzie romantyzmu i pozytywizmu, te dwie epoki połączyła wspólna historia i pragnienie odzyskania niepodległości. Tradycja walki o wolność była również żywa w polskiej literaturze epoki młodopolskiej. Kultywował ją Stanisław Wyspiański, w nieco jednak odmienny sposób niż jego poprzednicy. Również później twórcy byli niejako „zmuszeni” do pisania na ten temat; okres I i II wojny światowej inspirował do powstawania takich utworów.

20

Każda epoka tworzy bohaterów na miarę swoich czasów. Antyk stworzył Achillesa, średniowiecze Rolanda. Kim był bohater XIX wieku?


Myślę, że prawdziwe jest stwierdzenie zawarte w temacie, iż każda epoka tworzy bohaterów na miarę swoich czasów. W ciągu wieków dokonała się ewolucja tego bohatera literackiego, innych cech był on nosicielem w wiekach średnich, zupełnie innych w XIX wieku. Jednocześnie był wyrazicielem pragnień i marzeń ludzi, żyjących w danym okresie, które pisarze potrafili wyartykułować.

Na przestrzeni wieków dostrzegamy istotne zmiany w postrzeganiu świata i człowieka. Ciekawą epoką pod tym względem był antyk. Na starożytny sposób widzenia człowieka i jego miejsca w świecie wpływał świat bogów. Starożytni wierzyli, że to oni wpływali na nasze życie i wszystko, co jego dotyczy. Epoka ta dawała również wiarę w celowość każdej rzeczy. To dlatego spośród wszystkich wartości najbardziej cenił on życie. Sam fakt zaistnienia czynił każdego człowieka wyjątkowym i nadawał sens jego poczynaniom.

W tych odległych czasach ludzie współżyli z bogami i starali się ich naśladować. Dlatego często przypominali oni nieśmiertelnych, byli równie silni czy odważni jak oni. Nawet bogowie włączeni przecież byli w celowość światową i podlegali fatum, sile nadprzyrodzonej, która kierowała wszystkim.

Jednym z najwspanialszych bohaterów antyku jest przedstawiony w Iliadzie Homera – człowiek urodzony z bogini – Achilles. Legenda głosiła, że matka zapewniła mu nieśmiertelność, kąpiąc w Styksie. Miał tylko jeden słaby punkt – piętę, co czyniło go bardziej ludzkim. Dlatego Achilles był odporny na wszelką broń, mężny i odważny. Jego nadprzyrodzona siła wzbudzała respekt, zwłaszcza wśród wrogów, zaś u swoich podziw i szacunek.

Achilles, jak każdy na świecie człowiek, zdawał sobie sprawę z ulotności życia. Wiedział, że ten dar zostanie mu kiedyś odebrany, dlatego też chciał żyć pełną piersią, spełnić się w walce z Trojańczykami i zyskać sławę. Bardzo cenił przyjaźń, jego stosunek do Patroklosa świadczy o głębokim przywiązaniu. W pojedynku z Hektorem pokazał, jak bardzo potrafił być mściwym i bezlitosnym wojownikiem. Był on więc najdzielniejszym rycerzem spośród Greków. Kiedy wychodził do walki, szerzył postrach wśród Trojan. Obok takich cech, jak odwaga czy męstwo, wykazywał również i takie, jak sprawiedliwość i opanowanie. W życiu kierował się żądzą sławy i nie mającą miary ambicją.

Achilles był jednak postacią tragiczną. Doprowadził do śmierci swojego przyjaciela, a mszcząc się na Hektorze, przyspieszył chwilę własnej śmierci. Wolał on jednak życie krótkie, opromienione glorią, niż długie, bez sławy.

Takiego właśnie bohatera mógł stworzyć tylko antyk. Jego odwaga i nadludzkie cechy brały się stąd, że był synem Tetydy, a przecież tylko ludzie z tamtej epoki wierzyli w bogów. To, że jako wojownik przewyższał pod każdym względem innych, wynikało również i stąd, iż uosabiał pragnienia ludzi tamtej odległej epoki. Potrzebowali oni siłacza, który będzie bronił ich sprawy i zdobywał dla nich wspaniałe łupy wojenne.

Kolejna epoka, średniowiecze, trochę inaczej widziała ten problem. Podporządkowana Bogu i Kościołowi, wyznająca chrześcijańskie ideały, potrzebowała rycerza, który będzie bronił jej zdobyczy duchowych i rozszerzał wpływy. Dlatego Roland, główny bohater eposu rycerskiego z Pieśni o Rolandzie, skupiał w sobie cechy najbardziej cenione w tej epoce: szlachetność, waleczność, męstwo, pobożność, odwagę, nadludzką siłę, sprawność fizyczną, wierność Bogu, królowi i ojczyźnie. Jednocześnie dbał on o sławę rycerską, honor własny i króla, którego reprezentował, będąc dowódcą straży tylnej. Przy tym był rycerzem młodym i nadzwyczaj urodziwym, co – zgodnie z przekonaniami ludzi tej epoki – świadczyło o szlachetności jego duszy.

Można więc powiedzieć, że obaj bohaterowie, zarówno Achilles jak i Roland, uosabiali cechy najbardziej cenione przez ludzi swoich czasów. Podobnie rzecz się miała z bohaterami XIX wieku. Zmieniły się tylko potrzeby i wymagania epoki.

Wiek XIX to dla Polski okres niewoli i zaborów, powstań narodowych i licznych represji politycznych. Bohater stworzony przez literaturę romantyczną miał więc przypominać Polakom o konieczności walki za ojczyznę, uczyć jej sposobów i poświęcenia dla swojego narodu.

Gustaw–Konrad z Dziadów A. Mickiewicza to wzorcowy przykład takiego bohatera. Po przeżyciu nieszczęśliwej miłości przechodzi metamorfozę i zmienia się w bojownika sprawy narodowej, który dla ojczyzny gotów jest poświęcić wszystko, nawet życie.

Przypomina go Jacek Soplica z Pana Tadeusza A. Mickiewicza. Po tragedii miłosnej i zabójstwie Stolnika wstępuje do zakonu i poświęca życie walce o wolność. Różni się jednak od Konrada tym, że nie jest poetą, nie wyróżnia się wśród tłumu i podejmuje współpracę ze społeczeństwem, aby je zachęcić do udziału w walce.

I połowa XIX wieku obfituje w dążenia niepodległościowe, które popiera czynem i dlatego bohater romantyczny przede wszystkim bierze udział w walce o wolność. Taka była potrzeba chwili.

II połowa wieku XIX – to już zupełnie inne czasy. Hasło walki zbrojnej zostaje zastąpione hasłem pracy dla społeczeństwa. Dlatego do realizacji haseł epoki pozytywistycznej zostają „przymuszeni” bohaterowie utworów literackich.

St. Wokulski z Lalki B. Prusa wraz z innymi Polakami przeżywa klęskę styczniową. Ale kiedy powraca z zesłania, musi dostosować się do nowych czasów, znaleźć miejsce w życiu. Zawsze marzył o pracy w nauce, ale tych pragnień nigdy nie mógł zrealizować, ponieważ musiał z czegoś żyć, jak wielu innych. Żeni się więc z właścicielką sklepu i razem z nią handluje. Po śmierci żony wyjeżdża z kraju. Gdy wraca do Polski, jest człowiekiem bogatym, otwiera elegancki sklep – jest kupcem, ale zakochuje się w zubożałej arystokratce Izabeli Łęckiej. Klęska bohatera, spowodowana porażką miłosną, nie zmienia faktu, że realizuje on dążenia swoich czasów. Pracuje lub robi interesy z myślą o kraju, pomaga finansowo naukowcom, wspiera biednych, a nawet pierwsze emancypantki.

Wokulski reprezentuje, podobnie jak jego poprzednicy, cechy najbardziej cenione przez tę epokę: zdolności do nauk ścisłych, przedsiębiorczość, skłonności do ryzyka, ambicję.

Podobnie Benedykt Korczyński z Nad Niemnem Orzeszkowej, pracując w swoim majątku – Korczynie, pracuje jednocześnie dla kraju. Pragnie go przecież przekazać w polskie ręce.

Podane przeze mnie przykłady bohaterów różnych epok świadczą o tym, że każda z nich tworzyła ich na miarę swych czasów. Byli oni nosicielami cech, które najbardziej ceniła i poważała.

Postacie literackie XIX wieku to przede wszystkim ludzie walczący o wolność kraju i poświęcający życie tej sprawie. Zaś przedstawiciele II połowy wieku XIX to młodzi kapitaliści, ziemianie czy przemysłowcy, którzy starali się utrzymać rozwój gospodarczy na ziemiach polskich znajdujących się pod zaborami. Zachowali oni przy tym nadzieję na wybicie się w przyszłości Polski na niepodległość. Bohater literacki XIX wieku to więc patriota, walczący na różne sposoby o Polskę wolną i stabilną gospodarczo.


21

Każdy z nas jest Odysem, co wraca do swej Itaki” (L. Staff „Dziewięć muz”). Co według Ciebie znaczą słowa poety? Rozważania na podstawie własnych przemyśleń i literatury.


Jedną z zalet poezji jest – w moim odczuciu – możliwość jej różnorakiej interpretacji. Każdy człowiek, ze względu na swe osobiste skłonności, nosi w sobie własną wizję odbioru konkretnych słów poety, a ich odczuwanie uzależnione jest dodatkowo od nastroju, okoliczności, okresu życia. Interpretacja poezji jest zatem zjawiskiem zdecydowanie subiektywnym. Nie dość tego, interpretować można bowiem na dwóch płaszczyznach: dosłownej i głębszej – uniwersalnej, opartej na odszukiwaniu metaforyczno–symbolicznego sensu słów.

Podobnie rzecz się ma z przytoczonym wyżej cytatem Leopolda Staffa. Spróbujmy przedstawić kilka możliwości odczytania znaczenia tego fragmentu, rozpoczynając od wyjaśnienia dosłownego sensu słów.

Przypomnijmy sobie zatem postać Odyseusza – bohaterskiego wojownika spod Troi, któremu wędrówka do rodzinnej Itaki po zdobyciu okupowanego miasta zajęła aż 10 lat. Przez ten długi czas dzielny heros, powodowany tęsknotą za ojczyzną, żoną i synem, musiał znosić szereg niebezpieczeństw, które były skutkiem gniewu Bożego. I tak między innymi stawiał czoła cyklopowi i czarodziejce Kirke, uniknął zwodzącego głosu syren, więziony był przez zakochaną nimfę Kalypso, błądził po Hadesie i znosił gniew Zeusa za jedzenie mięsa świętego wołu Heliosa. Upór i determinacja pomogły jednak Odysowi przezwyciężyć te wszystkie przeszkody i zrealizować marzenie ujrzenia domu.

Życie Odyseusza – wygnańca i tułacza – odnieść można do losów wielu Polaków w czasie naszej burzliwej historii. Podczas II wojny światowej naszych rodaków wywożonych na roboty lub do obozów (sowieckich i niemieckich) przy życiu trzymała jedynie nadzieja powrotu do domu. Gustaw Herling–Grudziński w Innym świecie mówi, iż myśl ta – podobnie jak mitycznemu Odysowi – dawała siłę, by przetrwać. Wspomnienie bliskich osób, znajomych miejsc, ulubionych sprzętów oraz sposobu życia, jakie niegdyś się wiodło, dawały więźniom moc przetrwania. Wiara, że nastąpi dzień, w którym powróci się do tamtego życia, była motywacją do znoszenia cierpienia, męki i okrucieństwa ze strony wroga.

Pragnienie powrotu do normalności, do rodziców i cywilizowanego świata motywuje do walki o życie małego chłopca z powieści Jerzego Kosińskiego pt. Malowany ptak. Tułając się po wsiach, osamotniony w wojennej zawierusze, nieludzko doświadczony przez ciemnych i zacofanych chłopów, robi wszystko, aby przetrwać i odnaleźć dom. W podobnych temu przypadkach należy zastanowić się, jak wpływa na psychikę człowieka walka o życie, prowadzona za wszelką cenę, jak zmienia ona wizję świata. Czy Odys także stać się musiał malowanym ptakiem – odrzuconym, wyalienowanym i zadziobanym przez inność, którą reprezentuje, aby powrócić do Itaki? Czy warto znosić piekło poszukiwań, jeśli istnieje możliwość, że nie dla każdego znajdzie się miejsce w wymarzonej Itace?

Powrót do własnej Itaki wcale nie musi odbywać się w sposób dosłowny. Przypomnijmy sobie sytuację polskiej emigracji dziewiętnastowiecznej, dla której Mickiewiczowski Pan Tadeusz był przypomnieniem rodzinnych stron. Geneza tego eposu ściśle wiąże się z wszechobecną nostalgią Polaków za ojczyzną i gorącym pragnieniem powrotu do niej. Owa droga do domu, do ojczyzny, czyli Itaki, odbywać się więc może za sprawą literatury, jak w przypadku Mickiewicza lub Konwickiego, który – można powiedzieć – powracał na Kresy Wschodnie na kartach powieści Bohiń.

Motyw życia jako wiecznej tułaczki w poszukiwaniu miejsca dla siebie odnajdujemy także w Ludziach bezdomnych Stefana Żeromskiego. Każdy człowiek potrzebuje odnaleźć w świecie swą własną, symboliczną Itakę, czyli dom, ciepło, do którego zawsze będzie mógł powracać. Ów dom możemy rozumieć jako budynek, w którym mieszkamy, rodzinę, którą kochamy, ale także jako pozycję i funkcję, jaką pełnimy w społeczeństwie. Dopiero gdy człowiek zapewni sobie te trzy podstawowe warunki, może czuć się w pełni ustabilizowany, szczęśliwy. Bohaterowie Żeromskiego, doktor Judym i Joasia Podborska, są ciągle jakby „w drodze”, czyli wciąż poszukują. Oni nie powracają do znanego i ukochanego miejsca jak Odys, lecz dopiero takiego miejsca szukają.

Inaczej rozumiane słowa Staffa mogą, jak już wspomniałam, wyrażać prawdy bardziej ogólne, uniwersalne, stanowią bowiem odniesienie do życiowych ideałów. Ważne jest to, by pozostać wiernym sobie, swojemu systemowi wartości. Oczywisty jest fakt, że człowiek ulega zmianom i weryfikuje swoje poglądy wraz z pogłębieniem wiedzy o świecie, wraz z rosnącym doświadczeniem. Istotne jest jednak, by naprzód iść śmiało, pracować nad sobą i dążyć do samorealizacji, a jednocześnie pozostawać wiernym wewnętrznym priorytetom, którym winny być podporządkowane wszelkie drogi rozwoju. W tym rozumieniu ową Itaką, do której każdy z nas wraca, są nasze serce i rozum. One bowiem nie podlegają dewaluacji bez względu na warunki, czego dowiedli bohaterowie literatury wojennej. Zachowanie własnego światopoglądu i moralności w obliczu zagrożenia życia jest bardzo trudne, ale utwierdza człowieka w jego wartości i daje siłę przetrwania.

Słowa Staffa interpretować można także jako nawiązanie do starożytnej szkoły fiozoficznej – stoicyzmu. Itaka wzrasta w takim rozumieniu do symbolu spokoju, do miejsca, które pozostaje poza emocjami. Czy jest to nasze serce czy dom, którego ściany odgradzają nas od ziemskich namiętności – zaznajemy tam harmonii, łagodności i odpoczynku.

Powrót do Itaki, wędrówka Odysa oznaczać może także ludzkie zmagania z życiem i powrót w nicość, jaką jest śmierć. Być może jest to wyraz zamkniętej, nieodwracalnej i dla wszystkich nas nieuniknionej cyrkulacji natury – od narodzin do umierania. Wszak to śmierć czyni nas równymi wobec siebie – każdego z nas prędzej czy później zabierze z tego świata. W metaforycznym rozumieniu całe nasze życie stanowi wędrówkę, której ostatecznym celem jest Itaka. Każdy z nas nosi w sobie wizję własnego kraju wiecznej szczęśliwości, jednak niezależnie od obrządku, ideologii i wiary większość ludzi na Ziemi wierzy gorąco i z całego serca pragnie, by po śmierci połączyć się z własnym Bogiem i doświadczyć zbawienia. Czyżby dopiero gdzieś w innym świecie istniała prawdziwa Itaka?

Wydaje mi się, że występuje tu analogia do naszego ziemskiego życia. Doświadczamy wielu przyjemności i radości życia codziennego, nieraz obserwujemy miłość i piękno, ale – powtarzając słowa Platona – stwierdzić należy, że choć raz ujrzy człowiek prawdziwe piękno, jakim jest Bóg, nie chce on już więcej oglądać ziemskich błyskotek. W moim odczuciu miejscem oglądania piękna, o którym mówił Platon, jest właśnie Itaka, przez chrześcijan nazwana rajem.

Każdy człowiek jest indywidualnością, inaczej odbiera poezję, ma swój cel w życiu. Itaka może zatem oznaczać po prostu sens istnienia, a wędrówka do niej stanowić może symbol poszukiwań owego sensu.

W swojej pracy usiłowałam przedstawić kilka możliwych sposobów interpretacji fragmentu wiersza Staffa podanego w temacie. Kolejność prezentacji owych sposobów nie jest przypadkowa. Uważny czytelnik powinien zwrócić uwagę na prawidłowość polegającą na swego rodzaju hierarchii – od interpretacji dosłownej, konkretnej i logicznej, do coraz bardziej metaforycznych, symbolicznych i abstrakcyjnych.

Na koniec moich rozważań proponuję zestawienie słownych ambiwalentów Itaki dla poszczególnych sposobów interpretacji. I tak Itakę określa się kolejno jako: ojczyznę, dom, rodzinę, serce i rozum, raj, aż wreszcie sens życia. To wyliczenie unaocznia jeszcze jedną ważną kwestię. Itakę postrzegamy jako cel. W zależności od tego, co dla konkretnej osoby jest życiowym celem, będzie on nadawał różne znaczenia Itace. Dla patrioty będzie to ojczyzna, a dla kochającej matki – dom i rodzina. Nie dane jest nam rozsądzać o tym, czy któreś z tych znaczeń, czyli celów życia jest ważniejsze, nadrzędne. Jednak nie o klasyfikację tu chodzi. Istotny jest fakt, że Itaka zawsze kojarzona jest z czymś najważniejszym, najbardziej znaczącym. Mam tylko nadzieję, że nie będzie musiała pozostawać w sferze mitycznych wyobrażeń, marzeń.

Chciałabym, aby każdemu udało się, podobnie jak Odysowi, kiedyś do niej dotrzeć. A jeśli zmuszeni będziemy pokonać podobną ilość przeszkód – ujrzenie Itaki da nam więcej satysfakcji.

22

Literackie obrazy okrucieństwa wojny w literaturze dawnej i współczesnej.


Z obrazami wojny możemy się spotkać w wielu utworach literackich różnych epok, od starożytności aż po czasy współczesne. Związane jest to z tym, że wojny toczyły się od najdawniejszych czasów, zaś literatura była jak gdyby „zwierciadłem” rzeczywistości. Wojny możemy podzielić na zaborcze i obronne.

Zgadzam się ze słowami A. Frycza–Modrzewskiego, wielkie–go publicysty czasów renesansu, że:


Ci, którzy dają się popchnąć do wojny, nie jakąś inną koniecznością, ale żądzą sławy i rozszerzenia swego panowania, najmniej troszczą się o sprawy ludzkie. Bo podczas, gdy chcą rozsławić swoje imię, narażają na niebezpieczeństwo mienie i głowy obywateli, napełniają wszystko rzezią i nie kończącymi się klęskami obu stron, a sami przy tym nie dość sobie zdają sprawę z tego, czego tak bardzo pożądają.


A więc rzezie, okrucieństwo – oto co cechuje, według Modrzewskiego, każdą wojnę.


Najstarszą wojną w dziejach Europy, ukazaną przez starożytnego pisarza Homera, była wojna trojańska z XII wieku p.n.e. Jak podają stare mity, przyczyną jej było porwanie przez Parysa, królewicza trojańskiego, Heleny, żony króla Sparty. Grecy w pełnym uzbrojeniu przepłynęli Morze Śródziemne, otoczyli Troję, nie mogąc zdobyć jej przez 10 lat. W ostatnim roku wojny, kiedy toczy się akcja Iliady, Homer opisuje liczne pojedynki pomiędzy wojownikami i bitwy toczące się wokół miasta. Poeta szczegółowo opisuje pojedynki sławnych rycerzy, ich uzbrojenie, a przede wszystkim podkreśla ich odwagę, zarazem jednak i okrucieństwo. Szczególnie widoczne jest ono w czasie słynnego pojedynku Hektora, syna króla Troi, i Achillesa, najdzielniejszego z greckich wojowników. Okrucieństwo, zwłaszcza Achillesa, nie ma miary. Mści się on bowiem za śmierć przyjaciela nawet na zwłokach dzielnego Hektora.

Homer oddaje hołd wojownikom zarówno jednej, jak i drugiej strony, ale zarazem ukazuje wielkie straty, jakie powoduje wojna. Ginie bowiem nie tylko Hektor, ale i jego bracia: Parys i Deisob. Okrucieństwo jej jest więc ogromne.

Średniowieczna Pieśń o Rolandzie również przedstawia nie tylko cele, dla jakich wojna była prowadzona, ale również jej okrucieństwo.

Roland był dowódcą straży tylnej króla Karola Wielkiego. Podczas powrotu z krucjaty został zaskoczony przez Saracenów w wąwozie górskim. Autor pieśni maluje bitwę, która rozegrała się w wąwozie i wielką przegraną chrześcijan – Francuzów. Obraz bitwy jest niezwykle plastyczny, zaś pisarz podkreśla okrucieństwo, zwłaszcza pogan. Ginie również Roland raniony w głowę, jak i cały kwiat rycerstwa francuskiego. Wojna ta miała charakter religijny. Autor pieśni podkreśla męstwo chrześcijan i okrucieństwo pogan.

Najciekawszym utworem polskim ukazującym okrucieństwa wojny jest Transakcja wojny chocimskiej W. Potockiego. Utwór przedstawia słynną bitwę pod Chocimiem z 1721 roku, w której Sarmaci odnieśli wielkie zwycięstwo nad Turkami, poganami. Jest to również wojna religijna, ponieważ Polska w owym czasie była przedmurzem chrześcijaństwa. Poeta w sposób niemal naturalistyczny przedstawia bitwę, podkreślając nie tylko odwagę chrześcijan, ale również ich okrucieństwo. Autor jest przekonany, że sam Bóg pomagał Polakom, ponieważ walczyli w słusznej sprawie za wiarę i zagrożoną ojczyznę.

Obrazy bitew zawarte są również w Pamiętnikach J. Ch. Paska. Wiek XVII w Polsce to czasy wojen z Turkami, Szwedami, Moskwą. Pasek służył pod Czarnieckim i zawędrował z nim aż do Danii. W swoim dziele rysuje obraz żołnierza–Sarmaty, który jest odważny i zachowuje się mężnie w bitwach, ale o tym decyduje bardziej przywiązanie do wodza, ambicje osobiste i chęć zdobycia łupów niż świadomy patriotyzm. Bierze on udział w wojnach obronnych, jest więc zacięty w walce. Szczególne okrucieństwo zachowuje wobec pogan, którzy napadli na jego rodzinny kraj.

Kolejnym utworem, który powstał w II połowie XVII wieku, był „Potop” H. Sienkiewicza, pisany „ku pokrzepieniu serc” Polaków znajdujących się pod zaborami. Przedstawia on wojnę obronną, polsko–szwedzką w XVII wieku. Najwspanialszym opisem jest obrona klasztoru na Jasnej Górze, którą dowodził ksiądz Kordecki, a brał w niej udział główny bohater powieści A. Kmicic–Babinicz. Polacy bronili Częstochowy z wielkim poświęceniem, gdyż była ona ostoją wiary i polskości. Ale i tu odnajdujemy sceny pełne okrucieństwa, mrożące krew w żyłach czytelnikowi. Po wysadzeniu szwedzkiej kolubryny Kmicic zostaje przez Szwedów wzięty do niewoli i zdrajca Kuklinowski mści się na nim, przypalając mu rozpalonym żelazem boki. H. Sienkiewicz przedstawia w powieści wiele okrutnych scen, jednak ponieważ Polacy bronili swojego kraju i swojej wiary, ich postępowanie jest usprawiedliwione.

Obrazy okrucieństwa wojny odnajdujemy w wielu utworach literatury powojennej. Cechą charakterystyczną II wojny światowej było to, że toczyła się nie tylko na frontach. Hitlerowcy podejmowali walkę z ludnością cywilną, ponieważ faszyzm zakładał wyniszczenie podludzi. Planował podporządkować sobie ludność krajów okupowanych i zmusić do pracy dla Wielkiej Rzeszy. Temu służyły obozy koncentracyjne, w których gazowano większość ludzi, zaś silnych i młodych zmuszano do pracy.

Pisarze, którzy przeżyli wojnę: Z. Nałkowska, T. Borowski i G. Herling–Grudziński byli wstrząśnięci zbrodniczą działalnością hitlerowców i sowietów, toteż zaraz po wojnie napisali utwory poświęcone tym zagadnieniom.

Utworem, który szczegółowo przedstawia wojnę w okupowanej Warszawie, było opowiadanie T. Borowskiego „Pożegnanie z Marią”. Obrazy Warszawy z tego okresu są pełne okrucieństwa; autor ukazuje bombardowania, zaciemnienia, godziny policyjne, a także łapanki uliczne. W takiej właśnie łapance została zatrzymana Maria, narzeczona Tadeusza i wywieziona następnie do obozu koncentracyjnego. Borowski opisuje sposoby zdobywania żywności w owym czasie czy wykupywania ludzi z więzień. Z warszawskiego getta do dzielnicy aryjskiej przedostają się uciekinierzy żydowscy, którzy szukają schronienia u Polaków. Jednak Tadeusz i Maria starają się żyć normalnie, w tym „nienormalnym” świecie, w którym śmierć czyha na każdym kroku.

Kwintesencją II wojny światowej były obozy koncentracyjne, tak zwane obozy pracy i piece krematoryjne, w których gazowano wielu, zwłaszcza starych, słabych ludzi czy dzieci. Opisała ten fakt Z. Nałkowska w „Medalionach” oraz T. Borowski w swoich opowiadaniach obozowych, np. „U nas w Auschwitzu” czy „Proszę państwa do gazu”. W scenach opisanych przez T. Borowskiego tkwi prawdziwe okrucieństwo faszystów, którzy inne nacje traktowali jak podludzi. Przedstawia transporty ludzi przeznaczonych na zagładę, selekcje, gazowanie słabych i chorych i ciężką pracę silnych i młodych. Racje żywnościowe dla więźniów były tak małe, że po kilku tygodniach zaczynali chorować i umierali z wycieńczenia. Pisarz ukazuje spekulacje żywnością, ponieważ ludzie usiłowali przeżyć za wszelką cenę.

Okres II wojny światowej słusznie został nazwany epoką pieców, ponieważ taka zbrodnia w naszej cywilizacji nigdy jeszcze nie miała miejsca.

Inną zbrodnią była wytwórnia mydła z trupów ludzkich, założona przez profesora Spanera. Obrazy, które pisarka tam zobaczyła po wojnie i opisała, pracując w Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich, wstrząsają do dzisiaj. Gdy Komisja weszła do Akademii Medycznej, oczom jej ukazały się szczątki ludzkie w kadziach, przygotowane do przetworzenia na mydło.

Powstało jeszcze wiele utworów przedstawiających okrucieństwa ostatniej wojny na wielu jej frontach. Jedną z takich książek jest A. Fiedlera Dywizjon 303, która przedstawia bitwę o Anglię i udział w niej Polaków.

Od 50 lat na szczęście na terenie Polski i w jej najbliższych okolicach nie toczą się żadne wojny. W lokalne konflikty mające miejsce daleko od Polski nie jesteśmy bezpośrednio zaangażowani. Jest to więc okres wyjątkowo szczęśliwy dla Polski, w którym dorastające pokolenia wojnę i okrucieństwo, jakie ona niesie, znają tylko z utworów literackich, dokumentów i opowiadań dziadków.

23

Literatura i sztuka wobec ludzkiego cierpienia.


Ale ten płacz Antygony,

Co szuka swojego brata,

To jest zaiste nad miarę

Wytrzymałości

(Czesław Miłosz)


Jesienią 1846 roku ulicą Petersburga szedł młody, dwudziestokilkuletni człowiek. Gdy zobaczył idącego z przeciwnej strony Turgieniewa, krzyknął: Nikt mi niestraszny, nikt, dajcie mi tylko czasu, a ja was wszystkich wdepczę w błoto! Dostojewski, bo to on był owym młodym człowiekiem, pytany potem o ten gwałtowny wybuch, odpowiedział, iż jego celem i największym marzeniem jest ukazanie tragizmu ludzkiego losu, jakiegoś wewnętrznego rozdarcia i cierpienia, które są udziałem każdego z nas.

Gdy przeczytałam o tym incydencie, to (choć sama postać Dostojewskiego jest niewątpliwie postacią fascynującą) uwagę moją zwróciło nie zachowanie pisarza, a fakt nieco inny. Otóż pewnym zaskoczeniem stała się dla mnie świadomość, iż największym marzeniem jednego z najdoskonalszych, według mnie, twórców było oddanie pełni ludzkiego cierpienia. Wniknięcie w jego przyczyny, głęboka analiza, próba odnalezienia jego sensu – oto zadanie, które postawił przed sobą Dostojewski, ale chyba nie tylko on... Słowa przez niego wypowiedziane są dla mnie bowiem swoistym symptomem zjawiska pojawiającego się w literaturze i sztuce wszystkich epok. Problem ludzkiego cierpienia w twórczości wielu artystów jawi się jako niezwykle istotny, czasem wręcz fundamentalny. Warto więc go przeanalizować.

Patrząc na to, czym jest dla twórcy cierpienie, w jaki sposób stara się je udokumentować, zrozumieć, wyjaśnić, dość wyraźnie dostrzegamy pewną ewolucję patrzenia na ten problem, jakby kolejne etapy na drodze poznawania i przedstawiania cierpienia. Odczuwanie cierpienia z pewnością nie jest obce nikomu. Nieważne, czy jest to „ból istnienia” Wertera czy „dramat bezideowości” Kordiana, ból Antygony czy nie mniej bolesna samotność pani Bovary. Jakimkolwiek to cierpienie by było, to oprócz lęku i bólu niesie ze sobą pragnienie nazywania go, zarysowania choćby jego konturów. U twórców pragnienie to jest tak silne, że często jak gdyby zagłusza samą istotę cierpienia. Tak więc artysta, człowiek wrażliwy, z pewnością na cierpienie nie pozostaje obojętny, podejmuje próbę poznania go, przekazania poprzez swoje dzieło. Niejednokrotnie ta próba okazuje się trudna i dramatyczna. Wystarczy wspomnieć wypowiedź Tuwima szukającego słów dla żywego świata:


Boże dobry moich lat chłopięcych

Moich jasnych świtów Boże święty

Czy już nigdy nie będzie więcej

Szumiącej nad słowem mięty

Czy to już tak zawsze i wszędzie

Będą słowa wyrywał z rozpaczy

I sitowia, sitowia zwyczajnego

Nigdy zwyczajnie nie zobaczę.


Być może spostrzeżenia podmiotu lirycznego są subiektywne, ale nie ma dla mnie w całej literaturze słów dobitniej mówiących o cierpieniu. Co prawda, mowa tu jest o odczuciach twórcy nie znajdującego słów, by nazywać to uczucie, ale jednak przecież o cierpieniu. Istotny jednak wydaje mi się tutaj jeszcze jeden fakt – ukazanie ludzkiego cierpienia poprzez literaturę i sztukę jest co najmniej niełatwe, a być może w ogóle nie jest do zrealizowania.

Jednakże wobec ogromu cierpienia, o którym wspomniałam wcześniej, próba ta będzie, moim zdaniem, na nowo podejmowana. I w tym momencie rozpoczyna się jakby kolejny etap. Artysta zaczyna szukać przyczyn cierpienia, analizować motywy postępowania, konsekwencji czynów człowieka, chce dotrzeć do najgłębiej ukrytych zakamarków jego duszy. W efekcie powstaje swoiste studium cierpienia. Wystarczy tu wspomnieć chociażby rozterki Raskolnikowa czy Makbeta. Od twórcy tylko zależy, na ile dokładnie i na ile doskonale odda to, co dzieje się w jego wnętrzu. Nie sposób nie odwołać się tutaj do (moim zdaniem) jednej z najdoskonalszych, najbardziej udanych realizacji tego zamierzenia, mianowicie do Niepokojów wychowanka Törlessa Roberta Musila. Opisy cierpień i rozterek bohatera czującego między swoim najwewnętrzniejszym „ja” a tym, co wypowiada i nazywa – jakąś odległość nie do pokonania, mur nie do rozbicia – są wręcz mistrzowskim zapisem ludzkiego cierpienia. Tak głęboka analiza, obecna przecież u wielu twórców, prowadzi także do poznania różnych rodzajów cierpienia, specyfiki takiego stanu. Różni się przecież bardzo cierpienie Syzyfa czy Prometeusza od cierpienia Hioba. Inaczej czuje się opuszczona małżonka św. Aleksego, inaczej Justyna Bogutówna. Cierpień Lorda Jima nie można porównać z przeżyciami Wertera.

A więc potrafi artysta w większym lub w mniejszym stopniu, dokonując analizy zachowań, reakcji, sposobu myślenia, dotrzeć do „środka duszy” swojego cierpiącego bohatera. I w tym momencie możliwe są dwie drogi. Temat wymaga, abym przedstawiła obie, choć jedna z nich wydaje mi się bardziej warta uwagi. Gdy stwierdzimy bowiem, że znamy człowieka, jego pragnienia, ograniczenia, cele, z których wypływa cierpienie (bo w zasadzie literatura i sztuka wykazały, iż cierpienie to nic innego, jak dramat bezideowości lub niemożności realizacji tejże), to jedynym, co nam pozostaje, jest poszukiwanie wyjścia z tego swoistego labiryntu bólu i lęku. Pomijam oczywiście modernistyczną rezygnację z wszystkiego i chęć „zanurzenia się w nirwanie”, gdyż koncepcja ta, według mnie, jest raczej ucieczką od problemu niż próbą jego rozwiązania. Poszukiwanie drogi do szczęścia w zasadzie znane jest chyba każdemu człowiekowi, więc jest ono niezwykle istotne. W artystyczny sposób powinno być cenne i niezastąpione.

I po raz kolejny słuszne wydaje mi się nawiązanie do „Zbrodni i kary” Dostojewskiego, a mianowicie do postaci Soni, która sugeruje Raskolnikowowi, by przyjął cierpienie i tym sposobem odkupił swoje winy. Jest to chyba pewien fenomen – zarówno w prozie, w poezji, dramacie, jak i malarstwie. Sposobem na wyjście z kryzysu, na zrozumienie cierpienia staje się etyka chrześcijańska. Nieprzypadkowo bowiem obok „przegranego”, wydawałoby się, Raskolnikowa pojawia się Sonia. W pewien sposób do niego podobna, bo oboje „sprzedali siebie”, staje się jednak swoistym cudem, który (tak jak w przypowieści o Łazarzu) pozwala odzyskać wiarę, nadzieję, oddalić smutek, cierpienie i rozpacz.

Piszę tak dużo o tej sytuacji, gdyż jest ona charakterystyczna dla wielu twórców. Wystarczy przypomnieć treny Kochanowskiego, wizję Pankracego w ostatniej scenie „Nie–Boskiej komedii” czy hymny Kasprowicza, by zobaczyć, jak istotne miejsce zajmuje etyka chrześcijańska. Warto przypomnieć niezawinione cierpienie Hioba, który z pokorą poddał się woli Boga, choć nie rozumiał, dlaczego Stwórca tak okrutnie go karze (bogobojny Hiob utracił rodzinę, majątek i zdrowie). Hiob rozumiał, że plany Boga nigdy nie będą zrozumiałe dla człowieka i że jedyne, co może zrobić, to cierpliwie czekać na boskie miłosierdzie.

Cierpienie nierozerwalnie złączone jest z miłością i wiarą, dzięki którym człowiekowi łatwiej jest je znosić. To zagadnienie ukazane jest w filmie Kieślowskigo Niebieski. Kiedy cierpienie staje się doświadczeniem większym niż cokolwiek, dane nam było poznać w życiu (bohaterka filmu Julie traci w wypadku męża i dziecko), a na dodatek zabiera nawet wspomnienia, mogące przecież stać się – jak pisał o tym Borges – swoistym „rajem utraconym” (Julie nie zostają nawet wspomnienia, bo małżeństwo, które wydawało się jej szczęśliwe, było złudą i jakimś totalnym fałszem, jedynie iluzją – jej mąż związany był jeszcze z inną kobietą), to okazuje się, że tylko niezwykle silna wiara, wielka nadzieja i ogarniająca wszystkich miłość mogą stać się większe niż cierpienie.

Próby odnalezienia sensu cierpienia, jego wyjaśnienia, zwykle zakończone zostają sukcesem, bo człowiek potrafi chyba jednak rozwiązywać każdy problem. Lecz napisałam wcześniej, że kiedy człowiek pozna swoje cierpienie, to zwykle są dwie możliwości działania. Dokładna analiza, wyciąganie wniosków, swojego rodzaju „wyzwalanie się” dokonywane przez twórców jest na pewno trudne, ważne, ale czy... potrzebne? Moja ocena jest oczywiście subiektywna, ale przyznam, że czasami czuję przesyt, nuży mnie zbyt drobiazgowa analiza, zbyt boleśnie i dramatycznie przeżywane życie. Czytając „Antygonę”, nie mogłam oprzeć się dziwnemu wrażeniu, iż jej ból, rozpacz są trochę sztuczne, trochę „nad miarę wytrzymałości”. Jej trwanie w podjętej decyzji ocierało się czasem o jakąś przekorę, a nawet wręcz fanatyzm. Jej płacz nie wzbudzał we mnie współczucia, a drażnił i irytował, to jej dziwny upór (a nie istnienie dwóch równorzędnych, lecz przeciwstawnych racji) był dla mnie przyczyną zaistniałej tragedii.

Celowo dopiero w tym momencie nawiązałam do fragmentu wiersza Czesława Miłosza – dopiero teraz bowiem mogę pokazać to, wcale nie tak rzadkie, zjawisko przedstawienia ludzkiego cierpienia tak, iż jest ono „zaiste nad miarę wytrzymałości”. Bolesław Prus w jednym z wywiadów porównał kiedyś dzieło literackie do obrazu, na którym jest las. Powiedział, że czasami widać dokładnie wszystkie drzewa, a nie widać... lasu. Tymczasem zadaniem artysty, i to nie tylko literata, jest przede wszystkim ukazanie owego lasu. I trochę podobnie jest z przedstawieniem ludzkiego cierpienia – widać mnóstwo detali, tymczasem zatarta zostaje sama istota takiego stanu. Postacie (jak chociażby Antygona) stają się zbyt sztuczne, zresztą chyba dlatego, że ich twórca chce, by były jak najbardziej naturalne.

A więc wręcz ciśnie się na usta pytanie: czy taki sposób przedstawienia, obrazowania ludzkiego cierpienia jest sposobem najdoskonalszym? Otóż, moim zdaniem, nie! Jest bowiem jeszcze owa druga możliwość, o której już wspomniałam, dużo bardziej pociągająca i atrakcyjna, bo przynosząca znacznie lepsze efekty.

Jest taki obraz Muncha, który artysta zatytułował „Krzyk – kilka barwnych plam, nieskomplikowana linia, a jednak...”. A jednak krzyk ukazanej postaci jest na tyle przejmujący, że gdy patrzę na ten obraz, to mam wrażenie, iż to ten potworny wrzask wręcz „niebo w pasy drze”, sprawia, że wszystko zamiera w bezruchu. A owa postać, mimo prostej przecież linii, ma na twarzy wypisane więcej niż gdyby była namalowana realistycznie. Jej nieme cierpienie (nieme – bo swoistym paradoksem tego obrazu jest, według mnie, to, że zawiera on w sobie jednocześnie najpotworniejszy krzyk, jak i najbardziej upiorną, przerażającą ciszę, łączy dynamikę i statystykę) wyraża dużo więcej niż potrafi zrobić jakikolwiek inny obraz. Krzyk jest jednym z moich ulubionych obrazów, bo stanowi swoisty symbol tego, o co (według mnie) chodzi w sztuce.

Realne i wierne oddanie cierpienia nie jest możliwe, tak więc dużo doskonalsze i dojrzalsze artystycznie będzie przyjęcie nieco innej konwencji. Mam na myśli wykorzystanie tylko pewnego symbolu, niedomówienia, niejasności, by wyrazić to, co teoretycznie niewyrażalne. I nie jest konieczne posługiwanie się, tak jak Munch, techniką symbolizmu i ekspresjonizmu. Przed oczami stają mi bowiem także grafiki Bruna Schulza, którego o ekspresjonizm trudno posądzić. Jednakże grafiki, na których pokazywał Edzia czy Adelę i jej adoratorów (będące, notabene, ilustracjami do utworów), mimo zupełnie innego charakteru, są czasami równie wymowne jak obrazy Muncha. Wobec pewnego ciepła, pogody, które zawsze niesie ze sobą twórczość Schulza, niekiedy jeszcze brutalniej potrafią obnażyć ludzką samotność.

Co jednak będzie się działo, gdy droga artystyczna pójdzie właśnie w kierunku owej umowności i symboliczności w ukazywaniu cierpienia? Od symbolu niedaleko chyba do karykatury i groteski, do czegoś, co dla mnie jest szczytem artyzmu w pokazywaniu ludzkiego bólu.

Widziałam niedawno reprodukcję obrazu, który podobno obejrzał Beckett, zanim napisał Czekając na Godota. Obraz niezwykle prosty – noc, droga, księżyc, dwie postacie zaznaczone dość grubą kreską. Skojarzenie z Estragonem i Vladimirem jest natychmiastowe. W zasadzie, znając ten obraz, sztukę Becketta, jak i liczne interpretacje sceniczne, można zastanawiać się, czy „to” w ogóle jest o cierpieniu, przecież bohaterowie są śmieszni, karykaturalni, nie mają żadnej idei (bo trudno potraktować czekanie jako ideę – jeśli nawet, to nie mają szansy realizacji), nie poszukują – próba samobójstwa kończy się ze złamaniem jedynej uschniętej gałęzi – a jednak... A jednak jest to chyba „rzecz o cier

pieniu”, i to bardziej wymowna niż analizy Dostojewskiego czy Szekspira, niż rozpacz Kochanowskiego w trenach czy porywy namiętności Wertera. Taki człowiek najpierw budzący śmiech, najwyżej litość, staje się swoistym fenomenem literatury, bo litość szybko przeradza się w coraz głębsze współczucie, aż w pewnym momencie, nagle, ukazuje się nam ktoś, czyja sytuacja jest o wiele trudniejsza i bardziej tragiczna niż rozpaczającej Antygony czy Hioba. Gdy czytamy jedną z powieści Dostojewskiego, autor przygotowuje nas w pewien sposób do tego, iż ukaże cierpienie; nasza świadomość takiego stanu rośnie stopniowo, u Becketta jest ona szokiem. Przypomina mi to trochę ekranizację powieści Homo Faber Maxa Frischa. O ile czytając książkę, ma się świadomość rozgrywającej się tragedii, o tyle oglądając film, w pewnym momencie czuje się zaskoczenie. Cierpienie pokazane jest w ten sposób, że właśnie szokuje, ma dużo istotniejszą moc przekazu. Pusta scena w sztukach Becketta (uschłe drzewko w Czekając na Gogota lub góra piasku w Radosnych dniach stanowią jedyny jej wystrój) dużo więcej powiedziała o cierpieniu niż przebogata czasami scenografia dramatów szekspirowskich. Są jednak sytuacje, których ująć w ramy przedstawionego przeze mnie schematu nie można.

Dotychczas rozważałam jedynie problem cierpienia jednostki, co jednak robić, gdy cierpią miliony? Myślę o twórcach okresu wojny i okupacji. To, co działo się wtedy (obojętne czy opisane jest to w „Innym świecie” czy „Dzienniku pisanym nocą” G. Herlinga–Grudzińskiego, czy w chaotycznej relacji w Pamiętniku z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego), przekracza ludzką wyobraźnię. Każdy z ludzi, który doświadczył cierpienia, jakie niesie ze sobą wojna, mógłby powtórzyć za Krzysztofem Kamilem Baczyńskim:


Boże mój ja przed Tobą

Ołtarz ciała rozdarty

Jedynym sumieniem zrodzony

Dymię tysiącem martwych


I każdy taki zapis będzie dokumentem ludzkiego cierpienia. Dokumentem w pewien sposób doskonałym, bo nie wymagającym jakiejkolwiek analizy; każdy komentarz, analiza takiej literatury czy sztuki będzie tylko jej spłyceniem.

Ludzie zawsze cierpieli. Motyw cierpienia pojawia się więc literaturze i sztuce od zawsze. Myślę, że artysta nigdy na ból nie zareaguje obojętnością, jednak każdy przedstawia ten motyw w sposób bardzo różny. Artystycznym rozważaniom o cierpieniu towarzyszyć musi zawsze nadzieja, bo tak naprawdę tylko ona jest silniejsza niż samo cierpienie. Dlatego też chciałabym zakończyć te rozważania fragmentem wiersza Adama Asnyka:


Miejcie nadzieję nie tę lichą naszą

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

24

Literatura lat powojennych jako próba oceny systemu totalitarnego.


Państwa o charakterze totalitarnym istniały na długo przed sprecyzowaniem pojęcia „totalitaryzm” i jednoznacznym określeniem cech podobnego ustroju. Sam termin po raz pierwszy został użyty w 1934 roku przez Gentile'a na oznaczenie państwa, któremu przysługuje pełna władza nad obywatelami. W tym sensie totalitaryzm był odrzuceniem idei społeczeństwa obywatelskiego, postulował zarówno rozszerzenie dziedzin władzy państwowej, jak i jej zakresu. Państwo totalitarne to zatem takie, w którym nic nie jest obojętne organom rządowym i w którym nic nie powinno dziać się bez ich wiedzy i oddziaływania. Jeżeli za większością badaczy przyjmiemy Włochy Mussoliniego za pierwsze państwo o ustroju totalitarnym, pozostaje pytanie: czym w takim razie był starożytny Rzym z centralną i autokratyczną władzą cesarza oraz Egipt za czasów faraonów? Być może tego rodzaju pytania skłoniły część naukowców zajmujących się tym problemem do poszukiwań sięgających daleko wcześniej niż pierwsze 30 lat naszego stulecia. Analiza starożytnej myśli politycznej nasuwa spostrzeżenie, że genezy totalitaryzmu można szukać w rozważaniach Platona. Inna teoria głosi, iż korzenie totalitaryzmu tkwią w filozofii Hegla, Machiavellego, Rousseau oraz Marksa.

O ile totalitaryzm jako koncepcja polityczna rozwinął się we Włoszech, o tyle powszechnie uznawana jest teoria, że reżim faszystowskich Włoch w rzeczywistości nie miał charakteru totalitarnego. Za egzemplifikację tegoż ustroju zdecydowanie uważa się reżim hitlerowskich Niemiec, stalinizm w ZSRR i niektórych państw Europy Zachodniej (do 1956 r.) oraz państwo Czerwonych Khmerów w Kampuczy. Totalitaryzm postrzegany jest jako syndrom sześciu elementów:

monopolu oficjalnej ideologii

monopolu jednej masowej partii

terrorystycznej kontroli policyjnej

monopolu środków komunikacji społecznej

monopolu centralnie sterowanej gospodarki

monopolu wszelkich środków przemocy


Polska, z racji swego położenia geograficznego, generalnie stykała się z dwoma systemami totalitarnymi, czyli stalinizmem i hitleryzmem. Ingerencja dwóch państw: Niemiec i ZSRR (a wcześniej Rosji Radzieckiej) wywarła ogromne piętno na Polsce i Polakach, czego odbicie odnajdujemy w literaturze, która wielokrotnie podejmowała ów temat.

Stanisław Ignacy Witkiewicz już w pierwszych latach naszego stulecia odczuwał obsesyjny lęk przed Rosją, obawiał się „czerwonej zarazy” i imperialistycznej zaborczości rosyjskiej. Był to okres tuż po rewolucji październikowej, czyli czas, kiedy w Rosji zachodziły ogromne zmiany – rodził się system komunistyczny. Obsesją Witkacego stało się przeświadczenie, że wschodni sąsiedzi „zaleją” Polskę, a tym samym zabiją nasze indywidualności. Rozwój cywilizacji, urbanizacja i uprzemysłowienie budziły w nim niepokoje, które znalazły odbicie w jego twórczości. Uosobieniem swoich lęków uczynił Witkacy Hiper–robociarza – silnego, bezkompromisowego robotnika, prostaka z dramatu Szewcy. Hiper–robociarz jest posiadaczem hochexplosiv bomb – symbolu postępu cywilizacji, który ma ułatwić mu dokonanie przewrotu. Chce on rewolucji przemysłowo–naukowej, stawia na postęp i pracę. Planuje zastraszenie społeczeństwa i podporządkowanie sobie jego reprezentantów poprzez terror. Autor wyraża niechęć i strach przed robociarzem, a w warunkach jego władzy dostrzega przyczynę rychłej śmierci wszelkiej indywidualności. Witkacy jako jeden z pierwszych jakby intuicyjnie wyczuwa zamiary Rosji, co napawa go lękiem przed zniewoleniem człowieka przez system totalitarny.

Niepokoje Witkiewicza znacznie wyprzedzały bieg historii. Zanim bowiem Rosja stała się faktycznym katem Polaków, zmierzyć się musieliśmy z hitleryzmem. Ideologia faszystowska oparta o koncepcje filozoficzne Nietzschego, a realizowana za sprawą totalitaryzmu, jest niewątpliwie bestialskim zaprzeczeniem jakichkolwiek idei humanizmu. Wywarła ona krwawe piętno na niezliczonej ilości osób – wypaczyła nie tylko wojenne ofiary Niemiec, ale także tysiące członków NSDAP. Zniewolenie przez hitleryzm było zatem dwojakie – bezpośrednio atakował on Polaków, a w sposób nieco złagodzony Niemców. Moczarski w swojej książce Rozmowy z katem w dokładny sposób ukazuje wewnętrzne struktury partii NSDAP oraz zasady jej funkcjonowania. Jürgen Stroop stanowi obraz typowego wzorowego hitlerowca. Jako mało wykształcony i niezbyt błyskotliwy młody człowiek, był dla partii doskonałym materiałem na działacza. SS rekrutowało bowiem na swoich członków ludzi nie zepsutych wykształceniem i zdolnością samodzielnego myślenia. Hitlerowiec miał być wierny, oddany i miał sumiennie wypełniać rozkazy führera, a nie zastanawiać się nad ich sensem. Mózgiem był sam Hitler i jego zausznicy, a jemu poddani stanowili tylko bezwolną masę, zręcznie wykorzystywaną do realizowania określonych zamierzeń. Jeśli ktoś wykazywał się oddaniem partii, czyli w rzeczywistości był wyjątkowo zaślepiony i omamiony, a przy tym dostatecznie reprezentacyjny jako aryjczyk i okrutny jako Germanin, mógł wówczas (jak Stroop) zajść wysoko. Potęga faszystów tkwiła właśnie w bezwolnej i zastraszonej „szarej masie”, zdolnej do najstraszliwszych czynów. Moczarski przytacza także teorię czystości rasy germańskiej i jej przewagi nad innymi ludźmi. Założenia systemowe NSDAP głosiły potrzebę poszerzania przestrzeni życiowej „nadludzi”, czyli zdobycia całej Europy jako terytorium, na którym powinna panować rasa panów – czystych Germanów. Hasła Hitlera były swego rodzaju kokieterią narodu, w tradycji którego leży waleczność i wojskowe wychowanie. Ideałem Hitlera było mocarstwo na wzór starożytnego Rzymu, uwodził więc Niemców wizją powrotu do średniowiecznych czasów świetności Prus, łechtał próżność społeczeństwa, obiecywał realizację dawnych nie spełnionych ambicji narodu.

Naszą wiedzę o hitleryzmie w Niemczech uzupełnia także swoim utworem Początek A. Szczypiorski. Bohater powieści Stückler, także Niemiec, jest – podobnie jak Stroop – wiernym hitlerowcem. Jego rozważania przybliżają czytelnikowi mechanizm funkcjonowania III Rzeszy. Hitler wymagał absolutnego podporządkowania, lojalności wobec partii i zdyscyplinowania, w zamian za co obiecywał stworzenie kraju–potęgi, w którym każdy prawdziwy Niemiec będzie miał zapewnione godne Germanina warunki życia. Udało mu się w pełni pozyskać społeczeństwo, częściowo ze względu na wrodzone zamiłowanie Niemców do „ordnungu” oraz ich dumę z bycia narodem panów, a częściowo ze względu na ambicje poszczególnych członków NSDAP do posiadania majątków i wysokich stopni partyjnych.

Stosunkowo obiektywne spojrzenie Moczarskiego i Szczypiorskiego na totalitaryzm niemiecki uświadamia czytelnikom istnienie drugiej, równie okrutnej strony faszyzmu. Za sprawą ich powieści Polak jest w stanie dostrzec w kacie ofiarę. Ofiarę nie w sensie fizycznej porażki, ale psychicznej manipulacji, która doprowadziła do sytuacji, w której nastolatkowie z „Hitler Jugend” z zimną krwią mordują ludzi.

O ile w samych Niemczech rzadko dostrzegamy ofiary hitleryzmu, o tyle przyzwyczajeni jesteśmy do oskarżania ich za zbrodnię dokonaną na naszym narodzie. Opowiadania Borowskiego, proza Szczypiorskiego i Nałkowskiej nie pozwalają bowiem zapomnieć o okrucieństwie i ogromnej winie hitlerowców za losy tysięcy istnień. Reakcje ludzi w bezpośrednim zagrożeniu śmiercią z rąk faszystów świadczą o tym, iż totalitaryzm niemiecki zbierał znacznie bardziej krwawe żniwo poza swą ojczyzną. Jego niszcząca siła została skierowana daleko poza granice III Rzeszy – zabijała niewinnych ludzi lub niszczyła ich psychiki. Hitlerowcy zamordowali miliony osób, a drugie tyle doprowadzili do psychicznej ruiny. Ten, kto uniknął kaźni, resztę życia spędzał bowiem z napiętnowanym sercem i sumieniem. Warunki, jakie stworzyli hitlerowcy Polakom, wymagały od nich wyboru między zgodnością z własnym kodeksem moralnym a zatraceniem człowieczeństwa ułatwiającym przetrwanie. Postawa czystości moralnej wiązała się najczęściej z wydaniem na siebie wyroku śmierci. W obozach koncentracyjnych następowała najtrudniejsza z możliwych prób dla ludzkości. Był nią ów wybór, dokonywany w obliczu szerzącej się śmierci – między godnością a życiem.

Totalitaryzm niemiecki wychował okrutne i wypaczone potomstwo. Ze względu na szeroki zasięg wpływów Hitlera i ich intensywność jeszcze długo po wojnie żyli i żyją nadal ludzie skażeni faszyzmem. Polskie pokolenie Kolumbów – wychowane w afirmacji pokoju na świecie, miłości i szacunku – pokolenie, które tworzyć miało nową niepodległą Polskę, przeżyło to chyba najsilniej. Dowodem może być przepełniona bólem i cierpieniem poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.


I mnie przecież jak dymu laska

wytryskała gołębia młodość;

teraz na dnie śmierci wyrastam

ja – syn dziki mego narodu


mówi młody poeta we wzruszającym liryku „Z głową na karabinie”. W innym wierszu oskarża wojnę, a pośrednio hitleryzm, za upośledzenie, jakie stało się udziałem młodych Polaków. Tym upośledzeniem nazywa bezduszność, brak litości, sumienia, serca i miłości, a wszystko po to, by przeżyć. Jednak jakie to życie, jeśli człowiek nie czuje się człowiekiem?


Nas nauczono. Trzeba zapomnieć,

żeby nie umrzeć rojąc to wszystko.

Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.

Szukamy serca – bierzemy w rękę,

nasłuchujemy wygaśnie męka,

ale zostanie kamień – tak – głaz.

(wiersz „Pokolenie”)


Po wojnie, czyli zderzeniu się z niemieckim totalitaryzmem, Polacy nie przestają walczyć. Powojenna sytuacja naszego kraju przypomina zdarzenia, opisywane przez Herberta w wierszu Raport, z oblężonego miasta:


oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać

nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady

Goci Tatarzy Szwedzi [...] Cesarza pułki Przemienienia

Pańskiego

kto ich policzy

kolory sztandarów zmieniają się jak las na horyzoncie

od delikatnej ptasiej żółci na wiosnę przez zieleń czerwień

do zimowej czerni.


dla Polaków okupacja nie kończy się wraz z klęską Niemiec. Trwa nadal – zmienia się tylko okupant. Rozpoczynają się czasy stalinizmu, kiedy okrucieństwo porównywalne jest do hitlerowskiego. Wciąż giną ludzie, wciąż są poniżani, głodzeni i maltretowani, tyle że dzieje się to w sposób zakamuflowany, skrywany pod przykrywką dobra publicznego. Zasady funkcjonowania radzieckiego totalitaryzmu i jego prawdziwe oblicze ujawniają nam: George Orwell, Ryszard Kapuściński, Gustaw Herling–Grudziński i Zbigniew Herbert.

Utopijny obraz Orwella – Folwark Zwierzęcy – jest odkryciem prawdy na temat sfer rządzących w ZSRR. Autor poprzez metaforę przyrównującą ludzi do zwierząt ukazuje manipulację, intrygi i nadużywanie władzy przez elitę. Powszechnym zjawiskiem jest okłamywanie społeczeństwa i naciąganie prawa do własnych wygód. Regulamin zapisany na drzwiach obory folwarku zmienia się w zależności od zachcianek wodza – Napoleona. Kiedy on przeprowadza się do domu pana Jonesa i zaczyna sypiać w jego łóżku, do prawa zwierzę nie będzie nigdy spało w łóżku dodane zostaje: w pościeli. Napoleon, podobnie jak Stalin, ewidentnie nadużywa swojej władzy. Pomocne w tym procederze jest zastraszanie zwierzęcej społeczności i odbieranie jej osobistej wolności. Nad porządkiem w folwarku czuwają wściekłe psy, a zwierzęta w obawie przed nimi wypełniają wolę przywódcy. W ludzkich społecznościach takie zjawisko określamy mianem terroru i tymże było ono w ZSRR i innych państwach podległych Stalinowi. „Obywatelom” folwarku odebrany jest wolny czas – w chwilach wolnych od pracy organizowane są wiece, zebrania, marsze lub prace społeczne. Dla przywódców takie działanie ma swój głęboki sens – podczas odpoczynku zwierzęta mogłyby rozmyślać i analizować sytuację, czego konsekwencją byłby bunt.

Kolejną typowo radziecką cechą folwarku jest nagminne fałszowanie statystyki w celu zatuszowania opłakanej sytuacji ekonomicznej. Komunikaty ogłaszają wzrost średniej liczby pożywienia przypadającego na każdego obywatela, podczas gdy w rzeczywistości wycieńczone coraz dłuższym dniem pracy zwierzęta dostają minimalne racje żywieniowe. W obawie przed buntem Napoleon organizuje pokazowe procesy, podczas których bestialsko morduje odstępców od uznawanych zasad. Celem owych rozpraw jest zastraszenie mieszkańców i przestrzeżenie ich przed ewentualnym naśladownictwem. Jako żywo przypomina to wyreżyserowane procesy w ZSRR, o których szerzej pisał G. Herling–Grudziński. Stosunek do „przodowników pracy” bijących rekordy efektywności i wydajności działania w imię dobra partii jest taki sam w folwarku i państwach komunistycznych. Przodownicy są hołubieni tylko w momencie, kiedy wyrabiają 300% normy, ale gdy zaczynają chorować z przepracowania, zapomina się o nich. Losy ofiarnego idealisty Boksera – konia folwarcznego – kojarzą się z tytułowym bohaterem filmu Andrzeja Wajdy pt. Człowiek z marmuru. Rzeczywistość, w jakiej żyją i pracują zwierzęta, znacznie odbiega od wizji, którą niegdyś roztaczał przed nimi Major. Podobnie działo się w Rosji Radzieckiej – hasła rewolucji z 1917 roku nigdy nie zostały zrealizowane.

Lektura Folwarku Zwierzęcego, a także innych książek Orwella, pośród których szczególne miejsce wyznaczyć trzeba powieści pt. Rok 1984, nasuwa refleksję, że totalitaryzm opiera się na kłamstwie, bladze, udawaniu, wykorzystywaniu i terrorze. W takim systemie człowiek jest zniewolony przez władzę, nie może rozwijać się, swobodnie żyć i pracować. Podczas gdy jedni opływają w luksusy, wykorzystując swoje stanowiska – inni biednieją mimo coraz cięższej pracy.

Totalitaryzm radziecki wytworzył ideologię, której realizacja bliska jest absurdowi. Nonsens niektórych decyzji władz ZSRR na drodze do budowania potęgi ojczyzny w doskonały sposób uchwycił Ryszard Kapuściński w swoich reportażach. Dowodem na bezmyślność rządzących może być przykładowo historia cerkwi Chrystusa Zbawiciela, zabytku klasy zerowej, sąsiadującego z Kremlem. Owa cerkiew padła ofiarą ateistycznej polityki Stalina. Była najbardziej okazałym budynkiem w okolicy Kremla, a że stanowiła przybytek sakralny – Stalin postanowił ją zniszczyć, gdyż godziło to w jego wizję boskiego wymiaru partii. Społeczeństwo, dla którego cerkiew stanowiła duchowe sacrum, nie reaguje na decyzję Stalina. Pozostaje całkowicie bierne, co świadczy o jego zastraszeniu i niemocy w obliczu potęgi partii. Działanie Stalina jest ewidentnym ciosem w narodową tradycję i historię. Zburzenie zabytku, pozbawienie wierzących miejsca kultu i plan wybudowania na jego miejscu pałacu Sowietów w rzeczywistości kłócą się z interesami społeczeństwa. Znamienny dla radzieckiej mentalności jest także fakt, iż planowany pałac Sowietów miał być wyższy od największych „drapaczy chmur” w USA. Pałac miał stanowić dowód świetności ZSRR, według zasady, że to, co radzieckie, jest najlepsze. Do zbudowania pałacu oczywiście nie doszło, a zabytkowe ruiny cerkwi rozkradziono. Rabowanie mienia państwowego – oto kolejna specyficzna cecha narodu radzieckiego, a liczenie planów na zamiary, nie zaś środki – jego przywódców.

Interesującą, metaforyczną wizję życia człowieka w totalitaryzmie przedstawia Herbert w wierszu Sprawozdanie z raju.


Na razie w sobotę o dwunastej w południe

Syreny ryczą słodko

i z fabryk wychodzą niebiescy proletariusze

pod pachą niosą niezgrabne swe skrzydła jak skrzypce


ironicznie puentuje poeta refleksje na temat rozbieżności między deklarowaną przez władze wizją warunków życia w państwie totalitarnym a stanem rzeczywistym.

Szczególnie istotną kwestią w ocenie totalitaryzmu radzieckiego jest funkcjonowanie sowieckich obozów pracy na Syberii. Temat ten wyczerpująco podejmuje Herling–Grudziński w swej powieści Inny świat, w której przedstawia paradoksalne zasady funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w ZSRR i okrutne metody resocjalizacji więźniów.

Skazanym może być każdy, a dowodem przeciw niemu stać się może nawet fakt posiadania zachodnich kaloszy lub czytanie dzieł zachodnioeuropejskich autorów w oryginale. Śledztwo jest jedynie grą pozorów, winy – zmyślone od początku do końca. Oskarżony jest bity, źle karmiony i dręczony psychicznie, wskutek czego przełamuje się i przyznaje do zupełnie abstrakcyjnej winy. Procedura śledztwa jest przerażającym cyklem absurdów, ale prawdziwa kaźń to resocjalizacja więźniów. Wysyłani są oni na dzikie tereny północy, aby rozpocząć zabójczą dla zdrowia pracę w łagrach. Łagry są doskonałą inwestycją dla ZSRR z punktu widzenia ekonomiczno–gospodarczego. Na dalekim i prawie nie zamieszkanym Sybirze więźniowie wykonują pracę, której żaden normalny człowiek nie podjąłby się. Skazani pracują zaś po kilkanaście godzin na dobę. Władze ZSRR nie zapewniają im nawet minimalnych warunków socjalnych – są niedożywieni, brudni, chorzy i wciąż narażeni na śmierć. Położenie geograficzne łagrów pozwala na rezygnację z większej ilości strażników pilnujących skazanych. Od obozu do najbliższej stacji kolejowej dzieli więźniów odległość, na pokonanie której przeznaczyć trzeba kilka tygodni, co w syberyjskim klimacie grozi zamarznięciem. Jeśli więc nawet pośród skazanych znajdzie się śmiałek, który spróbuje uciekać, istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że uda mu się przeżyć.

W obozach nie funkcjonują żadne zasady dotyczące wyroków. Kary są ponadto przedłużane bez uzasadnienia; w prawodawstwie panuje chaos. Prawda o obozie, w którym pracują na wpół żywe istoty, jest pilnie strzeżona. Podobnie jak w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu przyjeżdżających Żydów łudził napis Arbeit macht frei, tak i w sowieckich łagrach jest zachowany pozór humanitaryzmu. Istnieje bowiem specjalny, pokazowy budynek, przeznaczony dla oczu ludzi z zewnątrz. W tym budynku jest tzw. pokój dla odwiedzających (niekiedy któremuś z więźniów dopisze szczęście i władze obozu zgodzą się na odwiedziny kogoś z bliskich) – schludne i przytulne pomieszczenie, będące jakoby normalnym miejscem zamieszkania skazanego. Podczas gdy na co dzień skazańcy chodzą w łachmanach i śpią na zawszonych pryczach – na spotkanie z rodziną dostają świeże i całe ubranie, a na noc przebierają się w pidżamy i kładą do łóżka pod kołdrę. Jest to kolejny przykład na to, że władze radzieckie – wbrew szarej i okrutnej rzeczywistości – zachowują pozory dobrobytu.

Mnogość bezsensownych, ale niszczących człowieka działań władz totalitarnych – początkowo niemieckich, a później radzieckich – doprowadziły Polskę i jej naród niemalże do ruiny. Zabita zostaje – zgodnie z przepowiedniami Witkacego – indywidualność, co w drastyczny sposób ukazuje Tadeusz Konwicki w Małej Apokalipsie. Bohater Konwickiego skazany jest na twórczą bezpłodność, tylko ona bowiem zapewnia mu wolność. Warszawa pod władzą totalitaryzmu jest obskurna, szara i zniszczona. Społeczeństwo jest notorycznie okłamywane, do tego stopnia, że nikt nie zna prawdziwej daty. Obywatele są bezustannie kontrolowani przez milicję i tajne służby. Nawet opozycja sterowana jest przez partię. W takich warunkach ludzie prowadzą podwójne życie, które jest jedyną możliwością walki z systemem, o czym pisał Czesław Miłosz w „Umyśle zniewolonym”.

25

Literatura romantyczna – relikt przeszłości czy wciąż żywa tradycja?


Romantyzm polski porównać można do wielkiego przełomu, rewolucji wynoszącej nowych bogów na piedestał. To nurt samoistnie wytworzony na ojczystym gruncie, różniący się znacznie od założeń romantyzmu ogólnoeuropejskiego. Nie dość, że na tle innych państw odrzuca oryginalność, to jeszcze stanowi zaprzeczenie i podważenie dotychczasowych norm i schematów.

Podobnie jak Mitologia (formułująca wizerunek człowieka, charakteryzująca jego złożoną naturę) i Biblia (określająca abstrakcyjne pojęcia dobra i zła), literatura romantyczna ogółem wyznacza nowe formy i wartości. Zerwane zostają więzy krępujące artystę, pozostawiona mu zostaje swoboda twórcza. Literatura wyrywa się spod jarzma klasycyzmu, uwalnia od uciążliwych zasad; dóbr formy i środków jest dowolny. Powszechne staje się zjawisko synkretyzmu, brakiem czystości rodzajowej charakteryzują się między innymi Dziady Adama Mickiewicza lub Beniowski Juliusza Słowackiego. Powstają nowe gatunki literackie: Mickiewicz, tworząc „Ballady i romanse”, daje początek polskiej balladzie, sprowadza na rodzimy grunt powieść poetycką („Konrad Wallenrod”), rozwija sonet oraz poemat epicki (Pan Tadeusz). Słowacki natomiast przyswaja literaturze polskiej poemat dygresyjny, poprzez swój utwór pt. „Beniowski”, a także tworzy wiersz polemiczny, odpowiadając na „Psalmy przyszłości” Zygmunta Krasińskiego. Twórcy zaczynają poszerzać zasób środków artystycznych – operują symbolami, szerzej rozumieją pojęcie metafory. W ich utworach często fikcja łączy się z realizmem, metafizyka z rzeczywistością, nie kolidując wzajemnie. Wywodzi się to z tendencji romantyków do czerpania wzorów z poezji ludowej. Uznawano ją bowiem za skarbnicę kultury narodowej, podstawę odmienności Polaków na tle Europy. Rozpowszechniano ludowe zasady moralne, a ludowe pojęcie sprawiedliwości i wartości przyjęto za pewnik. Od ludu przejęto skłonność do integrowania się z naturą, zgodnie z pierwotnymi zasadami. Człowieka uznano za jej cząstkę, a co za tym idzie, element składowy wszechświata. Współgranie z przyrodą umożliwiało człowiekowi bliższe poznanie własnej osoby, wniknięcia do wnętrza duszy.

Wszystkie przekonania romantyków odnajdywały odbicie w ich twórczości. Przypomnijmy sobie osobę podmiotu lirycznego z Sonetów krymskich Mickiewicza. Stan ducha, jakim obdarzył go autor, jest obrazem jego własnych uczuć podczas bezpośredniego kontaktu z przyrodą. Ballady i romanse są praktycznie zbiorem zasad moralnych propagowanych przez wieszcza.

W dziedzinie teorii literatury romantycy jakby otwierają zamknięte dotychczas drzwi. Przecierają nowe szlaki, burząc stary porządek klasycyzmu. W tej kwestii z całą pewnością kontynuujemy ich dzieło, korzystamy z form, jakie wytworzyli dla siebie i potomnych. W tym momencie należy oddać hołd panu Cyprianowi Norwidowi, który poprzez swoją twórczość stworzył podwaliny poezji intelektualnej, a którego eksperymenty w tej dziedzinie kontynuował Miron Białoszewski. Czyż nie był on mistrzem neologizmów i ekonomiki słowa?


kosmatyka

zjawisk

Tysk

Tysk

kosmotronia


Czy obecnie poeci, podobnie jak Słowacki w „Beniowskim”, nie lubują się w ironii?


Belzelub kocha sztukę. Chełpi się, że jego chóry, jego poeci

i jego malarze przewyższają już prawie niebieskich. Kto ma

lepszą sztukę, ma lepszy rząd – to jasne. Niedługo będą

się mogli zmierzyć na Festiwalu Dwu Światów. I wtedy

zobaczymy, co zostanie z Dantego, Fra Angelico i Bacha


ironizuje Herbert o pozycji artystów we współczesnym świecie.


Wykorzystują też literaturę do wypowiedzenia osobistych dygresji, jak to na wzór Słowackiego czynił Julian Tuwim w Kwiatach polskich.

Zajmijmy się teraz głównymi treściami twórczości romantyków i spróbujmy znaleźć współczesne odpowiedniki świadczące o istnieniu pewnej ciągłości, ponadczasowości i niezniszczalności niektórych wartości. Poezja romantyczna praktycznie „wyrosła” na problemie walki o niepodległość, a w wyrażaniu pragnienia wolności i potrzeby walki osiągnęła prawie doskonałość.

Obecnie żyjemy w wolnym kraju i raczej próbujemy dołączyć do całej Europy, aniżeli się od niej odseparować. Wspomnijmy jednak czasy bezpośredniego zagrożenia bytu państwa – okres II wojny światowej. Wówczas propagowane były, jak u romantyków, określone wzorce zachowań i postaw obywatelskich. W miejsce walczących studentów z III części Dziadów pojawili się młodzi harcerze, ryzykujący życie dla Ojczyzny. Rollisona i jemu podobnych Aleksander Kamiński zastąpił Zośką, Rudym lub Czarnym. Próbę charakterystyki i obrazu psychologicznego wroga zawiera dramat Leona Kruczkowskiego pt. Niemcy.

W obliczu zniewolenia poeta był w romantyzmie przewodnikiem wskazującym drogę, wskrzesicielem nadziei i żołnierzem „walczącym piórem”. Poezja była wszechpotężną siłą, absolutną i wieczną. Poeta, według Mickiewicza, to przewodnik duchowy i w jego kompetencjach leży utwierdzanie ludzi w narodowej tożsamości, rozbudzenie ich świadomości. Trafia głęboko do psychiki i świadomości, porusza i inspiruje człowieka.

Sądzę, że obecnie rola poety zmieniła się niewiele, natomiast znacznie zmalało grono odbiorców gotowych podążyć za słowami wieszcza. Sami twórcy wciąż są bowiem świadomi swojej funkcji, czują się odpowiedzialni za przekazywanie pewnych wartości. Przytoczmy fragment wiersza Czesława Miłosza pt. W Warszawie, w którym poeta wypowiada się na temat własnej postawy twórczej:


Nie chciałem kochać tak,

Nie było to moim zamiarem.

Nie chciałem litować tak,

Nie było to moim zamiarem.

Moje pióro jest lżejsze

Niż pióro kolibra. To brzemię

Nie jest na moje siły [...]

Nie mogę nie napisać, bo pięcioro rąk

Chwyta mi moje pióro

I każe pisać ich dzieje,

Dzieje ich życia i śmierci.


Poezja istotnie opiewa dzieje bohaterów, wspomina ważne wydarzenia historyczne, dlatego romantycy traktowali ją jako niezastąpione źródło informacji. Jest przy tym nienaruszalna, jak powiedział Mickiewicz, w trudnych warunkach ucieka w góry, do gruzów przylega / I stamtąd dawne opowiada czasy. Dwieście lat później ze słowami wieszcza zgadza się Czesław Miłosz, czego wyraz daje w wierszu Który skrzywdziłeś:


Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.

Możesz go zabić – urodzi się nowy

Spisane będą czyny i rozmowy.


Zauważmy także pewną zbieżność światopoglądów konkretnych twórców romantycznych i współczesnych. Należy przypomnieć krytyczne nastawienie Słowackiego do miernych poetów, gryzipiórków, oczekujących jedynie na przychylność krytyki. Podobnie odczuwa Herbert, określając to nawet w bardziej obrazowy sposób:


Kura jest najlepszym przykładem, do czego

doprowadza bliskie współżycie z ludźmi.

Zatraciła zupełnie ptasią lekkość i wdzięk [...]

Jej rzadkie dwoiste uniesienia [...] są wstrząsająco

obrzydliwe.

I w dodatku ta parodia śpiewu,

poderżnięte suplikacje nad rzeczą

kiedy powiedziane śmieszą [...]

Kura przypomina niektórych poetów.


Krytyka konformizmu, bezmyślnego przystosowania się i zatracenia osobowości stanowiła także temat rozważań Norwida. W wierszu Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie zwraca on uwagę na silne indywidualności, oryginalne jednostki, które – ze względu na swą osobowość – nie były akceptowane w środowisku szarych ludzi. Niektórzy, jego zdaniem, są zbyt szokujący, awangardowi i wyprzedzający epokę, by mogli być tolerowani i rozumiani w społeczeństwie. Poruszając temat nieprzeciętnych jednostek, ciśnie mi się na papier piękny cytat Herberta z liryki Tren Fortynbrasa:


Tak czy owak musiałeś zginąć Hamlecie nie byłeś do życia

wierzyłeś w kryształowe pojęcia a nie glinę ludzką

żyłeś ciągłymi skurczami jak we śnie łowiłeś chimery

łapczywie gryzłeś powietrze i natychmiast wymiotowałeś

nie musiałeś żadnej ludzkiej rzeczy nawet oddychać nie

musiałeś


Przykłady na podobieństwo poruszanych problemów, analogiczne światopoglądy i przesłania do czytelnika prawdopodobnie można by było mnożyć w nieskończoność. Cytatów jest bowiem wiele, jednak wydaje mi się, że to nie wyliczanie słów, ale jakiś przewspaniały związek, który łączy świat cały, według słów Broniewskiego, stanowi kwintesencję moich rozważań.

Romantycy pokazali nowy sposób postrzegania świata. Wskazali wartości uczucia i intuicji na drodze poznania, przedłożyli serce i metafizykę nad mędrca szkiełko i oko. I choć od czasów romantyzmu światopoglądy i filozofie zmieniły się niejednokrotnie, to jednak pewien szlak został przetarty, jak sądzę, na wieczność. Indywidualną jest rzeczą, jaką postawę przyjmie człowiek w życiu, lecz od czasów Mickiewicza do wyboru ma również szalenie subtelną i uczuciową drogę romantyka. Podobna zasada dotyczy artystów, którzy może, będąc bardziej wrażliwymi, nieco częściej podążają śladami zbuntowanych idealistów sprzed lat dwustu i kontynuują ich dzieło.

26

Małżeństwa literackie – od św. Aleksego do Ziembiewiczów.


Małżeństwo to związek dwojga ludzi – kobiety i mężczyzny. Religia chrześcijańska dowodzi, iż pierwsze małżeństwo ustanowił Bóg, stwarzając Adama i Ewę – pierwszych rodziców. Dwie osoby, które winna łączyć miłość, wzajemny szacunek, zrozumienie..., nie tyle istotne jest zalegalizowanie związku w odpowiednim urzędzie, co uczucia, które decydują o jego trwałości i szczęściu. Zawarcie małżeństwa równa się założeniu rodziny, zasadzeniu winnej latorośli, która wyda owoce. Dzieci są radością, troską, lecz przede wszystkim wielkim szczęściem rodziców – małżeństwo bezdzietne to często wielki dramat.

Początkowa fascynacja kobiety i mężczyzny ulega z czasem uspokojeniu – istnieje miłość, ale nie szaleńcze zapatrzenie, które rozjaśniało pierwsze chwile znajomości. W takim momencie w małżonkach rodzi się potrzeba czegoś nowego, co zapobiegłoby stopniowemu popadaniu w rutynę. Zmianą, która ożywia i często na nowo spaja dwoje ludzi, są dzieci – początek dużych radości i dużych kłopotów.

Przedstawiony przeze mnie obraz małżeństwa jest niewątpliwie wizją piękną, lecz to niestety tylko ogólny zarys związku, który w rzeczywistości jest sprawą bardziej skomplikowaną i trudną. Aby pełniej przeanalizować podany temat, warto sięgnąć do literatury, gdyż małżeństwo jest częstym motywem zarówno w epice, liryce, jak i w dramacie.

Już w średniowieczu bezimienny twórca, opiewając św. Aleksego, wspomniał o tym, że bohater, realizując swą ascezę, opuścił rodziców i żonę. Ów czyn daje dużo do myślenia, gdyż sugeruje, że istnieją prawa i zasady, które są ważniejsze od nierozerwalności związku małżeńskiego. Lecz czy rzeczywiście tak jest? To kwestia dyskusyjna. Aleksy porzucił młodą żonę, aby dążyć do zbawienia. Miłość do kobiety poświęcił na rzecz miłości do Boga i samorealizacji. Niewątpliwie jego pobudki były bardzo szczytne i wzniosłe, ale w jego działaniu dostrzegam cień egoizmu. Biorąc ślub, Aleksy zdeklarował się żyć z małżonką i troszczyć się o nią aż do śmierci. Odchodząc od niej, pozostawił ją samą sobie i skupił się jedynie na własnej osobie. Jego dalsze losy świadczą o tym, że Bóg przyjął

ten czyn jako część poświęcenia i samoumartwiania się Aleksego i bohater dostąpił zbawienia. Moim zdaniem decyzja zawarcia małżeństwa powinna nieść za sobą konieczność uwzględniania dobra małżonka przy każdym życiowym wyborze. Wynika to z dbałości o szczęście drugiej osoby i z szacunku dla niej. Wiążąc się świętym węzłem małżeństwa, dwoje ludzi ma tworzyć „jedno ciało”. Często nawet w mowie potocznej mąż lub żona nazywani są „drugą połową”.

Jak Kochanowski w Pieśni X pisał: Dobra żona – to męża korona, a Mikołaj Rej w Żywocie człowieka poczciwego podkreślał, że małżonkowie, którzy wspólnie pracują, a każde z nich wypełnia swoje obowiązki, żyją w dostatku, szczęściu i harmonii. Rej doskonale zilustrował także oddziaływanie małżeństwa na otoczenie, przypominał, że jest to zalążek podstawowej komórki społecznej, czyli rodziny. Z tej małej cząstki rodzą się szersze wspólnoty, które na drodze do samoistnego rozwoju tworzą społeczeństwo danego państwa. Charakter rodziny, sposób, w jaki wychowywane są w niej dzieci, ma przy tym ogromny wpływ na losy narodu, gdyż właśnie w tych podstawowych komórkach wzrastają przyszli królowie i przywódcy.

W tym momencie moich rozważań warto chyba wspomnieć o Janie i Helenie Skrzetuskich, których losy znane są z pewnością czytelnikom Trylogii Henryka Sienkiewicza. Skrzetuski był cenionym rycerzem, znał swój obowiązek wobec Reczpospolitej, ale nie zapominał przy tym o obowiązku wobec żony. Według słów poety Ojczyzna to zbiorowy obowiązek, ale pogodzenie spraw osobistych i obywatelskich nie jest często łatwe, szczególnie gdy w grę wchodzą uczucia. W takich okolicznościach odezwać się powinna w człowieku życiowa mądrość, która pozwala pogodzić uczucie i powinność. Jan Skrzetuski walczył u boku króla, opuszczał dom, Halszkę, dzieci, lecz wszystko to czynił w porozumieniu z żoną i za jej aprobatą.

Kilka wersów wcześniej wspomniałam o mądrości życiowej. To cecha niezwykle ważna w małżeństwie, dlatego między innymi do jego zawarcia wymagany jest określony wiek. On i ona to już nie dzieci. To dorośli, którzy sami decydują o swoim losie. Rola ich rodziców powinna ograniczać się jedynie do porad i sugestii. Wielkim dramatem jest sytuacja, w której rodzice wywierają wpływ na postanowienia małżonków, lub – co gorsza – wybierają dzieciom towarzysza życia. Ginie wówczas istota związku – uczucie, które ma łączyć. Gdy rodzice narzucają dziecku wybór współmałżonka, związek najczęściej oparty jest na biernym przyzwoleniu lub skrywanej niechęci. Na tej zasadzie zawierano małżeństwa w średniowieczu i chyba dopiero emancypacja kobiet przyniosła ważne w tej kwestii zmiany. Wcześniej zdarzały się jedynie wyjątki od tej reguły.

Julian Ursyn Niemcewicz w Powrocie posła obnażył perfidię paktów małżeńskich. Starosta Gadulski chce wydać córkę za Szarmanckiego, gdyż ten nie żąda posagu. To, ile panna otrzyma od rodziców po ślubie, decydowało często o jej wartości. Jan Chryzostom Pasek w Pamiętnikach wspomina, iż ożenił się z kobietą z powodu jej majętności. Pan Piotr z satyry Ignacego Krasickiego Żona modna zawarł związek, gdyż panna miała cztery wsie dziedziczne. Owe wsie były mu chyba osłodą w trudach małżeńskiego życia.

Sprowadzanie małżeństwa do układu handlowego jest karygodne. Czy człowiek to maszyna, przedmiot, który nie ma duszy, nie czuje? Sądzę, iż o istocie człowieczeństwa decydują między innymi stany duchowe, to, jakim uczuciem jesteśmy w stanie obdarzyć drugiego człowieka. Takiej istoty nie można zniewolić i do niczego przymuszać. Nie ma bowiem przyzwolenia na ignorowanie cudzych myśli i uczuć, jeżeli z daną osobą współżyjemy.

Przedstawiając w Panu Tadeuszu ślub Zosi i Tadeusza, Adam Mickiewicz pokazał, ile radości daje połączenie się z osobą kochaną, jak piękna może być wzajemna harmonia dwojga ludzi. Są razem, gdyż tego właśnie pragną, i kochają się, a co będzie dalej – pokaże przyszłość. Podobnie romantyczny początek miało małżeństwo przedstawione przez Zygmunta Krasińskiego w „Nie–Boskiej komedii”. Hrabia Henryk – Mąż – zachwyca się swoją młodą żoną, która jawi mu się jako ideał. Początkowa sielanka Marii i Męża przerodziła się jednak w koszmar. Między nimi stanęła poezja, ta nierealna zjawa, która zajęła miejsce Marii. Jest to małżeństwo tragiczne – Mąż okazał się samolubny i zniszczył, unieszczęśliwił kobietę, którą dawniej uwielbiał. Jeden błąd, a tyle uczynił zła – czy można szukać usprawiedliwienia? Tworząc ten dramat rodzinny, Zygmunt Krasiński chciał przestrzec przed romantycznym idealizowaniem i nieuwzględnianiem szarej rzeczywistości jako zagrożeniami dla małżeńskiego szczęścia i stabilizacji.

Podobnie rzecz się miała w przypadku Emilii i Benedykta Korczyńskich – bohaterów powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Ona – romantyczka i sentymentalistka, on – niegdyś romantyk, a potem realista. Różnice w podejściu do życia stały się podstawą niezrozumienia. Małżonkowie żyją w dwóch różnych światach, mówią różnymi językami – na tym polega problem ich związku. Z każdym dniem przepaść pomiędzy nimi pogłębia się, stają się dla siebie coraz bardziej obcy. Dopóki mieszkają z dziećmi, one stanowią pewien łącznik i pocieszenie, ale w którymś momencie dzieci dorosną i opuszczą dom, w którym pozostanie dwójka nie rozumiejących się ludzi.

Zupełnie inaczej zapowiada się związek Justyny Orzelskiej i Jana Bohatyrowicza. Wkraczają oni w nowe życie z miłością i realnymi oczekiwaniami. Być może to oni będą właśnie godnymi następcami dzieła legendarnego Jana i Cecylii, którzy dzięki miłości i wspólnej pracy dali początek rodowi Bohatyrowiczów. To takie piękne, gdy dwoje ludzi zespolonych w jedność jest w stanie dokonać tyle dobrego.

Małżeństwa literackie poznajemy zwykle w jakimś momencie ich dziejów bądź też narrator opisuje ich całą historię w zarysie. Od tej reguły odbiega powieść Marii Dąbrowskiej Noce i dnie, która jest obszerną panoramą małżeństwa Barbary Ostrzeńskiej i Bogumiła Niechcica. Autorka epopei przeanalizowała psychikę bohaterów, ukazała blaski i cienie ich współżycia, radości i smutki – słowem wszystko, co jest udziałem życia zwyczajnych ludzi. Niechciców od początku nie łączyła gorąca miłość; było to częściowo małżeństwo z rozsądku. Sądzę, że przede wszystkim łączyła ich chęć wzajemnego „budowania”, więź oparta na sympatii, mimo braku pełnego zrozumienia. Bogumił i Barbara reprezentują zupełnie odmienne osobowości. Ona jest niespokojną w uczuciach romantyczką, często niepewną swego, ale jednocześnie pełną dobroci; widzi świat jako miejsce tworzenia, chce ulepszać, poprawiać... Jej działania często nie znajdują zrozumienia, poparcia u Bogumiła. On został bowiem inaczej wychowany, stąd jego prostoduszność i skrytość. Małżonkowie mają inne ideały, inaczej widzą przyszłość swoich dzieci.

Powstaje zatem pytanie: co zadecydowało, iż wytrwali razem tyle lat i razem zestarzeli się? Barbara – często zalękniona i zagubiona – znalazła w Bogumile stabilizację, ostoję. W zamian za to do jego życia wprowadziła odrobinę kolorytu, radości i piękna. Chociaż nie kochała Bogumiła, dobrze wypełniała obowiązki żony. Bardzo wiele uwagi poświęcała domowi i dzieciom. Ona troszczyła się o dom, on pielęgnował gospodarstwo – obrazek jakby wprost ze Zwierciadła Mikołaja Reja. Niewątpliwie łączyła ich wspólna praca o zapewnienie bytu i wspólna troska o dzieci. Oboje chcieli, aby wyrosły one „na porządnych ludzi”, ale nie zgadzali się co do realizacji tych planów. Skłonni byli do rezygnacji z własnych ambicji, aby zadowolić partnera i dać szansę dzieciom. Możliwość zrezygnowania z własnych dążeń wynikająca z rozumnej kalkulacji jest bardzo ważna w małżeństwie. Niechcicowie z pewnością wiele jej zawdzięczali; dzięki kompromisom wytrwali razem. Zrozumieć drugiego człowieka, oznacza poznać jego duszę, ideały, dążenia i uczucia. Barbara dopiero po śmierci Bogumiła zrozumiała, ile dla niej znaczył i jaka pustka wytworzyła się po jego odejściu. To uczucie pustki świadczy o tym, jak wiele dla siebie znaczyli, kim dla siebie byli. Ideały nie istnieją, więc ich małżeństwo także miało usterki. Osobiście widzę w nim jednak wiele dobrego – potrafili wspólnie tworzyć i osiągnęli wiele.

Tragiczny przykład zupełnie nieudanego małżeństwa ilustruje Zofia Nałkowska w Granicy. Państwo Ziembiewiczowie mieszkają w Boleborzy, gdzie pan Walery jest rządcą. Jest on nieudolnym gospodarzem i niewiernym małżonkiem. Stwarza jedynie pozory „porządnego męża”. W ich domu panuje obłuda i zakłamanie. Ten „schemat boleborzański” jak fatum wisi nad Zenonem Ziembiewiczem. Nie chce on powtarzać błędów ojca, ale los okazuje się nieubłagany. Jego małżeństwo z Elżbietą jest powtórzeniem związku rodziców. Chora roślina wydała swoje owoce. Zenon przekroczył granicę moralną – unieszczęśliwił siebie i rodzinę, zniszczył swoje małżeństwo i doświadczył tragicznie Justynę Bogutównę. Zapomniał, iż należy kontrolować swoje postępowanie i pamiętać o relatywnej ocenie człowieka. Poszedł drogą własnych dążeń, do których nie włączył żony.

Małżeństwa literackie są różne, jak różne są losy człowieka – czasami mniej, a czasami bardziej udane. Zawsze są jednak nauką dla innych. Mimo upływu lat, nie zmieniły się czynniki decydujące o istnieniu prawdziwego związku, a za taki uważam ten, w którym on i ona dopełniają się wzajemnie i tworzą wspólne dobro. Musi istnieć miłość, musi być szacunek, zrozumienie i wzajemne wspieranie się na trudnej drodze życia. Często nie jest łatwo zapomnieć o samolubnych ideałach, niełatwo przyjmuje się cudze racje, gdy ma się świadomość słuszności własnych. Małżeństwo to wielka sztuka dwóch aktorów w roli głównej, ale są chwile dla których żyć i umrzeć warto, które każdy przechowuje jak perełki w szkatułce wspomnień.

27

Miasto – przestrzeń znacząca, miejsce destrukcji, szansa rozwoju...” Jaki sens nadała literatura temu motywowi?


Od wieków miasta wydawały się ludziom synonimem lepszego, łatwiejszego życia, awansu społecznego, nobilitacji. Ucieczka do miasta stwarzała możliwość zdobycia wykształcenia, osiągnięcia sukcesu. Ogromne skupiska ludności zdawały się oznaczać nieograniczone możliwości rozwoju, często jednak realia okazywały się zgoła odmienne.

Początek kariery miasta na szerszą skalę to druga połowa wieku XVIII, kiedy to zaczyna się ono stawać kolebką cywilizacji, miejscem narodzin wielkich wynalazków, daje szansę rozwoju twórczej myśli. Epoka „oświeconych umysłów” widzi w nim prognostyk świetlanej przyszłości, choć są i tacy, którzy zaczynają przeczuwać związane z nim zagrożenia. Boją się zagubienia jednostki w wielkiej masie, utraty indywidualizmu, skoncentrowania się na materialnym aspekcie życia. Dlatego też rodzi się pewna

sprzeczność cywilizacja – natura; niektórzy uważają, że najlepszym lekarstwem na pojawiające się problemy jest powrót do tego, co pierwotne, naturalne.

Znakomitą ilustracją tego zagadnienia jest twórczość Jana Jakuba Rousseau, który za przyczynę większości nieszczęść ludzkości uznał cywilizację. Tymczasem tempo życia w mieście wzrasta, wielka rewolucja przemysłowa przynosi wytwory niewyobrażalne dotychczas dla człowieka. Cywilizacja staje się zjawiskiem coraz bardziej kontrowersyjnym, w związku z czym coraz częściej staje się przedmiotem literackich rozważań. Motyw miasta w literaturze to jednak nie tylko analiza i diagnoza problemów z nim związanych; środowisko miejskie było wykorzystywane również do prezentacji innych problemów.

Jednym z pierwszych polskich autorów, którzy umieścili swojego bohatera w środku wielkiego miasta, był Adam Mickiewicz. W III części „Dziadów” więzień Konrad przygląda się Petersburgowi. Obraz stolicy imperium to jednocześnie wizerunek zmęczonego, zniewolonego okrucieństwem i tyranią cara społeczeństwa rosyjskiego. Charakter wzniesionego na bagnach miasta–kaprysu jest dla Konrada przerażający. Zewnętrzny blichtr nie robi na nim wrażenia, wie, że fundamentem Petersburga są krew i cierpienie tysięcy ludzi, dlatego mówi o samotności wśród świeżo małpowanych budowli.

W tym samym czasie na zachodzie rozwija się kapitalizm, wielkie miasta rosną i potężnieją, coraz bardziej przytłaczając małego człowieka. Coraz częściej tłem panoramicznym powieści XIX wieku są europejskie metropolie. Paryż ukazany w najbardziej znanej z powieści Balzaca – „Ojcu Goriot” – to środowisko ludzi, których jedyną pasją jest bezwzględne pomnażanie majątku, którzy wszystkie dziedziny życia podporządkowują temu celowi. Za motyw przewodni całej Komedii ludzkiej obrał autor żądzę bogactwa, swoistą „hipnozę pieniądza” i towarzyszący jej zanik indywidualizmu. Historia Rastignacka pokazuje, w jaki sposób jednostka zatraca własną tożsamość na rzecz tej „wyznawanej” przez większość. Miasto w „Ojcu Goriot” to obszar panowania mamony, przestrzeń ujednolicania się ludzkich postaw.

Rozważając sens, jaki nadała literatura motywowi miasta, warto również zwrócić uwagę na Zbrodnię i karę Fiodora Dostojewskiego. Miejscem akcji tej powieści jest Petersburg; autor nie porusza wątku wspaniałości miasta, nie zachwyca się nim, ale „schodzi niżej”, tam, gdzie można ujrzeć jego prawdziwe oblicze. Stolica potężnej Rosji jawi się nam jako miasto ciasnych uliczek, krętych zaułków, ciasnych bram i brudnych schodów. Raskolnikow, spacerując przez plac Sienny, zmierza do dzielnicy szynkarzy, prostytutek, lumpenproletariatu – właśnie w takiej okolicy mieści się jego obskurna klitka. Wreszcie mieszkańcy Petersburga to nie wysoko postawieni urzędnicy, arystokracja, ale głównie zwykli, biedni, cierpiący ludzie, tacy jak rodzina Marmieładowów. Jednym ze źródeł patologii czynu Raskolnikowa jest właśnie dramatyczna sytuacja socjalna tych, dla których kapitalizm nie okazał się łaskawy. Dostojewski pokazuje drugie oblicze wielkiego rozwijającego się miasta – oblicze nędzy i cierpienia.

Dość szybko dostrzegli ten problem polscy pozytywiści, którzy jeszcze kilka lat wcześniej głęboko wierzyli w kreatywną siłę cywilizacyjnego postępu. Zafascynowani myślami europejskich ewolucjonistów, nie potrafili o rozwoju myśleć inaczej niż jako o sile pozytywnej, kierującej świat ku dobremu. Okazywało się jednak, że nie wszyscy są beneficjentami przemian. Bardzo wyraźnie, niemalże z kronikarską pasją, uwidacznia to Bolesław Prus w Lalce – powieści ukazującej Warszawę w dobie przemian cywilizacyjnych. Widzimy walczącą o utrzymanie majątku i pozycji arystokrację, zacięcie i bezwzględność rywalizujących ze sobą kupców, wreszcie beznadziejną sytuację najbiedniejszych, którzy walczą o przetrwanie. Warszawa w Lalce to również miejsce bankructwa dotychczasowych ideologii – wobec nowych zjawisk wyznaczających rozwój świata.

Mówiąc o negatywnych zjawiskach towarzyszących przemianom związanym z rozwojem kapitalizmu, nie sposób pominąć pierwszej powieści naszego „narodowego sumienia” – „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego. W powieści tej pisarz daje świadectwo wielkiej wrażliwości na nędzę. Sytuacja robotników pracujących w przerażających warunkach, mieszkających w ruderach przy ulicy Ciepłej wydaje się być bez wyjścia; jedynym ratunkiem okazuje się emigracja.

Miasto to jednak nie tylko kariera i pieniądze jednych obok nędzy i ubóstwa drugich, lecz również zwykła szara egzystencja tych przeciętnych – szeroko rozumianego mieszczaństwa. Literatura modernizmu bardzo gwałtownie krytykuje fasadową moralność, egoizm i obłudę tej grupy społecznej. Miasto dla artystów moderny to przede wszystkim siedziba filistrów i prostaków, których podstawowym zajęciem jest dorabianie się. Taka właśnie jest geneza buntu artysty przeciw społeczeństwu. Wiersze Koniec wieku XIX i Evviva l'arte Kazimierza Przerwy–Tetmajera mówią o dramacie dekadenta, który nie może funkcjonować wśród ludzi, u których fałsz zastępuje cnotę, a miejsce prawdziwych wartości zajął pieniądz. Gabriela Zapolska w dramacie pt. „Moralność pani Dulskiej” demaskuje degradację moralną w rodzinie mieszczańskiej. Autorka pokazuje rozdźwięk między deklarowanym przez rodzinę Dulskich przywiązaniem do wartości a ich faktycznym dniem codziennym, rządzącym się zupełnie innymi zasadami.

Niosąca nowe nadzieje sztuka awangardowa prezentuje miasto zupełnie inaczej – jako przestrzeń znaczącą, szansę rozwoju. Rozwijający się tuż przed pierwszą wojną światową na zachodzie futuryzm chce zerwać z dotychczasową tradycją, wartościami, uznając je za przyczynę ogólnego kryzysu kultury. Urbanizacja, industrializacja, postęp i spychany na margines społeczny w „starym” układzie społecznym proletariat miał doprowadzić do powstania nowego, lepszego świata. W Polsce, na fali euforii związanej z odzyskaniem niepodległości, wyznawcami podobnych teorii stali się poeci z kręgu Awangardy Krakowskiej. Znajdowały one wyraz w haśle „miasto, masa, maszyna”. Przedstawiciele Awangardy, między innymi Tadeusz Peiper i Julian Przyboś, apoteozowali życiowy pęd, rozwój miast, cywilizacji, techniki. Poeta miał być wykrzyknikiem ulicy. Optymizm nie trwa jednak długo, wielu twórców dwudziestolecia pisze o groźbie umasowienia i zaniku wszelkiej indywidualności. Julian Tuwin w utworze Mieszkańcy wraca do tematu bezrefleksyjnej egzystencji mieszczan. Jarosław Iwaszkiewicz w wierszu „Jesień w Warszawie” boi się, że zatraci własną osobowość, że podda się masie, tłumowi. Literatura znowu zaczyna dostrzegać zagrożenia dla człowieka w stylu życia generowanym przez miasto, cywilizację, postęp. Twórcy zwracają uwagę fakt, iż ciągły wzrost tempa życia, konieczność podporządkowania się tendencjom, jakie narzuca świat, w konsekwencji prowadzą do utraty części osobowości.

Miasto – „przestrzeń znacząca”, od początku XIX wieku odgrywające zasadniczą rolę w naszej cywilizacji, budziło i będzie budzić kontrowersje. Związane z nim szanse i zagrożenia dla człowieka idealnie dają się streścić w formule „szansa rozwoju, miejsce destrukcji”, jednak przyglądając się literaturze i obserwując nasze współczesne miasta, zauważamy, iż o rozwoju można mówić raczej tylko w odniesieniu do nauki i techniki.

28

Miasto – przestrzeń znacząca, miejsce destrukcji, szansa rozwoju...” Jaki sens nadała literatura temu motywowi?


Miasto jest wielką szansą rozwoju nie tylko dla ludzi mieszkających w nim, ale także z prowincji. Od kiedy dochody z rolnictwa stały się niewystarczające, ogromne rzesze ludzi, szlachty i chłopstwa, postanowiły wyruszyć do ośrodków miejskich w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Tym, których stać było na naukę, miasto stwarzało warunki kształcenia w wybranym zawodzie. Tym, którzy mieli oszczędności, pozwalało na rozwinięcie własnego interesu i nawiązanie nowych znajomości, a nawet szybszego awansu. Dzięki częstym kontaktom między ludźmi łatwiej było również w nim spotkać przyszłą wybrankę swojego życia.

Ale miasto stało się również przyczyną destrukcji. Jego mieszkańcy stawali się anonimowi w tłumie, łatwiej było im ukryć się z nałogami, takimi jak pijaństwo, złodziejstwo, łobuzerstwo. Podobnie i ci, którzy przyjeżdżali do miasta bez oszczędności, często bezskutecznie poszukiwali stałej pracy i dachu nad głową. Kiedy znajdowali pracę, była bardzo ciężka i wykonywanie jej łączyło się nierzadko z utratą zdrowia. Tak więc miasto było dla jednych szansą rozwoju, zaś dla innych miejscem biedy i destrukcji.

Obraz życia w mieście ukazuje Bolesław Prus w powieści „Lalka”. Przykładem człowieka, który wykorzystał szansę stworzoną mu przez miasto, był Stanisław Wokulski. Po przyjeździe ze wsi do Warszawy zaczyna pracę jako chłopak na posyłki w winiarni Hopfera. Jest on młodzieńcem ambitnym, zdolnym, chce się uczyć dalej. Jednak wybucha powstanie i to nie pozwala mu kontynuować nauki, ponieważ jako jeden z pierwszych bierze w nim udział. Po powrocie z Syberii bez skutku szuka pracy w Warszawie, ale dzięki znajomościom żeni się z wdową po Janie Minclu, właścicielką dużego sklepu w Warszawie. Wykorzystuje szansę, jaką daje mu miasto, i staje się kupcem z prawdziwego zdarzenia. Wciąga go praca w handlu i choć marzył, żeby być naukowcem, staje się kupcem z powołania. Po śmierci żony zapragnął arystokratki – Izabeli Łęckiej. Po to jednak, aby wejść do jej sfery, musi zdobyć duże pieniądze. Po powrocie z Bułgarii postanawia zbliżyć się do wybranki swojego serca i pojąć ją za żonę. Kiedy był już bliski celu i zaręczył się z panną Izabelą, przekonał się, że jego wybranka nie jest idealną istotą, za jaką ją uważał. Spotykając się z Wokulskim, stwarzała pozory zainteresowania jego osobą, ukrywając, że zależało jej jedynie na jego pieniądzach i pozycji. Z jednej strony miasto stworzyło Wokulskiemu wielkie możliwości rozwoju, które wykorzystał, z drugiej strony stało się przyczyną destrukcji – spotkał tam kobietę, która go zraniła.

Nie wszystkim bohaterom powieści Lalka powiodło się w życiu tak jak głównemu bohaterowi. Na Powiślu mieszkało tysiące ludzi, którzy przywędrowali z odległych wsi, aby znaleźć jakiś zarobek i szansę na przeżycie. Z powodu braku stałego zajęcia ludzie ci mieszkali na śmietnikach, bieda powodowała, że imali się nieuczciwych zajęć. Nękały ich różne choroby, które były nierzadko przyczyną przedwczesnej śmierci. Tak więc nie dla wszystkich Warszawa stała się upragnionym rajem i nie wszystkim dała szansę rozwoju. Ogromne rzesze ludzi żyły w biedzie, na przedmieściach, ulegając demoralizacji.

Obraz miasta – Warszawy przedstawia również Maria Konopnicka w swojej noweli Mendel Gdański. Tytułowy bohater to stary, 67–letni Żyd, który mieszka w Warszawie od dzieciństwa i prowadzi od 27 lat zakład introligatorski. Czuje się bardzo związany z tym miastem, w którym się urodził i spędził całe swoje życie, pracując uczciwie w swojej małej firmie. Miasto to uczyniło go człowiekiem szczęśliwym, umożliwiło mu znalezienie domu, pracy, a nawet prowadzenie własnego interesu, bez którego kształcenie jego wnuczka, po zmarłej córce, byłoby niemożliwe. Jednak pewnego dnia miasto to się zmieniło, a powodem były szerzące się pogłoski o pogromie Żydów. Narastały uliczne napady i wybijanie szyb w oknach zakładów, sklepów i domów żydowskich. Wszyscy sąsiedzi, a szczególnie student z facjatki ostrzegają go, aby uciekał, ponieważ biją Żydów. Mendel był zdziwiony, gdyż w tym mieście się urodził, w tym domu wychował swoje dzieci i nigdy tu nikogo nie skrzywdził. Wkrótce pojawia się przed domem starego Żyda uliczna zgraja i zaczyna obrzucać kamieniami zakład, przypadkowo trafiając w głowę wnuczka – Jakuba. Chociaż sąsiedzi stanęli w obronie Mendla i jego wnuczka, a rana chłopca nie okazała się groźna, w starym Żydzie „umarło serce” do tego miasta. Miasto to było związane z jego całym życiem i dało mu wszystko – pracę, dom, a jednak okazało się miejscem destrukcji, w którym panowała nienawiść i szerzący się wciąż antysemityzm.

Innym pisarzem, który przedstawia zalety i wady życia w mieście, jest Stefan Żeromski. Tomasz Judym, bohater jego powieści Ludzie bezdomni, wykorzystał szansę stworzoną mu przez miasto, ale również odczuł je w dzieciństwie jako miejsce destrukcji. Wychowywał się w Warszawie pod opieką ojca – szewca, który wiecznie chodził pijany, i matki wiecznie chorej. Mieszkali w suterenie, która była źródłem wilgoci i wielu chorób. Złe warunki życia przyczyniły się do szybszej śmierci jego matki. Na wychowanie wzięła go ciotka. Była ona kobietą lekkich obyczajów i dzięki temu mogła wyrwać się ze swojego środowiska. W pierwszych latach Tomasz był u niej chłopcem na posyłki, czyścił podłogi i mył naczynia, ale ciotka wynajęła tanio pokój studentowi, który miał obowiązek przygotowywać go do gimnazjum. Sypiał on jednak w przedpokoju na sienniku, który wolno mu było rozłożyć dopiero wówczas, gdy goście opuścili mieszkanie ciotki. Był bity przez ciotkę, służącą, a nawet stróża, musiał znosić humory opiekunki, która go nieraz wypędzała ze swego domu. On zaś na klęczkach błagał ją, aby mu pozwoliła pozostać. W dzieciństwie był skazany na poniewierkę i ciągłą niepewność losu, a w młodości na samotność. Mimo takich trudnych warunków, miasto dało Judymowi szansę ukończenia szkoły średniej, a nawet wyższych studiów.

Po zdobyciu zawodu wyjeżdża do Paryża, na praktykę lekarską, gdzie zaczyna interesować się i pogłębiać wiedzę dotyczącą sztuki. Miasto daje mu szansę nawiązania nowych znajomości, np. poznaje tam panią Niewadzką i jej wnuczki oraz ich opiekunkę, Joannę Podborską. Po upływie roku Judym powraca do Warszawy, gdzie pierwsze kroki kieruje do rodzinnego domu.

Mimo że miasto dało Judymowi szansę kształcenia się i zdobycia dobrze płatnego zawodu, to nie zapomniał on o swoim pochodzeniu. Postanowił poświęcić się pracy społecznej w celu poprawy losu biedoty warszawskiej, do której kiedyś należał. Rozpoczyna walkę z nędzą najbiedniejszych od wystąpienia w gronie lekarzy warszawskich z odczytem, w którym opisuje całą sytuację biedoty. Wystąpienie Judyma spotyka się z krytyką wszystkich tam zgromadzonych lekarzy i powoduje, że nikt nie przychodzi leczyć się do jego prywatnego gabinetu. Tym razem miasto nie daje szansy Judymowi spełnienia marzeń i rozwinięcia własnej praktyki lekarskiej. Tak naprawdę miasto dla Judyma było miejscem, w którym przeżył całe swoje dzieciństwo, spotykając się z nędzą, brudem i chorobami. Jedynie umożliwiło mu kształcenie się i zdobycie zawodu, bez którego nie mógłby marzyć o lepszym życiu.

Niecodzienny obraz miasta ukazuje nam Tadeusz Borowski w jednym ze swoich opowiadań pt. „Pożegnanie z Marią”. Akcja opowiadania toczy się w Warszawie, w czasie niemieckiej okupacji. Miasto jest tu miejscem destrukcji, zaś kłamstwo, oszustwo i szachrajstwo jest jedyną szansą na przeżycie. Rzeczywistość stworzona przez okupanta zmusza ludzi do kombinowania i działania na lewo, bo inaczej nie dałoby się żyć. Żandarmi handlują ludźmi uwięzionymi w szkole, a sklepikarz sprzedaje towary spod lady, bez kartek, oszukuje na wadze, bo musi jakoś żyć, mając na utrzymaniu żonę, syna i córkę, która uczęszcza na tajne komplety. Prowadzone przez właściciela firmy interesy z Niemcami czy lewe transakcje kierownika z woźnicami, jego handel z gettem, stają się czymś normalnym i pozwalającym na przetrwanie okupacji. Człowiek staje się towarem, jego los nie jest istotny, liczą się tylko interesy, które zapewniają byt i chleb. Mimo tak trudnych warunków, jakie przyniosła ostatnia wojna, miasto Warszawa nadal dawało pewne możliwości.

Tylko tu można było kształcić się na tajnej polonistyce, jak również debiutować w pisemkach konspiracyjnych czytywanych przez warszawiaków. Łatwiej było o książkę i spotkanie towarzyskie. Mimo pozytywów miasto stało się miejscem destrukcji, w którym okupanci starali się zniszczyć polską kulturę i edukację.

Ogromne rzesze ludzi odnalazły się jednak w nowych, miejskich warunkach: znalazły tu pracę, dom i możliwości kształcenia. Nie mogła im tego dać przeludniona polska wieś. Jednym miasto pozwoliło więc na znalezienie dobrej pracy czy otwarcie własnego interesu, co wiązało się z większymi zarobkami i lepszym życiem. Dobra sytuacja materialna dała z kolei szansę na kształcenie dzieci w szkołach średnich, a nawet wyższych. Dla innych miasto stało się miejscem destrukcji, w którym nie mogli się odnaleźć i zapewnić należytych warunków egzystencji sobie czy swojej rodzinie.

29

Męczennicy, prorocy, karierowicze, kanalie, błazny... Galeria postaci i postaw ludzkich w III cz. „Dziadów” lub „Lalce”.


XIX wiek był bardzo trudnym okresem w dziejach naszego kraju. Polska znajdowała się wówczas w ciężkiej sytuacji zarówno politycznej, jak i gospodarczej. Ciągłe represje i prześladowania szerzyły strach wśród społeczeństwa. Postawy ludzi wynikały głównie z cech charakteru, jakimi obdarzył ich Stwórca. Jedni ulegali przemocy i bezwzględnemu terrorowi, drudzy zaś mężnie stawiali opór. Niektórzy, widząc zagrożenie własnego bytu, zrywali z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi, takimi jak: miłość, oddanie, poświęcenie i wkraczali w szeregi wroga. Nie wszyscy jednak byli osobami tak głęboko zdemoralizowanymi. Dla wielu szczęście, dobro i wolność Ojczyzny, jak i ogółu obywateli, znaczyło więcej niż korzyści jednostkowe. W myśl hasła Tyrtajasa: Rzecz to piękna zaprawdę, gdy krocząc w pierwszym szeregu, ginie człowiek odważny, walczący w obronie ojczyzny... stawali do walki, spiskując mimo represji zaborcy.

Utworem, który doskonale ukazuje nam tamtejszych ludzi i ich postawy, są I i III część Dziadów Adama Mickiewicza. W dziele tym dostrzegamy następujące typy bohaterów: męczenników, proroków, karierowiczów, kanalie i błaznów. Przykładem pierwszej postawy jest cały naród polski, którego cierpienia autor przedstawił w sposób analogiczny do męki Chrystusa. Kiedy miara cierpień się wypełni, Polska – podobnie jak Syn Boży – zmartwychwstanie i zbawi ujarzmione narody, przynosząc im wolność. Męczennikiem jest także Konrad, główny bohater utworu, który, przebywając w więzieniu w Klasztorze Bazylianów, dostrzega cel życia, zrywa z rolą tragicznego kochanka Gustawa i staje do walki narodowowyzwoleńczej. Gustaw umarł, narodził się Konrad. Jest on człowiekiem o wielkiej indywidualności, cierpi z powodu ojczyzny, na skutek wielu przemyśleń dostrzega ogromny tragizm narodu. Buntuje się, pragnie walczyć, jego wielka miłość do ojczystej ziemi sprawia, że zwraca się do Boga. Szuka ratunku w ufności religijnej, a jednocześnie oskarża Pana o obojętność wobec losu Jego poddanych. Żąda, aby Bóg dał mu władzę nad światem, wówczas będzie rządził ludźmi czystym aktem woli – uczuciem. Jak mityczny Prometeusz, chce sam podjąć walkę z zaborcą. Niestety, jego intencje zawodzą. Poszczególne jednostki są zbyt słabe, aby odnieść zwycięstwo.

Mickiewicz w Wielkiej Improwizacji wskazywał na przyczyny klęski listopadowej, która wynikała z tego, że spiskowcy samotnie podjęli walkę, zapominając o ludzie.

Postawy męczenników reprezentuje także cała młodzież wileńska, będąca jak wewnętrzna lawa, której sto lat nie wyziębi – pełna patriotyzmu i zaangażowania. Tomasz Zan, jeden z jej przedstawicieli, chce całą winę skierować na siebie. Jego przyjaciel Frejend mówi, że dałby się powiesić, żeby tacy ludzie jak Tomasz mogli żyć choć chwilę dłużej. Pięknie zachował się także Janczewski, który – mimo cierpienia i bólu – zachowuje trzeźwość umysłu i głęboki patriotyzm. Stojąc w odjeżdżającej na Sybir kibitce, krzyknął trzy razy: Jeszcze Polska nie zginęła. Takich młodych ludzi było znacznie więcej. Na uwagę zasługują: Ciechowski, Wasilewski i syn pani Rollison, który, choć został dotkliwie pobity i zniszczono totalnie jego psychikę, mimo to nie wydał swoich współtowarzyszy. Zginął w imię miłości, braterstwa i oddania bliźnim. To zdrajcy i kanalie doprowadzili do jego śmierci. Do takich ludzi należą Doktor i Pelikan, będący na usługach senatora Nowosilcowa, człowieka nie lepszego od nich obu. Na uwadze mają oni jedynie własne korzyści, płynące ze zdradzieckiej służby. Losy ojczyzny są im obce, dołożą się nawet do jej zguby, jeśli przyniesie im to pożytek. Głównym ich celem jest pomnażanie własnego ma–

jątku i robienie kariery, przy boku wroga. Wśród społeczeństwa dostrzegamy także błaznów, którzy, korzystając ze swego bogactwa, bawią się w towarzystwie senatora, nie dbając o losy kraju. Należą do nich urzędnicy, oficerowie, spędzający beztrosko czas w salonie warszawskim, dyskutując o balach wyprawianych przez Nowosilcowa. Piotr Wysocki, działacz powstania, tak mówi o nich:


Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna

i twarda, sucha i plugawa...


Są więc oni ludźmi bezwartościowymi, których cechuje oziębłość i oschłość uczuć. Niczym plugawe stwory pełzają po ziemi, ignorując otoczenie.

Nieco optymizmu przynosi uciskanemu ludowi Widzenie księdza Piotra. Widzi on młodzież wileńską, straszliwie umęczoną, którą w kibitkach wywożą na Sybir. Wśród nich dostrzega także dziecko, któremu udało się przeżyć i uciec. Wyrośnie ono na obrońcę, mściciela narodu i zapewni stabilny byt przyszłym pokoleniom. Ksiądz Piotr reprezentuje proroka. Jawi mu się wizja Polski, kraju umęczonego, okrutnie cierpiącego. Wie, że Bóg wybrał Polskę na odkupiciela ujarzmionych narodów (Polska Chrystusem narodów). Od owych cierpień kraj może uwolnić wyżej wspomniane dziecię, które zdobędzie siłę, wciągając do walki całą ludzkość.

Zło musi kiedyś minąć! Przyszłość ludzkości związana jest wyłącznie z pokojem. Jestem przekonana, że nadejdą takie czasy, kiedy miłość zwycięży nienawiść, dobro pokona zło, a ludzie nauczą się wzajemnie kochać i szanować. Dlatego też należy uczynić wszystko, aby słowo „człowiek” brzmiało dumnie!


30

Motyw biesiady (uczty, wesela, zgromadzenia) i jego funkcja w dziełach literatury polskiej.


Motyw biesiady pojawiał się często w utworach literatury polskiej zarówno starych, jak i nowych. Pełnił on w nich wielorakie funkcje, w zależności od czasów, w jakich one powstawały. Biesiada, zwłaszcza wesele, to święto radosne – uwieńczenie miłości. Śmiało więc może stać się pretekstem do zaprezentowania optymistycznego spojrzenia w przyszłość, nadziei na zgodę narodową. Bywa też opisane dla prezentacji obyczajów związanych z tym świętem, bywa tematem parodii lub ukazywania przemian dziejowych.

Wiersz Słoty O zachowaniu się przy stole z XV wieku przedstawia biesiadę zamożnych warstw społeczeństwa polskiego: rycerzy, giermków, dam dworu. Ukazuje obyczaje biesiadne, które przenikały w owym czasie do Polski z zachodu. Biesiada ta pełni więc w utworze Słoty funkcję religijną, towarzyską i kulturalną, a także wzmacnia więzi między ludźmi.

Zupełnie inne funkcje spełnia biesiada w II i III cz. Dziadów Adama Mickiewicza. W cz. II poeta przedstawia biesiadę cmentarną, urządzaną przez żywych zmarłym przodkom w dniu ich święta. Wskazuje ona na ścisłe reakcje pomiędzy światem żywych i umarłych oraz jedność tych dwóch światów w wymiarze pozaziemskim. Uczy również żyjących niesienia sobie wzajemnej pomocy i przypomina, że zło zostanie ukarane. Zgromadzenie w kaplicy cmentarnej pełni funkcję filozoficzną, moralną, a nawet społeczną (przypomina, że panom nie wolno znęcać się nad chłopami).

W III cz. „Dziadów”, która powstała po upadku powstania listopadowego, dostrzegamy już nie tylko funkcje omówione wyżej. W scenie I zgromadzeni więźniowie w Wigilię Bożego Narodzenia dzielą się dobrym słowem. Opowiadają o sprawach związanych z procesem Filomatów i Filaretów. To wigilijna uczta pełniąca obok funkcji religijnych również filozoficzne i polityczne. W scenie pt. „Salon warszawski” poeta przedstawia spotkania towarzyskie warstw wyższych. Mimo iż kraj w tym czasie cierpi z powodu represji politycznych, na tym spotkaniu mówi się tylko o balach i dokonaniach literackich. Tylko nieliczni Polacy mówią – szeptem – o sprawach dotyczących wyzwolenia kraju. Spotkanie towarzyskie ukazane w tej scenie służy Mickiewiczowi do scharakteryzowania społeczeństwa polskiego doby listopadowej.

W scenie „Bal u senatora” ukazany jest autentyczny bal, nie tylko spotkanie towarzyskie. Ksiądz Piotr przepowiada doktorowi Becu śmierć, a kiedy ten ginie, rażony piorunem, zło moralne zostaje ukarane. Nastrój zgrozy ogarnia rozbawione przedtem towarzystwo, zaś aria Komandora z Don Juana zapowiada katastrofę.Muzyka ta jest zapowiedzią rozprawy ze złem – zdrajcami, którzy poszli na współpracę z zaborcą. Bal ten pełni więc znów funkcję zarówno metafizyczną, jak i polityczną.

W Panu Tadeuszu z biesiadą, spotkaniem towarzyskim, weselem spotykamy się niemal w każdej księdze. Uczta odbywająca się na zamku w I księdze ukazuje staropolskie tradycje i obyczaje związane z biesiadowaniem. Rodzi ona więzi patriotyczne, łączy Polaków i uświadamia im ich odrębność narodową w trudnych czasach niewoli. Ostatnia księga epopei kończy się wspaniałą ucztą staropolską z okazji zaręczyn Zosi Horeszkówny z Tadeuszem Soplicą. Wojski wydobywa z tej okazji staropolski serwis, zaś Jankiel gra melodie narodowe, związane z historią Polski. Przy stołach zasiedli żołnierze, również i w polskich mundurach. Jest to więc uczta nadziei na zmiany polityczne w Polsce, które mają nastąpić wraz ze zwycięstwem Napoleona.

W powieści Nad Niemnem Eliza Orzeszkowa przedstawia dom polski jako ostoję tradycji i patriotyzmu w trudnych latach niewoli narodowej. Imieniny pani Emilii to nie tylko wspólny posiłek i spotkanie towarzyskie z rodziną i sąsiadami, ale również okazja do dyskusji nad realizacją programu pozytywistycznego na wsi. Wesele w Bohatyrowiczach charakteryzuje zaścianek, ukazuje jego obyczaje i mentalność.

Wesele wiejskie przedstawione jest również w dramacie Stanisława Wyspiańskiego Wesele. Na nim miało dojść do zjednoczenia różnych warstw narodu we wspólnej walce o wolność. Widzimy więc, że i w tym utworze biesiada, jaką było wesele dziewczyny wiejskiej z inteligentem z miasta, pełni funkcje wielorakie: towarzyskie, kulturalne, społeczne, a przede wszystkim polityczne. Niestety, rozwiewa nadzieje Polaków na wspólne wystąpienie zbrojne.

Chłopi Władysława Reymonta to epopeja chłopska, mówiąca o życiu gromady wiejskiej w końcu XIX w. Tym razem opisane mamy wesele typowo wiejskie, Jagny z Boryną. Bogaty chłop żeni się z dziewczyną średnio zamożną. Na takie wesele zaproszeni są oczywiście najbogatsi gospodarze z całej wsi. I znów mamy okazję do poznania barwnych obyczajów i poglądów, które różnią ich całkowicie od innych warstw. Młodzież i starzy zbierali się także na wspólne darcie pierza czy szatkowanie kapusty. Razem wykonywana praca staje się okazją do bliższego poznania, zwrócenia na siebie uwagi ładnym wyglądem czy ubiorem, zacieśnienia więzi międzyludzkich. Wspólna zabawa, opowieści i śpiewy zacierają nieco różnice społeczne i powodują, że gromada wiejska powoli staje się jednością. Również karczma była miejscem spotkań mieszkańców wsi i różnych uroczystości. Tu odbywały się także dyskusje nad rozwiązaniem wiejskich konfliktów. Ale wieś polska zawsze związana była przede wszystkim z tradycją chrześcijańską i dlatego w powieści odnajdujemy spotkania rodzinne z okazji świąt Bożego Narodzenia czy Wielkiejnocy. Biesiady i zgromadzenia z okazji świąt religijnych nawiązywały do tradycji staropolskiej w trudnych czasach niewoli. Pełniły funkcje nie tylko religijne czy towarzyskie, ale również polityczne.

Motyw biesiady – uczty, wesela, zgromadzenia – pełnił wielorakie funkcje w utworach literatury polskiej. W czasach niepodległości były to funkcje: religijne, kulturalne i towarzyskie. Zaś w czasach zaborów doszły jeszcze funkcje polityczne, ponieważ tylko ucieczka w sferę życia prywatnego dawała możliwość zachowania i pielęgnowania polskich tradycji.

31

Motyw domu i rodziny w literaturze polskiej.


Motyw domu i rodziny pojawia się od najwcześniejszych wieków w literaturze polskiej. Oczywiście w różnych utworach i różnych epokach pełni zupełnie inne funkcje i przedstawiany jest w różny sposób.

Po raz pierwszy pojawia się on w twórczości Jana Kochanowskiego, w jego znanej fraszce pt. Na dom w Czarnolesie. Jest to dom rodzinny, odziedziczony po przodkach, w którym nie ma marmurów ani złoconych ścian. Ale można żyć w nim dostatnio i spokojnie w gronie rodzinnym, zachowując czyste sumienie i życzliwość sąsiadów. Rodzina szlachecka zamieszkująca dwór w Czarnolesie wyznaje oczywiście wartości chrześcijańskie i powierza się całkowicie opiece boskiej. Dwór szlachecki mieści się w otoczeniu pięknej przyrody i starej lipy, pod którą tak chętnie przesiadywał poeta (fraszka Na lipę). Innych szczegółów o mieszkańcach tego dworu dowiadujemy się nie tylko z krótkich fraszek J. Kochanowskiego, ale również z dłuższych utworów – pieśni, a nawet trenów.

W „Pieśni świętojańskiej o Sobótce” opowiada poeta o tym, jak wielką rolę w takim domu pełniła gospodyni i matka. I jak oboje z mężem i dziadkami przygotowywali młode pokolenie do pracy w gospodarstwie, a także przekazywali im podstawowe wartości moralne.

Dom miał więc zapewnić w owych czasach Polski niepodległej nie tylko godziwe warunki materialne rodzinie, ale również wpoić młodemu pokoleniu zasady chrześcijańskie, które miały być dla nich oparciem w przyszłym życiu. Funkcja domu i rodziny była więc w owych czasach ogromna. Wychowywał i przygotowywał do życia zgodnie z tradycją młode pokolenia Polaków. Czym mógł się stać dom bez dzieci – spadkobierców, ukazują Treny J. Kochanowskiego. Tylko więc pełna rodzina z ojcem, matką i dziećmi, w której każdy pełnił właściwą sobie rolę, dawała szczęście.

Ponieważ większość utworów tego okresu pisana była przez szlachtę, dlatego też przedstawiały one przede wszystkim domy i rodziny szlacheckie.

W okresie oświecenia w XVIII w. Pojawia się sporo utworów, w których motyw domu i rodziny, znów szlacheckiej, przewija się dość często. Sądy o domu i panujących w nim stosunkach w tym okresie są dość krytyczne. Celował w nich biskup Ignacy Krasicki, który, chcąc uchronić Rzeczpospolitą przed upadkiem, naśmiewał się w swoich utworach z Polaków, przepijających ojcowizny, i dam modnych, przerabiających stare dwory szlacheckie na zachodnie pałace.

Idealny dom szlachecki, godny naśladowania, przedstawił Julian Ursyn Niemcewicz w komedii Powrót posła. Autor ukazuje staropolski dwór pod Warszawą, pełen tradycji, w którym dwa pokolenia Polaków żyją w zgodzie i harmonii. Dom zawsze ustępować powinien krajowi – stwierdza Podkomorzy, jeden z głównych bohaterów komedii. I w tym duchu właśnie wychowuje on swoich synów, którzy obaj pełnią służbę publiczną. Pracują nie tylko we własnym gospodarstwie, ale i na rzecz kraju. Walery, na przykład, jest posłem na Sejm Wielki, zaś w przerwach obrad przyjeżdża do rodziców na wieś. To otwarcie się rodziny na politykę wskazuje na to, że potrafi ona zręcznie połączyć szacunek do tradycji z poparciem dla nowego – reform głoszonych przez obóz patriotów. Rozumie ona, że zmiany te są koniecznością dla chylącej się ku upadkowi Ojczyzny. Podkomorostwo są kochającą się rodziną, w której każdy z jej członków pełni właściwą sobie funkcję. Przeciwieństwem jest rodzina Sarmaty, Starosty Gadulskiego, ożenionego dla wiosek z damą modną. Dom w komedii Niemcewicza pełni więc funkcje wychowawcze. Nie tylko zapewnia warunki materialne rodzinie, ale jest miejscem, w którym wychowuje się przyszłe pokolenia w tradycji i w duchu miłości do Ojczyzny.

Zupełnie inną funkcję pełnił dwór szlachecki i rodzina w mrocznych czasach zaborów. Najpiękniej jest on ukazany w utworach romantycznych, takich jak: „Śluby panieńskie” A. Fredry czy „Pan Tadeusz” A. Mickiewicza. Opis dworku w Soplicowie wskazuje, że był on niezbyt duży, ale czysto utrzymany i przestronny. Wystrój wnętrz, obrazy wiszące na ścianach: Kościuszki, Rejtana, Jasińskiego wskazywały na to, że stał się on w czasach niewoli ostoją tradycji staroszlacheckiej i polskości. Zegar kurantowy wygrywał słynnego Mazurka Dąbrowskiego. Rodzina Sopliców, choć niepełna, (sędzia był przecież starym kawalerem i wychowywał bratanka), promieniowała na okolicę i dawała przykład wielkiego patriotyzmu.

Podobnie przedstawiony zostanie dwór szlachecki w Korczynie w powieści E. Orzeszkowej Nad Niemnem. Jednak sytuacja materialna rodziny zamieszkującej go będzie już nieco inna. Po upadku powstania styczniowego w 1864 roku, w czasach wzmożonych represji, na rody szlacheckie nakładane były przez zaborców ogromne podatki. Polaków zamierzano wyrugować z ich ziemi i przekazać ją w ręce Rosjan. Dlatego Benedykt Korczyński pracuje od świtu do nocy, chce utrzymać ziemię i dwór w swoich rękach, aby przekazać ją później synowi – Witoldowi. Życie w Korczynie to już nie same zabawy i przyjemności, jak w Soplicowie. Goście bywają tu znacznie rzadziej i jest ich znacznie mniej. A kiedy przyjadą, na przykład na imieniny pani Emilii, rozmawiają o trudnej rzeczywistości, panie noszą przerabiane suknie, zaś panowie rozmawiają o interesach. Bywają oczywiście i tacy, którzy nie przejmują się niczym (Różyc, Kiryłło), ale majątki ich i domy są w opłakanym stanie, zaś byt ich rodzin zagrożony. Trudne warunki życia i ciężka praca Benedykta odcisnęła się również na jego stosunkach małżeńskich z Emilią. W Nad Niemnem ukazuje pisarka domy i rodziny polskie od najbogatszych (Gorce) do biedniejszych (Bohatyrowicze).

Noce i dnie M. Dąbrowskiej to również epopeja szlachecka, powstała ona jednak już w okresie międzywojennym. Ukazuje polski dom i rodzinę szlachecką w trudnych latach po klęsce powstania styczniowego. Bogumił i Barbara Niechcicowie to już ludzie „wysadzeni z siodła”. Nie posiadają własnej ziemi i z konieczności pracują na cudzej. Powieść obrazuje życie codzienne w zaborze rosyjskim, zamknięte w rodzinnym kręgu, wypełnione pracą, codziennymi troskami i pozbawione niezwykłych wydarzeń. Jednak i w domu Bogumiła i Barbary odnajdujemy dawne tradycje i prastare wzorce. To biedniejące ziemiaństwo nadal więc kultywuje polskość w trudnych latach niewoli.

Stanisław Wyspiański w swoim wielkim dramacie Wesele przedstawia także motyw domu i rodziny polskiej. Chata wiejska, w której na weselu chłopki z inteligentem z miasta spotykają się dwa światy, staje się symbolem Polski walczącej z zaborcami. I tu dom polski i rodzina przechowuje tradycje polskie do lepszych czasów. Ale w tym utworze z przełomu wieku ukazane są również tradycje ludowe, które – podobnie jak szlacheckie – staną się skarbnicą polskości. Ten dom jednak gromadzi Polaków również i po to, aby podjęli wspólną walkę o Polskę niepodległą. Dom staje się więc cichą przystanią, miejscem rozmów i dyskusji przedstawicieli różnych warstw.

Motywowi domu i rodziny poświęcił wiele miejsca S. Żeromski w swojej powieści Ludzie bezdomni. Dom jest dla pisarza symbolem stabilizacji życiowej, a więc posiadania stałej pracy. Jest również symbolem bliskości z drugim człowiekiem, a więc możliwości posiadania rodziny i cieszenia się szczęściem osobistym. Niestety, niemal wszyscy bohaterowie powieści to ludzie nie posiadający własnych domów ani rodzin. Domy z prawdziwego zdarzenia, które zabezpieczają warunki materialne rodzinie, posiadają tylko nieliczni: doktor Czernisz w Warszawie, czy dyrektor kopalni. Jest to więc obraz przygnębiający, który wiele mówi o życiu Polaków pod zaborami w końcu XIX wieku.

Dom i rodzina mieszczańska ukazana jest w tragifarsie G. Zapolskiej pt. Moralność pani Dulskiej. Rodzina pani Dulskiej ma, co prawda, zapewnione warunki egzystencji, ponieważ posiada kamienicę czynszową, która stanowi jej źródło utrzymania. Głowa rodziny – pan Dulski, jak i syn – Zbyszko pracują jako urzędnicy, więc ta rodzina nie ma prawdopodobnie kłopotów materialnych. Jednak cechuje ją kult pieniądza, tak charakterystyczny dla wielu mieszczańskich rodzin tego okresu. Podwójna moralność – oto co cechuje główną bohaterkę sztuki. Dulska ma dwie twarze: jedną dla obcych – kobiety godnej, która dba o swoją rodzinę, chodzi do kościoła, uznaje zasady moralne i prowadzi porządny dom. Zaś druga, to twarz kobiety tyrana domowego, dla której najważniejszy w życiu to pieniądz i zachowanie pozorów. Nie jest to więc już obraz szczęśliwej, polskiej rodziny. Pieniądz i cywilizacja powodują, że więzi rodzinne stają się coraz słabsze.

W powieści Gombrowicza Ferdydurke z okresu międzywojennego odnajdujemy również motywy domu i rodziny. W nowoczesnym domu Młodziaków Gombrowicz dostrzega fałsz i pozę, z którą Józio, główny bohater, nie może się pogodzić. Równie groteskowo przedstawiony jest dworek szlachecki państwa Hurleckich. Przyjaźń Miętusa ze służącym Walkiem podważa fundamenty ziemiańskiej tradycji i powoduje, że Bolimowo w niczym już nie przypomina Soplicowa czy Korczyna. Motyw domu służy więc tu Gombrowiczowi do ukazania buntu Józia przeciwko rodzinie i społeczeństwu, które usiłowało narzucić mu swoje poglądy i konwenanse.

Dramat pt. W małym dworku S. I. Witkiewicza jest parodią literacką melodramatu T. Rittnera W małym domku. Witkacy pragnie umożliwić widzowi przeżycia metafizyczne i dlatego pisze swój dramat w tonacji groteskowej, w którym zostały naruszone normy podyktowane przez zdrowy rozsądek i doświadczenie życiowe. Sztuka ta zawiera realistyczną krytykę stosunków międzyludzkich i postaw moralnych. Ukazuje rodzinę polską, przeżywającą konflikty i dramaty, która przestaje być przystanią i schronieniem dla domowników.

Motyw domu i rodziny, jak widać, odnajdujemy we wszystkich epokach literackich. Może właśnie dlatego, że rodzina stanowiła i stanowi podstawową komórkę, na której opiera się całe społeczeństwo. W dawnych epokach, w okresie Polski niepodległej, dom zapewniał rodzinie warunki materialne i był „szkołą życia” dla przyszłych pokoleń. W okresie zaborów był również ostoją tradycji i polskości. Czym bliżej jednak współczesności, tym więcej utworów literackich przedstawia konflikty panujące w rodzinach polskich, a nawet tragedie, do których w nich dochodzi. Dom i rodzina, coraz częściej targana konfliktami, zatraca z czasem swoje podstawowe funkcje, przestaje zapewniać bezpieczeństwo materialne i psychiczne.

32

Nic pożądańszego, a nic trudniejszego na ziemi jak prawdziwa rozmowa” – Adam Mickiewicz. Dlaczego ludziom tak trudno porozumiec się ze sobą? Skomentuj słowa poety, posługując się przykładami literackimi.


Rację miał Adam Mickiewicz, pisząc, że szczera rozmowa między ludźmi jest bardzo ważna, chociaż najczęściej trudno im się porozumieć. Konwersacje ułatwiają życie, poprawiają stosunki między ludźmi, czasami są lekarstwem na problemy i zmartwienia. Szczera rozmowa z drugim człowiekiem, nawet obcym, może zmienić kogoś na całe życie.

Ale zdarza się także, że ludzie ukrywają swoje zamiary, nie mogą rozmawiać o dręczących ich kłopotach, wolą skrywać wszystko w sobie. Nie mają zaufania do rozmówców. Możemy się także spotkać u ludzi z niechęcią wyrażania swoich poglądów, opinii, być może boją się oni odtrącenia czy wyśmiania.

Obecnie, w końcu XX wieku, kiedy cywilizacja rozwinęła się tak bardzo, ludzie nie mają czasu na rozmowy, są zabiegani, robią kariery. Poza tym mogą się porozumiewać za pomocą komputerów, Internetu albo wpatrywać na przykład w telewizję. Szczere, prawdziwe rozmowy są więc obecnie rzadkością, chociaż świat jest pełen kłamstw, obłudy i zła.

Uczuciem, które wyzwala w człowieku chęć do rozmów, wymiany poglądów, dzielenia się swoimi kłopotami i radościami, jest miłość. Doskonałym tego przykładem są bohaterowie z poematu Adama Mickiewicza Konrad Wallenrod – Walter i Aldona, dwoje ludzi, którzy zakochują się w sobie i planują wspólną przyszłość. Ich rozmowy nie mają końca:


... oczy i myśli (Aldony)

tylko oczu Waltera, rozmów Waltera

szukają.


Większość czasu spędzają na wspólnych spacerach, dyskusjach, które zawsze są pełne szczerości i ciepła. Ponieważ oboje doskonale się rozumieją, jest im dobrze ze sobą, postanawiają się pobrać. Niestety, ich szczęście nie trwa długo. Walter musi dokonać wyboru pomiędzy służbą Ojczyźnie a miłością do ukochanej. Bohater wybiera Ojczyznę, której poświęca młodość i życie. Rezygnuje ze spokojnego i dostatniego życia rodzinnego u boku kochającej żony. W tym czasie zaczynają się nieporozumienia między nimi, sprzeczki, kłótnie, ponieważ Aldona pragnie zatrzymać męża przy sobie.

Tak więc trudność w porozumiewaniu się czasami wynika nie tylko z niedopasowania, ale również z odmiennych poglądów, pragnień i celów, jakie ludzie stawiają przed sobą.

Inna parą, mającą szansę żyć zgodnie i szczęśliwie, była Maria i Henryk, bohaterowie dramatu Zygmunta Krasińskiego „Nie–Boska komedia”. Niestety miłość, którą się darzyli, nie zbliżyła ich. Każde z nich miało inne potrzeby i stawiało sobie inne cele. Dramat zaczyna się w dniu ślubu, kiedy Henryk jako Pan Młody widzi w ukochanej wcielenie piękna i poezji, chce, aby była jego muzą i natchnieniem. Mówi jej nawet:


Jakżeś mi piękna w osłabieniu swoim...

... o wiecznie, wiecznie

będziesz pieśnią moją.


Henryk uważa, że jego przeznaczeniem jest poezja. Wrażliwość i uczuciowość bohatera powoduje, że nie interesuje się zwykłym i codziennym życiem ani sprawami rodzinnymi. Świat marzeń i fantazji, w którym żyje, sprawił, że jest niezdolny do normalnego życia. Ma ciągłe poczucie pustki, bezsensowności i samotności. Szybko zaczyna mieć wątpliwości co do wyboru małżonki. Jest rozczarowany, widzi, że Maria jest zwykłą, wierną kobietą, dbającą o dom, dziecko i niego.

W dramacie „Nie–Boska komedia” brak szczerej rozmowy między bohaterami wynikał z różnego podejścia do świata, patrzenia na niego „innymi oczami”. Henryk był człowiekiem o bujnej fantazji, żyjącym w świecie marzeń, widzącym w żonie tylko muzę, natchnienie i piękno fizyczne. Maria z kolei była zwykłą, kochającą żoną, która zajmowała się swoimi codziennymi obowiązkami.

Szczera rozmowa nie zdarzyła się również między Izabelą Łęcką i Stanisławem Wokulskim, głównymi bohaterami powieści Lalka Bolesława Prusa. Stanisław Wokulski był o wiele starszy od swojej wybranki, sprytniejszy, ale widział w Izabeli tylko anioła, podczas gdy dziewczyna była rozpieszczoną egoistką, o oschłym sercu. Udaje ona przed ludźmi kobietę światową, znającą się na sztuce i dobrych manierach. W rzeczywistości jest leniwą panną, o dużych wymaganiach, zaś Wokulskiego pragnie poślubić tylko ze względu na jego pieniądze i bankructwo ojca. Sądziła, że po ślubie będzie mogła spotykać się ze swoimi przyjaciółmi, a nawet mieć kochanka.

Stanisława i Izabelę różnił również wiek, poglądy, a co najważniejsze – pochodzenie społeczne. Ona była młodą panną, mającą w głowie zabawy, przyjęcia i flirty z mężczyznami, zaś on był dojrzałym mężczyzną, który pragnął odnaleźć sens życia, zakładając rodzinę z ukochaną kobietą. Ulubionym zajęciem Izabeli było robienie zakupów i chodzenie do teatrów, zaś Wokulski większość swego czasu przeznaczał na pracę i interesy. Gdy wreszcie zaplanowali wspólną przyszłość, każde z nich widziało ją inaczej. Izabela wyobrażała sobie, że Wokulski stanie się pantoflarzem, którego będzie mogła wodzić za nos i nawet nie podejrzewała, jak się bardzo myliła.

Problemy w porozumiewaniu się mieli także Benedykt i Emilia Korczyńscy, bohaterowie powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Pobrali się z miłości, ale wkrótce okazało się, że różni ich wszystko. Benedykt był pracowitym, szlachetnym człowiekiem, który poświęcił całe swoje życie ziemi i rodzinie. Po powstaniu przeżył wstrząs, zmienił nawet swoje poglądy – z romantyka walczącego w powstaniu stał się pozytywistą, zamkniętym w sobie, ponurym i walczącym o utrzymanie ziemi w polskich rękach. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia między nimi były spowodowane także zachowaniem żony. Po ślubie stała się kobietą rozkapryszoną, rozhisteryzowaną, która myślała tylko o swoich dolegliwościach i pragnieniach. Narzekała na nudę, wciąż zajętego pracą męża oraz na dzieci, które właściwie wychowywała Marta. Brak porozumienia mógł także wynikać z odmiennych zainteresowań Benedykta i Emilii. Ona czytała romanse, on gazety rolnicze. Brakowało w ich związku tolerancji i wyrozumiałości dla zainteresowań i pragnień drugiej osoby. Dlatego szczera rozmowa przestała być z czasem między nimi możliwa i ograniczała się do krótkiej wymiany zdań dotyczących codzienności.

Współczesną powieścią, która porusza wiele istotnych problemów, w tym i brak porozumienia między ludźmi, jest Pestka Anny Kowalskiej. Jest to jedna z najbardziej przejmujących historii miłosnych, zmuszających do głębokiej refleksji.

Borys i Teresa – małżeństwo ze stażem kilkunastoletnim i mające dwóch synów – od dłuższego czasu nie może dojść do porozumienia:


... zastanawiam się nad sobą i nad nami

na pewno z nadmiaru czasu

robię rachunek sumienia.

Jestem okropną żoną,

myślę za dużo o sobie,

to się zmieni, zobaczysz.

Dlaczego tak nie mamy dla siebie cierpliwości

Co się z nami dzieje? (Mówi Teresa do męża).


Borys jest wziętym i zapracowanym architektem, ona schorowaną kobietą, która myśli tylko o sobie. To, co kiedyś ich łączyło, wspólne wartości i zainteresowania, teraz zaczęło ich dzielić. Sytuacja się pogarsza, kiedy Teresa dowiaduje się, że Borys ma kochankę. Ciągłe awantury, stresy i nieprzyjemności stają się przyczyną całkowitego braku porozumienia między nimi. Bohaterowie powieści Pestka mówią różnymi językami, jest to tym bardziej smutne, że przeżywają kryzys, chociaż kiedyś byli wspaniałym małżeństwem.

Myślę, że rację miał Adam Mickiewicz, twierdząc, że ludziom jest niezwykle trudno porozumieć się ze sobą. Czasami przyczyną tego jest różnica wieku, odmiennych poglądów lub zainteresowań, czasami znów niezgodność charakterów. Brak porozumienia i chęci do prawdziwej rozmowy może wynikać z dominacji jednego człowieka nad drugim i pragnienia podporządkowania go sobie.

33

Nie wszystek umrę.” Rozważania o roli literatury w budowaniu uniwersalnego systemu wartości.


Non omnis moriar – nie wszystek umrę, te słowa po raz pierwszy zostały wypowiedziane przez wybitnego poetę rzymskiego, Horacego. Uświadomił on sobie fakt i wierzył w to, że jego poezja zyska nieśmiertelność i będzie przekazywała pewne ważne wartości następnym pokoleniom. Inni poeci, żyjący po Horacym, również podejmowali ten motyw, np. J. Kochanowski i J. Tuwim pragnęli tego samego – przetrwać w poezji i przekazywać następnym pokoleniom wartości nieprzemijające.

Walka dobra ze złem obecna była w literaturze od najdawniejszych czasów, nie tylko polskiej. Dziesięć przykazań, które Bóg wręczył Mojżeszowi na górze Synaj, jak również wymowa wielu ksiąg Pisma Świętego, stanowiły od zarania dziejów dla pisarzy z kręgu kultury chrześcijańskiej pewien trzon etyczny. Dopiero na bazie tych wyznaczników – co dobre, a co złe – tworzyli oni dzieła, dzięki którym przyczyniali się do budowania uniwersalnego sytemu wartości.

W średniowieczu twórczość miała przede wszystkim charakter moralizatorski i parenetyczny. Powstawały utwory przedstawiające pewne wzorce zachowań. Głosiły one ideał rycerza – obrońcy wiary chrześcijańskiej, ascety, rezygnującego z przyjemności życia, na rzecz życia wiecznego, czy w końcu ideał władcy („Pieśń o Rolandzie”, „Legenda o św. Aleksym”).

Kwiatki św. Franciszka na przykładzie życia świętego uczyły wiary radosnej, potępiały ascezę i umartwianie ciała. Pisarze epoki renesansu również tworzyli dzieła parenetyczne, pouczające jak żyć. M. Rej w Żywocie człowieka poczciwego twierdził, że tylko życie na wsi, na łonie natury, umożliwia przestrzeganie zasad chrześcijańskich i życie w cnocie. Podobne myśli odnajdujemy w twórczości J. Kochanowskiego, zwłaszcza w „Pieśni świętojańskiej o Sobótce”. W pieśni „Serce roście” poeta podkreśla, że życiem potrafią cieszyć się naprawdę tylko ci ludzie, którzy mają czyste sumienie. Jan Kochanowski przyczynił się więc swoją twórczością do budowania uniwersalnego systemu wartości. W swojej twórczości przekonywał czytelników, że optymistyczne nastawienie do świata i ludzi, godzenie się z losem, życie cnotliwe w harmonii z Bogiem i przyrodą, powinno być podstawą naszego postępowania. Jednocześnie krytykował materializm – pogoń za pieniądzem czy stanowiskiem. Uważał, że nie dają one szczęścia człowiekowi, przynoszą tylko ciągły niedosyt i rozczarowania. Uczył poeta również Polaków mądrego patriotyzmu. Uważał, że sławę można zyskać, właśnie służąc ojczyźnie (Pieśń o cnocie, Pieśń o dobrej sławie).

Literatura okresu romantyzmu również w dużym stopniu przyczyniła się do budowania uniwersalnego systemu wartości. Podkreślała np. niejednoznaczność moralną niektórych czynów, zastanawiała się, czy cel może uświęcać środki. Odpowiedź daje Adam Mickiewicz w Konradzie Wallenrodzie, kiedy twierdzi, że dla wyzwolenia własnej ojczyzny każdy czyn jest właściwie dozwolony, nawet zdrada, kłamstwa czy morderstwo.

Juliusz Słowacki w wierszu Testament mój też spodziewał się pośmiertnej sławy. Chciał on jednak, aby jego poezja zagrzewała Polaków do walki o wolność, aż do zwycięstwa. Uczył rodaków, że wolność jest najwyższą wartością i nie wolno nigdy z niej rezygnować.


Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,

Co mi żywemu na nic... tylko czoło zdobi;

Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,

Aż was, zjadacze chleba – w aniołów przerobi – pisał o swojej

twórczości poeta.


Epoka Młodej Polski podejmuje dyskusję na temat dobra i zła inaczej. H. Ibsen w swoim dramacie Dzika kaczka zastanawia się, czy prawda jest zawsze wartością pozytywną i stwierdza, że czasem potrafi wyrządzić wielkie szkody.

Moralność pani Dulskiej” G. Zapolskiej podejmuje z kolei walkę z fałszywą moralnością, z kłamstwem i obłudą typową dla środowisk mieszczańskich. Ukazuje, jak wielkie szkody ona wyrządza, prowadzić nawet może do rozluźnienia więzów rodzinnych.

Te i inne utwory zmuszały czytelników do ponownego przemyślenia własnego postępowania i tym samym poszerzały i utrwalały system norm moralnych, który w społeczeństwie obowiązywał.

Tematem literatury pokoleń doświadczonych przez II wojnę światową jest głównie zmiana rozumienia dobra i zła, zupełne przestawienie hierarchii wartości w warunkach zagrożenia, łagru czy obozu niemieckiego (Z. Nałkowska, T. Borowski, G. Herling–

Grudziński).


Zapomnijcie o nas

O naszym pokoleniu

żyjcie jak ludzie

zapomnijcie o nas.


Po raz pierwszy twórca nie pragnie w swojej poezji nic przekazać następnym pokoleniom. Chce tylko jak najszybciej nauczyć się na nowo żyć, tzn. zgodnie z normami moralnymi przekazywanymi przez tradycję.


Szukam nauczyciela i mistrza

niech przywróci mi wzrok słuch mowę

niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia

niech oddzieli światło od ciemności – prosił.


Poezja współczesna często powraca do problematyki związanej z etyką, normami postępowania w życiu. Czesław Miłosz, noblista, w Traktacie moralnym ustala wręcz zestaw reguł i czynów, które – według poety – świadczą o moralności człowieka. Wielkim moralistą jest również poeta współczesny Z. Herbert, zwłaszcza w tomiku Pan Cogito. W zakończeniu do tego tomiku, czyli Przesłaniu pana Cogito, zestawia szereg pouczeń, jak żyć w sposób odpowiedzialny wobec siebie i innych. Powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz – pisze.

Można więc powiedzieć, że w każdej epoce wielu pisarzy w swoich utworach, które dedykowali współczesnym i następnym pokoleniom, poszerzało system wartości moralnych.

34

Nowoczesność nie ma nic wspólnego z datą publikacji.” Czy podzielasz tę opinię? Odpowiedź uzasadnij przykładami literackimi.


Na wstępie moich rozważań na temat wpływu czasu na literaturę chciałabym wprowadzić zasadnicze rozróżnienie pojęć nowoczesność, a styl awangardowy, niekonwencjonalność czy nawet niezrozumiałość. Często bowiem, stykając się z pewnymi awangardowymi zjawiskami mającymi miejsce współcześnie, określamy je mianem nowoczesności. W moim odczuciu jest to błędne, gdyż o ile awangarda i niekonwencjonalność nie podlegają przedawnieniu wraz z upływem czasu, o tyle bycie nowoczesnym zawsze wymaga konkretnego umiejscowienia w nim. Aby dokładniej przedstawić tę zależność, proponuję przyjrzeć się następującemu przykładowi literackiemu. Otóż specyficzny styl Juliana Przybosia do dziś określamy mianem awangardowego, lecz chcąc go nazwać nowoczesnym, musimy dodać: „jak na owe czasy”. Dlaczego takie dopowiedzenie jest konieczne? Ponieważ wraz z biegiem lat rozwija się wyobrażenie człowieka o możliwościach sztuki, techniki i nauki, a to, co pół wieku temu było „świeżutką nowinką”, dla nas stanowi już normę. W podobny sposób odnosimy się do awangardy – mimo iż czasem nadal pozostaje dla nas szokująca i niezrozumiała, to jednak oswoiliśmy się z faktem, że istnieje i nie stanowi to dla nas już nowości. Poezja Przybosia była nowatorska w pierwszej połowie XX wieku, a dla nas, ludzi z końca tego stulecia, pozostaje jedynie awangardowa.

Przypomnijmy dziewiętnastowieczną walkę klasyków z romantykami. Zanim wydanie Mickiewiczowskich Ballad i romansów ostatecznie przypieczętował triumf młodego pokolenia nad starym, na kulturowej scenie polskiej wrzała zażarta dyskusja na temat nowości, jakie przenikały do naszego kraju za sprawą Byrona, Goethego czy Chateaubrianda. Klasycy, z Janem Śniadeckim na czele, ostro krytykowali nowe tendencje, które – ich zdaniem – były ujmą dla prawdziwej sztuki, opartej na poetyce i estetyce antycznej. Szokująco nowatorski był dla nich Szekspir, którego Śniadecki określił mianem grafomana, rzucającego sztuką o bruk. Przed rokiem 1822, czyli datą wydania wyżej wspomnianych Ballad i romansów, metafizyka romantyczna to były duby smalone, a transcendentalna filozofia to jedynie niebezpieczeństwo chorób psychicznych i dziwnych stanów wewnętrznych. Klasycy zatem buntowali się przeciwko nowościom napływającym do Polski z zachodu. Dla nich Giaur i Rene czy Cierpienia młodego Wertera były książkami zbójeckimi, co dziś określilibyśmy jako książki wywrotowe, niosące ze sobą przewartościowanie i mające ogromny wpływ na czytelnika. Czy my mamy o nich takie samo zdanie? W moim odczuciu – nie! Znamienną cechą ludzkiej natury jest bowiem ciągły rozwój. To, co dla dziewiętnastowiecznych intelektualistów było wynikiem opętania przez Lucypera, my traktujemy jako stan umysłu. Przez prawie dwieście dzielących nas lat działalność psychologów i psychiatrów zaowocowała szeregiem rozpraw i traktatów, które w naukowy sposób tłumaczą samobójstwo Wertera i apatie Giaura. Współczesnego człowieka nie dziwi już i nie oburza Gustaw, który za przyjaciela obrał sobie gałązkę, gdyż ma on świadomość, że podobne zachowanie to jedynie teatr. Śmierć Wertera to dla nas konwencja nie wzbudzająca (jak i u klasyków) większego poruszenia. Romantyczne ideały i schematy zdają się być zatem lekko przebrzmiałe. Ale czy Śniadecki i Brodziński mogli to przewidzieć? Dla nich romantyzm był niezrozumiałą nowością, która burzyła dotychczasowy ład. Istnieją więc dwa sposoby patrzenia na utwory literackie: oczyma współczesnych autorów oraz z perspektywy minionych lat. O ile romantyczne tendencje były na wskroś nowoczesne dla literaturoznawców początku XIX wieku, o tyle dla dzisiejszych badaczy jest to tylko okres w dziejach historii literatury. Jak więc nowoczesne może być coś, co należy już do historii? Przecież nawet samo takie określenie stanowi sprzeczność.

Wymowa i ideowe przesłanie utworów omawianej przeze mnie wyżej epoki mogą dla niektórych odbiorców zachowywać aktualność. Dotyczy to jednak raczej problemu ponadczasowości niż nowoczesności. Nie mylmy zatem tych dwóch określeń, gdyż aktualność danego dzieła literackiego jest rzeczywiście wolna od działania czasu, czego dowodem może być wciąż żywe i funkcjonalne przesłanie bajek Ignacego Krasickiego.

Dotychczas usiłowałam udowodnić, że zjawiska opisywane w literaturze, poglądy i idee autorów tracą swój nowatorski charakter wraz z upływem czasu. Już bowiem sam fakt pojawienia się pierwszej publikacji, zawierającej nowe, odkrywcze, a więc kontrowersyjne treści, jest ogromnym krokiem na drodze do przejścia nad podobnymi utworami do porządku dziennego. Prekursor nowej myśli w jakiejkolwiek dziedzinie zawsze budzi ożywione dyskusje. I nawet jeżeli nie zyskuje poparcia znawców, to jego publiczne zaistnienie jest faktem dokonanym, którego krytyka nie jest w stanie cofnąć. Niezależnie od tego czy owa nowość została uznana przez kompetentne środowisko czy też nie, pewna działalność została zainicjowana, więc wszystko, co w podobnym duchu będzie po niej stworzone, jest jedynie kontynuacją bądź naśladownictwem. Aby lepiej zrozumieć to zjawisko, proponuje przyjrzeć się poezji lingwistycznej. Tendencje poetów Nowej Fali do budowania innego świata poezji poprzez sięganie do tzw. peryferii kultury bezwzględnie połączyć należy z sytuacją Polski po 1956 roku. Po śmierci Stalina część twórców, a wśród nich Miron Białoszewski, szukało inspiracji w zupełnie innej sferze życia. Białoszewski tematy odnajdował pośród rupieci i odpadków, czyli wychodził poza krąg tzw. cywilizacji wysokiej. Wprowadzał do poezji jarmarczny kicz, tandetę i małomiasteczkowe pejzaże – można więc stwierdzić, że sięgał do tradycji ballady dziadowskiej, podwórzowej. Treść przekazywał za pomocą peryferii językowych; w języku interesowało go to, co kalekie i znajdujące się poza systemem gramatycznym oraz znaczeniowym. Mowa jest zasadniczym kontekstem jego wierszy – wykorzystywał polisemię, rozbijał konwencje semantyczne, grał z idiomami, składnią i stylistyką. U podstaw poezji Białoszewskiego leży świadomość ograniczoności języka jako wyraziciela ekspresji. Ów system nie jest bowiem w stanie sprostać nadanej mu funkcji – stosując jego zasady i poruszając się w granicach normy językowej, człowiek nie zawsze może oddać głębię swoich myśli. Stąd też poszukiwanie innych środków wyrazu. Białoszewski nie był jednak ani pierwszym, ani ostatnim poszukiwaczem sposobu na przekazanie określonych treści umysłu. Tradycja poezji lingwistycznej sięga bowiem czasów Awangardy Krakowskiej i twórczości Przybosia, a z drugiej strony ów rodzaj sztuki ma swoich późniejszych od Mirona wyznawców, np. Stanisława Barańczaka, Ryszarda Krzywickiego. W latach socjalizmu naśmiewanie się z możliwości języka było zakamuflowaną walką z systemem politycznym, gdyż głównie koncentrowało się na demaskowaniu i kompromitowaniu słów propagandy. Wówczas lingwista był postacią opozycyjną, walczącą, a jego poezja – szokującą nowoczesnością. Dziś, kiedy propagandy ujawniać nie trzeba, a twórczość Białoszewskiego na stałe weszła do historii literatury (czego dowodem może być jej obecność w programie szkolnym), postrzegamy ją inaczej. Czytając wiersze z ostatniego tomiku Krzywickiego Niepodlegli nicości (wyd. 1989), nie traktujemy ich jako wytworu jakiejś nowej sztuki. Wiemy, że Krzywicki jest kontynuatorem określonych tendencji z lat wcześniejszych, więc jego poezji nie nadajemy miana nowoczesnej. O ile więc Miron Białoszewski był nowoczesny i szokujący w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, o tyle dla nas jest on po prostu reprezentantem jeszcze jednego stylu literackiego. Analogiczna sytuacja jest z poezją Krynickiego, która – moim zdaniem – nie jest nowoczesna, lecz jedynie nieco różna od klasycznego pojęcia.

Kolejnym argumentem świadczącym o nierozerwalnym związku nowoczesności z datą publikacji jest fakt, że utwory zwykle interpretuje się w odniesieniu do tła historycznego. Wyjątkiem są oczywiście prace o ponadczasowej tematyce, np. rozprawki filozoficzne lub metafizyczna poezja Sępa–Szarzyńskiego, ale – jak już wyżej wspomniałam – ponadczasowości i aktualności nie należy utożsamiać z nowoczesnością.

Dowodem na ową zasygnalizowaną już zależność od sytuacji dziejowej, politycznej, etc., może być literatura wojenna i powojenna, która dla pokolenia, które doświadczyło okrucieństwa hitlerowskiego, była szczególnie ważna. Problem okupacji, męczeństwa i cierpienia był wówczas jedyną możliwą tematyką. Ludzie oczekiwali od literatury swego rodzaju rozliczenia się z czasem wojny, a także odzwierciedlenia i udokumentowania osobistych dramatów. Hanna Krall, Baczyński, Nałkowska byli w owym czasie na wskroś nowocześni – doświadczenia ludzkie były na tyle silne, że konieczna była wówczas ich analiza. Dla mojego pokolenia wojna to już historia. Nie doświadczyliśmy jej „na własnej skórze”, znamy ją jedynie z podręczników, filmów i literatury. Młodzież zdaje sobie sprawę z tego, jakim bestialstwem była wojna i usiłuje zrozumieć tragiczną sytuację ludzi, którzy w niej uczestniczyli. Podobnie traktuje literaturę podejmującą tematykę tamtych lat. O historii traktuje, historią więc jest.

Szczególnym rodzajem literatury, która wyjątkowo silnie związana jest z wydarzeniami aktualnymi, jest publicystyka. Współczesny czytelnik, aby w pełni zrozumieć rozprawy Frycza Modrzewskiego lub Hugo Kołłątaja, musi zapoznać się z sytuacją polityczną oświeceniowej Polski. Rozważając problem nowoczesności, dochodzę do wniosku, iż tym mianem określić można utwór poruszający nową, dotąd niepodejmowaną tematykę lub rzucający nowe światło na stare zagadnienie. Jeżeli zaś chodzi o formę literacką – nowoczesny oznacza: dotąd nie stosowany. Skoro jednak literatura również podlega działaniu czasu, rodzi się pytanie: na jak długo dany utwór pozostaje nowoczesny? Wydaje mi się, że miano to jest uzasadnione i właściwie do momentu, w którym powstanie kolejna praca, wnosząca coś świeżego w określoną dziedzinę literatury, lub do czasu, kiedy wydarzy się coś, co – podobnie jak II wojna światowa – ustali nowoczesną tematykę dla całego pokolenia lub nawet kilku.


35

Od afirmacji do kontestacji. Literackie sposoby różnych postaw wobec Boga i świata.


Wizja Boga i świata stworzonego przez niego, różnie przekształcana w literaturze, bierze się oczywiście z Biblii. Już w Księdze Świętej Bóg ma różne oblicza – raz jest srogim Ojcem karzącym, innym razem jest miłosierny i wybaczający.

W surowym średniowieczu chrześcijańskim grzesznicy boją się zwracać bezpośrednio do Boga i dlatego swoje modlitwy kierują najczęściej do Matki Boskiej, prosząc ją o wyjednanie łaski u Najwyższego. Dlatego kwitnie wówczas kult maryjny, który odnajdujemy w wielu utworach tego okresu. Bóg jest więc dla ludzi średniowiecza surowym i karzącym ojcem, zaś ziemia to padół łez i rozpaczy.

Zupełnie inny wizerunek Boga i świata ukazują Pieśni i Psalmy Jana Kochanowskiego, wielkiego poety doby renesansu. W hymnie Czego chcesz od nas Panie ukazuje on Boga jako stwórcę materialnego świata i człowieka. Przedstawia Go jednocześnie jako artystę, który stworzył wspaniały świat, rządzący się swoimi prawami. Człowieka otoczył łaską i miłosierdziem i dał mu władzę nad światem, ponieważ obdarzył go rozumem. Pieśń ta ma charakter pochwalny, jest wyrazem uwielbienia dla Boga. Stwórca przedstawiony w utworze to przyjaciel człowieka, ofiarowujący mu piękny świat i nakazujący cieszenie się nim w życiu.

Nad tłumaczeniem Psałterza Dawidów pracował Kochanowski wiele lat. Do swojego przekładu wprowadził renesansowe ideały, takie jak afirmację życia i skupienie uwagi na sprawach doczesnych. Bóg traktowany jest w nich przez poetę jako opiekun i przyjaciel człowieka.

Mikołaj Sęp–Szarzyński w swoich Sonetach inaczej ukazuje człowieka i jego stosunek do Boga. Podkreśla dualizm natury ludzkiej i jego rozdarcie. Człowiek musi wciąż wybierać między świętością a grzechem, wyrzeczeniem a urokami życia. Świat to, według poety, miejsce walki – ścieranie się sił dobra i zła. Życie niesie ze sobą ciągłe zmagania się z samym sobą, z grzechem. Jedynym ratunkiem dla zagubionego człowieka jest Bóg.

W sonecie O nietrwałej miłości rzeczy świata tego wyróżnia dwa rodzaje miłości: nietrwałą, do ziemskich dóbr i wartości, i trwałą, której obiektem jest Bóg.

Daniel Naborowski, poeta barokowy, w swoich wierszach Marność, Krótkość żywota, Cnota grunt wszystkiemu prezentuje nie tylko rozpacz i trwogę istnienia, lecz pogodzenie się z wyrokami Boga. W Krótkości żywota przypomina człowiekowi, iż jest śmiertelny. W Marności, że świat jest marnością, ponieważ przemija, i że tylko życie cnotliwe może uratować człowieka przed karą boską. Prawość w życiu i wierność Bogu – to tylko może zapewnić mu nieśmiertelność.


Nad wszystko bać się Boga –

Tak fraszką śmierć i trwoga.


Po bezbożnej epoce czasów oświecenia romantyzm okazał się nurtem powracającym chętnie do biblijnych korzeni. Szczególnie Adam Mickiewicz w Dziadach przywołuje tematy biblijne, takie jak: problem winy i kary, piekła i nieba, aniołów i diabłów. W Wielkiej Improwizacji Konrad kieruje gorące słowa do Boga, w których domaga się rządu dusz, by móc wyzwolić i zbawić swój naród, który znajduje się pod zaborami. W szaleńczym uniesieniu bliski jest bluźnierstwu, grozi Bogu i zarzuca mu, że rządzi nie sercem, lecz rozumem. Przypisując więc twórcy cechy charakterystyczne dla klasyków: mądrość, wiedzę, potęgę, sam zaś przepełniony jest uczuciem. Świat przedstawiony przez poetę to dżungla, w której silniejsze narody wyniszczają słabsze. Nic wiec dziwnego, że nie może go zaaprobować główny bohater – Konrad, który walczy o wyzwolenie ojczyzny.

Na początku XX wieku, w epoce modernizmu, ukazują się Hymny Jana Kasprowicza, w których znów odnajdujemy, przypominający Mickiewiczowski, bunt przeciw Bogu. Poeta oskarża w nich stwórcę o współtworzenie zła na Ziemi, tym samym obarcza go winą za grzech ludzki. Świat ukazany w Hymnach dotknięty jest klęskami i cierpieniem ludzkim i zmierza do katastrofy – wspólnej mogiły.

Pod koniec życia Jan Kasprowicz pogodził się z Bogiem i traktuje Go jako bliskiego przyjaciela człowieka. Widzimy to zwłaszcza w wierszu Przeprosiny Boga, w którym Stwórca towarzyszy mu na co dzień, nawet w karczmie.

Bolesław Leśmian w swoich wierszach: „Dusiołek”, „Dziewczyna”, „Trupięgi” również wyraża swój sprzeciw przeciw Bogu, który w los człowieka wpisał ból, cierpienie, kalectwo.

Zupełnie inaczej ukazuje Boga i świat przez Niego stworzony ksiądz J. Twardowski – poeta XX wieku. Prezentuje on w swojej poezji układ Bóg–człowiek, oparty na najważniejszym z przykazów boskich, na przykazie miłości. Bóg znów staje się bliski człowiekowi i przejawia się w elementach jego zwykłego życia,w świecie codzienności, radości istnienia.

Można więc powiedzieć, że zarówno Bóg, jak i stworzony przez niego świat był ukazywany na różne sposoby przez pisarzy różnych epok. Często była to afirmacja, czasem kontestacja. Najważniejsze jednak, że był on obecny w utworach dawnych i jest obecny we współczesnych.

36

Od naśladownictwa rzeczywistości do deformacji – tradycja i nowoczesność w literaturze XX wieku.


Najdawniejsze tradycje literackie sięgają czasów Arystotelesa, który znormalizował literaturę i przeprowadził jej teoretyczną analizę. Klasyczne normy Arystotelesa, z zasadą mimesis na czele, funkcjonują aż do XVIII wieku, czyli okresu neoklasycyzmu, w którym powstał kolejny traktat teoretyzujący literaturę – Sztuka poetycka. Buallo, autor dzieła, otwiera przed literatami furtkę fantazji, umożliwia odejście od naśladowczego charakteru sztuki na rzecz subiektywnego obrazowania świata. Tę szansę wykorzystują romantycy, dla których już nie mędrca szkiełko i oko, lecz czucie i wiara stają się sposobem patrzenia na otaczającą rzeczywistość. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie romantycy są pradziadami dwudziestowiecznych kreatorów czy może raczej deformatorów świata.

Do wieku XVIII literat był uwięziony, zniewolony przez otaczającą go rzeczywistość. Romantyzm jest pierwszą epoką, w której to artysta kreuje świat, nie zaś świat jego. Niewątpliwie najstarszą formą opisu rzeczywistości, bo – jak już wspomniałam – sięgającą czasów Arystotelesa, jest jej odwzorowywanie, literackie naśladowanie. Mimesis zmusza autora do obiektywnej obserwacji i krytycznej oceny. Podstawą takiego działania jest więc racjonalizm, czyli rozumowe postrzeganie świata, które wyklucza możliwość odnoszenia rzeczywistości do stanów psychicznych człowieka, pełnej i subiektywnej ekspresji. Kierowanie się intuicją i uczuciami w procesie poznawczym niesie bowiem obraz świata zniekształcony za sprawą osobistych skłonności obserwatora. Te dwa sposoby percepcji: rozumowy i uczuciowy są całkowicie sprzeczne ze sobą, czego dowód odnajdujemy w balladzie Król olch J.W. Goethego. Podczas drogi wśród śnieżnej zamieci wyobraźnia dziecka przekształca widziane obrazy – chłopiec dostrzega zmory i strachy, które dla trzeźwo myślącego ojca są jedynie wiatrem i mgłami. Wrażliwość człowieka i jego wyobraźnia są źródłem deformacji w odbiorze rzeczywistości, natomiast racjonalizm niesie za sobą jej wierne odwzorowanie. Dlatego też epoki literackie hołdujące racjonalizmowi bogate są w dorobek realistyczny, te zaś, w których uczuciom i sercu wyznacza się rolę środka umożliwiającego poznanie świata, „rodzą” deformację. Wiek XX jest czasem wzajemnego przenikania się tradycji realistycznych i kreatorskich, dlatego proponuję analizę zmian zachodzących zarówno w jednej, jak i drugiej koncepcji.

Rodzajem literackim, który jako pierwszy odszedł od realizmu, była liryka. W Balladach i romansach Adama Mickiewicza świat przedstawiony jest tylko iluzją, wyobrażeniem samego autora. Ludowe podania i legendy inspirują poetę do tworzenia fantastycznych obrazów pełnych duszków i świtezianek. W romantycznych lirykach rzeczywistość łączy się z metafizyką, zjawiska i uczucia przyjmują ludzkie kształty (np. Kordian, bohater tytułowy Słowackiego, podczas próby zabójstwa cara napotyka ucieleśnienie swoich uczuć – strach i imaginację).

Liryka dwudziestowieczna, głównie poezja ekspresjonistyczna, jest bezpośrednim nawiązaniem do tradycji romantycznej. Ekspresjoniści, których reprezentuje w mojej pracy Jan Kasprowicz, sprzeciwiają się naturalizmowi, krytykując kopiowanie rzeczywistości; pragną bowiem stworzyć własną wizję świata, opartą na przeżyciach wewnętrznych. Okres „wadzenia się z Bogiem” w twórczości Kasprowicza cechuje mistycyzm, proroczy charakter i katastrofizm, co w dużej mierze zbliża go do Mickiewicza (por. Wielka Improwizacja). Hymn Dies Irae jest apokaliptyczną wizją poety, literackim zapisem jego obaw, obsesji i katastroficznych wizji. Mistrzem w kształtowaniu nowej rzeczywistości jest Julian Przyboś. Poeta ten nie naśladuje realiów, lecz sam je tworzy. Przyboś w przedstawieniu pejzażu nie posługuje się po prostu jego opisem, ale wprawia go jakby w ruch, wypełnia sytuacjami kojarzącymi się z danym widokiem. Przykładem może być wiersz pt. Z Tatr, który jest opisem zdarzenia mającego określić charakter gór. Nie jest to charakterystyka wyglądu Tatr, ale jakby refleksja nad ich możliwościami.

Liryka XX wieku nie opiera się jednak wyłącznie na przekształcaniu rzeczywistości. Twórczość Władysława Broniewskiego niechaj będzie dowodem na to, że nie tylko kreacyjne tradycje są żywe, ale także zachwyt nad istniejącym światem. Poezja Broniewskiego, szczególnie tomy Troska i pieśń i Krzyk ostateczny, w których łączy się tematyka społeczna z rewolucyjną, mają charakter mimetyczny. Poeta nawiązuje do faktycznych zdarzeń, rzeczywistych miejsc, charakteryzuje historyczne postaci, np. Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego, Komuna Paryska, Łódź.

W dziedzinie epiki również zgodnie współistnieją naśladownictwo z kreacją. Realistyczne i naturalistyczne tendencje pozytywizmu (Lalka, Nad Niemnem) są nadal konsekwentnie eksploatowane, czego dowodem są Chłopi W. Reymonta. Artysta odwzorowuje rzeczywistość – przedstawia dokładny opis wsi Lipce, zawierający szczegóły położenia geograficznego, zabudowy. Życie jej mieszkańców określone jest poprzez opis zasad funkcjonowania zbiorowości wiejskiej i stosunków społecznych. Wybór metody opisu rzeczywistości często podporządkowany jest jakiemuś określonemu celowi. W twórczości Stefana Żeromskiego tym celem było rozdrapywanie ran, aby nie zabliźniły się błoną podłości. Epika Żeromskiego miała bowiem piętnować wady, przedstawiać bolączki i problemy, z jakimi borykała się Polska, aby ukazać konieczność wprowadzania reform. Ludzie bezdomni zawierają rzeczywisty obraz stosunków społecznych początków XX wieku. Autor często korzysta z naturalistycznej techniki opisu, nie wahającej się przed pokazywaniem najbardziej drastycznych szczegółów. Technikę tę stosuje w celu wzmocnienia sugestywności utworu – odsłania najbardziej bolesne problemy, np. drobiazgowe i podkreślające brzydotę opisy dzielnic nędzy w Warszawie.

Po II wojnie światowej za sprawą Zofii Nałkowskiej i Hanny Krall rozwinął się w Polsce reportaż. Ta forma literacka narzuca wyjątkowo surowe rygory dotyczące opisu rzeczywistości; reportaż jest bowiem obiektywną relacją, pozbawioną jakichkolwiek uwag i komentarzy odautorskich. Nałkowska w Medalionach przedstawia jedynie „suche” fakty – wstrząsające i szokujące czytelnika, mające sprawić, aby wydarzenia wojenne znane były na całym świecie i nie zostały nigdy zapomniane.

W epice, podobnie jak w liryce, równolegle rozwija się w XX wieku nurt awangardowy, propagujący artystyczne przekształcenia otaczającej człowieka rzeczywistości. Z nowatorskich poszukiwań środków wyrazu wyrasta proza Bruna Schulza. Kreuje on świat baśniowy, oderwany od realiów – tworzy mitologię. Wkracza w nadrzeczywistość poprzez przejście od realnego bytu do stopniowego przekształcania go w marzenia. Świat, który ukazuje nam Schulz, jest nie tylko widzialny, ale także odczuwalny wszystkimi innymi zmysłami. Dlatego, aby w pełni wchłonąć atmosferę opowiadań, należy zintegrować wrażenia wzrokowe, słuchowe, dotykowe, smakowe i węchowe (synestezja). Żeby wychwycić tajemniczość cynamonowych sklepów – obiektu dziecięcych marzeń, należy wyczuć specyficzny zapach wnętrza, ujrzeć i dotknąć regały pełne tkanin w kolorach jesieni. W opowiadaniach Schulza brak jest logicznego ciągu, czas przenika się, nie jest on bowiem istotny – jak mówi sam autor, akcja dzieje się w trzynastym miesiącu roku. Tajemniczość prozy potęgowana jest poprzez neologizmy i obco brzmiące słowa, ułatwiające czytelnikowi oderwanie się od rzeczywistości podczas czytania utworu. Świat przedstawiony w Skle– pach cynamonowych widziany jest oczyma dziecka. Tylko dziecko może bowiem nie uznawać granic między wnętrzem, psychiką a otaczającym je światem, między snem a jawą, między fantazją a rzeczywistością.

Innym przykładem kreacyjnej powieści jest Ferdydurke Witol–da Gombrowicza. Pełne groteski sceny (np. wydarzenia w dworku Hruściewskich) oraz wszechobecny absurd (np. trzydziestolatek jako uczeń) sprawiają, że autor wielokrotnie stawia pytanie: Czy to sen, czy jawa? Ferdydurke ma fabułę, istnieje bowiem ciąg zdarzeń, ale nie sposób ich ze sobą połączyć ze względu na przyczynę i skutek. Widzimy niekonwencjonalność symboli, którymi w powieści stają się powszechnie funkcjonujące pojęcia, tj. pupa, gęba, łydka. Udziwniony język i przebogata stylistyka oraz fakt, że sam autor kpi z siebie samego, sprawiają, że niemożliwa jest jednoznaczna interpretacja utworu. Wykreowany przez Gombrowicza świat każdy człowiek odbiera inaczej. Dzięki brakowi konkretnej koncepcji odczytywania sensu treści każdy czytający – zgodnie z tym, o co walczył Gombrowicz – zachowuje indywidualność, nie poddaje się określonej „Formie”.

XX wiek wnosi nowe tendencje także do dramatu. Prekursorami dramatycznych nowości i awangardy w tej dziedzinie byli: Samuel Beckett – Czekając na Godota, Eugeniusz Jonesco – Łysa śpiewaczka oraz Bertolt Brecht – Kariera Artura Ui. Nowością jest prawie całkowita eliminacja akcji oraz pozbawienie bohaterów typowo ludzkich cech. Postaci Becketta przypominają tragiczne kukły, niezdolne do wzajemnego porozumiewania i współżycia. Podobna koncepcja jest wyrazem stosunku do świata, który – chyląc się ku upadkowi – sprawia, że ludzie oddalają się od siebie, nie mogą nawiązać kontaktu. Pojawia się dramat absurdu, w którym funkcjonują świadome przerysowania i specyficzny humor, mające na celu demaskowanie bezsensu współczesnego świata.

Awangardowy dramat na grunt polski sprowadził Witkacy. Przeciwstawiał się on wszelkiej dramatycznej tradycji, głównie dramatowi realistycznemu i mieszczańskiemu. Polemizując z Rippnerem i krytykując realizm, napisał dramat W małym dworku, będący parodią ustabilizowanego życia, konwenansów i tradycji. Kreacja świata u Witkiewicza polega na brzmieniu jego zewnętrznego ładu i wewnętrznej harmonii, poprzez wprowadzenie fantastycznych postaci i duchów, które normalnie uczestniczą w życiu ludzi. Witkiewiczowskie zjawy, oprócz iście pozaziemskiego przenikania przez ściany, jedzą, piją, dyskutują ze zwykłymi śmiertelnikami. Zdaniem Witkacego zadaniem sztuki nie jest naśladowanie rzeczywistości, ale dostarczenie odbiorcy metafizycznych przeżyć, zbliżających go do poznania „Tajemnicy Istnienia”. W jego dramatach, obok słów, istotną rolę odgrywa konstrukcja barw, dźwięków i działań całkowicie niezależnych od prawdopodobieństwa i życiowego sensu. Działanie bohaterów może być wręcz całkowitym bezsensem, ale istotne jest to, by wynikało z artystycznej konieczności. Oglądając lub czytając dramat, odbiorca ma bowiem doznawać artystycznych przeżyć.

Szlakiem przetartym przez Witkacego podążał ku awangardzie Tadeusz Różewicz. Autor „Kartoteki” nie wykorzystywał tradycji realistycznych i naturalistycznych, zrezygnował bowiem z kopiowania rzeczywistości na rzecz jej samodzielnej kreacji. Z tej przyczyny jego sztuki nazywane są często antydramatami. Kartoteka składa się z luźno połączonych epizodów, które określić można mianem obrazów strumienia świadomości przepływającego przez mózg Bohatera. Dramat ma swobodną kompozycję; napisany jest techniką kolażu. Różewicz umieszcza różne rodzaje estetyki – wzniosłość graniczy u niego z trywialnością. Wzniosłym tonem wypowiadane są kwestie Bohatera na temat wojny, groteskowe są natomiast sceny erotyczne, a szczególnie rozmowa z Tłustą Kobietą. Świat przedstawiony przez Różewicza ogranicza się do jednego pokoju, Bohaterem jest człowiek symbolizujący całe pokolenie. Rzeczywistość, w której przyszło mu żyć, jest jakby odbiciem normalnego świata w krzywym zwierciadle. Maturę zdają osiemdziesięciolatkowie, a do łóżka Bohatera „wskakują” ledwo co poznane kobiety. Przyczyną owego wykrzywienia w postrzeganiu rzeczywistości są przeżycia wojenne.

W XX wieku coraz bardziej powszechna staje się tendencja do twórczego przerabiania czy wręcz tworzenia świata. Rzeczywistość jest doskonale znana z życia codziennego, literatura powinna być zatem jakąś odskocznią od problemów, jakie niesie ze sobą każdy zwyczajny i szary dzień. Kreowanie własnego świata lub deformacja rzeczywistości stają się dla artystów szansą na wyrażenie światopoglądu, filozofii życiowej poprzez metafizyczną dyskusję. Deformatorzy i kreatorzy nie operują codziennością. Wykraczają poza ramy zwyczajnego życia, zarazem poza ziemskie problemy, np. społeczne czy polityczne. Ich literatura jest wyzwolona spod jarzma utylitaryzmu, uzależniona jedynie od myślenia i wyobraźni. Nie rozdrapują więc ran, nie piszą dokumentów dla potomnych; oni nie dają świadectwa. Głównym celem jest dotarcie do odbiorcy poprzez prowokację i szok, a nie urzekanie go doskonałością fotograficznego odwzorowania. Sztuka przestaje być zatem na usługach czegokolwiek, staje się wartością samą w sobie.

37

Od realizmu do mityzacji, czyli rzecz o literaturze okresu XX–lecia międzywojennego.


Mityzacja w literaturze okresu XX–lecia międzywojennego zaczęła wypierać elementy realistyczne, zaś w niektórych utworach wyparła je niemal całkowicie. Pisarze sięgali do nich wtedy, kiedy pragnęli ukazać rzeczywistość skomplikowaną i niewyrażalną w sposób tradycyjny. Przekazywali jednocześnie swoje przemyślenia, pragnienia czy marzenia. Powoływali się na stare mity antyczne, chrześcijańskie czy prastare agrarne, które przechowały się na wsi, jak również na te, związane z naszą historią, czy wręcz naszymi cechami narodowymi. Służyły one do podejmowania dyskusji na tematy narodowe czy wręcz polityczne. Stawały się pretekstem do ustosunkowania się do naszej narodowej przeszłości i współzależności.

Leopold Staff jako jeden z pierwszych w okresie międzywojennym zmityzował realną rzeczywistość. W tomiku Ścieżki polne nawiązał do prastarych mitów, stworzonych przez agrarne kultury pierwotne, które przetrwały w życiu i obyczaju współczesnej wsi. Prace rolnicze, trud drwala czy siewcy, kopanie kartofli czy udój mleka potraktował jako obrzęd sakralny. Dlatego np. w wierszu Kartoflisko kobiety pracujące przy wykopkach i ich mozolna praca przedstawione są przez poetę w sposób podniosły. Wieśniaczki stały się więc postaciami mitycznymi, zaś praca świętym rytuałem.

Bolesława Leśmiana fascynował szczęśliwy, jego zdaniem, świat ludzi pierwotnych, którego poszukiwał w kulturach ludowych. Dlatego właśnie z folkloru stworzył własną wizję świata. W wierszu pt. W malinowym chruściaku kochankowie, schronieni wśród malin, postrzegają świat podobnie, jak przeżywali go ludzie pierwotni.

O ile L. Staff był poetą – realistą, zaś mitem posługiwał się w celu przybliżenia problemu, o tyle Leśmian odszedł od realizmu w większym już stopniu, właśnie w kierunku mityzacji. Jego świat to subiektywny obraz, przetworzony całkowicie przez marzenia, sny czy najpierwotniejsze pragnienia.

Poeci związani z grupą Skamander wprowadzili do swych utworów mity, często związane z naszą historią, wskazując tym samym na swe przywiązanie do tradycji i chęć przyrównania jej do rodzącej się nowej rzeczywistości.

Jan Lechoń w Karmazynowym poemacie przetwarzał mity sprzed lat, krytykując je i akceptując jednocześnie. W wierszu „Sejm” cechy narodowego charakteru Polaków potraktował właśnie w sposób mityczny. Zagłoba – bohater wiersza – jest tu nosicielem cech typowo szlacheckich, ale i typowo polskich. W ten oto sposób ukazywał autor swój stosunek do historii i tradycji, jak również swojego pokolenia.

Inny poeta, K. Wierzyński, w Wolności tragicznej podjął trudny problem rozrachunku z rzeczywistością Polski międzywojennej. Ukazując konflikt pomiędzy ideą wolności, realizowaną przez wodza J. Piłsudskiego, a egoizmem narodu, ożywił stare polskie mity z okresu romantyzmu i modernizmu.

J. Iwaszkiewicz z kolei w swoim tomiku Powrót do Europy wykreował mit wspólnoty europejskiej, którego fundament widział w identyczności doświadczeń ludzi tworzących kulturę śródziemnomorską.

Możemy więc powiedzieć, że liryka okresu międzywojennego, nie rezygnując z realizmu, sięgała do mitów i mityzowała rzeczywistość, ażeby lepiej wyrazić problemy swoich czasów.

Podobnie czyniła i proza tego okresu. Jako pierwszy pojawia się mit w Przedwiośniu S. Żeromskiego, stworzony zresztą przez samego pisarza. „Szklane domy” to symbol marzeń pisarza o nowej Polsce i utraconych przez nią możliwościach wejścia na drogę rozwoju cywilizacji technicznej. Można więc powiedzieć, że więcej on mówi czytelnikowi o straconych złudzeniach pisarza niż długie, nużące realistyczne opisy.

W Sklepach cynamonowych B. Schulza odnajdujemy również mityzację nawiązującą do świata biblijnego. Realistyczne czynniki fabularne zostały tu zepchnięte na drugi plan. Na pierwszy wysunął pisarz rzeczywistość zmitologizowaną, zdeformowaną, zniekształconą. A wszystko po to, aby ukazać istotny problem – lęk przed zdehumanizowaniem człowieka na skutek przemian społeczno–ekonomicznych i cywilizacyjnych XX wieku. Dlatego w utworze nie ma realistycznych opisów, zaś konkrety dotyczące życia w Drohobyczu zostały przetworzone w taki sposób, że przybierają kształty mitów – nabierając sensu uniwersalnego. I tak np. Ojciec nie jest zwykłym kupcem z małego miasteczka, ale człowiekiem w całym tego słowa znaczeniu – marzycielem, czarodziejem i twórcą.

Mamy w utworze również do czynienia z mityzacją dzieciństwa i wieku dorastania. Świat ukazany w utworze widziany jest oczyma dziecka, a więc odrealniony, cudowny. Posłużenie się mityzacją i odejście od realizmu pozwoliło więc pisarzowi ukazać zagrożenia, jakie niósł ze sobą wiek XX – komercjalizację i odhumanizowanie kultury i człowieka. Podobnie postąpił Gombrowicz w utworze Ferdydurke. Sięgnął do mitów funkcjonujących w świadomości ludzi lub stworzył nowe, aby przypomnieć, że człowiek żyjący w społeczeństwie i wśród ludzi musi być aktorem. Narzucają mu to najbliżsi, wychowanie, tradycja, literatura.

Witkacy w dramacie Szewcy przedstawia rzeczywistość całkowicie zmitologizowaną. Wszystkie postacie w utworze są nosicielami pewnych cech uniwersalnych, zaś kolejne przewroty, ukazane w sztuce, również charakteryzują typowe systemy polityczne XX wieku. Mityzacja posłużyła więc Witkacemu do przybliżenia widzom najważniejszego problemu czasów nowożytnych: zagrożenia kultury europejskiej poprzez ciągłe przewroty i rewolucje.

Odejście od realizmu w kierunku mityzacji w literaturze XX–lecia międzywojennego spowodowało, że zaczęła się ona wypowiadać pełnym głosem na temat problemów trudnych do wyrażenia w sposób tradycyjny.

38

Pierwowzory greckie bierzcie do rąk i czytajcie i w dzień i w nocy” (Horacy). Jak dzisiaj potraktowalbyś polecenie Horacego?


W dziełach literackich znajdują odzwierciedlenie epoki „burzy i naporów”, a także okresy ciszy, milczenia, spokoju. Wszystkie jednak właśnie poprzez literaturę, jej cudotwórczą, fantastyczną, magiczną niemalże moc prowadzą ludzkość wciąż wyżej i naprzód. Od zarania dziejów aż po współczesne nam dni człowiek ingeruje z całą swą mocą w postępujący nieustannie rozwój świata. Czasem zwraca swój wzrok ku nowemu, pozostawiając gdzieś tam, na uboczu, dorobek i dziedzictwo minionych pokoleń, wprowadzając często nowatorskie, odbiegające niebywale od już istniejących rozwiązania. Czasem jednak ma pełną świadomość wielkości dzieł swych przodków, które nabierają dlań w pełni sakralnego wymiaru, niemal boskiego majestatu, charakteru świętych ołtarzy, których nie można deptać.

Historia uczy, że niejednokrotnie to wszystko, co w pewnym konkretnym czasie wydaje się znaczące, odkrywcze, wybitne, traci po latach swój pierwotny wymiar wielkości, aby przykryć się pyłem zapomnienia. To zupełnie naturalne prawo historiozoficzne. To tak jak przypływ i odpływ, wschód i zachód słońca. Wszystko podlega destrukcyjnej, szatańskiej, niszczycielskiej sile pędzącego naprzód czasu. Wszystko razem z nim przemija i wszystko, pomimo swej najwyższej choćby wartości, odchodzi w zapomnienie – ale nie antyczne wzory... Ich prymarność i uniwersalizm stanowi o nieśmiertelnym wymiarze tych najdawniejszych czasów, których filozoficzne treści, mądre przesłania moralne pozostają aktualne zawsze i wszędzie. I dziś.

Cała niemalże antyczna kultura, „greckie pierwowzory”, pozostaje wciąż niewyczerpanym, bezustannie na nowo odradzającym się źródłem, które nie podlega niszczycielskiej mocy czasu, które – pomimo trudnych, beznadziejnych wydarzeń – trwa niepodzielnie. Przecież dzieła antycznej literatury to tekst historii żywy i dziś. Ot, choćby mity – są przecież bogatą skarbnicą ponadczasowych motywów, archetypów i toposów, w których zakorzenione są pierwotne i jedyne wzorce ludzkich zachowań, form naszego postępowania. Wzorzec kochającej matki, utrwalony w opowieści o Demeter i Korze, mit buntownika Prometeusza czy choćby ikaryjski archetyp marzyciela i idealisty – wszystkie przez wieki stanowiły pewien punkt odniesienia, źródło, ku któremu chętnie i z upodobaniem zwracali wzrok twórcy literatury. I choć niekiedy dochodziło do pewnych przewartościowań mitów greckich, choć historia wymusiła pewne uproszczenia bądź też narzuciła konieczność ich weryfikacji, to przecież nadal żyją one w naszej świadomości, wytyczając niejednokrotnie drogi postępowania ludzkości.

Jak zatem nie przyznać racji Horacjańskiemu przeświadczeniu, jego przekonaniu o nieśmiertelności antycznego artysty i jego dzieła? Jego swoiste exegi monumentum przetrwało najstraszliwszą próbę czasu. A przecież współczesny poeta z ironią odnosi się do antycznego motywu, powątpiewa w możliwość oddziaływania dzieła w przyszłości i przedłużenia krótkotrwałego życia twórcy. Jednakże na ten diametralnie odmienny pogląd A. Słonimskiego z pewnością wpłynęły rewolucyjne niemalże doświadczenia naszego wieku, kiedy ideał sztuki zostaje odtrącony, aby ustąpić dziś miejsca wartościom tak często przecież przyziemnym, tym niższego rzędu. Ta jakże niebezpieczna postawa utrwala się w ludziach nam współczesnym i może być najpierwszym symptomem zaniku wrażliwości człowieka, jego moralnej wartości, tego, co dobre, mądre, spokojne. Wisława Szymborska, współczesna poetka, którą cenię i podziwiam, powiedziałaby tutaj, że prawdziwym bohaterem naszego czasu staje się bynajmniej nie mędrzec, filozof, poeta czy człowiek w pełni świadom swej wewnętrznej wartości. Prawdziwym bohaterem naszego czasu pozostaje kulturysta i właśnie jemu na „Konkursie piękności męskiej” z uwielbieniem biją brawa. Zagubienie naprawdę wartościowych jednostek i dramatyzm sytuacji niejednego człowieka stale pogłębiały się w istniejącej rzeczywistości, a jego najpełniejszy wyraz daje wspomniana poetka, przedstawiając zdeterminowanego człowieka w płynącym świecie, zanurzonego w otchłani rzeki Heraklita. Ja ryho pojedyńcza, ja ryho odrębna – tak niewiele tu znaczę. Oto nadchodzi koniec świata. Koniec mojego świata. Oto nadchodzi era takich ludzi, jak choćby Witkiewiczowski Hiper–Robociarz czy Edek z dramatu S. Mrożka. W pełni świadomi zdają się tego być dzisiejsi artyści. Choćby poeci, których postawa przypomina literacką kreację Wisławy Szymborskiej, właśnie takiej Kasandry, złowróżbnej prorokini, zwiastunki nieszczęścia, zapowiadającej upadek już nie Troi, lecz całej ludzkości.

W obliczu takich problemów, wobec których staje twarzą w twarz współczesność, w obliczu egzystencjalnych lęków i niepokojów „człowieka końca wieku”, zupełnie naturalne okazuje się Miłoszowe pytanie: Gdzież jest, poeto, ocalenie, / Czy coś ocalić może Ziemię?

Ale poezja współczesna nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytania o wartości, przypomina raczej twórczość pytań i wątpliwości, nie tak jasno rozstrzyga przeklęte problemy dotyczące natury ludzkiej. Ocalenie tkwi jednak niepodzielnie w wartościach w pełni humanistycznych, w wewnętrznym dobru człowieka, sile jego umysłu i serca. Dążenie do odnalezienia tych wartości to prawie jak u Marcela Prousta poszukiwanie straconego czasu, czasu dawnego, minionego, który może być pewną gwarancją ocalenia ludzkości. To poszukiwanie właśnie antycznego czasu... Lekarstwem dla współczesnego świata z powodzeniem może być owo Horacjańskie branie do ręki i czytanie w dzień, i w nocy tych „pierwowzorów greckich”. Przecież w nich tkwi nieujarzmiona i budująca siła, „fatalna moc”, najbogatsza galeria pierwotnych wartości, które dziś znikają, a które wskrzesić należy. Gdzież więc szukać ocalenia? – właśnie u prastarych źródeł naszej kultury, źródeł, które nie zostały pokalane ani skażone cywilizacyjnym rozwojem świata.

Pełną świadomość największej i niebywałej wartości tych korzeni ma jeden ze współczesnych twórców. Zbigniew Herbert, bo właśnie o nim mowa, pozostaje bez wątpienia poetą wartości kulturowych, który obserwuje i bada współczesne zachowania w konfrontacji z minionym, antycznym czasem. Niejednokrotnie i w niejednym z przebogatej galerii jego poetyckich wierszy dźwięcznie pobrzmiewają echa kultury starożytnej, co przejawia się nie tylko w przywołaniu szeregu najróżniejszych motywów antycznych.

Dlaczego klasycy? Skąd poszukiwania odpowiedzi właśnie tam, w zamierzchłej, pradawnej rzeczywistości? Taka postawa wyrasta z Herbertowskiego filozoficznego przekonania o jedności obydwu kultur. Nie znajduje przecież poeta jakiejś bezgranicznej przepaści pomiędzy „greckimi pierwowzorami” i doświadczeniami współczesnego czasu. I choć w ludzkiej świadomości od czasów Horacego i Owidiusza dokonały się niezaprzeczalne, ogromne zmiany, to jednak poeta z powodzeniem przerzuca pomost łączący obydwie epoki. Nieodłącznie towarzyszyć teraz będzie Herbertowskim wierszom owo tchnienie minionego wieku, wieku będącego przecież ostoją prawdy – tego, co dobre i tego, co piękne. Wspomniany utwór jest świadectwem pełnej godności, człowieczeństwa i ludzkiej tożsamości, zasługującej na szczery podziw i nieme naśladowanie godności zakorzenionej głęboko w sercach i postawach antycznych generałów. Niech oni będą przykładem i wzorem dla współczesnych, dla ludzi, którym brak godności i najprawdziwszych, bezcennych skarbów – wartości humanistycznych. Dzisiejsi generałowie poszukują winnych i usprawiedliwień, dlatego w nich, ale i niemal w całą współczesną społeczność wymierzona jest ostra krytyka poety, który poszukuje ocalenia i zmartwychwstania w ludziach tamtych dawnych wartości, „pierwowzorów greckich”. Jedność i nierozerwalność obydwu czasów wytyczą paralelę pewnych doświadczeń obecnych i minionych w Herbertowskiej „opowieści” O Troi. Zniszczone i pogrzebane, obrócone w proch mury legendarnego miasta posłużyły poecie do zobrazowania dokonujących się w dzisiejszym świecie spustoszeń. Gruzy antycznej Troi są jakże trafną metaforą cywilizacyjnego upadku, który przerasta swym ogromem nawet wyobraźnię artysty.

Konfrontacje przeszłości z teraźniejszością wskazują na przeogromną potrzebę naprawy współczesności poprzez odwoływanie się do pradawnych i niezmiennych wzorów starożytności, będących największą chyba szansą ratunku i ocalenia.Ale był taki czas, kiedy sponiewierano, zbezczeszczono antyczną tradycję, upatrując jedynie w cywilizowanym rozwoju świata i techniki jedynej drogi prowadzącej ludzkość ku lepszemu. To okres międzywojennych doświadczeń, hołdujących czysto materialnym dobrom (futurystyczna „masa, maszyna, miasto”) i odcinających się zasadniczo od przeszłości, tradycji, kulturalnego dziedzictwa. Jak złudne i iluzoryczne pozostawało jednak takie przekonanie, w pełni obrazuje droga poetycka niejednego z międzywojennych twórców. Chciałabym odwołać się do sylwetki Juliana Tuwima, którego doświadczenia i długotrwałe poszukiwania skierowały ostatecznie na drogę klasycyzmu. A przecież w młodzieńczych jego lirykach do głosu dochodziła niebywała fascynacja postępem, urzeczenie rozwojem techniki i kult dla tego, co nowe. Niejednokrotnie podkreślał poeta żywiołowość i biologiczny wymiar życia, mówił o krzyku radości i niepowstrzymanym pędzie tramwaju, aby wkrótce doszukać się w świecie pędzącej śmierci. (Ekstroblott). I oto najpewniejsze lekarstwo na opanowanie wciąż pogłębiającego się chaosu okresu międzywojennego odnajduje nie żywiołowy, lecz refleksyjny Tuwim w późniejszych utworach, w ciszy i spokoju, kontemplując wartość tradycji. Okazało się bowiem ponownie, że właśnie ona daje człowiekowi poczucie pewnej niezależności, tak potrzebnej zagubionym w naszych zakamarkach codziennego życia, daje możliwość wyciszenia emocji, złagodzenia wdzierającego się natarczywie w życie chaosu.

Tuwim wypełnił Horacjańskie „polecenie” i odnalazł chyba to coś, czego tak nieustannie poszukiwał. A przecież „pierwowzory greckie” brali do rąk swoich i jego poprzednicy. Dla Leopolda Staffa zawarte w nich klasycystyczne wartości stały się w pełni udaną próbą wyzwolenia się spod młodopolskich nastrojów dekadenckich. Bo kiedy trudno było poecie odnaleźć własne „ja” i sens pustej, marnej egzystencji stojącego w strugach Jesiennego deszczu człowieka, kiedy wydawało się, że wszystko jest beznadziejne – wówczas odnalazł Leopold Staff nadzieję i epikurejską radość życia w ideałach starożytności. Klasycyzm Staffa zamanifestował się najpełniej w Przedśpiewie, gdzie przywołał poeta hasło antycznego Terencjusza, gdzie wskrzesza filozoficzne założenia stoicyzmu Seneki i Aureliusza. Oto kolejne potwierdzenie tego, jak wielką szansą, choćby na radość życia, pozostają ideały starożytnych. Ale pamiętajmy, że są one i szansą ocalenia ludzkości. Najznamienitsi twórcy, a przewodził im Jan Kochanowski, artyści tacy, jak choćby Daniel Naborowski i wspomniany już Staff, odkryli wartość filozofii stoickiej. Wspomniany wyżej Zbigniew Herbert znosi stoicyzm jakby z piedestału, pozbawiając posągowego Marka Aureliusza aureoli niezłomności i dostojeństwa mędrca. To właśnie owo przewartościowanie niektórych znaczeń antycznych motywów, symboli – przewartościowanie wywołane przez czas, narzucone przez historię. Poeta Zbigniew Herbert raz jeszcze podaje dłoń minionym czasom, zbliżając posągowego Marka do doświadczeń współczesnego człowieka.

Czytanie i w dzień, i w nocy „greckich pierwowzorów”, choć trudne dziś i wymagające chyba pewnych wyrzeczeń, ma w sobie jednak niepodważalny moralny cel. Horacjańskie „polecenie” człowieka współczesnego niech nie będzie jedynie słowem, propozycją, którą odbiorca bierze pod rozwagę. Przeciwnie, niech będzie wręcz wyzwaniem narzuconym człowiekowi, nakazem, a może nawet i obowiązkiem. Cóż bowiem pozostanie po naszym świecie, który bliski wydaje się być zapowiadanej niejednokrotnie przez artystów–profetów zagładzie wartości, jeśli odwrócimy się od najpewniejszej chyba drogi ocalenia? Jest nią przecież zwrot ku literackim dziejom, ku jasnej i prostej zdawałoby się przeszłości, na której kartach znajdują się odpowiedzi na dręczące człowieka pytania natury egzystencjalnej. Prawdziwą wartość tej antycznej księgi uświadamiali nam przez wieki literaccy twórcy i filozofowie. Właśnie oni, wnikając w tajniki starożytnej kultury, wyzwolili się z chaosu rzeczywistości, w której przyszło im trwać. Odnaleźli w niej przecież wszystkie te ideały, których na próżno szukać w świecie rozchwianego kodeksu moralnego, umierających wartości, zanikającej ludzkiej wrażliwości.

Polecenie” Horacego? nie, raczej ten etyczny nakaz należałoby chyba dopisać do dekalogu moralnego współczesnych nam czasów. Czasów szczególnie niepokojących i wyzwalających w człowieku najgorsze instynkty. Czasów zagrożenia, w których przecież brakuje godności mitycznych herosów, poświęcenia i miłości mitologicznych bogiń. Lecz czy do tych ideałów wystarczy jedynie sięgać właśnie wtedy, gdy mamy świadomość zanikania pewnych wartości, kiedy wzmaga się niebezpieczeństwo i pogłębia ludzkie zagubienie w świecie, kiedy zło przychodzi, kiedy światem zaczyna rządzić absurd, w końcu – gdy dżuma zbiera największe plony? Nie. Chyba nie. Te pierwotne, prymarne ideały niech będą treścią człowieczego życia zawsze i wszędzie, niech nigdy nie przykryje ich pył zapomnienia. Życiodajne źródło antyku – ta nieskończona księga ma w sobie tę magiczną właściwość, że zawsze pozostaje otwarta i zawsze możemy odnaleźć w niej odpowiedź na niejedno pytanie: pytanie o wartości, o los. Choćby takie, jak to Edwarda Stachury:


Czy wszystko już dla mnie stracone, skończone?

Wróżbiarzu, co czytasz z obłoków jak z ksiąg,

Spójrz i przeczytaj, co pisze tam o mnie.

Weź przebij, weź odsłoń mi nieco ten gąszcz!

39

Piękne i szlachetne postaci kobiece w literaturze.


Kobiecość zwykła się nam kojarzyć z kokieterią, urodą i wrażliwością. W ustach niektórych ludzi to pojęcie zyskuje czasem negatywny wydźwięk, bo interpretują to jako zbytnią drobiazgowość i czułość, przesadną delikatność. Często podsumowują to słowami: „Ach! To przecież takie kobiece”. Czy ta opinia jest słuszna? Wydaje mi się, że nie. Takie rozumowanie jest bowiem nacechowane konserwatyzmem i bardzo jednostronnym spojrzeniem na kobiety. Być może moje słowa zabrzmią bardzo feministycznie, ale twierdzę, że ograniczanie charakteru kobiecego do romansowych skłonności i przesadnej delikatności jest błędne. Już bowiem w Biblii pojawiają się fragmenty głoszące chwałę kobiet:


Kobieta nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż;

też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona.

(I List do Koryntian)


Prawa kobiet i mężczyzn są zatem równe – kobieta jest uzupełnieniem mężczyzny i vice versa. Tak więc oboje mogą mieć szlachetne ideały i swoją postawą służyć innym. Literatura dostarcza nam wielu przykładów pięknych i szlachetnych postaci kobiecych. Zanim jednak przyjrzymy im się bliżej, proponuję wyjaśnić znaczenie słów „piękny” i „szlachetny”. Piękno nie ogranicza się bowiem do urody, ale obejmuje również zalety osobowościowe. W tym przypadku mamy do czynienia z platońskim rozumieniem piękna, w myśl którego jest ono jedną z najwyższych wartości, równą dobru i prawdzie. Zdaniem Platona wewnętrzne piękno jest w stanie zapewnić człowiekowi nieśmiertelność. Kobiety piękne i szlachetne to zatem osoby godne naśladowania ze względu na ich pozytywne przymioty.

Aby udowodnić, że płeć piękna ma, oprócz urody, także inne, ważniejsze zalety, przyjrzyjmy się kilku bohaterkom literackim. Jako pierwszą, gdyż, moim zdaniem najsilniejszą, reprezentantkę płci pięknej chciałabym przedstawić Antygonę – tytułową bohaterkę tragedii Sofoklesa. To bowiem niezwykła kobieta, potrafiąca zażarcie i do końca bronić swoich racji. Cechuje ją bezkompromisowa wierność własnym zasadom – mimo kategorycznego zakazu Kreona, decyduje się wypełnić prawo Boskie i pochować Polinejkesa. Jest wyjątkowo odważna – z premedytacją łamie prawo ustanowione przez władcę, by zapewnić bratu godne przejście w zaświaty. Dla miłości i zgodności z wyznawanymi ideałami gotowa jest złożyć ofiarę z życia. Jest przy tym w pełni odpowiedzialna za swe czyny, nie ucieka przed konsekwencjami własnych zachowań. Nie godzi się również na propozycję Ismeny, która pragnie współodpowiadać za popełnione przestępstwo. Antygona daje świadectwo ogromnej siły charakteru, tkwiącej w kobietach. Jest samodzielna, gdyż sama decyduje, co uznać za słuszne i w jaki sposób postępować.

Spadkobierczynią pewnych cech Antygony nazwać można bohaterkę wiersza Adama Mickiewicza Śmierć Pułkownika. Jest nim, jak sam poeta mówi:


Litwinka, dziewica – bohater,

Wódz Powstańców – Emilija Plater.


Jej nieugiętą, żołnierską postawę podczas powstania listopadowego artysta uznał za precedens godny upamiętnienia. Przedstawił więc Plater jako wyjątkowo walecznego wojownika, który mimo że był reprezentantem płci pięknej, dorównywał odwagą i poświęceniem innym dowódcom. Miernikiem wielkości Emilii uczynił Mickiewicz ogrom żalu, jaki żołnierze i prości ludzie okazali przy jej śmierci. Przy umierającej czuwały bowiem tłumy wieśniacze, które zbiegły się z okolicznych wiosek, oraz partyzanci, którym przewodziła. Odejście bohaterskiej dziewczyny wzbudza gorycz i smutek nawet u najbardziej oswojonych ze śmiercią kościuszkowców:


Nawet starzy Kościuszki żołnierze,

Tyle krwi swej i cudzej wylali,

łzy ni jednej – a teraz płakali

I mówili z księżami pacierze.


U wielu zgromadzonych przy zwłokach rycerza zaskoczenie wzbudza fakt, iż ten nieprzeciętnej odwagi wojownik okazał się kobietą. Jej łagodne oblicze i dziewczęce kształty nie pasują bowiem do wizerunku pułkownika zaprawionego w boju. Ale to właśnie kobieca czułość i wrażliwość stała się przyczyną ogromnego przywiązania, jakim darzyli ją ludzie. Ta krucha kobietka umiała w doskonały sposób wyważyć w sobie cechy mężnego bojownika i delikatnej niewiasty. Pogodzenie bezwzględności i surowości z ciepłym i matczynym stosunkiem do żołnierzy uczyniło z niej świetnego dowódcę. Sławiąc imię Emilii Plater, warto zaznaczyć, iż jest to postać prawdziwa, historyczna, a poetycka wizja jej śmierci zawarta w liryku Śmierć Pułkownika jest tylko oddaniem hołdu bohaterce przez wieszcza.

Emilia Plater znacznie odbiega od wizerunku kobiety, jaki funkcjonował w Europie czasów Mickiewicza. Ta szlachetna i dzielna dziewica bliższa jest bowiem mitycznym amazonkom niż romantycznym kochankom rodem od Goethego czy nawet Mickiewiczowskiej Maryli. Przyczyny tego należy upatrywać w nieco odmiennym charakterze polskiego romantyzmu, na którym ogromne piętno wywarło zniewolenie kraju. Dlatego też obok typowych postaci kochanek w rodzimej literaturze romantycznej istnieje specyficzny rodzaj bohaterek kobiecych, które zmuszone są poświęcić szczęście osobiste na rzecz walki narodowowyzwoleńczej. Owo poświęcenie jest – w moim odczuciu – gestem wyjątkowo szlachetnym, świadczącym o duchowym pięknie jego wykonawczyni.

Przedstawicielką tego typu kobiet warto uczynić Aldonę, żonę Waltera Alfa z powieści poetyckiej Mickiewicza pt. Konrad Wallenrod. Ona również zdolna jest do poświęcenia szczęścia osobistego, a konkretnie małżeństwa, w imię wyższych idei. Rozumie decyzję swego ukochanego, który odchodzi od niej, by walczyć o Litwę. Bezgranicznie wierna Walterowi, postanawia rozpocząć życie pustelnicze i godzi się zamurować w wieży. Podtrzymuje swego małżonka na duchu, przyczynia się do wybrania go mistrzem zakonu. Jest wierna i pełna miłości aż do śmierci. Kiedy Konrad popełnia samobójstwo, ona decyduje się na ten sam krok.

Zwykle analizując Konrada Wallenroda, koncentrujemy się na tragicznych losach i niezłomnej postawie tytułowego bohatera. Aldona natomiast pozostaje w cieniu małżonka. Jej ofiarność i poświęcenie nazwać można cichym heroizmem ogarniętego miłością serca. Zmuszona wyrzec się szczęścia u boku męża, targana troską o jego życie, przeżywa swój dramat w samotności. Lojalna w sposób godny podziwu, przeżywa każde posunięcie Wallenroda. Chcąc połączyć się z ukochanym, odbiera sobie życie.

Przykład Aldony, która nie może zachować ukochanego dla siebie, lecz zmuszona jest go oddać Litwie, zbliżony jest do sytuacji polskich matek, które w obliczu zagrożenia niepodległości ojczyzny muszą się godzić na to, że ich synowie giną na polu walki. Problem matek, które wbrew chęci zatrzymania ukochanych dzieci przy sobie godzą się na ich udział w konspiracji, obrazuje postać pani Rollison z III cz. Dziadów. Kobieca szlachetność i szeroko rozumiane piękno wiążą się w okresie romantyzmu w sposób nierozerwalny z patriotyzmem. Płeć piękna również bierze udział w walce. Czy to bezpośrednio – jak Emilia Plater, czy biernie – jak Aldona lub pani Rollison; ich bohaterstwo jest ogromne.

Szlachetność i piękno są wartościami niezmiennymi, stałymi, jednak w zależności od sytuacji kraju i charakterystycznego dla danego czasu światopoglądu można w różny sposób zasłużyć sobie na nie. Stasię Bozowską z Siłaczki Stefana Żeromskiego z całą pewnością zaliczyć należy do grona kobiet godnych podziwu, a droga życia, jaką obrała, zasadniczo różni się od romantycznych koncepcji. Ta młoda i urodziwa dziewczyna z płowym warkoczem odrzuciła możliwość robienia kariery naukowej w stolicy oraz realizowania się jako żona, aby osiedlić się w małej wsi i krzewić oświatę wśród chłopów. Zgodnie z ideą „pracy u podstaw” panna Stanisława pragnęła w utylitarny sposób wykorzystywać swą wiedzę. Otwarta na świat i świadoma sytuacji politycznej kraju, postanowiła być jednostką pożyteczną w społeczeństwie, które potrzebowało pomocy i podobnej służby. W pracy nad zwalczaniem ciemnoty chłopskiej była wytrwała i zdeterminowana. Nieustraszenie pokonywała trudności. Swą niezłomną postawą zyskała sobie miłość i szacunek mieszkańców wioski. Zapracowana Stasia oddawała się bez reszty innym, nie troszcząc się o siebie. Nie zwracała uwagi na owe słabości, usiłując dać z siebie jak najwięcej. To doprowadziło ją do śmierci.

Bohaterstwo Stasi Bozowskiej i jej moralna wielkość polegały na umiejętności zrezygnowania z kuszącego sposobu życia, kariery naukowej i szczęścia małżeńskiego, odrzucenia wygodnictwa. Jej działalność w małej wiosce świadczy o głębokim zaangażowaniu w sprawy społeczne oraz wrażliwości na los najuboższych. Bezinteresowna pomoc chłopom, pełne oddanie się tej sprawie, świadczą o wielkoduszności panny Stanisławy. Warto również dodać, iż jest to niewiasta w pełni wyemancypowana – sama decyduje o swoim losie i porzuca konserwatywne przyzwyczajenia współczesnych sobie kobiet.

Ostatnią postacią, którą z czystym sumieniem określić można epitetami wskazanymi w temacie, jest Natalia Lwowna, pozornie mało znacząca, drugoplanowa bohaterka Innego świata Gustawa Herlinga–Grudzińskiego. Jest to więźniarka sowieckiego łagru, kobieta mało atrakcyjna, ale wyjątkowo życzliwa, cierpliwa i bezinteresowna. Wielkość tej małej i chorej na serce kobiety polega, moim zdaniem, na zachowaniu ludzkiej godności w warunkach kaźni. Jest ona bowiem jedną z niewielu osób, które w obliczu śmierci zachowują człowieczeństwo. Dobra i uprzejma dla współwięźniów, daje świadectwo, że nawet w skrajnej sytuacji zagrożenia można kierować się wyższymi wartościami, nakazującymi miłosierdzie i niesienie pomocy bliźnim. Znając bestialski charakter łagrów, postawę Natalii uznać należy za akt heroizmu. Ta kobieta posuwa się jednak jeszcze dalej! Udowadnia, że nawet w warunkach zniewolenia zachować można świadomość i tożsamość. Wyznaje bowiem zasadę, iż nawet wobec uwięzienia pozostać można wolnym. Wyznacznikiem tej wolności staje się wówczas prawo do decydowania o własnej śmierci. Jest to bowiem ostatni akt woli człowieka, dowodzący jego niezależności. Czyny i poglądy Natalii są świadectwem jej szlachetności. W nieludzkich okolicznościach pozostaje człowiekiem, który z czystym sumieniem może powiedzieć o sobie, że żyje zgodnie z zasadami etyki. Natalia jest do końca wierna samej sobie, co w podobnych warunkach staje się jedną z nadrzędnych wartości. Jakże piękna i wzniosła jest myśl więźniarki, że należy żyć dla własnych ideałów i w zgodzie z własną moralnością, a kiedy w ten sposób już nie można – nie żyć w ogóle.

Szukając odpowiednich przykładów postaci kobiecych i analizując ich cechy, dochodzę do wniosku, iż w literaturze bardzo niewiele jest osławionych pięknych i szlachetnych niewiast. Zwykle bowiem funkcja kobiet ogranicza się w utworach do towarzyszenia mężczyźnie. To on jest głównym bohaterem, to na nim skupia się uwaga czytelników i to on jest opiewany. Dziewczyna najczęściej pozostaje jego tłem – albo cierpi, kochając bohatera, albo staje się obiektem jego uczuć. Jej rola opiera się głównie na byciu małżonką, narzeczoną, siostrą lub matką. Dlatego, być może, jeżeli już uda się czytelnikowi odnaleźć kobietę samodzielną lub bez bardziej znaczących dla wymowy jej losów koligacji z mężczyzną, jej postać zdaje się być lekko zhiperbolizowana. Owa samodzielność w decydowaniu o własnym losie urasta niemalże do rozmiarów heroizmu, a czynne zaangażowanie w sprawy narodowe to ewenement opiewany przez wieszczów. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź pozostawmy feministkom.

40

Poezjo! Jakie twoje imię? Tworzaca? Cóż ty tworzysz? Siebie.” Skomentuj słowa J. Tuwima, pisząc o możliwościach kreacyjnych artysty.


Poezja była już wszystkim: twórczynią wartości, postaw i poglądów. Próbowała także odkrywać tajniki ludzkiej duszy, to znów podejmowała zabawę słowami. Od wieków istniało wiele sądów na temat, jaką powinna pełnić ona rolę i jakie możliwości w związku z tym powinien mieć artysta.

Epoką, która ugruntowała w świadomości ludzi wielkie znaczenie poezji, był romantyzm. Wytworzony wówczas wzorzec istniał w świadomości społecznej, aż do czasów odzyskania niepodległości, a ściślej do czasów powojennych. Romantyczny poeta to olbrzym, posiadający talent tworzenia, którego słowo miało kierować zniewolonym społeczeństwem, będący wyrazicielem tejże wspólnoty. Był wielką indywidualnością, człowiekiem wyjątkowym, który dzięki słowu zmieniał ludzkie postawy i zachowania, a nawet świat. Najlepszym przykładem jest tu postawa Konrada z II części Dziadów A. Mickiewicza. Bohater buntuje się przeciwko Bogu, ponieważ wierzy, że jako poeta ma wielką moc. Chce ją użyć dla dobra swojego narodu.

Poeci moderniści podjęli wątek porzucony przez pozytywistów i podobnie jak romantycy, przyznali artyście, poecie, miejsce szczególne. Pragnął on teraz wyrażać to, co niewyrażalne, największe tajniki ludzkiej duszy, przekazać tajemnicę bytu. Miał zamiar uchwycić to, co nieosiągalne dla rozumu, sferę ludzkiej psychiki, wobec której dotychczasowe pojęcia i terminy stały się bezradne. Formuła symbolizmu i impresjonizmu pomagała poetom w wyrażaniu myśli i nastrojów.

K. Przerwa–Tetmajer w utworach takich, jak Evviva l'arte, Nie wierzę w nic uważa poezję (za filozofem niemieckim Schopenhauerem) za jedną z możliwości ucieczki od zła tego świata. Poeta ma jednak moc nie tylko tworzenia, ale równocześnie i siłę niszczenia. Artyści w tym okresie stają się grupą coraz bardziej zamkniętą, nie pragną już za sobą pociągać tłumów czy narodu... Poezja ma być piękna i wyrażać to, co niewyrażalne. Nie musi być rozumiana przez filistra, mieszczucha, masy. Z założenia ma być elitarna i podziwiana przez wąskie grono wybrańców. Poezja romantyczna miała wyrażać wspólnego ducha narodu, zaś modernistyczna nastroje dekadenckie, schyłkowe, przeżywane przez wąskie grono twórców. Nie był to już bunt romantyczny przeciwko niesprawiedliwemu światu i Bogu, ale obyczajowy, przeciwko moralności mieszczańskiej.

Wiek dwudziesty charakteryzował się wielością kierunków i prądów, zaś grupy poetyckie rozpadają się po II wojnie światowej na pojedynczych twórców. Dwudziestolecie międzywojenne reprezentuje zupełnie nowe spojrzenie na poezję i na rolę poety. Odrzucam z ramion płaszcz Konrada – pisze Antoni Słonimski, jeden ze skamandrytów. Odzyskanie niepodległości zwalnia poetów ze służby narodowi. Pisze o tym również J. Lechoń w swoim wierszu Herostates. Julian Tuwim, czołowy skamandryta, uważa, że miejsce poety jest w tłumie, nie zaś ponad nim. Będę ostatni wśród równych pisze w swym wierszu pt. Poezją. W utworze „Do krytyków” uważa, że poezja powinna opiewać uroki codzienności, oddawać nastrój chwili, opisywać bohatera z ulicy, zwykłego człowieka. Lecz już w pięknym wierszu Sitowie mówi o tym, że jest ona siłą przekształcającą wspomnienia, mękę twórczą. W Prośbie o piosenkę zdradza pragnienie, by słowo jego było orężem trafnym jak błysk ostrej stali. Kazimierz Wierzyński, również skamandrysta, w wierszu Manifest szalony przeciwstawia się podejmowaniu sztuki jako sfery świętej. Pisze:


Precz z poezjami! Z duszą tromtadrata!

Niech żyją bzdurstwa, bujdy, banialuki!

Dosyć rozsądku! Wiwat trans wariata!

Życie jest wszystkim! Nie ma żadnej sztuki!


Futuryści B. Jasieński i A. Steru przeciwstawiali się starym formom, w tym i dawnym pojmowaniu poezji. Głosili, że wzorem dzieła sztuki powinna być dobra maszyna. Poeci Awangardy z kolei głosili postulat szeroko rozumianej wolności sztuki, odkrywania nowych horyzontów. Dla J. Przybosia poezja staje się rzemiosłem, zaś poeta rzemieślnikiem, który musi pracować nad dążeniem do maksymalnej skrótowości, kondensacji znaczeń, intelektualizmu, zaś w tematyce do przedstawienia 3M – Miasta, Masy, Maszyny.

Wszyscy więc poeci dwudziestolecia międzywojennego tworzyli dla tworzenia. Tworząca? Cóż ty tworzysz? Siebie! – odpowiada Tuwim. W programach poetyckich tego okresu nie znajdujemy słowa o celach wyższych czy wyrażaniu tego, co niewyrażalne. Poeci czasów wojny i okupacji, którzy nawiązywali do tradycji romantycznej, zarzucali twórcom dwudziestolecia międzywojennego brak celów wyższych właśnie i układanie tylko ładnych wierszy.

K.K. Baczyński i T. Gajcy – poeci straceńcy, uczestnicy powstania warszawskiego, wskrzesili mit poezji tyrtejskiej, typ romantycznego poety–żołnierza poświęcającego swe życie walce o wolność. Poezja była dla nich także ucieczką od koszmaru świata – Apokalipsy, jaką była wojna. W wierszu Ocalony T. Różewicz obrazowo przedstawia stan świadomości człowieka, który przeżył wojnę. Pisze:


to są nazwy puste i jednoznaczne

człowiek i zwierzę

wróg i przyjaciel

miłość i nienawiść...


Różewicz, poeta, który przeżył, określa już swoje credo poetyckie w opozycji do poezji romantycznej dającej nadzieję, porywającej. Ukazuje upadek dawnych wartości, epatuje niewiarą. Poeta poszukuje mistrza, który na nowo oddzieli światło od ciemności – dobro od zła.

Innym poetą powojennym, uznającym za punkt odniesienia tradycję romantyczną, jest Cz. Miłosz, który pragnie z niej czerpać siłę. W Ars poetica – w swoim twórczym wyznaniu wiary pisze, że wiersze należy tworzyć rzadko, tylko będąc w kontakcie z naturą, czy też w obronie człowieka przed historią lub po to, aby dać świadectwo prawdzie (Który skrzywdziłeś). Miłosz wierzy, podobnie jak romantycy, że poeta może być ostoją prawdy i innych wartości.

Wiersze Z. Herberta i W. Szymborskiej raczej opisują świat, niż wyrażają emocje twórcy. Możliwości kreacyjne Szymborskiej są wielkie właśnie dzięki bezprogramowości, którą głosi. Jest stale otwarta i poszukująca, często używa słowa nie wiem: Niektórzy lubią poezję pisze, a ja nie wiem... Według Szymborskiej możliwość tworzenia unieśmiertelnia to, co chwilowe. Zbliża to więc poetkę do Horacego (Non omnis moriar) i Kochanowskiego (Nie wszystek umrę...). Traktuje ona siebie z ironią i dystansem. Tworzenie dla niej to odpowiadanie na nie wiem właśnie, daje ono przy tym radość poecie. Nie płynie z tego jednak żadna chwała dla autora, który pozostaje w cieniu.

Można więc powiedzieć, że od czasów romantyzmu, który uznał możliwości kreacyjne artysty za nieograniczone, rola poety i poezji zaczęła się kurczyć od wyrażania niewyrażalnego, poprzez doświadczenia zmysłowe przekazujące chwilę (Julian Tuwim) i zimne eksperymenty słowne Awangardy, do Różewicza, który uznał słowa za puste pojęcia.

Myślę, że możliwości kreacyjne artysty są ogromne, jeśli tylko ma on coś do przekazania czytelnikowi. Dlatego najbardziej cenię poezję Z. Herberta, który stara się zinterpretować na nowo dawne wartości i ukazać ich aktualność.


41

Pokora i bunt jako dominujące postawy wobec Boga.


Bóg jest postacią, czy jak chcą inni, zbiorem wartości, dogmatów dotyczących naszego życia, wobec których trzeba przyjąć jakieś stanowisko. Trudno być wobec niego czy też wobec nich obojętnym, gdyż obojętność świadczy o braku zainteresowania, a wydaje się, że nie można być takim wobec najważniejszych, najsilniej dotyczących życia wartości. Wiara lub jej brak powinna pociągać za sobą przyjęcie pewnego świata wartości moralnych, których realizacja jest jej dowodem. Nie może być wiary bez uczynków, to przecież jedno z podstawowych przesłań Nowego Testamentu. Obserwując na przestrzeni dziejów relacje pomiędzy Bogiem i człowiekiem, można odnieść wrażenie, że wraz z upływem czasu więź pomiędzy nimi rozluźnia się. Można by to porównać do relacji pomiędzy dzieckiem a ojcem, na początku silnej, z upływem czasu słabnącej, zmieniającej się w stosunki równorzędne.

Stary Testament obrazuje Boga – władcę wszechwładnego, który za dobre wynagradza, a za złe karze. W starotestamentalnym, w pewnym sensie mitycznym świecie, bogatym w przypowieści i hiperbolizację rzeczywistości nie ma miejsca na bunt. Pan jest jedynym oparciem swojego ludu, wspiera go tylko wtedy, gdy ten jest Mu wierny. Natomiast gdy lud od Niego się odwraca, surowo, dla przykładu, go karze. Taki schemat istnieje w przypowieści o Kainie zabijającym Abla. Abel i Kain składają ofiary Bogu, jednak ta od Abla z jakichś względów jest milsza Bogu. To wywołuje zawiść u Kaina, który zabija brata, za to zostaje przez Boga wyklęty i skazany na wieczną tułaczkę po ziemi. W kontekście biblijnych realiów nawet przykład walki, najbardziej spektakularnej i brzemiennej w skutki ze Starego Testamentu, tej pomiędzy Jakubem a Bogiem, nabiera zupełnie nowego znaczenia. Jakub walczy, niejako zmusza Boga do błogosławieństwa, aby dał mu siłę do walki z Jego wrogami (taki jest sens nadanego Jakubowi imienia Izrael – Bóg walczy). To nie jest przeciwstawianie się Bogu. To paradoksalnie forma prośby Pokonałem cię w uczciwej walce, to prawda jesteś Panem wszechwładnym, możesz zrobić wszystko, ale uznaj moją wytrwałość i mi pobłogosław. Starotestamentalni bohaterowie byli oczywiście zmuszani do pokory. Była ona przede wszystkim probierzem ich wiary. Wystarczy przywołać tu postać Hioba, którego Bóg wydał szatanowi, by go wypróbować. Hiob utracił wszystko, na czym mu w życiu zależało, dom, rodzinę, przyjaciół, ale pozostał Mu wierny i za to został w końcu wynagrodzony. Jednak satysfakcja nie jest pełna, przesłaniem tej księgi jest zerwanie automatyzmu, w którym mówi się, że czyn dobry i czyn zły zostaną na ziemi od razu nagrodzone lub ukarane. Postać Hioba burzy ten obraz i pozostawia niepewność co do planów Boskiej Opatrzności. Dlatego trudno oprzeć się wrażeniu, że ta parabola, której przesłaniem jest bezwarunkowa wiara i zaufanie do Boga, niezależnie od problemów życia, tak naprawdę obrazuje życie każdej osoby wierzącej. Podobny jest też powód Boskiego zadania, aby Abraham przeznaczył swojego pierworodnego syna na ofiarę ciałopalną. Gdy Pan przekonuje się o jego lojalności, zmienia przedmiot ofiary, a jego samego obdarowuje wieloma łaskami. Właściwie w ten sposób będzie wyglądał świat relacji aż do końca średniowiecza. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest tak dlatego, że człowiek jest jeszcze słaby, cały czas potrzebuje wsparcia. Dlatego czuje się bezpieczny w Teocentrycznym świecie. Taki obraz można udowodnić na podstawie egzemplów z tej epoki. Pokora wobec Boga, wynikająca z niej modlitwa i skrajna asceza powodują, że Książe Aleksy, bohater Legendy o św. Aleksym, zaraz po śmierci dostaje się do panteonu świętych.

Renesans burzy dotychczasowy porządek świata. Słowa Emanuela Kanta o wychodzeniu z niepełnoletniości nie powinno się odnosić do oświecenia, a właśnie do tej epoki. Świat odkrywa na powrót kulturę antycznych Greków i Rzymian. Prądy intelektualne humanizm i reformacja zmieniają oblicze świata. Również zmianie podlega stosunek człowieka do Boga; przechodzi on od silnej i bezwarunkowej Mu podległości do stosunków bardziej równorzędnych, do antropocentryzmu i humanizmu, uznającego rozwój intelektualny człowieka za podstawową wartość, wartość większą niż ślepe posłuszeństwo Bogu. Oczywiście odrodzenie nie neguje istnienia Boga. Ateizm jest jeszcze nie do przyjęcia. Ale człowiek rozwija się, dorasta, pierwiastki buntu już się w nim zalęgły. Od tej pory są one cały czas obecne w podświadomości i będą wyczekiwać odpowiedniego momentu na ujawnienie się. Jednak na razie w kulturze objawiają się tylko pozytywne pierwiastki dziedzictwa antyku. Przywiązanie do piękna świata, przejęcie twórczości Horacego, pozytywne rozwijanie jego myśli Carpe diem, powodują, że świat wydaje się miejscem optymalnym dla ludzkiego rozwoju, miejscem arkadyjskim. Kochanowski w Pieśniach rysuje taki jego obraz, w którym człowiek może rozwijać swoje talenty (komu dowcipu równo z wymową staje...), świata przyjaznego, będącego przez to niemą pochwałą tego, który go stworzył – Boga. Takie jest przesłanie psalmu, którego pierwsze słowa Czego chcesz od nas Panie za twe hojne dary, czego za dobrodziejstwa których nie znasz miary tak silnie i trafnie oddają uwielbienie Boga, że do tej pory są śpiewane w kościele jako pieśń dziękczynna. Ale nawet w twórczości Kochanowskiego samodzielność człowieka prowadzi do buntu przeciw Stwórcy. Tak jest w Trenach. Śmierć własnego dziecka wywołuje w poecie pytania o sens wiary. W Trenie X podmiot liryczny zadaje podstawowe dla wiary pytanie: szukając swojej córki po rajach różnych kultur i nie mogąc jej znaleźć, prosi, aby się ukazała gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest. To jeśliś jest wskazuje na załamanie się owej pełnej optymizmu wiary, postawienie pytania od tej pory na stale obecnego w kulturze: a co, jeżeli nie ma świata pozagrobowego? To pytanie wywołuje bunt, bunt przeciw sytuacji, w której jego nie ma, w której można zachowywać się dowolnie. Choć dylematy podmiotu lirycznego Trenów znajdują rozwiązanie (W Trenie XXI podmiotowi lirycznemu pojawia się we śnie matka trzymająca jego córeczkę na kolanach), to jednak problem pozostanie. Pascal będzie starał się go rozwiązać za pomocą swojego słynnego zakładu: Zachowujmy się tak jakby Bóg istniał, nawet jeżeli nie istnieje, to nic nie tracimy, a jeśli istnieje, to możemy wiele zyskać. W zasadzie przyniesie to skutek, ale wiara nigdy już nie będzie tak bezwarunkowa jak dawniej. Jawnym zaś przeciw niej buntem będzie oświecenie z postulatami racjonalizmu i scjentyzmu. W tym porządku nie było już miejsca dla Boga, nie mieścił się on wszak ani w scjentystycznym, ani w empirycznym porządku poznania świata.

Romantyzm, starający się być przeciwieństwem oświecenia, ostentacyjnie powraca do Boga, sposobem poznania świata staje się mistycyzm, czyli przekonanie o możliwości kontaktu pozamaterialnego, pozarozumowego z Absolutem. Romantyczne widzenie świata zdecydowanie uwzględnia obecność jakiejś siły wyższej. Ale jednocześnie to epoka buntu przeciw dotychczasowym wartościom, autorytetom i Bogu. Taka jest wymowa Fausta Goethego, w którym tytułowy bohater jest wydany, podobnie jak Hiob, na pastwę szatana, by mógł doświadczyć życia i odnaleźć jego sens. Jednak Faust daje się skusić potędze mocy uzyskanej od zła, mówi chwilo trwaj! jesteś tak piękna! Stawia się na równi z Bogiem i dlatego musi zostać potępiony. Zresztą motyw buntu, buntu przeciw Bogu, przekonanie, że jednostka dzięki swojej uczuciowości jest bardziej predestynowana do kierowania światem niż On, jeszcze wielokrotnie będzie się ujawniało. Choćby w III części Dziadów, kiedy to Gustaw–Konrad będzie śpiewać pieśń zemsty, której przewodnim motywem jest refren: Zemsta, zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem a choćby mimo Boga. Dalsza eskalacja buntu przeciw Stwórcy nastąpi w Wielkiej Improwizacji, w której Gustaw–Konrad domaga się od Boga rządu dusz, jest przecież wybitną jednostką, wyjątkowo wrażliwą i cierpiącą, czuje, że może objąć swoim sercem cierpienia całego narodu i dzięki nim uporządkować świat. Żeby to zrobić, musi zwalczyć uosabiającego rozum Boga. Jednak człowiek musi przegrać. Jego pycha, która kazała równać mu się z Bogiem, zostaje złamana. Gdyż On mu nie odpowiada, milczy. Dlatego żądania człowieka przekształcają się w histeryczne bluźnierstwa, których ukoronowaniem jest nazwanie Boga Carem. Wtedy okazuje się, że prometejska walka Konrada jest walką szatańską. Konrad, ocalony przez księdza Piotra, odnajduje prawdziwą drogę ku zbawieniu narodu, zostaje pielgrzymem. W tej postaci urasta do roli prawdziwego zbawiciela ojczyzny, podkreśla to jego nowe imię czterdzieści i cztery – imię Mesjasza. Bunt okazuje się zwodniczy, jedyną prawdziwą drogą jest pokora.

Zagadnienie buntu wobec Boga znajdujemy również w literaturze Młodej Polski. Artysta, przyjmując definicję jego funkcji od Przybyszewskiego, stoi ponad światem, ponad życiem, jest stwórcą, którego dzieło równe jest Bogu. Bóg zaś jest sprawcą ludzkiego nieszczęścia, to jego winą jest, że człowiek musi żyć w tym złym świecie, pełnym melancholii, pustki, samotności, poczucia wyczerpania. W Dies irae Kasprowicza, utworze w formie hymnu, czyli mającego chwalić Boga, o treści pełnej wyrzutu w stosunku do Niego i niepewności co do sensu życia. Podmiot liryczny jest obserwatorem paruzji, powtórnego przyjścia Chrystusa na świat. Dostrzega On małość i grzech ludzki, który istnieje nawet w tak ostatecznej perspektywie. Widzi, że plemię ludzkie zostanie starte z powierzchni ziemi, ale pomimo jego małości, zostaje jego samoistnym obrońcą. Stawia on Bogu zarzut, że to On jest sprawcą grzechu na ziemi, przecież on dał człowiekowi Ewę – kochankę szatana – za towarzyszkę życia, wszak zaprojektował on grzech jako część ludzkiego życia. Tryumf Boga przedwiecznego, który został ukazanego jako starotestamentalny obiektywny sędzia, wzbudza w podmiocie lirycznym i w nas, odbiorcach, poczucie buntu. Buntu przeciw nieproporcjonalnie dużej, nie do końca zawinionej karze.

Doświadczenie II wojny światowej jeszcze ten bunt powiększa. Rodzi pytania o miejsce, o obecność Boga w świecie. „Medaliony” Nałkowskiej czy „Opowiadania” Borowskiego są relacją ze świata wojny. Świata bez Boga. Jest to straszny, nieludzki świat. Pytanie, dlaczego On nie ingerował, cisnęło się wszystkim na usta. Jak Bóg mógł pozwolić na Oświęcim? – pytało wielu. W tym kontekście trzeba powrócić do przesłania Księgi Hioba: człowiek musi Mu ufać bezwarunkowo, niezależnie od okoliczności, taki jest wyraz pokornej wiary – ufać. To trudne, prawie niemożliwe. Wojna ukazała też inny problem, problem zaniku wartości w świecie. Mówi o tym podmiot liryczny Ocalonego T. Różewicza. Szuka on nauczyciela i mistrza, który przywróci mu zagubione wartości. Nie ma tu miejsca na bunt, potrzeba wartości, nazwania od nowa świata, wymaga Mistrza – do którego ma się bezgraniczne zaufanie, które pozwala pokornie odtwarzać zatracone wartości. W ten sposób, paradoksalnie, koło ewolucji zostało zamknięte. Człowiek, wychodząc od postawy pokory na początku świata, poprzez bunt i próbę tworzenia własnego, opartego na innych niż boskie wartościach, doszedł znowu – po załamaniu się jego własnej konstrukcji – do momentu, w którym może powiedzieć już tylko: Abba ratuj, nie wiem co robić.

42

Polaków portret własny w literaturze romantyzmu.


Literatura jest zwierciadłem, w którym można obejrzeć własną twarz. Nie zawsze mówi ono prawdę, czasem gloryfikuje, niekiedy zniekształca. Portret Polaków stał się tematem wielu wypowiedzi literackich epoki romantyzmu.

Wizerunek Polaków i ich postawy zostały ukazane przez Adama Mickiewicza w III cz. „Dziadów”. Większość to męczennicy, których cierpienia autor przedstawił analogicznie do męki Chrystusa. Młodzież wileńska, będąca jak wewnętrzna lawa, której sto lat nie wyziębi, przepełniona jest patriotyzmem i zaangażowana w sprawy narodowe.

Tomasz Zan, jeden z jej przedstawicieli, chce całą winę skierować na siebie. Jego przyjaciel Frejend mówi, że dałby się powiesić, żeby tacy ludzie jak Tomasz mogli żyć choć chwilę dłużej. Janczewski, mimo cierpienia i bólu, zachowuje trzeźwość umysłu i głęboki patriotyzm. Stojąc w odjeżdżającej na Sybir kibitce, woła: Jeszcze Polska nie zginęła. Na uwagę zasługują: Ciechowski, Wasilewski i syn pani Rollison, który, choć został dotkliwie pobity, nie wydał swoich współtowarzyszy. Młodzież polska ukazana w utworze to przecież autentyczni koledzy Adama Mickiewicza z Uniwersytetu Wileńskiego, więzieni w roku 1823 za winy nie popełnione.

Autor ukazuje jednak i zdrajców, którzy donosili na rodaków i wysługiwali się senatorowi Nowosilcowowi. Profesorowie doktor Becú i Pelikan mieli na uwadze tylko własne kariery i korzyści i dlatego współpracowali z zaborcą. Jeden z nich ginie rażony piorunem, ukarany za winy, które popełnił. Oni również są postaciami autentycznymi. Świadczy to o tym, że Dziady są utworem dokumentalnym, a więc obraz Polaków jest tu ukazany prawdziwie. Wśród Polaków dostrzegamy i takich, którzy bawią się, nie dbając o losy kraju, w tym czasie, kiedy ich współrodacy są męczeni. Należą do nich urzędnicy, oficerowie, literaci spędzający beztrosko czas w salonie warszawskim. Dyskutują o własnych karierach i balach urządzanych przez Nowosilcowa. Piotr Wysocki, działacz powstania, tak ich charakteryzuje:


Nasz naród jak lawa, z wierzchu zimna

i twarda, sucha i plugawa...


Są więc oni ludźmi bezwartościowymi, cechuje ich oziębłość i oschłość uczuć.


Niepełny byłby obraz społeczeństwa polskiego bez sylwetek wybitnych Polaków. Postacie te były nieco wyidealizowane przez narodowych poetów i stanowiły pewne wzorce do naśladowania. Konrad, główny bohater utworu, zrywa z rolą tragicznego kochanka Gustawa i staje do walki narodowowyzwoleńczej. Jest poetą, wielkim indywidualistą, który dostrzega cierpienia swojego narodu.

Polacy z III cz. „Dziadów” reprezentują zarówno trwałe i cenne wartości swojego narodu, jak i to, co w nim jest zepsute i fałszywe. Jednak dzięki scenie Widzenie księdza Piotra wiemy już, że dla Adama Mickiewicza stanowili oni naród przez Boga wybrany, przeznaczony do wielkich celów. Wpływało to z pewnością na charakterystykę poszczególnych postaci.

W dramacie Juliusza Słowackiego Kordian autor podkreśla negatywne cechy narodu polskiego doby listopadowej. Czytelnik dowiaduje się z utworu o reakcji Polaków na objęcie tronu polskiego przez cara. Prości ludzie wyczuwali zagrożenie, ale nie potrafili przeciwstawić się wrogiemu władcy. Dowcipkowali tylko i drwili po cichu. Kiedy car przejeżdżał obok tłumu, ten zachował pełne grozy milczenie.

Arystokrację cechował serwilizm, była zafascynowana potęgą cara i nie rozumiała, że ten akt jest klęską dla narodu.

Polacy, którzy myślą o podjęciu działań politycznych, nie wykazują jednomyślności. Część z nich spisek traktowała jako niemoralny, zaś inni – szlachetni rewolucjoniści – chętni byli oddać życie w samotnej walce o wolność. Główny bohater dramatu, Kordian, to człowiek wyidealizowany, o skomplikowanej osobowości, wrażliwy. Podejmuje on sam rozpaczliwą próbę uratowania Ojczyzny i chce dokonać zamachu na koronującego się w Warszawie cara. Strach i Imaginacja przeszkadzają mu jednak w wykonaniu tego zamierzenia i Kordian oczekuje na karę śmierci. Mimo błędów, które popełnia, jest więc jednostką szlachetną i sam ocenia się w następujący sposób:


Każdy człowiek, który się poświęca

Za wolność – jest... nowym Boga tworem...


Polacy przedstawieni więc zostali w Kordianie również z dużą dozą realizmu. Słowacki nie bał się spojrzeć na nich krytycznie, ale potrafił również ocenić męstwo, odwagę i poświęcenie dla Ojczyzny.

Pan Tadeusz Adama Mickiewicza jest dokładnym studium Polaków z końca XVIII i początku XIX wieku. Mickiewicz w tym utworze przedstawił rodaków w sposób realistyczny, idealizując tylko niektóre postacie. Ukazane są zarówno zalety, jak i wady bohaterów. Miejscem akcji utworu jest Soplicowo – posiadłość szlacheckiego rodu Sopliców. Autor opisuje codzienne życie mieszkańców tego zakątka kraju, stosunek do sąsiadów, a przede wszystkim do Ojczyzny.

Charakterystyczną cechą szlachty polskiej było jej przywiązanie do tradycji. Cecha ta przejawiała się chociażby w przysłowiowej polskiej gościnności. Szlachta często zapraszała się na wspólne biesiady. Tradycyjny był również sposób ubierania się mieszkańców Soplicowa. Szlachcic nosił kontusz lub żupan i szablę będącą „duszą” jej właściciela. Zachowano staropolskie tytuły i godności urzędników państwowych, jak Wojski, Podkomorzy, Rejent czy Asesor. Charakterystyczna była także hierarchia, jaką zachowywali uczestnicy polowań lub biesiadnicy podczas wieczerzy. Każdy wiedział, gdzie według ważności lub wieku ma usiąść.

Wśród szlachty żywa była pamięć o bohaterach narodowych: Kościuszce czy Jasińskim. Polacy miłowali swój kraj, bo jak stwierdziła Telimena:


Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba,

że im oprócz Ojczyzny nic się nie podoba.


Szlachta, powodowana miłością do Ojczyzny, była zawsze gotowa o nią walczyć. Nawet kiedy Polacy zbrojnie występowali przeciwko sobie, w obliczu najazdu obcych, zwaśnione strony jednoczyły się w celu wspólnej obrony kraju.

Ukazana w utworze szlachta nie była wolna od wad. Do głównych należały kłótliwość i pieniactwo. Polacy z upodobaniem procesowali się, nawet jeśli mieli na sprawę wydać fortunę i zakończyć proces po wielu latach. Zabicie niedźwiedzia także stwarzało okazję do kłótni o najlepszego uczestnika polowania. Zaściankowy szlachcic Gerwazy Rębajło stanowi przykład dumy i pychy sarmackiej. Poróżnił on Hrabiego z Soplicami, aby móc doprowadzić do przejęcia zamku po Horeszce. Kłótnia ta doprowadziła w końcu do zajazdu na Soplicowo.

Może to być przykładem powszechnej anarchii i bezprawia panujących zarówno wśród bogatej, jak i zaściankowej szlachty. Urządzanie zajazdów na sąsiada w czasie realnego zagrożenia ze strony Rosji świadczyło o jej lekkomyślności. Spośród szlachty pełnej wad wyróżniły się jednostki wybitne, mające pozytywny wpływ na otoczenie. Taką osobą był Jacek Soplica, wcześniej zabijaka, utracjusz i pieniacz, później bohaterski emisariusz – ksiądz Robak. Za sprawą swoich czynów, stał się powszechnie znanym i szanowanym obywatelem – patriotą.

Inną indywidualnością był stary Maciej Dobrzyński, zwany Kurkiem na kościele. Ten godny zaufania, mądry i rozważny człowiek zawsze był tam, gdzie toczyła się walka o wolność. Wsławił się jako uczestnik powstań narodowych. Ideałem świata był dla niego zaścianek, w którym nic się nie zmienia. Był więc, podobnie jak Sędzia Soplica, tradycjonalistą, dbającym o zachowanie dawnych obyczajów i narodowych wartości.

Uzupełnieniem obrazu Polaków są emigranci, bohaterowie „Epilogu” Pana Tadeusza. To ludzie pełni żalu po utracie Ojczyzny, którzy z czasem utracili nadzieję na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Właśnie „ku pokrzepieniu ich serc” napisał Mickiewicz swoją epopeję i dlatego nieco wyidealizował obraz kraju i niektórych rodaków.

Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki tworzyli w czasie, kiedy Polski nie było na mapach Europy. Mimo to istniał naród – jego kultura i tradycja. Na podstawie własnych wspomnień i spostrzeżeń poeci portretowali zwykłych ludzi i narodowych bohaterów, takich jak Konrad lub Kordian. Jednostki te miały stanowić przykład dla przyszłych wyzwolicieli narodu polskiego.

43

Polska – stwór nie do życia”. „Polska – kraj, w którym zawsze ktoś przygarnie skrzywdzonego”. Którą opinię podzielasz?


Przy lekturze literatury wojennej wielokrotnie zastanawiałam się, jaką postawę przybraliby dzisiejsi Polacy w podobnej sytuacji. Jak zachowałaby się bierna dzisiaj młodzież i wreszcie co zrobiłabym ja? Te wątpliwości skłoniły mnie do rozmyślań, na ile ja, młoda osoba, identyfikuję się ze swoim krajem. Jaki naprawdę on jest, czy ma jakąś specyfikę, czy w Polakach istnieje coś, co odróżnia ich od innych narodów?

Wydaje mi się, że odpowiedzi nie trzeba daleko szukać; wystarczy bowiem spojrzeć na położenie geograficzne Polski. Przecież kraj, który utrzymuje się od wieków przy życiu, mając za sąsiadów dwie duże potęgi, musi być niezwykły. Śledząc historię Polski, można dojść do wniosku, że kraj ten już dawno powinien zniknąć z mapy. I owszem, zniknął, ale okazuje się, że nawet to nie zabiło Polski. Przez ponad dwieście lat Polska żyła... nie istniejąc. Nie było państwa w sensie geograficznym i politycznym, ale ono niezmiennie trwało w sercach Polaków, funkcjonowało w oparciu o ducha narodowego. A duch narodowy istnieje chyba w dosłownym tego słowa znaczeniu. Przecież fakt, że udało się Polsce wyzwolić spod jarzma zaborów, graniczy z cudem. Wbrew logice, prawom fizyki i natury w 1918 roku Polska odzyskała wolność. Czyżbyśmy rzeczywiście mieli konszachty z jakimiś siłami nieczystymi?

To chyba romantyzm – mit, w jakim wychowany jest prawie każdy Polak. Dążenie, za wszelką cenę, do wolności, godności, nie licząc się z bólem i świadomie skazując na cierpienie. Polacy z uporem maniaków podtrzymywali polskość, tłumacząc niepowodzenia w cudowny sposób. Zagrożenie, niepewność polityczna i nieudane powstania zamiast zniechęcać, podniecały jeszcze patriotyzm, wzmagały uczucia i więzi narodowe.

Podobnie zachowują się Polacy podczas II wojny światowej. Szczególnie kampania wrześniowa ukazuje upór Polaków w obronie niepodległości, zaciętość i wolę walki. Wobec miażdżącej przewagi zarówno liczebnej, jak i technicznej Niemiec, Polacy rwą się do walki, jeszcze 19 września 1939 r. biją się, nie dopuszczając myśli o kapitulacji. Nie mają najmniejszych szans, ale walczą. Na ataki ciężkiej artylerii odpowiadają ułani na koniach. Bronią się, choć już dawno powinni ulec. W ataku na Polskę wzięło udział 2/3 sił Wermachtu, wszystkie dywizje pancerne i zmechanizowane – Hitler spodziewał się natychmiastowego opanowania Polski. Wobec tak olbrzymiej przewagi wroga kampania wrześniowa powinna trwać trzy dni, a nie miesiąc. Przecież tak niewiele, prócz ducha walki i oddania, mógł nasz kruchy kraj przeciwstawić Hitlerowi...

Uważam, że Polska rzeczywiście jest „stworem nie do życia”, a jej dotychczasowy żywot polega na balansowaniu na granicy rzeczywistości i marzeń, jawy i snu. A może powtórzyć powinnam za Szczypiorskim, że kraj nasz to ofiara strasznych figlów historii albo może szyderczej anegdoty, opowiadanej światu przez Boga, której na imię Polska? We mnie jednak także odzywa się polska skłonność do wyolbrzymiania zasług swego kraju, wyszukiwania mistycznych wersji działania czasu. Wydaje mi się bowiem, że nie może być dziełem ironii kraj, który zawsze zwycięsko wy–chodzi z opresji i jak mityczny Feniks podnosi się z popiołów. I choć to śmieszne, że chcemy zniszczyć wroga uzbrojeni w kosy i widły przeciw bagnetom lub z szabelkami i koktajlami Mołotowa uderzamy na czołgi, to jednak coś musi być w tych Polakach, że odnoszą sukcesy, omijając prawa logiki.

Może – jako romantyczka – mało obiektywnie oceniam sytuację, ale nawet obalająca mity powieść Szczypiorskiego nie zmieni mojego przekonania o wyjątkowości Polaków. Mam bowiem swoją niezbitą rację – jesteśmy, choć teoretycznie być nas nie powinno. I chyba każdy przyzna mi słuszność, że nie jest to wcale zasługa naszego oręża, bo – choć nie umniejszam jego znaczenia – nie zawsze mogło zdziałać wiele. Głęboko wierzę, że „cud nad Wisłą” nie był jednorazowym zdarzeniem, lecz powtarzać się będzie, dopóki Polacy pozostaną romantykami. Chciałabym zacytować słowa Müllera, który, moim zdaniem, doskonale uchwycił mentalność Polaków – szaleńców i fantastów, porywających się „z motyką na słońce”:


Panie Boże, ileż musi wycierpieć Niemiec taki jak ja [...]

który to wszystko widzi przez słowiańskie doświadczenie,

taki Niemiec zarażony błogosławioną chorobą polskości, która

w tym właśnie jest piękna, że niedoskonała, poszukująca,

kapryśna, nieokiełznana, całkiem jak wariat prowadzony za rękę

przez anioła.


Zdaję sobie sprawę, że nie każdy Polak jest romantykiem i oczywiście nie każdy zdolny jest lub raczej na tyle szalony, by móc rzucić się z gołymi pięściami do walki o wolność ojczyzny.

Wiem, że na co dzień jesteśmy dla siebie okrutni, pozbawieni tolerancji i zrozumienia dla innych. Owszem – awanturnicy z nas i prowokatorzy, zawistni intryganci, cieszący się z krzywdy sąsiada, zdaję sobie z tego sprawę, dlatego niezupełnie podzielam drugą teorię, mówiącą o braterskiej pomocy Polaków. Uważam, że w czasie pokoju zachowujemy się całkiem odwrotnie: „Hejże na Soplicę!” – zajechać, najechać – oto nasza codzienna mentalność. Dopiero w czasie bezpośredniego zagrożenia solidaryzujemy się ze sobą, pomagamy innym, bratamy. Kiedy jest potrzeba, jesteśmy w stanie poruszyć świat, aby odbić więźnia, jak w przypadku Irmy, która wyciągnięta została z Alei Szucha. Znajdzie się też łóżko i chleb dla zbiegłego z getta Henia Fitchelbauma oraz siostra Weronika, ratująca żydowskie dzieci.

Polacy – lubujący się w wielkich słowach, bohaterowie, współcześni Prometeusze, Wallenrodzi i mesjaniści, a jednocześnie cwani, bluźnierczy i próżni. Jacy są naprawdę? Tak ciężko powiedzieć.

Ja jednak, tak jak Müller, mimo świadomości przywar polskich, zachowuję sentyment do swojego kraju i rodaków. Wierzę w Polaków, ufam w ich dobroć w trudnych chwilach oraz szaleńczy zapał.


44

Portret Justyny Orzelskiej na tle innych postaci kobiecych w literaturze.


Justyna Orzelska, bohaterka powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej, jest inną postacią niż jej literackie poprzedniczki. Ciekawe kreacje bohaterek literackich to takie, przy których tworzeniu autor odchodzi od schematu „białego” lub „czarnego” i prezentuje je w całej bogatej złożoności i wielowymiarowości. Do pewnego stopnia taką właśnie bohaterką jest Justyna Orzelska.

Jedną z najstarszych postaci kobiecych w literaturze jest Antygona z tragedii Sofoklesa, bohaterka sprzed 2,5 tysiąca lat. Wydawać by się mogło, że czas i patyna zrobiły już swoje i że w tej postaci trudno by było znaleźć coś interesującego. Okazuje się, że jest jednak zupełnie inaczej i wiele jej cech możemy odnaleźć w postaciach kobiecych późniejszych epok. Antygona była młodą i ładną dziewczyną. We wczesnej młodości przeżyła jednak dramat, który wstrząsnął nią do głębi. Jej matka, królowa Jokasta, dowiedziawszy się prawdy o swoim małżeństwie z Edypem, popełniła samobójstwo, zaś ojciec wykuł sobie z rozpaczy oczy i na zawsze opuścił Teby. Dwaj bracia zginęli w bratobójczej walce o władzę w mieście. Nic więc dziwnego, że Antygona była przedwcześnie dojrzała i obowiązki wobec tradycji i rodziny stawiała wyżej niż miłość, a nawet życie. Była odważna, nie bała się przeciwstawić władzy Kreona ani opinii ogółu.

Myślę, że choć Justyna Orzelska żyła w zupełnie innych czasach i w innym środowisku, była w pewien sposób podobna do Antygony. I ona przecież przeżyła we wczesnej młodości tragedię rodzinną. Matka jej umarła z żalu na skutek zdrady męża hulaki, który nie tylko zaniedbał rodzinę, ale na dodatek dopuścił do utraty majątku. W powieści Justyna jest młodą, ładną dziewczyną, jest jeszcze niezamężna. Podobnie jak Antygona, wyznawała poglądy, których umiała bronić i nie bała się przeciwstawić opinii publicznej. Wbrew wszystkim, postanowiła wyjść za mąż za Janka Bohatyrowicza – zaściankowego szlachcica, który nie dorównywał jej urodzeniem. Pogardziła bogatym arystokratą, Różycem, który również starał się o jej rękę. Wykazała więc odwagę, idąc za głosem serca, łamiąc wszelkie konwenanse, wychodząc za mąż niemalże za chłopa. W tej kwestii wykazała się ogromnym zdecydowaniem i uporem.

Główną bohaterką XIII–wiecznego poematu Dantego „Boska Komedia” jest Beatrycze – przewodniczka poety po zaświatach. Dzięki niej wznosi się Dante–wędrowiec na coraz wyższe stopnie olśnienia, aż do Raju. Jest więc Beatrycze symbolem piękna i dobra, jest też duchem przewodnim mężczyzny – Dantego, który dzięki niej osiąga coraz to wyższe stopnie poznania.

Myślę, że Justyna Orzelska, która w powieści Elizy Orzeszkowej jest dziewczyną z krwi i kości, pełną temperamentu, ma również coś z Beatrycze. Jest piękną i zdrową dziewczyną, jest również dobra i wrażliwa. Może być dobrym duchem mężczyzny, po prostu jego życiową podporą. Justyna Orzelska mieszka we dworze w Korczynie, jako kuzynka Benedykta Korczyńskiego ma możliwość poznania mężczyzn ze sfer ziemskich. Mimo że ma tylko powierzchowne wykształcenie i jest panną niezamożną, zachwyca płeć przeciwną nie tylko urodą, ale przede wszystkim zaletami ducha, ujmującymi cechami charakteru. Jest więc uczciwa, wrażliwa i delikatna, a jednocześnie wytrwała i uparta. Łączy więc w sobie dwie sprzeczności: wielką uczuciowość ze zdecydowaniem w działaniu i siłą psychiczną. Może dlatego zarówno narkoman Różyc, jak i Janek Bohatyrowicz pragną uczynić z niej swoją Beatrycze.

Sądzę, że Justyna Orzelska potrafiła zafascynować mężczyznę w nie mniejszym stopniu niż Laura – bohaterka XIV–wiecznych Sonetów do Laury F. Petrarki. Dla Bohatyrowicza stała się ona, podobnie jak Laura dla Petrarki, symbolem piękności fizycznej i duchowej. Janek, kiedy patrzył zakochanymi oczyma na jej postać, idealizował ją, podobnie jak Petrarka swoją Laurę. Myślę, że fascynacja Janka udzieliła się poniekąd samej Elizie Orzeszkowej, a tym samym i czytelnikom jej powieści, którzy w Justynie widzą tylko wcielenie piękna i dobra.

Jest jednocześnie Orzelska przeciwieństwem żony modnej – bohaterki głośnej satyry Ignacego Krasickiego z okresu oświecenia. Justyna, jak już pisałam, jest panną wychowaną na wsi i ma powierzchowne wykształcenie, gdyż ze względu na warunki rodzinne nie mogła uczęszczać do szkół. Zna słabo język francuski, którego uczyła się w dzieciństwie, kiedy jeszcze miała guwernantki. Umie również trochę grać na fortepianie. Żona modna z satyry Krasickiego jest więc jej przeciwieństwem. Wychowana w mieście, rozczytuje się we francuskich romansach i przestrzega wszelkich konwenansów. Jest również „niewolnicą” francuskiej mody, co powoduje, że nie potrafi w pełni cieszyć się życiem, a przy tym jest ciągle sfrustrowana, goniąc za nowościami.

Justyna Orzelska jest zupełnie inna. Ubiera się skromnie i jest osobą bardzo ludzką w stosunku do innych, zarówno ze swojej sfery, jak i niżej urodzonych. Żona modna nie ma żadnych obowiązków i czas spędza na zabawach i modnych przyjęciach. Justyna lubi być użyteczna i pomocna innym. Dlatego szuka nowych obowiązków, na przykład udaje się do zaścianka Bohatyrowiczów na sianokosy. Kocha naturę, w przeciwieństwie do żony modnej, preferującej miasto.

Myślę, że choć Justyna Orzelska ma wiele cech kobiecych, typowych dla wielu znanych bohaterek literackich, skupia w sobie również cechy charakterystyczne dla postaci pozytywistycznych. Mimo że miłość i małżeństwo stawia na pierwszym planie, chce również pracować i być użyteczną, chce być podporą dla wybranego przez siebie mężczyzny. Jej delikatność i dobroć, i jednoczesny upór w dążeniu do wytyczonego celu powodują, że mnie kojarzy się ona z „aniołem”, a jednocześnie z prawdziwą kobietą, którą darzymy sympatią i której problemy potrafimy zrozumieć, mimo upływu wieku.

45

Powieść jest to zwierciadło, które obnosi się po gościńcu”. Skomentuj zdanie Stendhala, pamiętając o rozwoju tego gatunku w XIX i XX wieku.


Powieść jest bardzo elastyczną formą literacką i brak jest oficjalnych reguł rządzących nią. Jest to naturalne dla tego gatunku, gdyż wykształcił się on dzięki zerwaniu z restrykcjami formalnymi organizującymi epos. Struktura, język, narracja czy wreszcie problematyka, od momentu powstania powieści podlegała dość istotnym zmianom, które są odzwierciedleniem sytuacji historycznej i związanych z nią potrzeb, zainteresowań twórców i publiczności. Komentarz do stwierdzenia Stendhala będzie więc wymagał przyjrzenia się genezie gatunku.

Upraszczając nieco problem, powieść możemy określić jako zdegradowaną formę eposu wierszowanego. Pierwsze utwory prozą to nic innego jak przekształcenia, odmiany poematów heroicznych, legend. Doskonałym przykładem są tu opowiadania o królu Arturze, będące zapisem anglo–normandzkich legend o św. Graalu. Podobnie rzecz ma się w przypadku Lancelota, średniowiecznego bohatera, który został wykreowany przy użyciu wzorców zaczerpniętych z Pieśni o Rolandzie. Stąd jest już bardzo niedaleko do kolejnego stadium prapowieści, mianowicie romansu rycerskiego. Zasadniczym tematem tych powieści jest przygoda, bohaterski czyn lub idealna miłość. To właśnie tego typu utworami zaczytuje się Don Kichot, który zaczyna żyć w iluzji i boryka się z problemami, które nie istnieją, co najdobitniej świadczy o tym, że romans rycerski nie był zwierciadłem obnoszonym po gościńcu. Tematyka tych utworów była zdeterminowana potrzebami epoki, czyli zabawą dworską lub też kreacją mitów narodowych propagujących określone cnoty. Dalszy rozwój prozy naznaczony był koniecznością istnienia przygody czy też podróży jako pewnego fundamentu, w oparciu o który autor prezentował swoje teorie. Z jednej strony mamy do czynienia z powieściami, w których świat przedstawiony i jego bohaterowie są całkowicie fikcyjni, przykładem mogą tu być Podróże Guliwera Johnatana Swiffta, z drugiej zaś obserwujemy rozwój „powiastek filozoficznych”, w których akcja jest tylko pretekstem do rozważań filozoficznych. Do tego typu utworów możemy zaliczyć Kubusia Fatalistę Denisa Diderota, twórczość Voltaira czy też Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki. Są one znacznie bliższe formule głoszonej przez Stendhala, gdyż miejsce fikcyjnych rzeczywistości zastępują realia dostępne każdemu człowiekowi. „Powiastki filozoficzne” były kamieniem milowym na drodze ku „prawdziwej powieści” i chcąc być ścisłym, należałoby powiedzieć, że to właśnie one zapoczątkowały rozwój powieści pojmowanej nowocześnie, czyli utworów będących bliżej „gościńca”, przedstawiających problemy zwykłych ludzi, ich psychikę i zmaganie się ze światem.

Zdanie Stendhala wydaje się najbardziej adekwatne do założeń realizmu, który wykształcił się w głównej mierze dzięki przemianom ekonomiczno–społecznym dziewiętnastego wieku. Efektem wspomnianych przeobrażeń było pojawienie się na szeroką skalę nowej grupy społecznej, mieszczaństwa, które potrzebowało sztuki mówiącej o jego problemach. Generalizując, można powiedzieć, że olbrzymie zmiany cywilizacyjne spowodowały pojawienie się nowych problemów i to właśnie nimi zajmuje się realizm. Kierunek ten działał dokładnie na zasadzie zwierciadła obnoszonego po ulicy, a trafność tego określenia nie jest przypadkowa, gdyż Stendhal był przecież jednym z czołowych przedstawicieli tego prądu w literaturze. Realizm opierał się na przekonaniu, że dzieło ma być pełnym sprawozdaniem z ludzkich doświadczeń, opisem zachowań, przedstawieniem szczegółów życia, wreszcie wiernym odwzorowaniem charakterów. Według tych zasad zorganizowany był cykl kilkudziesięciu powieści Balzaca zatytułowany Komedia ludzka. Opisują one całokształt życia porewolucyjnej Francji, świat, w którym panuje „hipnoza” pieniądza. Balzac, podobnie jak i Stendhal w Czerwonym i czarnym, dobiera postaci reprezentatywne i dokonując wnikliwej analizy postaw, wyszczególnia dany problem.

Specyficzną odmianą powieści, rozwijającą się w ramach realizmu, były utwory powieściopisarzy rosyjskich, charakteryzujące się pogłębionym realistycznym studium psychologicznym postaci. Największym twórcą, obok Lwa Tołstoja i Iwana Turgieniewa, był Fiodor Dostojewski, w którego utworach szczególne uwzględnienie znalazła problematyka moralna. W tym przypadku można mówić o „zwierciadle”, lecz skierowanym bardziej na konkretnego człowieka niż na „gościniec”.

Kierunkiem, który rozwijał się niemal równolegle z realizmem, był naturalizm. Podobnie jak miało to miejsce w poprzednim przypadku, naturalizm był odpowiedzią na potrzeby epoki. Związany z wielkimi przełomowymi odkryciami, dziewiętnastowieczny optymizm naukowy prowadził do przekonania, że dzięki nauce można dotrzeć do prawdy. Z tego też powodu niektórzy twórcy doszli do przekonania, iż nauka powinna mieć zasadniczy wpływ na filozofię i literaturę. Powyższy pogląd sformułował August Comte, który tym samym zapoczątkował ideologię pozytywistyczną. Ta ideologia, połączona z założeniami realizmu, dała efekt w postaci naturalizmu. Naturaliści postulowali całkowity obiektywizm naukowy, brak komentarza autorskiego, analityczność i obnażanie ukrytych mechanizmów sterujących ludzkimi postawami. Ta ostatnia cecha była wynikiem poważnego potraktowania odkryć Karola Darwina i przekonania, że społeczeństwo można badać, odkrywać na wzór dociekań naukowych. Czołowy przedstawiciel tego kierunku, Emil Zola, pisał: Naturalizm w literaturze jest to zwrot do natury i człowieka, bezpośrednia obserwacja i pojmowanie tego co istnieje. Naturalizm, bardziej niż miało to miejsce w realizmie, uwypuklał znaczenie jednostki, jej przeżyć, świata wewnętrznego. Praktyka twórcza naturalizmu pokazywała jednak, że obok obiektywizmu naukowego powieści naturalistyczne silnie określane były przez temperament artysty i jego stosunek do świata. Naturaliści w szczególny sposób eksponowali biologizm, zwierzęce instynkty w człowieku. Taki stan rzeczy powodował, że wymowa większości utworów była jednoznacznie pesymistyczna. Stendhalowskie zwierciadło jest więc w tym wypadku krzywym lustrem i to obnoszonym tylko po niektórych gościńcach. Naturaliści posuwają również powieść w kierunku zmiany struktury – opowiadanie odbywa się już nie tylko poprzez akcję, lecz scena zaczyna być elementem zasadniczym.

Dalszą ewolucję powieści znakomicie charakteryzuje Artur Schopenhauer, który napisał: powieść staje tym lepsza i szlachetniejsza, im więcej przedstawia życia wewnętrznego niż zewnętrznego. Pierwszym sygnałem tego typu zmian jest Na Wspak Huysmansa, który, wychodząc z naturalistycznych założeń, napisał antynaturalistyczną powieść. Scena pełna jest szczegółów, które doprowadzają ją do absurdu, roztrząsanie pewnych kwestii powoduje, że stają się one nierealne, co już jest sprzeczne z założeniami naturalizmu.

Ważnym symptomem zmian w rozwoju powieści jest schodzenie narracji w kierunku eseju, dywagacji. W tym właśnie kierunku podążyła powieść na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku; realność staje się już tylko pewną protezą wprawiającą w ruch. Wykorzystując niezbyt rozbudowane wątki fabularne, twórcy dają impuls do rozważań filozoficznych. Fabuła jako zestaw przygód, przeżyć, wydarzeń traci swoje pierwotne znaczenie, miejsce przygody fabularnej zajmuje przygoda intelektualna. Znakomitym przykładem jest Czarodziejska góra Tomasza Manna. Jej główny bohater – Hans Castorp – w ciągu siedmiu lat akcji książki prawie niczego nie przeżywa. Pobyt w sanatorium, będący głównym wydarzeniem, jest okazją do wielu dyskusji ideologicznych, rozważań na temat czasu itp. W tym kierunku także idzie pisarstwo Prousta, Kafki czy też Joyce'a, który zapisuje przeżycia bohaterów na zasadzie strumienia świadomości. Równie często w prozie dwudziestowiecznej mamy do czynienia z powieścią behawiorystyczną, która, nawiązując do założeń naturalizmu, zawiera wyłącznie opis zachowań, sytuacji.

Powieść dwudziestowieczna odżegnuje się od tradycyjnego psychologizmu – psychologia tradycyjna, taka jak u Dostojewskiego, idzie w kierunku symbolu, alegorii, spotykanych na przykład w powieściach Franza Kafki. Obowiązuje technika skrótu intelektualnego w postaci paraboli, nierzadko groteski, parodii, sceny tworzą luźną kompozycję. Niewątpliwie możemy mówić o redukcji konwencjonalnych struktur fabularnych, a próbując wykorzystać określenia Stendhala, należałoby powiedzieć, że lustro schodzi z gościńca do wnętrza duszy, umysłu, odbijając nie zbadany dotychczas przez literaturę w dostatecznym stopniu obszar doświadczeń wewnętrznych, również tych nie do końca świadomych.

Przyglądając się kolejnym, czasem bardzo różniącym się etapom ewolucji powieści, można zadać sobie pytanie: W jaki sposób prawdziwe są powieści Balzaca, a w jaki utwory Kafki? Co jest prawdziwe, opis czy metafora? Jest to pytanie o naturę prawdy. Oczywiście nie ma wątpliwości, że oba wielkie dzieła są „prawdziwe”, jednak każde na swój sposób.

46

Powołał mnie Pan na bunt.” Zinterpretuj tę myśl, odwołując się do wybranych utworów.


Temat buntu to odwieczny motyw literacki, ponieważ towarzyszy on człowiekowi od zawsze. Różne są zarówno formy buntu, jak i „obiekty”, przeciwko którym człowiek występował.

Bunt przeciwko zastanej rzeczywistości epoka romantyczna wpisała w swój program literacki. Bohater romantyczny to przede wszystkim buntownik, który występuje przeciwko konwencjom społecznym, przeciw twierdzeniom nauki, normom klasycznym, spiskuje przeciwko zaborcy, a nawet występuje przeciwko Bogu.


Czucie i wiara silniej mówią do mnie

Niż mędrca szkiełko i oko...


stwierdza młody Mickiewicz w balladzie Romantyczność.


Powyższy cytat jest kwintesencją romantycznej ideologii, która zmieniła hierarchię wartości i czuciu oraz wierze przyznała rację w tej klasyczno–romantycznej polemice. Uczucie jest równie ważne jak myślenie, stwierdza poeta w wielu swoich wczesnych balladach i dlatego we wszystkim przyznaje rację ludowi.

IV część „Dziadów” Mickiewicza to nie tylko wielkie studium miłości, ale przede wszystkim bunt romantyczny przeciwko różnicom społecznym, które uniemożliwiają małżeństwo ludziom z różnych stanów i o różnym stanie majątkowym. Gdy sprawa przybiera poważny charakter, rodzice panny kładą kres miłosnej idylli i dziewczynę wydają za bogatego człowieka. Ostatnie spotkanie, rozstanie, rozpacz kochanka w dzień wesela ukochanej – to typowy schemat nieszczęśliwej miłości romantycznej, który odnajdujemy zarówno w IV części „Dziadów”, jak również w „Panu Tadeuszu” i w innych lirykach poety.

Niezgodę na zastaną sytuację polityczną, na zabory odnajdujemy niemal we wszystkich utworach romantycznych, zaś bohaterowie tego okresu, Konrad Wallenrod, Konrad czy Kordian, życie poświęcają walce o wolność. Również poezja tyrtejska romantyków krajowych nawołuje do walki z gnębicielami ojczyzny i nie chce przystać na rzeczywistość polityczną, która skazała Polskę na nieistnienie.

Bohaterowie romantyczni buntują się nawet przeciwko Bogu, jeśli zezwolił On na klęskę ich ojczyzny. Konrad w Wielkiej Improwizacji woła:


Jeśli w milion ludzi krzyczących „ratunku!”

Nie patrzysz jak w zawiłe zrównanie rachunku...

Jeśli miłość jest na co w świecie Twym potrzebną

I nie tylko Twoją omyłką liczebną...


Po Konradzie pretensje do Stwórcy wyraża na przełomie XIX i XX wieku Jan Kasprowicz, młodopolski poeta, w swoich Hymnach. On również ma żal do Boga, że cierpienie, ból i nędzę wszczepił w los ludzki. Również i B. Leśmian w swoich wierszach, wzorowanych na balladach ludowych, buntuje się przeciwko Bogu, że dotknął on człowieka bólem i cierpieniem niezasłużonym.

W epoce Młodej Polski pojawia się w literaturze bunt przeciwko społeczeństwu i jego konwenansom. Poeci młodopolscy nie mogą zaaprobować mieszczuchów–filistrów, którzy na pierwszym miejscu w życiu stawiają pieniądz.

W Moralności pani Dulskiej autorka ostro krytykuje hipokryzję, obłudę i ciasnotę horyzontów mieszczuchów. Zbyszek, który początkowo postanawia zrzucić z siebie mieszczański blichtr, przeciwstawić się rodzinie i konwenansom i ożenić ze służącą – Hanką, szybko jednak z tego rezygnuje. Okazuje się człowiekiem słabym, sterowanym przez matkę, która nie pozwala mu wydobyć się z kręgu dulszczyzny.

Utwór Zapolskiej śmiało więc można nazwać tragifarsą, ponieważ jest to farsa o istotnej problematyce społecznej i obyczajowej, która mogłaby być tematem tragedii. Prezentuje charakterystykę ówczesnego mieszczaństwa, piętnuje dulszczyznę, hipokryzję i kult pieniądza panujący w tych kręgach.

W okresie międzywojennym bunt przeciwko mieszczaństwu i jego moralności kontynuował J. Tuwim w swoich znanych wierszach, takich jak Mieszkańcy.

Najgorszy jednak z możliwych to bunt prowadzący do przewrotu rewolucyjnego. Znalazł on swoje miejsce w literaturze nie tylko jako konkretny fakt historyczny, lecz również jako abstrakcyjny temat do dyskusji. Odnajdujemy go w takich utworach, jak: „Nie–Boska komedia” Z. Krasińskiego, „Przedwiośnie” S. Żeromskiego czy „Szewcy” Witkacego.

Bunt przeciwko konwencjom literackim zaowocował z kolei nowatorskimi gatunkami w prozie i dramaturgii, wzniecili go romantycy – przekreślając reguły ustalone przez klasyków, wprowadzając do literatury pierwiastek duchowy, uczuciowy i fantastyczny. Twórcy epoki międzywojennej wprowadzili do literatury wiele form awangardowych, które zburzyły stare reguły powieści i dramatu (np. Gombrowicz „Ferdydurke”, Schulz „Sklepy cynamonowe” czy Witkacy „Szewcy”). Futuryzm i awangarda poetycka zmieniły z kolei oblicze poezji międzywojennej, zaś turpizm poezji współczesnej, ponieważ postulował równouprawnienie wszystkiego co brzydkie, kalekie i odrażające.

Niezgoda na rzeczywistość i bunt wobec niej był, jest i będzie konieczny i obecny w literaturze zawsze. Jest on bowiem bodźcem do odkrywania czegoś nowego, co poszerza widzenie i pojmowanie przez człowieka otaczającego go świata. Najlepiej wyraził to poeta współczesny S. Grochowiak w wierszu Święty Szymon Słupnik, myśląc o roli poety w społeczeństwie:


[...] A ludzie mych wierszy słuchając powstają

I wilki wychodzą żerującą zgrają...

Powołał mnie Pan

Na bunt.

47

Praca miernikiem wartości człowieka” – czy słusznie? Przedstaw swoje refleksje na ten temat w oparciu o przykłady literackie z różnych epok.


Polscy pozytywiści nadali pracy rangę czynnika odradzającego i umoralniającego jednostkę i społeczeństwo. Filozofia pozytywistyczna traktowała bowiem człowieka jako cząstkę ogółu i przeciwstawiała się indywidualizmowi w wydaniu romantycznych przywódców. Hasła pracy organicznej i u podstaw, głoszone przez polskich pozytywistów, nabrały więc głębokiego sensu. Gdy zawiodły zrywy powstańcze, właśnie praca dla kraju stała się najważniejsza. Ukazywała zachowanie polskości i podjęcie swoistej walki o utrzymanie ziemi w polskich rękach, jak również dbałość o warstwy najniższe.

Dla pisarzy pozytywistów praca stała się rzeczywiście miernikiem wartości człowieka. Możemy to prześledzić chociażby na przykładzie powieści Elizy Orzeszkowej Nad Niemnem. Autorka podziela pozytywistyczny pogląd o rozwoju organicznym społeczeństwa opartym na zasadzie harmonijnego wzrostu, co wymaga wzajemnej wymiany usług. W ramach tej wymiany każdy członek społeczeństwa powinien, jej zdaniem, wykonywać przypadającą na niego cząstkę pracy. Ci, którzy ani pracą własnych rąk, ani umysłu nie uczestniczą w tym nieustającym procesie tworzenia – są zbędną, martwą częścią społeczeństwa.

Znaczenie pracy w życiu człowieka podkreśla wprowadzona do powieści legenda o Janie i Cecylii. Symboliczne znaczenie ma tu nazwisko, jakie król nadaje rodowi Jana i Cecylii: Bohatyrowicze – od bohaterstwa waszego wywiedzione. Orzeszkowa zwraca więc uwagę, że bohaterem można zostać nie tylko na polu bitwy, ale również jest nim ten, kto każdego dnia, wytrwale dokłada cegiełkę po cegiełce do gmachu cywilizacji. Dlatego bohaterowie czynni, ci którzy pracują, jak Kirłowa, Bohatyrowicze czy Benedykt Korczyński zostali przez pisarkę ocenieni pozytywnie. Justynę i Janka bardziej niż miłość łączy praca i wspólnota ideałów.

W swojej powieści autorka ukazuje również zjawiska społeczne i ludzi, których ocenia negatywnie. Bezsensowne wychowanie uczyniło z pani Emilii Korczyńskiej lalkę salonową. Niepraktyczne, oderwane od realnego życia wychowanie odbiło się także na życiu Zygmunta Korczyńskiego i uczyniło z niego prawdziwego pasożyta, mało dbającego o własny majątek i kraj rodzinny.

A więc pisarka–pozytywistka jasno i wyraźnie wypowiada się w swojej powieści na temat kryteriów oceny swoich bohaterów. Pozytywni to przede wszystkim ci, którzy kochają swój kraj rodzinny, pracują w pocie czoła dla niego i swoich najbliższych.

Lalka B. Prusa przedstawia również bohaterów pozytywnych, użytecznych dla społeczeństwa, jak również i pasożytów, żyjących kosztem innych. Ponieważ rodzina nie mogła zapewnić Stanisławowi Wokulskiemu, głównemu bohaterowi powieści, godziwej edukacji, pracował on i zdobywał pieniądze sam, aby ukończyć gimnazjum i Szkołę Główną. Mozolnie zgłębiał tajniki wiedzy przyrodniczej, którą był zafascynowany. Pragnął dokonywać pożytecznych odkryć naukowych. Został jednak kupcem i to był jego sposób na życie. Rozwijać polską gospodarkę, robić interesy na wielką skalę – oto jego dewiza. Powieść Lalka ukazuje wielu bohaterów – ludzi cichej codziennej pracy, którzy dzień po dniu tworzą otaczającą ich rzeczywistość.

Podobnie oceniła swoich bohaterów Maria Dąbrowska w powieści Noce i dnie. Bogumił Niechcic to bohater pozytywny, który znajduje w pracy szczęście. Jego żona Barbara, romantyczka, żyje wizją świata innego niż przyziemna codzienność i być może dlatego nie jest całkiem szczęśliwa.

Podsumowując twórczość pisarzy pozytywistycznych (i późniejszych), można zatem powiedzieć, że praca uznana została przez nich za wielką wartość i jedyny miernik oceny człowieka. Trzeba jednak pamiętać, że ukazywali oni pracę wolnych ludzi, pracujących z wyboru, a nie z nakazu. Zupełnie inaczej przedstawia Stefan Żeromski pracę chłopów w swoich wczesnych opowiadaniach. Ich praca to niewolnicza harówka, która nie tylko nie uszlachetnia, ale wręcz upadla i powoduje otępienie. Gibałowie z opowiadania Zmierzch to niemal zwierzęta, które od świtu do zmierzchu pracują w pocie czoła.

Podobnie ukazana jest praca w niemieckich obozach koncentracyjnych, w których – jak na ironię – znajdował się szyderczy napis u wejścia: „Praca czyni wolnym...” „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, „Opowiadania” Tadeusza Borowskiego, „Inny świat” Herlinga–Grudzińskiego ukazują, czym była „praca” w obozach i jaką „wolność” przynosiła więźniom. Człowiek był tu eksploatowany do maksimum, dopóki mógł pracować – żył. Niezdolny do pracy, chory, kaleki lub zbyt młody – był likwidowany. Praca w niewoli nie mogła być więc żadną wartością, ale stała się jeszcze jedną z metod torturowania, otępiania i zabijania ludzi.

Myślę, że we współczesnym świecie praca świadczy o naszym zaangażowaniu i otwartości. Dzięki niej ujawnia się nasza postawa moralna, a jej skutki są miarą naszej przydatności dla społeczeństwa. Zgadzam się więc ze słowami prezydenta Stanów Zjednoczonych J. F. Kennedy'ego:


Nie pytaj, co kraj może zrobić dla ciebie

Zapytaj, co ty możesz zrobić dla niego...

48

Prywatność i powinność w literaturze polskiej.


W trudnych okresach historii Polacy zmuszeni byli do zadawania sobie pytań, co ważniejsze: życie osobiste czy służba dla kraju, czyli prywatność czy powinność?

Twórcą, który po raz pierwszy stawia to pytanie, jest Julian Ursyn Niemcewicz. W Powrocie posła, pierwszej polskiej komedii politycznej, zmusza swoich bohaterów do dokonania takiego wyboru. Pamiętajmy, że komedia ta powstała na kilka miesięcy przed uchwaleniem Konstytucji 3 maja i miała przekonać Polaków do planowanych reform ustrojowych.

Bohaterem, który nie ma wątpliwości i twierdzi, że Dom zawsze ustępować powinien krajowi jest Podkomorzy, wielki patriota i zwolennik reform. W takim właśnie duchu wychował on dwóch synów, którzy nie tylko wzorowo gospodarują na roli, ale również zajmują wysokie stanowiska polityczne w państwie. Uważają to bowiem za swój obowiązek patriotyczny. Walery pełni więc funkcję posła w Sejmie Czteroletnim i jest zwolennikiem reform, podobnie jak jego ojciec.

Jego przeciwieństwem jest Szarmancki, kawaler modny, który w tym czasie zabawia się wesoło w towarzystwie, jeździ konno i przepuszcza odziedziczony po przodkach majątek. Ażeby nadal żyć na wysokim poziomie, poszukuje bogatej żony, którą jest gotów zdobyć nawet dzięki oszustwom i krętactwom. Tak więc przeciwnicy reform stawiają wyżej prywatność niż powinność.

Szczególnie mocno kwestię wyboru pomiędzy obowiązkiem a życiem osobistym stawiała epoka romantyzmu. W tym bowiem czasie wybuchały kolejne powstania narodowe i Polacy zmuszani byli przez życie do dokonywania ciągłego wyboru. Bohaterem, który poświęcił dla Ojczyzny wszystko, był Konrad Wallenrod. Ażeby ratować Ojczyznę, porzucił on ukochaną żonę i uciekł się do podstępu, zdrady i zabójstwa. Szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w Ojczyźnie – mówił Mickiewicz, ucząc tym samym Polaków, że dla ojczyzny będącej w potrzebie należy poświecić wszystko, nawet życie.

Człowiekiem, który również rozumiał, że najważniejsza jest walka o wyzwolenie kraju spod obcego okupanta, Szweda, był Andrzej Kmicic – bohater Potopu Henryka Sienkiewicza. Rezygnuje on nawet z widywania ukochanej do czasu, kiedy nie rozstrzygną się losy wojny ze Szwedami. Ryzykuje wielokrotnie swoim życiem, zostaje ranny, mimo to nie rezygnuje z walki. Przykładem jego ofiarności może być udział w obronie klasztoru na Jasnej Górze, zaś później wysadzenie szwedzkiej kolubryny, która zagrażała Częstochowie. Za swoją odwagę i męstwo został później zrehabilitowany i otrzymał rękę ukochanej Oleńki. Pisząc ukochaną trylogię ku pokrzepieniu serc, Henryk Sienkiewicz chciał przekonać Polaków znajdujących się pod zaborami, że tylko solidarna walka może zmienić ich sytuację w Europie.

Eliza Orzeszkowa, autorka pozytywistycznej powieści „Nad Niemnem”, również stawia swoich bohaterów przed koniecznością dokonywania wyboru: prywatność czy powinność? Inaczej jednak rozumiana jest ona w II połowie XIX wieku. Powinność łączy się, w mniemaniu pozytywistów, z pracą dla kraju, działalnością społeczną, zachowaniem polskości, dbałością o tradycję i udziałem w walkach o wolność Ojczyzny, kiedy kraj jest w potrzebie. Jednak nie wszyscy bohaterowie tej powieści zasługują na pochwałę autorki. Pochwala ona wszystkich tych, którzy w młodości walczyli w powstaniu styczniowym za wolność Ojczyzny, ponieważ była to zdaniem Orzeszkowej największa powinność. W powieści ukazuje ona, że w okresie powstania panowała pełna solidarność między dworem i zaściankiem Bohatyrowiczów. Andrzej Korczyński poświęcił dla Ojczyzny wszystko, nawet młode życie. Benedykt Korczyński, jego brat, po przegranej 1863 roku rozumie jako obowiązek utrzymanie Korczyna w rękach polskich, to znaczy przekazanie go w przyszłości synowi Witoldowi. Dla Benedykta i Marty Korczyńskiej praca w gospodarstwie to nie tylko obowiązek, ale i sens życia. Bohaterką, która mądrze łączy prywatność z powinnością, jest Justyna Orzelska. Przełamuje ona przesądy społeczne i wychodzi za mąż za szlachcica zaściankowego – Jana Bohatyrowicza. W swoim przyszłym życiu mają oni zamiar pracować także na własnej ziemi, broniąc jej przed zaborcami; będą wierni tradycji i historii. Orzeszkowa negatywnie ocenia tych bohaterów, którzy o swoich powinnościach zapominają. Do nich należy Emilia Korczyńska, żona Benedykta, i Zygmunt Korczyński.

Utworem modernistycznym, w którym autor również stawia swojego bohatera przed koniecznością wyboru: prywatność czy powinność? jest doktor Tomasz Judym z Ludzi bezdomnych Stefana Żeromskiego. Pisarz rozumie tu przez powinność pracę społeczną na rzecz ludzi biednych, których w okresie zaborów było w Polsce bardzo wielu. Tomasz Judym poświęca życie osobiste – rozstaje się z ukochaną Joasią po to, aby lepiej służyć robotnikom z Zagłębia Dąbrowskiego. Jest to oczywiście dla niego trudny wybór, zaś jego stan ducha symbolizuje rozdarta sosna. Nie ma on jednak wątpliwości, że tylko takiego wyboru musi dokonać.

W okresie wolnej Polski powinność rozumiana już była jako poszukiwanie dla niej najlepszych dróg rozwoju. Trudne czasy okupacji hitlerowskiej zmusiły pokolenie młodych, często poetów, do walki z okupantem. Pisze o tym między innymi Krzysztof Kamil Baczyński w wierszach z tego okresu. W sytuacji zagrożenia raz jeszcze okazało się, że prywatność musiała ustąpić miejsca powinności. Tylko bowiem w czasach pełnej suwerenności prywatność nie musi ustępować powinności i staje się nie mniej ważna niż ta pierwsza.

49

Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko, jednak nie umiera.” Ustosunkuj się do słów Adama Asnyka, odwołując się do wybranych utworów literackich.


Myślę, że rację miał poeta Adam Asnyk, twierdząc, że Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko, jednak nie umiera. Jako jeden z pierwszych podkreślał on świadomie w swoich utworach, takich jak Daremne żale czy Do młodych, rolę przeszłości w kształtowaniu teraźniejszości i przyszłości.

W wierszu programowym Do młodych ukazał przeszłość w kontekście ewolucyjnym. Poeta przekonuje w nim młode pokolenie pozytywistów, że w budowaniu przyszłości biorą też udział wieki minione. Dlatego apeluje, aby nie zapominać o niej, ponieważ „za chwilę” i czasy obecne staną się przeszłością.

W innym wierszu, Daremne żale, tłumaczy, że ewolucja jest procesem nieuniknionym, nieodwracalnym, a przeszłość ma w niej również swój wielki udział.

Doskonale rozumieli te kwestie pisarze epoki staropolskiej. W Transakcji wojny chocimskiej autor Wacław Potocki przypomina współczesnemu pokoleniu Polaków minione sarmackie ideały, które – wcielane w życie przez obrońców spod Chocimia – przyniosły im wielkie zwycięstwo. Pamięć o przodkach, dzielnych rycerzach z czasów Bolesława Chrobrego, i ich cnotach żyła wśród żołnierzy Chodkiewicza i była wśród nich wiecznie żywa. A więc przeszłość nie umiera, jak słusznie zauważył Asnyk.

Romantyzm był epoką, która szczególnie ceniła historię. Oczywiście wynikało to z sytuacji politycznej kraju, który znajdował się pod zaborami. Poeci często powracali do dziejów minionych, aby pokazać ich wielki wpływ na czas teraźniejszy. Obserwujemy to chociażby w utworze Adama Mickiewicza Konrad Wallenrod, którego akcja rozgrywa się w głębokim średniowieczu. To „przeszłość”, a więc opowieści Wajdeloty – Halbana stworzyły Konrada Wallenroda, przyszłego patriotę. Dzięki niemu dowiedział się on o swoim dzieciństwie i dalekiej ojczyźnie – Litwie. Halban obudził w młodym „Krzyżaku” miłość do rodzinnego kraju i obowiązek służenia mu. Właśnie pamięć o przeszłości, domu rodzinnym i rodzicach sprawiły, że Wallenrod wybrał drogę służby Ojczyźnie, choć nie była ona łatwa. Przeszłość ożyła więc w jego czynach i inspirowała jego wszystkie poczynania. Dla Mickiewicza – romantyka nie ulegało więc wątpliwości, że przeszłość żyła w sercach wajdelotów i Konradów i ze względu na nią byli oni zdolni do największych poświęceń. Wielką rolę historii i tradycji, a więc przeszłości, w życiu narodu pozbawionego niepodległości ukazał Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu. To ona nie pozwoliła na wynarodowienie się Polaków i powodowała, że nie pogodzili się oni z utratą wolności. W utworze występuje ona na każdym kroku i jest obecna w życiu codziennym mieszkańców Soplicowa. W dworku soplicowskim na ścianach wiszą obrazy bohaterów narodowych, takich jak Kościuszko, Rejtan, Jasiński. Nawet stary zegar wygrywa Mazurka Dąbrowskiego, obiecując Polakom wyzwolenie.

Ród Sopliców zachowuje prastarą sarmacką tradycję, co powoduje, że czują się oni wciąż Polakami i promieniują polskością na okolicę. Bohaterowie utworu doskonale znają przeszłość historyczną nie tylko swojego kraju, ale i okolicy, którą zamieszkują. Wykazał się nią Jankiel w swoim koncercie, który odegrał na cymbałach w dniu zaręczyn Zosi z Tadeuszem. Przy pomocy muzyki przedstawił historię Polski ostatnich lat. Nie pominął żadnego wydarzenia z dziejów ojczyzny. W koncercie pojawiły się więc: radość z uchwalenia Konstytucji 3 maja, rozpacz na skutek zawiązania Targowicy i III rozbioru Polski, klęski powstania kościuszkowskiego i rzezi Pragi, i kolejna radość z powstania Legionów. Cały koncert był świadectwem, jak mocno zakorzeniona była przeszłość w sercach Polaków i stała się przyczyną tego, że z radością czekali na Legiony Polskie, kroczące u boku Napoleona na Litwę w 1812 roku. Mickiewicz ukazał więc wpływ przeszłości na chwilę obecną społeczeństwa i jednostek. Wielkim romantykiem, doceniającym wielki wpływ przeszłości na teraźniejszość i przyszłość, był Juliusz Słowacki. Poeta w utworze Grób Agamemnona ocenia ostatnie lata historii Polski, przyrównując ją do przeszłości Grecji. Niestety, tradycja antyczna niewiele, zdaniem poety, nauczyła Polaków.

O wpływie historii i tradycji na teraźniejszość przekonuje nas Maria Konopnicka w Rocie, napisanej na 500–lecie zwycięstwa grunwaldzkiego. Utwór ten to swoisty manifest patriotyzmu. Poetka ukazuje w tej pieśni, że właśnie ze względu na przeszłość Polacy nie poddają się germanizacji w okresie zaborów. W ich świadomości głęboko zakorzenione jest przekonanie, że pochodzą od królewskiego rodu Piastów i dlatego nie mogą zapomnieć polskiego języka, mowy swoich ojców. Rota przypomina o konieczności walki za kraj i dom rodzinny. Kult historii i tradycji ucieleśnił się w postaci „ducha narodu”, który będzie Polakom „hetmanił” i właśnie dzięki niemu polskie społeczeństwo przetrwa długą „noc” zaborów. Przeszłość w utworze poetki jest więc źródłem, z którego ludzie czerpią siłę, aby przetrwać.

Podobnie ukazuje to zagadnienie Eliza Orzeszkowa w powieści „Nad Niemnem”. Współcześni Polacy czerpią ideały ze starej legendy o Janie i Cecylii, która uczy ich pracy dla własnego kraju. Mogiła nadniemeńska, w której leży pochowanych 40 powstańców styczniowych, również jest miejscem szczególnej pamięci i przypomina następnym pokoleniom o konieczności dalszej walki za Ojczyznę, gdy tylko nadarzy się właściwa okazja.

Nie wszyscy bohaterowie powieści szanują historię i tradycję i ci zostają przez pisarkę potępieni. Uważa ona bowiem, że nie wolno zapominać o przeszłości i trzeba w nowych warunkach gospodarczych i politycznych kontynuować zamierzenia poprzednich pokoleń. Zygmunt czy Emilia Korczyńska są obojętni zarówno na przeszłość, jak i na teraźniejszość narodu. Interesują się wyłącznie własnym życiem osobistym, nie odnajdują w nim jednak szczęścia. Zdaniem pisarki szczęście to można osiągnąć, pamiętając jedynie o własnych, polskich korzeniach i tradycji.

Przeszłość miała więc i ma nadal wielki wpływ na dążenia i pragnienia następnych pokoleń. Jest ona częścią „ducha narodu” i dlatego warunkuje jego dalsze losy. W tym „duchu narodu” zawarty jest dorobek kolejnych jego pokoleń, pozwalający mu trwać i budować przyszłość.


[...] jedynym tylko lekarstwem na męki

Jest dobrowolne samobójstwo ducha [...]


pisał A. Asnyk w Sonecie XXIX z cyklu Nad głębiami.


Zgadzam się całkowicie z poetą, który twierdził, że śmierć narodu związana jest z „samobójstwem ducha”, wymazaniem z jego pamięci swojej historii i tradycji. Dlatego słowa zawarte w temacie wypracowania, które mówią, że: Przeszłość nie wraca jak żywe zjawisko, jednak nie umiera, są w pełni prawdziwe.

50

Przeszłość ocala, co jej potrzebne” (C.K. Norwid). Rozważania o obecności Biblii i antyku w literaturze polskiej.


Myślę, że rację miał Cyprian Kamil Norwid, twierdząc, że „Przeszłość ocala, co jej potrzebne”. Widać to w stałej obecności wątków biblijnych i antycznych w naszej literaturze. Zarówno proza, jak i poezja polska chętnie odwołują się do mitologii i kultury starożytnej. Nawiązywano do niej na różne sposoby. Po pierwsze czerpano z motywów, wątków, symboli zawartych w mitach, eposie, tragedii, poezji, jak również z filozofii i etyki starożytnej. Tradycja antyczna znajduje także odbicie we współczesnej poezji i prozie.

Epoka renesansu, która na nowo odkryła antyk, może pochwalić się utworem nawiązującym bezpośrednio do mitu o wojnie trojańskiej. Jan Kochanowski w dramacie Odprawa posłów greckich przypomina mit o pięknej Helenie i Iliadę Homera i wykorzystuje do przedstawienia problemów polskich XVI w. W całej twórczości tego poety, wykształconego humanisty, odnajdujemy nie tylko wątki czy postacie mityczne, ale również nawiązania do filozofii starożytnych. Epikureizm, stoicyzm wyziera niemal z każdej pieśni i fraszki poety. Szczególnie upodobał on sobie rzymskiego poetę Horacego, za którym często powtarza: carpe diem lub non omnis moriar (co znaczy: nie wszystek umrę!). Elegia, pieśń, epigramat, tragedia – oto gatunki zaczerpnięte z antyku i wprowadzone w owym czasie przez poetów do polskiej literatury.

Sama zresztą idea humanizmu i antropocentryzmu także rodowodem swym sięgają filozoficznych założeń antyku. Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce – to maksyma zapożyczona od rzymskiego poety Terencjusza.

Także literatura romantyczna nawiązywała chętnie do kultury antycznej. Konrad z III cz. Dziadów to polski Prometeusz, biorący na siebie cierpienia narodu. Wadzi się on nawet z Bogiem, aby zdobyć władzę nad duszami Polaków, uszczęśliwić ich, to znaczy wywalczyć im niepodległość. Utwór Grób Agamemnona Juliusza Słowackiego tematycznie związany jest z pobytem w Grecji w 1836 roku. Czuje on, jako poeta, swoją nicość wobec potęgi poezji Homera, która przetrwała tyle wieków. Historia Grecji, Termopile – symbol zwycięstwa i Cheronea – symbol klęski przywołują mu na pamięć przegraną listopadową i zmuszają do zastanowienia się nad przyczynami klęski narodu.

Także C.K. Norwid w utworze Fortepian Chopina nawiązuje do antyku, przywołuje dzieła wielkich twórców tej epoki: rzeźbiarza Fidiasza, tragika Ajschylosa czy psalmistę Dawida. W wierszu „Moja piosnka” odżywa pradawny motyw arkadyjski. Odnajdujemy go również w Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza. Dla poetów–emigrantów Arkadia to kraj ojczysty utraconego dzieciństwa, do którego już nie ma powrotu.

Wydawać by się mogło, że czasy współczesne są zbyt odległe od obrazu świata kreowanego przez starożytnych. A jednak te najdawniejsze postawy i wartości okazały się ponadczasowe. Dlatego w poezji współczesnej odnajdujemy wiele utworów bezpośrednio nawiązujących do antyku. A oto przykłady: Ikar S. Grochowiaka, Nike czy Apollo i Marsjasz Z. Herberta. Dzięki upowszechnieniu przez literaturę polską motywów antycznych, bohaterowie tamtych czasów funkcjonują w naszym życiu codziennym jako symbole wartości uniwersalnych, które cenimy do dziś.

Podobnie dzieje się z postaciami biblijnymi i wartościami, które przekazuje Pismo Święte. Biblia była niepodważalnym autorytetem moralnym już w okresie średniowiecza. Stanowiła natchnienie dla wielu myślicieli, artystów, pisarzy. Krzyż stał się symbolem tej epoki, która wszystkie wartości podporządkowała Bogu. Ze średniowiecznymi tekstami związany jest kult ascezy czy maryjny. Bogurodzica – najstarsza pieśń religijna i Lament święto– krzyski nawiązują bezpośrednio do Jezusa i jego matki Marii z Nowego Testamentu. Motywem bardzo popularnym w tej epoce był również wątek spotkań ze śmiercią („Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią”). Przypominał on ludziom o nietrwałości i przemijaniu życia na ziemi, nawiązując tym samym do Księgi Koheleta.

W krytycznej wobec Kościoła epoce renesansu tworzyło jednak wielu poetów, którzy na co dzień w swojej twórczości obcowali z Bogiem. Do wizji biblijnego Boga odwołuje się w swych wierszach Jan Kochanowski. We fraszce O żywocie ludzkim nazywa Boga wieczną myślą. W hymnie pochwalnym Czego chcesz od nas Panie nawiązuje do Księgi Rodzaju – stworzenia świata. Przedstawia Boga jako Stwórcę – artystę, opiekuna człowieka.

Epoka romantyzmu, która doceniła uczucie i jego wielką rolę w życiu człowieka, stworzyła piękne postacie księży i zakonników. Do Boga odwołuje się Konrad z III cz. Dziadów Adama Mickiewicza, prosząc go o władzę nad swoim narodem. W Widzeniu ks. Piotra klęska powstania listopadowego i cierpienie narodu polskiego zostaje porównane do Chrystusa cierpiącego na krzyżu. Mamy tu więc wyraźne nawiązanie do Ewangelii z Nowego Testamentu. Również idea mesjanizmu i hasło Polska Mesjaszem narodów nawiązują bezpośrednio do Pisma Świętego.

Literatura XIX w. chętnie czerpała z tradycji biblijnej. Dziełem, które już w tytule nawiązuje do Starego Testamentu, jest „Potop” Henryka Sienkiewicza. Tytuł nawiązuje do osławionego potopu, z którego ratuje się człowiek na wskroś moralny – Noe. Potop jest powieścią „ku pokrzepieniu serc” Polaków będących pod zaborami. Przekonuje ich, że wspólnym wysiłkiem można zdobyć niepodległość, mimo wszystko.

Literatura czasów wojny i okupacji („Medaliony” Zofii Nałkowskiej i „Opowiadania” Tadeusza Borowskiego) ukazywała czas spełnionej Apokalipsy, nawiązywała więc do ostatniej księgi Biblii Apokalipsy św. Jana.

Współczesność równie chętnie nawiązuje do tej tradycji. W wierszu Czesława Miłosza Piosenka o końcu świata odnajdujemy odniesienia do Apokalipsy św. Jana. Przedstawiony jest w nim koniec świata, jednak różni się on zasadniczo od opisu biblijnego. Według poety koniec świata następuje w każdej chwili, gdyż z każdą chwilą jesteśmy bliżsi śmierci – przemijamy. Dlatego należy zawsze liczyć się ze zbliżającym się Sądem Ostatecznym.

Na przedstawionych przykładach można więc powiedzieć, że tradycja mityczna i biblijna była i jest obecna w literaturze polskiej zarówno w tej dawnej, jak i współczesnej.

51

Przeszłość wróci ideą, nie powróci sobą” – o biblijnym i antycznym dziedzictwie w tekstach współczesnych.


Nie wchodzi się dwa razy do tej

samej rzeki

(Heraklit z Efezu)


Jest rzeczą naturalną, że przeszłość nie powraca, choćbyśmy nie wiadomo jak tego pragnęli. A przynajmniej nie może powrócić tak, byśmy jeszcze raz przeżyli stare smutki i radości. Czy można jednak cofnąć czas w inny sposób? Owszem, można, sięgając po osiągnięcia starożytnych cywilizacji, osiągnięcia w formie idei, filozofii, poglądów.

Dwie cywilizacje wywarły wpływ na formowanie się kultury europejskiej. Cywilizacja grecko–rzymska, pięknych, fantastycznych mitów, tolerancji, swobody działania, i cywilizacja żydowska, judajska, o ileż od tamtej surowsza, pełna rygorystycznie przestrzeganych nakazów. Zarówno liberalna kultura grecko–rzymska, jak i obecna poprzez chrześcijaństwo kultura judajska znajdują swoje odbicie w poezji wielu wieków, w tym także i współczesnej.

Rola kultury grecko–rzymskiej, tej, która uczyła ludzi umiłowania mądrości i nauki, która uczyła patrzenia na piękno i dostrzegania piękna, tej, której twórcy uważali człowieka za istotę tak doskonałą, że aż bliską bogom – rola tej właśnie kultury w poezji jest ogromna i można odnaleźć mnóstwo odniesień do ideałów starożytnych w poezji współczesnej. Przykładem tego są wiersze Wisławy Szymborskiej, np. Woda. Nie starczy ust do wymówienia przelotnych imion twoich wodo – pisze poetka. Nie starczy, bo deszcz spadający z nieba wziął się z któregoś z europejskich jezior, by opaść chmurą kropel do morza. I podobnie jest chyba z kulturą antyczną, która mimo tryumfu chrześcijaństwa i ponurej surowości średniowiecza, przetrwała pokryta kurzem w kątach zapomnianych bibliotek. Wyszła z nich znowu w renesansie.

Wiersz W rzece Heraklita jest chyba też próbą pokazania, że nic w przyrodzie nie ginie. Zawsze czyjeś myśli, uczucia, spostrzeżenia odradzają się w innym człowieku. Podobnie brzmi przecież wiersz Z. Herberta Do Marka Aurelego.

Forma sztuki antycznej, wolna od inwigilacji w pracę artysty, uduchowiona, jest poetom szczególnie bliska ze względu na umiłowanie piękna. To podstawa do refleksyjnej zadumy nad przeszłością (Szymborska, Herbert) albo do potraktowania starożytnych jak zwykłych ludzi, którzy mają swoje problemy i słabostki.

Tak został potraktowany Sokrates w wierszu Juliana Tuwima. Wbrew utartej konwencji, która każe przedstawiać uczonych jako dostojnych starców, traktowanych z szacunkiem, Sokrates u Tuwima robi wrażenie przekornego staruszka, którego ulubioną rozrywką jest gorszenie innych i działanie im na nerwy; lekkomyślnego optymisty, który ma swoje nałogi. Maria Pawlikowska–Jasnorzewska pokazała Safonę (w wierszu Róże dla Safony) jako zwyczajną kobietę, która cierpi z powodu nie odwzajemnionej miłości. Sądzę, że ani Safona, ani Sokrates nie mieliby nic przeciwko właśnie takiemu pokazaniu ich postaci.

W poezji współczesnej znajdujemy również liczne odniesienia do kultury judajskiej, przekazanej nam przez chrześcijaństwo, jako że pierwsi chrześcijanie, wywodzący się przecież od Żydów, nie odrzucili Starego Testamentu – kroniki najdawniejszych dziejów Izraela. Wspomniany wiersz Wisławy Szymborskiej o wodzie kończy się słowami: Cokolwiek kiedykolwiek gdziekolwiek się działo, spisane jest na wodzie Babel.

Tadeusz Różewicz w wierszu Syn marnotrawny nawiązuje do obrazu Hieronima Boscha pod tym samym tytułem, a przez niego do biblijnej przypowieści. Ale u Różewicza podmiot liryczny jest człowiekiem współczesnym – i tu się kryje sedno sprawy. Człowiekiem współczesnym, doświadczonym przez jakiś kataklizm historyczny – najprawdopodobniej II wojnę światową. Człowiekiem, który pragnie wrócić do przeszłości, wydającej mu się we wspomnieniach oazą bezpieczeństwa (znany motyw „dawnych, dobrych czasów”), i nagle stwierdza, że nikt go już nie poznaje, wszyscy się zestarzeli i jakby zmaleli – i ten świat z przeszłości jest mniejszy i mniej atrakcyjny niż był w jego pamięci.

Wiele jest cyklów poetyckich i poematów nawiązujących do opowieści biblijnych – jak poemat Ofiarowanie Izaaka J. Brodskiego czy cykl Motywy biblijne A. Achmatowej. Jednak trzeba zaznaczyć, że pośrednictwo chrześcijaństwa odegrało wielką rolę w przekazywaniu tradycji i kultury żydowskiej. Świadczy o tym między innymi fakt, że J. Brodski, znakomity poeta rosyjski, Żyd z pochodzenia, pisał wiersze o Bożym Narodzeniu, święcie chrześcijańskim.

W poezji nawiązującej do symboli i tradycji chrześcijaństwa ważna jest także postać Dziewicy Marii – zwłaszcza jako Matki Boskiej, patrzącej na mękę i śmierć swego Syna. W wierszu Bellini „Pieta” Stanisława Grochowiaka Matka Boska jest jakby zdeformowana, stara, zmęczona, nieświadoma ofiary Chrystusa. Robi wrażenie zniszczonej życiem kobiety, która z trudem utrzymuje swoją rodzinę, brak jej wykształcenia, a nawet kłóci się z przekupką na targu o cenę kartofli. I w tym wszystkim, w tej codzienności, jej zniszczonych rękach, pomarszczonej twarzy kryje się piękno i prostota. To nie majestatycznie daleka Madonna, o nieskazitelnie pięknej, zadumanej twarzy.

Inny obraz Marii znajdziemy w Ukrzyżowaniu Anny Achmatowej (Z cyklu Requiem), gdzie następuje przeniesienie historii biblijnej w teraźniejszość, jak w Synu marnotrawnym Tadeusza Różewicza. Ale gdzie w milczeniu Matka stała nikt nawet spojrzeć się nie odważył – kończy wiersz poetka. A zatem Maria jest sama ze swoim bólem i rozpaczą – sama, mimo obecności św. Jana i Marii Magdaleny. Nikt nie patrzy na nią. Wszyscy wiedzą, że ona – jako matka – cierpi najwięcej. Podwójna symbolika tego wiersza polega na tym, że Achmatowa pisała cykl Requiem w latach trzydziestych, w czasie stalinowskiego terroru politycznego, czystek, kiedy mnóstwo niewinnych ludzi zsyłanych było na Syberię do obozów pracy. Syn Achmatowej był kilkakrotnie aresztowany i poetka spędziła długi czas w nie kończącym się szpalerze kobiet stojących pod bramą więzienia i oczekujących na możliwość przekazania wiadomości czy uzyskania informacji. Requiem to apoteoza tych właśnie matek, które z rozpaczliwym uporem starały się porozumieć ze swoimi synami lub choćby dowiedzieć się, za co zostali aresztowani.

Jeszcze raz przychodzi mi na myśl wiersz Woda Wisławy Szymborskiej. Chociaż w zasadzie jest odniesieniem do Biblii (motyw wieży Babel), to można by jej użyć jako symbolu wzajemnego przenikania się obu kultur i oddziaływania na umysły ludzkie. Kropla zwykłej wody może być myślą, jaka zrodziła się w głowie filozofa starożytnej Grecji i przeniknęła do wiersza poety w dwa tysiące lat później.

52

Radość życia – jej źródła i przejawy w literaturze polskiej.


Każdy człowiek choć raz w życiu przeżywa radość istnienia, niezależnie od wieku, w którym się urodził. Jest to stan tak fascynujący, że wielu poetów polskich poświęciło swoje utwory temu zagadnieniu. Niektóre epoki literackie radość życia wpisywały w swój program, lecz każda z nich czyniła to inaczej.

Już w epoce renesansu Mikołaj Rej i Jan Kochanowski w swojej twórczości propagowali pewien sposób bycia człowieka: życie chwilą. Szczególnie Jan Kochanowski, rozmiłowany w poezji rzymskiego poety Horacego, carpe diem wpisał w swoją filozofię życiową.

W Żywocie człowieka poczciwego zawarł Rej opis życia szla–chcica–ziemianina, któremu gospodarowanie zapewnia dostatek i jest źródłem radości z życia i satysfakcji. Byt ziemianina jest, według niego, podporządkowany prawom natury i nakazom boskim. Poeta udziela wskazówek szlachcie mieszkającej na wsi, jak ma osiągnąć szczęście. W młodości zaleca ćwiczenia związane z obyciem towarzyskim i rzemiosłem wojskowym. Każdy mężczyzna musi mieć poczucie sprawiedliwości, stałości, roztropności, powinny go cechować umiarkowanie, miłosierdzie, stateczność. Gdy młody szlachcic dorośnie, powinien zająć się gospodarstwem i ożenić. Związek małżeński trzeba zawierać z osobą równego stanu i majętności. W ciągu roku przewidział również Rej zajęcia dla gospodarza, który wiosną sadzi drzewa i krzewy w ogrodzie, szczepi je, obcina gałęzie, zbiera mszyce itp.; latem można z tych przygotowanych wiosną krzewów i drzewek mieć wspaniałe owoce. Są już wtedy jabłka, gruszki, śliwki, ogórki, maliny. Latem gospodarstwo daje także masło, ser świeże jaja, są też kury, jagnięta i ryby. Wszystko dla dobra gospodarza i jego rodziny. W lasach może odbywać polowania z przyjaciółmi, a także łowić ryby w przeręblach, zastawiać sidła i potrzaski na zwierzęta futerkowe. W domu wszystko przygotowane jest do biesiady. Z całorocznych zapasów szlachcic może czerpać korzyści. Jednak i zimą należy doglądać gospodarstwa. Widzimy, że Rej dba o wygodę szlachcica i pokazuje mu, jak wielką radość może osiągnąć z życia na wsi.

Jan Kochanowski także podejmuje w swych utworach tematykę ukazującą radość życia. W Czarnolesie powstało wiele pięknych tego typu utworów. Na lipę – to wiersz o drzewie specjalnie przez poetę cenionym. Autor zwraca uwagę na zalety lipy, miód, szept liści, cień, śpiew ptaków. Wszystko to powoduje, że człowiek naprawdę może cieszyć się życiem. „Pieśń świętojańska o Sobótce” to utwór, w którym poeta przedstawił miłość jako jeden z elementów szczęścia. W utworze rozbrzmiewają nuty radości. Jest mowa o miłości, tańcu i śpiewie. Ostatnia panna w pieśni swej zawiera pochwałę życia wiejskiego. Chwali wesołość i spokój wsi. Mówi, że wieśniak może, pracując na roli, utrzymać siebie i rodzinę, a zawód jego jest znacznie spokojniejszy i bezpieczniejszy niż marynarza, żołnierza czy pisarza. Pieśń świętojańska o Sobótce jest odbiciem radości życia w czasie święta Sobótki, mającego swe pogańskie tradycje.

W „Lalce” Bolesława Prusa też możemy dojrzeć różne źródła i przejawy radości. Rzecki prezentuje w utworze pokolenie romantyków, ale ma także przymioty pozytywisty: jest rzetelny, uczciwy, pracowity. Żyje bardzo pracowicie, całe dnie poświęca na prowadzenie firmy Wokulskiego. Zamyka się w sklepie, który daje mu poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Jego świat odnajdujemy na kartach pamiętnika. Poznajemy idee, którym służył i był wierny. Jedna z nich to idea napoleońska, z którą wiązał nadzieje na odzyskanie przez Polskę niepodległości. Ale tak naprawdę Ignacy Rzecki radość życia czerpał z najprostszych spraw codziennych i one przynosiły mu satysfakcję.

W „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej radość życia czerpią bohaterowie również i z pracy na roli. Sytuacja popowstaniowa, wysokie podatki nałożone na majątki polskie zmuszają Benedykta Korczyńskiego do ciężkiej pracy, do ciągłej troski o wydajność ziemi. Codzienne kłopoty uczyniły z niego innego człowieka, odarły ze złudzeń, zmusiły do porzucenia dawnych ideałów. Przed wybuchem powstania bardzo były żywe kontakty dworu z zaściankiem. Mimo że w jednym grobie leżą Andrzej Korczyński oraz Jerzy Bohatyrowicz, Benedykt procesuje się z zaściankiem o szkody przez nich wyrządzone. Przynosi to jedynie konflikty z własnym synem Witoldem, młodym pozytywistą, który chce nieść w lud wiedzę zdobytą na studiach rolniczych. Mimo trudnych chwil Benedykt Korczyński radość życia czerpie z bliskich kontaktów z synem i z tego, że gospodarstwo udaje mu się utrzymać w polskich rękach. Główna bohaterka tej powieści Justyna Orzelska odnajduje szczęście w pracy, co bardzo zbliża ją do Janka Bohatyrowicza. Przez długi czas mieszkała u Korczyńskich, ale zadowolenie znalazła w pracy w ogrodzie, sadzie, na polu, zaś szczęście w kontaktach z Jankiem Bohatyrowiczem, umiejącym czerpać radość życia z pracy własnych rąk. Odrzuciła bogatego Teofila Różyca, gdyż właśnie w zaścianku ujrzała szansę na prawdziwe, aktywne i pożyteczne życie. Jej decyzja spotyka się z uznaniem Benedykta, Witolda, a przede wszystkim Marty, która kiedyś sama zrezygnowała z małżeństwa z Anzelmem Bohatyrowiczem.

Radość życia ukazywał także w swoich utworach młodopolskich poeta Leopold Staff, który jako jedyny przeciwstawił się nastrojom dekadenckim. Twórczość tego autora cechuje afirmacja świata, pochwała natury i całego stworzenia. I tak w utworze „Przedśpiew” przewodnią myślą są słowa Terencjusza: Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce. Staff wyjawia w tym wierszu tajemnicę szczęśliwego życia i mądrej, dojrzałej poezji: „Kochałem i wiem teraz, skąd się rodzą pieśni”. Smutne myśli, które towarzyszą człowiekowi, poeta nazywa pogodnymi starcami w sadzie. Nie mogą one zaćmić radosnego obrazu życia, osłabić miłości. Utwór ten jest wyrazem akceptacji i umiłowania świata takim, jaki jest. Poeta prezentuje postawę stoicką, aprobuje życie, nawet jeśli przynosi cierpienie.

Dwudziestolecie międzywojenne, a zwłaszcza młodzi poeci z grupy Skamander, zrywa z nastrojami dekadenckimi i propaguje w swoich utworach radość życia oraz witalizm. Wynika to również z faktu, że w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, co u ogromnej większości rodaków wywołało nastroje entuzjazmu i wiary w lepszą przyszłość. Jan Lechoń w utworze Herostrates odrzuca tradycję, która każe zajmować się sprawami narodowymi. Poeta pisze o wiośnie, nie jako o momencie do powstania narodowego, ale czasie szczęścia, miłości i radości. Inny skamandryta, Julian Tuwim, w swojej twórczości ukazuje również, że właśnie rzeczy najprostsze, codzienne mogą przynieść pełnię życia i szczęście. Poeta stwierdza, że poezja powinna zajmować się rzeczami najprostszymi, które przynoszą człowiekowi satysfakcję, zaś zrezygnować z niepotrzebnych polemik i rozważań filozoficznych. Poezja skamandrytów wyraża również radość życia poprzez prosty potoczny język, którym trafia do przeciętnego czytelnika. Odrzuca tradycje modernistyczne, nastroje dekadenckie i głosi programowy witalizm.

Myślę, że programowo radość życia mogli głosić poeci piszący w czasach niepodległości kraju. Najpełniej wyraził tego typu poglądy poeta renesansu Jan Kochanowski, który żył w czasach potęgi i dobrobytu I Rzeczypospolitej. Zafascynowany filozofią epikurejską i poezją Horacego, pochwalał poświęcenie czasu wolnego na rozrywki i zabawy, z których można było czerpać radość życia. Przekonywał nawet swoich czytelników, że statek powinien chodzić koleją z żartem. Natomiast poeci Skamandra w swojej twórczości wyrażali nastroje entuzjazmu i radości życia, ponieważ wiązali nadzieje na lepszy byt z odzyskaniem przez Polskę niepodległości.


Zielono nam w głowie i fiołki w niej kwitną

Na klombach mych myśli sadzone za młodu.

Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną.

I które mi świeci bez trosk i zachodu.


W ciężkich czasach niewoli pisarze potrafili czerpać radość życia z rzeczy najprostszych, a także z nadziei na poprawę polskiego losu.

53

Relacje, jakie zachodzą pomiędzy człowiekiem a Bogiem, między sferą sacrum a profanum w literaturze średniowiecza, renesansu i baroku. Omów, nie stroniąc od kontekstów filozoficznych.


Niezwykle ciekawe wydaje mi się zagadnienie ewolucji myśli religijnej, rozwoju świadomości człowieka i kształtowania się jego osobistej relacji z Bogiem. Zarówno w średniowieczu, renesansie, jak i w baroku inaczej wyglądały zmagania z tajemnicą bytu i dualizmem ludzkiej natury. Próby przezwyciężenia lub też afirmacji zmienności i znikomości doczesnego życia za każdym razem opierały się na nieco innych założeniach filozoficznych.

Epoka średniowiecza była zdominowana przez wizję teologiczną. Według św. Augustyna człowiek jest bytem zawieszonym pomiędzy dwoma przeciwnymi biegunami, duchem i materią. Ta sytuacja jest przyczyną jego samotności i cierpienia, a jedynym wyjściem jest wiara, podporządkowanie całego swojego życia Bogu i oderwanie się od doczesności. Literatura, szczególnie we wczesnym średniowieczu, miała za zadanie propagowanie określonych treści związanych z powszechnie wyznawanym światopoglądem. Znaczną jej część stanowią pieśni, hagiografie czy kazania mówiące o Stwórcy, jego świętych. Quasi–teatralne misteria służyły kontemplacji wydarzeń historii zbawienia. Wymownym świadectwem tamtych czasów jest Legenda o św. Aleksym, opisująca człowieka, który tuż po ślubie opuszcza swoją małżonkę, by oddać się surowej ascezie, za co po śmierci zostaje świętym.

Jednocześnie otaczająca rzeczywistość – wojny, epidemie, fale wielkiego głodu powodowane nieurodzajem – często przypominają o kruchości ludzkiego życia, stanowiąc w ten sposób jakby uzasadnienie głoszonej przez Kościół potrzeby skierowania wszystkich pragnień, działań człowieka ku Bogu, ku życiu wiecznemu. Dlatego też tematem wielu średniowiecznych dzieł był motyw vanitas – marności wszystkiego, co związane z życiem doczesnym, z materią postrzeganą jako potencjalne źródło zła. Ta atmosfera powoduje, że jednym z kluczowych zagadnień wieków średnich staje się właśnie śmierć. Utwór Skarga umierającego wyraża lęk przed niewłaściwym zachowaniem się w kluczowym momencie przejścia na tamten lepszy świat, które może zniweczyć dotychczasowe wysiłki w celu osiągnięcia zbawienia. Realizacji hasła „memento mori” służyły również takie utwory, jak Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią czy też obrzęd będący jednocześnie motywem w sztuce – taniec śmierci – pokazujący, że wszyscy są równi wobec Boga i śmierci, która jest wszechobecna i zabierze wszystkich bez względu na stan społeczny, pochodzenie.

Świat był wyraźnie podzielony na sacrum, związane z tym, co duchowe, wzniosłe, i profanum, jednoznaczne z tym, co ziemskie – z cielesnością, zmysłami. Ludzkość, żyjąc moralnie, miała służyć sacrum i w ten sposób dotrzeć do Niebieskiego Królestwa, do Boga postrzeganego jako sprawiedliwego, surowego sędziego. Ze względu na tę powszechność dążeń, istnienie jednego uniwersalnego zamysłu, nie czyniono między ludźmi rozróżnień – jednostka była jedynie elementem zbiorowości. Jej indywidualne dążenia nie liczyły się wobec nadrzędnego celu – zbawienia świata. Każdy miał zająć swoje wyznaczone miejsce w „drabinie bytów” św. Tomasza, cnotliwie pełniąc swoje obowiązki. Jedynym autorytetem w sprawach wiary był określający dogmaty Kościół, a subiektywne doświadczenie religijne nie miało znaczenia. Przekonania te znalazły odbicie w literaturze i sztuce – jej anonimowości, uniwersalnym języku i parenetyczności. Artysta miał w dziele prezentować nie siebie, lecz wyznaczone przez teologię wzorce. Wartość człowieka objawiała się nie w nim samym, lecz w Bogu.

Kultura średniowiecza koncentrowała się w głównej mierze na sacrum, jednak nie oznacza to bynajmniej, że sfera profanum była w niej nieobecna. Jednym z jej elementów był karnawał, kilka dni, w czasie których odwracano istniejący porządek społeczny, wyśmiewano święte historie i postaci, aby odreagować istniejący przez cały rok porządek. Romanse rycerskie czy Wielki Testament Villona są dowodem na inne zainteresowania niż te, związane bezpośrednio z teologią.

Symptomów nowej epoki można by się doszukiwać już u św. Franciszka, który zapoczątkował nowe spojrzenie na otaczający świat – dostrzegał w nim wielki dar Stwórcy, świadectwo jego obecności, a nie coś, co należy bezwzględnie odrzucić. Jeden z prekursorów humanizmu – prądu umysłowego, będącego zwiastunem renesansu – Francesco Petrarca, czytając św. Augustyna, dostrzega przede wszystkim nawoływanie do refleksji nad sobą samym, do zgłębiania istoty człowieczeństwa. Humanizm, nawiązując do antycznych filozofii stoicyzmu i epikureizmu, w centrum swoich zainteresowań stawia indywidualnego człowieka, „wydobywając” go ze średniowiecznego uniwersum. Zgodnie z wyznawaną terencjuszowską zasadą, człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce, zadaniem człowieka było harmonijne formowanie osobowości i rozwijanie twórczych zdolności. Człowiek renesansu przeżywa zachwyt otaczającą rzeczywistością, jednak źródło optymizmu nie leży już – tak jak to było w przypadku św. Franciszka – w ufności w Boże miłosierdzie, lecz w odkryciu twórczej mocy samego człowieka. Człowiek renesansu polega bardziej na sobie niż na dogmatach teologicznych; receptą na kruchość życia staje się horacjański postulat carpe diem, rozumiany jako poszukiwanie, realizowanie szczęścia pojmowanego jako brak cierpienia, jako harmonijne życie w cnocie i umiarze. Przeciwwagą nietrwałości doczesnej egzystencji, ulotności jej radosnych momentów, nieszczęść miał być stoicyzm, nakazujący niewzruszoną postawę wobec odmian losu, połączony z wiarą w znającego przyszłość Boga. Odpowiedzialność za zły los, chaos świata ponosi nie Bóg, lecz fortuna. Afirmacja świata i człowieka spowodowała, iż Bóg postrzegany był raczej jako wielki artysta i budowniczy, który stworzył piękny świat i obdarza człowieka hojnymi darami niż jako surowy sędzia, karzący za grzechy. Taka jest wymowa Pieśni – utworu największego polskiego poety renesansu Jana Kochanowskiego. W tej epoce średniowieczne ideały Bóg i Niebo stają się drugorzędne, ich miejsce zajmują świat i piękno. Znika anonimowość sztuki, która staje się w pełni autonomiczna, mająca przysparzać nieśmiertelnej sławy genialnym twórcom.

Drugim silnym prądem w epoce renesansu była reformacja, będąca odpowiedzią na kryzys Kościoła katolickiego. Reformacja – odrzucona przez Kościół próba reformy – zdecydowanie różniła się od humanizmu, gdyż podobnie jak średniowiecze, była teocentryczna, a nadrzędnym celem człowieka, według jej doktryny, było życie wieczne. Zauważamy jednak również pewne podobieństwa: humanistyczny indywidualizm przekładał się tutaj na zalecenia samodzielnej lektury Pisma Świętego, rezygnację ze stawianej u katolików na równi z Biblią tradycji. Odtąd jednostka, znacznie ograniczając pośrednictwo Kościoła, w większym niż dotychczas stopniu dąży do osobistej relacji z Bogiem. Wzmaga się kult chrystianizmu ze względu na dualizm natury Chrystusa – Madonna renesansu to matka żywa i ludzka, rozkochana w swym dziecku.

Wydaje się, że za genezę kolejnej epoki, XVII–wiecznego baroku, można uznać wzajemne oddziaływanie i wpływ humanizmu i reformacji. Doskonałą ilustracją kryzysu renesansowego światopoglądu są Treny Jana Kochanowskiego. Idee humanizmu okazały się niewystarczające do ogarnięcia wszystkich paradoksów istnienia, „fortuna” okazała się jednak zbyt okrutna, pozbawiając autora ukochanej córeczki. Nie można jednak uznać Trenów za dzieło barokowe, gdyż autor, przezwyciężając kryzys, odbudowuje swój humanistyczny światopogląd, choć na innych zasadach. Zwraca się przy tym niejednokrotnie do Boga, jednak to nie w Nim na nowo odnajduje nadzieję – ośrodkiem świata pozostaje nadal człowiek mający nosić ludzkie przygody.

Inny charakter ma twórczość żyjącego w tym samym czasie Mikołaja Sępa–Szarzyńskiego. Poeta nie znajdował w życiu doczesnym żadnej nadziei – zmienność losu, cierpienie, sprzeczności targające człowiekiem, który z jednej strony dąży do Boga, z drugiej zaś ulega pokusom świata, budziły w nim niepokój i trwogę. Osamotniony w kosmosie człowiek okazuje się – wbrew filozofii głoszonej przez humanistów – słaby i bezbronny. Poezję Sępa–Szarzyńskiego, tworzącego w późnym renesansie, można uznać za barokową, dlatego że – przeciwnie niż Kochanowski – jedyną szansę dla człowieka widział w wierze w Boga, jego szczególnej łasce, która pozwoli obronić się przez zakusami szatana. Mimo iż opatrzność działa w sposób dla ludzi niezrozumiały, nie pozostaje nic innego poza zaufaniem. Taka będzie wizja człowieka – pascalowskiej trzciny najwątlejszej w przyrodzie – w baroku metafizycznym. Relacje między Bogiem a jednostką ulegają dalszej indywidualizacji, poezja angielskich metafizyków pełna jest zapisów mistycznych doświadczeń. Kartezjusz, mówiąc myślę więc jestem, afirmuje świat i Boga, opierając się na jednostkowym istnieniu.Religijność barokowa jest inna od średniowiecznej, w której doświadczenie wewnętrzne nie miało większego znaczenia.

Inne zjawisko artystyczne baroku – nurt dworski – dotyczy sfery profanum. Poezja J.A. Morsztyna w niezwykle wyrafinowany sposób opisuje miłość. Dla tzw. poetów światowych rozkoszy, np. Hieronima Morsztyna, niepokój przemijania stał się powodem fascynacji krótkotrwałą, ale pociągającą urodą świata. Przykład postawy starającej się pogodzić świadomość marności, przemijania z urokami życia znajdujemy w poezji jednego z przedstawicieli nurtu dworskiego – Daniela Naborowskiego. W jednym z utworów pisze on: żartujmy i miłujmy [...] jeno pobożnie i uczciwie.

Myślę, że można spróbować porównać ewolucję myśli religijnej w trzech opisanych epokach do dość powszechnej drogi dochodzenia do religijnej dojrzałości osoby wierzącej. Zaczyna się ona od bezkrytycznego przyjęcia pewnych prawd w dzieciństwie (prostota i podporządkowanie się autorytetom w średniowieczu), przez ich młodzieńcze zakwestionowanie i próbę racjonalizowania świata (aspiracje renesansu), po dojrzałą refleksję i indywidualne doświadczenia Boga (barok).

54

Rola świata nadprzyrodzonego w dramatach różnych epok.


Potęga świata nadprzyrodzonego leży poza ludzkimi możliwościami empirycznego poznania. Człowiek nie zna charakteru tej przestrzeni, nie potrafi zamknąć jej w fizycznych wzorach i twierdzeniach, niczego nie jest w stanie dowieść, nie wie nawet, czego oczekiwać – może więc co najwyżej uwierzyć w jej istnienie.

Ludzie różnie wyobrażają sobie świat nadprzyrodzony. Wizje te dostarczają kulturze nowych elementów i przekazywane są następnym pokoleniom jako część wiedzy o świecie. Wiara w to, że istnieje jeszcze inny poziom bytów, porządkuje, harmonizuje życie doczesne, daje nadzieję na lepsze, na inne. Tamtejszy świat, tamtejsze istoty są doskonałe, silne, wieczne, posiadają władzę nad ludzkim duchem i ciałem, mądrość i wiedzę. Część swej „absolutnej prawdy” bogowie, duchy czy inne tajemne postaci udostępniają człowiekowi w postaci systemów norm moralnych, dzięki którym dostąpić będzie mógł on godności doskonałego. Jeśli przestrzegać będziesz nakazów i zakazów, spotka cię nagroda – nęcą. W zależności od kultury, religii czy koncepcji filozoficznej jest to wieczne życie w Niebie, idealna harmonia wewnętrzna lub uniknięcie kaźni w mitycznym Tartarze.

Świat nadprzyrodzony ujawnia się też w przepowiedniach, tajemniczych zjawiskach, bezpośredniej jego ingerencji w życie śmiertelników, czyli – jak to nazwali starożytni – Deus ex machina. W taki sposób zakorzeniły się w świadomości ludzkiej religie, magia, zabobony czy prosta ufność, że istnieje coś ponad nami, że natura nas wyróżniła i nie poddała władzy przypadku i statystyki, że jest może jakiś cel, jakiś sens. Dużo ważniejsza od społecznego wymiaru tej wiary jest jednak indywidualna strefa relacji świat nadprzyrodzony – człowiek. Nie mówię tu tylko o wybitnych jednostkach – prorokach, szamanach czy alchemikach. Każdy człowiek jest w jakiejś małej cząstce mistykiem. Tego nie doświadczanego umysłem dotyka za każdym razem, gdy porzuca racjonalność i zdaje się na wolę i intuicję. To pozarozumowe poznanie jest świętem dla duszy, objawieniem, iluminacją. Jest przeżyciem nie tylko absolutu, ale też nareszcie próbą analizy własnego „ja”, poprzez odsłonięcie tych najmroczniejszych miejsc, których istnienia często nawet nie jesteśmy świadomi.

Ten właśnie rodzaj psychoanalizy ilustrował często w swych dramatach Wiliam Szekspir. Jego bohaterowie byli indywidualistami, jednostkami wyróżnionymi zdolnościami czytania tajemnych symboli „księgi prawdy”. Mieli także, a może przede wszystkim, wolę i możliwość wyboru. Czymże jest bowiem umiejętność poznania prawdy o przeszłości i przyszłości, bez możliwości wykorzystania tej wiedzy według własnego pomysłu na życie? Czyny postaci mają więc swoje źródło w charakterze, w osobowości, a nie – jak to miało miejsce w starożytnych dramatach – wynikały z fatum, z góry określonego przez bogów losu. Możliwość wyboru jest przyczyną stałego konfliktu wewnętrznego: którą drogę wybrać? jakie są priorytety? Dla szekspirowskich bohaterów powstaje hybris w chrześcijańskim wydaniu. Jest to lęk i przewrotna satysfakcja, a przede wszystkim świadomość czynienia grzechu, przyjmowania na siebie dobrowolnej winy. Świat nadprzyrodzony gra więc w życiu Hamleta, Ryszarda III czy Makbeta jedynie dodatkową rolę. Nie jest czynnikiem sprawczym, a tylko ukierunkowaniem, pretekstem do poznania własnych pragnień i aspiracji, towarzyszy w momentach przełomowych na drodze życia. Fabuła Makbeta oparta jest na przepowiedni, a sama scena wróżby rozpoczyna dramat. Przywtórze wichury, błysków, tętentu koni, tajemniczych chichotów dwóm jeźdźcom objawiają się trzy mary. Są jak trzy Mojry – przędą nić przeznaczenia, znają czas i bawią się tą wiedzą. Prowokują Makbeta przez wyjawienie rąbka tajemnicy o przyszłym losie. Nocne zjawy nie reagują na groźby rycerzy, istnieją na wyższym poziomie, doczesność ich nie dosięga. Być może są tylko senną marą, sen bowiem, jak mówi Freud, jest odzwierciedleniem podświadomości. Jest pierwszym etapem walki moralności z żądzami. Być może Makbet w ten sposób zmaterializował swoje marzenia.

Makbet jako król i morderca nie zaznaje spokoju. Pokonał sam siebie. Usidlił swoje życie w pułapkę podejrzeń, intryg, tajemnic. Boi się, że prawda wyjdzie na jaw, a może jest to lęk przed odpowiedzialnością, lęk przed samym sobą – do czego byłem zdolny, co jeszcze jestem gotów zrobić, by zrealizować przepowiednię? Makbeta nawiedzają duchy umarłych. Nie widzi ich nikt poza królem. Są to wizje chorego ducha, będące wyrzutami sumienia. Nieprawy władca umiera – w ten sposób, zgodnie z jego pragnieniami, wróżba spełnia się. Nic nie dzieje się jednak poza sprawiedliwością. Przychodzi czas na rozliczenie, wtedy – zgodnie z odwieczną regułą – przychodzi nagroda lub kara.

Romantyzm jeszcze mocniej fascynował się tym, co w człowieku i świecie nie wyjaśnione, tajemnicze i niecielesne. Bohater romantyczny źle się czuł w zwykłym ludzkim świecie. Aspirował do boskości, wolności od przyziemnych spraw i potrzeb. Chciał wzlatywać w nieskończoną przestrzeń, pragnął władzy i wiedzy, nieograniczonych możliwości. Stąd bliskość i poufałość, z jaką odnosił się do świata nadprzyrodzonego. Dla niego był on częścią rzeczywistości, a jednocześnie reprezentantem absolutu, magii. Romantycy „uciekali” w metafizykę, dzięki temu eskapizmowi próbowali odkryć sens istnienia, wartości ponadczasowe, do istoty własnego „ja”.

Dziady Adama Mickiewicza przedstawiają ludzkie życie jako wzajemne przenikanie się dwóch światów – rzeczywistego i pozaziemskiego. Wiara ta ma swoje źródło w ludowych przekonaniach, iż nawiązanie dialogu między żywymi i umarłymi przynosi oczyszczenie zarówno doczesnym, jak i tym, którzy już znaleźli się po tamtej stronie. Idea nierozerwalnego związku cielesności i metafizyki jest głównym ogniwem łączącym wszystkie części dramatu, stąd też motto wieńczące utwór: Są dziwy w niebie i na ziemi, o których ani śniło się waszym filozofom.

Akcja II części Dziadów rozgrywa się w kaplicy, nocną porą. Odbywają się tu tajemnicze obrzędy przywoływania duchów zmarłych. Należą one do trzech różnych kategorii. Przychodzą więc widma dzieci, które nie są, co prawda, obarczone żadną winą, lecz ponieważ nie zaznały ziemskiej goryczy, nie dane im będzie poznać słodyczy niebiańskiej wieczności. Zaklęcia Guślarza przywołują inną zjawę – dziewczynę, która nie kochała i nie zaznała miłości, nie dotknęła ziemi ni razu, nie może więc przebywać w niebie.Kaplicę nawiedza też upiór – zły pan, który od śmierci pozostaje w mocy złego ducha. Jest to kara za okrucieństwo i kamienne serce w doczesnym życiu. Dla niego nie ma ani zbawienia, ani pocieszenia. Rytuał zakłóca jedynie pojawienie się milczącego widma, które następnie przewodzi w IV części Dziadów. Jest to pustelnik zmarły dla świata, którego zabiło romantyczne usposobienie, wiara w miłość, literatura. Zatracił się w uczuciu do kobiety, zamknął przed zwyczajnym światem; to go zniszczyło. Nawiązując do II cz. dramatu, młodzieniec przekazuje żywym przestrogę.

W III części „Dziadów” Gustaw przeżywa przemianę. W więziennej celi walczą o niego dobre i złe duchy. Niefrasobliwy kochanek Gustaw przeradza się w Konarda – nowego Prometeusza, żywiciela narodu, bojownika gotowego zmierzyć się z Bogiem. Walka ta to Wielka Improwizacja. W monologu padają oskarżenia, groźby i bluźnierstwa pod adresem Boga. Jednym z nich jest nazwanie Boga Carem, jednak to słowo wypowiada za Konrada zniecierpliwiony diabeł. Mickiewicz, nawiązując do biblijnej walki Jakuba z aniołem, obdarza Konrada znamieniem, które ma świadczyć o kontakcie, walce z Bogiem – światem nadprzyrodzonym.

Kolejnym utworem, na który chciałbym zwrócić uwagę, jest Sonata Widm Augusta Strindberga. Dramat przepojony jest poetyką marzenia sennego, sceny przenikają się nawzajem. Elementy świata nadprzyrodzonego nawiązują do innych znanych w kulturze wyobrażeń przestrzeni nierzeczywistej. Sama lokalizacja duchów ma pewne znaczenie, jest symboliczna. Te dobre stoją po prawej stronie, złe po lewej. Są one jakby normalnymi postaciami sztuki, równoległymi bohaterami. Uczestniczą w życiu śmiertelników, rozmawiają z ludźmi, są świadkami zdarzeń. Nie mają jednak mocy zmieniania losów, decydowania o postawach i zachowaniach zwykłych bohaterów dramatu. Widma detronizują fałsz, którym człowiek jest przeniknięty, obrazują świat jako grę pozorów, wzajemne oszukiwanie się, przybierania masek. U Strindberga tylko widma i duchy potrafią być czyste i prawdziwe. Tylko ich przestrzeń żyje życiem szczerym, a w człowieku prawdziwy jest tylko lęk, wszystko poza tym jest iluzją i mistyfikacją.

Fascynacja światem nadprzyrodzonym jako tajemniczym, niezbadanym, od zawsze towarzyszy ludzkości w procesie tworzenia kultury. Jest to motyw niezwykle płodny, który poszczególni artyści wykorzystywali niezwykle twórczo, prezentując własną wizję świata nadprzyrodzonego i jego roli, funkcji w rzeczywistości lub też posługując się nim jako metaforą różnorodnych wewnętrznych i zewnętrznych doświadczeń i przeżyć człowieka.

55

Romantyczny i pozytywistyczny sens patriotyzmu na wybranych przykładach z literatury polskiej.


W epoce romantyzmu patriotyzm rozumiany był przez pisarzy i obywateli jako podjęcie walki o wyzwolenie ojczyzny spod jarzma zaborów, tyrteizm i poświęcenie wszystkiego, nawet życia, dla sprawy. Czasy te są przecież epoką niewoli i dwóch powstań narodowych: listopadowego i styczniowego.

Już w Konradzie Wallenrodzie, powieści poetyckiej, która powstała na wygnaniu w Rosji, ukazał Adam Mickiewicz ofiarną i bohaterską walkę za ojczyznę. Historia – akcja utworu rozgrywa się w czasach rycerskich w XV wieku – jest tutaj płaszczem ochronnym przed carską cenzurą. Główny bohater utworu, rycerz Konrad Wallenrod, działa podstępnie: zdradza i zabija po to, aby wywalczyć wolność dla swojej ojczyzny – Litwy. Poeta przekonuje w tej powieści Polaków, że sprawa wolności narodu jest najważniejsza i z silniejszym przeciwnikiem (aluzyjnie Rosją) trzeba walczyć podstępnie.

W kolejnym utworze, II i IV części Dziadów, który powstał po klęsce listopadowej, Adam Mickiewicz ukazuje męczeństwo młodzieży i cierpienia całego narodu, znajdującego się pod zaborami. Przedstawia również Konrada – wybitną jednostkę i poetę, który buntuje się nawet przeciwko Bogu, narażając się na potępienie, dlatego iż zezwolił on na klęskę narodową. W scenie Widzenie księdza Piotra tłumaczy Mickiewicz Polakom, że klęska listopadowa i upadek narodu jest wstępem do zmartwychwstania i odrodzenia się. Hasło Polska Mesjaszem narodów nadawało sens polskim cierpieniom i ofiarom. Dawało również pokrzepienie na przyszłość. W utworze tym w scenie Salon warszawski i Bal u senatora potępia Polaków, którzy nie umieli zachować godności narodowej, szczególnie zaś tych, wysługujących się zaborcom.

W kilka lat po klęsce listopadowej powstała na emigracji wielka epopeja narodowa Pan Tadeusz. Poeta przenosi swoją duszę utęsknioną do utraconej ojczyzny i przypomina Polakom cierpiącym pod zaborami o wielkim zrywie narodowym w epoce Napoleona, kiedy walczyli o wolność na wszystkich frontach. Główny bohater Jacek Soplica – ksiądz Robak – to nowy typ bohatera romantycznego, który nie walczy z osamotnieniem, jak Konrad Wallenrod czy Konrad, ale współpracuje z przedstawicielami całego narodu, ażeby porwać go do walki. Wykreowanie takiego bohatera wiązało się z pewnością z dyskusjami emigracyjnymi na temat przyczyn klęski listopadowej. Emigracja wiedziała już – powstanie upadło przede wszystkim dlatego, że nie miało oparcia w narodzie. Należało to w przyszłości zmienić i dlatego Adam Mickiewicz usiłuje o tym przekonać czytelników. Ksiądz Robak działa we wszystkich trzech zaborach i jest gotowy do ponoszenia wszelkich ofiar na rzecz swojej ojczyzny i wolności.

Wybuch powstania listopadowego został ukazany entuzjastycznie przez Juliusza Słowackiego w Hymnie, Kuliku, Bogurodzicy i Odzie do wolności. Wyrażał w nich zapał młodzieży powstańczej, wzywał do walki i przekonywał, że jest ona obowiązkiem każdego Polaka. W Kordianie, który powstał kilka lat po klęsce 1830 r., zastanawia się poeta nad przyczynami klęski listopadowej. W dramacie przedstawia obraz społeczeństwa polskiego w latach 1829–31. W Przygotowaniu piętnuje ugodowość przywódców politycznych i wojskowych powstania, ich niedołęstwo militarne, a nawet zdradę. Doprowadzają oni naród do zguby. Arystokracja przybiera postać służalczą, zaś przedstawiciele ludu warszawskiego bezczynnie obserwują pochód koronacyjny Mikołaja I. Tylko nieliczni, np. żołnierz kościuszkowski, wyrażają swoją wrogość wobec cara, który właśnie koronuje się na króla Polski. Również krytycznie ukazani są spiskowcy z Prezesem na czele, którzy planują zabójstwo Mikołaja I. Konflikt w samym łonie spisku świadczy o braku dojrzałości jego uczestników. Jeden tylko Kordian podejmuje się śmiałego czynu, ale jest samotnym poetą i to powoduje, że nie dokona dzieła swojego życia – nie zabije tyrana Europy i Polski. I choć popełnia wiele błędów, swoją postawą przypomina Polakom, że dla ojczyzny poświęcił coś najcenniejszego – życie i że nie powinni się oni nigdy pogodzić z niewolą narodową.

Przyczyny klęski listopadowej przeanalizował również poeta w Grobie Agamemnona. Literatura romantyczna rozumiała więc patriotyzm jako obowiązek całkowitego poświęcenia się dla ojczyzny i prowadzenia walki z zaborcą wszelkimi dostępnymi środkami. Analizowała ona błędy popełniane przez Polaków, ażeby nie powtórzyły się w przyszłości. W epoce tej pretendowała ona do roli przewodniczki narodu, a pisarz do roli jego przywódcy.

Młode pokolenie pozytywistów, które doszło do głosu po 1864 roku, widząc daremność zrywów niepodległościowych, zaczęło nawoływać do skupienia wysiłków na działaniach ekonomicznych, jak również podniesieniu na wyższy poziom kultury ludu, aby w przyszłości mógł on poprzeć zryw narodowy. Dla pozytywistów patriotyzm to praca dla narodu i społeczeństwa. Dlatego z zachwytem pisali oni o postępie nauki, głosili kult wiedzy i rozumu, nawoływali do rozwijania produkcji kapitalistycznej i techniki. Pisarz pozytywista miał więc dzięki swojej twórczości wychowywać społeczeństwo w duchu pracy na rzecz kraju.

Bohaterem, który poświęca całe swoje życie pracy na roli, jest Benedykt Korczyński z powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej. Pragnie on nie dopuścić do utraty majątku i przekazuje go w ręce syna. Rozumie, że przyszły nowe czasy, kiedy Polacy toczą walkę również na śmierć i życie, jak w czasach romantyzmu, ale na polu gospodarczym.

Stanisław Wokulski, bohater Lalki Bolesława Prusa, po powrocie z Syberii, dokąd został zesłany za udział w zrywie 1863 roku, doskonale rozumie, że w czasach, które nadeszły, trzeba myśleć o rozwijaniu przemysłu i handlu i organizować społeczeństwo polskie wokół tych problemów. I choć motorem jego postępowania jest miłość do kobiety, niemniej robi wszystko, ażeby utrzymać się na powierzchni życia, a nawet wypłynąć na wierzch. Odrzuca przesądy i uprzedzenia swojego środowiska i zdobywa majątek w sposób może niezbyt właściwy dla byłego powstańca, ale skuteczny. A wszystko po to, aby móc działać na większą skalę i nie tylko wśród mieszczaństwa, ale i wśród arystokracji. Wspomaga przy tym naukowców, ponieważ wierzy, że tylko rozwój nauki może przyczynić się do zlikwidowania nędzy.

Możemy więc śmiało powiedzieć, że choć romantyczny i pozytywistyczny sens patriotyzmu wyglądał nieco inaczej, w gruncie rzeczy dotyczył wciąż tej samej sprawy – Polski. Metody stosowane były inne: w pierwszym przypadku chodziło o walkę i ofiarę, w drugim o pracę i poświęcenie. Ale cel, ten najważniejszy pozostawał ten sam – wyzwolenie Ojczyzny spod panowania obcego i utrzymanie polskiej obecności kulturowej i gospodarczej na tych terenach.

56

Rozmowa z Bogiem – forma, funkcje.


Nie ma nic trudniejszego niż szczera rozmowa. Wydawać by się mogło, że to banalne stwierdzenie, ale nie do końca. Aby rozmawiać, do niedawna jeszcze, dopóki nie wymyślono telefonów, trzeba było stanąć twarzą w twarz z rozmówcą. To powodowało, że oprócz słów dostrzegaliśmy też mimikę i bezpośrednią reakcję na nią i wypowiadane treści. W bezpośredniej rozmowie trudniej jest nam kłamać, gdyż niepokój i obawa przed zdemaskowaniem zawsze będą widoczne.

Literackie rozmowy człowieka z Bogiem zawsze były pełne dramatyzmu, napięcia, zawsze okazywały się brzemienne w skutkach. Ukazuje je również Stary Testament; był to czas, kiedy Pan prowadził swój lud, starając się go bronić i ochraniać. Można to porównać do relacji pomiędzy ojcem a jego dzieckiem. Ojciec, chroniąc dziecko, karze je za błędy – wskazując właściwą drogę. Stawia to człowieka w trudnej sytuacji istoty zależnej, gorszej, wiecznie karanej za swoje słabości, dlatego uciekającej się do kłamstwa i ucieczki od rzeczywistości. Rozmowy z Bogiem napawają człowieka przerażeniem. Dowodem jest postać Adama, który po zjedzeniu owocu z drzewa poznania dobra i zła, wołany przez Boga, chowa się i nie chce z Nim rozmawiać. Boi się, że gdy stanie z Nim twarzą w twarz, to prawda o jego grzechu wyjdzie na jaw. Metaforycznym określeniem tego lęku jest stwierdzenie jestem nagi, w znaczeniu: nie mogę z Tobą rozmawiać, jestem grzeszny. Adam chowa się, a gdy nie przynosi to skutku, próbuje obarczyć odpowiedzialnością Ewę. Podobnie Kain, po zabójstwie Abla nie chce rozmawiać z Bogiem, mówi: czy to ja jestem stróżem brata mego, szuka ucieczki przed nieuniknioną karą.

Zupełnie inną postać mają rozmowy Hioba z Bogiem. Trudno się zresztą temu dziwić, gdyż Księga Hioba powstała dużo później niż wspomniane wyżej historie z Księgi Rodzaju i głównie to wpływa na zmianę relacji pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Tu Bóg tłumaczy Hiobowi swoje zachowanie, odchodząc od mechanizmu czynu i podążającej za nim natychmiastowej kary.

Postać Hioba – człowieka bezgrzesznego, a pomimo tego wydanego na pokuszenie i tracącego wszystko – zrywa oczywistość relacji pomiędzy dobrym lub złym czynem a nagrodą lub karą objawiającą się na ziemi. Bóg stara się wytłumaczyć człowiekowi, że troszczy się o wszystkie istoty na świecie, że je kocha. Mówi, że Hiob nie może mieć do niego pretensji, gdyż człowiek nie jest w stanie przeniknąć planów Boga i jedyne, co mu pozostaje, to wiara i ufność. Potwierdzeniem jego słów jest Nowy Testament, w którym Chrystus umiera za grzechy ludzkości. W tym kontekście najbardziej znacząca jest rozmowa pomiędzy Bogiem Ojcem a Chrystusem, jego Synem, który, będąc Bogiem, materialnie jest człowiekiem – rozmowa w Ogrójcu. Jest ona kwintesencją boskiej miłości do człowieka. Chrystus, doświadczając takich ludzkich uczuć, jak strach, przerażenie, pyta, czy nie ma innej drogi do zbawienia ludzkości. Prosi: Odsuń ten kielich ode mnie. Milczenie Boga jednoznacznie wskazuje na to, że nie ma innej drogi. Jednak istotą rozmowy w Ogrójcu jest dobrowolność ofiary Chrystusa. Sam dochodzi do takiego wniosku – nie zmuszany przez swojego Ojca.

Od tej pory Bóg pozostawia człowieka samego. Okres jego ciągłych ingerencji w ludzkie życie bezpowrotnie mija. W pewnym sensie sytuacja odwraca się, teraz to człowiek szuka kontaktu z Bogiem. Obrazem tej zmiany mogą być pozostawione przez Chrystusa sakramenty; aby otrzymać związane z nimi łaski, trzeba najpierw do Niego przyjść. Jest to zerwanie automatyzmu zależności i przejście do bardziej dobrowolnych związków. Oczywiście wywołuje to samotność i poczucie opuszczenia. Człowiek próbuje sobie to rekompensować, taki jest choćby powód budowy gotyckich katedr – ich potęga i przytłaczająca wielkość mają uosabiać Boga i zmuszać do pokory, wymuszanej poprzednio Jego słowami. Jednak teraz inicjatywa spotkania wychodzi od człowieka.

Renesans zmienia dotychczasowe relacje pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Siłą rzeczy zmienić się też musi sposób dialogu pomiędzy nimi. Odrodzeniowy humanizm, zmieniając punkt ciężkości w świecie, przenosi go z Boga na człowieka, powoduje tym samym, że ich rozmowa nabiera cech równorzędności. Zanika owa, tak silna poprzednio, bojaźń przed Nim. Dowodem może być sposób parafrazy biblijnego Psalmu CXXX przez Kochanowskiego.Podmiot liryczny, zwracając się do Boga, poprzez ukazanie pozytywnych jego cech, kreśląc obraz Boga, zwraca przede wszystkim uwagę na jego dobroć, litość i miłosierdzie. Te cechy pozwalają patrzeć człowiekowi z nadzieją w przyszłość. Z nadzieją, że zostanie on wyswobodzony z grzechu i trosk życia doczesnego.

Istotna zmiana stosunku do Boga nastąpi w baroku. Tu stale powiększający się straszny i nieznany świat zacznie przerażać człowieka. Znowu jedynym ratunkiem będzie ucieczka w ramiona wszechmogącego Boga. O to będzie prosił Mikołaj Sęp–Szarzyński. W Sonecie IV podmiot liryczny, mówiąc z manichejskim wręcz przekonaniem o marności życia doczesnego, będzie błagał Boga o postawienie się przy sobie, o powrót do relacji tak dobrze już znanych ze Starego Testamentu. Ciekawe i warte zauważenia jest, jak bardzo różne są parafrazy tego samego biblijnego psalmu – Psalmu CXXX w wykonaniu Kochanowskiego i Sępa–Szarzyńskiego. Ten pierwszy interpretuje go w duchu humanizmu chrześcijańskiego. Podmiot liryczny u Szarzyńskiego będzie podkreślał marność, grzeszność, a przede wszystkim brak samodzielności ludzkiego żywota. Będzie mu się marzył powrót do stosunków, w których Bóg wychowuje człowieka.

Po okresie względnego braku zainteresowania Bogiem, spowodowanym przez głoszone przez oświecenie teorie racjonalizmu, empiryzm i scjentyzm, problem dialogu z Nim powrócił w romantyzmie. Przyjmując, przypominając istnienie siły wyższej, świata nadprzyrodzonego, obsesyjnie starano się nawiązać z Nim kontakt. Ma temu służyć mistycyzm, czyli pozamaterialny, pozarozumowy kontakt z Absolutem. Jednak pojawiająca się znowu w tym kontekście rozmowa ma zupełnie inne znaczenie, odwrotnie niż w Starym Testamencie, tu człowiek chce wpłynąć na Boga. Przykładem może być choćby Wielka Improwizacja w III części Dziadów. Gustaw – Konrad prosi Go o rząd dusz nad światem. Jest jednostką wybitną, czującą i widzącą więcej niż inni, dlatego ma do tego – wedle romantycznej filozofii – pełne prawo. Aby udowodnić swoje racje, zadaje pytanie, w jego mniemaniu retoryczne, kto powinien rządzić światem – czy uosabiający rozum Bóg, czy też może czujący sercem człowiek, nie mogący się pogodzić z cierpieniem ludzi – własnego narodu? Człowiek przegrywa to starcie. Bóg pozostaje głuchy na jego żądania, co siłą rzeczy sprowadza je do roli histerycznych oskarżeń, z których najcięższe to nazwanie Boga Carem. Tej postawie satanicznego buntu przeciwstawia się Bernardyn, ksiądz Piotr. Odprawiając egzorcyzmy nad Gustawem, odkrywa, że za ideą prometejskiego buntu kryje się szatan. Za swoją postawę chrześcijańską, pełną pokory i wiary, zostaje nagrodzony. Otrzymuje od Boga mistyczną wizję losów narodu, o którą bezskutecznie prosił Konrad. Ma ona w tym kontekście podkreślić specjalny, święty, metafizyczny wymiar historii narodowej.

Zupełnie inny jest cel młodopolskiego buntu przeciw Bogu. Problem historiozofii, tak frapujący romantyków, nie jest już dla twórców interesujący. Pojawia się natomiast problem bezsensu życia, pustki, samotności, niespełnienia. Zdaniem twórców młodopolskich sprawcą tego jest Bóg. To On umieścił człowieka w nędznym, pełnym cierpienia świecie, to On jako Twórca odpowiedzialny jest za jego wady, za grzechy. Nie może za nie winić człowieka, który jest tylko Jego marnym stworzeniem. Takie jest przesłanie Dies irae Jana Kasprowicza. Autor przekazuje jedynie wyrzuty w stosunku do Boga, chce ukazać szokującą prawdę, że nie ma, naprawdę nie ma za co Go chwalić. Podmiot liryczny jest obserwatorem Sądu Ostatecznego. Dostrzega ludzką małość, grzech, które są obecne w tej sytuacji. Jednakże perspektywa wyniszczenia plemienia ludzkiego z powierzchni ziemi, a przede wszystkim nieproporcjonalny w stosunku do win rozmiar kary powodują, że staje się samoistnym jego obrońcą. Stawia Bogu zarzut, że to Jego winą jest grzech na ziemi, to On go stworzył, tworząc szatana, czy Ewę – jego kochankę. Nie może więc karać człowieka za coś, co sam stworzył. Jednak ludzka obrona nie zostaje wysłuchana. Tryumf Boga przedwiecznego, ukazanego jako surowego starotestamentalnego sędziego, jest pełen. Jedynie w odbiorcach pozostaje uczucie nieproporcjonalnej krzywdy i wynikający z tego bunt i niewiara w Jego sprawiedliwość.

Tragiczne doświadczenia XX wieku, doświadczenia wojny, chaosu, zniszczenia polaryzują ludzkie postawy. Z jednej strony stają się przyczyną postaw ateistycznych, niewiary w dopuszczającego do tak wielkiego cierpienia Boga, z drugiej zaś powodują przywrócenie zaufania do Boga. W świecie nihilizmu wydaje się być on jedynym niezmiennym elementem, tak stałym, że aż wzbudzającym pytania – czy rzeczywiście kontroluje On to, co dzieje się w stworzonym przez Niego świecie? Taka, według mnie, jest wymowa Powrotu Tadeusza Różewicza. Podmiot liryczny, wracając do Nieba, nie ma odwagi powiedzieć Bogu Ojcu śpiącemu pod kominem, że człowiek człowiekowi skacze do gardła. Słowa te paradoksalnie są prośbą o powrót Boga w nasze, ludzkie życie. Usamodzielniając się, człowiek pokazał, że tak naprawdę nie może sobie bez Boga poradzić.

57

Rozważania nad sensem życia na podstawie literatury antycznej, staropolskiej i wspólczesnej.


Widziałem wszystkie dzieła czynione

pod słońcem

a oto wszystko marność

i gonienie za wiatrem


Człowiek od zarania dziejów poszukuje odpowiedzi na pytanie o sens życia. Wydawać by się mogło, że nie jest to ważny problem, jest wszak tyle ważniejszych, bezpośrednio związanych z egzystencją. Jednak, w pewnym sensie, jest on podstawowy – trudno bowiem jest żyć bez odpowiedzi na pytanie: po co, w jakim celu? Odpowiedź na nie jest związana z pytaniem o pochodzenie naszego bytu, bo od niej to zależy światopogląd, który przyjmiemy. Pierwszym podstawowym wyróżnikiem, który go określa, jest wiara w Boga lub też ateizm. Drugim, częściowo związanym z pierwszym, jest przyjęcie odpowiedniego systemu wartości. Na jego czele można postawić wartości związane z wiarą w Boga, dalej potrzebę indywidualnego szczęścia, honor, miłość czy inne, najważniejsze dla człowieka wartości. Dzięki tym dwóm składowym możemy spróbować zdefiniować sens własnego życia.

Każda kultura stara się wypracować własny, odrębny model człowieka, o innym światopoglądzie, rozumieniu wartości i celu istnienia. Często jednak jest tak, że owe modele są zbieżne z tymi, które już wcześniej kiedyś występowały. Patrząc na rozwój kultury, można dojść do zaskakującego wniosku, że jest on intensywny w kulturze antycznej Grecji, Izraela i Rzymu, doskonalący się jeszcze w średniowieczu, renesansie i baroku, w późniejszych epokach ulega spowolnieniu. Następne epoki to już tylko modyfikowanie i powielanie dawnych schematów. Dlatego tak dużo miejsca trzeba tu poświęcić analizie wartości owych kultur.

Stałym motywem w kulturze, przeniesionym przez chrześcijaństwo z judaizmu, jest motyw z księgi Koheleta: Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami, wszystko marność. Przesłanie Koheleta jest czytelne: człowiek nie może poświęcać się doczesnym namiętnościom: władzy, pieniądzom, korzyściom płynącym z rozwoju intelektu na tyle, aby zapomnieć o Bogu, gdyż przeznaczeniem człowieka jest przemijanie, śmierć i powrót do Boga, który go będzie sądził za wszystkie czyny. Człowiek musi o tym pamiętać przy kształtowaniu własnego życia. Powinien kierować się mądrością rozumianą jako przestrzeganie wartości wypływających z dekalogu. Powinien cieszyć się swoim życiem, jednocześnie zaś kultywować cnotę mądrości. Ten archetyp zachowań doczekał się wielu kontynuacji.

Do tak rozumianej idei człowieczeństwa będzie nawiązywała inna starotestamentalna księga, Księga Hioba. Jednak ta zależność pomiędzy człowiekiem a Bogiem wydaje się być silniejsza, margines ludzkiej swobody zmniejsza się, dla tego pierwszego jedynym ratunkiem przed dezintegracją jest wiara w Boga, od którego wszystko pochodzi i który wszystkim rządzi, w którego potencji jest uratowanie go przed światem. Pomimo tego, że Ten doświadcza człowieka na różne sposoby, człowiek pozostaje Mu wierny, wierzy w Jego łaskę, na wszystkie pokusy bluźnierstw pozostaje nieczuły, ufając w boską nieomylność i potęgę. Ta go nie zawodzi. Człowiek otrzymuje nagrodę za swoje cierpienia. Ten model będzie wielokrotnie powielany, choćby w wielu średniowiecznych żywotach świętych czy Legendzie o św. Aleksym, w której tytułowy Aleksy rezygnuje, wyzbywa się majątku i splendoru władzy, aby być marnym prochem i żebrakiem. Bóg przyjmuje jego cierpienie, już za życia obdarowując go łaskami Chrystusa i jego Matki, a po śmierci wprowadzając triumfalnie do grona świętych Kościoła, czego znakiem były dzwony, gdy Aleksy umierał.

Dalsza radykalizacja myślenia o zależnościach pomiędzy człowiekiem a Bogiem następuje w baroku, epoce moralnego niepokoju. Tu człowiek wyrwany ze średniowiecznej wspólnoty, pozostawiony samemu sobie, nie ma się na kim oprzeć, pozostaje samotny. Ta jego samotność przebija z pascalowskiego obrazu człowieka, zawieszonego pomiędzy duchem i materią, czy liryki Sępa–Szarzyńskiego, metafizycznego poety przełomu, który po okresie przerwy, spowodowanym renesansowym optymizmem, przywraca kulturze motyw zależności pomiędzy jednostką a Bogiem. W Sonecie IV pt. O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem podmiot liryczny, nawiązując w konstrukcji opisywanego świata do tego z Księgi Hioba. Przedstawia tezę, że życie jest ciągłym bojem z szatanem, światem i ciałem. Bojem rozumianym jako przeciwieństwo pokoju wygody psychicznej. Podmiot liryczny w zakończeniu sonetu mówi, że życie tylko wtedy ma sens, jeśli walczy się po stronie Boga, inne drogi są wydaniem się na pastwę szatana.

Inną, czerpiącą w pewnym sensie swe korzenie ze światopoglądu Koheleta, rozwijającą się jednak w przeciwnym, bardziej optymistycznym kierunku, jest idea humanizmu. Nawiązuje ona do wartości i spuścizny antycznych kultur – szczególnie zaś republikańskiego Rzymu, choćby do twórczości Horacego. Choć wydawać by się mogło, że tworzy on w pieśniach świat słonecznej arkadii, jednak jest ona zawsze obrysowana cieniem śmierci. Dlatego tak często Horacy mówi o cnocie jako o podstawowej umiejętności człowieka, cnocie rozumianej jako umiejętność bronienia się przed skrajnościami, w pewnym sensie też pogodzenia się, afirmacji świata. Taka jest przecież wymowa carpe diem – to nie tylko postulat „chwycenia dnia”, ale również świadomość śmierci. Podobnie trzeba rozpatrywać pieśni Jana Kochanowskiego. W Pieśni XIX podmiot liryczny stawia tezę, że tym, o co trzeba się troszczyć w życiu, jest dobra, poczciwa sława, rozumiana jako rozwijanie rozumu i męstwa, i cnota – skłonność do dobra. Taki sam jest wydźwięk Żywota człowieka poczciwego, w którym Rej w formie kazuistycznej wylicza cnoty przynależne prawemu obywatelowi. Dla niego fakt, że człowiek umiera, jest prawie tak samo naturalny, jak ten, że się rodzi; to wymusza przygotowania do śmierci – kultywowanie cnoty przez całe życie, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy ona nastąpi.

Od renesansu humanizm jest stałym motywem w cywilizacji europejskiej. Będzie się wielokrotnie odradzał, czego przykładem jest choćby twórczość Leopolda Staffa. W wierszu Przedśpiew podmiot liryczny – za przykładem Terencjusza – zdaje się mówić:Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce, z tego czerpie swoją mądrość, właśnie dlatego, że doświadcza całości.

Antyczna Grecja wnosi do europejskiej kultury, oprócz wielu innych, dwa ważne systemy wartości: stoicyzm i epikureizm (łączony czasem z hedonizmem). Podstawową cnotą stoicyzmu jest życie zgodne z rozumem i opanowywanie swoich namiętności – gdyż tylko uniezależnienie się od okoliczności zewnętrznych, wyrzeknięcie się dóbr przemijających daje szczęście i możliwość życia zgodnego z naturą. Natura jest harmonijna, rozumna – to nie namiętności, a rozum. Stoicy są materialistami i racjonalistami. Z tej tradycji wyrasta oświecenie, epoka doskonalenia nauki i rozumu, przynajmniej ta jej część, uznająca racjonalizm i krytycyzm za podstawowe wartości. Cogito ergo sum powiada Kartezjusz, a literackim dowodem tego jest gatunek powiastki filozoficznej. Przykładem takiej twórczości są Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki Ignacego Krasickiego, w której tytułowy bohater przechodzi przez życie, zdobywając nowe doświadczenia, poznając mechanizmy rządzące światem. Te doświadczenia pozwalają mu przejść od postawy zaściankowego Sarmaty do takiej, która uznaje prawa natury i postulat równości jako te, które powinny rządzić światem. Drugim systemem wartości jest epikureizm, którego założeniem jest postulat szczęścia jako nadrzędnej wartości w życiu. Szczęścia pojmowanego jako brak cierpienia czy hedonizm rozumiany jako chorobliwa potrzeba szczęścia, każdym kosztem – stanowią one podstawę filozoficzną części naszej cywilizacji.

W XX wieku postawy te są dominujące. W pewnym sensie, paradoksalnie, wyrastają one z tych samych przesłanek co postawa podmiotu lirycznego w sonetach Sępa–Szarzyńskiego. Człowiek jest zagrożony światem, zawieszony pomiędzy przeciwieństwami. Zawsze w takiej sytuacji są dwa rozwiązania: można zwrócić się ku wartościom, Bogu, lub przeżywać życie w całym jego bogactwie, wdychać je pełną piersią, gdyż już jutro będziemy martwi. To nie jest tylko teoretyczne rozważanie. Taka polaryzacja zachowań ludzkich zawsze następuje w momencie nadchodzącego nieznanego, przeraźliwego doświadczenia: dżumy, perspektywy końca wieku czy innych. Z wielu powodów wywoływały i wywołują one nadal obawy. Archetypów współczesnej nam sytuacji, związanej z cywilizacją konsumpcyjną XX wieku, można doszukiwać się w Fin de siecle'u – epoce kontestującej świat mieszczańskich wartości, świat racjonalizmu i utylitaryzmu, związany z rozwojem ekonomicznym świata. Sytuację człowieka takiej epoki, epoki pełnej poczucia wyczerpania, niewiary w jakiekolwiek wartości, świetnie oddaje wiersz Paula Verlaine'a Niemoc.

Jam cesarstwo u schyłku wielkiego konania,


[...]

Wszystko, wszystko wypite! zjedzone! – Cóż dalej?

[...]


W takiej perspektywie trudno jest odnaleźć cel życia. Właściwie problem leży gdzie indziej, trzeba próbować o nim zapomnieć, gdyż ostatecznym celem życia jest upadek, śmierć jaka jest przeciw włóczni złego tarcza, / człowiecze końca wieku?... Głowę zwiesił niemy. Jedyną pociechą, jaka pozostaje, jest szukanie hedonisty stycznych uciech, zapomnienia, nirwany. K. Przerwa–Tetmajer pisze Hymn do nirwany, stylizowany na litanię, w której ujawnia się podstawowa prośba podmiotu lirycznego, prośba o zapomnienie. Tego można było szukać w miłości, właściwie zaś w związanych z nią doznaniach cielesnych, tak jak podmiot liryczny w innym wierszu Tetmajera pt. Ja kiedy usta, który, opisując akt seksualny, mówi, że szuka w nim choć chwilowego zapomnienia – omdlenia myśli. Ucieczka od rzeczywistości możliwa była również dzięki doznaniom estetycznym – impresjonistycznym obrazom świata nieskalanej działalnością człowieka tatrzańskiej przyrody. Jednak nic nie stłumi obaw co do przyszłości. Człowiek pozostaje samotny.

Tylko od nas zależy, jaki system wartości przyjmiemy w życiu. Od niego będzie zależeć cel, który sobie obierzemy, do którego będziemy dążyć. W naszym wieku, w naszym „lepszym od innych XX wieku” doświadczenie wojny, kilkukrotny rozpad i gwałtowne przemiany cywilizacji doprowadziły do zatracenia, zatarcia się wartości. Dlatego tak częste jest poczucie braku sensu życia czy też znajdowanie go w hedonizmie. Trzeba się ich na powrót uczyć, jest to proces długi i trudny, o czym mogą świadczyć słowa podmiotu lirycznego wiersza „Ocalony” T. Różewicza: Szukam nauczyciela i mistrza / niech przywróci mi wzrok i mowę / niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia / niech oddzieli światło od ciemności. Wydaje się, że w tej nauce najlepiej jest sięgnąć do sprawdzonych

już wzorów.

58

Różne sposoby obrazowania przyrody w poezji, na przykładzie wybranej epoki literackiej.


Epoką, która wielką wagę przywiązywała do natury i na różne sposoby ją przedstawiała w poezji, był romantyzm. Już w okresie preromantyzmu w liryce pojawiły się opisy typowo romantycznego pejzażu. Angielscy „poeci jezior” opisywali dziką przyrodę zalanej jeziorami Szkocji. Na jej łonie dumali nad kruchością życia (T. Percy „Ballady ludowe”). Chętnie opisywali gwałtowne burze, spieniony brzeg morza, dzikie, niedostępne skały, ruiny starych, gotyckich zamków. Jednocześnie romantycy często opisy krajobrazu traktowali jako swoiste odzwierciedlenie stanów duszy.

Bardzo ciekawe obrazy przyrody odnajdujemy w balladach Adama Mickiewicza. Staje się ona bohaterką na równi z człowiekiem, ilustruje też dramatyczne przeżycia ludzi. W balladzie Lilie tragicznym przeżyciom mężobójczyni towarzyszą odpowiadające tym uczuciom obrazy przyrody:


Zmrok zapada, wietrzyk wieje. Ciemno, wietrzno, ponuro.

Wrona gdzieniegdzie kracze. I puchają puchacze.


Niejednokrotnie w balladach przyroda nie tylko ilustruje przeżycia wewnętrzne bohaterów, ale też bierze bezpośredni udział w akcji. Zaciera się wówczas granica między światem przyrody a światem ludzi, poeta dokonuje personifikacji zjawisk przyrody. W balladzie Świteź jezioro o tej samej nazwie, choć niezwykle piękne o wieczornej porze, rzadko jest podziwiane, gdyż co noc staje się miejscem straszliwych wydarzeń:


Bo jakie szatan wyprawia tam harce,

Jakie się larwy szamocą.


Uczestnictwo upersonifikowanej przyrody w akcji to także pokazywanie jej nadprzyrodzonej siły. Taką czarodziejską moc miały kwiaty, które rosły nad brzegiem Świtezi. Lud nadał im nazwę cary, gdyż to carscy żołnierze zaatakowali bezbronne miasto w tym czasie, kiedy rycerze wyruszyli na bój. Miasto zostało zatopione, gdyż tylko taki ratunek mógł zesłać los przerażonym kobietom. Zguba czekała jednak także każdego ruskiego żołnierza, który próbował zerwać piękny kwiat.

W „Sonetach krymskich” A. Mickiewicza przyroda stała się przedmiotem zachwytu i artystycznego opisu. Na przykład w sonecie „Stepy akermańskie” roślinność stepowa została porównana do rozkołysanych morskich fal, a kwitnące krzewy burzanu – do wysp koralowych. Obfitość stepowego kwiecia pozwoliła poecie na porównanie ich do kwiatów powodzi.

W literaturze polskiej rozwijającej się w warunkach niewoli narodowej opis piękna ojczystego krajobrazu ma patriotyczną wymowę.

Tak właśnie dzieje się w epopei „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza. Autor, poeta–wygnaniec, nie miał już nadziei na powrót do Ojczyzny, toteż powracał do kraju lat dziecinnych oczyma wyobraźni, przywoływał obrazy pól malowanych zbożem rozmaitem, pozłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem. W Panu Tadeuszu odnajdujemy bardzo wiele takich opisów przyrody. Urzekający swą prostotą i plastyką jest opis stawów, zamieszczony w księdze VIII. Stawy opisane są nocą, w świetle księżyca. Na lewym brzegu rosną kępy łozy, ocieniają go też wierzby. Prawy brzeg stawu jest piaszczysty, toteż intensywnie odbija blask księżyca. Ze stawów wypływają dwa strumienie, które potem łączą się w wąwozie. W opisach przyrody poeta często stosuje personifikację. Opisywane stawy pochylają ku sobie oblicza, jako para kochanków. Łozy i wierzby wyglądają jak bujna czupryna młodzieńca, a strumyk na równinie płynie wolno, jakby drzemał. Równie plastyczny jest opis wschodu i zachodu słońca, sadu, lasu, chmur, matecznika. Szczególnie charakterystyczny jest opis chmur, który stanowi swoistą reakcję Tadeusza na zachwyty Hrabiego nad pięknem lazurowego włoskiego nieba:


U nas dość głowę podnieść ileż to widoków,

Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków,

Bo każda chmura inna...


Tak więc przyroda w Panu Tadeuszu jest wyrazem patriotycznych odczuć poety przebywającego z dala od kraju. Jest także tłem przedstawionych wydarzeń, tworzy odpowiedni nastrój, a czasem nawet sprzyja bohaterom – burza po bitwie z Moskalami zalewa mosty i uniemożliwia szybkie rozejście się wieści.

W czasie pobytu Adama Mickiewicza w Lozannie poeta doznał przypływu natchnienia. Powstały wówczas Liryki lozańskie, arcydzieła romantycznej poezji. Przepojone uczuciem smutku, doskonale odzwierciedlają przeżycia wewnętrzne poety, ale także są przepięknym opisem alpejskiego krajobrazu:


Nad wodą wielką i czysta

Przebiegły czarne obłoki,

I woda tonią przejrzystą

Odbiła kształty ich marne...


Juliusz Słowacki był także mistrzem w opisywaniu piękna krajobrazu. Przykładem może być hymn Smutno mi, Boże, utwór napisany w czasie podróży na wschód, o zachodzie słońca na morzu przed Aleksandrią, 19 października 1836 roku. Zachodzące słońce porównane zostało do gwiazdy ognistej, która złocąc niebo i wodę, topi się w morzu. Oprócz zachwytu czysto estetycznego, obserwacja przyrody wywołuje u poety żal, poczucie własnej nicości w zestawieniu z odwiecznym pięknem przyrody.

Tęsknotę do ojczystej przyrody, do utraconego raju dzieciństwa wyraża Juliusz Słowacki w wierszu W pamiętniku Zofii Bobrówny. Utwór dedykuje autor córce Joanny Bobrowej. Przyznaje, że ojczysta przyroda była najwspanialszym źródłem natchnienia poetyckiego. Kwitnące kwiaty, spadające gwiazdy same układają się w słowa najpiękniejszego poematu:


Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone,

Będą ci całe poemata składać

Ja bym to samo powiedział co one,

Bo ja się od nich nauczyłem gadać.

59

Różnorodny sens cierpienia w życiu człowieka, na podstawie poznanych w szkole utworów literackich.


Problem cierpienia i zła – wymykający się racjonalnym kategoriom, niezbadany, trudny. Towarzyszy on człowiekowi od zarania dziejów, budząc lęk, wątpliwości, powodując tragedie, ale również wywołując postawę pokory, zawierzenia Bogu. Tragiczny wymiar ludzkiej egzystencji, jakim jest cierpienie, zwłaszcza to niezawinione, rodził i będzie rodzić nadal pytania o jego sens, znaczenie. Człowiek od zawsze próbował zrozumieć, dlaczego tak wiele jest w życiu zła, rozpaczy, bólu. Zagadnienie to na gruncie naszej kultury judeochrześcijańskiej często rozpatrywane było w kontekście głoszonej przez religię chrześcijańską wszechmocy i nieskończonej dobroci Boga dla człowieka.

Jednym z pierwszych w historii utworów literackich, w którym spotykamy się z tym problemem, jest biblijna Księga Hioba. Jej główny bohater, żyjący uczciwie i bogobojnie Hiob, jest doświadczony ogromnym cierpieniem fizycznym i duchowym. Jest to swoista próba zaufania sprawiedliwego Hioba względem obdarzającego go do tej pory dobrobytem i szczęściem rodzinnym Boga. Sens niezasłużonego cierpienia, które spotyka Hioba, polega na próbie wiary. Utwór ten zarazem pokazuje, że ludzkie myślenie o cierpieniu jest zawodne i schematyczne. Rozmawiający z cierpiącym Hiobem przyjaciele próbują za wszelką cenę zracjonalizować cierpienie; jeden twierdzi, że Hiob musiał zgrzeszyć, drugi zaś uważa, że cierpienie jest wynikiem przypadku ze względu na rządzący światem chaos. Hiob jednak nie przyjmuje ich poglądów, wie, że nie zgrzeszył, i nie wierzy w przypadkowość swojego położenia. Nie chce się wyrzec Boga, mimo że nie rozumie, dlaczego znalazł się w takiej sytuacji, heroicznie trwa w postawie wiary. Kończące Księgę mowy Boga alegorycznie pokazują, że Bóg panuje nad siłami zła – symbolizowanymi tutaj przez olbrzymie dzikie zwierzęta i że jego zamiary, plany względem ludzkości mają ukryty sens, który jednak zawsze będzie niepojęty dla człowieka. Pokorna postawa Hioba jest zatem właściwa.

Kolejnym dziełem literackim, w którym ukazane jest znaczenie cierpienia w życiu człowieka, jest średniowieczna Legenda o św. Aleksym. Tytułowy Aleksy w noc poślubną opuszcza swoją żonę, by oddać się praktykom pokutnym, polegającym na umartwianiu ciała; chce w ten sposób zasłużyć na życie wieczne. Dobrowolna zgoda na cierpienie była w zdominowanym przez teologię średniowieczu formą ekspiacji. Asceza polegająca na przezwyciężeniu materii, od której pochodzi wszelkie zło, miała gwarantować zbawienie. Sława świętego, którą został otoczony, ze względu na występujące po jego śmierci nadprzyrodzone zjawiska, jest potwierdzeniem tego, że obrana przez Aleksego droga była słuszna.

Swoistą kontemplacją cierpienia był występujący w literaturze i sztuce średniowiecza motyw Stabat Mater Dolorosa, którego polską wersją jest Lament świętokrzyski. Cierpienie stojącej pod krzyżem Chrystusa Marii było łatwiejsze do wyobrażenia, identyfikacji dla człowieka niż bardziej metafizyczna męka Chrystusa. Wymowa tego motywu jest podobna do przesłania Księgi Hioba – cierpienie Matki Bożej jest konieczne do realizacji planu zbawienia ludzkości. Maria jest wzorem postawy bezgranicznej ofiary, poświęcenia i pokory w stosunku do Boga.

Inaczej wyglądały próby rozwiązania problemu cierpienia w renesansie. Humanistyczne fascynacje stoicyzmem i epikureizmem spowodowały wytworzenie innej od średniowiecznego teocentryzmu wizji świata i człowieka. Przywiązywano dużo większą wagę do życia doczesnego i autonomii człowieka. Odpowiedzialnością za ludzkie niedole obarczano nie Boga, lecz obojętną na wszystko, zimną fortunę; Bóg pozostawał jedynie wielkim architektem i budowniczym pięknego świata. Przed jakże często okrutną „fortuną” miała bronić niewzruszona postawa stoicka. Jak więc zatem tłumaczono sens cierpienia? Myślę, że warto w tym miejscu odwołać się do Trenów Jana Kochanowskiego, których genezą jest tragiczne wydarzenie, śmierć ukochanej córeczki poety. Cykl Trenów ukazuje ewolucję postawy autora, od kryzysu dotychczas wyznawanego renesansowego światopoglądu, po odbudowę humanistycznego poglądu na życie. Kochanowski pozostaje humanistą, gdyż ratunek odnajduje nie w Bogu, lecz polega na siłach człowieka, który ma nosić ludzkie przygody – czyli z godnością znosić ludzki los pełen kaprysów fortuny. Nie jest to jednak powrót do poglądów zawartych we wcześniejszym utworze Kochanowskiego Pieśniach, humanizm Trenów jest inny, pozbawiany złudzeń co do ideałów, filozofii, które miały rzekomo obronić człowieka przed cierpieniem. Cierpienie dla Kochanowskiego nie ma ukrytego znaczenia, mimo wstrząsającego przeżycia, jakim jest śmierć jego dziecka, pozostaje on wierny laickim postawom. W Trenach mówi, że cierpienie należy znosić po ludzku, bez odwoływania się do transcendencji.

Z bardzo szczególnym sposobem pojmowania sensu cierpienia spotykamy się w Dziadach Adama Mickiewicza. Cierpienie narodu polskiego – niewola pod zaborami – zostało uzasadnione przez koncepcję mesjanizmu narodowego. Polska i Polacy mieli do spełnienia szczególną misję powierzoną im przez Boga, polegającą na wyzwoleniu narodów Europy spod ucisku tyranów. W III części „Dziadów” w scenie widzenia księdza Piotra Polska występuje jako Chrystus narodów ukrzyżowany na krzyżu trzech zaborców. Upadek państwa potwierdzał jego szczególne posłannictwo, a cierpienia symbolizowane przez opisywany proces Filomatów i spotykające ich represje były koniecznym elementem wypełnienia się misji dziejowej Polski i jej przyszłego odrodzenia.

Myślę, że przy okazji rozważań na temat różnych znaczeń nadawanych przez literaturę cierpieniu warto zwrócić uwagę na Zbrodnię i karę Fiodora Dostojewskiego. Cierpienie odgrywa bardzo ważną rolę w tej powieści. Główny bohater Rodion Raskolnikow po popełnieniu ciężkiej zbrodni, targany wyrzutami sumienia, przeżywa dezintegrację osobowości – dramatyczny konflikt wewnętrzny dotyczący przyznania się do winy. W takim stanie „spotyka się” z miastem ludzkiego cierpienia, Petersburgiem, w którym panuje nędza moralna i materialna. Przykład postawy Soni, pokornie znoszącej cierpienia, realizującej przesłanie chrześcijańskiej miłości bliźniego, jest jednym z głównych powodów przemiany wewnętrznej bohatera, który decyduje przyznać się do winy. Doświadczenie cierpienia innych oraz własne cierpienie duchowe, dramatyczny konflikt rozum – wartości wypływające z wiary powodują przemianę bohatera.

Wiele ludzkich poglądów na cierpienie ukazuje Dżuma Alberta Camusa. Doktor Rieux w rozmowie z jezuitą Panelouxem mówi: inaczej rozumiem miłość i nigdy nie będę kochał tego świata, gdzie dzieci są torturowane. Doktor nie nadaje cierpieniu metafizycznego znaczenia, nie wierzy w Boga, cierpienie traktuje jako bezwzględne zło, będące stałym elementem ludzkiego losu, któremu trzeba się mężnie przeciwstawiać, polegając wyłącznie na własnych siłach, nie licząc na Boga, jego łaski i miłosierdzie. Ksiądz reprezentuje pogląd głoszący, że dżuma jest karą Bożą za ludzką pychę. W rozmowie z doktorem jest mu trudno pogodzić wszechmoc Boga z jego dobrocią. Próbuje przekonać doktora Rieux do swoich racji, mówiąc, że należy nauczyć się kochać to, czego nie rozumiemy. Znamienną jest postać dziennikarza Ramberta, u którego doświadczenie dżumy owocuje przemianą wewnętrzną, faktycznym przewartościowaniem dotychczasowej filozofii życia. Podobnie dzieje się z urzędnikiem Grandem. U Camusa wszystkie różniące się postawy i poglądy reprezentowane przez poszczególnych bohaterów realizują się w bezinteresownej, ofiarnej walce z dżumą –złem, solidarności i współczuciu cierpiącym, przemianie pojmowania świata i człowieka.

Cierpienie zawsze rodziło i będzie rodzić dramatyczne pytania, wątpliwości, tragedie. Współczesna kultura masowa, starając się przede wszystkim dostarczyć rozrywki, jakby zapomniała o tym „bolącym” problemie. Literatura na przestrzeni epok prezentuje przykłady różnych postaw, nie dając uniwersalnego klucza do rozwiązania tego wymykającego się racjonalnym kategoriom zagadnienia. Fryderyk Nietsche powiedział: nie wiem, czy cierpienie czyni nas lepszymi, ale na pewno czyni nas głębszymi.

60

Samotność, cóż po ludziach?” – najciekawsze Twoim zdaniem literackie portrety bohaterów skazanych na samotność z wyboru.


Bohaterowie opisywani przez literaturę różnych epok, którzy nie byli rozumiani przez otoczenie, bardzo często doświadczali uczucia samotności. Myślę, że takiej samotności doświadczali przede wszystkim ci, którzy przerastali innych ludzi pod różnymi względami. Najczęściej inteligencją, wyobraźnią i predyspozycjami wodzowskimi. Niektórzy wybierali samotność, aby zrealizować ideę, która im przyświecała, i poświęcali jej całe swoje życie.

Samotność, cóż po ludziach? Słowa te wypowiedział główny bohater III części „Dziadów” Adama Mickiewicza w Wielkiej Improwizacji. Konrad, filareta, zdaje sobie sprawę z tego, że jest równocześnie poetą, który siłą przeżyć i uczuć przerasta swoich towarzyszy więziennych. I dlatego czuje się nie zrozumiany i samotny. Pragnie dokonać sam wielkich rzeczy – przyczynić się do wyzwolenia umęczonej Ojczyzny. I tylko on – jego zdaniem – poeta, ma prawo domagać się tego od Boga. Godzi się więc na osamotnienie, wręcz skazuje na nie, ponieważ chce osiągnąć cel, który przed sobą postawił.

Większość polskich bohaterów romantycznych to samotnicy z wyboru, którzy – właśnie dlatego, że przerastali otoczenie pod każdym względem – stawiali przed sobą wielkie cele. Kordian z dramatu Juliusza Słowackiego przypomina bardzo Konrada. Podobnie jak tamten, postanawia życie poświęcić wyzwoleniu Polski. Aby osiągnąć swój cel, godzi się z samotnością. W podziemiach katedry św. Jana liczy jeszcze na współpracę z innymi, ale wyniki głosowania uświadamiają mu, że został skazany na samotność z wyboru, w momencie kiedy zdecydował się na zabicie cara – króla Polski. Kiedy pełni służbę w przedpokoju monarchy, czuje się samotny i opuszczony przez wszystkich i być może również dlatego nie jest w stanie dokonać zabójstwa. Również przed śmiercią, na która został skazany, odczuwa Kordian głęboko swoje osamotnienie. Ale właśnie owa samotność, którą wybrał, spowodowała, że był w stanie skoncentrować się na jednym wybranym celu i jemu poświęcić całe swoje życie.

Innym bohaterem, który doświadczył samotności wśród ludzi, był Jacek Soplica – ksiądz Robak z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Początkowo był człowiekiem bardzo towarzyskim, miał licznych przyjaciół, znajomych i popleczników. Los jednak skazuje go na to, że zmuszony jest wybrać samotność. Po przeżyciu nieszczęśliwej miłości do Ewy i zabiciu Stolnika postanawia zrezygnować z życia świeckiego i wybiera życie samotne w zakonie bernardynów. Pragnie odpokutować za swoje winy i resztę życia poświęcić działalności patriotycznej. Z oddalenia kieruje tylko życiem i wychowaniem swojego jedynego syna Tadeusza, który dorasta w Soplicowie. Ksiądz Robak zdawał sobie z pewnością z tego sprawę, że samotność, którą wybrał, pozwoliła mu poświęcić się całkowicie działalności politycznej i patriotycznej.

Następnym bohaterem, którego chciałabym przedstawić, jest hrabia Henryk z dramatu Krasińskiego Nie–Boska komedia. Przyczyną osamotnienia bohatera jest poetyckość jego natury, na którą został skazany przez los. Hrabia również wybiera samotność. Jako poeta czuje się nie zrozumiany przez żonę i rodzinę i dlatego ucieka w marzenia i świat poezji. Egoizm Hrabiego spowodował, że nie dostrzegł on duchowych cierpień żony, a później syna. Wybrał samotność, ponieważ sądził, że najbliżsi mu ludzie nie będą w stanie zrozumieć tego, czym jest dla niego poezja. Hrabia czuje się również wyobcowany, w momencie gdy podejmuje się przywództwa nad własną klasą – arystokracją. Pragnie bronić świata, w którym sam dostrzega wiele zła, co również wzmaga jeszcze jego osamotnienie. W końcu popełnia samobójstwo.

Zupełnie innym, zdawać by się mogło, bohaterem, który skazał się na samotność wśród ludzi, był doktor Judym z powieści Stefana Żeromskiego Ludzie bezdomni. Był to młody człowiek, któremu udało się zdobyć wykształcenie i uciec od „rynsztokowego” życia, jakie wówczas pędzili ludzie z jego sfery. Nie bardzo potrafił znaleźć sobie właściwe miejsce w społeczeństwie. Wyobcowany ze środowiska proletariatu miejskiego, z którego się wywodził, z odrazą patrzył na życie ludzi z tych sfer. Ale choć współczuł biedakom, nie miał już z nimi wspólnego języka. Wejście w świat ludzi dobrze sytuowanych nie spełniło jego oczekiwań. Poznaje niewielką wartość moralną tego środowiska, egoizm i pogardę dla ludzi niżej stojących w hierarchii społecznej. Początkowo próbuje walczyć z oportunizmem i obojętnością ludzi bogatych, ale nie odnosi sukcesów. Nie znajduje zrozumienia najpierw w środowisku warszawskich lekarzy, zaś później u właścicieli Cisów. Dzięki swojej wrażliwości na krzywdę ludzką i chęci działania na rzecz najbiedniejszych, pozostaje do końca bezdomny i osamotniony. Jest więc Judym skazany na samotność dzięki własnej naturze, która nie pozwala mu pogodzić się ze złem tego świata. Wybiera życie w pojedynkę – bez żony i rodziny tylko dlatego, ażeby poświecić się dla innych. Odrzuca szczęście z ukochaną Joasią, by nie przeszkadzała mu w pracy społecznej.

Myślę, że wszyscy bohaterowie, których opisałam wyżej, mimo iż żyli wśród ludzi, czuli się samotni i wyalienowani. Wszyscy oni zostali w jakiś sposób na ten stan skazani, dzięki sytuacji w jakiej się znaleźli lub naturze, którą obdarzył ich los. Świadomie często wybierali samotność, aby poświęcić się idei, którą uważali za najważniejszą. Dzięki temu większość z nich dokonała jednak czegoś w życiu i potrafiła skierować uwagę społeczeństwa w pożądanym przez siebie kierunku.

61

Serce ma swoje racje, których rozum nie ma.” Udowodnij, że dewiza B. Pascala była bliska wielu bohaterom literackim.


Dewiza Pascala była bliska wielu bohaterom literackim, żyjącym w różnych okresach historycznych, a szczególnie tym, którzy żyli w epokach stawiających sobie za cel właśnie kult uczucia, serca. Taką epoką z pewnością był romantyzm, który opisywał świat przez pryzmat uczucia. Ale w każdej epoce, nawet takiej, która stawiała przed sobą cele utylitarne, żyli bohaterowie kierujący się w życiu osobistym i w działaniu publicznym bardziej sercem niż rozumem.

Ludzie najczęściej usiłują kierować się rozumem, ale często zawierzają sercu. Podążanie za głosem serca nadaje bowiem naszemu działaniu spontaniczności. Parą bohaterów literackich, która całkowicie zawierzyła racji swoich serc, byli Tristan i Izolda z XII–wiecznego romansu rycerskiego Dzieje Tristana i Izoldy.

Tristan z Lonii, siostrzeniec króla Kornwalii Marka, był dzielnym i szlachetnym rycerzem. Długo uczył się rzemiosła wojennego i miał już w swoim życiu sukcesy – uwolnił kraj od potwora Marchołta. Wydawać by się mogło, że był młodym, rozsądnym człowiekiem, który stawiał przed sobą konkretne cele i słuchał racji swego rozumu. Jednak kiedy wiózł złotowłosą Izoldę, którą miał poślubić Marek, wypił napój nasycony ziołami i zakochał się bez pamięci. Izolda też zapałała do niego miłością i od tego momentu nic nie było w stanie pokonać ich wzajemnego uczucia. Miłość przyniosła im ogromne cierpienie.

Dla Izoldy z pewnością byłoby lepiej zapomnieć o Tristanie, zaś dla Tristana ożenić się z jakąś bogatą dwórką i dbać o honor i miłość swojego wuja. Ale oni słuchali jedynie głosu własnych serc. Racje rozumu nie przemawiały do nich zupełnie.

Gdy król Marek dowiedział się o potajemnych spotkaniach kochanków i zagroził im śmiercią, wówczas oboje schronili się w lesie i tam wiedli tułacze życie. Później próbowali słuchać rozsądku. Izolda wróciła do męża, Tristan poślubił inną kobietę. Ale serce to nie sługa, nie słucha, gdy rozum i rozsądek mówią „nie”. Rozdzieleni kochankowie musieli się spotkać – w chwili śmierci, która połączyła ich na zawsze.

Kolejnym bohaterem idącym za głosem serca był Werter, tytułowy bohater powieści epistolarnej Goethego. Żył on w czasach preromantyzmu, a epoka ta uznawała tylko racje serca. Nic więc dziwnego, że miłości poświęcił Werter swoje młode życie. Zakochał się w dziewczynie zaręczonej z innym mężczyzną. Choć wiedział, że Lotta nigdy nie będzie należała do niego, nie potrafił odejść. Pragnienie spotkania, rozmowy było silniejsze od wszelkich racji rozumu. Nie miało dla niego znaczenia to, że był młody, mógł żyć, robić karierę, znów kochać. Wiedział, że jego uczucie nigdy się nie spełni, a mimo to nie potrafił, a może nie chciał uwolnić się od niego. To doprowadziło go do depresji, a w końcu do samobójstwa.

W literaturze pozytywistycznej spotykamy Stanisława Wokulskiego, bohatera powieści Bolesława Prusa Lalka. Wokulski jest człowiekiem ambitnym, pragnącym osiągnąć w życiu określoną pozycję, z pozoru bardzo rozsądnym, jak najdalszym od wszelkich porywów serca i namiętności. A jednak w imię miłości do ojczyzny po wybuchu powstania styczniowego przyłączył się do walczących, porzucając wszystko, przede wszystkim marzenia o nauce. To serce podyktowało mu ten krok. Tak samo było, gdy spotkał Izabelę Łęcką. Miłość do tej pięknej arystokratki wyzwoliła w nim tyle energii, że mógłby góry przenosić. Dla niej rzucił się w wir pracy. Jednocześnie zaczął postępować nielogicznie, jakby zatracając cały swój rozsądek, a wszystko po to, by jego uczucie zostało odwzajemnione. Pragnął tego, co – jak mu się wydawało – da mu szczęście.

Powyższe wzmianki o kilku bohaterach literackich pozwalają zrozumieć, że częstokroć racje serca są silniejsze od rozsądku, którym trudno jest się tylko kierować w życiu. Racje serca są drogowskazem dla ludzkich uczuć, pragnień i dążeń. Rozsądek nie pozwoliłby kochać, nienawidzić, brać udział w z góry skazanej na klęskę walce o wolność ojczyzny, rezygnować z wygody i spokoju w imię miłości do drugiego człowieka, albo wspinać się na kolejny nie zdobyty szczyt.

62

Skarbiec, przekleństwo czy rupieciarnia? Temat dziedzictwa historycznego w wybranych dziełach literackich z XIX i XX wieku.


Dzieje narodu polskiego to dzieje bardzo tragiczne, ale bogate w wydarzenia, które dodają otuchy, jednoczą wszystkich Polaków i czynią z nich zbiorowość dumną z własnego dziedzictwa. Posiadamy zatem wspaniały skarbiec narodowych pamiątek. Wydawałoby się, że problem z oceną naszej historii i jej roli w dzisiejszym życiu nie istnieje – a jednak... Gdy przyjrzymy się literaturze XIX i XX w., odnajdziemy wiele wątpliwości. Jak można zatem nazwać nasze dziedzictwo historyczne – skarbcem, przekleństwem czy rupieciarnią?

Warto zauważyć, że na tę ocenę wpływa znacząco rzeczywistość polityczna, aktualne przeżycia narodu. Dlatego w pierwszej połowie XIX w. Adam Mickiewicz sięga do skarbnicy narodu i pisze Pana Tadeusza, by pogodzić skłóconą emigrację, aby podnieść na duchu rodaków w kraju. W tym czasie Polacy czują się dziedzicami pierwszego pokolenia powstańców, ponieważ idą ich śladem, pozostawiając wnukom daty pełne treści – lata 1830 i 1863. Po zrywie styczniowym przychodzi załamanie; dla niektórych dziedzictwo powstań staje się przekleństwem. Takie stanowisko zajęli dziennikarze konserwatywnego czasopisma „Czas”. W literaturze nie było jednak jednoznacznych potępień. W Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej historia zajmuje ważne miejsce w życiu mieszkańców Korczyna i bohatyrowickiego zaścianka – w świetle tego utworu w pełni zasługuje ona na miano skarbnicy narodowej.

A zatem w dwudziesty wiek wkracza naród w większości świadomy bogactwa odziedziczonego po swych przodkach. Tym razem pojawia się chęć odrzucenia tradycji jako zbędnego ciężaru dla ludzi żyjących w wolnym państwie. Lecz czy uda się oczyścić własną twórczość z „rupieci”? Chyba nie. A zatem, czy są to rzeczywiście rupiecie?

Powróćmy do utworu, który rozpoczął naszą krótką wędrówkę po literaturze XIX i XX w. W Panu Tadeuszu mamy dwa rodzaje dziedzictwa historycznego. Jeden to przeszłość w pamięci bohaterów, drugi – dziedzictwo autora, marsz Napoleona na wschód, który dla mieszkańców Soplicowa jest przeżyciem chwili bieżącej. Ani sędzia, ani młody Tadeusz nie znają jego tragicznego finału. Zna go za to Mickiewicz, lecz smutne doświadczenie nie zmienia stosunku poety do wojsk maszerujących przez Litwę pod wodzą Francuza. Wizja wskrzeszenia Polski jednoczy naród, kończy sąsiedzkie kłótnie. Mickiewicz nie odrzuca tego dziedzictwa, wręcz przeciwnie, ofiarność, odwaga i patriotyzm bohaterów to wartości, których nie może przekreślić nawet niesprawiedliwe zrządzenie losu.

Podobnie traktują treści historii mieszkańcy Soplicowa. Sam dworek można nazwać skarbcem dziedzictwa historycznego. Wraz z Tadeuszem, który powraca do domu po długim okresie rozłąki z najbliższymi, oglądamy wnętrze domostwa. Jest tam i Rejtan rozdzierający szaty na sejmie rozbiorowym z 1773r., jest i Kościuszko, bohaterski naczelnik powstania z 1794r., nie zapomnieli również mieszkańcy o Jasieńskim na szańcach Woli. Oto rozlega się Mazurek Dąbrowskiego, a wraz z nim powraca tradycja legionów z 1797 roku. Wszystkie symbole narodowe, traktowane przez bohaterów jak skarby, pozwalają przetrwać narodowi, wyznaczają mu drogę, która prowadzi do niepodległego państwa. Tradycje historyczne istniejące w ludzkich sercach przywoływane są również dzięki muzyce. Koncert Jankiela przypomina nie tylko wspaniałe dzieło Sejmu Czteroletniego – Konstytucję 3 maja, ale i straszliwą rzeź Pragi, wcześniej także Targowicę, a wraz z nią zdrajców narodu. Żadnych treści nie wypiera się ani Mickiewicz, ani jego bohaterowie – gromadzą je w swej skarbnicy, pamiętając, że nie wszyscy podpisali akt konfederacji z 1792 roku.

Śladem Mickiewicza idzie również Eliza Orzeszkowa, pisarka epoki pozytywizmu. Jej powieść Nad Niemnem bardzo często historycy literatury porównują z Panem Tadeuszem. Najważniejszym wspomnieniem z przeszłości jest dla bohaterów powstanie styczniowe z 1863r., jego tragizm i związane z nim nadzieje. I choć w Korczynie „o tym się nie mówi”, wszyscy (z nielicznymi wyjątkami) pamięć o zabitych pielęgnują we własnym sercu. Jest przecież mogiła, w której leżą i chłopi, i ich dziedzic, polegli w czasie powstania. Powraca do niej Benedykt w tajemnicy przed rodziną; grób powstańców odwiedza także Anzelm, a potem Jan z Justyną. Można chyba powiedzieć, że właśnie ta tradycja, tradycja podejmowanych z różnorodnym skutkiem prób wspólnej walki chłopa i pana, stanie się podstawą późniejszej zgody między Korczynem i Bohatyrowiczami. W powieści żywe są także i inne tradycje, sięgające początku państwa. Historia pary, która zasiedliła nadniemieńskie ziemie, najlepiej udowadnia, iż są to tereny, które niemalże z wyroku Bożego należą się Polakom. Nagrodzeni przez Zygmunta Augusta szlachectwem za pracowitość i poświęcenie, złożeni po śmierci w jednej mogile, Jan i Cecylia stają się patronami Benedykta, Anzelma w walce o polskość ziem zasiedlanych przez wroga.

Tradycja walki narodowo–wyzwoleńczej ma swoje źródło także w historii legionów polskich. Powraca do niej Eliza Orzeszkowa, wprowadzając na karty powieści dziadunia Jadwigi Domuntównej, byłego żołnierza napoleońskiego. Ziemia nadniemieńska jest również skarbnicą narodowych pamiątek, w niej spoczywają powstańcy z 1863 r., ona przechowuje prochy Jana i Cecylii, wreszcie na niewielkim wzgórzu odkrywa Zygmunt ślady potopu szwedzkiego. Powraca zarazem wspomnienie wydarzeń, które zagroziły istnieniu narodu, lecz nie złamały go do końca – Polska przetrwała, zniszczona, ale niepodległa. Zygmunt nie potrafi docenić wartości dziedzictwa historycznego, dla niego jest ono przekleństwem, a szczególnie tradycja powstań. Swego ojca nazywa szaleńcem, ponieważ uczestnicząc w powstaniu, sprowadził hańbę na cały ród. Pozbawiony w wyniku kontrybucji części majątku, Zygmunt musiał się wstydzić w salonach światowych, gdzie pieniądz decyduje o pozycji człowieka. Zygmunt jest jednak postacią zdecydowanie negatywną, nie reprezentuje absolutnie przekonań autorki. Sprawia wrażenie bohatera powołanego do życia dla kontrastu, który uwydatnia rolę tradycji historycznej w życiu Polaka. W przeciwieństwie do życia Jana, Benedykta czy Justyny, życie młodego Korczyńskiego jest puste, nudne, pozbawione sensu.

W powieści „Nad Niemnem” dziedzictwo historyczne nie tylko jednoczy naród, ale umacnia go także w dalszej, może już nieco innej walce o przetrwanie. Jest skarbnicą takich wartości, jak patriotyzm, pracowitość, przyjaźń – wartości zawsze aktualnych.

Rolę tradycji, treści przekazywanych przez historię docenił także Reymont, pisząc Chłopów. We wspaniałej epopei wsi są one czynnikiem jednoczącym wiejską gromadę, a także pozwalającym na nawiązanie bliższych kontaktów z dworem, jak również tradycją walk narodowowyzwoleńczych.

Podczas rozmowy w karczmie Ambroży wspomina i legiony, i naczelnika z drewnianą nogą, a zatem i powstanie listopadowe. Podczas pogrzebu Boryny od brata dziedzica dowiadujemy się o bohaterskiej postawie Macieja w czasie powstania styczniowego. Mają zatem chłopi świadomość dziedzictwa, jakie zostawiła narodowi historia. Być może właśnie dlatego ukrywają przed policją Rocha, który uczył dzieci mówić po polsku, walczą z osadnikami niemieckimi i protestują przeciwko szkole pozbawionej narodowego charakteru. Już jednak w Chłopach pojawiają się echa wątku narodowego dziedzictwa, który wywołuje wstyd i bywa często pomijany. Myślę oczywiście o walce wsi z dworem, walce często krwawej. Reymont zaznacza ten problem bardzo delikatnie. Oto jeden z gromady uważa walkę z zaborcą za sprawę dworu i nie poczuwa się do wspólnego działania na szkodę wroga.

Dziedzictwo to powróci w Weselu Stanisława Wyspiańskiego. Jeden z duchów odwiedzających bronowicką chatę okaże się przywódcą rabacji chłopskiej z 1846 roku. Przerazi wspomnienie zdarzenia, gdy do stłumienia powstania krakowskiego Austriacy wykorzystali polskich chłopów, na czele z Jakubem Szelą. Ten przykry motyw przewijający się w polskich utworach nie jest jednak powodem do nazywania go przekleństwem dziedzictwa historycznego. Tym bardziej, że wiele wspaniałych kart historii łagodzi obraz naszych dziejów. Obok Jakuba Szeli pojawia się w Weselu również legendarna postać Wernyhory, rzecznika zgody narodowej z końca XVIII w., oraz Stańczyka, błazna królewskiego, który widział Polskę silną i zwycięską.

Symbolem mocy, siły i walki, które są wartościami ze skarbnicy dziedzictwa historycznego, jest postać Zawiszy Czarnego. Widać zatem, że Polacy sięgają do dziedzictwa historycznego, że doceniają jego wartość i rolę w życiu narodu.

Do tej pory analizowaliśmy dzieła powstałe pod zaborami, kiedy to sięganie po pamiątki narodowe zapewniało przetrwanie. Sytuacja zmieniła się po 1918 roku, kiedy Polska odzyskała niepodległość i dziedzictwo historyczne dla wielu twórców stało się „rupieciarnią".

Już Lechoń w swoim Herostratesie wzywa do zburzenia przeszłości, zabicia Kilińskiego, zniszczenia Łazienek. A wiosną, niech wiosnę, nie Polskę zobaczę – mówi. Jednak wielu interpretatorów twórczości poety podkreśla pewien paradoks. Oto ten manifest zerwania z dziedzictwem historycznym staje się jednocześnie utworem z niego wyrastającym i taka jest cała twórczość Lechonia. Nie udało się zatem poecie Skamandra zapomnieć o skarbcu narodowym, szybko przebrzmiała sława futurystów, którzy zdecydowanie odrzucili dorobek dziejów.

Problem ten pojawi się także w literaturze powojennej. Na pytanie: skarbiec czy rupieciarnia? Tadeusz Konwicki odpowiedział,używając drugiego określenia. Ale była to jednak pomyłka, do której pisarz przyznał się w utworze zatytułowanym Kompleks polski. Okazało się bowiem, że w powieściach Konwickiego zarówno krytycy, jak i czytelnicy odnajdują nawiązania do dziedzictwa historycznego, który nadaje utworowi bardzo polski charakter. Tymczasem sam autor próbował wykreować siebie na pisarza światowego, wolnego od piętna polskości. Prawdopodobnie podświadomie czerpał ze skarbca narodowego. W Kompleksie polskim pojawia się lustrzane odbicie autora – pisarz, który przyznaje się do pomyłki. Dlatego odnajdziemy w utworze fragmenty poświęcone powstaniu styczniowemu.

Wydaje mi się, że nie ma wątpliwości, które ze słów będących tematem rozważań w niniejszej pracy są bardziej odpowiednie na określenie dziedzictwa historycznego. Jest ono niewątpliwie skarbcem dla narodu i dla pisarza, który może dowolnie korzystać z jego bogactw.


63

Słowa Stachury „Chodzę tu, chodzę tam, z tłumem ludzi zawsze sam” uczyń mottem rozważań o bohaterach literackich, którzy doświadczyli samotności w tłumie.


Życie jest dla człowieka rzeczą nieodgadnioną. Wiele filozoficznych tez, ideologii konstruowanych było w związku z pytaniami: czym jest życie?, jaki jest cel istnienia?, po co zostaliśmy stworzeni? Niestety, nigdy nie uda nam się znaleźć jedynej prawdziwej odpowiedzi. Nie można przecież wystawić recepty na szczęście i dobrobyt w życiu. Stanisław Przybyszewski mówi o człowieku, iż jest tylko małpą Boga, a tym się różni od zwierząt, że jest świadomy swej śmieszności i małości. Wiedza o własnej niedoskonałości, o samotności w nieogarnionej, chaotycznej przestrzeni budzi w człowieku strach i zwątpienie w sens istnienia.

Ludzkość mimo wszystko uporała się z własnym zagubieniem. Stworzyła bogów, którzy umieścili ją w czasie i przestrzeni, nadali porządek, system i powagę. Od tej pory człowiek miał swoją misję i przestał się czuć samotnym we wszechświecie. Jednocześnie pojawiło się jednak nowe zjawisko: wraz z rozwojem kultury, cywilizacji człowiek coraz bardziej indywidualizował się. Nie zawsze czynił to, co wydawałoby się zgodne z ustalonymi regułami. Zdarzało się że jego myśli odbiegały od schematów. Proces ten obejmował ludzi wyjątkowych, nieprzeciętnych, tych, którzy swoją mądrością i wrażliwością prześcigali epokę, w której żyli. Nie rozumiano ich, wyśmiewano, a wszystko to ze względu odmienność, niepojętą wyższość. Stawali się „samotnymi wśród tłumu”.

Na przestrzeni epok spośród zwykłych ludzi najbardziej wyróżnia się poeta. Został on obdarzony niezwykłą mocą kreowania, stwarzania od nowa, „nazywania”. To, na co poeta kieruje „słowo”, powstaje i żyje. Owa siła fatalna (J. Słowacki) jest zarazem błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Ona wyróżnia poetę spośród motłochu, obdarza wrażliwością właściwą geniuszom. Poeta żyje jakby podwójnie, dwa razy silniej. Jednocześnie trudno jest twórcy odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości. Współcześni poetom nie rozumieli przesłań twórczości, nie traktowali poważnie wizji ani przepowiedni. Zazwyczaj potrafili zdobyć się na odrobinę kpiny i szyderstwa. Odmienność w pojmowaniu i odczuwaniu świata była nie do pokonania, poeta zostawał sam. Artysta ma świadomość klęski, co prowadzi go do osamotnienia, duchowej izolacji; realizacja jego osobowości może się dokonywać wyłącznie na kartach papieru.

Najprościej wyraził swoją pozycję w świecie Baudelaire w wierszu Albatros. Porównuje on poetę do ptaka, który w przestrzeni, na wolności wygląda pięknie, bo tylko wtedy jest w swoim żywiole.

Poeta jest podobny księciu na obłoku, co brata się z burza i szydzi z łucznika, lecz stracony na ziemie i szczuty co kroku wiecznie się o swe skrzydła zbyt długie potyka.

Oczywiście skrzydła zbyt długie to charakterystyczna dla poety nadwrażliwość. Jest ona przedmiotem dumy, gdyż tak jak skrzydła umożliwia lot ducha, jednak w konfrontacji z rzeczywistością staje się obiektem drwiny innych. Baudelaire nienawidzi tłumu filistrów, bo zasadniczym celem ich życia jest pieniądz i władza, natomiast uczucia, wartości są dla nich tylko fasadą. Są prości, bezbarwni i głupi. W Litanii do szatana Baudelaire wsławia swojego „boga”, swojego stwórcę. Jest to swoista sublimacja poczucia osamotnienia. Szatan jest bogiem opuszczonych, wzgardzonych i poniżonych, nie mieszczących się w porządku społecznym poetów. Jest bogiem tych, którym bóg mieszczan i sprawiedliwych nie pomaga, tych, których nie widzi i nie uznaje.

Romantycy polscy także zauważyli nieprzystosowanie swojej poezji do poglądów ludzi im współczesnych. Cyprian Kamil Norwid w Klaskaniem mając obrzękłe prawice... z żalem mówi o pokoleniach, które muszą przeminąć, zanim ich wizje zostaną docenione. Jest zrozpaczony, bo mimo iż pracuje dla Polaków, ludzkości, nie znajduje aprobaty ani zrozumienia. Juliusz Słowacki w Testamencie moim nazywa poezję siłą fatalną, która go ujarzmiła, a jednocześnie obdarowała mocą przekształcania zwykłych ludzi w aniołów. Poeci cierpią, gdy nie są przez otoczenie zrozumiani, mimo wszystko wiedzą jednak, że sensem ich twórczości jest przekazywanie swej mądrości dalej, by cierpienia innych uczynić lżejszymi.

Romantyzm nie tylko stawia swojego bohatera przed tłumem nie rozumiejących go ludzi. Ma jeszcze inne oblicze. Do dylematów ducha dochodzi problem historycznej odpowiedzialności obdarzonej tytanicznymi zdolnościami jednostki. Romantyk jest uciekinierem ze świata rzeczywistego – samotnikiem z wyboru. Pragnie wolności, przestrzeni, absolutnego poznania i zrozumienia, chce kreować. Faust, bohater wielkiego dzieła Goethego, jest gotowy zbratać się z diabłem, by osiągnąć to, co zwykłym śmiertelnikom nigdy nie będzie dane – wieczną mądrość, młodość, miłość. To, o czym marzył, nie dało mu szczęścia; tytaniczne umiejętności i wiedza Fausta zniszczyły zwykłą miłość Małgorzaty i ją samą. Tragedia ta uświadomiła Faustowi, iż jego wybitna osobowość, moc, nie może doprowadzać do destrukcji, nie może wywyższać, izolować od rzeczywistości. Faust musi realizować się poprzez przewodnictwo, pracę dla dobra ludzkości, musi stać się jej „żywicielem”.

Podobną metamorfozę obserwujemy w Dziadach Adama Mickiewicza. W momencie kiedy Gustaw zamienia się w Konrada, autor zaznacza, iż nowy duch całkowicie odwraca się od dotychczasowej niedojrzałości. Gustaw uciekał od świata w miłość, zatracał się w niej. Konrad chce rządu dusz, chce przewodniczyć, pragnie pomóc narodowi w przetrwaniu okresu niewoli.

Romantycy polscy – Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Fryderyk Chopin, Cyprian Kamil Norwid – byli samotni w różny sposób. Cierpieli jako wielcy poeci osamotnieni w rozumieniu świata czy też jako przewodnicy niechciani przez społeczeństwo. Byli samotni w Paryżu, Petersburgu, wszędzie tam, gdzie zaniosła ich emigracja, wygnanie. Mickiewicz pisze w Ustępie i Panu Tadeuszu o swej tęsknocie za Ojczyzną, o samotności wśród obcych ludzi, na obcym bruku, wśród niepolskich odgłosów.

Osamotnieniem człowieka wyjątkowego zajmowali się także pisarze rosyjscy. Bardzo cenili ten wątek, zdaje się on być charakterystycznym dla ich narodu. Sam Mikołaj I był według markiza de Custina (Listy z Rosji) najsamotniejszym spośród Rosjan. Tytuł cara oznaczał władzę, możliwość kierowania ludźmi, równocześnie jednak brak przyjaźni, normalnych stosunków międzyludzkich. Despotyczny władca był odgrodzony od swoich poddanych murem nie do przebicia. Samotny car rządził samotnymi ludźmi. Naród rosyjski żył w ciągłym strachu, ludzie bali się odkrywać siebie, by nie okazać się kimś niezwykłym, by nie wyróżniać się spośród tłumu. Żyli więc według schematów. Rasolnikow ze Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego przeciwstawia się tym zasadom. Jest podobny do „übermenscha” Nietschego, człowieka, któremu wolno działać wbrew wszelkim regułom, jeśli tylko posłuży to realizacji i ewolucji jego ducha, ponadprzeciętnej osobowości. Raskolnikow zabija lichwiarkę; okazuje się jednak, że czyn ten, wymierzony nie tylko w jedną osobę, ale w całe skłócone z nim, schematyczne społeczeństwo, nie może nie pozostawić na duszy Raskolnikowa piętna. Sposobem na oczyszczenie okazuje się być cierpienie. Jednym z ważniejszych motywów Zbrodni i kary jest obraz Petersburga. To miasto – kaprys cara – zostało zbudowane na tysiącach ciał zamęczonych robotników, na błotach północy. Ze względu na swą wielkość stało się ono siedliskiem tłumu anonimowych ludzi, pozbawionych możliwości współczucia i przyjaźni, nie połączonych ze sobą żadną więzią emocjonalną. Symbolem tej sytuacji może być scena na jednym z miejskich placów. Oto Raskolnikow w przypływie rozpaczy klęka na błotnistym bruku, płacze. Petersburg jest daleki od niego, dla przechodniów Raskolnikow jest tylko kolejnym widowiskiem, chwilową uciechą, zwykłym pejzażem, nikt nie wie, jaka przemiana zachodzi w byłym mordercy.

Literatura rosyjska w głębokim zrozumieniu zjawiska samotności idzie dalej. Zauważa także, że szczęśliwy człowiek może nie znajdować dla swej radości zrozumienia. Opis tego rodzaju sytuacji znajdujemy w noweli Agrest Antoniego Czechowa. Jej bohater przeżywa coś w rodzaju olśnienia. Pływa w stawie, cieszy się bliskim kontaktem z przyrodą, jest nadzwyczaj szczęśliwy. Wybuch takiego prostego, radosnego optymizmu nie znajduje jednak zrozumienia u obserwatorów, którzy mają go za błazna.

Czas II wojny światowej był okresem masowego cierpienia. Gustaw Herling–Grudziński pisze w „Innym świecie”, że nie ma takiej granicy, której człowiek by nie przekroczył, próbując ratować, chronić swoje życie. „Ludzie wojny”, skazani na codzienne obcowanie ze śmiercią, często patrzyli na nią obojętnie, cudze unicestwienie przestawało być dla nich przeżyciem. Sytuację tę opisuje Czesław Miłosz w wierszach Campo di Fiori i Biedny chrześcijanin patrzy na getto. Miłosz zastanawia się w nich, jak daleko zaszliśmy w swej obojętności wobec cierpienia i samotności innych. W Campo di Fiori wspomina Giordana Bruna, którego egzekucja nie przeszkadzała normalnemu handlowi. W następnych strofach poeta nawiązuje do powstania w getcie i osamotnienia ginących tam ludzi. Podczas gdy oni, zamknięci przed światem, desperacko walczyli o życie, inni bawili się na niemieckich karuzelach. W Biednym chrześcijaninie... Miłosz nazywa takich ludzi nieobrzezanymi pomocnikami śmierci.

Bolesław Prus w jednej ze swych powieści napisał, że jedynie rozkosze i cierpienia przeżywane razem dają człowiekowi w pełni doznać człowieczeństwa. Istota wyjątkowa, bardzo wrażliwa i tym wykraczająca poza ramy przeciętności, doświadcza życia we wszystkich jego aspektach, wymiarach. Wynika stad zasadnicza różnica pomiędzy odbiorem i postrzeganiem świata i jego problemów przez artystę czy jednostkę postawioną w sytuacji, która jest dla niej źródłem doświadczeń niedostępnych człowiekowi żyjącemu w zwykłej, szarej rzeczywistości, a obrazem świata jednostki przeciętnej, schematycznej. Różnica ta uzewnętrznia się w postaci zachowań, postaw, poglądów niezrozumiałych przez większość i niezgodnych z jej schematami. Jednocześnie stawia to wybitną jednostkę ponad społeczeństwem, w opozycji do tłumu pospolitych, to staje się przyczyną osamotnienia.

64

Społeczeństwo, któremu trudno wyzbyć się wad narodowych, buduje kolejne kaplice” – odnosząc się do wybranej epoki (epok) skomentuj zdanie księdza profesora Józefa Tischnera.


Człowiek, popełniając poważny błąd, najczęściej stara się zracjonalizować swoje zachowanie, tak aby ewentualną winę zredukować do minimum. Będące jej skutkiem przeszkody, trudności czy nawet tragedie przedstawiane są jako rezultat niepomyślnego zbiegu okoliczności, efekt działania czynników niezależnych od naszej woli. Przyznanie się do winy jest rzeczą bardzo trudną i racje ma ten, kto mówi, że większym człowiekiem jest ten, który przyznaje się do winy, od tego, który szczyci się tym, że nie zrobił nic złego.

Wedle powyższego schematu można rozpatrywać zachowania społeczeństwa tworzącego naród jako całości, a więc biorąc pod uwagę jego kulturę, wartości, obyczaje. Problem kapliczek narodowych, będących symbolem kreacji określonych mitów, towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Mit narodowy, obok bycia lekarstwem na wady i niedociągnięcia społeczeństwa, stanowił i stanowi czynnik integrujący. Między innymi z tego powodu powstała Eneida Wergiliusza; powstające cesarstwo rzymskie potrzebowało legendarnego uzasadnienia swojej wielkości. Obszar mitu to wspólnota określonych wierzeń, przekonań, zwyczajów danego społeczeństwa, tworzących się wskutek właściwych mu doświadczeń historycznych i społecznych. Tak więc mit to nie tylko sposób na kompleksy narodowe, lecz bywa on również nośnikiem treści ważnych i prawdziwych – dlatego też oceniając tę czy inną kapliczkę, należy być ostrożnym. Kwestia prawdziwości i fałszywości w tak zwanych wartościach i tradycji narodowej dotyczy nas Polaków szczególnie, gdyż nasza narodowa historia – między innymi ze względu na geopolityczne położenie Polski – obfituje w wydarzenia sprzyjające powstawaniu kaplic. Nie należy popadać w tym momencie w przesadę, gdyż inne narody również mają niemałe problemy z własną tradycją. Wystarczy sobie przypomnieć twórczość Fiodora Dostojewskiego, który – obok niezwykle istotnych uniwersalnych zagadnień – niemalże w każdej swojej powieści zamieszcza fragment mający służyć kreacji mesjanizmu rosyjskiego. Antykatolicka tyrada księcia Myszkina w Idiocie czy też fragment o Wielkim Inkwizytorze w Braciach Karamazow są dobitnymi przykładami. Prawosławie powiązane z nacjonalizmem rosyjskim mają zbawić świat od panoszącego się na zachodzie nihilizmu. Podobnie ma się sprawa w przypadku Niemców, którzy stworzyli swoje państwo jak na warunki europejskie stosunkowo późno i narodowe bolączki i uprzedzenia próbowali „obejść” przez mit „krwi i ziemi” oraz przywództwo „rasy panów”.

Spróbuję teraz przeanalizować, w jaki sposób doszło do wytworzenia się naszych kaplic narodowych. Jedną z głównych był sarmatyzm, mający uzasadniać i wyjaśniać nadrzędną pozycję szlachty oraz specyficzny ustrój polityczny w Rzeczpospolitej. Teorie sarmatyzmu, będące mityczną genealogią narodową, głosiły, że szlachta polska wywodzi się z antycznego rodu bitnych Sarmatów, w związku z czym obdarzona jest szczególnymi przymiotami. Szlachcic–Sarmata miał być uczciwym, dobrodusznym i religijnym człowiekiem, nade wszystko ceniącym sobie wolność i równość wewnątrzstanową, jednocześnie miał on dbać o sprawy Ojczyzny, a gdy zajdzie potrzeba, mężnie i bohatersko jej bronić. Wzorzec ten, funkcjonujący dzięki kulturze sarmackiej w świadomości szlachty, zdecydowanie jednak obiegał od zachowań większości jej przedstawicieli. Sarmatyzm rodził więc iluzoryczne przekonanie, że ustrój demokracji szlacheckiej gwarantuje pomyślność Polsce; gloryfikacja panujących stosunków społecznych i politycznych, samozadowolenie powodowało niechęć do jakichkolwiek zmian. Rzeczywisty wizerunek szlachcica prezentują Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska. Ich bohater, realizując ideały Sarmaty, doprowadza do ich zwyrodnienia. Umiłowanie złotej wolności oznaczało bardzo często prywatę i anarchię, niechęć do koniecznego dla kraju wzmocnienia władzy króla – bohaterska walka z najeźdźcą umotywowana była przede wszystkim chęcią zysku. Chwalone są ideały obywatelskie i ziemiańskie, ale nie doczekują się realizacji; ich miejsce zajmuje swoista megalomania narodowa, polegająca na pogardzie dla innych narodów i „delektowaniu się” samowolą szlachecką. Pasek nie widzi niebezpieczeństw takiej sytuacji, realnym zagrożeniem jest dla niego tylko wróg zewnętrzny. W XVII wieku Rzeczpospolita zaczyna chylić się ku upadkowi, w wyniku błędów politycznych; u naszych granic rosną w siłę dwie przyszłe potęgi – Rosja i Prusy, niefortunny sojusz z Habsburgami powoduje, że zyskujemy dwóch zawziętych wrogów: Szwecję i Turcję. Jedną z głównych przyczyn tej sytuacji, która da efekt w postaci upadku państwowości polskiej pod koniec XVIII wieku, były właśnie obyczaje polityczno–społeczne panujące w Rzeczpospolitej. Złota źrenica wolności – liberum veto, brak sprawnie działającego wojska i administracji były w dużej mierze skutkiem prywaty i przekupstwa sarmackiej przecież szlachty. Sublimacją poczucia winy i obawy przed realnym zagrożeniem zewnętrznym było odwoływanie się do mitu Polaka–Sarmaty, nade wszystko ceniącego sobie wolność, broniącego Europy przed zalewem barbarzyństwa i pogaństwa. Teoria przedmurza chrześcijaństwa zrodziła się głównie z konieczności odpierania ataków tureckich; racjonalizowano w ten sposób również wojny ze Szwecją i Rosją jako walkę z innowiercami. Narodowi „bitnych Sarmatów”, jako obdarzonemu przez Boga szczególnymi przymiotami, została powierzona misja obrony Europy. Sukcesy na odcinku tureckim potęgowały poczucie wyższości względem innych nacji, które z kolei przyczyniało się do wzrostu ksenofobii. Dobitnym świadectwem tamtych czasów jest Transakcja wojny chocimskiej Wacława Potockiego, która, krytykując pewne zwyrodniałe elementy sarmatyzmu, jest jednocześnie jego manifestem – Potocki odwołuje się do pierwotnych ideałów sarmackich.

W epoce oświecenia, kiedy to los Polski zdawał się być już przesądzony, niektórzy twórcy podejmowali próby zwrócenia uwagi szlachty na sytuację w kraju. Przykładem tego typu działań jest chociażby twórczość biskupa Krasickiego. Jednak nawet w ówczesnych warunkach świadomość większości szlachty, cały czas trwającej w micie własnej wielkości i wyjątkowości, była ograniczona. Jeden z jezuitów w swych broszurkach z tego okresu pisał, że Bóg ma Polskę w szczególnej prowidencyji swojej i nie da Polsce zginąć. Tezę swoją uzasadniał tym, że skoro jesteśmy tacy słabi, to nie stanowimy dla nikogo zagrożenia, w związku z czym nikt nas nie zaatakuje.

Okres zaborów to moment historyczny ewidentnie niekorzystny dla narodu polskiego, jednak i on doczekał się racjonalizacji. Jedną z zasadniczych kwestii tego czasu była sprawa zasadności wynikającego z romantycznych idei czynu powstańczego. Atmosfera romantyzmu generowała często nie do końca przemyślany epigonizm powstańczy, który rodził opłakane, tragiczne skutki. Zgodnie z „wytycznymi” epoki, liczyło się samo pragnienie i spektakularny czyn, a nie przemyślana i rozsądna działalność. „Czarno–biała” konstrukcja rzeczywistości w III części Dziadów, podział na wyłącznie dobrych i całkowicie złych, atmosfera mistycyzmu i tajemniczości powodowała, że ukazany w niej obraz, nawiązujący do faktycznego procesu Filomatów, stawał się wzniosłym obrazem całej martyrologii narodu polskiego. Scena widzenia księdza Piotra nadaje głęboki sens narodowym cierpieniom, włącza je w boski plan wybawienia narodów Europy spod panowania tyranów. Polska miała cierpieć na krzyżu trzech zaborców w imię wolności innych narodów. Teorie mówiące o Polsce jako o mesjaszu narodów, będące swoistą kontynuacją mitu przedmurza chrześcijaństwa, przyczyniały się do odwrócenia uwagi od konieczności rozwiązania poważnych problemów stojących na przeszkodzie niepodległości, takich jak na przykład kwestia uwłaszczenia chłopów. To właśnie przeciwko tej atmosferze protestował Norwid, mówiąc było w Ojczyźnie laurowo i ciemno czy też klaskaniem mając obrzękłe prawice.

Omawiając bolesny czas zaborów, warto zwrócić uwagę na pozytywne działanie mitu, który – jak każdy mit – nie niósł obiektywnych treści, a jedynie elementy rzeczywistości, które choć były prawdziwe, odzwierciedlały i podkreślały jedynie część postaw i zachowań opisywanych czasów i sytuacji. Mam tu na myśli twórczość Henryka Sienkiewicza, a zwłaszcza jego trylogię. Powieści te pisane ku pokrzepieniu serc, korzystające z „pozytywnych” treści sarmatyzmu, niewątpliwie pomogły przetrwać Polakom w trudnych chwilach.

Wydaje mi się, że epoka romantyzmu miała największy wpływ na tworzenie się polskich kaplic. Źródło swoich niepowodzeń Polacy prawie zawsze potrafią znaleźć „na zewnątrz”, a ewentualny rachunek sumienia odbywa się w drugiej kolejności. Nadanie w romantyzmie narodowym dziejom wymiaru niemal metafizycznego przyczyniło się do mitologizowania późniejszych krwawych polskich doświadczeń. Dobrym przykładem jest w tym miejscu „spór” między G. Herlingiem–Grudzińskim a T. Borowskim. Obaj autorzy, opisując ten sam koszmar rzeczywistości obozowej z czasów II wojny światowej, robią to w nieco odmienny sposób. Borowski pokazuje różne postawy ludzi, obrazując zezwierzęcenie człowieka, które jest efektem nie tylko olbrzymiego cierpienia, lecz również zwykłego wyrachowania. Grudziński zarzuca Borowskiemu niemoralność i w swoim Innym świecie kładzie nacisk na tragedię i cierpienie, które doprowadzają więźniów do barbarzyńskich zachowań. Myślę, że dużą przesadą byłoby uznanie Innego świata za mitologizację cierpienia, jednak różnica między tymi pisarzami jest znamienna.

Ciekawym rozliczeniem z narodowej kapliczki, powiązanej zarówno z sarmatyzmem, jak i z roszczeniami romantyzmu, mianowicie z heroicznym bohaterstwem jako cesze właściwej każdemu niemal Polakowi, jest film Andrzeja Munka Eroica. Jego bohater staje się uczestnikiem wielkich i ważnych wydarzeń, odgrywając w nich przez przypadek doniosłą rolę. Mimo tego od razu, bez wnikania w okoliczności, zostaje okrzyknięty wielkim bohaterem.

Niewątpliwie kaplice niosą w sobie sporo zła, gdyż zawsze przekazują nieco zafałszowany obraz rzeczywistości byłej lub obecnej i jako takie mogą być groźne. Nie można ich jednak bezwzględnie krytykować i potępiać, ponieważ przekazują pewne zbiorowe emocje. Myślę, że poruszając temat naszych mitów narodowych, należy pamiętać o tym, że dzieje Polski szczególnie naznaczone były „niepokojem”. Warto w tym miejscu przypomnieć wiersz Zbigniewa Herberta Rozważania o problemie narodu. Poeta formułuje wątpliwości co do treści narodowych mitów, jednak konkluduje, mówiąc, że nie można przerwać okrwawionego węzła, w którym paradoksalnie widzi sedno więzi narodowej.

65

Stał dwór szlachecki z drewna, lecz podmurowany.” Rola tradycji szlacheckiej w kształtowaniu polskiej kultury narodowej.


Tradycja odgrywała i odgrywa wielka rolę w życiu człowieka, ponieważ przekazuje obyczaje i poglądy przodków, które my z kolei powinniśmy wpoić naszym dzieciom. Zasady postępowania i obyczaje, przechodzące już od wieków z ojca na syna, ukształtowały polską kulturę. Dzięki niej właśnie przetrwaliśmy my – Polacy okres zaborców i trwamy do dziś jako odrębny naród. Już od czasów renesansu polskość utożsamiana była z tradycją szlachecką – sarmacką. Tradycja ta miała bowiem przez długie wieki, aż do XIX stulecia, największy wpływ na kulturę naturę narodową. Szlachta była to bowiem warstwa liczna, zamożna, wykształcona i dlatego jej właśnie tradycja promieniowała na resztę narodu. Warstwy takie, jak mieszczaństwo czy chłopstwo doszły do głosu znacznie później i wtedy dopiero również ich obyczaje i poglądy zaczęły rzutować na kulturę narodową.

Pierwszym pisarzem, w którego twórczości możemy odnaleźć kult tradycji szlacheckiej, jest Mikołaj Rej z Nagłowic, tworzący w końcu XVI wieku. W swoim utworze Żywot człowieka poczciwego przedstawił nam wzór życia młodego szlachcica, od dzieciństwa, poprzez wiek dojrzały, aż do późnej starości. Mikołaj Rej jako szlachcic ustosunkowuje się do szlachectwa w ogóle. W jednym z rozdziałów pisze, że poczciwy szlachcic nie powinien szczycić się nazwiskiem czy herbem. Według niego prawdziwe szlachectwo polega na przestrzeganiu cnót, prowadzeniu życia ziemiańskiego, rodzinnego, jak również na udziale w życiu politycznym. Jednym słowem, prawdziwym szlachcicem jest ten, który nie kala gniazda ojców.

W pierwszej części swojego dzieła Rej poucza, jak należy wychowywać młodego szlachcica, jakie nauki powinien on pobierać i jak ważną rolę powinny odgrywać w jego wychowaniu zasady postępowania, wpajane mu od dzieciństwa. Pokazuje również zasady postępowania, jakimi powinien kierować się szlachcic, wybierając małżonkę. A więc przyszła wybranka powinna pochodzić z rodziny szlacheckiej i wykazywać zdolności gospodarskie. Założenie rodziny wiąże się oczywiście z prowadzeniem życia ziemiańskiego we własnych włościach.

W utworze Żywot człowieka poczciwego Rej ze szczegółami opisuje, jak powinno wyglądać życie ziemianina, jakimi zajęciami powinien on się parać. Uzależnione muszą one być oczywiście od pór roku – natury. A więc wszelkie obyczaje, obrzędy i prace ściśle powinny być splecione z ziemiańskim życiem za tle natury.

Obyczaje szlacheckie i poglądy na życie przedstawione są również w utworze Jana Kochanowskiego Pieśń świętojańska o Sobótce. Autor przedstawia tutaj święto Sobótki, przypadające na najkrótszą noc w roku, noc św. Jana. Była to schrystianizowana forma dawnego obrzędu pogańskiego, związanego z kultem wody i ognia. Podczas tego święta przy ognisku lud i szlachta śpiewali, tańczyli, bawili się, głosząc pochwałę życia na wsi. W pieśniach panien ukazana jest tradycja szlachecka, obyczaje związane z pracami rolnymi w lecie i z zajęciami związanymi z jesienią i zimą. Wylicza tu również Kochanowski tańce wówczas modne, takie jak cenar czy goniony. Opisuje, w jaki sposób rodzina i czeladź spędzała czas wolny w długie, zimowe wieczory. Podkreśla wielką rolę gospodyni, matki, żony.

Sarmacka tradycja wielką wagę przywiązywała do wychowania w rodzinie następnych pokoleń, w duchu cnoty, uczciwości i pobożności.


A niedorości wnukowie,

Chyląc się ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male

Wstyd i cnotę chować w cale


Tradycja szlachecka ukazana jest również w utworach pisarzy XVII wieku, np. Wacława Potockiego, a szczególnie w Pamiętnikach Jana Chryzostoma Paska. Wacław Potocki ceni tradycje przodków, ale krytycznym okiem spogląda na zniewieściałość i wady współczesnych sobie Polaków. Szczególnie w Wojnie chocimskiej, eposie rycerskim, ukazuje zalety dawnych Sarmatów, zwycięzców spod Chocimia w roku 1621, jak również tych, którzy wytyczali razem z Chrobrym granice dawnej Polski. Podkreśla ich odwagę, waleczność i to, że byli urodzonymi rycerzami.

Typowym Sarmatą był Jan Chryzostom Pasek, który w swoich Pamiętnikach przedstawia nam tradycję szlachecką. Jest człowiekiem bezkrytycznym wobec własnego stanu i żyje zgodnie z zaleceniami ojców i dziadów. W pierwszej części Pamiętników ukazuje wojenne tradycje szlachty polskiej, w drugiej zaś codzienne ziemiańskie życie. A więc opisuje swoje przygody i życie na wsi, przedstawia nam jednocześnie zwyczaje, upodobania, zasady postępowania i poglądy charakteryzujące szlachtę polską. I tak na przykład w jednym z rozdziałów opowiada historię zawarcia swojego małżeństwa. Zawierano je w domach szlacheckich w dość specyficzny sposób. Przyszły pan młody najpierw musiał wywiedzieć się, jaki majątek posiada jego wybranka, z jakiej pochodzi rodziny, jaka była jej matka, ponieważ uważano, że jaka mać, taka nać. Kiedy narzeczony przyjeżdżał z pierwszą wizytą, zwracał uwagę na gospodarność dziewczyny i porządek panujący w domu. Dopiero wtedy mógł sobie pozwolić na zachwycanie się jej urodą i decydował się na małżeństwo. Dla szlachcica najważniejsza była wiara, ziemia i rodzina. Wszystko inne pozostawało na drugim planie. Szlachta XVII wieku posługiwała się również językiem pełnym kolokwializmów, chcąc pochwalić się przed resztą narodu swoim wykształceniem.

Przełom XVIII/XIX wieku to okres szczególnie trudny dla Polski; wiąże się on z utratą wolności i popadnięcie przez nią w niewolę narodową. Dopiero wtedy Polacy przekonali się, jak bardzo ważna jest tradycja szlachecka, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Uświadomili sobie w pełni, że mimo niewoli, stanowią odrębny naród, który, na szczęście, różni się wszystkim od na przykład Rosjan: ubiorem, sposobem bycia czy myślenia. Tradycja szlachecka traktowana jest wówczas przez wszystkich Polaków jako ogólnonarodowe dobro. Tradycję szlachecką, która w okresie zaborów promieniowała na całe społeczeństwo, ukazał Adam Mickiewicz w swojej epopei Pan Tadeusz. W utworze Mickiewicz w sposób realistyczny przedstawił życie i obyczaje najważniejszej warstwy społecznej – szlachty polskiej. Szczególnie przedstawiciele starego pokolenia, jak: Sędzia Soplica, Wojski, Podkomorzy, Gerwazy, Protazy szanują tradycję sarmacką. Młodzi, choć szanują decyzje przodków, ulegają już czasem wpływom zachodnim. Szlachecka tradycja, w której na co dzień żyją mieszkańcy Soplicowa, to centrum polszczyzny. Szlachta zamieszkująca Soplicowo i pobliskie okolice w domu i poza nim posługuje się wyłącznie piękną polszczyzną – mową swoich ojców. Ubiera się w stroje sarmackie zarówno od święta, jak i na co dzień. Kontusz, pas złotolity, konfederatka czy wysokie buty były charakterystycznym strojem mieszkańców Soplicowa i jego gości. Szable, rapiery i szpady – to broń używana przez ówczesne pokolenie Polaków. Mieszkańcy Soplicowa, jak również ich goście, nie tylko posługiwali się polską mową, ale hołdowali polskim obyczajom.

Polskość ta nawet przejawiała się w architekturze i w umeblowaniu dworu szlacheckiego. Na wzór dawnych domów szlacheckich, Soplicowo było zbudowane z drewna na podmurówce, zaś ściany jego były pobielane. Za parkiem, obok dworu znajdowały się pomieszczenia gospodarcze. Na ganek wjeżdżało się przez bramę parku, która wciąż otwarta, przechodniom ogłasza, że gościnna i w gościnę zaprasza. A więc mieszkańcy Soplicowa hołdowali szlacheckiemu obyczajowi wielkiej gościnności, która z czasem zaczęła charakteryzować wszystkich Polaków.

Sędzia, gospodarz Soplicowa, dbał nie tylko o porządek i inwentarz, ale również o ludzi, którzy u niego pracowali. Zwykł on przyjmować gości z wielką serdecznością i częstować zgodnie ze staropolską gościnnością. W czasie jego nieobecności zastępował go Wojski.

Wyposażenie dworu w Soplicowie miało również charakter szlachecki – polski. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające polskich patriotów, takich jak: Kościuszko, Rejtan, Jasiński. W alkowie stał stary zegar, który wygrywał Mazurka Dąbrowskiego.

W Soplicowie goście nie nudzili się. Uczestniczyli w spacerach, grzybobraniu. Na spacerze według dawnej tradycji polskiej obowiązywała hierarchia, z przodu szły dzieci z opiekunem, potem starszyzna. Za starszymi szły panny, o pół kroku z tyłu młodzież męska. Porządek obowiązywał również w czasie wspólnych posiłków, do których przywiązywali Polacy wielką wagę. Goście wchodzili do jadalni w zależności od wieku i zajmowanego stanowiska. Główne miejsce przy stole zajmował Podkomorzy, ponieważ piastował najwyższy urząd. Obok niego zasiadał Sędzia, tuż przy Bernardynie. Przed rozpoczęciem posiłku odmawiany był po łacinie krótki pacierz, świadczy to, że Polacy byli ludźmi religijnymi. Spożywanie wieczerzy odbywało się w absolutnej ciszy. Podawano staropolskie potrawy. Porę posiłków obwieszczał gościom dzwon, tak było w licznych dworach we zwyczaju – pisze poeta.

W Soplicowie panował zwyczaj zbierania grzybów. Na grzybobranie zakładano ubiory codzienne, czasem nawet zbieranie grzybów miało charakter konkursowy. Największym zainteresowaniem ze strony panów cieszyły się polowania. Już dzień wcześniej szykowano się na nie. Zwoływano naganiaczy i przygotowywano psy myśliwskie. Przewodnikiem polowania był Wojski, który rozpoczynał i kończył je trąbieniem w róg. Zawsze po polowaniu był gorący posiłek, na którym podawano staropolski bigos i popijano wódką gdańską.

Mieszkańcy Soplicowa byli bardzo przywiązani do starych szlacheckich obyczajów, co obserwujemy na każdej stronie utworu. I tak na przykład zaręczyny Tadeusza i Zosi odbywają się na murawie, gdzie ma odbyć się następnie uczta. Tadeusz i Zosia, choć z możnego rodu, do stołu nie zasiedli, ponieważ częstowali okolicznych włościan – starożytny był zwyczaj, iż dziedzice nowi na pierwszej uczcie sami służyli ludowi. Przykład ten ukazuje nam wyraźnie, jak tradycja szlachecka stawała się ogólnonarodową. Na uczcie zaręczynowej podawano tylko potrawy polskie, które Wojski kazał przygotować według starej księgi pt. Kucharz doskonały. W czasie tej uroczystej biesiady, jak to było w zwyczaju staropolskim, wznoszono wiwaty na cześć wodzów napoleońskich, przyszłych wyzwolicieli Polski. Obyczaj staropolski nakazywał zaręczać się i żenić przy wiejskiej muzyce. W taki sposób tradycja szlachecka mieszała się z tradycjami ludowymi. Na murawie tańczono tańce takie jak polonez czy mazur. Szczególnie uroczystym tańcem był polonez, którego w trakcie zaręczyn Tadeusza i Zosi poprowadził sam Podkomorzy z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza.

Jak więc widzimy, Soplicowo promieniowało szlachecką kulturą na całą okolicę, przekazując innym warstwom wszystko, co było w niej najlepsze.

Na przełomie XIX i XX wieku związki tradycji szlacheckiej z ludową ukazał Stanisław Wyspiański w swoim wielkim dramacie Wesele. Pan Młody, Lucjan Rydel, inteligent wywodzący się ze szlachty, żeni się z dziewczyną wiejską, mieszkającą w podkrakowskiej wsi Bronowice. Młodzi wyprawiają swoje wesele „na nutę” szlachecko–chłopską. W dworku szlacheckim, którego właścicielem był Gospodarz, spotykamy się z wystrojem wnętrz typowym dla izby chłopskiej. Znajduje się tam łoże z pierzyną i poduszkami, obrazy świętych i Matki Bożej. Obrazy Matejki, wiszące na ścianie, wskazują jednak na rodowód szlachecki mieszkańców tego dworu. Znajdują się tam również książki i biurko.

W taki oto sposób wszystko, co było najlepsze w tradycji szlacheckiej, przenikało do kultury narodowej i wraz z tradycją ludową stało się esencją polskości. Dzięki tradycji właśnie udało się Polakom przetrwać około 150 lat niewoli i zbudować w okresie międzywojennym nową Polskę.

66

Starożytny rodowód humanizmu i jego artystyczna realizacja w poezji Jana Kochanowskiego.


Renesans – tym historyczno–literackim terminem, określającym epokę przypadającą na XV wiek i częściowo wiek XVI, po raz pierwszy świadomie posłużyli się uczeni w XIX wieku. Początkowo oznaczać miało ono odrodzenie się kultury i literatury antycznej, później jego wymowę poszerzono o symboliczne odrodzenie się ludzkości. Renesans bowiem sięga do doświadczeń antycznych, mówi się, że „wskrzesza jego duszę”. Ideały grecko–rzymskie zyskują współczesny, odpowiadający XV–XVI w. wyraz. Wśród tych ideałów centralne miejsce wyznacza się człowiekowi – rozumnemu twórcy kultury; z zafascynowania antyczną wiedzą o człowieku, poznawanej za pośrednictwem starożytnych pisarzy, filozofów, rodzi się pojęcie humanizmu. Zgodnie z nim wzorcem kultury jest dorobek epoki starożytnej, należy więc rozwijać studia nad literaturą klasyczną, kształcić umysł, zgłębiać wiedzę.

Humanizm dowartościowuje człowieka, głosi wiarę w jego rozum i możliwości. Humanizm otwiera człowiekowi drogi, zamykane dotąd przez średniowieczne normy. Życie ziemskie nabiera wartości, zaakceptowany zostaje człowiek ze swoimi skłonnościami, doceniane jest jego działanie. Ucieczka przestaje być występkiem. Zdaniem Terencjusza staje się swego rodzaju wykładnikiem moralnym: Człowiekiem jestem, więc nic co ludzkie nie jest mi obce. Przestaje funkcjonować zasada anonimowości, człowieka traktuje się imiennie, indywidualnie.

Antyczna wiedza o człowieku była inspiracją dla ludzi renesansu, a starożytne filozofie stały się bazą dla nowego nurtu. Humanizm jest bowiem połączeniem dwóch najistotniejszych szkół filozoficznych – stoicyzmu i epikureizmu, funkcjonuje na zasadzie „złotego środka”, propagowanego przez Horacego. Epikureizm wniósł za sobą szeroko rozumianą tolerancję na ziemskie zachowania człowieka, zachęcił do czerpania przyjemności z doskonałego dzieła bożego. Stoicyzm natomiast nakłaniał do życia harmonijnego, zalecał umiar, rozsądek, panowanie nad emocjami. Cnotę i spokój wznosił ponad przyjemność.

Wybitnym przedstawicielem polskiego renesansu, a zarazem czołowym humanistą–koracjonistą, był Jan Kochanowski. Wszechstronnie wykształcony, tzw. „poeta doctus”, studiujący literaturę, znający filozofię i języki starożytne, stawiał człowieka w centrum zainteresowania myśli. Jego poezja, podobnie jak liryka Horacego, odznacza się bogactwem refleksji, dążeniem do doskonałości formy oraz filozoficznym podłożem. Utwory J. Kochanowskiego, a zwłaszcza fraszki i pieśni, są zróżnicowane emocjonalnie i nastrojowo. Część stanowi afirmacja życia ze wszystkimi jego ziemskimi elementami, inne natomiast – ubolewanie nad ciężkim losem człowieka, poszukiwacza sensu bytu. Kochanowski poszukuje filozofii łączącej elementy stoicyzmu i epikureizmu; od pochwały zabawy przechodzi do rozważań na temat cnoty i godności. Za Horacym powtarza twierdzenie o braku wpływu człowieka na zapisane mu losy. Bezsensem jest zastanawianie się nad tym, co przyniesie następny dzień, wpływ na to ma tylko Bóg czy Fortuna, a człowiek nie jest w stanie tego przewidzieć.


Sam Bóg wie przyszłe rzeczy, a śmieje się z nieba,

Kiedy się człowiek troszczy więcej, niźli trzeba.


Nie należy zastanawiać się nad przyszłością, gdyż jedyną pewną rzeczą, której możemy się spodziewać, jest śmierć. Pamiętając o niej, korzystajmy z życia. Wydaje się, że między strofami Pieśni IX Jana Kochanowskiego powtarza się motto Horacego carpe diem. Wszak, jak powtarzał ten rzymski poeta, bez względu na posiadane cnoty, tryb życia czy bogactwo i tak umrzemy, dlatego jedyną słuszną drogą jest chwytanie każdej chwili i maksymalne jej wykorzystywanie. Życie bowiem przemija bardzo szybko, poddane jest cyklicznemu rytmowi natury. Więc baw się za młodu, przeżyj miłość, ciesz się sztuką, winem i wolnością, bo:


Nie zawżdy piękna Zofija,

Róża kwitnie i lelija;

Nie zawżdy człek będzie młody

Ani tej, co dziś urody.


Toteż Kochanowski proponuje zabawę w miłym towarzystwie, przy obficie zastawionym stole i butelce dobrego wina. Zgodnie z duchem renesansu Kochanowski mówi: miło szaleć, kiedy czas ku temu, przestrzega jednak, aby pośród zabawy i uciechy zachować trzeźwość umysłu, spokojnie i rozumnie podchodzić do rzeczywistości, a w każdej sytuacji pamiętać o umiarze.


A nigdy nie zbłądzi,

Kto tak umysł zarządzi,

Jakoby umiał szczęście i nieszczęście znosić.


Dystans wobec życia, stateczne i rozumne szczęście to wyraźne przejawy stoicyzmu w twórczości Kochanowskiego. Tak samo sklasyfikować można ideę odrzucającą dobra materialne, które, w przeciwieństwie do cnoty, nie dają człowiekowi szczęścia i wewnętrznego spokoju.

Bogactwa nie przydały wpadwszy gdzie między skały; Tak ja bezpiecznym sercem i pełen otuchy W równej fuście popłynę przez morskie rozruchy.

O ile sprawy doczesne człowieka, dobra materialne, bogactwa przemijają wraz z jego lub jego bliskich śmiercią, o tyle pamięć o nim trwać może wiecznie. A żeby tę pamięć zapewnić sobie, należy przysłużyć się ludzkości, zyskać sławę.


Służymy poczciwej sławie – a ona stanie się dla nas

trwalszym niż ze spiżu pomnikiem.


Kochanowski znał wartość swojej poezji i miał nadzieję, że pamięć o nim, jako o poecie, nie skończy się wraz z jego śmiercią. Non omnis moriar – pozostanie na ziemi jego cząstka, w sercach i rozumach ludzi będzie żył tak długo, jak długo jego dzieła będą czytane.


Proszę, niech za mną zaraz

me rymy nie giną

Ale kiedy ja umrę, ony niechaj słyną.


Zgodnie z duchem humanizmu Kochanowski proponował ocenę ludzi nie według ich wyglądu czy majątku, ale na podstawie ich wiedzy i kultury. Nade wszystko chwalił cnotę, która jest najwyższą wartością człowieka, darem bożym, najcenniejszą nagrodą, jaką

może otrzymać człowiek.


Cnota (tak jest bogata) nie może wziąć szkody

Ani się też ogląda na ludzkie nagrody;

Sama ona nagrodą i płacą jest w sobie

I krom nabytych przypraw świetna w swej ozdobie.


Sposobu na szczęście szukał Kochanowski w starożytności. Podążał śladami Horacego, kierował się jego filozofią w poszukiwaniach właściwej drogi życia. Uważał, że życie trzeba przeżyć jak najlepiej, zachowując jednocześnie równowagę duchową, spokój i trzeźwość umysłu. Proponował życie zgodne z naturą, zbliżenie się do przyrody – źródła mocy, a zarazem relaksu.

Forma utworów Kochanowskiego zaczerpnięta jest także ze starożytności. Pieśni, jeden z gatunków, jakie stosował, to gatunek literacki ukształtowany pod wpływem liryki Horacego, który zebrał ich około 100 w tomiku Carmina sive Odarum libri IV. Odznaczają się one różnorodnością i bogactwem tematów. Inspirowany tą twórczością, Kochanowski pragnął stworzyć podobny zbiór wierszy. Na grunt polski przeniósł także unowocześnioną wersję antycznego epigramatu, nazywając go fraszką (z wł. gałązka). Dzięki Janowi Kochanowskiemu stała się ona z czasem określeniem konkretnego gatunku literackiego.

Szukając poetyckiego wyrazu dla swych uczuć po stracie córki, sięgnął Kochanowski do antycznej tradycji żałobnej i wykorzystał technikę trenu.

Bezpośrednim nawiązaniem do tej epoki jest także „Odprawa posłów greckich” (mimo licznych nowatorskich rozwiązań), nie tylko ze względu na tematykę. Poeta wzorował się na Mitologii, Iliadzie, Odysei i innych starożytnych utworach. Swoją córeczkę Urszulkę porównał poeta do greckiej poetki Safony, W wierszu Ku muzom zwraca się z prośbą o natchnienie, a Fatum obarcza odpowiedzialnością za ludzkie losy.

Kochanowski, mimo inspiracji antykiem, nadał jednak swoim utworom specyficzny, odmienny i niepowtarzalny charakter. Zgodnie z renesansowymi i humanistycznymi przekonaniami był indywidualnością obdarzoną poetyckim talentem. Posiadanie umiejętności twórczych w dziedzinie literatury stawia go ponad tłumem, daje moc kreacji i czyni go wiecznym.


67

Subiektywne postrzeganie świata – pamiętniki i motywy autobiograficzne w literaturze.


Utwory o charakterze autobiograficznym i pamiętnikarskim zajmują znaczące miejsce w literaturze od czasów najdawniejszych po współczesne. Wielu autorów gustowało w takich właśnie formach wypowiedzi, ponieważ wówczas mogli ukazać świat, który ich otaczał, i jego problemy przez pryzmat własnych, subiektywnych spostrzeżeń i odczuć.

Już w czasach renesansu, kiedy to autorzy świadomie zaczęli podpisywać się pod swoimi dziełami, znajdujemy sporą ilość utworów o charakterze autobiograficznym. Szczególnie w twórczości wielkiego poety XVI wieku Jana Kochanowskiego odnajdujemy wiele utworów tego typu. Fraszki, pisane na dworze królewskim, jak i w Czarnolesie, nazywają niektórzy krytycy pamiętnikiem lirycznym poety. Niektóre z nich, jak Do gór i lasów, mają wyraźnie charakter autobiograficzny, inne zawierają tylko pewne motywy z biografii pisarza. W wyżej wspomnianej fraszce opisuje poeta całe swoje życie: młodość i studia poza granicami kraju, dalekie podróże i przygody, także swoje życie na dworach magnackich i królewskim, na którym pełnił funkcję sekretarza. Autor fraszki opisuje, jak został księdzem i choć nie miał wyższych święceń kapłańskich, otrzymywał jednak beneficjum z probostwa katedralnego. We fraszce tej przyrównuje się poeta do Proteusa – greckiego bożka wodnego, który dowolnie odmieniał swoją postać. Jan Kochanowski napisał tę fraszkę po powrocie do majątku, po wielu latach nieobecności w rodzinnych stronach. Był już wtedy człowiekiem w średnim wieku i jak sam pisze o sobie, ma w głowie srebrne nici. I może dlatego, że zna już dobrze życie, bo przeżył tak wiele, zdaje sobie sprawę, iż należy cenić każdą chwilę, którą ono niesie. Powtarza więc za swoim ulubionym poetą rzymskim Horacym, że najchętniej przebywa z tymi, którzy umieją właściwie wykorzystać czas – chwilę. Spojrzenie na życie zawarte w tej fraszce ma więc wyraźnie subiektywny charakter. Poeta–humanista cieszy się z niego, potrafi je cenić i odpowiednio opisać.

Fraszka „O doktorze Hiszpanie” opowiada o tym, jak Jan Kochanowski – dworzanin królewski – zabawiał się z kolegami, pijąc wino i weseląc do woli. Krytykuje w niej poeta nadmierne pijaństwo, ale jednocześnie pochwala godziwą rozrywkę, która, według niego, należała się również ludziom poważnym i uczonym.

Również większość fraszek miłosnych powstała na dworze królewskim, kiedy poeta, jeszcze młody, miał czas i energię na przeżywanie miłosnych zgryzot. Dowiadujemy się z nich, jak przeżywał sukcesy i porażki miłosne poeta–humanista XVI wieku. Część fraszek powstaje już później w okresie czarnoleskim. Opowiadają one o życiu Jana Kochanowskiego w domowych pieleszach, kiedy założył rodzinę i cieszył się z jej posiadania.

We fraszce „Na dom w Czarnolesie” prosi Boga, do którego często zwracał się jako człowiek głęboko wierzący, nie o bogactwa i zaszczyty, ale skromne i dostatnie życie w swej rodzinnej posiadłości. Chciałby się w niej bowiem zestarzeć i do późnych lat cieszyć czystym sumieniem i życzliwością ludzką.

We fraszce „Na lipę” opisuje starą lipę czarnoleską, pod którą spędzał wiele wolnych chwil, odpoczywając i tworząc.

Bardzo wiele fraszek poświęcił poeta swojej twórczości. W jednej z nich zwraca się do Muz – opiekunek sztuki – z prośbą o obdarzenie go talentem. Jako prawdziwy humanista, pragnie bowiem, aby jego rymy nie zginęły z nim razem, ale przynosiły mu sławę jeszcze po śmierci.

Również w pieśniach odnajdziemy wiele wątków autobiograficznych, które sporo mówią o życiu poety. Wyraźnie autobiograficzny charakter ma cykl Trenów Jana Kochanowskiego, w których opisał on historię choroby i śmierci swojej ukochanej córki Urszulki. Przedstawia w nich poeta przeżycia ojca po śmierci dziecka, załamanie psychiczne, które doprowadza nawet do zwątpienia w wiarę i zbawienie. Uświadomienie sobie jednak, że dziecko już nie cierpi, ale jest szczęśliwe w niebie, powoduje uspokojenie się poety i pogodzenie z tą straszną tragedią. Dom rodzinny pusty i smutny – oto jak ukazał nam rzeczywistość poeta przez pryzmat tragedii, którą przeżył.

Okres baroku – wiek XVII obfitował w ciągłe wojny i utarczki rycerskie. Dlatego w okresie tym powstało wiele dariuszy i pamiętników, pisanych często przez szlachtę, która niewiele wspólnego miała z pisarstwem. Niewątpliwie najlepszymi okazały się, wydane dopiero w XIX wieku, Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska. Nie był on szlachcicem szczególnie wykształconym – nauki pobierał bowiem w kolegium jezuickim w Rawie. W swych Pamiętnikach, które spisał na stare lata, opisywał w sposób barwny, jak walczył jako żołnierz pod dowództwem Czarnieckiego przeciw Szwedom i Rakoczemu. Przedstawił również wyprawę do Danii i wojnę przeciw Moskwie. Po latach osiedlił się u siebie na wsi, ożenił i dla potomnych w Pamiętnikach przedstawił dzieje swego bujnego żywota. Pamiętniki, choć nie mają wartości historycznej, są jednak kopalnią wiedzy o epoce baroku – życiu szlachty w XVII wieku, jej obyczajach i języku. Świat i jego problemy przedstawione w Pamiętnikach są subiektywne, przedstawia je bowiem i opisuje szlachcic–Sarmata, który ma poglądy zdecydowanie konserwatywne.

Epoka romantyzmu wręcz gustowała w utworach autobiograficznych, w których autor ukazywał świat przefiltrowany przez własne przeżycia. A wiemy, jak wielkimi indywidualistami byli romantycy. Wyraźnie taki właśnie charakter ma dramat romantyczny Adama Mickiewicza, który powstał w Wilnie w 1823 roku – II i IV część „Dziadów”. Zwłaszcza część IV jest liryczną spowiedzią poety, dotyczącą historii jego uczucia do Maryli Wereszczakówny i tragicznego końca tej miłości – kiedy jego ukochana wyszła za mąż za bogatego ziemianina W. Putkamera. Z utworu przebija żal do kobiety, która dla bogactwa i stabilizacji życiowej wyrzekła się miłości. Gustaw to sam Adam Mickiewicz, który „umarł dla świata”, i po stracie ukochanej kobiety błąka się samotnie po świecie. Wiemy z życiorysu Mickiewicza, że on również po wyjściu za mąż Maryli myślał o samobójstwie. Kobieta–mężatka, szukająca w noc zaduszną na cmentarzu duszy byłego kochanka – to Maryla. W Rosji na wygnaniu powstaje utwór, który jest pamiętnikiem lirycznym poety–romantyka z podróży po Krymie. W „Sonetach krymskich” opisuje Mickiewicz to, co widział i przeżywał podczas swej wędrówki, a także niekończącą się tęsknotę za Polską – Litwą.

III część „Dziadów”, która powstała po upadku powstania listopadowego w Dreźnie w 1832 roku, to utwór–dokument. Przedstawił w nim poeta historię procesu Filomatów i Filaretów z roku 1823, ich zsyłkę na Sybir, gdzie pomarli z zimna i głodu i skąd nigdy nie powrócili do kraju. Sam Mickiewicz został wówczas wraz z innymi aresztowany. W utworze występuje on jako Gustaw, który dojrzewa i staje się Konradem, poświęcającym życie walce o sprawę narodową. Postacie oprawców – Rosjan i Polaków – są również w dramacie autentyczne. Są to senator Nowosilcow, doktor Becú, ojczym J. Słowackiego, i doktor Wacław Pelikan – profesorowie Uniwersytetu Wileńskiego.

Poeta przedstawił część swego życia, swej młodości, kiedy wraz z kolegami, aresztowany bez podstaw, cierpiał maltretowany przez zaborców, ale i zarazem dojrzewał politycznie. Idea podporządkowania życia osobistego sprawie narodowej – oto subiektywne widzenie tych problemów przez poetę.

Pan Tadeusz” – największa epopeja polska, zawiera również akcenty autobiograficzne. Zwracając się w Inwokacji z modlitwą do Matki Bożej, poeta przypomina sobie chorobę z okresu dzieciństwa i to, że zrozpaczona matka ofiarowała go pod Jej opiekę. W Epilogu opowiada o przyczynach powstania utworu: o sporach emigracyjnych w Paryżu i chęci przeniesienia się, chociaż w wyobraźni, do kraju dzieciństwa – Litwy. Przypomina szczęśliwe dni, kiedy w roku 1812 wkroczyły na Litwę, wraz z oddziałami francuskimi, Legiony Polskie. Mickiewicz pamiętał, miał wtedy 14 lat i cieszył się wraz z innymi, gdy zobaczył po raz pierwszy mundury polskie. Kraj lat dziecinnych przedstawiony jest więc w „Panu Tadeuszu” bardzo subiektywnie. Opisywana Litwa widziana jest tu przez pryzmat tęsknoty za ojczyzną poety–emigranta, do której nie mógł powrócić.

Wyraźnie autobiograficzny charakter mają również „Liryki lozańskie” Adama Mickiewicza, pisane już w wieku dojrzałym, kiedy to poeta pracował na uniwersytecie w Lozannie. Zwierza się w nich czytelnikowi ze swojego życia. Młodość ocenia jako durną i chmurną, zaś lata dojrzałe jako okres klęski. Jest to również spojrzenie na życie z pozycji poety–emigranta, który wraz z całym narodem poniósł klęskę w walce o wolność i dlatego tak, a nie inaczej oceniał własną egzystencję.

Sporo momentów autobiograficznych odnajdujemy w „Kordianie” Juliusza Słowackiego. Zwłaszcza młodość głównego bohatera i fakty z nią związane przypominają nam ten okres życia samego poety. Kordian, podobnie jak J. Słowacki i jego przyjaciel L. Spitznagel, przeżywa nieszczęśliwą miłość do Ludwiki Śniadeckiej. Poczucie samotności i niemożność działania doprowadzają Ludwika S. do samobójstwa. Wiele przygód i przemyśleń Kordiana ma swe źródło w przeżyciach i refleksjach samego poety.

W „Grobie Agamemnona”, który jest fragmentem poematu „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu”, opisuje poeta wędrówkę po Grecji i swoje przemyślenia dotyczące losów Polski. Straciła ona nadzieję na odzyskanie niepodległości wraz z upadkiem powstania listopadowego. Poeta usprawiedliwia się w tym utworze, że sam nie wziął w nim udziału i czuje się z tego powodu winny.

W Hymnie, pełnym nostalgii emigracyjnej, opisuje swoje podróże po Aleksandrii. Czuje się tułaczem i emigrantem, tęskniącym za krajem, do którego nie może powrócić ze względów politycznych.

Nie–Boska komedia” Zygmunta Krasińskiego jest również utworem o charakterze autobiograficznym, zwłaszcza jej I część. Życie rodzinne hrabiego Henryka zawiera wiele elementów z życia samego Krasińskiego, a nawet jego rodziców. Podobnie jak Orciowi, również i samemu poecie groziła ślepota i leczył się u okulistów, aby nie dopuścić do kalectwa. Hrabia Henryk, podobnie jak Z. Krasiński, broni arystokracji i wypowiada się ostro przeciwko rewolucji społecznej. Arystokrata – Krasiński momentami oceniał nawet surowo klasę, z której się wywodził, jednak to właśnie z jej punktu widzenia ocenił rewolucję społeczną.

Jak więc widzimy, niemal cała literatura romantyczna przesycona była wątkami autobiograficznymi, ponieważ pisarze tej epoki najchętniej ukazywali życie w sposób subiektywny – poprzez własne przeżycia i przemyślenia.

Twórcy epoki pozytywistycznej byli mniej wylewni i mniej pisali o sobie w swoich utworach. Lalka, wielka realistyczna powieść Bolesława Prusa, zawiera jednak Pamiętnik starego subiekta. Jest to próba innego, subiektywnego spojrzenia na Warszawę i ludzi żyjących w tym mieście w II połowie XIX wieku – poprzez pryzmat przeżyć i przemyśleń idealisty i romantyka Ignacego Rzeckiego. Wychowany w czasach romantyzmu, w kulcie Napoleona, na zawsze pozostanie człowiekiem biorącym udział w każdym zrywie narodowym, czy to w roku 1848, jako młody człowiek – osobiście, czy jako starszy już mężczyzna, popierający tylko uczestników powstania 1863 roku – St. Wokulskiego i studentów. Nawet będąc już zupełnie starym człowiekiem, będzie subiekt Rzecki szukał w gazetach konfiguracji politycznych na arenie międzynarodowej, które umożliwić mogą Polsce odzyskanie niepodległości. I mimo że z czasem nabył bohater wiele cech typowych dla pozytywisty, pozostał do śmierci idealistą brzydzącym się lichwą, nieuczciwością i zarabianiem pieniędzy.

Modernizm, podobnie jak romantyzm, gustował w utworach autobiograficznych, zawierających wynurzenia autorów. Jan Kasprowicz już pierwsze swoje utwory, sonety Z chałupy, poświęcił rodzinnej wsi – Szymborzu. Ukazał panującą tam biedę i nędzę oraz trudną drogę dziecka wiejskiego do szkoły. Przeżył biedę osobiście i pewnie dlatego tak wzruszająco potrafił ją opisać.

Wyraźnie autobiograficzny charakter ma Wesele Stanisława Wyspiańskiego. Opisuje w nim poeta wesele kolegi z ławy szkolnej Lucjana Rydla, na które był zaproszony. Bohaterami dramatu uczynił wielu swoich przyjaciół – i tych pochodzących ze wsi, i tych z miasta. Jego spojrzenie na współczesnych, zarówno chłopów jak i panów, było krytyczne. Było to spojrzenie poety–malarza, który potrafił dostrzec w społeczeństwie jego zasadnicze wady. Swoje spostrzeżenia i wizje wyraził w sposób symboliczny i malarski.

Szczególnie obfitujące w pamiętniki, wspomnienia i utwory autobiograficzne okazały się czasy po II wojnie światowej. Pisarze tego okresu uważali, że forma dokumentu będzie najbardziej odpowiednia do opisania tych strasznych „czasów pogardy”, kiedy to Polacy, napadnięci z dwóch stron przez sąsiadów, Niemców i ZSRR, cierpieli, ginęli i walczyli w obozach niemieckich i sowieckich. Rzeczywistość w łagrach sowieckich ukazał Gustaw Herling–Grudziński, który sam przez kilkanaście miesięcy był ich więźniem. Miał więc możność poznania życia obozowego: od aresztowania i śledztwa, po wyczerpującą pracę fizyczną i niszczenie moralne więźniów. Wyniszczenie fizyczne doprowadzało do działania na psychikę i łamało charaktery ludzi, pozbawiając ich szansy powrotu do normalnego życia. Pisarz ukazał, jak stalinowska machina planowo niszczyła miliony ludzi, z reguły niewinnych, Rosjan i Polaków. Mimo wszystko jednostki próbowały zachować człowieczeństwo, ocalić wartości, takie jak przyjaźń czy miłość. Niektórzy więźniowie znajdowali ukojenie w religii, inni popadali w obłęd, uciekając od strasznej rzeczywistości tego „innego świata”.

Gustaw Herling–Grudziński okazał się pisarzem moralistą. Uważał, że mimo koszmaru obozów, człowiek nie przestał być człowiekiem, ponieważ cenił wartości wynikające z religii i moralności chrześcijańskiej. Był moralistą, ponieważ sam przeżył koszmar łagrów, pozostając jednak człowiekiem.

Zupełnie inną w swojej wymowie była proza Tadeusza Borowskiego, a zwłaszcza Opowiadania. Zrodziły się one z listów do narzeczonej Marii, która wraz z pisarzem przeżyła „piekło” Oświęcimia. Już pierwsze opowiadanie Pożegnanie z Marią zawiera opisy przedstawiające życie Tadeusza i Marii w okresie okupacji: pracę zarobkową, studia na tajnym uniwersytecie, pracę twórczą, drukowanie tajnych gazetek. W opowiadaniach obozowych zawarł autor wiele momentów autobiograficznych. T. Borowski opisuje faszystowską machinę obozową w sposób niezwykle subiektywny. Stwierdza, że przetrwać je mógł tylko ktoś, kto myślał tylko i wyłącznie o własnym losie. Niewiele więc było w nich miejsca na bohaterskie gesty, które zdarzały się niezmiernie rzadko.

Chcę wspomieć w tej pracy jeszcze jeden utwór: Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego. Opisuje w nim pisarz, dzień po dniu, swoje przeżycia z czasów powstania warszawskiego. Ale powstanie ukazane w tym utworze to nie walka na barykadach i konieczna śmierć. To świadome odrzucenie etosu żołnierza przedstawionego przez poetów z „pokolenia Kolumbów”. Myślę, że i taki rodzaj spojrzenia na powstanie, bardzo subiektywny, był jednak potrzebny, ponieważ poszerzał prawdę o tych trudnych czasach.

Wiele wątków autobiograficznych zawierają wiersze pokolenia Kolumbów: Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego czy Tadeusza Różewicza.

Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego są także utworem autobiograficznym. Można je zaliczyć do literatury faktu, z której wyłania się postać hitlerowskiego zbrodniarza – J. Stroopa.

Starałam się pokazać w swojej pracy utwory o charakterze pamiętnikarskim i autobiograficznym, które zajmowały zawsze znaczące miejsce w literaturze polskiej. Szczególnie cenione były w czasach i epokach, które przywiązywały wagę do subiektywnego postrzegania świata. Na takie postrzeganie stać jednak było jedynie wybitne indywidualności, które miały odwagę akcentować swoją odmienność.


68

Świat wartości biblijnych i ich kontynuacja w literaturze i sztuce późniejszych epok.


Ogromna ilość dzieł traktuje o tym, co dobre, a co złe, prezentuje wzorce i antywzorce postaw ludzkich, zawiera pouczenia i zestaw norm etycznych – bezpośrednio lub parabolicznie.

Biblia – najstarsza księga świata – zawiera nie tylko dekalog przykazań, ale również wiele wzorów ludzkich losów i postaw. Jest ona świętą księga wyznawców judaizmu(Stary Testament) i chrześcijan (Stary i Nowy Testament), lecz jest również skarbnicą prawd etycznych dla ludzi wszelkich wyznań, naucza bowiem podstawowych norm, takich jak miłość bliźniego.

Klasycznym archetypem (prawzorem) jest Księga Rodzaju, która może być interpretowana jako porządkowanie przez Boga rzeczywistości. Człowiek stworzony przez Boga jest kreatorem, ma kontynuować dzieło stworzenia, dokonywać wyboru pomiędzy dobrem i złem.

Motyw ogrodu symbolizuje ład, harmonię, porządek, dobro i bezpieczeństwo. Pierwsi ludzie żyli w nim i zostali z niego wypędzeni na skutek nieposłuszeństwa wobec Boga. Symbolizuje on w literaturze raj, a także tęsknotę człowieka do utraconego szczęścia.

Motyw Kaina i Abla, pierwsze bratobójstwo, ukazuje, że w człowieku oprócz dobra drzemią siły zła. Czyn Kaina świadczy o tym, że nie zawsze jest on w stanie się przeciwstawić. Pokory, cierpliwości w cierpieniu i bezgranicznego zaufania w dobroć, miłość i nieomylność Boga uczy z kolei postawa Hioba. Nie buntuje się on przeciwko woli Najwyższego, znosi z godnością drwiny i szyderstwa innych ludzi. Za stałość swoich przekonań, siłę wiary zostaje wynagrodzony szczęściem już na ziemi.

Inne wzory postaw zawierają postacie Józefa czy choćby Chrystusa. Najważniejszym jednak przesłaniem, zwłaszcza Nowego Testamentu, jest miłość człowieka do Boga i człowieka do człowieka, która jest fundamentem wszelkiego dobra. Do jednej z przypowieści ewangelicznych nawiązuje chociażby obraz Rembrandta Krajobraz z miłosiernym samarytaninem.

Literatura i sztuka późniejszych epok pełnymi garściami czerpała z wartości ukazywanych przez Biblię. I tak choć wiele pouczeń z literatury parenetycznej średniowiecza uległo już dezaktualizacji, jednak są treści, które i dziś nie pozostały nam obce. Miłość do świata, poczucie więzi z przyrodą, wiara radosna i postawa człowieka szczęśliwego, cieszącego się życiem – oto co możemy czerpać z Kwiatków św. Franciszka z Asyżu. Ciesz się pięknem świata i nie krzywdź nikogo – oto wartości moralne, jakie odnajdujemy w tym utworze.

Innym dziełem, które traktuje o sprawach ludzkich nieprzemijających, takich jak zło, zbrodnia, miłość, jest Makbet Szekspira. Dramat ukazuje, jak nakręca się machina zbrodni, a zło rodzi zło. Przestrzega jednocześnie, że człowiek strzec się powinien ukrytych w nim namiętności, ambicji i pożądania władzy, ponieważ może on zniszczyć samego siebie.

Literatura okresu romantyzmu zwraca uwagę odbiorcy na dwuznaczność pewnych czynów, na trudność dokonywania wyborów, na to, jak dobro i zło potrafią być do siebie podobne. Machiavelli usprawiedliwiłby czyn Konrada, który – według kodeksu rycerskiego – dopuścił się zdrady. Ale przecież wallenrodyzm stał się metodą walki o wolność, ponieważ dla własnej ojczyzny trzeba być lwem i lisem, pisał Mickiewicz.

W końcu XIX wieku powstały Hymny J. Kasprowicza, w których autor rozważa pojęcie grzechu, zła i odpowiedzialności człowieka za własne czyny. Poeta–modernista buntuje się przeciw tej odpowiedzialności i ma pretensje do Boga o to, że zło i cierpienie wpisał w los świata i człowieka. Powieść F. Dostojewskiego pt. „Zbrodnia i kara”, na przykładzie Raskolnikowa–mordercy, przeprowadza dogłębną analizę zbrodni i jej konsekwencji psychologicznych.

Literatura XX wieku wielokrotnie porusza temat norm etycznych obowiązujących człowieka. Zwłaszcza utwory dotyczące II wojny światowej: Nałkowskiej, Borowskiego, Herlinga–Grudzińskiego ukazują erupcję zachowań nieludzkich, ale również i postaw głęboko humanitarnych. Przedstawiają one walkę człowieka ze złem, zastanawiają się także nad odpowiedzialnością jednostki za dzieje ludzkości, rozważają prawdę o istocie ludzkiej.

Wieża” i „Inny świat” G. Herlinga–Grudzińskiego, choć dotyczą różnych miejsc i epok, jednak przedstawiają ten sam problem – sprawdzian człowieka w warunkach straszliwych prób: choroby, samotności, cierpienia, obozu. Lebrasso jest chory na trąd, ludzi łagru gnębią choroby, głód i strach. Autor stawia więc swoich bo–haterów w sytuacjach ostatecznych, aby tym bardziej pytać o miłość bliźniego, czyli te prawdziwe wartości, które są miarą człowieczeństwa.

W zbiorze esejów Przed nieznanym trybunałem autor (J. J. Szczepański) rozważa podstawowe kwestie moralne: dobro i zło. Dochodzi on do przekonania, że każdy człowiek odpowie za czyny swojego życia przed nieznanym właśnie trybunałem.

Utworów, które mogą kształtować ludzką moralność, pomóc w ustalaniu kodeksu etycznego, jest naprawdę wiele. Do nich zaliczyłabym jeszcze Mistrza i Małgorzatę M. Bułhakowa czy Małą Apokalipsę T. Konwickiego.

Omawiając powyższe zagadnienia, chciałabym wspomnieć o zasługującym na pewno na uwagę filmie Dekalog K. Kieślowskiego. Jest to dzieło, które sprawdza wieczną trwałość i aktualność Dziesięciu Przykazań Bożych nie jako kodeksu chrześcijan, lecz jako propozycji współczesnego systemu wartości. Przy okazji porusza aktualne, wręcz głośno dyskutowane problemy: kary, śmierci, aborcji, seksu. Składa się on z dziesięciu odcinków; każdy z nich to interpretacja odpowiedniego przykazania, pytanie o funkcjonalność danego nakazu we współczesnym świecie.

W podsumowaniu należy stwierdzić, że utworów – dzieł sztuki, które kształtują ludzki system wartości, jest naprawdę wiele. Wszystkie one biorą swój rodowód z Biblii i są poniekąd jej kontynuacją.

69

Świat to labirynt, teatr, sen...” – która z koncepcji mówienia o świecie przez literaturę jest najbliższa Twojemu sposobowi postrzegania rzeczywistości?


Świat – wstęp


Na początku była nicość

(Księga Rodzaju)


Człowiek od najdawniejszych czasów próbował zgłębić istotę wszechświata. Wraz z jego rozwojem ewoluowały sposoby postrzegania rzeczywistości i wyrażania jej. Najstarsze literackie zapiski związane ze światem dotyczą dociekań genezy wszechrzeczy. Można je odnaleźć w mitologicznej czy biblijnej kosmogonii. Księga Rodzaju mówi: Na początku była nicość. Podobny element można odnaleźć w buddyjskich Sutrach :


Najpierw była pustka, a zarazem pełnia.

Nic było wszystkim, a wszystko niczym.


Cóż znaczą słowa wobec świata. Próby określenia i poznania świata są niczym. Czy człowiek, istota biologiczna i śmiertelna, może pojąć nieskończoność? Mimo całej wrażliwości i intelektu, każdy jest jedynie ziarnkiem na nieogarniętej pustyni. Gdy zawieje wiatr – przemija.

Od wieków filozofowie podejmowali próbę poznawania świata, lecz niezbyt daleko rozwinęły się ich teorie. Zawsze pozostają wątpliwości. Co było początkiem? Co było wcześniej? Cóż znaczą określenia: pustka, pełnia? Wszystko to nicość. Człowiek jest jak mrówka. Owad zna jedynie swoje mrowisko i najbliższe otoczenie. Nie może wyobrazić sobie różnorodności form świata – nawet najbliższego mu lasu. Podobnie ludzie ze swoim ograniczonym zmysłowym sposobem postrzegania, intuicją, uczuciami oraz intelektem. Jak więc można nazwać jednoznacznie świat przy pomocy tak ułomnego narzędzia, jakim jest konwencjonalny język? Myślę, że nie można. Autor co najmniej może starać się ukazać swój indywidualny, subiektywny sposób widzenia świata; jego formy, genezy czy celu. Świata „wielkiego” – kosmosu i całej nieskończoności, świata „małego” – który zamyka się w obrębie kilku ulic i życia jednostki.

Wielokropek pozostawiony w temacie wskazuje na tę nieograniczoność form. Właśnie jako niepojęty i nie nazwany postrzegam świat. Może on być zarówno labiryntem, teatrem, jak i snem. Może być wszystkim i niczym – jest to względne i zależy od punktu widzenia.


Teatr – kurtyna w górę


Czy życie ludzkie to przedstawienie, a wszechświat to scenografia? Słowo teatr kryje w sobie wiele pojęć. Jedno z nich odnosi się do przedstawienia kukiełkowego, gdzie bohater kierowany jest za pomocą sznurków. Według mnie tak właśnie postrzegali rzeczywistość starożytni Grecy. Człowiek ukazany w antycznej mitologii osadzony był ze wszech stron fatum, nadprzyrodzonymi mocami i nieodwracalnym losem, które to kierowały jego poczynaniami i determinowały ich rezultat. Przykładem tego może być los Heleny, która została obiecana Parysowi. Bogini Wenus zaaranżowała całą sytuację, która umożliwiła porwanie pięknej małżonki króla Menelaosa. Podobną sytuację dostrzegam w Iliadzie Homera, gdzie wynik walk o Troję, jak również sam ich przebieg, bezpośrednio zależał od bogów.

Odyseusz („Odyseja” Homera) za oślepienie Cyklopa, syna Posejdona, został przeklęty przez Pana Mórz i skazany na dziesięcioletnią tułaczkę, z której nie mógł powrócić do rodzinnej Itaki. Jego los, tak jak wielu innych antycznych bohaterów, został narzucony przez wolę bogów. Byli oni tylko pionkami w wielkiej grze prowadzonej przez nieśmiertelnych.

Podobną sytuację odnajduję w Nowym, wspaniałym świecie Aldousa Huxleya, gdzie wszyscy bohaterowie zostali przedstawieni jako ludzie bezwolni, sterowani przez wielką maszynę systemu. Henryk Foster, główny bohater, nie mógł zrobić nic, co byłoby niezgodne z zadaniami systemu rządzącego światem. Wszelkie próby, jakie podejmował, aby uświadomić innych, napotykały na brak zrozumienia. Postępowanie Henryka było obserwowane przez rządzącego Mustafę Monda, który przeprowadzał swoisty eksperyment, i wszystko, co czynił bohater, było efektem manipulacji. Innym przykładem zniewolenia jest postać Lenina, który, programowany jak wszyscy, wiernie odgrywa nadaną mu rolę. Postacie te były jak marionetki – manipulowane. Chciały czegoś dokonać, a efekt ich działań często był odwrotny, gdyż to nie one decydowały o tym, jak potoczą się losy. Myślę, że życie często bywa takie, że próbujemy coś osiągnąć, lecz wszystko sprzeciwia się naszej woli. Czasem odnoszę wrażenie, że rzeczywiście jesteśmy jak lalki.


Uwaga!


Ein, zwei, drei – zaczynamy przedstawienie!

(Michał Bułhakow Mistrz i Małgorzata)


Czy świat, w którym toczy się nasze życie, czy to nie jest spektakl? Czym jest codzienność, jeśli nie jedną wielką grą pozorów? Budzimy się i przywdziewamy nasze maski – tak zwane „prawdziwe oblicza”. Pod teatralnym strojem skrywamy uczucia, myśli i nasze prawdziwe „ja”. Tę koncepcję ukazuje nam Witold Gombrowicz w powieści pod tytułem Ferdydurke, za pomocą metaforycznego pojęcia – „gęby”. Mają ją wszyscy. Tak jak Miętus i Syfon przybierali sztuczne pozy, tak każdy mniej lub bardziej odgrywa „siebie” przed otoczeniem. Człowiek nie może uniknąć konwencji. Nawet największy nonkonformizm staje się konformizmem, jak chociażby w przypadku Stomila i Eleonory (Tango S. Mrożka). Postacie te, burząc wszelkie normy i zasady w imię wyzwolenia, w pewnym momencie zatraciły pierwotny sens swojego buntu. Ich sprzeciw stracił spontaniczność i stał się sztuczną pozą. Myślę, że świat można nazwać teatrem, ale czy określenie teatr wyczerpuje złożoność, wielorakość świata? Ludzie są jak aktorzy lub jak reżyserzy własnych spektakli, lecz można inaczej spojrzeć na rzeczywistość.


Jesteśmy snem”


Myślę, że jest to bliska mi koncepcja, lecz pojęcie sen kryje

w sobie wiele znaczeń. Sen – czyj? – czy nasz?


Sen – jaki? – dobry czy zły?

Sen – a kiedy przebudzenie?


Już w indyjskiej mitologii odnajdujemy porównania świata do snu. Cała materia to Maja – bóg, złudzenie. Człowiek śni całe swoje życie, a budzi się dopiero w momencie śmierci. Podobne koncepcje można odnaleźć we współczesnej literaturze fantastyczno-naukowej. W powieści Droga Rogera–Żelaznego cały świat został ukazany jako twór wyśmiany przez ogromnych bogów w postaciach chińskich smoków. Skąd możemy widzieć, czy tak nie jest? Nasz aparat poznawania przecież jest tak ubogi. Wielokrotnie rano, gdy się budzę i pamiętam realizm całego snu, zastanawiam się, co jest rzeczywiste. Gdy idę ulicą, myślę, czy zaraz wszystko się nie skończy. Może jesteśmy tylko snem obłąkanego boga lub narkotycznym snem bohatera opowiadania Richarda Dicksona Śnimy. Gdy moje życie jest pełne smutku i cierpienia, a cały świat wydaje się wrogi, postrzegam świat jak koszmar senny, niczym z twórczości Franza Kafki. Kiedy pragnę osiągnąć jakiś cel, a niespodziewane trudności, jak z powieści Zamek, krzyżują moje plany, rzeczywistość wydaje mi się marą, w której wszystko jest możliwe. Czasem przeciwności losu są tak niewiarygodne, że mogę uwierzyć w to, że za progiem czają się strażnicy, aby mnie aresztować. Koncepcja świata – sennego koszmaru – jest mi bardzo bliska. Dla wielu cierpiących właśnie taka jest rzeczywistość. Na strychach mają swe siedziby rządy, strażnicy zjadają cudze śniadania (Proces Franz Kafka), a barmanka Frieda może zostać małżonką każdego bez ceremonii ślubu (Zamek Franz Kafka). Świat jest pełen paradoksów, a życie może być koszmarem. Wszystko zależy od punktu widzenia. Kiedy ogarnia mnie to, co potworne, gdy nie mogę uciec, czuję się spętany. Wreszcie, gdy budzę się z krzykiem, zalany potem, a koszmar nie mija, myślę, że życie to sen.


Labirynt


Zatrzasnęły się wrota mrocznych lochów i stanąłem w progu

nieskończoności, lecz długa droga przede mną i łatwo tu zabłądzić.


Czym jest labirynt? Jest to pewnego rodzaju zagadka. Składa się z krętych dróg i ślepych korytarzy. Trudno jest pokonać labirynt, lecz na końcu zawsze czeka jakaś nagroda. Mogą się tego podjąć tylko śmiałkowie, a nieliczni z nich wygrają. Myślę, że mówienie o świecie jako o labiryncie jest słuszną koncepcją. Świat jest pewnego rodzaju zagadką, a podejmowanie decyzji życiowych wymaga ograniczonej siły i odwagi. Większość ludzi jest niesionych przez prąd istnienia. Tylko nieliczne jednostki mogą podjąć się marszu przez ten labirynt. Słabi są zgubieni już w momencie startu.

Świat jest wyzwaniem. Jest labiryntem dla indywidualisty. Dla człowieka silnego, który z dumnie podniesioną głową wychodzi na przeciw trudnościom. Takim kimś była Antygona („Antygona” Sofoklesa). Była ona silna psychicznie i dumna. Mimo że wiedziała, iż spotka ją okrutna kara, nie dała zhańbić zwłok brata. Wbrew całemu światu podjęła desperacką decyzję. W przeciwieństwie do „śmiałych” ludzi potrafiła się zdobyć na tak zdecydowany bunt. Nie dała sobą manipulować jak kukiełka.

Aby świat postrzegać jak labirynt, trzeba być nieugiętym i umieć kierować się własną wolą – wyzywająco krzyczeć przeciwnościom losu Jam czarny jest wśród wichrów płomień boży! (Lucifer, Tadeusz Miciński). Konrad z III części „Dziadów” Adama Mickiewicza również świadomie kierował swym życiem. Podjął wyzwanie i wpłynął na swoje losy. Jego decyzja walki z Bogiem okazała się zła i jej skutki były tragiczne. Było to jak gdyby wkroczenie w ślepy tunel. Mimo to był to jego własny wybór, a nie uleganie zewnętrznym czynnikom.


Zakończenie


A jego imię Legion – bo zaprawdę jest ich wielu.

(parafraza imienia diabła i słów Chrystusa z Ewangelii

według świętego Marka)


Legion, a więc wielość – tak powinien nazywać się świat. Jeszcze lepiej brzmiałoby – nieskończoność. Bo jest on niepoznawalny. Myślę, że rzeczywistości przedstawione w utworach literackich nie są w stanie wyczerpać wszystkich sposobów postrzegania świata. Myślę, że jest ich tyle co ludzi albo nawet jeszcze więcej, a każdy z nich jest subiektywny i niedoskonały. Należałoby zapytać więc niczym starożytny filozof – czy istnieje jedna niezależna prawda? Czy świat można sformułować jednoznacznie? Która z koncepcji mówienia o świecie jest najdoskonalsza? Żadna. Wszystkie są w równym stopniu prawdziwe, jak i fałszywe. To, co ktoś myśli o rzeczywistości, jest prawdą dla tego człowieka, a dla innego może być niczym. Wszystko jest względne. Podchodzę krytycznie do wszystkich sposobów postrzegania, bo jak można ujrzeć niepoznawalne? Dlatego wszystkie koncepcje są mi równie bliskie, jak i dalekie. Zależy to od sytuacji, w jakiej jestem. Czasem patrzę na świat tak, czasem inaczej. Czasem rzeczywistość jawi się jako sen, kiedy indziej czuję się manipulowany. Niekiedy się buntuję i kroczę przez labirynt. Mój sposób postrzegania świata to są te trzy kropeczki występujące w temacie. Widzę go tak, jak zapisane jest w wielu starożytnych kosmogoniach – jako nieskończoność, jako pustkę i jako jedność zarazem: dobro i zło, czerń i biel oraz wszystkie barwy tęczy. Ale ten punkt widzenia jest równie fałszywy, jak i prawdziwy. Jest taki, jak wszystkie inne – względny. Dlatego trudno mi sobie wyobrazić jedyną koncepcję. Może również dlatego, że sam jestem zmienny. Moje imię Legion – bo zaprawdę jest nas wielu.

70

Topos wędrówki i doświadczeń wynikających z podróży w dziełach literatury polskiej i powszechnej.


W literaturze różnych epok często występuje motyw wędrówki. Podróż w życiu człowieka może mieć bardzo wiele znaczeń: może przynosić nowe doświadczenia, oznaczać chęć poznania, ucieczkę, tułaczkę, poszukiwanie szczęścia czy lepszych warunków życia, wreszcie może wiązać się z misją, posłannictwem. Zwykle wiąże się z porzuceniem na zawsze lub na pewien czas dotychczasowych warunków, środowiska i otoczenia.

Jedną z pierwszych wielkich wędrówek odnajdujemy w starotestamentalnej Księdze Wyjścia. Wybawiony przez Boga z egipskiej niewoli Naród Wybrany kroczy pod przewodnictwem Mojżesza przez pustynię, w drodze do ziemi obiecanej Kanann. Czterdzieści lat na pustyni jest trudnym doświadczeniem dla Izraelitów, próbą zaufania, wiary w Boga. Podróż ta jest przejściem od stanu niewoli do wyzwolenia i szczęścia, zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym, dotyczącym sfery duchowości człowieka. Jest swoistą alegorią życia człowieka, pojmowanego jako pełna trudów pielgrzymka.

Bardzo ważnymi literackimi podróżami były wyprawy w zaświaty, umożliwiające kontakt z umarłymi, jako tymi, którzy przekroczywszy granicę życia i śmierci, wiedzą więcej i znają ukrytą istotę świata. Ludzkość od początku swego istnienia zadawała sobie pytanie o los człowieka po śmierci, o życie na „tamtym świecie”. Systemy religijne gwarantujące życie po życiu są bardzo lakoniczne, jeżeli chodzi o szczegóły jego dotyczące, dlatego ludzie szukali odpowiedzi na nurtujące ich pytania w sztuce, w literaturze. Dzięki swej uniwersalności motyw podróży w zaświaty jest niejako motywem „wędrującym” przez literaturę na przestrzeni wieków. Znajdujemy go w starożytnej Odysei, jak i w twórczości współczesnego poety Rainera Rilkego, który w wierszu Orfeusz, Eurydyka, Hermes nawiązuje do postaci greckiego mitu, będącego pierwszym znanym nam zapisem literackim, zapisem podróży do krainy umarłych. Treścią tego mitu jest historia Orfeusza, któremu udało się uzyskać od władcy Hadesu zgodę na zejście do krainy umarłych i wydobycie stamtąd swej ukochanej – Eurydyki. Choć znaczenie tego mitu nie polega bezpośrednio na ukazaniu zaświatów, to stał się on asumptem do rozważań na ten temat dla wielu poetów, twórców. Homer w Odysei, która cała może służyć za ilustrację motywu wędrówki w literaturze, opisuje pobyt Odysa w krainie cieni i jego rozmowę z duchami. Znają one przeszłość i przyszłość, dzięki czemu Odys zostaje pocieszony. W podobny sposób Wergiliusz aranżuje spotkanie z umarłymi głównemu bohaterowi Eneidy Eneaszowi. W średniowieczu topos wędrówki w zaświaty odnajdujemy w Boskiej Komedii Dantego. Autor w czasie swojej wizyjnej wędrówki po krainach Piekła, Czyścia i Raju spotyka się z umarłymi. Jego przewodnikiem są kolejno Wergiliusz i wybranka Beatrycze, którą autor umieszcza w niebie. Napotkani po drodze zmarli uczeni, filozofowie, artyści udzielają Dantemu nauk i rad. Poznajemy bardzo dokładnie poszczególne kręgi piekła i umieszczone tam zgodnie z teologią postaci antyczne, jak i szczegółową hierarchię aniołów w niebie. Poruszając zagadnienie pośmiertnego losu wielkich postaci antycznej, kultury i sztuki, autor przypomina światu o istnieniu zapominanej tradycji antycznej. Z tego typu podróżą spotykamy się również w dziele Franciszka Rabelaisa Gargantua i Pantagruel. Rabelais nawiązuje do wielkiej literackiej tradycji w sposób prześmiewczy. Jedna z postaci powieści, Epistemon, opowiada o swoim pobycie w piekle. Kontakt z umarłym ukazany jest w sposób komiczny, autor degraduje wielkich tego świata i cały oficjalny ziemski porządek.

W literaturze epoki oświecenia podróż miała znaczenie przede wszystkim dydaktyczne. Doskonałym przykładem jest tutaj Kubuś Fatalista i jego pan Denisa Diderota. Jest to napisana lekkim i dowcipnym językiem historia podróży służącego Kubusia i jego pana, którzy w czasie jej trwania rozmawiają na różne, pozornie błahe, tematy. Przytrafiające im się przygody są pretekstem do licznych dygresji i komentarzy. Sprytny i inteligentny Kubuś jest mądrzejszy od swojego pana, a za żartobliwą formą kryją się poważne tematy, takie jak problem wolnej woli, przeznaczenia. Podobnie dydaktyczny charakter ma podróż, którą ukazuje pierwsza nowożytna powieść polska Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki. Jej autor, Ignacy Krasicki, za jeden z wątków obrał podróż wychowanego w ksenofobicznym domu szlacheckim młodzieńca. Pierwszy etap tej podróży jest przestrogą. Przebywający w Paryżu młody człowiek, Mikołaj, wskutek własnej niewiedzy i naiwności zostaje oszukany i traci wszystkie pieniądze. Następne trafia na Wyspę Nipu – miejsce zamieszkiwane przez oświeconych rolników, którzy, zgodnie z oświeceniowym mitem, dzięki pracy blisko natury mieli receptę na szczęście. Mikołaj poznaje relacje oparte na pracy, równości, wzajemnym szacunku. Drugi etap podróży jest doświadczeniem pedagogicznym. Po powrocie do Polski młodzieniec, widząc absurdalność systemu społecznego funkcjonującego w rodzinnym kraju, postanawia go reformować. Jednak jego wysiłki nie dają żadnych rezultatów. W tej powieści podróż służy krytyce obyczajów panujących w Rzeczpospolitej.

Niezwykle interesującą podróż, również o charakterze dydaktycznym, przedstawia powieść Jonatana Swifta Podróże Guliwera. Utwór jest pamfletem na sytuację społeczną i polityczną panującą w Anglii w XVIII wieku i wielką dyskusją z mitami oświeceniowymi. Guliwer odwiedza społeczności liliputów i gigantów, w jego podróży jest też epizod z pobytu w krainie rozumnych koni i dzikich ludzi.

Bardzo znaczącą literacką podróżą jest podróż romantyczna. Była ona jednym z eskapizmów realizowanych przez romantyków po to, by stłumić w sobie „weltschmerz”, zmniejszyć rozbieżność między marzeniem, nie spełnionymi pragnieniami i osobowością a szarą, często okrutną rzeczywistością. Chcieli oni w ten sposób przybliżyć ideał do rzeczywistości. Wynikała również z konieczności obcowania z kryjącą w sobie istotę rzeczy naturą, której krajobrazy odzwierciedlały stany duszy wrażliwej osobowości, będąc zarazem źródłem natchnienia. Wreszcie podróż w dzikie i nieznane miejsca oznaczała przybywanie w bezkresnej przestrzeni kojarzącej się z ukochaną przez romantyzm, nieograniczoną wolnością i niezależnością. Jeden z głównych europejskich romantyków, lord Byron, ogarnięty heroiczną ideą walki o wolność narodów, wyrusza do Grecji, by walczyć z Turkami, gdzie ginie. W napisanym przez niego poemacie Giaur akcja rozgrywa się w pełnej egzotycznych krajobrazów Grecji, a przewodnim motywem jest tajemnica tragicznej miłości jednostki, prezentowana w dramatycznym kontekście walki o niezależność narodu.

Nasi romantycy również podróżowali. Obszarem ich „ucieczek” był szeroko pojęty wschód i wschodnie rubieże Rzeczpospolitej. „Sonety krymskie” Adama Mickiewicza czy „Maria” Antoniego Malczewskiego są utworami, w których krajobrazy dzikiego wschodu, a zwłaszcza wielkiego stepu, odgrywają bardzo ważną rolę. Służą do stworzenia pejzażu wewnętrznego, pozwalają poczuć się prawdziwe wolnym, czy odnaleźć w naturze ekwiwalenty doznań targanej ogromnymi namiętnościami i emocjami nieprzeciętnej duszy.

Literatura pokazuje, jak wiele znaczeń może mieć podróż, wędrówka. Może być źródłem wiedzy, bogatych doświadczeń wewnętrznych, zarówno tych estetycznych, jak i intelektualnych. Z tej perspektywy warto przyjrzeć się naszym podróżom. Wydaje się, że w dobie błyskawicznej komunikacji i kultury masowej, sprawiającej, że cały świat zaczyna wyglądać podobnie, są one znacznie uboższe od prezentowanych przez literaturę.

71

Tradycja czy awangarda, realizm czy deformacja? Który sposób interpretowania świata bardziej odpowiada Twoim gustom czytelniczym? Uzasadnij swój wybór, odwołując się do wybranych tekstów literatury I połowy XX wieku.


Podczas ostatnich kilku miesięcy analizowaliśmy utwory XX–lecia międzywojennego, ale nie sądziłam, że przyjdzie chwila, w której będę musiała postawić samej sobie pytanie: który sposób interpretowania świata, tradycyjny czy awangardowy, realistyczny czy deformujący bardziej mi odpowiada? Żeby móc odpowiedzieć na to pytanie, należałoby najpierw ustalić zależność między pojęciami tradycja i awangarda, a realizm i deformacja.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że konwencja realistyczna jest bezpośrednio związana z tradycją, którą należałoby chyba w tym wypadku kojarzyć z utworami takimi, jak „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej czy z „Chłopami” Reymonta z początków XX wieku. Nie można jednak zapomnieć o obecności elementów realistycznych w prozie Schulza, na których dopiero konstruuje autor świat zdeformowany, mający cechy wspomnień i snów.

Pozostała mi teraz odpowiedź na pytanie: czy pojęcie awangardy jest równoznaczne z faktem stosowania przez twórców deformacji rzeczywistości, która pozwoliłaby ujrzeć świat takim, jakim on w rzeczywistości jest? Myślę, że tak, gdyż niektórzy pisarze i poeci okresu międzywojennego ujawniają, że realizm wyczerpał już wszystkie możliwości ukazywania prawdy o świecie. Witkacy i Gombrowicz sięgają po groteskę, która staje się instrumentem skonstruowanym w tym celu, aby przybliżał głębsze prawdy.

Należałoby więc wyciągnąć wniosek, że deformacja bliższa jest awangardzie, zaś realizm kojarzony jest częściej z tradycją.

Zanim poznałam literaturę międzywojenną, sądziłam, że jedynie realistyczna wizja świata będzie w stanie sprostać moim oczekiwaniom i gustom czytelniczym. To właśnie naturalizm wypływający z realizmu pokazywał życie takim, jakie było ono w rzeczywistości. Nigdy sielankowa wizja świata nie wzbudzała we mnie zachwytu, zawsze wiedziałam, że literatura powinna pokazywać prawdziwe życie, a nie jego wizerunek wyidealizowany. Nie zdawałam sobie sprawy, że to właśnie deformacja, odejście od logiki życiowej, naruszenie zdroworozsądkowej wizji świata będzie w stanie najlepiej, najwierniej ukazać absurdy świata, w którym żyjemy. Z pewnością deformacja daje więc człowiekowi możliwość uzmysłowienia sobie absurdalności wielu sytuacji w życiu codziennym. Dlatego dzisiaj mogę chyba powiedzieć, że właśnie awangardowy sposób przedstawienia świata, często w sposób zdeformowany, pobudza mój umysł do refleksji nad wszystkim, co mnie otacza, stymuluje moje myśli, zmusza mnie do refleksji na temat życia. Literatura tradycyjna nie była w stanie mnie do tego zmusić, a nawet zachęcić. Dzisiaj po dokładnej analizie utworów Witkacego, Schulza i Gombrowicza czuję, że poznałam coś innego, uświadomiłam sobie groteskowość wielu sytuacji, które muszę zaakceptować.

Dlatego teraz chciałabym, analizując dzieła wyżej wymienionych twórców, ukazać, dlaczego oni zdecydowali się w pełni świadomie wprowadzić groteskę do swojej twórczości.

W Polsce początki groteski w literaturze współczesnej wiążą się z nazwiskiem Witkiewicza. Przykładem utworu, w którym ta kategoria estetyczna jest zastosowana, są Szewcy. Witkacy ukazuje w dramacie rzeczywistość zdeformowaną, jest to świat w pewnym sensie umowny, niezgodny z realiami. Uwagę pisarz kieruje na relację jednostki z tymże fikcyjnym w swym zamierzeniu światem. W Szewcach nie jest zachowane prawdopodobieństwo zdarzeń, brak jest ciągów przyczynowo–skutkowych, świat umowny daleki jest od rzeczywistego, umowna jest również akcja (warsztat szewski, więzienie). Zdarzenia schodzą na drugi plan, zaś najważniejsze stają się tu poglądy wypowiadane przez bohaterów. Również konstrukcja bohatera ma charakter groteskowy. Bohaterowie, mimo iż posiadają cechy ludzkie, zachowują się jak marionetki, mają świadomość, że grają role, są nośnikami pewnych idei, często autora. W Szewcach brak jest indywidualizacji języka, często wypowiadane przez bohaterów kwestie są niezgodne z ich poziomem umysłowym. Przykładem mogą być szewcy, którzy dyskutują na tematy filozoficzne. Psychika bohaterów jest zdeformowana, cechy ludzkie pozorne, myślą oni jedynie o zaspokojeniu podstawowych instynktów biologicznych. Potwierdzają to znaczące i szokujące nazwiska: Zbereźnicka–Podberezka, prokurator Scurvy. Postacie podporządkowane są katastroficznej wizji świata, o tym świadczy zarówno ich zachowanie, jak i wygląd. Absurdalna postać prokuratora–psa palącego papierosy, księżnej ubranej w pióra ptaka oraz absurdalna sytuacja, w której Sajetan Tempe zastrzelony przez Hiper–Robociarza wciąż uczestniczy w sztuce, a także język bohaterów (neologizmy, zwroty pseudonaukowe, wulgaryzmy, mieszanie stylów) – to właśnie cechy groteskowości w Szewcach.

Groteska służy Witkacemu do oceny świata współczesnego, wiąże się z katastroficzną jego wizją. Jest pretekstem do rozważań nad zagładą ludzkości, do której może doprowadzić „nieustająca” rewolucja.

U Schulza w Sklepach cynamonowych występują tendencje podobne jak u Witkacego, prowadzące do groteski. Przemieszanie niewspółmiernych płaszczyzn (realna i wyobrażeniowa, czasowa i pozaczasowa, subiektywna i obiektywna), przewartościowanie zmierzające do mitologizacji, tak wyglądają cechy groteskowości u tego autora. Świat przedstawiony tworzony jest za pomocą symboli i metafor. Ten nowy świat ma na celu upoetycznienie codzienności. Realistyczne czynniki fabularne zepchnięte są na drugi plan, a na pierwszy wysuwa się rzeczywistość zdeformowana, zmitologizowana, uniwersalna dla każdego czasu. Czynnikiem organizującym świat przedstawiony jest retrospektywny powrót bohatera–narratora do czasów dzieciństwa. Dlatego jest on ukazany z pozycji dziecka – narratora w pierwszej osobie, w konsekwencji marzenia sennego. Wspomnienia są zniekształcone, mało istotne zagadnienia urastają do rangi symbolu, podczas gdy ważne niegdyś sprawy stają się mało istotne. Obraz świata jest płynny, nie ma w nim nic stałego. Symbolami w tym utworze stają się: ulica krokodyli (symbol nowoczesności, tandety i rozpusty), sklepy cynamonowe (symbol marzeń i pragnień bohatera–narratora, rzeczy zakazanych i osobliwych) oraz postać Ojca. Jest on symbolem prób wyzwolenia się spod przytłaczającej, małomiasteczkowej atmosfery, symbolem dążenia do ideałów. Ojciec przybiera różne wcielenia. Raz jest kupcem bławatnym, innym razem prorokiem Jakubem, jest też artystą, magiem lub hodowcą ptaków. Schulz ukazuje w utworze sytuację jednostki zdegradowanej do roli manekina, odhumanizowanej na skutek komercjalizacji, która przyszła wraz z początkiem XX wieku.

Ciekawym utworem jest również Ferdydurke W. Gombrowicza. W świecie przedstawionym przez tego autora brak jest jednolitego systemu zasad nim rządzących. Akcja ma pewne cechy prawdopodobieństwa, ale niektóre jej momenty mają posmak absurdu. Na groteskowy obraz rzeczywistości składają się wydarzenia i postacie w dużej mierze przejaskrawione i absurdalne. Fabuła ma charakter groteskowy, narusza zdroworozsądkową wizję świata. Absurdalne wydają nam się sytuacje takie, jak traktowanie trzydziestoletniego mężczyzny jak kilkunastoletniego chłopca, zaprowadzanego do szkoły i na stancję, pojedynek na miny, lekcja polskiego lub chociażby wydarzenia w Bolimowie.

Do rangi symbolu podnosi Gombrowicz części ciała, które nigdy wcześniej nie zostały symbolicznie uwznioślone: łydka (symbol nowoczesności), pupa (symbol niedojrzałości), gęba (forma, którą narzuca człowiekowi drugi człowiek lub społeczeństwo). Kreacja bohaterów oraz konstrukcja fabuły służą autorowi do wyeksponowania dwóch tematów w powieści. Pierwszy, to rozważania nad rolą konwenansów i konwencji w życiu jednostki narzuconym jej przez kulturę i cywilizację, które zmuszają do przybierania różnych masek i udawania. Drugi to krytyka międzywojennej rzeczywistości i obyczajowości. Przedmiotem krytyki stają się trzy środowiska: szkoła, postępowe mieszczaństwo i konserwatywne ziemiaństwo. Aby ukazać prawdę o tych środowiskach, bezsens różnych wartości przez nie propagowany, Gombrowicz zmuszony był poddać świat przedstawiony deformacji; realistyczny obraz tego świata nie byłby w stanie przemówić do czytelnika tak dobitnie. Jak widać na powyższych przykładach, wybrałam deformację, jako sposób interpretowania świata bardziej przemawiający do mnie jako czytelnika. Lektura dzieł Witkacego, Schulza, Gombrowicza nie jest lekturą łatwą, wielokrotnie trzeba ją przerywać, aby potem móc do tych dzieł powrócić z nowym zapałem. Ale jeśli do nich powrócimy, za każdym razem będziemy odkrywać w tych utworach nowe prawdy, które nam przy pierwszej lekturze umknęły pod natłokiem wrażeń.

72

Tragedia jest tam, gdzie jest wybór” – jakie interpretacje tego pojęcia można odnaleźć w literaturze na przestrzeni wieków?


Dramat trudnego wyboru od zarania dziejów towarzyszył człowiekowi w jego zmaganiach ze światem. Problem wolnej woli i związanej z nią możliwości wyboru, będącej jedną z zasadniczych treści człowieczeństwa, często stawał się przedmiotem literackich dyskusji.

Na jeden z pierwszych śladów zainteresowania tym tematem natrafiamy w Biblii, w Starym Testamencie. Historie Abrahama i Hioba w centrum stawiają człowieka i dokonany przez niego wybór. Tak w pierwszym, jak i w drugim przypadku człowiek postawiony w skrajnie trudnej sytuacji musi dokonać wyboru pomiędzy zaufaniem, zawierzeniem Bogu a buntem, bluźnierstwem czy też próbą realizacji własnej racji. Tragizm sytuacji polega na tym, że z racjonalistycznego punktu widzenia słuszność jest po stronie zdruzgotanego cierpieniem Hioba i Abrahama – bojącego się utracić jedynego syna. Tak więc w optyce Biblii dramatyczna decyzja jest swoistym probierzem zaufania i wierności człowieka względem Boga.

Starożytni Grecy ukazywali kwestie wyboru w innym kontekście. Istotą tragedii greckiej było fatum, tajemnica losu, przeznaczenia. Bohater tragedii antycznej obciążony jest hamartią – winą tragiczną, która sprawia, że każde jego posunięcie, niezależnie od dobrych intencji, gmatwa jego los. W związku z tym dokonywane przez bohaterów wybory traktowane są instrumentalnie, jako element służący wypełnieniu się ich przeznaczenia. Doskonałym przykładem jest tu król Edyp, który, nieświadomie poślubiając swoją matkę, zrealizował dawne proroctwo. Bohater nie ma wyjścia, wypełnia swoje fatum, jego decyzja, niezależnie od jej treści, kończy się porażką. Pochodząca z kazirodczego związku Antygona jest skazana na klęskę, gdyż jej zadaniem jest wybór którejś z dwóch równorzędnych racji. Prawo moralne stoi tu w opozycji do prawa państwowego racji stanu.

Z zupełnie inną koncepcją człowieka i dokonywanych przez niego wyborów spotykamy się w dramatach Szekspira. Postaci szekspirowskie nie są „targane” przez los, tragedia ma źródło w dokonanym przez bohatera w pełni świadomym wyborze. Makbet doskonale zdaje sobie sprawę, że czyni źle, wie, że nie ma prawa zabijać, a jednak to robi. Bohaterowie u Szekspira zyskują wymiar psychologiczny, dzięki czemu tragizm zależy w głównej mierze od ich postępowania, a nie od sytuacji zewnętrznej.

Klasyczny teatr francuski, reprezentowany przez twórców takich, jak Pierre Corneille czy Jean Racine, jako podstawowe zagadnienie obrał sobie rodzący wiele dylematów wybór. Nawiązując do form tragedii greckiej, prezentował jednak odmienne niż ona problemy. Na tym etapie rozwoju kultury europejskiej powrót do tematów, które były przedmiotem zainteresowania twórców antycznych, był niemożliwy, gdyż w tych kwestiach rozwiązań dostarczała oficjalnie wyznawana filozofia chrześcijańska. Między innymi dlatego klasycyści podejmują inne zagadnienia. Corneille w Cydzie zarysowuje konflikt polegający na walce honoru z miłością, tragizm budowany jest przez niego w oparciu o dylematy wewnętrzne i ostateczną decyzję bohatera. Również Racine konstruuje swoje tragedie na bazie sprzeczności między wielką namiętnością a obowiązkiem. Jego utwory charakteryzują się pogłębionym studium psychologicznym postaci.

Kolejne „rozumienie” tragedii jako trudnego wyboru znajdujemy w okresie romantyzmu. Dojrzewająca do przyjęcia postawy zaangażowania się w sprawy ludzkości jednostka tytaniczna jest jednym z głównych motywów w literaturze tej epoki. Postać Fausta z tragedii Goethego znakomicie ilustruje taką metamorfozę. Geniusz, który posiadł wszelką wiedzę, przeżywa rozpacz z powodu odkrycia, iż jest ona niewystarczająca do zbadania wszelkich tajemnic bytu. Żal ten przeradza się w hedonistyczną chęć skorzystania z życia, jednakże próby realizacji przez Fausta własnego szczęścia kończą się cierpieniem innych. Zaczyna on rozumieć, że jako jednostka tytaniczna, nie może żyć życiem przeciętnych ludzi. Kulminacją sztuki jest jego decyzja o działaniu dla dobra ludzi, czego symbolem ma być osuszanie przez niego bagien. Podobną przemianę bohatera obserwujemy w Dziadach – tutaj Gustaw przemienia się w żarliwego patriotę Konrada – czy też w „Nie–Boskiej komedii”, gdzie metamorfozę przeżywa postać bajroniczna – hrabia Henryk.

Myślę, że w trakcie poszukiwań po literaturze różnych ujęć tragedii, postrzeganej jako konieczność dramatycznego wyboru, warto wspomnieć o dwóch powieściach – Zbrodni i karze i Lordzie Jimie. Kluczowym zagadnieniem pierwszej z nich jest decyzja głównego bohatera o przyznaniu się do winy po popełnieniu zbrodni. Zastanawiając się nad tym, co ma zrobić, przeżywa on dezintegrację osobowości wskutek strachu, rozterek moralnych i reliktów dawnych przekonań, które doprowadziły go do popełnienia morderstwa. Druga z wymienionych powieści za punkt wyjścia obiera sytuację nawiązującą do antycznej hamartii. Marynarz Jim musi decydować w okolicznościach, w których każde rozwiązanie oznacza klęskę. Jego wybór jest początkiem tragedii.

Przytoczone powyżej przykłady utworów literackich z różnych okresów, poruszających przedmiotową kwestię, świadczą o tym, jak duże znaczenie ma dla człowieka zagadnienie wyboru. Dramatyczna decyzja, zawsze oznaczająca rezygnację z czegoś, zwykle łączy się z przeżyciem „tragedii” w takiej czy innej formie.


73

Tragedie jednostek i ich ponadczasowy wymiar na wybranych przykładach literackich z różnych epok.


W każdej z epok jest przykład bohatera przeżywającego autentyczną tragedię. Tragizm tych postaci ma zazwyczaj ponadczasowy wymiar. Zacznijmy od wyjaśnienia pojęcia sytuacji tragicznej, z którym po raz pierwszy spotykamy się w czasach antycznych. Otóż sytuacja tragiczna to taka, w której bohater musi dokonać wyboru pomiędzy dwiema racjami, przy tym każda jego decyzja spowoduje tragiczne dla niego konsekwencje.

Pierwszą bohaterką, którą chciałabym w związku z tym przedstawić, jest Antygona z tragedii Sofoklesa. Musi ona dokonać wyboru pomiędzy dwiema sprzecznymi ze sobą, równorzędnymi racjami. Jako kochająca siostra, posłuszna prawom boskim i odwiecznej tradycji, czuje się zobowiązana do pochowania zwłok brata Polinejkesa. Jeśli tego nie uczyni, ciało zmarłego nie tylko zostanie pohańbione, ale także, według wierzeń religijnych Greków, dusza nie zazna spokoju po śmierci. Postępując zgodnie z odwieczną tradycją, wyda na siebie wyrok śmierci, ponieważ król Kreon zabronił pochować Polinejkesa. Antygona – sama niewinna – musi więc wybierać pomiędzy posłuszeństwem prawu boskiemu a ludzkiemu. Sumienie nakazuje jej postąpić zgodnie z prawem boskim, odwieczną tradycją, i dlatego wybiera śmierć.

Ponadczasowość tego wyboru polega na tym, iż wciąż żywe są konflikty pomiędzy dobrem społecznym i jednostki. Wciąż istnieje walka o władzę i zdrada, wciąż trzeba dochodzić swoich praw, wciąż istnieją konflikty pomiędzy sferą uczuć a obowiązku. Nadal istotne jest dla nas pojęcie sprawiedliwości i nadal pragniemy, aby człowiek skupiający w swym ręku władzę dbał o jej autorytet, postępował stanowczo i zabiegał przede wszystkim o interes ogółu. Bliskie jest nam również uczucie siostrzane, jakim Antygona obdarzała Polinejkesa, i szacunek dla zmarłych. Wszystko to sprawia, że problemy zawarte w Antygonie są wciąż aktualne, ponad czasowe.

Myślę również, że człowiek XX wieku nieraz znalazł się w sytuacji podobnej jak bohaterka dramatu antycznego, z której trudno mu było znaleźć właściwe wyjście.

Następnym bohaterem, który – moim zdaniem – znalazł się w sytuacji tragicznej, był Kordian z dramatu Juliusza Słowackiego. Tragizm tego bohatera romantycznego polegał na wewnętrznym rozdarciu. Kordian zobowiązał się, że zabije cara – tyrana i ciemiężcę Polski. Wierzył głęboko, że czynem tym przyczyni się do uwolnienia Ojczyzny spod jarzma zaborów. Jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że car Rosji był jednocześnie królem Polski. Zabijając go, stawał się bohater jednocześnie królobójcą, popełniał czyn sprzeczny z kodeksem rycerskim – przysięgą wojskową. Poza tym zabijał człowieka, a więc jako chrześcijanin popełniał grzech śmiertelny i narażał swoją duszę na wieczne potępienie.

Wszystko to sprawiło, że Kordian pod wpływem Strachu i Imaginacji nie był w stanie dokonać planowanego zabójstwa, mimo to został przez zaborców skazany na śmierć. Ponadczasowość sytuacji tragicznej, w której znalazł się Kordian, polega na tym, że często i dziś ludzie przeżywają rozdarcie wewnętrzne, paraliżujące całkowicie ich zdolność działania. Wynika ono ze zrozumienia dwóch równorzędnych racji i w związku z tym niemożności podjęcia jakiejkolwiek decyzji. A przecież wiemy, że nie podejmując działania, dokonujemy jednak wyboru.

Literatura okresu Młodej Polski miała również bohaterów, którzy znaleźli się w sytuacji tragicznej. Tu wymienię postać doktora Judyma z Ludzi bezdomnych Stefana Żeromskiego. Stoi on przed podjęciem decyzji: związać się z Joasią, założyć dom, rodzinę i wieść szczęśliwe życie, czy poświęcić się całkowicie pracy społecznej, niesieniu pomocy biedocie Zagłębia? Zdaje sobie sprawę, że jeśli się ożeni, „wrośnie” w życie rodzinne, będzie dbać o dom i zabraknie mu czasu na pracę społeczną na rzecz innych – najbiedniejszych. Natomiast gdy poświęci się pracy dla społeczeństwa, skrzywdzi kochającą go Joasię i zniszczy swoją jedyną miłość. Ma więc świadomość, że cokolwiek uczyni, będzie cierpiał. Tomasz Judym znalazł się więc niewątpliwie w sytuacji tragicznej, ponieważ każdy wybór wiązał z wyrzeczeniem.

Myślę, że jest to również sytuacja ponadczasowa, ponieważ człowiek XX wieku często musi dokonywać wyboru, czemu poświęcić się bardziej: rodzinie czy pracy zawodowej? Zdaje sobie przy tym sprawę, że poświęcając się całkowicie pracy, krzywdzi rodzinę, zaś zaniedbując ją, postępuje jeszcze gorzej. Zwłaszcza w tak trudnych sytuacjach znajdują się współczesne kobiety, dla których każdy wybór jest po prostu zły.

Omawiając bohaterów tragicznych, występująch w utworach literackich, nie można – moim zdaniem – pominąć postaci Zenona Ziembiewicza z powieści Zofii Nałkowskiej „Granica”. Jego tragizm jest trochę bardziej skomplikowany niż postaci prezentowanych przeze mnie wcześniej. Uległ moralności, którą gardził w młodości. Jako uczeń gimnazjum nie mógł pogodzić się z fałszem i obłudą panującą w rodzinnej Boleborzy. Tymczasem w swoim dojrzałym życiu i on postąpił podobnie jak ojciec. Zdradza Elżbietę z Justyną, po czym opowiada jej o wszystkim, żądając przebaczenia. Oczekuje od Elżbiety tej samej tolerancji i przyzwolenia na swoje grzechy, jakich jego ojciec wymagał od matki. Podobnie nie potrafi być uczciwy, robiąc karierę. Rezygnuje stopniowo ze swojej niezależności i staje się marionetką w rękach „możnych tego świata”. Podporządkowuje się kolejnym przełożonym, których poglądami kiedyś gardził. Jako prezydent przestaje zajmować się problemami zwykłych ludzi, ponieważ nie jest w stanie ich rozwiązać. Tragizm Zenona Ziembiewicza, który doprowadził go do samobójczej śmierci, polegał na tym, że bohater powieści „Granica” sprzeniewierzył się samemu sobie i poglądom, które kiedyś wyznawał. Do jego załamania przyczyniła się również porażka, jaką poniósł w życiu osobistym. Wybrał śmierć, nie chciał żyć jako człowiek kaleki. Dokonał więc wyboru, mimo wszystko.

W dzisiejszych czasach często spotykamy podobne sytuacje. Człowiek współczesny, podobnie jak Ziembiewicz, zbyt łatwo przekracza granice moralne, których przekraczać nie powinien. Musi więc wtedy być przygotowany na tragiczny finał.

Jak więc widzimy, można znaleźć wiele przykładów tragedii jednostek w literaturze. Wybór między dwiema równorzędnymi racjami nigdy nie był i nie jest łatwy. Tragizm bohaterów opisanych przeze mnie jest z pewnością ponadczasowy. Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji tragicznej, z której trudno znaleźć właściwe wyjście. Decyzje zaś przez nas podejmowane mogą pociągać za sobą skutki trudne do przewidzenia.

74

Tragizm pokolenia Kolumbów na przykładzie wybranych wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.


Krzysztof Kamil Baczyński był najwybitniejszym poetą pokolenia, które w chwili wybuchu II wojny światowej osiągnęło dojrzałość. Był poetą–żołnierzem w stopniu podchorążego w harcerskim Batalionie Szturmowym „Zośka”. Zginął jako uczestnik powstania warszawskiego, w pierwszych jego dniach. Całość jego twórczości ukazuje dramat pokolenia, które doznało apokalipsy – II wojny światowej. Utwory poety zostały w całości wydane pośmiertnie po wojnie, w 1962 roku.

Poezja K.K. Baczyńskiego różni się od twórczości poetów starszego pokolenia, którzy ukazywali bohaterską walkę narodu, ogrom klęski i okrucieństwo okupantów. W poezji Baczyńskiego dominuje uczucie przerażenia i świadomość spustoszenia, jakie czyni wojna w psychice młodych. Ich dotychczasowy świat, w którym było tyle marzeń i tęsknot za miłością, został brutalnie zburzony. Mówi o tym wiersz pt. Ten czas. Ten czas to wojna mroczna, przerażająca, krwawa. Wydarzenia okupacyjne przygniatają poetę i jego ukochaną. Człowiek jest mały i bezbronny. W utworze tym przeplatają się dwie kontrastowo ukazane płaszczyzny rzeczywistości: miłości, życia i piękna oraz okrucieństwa przeżyć wojennych. Ta druga płaszczyzna dominuje jednak nad pierwszą. Trwa więc okupacyjna noc bez gwiazd, krwawego nieba, huku wiatru i trzasku łamanych czaszek. Poeta jest przerażony tym otaczającym go światem.

Szczególnie wyraźnie dramat pokolenia poety ukazuje wiersz pt. Pokolenie. Młodzi ludzie żyją w ciągłym strachu, śnią im się blizny, brat, który zginął, któremu oczy żywcem wykłuto. Dla porażonych wojną nie ma miłości. Litości, sumienia. Ich świat to krew, cierpienia, strach, nienawiść. Wszystkie ideały, które dotąd uważali za najważniejsze, straciły swą wartość. Wojna bowiem zniszczyła psychikę tego pokolenia. Spowodowała, że młodzi ludzie zamiast się uczyć, pracować, kochać czują się w obowiązku podjąć walkę za ojczyznę. Ten okrutny świat kontrastuje z przyrodą, gdzie panuje spokój i pozorna cisza. Okrucieństwo człowieka niszczy bowiem nie tylko ludzi, ale i otaczającą ich naturę. Świadomość życia w czasie nieludzkim nie oznacza postawy biernej wobec zła. Jeśli trzeba umrzeć, jedynym sensownym wyjściem dla młodych jest walka z wrogiem.

Odrzucenie bierności i wybór walki nie oznaczały jednak dla poety końca duchowych zmagań. Instynkt życia i pragnienie twórczej egzystencji zaznaczają się wyraźnie w wierszu pt. Spojrzenie. Tak pisał poeta w tym utworze o dramatycznie odczuwanej przez siebie dwoistości życia:


I jeden z nas – to jestem ja,

którym pokochał...

A drugi z nas – to jestem ja,

którym nienawiść drżącą począł...


W wierszu Elegia o... [chłopcu polskim] poeta ukazuje przeżycia chłopca polskiego z czasów niemieckiej okupacji. Umieszczona w tytule nazwa gatunku literackiego – elegia – zapowiada smutny, żałobny temat utworu. Podmiotem lirycznej wypowiedzi jest kobieta, matka. Adresatem swojej wypowiedzi czyni ona bohatera wiersza, jasnego synka, który musi iść z czarną bronią w noc. Poeta operuje w tym utworze kontrastami, np. jasności i ciemności, które symbolizują świat pokoju, miłości oraz wojny i zła. Przedstawia również rzeczywistość wojenną za pomocą wielu metafor.

Utwór ten, podobnie jak poprzednie, ukazuje tragiczny los pokolenia K.K. Baczyńskiego, wciągniętego przez historię do udziału w wydarzeniach sprowokowanych przez siły zła. Mówi o tym poeta wyraźnie w wierszu „Historia”. Historia, według niego, nie rządzi się żadnymi prawami logicznymi. Jest siłą niszczącą i niweczy pragnienia człowieka, depcze jego prawa. Bunt jednostki nosi więc w sobie piętno tragizmu, ponieważ jest ona wobec historii bezbronna.

W wierszu „Rodzicom” opowiada o sobie i swoim czasie wojennym jakby o czymś minionym.


Byłem jak lipy szelest,

na imię mi było Krzysztof,

i jeszcze ciało – to tak niewiele...


Matka i ojciec to wspomnienie o czasie przedwojennym, pełnym uniesień i miłości. Noc kontrastująca z białym dniem to – jak zwykle u poety – symbol wojny i okupacji, panoszenie się zła i nienawiści. W końcowych strofach tego utworu K.K. Baczyński, przedstawiciel całego pokolenia przerażonego wojną, stwierdza, że idzie walczyć właśnie ze złem, które go otacza. To od Was mam, że śmierci się nie boję – zwróci się poeta do rodziców w ostatniej zwrotce swojego utworu, oddając im tym samym hołd i szacunek. Nieco inny charakter ma wiersz pt. Biała magia, poświęcony ukochanej żonie Basi. Biała magia to prawdopodobnie coś, co jest przeciwieństwem czarnej magii, a więc czarów, które mogą przynieść tylko zło i szkody. Miłość i uroda kobieca ma magiczny charakter. Przenosi w świat marzeń, w którym czas płynie cicho i melodyjnie. Nastrój wiersza oddaje niepowtarzalne piękno chwili, w której liryczna bohaterka wiersza Barbara staje przed lustrem. Miłość i marzenia są dla Baczyńskiego w tym utworze ucieczką od okrutnego i złego świata wojny.Pokolenie, do którego należał i o którym pisał K.K. Baczyński, mimo poczucia bezsensu wojny i tragizmu wydarzeń, bez wahania spełniło swój obowiązek wobec ojczyzny, podjęło walkę z okupantem i wyszło z niej przerażone i okaleczone.


75

Trwałe wartości czy przemijająca maniera? – przedstaw na dowolnie wybranej epoce literackiej.


Myślę, że powyższy temat najzręczniej będzie mi omówić na epoce baroku, ponieważ właśnie te czasy hołdowały swoistej manierze, jaką na przykład był marinizm.

Barocco po włosku znaczyło: dziwaczny, niezgodny z dobrym smakiem. Styl barokowy w sztuce i literaturze cechowała widowiskowość, przepych, bogactwo formy przytłaczające treść i dynamizm obrazów. Sztuka stawiała sobie za cel zadziwić, poruszyć odbiorcę. Były to bowiem czasy wielkiego kryzysu ideałów renesansowych i tryumfu kontrreformacji, kiedy ludzie poszukiwali trwałych wartości w okrutnym świecie ustawicznych wojen, który podlegał procesowi przemijania.

W epoce baroku można wyróżnić trzy okresy:

1 – do lat dwudziestych XVII w., kiedy obok renesansowych pojawiły się nowe nurty w literaturze,

2 – lata 1620–80, kiedy nastąpił rozkwit literatury barokowej, zwłaszcza poezji i pamiętnikarstwa,

3 – schyłkowy, po 1730 r., który przyniósł upadek piśmiennictwa.


Dwa wzory kultury barokowej: dworski, czerpiący z europejskiej mody i stylu, i ziemiański, rodzinny, uprawiający kult ojczystych pamiątek i realiów, nadawały charakter tej epoce.

Myślę, że oprócz utworów mało wartościowych, nacechowanych tylko manieryzmem, wniósł barok wiele trwałych elementów do literatury polskiej.

Mimo że literatura baroku nie zawsze była najwyższych lotów, jednak cechował ją demokratyzm i pewna masowość produkcji literackiej. Wiązało to się z ogólną dostępnością wykształcenia i zanikiem analfabetyzmu wśród szlachty, przy jednoczesnym obniżeniu poziomu nauczania. Szlachta była więc odbiorcą wszystkiego, co ukazywało się na rynku. Patriotyzm mas szlacheckich, a także wypadki historyczne, wielkie zwycięstwa, np. pod Chocimiem czy Wiedniem, spowodowały powstanie wielu pamiętników, często na użytek domowy, czasem nigdy nie publikowanych. Najlepszymi z nich okazały się Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska, które zresztą ukazały się drukiem dopiero w XIX wieku. Rozwija się również epika historyczna. Najlepszym utworem z tego gatunku była „Wojna chocimska” Wacława Potockiego, która przypominała współczesnym Polakom sławne zwycięstwo chocimskie.

Trwałą wartością tej epoki, oprócz wymienionych wyżej, była również wrażliwość pisarzy na przejawy życia dworu szlacheckiego i miasta. Opisy życia obozowego, oświadczyn, polowań, odwiedzin sąsiedzkich, przygód i awantur z sąsiadami, a także prac w gospodarstwie – wszystko to odnajdujemy nie tylko w Pamiętnikach Paska, ale i w wierszowanych opowiadaniach W. Potockiego – W ogrodzie fraszek czy Moraliach. Są te utwory rodzajem encyklopedii życia domowego, niewyczerpanym źródłem informacji dla badacza dawnego obyczaju.

Dorobkiem tej epoki jest z pewnością zainteresowanie się folklorem i pojawienie się w utworach tej epoki motywów fantastycznych. Najbardziej znana była wierszowana powieść Hieronima Morsztyna Historia mieszana o zacnej królewnie Banialuce, fantastyczna baśń o poszukiwaniu utraconej żony.

Trwałą wartością epoki barokowej, a nie przemijającą manierą, nazwałabym również wzbogacenie stylu i języka, które było bardzo charakterystyczne właśnie dla tej epoki. Poeci i pisarze wprowadzają do swoich utworów przysłowia i wyrażenia potoczne. Szczególnie J. Ch. Pasek używa w Pamiętnikach rodzimej mowy potocznej. Język, którym posługuje się on sam i jego bohaterowie, jest barwny, jędrny i dosadny. Inny przedstawiciel tej epoki, Jan Andrzej Morsztyn, potrafił wydobyć z polszczyzny niezwykłe wartości uczuciowe i obrazowe. W utworach pojawiają się malownicze opisy przyrody, jak również opisy budowli czy liczne sceny batalistyczne. Na skutek ciągłych wojen z Turcją w życiu szlacheckim pojawiły się silne wpływy orientalne, pojawiają się w utworach takie wyrazy, jak bukłak, horda, burka.

Napływ do Polski środkowej masy uchodźców szlacheckich po wojnach kozackich był przyczyną z kolei wzbogacenia się literatury polskiej i języka o pierwiastki ukraińskie. Dwory magnackie i królewski w Warszawie hołdowały przede wszystkim modzie włoskiej i francuskiej, stąd pojawienie się w języku polskim wyrazów takich, jak karoca, forteca, kawaleria, kuranty.

Zasługą baroku jest również i to, że nastąpił w nim rozwój dróg ekspresji poetyckiej. Myślę, że nawet maniera literacka, jaką był w twórczości J.A. Morsztyna marinizm, choć była przemijająca, pozostawiła po sobie trwałe wartości. Przerost kunsztownej formy nad błahą treścią wymagał od twórcy niezwykłej sprawności poetyckiej, wręcz kunsztu artystycznego. Dlatego poeta uprawiający poezję tego typu musiał wciąż poszukiwać wyszukanych konceptów, kontrastów, szokujących paradoksów i zaskakującej pointy. Ta przesadna ozdobność stylu wymagała znajomości wielu oryginalnych środków stylistycznych, jak i niewątpliwie talentu.

Myślę więc, że choć niecały dorobek literacki epoki baroku zasługuje na pamięć potomnych, jednak ogromnej ilości utworów tego okresu należy się wysoka ocena. Wszystkie one złożyły się na to, że epoka ta wniosła do literatury polskiej trwałe wartości.

76

Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę” – Jerzy Liebert. Przedstaw bohaterów literackich w sytuacji wyboru i oceń ich postawy.


Wybór wpisany jest w ludzkie życie. Świadomie bądź nie człowiek codziennie dokonuje selekcji, usiłując odnaleźć to, co dla niego najlepsze. Od najprostszych decyzji – w co się ubrać lub co ugotować na obiad – do tych szczególnie istotnych, czyli dotyczących naszego życia; każdy wybór niesie za sobą konieczność ponoszenia konsekwencji w postaci dostosowywania pozostałych czynników do pierwotnego rozstrzygnięcia. Założenie karminowego swetra wyklucza dodatki w kolorze błękitu, a zrobienie na obiad barszczyku aż prosi się o podanie do niego pasztecików. Te z pozoru banalne przykłady obrazują działanie ciągu przyczynowo-skutkowego, któremu podporządkowane jest ludzkie życie. Raz podjąwszy decyzję, musimy konsekwentnie egzekwować ją, ponieważ czasu, niestety, cofnąć nie można, więc i owej decyzji zmienić się nie da. Problem pojawia się w momencie, gdy wybór jest nie przemyślany, dokonany pod wpływem silnych emocji lub innych czynników i bodźców zewnętrznych. Nawet gdy takiego wyboru żałujemy, powinniśmy brać go pod uwagę i pozostawać mu wiernym lub postępować w taki sposób, aby godnie wycofać się z niego, biorąc na siebie ewentualne konsekwencje. Człowiek nie ma bowiem monopolu na właściwe ocenianie sytuacji i nie zawsze to, co postanowi, jest dobre. Powziętej raz decyzji nie można zmienić, więc w warunkach, kiedy dochodzimy do wniosku, że była ona błędna, pozostaje tylko pogodzić się z jej skutkami i następnym razem lepiej się zastanowić.

Jeden wybór pociąga za sobą widmo następnych. Aby zrozumieć tę sentencję, sięgnijmy do prawyboru, przed którym stanęli pierwsi ludzie. Bóg obdarzył swoje dzieci wolną wolą, dając im tym samym możliwość rozstrzygnięcia o ich życiu. Adam i Ewa świadomie sprzeciwili się Boskim nakazom; dokonali wyboru między własnym namiętnościami a prawami Pana. Za swój czyn musieli odpowiedzieć przed Stwórcą, przyjąć jego bezpośrednie skutki w postaci wygnania z raju. Decyzję Ewy o zerwaniu jabłka z zakazanego drzewa po dziś dzień odczuwają wszyscy chrześcijanie. Tylko Bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący, on tylko potrafi ocenić, co dla człowieka jest dobre, a co złe. Pierwsi ludzie przez swój czyn pozbawili całą ludzkość Boskiego kierownictwa, skazali potomnych na konieczność ciągłego dokonywania selekcji, bez pewności co jest właściwe, a co nie. Nie mając takiej wiedzy, jedyną efektywną drogą dla człowieka jest konsekwentne postępowanie i wierność pierwotnym postanowieniom. Bezkarne wycofywanie się jest zaś po prostu tchórzostwem. Człowiek jest bowiem odpowiedzialny za swoje czyny przed sobą, ludzkością i Bogiem.

Z moich wstępnych rozważań wynika, że każdy wybór, w zależności od jego wagi, jest zjawiskiem mniej lub bardziej wiążącym. Dowodem na słuszność tego twierdzenia niechaj będą literackie przykłady bohaterów, którzy „uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać [musieli]”. Wybór jest czynnością uzależnioną od moralności, o czym świadczy sytuacja Antygony i Kreona w obliczu śmierci Polinejkesa. Tytułowa bohaterka jest zdeklarowaną wyznawczynią określonej wiary. Fakt ten obliguje ją do postępowania zgodnie z zasadami wybranej religii. Czuje się więc zobowiązana do godnego pochowania brata, co w konsekwencji prowadzi ją do utraty życia.

Prześledźmy zatem ciąg przyczynowo–skutkowy, wedle którego toczy się życie Antygony. Jej pierwszym wyborem jest dobór religii. Konsekwencją przyjęcia pewnego wyznania jest absolutny imperatyw życia w zgodzie z jego prawami. Pierwotny wybór wymaga zatem konkretnego postępowania w późniejszych problemowych sytuacjach. Antygona musi więc pochować brata, mimo iż stanowczo zakazał tego Kreon. Decydując się na ten krok, bohaterka dokonuje jednocześnie najważniejszego wyboru, przed jakim może być postawiony człowiek. Świadomie skazuje się na śmierć. Postępuje w sposób godny – wierna jest swoim pierwszym postanowieniom i drodze, którą podjęła się kroczyć.

W sytuacjach wyboru postawiony jest również Kreon. On także zmuszony jest stawić czoła podobnemu problemowi. Na jednej szali kładzie konsekwencję i konieczność dotrzymania danego słowa, na drugiej zaś życie bratanicy. Mimo tragicznych skutków, decyduje się na zachowanie wiążącej mocy własnych zakazów. Pomijając kwestię, czy jego postępowanie było humanitarne czy też nie, należy oddać Kreonowi hołd za bezwzględną stałość przekonań i wierność własnym słowom. Pokornie przyjmuje efekty swej decyzji – śmierć żony i syna. Wygrywa w nim siła charakteru i odporność na czynniki z zewnątrz.

Bolesne skutki serii dokonywanych wyborów znosi także Walter Alf z powieści poetyckiej Adama Mickiewicza. Pierwotnym wyborem, który pociągnął za sobą konieczność następnych, było w przypadku Waltera określenie własnej przynależności narodowej. Wychowany w zakonie chłopak ma bowiem w tej dziedzinie dwie możliwości: w dalszym ciągu utożsamiać się z Krzyżakami bądź uwierzyć Halbanowi, że jest Litwinem. Zdecydowawszy się na narodowość litewską, Walter zmuszony jest wypełnić obywatelski obowiązek wobec ojczyzny. Ucieka więc z zakonu, a znając sytuację polityczną, musi podjąć walkę ze swymi dotychczasowymi opiekunami. Patriotyczna postawa Waltera determinuje podjęcie przez niego określonej decyzji w kolejnym wyborze, przed jakim zostanie postawiony. Tym razem musi wybrać pomiędzy szczęściem osobistym u boku Aldony a szczęściem narodowym. Kiedy postanawia ruszyć do walki w obronie ojczyzny, w jego życiu pojawia się następny dylemat. Walter zdaje sobie sprawę, że otwarty bój z Krzyżakami z góry skazany jest na przegraną. Ma świadomość, że w uczciwy sposób nie da się złamać potęgi Zakonu. Zna drogę walki, lecz po stokroć ją przeklina, gdyż niesie ona za sobą potrzebę pogwałcenia honoru rycerskiego i moralności chrześcijańskiej. Musi wybierać między etyką i zgodą z własnymi przekonaniami a dobrem kraju. W efekcie przyjmuje imię Konrad Wallenrod i rozpoczyna nieuczciwą, podstępną grę z Zakonem. Mimo iż czuje się wewnętrznie rozdarty i oszukany, do końca trwa przy swoim wyborze. Osiągnął cel – nie dopuścił do najazdu Krzyżaków na Litwę, lecz cena, jaką przyszło mu za to zapłacić, była ogromna. Ostateczną konsekwencją licznych wyborów, których dokonał, było: poświęcenie miłości żony, splugawienie własnego imienia, zatracenie nadziei na zbawienie i w końcu – samobójstwo.

Na podstawie wyżej przedstawionych przykładów widać, że konieczność dokonywania ciągłych wyborów – przy zachowaniu pamięci o nadrzędnym, wiążącym charakterze pierwotnego rozstrzygnięcia – jest bardzo męcząca i trudna. Niejednokrotnie pozostawanie wiernym obranej początkowo drodze życia niesie za sobą cierpienie, a nawet śmierć. O ile jednak ta pierwsza decyzja była słuszna, człowiekowi łatwiej jest znosić jej skutki. Gorzej, jeżeli przez całe życie pokutujemy za popełnione niegdyś błędy i nieustannie dręczymy się myślą o własnej pomyłce. W takiej sytuacji jest bohaterka Przedwiośnia Stefana Żeromskiego, matka Cezarego, pani Jadwiga Barykowa. Jako młoda dziewczyna zakochana była w Szymonie Gajowcu, lecz wbrew głosowi serca wyszła za mąż za Seweryna Barykę. Wybierając męża, wybrała status majątkowy i dostatnie życie, odrzuciła zaś ojczyznę i miłość. O błędzie przekonała się, odczuwając głęboką nostalgię za Polską i prawdziwym związkiem. Konsekwencją jej wyboru była konieczność zamieszkania na obczyźnie – w Baku, bolesne doświadczenie rewolucyjne i potrzeba ryzykowania życia w celu zdobycia środków na utrzymanie syna. Gdyby nie poślubiła Seweryna, mieszkałaby w Polsce, a rewolucja nie zniszczyłaby ostatecznie jej życia. Jednak raz podjęty wybór determinuje dalsze działanie – jako żona musi dbać o męża i dom, a jako matka – o syna.

Przedstawieni przeze mnie bohaterowie, niezależnie od tego, jaki mają stosunek do swej pierwszej decyzji (żałują jej czy pochwalają), bronią swego wyboru i dążą do realizacji postanowień, jakie niegdyś poczynili. W moim odczuciu tak właśnie postępuje odpowiedzialny i świadomy człowiek. Przychylam się do twierdzenia Gustawa Herlinga–Grudzińskiego, że bez względu na warunki należy być wiernym sobie, czyli swemu pierwotnemu wyborowi. Porzucanie i łamanie go (jak czynią bohaterowie T. Borowskiego) graniczy bowiem z oportunizmem. Nauczmy się zatem ponoszenia konsekwencji i brania odpowiedzialności za swe decyzje. Traktując je „po macoszemu”, krzywdzimy nie tylko siebie, ale też innych. Jako że każdy wybór jest wieczny, gdyż raz podjętego postanowienia zmienić się nie da, pamiętajmy, że będąc w sytuacji, kiedy zachodzi konieczność wyboru, należy zachować pełną świadomość i trzeźwość myślenia. Inaczej – będziemy płacić za błędy przez całe życie. Codzienność daje nam jednak swego rodzaju trening w dokonywaniu wyborów, więc z prostszych doświadczeń czerpmy naukę, która niewątpliwie przyda się nam w obliczu życiowej decyzji.

77

Warszawa z lat wojny i okupacji w utworach literackich dotyczących tego okresu.


Warszawę z lat wojny i okupacji odnajdujemy w wielu utworach tego okresu. Dotyczą one życia codziennego okupowanej stolicy, literackich ujęć powstania w getcie warszawskim i powstania warszawskiego. Obraz Warszawy z okresu wojny ukazany został w utworze A. Kamińskiego Kamienie na szaniec. Jest to opowieść o losach warszawskiej młodzieży, działającej w organizacjach harcerskich. Bohaterami książki są m.in. Zośka, Rudy i Alek, którzy podejmują działalność konspiracyjną w latach 1939–1943.

Szczególnie wyraziście ukazana jest Warszawa z czasów okupacji hitlerowskiej w opowiadaniach Tadeusza Borowskiego. W utworze Pożegnanie z Marią na przyjęciu weselnym u pary muzyków znajduje się na wpół pijana grupa przyjaciół. Uciekinierka z getta, żydowska pieśniarka, przypomina, że za oknem jest okupacja. Młodzi ludzie Tadeusz (narrator) i jego narzeczona Maria są członkami tajnych kompletów uniwersyteckich, dyskutują o miłości i literaturze. Jednocześnie pracują w firmie budowlano–przewozowej, handlują, produkują i rozprowadzają samogon. Godzina policyjna, łapanki, ciągłe zagrożenie życia – oto obraz Warszawy z tego okresu. Rzeczywistość okupacyjna podważyła dotychczasowe normy moralne, ukazała – według Borowskiego – ich umowność i fałsz.

A. Szczypiorski w powieści Początek ukazuje również Warszawę i warszawiaków w okresie wojny i okupacji, a szczególnie stosunek Polaków do holokaustu. Przedstawia zarówno akty bohaterstwa w ratowaniu Żydów, jak również postawy niskie i podłe – dzięki czemu zyskuje pisarz obiektywizm. Z zestawienia postaw prezentowanych w powieści wynika, że jednostki szlachetne i podłe są w każdym narodzie, niezależnie od przynależności rasowej czy etnicznej.

Ziele na kraterze M. Wańkowicza to wzruszająca opowieść o losach rodziny pisarza w okupowanej stolicy i o śmierci córki pisarza, która zginęła podczas powstania warszawskiego.

Inny utwór, „Ikar” J. Iwaszkiewicza, opowiada z kolei o chłopcu aresztowanym w Warszawie przez Niemców w latach okupacji hitlerowskiej.

Powstanie w getcie warszawskim ukazują utwory takie, jak: Hanny Krall Zdążyć przed Panem Bogiem i K. Moczarskiego „Rozmowy z katem”. H. Krall w swoim reportażu prezentuje walkę i bohaterstwo Żydów w okresie wojny, jak również wstrząsające obrazy życia w getcie warszawskim. Dobrodziejstwem staje się tu odstąpienie cyjanku, samobójstwo i brak żywności oto rzeczywistość, którą przedstawia. W Rozmowach z katem Moczarski ukazuje martyrologię Żydów w aspekcie historycznym. Obraz płonącego getta warszawskiego ukazany jest tu od strony Niemca – hitlerowca, likwidatora getta, wysoko postawionego oficera SS.

Utworem ukazującym powstanie w getcie warszawskim jest również broszura napisana przez Edelmana, zastępcę komendanta ŻOB, pt. Getto walczy. Wiele utworów literackich ukazuje powstanie warszawskie z roku 1944.

Kolumbowie rocznik 20 R. Bratnego to słynna już powieść o żołnierzach AK i ich zrywie powstańczym. Kolumb, Jerzy, Olo, Niteczka to główni bohaterowie opowieści o walce, miłości i śmierci powstańców Warszawy. Utwór ten, opowiadający o pokoleniu Kolumbów, doczekał się realizacji filmowej, przedstawił Warszawę i jej mieszkańców w tym niezwykle dla niej trudnym momencie historycznym.

Zośka i Parasol A. Kamińskiego to relacja o dalszych losach bohaterów opisywanych w Kamieniach na szaniec. W okresie powstania warszawskiego narażają oni życie, walcząc z okupantem.

Pamiętnik z powstania warszawskiego M. Białoszewskiego to opowieść będąca rejestrem obserwacji i odczuć bohatera patrzącego na walczącą stolicę. Również Stawińskiego Kanał i Krzysztonia Kamienne niebo to opowieści z czasów powstania warszawskiego, które doczekały się odpowiednich realizacji filmowych.

Warszawa z lat wojny i okupacji przedstawiona została nie tylko w prozie, ale również w poezji tego okresu. Alarm A. Słonimskiego to wiersz nawiązujący do alarmów z września 1939 roku. Poezja Kolumbów – Baczyńskiego, Gajcego i innych również przedstawia Warszawę i jej mieszkańców w okresie wojny i okupacji.

W wierszu Pokolenie Baczyński przedstawia straszliwą wizję świata i pokolenia wojny. Młodzi, dwudziestoletni ludzie dorośli już do trumny – śmierć grozi im w każdej chwili, w mieście podobnym do Apokalipsy. Odwaga i męstwo tworzą maskę żołnierza – Warszawy, lecz w sercu ma on zwykły, ludzki ból, lęk śmierci, tęsknotę za miłością i możliwością tworzenia. Chwilą bez imienia nazywa poeta czasy swojej młodości wojenno–powstańczej. Groza wojny, realia bombardowań, śmierć – oto otaczająca rzeczywistość.

Warszawa z tego okresu ukazana jest również przez Cz. Miłosza w jego utworach Campo di Fiori czy W Warszawie. W pierwszym wierszu uwiecznia poeta karuzelę koło murów getta, zaś w utworze Biedny chrześcijanin patrzy na getto przyjmuje postać pełną grozy, przerażenia i poczucia odpowiedzialności, opisując śmierć Żydów w getcie. Zupełnie innym utworem jest wiersz J. Twardowskiego pt. „Matka Boska Powstańcza”. Jest on rodzajem modlitwy do Matki Bożej – patronki i pocieszycielki powstańców, napisanej przez księdza, uczestnika powstania warszawskiego.

Inne utwory opowiadające o Warszawie z okresu wojny i okupacji to Lechonia Pieśń o Stefanie Starzyńskim, prezydencie stolicy, czy Wyszyńskiego Modlitwa za zmarłych. Wszystkie utwory przedstawiane przeze mnie, zarówno prozatorskie, jak i poetyckie, ukazywały stolicę i jej mieszkańców w różnych okresach okupacji hitlerowskiej: we wrześniu 1939 roku, w okresie powstania warszawskiego i powstania w getcie. Codzienność okupacyjna i bohaterstwo mieszkańców oto obrazy, które odnajdujemy w utworach opisujących stolicę tego okresu.

78

Wiara, nadzieja i miłość, czyli inspiracje biblijne w poezji Czeslawa Miłosza.


Czesław Miłosz, laureat nagrody Nobla, profesor języka i literatur słowiańskich w Berkeley w USA, jest od 1990 roku częstym gościem naszego kraju.

Debiutował przed II wojną światową w grupie poetyckiej Żagary tomikiem pt. Trzy zimy, który dobrze zapowiadał jego niezmiernie interesującą twórczość. Wiersze z lat wojny zebrał w tomie pt. „Ocalenie”, zaś emigracyjne w Świetle dziennym. Pisał pamflety polityczne, np. Zniewolony umysł, eseje i przekłady, w tym uderzający doskonałością poetyki przekład Księgi Psalmów. Stanowi to dowód umiłowania tradycji biblijnej przez poetę i traktowania wartości chrześcijańskich jako ważnego składnika tradycji śródziemnomorskiej.

W utworach powojennych, takich jak np. cykl Świat (poematy naiwne), poeta starał się przezwyciężyć wojenną Apokalipsę. Dostrzegamy w tych utworach, jak poszukuje dla człowieka wartości trwałych. Ojciec jest dla Miłosza symbolem mądrości życiowej, dom rodzinny dającą wytchnienie oazą spokoju, zaś uroki codzienności koją groźny niepokój.

Według poety trzy cnoty biblijne: Wiara, Nadzieja i Miłość są fundamentem ładu świata, gwarantem jego harmonii. Poeta radzi, aby z wiarą patrzeć na świat, rozejrzeć się dobrze dookoła i odnaleźć radość i spokój w zwyczajności:


... Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy

Listek na wodzie albo kroplę rosy

I wie, że one są, bo są konieczne...

(Wiara).


Zaleca także, aby nie tracić nadziei.


... Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,

że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,

I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie...

(Nadzieja).


Natomiast miłość, według poety, pomaga zrozumieć ludzi i świat, bo:


... Kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,

ze zmartwień różnych swoje serce leczy...

(Miłość).


Jest więc poemat symbolicznym przedstawieniem losu ludzkiego, życiowej drogi człowieka dążącego poprzez poznanie i cierpienie do doskonałości. Osiągnięcie jej jest możliwe właśnie poprzez praktykowanie trzech cnót: wiary, nadziei, miłości. Sens tych trzech pojęć metafizycznych tłumaczy kochająca matka, nie zaś ojciec uosabiający mądrość.

Przedmiotem wiary jest istnienie świata, w którym wszystko ma swój sens metafizyczny (ponadzmysłowy i pozarozumowy).

Przedmiotem nadziei jest przekonanie, że świat widzialny istnieje naprawdę, nie jest jedynie złudzeniem ludzkiego umysłu, jak twierdzą niektórzy filozofowie. Jest także istnienie tych zjawisk niedostępnych ludzkiemu poznaniu, okrytych wielką tajemnicą.

Miłość to uczucie wszechogarniające, skierowane do wszystkiego, co istnieje, które przyczynia się do rezygnacji z egoistycznej miłości własnej, bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.

Miłość jest także, według poety, źródłem wszelkiego pożytecznego działania, wszelkiej twórczości, podstawowym warunkiem tworzenia, o wiele ważniejszym niż rozumienie. [...] nie ten najlepiej służy, kto rozumie – pisze poeta.

Wiara, nadzieja, a zwłaszcza miłość są więc spoiwem ludzkiego świata, podstawą i najważniejszą zasadą jego istnienia. Co dzieje się, gdy światu, nagle zabraknie zasady, mówi Czesław Miłosz o tym w wierszu pt. „Oeconomia di vina”.

Człowieka nie można więc zredukować tylko do rozumu, ponieważ poznanie rozumowe jest ubogie, jednostronne i niewystarczające. Według poety życie ludzkie należy oprzeć na wartościach, których źródłem jest chrześcijaństwo, a których sensu nie da się uzasadnić rozumowo.

Miłosz – moralista końca XX wieku – odrzuca katastroficzne fobie i na otaczający nas świat radzi spoglądać z nadzieją.


... Pod koniec dwudziestego wieku, urodzony na jego

początku,

po napisaniu książek złych czy dobrych, ale pracowitych,

po zdobywaniu, traceniu i odzyskiwaniu,

jestem tutaj z nadzieją, że można zaczynać na nowo...

... całe życie zawodzi mnie nadzieja...

(Pod koniec XX wieku)


Można więc powiedzieć, że nawiązując w swojej twórczości do Biblii, dołączył Czesław Miłosz do swoich poprzedników w literaturze polskiej, takich jak: J. Kochanowski, A. Mickiewicz, J. Słowacki, Z. Krasiński, C.K. Norwid, S. Wyspiański, J. Kasprowicz i inni.

Czesław Miłosz – poeta doctus i poeta kultury, umysł renesansowy, a jednak współczesny – zajmuje się w swojej twórczości człowiekiem, jego systemem wartości, sposobami na życie. Poszukuje więc dla niego wartości trwałych i znajduje je właśnie w Biblii – najstarszej księdze świata.

79

Wielkie dzieła literatury światowej nie są na ogół optymistyczne, ale nie odbierają nadziei” (J. Przyboś). Skomentuj tę myśl, odwołując się do wybranych utworów.


Rozpoczynając rozważania na ten temat, należałoby zadać sobie pytanie – jakie zadanie ma spełniać utwór literacki, by można go było określić mianem wielkiego dzieła literackiego na skalę światową?

Oczekuje się, że będzie zawierał treści ogólnoludzkie, wartości nieprzemijające, nie tylko w danej epoce, ale w ogóle, na przestrzeni stuleci. Można go nazwać takim dziełem, jeśli wywrze wpływ na literaturę wielu krajów lub też wywoła dyskusje i spory w gronie ludzi ją współtworzących i z nią związanych. Poszerza ono ludzkie horyzonty myślowe, odkrywa nowe ścieżki, którymi literatura dotąd nie kroczyła, lub też przyczynia się do nowego ujęcia tradycyjnych zagadnień, dotychczas podejmowanych problemów. Dzieła takie często są prekursorskimi powodującymi bezpośrednio rozwój danej dziedziny literatury.

Osobiście zgadzam się z twierdzeniem, że przeważnie nie są one optymistyczne. Lecz zapytamy; czy istotnie mogą nimi być? Moja odpowiedź brzmi – nie.

Losy ludzkości, koleje historii podlegające temu samemu cyklowi przez wieki wskazują dobitnie, iż optymizm, chociaż zawsze nam towarzyszący w życiu, nie zawsze zwycięża. Wielokrotnie człowiek ponosi klęskę, czasem tak druzgoczącą, że nie może się z niej podźwignąć. Dlatego też tak wielu wybitnych pisarzy ukazuje chaos świata, niepokój nękający człowieka nieustannie, nie pomija wszakże wewnętrznych sprzeczności istniejących w jego naturze, które to właśnie często są przyczyną jego zguby. Poprzez fakt, że dzieła te dotykają w takim stopniu bolączek człowieka, stają mu się bliskie, a jednocześnie otwierają mu oczy na sprawy, których dotychczas może w pełni sobie nie uświadomił, chociaż istniały one zawsze w głębi jego psychiki.

Prawdą jest, że dzieła te nie odbierają ludziom nadziei. Nie mogą tego czynić, mogłyby bowiem przyczynić się nawet do zniszczenia jego wiary w przyszłość. Nadzieja – to ona właśnie podtrzymuje na duchu ludzi, nawet tych, wydałoby się przegranych, już straconych, dodaje otuchy i pozwala przetrwać ciężkie chwile. Prawie zawsze twórca pozostawia choć nutkę nadziei, by nie pozwolić na załamanie się człowieka.

By poprzeć przykładami cytat stanowiący podstawę mojej pracy, chciałabym przedstawić kilka znamiennych dla literatury światowej utworów. Przede wszystkim Ulissesa Jamesa Joyce'a, dzieła Prousta i twórczość Kafki. Można ich nazwać prekrusorami nowej powieści w okresie dwudziestolecia międzywojennego, a ich twórczość nowatorską. W swojej powieści Joyce po raz pierwszy zastosował technikę symultaniczną. Jej istotę stanowi ujęcie tego samego wydarzenia widzianego oczami kilku osób. Jak różni są ludzie, tak też odmienne są ich relacje. Są one naturalnie subiektywne, każdy z nich bowiem ma pewien stosunek emocjonalny do relacjonowanego wydarzenia. Utwór ten określa się również mianem metafory ludzkiego losu, który jawi się tu jako nigdy nie kończąca się wędrówka człowieka. Ulisses ukazał wizję świata – chaosu, w którym trudno się człowiekowi odnaleźć. O tym, jak ważny był poruszony przez Joyce'a problem wzajemnych relacji świata i człowieka, świadczy szeroki rozgłos i spory wokół utworu.

Takie samo poruszenie wywołał siedmiotomowy cykl powieściowy Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu. Ukazał on zjawisko upływu czasu w niezwykle osobliwy sposób. Na niektórych wydarzeniach z dzieciństwa – świat jest tu bowiem ukazany oczami dziecka – koncentruje się przez dłuższy czas, inne zupełnie pomija. Powieść Prousta to niezwykle subiektywnie ujęte wspomnienia i wrażenia z dzieciństwa. Ukazane są oczami niezwykle wrażliwego małego chłopca, wychowującego się w cieplarnianych warunkach dobrze sytuowanej rodziny. Nowatorstwem jest tutaj waga wrażeń zmysłowych: wzroku, zapachu, a co najważniejsze, smaku. Młody chłopiec ma tak silne wrażenia zmysłowe, że smak ciastka kojarzy mu się z określonym wydarzeniem, wywołuje nagle niezwykle wyraźne wspomnienia obrazu, miasta, jakiejś sytuacji. Wspomnienia pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie, nieoczekiwanie, najczęściej pod wpływem bodźca – wrażenia zmysłowego. Ich ostrość świadczy o tym, jak mocno wrażenia z dzieciństwa utkwiły w jego świadomości. Proust zajmuje się badaniem świadomości człowieka, interesuje go, jak można ją pobudzić, jaki jest jej zakres.

Jego utwór wydaje się być całkowicie odrębny, obce mu są wydarzenia epoki, burze dziejowe (jak wiemy cykl powstał również w okresie pierwszej wojny). Powstaje pytanie – co w takim razie jest najważniejsze dla Prousta? Przede wszystkim ludzka psychika i świadomość. Pisarz zajmuje się psychologią głębi ludzkiej, metoda introspekcji, czyli wewnętrznego badania, jest tu podstawą. Nurtuje go problem przemijania czasu, interesuje świat widziany oczami dziecka, jego odczucia, podkreśla rolę zmysłów jako narzędzi poznawania świata.

Dzieło Prousta wydaje się być dowodem na to, iż tylko subiektywne widzenie świata może być jedynym, właściwym, które jest w stanie stworzyć wielkie w swoim nowatorstwie dzieło. Pomimo ukazania problemu przemijania czasu, przerastającego człowieka, nawet proste wydarzenia mogą być źródłem pocieszenia, nadziei.

Znamienna dla światowej literatury jest twórczość Franza Kafki. Jego świat to koszmar. Człowiek jest bardzo samotny, a wszelkie jego usiłowania skazane są na niepowodzenia, z góry zajmuje on przegraną pozycję, niezależnie od tego, jakie będą jego wysiłki. Zarówno w Procesie jak i w Zamku człowiek miota się, ograniczony koszmarnym funkcjonowaniem instytucji. Wydają się one być podobne do przerażających, niemal groteskowych machin, które krępują człowieka, unieruchamiają, a w rezultacie prowadzą do nieuchronnej zguby. Najgorsza jest tu bezsilność człowieka, który nie ma wpływu na rozwój wydarzeń, jest niemalże bezludzką istotą.

W Procesie ukazana jest sytuacja Józefa K. Jest ona tragiczna, ponieważ bohater nie wie, o co został oskarżony, a próby uzyskania jakichkolwiek informacji w gmachu sądowym okazują się bezskuteczne, ukazując jedynie jego słabość, samotność, opuszczenie, nieprzychylne mu otoczenie. Nigdy dotychczas nie przedstawiono sytuacji człowieka w otaczającym go świecie w taki sposób, jak uczynił to z wielką ekspresją Kafka. Perspektywa pesymistycznej wizji świata musiała wywrzeć głęboki wpływ na literaturę światową, ale czyż nie zawiera ona w sobie głębokiej prawdy?

Dzieła wymienionych przeze mnie twórców zapoczątkowały swoistą ewolucję w dziedzinie konstrukcji utworu, a także w ujęciu i nowym spojrzeniu na jego problematykę. Wydaje mi się, że nie będzie dużą przesadą umieszczenie niektórych utworów Witkacego na liście wielkich dzieł.

Stanisław Ignacy Witkiewicz to twórca naprawdę wielkiej miary, świadczy o tym jego rozgłos i wpływ m.in. na literaturę europejską. To wybitny twórca w wielu dziedzinach – pisarz, dramaturg, malarz. Jego literatura pełna jest niepokoju, pobrzmiewa nutą katastrofizmu, który może być uznany za znamienny, nieodłączny element jego twórczości. Dominuje subiektywne widzenie świata – stąd przecież deformacja, groteska, fantastyczne fragmenty przenikające przez utwory.

Charakterystyczny dla jego twórczości jest dramat Szewcy. Rewolucja ukazana jest tu jako niezmienny, powtarzający się cykl – każda rewolucja przynosi nową władzę, która wkrótce i tak zostanie zastąpiona przez nową. Jego utwory są dowodem, iż Witkacy wyraźnie widzi nadchodzącą zagładę cywilizacji, co gorsza, wie, że jest ona nieuchronna, pierwsze jej oznaki widzi w upadku kultury. Twórczość jego pozostaje wyraźnie pod znakiem lęku o przyszłość egzystencji człowieka, a przeczuciu temu nieodłącznie towarzyszy katastrofizm. Dla Witkiewicza katastrofą, która się dopełniła, było wkroczenie wojsk radzieckich do Polski we wrześniu 1939 roku. Popełnił samobójstwo, życie wydawało się już nie mieć sensu; utracił już nadzieję, jego przewidywania się spełniły.

Twórczość Witkacego jest tak różnorodna i skomplikowana, że mogłam jedynie nakreślić najważniejsze i najbardziej charakterystyczne jej cechy.

Wymieniając wielkie dzieła, nie sposób pominąć Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego. Głównym bohaterem utworu jest Raskolnikow, młody student. Przeżywa wewnętrzne rozterki, wyolbrzymione przez jego skomplikowaną, rozchwianą psychikę. Brak pieniędzy na utrzymanie ogranicza jego możliwości, w rezultacie powoduje, że decyduje się na morderstwo bogatej lichwiarki. Jest całkowicie świadom wagi swego czynu, lecz zdaje sobie sprawę, że musi tak postąpić – nie widzi innej drogi. Wyrzuty sumienia okazały się jednak silniejsze, przyznał się do popełnionego czynu, chociaż nie zostałby ujęty – jego czyn można określić mianem morderstwa doskonałego. Dostojewski również interesował się złożonością ludzkiej psychiki, motywami, którymi kieruje się człowiek, jego pobudkami. Można wyciągnąć wniosek, że ludzie są zdolni do wszystkiego i to może się stać źródłem pesymizmu. Lecz czyż nie ma w tym utworze nuty nadziei? Jest. Istnieje szansa, że odbywszy karę, Roskolnikow powróci jednak do normalnego życia, zwyciężą uczucia rodzinne, bohater znajdzie swoją drogę.

Wybitnym dziełem jest „Dżuma” Alberta Camusa. Określenie jej jako paraboli ludzkiego losu dodatnio świadczy o jej wadze i roli, jaką odegrała w dziejach literatury. Powieść tę można rozumieć bardzo dosłownie jako ukazanie epidemii, która dotknęła miasto, problemów ludzi skazanych na pobyt w zadżumionym mieście, do końca niepewnych swego losu. Można wszakże interpretować dżumę nieco inaczej – jako zło, a może zagrożenie, które czyha na ludzi, by znienacka uderzyć, zaatakować akurat w jak najmniej spodziewanym momencie. Koniec wydaje się być złowrogi; narrator, obserwując nareszcie wolnych od epidemii, szczęśliwych ludzi, dochodzi do wniosku, że nigdy nie wiadomo, kiedy taka epidemia może powrócić i zebrać znów straszliwe żniwo śmierci. Wszakże Camus nie pozbawia nas, czytelników, nadziei. Mogą ją budzić przede wszystkim szlachetne postawy ludzkie; jednostki takie jak dr Rieux i Tarron budzą otuchę, wiarę w siły człowieka i możliwość zwycięstwa, nawet w przegranej, jaką jest zmaganie człowieka z potężną siłą.

Camus to twórca, którego poglądy kształtował egzystencjalizm, kierunek, który rozważał pozycję człowieka w świecie. Jego założenia mogły niemal jedynie budzić pesymizm, zakładały bowiem, że człowiek jest samotny, opuszczony, nie wierzy w Boga (podobnie bohaterowie tzw. pozytywni Rieux i Tarron), a więc po śmierci nic go nie czeka. Jest zmuszony do obrony swojej egzystencji i chociaż nie jest ona wartością, to stanowi jedyną rzecz, jaką on może chronić. Sytuację człowieka można ocenić jako dramatyczną. Mimo to w Dżumie pobrzmiewają nutki optymizmu, jednak warto jest podjąć wyzwanie, nawet jeśli istnieje mała nadzieja na zwycięstwo.

Kończąc moje rozważania na temat dzieł literatury światowej, chciałabym je podsumować w kilku zdaniach. Uznałam za słuszny cytat umieszczony w temacie, starałam się mój pogląd udowodnić, poprzeć przykładami. Twórczość Joyce'a i Kafki nie tchnie optymizmem, wręcz przeciwnie, ukazuje chaos i koszmar świata, a na jego tle uwikłaną jednostkę ludzką. Twórcy ci, dogłębnie badając relacje człowiek – świat, a także psychikę istoty ludzkiej, kształtowali swój światopogląd, budowali koncepcje istnienia świata i ludzkości w ogóle. Wydaje mi się, że dzieła Camusa i Dostojewskiego budzą więcej optymizmu, budują nadzieję wśród odbiorców, są dowodem na to, iż nadzieja pomaga przetrwać nawet najtrudniejsze momenty. Moim zdaniem mianem pisarza humanisty można określić każdego twórcę, który nie waha się podjąć najważniejszych problemów nurtujących ludzi. Prawdziwy pisarz zawsze pozostawi choćby najmniejszy cień optymizmu, a już od wrażliwego odbiorcy zależy, czy go odnajdzie, rozpali tlącą się iskrę nadziei.

Wielkie dzieła nie mogą być optymistyczne – byłyby bowiem nieprawdziwe. W życiu człowieka niepokój i harmonia, szczęście i tragedia, miłość i nienawiść, przeplatają się, tworzą łańcuch, którego nie można rozerwać. Tylko i wyłącznie od twórcy zależy, w jakiej proporcji umieści te uczucia, jaką koncepcję stworzy.

Nadzieja to uczucie silniejsze chyba od wszystkich innych, często niezależne od nas, prawie zawsze nam towarzyszące, więc zauważalne także w wielkich dziełach literackich, które zasłużyły na swą szansę, ukazując mniej lub bardziej subiektywnie wszystkie dziedziny życia i psychiki człowieka.

80

Wielkie dzieła literatury światowej nie są na ogół optymistyczne, ale nie odbierają nadziei” (J. Przyboś). Skomentuj tę myśl, odwołując się do wybranych utworów.


Myślę, że rację ma J. Przyboś, twierdząc, że Wielkie dzieła literatury światowej nie są na ogół optymistyczne, ale nie odbierają nadziei. Postaram się to udowodnić analizując powieść F. Dostojewskiego Zbrodnia i kara.

F. Dostojewski tak pisał w liście do przyjaciółki po śmierci żony:


... Jestem dziecięciem stulecia, dziecięciem niewiary i zwątpienia

[...] Ileż straszliwej udręki kosztuje mnie pragnienie wiary, które jest

w mej duszy tym silniejsze, im więcej we mnie dowodów przeciw–

nych...


To właśnie kwestia istnienia Boga oraz pragnienie wiary dręczyły go najbardziej. Stąd też bohaterowie Dostojewskiego dużo mówią o Bogu, ale tak naprawdę jest to mówienie o sposobie życia. Wszyscy oni, żyjący w świecie petersburskich zaułków, uwikłani w światopoglądowy spór, akceptują dewizę Iwana Karamazowa:


Jeśli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone. A zatem dozwolone

jest przede wszystkim dokonanie podstawowego wyboru: przyjęcie

bądź odrzucenie ideologii chrześcijaństwa. Punktem wyjścia dla

Dostojewskiego jest przekonanie o kryzysie i nieuniknionym zmie–

rzchu chrześcijaństwa i szerzeniu się ateizmu.


Bohaterowie „Zbrodni i kary” żyją w świecie dalekim od doskonałości. Sonia, jedyna chrześcijanka, skazana jest na życie całkowicie zaprzeczające zasadom jej wiary. Sfidrygajłow popełnia samobójstwo, by skrócić sobie życie beznadziejne i pełne złudzeń. Dunia chce poświęcić swe życie idei, która nigdy nie przyniesie jej prawdziwego szczęścia. Raskolnikow, człowiek myślący i wrażliwy, cierpiący nad niesprawiedliwością świata, zanegował sensowność etyki chrześcijańskiej, której zasady nie sprawdziły się w życiu. Był przekonany o zbędności i bezużyteczności wiary. Stworzył zatem system moralny oparty na prawidłach czystego rozumu, uwolnionego od odróżniania dobra i zła. Razem z tą filozofią zrodziła się koncepcja społeczeństwa, którą bohater opisał w swoim artykule. Jej istota sprowadza się do podziału na dwie kategorie: na klasę ludzi zwykłych (niższych), będących materiałem, którzy służą wyłącznie do wydawania na świat sobie podobnych oraz ludzi właściwych tzn. posiadających dar..., który im pozwala wygłosić nowe słowo. Przy czym ci ostatni nie muszą liczyć się z zasadami etycznymi ani z odwiecznym prawem sumienia.

Przywodzi mi to na myśl teorię nietykalności wielkich w obliczu historii, zawartą w Filozofii dziejów Hegla, dziele tak popularnym w czasach Dostojewskiego.

Na takim fundamencie myślowym oprze Raskolnikow swoją czysto arytmetyczną teorię prawa do zbrodni: jedna śmierć w zamian za sto żywotów. Teoria ta, zezwalająca na mord i wręcz go zakładająca, uczyniła z Raskolnikowa, który uważał się za człowieka niezwykłego, zbrodniarza. Zanim jednak bohater podjął ostateczną decyzję o zbrodni, zetknął się z tragedią niewinnych – rodziny Marmieładowa, swej siostry Duni i matki, jak również ze starą lichwiarką – obrzydliwą gnidą. Można by powiedzieć, że to owe tragedie, skazanych na niesprawiedliwość przez los, stały się bezpośrednim czynnikiem, który pchnął Raskolnikowa–teoretyka do czynu.

Z drugiej strony zdawać by się mogło, że stanowiły one nie tylko pretekst czy usprawiedliwienie w udowodnieniu słusznego prawa do zbrodni. Był więc Raskolnikow przedstawicielem laickiego tragizmu, co w następstwie przyniosło jego rozdarcie wewnętrzne i zachwianie równowagi moralnej. Był on bowiem jedynie niedoskonałym teoretykiem, ale praktyka – zbrodnia – to zupełnie co innego. Rodion Romanycz obrał sobie za wzór postać wielkiego Napoleona Bonaparte, który istotnie wpłynął na bieg historii. Teoria bohatera miała jednak niedociągnięcia. Zastanawiamy się, czy on naprawdę wierzył w to, że zabijając lichwiarkę, może nie tylko pomóc cierpiącym, ale i zmienić bieg dziejów, zreformować system społeczny? Był człowiekiem inteligentnym i wykształconym. A zatem błąd w jego myśleniu należy przypisać niedojrzałości i szaleństwu, które nie pozwoliły mu na trzeźwą ocenę sytuacji.

Rodion dokonał zbrodni, zabił lichwiarkę i jej siostrę Lizawietę, zrealizował plan, który długo dojrzewał w umyśle tego idealisty, marzyciela i szaleńca. Dopiero po dokonaniu zbrodni zaczął rozumieć, że ona się nie powiodła. Popadł w obłęd, zaczęły go dręczyć wyrzuty sumienia. Nie mógł jednak zrozumieć przyczyny swego załamania i jeszcze przez długi czas wierzył, że jego teoria jest bezwzględnie słuszna. Kiedy Rodion pojął, że nie ma w morderstwie, którego dokonał, patetycznego, wielkiego celu na miarę Napoleona, że brak mu siły i woli wielkich ludzi, przeraził się.

W wersji pierwotnej F. Dostojewski zamierzał zakończyć powieść samobójstwem Raskolnikowa, jednakże w wersji, którą otrzymaliśmy, wielką rolę odgrywa Sonia. Ta szlachetna ladacznica, biedna dziewczyna, która prostytucją zarabia na życie rodziny, siłą swej miłości do Boga i do Raskolnikowa nakłania Rodiona do poddania się i zgłoszenia na policję. Rodion, który jechał zesłany na katorgę, otrzymał od niej Biblię, która właśnie wyzwoliła w nim nadzieję. Owo przygnębiające zakończenie, które autor powieści planował początkowo, znalazło odzwierciedlenie w pesymistycznej historii losu Sfidrygajłowa. Przez całe życie poszukiwał on miłości, lecz w końcu zdał sobie sprawę, że to były tylko złudzenia.

Co się zaś tyczy Raskolnikowa, jego los Dostojewski nakreślił jedynie w zarysie. W niejasnym i krótkim Epilogu autor pisze o stopniowym jego odradzaniu się, stopniowym przechodzeniu z jednego świata w drugi. O ile punkt wyjścia Raskolnikowa jest jasny, o tyle ostateczny punkt dojścia Dostojewski pozostawia naszym domysłom. Zwiastuje on jednak narodziny człowieka wierzącego, tryumf prawdy wiary – metafizycznej natury człowieka.

Powolny więc upadek Raskolnikowa–immoralisty, który jest motywem przewodnim Zbrodni i kary, nie odbiera nadziei, lecz przeistacza się w stopniowe powstawanie nowego człowieka – wierzącego.

81

Wielkość i tragizm powstań narodowych w znanych Ci utworach literatury polskiej.


Powstania – zrywy niepodległościowe Polaków są niezmiernie istotnym tematem naszej literatury. Nie można się temu dziwić, ponieważ zabory, okupacja – tragiczne dzieje narodu – zaowocowały takim właśnie biegiem wypadków, a wydarzenia takie, jak powstanie kościuszkowskie, listopadowe, styczniowe, warszawskie musiały znaleźć odbicie w literaturze.

Powstanie kościuszkowskie z roku 1794 znalazło odzwierciedlenie w poezji powstania kościuszkowskiego już w czasach sobie współczesnych. W późniejszych epokach wielokrotnie nawiązywano do tego wydarzenia.

I tak na przykład imię głównego bohatera Pana Tadeusza Adama Mickiewicza było bezpośrednim odwołaniem do osoby Tadeusza Kościuszki. To po nim otrzymał młody szlachcic Soplica imię Tadeusz. Wspomnienie insurekcji pojawia się także, jako radosny motyw, w grze Jankiela na cymbałach w tym utworze.

Bitwa pod Racławicami J. Matejki ozdabia z kolei chatę bronowicką w Weselu Wyspiańskiego i symbolizuje solidarną postawę chłopów i szlachty w walce o wolność.

Najwięcej jednak utworów literackich dotyczyło powstania listopadowego, które rokowało wielkie nadzieje na zwycięstwo.

Warszawianka 1830 napisana przez C. Delavigne'a, a w polskiej wersji przez K. Sienkiewicza, propagowała program powstania należący do romantycznej poezji tyrtejskiej. Do tekstu Warszawianki muzykę skomponował Karol Różyński.

Do wierszy, które przedstawiały bohaterstwo prawdziwych powstańców, możemy zaliczyć Redutę Ordona i Śmierć pułkownika A. Mickiewicza oraz utwór J. Słowackiego Sowiński w okopach Woli.

Pierwszy z nich przedstawiał wysadzenie reduty powstańczej przez jej obrońcę ppor. Ordona, wzór patrioty i honoru, który wolał śmierć niż klęskę. Kolejny wiersz Adama Mickiewicza poświęcony był bohaterskiej Emilii Plater, uczestniczce powstania listopadowego. Trzeci opowiadał o obrońcy szańców na Woli, generale Sowińskim, starcu z drewnianą nogą, którą utracił, walcząc o wolność Ojczyzny.

W utworach literackich dotyczących powstania z 1830 roku autorzy powoływali również bohaterów fikcyjnych, którzy wrośli na zawsze w polską świadomość narodową. Konrad z III cz. „Dziadów” A. Mickiewicza to polski Prometeusz, bez reszty oddany Ojczyźnie. Kordian z dramatu J. Słowackiego to polski Winkelried, który musi przebyć trudną drogę, aby odnaleźć cel w życiu – walkę za Ojczyznę. Oni – porywający siłą myśli i bohaterstwem czynów, walczący o wolność kraju – realizowali pragnienia Polaków wybicia się na niepodległość.

Ale III cz. „Dziadów” i „Kordian” to dramaty, które powstały już po klęsce listopadowej. Dlatego są one próbą oceny społeczeństwa polskiego tego okresu, ukazania jego wielkości, ale i tragizmu – przyczyn jego klęski. Zarówno Mickiewicz jak i Słowacki jako przyczyny klęski wskazują: po pierwsze, romantyczny indywidualizm jego przywódców, który z jednej strony był ich siłą, z drugiej jednak przyczynił się do ich upadku (Konrad, Kordian); po drugie, na samotność walczących i obojętność części społeczeństwa, które w całości nie poparło powstania (Salon warszawski, Katedra Św. Jana); po trzecie, na przywary narodowe, takie jak prywata, egoizm (Grób Agamemnona); po czwarte, złe doradztwo – nieudolne, opieszałe, zbyt wcześnie decydujące o kapitulacji (Przygotowanie).

Powstanie styczniowe również odbiło się szerokim echem w polskiej literaturze.

Eliza Orzeszkowa w noweli Gloria victis (chwała zwyciężonym) jako pierwsza składa hołd uczestnikom powstania z 1863 roku. Postacią historyczną jest w tym utworze Romuald Traugutt.

W powieści Nad Niemnem również funkcjonuje mit powstania jako „czas święty”, zaś mogiła powstańców to „miejsce święte”. Historia ożywa podczas opowiadania Janka Bohatyrowicza, który jako dziecko był świadkiem chwili pożegnania powstańców odchodzących do lasu. Między nimi znajdował się Andrzej Korczyński i Jerzy Bohatyrowicz – ojciec Janka. Obaj zginęli tragicznie, poświęcili Ojczyźnie to, co mieli najlepszego – młode życie. Orzeszkowa w powieści otacza czcią to wielkie wydarzenie historyczne i jego bohaterów.

W „Lalce” B. Prusa epizod powstańczy jest ledwie zarysowany i wiąże się z biografią Wokulskiego. Wątek powstania oraz heroicznej, wielkiej miłości Ojczyzny powraca także w Pamiętniku starego subiekta.

Do powstania styczniowego nawiązywali również pisarze epok późniejszych. Prawdziwą wielkość i tragizm zrywu z roku 1863 odnajdujemy w opowiadaniu S. Żeromskiego – „Rozdzióbią nas kruki, wrony...” Wielkość tkwi w desperackiej postawie powstańca Winrycha, bestialsko zabitego przez Moskali. Tragizm w tym, że ten biedny, ciemny chłop polski, znajdując zwłoki bohatera, ściąga zeń buty i rabuje Polaka. Opowiadanie jest więc próbą odpowiedzi na pytanie: dlaczego powstanie styczniowe upadło?

Zupełnie odrębne miejsce w naszej literaturze zajmuje powstanie warszawskie z 1944 roku. Wybuchło ono w stolicy okupowanej przez hitlerowców Polski 1 sierpnia 1944 roku, trwało ponad 2 miesiące. Zakończyło się klęską, ponieważ pomoc sojusznicza zawiodła. W powstaniu zginęła niemal cała młodzież AK, jak również wielkie były straty wśród ludności cywilnej. Warszawa została doszczętnie zniszczona. Zginęli również świetnie zapowiadający się poeci: K.K. Baczyński i T. Gajcy.

Kolumbami nazwano potem pokolenie tych właśnie młodych poetów, wychowanych w wolnej Polsce, którzy brali udział w walce powstańczej i polegli na ulicach Warszawy. Piosenki powstańcze Pałacyk Michla czy Żądamy amunicji śpiewane są do dziś.

Wiele utworów literackich przedstawiających powstanie powstało już po wojnie. Można tu wymienić: R. Bratnego Kolumbowie rocznik 20 czy M. Białoszewskiego Pamiętnik z powstania warszawskiego. Według opowiadania J. Stawińskiego Kanał Andrzej Wajda nakręcił swój, wielokrotnie nagradzany, film pod tym samym tytułem. Do ciekawszych książek o tym okresie można zaliczyć A. Kamińskiego Zośkę i Parasol – ciąg dalszy „Kamieni na szaniec”.

Powyższe utwory w różny sposób podejmują temat powstania. Ukazują panoramę walczącej Warszawy lub wycinek, tragizm sierpnia 1944 roku, psychikę człowieka zaplątanego w wir historii, a nawet humor i fantazję literacką, przemieszaną z realiami.

Bohaterowie powstań romantycznych byli przez naród czczeni, składano im hołdy, ich potomkowie są z nich dumni.

Jakże odmienny był los powstańców warszawskich z 1944 roku. Ci wielcy ludzie, którzy poświęcili Ojczyźnie rzecz najcenniejszą – życie, często również przeżyli tragedię przegranej. Tragizm ich losów pogłębiał fakt, że kłamliwa ideologia po II wojnie światowej w Polsce odebrała im miano bohaterów. Jedni ginęli w walce, inni umierali po zakończeniu działań wojennych, zagubieni w nowej, wrogiej im rzeczywistości, jak Maciek Chełmicki z Popiołu i diamentu J. Andrzejewskiego.

Powstania narodowe pokazały wielkość narodu polskiego, stały się sprawdzianem honoru i godności Polaków. Jednocześnie były tragiczne w skutkach, był to bowiem czas wykrwawiania się Ojczyzny, czas utraty najlepszych jej synów.

82

Władza – powołanie, zobowiązanie, zaszczyt, namiętność, pokusa... Do jakich refleksji na ten temat skłania Cię literatura wybranych dzieł literackich?


Czy jest na świecie choć jeden człowiek, który z czystym sumieniem i z pełną odpowiedzialnością mógłby powiedzieć, że nigdy w całym swoim życiu ani przez chwilę nie pragnął władzy? Władzy, niekoniecznie rozumianej jako zasiadanie na tronie, bycie prezydentem, ministrem czy jakimkolwiek innym urzędnikiem, mającym z urzędu prawo stanowienia o losie innych? Z tym, że nie każdy chce być ministrem, mogę się zgodzić. Lecz jestem przekonany, że każdy chciałby mieć w którymś momencie swojego życia siłę narzucania swojej woli drugiemu człowiekowi. Aż trudno sobie wyobrazić, o ile łatwiejsze i przyjemniejsze byłoby życie człowieka, jeżeli mógłby stanowić o swoim losie w drodze wydawania rozkazów i poleceń. Lecz właśnie ta łatwość osiągania różnych rzeczy i otrzymywania wszystkiego, czego dusza zapragnie, czyni człowieka bezbronnym wobec działania różnych pokus, podatnym na działanie zła, a to prowadzi nawet do zbrodni.

Literatura na przestrzeni wieków ukazywała różnych władców w różnych sytuacjach życiowych. Nie zawsze to byli ludzie źli i słabi, co jakiś czas zdarzały się jednostki wybitne, urodzeni przywódcy, których celem było dobro podwładnych. Jednakże w większości przypadków władza ukazywana w utworach literackich sprawowana jest przez grupę zdeprawowanych ludzi, którzy poprzez zbrodnię lub kłamstwo dążą do osiągnięcia własnego celu, którym bardzo często jest po prostu bogactwo. Na ich czele stoi zawsze człowiek, który, pozbawiony skrupułów, nie cofa się przed niczym, by władzę utrzymać. Władców można podzielić ze względu na sposób, w jaki władzę osiągnęli: „dobrzy” zyskiwali ją najczęściej drogą legalną, pokojową, „źli” drogą spisku, podstępu i morderstwa (co oczywiście także nie było zasadą, ponieważ i tym „dobrym” zdarzało się osiągnąć władzę podstępnie).

Według powyższych kryteriów chciałbym dokonać podziału i charakterystyki niektórych władców ukazanych w utworach literackich na przestrzeni wieków. Chcę podzielić się refleksjami na temat władzy i ludzi ją sprawujących, ukazując sposób, w jaki swoje stanowiska osiągali, a następnie charakteryzując ich postawy już w czasie rządzenia. Zgodnie z tym podziałem postaram się porównać pewnych bohaterów, ukazując podobieństwa ich zachowań, mimo iż są to często ludzie pochodzący z różnych epok.

W antyku powstał dramat „Antygona” Sofoklesa. Autor ukazał postać króla Kreona, władcy Teb, który zakazał pod karą śmierci grzebania zwłok zdrajcy, Polinejka, mimo iż należał on do jego rodziny. Siostra Polinejka Antygona złamała zakaz króla, za co została skazana na śmierć. Antygona przeciwstawiła się Kreonowi, ponieważ uważała, iż prawa boskie (niepochowanie zwłok Polinejka łączyło się z niemożliwością dostania się jego duszy do Hadesu) są ważniejsze niż ludzkie, stanowione przez króla. Kreon był władcą, nie mógł, a wręcz nie powinien, cofać raz wydanego rozkazu. Król, chcąc mieć posłuch u swoich poddanych, nie może zmieniać zdania i narażać się na śmieszność, niezależnie od tego czy w grę wchodzi życie człowieka obcego czy też członka rodziny królewskiej. Można się zastanawiać, czy rozkaz Kreona był sprawiedliwy, jednak jedno jest pewne: król Teb wykazał się jako władca, pozostając przy raz wydanym rozkazie i skazując Antygonę, mimo łączących ich prywatnych więzów. Wydaje mi się, iż Kreon był powołany do tego, by być królem. Sprawował władzę, wiedząc, do czego to zobowiązuje i jaki styl życia narzuca.

Biorąc pod uwagę sposób sprawowania władzy, chciałbym porównać Kreona z Karolem Wielkim, jednym z bohaterów średniowiecznej Pieśni o Rolandzie. Karol był średniowiecznym ideałem władcy, w związku z czym pewne jego cechy zostały w utworze wyolbrzymione. Był on wspaniałym rycerzem, największym i najodważniejszym. Był przykładnym chrześcijaninem – powiódł Francuzów na wojnę z niewiernymi Saracenami do Hiszpanii. Był także władcą mądrym, zasięgającym rady u swoich poddanych. Nie da się ukryć, iż ostatnia z wymienionych przeze mnie cech Karola zasadniczo różni go od Kreona, który swój rozkaz wydał, nie pytając nikogo o zdanie. Mimo to Karol i Kreon mają jedną główną, wspólną cechę, wiedzą, co znaczy być królem, wiedzą, do czego to zobowiązuje, są powołani do rządzenia. Karol, podobnie jak Kreon, po wydaniu rozkazu oczekiwał, że osoba lub też grupa osób, których ten rozkaz dotyczy, przystąpi do wykonania polecenia bezzwłocznie. Oczekiwał także, iż jego rozkazy czy też zakazy nie będą łamane.

Antyk i średniowiecze to epoki będące początkiem historii literatury światowej. Zapoczątkowały one wielką i piękną tradycję przekładania myśli i odczuć, legend i opowieści na słowo pisane, tak że teraz możemy poznać i podziwiać wspaniałych bohaterów,a między nimi władców. Możemy krytykować Kreona i podziwiać Karola, a także uczyć się, iż sprawowanie władzy nie jest tylko przyjemnością. Rządzenie ma swoje zasady, czasem może być wręcz okrutne, lecz tylko sprawowanie rządów sprawiedliwych, ale i twardych, daje efekty.

Przeczytany ostatnio przeze mnie renesansowy dramat Szekspira pt. „Makbet” skojarzył mi się z utworem pisarza współczesnego G. Orwella, zatytułowanym „Folwark Zwierzęcy”. Mimo iż są to utwory, które powstały w bardzo odległych epokach, to sposób dążenia do władzy Makbeta i Napoleona wydaje się być pod pewnymi względami podobny. Obaj, by osiągnąć pełnię władzy, musieli usunąć z drogi przeciwników. Obaj doszli do władzy w drodze siły. Makbet był jednym z najlepszych rycerzy króla Szkocji Dunkana. Podjudzany przez żonę, mimo wcześniejszych skrupułów, zabija króla i zasiada na tronie. Podobnie Napoleon, przy pomocy psów uzyskuje władzę w folwarku, oczerniając i wyganiając swojego przeciwnika Snowballa. Rządy Makbeta jako króla są bardzo krwawe. Wierzący w przepowiednie wiedźmy nowy król Szkocji zaczyna popadać w pewien rodzaj krwiożerczego obłędu. Swoich dawnych przyjaciół Makduffa i Banka stara się zabić, obawiając się ich zemsty. Makbet boi się głównie Banka, któremu wiedźmy przepowiedziały, iż jego potomkowie będą królami. Szaleństwo Makbeta objawia się w jeszcze inny sposób – widzi ducha zmordowanego króla.

Makbet jest więc władcą, o którym można powiedzieć, iż pokusa władzy doprowadziła go do popełnienia zbrodni. Zbrodnia ta spowodowała rozdarcie wewnętrzne bohatera, którym zaczęły szarpać ogromne namiętności. Z jednej strony Makbet uwielbiał rządzić, do tego stopnia, że stał się tyranem, z drugiej strony cały czas miał wyrzuty sumienia, zwiększające się po każdym nowym morderstwie. Tak więc pokusa władzy jest niekiedy tak wielka, że prowadzi do zbrodni, a zbrodnia ta powoduje wyrzuty sumienia, których nie zawsze da się zagłuszyć.

Władza sprawowana przez Napoleona w Folwarku Zwierzęcym była władzą totalitarną, a jej negatywne cechy będę chciał ukazać w dalszej części pracy.

Zachowując chronologiczny układ epok literackich, chciałbym wspomnieć o jeszcze jednym bohaterze literackim, dla którego sprawowanie władzy było, w pewnym sensie, przekleństwem. Myślę o Konradzie Wallenrodzie, bohaterze utworu Adama Mickiewicza. Jest to postać o tyle ciekawa, że nie mieści się w moim podziale na „dobrych” i „złych” władców. Konrad doszedł do władzy podstępem. Walter Alf (bo tak początkowo nazywał się Wallenrod) był Litwinem, który przyjął nazwisko po Niemcu Wallenrodzie po to, by wstąpić do Zakonu Krzyżackiego. Wkrótce potem został Wielkim Mistrzem. Po co to zrobił? Założenie Konrada i jego sługi Wajdeloty Halbana było takie: Konrad zostanie Wielkim Mistrzem i poprowadzi Krzyżaków do zguby. Plan powiódł się, jednak nie zmniejsza to tragizmu sytuacji Wallenroda. Jest to tragizm człowieka, który zmuszony jest opuścić młodą żonę i kraj ojczysty. Jest to także tragizm średniowiecznego władcy i rycerza, który podstępem skazuje na śmierć i zagładę ludzi, którzy mu zaufali. Do czego więc prowadzi władza na podstawie Konrada Wallenroda? Czy jest zaszczytem? Powołaniem? Chyba nie. Władza dla Wallenroda jest nieszczęściem, jest złem koniecznym, jest nieznośnym obowiązkiem, jest poświęceniem się człowieka dla ojczystego kraju.

Pora powrócić do G. Orwella i jego Folwarku Zwierzęcego. Na folwarku pana Jonesa dochodzi do przewrotu i władzę przejmują zwierzęta, na których czele stają świnie jako najmądrzejsze. Pojawiają się dwaj chętni do sprawowania głównej władzy: Napoleon i Snowball. Napoleon ma za sobą psy, a więc siłę fizyczną, dlatego właśnie on przejmuje władzę. Jak wyglądają działania nowego władcy? Zamyka zebrania zwierząt, polecenia dla podwładnych przekazuje za pośrednictwem rzecznika Squelera, który wspaniałą wymową, argumentem w postaci psów, potrafi przekonać zwierzęta do racji Napoleona. Zakazane zostaje śpiewanie hymnu „Zwierzęta Anglii”, na jego miejsce pojawiają się pieśni wychwalające towarzysza Napoleona. Zaczynają zmieniać się główne przykazania zwierząt na takie, które odpowiadają świniom. Dochodzi w końcu do tego, że elita rządząca, czyli świnie, którym – w odróżnieniu od innych zwierząt – żyje się coraz lepiej, zaczyna chodzić na dwóch nogach. Świnie mają wszystkiego pod dostatkiem, za to reszta zwierząt, ciężko pracująca przy budowie wiatraka, dostaje żywności wcale nie więcej niż za czasów pana Jonesa. Napoleon, posługując się Squelerem i psami, przekazuje zwierzętom coraz to nowsze i wspanialsze dowody rozwoju folwarku, ale tylko w postaci liczb, a te, naiwne i ogłupiane, nie widzą, że wcale nie jest im lepiej, i wierzą w kłamstwa serwowane przez władzę.

Czym jest władza totalitarna, z którą mieliśmy do czynienia przez kilkadziesiąt lat u nas, w Polsce? Władza totalitarna to władza sprawowana przez pewną uprzywilejowaną grupę ludzi. Nie są to ludzie powołani, by rządzić, są to po prostu ci, którzy mają dostatecznie silne argumenty (w postaci wojska, policji), aby władzę osiągnąć, a następnie ją utrzymać. Tego typu władza jest „niewidoczna” dla społeczeństwa, a jej postanowienia przekazywane są przez rzeczników. Władza ta operuje kłamstwem politycznym. Naród, będąc pod rządami siły i przemocy, popada w amok i uśpienie. Zapomina o hasłach i ideach głoszonych wcześniej, idzie za władzą, ogłupiony i oszukany, tak jak to ukazuje Z. Herbert w wierszu Pieśń o bębnie. Idzie wsłuchany w rytm bębna, idzie prosto do piachu. Podobną wizję uśpionego totalitaryzmem narodu znajdujemy w Małej Apokalipsie T. Konwickiego, gdzie ludzie są już tak otumanieni, że nie znają nawet prawdziwej daty.

Władza – powołanie, zobowiązanie, zaszczyt, namiętność, pokusa..., ale również cierpienie, wykorzystywanie, mordowanie i wiele, wiele innych określeń, w większości przypadków negatywnych. Problem władzy faktycznie zmusza do zastanowienia. Obserwując dzieje bohaterów literackich, poznajemy ich podejście do władzy, widzimy, jak ludzie do władzy dążyli, jak ją osiągali i jak później rządzili. Poznaliśmy Kreona, który nie zmienił wydanego rozkazu i nie bał się skazać na śmierć narzeczonej swojego syna, która ten rozkaz złamała. Przenieśliśmy się wraz z Karolem Wielkim i Rolandem do Hiszpanii, gdzie podziwialiśmy wspaniałego, mężnego i mądrego władcę, jakim był król Francji. Mogliśmy wraz z Makbetem i jego żoną przeżywać noc morderstwa, a potem wszystkie wielkie namiętności, jakie targały duszą mordercy. Obserwowaliśmy Konrada Wallenroda, jak poświęcał się dla ojczyzny, niszcząc sobie życie i łamiąc zasady średniowiecznego kodeksu rycerskiego. Świat literatury pozwolił nam także uczestniczyć w rewolucji w folwarku pana Jonesa i obserwować późniejszy rozwój wydarzeń, jakim było wprowadzenie systemu władzy totalitarnej.

Wszystko to ukazało nam, jak bardzo ludzie pragnęli i cały czas pragną władzy. By ją osiągnąć, gotowi są zabijać, oszukiwać i kłamać. Są także gotowi robić to dalej, po to, by władzę utrzymać. Władza jest więc często pokusą nie do odparcia. Rzadko kiedy zdarzają się ludzie sprawujący władzę z powołania, którzy dotrzymują zobowiązań wobec narodu i dbają o dobro obywateli, ponieważ władza jest czymś, co niszczy człowieka. Gdy człowiek zaczyna rządzić i wydawać polecenia, to jest mu bardzo trudno zostać znowu zwykłym, szarym obywatelem, wykonującym rozkazy. Dlatego też nawet porządny początkowo człowiek, gdy zacznie rządzić, będzie się chciał piąć coraz wyżej, by osiągnąć najwyższą władzę, a każdy szczebel drabiny prowadzący na szczyt będzie kolejną złamaną zasadą moralną czy też zapomnianą ideą młodości.


83

Władza to przywilej, obowiązek czy przekleństwo?


Rozpoczynając rozważania nad problemem czy władza jest obowiązkiem, przywilejem czy też przekleństwem, warto się najpierw zastanowić, czym jest władza w ogóle. Zwykle określamy ją jako możliwość kierowania innym człowiekiem bądź grupą ludzi i konieczność brania odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Im więcej osób podporządkowanych jest owemu kierownictwu, tym szerszy jest zakres władzy. Dlatego właśnie władzę najczęściej kojarzymy ze zwierzchnictwem nad państwem. Pamiętajmy jednak, że władza zaczyna się już na dużo prostszych płaszczyznach.

Pierwszą wspólnotą, w której pojawiają się elementy dominacji, czyli swego rodzaju władzy, jest związek kobiety i mężczyzny. Już w tej wspólnocie któraś ze stron, świadomie bądź nie, odgrywa rolę przewodnika. Jest to zwykle osoba obdarzona zdolnościami przywódczymi, swego rodzaju charyzmą, która ułatwia sterowanie i koordynację działania w grupie. Podobny proces zachodzi na poziomie zgromadzenia rodzin, czyli wsi, osiedla, miasteczka, etc., aby wreszcie rozszerzyć się na całe miasto, region, a w końcu państwo. Skoro zauważyliśmy, że już na etapie współistnienia dwojga ludzi istnieje zjawisko przewodnictwa, zatem w państwie, jako konsekwencji naturalnego procesu gromadzenia się ludzi we wspólnoty, zachodzić musi analogiczna prawidłowość. Proporcjonalnie do wzrostu zakresu władzy, spoczywającej na barkach przywódcy, rośnie odpowiedzialność za podejmowane decyzje. A przywódca jest tylko człowiekiem, nie jest zatem doskonały, gdyż nie jest mu przypisana nieomylność. Targają nim (jak każdym z nas) namiętności, skłonny jest do poddawania się emocjom, do subiektywnego myślenia.

Władza kusi, fascynuje, podnieca... Możliwość decydowania w imieniu tłumów i przewodzenie im daje prawie nieograniczone możliwości. Jak więc być władcą w obliczu ludzkiej słabości?

Arystoteles w swojej rozprawie pt. Polityka mówi, że państwem powinny rządzić prawa, a to prawa właściwie ujęte – nie ludzie. Rola władcy powinna zaś ograniczać się do egzekwowania tych praw i rozstrzygania w tych sprawach, których prawa określić nie zdołają dokładnie ze względu na to, że niełatwą jest rzeczą w ogólnym ujęciu wyczerpać wszystkie poszczególne wypadki.

Prawa, o których wspomina Arystoteles, to wykładniki moralne, te bowiem są trwałe i niezmienne w przeciwieństwie do ustaw, które zmieniają się wraz z władcami. Wizja Arystotelesa jest jednak utopijna, gdyż już owo rozstrzygnięcie w kwestiach nie sprecyzowanych w prawach niesie możliwość błędu.

Jakie „pułapki” szykować może sprawowanie władzy i jakie istnieją z nich wyjścia, proponuję prześledzić, opierając się na utworach literackich różnych epok.

Jednym z najwcześniejszych utworów, w których poruszony jest problem władzy, jest Antygona Sofoklesa. Autor przedstawia w nim tragiczny konflikt Kreona, który, będąc królem Teb, wybierać musi między prawem państwowym a boskim. Chcąc zachować ład i sprawiedliwość w państwie, doprowadza do śmierci trzech osób: Antygony, Eurydyki i Hajmona. Czy czyni słusznie? – sprawa dyskusyjna. Jako głowa państwa, przekonany jest o konieczności wyraźnego odróżnienia dobra od zła, dlatego decyduje się na wydanie zakazu grzebania zwłok zdrajcy – Polinejkesa. Sprzeciwia się tym samym prawom boskim, w myśl których należy godnie pogrzebać zmarłego, niezależnie od tego kim był. Decyzja Kreona ma głęboki charakter moralny, gdyż król nie ma prawa decydować o pośmiertnych losach poddanego. Jego kompetencje ograniczają się do życia doczesnego, ziemskiego, a po śmierci człowiek przechodzi pod władanie innego króla – Hadesa. Konieczność zachowania sprawiedliwości w państwie i uniknięcia podobnych sytuacji w przyszłości sprowadza na Kreona boży gniew. W momencie kiedy zachodzi konflikt między polityką państwa a religią, władza zdaje się być przekleństwem. Kreon jest bowiem wyznawcą tej samej religii co zwolennicy pochowania Polinejkesa. Zatem występek przeciw jej nakazom dotyka go bezpośrednio. Jednak przede wszystkim jest królem Teb i jego naczelnym obowiązkiem jest prowadzenie praworządnej i sprawiedliwej polityki. Inne względy musi usunąć na bok. Kara, jaka spada na Kreona za przekroczenie praw boskich, jest okrutna. Aby konsekwentnie egzekwować swoje zakazy, skazać musi na śmierć własną bratanicę Antygonę. Jej śmierć pociąga za sobą samobójstwa dwóch bliskich mu osób: Hajmona i Eurydyki.

Czy władza w rękach Kreona jest więc przywilejem? W moim odczuciu – absolutnie! To jedynie obowiązek bycia bezwzględnym wobec wszystkich przedstawicieli społeczeństwa w celu zachowania ładu w państwie oraz przekleństwo wynikające z konfliktu dwóch wartości. Kreon wprowadza praworządność w państwie, ale koszty, jakie ponosi, są ogromne.

Władza to także wyrzeczenia, konieczność poświęceń, ponoszenie okrutnych czasem konsekwencji własnych decyzji oraz absolutny imperatyw porzucenia troski o względy osobiste.

W przypadku Kreona władza stała się ciężkim brzemieniem, które musiał dźwigać. W nieco podobnym położeniu znalazł się Konrad Wallenrod – tytułowy bohater powieści poetyckiej Adama Mickiewicza. W trosce o losy swej ojczyzny Konrad zmuszony jest sprzeciwić się dwóm kodeksom: rycerskiemu i religijnemu. Znając potęgę Prus, ma świadomość, że jedyna skuteczna droga walki z nimi to podstęp. Przeklina ją jednak, gdyż jest ona niezgodna z zasadami honoru rycerskiego, któremu hołduje. W rozmowie z żoną bohater wyznaje:


Jeden sposób, Aldono, pozostał Litwinom

skruszyć potęgę zakonu, mnie ten sposób wiadomy.

Lecz nie pytaj, dla Boga! Stokroć przeklęta godzina,

w której od wrogów zmuszony, chwycę się tego sposobu.


Mimo iż system wartości Konrada zakazuje mu skorzystać z tej haniebnej drogi, jednak bohater, targany troską o losy Litwy, decyduje się z niej skorzystać. Skazuje się w ten sposób na wewnętrzne rozdarcie, życie w niezgodzie z własnymi ideałami. W imię dobra powszechnego godzi się realizować słowa Machiavellego (motto utworu):


Macie bowiem wiedzieć, że są dwa sposoby walczenia

Trzeba być lisem i wilkiem.


Dla ratowania swego kraju młody Walter musiał także poświęcić szczęście osobiste. Plan pokonania Prus wymagał bowiem rezygnacji z miłości do Aldony, porzucenia domu i stabilizacji, a tym samym unieszczęśliwienia małżonki. Tragiczne życie bohatera wieńczy samobójcza śmierć. Cena, jaką przyszło zapłacić Wallenrodowi za władzę, jaką zyskał, wychowując się w zakonie krzyżackim, była wielka. Fakt, że dorastał wśród Prusaków, co później stanowiło podstawę jego władzy, stał się przekleństwem młodego mężczyzny. Nawet spędzając upojne chwile u boku Aldony, Wallenrod wciąż gnębiony był przez własne poczucie obywatelskiego obowiązku: Szczęścia w domu nie zaznał, bo go nie było w ojczyźnie.

Powyższe dwa przykłady obrazują nam władzę jako obowiązek, którego spełnienie staje się przekleństwem. Zarówno Kreon jak i Walter kierują się interesem publicznym. Ich szczęście osobiste koliduje ze szczęściem całego społeczeństwa, więc kierując się obowiązkiem wobec państwa, wybierają dobro powszechne. Co jest dla nich rekompensatą za to poświęcenie? Chyba jedynie świadomość dobrze spełnionej powinności w imię patriotyzmu. To jednak, moim zdaniem, zbyt mało. Dowodem czego jest samobójcza śmierć Wallenroda.

Są jednak władcy, których władza opiera się przede wszystkim na czerpaniu zeń osobistych korzyści, z prawie całkowitym pominięciem obywatelskiego obowiązku. To przywódcy, dla których wysoka pozycja w sferach rządzących łączy się jedynie z uciechą rozlicznych przywilejów i możliwością bogacenia się. Przypomnijmy przykładowo Senatora Nowosilcowa – kata polskiego społeczeństwa z Mickiewiczowskich Dziadów cz. III. Jest to człowiek obłudny i fałszywy, który dba jedynie o zapewnienie sobie jak najlepszych warunków, nie przebierając przy tym w środkach. Stosuje nieczyste reguły gry, aby za wszelką cenę osiągnąć cel. Celem tym jest zdobycie poparcia i łaski Cara Mikołaja, środkiem zaś – aresztowanie jak największej ilości polskich spiskowców. Wysuwa zatem bezpodstawne i nieuzasadnione oskarżenia, karze śmiertelnie niewinnych ludzi. Przykładem okrucieństwa i bezwzględności Nowosilcowa na drodze realizacji chytrych ambicji jest morderstwo młodego Rollisona:


Niech Pan Senator uważy,

Iż mimo czujności i straży

O biciu Rollisona niechętne osoby

Wieść roznoszą, i może wynajdą sposoby

Oczernić przed Cesarzem nasze czyste chęci,

Jeśli się temu śledztwu prędko łeb nie skręci.


Nowosilcow pragnie wzbudzić zazdrość ludzką, chce, by łaska carska uczyniła z niego człowieka powszechnie znanego, podziwianego. Poszukuje poklasku wśród towarzystwa. Scena Sen senatora, w której senatorowi śni się, że wśród glorii i chwały idzie do gabinetu Cara, ujawnia jego pychę i zarozumiałość. Senator urządza wystawne bale i rauty, aby w ten sposób zyskać poparcie znaczących osób. Jest pusty, chciwy i żądny zaszczytów. Politykę traktuje jako przysłowiową „walkę o stołek” oraz niewyczerpane źródło przyjemności. Nie egzekwuje praw moralnych, dla niego bowiem jedynym wyznacznikiem wartości człowieka jest bogactwo i wzbudzany u innych respekt. Władza dla Nowosilcowa jest środkiem do realizacji osobistych ambicji.

Władzę jako źródło przywilejów, dobrobytu i zaszczytów zdobytych kosztem obywateli przedstawia także George Orwell w Folwarku zwierzęcym. Rządy pod wodzą Napoleona i jego poplecznika, demagoga Krzykały, są autokratyczne i bezwzględne. Wódz Napoleon i jego współpracownicy żyją „ponad prawem”. Korzystając ze swego wysokiego stanowiska, śpią w łóżkach, piją alkohol i uprawiają hazard, co jest surowo zabronione w kręgach pozostałych obywateli folwarku. Podstawowy kodeks, ustalony jeszcze za czasów Chyżego, jest naginany i przerabiany stosownie do polityki i zachcianek dyktatora Napoleona. Obywatele są zastraszeni i terrorem zmuszeni do posłuszeństwa. Elita folwarku (czyli władza) troszczy się jedynie o własne wygody i przyjemności, pomijając zupełnie kwestię dobra pozostałych zwierząt. One bowiem są jedynie po to, aby umożliwić władzy prowadzenie dostatniego, rozrywkowego życia. W miarę bogacenia się Napoleona warunki życia na farmie pogarszają się – zaczyna brakować jedzenia, a zwierzęta zmuszane są do niewyobrażalnego wysiłku przy pracy. Ten typ władzy, czyli totalitaryzm, ogranicza się w głównej mierze do korzystania ze stanowiska przywódcy w celu zapewnienia sobie dostatniego życia. Obowiązek obywatelski, konieczność dobrego gospodarowania państwem, podnoszenie poziomu warunków socjalnych obywateli i ich ochrona – praktycznie w ogóle nie pojawiają się w systemach totalitarnych. Możliwość dowodzenia społeczeństwem, zdobywana często (jak w przypadku Napoleona) w oparciu o kłamstwo i demagogię, to dla tyranów podobnych Napoleonowi jedynie kopalnia przywilejów i okazja do zadbania o samego siebie. Folwark Zwierzęcy jest przestrogą przed tego rodzaju władzą, która jest przekleństwem dla obywateli.

Interesującą kwestią, stanowiącą uzupełnienie do naszych rozważań, jest problem władzy sprawowanej przez rewolucjonistów. Rewolucja rodzi się z niezgody na panujące warunki, potrzeby obalenia dotychczasowych elit rządzących. Wodzirejami tego rodzaju przewrotów są zwykle charakterystyczni mówcy, obdarzeni zdolnością porywania ludzi za serca i gromadzenia ich wokół siebie. Niebezpieczeństwo ich władzy zachodzi wówczas, gdy są oni jedynymi osobami znającymi założenia ideowe buntu. W takich okolicznościach przemówienia organizatorów przewrotu stać się mogą jedynie demagogią, a siła rewolucjonistów może im posłużyć do osiągnięcia osobistych celów. Władcy rewolucyjni mają bowiem to do siebie, że po obaleniu starej władzy sami stają się zamkniętą wyższą sferą rządzącą.

Potwierdzenie tej teorii odnajdujemy w trzech utworach o tematyce rewolucyjnej, czyli „Szewcach” Witkiewicza, „Nie–Boskiej komedii” Krasińskiego i „Przedwiośniu” Żeromskiego. Ostateczny rezultat rewolucji, której zadaniem było – we wszystkich trzech przypadkach – wprowadzenie zmian społecznych, jest sprzeczny z początkowymi założeniami. Przywódcy, wykorzystując swoją pozycję podczas walki, wyniesieni zostają na miejsce starych elit. U Krasińskiego Leonard i Pankracy stają się reprezentantami najwyższej sfery; w Przedwiośniu – czerwona policja i moskiewscy komisarze tworzą rewolucyjną arystokrację, a szewcy z utworu Witkacego awansują z prostych rzemieślników do rangi kierowniczej. Ciąg rewolucji przypomina zatem błędne koło – kiedy jedni rządzą, drudzy muszą wykonywać ich rozkazy, zaś kiedy zmęczeni nadzorem zbuntują się – role się odwracają. W tym przypadku potrzeba dowodzenia ludźmi rodzi się z obowiązku walki o prawa własne i całego społeczeństwa, jednak kiedy znienawidzeni starzy władcy zostają obaleni, przywódcy rewolucji chętnie korzystają z przywilejów przysługujących sprawującemu władzę. Jak już wspomniałam, władza kusi swym szerokim zakresem możliwości, a na przykładzie wyżej podanych trzech utworów dowiadujemy się, że nawet najbardziej zaangażowani w sprawy społeczne politycy łatwo dają się uwieść jej urokowi.

Po dokładnej analizie różnych modeli władzy dochodzę do wniosku, iż jest ona połączeniem obowiązku, przywileju i przekleństwa. W poszczególnych przypadkach występują jednak różne proporcje tego połączenia. Kreonowi zabrakło przywileju, Napoleon zaś miał go zbyt dużo. Walter miał bardzo silne poczucie obowiązku wobec ojczyzny, natomiast przywódcy rewolucji 1917 roku mieli go niewiele. Idealna władza powinna, moim zdaniem, wynikać z patriotyzmu, czyli obowiązku wobec państwa, dawać na tyle dużo satysfakcji i samozadowolenia, aby wynagrodzić swego rodzaju przekleństwo, wynikające z konieczności stawiania dobra ojczyzny na pierwszym miejscu. Przywileje zaś, w moim rozumieniu, służyć mają ułatwianiu lub przyspieszaniu działania na rzecz państwa, a nie bogaceniu się i realizowaniu osobistych celów. Jednak, jak już zaznaczyłam, człowiek jest istotą słabą i omylną, a potęga, jaką daje sprawowanie pieczy nad społeczeństwem, może go wodzić na pokuszenie. Dlatego też usiłując odnieść moje dywagacje do dzisiejszej rzeczywistości, uważam, że działanie sprawującego władzę winno być kontrolowane przez reprezentantów ogółu społeczeństwa.


84

Wyjaśnij, co powoduje, że „Nad Niemnem” kończy się happy endem, a „Lalka” katastrofą.


Niewątpliwie najwybitniejszymi dziełami literackimi polskiego pozytywizmu, dziełami, które przedstawiają realia epoki postyczniowej, są Nad Niemnem E. Orzeszkowej i Lalka B. Prusa. Ciekawe, że chociaż tak jeden, jak i drugi utwór powstał w latach osiemdziesiątych XIX w., ich wymowa jest zupełnie różna. E. Orzeszkowa idealizuje przedstawioną rzeczywistość, B. Prus podejmuje raczej polemikę z programem epoki.

Nad Niemnem” można by porównać do miłej, sentymentalnej bajki, o której z góry wiadomo, że dobrze się skończy, bo nie ma prawa skończyć się inaczej. Justyna Orzelska i Witold Korczyński używają w rozmowach wręcz haseł głoszonych przez młodych pozytywistów, zwłaszcza dotyczy to wypowiedzi Witolda o konieczności zmiany sytuacji ludzi. Justyna, wychodząc za mąż za Janka Bohatyrowicza, wprowadza niejako w życie wymarzoną przez pozytywistów konsolidację dwóch klas społecznych. Agitacja Witolda zmienia poglądy Benedykta Korczyńskiego, który ze łzami w oczach przypomina sobie, że kiedyś miał też tyle zapału i wiary w lepsze jutro. To Benedykt, Witold i Marta błogosławią małżeńskie projekty Justyny. Okazuje się, że na Litwie w ubiegłym wieku istniało jeszcze coś, co można by nazwać namiastką raju utraconego. Panna ze dworu wychodzi za mąż za chłopa, ku radości opiekuna–szlachcica, a nowa rodzina przyjmuje ją z otwartymi ramionami. Razi niewątpliwie w tym utworze nazbyt jaskrawy podział na bohaterów „złych” i „dobrych”. „Dobrzy” to ci, którzy chcą zbratania szlachty z ludem, a przede wszystkim utrzymują się z pracy własnych rąk. „Źli” to rozkapryszona, wiecznie chora na globus, znudzona i rozhisteryzowana Emilia Korczyńska; próżniak Kirło, któremu nie przeszkadza, że żona haruje na gospodarstwie, kiedy on siedzi godzinami w salonie Emilii; T. Różyc, dekadent, morfinista i hulaka. To wreszcie Zygmunt Korczyński, mający wszelkie wady rozpieszczonego jedynaka, nieuczciwy zarówno wobec żony, jak i wobec Justyny, którą usiłuje odzyskać. Nikt z bohaterów negatywnych nie jest tak naprawdę szczęśliwy – poszukują ciągle nowych wrażeń, żyją w świecie fantazji, wieś mnie nudzi – powtarzają bez przerwy. A przecież recepta na szczęście, satysfakcję w życiu jest, zdaniem autorki, prosta – wystarczy pracować ciężko własnymi rękami. Dlatego najsympatyczniejszą i najbardziej chyba wiarygodną postacią w utworze jest Benedykt Korczyński, ziemianin, patriota, który na tyle, na ile pozwalają mu możliwości, walczy o utrzymanie swego stanu posiadania – ziemi.

Podstawową kwestią, jaką porusza E. Orzeszkowa, jest emancypacja kobiet. Justyna Orzelska zyskuje świadomość nowej sytuacji społecznej i nie waha się postawić wszystkiego na jedną kartę. Co prawda, trudno jej się dziwić, że od Różyca wolała Jana, ale w powieści brak psychologicznego umotywowania tej decyzji. Nad Niemnem – kraina ludzi szczęśliwych tylko wtedy, kiedy pracują, musi się kończyć happy endem. Jest to powieść z tezą, która ma udowodnić słuszność haseł nowej epoki. Dlatego i schematyzacja bohaterów służy czytelnikowi do tego, aby mógł odnaleźć w tej powieści odbicie własnych przeżyć i rozważań. I zastosować do siebie radę autorki: pracuj, a będziesz szczęśliwy.

Lalka” różni się zatem od „Nad Niemnem” nie tylko zakończeniem, ale przede wszystkim tym, że Prus kwestionuje to, co opiewa Orzeszkowa. Jego główny bohater – Wokulski – pracuje chyba najwięcej ze wszystkich, pracuje ciężko od wczesnej młodości, osiąga nawet sukcesy – a mimo to nie jest szczęśliwy.

B. Prusowi z całą pewnością nie można zarzucić zbytniego uproszczenia portretów psychologicznych bohaterów. Dowodem na to mogą być chociażby spory o Wokulskiego. Czy jest on karierowiczem, który za wszelką cenę usiłuje dostać się na salony arystokracji, błaznem, ośmieszającym się nieszczególną miłością do Izabeli, a może tejże miłości męczennikiem? Jest on jednak chyba przede wszystkim pozytywistycznym idealistą, człowiekiem, który uwierzył, że pracą można osiągnąć wszystko. Wszystko, w sensie pieniędzy i pozycji. To prawda, ale Wokulski nie chce tylko pieniędzy i pozycji. Nie umie zachowywać się tak jak arystokraci. Bojąc się popełnić jakąś gafę towarzyską, milczy, zdobywa sobie więc opinię mruka i gbura. W dodatku ma skryte gdzieś głęboko, w podświadomości, przekonanie, że z chwilą, w której straci pieniądze – przestanie się liczyć dla towarzystwa.

Klęska Wokulskiego jest zarazem klęską całej ideologii pozytywistycznej. Nie zyskała poparcia idea pracy organicznej. Arystokracja nie wykazuje najmniejszych chęci do sprzymierzenia się z ludem i mieszczaństwem przeciwko zaborcy. Realizacja haseł pozytywistycznych polega na wypowiadaniu przez księcia frazesów typu: Wszystko dla kraju, panowie, wszystko dla kraju! Książę w rzeczywistości nie czyni dla kraju nic, ale powszechnie uważany jest za wielkiego patriotę. Zbankrutowała idea asymilacji Żydów, co Prus pokazuje dobitnie na przykładzie Szlaubaumów. Właściwie wszystkie klasy społeczne żyją osobno, nie utrzymując ze sobą kontaktów innych, jak bardzo oficjalne. Próba wydostania się z własnej klasy i wejścia do innej skazana jest z góry na niepowodzenie. Tak jest np. w przypadku baronowej Krzeszowskiej, mieszczanki, która nigdy nie zostaje w pełni zaaprobowana przez środowisko męża.

Kobietę wyemancypowaną – a więc nowoczesną, zdolną zarabiać na siebie – reprezentuje w Lalce pani Stawska. Żadna inna kobieta nie bierze na siebie odpowiedzialności za utrzymanie domu. Pani Stawska traktowana jest przez towarzystwo jako niebezpieczny dziwoląg; częściej jednak, co charakterystyczne, pogardzają nią kobiety niż mężczyźni.

Oczywistym przeciwieństwem pani Stawskiej jest główna postać kobieca utworu, Izabela. Na zasadzie przyciągania się przeciwieństw, to w niej właśnie zakochuje się Wokulski. Można obserwować stopniową metamorfozę tej miłości – o ile na początku Wokulski idealizuje Izabelę całkowicie, nie dostrzegając w niej żadnych wad, o tyle później już nie chce ich dostrzegać. Owszem, zdarza mu się widzieć w zachowaniu Izabeli jakieś niepokojące dla siebie sygnały – ale spycha je czym prędzej na samo dno świadomości. Zważywszy, że czytelnik nie ma co do gry Izabeli żadnych złudzeń – Wokulski jest bohaterem, który wzbudza współczucie.

Lalka” to powieść o straconych złudzeniach: politycznych Rzeckiego, naukowych Ochockiego i miłosnych Wokulskiego. To powieść o przegranych idealistach. Rzecki umiera w samotności, nie doczekawszy się Napoleona. Losy Wokulskiego są niejasne; prawdopodobnie jednak ginie. Nie powiodła mu się nie tylko próba zdobycia miłości Izabeli, ale także wejście do nowej klasy; arystokracja nie angażuje się ani społecznie, ani politycznie w życie kraju. Na koniec widać jasno, że poszczególne grupy w ogóle się w tej powieści nie rozumieją. Owszem, Wokulski i Ochocki znajdują wspólny język – ale jeden traktowany jest przez „swoich” jako dorobkiewicz, drugi, jako nieszkodliwy wariat. Rozumieją się nawzajem, ponieważ nie są rozumiani przez innych, i dlatego, że każdy marzy o czymś wielkim, czego osiągnąć nie może.

Mimo że Lalka jest powieścią rozrachunkową, krytyczną wobec rzeczywistości i kończy się katastrofą, to przecież jest to utwór również optymistyczny. Część złudzeń umarła razem z Wokulskim i Rzeckim, ale pozostał Ochocki (Non omnis moriar). Dlatego zakończenie Lalki nie jest zupełnie pozbawione nadziei. Wręcz przeciwnie – nawet jeśli zginie trzech, czterech, dziesięciu, to zawsze pozostanie ten jeden, który będzie coś tworzył i o czymś marzył, aby przekazać to następnym pokoleniom.

Zakończenia „Nad Niemnem” i „Lalki” są dlatego tak odmienne, że inny cel przyświecał ich autorom. Orzeszkowa zamierzała udowodnić, że życie według zasad pozytywistycznych będzie piękne, satysfakcjonujące i szczęśliwe. Prus dostrzegał klęskę tego programu i niedoskonałość „nowej rzeczywistości”. A przecież po lekturze obu powieści ma się wrażenie, że to raczej Justynę rozczarują uroki codziennej wiejskiej pracy, zaś Wokulski wygra, mimo że po śmierci. Czy wynikałoby stąd, że krytycyzm, choćby i bolesny, ma przewagę nad optymistycznym zaślepieniem?

85

Zinterpretuj słowa: „Od nas także zależy, co w dziełach widzimy” („Toast” Czesława Miłosza). Moje spotkanie z klasyką literacką.


Od nas także zależy, co w dziełach widzimy – w stwierdzeniu tym zawiera się cały sens powstawania dzieł literackich, których celem jest porozumienie między autorem i czytelnikiem. Forma tego porozumiewania się pozwala jednak na udaną interpretację treści głoszonych przez twórcę. Jeśli swobody takiej brak, książka przestaje być rozmową, staje się monologiem lub rozkazem.

Od nas także zależy, co w dziełach widzimy – oznacza to, iż myśl zrodzona w umyśle jednego człowieka przedostaje się do świadomości drugiego i pokonuje tam własną drogę, często jakże odmienną od pierwotnej. Na tym właśnie polega niebezpieczeństwo opacznego zrozumienia intencji autora. Jego zadaniem jest zatem łagodne wysterowanie biegu myśli czytelnika. Bez tego zabiegu porozumienie także nie zostanie nawiązane.

Od nas także zależy, co w dziełach widzimy – jest to jednocześnie wskazówka dla czytelnika, który podczas lektury winien dołączyć do swego subiektywnego odbioru nieco obiektywnego spojrzenia. W ten sposób zdołała dostrzec więcej.

Każde dzieło literackie nabiera nowych wartości, kiedy zostaje przetworzone w świadomości czytelnika. Rodzą się w niej refleksje, których autor nie zdołał przewidzieć. Moim zdaniem dzieła prawdziwie wartościowe powinny być na tyle pojemne, aby zdołały pomieścić wszystkie przemyślenia autora i odbiorcy. Formą szczególnie pojemną jest poezja, w której między wersami jest wystarczająco dużo miejsca na myśli czytelnika. Wierszy się nie czyta, wiersze się myśli. Sama ich struktura jest dostosowana do szybkiego i wielokierunkowego skojarzenia. Czytając utwory Mirona Białoszewskiego, poznaję świat w sposób właściwy owadom, które długimi i wrażliwymi czułkami dotykają fragmentów przedmiotów i ciał. Słowa i półsłowa Białoszewskiego atakują jak strzępy rzeczywistości, niektóre wyolbrzymiane, niepoznawalne, inne znów swojskie i znajome. Poezja ta nie bada rzeczy ostatecznych, interesuje się wybranym fragmentem świata, jego sposobem funkcjonowania. Białoszewski jest mistrzem ciekawej obserwacji i uczy tej sztuki swoich czytelników. Jego utwory są typowym przykładem dzieł, w których wiele zależy od czytelnika. Poezja ta oddziaływuje nań bezpośrednio, natychmiast skłaniając do działania.

W inny sposób odbierane są wiersze Jarosława Iwaszkiewicza. Ich charakter można zobrazować następującym fragmentem:


Wszystko jest bez sensu,

Wszystko pogmatwane,

Jak te winorośla

Gąszcze cmentarniane.

Wszystko, co się złączy –

Znowu się rozłączy

Na kształt pogmatwanych

Na cmentarzach pnączy.


Poezja taka skłania do głębszych refleksji, co niewątpliwie angażuje czytelnika, w którego świadomości powinno zaistnieć to wszystko, co zasugerował poeta kilkoma zwykłymi słowami.

Poezja może też angażować w inny sposób. Może pokazywać realne sytuacje, obrazy, prawdziwych ludzi.

Udział odbiorcy polega wówczas na uważnej obserwacji przedstawionych zdarzeń i zadaniu sobie pytania o własne reakcje w danych sytuacjach, o swoje odbicie w lustrach słów poety. Moim zdaniem poezja taka cieszy się największym uznaniem, co niekoniecznie musi wynikać z nieskomplikowanego odbioru takich treści. Głównym powodem staje się możliwość poznania samego siebie.

Takim typem poezji osobistej jest, według mnie, twórczość Edwarda Stachury. Poeta ten w bezpośredni sposób pyta mnie o wszystko, co w moim życiu jest najważniejsze, pomaga znaleźć odpowiedź. Stachura pokazuje też piękny świat, który został stworzony dla mojej radości, nie zaś dla smutku. Moim ulubionym poetą jest K.I. Gałczyński. Jego wiersze są jednocześnie zabawą, głęboką refleksją, trafnym komentarzem, ciekawą obserwacją, pytaniem i odpowiedzią. Poezja, w której można odnaleźć wszystko, co warte zainteresowania, staje się moją własną poezją. Porozumienie między mną a autorem zostało nawiązane i trwa.

Proza w odmienny sposób oddziałuje na czytelnika. Wydaje mi się, iż prozaikowi trudniej nawiązać prawdziwy kontakt z odbiorcą. Wśród powodzi zdań skłonny jest on przeoczyć wiele konkluzji, przemyśleń, pytań do niego skierowanych. Mimo iż pozornie pisarz przemawia do czytelnika prostym językiem, jakiego używa on na co dzień, jednak język ten nie potrafi wszystkiego wypowiedzieć. Autor nie powinien jednak starać się o to, aby jego mowa docierała wprost. Powinien posługiwać się odpowiednimi środkami stylistycznymi, które uchronią jego dzieło od zgubnej komunikatywności.

Istnieje utarte sformułowanie, iż dobrej książki nie można zrozumieć do końca. Oznacza to, iż dobra książka powinna pozostawić niezatarte wspomnienie u czytelnika, który wciąż będzie do niej powracał, odnosił realia życia codziennego do jej realiów. Książka powinna trwać w czytelniku jak przeszłość lub jeszcze lepiej – jak teraźniejszość.

Trwają we mnie utwory F. Kafki. Posunę się do stwierdzenia, iż świat Procesu czy Zamku jest naszym światem współczesnym, gdzie bohaterowie Kafki nie mają swego miejsca i zajęcia, gdzie wszystko rządzi się nie formułowanymi prawami i gdzie śmierć przychodzi znienacka. Gmatwanina problemów, obcych twarzy i własnych odbić, długich i krótkich godzin oraz uczuć, co nic nie znaczą – to wszystko widzę oczami bohaterów Kafki.

Powstaje pytanie, czego oczyma tymi zobaczyć nie mogę? Czy kiedykolwiek dane mi będzie ujrzeć prawdziwe zakończenie Procesu ? Zgodnie z wypowiedzią Miłosza, nie zobaczę tego, czego we mnie nie ma. Do tej pory usiłowałam znaleźć odpowiedź na pytanie: jaki jest świat? Teraz spróbuję odpowiedzieć, jaki jest człowiek.

Bohater „Sklepów cynamonowych” B. Schulza, ojciec, reprezentuje typ człowieka zdeterminowanego przez otaczającą go rzeczywistość. Próbuje zastąpić ją, tworząc swój własny świat, na przykład świat ptaszego poddasza. Człowiek ten zamienia się w kupkę śmieci, którą usuwa się z domu wraz ze stuletnim kurzem. Lecz zanim koniec ten nastąpi, człowiekowi dane jest przeżyć młodość, która według Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą jest długim snem o błądzeniu po znanych i nieznanych ulicach, jest podobna tysiącu zamazanych w szaleńczej wizji czerwonych i niebieskich kartek, jest także przypatrywaniem się swojemu odbiciu w kałużach. Tyle widząc w utworach B. Schulza, ktoś inny zobaczyć może w nich wizję piekła, jeszcze inny – obrazy chorej wyobraźni pisarza.

Taka względność odbioru dzieł literackich i różnice ich interpretacji świadczą o różnorodności ludzkich światopoglądów, mentalności i upodobań. Odmienność taka jest charakterystyczna dla każdego człowieka, chroni świat od monotonii i nudy. Stanowi też powód rozważań nad interpretacją poszczególnych dzieł literackich. Z problemem tym zetknęłam się w szkole, która nierzadko narzuca swym uczniom sposób interpretacji. Zrozumiałe jest, iż szkoła winna uczyć krytycznego spojrzenia na literaturę, nie może jednak nakazywać określonego sposobu myślenia. Jeżeli uczeń klasy pierwszej twierdzi, iż to nie Antygona była postacią tragiczną, lecz Kreon, nie można negatywnie ocenić jego teorii, o ile znajduje ona uzasadnienie w tekście utworu literackiego. Młody człowiek często utożsamia się z bohaterami utworów romantycznych, nie należy mu zatem wpajać przekonania, iż byli oni wyjątkowo słabi, egoistyczni i rozhisterowani, ponieważ uczeń ten widzi w tych bohaterach samego siebie. Warto natomiast zastanowić się, czy może właśnie ten młody człowiek nie rozumie najlepiej intencji autora. Z tych samych powodów nie wolno lekceważyć i pogardliwie traktować człowieka, który stale czyta Chatkę Puchatka, tylko dlatego, że bohaterowie tej książki przypominają mu członków rodziny. Mąż przypomina Kłapołuchego, a syn zachowuje się identycznie jak Prosiaczek – to wystarczy, aby ktoś rozumiał klimat tej książeczki i cieszył się tym światem. Szkoła nie powinna zatem narzucać interpretacji poszczególnych utworów. Powinna pokazywać kierunki i drogi, którymi może pójść uczeń, szukając siebie w danych utworach. W przeciwnym wypadku uczy się młodzież nietolerancji dla cudzych poglądów, zawęża się automatycznie jej horyzonty myślowe i możliwości poznawcze. Szkołą sztuki interpretacyjnej są utwory symbolistów z osławionym Krzakiem dzikiej róży Jana Kasprowicz na czele. Możliwości interpretacji wymowy tego utworu jest nieskończenie wiele, dlatego wiersz ten jest doskonałym przykładem na istnienie wielu interpretacji jednego dzieła. Uczeń powinien pojąć, że każdy ma prawo rozumieć i odbierać dany utwór inaczej i nie świadczy to wcale o jego niższym czy wyższym poziomie intelektualnym. W przeciwnym razie mogą „narosnąć” w nim kompleksy, które uniemożliwią w przyszłości prawidłowy rozwój zainteresowań czytelniczych.

Każdy człowiek poszukuje w literaturze odpowiedzi na nurtujące go pytania. Chociaż pytania te są zazwyczaj podobne, odpowiedzi, jakie poszczególni czytelnicy znajdują w książkach, są różne. Zależy to od tego, w jakich dziełach poszukiwali, a także od tego, jaką odpowiedź pragnęli uzyskać.

Ważne jest, aby każdy człowiek odnalazł autora, książkę, wiersz, który stałby się niejako jego dewizą życiową, kluczową odpowiedzią na wszystkie pytania, szkiełkiem, przez które patrzy się na świat. Zazwyczaj pozycji takich bywa kilka, a ich gatunek literacki, poziom i przesłanie mogą się bardzo od siebie różnić. Mogą to być więc: Ania z Zielonego Wzgórza, Pożegnanie jesieni Witkacego i np. Biblia. Może to być Mały książę w parze z Czarodziejską Górą i Teatrzykiem Zielona Gęś. Zestawy takie świadczą o tym, iż dany czytelnik dużo poszukiwał, błądził, lecz w końcu wybrał. Czy szczęśliwie? Nie nam o tym sądzić, gdyż był to indywidualny wybór innego człowieka.

86

Żaden utwór literacki nie przerobi ludzi, są wszakże takie, które ich pobudzają do przetwarzania się.” Potwierdź słuszność aforyzmu Świętochowskiego

wybranymi przykładami literackimi.


Literatura od najdawniejszych czasów jest istotnym dopełnieniem ludzkiego życia. Już w starożytności wyznaczono jej ważne zadanie; Arystoteles przypisał literaturze funkcję oczyszczającą, tragedia antyczna miała być wstrząsem uczuciowym, wyzwalającym i oczyszczającym widza z win. Wzbudzała litość i trwogę, skłaniała do refleksji nad nieszczęściem bohaterów i przyrównywania ich do siebie.

W późniejszych wiekach odchodzono od katharsis, ale literatura miała nadal w wyjątkowy sposób oddziaływać na czytelnika. Pobudzać do walki miała literatura parenetyczna, propagować ideały, krzepić strapione serca, namawiać do zmian lub wskazywać rozwiązania. Literatura bowiem, ze względu na jej powszechność, ma ogromne możliwości. Od czasu wynalezienia ruchomej czcionki przez Guttenberga, kiedy książki stały się tańsze, przez co bardziej dostępne, stanowi doskonały środek rozpowszechniania informacji, poglądów. Literaci mają więc możliwość niejako kierowania ludźmi poprzez swoje sugestywne prace. Spostrzeżenia i wnioski, przekazane w literackiej formie, mogą ukształtować odpowiednio postawy lub poglądy odbiorców, w zależności od koncepcji ich autorów.

Dla zobrazowania tej tezy przytoczmy przykład twórczości Adama Mickiewicza, który, obserwując i analizując sytuację Polski XVIII wieku, wynosi ojczyznę do rangi narodu wybranego, mającego do wypełnienia szczególną misję. Polacy, załamani klęską powstania listopadowego, chętnie przyjęli koncepcję mesjanizmu, mimo iż propagowanie jej przez Mickiewicza było wynikiem osobistych zainteresowań ruchem Towiańskiego. Poprzez III część „Dziadów” Mickiewicz rozpowszechnił ideę dającą Polakom ukojenie; rodacy hołdowali jej tym chętniej, że umacniała ich w wierze o własnej wyjątkowości, budowała wizerunek uduchowionych ludzi, którzy poprzez własne cierpienie zbawią świat. Adam Mickiewicz – uznany literat, chluba i pewnego rodzaju autorytet dla ówczesnych Polaków – przychyliwszy się do mistycznej wizji Towiańskiego, sprawił, że szerokie rzesze jego czytelników uwierzyły w mesjanizm.

Przyjrzawszy się literaturze późniejszych okresów, można stwierdzić, że może ona kształtować nie tylko ducha, oddziaływać nie tylko na psychikę, ale także budować konkretne wzorce osobowe, propagować określony sposób zachowania się, namawiać do danego działania. W tym przypadku jako przykład poleciłabym „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Jest to powieść o dość banalnej fabule, ale bardzo wyraźnie zarysowanych sylwetkach bohaterów. To oni bowiem stanowią o pozytywnym charakterze utworu. Orzeszkowa nawołuje do zmiany sposobu działania Polaków na drodze do odzyskania niepodległości. Zgodnie z pozytywistyczną tendencją szansę dla Polaków upatruje w wewnętrznym doskonaleniu i umacnianiu się społeczeństwa. Podstawą nowej koncepcji było dążenie do polepszenia sytuacji ekonomiczno–gospodarczej w Polsce poprzez zmiany społeczne. Autorka nawołuje przede wszystkim do reform społecznych, gdyż jedynie w dobrze funkcjonującym społeczeństwie widzi ratunek dla ojczyzny. Propaguje zbliżenie zasad funkcjonowania społeczeństwa do organicznego ideału. Za wzór podaje zaścianek Bohatyrowiczów, którego reprezentanci, pomagając sobie nawzajem, stanowią silną jedność.

Obserwując rozwarstwienie i przerażające kontrasty w społeczeństwie polskim, Orzeszkowa naświetla problem zacofania i ciemnoty najniższych warstw. Mówi więc o potrzebie zadbania o chłopstwo, zazwyczaj pomijane w polityce. Propaguje utylitaryzm, czyli wykorzystywanie umiejętności wybitnych jednostek dla dobra ogólnego. Przykładem tego może być Witold Korczyński, starający się w praktyczny sposób wykorzystywać wiedzę zdobytą podczas studiów. Duże znaczenie nadaje pisarka edukacji. Jej zdaniem dobrze funkcjonujące społeczeństwo – to społeczeństwo wykształcone.

Pozytywistyczne hasła, propagowane przez Orzeszkową, znalazły szerokie poparcie wśród społeczeństwa. Kiedy zawiodły romantyczne ideały, a Polacy załamani byli kolejną klęską, potrzebny był nowy program ideowy, dzięki któremu mogliby wykorzystać swój zapał, energię oraz znaleźć pokrzepienie. Autorce powieści udało się dokładnie, a nawet szczegółowo sprecyzować nowatorską postawę, jaką winni przyjąć rodacy. Był to odpowiedni czas na wniesienie nowych wartości, więc złaknieni i potrzebujący Polacy pochwycili je natychmiast.

Obok Orzeszkowej byli naturalnie inni twórcy hołdujący pozytywizmowi i rozpowszechniający jego hasła. Zaliczyć do nich można Prusa, Sienkiewicza czy Świętochowskiego, ale „Nad Niemnem” jest powieścią–wykładnikiem, która wręcz w tendencyjny sposób propaguje nową politykę.

Inną formą oddziaływania literatury na czytelnika jest ukazywanie problemów, z jakimi zmagają się bohaterowie tragedii, jaka może stać się konsekwencją ich działania, lub bolączek, które mogą być przyczyną ich niepowodzeń. Innymi słowy – jest to bezwzględne ukazywanie prawdy, choćby najgorszej, pozbawione zahamowań opisywanie „czarnej rzeczywistości”, czyli naturalizm. Taką technikę stosował Stefan Żeromski, który, znając potęgę słowa pisanego, podjął się propagowania określonych wartości i postaw. Jego credo literackim stało się rozdrapywanie ran, aby nie zabliźniły się błoną podłości, a na drodze do jego realizacji ukazywał najbardziej zaniedbane i bolące dziedziny życia, odnajdywał i przedstawiał to, co zostało zapomniane lub pominięte. Szczególnie bliskie były mu sprawy biedoty polskiej; rozgoryczony faktem istniejących kontrastów społecznych, winą za warunki życia najuboższych obarczał bogaczy, żyjących w zbytku. Poprzez drastyczne i w naturalistyczny sposób przerysowane obrazy brudu, głodu, chorób i ciężkiej pracy najniższych warstw pragnął uczulić społeczeństwo na ten problem. Postać Obali z opowiadania Zapomnienie jest zarzutem skierowanym do Polaków, obwiniającym ich o tolerowanie podobnych sytuacji, o bierność i brak zainteresowania. Jak można pozwolić na to, by jedni umierali w nędzy, a drudzy psuli się w zbytku? Pytanie to kieruje Żeromski do czytelnika, do całego społeczeństwa, które jest odpowiedzialne za istnienie takich sytuacji. Pisarz chce popchnąć Polaków do działania, przerwać ich uśpienie i zerwać „klapki” z oczu, nie pozwalające dojrzeć piekących problemów. Krytykuje bezczynność społeczeństwa, które jest na tyle ospałe i pełne zwątpienia, za to, że neguje i wyśmiewa zachowanie pojedynczych aktywnych jednostek, buntujących się i podejmujących działanie. Na przykładach doktora Judyma czy Cezarego Baryki udowadnia, że jednostka działająca w osamotnieniu nie jest w stanie wiele zdziałać. Chce aktywizować uśpioną część społeczeństwa, nawołuje do działania, do poparcia reform i planów naprawy stosunków społecznych. Walka wybitnych jednostek, jego zdaniem, będzie bezskuteczna, o ile nie poprą ich szersze rzesze. Inicjatywa reformatorska konieczna jest także dla zachowania suwerenności Polski. W Przedwiośniu autor zawiera przestrogę dla Polaków, do czego może doprowadzić ich bierność i ignorancja.

Żeromski widział wiele mankamentów młodej Rzeczypospolitej, która niedawno dopiero odzyskała niepodległość. W obawie przed ponowną jej utratą, chciał przestrzec Polaków, dać im wskazówki, jak uchronić się od zniewolenia. Jego twórczość nazwać można próbą skłonienia Polaków do zastanowienia się nad sytuacją kraju oraz wybrania drogi postępowania, obrazem mającym zainspirować uśpioną masę.

Literatura towarzyszy narodowi przez całą jego historię. Jak pisał Adam Mickiewicz w Pieśni Wajdeloty, literatura ma tę wielką zaletę, że jest niezniszczalna; czasem tylko wegetuje uśpiona, gdy brak warunków, by w odpowiednich okolicznościach rozbudzić się na nowo. Można powiedzieć, że narodziła się wraz z człowiekiem i będzie mu towarzyszyć aż do śmierci. Jest więc jak matka, która czuwa przy dziecku i od niemowlęcia wychowuje. Czasem skarci, skrzyczy, wypomni zaniedbania, innym razem przytuli do serca i pocieszy, innym znów wskaże właściwe rozwiązanie, ale wszystko to ma jeden cel – kształtowanie osobowości dziecka. Podobnie jest z literaturą – bywa karcąca i przypominająca o błędach (jak twórczość Żeromskiego), czasem krzepi nasze zbolałe serca, wspominając o minionych sukcesach (jak np. Sienkiewicz w Trylogii) lub jak Orzeszkowa czy Mickiewicz dają wskazówki, jak żyć, ewentualnie chce umilić czas i upiększyć życie (poezja skamandrycka). Literatura ma nad ludźmi ogromną władzę. Obrazy i wizerunki powstające w naszych umysłach podczas zagłębiania się w lekturze, filozofia autorów, ich poglądy i wyobrażenia, z jakimi się zapoznajemy, wzbogacają nas wewnętrznie, poszerzają horyzonty i budują osobowość.

Bardzo duża sugestywność książek sprawia, że często przyrównujemy się, a nawet identyfikujemy z głównymi bohaterami. Etyka każe nam podziwiać dobre wróżki, a nienawidzić czarownic, sprawia, że chcemy naśladować pozytywne postaci i unikać czarnych charakterów. Potęga literata w tej kwestii jest prawie nieograniczona – w zależności od własnej sugestywności może on w konkretny sposób kierować swymi czytelnikami.









































87. Okupacja niemiecka


Pakt Hitler-Stalin „O granicach i przyjaźni niemiecko-sowieckiej” z 28 września 1939 r. stanowił o rozbiorze Rzeczypospolitej Polskiej. 48% obszaru i 20 mln Polaków znalazło się pod władzą pełnych nienawiści, otumanionych teoriami rasowymi o „podludziach”, Niemców.

Hitler zdecydował się na podzielenie zdobytych ziem:

1.Wcielił do Rzeszy polskie województwa: pomorskie, poznańskie, śląskie, a także Suwalszczyznę i Gdańsk. Ziemie te, z ledwie 6% Niemców, miały być w ciągu 10 lat zupełnie zgermanizowane poprzez:

2. Utworzył Generalne Gubernatorstwo z czterema (a od sierpnia 1941r. z pięcioma) dystryktami ustanowionymi z pozostałych ziem polskich. GG było zarządzane z Zamku Wawelskiego przez gubernatora dr. Hansa Franka, wykształconego, zimnego ludobójcy. Pierwszym celem polityki niemieckiej w GG było nadanie temu obszarowi charakteru zaplecza rolniczego Rzeszy i dokonaniu degradacji Polaków. Ostatecznym celem miało być biologiczne wyniszczenie ludności polskiej, wysiedlenie jej na Syberię i kolonizacja ziem GG przez niemieckich osadników. W 20-może 30-letniej perspektywie naród polski miał zaginąć ostatecznie w teutońskiej pomroce dziejów.

Hitlerowcy dążyli do tego celu poprzez:

Jednakże obozy koncentracyjne, które powstały najpierw w hitlerowskich Niemczech w celu izolowania i „wychowania” opozycji, tworzono w Polsce, m.n. w związku ze sprawą, znaną potem jako: holocaust.

91




Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
Spis treści do wypracowań w postaci ściąg (rtf)
Wypracowania W Postaci Ściąg (Word 6.0), ?ci?gi
Spis treści do wypracowań w postaci ściąg, # ściągi,streszczenia
Jedna z najbardziej fascynujących postaci, Szkoła, Własne wypracowania i inne ;)
POSTACIE POTOPU CYTATY, ciekawostki, matura 2008, J. POLSKI, WWW, -wypracowania i pomoce, różne
Zespól Downa – najczęściej badana postać niepełnosprawności, wypracowania
Antygona postać tragiczna i wybór, Szkoła, Język polski, Wypracowania
Najpiękniejsza postac świętego to..., Szkoła, Język polski, Wypracowania
TECHNOLOGIA PŁYNNYCH POSTACI LEKU Zawiesiny
Postać kanoniczna funkcji kwadratowej
3 Stateczność prętów prostych, Postaci utraty stateczności, określanie siły krytycznej ppt
statyst wyprac, Testowanie
wykład8 zaburzenia pod postacią somatyczną
Jak rozliczyć w księgach rachunkowych darowiznę w postaci usług
postacie wesele