background image

169

Justyna Kowalska-Leder

Uniwersytet Warszawski

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

PRZECIWSTAWNE PROJEKTY PRAWDY, PAMIĘCI 

I ZAPISU TEGO DOŚWIADCZENIA

THE HOLOCAUST CHILDHOOD

CONTRASTING CONCEPTIONS OF TRUTH, MEMORY AND ENTRY

Summary

Henryk Grynberg and Jerzy Kosiński, commonly perceived as children of the Holocaust, 

formulate  and  realize  absolutely  different  conceptions  of  writing  about  their  traumatic 

experience. Each of them has a different approach to the issue of the truth which is the 

ethical foundation of writing about the genocide. For Kosiński the truth is important, which 

he calls ‘emotional truth’. It resembles the subject of psychoanalytic penetrating therefore 

it doesn’t concentrate on events, but only on the way the events were experienced. The 

author of The Painted Bird treats writing about his experience during German occupation 

like  an  emotional  expression  of  painful  feelings.  On  the  contrary,  Henryk  Grynberg  is 

anxious to make the readers believed in his words. He is trying to implement his idea 

of the ‘anti-artistic truth’, which means avoiding generalization and universality of the 

Holocaust. For Kosiński the most important means of expression is a symbol, however, 

Grynberg prefers enumeration and repetition. It allows to analyze Grynberg’s writing in 

the  context  of  Claude  Lévi-Strauss’  theory  of  myth. Autobiographical  writings  of  both 

authors racapture traumatic experience transcending the informative function of the word. 

To explain the concept of making the trauma a reality again we can apply Ágnes Heller 

theory ‘practice of memory’. 

Henryk Grynberg i Jerzy Kosiński formułują i realizują biegunowo 

odmienne projekty zapisywania doświadczenia Holokaustu. U ich pod-

staw sytuuje się różnie rozumiana kategoria prawdy, stanowiąca etyczny 

fundament pisania o Zagładzie. Autor Malowanego ptaka poszukuje ta-

kich środków wyrazu, które umożliwiałby wniknięcie w to, co nazywa 

„prawdą emocjonalną”, twórczość Grynberga to kolejne przybliżenia do 

postulowanego przez niego ideału „prawdy nieartystycznej”. Realizując 

krańcowo  różne  cele,  obaj  autorzy  dokonują  podobnego  eksperymentu 

na słowie, które u każdego z nich zaczyna pełnić funkcje daleko prze-

Studia Judaica 8: 2005 nr 1-2(15-16) s. 169-186

background image

170

kraczające zadanie prostej komunikacji, polegającej przede wszystkim na 

informowaniu, wyrażaniu czy wyjaśnianiu. 

Okupacja  i  doświadczenie  Zagłady  jako  unicestwienie  dotychcza-

sowego  porządku  moralnego,  poznawczego  i  egzystencjalnego  nabiera 

szczególnego  wymiaru  w  odniesieniu  do  dzieci.  Jako  istoty  społecznie 

słabe,  w  dawnym  –  można  powiedzieć  przed-Zagładowym  –  porządku 

podlegały  one  szczególnej  ochronie;  w  rzeczywistości  Holokaustu  – 

z tego samego powodu – ginęły pierwsze. Ich cierpienie i śmierć najsil-

niej, jakby w fi guratywnym wyolbrzymieniu, unaocznia rozmiary tragedii 

wojennej. Niemowlę przy piersi nieżywej matki, dzieci śpiące w łóżku 

z trupami rodziców, w końcu dzieci zostawione na pewną śmierć przez 

przerażonych  i  skrajnie  wyczerpanych  opiekunów

1

  –  to  obrazy  wciąż 

powracające w świadectwach, również tych autorów, którzy często sami 

nazywają się dziećmi Holokaustu. W tym określeniu zawiera się prawda 

o doświadczeniu, które nie tyle przeszli, ile wciąż w sobie niosą, na któ-

rym zwykle budują swoją tożsamość. 

Takimi dziećmi byli Jerzy Kosiński urodzony w 1933 roku i Henryk 

Grynberg – rocznik 1936. Te daty od razu nasuwają pytania: co może pa-

miętać z okresu wojny trzy- czy nawet sześciolatek? Na jakiej podstawie 

daje on dziś świadectwo tamtym czasom? Czy opowiada swoje własne 

doświadczenie, czy raczej to, co przez lata udało mu się zlepić z ułam-

ków  wspomnień,  opowieści  dorosłych,  przekazu  literackiego  i  wiedzy 

historycznej? W gruncie rzeczy są to dwa pytania: o relację między tymi 

świadectwami a wydarzeniami, które wówczas miały miejsce, oraz o to, 

czy w ogóle istnieje coś takiego jak specyfi ka dziecięcego doświadczenia 

Holokaustu i czy jest ono możliwe do wyrażenia w literaturze?

Autor Malowanego ptaka zawiera z czytelnikiem pakt autobiogra-

fi czny  w  typowy  dla  siebie,  bardzo  pokrętny  sposób

2

.  Otóż,  o  ile  cała 

powieść napisana jest w narracji pierwszoosobowej w czasie przeszłym 

(co niemalże automatycznie ukazuje oczom czytelnika obraz dojrzałego 

autora wspominającego lata chłopięce), to sam początek, pełniący funk-

cję wstępu, który odróżnia się od reszty tekstu kursywą, napisany został 

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

1

 Zbiorem przejmujących scen ukazujących cierpienie żydowskich dzieci pod nie-

miecką okupacją jest tom Archiwum Ringelbluma. Dzieci – tajne nauczanie w getcie war-

szawskim, oprac. R. Sakowska, Warszawa 2000.

2

 Zob. P. L e j e u n e, Wariacje na temat pewnego paktu. O autobiografi i, pod red. 

R. Lubas-Bartoszyńskiej, Kraków 2001, rozdziały: Pakt autobiografi czny, przeł. A. L a -

b u d a, i Pakt autobiografi czny (bis), przeł. S. J a w o r s k i.

background image

171

w formie trzecioosobowej, przywołującej schemat narratora wszechwiedzą-

cego. Jerzy Kosiński postępuje więc wbrew konwencji, zgodnie z którą po 

„osobistym” wstępie następuje tekst właściwy; może być on prowadzony 

w formie trzecioosobowej. „Jesienią 1939 roku, w pierwszych tygodniach 

drugiej  wojny  światowej,  rodzice  sześcioletniego  chłopca  z  dużego 

wschodnioeuropejskiego miasta wysłali go do odległej wioski, aby tam 

– podobnie jak tysiące innych dzieci – znalazł bezpieczne schronienie”

3

 – 

zastanawiający dystans, obecny w tej narracji, staje się wyraźny na tle fraz 

otwierających tekst właściwy: „Mieszkałem w chacie Marty, oczekując, 

że lada dzień, lada chwila, zjawią się po mnie rodzice. Płacz nie przynosił 

ukojenia, a Marta nie zwracała uwagi na moje pochlipywanie”

4

Dlaczego  pierwszoosobową  powieść  autobiografi czną,  wbrew  tra-

dycji  gatunku,  Kosiński  poprzedza  wstępem,  w  którym  autor-narrator 

dystansuje  się  do  opisywanych  wydarzeń? W  jakich  rejestrach  ustawia 

to całość opowieści? Pierwsze skojarzenie to bajka, a raczej jej początek, 

w którym następuje prezentacja bohaterów i ich sytuacji życiowej. Mamy 

tu więc: jakiegoś chłopca, jego rodziców, pewnego człowieka, który obie-

cuje pomoc dziecku. Jak w Proppowskiej bajce magicznej, mały bohater 

musi opuścić dom i samotnie wyruszyć w świat

5

. Wraz z nim poznajemy 

zasady rządzące rzeczywistością, dowiadujemy się, że ludzie dzielą się 

na miejscowych o jasnej cerze i płowych włosach oraz na obcych, śnia-

dych, ciemnowłosych, których zamyka się w gettach i obozach Zagłady. 

Wszystko to dzieje się pod niemiecką okupacją. 

Ten  początek,  zarysowujący  z  perspektywy  wszechwiedzącego 

narratora miejsce i czas akcji oraz prezentujący główne postaci dramatu, 

wygląda, jakby miał za zadanie wyrywać powieść z żywiołu autobiogra-

fi cznego, zaprojektować jej uniwersalny wymiar, historię o samotnie wę-

drującym chłopcu przekształcić w przypowieść. Z drugiej jednak strony, 

dołączone do powieści Uwagi autora, skłaniają czytelnika do uwzględ-

nienia  podczas  lektury  autobiografi cznego  wymiaru  tekstu. A  przecież, 

jak  pisze  Philippe  Lejeune,  konsekwencją  zawarcia  paktu  autobiogra-

fi cznego jest zawsze pakt referencjalny, a więc zobowiązanie autora do 

pisania prawdy. Spróbujmy poradzić sobie z tą gmatwaniną sprzecznych 

tropów i przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, na czym polega au-

tobiografi zm powieści Kosińskiego. 

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

3

 J. K o s i ń s k i, Malowany ptak, tłum. T. M i r k o w i c z, Warszawa 1992, s. 7. 

4

 Tamże, s. 9.

5

 Zob. W. P r o p p, Morfologia bajki, tłum. S. B a l b u s, „Pamiętnik Literacki” 1968, nr 4.

background image

172

 Pomawiany o szalbierstwo, świadome kłamstwo i chorą, perwersyj-

ną wyobraźnię, autor Malowanego ptaka wyjaśnia w posłowiu powieści, 

że opisywane w niej wydarzenia mają charakter symboliczny, nie są ani 

relacją, ani zmyśleniem. Kosiński pisze, że to, co pamiętamy z przeszło-

ści, stanowi pewną konstrukcję, umożliwiającą lokowanie w niej uczuć, 

a  przekazać  je  można  jedynie  za  pomocą  symboli.  Joanna  Siedlecka, 

śledząc wojenne losy Jerzego Kosińskiego, pokazała, że przedstawiona 

w  Malowanym  ptaku  samotna  wędrówka  chłopca  po  dzikich,  wschod-

nich  obszarach  Europy  jest  słabo  zakotwiczona  w  sferze  faktów

6

.  Całą 

wojnę mały Kosiński spędził pod opieką rodziców, pierwsze dwa i pół 

roku – jawnie w Sandomierzu, a dopiero później – ukrywając się we wsi 

koło Rozwadowa. Nad Czarnym ptasiorem Siedleckiej unosi się pytanie, 

po  co  tak  znakomity  pisarz,  który  mógłby  zainteresować  czytelników 

swoją  prawdziwą  historią  wojenną,  zmyśla  obrzydliwości?  Próbując 

na to pytanie odpowiedzieć, można pójść, jak zrobiła to Maria Janion

7

tropem  podsuniętym  przez  samego  Kosińskiego.  Jeśli  Malowany  ptak 

jest wyrazem uczuć dziecka, a raczej tego, co zostało z nich po latach, to 

rzeczywiście odczytanie tej książki powinno być symboliczne, dalekie od 

realistycznej perspektywy. Sam Kosiński, przestrzegając przed zbytnim 

zaufaniem  do  dokładności  i  dosłowności  zapisów  pamięci,  deklaruje: 

„jeśli wspomnienia zawierają prawdę, jest to raczej prawda emocjonalna 

niż obiektywna”

8

. I tak oto wyłania się kategoria prawdy emocjonalnej, 

która  przywodzi  na  myśl  przedmiot  dociekań  psychoanalizy.  Powieść 

Kosińskiego projektuje bowiem czytelnika, który jak psychoanalityk nie 

będzie w niej szukał odpowiedzi na pytanie, co ten człowiek przeżył, lecz 

jak przeżył to, czego doświadczył.

Można powiedzieć, że autor Malowanego ptaka, jak pacjent psycho-

analityka, za pomocą symboli opowiada o swoim doświadczeniu wojny 

i zagrożeniu Zagładą. Składają się na nie widziane i przeżywane wydarze-

nia, wojenne zabawy z rówieśnikami, podsłuchane rozmowy rodziców, 

zasłyszane plotki i wieści z okolicy, jednym słowem – budulec różnych 

przeżyć i wyobrażeń. Tym, co rzeczywiste, prawdziwe i niepodważalne, 

są  nie  tyle  wydarzenia,  ile  właśnie  emocje  autora,  a  w  konsekwencji 

– również czytelnika. 

6

 J. S i e d l e c k a, Czarny Ptasior, Gdańsk–Warszawa 1994.

7

 M. J a n i o n, Płacz generała, Warszawa 1998, rozdział Sam w ciemni.

8

 J. K o s i ń s k i, jw., s. 232.

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

173

Jerzy Kosiński niemalże z premedytacją używa języka fi guratywne-

go, który w Malowanym ptaku oznacza przede wszystkim nagromadzenie 

symboli i metafor. Zdaniem przeciwników, jest to forma „estetyzowania” 

tragedii Holokaustu, zniewaga dla jego ofi ar, działanie nieetyczne. 

Do grona krytyków tej powieści należy Henryk Grynberg

9

. W tek-

stach  teoretycznych  sformułował  on,  a  w  autobiografi cznych  –  wciąż 

próbuje realizować swoją koncepcję prawdy, którą nazywa nieartystycz-

10

ną . Wymaga ona przede wszystkim ogromnej dyscypliny słowa, którego 

zadaniem jest jak najoszczędniejsze, jak najskromniejsze oddanie prawdy 

o przeszłości, a przede wszystkim o ofi arach, o których pamięć ginie w jej 

mrokach. Można powiedzieć, że Grynberg domaga się języka tak skrom-

nego, że aż przezroczystego. Nasuwa to skojarzenie z koncepcję aktów 

mowy, w której Roman Jakobson spośród kilku funkcji języka wyróżnił 

funkcję poetycką. Dominuje ona w komunikacie, w którym uwaga od-

biorcy zatrzymuje się na kształcie słowa

11

. Dla Grynberga jest to niedo-

puszczalne, czytelnik ma obcować z konkretem, znaleźć się jak najbliżej 

wydarzeń, bez komentarzy autorskich, bez, jak to nazywa, prób uniwer-

salizacji i generalizacji tragedii Holokaustu. Taką pokusę dostrzega, co 

może dziwić, w skądinąd cenionych przez siebie Medalionach Zofi i Nał-

kowskiej. Chodzi o motto tej książki, które Grynberg koryguje: „Ludzie 

Żydom zgotowali ten los”. Przypomina tym samym, że w przeciwieństwie 

do innych ofi ar drugiej wojny światowej, Żydzi ginęli wtedy jako Żydzi 

i  właśnie  dlatego,  że  byli  Żydami. W  sformułowaniu  „Ludzie  ludziom 

zgotowali ten los” autor Żydowskiej wojny dostrzega grzech uogólnienia 

i  uniwersalizacji,  która,  jak  pisze,  „niezbędna  jest  wielkiej  literaturze 

i sztuce, ale w tym nowym doświadczeniu już nie chodzi o wielką litera-

turę ani o wielką sztukę, lecz o prawdę – jak najbardziej nieartystyczną”

12

.

Wydawałoby się, że realizowanie postulatu prawdy nieartystycznej 

jest proste, trzeba tylko trzymać na wodzy wyobraźnię i szczędzić słów. 

W praktyce okazuje się to niezwykle trudne, co z resztą przyznaje sam 

Grynberg, gdy w eseju Życie jako dezintegracja

13

 koryguje te fragmen-

  9

 Zob. H. G r y n b e r g, Monolog polsko-żydowski, Wołowiec 2003, rozdział Żyd, 

który udawał Polaka, który udawał Żyda….

10

 Zob. H. G r y n b e r g, Prawda nieartystyczna, Katowice 1990.

11

 Zob. R. J a c o b s o n, Poetyka w świetle językoznawstwa, „Pamiętnik Literacki” 

1960, z. 2.

12

 H. G r y n b e r g, Prawda nieartystyczna, s. 103.

13

 Tamże, s. 7-26.

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

174

ty  własnej  Żydowskiej  wojny,  w  których  mimowolnie  uległ  powabowi 

prawdy artystycznej. Źródłem wykroczenia jest tam, jak pokazał Marek 

Zaleski, sama materia języka, który, będąc kodem symbolicznym, czyni 

w literaturze uniwersalnym to, co partykularne i unikalne

14

.

To dlatego właśnie Haydenowi White’owi udaje się wykazać fi gura-

tywność głośnej powieści Primo Leviego Czy to jest człowiek. Zamierze-

niem jej autora był opis doświadczenia obozowego za pomocą przejrzy-

stego języka, stylu niemalże naukowego. White pokazuje tymczasem, że 

zamiast pozytywistycznej rejestracji „faktów”, w powieści Leviego dzięki 

poetyckim wypowiedziom przedstawione zostają uczucia, jakie zrodziła 

konieczność  znoszenia  tych  „faktów”

15

.  White  zwraca  uwagę  na  sferę 

uczuć, które taka literatura z jednej strony przywołuje, odnosząc się do 

przeżyć autora, z drugiej zaś – wywołuje, apelując do wrażliwości czy-

telnika. W ten sposób dochodzi do komunikacji między obiema stronami, 

rozumianej w najbardziej klasyczny sposób jako „łączenie, spotkanie”. 

Ważniejsza od przekazania własnego doświadczenia czy poruszenia 

czytelnika jest dla Henryka Grynberga realizacja zobowiązania, które zo-

stało mu narzucone: ma on być strażnikiem pamięci o umarłych, ma pilno-

wać ich nieistniejących grobów, zarówno przed sprofanowaniem, jak przed 

zapomnieniem, które zresztą uważa za formę profanacji. Dlatego spojrzenie 

autora  Żydowskiej  wojny  jest  skierowane  na  innych,  przede  wszystkim 

na  zmarłych  najbliższych,  oraz  na  tragedię  pozostałych  ofi ar  Zagłady. 

Grynberg podkreśla, że w przeciwieństwie do narcyza, któremu zależy na 

utrwaleniu pamięci o sobie, jemu chodzi o trwały ślad po zbrodni

16

.

Mamy więc do czynienia ze swoistym paradoksem: Henryk Gryn-

berg, który wkroczył w wojnę jako trzylatek, realizuje dziś posłannictwo 

świadczenia prawdy, Jerzy Kosiński zaś mający wówczas sześć lat, trak-

tuje pisanie o tym doświadczeniu jako formę ekspresji bolesnych uczuć, 

być może terapię lub autoanalizę. Stwarza sobie w ten sposób możliwość 

ucieczki przed zarzutami świadczenia nieprawdy. Jak bowiem można ufać 

wspomnieniom kogoś, kto był wówczas małym dzieckiem?

Grynberg  –  odwrotnie,  gra  właśnie  o  jak  najsilniejszą  wiarę  czy-

telnika w jego słowa. Próbuje więc uprzedzić zarzuty, które można mu 

postawić już na podstawie samej daty urodzenia; w eseju Prawda niearty-

14

 M. Z a l e s k i, Formy pamięci, Gdańsk 2004, s. 162.

15

 H. W h i t e, Realizm fi guralny w literaturze świadectwa, przeł. E. D o m a ń s k a, 

„Literatura na Świecie” 2004 nr 1-2, s. 79.

16

 Zob. H. G r y n b e r g, Monolog polsko-żydowski, s. 96.

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

175

styczna tłumaczy, że nie raz zadziwiał, a nawet przerażał swoją matkę nie-

zwykle wyostrzoną pamięcią wydarzeń, twarzy i scen sprzed lat; „pamięć 

ta jest być może chorobliwa, ale nie mogłem przecież wyjść z holocaustu 

zupełnie zdrowy”

17

Jeśli wierzyć ocalałym, skutkiem dziecięcego doświadczenia Zagła-

dy jest właśnie wyostrzenie pamięci, zadziwiająca uważność na szczegół. 

W przypadku dzieci żydowskich, które podczas okupacji ukrywały się po 

tak  zwanej  „aryjskiej”  stronie,  może  to  wynikać  z  nieustannej  kontroli 

własnego zachowania i ciągłej analizy otoczenia, z konieczności stosowa-

nia się do zasady mimikry. Taka strategia przetrwania musiała prowadzić 

do wyostrzenia uwagi, koncentracji na szczególe, w wyniku czego został 

on potem zapamiętany.

Pozycja narratora w autobiografi cznej twórczości Grynberga nie jest 

jednoznaczna; ma dostęp do stanu świadomości wielu bohaterów, daleko 

mu jednak do wszechwiedzy. W takim zabiegu widzieć można odtworze-

nie sytuacji egzystencjalnej, w której znaleźli się ukrywający Żydzi. Oto 

fragment jej opisu z Żydowskiej wojny

Byliśmy  znowu  w  domu.  Doiliśmy  nasze  własne  krowy.  Cały  dzień  sły-

szeliśmy  koło  zabudowań  głosy  naszych  dawnych  znajomych,  choć  nikt 

z nich o tym nie wiedział, że byliśmy tak blisko nich, że ich słyszeliśmy, tak 

jakbyśmy znowu byli wśród nich. Jakbyśmy byli duchami, które przycho-

dzą na swoje dawne miejsca, żeby się przyjrzeć tym miejscom i ludziom, 

wśród których kiedyś żyli, a tamci wcale nie wiedzą o tym, że ktoś, kogo nie 

widzą, widzi ich i słyszy...

18

Żydom, którzy przetrwali Zagładę, dane było doświadczyć przyna-

leżności do świata umarłych jeszcze przed fi zyczną śmiercią, w odczuciu 

niektórych ten stan trwał dłużej niż sama okupacja. Fragment Buszujące-

go w Niemczech oddaje taki paradoks przetrwania: 

Bo gdybym sądził kogoś, kto zaryglował drzwi od komory, a potem wpuścił 

gaz, to przecież jest on winien mojej śmierci. Przecież on nie wiedział, że 

mnie tam nie ma. Właściwie liczba zamordowanych jest wyższa od liczby 

tych, którzy nie żyją”

19

 – pisze Grynberg.

Doświadczenie Zagłady to przede wszystkim wykluczenie ze wspól-

noty żywych, jeszcze za życia – postawienie po stronie umarłych, a więc 

17

 H. G r y n b e r g, Prawda nieartystyczna, s. 11. 

18

 H. G r y n b e r g, Żydowska wojna, Warszawa 1989, s. 27.

19

 H. G r y n b e r g, Ojczyzna, Warszawa 1999, s. 22.

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

176

usytuowanie człowieka na chybotliwej granicy egzystencji. Jest to rodzaj 

sytuacji granicznej, która pozostawia w człowieku niezatarty ślad. Można 

na  nią  spojrzeć,  jak  proponuje  Barbara  Skarga,  z  perspektywy  nie  tyle 

psychologicznej, co ontologicznej. Rozumie ona tego rodzaju ślad jako 

trwały element naszego bycia, „dostatecznie trwały i dostatecznie silny, by 

to, co nazywamy naszą sobością, kształtować”

20

. Jednym z takich śladów 

jest blizna, która przypomina o dawnym zranieniu, a czasem tak bardzo 

boli, że zapomnienie o dawnym cierpieniu staje się w ogóle niemożliwe. 

Osoba tak zraniona jest zupełnie samotna, tak jak każdy naprawdę cier-

piący, którego doznania i uczucia w dużym stopniu okazują się nieprze-

kazywalne. O natężeniu cierpienia decyduje nie tylko bodziec, ale też sto-

pień wrażliwości człowieka, który go doświadcza. Odporność zależy od 

możliwości znalezienia oparcia, albo na zewnątrz, a więc na przykład we 

wspólnocie, albo w sobie, choćby w nagromadzeniu życiowych doświad-

czeń. Zagłada zniszczyła wspólnotę – w sensie materialnym i duchowym. 

Źródłem  oparcia  dla  prześladowanych  pozostawały  przede  wszystkim 

własne mechanizmy obronne. U dzieci nie osiągają one takiego stopnia 

skuteczności,  by  stanowić  realny  punkt  oparcia  w  sytuacji  traumatycz-

nej. Wtedy, zdaniem Barbary Skargi, mamy do czynienia ze zranieniem 

tak głębokim, że paraliżującym: „moja osobowość już nie reaguje, staje 

się sztywna, niemal martwa. Ciało, na które padają razy kata, przestaje 

czuć ból, traci możność poruszania się, staje się bezwładną masą”

21

. Taką 

postawę znajdujemy w wielu dziecięcych dokumentach osobistych czasu 

Zagłady. Niemota bohatera Malowanego ptaka symbolizuje właśnie stan 

całkowitego osamotnienia, wyłączenia ze wspólnoty ludzkiej, a zarazem 

martwotę, wewnętrzny stupor emocjonalny. Z licznych wtrąceń metatek-

stowych w Czarnych sezonach wiemy, jak bardzo z opisem tego odczucia 

zmagał się Michał Głowiński, nazywając go zobojętnieniem, paraliżem 

wewnętrznym, ogłupieniem, wegetacją, otępieniem, apatią

22

wewnętrznym, ogłupieniem, wegetacją, otępieniem, apatią

wewnętrznym, ogłupieniem, wegetacją, otępieniem, apatią .

Ślad  powstaje,  jak  pisze  Skarga,  w  wyniku  zranienia  z  powodu: 

utraty,  wygnania  i  prześladowania.  Najbardziej  fundamentalnym  i  naj-

boleśniejszym doświadczeniem utraty jest śmierć bliskich, ponieważ są 

niezastępowalni. Źródłem cierpienia może być również wygnanie, które 

oznacza odebranie prawa do domu rozumianego przede wszystkim jako 

własne  miejsce  w  świecie.  Samotność  wygnańca  w  nowym  otoczeniu 

20

 B. S k a r g a, Ślad i obecność, Warszawa 2002, s. 74.

21

 Tamże, s. 89.

22

 Zob. M. G ł o w i ń s k i, Czarne sezony, Warszawa 1999. 

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

177

przypomina położenie człowieka w obliczu cierpienia i śmierci. Wygna-

nie jest rodzajem prześladowania, w którym Skarga widzi realizację tego, 

co nazywa radykalnym złem: „w samym słowie «prześladowanie» tkwi 

groza. Znaczy bowiem ono, że się kogoś tropi, idzie jego śladem, by go 

dosięgnąć, poniżyć, upokorzyć lub wręcz unicestwić”

23

.

Kto doświadczył radykalnego zła nie tak łatwo odbuduje swoją eg-

zystencję, bo trzeba do tego zabliźnienia ran, które wciąż są naruszane, 

poniekąd z winy prześladowanego. Jest on nadwrażliwy i uraźliwy, uważ-

ny na nowe zagrożenie, na każdy jego zwiastun. Utracił bowiem wszelką 

naiwność i ufność, jest zupełnie sam, a podstawę jego wiedzy o świecie 

stanowi rozpoznanie, że ludzie są podli i obojętni. Taki stan rodzić może 

pokusę zemsty. 

Henryk Grynberg nie z wyboru został strażnikiem grobów. To rodzaj 

naznaczenia, o jakim pisze Barbara Skarga. W jego postawie można wi-

dzieć konsekwentną realizację misji, którą obciążono dzieci Holocaustu. 

Żądano od nich albo zapomnienia i zatopienia w codziennym życiu, albo 

podtrzymywania pamięci o umarłych. Stanie na straży tak rozumianej pa-

mięci nie jest niewinne. Dobitnie ukazuje to Jerzy Kosiński, gdy w ostat-

nim akapicie posłowia do Malowanego ptaka przywołuje głos dźwięczący 

w uszach dzieci uwięzionych w pułapce pamięci. 

Pamiętasz  zamordowanego  wujka,  dziadka,  ojca,  matkę?  Wiedz,  że  nie 

wolno  ci  zapomnieć,  bo  to  na  ciebie,  maleńki,  spada  twardy  obowiązek 

pomszczenia, przejęcia od nas, którzy jesteśmy starzy i zmęczeni, buzującej 

pochodni świętej zemsty... I te dzieci, same będące malowanymi ptakami, 

patrzą  na  ślady  krwi  –  żeby  zapamiętać.  Tak  więc  nienawiść  nie  może 

umrzeć: jadowita i żywotna jak samo życie, idzie śladem życia; jest jego 

częścią, tak jak ogon jest częścią komety.

24

Kosiński  pokazuje,  że  pamięć  rozumiana  jako  wierność  prawdzie 

o tragedii przodków ma swój bezlitosny, nienawistny rewers

25

. Bohater 

23

 B. S k a r g a, jw., s. 96.

24

 J. K o s i ń s k i, jw., s. 251.

25

  Zaskakująco  do  problemu  uczucia  nienawiści  u  dzieci  Holokaustu  odnosi  się 

w rozmowie z Joanną Szwedowską Szewach Weiss. W dniu wybuchu wojny miał on sześć 

lat, prawie rok był ukrywany w podwójnej ścianie budynku, a trzy kolejne – wraz z rodziną 

spędził w piwnicy. „Jestem słabym człowiekiem, nie potrafi ę nienawidzić. Nienawiść to 

bardzo silne uczucie, bardzo niszczące i trzeba być bardzo mocnym, żeby nienawidzić. 

Nie  potrafi ę  tego,  ale  czasami  pojawia  się  we  mnie  złość,  wściekłość  –  bardzo  silne 

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

178

Malowanego  ptaka  wychodzi  z  wojny  przepełniony  nienawiścią,  która 

wyznacza sens jego życiu, Kosiński pisze o chłopcu: „z bezbronnej ofi ary 

w rękach oprawców staje się żywym symbolem tych, którzy go prześla-

dowali. Litość jest mu obca”

26

. Te słowa zadziwiająco przystają do posta-

wy  Henryka  Grynberga,  którą  świadomie  kształtuje  w  swoich  tekstach 

literackich i publicystycznych. Powiedzieć o niej, że jest nienawistna, to 

zbyt wiele. Chodzi raczej o jej bezlitosne oblicze, bo Henryk Grynberg nie 

ma litości nad sprawcami zbrodni, nad świadkami, nad czytelnikami. Nad 

sobą samym zresztą też – poprzez twórczość wciąż rozdrapując najbole-

śniejsze rany. Nie ma w nim litości i przebaczenia, które, jego zdaniem, 

ugodziłyby w podstawowe poczucie sprawiedliwości, bo – jak pisze – „nie 

o zemstę chodzi – przecież tego niepodobna pomścić – lecz o opowiedze-

nie się”

27

. Rzecz bowiem w tym, by stanąć po stronie skrzywdzonych.

Grynberg, podobnie jak wiele dzieci Holocaustu, stał się więźniem 

pamięci, której siła ufundowana jest na krzywdzie. W Żydowskiej wojnie 

wspomina  wypasanie  krów  na  łąkach  w  pobliżu  wsi  Kończany,  gdzie 

ukrywał  się  wraz  z  matką. Wśród  pastuszków  znalazł  się  jeden  zupeł-

nie  samotny  chłopiec,  którego  rodzina  została  wymordowana.  „I  nie 

było drugiego człowieka, który by miał wtedy tyle szczęścia co on. Bo 

w końcu naprawdę zapomniał o tym, skąd przyszedł i jak się nazywał…”

28

Chłopiec doświadczył ulgi niepamięci, której pragnie udręczony narrator, 

bohater i, jak sądzić można, sam autor Żydowskiej wojny

„Ja się upominam. I muszę nieustannie czuwać, bo próbuje się zgła-

dzić ich po raz drugi, zabić nawet ich śmierć”

29

 – w słowach Henryka 

Grynberga  nietrudno  wyczuć  ogromne,  wręcz  przygniatające  poczucie 

odpowiedzialności  i  bezsilności  zarazem. W  Kadiszu  opisuje  spotkania 

z matką, podczas których wspominali przeszłość, konfrontując swoje wer-

sje minionego czasu. „Jej niepamięć napełniała mnie strachem, bo widzia-

łem w niej przejaw zagłady, której nie było końca”

30

 – pisze Grynberg, 

emocje” – przyznaje Weiss. Misję, którą przyjął na siebie w roli ambasadora Izraela w 

Polsce, swoje działania na rzecz pojednania między Żydami, Polakami i Niemcami, Weiss 

interpretuje jako próbę ochrony samego siebie przed popadnięciem w autodestrukcyjny, 

jego zdaniem, stan nienawiści. Zob. Sz. We i s s, Ziemia i chmury, z... rozmawia J. Szwe-

dowska, Sejny 2002.

26

 J. K o s i ń s k i, jw., s. 250. 

27

 H. G r y n b e r g, Monolog polsko-żydowski, s. 174.

28

 H. G r y n b e r g, Żydowska wojna, s. 76.

29

 H. G r y n b e r g, Monolog polsko-żydowski, s. 96.

30

 H. G r y n b e r g, Kadisz, Kraków 1987, s. 39.

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

179

postulując, by w Jerozolimie obok Mauzoleum Imion, w którym groma-

dzone są dane ofi ar Holokaustu, powstało też Mauzoleum Bezimiennych, 

z  białymi,  niezapisanymi  kartotekami.  Ten  pomysł  przywodzi  na  myśl 

rozważania Ágnes Heller, która dopomina się o nowe rozumienie pamięci 

o Holokauście

31

. Wspominanie tego wydarzenia jest zajęciem beznadziej-

nym, nie można w nim bowiem odnaleźć żadnego sensu. Nie chodzi więc 

o to, by z pozycji widzów i interpretatorów przyglądać się przeszłości. 

Ágnes Heller uważa, że w odniesieniu do Zagłady pamięć ma polegać na 

praktyce, na autentycznym cierpieniu, które jest tym bardziej dotkliwe, że 

bezsensowne. Ludzie pamiętający naprawdę, odczuwają ból nie do znie-

sienia, który może nawet zabić, jak w przypadku Paula Celana czy Primo 

Leviego; Heller nie przywołuje nazwiska Kosińskiego. Oczywiście, nie 

wzywa ona nikogo do samounicestwienia, ale przestrzega przed tym, co 

nazywa pamięcią teoretyczną, która przypomina odrzucaną przez Gryn-

berga prawdę artystyczną. 

Pamięć teoretyczna pojawia się właśnie tam, gdzie autor Żydowskiej 

wojny dostrzega prawdę artystyczną, przede wszystkim w naukach huma-

nistycznych poszukujących znaczeń i sensów, jej przestrzeń to również 

fi lm,  powieść,  pamiętnik.  Natomiast  praktyka  pamięci,  o  której  mówi 

Ágnes Heller, polega na przerażającym zatopieniu się w bezsensie, ma 

charakter rytualny, chodzi w niej o coś na kształt emocjonalnej reaktuali-

zacji minionych wydarzeń, o autentyczne przeżycie cierpienia. „Zbliżenie 

do braku sensu następuje przez wczucie się w ów brak, przyswojenie go 

i odtworzenie”

32

 – czytamy w eseju Pamięć i zapominanie. Oczywiście, 

środkiem do uzyskania tej reaktualizacji może być literatura, fi lm, doku-

ment osobisty, ważne tylko, by w takiej funkcji ich używać. 

W tak rozumianej literaturze, która przekształca się w rodzaj rytu-

alnej reaktualizacji przeszłości, przekroczona zostaje poznawcza funkcja 

słowa. Przypomina ono wtedy mit, który reaktualizuje przecież kosmogo-

nię, ale, jak podkreślał Bronisław Malinowski

33

, niczego nie wyjaśnia. Nie 

chodzi w nim bowiem o treść mówiącą o początku świata i narodzinach 

człowieka. Wspólnota, dla której dany mit ma znaczenie konstytutywne, 

zna  doskonale  jego  treść  i  nie  słucha  go  dla  zaspokojenia  ciekawości. 

31

 Á. H e l l e r, Pamięć i zapominanie. O sensie i braku sensu, tłum. A. K o p a c k i, 

„Przegląd Polityczny” 52-53: 2001.

32

 Tamże, s. 27.

33

 Zob. B. M a l i n o w s k i, Mit, magia, religia, przeł. B. L e ś, red. nauk. A.K. Paluch, 

Warszawa 1990. (Dzieła, t. 7).

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

180

„Śmierć, niestety, nie jest ani niejasna, ani abstrakcyjna, ani też trudna do 

pojęcia dla żadnej istoty ludzkiej – pisze Malinowski. – Jest ona tylko zbyt 

boleśnie realna, zbyt konkretna, zbyt łatwa do zrozumienia dla każdego, 

kto doświadczył śmierci bliskich krewnych lub miał przeczucie własnej 

śmierci”

34

. Właśnie na przykładzie mitycznych opowieści o śmierci naj-

lepiej widać, że potrzeba mitu jest przede wszystkim pragnieniem utwier-

dzenia porządku świata i miejsca człowieka we wszechświecie; „kontekst 

życia  społecznego,  stopniowe  uświadamianie  sobie  przez  tubylca,  że 

wszystko, co nakazano mu robić, miało swój precedens i wzór w czasach 

zamierzchłych, przekonuje go w pełni do mitów o pochodzeniu i nadaje 

im właściwe znaczenie”

35

 – wyjaśnia Malinowski. 

Do spojrzenia na Zagładę jak na wydarzenie paradygmatyczne, będą-

ce odpowiednikiem narodzin świata, nakłania Imre Kertész: 

w płomieniach zginęło to wszystko, co dotychczas uznawaliśmy za europej-

skie wartości, i w tym etycznym punkcie zero, w tych moralnych i ducho-

wych ciemnościach jedynym punktem, od którego można wszystko zacząć, 

jest to, co ów mrok spowodowało: Holocaust.

36

Pisarzy, którzy próbowali oddać prawdę o obozach zagłady za pomo-

cą języka i pojęć wywiedzionych z tego doświadczenia, Kertész nazywa 

mediami Auschwitz. To stwierdzenie znów nasuwa skojarzenia związane 

z mitem. Jest on własnością wspólnoty, ale nie każdy jej przedstawiciel 

ma prawo go opowiadać. W społecznościach oralnych istnieje specjalna 

kategoria  osób  predestynowanych  do  snucia  świętych  opowieści.  Przy 

ich wykonywaniu indywidualna interpretacja, inwencja opowiadacza nie 

jest  dobrze  widziana.  Mit  to  historia  święta,  od  niepamiętnych  czasów 

niezmienna, zaświadczona przez tradycję, jest ona własnością wspólnoty 

i dotyczy najważniejszych aspektów jej życia – jego wykonawca to wy-

łącznie medium dla słowa, które nawet jeśli mówi o tym, co jednostkowe, 

zawsze winno być odnoszone do tego, co społeczne. Henryk Grynberg 

zdaje sobie sprawę, że będąc Żydem ocalałym z Zagłady, jest skazany na 

to, by w najbardziej nawet intymnym i indywidualnym świadectwie tam-

tych czasów mówić o losie całej wspólnoty. „I pomyślałem też, że mimo 

iż jestem pisarzem, jestem także anonimowym Żydem, którego spotkał 

anonimowy los, jak wszystkich innych polskich Żydów, i mogę wystąpić 

34

 Tamże, s. 312.

35

 Tamże, s. 318.

36

 I. K e r t é s z, Język na wygnaniu, przeł. E. S o b o l e w s k a, Warszawa 2004, s. 182.

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

181

bez swego nazwiska”

37

 – mówi o swoim udziale w fi lmie Pawła Łoziń-

skiego, zatytułowanym Miejsce urodzenia

38

Opowieść mityczna, żywa w społecznościach tradycyjnych czy też 

po prostu oralnych, ma swój styl. Do najważniejszych jego wyznaczni-

ków należą powtórzenie i enumeracja. Oba te zabiegi organizują prozator-

ską twórczość Grynberga. Już choćby sam motyw jego dzieciństwa, wciąż 

powracający w różnych wersjach i kontekstach. Najpierw poznaliśmy je 

dzięki opublikowanej w 1965 roku Żydowskiej wojnie. Później powraca 

ono  w  różnych  ujęciach  w  opowiadaniach  Ojczyzna,  Hamlet,  Sielanka 

–  Siaj,  znajdziemy  je  też  oczywiście  w  Kadiszu  poświęconym  pamięci 

matki. Grynberg wraca do dzieciństwa w esejach i wywiadach. 

Wrażenie, że autor Żydowskiej wojny powtarza wciąż tę samą historię 

opowiadaną z dziecięcej perspektywy, ulega spotęgowaniu przy lekturze 

tekstów, które niekoniecznie mają charakter autobiografi czny. Spójrzmy 

choćby na zbiór Drohobycz, Drohobycz. Pierwsze zdania zebranych tam 

opowiadań mających formę wspomnień brzmią następująco: „Kamienicę 

postawiła moja prababka Gitł, akuszerka i znachorka, która bardzo dobrze 

zarabiała”

39

;  „Wiadomości  były  coraz  gorsze.  Ojciec  i  starszy  brat  nie 

jedli, tylko palili papierosy. Usłyszałam w nocy ich rozmowę”

40

; „Naj-

starsza siostra mojego ojca wyszła za swego wujka, który przyjechał po 

nią z Ameryki”

41

; „Mojego dziadka zabrano do wojska, kiedy był małym 

chłopcem”

42

; „Mój dziadek uciekł z Ameryki, żeby go nie wzięli na woj-

nę”

43

; „Mój uczony dziadek, którego tytułowano morejnu ha-raw, urodził 

się w Krakowie, ale studiował w Koszycach i tam pozostał”

44

; „Dziadek 

ze strony ojca był rządcą w Radoszewicach, parę kilometrów od Osjako-

wa”

45

; „Rodzina mojej matki pochodziła z Kutna i z Kalisza, babka była 

zdaje się z Kutna, a dziadek z Kalisza, ale matka już się urodziła w War-

szawie”

46

; „Młodsze siostry mojej mamy – Rywka, Rachela i Jona – jed-

37

  H.  G r y n b e r g,  Nigdy  nie  pozwolono  Żydowi  zostać  Polakiem,  z  ...  rozmawia 

J. Wróbel, „Teksty Drugie” 1992 nr 5, s. 144.

38

Miejsce urodzenia, reż. Paweł Łoziński, 1992. 

39

 H. G r y n b e r g, Drohobycz, Drohobycz, Warszawa 1997, s. 7.

40

 Tamże, s. 67.

41

 Tamże, s. 79.

42

 Tamże, s. 98.

43

 Tamże, s. 116.

44

 Tamże , s. 140.

45

 Tamże, s. 162.

46

 Tamże, s. 187.

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

182

na po drugiej uciekły do Palestyny”

47

. Tylko dwa ostatnie opowiadania 

w tym tomie mają narrację poprowadzoną w trzeciej osobie, zdecydowana 

większość – jak w cytowanych fragmentach – już na wstępie bardzo silnie 

podkreśla osobisty charakter przywoływanej historii, która mówi o rodzin-

nych korzeniach narratora, jest więc opowieścią o początku i o pochodzeniu. 

Uprzywilejowana  zostaje  tu  perspektywa  dziecka,  wnuka,  prawnuka  – 

w każdym razie – potomka rodu.

Czasem  opowieść  o  stosunkowo  nieodległych  pokoleniowo  człon-

kach rodziny odsyła daleko w przeszłość, nawet do protoplastów narodu 

żydowskiego. W Kadiszu narrator (tym razem na mocy autobiografi czne-

go paktu

48

 możemy go utożsamiać z autorem) wypełnia rubryki ankiety 

dla jerozolimskiego Mauzoleum Imion: 

Jeszije, w zdrobnieniu Szije, od Jehoszua to znaczy Jozue lub Jezus, data 

i miejsce urodzenia nie znane, ale większość życia spędził na wschodnim 

Mazowszu, w Nowej Wsi, na folwarku przy dworze, a na męczeńską śmierć 

poszedł już po sześćdziesiątce, bez oporu, z przekonaniem, że tego właśnie 

oczekuje od niego nasz wspólny Ojciec, a ukrzyżowanie na niewidzialnym 

krzyżu,  niewidzialnym  gazem,  w  zatłoczonej  męczennikami  komorze 

nastąpiło we wrześniu lub w październiku na golgocie o nazwie Treblinka 

pamiętnego Roku Męczeństwa 1942 czyli 5702/3.

49

Śmierć w Zagładzie ma swoją paralelę w Drodze Krzyżowej, imiona 

pomordowanych Żydów okazują się współczesną wersją ich biblijnych 

protoplastów; Ryłke to przecież Rebeka, Burech to Baruch, Dwojra – De-

wora,  a  „Awrum,  «Abram»  albo  «Bramek»  to  mój  ojciec  Abraham”

50

– pisze Grynberg, przywołując znany nam dobrze biblijny zabieg enume-

racji, dzięki któremu rekonstruuje się łańcuch pokoleń narodu wybranego, 

w  którym  narrator  niejako  potwierdza  swoje  miejsce.  Sugeruje  też 

wspólnotę losu, który pozostaje właściwie niezmienny poprzez cykliczne 

nawroty prześladowań Żydów. „Absolutna teraźniejszość, jak można by 

rzec, nie wie, co to generacje” – pisze Ágnes Heller, porównując auten-

tyczne pamiętanie o Holokauście do uczestnictwa w misterium. – „Repre-

zentuje się nie własną osobę lub generację, lecz wchodzi się w role wła-

47

 Tamże , s. 201.

48

 Zob. P. L e j e u n e, jw.

49

 H. G r y n b e r g, Kadisz, s. 40. 

50

 Tamże, s. 42.

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

183

ściwe dla pewnego niezrozumiałego i niezrozumianego ciągu prazdarzeń, 

które dzieją się, jakkolwiek nie w całej pełni, ale wciąż od nowa”

51

.

Bardzo osobiste ujęcie motywu powtórzenia znajdziemy w Ojczyź-

nie, w końcowym monologu syna nad sprofanowanym grobem ojca. 

Jesteś mną, a ja jestem tobą. Powtórzyłeś się, tak jak się wszystko inne po-

wtarza. Ostatniej nocy przyszedł tu nawet ktoś, żeby cię po raz drugi zabić. 

To jest wszystko, co mógł ci zrobić. Przyrzekam ci, że po raz drugi tutaj 

nie umrzesz i nie będziesz po raz drugi tu pochowany, bo ja nie chcę tutaj 

umrzeć.

52

Dzieci Syjonu to zbiór złożony z fragmentów protokołów spisanych 

w Palestynie w 1943 roku przez polskie Centrum Informacji na Wschód. 

Zawierają  one  relacje  dzieci  żydowskich,  które  ewakuowano  z  Rosji 

sowieckiej do Iranu. Grynberg wybrał interesujące go wspomnienia, zre-

dagował je i – co najważniejsze – ich fragmenty ułożył w określonym 

porządku  tematycznym,  dzięki  czemu  powstały  takie  rozdziały,  jak  na 

przykład Kiedy wybuchła wojnaNajdłuższa podróż czy Wiedzieliśmy, że 

giniemy. Oto próbka stylu, jaki autor nadał dziecięcym relacjom w roz-

dziale Żyło nam się nieźle

Ojciec mój skupował na wsi siano, które woził do Warszawy i innych miast. 

Mieliśmy własny dom i powodziło nam się dobrze.

Ojciec mój dzierżawił sady w okolicy Czerniakowa i sprzedawał owoce do 

Warszawy.

Ojciec mój handlował bydłem. Jego klientami byli dziedzice i chłopi.

Ojciec mój był handlarzem bydła, mieszkaliśmy we własnym domku i po-

wodziło się nam nieźle

53

i tak dalej i tym podobnie jeszcze kilkadziesiąt razy.

Zaproponowana przez Grynberga kompozycja, zbudowana – przypo-

mnijmy – na zasadzie enumeracji i powtórzenia, podkreśla zbiorowy cha-

rakter losu żydowskiego i jego biblijne zakorzenienie. W żadnym sensie 

nie stawia sobie jednak za cel wyjaśnienia Holokaustu. Tak jak w micie 

nie chodzi tu o eksplikację, lecz o potwierdzenie faktu istnienia narodu, 

jego tragicznej śmierci oraz – o uprawomocnienie faktu przetrwania oca-

51

 Á. H e l l e r, jw., s. 27.

52

 H. G r y n b e r g, Ojczyzna, s. 236.

53

 H. G r y n b e r g, Dzieci Syjonu, Warszawa 1994, s. 7. 

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

184

lałego z Zagłady. „Jego obecność – zauważa Imre Kertész – jest zbiegiem 

okoliczności, absolutnym przypadkiem, i wymaga bezustannego potwier-

dzania, choć potwierdzić tego w gruncie rzeczy niepodobna”

54

.

W  koncepcji  Claude’a  Lévi-Straussa  mit  ofi arowuje  społeczności 

logiczny model rozwiązania sprzeczności, która ma fundamentalne zna-

czenie dla danej wspólnoty

55

. Właściwie nie chodzi o realne rozwiązanie 

owej sprzeczności, jeśli bowiem jest ona rzeczywista, rozwiązać jej nie 

sposób. Lévi-Strauss uważa, że funkcją mitu jest raczej kulturowe prze-

tworzenie jakiegoś głębokiego dylematu danej wspólnoty. Cel ten zostaje 

osiągnięty  za  sprawą  nieustannego  powtarzania  w  mitologii  jakiegoś 

motywu,  który  poprzez  ciągłe  wyłanianie  się  w  różnych  kontekstach, 

zaczyna być oswajany, i choć węzeł sprzeczności nie zostaje rozsupłany, 

to przestaje być on tak dotkliwie odczuwany przez członków wspólnoty. 

Antropologii strukturalnej znajdziemy różne przykłady takich nieroz-

wiązywalnych konfl iktów, jak choćby wyrażane i przetwarzane w micie 

o Edypie sprzeczne wizje pochodzenia człowieka.

W  powtórzeniach  tak  wyraziście  obecnych  w  twórczości  Henryka 

Grynberga  można  widzieć  nie  tylko  przepracowywanie  traumy  pisa-

rza,  jak  proponuje  w  swojej  interpretacji Joanna Tokarska-Bakir

56

,  lecz 

również ślad archaicznego zabiegu oswajania sprzeczności, wobec któ-

rych stanęli ludzie, gdy zatarte zostały granice podstawowych kategorii 

antropologicznych.  Bardzo  dosłownie,  wręcz  ilustratywnie  względem 

przywołanej tu koncepcji Lévi-Straussa, o sprzeczności czy też schizo-

freniczności swojego doświadczenia mówi pewna Żydówka ukrywająca 

się podczas okupacji: „W odgrywaniu mojej roli chrześcijanki zarazem 

byłam i nie byłam sobą. Byłam również człowiekiem z wyrokiem śmierci. 

Jako ktoś taki, w pewnym sensie byłam już martwa. Zatem odczuwałam 

równocześnie dwie sprzeczne rzeczy. Że jestem w tym samym czasie tutaj 

i nie tutaj”

57

. Czasem gry kategoriami życia i śmieci, do których zmu-

54

 I. K e r t é s z, jw., s. 66.

55

 Zob. C. L é v i - S t r a u s s, Antropologia strukturalna, przeł. K. P o m i a n, Warsza-

wa 1970.

56

 Zob. J. To k a r s k a - B a k i r, Rzeczy mgliste. Eseje i studia, Sejny 2004, rozdział 

Skandalista Henryk Grynberg.

57

 Fragment relacji ze zbioru N. R o s h   W h i t e, From Darkness to Light. Surviving 

the Holocaust, Melbourne 1988, s. 114. Wyróżnia go również w swojej pracy J. N a l e -

w a j k o - K u l i k o w, Strategie przetrwania. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy, Warsza-

wa 2004, s. 98. 

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER

background image

185

szeni byli ukrywający się Żydzi, przybierały bardzo dosłowny kształt

58

Działo się tak wtedy, gdy przekroczona została granica oddzielająca te 

dwie sfery; chodzi tu o osoby ukrywające się w grobowcach, wynoszone 

z getta w trumnach czy ukryte pod stosami trupów. Powrót z takiej gry 

do  rzeczywistości  był  bardzo  trudny,  choćby  z  tego  powodu,  że  świat 

żywych przywiązał się już do myśli o nieodwracalności zniknięcia Ży-

dów.  Taki  właśnie  ton  ocaleni  słyszeli  w  okrzykach  zdumienia  swoich 

przedwojennych sąsiadów, znajomych, przyjaciół, gdy stykali się z nimi 

już po wojnie. Czy wiązał się on wyłącznie z lękiem i złością tych, którzy 

zdążyli zadomowić się w opuszczonych mieszkaniach, przyzwyczaić do 

dobytku zostawionego jedynie na przechowanie? Wydaje się, że chodziło 

o coś więcej, nie tylko o wymiar materialny, lecz również symboliczny; 

kto wraca z tamtego świata, ten sieje strach i przerażenie. 

Trudność  położenia,  w  jakim  znaleźli  się  ocaleni,  ulegała  spotę-

gowaniu  w  przypadku  dzieci,  które  często  zatracały  podczas  okupacji 

świadomość tymczasowości uprawianej gry. „Tak się przyzwyczaiłem, że 

w końcu nie potrafi łem odróżnić tego, co było o nas zmyślone, od tego, 

co było prawdą”

59

 – pisze Grynberg. Było to bowiem fundamentalne do-

świadczenie tych dzieci, na którym budowały wizję świata, uwewnętrz-

niały podstawowe kategorie, umożliwiające orientację w rzeczywistości. 

Maskarad,  które  stanowiły  jakąś  szansę  na  przetrwanie,  było  zresztą 

nieskończenie wiele, na przykład „zmiana płci” u chłopców, których po 

prostu przebierano za dziewczęta. Po wojnie często okazywało się, że gra 

„w dziewczynkę” trwale naruszyła poczucie tożsamości płciowej

60

Nieustanne wracanie do wewnętrznie sprzecznych doświadczeń osób 

ocalałych z Zagłady może służy nie tylko ich „mitycznemu” oswojeniu, 

o  jakim  była  już  mowa,  lecz  również  chroni  je  po  prostu  przed  zapo-

mnieniem. Najszybciej ulegają mu bowiem fakty nie tylko niewygodne, 

58

 O strategiach przetrwania ukrywających się Żydów i wpływie tego doświadczenia 

na kształt tożsamości ocalonych pisze M. M e l c h i o r, Zagłada a tożsamość. Polscy Ży-

dzi ocaleni „na aryjskich papierach”. Analiza doświadczenia biografi cznego, Warszawa 

2004. Por. J o a n n a   N a l e w a j k o - K u l i k o w, jw.

59

 H. G r y n b e r g, Żydowska wojna, s. 64.

60

  Przykład  powojennych  kłopotów  chłopców  z  tożsamością  płciową  znajdziemy 

Sublokatorce Hanny Krall, która opisując otwocki Dom Sierot Żydowskich, wspomina 

o Jakubku, „który przeżył wojnę przebrany za dziewczynkę, ponieważ był obrzezany. Miał 

na imię Zosia, chodził w sukienkach i chichotał po dziewczęcemu. W dodatku wcale nie 

wiedział, że jest chłopcem, dowiedział się o tym po wojnie, już w domu”. Zob. H. K r a l l, 

Sublokatorka, Londyn 1985, s. 84.

DZIECIŃSTWO CZASU ZAGŁADY

background image

186

przypominające o niegodziwości czy upokorzeniach. Z pola świadomości 

jednostki,  ale  też  z  pamięci  zbiorowej,  usuwane  zostają  doświadczenia 

zawierające  w  sobie  jakąś  wewnętrzną  sprzeczność,  nie  pasujące  do 

istniejącego  paradygmatu  psychicznego  czy  społecznego.  Powtarzanie, 

przywoływanie trudnej przeszłości jest próbą przeciwdziałania temu psy-

chologicznemu i kulturowemu automatyzmowi.

W  rozmowie  z  Jackiem  Leociakiem  Grynberg  przywołuje  wypo-

wiedź izraelskiego pisarza Aarona Appelfelda, który za najlepszą formę 

wyrazu doświadczenia Zagłady uznał opowieść dziecięcą. Dla dzieci Ho-

lokaustu tamten świat był pierwszym i jedynym, traktowały go jako oczy-

wistość i mówiły o tym, co widziały, bez odwoływania się do przeszłości, 

do jakiejkolwiek wcześniejszej wiedzy

61

. Przywołując w swojej twórczo-

ści doświadczenie Zagłady, Henryk Grynberg i Jerzy Kosiński wracają do 

czasów prapoczątku, ale robią to w diametralnie odmienny sposób.

  Autora  Malowanego  ptaka  zajmuje  przede  wszystkim  jego  mit 

indywidualny.  Dokonuje  on  symbolicznej  ekspresji  swojego  doświad-

czenia, prowokując czytelnika do bardzo emocjonalnego odbioru, można 

powiedzieć  –  wręcz  dziecięcego  przeżycia  percypowanych  treści.  Jest 

to  możliwe  tylko  pod  pewnym  warunkiem:  czytelnik  musi  zawierzyć 

autorowi, zamiast weryfi kować jego relację, poddać się jej, skupić nie na 

aspekcie poznawczym, lecz emocjonalnym. W tym sensie Malowany ptak 

nie może być dla nas źródłem wiedzy, choć długo uparcie go w ten spo-

sób odczytywano. Może on natomiast służyć postulowanej przez Ágnes 

Heller praktyce pamięci, w której „akt pamięci im bardziej jest nieznośny, 

tym autentyczniejszy”

 62

. Pisarz i czytelnik mają spotkać się w cierpieniu, 

przywołana przeszłość ma stać się dla nich czymś nie do zniesienia.

Henryk Grynberg, który z pewnością zostałby zaliczony przez Ágnes 

Heller  do  praktyków  pamięci,  nie  chce,  a  nawet  być  może  nie  potrafi , 

w swojej twórczości oddzielić tego, co osobiste, od tego, co wspólnotowe 

w  obliczu  Zagłady.  Odgrywając  rolę  medium Auschwitz  pokazuje,  jak 

indywidualne cierpienie wpisuje się w los całego narodu żydowskiego. 

Jego wręcz ascetyczna pod względem środków wyrazu twórczość, której 

dyscyplina formalna staje się uderzająca na tle Malowanego ptaka, po-

dobnie jak powieść Kosińskiego, nie ma nic wspólnego z wyjaśnianiem 

Holokaustu. 

61

 H. G r y n b e r g, Polsko, czego ty ode mnie chcesz, z ... rozmawia J. L e o c i a k, 

„Nowe Książki” 1994, nr 3.

62

 Á. H e l l e r, jw., s. 22.

JUSTYNA KOWALSKA-LEDER