background image

Annette Kast-Zahn

Hartmut Morgenroth

Każde dziecko

może nauczyć się spać

Jak uniknąć problemów z zasypianiem

i przesypianiem nocy u dzieci

background image

Książka o zasypianiu i przesypianiu nocy

Czy spodziewacie się dziecka? A może właśnie się urodziło? Wówczas chcielibyście na
pewno, aby od samego początku zasypiało i przesypiało całą noc bez problemów.

W rozdziale 3.  Jak z waszego dziecka zrobić dobrego śpiocha  dowiecie się, jak od
początku przyzwyczaić dziecko do regularnych pór spania i jak je nauczyć zasypiać i
przesypiać całą noc.

***

Czy   wasze   dziecko   w   wieku   ponad   sześciu   miesięcy   ma  trudności   z   zasypianiem  i
przesypianiem nocy?  
Jeśli tak, to chcecie z pewnością znaleźć jakiś sposób, aby dziecku
pomóc, a jednocześnie zapewnić całej rodzinie zasłużony spoczynek nocny.

W rozdziale 4. Jak z „nocnych marków" zrobić „dobrych śpiochów" dowiecie się, jak
dziecko odzwyczaić stopniowo od niekorzystnych przyzwyczajeń przy zasypianiu i jak je
w konsekwentny sposób nauczyć przesypiać spokojnie noc. Postępujcie przy tym zgodnie
z planem terapii.

Wskazówki zawarte w rozdziałach 3. i 4.  stanowią konkretną, praktyczną i łatwą do
zastosowania pomoc, skuteczną już po kilku dniach.

W pozostałych rozdziałach udzielimy wielu rad na temat dziecięcego snu, zaburzeń snu
i zachowania się w czasie snu. Znajdziecie tam liczne wskazówki jak postępować przy
wystąpieniu szczególnych problemów.  Książka o spaniu i przesypianiu nocy  jest nie
tylko cennym poradnikiem, ale też miłą i pasjonującą lekturą.

Po zapoznaniu się z licznymi poglądowymi przykładami i praktycznymi wskazówkami
dojdziecie szybko do przekonania, że każde dziecko może nauczyć się spać.

background image

1
Moje dziecko nie chce spać

W tym rozdziale opowiemy:

o   naszych   doświadczeniach   uzyskanych  w   gabinecie   pediatrycznym   i   z   własnymi
dziećmi, mającymi kłopoty ze spaniem

o tym, jak często występują problemy z zasypianiem w różnym wieku

Doświadczenia w gabinecie pediatrycznym

Kiedy  świeżo   upieczeni   rodzice   po   kilku   tygodniach   czy  też   miesiącach   dumnie

pokazują swoje latorośle znajomym i przyjaciołom, na ogół pada wówczas pytanie: „A czy
już przesypia noc?" I wszystkie matki i ojcowie doskonale wiedzą w czym rzecz!

To bowiem, czy pierwsze miesiące życia waszego dziecka będą stanowiły radosny

okres, czy też wypełnione będą codziennym zmaganiem się ze stresem, wyczerpaniem i
chronicznym zmęczeniem, wiąże się w dużej mierze z odpowiedzią na to właśnie pytanie.

Także pediatrzy znają ten temat na wylot. W gabinetach pediatrycznych codziennie

pojawiają się  rodzice  opowiadający dumnie   i  z  radością o postępach  w rozwoju swego
dziecka, aby pod koniec westchnąć: „Ba, gdyby tylko chciało lepiej spać!” albo: „Kiedy
wreszcie przestanie wyciągać mnie co noc z łóżka! Ja już nie mogę!”

Dr Morgenroth, współautor tej książki, bardzo nad tym ubolewał, że jako pediatra nie

był właściwie w stanie udzielać skutecznych rad.

Szczególnie poruszył go przypadek bliźniaków, Piotra i Anniki. Z braku miejsca
rodzina musiała na początku spać w jednym pokoju. Dzieci domagały się co godzinę
do   dwóch   buteleczek,   a   to   oznaczało   przygotowywanie   każdego   wieczoru   17
butelek, w tym jednej stale podgrzanej. Rodzice zmieniali się co prawda podczas
karmienia, ale byli coraz bardziej znużeni, jeśli nie wręcz załamani, bezowocnym
czekaniem, że wszystko jakoś się unormuje. Bo sytuacja się nie polepszyła nawet
wówczas,   kiedy   pediatra   -   wbrew   swoim   przekonaniom   -   przepisał   środki
uspokajające. Źle było nawet po przeprowadzce do większego mieszkania, gdzie
dzieci mogły spać osobno. W wieku dwóch i pół lat dzieci same korzystały nocą z
przygotowanych butelek, a rodzice musieli wstawać tylko trzy do czterech razy.
Dopiero w wieku czterech lat, na urlopie, odzwyczajono bliźniaki od butelki i od
tego czasu zaczęły przesypiać całe noce.

Wiemy, że można było rodzicom zaoszczędzić tego trudu, stałego braku snu i stresów

między partnerami, wynikających ze skrajnego poświęcania się. Albowiem niemowlęta i
małe dzieci, które wieczorami nie chcą zasypiać bądź też budzą się nocami po kilka razy, nie
są   prawie   nigdy   „dziećmi   z   problemami”,   u   których   coś   nie   jest   w   porządku.   Wręcz
przeciwnie - są małymi, pojętnymi osobami. Reagują zupełnie normalnie i konsekwentnie.

background image

Również rodzice nie muszą się obawiać, że są winni zaistniałej sytuacji. Udzielając

porad, poznaliśmy wielu szczególnie miłych i zaangażowanych rodziców gotowych zrobić
wszystko dla swojego dziecka. Sumując ich doświadczenia wiemy obecnie, że wszystkie
zdrowe niemowlęta w wieku co najmniej sześciu miesięcy są w stanie przesypiać całą noc.
Jeśli tak nie jest, mogą się tego nauczyć. I to szybko.

Doświadczenia z własnymi dziećmi

Także i ja byłam przekonana o tym, że jestem kochającą i zaangażowaną matką.

Moja pierwsza dwójka dzieci była kłopotliwa. Zmuszała mnie do kilkakrotnego wstawania
prawie każdej nocy w ciągu pięciu lat.

Kiedy miałam to wreszcie za sobą, urodziło się trzecie dziecko. Pomyślałam sobie, że

u  tak   doświadczonej   matki  jak   ja   przykrych  niespodzianek   nie   będzie.   I  rzeczywiście   -
pierwsze   tygodnie   minęły   dość   harmonijnie.   Lecz   im   Andrea   stawała   się   starsza,   tym
częściej   domagała   się   nocą   piersi.   No   i   tak   się   złożyło,   że   przestała   sypiać   w   swoim
łóżeczku, a - dla wygody - zaczęła spać w łóżku rodzicielskim. Sfrustrowany małżonek
przeniósł się do pokoju na poddaszu, aby móc się jako tako wyspać.

W wieku siedmiu miesięcy karmiłam Andreę nocą około siedmiu razy, od czwartej

rano już nie spała prawidłowo, zrywała się co 15 - 30 minut i domagała się ssania piersi.
Także w ciągu dnia nie było mowy o spaniu w łóżeczku. Tylko jadąc w aucie albo w swoim
wózeczku, decydowała się od czasu do czasu na półgodzinną drzemkę o najrozmaitszych
porach. W sumie przesypiała najwyżej dziewięć godzin.

Dla mnie oczywiście pozostawało o wiele mniej snu - i to rozłożonego na okresy po

30   minut,   do   najwyżej   dwóch   godzin.   Na   nic   się   zdały  własne   doświadczenia   matki   i
psychologa. A liczne poradniki dla rodziców? Nic z tego. Można się było z nich najwyżej
dowiedzieć, że rodzice powinni się zmieniać podczas nocnego dyżurowania. Albo też, że
większość trzymiesięcznych dzieci przesypia całą noc. A jeśli tak nie jest, to dlaczego? I co
robić?   Ani   słowa   na   ten  temat,   żadnej   rady.  Nie   pozostawało   mi  więc   nic   innego,   jak
przebrnąć jakoś przez ten trudny czas, będąc na skraju wyczerpania.

Dwoje starszych dzieci - sześcioletni syn Christoph i czteroletnia córka Katharina

wymagało w tym właśnie okresie szczególnej troski. Christoph zaczął chodzić do szkoły, a
Katharina poszła do przedszkola. Dla obojga brakowało mi czasu. Nasze życie małżeńskie
także ucierpiało. Był to dla nas wszystkich trudny okres. Los zdawał się być szczególnie
niesprawiedliwy,   karząc   matkę   jeszcze   jednym   maleństwem   mającym   prawdopodobnie
trudności z spaniem.

Podczas profilaktycznej kontroli dziecka w wieku siedmiu miesięcy napomknęłam,

raczej mimochodem, doktorowi Morgenroth, pediatrze i współautorowi tej książki, o moich
kłopotach - bez specjalnej nadziei na uzyskanie jakiejś pomocnej rady, gdyż w wypadku
moich starszych dzieci nie miał mi wiele do zaoferowania, poza wyrażeniem bezradnego
współczucia. Ale tym razem spotkałam się z zaskakującym pytaniem: „Chciałaby pani to
zmienić?”   W   dłuższej   rozmowie   opowiedział   mi   o   swojej   podróży   po   Stanach
Zjednoczonych w celach szkoleniowych, w tym także o wizycie w renomowanej klinice
pediatrycznej w Bostonie, gdzie poznał profesora Richarda Ferbera, szefa Centrum Badań
Snu Dziecka. Opracował on już przed paroma laty metodę, pozwalającą rodzicom w krótkim
czasie nauczyć niemowlęta i małe dzieci zarówno zasypiać, jak i przesypiać noc. Książkę na
ten temat (patrz bibliografia 1) wraz z kilkoma innymi publikacjami w języku angielskim
doktor Morgenroth przywiózł ze sobą, a teraz prezentował to wszystko wyczerpanej acz

background image

zaskoczonej matce.

Poczułam się, jakby mi spadły łuski z oczu. Pojęłam w lot, dlaczego moje dzieci tak

źle spały i jak będę mogła temu zaradzić w przyszłości. Wszystko zdawało się być tak jasne
i przekonujące, że pozostawało tylko jeszcze jedno pytanie: „Dlaczego sama dawno na to
nie wpadłaś?” (Jeśli jesteście sami ciekawi, zajrzyjcie do rozdziałów 3. i 4., w których tę
metodę dokładnie opisujemy).

Od  tego czasu zaczęła  się  dla  nas obojga,  przyszłych  autorów tej książki  bardzo

owocna współpraca. Andrea, moja własna córka, stała się pierwszą pacjentką. W przeciągu
dwóch   tygodni   nauczyła   się   spać   podczas   dnia   o   stałych   porach,   dwa   razy  po   półtorej
godziny, a noc przesypiać bez przerwy od 20.00 do 7.00. A więc łącznie co najmniej trzy
godziny snu więcej niż poprzednio! Cała rodzina odetchnęła. Matka odczuła tę zmianę jako
raptowne polepszenie się warunków życia. Tak mało zachodu, a tak pozytywna zmiana!
Wniosek   z   tego   jeden:   tę   metodę   wraz   z   konieczną   wiedzą   o   śnie   dziecka   należy
rozpowszechnić wśród wszystkich matek i ojców.

O kłopotach ze snem dzieci pediatrzy słyszą niemal codziennie. W ostatnich czterech

latach   przeprowadziliśmy  więc   kilkaset   rozmów   z   zainteresowanymi  matkami   i   ojcami.
Efekt   był   imponujący.   Prawie   wszystkie   problemy   związane   ze   spaniem   można   było
rozwiązać   po   jednej  rozmowie   w  gabinecie   lekarskim.  Także   podczas   naszych licznych
wykładów na ten temat zainteresowanie było bardzo duże. Nie ma więc wątpliwości co do
tego, że dla wielu młodych rodziców jest to palący problem.

Sen dziecka a stres rodziców. Na czym polega ta zależność?

Jeśli mówimy o „nieprawidłowym śnie u dziecka”, wówczas najczęściej rozumie się

przez to trudności z zasypianiem lub kilkakrotne budzenie się w ciągu nocy, albo też jedno i
drugie.   Nie   znaczy   to,   że   dziecko   cierpi   na   jakieś   zaburzenia,   najwyżej   grymasi.   Na
zaburzenia skarżą się natomiast budzeni rodzice. Często nie mogą ani ponownie zasnąć, ani
straconego snu nadrobić.

Chcieliśmy wiedzieć dokładniej, ile badanych dzieci, w różnych grupach wiekowych,

przesypia noc, i do jakiego stopnia wyczerpane czują się matki.

Badając dzieci w wieku od 6 - 8 tygodni do 4 lat, spytaliśmy około 500 matek o to,

jak dzieci śpią

2

. Wyniku nie można z pewnością odnieść do wszystkich naszych małych

pacjentów. Widoczne są jednak tendencje, potwierdzone również innymi badaniami

3

.

Z diagramu 1. wynika, że mniej niż połowa dzieci przesypiała noc bez zakłóceń. Odnosi się
to szczególnie często do jednolatków (52%), natomiast bardzo rzadko do niemowląt poniżej
6 tygodni (6%).
Większość rodziców godzi się z faktem jednorazowego budzenia w ciągu nocy. Kiedy dzieci
budzą swoich rodziców wielokrotnie, zaczynają się poważne problemy.

Z diagramu 2.  wynika, że wśród niemowląt sześciotygodniowych prawie połowa budziła
się   kilkakrotnie.   Wśród   dzieci   czteromiesięcznych   czyniła   to   jedna   trzecia,   a   wśród
dwulatków nadal prawie jedna czwarta. Dopiero w wieku czterech lat zdarzało się znacznie
rzadziej (poniżej 10%), aby dzieci kilkakrotnie budziły rodziców w czasie nocy.
Z naszych rozmów w poradni wynikało, że problemy ze spaniem rzadko rozwiązują się
same. Jeśli półroczne dziecko nie przesypia jeszcze nocy, wówczas prawdopodobnie i w rok
później rodzice będą musieli z tego powodu nie dosypiać.

background image

Diagram 1: Ile dzieci przesypia noc?

Diagram 2: Ile dzieci budzi się nocą dwa razy lub częściej?

background image

Jeszcze   jedna   rzecz   zdarza   się   nader   często.   Dzieci,   które   już   od   tygodni   albo

miesięcy świetnie spały, zmieniają nagle swoje przyzwyczajenia, np. po chorobie bądź po
urlopie, i tak kończy się niezakłócona cisza nocna.

Jest zrozumiałe, że nieprzespana noc wywołuje u rodziców stres. Szczególnie matki,

zmuszone do kilkakrotnego wstawania, odczuwają znaczne, a nawet skrajne wyczerpanie.
Tylko   nieliczne   matki   „nocnych   Marków”   uważały,  że   są   spokojne   i   zrównoważone.   I
odwrotnie   -   tylko   niektóre   matki   „dobrych   śpiochów”   były   zdania,   że   mimo   to   są
niespokojne i wyczerpane.

Wydaje   się,   że   najspokojniejszym   okresem   dla   matek   jest   wiek   dziecka   około

czterech   miesięcy:   wówczas   to   odnotowuje   się   niższe   „poziomy   stresowe”   niż   we
wszystkich pozostałych grupach wiekowych.

Cóż może być piękniejszego niż maluch, który już w pełni nawiązał kontakt ze swym

otoczeniem, który  się uśmiecha, a nawet śmieje, przysłuchuje się rozmaitym dźwiękom,
chwyta różne przedmioty - i wszystko to czyni w odprężonej pozycji na wznak! Minął okres
„kolek”.   Dziecko   już   mniej   płacze.   Jeszcze   nie   potrafi   „poraczkować   w   dal”,   czyniąc
spustoszenia. Ponadto śpi przeciętnie 15 godzin dziennie. Nawet jeśli ze spaniem nie jest tak
idealnie - większość rodziców wszystko jeszcze tym rozkosznym stworzeniom wybacza.

Oddanie   się,   a   nawet   całkowite   poświęcenie   się   własnemu   dziecku   jest   czymś

pięknym i uszczęśliwiającym. Z naszych doświadczeń wynika, że większość matek i ojców
jest gotowych dać z siebie wszystko. Ale przecież z czasem i własne życie zaczyna się
domagać swoich praw, co wychodzi na dobre nie tylko samej matce, ale też pozostałym
członkom rodziny.

Rozdział 1: To co najważniejsze

Problemy ze spaniem są u małych dzieci bardzo rozpowszechnione. „Nasze dziecko
nie   przesypia   nocy   -   co   mamy  robić?"   Dla   wielu   młodych   rodziców   jest   to   palący
problem.

Nieprawidłowy sen dziecka powoduje stres u rodziców. Matki „wielkich śpiochów” są
zwykle spokojne i zrównoważone, natomiast matki „nocnych Marków” zdeprymowane i
wyczerpane.

„Nocne Marki” nie są „dziećmi z problemami”. Dzieci są małymi pojętnymi osóbkami.
Wszystkie zdrowe niemowlęta, ukończywszy sześć miesięcy, są w stanie przesypiać noce.
Jeśli tak nie jest, to mogą się tego nauczyć, i to szybko.

background image

2
Co wiemy o śnie dziecka

W tym rozdziale powiemy wam:

jak długo dzieci przeciętnie śpią

jaki jest dokładnie przebieg snu

dlaczego wiele dzieci budzi się   w nocy i płacze

Jak długo dzieci śpią i jak przebiega sen

Któż   nie   zna   pełnych  dumy  opowieści   niektórych  matek   o  ich   bezproblemowym

dziecięciu,   które   od   chwili   urodzenia   trzeba   było  do   posiłków   budzić   i   które   w  wieku
zaledwie kilku tygodni przesypiało noc? Takie dzieci, „dobre śpiochy” z natury, istnieją
rzeczywiście. Nic nie może wytrącić ich z równowagi. Można je w nosidełku wszędzie ze
sobą zabrać. Ich  potrzeby  snu  zdają  się  nie zakłócać  ani  obce  otoczenie,  ani hałas,  ani
cokolwiek innego.

Rodzice wiecznie czujnych i nader żywych wiercipięt nie są w stanie uwierzyć w

takie historie. Ich dziecko już w szpitalu tuż po urodzeniu myliło noc z dniem, było stale w
ruchu,   reagowało   na   każdy  szmer,   na   każdą   zmianę   otoczenia   i   na   każde   podniecające
odwiedziny. Po prostu nie chciało spać, jakby bało się cokolwiek przegapić.

Również   i   takie   pociechy   istnieją.   Nie   ma   to   jednak   wiele   wspólnego   z

wychowaniem, a raczej z oddziedziczonymi skłonnościami. Często jedno z obojga rodziców
rozpoznaje siebie samego, obserwując styl spania swojego dziecka. No cóż - podczas gdy
rodzicom owych urodzonych susłów wiedzie się lepiej, ci pozostali, mniej rozpieszczam
przez los, nie muszą popadać w rozpacz. Również ich dziecko może się nauczyć zasypiać
wieczorem o przyzwoitej porze i spać spokojnie aż do następnego ranka. Dziecko potrafi
sobie z tym poradzić, nie zakłócając nocnego spokoju rodziców.

Większość dzieci śpiących niezwykle krótko - np. półroczne dziecko śpiące łącznie

dziewięć godzin - można też przyuczyć do dłuższego snu. Tylko bardzo, bardzo rzadko
występuje   jakaś   wrodzona   wada   powodująca   zakłócenia   snu   i   prowadząca   do   tego,   że
dziecko leży nocą godzinami rozbudzone. Takim dzieciom nawet terapia niewiele pomoże.

Najprawdopodobniej   jednak   wasze   dziecko   nie   ma   żadnej   wrodzonej   wady

neurologicznej, jest zdrowe i potrafi nauczyć się prawidłowo spać.

Diagram   3.  przedstawia   przeciętny   czas   snu   -   od   noworodka   aż   do   dziecka   w   wieku
dziesięciu lat.

background image

Diagram 3: Przeciętny czas snu dzieci w różnym wieku (wg Ferbera)

background image

Ustalenia   czasowe   przejęliśmy   od   Ferbera,   lecz   pokrywają   się   one   z   naszymi

doświadczeniami. Widać tu też podział snu na porę dzienną i nocną. U noworodków tych
16,5 przespanych godzin rozdziela się mniej więcej równomiernie na porę dzienną i nocną.
Różnicę między dniem a nocą niemowlęta poznają dopiero stopniowo. Sen nocny wydłuża
się, natomiast ilość i czas trwania drzemek dziennych ulega skróceniu.

Najpóźniej   po   sześciu   miesiącach   następuje   stabilizacja:   około   11   -   godzinny

spoczynek   nocny   (bez   posiłków!),   do   tego   jedna   drzemka   przedpołudniowa   i   jedna
popołudniowa są w tym wieku czymś normalnym, a także czymś, czego się można nauczyć.
Z tych 11 godzin snu nocnego wasze dziecko powinno korzystać mniej więcej przez pięć lat.
Ewentualne   braki   uzupełni   sobie   w   czasie   dnia.   Począwszy   od   drugiego   roku   życia
większość dzieci śpi za dnia tylko raz, w południe, ale między drugim a czwartym rokiem
odzwyczaja się także od tego. Od piątego roku sen staje się coraz krótszy - mniej więcej co
rok o kwadrans.

Przy porównywaniu czasów z tabeli z czasami snu waszego dziecka należy zdawać

sobie sprawę z tego, że odchylenie o godzinę w górę lub w dół od średniej jest rzeczą
całkowicie normalną. Jeśli jednak dziecko śpi o kilka godzin mniej od czasu podanego w
tabeli, wówczas z jego rytmem spania prawdopodobnie coś nie jest w porządku - po zmianie
tej nieprawidłowości mogłoby ono spać znacznie dłużej.

U niektórych dzieci zmęczenie daje się łatwo zauważyć. Trą oczy, grymaszą i nie

chcą się niczym zająć. Inne znowu wydają się być w ciągu dnia całkiem spokojne, mają
dobry humor i same się sobą zajmują. Dopiero po terapii matki zauważają, że i ich dziecko
jest bardziej zrównoważone i pogodniejsze, gdy śpi kilka godzin dłużej.

Może też się zdarzyć, że wasze dziecko śpi o wiele dłużej, niż podano w tabeli. W

zasadzie nie ma tu powodu do niepokoju - prawdopodobnie jest śpiochem.

Istnieje jednak poważne schorzenie charakteryzujące się między innymi wzmożonym

zapotrzebowaniem   na   sen.   Choroba   ta   nazywa   się   narkolepsją.   Pojawia   się   jednak
najwcześniej w wieku szkolnym i występuje tak niezwykle rzadko, że nie będziemy się nią
tu bliżej zajmowali. Jeśli mielibyście wrażenie, że czas spania waszego dziecka jest nazbyt
wydłużony, zwróćcie się z tą sprawą do pediatry.

Porównanie z tabelą może być interesujące wówczas, gdy stwierdzicie, że dziecko śpi

co prawda wystarczająco długo, a nawet dłużej niż przeciętnie, ale wieczorem nie chce iść
do łóżeczka albo też budzi się nagle w nocy i chce się bawić.

Takim przykładem była 12-miesięczna Mira. Co drugą noc budziła się około

1.00 i przez następną godzinę do dwóch, była zupełnie rozbudzona. Ani jej było w
głowie ponownie zasnąć - żądała rozrywek. Matka z kolei o pierwszej w nocy nie
miała   specjalnej   ochoty   na   budowanie   z   córką   domków   z   klocków.   Próbowała
zastosować środek zaradczy w postaci buteleczki, brała Mirę do siebie do łóżka -
wszystko na nic. Zupełnie skołowacona kładła małą ponownie do łóżeczka. Mira
krzyczała jeszcze ponad godzinę, aż wreszcie w tym płaczu zasypiała. Powtarzało
się to co drugą noc.

Z naszej rozmowy wynikło, że sednem sprawy był jej czas spania: w ciągu

„dobrych” dni spała  od 19.00  do 7.00, do  tego  dochodziły trzy  godziny  snu  w
południe, co dawało w sumie 15 godzin. Za dużo! Właśnie dlatego Mira była w nocy
rozbudzona - z braku zmęczenia. „Terapia” była bardzo prosta: Mirę trzeba było
po  półtoragodzinnej   drzemce   południowej  budzić,  dzięki  czemu  po  drugiej  nocy
spała   normalnie.   Matka   była   zupełnie   zaskoczona   -   po   prostu   przeceniła
zapotrzebowanie dziewczynki na sen.

background image

Zdarza się to nie tak rzadko. Pobożne życzenie rodziców, żeby dziecko było uprzejme

spać od 18.00 wieczór do 9.00 rano, pozostanie więc tylko pobożnym życzeniem, które z
rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

Wciąż spotykamy się z tym, że rodzeństwo - mimo różnicy wieku kilku lat - kładzie

się do łóżka jednocześnie.

Póki wszyscy są z tego zadowoleni, nie ma przeciwwskazań - zwłaszcza że u dzieci

poniżej pięciu lat różnice w zapotrzebowaniu na sen wyrównują się przez spanie w południe.

Zalecamy jednak, aby z dziećmi powyżej pięciu lat postępować inaczej. Dlaczego

starsze nie ma sobie jeszcze pół godzinki dłużej poczytać czy też posłuchać kaset w swoim
pokoju (albo w sypialni rodziców, gdy pokój dziecięcy jest wspólny), niż jego o trzy lata
młodszy braciszek albo siostrzyczka? Młodsze dziecko z pewnością nie będzie miało z tego
powodu pretensji.

Z historii 10-letniego Udo wynika, że problemy związane ze zbyt wczesnym

chodzeniem   spać   mogą   powstać   także   u   starszych   dzieci.   Matka   kładła   go
codziennie   między   19.00   a   19.30   i   gasiła   światło.   Jednak   z   wymarzonego
spokojnego wieczoru dla samotnych i pracujących matek nic nie wychodziło. Od
niepamiętnych czasów Udo wstawał i przychodził do salonu - chciało mu się pić,
chciało mu się jeść albo też chciał podyskutować. Tak więc zasypiał dopiero między
21.30 a 22.00. W soboty i tak wolno mu było dłużej posiedzieć. Potem szedł do łóżka
bez żadnych komedii. W soboty i niedziele wstawał o 7.00 - podobnie jak w dni
powszednie, kiedy szedł do szkoły. Sprawa była więc jasna: Udo miał dość snu,
gdyż   w   przeciwnym   razie   nadrabiałby   to   sobie   w   czasie   weekendu.   9,5   godzin
odpowiada mniej więcej średniej dla jego wieku. Mimo tego trudno było wymagać
od matki, aby prawie do 22.00 dzieliła salon ze swoim synem.

Znaleźliśmy następujące wyjście: do 19.00 Udo musiał się przygotować do nocnego

odpoczynku. Jeśli potem jeszcze nie spał, matka wstępowała do jego pokoju na pogawędkę
albo   na   ulubioną   zabawę,   co   jednak   musiało   się   skończyć   o   godz   20.00.   Następnie
opuszczała pokój, podczas gdy chłopiec mógł się jeszcze do 21.15 zajmować sam sobą - pod
warunkiem jednak, że w tym czasie da matce spokój. Udo zgodził się natychmiast na ten
plan. I dla niego było to korzystne rozwiązanie.

Co się właściwie dzieje w czasie snu?

Głęboki sen a płytki sen urojeniowy

Przed około 40 laty odkryto (Aserynsky & Kleitman

4

  w Chicago), że sen nie jest

równomiernym   stanem   zamroczenia.   W   każdym   ośrodku   badania   snu   można   obecnie
dokładnie określić przy pomocy EEG (elektroencefalograf, przyrząd do rejestracji bodźców
elektrycznych w mózgu), jak w ciągu nocy zmienia się aktywność mózgu. Można wyraźnie
rozróżnić między dwoma różnymi rodzajami snu. W języku fachowym nazywają się one
„snem bez REM” i „snem z REM” (REM: rapid eye movements = szybkie ruchy oczyma).
W języku potocznym mówimy o śnie głębokim i płytkim.

W chwili zasypiania zapadamy najpierw w spokojny głęboki sen. Przemierzamy po

kolei wszystkie jego cztery fazy tak, jak gdybyśmy schodzili powoli ze schodów, popadając
na każdym stopniu w jeszcze głębszy sen. W fazach 3. i 4. oddech staje się bardzo spokojny,

background image

serce bije równomiernie, mózg „odpoczywa". W EEG widać to w postaci dużych powolnych
fal, „fal delta”. Ponieważ mózg przesyła do mięśni tylko niewiele impulsów, nie poruszamy
się   zbytnio.   Może   się   jednak   zdarzyć,   że   zaczniemy   chrapać   -   akurat   podczas   tego
spokojnego, głębokiego snu!

Podczas faz 3. i 4. trudno nam się zbudzić, np. na odgłos telefonu. W pierwszym

momencie jesteśmy całkiem zdezorientowani i trudno nam przyjść do siebie. To zjawisko
ma coś wspólnego z zakłóceniem snu w wieku dziecięcym (strach nocny i lunatyzm), czym
zajmiemy się jeszcze dokładniej w dalszej części książki.

Dwie do trzech godzin później następuje przechodzenie ze snu głębokiego w płytki

sen   urojeniowy.  Owo   fachowe   wyrażenie   REM   (rapid   eye  movements   =   szybkie   ruchy
oczyma) wyjaśnia, o co chodzi. Podczas tej fazy snu oczy poruszają się pod powiekami dość
szybko. Jednocześnie bicie serca i oddech stają się gwałtowniejsze i nierównomierne. Ciało
zużywa więcej tlenu. Mózg staje się raptownie bardziej aktywny. Śnimy! Gdyby nas w tej
fazie zbudzić, moglibyśmy prawdopodobnie opowiedzieć nasz ostatni sen.

Do dziś nie wiadomo dokładnie, dlaczego właściwie śnimy. Jedno jest jednak pewne:

gdy śnimy, nie możemy chodzić ani wykonywać gwałtownych ruchów. Prawie wszystkie
mięśnie w czasie płytkiego snu urojeniowego znajdują się w stanie spoczynku. Mózg wysyła
wprawdzie liczne impulsy do mięśni, one tam jednak nie docierają, lecz zatrzymują się w
rdzeniu kręgowym.

I tak jest dobrze, bo tylko dzięki temu przeżywamy tyle rzeczy we śnie urojeniowym,

leżąc pomimo tego prawie nieruchomo w łóżku. Jedynie ręce i twarz mogą nieznacznie
drgać, co pozostaje w jakimś związku z naszymi snami.

Od dziecka w łonie matki aż do wieku dorosłego: Jak zmienia
się sen

Fazy   płytkiego   snu   urojeniowego   i   snu   głębokiego   zmieniają   się   w   ciągu   nocy

parokrotnie. Tak jest u niemowląt, tak jest i u dorosłych, aczkolwiek z pewnymi różnicami.
U wcześniaków sen urojeniowy z REM stanowi jeszcze 80 procent czasu spania, zaś u
dziecka   donoszonego   już   tylko   50   procent,   u   dziecka   trzyletniego   -   jedną   trzecią,   a   u
dorosłego jedynie jedną czwartą.

Specjaliści badający sen zastanawiali się nad tym, dlaczego u dziecka jeszcze nie

narodzonego i u nowonarodzonego sen z REM odgrywa taką dominującą rolę. Niektórzy z
nich - najpierw dr Roffwarg ze swoimi kolegami

5

  - doszli do wniosku, że w ten sposób

dzieci   czynią   w   pewnym   sensie   coś   korzystnego   dla   rozwoju   swego   mózgu.   Impulsy
przebiegają   tymi   samymi   drogami   (tzn.   tymi   samymi   szlakami   nerwowymi)   co   w
późniejszym okresie podczas słyszenia czy też patrzenia. Może korzyść z tych wielu godzin,
jakie   dziecko   spędza   w   łonie   matki,   a   następnie   podczas   pierwszych   tygodni   życia   w
aktywnym śnie z REM, polega na tym, że w czasie snu mózg zostaje przygotowywany do
doznań. Dziecko „uczy się” podczas snu.

Czy   sen   z   REM   noworodka   przypomina   sny,   jakie   mają   dorośli?   Trudno   to

udowodnić, aczkolwiek już dwulatki opowiadały o swoich snach, gdy się je budziło ze snu z
REM.

Jest   jeszcze   coś,   co   odróżnia   noworodka   od   starszego   dziecka   i   od   dorosłego.

Noworodek   zapada   po   zaśnięciu   najpierw   w   sen   z   REM.   Od   trzeciego   miesiąca   życia
pojawia się jednak zawsze najpierw sen głęboki. Poza tym w pierwszych tygodniach sen nie

background image

jest jeszcze całkowicie ustabilizowany. Dopiero w wieku sześciu miesięcy można wyraźnie
rozróżnić   owe   fazy   snu   głębokiego.   Sen   malucha   bardzo   już   wtedy   przypomina   sen
dorosłego z tym, że płytki sen urojeniowy i sen głęboki zmieniają się u niemowlęcia i u
małego dziecka szybciej niż u dorosłego. Mózg 6-miesięcznego niemowlęcia jest już na tyle
rozwinięty, a schemat spania na tyle ustabilizowany, iż wreszcie nadszedł ów moment, że
niemowlę może spać 11 do 12 godzin, i to bez przerwy! Dlaczego się to jednak nie zawsze
udaje, dowiecie się na następnych stronach.

Wzorzec snu: Zasypianie, budzenie się i dalszy sen

Naszym   zdaniem   związek   między   przebiegiem   snu   a   rozpowszechnionymi

zakłóceniami   snu   dziecka   przedstawił   najbardziej   poglądowo   prof.   Ferber.  Diagram   4.
opracowano zgodnie z jego rozważaniami naukowymi.

Przedstawia on przybliżony przebieg snu u dziecka co najmniej sześciomiesięcznego

o ukształtowanym już schemacie snu.

Na przedstawionym przykładzie noc trwa od godz. 20.00 do około 7.00, przy czym

czas zasypiania nie odgrywa tu żadnej roli. Jeśli wasze dziecko idzie spać wcześniej czy też
później, wówczas ten schemat przesunie się do przodu lub do tyłu, ale się nie zmieni. Można
tu też rozróżnić między omówionymi już rodzajami snu z REM (płytki sen urojeniowy) i bez
REM (sen głęboki). Sen głęboki nieco uprościliśmy, nie przedstawiając go w czterech, a
jedynie w dwóch fazach: lekka i głęboka forma tego snu.

Sen głęboki następuje w ciągu jednej do trzech godzin po zaśnięciu i jeszcze raz

krótkotrwale we wczesnych godzinach porannych. W pozostałej części nocy sen głęboki (z
REM) i lekki sen głęboki (bez REM) następują po sobie kilkakrotnie. Między nimi widzicie
zawsze strzałki. Oznaczają one krótkotrwałe budzenie się. Pierwsze dwie strzałki o 21.30 i o
22.30   oznaczają   niepełne   budzenie   się   ze   snu   głębokiego.   Za   pomocą   tego   diagramu
przedstawimy wyczerpująco przebieg nocy. Może się on wam przydać w trakcie dalszej
lektury.

W naszym przykładzie kładziecie więc dziecko około 20.00 i stwierdzacie, że po

kilku minutach głęboko śpi. W tej fazie snu głębokiego małe dzieci trudno jest obudzić.
Rodzice   mogą   włączyć   odkurzacz,   zapalić   światło,   przenieść   małe   z   samochodu   do
łóżeczka, a nawet przewinąć - będzie dalej spokojnie spało.

W   tym  miejscu   z   reguły  rozbrzmiewa   protest   rodziców:   „Ale   nasze   dziecko   nie

zasypia szybko! Potrafi marudzić ponad godzinę, tak jakby się broniło przed zaśnięciem.”

Możemy sobie mniej więcej wyobrazić, jak wygląda takie kładzenie spać. Rodzice ci

przyzwyczaili   się   pomagać   swoim   dzieciom   w   zasypianiu   przez   stosowanie   mniej   lub
bardziej kłopotliwych metod.

Kładzenie do łóżka może wyglądać podobnie, jak u jednorocznego Kiliana, którego
przed spaniem noszono na rękach. Budził się zawsze w momencie, kiedy mama
chciała go włożyć do łóżeczka.

Albo też przykład 9-miesięcznej Mariki. Matka pozostawała z nią w pokoju dwie do
trzech (!) godzin, zawsze w polu widzenia, trzymając ją za rączkę lub nosząc od
czasu do czasu.

background image
background image

Jest też wielu rodziców, którzy „muszą” się położyć razem z dzieckiem do łóżka, aż

ono twardo zaśnie. Biada, gdy odważą się wymknąć cichaczem zbyt wcześnie! Wówczas
córeczka albo syn są w pełni rozbudzeni i usypianie zaczyna się od nowa.

Wszystkie te przykłady - w trzecim rozdziale będzie ich więcej - mają ze sobą coś

wspólnego: niemowlęta i małe dzieci, broniące się przed zaśnięciem, nie są w stanie wtulić
się w łóżeczko rozprężone i gotowe do snu. Mają się cały czas na baczności, gdyż w chwili
zasypiania   coś   może   się   wydarzyć.   Odczuwają   wówczas   w   jakiś   sposób   brak
zainteresowania ich osobą.

Podobnie poczulibyście się i wy, rodzice, gdybyście się kładli do łóżka, oczekując, że

w   chwili,   gdy   zaczniecie   zasypiać,   ktoś   z   was   ściągnie   kołdrę!   Prawdopodobnie
czuwalibyście   długo,   aby  temu   zapobiec.   W   podobny  sposób   „myśli”   niemowlę:   „Jeśli
zasnę, zostanę pozostawione samo sobie albo mnie gdzieś przeniosą. A więc nie wolno mi
zasnąć!” Naszym zdaniem - to mądre dziecko.

Na szczęście nie wszystkie tak reagują. U wielu dzieci potrzeba snu jest silniejsza niż

czujność i przejście w głęboki sen następuje dość szybko. W trzecim rozdziale dowiecie się,
jak możecie w tym rzeczywiście pomóc.

Powróćmy do naszego  diagramu 4.  A więc w pewnym momencie każde dziecko

zasypia, zapadając w najbardziej intensywny sen głęboki. Dla większości rodziców oznacza
to  około  trzech  godzin  spokoju.   Owe  liczne   strzałki,   oznaczające   każdorazowe  „krótkie
budzenie się”, pojawiają  się  dopiero  po  23.00, a  mianowicie   wówczas,  gdy  wyczerpani
rodzice sami zapadli w najtwardszy sen.

Niektóre   dzieci   jednak   zapłaczą   po   raz   pierwszy   krótko   po   zaśnięciu.   Może   to

oznaczać, że tak naprawdę jeszcze nie zasnęły, a jest tak na pewno, gdy dają o sobie znać po
upływie zaledwie 20 czy 30 minut.

Po upływie jednej do półtorej godziny częściowe budzenie się z głębokiego snu jest

jednak całkiem normalne. Rodzice zwykle tego w ogóle nie zauważają. Dziecko odwróci się
może na  drugą   stronę,  poruszy buzią,  mlaśnie  raz  i  drugi,  przetrze  sobie  oczy albo  też
mruknie coś niezrozumiałego. Może nawet na chwilkę siądzie, rozglądając się szklistym
wzrokiem,   po   czym   natychmiast   znowu   zaśnie.   To   „połowiczne”   budzenie   się   jest
wywoływane zmianą fal elektrycznych w mózgu. Na EEG widać, że nagle mieszają się ze
sobą   wszystkie   wzorce   spania.   Stan   ten   pokazują   wyraźnie   dwie   pierwsze   strzałki   na
diagramie 4. (21.30 i 22.30). Dziecko zdaje się jednocześnie spać i czuwać.

Niektóre dzieci nie reagują na to tak normalnie, jak wyżej opisano, lecz raczej w

sposób dość niezwykły: wstają i wędrują po pokoju albo po mieszkaniu. Wędrują w czasie
snu. Inne z kolei zaczynają histerycznie krzyczeć i rzucać się, co może trwać do 20 minut.

Do niepełnego przebudzenia się może dojść po raz drugi - w naszym przykładzie o

22.30. Także i tu będzie ono miało u większości dzieci przebieg niezauważalny. Jednak u
niektórych   (poniżej   10%)   może   znowu   dojść   do   opisanych   wyżej   nietypowych   reakcji.
Więcej na ten temat dowiecie się z rozdziału 5.

O   wiele   częściej   jednak   (w   ponad   90%)   zakłócenia   snu   wiążą   się   z

przyzwyczajeniami związanymi ze spaniem. Decydujące jest przy tym pytanie: Co się dzieje
po 23.00, albo gdy dzieci spały już trzy godziny? W naszym przykładzie pierwsza faza z
REM (płytki sen urojeniowy) występuje około 23.00, po czym następuje sześć kolejnych.
Wczesnym rankiem okresy urojeń sennych stają się szczególnie długie i częste. Po każdym
czarnym słupku, czyli po każdym śnie z REM, pojawia się strzałka, co oznacza, że każde
dziecko budzi się krótkotrwale, zanim powtórnie zapadnie w sen głęboki, jednak już nie aż
tak twardy. To budzenie się z drzemki i ze snu urojeniowego zdarza się więc około siedmiu
razy w czasie nocy, a szczególnie często począwszy od 3.00 rano.

Wielu   rodziców   stwierdzi,   że   fazy   powyżej   opisane   odpowiadają   rytmowi

background image

regularnego meldowania się ich dziecka.  Żadne dziecko nie przesypia w rzeczywistości
całej   nocy!   Wszystkie   dzieci   -   podobnie   zresztą   jak   i   dorośli   -   budzą   się   nocą
kilkakrotnie.   Różnica   polega   tylko   na   tym,   że   niektóre   z   nich   ponownie   szybko
zasypiają, czego ich rodzice w ogóle nie zauważają, zaś wiele innych nie zasypia tak
szybko, rozbudzają się i wybuchają płaczem.

Mama albo tato zrywają się z łóżka, aby swego malucha znowu uśpić. Jeśli mają

szczęście, dziecko zapłacze tylko raz lub dwa w ciągu nocy. Może się jednak zdarzyć, iż
melduje  się  po  każdym okresie  marzeń  sennych,  a  więc  łącznie  siedem  razy  lub  nawet
częściej i nie ma to nic wspólnego z jakimiś złymi snami.

Budzenie się i płakanie  -  dlaczego właśnie moje dziecko?

Może zadajecie sobie pytanie, jaki właściwie sens ma budzenie się po każdej fazie z

REM i dlaczego tak wiele dzieci ponownie zasypia, podczas gdy nasze zaczyna za każdym
razem krzyczeć?

Co do pierwszego pytania:
Łatwo sobie wyobrazić, że w zamierzchłych czasach ludzie nie byli tak chronieni jak

dziś.  Nie spali  w  solidnych budynkach, lecz  na wolnym powietrzu  - otoczeni wrogami.
Spędzenie całej nocy w głębokim śnie byłoby zbyt niebezpieczne. Z płytkiego snu natomiast
mogli się łatwo obudzić, reagując błyskawicznie na każdy podejrzany odgłos. Tak więc
model snu z „systemem ostrzegania przed niebezpieczeństwem” był biologicznie sensowny i
ważny dla przeżycia.

Także i my możemy się nocą natychmiast zbudzić z płytkiego snu urojeniowego,

słysząc   jakieś   podejrzane   odgłosy   albo   czując   swąd.   Po   każdym   takim   obudzeniu   się
sprawdzamy, czy wszystko jest w porządku. I dokładnie to samo robią niemowlęta i małe
dzieci.

Tym samym mamy odpowiedź na drugie pytanie. Po nocnym zbudzeniu się dzieci

sprawdzają, czy prawidłowo leżą, czy mają dość powietrza, czy jest może za gorąco albo za
zimno, a może je coś boli. W ten więc sposób kontrolują funkcje własnego ciała, co jest
bardzo   ważną   rzeczą.   Upewniają   się   poza   tym,   czy   wszystko   jest   tak,   jak   było   przed
zaśnięciem, czy wszystko jest „jak należy”.

Wyobraźcie   sobie   niemowlę,   np.   6-miesięczną   Vanessę,   którą   wieczorem

kładzie się do łóżeczka. Jeszcze nie śpi. Mama daje jej na dobranoc buzi i wychodzi
z pokoju. Vanessa przybiera wygodną pozycję do spania, w rączce trzyma ukochaną
szmatkę,   w   którą   się   wtula,   może   jeszcze   włoży   kciuk   do   buzi   i   zasypia,
prawdopodobnie   dość   szybko.   Po   trzech   godzinach   budzi   się   po   raz   pierwszy.
Sprawdza,  czy   wszystko  jest  tak  jak   należy:  otoczenie,  ulubiona  szmatka,   kciuk.
Wszystko   zdaje   się   zgadzać.   „Systemu   ostrzegawczego”   nie   trzeba   aktywować.
Dziewczynka śpi dalej, nie zbudziwszy się tak naprawdę. Potrafi sama zasnąć - i to
nie tylko w południe i wieczorem, ale i nocą.

A   teraz   wyobraźcie   sobie   inne   niemowlę,   może   Tima   -   także   w   wieku   6

miesięcy. Jest on, podobnie jak Vanessa, karmiony wyłącznie piersią. Podczas gdy
Vanessę od trzeciego miesiąca kładziono do łóżeczka jeszcze przed zaśnięciem, Tim
od   urodzenia   zasypiał   zawsze   przy   piersi   -   w   ciągu   dnia   i   wieczorem.   Mama
siedziała przy tym zwykle na fotelu na biegunach, kołysząc małego do snu. Tim

background image

grzecznie   zasypiał   i   po   10   -   15   minutach   można   go   było   ostrożnie   położyć   do
łóżeczka.
Podobnie jak Vanessa budził się po raz pierwszy po trzech godzinach. Fizycznie
czuł się dobrze, ale mimo to coś było nie tak. Gdzie się podziało matczyne ciepło i
jej   zapach?   Co   z   kołysaniem?   A   przede   wszystkim   -   gdzie   jest   pierś?   Przecież
dopiero co tak przyjemnie ją się ssało! Tim sprawdza, podobnie jak Vanessa, czy
wszystko jest w porządku. Ale w jego systemie ostrzegawczym dzwonią już wszystkie
dzwonki   alarmowe.   Nic   nie   jest   w   porządku!   Znajduje   się   w   otoczeniu   całkiem
innym niż   w  chwili  zasypiania.  Tim  natychmiast  całkowicie  się  budzi  i  zaczyna
krzyczeć z całych sił. Po krótkim czasie mama wyjmuje go z łóżeczka, siada z nim na
fotelu na biegunach i przystawia do piersi. No tak, myśli sobie Tim, tak powinno być
przy zasypianiu. Teraz wszystko jest w porządku. Łagodnie ukołysany, zapada w
trakcie ssania w przyjemny sen, choć nie ssie z głodu. Przedstawienie to powtarza
się o 1.00 w nocy, o 2.30, 3.30, 4.30, 5.00 i o 5.30.

Tim jest zdrowym, rozgarniętym, miłym niemowlęciem. Rodzice są dumni i

szczęśliwi, gdyż jak na swój wiek niebywale dużo rzeczy już się nauczył. Jedyne
czego jeszcze nie umie, to zasypiać samemu. Zapamiętał sobie natomiast, że gdy
zbudzi się nocą, to wszystko jest inaczej niż w trakcie zasypiania: „Najpierw muszę
się rozkrzyczeć, aby przyszła mama i zrobiła wszystko tak, jak być powinno. Jeśli
nie zjawi się natychmiast, muszę nieraz pokrzyczeć dłużej i głośniej. Ale wówczas
zostaną spełnione wszystkie te warunki, do jakich jestem przyzwyczajony. A przecież
dobre może być tylko to, co znam. To przecież jasne”. Tak sobie myśli Tim. Istotnie
- jak na swój wiek nauczył się wiele.
A więc mama pomaga mu zasnąć każdej nocy kilkakrotnie. W karmieniu piersią nikt
jej   nie   zastąpi.   Zatem   obowiązek   ciąży   wyłącznie   na   niej.   Całe   jej   oddanie,
prowadzące często na skraj wyczerpania, nie łagodzi sytuacji, a wręcz przeciwnie -
uniemożliwia zmianę na lepsze. Tim nie ma więc szansy, aby zrozumieć, że można
zasnąć i bez pomocy. Gdyby się tego nauczył, mógłby i on przesypiać całą noc.

Jest   wiele   dzieci,   które   podobnie   jak   Tim   są   uzależnione   od   pomocy   rodziców

podczas wieczornego i nocnego zasypiania. Dopiero w wieku około czterech lat są one w
stanie zadbać o wszystko, czego im brakuje. Dlatego też zakłócenia snu u dzieci powyżej
czterech lat występują znacznie rzadziej, natomiast u maluchów do dwóch lat - szczególnie
często. Większość z nich zasypia w warunkach, których nie potrafią sobie stworzyć nocą
samodzielnie.

Robert   (6   miesięcy)   pozostawał   co   prawda   sam   w   swoim   łóżeczku,   ale

potrzebował   do   zaśnięcia   smoczka.   Matka   musiała   do   dziesięciu   razy   w   nocy
wstawać, aby mu go włożyć do buzi. Sam nie mógł go znaleźć.

Również Till (10 miesięcy) spał w łóżku sam, ale z buteleczką. Z tej jednej

butelki zrobiło się z czasem dziewięć.

U Giny (15 miesięcy) proces zasypiania z butelką rozrósł się do regularnego

nocnego pochłaniania całego litra (!) papki.

Kiliana (12 miesięcy) trzeba było przed zaśnięciem nosić co noc do 20 minut

na rękach.

background image

Lena (11 miesięcy) jeszcze  nigdy w życiu nie zasnęła sama: zawsze przy

piersi w matczynym łóżku, noc w noc do sześciu razy.

Florian (12 miesięcy) musiał się zawsze dodatkowo bawić włosami mamy.

Dla osób postronnych takie przykłady wydają się prawie komiczne. Jednak dają one

obraz fantazji zrozpaczonych rodziców, którzy próbują wszystkiego, aby tylko doprowadzić
do zaśnięcia swych pociech.

Matka   Stefanii   wciskała   się   na   przykład   regularnie   do   łóżeczka   swej

córeczki.

Niektórzy rodzice kładą się obok łóżeczka w charakterze „dywanika”, inni

podejmują nocne wyprawy samochodowe albo pchają wózeczek po mieszkaniu. Inni
włączają odkurzacz, telewizor, a nawet program wirowania pralki, kładąc na nią
niemowlę, by zasnęło!!!

Wszystkie   te   „środki   zaradcze”   dają   efekt   przeciwny   od   zamierzonego.

Uniemożliwiają   one   nauczenia   dziecka,   jak   przespać   całą   noc.   Skutek   jest   zawsze
krótkotrwały.   A   przecież   zasypianie   należy   z   natury   rzeczy   do   zupełnie   normalnych,
przyrodzonych cech, które każde niemowlę opanuje, jeśli mu się to umożliwi.

Mała Vanessa z naszego przykładu radzi sobie nocą sama. Sama znajduje

swoją szmatkę i kciuk. Ponieważ już od pierwszych tygodni po urodzeniu kładziono
ją do łóżeczka jeszcze rozbudzoną, uważa, że wszystko jest w porządku i czuje się
dobrze.

Jakaś szmatka albo miś - to zawsze dobra pomoc przy zasypianiu i da się łatwo

znaleźć nawet nocą. Jeśli brakuje smoczka dziecko prawdopodobnie odkryje własny kciuk.
Niezależnie od różnych negatywnych opinii na temat ssania kciuka trzeba powiedzieć, że
takie dzieci mają rzadko problemy z zasypianiem.

Szczególnym   przypadkiem   jest   Anna-Lena.   Ma   roczek.   Co   prawda   od

urodzenia zasypia  pokazowo sama  i szybko, ale  przyzwyczaiła  się  do wypijania
każdej nocy dużej buteleczki herbaty i mleka. Jest to dziewczynka szczególnie mądra
w chwili obudzenia się wymaga stanu identycznego ze stanem z poprzedniej nocy,
ale   nie   z   poprzedniego   wieczora.   Nauczyła   się   rozróżniać:   wieczorem   może
zasypiać sama, ale w nocy jest to możliwe tylko z butelką.

Dla dzieci podobnych do Anny-Leny przestawienie się będzie szczególnie łatwe. To,

czego inne muszą się uczyć od początku, dzieci takie jak Anna-Lena mają już opanowane,
czyli samodzielnie zasypiają.

W rozdziale 4. opowiemy wam wyczerpująco, jak zmienić nawyki zasypiania

waszego dziecka.
Na   zakończenie   tego   rozdziału   chciałabym   jeszcze   przytoczyć   historyjkę,   którą
opowiedziała mi ostatnio jedna z matek:

Laura była właściwie zawsze spokojnym i nieskomplikowanym dzieckiem. Od

urodzenia aż do czwartego roku życia spała w łóżku rodziców. Ponieważ spała

background image

bardzo spokojnie, rodzicom taki stan rzeczy nie przeszkadzał i niczego w tej mierze
nie zmieniali. W wieku czterech lat Laura oświadczyła pewnego dnia z poważną
miną: „Już jestem duża. Chciałabym teraz spać sama we własnym łóżeczku”. I tak
się też stało - ku wielkiemu niezadowoleniu ojca. Miała ona zwyczaj przytulania się
do ojcowskich pleców. Do uczucia bliskości dziecka ojciec przyzwyczaił się do tego
stopnia,  że  po swoich fazach budzenia się  nie mógł już  ponownie zasnąć.  Jego
system ostrzegawczy sygnalizował „coś nie w porządku”. I cóż zrobił? Ponownie
wziął   córkę   do   siebie.   Dopiero   gdy   po   kilku   próbach   córka   nadal   gwałtownie
protestowała, że jest już przecież duża, dał spokój i - chcąc nie chcąc - musiał się
znowu nauczyć spać bez dziecka przy plecach.

Rozdział 2: To co najważniejsze

Po  sześciu miesiącach niemowlęta mogą odróżniać dzień od nocy. W wieku sześciu
miesięcy niemowlęta potrafią tego dokonać. Ich wzorzec spania jest na tyle rozwinięty, że
odpowiada mniej więcej wzorcowi dorosłego. Mogą one więc spać około 11 godzin bez
przerwy, czyli w nocy nie muszą już pić.

Nocne budzenie się jest czymś normalnym.  Sen nie jest stanem równomiernym. W
nocy następują po sobie kilkakrotnie fazy snu głębokiego i płytkiego snu urojonego. Po
każdej   fazie   snu   urojonego   dziecko   na   krótko   się   budzi.   Jest   to   czymś   całkowicie
normalnym.

Specyficzne przyzwyczajenia przy zasypianiu mogą prowadzić do trudności przy
przesypianiu całej nocy.
  Wiele dzieci po obudzeniu się nie może ponownie zasnąć i
płacząc szuka rodziców. Takie dzieci nie wykazują zaburzeń, lecz są szczególnie pojętne.
Nauczyły się bowiem, że z zasypianiem wiążą się określone przyzwyczajenia - nie tylko
za dnia i wieczorem, ale i nocą. Poza tym nauczyły się egzekwować te przyzwyczajenia
od rodziców.

Kto potrafi sam zasnąć, ten potrafi przespać całą noc. Dzieci, które w swoim łóżeczku
regularnie same zasypiają, mają rzadko problemy ze spaniem. Owszem - i one budzą się
kilkakrotnie nocą, ale zasypiają same bez pomocy rodziców.

background image

3
Jak zrobić z waszego dziecka dobrego śpiocha

W tym rozdziale dowiecie się:

co możecie zrobić w pierwszych sześciu miesiącach, aby wasze dziecko stało się dobrym
śpiochem

jak dla 6-miesięcznego dziecka ustalić sensowne terminy i harmonijny wieczorny rytuał

o naszej opinii na temat spania w łóżku rodzicielskim

Pierwszych sześć miesięcy

Może wasze maleństwo jest jeszcze bardzo małe, a może nie przyszło jeszcze na

świat. Wówczas możecie w porę podjąć środki zapobiegawcze i wprowadzić od początku
korzystne przyzwyczajenia przy zasypianiu

6

.

Jeśli niemowlę jest już nieco starsze, możecie je przyzwyczaić do innych warunków.

Prawdopodobnie nie obędzie się na początku bez protestów.

O tym, jak przeforsować możliwie korzystne warunki, uwzględniając jednocześnie

potrzeby dziecka, dowiecie się w rozdziale 4.

Teraz   zajmiemy  się   tym,  gdzie,   jak   i   kiedy  wasze   dziecko   najlepiej   śpi.   Zawsze

obowiązuje zasada: lepiej zapobiegać niż leczyć.

Gdzie dziecko ma spać?

Pierwszych kilka tygodni życia stanowi podniecający okres szczególnie wówczas,

gdy   jest   to   pierwsze   dziecko.   Wielu   rodziców   jest   pod   wielkim   wrażeniem   tego,   co
całkowicie   zmieniło   ich   życie.   Najchętniej   zachwycaliby   się   dzieckiem   bez   przerwy,
przebywając   przy   nim   dzień   i   noc.   Zarazem   liczni   młodzi   rodzice   czują   się   jednak
wyczerpani, a nawet od czasu do czasu bezradni - szczególnie wówczas, gdy ich pociecha
dużo   płacze.   W   pierwszych   tygodniach   trudno   byłoby  wskazywać   ogólne   reguły,  gdzie
najkorzystniej byłoby układać dziecko do snu.

Najrozsądniej jest wypróbować, w jakich warunkach rodzice i dziecko czują się najlepiej.
Ponieważ noworodki trzeba nocą kilkakrotnie karmić piersią  albo buteleczką,  przy czym
bardzo często ponownie zasypiają, wiele matek bierze dziecko po prostu do siebie do
łóżka. W pierwszych tygodniach nie ma w tym nic złego.

Równie prawidłowe jest kładzenie maleństwa zawsze do własnej kołyski albo łóżeczka,

background image

które może stać w sypialni rodzicielskiej czy w pokoju dziecięcym. Ważne jest tylko to,
aby rodzice przez nie domknięte drzwi usłyszeli ewentualne niezwykłe odgłosy.

Jeśli   czujecie   się  najlepiej   bezpośrednio   przy   dziecku, weźcie je do siebie. Gdy
boicie się, że moglibyście je w nocy przygnieść, albo też sami nie zmrużycie oka, budząc
się nerwowo przy każdym jego głośniejszym oddechu, wówczas będzie lepiej postawić
kołyskę w innym pokoju, przy czym nie musicie mieć wyrzutów sumienia. Jasne, że
dziecko potrzebuje waszej miłości i ciepła. Ale możecie mu to wszystko dać, kiedy nie
śpi. Okazujcie mu uczucie w sposób dostosowany do waszych własnych potrzeb.

Pory spania i przyzwyczajenia przy zasypianiu

Wiecie już, że noworodek jeszcze nie odróżnia dnia od nocy. Budzi się kiedy jest

głodny,  a   zasypia  kiedy  jest   syty.  Głód  odczuwa   jeszcze   dość   często,   czasami   co  dwie
godziny. Trzeba czterech do pięciu miesięcy, by ukształtował się jego „wewnętrzny zegar”.
Ten zaś powoduje obniżenie się wewnętrznej temperatury ciała, a wówczas cały organizm
przestawia się na „sen”. Ten wbudowany zegar biologiczny nie odpowiada jednak dokładnie
rytmowi  dobowemu.   Bez   czynników  zewnętrznych  -  takich   jak   regularne   posiłki,   czasy
wstawania i zasypiania - nasz wewnętrzny zegar zasygnalizowałby następny dzień dopiero
po około 25 godzinach. Mamy więc w pewnym sensie zawsze jedną godzinę „w zapasie”.

Na urlopie chyba każdy zauważył, że co wieczór chodzi się później spać, i że nawet

małe dzieci pod koniec wakacji rano niezwykle długo śpią. Ważniejszy jest jednak inny
wniosek.   Dzieciom,   nawet   niemowlętom,   potrzebna   jest   pewna   regularność,   aby
wewnętrzny   zegar   mógł   się   przestawić   na   normalny   przebieg   dnia.   Już   w   pierwszych
tygodniach życia możecie noworodkowi pomóc w odróżnianiu dnia od nocy.

Nocą powinniście go przewijać tylko wówczas, jeśli jest rzeczywiście mokry. Palcie jak
najmniej   światła   i   kładźcie   dziecko   po   karmieniu   piersią   albo   butelką   natychmiast
ponownie   do   łóżka.   Przewijanie   i   inne   rutynowe   czynności   w   ciągu   dnia   możecie
przedłużać, aby z maluchem się pobawić lub popieścić. Kołysanie, noszenie albo wożenie
w   wózku   podoba   się   większości   dzieci   szczególnie   wówczas,   kiedy   zostały  właśnie
nakarmione   i   są   zadowolone.   Poświęcajcie   swemu   dziecku   przede   wszystkim   dużo
uwagi, gdy się właśnie zbudziło i jest wyspane.

Jeśli po nocnym karmieniu dziecko nie chce od razu ponownie zasnąć, dajcie mu trochę
pogrymasić. Dopiero kiedy się naprawdę rozkrzyczy, nie mogąc się uspokoić, spróbujcie
je   pocieszyć.   Możecie   je   głaskać,   coś   mu   zaśpiewać   albo   trochę   ponosić.   Nie   ma
natomiast sensu przystawiać go nocą stale do piersi czy też dawać butelkę, kiedy jest już
syte. Możecie to robić tylko w szczególnych przypadkach. W przeciwnym bowiem razie
będzie bardzo trudno stopniowo wydłużać czasy między posiłkami - także nocą.   Cóż
bowiem z   tego,  że dziecko nocą nie jest głodne, ale dla uspokojenia chce co godzinę
ssać? Jeśli uda się wam uspokoić je w inny sposób, to nauczy się zasypiać także bez
piersi.   Wówczas   będzie   się   budziło   nocą   prawdopodobnie   tylko  wtedy,  kiedy  będzie
naprawdę głodne.

Także   w   ciągu   dnia   cogodzinne   karmienie   ma   sens   tylko   u   bardzo   wrażliwych
noworodków albo gdy ilość pokarmu nie jest wystarczająca. Jeśli dziecko jest zdrowe i

background image

przybiera na wadze, można mu już w wieku około czterech tygodni robić trzygodzinną
przerwę między posiłkami. Nocą takie przerwy mogą być jeszcze dłuższe.

Joanne   Cuthbertson   i   Susie   Schevill   polecają   w   swym   poradniku   dla   rodziców

7

(dotychczas  niestety wydanym jedynie w języku angielskim) metodę, która pomogła już
wielu   dzieciom   w   przesypianiu   całej   nocy   od   najwcześniejszej   młodości.   Możecie   ją
wypraktykować, począwszy od trzeciego dnia życia, ale naturalnie i później, w wieku kilku
tygodni.

Jeśli nawet karmicie zwykle w zależności od potrzeby dziecka, ustalcie konkretny termin
ostatniego posiłku wieczornego: najlepiej między 22.00 a 24.00, zanim sami położycie się
spać. A więc każdego dnia budzicie dziecko o tej samej porze, karmiąc je piersią albo
buteleczką - niezależnie od tego, jak długo dotąd spało i kiedy ostatni raz piło. Zwróćcie
uwagę na to, aby ta późna kolacja była rzeczywiście pożywna. Jeśli dziecko w czasie
picia zrobi się za szybko senne, przewińcie je równocześnie.

Taki regularny posiłek pomoże mu w przestawieniu wewnętrznego zegara na rytm

„dzień-noc”. Po kilku dniach przyzwyczai się do tego, aby o ustalonej porze być głodnym i
mieć pragnienie. Wiele niemowląt śpi po tych późnych kolacjach stopniowo coraz dłużej, aż
budzi się z głodu. Jeśli w wypadku waszego dziecka tak nie jest, możecie mu w tym pomóc.
Powinno   ono   mieć   5-7   tygodni   i   ważyć   co   najmniej   5   kg.   Wówczas   możecie   podjąć
następujące kroki:

Zacznijcie od regularnego kładzenia rozbudzonego dziecka do łóżka. Może się ono już
wówczas nauczyć samodzielnie zasypiać.

Nie stwarzajcie sztucznej ciszy. Dziecko nie potrzebuje absolutnego spokoju.

Budźcie je,  gdy za długo śpi  za dnia.  W szczególności późnym popołudniem może bez
kłopotu nieco dłużej nie spać. Pobawcie się z nim!

Po   późnej   kolacji   (po   22.00)   nigdy   nie   budźcie   maleństwa.   Jeśli   zacznie   płakać,
przeczekajcie. Dajcie mu szansę uspokojenia się samemu.

Okres od późnej kolacji do pierwszego porannego posiłku można stopniowo wydłużać.
Dziecko obędzie się bez karmienia prawdopodobnie do 5.00 albo 6.00 rano.

Oto kilka rad, w jaki sposób możecie mu w tym pomóc. Mogą minąć 3-4 dni, ale

sukces będzie widoczny.

Najlepiej gdyby w tych dniach nie matka, lecz ojciec przejął „nocny dyżur", gdyż czuć
bliskość matczynej piersi a nic nie dostać - na to większość niemowląt się nie zgodzi.

Jeśli dziecko się obudzi, nie należy go natychmiast karmić. Spróbujcie przetrzymać je co
najmniej przez godzinę. Wszystko jest przy tym dozwolone: głaskanie, mówienie, danie
smoczka, obnoszenie, przewijanie, a nawet oglądanie telewizji. Jeśli dziecko zaśnie -
serdeczne   gratulacje!   Jeśli   nie   -   może   dostać   herbaty  lub   wody.   Dopiero   na   końcu,
przynajmniej godzinę później niż zwykle, dostanie maminą pierś albo mleko z buteleczki.
Opóźniajcie   nieco   ten   posiłek   z   dnia   na   dzień.   Dziecko   będzie   wówczas   wieczorem

background image

szczególnie dużo piło i nie obudzi się tak wcześnie wygłodzone.

Nocne noszenie na rękach, buteleczki z herbatą i inne „pomoce” mają dziecku ułatwić
okres przejściowy, ale naturalnie nie może się to stać stałym przyzwyczajeniem. Jeśli śpi
ono od 23.00 do 5.00 albo 6.00 - a właśnie tego może się tą metodą nauczyć - wówczas
wyjdzie to obu stronom tylko na dobre.

Jeśli po czwartej nocy ciągle nie widać postępu, przestańcie wydłużać terminy porannych
posiłków. Wasze dziecko potrzebuje jeszcze trochę czasu.  Spróbujcie powtórzyć ten sam
schemat po 4 tygodniach.

U   niemowląt   poniżej   6   miesięcy   biologiczne   dojrzewanie   i   rozwój   nie   są

ustabilizowane. Dlatego niektórym z nich nie można narzucić stałego schematu czasowego.

Jakkolwiek   było,   z   powyższych   wskazówek   możecie   śmiało   skorzystać.   Ponadto

powinniście stopniowo przyzwyczaić niemowlę od 3 - 4 miesięcy do regularnych posiłków,
a wieczorem kłaść je zawsze o jednakowej porze do łóżeczka.

W niektórych poradnikach dla rodziców można przeczytać, że jeśli będziecie dziecko

karmić zawsze w zależności od jego potrzeb i gdy pozwolicie mu decydować, kiedy zechce
spać, to wówczas wszystko ułoży się samo. Niewątpliwie, niejednokrotnie tak się właśnie
dzieje. Jeśli macie akurat bezproblemowe, nieskomplikowane niemowlę, to może w ogóle
nie musicie interweniować. Ale nie zawsze sprawa jest tak prosta, czego uczy nas historia
małego Fabiana.

Fabian   miał   dopiero   dziesięć   tygodni,   a   jego   rodzice   byli   już   na   skraju

wyczerpania.   Chłopczyk   nocą   nie   spał   prawie   wcale.   Gdy   nie   płakał,   matka
siedziała   z   nim   w   łóżku,   kołysząc   go   na   rękach.   Jeśli   płakał,   nosiła   go   po
mieszkaniu. Zasypiał wówczas od czasu do czasu na krótko. Między 4.00 a 6.00.noc
się   kończyła.   Chłopczyk   dostawał   butelkę,   był   przewijany,   a   na   koniec   kąpany.
Kąpielą był zachwycony. Po tym wszystkim przesypiał często 5 godzin - od 8.00 do
13.00 „Jednym ciągiem”! Po południu miał jeszcze jedną trzygodzinną fazę snu.
Ale noce były wciąż katastrofą. Trzeba było coś przedsięwziąć mimo młodego wieku
Fabiana.

Najpierw rodzice przynieśli z piwnicy łóżeczko dziecięce, aby dziecko nie

spało już więcej u mamy na kanapie, a w swoim własnym łóżeczku.

Ponieważ   Fabian   po   kąpieli   czuł   się   odprężony,   a  potem   spał   jak   suseł,

przesunięto codzienną kąpiel z przedpołudnia na wieczór.

Poza   tym   matka   musiała   uczynić   coś,   na   co   się   dotychczas   nigdy   nie

odważyła: budzić niemowlę i nie dać mu zasnąć, przyzwyczajając je w ten sposób
do normalnego rytmu „dzień-noc”. Tak więc za dnia trzeba było chłopca budzić
regularnie   po   dwóch   godzinach   snu.   Przed   swoim   ostatnim   posiłkiem   -
przewidzianym na 22.00 - Fabian miał w miarę możności nie spać trzy godziny.

Zaskoczeniem był fakt, że Fabian już pierwszą noc przespał od 22.00 do

6.00. Dostał buteleczkę i spał dalej do 8.00. Rytm ustabilizował się w przeciągu
kilku dni. Choć Fabian w ciągu dnia wciąż jeszcze bardzo często płakał, rodzina
odetchnęła z ulgą.

Nie wszystkie dzieci czują się znużone po kąpieli i pluskaniu. Niektóre są wówczas

szczególnie aktywne i żądne czynów. Jeśli jednak uważacie, że i wasz maluch po kąpieli
dobrze śpi, to niech ta kąpiel wieczorna pozostanie codziennym rytuałem zasypiania.

background image

Pomocą dla wszystkich niemowląt jest stały i nie zmieniający się przebieg ostatniej

godziny przed pójściem spać. Zadbajcie w szczególności o to, aby ostatnie minuty przed
położeniem dziecka do łóżka były dla niego prawdziwym odprężeniem. Kąpiel kąpielą, ale
rytuał zasypiania nie wyklucza wzajemnych pieszczot, śpiewania albo kołysania na fotelu na
biegunach - ale wszystko po kolei.

Mniej korzystne jest ssanie matczynej piersi albo butelki. To powinno się zakończyć

co   najmniej   pół   godziny   przed   położeniem   spać.   Wiemy  już   bowiem,   dlaczego   nasze
dziecko w miarę możności ma zasypiać samo w swoim łóżeczku.

„Trzymiesięczne kolki”

Czy wiecie, że niektóre niemowlęta w wieku do trzech miesięcy płaczą w ciągu dnia

poniżej jednej godziny, podczas gdy inne powyżej czterech godzin?

Krzyk   jest   dla   każdego   niemowlęcia   czymś   normalnym,   o   tym   wiedzą   wszyscy

rodzice. Jednak krzyk wywołuje też u wszystkich rodziców jednakowy odruch, a mianowicie
silną chęć położenia mu kresu. Rodzicom dzieci „łatwych w obsłudze” udaje się to dość
szybko. Karmienie i trochę noszenia na rękach wystarczy, aby zaspokoić potrzeby takich
małych   krzykaczy.   Są   wówczas   zadowolone   i   przestają   krzyczeć.   Rodzice   mają
świadomość,   że   są   „dobrymi   rodzicami”   -   i   słusznie!   Deprymującą   jest   natomiast
świadomość niemożności uspokojenia płaczącego dziecka - ani karmieniem, przewijaniem,
noszeniem na rękach, a nawet wożeniem w wózeczku po mieszkaniu! Jak zachować obraz
szczęśliwej młodej matki, jeśli w wózku tylko rzadko można podziwiać spokojnie śpiące
niemowlę,   a   prawie   zawsze   rozkrzyczane   małe   stworzenie;   a   w   dodatku   jest   się
konfrontowanym z życzliwymi pytaniami w rodzaju: „Co mu jest?” i z radami: „Niech mu
pani nie da tak krzyczeć!”

W domu sprawa nie wygląda lepiej. Nawet poirytowany tato albo babcia nie szczędzą

wyrzutów   pod   adresem   karmiącej   matki:   Co   ty   znowu   zjadłaś,   że   dziecko   ma   takie
wzdęcia?” Rodzi się zwątpienie. Gdy dziecko krzyczy, mamie ściska się serce. Boi się, że
nie  uda jej się  maleństwa  uspokoić. Próby uspokajania  stają  się   coraz gwałtowniejsze i
rozpoczynają się coraz wcześniej. W końcu trudno sobie wyobrazić, aby niemowlę mogło
się w ogóle samo uspokoić.

Wiemy, o czym mówimy. Obydwoje uciekaliśmy się do dość niezwykłych metod

uspokajania swych krzyczących dzieci. I tak dr Morgenroth nosił swego synka Claasa na
rękach - ale zawsze krokiem przyspieszonym! Ja sama wędrowałam po domu z córeczką
Kathariną przy piersi (!), aż mi prawie krzyż pękał. Dzisiaj wiemy, że byliśmy dobrymi
rodzicami, mimo że nasze dzieci tyle krzyczały. Ale prawdopodobnie dawaliśmy z siebie za
dużo.

Zróżnicowane czasy płaczu u noworodków wynikają z predyspozycji, aczkolwiek w

pierwszych   miesiącach   trudno   jest   powiedzieć,   jak   dziecko   będzie   reagowało   później.
Krzykacz   może   się   niedługo   okazać   miłym,   roześmianym   promyczkiem,   natomiast
zadowolone   niemowlę   może   mieć   w   okresie   wczesnego   dzieciństwa   dość   trudne   fazy
rozwoju. Oto kilka informacji, jak się śmielej obchodzić z płaczącym maluchem.

Dolegliwości   żołądkowo-jelitowe   -   według   nowszych   badań   naukowych

8

  -   nie   są

przyczyną częstego, długotrwałego płaczu. Także sposób odżywiania się karmiącej matki
nie odgrywa większej roli. Widocznie krzyk jako taki wywołuje wzdęcia, np. wskutek
zassanego podczas płaczu powietrza.

background image

Dziecko   może   krzyczeć   dlatego,   że   musi   poradzić   sobie   z   ogromem   bodźców   i
informacji. Zbyt dużo tego się nazbierało i odprężenie następuje w ten właśnie sposób.
Najdłuższe   okresy   krzyczenia   występują   więc   zwykle   późnym   popołudniem   i   we
wczesnych godzinach wieczornych.

Nie uspokajajcie malucha za wszelką cenę. Ciągłe dokarmianie, wożenie w wózku, stałe
zmienianie   zabawek   -   wszystko   to   powoduje   nadmiar   podniet   i   wrażeń.   Jeśli   jest
nakarmiony i suchy, spróbujcie go głaskać, łagodnie kołysać i spokojnie do niego mówić.

Jeśli dziecko nie uspokoi się w przeciągu 5-10 minut oznacza to, że chce, aby je zostawić
w   spokoju!   A   więc   połóżcie   je   na   następnych   5-15   minut   i   odczekajcie.   Następnie
zaproponujcie   mu   znowu   ostrożnie:   „Czy   mogę   ci   pomóc?”   Dziecko   da   wam   do
zrozumienia, czy zechce skorzystać z waszej pomocy. Dajcie mu szansę nauczenia się; że
potrafi się samo uspokoić.

Dla waszego dziecka jest bardzo ważne, aby zrozumiało, że nie zajmujecie się nim tylko
wtedy, gdy płacze. Wówczas doszłoby do takiego wniosku: „Jeśli chcę, żeby mama się
mną zajęła, muszę krzyczeć. Dobrowolnie nie bawi się ze mną. A więc krzyczę!”

Dla dziecka przebieg dnia będzie bardziej jasny i zrozumiały, gdy czasy spania i zabaw,
spacery i posiłki będą się odbywały regularnie. To, co u mniej wrażliwych dzieci nie jest
konieczne,   szczególnie   wrażliwemu   niemowlęciu   pomoże   pogodzić   się   łatwiej   z
otoczeniem.

U   dzieci   z   „trzymiesięcznymi   kolkami”   bardzo   często   występują   zaburzenia   w

spaniu. Rodzice uśpili je kołysaniem, noszeniem na rękach, karmieniem itd. Ale łatwo przy
tym  przeoczyć  moment,   w   którym  niemowlęciu   do   szczęścia   już   nic   nie   brakuje.   Taka
chwila nadchodzi w wieku trzech, a najpóźniej czterech miesięcy. Odtąd dzieci o wiele
łatwiej   uspokoić.  Pomimo  tego  domagają  się   nadal   „specjalnego  traktowania”,  nie   chcą
zrezygnować z tak miłych przyzwyczajeń. Także i one mogą się nauczyć zasypiać same i
obywać się nocą wiele godzin bez posiłku.

Od szóstego miesiąca do wieku szkolnego - pora na stałe pory!

Jeśli wasze dziecko nie przyzwyczaiło się jeszcze do regularnych okresów spania i

czuwania, to wcale nie musicie czekać, aż to nastąpi. Możecie być pewni, że biologiczne
dojrzewanie   także   u   niego   jest   tak   zaawansowane,   że   nocą   nie   musi   już   pić   i   może
przesypiać   bez   przerwy   11   godzin.   Ewentualne   braki   snu   uzupełni   sobie   regularnymi
drzemkami w czasie dnia

9

.

Stałe pory są najlepszą pomocą przy zasypianiu. Dziecko, które za dnia i wieczorami

stale chodzi spać o jednakowej porze, będzie po kilku tygodniach o tej właśnie porze senne.
Jego wewnętrzny zegar przystosuje się do tego.

Posiłki podawane o regularnych porach są również ważne. Wewnętrzny zegar nie

może   się   tak   łatwo   przestawić   na   „ciszę   nocną",   gdy  jest   ona   kilkakrotnie   przerywana
posiłkami. Temperatura ciała, poziom hormonów, fizyczna aktywność - te regularne zmiany
różnych funkcji ciała mają wpływ na nasz wewnętrzny zegar. Przebieg dnia musi być do

background image

niego   dostosowany,   gdyż   inaczej   zegar   się   rozreguluje.   Robotnicy   zmianowi   znają   ten
problem. Nie odczuwają oni ani zmęczenia, ani głodu w porach, w których mogliby spać i
jeść. Dlatego wielu z nich ma problemy zdrowotne.

U   niemowląt   i   małych   dzieci   dochodzi   nieraz   do   zaburzeń   podczas   spania,   gdy

rodzice   nie   narzucą   im   określonego   rytmu.   Zamiast   tego   pozwalają   dziecku   samemu
decydować, kiedy chce pić i spać.

Oczywiście są dzieci, u których wszystko układa się bezproblemowo. Jednak może

się zdarzyć i tak, jak to miało miejsce u sześciomiesięcznego Jana:

Jan byt karmiony od początku w zależności od potrzeby. W wieku sześciu

miesięcy dostawał 6 do 9 razy pierś, z czego 3 do 5 razy nocą. Wieczorem szedł do
łóżeczka między 18.00 a 24.00. Rano, między 6.30 a 10.00, był wyspany. Za dnia
pozwalał sobie od jednej do trzech drzemek, trwających łącznie od jednej do sześciu
(!) godzin.
Nocą, w trakcie karmienia, często nie mógł szybko ponownie zasnąć. Nic dziwnego.
Skąd bowiem miał o 2.00 w nocy wiedzieć, że jest noc, a nie że na przykład akurat
zakończył trzygodzinne spanie w południe?
Matka zdała sobie z tego chaosu dopiero wówczas sprawę, gdy wszystkie czasy
spania,   karmienia   i   płakania   odnotowała   w   10-dniowym   protokole   dobowym.
(Diagram 5).

Nawet jeśli u waszego dziecka rytm dobowy nie jest jeszcze regularny, powinniście

przez kilka dni nanosić czasy do protokołu snu aby docelowo uzyskać regularny wzór.

Jan miał jednocześnie kilka problemów. Zasypiał przy piersi i dostawał nocą kilka

posiłków.   To   należało   zmienić   (patrz   rozdział   4).   Przede   wszystkim   jednak   pilnie
potrzebował regularnego rytmu.

W wieku od 6 do 12 miesięcy drzemki dzienne są dla prawie wszystkich niemowląt

rzeczą   sensowną.   Zdaniem   matki   Jana   najlepiej   było   kłaść   go   wieczorem   około   20.00.
Tolerancja   nie   miała   przy  tym  przekraczać   30   minut,   przynajmniej   podczas   pierwszych
tygodni. Z tego wynikły następujące pory spania:

cisza nocna: 20.00 do 7.00

drzemka przedpołudniowa: 10.00 do ok. 11.30

drzemka popołudniowa: 14.30 do ok. 15.30.

Jako rodzice możecie sami określić, jaka pora zasypiania najlepiej odpowiada całej

waszej   rodzinie.   Jeśli   dziecko   ma   iść   spać   już   o   19.00,   wówczas   wszystkie   terminy
przesuwają się o godzinę do przodu. Jeżeli chcecie je położyć dopiero o 21.00, to i drzemki
dzienne przesuną się o godzinę do przodu. Potrwa to kilka dni, zanim dziecko zaakceptuje
stałe terminy. Możecie mu przy tym pomóc, przestrzegając poniższych wskazówek:

Większość dzieci śpi nocą ok. 11 godzin. Jeśli wasze dziecko zaśnie o 19.00, będzie o
6.00 rano wyspane.

Przed każdą drzemką dziecko powinno co najmniej 3 godziny nie spać. Najdłuższą fazę
czuwania - przynajmniej 4 godziny - powinno mieć wieczorem.

Wasze dziecko  najłatwiej przyzwyczai  się  do stałego  rytmu  spania,  jeśli  będziecie  je
kładli zawsze w stanie rozbudzonym.

background image
background image

Budzenie działa cuda! Nie wahajcie się budzić śpiącego malucha, gdy czas spania minął.
Pomagacie mu w ten sposób przystosować się do nowego rytmu.

Także   posiłki   powinny  mieć   ustalone   miejsce   w  programie   dziennym.  Możecie   sami
zadecydować o tym, kiedy dziecko karmić, np. przed dzienną drzemką czy też potem.
Ważne jest tylko, żeby się trzymać raz obranej kolejności.

Niektóre matki czują się ograniczone tak ustalonymi ramami czasowymi. Często pada

pytanie: „A jeśli będę musiała iść z moim dzieckiem po zakupy albo na spacer? Przecież po
drodze mi zaśnie i wówczas cały rytm bierze w łeb.”

W rzeczy samej - przez co najmniej kilka tygodni należy się dostosować do rytmu

dziecka. Spacery, zakupy i inne czynności powinno się planować na porę, kiedy jest ono
akurat wyspane.

Z pewnością możliwości jakichś spontanicznych działań są tak długo ograniczone,

jak długo musicie uwzględniać dwie pory spania dziecka. Z drugiej jednak strony możecie
już   po   kilku   dniach   być   pewni,   że   będzie   ono   w   swoim   łóżeczku   rzeczywiście   spało
spokojnie   godzinę   do   dwóch.   Ten   czas   możecie   wykorzystać   dla   siebie.   Matki,
przyzwyczajone   od   miesięcy   do   dziecka   śpiącego   jedynie   20   minut   i   to   wyłącznie   w
samochodzie albo wózeczku” i nie mające dotychczas czasu na chwilę oddechu, odczują ten
na nowo odzyskany czas jako cenny podarunek. Właśnie dzięki tym regularnym dziennym
drzemkom większość niemowląt, mających dotychczas zbyt mało snu, nadrabia zaległości.
Niektóre śpią dwie do trzech godzin dłużej niż dotychczas.

Jeśli „wyskoczy” wam jakiś ważny powód, możecie naturalnie ów ustalony rytm raz

przerwać. Jeśli wszystko toczyć się będzie już utartym torem - a więc po dwóch lub trzech
tygodniach   -   możecie   bez   obaw   od   czasu   do   czasu   zrobić   wyjątek.   Także   wypady
weekendowe czy też krótki urlop nie będą stanowić już problemu. W przeciągu paru dni
dziecko ponownie przyzwyczai się do swych „starych czasów”.

Szczególnie   matki   z   drugim,  starszym  dzieckiem,   śpiącym  tylko  raz   w   południe,

uskarżają się jednak, że czy to przed południem, czy w południe, czy też po południu -
zawsze jedno z nich śpi, a ona sama do niczego nie może się zabrać. Zrozumiała rzecz -
marzą one o jak najszybszym wspólnym śnie południowym obojga dzieci. W takim wypadku
można spróbować kłaść je spać tylko raz za dnia.

Zwykle maluchy między 10 a 18 miesiącem życia przestawiają się z dwóch drzemek

dziennych na jedną w południe. O ustalonej porze przed południem nie są już tak naprawdę
zmęczone. Nie zasypiają równie szybko jak dotychczas, a raczej bawią się i gaworzą w
łóżeczku. Niektóre protestują i nie chcą w ogóle spać.

Wówczas   nadszedł   czas   na   przestawienie   systemu   na   jedną   tylko   drzemkę

południową.

Możecie dziecko przed południem położyć do łóżka po prostu o jedną do półtorej godziny
później, dochodząc w ten sposób do pory południowej. Tym samym skreślacie drzemkę
popołudniową. Można też to przejście ukształtować nieco łagodniej, np. pozwalając przez
dwa tygodnie na jedną i dwie drzemki na zmianę.

Im dziecko starsze, tym łatwiej potrafi się dostosować do narzuconego mu przez was
rytmu. Czy sen południowy ma być przed czy też po obiedzie - o 12.00, 13.00 czy 14.00 -
może   się   ono   do   tego   przyzwyczaić.   Możecie   sami   zdecydować,   jakie   pory   będą
najstosowniejsze dla potrzeb waszych dzieci i dla całej rodziny. Tylko jedno jest ważne:
przed pójściem spać dziecko powinno być przynajmniej 4 do 5 godzin bez snu.

background image

W   wieku   od   dwóch   do   pięciu   lat   prawie   wszystkie   dzieci   odzwyczajają   się     od
regularnego  spania w  południe - większość w trzecim lub czwartym roku życia. Niektóre
z nich chętnie by sobie jeszcze w południe pospały, ale byłyby za to aż do godziny 22.00
całkowicie rozbudzone. Tak więc wielu rodziców woli skreślić drzemkę południową na
korzyść przedłużonej spokojnej nocy.

Zaburzenia rytmu snu

Z   naszej   praktyki   wiemy,   jak   często   dość   niezwykłe   pory   spania   stają   się

przyzwyczajeniem i jak uciążliwe staje się to dla rodziców.

Oto   przykład   17-miesięcznej   Blanki.   Sypiała   ona   w   swoim   wózeczku

codziennie   godzinę   do  dwóch   o  różnych   porach.   Wieczorem   rodzice  czekali,   aż
Bianka   wykaże   oznaki   zmęczenia.   Między   22.00   a   23.00   zasypiała   przy   piersi.
Również nocą trzeba było ją do pięciu razy karmić. Rano o 7.30 noc się kończyła. W
sumie dawało to tylko 11 godzin snu.

10 dni po rozmowie z nami dziewczynka spała już przeciętnie 13 godzin. Tak

jak ustaliliśmy, rodzice kładli ją do łóżeczka rozbudzoną - w południe zawsze o
jednakowej porze, zaś wieczorem codziennie o około 10 minut wcześniej, aż do
osiągnięcia   mniej   więcej   godziny   20.30.   Bianka   zaakceptowała   to   prawie   bez
protestu. Spała po prostu dłużej.

Po upływie roku dowiedzieliśmy się, że Bianka śpi pokazowa od 20.00 do

8.00 rano. Rodzice napisali nam: „Sukcesem Waszej terapii jest to, że mamy już
drugą córeczkę.”

Także sześciomiesięczna Barbara zasypiała zawsze dopiero między 22.00 a

24.00.  Matka   karmiła  ją   regularnie,   pozwalając   jednak   dziewczynce   decydować
samej o porach snu. No i dziewczynka zdecydowała, że nocą będzie trzy godziny
czuwała,   a   za   dnia   trzy   razy   drzemała,   z   czego   raz   po   18.00,   a   wieczorem
najchętniej   w   ogóle   nie   pójdzie   spać.   Ponadto   przed   zaśnięciem   chciała   być
noszona.

Po   konsultacji   matka   wprowadziła   określone   pory   spania.   Basia   szła

rozbudzona spać o następujących porach: od 22.00 do 8.30, od 11.30 do 13.00 i od
16.00 do 17.00. Codziennie
skracano wszystkie terminy o 10 minut aż do osiągnięcia godziny 21.00, co matce
odpowiadało. Począwszy od drugiej nocy dziewczynka przesypiała ją bez przerwy.

Zbyt   późna   drzemka   dzienna   prowadzi,   podobnie   jak   u   Basi,   prawie   zawsze   do

problemów przy wieczornym zasypianiu i przesypianiu nocy.

Szczególnie ciekawym przypadkiem była dla nas 2,5-letnia Nadine. W wieku

3-6   miesięcy   przesypiała   całą   noc,   ale   potem   pojawiło   się   u   niej   zaburzenie
doprowadzające jej rodziców do rozpaczy. Konsultowali się z kilkoma pediatrami.
Także lekarstwa nie dały pożądanego efektu. Oto na czym polegał kłopot. Nadine
dawała się bez problemu położyć około 20.00. Szybko zasypiała, ale budziła się o
21.00   i   chciała   już   wstawać.   I   rzeczywiście   wstawała,   gdy   zawodziły   wszystkie
próby rodziców skłonienia jej do ponownego zaśnięcia.

background image

Tak więc Nadine przychodziła do pokoju, aby się pobawić czy też zjeść kilka

orzeszków. Zajmowała się sobą zwykle spokojnie, podczas gdy ojciec lub matka,
oboje zmordowani, czuwali nad nią, na zmianę oglądając telewizję. Nadine bowiem
była bardzo wytrzymała. Wreszcie koło 0.30 zasypiała na tapczanie. Potem można
ją było przenieść do jej łóżka, w którym spała bez przerwy do 8.00 - 9.00. Od czasu
do czasu pozwalała sobie jeszcze na jednogodzinne spanie około 12.00 w południe.

W   przypadku   Nadine   istotne   było   postawienie   prawidłowej   diagnozy.

Prawdopodobnie   celebrowała   od   20.00   do   21.00   swoją   „drzemkę   południową".
Naturalnie   nie   mogła   potem   natychmiast   zasnąć.   Jej   wewnętrzny   zegar
zaprogramowany   był   na   następne   3,5   godziny   „czuwania".   Jasna   sprawa   -   po
prostu   przyzwyczaiła   się   do   tego   rytmu.   Podjadanie   orzeszków   czy   chipsów
przyczyniało się dodatkowo do ożywienia jej systemu krążenia.

Terapia   polegała   więc   na   tym,   żeby   ten   „sen   południowy"   rzeczywiście

potraktować   jako   taki,   przesuwając   go   jednocześnie   stopniowo   wraz   z   czasem
zasypiania. Dodatkowo budzono Nadine o 8.00.

Już po czterech dniach rodzice przesunęli czas jej zasypiania na 21.30. Ową

„drzemkę   południową”   przełożyli   z   własnej   inicjatywy   bezpośrednio   na   porę
południową. Nie było protestu. Dziewczynka spała bez przerwy z tym, że godzinę do
dwóch dłużej niż poprzednio. Po siedmiu miesiącach podczas dodatkowego badania
okazało się, że Nadine śpi już od 18.30 wieczorem do 7.30 rano - a więc jeszcze o
godzinę dłużej.

Dla   rozwiązania   tego   problemu   rodzice   zastosowali   tylko   dwa   proste   środki:

przesunięcie czasów spania i budzenie. Budzenie prowadzi do sukcesu zawsze wówczas,
gdy dziecko w południe albo rano regularnie „odsypia” nocne pory czuwania.

Tak było u prawie dwuletniej Jenny. Przyszła ona na świat trzy miesiące za

wcześnie i na początku cierpiała z powodu „trzymiesięcznych kolek”. Nocą długo
nie mogła zasnąć.

Co prawda od 20.00 do 9.00 leżała w łóżeczku, jednak prawie każdej nocy

budziła się na kilka godzin. Najpierw przez godzinę bawiła się i gaworzyła sobie
spokojnie, po czym zaczynała krzyczeć, dostawała herbaty i była przez chwilę brana
na ręce. Następnie wszystko zaczynało się od początku, czyli dwie do trzy godzin bez
spania. Natomiast w południe spała zwykle trzy godziny bez problemów.

Jenny miała wystarczającą ilość snu, ale jego podział stanowił dla rodziców

znaczne   obciążenie.   Była   na   to   tylko   jedna   rada:   budzić   córkę.   A   więc   rano
najpierw o 8.00, następnie każdego dnia nieco wcześniej, wreszcie o 7.00. Małą
budzono dodatkowo po dwóch godzinach snu południowego.

Po paru dniach Jenny przesypiała całą noc. Ponieważ braku snu nie mogła

już nadrobić ani rano, ani w południe, szybko pojęła, że to właśnie noc służy do
spania!

Wielu rodzicom nie jest łatwo zrywać rano ze snu dziecko, które tak słodko śpi i

które w nocy niewiele spało. Dochodzi do tego własne znużenie i jakże zrozumiała chęć
wyspania się wreszcie, zwłaszcza w weekend. Jeśli jednak rytm spania jest rozregulowany,
tak jak u Jenny, wówczas nie ma lepszego środka jak budzenie. Po kilku tygodniach nowy
rytm się ustabilizował, dalsze budzenie nie było potrzebne.

Innym bardzo powszechnym problemem jest przedwczesne budzenie się niemowląt i

małych  dzieci.   Podobnie   jak   dorośli,  także   niektóre   małe   dzieci   wykazują   tendencję  do

background image

wczesnego budzenia się albo do zasypiania dopiero późną nocą. Jeśli młoda latorośl chce
regularnie wstawać o 5,00 rano, to nie znaczy to, byśmy się z tym musieli pogodzić.

A o to właśnie chodziło 10-miesięcznemu Sebastianowi. Budził się żwawy o

5.00, najpóźniej zaś o 5.30. Między 8.00 a 9.00 ponownie zasypiał i spał do około
10.00. O 12.00 ucinał sobie drzemkę południową. Wieczorem szedł do łóżka około
19.00. Dla Sebastiana znamienne było to, że jego pierwsza drzemka odbywała się
bardzo wcześnie, a krótko po niej następowało spanie południowe. Sebastian budził
się tak wcześnie, jakby oczekując na dłuższe spanie przed południem.

Ponieważ matce bardzo zależało na tym, aby Sebastian wraz ze starszym

bratem nadal spał o 12.00, nie pozostało jej nic innego, jak pozwolić mu spać
dopiero w południe.

W pierszych dniach Sebastian był bardzo rozkapryszony i przemęczony. Po

dwóch tygodniach zaczął jednak rano regularnie dłużej spać.

Wczesne budzenie się jest u wielu dzieci szczególnie uporczywe. Rodzice potrzebują

co najmniej dwóch tygodni cierpliwości. Dopiero wówczas mogą ocenić, czy ich wysiłki nie
poszły na marne.

I jeszcze kilka wskazówek dla rodziców „rannych ptaszków”:

Czy wasze dziecko idzie spać raczej przed 19.00? Jeśli tak, to prawdopodobnie o 5.00
albo o 6.00 jest już wyspane. Przełóżcie czas usypiania na późniejszą porę.

Czy około 5.00 dostaje natychmiast pić? Możliwe, że odzywa się wówczas „przyuczony
głód”. Opóźnijcie nieco ten pierwszy posiłek.

Czy dziecko celebruje pierwszą drzemkę przed 9.30? Przełóżcie ją na nieco później.

Czy ktoś z rodziny musi bardzo wcześnie wstawać? We wczesnych godzinach porannych
występują   kilkakrotnie   normalne   fazy   czuwania   (patrz   rozdział   2).   Dziecko   reaguje
wówczas na hałasy znacznie wrażliwiej niż przed ciszą nocną. Jest już prawie wyspane i
trudniej mu usnąć. Wiele się tu nie da zrobić - najlepiej unikać hałasów.

Wieczorne rytuały

Któregoś dnia zgłosiła się do nas matka z następującą uwagą: „Ja rozumiem, że moje

dziecko nie powinno zasypiać przy piersi albo z buteleczką, także nie na ręku i w miarę
możności nie ze mną w łóżku. Ale czy to nie oznacza, że mu to zasypianie obrzydzam?”

Oczywiście nie. Wręcz przeciwnie. U starszego niemowlęcia i u małego dziecka jest

szczególnie   ważne,   aby   ostatnie   minuty   przed   zaśnięciem   były   spokojne   i   przyjemne.
Ustalony rytuał pomoże wam i dziecku przewidzieć z góry przebieg każdego wieczora.

Wspólna kolacja, rozbieranie się, mycie, czyszczenie zębów (jeśli zęby już są) - wszystkie
te czynności rutynowe zawsze powinny się odbywać w jednakowej kolejności i każdego
wieczora mniej więcej o tej samej porze.

background image

Jeśli wszystko  zostało załatwione, kolej  na „przyjemną część”. Znajdźcie kilka minut na
zakończenie   dnia   wspólnie   z   dzieckiem   -   i   to   w   sposób,   który  wam   obojgu   sprawi
przyjemność.   Możecie   je   popieścić,   pośpiewać,   pomodlić   się,   pobawić,   opowiedzieć
jakąś bajkę albo też pooglądać książeczkę z obrazkami.

Jeśli wasze dziecko jest już starsze, może sobie samo wybrać jakąś książkę albo

nawet samo zdecydować, co by najchętniej chciało robić wspólnie z mamą i tatą. Ważne jest
tylko to, abyście to wy ustalali ramy tych zajęć, a nie wasza pociecha.

Dziecko wyczuje natychmiast waszą niepewność. Zacznie zaraz walczyć o drugie i

trzecie opowiadanie, aby wieczorny rytuał przedłużyć. Do dyskusji i walki o władzę w ogóle
nie dojdzie, jeśli przebieg tego rytuału będzie zawsze taki sam. Wówczas dzieciom jest
najłatwiej   zaakceptować   ramy   czasowe   bądź   ograniczenie   typu   „zawsze   tylko   jedno
opowiadanie”.

Intensywnie spędzony z wami czas ułatwia mu wykonanie ostatniego kroku, czyli

zasypianie, samemu i bez waszej pomocy. Ta bliskość w ciągu tych ostatnich minut przed
pójściem   spać   wzmacnia   u   dziecka   poczucie   bezpieczeństwa,   pewności   i   miłości.   To
uczucie jest ważnym warunkiem budowania własnej osobowości w połączeniu z zaufaniem
do własnych możliwości.

„Moi rodzice mnie kochają i są zawsze do mojej dyspozycji” - z takim wewnętrznym

nastawieniem jest  dziecku  łatwiej  ułożyć  się  spokojnie  w łóżeczku.  Nie  potrzebuje  ono
waszej stałej bezpośredniej bliskości, aby mogło być pewne waszego uczucia. Aby się czuć
pewnie   i   bezpiecznie,   potrzebuje   jednak   owego   zrozumienia,   że   -   nawet   podczas
wieczornych rytuałów - to właśnie wy ustalacie określone granice, nie dając się wodzić za
nos.

Możecie   dziecku   osłodzić   nocną   rozłąkę,   oferując   mu   jakiś   „środek   nasenny”,   jakiś
przedmiot,   który  wiąże   się   z   wieczornym  rytuałem.   Może   to   być   apaszka,   pieluszka
tetrowa, Jasiek, miś czy też owcze futerko. Może to też być smoczek, jeśli dziecko potrafi
go samo znaleźć. W każdym razie coś „swojskiego”, co w każdej chwili może wziąć do
ręki - także w podróży, w innym łóżeczku. Niektóre dzieci same wybierają sobie taką
„maskotkę”,   inne   natomiast   zdają   się   tym  mniej     interesować.   Jednak   rodzice   mogą
spróbować włączyć jakąś lalkę czy też misia do wieczornej zabawy albo do opowiadania,
przyzwyczajając stopniowo dziecko do tych przedmiotów.

Jest wiele możliwości zorganizowania harmonijnego rytuału wieczornego. O tym, jakie
zabawy,   opowiadania,   piosenki   itp.     mają   się   znaleźć   w   programie,   zadecydujecie
najlepiej   wraz   z   dzieckiem   w   zależności   od   waszych  skłonności   i   zainteresowań.   W
rachubę wchodzi wszystko, co ma właściwości uspokajające i co jest dostosowane do
wieku dziecka i co wam obojgu sprawi przyjemność. Istnieje też specjalna literatura,
która   może   wam   ułatwić   decyzję

10

.   Jakieś   groźne   opowiadania   albo   kasety   czy   też

szaleńcze zabawy na dywanie nie wprowadzają dziecka ze zrozumiałych względów w
oczekiwany stan senności.

O wiele jednak ważniejszą rzeczą od wyboru właściwego opowiadania jest regularne i
intensywne   zajęcie   się   dzieckiem   każdego   wieczora.   Także   dla   ojców   (czy   matek)
wracających późno do domu jest to doskonała okazja pogłębienia kontaktu z własnym
dzieckiem.

„Najpierw wspólna zabawa, potem osobne spanie” - tę regułę może już pojąć niemowlę

background image

siedmio- czy ośmiomiesięczne. „Zabawa” oznacza w tym wieku z pewnością jeszcze
raczej   pieszczoty,   przytulanie   się   albo   śpiewanie. Poza tym nie musi ona trwać
długo.   Natomiast   kąpiel   i   przewijanie   stanowią   z   pewnością   ciągle   ważną   część
wieczornego  rytuału.   Podobnie jak  u  niemowlęcia  możecie przewidziany na to czas
nieco przedłużyć, bawiąc i pieszcząc się z dzieckiem, okazując mu całą waszą miłość.

Mniej   więcej   kończąc   pierwszy   rok   życia,   wiele   dzieci   zaczyna   interesować   się
ilustrowanymi książeczkami, grami palców albo opowiadaniami. Dla dwu albo trzylatków
czytanie   im   książeczek   jest   z   pewnością   najmilszym   rytuałem.   Takimi   wieczornymi
historyjkami dzieci zachwycają się często aż do wieku szkolnego, a dla wielu z nich
będzie to zachętą do zajęcia się później książkami na serio, do wykształcenia w sobie
nawyku czytania.

Dzieci w wieku szkolnym mogą 30 do 60 minut przed pójściem do łóżka zająć się sobą w
swoim pokoju. Jednak rodzice powinni dokładnie ustalić, kiedy muszą być gotowe do
spania   i   kiedy   należy   zgasić   światło   -   no   i   dyspozycje   te   egzekwować.   Zgoda   na
opowiadanie albo jakieś inne zajęcie będzie możliwa tylko wówczas, gdy dziecko jest w
porę umyte i gotowe do nocnego spoczynku.

Najpierw wspólna zabawa, potem osobne spanie - nie ma z tym naturalnie wówczas

kłopotów,   gdy   dziecko   jest   do   tego   przyzwyczajone   od   początku.   Jeżeli   dotychczas
potrzebowało   do   zaśnięcia   waszej   obecności   albo   butelki,   a   wy   chcecie   zmienić   te
przyzwyczajenia,   to   coś   mu   zabieracie.   Nie   spodoba   mu   się   to,   ale   dzięki   pomocy
harmonijnego rytuału wieczornego możecie mu - jak i sobie - tę zmianę ułatwić.

Ważne   jest,   abyście   tę   wspólną   ceremonię   wieczorną   kończyli   bez   dodatkowych

targów.   Możecie   na   przykład   po   przeczytaniu   opowiadania   demonstracyjnie   zamknąć
książkę, zanieść dziecko do łóżka, przykryć je, zgasić światło i po całusach na dobranoc
natychmiast   wyjść   z   pokoju.   Dziecko   będzie   wówczas   dokładnie   wiedziało,   że   taktyką
przeciągania niczego nie wskóra. Jeśli natomiast matka stanie niezdecydowana w pokoju,
pytając jeszcze na dodatek „Czy teraz mogę już iść?” wówczas maluch w mig wyczuje jej
wahanie,   a   swoją   przewagę.   Wie   bowiem,   że   to   on   ustala   reguły  i   że   wystarczy  tylko
zapłakać, a mama zrobi wszystko, czego zażąda.

Czasem zaczyna się to całkiem niewinnie. Marek, 15 miesięcy, do zasypiania

potrzebował obecności matki lub ojca w swoim pokoju. Mieli po prostu być i stać
obok  łóżeczka. Rodzice się na  to  zgadzali,  bo chłopczyk zasypiał w ciągu kilku
minut. Jednak odkąd skończył roczek, zasypianie przeciągało się coraz bardziej. W
ostatnich  tygodniach   tato  czy   też   mama  spędzali  każdego  wieczora  co  najmniej
godzinę przy łóżku małego. Ten zaś miał się na baczności: „Nie wolno mi zasnąć,
bo zaraz się wymkną!”

Dla rodziców taki wieczorny program stał się zmorą. Codzienne czuwanie

przy   dziecku   nie   sprawiało   im   już   żadnej   przyjemności,   budziło   raczej   uczucie
irytacji.   W   takich   chwilach   nie   mogło   być   też   mowy   o   jakimś   intensywnym
pozytywnym kontakcie z Markiem. Rodzice marzyli z utęsknieniem o chwili, kiedy
będą mogli wyjść z pokoju. Marek z pewnością wyczuwał to negatywne nastawienie.
Miał dodatkowy powód, aby walczyć o zwrócenie na siebie uwagi rodziców, a więc
tym bardziej nie zasnąć.

Po konsultacji wieczorny rytuał zmieniono. Ojciec albo matka brali Marka

na kolana, oglądali z nim jakąś książeczkę albo bawili się - nie dłużej niż 10 minut.
Następnie kładli go do łóżeczka i wychodzili z pokoju. O ile cenniejsze były dla

background image

Marka te wspólnie spędzone minuty niż uprzednie godzinne potyczki!

Trwało pięć dni, nim nauczył się bez kłopotów samemu zasypiać. Cena owej

odzyskanej harmonii rodzinnej - Marek przepłakał łącznie 15 minut.

Marek nie jest odosobnionym przypadkiem. U dziewięciomiesięcznej Mony

mijały nawet regularnie 2,5 godziny, zanim zasnęła. Matka była z nią cały czas w
pokoju, ciągle w polu widzenia. W tym czasie trzymała rączkę córeczki, nosiła ją,
kładła   ponownie   do   łóżeczka.   Proceder   ten   powtarzał   się   kilkakrotnie.   Za   dnia
mama Mony pracowała, więc te 2,5 godziny były dla niej prawdziwą przyjemnością,
a moment rozstania się z córką wieczorem nie był łatwy. Babcia, która za dnia
opiekowała się Moną, była tą osobą, która „zaciągnęła” córkę na konsultację.

Po tej rozmowie matka niemal wbrew swojej woli zdecydowała się opuszczać

pokój   Mony   po   „buzi   na   dobranoc”.   Stawała   przy   drzwiach,   przez   szparę
obserwując   córkę   aż   do   chwili   zaśnięcia.   Ku   jej   zdumieniu   nie   rozbrzmiewał
oczekiwany krzyk protestu. Najpierw trwało prawie godzinę, aż mała zasnęła, po
pięciu dniach natomiast -- już tylko kilka minut. Wyglądało, jakby tak naprawdę
czekała na to, aby ją wreszcie zostawić w spokoju.

Nie   wszystkie   dzieci   akceptują   tak   po   prostu   zmianę   programu   wieczornego.   Z

następnego rozdziału dowiecie się, co czynić, gdy wasza pociecha gwałtownie protestuje.

Jeszcze uwaga końcowa. Rozłąkę po „buzi na dobranoc” wiele dzieci znosi łatwiej, jeśli
pozostawicie  drzwi lekko uchylone.  Światło  sączące  się  przez nie  domknięte drzwi  i
swojskie odgłosy budzą w dziecku uczucie bliskości i powiązania z rodzicami. Jeśli jest
to tylko możliwe, zostawcie mu tę przyjemność. Także moja trzyletnia córka domagała
się każdego wieczora, abym otwierała drzwi na oścież, i to tak, żeby stuknęły o ścianę!

Spanie w łóżku rodziców?

Znajoma wychowawczyni spytała ostatnio w przedszkolu dzieci w wieku od trzech

do sześciu lat, które z nich śpi już samo we własnym łóżeczku. Z 25 dzieci zgłosiło się tylko
jedno.   Tak   więc   wszystkie   pozostałe   spędzały   przynajmniej   część   nocy   w   łóżku
rodzicielskim.

Jeśli nawet ta relacja nie jest całkiem typowa, to do sześciu lat spanie z rodzicami jest

bardzo rozpowszechnione. Zgodnie z pewną szwedzką analizą

11

 razem z rodzicami śpi nocą

ponad   50   procent   trzylatków,   i   -   w  rezultacie   -   prawie   jedna   trzecia   dziewięciolatków.
Można by sądzić, że jeśli coś jest tak rozpowszechnione, to nie może być złe. Co jednak
ciekawe - dzieci w łóżku rodziców nie śpią lepiej niż te, które spędzają noc we własnym.
Jest wręcz przeciwnie.

Dzieci śpią w łóżku rodziców często niespokojnie i częściej się budzą

12

. Dotyczy to

jednak tylko naszego kręgu kulturowego. W innych kulturach bowiem „łoże rodzinne” jest
rzeczą samo przez się zrozumiałą. Rzadko słyszy się tam o zaburzeniach snu u takich dzieci.

Spanie w łóżku rodzicielskim - czy to dobrze czy źle? Na to pytanie nie ma łatwej

odpowiedzi. Oczywiście, rodzice mają uzasadnione powody, aby dziecko wziąć od czasu do
czasu do siebie. Oto kilka przykładów:

Dziecko ma wysoką gorączkę, oddycha płytko, puls jest bardzo szybki.  Chodzi wam o to,

background image

żeby zauważyć każdą zmianę jego stanu.

Dziecko bardzo silnie kaszle, chwilami brak mu powietrza. Chcecie być pewni, że w
wypadku pogorszenia będziecie mogli zapewnić mu natychmiastową pomoc.

Jasna sprawa, ciężko chore dziecko potrzebuje bliskości rodziców. Najprostszym i

sensownym rozwiązaniem jest wzięcie go do siebie do łóżka.

To samo dotyczy dziecka, które nocą boi się panicznie i płacze ze strachu. Może mu

się   przyśniło   coś   złego   albo   trudno   mu   poradzić   sobie   z   problemami   minionego   dnia.
Fizyczna  bliskość   rodziców  może  mu  być  pomocna.   Jeżeli  jednak  zdarza   się   to  często,
należy koniecznie za dnia poszukać przyczyn i odpowiednio zareagować (bliżej na ten temat
w rozdziale 5).

Dla wielu dzieci spanie w łóżku rodziców nie jest jednak wyjątkiem lecz regułą. Czy

to jest z korzyścią dla dzieci, rodziców i ich wzajemnych stosunków?

Poniższe pytania mogą wam pomóc spojrzeć na to zagadnienie nieco dokładniej.

Czy przeszkadza ci obecność dziecka między tobą a partnerem?

Czy wskutek tego gorzej śpicie?

Czy wpływa to niekorzystnie na wasze życie seksualne?

Czy dziecko źle zasypia albo nocą kilkakrotnie się budzi?

Czy w nocy potrzebna jest ci fizyczna bliskość dziecka, gdyż inaczej czujesz się np.
samotny (samotna)?

Czy twój partner ma inne zdanie na temat obecności dziecka w łóżku rodzicielskim?

Czy jedno z was chce w tej sytuacji coś zmienić?

Czy odpowiedzieliście na wszystkie pytania negatywnie?
W takim razie prawdopodobnie nie ma problemu. Zdecydowaliście się świadomie

wziąć dziecko do wspólnego łóżka i uważacie to za słuszne. Nie byłoby rzeczą rozsądną
zmieniać cokolwiek wbrew waszemu przekonaniu.

Czy odpowiedzieliście na jedno bądź na kilka pytań pozytywnie? Wówczas sprawa

wygląda inaczej.

Wielu  rodziców  dzieli   łóżko  wbrew  własnemu  przekonaniu  z   jednym,  a  nawet  z

kilkoma dziećmi. Nie podjęli tej decyzji świadomie, a raczej dlatego, bo „tak się to jakoś
złożyło”. Być może dziecko po przebytej chorobie nie chciało wrócić do własnego łóżeczka
i wyjątek ten stał się przyzwyczajeniem i regułą. W niektórych rodzinach następuje z tego
powodu regularna „przeplatanka”: dziecko przychodzi wieczorem do rodzicielskiego łóżka.
Robi się zbyt ciasno. Ojciec się wyprowadza do pokoju dziecka, zaś matka leży na brzegu
łóżka.   Pociecha   natomiast   spoczywa   w   poprzek,   zajmując   prawie   całą   szerokość   łoża.
Obrazek   ten   charakteryzuje   bardzo   dobrze   zaistniałą   sytuację.   Małe   dziecko   zepchnęło
dorosłych rodziców na sam skraj ich łóżka, demonstrując w ten sposób, kto w rodzinie gra
pierwsze skrzypce.

Uleganie „dla świętego spokoju” i wbrew własnemu przekonaniu prowadzi na dłuższą

background image

metę   jedynie  do   eskalacji   walki   o   władzę.   Pamiętajcie   o   waszej   odpowiedzialności   i
wyznaczcie swojej latorośli granice. To wy sami musicie zdecydować, co dla waszej
rodziny będzie najlepszym rozwiązaniem.

Opisana powyżej sytuacja jest również dla dziecka dużym stresem. Czuje ono, że

posiada władzę, kiedy nocą kładzie się między rodzicami i w ten sposób ich rozdziela. Ale
możliwe są negatywne konsekwencje tego stanu rzeczy: w wypadku sprzeczki albo rozstania
się rodziców dziecko może dopatrzyć się związku z własnym postępowaniem, wytwarzając
w sobie silne poczucia winy.

Czasami matki albo ojcowie biorą dziecko do małżeńskiego łóżka, gdyż odpowiada

to ich potrzebom. Niejedna żona (i niejeden mąż) są może radzi, gdy obecność dziecka
zapobiega regularnym kontaktom seksualnym. Nieraz dorosły - czy to wychowujący dziecko
samotnie, czy też z powodu częstych nieobecności partnera - nie chce spać sam i dlatego
bierze dziecko do siebie jako namiastkę partnera.

Spróbujcie   zgłębić   wasze   osobiste   powody.   Nie   jest   fair   wykorzystywać   dziecko   do
własnych celów.

Rozdział 3: To co najważniejsze

U niemowląt do sześciu miesięcy pamiętajmy:

Już podczas pierwszych tygodni życia dziecko może dostawać późny posiłek wieczorny.
Budźcie  je  regularnie  przed pójściem samemu spać i dajcie mu obficie  pić. Czas do
następnego posiłku możecie stopniowo wydłużać.

Jeśli dziecko za dnia bardzo dużo krzyczy, wówczas wymaga szczególnie wyważonego
rozkładu dnia. Należy zrezygnować ze zbyt gwałtownych prób uspokajania. Dajcie mu od
czasu do czasu kilka minut na uspokojenie się samemu.

Reguły od szóstego miesiąca:

Ustalone pory są najlepszą pomocą przy usypianiu waszego dziecka. Przyzwyczai się do
nich najłatwiej wówczas, jeśli będziecie zawsze kładli je rozbudzone.

Do końca pierwszego roku życia dzieci potrzebują jeszcze drzemki przedpołudniowej i
popołudniowej.   Najdłuższa   przerwa   w   spaniu   powinna   być   zawsze   przed   nocnym
spoczynkiem.

Reguły obowiązujące w każdym wieku:

Najpierw wspólna zabawa, potem samodzielne zasypianie. Harmonijny rytuał wieczorny,
dostosowany do wieku dziecka, ułatwia zasypianie i wpływa korzystnie na wzajemne
stosunki między rodzicami a dzieckiem.

Spanie dziecka w łóżku rodziców ma sens tylko w określonych warunkach.

background image

4
Jak zrobić z „nocnego marka”
dobrego śpiocha

W tym rozdziale dowiecie się:

jakie   przyzwyczajenia   przy   zasypianiu   są   szczególnie   niekorzystne   i   prowadzą   do
zaburzeń snu

jak dziecko może się samo nauczyć zasypiać i przesypiać spokojnie całą noc

jak odzwyczaić dziecko od nocnego karmienia

co robić, gdy dziecko nie chce zostać w swoim łóżeczku

Niekorzystne przyzwyczajenia przy zasypianiu

Wiecie już, jak przebiega sen dziecka. Jedno jest pewne: wasze dziecko powinno w

miarę możliwości zasypiać w łóżeczku samo i o regularnych porach - wówczas i w nocy
będzie potrafiło samo zasnąć. Ta zależność jest jasna.

Jeśli   dziecko   ma   ponad   sześć   miesięcy  i   gdy  istnieją   jakieś   nieprawidłowości   w

spaniu, wówczas może wam się wydawać, że coś robicie nie tak jak trzeba. Zadajecie sobie
pytanie, jak można by to jeszcze zmienić. Czy dziecko położyć rozbudzone i zostawić samo
w łóżeczku? Nie czekać aż się znuży, lecz ustalić we własnym zakresie czasy spania? Ale
przecież ono się z tym nie pogodzi! Co począć, gdy zacznie krzyczeć?

Nasza rada: Zaniechajcie popularnej zasady „pokrzyczy i przestanie”. Nie czekajcie,

aż problem rozwiąże się sam, gdyż może to potrwać długo. Wymagana jest raczej wasza
aktywność   i   postanowienie   uczynienia   czegoś,   co   dziecku   niezbyt   się   spodoba.   Inaczej
mówiąc, przestańcie robić tylko to, czego chce dziecko. Dla niektórych maluchów - a także
dla ich rodziców! - może się to okazać całkiem nowym przeżyciem.

Na początku prawie wszystkie dzieci zaprotestują, aczkolwiek prawie wszystkie są w

stanie zmienić swoje przyzwyczajenia w przeciągu od dwóch dni do dwóch tygodni, a więc
przesypiać noc, o ile rodzice je w tym systematycznie i konsekwentnie wesprą.

W   rozdziale   2.   powiedzieliśmy,  że   jeżeli   dzieciom   podczas   zasypiania   pomagają

rodzice, mogą się wyłonić dwa problemy.

Albo dziecko będzie się miało na baczności i zasypianie się przeciągnie, albo też

będzie się budziło nocą z uczuciem, że czegoś mu brak, nie mogąc ponownie zasnąć. Będzie
przy tym płakało tak długo, aż rodzice powrócą do dotychczasowych sposobów usypiania.
Może się to powtarzać kilkakrotnie; dziecko nigdy albo tylko rzadko prześpi spokojnie całą
noc.

Te problemy nie są jednak regułą. Jeżeli dziecko zasypia wieczorem wprawdzie tylko

background image

przy waszej pomocy, jednak daje się bez oporów ułożyć w łóżeczku i śpi spokojnie do
następnego rana, wówczas naturalnie nie ma powodu, aby cokolwiek zmieniać. Jeśli jednak
nocą kilkakrotnie się budzi i zasypia wyłącznie przy waszej pomocy, to wtedy należy wyjść
z założenia, że ta wieczorna „pomoc” powoduje w rzeczywistości zaburzenia snu.

Ze smoczkiem

Kiedy odwiedziła nas matka Roberta, była prawie zrozpaczona. W naszym

„kwestionariuszu   o   stresie”   zakreśliła   maksymalną   liczbę   punktów:   „zupełnie
wyczerpana, nerwowo rozkojarzona, wykończona”.

Robert miał wówczas sześć miesięcy i za dnia byt chłopakiem na pokaz. Spał

łącznie   15   godzin,   a   więc   dłużej   niż   przeciętnie.   Zasypiał   nawet   sam   w   swoim
łóżeczku. Pomimo tego nie był to sen spokojny. Aby zasnąć, potrzebował smoczka.
Wieczorem nie stanowiło to dla matki problemu, ale nocą Robert budził się od
sześciu do dziesięciu razy i płakał, począwszy od godziny 0.30. Matka musiała za
każdym   razem   wstawać,   iść   do   jego   pokoju   ze   smoczkiem,   po   czym   chłopiec
ponownie szybko zasypiał. Jego mama natomiast długo jeszcze leżała rozbudzona.
To oczekiwanie „Jeszcze chwila, a zacznie krzyczeć” wywoływało u niej stres nie
pozwalający zasnąć.

Pomimo   że   Robert   zasypiał   sam,   wymagał   nocą   systematycznej   pomocy

matki, gdyż jeszcze nie potrafił sobie samodzielnie wsadzić smoczka do buzi. Tak
więc Robertowi wiodło się dobrze, podczas gdy dla jego wyczerpanej matki dzień
stawał się zmorą. W tym wypadku smoczek był jedynym niekorzystnym warunkiem
zaśnięcia; konieczną zmianą było zabranie smoczka.

Dzieciom   jest   łatwiej   zrezygnować   z   ssania   smoczka,   niż   nam   się   wydaje.

Niezależnie od tego, jak dalece dziecko jest od smoczka uzależnione, po trzech dniach nie
pozostanie po nim nawet wspomnienie. Także Robert przesypiał całą noc po tych trzech
dniach, a w najgorszym wypadku uspokajał się szybko po krótkim płaczu. Jako namiastkę
dostał od mamy futerko do łóżeczka.

Są dzieci, które po zabraniu im smoczka odkrywają swój kciuk, co stanowi raczej

wyjątek niż regułę.

Najczęściej   smoczek   nie   jest   jedyną   przyczyną   nieprawidłowego   snu,   a   raczej

stanowi jedną spośród wielu „pomocy”. Z chwilą, gdy dzieci w wieku od około jednego
roku potrafią go znaleźć samodzielnie w łóżeczku, nie może on już ani im, ani wam zakłócić
snu, najwyżej wówczas, gdy wypadnie z łóżeczka. Najlepszym środkiem zaradczym jest
więc włożenie do łóżeczka kilku smoczków.

Noszenie na rękach

Feliks miał 13 miesięcy, gdy jego rodzice przyszli po poradę. Od piątego do

ósmego miesiąca życia przesypiał noc prawidłowo, ale później zachorował. W tym
czasie   jego   rodzice   przyzwyczaili   się   do   noszenia   go   na   rękach   aż   do   chwili
zaśnięcia. Po wyzdrowieniu Feliks nie chciał jednak z tego przywileju zrezygnować.

background image

Wieczorem   noszenie   trwało   10   -   15   minut,   a   w   południe   nawet   pół   godziny.
Dodatkowym kłopotem dla rodziców było to, że Feliks domagał się tego pięć do
sześciu razy nocą. Przed każdym przejściem z fazy półsnu do głębokiego snu budził
się i płakał. Na rękach ponownie zasypiał, ale w żadnym wypadku nie można go
było kłaść do łóżeczka zbyt wcześnie.

Widocznie „miał się na baczności”. W rezultacie to noszenie przeciągało się

do dwóch godzin. Rodzice zmieniali się nocą. Ich cierpliwość i ofiarność były godne
podziwu, ale ich siły na wyczerpaniu. Tak więc musieli przekonać chłopca, żeby się
obył   bez   owej   „pomocy”   w   postaci   brania   na   ręce.   Feliks   miał   tu   więcej   do
stracenia niż Robert - dla niego to przestawienie się było trudniejsze.

W łóżku razem z rodzicami

Bardzo rozpowszechniona jest inna „pomoc w usypianiu”: Matka albo ojciec kładą

się do łóżka dziecka, aż ono zaśnie, bądź też biorą je do łóżka rodzicielskiego. Inni z kolei
leżą obok łóżeczka, trzymając dziecko za rączkę. Mogłoby się zdawać, że dla wszystkich
tych dzieci bliskość i dotyk rodziców są konieczne.

Ta metoda nie jest dla rodziców tak uciążliwa jak noszenie na rękach. Niektóre dzieci

mają jednak „specjalne życzenia”. A to chcą się bawić włosami mamy, a to być głaskane po
plecach, albo - jak czteroletnia Lina - chcą same głaskać paluszkiem nos mamy lub brodę
taty. Jeśli te dzieci zbudzą się w nocy, wchodzą zwykle same do rodzicielskiego łóżka lub
też są przez rodziców do niego wkładane, o ile nie spędzają tam i tak całej nocy.

Nieco inny przebieg miało to u Larysy. Larysa spała zawsze dobrze, ale w

wieku   zaledwie   dwóch   lat   odczula   nagle   jakąś   awersję   do   swego   łóżeczka   i
zaczynała krzyczeć, gdy tylko znalazła się w jego pobliżu.

Matka nie była w stanie pojąć tej zmiany. Podejrzewała, że dziecko się boi i

położyła w pokoju dziecięcym dodatkowy materac. Larysa zasypiała na nim obok
swej   mamy.   Po   20   minutach   matka   wychodziła   z   pokoju.   Nocą   dziewczynka
wzywała mamę z reguły dwa razy. Mama przychodziła, kładła się obok niej na
materacu, czekając, aż Larysa zapadnie ponownie w głęboki sen.

Trwało   to   kilka   tygodni.   Matka   była   w   zaawansowanej   ciąży   i   chciała

koniecznie   znaleźć   wyjście   z   uciążliwej   sytuacji.   Ponieważ   od   pewnego   czasu
Larysa już nie odczuwała lęku, a tym samym nie potrzebowała obecności matki,
zmiana tego przyzwyczajenia nie napotkała na większe trudności.

Jak   bardzo   uporczywe   może   być   jednak   takie   przyzwyczajenie,   niech

świadczy przykład Matthiasa, który miał już osiem lat. Matka co wieczór kładła się
do jego łóżka, aż zasnął. W rezultacie, gdy się przebudził, przychodził regularnie
nocą do rodziców. Jeśli miał szczęście, rodzice tego nie zauważali i wówczas spał
dalej w ich łóżku. Kiedy jednak matka się zbudziła, jego obecność jej przeszkadzała,
wobec czego przenosiła (!) go do jego łóżeczka.

Zmiana   wieczornego   przyzwyczajenia   była   prosta.   Mama   oświadczyła

synowi   zdecydowanie,   że   nie   będzie   się   już   kładła   do   jego   łóżka.   Chłopczyk
zaakceptował to i od tego czasu już nocą rodziców nie odwiedzał.

background image

Przy piersi lub z butelką

Często dzieciom nie wystarcza sama obecność rodziców. Domagają się dodatkowo

piersi   albo   butelki.   Możliwe   są   dwa   warianty:   albo   wasze   dziecko   wypija   nocą   kilka
buteleczek herbaty bądź mleka, albo też ssie kilka razy w nocy pierś. Przyzwyczaiło się
bowiem   być   nocą   głodne   lub   spragnione.   W   takim   wypadku   należy   je   stopniowo
odzwyczajać od nocnych posiłków. Taki szczególny przypadek omawiamy w podrozdziale
Odzwyczajanie od nocnych posiłków.

Inny   wariant.   Wasze   dziecko   pociąga   za   sutkę   tylko   od   niechcenia,   zamiast

energicznie ssać, bądź też pije z buteleczki tylko kilka łyków. Tu sama czynność ssania jest
ową „pomocą w zasypianiu”. Głód czy pragnienie nie odgrywają praktycznie żadnej roli.

Taki   zwyczaj   miała   sześciomiesięczna   Sonia.     Zasypiała   wieczorem   przy

piersi mamy, budziła się nocą dwa razy i była ponownie przykładana do piersi.
Dziewczynka nie piła dużo - raczej sama czynność ssania usypiała ją ponownie.
Sonia musiała się nauczyć zasypiać wieczorem i nocą bez ssania.

Skomplikowane przyzwyczajenia przy zasypianiu

Często   dzieci   domagają   się   -   poza   piersią   i   butelką   -   dodatkowych   pomocy   w

usypianiu.

Na przykład siedmiomiesięcznego Rona matka nocą karmiła piersią trzy do

czterech razy, co mu jednak nie wystarczało. Mama musiała go następnie brać na
ręce i śpiewać.
W śpiewie taty raczej nie gustował. Za to tato musiał swego syna nocą nosić na
rękach.

Wera,   10   miesięcy,   przyzwyczaiła   się   do   całego   łańcucha   „pomocy”   w

zasypianiu. Rytuał ten powtarzał się co wieczór i każdej nocy. Najpierw wypijała
wieczorem buteleczkę w łóżku, po czym dostawała od mamy smoczek; jednocześnie
matka dłonią przykrywała jej oczy aż do zaśnięcia. Nocą ta procedura powtarzała
się siedem do dziewięciu razy, przy czym Wera za każdym razem popijała troszkę z
buteleczki. Około 1.00 rodzice brali ją do swego łóżka, gdyż bez tego mata nie dała
się uspokoić

Możliwe są wszystkie powyżej opisane kombinacje przyzwyczajeń przy zasypianiu.

Stanowią   one   niekorzystne   warunki   usypiania   i   wszystkie   je   można   w   podobny  sposób
zmienić.

background image

Zmiana przyzwyczajeń przy zasypianiu

„Pokrzyczy i przestanie...”?

Najczęstszą radą, jaką rodzice słyszą od znajomych i życzliwych babć, jest „po prostu

pokrzyczy i przestanie”.

Również   wielu   lekarzy   podziela   tę   opinię   (w   języku   fachowym   mowa   jest   o

„metodzie ekstynkcji”), uzasadniając ją w ten sposób: Jeśli rodzice nocą spełniają żądanie
dziecka   wyrażone   krzykiem   (buteleczka,   noszenie   itp.),   wówczas   ten   płacz   jakoby   mu
wynagradzają. Dziecko uczy się: „Jak zakrzyczę, dopnę swego”. Jeśli natomiast nie otrzyma
tego, czego zwykle żąda, płacz nie zostaje nagrodzony. Dziecko dochodzi do wniosku, że
krzykiem nie osiągnie celu i przestaje krzyczeć.

Nasi przodkowie stosowali ten sposób powszechnie. I rzeczywiście - przed 30 - 40

laty nie słyszało się właściwie o nieprawidłowym śnie u małych dzieci. Także z nowszych
badań wynika, że metoda „pokrzyczy i przestanie” jest skuteczna.

A jednak mamy powody, dla których tego sposobu nie zalecany. Może on być tylko

wtedy skuteczny, gdy zastosujemy go konsekwentnie przez kilka dni. Oznacza to, że dziecko
płacze   za   każdym   razem   tak   długo,   aż   zaśnie.   Tak   więc   zdarza   się,   że   małe   płacze
godzinami,   leżąc   samotnie   w   swoim   łóżeczku   i   zupełnie   nie   rozumiejąc,   co   się   dzieje.
Dotychczas było przecież przyzwyczajone, że przy każdym zapłakaniu ktoś się nim szybko
zajął, a tu ni stąd ni zowąd zostawia się je samo, kiedy płacze. Nie można wykluczyć, że
czuje się opuszczone i przeżywa lęk rozstania Na takie przeżycie nie należy go narażać.

Pomimo   tego   wielu   rodziców   w   swej   bezradności   zastosowało   to   „pozwolenie

dziecku na krzyczenie”, szybko jednak z tego zrezygnowało, gdyż nie dało to pożądanego
skutku.

Jest oczywistą rzeczą, że większość rodziców nie jest w stanie przysłuchiwać się

bezczynnie przez dłuższy czas płaczącemu maluchowi. Po 10, 20, 30 albo nawet po 60
minutach - w którym to czasie często dochodzi między matką a ojcem do sprzeczki na temat
skuteczności tej metody - rodzice pasują. Jedno z nich idzie do dziecka, bierze je na ręce i
udziela   mu   akurat   tej   pomocy   przy   zasypianiu,   od   której   postanowili   je   odzwyczaić:
smoczek, buteleczka itp.

W każdym razie przy takim postępowaniu dziecko nie nauczy się usypiać samo. Wie

natomiast, że należy wytrwale krzyczeć, aby przeforsować swoją wolę. Jeśli ten proceder
rodzice   zastosują   wielokrotnie,   przedłużając   przy   tym   czas   oczekiwania   na   uśniecie,
wówczas płacz może się w skrajnych przypadkach przeciągnąć nawet do dwóch, trzech
godzin. Rodzice i dziecko nie wychodzą na tym najlepiej - sytuacja staje się jeszcze gorsza.

Plan terapii.
Juk wasze dziecko może nauczyć się samo zasypiać i przesypiać spokojnie noc

Nasz   plan   postępowania   polega   na   metodzie   opracowanej   przez   prof.   Richarda

Ferbera w jego Centrum Badań Snu Dziecka w Bostonie (USA). Także przy tej metodzie
dzieci tylko rzadko zmieniają swoje przyzwyczajenia bez protestu. Ich krzyk utrzymuje się
jednak w określonych granicach, gdyż wspierają je regularnie rodzice. Nie dostają jednak
wszystkiego tego, czego chciałyby uzyskać płaczem. Dlatego też dość szybko się uspokajają.

background image

Większości rodziców udaje się konsekwentnie zrealizować ów program. Wówczas - i

tylko wówczas - istnieje duże prawdopodobieństwo, że już po kilku dniach dziecko będzie
przesypiało całą noc.

Oto jak wygląda dokładny plan terapii:

Najpierw ustalcie dziecku realne terminy jedzenia i spania (patrz rozdział 3). W tych
ustalonych terminach kładźcie je za dnia i na noc do łóżeczka, bowiem ustalone godziny
są sensowną i skuteczną pomocą przy usypianiu.

Należy   zrezygnować   ze   wszystkich   innych   „pomocy”,   z   których   dziecko   dotychczas
korzystało bezpośrednio przed zaśnięciem.

Oznacza to, że należy co najmniej pół godziny wcześniej zakończyć noszenie na rękach,
dokarmianie, podawanie buteleczki i inne rzeczy dotychczas wymagane przez dziecko
przed zaśnięciem.

Poświęćcie dziecku ostatnich kilka minut przed zaśnięciem, utrzymując z nim intensywny
kontakt w postaci harmonijnego rytuału wieczornego (patrz rozdział 3). Bezpośrednio po
tym   połóżcie   je   jeszcze   rozbudzone   do   łóżeczka,   żegnając   się   z   nim   (np.   buzi   na
dobranoc) i wyjdźcie z pokoju.

Samo   leżenie   w   łóżku   w   stanie   rozbudzonym   jest   dla   dziecka   doznaniem   całkiem
niezwykłym. Dlatego też zacznie ono prawdopodobnie płakać, oczekując, iż za chwilę
nastąpi tradycyjny proceder usypiania.

Tym   razem   tak   jednak   nie   będzie.   Zamiast   tego  postępujcie   według   uprzednio
ustalonego  harmonogramu
,  odczekując  kilka  minut przed  ponownym zajrzeniem do
dziecka   (diagram   6).   Z   naszych   doświadczeń   wynika,   że   rodzice   mogą   dziecko
„obciążyć”   trzyminutową   fazą   płaczu.   Dlatego   proponowany  plan   rozpoczyna   się   od
trzyminutowej fazy czekania.

Spójrzcie   na   zegarek.   Może   się   wam   wydawać,   że   te   minuty   wydłużają   się   w
nieskończoność. Drzwi do pokoju dziecka mogą być w tym czasie zamknięte.

Jeśli dziecko wciąż jeszcze płacze, wejdźcie do niego po upływie tego czasu, pozostając
przy   nim   przez   minutę   lub   dwie.   Możecie   wówczas   spokojnym   głosem   z   nim

background image

porozmawiać, pocieszyć je i pogłaskać. Jeśli dziecko wstało, należy je ponownie położyć,
jednak nie kilka razy z rzędu. Nie należy dziecka w żadnym wypadku brać na ręce ani też
nie dawać żadnych innych „pomocy”, jak smoczka czy buteleczki. Nie powinno ono też
zasypiać w waszej obecności. Sens waszego pojawienia się jest taki, żeby zrozumiało, iż
„wszystko jest w porządku. Jestem przy tobie, ale teraz musisz się nauczyć zasnąć samo”.
Kilkakrotne powtarzanie tych słów może być pomocne. Z samej intonacji wyczuwa ono
pewność i zdecydowanie, jak również ciepło i uczucie - nawet wówczas, gdy jeszcze nie
rozumie sensu samych słów.

Niektóre dzieci reagują na obecność rodziców jeszcze intensywniejszym krzykiem. W
takim wypadku pozostańcie przy nim tylko przez chwilę. Słuszna okazała się następująca
reguła: im bardziej dziecko rozkrzyczane, tym krótsza wizyta. Niemniej należy zawsze do
niego zaglądnąć, aby się nie poczuło osamotnione.

Niezależnie od tego czy dziecko się uspokoiło, czy też nie, wyjdźcie z pokoju najpóźniej
po   dwóch   minutach,   spoglądając   na   zegarek.   Tym  razem  poczekacie   nieco   dłużej     -
według harmonogramu pięć minut - po czym zaglądniecie ponownie, aby się przekonać,
czy wszystko jest w porządku. Następnie postępujcie tak jak opisano wyżej. Wyjdźcie z
pokoju po jednej do dwóch minut, przedłużając tym razem czas czekania do siedmiu
minut.

Jeśli dziecko jeszcze nie śpi, zaglądajcie do niego co siedem minut, pocieszając je i dając
mu do zrozumienia, że jesteście na miejscu - aż wreszcie rzeczywiście samo zaśnie w
swoim łóżeczku.

Zarówno przy dziennej drzemce, jak i przy wieczornym zasypianiu i nocnym budzeniu się
zacznijcie pierwszego dnia od trzyminutowego czasu czekania, wydłużając ten okres do
siedmiu minut.

Następnego dnia rozpocznijcie od pięciominutowego czasu czekania, przedłużając go do
9 minut. Czasu tego należy przestrzegać do chwili, aż dziecko zaśnie. Trzeciego dnia
zacznijcie   od   siedmiu   minut,   dochodząc   stopniowo   do   10   minut.   Jeszcze   dłuższych
czasów czekania należy jednak zaoszczędzić tak dziecku, jak i sobie.

Wchodźcie   do   pokoju   dziecka   tylko  wówczas,   gdy  rzeczywiście   płacze.   Przy  lekkim
popłakiwaniu czy też marudzeniu odczekajcie, aż uspokoi się samo.

Przy tej metodzie dziecko jak gdyby oducza się krzyczenia. Zamiast oczekiwanej

pomocy przy zasypianiu osiąga bowiem tylko tyle, że matka lub ojciec na krótko do niego
zaglądają, aby je pocieszyć. Jednocześnie jest zmęczone, gdyż kładzie się spać o ustalonych
i rozsądnych porach. Dlatego też szybko dochodzi do następującego wniosku: „Zadaję sobie
sporo trudu i krzyczę, a co z tego mam? Dla tej odrobiny korzyści cały mój wysiłek się nie
opłaca.   To   już   lepiej   sobie   zasnę”.   Potrzeba   snu   jest   na   dłuższą   metę   silniejsza   niż
przyzwyczajenie, o którego zachowanie dziecko na początku walczy. Stopniowe wydłużanie
czasu czekania  prowadzi  do tego,  że  dziecko  pojmuje,  iż   dłuższy płacz   do niczego nie
prowadzi, „moi rodzice i tak nie robią tego,  co ja chcę.” Dodatkowo następuje kolejny
proces uczenia się. Za każdym razem, kiedy dziecko samo zaśnie, zbliża się ono nieco do
najważniejszego celu: godzi się z tym, że zasypia w łóżeczku samo. Z czasem uczucie to
przechodzi   w   przyzwyczajenie,   które   z   kolei   zastępuje   dotychczasowe   mało   przydatne

background image

pomoce w zasypianiu. Co prawda dziecko będzie się budziło nadal nocą, ale jest ono już w
stanie zasnąć bez waszej pomocy, ponieważ ów stan „jestem samo w moim łóżeczku” został
uznany za normalny, nie wywołujący już alarmu.

Jeśli   dziecko   za   dnia   nie   zasnęło   po   upływie   godziny,  należy  je   z   łóżeczka   wyjąć   i
spróbować   przetrzymać   aż   do   następnej   przewidzianej   pory   spania.   Może   wówczas
zacząć grymasić, nawet zasnąć podczas zabawy. W takim przypadku można je przykryć i
pozwolić na pół godziny snu. Jakkolwiek by było, usnęło bez waszej pomocy.

Ważne jest budzenie dziecka za dnia i rano o ustalonych porach, nawet wówczas, gdy
dłuższy   czas   nie   spało,   ponieważ   „nadrabianie”   straconych   okresów   spania   może
doprowadzić do bardzo niekorzystnego rytmu snu (rozdział 3).

Pierwsze dwa dni względnie dwie noce mogą być dla rodziców i dla dziecka trudne.

Niektóre dzieci jeszcze nigdy nie zasypiały same w swoim łóżku. Od ich temperamentu i
dotychczasowych doświadczeń zależy, jak zareagują i jak energicznie będą się broniły przed
tym przestawieniem.

Są dzieci, które nie płaczą dłużej niż 15 minut i które już po dwóch, trzech dniach

zmieniają swoje przyzwyczajenia. U innych do chwili zaśnięcia może minąć godzina lub
dwie, niekiedy trwa to dłużej. W tym czasie matka lub ojciec zaglądają do nich 10 razy albo
i częściej, aby je pocieszyć i dać im do zrozumienia, że nie są same i że wszystko jest jak
należy.

Jeżeli rodzice będą postępowali bardzo konsekwentnie według tego planu, to już

po  trzech  dniach   będzie   można  zauważyć   znaczną  poprawę,   a  nawet   okaże   się,   że
problem został rozwiązany.

Rzadko się zdarza, aby ten proces przestawiania trwał dłużej niż tydzień, w żadnym

jednak wypadku dłużej niż dwa tygodnie. Tyle czasu wystarcza, aby dzieci przyzwyczaiły
się do samodzielnego zasypiana i przesypiania całej nocy.

Odchylenia od planu terapii

Okresy   czekania   przedstawione   na   diagramie   6.   zdały   w   praktyce   egzamin.

Większość rodziców nie ma z tym kłopotów. Niezależnie od tego można opracować inny
harmonogram.

Jeśli   czasy  czekania   wydają   się   wam   zbyt   długie,   wówczas   podane   okresy  możecie
skrócić   o   2   minuty.   Doszedłszy   do   5   minut,   nie   musicie   tego   czasu   dodatkowo
przedłużać. Nawet jeśli nie pozostawiacie dziecka nigdy samego dłużej niż 5 do 6 minut,
terapia będzie na dłuższe metę skuteczna.

Inni rodzice okresy czekania nieco wydłużali, gdyż ich obecność nie uspokajała dziecka,
lecz  coraz   bardziej   irytowała.  Także   prof.   Ferber,   który  tę   metodę   opracował,   zaleca
znacznie dłuższe okresy czekania.

O sukcesie nie decyduje to, jakie ustaliliście okresy. Ważniejsze jest ustalenie takiego
harmonogramu, którego zaakceptujecie i który będziecie mogli do końca zrealizować. W
czasie   terapii   nie   należy   go   już   zmieniać.   Nawet   jeśli   po   pewnym   czasie   przyjęty

background image

harmonogram wyda się wam zbyt dowolnie ułożony, ważne byście wiedzieli wcześniej,
jaki będzie wasz następny krok. Daje to pewność działania w sposób kontrolowany i
prowadzący do celu. Tę pewność dziecko wyczuje i   znacznie   szybciej   zrezygnuje z
walki   o   stare   przyzwyczajenia   (która   przecież   jest   częściowo   walką   o   władzę),   niż
wówczas, gdy widzi u was bezradność i niepewność.

Z reguły zalecamy od początku postępować według tego planu za dnia i w nocy: podczas
każdej   drzemki   dziennej,   wieczorem   i   po   każdym   nocnym   przebudzeniu.   Wynik   tej
metody jest bardzo dobry, gdyż w rezultacie dzieci za każdym razem same zasypiają,
przyzwyczajając się szczególnie szybko do nowej sytuacji, jaką jest leżenie samemu w
łóżku.

Z różnych względów wielu rodziców nie może i nie chce zbyt nagle wprowadzać

tego programu przestawiania snu dziecka kilka razy za dnia i w dodatku jeszcze w nocy.
Wówczas sensowna może okazać się kolejna zmiana planu terapii, i to w dwóch etapach:

W pierwszym etapie dziecko uczy się najpierw według planu terapii zasypiać samo  za
dnia i wieczorem
. Jeśli zbudzi się nocą, otrzyma normalną pomoc w zasypianiu, i to
natychmiast, bez żadnego okresu czekania. W ten sposób noce stają się spokojniejsze.

Często dzieci budzą się nadal regularnie nocą, pomimo że potrafią już bez kłopotów
zasypiać same za dnia i w nocy. W takim wypadku zastosujecie plan terapii także nocą.
Przy tej metodzie potrwa naturalnie dłużej, aż dziecko zacznie przesypiać całą noc.

Kontrola efektu terapii. Protokół snu

W rozdziale 3, w którym była mowa o stałych porach snu, przedstawiliśmy protokół

snu.   Jeśli   zechcecie   nauczyć   dziecko   nowych   reguł   zasypiania   według   opisanej   wyżej
metody, protokół  ten może się  okazać bardzo pomocny. Prosimy o  nanoszenie okresów
spania, ale i czasów płaczu, na plan dobowy (s. 145), co umożliwi wam dokładną kontrolę
przebiegu terapii.

Protokół   snu   Very   przedstawiony   na   następnej   stronie   ma   dość   typowy

przebieg.   Przed   terapią   usypianie   dziewczynki   było   bardzo   skomplikowane:
buteleczka,   ssanie   piersi,   smoczek,   kładzenie   ręki   na   oczy   i   branie   do   łóżka
małżeńskiego.   Zabiegi   te   powtarzały   się   nocą   7   do   9   razy.   Vera   zasypiała
wieczorem dopiero po dwóch godzinach, czuwając nocą dodatkowo jedną godzinę.
Brakowało jej co najmniej trzech godzin snu.

Vera miała dużo do stracenia. Rodzice wiedzieli, że ma bardzo silną wolę,

zatem zdawali sobie sprawę z tego, że nie zrezygnuje ze swoich przyzwyczajeń bez
protestu. Dlatego też czekali, aż ojciec Very będzie miał dzienną zmianę i będzie
mógł wesprzeć żonę przy realizacji programu. Poza tym rodzice zdecydowali się w
ciągu następnych dni spać w salonie, jako że łóżeczko Very stało z braku miejsca w
sypialni rodziców. Od tej chwili córeczka nie dostawała przy zasypianiu ani butelki,
ani smoczka. Rodzice nie pozostawali już przy niej aż do zaśnięcia i nie brali jej do
swego łóżka.

background image
background image

Jak można się było spodziewać, pierwszy dzień był bardzo trudny. Spanie w

południe   wypadło   całkowicie,   gdyż   Vera   broniła   się   prawie   godzinę   przed
zaśnięciem, po czym wyjmowano ją z łóżka. Reszta dnia też była wyczerpująca, bo
dziecko bardzo marudziło i było zmęczone. Jednak wieczorem, znużona, zasypiała
bez protestu w swoim łóżeczku.

Po   normalnej   fazie   głębokiego   snu   nastąpiło   niemiłe   przebudzenie.   Vera

stała w łóżku i rozpaczliwie krzyczała. Na wejście ojca i jego próby pocieszania
reagowała   jeszcze   donioślejszym   wrzaskiem.   Początkowo   po   położeniu   jej
natychmiast ponownie wstawała. Mimo to ojciec wciąż podchodził do niej, aby jej
powiedzieć, że wszyscy są na miejscu i że wszystko jest w porządku. Łącznie był u
niej 8. razy, aż wreszcie usnęła. W końcowej fazie leżała spokojnie w łóżeczku, a
przerwy   między   płaczem   były   coraz   dłuższe.   Gdy   Vera   tylko   cicho   kwiliła   albo
milczała, ojciec nie wchodził do niej.

Matka dziecka leżała w tym czasie na tapczanie, słuchając przez słuchawki

muzyki, co uprzednio uzgodniła z mężem, bowiem nie była pewna, czy byłaby w
stanie stawić czoło tej trudnej sytuacji.

Następnych 5 godzin dziecko przespało bez zakłóceń. Było to jak na nią,

która   dotychczas   od   23.00   co   godzinę   się   budziła,   czymś   bardzo   niezwykłym.
Zbudziła się jeszcze o 4.00, a następnie ponownie o 6.00, ale wystarczyło, że ojciec
raz tylko do niej zajrzał.

Jak   widać   z   protokołu   snu   (diagram   7),   już   od   drugiego   dnia   nie   było

protestów   przy  drzemce  południowej.  Większość  dzieci   -  także  Vera  -  akceptuje
zmiany łatwiej za dnia niż nocą. Trzeciego dnia nastąpiła jeszcze jedna typowa
zmiana:   dziewczynka   zbudziła   się   w   nocy   dokładnie   o   tej   samej   porze   co   w
przeszłości, ale tylko krótko zapłakała i ponownie zasnęła bez potrzeby odwiedzania
jej.

Począwszy od piątego dnia dziewczynka przesypiała całą noc, abstrahując

od sporadycznego, bardzo krótkiego płaczu. Jej czas spania przedłużył się średnio z
10 do 14 godzin. Po ośmiu miesiącach podczas badania kontrolnego okazało się, że
terapia   przyniosła   trwałą   poprawę.   Vera   zasypiała   teraz   bez   kłopotów   po   5-10
minutach.   Jedynym   „wsparciem”   był   Jasiek,   do   którego   się   przytulała.   Nocą
przesypiała 11,5 godzin, a w porze południowej spała dodatkowo 2,5 godziny.

Jakie problemy mogą sią pojawić

Nie wszystkie dzieci mają tyle kłopotów z przestawieniem się, co Vera. Na początku

rozdziału mówiliśmy o Robercie, który zawsze wymagał smoczka, i o Laryssie, której matka
musiała się kłaść obok niej na materacu. Tak jedno jak i drugie nie płakało nigdy dłużej niż
15 minut i każde z nich już po trzech dniach przesypiało całą noc. Jeżeli owo przestawienie
się przebiega tak bezproblemowo, wówczas rodzice pytają: „I to wszystko?”. Nie mogą
bowiem pojąć, że tak małym nakładem można uzyskać tak duży efekt. Niestety nie zawsze
wszystko przebiega tak gładko. Niektóre dzieci walczą bardziej zawzięcie i krzyczą dłużej.

U małego Rona, którego trzeba było odzwyczaić od ssania piersi, noszenia na rękach

i śpiewania, zdecydowana zmiana na lepsze nastąpiła dopiero ósmego dnia. 11-miesięczna
Janina wprawdzie przesypiała noc po stosunkowo krótkim czasie odzwyczajania, jednak
przez trzy tygodnie popłakiwała jeszcze kilka minut przed zaśnięciem.

Niektóre   dzieci   łatwo   wymiotują,   wystarczy   np.,   że   zaniosą   się   gwałtownym

background image

krzykiem. Zwykle nie jest to spowodowane jakimiś zaburzeniami, choć, co jest zrozumiałe,
rodzice   będą   przestraszeni.   U   takich   dzieci   do   wymiotów   może   także   dojść   podczas
realizowania   programu   przestawiania.   Rodzice   powinni   wówczas   natychmiast   zająć   się
dzieckiem, wszystko oczyścić, po czym jednak kontynuować terapię bez „nagradzania” tego
incydentu.   Pomożecie   dziecku   bardziej,   gdy   podejdziecie   do   tej   sprawy   rzeczowo   i
spokojnie.

Tak   to   było   w   wypadku   Feliksa,   którego   rodzice   chcieli   odzwyczaić   od

nocnego noszenia na rękach, Po pięciominutowym płaczu chłopczyk zwymiotował, a
po następnych pięciu - ponownie. Tak jak postanowiono, matka przebrała synka bez
komentarza   i   na   nowo   posłała   łóżeczko.   Następnie   postępowała   zgodnie   z
harmonogramem, czyli na zmianą czekała i wchodziła do pokoju dziecka. Wymioty
ustały. Po kilku dniach Feliks przesypiał cala noc.

12-miesięczny Pascal był bardziej uparty. Doszedł już bowiem do wniosku,

że jeśli niczego nie osiągnie krzykiem, to wymiotowanie na pewno pomoże. Wymioty
wywoływał świadomie, wkładając palec do gardła. W ten sposób mógł w każdej
chwili przeforsować swoją wolę. Pascala należało odzwyczaić od obecności matki
przy łóżku. Pierwszego wieczora był tak wściekły, że wkładał sobie pięć razy pod
rząd palec do gardła i wymiotował. To samo zrobił podczas drzemki południowej, i
dopiero trzeciego dnia, kiedy zarówno matka, jak i psycholog już prawie zwątpiły w
skuteczność   swoich   działań,   nastąpiła   zmiana.   Od   piątego   dnia   chłopczyk   spał
normalnie.

Najwidoczniej stosował wymiotowanie jako środek do przeprowadzenia swojej woli.

Gdyby  mu  się   to  udało,   nie   mógłby  się   prawdopodobnie   w   przyszłości   oprzeć   pokusie
dalszego stosowania tej metody. Zamiast tego doszedł do wniosku, że jeśli zwymiotuje, to
matka przyjdzie tylko po to, żeby go oczyścić, ale nie położy się obok niego do łóżka. W
rezultacie zdecydował się wreszcie samemu zasypiać, pojąwszy po paru dniach, że jest to
całkowicie normalne i przyjemne. Jego matka zaś mogła po raz pierwszy od roku zająć się
wieczorem czymś pożytecznym - bez konieczności leżenia obok małego. Pascal pozwalał
również, aby do łóżeczka kładli go także tata albo babcia.

Pascal jest przypadkiem skrajnym. Dla niego i dla matki to przestawienie się było

bardzo   trudne.   Z   drugiej   strony  matka   znajdowała   się   przedtem   w   stałym  napięciu,   co
odbijało się na stosunku do dziecka i z czego zdawała sobie doskonale sprawę. A więc
należało  bezwzględnie  coś   zmienić.   Tylko  dlatego  udało  jej  się   pozostać   konsekwentną
przez kilka dni - pomimo dużych kłopotów.

Najczęściej terapia nie przebiega  tak dramatycznie.  Mimo to rodzice  powinni się

liczyć z tym, że pierwsze dwa, trzy dni mogą być trudne dla wszystkich członków rodziny.

Oto   jeszcze   kilka  wskazówek  mogących   ułatwić   pokonywanie   ewentualnych

trudności:

Wybierzcie korzystny termin rozpoczęcia wdrażania zmian, na przykład co najmniej dwa
tygodnie   przed   wyjazdem   na   urlop,   kiedy   to   nowe   przyzwyczajenia   jeszcze   się   nie
ustabilizowały i wskutek zmiany otoczenia spodziewany sukces może stanąć pod znakiem
zapytania. Natomiast zmiana miejsca snu w dniu rozpoczęcia terapii, np. ze sypialni do
pokoju dziecięcego, może się okazać pomocna.

Ojciec może się zmieniać z matką przy realizacji tego planu, jednak nie nocą. Jest bardzo

background image

ważną rzeczą, aby oboje dążyli  wspólnie  do  osiągnięcia  celu.  Zdecydujcie,  które z
was będzie bardziej konsekwentne, i wówczas ta osoba powinna przejąć obowiązki w
czasie   pierwszych   dwóch   dni.   Nie   dajcie   się   sprowokować   życzeniami   pociechy   w
rodzaju: „A ja chcę mamę!”, lecz podejmijcie decyzję sami.

Jeśli z braku miejsca łóżeczko stoi w waszej sypialni, wówczas możliwych jest kilka
wariantów.   Wielu   rodziców   postanawia   spać   kilka   dni   w   innym  pokoju.   Do   sypialni
wprowadzają się ponownie wówczas, kiedy dziecko przesypia już całą noc. Inni znowu
na pewien czas przekwaterowują je w przenośnym łóżku do innego pokoju. Także i to
daje dobry skutek, mimo że dziecko musi się pogodzić ze zmianą otoczenia. Można też
postawić   łóżeczko   w   innym  miejscu   sypialni   albo   założyć   zasłonę   tak,   aby  nie   było
kontaktu wzrokowego. Realizacja tego planu jest nawet wówczas możliwa, gdy łóżeczko
stoi w sypialni rodzicielskiej. Wówczas jednak rodzice potrzebują szczególnie silnej woli
do   przetrwania   okresu   przejściowego.   Obecność   rodzeństwa   w   tym   samym
pomieszczeniu   także   utrudnia   terapię.   Może   siostrę   czy   brata   da   się   na   kilka   dni
przekwaterować. Jeśli nie to płacz jednego dziecka będzie naturalnie budził drugie. Mimo
to możecie postępować dokładnie według przyjętego planu. Z naszych doświadczeń z
bliźniakami  wiemy,  że   metoda   ta  funkcjonuje,  nawet  jeśli  jej  wprowadzanie   w  życie
będzie przebiegało nieco trudniej.

Zdecydujcie w każdym razie, zanim podejmiecie stosowne kroki, jak chcecie wydłużać
czasy   czekania   -   np.   z   jednej   minuty  do   maksymalnie   sześciu,   czy   też   z   trzech   do
dziesięciu.   Uzgodnijcie   też   przedtem,   czy   zamierzoną   terapię   będziecie   rozpoczynali
najpierw tylko za dnia i wieczorem, czy też za dnia i nocą jednocześnie.

Jeśli dziecko w trakcie terapii zachoruje, na przykład będzie miało wysoką gorączkę albo
silne bóle, program należy natychmiast przerwać. U chorego dziecka przyzwyczajenia nie
mają zasadniczego znaczenia. Jeśli się źle czuje, będzie wymagało waszego całkowitego
poświęcenia.   Po   wyzdrowieniu   można   zaryzykować   ponowne   rozpoczęcie   terapii;
również wówczas, gdy dziecko już przez pewien czas dobrze spało, lecz wskutek choroby
nastąpił powrót do stanu pierwotnego. Może się zdarzyć, iż będziecie musieli ten plan
„przerabiać” kilkakrotnie, z tym jednak, że za każdym razem efekt uczenia się będzie
szybciej dostrzegalny.

Im bardziej skomplikowane są zewnętrzne warunki, tym więcej potrzeba wyobraźni.

Na przykład pewna matka odczekała, aż mąż wyjedzie w podróż służbową. Dzięki temu
mogła zastosować tę metodę z całym spokojem. Po powrocie mąż zastał dziecko śpiące bez
żadnych problemów.

Inny ojciec miał całkowicie niecodzienny pomysł. Obowiązek kładzenie dziecka do

łóżeczka   wziął   na   siebie,   zamykając   każdorazowo   żonę   -   za   jej   zgodą   -   w   innym
pomieszczeniu   aż   do   zaśnięcia   maleństwa.   Chodziło   o   to,   aby  nie   mogła   bezpośrednio
ingerować w ustalony tryb postępowania.

Nocne nawyki picia. Odzwyczajanie od nocnych posiłków

background image

Bardzo rozpowszechniony jest zwyczaj usypiania dziecka przez podawanie piersi lub

buteleczki. U noworodków wynika to tak jakoś samo z siebie. Stąd pokusa kontynuowania
tego zwyczaju.

Poza tym cóż to za cudowne uczucie, gdy maleństwo się stopniowo podczas picia

odpręża i słodko zasypia. O ile przesypia ono regularnie aż do następnego rana, nie ma
naturalnie powodu do zmiany. Jeśli jednak nocą budzi się kilka razy i jeśli potrafi ponownie
zasnąć tylko przy piersi albo z buteleczką, wówczas picie jest niekorzystnym warunkiem
zasypiania,   powoduje   zaburzenia   snu   i   utrudnia   dziecku   przyswojenie   sobie   nawyku
przesypiania   nocy.   Tak   więc   karmienie   piersią   i   butelką   za   dnia   i   wieczorem   należy
oddzielić od zasypiania - tzn. należy karmić zawsze co najmniej pół godziny wcześniej.

Nocne   picie   wpływa  niekorzystnie   na   dziecięcy  sen   także   pod   innym  względem.

Nadmiar płynów oznacza mokre pieluszki. Jeśli wasze dziecko dostaje nie tylko herbatę lub
wodę, lecz także mleko, a nawet papkę, oznacza to dla żołądka i jelit wytężoną pracę w
nocy. Organizm nie może więc całkowicie przestawić się na spanie.

Nocą niemowlę w wieku 5-6 miesięcy nie potrzebuje właściwie żadnego posiłku. Jeżeli
zawsze pije mało (np. wypija tylko małą buteleczkę albo ssie pierś niezbyt intensywnie),
możecie   z   dnia   na   dzień   skreślić   nocne   posiłki,   postępując   dokładnie   według   wyżej
opisanego planu terapii. Podobnie, jeśli ma więcej niż dwa lata. Nawet wówczas, kiedy
pije nocą kilka buteleczek, możecie je natychmiast odstawić. Owszem, dziecko może
jeszcze odczuwać „przyuczone” pragnienie lub głód, ale w ciągu 1-3 dni przestawi swoje
przyzwyczajenia, pijąc za dnia odpowiednio więcej, jeśli nocą niczego nie dostanie.

U młodszych dzieci, pijących nocą bardzo dużo albo jedzących bardzo treściwe posiłki,
jak np. papkę, stopniowe odzwyczajanie jest jeszcze bardziej sensowne. W przeciągu
tygodnia możecie stopniowo zredukować te ilości płynów do zera.

Należy przy tym postępować następująco: Jeśli dziecko karmicie piersią, to oddzielcie
wieczorne karmienie od procesu zasypiania. Patrzcie nocą podczas karmienia na zegarek i
przystawiajcie   dziecko   do   piersi   za   każdym   razem   o   minutę   krócej.   Jednocześnie
wydłużajcie   czas   między   posiłkami.   Ustalcie   w   przeddzień,   kiedy   dziecko   dostanie
najwcześniej następny posiłek. Jeśli chciałoby jeść wcześniej albo też miałoby płakać po
karmieniu, postępujcie według planu terapii. Zbyt krótkie czasy karmienia, np. poniżej 3
minut, raczej irytują i powinno się z nich zrezygnować.

Jeżeli wasze dziecko pije nocą z butelki, postępujcie podobnie. Zamiast skracać czas
karmienia, wlewajcie za każdym razem do buteleczki 10 - 20 ml mniej płynu. Doszedłszy
do   małej   ilości,   w   ogóle   odstawcie   butelkę.   Jednocześnie   czas   między   podawaniem
butelki należy codziennie wydłużać.

Niektóre matki w dalszym ciągu karmią jeszcze rano między 5.00 a 6.00, gdyż dzieci
potem szczególnie dobrze śpią. O ile to wszystkim wychodzi na dobre - w porządku.
Jednak na dłuższą metę dzieci śpią bez tego wczesnego śniadania równie dobrze.

Nocne przyzwyczajenia do picia mogą się wkradać powoli.

U 10-miesięcznego Tilla zaczęto się wszystko całkiem niewinnie od jednej

buteleczki. Jednak po kilku tygodniach doszedł do dziewięciu butelek każdej nocy.
Było to ponad litr. Wszystkie wypijał do dna. Trzeba go było nocą parokrotnie

background image

przewijać.

Andrzej  miał  prawie   dwa  lata.  Do  dnia   konsultacji  zasypiał  zawsze   przy

matczynej piersi. Także nocą trzeba go było karmić 3. do 5. razy. Matka nie robiła
tego ani chętnie, ani dobrowolnie, lecz z uczuciem bezsilnej złości. Każda próba
przestawienia tych zwyczajów kończyła się wrzaskiem albo wymiotami. Mama czuła
się szantażowana i wykorzystywana. Karmienie piersią nie było już żadną sielanką.
Określała to: „Wpycham mu pierś do gardła”. Dalszych dzieci nie chciała mieć, a
gdyby nawet pojawiło się jeszcze jedno, to nie miała zamiaru karmić go piersią. Nie
mogła już sobie w ogóle wyobrazić, że jej syn mógłby sam zasnąć w łóżeczku.

W tym wypadku stosunek między matką a dzieckiem był w pewnym stopnia

zakłócony. Należało zastosować nieco łagodniejszy sposób postępowania. W ciągu
trzech dni matka osiągnęła tyle, że Andrzej tolerował bez protestu jej obecność przy
łóżeczku, pozwalał się trzymać za rączkę i zasypiał bez piersi. Oznaczało to dla niej
wielki postęp.

Inny   skrajny   przypadek   stanowiła   15-miesięczna   Sabrina.   Źle   jadła.   Co

prawda przybierała na wadze, ale niewystarczająco. Rodzice stwierdzili kiedyś, że
dziewczynka   najchętniej   wypija   butelkę   w   półśnie.   A   więc   na   butelkę   założyli
smoczek   z   większą   dziurką   i   napełniali   ją   papką.   Sabrina   wypijała   co   noc   do
jednego litra papki w postaci 4-5 buteleczek. Budziła się jednak nocą do dziesięciu
razy. Pełny żołądek stanowił poważne zaburzenie jej rytmu snu. Za dnia prawie nic
nie jadła. Opinia o „źle jedzącym dziecku” zdawała się potwierdzać.

Rodziców Sabriny nie można było przekonać, że także ich córka może się

nocą obyć bez posiłków, a po kilku dniach przyzwyczaić się do zjadania ich w dzień.
Byli pewni, że mała musi jeść właśnie tak, a nie inaczej. Po konsultacji ograniczyli
stopniowo ilość picia do jednej buteleczki 200 ml w nocy, gdy się zbudziła. To
można było już zaakceptować.

Na przykładzie 11-miesięcznej Leny można prześledzić proces odzwyczajania

od co najmniej pięciu nocnych karmień piersią. Przed konsultacją matka wpisywała
przebieg ostatnich 12 dni do protokolu snu (diagram 8). Do karmienia zawsze brała
córkę do łóżka, gdzie Lena pozostawała całą noc. Także za dnia i wieczorami trzeba
było się z nią położyć, bo dziewczynka zasypiała tylko przy piersi. Na diagramie
czasy karmienia są zaznaczone jako szare punkty.

W dniu konsultacji Lenę położono po raz pierwszy samą do łóżeczka. Od tej

chwili nanoszono dalszy przebieg zasypiania w drugim protokole snu (diagram 9).
Trwało prawie godzinę, aż mała zasnęła. Po godzinie się obudziła, kiedy mama
zajrzała ukradkiem do jej pokoju. Tym razem Lena płakała tylko kilka minut, po
czym nastąpiła 5-godzinna faza snu - najdłuższego w jej życiu.

O 4.00, natychmiast po przebudzeniu, Lena dostała pierś. Tak samo było

także drugiego i trzeciego dnia. Co prawda przez pewien czas płakała wieczorami
jeszcze przez parę minut przed zaśnięciem, ale w zasadzie od tego czasu przesypiała
noce bez posiłków.

background image
background image
background image

Nasze dziecko nie chce zostać w łóżeczku

Już w trzecim rozdziale mówiliśmy o tym, czy dziecko ma spać w łóżku rodziców,

czy też nie. Jeśli dziecko potrafi już wyjść samo ze swego łóżeczka, wówczas może przejść
do łóżka rodzajów, aby tam dalej spać. Może się z tego wytworzyć przyzwyczajenie do
zasypiania razem z nimi. Jeśli to nikomu nie przeszkadza, nie ma powodu do zmiany. Jeżeli
jednak   taki   układ   wam   nie   odpowiada,   a   wręcz   przeszkadza,   to   i   dziecko   to   odczuje.
Powinniście więc zdecydować, czy chcecie dokonać zmiany, która w rezultacie może się
okazać korzystna dla wszystkich.

Z powrotem do własnego łóżka

Kiedy matka Caroli przyszła na rozmowę, dziewczynka miała cztery lata. Do

trzeciego   roku   życia   nie   było   kłopotów   ze   spaniem.   Carola   należała   do   grupy
śpiochów, spała raczej dużo, szła chętnie do własnego łóżeczka i zwykle przesypiała
całą noc.

Przed półtora rokiem była z ojcem 10 dni na urlopie, gdzie spała u niego w

łóżku. Po powrocie było podobnie. Co prawda dawała się wieczorem bez problemu
położyć do własnego łóżka, ale po pierwszej fazie głębokiego snu - czyli między
22.00 a 23.00 - budziła się i wdrapywała do małżeńskiego łóżka, gdzie lądowała u
boku taty. Stanowiło to jednak poważne utrudnienie dla obojga rodziców. Ciasnota
w łóżku i niespokojne ruchy córki zakłócały ich sen, a matka cierpiała, że nigdy nie
może być z mężem sama.

Dlatego też próbowała od kilku tygodni ekspediować córkę z powrotem do

jej łóżeczka, i to od 6. do 10. razy w ciągu jednej nocy. Carola za każdym razem
wracała. Po wielu nieudanych próbach matka dała za wygraną - przecież małej i
tak zawsze udawało się zdobyć miejsce obok ojca.

Matka była sfrustrowana porażką i rozczarowana, że nie znalazła wsparcia u

męża.   Zachwiało   to   jej   wiarą   we   własne   siły   i   kładło   się   cieniem   na   pożyciu
małżeńskim. Pomimo że znajdowała się już w stanie dużego napięcia nerwowego, to
jednak po konsultacji udało jej się zainicjować pewną zmianę.

Najpierw przeprowadziła bardzo poważną rozmowę z mężem. Dała mu do

zrozumienia, jakim obciążeniem dla niej samej i dla ich wzajemnego stosunku jest
zaistniała sytuacja. Mąż zgodził się, by rozwiązać wspólnie ten problem. Przejął
zadanie odnoszenia Caroli do jej łóżeczka, co na małej zrobiło wielkie wrażenie.
Zrozumiała bowiem, że nie ma już szans na skłócanie ze sobą rodziców.

Mimo to pierwsze dwie noce były frustrujące. 20. do 30. razy ojciec przenosił

córkę spokojnie ale zdecydowanie do łóżeczka, po czym sama zasypiała. Trzeciego
dnia przyszła już tylko sześć razy. Po 14 dniach miała już za sobą kilka przespanych
nocy. Co drugą noc wołała raz albo dwa, szukając misia, ale potrafiła sama zasnąć.
Każdego rana była bardzo dumna, że jej się to udaje. Po każdej przespanej nocy

background image

wolno jej było wyszukać sobie naklejkę i nalepić na specjalny arkusz papieru. Za
pierwszych   pięć   naklejek   dostała   małą   nagrodę.   W   rezultacie   matka   Caroli
stwierdziła, że córka stała się bardziej wypoczęta i zrównoważona, no a ona sama
była z tej nowej sytuacji bardzo zadowolona.

Metoda   „z   powrotem  do  własnego  łóżka”   nie   jest   co   prawda   łatwa   w  realizacji,

prowadzi  jednak  prawie  zawsze  do sukcesu.  Rodzice muszą być  jednak  pewni tego,  że
dziecko przychodzi do nich z przyzwyczajenia, nie zaś ze strachu czy w stanie paniki. Tym
tematem zajmiemy się bliżej w rozdziale 5.

Z   historii   Caroli   wynika   kilka   ważnych   warunków   dla   skutecznej   zmiany

przyzwyczajeń spania:

Oboje rodzice muszą być pewni, że istniejący stan rzeczy chcą zmienić. Dziecko powinno
czuć, że rodzice są co do tego zgodni i że od realizacji planu nie odstąpią.

„Przeprowadzka”   do   własnego   łóżka   nie   może   być   zrozumiana   jako   kara,   a   jako
polepszenie dotychczasowej sytuacji. Oto, jak można by to dziecku wyjaśnić: „Tato i ja
pomyśleliśmy sobie, że musimy coś zmienić. Bardzo cię kochamy i lubimy, kiedy się do
nas   przytulasz.   Ale   łóżko   jest   dla   nas   trojga   po   prostu   za   małe,   a   ty   się   w   nocy
przewracasz   na   wszystkie   strony.   Ja   już   od   kilku   tygodni   źle   śpię   i   jestem   wciąż
zmęczona.   Czasem   mam   z   tego   powodu   zły   humor   i   ty   na   tym   cierpisz.   Dlatego
zdecydowaliśmy,   że   od   dziś   będziesz   spała   w   swoim   łóżku.   Jeśli   w   nocy   do   nas
przyjdziesz,  zaniesiemy cię z powrotem.  Nie potrwa długo, a będziesz się w nim czuła
równie dobrze i wszyscy będziemy zadowoleni.”

Większość dzieci jest dumna, jeśli uda im się przez to przebrnąć. Odczuwają to jako
część uzyskanej samodzielności, kiedy już poczują się bezpiecznie i swojsko w swoim
łóżeczku. Czują się wówczas prawie dorosłe. Oczywiście cieszą się dodatkowo, gdy się je
pochwali.   Pomocny   może   być   też   jakiś   dowód   uznania,   np.   naklejka   za   każdą   noc
spędzoną w swoim łóżeczku. Określoną ilość naklejek można później - jak w przypadku
Caroli - wymienić na małą nagrodę. Ale bądźcie powściągliwi z nagrodami, których rola
polega jedynie na dodatkowym wsparciu w dążeniu do celu. Przyrzeczenie nawet bardzo
atrakcyjnej nagrody nie skłoniło chyba jeszcze żadnego dziecka do przeniesienia się do
własnego łóżka na stałe.

Oto jeszcze jedna krótka historia. Matka 3,5-letniego Tobiasza chciała skłonić go
do spania we własnym łóżku. Obiecała mu, że jeśli trzy noce z rzędu zostanie u
siebie, dostanie fantastyczne auto. Udało się. Tobiasz rzeczywiście został w swoim
łóżku, no i dostał obiecane auto. Jednak czwartej nocy wczołgał się do matczynego
łóżka ze słowami: „Mamusiu, auto już dostałem. Teraz chcę znowu spać z tobą”.

Wyznaczać granice. Czas na „przerwę”

Niektórzy  rodzice   nie   mogą   sobie  poradzić  z   metodą   „Z   powrotem  do  własnego

łóżka”. Twierdzą,  że ich dziecko nie  chce w ogóle pozostać w  swoim łóżku, ponieważ
natychmiast   ponownie   wstaje   i   wraca   do   rodziców,   co   przypomina   zabawę   w   kotka   i
myszkę. Innym z kolei po prostu brak siły i cierpliwości do ciągłego odnoszenia pociechy.

background image

Również i takie rodziny potrzebują  skutecznej rady. Jeśli  inne próby zawiodły, a

spokój   w   rodzinie   został   poważnie   zakłócony,   zalecamy   zastosowanie   przygotowanego
wcześniej planu działania. Jest on zbliżony do metody opisanej w planie terapii. Decydującą
rolę odgrywają w nim drzwi od pokoju dziecięcego. O tym, czy będą one otwarte, czy też na
krótko zamknięte (nie na klucz!) zdecydują swoim zachowaniem dzieci. Prawie wszystkie
oczywiście   wolałyby,   aby   drzwi   pozostały   otwarte.   Będzie   to   jednak   możliwe,   jeżeli
pozostaną   w   łóżeczku.   Natomiast   jeżeli   będą   wychodziły  z   łóżka   i   biegały  po   pokoju,
wówczas drzwi pozostaną na krótko zamknięte.

Metoda ta znana jest pod fachową nazwą „time out”, czyli „czas powiedzieć nie”, a

więc sposobem, który już może zastosowaliście jako rodzice z dobrym skutkiem, np. w
następujących sytuacjach:

Dziecko domaga się czegoś usilnie i staje się agresywne Krzyczy, rzuca się, trudno

się z nim porozumieć. Albo też kopie drapie, gryzie kogoś z młodszego rodzeństwa lub
rzuca jedzeniem na wszystkie strony. Prawie wszyscy rodzice są zgodni co do tego, że nie
mogą tolerować takiego zachowania nawet u dziecka dwu lub czteroletniego. Muszą mu dać
do zrozumienia, że nie tędy droga, że przekroczyło dopuszczalne granice. Wyjaśnienia i
dyskusje w takich sytuacjach do niczego nie prowadzą. Jeśli rodzice w swojej bezsilnej
złości krzyczą na dzieci albo je nawet biją, wówczas zwykle wiedzą sami, że co prawda
rozładowali   swoje   wewnętrzne   napięcie,   ale   bardzo   na   tym   ucierpiał   ich   stosunek   do
dziecka, a poza tym to i tak nic nie pomogło.

Ignorowanie dziecka w takich wypadkach też nie stanowi rozwiązania, gdyż to jemu

pozostawiacie  odpowiedzialność i  decyzję, jaką  taktykę ma zastosować. Z taką sytuacją
dziecko nie  mogłoby  sobie  poradzić,  a  poza  tym mogłoby  zrozumieć, że  jest  wam ono
obojętne. W efekcie będzie jeszcze usilniej zmuszać was do zwrócenia na siebie uwagi. A
kiedy tak się stanie, wyciągnie wniosek, iż musi się w jakiś szczególny sposób zachować,
aby się nim ktoś zainteresował.

W   takiej   sytuacji   pozostaje   właściwie   tylko   jeden   środek   wychowawczy   godny
zaakceptowania: „przerwa”. Oznacza to krótkotrwałą rozłąkę między matką a dzieckiem.
Matka sadza dziecko na krześle w innym kącie pokoju albo - jeśli jest jeszcze bardzo
małe - wkłada do kojca ze słowami: „Tak nie można, musisz zostać przez chwilę sam.”
Jeśli to nie odniesie skutku, trzeba dziecko zaprowadzić do innego pokoju. Może to być
pokój sąsiedni albo dziecięcy. Należy przy tym z reguły zamknąć drzwi i w najgorszym
wypadku nawet je przytrzymać.

Istotne   jest   przy  tym,  aby  czas   izolacji   był  bardzo   krótki.   Po   upływie   około   minuty
otwórzcie drzwi i spytajcie ugodowo, czy już jest wszystko w porządku. Jeśli zachowanie
dziecka   będzie   w   dalszym  ciągu   nie   do   zaakceptowania,   zamknijcie   drzwi   na   dalszą
minutę do dwóch.

Wiele dzieci uspokaja się bardzo szybko. Inne zupełnie tracą opanowanie, tłuką pięściami
albo   rzucają   przedmiotami   o   drzwi.   Czas   czekania,   po   upływie   którego   możecie
ponownie wejść do dziecka, można przedłużyć do kilku minut. Nie może on być jednak
dłuższy niż liczba lat dziecka: 2 lata = najwyżej 2 minuty, 4 lata = najwyżej 4 minuty.

Nie chodzi tu o karę, lecz o wyznaczenie granicy przez rozłąkę. Taki stan nie jest co
prawda dla waszego dziecka przyjemny, nie wywoła jednak żadnych szkód psychicznych.
Z chwilą, kiedy będzie starało się uspokoić same, pochwalcie je, pomagając mu w ten
sposób. Dziecko ma do wyboru: albo dzięki prawidłowemu zachowaniu może ponownie

background image

szybko   nawiązać   z   wami   pozytywny   kontakt,   albo   też   wskutek   niewłaściwego
zachowania spowoduje dłuższą rozłąkę.

Metodę „przerwy” omówiliśmy tak obszernie dlatego, że także podczas pójścia spać

często wybuchają walki o władzę między rodzicami a dziećmi. Również zachowanie się
dziecka wieczorem albo nocą może być nie  do zaakceptowania, a nawet  prowokacyjne.
Dziecko tylko dlatego przeciąga w nieskończoność wieczorne rytuały i tylko dlatego ląduje
regularnie w łóżku rodzicielskim, gdyż w potyczce o władzę zostało zwycięzcą, a rodzice
zrezygnowali z wyznaczenia dopuszczalnych granic. W takich wypadkach i tylko wówczas,
zalecamy zastosowanie poniższego planu.

Na wstępie jednak ważna uwaga. Jeśli wasze dziecko ma stany lękowe, męczą je złe

sny   albo   ma   bóle,   wówczas   postępowanie   według   tego   schematu   pogorszyłoby   tylko
sytuację. Wtedy bowiem potrzebuje ono waszego pełnego oddania, a może nawet miejsca
obok   was   w   łóżku.   Jeśli   nie   wiecie   na   pewno,   gdzie   szukać   przyczyn   tych   stanów,
porozmawiajcie z pediatrą albo z kimś kompetentnym, do kogo macie zaufanie.

Metoda zamykania i otwierania drzwi

Poniższą metodę opracował również prof. Ferber. Zmieniliśmy ją jednak w jednym

bardzo ważnym punkcie. W naszej metodzie (diagram 10) drzwi pozostają zamknięte nie
dłużej niż przez 3 minuty, podczas gdy Ferber zaleca do 30 minut (!).

Diagram 10
Liczba minut, w ciągu których drzwi pozostają zamknięte, a dziecko nie leży w łóżku

Szczegółowy sposób postępowania:

Powiedzcie najpierw dziecku, że od dzisiaj będzie spało w swoim łóżku. Uzasadnijcie też
krótko,   dlaczego   uważacie   to   za   konieczne,   możliwe   bowiem,   że   przedstawionych
powodów   nie   będzie   jeszcze   w   stanie   zrozumieć.   Nie   może   ono   jednak   w   żadnym
wypadku mieć uczucia, że zostało ukarane czy też odsunięte. Musi być zawsze pewne
waszego oddania i gotowości niesienia pomocy. Po sposobie rozmowy wyczuje wyraźnie,
czy mówicie serio, czy też opłaci się walka o to, kto będzie górą.

Po   ustalonym   rytuale   wieczornym   kładziecie   dziecko   do   łóżka.   Możecie   pozostawić
drzwi   otwarte   ze   słowami:   „Zostań   proszę   w   łóżeczku,   wówczas   drzwi   pozostaną
otwarte”.

Gdyby   dziecko   wyszło   z   łóżka   natychmiast,   włóżcie   je   z   powrotem.   Tym   razem

background image

zamknijcie drzwi, pozostając przy nich i czekając 1-2 minuty. Przestrzegajcie tego czasu
nawet wtedy, gdy dziecko położy się już wcześniej samo. Możecie jednak rozmawiać z
nim przez zamknięte drzwi informując, kiedy je ponownie otworzycie.

Jeśli dojdziecie do 3 minut, starajcie się nie przekraczać tej granicy czasowej tak długo,
aż dziecko nie będzie już próbowało wstawać.

Jeśli zgodnie z planem czasowym otworzycie drzwi, a pociecha będzie leżała w swym
łóżku,   porozmawiajcie   z   nią   krótko,   chwaląc   i   pieszcząc.   Tym   razem   wychodząc
zostawcie drzwi otwarte. Jeżeli jednak dziecko nie jest w łóżku, zanieście je tam (ale nie
przemocą!),   zamknijcie   drzwi,   stańcie   przy  nich   i   odczekajcie,   aż   upłynie   podany  w
planie czas.   Tym   razem   zakomunikujcie:   „Jeśli   pozostaniesz w łóżku, drzwi będą
otwarte”. O ile dziecko daje się zaprowadzić do łóżeczka bez trudności, a sami jesteście
pewni, że z niego nie wyjdzie, możecie pozostawić od razu drzwi otwarte. Gdyby się to
jednak miało nie udać, to lepiej nie powtórzyć tego błędu.

Zamiast zamkniętych drzwi możecie też zastosować barierkę, przez którą dziecko nie
będzie mogło przejść. Jednak w tym wypadku miejcie je przez cały czas na oku.

Unikajcie   pogróżek   i   krzyków.   Dziecko   ma   mieć   uczucie,   że   chcecie   mu   pomóc   w
przezwyciężeniu trudnego etapu. To, czego mu potrzeba, to wsparcie, a nie kara.

U   dzieci   starszych,   począwszy   od   około   trzech   lat,   motywację   tę   można   jeszcze
wzmconić   nagradzaniem.   Możecie   na   przykład   córeczce   albo   synkowi   za   każde
pozostanie w łóżku dać jakąś małą nagrodę. Inna możliwość: Dziecko zbiera punkty (np.
wymalowane gwiazdki albo naklejki), które później może wymienić na jakąś większą
nagrodę.

Streszczenie: Dziecko swoim zachowaniem samo wpływa na to, co może nastąpić. Jeśli
zostanie w łóżku, drzwi pozostaną otwarte, jeżeli wstanie, drzwi pozostaną przez pewien
czas zamknięte. Jeśli będziecie konsekwentni, dziecko prawdopodobnie po upływie kilku
dni przestanie wychodzić z łóżeczka.

Na przykładzie trzyletniej Liny widać, jak realizacja powyższej metody wygląda w

praktyce.

Ojciec Liny musiał kłaść się do jej łóżka, czekając 30 -60 minut, aż zaśnie.

Nocą wchodziła do łóżka rodzicielskiego i pozostawała tam 3 do 8 godzin. Spała
jednak bardzo niespokojnie i w sumie do półtorej godziny czuwała. Przy usypianiu
bawiła się ustami mamy albo brodą taty, co obojgu się raczej nie podobało. Oboje
byli rodzicami szczególnie serdecznymi i zaangażowanymi. Z czasem jednak zaczęli
się   czuć   poirytowani   i   bezbronni,   jako   że   nie   byli   w   stanie   opanować   sytuacji.
Matka Liny była pewna, że mała nie ma stanów lękowych i że może zawsze liczyć na
miłość i troskliwość rodziców. A jednak w czasie rytuału wieczornego zasypiania i
nocami   Lina   zawsze   przeforsowała   swoją   wolę.   Z   jej   punktu   widzenia   nie   było
powodu zmieniać owych przyzwyczajeń.

Matka Liny zdecydowała się na metodę „otwierania i zamykania drzwi” i

omówiła ją bardzo szczegółowo z babcią. Lina stała obok, przysłuchując się. Tak
więc usłyszała zarówno komentarz babci: „Jesteś pewna, że mała poradzi sobie z

background image

tym?”, jak i odpowiedź matki: „Owszem, gdyż tak jak teraz nie może być dłużej.
Muszę coś przedsięwziąć, a lepszego rozwiązania nie widzę”.

Od pierwszego dnia Lina pogodziła się z tym, że ma w łóżku zasypiać sama.

Przespała nawet całą pierwszą noc. W czasie następnych nocy przenoszono ją do
własnego   łóżeczka,   zawsze   tylko   jeden   raz.   Drzwi   nie   musiały   nigdy   pozostać
zamknięte   dłużej   niż   łącznie   5   minut.   Po   dwóch   tygodniach   dziewczynka
przychodziła jeszcze od czasu do czasu - zwykle niezauważenie - do rodzicielskiego
łóżka.

Jednak przeważnie pozostawała we własnym łóżeczku i była z tego bardzo

dumna. Zdecydowanie matki - i poparcie babci - zrobiło na niej widocznie duże
wrażenie. Owa stanowczość spowodowała, że nie doszło do oczekiwanej z obawą
walki o władzę.

Własne rozwiązania

Metoda  „otwierania   i  zamykania  drzwi”  może   jednak  nie   odpowiadać  wszystkim

rodzicom i dzieciom. Nie stosujcie jej nigdy wbrew własnemu przekonaniu! Istnieją jeszcze
inne drogi prowadzące do sukcesu. Wymagają one trochę więcej sił i wytrwałości, a postępy
będą widoczne nieco później.

Może należycie do tych rodziców, którzy dysponują jeszcze mocnymi nerwami i dużą

cierpliwością. Jednocześnie obawiacie się, że wasze dziecko może przeżywać pewne lęki
albo   inne   problemy.   Być   może   przebyło   właśnie   ciężką   chorobę.   Doszliście   jednak   do
przekonania, że dla całej rodziny będzie lepiej, jeśli będzie spędzało noce u siebie. W takim
wypadku znajdziecie może jakieś własne, pomysłowe rozwiązania.

Sześcioletni  Christian   przez   dwa   lata   był   ciężko   chory.  W  tym   czasie   po

części przebywał w szpitalu, po części zaś w domu. Wymagał obserwacji przez całą
dobę, a leki trzeba było podawać mu także nocą. Podczas pobytu w domu możliwe
było tylko jedno rozwiązanie: spanie u rodziców. Ci zaś godzili się z nieprzespanymi
nocami wiedząc, że ich syn potrzebuje ich bliskości i że w ten sposób mogą mu
pomóc.

Christian wyzdrowiał. Nie potrzebował już lekarstw i można go było posłać

do   szkoły.   Rodzice   chcieli   stopniowo   przyzwyczaić   go   do   normalnego   życia,
uważając,   iż   powinien   stać   się   bardziej   samodzielny   i   nabrać   wiary   w   siebie.
Wiązało się to również, ich zdaniem, ze spaniem we własnym łóżku. Chłopiec chciał
tego również, ale nie miał do siebie wystarczającego zaufania.

Wraz   z   Christianem   i   jego   matką   znaleźliśmy   następujące   rozwiązanie.

Wieczorem zaprowadzano go do jego łóżka. Po dłuższej bajce na dobranoc matka
zostawała przy nim aż do zaśnięcia. Jeśli się nocą budził, próbował najpierw zasnąć
sam. Gdy mu się to nie udawało, budził matkę. Ta zaprowadzała go z powrotem do
łóżka i siedziała przy nim bez słowa, aż ponownie zaśnie. Zdarzało się to dwa do
trzech razy w nocy i trwało do 45 minut, gdyż Christian wiedział, że jak zaśnie, to
mama wyjdzie. Matka o tym też wiedziała, jednak ważniejszą dla niej rzeczą było
pokazanie mu, że pozostanie z nim tak długo, jak długo będzie jej potrzebował.
Każdego dnia odsuwała swoje krzesła nieco dalej od łóżka. Gdyby Christian w tym
czasie wstał, zaczął grymasić albo dyskutować, matka miała na chwilę wyjść. Do
tego   jednak   nie   doszło.   Po   tygodniu   Christian   po   raz   pierwszy   zakomunikował

background image

mamie, że może już wyjść.

Po   prawie   czterech   tygodniach   rodzice   uporali   się   z   tym   problemem.

Chłopiec zasypiał sam i zwykle pozostawał do rana w swym łóżku. Jeśli się bał albo
miał jakiś męczący sen, mógł iść do łóżka rodziców, co się jednak zdarzało dość
rzadko.

Przez kilka tygodni Christian dostawał małą nagrodę za każdą noc spędzoną

we własnym łóżku. Cieszył się z tego, a poza tym zwiększało to jego motywację. Był
z siebie bardzo dumny. Matka zaś, która w ciągu tych kilku tygodni poświęciła wiele
sił   i   cierpliwości,   wiedziała,   że   wyjdzie   to   dziecku   na   dobre.   Sukces   wzmocnił
również jej wiarę w samą siebie.

Może i w waszej rodzinie jest dziecko ze specyficznymi problemami, których tu nie

poruszyliśmy. Wyczerpująca rozmowa z  pediatrą  albo z psychologiem dziecięcym może
wam pomóc w znalezieniu własnego rozwiązania.

Zastrzeżenia i wątpliwości

Gdy naszą metodę terapii przedstawialiśmy na różnych spotkaniach czy też podczas

rozmów indywidualnych, spotykaliśmy się z reguły z trzema różnymi reakcjami.

Zdecydowana   większość   rodziców   cieszyła   się,   że   otrzymała   konkretne   i   wiele

obiecujące   porady.  Przekonał  ich  opisany  związek  między przyzwyczajeniami  dziecka   a
zaburzeniami   snu.   Godzili   się   też   na   podejmowanie   przez   pewien   czas   dodatkowych
wysiłków, aby w przyszłości osiągnąć poprawę sytuacji.

Była też inna grupa rodziców, na szczęście dość nieliczna. Chodziło tu najczęściej o

matki, borykające  się  bezpośrednio  z  tego rodzaju kłopotami.  Wskutek  braku snu  przez
wiele miesięcy, bardzo częstego zrywania się nocą, przygotowywania buteleczek, dawania
piersi itp., a także wskutek znoszenia długotrwałego płaczu niemowlęcia czuły się bardzo
wyczerpane i znerwicowane. To od nich głównie słyszymy wołania o pomoc: „Proszę mi
powiedzieć, co mam robić? Gorzej już być nie może!” W stanie, w którym się znajdują,
przyjęłyby prawdopodobnie  prawie  każdą  radę.  Szybka i  skuteczna pomoc jest  dla nich
bezcenna.

Trzecia   grupa   rodziców   wyraża   poważne   wątpliwości:   „Czy   możemy   z   naszym

dziecka postępować wbrew jego woli? Czy nie odniesie przez to szkód psychicznych? Czy
możemy być pewni, że nie odbije się to ujemnie na stosunkach między nami a dzieckiem?
Czy to instynktowne zaufanie nie zostanie zniszczone, gdy nie będziemy naszego dziecka za
każdym razem natychmiast uspokajali?”

Takie obawy i wątpliwości są zupełnie zrozumiałe. Odpowiadamy pytaniem na to

pytanie:  A co się stanie, jeśli wszystko pozostanie tak jak jest?  Jeżeli przyzwyczajenia
dziecka się nie zmienią? Jeśli przy każdym zapłakaniu ulegniecie - nawet pięć razy każdej
nocy?

Jaki wpływ mają bezsenne noce na wasz stosunek do maleństwa? Jesteście pewni, że

ten stosunek na tym nie ucierpi? Czy wasze małżeństwo w takiej sytuacji nie jest poddane
ciężkiej próbie? Co by się mogło zmienić, gdyby dziecko przesypiało całą noc? Czy by to
wyszło na dobre tylko wam - czy też waszemu dziecku?

Są matki, które nie odczuwają stresu, pomimo że dziecko budzi je miesiącami co noc

po kilka razy. Dlaczego mają w tej sytuacji cokolwiek zmieniać, jeśli czują się dobrze, są
zrównoważone i mogą się w każdej chwili z radością poświęcić dziecku? Jeśli tego typu

background image

zastrzeżenia rodziców przeważą, odradzalibyśmy zastosowanie terapii.

Często się jednak okazuje, że u matek i ojców istnieje pewne napięcie. Bezradność i

przemęczenie wywołują określone uczucia w stosunku do dziecka. Czasami są to nawet
uczucia agresywne.

Nie   jest   łatwo   przyznać   się   wobec   siebie   samego   do   takich   stanów.   Niektórym

rodzicom  przynoszą ulgę „żartobliwe”  uwagi  w  rodzaju: „Najchętniej oddałabym  go  do
adopcji!”   albo   „Mógłbym   ją   rozszarpać!”   Niektórzy   rodzice   mają   poczucie   winy   i
odczuwają wyrzuty sumienia, bo swoim niemowlęciem  albo  małym dzieckiem w chwili
własnej bezsilności kiedyś solidnie potrząsnęli, a nawet je zbili.

Takie reakcje są pożałowania godne, ale jakże ludzkie. Przede wszystkim jednak są

prawdziwe. Takim rodzicom nic nie pomogą porady wygłaszane z podniesionym palcem,
jak   np.   „Nie   wolno   ci   nigdy...”,   rady   pozbawione   konkretnej   wskazówki,   jak   problem
rozwiązać. Takie „rady” mogą wywołać uczucie winy i przyczynić się do tego, że rodzice
będą   się   czuli   jeszcze   bardziej   zagubieni   w   swoich   problemach.   Bądźcie   szczególnie
ostrożni, gdy tego typu wskazania słyszycie od „fachowców”, którzy na dodatek nie mają
żadnych własnych doświadczeń.

Najprostszym rozwiązaniem jest najpierw natychmiast ulec dziecku.
Oto   przykład   klasycznego   konfliktu.   Matka   jest   z   dzieckiem   w   supermarkecie.

Dziecko żąda czekolady. Matka nie uważa tego za stosowne i odmawia, na co  dziecko
zaczyna krzyczeć. Może nawet rzuci się na ziemię. No i teraz matka ma dwie możliwości.

Pierwszą jest kupienie czekolady. Dziecko natychmiast się uspokaja. Konflikt został

zażegnany.  Jednak   tylko   do   następnych   zakupów,   bo   następnym  razem   dziecko   znowu
będzie   krzyczało.   I   ten   krzyk  zostanie   także   nagrodzony  czekoladą.   W   pewnym  sensie
byłoby głupotą zrezygnować z krzyku.

Inna możliwość - matka konsekwentnie odmawia spełnienia żądania dziecka. Skutek:

dziecko krzyczy jeszcze głośniej. Sytuacja staje się coraz bardziej nieprzyjemna i stresująca.
Twarze   stojących  obok  ludzi  wyrażają   dezaprobatę:  „Ach,  wrzeszczące  dziecko,  a  więc
matka nieudolna”. Ta zaś, zlana potem, przechodzi przez tę Golgotę na pozór spokojna.
Podczas następnych zakupów dziecko już jednak płakać nie będzie, albowiem pojęło, że
krzykiem nic nie wskóra. Mama wie, czego chce i krzyki tu nic nie pomogą.

Matka musi pogodzić się z krótkotrwałym stresem, aby na dłuższą metę osiągnąć

rozwiązanie problemu. Nikt nie mógłby takiej matce zarzucić, że złamała wolę dziecka.

Wiele przyzwyczajeń przy zasypianiu jest podobnych do sytuacji z czekoladą. Nie

jest rozsądne na stałe pozostawiać dzieciom decyzję co do tego, ile i kiedy będą z tych
przyzwyczajeń korzystały.

Zaufanie rodziców do siebie samych i zdecydowanie - oto ważne przesłanki rozwoju

dzieci.   Większość   rodziców   jest   w   stanie   radzić   sobie   w   odpowiedzialny   sposób   z
potrzebami swej pociechy. Czują, kiedy ich dziecko naprawdę czegoś potrzebuje i wiedzą,
jak wyznaczyć granice tych potrzeb.

Lękliwe i chore dzieci wymagają jednak specjalnej troski, o czym będziemy mówili

w kolejnych dwóch rozdziałach.

Rozdział 4: To co najważniejsze

background image

Niekorzystne   przyzwyczajenia   przy     zasypianiu   mogą   spowodować   problemy   ze
spaniem.
  Wiele dzieci zasypia regularnie ze smoczkiem, w ramionach rodziców, w ich
łóżku,   przy   piersi   albo   z   buteleczką.   Wszystkie   te   przyzwyczajenia   prowadzą   do
problemów   ze   spaniem,   ponieważ   utrudniają   dziecku   nauczenie   się   samodzielnego
zasypiania.

Uczyć się zasypiać samemu według planu. Według naszego planu dziecko uczy się przy
waszej   pomocy   zasypiać   samo.   Kładziecie   dziecko   rozbudzone   do   łóżeczka   i
wychodzicie.   Jeśli   płacze,   wchodzicie   do   jego   pokoju   zgodnie   z   ustalonym
harmonogramem,   aby  się   nie   bało,   nie   dając   mu   jednak   wszystkiego,   czego   zażąda.
Dochodzi ono do wniosku, że krzyk nie opłaca się i szybko przestaje płakać. Zasypianie
samemu staje się przyzwyczajeniem, co jest szczególnie ważne nocą. Dziecko nie musi
już was budzić.

Otwieranie i zamykanie drzwi: Dziecko uczy się poprzez własne zachowanie. Jeżeli
przed   zaśnięciem   dziecko   nie   pozostaje   w   łóżku,   a   wstaje   i   wychodzi   z   pokoju,
zastosujcie   metodę   „otwierania   i   zamykania   drzwi”.   Dziecko   wpływa   swoim
zachowaniem na to, co ma nastąpić. Jeśli nie wyjdzie z łóżka, drzwi pozostaną otwarte.
Jeśli wstanie, drzwi zostaną na krótki czas zamknięte.

background image

5
Zaburzenia snu nie związane z
przyzwyczajeniami przy zasypianiu

W tym rozdziale wyjaśnimy:

jak   rozpoznacie   u   waszego   dziecka   lunatyzm   i   lęk   nocny   oraz   jak   należy   na   to
zareagować

jak postępować, gdy dziecko ma złe sny

jak odróżnić koszmar od lęku nocnego

W   większości   przypadków   dziecięce   zaburzenia   snu   są   związane   z

przyzwyczajeniami przy zasypianiu. Zarówno przyczyny tego stanu rzeczy, jak i możliwości
terapii omówiliśmy obszernie w poprzednich rozdziałach. Znacznie rzadziej zaburzenia snu
wynikają z innych przyczyn. Wymagają one wówczas odmiennych reakcji rodziców.

Lunatyzm i lęk nocny. Częściowe budzenie się z głębokiego
snu

W rozdziale 2 (diagram 4) opisaliśmy przybliżony przebieg snu dziecka w wieku

około   sześciu   miesięcy.   W   ciągu   pierwszych   trzech   godzin   po   zaśnięciu   dochodzi   u
wszystkich   dzieci   do   dwóch   razy   do   częściowego   budzenia   się   z   głębokiego   snu.   Na
diagramie   (w   naszym  przykładzie   o   21.30   i   22.30)   stan   ten   zaznaczono   strzałkami.   U
większości dzieci przebiega to w sposób całkowicie niezauważalny. Przewrócą się na drugi
bok, otworzą na moment oczy, mrukną coś i natychmiast ponownie zasypiają. Powrót do
stanu głębokiego snu udaje im się bez problemu. Jeśli zarejestrować fale  elektryczne w
mózgu w postaci elektroencefalogramu, można wyraźnie zauważyć natychmiastową zmianę
w chwili zakończenia głębokiego snu. Stan czuwania, płytki sen urojeniowy i sen głęboki -
wszystkie te postaci snów są przez krótki czas ze sobą wymieszane. Po owym stanie między
snem a jawą pojawi się znowu głęboki sen.

Mniej więcej  u  10 procent dzieci poniżej  10  lat przejście to  nie   odbywa się  tak

gładko. Zamiast szybko zapaść ponownie w głęboki sen, pozostają jeszcze przez pewien
czas jednocześnie w stanie czuwania i snu. Zrozumiałe, że w tym stanie zachowują się dość
dziwnie.   Możliwa   jest   cała   gama   takich   niecodziennych   zachowań   -   począwszy   od
mówienia przez sen aż do tzw. lęku nocnego. Mówienie przez sen nie jest wynikiem tego, że
dziecko   śni,   lecz   tego,   że   następuje   częściowe   przebudzenie   z   głębokiego   snu.   Jest   to
zjawisko   raczej   nieszkodliwe.   Jednak   lunatyzm   i   lęk   nocny   mogą   rodziców   poważnie
zaniepokoić.   Im   częstsze   i   intensywniejsze   są   takie   zachowania,   tym   większy   jest   ich
niepokój.

background image

Wszystkie  rodzaje   zachowania   opisane   na  następnych  stronach   mają   ze   sobą   coś

wspólnego. U dzieci poniżej 6 lat nie wynikają z zasady z przyczyn psychologicznych. Z
reguły ani się nie boją, ani nie mają innych poważniejszych problemów. Przyczyną takich
zachowań  jest to, że  proces  dojrzewania  mózgu jeszcze  się  nie zakończył.  Stąd  też  ten
niekompletny przebieg: „głęboki sen - niepełne przebudzenie - głęboki sen”. Jeżeli proces
dojrzewania zakończył się u nich później niż u innych dzieci, to wynika to głównie z cech
dziedzicznych.   O   ile   wasze   dziecko   cierpi   na   lunatyzm   albo   na   lęk   nocny,   to
prawdopodobnie   znajdziecie   w   rodzinie   krewnych,   którzy   jako   dzieci   mieli   podobne
problemy.

Lunatyzm

W przypadku „spokojnego lunatyzmu” dziecko błądzi po pokoju czy też mieszkaniu.

Przykładem tego może być zupełnie nieświadomy spacer do toalety w stanie głębokiego snu.

Nasz syn Christoph,  kiedy  miał 6  lat,  pomylił  kiedyś  drzwi od łazienki  z

drzwiami od sypialni. W sypialni stał na taborecie magnetofon. Chłopiec otworzył
go we śnie, wypróżnił tam pęcherz i wrócił do łóżka. Następnego dnia nie mógł
sobie niczego przypomnieć i wszystkiemu zaprzeczał.

A propos: Także moczenie nocne podczas snu, o ile zdarza się w przeciągu pierwszej

do   trzeciej   godziny   po   zaśnięciu,   jest   ściśle   związane   z   niepełnym   przebudzeniem   z
głębokiego snu.

Inny przykład: Pewnego poranka Christopha nie było w łóżku. Przeraziliśmy

się, bo akurat tej nocy drzwi wejściowe nie były zamknięte. Na szczęście znaleźliśmy
go w pokoju na poddaszu - klęczał oparty o kanapę i mocno spał.

Może się zdarzyć, że dzieci podczas spokojnego lunatyzmu otwierają drzwi i okna, a

nawet przechodzą przez balkon. Mniemanie, że lunatyk porusza się bezpiecznie, jest niestety
błędne.   Takie   dzieci   znajdują   się   w   dużym   niebezpieczeństwie.   Wykonują   co   prawda
pozornie sensowne i celowe ruchy, ale nie wiedzą, co czynią, gdyż jednocześnie śpią.

Jeśli wasze dziecko wędruje w czasie snu, powinniście przede wszystkim zabezpieczyć
okna i drzwi tak, żeby nie narazić go na żadne niebezpieczeństwo i aby nie mogło się
skaleczyć. Niektóre z tych dzieci reagują na głos i można je bez oporów zaprowadzić z
powrotem do łóżka.

Lęk nocny

Z lunatyzmem blisko spokrewniony, jednak wywołujący więcej obaw, jest lęk nocny,

w języku fachowym znany jako pavor nocturnus. Godzinę do czterech po zaśnięciu dziecko
zaczyna nagle przeraźliwie krzyczeć, a nawet, co gorzej, rzucać się na wszystkie strony.
Zwykle nie daje się przy tym dotknąć, nie mówiąc o możliwości uspokojenia go. Jego wzrok

background image

jest skierowany nieruchomo przed siebie i zdaje się was nie poznawać. Może się też zrywać,
biegając dookoła, jak gdyby chciało przed czymś uciec. Może się też pocić i mieć silne bicie
serca.

Taki atak może być bardzo krótki, ale również może trwać 20 do 30 minut. Mija on

tak nagle, jak nagle się pojawił. Dziecko po chwili się odpręża, daje się ułożyć w łóżku i
spokojnie zasypia. Podobnie jak w przypadku spokojnego lunatyzmu następnego dnia nie
może sobie niczego przypomnieć.

Także u małych dzieci mogą występować ataki nocnego lęku.

Marc   miał   15   miesięcy.   Rodzice   byli   z   jego   rozwoju   bardzo   zadowoleni.

Wieczorem, po kołysance, zasypiał w swoim łóżeczku o 20.00 i budził się dopiero o
7.30.   Cieszyli   się,   że   mają   takie   pogodne   dziecko.   Istniało   jednak   coś,   co   ich
niepokoiło. Dwa do trzech razy w tygodniu, około 22.00, słyszeli przeraźliwe krzyki
rozlegające się z pokoju dziecięcego. Po wejściu do pokoju dziecka zastawali je
stojące w łóżeczku. Synek krzyczał za każdym razem w takiej panice, że brali go
natychmiast na ręce i uspokajali. Mimo to krzyczał nadal. Nie przytulał się do nich,
a raczej się bronił. Jego wzrok był błędny, rodziców zdawał się nie dostrzegać. Ci
zaś próbowali go zbudzić, potrząsali nim i wołali. Marc uspakajał się po 10 - 15
minutach,   czasem   trwało   to   dłużej.   Gdy   się   już   zbudził,   patrzał   na   nich
zdezorientowany i zmieszany. Zasypiał ponownie dopiero po dłuższym czasie.

Rodzice próbowali wyjaśnić sobie te lęki, uznając określone przeżycia synka

za przyczyny jego nocnych ataków.

Wyjaśniliśmy   im,   że   stany   te   nie   mają   wiele   wspólnego   z   jakimiś

szczególnymi wydarzeniami w życiu chłopca. Marc należał do tych dzieci, które
czasami   pozostają   nieco   dłużej   w   stanie   między   snem   a   jawą,   zanim   ponownie
zapadną   w   głęboki   sen.   Chłopczyk   zachowywał   się   dziwnie.   Nie   odczuwał
prawdziwego lęku i nie potrzebował pocieszania. Gdyby się bał, to ów stan lękowy
nie znikałby tak szybko. Gdyby potrzebował pociechy, przytuliłby się do rodziców,
zamiast się bronić.

Mogliśmy rodziców Marca zapewnić, że ich synek - mimo tych bojaźliwych

krzyków - nie znajdował się ani w stanie lęku, ani paniki. Po prostu jeszcze się nie
obudził. Jedyną rzeczą, którą mogliby dla zrobić, byłaby obserwacja zachowania
syna podczas ataku. I tak też zrobili. Jeśli pierwsza ostrożna próba uspokojenia go
spełzała   na   niczym,   rodzice   wychodzili   z   pokoju,   obserwując   dziecko   przez
przymknięte drzwi. Ku ich zdumieniu Marc uspokajał się znacznie szybciej bez ich
pomocy. A więc nie budzili go już, a jedynie układali wygodniej, przykrywając go,
gdy się już sam uspokoił. Z upływem czasu ataki krzyków u chłopca stawały się
coraz   krótsze   i   coraz   rzadsze.   W   wieku   trzech   lat   pojawiały   się   już   tylko
sporadycznie.   Rodzice   reagowali   na   to   spokojniej   wiedząc,   że   dziecku   nic
poważnego nie zagraża i że to niezwykle zachowanie z czasem minie.

Drugi przykład:  Oliver  miał trzy lata. Prawie  co drugą noc  około 22.00

zrywał się z głośnym krzykiem. Czasami biegał po pokoju, mrucząc coś pod nosem.
Rodzice   mogli   zrozumieć   tylko   pojedyncze   słowa:   „Idą!”   albo   „Jest,   tam!”.
Niepokoiło ich szczególnie to, że ich nie poznawał i robił wrażenie nienormalnego.
Również   i   oni   próbowali   go   obudzić,   co   było   jednak   bardzo   trudne.   Kiedy
następnego dnia rano pytali go, czego w nocy tak się bał, nie mógł sobie niczego
przypomnieć, w ogóle nie rozumiał, o co go pytają.

Poradziliśmy   rodzicom,   aby   następnego   ranka   nie   wspominali   o   tych

background image

nocnych krzykach, gdyż wskutek pełnego troski wypytywania dzieci mogą stać się
lękliwe. Rodzi się w nich uczucie, że „coś ze mną jest nie tak”. Nie wiedzą bowiem,
o czym rodzice mówią, gdyż nie mogą sobie niczego przypomnieć. Takie uczucie
niepewności może dziecku raczej zaszkodzić, niż pomóc w przesypianiu nocy.

Rodzice Oliuera dostali jeszcze  jedną radę. Ponieważ łączny  czas spania

chłopca wynosił tylko 10 godzin, mieli zacząć go w południe ponownie regularnie
kłaść do łóżka. Miał się znowu przyzwyczaić do południowej drzemki.

Wystarczająca  porcja  snu i regularny  rytm  dobowy ze  stałymi terminami jest dla

takich dzieci, jak Marc i Oliver rzeczą szczególnie ważną. Przemęczone dzieci zdają się
spać bardzo głęboko. Przejście do stanu półsnu i ponownie do stanu głębokiego snu jest z
tego powodu szczególnie trudne. Lunatyzm i lęk nocny (pavor nocturnus) mogą wówczas
wystąpić jako reakcja na „zastopowanie” stanu półsnu. Odnosi się to jednak tylko do dzieci
o określonych predyspozycjach.

Oto   jeszcze   raz   zestawienie  najważniejszych   informacji  na   temat   zaburzenia

zwanego lękiem nocnym:

Jeśli wasze dziecko nie ma jeszcze 6 lat i często cierpi na ataki lęku nocnego, nie musicie
się tym przejmować. Prawdopodobnie nie ma ono ani poważniejszych problemów, ani
zaburzeń psychicznych. Przyczyna leży raczej w nieukształtowanym jeszcze przebiegu
snu. Skorzystajcie jednak z fachowej porady, jeśli dziecko jest również za dnia bardzo
lękliwe i spięte. Także gdy skończyło już 7 lat, a ataki lęku nocnego pojawiają się jeszcze
dość często, skonsultujcie się z pediatrą.

Dzieciom poniżej 6 lat pomożecie najlepiej, zachowują całkowity spokój. Jeśli dziecko
nie   daje   się   uspokoić,   odczekajcie   chwilę.   Dla   pewności   możecie   je   w   czasie   ataku
obserwować.

Nie budźcie dziecka. Nie wypytujcie go następnego dnia o nocne zachowanie.

Zapewnijcie   mu  bardzo   regularny  rytm  spania   w  wystarczającej   ilości.   Można   nawet
powrócić do drzemki południowej .

Lęku nocnego nie da się „wykurować”. Podane wyżej rady doprowadzą z pewnością do
złagodzenia sytuacji, jednak w pewnej mierze musicie się pogodzić z tym przypadkiem u
waszej pociechy, wiedząc, że z upływem czasu problem sam się rozwiąże.

Z reguły ataki nocnego lęku występują w kilku pierwszych godzinach nocy, a więc od
pierwszej do najpóźniej czwartej godziny po zaśnięciu. Z koszmarem sennym nie ma to
jednak nic wspólnego. Jak rozróżniać koszmar od lęku nocnego, dowiecie się pod koniec
tego rozdziału.

Lęki nocne i koszmary

background image

Wszystkie dzieci odczuwają od czasu do czasu wieczorem albo w nocy lęk, leżąc w

łóżku.   Wszystkim   dzieciom   śnią   się   czasami   koszmary.   Lęki   i   koszmary   są   wynikiem
przeżyć i zdarzeń, jakie niekiedy w gwałtowny sposób przyniósł dzień.

Lęk przed pójściem spać

Wasze dziecko może za dnia robić wrażenie pogodnego i zrównoważonego, a mimo

to czuć się czasem wieczorem bezbronne i przestraszone. Jest ciemno i cicho. Dziecko leży
samo w łóżeczku. Nie ma możliwości zaprzątnięcia uwagi zabawkami czy też towarzyszami
zabaw. Jest pozostawione samo sobie ze swymi odczuciami i fantazjami i musi się uporać z
wieloma   przeżyciami:   nowe   wrażenia,   konflikty  z   rodzeństwem,   krótkotrwała   rozłąka   z
matką itp. Nawet zwyczajne codzienne sytuacje mogą być czasem nadmiernym obciążeniem
dla malucha albo dla dziecka w wieku przedszkolnym, tym bardziej, jeśli wystąpią jakieś
wydarzenia nadzwyczajne - przeprowadzka, narodziny siostrzyczki albo braciszka, pierwszy
dzień w przedszkolu, choroba albo sprzeczka rodzinna. Za dnia dziecko łatwiej sobie z tym
radzi. Ale wasza „duża” sześcioletnia córeczka, sama w łóżku, zamieni się może ponownie
w „maleństwo” żądne wsparcia i przytulenia, jak gdyby znowu miała dwa lub trzy lata.
Może znajdzie wymówki i zastosuje jakieś manewry celem odwrócenia uwagi od pójścia do
łóżka. Może zechce, abyście nie zostawili jej samej w pokoju.

Przeżycia, powodujące powstanie uczucia lęku i niepewności, są różnorakie. Często

dzieci   nie   potrafią   zdefiniować   własnych   uczuć,   nie   są   w   stanie   powiedzieć,   co   je
rzeczywiście niepokoi. Może też boją się upiorów i duchów. Upiory mogą w pewnym sensie
symbolizować przeżycia, które się dzieciom za dnia wydawały groźne i nie do pokonania.
Upiory   i   duchy   mogą   naturalnie   pojawić   się   jako   wynik   dłuższego   oglądania   jakiegoś
popołudniowego   programu   telewizyjnego.   Nie   wszystkie   dzieci   potrafią   bez   trudności
„przetrawić” te - jakże często obrzydliwe - postacie z licznych audycji pomimo, że potrafią
się już może posługiwać pilotem.

Jak więc możecie jako rodzice zareagować na te zrozumiałe lęki dzieci? Właściwie

każde dziecko wymaga indywidualnej reakcji w zależności od jego potrzeby. Pomimo to
podamy w tym miejscu kilka wskazówek ogólnych:

Od   drugiego   roku   życia   wiele   dzieci   boi   się   ciemności.   Zupełnie   ciemne   otoczenie
uskrzydla fantazję, a zarazem utrudnia natychmiastowe zorientowanie się w swojskim
otoczeniu podczas nocnego przebudzenia. Zapalcie więc jakąś małą lampkę nocną albo
zostawcie przymknięte drzwi do oświetlonego pokoju tak, aby dziecko mogło w każdej
chwili wiedzieć, gdzie jest, widząc kontury znanych przedmiotów.

Bądźcie tolerancyjni, kiedy nie zachowuje się wieczorem tak spokojnie i rozsądnie jak za
dnia. Uwagi w rodzaju: „Nie rób komedii” albo „Nie jesteś już maluchem” dziecku nie
pomogą.

Z drugiej strony nie ma wielkiego sensu obszerne omawianie problemów dziecka akurat
wieczorem   albo   nocą.   Jeśli   wydaje   się   wam   lękliwe   i   zacznie   mówić   o   duchach,
rozbójnikach   albo   niebezpiecznych   zwierzętach,   wówczas   możecie   nieco   przedłużyć
wieczorny rytuał. Ale nie traćcie czasu na wyczerpujące wyjaśnienia, dlaczego i od kiedy
nie ma duchów czy czarownic. Nie próbujcie też przestawiać mebli, aby udowodnić, że
nic takiego nie istnieje.

background image

Znacznie   skuteczniejsze   jest   ogólne   zapewnianie,   że   mama  i   tata   są   przy  nim,   że   je
kochają i chronią i że może na nich  polegać.   Możecie je   przy  tym  wziąć  w  ramiona.
Wzmocni to wiarę dziecka w siebie znacznie skuteczniej niż długie dyskusje na temat
jego obaw. Lękliwość waszej latorośli może być nieraz sygnałem, oznaczającym: „Mamo,
chroń mnie, proszę!” Czuje się ono w takiej chwili małe, bezbronne i potrzebuje poczucia
bezpieczeństwa. To doznanie możecie mu zapewnić, zachowując się samemu spokojnie i
w sposób opanowany.

Jeśli dziecko jest bojaźliwe tylko od czasu do czasu i wymaga   wówczas   szczególnej
uwagi,   możecie   wyjątkowo zmienić rytuał wieczorny. Połóżcie się razem z nim w jego
łóżku albo weźcie je do siebie. Jest to uzasadnione zwłaszcza wtedy, gdy np. na dworze
szaleje burza, gdy dziecko nie potrafi sobie poradzić z jakimś trudniejszym przeżyciem
albo gdy jest ciężko chore.

Może   się   jednak   zdarzyć,   że   z   tych   sytuacji   wyjątkowych   wyklują   się   nowe

przyzwyczajenia przy zasypianiu. Owe „lęki” będą wówczas służyły dziecku jako instrument
określania i przedłużania wieczornego rytuału, albowiem widzi ono następującą zależność:
„Jeśli zacznę opowiadać o zjawach i duchach, mama pozostanie przy moim łóżku tak długo,
aż zasnę”. Czasem trudno się zorientować, czy dziecko naprawdę jeszcze się boi, czy też
upiera się przy swoich obawach przed upiorami ze względów taktycznych. Jedynie mimika i
jego zachowanie pozwolą wam wyciągnąć właściwe wnioski.

Zwróćcie  dodatkowo   uwagę  na   to,   czy  dziecko  interesuje   się   także   za   dnia   tematem
swoich wieczornych czy nocnych stanów lękowych. Jeśli tak jest, ma prawdopodobnie
rzeczywiście jakiś problem. Spróbujcie dojść do sedna sprawy jeszcze za dnia.

Wieczorny rytuał - abstrahując od wyjątków - powinien z zasady przebiegać utartym
torem.   Dziecku   pomożecie   najskuteczniej,   wysłuchując   go   uważnie,   podchodząc   ze
zrozumieniem do jego trosk i obaw i zapewniając je o swojej miłości i oddaniu, jednakże
nie ulegając mu.

Dotychczas   była  mowa   o   „normalnej"   lękliwości:   Dzieci   czasem  są   rzeczywiście

zaniepokojone, a nawet mogą płakać, ale z panicznym lękiem nie ma to nic wspólnego.

Dziecko,   które   ogarnia   paniczny   lęk,   trzyma   się   kurczowo   matki,   krzyczy

histerycznie i gotowe jest zrobić wszystko, aby tylko nie pozostać samo. Bardzo lękliwe
dziecko wymaga stałego - niekiedy nawet fizycznego - ingerowania rodziców. Potrzebuje
pomocy  i   wsparcia   przy   wyjaśnieniu   przyczyny  i   usunięciu   problemu.   Jeśli   zadanie   to
wydaje się przerastać wasze siły, zwróćcie się do specjalisty.

Koszmary

Obawy prowadzące do koszmarów są bardzo zbliżone do lęku przed pójściem spać.

Przyczyną tych stanów są konflikty i zdarzenia w ciągu dnia. Szczególnie często wydają się
one występować u dzieci między trzecim a szóstym rokiem życia. Zaczynają one rozmyślać
o   własnych   uczuciach,   takich   jak   złość,   strach,   poczucie   winy,   nie   potrafią   jednak   ich
racjonalnie rozładować.

background image

We śnie wszystkie te odczucia pojawiają się czasem w sposób osobliwy. Złe sny są

dla   małych   dzieci   szczególnie   groźne,   gdyż   nie   potrafią   one   odizolować   ich   od
rzeczywistości. Gdy zbudzą się po koszmarze sennym, czują się wciąż jeszcze zagrożone
„złem” ze świata ich snów. Są zastraszone i potrzebują otuchy.

Małe   dzieci   poniżej   trzech   lat   można   najłatwiej   pocieszyć,   biorąc   je   w   ramiona   i
zapewniając, że nie są same i że wszystko jest w porządku. U starszych dzieci wskazane
jest zwrócenie im uwagi na to, że to tylko sen, a także okazanie zainteresowania owym
snem. Nie zmuszajcie jednak nigdy dziecka do opowiadania snu, gdy tego nie chce.

Nocna lampka może dziecku pomóc w łatwiejszym zorientowaniu się w otoczeniu po
przebudzeniu. Pomocne może się też okazać zabranie go do łóżka rodzicielskiego, gdzie
poczuje się bezpieczne i uspokoi.

Każdemu dziecku śnią się od czasu do czasu koszmary. Jeśli występują jednak przez
dłuższy czas co noc albo prawie każdej nocy, wówczas ma ono prawdopodobnie jakiś
problem. Zamiast nocą dyskutować na ten temat, lepiej zastanowić się nad przyczynami
za   dnia,   a   w   wypadku   szczególnie   uporczywych  i   silnych   lęków   poszukać   fachowej
pomocy.

Czteroletniego Ralfa od dobrych dwóch tygodni co noc męczyły koszmary.

Za pierwszym razem chłopiec zbudził się około 2.00 w nocy. Krzyczał w panice,
pokazywał   na   szafę,   twierdząc,   że   widzi   tam   rybę.   Za   żadne   skarby   nie   chciał
pozostać w swoim pokoju. Przywarł z podkurczonymi nogami do matki, chciał iść z
nią do salonu i cały czas płakał przestraszony. Tej nocy już nie zasnął.

Podczas następnych dwóch tygodni matka musiała wieczorem kłaść się obok

niego   i   razem   z   nim   spać.   Jasna   lampa   sufitowa   pozostawała   zapalona   i   Ralf
zasypiał bardzo późno. Budził się każdej nocy między 2.00 a 3.00, płakał i mówił
coś o rybie. Był całkowicie rozbudzony przez kilka godzin. Chciał pić i słuchać
kaset.

Matka nie wiedziała zupełnie, jak ma się zachować. Przez pierwszych kilka

nocy   była   przekonana,   że   jej   syn   rzeczywiście   ulega   panice.   Później   naszły   ją
wątpliwości. Jej reakcje wahały się między: „Tu nie ma żadnej ryby” i „Powiedz,
jak ta ryba dokładnie wygląda”, a jej uczucia oscylowały między współczuciem a
irytacją,  gdyż   jej  poświęcenie,  nader  wyczerpujące,  nie   prowadziło  do  poprawy
sytuacji.

Ralf był i za dnia dzieckiem raczej lękliwym. Zwłaszcza komary, pająki i inne

owady mogły u niego wywołać panikę.

Nie   udawało   nam   się   jednak   wyjaśnić,   dlaczego   akurat   ryba   odgrywała

główną rolę w snach Ralfa. Wymyśliliśmy razem „bajkę terapeutyczną”, w której
chłopiec,   bardzo   podobny   do   małego   Ralfa   i   mający   podobne   problemy,
zaprzyjaźnia się z niezwykle sympatyczną i kolorową rybką. Temat koszmaru - a
więc   ryba   -   nabrał   dzięki   tej   bajce   innego   znaczenia,   nie   związanego   już   ze
strachem. Matka chłopca opowiadała mu odtąd tę bajkę regularnie każdego dnia.

Po pewnym czasie trudno się było zorientować, czy długie okresy czuwania

wiązały się u Ralfa rzeczywiście z lękiem, czy też przerodziły się w zabawę z mamą,
podczas której to on mógłby określać reguły gry. W każdym razie niezależnie od
tego,   czy   chodziło   tu   o   rzeczywiste   lęki,   czy   też   o   walkę   o   władzę   -   dla   Ralfa
najkorzystniejszą rzeczą było, że matka wykazała zdecydowanie i działała według

background image

stałych reguł postępowania.

Postanowiła więc chwilowo pozwolić na to, aby Ralf spal dalej w jej łóżku.

Zainstalowano nocną lampkę i wyłączono oświetlenie sufitowe. Gdy chłopiec budził
się   nocą,   matka   nie   wdawała   się   już   w   debaty   na  temat   ryby,   lecz   powtarzała
spokojnym i ciepłym głosem:

-  „Światło zostanie zgaszone”.
-  „Jestem przy tobie, wszystko jest w porządku”.
-  „Zostań grzecznie w łóżku”.
-  „Czuwam nad tobą, śpij spokojnie”.
Ani matka, ani syn nie opuszczali już pokoju. Skreślono także z programu

takie zachcianki, jak picie czy słuchanie kaset. Rano chłopca budzono, aby snu
straconego w nocy nie mógł nadrobić przed południem.

Już na drugi wieczór Ralf zasnął dość szybko, a i w nocy sytuacja polepszyła

się znacznie. Pierwszej nocy chłopiec płakał jeszcze przez dwie godziny. Począwszy
od drugiej nocy przez dłuższy czas rozbudzony był do około 2.00, opowiadając swój
sen o rybie. Jednak zasypiał ponownie po 10 - 30 minutach - bez paniki i płaczu.

Jak odróżnić koszmar od lęku nocnego?

Koszmary pojawiają się w czasie snu z REM (diagram 4). Dzieci zaczynają płakać

nie w czasie, kiedy sną, lecz potem. Są one wówczas całkiem rozbudzone. W sen z REM
dziecko zapada po raz pierwszy mniej więcej trzy godziny po zaśnięciu. W drugiej połowie
nocy odcinki REM stają się częstsze i intensywniejsze. Dlatego też koszmary występują
najczęściej w drugiej połowie nocy.

Ataki lęków nocnych występują natomiast w godzinę do czterech po zaśnięciu, a

więc w pierwszej fazie snu. Po śnie głębokim następuje niezupełne przebudzenie. Powrót do
głębokiego snu nie udaje się natychmiast; dziecko znajduje się dłuższy czas w stanie między
snem   a   jawą.   W   tej   fazie   też   zaczyna   krzyczeć   i   się   rzucać.   W   tabeli   (diagram   11)
zestawiono   najważniejsze   cechy   charakterystyczne   dla   koszmaru   i   lęku   nocnego,
opracowane przez prof. Ferbera.

Rozdział 5: To co najważniejsze

Niektóre dzieci zachowują się we śnie dziwnie. W czasie pierwszej do czterech godzin
po zaśnięciu dziecko budzi się częściowo raz albo dwa razy z głębokiego snu. Niektóre
dzieci   pozostają   w   tym   stanie   dłuższy   czas.   Charakteryzuje   się   on   dziwacznym
zachowaniem: mówieniem przez sen, spokojnym lunatyzmem i atakami lęku nocnego w
połączeniu z głośnym krzykiem i rzucaniem się.

Niezwykłe zachowanie się we śnie najczęściej nie jest powodem do obaw.  U dzieci
poniżej 6 lat takie zachowanie z reguły nie oznacza jakiegoś psychicznego zaburzenia, a
raczej   jest   dziedzicznym   problemem   okresu   dojrzewania.   Nie   budźcie   dziecka,
obserwujcie   je   tylko.   Zostawcie   je   w   spokoju,   jeśli   nie   szuka   waszej   bliskości.   Nie
wypytujcie o nic następnego dnia. Zadbajcie o uregulowany tryb dnia i o wystarczającą

background image

ilość snu. Bądźcie przekonani, że problem rozwiąże się z czasem sam.

background image
background image

Przy   koszmarze   dziecko   potrzebuje   od   was   otuchy.  Koszmary   dają   się   wyraźnie
odróżnić   od   lęków   nocnych.   Po   jakimś   złym  śnie   (w   odróżnieniu   od   lęku   nocnego)
dziecko potrzebuje otuchy i pewności, że jesteście zawsze przy nim i że może czuć się
bezpieczne. Unikajcie nocnych rozmów o obawach i snach, starajcie się raczej znaleźć
ich przyczyny za dnia.

background image

6
Problemy szczególne

W tym rozdziale dowiecie się:

co powinniście wiedzieć, gdy wasze dziecko

uderza głową i się kołysze

cierpi na bezdech

ma bóle

jest niepełnosprawne umysłowo

•    co sądzimy o stosowaniu lekarstw przy leczeniu zaburzeń snu

Niektórym rodzicom dotychczasowe informacje mogą nie wystarczyć. Ich dziecko

ma całkiem specyficzne problemy związane ze snem, o których dotychczas nie mówiliśmy.
W tym rozdziale zebraliśmy najważniejsze takie przypadki.

Uderzanie głową i kołysanie się

Nieraz rodzice donoszą o obserwacjach, które wydają się im niezwykłe.

Na przykład 18-miesięczny Tomasz za dnia, wieczorem i kilkakrotnie w nocy

przed zaśnięciem uderzał głową o kratę łóżeczka. Co prawda nigdy się przy tym
poważnie nie skaleczył, ale na głowie zostawały ślady. Rodzice próbowali łóżeczko
wyłożyć czymś miękkim, ale synek zrywał to zabezpieczenie, znajdując zawsze jakieś
twarde miejsce. Kółka od nóg łóżka zdjęto, aby łóżko nie mogło jeździć po pokoju
wskutek rytmicznego uderzania głową.
Rodzice   martwili   się   tym   stanem   rzeczy,   gdyż   słyszeli,   że   na   taką   dolegliwość
cierpią głównie dzieci w wysokim stopniu niepełnosprawne i zaniedbane. Czyżby
więc i ich syn był w jakiejś mierze opóźniony w rozwoju?

Innych rodziców dręczą podobne obawy, kiedy np. ich dzieci przed zaśnięciem trwają

w bezruchu na czworakach albo kołyszą się do przodu i do tyłu, bądź też leżąc, rzucają
główką rytmicznie w prawo i w lewo.

Obawa, gdy dzieci uderzają głową o jakiś twardy przedmiot, poruszają nią w obie

strony czy też kołyszą się, jest zwykle nieuzasadniona. Zwłaszcza u niemowląt i małych
dzieci jest to normalny i często spotykany sposób zachowania się. Przy normalnym rozwoju
zdrowego dziecka nie jest to oznaką jakiegoś zaburzenia.

Wiele takich dzieci ma także za dnia upodobanie do rytmicznego poruszania się.

Kiedy słyszą muzykę, zaczynają się do taktu kołysać - poruszając albo głową, albo całym
ciałem. Niektóre z nich przyzwyczaiły się do kołysania na czworakach, do kręcenia albo
uderzania głową - szczególnie w porze spania. Robią to przed zaśnięciem, czasem też rano

background image

bądź   nocą,   aby   po   zbudzeniu   się   móc   ponownie   zasnąć.   Chodzi   tu   najczęściej   o
przyzwyczajenie   przy   zasypianiu,   które   można   porównać   ze   ssaniem   kciuka   czy   też   z
„ukołysaniem do snu” w wózeczku.

Rytmiczne uderzanie głową (występuje u około 5 procent wszystkich przypadków),

zwane w języku fachowym „jaktacje”, rodzice traktują najczęściej jako trudny problem albo
„zaburzenie”. Martwią się, że dziecko może się poważnie skaleczyć. Z ich bowiem punktu
widzenia takie uderzanie głową o jakiś twardy przedmiot musi być przecież bolesne. Ale
najwidoczniej tak nie jest. Uspakajający efekt tego miarowego ruchu, swoista przyjemność,
zdają się być oczywiste.

Uderzanie   głową   albo   kołysanie   się   będące   rezultatem   przyzwyczajenia   przy

zasypianiu pojawia się zwykle w pierwszym roku życia. Może ono szybko minąć, ale też
może utrzymywać się przez dłuższy czas. Zwykle zanika samoistnie w rok do półtora po
pierwszym pojawieniu się, a więc najpóźniej w trzecim, czwartym roku życia.

Uderzanie   głową   występuje   u   chłopców   znacznie   częściej   niż   u   dziewcząt.   Jest

prawdą, że u dzieci z poważną chorobą neurologiczną albo z zaburzeniem psychicznym
bardzo często występuje objaw uderzania glosą, ale uderzanie głową jako jedyna dziwna
cecha u dziecka, które jest poza tym zdrowe i normalnie się rozwija, nie stanowi powodu do
niepokoju. Najlepiej, gdy rodzice się z tym pogodzą i pozwolą się przekonać, że wszystko
jest w porządku.

Oto kilka dodatkowych wskazówek:

Dajcie dziecku za dnia dużo możliwości rytmicznego poruszania się.

Warto spróbować postawić obok łóżeczka głośno tykający zegar albo taktomierz, aby
wyjść naprzeciw wyczuciu rytmu dziecka.

Wyścielcie   starannie   łóżeczko   albo   połóżcie   na   środku   pokoju   materac.   Im   trudniej
będzie   znaleźć   twardy  przedmiot   do   uderzania   głową,   tym  szybciej   dziecko   da   temu
spokój.

Pamiętajcie o tym, abyście na takie uderzanie głową nie zwracali specjalnej uwagi ani też
tego   nie   „nagradzali”.   Tomasz   na   przykład,   o   którym  była   mowa   na   początku   tego
odcinka, dostawał wieczorem i nocą regularnie buteleczkę, kiedy zaczynał uderzać głową
w   bok   łóżka.   A   więc   w   pewnym   sensie   czynność   ta   była   dla   niego   niezawodnym
sposobem wyegzekwowania butelki. Kiedy jednak matka - zgodnie z metodą opisaną w 4.
rozdziale - odzwyczaiła go od buteleczki, wówczas i to przyzwyczajenie zmniejszyło się
w widoczny sposób.

W   rzadkich   wypadkach   uderzanie   głową   albo   kołysanie   się   stanowi   oznakę

poważniejszego   zaburzenia.   Porozmawiajcie   z   pediatrą,   gdy   zauważycie   następujące
symptomy:

Uderzanie głową albo kołysanie się wystąpiło po raz pierwszy, gdy dziecko było już
starsze niż półtora roku.

Uderzanie głową albo kołysanie się łączy się z jakimś wydarzeniem, obciążającym bądź
niepokojącym dziecko.

Rytmiczne ruchy nie mijają w wieku trzech czy czterech lat.

background image

Dziecko nie rozwija się zgodnie ze swoim wiekiem.

Bezdech (apnoe) podczas snu

Julia, 5 lat, zaczęła pół roku temu chrapać. Te nocne odgłosy budziły często

rodziców, bo mieszkanie było dość akustyczne. Przed 6 tygodniami zauważyli oni,
że to chrapanie jest przerywane fazami absolutnej ciszy. Od tego czasu bacznie
śledzili to zjawisko, stwierdzając, że pojawia się ono coraz częściej. Jednocześnie
było widać, że Julia jest w ciągu dnia zmęczona i niezrównoważona.

Jest to typowa historia dziecka cierpiącego na bezdech (apnoe). Apnoe znaczy po

prostu   „nieoddychanie”.   Strumień   powietrza   przepływający   przez   nos   i   usta   zostaje
przerwany   na   czas   powyżej   10   sekund.   U   noworodków   na   przykład   może   to   nastąpić
wskutek nie rozwiniętego w mózgu nadajnika impulsów oddychania. Natomiast podczas snu
dziecka może nastąpić przerwa w oddychaniu, gdy strumień powietrza przechodzący przez
nos i usta urywa się w drodze do tchawicy. Przerwa ta powstaje przede wszystkim w obrębie
nasady   języka.   Jak   wiemy,   szczególnie   w   czasie   płytkiego   snu   urojeniowego   mięśnie
wiotczeją   do   tego   stopnia,   że   język  może   opaść   do   tyłu,  blokując   dostęp   powietrza   do
tchawicy.

Dla większości dzieci strumień powietrza jest wystarczający. U Julii jednak tak nie

było, bo miała powiększone polipy i migdałki, co wraz z językiem stanowiło przeszkodę dla
swobodnego przepływu powietrza. Prowadziło to do tego, że często budziła się, aby móc
ruszyć   językiem.   W   ten   sposób   umożliwiała   ponowny   dopływ   powietrza   do   płuc.   W
skrajnym przypadku może upłynąć cała noc na zmaganiu się z brakiem powietrza. Ma to też
niekorzystny  wpływ  na   głęboki   sen.   Nic   więc   dziwnego,   że   za   dnia   dziewczynka   była
znużona, rozkojarzona i grymasiła.

Kiedy rodzice powinni zwrócić uwagę na tę dolegliwość?

Oto najważniejsze cechy charakterystyczne:

Nadmierna   senność   za   dnia   w   połączeniu   z   licznymi   pośrednimi   i   bezpośrednimi
oznakami: zachowanie niedostosowane do sytuacji, wzmożona aktywność, nagłe zmiany
nastroju, a u starszych dzieci problemy ze szkołą.

Głośne chrapanie w nocy, także bez oznak infekcji dróg oddechowych, wciąganie klatki
piersiowej przy wdychaniu. Przyczyna: strumień powietrza wchodzący do płuc jest za
mały,   co   prowadzi   do   częściowego   przebudzenia   z   przejściowym   polepszeniem   się
procesu oddychania.

Przyczynami prowadzącymi do bezdechu są przede wszystkim powiększone migdałki

i polipy, a także nadwaga i wadliwe ukształtowanie szczęk. Przy podejrzeniu zakłóceń w
oddychaniu dziecko powinien zbadać pediatra albo laryngolog. W większości przypadków
pomoże tu usunięcie polipów i migdałków.

background image

Bóle

Jeśli dziecko płacze z bólu, wówczas niełatwo mu zasnąć. Nie pomagają już zwykłe

czynności przed  zaśnięciem.  Rodzice  na  ogół  dość  trafnie   rozróżniają między  żałosnym
płaczem czy krzykiem dziecka wynikającym z silnych bólów a krzykami protestu lub złości.
Najczęściej mówi się o bólu zębów. Ze słowem „ząbkowanie” wiąże się wiele różnorakich
przekonań. Łączy się je z gorączką, biegunką, kapryszeniem i brakiem apetytu, aczkolwiek
mało jest na ten temat ugruntowanych wiadomości.

Co   rozumiemy   pod   nazwą   „ząbkowanie”?   W   mowie   potocznej   oznacza   to,   że

wyrastają zęby. Jeśli nie są one jeszcze widoczne, wówczas „ruszają”. Jeżeli już wychodzą z
dziąseł - „wyrzynąją się”. Ponieważ zęby rosną równomiernie z całym naszym organizmem,
w rzeczywistości nie ma nagłego „ruszania” zębów mogącego wywoływać dolegliwości.
Tak więc słowo „ząbkowanie” można jedynie skojarzyć z dolegliwościami w tym czasie,
kiedy ząbki stają się widoczne, wyrastając z dziąseł.

Kiedy   ząbkowanie   powoduje   bóle?   Na   pewno   wtedy,   kiedy   jest   widoczny   stan

zapalny,  a   więc   zaczerwienienie   i   opuchlizna   dziąseł.   Takie   przypadki   nie   zdarzają   się
jednak   często.   Z   reguły  po   kilku   dniach   stan   zapalny  mija,   a   więc   nie   możemy  uznać
„ząbkowania”  za  przyczynę zaburzeń snu i chorób. Kiedy rodzice przynoszą do lekarza
niemowlę, które z bólu całą noc krzyczało, pytają często, czy to nie wynik ząbkowania.

W zasadzie zaglądamy najpierw do uszu. Najczęstszą przyczyną bólów bywa ostre

zapalenie ucha środkowego. Od czasu do czasu pojawia się też obrzęk ucha środkowego,
powodujący   bóle   przede   wszystkim   w   pozycji   leżącej.   Jeśli   do   tego   dojdzie   jeszcze
gorączka, niemowlę może mieć też bóle głowy i kości. Choroby związane z gorączką mogą
u niemowląt - podobnie jak u dorosłych - wywoływać bóle głowy i kości.

U   niemowląt,   które   bardzo   gwałtownie   krzyczą,   obmacujemy   zawsze   brzuch   i

pachwiny,   aby   wykluczyć   źródło   bólu   w   tych   okolicach.   Istnieje   wielorakość   innych
możliwych przyczyn bólów, ale zęby rzadko odgrywają tu jakąś rolę. Dokładne wypytanie
rodziców   i   zbadanie   dziecka   zwykle   wykaże   przyczynę,   a   co   najmniej   wykluczy
poważniejsze choroby.

Jeżeli rodzice mają uzasadnione podejrzenie, że ich dziecko nie może spać z bólu, a

jednocześnie   jego   wygląd   nie   wskazuje   na   konieczność   pójścia   do   lekarza,   zalecamy
podanie dziecku czopka przeciw gorączce, gdyż łagodzi on jednocześnie bóle.

Dzieci niepełnosprawne umysłowo

Daniel   i   Moritz   urodzili   się   w   36.   tygodniu   ciąży.   Z   powodu   ciężkich

duszności znaleźli się obaj na oddziale intensywnej terapii, gdzie pozostali przez
cztery tygodnie, jako że ich życiu zagrażały różne dodatkowe komplikacje. Wkrótce
po wypisaniu ich ze szpitala okazało się, że są opóźnieni w rozwoju. W wieku 5 lat
stwierdzono u nich zachowanie autystyczne.

Od samego początku matka, która ich wychowywała sama, uskarżała się, że

ma zarwane noce. Pojawiły się bowiem poważniejsze kłopoty. Chłopcy zasypiali
między 21.00 a 22.00 w swych łóżeczkach. Około północy jeden z nich zwykle się
budził, wychodził z łóżka i stukał jakąś zabawką o szyby okienne tak długo, aż
braciszek też się zbudził i wziął udział w zabawie. Zasypiali dopiero po godzinie. O

background image

3.00 domagali się herbaty. Potem się trochę bawili i zasypiali ponownie około 5.30.

Tym pukaniem w szybę budzili nie tylko własną matkę, lecz także kilka rodzin

w   siedmiopiętrowym   budynku.   W   skrzynce   na   listy   zaczęła   się   pojawiać
nieprzyjemna korespondencja. Matka z trudem dawała sobie z tym wszystkim radę.
Czy   i   w   odniesieniu   do   upośledzonych   i   autystycznych   dzieci   moglibyśmy
zastosować nasz program spania?

Nie   widzieliśmy   żadnej   przeszkody.   Mimo   początkowych   trudności   i   po

dokładnym   uzgodnieniu   planu,   udało   nam   się   osiągnąć   znacznie   dłuższy   i
nieprzerwany sen u tych dzieci. Nauczyły się one nie pić w nocy, spać mniej za dnia
a więcej nocą, nie wychodzić z łóżek.

Ten ostatni nawyk okazał się najtrudniejszy, już prawie zrezygnowaliśmy z

realizowanego programu, albowiem dzieci pokonywały wszystkie techniczne środki,
utrudniające wyjście z łóżka. Matka była jednak konsekwentna i zaskoczyła nas po
kilku tygodniach dobrą wiadomością, że obaj chłopcy mimo wszystko nauczyli się
przesypiać całą noc.

Także dzieci niepełnosprawne potrafią się uczyć. Uczą się nie tyle przez pojmowanie,

a przez ustalone warunki i konsekwencje. Jeśli zaburzenie snu stanowi część ich choroby
zasadniczej, wówczas nie można osiągnąć tak szybkiego i pełnego sukcesu jak u dzieci
zdrowych. W rzadkich przypadkach jest dodatkowo wymagana terapia lekami.

Według   naszych   doświadczeń   także   u   niepełnosprawnych   umysłowo   dzieci   z

poważnymi   zaburzeniami   snu   jest   możliwe   i   celowe   opracowanie   indywidualnego
wieczornego   i   nocnego   programu   zachowania   oraz   wdrażanie   go   konsekwentnie   przez
pewien czas.

Leki

Czy podczas leczenia zaburzeń snu stosować środki nasenne i uspakajające?
Według analizy Instytutu  Statystyki Medycznej

13

  w  Republice  Federalnej w 1990

roku 7 do 10 procent wszystkich dzieci poniżej 12 lat przepisano co najmniej jeden raz
środek   nasenny   albo   uspokajający.   Najczęściej   chodzi   tu   o   preparaty
psychofarmakologiczne, takie jak Atosil i środki uspakajające z grupy Valium.

Szczególnie  niepokoi  to,   że   według  publikacji  w  „Deutsches  Ärzteblatt”   (1989)

14

częstotliwość przepisywania takich preparatów niemowlętom jest szczególnie wysoka. Na
sto   niemowląt   przynajmniej   dwudziestu   przepisano   jeden   raz   środki
psychofarmakologiczne!   W   tym   stanie   rzeczy   należy   się   obawiać,   że   wiele   dzieci   z
zaburzeniami snu leczonych jest właśnie środkami psychofarmakologicznymi.

Stwierdziliśmy jednak, że przede wszystkim pediatrzy nie przepisują lekkomyślnie

środków nasennych do dłuższego stosowania. Ponadto rodzice odstawiają je często już po
kilku dniach.

Zanim   wdrożyliśmy   nasz   program   terapii,   zapisywaliśmy   w   wyjątkowych

przypadkach   u   szczególnie   bezradnych   rodzin   także   środki   nasenne   bądź   uspokajające.
Dzięki   temu   dzieci   usypiały  co   prawda   nieco   szybciej,   ale   nic   się   nie   zmieniło   w   ich
przebiegu snu: nocne noszenie na rękach, podawanie smoczka itp. Kluczowy okazywał się
problemu   pomocy   rodzicielskiej   przy   zasypianiu.   Po   odstawieniu   lekarstw   powracał
poprzedni zakłócony schemat spania.

Istnieją wyniki badań

15

, które potwierdzają nasze doświadczenia. Lekarstwa działały

background image

tylko wówczas, gdy jednocześnie przeprowadzano program terapii.

Ponieważ   powodzenie   terapii   opartej   na   naszym  programie   jest   niezwykle   duże,

zrezygnowaliśmy  u   zdrowych  dzieci   całkowicie   z   podawania   leków.   Lekarstwa   mogą   -
niezależnie od niepożądanych skutków ubocznych - prowadzić do powstania dodatkowych
problemów.  Niektóre dzieci po ich  zażyciu jeszcze bardziej ożywają, zamiast odczuwać
senność. Zjawisko to nosi nazwę „reakcji paradoksalnej”.

Z tych to powodów nasz wniosek jest następujący: U zdrowych dzieci nie stosuje się

lekarstw przy terapii zaburzeń snu. Nie są one ani potrzebne, ani na dłuższą metę skuteczne i
należy z nich zrezygnować jeszcze przed rozpoczęciem programu terapii.

Rozdział 6: To co najważniejsze

Uderzanie   głową   i   kołysanie   się.  Uderzanie   głową   i   kołysanie   się   są   co   prawda
zjawiskami   niecodziennymi,   lecz   zwykle   nie   chorobliwymi.   Należy   się   uzbroić   w
cierpliwość, aż zanikną one w sposób samoistny.

Znużenie   za  dnia  i  nocne   chrapanie  w   nocy.  Nadmierne  znużenie  w  czasie  dnia  i
regularne chrapanie w nocy, przerywane dłuższymi przerwami w oddychaniu, mogą być
oznakami   bezdechu.   Pomocą   dla   większości   tych   dzieci   będzie   operacyjne   usunięcie
polipów i migdałków.

Bóle.  Bóle   często   uniemożliwiają   dziecku   przesypianie   całej   nocy.   Należy   najpierw
znaleźć źródło dolegliwości. Ząbkowanie zwykle nie jest wystarczającą przyczyną.

Dzieci   niepełnosprawne   umysłowo.  Dzieci   niepełnosprawne   cierpią   często   na
zaburzenia   snu.   Jeśli   nie   są   one   spowodowane   bezpośrednio   samą   chorobą,   warto
zastosować opisany program snu, uwzględniając przy tym indywidualne cechy dziecka.

Leki. Przy leczeniu zaburzeń snu u zdrowych dzieci lekarstwa są zbyteczne.

background image

7 Pytania i odpowiedzi

W tym rozdziale zebraliśmy najczęstsze pytania rodziców na temat nauki spania wraz

z odpowiedziami

Czy dziecko jest jeszcze za małe na zastosowanie planu
terapii?

Pytanie:
Moja córka ma zaledwie trzy miesiące. Każdej nocy domaga się co najmniej cztery razy
piersi. Czy nie mogę jej już teraz nauczyć przesypiania całej nocy?

Odpowiedź:
Prawdopodobnie nie! Większość dzieci w wieku trzech miesięcy nie ma jeszcze całkowicie
rozwiniętego rytmu spania. Nie potrafią odróżniać dokładnie dnia od nocy. W tym wieku
potrzebują   przeważnie   dodatkowego   posiłku   nocą.   Tak   więc   nie   może   pani   jeszcze
wymagać   od   swojej   córki   prawidłowego   przesypiania   całej   nocy.  Może   ją   pani   jednak
przyzwyczajać do ustalonych czasów drzemek dziennych i do punktualnego kładzenia się na
spoczynek nocny.

Pytanie:
Moja córka ma trzy miesiące i potrafi zasnąć tylko przy piersi. Kiedy kładę ją rozbudzoną
do  łóżeczka,   zaczyna   natychmiast   płakać.   Jak   przyzwyczaić   ją,   by   zasypiała   sama?   Do
zastosowania planu terapii jest przecież jeszcze za mała!

Odpowiedź:
Ma pani rację. U tak małego niemowlęcia nie można postępować dokładnie według planu. Z
pewnością córeczka zaśnie jeszcze od czasu do czasu podczas karmienia piersią, ale może
pani zacząć odzwyczajać ją od tego stopniowo. Proszę kłaść ją coraz częściej do łóżeczka,
kiedy jeszcze nie śpi - nawet gdyby miała protestować. Po pewnej chwili należy do niej
podejść i ją pocieszyć. Jeżeli sama obecność pani nie wystarczy, można ją wziąć na chwilę
na ręce, uspokajając ją w ten sposób. Ale proszę pamiętać o tym, aby ponownie włożyć ją do
łóżeczka w odpowiedniej chwili przed zaśnięciem, bowiem właśnie tam powinna ona jak
najczęściej zasypiać - sama i bez pani pomocy.

Po chorobie terapia od początku?

Pytanie:
U   naszego   18-miesięcznego   synka   postępowaliśmy   dokładnie   według   opisanego   planu
terapii. Pomimo że przedtem pił co noc kilka buteleczek, sytuacja polepszyła się w przeciągu
paru dni - przez dwa miesiące spał bez zarzutu. Niestety, ostatnio poważnie zachorował. Od

background image

tego czasu dostaje w nocy znowu dwie buteleczki. Czy mamy teraz rozpocząć terapię od
początku?

Odpowiedź:
U każdego dziecka może się zdarzyć, że wskutek choroby albo wyjazdu na urlop wróci stan
pierwotny. Czasami wystarcza jedna noc, a dziecko chciałoby najchętniej z tego wyjątku
uczynić   natychmiast   regułę.   Chce   naturalnie   zachować   dawne   przywileje,   nawet   gdy
choroba minęła albo gdy urlop się już dawno skończył. W takim wypadku możecie państwo
oczywiście przystąpić do ponownej terapii. Zwykle udaje się to szybciej niż poprzednio.
Prawdopodobnie dziecko jeszcze nie zapomniało państwa konsekwentnego postępowania.
Choroby   i   sytuacje   wyjątkowe   mogą   wystąpić   zawsze.   Dlatego   nie   będzie   w   tym   nic
dziwnego, jeśli zdarzy się państwu powrócić do tej metody jeszcze nie raz i nie dwa.

Moje dziecko nie daje się uspokoić

Pytanie:
Mój syn ma dziewięć miesięcy i zasypia tylko w moich ramionach. Znając go, nie da się na
pewno w żaden sposób uspokoić, kiedy będę do niego wchodzić. Będzie krzyczał jeszcze
głośniej, gdy mnie zobaczy, a ja nie wezmę go na ręce. Czy nie będzie lepiej, jeśli nie będę
do niego zaglądała, dając mu się wykrzyczeć?

Odpowiedź:
Być może odniosłaby pani sukces, stosując metodę „dać się wykrzyczeć”. Prawdopodobnie
po kilku dniach pani syn przestałby istotnie krzyczeć wiedząc, że to się nie opłaca. Nam
jednak nie  chodzi tylko  o sukces, lecz   jednocześnie  zawsze  o dobro  dziecka.  Może się
bowiem bać, płacząc godzinami w samotności - a więc obawiać się, że zostało opuszczone
albo   że   nie   jest   już   kochane.   To   ryzyko  może   pani   wykluczyć,   wchodząc   do   niego   w
krótkich odstępach czasu i dając mu w ten sposób do zrozumienia, że jest pani w pobliżu i
że wszystko jest w najlepszym porządku. „Wizyty” w pokoju syna mogą być bardzo krótkie,
jeśli będzie on reagował jeszcze głośniejszym krzykiem. Niemniej proszę nie rezygnować z
ciągłego pocieszania i okazywania mu miłości.

Nocne posiłki dla niejadków?

Pytanie:
Mój syn ma prawie dwa lata, a waży dopiero 13 kg. Jest wybitnym niejadkiem. Dlatego
jesteśmy zadowoleni, jeśli nocą wypije chociaż dwie butelki mleka. Niestety, wiąże się to z
dość   częstym   budzeniem   się.   Czy   możemy   z   czystym   sumieniem   odzwyczaić   go  od   tych
nocnych posiłków ? Przecież wówczas będzie jadł w sumie jeszcze mniej!

Odpowiedź:
Nigdy  nie   jest   właściwym  rozwiązaniem  podawanie   nocą   na   poły  śpiącemu  niejadkowi
pokarmu, którym wzgardził za dnia. Dopóki pani syn pije w nocy prawie pół litra mleka, nie
widzi powodu, aby za dnia pić więcej. Przyzwyczaił się do nocnego głodu. Proszę zacząć od

background image

podawania mu jedzenia i picia w dzień o regularnych, ustalonych porach. Jeśli tych nocnych
posiłków   zabraknie,   będzie   pani   mogła   być   pewna,   że   w   przeciągu   paru   dni   chłopiec
uzupełni to, czego mu brakuje.

Po 14 dniach brak postępu

Pytanie:
Mój syn ma 25 miesięcy. Wydaje mi się, że potrzebuje jeszcze południowej drzemki. Od
dwóch tygodni kładę go konsekwentnie w południe na godzinę do łóżka. Co prawda ostatnio
już nie płacze, ale i nie śpi. Czy dalsze próby mają sens?

Odpowiedź:
Jeżeli   po   dwóch   tygodniach   konsekwentnego   postępowania   nie   zauważyła   pani   u   syna
zmiany, wówczas może być pani pewna, że nie potrzebuje już tego snu. Dalsze próby będą
bezcelowe.
Niektórzy   rodzica   jednak   donoszą   o   pozytywnych   skutkach   takich   południowych
odpoczynków. Dziecko przyzwyczaja się do zajmowania się sobą przez godzinę w swoim
łóżku albo w pokoju. Może u pani syna taka możliwość też wchodziłaby w rachubę.

Dziecko wchodzi ukradkiem do łóżka rodziców

Pytanie:
Nasza czteroletnia córeczka przychodzi do naszego łóżka prawie każdej nocy. W zasadzie
jesteśmy temu przeciwni, ale często tego nie zauważamy. Co robić?

Odpowiedź:
Jeżeli jesteście państwo tylko „w zasadzie” temu przeciwni, to pozostańcie lepiej przy tym
stanie rzeczy. Jeśli będziecie chcieli przyzwyczaić dziewczynkę do pozostawania nocą w jej
łóżeczku,   to   będzie   państwu   potrzebna   cała   siła   woli,   a   także   zgoda   na   nieosiągnięcie
pełnego zadowolenia, w przeciwnym razie nic z tego nie wyjdzie. Nawet jeśli nie zdajecie
sobie   państwo   z   tego   sprawy,   to   nie   macie   szansy   za   każdym   razem   konsekwentnie
reagować na te nocne wizyty. A tylko to mogłoby zapewnić wam sukces.

Warunki zastosowania planu terapii

Pytanie:
Czy ten plan terapii można zastosować u każdego dziecka?

Odpowiedź:
Nie! Należy przestrzegać kilku zasad. Przede wszystkim dziecko musi mieć co najmniej
sześć   miesięcy   i   być   zdrowe.   Rodzice   muszą   odczuwać   niezadowolenie   i   być   bardzo
zdecydowani na zmianę istniejącej sytuacji. Szczególnie ważne jest, aby między rodzicami a

background image

dzieckiem panowały dobre stosunki. Nieraz rodzice są po prostu przeciążeni i nie są w
stanie   zająć   się   odpowiednio   dzieckiem.   Niemowlęta   są   bardzo   wrażliwe   na   odmowę   i
rezerwę. Może się zdarzyć, że będą nocą krzyczeć, aby sobie w ten sposób wywalczyć u
rodziców należną opiekę. Nie możemy więc naszego programu polecić bez zastrzeżeń. W
takiej sytuacji ważne jest uprzednie wsparcie rodziców, aby znów mogli zwracać się do
dziecka z większą czułością.

Obawa przed psychicznym przeciążeniem

Pytanie:
Moje dziecko ma 10 miesięcy. Dotychczas pocieszałam je za każdym razem, kiedy zapłakało.
Jednak teraz jestem tak wyczerpana, że raczej tylko myślę o spokojniejszych nocach. Czy
mogę   zastosować   opisany   plan   terapii   bez   obawy   o   jakiejś   psychiczne   konsekwencje   u
dziecka?

Odpowiedź:
Jedno jest pewne, pani wyczerpanie na skutek stale zarywanych nocy prowadzi do coraz
większego obciążenia. Prędzej czy później ten stres przeniesie się na dziecko.
Prawie wszyscy rodzice, którzy się z nami konsultowali, byli ze swoimi dziećmi bardzo
związani. Czy i pani dziecko czuje się w pani obecności bezpieczne? Czy może ono być
pewne pani miłości i oddania? Serdeczny i pełen zaufania stosunek między rodzicami a
dzieckiem jest podstawą wszystkiego. Jeśli tak jest, można się pogodzić z krótkotrwałym
niewielkim   stresem.   Z   pewnością   uczenie   się   nowych   przyzwyczajeń   nie   jest   dla   pani
pociechy przyjemne, jednak nie może to zagrozić utrwalonej harmonii między wami, bo
przecież i w czasie zmiany przyzwyczajeń zajmuje się nim pani z oddaniem. Tak więc może
być pani pewna, że nie poczuje się ono opuszczone. A co najważniejsze - z chwilą, kiedy
dziecko już się przestawi na nowe przyzwyczajenia, będzie się zarówno pani, jak i dziecku
wiodło lepiej.

Uwagi końcowe

„Leoni   miała   od   12   miesięcy   problemy   ze   spaniem.   Budziła   się   co   dwie,   trzy
godziny i chciała pić. Trudno uwierzyć, że obecnie przesypia od 19.00 do 6.00!”

„Chcielibyśmy Wam bardzo serdecznie podziękować za spokojne noce, z których
korzystamy pełną piersią po raz pierwszy od 14 miesięcy - i to już od dwóch i pół
tygodni”.

Moglibyśmy cytować wiele takich reakcji na nasze wykłady i konsultacje.
Dla nas samych niezwykły sukces porad dotyczących spania był niespodzianką. Dr

Morgenroth,   pediatra,   dziwił   się,   że   on,   specjalista   od   chorób   infekcyjnych,   miał   takie
powodzenie w tej zupełnie dla niego nowej dziedzinie terapii.

Także   dla   mnie,   psychologa,   było  czymś  niezwykłym,  że   jedna   jedyna  rozmowa

wystarczała prawie zawsze do osiągnięcia pełnego sukcesu po zastosowaniu terapii.

background image

Nie zapominajmy jednak, że to nie kto inny jak właśnie rodzice wprowadzali nasz

plan terapii w życie. My mogliśmy ich tylko do tego zachęcać i udzielać porad.

Także na  stronach tej książki możemy  jedynie radzić   i  zachęcać.  To Wy,  drogie

Czytelniczki i mili Czytelnicy, będziecie je wdrażać.

Życzymy Warn powodzenia!

background image

8
Mój protokół snu

Na   następnych   dwóch   stronach   znajdzie   dwa   protokoły  snu,   w   których   możecie

odnotować przyzwyczajenia waszego dziecka przy zasypianiu.

W pierwszym protokole odnotujcie, jakie aktualne przyzwyczajenia ma ma wasze dziecko
przy zasypianiu i piciu. W ten sposób zorientujecie się   jak wyglądają dokładnie jego
problemy ze spaniem.

Nastanie rozpocznijcie wasz osobisty plan terapii i odnotujcie  w drugim protokole, jak
się   zmieniają   przyzwyczajenia   dziecka   przy   zasypianiu   -   aż   do   czasu,   kiedy   będzie
przesypiało całą noc.

Uwaga!
Możecie też natychmiast przystąpić do terapii. W tym wypadku będzie wam potrzebny tylko
drugi protokół.

background image
background image
background image

Przypisy

1

 R. Ferber,   Solve your childs sleep problems. New York 1985, Simon & Schuster.

2

 A. Kast-Zahn und H. Morgenroth, Erfahrungen und praktische Hinweise für den Umgang

mit Schlafproblemen im Säuglings- und Kindesalter. „der kinderarzt” 26, 1995, nr l, s. 46 -
52 i nr 2, s. 204 - 212.

3

  D.   Wolke   i   in.,  Häufigkeit   und   Persistenz   von   Ein-   und   Durchschlafproblemen   im

Vorschulalter:   Ergebnisse   einer   prospektiven   Untersuchung   an   einer   repräsentativen
Stichprobe in Bayern
 „Prax. Kinderpsychol. Kinderpsychiat”, 1994, 43, 339 - 344.

4

 E. Aserinsky & N. Kleitman, Regularly occuringperiods of eye motility and concomitant

phenomena during sleep, „Science” 1953, 118, s. 273 - 274.

5

 H.P. Roffwarg i in., Ontogenetic development of the human sleep-dream cycle., „Science”,

1966, 152, s. 273 - 274.

6

 A. Kast-Zahn, Wie wird mein Baby ein guter Schläfer? „Hipp-Penaten, Baby-Club, Club-

Magazin” 1995, l, s. 18 - 19.

7

 J. Cuthbertson & S. Schevill, Helping your child sleep through the night. New York, 1986,

Doubleday.

8

  D.   Wolke,  Die   Entwicklung   und   Behandlung   von   Schlafproblemen   und   exzessivem

Schreien im Vorschulalter, [w:] Petersmann (wydawca):  Verhaltenstherapie mit Kindern,
München 1994, Gerhard-Röttger-Verlag l54 - 208.

9

  A. Kast-Zahn,  Wenn Ihr Kind die Nacht zum Tage macht.  „Hipp-Penaten, Baby-Club,

Club-Magazin”, 1995, 3.

10

  S.   Friedrich   &  V.  Friebel,  Einschlafen,   Durchschlafen,   Ausschlafen.  Hamburg   1993,

rororo.

11

 G. Klackenberg, Incidence of parasomnias in children in a general population, [w:] Ch.

Guilleminault,   (wydawca),  Sleep  and   its   disorders   in   children.   New  York   1987,   Raven
Press. s. 99- 113

12

  B. Lozoff i in.,  Cosleeping in urban families with young children in the United States.

„Pediatrics”, 1984, 74, s. 171 - 182.

13

 G. Glaeske, Arzneimittel. Aus dem Jahrbuch Sucht 94, Neuland Verlagsgesellschaft, 1994,

s.160-175.

14

  E.   Meiner   i   in.,  Verschreibung   von   Psychopharmaka   im   Kindesalter.   „Deutsches

Ärzteblatt”, 1989, 86 (28/29), B-1469 - B-1471.

15

  N.   Richman,  A   double-blind   drug   trial   of   treatment   in   young   children   with   waking

problems, „J. Child Psychol. Psychiat.” 1985, 26, s. 591-598.