background image

Ostatnia wojna marszałka 

Tygodnik Wprost - 

Numer: 48/2004 (1148)

  

Nawet gdybyśmy napadli na Hitlera, to teŜ byłaby obrona - twierdził Piłsudski w 1934 roku Piłsudski chciał 
wojny. Nikt nigdy nie powiedział tego głośno, ale ci, którzy bacznie śledzili wydarzenia polityczne 1932 i 1933 
roku, nie mieli najmniejszych wątpliwości: zagroŜona odradzającym się militaryzmem niemieckim Polska 
sama zmierzała do wojny. W historii ten tajemniczy rozdział nosi tytuł "polska wojna prewencyjna" i do 
dzisiaj nikt nie zdołał wyjaśnić, co było w niej prawdą, a co jedynie legendą. Był początek lat 30. Po 
kataklizmie wielkiej wojny świat Ŝył w ramach porządku wersalskiego. Pokonane, upokorzone Niemcy 
zmuszone zostały do rozbrojenia i utrzymywania niewielkiej, pozbawionej cięŜkiej broni, ledwie stutysięcznej 
armii i płacenia wielkich reparacji. W Europie na gruzach ich klęski pojawiły się nowe niepodległe państwa, a 
wśród nich odrodzona Polska. Na straŜy tego porządku i na straŜy bezpieczeństwa światowego stała Liga 
Narodów. Wszyscy wierzyli, Ŝe ten wielki konflikt był juŜ ostatnią wojną w dziejach świata. 

Obraza polskiej bandery  
I oto 14 czerwca 1932 r. świat stanął znowu na krawędzi wojny. Tego dnia do portu w Gdańsku miały wpłynąć z 
wizytą trzy angielskie kontrtorpedowce. Problem polegał na tym, Ŝe władze Wolnego Miasta Gdańska, oddanego 
literą traktatu wersalskiego pod opiekę Ligi Narodów, od dłuŜszego juŜ czasu realizowały politykę proniemiecką, 
odmawiając Polsce uznania jej uprawnień. Wśród innych mnoŜących się szykan tym razem odmówiły Polsce "port 
d`attache", czyli prawa korzystania z portu gdańskiego jako portu macierzystego. Dla marszałka Józefa Piłsudskiego 
tego było juŜ za wiele. Mógł przez całe lata znosić prowokacyjne treści niemieckich artykułów prasowych 
uznających Gdańsk za niemiecką domenę, mógł się godzić z obecnością w Gdańsku 10 tys. członków partii 
hitlerowskiej i jej bojówek, ale z publiczną obrazą polskiej bandery nie umiał się pogodzić. Na tajnej naradzie w 
Warszawie z dowódcą floty komandorem Józefem Unrugiem i dowódcą kontrtorpedowca ORP "Wicher" Tadeuszem 
Podjazd-Morgensternem zadecydowano, Ŝe "Wicher" wejdzie do portu gdańskiego i powita dowódcę eskadry 
angielskiej. Językiem marszałka - "gdyby władze Gdańska powaŜyły się na obrazę polskiej bandery" - ORP "Wicher" 
ma otworzyć ogień na gmachy urzędów gdańskich.  
 
Wziąć Gdańsk za pysk  
Tego dnia do wojny nie doszło. Komandor Pridham-Wippel, dowódca brytyjskiej eskadry, powitał dowódcę 
polskiego okrętu na swoim pokładzie i choć niechętnie, jednak rewizytował okręt polski. Do wojny nie doszło takŜe 
w następnych miesiącach, gdy na polecenie Piłsudskiego przez hitlerowski Gdańsk jechały do Gdyni na zjazd 
legionistów polskie pociągi z napisami: "Czas wziąć za pysk Gdańsk i Prusy Wschodnie", "Niech Ŝyje polski 
Gdańsk". Wszystkie te incydenty zostały ostro potępione przez Ligę Narodów, lecz jednocześnie ku zaskoczeniu 
tejŜe Ligi Narodów proniemiecki Gdańsk juŜ w sierpniu zgodził się na odnowienie dotychczasowych polskich 
przywilejów w tym mieście. Kryzys wydawał się zaŜegnany.  
 
Francja nas zdradzi  
W tych dniach w zaciszu Belwederu Piłsudski dyktował Józefowi Beckowi słynne zasady polityki zagranicznej. 
Obok punktów dotyczących potrzeby utrzymywania dobrych stosunków z sąsiadami i lojalnego dotrzymywania 
sojuszów znalazły się w nich punkty mówiące o niekłanianiu się nigdy i nikomu bez potrzeby, o kategorycznym 
sprzeciwianiu się decyzjom podejmowanym bez udziału Polski, a wreszcie zasada tzw. pługa śnieŜnego, to jest 
zasada zaczynania akcji od najtrudniejszej strony. TakŜe w tych dniach Piłsudski podziękował przedstawicielom 
francuskiej misji wojskowej w Warszawie. Prawdziwe powody tej decyzji ujawnił zresztą niebawem w rozmowie z 
wysokim oficerem francuskim: "Francja nas porzuci, zdradzi - oto, co o nas myślą, i dlatego mówić to panu jak 
Ŝ

ołnierz Ŝołnierzowi".  

 
Pacyfistyczne inklinacje  
Następne ruchy marszałka miały wprawić świat w zadziwienie. Oto 2 listopada 1932 r. Piłsudski przyjął dymisję 
ministra spraw zagranicznych Augusta Zaleskiego, który od sześciu lat z sukcesami reprezentował interesy polskie w 
Genewie. Jemu zawdzięczała Polska obecność w radzie Ligi Narodów. Jego nazwisko identyfikowano z 
postępującymi pracami Konferencji Rozbrojeniowej. I nagle ten człowiek został odwołany. Formalnie - z przyczyn 
zdrowotnych. Jeśli się jednak wczytać w ówczesne komentarze prasy światowej, to się okaŜe, Ŝe dla bacznych 
obserwatorów sceny politycznej dymisja ta była wynikiem "nieporozumień z Piłsudskim, wynikających z 
pacyfistycznych inklinacji Zaleskiego". Dla wielu nie ulegało teŜ wątpliwości, Ŝe minister spraw zagranicznych 
"płacił wysoką cenę za incydent z "Wichrem", o którym to incydencie sam Zaleski mówił: "Nie leŜy w mojej naturze 
praktykowanie tego rodzaju metod. Muszę jednak przyznać, Ŝe w istniejącej sytuacji Marszałek Piłsudski miał 
szczęśliwy pomysł". W tajnej historii dyplomacji odnotowano jeszcze kilka szczęśliwych pomysłów marszałka. 
Pierwszym była nominacja płk. Józefa Becka na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Dla wielu było to 
ś

wiadectwo wojennych planów marszałka. O innych pomysłach świat nie miał się dowiedzieć nigdy.  

Strona 1 z 3

background image

 
Na własny sposób  
W ostatnich dniach października 1932 r. Jan Bociański, attach� ambasady polskiej w ParyŜu, otrzymał od 
ambasadora Alfreda Chłapowskiego polecenie odszyfrowania tajnej i bardzo pilnej depeszy z Warszawy od Józefa 
Becka. Został uprzedzony, Ŝe o treści depeszy nikt nie moŜe wiedzieć. Treść tej depeszy brzmiała: "Z polecenia Pana 
Marszałka Józefa Piłsudskiego uda się Pan Ambasador niezwłocznie do prezydenta Lebruna i wobec definitywnego 
odrzucenia przez Rząd Francuski inicjatywy Pana Marszałka oświadczy mu, Ŝe Pan Marszałek widzi się zmuszony 
uregulować stosunki z Niemcami na swój własny sposób".  
Ta depesza jest chyba jedynym dokumentem tajemniczej wojny prewencyjnej proponowanej światu przez Polskę. 
Czy ów "swój własny sposób" oznaczał wojnę? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Co najwyŜej moŜe przywołać 
zapisany przez adiutanta Piłsudskiego kapitana Mieczysława Lepeckiego obraz Belwederu z tych dni i marszałka nie 
ś

piącego nocami, bijącego ręką w stół i wykrzykującego w pasji słowa o jakimś bombardowaniu. MoŜe teŜ 

przypomnieć obraz gorączkującego marszałka, który 11 listopada 1932 roku, w Święto Niepodległości, kazał się 
zawieźć na plac Piłsudskiego, by osobiście przyjąć defiladę wojskową.  
 
W imieniu marszałka  
Tajne rozmowy z politykami francuskimi, dotyczące przygotowywanej wojny, prowadzili prawdopodobnie gen. 
Bolesław Wieniawa-Długoszowski, szef gabinetu marszałka płk Józef Beck i adiutant Jerzy Potocki. Wszystkie 
odbywały się poza ministerstwami spraw zagranicznych i nikt nie potrafi dzisiaj przytoczyć ich treści. MoŜna się 
jedynie domyślać, Ŝe prowadzący te rozmowy w imieniu marszałka przekonywali, Ŝe nieuchronne dojście Hitlera do 
władzy grozi nowym kataklizmem wojennym.  
Zapewne przypominano w nich, Ŝe w 1930 r. stan posiadania partii Hitlera wzrósł w Reichstagu z dwunastu do 107 
mandatów, by w lipcu 1932 r. osiągnąć juŜ 230 mandatów. Być moŜe przypominano 213 artykuł traktatu 
wersalskiego, według którego Liga Narodów miała prawo badać naruszanie przez Niemców klauzul traktatu, a 
uzbrojenie bojówek SA w polskiej interpretacji traktowane było jako naduŜycie. Jeśli Hitler nie zgodziłby się na 
zbadanie sprawy przez Ligę Narodów, świat miałby prawo do interwencji zbrojnej. Być moŜe wysłannicy 
Piłsudskiego cytowali Francuzom fragmenty wystąpienia Hitlera na zjeździe NSDAP w Bytomiu 18 kwietnia 1932 r., 
gdzie krzyczał, Ŝe przywróci Rzeszy granice sprzed wojny, a zrabowane przez Polskę ziemie muszą wrócić do 
Niemiec.  
Według Piłsudskiego, wojna była tuŜ-tuŜ. "Musi pan pamiętać - mówił do Becka obejmującego stanowisko ministra 
spraw zagranicznych - Ŝe idą czasy, kiedy zachwieje się konwencjonalna struktura Ŝycia międzynarodowego, jaka 
ciągnęła się w ostatnich dziesięciu latach prawie. Formy, do których świat się juŜ prawie, jakby do stałych, 
przyzwyczaił, kruszeją... I dla nas, dla Polski stanie się problem podejmowania z czasem walki, być moŜe przeciw 
wszystkim".  
30 stycznia 1933 r. Adolf Hitler wygrał wybory w Niemczech. JuŜ w pierwszych wywiadach udzielanych prasie 
brytyjskiej nowy kanclerz Niemiec dał wyraz swemu przekonaniu, Ŝe "polski korytarz" i Gdańsk muszą powrócić do 
Niemiec i Ŝe "nie ma niczego, co by naród niemiecki odczuł bardziej jako niesprawiedliwość". W rocznicę traktatu 
wersalskiego w całych Niemczech flagi zostały opuszczone na znak Ŝałoby, która zdawała się dobiegać końca. JuŜ 20 
marca 1933 r. rozpoczął swą działalność obóz w Dachau. Realizował się scenariusz, przed którym ostrzegał 
Piłsudski; palenia ksiąŜek, palenia ludzi i groźby podpalenia świata.  
14 października 1933 r., co było do przewidzenia, Niemcy opuścili Ligę Narodów i wycofali się z konferencji 
rozbrojeniowej. 21 października na godzinę 2.00 w nocy marszałek Piłsudski zwołał tajną naradę. Uczestniczyło w 
niej dwóch przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych i czterech wysokich oficerów. Marszałek raz jeszcze 
postanowił powrócić do planu wojny prewencyjnej. Tym razem misję we Francji powierzono Ludwikowi 
Morstinowi, który się blisko przyjaźnił z gen. Weygandem. Marszałek nakazał mu postawić rządowi francuskiemu 
dwa proste pytania, na które oczekuje odpowiedzi "tak" lub "nie". Po pierwsze, czy w razie zaatakowania Polski 
przez Niemcy na jakimkolwiek odcinku jej granicy Francja odpowie ogólną mobilizacją wszystkich sił zbrojnych. Po 
drugie, czy wystawi w tym wypadku wszystkie rozporządzalne siły zbrojne na granicy Niemiec. Jak powaŜne były to 
pytania, moŜe świadczyć fakt, Ŝe 25 października Hitler nakazał generałowi Blombergowi natychmiastowe 
opracowanie planu strategicznego na wypadek wojny prewencyjnej.  
 
Wojna obronna  
Rząd francuski pod przewodnictwem prezydenta Lebruna dwukrotnie zebrał się na obrady w sprawie wojny. Po 
burzliwych dyskusjach zdecydowano: Francja mobilizacji nie ogłosi i sił na granicy nie wystawi. Obiecano natomiast 
pomoc Polakom w pracach sztabowych, uzbrojeniu i amunicji. Ale o to Piłsudski juŜ nie pytał, lecz wysłał 
emisariuszy do Berlina.  
26 stycznia 1934 r. został podpisany polsko-niemiecki pakt o nieagresji. Pięć lat później rozpoczęła się najkrwawsza 
w dziejach świata wojna i trwający po dziś spór, czy moŜna jej było uniknąć.  
Gdy Piłsudski zlecił swemu adiutantowi Mieczysławowi Lepeckiemu przepisanie na maszynie swego zarządzenia 
"Na wypadek wojny z Niemcami", ten zapytał: "Panie Marszałku, czy Hitler zamierza na nas napaść?" - Piłsudski 

Strona 2 z 3

background image

odpowiedział: "Widzisz, nawet gdybyśmy to my na niego napadli, to teŜ byłaby obrona.  

Strona 3 z 3