background image

I

1

rp.pl /ekonomia

Piątek
7   s t y c z n i a   2 0 1 1

Odcinek czwarty: skąd się wzięły waluty

Bank

banków

<

Przywilej 
emisji 
pieniądza
należy dziś 
do banków 
centralnych 
i to na ich 
zlecenie 
wytwarzane 
są monety 
i banknoty

DON

A

T

 

B

R

YKCZYŃSKI/REPOR

TER

DR WALDEMAR KOZIOŁ

Uniwersytet Warszawski

Pieniądz towarzyszy człowieko-
wi od wieków. Ułatwia wymianę
towarów 

gromadzenie

oszczędności.  Szczególnie  w
tym drugim przypadku ważne
jest, by jego wartość pozostawa-
ła stosunkowo stabilna. Stabil-
ność z kolei zależy od tego, jak
dużo pieniądza w relacji do do-
stępnych towarów znajduje się
w gospodarce. Rolę strażnika si-
ły pieniądza pełni właśnie bank
centralny, ponieważ to on emi-
tuje znaki pieniężne (pieniądz
gotówkowy)  i  nadzoruje  ilość
pieniądza w gospodarce (zwaną
fachowo podażą pieniądza). 

Nie maksymalizują 

senioratu

Od zawsze funkcja emisji pie-

niądza jest ściśle przyporządko-
wana określonym podmiotom.
Kiedyś należała do władców, a
bicie własnego pieniądza było
oznaką suwerenności i władzy.
Nawet jeśli inne osoby lub pod-
mioty  (najczęściej  miasta)  biły
własne monety, to robiły to na
podstawie odrębnego przywi-
leju. Określał on najczęściej za-
sady i wielkość oraz kruszec, z
którego  bito  pieniądze.  Bicie
własnych  monet  było  też  źró-
dłem  dochodu  władców,  któ-

rym dzielili się oni bardzo nie-
chętnie. Dochody z emisji pie-
niądza do dziś określa się mia-
nem senioratu. W czasach no-
wożytnych są to dochody pań-
stwa  realizowane  przez  bank
centralny.  Dziś  biorą  się  one
stąd, że wartość materiałów, tzn.
stopu metali użytych do wybicia
monet (bilonu) czy specjalnego
papieru oraz farby drukarskiej
potrzebnych do wydrukowania
banknotów, jest mniejsza niż ich
wartość nominalna.

Władcy dbali również o siłę i

stabilność pieniądza. Chronio-
no stemple, którymi bito mone-
ty, by zabezpieczyć się przed jej
psuciem  (wykorzystywaniem
mniejszej  ilości  kruszcu  niż
przyjęto).  Dziś  informacje  o
kosztach bicia monet czy zabez-
pieczeniach banknotów, stem-
ple mennicze czy matryce dru-
karskie są równie, a może nawet
lepiej  chronione,  niż  miało  to
miejsce kilka wieków temu. Za-
bezpiecza to przed działaniem
fałszerzy  (z  niewielkimi  wyjąt-
kami  koszty  produkcji  pienią-
dza  gotówkowego  są  mniejsze
od jego wartości, co stanowi za-
chętę do nielegalnych działań).

Ze względu na stabilność pie-

niądza bank centralny nie mak-
symalizuje dochodów z seniora-
tu, a jedynie emituje tyle pienią-
dza gotówkowego, by zabezpie-
czył  on  obrót  gospodarczy.  W
związku  z  tym  bank  centralny
może nawet dokładać do emisji

znaków pieniężnych. Dzieje się
tak bardzo często w przypadku
bilonu o bardzo niskim nomina-
le, który są emitowany dla możli-
wie  najdokładniejszego  od-
zwierciedlenia  wartości  towa-
rów i usług (np. 3,97 zł za 10 dkg).
Rezygnacja  z  monet  jedno- i
dwugroszowych spowodowała-
by potrzebę zaokrąglania do 5
groszy (a więc cena ta wynosiła-
by albo 3,95 zł, albo 4,00 zł, po-
wodując dodatkową stratę albo
zysk sprzedającego). Dla zaspo-
kojenia tych potrzeb i chroniąc
nas  przed  dodatkowym  wzro-
stem cen (częściej byłoby to jed-
nak 4,00 zł niż 3,95), bank cen-
tralny dostarcza również bilonu
o małym nominale, mimo że jak
już wcześniej wspomniano, czę-
sto  materiał,  z  którego  bite  są
monety, jest droższy niż ich war-
tość nominalna. Rodzi się wów-
czas pokusa wykorzystania tego
faktu. Jest to jednak niemożliwe,
ponieważ w każdym kraju znaki
pieniężne  objęte  są  ochroną
prawną. Ich niszczeniem, do te-
go pod ścisłym nadzorem doty-
czącym m.in. rejestracji niszczo-
nych pieniędzy, zajmuje się tylko
bank centralny.

Ze  względu  na  mniejszą  ży-

wotność  częściej  dotyczy  to
banknotów  niż  bilonu.  Banki
komercyjne  często  przekazują
do banku centralnego zużyte fi-
zycznie  banknoty,  a  w  zamian
otrzymują nowe z jego zasobów
(rezerw). W tym celu bank cen-

tralny utrzymuje w skarbcu za-
pasy wydrukowanych bankno-
tów i wybitych monet. Wprowa-
dzając do obrotu nowe, uzupeł-
nia tę rezerwę. Banki centralne
posiadają również rezerwy zna-
ków pieniężnych na tzw. zdarze-
nia nadzwyczajne, np. kryzys w
systemie bankowym (zbyt szyb-
kie  wycofywanie  wkładów  z
banków powoduje zwiększony
popyt  na  banknoty).  Każdy
bank centralny jest na takie oko-
liczności  przygotowany.  Musi
bowiem zabezpieczyć dostęp-
ność niezbędnych znaków pie-
niężnych w gospodarce.

Dbałość o stabilność

Bank centralny obok realizacji

funkcji emisyjnych powołany jest
do  dbania  o  stabilność  pienią-
dza,  czyli  utrzymywania  jego
wartości.  Wartość  ta  zależy  od
ilości pieniądza i jego ceny (stóp
procentowych). Ilość pieniądza
w gospodarce jest bardzo ważna.
Jeśli jest go zbyt dużo w relacji do
towarów, łatwo wykreować infla-
cję, co może prowadzić w skraj-
nych przypadkach do braku za-
ufania do pieniądza i w konse-
kwencji  do  ucieczki  od  niego.
Wyposażono więc bank central-
ny w odpowiednie narzędzia do
jej regulacji. Dawniej, gdy pod-
stawą obrotu gospodarczego był
pieniądz gotówkowy, było to sto-
sunkowo łatwe. Dziś liczba i sto-

pień  skomplikowania  narzędzi
jest znacznie większy.

Pierwszy i podstawowy pro-

blem  dotyczy  pytania,  ile  jest
pieniądza  w  gospodarce.  Nie
tylko  bowiem  jest  to  pieniądz
gotówkowy. Jeśli bowiem wpła-
cam do banku 100 zł i bank te
100 zł pożycza komuś innemu,
to co prawda zupełnie wystar-
czy jeden banknot o nominale
100 zł, ale ja wciąż mam 100 zł
depozytu i 100 zł kredytu krąży
w gospodarce. Co w takim razie
z zobowiązaniami krótkotermi-
nowymi w postaci takich papie-
rów wartościowych, jak czeki i
weksle? Który pieniądz jest naj-
ważniejszy? Skąd bank central-
ny  ma  wiedzieć,  czy  wielkość
pieniądza przyrosła czy też nie?

Przede wszystkim bank cen-

tralny stara się gromadzić za po-
średnictwem sektora bankowe-
go informacje o przyjmowanych
depozytach  i  udzielanych  kre-
dytach, o zobowiązaniach han-
dlowych itd. Następnie informa-
cję  tę  stara  się  uporządkować,
tzn. podzielić na pewne grupy.
Grupy  te  nazywa  się  fachowo
agregatami  pieniężnymi.  W
praktyce bankowej oznacza się
je literką M i kolejnymi liczbami.
Przy  czym  szereguje  się  je  od
masy  pieniądza  gotówkowego
poprzez  dodawanie  kolejnych
grup aktywów finansowych ko-
lejno stosunkowo najłatwiej wy-
miennych na gotówkę. Praktycz-
nie każdy bank centralny kreuje

tego  typu  miary  samodzielnie,
badając od trzech do dwudzie-
stu  kilku  miar  ilości  pieniądza
(podaży pieniądza) w gospodar-
ce. Często szczególnie pierwsze
miary są do siebie bardzo zbli-
żone, stąd stosunkowo łatwo po-
równywalne. Należy jednak pa-
miętać, że mimo takich samych
oznaczeń  nie  zawsze  dotyczą
tych samych wielkości.

Narodowy  Bank  Polski  jako

członek Europejskiego Systemu
Banków  Centralnych  stosuje
cztery miary podaży pieniądza:
M0, M1, M2, M3. Agregat M0 to
pieniądz gotówkowy zarówno w
posiadaniu gospodarstw domo-
wych, przedsiębiorstw, jak i na
rachunkach banków komercyj-
nych  w  banku  centralnym  (w
tym  na  rachunkach  rezerwo-
wych).  Ten  pieniądz  istnieje  fi-
zycznie, jest to tzw. pieniądz ban-
ku centralnego. W przypadku M1
do wielkości M0 dodajemy środ-
ki na rachunkach depozytowych
na żądanie (np. rachunkach bie-
żących). Dodając do M1 depozy-
ty terminowe z terminem pier-
wotnym do 2 lat włącznie oraz
pozostałe z terminem wypowie-
dzenia  do  3  miesięcy  włącznie
otrzymamy miarę pieniądza M2.
Natomiast, gdy dodamy papiery

Strażnik pieniądza

PIENIĄDZ |

Bank centralny jest źródłem pieniądza w gospodarce. Dba także o jego stabilność

dokończenie na 

>

I

3

Więcej informacji o rynku
pieniężnym i banku centralnym
na www.nbportal.pl

background image

Piątek
7   s t y c z n i a   2 0 1 1

I

2

B

ank banków

rp.pl /ekonomia

Skąd się wzięły waluty

GRZEGORZ SIEMIONCZYK

Prezesów Rezerwy Federalnej i
Europejskiego Banku Central-
nego określa się dziś często mia-
nem – odpowiednio – pierwszej
i drugiej najważniejszej osoby w
świecie finansów. Są oni jedyny-
mi bodajże zachodnimi urzęd-
nikami  o  tak  wysokiej  pozycji,
których mandat nie pochodzi z
wyborów powszechnych. Stąd
na spoczywającą w ich rękach
władzę,  której  nie  towarzyszy
konieczność zabiegania o przy-
chylność  społeczeństwa,  z  za-
zdrością  spoglądają  politycy. 

Nie zawsze jednak tak było.

Choć  decyzje  zapadające  w
bankach  centralnych  od  dzie-
sięcioleci mają dla uczestników
życia gospodarczego jednako-
wo duże znaczenie, prezesi tych
instytucji dawniej nie pełnili roli
ich  wizytówek.  Obrazuje  to
anegdotka, którą w swojej książ-
ce poświęconej Johnowi May-
nardowi  Keynesowi  przytacza
historyk  Peter  Clarke.  Gdy
przed 80 laty brytyjska komisja
badająca przyczyny narastają-
cego wówczas kryzysu finanso-
wego  wezwała  na  pierwszego
świadka  Montagu  Normana,
ówczesnego gubernatora Ban-
ku Anglii, ten wysłał na przesłu-
chanie  swojego  zastępcę,  sam
zaś  położył  się  do  łóżka.  Dziś
prezesi  banków  centralnych
starają  się  w  kluczowych  mo-
mentach przekazywać rynkom
swoje  poglądy  na  temat  stanu
gospodarki  oraz  zamiary,  nie
stroniąc także od występów w
telewizji. W ten sposób mogą za-
rządzać oczekiwaniami inflacyj-
nymi aktorów życia gospodar-
czego, które z kolei wpływają na
ich  decyzje  i  realne  wskaźniki
gospodarcze. 

Słowa z mocą 

sprawczą 

Najsłynniejszym  urzędują-

cym dziś bankierem centralnym
jest prezes Rezerwy Federalnej
Ben Bernanke. W minionym ro-
ku znalazł się na ósmym. miej-
scu  sporządzonego  przez  ma-
gazyn „Forbes” rankingu najpo-
tężniejszych ludzi świata. Przed
nim znaleźli się wyłącznie przy-
wódcy  państw  oraz  papież,  a
amerykański sekretarz skarbu
Timothy Geithner zajął dopiero
28. lokatę. W 2009 r. miesięcznik
„Time”  przyznał  nawet  57-let-
niemu szefowi Fedu tytuł osobi-
stości roku. Więcej niż tego typu
zestawienia  o  jego  znaczeniu
mówi  jednak  atencja,  z  jaką
uczestnicy  rynków  analizują
każde jego słowo. 

Świeżym przykładem jest je-

go  wystąpienie  na  elitarnym
sympozjum w Jackson Hole w
USA pod koniec sierpnia minio-
nego  roku,  gdzie  Bernanke
oświadczył, że „jeśli okaże się to
konieczne,  Federalny  Komitet
Otwartego Rynku jest gotów do-

starczyć  gospodarce  dodatko-
wych bodźców monetarnych na
drodze  niekonwencjonalnych
działań”.  To  mgliste  sformuło-
wanie  odczytano  jako  zapo-
wiedź drugiej rundy tzw. ilościo-
wego  łagodzenia  polityki  pie-
niężnej (QE), czyli zakupu przez
bank centralny za dodrukowa-
ne  pieniądze  aktywów.  Zanim
na początku listopada Fed rze-
czywiście  podjął  ten  krok,  na
giełdzie doszło już do znacznej
zwyżki cen akcji, a dolar osłabił
się  wobec  koszyka  głównych
walut o niemal 9 proc. Obie ten-
dencje uważa się za jedne z ce-
lów programu QE. 

O pozycji Bernankego w du-

żej mierze przesądza rola, jaką
w światowym systemie finanso-
wym pełni kierowana przez nie-
go  instytucja.  Świadczy  o  tym
choćby to, że oprócz niego we
wspomnianym  rankingu  „For-
besa” spośród bankowców cen-
tralnych znaleźli się tylko szefo-
wie innych kluczowych instytu-
cji: Zhou Xiaochuan z Ludowego
Banku  Chin  (na  11.  miejscu), 
Jean-Claude Trichet z Europej-

skiego Banku Centralnego (15.) i
Masaaki  Shirakawa  z  Banku
Japonii. Wpływowe stanowisko
nie  wyjaśnia  jednak  w  pełni
uznania, jakim się oni cieszą. 

Właściwa osoba we

właściwym miejscu 

Bernanke, zasiadający w fote-

lu prezesa Fedu od 2006 r., jest
powszechnie uważany za „wła-
ściwą  osobę  na  właściwym
miejscu i we właściwym czasie”.
Swoją karierę akademicką, za-
kończoną w 2002 r. na Uniwer-
sytecie  Princeton,  poświęcił  w
dużej  mierze  badaniom  nad
Wielkim  Kryzysem  z  lat  30. 
XX w., który został pogłębiony
wskutek błędów młodego wów-
czas  amerykańskiego  banku
centralnego.  Gdy  pod  koniec
2007  r.  stało  się  oczywiste,  że
pęknięcie bańki na rynku nieru-
chomości zagraża całemu syste-
mowi  finansowemu,  pod  kie-
rownictwem  Bernankego  Fed
rozpoczął  rundę  gwałtownych
cięć stóp procentowych. Wraz z
rozwojem wydarzeń ustanowił
wiele linii kredytowych dla in-
stytucji finansowych, efektyw-
nie  zastępując  zamrożony  ry-
nek  międzybankowy.  Zwień-
czeniem antykryzysowych ini-
cjatyw Rezerwy Federalnej były
dwie rundy tzw. ilościowego ła-
godzenia  polityki  pieniężnej,
czyli  skupu  za  dodrukowane
pieniądze aktywów, głównie pa-

pierów  wartościowych  zabez-
pieczonych  kredytami  hipo-
tecznymi oraz obligacji skarbo-
wych. 

Wśród ekspertów największe

uznanie wzbudziły jednak sto-
sunkowo mało nagłośnione do-
larowe  linie  swapowe,  które
amerykański bank centralny na
przestrzeni ostatnich lat otwie-
rał dla wielu swoich zagranicz-
nych  odpowiedników,  aby  po-
móc im utrzymać płynność na
rynku międzybankowym. Część
z  tych  linii,  pozwalających  na
nieodpłatną wymianę walut po-
między władzami pieniężnymi,
pozostaje aktywna. Krok ten po-
twierdził, że Fed jest w pewnym
sensie światowym bankiem cen-
tralnym. – Nie zamierzałem być
prezesem Rezerwy Federalnej,
który  sprawował  ten  urząd  w
trakcie drugiego wielkiego kry-
zysu – oświadczył w lipcu 2009 r.
Bernanke. 

Działania te mają oczywiście

licznych  krytyków,  w  tym  tak
prominentnych,  jak  John.  B.
Taylor,  twórca  znanej  reguły
ustalania  stóp  procentowych.

Według niego w pierwszej fazie
kryzysu  Fed  źle  zdiagnozował
problemy sektora finansowego:
uznał, że banki nie chcą sobie
wzajemnie pożyczać, ponieważ
brakuje im płynności, podczas
gdy  był  to  przede  wszystkim
skutek wzrostu ryzyka kontra-
henta wynikający z niepewno-
ści, co znajduje się w bilansach
ich  partnerów  biznesowych.
Ostre  łagodzenie  polityki  pie-
niężnej nie mogło więc bankom
pomóc,  poskutkowało  nato-
miast tąpnięciem kursu dolara,
co z kolei doprowadziło do sko-
ku cen ropy naftowej, który ude-
rzył w realną gospodarkę – ar-
gumentuje  Taylor.  Niezależnie
od tego, na ile uzasadnione są te
zarzuty, obecnemu przewodni-
czącemu  Fedu  nie  można  od-
mówić odwagi i kreatywności w
walce z kryzysem. 

Za wąskie 

kompetencje 

To pokazuje jednak, że sława

prezesów amerykańskiego ban-
ku  centralnego  wynika  z  dość
dużej swobody ich działania, od-
zwierciedlającej  szerokie  kom-
petencje tej instytucji na tle in-
nych banków centralnych. Dzię-
ki temu zarówno Bernanke, jak i
jego  poprzednik  Alan  Green-
span mogli się wsławić emocjo-
nującymi akcjami ratunkowymi
dla instytucji finansowych (pod
wodzą tego ostatniego Fed za-

aranżował w 1998 r. pomoc dla
funduszu hedgingowego Long-
-Term Capital Management). W
efekcie, choć gospodarka strefy
euro jest większa niż USA, rola
Tricheta,  kierującego  EBC  od
2003  r.,  jest  mniejsza,  niż  jego
amerykańskich  kolegów.  Pole
jego manewru zawężają nie tyl-
ko unijne traktaty, ale też duże
różnice  w  dynamice  rozwoju
poszczególnych  państw  euro-
landu  oraz  ich  polityce  fiskal-
nej.  jednocześnie  to  właśnie
umiejętność funkcjonowania w
tych warunkach zaskarbiła mu
uznanie. 

Były gubernator Banku Fran-

cji, uważany za konserwatystę w
sprawach  polityki  pieniężnej,
zdołał wyrobić sobie opinię nie-
zależnego od politycznych pre-
sji. Rysa na tej reputacji pojawiła
się dopiero w maju 2010 r., gdy
EBC nagiął obowiązujące go re-
guły i rozpoczął skup obligacji
skarbowych państw z obrzeży
strefy euro, aby zbić ich rentow-
ność i zastopować w ten sposób
kryzys fiskalny. Decyzję tę skry-
tykował m.in. Axel Weber, pre-
zes Bundesbanku, uważany za
najpoważniejszego  kandydata
na  następce  Tricheta,  którego
ośmioletnia  kadencja  upływa
pod koniec tego roku. 

Z niezależności zasłynął rów-

nież poprzednik Tricheta Wim
Duisenberg,  który  wcześniej
przez 15 lat kierował holender-
skim bankiem centralnym. „Sły-
szę, ale nie słucham” – odpowie-
dział w 2001 r. politykom, którzy
uważali, że EBC powinien polu-
zować politykę pieniężną w od-
powiedzi  na  spowolnienie  go-
spodarcze w USA. Jako pierw-
szy prezes tej instytucji Duisen-
berg uchodzi także za kluczową
postać  w  procesie  wdrażania
wspólnej unijnej waluty. Ewolu-
cji euro od wirtualnej jednostki
rozliczeniowej  do  pełnopraw-
nej jednostki płatniczej nie to-
warzyszyły zawirowania gospo-
darcze,  jakie  wieszczyli  euro-
sceptycy. To, wraz z ostrożnością
i związaną z tym przewidywal-
nością decyzji obu dotychcza-
sowych prezesów, zadecydowa-
ło o wiarygodności EBC i nowej
waluty. 

Pogromcy inflacji 

i deflacji 

Oprócz Duisenberga do naj-

słynniejszych  emerytowanych
szefów banków centralnych na-
leżą Paul Volcker oraz Toshihiko
Fukui. Pierwszy z nich kierował
Fedem przez dwie kadencje w
latach 1979 – 1987 i stał się sym-
bolem  walki  z  inflacją,  z  jaką
USA zmagały się na przełomie
lat 70. i 80. Znany był również ja-
ko zwolennik surowej regulacji
banków. Z powodu rygorystycz-
nej polityki pieniężnej (w pew-
nym  momencie  główna  stopa
procentowa  sięgnęła  20  proc.)
Volcker był jednak najbardziej
niepopularnym wśród Amery-

kanów prezesem w historii tam-
tejszego  banku  centralnego.  Z
kolei  Fukui  jako  gubernator
Banku  Japonii  w  latach  2003 
– 2008 na kilka lat położył kres
deflacji,  z  jaką  Kraj  Kwitnącej
Wiśni zmaga się z przerwami od
końca lat 90. W tym celu prowa-
dził  innowacyjną  wówczas  –  a
dziś powszechną - politykę ze-
rowych stóp procentowych oraz
ilościowego łagodzenia polityki
pieniężnej. 

Najwyższe miejsce w pante-

onie  bankowców  centralnych
ostatnich dziesięcioleci należy
jednak zapewne do wspomnia-
nego Alana Greenspana, w me-
diach i w środowisku bankow-
ców określanego mianem Ma-
estro (także z powodu jego mu-
zycznych  zainteresowań).  Hu-
morystycznym dowodem na to,
z jaką nabożnością traktowano
jego opinie, może być „wskaźnik

teczki”, który wymyśliła telewi-
zja  CNBC.  Kamery  śledziły
przewodniczącego w drodze na
posiedzenie FOMC, aby widzo-
wie  mogli  ocenić  wygląd  jego
teczki. Jeśli była gruba, miało to
jakoby oznaczać, że USA czeka
podwyżka stóp procentowych,
na co Greenspan potrzebował
długiego uzasadnienia. 

Respekt, jakim cieszył się po-

przednik  Bernankego  w  ostat-
nich latach swojego urzędowa-
nia, wynikał częściowo z tego, że
pozostawał na tym eksponowa-
nym  stanowisku  niemal  przed
dwie  dekady  (w  latach  1987  –

2006). To jednak, że był na nie

pięciokrotnie wybierany przez
prezydentów różnych opcji poli-
tycznych, wskazuje, że uważano
go za zręcznego sternika polityki
pieniężnej. Greenspan dowiódł
tego już w dwa miesiące po swej
pierwszej nominacji, gdy ograni-

LUDZIE |

Najsłynniejszy bodaj z szefów banków centralnych, były prezes Rezerwy

Federalnej Alan Greenspan, z powodu kryzysu popadł w niełaskę. Jednak szefowie
głównych banków centralnych cieszą się ogromnym prestiżem w świecie finansów

Najsłynniejszym urzędującym dziś
bankierem centralnym jest prezes
Rezerwy Federalnej Ben Bernanke

AFP

Paul Volcker, prezes Fed w latach 1979-1987

AP

Jean-Claude Trichet, obecny szef EBC

AFP

Ben Bernanke, obecny szef Rezerwy Federalnej

Panteon sterników polityki pi

background image

I

3

rp.pl /ekonomia

Piątek

7   s t y c z n i a   2 0 1 1

B

ank banków

Skąd się wzięły waluty

dłużne (np. obligacje) o termi-
nie wykupu do dwóch lat, jed-
nostki uczestnictwa w fundu-
szach  rynku  pieniężnego  czy
operacje z przyrzeczeniem od-
kupu  otrzymujemy  agregat
pieniężny M3. Jest to najszer-
sza stosowana w Polsce miara
pieniądza i jednocześnie zgod-
nie ze standardami Unii Euro-
pejskiej zalecana jako najważ-
niejsza  miara  podaży  pienią-
dza  stanowiąca  podstawę  do
podejmowania  decyzji  np.  o
zmianie  stóp  procentowych
czy operacjach mających na ce-
lu zmianę ilości pieniądza w go-
spodarce zwanych operacjami
otwartego rynku. W końcu li-
stopada 2010 roku było w obie-
gu prawie 120 mld zł w agrega-
cie M0, 429 mld zł – M1, blisko
755 mld zł – M2 i 763 mld zł –
M3 (źródło: NBP; patrz tabela:
Podaż pieniądza w Polsce)

Czy to dużo czy może jed-

nak mało? Odpowiedź nie jest
łatwa. Nie jest bowiem ważne,
ile jest pieniądza, ale ile jest go
w  relacji  do  wytwarzanych
dóbr i usług oraz jak szybko go
w gospodarce przyrasta (patrz
tabela: Agregaty pieniężne w
relacji do PKB Polski).

Warto również te dane po-

równać z innymi krajami. Wy-
korzystując dane z 2008 r. (do-
stępne są pełne i porównywal-
ne dane), można wskazać, że w
strefie euro agregat:

M1  stanowił  równowartość
42,9 proc. PKB,

M2 – 86,5 proc. PKB,

M3 – 101,3 proc. PKB (dane
za: EBC, Eurostat).

W tym samym czasie w USA

agregat M1 stanowił 11,1 proc.
PKB, a M2 (to oficjalna nazwa,
choć bliżej mu do M3 wg me-
todologii EBC) – 57,5 proc. (da-
ne za: Fed). Wielkości te odpo-
wiadają  sprawności  systemu
gospodarczego i finansowego
– inaczej mówiąc, potrzebom
gospodarek tych krajów.

Bank centralny nie jest jedy-

nym kreatorem pieniądza. Są
nimi  też  banki  komercyjne.
Pieniądz tworzony przez nie w
procesie  kredytowania  nazy-
wa  się  pieniądzem  kredyto-
wym. Dla lepszego zrozumie-
nia tego procesu musimy po-
wrócić do naszych 100 zł depo-
zytu.  Środki  z  depozytu,  jak
pamiętamy, banki komercyjne
pożyczają innym podmiotom.
W tym momencie obok pienią-
dza gotówkowego pojawia się
dodatkowy  zapis  w  księgach
banków, a globalnego pienią-
dza mamy więcej. O ile? O tyle,
ile bank komercyjny pożyczy z
naszego depozytu. Oczywiście
banki będą się starały zaanga-
żować możliwie jak największą
część naszego depozytu, by za-
pracować na własny zysk i na-
sze odsetki. Pożyczone środki
trafią  do  kolejnego  banku,

gdzie znów będą podstawą ko-
lejnego kredytu. Jeśli banki ko-
mercyjne będą w stanie odpo-
życzyć całość depozytu, to po
dwóch  bankach  100  zł  wy-
kreuje kolejne 200 zł pieniądza
kredytowego,  czyli  globalnie
300  zł.  W  ten  sposób  dzięki
kredytom  ilość  pieniądza  w
gospodarce szybko przyrasta.

Ograniczanie tempa

W  jaki  sposób  banki  cen-

tralne mogą zapobiegać zbyt
szybkiemu  przyrostowi  akcji
kredytowej?  Poprzez  ustala-
nie  na  odpowiednim  pozio-
mie oficjalnych stóp procento-
wych w połączeniu z operacja-
mi  otwartego  rynku  i  syste-
mem  uśrednionej  rezerwy
obowiązkowej.

Rezerwa  obowiązkowa  to

część z każdego depozytu, jaką
każdy bank komercyjny musi
ulokować na rachunku w ban-
ku centralnym (nieoprocento-
wanym lub nisko oprocento-
wanym – w zależności od kra-
ju). Oznacza to, że nie może on
pożyczyć całej wartości nasze-
go depozytu, co w konsekwen-
cji oznacza ograniczenie akcji
kredytowej, a więc ilości pie-
niądza w gospodarce. W Polsce
stopa rezerw obowiązkowych
od 31 grudnia 2010 r. wynosi
3,5 proc. Oznacza to, że dziś z
każdych 100 zł depozytu tylko
96,5  zł  może  być  pożyczone
przez banki. 

Operacje otwartego rynku

to operacje dokonywane po-
między bankiem centralnym a
bankami  komercyjnymi,  w
których kupują one i sprzeda-
ją  państwowe  instrumenty
dłużne (bony skarbowe, bony
banku centralnego). Transak-
cje te mogą mieć charakter do-
browolny  lub  obowiązkowy.
Do  instrumentów  otwartego
rynku zaliczamy operacje:

REPO – warunkowego zaku-
pu instrumentów dłużnych
od  banków  komercyjnych
przez banki centralne,

Reverse  REPO  –  warunko-
wej  sprzedaży  instrumen-
tów  dłużnych  przez  bank
centralny  bankom  komer-
cyjnym,

outright purchases – bezwa-
runkowego  zakupu  instru-
mentów  dłużnych  przez
bank centralny,

outright  sales  –  bezwarun-
kowej sprzedaży instrumen-
tów  dłużnych  przez  bank
centralny.

W przypadku operacji repo

i outright purchases bank cen-
tralny,  kupując  instrumenty
dłużne,  przekazuje  bankom
gotówkę, zwiększając ilość pie-
niądza w gospodarce. W przy-
padku operacji reverse repo i
outright sales bank centralny
sprzedaje własne lub rządowe
papiery dłużne, by ściągnąć z

rynku  nadwyżkę  pieniądza.
Operacje otwartego rynku ma-
ją przede wszystkim wpływ na
poziom rynkowych stóp pro-
centowych i w ten sposób po-
średnio wpływają na koniunk-
turę gospodarczą oraz inflację.
Operacje ściągające pieniądze
z rynku prowadzą do wzrostu
rynkowej stopy procentowej, a
zakup  papierów  wartościo-
wych, uwalniając na rynku go-
tówkę, wpływa na spadek ryn-
kowej stopy procentowej. Nie
bez  znaczenia  jest  też  stopa
procentowa, przy której doko-
nuje  się  operacji  otwartego
rynku.  Ma  ona  niebagatelny
wpływ  na  zachowanie  inwe-
storów.  To  właśnie  tę  stopę
ustala  na  swoich  posiedze-
niach 

Federalny 

Komitet

Otwartego  Rynku  (FOMC)  w
USA, i to ona ma taki wpływ na
zachowania  inwestorów  na
rynkach międzynarodowych.
Podobnie  Rada  Polityki  Pie-
niężnej określa tzw. minimalną
stopę  rentowności  sirdmio-
dniowych operacji otwartego
rynku  (tzw.  stopa  referencyj-
na). Aktualnie wynosi ona 3,5
proc.

Operacje tego typu czy po-

ziom  stopy  obowiązkowej  są
mało zauważalne w powszech-
nym odbiorze, jednak z punk-
tu widzenia gospodarstw do-
mowych  czy  podmiotów  go-
spodarczych  nie  są  one  bez
znaczenia. Mają wpływ na do-
stępność pieniądza (kredytu)
dla inwestorów i gospodarstw
domowych, a także jego koszt.

W  konsekwencji  nie  pozo-

stają  bez  wpływu  na  decyzje
podmiotów  gospodarczych
odnoszące się tak do inwesty-
cji,  i  bieżącego  funkcjonowa-
nia. Mają też wpływ na decyzje
inwestorów  działających  na
rynkach  finansowych.  Nie
można więc kompetencji ban-
ku centralnego w zakresie kon-
troli podaży pieniądza lekce-
ważyć.

Aktualnie  banki  centralne

pełnią  wobec  pieniądza  po-
dobną funkcję jak wiele wie-
ków temu władcy. Pilnują jego
bezpieczeństwa  i  stabilności
jego wartości. Zmienił się jed-
nak  zakres  wykorzystywa-
nych narzędzi i skutki ich za-
stosowania.  Poprzez  decyzje
dotyczące emisji znaków pie-
niężnych, operacji otwartego
rynku czy stopy rezerw obo-
wiązkowych decydują one, ile i
jak  drogiego  pieniądza  znaj-
dzie się w gospodarce. Decy-
dują  w  ten  sposób  o  działa-
niach innych uczestników ob-
rotu gospodarczego. 

W swoich decyzjach współ-

czesne banki centralne kierują
się przede wszystkim bieżą-
cymi potrzebami gospodarki i
ocenami dotyczącymi wpływu
tych decyzji np. na oczekiwa-
nia inflacyjne konsumentów i
przedsiębiorców.

czył następstwa załamania gieł-
dowego  z  października  1987  r.
Uważa się także, że to dzięki jego
polityce  dwie  przedkryzysowe
dekady były okresem nadzwy-
czajnej  stabilności  amerykań-
skiej gospodarki. Inflacja bazo-
wa pozostawała niska, a dwie re-
cesje,  jakie  przypadły  na  ten
okres,  były  wyjątkowo  płytkie. 

Do  dziś  jednak  gwiazda 

Greenspana przygasła. Były pre-
zes Fedu znalazł się na czele spo-
rządzonej  przez  magazyn  „Ti-
me” listy 25 osób winnych wybu-
chu kryzysu. Zarzuca się mu, że
w latach 2001 – 2006 prowadził
zbyt łagodną politykę pieniężną,
co  było  jedną  z  przyczyn
powstawania  bańki  na  rynku
nieruchomości. Przede wszyst-
kim jednak krytykuje się go za
zrodzenie  wśród  uczestników
rynków tzw. pokusy nadużycia,
czyli przekonania, że w razie ja-

kichkolwiek problemów władze
będą  gotowe  ich  wesprzeć.  To
przeświadczenie, skłaniające ich
do podejmowania nadmiernego
ryzyka, bazowało na kilku wypo-
wiedziach  Greenspana,  w  któ-
rych dał on do zrozumienia, że
bank  centralny  nie  może  oce-
niać słuszności rynkowych ten-
dencji, a więc także przeciwdzia-
łać powstawania baniek speku-
lacyjnych, ale musi być gotów po
nich posprzątać, gdy pękną. W
efekcie pod jego wodzą Fed nie-
chętnie korzystał z narzędzi re-
gulacyjnych, które miał do dys-
pozycji.

Wschodzące gwiazdy

Nic dziwnego, że dziś w cen-

trum  uwagi  znajdują  się  ban-
kowcy, którzy w swoich poglą-
dach  wydają  się  przeciwień-

stwem Greenspana, nawet jeśli
nie zajmują tak eksponowanych
stanowisk. Najlepszym przykła-
dem jest Stanley Fischer, guber-
nator Banku Izraela, którego fir-
ma  analityczna  Euromonitor
okrzyknęła w tym roku najlep-
szym prezesem banku central-
nego.  Współautor  znanego  w
Polsce podręcznika do makro-
ekonomii otwarcie przyznaje, że
rozpoczęty  w  sierpniu  2009  r.
cykl podwyżek stóp procento-
wych  ma  na  celu  schłodzenie
koniunktury na izraelskim ryn-
ku nieruchomości. W pewnym
sensie Fischerowi łatwo prowa-
dzić  tego  typu  eksperymenty,
bowiem o wysokości stóp pro-
centowych w Izraelu decyduje
samodzielnie.  To  jednak  spra-
wia też, że potrzebuje on zaufa-
nia  uczestników  życia  gospo-
darczego  w  większym  stopniu
niż inni prezesi banków central-
nych, którzy mogą się wspierać
autorytetem  kierowanej  przez
siebie instytucji. W powszech-
nej opinii trudna sztuka budo-
wania  własnej  wiarygodności
Fischerowi  się  udała,  m.in.  za
sprawą jego obycia w świecie fi-
nansów. Zanim w 2005 r. objął
stery polityki pieniężnej Izraela,
był m.in. głównym ekonomistą
Banku  Światowego,  zastępcą
dyrektora zarządzającego MFW
i wiceprezesem Citigroup. 

Podobną do Fischera polity-

kę  prowadzi  obecnie  także
Glenn  Stevens,  gubernator
Banku Rezerw Australii (RBA)
od 2006 r. Instytucja ta przystą-
piła do zaostrzania polityki pie-
niężnej po kryzysie jako druga
po Banku Izraela, także wska-
zując na nadmierne zwyżki cen
domów.  Uznanie  ekspertów
wzbudziły 

jednak 

przede

wszystkim  decyzje  Stevensa
przed i w trakcie kryzysu. Jesz-
cze w I połowie 2008 r., gdy Fed
ciął już stopy procentowe, RBA
zaostrzał politykę pieniężną, co
było  wówczas  przedmiotem
krytyki  australijskich  polity-
ków.

Z czasem okazało się jednak,

że wysoki poziom stóp procen-
towych pozwolił Stevensowi na
ich  gwałtowne  cięcie,  gdy  go-
spodarka  zaczęła  hamować,
dzięki  czemu  udało  się  zapo-
biec  recesji.  Tymczasem  część
zachodnich  banków  central-
nych musiała się uciec do nie-
standardowych programów sty-
mulacyjnych, gdy obniżki kosz-
tu  pieniądza  do  poziomu  bli-
skiego zera okazały się niewy-
starczające. 

Za  wschodzącą  gwiazdę

światowej  polityki  pieniężnej
uchodzi  też  Mark  Carney,  gu-
bernator  Banku  Kanady.  Ten
najmłodszy  spośród  szefów
banków centralnych państw G8
(ma  45  lat)  jest  zarazem  jedy-
nym, który znalazł się w czołów-
ce tegorocznego rankingu naj-
bardziej  wpływowych  liderów
magazynu „Time”. Byłego wie-
loletniego  pracownika  banku
inwestycyjnego Goldman Sachs
chwali się przede wszystkim za
łagodny przebieg recesji w Ka-
nadzie,  a  także  za  nacisk,  jaki
kładzie na stabilność sektora fi-
nansowego.  Dziś  kanadyjskie
banki uchodzą za jedne z naj-
bezpieczniejszych na świecie. 

Strażnik pieniądza 

(w mln zł na koniec okresu)

Rok

M0

M1

M2

M3

2003

66 317,7

163 158,9

342 860,2

345 144,8

2004

69 172,5

181 975,8

368 714,1

377 534,5

2005

70 505,0

220 639,0

415 163,5

427 125,4

2006

86 825,7

275 830,9

481 210,5

495 309,5

2007

102 669,4

335 266,2

549 344,3

561 623,8

2008

126 350,2

349 943,1

660 239,9

666 231,3

2009

137 506,6

388 851,0

715 274,2

720 327,2

XI 2010

119 978,1

428 822,9

754 637,7

763 350,1

Źródło: NBP

>

PODAŻ  PIENIĄDZA  W  POLSCE 

(w proc.)

Rok

M0

M1

M2

M3

2006

8,3

26,4

46,0

47,3

2007

8,8

28,7

47,0

48,1

2008

9,9

27,5

51,9

52,4

2009

10,2

28,9

53,2

53,6

Źródło: NBP, GUS, 

obliczenia własne

>

AGREGATY PIENIĘŻNE W

RELACJI DO PKB POLSKI

AFP

Wim Duisenberg, pierwszy prezes EBC

AFP

Toshihiko Fukui, gubernator Banku Japonii w latach 2003-2008

AFP

Alan Greenspan kierował Fedem od 1987 do 2006 roku

ieniężnej

dokończenie z 

>

I

1

background image

HUBERT KOZIEŁ

Szwajcarski  Bank  Narodowy
(SNB) jest instytucją młodą jak
na ogromny prestiż, którym się
cieszy.  Zaczął  funkcjonować
dopiero  w  1907  r.  a  jego  po-
wstaniu towarzyszyły ogromne
kontrowersje.  Dość  powie-
dzieć,  że  projekty  powołania
SNB były dwukrotnie odrzuca-
ne przez naród szwajcarski na
drodze referendum.

W cieniu Francji, 

w słońcu demokracji

Proces tworzenia banku cen-

tralnego był długi i mozolny, w
dużej mierze z powodu struktu-
ry 

administracyjnej 

kraju.

Szwajcaria  była  na  przełomie
XIX i XX w. konfederacją złożoną
z kantonów, których władze po-
siadały i posiadają nadal szero-
kie  uprawnienia,  również  jeśli
chodzi o gospodarkę. Prawo do
bicia monety zostało przyznane
Konfederacji  dopiero  przez
konstytucję z 1848 r. Wcześniej
na terenie Szwajcarii funkcjono-
wało  aż  860  jednostek  płatni-
czych, w większości obcych. Od
1848 r. aż do 1907 r. funkcjono-
wał w helweckiej republice sys-
tem, w którym pieniądz emito-
wały uprawnione do tego lokal-
ne banki o zróżnicowanej struk-
turze  własnościowej  (część  z
nich była prywatna, część nale-
żała do władz kantonów). Ale i
tak powszechnie wówczas uwa-
żano,  że  bankiem  centralnym
Szwajcarii jest... bank centralny
Francji.  Rynki  finansowe  obu
państw były bowiem wówczas
ściśle  ze  sobą  powiązane.  Za-
równo Szwajcaria, jak i Francja
należały od 1865 r. do Łacińskiej
Unii Walutowej, a co za tym idzie
w  Konfederacji  honorowano
pieniądz francuski, a we Francji
szwajcarski.

System  działał  bardzo  do-

brze  przez  wiele  lat.  Pierwsza
poważna  rysa  pojawiła  się  na
nim dopiero w 1870 r. Wówczas,
po  przegranej  przez  Francję
wojnie  z  Prusami,  zabrakło  w
Szwajcarii franków francuskich
w obiegu. Elity finansowe kraju
zaczęły domagać się od władz
większej regulacji rynku. Banki
skarżyły się później wielokrot-
nie,  że  operacje  francuskich
spekulantów  zmniejszają  ilość
franków szwajcarskich w cyrku-
lacji.  Do  niedoborów  złotych  i
srebrnych monet na rynku do-
chodziło  szczególnie  pod  ko-
niec roku oraz w dniach, w któ-
rych  tradycyjnie  wypłacano
pracownikom sezonowym wy-
nagrodzenia  za  udział  w  żni-
wach.  Coraz  więcej  polityków
rozumiało,  że  bez  uporządko-
wania  kwestii  monetarnych
Szwajcaria nie stanie się w pełni
nowoczesną gospodarką.

Pośpiechu w tworzeniu ban-

ku centralnego jednak nie było.
System  był  budowany  powoli,
gdyż brakowało impulsów po-
naglających. Główne banki cen-
tralne Europy powstawały albo
by  finansować  wojenne  długi
państwa  (szwedzki  Riksbank),
albo pod wpływem krótkotrwa-
łych  kryzysów  finansowych
(niemiecki Reichsbank w 1873 r.,
amerykański  Fed  w  1911  r.).
Tymczasem Szwajcaria nie pro-
wadziła wówczas wojen, a kry-
zysy  finansowe  szczęśliwie  ją
omijały.

Odpowiednie  poprawki  do

konstytucji, 

umożliwiające

stworzenie banku centralnego
dla Konfederacji, zostały przyję-
te dopiero w 1891 r. Przez kilka-
naście następnych lat Szwajca-
rzy spierali się, jak taka instytu-
cja  ma  wyglądać.  Postępowcy
chcieli  powołania  państwowej
instytucji  „odzwierciedlającej
demokratyczną  tradycję  pań-
stwa”. Ekonomiczni liberałowie,
konserwatyści, 

przeciwnicy

państwowego centralizmu oraz
wpływowa  Szwajcarska  Izba
Handlu i Przemysłu doprowa-
dzili w 1897 r. do obalenia w re-
ferendum projektu postępow-
ców,  strasząc  naród,  że  pań-
stwowy bank centralny to „czy-
sty  socjalizm”.  Sami  propono-
wali  prywatny  bank  centralny.
Ówczesne  spory  dotykały  nie
tylko idei – kantony kłóciły się
między sobą, gdzie będzie sie-
dziba banku oraz jak dzielić je-
go przyszłe zyski.

W końcu w 1905 r. doszło do

kompromisu. Ustalono, że SNB
będzie  miał  dwie  siedziby:  w
Bernie i Zurychu. Zdecydowano
również, że będzie spółką akcyj-
ną. 40 proc. jego udziałów zna-
lazło  się  w  rękach  inwestorów
indywidualnych,  kolejne  40
proc. dostały kantony, a pozo-
stałe 20 proc. przypadło na ban-
ki dotychczas emitujące szwaj-
carski pieniądz. Niemal dwa lata
później  –  20  czerwca  1907  r.
SNB,  wreszcie  rozpoczął  dzia-
łalność. Ale, aż do 1914 r. emito-
wał on głównie banknoty będą-
ce  „zastępczymi”  pieniędzmi.
Środkami płatniczymi w Konfe-
deracji  nadal  były  monety  i

banknoty  państw  Łacińskiej
Unii  Walutowej  (rozwiązanej
dopiero w 1926 r.). Sytuacja się
zmieniła  wraz  z  wybuchem
pierwszej  wojny  światowej.
Szwajcarskie władze, obawiając
się, że spekulanci będą groma-
dzić  w  związku  z  wojną  złote
monety, pozwoliły SNB na emi-
towanie  banknotów  będących
oficjalnymi środkami płatniczy-
mi w Konfederacji. Wciąż pod-
chodzono  jednak  do  banku
centralnego nieufnie – począt-
kowo  zezwolono  mu  tylko  na
emisję małych nominałów. Do-
piero  z  czasem  bank  uzyskał
prawa  do  emisji  banknotów  z
większą liczbą zer.

Niezależność 

i współpraca

Szwajcarskie prawo stanowi

co prawda, że SNB jest instytu-
cją  niezależną,  ale  mówi  ono
również, że rząd federalny oraz
bank centralny powinny koor-
dynować swoją długotermino-
wą politykę. Konsultacje te od-
bywają się regularnie w ramach
oficjalnych posiedzeń przedsta-
wicieli rządu oraz SNB.

Głównym organem kierowni-

czym SNB jest Rada Zarządza-
jąca. To ona podejmuje kluczo-
we  decyzje  dotyczące  polityki
monetarnej (np. ustala poziom
stóp procentowych). Zasiada w
niej  trzech  ludzi  wybieranych
na  sześcioletnią  kadencję  (z
możliwością  reelekcji)  przez
rząd federalny, po rekomenda-

cji Rady Banku. Szef Rady Za-
rządzającej jest prezesem SNB.
Obecnie  funkcję  tę  pełni  (od
stycznia 2010 r.) Philipp Hilde-
brand.  Strategicznym  i  opera-
cyjnym zarządzaniem SNB (ja-
ko  instytucją)  zajmuje  się  Po-
większona Rada Zarządzająca –
w  której  zasiada  sześć  osób:
członkowie Rady Zarządzającej
oraz ich zastępcy.

Organami  nadzorczymi  w

szwajcarskim banku centralnym
są walne zgromadzenie akcjona-
riuszy  oraz  Rada  Banku.  W  jej
skład  wchodzi  11  osób:  sześć
mianowanych przez Radę Fede-
ralną (rząd Szwajcarii) oraz pięć
przez walne zgromadzenie. Ra-
da  Banku  tworzy  ze  swoich
członków cztery komitety nad-
zorujące działalność SNB: Komi-
tet Audytu, Komitet ds. Ryzyka,
Komitet ds. Wynagrodzeń oraz
Komitet ds. Nominacji. Członko-
wie Rady są wybierani na czte-
roletnie kadencje. Łącznie mogą
zasiadać w niej przez 12 lat.

SNB  zatrudniał  na  koniec

2009 r. 660 osób. Oprócz dwóch
głównych siedzib (Zurych i Ber-
no) posiada on również oddział
w Genewie i pięć biur przedsta-
wicielskich (w Bazylei, Lozannie,
Lugano,  Lucernie  i  St.  Gallen).
Dodatkowo w całym kraju dzia-
ła 16 regionalnych agencji zarzą-
dzanych  wspólnie  z  bankami
kantonalnymi  pomagających
SNB wypełniać zadania związa-
ne z wpływaniem na podaż pie-
niądza. Akcje SNB są notowane
na giełdzie w Zurychu. Mogą je
jednak  posiadać  obywatele

Szwajcarii  oraz  szwajcarskie
osoby prawne. Kurs tych walo-
rów był przez ostatni rok dosyć
stabilny. Zyskały one jedynie 1,4
proc.

Na  skutek  kompromisu  za-

wartego  w  1905  r.,  szwajcarski
bank centralny dzieli się swoim
zyskiem z Konfederacją oraz z
poszczególnymi kantonami. Za
każdy rok, w którym SNB wy-
pracował zysk netto, wypłaca on
akcjonariuszom dywidendę nie
większą niż 6 proc. swojego ka-
pitału. Jedna trzecia pozostałe-
go po tym zysku zostaje przy-
znana Konfederacji, a dwie trze-
cie kantonom. Przy podziale zy-
sku  jest  uwzględniana  jednak
konieczność 

utrzymywania

przez  SNB  rezerw  na  odpo-
wiednio wysokim poziomie.

Instrumenty polityki

Głównym  zadaniem  szwaj-

carskiego  banku  centralnego
jest  utrzymywanie  stabilności
cen, czyli niedopuszczanie, by
inflacja  niebezpiecznie  przy-
spieszyła. Prawo nakłada na tę
instytucję  również  obowiązek
prowadzenia polityki monetar-
nej tworzącej warunki sprzyja-
jące wzrostowi gospodarczemu.
Ponadto szwajcarski bank cen-
tralny dba m.in. o płynność i sta-
bilność  rynków  finansów  oraz
przeprowadza  interwencje  na
rynku walutowym.

SNB prowadzi politykę mo-

netarną,  m.in.  ustalając  zakres
trzymiesięcznej rynkowej stopy

Libor  (oprocentowania  poży-
czek  na  rynku  międzybanko-
wym). Obecnie zakres ten wy-
nosi 0 – 0,75 proc. Aktualnie do-
celowy poziom stopy Libor wy-
znaczony przez bank centralny
to jednak 0,25 proc. Jest to głów-
na stopa procentowa w Szwaj-
carii. Jest ona obecnie na najniż-
szym poziomie w historii. SNB
reguluje jej wysokość w sposób
pośredni, poprzez swoje opera-
cje rynku otwartego.

Do innych instrumentów, któ-

rymi  dysponuje  SNB,  należą
m.in.: operacje bezwarunkowe-
go zakupu lub sprzedaży papie-
rów  wartościowych,  kredyty
lombardowe, spotowe transak-
cje walutowe, kontrakty na fran-
ka  oraz  transakcje  na  instru-
mentach pochodnych.

W  2009  r.  szwajcarski  bank

centralny  wspólnie  z  giełdą  w
Zurychu  (SIX)  stworzył  stopę
SARON  (Swiss  Average  Rate
Overnight), czyli zmieniającą się
codziennie  stopę  odzwiercie-
dlającą średni poziom oprocen-
towania jednodniowych poży-
czek repo na rynku międzyban-
kowym  w  Szwajcarii.  Jest  ona
obliczana przez giełdę SIX.

Prestiżowe znaczenie

Choć szwajcarska gospodar-

ka jest stosunkowo mała, inwe-
storzy z całego świata z uwagą
śledzą  politykę  prowadzoną
przez  SNB.  Docelowy  poziom
trzymiesięcznej  stopy  Libor
oraz codzienne wahania Libor
są obserwowane m.in. przez ty-
siące Polaków, którzy zaciągnęli
kredyty we frankach. Ale oczy-
wiście  nie  tylko  przez  nich.
Frank jest bowiem powszechnie
uznawany za „bezpieczną przy-
stań”. Zawsze gdy spada apetyt
inwestorów na ryzyko, chętnie
lokują oni pieniądze w aktywa
denominowane  w  helweckiej
walucie. Z tego właśnie powodu
frank  był  w  ostatnich  tygo-
dniach rekordowo mocny wo-
bec euro i dolara.

Czemu waluta małej Szwajca-

rii, państwa niemal pozbawione-
go surowców naturalnych, które-
go PKB niewiele przekracza PKB
Polski cieszy się tak ogromnym
prestiżem?  Renoma  Szwajcarii
jako bezpiecznej przystani była
budowana  przez  stulecia.  Kraj
ten jest wieczyście neutralny, nie
zaznał żadnej wojny od połowy
XIX w. Posiada też stabilny ustrój,
który sprzyja prowadzeniu roz-
tropnej  polityki  fiskalnej  przez
kolejne rządy. Stan finansów pu-
blicznych Konfederacji jest więc
dobry jak na zachodnioeuropej-
skie standardy (dług publiczny
wynoszący  w  2010  r.  około  40
proc. PKB, przy średniej sięgają-
cej, według Międzynarodowego
Funduszu Walutowego 95 proc.
PKB  dla  krajów  rozwiniętych).
Szwajcaria jest także gospodar-
czą wyspą pośrodku strefy euro
–  niecieszącej  się  przez  ostatni
rok zbytnim poważaniem wśród
inwestorów.

Nade wszystko jednak atrak-

cyjność  franka  to  pochodna
prestiżu, jakim od wielu poko-
leń cieszy się szwajcarski system
finansowy. (Już w XVIII w. fran-
cuski filozof Wolter pisał: „ Jeśli
widzicie, że szwajcarski bankier
rzuca  się  z  okna  –  skaczcie  za
nim bez namysłu. Na pewno są
jakieś  pieniądze  do  zarobie-
nia”.) SNB przez ostatnie 100 lat
odgrywał niewątpliwie kluczo-
wą rolę strażnika stabilności te-
go systemu.

Piątek
7   s t y c z n i a   2 0 1 1

I

4

B

ank banków

rp.pl /ekonomia

Skąd się wzięły waluty

Bank kraju bankierów 

ZAGRANICA | 

Szwajcarski Bank Narodowy jest instytucją jedyną w swoim rodzaju,

której struktura i metody działania są rezultatem wielu kompromisów 
wymuszonych przez specyfikę ustrojową helweckiej republiki

AFP

Szwajcarski Bank Narodowy to instytucja, której akcje są notowane na giełdzie w Zurychu