background image

„Człowiek konsumpcyjny - 

szansa czy zagrożenie dla 

ludzkości?”

          

„Rodzimy się po to, aby korzystać
  z   życia.   Szczęście   jest   niczym  
innym, jak korzystaniem z  życia, w  
sposób   zgodny   z   naszą   naturą. 
Rodzimy   się   więc   po   to, 
abyśmy byli szczęśliwi”
               [NAPOLEON]

                                                                                       

1

background image

Człowiek jako jednostka  w nowoczesnej cywilizacji, kierunki jego dążeń, jak również 

jego postawa wobec życia, są dziś przedmiotem wielu refleksji. Czy konsumpcyjny styl życia, 
dążenie do zaspokajania własnych potrzeb są dla nas szansą czy zagrożeniem? Czy w tym 
społeczeństwie, gdzie często mimowolnie poddajemy się naciskowi z zewnątrz,   ma rację 
bytu   twierdzenie   Sartre’a   o   wolnym   wyborze   człowieka?   Spróbuję   dać   na   te   pytania 
odpowiedź. 

Gdy podnosi się poziom życia w szerokich warstwach społecznych, gdy coraz bardziej 

zwiększa się intensywność produkcji, gdy rozwija się rewolucja naukowo – techniczna, nawet 
jeżeli podział dóbr nie jest tak do końca sprawiedliwy, wtedy coraz silniej uwidaczniają się 
ideały dobrobytu, rosną potrzeby, a co się z tym wiąże – konsumpcja. Przeciętny człowiek 
oczekuje od życia wygody i nowych możliwości. Obserwując otaczającą go rzeczywistość, 
dostrzega on szansę dla siebie i swoich bliskich. Praca przestaje  być  dla niego celem, a staje 
się  środkiem prowadzącym do korzystania z uroków życia.  Jednym z takich „uroków” jest 
turystyka, która jest już nie tylko luksusem dla bogatych. Świat staje otworem także dla tych 
średnio zarabiających. Rosnące potrzeby powodują wzrost wymagań. Prawie każdą dziedzinę 
życia mamy ogólnodostępną: kino, książki, sport, komputery... Rynek starając się   sprostać 
nowym i coraz większym wymaganiom konsumentów, musi rozwijać się coraz dynamiczniej. 
Firmy toczą batalie o klientów. Reklama, coraz lepsza jakość produktów... – to wszystko po 
to, by zaspokoić nawet najbardziej wybredne gusta. Rywalizacja widoczna jest także wśród 
„szarych” obywateli. Lepsze wykształcenie, to lepsza praca. Z nią znowu wiążą się wyższe 
zarobki, a co za tym idzie -   wzrost możliwości. Ludzie dostrzegają, że aby coś osiągnąć, 
muszą sami się rozwijać.  Poprawia się samoświadomość społeczeństwa.

W pewien sposób sytuacja jednostek staje się punktem odniesienia wielkiej polityki. 

Wielu ludzi twierdziło (i zapewne wielu nadal twierdzi), że konsumpcyjny styl życia  to tama 
przeciwko wszelkim odmianom nacjonalizmów. Jeden ze współczesnych filozofów - Bogdan 
Suchodolski,   w   swej   książce   „Labirynty   współczesności”   zauważył,   że:  „Ideologia 
konsumpcyjna miała być wyrazem małych interesów małych ludzi, ich egoizmu i potrzeby  
szczęścia, a samoobroną przed mitami i egzaltacją masową. Była to  ideologia respektująca  
prawa ludzi bardziej  niż  prawa historii,  a dobra jednostek  bardziej  niż  zmitologizowaną  
wielkość   narodu   na   polach   historii”.  
W   pełni   zgadzam     się     z     tym     stwierdzeniem. 
Obserwując obecną  sytuację  w    Europie,  na dzień  dzisiejszy   nie    obawiam się  tego, iż 
Niemcy mogłyby wypowiedzieć nam wojnę,   jednak pewności tej nie mam w stosunku do 
naszego   wschodniego   sąsiada   –   Rosji.   Bo   czy   przeciętny   Niemiec,   który   ma   domek   na 
przedmieściach, dobrą pracę i wygodne życie  zdecydowałby się porzucić to wszystko w imię 
wyższych   celów,   oddać   się   wielkim   sprawom   i   wielkim   zadaniom?   Ten   swego   rodzaju 
egoizm sprawia, że człowiek konsumpcyjny woli zaspokajać swoje wciąż rosnące potrzeby 
niż zrezygnować z tego wszystkiego w myśl wyższej idei. Natomiast w Rosji sytuacja jest 
trudniejsza.   Silny   podział   na   biednych   i   bogatych   (wraz   z   dużą   rzeszą   tak   zwanych 
„nowobogackich”),   niewielka   grupa   ludzi   średnio   zarabiających   (którzy   są   głównym 
„składnikiem”   społeczeństwa   konsumpcyjnego),   niestabilność   gospodarki   i     silny   rozwój 
ośrodków mafijnych sprawia, że coraz bardziej widoczne jest tam niezadowolenie społeczne. 
Rosjanie  nie są pewni jutra. Tu już nie ma  zaspokajania „nadprogramowych”,  rosnących 
potrzeb, tu jest walka o zaspokojenie tych podstawowych – żywność, ubranie...   Niedawno 
usłyszałam w telewizji o coraz silniej rozwijającej się partii faszystowskiej w Rosji, która 
skupia   głównie   w   swych   szeregach   ludzi   młodych.   Oskarżają   oni   o   zaistniałe   problemy 
gospodarcze mniejszości narodowe, szukają winnych na których można by skupić swą złość. 
Ratunek dla Rosji widzą w wyzwoleniu kraju spod finansowych  i ideologicznych wpływów 
Zachodu. „Rosja dla Rosjan”   - krzyczą w umundurowanym chórze członkowie RJN i ich 
hasło podchwytuje naród. Tak jak wielu ludzi, dostrzegam w tym  stanie gospodarczym  i 
politycznym   niebezpieczeństwo.  Niestabilność   tego  kraju  sprawia,  że  także  i  ja czuję  się 
zagrożona.

                                                                                       

2

background image

Czy jednak stawianie tamy dla nacjonalizmu, często skrajnego, poprzez swego rodzaju 

egoizm jednostki, jak również  zaspokajanie rosnących potrzeb społeczeństwa jest szansą czy 
zagrożeniem? Myślę, iż słusznie zauważył Bogdan Suchodolski: „Człowiek jest istotą, której 
zależy   nie   na   samym   życiu,   lecz   na   takim   określonym   życiu,     które   ma   w   jego   oczach 
wartość”.
 Człowiek konsumpcyjny często odrzuca działanie dla samego istnienia. Powoduje 
to,   że   w   pewien   sposób   traci   on   orientację,   łatwo   ulega   zmiennym   i   coraz   silniejszym 
nastrojom   przyjemności,   co   w   efekcie   prowadzi   do   przesytu.   A   jednak   konsumpcja   w 
odpowiednich „dawkach” nie stanowi tutaj zagrożenia. Trzeba znać umiar, nawet w sposobie 
życia. 

Na   społeczeństwo     konsumpcyjne   można   też   spojrzeć   od   strony   czysto   moralnej. 

Wielu   ludzi   uważa,   że   wzrost   niepożądanych   potrzeb,   jak   również   ostra   rywalizacja, 
wpływają na coraz większy rozkład moralny całego społeczeństwa. Nie jest to tak do końca 
bezpodstawne.  Wiele osób nie potrafi odnaleźć się w otaczającej ich rzeczywistości. Jest ona 
dla nich za trudna. Nie radzą sobie z szybkim tempem życia, z ostrą konkurencją. Wolą się 
wycofać niż zmierzyć z problemami z jakimi się zetknęli. Może to prowadzić do wszelkiego 
rodzaju dewiacji. Widoczny jest coraz silniejszy wzrost alkoholizmu czy narkomanii. Same 
narkotyki,     są   także   często   stosowane   do   intensyfikowania   życiowych   przyjemności,   jak 
również stają się sposobem na pokonywanie trudności życiowych. Coraz bardziej realne staje 
się zagrożenie zbytniego upowszechnienia środków psychotropowych. Przeczytałam kiedyś 
pewne   zdanie   w   artykule   o   narkomanii,   które   utkwiło   mi   w   pamięci,   a   które   myślę,   że 
oddałoby istotę rzeczy: „Pewnego dnia możemy obudzić się w świecie w którym nikt nie 
będzie   żył   w   realnej   rzeczywistości,   wszyscy   ‘uciekną’   w   swój   własny   świat.   Zostaniemy 
sami...” 

Problem   moralności   w   państwie   konsumpcyjnym     nie   dotyczy   jednak   tylko 

narkomanii   czy   alkoholizmu.   Jest   to   także   kwestia   dokonywania   wyborów.   Jeden   ze 
współczesnych   filozofów     Zygmunt   Bauman   w   swojej   książce   „Etyka   ponowoczesna” 
napisał,   że:   „’wartość   warta   ceny’   nie   może   być   najlepszym   z   możliwych   sposobów 
odróżnienia uczynków dobrych od złych – ale jest najmniej zawodnym wśród standardów, 
jakimi dysponujemy...”.
 Uważa on też, że  państwo ma na sumienie moralne w pewien sposób 
wpływ   usypiający:  „Rzecz   w   tym   jednak,   że   przychodzenie   z   pomocą   staje   się   w   tych  
warunkach   odpowiedzialnością   organów   państwowych,   a   wraz   z   tym   państwo   przejmuje  
prawo decydowania  o względnej  wadze potrzeb  i tych,  którym  potrzeby te  doskwierają”. 
Dostrzegam w tym stwierdzeniu dużo racji. Uwalnianie od wyrzutów moralnych, a wraz z 
nimi   i   od   czujności   moralnej   sprawia,   że   pewnego   dnia   państwo   może   postanowić   użyć 
scedowanego nań autorytetu moralnego do celów głęboko niemoralnych.    

                                                                                       

3

background image

Innym   zagrożeniem  jest  spłycenie  otaczających  nas  wartości.   Konsumpcja po 

zaspokojeniu   podstawowych   potrzeb,   staje   się   również   konsumpcją   rozrywki   i

 

zabawy, 

konsumpcją turystyki i sportu. Wielu ludzi uważa, że efekty społeczne kultury masowej są 
fenomenem w dziejach cywilizacji. Mało rozważne jest jednak stwierdzenie, że ich natura jest 
całkiem nowa. Polski publicysta Krzysztof Teodor Toeplitz  w swojej książce „Mieszkańcy 
masowej wyobraźni” przypomniał jak wielki wpływ na zmianę oblicza społecznego Europy 
wywarł wynalazek druku, kiedy to masy ludzi, pod wpływem słowa drukowanego, poddane 
zostały działaniu powszechnych, masowych emocji. Znalazły one, nawiasem mówiąc, swoje 
ujście w krwawych wypadkach reformacji, zwłaszcza w Niemczech, jak i w uświadamianiu 
sobie przez wiele ludów europejskich – dzięki doznaniu wspólnoty języka pisanego – własnej 
natury   narodowej.   Wróćmy   jednak   do   czasów   współczesnych,   gdzie   kultura   stając   się 
masową,  często  odbiega  od jej  autentycznych  przesłanek.  Pojawia się  więc pytanie  o jej 
miejsce   w tym  nowym  systemie.  Upowszechniana    przez  wszelkiego rodzaju instytucje, 
powoduje,   iż   traci   ona   swoje   podstawowe   wartości.   Krytycy   kultury   masowej   stawiają 
zazwyczaj zarzut, że świat propagowanych przez nią ideałów jest płaski, zmierza w kierunku 
ekscytowania chęci spożycia i użycia, z pominięciem wyższych aspiracji duchowych. Kina 
nastawione głównie na ilość widzów niż na poziom filmów, często obawiają się sięgać po te 
ambitniejsze   projekcje.     Styl   konsumpcyjny   pozostawia   też   swoje   piętno   w   literaturze. 
Przeciętny   człowiek   chętniej   sięgnie   po   książkę   „łatwą,   prostą   i   przyjemną”,   niż   po 
trudniejszą   literaturę.   Stojąc   przed   wyborem   między   prozą   Flaubert’a   a   najnowszym 
kryminałem,     czy   książką   typu   „Jak   schudnąć   w   dwa   tygodnie”,   niewielu   wybierze   tą 
pierwszą. Obecnie rekordy popularności biją  „Harlequiny” (wbrew pozorom nie czytają ich 
tylko  gospodynie  domowe),  które  przenoszą  czytelnika  w nierealny,  acz  kiczowaty świat 
romansu. A jednak to od nas   samych  zależy po jaką książkę sięgniemy.  Otaczająca nas 
kultura masowa nie jest bowiem w stanie zmusić nas do dokonania określonego wyboru – 
jeżeli lubimy literaturę piękną, to nic nie staje na przeszkodzie aby z niej korzystać. 

Konsumpcja,   która   jak   widać   w   pewien   sposób   staje   się   nawet   „żarłoczna”,   jest 

również,   jak   twierdzi   Gillo   Dorfles   w   swej   książce  „Człowiek   zwielokrotniony”: 
„...użytkowaniem   i   przeciwstawianiem   się   entropii   i   obumieraniem   danego   zjawiska”.  
Ucieczka od chaosu ma być ucieczką przed szarym, nieokreślonym życiem, przed nudą ale i 
trudem   oraz   odpowiedzialnością.     Nie   da   się   ukryć,   że   jest   to   jeden   z   podstawowych 
wyznaczników naszej epoki.

Jakkolwiek jednak silnie ubolewać możemy nad „zmasowieniem”  dziedzin    życia, 

trudno się temu równie silnie dziwić. Epoka demokracji jest zarazem epoką materializmu. 
Można   na   to   spojrzeć   pod   kątem   coraz   bardziej   wielkomiejskiego   charakteru   cywilizacji 
współczesnej. Bliskie sąsiedztwo w jakim żyją ze sobą warstwy o bardzo różnym statusie 
majątkowym,   sprawia,   że   nawet   mieszkaniec   najuboższego   przedmieścia   ociera   się 
codziennie   o   przejawy   dobrobytu   i   zbytku   towarzyszącego   życiu   mieszkańców   dzielnic 
bogatszych. Kultura wielkomiejska ekscytuje szczególnie silnie żądzę posiadania, luksusu, 
coraz gwałtowniejszego pięcia się w górę, czyniąc to w stopniu nieporównanie wyższym niż 
zamknięte i bardziej jednolite kultury wiejskie i prowincjonalne. Według Toeplitz’a ów etos 
konsumpcyjny,   który   stanowi   jedną   z   kości   niezgody   pomiędzy   zwolennikami   kultury 
masowej i jej produktów, a ich krytykami wychodzącymi z moralnie pozytywnych zresztą 
przesłanek,   wydaje   się     być   nieuchronnym   składnikiem   wszelkich   kultur   o   charakterze 
wielkomiejskim.

Zagrożenia   w   konsumpcyjnym   stylu   życia   dopatruje   się   także   Kościół   katolicki. 

Papież Jan Paweł II w swoim doktoracie „Osoba i Czyn”, stwierdził, że należy    „być a nie 
mieć”.
  Kościół zdaje się jednak nie dostrzegać, że człowiek końca XX wieku to głównie 
człowiek   laicki.   Nawet   jeżeli   wierzy   w   Boga,   to   nie   przestrzega   wszystkich   dogmatów 
kościelnych. Dla niego „być” to niekoniecznie tylko wiara i Chrystus, dla niego „być” nie 
wyklucza „mieć”. Człowiek ten nie widzi nic złego w posiadaniu, zwłaszcza, że sam Kościół 

                                                                                       

4

background image

katolicki   jest   właścicielem   sporych   dóbr.   Kiedy   jakiś   czas   temu   w   Ameryce   Pd.   grupa 
biskupów zaapelowała by Kościół był instytucją ubogą (tzw. teologia wyzwolenia), spotkało 
się to ze zdecydowanym sprzeciwem Watykanu. Innym przykładem może być sytuacja w 
Afryce.   Państwa   zachodnie,   państwa   konsumpcyjne,   starają   się   pomóc   tym   biedniejszym 
przez   rozwój   szkolnictwa,   służby   zdrowia,   pomoc   żywnościową,   czy   też   -   dostrzegając 
niebezpieczeństwo wynikające z wielodzietności rodzin afrykańskich - ograniczanie kontroli 
urodzin. Na to ostatnie kościół reaguje z wielkim oburzeniem, jak przykładowo stanowisko 
Watykanu   na   międzynarodowej   konferencji   w   Kairze,   stwierdzając,   że   „dzieci   to   ich 
największy skarb”. Nie robi jednak zbyt  wiele  by pomóc  tym    wielodzietnym  rodzinom. 
Oczywiście   pisząc   o   Kościele   katolickim   mam   na   myśli   samą   instytucję,   a   nie   ludzi 
wyjątkowych, jak na przykład   zmarła niedawno   Matka Teresa z Kalkuty. Patrząc na to 
wszystko z pozycji obserwatora dostrzegam, że Kościół obawia się, iż konsumpcyjny styl 
życia   odsunie   człowieka   wierzącego   od   Boga,   że   zminimalizuje   jego   chęć   „doznawania 
życia”.   Jak   podaje   OP   Maciej   Zięba   w   swym   artykule   „Ewolucja   nauczania   o 
demokratycznym kapitalizmie w encyklikach społecznych” : „człowiek traktuje swoje życie 
jako   zespół   doznań,   których   należy   doświadczyć   szukając   fałszywych   i   powierzchownych 
satysfakcji i troszcząc się wyłącznie albo głównie o to, by mieć i używać, przy czym on sam  
jest traktowany przez innych ludzi przede wszystkim jako producent   czy konsument dóbr”. 
Uważam jednak inaczej. Mimo, że wcześniej wspomniałam, iż człowiek konsumpcyjny nie 
jest   zdolny do     oddania   się     wielkim   ideom,     gdyż       ważniejsze     jest     dla     niego 
zaspokajanie   własnych, wciąż rosnących potrzeb, to jednak myślę, że ten, kto prawdziwie 
wierzy,   potrafi  utrzymać swoją wiarę oraz, że człowiek sam kształtuje sobie swoje ideały.    

Analizując społeczeństwo konsumpcyjne, jego plusy i minusy, nie sposób pominąć tak 

prężnie   rozwijającej   się   dziś   dziedziny   życia   jaką   jest   informatyka.   Coraz   bardziej 
powszechny staje się dostęp do komputerów i internetu, co sprawia, że kontakt ze światem i 
ludźmi   przyjmuje   charakter   masowy.   Za   jego   pomocą   można   wypożyczyć   książkę   z 
biblioteki,   zrobić   zakupy,   wysłać   list,   poznać   nowych   ludzi,   a   nawet       w       niedalekiej 
przyszłości,   jak   przepowiada   Andrzej  Targowski w swej książce „Informatyka – klucz do 
dobrobytu”, będziemy mogli nie wychodząc z domu wziąć udział w głosowaniu nad ustawą w 
Sejmie. Komputer, internet dają ogromne możliwości. Obawiam się jednak, że przez to ludzie 
mogą zamknąć się w wirtualnym świecie i zrezygnować ze świata rzeczywistego. Może to 
spowodować wytworzenie się nowego społeczeństwa – społeczeństwa wirtualnego, w pewien 
sposób uzależnionego od komputerów. Oczywiście jest to wizja dość skrajna. Mimo takiego 
zagrożenia, nadal jestem zwolenniczką komputeryzacji, gdyż uważam, że wszystko jest dla 
ludzi tylko w odpowiednich ilościach  (jak pisał Horacy:  „est modus in rebus (sunt certi 
denique fines)
”). 

Cywilizacja konsumpcyjna jest także silnie powiązana, a nawet   przenika się z tzw. 

„cywilizacją obrazu”. Według Dorfles’a   to wszystko co nas otacza – różnorodne obrazy, 
ogłoszenia,   atrakcje   (znaki   sygnalizacji   drogowej,   plakaty   filmowe,   reklamy   świetlne...), 
wytwarzają w rzeczywistości nie tylko nową panoramę ikonograficzną naszej epoki, ale i 
nowe mityczne bóstwa, które nieustannie nad nami czuwają, towarzyszą nam, usidlają nas i 
hipnotyzują.   Sprawia   to,   że   żyjemy   w   świecie   w   którym   nasza   codzienna   egzystencja 
uzależniona jest od pewnych impulsów, nacisków, które wywodzą się z bodźców wizualnych. 
Czy rację miał Sartre pisząc o wolnej woli człowieka? Przecież każdego dnia, na każdym 
kroku jesteśmy atakowani przez wszechobecną reklamę. Zwykłe zakupy w supermarkecie 
zamieniają   się   w   serię   degustacji   i   promocji.   Poddajemy   się   im   często   mimowolnie   i 
nieświadomie. W sklepie wybierzemy raczej produkt znany nam z reklamy, niż ten, którego 
nazwę widzimy po raz pierwszy w życiu. A jednak to człowiek dokonuje wyboru, nikt go nie 
zmusza do zakupu na przykład proszku do prania „Ariel”. Uważam, że mamy wolną wolę i 
tak naprawdę mimo nacisku reklamy, to my sami możemy zdecydować co chcemy kupić czy 
zrobić. Cywilizacja konsumpcyjna nie jest zagrożeniem dla naszej wolności wyboru, gdyż w 

                                                                                       

5

background image

świecie   jakim   żyjemy   to   od   nas   zależy   jak   ukształtujemy   swoje   życie.   Otaczająca   nas 
rzeczywistość może nam w tym tylko ewentualnie trochę dopomóc lub przeszkodzić, ale i tak 
ostateczna decyzja należy do nas (mimo stosowania różnych socjotechnik). 

Patrząc na cywilizację konsumpcyjną, nie możemy jednak zapominać, że nie dotyczy 

ona całego społeczeństwa. Jak już wspomniałam na początku, podział dóbr nie zawsze jest 
sprawiedliwy. Konsumpcja najczęściej dotyczy dość szeroko rozumianej warstwy średniej. 
To oni są największą grupą odbiorców supermarketów, kin, turystyki..... To dla nich spece od 
reklamy wymyślają coraz to sprytniejsze sposoby na przyciąganie klienta, to głównie nad ich 
gustem skupia się dyrektor kina czy szef telewizji zastanawiając się nad wyborem filmu. 
Kultura   masowa,   kultura   konsumpcyjna...   –   to   wszystko   dla   nich.   Ta   więc   czy   jest   ona 
zagrożeniem czy szansą dla ludzkości?  Pomimo wszystko nadal twierdzę, że  to pierwsze.

Człowiek   konsumpcyjny,   który   rozwija   swoje   zainteresowania     i     zaspokaja 

potrzeby   sprawia,   że   rynek   rozwija   się   coraz   dynamiczniej.   Zmienia   się   struktura 
gospodarcza, poszerzamy swoje horyzonty. Myślę, że wciąż rosnące potrzeby człowieka są 
czymś dobrym. Życie byłoby nudne, gdybyśmy zatrzymywali się na pewnym etapie i   nie 
pragnęli niczego więcej. To tak jakbyśmy spełnili wszystkie  swoje  marzenia i nie  mieli  już 
o   czym     marzyć.   Poza     tym     w   konsumpcyjnym   stylu   życia   zwiększają   się   możliwości 
człowieka. Praca przestaje być już tylko pracą, a staje się szansą. Coraz więcej ludzi zdobywa 
wyższe   wykształcenie,   gdyż   traktuje   je   jako   klucz   do   sukcesu.   Każde   kolejne   pokolenie 
uzyskuje w spadku coraz większe możliwości. Kto wie – zapewne już niedługo  wakacje będę 
spędzała na Księżycu, gdyż paru ludzi interesu dostrzeże w tym   szansę. W końcu nauka i 
technika  wciąż idą  do przodu i to w  coraz szybszym  tempie.  Francuski publicysta  Jean-
Jacques   Servan-Scheiber   przytoczył   dość   interesującą   tabelę   skracania   się   odstępów 
dzielących główne wynalazki ostatnich dwóch stuleci od ich praktycznej realizacji w skali 
przemysłowej. Na przykład dla fotografii wynosiła ona 112 lat (1727 – 1839), dla telefonu już 
56 (1820 – 1876), dla telewizji 12 (1922 – 1934), a dla obwodu scalonego w maszynach 
liczących już tylko 3 lata (1958 – 1961). Waz z rozwojem naukowo – technicznym rozwija 
się   także   społeczeństwo.   Warto   się   nad   tym   zastanowić   idąc   na   kolejne   zakupy   do 
supermarketu, albo wahając się w księgarni, którą książkę najchętniej by się przeczytało. W 
końcu to my kształtujemy rzeczywistość....  

BIBLIOGRAFIA:

1. Bauman Z. - „Etyka ponowoczesna”, 
                        Wydawnictwo Naukowe PWN,  Warszawa  1996
2. Dorfles G. - „Człowiek zwielokrotniony”,

 Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1973

3. Laskowski W.  - „Sierp i swastyka”, w: „Wprost” nr 8, 1999, s. 94
4.  Servan-Schreiber  J.J.  - „Le Défi américain”
5. Suchodolski B.  - „Labirynty współczesności. Niewola i wolność  człowieka”,            

       Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1975

                                                                                       

6

background image

6. Targowski A. - „Informatyka – klucz do dobrobytu”,

              Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971

7. Toeplitz K.T. – „Mieszkańcy masowej wyobraźni”

                  Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1972

8. Wojtyła Karol – „Osoba i czyn”, 

  Wydawnictwo Towarzystwa Nauk KUL, wyd. 3, 1994

9. Zięba Maciej OP – „Ewolucja nauczania o demokratycznym kapitalizmie w encyklikach 
                                 społecznych”

        TEOFIL, 1998

   

                                                                                       

7


Document Outline