background image

 

Thomas S. KUHN 

STRUKTURA REWOLUCJI NAUKOWYCH 

przekład Helena Ostrołęcka  

 

PRZEDMOWA 

 […] rok spędzony w środowisku złożonym głównie ze specjalistów od nauk społecznych uświadomił 
mi różnice między tą zbiorowością a środowiskiem przyrodników, w którym wcześniej przebywałem. 
Uderzyła mnie zwłaszcza wielość i zakres występujących tu kontrowersyjnych opinii na temat nauko-
wo  uprawnionych  problemów  i  metod.  Zarówno  historia,  jak  i  obserwacje  wynikające  z  osobistych 
znajomości  nasuwały  mi  wątpliwość,  czy  rzeczywiście  odpowiedzi  udzielane  na  tego  typu  pytania 
przez przyrodników odznaczają się większą pewnością i trwałością. Jednak bądź co bądź praktyka w 
dziedzinie astronomii, fizyki, chemii czy biologii nie wywołuje na ogół tylu polemik dotyczących kwe-
stii podstawowych, jakie nagminnie występują wśród psychologów czy socjologów. Wysiłki zmierza-
jące do odszukania źródła tych różnic doprowadziły mnie do odkrycia roli pewnych istotnych dla ba-
dań naukowych czynników, które od tej pory  nazwałem "paradygmatami". Nazywam w ten sposób 
mianowicie powszechnie uznawane osiągnięcia naukowe, które w pewnym czasie dostarczają wspól-
nocie  badaczy  modelowych  problemów  i  rozwiązań.  Z  chwilą  kiedy  ten  fragment  mojej  łamigłówki 
trafił na właściwe miejsce, szybko powstał szkic niniejszej pracy. 

I. WSTĘP: O ROLĘ DLA HISTORII 

 

Wiedza historyczna, jeśli nie traktować jej wyłącznie jako składnicy chronologicznie uporząd-

kowanych  anegdot,  zmienić  może  w  zasadniczy  sposób  obraz  nauki,  jaki  zawładnął  naszym  myśle-
niem. Został on niegdyś ukształtowany, zresztą przy udziale samych naukowców, głównie na podsta-
wie analizy gotowych osiągnięć nauki, w tej postaci, w jakiej przedstawia się je czy to w dziełach kla-
sycznych, czy też - w nowszych czasach - w podręcznikach, na których kształci się każde nowe poko-
lenie naukowców. Dzieła takie mają wszakże przede wszystkim cele informacyjne i pedagogiczne […] 

 

Skoro zgodnie z tym poglądem nauka jest zbiorem faktów, teorii i metod przedstawianych w 

aktualnych podręcznikach, to naukowcy są ludźmi, którzy, z powodzeniem lub nie, usiłują dorzucić do 
tego  zbioru  ten  lub  inny  szczegół.  Tak  więc  postęp  naukowy  polegałby  na  stopniowym  dokładaniu 
tych elementów  -  pojedynczo  lub po kilka  -  do wciąż rosnącego zasobu technik i wiedzy naukowej. 
Historia nauki zaś stałaby się kroniką rejestrującą kolejne zdobycze oraz przeszkody w ich kumulacji 
[…] 

 

Wszelako w  ostatnich  latach  okazało  się,  że  niektórym  historykom  nauki coraz trudniej  jest 

się  wywiązać  z  tych  obowiązków,  jakie  nakłada  na  nich  koncepcja  rozwoju  nauki  drogą  kumulacji. 
Doszli oni do wniosku, że dodatkowe drobiazgowe badania nie ułatwiają, lecz przeciwnie - utrudniają 
kronikarzom tego procesu znalezienie odpowiedzi na pytania tego rodzaju jak: "Kiedy odkryto tlen?", 
"Kto pierwszy wpadł na pomysł sformułowania zasady zachowania energii?". Stopniowo niektórzy z 
nich zaczęli przypuszczać, że są to po prostu źle postawione pytania. Być może nauka nie rozwija się 
poprzez  kumulację  indywidualnych  odkryć  i  wynalazków.  […]  Te  same  historyczne  badania,  które 
wskazują na kłopoty związane z wyodrębnieniem indywidualnych pomysłów i odkryć, nasuwają rów-

background image

 

nież poważne wątpliwości co do kumulatywnego charakteru procesu, jaki wedle rozpowszechnione-
go mniemania miał włączać do nauki indywidualne osiągnięcia. […] 

 

Nauka normalna, tj. działalność, której większość uczonych w nieunikniony sposób poświęca 

prawie cały swój czas, opiera się na założeniu, że społeczność uczonych wie, jaki jest świat. […] Nie-
kiedy [jednak] jakiś zupełnie prosty problem nadający się do rozwiązania za pomocą utartych zasad i 
metod opiera się ponawianym atakom najzdolniejszych przedstawicieli kompetentnego w tej sprawie 
środowiska. Kiedy  indziej znów  jakiś szczegół  wyposażenia zaprojektowanego i wykonanego dla ce-
lów normalnych badań funkcjonuje zupełnie inaczej, niż można się było tego spodziewać, i ujawnia 
taką anomalię, która mimo ponawianych wysiłków nie daje się uzgodnić z przewidywaniami. […] roz-
poczynają się nadzwyczajne badania, w wyniku których zostaje w końcu wypracowany nowy zespół 
założeń,  dostarczający  podstawy  nowej  praktyki  badawczej.  Właśnie  takie  nadzwyczajne  zdarzenia, 
polegające na zasadniczym zwrocie w zawodowych przekonaniach, nazywam w niniejszej rozprawie 
rewolucjami naukowymi. Ponieważ rozbijają one tradycję, są dopełnieniem przywiązanej do tradycji 
nauki normalnej. 

 

Najbardziej  oczywistymi  przykładami  rewolucji  naukowych  są  słynne  wydarzenia  w  rozwoju 

nauki, […] związane z nazwiskami Kopernika, Newtona, Lavoisiera czy Einsteina. […] Każde z nich po-
ciągało  za  sobą  konieczność  odrzucenia  przez  całą  grupę  uczonych  jakiejś  wysoko  cenionej  dotąd 
teorii  naukowej  na  rzecz  innej,  sprzecznej  z  nią.  Każde  powodowało  przesunięcia  w  problematyce 
badań naukowych i zmianę wzorców, według których specjaliści określali, co uznać można za upraw-
nione pytanie i za zasadną odpowiedź. Każde z nich przekształcało wyobraźnię naukową w taki spo-
sób, że ostatecznie powinniśmy ująć te zmiany jako przeobrażenia świata, w którym uprawiano dzia-
łalność  naukową.  Takie  przemiany,  łącznie  z  niemal  zawsze  towarzyszącymi  im  kontrowersjami,  są 
definicyjnymi cechami rewolucji naukowych. […] 

 

Odkrycia  nowych  teorii  nie  są  jedynymi  zdarzeniami  w  nauce  wywierającymi  rewolucyjny 

wpływ na specjalistów z dziedziny, w której zostały dokonane. Założenia, na których opiera się nauka 
normalna, określają nie tylko, z jakiego rodzaju bytów składa się świat, lecz również z jakich się nie 
składa. Wynika stąd - choć wymaga to dokładniejszego omówienia - że takie osiągnięcia jak odkrycie 
tlenu czy promieni X nie polegają tak po prostu na wprowadzeniu do świata uczonego nowego rodza-
ju bytu. To jest dopiero efekt końcowy. Dochodzi do tego dopiero wówczas, kiedy społeczność zawo-
dowa  dokona  przewartościowania  tradycyjnych  procedur  doświadczalnych,  kiedy  zmieni  bliskie  jej 
dotychczas  poglądy  na  budowę  świata  i  w  końcu  przekształci  siatkę  teoretyczną,  za  pomocą  której 
ujmuje świat. Fakt naukowy i teoria nie dadzą się ściśle od siebie oddzielić, chyba że w obrębie poje-
dynczej tradycji normalnej praktyki naukowej. Dlatego właśnie niespodziewane odkrycie ma znacze-
nie nie tylko faktyczne; świat uczonego przekształca się jakościowo i wzbogaca ilościowo zarówno w 
wyniku odkryć zasadniczo nowych faktów, jak i formułowania nowatorskich teorii. 

II. DROGA DO NAUKI NORMALNEJ 

 

Termin "nauka normalna" oznacza w niniejszych rozważaniach badania wyrastające z jednego 

lub wielu takich osiągnięć naukowych przeszłości, które dana społeczność uczonych aktualnie akcep-
tuje  i  traktuje  jako  fundament  swej  dalszej  praktyki.  Z  tych  podstawowych  osiągnięć  -  wprawdzie 
rzadko w ich formie oryginalnej - zdają dzisiaj sprawę podręczniki, zarówno elementarne, jak akade-
mickie. Przedstawiają one zespół uznawanych teorii, omawiają wiele lub wszystkie ich udane zasto-
sowania,  konfrontując  je  z  przykładowymi  obserwacjami  i  eksperymentami.  Nim  w  początkach  XIX 

background image

 

stulecia (a nawet jeszcze później, jeżeli chodzi o nowo powstałe dziedziny wiedzy) książki takie zosta-
ły spopularyzowane, zbliżoną funkcję pełniły prace wielu klasyków nauki. Fizyka Arystotelesa, Alma-
gest
 

Ptolemeusza, 

Principia Optyka Newtona, 

Elektryczność Franklina, Chemia 

Lavoisiera 

czy Geologia Lyella - te i liczne inne dzieła wyznaczały w swoim czasie uprawnione problemy i metody 
badawcze w danej dziedzinie dla kolejnych pokoleń uczonych. Nadawały się do tego celu, gdyż miały 
dwie istotne wspólne cechy. Reprezentowany w nich dorobek był dostatecznie oryginalny i atrakcyj-
ny, aby odwrócić uwagę stałej grupy zwolenników danej teorii od konkurencyjnych sposobów upra-
wiania nauki. Jednocześnie dorobek ten był na tyle otwarty, że pozostawiał nowej szkole najrozmait-
sze problemy do rozwiązania. 

 

Osiągnięcia  odznaczające  się  wskazanymi  cechami  będę  odtąd  nazywał  paradygmatami

Termin  ten  pozostaje  w  ścisłym  związku  z  pojęciem nauki  normalnej.  Ma  on  wskazywać  na  to,  że 
pewne  akceptowane wzory  faktycznej  praktyki  naukowej  -  wzory obejmujące  równocześnie  prawa, 
teorie, zastosowania i wyposażenie techniczne - tworzą model, z którego wyłania się jakaś szczegól-
na,  zwarta  tradycja  badań  naukowych.  Z  takimi  tradycjami  mamy  na  przykład  do  czynienia,  kiedy 
historycy  mówią  o  astronomii  ptolemeuszowej  (lub  kopernikańskiej),  dynamice  arystotelesowskiej 
(czy newtonowskiej), optyce korpuskularnej (albo falowej) itd. Właśnie studiowanie paradygmatów, 
często  o  wiele  bardziej  wyspecjalizowanych  niż  te,  które  przykładowo  wymieniłem,  przygotowuje 
studenta do przyszłego uczestnictwa w pracach danej wspólnoty naukowej. Ponieważ w ten sposób 
przyłącza się on do grupy, która uczyła się podstaw swej dyscypliny na tych samych konkretnych mo-
delach, jego przyszła działalność rzadko kiedy doprowadzi go do wniosków zasadniczo sprzecznych z 
tym  modelem  w  kwestiach  podstawowych.  Uczeni,  których  badania  oparte  są  na  wspólnych  para-
dygmatach,  podlegają  w  swej  praktyce  naukowej  tym  samym  regułom  i  standardom.  Takie  współ-
uczestnictwo  i  wynikająca z  niego  jednomyślność  są niezbędnymi  warunkami  nauki  normalnej,  tzn. 
ukształtowania się i trwania określonej tradycji badawczej. […] 

 

Gdyby historyk nauki chciał prześledzić rozwój wiedzy o jakiejś wybranej grupie pokrewnych 

zjawisk, natknąłby się na pewne szczególne przypadki ogólnego schematu, który zilustrować tu moż-
na na przykładzie optyki fizycznej. Dzisiejsze podręczniki fizyki powiadają, że światło to strumień fo-
tonów, tj. obiektów kwantowych przejawiających zarówno właściwości falowe, jak korpuskularne. To 
przekonanie właśnie, a ściślej - jego rozbudowane, oparte na matematyce ujęcie, z którego wywodzi 
się  te  słowne  charakterystyki,  wytycza  dziś  kierunek  badań  naukowych.  Ale  taka  charakterystyka 
światła liczy sobie niedużo więcej niż pół wieku. Nim na początku tego stulecia wprowadzona została 
przez Plancka, Einsteina i innych, podręczniki fizyki twierdziły, że światło ma charakter ruchu fal po-
przecznych. Koncepcja ta była zakorzeniona w paradygmacie opartym na pracach z optyki Younga i 
Fresnela (początek XIX wieku). Ale również teoria falowa nie była pierwszą w historii koncepcją uzna-
ną  przez  wszystkich  niemal  uczonych  zajmujących  się  optyką.  W  wieku  XVIII  paradygmatu  dla  tej 
dziedziny dostarczała Optyka Newtona, głosząca, że światło to materialne korpuskuły. W owym cza-
sie  fizycy  poszukiwali  świadectw,  o  które  później  nie  kłopotali  się  pierwsi  twórcy  teorii  falowej,  na 
rzecz tezy, iż korpuskuły światła wywierają ciśnienie, uderzając w ciała stałe. 

 

Te przeobrażenia paradygmatów optyki fizycznej są rewolucjami naukowymi, a kolejne rewo-

lucyjne  przejścia od jednego do drugiego paradygmatu wyznaczają normalny schemat  rozwoju doj-
rzałej  nauki.  Nie  był  to  jednak  schemat  charakterystyczny  dla  nauki  przed  Newtonem  i  ta  właśnie 
różnica  jest  tu  dla  nas  interesująca.  Od  zamierzchłej  starożytności  aż  do  końca  XVII  wieku  nie  było 
okresu, w którym panowałby jeden ogólnie przyjęty pogląd na istotę światła. Odwrotnie, zawsze ist-

background image

 

niało wiele współzawodniczących szkół i szkółek, z których każda broniła takiego czy innego wariantu 
teorii […] 

 

Na przestrzeni wieków szkoły te wnosiły poważny wkład do zespołu koncepcji, zjawisk i tech-

nik, z którego Newton wyprowadził pierwszy niemal powszechnie przyjęty paradygmat optyki fizycz-
nej. […] Wszelako zapoznanie się z optyką fizyczną epoki przed Newtonem może nas doprowadzić do 
wniosku, że chociaż badacze tej dziedziny zjawisk byli uczonymi, to jednak ostatecznego rezultatu ich 
działalności nie można w pełni nazwać nauką. Nie mogąc uznać żadnego z funkcjonujących zespołów 
przekonań za dostatecznie uzasadniony, każdy, kto pisał na temat optyki fizycznej, czuł się zmuszony 
do budowania swej teorii od podstaw. Korzystał przy tym ze względnej swobody doboru najbardziej 
odpowiadających mu obserwacji i doświadczeń, brak było bowiem jakiegokolwiek modelu wyznacza-
jącego, z jakich metod każdy musi korzystać i jakie zjawiska musi umieć wyjaśnić. […] 

 

Historia  wskazuje  jednak  również  niektóre  przyczyny  tych  trudności.  Tam,  gdzie  brak  para-

dygmatu lub czegoś, co do tej roli mogłoby pretendować, wydaje się, że wszystkie fakty, które mogą 
przyczyniać  się  do  rozwoju  danej  dyscypliny,  są  równie  doniosłe.  W  rezultacie  gromadzenie  faktów 
we  wczesnym  okresie  ma  charakter  o  wiele  bardziej  przypadkowy  niż  działalność  badawcza,  którą 
znamy  z  późniejszego  okresu  rozwoju  nauki.  Co  więcej,  tam,  gdzie  brak  bodźców  do  poszukiwania 
jakichś  szczególnych,  trudno  dostępnych  informacji,  zbieranie  faktów  ogranicza  się  początkowo  do 
wykorzystywania danych znajdujących się w najbliższym zasięgu. Otrzymywany w ten sposób zespół 
faktów zawiera zarówno te, które uzyskuje się w wyniku przypadkowych informacji i doświadczeń, jak 
też i bardziej wyspecjalizowane dane, wykrywane na gruncie takich rzemiosł, jak medycyna, układa-
nie kalendarzy czy metalurgia. Ponieważ rzemiosła te są łatwo dostępnym źródłem faktów, których 
nie sposób wykryć w sposób przypadkowy, technologia często powoływała do życia nowe dyscypliny 
wiedzy. […] 

Musimy [z kolei] pokrótce rozważyć, w jaki sposób wyłonienie się paradygmatu wpływa, na strukturę 
grupy  zajmującej  się  badaniem  danej  dziedziny  zjawisk.  Kiedy  w  naukach  przyrodniczych  po  raz 
pierwszy indywidualnie lub grupowo osiągnięta zostaje synteza zdolna przyciągnąć zainteresowanie 
następnych pokoleń badaczy, następuje stopniowy upadek dawnych szkół. Po części jest to następ-
stwem przyjęcia przez ich zwolenników nowego paradygmatu. Zawsze pozostaje jednak pewna ilość 
badaczy  wiernych  temu  czy  innemu  dawnemu  poglądowi.  Zostają  oni  po  prostu  skreśleni  z  grona 
uznanych specjalistów, a prace ich są ignorowane. Nowy paradygmat narzuca nowe, bardziej restryk-
tywne  określenie  przedmiotu  badań  danej  dziedziny.  Wszyscy,  którzy  nie  chcą  lub  nie  mogą  się  do 
niego  przystosować,  działać  muszą  w  izolacji  lub  związać  się  z  jakąś  inną  grupą.  Historycznie  rzecz 
biorąc, często pozostawali oni po prostu na wydziałach filozofii, z których wyłoniło się tak wiele spe-
cjalistycznych gałęzi nauki. Jak wynika z powyższego, akceptacja paradygmatu jest właśnie tym czyn-
nikiem, który przekształci uprawiane przez jakąś grupę badania przyrody w zawód czy - co najmniej - 
w odrębną dyscyplinę! Przyjęcie w jakiejś dziedzinie nauki (ale nie w takich jak medycyna, technolo-
gia i prawo, których główną racją bytu jest płynące z zewnątrz zapotrzebowanie społeczne) pierwsze-
go  wspólnego  paradygmatu  wiązało  się  zwykle  z  powstawaniem  wyspecjalizowanych  towarzystw 
naukowych, pojawianiem się fachowych czasopism oraz przyznaniem jej odrębnego miejsca w  pro-
gramach  nauczania.  Przynajmniej  tak  się  dzieje  od  stu  pięćdziesięciu  lat,  od  kiedy  ukształtował  się 
wzorzec naukowej specjalizacji, po nasze czasy, w których ugruntował się jej prestiż. […] 

background image

 

Poszczególni uczeni, uznając dany paradygmat, nie muszą już w swoich głównych pracach podejmo-
wać prób budowania od nowa całej dziedziny wiedzy, zaczynać od podstawowych zasad i usprawie-
dliwiać każdego z wprowadzanych pojęć. […] 

III. NATURA NAUKI NORMALNEJ 

[…] pod pewnym względem stosowane dotąd terminy mogą być mylące. Przez "paradygmat" zwykło 
się rozumieć przyjęty model czy wzorzec. Ten właśnie odcień znaczeniowy pozwolił mi - z braku lep-
szego określenia - zastosować to słowo w niniejszej pracy. Wkrótce jednak ujrzymy, to znaczenie słów 
"model", "wzorzec" niezupełnie odpowiada treści, jaką wkłada się zazwyczaj w pojęcie paradygmatu. 
Na  przykład  w  gramatyce  amo,  amas,  amat jest  paradygmatem,  gdyż  stanowi  wzorzec  koniugacji 
wielu innych czasowników łacińskich, według którego tworzy się np. formy laudo, laudas, laudat. W 
tym  standardowym  zastosowaniu  funkcjonowanie  paradygmatu  polega  na  tym,  że  pozwala  on  po-
wielać  przykłady,  z  których  każdy  mógłby  w  zasadzie  zająć  jego  miejsce.  W  nauce  natomiast  para-
dygmat rzadko kiedy jest przedmiotem takiego odwzorowania. Stanowi on raczej, podobnie jak decy-
zja prawna w prawie zwyczajowym, przedmiot dalszego uszczegółowienia i uściślenia w nowych lub 
trudniejszych warunkach. 

By  to zrozumieć,  musimy sobie uzmysłowić,  jak  bardzo ograniczony zarówno pod względem swego 
zakresu, jak i ścisłości może być nowo powstały paradygmat. Paradygmaty uzyskują swój status dzięki 
temu, że okazują się bardziej skuteczne od swych konkurentów w rozwiązywaniu niektórych proble-
mów uznanych przez grono praktyków za palące. Nie znaczy to jednak, że paradygmaty są całkowicie 
skuteczne,  gdy  chodzi  o  rozwiązanie  pojedynczego  problemu  czy,  tym  bardziej,  większej  ich  ilości. 
Sukces paradygmatu […] to początkowo przede wszystkim obietnica sukcesu, na jaki liczy się, mając 
do dyspozycji tylko wybrane i niepełne przykłady. Nauka normalna urzeczywistnia tę obietnicę, roz-
szerzając wiedzę o faktach, które dany paradygmat ukazuje jako szczególnie ważne, poszerzając za-
kres  zgodności  między  tymi  faktami  a  formułowanymi  na  gruncie  paradygmatu  przewidywaniami 
oraz uściślając sam paradygmat. 

VI. ANOMALIE A POJAWIANIE SIĘ ODKRYĆ NAUKOWYCH 

[1] Nauka  normalna,  a  więc  omawiana  wyżej  działalność  polegająca  na  rozwiązywaniu  łamigłówek, 
ma  charakter  zdecydowanie  kumulatywny  i  jest  niezwykle  skuteczna  w  swoim  dążeniu  do  stałego 
poszerzania zakresu i zwiększania precyzji wiedzy naukowej. Pod wszystkimi tymi względami pojęcie 
to zgodne jest z potocznymi wyobrażeniami o pracy naukowej. Pod jednym wszakże względem obraz 
ten  jest mylący.  Celem  nauki  normalnej  nie  jest odkrywanie  nowych  faktów  czy  tworzenie  nowych 
teorii, i nie na tym polega jej skuteczność. Tymczasem nauka wciąż odkrywa nowe zjawiska, a uczeni 
co raz to wymyślają radykalnie nowe teorie. Badania historyczne nasuwają nawet myśl, że działalność 
naukowa  stworzyła  jedyną  w  swoim  rodzaju  potężną  technikę  wywoływania  tego  rodzaju  niespo-
dzianek. Jeśli ta cecha nauki zgodna ma być ze wszystkim, co powiedzieliśmy dotąd, to badania para-
dygmatyczne muszą być szczególnie skutecznym sposobem wyzwalania zmian w paradygmacie. Taki 
jest bowiem rezultat pojawiania się zasadniczo nowych faktów i teorii. Niebacznie powołane do życia 
w grze opartej na pewnym zespole reguł, wymagają one  - by mogły zostać zasymilowane - opraco-
wania nowego zespołu reguł. Z chwilą gdy stały się częścią nauki, działalność badawcza - przynajmniej 
w  tych  dziedzinach,  których  nowo odkryte  fakty  i teorie  dotyczą  -  nie  pozostaje  nigdy  tym  samym, 
czym była dotąd. 

background image

 

[2] Obecnie zająć się musimy pytaniem, w jaki sposób zmiany tego rodzaju zachodzą, przy czym naj-
pierw  omówimy  odkrycia  nowych  faktów,  a  następnie  powstawanie  nowych  teorii.  Rozróżnienie 
między  wykrywaniem  nowych  faktów  a  formułowaniem  nowych  teorii  okaże  się  jednak  z  miejsca 
sztucznym  uproszczeniem.  Jego  sztuczność  jest  kluczem  do  szeregu  zasadniczych  tez  niniejszej  roz-
prawy. Rozważając w tym rozdziale wybrane odkrycia, przekonamy się szybko, że nie są one izolowa-
nymi zdarzeniami, lecz rozciągłymi w czasie epizodami o regularnie powtarzalnej strukturze. Początek 
swój biorą one ze świadomości anomalii, tj. z uznania, że przyroda gwałci w jakiejś mierze wypływają-
ce z paradygmatu przewidywania, które rządzą nauką normalną. Dalszym krokiem są mniej lub bar-
dziej rozległe badania obszaru, na którym ujawniają się anomalie. Epizod zamyka się dopiero wtedy, 
gdy teoria paradygmatyczna zostaje tak dopasowana do faktów, że to, co dotąd było anomalią, staje 
się czymś przewidywanym. Asymilacja nowego rodzaju faktu wymaga czegoś więcej niż rozszerzenia 
teorii i dopóki nie dostosuje się jej do faktów - dopóki uczony nie nauczy się patrzeć na przyrodę w 
nowy sposób - nowy fakt nie jest właściwie w ogóle faktem naukowym. […] 

W rozwoju każdej nauki pierwszy uzyskany paradygmat wydaje się zazwyczaj w pełni zadowalający i 
skuteczny w wyjaśnianiu większości obserwacji i eksperymentów łatwo dostępnych badaczom. Dalszy 
rozwój wymaga przeto z reguły konstruowania wymyślnych przyrządów, rozwinięcia wyspecjalizowa-
nego słownictwa i umiejętności, uściślenia pojęć, które wskutek tego coraz bardziej oddalają się od 
swych potocznych prototypów. Ta specjalizacja prowadzi z jednej strony do ogromnego ograniczenia 
pola  widzenia  uczonego  i znacznego  oporu wobec  zmiany  paradygmatu.  Nauka  staje  się  coraz  bar-
dziej sztywna. Z drugiej zaś strony, w tych obszarach, na które paradygmat skierowuje uwagę bada-
czy, nauka normalna pozwala zdobyć tak szczegółowe wiadomości i dopasować teorię do obserwacji 
w tak ścisły sposób, jaki bez tego byłby niemożliwy. […] 

VIII. ODPOWIEDŹ NA KRYZYS 

Przyjmijmy więc, że kryzysy są koniecznym warunkiem wstępnym pojawiania się nowych teorii, i za-
pytajmy, w jaki sposób uczeni reagują na nie. Część odpowiedzi - równie ważną jak oczywistą - można 
odnaleźć,  wskazując  ogólnie  na  to,  czego  uczeni  nigdy  nie  robią,  gdy  mają  do  czynienia  nawet  z 
ostrymi  i  długotrwałymi  anomaliami.  Chociaż  mogą  tracić  zaufanie  do  paradygmatu  i  poszukiwać 
alternatywnych wobec  niego rozwiązań, nie odrzucają paradygmatu, który  doprowadził do kryzysu. 
To znaczy nie traktują anomalii jako świadectw obalających teorię, jak by się tego domagała filozofia 
nauki. Uogólnienie to jest częściowo po prostu konstatacją historycznych faktów, opartą na przykła-
dach, jak te, które omówiliśmy poprzednio, i innych, o których jeszcze będzie mowa. Pokazują one - 
co  wyraźniej  pokaże  dalsza  analiza  sposobu  odrzucania  paradygmatów  -  że  teoria  naukowa,  która 
uzyskała już status paradygmatu, uznawana jest dopóty, dopóki nie pojawi się inna, zdolna pełnić tę 
funkcję. […] 

Przejście od paradygmatu znajdującego się w stanie kryzysu do innego, z którego wyłonić się może 
nowa tradycja nauki normalnej, nie jest bynajmniej procesem kumulatywnym; nie następuje ono w 
wyniku uszczegółowienia czy też rozszerzenia starego paradygmatu. Jest to raczej przebudowa danej 
dziedziny  od  podstaw,  zmieniająca  niektóre  najbardziej  elementarne  uogólnienia  teoretyczne  oraz 
wiele  metod  i  zastosowań  paradygmatycznych.  W  okresie  przejściowym  problemy,  jakie  mogą  być 
rozwiązane przez stary i nowy paradygmat, w znacznym stopniu się pokrywają, ale nigdy całkowicie. 
Zachodzi jednak również zasadnicza różnica w sposobie ich rozwiązywania. Z chwilą gdy przejście już 
się dokonało, okazuje się, że zmieniło się spojrzenie uczonych na daną dziedzinę, jej metody i cele. 

background image

 

Pewien bystry historyk, rozważając klasyczny przypadek reorientacji nauki wskutek zmiany paradyg-
matu,  ujął  ostatnio  ten  proces  jako  "odwracanie  kota  ogonem";  polega  on  "...na  operowaniu  tym 
samym co wcześniej zespołem danych, które jednak umieszcza się w  nowym systemie wzajemnych 
relacji poprzez nadanie im odmiennej struktury". […]

 

Dokonujące się w rezultacie przejście do nowego paradygmatu to właśnie rewolucja naukowa - tym 
właśnie tematem możemy się teraz zająć, po długim przygotowaniu, bezpośrednio. […] 

IX. NATURA I NIEUCHRONNOŚĆ REWOLUCJI NAUKOWYCH 

[…] Czym są rewolucje naukowe i jaką pełnią funkcję w rozwoju nauki? Fragmenty odpowiedzi na te 
pytania zawarte już były w poprzednich rozdziałach. Między innymi wskazaliśmy, że rewolucje trak-
towane są tu jako takie niekumulatywne epizody w rozwoju nauki, w których stary paradygmat zosta-
je  zastąpiony  częściowo  bądź  w  całości  przez  nowy,  nie  dający  się  pogodzić  z  poprzednim.  Jest  to 
jednak  tylko  część  odpowiedzi.  Aby  ją  uzupełnić,  zadać  musimy  kolejne  pytanie:  dlaczego  zmianę 
paradygmatu nazywać mamy rewolucją? Jakie analogie między rozwojem naukowym i politycznym - 
tak zasadniczo różnymi zjawiskami - pozwalają mówić w obu wypadkach o rewolucjach? 

Jeden z aspektów tej analogii jest już chyba oczywisty. Źródłem rewolucji politycznych jest rosnące - 
przynajmniej u części społeczeństwa - poczucie, że istniejące instytucje nie są już w stanie rozwiązać 
problemów  powstających  w  otoczeniu,  które  one  same  po  części  ukształtowały.  Analogicznie,  źró-
dłem rewolucji naukowych jest rosnące - znów zazwyczaj wśród wąskiej grupy społeczności uczonych 
-  poczucie,  że  istniejący  paradygmat  przestał  spełniać  adekwatnie  swe  funkcje  w  poznawaniu  tego 
aspektu przyrody, którego badania sam poprzednio umożliwił. Zarówno w rozwoju politycznym, jak i 
naukowym poczucie to prowadzi do kryzysu, który jest warunkiem wstępnym rewolucji. […] 

Analogia  ta  ma  jednak  i  drugi,  głębszy  wymiar,  od  którego  zależy  znaczenie  pierwszego.  Rewolucje 
społeczne  dążą do takich przekształceń instytucji politycznych, jakich same  te  instytucje  zabraniają. 
Powodzenie ich wymaga zatem likwidacji niektórych instytucji na rzecz innych, a w okresie przejścio-
wym społeczeństwo rządzi się po części bez instytucji. Tak jak kryzys osłabia rolę paradygmatów, tak 
też początkowo osłabia on rolę instytucji politycznych. Coraz większa liczba ludzi wyłącza się z życia 
politycznego i zachowuje się w sposób inny, niż nakazują jego kanony. Gdy kryzys się pogłębia, wielu 
z  nich  opowiada  się  za  jakąś  konkretną  propozycją  przebudowy  społeczeństwa  w  ramach  nowej 
struktury instytucjonalnej. Społeczeństwo dzieli się na dwa obozy, dwie partie, z których jedna stara 
się bronić starego porządku, a druga - wprowadzić nowy. […] 

X. REWOLUCJE JAKO ZMIANY POGLĄDU NA ŚWIAT 

Historyk nauki, który bada dawne prace naukowe z punktu widzenia współczesnej historiografii, mo-
że nabrać przekonania, że kiedy paradygmat ulega zmianie, wraz z nim zmienia się i świat. Kierując 
się  nowym paradygmatem, uczeni stosują nowe  przyrządy i widzą nowe obszary rzeczywistości. Co 
ważniejsze, w okresie rewolucji naukowej, posługując się dobrze znanymi przyrządami i badając ob-
szary, które badali dawniej, dostrzegają oni coś zupełnie innego. Wygląda to tak, jak gdyby zawodowa 
społeczność uczonych przeniosła  się  nagle na inną planetę,  gdzie przedmioty dobrze  znane  ukazują 
się w innym świetle, wraz z innymi, wcześniej nie znanymi. Oczywiście, nic takiego się nie dzieje - nie 
następuje  przeniesienie  w  przestrzeni,  poza  laboratorium  wydarzenia  codzienne  biegną  zazwyczaj 
dawnym trybem. A jednak zmiany paradygmatu rzeczywiście sprawiają, że uczeni inaczej widzą świat, 

background image

 

który  jest  przedmiotem  ich  badania.  W  tej  mierze,  w  jakiej  mają  oni  do  czynienia  ze  świa-
tem jako uczeni, chciałoby się powiedzieć, że po rewolucji żyją oni w innym świecie. […]

 

XII. SKUTKI REWOLUCJI 

Jak  więc dochodzi do tego, że  uczeni przestawiają się na nowy paradygmat? Częściowo odpowiedź 
zasadza się na tym, że bardzo często wcale tego nie robią. W sto lat po śmierci Kopernika niewielu 
było jeszcze zwolenników kopernikanizmu. Teoria Newtona nie była jeszcze powszechnie uznawana 
w pięćdziesiąt lat po ukazaniu się Principiów, zwłaszcza na Kontynencie. […] 

Te  i  tym  podobne  fakty  są  zbyt  dobrze  znane,  aby  wymagały  specjalnego  podkreślania.  Wymagają 
natomiast przewartościowania. Ongiś miały najczęściej świadczyć o tym, że uczeni, będąc tylko ludź-
mi, nie zawsze mogą uznać swe własne błędy,  nawet  wówczas, gdy staną wobec  wyraźnych dowo-
dów. Osobiście byłbym raczej zdania, że w tych kwestiach nie chodzi ani o dowód, ani o błąd. Przej-
ście  spod  władzy  jednego  paradygmatu  pod  władzę  drugiego  jest  doświadczeniem  nawrócenia,  do 
którego nie można zmusić. […]  

Mimo iż zmiana taka wymaga niekiedy całego pokolenia, społeczności uczonych raz po raz przyjmo-
wały  nowe  paradygmaty. Co  więcej,  działo  się  tak  nie  wbrew  temu,  że  uczeni  są  ludźmi,  a  właśnie 
wskutek tego. Wprawdzie niektórzy uczeni, zwłaszcza starsi i bardziej doświadczeni, mogą się opierać 
do końca, z większością można jednak dojść do porozumienia w ten czy inny sposób. Będą się nawra-
cać  po  kilku,  kiedy  zaś  wymrą  ostatni  oponenci,  wszyscy  specjaliści  będą  znów  pracować,  uznając 
jeden, tyle że nowy, paradygmat. […] 

Początkowo nowa koncepcja pretendująca do roli paradygmatu może mieć niewielu zwolenników, a 
motywy  ich  wydawać  się  mogą  niekiedy  wątpliwej  wartości.  Jednakże  jeśli  są  oni  kompetentni,  to 
udoskonalą go, zbadają jego możliwości i ukażą, jak przedstawiałaby się praca w społeczności, którą 
by  on  rządził.  Jeśli  sądzone  jest  paradygmatowi  wygrać  tę  walkę,  to  stopniowo  wzrasta  ilość  i  siła 
przemawiających za nim argumentów. Nawraca się wówczas większa liczba uczonych i zgłębia możli-
wości nowego paradygmatu. […] 

XIII. POSTĘP POPRZEZ REWOLUCJE 

[…] W ostatnich ustępach tej pracy chciałbym wskazać na kierunek, w którym, jak sądzę, prowadzić 
się powinno dalsze badania nad problemem rozwoju nauki. […] 

Proces rozwojowy opisany został w tej pracy jako ewolucja od prymitywnych początków, jako proces, 
którego kolejne stadia odznaczają się coraz to subtelniejszym i bardziej szczegółowym rozumieniem 
przyrody. Nic z tego jednak, co zostało i zostanie tu powiedziane, nie wskazuje na to, by miał to być 
proces  zdążający ku czemuś.  Musiało  to  niewątpliwie  zaniepokoić  wielu  czytelników. Zwykliśmy  bo-
wiem postrzegać naukę jako taką właśnie działalność, która zbliża się wciąż do pewnego wyznaczo-
nego z góry celu. 

[…]  Wszystkie dobrze  znane  przeddarwinowskie teorie  ewolucji -  Lamarcka,  Chambersa, Spencera i 
niemieckich Naturphilosophen -traktowały ewolucję jako proces celowy. Uważano, że "idea" człowie-
ka oraz współczesnej flory i fauny była obecna od samych narodzin życia - być może w umyśle Stwór-
cy. Ta idea - czy plan - wytyczała kierunek całemu procesowi ewolucji i wskazywała na siłę sterującą 

background image

 

tym  procesem.  Każde  nowe  stadium  rozwoju  ewolucyjnego  miało  być  doskonalszą  realizacją  planu 
istniejącego od początku. 

Porzucenie tego teleologicznego spojrzenia na ewolucję było dla wielu ludzi najistotniejszą i najtrud-
niejszą  do  przełknięcia  konsekwencją  teorii  Darwina.W  Pochodzeniu  gatunków nie  mówi  się  nic  o 
celu wyznaczonym czy to przez Boga, czy to przez przyrodę. Za stopniowe, lecz stałe pojawianie się 
coraz bardziej skomplikowanych, zróżnicowanych i wyspecjalizowanych organizmów odpowiedzialny 
miał być natomiast dobór naturalny działający w danym środowisku wśród aktualnie istniejących istot 
żywych. Nawet tak doskonale przystosowane organy jak oko i ręka ludzka - których celowa budowa 
dostarczała wcześniej najmocniejszych argumentów na rzecz istnienia Stwórcy i uprzedniego planu - 
miały  być  wytworem  procesu  biegnącego  stale od  prymitywnych  początków,  ale  nie  zmierzające-
go do żadnego celu. Przekonanie, iż dobór naturalny, wynikający z samego współzawodnictwa między 
organizmami w walce o przetrwanie, doprowadzić mógł do powstania człowieka, wyższych zwierząt i 
roślin,  było  najtrudniejszym  i  najbardziej  kłopotliwym  aspektem  teorii  Darwina.  Cóż  może  znaczyć 
"ewolucja", "rozwój", "postęp", skoro nie istnieje określony cel? Wielu ludziom terminy te wydały się 
teraz wewnętrznie sprzeczne. 

Analogię między rozwojem organizmów żywych a rozwojem idei naukowych można z łatwością po-
sunąć zbyt daleko. Ale świetnie ilustruje ona kwestie, o które nam chodzi w tym podsumowującym 
rozdziale.  Proces,  który  przedstawiliśmy  w  rozdziale  dwunastym  jako  rozwiązanie  rewolucji,  polega 
na doborze, w  drodze konfliktu w obrębie  społeczności uczonych, najlepiej  przystosowanej metody 
uprawiania nauki. Końcowym wynikiem szeregu takich rewolucyjnych selekcji poprzedzielanych okre-
sami  nauki  normalnej  jest wspaniale  przystosowany zestaw  narzędzi,  które  nazywamy  nowoczesną 
wiedzą naukową.  

 

Pytania do tekstu: 

1)  Jakie argumenty przytacza T.S. Kuhn przeciwko kumulatywnej teorii wiedzy? 

2)  Czym jest paradygmat? Jakie są jego cechy? Przykłady paradygmatów. 

3)  Co to jest rewolucja naukowa? 

4)  Jakie są etapy rewolucji naukowej? 

5)  Czy w nauce dokonuje się postęp? Jeśli tak to jak rozumie go autor?