background image

 
Prentice Mulford  

 

PRZECIW 

Ś

MIERCI

 

 

 

 
NIEKTÓRE PRAWA SIŁY I PI

Ę

KNO

Ś

CI

  

My

ś

li nasze tworz

ą

 nasze oblicze i nadaj

ą

 mu wła

ś

ciwe indywidualne pi

ę

tno. Nasze 

my

ś

li okre

ś

laj

ą

 ruch, postaw

ę

 i kształt całego ciała.  

Prawa pi

ę

kno

ś

ci i zupełnego zdrowia s

ą

 te same. Zale

żą

 one całkowicie od stanu 

uczucia, lub te

ż

, mówi

ą

c innymi słowami, od wła

ś

ciwo

ś

ci tych my

ś

li, które najcz

ęś

ciej 

biegn

ą

 od nas ku innym i od innych ku nam.  

Brzydota w wyrazie twarzy, czy to osoby starej, czy młodej, pochodzi zawsze z 
nie

ś

wiadomego przekroczenia jakiego

ś

 prawa. Ka

ż

dy znak zniszczenia w ludzkim 

ciele, ka

ż

da forma jego słabo

ś

ci, wszystko wreszcie, co tylko robi człowieka 

wstr

ę

tnym, ma swoj

ą

 przyczyn

ę

 w dominuj

ą

cym nastroju jego uczucia. Natura 

obdarzyła nas czym

ś

, co nazywamy instynktem, a co ja nazwałbym raczej wy

ż

szym 

rozs

ą

dkiem, poniewa

ż

 odsuwaj

ą

c si

ę

 ze wstr

ę

tem od wszystkiego, co jest brzydkie i 

zdeformowane, co nosi na sobie znamiona upadku, posługujemy si

ę

 czym

ś

 

subtelniejszym i doskonalszym, ani

ż

eli instynkt. Wrodzony pop

ę

d ludzkiej natury 

ka

ż

e nam unika

ć

 niedoskonało

ś

ci i szuka

ć

 chocia

ż

by wzgl

ę

dnie doskonałego. Nasz 

wy

ż

szy rozs

ą

dek ma zupełn

ą

 racj

ę

, gdy czuje wstr

ę

t do zmarszczek i ułomno

ś

ci, tak 

samo jak do brudnej i porwanej odzie

ż

y! Ciało jest 

ż

yw

ą

 odzie

żą

 i jednocze

ś

nie 

narz

ę

dziem ducha. Pokoleniom przed nami wpajano od dzieci

ń

stwa, 

ż

e jest to 

nieuniknion

ą

 konieczno

ś

ci

ą

ż

e jest to prawem, ugruntowanym w niezmiennym 

porz

ą

dku natury, aby ciało nasze po pewnym okre

ś

lonym czasie przekwitło, stało si

ę

 

bezpowabne i aby umysł równie

ż

 z biegiem czasu wygasł, odmawiaj

ą

posłusze

ń

stwa. Mówiono nam, 

ż

e duch nie ma mocy sprzeciwi

ć

 si

ę

 temu i odrodzi

ć

 

ciała, za pomoc

ą

 swych wewn

ę

trznych sił przekształci

ć

 je na nowo, ku nowemu 

ż

yciu! Lecz w nieuniknionym biegu natury nie le

ż

y wcale, by ciało ludzkie przepadało, 

jak przepada dotychczas, podobnie jak w biegu natury nie le

ż

y, aby ludzie je

ź

dzili 

dyli

ż

ansem, jak przed sze

ść

dziesi

ę

ciu laty, a nie automobilem, jak dzisiaj, lub te

ż

aby wiadomo

ś

ci posyłano przez go

ń

ców, a nie przez iskry elektryczne.  

Twierdzi

ć

, co le

ż

y w zakresie praw natury, a co nie - byłoby tylko arogancj

ą

 ciemnej 

nie

ś

wiadomo

ś

ci. Jest to najfatalniejszy bł

ą

d, gdy na kawal

ą

tko przeszło

ś

ci, które le

ż

poza nami, spogl

ą

damy jako na niezawodny drogowskaz tego, co stanie si

ę

 

kiedykolwiek w wieczno

ś

ci. Je

ż

eli nasza planeta była niegdy

ś

 tym, czego naucza 

geologia - mianowicie faluj

ą

c

ą

 mas

ą

 dzikich, bardziej nieokiełzanych i brutalniejszych 

sił; je

ż

eli równie

ż

 formy ro

ś

linnego, zwierz

ę

cego, a pó

ź

niej ludzkiego 

ż

ycia były 

ordynarniejsze, pospolitsze - to czy

ż

 nie jest to znak, nadzieja, dowód wi

ę

kszego 

wysubtelnienia, ku któremu pod

ąż

amy - nie - w które wst

ę

pujemy teraz, w tej, jak 

równie

ż

 w ka

ż

dej godzinie! I czy

ż

 wysubtelnienie nie oznacza spot

ę

gowania mocy, 

tej samej, która pot

ę

guje sił

ę

 

ż

elaza w stali? I czy

ż

 najwy

ż

sze, prawie nieznane dot

ą

siły, nie powinny rozwin

ąć

 si

ę

 jeszcze w człowieku, w tej najsubtelniejszej 

organicznej cało

ś

ci, jak

ą

 znamy?  

Wewn

ę

trznie, potajemnie pyta si

ę

 tysi

ą

ce my

ś

l

ą

cych ludzi wszystkich krajów: 

"Dlaczego musimy marnie

ć

 i traci

ć

 wszystko najlepsze, co 

ż

yciu nadaje warto

ść

 i to 

wła

ś

nie wtedy, gdy

ś

my ju

ż

 zdobyli to do

ś

wiadczenie i m

ą

dro

ść

, która jest 

background image

najodpowiedniejsza dla 

ż

ycia! Pocz

ą

tek lata - lecz patrz: oto dni ju

ż

 s

ą

 krótsze!"  

Wołanie wielu bywa na pocz

ą

tku zawsze szeptem. Modlitwa - 

ż

yczenie - pro

ś

ba mas 

bywa zawsze najpierw tajemnym błaganiem. Pierwszy nie odwa

ż

y si

ę

 nawet pobiec 

do s

ą

siada, obawiaj

ą

c si

ę

 

ś

mieszno

ś

ci. Lecz jedna rzecz gł

ę

boko tkwi w 

do

ś

wiadczeniu: ka

ż

de pragnienie, pomy

ś

lane czy wyrzeczone, przybli

ż

a ku nam to, 

czego

ś

my 

żą

dali, stosownie do intensywno

ś

ci pragnienia oraz rosn

ą

cej liczby 

pragn

ą

cych. Kieruj

ą

 oni duchowe funkcje na okre

ś

lone tory. W ten sposób zaczyna 

si

ę

 rusza

ć

 ta milcz

ą

ca siła woli, która aczkolwiek nie uznawana przez szkoln

ą

 

m

ą

dro

ść

, nadaje pragnieniom posta

ć

 i kształt. Miliony ludzi t

ę

skniło po cichu do 

lepszych i szybszych 

ś

rodków komunikacji - i oto ujarzmiono par

ę

 i elektryczno

ść

Wkrótce inne pytanie, inna zachcianka za

żą

da spełnienia - pytanie wewn

ę

trzne, 

zachcianka wewn

ę

trzna - a w tych pierwszych próbach zbli

ż

enia pragnie

ń

, które s

ą

 

jakby wizjami, do rzeczywisto

ś

ci, b

ę

d

ą

 niew

ą

tpliwie bł

ę

dy, bezdro

ż

a, bezwyj

ś

cia, jak 

na pocz

ą

tku naszych zdobyczy technicznych były spotkania poci

ą

gów, eksplozje 

kotłów itd.  
Wiek nasz jest dwojakiego rodzaju. - Wiek naszego ciała i naszego ducha. Duch ten 
przez miliony lat wskro

ś

 niezliczone ciała i formy bytu dojrzał do swego dzisiejszego 

stopnia 

ś

wiadomo

ś

ci i zu

ż

ył wiele młodych ciał, jakoby ubra

ń

. A to, co nazywamy 

"

ś

mierci

ą

" jest tylko brakiem uzdolnienia do utrzymania naszej cielesnej odzie

ż

y na 

zawsze, do odradzania naszego ciała za pomoc

ą

 

ż

yciotwórczych pierwiastków ci

ą

gle 

na powrót. Im starszy, im dojrzalszy duch, tym zdolniejszy jest do opanowania ciała, 
do jego przemiany podług swojej woli. T

ę

 duchow

ą

 sił

ę

 po

ż

ytkujemy w ten sposób, 

aby

ś

my si

ę

 stali pi

ę

kni, zdrowi i silni, godni miło

ś

ci. Bo przez t

ę

 sam

ą

 sił

ę

 mo

ż

na 

zrobi

ć

 si

ę

 nie

ś

wiadomie równie

ż

 obrzydłym, chorym, słabym, wstr

ę

tnym - 

przynajmniej podczas tej jednej egzystencji, je

ż

eli bowiem rozwój d

ąż

y do 

uszlachetnienia i udoskonalenia, wszystko musi kiedy

ś

 rozpłyn

ąć

 si

ę

 w wy

ż

sze 

formy.  
T

ą

 magiczn

ą

 sił

ą

 s

ą

 nasze my

ś

li. Chocia

ż

 dla oka s

ą

 one rzeczywiste, jak kwiat, 

drzewo lub owoc.  
My

ś

li pr

ężą

 bezustannie nasze mi

ęś

nie w rytm gestu, który z istoty charakteru 

wypływa. Człowiek zdecydowany stawia kroki inaczej, ni

ż

 wahaj

ą

cy si

ę

Niezdecydowany ma oci

ą

gaj

ą

ce gesty, postaw

ę

, sposób mówienia i ruchy ciała, 

które w ko

ń

cu czyni

ą

 go niezgrabnym, niezr

ę

cznym i nieudolnym. Członki ciała s

ą

 

jakoby litery listu, który, pisany po

ś

piesznie w pewnym nastroju, wykazuje pismo 

bezładne i pełne bł

ę

dów, podczas gdy usposobienie zrównowa

ż

one - the serene 

mood - tworzy pi

ę

knie zaokr

ą

glone zdania, tudzie

ż

 harmonijne pismo.  

Ka

ż

dego dnia stylizujemy si

ę

 w jak

ąś

 now

ą

 faz

ę

 bytu, wmy

ś

lamy si

ę

 w jaki

ś

 inny, 

urojony charakter, a ta dominuj

ą

ca rola, któr

ą

 najcz

ęś

ciej gramy, udziela si

ę

 twarzy, 

jako masce tej roli - panuj

ą

cej linii.  

Kto wi

ę

ksz

ą

 cz

ęść

 swego 

ż

ycia zawodowo si

ę

 skar

ż

y, zawsze jest w złym humorze i, 

opłakuj

ą

c samego siebie, 

ś

wi

ę

ci prawdziwe orgie niezadowolenia, ten zatruwa sobie 

krew, rujnuje rysy twarzy i niszczy bezpowrotnie sw

ą

 płe

ć

, wytarzaj

ą

c w 

niewidocznym laboratorium ducha niewidoczny truj

ą

cy bodziec - my

ś

l, która oddana 

działaniu, tj. pomy

ś

lana, przyci

ą

ga z otoczenia, według nieuniknionego prawa, my

ś

li 

podobne sobie. Odda

ć

 si

ę

 we władz

ę

 rozdra

ż

nionemu, bezradnemu nastrojowi, 

znaczy to samo, co otworzy

ć

 na o

ś

cie

ż

 drzwi dla my

ś

lowych fluidów ka

ż

dego 

rozdra

ż

nionego, bezradnego człowieka - znaczy to samo, co naładowa

ć

 swój wielki 

magnes - swego ducha - szkodliwymi, przeciwnymi pr

ą

dami i poł

ą

czy

ć

 bateri

ę

 

my

ś

low

ą

 ze wszystkimi pr

ą

dami tego samego gatunku! Kto my

ś

li o złodziejstwie lub 

morderstwie, wchodzi przez t

ę

 my

ś

l w duchowy stosunek z ka

ż

dym morderc

ą

 i 

background image

złodziejem na całej ziemi!  
Złe trawienie nierównie w mniejszym stopniu zale

ż

y od samego po

ż

ywienia, ni

ż

 

nastroju, w którym przyjmujemy zazwyczaj pokarmy. Najzdrowszy chleb spo

ż

ywany 

w goryczy działa na krew jak trucizna. Kiedy wszyscy siedz

ą

 w milczeniu za stołem 

rodzinnym z t

ą

 zrezygnoc s

ę

dzia mo

ż

e mie

ć

 przy studiowaniu sprawy zaciewan

ą

 i 

wymuszon

ą

 min

ą

, która zdaje si

ę

 mówi

ć

: "aha... i to trzeba jeszcze znie

ść

", a pan 

domu zagrzebuje si

ę

 cały w kłopoty swego interesu lub w gazet

ę

, połykaj

ą

wszystkie morderstwa, samobójstwa, skandale, które zdarzyły si

ę

 w ci

ą

gu ostatnich 

24 godzin, kiedy pani domu, niech

ę

tna, piastuje w sobie wszystkie swe gospodarskie 

umartwienia - wówczas zjawia si

ę

 przy stole, wraz z potrawami, elemet troski, 

smutku i chorobliwo

ś

ci w ka

ż

dym organizmie, objawiaj

ą

c si

ę

 jako rodzaj 

niestrawno

ś

ci przy całym stole, od jednego ko

ń

ca do drugiego, bez luk, we 

wdzi

ę

cznej ci

ą

gło

ś

ci!  

Je

ż

eli panuj

ą

cym wyrazem twarzy jest grymas, wówczas grymasy robi

ą

 równie

ż

 

my

ś

li, znajduj

ą

ce si

ę

 poza tym czołem. Gdy k

ą

ty ust s

ą

 wyci

ą

gni

ę

te na dół, wówczas 

i my

ś

li, które te usta tworz

ą

 i nad nimi panuj

ą

, s

ą

 m

ę

tne i zale

ż

ne. Twarz jest 

najjawniejszym znakiem uduchowienia, dlatego nic nie ma wi

ę

kszej warto

ś

ci ponad 

pierwsze wra

ż

enie.  

Nastrój po

ś

piechu, który powstaje ze złego przyzwyczajenia wyprzedzania my

ś

lami 

ciała, zgina ramiona naprzód. Człowiek dostojny, który nad sob

ą

 panuje, nie 

ś

pieszy 

si

ę

 nigdy. Koncentruje on swoj

ą

 wol

ę

, swoj

ą

 sił

ę

, swój rozum na ten jedyny cel, ku 

któremu jego ciało, jego duchowe narz

ę

dzie, w tym jednym momencie zmierza, w ten 

sposób przywyka panowa

ć

 nad sob

ą

, nabiera gracji w ka

ż

dym ge

ś

cie, gdy

ż

 jego 

duch jest w absolutnym i niepodzielnym posiadaniu ciała i członków, a nie w oddali, 
gdzie

ś

 na bezdro

ż

ach, 

ś

piesz

ą

cy bez wytchnienia, pełen troski o dalekie rzeczy, 

które sta

ć

 si

ę

 maj

ą

 dopiero po upływie godzin i dni.  

Kto układa plan jakiego

ś

 interesu, przedsi

ę

wzi

ę

cia, wynalazku, tworzy z 

niewidzialnych elementów co

ś

, co jest tak rzeczywiste, jak jakakolwiek b

ą

d

ź

 

maszyna z 

ż

elaza i drzewa. Plan ten, to przedsi

ę

wzi

ę

cie, przyci

ą

ga znów dla swego 

urzeczywistnienia niewidoczne siły, które sprowadzaj

ą

 w ko

ń

cu materializacj

ę

 tego 

przedsi

ę

wzi

ę

cia w 

ś

wiecie zjawisk. Kto za

ś

 na odwrót - obawia si

ę

 nieszcz

ęś

cia, 

ż

yje 

w ci

ą

głym strachu przed jakim

ś

 złem, oczekuje niepowodzenia, ten tworzy pewnego 

rodzaju my

ś

lowego upiora, milcz

ą

c

ą

 sił

ę

, która na podstawie tego samego prawa 

zbiera dookoła siebie szkodliwe i niszcz

ą

ce pierwiastki.  

Powodzenie i niepowodzenie opiera si

ę

 na jednym prawie, które mo

ż

e słu

ż

y

ć

 

zarówno jednemu, jak i drugiemu, zupełnie jak rami

ę

 człowieka, które ratuje z topieli, 

lub te

ż

 zabija uderzeniem sztyletu.  

My

ś

l

ą

c, budujemy z niewidocznego materiału co

ś

, co siły do siebie przyci

ą

ga - dla 

naszej pomocy lub szkody, stosownie do charakteru my

ś

li, które

ś

my wysłali. Kto liczy 

na to, 

ż

e si

ę

 zestarzeje, kto nosi zawsze w duchu swój obraz, swoj

ą

 konstrukcj

ę

 jako 

zgrzybiałego starca, ten podlegnie staro

ś

ci.  

Lecz ten, kto potrafi nakre

ś

li

ć

 jako plan samego siebie - obraz my

ś

lowy pełen 

młodo

ś

ci, siły i zdrowia, do którego rwie si

ę

 niepowstrzymanie, poza którym okopuje 

si

ę

 przeciwko legionowi ludzi, co ci

ą

gle przychodz

ą

 i mówi

ą

 mu, 

ż

e si

ę

 starzeje, 

ż

musi si

ę

 zestarze

ć

 - kto z tym obrazem my

ś

lowym potrafi si

ę

 bez ustanku jednoczy

ć

 

- ten pozostanie młodym.  
Musimy bez przerwy budowa

ć

 własny ideał. W ten sposób poci

ą

gamy ku sobie 

pierwiastki, które zawsze nios

ą

 nam pomoc, aby ten idealny obraz my

ś

lowy zbli

ż

y

ć

 

do rzeczywisto

ś

ci. Kto lubi my

ś

le

ć

 o rzeczach mocnych, o górach, potokach, 

drzewach, przyci

ą

ga do siebie pierwiastki takiej siły.  

background image

Kto dzisiaj odbudowuje si

ę

 w sile i pi

ę

knie, a jutro w

ą

tpi lub wraca do starych 

mniema

ń

 tłumu, nie niszczy tego, co z ducha odbudował w swym duchu. Dzieło jego 

zatrzymało si

ę

 tylko - drzemie ono i oczekuje najbli

ż

szej godziny wzlotu.  

Wytrzymało

ść

 w my

ś

li o pi

ę

knie, o sile, o młodo

ś

ci jest kamieniem w

ę

gielnym ich 

urzeczywistnienia. O czym najwi

ę

cej my

ś

limy - tym b

ę

dziemy. Pacjenci nie my

ś

l

ą

: "ja 

jestem silny", lecz: "jaki

ż

 ja biedny". Ci z was, którzy 

ź

le trawi

ą

, nie mówi

ą

: "ja chc

ę

 

mie

ć

 zdrowy 

ż

ą

dek", lecz: "ja nic wi

ę

cej nie mog

ę

 znosi

ć

!" I rzeczywi

ś

cie nie mog

ą

 

- wła

ś

nie z tego powodu! - Piel

ę

gnujemy nasze własne choroby, a nie nas samych, 

chcieliby

ś

my, aby głaskano nasze cierpienia. Je

ż

eli cierpimy na jakie

ś

 zło

ś

liwe 

przezi

ę

bienie, to kaszel nasz błaga nie

ś

wiadomie: "dzisiaj jestem przedmiotem 

współczucia! - o, jak godzien jestem lito

ś

ci!" Przy odpowiednim leczeniu powinien 

pacjent i całe jego otoczenie wyci

ą

gn

ąć

 w pole przeciwko cierpieniu, wszyscy 

uzbrojeni w my

ś

lowe wyobra

ż

enia zdrowia: "Uzdrowienia s

ą

 tak samo zara

ź

liwe jak 

choroby! Chwytamy zdrowie, jak osp

ę

!"  

Czegó

ż

 nie daliby doro

ś

li ludzie, aby mie

ć

 członki tak pełne wiosny i tak elastyczne, 

jakie posiada dwunastoletni chłopak! Ciało, które wdrapuje si

ę

 na drzewa, chodzi, 

biega po por

ę

czach - biega, poniewa

ż

 kocha ten bieg, poniewa

ż

 nic innego nie umie 

- tylko biega

ć

. Gdyby takie ciała mo

ż

na było fabrykowa

ć

 i sprzedawa

ć

, jaki

ż

 popyt 

miałyby u tych wszystkich korpulentnych dam i panów, którzy ze st

ę

kaniem 

wydostaj

ą

 si

ę

 z karet, niczym wory m

ą

ki! Sk

ą

d to pochodzi, 

ż

e ludzko

ść

 z tak

ą

 

rezygnacj

ą

, prawie bez oporu przyjmuje na swe barki coraz to rosn

ą

c

ą

 oci

ęż

ało

ść

ospało

ść

, zastyganie i to w swych najlepszych latach? Wydaje mi si

ę

ż

e zawieramy 

kompromis z tymi upokorzeniami i nazywamy je - dostojno

ś

ci

ą

! Naturalnie - m

ąż

ojciec, obywatel, wyborca, podpora pa

ń

stwa - (zmurszało

ś

ci), nie powinien biega

ć

bi

ć

 si

ę

 skaka

ć

 jak dziecko, poniewa

ż

 nie mo

ż

e!  

Nosimy nasze braki jak ornaty, utykamy wsz

ę

dzie i mówimy: "Tak powinno by

ć

, gdy

ż

 

inaczej by

ć

 nie mo

ż

e!"  

Lecz w naturze, na 

ś

wiecie, w ludziach i naokoło ludzi jest ju

ż

 coraz wi

ę

cej 

mo

ż

liwo

ś

ci! - Przychodz

ą

 one akurat tak pr

ę

dko, jak uczymy si

ę

 te nowe siły 

poznawa

ć

ć

wiczy

ć

 si

ę

 w nich i panowa

ć

 nad nimi...  

Lecz lenistwo!!!  

 
MY

Ś

LI POZYTYWNE I NEGATYWNE 

 

Wysyłamy lub otrzymujemy bezustannie duchowe pierwiastki, jeste

ś

my elektrycznym 

stosem, który wysyła sił

ę

 i znów musi zosta

ć

 nakarmiony. Podczas mówienia, 

pisania, my

ś

lenia lub jakiej

ś

 innej działalno

ś

ci jeste

ś

my pozytywni, w innym wypadku 

- negatywni. W tym negatywnym albo recepcyjnym stanie przyjmujemy siły i 
pierwiastki, które mog

ą

 nam przynie

ść

 czasow

ą

 szkod

ę

 lub trwały po

ż

ytek.  

Istniej

ą

 zatrute duchowe pr

ą

dy, jak istniej

ą

 truj

ą

ce wyziewy arszeniku albo metali. Kto 

przebywa zupełnie biernie w pokoju w

ś

ród zazdrosnych, przepełnionych nienawi

ś

ci

ą

cynicznych albo nie wyzwolonych ludzi, wchłania z nich truj

ą

cy pierwiastek, pełen 

choroby i niszcz

ą

cej siły: pierwiastek daleko niebezpieczniejszy, ani

ż

eli nawet daj

ą

ca 

si

ę

 wykaza

ć

 chemicznie trucizna, poniewa

ż

 jego działania post

ę

puj

ą

 delikatniej i 

tajemniej, cz

ę

sto dopiero po wielu dniach daj

ą

 si

ę

 odczu

ć

 i s

ą

 najcz

ęś

ciej 

przypisywane innym przyczynom.  
Jest to nadzwyczaj wa

ż

ne, gdzie i w jakim otoczeniu znajdujemy si

ę

 podczas 

negatywnego stanu, poniewa

ż

 wtedy nasi

ą

kamy my

ś

lowymi fluidami jak g

ą

bka, a po 

wielu godzinach duchowego lub fizycznego wysiłku, gdy

ś

my w stanie pozytywnym 

pozbywali si

ę

 siły - stan negatywny jest przyrodzonym prawem i przyrodzon

ą

 

potrzeb

ą

. Zgnie

ść

 ten stan lub sztucznie go powstrzyma

ć

 - byłoby pomysłem 

background image

chybionym, lecz ostro

ż

no

ść

 jest nieodzowna: odda

ć

 si

ę

 temu stanowi mo

ż

na tylko w 

odpowiednich, starannie dobranych warunkach.  
Człowiek wyczerpany, gdy uda si

ę

 w tłum niespokojnych, chorobliwie podnieconych 

ludzi, nie b

ę

dzie od razu wyssany psychicznie, gdy

ż

 wła

ś

ciwe indywidualne pi

ę

tno. 

Nasze my

ś

li okre

ś

nie ma on wła

ś

ciwie nic do dania, lecz za to przyjmuje od nich 

mimochodem co

ś

 z ich ni

ż

szej istoty. Przywiesił on do swego 

ż

ycia, wyra

ż

aj

ą

c si

ę

 

obrazowo, ołowiany ci

ęż

ar. Przyj

ą

ł, chocia

ż

 na krótki czas, co

ś

 z ich sposobu 

my

ś

lenia i s

ą

dzenia rzeczy, stał si

ę

 niedowierzaj

ą

cym tam, gdzie dot

ą

d był pełen 

nadziei! Zamiary, które dopiero co wydawały mu si

ę

 silne, bliskie urzeczywistnienia - 

wydaj

ą

 si

ę

 nagle jak dalekie mgły!  

Obawia si

ę

, gdzie zazwyczaj był odwa

ż

nym. Staje si

ę

 niezdecydowanym i w 

chwilowym zam

ę

cie kupi mo

ż

e rzecz, której nie potrzebuje, lub te

ż

 co

ś

 powie, co

ś

 

zrobi, załatwi jak

ąś

 spraw

ę

, której by nigdy w ten sposób nie załatwił, gdyby był w 

zupełno

ś

ci samym sob

ą

, my

ś

lał swymi własnymi my

ś

lami, wolny od mglistego 

zam

ę

tu tłumu naokoło siebie.  

Gdy zmuszeni jeste

ś

my uda

ć

 si

ę

 pomi

ę

dzy ludzki tłum, czy

ń

my to przynajmniej 

wtedy, gdy my

ś

lowo jeste

ś

my najsilniejsi i uchod

ź

my z powrotem, gdy zaczynamy 

odczuwa

ć

 zm

ę

czenie. Gdy

ż

 w momencie siły jeste

ś

my magnesem, co odpycha te 

szkodliwe pr

ą

dy, którym w stanie negatywnym jeste

ś

my oddani na pastw

ę

. Ludzie 

pozytywni s

ą

 zdobywcami i mocarzami - id

ą

 oni w

ś

ród ludzi tylko na przodzie! A 

jednak nie zawsze jest dobrze wysyła

ć

 tylko pozytywne my

ś

li, kto bowiem jest takim 

pozytywnym wysyłaczem, odrzuca i odp

ę

dza od siebie wiele drogocennych 

pomysłów. Powinien nast

ą

pi

ć

 pewien moment, kiedy duchowy zbiornik napełnia si

ę

 

na nowo, im radykalniej si

ę

 zmienia zawarto

ść

, tym lepiej. Człowiek pozytywny, który 

zawsze ka

ż

dej nowej my

ś

li oczekuje w pozycji szermierza, który nigdy nie zadaje 

sobie trudu wsłuchania si

ę

 recepcyjnie w rzeczy nowe, niewiadome, który 

nieprawdopodobne bierze za niemo

ż

liwe, dla którego jego własne ograniczone 

poznanie jest jedynym wyrokiem - taki człowiek musi nieodzownie w tej duchowej 
pozycji zbiednie

ć

 i sta

ć

 si

ę

 bezsilnym! Na odwrót za

ś

, ludzie negatywni, którzy tylko 

przyjmuj

ą

, którzy s

ą

 zawsze mniemania usłyszanego ostatnio, których czyja

ś

 ironia 

lub wzruszenie ramion zniech

ę

ca, ci ludzie podobni s

ą

 do kanału, przez który 

wszystek brud i gnój przepływa, a

ż

 póki wszystkie otwory nie zostan

ą

 zapchane dla 

rzeczywi

ś

cie cennych pr

ą

dów i póki sami nie stan

ą

 si

ę

 zupełnie niezdolni do 

wysyłania sił pozytywnych.  
Na ogół nale

ż

y si

ę

 stosowa

ć

 do prawidła, 

ż

e pozytywnym trzeba by

ć

 w

ś

ród ludzi 

ś

wiatowych, negatywnym za

ś

 w dobrze przygotowanej samotno

ś

ci. Kto w 

samotno

ś

ci toczy jeszcze duchow

ą

 walk

ę

 ze swymi przeciwnikami, ten traci tylko na 

pró

ż

no swe siły.  

Kto obarcza si

ę

 troskami innych, ten przede wszystkim odczuwa potrzeb

ę

 takiej 

zupełnej samotno

ś

ci. Wówczas nie ma miejsca nawet na lito

ść

, gdy

ż

 ona podgryza 

sił

ę

, która wła

ś

nie powinna by

ć

 nagromadzona, aby pó

ź

niej przynie

ść

 nale

ż

yt

ą

 

pomoc.  

Ż

aden mówca, na chwil

ę

 przed sw

ą

 wielk

ą

 mow

ą

, nie zu

ż

yje swego czasu na to, aby 

ul

ż

y

ć

 biednemu robotnikowi, wnosz

ą

c za niego po schodach worek w

ę

gla, gdy

ż

 tym 

sposobem zabiłby tylko cały blask, cał

ą

 sił

ę

 i całe natchnienie w swym mózgu, a 

mo

ż

e nawet i my

ś

li, które po

ś

rednio i bezpo

ś

rednio toruj

ą

 drog

ę

 ulgi nie dla tego 

jednego wyrobnika, lecz dla wielu tysi

ę

cy. Kto bezustannie przestaje z tłumem, musi 

bezwarunkowo zmarnowa

ć

 du

ż

o ze swych sił. Najszkodliwsze za

ś

 jest nieprzerwane 

współ

ż

ycie z osob

ą

 stoj

ą

c

ą

 na ni

ż

szym szczeblu duchowego rozwoju, poniewa

ż

 w 

stanie bierno

ś

ci, który zawsze nieodzownie wraca, ulegamy mniej cennym 

background image

jako

ś

ciowo pr

ą

dom, bez wzgl

ę

du na to, jakie stosunki wi

ążą

 nas z t

ą

 osob

ą

 - czy 

bratem, synem czy m

ęż

em. Z ludzi, którzy chocia

ż

 zwi

ą

zani uczuciem, nale

żą

 do 

dwóch ró

ż

nych duchowych sfer, subtelniejsza, wy

ż

sza i bardziej warto

ś

ciowa natura 

b

ę

dzie zawsze cierpie

ć

 i spada

ć

 w dół, poniewa

ż

 jest bardziej wra

ż

liw

ą

, podczas gdy 

natura ni

ż

sza mo

ż

e przyj

ąć

 tylko pewn

ą

 cz

ęść

 tego, co jej wysłano. Reszta 

przepada, bez po

ż

ytku, bez sensu.  

Odpowiedni stosunek towarzyski jest najpierwsz

ą

 podstaw

ą

 do osi

ą

gni

ę

cia 

szcz

ęś

cia, zdrowia i powodzenia.  

Stosunek towarzyski oznacza tu co

ś

, co wychodzi daleko poza ramy fizycznego 

obcowania. Stajemy si

ę

 bliscy jakiemu

ś

 człowiekowi zale

ż

nie od psychicznego 

nat

ęż

enia, z jakim si

ę

 nim interesujemy - oddalenie jego ciała w przestrzeni nie gra tu 

ż

adnej roli. Kto dłu

ż

szy czas zwi

ą

zany był z jak

ąś

 ni

ż

sz

ą

 od siebie natur

ą

, ten nie 

mo

ż

e od razu zatamowa

ć

 fal duchowego stosunku, które s

ą

 mu z tego 

ź

ródła 

posyłane dalej, sił

ą

 przyzwyczajenia. Musi on nauczy

ć

 si

ę

 zapomnie

ć

, nie powinien 

nigdy wrogo o niej my

ś

le

ć

, lecz raczej nic, zupełnie nic, bo tylko w ten sposób mo

ż

przeci

ąć

 niewidoczne, telepatyczne "druty" i zrzuci

ć

 wi

ę

zy! Mo

ż

e to d

ź

wi

ę

czy zimno, 

twardo, okrutnie? Lecz jaki

ż

 miałoby to sens, gdyby dwoje ludzi nigdy nie zaniechało 

wspomnie

ń

, które s

ą

 dla obojga szkodliwe? Przecie

ż

, je

ż

eli jedna cz

ęść

 cierpi, z 

czasem musi cierpie

ć

 i druga! Niewła

ś

ciwe jest równie

ż

 czytanie "dla wytchnienia", a 

wi

ę

c w stanie biernym, denerwuj

ą

cych romansów, przejmowanie si

ę

 postaciami 

bohaterów i wdychanie w siebie, 

ż

e si

ę

 tak wyra

żę

, kolporterskich losów w momencie 

własnej słabo

ś

ci i poddania.  

Podczas jedzenia trzeba by

ć

 szczególniej biernym. Przyjmuj

ą

c po

ż

ywienie, tj. 

materiał do odtworzenia naszego ciała, czy

ń

my to tylko w spokojnym, 

zrównowa

ż

onym, przyjaznym nastroju! Bo jednocze

ś

nie je

ść

 i kpi

ć

 z innych, 

dysputowa

ć

 lub my

ś

le

ć

 o interesach, jest to by

ć

 pozytywnym wówczas, gdy 

wskazana jest zupełna negatywno

ść

. Czy kpiny te i dysputy maj

ą

 miejsce tylko w 

my

ś

lach, czy te

ż

 ujawniaj

ą

 si

ę

 na zewn

ą

trz, jest, rozumie si

ę

, zupełnie oboj

ę

tne. 

Szkodliwym jest równie

ż

, gdy jaka

ś

 inna osoba, siedz

ą

ca za stołem, opanowana jest 

przez nastrój, przeciwko któremu trzeba si

ę

 wewn

ę

trznie zbroi

ć

, który trzeba 

tolerowa

ć

 - wszystko to przecie

ż

 jest marnowaniem siły, jest pozytywne! Tylko ludzie, 

którzy 

ż

yj

ą

 w najczystszej sympatii, mog

ą

 razem siedzie

ć

 za stołem. Kto du

ż

przebywa w samotno

ś

ci, przyci

ą

ga ku sobie pr

ą

dy pokrewnego uduchowienia. 

Przestrze

ń

, która przez dłu

ż

szy czas naładowywała si

ę

 my

ś

lami - staje si

ę

 silnym 

magnesem! 

Ż

yjemy wówczas w lepszym i wy

ż

szym 

ś

wiecie, dost

ę

pni dla 

podszeptów, które, by

ć

 mo

ż

e, zostan

ą

 boja

ź

liwie schowane w najskrytszym wn

ę

trzu, 

jak urojenia. Ale pó

ź

niej, jakiego

ś

 dnia, powstaje znów poci

ą

g do towarzysko

ś

ci, 

bierze si

ę

, co jest po r

ę

k

ą

, lub pozwala si

ę

 unosi

ć

 pr

ą

dowi. 

Ś

wiat wewn

ę

trzny zostaje 

zburzony, podszepty ukazuj

ą

 si

ę

 raptownie w 

ś

wietle codziennych mniema

ń

 jako 

"oczywiste głupstwa", zdrowy "chłopski rozum" zaczyna znów bełkota

ć

 i krytykowa

ć

harcuj

ą

c na o

ś

lep razem z becz

ą

cym stadem owiec. A gdy zostaniemy sami, 

nadchodzi znów uczucie gł

ę

bokiego niezadowolenia i zniech

ę

cenia, powstaje jakby 

akt oskar

ż

enia przeciwko nam samym o to, 

ż

e

ś

my zdeptali przyrodzone prawa 

naszej duszy! Wiele wzniosłych duchów cierpi pod ci

ęż

arem paso

ż

ytniczych my

ś

li, 

które ich si

ę

 czepiaj

ą

 i nie

ś

wiadomie gł

ę

boko szkodz

ą

.  

Zapewne nikt nie powinien i nie mo

ż

e długo pozostawa

ć

 samotnym; lecz ten, kto 

posiada sił

ę

 do przeci

ę

cia ni

ż

szych poł

ą

cze

ń

, toruje przez to drog

ę

 wy

ż

szym. Kto 

posiada sił

ę

, aby czeka

ć

, ten w 

ś

wiecie zjawisk przyci

ą

ga na sw

ą

 drog

ę

 ludzi, którzy 

mu dadz

ą

 rzeczywiste wytchnienie i pomoc, jak

ą

 powinna da

ć

 towarzysko

ść

.  

Jego najwy

ż

sze my

ś

li s

ą

 ogniwem pomi

ę

dzy nim i władcami tych samych my

ś

li. Ale 

background image

przez uparte trzymanie si

ę

 swych ni

ż

szych pierwiastków oddziela młodzono 

programy polityczne wraz z reform

ą

 wysi

ę

 on od wy

ż

szego 

ś

wiata, w którym ju

ż

 do 

pewnego stopnia uczestniczy.  
Bo przecie

ż

 ten tak zwany stosunek towarzyski jest niczym innym, jak tylko 

wzajemn

ą

 tolerancj

ą

, wiecznym prze

ż

uwaniem z roku na rok tych samych słów, 

gestów i my

ś

li. S

ą

 to umarli, którzy niech grzebi

ą

 swoich umarłych!  

Rzeczywiste 

ż

yj

ą

ce 

ż

ycie jest to stan niesko

ń

czonej ró

ż

norodno

ś

ci, otwarta droga dla 

duchowych pr

ą

dów, na której ma miejsce ci

ą

gła wymiana sił i idei pomi

ę

dzy ró

ż

nymi 

duchami tego samego stopnia - jest to artezyjska studnia, bij

ą

ca w wieczny byt.  

Ź

ródłem młodo

ś

ci, 

ź

ródłem ciała i 

ź

ródłem ducha jest mo

ż

no

ść

 zmienienia od razu 

całego my

ś

lowego aparatu na pozytywny, gdy ni

ż

sze, ordynarniejsze my

ś

li s

ą

 w 

pobli

ż

u i zachowania si

ę

 negatywnie lub recepcyjnie wobec odbudowuj

ą

cych 

pr

ą

dów.  

Nosi

ć

 odwag

ę

 zawsze przed sob

ą

, jak pochodni

ę

.  

Niczego si

ę

 nie ba

ć

 i nic nie nazywa

ć

 niemo

ż

liwym.  

Do 

ż

adnego człowieka nie pała

ć

 nienawi

ś

ci

ą

, tylko bł

ę

dów jego unika

ć

!  

Wszystkich kocha

ć

 - ale zaufaniem obdarza

ć

 przezornie i m

ą

drze!  

 
PAR

Ę

 PRAKTYCZNYCH DUCHOWYCH PRZEPISÓW 

 

Ż

yjemy w kołowrocie zmysłów - nowe wiadomo

ś

ci, nowe do

ś

wiadczenia - pomimo i

ż

 

znamy ich prawdziw

ą

 warto

ść

, przechodz

ą

 a

ż

 nazbyt łatwo na lirze powszedniego 

dnia w spokojny truchcik banalno

ś

ci.  

Niech nikt z nas nie oczekuje, i

ż

 od razu, po wszystkie czasy, o

ż

yje dla nowych praw, 

dla nowych zasad i metod istnienia. Pomimo zupełnego prze

ś

wiadczenia o ich 

prawdziwo

ś

ci, jaka

ś

 cz

ęść

 w nas, co

ś

 ukrytego, upartego, b

ę

dzie tajemnie przeciw 

nim powstawało.  
T

ą

 cz

ęś

ci

ą

 jest rozsnowa (materia) - do

ś

wiadczenie ciała - krwi - komórek.  

Dlatego bez przerwy musimy powtarza

ć

 nowe objawienia: "istnieje wy

ż

sza moc, 

panuj

ą

ca siła, która wszystko przenika i o

ż

ywia. My jeste

ś

my cz

ą

stk

ą

 tej siły".  

I jako takiej cz

ą

stce, dana jest nam zdolno

ść

 wchłaniania w siebie coraz to wi

ę

kszej i 

wi

ę

kszej ilo

ś

ci przyrodzonych własno

ś

ci tej najwy

ż

szej siły - przez długotrwałe 

milcz

ą

ce po

żą

danie, przez pro

ś

by i 

ż

yczenia.  

Ka

ż

da z naszych my

ś

li jest realno

ś

ci

ą

 - jest sił

ą

 (prosz

ę

 sobie to dwa razy 

powtórzy

ć

). Ka

ż

da my

ś

l jest cegł

ą

 w tworz

ą

cym si

ę

 losie - złym czy dobrym.  

Kto w danej chwili musi mieszka

ć

 w brzydkim domu, 

ź

le jada

ć

, obcowa

ć

 z lud

ź

mi, 

którzy s

ą

 ordynarni i nieokrzesani, ten niech bez ustanku protestuje w swej 

najgł

ę

bszej wyobra

ź

ni przeciwko całej niedoli! Niech 

ż

yje duchowo w innym, 

pi

ę

kniejszym domu, gdzie si

ę

 jada wykwintniej, w

ś

ród wy

ż

szych ludzi - ten stan jego 

duszy zaprowadzi go sam do czego

ś

 lepszego, bez trudu, goryczy, bez przymusu. 

B

ą

d

ź

 tylko bogaty duchem, fantazj

ą

 i 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

, a materialne bogactwo przyjdzie 

samo. Kto widzi siebie tylko na najni

ż

szym szczeblu drabiny, zostanie na nim przez 

całe 

ż

ycie. Dominuj

ą

cy nastrój, czy to przygn

ę

bienia, czy tryumfu, stwarza w 

rzeczywisto

ś

ci wszystkie fizyczne warunki 

ż

ycia.  

Nie stawiaj nigdy granic przyszłym mo

ż

liwo

ś

ciom.  

Nie mów nigdy: "dot

ą

d, ale nie dalej. Przez tego lub tamtego człowieka zostan

ę

 

zawsze zdystansowany". Albo, 

ż

e "moje ciało musi zmarnie

ć

 i przepa

ść

, poniewa

ż

 

wiele ju

ż

 ludzkich ciał w przeszło

ś

ci przepadło i zmarniało". Nie my

ś

l: "moje 

zdolno

ś

ci, mój talent jest przeci

ę

tny, ja b

ę

d

ę

 

ż

ył i umr

ę

, jak tyle milionów naokoło 

mnie".  
Tak my

ś

li nie

ś

wiadomie wielu ludzi! Nios

ą

 oni pó

ź

niej na swych barkach złe i 

background image

szkodliwe skutki tego kłamstwa!  
Zamykaj

ą

 przed sob

ą

 mo

ż

liwo

ść

 podniesienia si

ę

 kiedy

ś

 poza granice dzisiejszego 

ś

wiata. Odgradzaj

ą

 si

ę

 sami bez potrzeby od drogi wy

ż

szych prawd. Ka

ż

dy człowiek 

posiada pewn

ą

 ukryt

ą

 zdolno

ść

, pewien talent, jak

ąś

 własn

ą

 mo

ż

liwo

ść

, która jest tak 

samo jedyn

ą

, jak jego istnienie; gdy

ż

 w niesko

ń

czonym stawaniu jest niesko

ń

czona 

ż

norodno

ść

 zjawisk, czy b

ę

dzie to czyje

ś

 istnienie, czy zachód sło

ń

ca, czy mózg 

ludzki.  
Zapragnij od czasu do czasu uwolni

ć

 si

ę

 od wszelkiego strachu. Ka

ż

da sekunda 

takiego pragnienia przyczynia si

ę

 po trochu do wyprowadzenia ci

ę

 z niewoli strachu. 

Niesko

ń

czona 

ś

wiadomo

ść

 nie zna boja

ź

ni i jest to twoim wiecznym dziedzictwem, 

by

ś

 si

ę

 zawsze zbli

ż

ał do niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci.  

Wchłaniamy w siebie my

ś

li tych ludzi, do których czujemy najwi

ę

ksz

ą

 sympati

ę

 i z 

którymi najcz

ęś

ciej przestajemy. Je

ż

eli s

ą

 oni od nas ni

ż

si i 

ż

yj

ą

 my

ś

lowo w ni

ż

szych 

sferach, wówczas cierpimy długotrwał

ą

 szkod

ę

 - gdy

ż

 wy

ż

szy i subtelniejszy duch 

zawsze ulega w nierównym towarzystwie.  
Ludzie, którym si

ę

 powodzi, rzucaj

ą

 ku nam na podobie

ń

stwo nici my

ś

li swego 

powodzenia. Od ludzi, którzy nie maj

ą

 powodzenia, idzie ku nam zawsze brak 

porz

ą

dku, brak systematyczno

ś

ci, cierpliwo

ś

ci i wierz

ą

cej siły, które to braki wsysamy 

w siebie podobnie jak g

ą

bka wod

ę

.  

Lepiej nie utrzymywa

ć

 

ż

adnych stosunków towarzyskich, ni

ż

 utrzymywa

ć

 je z lud

ź

mi 

rozprz

ęż

onymi, nie maj

ą

cymi przed sob

ą

 celu; ich pr

ą

dy my

ś

lowe izoluj

ą

 nas od istot 

podobnych do nas, od rzeczywistych przyjaciół. Kto w pewnym poło

ż

eniu, 

przedsi

ę

wzi

ę

ciu lub interesie nie mo

ż

e znale

źć

 odpowiedniej rady, ten niech czeka. 

Oddalaj wszystkie my

ś

li ku samej rzeczy. Nie czy

ń

 nic. Wola i postanowienie stan

ą

 

si

ę

 przez to silniejsze. W ten sposób zbieraj

ą

 si

ę

 i gromadz

ą

 siły, które płyn

ą

 ze 

wszystkich stron, przychodz

ą

 one w formie pomysłu, objawienia, przypadku lub 

zdarzenia. W tym oczekiwaniu nie stali

ś

my bez ruchu, natchnienie uniosło nas w 

my

ś

lowy pr

ą

d ku pomysłowi, ku zdarzeniu! Kto w jakimkolwiek przedsi

ę

wzi

ę

ciu 

opiera si

ę

 wył

ą

cznie na ludziach, zbacza z prawdziwej linii trwałego powodzenia.  

O twych przedsi

ę

wzi

ę

ciach, o twych planach i nadziejach mów tylko z tymi, o których 

wiesz na pewno, 

ż

ż

ycz

ą

 ci powodzenia. Nie mów nigdy z lud

ź

mi, o których wiesz, 

ż

e słuchaj

ą

 ci

ę

 tylko przez grzeczno

ść

. Ka

ż

de słowo, wypowiedziane przez ciebie, 

oznacza pewn

ą

 sił

ę

, któr

ą

 odci

ą

gasz od swego przedsi

ę

wzi

ę

cia.  

Liczba ludzi, którym z powodzeniem mógłby

ś

 si

ę

 zwierzy

ć

, jest nad wyraz mała. Lecz 

dobrotliwe 

ż

yczenie jedynego przyjaciela, który ci si

ę

 przysłuchuje ze szczerym 

zainteresowaniem, jest rzeczywist

ą

ż

yw

ą

, opieku

ń

cz

ą

 sił

ą

, która ł

ą

czy si

ę

 z tob

ą

aby działa

ć

 przy twoim boku, na twoje szcz

ęś

cie.  

Je

ż

eli tylko cel twój jest wielki i sprawiedliwy, zaprowadzi ci

ę

 bez w

ą

tpienia sam do 

ludzi, którzy ci

ę

 obdarz

ą

 zaufaniem, z którymi b

ę

dziesz mógł bezpiecznie rozmawia

ć

.  

Gdy 

żą

dasz dla siebie sprawiedliwo

ś

ci, 

żą

dasz jej w imieniu całego narodu.  

Je

ś

li bez wewn

ę

trznego protestu dozwalasz, by ci

ę

 oszukiwano, krzywdzono, 

tyranizowano, jeste

ś

 po stronie oszuka

ń

stwa i podło

ś

ci.  

Dziesi

ęć

 minut, oddane zwadzie ze swym własnym losem lub zazdro

ś

ci obcemu 

szcz

ęś

ciu, oznacza, 

ż

e pewn

ą

 sum

ę

 własnej siły zu

ż

yli

ś

my na to, by los swój 

pogorszy

ć

. Ka

ż

da my

ś

l zazdro

ś

ci i nienawi

ś

ci odskakuje zawsze z powrotem, jak 

bumerang. Piastowa

ć

 złe uczucia przeciwko ludziom, którzy opływaj

ą

 w bogactwa, 

jest to marnotrawstwo, które nas nie tylko nabawia nieszcz

ęś

cia, lecz nawet rozbija 

to przyszłe szcz

ęś

cie, co d

ąż

y ku nam.  

Je

ż

eli uczucia te stały si

ę

 dla nas drug

ą

 natur

ą

, nie oczekujmy, 

ż

e si

ę

 od nich 

uwolnimy za jednym zamachem.  

background image

Złe przyzwyczajenia całego 

ż

ycia musz

ą

 by

ć

 powoli, bardzo powoli wykorzeniane.  

Własny pokój jest warsztatem, na którym powinno by

ć

 odbudowane nowe "ja" z 

nowych duchowych pierwiastków, jest miejscem, którego nie powinien przest

ą

pi

ć

 

ż

aden obcy człowiek, a nawet my sami powinni

ś

my go przest

ę

powa

ć

 tylko w 

godzinach radosnego i ja

ż

e zmuszony jest jednym ci

ą

giem rozstrzyga

ć

 stos snego 

nastroju - powinni

ś

my tam nasze obudzone marzenia wymarzy

ć

 do doskonało

ś

ci, a 

wtedy miejsce to z biegiem czasu zostanie kompletnie naelektryzowane szcz

ęś

ciem, 

z ka

ż

dego przedmiotu popłyn

ą

 ku nam wspomnienia dawniejszych my

ś

li i wynios

ą

 

nas ponad nas samych - do czynów, które b

ę

d

ą

 jak cuda.  

Zły humor i niesamodzielno

ść

 - to choroby. Chory duch stwarza chore ciało. 

Wi

ę

kszo

ść

 chorych 

ś

ciele sobie duchowo przyszłe ło

ż

e bole

ś

ci w

ś

ród długotrwałej, 

wieloletniej pracy przygotowawczej.  
Lecz im dłu

ż

ej piel

ę

gnujemy w nas stan ci

ą

głych radosnych oczekiwa

ń

, tym mniejsze 

grozi nam niebezpiecze

ń

stwo, 

ż

e go nawet na krótki czas utracimy, gdy

ż

 ju

ż

 stał si

ę

 

drug

ą

 nasz

ą

 natur

ą

, i nie jeste

ś

my władni zniweczy

ć

 jego bezustannych, cudnych 

do

ś

wiadcze

ń

, które on za sob

ą

 prowadzi.  

Wszyscy składamy si

ę

 z sił, które si

ę

 zowi

ą

 my

ś

lami i cała nasza działalno

ść

 jest 

bez

ś

wiadom

ą

, nieprzerwan

ą

 modlitw

ą

. Modlitwa nie oznacza tu naturalnie 

bezmy

ś

lnego klepania pacierza.  

Kto patrzy tylko na ciemne strony 

ż

ycia, i ci

ą

gle, bez przerwy, rozmy

ś

la o swych 

rozczarowaniach i ciosach przeznaczenia, ten modli si

ę

 o te same rozczarowania i 

ciosy w przyszło

ś

ci. Kto oczekuje nieszcz

ęś

cia, ten jednocze

ś

nie prosi o nie i 

otrzyma je.  
Wnosimy ze sob

ą

 do towarzystwa nie tylko nasze ciało, lecz równie

ż

 pewne 

promieniowanie, które instynktownie wszystkich ku nam zniewala lub odstr

ę

cza, bez 

wzgl

ę

du na to, czy milczymy, czy rozmawiamy. Naokoło nas kr

ąż

y specjalna 

atmosfera, która odpycha lub przyci

ą

ga. Wszystko, co nas spotyka, jest skutkiem 

długo piel

ę

gnowanego nastroju. Nastrój prawo

ś

ci stwarza na dłu

ż

sz

ą

 met

ę

 

najlepsze, najrealniejsze rezultaty - nie jest to sentymentalizm, lecz wprost nauka. 
Gdy

ż

 ten kierunek my

ś

li przyci

ą

ga wła

ś

nie ku nam okoliczno

ś

ci i ludzi jednakowego z 

nami pokroju, na których zawsze mo

ż

na polega

ć

, w których spoczywa ukryte nasze 

ż

ycie.  

"Nie daj, aby sło

ń

ce zaszło przez twój gniew" - w tej biblijnej modlitwie le

ż

y tajemnica 

zdrowia. Kto udaje si

ę

 na spoczynek zły i przygn

ę

biony, ten podczas snu b

ę

dzie 

całymi godzinami przebywał w sferze zła i w ten sposób b

ę

dzie gromadził utrapienia 

na nadchodz

ą

cy dzie

ń

.  

Zły zwyczaj po

ś

piechu niszczy wi

ę

cej egzystencji, ni

ż

 si

ę

 przypuszcza. Kto rano 

zawi

ą

zuje swe obuwie w niespokojnym, po

ś

piesznym nastroju, nie zazna przez cały 

dzie

ń

 wypoczynku. Módl si

ę

 zatem, by

ś

 z tego burzliwego potoku wyszedł tam, gdzie 

spokój! Ludzie spokojni trzymaj

ą

 

ż

ycie w mocnych r

ę

kach, kieruj

ą

 biegiem rzeczy 

bez niepotrzebnych gestów, z mo

ż

liwie najmniejszym wysiłkiem ciała, lecz z jasn

ą

podniesion

ą

 głow

ą

!  

Je

ś

li ktokolwiek, kobieta czy m

ęż

czyzna, rano przy przebudzeniu czuje si

ę

 

zwalczonym przez wszystko, co w tym dniu jest do wykonania, przez troski 
gospodarskie, interesy, zakupy, przez tysi

ą

ce drobnych, potrzebnych rzeczy - ten 

niechaj si

ą

dzie na pół minuty i powie sobie: "Nie chc

ę

, by te obowi

ą

zki goniły i 

powodowały mn

ą

. Zaczn

ę

 od jednej rzeczy, a reszt

ę

 zostawi

ę

 losowi, dopóki ta jedna 

rzecz nie b

ę

dzie dobrze wykonana". Mamy wówczas wszelk

ą

 pewno

ść

ż

e rzecz ta 

pójdzie gładko, a za ni

ą

 po kolei wszystkie inne. Piel

ę

gnowanie tego spokojnego 

potoku skoncentrowanych my

ś

li uniesie nas ku korzystniejszym stosunkom, 

background image

wydarzeniom i znajomo

ś

ciom, ani

ż

eli na wpół wariacki nastrój w

ś

ciekłego po

ś

piechu.  

Jeszcze do dzi

ś

 dnia wierzymy w wiele kłamstw. Wierzymy nie

ś

wiadomie. Bł

ą

d nie 

staje si

ę

 jawnym.  

Dlatego w dalszym ci

ą

gu 

ż

yjemy stosownie do naszych nie

ś

wiadomych bł

ę

dów i z 

tych nie

ś

wiadomych bł

ę

dów płyn

ą

 cierpienia naszego 

ż

ycia. Módl si

ę

 codziennie o 

zdolno

ść

 poznawania fałszu w zjawiskach i nie obawiaj si

ę

, je

ż

eli go b

ę

dzie wi

ę

cej 

ani

ż

eli

ś

 marzył!  

Gdy jeste

ś

 chory i my

ś

lisz, 

ż

e jakiekolwiek lekarstwo lub porada lekarska mo

ż

e ci 

pomóc, id

ź

 za t

ą

 rad

ą

, lecz zawsze z cich

ą

 my

ś

l

ą

 w swej duszy: przyjmuj

ę

 to 

lekarstwo nie jako 

ś

rodek, mog

ą

cy uzdrowi

ć

 moje ciało, lecz jako podtrzymanie mego 

ducha, który ju

ż

 wkrótce otrzyma na powrót sił

ę

 i zdolno

ść

 do samopomocy.  

Nie ucz nigdy swego dziecka, by mało si

ę

 ceniło. Gdy przyzwyczai si

ę

 do tego, 

przyzwyczaj

ą

 si

ę

 wkrótce i inni - najpierw b

ę

d

ą

 go mało cenili jako dziecko, pó

ź

niej 

jako człowieka.  
Nic nie jest wi

ę

cej szkodliwe dla człowieka, jak pomniejszanie swej warto

ś

ci, i 

niejedno dziecko wst

ę

puje w 

ż

ycie, osłabione przez ucisk długoletniego szyderstwa. 

Ucz swe dziecko, by marzyło i oczekiwało tylko powodzenia. Długotrwałe 
oczekiwanie powodzenia niesie ze sob

ą

 przyczyny, 

ś

rodki i drogi do tego 

powodzenia.  
Posiadamy do tej pory tylko bardzo nieokre

ś

lone wyobra

ż

enia, co wła

ś

ciwie oznacza 

ż

ycie i jakie mo

ż

liwo

ś

ci w nim spoczywaj

ą

. Ludzko

ść

 wtedy dopiero stanie si

ę

 

stosunkowo doskonał

ą

, gdy otrzyma zdolno

ść

 odnawiania swego ciała na ka

ż

de 

żą

danie i utrzymania go tak długo, jak b

ę

dzie chciała. Ciała wolnego od bólu i 

pi

ę

knego ponad wszelk

ą

 miar

ę

!  

Powiedz tylko o jakiej

ś

 rzeczy: ona musi si

ę

 sta

ć

 i zaraz powstanie tysi

ą

c sił, by j

ą

 

wykona

ć

 - dlatego te

ż

 nale

ż

y by

ć

 rozwa

ż

nym w 

ż

yczeniach, bo 

ż

yczenie mo

ż

e si

ę

 

sta

ć

 czasem przekle

ń

stwem. I 

ć

wicz si

ę

 w nastroju pokory przed niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

, b

ą

d

ź

 zawsze gotów czerpa

ć

 z wy

ż

szego pr

ą

du, który nauczy ci

ę

 

poznawa

ć

 prawdziwe warto

ś

ci i powie, czego powiniene

ś

 

żą

da

ć

.  

Czy jeste

ś

 kobiet

ą

, czy m

ęż

czyzn

ą

 - 

ż

ycie twe nie b

ę

dzie nigdy zupełne, nigdy nie 

odbudujesz si

ę

 w mocy ku mocy, je

ż

eli nie spotkasz i nie poznasz duchem swego 

drugiego "ja", swego dopełnienia z drugiej płci. A po takim poznaniu rozł

ą

ki nie ma.  

Pami

ę

tajmy zawsze podczas jedzenia i picia, 

ż

e przy ka

ż

dym k

ą

sku wbudowujemy w 

nasze ciało pewn

ą

 my

ś

l, stosownie do tego, w jaki nastroju przyjmujemy po

ż

ywienie. 

Staraj si

ę

 by

ć

 przy biesiadzie wolnym, przyjaznym, pełnym nadziei - a gdy nie 

mo

ż

esz posi

ąść

 takiego nastroju, módl si

ę

!  

Błaga

ć

 dzie

ń

 i noc niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ść

 o najwy

ż

sz

ą

 m

ą

dro

ść

, o sił

ę

 i rado

ść

 i 

to w tym nastroju serca, który wy

ż

szo

ść

 tej niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci w pokorze 

uznaje - znaczy to odda

ć

 si

ę

 falom przypływu, który niesie ku nam wszystko 

najlepsze.  
Wówczas bowiem coraz to wy

ż

sze pr

ą

dy poznania przepływaj

ą

 przez nasz

ą

 istot

ę

która stoi w odpowiednim miejscu, aby chwyta

ć

 te fale, co powoli wydzieraj

ą

 nas 

ę

dom, przenosz

ą

c z miejsc lepszych do najlepszych. Przenosimy si

ę

 powoli w inne 

otoczenia, na inne drogi 

ż

yciowe, w s

ą

siedztwo tych, do których woła nasze 

najgł

ę

bsze udr

ę

czenie.  

 
BÓG W DRZEWACH 

 

Szcz

ęś

liwy jest człowiek, który kocha drzewa - przede wszystkim wielkie, wolne, 

rosn

ą

ce dziko w miejscach, gdzie je zasadziła niesko

ń

czona siła, niezale

ż

na od 

opieki ludzkiej. Gdy

ż

 wszystko nieuprawne, przyrodzone le

ż

y bli

ż

ej 

background image

wszech

ś

wiadomo

ś

ci, ni

ż

 to, co zostało przez wol

ę

 ludzk

ą

 okiełzane, przeobra

ż

one, 

wychowane! Rzeczy urodzone na wolno

ś

ci oddychaj

ą

 czystszym rytmem duchowym 

niesko

ń

czono

ś

ci, dlatego te

ż

 w

ś

ród dzikiej natury, w lesie, w górach, wsz

ę

dzie, gdzie 

nie ma 

ś

ladów ludzkiej pracy, promienieje ku nam niewypowiedziana, wolna rado

ść

upojenie bez granic.  
Oddychamy emanacj

ą

, która z drzew, ze skał, od ptaków - z ka

ż

dej formy 

niesko

ń

czono

ś

ci płynie ku nam bezustannie! Uzdrawia ona i odnawia! Jest czym

ś

 

wi

ę

cej ni

ż

 powietrze! Sił

ą

 duchow

ą

, która wypływa z powszechnego 

ż

ycia. Nie 

znajdziemy jej ani w miastach, ani w starannie utrzymanych ogrodach. Szcz

ęś

liwy 

ten, w kim rozpłonie ta, silna i powa

ż

na miło

ść

 do dzikich drzew, do ptaków i 

zwierz

ą

t, kto je uwa

ż

a za równe sobie urodzeniem i wie, 

ż

e w zamian za jego miło

ść

 

one mog

ą

 go równie

ż

 obdarzy

ć

 czym

ś

 bardzo cennym. Wszystko, co 

ż

yje, 

odpowiada na sympati

ę

 i antypati

ę

. My jeste

ś

my jedn

ą

 cz

ęś

ci

ą

 niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, a drzewa - drug

ą

. Miło

ść

 za

ś

 jest niewidocznym pierwiastkiem, "

ż

yw

ą

 

wod

ą

ś

wiata i płynie wielkimi falami przez ten duchowy wszech

ś

wiat, który nas 

zewsz

ą

d otacza.  

Drzewo jest 

ż

yw

ą

 my

ś

l

ą

 Boga. My

ś

l

ą

, która jest godna naszej uwagi. Zawiera ona 

pewn

ą

 form

ę

 m

ą

dro

ś

ci, której, by

ć

 mo

ż

e, nam brak, której jeszcze

ś

my nie zdobyli. A 

tej m

ą

dro

ś

ci powinni

ś

my pragn

ąć

, gdy

ż

 tylko rzeczywiste zrozumienie daje moc, a 

nam potrzeba jest mocy, by osi

ą

gn

ąć

 lepsze i zdrowsze ciało. Chcemy bowiem 

ostatecznie uwolni

ć

 si

ę

 od choroby. Chcemy nowego 

ż

ycia i nowej rado

ś

ci z 

ż

ycia w 

ka

ż

dym nowym dniu! Nasze ciała powinny stawa

ć

 si

ę

 z biegiem lat l

ż

ejsze, nie 

ci

ęż

sze. Chcemy pewno

ś

ci! Chcemy u

ś

wiadomi

ć

 sobie niesko

ń

czonego ducha w 

ka

ż

dej komórce - chcemy posi

ąść

 pogl

ą

d nie

ś

miertelno

ś

ci! Pragniemy zdolno

ś

ci, 

które dotychczas były zakazane "

ś

miertelnym!" Chcemy si

ę

 wznie

ść

 ponad 

przypadkowo

ś

ci ciała, ponad cierpienie i 

ś

mier

ć

 ziemskiego ciała.  

Czy to wszystko potrafi

ą

 da

ć

 nam drzewa? W ka

ż

dym razie mog

ą

 pomóc, gdy 

przenikniemy ich ducha, gdy staniemy si

ę

 coraz wi

ę

cej 

ś

wiadomi tej cz

ęś

ci 

niesko

ń

czonej siły, której 

ż

ywym wyrazem s

ą

 drzewa. Gdy b

ę

dziemy na nie patrze

ć

 

jako na opał lub materiał do beczek, osi

ą

gniemy bardzo mało z ich 

ż

ycia. Kto 

rzeczywi

ś

cie dojdzie do tego, 

ż

e b

ę

dzie kochał wszech

ś

wiadomo

ść

 w ka

ż

dej z jej 

form, w zamian tej miło

ś

ci otrzyma pierwiastek, co go na wskro

ś

 przepoi m

ą

dro

ś

ci

ą

 - 

m

ą

dro

ś

ci

ą

, której ta forma jest składow

ą

 cz

ęś

ci

ą

 - której jest 

ż

ywym obrazem. Przez 

miłosne zlanie si

ę

 z ide

ą

 drzewa ludzko

ść

 kiedy

ś

 pozna, 

ż

e z lasów mo

ż

na otrzyma

ć

 

inny, wy

ż

szy po

ż

ytek, ni

ż

 ten, jaki mamy z budulca i drzewa opałowego. Miło

ść

 ta 

powie jej, 

ż

e lasy z ich niezmiernymi powierzchniami miliardów gał

ę

zi, konarów i li

ś

ci 

s

ą

 idealnymi przewodnikami najwy

ż

szego duchowego pierwiastka, który powoli 

nagromadzaj

ą

, a pó

ź

niej oddaj

ą

 ludziom w miar

ę

 ich zdolno

ś

ci pochłaniania. Im 

ż

ywiej bije w nas istota drzewa, ptaka, zwierz

ę

cia, tym wi

ę

kszy jest nasz udział w 

tych 

ż

ywych siłach, które ka

ż

da z tych organizacji wchłania i oddaje. Ka

ż

da bowiem z 

tych form 

ż

yciowych ma pewien sobie tylko wła

ś

ciwy rodzaj siły, który mo

ż

przenosi

ć

 nas przez sympati

ę

 - niejako 

ż

yciowy eliksir wy

ż

szych duchów. Lecz 

miło

ść

 osi

ą

ga tylko ten, kto miło

ść

 daje! Przyci

ą

ga

ć

 ku sobie miło

ść

 z 

niesko

ń

czono

ś

ci mo

ż

emy w tym samym stopniu, w jakim kochamy ka

ż

dy przejaw 

niesko

ń

czono

ś

ci, czy b

ę

dzie to krzew, czy jagoda, owad, czy ptak. A nikt przecie

ż

 nie 

mo

ż

e gn

ę

bi

ć

 lub niszczy

ć

 tego, co rzeczywi

ś

cie kocha. Tym specyficznym 

pierwiastkiem, który w nas spływa z ka

ż

dej 

ż

yj

ą

cej formy, jest 

ż

ycie! W miar

ę

 tego, 

jak wchłaniamy w siebie ten pierwiastek, budz

ą

 si

ę

 w nas siły, które tylko słowem 

"cud" dadz

ą

 si

ę

 okre

ś

li

ć

.  

Zniszczcie lasy, a odetniecie tym siłom drogi działania. Zamie

ń

cie dzikie drzewa 

background image

przez sztuczne odmiany, a siły te zaraz zn

ę

dzniej

ą

, jak n

ę

dznieje ka

ż

de drzewo, 

daj

ą

ce "uszlachetnione" owoce - czy

ż

 np. jabłko "Calvilla" nie jest sztucznym 

produktem zwyrodnienia, tak samo jak w

ą

troba tuczonej g

ę

si?  

Gdy poczniemy si

ę

 zbli

ż

a

ć

 ku młodo

ś

ci, szcz

ęś

ciu i zdrowiu, stosunek nasz do drzew 

i wszystkiego 

ż

yj

ą

cego zmieni si

ę

 zupełnie. Poznamy wkrótce, 

ż

e jak tylko ukochamy 

drzewa, ro

ś

liny, owady, ptaki i zostawimy je w spokoju, cz

ęść

 niesko

ń

czono

ś

ci, która 

stanowi ich istot

ę

, spłynie w nas.  

"Lecz czy

ż

 mo

ż

na 

ż

y

ć

" - spytaj

ą

 ludzie - "bez opału, bez ro

ś

linnego lub zwierz

ę

cego 

po

ż

ywienia?"  

Tak - ale czy

ż

 w wieczno

ś

ci jest tylko jedna forma 

ż

ycia? Czy warunki 

ż

ycia nie 

zmieni

ą

 si

ę

 z czasem stosownie do naszej wra

ż

liwo

ś

ci! Przecie

ż

 ju

ż

 teraz milionom 

ludzi ka

ż

e najgł

ę

bszy instynkt ze wstr

ę

tem odsuwa

ć

 si

ę

 od zwierz

ę

cego po

ż

ywienia. 

Zapewne - ludzko

ść

 nie mo

ż

e od razu, w jednym momencie, zaprzesta

ć

 gwałtu nad 

ro

ś

linnym i zwierz

ę

cym pa

ń

stwem. Dopóki istnieje pragnienie dotychczasowego 

od

ż

ywiania, pragnienie to powinno by

ć

 zaspokajane - tylko naturalne zamieranie 

takich pop

ę

dów ma warto

ść

. Gdy duch sam ustanawia te rzeczy, staje si

ę

 to samo 

przez si

ę

, z wewn

ą

trz, na zawsze! Bł

ę

dem ludzko

ś

ci było, 

ż

e zbyt cz

ę

sto usiłowała 

uduchowi

ć

 si

ę

 przez sił

ę

 własnej woli, wstrzymuj

ą

c si

ę

 za pomoc

ą

 postów, pokut itd. 

od rzeczy, których po

żą

dała. Nie mogła przy tym nigdy przez takie 

ś

rodki uwolni

ć

 si

ę

 

od chorób, upadku i 

ś

mierci. Nigdy nie odnowiła w ten sposób swego ciała. 

Rozkładało si

ę

 ono zupełnie tak samo, jak ciało hulaków i opojów. Asceza jest to 

brak zaufania w moc niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, 

ż

e ona zaprowadzi nas ku 

wy

ż

szym stopniom rozwoju. Stara

ć

 si

ę

 samemu o otrzymanie zbawienia, jest jednym 

z najwi

ę

kszych grzechów, gdy

ż

 odcina to człowieka - przynajmniej na pewien czas - 

od niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci oraz od 

ż

ycia, które mu bywa zsyłane, dopóki tylko 

modli si

ę

 i ma ufno

ść

. Nie ma 

ż

adnej innej 

ś

cie

ż

ki do wydobycia si

ę

 ze złych 

nałogów, bł

ę

dów i wyst

ę

pnych przyzwyczaje

ń

, jak tylko nieustanna pro

ś

ba, by 

wygasło po

żą

danie, z którego te wady ci

ą

gle na nowo powstaj

ą

.  

Przy ka

ż

dym tchnieniu mówi niesko

ń

czona 

ś

wiadomo

ść

: przychod

ź

cie do mnie - 

żą

dajcie ode mnie - znajdujcie mnie w ka

ż

dym tworze, wówczas b

ę

d

ę

 na was zsyłała 

ci

ą

gle nowe ciała i duchy, które przemieni

ą

 wasze zwyczaje, nami

ę

tno

ś

ci i 

ż

yczenia 

tak, 

ż

e powoli opadnie z was wszelka gminno

ść

 i wszelkie mgliste, przeciwne prawu 

po

żą

danie, a na ich miejsce spłynie z obszarów duszy rado

ść

, której osi

ą

gn

ąć

 dzi

ś

 

nikt nie jest w stanie.  
W tym samym stopniu, w jakim wyrastamy ku szlachetniejszemu i dłu

ż

szemu 

ż

yciu, 

uczymy si

ę

 szacunku dla wszystkiego, co 

ż

yje, rozsiewaj

ą

c wsz

ę

dzie wolno

ść

poniewa

ż

 - kochamy. Nie kochamy jednak ptaka, którego trzymamy w klatce - 

kochamy tylko nasz

ą

 przyjemno

ść

 w tym ptaku. Najwy

ż

sza miło

ść

 do wszystkiego, 

co 

ż

yje, jest wi

ę

c drog

ą

 do samego 

ż

ycia, które w nas spływa, jak gdyby z tysi

ą

ca 

elektrycznych stosów - i to nie tylko z ptaka, z drzewa, owada, lecz z wiruj

ą

cej 

ś

niegowej zamieci, z burzy czy z morza! Nie jako sentymentalny sposób widzenia, 

lecz jako 

ż

ywa siła! Dlaczegó

ż

 ta miło

ść

 nie jest w nas wrodzon

ą

? Dlaczego potrzeba 

jeszcze tylko m

ę

ki i trudu i 

ś

mierci? Nie wiemy! Do

ść

ż

e widzimy przed sob

ą

 drog

ę

która wyprowadza z tego wszystkiego, co nazywamy złem.  

 
WARTO

ŚĆ

 PRAKTYCZNA MARZE

Ń

 

 

My

ś

le

ć

 bezustannie podczas czuwania - zbyteczne. Jest to wyniszczaj

ą

ce 

przyzwyczajenie, które sprowadza ten tylko skutek, 

ż

e pewna grupa my

ś

li powtarza 

si

ę

 a

ż

 do wyczerpania.  

Jednym z najpodnio

ś

lejszych 

ź

ródeł wszelakiej mocy i zbawienia jest zdolno

ść

 

background image

wył

ą

czania według swej woli pozytywnych my

ś

li - trwaj

ą

c w zupełnym fizycznym 

spokoju, odda

ć

 si

ę

 marzeniom. Widzie

ć

 tylko kawałeczek krajobrazu, który dr

ż

przed oczami, lub da

ć

 ci

ą

gn

ąć

 przed sw

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

 mglistym obłokom.  

Sze

ść

dziesi

ą

t sekund marzenia - to sze

ść

dziesi

ą

t sekund 

ż

ywego spokoju dla ciała i 

ducha. Nawet w ni

ż

szych sferach materialnego powodzenia ten b

ę

dzie zwyci

ę

zc

ą

kto potrafi odpoczywa

ć

 według swej woli, to jest stawa

ć

 si

ę

 biernym i samowolnie 

odpycha

ć

 od siebie swe my

ś

li. Trzyma on za cugle 

ż

ycia, gdy

ż

 w takich momentach 

skupienia otwieraj

ą

 si

ę

 wrota dla nowych idei, planów, przedsi

ę

wzi

ęć

, które 

uchwycone cicho, mocno, w czujno-

ś

wiadomym stanie - przynosz

ą

 wypełnienie, 

realno

ść

.  

Ludzie dzisiejsi nie znaj

ą

 wytchnienia - z roku na rok biegaj

ą

 jak op

ę

tani w kołowrocie 

tych samych my

ś

li! Czy

ż

 mog

ą

 oni w tym szalonym stanie posi

ąść

 zdolno

ść

 

spostrzegania okoliczno

ś

ci, które spotykaj

ą

 na drodze? A gdy nawet je spostrzeg

ą

brak im odwagi do spr

ęż

ystego chwytu! Robi

ą

 dzisiaj absolutnie to samo, co wczoraj 

i przy tym tylko dlatego, 

ż

e wczoraj czynili to samo. Niewolnicy własnego uczucia, 

które ich utrzymuje na ła

ń

cuchach silniejszych od stali, w przekle

ń

stwie zawsze 

jednakowych, lec

ą

cych gdzie

ś

, psich my

ś

li! My

ś

l

ą

 oni zawsze, 

ż

e maj

ą

 co

ś

 do 

zdziałania - przede wszystkim r

ę

kami i mózgiem! Nawet we 

ś

nie 

ś

piesz

ą

 gdzie

ś

 

bezmy

ś

lnie, jak 

ś

lepe konie na postronku! Ich przebudzenie jest bez 

ś

wie

ż

o

ś

ci, sen 

nie jest dla nich 

ż

yciodawczym 

ź

ródłem, jak np. dla tych, którzy posiadaj

ą

 kultur

ę

 

marze

ń

, ze

ś

rodkowania lub skupienia. W czasie podró

ż

y morskich b

ę

d

ą

 ci 

niespokojni barbarzy

ń

cy w

ę

drowa

ć

 przez wszystkie kajuty, z jednego ko

ń

ca okr

ę

tu 

na drugi, b

ę

d

ą

 szukali nie wiadomo czego! Na kolei 

ż

elaznej opanowuje ich tylko 

jedno niecierpliwe 

ż

yczenie, by jak najpr

ę

dzej przyby

ć

 do celu, lecz gdy przyb

ę

d

ą

nie wiedz

ą

 najcz

ęś

ciej, co maj

ą

 ze sob

ą

 zrobi

ć

! W ich własnym domu trwa ci

ą

gle 

jaki

ś

 ruch, jaka

ś

 gospodarka, lecz w ko

ń

cu dnia okazuje si

ę

ż

e nic nie zrobiono, 

zreszt

ą

 na rzeczywist

ą

 ich korzy

ść

 i prawdziw

ą

 pomy

ś

lno

ść

!  

Wielkie napr

ęż

enie umysłowe - lecz po co? Maszyna obracaj

ą

ca si

ę

 na pró

ż

no, gdy

ż

 

nie ma 

ż

adnej roboty!  

Cygaro generała Granta wygrało wi

ę

cej bitew, ni

ż

 jego miecz! Bo pomin

ą

wszy 

działanie nikotyny, sam akt wci

ą

gania i wypuszczania dymu, mimowolna obserwacja 

rozpływaj

ą

cych si

ę

 obłoków stwarza pewien nastrój skupienia - bierny, marzycielski 

stan, gdy

ż

 duch wtedy nie tylko wypoczywa, lecz odbiera nowe natchnienia.  

Nie chc

ę

 przez to ani poleca

ć

, ani os

ą

dza

ć

 palenia. Tyto

ń

 jest jednym z wielu 

niedoskonałych 

ś

rodków do sprowadzania po

żą

danego stanu, który zwykle z 

wi

ę

kszym po

ż

ytkiem da si

ę

 osi

ą

gn

ąć

 na innych, wewn

ę

trznych drogach.  

Jedna droga z wielu: ten, kto czyta te stronice, niech od czasu do czasu si

ę

 

zatrzyma, niech oprze si

ę

 na fotelu z biernie opuszczonymi ramionami wzdłu

ż

 ciała, 

trzy, cztery sekundy, nie my

ś

l

ą

c nic. Jaka

ś

 chmurka, słup dymu lub jakie

ś

 drzewo, 

gał

ąź

 poruszana wiatrem niech zatrzyma wzrok, dopóki to sprawia przyjemno

ść

, nie 

dłu

ż

ej. Kto za

ś

 nawet pi

ę

ciu sekund nie mo

ż

e by

ć

 w spokoju, ani fizycznie, ani 

duchowo (a takich jest wielu, co tego nie mo

ż

e), niech unika przynajmniej zbyt 

raptownych nerwowych ruchów. Jest to pierwsza lekcja w wysokiej sztuce 
marzycielstwa, czyli umysłowej abstrakcji. U

ż

ycza si

ę

 w ten sposób swemu ciału 

atomu prawdziwego wypoczynku. Duch przyci

ą

gn

ą

ł do siebie jeden atom 

ż

ywej siły, 

który ju

ż

 nie mo

ż

e by

ć

 utracony. Kto ma do przezwyci

ęż

enia niepokój całego 

ż

ycia, 

nie powinien oczekiwa

ć

 od razu zupełnego powodzenia. Lecz posiew spokoju jest ju

ż

 

w nim zasiany! My

ś

l ta ju

ż

 go wi

ę

cej nie opu

ś

ci. Nie powinno si

ę

 jednak jej nazbyt 

piel

ę

gnowa

ć

. Wszystko musi wyrosn

ąć

 i wyro

ś

nie rzeczywi

ś

cie, kiedy

ś

, samo przez 

si

ę

, z wewn

ą

trz.  

background image

Ka

ż

dy człowiek ma mo

ż

no

ść

 opanowania kompletnie swego ciała a

ż

 do (tak 

fałszywie nazwanych) najtrywialniejszych aktów codziennego 

ż

ycia, jak np. 

wstawanie, chodzenie, zamykanie lub otwieranie drzwi, odwracanie kart ksi

ąż

ki.  

Kto potrafi w czasie czuwania zachowa

ć

 nastrój kontemplacji, osi

ą

gnie wkrótce 

bardziej pokrzepiaj

ą

cy i zdrowszy sen - gdy

ż

 dominuj

ą

cy nastrój dnia okre

ś

la równie

ż

 

nastrój nast

ę

puj

ą

cej nocy.  

Bezsenno

ść

 odpowiada psychicznemu rozpr

ęż

eniu - raptownemu skurczowi my

ś

li, 

które utrzymuje człowieka w ci

ą

gu wielu godzin wahaj

ą

cym si

ę

 to tu, to tam, 

niezdolnym do snu, z członkami płon

ą

cymi ze znu

ż

enia. Lecz wraz z kultur

ą

 spokoju 

ro

ś

nie wola do mocy, która na zawołanie mo

ż

e sprowadzi

ć

 sen, czyli absolutn

ą

 

bierno

ść

.  

Nigdy nie nale

ż

ć

wiczy

ć

 si

ę

 w my

ś

lowych nastrojach, gdy si

ę

 to okazuje 

niewygodne lub nudne - to tylko opó

ź

nia. Jedynie w tych momentach, w których 

sprawia nam to mimowoln

ą

 rado

ść

, trzeba si

ę

 

ć

wiczy

ć

. Tajemnic

ą

 i pi

ę

kno

ś

ci

ą

 

wewn

ę

trznego rozwoju jest to, 

ż

e ro

ś

nie on, jako 

ż

yto lub pszenica, w milczeniu, 

nie

ś

wiadomie! Za dwa, trzy, pi

ęć

 lat zmieni

ą

 si

ę

 wszystkie gesty, stan

ą

 si

ę

 

nawyknieniem, b

ę

d

ą

 harmonijne. W tej anarchii my

ś

lowej, w której ludzko

ść

 obecnie 

ż

yje, ciało faktycznie rozrywane jest na cz

ęś

ci przez rw

ą

ce my

ś

li, które bez celu, bez 

sensu s

ą

 wsz

ę

dzie - to tu, to tam, wsz

ę

dzie - w ka

ż

dym czasie - niepow

ś

ci

ą

gnione! 

Ka

ż

da czynno

ść

, ka

ż

dy krok mo

ż

e sta

ć

 si

ę

 

ź

ródłem zadowolenia w tej samej mierze, 

w jakiej ro

ś

nie wesoło

ść

, je

ż

eli tylko krok ten nie oka

ż

e si

ę

 przeszkod

ą

zatrzymaniem si

ę

 w gonitwie za zbytkiem, za nadmiarem. Co jednak robi si

ę

 z 

ochot

ą

, robi si

ę

 dobrze, w ten sposób układa si

ę

 powoli całe 

ż

ycie z doskonałych 

pierwiastków, z których 

ż

aden nie niszczy nic, co drugi wybudował. Ka

ż

dy 

pojedynczy czyn staje si

ę

 nowym magnesem, który z wolna nabiera mocy; a to, co 

ludzko

ść

 mogłaby przez te proste 

ć

wiczenia spełni

ć

, mo

ż

na by nazwa

ć

 wprost 

"cudami".  
Chrystus i Moj

ż

esz, wszyscy jasnowidze i magowie byli pełni "spokoju". W ten 

sposób zbierała si

ę

 w nich duchowa siła, która ze

ś

rodkowana pó

ź

niej na chorym, 

napełniała go nowym 

ż

yciem.  

W historii Marty i Marii - Maria wybrała lepsz

ą

 cz

ą

stk

ę

, poniewa

ż

 z dala od 

domowych trosk zdobywała sobie w cicho

ś

ci siły, które pó

ź

niej odpowiednio 

skierowane zdziałały w jednej sekundzie wi

ę

cej, ni

ż

 zdziałała Marta przez swe 

całodzienne umartwienia.  
Marta zapracowała si

ę

 - Maria si

ę

 odbudowała! Kultura spokoju podnosi równie

ż

 

przytomno

ść

 ducha. Przytomno

ść

 ducha jest to przecie

ż

 zdolno

ść

 zmobilizowania w 

ka

ż

dej 

żą

danej chwili wszystkiego, co tylko posiadamy z wiedzy, energii, odwagi i 

taktu. Tylko jednoczesna, natychmiastowa obecno

ść

 wszystkich własno

ś

ci nadaje im 

warto

ść

. W spokojnym duchu s

ą

 te własno

ś

ci zawsze ze

ś

rodkowane i nie goni

ą

rozstrzelone, za tysi

ą

cem przedmiotów.  

Nastrój kontemplacyjny jest to wypocz

ę

ta załoga my

ś

lowej fortecy. Rw

ą

cy si

ę

 

naprzód, nerwowi i dlatego zawsze zm

ę

czeni ludzie rzadko kiedy mog

ą

 si

ę

 czym

ś

 

odznaczy

ć

, nie s

ą

 oni magnesami, które pracuj

ą

 przez spokój, a przez czyn nie trac

ą

 

na sile, lecz przeciwnie - nabieraj

ą

 mocy.  

Kto potrafi zachowa

ć

 sił

ę

 i da

ć

 wypoczynek swemu duchowi, b

ę

dzie miał nerwy jak 

stal, b

ę

dzie wypływał ze

ń

 ten fluid, który uczyni mu posłusznym najbardziej 

nieujarzmionego rumaka. Odwaga jest jak magnetyczny obłok, którego nic nie mo

ż

przenikn

ąć

 na wskro

ś

!  

Mo

ż

liwo

ś

ci, które tu widzimy, s

ą

 nieograniczone. Ciało mo

ż

e by

ć

 doprowadzone do 

tego, 

ż

e b

ę

dzie si

ę

 opierało wszystkim materialnym wpływom - ka

ż

dy organ mo

ż

background image

okaza

ć

 dziesi

ęć

 razy wi

ę

cej odpornej siły ni

ż

 dotychczas!  

Marzycielstwo tak samo, jak ka

ż

da inna zdolno

ść

, mo

ż

e si

ę

 rozwin

ąć

 do przesady, 

jak np. u ludzi, którzy czuwaj

ą

 

ś

pi

ą

c i nie wiedz

ą

, co czyni

ą

 ich ciała. Brak im 

pozytywnej siły, by wzi

ąć

 si

ę

 z własnej woli do czynu, gdy czyn jest potrzebny. Musi 

by

ć

 ustanowiona jaka

ś

 równowaga pomi

ę

dzy pozytywnym a negatywnym 

całokształtem sił, człowiek musi si

ę

 nauczy

ć

 pogr

ąż

a

ć

 siebie według swej woli w ten 

lub inny stan - kiedy, gdzie i jak długo mu si

ę

 podoba. Przy tym strata i przyrost sił 

mogłyby by

ć

 tak dokładnie uregulowane, 

ż

e zawsze, przy ka

ż

dej zmianie stanu 

zebrałaby si

ę

 pewna nadwy

ż

ka, tak samo jak in

ż

ynier zostawia na zapas zbywaj

ą

c

ą

 

par

ę

. Wielu ludzi wydaje od razu to, co przyj

ę

ło - i oto, gdy przyjd

ą

 nieprzewidziane 

wypadki, stoj

ą

 bezradni, bez 

ż

adnej pomocy.  

Z rosn

ą

cym uzdolnieniem do kontemplacji zmienia si

ę

 równie

ż

 oddech i puls. 

Sztucznie 

ć

wiczone oddychanie za pomoc

ą

 przepony brzusznej, "pranajama", długie 

metodyczne wdychanie indyjskich joginów jest naturalnym skutkiem zewn

ę

trznym 

pewnego wewn

ę

trznego stanu wraz ze wszystkimi cudownymi znakami na ciele i 

duchu.  
Istnieje pewien oddech duszy, pewien psychiczny rytm, którego widocznym 
odpowiednikiem jest oddech płuc. Kto 

ż

yje w potoku odbudowuj

ą

cych my

ś

li, w który 

mo

ż

e si

ę

 zanurzy

ć

 przy pomocy marze

ń

, ten jest ju

ż

 zdolny wchłon

ąć

 w siebie 

pewien wewn

ę

trzny element, pewn

ą

 atmosfer

ę

 swobodniejsz

ą

, mocniejsz

ą

, ni

ż

 

powietrze ziemi - pran

ę

 hindusów.  

Z tego boskiego eteru wyci

ą

ga człowiek eliksir 

ż

ycia! Obdarzy go on w materialnej 

sferze przemo

ż

nymi siłami, by mógł spełni

ć

 dzieło 

ż

ycia, które b

ę

dzie potrzebne.  

 
TAJNIA SNU, CZYLI NASZA PODWÓJNA EGZYSTENCJA 

 

Ż

yjemy, działamy, cierpimy, cieszymy si

ę

 zarówno we 

ś

nie, jak w stanie czuwania. 

Posługujemy si

ę

 wówczas subtelniejszymi duchowymi zmysłami, które wszyscy 

posiadamy w zarodku i wobec których wzrok, powonienie, dotyk, smak, słuch 
fizycznego ciała s

ą

 tylko bladymi kopiami.  

Ta strona naszego bytu ga

ś

nie, gdy tylko nasze zewn

ę

trzne zmysły przy 

przebudzeniu poczynaj

ą

 działa

ć

 - bo dzienna 

ś

wiadomo

ść

 jest zdoln

ą

 do 

zatrzymania tylko fragmentów tych scen, zdarze

ń

 i do

ś

wiadcze

ń

, które prze

ż

ywamy, 

gdy ciało nasze le

ż

y pogr

ąż

one w bez

ś

wiadomo

ś

ci. Takie fragmenty - cz

ę

sto 

niepowi

ą

zane, nieokre

ś

lone i mgliste - nazywamy snami.  

Sny nasze s

ą

 to przymglone 

ś

lady prawdziwego 

ż

ycia - 

ż

ycia, które odgrywa si

ę

 w 

innych zmysłach i tylko cz

ęś

cio-wo utrzymuje si

ę

 w naszej dziennej 

ś

wiadomo

ś

ci.  

Wst

ę

ga my

ś

lowa (srebrny w

ę

zeł po

ś

redni) wi

ąż

e we 

ś

nie ciało z duchem - chocia

ż

by 

nawet duch oddalił si

ę

 od ciała. Przez zwi

ą

zek ten posyła duch 

ś

pi

ą

cemu ciału pr

ą

ż

yciowy dobrego lub szkodliwego rodzaju, odpowiednio do zakresu my

ś

li, w których 

si

ę

 duch obraca.  

Ś

mier

ć

, tj. zaguba ciała nast

ę

puje, gdy w

ę

zeł ten zostanie przerwany. Gdy duch 

wzniesie si

ę

 do stanu, który mu pozwoli wchłania

ć

 nowe my

ś

li i prawdy, w

ę

zeł staje 

si

ę

 mocniejszym i mo

ż

e si

ę

 wcale nie przerwa

ć

. Stajemy si

ę

 wówczas podobni do 

artezyjskiej studni, która tryska w 

ż

ycie wieczno

ś

ci.  

W ten sposób prze

ż

ywamy dwie ró

ż

ne egzystencje, które nawzajem jedna drug

ą

 

niwecz

ą

. W ci

ą

gu 24 godzin jeste

ś

my dwiema, zupełnie odr

ę

bnymi istotami, które 

prawie nic o sobie nie wiedz

ą

Ż

yjemy codziennie w dwóch bliskich bardzo 

ś

wiatach, 

oddzieleni otchłani

ą

 nie

ś

wiadomo

ś

ci. Posiadamy materialn

ą

 zdolno

ść

 pami

ę

ci, której 

nasza uduchowiona egzystencja wcale nie notuje, tak samo jak uduchowiona pami

ęć

 

wył

ą

cza 

ż

ycie dzienne.  

background image

Ju

ż

 Paweł mówi o przyrodzonym i o duchowym ciele. Ten duch-ciało istnieje 

jednocze

ś

nie z ciałem fizycznym, a wi

ę

c tak

ż

e po jego upadku, tak samo jak istniał 

przed jego urodzeniem.  
Zarówno w dzie

ń

, jak i w nocy, czy 

ś

pi, czy czuwa - człowiek składa si

ę

 zawsze z 

dwóch istot, które s

ą

 obce sobie, cho

ć

 wykwitaj

ą

 z jednego ducha. W dzie

ń

 u

ż

ywa 

ten duch ciała, jak górnik, który, zanim spu

ś

ci si

ę

 do szybu, wdziewa szorstk

ą

 odzie

ż

W drugiej egzystencji nie u

ż

ywa on wcale cielesnych zmysłów - a wszystko prze

ż

yte 

tam w "górze" przy dziennej 

ś

wiadomo

ś

ci przedstawia si

ę

 jako wspomnienie snu, 

naturalnie tylko w my

ś

lowych i zmysłowych formach dziennego 

ż

ycia.  

W miar

ę

 tego, jak rozwija si

ę

 nasza prawdziwa ja

źń

, uczymy si

ę

 posługiwa

ć

 wprost 

t

ą

 wy

ż

sz

ą

 grup

ą

 zmysłów, nie przenosz

ą

c jej wcale w zakres fizyczny.  

Kolumb odkrył nowy 

ś

wiat. Ale w ka

ż

dym z nas istnieje pół 

ś

wiata - pół 

ż

ycia, które 

oczekuje, aby je odkry

ć

, a pó

ź

niej piel

ę

gnowa

ć

, poprawia

ć

 i wynie

ść

 wreszcie na 

ś

wiatło dzienne w prawdziwym znaczeniu tego wyrazu.  

W miar

ę

 tego, jak nasze duchy lub dusze rozwin

ą

 si

ę

 w tej lub najbli

ż

szej 

egzystencji, zjednocz

ą

 si

ę

 te dwa 

ś

wiaty, czyli dwa istnienia tak, 

ż

e b

ę

dziemy w 

mo

ż

no

ś

ci 

ż

y

ć

 

ś

wiadomie w obydwóch. Pro

ś

ba i po

żą

danie zbli

żą

 nas do tej tajni. 

"Bezustanna modlitwa", tj. uporczywe 

ż

yczenie poznania prawdy objawi nam te 

wielkie siły, których zarodki tkwi

ą

 w nas u

ś

pione i wtedy 

ż

ycie stanie si

ę

 innym, ni

ż

 

to, które zna nasza smutna tera

ź

niejszo

ść

.  

Wówczas ogl

ą

da

ć

 b

ę

dziemy w rado

ś

ci obydwie egzystencje. Teraz znajomo

ść

 ta 

przyniosłaby nam mało po

ż

ytku, gdy

ż

 nasza wiedza przyzwyczaiła nas nawet we 

ś

nie w

ę

drowa

ć

 przez ten sam 

ś

wiat trosk, kłopotów, gniewu, niepow

ś

ci

ą

gliwo

ś

ci, w 

którym wielu ludzi zamieszkuje i w stanie czuwania. Na szcz

ęś

cie jednak mało tylko 

pozostaje z tego w naszej dziennej 

ś

wiadomo

ś

ci - w przeciwnym razie istnienie 

byłoby podwójnie n

ę

dzne. Lecz złe skutki tego bł

ą

kania si

ę

 w gł

ę

bszych duchowych 

obszarach zostaj

ą

 zawsze. Dwie godziny, sp

ę

dzone w czystym królestwie marzenia, 

daj

ą

 wi

ę

cej siły i 

ś

wie

ż

o

ś

ci, ni

ż

 dziesi

ęć

 godzin z ni

ż

szych obszarów snu.  

Sen jest stanem spokoju i duchowego odrodzenia nie tylko dla duchowej istoty, lecz i 
dla fizycznego ciała. Oko, które widzi we 

ś

nie, patrzy daleko jak my

ś

l - jest na 

najbardziej zewn

ę

trznym kra

ń

cu my

ś

lowego promienia. Duch nasz idzie we 

ś

nie do 

odpowiedniego dla

ń

 duchowego 

ś

wiata i mieszka w nim. Stamt

ą

d wraca na powrót, 

obarczony wła

ś

ciwym pierwiastkiem my

ś

lowym tamtej sfery - pierwiastkiem, który 

przynosi ciału moc albo bezsił

ę

, rado

ść

 lub ból. O ile tylko duch nasz jest lotny i 

czysty, pełny t

ę

sknoty do mocy i dobra - t

ę

sknoty do wiary w olbrzymie mo

ż

liwo

ś

ci 

bytu i wiecznie młodego, pi

ę

knego, wolnego od niedoli ciała - przynosi on zawsze 

ciału ze snu troch

ę

 tych dóbr. Lecz je

ż

eli jest ciasny i zazdrosny, wierz

ą

cy tylko w to, 

co da si

ę

 widzie

ć

 i wyczu

ć

 - przywarty do 

ś

mierci i materialnego majaka - wtedy 

wnosi w fizyczne 

ż

ycie ze swego 

ś

wiata coraz to nowe pierwiastki upadku. Sen nie 

zawsze oznacza wypoczynek. Niespokojny, troszcz

ą

cy si

ę

 o wszystko, wyszydzaj

ą

cy 

i zło

ś

liwy duch rzuca si

ę

 (o ile nie przyjdzie na pomoc modlitwa o spokój i sił

ę

) w 

sfer

ę

 po

ś

piechu; a przy ocknieniu u

ż

ycza znów ciału tego samego niepokoju. Je

ż

eli 

ten duch skierowany jest na my

ś

l choroby, wtedy przechodzi w 

ś

wiat cierpienia i 

nasyca pó

ź

niej tym cierpieniem obudzon

ą

 

ś

wiadomo

ść

.  

Dlatego te

ż

 powinien ka

ż

dy chory ze

ś

rodkowa

ć

 przed snem swe my

ś

li na obrazy 

zdrowia - powinien sobie powiedzie

ć

: "tylko narz

ę

dzie, którego u

ż

ywam, jest 

uszkodzone. Istot

ą

 moj

ą

 jest my

ś

l. Moje duchowe "ja" jest zdrowe i powinno podczas 

snu uzdrowi

ć

 me ciało".  

Niechaj mówi to sobie co wieczór, a je

ż

eli skutek nie nast

ą

pi od razu, niech sprawdzi, 

czy nie nale

ż

y poprawi

ć

 bł

ę

dów my

ś

lowych całego 

ż

ycia, czy duch jego nie wyrasta z 

background image

tych bł

ę

dów i czy na przyszło

ść

 potrafi by

ć

 pewnym i nieugi

ę

tym.  

Nie

ś

wiadome 

ż

ycie podczas snu jest wa

ż

niejsze ni

ż

 czuwaj

ą

ca egzystencja, gdy

ż

 

jest całe oddane duchowym zmysłom i ich rozwojowi. Nasz prawdziwy byt jest to ta 
niewidoczna siła, o której nasza codzienna, cogodzinna my

ś

l daje 

ś

wiadectwo. My

ś

li 

s

ą

 podwalin

ą

 ciała; my

ś

lenie nasze jest wiosn

ą

, która karmi 

ź

ródła 

ż

ycia.  

Duch nasyca ciało podczas snu swymi wła

ś

ciwymi przekonaniami i pogl

ą

dami. Kto 

bez 

ż

adnej w

ą

tpliwo

ś

ci, nie pytaj

ą

c nikogo, wierzy mocno, 

ż

e ciało jego z biegiem 

czasu musi wykaza

ć

 oznaki staro

ś

ci i upadku, temu własny jego duch u

ż

yczy 

my

ś

lowych pierwiastków 

ś

mierci. Kto w swych godzinach czuwania dopuszcza my

ś

l, 

ż

e zamieranie ciała po pewnym okre

ś

lonym czasie jest rzeczywi

ś

cie absolutn

ą

 

konieczno

ś

ci

ą

 - a nie wiar

ą

 przyzwyczajenia, płyn

ą

c

ą

 z krótkiego do

ś

wiadczenia 

ludzko

ś

ci - tego własny duch ostrze

ż

e, by nie bł

ą

kał si

ę

 podczas snu po obszarach 

pozytywizmu i w tej małej zamglonej sferze 

ś

mierci, po której rasa nasza kr

ąż

y teraz 

bez wytchnienia, jak schwytane zwierz

ę

. Nawet pro

ś

ba o wiar

ę

 w nie

ś

miertelno

ść

 

ciała przynosi z czasem oznaki i dowody dla takiej wiary. Duch trwa wtedy we 

ś

nie 

przy my

ś

lach o młodo

ś

ci, o pi

ę

knej sile - i my

ś

li te bij

ą

 w ciele w ci

ą

gu wielu, wielu 

nocnych godzin, a wi

ę

c przez pół 

ż

ycia. Cz

ęś

ci składaj

ą

ce ciało zmieniaj

ą

 si

ę

 

wiecznie! Ciało nasze nie jest tym samym, które

ś

my posiadali przed dziesi

ę

ciu, 

pi

ę

tnastu, dwudziestu laty - poniewa

ż

 i duch nie jest ten sam, podług ducha za

ś

 

zmieniaj

ą

 si

ę

 i komórki organizmu.  

Nowe ciało tworzy si

ę

 zale

ż

nie od tego, czy duch wzrasta w nowe prawdy, czy te

ż

 

kostnieje w starych bł

ę

dach. Wiara nasza, jak

ą

kolwiek by była, urzeczywistnia si

ę

 w 

ciele i krwi. Je

ż

eli wierzycie w zniszczenie, to i ciało i krew wasza wypiastuj

ą

 w sobie 

znaki zniszczenia. Nosimy zawsze przed sob

ą

 nasze panuj

ą

ce my

ś

li! Gdy duch 

oddziaływa na ciało, posyła do wszystkich organów duchowe pierwiastki, które 
wyssał z własnego 

ś

wiata; pierwiastki te przybieraj

ą

 rzeczywist

ą

 posta

ć

, krystalizuj

ą

 

si

ę

 niewidocznie w ciało i krew, podobnie jak z wolna powstaj

ą

 twarde kryształy z 

jasnego zupełnie roztworu - jak drzewo z niewidocznych cz

ą

stek ziemi i powietrza 

wydaje li

ś

cie i owoce! Kto wi

ę

c z roku na rok kr

ąż

y w kole tych samych bł

ę

dów, 

u

ż

ycza ciału pierwiastków tych bł

ę

dów i pomaga im do urzeczywistnienia si

ę

 w ciele. 

Mo

ż

na by to nazwa

ć

 równie

ż

 grzechem! Znakiem grzechu jest zawsze brzydota, 

upadek, 

ś

mier

ć

 - cielesne lub duchowe cierpienie.  

Lecz chocia

ż

 duch ten najcz

ęś

ciej jest głuchy na wszystko, zawsze jednak d

ąż

y ku 

górze i u

ż

ycza ciału podczas snu czego

ś

kolwiek z tej subtelnej siły wy

ż

szego bytu, 

niestety - zawsze niemal zmieszanej ze słabo

ś

ci

ą

 i upadkiem.  

Kto 

ż

yje osiemdziesi

ą

t lub dziewi

ęć

dziesi

ą

t lat, posiada silniejszego ducha (lecz nie 

inteligencj

ę

), ni

ż

 ten, kto umiera w trzydziestym roku swego 

ż

ycia. Silniejszy duch 

żą

da instynktownie wi

ę

kszej siły - chocia

ż

 zupełnie nie

ś

wiadomie. Głównym jednak 

ę

dem tych osiemdziesi

ę

cio- i dziewi

ęć

dziesi

ę

cioletnich ludzi było to, i

ż

 uwierzyli, 

ż

musz

ą

 w ko

ń

cu umrze

ć

. Ta stała my

ś

l była w nich tak samo, jak w całym ich 

otoczeniu, które temu mniemaniu wtórowało i okryło nim głowy starców jak chmur

ą

Powstała niezmierna siła, lecz skierowana na fałszyw

ą

 drog

ę

 - siła słowa "musi", 

tego najwi

ę

kszego niszczyciela, lub twórcy, zale

ż

nie od woli!  

Modlitwa poranna oraz cielesna nasza egzystencja powinna by

ć

 skierowana na to, 

by wyprosi

ć

 pomoc od niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci - by mo

ż

na było bra

ć

 udział w 

ka

ż

dym 

ż

yciu, w rosn

ą

cym drzewie, w chmurach, oceanie, w ptakach, gwiazdach i 

sło

ń

cu. Wszystko, co widzimy naokoło siebie, jest tylko cz

ęś

ci

ą

 ich bytu, poza nimi 

za

ś

 istnieje odr

ę

bne 

ż

ycie, jaki

ś

 inny pierwiastek, niewyczuwalny przez fizyczne 

zmysły - tajnia czy duch, który rozkazuje, wprawia w ruch, o

ż

ywia. Dusza nasza 

posiada cudown

ą

 zdolno

ść

 przyci

ą

gania do siebie pewnej cz

ęś

ci tej 

ż

ywej mocy i 

background image

zachowania jej na zawsze! Je

ż

eli ujrzymy jaki

ś

 kwiat, pro

ś

my o jego pi

ę

kno, je

ż

eli 

ujrzymy morze, pro

ś

my o jego sił

ę

. Kto zobaczy jak

ą

kolwiek rzecz, która ma pi

ę

kny 

kształt, jest delikatna lub silna, niech prosi o jej pi

ę

kny kształt, o delikatno

ść

, o sił

ę

Niesko

ń

czona 

ś

wiadomo

ść

 jest w tym wszystkim - i gdy pogr

ąż

ymy si

ę

 w miliardy 

ż

yj

ą

cych form, pogr

ąż

ymy si

ę

 jednocze

ś

nie w niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ść

, b

ę

dziemy 

jednoczy

ć

 si

ę

 z ni

ą

 coraz wi

ę

cej i wi

ę

cej i wreszcie osi

ą

gniemy cz

ą

stk

ę

 tego 

szczególnego wdzi

ę

ku i siły, która ma swój własny wyraz w ka

ż

dej rzeczy. Gdy za 

dnia zmysły fizyczne czuwaj

ą

 i s

ą

 dobrze skierowane, mog

ą

 przyci

ą

ga

ć

 do siebie te 

siły. 

Ż

adne zaj

ę

cie nie jest na tyle wyczerpuj

ą

ce, by nie mo

ż

na było po

ś

wi

ę

ci

ć

 

chocia

ż

by minuty na ten cel - a minuta ta jest zawsze sił

ą

 twórcz

ą

. - Działalno

ść

 nocy 

jest inna. Zmysły wtedy nic nie ci

ą

gn

ą

 do siebie, lecz siła, która w czasie czuwania 

była zaj

ę

ta, powstaje teraz i pomaga duchowi, by szedł naprzód, w niewidoczny 

ś

wiat, z którego powinien przynie

ść

 nowe skarby. Im wy

ż

ej duch ten si

ę

 wznosi, tym 

pot

ęż

niej wchłania w siebie duchowe pierwiastki, tym mocniejsze staj

ą

 si

ę

 duchowe 

zmysły, które w ko

ń

cu docieraj

ą

 do dziennego 

ż

ycia.  

Ciało i duch zawsze działaj

ą

 na siebie wzajemnie - umacniaj

ą

 si

ę

, dopełniaj

ą

zmieniaj

ą

. Ciało podobne jest do korzeni drzewa - gał

ę

zie i li

ś

cie do ducha. Korzenie 

ci

ą

gn

ą

 z ziemi sił

ę

, aby da

ć

 

ż

ycie pniu, gał

ę

ziom, li

ś

ciom, kwiatom i owocom, li

ś

cie 

za

ś

 i zielone gał

ą

zki wchłaniaj

ą

 z powietrza i 

ś

wiata pierwiastki, bez których pie

ń

 i 

korzenie musiałyby zgin

ąć

. Duch nasz, o ile tylko dobrze jest skierowany, wchłania z 

góry, podobnie jak li

ś

cie, pewien pierwiastek w czuwaj

ą

ce 

ż

ycie naszego ciała. W ten 

sposób powstali ci, co jak naucza Stary Testament, "obcowali z Bogiem" i ich ciało 
fizyczne trwało przez tak długi czas, 

ż

e teraz wydaje si

ę

 nam to wprost bajk

ą

! A 

niektórzy szli wprost do Boga, nawet nie ulegaj

ą

ś

mierci.  

Czytamy to np. o Enochu w Genesis V-23, 24.  

Ż

ycie Enocha było stosunkowo doskonałe. Duch jego miał do

ść

 siły nad sw

ą

 

psychiczn

ą

 istot

ą

, by zdematerializowa

ć

, uduchowi

ć

 ciało tak, 

ż

e stało si

ę

 

niewidzialne. O takich wypadkach Biblia wspomina kilkakrotnie. W miar

ę

 tego, jak 

b

ę

dzie powstawało naprzód uduchowienie naszej rasy (a stanie si

ę

 to rzeczywi

ś

cie), 

dematerializacja ciała zast

ą

pi 

ś

mier

ć

. Lecz najwy

ż

szym celem ludzko

ś

ci jest 

doprowadzenie uduchowienia ciała przez powolne odradzanie do tego stopnia, by 
odpowiadało ci

ą

gle wzmagaj

ą

cym si

ę

 potrzebom ducha - by zawsze było ju

ż

 

uformowane ciało, gdy zu

ż

yte rozpadnie si

ę

, komórka po komórce.  

Kto cierpi na bezsenno

ść

, niech powie sobie z samego rana: "Dzisiaj w nocy b

ę

d

ę

 

dobrze spał, musz

ę

 spa

ć

 i błagam o pomoc niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ść

, by zesłała mi 

sen!" W ten sposób utworz

ą

 si

ę

 warunki, które ju

ż

 podczas dnia wydziel

ą

 pierwiastki 

dla odpoczynku w nocy. Kto w ten sposób skoncentruje si

ę

 z samego rana, przywoła 

ku sobie na pomoc cał

ą

 duchow

ą

 sił

ę

 wzrastaj

ą

cego dziennego pr

ą

du. Gdy

ż

 

wszystkie rzeczy stosownie do naturalnego, zdrowego porz

ą

dku 

ż

ycia s

ą

 

najsilniejsze wtedy, gdy ziemia jest obrócona ku sło

ń

cu. - Cierpi

ą

cy na bezsenno

ść

 

niech próbuje tego sposobu dzie

ń

 po dniu. Niech nie traci odwagi, je

ż

eli od razu si

ę

 

nie uda! Niech nie bierze swych dziennych trosk ze sob

ą

 do łó

ż

ka, niech spokój i sen 

panuj

ą

 w jego my

ś

lach.  

S

ą

 ludzie tego rodzaju, 

ż

e gdy głowa ich dotknie si

ę

 tylko poduszki, zaczynaj

ą

 zaraz 

rozmy

ś

la

ć

, układa

ć

 plany, pracowa

ć

, prowadzi

ć

 spory i trudz

ą

 si

ę

 w ten sposób 

wi

ę

cej, ni

ż

 zwykle - wprost z przyzwyczajenia, które w nich tkwi nie

ś

wiadomie. Duch 

jest wówczas zepsuty, skierowany w przeciwn

ą

 stron

ę

. Chce on uporczywie 

ż

y

ć

 

fizycznie wtedy, gdy powinien znale

źć

 sw

ą

 psychiczn

ą

 form

ę

. naj

ą

 sprawy 

oskar

ż

onego.  

Adwokaci twierdz

ą

c, 

ż

e zawód iZostaje nawet we 

ś

nie w sferze po

ś

piechu i ten sam 

background image

po

ś

piech oddaje ciału z powrotem. - W czasie bezsenno

ś

ci powinno si

ę

, o ile to 

mo

ż

liwe, zmieni

ć

 pokój, w którym si

ę

 

ś

pi. Równie

ż

 zmiana miejsca uwalnia od 

"kl

ą

twy" bezsenno

ś

ci. "Kl

ą

tw

ą

" t

ą

 jest my

ś

lowa sie

ć

, która zesnuwa nas z 

otaczaj

ą

cymi rzeczami. Spojrzenie, dotkni

ę

cie 

ś

cian lub mebli jakiego

ś

 pokoju 

zwi

ą

zuj

ą

 zaraz nasz byt star

ą

 nici

ą

 monotonnych my

ś

li. U

ż

ycz swemu duchowi 

pierwiastków spokoju, by mógł si

ę

 skupi

ć

Ś

pi

ą

cy w pokoju lub w domu kot jest 

lepszym towarzyszem, ni

ż

 nerwowy, niespokojny człowiek, który bezustannie 

przechodzi z miejsca na miejsce i nie mo

ż

e znale

źć

 wytchnienia. Prócz tego zwierz

ę

 

wchłania zwykle w siebie nasz niepokój i wynosi go z domu. Z tego powodu dobrze 
jest trzyma

ć

 koło siebie młode, silne, niewinne zwierz

ę

ta, ale nie takie, które musz

ą

 

siedzie

ć

 w klatkach, lub które w ogóle pozbawione s

ą

 wolno

ś

ci. Wolne zwierz

ę

, z 

którym dobrze si

ę

 obchodzimy, wchłania w siebie duchowe pierwiastki, wysłane 

przez nas. Gdyby pierwiastki te pozostały w naszej aurze, mogliby

ś

my je łatwo 

wessa

ć

 na powrót. Ale zwierz

ę

ta zabieraj

ą

 je bez 

ż

adnej szkody dla siebie. Pewne 

napomknienie o tym dziwnym akcie znajdujemy w staro

ż

ydowskim zwyczaju 

"ofiarnego kozła", którego corocznie naładowywano wszystkimi grzechami całego 
ludu, a pó

ź

niej wyganiano na pustyni

ę

.  

Kto wpadł w niebezpieczne przyzwyczajenie u

ż

ywania narkotyków lub 

ś

rodków 

nasennych i nie mo

ż

e wyzby

ć

 si

ę

 od razu tego nałogu, powinien mówi

ć

 do siebie za 

ka

ż

dym razem, kiedy przyjmuje ten 

ś

rodek: "Błagam najwy

ż

sz

ą

 

ś

wiadomo

ść

, by 

oswobodziła mnie, o ile mo

ż

na najpr

ę

dzej, od konieczno

ś

ci korzystania ze sztucznej 

pomocy. Prosz

ę

, by ten 

ś

rodek, chocia

ż

 jest podobny do spróchniałego słupa, 

u

ż

ytego na podparcie, wyniósł mego ducha na obszar czystych i pełnych mocy my

ś

li. 

Prosz

ę

 równie

ż

 o uwolnienie mnie od szkodliwego wyobra

ż

enia, 

ż

e tego zwyczaju 

nie b

ę

d

ę

 mógł si

ę

 wyrzec, oraz 

ż

ś

rodek nasenny nie przyniesie mi nie tylko 

pomocy, lecz na odwrót, wyrz

ą

dzi szkod

ę

!" Narkotyk bowiem szkodzi daleko wi

ę

cej, 

je

ż

eli si

ę

 my

ś

li po cichu: "wiem, 

ż

e on zniszczy całkiem moje zdrowie, lecz pomimo 

to musz

ę

 go za

ż

ywa

ć

", ni

ż

 je

ż

eli zajmiemy w tej kwestii to duchowe stanowisko, 

które

ś

my wy

ż

ej zaznaczyli.  

Wszystkie rzeczy, dopóki nie wyro

ś

niemy ponad konieczno

ść

 ich u

ż

ywania, mog

ą

 

by

ć

 po

ż

yteczne, lecz w ka

ż

dym razie tylko wtedy, gdy u

ż

ywamy ich w odpowiednim 

duchu, tj. prosimy, by

ś

my otrzymali z nich najwy

ż

sze dobro i najmniejsze zło, i 

aby

ś

my uwolnili si

ę

 mo

ż

liwie jak najpr

ę

dzej z tego niezdrowego i nienaturalnego 

stanu ciała i ducha, który z tych sztucznych 

ś

rodków wypływa.  

 
PR

Ą

DY MY

Ś

LOWE 

 

Rozwaga w my

ś

leniu jest konieczn

ą

! To, co "ot tak sobie my

ś

limy", nie jest wcale bez 

znaczenia, gdy

ż

 my

ś

li płyn

ą

 falami, jak woda i wiatr. Równe pr

ą

dy wzmacniaj

ą

 si

ę

 

nawzajem, nierówne wykazuj

ą

 zjawisko interferencji.  

Gdyby ten duchowy ocean był widoczny dla oka, ka

ż

dy mógłby widzie

ć

 te drgaj

ą

ce 

promienie, co id

ą

 od jednego człowieka ku drugiemu. Ka

ż

dy poznałby wtedy, 

ż

ludzie tego samego temperamentu, charakteru i woli znajduj

ą

 si

ę

 w tym samym 

pr

ą

dzie, tak samo, jak człowiek w rozdra

ż

nionym i przygn

ę

bionym nastroju znajduje 

si

ę

 na fali zetkni

ęć

 ze wszystkimi, którzy s

ą

 rozdra

ż

nieni i przygn

ę

bieni - 

ż

e ka

ż

dy z 

nich działa jak element elektrycznego stosu, wytwarzaj

ą

c i wzmacniaj

ą

c pr

ą

d - a z 

drugiej strony, jak pełni nadziei, silni i przyja

ź

ni równie

ż

 ł

ą

cz

ą

 i wzmacniaj

ą

 swe fale. 

By

ć

 przygn

ę

bionym, znaczy to wł

ą

czy

ć

 si

ę

 w szkodliwe my

ś

lowe koło. Jest to 

choroba, która nigdy nie da si

ę

 wyleczy

ć

 od razu, je

ż

eli

ś

my przez dłu

ż

szy czas 

przyzwyczaili swego ducha do takich pr

ą

dów.  

Je

ż

eli pewna grupa ludzi rozmawia o chorobliwych zjawiskach, o przyczynach 

background image

ś

mierci, agoniach, 

ś

miertelnych scenach, gdy piel

ę

gnuje w ten sposób trupi 

przedsmak grozy i przygn

ę

bienia, wtedy zwraca ona na siebie cały potok podobnych 

wyobra

ż

e

ń

 - potok, który w ko

ń

cu sprowadzi nieomylnie chorob

ę

 i cierpienie w 

jakiejkolwiek b

ą

d

ź

 formie.  

Kto z jakiego b

ą

d

ź

 powodu mówi ci

ą

gle o chorych, długo z nimi przestaje i 

bezustannie o nich my

ś

li, ten 

ś

ci

ą

ga na siebie fal

ę

, której złe skutki objawi

ą

 si

ę

 

niezawodnie w jego ciele. Mamy daleko wi

ę

cej do ratowania i obrony w sobie, ni

ż

 

przypuszczamy.  
Gdy m

ęż

czy

ź

ni omawiaj

ą

 z sympati

ą

 i zainteresowaniem swe przedsi

ę

wzi

ę

cia, 

wytwarza si

ę

 potok nowych produkcyjnych pomysłów, poniewa

ż

 wła

ś

nie wtedy, kiedy 

koło zostaje zamkni

ę

te bez tajemnych podejrze

ń

, lecz w szlachetnym, przyjaznym 

d

ąż

eniu, tryskaj

ą

 nowe my

ś

l jak iskry!  

Podró

ż

uj tylko w wielkim stylu, stawaj w najwykwintniejszych hotelach, ubieraj si

ę

 ze 

smakiem! Je

ż

eli 

ś

rodki nie pozwalaj

ą

 ci na to, czy

ń

 to przynajmniej w my

ś

lach! To 

b

ę

dzie pierwszy krok w kierunku powodzenia, pierwsze st

ą

pni

ę

cie w pr

ą

d tych, co 

zdobyli ju

ż

 powodzenie! Czyja my

ś

l przez fałszyw

ą

 oszcz

ę

dno

ść

 skierowana jest 

tylko na rzeczy tanie: na tanie mieszkanie, tanie po

ż

ywienie, tani

ą

 odzie

ż

, ten wpada 

w fal

ę

 niedostatku, niewoli i boja

ź

ni! Plany nasze i nasze pogl

ą

dy na 

ś

wiat s

ą

 przez 

to tłumione, parali

ż

owane, nasze skrzydła łami

ą

 si

ę

. Atmosfera niedostatku, je

ż

eli j

ą

 

długo w siebie wchłaniamy, czepia si

ę

 duszy i od razu zostaje odczuta przez tych, 

którym si

ę

 powodzi. Uciekaj

ą

 oni, gdy

ż

 od razu widz

ą

 brak tego pierwiastka, który ich 

samych unosi i pcha naprzód - odchodz

ą

 i tłumi

ą

 w sobie pr

ę

dko potok naturalnej 

sympatii, który wypływa z nich sam przez si

ę

.  

Sympatia jest najwa

ż

niejszym czynnikiem ka

ż

dego losu. Mania do wszystkiego, co 

tanie, płynie równolegle z obaw

ą

 i niepowodzeniem - nie trafi nigdy w pr

ą

radosnego czynu i zwyci

ę

skiej mocy! - Ludzie, którzy 

ż

yj

ą

 w tych dwóch pr

ą

dach, nie 

spotkaj

ą

 si

ę

 nigdy - kto chce zbli

ż

y

ć

 si

ę

 do zwyci

ę

zców 

ż

ycia, musi zmieni

ć

 kierunek 

swej duchowo

ś

ci, a wtedy znajdzie ich na swej drodze!  

Gdy ludzie 

ż

ycz

ą

 sobie nawzajem niepowodzenia i sw

ą

 zło

ść

 wylewaj

ą

 na innych, 

wszystko szkodliwe spada na nich samych z dziesi

ę

ciokrotn

ą

 sił

ą

. Przyci

ą

gaj

ą

 do 

siebie my

ś

li, które wewn

ą

trz nich szerz

ą

 zaraz

ę

! My

ś

li, które snuj

ą

 si

ę

 najcz

ęś

ciej w 

naszej głowie, urzeczywistniaj

ą

 si

ę

 najsilniej w organizmie. Wchłaniamy w siebie 

ę

dy i niedoskonało

ś

ci innych, poniewa

ż

 wi

ąż

emy si

ę

 z nimi duchowo. Plotka 

przecie

ż

 oczarowuje!  

Jest pewien szał i ekstaza w skandalu i w cyzelowaniu cudzych niedoskonało

ś

ci - 

równa niemal szampanowi! Lecz w ko

ń

cu przyjemno

ść

 ta wypada dla nas zawsze 

bardzo drogo!  
Je

ż

eli dwie osoby mogłyby si

ę

 na to zdoby

ć

, aby spotyka

ć

 si

ę

 w regularnych 

odst

ę

pach czasu, o ile mo

ż

no

ś

ci w tym samym miejscu i zawsze o tej samej godzinie 

i prowadzi

ć

 rozmow

ę

 z jasn

ą

, rado

ś

nie pewn

ą

 my

ś

l

ą

 o pi

ę

knie, m

ą

dro

ś

ci i sile ciała i 

ducha - gdyby mogły otworzy

ć

 na o

ś

cie

ż

 wrota swej duszy - gotowe do przyj

ę

cia w 

pokorze od najwy

ż

szej m

ą

dro

ś

ci my

ś

li, 

ś

rodków i dróg do osi

ą

gni

ę

cia zupełnej 

pi

ę

kno

ś

ci, zdrowia i siły, gdyby znajdowały przyjemno

ść

 w tych spotkaniach, gdyby 

bez przymusu potrafiły je dalej prowadzi

ć

 - bez pobocznych lub ukrytych my

ś

li - 

osoby te stan

ę

łyby w ko

ń

cu roku przed skutkami tych godzin jak przed cudami z 

krainy bajek.  
Tylko dwoje ludzi, nie wi

ę

cej, powinno na pocz

ą

tek spróbowa

ć

 tych 

ć

wicze

ń

, gdy

ż

 

jest trudniej, ni

ż

 si

ę

 wydaje, znale

źć

 cho

ć

by tylko dwoje ludzi, którzy by potrafili 

pogodzi

ć

 swe nastroje. Równie

ż

 ch

ęć

 do takich spotka

ń

r powinna nast

ą

pi

ć

 mimo woli 

- gdy

ż

 inne, obce motywy wył

ą

czyłyby zaraz najwy

ż

szy pr

ą

d ku dobru.  

background image

Rozumie si

ę

ż

e skutki rosn

ą

 wraz z liczb

ą

 pragn

ą

cych. Indianie Ameryki Północnej 

wzbudzali podług tej zasady ekstaz

ę

 wojennego ta

ń

ca. Milcz

ą

ce koło wielu tworzyło 

jedno pragnienie - i im wi

ę

cej kierowali oni sw

ą

 wol

ę

 na ten jedyny cel - wzbudzenie 

ekstazy - tym pr

ę

dzej powstawał szał i ekstaza ta

ń

ca. U mówców, aktorów dzieje si

ę

 

to samo.  
Cz

ę

stym bł

ę

dem i to wła

ś

nie u najlepszych ludzi jest to, 

ż

e zbyt wielkie nadaj

ą

 

znaczenie swym własnym wadom i w ten sposób je tylko wzmacniaj

ą

. Wystarcza, 

je

ś

li wada zostanie poznan

ą

 - nie trzeba ci

ą

gle powtarza

ć

: "jestem tchórzliwy, słaby, 

w złym humorze, nieprzezorny". Daleko lepiej jest przyci

ą

ga

ć

 ku sobie my

ś

li mocy, 

rado

ś

ci, odwagi, ostro

ż

no

ś

ci, wybudowa

ć

 z nich obraz swego "ja", a o wadach swych 

nie my

ś

le

ć

.  

Nie jest to wcale moralizowaniem - nie mówi

ę

 wcale w tym szkicu: "to masz robi

ć

, a 

tego unika

ć

". Wskazuj

ę

 tylko na przyczyn

ę

 i skutki. Kto kładzie sw

ą

 twarz w ogie

ń

stanie si

ę

 czerwonym, poranionym, oszpeconym, gdy

ż

 poddał si

ę

 działaniu tego 

elementu - poddaj si

ę

 po

ż

arowi zazdro

ś

ci, nie

ż

yczliwo

ś

ci i złej woli i wtedy staniesz 

si

ę

 równie

ż

 w jakiej b

ą

d

ź

 formie zranionym i zeszpeconym przez pewien element, 

który, cho

ć

 niewidoczny, jest tak samo rzeczywisty jak ogie

ń

.  

Wszystko, co jest wstr

ę

tne i niedoskonałe - przywary naszych bli

ź

nich, brzydkie i 

nieprzyjemne rzeczy powinny by

ć

 usuni

ę

te całkowicie i mo

ż

liwie jak najpr

ę

dzej z 

naszej 

ś

wiadomo

ś

ci. W przeciwnym bowiem razie te my

ś

lowe obrazy zostaj

ą

 w nas, 

aby w ko

ń

cu urzeczywistni

ć

 si

ę

 na swój własny sposób. Kto przedstawia sobie 

pewnego człowieka zawsze w tym momencie, kiedy ten popełnia pewien bł

ą

d - w 

ko

ń

cu sam na pewno popełni ten bł

ą

d.  

Lepiej jest daleko zagł

ę

bi

ć

 si

ę

 w wyobra

ż

enie faluj

ą

cego kłosami pola lub burzliwego 

morza, ni

ż

 wczytywa

ć

 si

ę

 w okropno

ś

ci miejscowej kroniki gazeciarskiej. Nawet nie 

przypuszczamy, jaki niepotrzebny ci

ęż

ar fizyczny i duchowy bierzemy codziennie na 

siebie, czytaj

ą

c te orgie okropno

ś

ci, które nam przynosz

ą

 dzienniki. Czy mo

ż

e to 

przynie

ść

 komukolwiek jaki po

ż

ytek, je

ż

eli b

ę

dzie wiedział dokładnie o ka

ż

dym 

nieszcz

ęś

ciu, ka

ż

dej zbrodni, ka

ż

dej straszliwej scenie, które zdarzyły si

ę

 w ci

ą

gu 

dwudziestu czterech godzin na całej ziemi?  
Kto pozna zło, ju

ż

 je na wpół wyleczył. Gdy opanuje nas zły nastrój, powinni

ś

my 

przede wszystkim pami

ę

ta

ć

ż

e jaki

ś

 obcy pr

ą

d przykrego nastroju przebiega przez 

nas, 

ż

e

ś

my weszli w stosunek z osobami złego humoru, które nawzajem posyłaj

ą

 

sobie swe obrzydłe pr

ą

dy, pot

ę

guj

ą

c je a

ż

 nie do zniesienia. Najpierwsz

ą

 rzecz

ą

któr

ą

 trzeba w takim razie uczyni

ć

, jest pro

ś

ba, modlitwa, po

żą

danie siły, by 

wydosta

ć

 si

ę

 z tego potoku złych my

ś

li.  

Ka

ż

dy człowiek jest w mo

ż

no

ś

ci z biegiem czasu coraz cz

ęś

ciej przyci

ą

ga

ć

 ku sobie 

nastroje ze wszystkiego, co jasne, 

ż

ywe, promieniej

ą

ce - gdy

ż

 

ż

ycie powinno by

ć

 jak 

zabawa - ci

ą

gła powaga, gdy zwi

ę

kszy si

ę

 tylko o par

ę

 tonów - przechodzi ju

ż

 w 

melancholi

ę

.  

A strach otacza nas wsz

ę

dzie! Cała ludzko

ść

 obawia si

ę

 bezustannie: choroby, 

ś

mierci, utraty pieni

ę

dzy, miło

ś

ci - słowem zawsze czego

ś

! Ka

ż

dy ma prócz tego 

jeszcze sw

ą

 własn

ą

 ukochan

ą

 obaw

ę

, któr

ą

 pie

ś

ci! I to rozci

ą

ga si

ę

 nawet na 

najtrywialniejsze rzeczy na 

ś

wiecie! Ulice s

ą

 pełne ludzi, którzy, nie maj

ą

c nic 

lepszego do roboty, s

ą

 w ci

ą

głym strachu, by nie spó

ź

ni

ć

 si

ę

 na najbli

ż

szy tramwaj 

lub poci

ą

g!  

Im czulszy jest człowiek, tym mocniej cierpi w

ś

ród tych pr

ą

dów swego otoczenia - a

ż

 

wreszcie przez milcz

ą

c

ą

 pro

ś

b

ę

 o najwy

ż

sz

ą

 sił

ę

 nauczy si

ę

 budowa

ć

 naokoło siebie 

wał z pozytywnie naładowanych my

ś

li, od którego cudze fale b

ę

d

ą

 si

ę

 odbija

ć

Budowanie takiego wału mo

ż

na zacz

ąć

 od tego, 

ż

e si

ę

 przeciwstawia ka

ż

demu 

background image

szturmowi nieprzyjemnych nastrojów nast

ę

puj

ą

c

ą

 my

ś

l: "wzbraniam si

ę

 przyj

ąć

 t

ę

 

ide

ę

 i ten duchowy stan, który mi ona chce da

ć

, a który szkodzi memu ciału". Oto jest 

droga, by odwróci

ć

 od siebie szkodliwe pr

ą

dy. Ka

ż

dy człowiek ma swoj

ą

 ukochan

ą

 

obaw

ę

 - jak

ąś

 chorob

ę

, której nigdy nie miał, lecz której ci

ą

gle oczekuje - w ogóle 

co

ś

, czego utraty najbardziej si

ę

 l

ę

ka! Najmniejszy drobiazg, jakie

ś

 niespodziane 

słowo uprzytamnia mu od razu jego ukochan

ą

 boja

źń

 i otwiera na o

ś

cie

ż

 wy

ć

wiczon

ą

 

przez długie lata obawy 

ś

wiadomo

ść

, w któr

ą

 strach wrywa si

ę

 jak burza i niszczy 

wszystko. Burza ta wprawia w dr

ż

enie przede wszystkim te struny naszej natury, na 

których przez wiele lat najgło

ś

niej d

ź

wi

ę

czały nasze słabostki.  

I ciało wtedy równie

ż

 cierpi! Zjawiaj

ą

 si

ę

 od razu miliony symptomatów! Słabo

ść

, brak 

apetytu, znu

ż

one członki, niemo

ż

liwo

ść

 wykonywania swych zawodowych 

obowi

ą

zków, rw

ą

ce si

ę

 co chwila my

ś

li itd. Łatwo

ść

 przyjmowania my

ś

li mo

ż

e sta

ć

 

si

ę

 

ź

ródłem zarówno siły, jak upadku. Wła

ś

nie najbardziej przeczulone, najwy

ż

ej 

rozwini

ę

te duchy maj

ą

 cz

ę

sto bardzo słabe ciało, gdy

ż

 wchłaniaj

ą

 w siebie 

nie

ś

wiadomie wiele szkodliwych fal, nie wiedz

ą

c wcale o ich istnieniu. Stosunek 

osobisty z lud

ź

mi nieszczerymi jest głównym 

ź

ródłem tego zła. Organizm kobiecy jest 

subtelniejszy, łatwiej daleko wyczuwa ka

ż

dy cie

ń

 i ka

ż

dy promie

ń

 ze swego 

otoczenia! M

ęż

czyzna, pogr

ąż

ony w swe interesy, wytwarza czasami pewne 

pozytywne pr

ą

dy, które odtr

ą

caj

ą

 pr

ą

dy boja

ź

ni. Lecz kobiety przy swym rodzinnym 

ognisku cierpi

ą

 cz

ę

sto tysi

ą

c razy wi

ę

cej, ni

ż

 przypuszczaj

ą

 ich m

ęż

owie, którzy 

najcz

ęś

ciej nie mog

ą

 si

ę

 do

ść

 wydziwi

ć

, sk

ą

d bior

ą

 si

ę

 u ich 

ż

on te ci

ą

głe choroby, te 

histerie, te "nerwy".  
W miar

ę

 tego, jak poczynamy szuka

ć

 oparcia w niesko

ń

czonym duchu, który ma nas 

wyswobodzi

ć

 z tego oceanu złych sił, przychodz

ą

 na nasz

ą

 drog

ę

, same przez si

ę

ż

ne 

ś

rodki pomocnicze - dobre pomysły co do po

ż

ywienia, lekarstw, podró

ż

y i 

zmian! Powstaje zmiana w naszym zewn

ę

trznym 

ż

yciu, przychodz

ą

 na pomoc 

przyjaciele, czasami nawet jaki

ś

 znakomity lekarz przyczynia si

ę

 do tego, by uwolni

ć

 

nas od kl

ą

twy złych pr

ą

dów. Bierzmy to wszystko z wdzi

ę

czno

ś

ci

ą

, jako dobry znak, 

jako wró

ż

b

ę

, lecz nie pokładajmy nigdy całej naszej nadziei w jednej istocie ludzkiej. 

Najwy

ż

sz

ą

 ufno

ść

 powinni

ś

my pokłada

ć

 tylko w niesko

ń

czono

ś

ci, osoba za

ś

, której 

potrzebujemy, przecina tylko linie naszego losu we wła

ś

ciwym czasie podług 

tajemnych praw - jakby pomoc, jak oparcie, dopóki nasze członki duchowe nie b

ę

d

ą

 

na tyle silne, by mogły unosi

ć

 nas same, tak, 

ż

eby

ś

my te

ż

 mogli zaj

ąć

 kiedy

ś

 

odpowiednie miejsce w wie

ń

cu stworze

ń

, jako pomocnicy innych.  

Im wi

ę

kszy kto osi

ą

ga udział w niesko

ń

czonym duchu, tym pr

ę

dzej si

ę

 odradza 

fizycznie i duchowo, siły wzrastaj

ą

 przez własn

ą

 działalno

ść

, strach znika zupełnie, 

gdy

ż

 staje si

ę

 widocznym, 

ż

e ten, kto płynie w my

ś

lowym pr

ą

dzie niesko

ń

czonej 

dobroci, nie powinien si

ę

 niczego obawia

ć

! Cudem wydaje si

ę

 wówczas, 

ż

materialne powodzenie wkracza w nasze 

ż

ycie prawie bez trudu, bez wysiłku. 

Dziwimy si

ę

 tej w

ś

ciekłej pogoni, łupiestwu, mozołowi ludzko

ś

ci, która wła

ś

nie przez 

te plagi oddala od siebie bogactwa, do których d

ąż

y. Powoli zaczyna w nas rosn

ąć

 

poznanie, 

ż

ż

ycie, do którego

ś

my powołani - my, których dzi

ś

 tak niewielu, lecz 

kiedy

ś

 b

ę

dzie du

ż

o - oznacza posuwanie si

ę

 od szcz

ęś

cia ku szcz

ęś

ciu, 

ż

e pełna 

mozołu walka jest zupełnie zbyteczna, gdy

ż

 wszystkie rzeczy na tym 

ś

wiecie 

pod

ąż

aj

ą

 w 

ś

lad duchowych pr

ą

dów! Wszystko, czego chcemy ia s

ą

 te same. Zale

żą

 

one całkowicie od stanu uALDUSw spokoju, bez niecierpliwo

ś

ci, ale mocno i jasno, 

czeka nas na drodze, po której st

ą

pamy! Nie ma 

ż

adnych granic dla siły, której 

poddane s

ą

 my

ś

lowe pr

ą

dy! W zdolno

ś

ci ludzi do posługiwania si

ę

 falami wy

ż

szego 

gatunku i mocniejszego napi

ę

cia le

ż

y tajemnica magii.  

 

background image

KTO S

Ą

 NASI POWINOWACI 

 

M

ęż

czy

ź

ni i kobiety, którzy promieniuj

ą

 z siebie ten sam duchowy eter, w których 

graj

ą

 te same pobudki, t

ę

sknoty i aspiracje co w nas, nie zawsze s

ą

 naszymi 

rodzicami, bra

ć

mi, siostrami oraz w ogóle krewnymi - z tego to wzgl

ę

du, tudzie

ż

 ze 

zwyczaju, 

ż

e bliscy krewni mieszkaj

ą

 zazwyczaj razem, wypływaj

ą

 cz

ę

sto 

nieobliczalne szkody!  
Nikt nie mo

ż

e by

ć

 zdrowym i szcz

ęś

liwym, o ile nie 

ż

yje z lud

ź

mi tej samej atmosfery 

my

ś

lowej (pewnej emanacji, która z nich wypływa). Pokrewie

ń

stwo albo stwarza tak

ą

 

atmosfer

ę

, albo nie.  

Gdyby robotnik lub rzemie

ś

lnik, którego my

ś

li nie wydostaj

ą

 si

ę

 poza ciasn

ą

 obr

ę

cz 

codziennego 

ż

ycia, był zmuszony obcowa

ć

 ci

ą

gle z filozofami i uczonymi, nie widz

ą

wcale ludzi własnej sfery, to po krótkim czasie stałby si

ę

 melancholikiem, czułby si

ę

 

uci

ś

nionym, pocz

ą

łby zapada

ć

 na zdrowiu. To samo prawo działa wtedy, gdy wy

ż

sza 

inteligencja zmuszona jest do przebywania w ni

ż

szym od siebie towarzystwie. W 

takich sytuacjach znajduje si

ę

 wielu ludzi, którzy mieszkaj

ą

 razem ze swymi 

krewnymi.  
Dzieci 

ż

yj

ą

, rosn

ą

, odurzaj

ą

 si

ę

 my

ś

low

ą

 emanacj

ą

, która wypływa z ich towarzyszy. 

Wył

ą

czmy ich z takiego stosunku i zaraz poczn

ą

 wi

ę

dn

ąć

, jak kwiaty. Jako dziecko, 

ka

ż

dy z nas 

ż

ył w tej atmosferze dzieci

ń

stwa. 

Ż

ył w duchowym współ

ż

yciu z innymi 

dzie

ć

mi, udzielał i otrzymał w zamian od swych towarzyszy pewne my

ś

lowe elementy 

zabawy. Czasami dziwimy si

ę

ż

e nie udaje si

ę

 nam nigdy obudzi

ć

 w uczuciu na 

nowo tego zaufania, czystego odurzenia, tej ta

ń

cz

ą

cej jasno

ś

ci, rodz

ą

cej si

ę

 z 

dziecinnej, młodzie

ń

czej przyja

ź

ni. Staje si

ę

 to dlatego, 

ż

e duch nasz odczuwa 

potrzeb

ę

 nowego my

ś

lowego pokarmu, który nale

ż

y do innych, prawdopodobnie 

wy

ż

szych sfer. Gdyby

ś

my mogli ten pokarm osi

ą

gn

ąć

, czas płyn

ą

łby nam tak samo 

uroczo i przyjemnie, jak niegdy

ś

, w

ś

ród towarzyszy naszych wiosennych lat.  

Ten, kto potrafi obdarzy

ć

 nas tym nowym duchowym pierwiastkiem, b

ę

dzie naszym 

rzeczywistym krewnym.  
Lecz pokrewie

ń

stwo takie mo

ż

e tylko wówczas trwa

ć

 dłu

ż

szy czas, gdy potrafimy 

odpowiednio si

ę

 odwzajemnia

ć

.  

Koledzy, zwi

ą

zani t

ą

 sam

ą

 prac

ą

 zawodow

ą

, s

ą

 sobie rzeczywi

ś

cie powinowaci - 

czuj

ą

 si

ę

 oni w

ś

ród siebie cz

ę

sto daleko lepiej, ni

ż

 w miejscu, które nazywaj

ą

 swym 

ogniskiem rodzinnym, gdzie 

ś

pi

ą

, jedz

ą

 i sp

ę

dzaj

ą

 nudne niedziele.  

Ka

ż

da duchowo

ść

, ka

ż

da sfera my

ś

lowa powinna utrzymywa

ć

 swobodny stosunek z 

podobn

ą

 sobie sfer

ą

, gdy

ż

 inaczej mogłaby ci

ęż

ko odpokutowa

ć

 - pokrewie

ń

stwo za

ś

 

krwi nie ma zwykle nic wspólnego z tak

ą

 duchow

ą

 wymian

ą

!  

Ze zwi

ą

zków pokrewie

ń

stwa wyłania si

ę

 cz

ę

sto pewna suma nie

ś

wiadomej tyranii. 

Dorosłe dzieci maj

ą

 zwyczaj wskazywania wewn

ę

trznie swym ojcom i matkom miejsc 

ż

yciu, które ci powinni lub mo

ż

e nie powinni zaj

ąć

. Co do swej tre

ś

ci, ta nie 

wypowiedziana nigdy my

ś

l przedstawia si

ę

 mniej wi

ę

cej w ten sposób: "Mama jest 

ju

ż

 naprawd

ę

 zbyt star

ą

, by ubiera

ć

 si

ę

 jasno". "Byłoby 

ś

miesznie, gdyby mama (jako 

wdowa) chciała powtórnie wyj

ść

 za m

ąż

". "Mama przecie

ż

 nie chce, by j

ą

 wci

ą

gano 

w nasze wesołe 

ż

ycie, woli zosta

ć

 w domu i pilnowa

ć

 dzieci". Albo: "Byłby ju

ż

 czas, 

ż

eby ojciec przestał si

ę

 zajmowa

ć

 interesami".  

Ż

adna siła nie działa subtelniej i pot

ęż

niej od tego spokojnego my

ś

lowego pr

ą

du, 

który, płyn

ą

c jednocze

ś

nie od wielu ludzi, ł

ą

czy si

ę

 w jeden, by wywoła

ć

 w danej 

osobie po

żą

dany skutek - i czy 

ś

wiadoma, czy nie

ś

wiadoma - siła ta działa zawsze - i 

zawsze daje rezultaty. Je

ż

eli wi

ę

c jednakowe mniemanie trzech do czterech osób 

kieruje si

ę

 na istot

ę

, która dała im 

ż

ycie i któr

ą

 nazywaj

ą

 sw

ą

 "matk

ą

", to milcz

ą

ca 

siła tego mniemania jest tak pot

ęż

na, 

ż

e mo

ż

e umie

ś

ci

ć

 matk

ę

 wła

ś

nie w tym 

background image

miejscu, które podług jej dzieci b

ę

dzie dla niej najodpowiedniejsze. Konwencjonalny 

bieg my

ś

li, który to podtrzymuje, jest nast

ę

puj

ą

cy: le

ż

y to ju

ż

 w samej naturze rzeczy, 

ż

e matka starzeje si

ę

 i wycofuje powoli z czynnego 

ż

ycia. W domu w

ś

ród innych 

rdzewiej

ą

cych członków rodziny jest jej miejsce. Tam - na wypadek choroby lub 

innego jakiego

ś

 zdarzenia w rodzinie, mo

ż

e by

ć

 jeszcze po

ż

yteczn

ą

 - mo

ż

e by

ć

 

opiekunk

ą

, piel

ę

gniark

ą

, "aniołem stró

ż

em". Przez jednoczesne działanie takiego 

uczucia w swym otoczeniu niejedna matka traci swe przywileje, jako jednostka i 
działa tak, jak chc

ą

 tego nie

ś

wiadomie jej dzieci.  

Niejeden pomy

ś

li: "lecz czy

ż

 nie powinienem i

ść

 z mymi troskami i utrapieniami 

przede wszystkim do matki lub swych najbli

ż

szych krewnych i prosi

ć

 ich o pomoc, jak 

to od dzieci

ń

stwa zawsze czyniłem?"  

Tak, o ile tylko matka i krewni uczyni

ą

 to przyja

ź

nie, z własnej woli i o ile pomoc 

wypływa wprost z serca - a nie w takiej np. nic nie mówi

ą

cej formie: "Zdaje mi si

ę

ż

b

ę

d

ę

 musiał to zrobi

ć

, gdy

ż

 prosi mnie o to brat, siostra, czy te

ż

 inny jaki krewny". 

Jest wiele usług, których nie

ś

wiadomie wi

ę

cej wymagamy, ni

ż

 o nie prosimy. 

Nakładamy obowi

ą

zki na krewnych, dlatego tylko, 

ż

e s

ą

 krewni! Chcemy ofiar 

pieni

ęż

nych - ofiar z protekcji! Oczekujemy wszystkiego, nawet go

ś

cinno

ś

ci - nawet 

podarunków, cho

ć

 rzeczywiste podarunki powinny by

ć

 niespodziankami, a przecie

ż

 

niespodzianka, której si

ę

 oczekuje, przestaje by

ć

 niespodziank

ą

!  

Nigdy nie b

ę

dzie trwałego, 

ż

ywego po

ż

ytku z darów, które nie płyn

ą

 z serca, które 

nie daj

ą

 ofiaruj

ą

cemu zupełnej rado

ś

ci! Gdy

ż

 wraz z podarunkiem daje si

ę

 zawsze 

co

ś

 niewidocznego, co

ś

, co jest doskonalsze, ni

ż

 sam podarunek. Daje si

ę

 

mianowicie my

ś

l, towarzysz

ą

c

ą

 darowi, która przynosi obdarowanemu ból lub 

szcz

ęś

cie. Je

ż

eli damy potrzebuj

ą

cemu, stosownie do naszych 

ś

rodków, chocia

ż

by 

najmniejsz

ą

 sum

ę

 pieni

ęż

n

ą

, lecz je

ż

eli za to my

ś

l, towarzysz

ą

ca darowi, b

ę

dzie 

pełna rzeczywistej ch

ę

ci przyniesienia pomocy i mocnej rado

ś

ci, 

ż

e si

ę

 tak

ą

 pomoc 

udziela, zarzucimy wtedy na potrzebuj

ą

cego pewien my

ś

lowy pierwiastek, jakby 

magiczny płaszcz. Zrobili

ś

my daleko wi

ę

cej, ni

ż

 to, 

ż

e

ś

my ul

ż

yli chwilowej potrzebie 

fizycznej. Obdarzyli

ś

my duchow

ą

 moc

ą

Ż

yczenie, by ten potrzebuj

ą

cy zyskał siły, 

które by dopomogły mu do wyzwolenia si

ę

 od 

ż

ebractwa i zale

ż

no

ś

ci, jest 

ż

yw

ą

 

pomoc

ą

 do rzeczywistego pozyskania tych sił. W potrzebuj

ą

cym zostało zasiane 

ziarno, które kiedy

ś

 w pewnym okresie fizycznego lub duchowego 

ż

ycia zakiełkuje na 

pewno.  
Kto za

ś

 daje z 

ż

alem, z pewnego rodzaju niech

ę

ci

ą

 lub pod przymusem publicznej 

albo prywatnej opinii - poniewa

ż

 od niego tego daru oczekiwano, poniewa

ż

 inni daj

ą

 - 

czyni bardzo mało, chocia

ż

by pomoc okazywał ojcu, bratu lub synowi - zmniejsza on 

jedynie materialn

ą

 potrzeb

ę

 i to na pewien tylko czas. Dopóki my

ś

l, która towarzyszy 

darowi, nie zostanie na wskro

ś

 przenikni

ę

ta przez dobr

ą

 wol

ę

 i gł

ę

bok

ą

 rado

ść

 

przyniesienia pomocy - dopóty człowiek taki b

ę

dzie ubierał i 

ż

ywił ciało, lecz nigdy 

dusz

ę

, która mieszka w tym ciele. Sk

ą

pstwo, które nie przyjmuje bezdomnego 

człowieka z otwartymi ramionami, lecz znosi go tylko, które pomaga krewnemu 
jedynie pod przymusem opinii publicznej, jest ci

ęż

k

ą

 szkod

ą

 zarówno dla daj

ą

cego, 

jak i przyjmuj

ą

cego. Przyjmuj

ą

cemu wysyłamy w ten sposób najgorsze my

ś

lowe 

pr

ą

dy, za co otrzymujemy tak

ąż

 sam

ą

 zapłao

ś

ci

ą

, lub co najmniej z wi

ę

ksz

ą

 

kurtuazj

ą

. Ch

ę

tniet

ę

, gdy

ż

 

ś

wiadomo

ść

ż

e si

ę

 pewien dar wymusiło, nie napełnia 

przecie

ż

 ludzi wdzi

ę

czno

ś

ci

ą

, lecz na odwrót, zgoła czym

ś

 innym.  

"Czy

ż

 nie jest to obowi

ą

zkiem" - spyta niejeden - "ubiera

ć

ż

ywi

ć

 i utrzymywa

ć

 swych 

bliskich krewnych, gdy zostan

ą

 na staro

ść

 bez 

ż

adnej pomocy?"  

Tak - lecz czyni

ć

 co

ś

 z poczucia obowi

ą

zku nie jest jeszcze miło

ś

ci

ą

 ku ludziom; 

niewiele osi

ą

gniemy, je

ż

eli usuniemy na pewien czas tylko materialne potrzeby, a 

background image

duchowe zostan

ą

 niezaspokojone! Dopóki duchowa strona naszej istoty musi 

ż

y

ć

 w 

biedzie, dopóty i pomoc fizyczna nie ma ani realnej podstawy, ani trwało

ś

ci. Rodzice, 

których na staro

ść

 utrzymuj

ą

 dzieci przez poczucie obowi

ą

zku, maj

ą

 cz

ę

sto głodne i 

krwawi

ą

ce dusze, poniewa

ż

 czuj

ą

ż

e ich si

ę

 tylko toleruje - s

ą

 nieszcz

ęś

liwi, gdy

ż

 

nie czuj

ą

 miło

ś

ci, która powinna by płyn

ąć

 równolegle z obowi

ą

zkiem. Tak samo 

nieszcz

ęś

liwe s

ą

 dzieci, których przyj

ś

cia na 

ś

wiat nie powitała szczera rado

ść

 

rodziców - cierpi

ą

 one bezustannie w najszlachetniejszych gł

ę

biach swej duszy. 

Miło

ść

 jest oskoł

ą

 

ż

ycia, 

ź

ródłem zdrowia, siły i czynu dla ka

ż

dego człowieka, tym 

bardziej za

ś

 dla dziecka.  

S

ą

 matki, które mówi

ą

: "Niech si

ę

 stanie ze mn

ą

, co chce, byle tylko dzieci moje 

wyrosły na dzielnych ludzi, b

ę

d

ę

 wówczas uwa

ż

ała misj

ę

 swoj

ą

 za spełnion

ą

"! Lecz 

matce wła

ś

nie powinno du

ż

o zale

ż

e

ć

 na tym, "co si

ę

 z ni

ą

 stanie"! Gdy zatamuje 

swój nieustanny rozwój w m

ą

dro

ś

ci i kulturze, zatamuje jednocze

ś

nie rozwój swych 

dzieci. Prawdziwa matka b

ę

dzie zawsze d

ąż

yła do tego, by dzieci podziwiały j

ą

 tak, 

jak kochaj

ą

. Lecz podziw i szacunek stanie si

ę

 udziałem jedynie takiej kobiety, która 

nie tylko potrafi utrzyma

ć

 swe miejsce w 

ż

yciu wysoko, silnie, swobodnie, lecz która 

przede wszystkim bez wytchnienia d

ąż

y

ć

 b

ę

dzie ci

ą

gle w gór

ę

, ku coraz to dalszym 

celom! Takiej miło

ś

ci i poszanowania nie mo

ż

e oczekiwa

ć

 od dorosłych dzieci matka, 

która chowa si

ę

 w k

ą

t w swym domu, staje si

ę

 czym

ś

 po

ś

rednim pomi

ę

dzy 

piel

ę

gniark

ą

 a nia

ń

k

ą

 i sama ka

ż

e si

ę

 swej rodzinie niemiłosiernie wyzyskiwa

ć

niczym zwierz

ę

 poci

ą

gowe - przy wszystkich domowych nieszcz

ęś

ciach, 

prawdziwych czy urojonych. Wła

ś

nie dla tych powodów matki s

ą

 tak cz

ę

sto 

lekcewa

ż

one przez dorosłych synów i córki i odsuwane przez nich od wszystkich 

wa

ż

niejszych spraw. - Matki, które si

ę

 same tak gł

ę

boko poni

ż

aj

ą

, by, jak my

ś

l

ą

przynie

ść

 po

ż

ytek swym dzieciom, zwykle cz

ę

sto pokutuj

ą

 za ten bł

ą

d! Kto daje si

ę

 

zawsze powodowa

ć

 innym, wyrzeka si

ę

 swych własnych skłonno

ś

ci i d

ąż

e

ń

, by sta

ć

 

si

ę

 cudzym echem, kto 

ż

yje tylko obcymi 

ż

yczeniami, traci coraz bardziej prawo do 

rozporz

ą

dzania sob

ą

. - Wchłania on w siebie tyle cudzych my

ś

li, 

ż

e staje si

ę

 cz

ęś

ci

ą

 

innych ludzi, narz

ę

dziem, które słucha automatycznie niemej woli otoczenia. 

Człowiek taki staje si

ę

 wykopaliskiem, zni

ż

a si

ę

 do bezradnej usłu

ż

no

ś

ci, coraz 

bardziej traci zdolno

ść

 do jakiegokolwiek czynu, staje si

ę

 pieczeniarzem, dziadem, 

bezradnym starcem (lub staruszk

ą

) - toleruje si

ę

 go wi

ę

cej, ni

ż

 kocha.  

W wielu wypadkach jest to skutek my

ś

li, które dorosłe dzieci ze

ś

rodkowały na swych 

zbyt pochopnych do ofiar rodzicach. Milcz

ą

ca siła otoczenia przygniata ojca lub 

matk

ę

 i łamie ich siły.  

Du

ż

o z tej zgrzybiało

ś

ci i słabo

ś

ci, które zwykle przypisujemy "podeszłemu wiekowi", 

powinno pój

ść

 na rachunek szkodliwego wpływu pewnej grupy pr

ą

dów, które 

wzajemnie chc

ą

 si

ę

 przemóc i opanowa

ć

ś

wiadomie czy nie

ś

wiadomie, mniejsza o 

to! Niejeden człowiek ra

ź

no i energicznie prowadzi swój interes, ale doro

ś

li synowie 

coraz bardziej wdzieraj

ą

 si

ę

 w przedsi

ę

wzi

ę

cie, młodo

ść

 wytwarza przeciw staro

ś

ci 

milcz

ą

c

ą

 sił

ę

 - sił

ę

, której jeden człowiek nie jest w stanie si

ę

 oprze

ć

. Jest to stały, 

bezustanny nacisk w pewnym okre

ś

lonym kierunku. Działa on dzie

ń

 i noc. Działa tym 

pewniej, 

ż

e ojciec nawet nie domy

ś

la si

ę

 tego nacisku, który na

ń

 działa, nie wie 

nawet, 

ż

e takie milcz

ą

ce siły istniej

ą

. Poczyna si

ę

 tylko czu

ć

 zm

ę

czonym! Opuszcza 

go dawna energia i wszystko to zostaje przypisane zbli

ż

aj

ą

cej si

ę

 staro

ś

ci.  

"Lecz czy

ż

 nie powinno si

ę

 kocha

ć

 swe dzieci nade wszystko?"  

Słowo "powinno" jest obce samej istocie miło

ś

ci!  

Miło

ść

 idzie, gdzie chce i do kogo chce - według gł

ę

bokich praw swojej natury. S

ą

 

rodzice, którzy nie czuj

ą

 miło

ś

ci do swoich dzieci, tak samo, jak dzieci cz

ę

sto nie 

kochaj

ą

 rodziców. 

Ż

adna strona nie jest tu winn

ą

! Przyszli na 

ś

wiat bez zdolno

ś

ci do 

background image

wzajemnego kochania, lecz miło

ść

 tkwi w nich zawsze!  

Ojciec cz

ę

sto my

ś

li, 

ż

e kocha swe dziecko, cho

ć

 wła

ś

ciwie kocha w nim tylko swe 

własne pogl

ą

dy, własne oczekiwania. Rozpo

ś

ciera on wówczas kompletn

ą

 tyrani

ę

 

nad duchem swego dziecka i urabia je stosownie do swych 

ż

ycze

ń

. - Zapewne, 

kontrola i opieka nad ciałem i dusz

ą

 dziecka powinna trwa

ć

 tak długo, póki organizm 

nie doro

ś

nie do wszystkich potrzeb i wymaga

ń

 

ż

ycia. Lecz dawa

ć

 komukolwiek 

utrzymanie poza ten czas, znaczy to wyrz

ą

dzi

ć

 mu straszliw

ą

 niesprawiedliwo

ść

nawet okrucie

ń

stwo! Gdy

ż

 w ten sposób nie rozwinie on ju

ż

 nigdy tych zdolno

ś

ci, 

które ka

ż

d

ą

 młod

ą

 istot

ę

 nios

ą

 przez 

ż

ycie, jakby na silnych, zrównowa

ż

onych 

skrzydłach.  
Instynkt ka

ż

e ptakom wywabia

ć

 z gniazd dorastaj

ą

ce piskl

ę

ta, gdy tylko zaczn

ą

 lata

ć

Zła byłaby to usługa, gdyby chciały zatrzyma

ć

 w gnie

ź

dzie swe młode, gdzie 

zmarniałyby tylko ich nie wy

ć

wiczone skrzydła, cho

ć

 czekaj

ą

 na nie burze, 

ś

niegi, 

zawieje, których nawet stare ptaki musz

ą

 unika

ć

! - Tak samo matki zwierz

ą

t i ludzi 

potrzebuj

ą

 wytchnienia po okresie, który był po

ś

wi

ę

cony dzieciom. Czas trwania tego 

spoczynku powinien by

ć

 proporcjonalny do rozwoju organizmu i do siły, która była 

potrzebna, by tak wysoko zró

ż

niczkowan

ą

 istot

ę

 doprowadzi

ć

 do doskonało

ś

ci. W 

tym czasie zupełnego spokoju rodzice powinni by

ć

 całkiem wolni od swych dorosłych 

dzieci. Taki wła

ś

nie porz

ą

dek istnieje u ptaków i zwierz

ą

t le

ś

nych i tylko ludzkie matki 

nie s

ą

 zabezpieczone od swych dzieci do ko

ń

ca 

ż

ycia, a

ż

 póki nie poło

żą

 si

ę

 do 

grobu, wyczerpane, wyssane kompletnie. Tymczasem matki musz

ą

 by

ć

 wolne - 

znowu tak wolne, jak w czasie swego panie

ń

stwa, zanim zostały matkami. 

Macierzy

ń

stwo jest nadzwyczaj wa

ż

n

ą

 i nieodzown

ą

 faz

ą

 ludzkiej egzystencji, 

dojrzewaj

ą

 w niej pewne zdolno

ś

ci i poznania. Lecz przy 

ż

adnym do

ś

wiadczeniu nie 

mo

ż

na sp

ę

dza

ć

 całego 

ż

ycia!  

Ż

ycie w swej najwy

ż

szej doskonało

ś

ci nie b

ę

dzie bezmy

ś

lnym kieratem, jak dzisiaj, 

lecz wieczn

ą

 zmian

ą

. Je

ż

eli dorosłe dzieci przez długie lata s

ą

 ci

ą

gle przy matce, 

chocia

ż

 ju

ż

 dawno dojrzały, by zdoby

ć

 sobie swe 

ż

ycie, je

ż

eli ci

ą

gle widz

ą

 w matce 

podpor

ę

 i łatw

ą

 pomoc - i je

ż

eli matka da si

ę

 w ten sposób wyzyskiwa

ć

 - wtedy 

cierpi

ą

 jednakowo obydwie strony. Lecz matka, pozwalaj

ą

ca robi

ć

 z siebie ofiar

ę

, co 

j

ą

 w ko

ń

cu zawsze doprowadzi do zguby, okrada si

ę

 sama z nowego 

ż

ycia, które na 

ni

ą

 czeka, gdy piskl

ę

ta staj

ą

 si

ę

 zdolne do lotu. Pomaga ona dzieciom, by zrobiły z 

niej star

ą

, zm

ę

czon

ą

, bezmy

ś

ln

ą

 kobiet

ę

.  

By

ć

 mo

ż

e, 

ż

e kto

ś

 na to odpowie: "Gdyby usłuchano tych rad, ulice napełniłyby si

ę

 

od razu tłumem bezradnych dzieci, które nie potrafiłyby my

ś

le

ć

 o sobie!" - Tak, 

zapewne, ale czy i dzi

ś

 ulice nie s

ą

 pełne dorosłych, nieumiej

ą

cych sobie da

ć

 rady 

dzieci? Czy

ż

 tysi

ą

ce nie opuszcza zbyt pó

ź

no rodzicielskiego domu, nie maj

ą

c ju

ż

 

siły do utrzymania si

ę

 na powierzchni, trawi

ą

c swe 

ż

ycie w najni

ż

szej robocie za 

najmniejsz

ą

 płac

ę

? Czy

ż

 ta poni

ż

aj

ą

ca i wyczerpuj

ą

ca praca nie odcina ich przed 

czasem od wy

ż

yn? Przecie

ż

 jeszcze teraz tysi

ą

com córek rodzice nie pozwalaj

ą

 i

ść

 

ś

wiat, by podj

ę

ły walk

ę

 o byt, władczo, odwa

ż

nie! S

ą

 to ptaki, które zostaj

ą

 w 

gnie

ź

dzie po to, aby ich skrzydła stały si

ę

 niezdolne do własnego lotu i aby pó

ź

niej 

musiały by

ć

 utrzymywane przez swych głupich rodziców.  

 
LEKARZ WEWN

Ę

TRZNY 

 

Wiara jest tre

ś

ci

ą

 

ż

yczenia. Je

ż

eli nosimy w swoim duchu idealny obraz własnej 

istoty, który ukazuje si

ę

 wewn

ę

trznemu oku, jako kwitn

ą

cy, gibki, mocny i doskonały, 

to przez to wprawiamy w ruch siły, które nas rzeczywi

ś

cie mog

ą

 zrobi

ć

 takimi, jak ten 

obraz.  
Budujemy jednocze

ś

nie, z niewidocznej my

ś

lowej tre

ś

ci, duchowe "ja" (zdrowe, 

background image

pi

ę

kne "ja" ufno

ś

ci) - i to duchowe "ja" opanuje z czasem ciało, przekształci jego 

komórki, stanie si

ę

 rzeczywisto

ś

ci

ą

. Kto posiada niezdrowe płuca, zły obieg krwi lub 

pewn

ą

 wad

ę

 organiczn

ą

, powinien cał

ą

 sił

ą

 d

ąż

y

ć

 do wyzbycia si

ę

 

ś

wiadomo

ś

ci, 

ż

jest chory. Nie patrz na siebie nigdy jako na pacjenta, przygwo

ż

d

ż

onego do łó

ż

ka, 

obło

ż

onego poduszkami, chocia

ż

by tak czasami nawet było! Kto widzi siebie 

graj

ą

cego w tenisa, lub bior

ą

cego udział w wy

ś

cigach, ten pracuje w ten sposób dla 

swego zdrowia.  
Nie oczekuj jutro nigdy choroby lub bólu, chocia

ż

by ból lub choroba dawały ci si

ę

 

dzisiaj silnie we znaki - od jutra oczekuj tylko zdrowia i siły! Innymi słowy: zdrowie, 
pi

ę

kno

ść

, siła powinny sta

ć

 si

ę

 prawdziwym marzeniem dnia, gdy

ż

 marzenie daleko 

lepiej wyra

ż

a prawdziwy stan duszy, ni

ż

 nadzieja lub oczekiwanie.  

Marzyciele spełniaj

ą

 wi

ę

cej czynów, ni

ż

 

ś

wiat przypuszcza. Człowiek zagł

ę

biony we 

sny na jawie, oderwany od otaczaj

ą

cego gwaru, jest sił

ą

, która dokonywa czynów w 

pot

ęż

nym, niewidocznym i mało zbadanym pa

ń

stwie. Lecz nawet i ci, którzy sw

ą

 

ś

wiadomo

ść

 tak odrywaj

ą

 od ciała, 

ż

e przez pewn

ą

 chwil

ę

 wprost o nim zapominaj

ą

ci te

ż

 do dzi

ś

 dnia nie wiedz

ą

 o tej mocy, i dlatego lepsze rezultaty musz

ą

 by

ć

 dla 

nich stracone.  
Kto nie zna si

ę

 na poszukiwaniu złota, na warunkach, w jakich si

ę

 złoto pojawia w 

ziemi lub wreszcie na metodach wydobywania tego metalu, mo

ż

e przez całe 

miesi

ą

ce kopa

ć

 w najbogatszych 

ż

yłach bez 

ż

adnego wyniku. Bez wiadomo

ś

ci o 

skarbach naszej ziemi jeste

ś

my biedni i bezsilni, jak dawniej. To samo dzieje si

ę

 w 

duchowej sferze.  
Ka

ż

de wyobra

ż

enie jest niewidoczn

ą

 rzeczywisto

ś

ci

ą

 i im dłu

ż

ej, im mocniej 

trzymamy si

ę

 tego wyobra

ż

enia, tym wi

ę

cej osadza si

ę

 z niego na tej formie bytu, 

która daje si

ę

 odczuwa

ć

, widzie

ć

, dotyka

ć

, słowem spostrzega

ć

 zewn

ę

trznymi 

zmysłami.  
Dlatego marzmy jak najwi

ę

cej! Na jawie - w dzie

ń

 - marzmy o sile i zdrowiu, a wtedy 

my

ś

l pójdzie i w nocy w te same strony i pomo

ż

e urzeczywistni

ć

 si

ę

 czynowi. Lecz 

je

ż

eli za dnia marzymy o smutku i niedoli, istnieje wszelkie prawdopodobie

ń

stwo, 

ż

ten smutny zakres my

ś

li przyci

ą

gnie we 

ś

nie zewsz

ą

d podobne pr

ą

dy i rano 

przebudzimy si

ę

 podwójnie biedni i nieszcz

ęś

liwi. Przecie

ż

 przez nie

ś

wiadomo

ść

 

mo

ż

na trzyma

ć

 w domu materie wybuchowe, uwa

ż

aj

ą

c je za niewinne preparaty! I 

jedna tylko iskra mo

ż

e zniszczy

ć

 cały dom i wytraci

ć

 ludzi! W ten sam sposób 

ś

ci

ą

gamy na siebie cierpienia i nieszcz

ęś

cia przez głupie, nieumiej

ę

tne u

ż

ycie swych 

sił my

ś

lowych. Stosownie do własno

ś

ci naszych dziennych marze

ń

, gromadzimy w 

naszym losie złoto lub wybuchowe materie. Im gł

ę

bsze jest nasze rozmarzenie, im 

zupełniejsze pogr

ąż

enie si

ę

 i oderwanie od wszystkiego - tym szerzej, tym mocniej 

działa my

ś

lowa siła - tysi

ą

ce mil naokoło. Siły, które nazywamy tajemnymi, wszystkie 

telepatyczne zjawiska - osi

ą

ga si

ę

 na tej drodze. Ka

ż

dy dowolny obraz my

ś

lowy, 

wyobra

ż

ony tylko z odpowiedni

ą

 sił

ą

, mo

ż

e by

ć

 momentalnie urzeczywistniony. W 

ka

ż

dym człowieku znajduj

ą

 si

ę

 te siły w zarodku.  

Wiara jest ziarnem nasiennym wszystkich cudów. Lecz z tego ziarna mo

ż

e rozwin

ąć

 

si

ę

 zarówno dobro, jak zło. Zło mo

ż

e da

ć

 pocz

ą

tek drzewu, w którego koronie uwije 

sobie gniazdko ka

ż

dy kracz

ą

cy ptak nieszcz

ęś

cia. Nasza pos

ę

pna i m

ę

tna fantazja 

jest wiar

ą

 w nieszcz

ęś

cie. Je

ż

eli cierpimy np. na jakie

ś

 zaburzenia w pewnym 

organie, to po jednym, po dwóch dniach poczynamy ju

ż

 znów oczekiwa

ć

 tych 

zaburze

ń

. Organ uwa

ż

amy za chory. Słyszymy pó

ź

niej, jak dano naszemu cierpieniu 

pewn

ą

 nazw

ę

, która poddaje nam wra

ż

enie gro

żą

cego niebezpiecze

ń

stwa. Wszystko 

to umacnia wiar

ę

 w nieszcz

ęś

cie - doł

ą

cza si

ę

 do tego jeszcze wpływ innych mózgów 

- przyjaciele i krewni s

ą

 "zaniepokojeni", zatrwo

ż

eni i ci

ą

gle przypominaj

ą

 o naszym 

background image

stanie. Wszystko razem i ka

ż

da rzecz oddzielnie pcha nas formalnie w koło 

wyobra

ż

e

ń

 o słabo

ś

ci. Nikt nie posyła nam swego własnego obrazu, pełnego siły i 

zdrowia; zewsz

ą

d płynie ku nam wyobra

ż

enie choroby. Siły duchowe całego 

otoczenia działaj

ą

 w złym kierunku. Je

ż

eli przyjaciel przy po

ż

egnaniu 

ż

yczy nam 

"pr

ę

dkiej poprawy", mówi to zawsze współczuj

ą

co-stroskanym tonem, który ka

ż

e si

ę

 

spodziewa

ć

 najgorszego. - I oto otrzymujemy sam

ą

 "tre

ść

" tego, czego

ś

my si

ę

 

obawiali. Krewni, którzy si

ę

 o nas "troszcz

ą

", pracuj

ą

 dla naszej ruiny. Powinni

ś

my 

si

ę

 chwyci

ć

 my

ś

li o szcz

ęś

ciu i zdrowiu wszystkimi włóknami naszej istoty, i tydzie

ń

 

za tygodniem, miesi

ą

c za miesi

ą

cem, rok za rokiem wmarza

ć

 si

ę

 we własny obraz 

"wolny od wszelkiego zła", póki to marzenie nie stanie si

ę

 trwał

ą

 ide

ą

, drug

ą

 natur

ą

która nie

ś

wiadomie b

ę

dzie dalej sama działała.  

W ka

ż

dym zwierz

ę

cym i organicznym 

ż

yciu nast

ę

puj

ą

 czasy zmian, bezczynno

ś

ci, 

jako przygotowanie do odnowionego bytu - tak np. w

ęż

e liniej

ą

, ptaki si

ę

 pierz

ą

zwierz

ę

ta ss

ą

ce trac

ą

 zimowe uwłosienie. W organizmach nast

ę

puj

ą

 wielkie 

przemiany, które czyni

ą

 zwierz

ę

ta oci

ęż

ałymi, słabszymi. Natura potrzebuje spokoju 

do dzieła odrodzenia. Prawo to, działaj

ą

ce w ni

ż

szych formach 

ż

yciowych, ma 

równie

ż

 zastosowanie i u wy

ż

szych form. W 

ż

yciu ka

ż

dego człowieka nast

ę

puj

ą

 

okresy, kiedy wszystkie jego organy, siły, energia wykazuj

ą

 pewn

ą

 oci

ęż

ało

ść

st

ę

pienie. Spełnia si

ę

 wtedy w nas pewien proces odmiany. Natura wzi

ę

ła si

ę

 do 

dzieła. Je

ż

eli poddamy si

ę

 temu procesowi przez przeci

ą

g kilku tygodni lub miesi

ę

cy, 

wyjdziemy z takich okresów zupełnie odrodzeni na duchu i na ciele. Natura nie 
wymaga od nas niczego wi

ę

cej, jak tylko aby

ś

my trwali w spokoju w czasach jej 

przekształcaj

ą

cej roboty. O ludziach w 

ś

rednim wieku mówimy zwykle, 

ż

e osi

ą

gn

ę

li 

ju

ż

, je

ż

eli nie przekroczyli, maksimum swej siły i 

ż

yciowej twórczo

ś

ci: odt

ą

d powinni - 

według swej przyrodzonej natury wi

ę

dn

ąć

 i "gin

ąć

" jak li

ś

cie.  

Duchowe prawo mówi, 

ż

e ta niezachwiana wiara w staro

ść

 musi poci

ą

ga

ć

 równie

ż

 

staro

ść

 za sob

ą

.  

"Zwrot", który nast

ę

puje po przekroczeniu lat 

ś

rednich, oznacza tylko, 

ż

e nasze ciało 

chce si

ę

 odrodzi

ć

, powsta

ć

 na nowo, podczas takiego odtwarzania konieczny jest 

absolutny spokój, gdy

ż

 nasze najwy

ż

sze duchowe "ja" poczyna wtedy działa

ć

, aby 

sprowadzi

ć

 t

ę

 zmian

ę

; w tym okresie powinni

ś

my czyni

ć

 jak najmniej wysiłków, tak 

samo jak za naszych dawnych, dziecinnych lat. Lecz my nie dajemy nigdy naturze 
tego wypoczynku, zmuszamy wyczerpany organizm do czynów, do których w tej 
chwili jeszcze nie dorósł. Podczas gdy natura stara si

ę

 odrodzi

ć

 nas na nowo, 

obracamy wniwecz to jej d

ąż

enie i kopiemy grób sami sobie. W wi

ę

kszo

ś

ci 

wypadków ludzie nie mog

ą

 zdoby

ć

 potrzebnego spokoju. Musz

ą

si

ę

biorstwa 

pracowa

ć

 ci

ą

gle, rok za rokiem "na kawałek chleba". Rezultatów to jednak nie 

zmienia!  
Prawa natury nie maj

ą

 

ż

adnych wzgl

ę

dów dla stosunków społecznych. Ludzko

ść

 

pcha si

ę

 naprzód i zam

ę

cza si

ę

, by zapracowa

ć

 na swe utrzymanie, nieposłuszna, 

nie wiedz

ą

ca, 

ż

e zarabia tylko na nieszcz

ęś

cie i 

ś

mier

ć

. W wielu wypadkach 

przyzwyczajenie jest tak silne, 

ż

e ludzie nie mog

ą

 zupełnie wyzby

ć

 si

ę

 swej 

aktywno

ś

ci, do której przyzwyczaili si

ę

 przez szereg lat. A spokój, konieczny w tych 

krytycznych momentach, nie jest tylko fizycznego gatunku. Dziesi

ą

tki tysi

ę

cy w

ś

ród 

naszej rasy nie maj

ą

 wcale poj

ę

cia, co to jest wła

ś

ciwie spokój i przeraziliby si

ę

 

ś

miertelnie, gdyby kiedykolwiek rzeczywi

ś

cie osi

ą

gn

ę

li ten stan, maj

ą

cy w sobie co

ś

 

z rozmarzaj

ą

cej magii.  

Barbarzy

ń

ski, 

ś

miertelny po

ś

piech jest tylko skutkiem tego, 

ż

e ludzie jeszcze do tej 

pory nie u

ś

wiadomili sobie, i

ż

 s

ą

 cz

ęś

ciami niesko

ń

czonej wiedzy, 

ż

e jeszcze nie 

nauczyli si

ę

 wsysa

ć

 w swój byt my

ś

li, płyn

ą

cych ze 

ź

ródeł poznania.  

background image

Lecz kiedy

ś

 ludzko

ść

 nareszcie ujrzy swój dzie

ń

 poznania i zrozumie, 

ż

e je

ż

eli powie 

stanowczo: "ja chc

ę

 tego", to zaraz we

ź

mie si

ę

 do dzieła tysi

ą

c niewidocznych sił, 

które 

ż

yczenia przekształc

ą

 w rzeczywisto

ść

. "Pan daje to swym wybranym we 

ś

nie"! 

Lecz ci okradaj

ą

 si

ę

 ze snu, byle tylko nie otrzyma

ć

 tego daru!  

 
RELIGIA UBIORU 

 

Pewn

ą

 cz

ęść

 naszej my

ś

lowej emanacji pochłania odzie

ż

, i je

ś

li nosimy ten sam 

ubiór przez dłu

ż

szy czas, nasyca si

ę

 on kompletnie tymi my

ś

lowymi pierwiastkami. 

Ka

ż

da my

ś

l jest cz

ęś

ci

ą

 naszej ja

ź

ni. Nasza ostatnia my

ś

l jest cz

ęś

ci

ą

 naszego 

najnowszego, naj

ś

wie

ż

szego "ja". Kto nosi stare ubranie, nasyca swe 

ś

wie

ż

e "ja" 

my

ś

lami, których si

ę

 wyzbył i które ju

ż

 dawno prze

ż

ył - ze starej odzie

ż

y w

ś

lizguj

ą

 si

ę

 

w młod

ą

 ja

źń

 resztki przeró

ż

nych trosk, zmartwie

ń

, kaprysów, które kiedy

ś

 wsi

ą

kn

ę

ły 

w t

ę

 odzie

ż

. Obarczamy wi

ę

c w ten sposób nasze nowe "ja" star

ą

, zamarł

ą

 ja

ź

ni

ą

 z 

ubiegłych lat.  
Te wła

ś

nie kaprysy, ta zbutwiało

ść

 psychiczna czyni

ą

ż

e zwykle ze wstr

ę

tem 

kładziemy na siebie star

ą

 odzie

ż

. Nowe ubranie oswobadza, czyni ducha lekkim, jest 

jakby 

ś

wie

żą

, najbardziej zewn

ę

trzn

ą

 skór

ą

 - ponad epiderm

ą

, nie napełnion

ą

 

jeszcze i nieprzeci

ąż

on

ą

 duchowymi emanacjami wielu dni. Nawet z dobrych 

okresów 

ż

ycia nie powinno si

ę

 zachowywa

ć

 ubrania, gdy

ż

 nie godzi si

ę

 wraca

ć

 do 

starego szcz

ęś

cia. Noszenie starej odzie

ż

y, ubieranie si

ę

 we własne trupie, zamarłe 

cz

ęś

ci jest marnowaniem swych sił - przez oszcz

ę

dno

ść

!  

Nawet w

ąż

 nie wpełza na powrót w sw

ą

 star

ą

 skór

ę

 dla ekonomicznych wzgl

ę

dów! 

Przyroda starych ubra

ń

 nie nosi! Natura nie oszcz

ę

dza na sposób ludzki na 

upierzeniu, skórach, futrach, na blasku barw! Bo w takim razie panuj

ą

c

ą

 barw

ą

 na 

ś

wiecie stałaby si

ę

 barwa wytartych spodni, a firmament niebieski ja

ś

niałby, niczym 

brudny sklepik spo

ż

ywczy najgorszego gatunku.  

Dobrze jest otoczy

ć

 si

ę

 barwnymi rzeczami. Co daje rado

ść

 oku, od

ś

wie

ż

a ducha, a 

co od

ś

wie

ż

a ducha, od

ś

wie

ż

a ciało.  

Posiadamy obecnie ze dwadzie

ś

cia razy wi

ę

cej odcieni farb, ni

ż

 przed niewielu 

jeszcze laty. W sztuce stosowanej, w ubiorach, we wszystkich gał

ę

ziach przemysłu! 

Uwa

ż

am to za znak wzrastaj

ą

cego uduchowienia naszych czasów. Gdy

ż

 tylko coraz 

wi

ę

cej rosn

ą

ca i coraz wszechstronniejsza rado

ść

 z ró

ż

norodnego pi

ę

kna stwarza 

warunki uduchowienia.  
Uduchowienie oznacza po prostu zdolno

ść

 do odnajdowania coraz to wy

ż

szych i 

subtelniejszych 

ź

ródeł szcz

ęś

cia we wszystkich rzeczach. Dlatego te

ż

, odpowiednio 

do wzrastaj

ą

cych estetycznych potrzeb szerokich warstw, ubiór w formie swej i 

barwie staje si

ę

 coraz ró

ż

norodniejszy.  

Pewna wła

ś

ciwa intuicja skłania ludzi do ubierania si

ę

 w pewnych okoliczno

ś

ciach w 

t

ę

, a nie inn

ą

 odzie

ż

, by wraz z codziennym ubiorem nie w

ś

lizgn

ę

ła si

ę

 w uroczysto

ść

 

codzienna my

ś

l. Ka

ż

de zaj

ę

cie powinno mie

ć

 swój specjalny, ale pi

ę

kny i pełen 

smaku ubiór - by nie dopu

ś

ci

ć

 do marnowania sił - w ubiorze tym od razu wchodzimy 

w nastrój działalno

ś

ci, której słu

ż

ymy. - Dlatego we wszystkich znanych nam religiach 

kapłan ubiera si

ę

 podczas spełniania swych obowi

ą

zków w kapła

ń

ski strój, 

po

ś

wi

ę

cony jednej tylko, okre

ś

lonej ceremonii. Nie wkłada go nigdy w zwykłym 

ż

yciu, 

w po

ś

piechu i ci

ż

bie ludzkiej, aby aura nie została splamion

ą

 przez niskie my

ś

li. 

Gdyby kapłan nosił ten ubiór codziennie, wtedy ka

ż

dy zły humor, ka

ż

dy odruch 

codziennego dnia wsi

ą

kałby w jego 

ś

wi

ę

t

ą

 szat

ę

 - a tak, zachowuje si

ę

 ona od jednej 

ceremonii do drugiej niepokalana, zawsze w sferze najwy

ż

szych my

ś

li, przeznaczona 

tylko dla momentów, kiedy kapłan w skupieniu, w namaszczeniu odprawia w niej sw

ą

 

ś

wi

ę

t

ą

 misj

ę

. Dlatego te

ż

 na dnie wiary w czary, amulety, relikwie lub po

ś

wi

ę

cone 

background image

rzeczy - le

ż

y du

ż

a cz

ęść

 prawdy. Lecz o tyle tylko, o ile ka

ż

da rzecz jest przepojona 

istot

ą

 tego, kto j

ą

 posiadał, lub chocia

ż

by tylko dotkn

ą

ł. Z łachmanów 

ż

ebraka b

ę

dzie 

płyn

ąć

 ku nam trwo

ż

liwa, czatuj

ą

ca pokora, a w ubraniu znakomitego człowieka 

odczujemy mo

ż

e my

ś

li, które na ogół byłyby nam obce.  

Szaty mog

ą

 "wypoczywa

ć

" tak samo, jak organizmy.  

S

ą

 one te

ż

 do pewnego stopnia "my

ś

lowo-przemakalne". Bo jakkolwiek brzmi to 

dziko, my

ś

li maj

ą

 swój specjalny ci

ęż

ar; s

ą

 takie, które opadaj

ą

 na dół, inne za

ś

pozbawione ci

ęż

ko

ś

ci, s

ą

 posłuszne przyci

ą

ganiu innych sfer i id

ą

 w gór

ę

.  

W miejscach poło

ż

onych gł

ę

boko, np. w piwnicach itp., płynie zawsze jaka

ś

 duchowa 

mgła, co

ś

 w rodzaju skłonno

ś

ci do złego, której w górze si

ę

 nie odczuwa.  

Poniewa

ż

 ubiór jest do pewnego stopnia nasz

ą

 my

ś

low

ą

 powłok

ą

, powinni

ś

my 

koniecznie ubiera

ć

 si

ę

 w samotno

ś

ci tak samo ładnie i elegancko, jak w 

towarzystwie. Szyk i elegancja w ubraniu pochodzi z wewn

ą

trz; jest to co

ś

 z naszej 

duszy, co odziewa ciało.  
Barwy s

ą

 wyrazem stanów psychicznych; niewola, 

ż

ałoba, beznadziejno

ść

 wybiera 

kolor czarny. - Rasa nasza, która w swym wewn

ę

trznym sercu wierzy tylko w 

ś

mier

ć

tj. w zanik 

ś

wiadomego "ja" wraz z zanikiem ciała, ubiera si

ę

 głównie w ciemne kolory 

- przede wszystkim przy 

ś

mierci krewnych lub przyjaciół - Chi

ń

czyk za

ś

, dla którego 

ś

mier

ć

 oznacza tylko utrat

ę

 pewnego narz

ę

dzia duchowo

ś

ci, wybiera w podobnym 

wypadku kolor biały, który wła

ś

ciwie nie jest nawet barw

ą

, lecz jasn

ą

 cisz

ą

.  

Znamienne jest równie

ż

 dla naszej rasy to, 

ż

e ludzie, którzy doszli do tzw. 

"podeszłego wieku", ubieraj

ą

 si

ę

 tylko w ciemne kolory, poniewa

ż

 czuj

ą

 i wierz

ą

ż

schodz

ą

 w dół, w te okolice 

ż

ycia, gdzie nie ma dost

ę

pu ani rado

ść

, ani wesele, ani 

nadzieja - poniewa

ż

 ze zwi

ą

zanymi r

ę

kami, jak m

ę

czennicy, oczekuj

ą

ż

e w ci

ą

gu 

kilku lat stan

ą

 si

ę

 zgrzybiałymi starcami. Wszyscy oni ju

ż

 naprzód nosz

ą

 po sobie 

ż

ałob

ę

.  

Widok młodo

ś

ci, ubranej w jasne barwy, jest dla nich nieprzyjemny i obra

ż

aj

ą

cy. 

Podtrzymuje ich tylko jedna pociecha, 

ż

e i tamci musz

ą

 niedługo wynie

ść

 si

ę

 z kraju 

młodo

ś

ci w takie samo 

ż

ycie pełne szorstko

ś

ci, pustki i bezuciechy.  

Kraj nasz jest pełen ludzi, którzy, jak tylko pierwsza młodo

ść

 przeminie, zaczynaj

ą

 

zaraz zaniedbywa

ć

 si

ę

 w ubiorze; jest to oznak

ą

 

ś

mierci; ciała tych ludzi poczynaj

ą

 

umiera

ć

, "odchodz

ą

" - odchodz

ą

 w 

ś

mier

ć

 - poddaj

ą

 si

ę

! Zaniedbanie w ubiorze 

oznacza brak miło

ś

ci do wysiłku i pracy ubrania - a wszystko, co czynimy dla ciała 

bez miło

ś

ci, jest oczywist

ą

 szkod

ą

! Je

ż

eli b

ę

dziemy zapatrywali si

ę

 na to z tego 

punktu widzenia, to nawet miliarest pró

ż

na, poło

ż

y

ć

 na drugiej majak starej baby.  

Wyder nie powinien sobie pozwoli

ć

 na noszenie wytartego kapelusza. Duchowa 

m

ą

dro

ść

, czyli intuicja, przebywa wył

ą

cznie niemal w

ś

ród młodo

ś

ci. Gdy

ż

 duch 

posiada tu nowe ciało, które do pewnego wieku jest wolne od powoli rosn

ą

cego 

ci

ęż

aru starych, zamarłych mniema

ń

, znajduj

ą

cych swój wyraz w ci

ą

gle 

wzrastaj

ą

cych przes

ą

dach i we wstr

ę

tnych przyzwyczajeniach dojrzałych lat.  

Ale młodo

ść

ś

wiadoma swej intuicyjnej m

ą

dro

ś

ci, bawi si

ę

 i wznosi radosne okrzyki! 

Ocenia troski podług ich istotnej warto

ś

ci, tj. odrzuca je precz! Lubi si

ę

 stroi

ć

, pyszni 

si

ę

 tak samo, jak przyroda, blaskiem barw i jest m

ą

drzejsz

ą

 ni

ż

 "wiek dojrzały", który 

sam zamyka sobie drog

ę

 do nowej nadziei i rado

ś

ci z powodu cudzych martwych 

do

ś

wiadcze

ń

. Dlatego te

ż

 Pismo 

ś

wi

ę

te mówi: "Je

ż

eli nie zawrócicie i nie staniecie 

si

ę

 jak dzieci" - gdy

ż

 w ka

ż

dym nowym delikatnym ciele przed dusz

ą

 rozbłyska jaki

ś

 

cherubinowy byt, jaka

ś

 błyskawica-proroctwo, które jednak a

ż

 nazbyt pr

ę

dko roztapia 

si

ę

 w bezmy

ś

lnej samowoli ziemskich my

ś

li, płyn

ą

cych z surowej rzeczywisto

ś

ci.  

Słysz

ę

, jak niektórzy ju

ż

 mówi

ą

 do siebie po cichu: "Jak

ż

e mo

ż

emy - my, których 

ż

ycie tak bardzo uciska, znale

źć

 czas i 

ś

rodki, by mie

ć

 odpowiedni ubiór dla ka

ż

dej 

background image

okoliczno

ś

ci i przebiera

ć

 si

ę

 kilka razy dziennie, zamiast zwróci

ć

 uwag

ę

 na to, co jest 

najwa

ż

niejsze?" Odpowiadam: "Mo

ż

liwo

ś

ci nie s

ą

 przed wami zamkni

ę

te - kierujcie 

wasz

ą

 wol

ę

, wasze boskie, wieczne dziedzictwo, wasz magnes, który wci

ą

ga w wasz 

los zdarzenia z szerokiego 

ś

wiata, równie

ż

 na ten, jak wam si

ę

 wydaje, podrz

ę

dny 

zakres"! Stanowczo, spokojnie, bez niecierpliwo

ś

ci nie chciejcie przyjmowa

ć

 złej 

odzie

ż

y, złego mieszkania, złego po

ż

ywienia. 

Żą

dajcie najlepszego i to najlepsze z 

biegiem czasu stanie si

ę

 waszym. Kto obawia si

ę

 złych warunków 

ż

ycia i z roku na 

rok przewiduje coraz to wi

ę

cej trosk i umartwie

ń

, wprawia w ruch i podtrzymuje 

pewn

ą

 sił

ę

, która go w ko

ń

cu zgniecie, zmia

ż

d

ż

y - i przytrzyma tak, 

ż

e zawi

ś

nie na 

swych własnych strz

ę

pkach.  

 
PRAWO MAŁ

Ż

E

Ń

STWA 

 

Kobiecym pierwiastkiem w naturze jest subtelno

ść

. M

ę

skim - tworz

ą

ca siła. Kobieta 

widzi ja

ś

niej. M

ęż

czyzna zr

ę

czniej urzeczywistnia widzenia! Oko duchowe kobiety 

widzi zawsze dalej ni

ż

 m

ęż

czyzny - duchowa za

ś

 siła m

ęż

czyzny do stworzenia tego, 

co widzi kobieta, jest wi

ę

ksz

ą

. Intuicja kobiety kroczy przed m

ęż

czyzn

ą

, jak szedł 

przed wybranym narodem, w dzie

ń

 słup dymu, a w nocy ogniowa kolumna. 

Pomi

ę

dzy kobietami jest daleko wi

ę

cej jasnowidz

ą

cych! Równie

ż

 kobiety najpierw 

pojmuj

ą

 nowe duchowe prawdy, tak samo jak najdłu

ż

ej zostaj

ą

 wierne religijnym 

obrz

ę

dom, gdy

ż

 w swej gł

ę

bokiej intuicji wiedz

ą

ż

e ko

ś

ciół jest korzeniem, z którego 

kiedy

ś

 musi wykwitn

ąć

 wspólnym kwiatem religia i nauka, dzi

ś

 oddzielone przepa

ś

ci

ą

 

i wrogie sobie. Kobieta poznaje od razu - bez trudnego rozumienia o przyczynach i 
skutkach - wprost doskakuje do prawdy!  
We wszystkich okresach duchowego rozwoju wewn

ę

trzny wzrok kobiety jest 

ja

ś

niejszy ni

ż

 m

ęż

czyzny - lecz m

ęż

czyzna jest zawsze zdolniejszym do 

urzeczywistnienia tego, co mu wskazuje kobieca dusza. I dla specjalnych zdolno

ś

ci 

jakiego

ś

 okre

ś

lonego człowieka - istnieje tylko jeden okre

ś

lony ostry wzrok kobiety, 

która poznaje, jak i gdzie te zdolno

ś

ci mog

ą

 si

ę

 najlepiej rozwin

ąć

. Kobieta i 

m

ęż

czyzna w prawdziwym mał

ż

e

ń

stwie s

ą

 jako oko i r

ę

ka.  

Duch kobiety jest konieczn

ą

, nieodzown

ą

 cz

ęś

ci

ą

 m

ę

skiego ducha. Na innych 

równinach bytu, gdzie m

ę

sko

ść

 i kobieco

ść

 lepiej rozumiej

ą

 swoje prawdziwe 

stosunki i stoj

ą

 na najwy

ż

szym szczeblu tych stosunków, płynie na przemian od 

ducha do ducha moc, której nasza biedna fantazja nie mogłaby zmierzy

ć

. Gdy

ż

 w 

tych sferach bytu ka

ż

da my

ś

l, ka

ż

dy ideał, ka

ż

de marzenie staje si

ę

 rzeczywisto

ś

ci

ą

W pi

ę

kniejszych sferach istnienia z poł

ą

czonych sił duchowych m

ęż

czyzny i kobiety 

mog

ą

 si

ę

 wykrystalizowa

ć

, jako z doskonało

ś

ci, wszystkie ich pragnienia w 

ż

yj

ą

ce 

rzeczy.  
W ka

ż

dym mał

ż

e

ń

stwie m

ęż

czyzny z odpowiedni

ą

 kobiet

ą

 - w wiecznym 

mał

ż

e

ń

stwie stopienia si

ę

 w jedno dwóch istnie

ń

, w mał

ż

e

ń

stwie predestynowanych - 

le

ż

y kamie

ń

 w

ę

gielny tej mocy. Dla ka

ż

dego stworzonego m

ęż

czyzny jest stworzon

ą

 

równie

ż

 kobieta, która tylko jemu i nikomu wi

ę

cej nie odpowiada - jedyna - tylko dla 

niego - w tym, jak i w ka

ż

dym innym mo

ż

liwym 

ś

wiecie. Ich wieczne 

ż

ycie, o ile tylko 

oboje s

ą

 stosunkowo doskonali i poj

ę

li dokładnie swe stosunki, b

ę

dzie wiecznym 

szałem miło

ś

ci. Pomimo to niektórzy ludzie, chocia

ż

 przeznaczeni dla siebie od 

wieków, tworz

ą

 cz

ę

sto nieszcz

ęś

liwe mał

ż

e

ń

stwa. Lecz ich wy

ż

sze i bardziej 

rozwini

ę

te dusze odnajd

ą

 si

ę

 w innych wcieleniach, pod innymi imionami, jako inne 

fizyczne jednostki. Prawdziwa 

ż

ona m

ęż

czyzny, bez wzgl

ę

du na to, czy duch jej 

posiada w fizycznym 

ż

yciu jakiekolwiek ciało, czy te

ż

 nie, jest jedyn

ą

 istot

ą

 we 

wszech

ś

wiecie, która temu jedynemu m

ęż

czy

ź

nie mo

ż

e dopomóc w rozwini

ę

ciu 

najwy

ż

szej duchowej siły, do której jest zdolny. My

ś

li, czerpane z tego 

ź

ródła, maj

ą

 

background image

wszystkie wła

ś

ciwo

ś

ci potrzebne dla jego umysłu; 

ż

ona jego ujrzy w jasnowidzeniu 

wszystko, czego on w danej chwili potrzebuje dla swego dzieła, dla przedsi

ę

wzi

ę

cia, 

dla interesu! Rzeczywistym m

ęż

em jakiejkolwiek b

ą

d

ź

 kobiety - jest znów jedna 

jedyna istota we wszech

ś

wiecie, która posiada zdolno

ść

 urzeczywistnienia wizji tej 

kobiety. To wzajemne promieniowanie sił jest Dwujedni

ą

 - now

ą

 istot

ą

, która si

ę

 

tworzy. Nie s

ą

 t

ą

 now

ą

 istot

ą

 dzieci, stworzone fizycznie. Kobieta przez sw

ą

 

subtelniejsz

ą

 duchow

ą

 organizacj

ę

 mo

ż

e odbiera

ć

 my

ś

li (lepiej intuicje) - 

najwy

ż

szego stopnia! Ona jest czulsz

ą

 błon

ą

 na wahania duchowego oceanu - on 

ma silniejszy umysł, by urzeczywistnia

ć

 intuicje kobiety w

ś

ród ziemskich rzeczy, w 

surowym biegu 

ż

ycia. Lecz brak mu tego wy

ż

szego umysłu, który przyswaja 

najdelikatniejsze, najmocniejsze my

ś

li. Poza wszystkimi wielkimi lud

ź

mi, w ka

ż

dym 

okresie na ka

ż

dym stopniu ich 

ż

yciowego rozwoju, poza ka

ż

dym powodzeniem, 

widoczna czy niewidoczna - stoi zawsze gdzie

ś

 kobieta, która budzi!  

Posiada ona obecnie wi

ę

cej siły i wi

ę

cej jej u

ż

ywa, ni

ż

 sama przypuszcza. Wsz

ę

dzie 

działaj

ą

 jej natchnienia, które m

ęż

czyzna u

ś

wiadamia sobie odpowiednio do swej 

wra

ż

liwo

ś

ci. Lecz, cho

ć

 obdarowany, nie przypuszcza, 

ż

e to ona wła

ś

nie go 

obdarowuje, ona równie

ż

 nic nie wie o swoich darach. To, co nazywamy jej 

"pró

ż

niaczymi my

ś

lami", "fantastycznymi grymasami", to jej dziecinne budowanie 

zamków na lodzie jest urodzajn

ą

 gleb

ą

, w której p

ę

cznieje ziarno rzeczywisto

ś

ci. 

Prawda, 

ż

e drogocenne my

ś

li mog

ą

 by

ć

 udzielane w sposób niemy - bez 

zamienienia jednego słowa. Gorzej jest jednak, je

ż

eli wy

ż

sza, mocniejsza my

ś

popłynie do człowieka o prostszej umysłowo

ś

ci i w zamian za swój skarb otrzyma 

ni

ż

sze fale duchowe. Wtedy nawet najdostojniejszy człowiek b

ę

dzie my

ś

lał, czuł i 

działał ni

ż

ej swej godno

ś

ci, w jego głowie zjawi

ą

 si

ę

 my

ś

li, ponad które dawno si

ę

 

wzniósł - my

ś

li obce nierównego towarzysza.  

Kobieta nie jest słabszym, lecz tylko delikatniejszym naczyniem, zawieraj

ą

cym 

nieziemskie wino duchowo

ś

ci. Jest ona dla m

ęż

czyzny tym, czym igła magnesowa 

kompasu dla steru płyn

ą

cego okr

ę

tu. Poniewa

ż

 jest delikatniejszym instrumentem, 

potrzebuje wi

ę

c wi

ę

kszej opieki - tak samo jak sternik chroni swój kompas od 

szkodliwych wpływów. Je

ż

eli ten delikatny instrument, stworzony na to, by odtwarzał 

najwy

ż

sze pr

ą

dy intuicyjne, b

ę

dzie zmuszony wykonywa

ć

 prac

ę

 m

ęż

czyzny - stanie 

si

ę

 od razu t

ę

pym i utraci swoj

ą

 wra

ż

liwo

ść

. Najwi

ę

cej cierpi na tym m

ęż

czyzna, gdy

ż

 

instrument, którego nadu

ż

ył, nie mo

ż

e ju

ż

 mu wskazywa

ć

 drogi naprzód. M

ęż

czyzna 

cierpi wówczas zarówno na swym zdrowiu, jak i na maj

ą

tku.  

Dlatego te

ż

 Chrystus powiedział o Marii, i

ż

 lepsz

ą

 cz

ą

stk

ę

 obrała, poniewa

ż

 nie 

poni

ż

yła si

ę

 i nie stała si

ę

 słu

żą

c

ą

 podobnie jak Marta.  

Jest to wynikiem naszego barbarzy

ń

stwa, 

ż

e robota domowa jest uwa

ż

an

ą

 za 

wył

ą

czne zaj

ę

cie kobiece! Ta robota wewn

ą

trz czterech 

ś

cian, której kobieta musi 

wydoli

ć

 w ci

ą

gu jednego przedpołudnia, to gotowanie, słanie łó

ż

ek, czyszczenie, 

pilnowanie dzieci i dwadzie

ś

cia innych obowi

ą

zków jest daleko bardziej 

wyczerpuj

ą

ce, ni

ż

 orka w polu lub te

ż

 inne jakie zaj

ę

cie, rzemiosło, nauka czy praca 

biurowa. Gdy

ż

 im bardziej musimy pami

ę

ta

ć

 o rozmaitych rzeczach, tym wi

ę

ksz

ą

 sił

ę

 

duchow

ą

 wysyłamy w ró

ż

nych kierunkach. Je

ż

eli b

ę

dziemy z ten sposób wyzyskiwa

ć

 

kobiet

ę

, wtedy traci ona zdolno

ść

 do odbierania nowych idei, staje si

ę

 t

ę

p

ą

, gdy

ż

 jej 

siła duchowa przeszła obecnie w prac

ę

 mi

ęś

ni. Z drugiej strony zbyt pracuj

ą

cy 

m

ęż

czyzna traci powoli zdolno

ść

 do przyjmowania cudzych intuicji.  

Je

ż

eli m

ęż

czyzna nie chce lub nie mo

ż

e uzna

ć

 tych stosunków pomi

ę

dzy sob

ą

 a sw

ą

 

prawdziw

ą

 mał

ż

onk

ą

, staje si

ę

 podobnym do sternika, który posiada kompas, lecz go 

nie u

ż

ywa. Je

ż

eli za

ś

 bez ustanku b

ę

dzie szydził i wy

ś

miewał si

ę

 z jej idei, wra

ż

e

ń

 

lub przeczu

ć

, tycz

ą

cych si

ę

 jego przedsi

ę

wzi

ęć

, to z biegiem czasu przyt

ę

pi jej 

background image

umysł, wyko

ś

lawi intuicje i zasypie 

ź

ródło jej natchnie

ń

. W ten sposób przerywa jej 

zwi

ą

zek z wy

ż

szymi pr

ą

dami twórczych my

ś

li. Pogrzebie jej i swoje zdrowie. 

Wyrz

ą

dzi szkod

ę

 swemu i jej umysłowi i przesunie si

ę

 w ordynarniejsze, ni

ż

sze 

warstwy 

ż

ycia.  

S

ą

 to cz

ęś

ci i siły, które poł

ą

czone razem przez niesko

ń

czon

ą

 m

ą

dro

ść

, tworz

ą

 jedn

ą

 

cało

ść

. Legenda o Atenie, która w pełnym uzbrojeniu wyłoniła si

ę

 z głowy Zeusa, jest 

symbolem wy

ż

szego pochodzenia kobiecej m

ą

dro

ś

ci.  

Kobieta przynosi z wy

ż

szych 

ś

wiatów wiadomo

ś

ci, jakoby sztaby złota - i rzecz

ą

 

m

ęż

czyzny jest utworzy

ć

 z tego, stosownie do swej wiedzy i mo

ż

no

ś

ci, najwy

ż

sze 

formy pi

ę

kna.  

Cz

ę

sto zadajemy pytanie: "Dlaczegó

ż

 kobieta uczyniła tak mało w porównaniu z 

działalno

ś

ci

ą

 m

ęż

czyzny na polu technicznym oraz w innych dziedzinach 

twórczo

ś

ci?" - Odpowiadam: kobieta poddaje my

ś

li, jest zesłanniczk

ą

 z góry - a wi

ę

wła

ś

ciwie wszystkie czyny na 

ś

wiecie s

ą

 jej niewidzialnym dziełem. Dopóki ani 

kobieta, ani m

ęż

czyzna nie domy

ś

lali si

ę

ż

e rzeczywista, wi

ę

ksza i prawdziwa cz

ęść

 

ich istoty znajduje si

ę

 w niewidocznej połowie 

ż

ycia, 

ż

e w nich s

ą

 ukryte duchowe 

promienie, które wychodz

ą

 daleko poza ciało - dopóty ona dawała, nie wiedz

ą

c, 

ż

daje - a on brał, nie wiedz

ą

c, 

ż

e bierze. Wypływaj

ą

 z nich czułe nici, które si

ę

 

nawzajem dotykaj

ą

, mieszaj

ą

, wymieniaj

ą

 niewidoczne pierwiastki - my

ś

li. W ten 

sposób kobieta zawsze spełniała swoje dzieło. Cze

ść

 katolickiego 

ś

wiata dla 

Naj

ś

wi

ę

tszej Panny wytryska z tej gł

ę

bokiej 

ś

wi

ę

tej boja

ź

ni wobec najdoskonalszego 

naczynia, za którego po

ś

rednictwem 

ś

wiat został obdarzony sw

ą

 najwy

ż

sz

ą

 

m

ą

dro

ś

ci

ą

 - Chrystusem. Dopóki m

ęż

czyzna nie nauczy si

ę

 czci

ć

 kobiecego 

pierwiastka, jako przewodnika działaj

ą

cej siły, jako wysła

ń

ca wy

ż

szej m

ą

dro

ś

ci, nie 

osi

ą

gnie nigdy sił, które powinien posiada

ć

 człowiek zupełnie o

ś

wiecony.  

Kobieta, 

ś

wiadoma swego prawdziwego stosunku do m

ęż

a, ma obowi

ą

zek 

wymaga

ć

, by jej warto

ść

 została ocenion

ą

, lecz nie gderz

ą

c, jak megiera, ale 

żą

daj

ą

jak dumna kochaj

ą

ca królowa, staraj

ą

c si

ę

 podoba

ć

 - lecz podoba

ć

 i pomaga

ć

 

zawsze według swej woli i rozumu! Je

ż

eli pozwoli siebie mniej ceni

ć

, staje si

ę

 

odpowiedzialn

ą

 za cierpienie, które wyro

ś

nie przez to dla obojga. Ka

ż

dy musi sam 

wywalczy

ć

 sobie sprawiedliwo

ść

. Jak tylko poznamy warto

ść

, jak

ą

 mamy dla innych, 

powinni

ś

my zaraz nauczy

ć

 ich ocenia

ć

 t

ę

 warto

ść

. Je

ż

eli jej nie widz

ą

, nie dajmy jej 

dopóty, póki nie naucz

ą

 si

ę

 jej widzie

ć

. B

ę

dziemy najwi

ę

kszymi grzesznikami, je

ż

eli 

nie przestaniemy dawa

ć

, gdy naszymi darami pogardzaj

ą

! Gdy

ż

 w ten sposób 

ś

wiadomie trwonimy to wysokie dobro, któremu najwy

ż

sza 

ś

wiadomo

ść

 pozwala 

przepływa

ć

 przez nas.  

Sympatia jest sił

ą

. Je

ż

eli jaki przemo

ż

ny duch my

ś

li wiele o jakim

ś

 mniej 

warto

ś

ciowym człowieku, posyła mu przez to pewien pr

ą

d siły, natchnienia i energii. 

Lecz poniewa

ż

 nie otrzymuje w zamian podobnych warto

ś

ci, dusza i ciało jego 

ponosz

ą

 szkod

ę

. Daje złoto, a otrzymuje 

ż

elazo. Mniej warto

ś

ciowa umysłowo

ść

która w ten sposób 

ż

ywi si

ę

 jak wampir, zwykle jest w mo

ż

no

ś

ci przyj

ę

cia tylko 

pewnej cz

ęś

ci tego wysokiego daru, mianowicie tej, która wkracza do jego własnej 

duchowej sfery - reszta ginie bezu

ż

ytecznie. Ten podrz

ę

dny duch mo

ż

e jednak sta

ć

 

si

ę

 prawdziwym mał

ż

onkiem, gdy dojrzeje do całkowitego zrozumienia swej drugiej, 

wiecznej połowy! M

ąż

 i kobieta poczynaj

ą

 dopiero wtedy rozumie

ć

 rzeczywist

ą

 

warto

ść

 swego zwi

ą

zku, kiedy poł

ą

cz

ą

 si

ę

 w 

ż

yczeniu, by zrobi

ć

 si

ę

 nawzajem 

zdrowymi duchowo - je

ż

eli postawi

ą

 przed sob

ą

 wielki, 

ż

ycie wypełniaj

ą

cy cel.  

Poznaj

ą

 oni wtedy, 

ż

e ka

ż

da ni

ż

sza, ordynarna lub małostkowa my

ś

l jest szkod

ą

 

zarówno dla jednej, jak i dla drugiej połowy - 

ż

e my

ś

l ta, o ile b

ę

dzie rosła w dalszym 

ci

ą

gu, stanie si

ę

 zgub

ą

 dla obojga mał

ż

onków. Oboje b

ę

d

ą

 d

ąż

yli, by sta

ć

 si

ę

 

background image

rosn

ą

cymi siłami dla dobra wszystkich. Je

ż

eli m

ęż

czyzna skupia si

ę

, gdy duch 

kobiecy zatapia w nim nowe my

ś

li, podobne do 

ź

ródła coraz ja

ś

niejszych poznawa

ń

 - 

je

ż

eli kobieta jest 

ś

wiadom

ą

 tej niesko

ń

czonej siły, która na równinach rzeczywisto

ś

ci 

spełnia to, co kobiecie zostało odj

ę

te - wtedy mał

ż

e

ń

stwo jest prawdziwe. Ich 

wspólna droga powinna prowadzi

ć

 ku poznaniu, które wypływa z modlitwy o 

m

ą

dro

ść

. Przyoblek

ą

 tedy swego ducha w nowe ciało. S

ą

 ju

ż

 na drodze do 

cudownych sił wewn

ę

trznego człowieka, stan

ą

 si

ę

 uzdrowicielami, kierownikami - 

wychodz

ą

 poza "Dzisiaj" i d

ążą

 do mocniejszego, czystszego "Jutra".  

Kapłani wielu religii s

ą

 obowi

ą

zani do bez

ż

enno

ś

ci nie dlatego, 

ż

e mał

ż

e

ń

stwo 

mogłoby poni

ż

y

ć

 ich godno

ść

, lecz poniewa

ż

 

ż

ona prawdziwego kapłana, tj. prawie 

boskiego m

ęż

a, nie znajduje si

ę

 wcale na widocznej stronie 

ż

ycia - lecz z góry, z 

wysoko

ś

ci posyła mu natchnienia swej duszy. Gdyby człowiek taki poł

ą

czył si

ę

 

ś

ci

ś

lejszym zwi

ą

zkiem z inn

ą

 kobiet

ą

 - byłoby to tylko 

ś

cian

ą

, jakim

ś

 przyziemnym 

pierwiastkiem, który oddzielałby go od swej kapła

ń

skiej towarzyszki, tj. swej 

prawdziwej mał

ż

onki, z któr

ą

 musi si

ę

 poł

ą

czy

ć

 kiedy

ś

 w innej formie bytu. Ani ludzie, 

ani prawa ludzkie nie s

ą

 w mo

ż

no

ś

ci rozdzieli

ć

 tych, którzy s

ą

 sobie od wieków 

przeznaczeni. Nale

ż

y do mo

ż

liwo

ś

ci bytu, 

ż

e z dwojga prawdziwych mał

ż

onków 

jeden si

ę

 uciele

ś

ni, podczas gdy drugi bytuje jeszcze w niewidocznym 

ś

wiecie. By

ć

 

mo

ż

e, 

ż

e przyszło

ść

 wynajdzie 

ś

rodek, jak przez nieustanne stapianie si

ę

 my

ś

li 

dwojga takich rozł

ą

czonych istot mo

ż

e przyj

ść

 do skutku rzeczywiste, materialne 

zetkni

ę

cie. Je

ż

eli m

ęż

czyzna zawi

ąż

e w 

ż

yciu stosunek z inn

ą

 kobiet

ą

, odepchnie go 

to tylko od jego wiecznej mał

ż

onki, powstanie nowa przeszkoda pomi

ę

dzy nim a ni

ą

Mo

ż

e dopiero pó

ź

niej, po wielu wcieleniach, osi

ą

gnie on całkowit

ą

 duchow

ą

 jasno

ść

która pozwoli mu pozna

ć

 t

ę

, co jest dla

ń

 rzeczywi

ś

cie przeznaczeniem

ą

du 

przysi

ę

głych czy prokurator wypowiadaj

ą

 pi

ę

kn.  

 
TYRANIA, CZYLI WZAJEMNA MESMERYZACJA 

 

Ż

adna tyrania nie jest bardziej rozpowszechnion

ą

 ani subtelniejsz

ą

 w swych 

ę

bokich skutkach, jak panowanie jednej 

ś

wiadomo

ś

ci nad drug

ą

.  

Tyrania, przy której ani tyran nie wie, 

ż

e panuje, ani tyranizowany, 

ż

e nad nim 

panuj

ą

.  

Najbardziej nieograniczona władza jest wła

ś

nie ta, o której si

ę

 nie wie - najbardziej 

zale

ż

ni s

ą

 ci, którzy my

ś

l

ą

ż

e działaj

ą

 z własnej woli, którym przez tyrani

ę

 nawet 

wiedza o ich zale

ż

no

ś

ci została odj

ę

ta.  

W ten sposób panuje cz

ę

sto dziecko nad rodzicami. Dziecko, jako duch w nowym 

ciele, wypiastowało, by

ć

 mo

ż

e, w poprzednich egzystencjach daleko silniejsz

ą

 

my

ś

low

ą

 wol

ę

, a zatem i moc duszy, przewy

ż

szaj

ą

c

ą

 moc rodziców, chocia

ż

 pod 

wzgl

ę

dem do

ś

wiadczenia i umysłu mo

ż

e o wiele sta

ć

 od nich ni

ż

ej. Ono nie wie 

jeszcze o swej mocy, tak samo jak rodzice nie wiedz

ą

ż

e s

ą

 słabsi, a jednak dziecko 

to przez swe post

ę

powanie i kaprysy zmusi do uznania swego charakteru i 

nie

ś

wiadomie b

ę

dzie wywierało na otoczenie gł

ę

bszy wpływ od tego, któremu samo 

podlega.  
Słowa: "mocna dusza" lub "pot

ęż

ny duch" nie oznaczaj

ą

 czego

ś

 uczonego, jakiej

ś

 

umysłowej wiedzy, lecz t

ę

 przemo

ż

n

ą

 sił

ę

, która płynie bezpo

ś

rednio od ducha, nie 

hamowana przez odległo

ść

.  

Nawet człowiek niewykształcony mo

ż

e posiada

ć

 t

ę

 wy

ż

sz

ą

 duchow

ą

 sił

ę

. Wszystko, 

co przedsi

ę

we

ź

mie, uda mu si

ę

 z pewno

ś

ci

ą

Ś

wiat nazywa to sił

ą

 charakteru. 

Prawdziwym charakterem jest oswobodzi

ć

 t

ę

 wrodzon

ą

 sił

ę

 i uczyni

ć

 j

ą

 zdoln

ą

 do 

czynu - nie wszczepia

ć

 w ni

ą

 cudzych (najcz

ęś

ciej fałszywych) my

ś

li i faktów.  

Mocniejsza siła duchowa przechodzi na innych, jako rzeczywisty, 

ż

ywy pierwiastek, 

background image

zmienia ona, wywiera wpływ, czaruje! W ten sposób Napoleon I narzucił sw

ą

 wol

ę

 

armii; ka

ż

dy 

ż

ołnierz czuł t

ę

 wol

ę

 w sobie i nad sob

ą

! Wszyscy byli przesyceni istot

ą

 

tej woli, czuli, jak si

ę

 ten wszechmocny pierwiastek wydziela - zupełnie tak samo, jak 

ich fizyczne zmysły czuły gor

ą

co słonecznych promieni!  

I dlaczego - zapytaj

ą

 - nie utrzymała si

ę

 ta zwyci

ę

ska siła? Dlatego, 

ż

e Napoleon 

przez niedo

ś

wiadczon

ą

 wiedz

ę

 wpadł w najzwyklejszy bł

ą

d i dozwolił, by duch jego 

ż

ył w nierównych sobie my

ś

lowych sferach. Zmieszał swój duchowy dynamit z 

trocinami i osłabił sw

ą

 my

ś

low

ą

 sił

ę

, kiedy porzucił Józefin

ę

 dla wysoko urodzonej, 

ale daleko ni

ż

szej kobiety. Napoleon wchłon

ą

ł w siebie jej ni

ż

szego ducha! Wtedy 

pocz

ę

ła nikn

ąć

 jego siła nad innymi, czar prysn

ą

ł. -DJózefina była wieczn

ą

 mał

ż

onk

ą

 

Napoleona, jego dopełnieniem i wypełnieniem - nie podług praw ludzkich, lecz 
według niesko

ń

czonej wiedzy. Gdy duch jego był stopiony z jej duchem, panowała w 

nim moc, która oddziaływała na wszystkich, bliskich czy dalekich, tak samo jak nasze 
ciała, chocia

ż

 w mniejszym stopniu, mog

ą

 bezustannie wywiera

ć

 wpływ z oddali na 

inne ciała.  
Według tych samych praw działa wy

ż

szy pierwiastek my

ś

lowy, który taki np. geniusz 

finansowy jak Jan Gould wysyła w królestwie zarobku na inne duchy, dalekie czy 
bliskie.  
Dla człowieka, który d

ąż

y w 

ż

yciu do pewnego okre

ś

lonego celu, maj

ą

c przed sob

ą

 

ostro narysowany plan, obcowanie z lud

ź

mi, którzy si

ę

 tym celem lub planami nie 

interesuj

ą

, b

ę

dzie przeszkod

ą

, mo

ż

e nawet zgub

ą

. To, z kim przestajemy, ze 

wzgl

ę

du na nasze interesy lub zaj

ę

cie ma stosunkowo niewielkie znaczenie, lecz 

przezorno

ść

 jest konieczn

ą

, gdy mamy udzieli

ć

 komukolwiek naszych wolnych chwil. 

Kto zaprzyja

ź

ni si

ę

 z nierówn

ą

 sobie osob

ą

, czy b

ę

dzie to m

ęż

czyzna, czy kobieta, 

utraci przy swoich przedsi

ę

wzi

ę

ciach du

ż

o ze swej duchowej siły - gdy

ż

 ni

ż

szy 

człowiek, z którym si

ę

 przyja

ź

ni, odsunie lini

ę

 czynu, lub wywrze na ni

ą

 swój wpływ. 

Dlatego bardzo du

ż

o zale

ż

y od towarzyszy naszych wolnych chwil: od nich pochodz

ą

 

pierwiastki, które mog

ą

 oznacza

ć

 

ż

ycie lub 

ś

mier

ć

, odwag

ę

 lub tchórzostwo, 

po

ś

piech lub przytomno

ść

 ducha. Wchłoni

ę

te przez nas my

ś

li, które z konieczno

ś

ci 

musz

ą

 si

ę

 kiedy

ś

 przekształci

ć

 w czyny, s

ą

 najpot

ęż

niejszymi i najwy

ż

szymi 

bod

ź

cami we wszech

ś

wiecie - przynosz

ą

 one szcz

ęś

cie lub ból.  

Nikt jednak nie ma potrzeby wyrywa

ć

 si

ę

 od razu i gwałtownie ze swego zwykłego 

towarzystwa, co mogłoby łatwo wywoła

ć

 trudno

ś

ci i szkod

ę

 - powinien raczej 

zostawi

ć

 t

ę

 robot

ę

 swemu duchowi! Je

ż

eli ta rozł

ą

ka b

ę

dzie potrzebna dla nas i dla 

innych, to prawo duchowe, o ile tylko mu zaufamy, uskuteczni t

ę

 rozł

ą

k

ę

 powoli, 

łatwo, bez bolesnych szarpni

ęć

. Wprowadzi ono w nasze 

ż

ycie zdarzenia i zmiany, 

które skieruj

ą

 po cichu nasze kroki ku innym celom, spokojnie, niewidocznie. Los 

działa m

ą

drzej i subtelniej, ni

ż

 samowola ludzka, która lubi burzliwe, parali

ż

uj

ą

ce, 

dziko-gwałtowne metody.  
M

ęż

czy

ź

ni łatwiej wchłaniaj

ą

 my

ś

li kobiece, ni

ż

 m

ę

skie - kobiety łatwiej m

ę

skie! 

M

ęż

czy

ź

ni daj

ą

 si

ę

 łatwiej opanowa

ć

 kobietom - kobiety m

ęż

czyznom.  

Je

ż

eli m

ęż

czyzna, który sw

ą

 wol

ę

 skierował na pewien cel, sp

ę

dza swe wolne chwile 

z kobiet

ą

, która si

ę

 wcale lub bardzo mało interesuje jego planami i celem, i je

ż

eli 

przyzwyczaił si

ę

 do niej i b

ę

dzie cz

ę

sto wysyłał jej swe my

ś

li, utraci du

ż

o energii, 

która wyszłaby na dobre jego celowi. Chwilami niespodzianie zbraknie mu odwagi, 
nie b

ę

dzie w stanie posuwa

ć

 naprzód swego dzieła lub te

ż

 zoboj

ę

tnieje mu sam cel. 

Zabraknie tego cichego, nieprzerwanego pr

ą

du entuzjazmu, który zawsze nieomylnie 

przynosi wypełnienie. Có

ż

 si

ę

 wi

ę

c stało? Otó

ż

 wchłon

ą

ł on w siebie co

ś

 z ducha tej 

kobiety, przyj

ą

ł od niej oboj

ę

tno

ść

 wzgl

ę

dem swego zadania. Stał si

ę

 jej cz

ęś

ci

ą

poddał si

ę

 jej wpływowi, wpadł w jej mesmeryzuj

ą

cy pr

ą

d, nawet bez swej wiedzy, 

background image

bez woli! Je

ż

eli kobieta ta jest powabn

ą

 i czaruj

ą

c

ą

, wówczas czas wprost leci w jej 

towarzystwie, m

ęż

czyzna opanowany jest zupełnie przez jej urok i niewiele si

ę

 

troszczy, czy ona podziela jego najgł

ę

bsz

ą

 wol

ę

, czy nie. Chwilowe przykre 

rozczarowanie, gdy wyłoni

ą

 si

ę

 przeciwie

ń

stwa, zostaje pr

ę

dko stłumione. Silniejszy, 

bardziej podniosły duch kobiecy, je

ż

eli uwikła si

ę

 w los ni

ż

szego od siebie 

m

ęż

czyzny, b

ę

dzie cierpiał w podobny sposób.  

Cz

ę

sto, zanim si

ę

 urok jeszcze nie rozwieje, bywa zawarte prawne mał

ż

e

ń

stwo i 

wtedy nast

ę

puje stosunek, który z prawdziwym mał

ż

e

ń

stwem nie ma nic wspólnego.  

Lecz m

ęż

czyzna lub kobieta, je

ż

eli prawdziwie i 

ż

ywo tkwi

ą

 wszystkimi korzeniami w 

niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, nie zbł

ą

dz

ą

 nigdy w tym wypadku!  

Niewidzialna moc ich strze

ż

e. I tylko po

ś

pieszne, bezsensowne szarpanie si

ę

 

ludzko

ś

ci na wszystkie strony, nie szukaj

ą

ce pomocy ani rady w niesko

ń

czono

ś

ci, 

tworzy to rozpaczliwe poło

ż

enie.  

Hipnotyzm jest tylko jedn

ą

 z form duchowej tyranii. Najoczywistsz

ą

, gdy

ż

 medium 

dozwala, by wola jego została usuni

ę

ta, a zapanowała w jego ciele wola hipnotyzera, 

która mo

ż

e z nim post

ę

powa

ć

, jak z marionetk

ą

. Cz

ę

sto medium bywa u

ś

pione przez 

magnetyzera za pomoc

ą

 błyszcz

ą

cego punktu. Staje si

ę

 ono wtedy zupełnie 

biernym, gdy

ż

 sw

ą

 uwag

ę

 ze

ś

rodkowało na tym jednym błyszcz

ą

cym punkcie i w tym 

momencie hipnotyzer rzuca cał

ą

 sw

ą

 wol

ę

, swe "musisz" na medium. Kto jednak 

naumy

ś

lnie zechce si

ę

 zrobi

ć

 pozytywnym, nie da si

ę

 prawie nigdy zahipnotyzowa

ć

Zupełnie tak samo ma si

ę

 rzecz z nieprzerwanymi mesmeryzuj

ą

cymi wpływami w 

ż

yciu - cała m

ą

dro

ść

 

ż

ycia polega na tym, by wiedzie

ć

, kiedy si

ę

 powinno by

ć

 

hipnotyzerem, a kiedy medium. - Gdy

ż

 to wzajemne oddziaływanie na ducha mo

ż

sta

ć

 si

ę

 niekiedy 

ź

ródłem najwy

ż

szego dobra - obecnie jednak powstaj

ą

 st

ą

najcz

ęś

ciej szkody, jak zreszt

ą

 zawsze, gdy nad ziemi

ą

 unosz

ą

 si

ę

 nowe siły, nie 

zbadane jeszcze, niekontrolowane. Przestrze

ń

 przy tego rodzaju oddziaływaniu nie 

gra prawie 

ż

adnej roli. Człowiek, z którym dłu

ż

szy czas 

ż

yli

ś

my w przyja

ź

ni, mo

ż

e z 

oddali tysi

ą

ca mil opanowa

ć

 nasze ciało w dobry lub zły sposób, dopóki siła jego 

magnetyzmu nie zostanie osłabion

ą

 lub złaman

ą

 przez nowe mesmeryczne wpływy.  

Trudno

ść

 polega na tym, 

ż

e nigdy nie wiemy, czy jeste

ś

my opanowani i przez kogo. 

Je

ż

eli jaki człowiek piastuje w sobie silne, niepokonane, ale milcz

ą

ce 

ż

yczenie, 

by

ś

my działali podług jego woli, to o ile ta wola nie jest z gruntu przeciwna naszym 

instynktom - jest bardzo prawdopodobne, 

ż

e b

ę

dziemy działa

ć

 stosownie do tej 

cudzej woli i przy tym ze 

ś

wi

ę

tym przekonaniem, 

ż

e działamy podług swych własnych 

ch

ę

ci. W takim wypadku mo

ż

emy posiada

ć

 silniejszego, pozytywniejszego ducha, 

lecz poddajemy si

ę

 cudzej woli, gdy

ż

 nawet nie marzymy o konieczno

ś

ci 

jakiegokolwiek oporu - poddajemy si

ę

 milcz

ą

co, poprzez dalek

ą

 odległo

ść

. Nie 

wiedzieli

ś

my, 

ż

e jeden duch wi

ąż

e drugiego. Nie wiedzieli

ś

my, 

ż

e cudza my

ś

l, daleka 

od swojego ciała, wgryza si

ę

 w nasz

ą

 ja

źń

 dzie

ń

 i noc.  

W ten sposób słabszy człowiek mo

ż

e opanowa

ć

 silniejszego, gdy ten w swej 

ś

lepocie pozwoli si

ę

 zwi

ą

za

ć

 my

ś

lowym ła

ń

cuchem. Wsz

ę

dzie panuje taka tyrania - 

pomi

ę

dzy mał

ż

onkami, rodze

ń

stwem, rodzicami i dzie

ć

mi. Przyjaciel mo

ż

e siedzie

ć

 

na naszym karku, jak wampir, nie wiedz

ą

c o tym w swym absolutnym egoizmie.  

Takie panowanie jest zawsze szkodliwe, gdy

ż

 wtedy obce bł

ę

dy, wady, a nawet 

fizyczne słabo

ś

ci ł

ą

cz

ą

 si

ę

 z naszymi, droga naszego 

ż

ycia poczyna si

ę

 waha

ć

odchylona od gł

ę

bokich praw własnego losu!  

Nasze t

ę

sknoty okazuj

ą

 si

ę

 nagle kaprysami, "pustymi urojeniami" - lub te

ż

 s

ą

 tak 

dalekie, 

ż

e ich nie mo

ż

na dosi

ę

gn

ąć

. Poczynamy w

ą

tpi

ć

 w to, w co

ś

my najbardziej 

powinni wierzy

ć

 - w nasze siły. Przecie

ż

 wiara w sił

ę

 jest modlitw

ą

 - a ka

ż

da modlitwa 

zawiera w sobie wypełnienie. Przez taki nie

ś

wiadomy proces mesmeryczny nasze 

background image

prawdziwe "ja" zostaje odepchni

ę

te na bok i jakie

ś

 ni

ż

sze 

ż

ycie poczyna 

ż

y

ć

 naszym 

bytem. - Je

ż

eli jaki

ś

 człowiek popchnie nas w rów, krzywda b

ę

dzie zawsze ta sama, 

bez wzgl

ę

du na to, czy stało si

ę

 to umy

ś

lnie, czy nie.  

Widzimy dzisiaj dziesi

ą

tki tysi

ę

cy mesmeryzowanych dzieci, które przygniata moc 

ż

ycze

ń

 i nadziei rodziców, buduj

ą

cych dla nich w swych my

ś

lach pewien okre

ś

lony 

rodzaj 

ż

ycia. Dzieci nie maj

ą

 siły odepchn

ąć

 tych 

ż

ycze

ń

, które przeciwdziałaj

ą

 

prawdziwej linii ich losu, zatrzymuj

ą

 i szkodz

ą

, a nawet mog

ą

 czasem zupełnie 

zniszczy

ć

 ich fizyczne 

ż

ycie. Miło

ść

 rodzicielska nie powinna by

ć

 dla młodo

ś

ci 

niczym innym, jak tylko opiek

ą

. Gdy

ż

 inaczej rodzice wbudowuj

ą

 w młode 

ż

ycie 

wszystkie swe własne bł

ę

dy - tak, 

ż

e w ko

ń

cu do tych nie

ś

wiadomie 

namesmeryzowanych duchów nie mo

ż

e przenikn

ąć

 

ż

aden promie

ń

 - i dlatego 

poczynaj

ą

 one wierzy

ć

 w to samo, w co wierzono dotychczas, bł

ą

dz

ą

, jak bł

ą

dzili ich 

rodzice, by w ko

ń

cu w m

ę

ce i agonii utraci

ć

 znowu swe ciało, tak samo, jak rodzice 

swe utracili.  

Żą

daj oswobodzenia od ka

ż

dej tyranii i w ko

ń

cu si

ę

 oswobodzisz. Wtedy poznasz 

lepiej te prawa. Duch twój nauczy si

ę

 wyczuwa

ć

, gdzie grozi niebezpiecze

ń

stwo, 

gdzie mo

ż

esz zosta

ć

 zwi

ą

zanym i uprowadzonym.  

Wielu ludzi podlega bardzo dziwnym mesmeryzuj

ą

cym wpływom, do których nie 

mieliby odwagi nawet sami przed sob

ą

 si

ę

 przyzna

ć

, gdyby tylko o nich wiedzieli. 

Czasami np. jeste

ś

my zupełnie podbici przez urz

ę

dników w ich kryjówkach poza 

kratkami! Stajemy si

ę

 cz

ę

sto boja

ź

liwi i słabi w okoliczno

ś

ciach, które przy spokojnej 

ocenie okazałyby si

ę

 naszym rozumnym prawem. Równie

ż

 w pewnym otoczeniu i w 

pewnym czasie boimy si

ę

 zadawa

ć

 pytania, by nie uchodzi

ć

 za niewiedz

ą

cych! I 

wszystko to wobec ludzi, których przy bli

ż

szym poznaniu na pewno nie uznaliby

ś

my 

za godnych naszego powa

ż

ania. Wielu patrzy spokojnie na pewne podst

ę

py 

kupieckie i drobne niesprawiedliwo

ś

ci z obawy przed skandalem. Za przyczyn

ę

 tego 

uwa

ż

aj

ą

 pó

ź

niej sw

ą

 wielkoduszno

ść

, która nie chce si

ę

 zajmowa

ć

 takimi 

drobnostkami - w rzeczywisto

ś

ci ukrywa si

ę

 poza tym tchórzostwo przed pewnymi 

lud

ź

mi. Przejawia si

ę

 tu wpływ ni

ż

szych duchów: nieraz cała rodzina da si

ę

 

tyranizowa

ć

 jednej słu

żą

cej z obawy, by nie uchodzi

ć

 za "sk

ą

pców" lub 

"małostkowych ludzi".  
Nigdy si

ę

 nie gi

ąć

, nigdy nie czu

ć

 si

ę

 upokorzonym w towarzystwie jakiegokolwiek 

b

ą

d

ź

 człowieka!... Kto czyni to, wprowadza do swego serca my

ś

lowy pr

ą

niewolniczej zale

ż

no

ś

ci, otwiera drzwi, przez które podobny pr

ą

d mo

ż

e si

ę

 dosta

ć

 

nawet wprost z błahych, niegodnych powodów. Powinni

ś

my podziwia

ć

, czci

ć

 talent 

innego człowieka, lecz jako król króla, z czystym, gł

ę

bokim 

ż

yczeniem, by podobna 

rzecz mogła by

ć

 obudzona, narodzona, w nas - jaki

ś

 talent, który by był tak wła

ś

ciwy 

naszej istocie, jak tamten - jego.  
Mo

ż

na by

ć

 mesmeryzowanym zarówno przez pewien pr

ą

d my

ś

lowy, jak przez 

pewnego człowieka - czyli, 

ż

e jednostka jest tylko przewodnikiem ogólnych pr

ą

dów. 

Czaj

ą

ca si

ę

 my

ś

l, obawa przed czym

ś

, przed chorob

ą

, n

ę

dz

ą

ś

mierci

ą

, któr

ą

 w 

ka

ż

dym momencie promieniuj

ą

 miliony mózgów, nast

ę

pnie op

ę

tana 

żą

dza 

panowania - staj

ą

 si

ę

 najcz

ęś

ciej okazj

ą

 do tyranii. Wszystko to spływa w jeden stale 

rosn

ą

cy olbrzymi potok. Otwórz cho

ć

 na chwil

ę

 swego ducha na pr

ą

d tego potoku i 

zaraz zaleje ci

ę

 całkiem i nic go nie potrafi zatrzyma

ć

. Zostaniesz na pewien czas 

porwany w wir i wszystko poka

ż

e ci sw

ą

 najgorsz

ą

 stron

ę

. Naokoło ciebie spi

ę

trz

ą

 

si

ę

 niepowodzenia, n

ę

dza, brak odwagi oraz okr

ążą

 ci

ę

 ludzie, którzy nawet palcem 

nie rusz

ą

, by ci

ę

 poprze

ć

, gdy b

ę

dziesz potrzebował pomocy.  

Wszystko to odbiera odwag

ę

; ale te złe, fałszywie skierowane, niedojrzałe siły s

ą

 

niczym w porównaniu z moc

ą

 niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, której zawsze mo

ż

emy 

background image

otworzy

ć

 nasze zmysły, o ile tylko umiemy si

ę

 modli

ć

.  

Przez pomoc milcz

ą

cej modlitwy dochodzimy do tych wy

ż

szych pr

ą

dów - mo

ż

na 

powiedzie

ć

 zostajemy "namesmeryzowani" przez niesko

ń

czono

ść

. Takiemu 

wpływowi nie powinni

ś

my si

ę

 sprzeciwia

ć

, gdy

ż

 oznacza on nasze rosn

ą

ce 

szcz

ęś

cie, stwarza coraz ja

ś

niejszego ducha i coraz pi

ę

kniejsze ciało, podnosi i 

odnawia wszystkie zdolno

ś

ci!  

Ten odpoczynek, to pogr

ąż

enie si

ę

 w niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ść

, powinno by

ć

 dla 

nas wy

ż

sze ponad wszelk

ą

 ludzk

ą

 przyja

źń

 - a wtedy niesko

ń

czona 

ś

wiadomo

ść

 da 

nam najlepszych ziemskich towarzyszy. Osi

ą

gniemy pewno

ść

 intuicji, która objawi 

nam zawsze, jak błyskawica, warto

ść

 człowieka.  

Kto jest mesmeryzowany przez niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ść

, ten nie mo

ż

e długo 

zostawa

ć

 pod tyrani

ą

 ludzkiej woli - po prostu wyrasta ponad jej cały zakres 

działania. Pr

ą

dy mesmeryczne, płyn

ą

ce od niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, nie 

odejmuj

ą

 indywidualno

ś

ci nic, lecz przeciwnie, dodaj

ą

 jej mocy.  

Ludzie staraj

ą

 si

ę

 zawsze wymy

ś

li

ć

 dla swego zdrowia jaki

ś

 najbardziej 

skomplikowany i wyszukany system; dlatego te

ż

 zawsze maj

ą

 si

ę

 na ostro

ż

no

ś

ci: 

tego si

ę

 wystrzegaj

ą

, przed tamtym dr

żą

!  

To wszystko s

ą

 prawa ludzkie - lecz wielkie prawo 

żą

da od nas tylko wiary i samo 

wszystko dla nas spełni.  

 
MODLITWA 

 

Błagamy i 

żą

de naiwno

ść

 krytykowa

ć

 zalety wojenamy, aby

ś

my mogli zbli

ż

y

ć

 si

ę

 do 

niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, coraz ja

ś

niej u

ś

wiadamia

ć

 sobie jej rzeczywisto

ść

uczy

ć

 si

ę

, jak bezgranicznie trzeba jej ufa

ć

.  

Chcemy oczy

ś

ci

ć

 si

ę

 od wszelkiego zw

ą

tpienia. Prosimy, by

ś

my zostali przyj

ę

ci do 

wspólnego bytu z niesko

ń

czon

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

, by ona towarzyszyła nam, jak 

przyjaciel, aby

ś

my poznali w najrealniejszym, najprawdziwszym sensie, czym jest ta 

wielka rzeczywisto

ść

, która przenika, pomaga, działa tak samo w najdrobniejszych 

rzeczach codziennego 

ż

ycia, jak i w wielkich prawach wszech

ś

wiata! Prosimy o 

spoczynek w tej sile i o uczucie zupełnego spokoju przed wszelk

ą

 niedol

ą

, prosimy o 

zabezpieczenie nas od n

ę

dzy, choroby i nieszcz

ęść

, których si

ę

 boj

ą

 ludzie - tak, 

ż

eby

ś

my w ko

ń

cu mogli powiedzie

ć

 naprawd

ę

: I nawet gdybym zaraz miał i

ść

 przez 

dolin

ę

 

ś

miertelnych cieniów, dusza moja si

ę

 nie ul

ę

knie.  

 
JAK SI

Ę

 POPIERA SWE PRZEDSI

Ę

WZI

Ę

CIA 

 

Jakiekolwiek człowiek zajmuje stanowisko na 

ś

wiecie - czy b

ę

dzie przepisywaczem 

na maszynie, czy wo

ź

nym, buchalterem, pastuchem, czy urz

ę

dnikiem - zawsze 

b

ę

dzie miał wszystkie szanse przeciwko sobie, je

ż

eli tylko przyzwyczai si

ę

 widzie

ć

 

siebie ci

ą

gle na jednym stanowisku i nie b

ę

dzie my

ś

lał o szerszej działalno

ś

ci lub 

lepszym wynagrodzeniu. Te przeciwne szanse stwarza sam sobie, gdy

ż

 jego 

wyobra

ź

nia ukazuje mu jego własne "ja" ci

ą

gle w tym samym otoczeniu. A 

tymczasem prawdziwe pałace powstaj

ą

 zawsze z zamków na lodzie. Uczucie, 

najcz

ęś

ciej w nas panuj

ą

ce, jest sił

ą

, która kieruje wypadki na nasz

ą

 korzy

ść

 lub 

zwraca je przeciw nam.  
Dusze niektórych osób s

ą

 do tego stopnia pozbawione polotu, tak bezcelowo kr

ążą

 

gdzie

ś

 po bezdro

ż

ach, 

ż

e nie potrafi

ą

 nawet my

ś

le

ć

 o sobie i utrzyma

ć

 cho

ć

 to, co 

otrzymały w spadku po innych. Tacy ludzie stanowi

ą

 najprostsze przykłady tych form 

my

ś

lowych, które sprowadzaj

ą

 niepowodzenie.  

Niektórzy znów, chocia

ż

 urodzeni w ubóstwie, zdaj

ą

 si

ę

 gromadzi

ć

 materiał dla 

swego powodzenia niemal od pierwszych swych chwil na 

ś

wiecie. Kieruj

ą

 oni 

background image

wszystkie swe my

ś

li, rzucaj

ą

 cał

ą

 sw

ą

 wol

ę

 na jeden cel i osi

ą

gaj

ą

 powodzenie - o ile 

tylko zarobek pieni

ęż

ny mo

ż

na nazwa

ć

 powodzeniem.  

Rozwój ka

ż

dego interesu rozpoczyna si

ę

 w fantazji. Kto ze skromnego stanowiska 

potrafi si

ę

 wybi

ć

 na wła

ś

ciciela dwunastu linii kolejowych, ten szedł duchowo zawsze 

przed swym stanowiskiem: je

ż

eli dosi

ę

gn

ą

ł jednego stopnia, widział si

ę

 zaraz na 

wy

ż

szym. Kto przez całe lata godził si

ę

 z tym, 

ż

e jest zbieraczem gałganów, na 

pewno nawet w my

ś

lach nie widział si

ę

 nigdy czym

ś

 innym, nigdy nie opu

ś

cił 

psychicznie okresu gałganiarstwa. Nie ma w

ą

tpliwo

ś

ci, 

ż

e zazdro

ś

cił tym, którzy 

wy

ż

ej od niego stali materialnie - chciałby na pewno mie

ć

 niejedno z tego, co oni 

maj

ą

 - lecz nigdy nie wyrzekł si

ę

 swej duszy: "Chc

ę

 si

ę

 uwolni

ć

 i uwolni

ę

 si

ę

 od tego 

zaj

ę

cia, wznios

ę

 si

ę

 do czego

ś

 czystszego i wy

ż

szego, ni

ż

 zbieranie gałganów". 

Przez zazdro

ść

 nic nie zdziałamy - dlatego człowiek ten zostanie gałganiarzem przez 

całe 

ż

ycie.  

Kto przez "skromno

ść

" uwa

ż

a najpi

ę

kniejsze rzeczy na 

ś

wiecie, jako zbyt wysokie 

dla siebie, jako niedo

ś

cigłe, kto zawsze widzi si

ę

 na najni

ż

szym szczeblu drabiny i 

pała nienawi

ś

ci

ą

 do tych, co stoj

ą

 ponad nim, zawsze zostanie prawdopodobnie na 

tym szczeblu.  
Ka

ż

da duchowa skłonno

ść

, w której trwamy przez pewien czas, kieruje nas w 

ż

yciu 

ku rzeczom, odpowiadaj

ą

cym tej skłonno

ś

ci. Kto np. lubi konie i du

ż

o my

ś

li o nich, 

skieruje si

ę

 prawdopodobnie, jak tylko si

ę

 zdarzy sposobno

ść

, tam, gdzie b

ę

dzie 

mógł znale

źć

 szlachetne konie - prawdopodobnie nawi

ąż

e zaraz stosunki z innymi 

znawcami i amatorami koni i pocznie bra

ć

 udział w handlu ko

ń

skim lub hodowli. Lecz 

je

ż

eli zamiłowanie jego do koni nie przekracza 

ż

yczenia, by tylko 

ż

y

ć

 pomi

ę

dzy nimi, 

je

ż

eli mówi sobie w my

ś

li: "Ja mog

ę

 by

ć

 tylko uje

ż

d

ż

aczem lub stangretem", i je

ż

eli 

przy tym widzi w swym duchu przepa

ść

 pomi

ę

dzy sob

ą

 a wielkimi hodowcami koni i 

wła

ś

cicielami stajen, to rzeczywi

ś

cie nie b

ę

dzie przez całe swe 

ż

ycie niczym innym, 

jak tylko stangretem lub uje

ż

d

ż

aczem. Lecz je

ż

eli postanowi wybi

ć

 si

ę

 w swym 

umiłowanym zawodzie, je

ż

eli czuje, 

ż

e ma takie samo prawo do posiadania wielkich 

stajen, jak inni, to prawdopodobnie cel ten osi

ą

gnie.  

Dlaczego? - Po prostu dlatego, 

ż

e jego my

ś

li zbli

ż

aj

ą

 go do kieruj

ą

cych ludzi tego 

zawodu. Wyczuwaj

ą

 oni nie

ś

wiadomie jego idee, jego zainteresowanie si

ę

, jego 

d

ąż

enia - i je

ż

eli si

ę

 odda ich przedsi

ę

wzi

ę

ciu z takim zapałem, jakby to 

przedsi

ę

wzi

ę

cie było jego własne (jak to czyni ka

ż

dy człowiek znajduj

ą

cy si

ę

 w 

natchnieniu), zaczn

ą

 go na pewno popiera

ć

. B

ę

d

ą

 uwa

ż

ali go za po

ż

ytecznego, 

b

ę

dzie miał sposobno

ść

 zbli

ż

y

ć

 si

ę

 do nich osobi

ś

cie, nast

ą

pi przyjazna wymiana 

zda

ń

 - stanie si

ę

 nieodzownym i w ko

ń

cu zjawi si

ę

 przyja

źń

 - ten najwa

ż

niejszy 

czynnik we wszystkich przedsi

ę

wzi

ę

ciach, gdy

ż

 w 

ż

yciu praktycznym w ka

ż

dej gał

ę

zi 

ludzkiego d

ąż

enia, ludzie musz

ą

 liczy

ć

 na wzajemn

ą

 pomoc i ufno

ść

.  

Kto mało siebie ceni, nie b

ę

dzie równie

ż

 przez innych ceniony tak, jak wówczas, 

gdyby sam siebie cenił wysoko - nikt nie b

ę

dzie skłonny pomóc mu w uzyskaniu 

lepszego stanowiska - nie istnieje fala my

ś

lowa, która by go niosła!  

Wielu ludzi, gdyby zbadało siebie, przyszłoby do przekonania, 

ż

e jest du

ż

o stanowisk 

na 

ś

wiecie, o których nawet nie marz

ą

. Dziewi

ęć

 pomywaczek na dziesi

ęć

 nie 

odwa

ż

y si

ę

 nigdy w swym duchu cho

ć

 na moment postawi

ć

 si

ę

 na stanowisku 

zarz

ą

dzaj

ą

cej tym hotelem, w którym same graj

ą

 rol

ę

 najskromniejszych pionków. 

Od czasu do czasu jednak wybija si

ę

 jaka

ś

 osoba z takiego stanowiska na daleko 

wy

ż

sze: - Odwa

ż

yła si

ę

 ona na tak

ą

 my

ś

l! I ta niewidoczna, kieruj

ą

ca siła tej my

ś

li 

wyniosła j

ą

 w gór

ę

.  

Tam, gdzie zawsze, stale i niewzruszenie, widzimy si

ę

 w swym duchu, tam nas los 

zawsze zaniesie. Je

ż

eli nie zawsze poprowadzi do samego celu, to przynajmniej 

background image

przybli

ż

y - na stanowisko, które w ka

ż

dym razie jest lepsze, ni

ż

 bezcelowe, 

upokarzaj

ą

ce stanie w rynsztoku.  

Kto obawia si

ę

 odpowiedzialno

ś

ci i woli pewny k

ą

t i pewne wynagrodzenie, zawsze 

zostanie mniej lub wi

ę

cej maszyn

ą

, wydan

ą

 na łup innych - b

ę

dzie musiał patrze

ć

jak dochody z jego zdolno

ś

ci przechodz

ą

 w obce r

ę

ce. Kto ma odwag

ę

 wzi

ąć

 na 

siebie odpowiedzialno

ść

, osi

ą

ga pr

ę

dko powodzenie, kto nie ma odwagi - b

ę

dzie 

tylko 

ź

le wynagradzanym pomocnikiem ludzi, maj

ą

cych odwag

ę

. Odwa

ż

 si

ę

 

przynajmniej w fantazji prowadzi

ć

 du

ż

e przedsi

ę

wzi

ę

cie i zarz

ą

dza

ć

 wielkimi sumami. 

Taka cicha odwaga w ukrytej komórce twego ducha nie wyda ci

ę

 na po

ś

miewisko 

innych. Jest to tak samo łatwo, jak widzie

ć

 si

ę

 na najni

ż

szym szczeblu drabiny. 

Ć

wicz si

ę

 w sztuce oczekiwania powodzenia. Spokojne oczekiwanie powodzenia jest 

w ogóle najlepszym, najpłodniejszym sposobem u

ż

ycia swej my

ś

lowej siły, jaki tylko 

istnieje na 

ś

wiecie!  

Ba

ć

 si

ę

 nieszcz

ęś

cia, przewidywa

ć

 przeszkody, rozmy

ś

la

ć

 o mo

ż

liwych trudno

ś

ciach 

- jest rzecz

ą

 wprost rujnuj

ą

c

ą

 i najpewniejsz

ą

 drog

ą

 do n

ę

dzy.  

Odpowiedzialno

ść

 niekoniecznie prowadzi za sob

ą

 kłopoty, troski, niepokoje i 

podniecenia. Kultura duchowa, która uczy nie my

ś

le

ć

 o rzeczach, a

ż

 przyjdzie na nie 

czas, odpycha my

ś

l o odpowiedzialno

ś

ci, póki nie nadejdzie moment, kiedy b

ę

dzie 

po

ż

yteczne lub konieczne o niej go gabinetu, przez który tylu ludzi spomy

ś

le

ć

. Jaki

ś

 

drobny handlarz warzyw b

ę

dzie np. przez pół nocy rozmy

ś

lał o swych małych 

interesach, a na drugi dzie

ń

 rano, niewyspany, zm

ę

czony, tym mniej b

ę

dzie miał 

mo

ż

no

ś

ci doprowadzenia swych spraw do porz

ą

dku - gdy tymczasem milioner, wielki 

kupiec tej samej gał

ę

zi, posiada zdolno

ść

 odwracania swych trosk i we 

ś

nie zbiera 

tylko siły dla odpowiedzialno

ś

ci nast

ę

puj

ą

cego dnia.  

Istnieje ju

ż

 ogólne zapotrzebowanie lepszych rzeczy, ni

ż

 te, jakie 

ś

wiat dotychczas 

posiada, zapotrzebowanie lepszych domów, wykwintniejszego jedzenia, wy

ż

szych 

przyjemno

ś

ci. Niepowstrzymanie ro

ś

nie po

żą

danie lepszego i znajduje swe 

zaspokojenie. Nie mów nigdy do siebie, 

ż

e z tych lepszych rzeczy nic nie mo

ż

esz 

da

ć

 

ś

wiatu. Mo

ż

esz da

ć

. My

ś

le

ć

: "Ja nie mog

ę

", znaczy zamyka

ć

 drzwi przed ka

ż

d

ą

 

mo

ż

liwo

ś

ci

ą

.  

Staje si

ę

 to wprost pogwałceniem prawa, które pozwala ka

ż

demu bra

ć

 udział w tym, 

co jest najlepszego na ziemi. - Kto zadawala si

ę

 tylko sam

ą

 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

 warto

ś

ci, 

jak

ą

 ma rzecz ofiarowana ludzko

ś

ci przez niego, czy to w zakresie techniki, czy 

sztuki, i nie domaga si

ę

 uznania swego dzieła, popełnia ci

ęż

k

ą

 niesprawiedliwo

ść

 

wzgl

ę

dem samego siebie. Niesprawiedliwo

ść

 za

ś

 wzgl

ę

dem siebie jest jednocze

ś

nie 

niesprawiedliwo

ś

ci

ą

 wzgl

ę

dem innych. Kto mało ceni rzecz dobr

ą

, któr

ą

 ofiaruje 

ludziom, ten wysyła pewn

ą

 sił

ę

, która uczy innych lekcewa

ż

enia jego dobrego dzieła. 

Je

ż

eli chcesz sprzeda

ć

 na ulicy mis

ę

 pełn

ą

 prawdziwych diamentów, lecz wzrok twój 

i twoje ruchy b

ę

d

ą

 wyra

ż

ały w

ą

tpliwo

ść

 co do prawdziwo

ś

ci tych kamieni, 

dziewi

ęć

dziesi

ę

ciu dziewi

ę

ciu kupuj

ą

cych na stu b

ę

dzie uwa

ż

ało twoje kamienie za 

fałszywe po prostu przez sugesti

ę

 twych my

ś

li; istnieje za

ś

 wszelkie 

prawdopodobie

ń

stwo, 

ż

e ten jeden, który mimo wszystko poznał, 

ż

e kamienie s

ą

 

prawdziwe, przynajmniej spróbuje ci

ę

 oszuka

ć

, podtrzymuj

ą

c tw

ą

 w

ą

tpliwo

ść

.  

Je

ż

eli człowiek poprawia i udoskonala bezustannie dzieło, które kocha, 

ś

wiat w 

krótkim czasie uzna to udoskonalenie i odpowiednio je oceni.  
Kto rozpowszechnia rzeczy tanie, tandet

ę

, imitacj

ę

 - ten depcze najbardziej 

warto

ś

ciowe instynkty ludzko

ś

ci, która d

ąż

y do lepszego i gotowa jest za nie płaci

ć

rozumie si

ę

, o ile tylko za swe pieni

ą

dze otrzyma rzecz lepsz

ą

. Te ust

ę

pstwa dla 

tanio

ś

ci, to wstr

ę

tne pełzanie i skakanie przed tłumem, który szuka wszystkiego w 

gorszym gatunku, jest przyczyn

ą

 tych tanich ubra

ń

, które si

ę

 rozlatuj

ą

, zanim si

ę

 je 

background image

na siebie wło

ż

y, tych złych domów ze zgniłymi podwalinami, pełnymi miazmatów, 

które maj

ą

 ten skutek, 

ż

e mno

żą

 drogie pogrzeby. Gdyby ta zaraza tanio

ś

ci znalazła 

mo

ż

no

ść

 do przedostania si

ę

 do natury, wkrótce cała nasza planeta byłaby 

przepełniona "zni

ż

onymi cenami" i zaraz mieliby

ś

my do rozporz

ą

dzenia mas

ę

 

"u

ż

ywanego powietrza" i ogromne ilo

ś

ci "u

ż

ywanych promieni słonecznych". Na 

szcz

ęś

cie cudowne siły wieczno

ś

ci d

ążą

 ku ci

ą

gle rosn

ą

cemu doskonaleniu si

ę

 i 

uszlachetnianiu, jak to wida

ć

 z historii ziemi, która z chaosu i dzikich form 

zwierz

ę

cego i ro

ś

linnego 

ś

wiata rozwin

ę

ła si

ę

 do dzisiejszego poziomu - i poziom ten 

ci

ą

gle musi si

ę

 podnosi

ć

 w miar

ę

 tego, jak coraz wi

ę

cej 

ś

wiatła, m

ą

dro

ś

ci i 

znajomo

ś

ci duchowych praw budzi si

ę

 w m

ęż

czy

ź

nie i kobiecie.  

Unikaj ludzi, którzy s

ą

 zale

ż

ni i tchórzliwi i przez swe ci

ą

głe oczekiwanie nieszcz

ęś

cia 

sprowadzaj

ą

 w ko

ń

cu to nieszcz

ęś

cie. W ich towarzystwie - czymkolwiek by byli - 

b

ę

dziesz wchłaniał w siebie ich ducha i nie

ś

wiadomie inaczej działał, ni

ż

by

ś

 chciał - 

przestaniesz by

ć

 sob

ą

. Metody działania, zapewniaj

ą

ce powodzenie, nie b

ę

d

ą

 ci si

ę

 

wydawały ju

ż

 tak jasne, jak przedtem, poniewa

ż

 ugrz

ą

złe

ś

 w najzgubniejszych 

pierwiastkach my

ś

lowych!  

Takie unikanie nie oznacza braku serca: nieszcz

ęś

cie jest zawsze win

ą

 lub te

ż

 

brakiem rozumu.  
Ludzie, którym si

ę

 powodzi, d

ążą

 instynktownie do podobnych siebie i unikaj

ą

 ludzi, 

maj

ą

cych "pecha"! W ten sposób stosuj

ą

 si

ę

 do jednej cz

ęś

ci prawa; lecz ich 

powodzenie jest po wi

ę

kszej cz

ęś

ci jednostronne, wła

ś

nie dlatego, 

ż

e nie znaj

ą

 

całego prawa. Przez "powodzenie jednostronne" rozumiem gromadzenie bogactw i 
zaszczytów, które okupuje si

ę

 chorob

ą

 i niemo

ż

no

ś

ci

ą

 korzystania z owoców swego 

trudu.  
Wchłanianie cudzych bezwarto

ś

ciowych, zale

ż

nych my

ś

li zgubiło ju

ż

 niejedno 

przedsi

ę

wzi

ę

cie. Dzi

ś

 np. widzisz przed sob

ą

 jasn

ą

 drog

ę

, jeste

ś

 pełen nadziei, pełen 

woli do czynu! Jutro wszystko si

ę

 zmienia! Utraciłe

ś

 ufno

ść

 w swe idee, widzisz tylko 

niepowodzenie, skryłe

ś

 si

ę

 w mysi

ą

 jam

ę

! Dlaczego! Bo

ś

 obcował z nie maj

ą

cymi 

przed sob

ą

 celu, oboj

ę

tnymi lud

ź

mi! Cho

ć

by

ś

 nie rozmawiał z nimi o swych planach - 

ich ni

ż

sze my

ś

li przywarły do ciebie, jak smoła! Zgniotły one, odbarwiły, osłoniły mgł

ą

 

twe 

ż

ycie. Jest zupełn

ą

 prawd

ą

ż

e cudze my

ś

li mog

ą

 wtargn

ąć

 w gł

ą

b naszej istoty, 

tak samo, jak zgniłe wyziewy do naszego domu. Mów do siebie bezustannie: "nie 
chc

ę

 nikomu pozwoli

ć

 panowa

ć

 nad sob

ą

" - w ten sposób torujesz sobie drog

ę

 z 

niewoli, zale

ż

no

ś

ci, 

ż

ebractwa!  

Je

ż

eli jeste

ś

 przenikliwy, pełen nadziei i energiczny, i je

ż

eli twe przedsi

ę

wzi

ę

cie 

opiera si

ę

 na prawie - 

ś

wiat odczuje w tobie człowieka przyszło

ś

ci. Ju

ż

 czuje ci

ę

 

nawet, zanim pozna ci

ę

 z oblicza. Duchowy ocean wyczuwa i ciebie, i fale, które z 

ciebie wypływaj

ą

. To wszystko toruje drogi, tworzy, buduje powodzenie w sferze 

rzeczywisto

ś

ci. Wszystko wi

ę

c, co dla ciebie przypływa, posyłaj dalej, niech kr

ąż

y - 

ka

ż

demu bowiem b

ę

dzie dane w tej mierze, w jakiej sam daje. Nie daj si

ę

 nigdy 

opanowa

ć

 przez pieni

ą

dze. Zdobywa

ć

 maj

ą

tek za cen

ę

 zdrowia znaczy to samo, co 

odci

ąć

 sobie nogi, by kupi

ć

 za nie par

ę

 butów. Wszystkie przedsi

ę

wzi

ę

cia mog

ą

 by

ć

 

wykonane bez w

ś

ciekłej gonitwy, bez mozołu zm

ę

czenia. Je

ż

eli jeste

ś

 um

ę

czony, to 

znak, 

ż

e co

ś

 jest fałszywego w twoim przedsi

ę

biorstwie. Je

ż

eli duch i ciało pracuj

ą

 

harmonijnie, bez trudu, rozwija si

ę

 w nich olbrzymia siła. Siła ta, u

ż

yta prawidłowo 

przez dwie godziny, spełnia wi

ę

cej, ni

ż

 dziesi

ęć

 godzin tzw. "w

ś

ciekłej orki".  

Nie mo

ż

na nigdy nale

ż

ycie rozwin

ąć

 swego interesu, je

ż

eli go nie kochamy i nie 

wło

ż

ymy w niego całej swej duszy. Musi istnie

ć

 nieprzerwana potrzeba ulepsze

ń

nieustanna rado

ść

 z tych ulepsze

ń

! Nikt nie mo

ż

e oczekiwa

ć

 powodzenia w rzeczy, 

której w swych my

ś

lach ci

ą

gle nie rozszerza, nie ulepsza. Wszystkie wielkie 

background image

przedsi

ę

wzi

ę

cia były my

ś

lami po tysi

ą

ckro

ć

 razy prze

ż

ytymi, zanim stały si

ę

 

rzeczywisto

ś

ci

ą

. Te my

ś

li przyci

ą

gaj

ą

 do siebie z otoczenia ci

ą

gle now

ą

 sił

ę

, jak 

roztwór, który poczyna si

ę

 krystalizowa

ć

.  

Je

ż

eli przestaniesz odbudowywa

ć

 i rozszerza

ć

 w my

ś

lach jakiekolwiek 

przedsi

ę

wzi

ę

cie, poczyna ono zamiera

ć

 - by

ć

 mo

ż

e przez pewien czas jeszcze 

utrzyma si

ę

 pozornie na dawnym poziomie, jednak wkrótce musi ust

ą

pi

ć

 miejsca 

innym przedsi

ę

wzi

ę

ciom, które wypływaj

ą

 z podobnych, lecz energicznych pr

ą

dów 

my

ś

lowych. Wa

ż

ne i wielkie plany powinny by

ć

 cz

ę

sto omawiane, lecz tylko z lud

ź

mi, 

którzy maj

ą

 podobne cele i zmiłowania. Takie rozmowy powinny by

ć

 prowadzone 

regularnie o tej samej porze i o ile mo

ż

no

ś

ci w tym samym miejscu, a nie 

gdziekolwiek - w restauracji, na ulicy, w wagonie. Przez to traci si

ę

 sił

ę

 i łamie 

tajemnice, chocia

ż

by nikt nie podsłuchiwał. Przysłowie "

ś

ciany maj

ą

 uszy" jest 

prawd

ą

. Pewien czynnik - niewidoczny, skrz

ę

t

ż

e czasem poczucie powszechnego 

inteny, złodziejski, przebiegły, zawsze czatuje w ucz

ę

szczanych miejscach, w ka

ż

dej 

przestrzeni, która nie ma w sobie psychicznych pierwiastków spokoju, i wykrada 
tajemnice, by je przynie

ść

 do cudzych mózgów.  

Je

ż

eli dla takich rozmów, które powinny by

ć

 jednocze

ś

nie spokojne i podniecone, 

b

ę

dzie przeznaczony pewien pokój i je

ż

eli pokój ten b

ę

dzie przez dłu

ż

szy czas słu

ż

ył 

takim rozmowom, tworzy si

ę

 wtedy pewna atmosfera my

ś

lowa, która sama pcha 

naprzód przedsi

ę

wzi

ę

cie. Staje si

ę

 ona coraz silniejsz

ą

 i nowe idee powstaj

ą

 w niej 

łatwiej i pr

ę

dzej, ni

ż

 gdziekolwiek indziej.  

Pokój ten stanie si

ę

 miejscem natchnienia i duch b

ę

dzie zawsze w nim otwarty dla 

płyn

ą

cych podszeptów.  

Lecz je

ż

eli w tym pokoju dowodzono sobie z gniewem i nami

ę

tno

ś

ci

ą

, lub te

ż

 

ktokolwiek z obecnych czuł si

ę

 wewn

ę

trznie rozdra

ż

nionym, powstaje wtedy siła, 

która w ka

ż

dym kierunku b

ę

dzie stawiała przeszkody i hamowała wszystkie przejawy 

ż

ycia.  

Twoja rzeczywista 

ż

ona jest najlepszym towarzyszem we wszystkich sprawach. 

Cho

ć

by była oddzielona od ciebie fizycznie lub przez formy bytu - jednak tajemnie 

ą

czona, jest zawsze twoj

ą

 od wieków. Je

ż

eli jej 

ż

ycie płynie materialnie przy twoim 

boku, to poznasz j

ą

 po tym, 

ż

e wszystkie twoje sprawy - wszystko, co tyczy twego 

dobra - budzi w niej najgł

ę

bsze zainteresowanie. Wówczas słuchaj w spokoju jej 

rady, uwa

ż

aj na jej natchnienia, na jej sympatie i antypatie, na wszystko, co dotyczy 

ludzi i rzeczy!  
Je

ż

eli wyszydzisz j

ą

 i jej urojenia, je

ż

eli jeste

ś

 zdania, 

ż

e "kobiety nie znaj

ą

 si

ę

 na 

interesach", je

ż

eli ka

ż

esz jej usun

ąć

 si

ę

 do domowego gospodarstwa, utracisz swoj

ą

 

najlepsz

ą

 podpor

ę

 i zam

ą

cisz najpewniejsze, jasnowidz

ą

ce oko, które promieniuje ku 

twemu szcz

ęś

ciu.  

 
SPOWIED

Ź

 

 

Nie ma nic szkodliwszego dla ciała i ducha, jak 

ż

y

ć

 ze 

ś

wiadomo

ś

ci

ą

 własnych 

grzechów (to znaczy niedoskonałych instynktów) i zamyka

ć

 te grzechy nie 

wypowiedziane we własnej piersi. My

ś

li te (lub czyny) zostaj

ą

 w nas i tworz

ą

 now

ą

 

szkod

ę

, dopóki nie wypowiemy ich komukolwiek, np. dobremu przyjacielowi, do 

którego czujemy prawdziw

ą

 sympati

ę

. Wrastaj

ą

 one w nas coraz mocniej, bez 

wzgl

ę

du na to, czy my

ś

limy o nich z uczuciem 

ż

alu, czy inaczej; gdy

ż

 wszystko, co 

tylko nas zajmuje, rozrasta si

ę

 stopniowo w naszej duszy! Ci

ą

głe prze

ż

uwanie 

własnych bł

ę

dów jest duchowo szkodliwe i wywiera równie

ż

 złe skutki na zdrowie. - 

Prawdziwym po

ż

ywieniem ducha s

ą

 ci

ą

gle odnawiaj

ą

ce si

ę

 my

ś

li, ci

ą

gle nowe i 

nowe pogl

ą

dy na 

ż

ycie, zmienne i coraz gł

ę

bsze obja

ś

nienia wszystkiego, co si

ę

 w 

background image

nas i naokoło nas tworzy! Uczmy si

ę

 patrze

ć

 na rzeczy codziennie 

ś

wie

ż

ymi oczami, 

uczmy si

ę

 co dzie

ń

 prze

ś

ciga

ć

 plany, mniemania i cele wczorajszego dnia - gdy

ż

 w 

takim stanie naszej duszy duch nabiera zdolno

ś

ci do przyjmowania "chleba 

ż

ycia", 

który odnawia ciało. Zmieniaj

ą

cy si

ę

 bez wytchnienia duch przekształca bezustannie 

na swój po

ż

ytek własno

ś

ci pierwiastków, które tworz

ą

 ciało i w ten sposób przedłu

ż

ż

ycie w bezkresy. Innymi słowami: je

ż

eli ci

ą

gle rosn

ą

cy i ci

ą

gle si

ę

 odnawiaj

ą

cy duch 

posiadł zdolno

ść

 do przenoszenia swej "pracy" - swego 

ż

yciowego pierwiastka - na 

organizm i jego zmysły - zwi

ą

zek pomi

ę

dzy nim a ciałem staje si

ę

 nieprzerwany, 

gdy

ż

 ka

ż

da komórka przesi

ą

ka wtedy duchem na wskro

ś

.  

"Staro

ść

" po wi

ę

kszej cz

ęś

ci widzi rzeczy takimi, jakimi były przed pi

ęć

dziesi

ę

ciu laty. 

Zdarzenia i osoby budz

ą

 zawsze jednakowe skojarzenia my

ś

lowe. Ta sama historia 

b

ę

dzie si

ę

 powtarzała sto razy. Mózg taki nie karmi si

ę

 nigdy nowymi my

ś

lami! 

Usiłuje 

ż

y

ć

 za pomoc

ą

 starych! Upadek i 

ś

mier

ć

 s

ą

 zawsze skutkami takiego 

ż

ycia! 

Duch coraz bardziej traci władz

ę

 nad organizmem. Pami

ęć

 i rozum odmawiaj

ą

 

posłusze

ń

stwa, członki poczynaj

ą

 dr

ż

e

ć

, ciało schnie - wszystko to s

ą

 nieomylne 

znaki, 

ż

e dusza ginie z braku "codziennego chleba" nowych my

ś

li i traci zupełnie 

panowanie nad ciałem.  
By 

ż

y

ć

 w prawdzie, by wraz z płyn

ą

cymi bez przerwy latami wzrastał duch i moc 

ciała, by ka

ż

d

ą

 faz

ę

 bytu przebywa

ć

 z coraz to bardziej rosn

ą

cym zachwytem - 

pomimo 

ż

e dziesi

ą

tki lat id

ą

 swoj

ą

 kolej

ą

 - by w ko

ń

cu zwyci

ęż

y

ć

 ostatniego 

wielkiego przeciwnika - "

ś

mier

ć

" - w duszy musi trwa

ć

 koniecznie bezustanny proces 

wył

ą

czania starych, zu

ż

ytych my

ś

li! My

ś

li te spełniły ju

ż

 swój obowi

ą

zek i teraz 

powinny usun

ąć

 si

ę

 z placu, tak samo jak studnia, która musi by

ć

 najpierw 

oczyszczona ze szlamu i stoj

ą

cej wody, zanim zacznie dawa

ć

 czyst

ą

 i 

ź

ródlan

ą

!  

Aby si

ę

 uwolni

ć

 od starych my

ś

li, trzeba je wypowiedzie

ć

! Nie pierwszemu lepszemu, 

rozumie si

ę

, lecz temu jedynemu człowiekowi, w którym pokładamy najzupełniejsz

ą

 

ufno

ść

, któremu mo

ż

emy wszystko powiedzie

ć

, ka

ż

de 

ż

yczenie, ka

ż

d

ą

 skłonno

ść

ą

 czy dobr

ą

.  

Osoby, które bez niebezpiecze

ń

stwa dla siebie mog

ą

 mówi

ć

 o takich rzeczach - 

mog

ą

 si

ę

 nawzajem spowiada

ć

 - musz

ą

 nale

ż

e

ć

 koniecznie do tej samej psychicznej 

fali. Musz

ą

 patrze

ć

 na rzeczy tymi samymi oczami, przenika

ć

 si

ę

 intuicyjnie 

nawzajem, odgadywa

ć

 charakter i motywy czynów tak jasnowidz

ą

co, by za pomoc

ą

 

kilku słów spowied

ź

 mogła si

ę

 uskuteczni

ć

. Kobieta i m

ęż

czyzna s

ą

 dla siebie 

najlepszymi powiernikami.  
Je

ż

eli w człowieku jest pewien poci

ą

g do kłamstwa lub kradzie

ż

y, lub te

ż

 jaka

ś

 inna 

niedoskonała skłonno

ść

, wtedy pierwiastki kradzie

ż

y lub kłamstwa tkwi

ą

 równie

ż

 w 

jego ciele, krwi i ko

ś

ciach. Je

ż

eli duch oczy

ś

ci si

ę

 od tych skłonno

ś

ci, wtedy ciało i 

krew stan

ą

 si

ę

 subtelniejsze i doskonalsze w swych składowych cz

ęś

ciach.  

Ka

ż

dy prawdziwy grzech, zatrzymany w 

ś

wiadomo

ś

ci, nadaje ciału zawsze pewn

ą

 

cech

ę

 zła lub po

ś

piechu. Wszyscy posiadamy jeszcze dzi

ś

 mniej lub wi

ę

cej 

szkodliwe przekonania, przes

ą

dy i nastroje, których szkodliwo

ś

ci jeszcze

ś

my sobie 

nie u

ś

wiadomili. Wszystkie bł

ę

dne mniemania nie mog

ą

 wyja

ś

ni

ć

 si

ę

 od razu. 

Objawienie musi si

ę

 posuwa

ć

 powoli, dzie

ń

 po dniu, rok po roku! Równie

ż

 nie mo

ż

na 

od kogo

ś

 obcego dowiadywa

ć

 si

ę

 o swych własnych bł

ę

dach. Wiedza o swej winie 

powinna i

ść

 z wewn

ą

trz. Wtedy dopiero zrozumiemy zupełnie swój bł

ą

d. Sam Bóg go 

objawi. Duch niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci, który działa w nas tak, 

ż

e poczynamy 

uwa

ż

a

ć

 si

ę

 za ostateczne kra

ń

ce promieni jakiego

ś

 niewidzialnego sło

ń

ca. 

Niesko

ń

czono

ść

 odpiecz

ę

towuje nasze oczy na plamy, rysy i rany naszego ducha, 

które chc

ą

 by

ć

 poznane, aby mogły by

ć

 usuni

ę

te. Zamiast uczuwa

ć

 przygn

ę

bienie, 

gdy odnajdziemy nasze ukryte wady, mamy raczej powód do uciechy - tak samo, jak 

background image

marynarz cieszy si

ę

, gdy odkryje dziur

ę

 na dnie statku, która mogłaby sta

ć

 si

ę

 

przyczyn

ą

 zguby dla całego okr

ę

tu. Poznaj

ą

c nasze wady, czynimy spowied

ź

 przed 

sob

ą

! Gdy doszli

ś

my ju

ż

 do tego, 

ż

e przezwyci

ęż

yli

ś

my głupi

ą

 dum

ę

, która nie chce 

szuka

ć

 "dziury", uczynili

ś

my wielki krok naprzód na 

ś

cie

ż

ce do wiecznego szcz

ęś

cia.  

Wówczas niesko

ń

czona 

ś

wiadomo

ść

 ukoi w nas drug

ą

 potrzeb

ę

 i ze

ś

le nam 

człowieka, przed którym b

ę

dziemy si

ę

 mogli wyspowiada

ć

. Człowiek ten nie b

ę

dzie 

czczym gaduł

ą

, lecz podobnie jak my, b

ę

dzie posiadał zdolno

ść

 przyci

ą

gania ku 

sobie z niesko

ń

czono

ś

ci nowych idei, i b

ę

dzie odczuwał równie

ż

 tak samo jak my, 

najgł

ę

bsz

ą

 potrzeb

ę

 przyznania si

ę

 do swych bł

ę

dów.  

Istotn

ą

 tre

ś

ci

ą

 rzeczy jest nie samo wyspowiadanie si

ę

 z kłamstwa lub spełnionej 

kradzie

ż

y, lecz przyznanie si

ę

 do ci

ą

głego ulegania pokusie lub poci

ą

gu do 

spełnienia grzechu!  
Mo

ż

emy np. powiedzie

ć

 do zaufanego przyjaciela: "Znam swoj

ą

 skłonno

ść

 do 

kłamstwa lub przesady, gdy si

ę

 to tyczy pewnych osób lub zdarze

ń

. Lecz nie chc

ę

 

tego czyni

ć

. Nie mam wcale złych zamiarów, gdy rozpoczynam rozmow

ę

, ale w 

podnieceniu, podczas wymiany słów wbrew mej woli wyrywaj

ą

 mi si

ę

 te nieprawdy i 

partyjnie zabarwione pogl

ą

dy. Moje najwy

ż

sze "ja" nie pochwala tego i przypomina 

mi z wyrzutem, w cichych godzinach, o mym kłamstwie". Lub: "Posiadam skłonno

ść

 

do kradzie

ż

y - nie jestem prawdopodobnie zwykłym złodziejem, ale przecie

ż

 istnieje 

wiele form kradzie

ż

y. Moje lepsze poznanie odrzuca t

ę

 skłonno

ść

 i ja chc

ę

 si

ę

 od niej 

uwolni

ć

". Lub te

ż

: "Odczuwam zawi

ść

 i zazdro

ść

 na widok pewnych osób - samo 

wymienienie ich nazwisk budzi we mnie nienawi

ść

 i wstr

ę

t".  

Lub: "Nienawidz

ę

 bogatych - jak tylko ich ujrz

ę

 - nie posiadam si

ę

 ze zło

ś

ci"!  

My

ś

li tego rodzaju szkodz

ą

 ciału i sprowadzaj

ą

 na

ń

 choroby z tak

ą

 sam

ą

 pewno

ś

ci

ą

jak ogie

ń

 trawi suche zgrzebie. Nie uwolnimy si

ę

 od nich nawet wtedy, gdy 

postaramy si

ę

 inaczej czu

ć

. Jest to złudzenie. Po prostu nie jeste

ś

my w mo

ż

no

ś

ci ich 

zmieni

ć

. Lepiej daleko jest spojrze

ć

 odwa

ż

nie wewn

ą

trz siebie i powiedzie

ć

 uczciwie: 

"tak - ja nienawidz

ę

 - tak - tak - jestem zazdrosny"!  

Je

ż

eli takie uczucia wypowiemy wypróbowanemu przyjacielowi, z powa

ż

n

ą

 ch

ę

ci

ą

 

uwolnienia si

ę

 od nich, to przez to stan

ą

 si

ę

 one bardziej materialne, ni

ż

 gdyby

ś

my je 

trzymali zamkni

ę

te w swym duchu. Poniewa

ż

 za

ś

 staj

ą

 si

ę

 bardziej materialne, 

przybieraj

ą

 posta

ć

, która pozwala je odrzuci

ć

. Dlaczego i w jaki sposób si

ę

 to dzieje - 

nie wiemy! Stwierdzamy tutaj tylko fakty do

ś

wiadczenia.  

Je

ż

eli nie b

ę

dziemy mieli nikogo, przed kim mogliby

ś

my si

ę

 swobodnie 

wyspowiada

ć

, je

ż

eli b

ę

dziemy zawsze nosili ze sob

ą

 wszystkie swe bł

ę

dy i wady, to 

wytworzy si

ę

 w nas powoli brak odwagi do wyznawania tych bł

ę

dów nawet przed 

sob

ą

, a nast

ę

pnie fałszywa duma, która b

ę

dzie si

ę

 czu

ć

 zadowolon

ą

, je

ż

eli wyda si

ę

 

tym, czym nie jest. Duch taki staje si

ę

 w ko

ń

cu zupełnie niezdolnym do przyznania 

si

ę

 do swych wad i wprost 

ś

lepnie na swe bł

ę

dy. Nie

ś

wiadomie wzmacnia w sobie 

poczucie swej doskonało

ś

ci, staje si

ę

 powierzchownym, aroganckim i krytycznym 

wzgl

ę

dem innych. Zasklepia si

ę

 w swym materialnym przekonaniu.  

Wybawienie, którego 

ź

ródłem jest spowied

ź

, znajduje swój wyraz w codziennym 

ż

yciu prawie wszystkich m

ęż

czyzn i kobiet. Gdy tylko opowiedz

ą

 swe troski jakiemu

ś

 

współczuj

ą

cemu przyjacielowi, uczuwaj

ą

ż

e spadł z nich jaki

ś

 ci

ęż

ar, gdy

ż

 przez ten 

ś

rodek została wypowiedziana my

ś

l, która w rzeczywistym znaczeniu tego wyrazu 

"ci

ąż

yła na nich". Przez sw

ą

 sympati

ę

 przyjaciel rzeczywi

ś

cie bierze pewn

ą

 cz

ęść

 

ci

ęż

aru na siebie. - Ten, przed kim si

ę

 wyspowiadano, niechaj b

ę

dzie smutnym i 

przygn

ę

bionym! Działa w nim obca troska, któr

ą

 wchłon

ą

ł w siebie. Dlatego z wielk

ą

 

ostro

ż

no

ś

ci

ą

 powinni

ś

my bra

ć

 na siebie cudze zmartwienia. Pomi

ę

dzy dwiema 

spowiedziami powinni

ś

my wypocz

ąć

, by nie wyczerpa

ć

 si

ę

 zanadto i nie da

ć

 si

ę

 

background image

porwa

ć

 szkodliwym pr

ą

dom my

ś

lowym, gdy

ż

 byłoby to nieszcz

ęś

ciem dla obu stron.  

Własny kierunek my

ś

lowy musi w ka

ż

dym razie utrzyma

ć

 si

ę

 w górze. Kto u

ż

ycza 

innym swej sympatii, daje sw

ą

 sił

ę

. W zamian otrzymuje wra

ż

enia obcego ducha, 

które spływaj

ą

 we

ń

 wraz ze wszystkimi jego bł

ę

dami. Kto codziennie błaga 

niesko

ń

czono

ść

 o m

ą

dro

ść

, ten nie pozwoli si

ę

 nigdy wyzyskiwa

ć

 i nie b

ę

dzie 

przyjmował spowiedzi od wielu osób - gdy

ż

 jego sympatia jest w rzeczywisto

ś

ci jego 

własnym 

ż

yciem - sił

ą

 twórcz

ą

 jego duszy! Tylko dla równourodzonego, tylko dla 

towarzysza na 

ś

cie

ż

ce w gór

ę

, sympatia jego b

ę

dzie stała zawsze otworem - i tylko w 

tym stopniu, w jakim sam si

ę

 mo

ż

e spowiada

ć

, b

ę

dzie przyjmował cudz

ą

 spowied

ź

. - 

Spowied

ź

 si

ę

ga daleko poza chłodne komunikowanie sobie swych bł

ę

dów! Cała 

natura spowiada si

ę

 przez oznaki zewn

ę

trzne ze swej rado

ś

ci i m

ę

ki. Krzyk 

przera

ż

enia, który powstał z fizycznego bólu, jest ujawnionym bólem - i lepiej go nie 

tłumi

ć

, gdy

ż

 przynosi ulg

ę

Ś

miech, okrzyki tryumfu s

ą

 spowiedzi

ą

 rado

ś

ci. Gdyby na 

ś

wiecie nie było du

ż

o tłumionego szcz

ęś

cia, te d

ź

wi

ę

ki natury nie objawiłyby si

ę

 

nigdy! Maj

ą

 one 

ż

yciotwórcze znaczenie dla zdrowia i pomy

ś

lno

ś

ci.  

Uczuwamy zawsze 

ż

yw

ą

 potrzeb

ę

 mie

ć

 przyjaciela, przy którym mogliby

ś

my zawsze 

by

ć

 sob

ą

. Musimy mie

ć

 przynajmniej jednego człowieka, z którym mogliby

ś

my 

prze

ż

ywa

ć

 nasze nastroje i uczucia, przed którym mogliby

ś

my odchyli

ć

 przyłbic

ę

przed którym nie potrzebowaliby

ś

my mie

ć

 si

ę

 ci

ą

gle na ostro

ż

no

ś

ci. Nie potrzeba 

wtedy dobiera

ć

 słów, by tylko powiedzie

ć

 co

ś

 m

ą

drego i poprawnego; byłoby to 

trzymanie duchowego łuku ci

ą

gle napi

ę

tym - gdy tymczasem powinni

ś

my cz

ę

sto 

puszcza

ć

 ci

ę

ciw

ę

 wolno - cz

ę

sto, nawet bardzo cz

ę

sto. Potrzebujemy nawet czasem 

przywileju i wolno

ś

ci, by mówi

ć

 głupie, trywialne rzeczy bez obawy, 

ż

e zobaczymy 

zaraz szydz

ą

ce miny lub usłyszymy słowa nagany.  

Nie dozwólmy, aby pierwiastek zabawy w nas skarlał, gdy

ż

 w takim razie zginie w 

ogóle mo

ż

liwo

ść

 uzewn

ę

trznienia tego pierwiastka, ciało utraci wyraz swojej 

młodo

ś

ci, a zarazem lekko

ść

, gracj

ę

 i sił

ę

. Równie

ż

 nikt nie uwolni si

ę

 ostatecznie od 

jakiegokolwiek głupstwa, o ile nie uj

ą

ł go w słowa i nie wypowiedział przed swym 

przyjacielem. Rozumie si

ę

ż

e głupstwo nie wtedy dopiero zostanie poznane, gdy 

objawi si

ę

 wyra

ź

nie w słowach. Wyspowiadali

ś

my si

ę

 tylko z duchowej formy tego 

głupstwa, spojrzeli

ś

my na

ń

 obiektywnie, poznali - os

ą

dzili. Nie wypowiedziana my

ś

nale

ż

y wył

ą

cznie do ducha - wypowiedziana do pewnego stopnia materializuje si

ę

 - 

ubiera si

ę

 w ciało d

ź

wi

ę

ków.  

Przez spowied

ź

 podnosi si

ę

 tak

ż

e powodzenie w zakresie handlu. Gdy dwóch lub 

wi

ę

cej ludzi z jednakowym zainteresowaniem wypowiada swe zdania o jakim

ś

 

przedmiocie - przy tym otwarcie i z gotowo

ś

ci

ą

 do przyznania si

ę

 w trakcie rozmowy 

do bł

ę

dów, które wła

ś

nie przy takiej wymianie zda

ń

 łatwiej dadz

ą

 si

ę

 pozna

ć

 - 

wówczas wytwarza si

ę

 wielka siła przynosz

ą

ca powodzenie! Ka

ż

dy spowiada si

ę

 ze 

swych pogl

ą

dów o danej rzeczy, si

ę

ga po plan do duchowej cz

ęś

ci swej istoty i 

materializuje go w słowa, które s

ą

 jakby pierwszym narodzeniem si

ę

 tego planu w 

rzeczywisto

ś

ci, jakby d

ź

wi

ę

kowym modelem realno

ś

ci, który mo

ż

e by

ć

 jeszcze 

zmieniony i poprawiony, o ile oka

ż

e si

ę

 niedoskonałym.  

Ogromnym za

ś

 złem jest niezadowolenie - milcz

ą

ca nagana, kiedy ludzie wyjawiaj

ą

 

swoje plany! Tysi

ą

ce ludzi nosi na sobie takie my

ś

lowe brzemi

ę

. Jest ono w sercach 

wielu kół rodzinnych. Ale ka

ż

da my

ś

żą

da swego fizycznego wyrazu, 

żą

da, by mogła 

si

ę

 bezpiecznie wypowiedzie

ć

. Ukryte my

ś

li kład

ą

 piecz

ęć

 na naszym duchu - a 

przez to cierpi dopływ nowych my

ś

li - gdy

ż

 tylko ten, kto daje, mo

ż

e co

ś

 otrzyma

ć

.  

Sk

ą

pstwo my

ś

lowe prowadzi do n

ę

dzy! Gdy

ż

 przez nie wytwarza si

ę

 nienaturalny 

stan, podobny do stanu drzewa, któremu zahamowano mo

ż

no

ść

 puszczania li

ś

ci, 

kwiatów i owoców - tj. tego, co jest wyrazem samej idei drzewa. Kto mo

ż

no

ść

 t

ę

 

background image

hamuje, zabija drzewo. Kwiaty i li

ś

cie powstały równie

ż

 z pewnej duchowej 

przyczyny. S

ą

 one materializacj

ą

 ducha drzewa, który walczy o swój wyraz w 

ś

wiecie 

fizycznym. Tak samo i duch nasz 

żą

da, by nasza duchowa ja

źń

 wyra

ż

ała si

ę

 w 

pewnej cielesnej formie, a wi

ę

c spowiadała si

ę

.  

Dlatego ten, kto nie ma prawdziwej ufno

ś

ci, najlepiej zrobi, je

ż

eli si

ę

 uda w samotne 

miejsce, o ile mo

ż

no

ś

ci na wolny obszar - i tam wypowie słowami swe tajne grzechy: 

ż

e cierpi z powodu zazdro

ś

ci lub chciwo

ś

ci, lub 

ż

e mu zbywa na umiarkowaniu i 

porz

ą

dku! lub te

ż

ż

e jest tchórzem! - Lecz tylko niech wszystko wypowie! Niczego 

nie ukryje. Ka

ż

dy człowiek powinien si

ę

 przyzwyczai

ć

 do formowania swych my

ś

li w 

słowa - przez to my

ś

li jego staj

ą

 si

ę

 bardziej fizyczne i mog

ą

 by

ć

 oddalone za 

pomoc

ą

 

ś

rodków fizycznych - słowo jest wozem, który zabiera i wywozi z duszy 

nieszlachetne rzeczy.  

 

Ś

WI

Ą

TYNIA MILCZ

Ą

CEGO PO

ŻĄ

DANIA 

 

Z biegiem czasu musi powsta

ć

 gmach - pewien rodzaj ko

ś

cioła dla ludzi wszelkich 

wyzna

ń

 i ras, dla ludzi ka

ż

dego wieku i powołania, którzy w tym gmachu b

ę

d

ą

 mogli 

wypowiada

ć

 najwy

ż

szej sile swe najgł

ę

bsze upragnienia i modli

ć

 si

ę

 o ich 

wypełnienie. Ludziom, którzy czuj

ą

 sympati

ę

 do takich uczu

ć

, przypadnie w udziale 

zadanie niedopuszczania wszelkich brutalnych wtargni

ęć

 do tej 

ś

wi

ą

tyni oraz 

wszystkiego, co by mogło zakłóci

ć

 w niej fizyczny spokój. Słu

ż

ba taka b

ę

dzie 

uwa

ż

an

ą

 za znak 

ś

wi

ę

tego i kochaj

ą

cego zaufania, a sam gmach b

ę

dzie miejscem 

milczenia i milcz

ą

cego po

żą

dania. Ka

ż

dy, kto wejdzie do tej 

ś

wi

ą

tyni, zostanie 

ostrze

ż

ony, by nie wnosił ze sob

ą

 pierwiastków niepokoju, gdy

ż

 dom ten jest 

miejscem uroczystego pragnienia trwałego dobra, a nie rozterki i melancholii.  
Ko

ś

ciół powinien by

ć

 miejscem, w którym koncentruje si

ę

 najwy

ż

sza siła my

ś

li, to jest 

taka siła, której pobudki s

ą

 najszczytniejsze. A najszczytniejsz

ą

 pobudk

ą

 jest zawsze 

ż

yczenie, by udoskonali

ć

 siebie i innych. Kto nie posiada siły, by siebie udoskonali

ć

nie potrafi równie

ż

 innym okaza

ć

 trwałej pomocy. Ale siła taka wyłania si

ę

 zawsze z 

modlitwy do niesko

ń

czonej mocy, której jeste

ś

my składow

ą

 cz

ą

stk

ą

. Gdy modlimy 

si

ę

 w miejscu, po

ś

wi

ę

conym wył

ą

cznie milcz

ą

cemu po

żą

daniu, siła taka przychodzi 

pr

ę

dzej. Czym jest ta niesko

ń

czona moc - nie wiemy, wiemy tylko, 

ż

niesko

ń

czono

ść

 i tajnia odpowiadaj

ą

 zawsze - zawsze wysłuchuj

ą

 naszych modlitw i 

daj

ą

 odpowied

ź

. W ko

ś

ciele milcz

ą

cego po

żą

dania ka

ż

dy powinien mówi

ć

: "Modl

ę

 

si

ę

 do niesko

ń

czonej mocy o dobro dla siebie. Pragn

ę

, by ciało moje było zdrowsze, 

by duch stał si

ę

 silniejszy i jasnowidz

ą

cy! 

Żą

dam siły, która uwolniłaby mnie od 

zazdro

ś

ci, nienawi

ś

ci i złej woli, w której ci

ą

gle trwam, pomimo i

ż

 wiem, 

ż

e mi 

przynosi szkod

ę

. Pragn

ę

 m

ą

dro

ś

ci, która ukazałaby mi 

ś

rodki i drogi, prowadz

ą

ce do 

wyzwolenia si

ę

 z tych wad. Wreszcie pragn

ę

 zostawi

ć

 my

ś

l, która przyniosłaby 

po

ż

ytek tym, co przyjd

ą

 po mnie. Je

ż

eli cierpi

ą

 na ciele, niech ustanie ich ból. Je

ż

eli 

s

ą

 słabi, ułomni, chorzy, lub nawiedzeni przez jakiekolwiek zło, wypraszam i 

przyci

ą

gam ku sobie z niesko

ń

czono

ś

ci swoj

ą

 cz

ęść

 siły i tworz

ę

 z niej pomoc dla 

nich i zdrowie. A gdy przyjd

ą

 tu ludzie nieszcz

ęś

liwi, zn

ę

kani, zrozpaczeni, niech im 

ta my

ś

l, któr

ą

 tu zostawi

ę

, przyniesie równie

ż

 po

ż

ytek".  

Je

ż

eli wszyscy ludzie, zebrani w jednym miejscu ł

ą

cz

ą

 si

ę

, by wysyła

ć

 jednakowe 

my

ś

lowe pr

ą

dy, wtedy cała przestrze

ń

 wokół nich napełnia si

ę

 i naładowuje tym 

najwy

ż

szym duchowym eterem. Je

ż

eli jest to my

ś

l o pot

ę

dze i pomocy, to w 

przestrzeni zostaje co

ś

, co na ka

ż

dego, kto przyjdzie w to miejsce, spłynie na 

podobie

ń

stwo fluidu i da mu pomoc i sił

ę

.  

Je

ż

eli setki i tysi

ą

ce ludzi jednego ducha przyjd

ą

 do tego domu uzdrowie

ń

, do tej 

ś

wi

ą

tyni, to ka

ż

dy zostawi tam drobn

ą

 ofiar

ę

 ze swojej siły i pomocy. Je

ż

eli ko

ś

ciół 

background image

taki nigdy nie b

ę

dzie słu

ż

ył innym celom, je

ż

eli zawsze zostanie obcy dla wszelkich 

niskich, 

ś

wiatowych lub egoistycznych my

ś

li, to z czasem stanie si

ę

 pot

ęż

nym 

akumulatorem duchowych pr

ą

dów.  

Nagromadzona w nim siła uzdrowi słabych ciałem, którzy w 

ż

arliwej wierze przyjd

ą

 

si

ę

 tu modli

ć

, zmieni słabych wol

ą

, podniesie uci

ś

nionych - ludzie powstan

ą

wyprostuj

ą

 si

ę

, jakby podparci niewidzialnymi promieniami. Lecz pobyt w tym miejscu 

powinien trwa

ć

 najwy

ż

ej par

ę

 minut, by nie w

ś

lizgn

ę

ło si

ę

 do duszy zm

ę

czenie lub 

my

ś

li ni

ż

szego gatunku.  

Bo dla tych przede wszystkim powodów zwykłe nasze ko

ś

cioły s

ą

 nie

ś

wiadomie 

przez wielu zniewa

ż

ane. Ludzie przynosz

ą

 ze sob

ą

 wszystkie swe codzienne my

ś

li - 

przed wej

ś

ciem do ko

ś

cioła wycieraj

ą

 obuwie, lecz serc nie oczyszczaj

ą

 nigdy. 

Szepcz

ą

 sobie do ucha uwagi, ciekawie przypatruj

ą

 si

ę

 obecnym, cz

ę

sto przed 

rozpocz

ę

ciem kazania prowadz

ą

 długie rozmowy. A gdy nie ma nabo

ż

e

ń

stwa, 

ko

ś

cioły uwa

ż

ane s

ą

 prawie za domy przechodnie. Wszystko to m

ą

ci i osłabia 

atmosfer

ę

 ko

ś

cieln

ą

. A jednak ko

ś

ciół, bardziej ni

ż

 jakiekolwiek inne miejsce na 

ziemi, powinien spoczywa

ć

 w cieniu Niesko

ń

czonej Mocy, a my jako cz

ęś

ci tej Mocy, 

powinni

ś

my 

ż

ywo, a

ż

 do gł

ę

bi duszy, cie

ń

 ten odczuwa

ć

. Wyjdziemy wtedy z ko

ś

cioła 

jakby wyk

ą

pani, wzmocnieni i od

ś

wie

ż

eni na duchu, by 

ś

mia

ć

 si

ę

 i weseli

ć

!  

Ju

ż

 dzi

ś

 daje si

ę

 odczuwa

ć

 gł

ę

boka potrzeba takiego ko

ś

cioła, a wła

ś

ciwie całego 

szeregu ko

ś

ciołów milcz

ą

cego po

żą

dania, rozsianych po całej kuli ziemskiej, gdy

ż

 

tysi

ą

ce ludzi nawet we własnym domu nie posiada cichego, ustronnego miejsca, 

dok

ą

d mo

ż

na byłoby si

ę

 schroni

ć

 dla skupienia i modlitwy - modlitwy o mo

ż

no

ść

 

zetkni

ę

cia si

ę

 z wy

ż

szymi my

ś

lowymi pr

ą

dami i falami. Ich mieszkania zbyt łatwo 

podlegaj

ą

 wtargni

ę

ciom obcych wpływów.  

A ju

ż

 przecie

ż

 sama mo

ż

liwo

ść

 takiego wtargni

ę

cia zniewa

ż

a miejsce. Mieszkania 

prywatne zbyt s

ą

 przesi

ą

kni

ę

te ró

ż

nego rodzaju kaprysami, zniech

ę

ceniem i to bez 

cienia jakiejkolwiek nawet ch

ę

ci wyzwolenia si

ę

 z tych stanów ducha. W pokojach 

l

ę

gn

ą

 si

ę

 ujemne nastroje i utrudniaj

ą

 powa

ż

nemu duchowi lot ku górze. "Lot ku 

górze" u

ż

yli

ś

my tu w dosłownym znaczeniu tych wyrazów. Gdy

ż

 my

ś

li s

ą

 to drgania 

materialnej substancji; my

ś

li niskie tamuj

ą

 drog

ę

 wy

ż

szym subtelniejszym drganiom, 

na podobie

ń

stwo chmur. Przy pewnych pomy

ś

lnych warunkach jeste

ś

my bardziej ni

ż

 

zwykle wystawieni na wpływ tych wy

ż

szych fal; jeden wła

ś

nie z takich pomy

ś

lnych 

warunków tworzyłaby 

ś

wi

ą

tynia milcz

ą

cego po

żą

dania, która przyjmowałaby i 

przepuszczała fale tylko pewnego, okre

ś

lonego gatunku.  

Kto wst

ą

pi wówczas w progi tej 

ś

wi

ą

tyni, pogr

ąż

y si

ę

 od razu w siln

ą

 i czyst

ą

 

atmosfer

ę

 ducha. Kto wst

ą

pi z pragnieniem osi

ą

gni

ę

cia doskonało

ś

ci dla siebie i dla 

innych, ten zostawi po sobie co

ś

, co innym, którzy po nim przyjd

ą

, da pomoc - i to 

tak

ą

, jak

ą

 sam otrzymał od tych, którzy modlili si

ę

 przed nim w tym ko

ś

ciele - 

wszyscy stan

ą

 si

ę

 bogatsi i nic nikomu odj

ę

te nie b

ę

dzie. Kto za

ś

 przyjdzie tu ze 

swego domu wzburzony, smutny, zn

ę

kany, szukaj

ą

c spokoju, pogody ducha i nowej 

siły, która by była w stanie uszlachetni

ć

 i uczyni

ć

 

ź

ródłem rado

ś

ci troski codziennego 

dnia, ten zostawi w tym gmachu dla innych, co po nim przyjd

ą

, cz

ą

stk

ę

 tej siły, któr

ą

 

wytworzyła jego modlitwa. Gdy

ż

 jest to prawem natury, 

ż

e nikt nie mo

ż

e otrzyma

ć

 

pomocy, kto sam nie pomaga. "Dar zupełny" jest to dar, który przynosi po

ż

ytek nie 

jednemu człowiekowi, lecz wszystkim. Taki zupełny dar zsyła nam niesko

ń

czona 

ś

wiadomo

ść

, czyli duch niesko

ń

czonego dobra. Modlitwa do tej pot

ę

gi powinna 

zawsze zawiera

ć

 w sobie gotowo

ść

 poddania si

ę

 wy

ż

szej m

ą

dro

ś

ci. Powinni

ś

my 

mówi

ć

 do siebie w duszy: "Pragn

ę

 tego z całego serca! Je

ż

eli jednak m

ą

dro

ść

, która 

jest nade mn

ą

, nie widzi w tym dla mnie dobra, nie b

ę

d

ę

 prosił o to". Post

ę

puj

ą

c w 

ten sposób, osi

ą

gniemy z czasem to, co jest najlepsze i najtrwalsze. Natomiast, je

ś

li 

background image

nie chcemy podda

ć

 si

ę

 najwy

ż

szej m

ą

dro

ś

ci i modlimy si

ę

 w duszy w ten sposób: 

"Chc

ę

, aby si

ę

 stało nieodwołanie to, czego pragn

ę

 - bez wzgl

ę

du na to, czy 

przyniesie to innym po

ż

ytek, czy nie" - wtedy i taka modlitwa si

ę

 spełni, o ile tylko 

długo i nieugi

ę

cie trwa

ć

 b

ę

dziemy w naszym 

żą

daniu. Lecz modlitwa taka oka

ż

e si

ę

 

w ko

ń

cu, jako dar "niezupełny", jednostronny, bardziej gorzki, ni

ż

 słodki - kl

ą

tw

ą

 i 

błogosławie

ń

stwem zarazem - słowem b

ę

dzie to dar, z którym b

ę

dziemy si

ę

 musieli 

jak najpr

ę

dzej rozsta

ć

, gdy

ż

 przyniesie nam zbyt wiele smutku i cierpie

ń

Ż

yczenie, 

które wywołało ten dar, pochodziło z ograniczonej wiedzy i ograniczonego dobra.  
W takim stanie ducha ludzie bezustannie pragn

ą

 pieni

ę

dzy - tylko pieni

ę

dzy, wi

ę

cej 

nic - i w ko

ń

cu otrzymuj

ą

 je, ale za jak

ąż

 cen

ę

 wewn

ę

trznego upadku! Lecz je

ż

eli 

prosimy o dobrobyt zgodnie z "doskonałym prawem", otrzymamy go na pewno wraz 
z błogosławie

ń

stwem, jakie przynosi ze sob

ą

 taki zupełny dar.  

Nie nale

ż

y nigdy tłumi

ć

 ani płoszy

ć

 mimowolnych impulsów naszego ducha w 

kierunku składania materialnych darów w podzi

ę

ce za otrzyman

ą

 pomoc. Kto ze 

szczer

ą

 wol

ą

 wrzuca swój dar do puszki dla dobra innych, ten daje wi

ę

cej, ni

ż

 zwykł

ą

 

monet

ę

. Pewna fala pomocy idzie wraz z kawałkiem metalu, lgnie do wła

ś

cicieli 

monety, działa na odległo

ść

. Na tym wła

ś

nie polega czar amuletów i darów 

miłosnych. Lecz pier

ś

cie

ń

 lub klejnot, który został wyproszony lub był dany 

niech

ę

tnie, bez wewn

ę

trznej rado

ś

ci, nosi ze sob

ą

 zł

ą

 my

ś

l, t

ę

 wła

ś

nie niech

ę

tn

ą

 

my

ś

l, która wypłyn

ę

ła od daj

ą

cego. W ten sposób podarki staj

ą

 si

ę

 rzeczywistymi 

po

ś

rednikami uczucia pomi

ę

dzy daj

ą

cym i obdarowanym.  

"Przyjemniej jest dawa

ć

, ni

ż

 otrzymywa

ć

". Je

ż

eli rzecz jaka została podarowan

ą

 pod 

wpływem przyjaznego odruchu, to daj

ą

cy otrzymuje od obdarowanego za ka

ż

dym 

razem, gdy ten patrzy na t

ę

 rzecz, pewien stały pr

ą

d dobrych fal, które płyn

ą

 ku 

niemu, jakby radosne dzi

ę

kczynne 

ż

yczenie.  

Dlatego puszki ofiarne powinny znajdowa

ć

 si

ę

 w 

ś

wi

ą

tyni milcz

ą

cego po

żą

dania dla 

tych, którzy uczuj

ą

 wewn

ę

trzn

ą

 potrzeb

ę

 zło

ż

enia daru - lecz tylko wtedy, gdy do 

ofiary przył

ą

czy si

ę

 

ż

ywa rado

ść

 - bez tego nigdy. My

ś

l nie

ż

yczliwa zniewa

ż

yłaby 

ś

wi

ą

tyni

ę

, przyniosłaby wi

ę

cej szkody, ni

ż

by osi

ą

gn

ę

ło si

ę

 po

ż

ytku ze zło

ż

onego 

daru.  
Ka

ż

dego z naszych czytelników gor

ą

co prosimy o powa

ż

ne 

ż

yczenie, by 

ś

wi

ą

tynia 

milcz

ą

cego po

żą

dania została wzniesion

ą

. Ka

ż

da taka my

ś

l b

ę

dzie sił

ą

, która 

przyczyni si

ę

 do jej wzniesienia. A gdy tysi

ą

ce my

ś

li ze

ś

rodkuje si

ę

 na tym jednym 

celu, Ko

ś

ciół zostanie zbudowany - 

ś

rodki materialne znajd

ą

 si

ę

 same, o ile tylko 

b

ę

dzie pragnienie i wola do czynu.  

 
UZDRAWIAJ

Ą

CA I ODRADZAJ

Ą

CA SIŁA WIARY 

 

Ciało nasze w swym wzro

ś

cie i zmianach podlega tym samym prawom i siłom, 

którym podlegaj

ą

 wszelkie inne organiczne twory: w

ęż

e, ptaki, zwierz

ę

ta ss

ą

ce!  

Ka

ż

dego roku, na pocz

ą

tku wiosny spływa na nasz

ą

 planet

ę

 pewna siła i rozpoczyna 

działanie. Pochodzi ona od sło

ń

ca i przenika cał

ą

 zorganizowan

ą

 rozsnow

ę

 - przede 

wszystkim za

ś

 najwy

ż

sz

ą

, najbardziej skomplikowan

ą

 - człowieka. Jego mocno 

naci

ą

gni

ę

te duchowe struny brzmi

ą

 ró

ż

norodniej w kosmicznym rytmie, ni

ż

 struny 

ni

ż

szego 

ż

ycia, a jego zadaniem w przyszłych czasach b

ę

dzie wchłanianie w siebie 

coraz to wi

ę

kszej ilo

ś

ci tej słonecznej emanacji, by tworzy

ć

 swe szcz

ęś

cie, które 

jednak tylko wtedy osi

ą

gnie, gdy odda si

ę

 tej mocy niepowstrzymanie, cał

ą

 dusz

ą

 i 

sercem. To tajemnicze, tylko wczesnemu wiosennemu sło

ń

cu wła

ś

ciwe 

promieniowanie powoduje zwi

ę

kszony obieg ro

ś

linnych soków - tego 

ż

yciowego 

eliksiru, z którego kiełkuj

ą

 p

ą

czki, p

ę

dy i li

ś

cie, jak cuda!  

Pr

ą

d tej słonecznej emanacji u

ż

ycza drzewu siły, aby mogło ci

ą

gn

ąć

 z ziemi 

background image

po

ż

ywienie oraz zrzuca

ć

 z siebie martwe li

ś

cie i pozostało

ś

ci ubiegłego roku.  

Zwierz

ę

ta i ptaki, szczególniej w wolnym i dzikim stanie, bior

ą

 równie

ż

 udział w tym 

słonecznym rytmie, odnawiaj

ą

 pióra i sier

ść

; lecz to zewn

ę

trzne pozbywanie si

ę

 

zu

ż

ytej rozsnowy jest tylko drobn

ą

 cz

ęś

ci

ą

 tego wielkiego procesu zmian, który 

przepływa przez cały organizm - i przenika ka

ż

d

ą

 komórk

ę

.  

Nasze ciało podlega takiemu samemu prawu - w ko

ń

cu zimy, na pograniczu wiosny, 

przechodzimy równie

ż

 pewien rodzaj "linienia". Odrzucamy star

ą

, martw

ą

 rozsnow

ę

 i 

ubieramy si

ę

 w now

ą

, rozumie si

ę

, o ile tylko w ogóle damy sposobno

ść

 tej 

odnawiaj

ą

cej sile, by oddziaływała w nas w najpo

żą

da

ń

szy sposób, tzn. o ile 

przestaniemy pracowa

ć

 ciele

ś

nie i duchowo wtedy, gdy ciało i duch potrzebuje 

wytchnienia, jak to czyni

ą

 równie

ż

 w tym okresie zwierz

ę

ta.  

Nowa sier

ść

, upierzenie, nowa skóra, zmieniony obieg we wszystkich organizmach, 

ś

wie

ż

e p

ą

czki, li

ś

cie i gał

ę

zie to tylko widoczne wyrazy tej niewidzialnej słonecznej 

emanacji. Nowe krystalizacje, powstałe z niewidocznych chemicznych substancji, w 
których k

ą

pi

ą

 si

ę

 ptaki, zwierz

ę

ta i ludzie!  

Rozpuszczone pierwiastki ubiegłego roku zu

ż

ywaj

ą

 si

ę

 w ten sposób, wbudowuj

ą

 

si

ę

, wrastaj

ą

 w organizmy. Drzewo, zwierz

ę

 i człowiek - ka

ż

da widoma organizacja, 

w stosunku do tego odradzaj

ą

cego roztworu, jest jakby nitk

ą

, na której osadzaj

ą

 si

ę

 

kryształy.  
Nie ma 

ż

adnej linii granicznej pomi

ę

dzy tym, co nazywamy duchem - a rozsnow

ą

Rozsnowa jest tylko pewn

ą

 my

ś

low

ą

 form

ą

, która si

ę

 ujawnia zewn

ę

trznym zmysłom.  

Indianin nazywa luty i marzec "słabymi miesi

ą

cami". Jako bystrzejszy obserwator 

przyrody poznaje on skłonno

ść

 organizmu do bezczynno

ś

ci, znu

ż

enia i spokoju, 

które towarzysz

ą

 tej odnawiaj

ą

cej i tworz

ą

cej sile.  

Najwi

ę

ksze i najpi

ę

kniejsze kryształy tworz

ą

 si

ę

 z roztworu, który nie ulega 

ż

adnym 

wstrz

ąś

nieniom. Nasze ciało podlega podczas wielkiego wiosennego okresu 

krystalizacji temu samemu prawu. By osi

ą

gn

ąć

 pełne, nieograniczone dobrodziejstwo 

tej wielkiej siły, ka

ż

dy człowiek powinien odpoczywa

ć

, kiedy tylko uczuwa potrzeb

ę

 - 

w południe czy o północy.  
Kto zmusza si

ę

 do duchowego lub cielesnego wysiłku, kto za pomoc

ą

 swej woli 

działa przeciw instynktowi, jak to czyni dzisiaj tysi

ą

ce ludzi, i dzi

ę

ki nienaturalnym 

warunkom 

ż

ycia musi to czyni

ć

 - ten powstrzymuje odradzaj

ą

c

ą

 sił

ę

, szkodzi i 

niszczy zbrodniczo jej dzieło. Zamiast pozwoli

ć

, by ta siła, dzi

ę

ki której nabrzmiewaj

ą

 

p

ą

ki na drzewach, snuła w nim bez przerwy sw

ą

 tajemnicz

ą

 prz

ę

dz

ę

 - trzyma si

ę

 

konwulsyjnie starych 

ś

miertelnych resztek, które powinien by odrzuci

ć

, niczym d

ą

z

ż

ółkłe li

ś

cie - ci

ą

gnie je w nowe lata, niesie ze sob

ą

 dawne, zu

ż

yte, zamarłe 

brzemi

ę

, zamiast nowego, wschodz

ą

cego 

ż

ycia! Jest to jedna z wielu przyczyn, które 

schylaj

ą

 ku dołowi ramiona, biel

ą

 włosy i tworz

ą

 zmarszczki!  

Upadek ciała, tj. to, co nazywamy "staro

ś

ci

ą

", polega jedynie na braku wiary i na 

nie

ś

wiadomo

ś

ci, na braku zdolno

ś

ci do wyszukania takich warunków, które by je 

odziały niewyczerpan

ą

 moc

ą

. Siła mi

ęś

ni i niepokonany pop

ę

d do czynu mog

ą

 

równie

ż

 zawdzi

ę

cza

ć

 swój pocz

ą

tek febrycznie podnieconemu zdenerwowaniu, 

jakiemu

ś

 podst

ę

pnemu delirium, które rzuca si

ę

 w

ś

ciekle od interesu do interesu, 

jakb"ë?

��

ł

��

ë

��śź�

ł?

�ż�żźź�

ëy gnane tysi

ą

cem biczów, nie zna i nie chce zna

ć

 

ż

adnego wypoczynku, póki nie nadejdzie moment zupełnego wyczerpania.  

Gdyby wobec tej idei odradzaj

ą

cej siły wiosennej ludzie zechcieli zaj

ąć

 przyjazne i 

pełne szacunku stanowisko - mniejsza o to, czy mog

ą

 wierzy

ć

 w t

ę

 sił

ę

, czy nie - to 

ju

ż

 sama ta pełna szacunku postawa oczekiwania przyniosłaby im wielk

ą

 pomoc. 

Ka

ż

da 

ż

ywa prawda, która przy pierwszym swym pojawieniu si

ę

 nie zostanie od razu 

wyparta z mózgu, zapuszcza zawsze gdzie

ś

 korzenie i 

ż

yje, i udawadnia swój byt 

background image

przez dobro, które z niej wykwita.  
Ludzie, którzy ci

ęż

ko pracuj

ą

, trac

ą

 siły pr

ę

dzej i pr

ę

dzej gin

ą

 ni

ż

 inni. Siła oporu 

zahartowanego marynarza trwa tylko kilka lat - gdy dojdzie on do lat czterdziestu lub 
pi

ęć

dziesi

ę

ciu, staje si

ę

 starym człowiekiem. W całym królestwie natury nast

ę

puj

ą

 po 

okresach działalno

ś

ci okresy zupełnego spokoju. Obieg soków w królestwie 

ro

ś

linnym ustaje w zimie, 

ż

ycie zwierz

ą

t ogranicza si

ę

 do jedzenia i snu, nawet 

ziemia oczekuje nowego posiewu. Gdyby człowiek, który w ogóle daleko wi

ę

cej 

wchłania w siebie ukrytej słonecznej siły, oddał si

ę

 od czasu do czasu takiej zupełnej 

bierno

ś

ci, rozkwitłby na nowo, odrodzony fizycznie i duchowo - obudziłyby si

ę

 w nim 

zmysły i siły, o których istnieniu wiele jeszcze nie wie. Narody wschodnie przez swe 
spokojne, wewn

ę

trzne 

ż

ycie osi

ą

gn

ę

ły wcze

ś

niej od nas władz

ę

 nad tymi nowymi 

zmysłami i siłami! - Władzy zwyci

ę

skiej i panowania nie posiadaj

ą

: Indie uległy 

Anglikom - lecz nie ma w

ą

tpliwo

ś

ci, 

ż

e wschód zwyci

ęż

y w ko

ń

cu powierzchown

ą

 

kultur

ę

 zachodu! Ju

ż

 teraz kl

ę

czymy u stóp Indii i bierzemy pierwsz

ą

 lekcj

ę

, uczymy 

si

ę

 alfabetu tych praw i sił, o których nasi m

ę

drcy nie maj

ą

 poj

ę

cia. I sk

ą

d pochodz

ą

 

te siły? Sk

ą

d si

ę

 one bior

ą

? W jaki sposób si

ę

 rozwin

ę

ły? - Przez moc milcz

ą

cych 

duchów, która przez tysi

ą

clecia była skierowan

ą

 harmonijnie na jeden cel! My za

ś

 

piastujemy w sobie zabobon, 

ż

e nic nie da si

ę

 osi

ą

gn

ąć

 bez um

ę

czenia, bez 

po

ś

piechu, mozołu! Nie potrafimy nigdy zapa

ść

 w ten wysoki, na wpół senny stan 

cielesnego spokoju, kiedy siły my

ś

lowe działaj

ą

 na odległo

ść

 i kład

ą

 nam do stóp to, 

co nawet przez stokrotny zewn

ę

trzny wysiłek nie dałoby si

ę

 nigdy osi

ą

gn

ąć

.  

Niejeden pewno powie: "lecz jak

ż

e

ż

 mo

ż

emy porzuci

ć

 nasze zaj

ę

cia i pozbawi

ć

 si

ę

 

utrzymania, po to, by odda

ć

 swe ciało wio

ś

nie do "poprawy"? - Odpowiadam: prawa 

ludzkie nie s

ą

 naturalne. Je

ż

eli przyroda wypowiada swe władcze słowo "spokój", a 

człowiek odpowiada "praca", to nie natura, lecz człowiek b

ę

dzie poszkodowany.  

Uznanie, 

ż

e pewna rzecz jest konieczn

ą

, czyni j

ą

 na wpół mo

ż

liw

ą

; potrzeba tej 

rzeczy i trwałe jej po

żą

danie s

ą

 modlitw

ą

 - sił

ą

, która przynosi pomoc i powoli 

wyprowadza ze szkodliwych warunków 

ż

ycia. Jest to komórka zarodkowa wszelkiego 

stawania si

ę

, wszelkiego d

ąż

enia do wy

ż

szego i dostojniejszego 

ż

ycia! - Ju

ż

 

Chrystus przyoblekł to prawo w podniosłe słowa: "Pro

ś

cie, a b

ę

dzie wam dano, 

szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a b

ę

dzie wam otworzono". Chrystus umy

ś

lnie nie 

wytłumaczył tej tajemnicy i nie powiedział, dlaczego ka

ż

de wy

ż

sze d

ąż

enie, ka

ż

da 

powa

ż

na my

ś

l, ka

ż

da prawdziwa wola musi si

ę

 wypełni

ć

. Jest wiele tajemnic 

niezgł

ę

bionych; wszelka przyczyna, odpowiadaj

ą

ca pewnemu działaniu, jest tylko 

ź

ródłem do nowej tajni, której sama jest skutkiem!  

Dopiero my otrzymali

ś

my mo

ż

no

ść

 

ś

wiadomego u

ż

ytkowania wszelkich 

ż

ywych, 

niepoj

ę

tych sił, chocia

ż

 ich osta-teczne 

ź

ródła s

ą

 jeszcze zakryte. Ciała zwierz

ą

t i 

drzew gin

ą

 z braku tej wiedzy. Lecz ten ostatni, ten najwi

ę

kszy wróg, który musi by

ć

 

jeszcze zwyci

ęż

ony, jest, podług 

ś

w. Pawła - 

ś

mier

ć

!  

W miar

ę

 tego, jak człowiek przez sw

ą

 wiedz

ę

 wykształca w sobie i naokoło siebie 

cudowne siły, uczy si

ę

 spółmilczenia w wielkim 

ż

yciu i dochodzi do harmonii z 

niemymi mocami, które jego 

ś

miertelne ciało prowadz

ą

 do nie

ś

miertelno

ś

ci, buduj

ą

je bez wytchnienia na nowo, z coraz to doskonalszych pierwiastków.  

 
NIE

Ś

MIERTELNO

ŚĆ

 CIAŁA 

 

Wierzymy, 

ż

e nie

ś

miertelno

ść

 ciała jest mo

ż

liw

ą

, tj. 

ż

e ciało mo

ż

e by

ć

 tak długo 

zachowane, dopóki sobie tego 

ż

yczy duch, zamieszkuj

ą

cy ciało, oraz wierzymy, 

ż

e z 

biegiem czasu ciała nie b

ę

d

ą

 gin

ąć

, lecz odradza

ć

 si

ę

 do nowej młodo

ś

ci.  

Wierzymy, i

ż

 mity kulturalnych narodów o nie

ś

miertelnych istotach, tj. o takich, które 

rozporz

ą

dzaj

ą

 wy

ż

szymi siłami, ni

ż

 zwykli 

ś

miertelni, posiadaj

ą

 w sobie ziarno 

background image

prawdy. Te nowe mo

ż

liwo

ś

ci nie

ś

miertelnego cielesnego bytu wypływaj

ą

 z prawa, 

ż

ka

ż

de 

ż

arliwe, nieodwołalne i trwałe 

ż

yczenie ludzko

ś

ci mo

ż

e si

ę

 wypełni

ć

! W miar

ę

 

tego, jak masy zaczynaj

ą

 poznawa

ć

 coraz wy

ż

sze i subtelniejsze rado

ś

ci i 

zagadnienia, w miar

ę

, jak poczynaj

ą

 odczuwa

ć

ż

ż

ycie jest za krótkie, by dały si

ę

 

osi

ą

gn

ąć

 wszystkie, coraz to ró

ż

norodniejsze cele, rozlega si

ę

 wsz

ę

dzie coraz 

powszechniejszy i coraz bardziej stanowczy krzyk t

ę

sknoty za 

ż

yciem!  

Lecz ciało mo

ż

e otrzyma

ć

 nowe siły 

ż

yciowe tylko przez szereg duchowych 

procesów, z których ka

ż

dy posiadłby zdolno

ś

ci do uczynienia go subtelniejszym i 

ę

bszym, tak aby wpływy my

ś

lowe mogły si

ę

 w tym ciele objawia

ć

 z coraz to 

wi

ę

ksz

ą

 moc

ą

. Procesy te nie działaj

ą

 nigdy na przypadkowe ciało pewnej jednostki, 

lecz na ciało, którego cz

ęś

ci podlegaj

ą

 ci

ą

głym zmianom w odwiecznym biegu 

rozsnowy, na podobie

ń

stwo tego najwy

ż

szego eteru, z którego zostały utworzone. Ta 

jednocz

ą

ca wola, to 

ż

yczenie, ta modlitwa wybuduje, wbrew przypadkowo

ś

ciom dnia, 

nowe ciało, które b

ę

dzie dla nas potrzebne.  

Dzisiaj gromadzimy w ciele, 

ś

wiadomie lub nie

ś

wiadomie, zarodki 

ś

mierci - ka

ż

de 

nasze tchnienie unosi i ocienia "wiedza" o staro

ś

ci, wiara w upadek - i te przekonania 

materializuj

ą

 si

ę

 w ciele i krwi! Wiara w mo

ż

liwo

ść

 ci

ą

gle odnawiaj

ą

cego si

ę

 

ż

ycia 

przynosi ze sob

ą

 to 

ż

ycie!  

Z takim odrodzeniem musi wi

ę

c i

ść

 r

ę

ka w r

ę

k

ę

 odrzucanie zu

ż

ytych cz

ęś

ci - tj. 

wielkie okresy "linienia", spotykane na ka

ż

dym kroku w królestwie zwierz

ą

t.  

Gdy w naszej wewn

ę

trznej ja

ź

ni rodz

ą

 si

ę

 nowe idee, zawsze powstaje w nas 

przeciwko nim jaka

ś

 cz

ęść

 naszego ducha i zwalcza je. Ciało jest polem walki dla 

tych mniema

ń

 i wskutek tego cierpi. Lecz je

ż

eli ciału uda si

ę

 cho

ć

 w drobnej cz

ęś

ci 

przyswoi

ć

 sobie wiar

ę

 w niesko

ń

czon

ą

 sił

ę

 i pozna

ć

ż

e ułomno

ś

ci fizyczne i fizyczna 

ś

mier

ć

 nie zawsze s

ą

 konieczne, wówczas wy

ż

szy pierwiastek musi zwyci

ęż

y

ć

Dawne bł

ę

dy, jeden za drugim, zostan

ą

 usuni

ę

te; zjawi

ą

 si

ę

 nowe poznania: z ka

ż

dej 

nast

ę

pnej walki ciało wyjdzie mocniejsze, a

ż

 z czasem walki te i przesilenia osłabn

ą

by w ko

ń

cu ust

ą

pi

ć

 miejsca trwałej rado

ś

ci.  

Ludzie tracili do tej pory swe ciała, gdy

ż

 nie wiedzieli, 

ż

e choroba jest jednym ze 

ś

rodków, za pomoc

ą

 którego mo

ż

na si

ę

 pozby

ć

 starych, uciele

ś

nionych my

ś

li i 

otworzy

ć

 drog

ę

 dla nowych - i wła

ś

nie dlatego, 

ż

e o tym nie wiedzieli, kierowali 

fałszywie swe siły, aby to, co si

ę

 zestarzało, sztucznie zatrzyma

ć

. I zatrzymywali je 

przez sw

ą

 wiar

ę

. Bo tylko przez wiar

ę

 choroba wyradza si

ę

 w zgub

ę

 lub 

ś

mier

ć

. Kto 

potrafi doj

ść

 do tego, i

ż

 chorob

ę

 b

ę

dzie uwa

ż

ał za 

ś

rodek do usuni

ę

cia z organizmu 

starej, zu

ż

ytej rozsnowy, ten podtrzyma i poprze prac

ę

 ducha. Kto za

ś

 w chorobie 

widzi tylko zło, ten musi d

ź

wiga

ć

 ci

ęż

ar tego bł

ę

du, który b

ę

dzie si

ę

 manifestował w 

jego ciele i krwi dopóty, póki ciało nie utraci ostatecznie zdolno

ś

ci do noszenia swej 

duchowej ja

ź

ni.  

Odrzuci

ć

 od siebie z szyderstwem poj

ę

cie, i

ż

 ciało da si

ę

 utrzyma

ć

 trwale przez 

proces ci

ą

głej zamiany, znaczy to zamkn

ąć

 drzwi do 

ż

ycia i dobrowolnie otworzy

ć

 

wrota zatracie i 

ś

mierci.  

Nie rozkazujemy: "nale

ż

y" w to, a nie w to wierzy

ć

. Wielu ludzi jest dzisiaj tak 

usposobionych duchowo, 

ż

e nie potrafi

ą

 w nic ju

ż

 wierzy

ć

. Przyszło

ść

 za

ś

 ukrywa 

wiele takich rzeczy, którym dzisiaj nikt nie dałby wiary. Lecz o ile tylko niemo

ż

liwo

ść

 

jest godna naszego po

żą

dania, mo

ż

emy wyprosi

ć

 dla siebie wiar

ę

, która nam 

wska

ż

e zasady tego, w co chcemy wierzy

ć

. W tym stopniu, w jakim o ni

ą

 prosimy, 

wiara przyjdzie.  
Wiara jest intuicyjn

ą

 sił

ą

, pozwalaj

ą

c

ą

 odczuwa

ć

 prawd

ę

, która nie dosi

ę

gła jeszcze 

naszego umysłu. Tak

ą

 wiar

ę

 posiadł Kolumb, gdy twierdził, 

ż

e istnieje nieznana 

cz

ęść

 

ś

wiata: - wiara ta jest w ka

ż

dym, kto wierzy w sw

ą

 gwiazd

ę

; przedstawia ona 

background image

rzeczywist

ą

 

ż

yw

ą

 sił

ę

, prowadz

ą

c

ą

 do celu przez niezbadane drogi. Kto modli si

ę

 o 

wiar

ę

 w mo

ż

no

ś

ci, które dla niego samego s

ą

 jeszcze obce, modli si

ę

 jednocze

ś

nie o 

zdolno

ść

 odkrycia zasad tej nowej prawdy. Kto z niezmienn

ą

 stanowczo

ś

ci

ą

 d

ąż

y do 

prawdy, otrzyma j

ą

, a prawda taka oznacza moc do spełnienia tego, co si

ę

 wydaje 

nieprawdopodobnym.  

Ż

aden człowiek nie mo

ż

e całkowicie, zupełnie i na zawsze oswobodzi

ć

 si

ę

 od niedoli 

(tzn. osi

ą

gn

ąć

 nie

ś

miertelno

ś

ci w ciele), o ile tylko nie bierze niesko

ń

czonej 

ś

wiadomo

ś

ci jako podstawy dla swej wiary. Ka

ż

dy duch musi wi

ę

c czerpa

ć

 z samego 

siebie! Kto jest zale

ż

ny od drugiego, nie przyci

ą

gnie do siebie najwy

ż

szej siły; mo

ż

tylko po

ż

yczy

ć

 lub wchłon

ąć

 w siebie cudz

ą

 wiar

ę

. Czasami mo

ż

e to stworzy

ć

 cuda, 

lecz na ogół jest to budynek z piasku - i tylko 

ż

ywe 

ź

ródło wewn

ą

trz nas samych jest 

trwałe - bije ono nieprzerwanie, karmione ci

ą

gle na nowo - wod

ą

 wieczno

ś

ci.  

Najlepsza modlitwa, 

ś

wiadoma czy nie

ś

wiadoma, jest zawsze tak

ą

: "Niech wiara 

moja ro

ś

nie".  

Kto swe duchowe stanowisko wzgl

ę

dem chorób zmieni o tyle, i

ż

 b

ę

dzie je uwa

ż

ał za 

ś

rodek do odrzucenia starych bł

ę

dów, które wchłaniane od najwcze

ś

niejszego 

dzieci

ń

stwa przejawiaj

ą

 si

ę

 w ciele, ten powoli przestanie si

ę

 obarcza

ć

 nowymi 

ę

dami. Poczyna si

ę

 od nich uwalnia

ć

 i odrzuca wszystkie swe dawne my

ś

lowe 

obawy. Niebezpieczna choroba, któr

ą

 si

ę

 mo

ż

e przechodziło przed laty, pozostawiła 

wspomnienie o pewnym strachu, a wraz z nim bł

ę

dn

ą

 wiar

ę

, która posłu

ż

yła dla

ń

 za 

podstaw

ę

. Bł

ą

d ten, tj. po prostu fałszywe przymusowe poj

ę

cie o strachu, oddziaływa 

zawsze w szkodliwy sposób na ciało. Staje si

ę

 on 

ż

yj

ą

c

ą

 cz

ęś

ci

ą

 naszego "ja" - jak w 

ogóle wszystkie wspomnienia i do

ś

wiadczenia s

ą

 

ż

ywymi cz

ęś

ciami naszej istoty.  

I wszystkie te, cz

ę

sto nie

ś

wiadome wspomnienia, piastuj

ą

 przestarzałe mniemanie, 

ż

e upadek i 

ś

mier

ć

 nie mog

ą

 by

ć

 nigdy zwyci

ęż

one! Lecz je

ż

eli tylko duchowe 

stanowisko zostanie zmienione - od razu nast

ą

pi odczarowanie. Wrzody duchowe 

goj

ą

 si

ę

 i ten sam objaw powtarza si

ę

 w ciele. Dawne cierpienia i choroby, których 

wspomnienia zachowali

ś

my skrz

ę

tnie, wracaj

ą

 na nowo, lecz w daleko l

ż

ejszej 

formie - jako oczyszczenie, jako pozbycie si

ę

 starych bł

ę

dów. Lecz kto w ten sposób 

nie przemieni z gruntu swego stanowiska, ten przy ka

ż

dej nowej chorobie obarcza 

si

ę

 nowym brzemieniem wspomnie

ń

, osi

ą

ga o jeden bł

ą

d, o jedn

ą

 nieprawd

ę

 wi

ę

cej, 

a

ż

 wreszcie upada pod ci

ęż

arem, któremu jego organizm nie jest w stanie podoła

ć

.  

Nie ma takiego okresu, w którym byłoby za pó

ź

no zacz

ąć

 uczy

ć

 si

ę

 na nowo i sta

ć

 

si

ę

 rycerzem prawdy. Prawda mo

ż

e w ka

ż

dym czasie rozpocz

ąć

 sw

ą

 działalno

ść

 w 

ciele; a gdyby nawet to jedno ciało nie osi

ą

gn

ę

ło najwy

ż

szego celu - siła nie zginie; 

na niewidzialnej stronie bytu pomo

ż

e ona duchowi stworzy

ć

 doskonalsze ciało dla 

nowego 

ż

ycia.  

Kto trwa w za

ś

lepieniu, 

ż

e ludzko

ść

 przez wszystkie wieki musi traci

ć

 swe ciała jak 

dotychczas i nie jest w mo

ż

no

ś

ci przeszkodzi

ć

 chorobie i upadkowi, tego wiara 

zupełnie nie odpowiada faktom, które ucz

ą

ż

e wszystkie rzeczy na ziemi s

ą

 

d

ąż

eniem naprzód, ku coraz wi

ę

kszej sile, wy

ż

szej mocy, 

ś

mielszym mo

ż

liwo

ś

ciom!  

Co pochyla plecy i bieli włosy? Uporczywe przywi

ą

zanie do znikomo

ś

ci, fanatyczna 

wiara w prochy, oczekiwanie zaguby! Duch obarcza si

ę

 pierwiastkami 

ś

mierci, póki 

nie upadnie pod ich brzemieniem.  
Odmłodzone, upi

ę

kszone, kwitn

ą

ce ciało odpowiada duszy, która cała l

ś

ni od nowych 

idei, planów, nadziei i celów i od wznosz

ą

cych si

ę

 w gór

ę

 po

żą

da

ń

! Wieczne 

ż

ycie, a 

nie pół

ś

mier

ć

 dojrzałego wieku!  

Lecz w rasie naszej wiara w słabo

ść

 i upadek jest tak powszechna, 

ż

e nawet alegori

ę

 

m

ą

dro

ś

ci przedstawiamy w postaci siwego, łysego starca, wspartego na kuli. A wi

ę

m

ą

dro

ść

, która nawet sama siebie nie potrafiła uchroni

ć

 od upadku!  

background image

W miar

ę

, jak rozwija si

ę

 w nas wra

ż

liwo

ść

, budzi si

ę

 instynktowny wstr

ę

t do 

wszystkiego, co przynosi szkod

ę

. Sympatie i antypatie dochodz

ą

 do jasnowidzenia. 

To jasnowidzenie odpycha odruchowo szkodliwe my

ś

li i szkodliwych ludzi.  

Gdy wiara w nas wzrasta, proces odradzaj

ą

cy otrzymuje pomoc ze wszystkich stron 

w postaci nowego po

ż

ywienia, zmienionych przyzwyczaje

ń

 i otoczenia.  

Wszystko dzieje si

ę

 za po

ś

rednictwem ducha, którego nie mo

ż

na nie słucha

ć

 - 

szkodliwe po

ż

ywienie nie daje si

ę

 trawi

ć

, szkodliwe towarzystwo znika, wszystkie 

przeszkody zamieraj

ą

 same przez si

ę

, w zarodku.  

Lecz kto usiłowałby w tych rzeczach ustanowi

ć

 surowe prawa w nadziei, 

ż

e przez to 

uduchowi si

ę

 jego istota, pozwoliłby tylko opanowa

ć

 si

ę

 swemu ni

ż

szemu 

materialnemu rozumowi. Ten ni

ż

szy rozum usiłuje wówczas wskazywa

ć

 wy

ż

szemu 

pierwiastkowi intuicje i prawa. - Nie, nigdy - tylko wyrastaj

ą

ca z wiary intuicja powinna 

spełni

ć

 to dzieło; je

ż

eli np. nadejdzie moment, kiedy materialne "ja" przestanie 

przyjmowa

ć

 zwierz

ę

ce po

ż

ywienie, w tej samej chwili zniknie po

żą

danie takiego 

po

ż

ywienia.  

Chocia

ż

 głosimy wiar

ę

 w nie

ś

miertelno

ść

 naszego ciała, nie twierdzimy, 

ż

e da si

ę

 to 

osi

ą

gn

ąć

 ju

ż

 dzisiejszemu pokoleniu. Nie twierdzimy równie

ż

ż

e si

ę

 to nie da 

osi

ą

gn

ąć

! Nie nalegamy tak

ż

e, aby ludzko

ść

 zaraz "wzi

ę

ła si

ę

 do dzieła", by stworzy

ć

 

sobie nie

ś

miertelno

ść

. Utrzymujemy tylko, 

ż

e to wszystko musi w ko

ń

cu, pr

ę

dzej czy 

ź

niej, nadej

ść

, jako materialny wypływ tej siły, która, krocz

ą

c coraz wy

ż

ej i wy

ż

ej, 

uduchawia wszystkie istoty na tej ziemi.