background image

Dariusz Tomasz Lebioda 

SZALE STWO BALTAZARA

 

"Dolina Issy" u pocz tku XXI wieku 

 

Zanim  Miłosz  otrzymał  Nagrod   Nobla, zanim  zyskał  pewno ,  e jego  dzieła  maj   wymiar 

uniwersalny, podchodził do Doliny Issy ze spor  doz  nieufno ci. Próbował usprawiedliwia , 

zarówno  form ,  jaki  i  tre   utworu  –  w  rozmowie  z  Aleksandrem  Fiutem  tak  to  okre lił: 

"Dolina  Issy"  nie  jest  autobiografi ,  wspomnieniami  z  dzieci stwa,  ale  czy  jest  powie ci ? 

Raczej  dziwactwem.  Jak  kto   powiedział,  zamaskowanym  traktatem  teologicznym.  eby  by  

powie ciopisarzem, trzeba ci gle eksploatowa  własny  yciorys – mnie to razi. Dostojewski był 

potworem: najbli sze sobie osoby – na przykład pierwsz   on  Masz  – karykaturował... .[1] 

Wskazana  przez  Miłosza  potworno   Dostojewskiego  miała  wymiar  narracyjny,  bo  jest  to 

pisarz,  który  potrafi  konsekwentnie  opowiada ,  snuj c  liczne  w tki,  tworz c  wariacje, 

przeplataj c  je  opisami  przestrzennymi.  To  jest  twórca,  który  z  elazn   konsekwencj  

prowadzi opowie  i umie narzuci  czytelnikowi okre lony rygor poznawczy, skupiaj c przede 

wszystkim uwag  na gł biach ludzkich charakterów. Cho  Rosja nie jest mniej malownicza od 

Litwy, cho  wiele w niej biotopów równie zamkni tych i odizolowanych od reszty kraju jak 

dolina  Niewia y,  to  jednak  u  Dostojewskiego  owa  malowniczo   i  widowiskowo   natury 

schodzi na plan dalszy. Potrafi on rozprawia  w Braciach Karamazow, na ponad stu stronach, 

o starcach, o zawiło ciach ich charakterów i o ich znaczeniu dla  wiadomo ci i kultury Rosjan, 

zgł bia  meandry  psychiczne  Myszkina  i  Nastazji  Filipownej  albo  Raskolnikowa,  a  jedynie 

okazjonalnie  komentuje  to,  co  w  czasie  powie ciowym  rozgrywa  si   w  naturze.  Jednak e 

Litwini  maj   silnie  zakodowany  w  wiadomo ci  zachwyt  nad  rzeczywisto ci ,  w  której 

przychodz   na  wiat,  dojrzewaj   i  yj .  Jest  to  rodzaj  symbiozy  i  dumy,  e  istniej   w 

przestrzeni, która ma wymiar nieomal mistyczny. Tyle si  w niej dzieje, tyle stale si  wydarza 

–  prosta  droga  z  ko cioła  czy  cmentarza,  nad  rzek ,  daje  tyle  wra e   wizualnych, 

d wi kowych,  zapachowych,  dotykowych,  e  umysł  natychmiast  poddaje  si   czemu ,  co 

przypomina  stan  hipnozy.  Wida   to,  gdy  porównuje  si   utwór  Miłosza  z  Panem  Tadeuszem 

Mickiewicza[2]  –  zarówno  w  dziele  dziewi tnastowiecznym,  jak  i  dwudziestowiecznym 

dostrzegamy  ow   przemo n   ch   odtworzenia  wspaniało ci  zatrzymanej  w  czasie  natury,  z 

całym  jej  kolorystycznym  dostoje stwem,  z  bogactwem  szczegółów  ornitologicznych, 

entomologicznych,  dendrologicznych  czy  geologicznych.  W  przypadku  Miłosza  dochodzi 

jeszcze jakby rodzaj czasoprzestrzennego ukrycia, zatopienia, poło enia dolinnego, ni szego w 

stosunku  do  pagórków  nadnieme skich  Mickiewicza.  Jak  pisze  Joanna  Zach:  czas  "Doliny 

Issy"  jest  czasem  mitycznym,  a  to,  co  jest  w  niej  prób   ocalenia  metafizycznego  porz dku 

wiata – na przekór manichejskim skłonno ciom autora pochodzi od Mickiewicza (...). Kluczem 

do tej interpretacji jest idea doliny jako przestrzeni: swoi cie wyodr bniona, dolina staje si  

modelem  miejsca,  "w  którym  Natura  jest  tylko  natur ,  owad  jest  owadem,  a  wiat  ludzki 

wiatem  ludzkim",  a  zatem  miejsca,  w  którym  to samo   rzeczy  i  osób  znajduje  swoj  

niewzruszon   ontologiczn   podstaw [3].  Miłosz  zdawał  sobie  spraw   z  tego,  e  owa 

wzorzysto   odtwarzanej  przyrody  zabija  ywioł  narracyjny  powie ci,  a  nade  wszystko 

przesuwa j  w stron  przypowie ci ontologicznej, litewskiej bajdy, "dziwactwa" literackiego, 

które  było  rodzajem  autoterapii  imaginacyjnej,  maj cej  pobudzi   umilkłe  na  moment  struny 

poezji. Ale było w tym te  co  gł bszego, zgoda na “pora k ” powie ciow , by tym wyra niej 

ukaza   gro ny  litewski  etos,  jakby  maskuj c   rol   natury,  owo  skrywanie  mechanizmów 

nieubłaganego,  odwiecznego  przemijania.  Zauwa yła  to  Lillian  Vallee  i  m drze  powi zała  z 

pó niejszym wierszem Miłosza Do Robinsona Jeffersa, który tak e szukał w naturze ukrytych 

background image

znacze :  In  his  often–cited  poem  “To  Robinson  Jeffers”  Milosz  opposes  the  gentle  pagan 

vision of the world to that of Jeffers. (…) Better that Nature be humanized than that man be 

brutalized by identifying her with Necessity, and it is exactly this desire to humanize Nature, to 

bring her into realm of human understanding and jurisdiction, that allows Milosz to speak of 

her innocence. If the laws to which Nature is subject are inimical to human essence, they are 

equally unrelenting and indiffirent to the remainder of living creatures in her domain. In the 

valley  the  choruses  of  birds  that  greet  the  spring  and  constitute  a  hymn  of  praise  and  hope 

simultaneously camouflage the sounds of pursuit: the agony and death of other creatures[4]. 

Agonia  i  mier   stworze ,  to  jeden  z  podstawowych  tematów  powie ci  europejskich 

dziewi tnastego  wieku  i  powstaj cych  w  przeci gu  dwóch  stuleci  powie ci  ameryka skich. 

Nie bez powodu Miłosz w rozmowie z Renat  Gorczy sk  przywołuje Tołstoja i Faulknera:  

R.G.  Pan  wspomniał  poprzednio,  ze  "Dolina  Issy"  jest  niby–dziewi tnastowieczn  

opowie ci ,  e pan celowo zastosował niemodn  stylizacj … 

C.M. Tak, chyba raczej niemodn . Zapytałem Alberta Camusa, który był wtedy jednym z 

dyrektorów  w  wydawnictwie  Gallimarda,  co  mu  przypomina  sposób  narracji.  On 

powiedział:  “Rosyjska  proz   XIX  wieku,  powie   Tołstoja  o  dzieci stwie”.  Camusowi 

bardzo si  podobała Dolina Issy, zaraz po przeczytaniu przyj ł j  do Gallimarda, który j  

wydał,  bodaj  w  1956  roku.  W  przekładzie  niemieckim  ksi ka  miała  bardzo  du o 

recenzji, do tego stopnia,  e mnie zrobiło si  troszk  nieswojo. Pomy lałem sobie: có , u 

licha  –  to  ich  ta  Natur  tak  interesuje?  W  Niemczech  doszukiwano  si   jakich  

podobie stw Doliny Issy do powie ci Faulknera.[5]  

Mo e  owo  zamkni cie  przestrzenne  Yoknapatawpha  ma co   z  izolacji  krainy  nad  Niewia , 

mo e  zatopienie  Tołstoja  w  naturze  bliskie  jest  Miłoszowej  próbie  wnikni cia  w  litewsk  

przyrod   i  "rozszyfrowania"  jej  "prawdziwych  zamiarów".  To  tylko  dwa  wskazania,  bo 

przecie  – jak pisze Aleksander Fiut – Dzieło Czesława Miłosza rozbrzmiewa, jak wiadomo, 

echami  wielorakich  tradycji,  toczy  dialogi  z  pisarzami  i  my licielami  reprezentuj cymi 

przeró ne  punkty  widzenia  i  orientacje  filozoficzne,  a  nawet  odr bne  kr gi  kulturowe, 

wypełnione  jest  po  brzegi  chórem  i  zgiełkiem  cudzych  głosów.  Pojedyncze  utwory  stanowi  

swego rodzaju system – rozlicznych oraz prowadz cych w wielu kierunkach – cudzosłowowych 

powtórze   i  nawi za [6].  To  mo e  deprymowa ,  ale  te   mo e  sta   si   wyzwaniem  dla 

badacza,  który  zechce  dotrze   do  ukrytych  tre ci  i  podejmie  si   wytyczenia  kierunków 

rozwojowych  dzieła,  jego  licznych  rozgał zie   i  aliansów.  Miłosz  w  Dolinie  Issy  ukazuje 

gł bok   zale no   człowieka  od  miejsca  jego  urodzenia  i  dorastania,  a  nade  wszystko 

inicjacyjny charakter wchodzenia w czasoprzestrzenn  struktur   wiata. Jego wizja ma wymiar 

teologiczny,  bo  wsz dzie  czuje  si   obecno   Stwórcy,  ka dy  element  rzeczywisto ci  budzi 

zdumienie  i  podejrzenie,  lokuje  si   w  ci gu  ukrytych  systemów,  ma  swoj   struktur  

energetyczn   i  kosmogoniczn .  Człowiek  jest  lustrem  tego  wiata,  ale  zarazem  bytem 

interpretuj cym,  kim ,  kto  został  powołany  by  podj   prób   odtworzenia  we  własnej 

wiadomo ci  kodu  istnienia.  Warto  tutaj  ów  antropocentryzm  powi za   z  Ziemi   Ulro,  w 

której  Miłosz,  za  Swedenborgiem  i  Blake'm  zawarł  wizj   wiata  przenikni tego  na  wskro  

immanentnym  złem  – jakby  ukryt   manichejsk  prazasad . Pojawi  si   ona  w Dolinie  Issy  w 

opisach  niewytłumaczalnego  okrucie stwa  natury  i  ludzi,  a  nade  wszystko  w  rozbudowanej 

wizji  człowieka  jako  centrum  wszech wiata  –  jak  pisze  El bieta  Ki lak:  Strategia  Blake’a, 

ucznia  i  polemisty  Swedenborga  (...)  ró niła  si   od  taktyki  uczonego  akademika,  bowiem 

walczyła  na  innym  froncie  z  Newtonowsk   wizj   wiata,  zmieniaj c   człowieka  “w  rzecz  i 

cyfr ”. (...) Angielski artysta, broni c wyobra ni przed absolutnymi rz dami rozumu, starał si  

ł czy   poezj   z  religi :  “znikaj   przedziały,  sztuka  staje  sie  proroctwem,  ale  tym  te   jest 

religia,  dopóki  si   nie  zdegraduje…"  (...).  Obydwaj,  Swedenborg  i  Blake,  wytyczaj   w sk , 

background image

trudn   cie k   prowadz c   z  Ulro  do  zjednoczonego  królestwa  wyobra ni,  religii,  nauki, 

filozofii  i  sztuki.  Zarówno  metaestetyka  Swedenborga,  wykładaj ca  słynn   teori  

korespondencji,  głosz ca,  e  “wszech wiat  jest  człowiekiem”,  jak  twórczo   Blake’a 

rozwijaj ca  hermetyczn   mitologie  i  kosmogoni ,  uwikłana  w  dora ne  polityczne  spory, 

próbuj   przywróci   podwa one  przez  nauk   przekonanie  o  antropocentryczno ci 

wszech wiata,  potwierdzi   wyj tkowe  miejsce  człowieka  w  całym  stworzeniu[7].  Powie  

Miłosza  –  wiadomie  czy  nie wiadomie  –  tworzy  ogromn   wizj   antropocentryczn .  Jej 

najwa niejsi  bohaterowie:  Tomasz,  Magdalena  i  Baltazar  staj   si   rodzajem  filarów  tej 

zdumiewaj cej krainy, to ich post pki i ich wizje s  kontrapunktem do stale rozgrywaj cego 

si   okrucie stwa  w  naturze  i  nieustaj cej  agonii  stworze .  Miłosz  –  pisz c  ten  utwór  – 

dokumentował  zarazem  swoje  wyobcowanie,  ów  motyw  wykorzenienia,  wyrwania  z  krain 

dzieci stwa  jest  jednym  z  centralnych  w  tej  twórczo ci.  W  miejsce  doliny  Issy  z  czasem 

pojawiła si  ziemia Ulro, w której istnienie było równie zdumiewaj ce jak po ród przestrzeni 

litewskich. T  perspektyw  porównawcz  znacznie poszerzaj  uwagi Tadeusza Wojnickiego o 

ontologii Czesława Miłosza: In his book “Ziemia Ulro”  (The Land of  Ulro) Czeslaw Milosz 

analyzes the genesis of his views and puts them within perspective in European thought. “Who 

was I” and “Who am I now” – are the opening questions of his book. Through long years of 

reflection  upon  the  decay  of  Western  Civilization,  Czeslaw  Milosz  sought  and  found  the 

precursors of his own form of “catastrophism”. One of them, the English poet William Blake, 

whose views were so close to those of Milosz, created the idea for “The Land of Ulro”. I have 

lived  in  Ulro  long  before  I  learned  from  Blake  its  name,  but  I  could  not  accept  it.  In  other 

words,  in  the  same  way  as  all  the  others,  I  absorbed  the  set  of  concepts  and  ideas  of  our 

century, I have even availed myself of them in my writings, and at the same time I saw all of 

this as a lie presaging a catastrophe. Found in Blake’s later poems, Ulro symbolizes the land 

of  “spiritual  sufferings,  which  a  maimed  man  bears  and  has  to  bear”.  Ulro  is  a  land  of 

disinheritance (…) where man becomes an exchangeable number. Today’s man is the man of 

William  Blake’s  poems;  a  man  who  has  a  “disinherited  mind  in  the  ontological  sense;  man 

torn apart, and at the same time convinced that since he is nothingness in an hostile universe 

and that this hurts his human soul, he assigns to himself the highes meaning. Milosz divides the 

history of European writings after the era of    Enlightenment, after what Brzozowski calls “the 

romantic turning–point of European culture” into two categories. The first era belongs to the 

countless architects who designet and built the land of Ulro. The second era belongs to the few 

“obsessed”  who  try  to  bring  down  the  walls  of            Ulro  –  those  who  swept  by  the 

Weltverbesserungswahn,  warn  of  the  coming  disaster–men  like  Emmanuel  Swedenborg, 

William Blake, Adam Mickiewicz, Fyodor Dostoyevsky and Oskar Wladyslaw Milosz. Czeslaw 

Milosz represents the second era, those who carry the warning cry. The works of each of the 

thinkers system. Each could become the object of unending investigation. Here, we would like 

to illustrate one aspect of the philosophical system of Czeslaw Milosz, namely, his philosophy 

of  Being.  Key  importance  to  Milosz’es  ontology  lies  in  his  proposals  aimed  at  averting  the 

coming  disaster,  the  coming  catastrophe.[8]  Tak  zbli aj ca  tragedia  i  katastrofa  zawisa  nad 

Krain  Jezior, ale te  stale rozprzestrzenia si  w ludziach. Ci g tajemniczych zdarze , takich 

jak  mier   Magdaleny  czy  pod aj ce  za  Pakienasem  mgły,  jak  pojawienie  si   niemieckich 

ołnierzy  w  zielonych  mundurach,  jak  wyrojenie  si   mij  czy  krew  chlustaj ca  z  dzioba 

upolowanej sójki, s  zwiastunami wielkich nieszcz

. W taki sposób Miłosz zbli a si  do nie 

daj cej  si   osi gn   syntezy  nie  poprzez  diachroni   dziejowych  wydarze ,  lecz  poprzez 

przekraczaj c   granice  czasu  i  przestrzeni  synchroni   pojedynczych  postaci  i  przedmiotów, 

które ocala błysk pami ciowej iluminacji[9]. Pami  dla Miłosza jest przestrzeni , która daje 

si  modyfikowa  w procesie kreacji i dowolnie kształtowa  dzi ki technikom wyobra niowym 

– czytamy o tym w tomie rozmów z Gorczy sk : 

background image

E.C. Wielu czytelników traktuje "Doline Issy" jako ksi k  autobiograficzn , 

identyfikuj c Tomasza z panem. 

C.M. Tak, wielu s dzi,  e s  to wspomnienia z dzieci stwa. Oczywi cie, tam jest bardzo 

du o  elementów,  jak  powiadaj ,  wzi tych  z  ycia.  Ale  akcja  powie ci  to  zupełnie  co 

innego. Ona ma swoja symboliczna struktur . Postacie i akcja to dwie ró ne sprawy. Na 

przykład człowiek, który słu ył mi za model postaci Baltazara, nazywał si  Auskurajtis. 

Był rzeczywi cie le nikiem. Dowiedziałem si  niedawno od mojego brata, co si  z nim 

stało podczas okupacji niemieckiej. On strasznie pił. Potem weszli Rosjanie i Auskurajtis 

bardzo  pomagał  partyzantom  litewskim.  Groziła  mu  wywózka,  wi c  o enił  si   z  jak  

Mongołka, bo ten  lub miał go chroni . Potem jego  ona umarła, a on coraz wi cej pił. 

Jego  chata stała  na  skraju  wielkich lasów,  gdzie si   ukrywali  partyzanci antysowieccy. 

Na tym go historia  egna. No, Auskurajtis był nacjonalist  litewskim na sto procent.  

W tej postaci kreacja wyobra niowa Miłosza jest najpełniejsza, tutaj zbiega si  wiele w tków 

charakterystycznych dla tego pisarstwa. Przede wszystkim jest to próba odpowiedzi na pytanie 

jak daleko si ga ludzka integralno  i w którym miejscu dana osoba j  przekracza. Warto tutaj 

przywoła   zdanie  Jana  Kotta,  które  u wiadamia  wielk   rol   mMiłosza  w  kształtowaniu 

naszych wyobra e , si gaj cym nawet ram całego wieku: Czasem budz  si  w nocy z wielkim 

strachem. Jak by wygl dał masz  wiat, gdyby nie było w nim Czesława Milosza? Nie tylko jako 

poety,  nawet  nie  tylko  jako  pisarza,  ale  kogo   tak  rzadkiego  w ród  nas,  kto  dawał  i  daje 

wiadectwo  naszemu  wiekowi.[10]  Historia  Baltazara  jest  opowiastk   o  przepa ciach  jakie 

otwieraj  si  w  wiadomo ci istoty nadwra liwej, obcuj cej z natur , z wierzchu malownicz , 

a w samym  rodku skrwawion  jak kozioł ofiarny. Baltazar  yj c po ród lasów stał si  jakby 

dziedzicem  prasłowia skich,  poga skich  bóstw  litewskich,  diabolicznych  i  gwałtownych, 

spokrewnionych  ze  zjawiskami  atmosferycznymi  i  ywiołami,  takich  jak  Sowi  czy 

Perkunas.[11] Nie wiadomo dlaczego w pewnym momencie pojawiły si  u niego rozwa ania 

typu  ontologicznego,  co  dla  prostego  chłopa  stało  si   przekle stwem.  Kwestionowanie 

naturalnego  porz dku  rzeczy  mo e  mie   miejsce  tylko  z  zachowaniem  reguł  dyskursu, 

tymczasem ów bohater zacz ł jakby kwestionowa  konstrukcj  Stworzenia. Nie rozumiał przy 

tym,  e wnosz c pretensj  do Boga, czy do stworzonego przez Niego  wiata, otwierał si  na 

ataki diabła, jakkolwiek by my go nie okre lali i nie personifikowali. Miłosz ukazuje zatem t  

posta  jakby w autentycznym ludzkim uwikłaniu, pomi dzy niebem a piekłem, ale te  ubiera 

to w komiczny kostium litewskiej ba niowo ci – jak zauwa a Łukasz Tischner: O ile na ogół 

demonologia Miłosza ma w "Dolinie Issy" charakter ludowo–ba niowy i narrator najcz ciej 

akcentuje swój  artobliwie-pobła liwy stosunek do diabłów, o tyle opisuj c wewn trzne m ki 

Baltazara,  narrator  usuwa  si   w  cie ,  nadaj c  diabelskim  sprawkom,  w  które  wpl tany  jest 

Baltazar,  znamiona  prawdopodobie stwa.  Zanim  rozpocznie  opowie   o  nim,  daje  jednak 

sygnały, które maj  u pi  czujno  czy mo e uspokoi  zdezorientowanego czytelnika. Narrator 

powiada:  "Co  do  diabłów,  to  do  dr czenia  wybrały  przede  wszystkim  Baltazara",  co 

przypomina jedno ze zda  rozpoczynaj cych powie : "Osobliwo ci  doliny Issy jest wi ksza 

ni   gdzie  indziej  ilo   diabłów",  stanowi cych  komiczn   kontaminacj   kronikarskiej 

rzeczowo ci  z  poetyk   ba niowo–fantastyczn [12].  Rzeczywi cie  poł czenie  jest  nieco 

błaze skie,  oto  mamy  do  czynienia  z  prostym  chłopem,  yj cym  w  lesie  jak  odludek,  w 

którego  umy le  pojawiaj   si   refleksje  jakby  rodem  z  dzieł  filozoficznych  Spinozy  czy  z 

wierszy  i  ilustracji  Blake'a  –  to  tak  jakby  Miłosz  chciał  pokaza   wspólny  pra-pie   ka dej 

my li,  wykraczaj cej  poza  mo liwo ci  umysłu,  ka dego  podwa enia  obowi zuj cych  zasad. 

Baltazar jest burzycielem ładu i sam nie rozumie tego, co si  z nim dzieje. Korzysta z "uciech" 

ludzkiego bytowania, lubi leni  si  z baryłk  piwa, nie stroni od szpetnej  ony w ciemno ciach, 

zachodzi do karczmy i upija si  do nieprzytomno ci, ale nie potrafi sobie poradzi  z własnymi 

my lami, które daleko wykraczaj  poza ramy chłopskiego bytowania. By  mo e Baltazar jest 

background image

ofiar  zderzenia jego  wiata ze  wiatem dziadka Surkonta, którego lubi i do którego raz po raz 

zachodzi – mo e za wiele widział i za wiele spraw musiał analizowa  swoim – dziwaczej cym 

z ka dym dniem – umysłem. Je li tak, byłby rodzajem ateisty totalnego, który nie wytrzymuje, 

z  jednej  strony  skutków  zderzenia  ze  wiatem,  a  ze  strony  drugiej  –  ze  swoimi,  coraz 

szerszymi,  wizjami  okrucie stwa  natury.  Czy  w  jaki   sposób  objawia  si   tutaj  ateistyczny 

pogl d  samego  Miłosza?  By   mo e  tak  było  w  chwili  pisania  Doliny  Issy,  ale  pó niejsze 

deklaracje pisarza i jego ostateczne zwrócenie si  w stron  katolicyzmu typu rzymskiego, zdaj  

si  temu przeczy . Obja nia to poniek d Leszek Kołakowski, gdy mówi,  e Miłosz my li,  e 

prawdziwych,  czyli  całkiem  konsekwentnych  ateistów  jest  niewielu,  bo  ci,  co  si   do  ateizmu 

przyznaj , wierz  na ogół w ró ne rzeczy, w które wierzy  nie powinni: w jak  dobroczynno  

ewolucji,  w  jakie   prawa  post pu,  w  jakie   reguły  moralne.  Miłosz  nie  jest  ateist ,  ale 

dotkliwie  do wiadcza  tego  rozdarcia  duchowego,  w  jakim  cywilizacja  nasza  yje,  tego 

zderzenia mi dzy tradycj  a  wiatem nauki i techniki; zderzenie jest banalne i wszystkim znane, 

ale  nie  przestaje  by   dokuczliwe[13].  Efektem  zderzenia  cywilizacji  i  natury  mog   by  

jednostki  takie,  jak  Baltazar,  wyobcowane,  chodz ce  własnymi  cie kami,  szukaj ce  jakich  

złudnych  mira y  i  stale  gotowe  buntowa   si   przeciwko  ludzkiej  wyj tkowo ci.  W  takim 

rozumieniu  Baltazar  ma  co   z  romantycznego  Prometeusza,  istoty  pragn cej  d wign  

ludzko   na  wy szy  poziom  rozumienia  i  prze ywania  –  zapewne  ciekawa  byłaby  tutaj 

analogia tego  bohatera i  jego  pogl dów  z  biografiami  takich  my licieli jak Nietzsche,  takich 

pisarzy jak Hemingway czy Witkacy, a wreszcie artystów jak Van Gogh. Tacy ludzie si gaj  

bardzo wysoko, ale te  ich upadek jest widowiskowy, ko cz  jako samobójcy, pensjonariusze 

domów  wariatów,  osoby  wyrzucone  poza  margines  egzystencji.  Jan  Bło ski  widzi  w  tym 

rodzaj niebezpiecznej samo wiadomo ci, która pr dzej czy pó niej doprowadzi człowieka nad 

skraj  urwiska:  Jest  w  "Dolinie  Issy"  historia  Baltazara,  chłopa,  którego  ogarn ł  obł d 

niewystarczalno ci:  "sekretna  choroba,  dr

ca  tak  wielu  z  nas,  urodzonych  nad  brzegami 

Issy". Jaka mianowicie? Bunt,  e "ziemia jest ziemia, niebo jest niebo i nic wi cej. Przeciwko 

granicom, jakie zakre liła nam natura. Przeciwko konieczno ci, przez któr  ja jest zawsze ja". 

A wi c przeciwko temu,  e natura nie nosi w sobie  adnego znaczenia i  e jedyne, co ofiaruje 

człowiekowi,  to  mier [14].  To  jakby  cecha  narodowa  Litwinów,  którzy  w  kontakcie  z 

przyrod   i  jej  gwałtowno ci ,  zaczynaj   filozofowa ,  zaczynaj   roztrz sa   ka de  zdarzenie  i 

szukaj   ci gu  znacze ,  jakiej   pra-zasady.  Baltazar  rozmy lał,  albo  słyszał  w  sobie  głosy  – 

czasem  bardzo  konkretne,  jak  wtedy,  gdy  dyskutował  z  diabłem–Niemczykiem,  ale  jego 

tragedia rozgrywała si  w momentach utraty kontroli nad sob . To s  chwile, które najbardziej 

interesuj  Miłosza, to s  te sekundy i minuty, gdy pojawia w człowieku drapie no  zwierz cia 

i niewytłumaczalna ch  zabijania. Balatazar z niewyja nionych powodów zabija rosyjskiego 

ołnierza i grzebie go w ziemi. Potem przychodzi w to miejsce i próbuje zrozumie  dlaczego 

dokonał  takiego  czynu,  ale  nie  posiada  odpowiednich  narz dzi  interpretacyjnych,  nie  umie 

poł czy  w jedni   pradziejowego atawizmu  z  my l   o niewystarczalno ci ludzkiej  powłoki  i 

ja ni.  Wraca  na  miejsce  zbrodni  niczym  wilk  szukaj cy  ladów  swojej  ofiary  i  maj cy  w 

pami ci wspaniało ci krwawej uczty – w jaki  pod wiadomy sposób wyczuwa uzale nienie od 

tego miejsca i od swego czynu. Chce go zrozumie  i w jaki  niepoj ty sposób tylko w miejscu 

zbrodni  czuje  si   wyzwolony.  Nie  dostrzega  jednak,  e  powi ksza  si   w  nim  rozdarcie 

wewn trzne, a przepa  w jego  wiadomo ci gotowa jest ju  go pochłon . Staje si   lep  sił  

natury,  która  dot d  maskowała  swoj   krwio erczo ,  mamiła  obrazami  zielonych  gajów  i 

bł kitnych jezior, barwnych ptaków i przemykaj cych saren – narzucała sielsko  przestrzeni, 

które  teraz  dla  Baltazara  stały  si   ci giem  miejsc  ka ni.  Wiele  w  tym  z  pó niejszych 

wypowiedzi Miłosza,   wiele z jego wierszy i esejów. Tadeusz Wojnicki dostrzegł w tym jak  

ukryt  gł boko zasad  tego pisarstwa: Calls to return to nature appeared very early during the 

Enlightenment.  Milosz  seems  to  be  pervaded  with  this  desire  to  return  to  the  “sources”,  to 

nature.  Although  continuing  this  trend,  Milosz  does  it  in  a  specific  manner.  This  return  to 

nature  seems  to  provide  the  necessary  contact  with  time,  an  answer  to  his  first  question 

background image

relating to the essence of Being. It is quite characteristic that Milosz’es fascination with the 

beauty of nature is accompanied by distaste for it. Milosz sees nature’s laws as threatening; 

the  harmony  of  her  elements  undefineable  in  one  all–illuminating  sentence.  Consequeently, 

although  nature  is  a  source  of  ecstatic  loving  obsession  for  Milosz,  it  is  at  the  same  time, 

repugnant[15].  Tak  to  wygl da  w  wiadomo ci  Baltazara  –  natura  jest  pi kna  i  wstr tna 

zarazem,  jest  ródłem  ekstazy  i  nieustaj cego  cierpienia.  Konstrukcj   psychiczn   człowieka 

łatwo  mo na  naruszy   –  mog   to  uczyni   prze ycia  inicjacyjne,  pierwsze  gor ce  doznania 

miłosne  i  zawody,  kontakty  z  lud mi  i  ich  okrucie stwem, ale  te   u wiadomienie  sobie jaki 

ogrom  zbrodni  rozgrywa  si   w naturze. W  przypadku  tej  postaci dochodzi  tutaj jeszcze  owo 

filozoficzne, czy  ci lej ontologiczne, poczucie wyobcowania we własnym ciele i we własnej 

wiadomo ci.  Opowie   o  Baltazarze  –  nosz cym  pewne  znamiona  postaci  biblijnej  –  nie 

znalazła si  w powie ci bez powodu, bo pisarz prowadzi tutaj dyskurs z czytelnikiem na temat 

istoty zła. Pokazuje jak rodzi si  ono samoistnie w nadwra liwym umy le i jak rozprzestrzenia 

si  w my lach i czynach. Jak to si  dzieje,  e w  wiecie ludzkim stale rodz  si  mordercy, stale 

pojawiaj  si  sytuacje, gdy kto  – zdawa  by si  mogło normalny – popełnia czyn, którego nie 

sposób  wytłumaczy .  Miłosz  wprowadza  tutaj  charakterystyczny  dla  jego  utworu  sztafa  

ba niowo ci czy mitopoezy, ale problem jest znacznie szerszy, powiedzie  mo na odwieczny. 

To  s   podobne  rozwa ania  jak  w  wielu  powie ciach  Isaaca  Bashevisa  Singera  (mo e  warto 

byłoby porówna  postacie Baltazara, Jaszy Mazura i Kalmana Jakobi), jak w powie ci Władca 

Much czy Widzialna ciemno  Williama Goldinga. To s  zamy lenia nad sam  istot  zła. O t  

„obsesj ” zapytała swego czasu pisarza Renata Gorczy ska: 

R.G. Tomasz w pewnym momencie zastanawia si  zreszt  nad natur  zła I zadaje sobie 

pytanie: “Mo e ka de zło nosi w sobie ukryt  bezbronno ”. Czy Dominik jest alter ego 

Tomasza, czy on jest inicjatorem zła?  

C.M.  To,  wydaje  mi  si ,  jest  podej cie  zanadto psychologiczne.  Ja  nie  traktuje  Doliny 

Issy jako powie ci, gdzie postaci maja by  psychologicznie uzasadnione, tylko dla mnie 

jest  to  fairy  tale,  ba .  Oczywi cie,  jest  tam  problematyka  zła,  odkrycie  wiata 

morderstw,  natury,  polowa .  Przy  okazji:  czytała  pani  powie   Weyssenhoffa  Soból  I 

panna

R.G. Czy ona ma jaki  zwi zek z Dolina Issy? 

C.M. W pewnym sensie tak. Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem Weyssenhoffa, ale, 

naturalnie,  czytałem  Sobola  i  pann .  Jest  to  powie ,  która  wzbudziła  powszechny 

zachwyt w Polsce i do dzisiaj ma swoich entuzjastów w ród starego pokolenia. Dla mnie 

to pewnego rodzaju zagadka literacka: czy moje wra enie,  e to bardzo zła ksi ka, jest 

poprawne  czy  mylne?  Mo e  tak  by ,  ze  cala  warstwa  bzdury,  która  tam  jest,  zniknie, 

rozpłynie si , nie b dzie w ogóle działa , a zostanie pewnego rodzaju materia j zykowa, 

chwilami interesuj ca w opisach przyrody. Licho wie, mo e taka ksi ka jak Dolina Issy 

za  par   dziesi tków  lat  tak  samo  stanie  si   nieczyteln   elukubracj .  A  mo e  nast pi 

zupełnie  co   innego,  mo e  Dolina  Issy  b dzie  jakim   trwałym  dziełem  w  literaturze 

polskiej, a Soból I panna Weyssenhoffa – nie. 

(...) 

R.G. Wró my do problematyki zła w pana powie ci. 

C.M. Bodaj  e Louis Iribarne, tłumacz Doliny Issy, nazwał j  zamaskowanym traktatem 

teologicznym. Bo to jest odkrywanie zła w naturze… 

background image

R.G. … I w naturze ludzkiej. 

C.M.  Tak,  przej cie  z  dzieci stwa  i  odkrywanie  wiata  dorosłych,  który  jest  wiatem 

natury.  Tam erotyzm  odgrywa  bardzo  du   rol .  Wła ciwie  erotyzm  jest  wkroczeniem 

najbardziej bezlitosnego elementu. To przecie  był zawsze najbardziej drastyczny punkt 

dla  manichejczyków:  prokreacja  jako  kontynuowanie  złego  wiata.  St d  na  przykład 

stosunek  Tomasza  do  dorosłych  jest  bardzo  interesuj cy.  On  jednocze nie  odkrywa 

okrucie stwo  polowania  i  okrucie stwo  ycia  dorosłych.  W  Dolinie  Issy  jest  silnie 

zaakcentowany  dramat  ycia,  dramat  okrucie stwa.  To  wiat  niewinno ci  i  wiat 

do wiadczenia, jak w wierszach Blake’a. Ta ksi ka nie wł cza si  w linie mojej prozy, 

bo nie ma ani poprzedników, ani dalszego ci gu. Dolina Issy mo e by  interpretowana 

jako rzecz na marginesie mojej poezji, zwi zana z ni  intymnie. Na pewno ma zwi zek z 

takimi  utworami  jak  wiat.  Niektóre  stronice  s   troszk   rozwini ciem  tego  samego 

tematu, to znaczy  wiata, jaki mógłby by , jaki powinien by .[16]  

Dwa tropy s  tutaj istotne – gł binne powinowactwo z my liwska powie ci  Weysenhoffa[17] 

z  1911  roku  i  manichejskie  przekonanie  o  obecno ci  zła  w  wiecie,  w  kontek cie  odczyta  

Doliny Issy jako "zamaskowanego traktatu teologicznego". Miłosz uczciwie przyznaje,  e takie 

zderzenie dyskusyjnej narracji Sobola i panny z gł bi  ludzkich docieka  na temat zła le ało u 

podło a  jego  kreacji  powie ciowej.  Mo e  dlatego  ów  szalony  bohater  jest  ledwie 

naszkicowany  w  powie ci  i  brakuje  wielu  informacji  na  jego  temat,  a  opisy  wygl du  czy 

wcze niejszych czynów ograniczaj  si  do zdawkowych okre le . Jest tajemnic  dla czytelnika 

o wiele wi ksza od Tomasza, ale nawet od pomniejszych bohaterów Jak Romuald Bukowski 

czy Magdalena, jak ksi dz Monkiewicz czy członkowie klanu rodzinnego. Wkracza na karty 

powie ci  i  staje  si   kontrapunktem  dla  malowniczych  opisów  natury,  staje  si   wyrzutem  na 

sumieniu  autora,  który  –  jak  zostało  to  wcze niej  wskazane  –  skonstruował  t   posta   z 

wyobra niowych  abstraktów  i  szcz tków  rzeczywistej  biografii.  Nieco  myl ce  s   analizy,  w 

których nacisk kładzie si  na obecno  diabła przy boku le nika – Lillian Vallee pisze: In the 

world is in power of the devil, then man and Nature are defenseless executors of his laws. In 

The Valley of Issa this kind of Manichean doom, the inability to overcome the evil inherent in 

existence,  to  avoid  being  the  instrument  of  Necessity,  is  represented  by  the  most  compelling 

figure in the novel, Balthazar, a forester who shoots and kills a man whom he encounters on 

his preserve. He cannot grasp the reason for the murder any more than he can understand the 

workings  of  the alien force  which  has  him in thrall. His  actions are external  to his  sense  of 

himself (“deep inside he was pure joy”) and opposed to it, and he engages in self–destructive 

rage against the immutable necessity which has dictated these conditions. But he can change 

nothing, cannot rid himself of the conviction that he is damned, and his struggle ends in death 

and complete surrender. The words he utters on his deathbed are horrifying in their finality: 

“He’s here.”[18] Z drugiej strony trudno si  z tak  diagnoz  nie zgodzi , tym bardziej,  e autor 

powie ci  wprowadza  wyrazisty  dialog  bohatera  z  komicznym  czartem.  Ale  wła nie  ów 

komizm jest tutaj nieco podejrzany, bo wskazuje na dystans twórcy do tego rodzaju opowie ci. 

Istotniejsze  jest  zapewne  owo  wskazanie  przez  badaczk   manichejskiego  rodowodu  zła 

Miłosza  i  poszerzenie  rozwa a   o  kontekst  ogólnokulturowy.  Z  kolei  Renata  Gorczy ska  w 

komentarzu do powie ci Miłosza wskazuje, i  w tek Baltazara toczy si  niemal równolegle z 

w tkiem Tomasza. Ich losy nie s  ze sob  zwi zane. Baltazar, podobnie jak bohater „Lochów 

Watykanu”  André  Gide’a  lub  „Obcego”  Alberta  Camusa,  popełnia  bezsensown   zbrodni . 

Zabija  rosyjskiego  ołnierza,  wracaj cego  lasami  z  niemieckiej  niewoli.  I  cho   zbrodnia  nie 

zostaje wykryta, Baltazar jest skazany na m ki sumienia. Jego los zostaje zapowiedziany ju  w 

pocz tkowej partii ksi ki: “ adna udało  ani  adna zapobiegliwo  nie chroni  od choroby 

duszy  –  i  Tomasz,  ile  razy  o  nim  pomy lał,  niepokoił  si   o  swoje  własne  przeznaczenie,  o 

wszystko, co jeszcze było przed nim”. Dochodzi tu do głosu fatalizm, silnie zaznaczony w całej 

background image

powie ci: (...) Interesuj ce,  e tej lekcji udziela Baltazarowi diabeł. Innymi słowy, cho  losami 

ludzkimi kieruje Konieczno , człowiek ma pewn  szans . Ruch w gore, po nitce, kieruje go od 

podło ci  do  wzniosło ci.  Pod  warunkiem,  ze  t   ni   odnajdzie[19].  Człowiek  potrzebuje 

jednak e  wsparcia  „z  góry”,  musi  zanurzy   si   w  wierze  i  chcie   zbli y   si   do  Boga,  a 

tymczasem  Baltazar  –  w tpi c  i  filozofuj c  –  odszedł  daleko  od  sacrum  i  znalazł  si   w 

przestrzeni  herezji.  Mo e  dlatego  złe  moce  jego  uczyniły  obiektem  swoich  działa :  Co  do 

diabłów,  to  do  dr czenia  wybrały  przede  wszystkim  Baltazara.  Trudno  byłoby  tego  si  

domy li , bo wygl dał na człowieka stworzonego do rado ci. Cera cygana, białe z by, ze dwa 

metry wzrostu, okr gła twarz, na niej zarost – puch na  liwce.[20] Miłosz wskazuje jak pozory 

mog   myli ,  jak  cz sto  człowiek  wygl daj cy  na  stabilnego  umysłowo,  nosi  w  sobie 

prawdziwy dramat nieustaj cych rozwa a  i wyborów, jak kł bi  si  w nim atawistyczne siły. 

To  jest  walka,  przypominaj ca  chwalebne  opisy  zmaga   wi tych,  bo  przecie   Baltazar 

lawiruje  na  granicy  pot pienia  i  wi to ci.  Gdyby  jego  losy  potoczyły  si   inaczej,  mo e 

zostałby  kim   znacz cym  dla  Ko cioła  i  ludzi.  niestety,  niewidoczne  siły  wyprawiaj   z  nim 

harce i powoli spychaj  go w kierunku szale stwa, ci głych w tpliwo ci i zaprzecze , ucieczek 

i  prób  osi gni cia  stabilno ci  my lowej:  Według  niektórych  diabeł  jest  niczym  wi cej  ni  

rodzajem halucynacji, tworem wewn trznych cierpie . Je eli tak wol , tym bardziej  wiat musi 

wydawa  si  im trudny do poj cia, bo  adnej innej  ywej istocie poza człowiekiem nie zdarzaj  

si   takie  halucynacje.  Powiedzmy,  e  malutkie  stworzonko,  które  niekiedy  spacerowało, 

podskakuj c,  koło  linii  rozlanego  trunku,  rozprowadzanych  palcem  Baltazara  po  stole, 

zawdzi czało swój byt pija stwu. Nic z tego jednak nie wynika. Bywały dnie, kiedy Baltazarowi 

wracała  rado ,  pogwizdywał  sobie  za  pługiem  –  i  nagle  wewn trz  drgni cie,  które 

zapowiadało  zbli anie  si   grozy.  Zaledwie  kilka  kroków  poza  kr g  jemu  wyznaczony,  a  ju  

obca  siła  zap dzała  go z powrotem.  Wła nie:  obca.  Bo  swoje  cierpienie  odczuwał  wcale  nie 

jako cz

 samego siebie, sam na pewno, tam w gł bi, ci gle pozostawał czyst  rado ci , co go 

napadało,  osaczało  go  z  zewn trz.  Groza  dlatego,  e  takiej  subtelno ci  i  przenikliwo ci 

rozumowa ,  jakie  rozwijał  w  stanach  rozpaczy,  nie  czerpał  przecie  z  tego,  co  sam  mógł, 

pora ała go nadludzka jasno  widzenia. Własna  mieszno  – ta te  wchodziła w skład tych 

rozrachunków,  na  niej  grał  prze ladowca.[21]  Ten  opis  zmaga   Baltazara  jest  niezwykle 

dynamiczny  i  zdumiewa  rozległo ci   uj cia  i  wiedza  o  ludzkich  mrokach.  Egzystencja 

bohatera  rozgrywa  si   mi dzy  elementami  natury,  konkretnymi  miejscami  na  mapie,  a 

fatalnymi  i  chwalebnymi  wydarzeniami,  które  kształtuj   osobowo   op tanego.[22]  Zło  w 

powie ci Miłosza ma wymiar poga ski i teologiczny, bliskie jest herezji manichejskiej i tkwi 

immanentnie  w  człowieku,  stanowi  element  jego  wiadomo ci,  współokre la  psychik . 

Według  Ko cioła  jest  pustk ,  brakiem  dobra  i  takie  przejmuj ce  odczucie  krzewi  si   w 

Blatazarze: Zamazane i płaskie, przedmioty zygzakowały przed nim, ur gaj c swoj  obco ci . 

I unosił si  w  rodku pustki, gorzej, bo nie miała ona  rodka, a ziemia stopom nie dostarczała 

oparcia,  umykała  sprzed  nich,  bezsensowna.  Szedł  i  iskry  owadów  pryskały  na  obie  strony 

(...).[23]  Zło  nie  jest  jednorodne,  ma  swoje  przestrzenie,  skale  oddziaływania,  pojawia  si  

nagle  i  znika  równie  szybko,  potrafi  pozostawa   w  losach  ludzkich  od  pocz tku  do  ko ca. 

Bardzo szybko człowiek staje z nim oko w oko – ju  w czasie dzieci stwa mo e zadawa  ból i 

czasem znajduje w takim zadawaniu przyjemno . Zabijanie zwierz t (por. opowie  o zabiciu 

wodnego  w a),  wyrz dzanie  krzywdy  rówie nikom,  a  nawet  próba  narzucania  swojej  woli 

osobom dorosłym – wszystko to staje si  wst pem do przyszłych zachowa  i wyborów. Cho  

przecie , jeszcze wtedy zło jest potencjalne, starczy przecie  jedno zdarzenie, jedno spotkanie, 

przypadek, akcydens, a ju  losy biegn  w inn  stron . Inna sprawa,  e to co wydawa  si  mo e 

prostowaniem  drogi,  co  bywa  manifestacyjnym  wyborem  dobra,  mo e  otwiera   przed 

człowiekiem inne zakresy zła. Najgorsze jest zło dla samego zła,  wiadome odrzucenie dobra i 

wychodzenie  naprzeciw  zabójczym  pop dom,  najgro niejszym  sytuacjom,  najokrutniejszym 

wyborom.  Taka  jednostka  –  najcz ciej  owładni ta  mani   jakiego   zdarzenia,  jak   ide , 

jakim   przekonaniem  –  mno y  ból  w  ludziach  i  przyrodzie  w  post pie  geometrycznym.  A 

background image

przecie   –  jak  podpowiada  Czarnecka  -  Miłosz  czyni  ból  w  naturze  jednym  z  najbardziej 

dramatycznych  elementów  swojej  powie ci.[24]  Cierpienie  jest  wszechobecne,  pojawia  si  

podczas polowania drapie nika i podczas uprawy ziemi, jest w trzasku łami cej si  gał zi i w 

wystrzale  karabinu.  Ludzie  wprowadzaj   do  swojego  ycia  rodzaj  eutanazji,  oddalaj  ból od 

siebie,  nie  chc   pami ta   o  tym,  e  kiedy   odejd   z  tego  wiata  i  e  cierpienie  stale  jest 

potencjalne, wci  wisi nad nimi jak Damoklesowy miecz. Ci, którzy zaczynaj  si  buntowa , 

znajduj  chwile wytchnienia, ale potem cierpi  jeszcze bardziej, m cz  si  we własnym ciele i 

zaczynaj  mie  halucynacje.  

Tak  te   stało  si   w  przypadku  Baltazara,  który  zacz ł  widzie   realnego  przeciwnika, 

mutuj cego w jego wyobra ni od sylwetki rycerza do symbolicznej  mii: Posta  z drewnianym 

mieczem  czołgała  si   ku  niemu  ruchem  mii.  Zataczała  mieczem  mły ce  słomianego  koloru. 

Baltazar  widział  jej  błyszcz ce  oczy  pionowo  ustawione,  ciało  rozpłaszczaj ce  si   chytrze. 

Skoczył i wyrwał gruby koł z płotu, dyszał, i przed nim w trawie nikogo nie było. Nitki babiego 

lata  bujały  w  powietrzu,  lekko  wygi te  linie  blasku.[25]  Szale stwo  Baltazara  zostało  tak 

ukazane przez Miłosza,  e czytelnik rozumie, i  s  to zdarzenia prawdopodobne i wielokrotnie 

zdarzaj ce si  w zamkni tych społeczno ciach całego  wiata. Litwa nie jest tutaj wyj tkiem, a 

raczej jest miejscem, gdzie tego typu osobowo ci znajdowały w naturze element poga skiego 

zaczepienia,  gdzie  miały  mo liwo   hermetycznego  odosobnienia  i  ci głego  kontaktu  z 

wielko ciami  kosmicznymi.  Ksi yc  i  sło ce  s   przecie   w  interiorze  litewskim  wyrazistsze 

ni   w  wielkich  miastach,  a  nocne  niebo  staje  si   prawdziwym  fajerwerkiem  gwiazd.  Taka 

rzeczywisto   kusi,  przyci ga  ku  sobie  i  ka e  analizowa   wszystko  w  kategoriach 

kosmogonicznych i eschatologicznych. Ka e pyta  kim jest człowiek i jakie jest jego miejsce 

we  wszech wiecie,  po  co  si   urodził  i  jaka  rol   ma  pełni   w  krwawych  rytuałach  natury. 

czasem nie wytrzymuje napi cia i zaczyna post powa  jak dzikie zwierz  – zabija człowieka 

bez  powodu  i  potem  dr czy  sam  siebie  my lami  o  tym,  co  si   stało.  Miłosz  wskazuje,  e 

pomi dzy  ja ni   drapie nika  i  człowieka  jest  tylko  niewielka  granica,  tylko  delikatna  błona 

samo wiadomo ci  i moralno ci.  Je li  pojawi  si  w  umy le  przekonanie  o mistycznej  wi zi  z 

natur , je li człowiek zacznie kwestionowa  realno  stworzenia, pojawi  si  natychmiast przy 

nim  demony  i  poprowadz   go  nad  skraj  przepa ci.  Pami tajmy,  e  Miłosz  opisuje  krainy 

krwawo  naznaczone  przez  histori ,  gdzie  mogiły  i  krzy e  znaczyły  zawsze  wi cej  ni   na 

zwykłych cmentarzach i gdzie symbolika walki stawała si  rodzajem wykładni egzystencjalnej, 

a  człowiek  tylko  wtedy  miał  okre lon   warto ,  gdy  mógł  pokaza   liczne  blizny  i  snu  

opowie  o bohaterskich chwilach. Ale pisarz pokazuje te  jakby drug  stron  bagnistej doliny 

– stale szuka odpowiedzi na podstawowe pytania jego  ycia i wielu ludzkich istnie . Pyta, jaki 

jest  sens  wszystkiego,  jakie  s   drogi  normalno ci  i  szale stwa,  jaka  jest  ró nica  pomi dzy 

umysłem  Baltazara  my l cego  o  Bogu  i  naturze,  a  filozofa  rozstrzygaj cego  podstawowe 

kwestie  tworzonego  systemu.  Te  pytania  nie  straciły  na  aktualno ci  u  pocz tku  nowego 

stulecia – czuje si  to szczególnie, gdy staje si  dzisiaj nad brzegiem Niewia y i patrzy si  na 

jej  tak  samo  mroczne  nurty.  Pojawiaj   si   w  niej  czarne  powidoki  Baltazara  i  Magdaleny, 

Tomasza i innych członków rodu, a z mgieł wyłaniaj  si  jakie  dziwaczne twory, ni to ludzie, 

ni to zwierz ta. Tutaj czuje si ,  e czas pod ył do przodu i niczego nie zmienił, bo przecie  

jest  to  kraina,  w  której  stale  ma  miejsce  konflikt  dobra  i  zła,  wiadomo ci  nadwra liwej  i 

szale stwa,  wi to ci i pot pienia. 

 

 

 

background image

 

[1] Cz. Miłosz, Wypowied  [w:] A. Fiut, Autoportret przekorny, Kraków 2003, s. 35. 

[2] O nawi zaniach i korespondencjach Miłosza z Panem Tadeuszem por. A. Fiut, “Pan 

Tadeusz” na nowo odczytany [w:] W stron  Miłosza, Kraków 2003, s.67-80. 

[3] J. Zach, Miłosz i poetyka wyznania, Kraków 2002. 

[4] L. Vallee, The Valley of Issa: An Interpretation, “World Literature Today” 1978, vol., nr 3, 

s 405. 

[5] R. Gorczy ska, Podró ny  wiata, Kraków 2002, s. 126–127.  

[6] A. Fiut, W stron  Miłosza, s. 5. 

[7]  E.  Ki lak,  Walka  Jakuba  z  Aniołem.  Czesław  Miłosz  wobec  romantyczno ci,  Warszawa 

2000, s. 254. 

[8]  T.  Wojnicki,  Ontology  of  Czeslaw  Milosz,  "Migrant  Echo”,  San  Francisco,  May–August 

1980, vol. IX, number 2. Philosophy and Poetry of Czeslaw Milosz, s. 77–78. 

[9] A. Fiut, W stron  Miłosza, s. 191. Por te  rozwa ania S. Bara czaka: Wydarzenia i rzeczy 

składaj ce si  na  wiat, s  wi c “konieczne” i celowe – cho  sceptycyzm poznawczy Miłosza 

wskazuje  jednocze nie,  e  nie  jeste my  w  stanie  zgł bi   do  ko ca  istoty  tej  konieczno ci  i 

celowo ci,  esencja  rzeczy  mo e  nam  si   objawi   tylko  w  chwilowej  iluminacji  (por.  wiersze 

“Esse” I “Sroczo ”). St d ju  krok tylko do religii. Lecz nie do deizmu bynajmniej, w którym 

wiat objawiałby si  jako mechanizm, nakr cony precyzyjnie przez Wielkiego Zegarmistrza. W 

takiej  koncepcji  wiata  nie  byłoby  miejsca  na  cierpienie,  na  nadzieje,  na  wybór,  na 

odpowiedzialno . Ten e, Kim jest dla nas Milosz, "Migrant Echo" 1980, op. cit., s. 100. 

[10] J. Kott, Jego wiek, “Zeszyty Literackie” 2001, nr 75, s. 14. 

[11] Por. A. Brückner, Staro ytna Litwa. Ludy i bogi. Szkice historyczne i mitologiczne

Olsztyn 1984, s. 72–73.  

[12] Ł. Tischner, Sekrety manichejskich trucizn. Miłosz wobec zła, Kraków 2001, s. 96. 

[13] L. Kołakowski, Dziewi dziesi t lat w poszukiwaniu ojczyzny, “Zeszyty Literackie” 2001, 

nr 75, s. 17. 

[14] J. Bło ski, Miłosz jak  wiat, Kraków 1998, s. 176.  

[15] T. Wojnicki, op. cit., s. 78.  

[16] R. Gorczy ska, op. cit. s. 128–131. 

[17] Por. szczególnie rozdziały pt. Chłopskie polowanie i Na wielkich wodach [w:] J. 

Weyssenhoff, Soból i panna, Warszawa 2007, s. 113-139.  

[18] L. Vallee, op. cit., s. 404. 

[19]  E.  Czarnecka  (R.  Gorczy ska),  “Dolina  Issy”  –  ba n  o  nie miertelno ci  [w:]  Podro ny 

wiata, Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, New York 1983, s. 286. 

[20] Cz. Miłosz, Dolina Issy, Kraków 2000, s. 38. 

[21] Ibidem, s. 154. 

[22] Zauwa a to te  W. Karpi ski: Rozmach pisarski Czesława Miłosza zdumiewa szeroko ci  

oddechu, ale te  trwaniem w czasie. W. Karpi ski, Spotkania, “Zeszyty  Literackie” 2001, nr 

75, s. 43. 

[23] Dolina Issy, s. 247-248. 

[24] E. Czarnecka, op. cit., s. 293. 

[25] Dolina Issy, s. 249-250.