background image

Wtorek, 26 Styczeń 2010 20:36 

Koszmar odzyskanych wspomnień. Tomasz Witkowski

 

Co   czwarta   kobieta   przynajmniej   raz   w   życiu   została   zgwałcona,   co 

trzecia   lub   co   druga   była   wykorzystywana   seksualnie   w   dzieciństwie 

najczęściej   przez   kogoś   z   rodziny,   50-60%   pacjentów   oddziałów 

psychiatrycznych było w dzieciństwie fizycznie lub seksualnie molestowanych, 

50 tys. z ogólnej liczby 255 tys. terapeutów jest przekonanych o tym, że ich 

pacjenci   byli   w   dzieciństwie   molestowani   seksualnie,   choć   większość   takie 

wspomnienia wyparła. To obraz amerykańskiego społeczeństwa lat 80. XX w. 

stworzony na podstawie badań ankietowych i relacji terapeutów

[1]

.

Ale   ta   czarna   wizja   nie   dotyczy   wyłącznie   naszych   „zdeprawowanych” 

sąsiadów zza oceanu. I u nas, w Polsce jest przynajmniej tak samo źle, bo oto 

okazuje   się,   że   35%   kobiet   i   29%   mężczyzn   było   w   dzieciństwie 

wykorzystywanych   seksualnie,   prawie   17%   kobiet   i   9%   mężczyzn   miało   te 

kontakty z najbliższymi członkami rodziny, ponad 10% badanych kobiet i 3% 

mężczyzn przeżyło w dzieciństwie gwałt, prawie żadna z tych osób nie ujawniła 

nikomu własnych przeżyć i nie korzystała z żadnych form pomocy lekarskiej, 

psychologicznej   ani   prawnej.   To   dane,   które   zebrało   Polskie   Towarzystwo 

Seksuologicznego w 1991 roku. 

Problemem molestowania seksualnego nagle masowo zaczyna zajmować 

się   prasa   specjalistyczna.   O   ile   w   1984   roku   w   Stanach   Zjednoczonych 

opublikowano   jedynie   46   artykułów   naukowych   na   temat   wykorzystywania 

seksualnego dzieci wobec 241 na temat innych form krzywdzenia, o tyle sześć 

lat później proporcja ta wynosiła już 500 do 349. W Szwecji w okresie 1974 – 

1986   całkowita   liczba   artykułów   poświęconych   molestowaniu   seksualnemu 

dzieci wynosiła  66  i wzrosła  do 757  w latach 1987  – 1992. Badania prasy 

polskiej również wykazały, że liczba artykułów na ten temat w ciągu zaledwie 

dwu lat, w okresie 2000 – 2002, podwoiła się i znacząco wzrosły wskaźniki 

background image

ekspozycji, co oznacza, że artykuły te zaczęły trafiać na czołówki gazet

[2]

. 

Liczby wdarły się w rzeczywistość nagle, jak gdyby ktoś zdarł zasłonę 

milczenia   i   obłudy.   Czy   rzeczywiście   co   drugi   lub   co   trzeci   nasz   sąsiad 

wykorzystuje seksualnie swoje dzieci? Czy żyjemy wśród potworów, których 

jedynym celem jest zaspokajanie zwyrodniałych żądzy seksualnych? 

 Zdaniem Ellen Bass i Laury Davis, autorek wydanej w 1988 roku książki 

The Courage to Heal,  tak

[3]

. Zdaniem tysięcy kobiet, które wniosły do sądu 

przeciwko   swoim   bliskim,   najczęściej   rodzicom,   oskarżenia   o   molestowanie 

seksualne,   również   tak.   Twierdzenie   to   bez   najmniejszych   wątpliwości 

potwierdzają również zwolennicy tzw. ruchu odzyskanej pamięci, a to, że fakty 

dopiero   teraz   wyszły   na   jaw   możliwe   było   dzięki   nowatorskim   metodom 

odzyskiwania wypartych wspomnień.

Niestety,   o   ile   problem   molestowania   seksualnego,   szczególnie   dzieci, 

jest rzeczywistym problemem, o tyle skala w jakiej został przedstawiony jest 

wymysłem terapeutów, którzy nie tylko oparli swoje koncepcje na fałszywych 

teoriach,   ale   wmieszali   do   swojej   pracy   ideologię.   Niewielu   z   nich   jednak 

wycofało się ze swoich koncepcji, bo „odkrywanie” molestowania seksualnego 

w pamięci pacjentów okazało się nieźle prosperującym biznesem, który nadal 

ma się dobrze. A jak do tego doszło?

Wspomniane wcześniej działaczki ruchu wyzwolenia kobiet, Bass i Davis, 

prowadząc grupy spotkaniowe  kobiet  zauważyły, że  część z nich potrafi  się 

zwierzyć   ze   swoich   przykrych   doświadczeń   seksualnych   z   przeszłości. 

Zwierzenia   takie   nieodmiennie   spotykały   się   ze   współczuciem   i   wsparciem 

udzielanym przez inne kobiety. Ofiary molestowania stawały się swego rodzaju 

„gwiazdami”   w   grupie.   Zachęcało   to   inne   kobiety   do   podobnych   zwierzeń. 

Kiedy   terapeutki   podsuwały   pomysł,   że   podobne   zdarzenia   mogły   zostać 

(zgodnie   z   koncepcją   Freuda)   wyparte   z   pamięci,   pomagało   to   w 

„odzyskiwaniu”  pamięci,   usprawiedliwiało   jej   niedokładności.   Im   więcej   było 

podobnych   przypadków,   tym   bardziej   stawały   się   one   normą,   a   grupa 

wytwarzała   „kulturę   ofiary”.   Teraz   te   kobiety,   które   nie   mogły   sobie 

background image

przypomnieć  swoich  złych doświadczeń  czuły   się  w  jakiś sposób  gorsze,  co 

znowu sprzyjało „odzyskiwaniu pamięci”. Na to wszystko nakładał się jeszcze 

efekt zaspokojenia oczekiwań pacjentów przez terapeutki i grupę – nareszcie 

odnajdywały źródło większości swoich problemów. To nie one same były winne 

lecz właśnie te traumatyczne przeżycia doprowadziły do tego, że nie radziły 

sobie w życiu. 

Spójrzmy, jak wyglądał przykładowy proces odzyskiwania pamięci: 

 

Używamy   techniki   cofnięcia   się   (regresji)   do   wieku   dziecięcego,   jak 

gdybyśmy   trzymali   nitkę   czy   sznurek,   który   sięga   w   przeszłość.   (...) 

Traumatyczne doświadczenie nagrane jest jak na taśmie, którą można 

przewinąć w tył lub w przód. (...) Następnie sugeruję, że nagranie lub 

sen powiedzą nam coś o traumatycznym wydarzeniu. Zaczynam liczyć, a 

potem   pacjent   opowiada   co  widzi.   Uważnie  obserwuję  zmiany   wyrazu 

twarzy, ruchy ciała. Jeżeli ofiara ma sobie coś przypomnieć, dzieje się to 

właśnie   w   tym   momencie.   Pracujemy   nad   wszystkim,   co   się   wyłoni. 

Czasami   jest   to   scena   maltretowania   bardzo   małego   dziecka   i   wtedy 

sprawdzam, czy możemy kontynuować. (...) Ludzie wychodzą z transu z 

wieloma emocjami, lecz jednocześnie zachowują do nich pewien dystans. 

Jest w nich wiele smutku, są przerażeni i wstrząśnięci brutalnością. Po 

zakończeniu   sesji   sami   wyciągają   wnioski.   Warto   im   w   tym   pomóc: 

przypomną sobie to, do czego dojrzeli; z czasem będą przychodzić do 

nich inne myśli, obrazy uczucia i sny, które pozwolą im lepiej zrozumieć; 

będą w stanie o tym mówić z terapeutą

[4]

 

Kilka elementów zawartych w tym przykładzie jest dość znamiennych dla 

różnego   rodzaju   pseudoterapii.   Przede   wszystkim,   zwróćmy   uwagę,   że 

określenie   „pacjent”   zostało   zastąpione   słowem   „ofiara”.   „Warto   pomóc” 

ofiarom w wyciąganiu wniosków, wszak same mogłyby dojść do innych niż te, 

które   wyciągnął   terapeuta!   Zwróćmy   również   uwagę   na   stwierdzenie: 

background image

„przypomną sobie tylko to, do czego dojrzeli”. I tutaj czai się ukryte założenie, 

tak   charakterystyczne  dla  wielu  terapii,  że  pacjent   broni   się  przed  prawdą, 

którą oczywiście zna terapeuta. Najczęściej taką obronę terapeuci, szczególnie 

ci   o   orientacji   psychodynamicznej,   nazywają   „oporem”.   W   tym   przypadku 

mamy do czynienia z brakiem „dojrzałości”. Należy oczekiwać, że kiedy „ofiara” 

przy pomocy terapeuty „dojrzeje” do konfrontacji z własnymi wspomnieniami, 

zostaną one odblokowane i z pewnością ujrzą światło dzienne wspomnienia 

jakichś koszmarnych przeżyć z dzieciństwa. 

Jeśli   pacjenci   są   bardziej   oporni   w   odzyskiwaniu   wspomnień   urazu, 

terapeuci mają inne środki, aby sobie z nimi poradzić. 

 

Na   ogół   udaje   się   odtworzyć   fakty   bez   uciekania   się   do   wzbudzania 

odmiennych   stanów   świadomości.  Zdarza   się  jednak,  że  duże  luki  we 

wspomnieniach pozostają nawet po dokładnym, żmudnym badaniu. W 

takich   wypadkach   zaleca   się   ostrożne   korzystanie   z   potężniejszych 

technik, na przykład z hipnoterapii. (...) Oprocz hipnozy stosować można 

inne   techniki   wywoływania   zmienionego   stanu   świadomości,   dzięki 

któremu   oderwane   wspomnienia   traumatyczne   stają   się   łatwiej 

dostępne. Zakres tych technik rozpościera się od metod spolecznych – 

takich   jak   intensywna   terapia   grupowa   lub   psychodrama   –   do   metod 

biologicznych,   jak   na   przykład   użycie   amytalu   sodowego

[5]

  Jeśli 

terapeuta  jest  odpowiednio  przygotowany,  każdy  sposób może okazać 

się skuteczny

[6]

.

 

         

Na   podstawie   wspomnień   odzyskanych   takimi   metodami   wniesiono   w   Stanach 

Zjednoczonych tysiące oskarżeń. Skazano tysiące winnych i niewinnych ludzi. Prawdopodobnie 
w samych latach 80-tych XX wieku około miliona ludzi uwierzyło w to, że byli w dzieciństwie 
molestowani   seksualnie.   Terapeuci   odzyskiwania   pamięci   wpłynęli   (i   nadal   wpływają)   na 
stosunki   pomiędzy   rodzicami   i   dziećmi,   dziadkami   i   wnukami   w   setkach   tysięcy   rodzin   na 
całym świecie. W większości z nich zmiana tych stosunków jest nieodwracalna. Oskarżenie 
ojców o molestowanie seksualne własnych dzieci staje się powoli w sądzie wygodną i łatwo 

background image

dostępną   bronią,   która   rozwiedzionym   kobietom   umożliwia   zemstę   na   byłych   mężach,   a 
dzieciom pozostawia trwałe urazy psychiczne

[7]

. 

          Co   jednak   takiego   złego   jest   w   terapii   odzyskiwania   pamięci?   Czy 

rzeczywiście dzieci są tak często molestowane przez swoich rodziców? Jaka 

jest   skala   tego   problemu?   Na   jakiej   podstawie   twierdzę,   że   terapia 

odzyskiwania pamięci jest dobrze prosperującym biznesem?

          Odpowiedzi na te  pytania  dostaniemy wówczas,  kiedy  rozważymy  kilka 

czynników,   które   doprowadziły   do   takiej   sytuacji:   błędne   i   na   dodatek   w 

uproszczony sposób rozumiane założenia Freuda, ideologia feministyczna, 

zaspokajanie oczekiwań pacjentów.

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, kiedy feministki 

podnosiły   problem   molestowania   seksualnego,   był   to   bolesny   problem 

rzeczywiście   spychany   na   margines   świadomości   społecznej.   To   właśnie 

feministki zwróciły na niego uwagę publiczną, wyciągnęły na światło dzienne i 

chwała im za to, bo dla ludzi, którzy doświadczyli tak koszmarnych przeżyć w 

dzieciństwie, ignorowanie ich wspomnień przez terapeutów było niczym innym, 

jak kontynuacją koszmaru. Przy okazji, terapia feministyczna sprzeciwiła się 

założeniom   Freuda,   który   początkowo   wierzył   swoim   pacjentkom   w   relacje 

dotyczące   molestowania   seksualnego,   później   jednak   przyjął   bezwyjątkowe 

założenie, że są to wyłącznie fantazje seksualne. Łatwo sobie wyobrazić, jak 

mogli się czuć pacjenci relacjonujący traumatyczne zdarzenia z dzieciństwa i 

spotykający się z wyniosłym niedowierzaniem psychoanalityków. 

          Feministki odrzuciły jeden z psychoanalitycznych przesądów, jakim było 

kategoryczne   niedowierzanie   relacjom   pacjentów   o   molestowaniu.   Na   to 

miejsce   wprowadziły   jednak   kolejnego   psychoanalitycznego   potwora   – 

wyparcie. Pojęcie to, choć istniało jeszcze przed powstaniem psychoanalizy

[8]

, 

powszechnie   przypisuje   się   Freudowi,   bo   też   przez   niego   zostało 

spopularyzowane.   Oznacza   ono   w   psychoanalizie   proces   usuwania   ze 

świadomości negatywnych doświadczeń. Warto przy okazji wskazać również na 

proces   tłumienia   i   pokazać   między   nimi   różnice.   Tłumienie   jest   świadomą 

próbą   usunięcia   pewnych   treści   –   staramy   się   o   czymś   nie   myśleć   i   nie 

background image

pamiętać, ale wiemy co i kiedy stłumiliśmy. Wyparcie odbywa się w sposób 

nieświadomy, jest mechanizmem obronnym nad którym nie mamy kontroli. 

Nie zdajemy sobie sprawy ani z tego jakie treści, ani kiedy wyparliśmy. Dostęp 

do nich możliwy jest np. poprzez analizę prowadzoną przez psychoanalityka. 

Tylko on ma na tyle wiedzy i doświadczenia, żeby dostrzec czy jakieś treści 

zostały przez nas wyparte i zastosować wyżej opisane metody. 

          Zwolenniczki   terapii   odzyskania   pamięci   założyły,   że   jeśli   pacjent 

(najczęściej kobieta) ma jakieś problemy, to ich źródłem są właśnie zdarzenia 

wyparte ze świadomości. Pierwsze zdanie książki  Przemoc, uraz psychiczny i 

powrót do rownowagi  autorstwa jednej z bardziej zagorzałych zwolenniczek 

odzyskiwania   wspomnień   -   Judith   Herman   brzmi:   „Naturalną   reakcją   na 

przemoc jest wykluczenie jej ze świadomości”. A zatem, należy wspomnienia 

tej przemocy uwolnić, doprowadzić do wglądu i pacjenci natychmiast odczują 

ulgę i poprawę. O ile to założenie mogłoby na pierwszy rzut oka wydawać się 

logicznym, o tyle założenie dotyczące skali problemu miało już swoje korzenie 

w   ideologii   feministycznej   –   większość   kobiet   jest   uciskana,   krzywdzona, 

molestowana   itd.   Terapeuta   o   takim   światopoglądzie   nie   zadawał   sobie   już 

pytania   „czy   pacjent   był   molestowany?”   lecz   „w   jaki   sposób   dotrzeć   do 

wypartych treści?”.

          Taki   sposób   postępowania   był   też   z   pewnych   względów   niezwykle 

wygodnym dla pacjentów i jest powszechny w większości terapii cieszących się 

dużym uznaniem. Zastanówmy się, do terapeuty przychodzi znękany życiem 

pacjent, a ten mu oferuje wyjaśnienie większości jego problemów. Wyjaśnienie 

to uwalnia go od jakiejkolwiek odpowiedzialności sugerując np. że przyczyną 

jego   problemów   jest   zachowanie   jego   rodziców   w   stosunku   do   niego   w 

dzieciństwie, lub fakt, że został przez kogoś skrzywdzony lub nieokiełznane, 

działające   poza   jego   wolą   libido   lub   chociażby   oddziaływanie   na   niego   sił 

kosmicznych   czy   inne   bardziej   lub   mniej   prawdopodobne   wyjaśnienie,   ale 

zawsze  leżące poza jego kontrolą. Jednocześnie w systemie terapeutycznym 

zawarta   jest   obietnica,   że   np.   „przepracowanie   problemu   rodziców”   lub 

ujawnienie   wypartych   treści   lub   dokonanie   wglądu   w   podświadomość, 

przeżycie katharsis lub zrozumienie i zneutralizowanie sił kosmicznych pomoga 

background image

mu pozyć się problemów. Czy taki rodzaj terapii nie będzie wybierany częściej 

i chętniej niż te, gdzie terapeuta wskazuje na brak wystarczającej motywacji 

pacjenta   lub   brak   siły   woli   czy   jego   niewystarczający   wysiłek?   Pytanie  jest 

chyba   retoryczne,   a   potwierdza   to   rynek   szeroko   rozumianych   usług 

terapeutycznych. To tutaj zaczyna się dobrze prosperujący biznes, o którym 

wcześniej wspominałem. 

         Największym jednak oszustwem terapii odzyskiwania wspomnień jest nie 

tylko   ideologiczne   określenie   skali   zjawiska,   nie   tylko   jej   „rynkowa” 

konstrukcja, lecz oparcie na fałszywych założeniach teoretycznych. Wcześniej 

powiedziałem o tym, że założenia terapii mogą na pierwszy rzut oka wyglądać 

na   logiczne.   Dlaczego   takimi   nie   są?   Po   pierwsze,   dlatego,   że   mechanizm 

wyparcia   pomimo   upływu   ponad   stu   lat,   w   którym   to   czasie   gromadzono 

doświadczenia   terapeutyczne   i   wyniki   badań,   po   dziś   dzień   nie   został 

udowodniony,   po   drugie,   dlatego   że   opisywana   procedura   terapeutyczna 

prowadzi   prostą   drogą   do   indukcji   wspomnień,   a   nie   ich   odzyskiwania. 

Przekonało się już o tym kilku terapeutów i to dosyć boleśnie. Spójrzmy na 

przykłady: 

 

Patricia Burgus w latach 1986 - 1992 poddana była terapii, w wyniku 

której   „odzyskała"   wspomnienia   o   uczestnictwie   w   satanistycznych 

rytuałach, byciu wykorzystywaną seksualnie, wykorzystywaniu własnego 

dziecka,   a   także   jedzeniu   ludzi.   W   1997   roku,   w   wyniku   wygranej 

rozprawy, otrzymała 10,6 

miliona dolarów odszkodowania

[9]

.

 

W 1986 Nadean Cool, doradczyni pielęgniarek z Wisconsin poszukiwała 

terapii, która pomogłaby jej poradzić sobie z reakcją na traumatyczne 

wydarzenie, którego doświadczyła jej córka. Podczas terapii psychiatra 

zastosował   hipnozę   i   inne   techniki   sugestii   aby   wydobyć   pogrzebane 

background image

wspomnienia molestowania, których Cool rzekomo sama doświadczyła. 

W trakcie terapii Cool doszła do przekonania, że wyparła wspomnienia 

przynależności   do   kultu   satanistów,   jedzenia   dzieci,   bycia   gwałconą, 

uprawiania   seksu   ze   zwierzętami   i   bycia   zmuszoną   do   oglądania 

morderstwa swojego 8-letniego przyjaciela. Uwierzyła, że miała ponad 

120 osobowości – dzieci, dorosłych, aniołów, a nawet kaczki (...). Kiedy 

ostatecznie   Cool   zdała   sobie   sprawę,   że   zostały   jej   wszczepione 

fałszywe   wspomnienia,   pozwała   psychiatrę   do   sądu   za   praktyki 

niezgodne z etyką zawodową. W marcu 1997 roku, po pięciu tygodniach 

procesu   sąd   przyznał   jej   prawo   do   odszkodowania   w   wysokości   2,   4 

miliona dolarów. (...)

W 1992 roku w Missouri kościelny doradca w trakcie terapii pomógł Beth 

Rutheford przypomnieć sobie, że jej ojciec, duchowny, regularnie gwałcił 

ją w czasie, kiedy miała 7-14 lat, a także i to, że jej matka czasami 

pomagała mu przytrzymując ją. Pod przewodnictwem swojego terapeuty 

Rutheford rozwinęła wspomnienia dwukrotnego zajścia w ciążę z ojcem 

a następnie zmuszenia jej do usunięcia płodu przy pomocy wieszaka na 

ubrania. Kiedy zarzuty stały się znane publicznie, ojciec był zmuszony 

zrezygnować ze swojego stanowiska duchownego. Jednakże późniejsze 

badania medyczne córki ujawniły, że w wieku 22 lat była ciągle dziewicą i 

nie była nigdy w ciąży. Córka oskarżyła terapeutę i w 1996 r., w wyniku 

wygranej rozprawy, otrzymała milion dolarów odszkodowania

[10]

.

 

         Jakkolwiek przerażające byłyby te przykłady to przecież nie sądy, wszak te 

nie raz skazywały niewinnych, lecz raczej wyniki badań empirycznych powinny 

decydować   o   zasadności   koncepcji   teoretycznych   i   wynikających   z   nich 

zastosowań   terapeutycznych.   Badania   zaś   przynoszą   dość   jednoznaczny   i 

wyraźny obraz zjawiska, a co więcej, w tym przypadku zgodny z cytowanymi 

wyrokami   sądowymi.   Zjawiska   wyparcia   w   czystej   postaci   dotychczas   nie 

udało się potwierdzić w żadnych badaniach. 

background image

 

Wyparcie i tłumienie traktujemy jako przypadki ograniczenia dostępu do 

zakodowanych wcześniej informacji. Skoro tak, to oba te zjawiska mają 

charakter ilościowy – możemy mówić o większym lub mniejszym stopniu 

ograniczenia   dostępu.   Raczej   nie   dzieje   się   tak,   że   jakaś   informacja 

została wyparta lub stłumiona. To jest już wyraźne odejście od koncepcji 

psychoanalitycznych,   w   których   na   przykład   mówienie   o   niepełnym 

wyparciu przypominało Szwejkowe gawędy o winie bez alkoholu

[11]

. 

 

Przedstawionych wcześniej przypadków nie da się nawet zakwalifikować jako błąd w 

sztuce.   Wynikały   wprost   z   fałszywych   założeń   terapii.   Dzisiaj   mówimy   raczej   wyłącznie   o 
problemach z pamięcią, o procesach zapominania, a opieranie terapii na założeniu, że pewne 
zdarzenia zostały w całości, od początku do końca zapomniane ma odniesienie wyłącznie do 
przypadków   amnezji   związanych   najczęściej   z   chorobą   neurologiczną   lub   organicznym 
uszkodzeniem mózgu. 

Zresztą,   przy   dzisiejszym   zaawansowaniu   badań   neurologicznych 

możemy   uzyskać   bardzo   jasny   obraz   procesów   zapamiętywania,   które   z 

wyparciem mogłyby mieć coś wspólnego. Za naszą zdolność zapamiętywania 

zdarzeń,   imion   czy   sposobu   wykonywania   określonych   czynności 

odpowiedzialne są różne  struktury  mózgu, z których każda związana jest z 

innym   typem   pamięci.   Nie   wnikając   w   anatomię   więcej   niż   to   niezbędne, 

możemy   powiedzieć,   że   większość   ośrodków   pamięci   mieści   się   w   korze 

mózgowej.   Wśród   struktur,   warunkujących   skuteczne   zapamiętywanie, 

znajdują   się   jednak   również   ciało   migdałowate   oraz   hipokamp,   które 

zlokalizowane są w przyśrodkowej części płata skroniowego.

          Ciało migdałowate, jest przede wszystkim odpowiedzialne za określanie 

motywacyjnego znaczenia bodźca i umożliwia m. in. warunkowanie strachu. 

Napływające z otoczenia informacje o bodźcach wędrują szlakami czuciowymi 

do   wzgórza,   a   stamtąd   jednocześnie   do   ciała   migdałowatego   i   kory.   Ciało 

migdałowate   natychmiast   pobudza   układ   nerwowy,   a   w   korze   dochodzi   do 

poznawczej   analizy   bodźca.   Rezultat   tej   analizy,   trafia   ponownie   do   ciała 

background image

migdałowatego umożliwiając mu prawidłową reakcję

[12]

. 

Istnienie tego podwójnego systemu przetwarzania informacji wiąże się z 

określonymi   korzyściami   dla   organizmu.   Po   pierwsze,   dzięki   istnieniu   drogi 

podkorowej   (wzgórze   -   ciało   migdałowate)   bodźce   zagrażające   mogą   być 

szybko   wychwytywane,   bez   poddawania   ich   analizie   w   korze  mózgowej.   Po 

drugie,   ciało   migdałowate,   dzięki   otrzymywaniu   informacji   ze   wzgórza,   jest 

natychmiast pobudzane i, po otrzymaniu informacji będącej rezultatem analizy 

dokonanej w korze, reakcja na nią może być dużo szybsza niż gdyby płynęła 

tylko   z   kory.   Trzecią   korzyścią   płynącą   z   istnienia   podwójnego   systemu 

przetwarzania,   jest   to,   że   ciało   migdałowate   może   wychwycić   bodźce 

zagrażające i działać jak system alarmujący, który pozwala korze przekierować 

uwagę  na   bodźce,   które   -  choć   sygnalizują   zagrożenie  -   znajdują   się  poza 

obszarem   objętym   uwagą.   Ciało   migdałowate   jest   więc   strukturą 

odpowiadającą  za emocjonalną  reakcję na  napływające z  otoczenia  bodźce, 

zanim zostaną one opracowane poznawczo w korze. Znany badacz mózgu, Le 

Doux uważa również, że jest ono odpowiedzialne za powstawanie wspomnień 

emocjonalnych, czyli tzw. pamięci utajonej (implicite). Wspomnienia te nie są 

świadome, nie jest możliwe ich przypomnienie czy zrelacjonowanie, ujawniają 

się one wyłącznie w zachowaniu (reakcjach fizjologicznych)

[13]

.

Hipokamp z kolei jest strukturą odpowiedzialną za kodowanie kontekstu. 

Odpowiada on za tzw. pamięć jawną (explicite). Pamięć ta charakteryzowana 

jest   jako   świadoma,   pozwalająca   na   przypominanie   oraz   słowne 

relacjonowanie   zdarzeń   z   przeszłości.   Hipokamp   umożliwia   formowanie 

świadomych, możliwych do zwho erbalizowania wspomnień. Uszkodzenie tej 

struktury   prowadzi   do   sytuacji,   w   której   nie   jest   możliwe   nabywanie 

warunkowej   reakcji   lęku   na   kontekst,   jednakże   wciąż   możliwe   jest 

kształtowanie reakcji warunkowej na bodziec (proces ten bowiem zależny jest 

od ciała migdałowatego). To pozwala wnioskować o pewnej niezależności tych 

struktur i, tym samym, zależnych od nich pamięci: utajonej i jawnej

[14]

.

          Wiedząc, że ciało migdałowate odpowiada za nieświadome wspomnienia 

emocjonalne, hipokamp zaś za wspomnienia świadome, warto zwrócić uwagę 

background image

na wpływ sytuacji stresowej na funkcjonowanie każdej z tych struktur, a co za 

tym idzie na możliwość zaistnienia wyparcia. W sytuacji zagrożenia dochodzi 

do   uwalniania   tzw.   „hormonów   stresu"   (np.   glikokortykoidy,   adrenalina). 

Glikokortykoidy oddziałują i na ciało migdałowate, i na hipokamp, jednakże 

oddziaływanie to wywołuje przeciwstawne skutki. Hormony te hamują procesy 

zależne od hipokampa, jednocześnie intensyfikując procesy zależne od ciała 

migdałowatego.   W  konsekwencji,   wysoki   poziom   stresu   może   prowadzić   do 

zaburzeń   pamięci   związanej   z   hipokampem   (tj.   tworzenia   świadomych 

wspomnień)   oraz   do   polepszenia   skuteczności   kodowania   nieświadomego, 

emocjonalnego, jakie związane jest z ciałem migdałowatym. Świadczyłoby to 

więc na korzyść wyparcia. 

          Czy możliwe jest,  że w czasie bardzo stresującego wydarzenia zostaną 

stworzone wyłącznie wspomnienia emocjonalne, ujawniające się w reakcjach 

fizjologicznych, tak, jak wynikałoby to z koncepcji wyparcia? LeDoux uważa, że 

analizując   mózgowe   mechanizmy   pamięci   jest   prawdopodobną   sytuacja,   w 

której   osoba   posiada   nieświadome   wspomnienie   traumatycznego   zdarzenia, 

nie posiadając jednocześnie świadomości tego, co jej się przytrafiło. Jest tylko 

jeden szkopuł. Nie ma możliwości stwierdzenia, czy takie osoby istnieją. Jeśli 

nawet tak, to nigdy się o tym nie dowiemy, bowiem nie jest możliwe, aby 

jakiekolwiek   procedury   psychologiczne,   z   hipnozą   włącznie,   umożliwiły 

wydobycie   informacji   zapisanych   dzięki   ciału   migdałowatemu.   W   taki   oto 

sposób   możemy   wykazać,   że   docieranie   do   treści   wypartych   jest   z   punktu 

widzenia   neuropsychologii  niemożliwe,   a   wykorzystywanie  ich   w   terapii   jest 

całkowitą bzdurą, żeby nie powiedzieć oszustwem.

          O ile z jednej strony terapia odzyskiwania wspomnień przyczyniła się do 

rozpoczęcia badań empirycznych nad zjawiskami wyparcia, tłumienia i innymi 

mechanizmami obronnymi, ukazując ich rzeczywistą wartość, o tyle z drugiej 

strony   w   sposób   niezamierzony   terapeuci   odkryli   nieprawdopodobnie   silny 

mechanizm   manipulacyjny   –   wszczepianie   fałszywych   wspomnień,   które 

psychologowie   akademiccy   nazywają   inflacją   wyobraźni

[15]

  Badania 

eksperymentalne prowadzone niejako w interwencji na nasilające się problemy 

związane   z   falą   „odzyskanych   wspomnień”   i   dramatycznie   rosnącą   liczbą 

background image

procesów,   pozwoliły   dość   precyzyjnie   określić   naturę   tego   zjawiska.   Aby 

zrozumieć jego działanie spójrzmy na dość typowy dla  tego  obszaru  badań 

eksperyment. 

          W badaniu uczestniczyły osoby w wieku 18-53 lata, które poproszono o 

przypomnienie   sobie   rożnych   zdarzeń   z   dzieciństwa,   o   których   usłyszeli   od 

rodziców bądź krewnych. Wcześniej autorki eksperymentu zebrały opisy takich 

zdarzeń w rozmowach z krewnymi i upewniły się, że żadna z osób badanych 

nie   zgubiła   się   nigdy   w   dzieciństwie   w   centrum   handlowym.   Uczestnikom 

badania   rozdawano   do   przeczytania   cztery   krótkie   historyjki.   Trzy   z   nich 

dotyczyły zdarzeń prawdziwych, jedna – zdarzenia fikcyjnego. W przypadku 

wszystkich osób badanych historyjka dotyczyła zagubienia się w wieku 5 lat w 

dużym centrum handlowym. Historyka mówiła o tym, że dziecko nie mogło 

przez dłuższy czas znaleźć opiekunów, płakało aż zaopiekowała się nim starsza 

kobieta do czasu odnalezienia rodziny. 

         Po przeczytaniu tych historyjek osoby badane miały napisać, co pamiętają 

z   każdego   z   tych   zdarzeń.   W   przypadku,   gdyby   nie   pamiętały   nic,   miały 

wpisywać   po   prostu   „nie   pamiętam”.   Następnie   eksperymentatorki 

przeprowadzały   z   uczestnikami   badania   dwie   rozmowy.   Instrukcja 

przygotowana na użytek uczestników badań mówiła o tym, że w trakcie tych 

rozmów chcą sprawdzić, czy badani dobrze pamiętają szczegóły, a także to, 

czy   pamiętane   przez   nich   szczegóły   pokrywają   się   ze   informacjami 

dostarczonymi   przez   ich   rodziny.   Bezpośrednio   po   lekturze   autentyczne 

wydarzenia   przypominało   sobie   68%   badanych,   ale   za   to   aż   29% 

przypomniało   sobie   zdarzenia   w   ich   przypadku   nie   mające   miejsca!   Druga 

rozmowa   niewiele   zmieniła   ten   obraz.   Ciągle   25%   badanych   „pamiętało” 

nieistniejące wydarzenie

[16]

. 

         Podobnych badań przeprowadzono wiele. Np. Hyman, Husband i Billings w 

swoich   eksperymentach   doprowadzili   do   tego,   że   20-25%   badanych 

„przypomniało” sobie noc spędzoną w szpitalu z powodu wysokiej gorączki lub 

przyjęcie urodzinowe z udziałem klowna, choć w rzeczywistości nic takiego nie 

miało miejsca. Co ciekawe, wielkość efektu inflacji wyobraźni wykazywana w 

background image

większości   eksperymentów   jest   dość   stabilna   –   efekt   występuje   u   20-30% 

osób badanych. 

         Weźmy teraz pod uwagę kilka faktów. Przede wszystkim, zwróćmy uwagę 

na to, że osoby biorące udział w eksperymentach były osobami zdrowymi, bez 

zaburzeń,   bez   silnej   potrzeby   uwolnienia   się   od   problemów,   która   często 

towarzyszy   osobom   zgłaszającym   się   na   terapię.   Eksperymentatorzy   nie 

wywierali presji na osoby badane, indukcja pamięci następowała najczęściej w 

wyniku   jednorazowej   prostej   procedury.   Nie   znam   badań,   podczas   których 

sprawdzano by, czy np. 10 sesji może zwiększyć podatność na indukowanie 

wspomnień.   Intuicja   podpowiada   mi,   że   powtarzanie   procedury   znacząco 

zwiększy   podatność   badanych.   Wszystkie   eksperymenty   prowadzone   były 

zgodnie   z   wymogami   etyki,   a   indukowane   wspomnienia   miały   charakter 

neutralny.   Mając   te   fakty   na   uwadze,   spróbujmy   przeanalizować   różnice 

pomiędzy   sytuacją   eksperymentalną   a   sytuacją   terapeutyczną,   w   jakiej 

znajdują   się   pacjenci,   kiedy   stają   w   obliczu   terapeuty   przekonanego   o 

słuszności   swojej   hipotezy   i   dobrze   przygotowanego   do   walki   z   oporem 

pacjenta.   Spójrzmy   na   fragment   wypowiedzi   Freuda,   która   pomoże   nam 

wyobrazić sobie różnicę pomiędzy niewinnymi sytuacjami eksperymentalnymi i 

„prawdziwą” terapią.  

 

Sesja niedługo się skończy, a oni ciągle utrzymują, że tym razem nic 

sobie nie przypomnieli. Nie wolno nam wierzyć w to, co mówią, musimy 

zawsze przyjmować, ze coś ukrywają, i mówić im to... Musimy kłaść na 

to nacisk, cały czas wywierać presję i przedstawiać samych siebie jako 

nieomylnych,   zanim   nam   wreszcie   czegoś   nie   powiedzą...   Są   takie 

przypadki,  gdy   pacjenci   próbują   zaprzeczać  wspomnieniom  już  po   ich 

przywołaniu.   „Coś   mi  się  teraz   przypomniało,   ale  z   pewnością   to  pan 

umieścił   to   w   mojej   głowie”...   We   wszystkich   takich   przypadkach 

pozostaję   niewzruszenie   stanowczy...   Tłumaczę   pacjentowi,   że   są   to 

wszystko   przejawy   oporu   i   wywołane   przez   niego   preteksty,   aby 

uniemożliwić   przywołanie   danego   wspomnienia,   do   którego   mimo   to 

background image

musimy dotrzeć

[17]

. 

 

Sądząc   po   efektach,   jakie   uzyskiwali   (i   ciągle   jeszcze   uzyskują!) 

terapeuci odzyskiwania pamięci, żeby wspomnieć cytowane wcześniej fałszywe 

wspomnienia zjadania ludzi, wykorzystywania własnych dzieci itp. koszmary, 

nauki   Freuda   zostały   zastosowane   z   niezwykłą   gorliwością.   Śmiem 

podejrzewać, że „sprawność” terapeutów i stan psychiczny, w jakim trafiali do 

nich   pacjenci   umożliwiały   uzyskanie   znacząco   wyższego   odsetka 

„odzyskanych”   wspomnień,   niż   wspominane   w   badaniach   20-30%.   Jakże 

dziwnie niskie wydają się realne liczby pokazujące ilość wykrytych przestępstw 

na   tle   seksualnym,   szczególnie,   jeśli   porównamy   je   z   danymi,   którymi 

posługują się zwolennicy odzyskiwania pamięci. Zamieszczona poniżej tabelka 

została   sporządzona   na   podstawie   danych   dostępnych   na   stronach 

internetowych Komendy Głównej Policji

[18]

. 

Statystyki policyjne dotyczące wykrytych przypadków:

Rok

czynności seksualnych z 

małoletnim – art. 200 

k.k.

Kazirodztwa – art. 201 
k.k.

2007

2006

2005

2004

2003

2002

2001

1882

1687

1697

1923

1817

1485

1460

47

26

49

55

48

37

46

background image

2000

1999

1518

1673

52

59

Razem: 

15 142

419

Terapię   odzyskiwania   wspomnień   stosuje   się   z   równą   gorliwością   w 

odniesieniu do dzieci. Dodatkowo, wykorzystuje się tutaj kilka innych efektów, 

takich jak znaczenie autorytetu, poczucie winy, modelowanie itp.

 

„Praca   nad   ujawnieniem   nadużycia”   rozpoczynała   się   zwykle   od 

wzbudzenia   w   dziecku   potrzeby   wyjaśnienia   przyczyn   lęku,   słabych 

wyników   w   szkole,   nocnych   koszmarów,   niskiej   samooceny   i   innych 

symptomów,   na   podstawie   których   została   postawiona   „diagnoza”. 

Terapeuta – osoba dorosła, autorytet dla dziecka – podsuwał następnie 

odpowiedź   na   pytanie,   dlaczego   pojawiły   się   takie   problemy. 

Wykorzystywane były do tego specjalne pomoce w postaci taśm wideo, 

na których jest mowa o tym, co to jest nadużycie seksualne, do jakich 

konsekwencji   prowadzi   oraz   jak   poradzić   sobie   z   traumą   takiego 

doświadczenia. Dziecko otrzymywało do wykonania „zadanie domowe” – 

np.   „Przemyśl   jeszcze   raz   to   wszystko   w   domu   i   zastanów   się,   czy 

rzeczywiście   nic   się   nie   zdarzyło”.   Stymulowano   wyobraźnię   zadając 

pytania typu „Co by było gdyby...?” oraz podsuwając lalki z narządami 

płciowymi.   Bezkrytycznie   akceptowane   i   wzmacniane   były   wypowiedzi 

dziecka   zgodne   z   przekonaniem,   że   zostało   wykorzystane.   Zadawano 

pytania sugerujące, lub wielokrotnie powtarzano te same pytania, co – 

zwłaszcza dla małych dzieci – może być sygnałem, że udzielona przez 

nie   odpowiedź   nie   jest   dobra,   dlatego   należy   ją   zmienić.   Milczenie   i 

zaprzeczanie   traktowano   jako   „brak   gotowości”   do   zwerbalizowania 

doświadczenia nadużycia. Jeśli dziecko odwoływało swoje wcześniejsze 

zeznanie,   interpretowano   to   jako   „wtórne   zaprzeczanie’.   Stopniowo, 

przynajmniej u niektórych dzieci pojawiało się subiektywne przekonanie, 

że zostały wykorzystane seksualnie. Szczególnie bezbronne wobec takich 

background image

manipulacji   były   dzieci   młodsze,   które   nie   znają   pojęcia   nadużycia 

seksualnego. Dodatkowym źródłem wzmocnienia pseudopamięci mogło 

być wspólne przebywanie – podczas psychoterapii – z dziećmi faktycznie 

wykorzystanymi   seksualnie.   Osoby,   które   prowadziły   taką   „pracę   nad 

ujawnieniem”, były przekonane, że jest to metoda całkowicie bezpieczna, 

ponieważ nie jest możliwe zasugerowanie dziecku zdarzenia, jakim jest 

nadużycie seksualne

[19]

.

 

Jeśli „odzyskanie” wspomnień mimo to nie powiedzie się, to i tak nie 

zabraknie (przynajmniej w Polsce) psychologów gotowych orzec jednoznacznie 

o   fakcie   molestowania   mając   oparcie   wyłącznie   w   wynikach   testów 

projekcyjnych

[20]

. Podkreślić w tym miejscu trzeba fakt, że testy projekcyjne 

mają swój rodowód w psychoanalizie i wnioskowanie na ich podstawie odbywa 

się   w   podobny   sposób   i   z   podobną   rzetelnością,   jak   wnioskowanie   na 

podstawie   snów,   czy...   wróżenia   z   fusów.   Amerykańskie   Towarzystwo 

Psychologiczne w standardach wypracowanych w 1991 r. a dotyczących pracy 

biegłych   psychologów   sądowych,   zobowiązało   ich   do   przedstawiania   wraz   z 

opinią wszelkich ograniczeń i kontrowersji, jakie te testy wzbudzają. Podobnie, 

we wzorcowym programie nauczania psychologii klinicznej, który jest zalecany 

na XXI wiek, całkowicie wykluczyło techniki projekcyjne

[21]

. 

Stosowana   podczas   diagnozy   analiza   symptomów   daje   podobnie 

nierzetelne wyniki jak testy projekcyjne

[22]

, ale mimo to maszyna wymiaru 

sprawiedliwości kręci się i z braku innych dowodów, orzeka o winie na takich 

podstawach. Psychologowie występujący w charakterze biegłych sądowych są 

zdania, że lepiej jest popełnić błąd fałszywego alarmu niż błąd przeoczenia, 

ponieważ   należy   mieć   na   względzie   przede   wszystkim   dobro   dziecka.   Ich 

zdaniem dorosły, nawet jeśli zostanie niesłusznie skazany przez sąd – „jakoś 

sobie z tym poradzi”. 

         Warto byłoby zadać pytanie tym zatroskanym dobrem dzieci psychologom, 

jak   rozwija   się   osobowość   dziecka   niesłusznie   przekonanego,   że   było 

background image

wykorzystywane seksualnie? Jak żyje ów „radzący sobie” dorosły z etykietą 

pedofila   lub   zboczeńca?   Co   dzieje   się   z   rodzinami,   w   których   nastąpiło 

oskarżenie?   Częściowych   odpowiedzi   na   te   pytania   mogliby   udzielić   nam 

członkowie  Fundacji   Syndromu   Fałszywej   Pamięci   (False   Memory   Syndrome 

Foundation)

[23]

. Większość z nich to obwinieni krewni „ofiar” molestowania. 

Od momentu powołania Fundacji w 1992 roku do roku 2001 zgłosiło się do 

fundacji   4400   osób,   dla   których   fałszywe   wspomnienia   są   koszmarną 

rzeczywistośc

[24]

.

          Fala   fascynacji   problemem   dotarła   już   jakiś   czas   temu   i   do   Polski. 

Świadczą o tym chociażby takie wypowiedzi, jak ta, znaleziona przeze mnie 

niedawno w gazecie: 

 

Mam 52 lata, od sześciu lat wiem, że w dzieciństwie byłam molestowana. 

I to długo, bo blisko dziesięć lat. Nie czułam się krzywdzona, myślałam, 

że byłam kochana. Niewiele pamiętam. Dziś wiem, że to ratujący mnie 

mechanizm   obronny.   Był   konieczny,   bo   moje   życie   z   tak   wielkim 

ciężarem na barkach byłoby zbyt trudne.

Nie ułożyłam sobie życia osobistego, nie umiałam. Dziś się nie dziwię. 

Małżeństwo moje się rozpadło, dzieci nie mam. (...)

Od   dwóch   lat   mam   terapeutkę.   To   dzięki   trudnej   pracy   jej   i   mojej 

zaczynam   się   zmieniać,   zaczynam   rozwijać   się   emocjonalnie.   Już   nie 

czuję   się   winna   temu,   co   się   działo.   Już   mogę   i   chcę   mówić,   chcę 

krzyczeć: NIE MOLESTUJ MNIE!

[25]

 

Wiele   wskazuje   na   to,   że   trudna   praca   terapeutki   pomagającej   odzyskać   wspomnienia 
przyniosła   skutek,   a   pacjentce   ulgę.   W   końcu   ktoś   pomógł   jej   zrozumieć,   że   fakt,   iż   nie 
potrafiła sobie ułożyć życia nie jest w żadnej mierze jej winą, lecz osoby, która ją molestowała. 
Czy to nie wspaniały wniosek? 

         

Fala ta przyniosła już wielu ludziom nieszczęście, co gorsza ludzie ci nie wiedzą gdzie i 

background image

jak szukać pomocy. Oto jedna z takich rozpaczliwych prób znalezienia rozwiązania:

 

Czy wie Pan cokolwiek na temat Fundacji Syndromu Fałszywej Pamięci lub podobnej 
organizacji   działającej   w   Polsce?   Moja   córka   razem   z   mężem   zafascynowała   się 
ustawieniami   Hellingerowskimi,   psychologią   Jungowską,   integralną,   etc.   Namiętnie 
całymi godzinami prowadzili wiwisekcje na własnej i cudzej psychice. Ostrzegałam ich, 
że jest to bardzo niebezpieczne, sama jestem psychologiem. Zaczęło się to cztery lata 
temu, dwa lata temu zerwała z nami kontakt, rok temu oskarżyła nas o molestowanie 
seksualne, gwałty, kłamstwa.

Proponowałam spotkania u moderatorów, poddanie się przez nas z mężem wszelkim 
procedurom sprawdzającym: psychologicznym, psychiatrycznym, sądowym. Wszystkie 
propozycje zostały odrzucone. Córka postawiła warunek: najpierw przyznamy się do 
winy, przeprosimy, a potem być może będziemy mogli porozmawiać.

Wydaje mi się, że zrobiłam juz wszystko co w mojej mocy. Nie wiem co dalej. Nie znam 
ludzi, którzy przeżywają podobny dramat. Być może Pan mógłby mnie z kimś takim 
skontaktować. Martwię się o córkę. Kiedyś byłyśmy sobie bardzo bliskie. Ona jest w 
swoistej   pułapce.   W   jej   wersję   wierzy   jej   mąż   (nie   wiem   kiedy   wyszła   za   mąż, 
znalazłam tę informację w internecie) i jej teściowa. Jeżeli powiedziałaby im teraz, że to 
nieprawda uznaliby, że jest kłamczuchą albo wariatką. A ja rozumię, że ona naprawdę 
może w to wierzyć, być przekonaną, że to prawda. Ja z całą pewnością wiem, że nie 
"posyłałam   ojca   do   jej   łóżka,   żeby   ją   gwałcił".   Prosiłam   ją   żeby   sprawdziła   w 
wyszukiwarce   hasła   "Loftus   pamięć   wszczepiona",   "dwuczynnikowa   teoria   emocji", 
które pozwoliłyby chociaż rozważyć możliwość, że może się mylić. Wszystko na nic. 
Może to w Pana projekcie kryje się jakaś nadzieja dla naszej rodziny?

[26]

 

         

Czy   są   jakieś   sposoby   na   to,   aby   nie   pomniejszając   wagi   problemu,   jakim   jest 

rzeczywiste molestowanie seksualne, zachować zdrowy rozsądek i obiektywizm w stawianych 
diagnozach?   Oczywiście,   odpowiedź   możemy   znaleźć   chociażby   w   książce   Rity   Carter 
Tajemniczy świat umysłu[27].  Autorka opisuje badania prowadzone metodami obrazowania 
pracy mózgu, w których dowodzi się możliwości oceny prawdziwości uświadamianych sobie 
(rzeczywistych   lub   wszczepionych)   wspomnień   na   podstawie   analizy   zdjęć   funkcjonalnego 
rezonansu   magnetycznego   (fMRI).   Jeśli   "wspomnienia"   pochodzą   z   pamięci   "własnej"   na 
obrazie fMRI "rozświetlają" obszary świadczące o wzbudzeniu aktywność części kory mózgowej 
odpowiedzialnej za wewnątrz mózgowe procesy "potwierdzenia, "że dany opis jest znany z 
własnego   doświadczenia".   Jeśli   wypowiadane   "wspomnienia"   są   generowane   w   strukturach 

background image

mózgu   odpowiedzialnych   za   "myślenie   wytwórcze"   i   fantazję,   to   pobudza   się   wewnątrz 
-mózgowa   aktywność   struktur   sygnalizujących   wykrywanie   fałszu   oraz   wzbudzanie 
konsternacji lub zakłopotania. 

W innych badaniach Daniel Schacter z Uniwersytetu Harvarda poddał dwanaście kobiet 

badaniu metodą pozytronowej emisyjnej tomografii komputerowej (PET) w trakcie okazywania 
im listy słów, których część widziały wcześniej, a część była dla nich nowa. Listy już przedtem 
widziane wzbudzały aktywność hipokampa i pól mowy, natomiast te, które badane kobiety 
uważały za znane, choć mijało się to z prawdą, aktywowały te same okolice, ale dodatkowo 
również korę oczodołowo-czołową. Jest to fragment mózgu wzbudzający reakcję typu „Oho, 
coś   tu   nie   gra!",   który   rozświetla   się,   gdy   nie   wszystko   jest   w   porządku.   Jego   aktywacja 
podczas błędnego „przypominania sobie" faktów sugeruje, że - mimo iż dzieje się to poza 
świadomością   osoby   badanej   -   mózg   „wie"   o   wadliwym   funkcjonowaniu   pamięci   i   nadal 
generuje mózgowe znaki zapytania

[28]

. 

Co prawda badanie Schactera dotyczyło pamięci świeżej, ale jeśli jego wyniki znajdą 

potwierdzenie   w   odniesieniu   do   pamięci   długotrwałej   i   po   uwzględnieniu   innych   badań, 
obrazowanie mózgu może z powodzeniem trafić na sale sądowe wypierając z niej goszczących 
tam dzisiaj biegłych szarlatanów z dyplomem psychologa i dając jednoznaczną odpowiedź na 
pytanie o prawdziwość wspomnień. 

Głównymi oskarżonymi w procesie o żerowanie na ludzkim nieszczęściu 

są:   psychoanaliza   i   terapia   zabarwiona   ideologią   feministyczną.   Chciałbym 

jednak   w   tym   miejscu   do   listy   oskarżonych   dopisać   psychologów 

akademickich, którzy w cieple swoich gabinetów, pochłonięci tworzeniem junk 

science, którą nikt, poza nimi samymi się nie interesuje, w twórczym podejściu 

do nieistotnych problemów przyzwalają na wyklucie się potworów, podobnych 

do   terapii   odzyskiwania   pamięci.   A   wszystko   to   dzieje   się   w   gmachach 

uniwersyteckich zbudowanych na potrzeby poszukiwania prawdy. Przez niemal 

100 lat empiryści nie pochylili w poważny sposób nad problemem wyparcia, 

czy innymi powszechnie uznawanymi mechanizmami obronnymi, a klinicyści 

usilnie ich do tego zniechęcali. Pierwsze badania nad wszczepianiem pamięci 

pojawiły   się   dopiero   wówczas,   kiedy   rozszalała   fala   ludzi   z   „odzyskaną” 

pamięcią wkroczyła masowo do sądów, aby oskarżyć o największe zbrodnie 

swoich   najbliższych.   Jestem   przekonany,   że   postawa   psychologów 

akademickich,   polegająca   na   tym,   że   ignorują   wszelkie   nowe   trendy   w 

psychoterapii nie poddając ich weryfikacji empirycznej, jest ze wszech miar na 

background image

rękę  psychoterapeutom   takiej   proweniencji.   To   nieme   przyzwolenie   jest   jak 

parasol rozpięty nad wykluwającym się kolejnym potworkiem. 

[1]

 Liczby pochodzą z: F. Crews, Wojna o pamięć. Spór o dziedzictwo Freuda. Wydawnictwo 

Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2001, oraz B. B. Gujska, Molestowanie pamięci. Rzecz o 
nowym fenomenie psychologicznym i jego skutkach społecznych. 
FRONDA, Warszawa 2006.

[2]

 M. Sajkowska, Medialny obraz wykorzystywania seksualnego dzieci. W: B. Łaciak (red.) 

Dziecko we współczesnej kulturze medialnej. Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2003. 

[3]

 E. Bass, L. Davis, The Courage to Heal: A Guide for Women Survivors of Child Sexual Abuse.  

Harper Perennial, 1988. 

[4]

 Wywiad, S. Moore, 16 listopada 1990, za: J. L. Herman, Przemoc, uraz psychiczny i powrót do 

równowagi. GWP, Gdańsk 2002.

[5]

 Amytal sodu, pentotal sodu i niektóre inne barbiturany to tzw. „pigułki prawdy”, czyli środki 

wywołujące stan swoistego niefrasobliwego zamroczenia i niepohamowaną jakoby potrzebę 
szczerości. Stosowany są niekiedy w psychoterapii do leczenia amnezji, lecz sądy nie akceptują 
zeznań uzyskanych pod ich wpływem – pobudzają one bowiem ludzi w równej mierze do 
mówienia o faktach, co i do niczym nieskrępowanego fantazjowania. (przyp. mój)

[6]

 Tamże.

[7]

 O takich przypadkach mających miejsce w Polsce można przeczytać w: B. B. Gujska, 

Molestowanie pamięci. Wyd. cyt. 

[8]

 Np. Maruszewski podaje, że pojęcie wyparcia pojawiło się już w koncepcji Herbarta. T. 

Maruszewski, Pamięć autobiograficzna, GWP, Gdańsk 2005, s. 171.

[9]

 E. F. Loftus, The price of bad memories. „Skeptical Inquirer”, 22, 1998, s. 23 - 24. 

[10]

 E. F. Loftus, Creating false memories. „Scientific American”, 3, 1997, 70-75. 

[11]

 T. Maruszewski, Pamięć autobiograficzna. Wyd. cyt.

[12]

 LeDoux, J. i Phelps, E.A. (2005). Sieci emocjonalne w mózgu. W: M. Lewis i J.M. Haviland — 

Jones (red.), Psychologia emocji. Gdańsk: GWP. 

[13]

 LeDoux, J. (1996). The emotional brain. The mysterious underpinnings of emotional life. New 

Yourk: Simon and Schuster.

[14]

 J. LeDoux , E. A. Phelps, Sieci emocjonalne w mózgu. W: M. Lewis i J. M. Haviland-Jones 

(red.) Psychologia emocji. GWP, Gdańsk 2005.

[15]

 T. Maruszewski, Pamięć autobiograficzna. Wyd. cyt.

[16]

 E. F. Loftus, J. Pickrell, The formation of false memories.  „Psychiatric Annals”, 25, 1995, s. 

background image

720-725. 

[17]

 The Standard Edition of the Complete Psychological Works of Sigmund Freud. 24 Vol., 

Hogarth Press, London 1953-1974. Za: F. Crews, Wojna o pamięć. Wyd. cyt.

[18]

 www.policja.pl

[19]

 S. E. Draheim, O wszczepianiu dzieciom pseudopamięci, czyli o manipulacji w dobrej wierze. 

W: E. Zdankiewicz-Ścigała, T. Maruszewski (red.) Wokół psychomanipulacji. Wydawnictwo SWPS 
Academica, Warszawa 2003. 

[20]

 Wg B.B. Gujskiej w Polsce jest to najczęściej stosowana przez biegłych sądowych metoda w 

diagnozie dzieci, co do których zachodzi podejrzenie o wykorzystywanie seksualne. Molestowanie 
pamięci. 
Wyd. cyt.

[21]

 S. O. Lilienfeld, J. M. Wood, H. N. Garb, Status naukowy technik projekcyjnych. Wydawnictwo 

Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2002.

[22]

 S. E. Draheim, O wszczepianiu dzieciom... Wyd. cyt.

[23]

 http://www.fmsfonline.org/

[24]

 P. R. McHugh, H. I. Lief, P. P. Fryed, J. M. Fetkiewicz, From Refusal to Reconciliation. Family 

Relationships After on Accusation Based on Recovered Memories.  „The Journal of Nervous and 
Mental Disease”, 192, 2004, s. 525-531.

[25]

 Listy do redakcji, „Gazeta Wyborcza - Wysokie obcasy”. 13 maja 2006.

[26]

 http://www.tomaszwitkowski.pl/page8.php?topic=164

[27]

 Atena, Poznań 1999.

[28]

 D. L. Schacter, Siedem grzechów pamięci. PIW, Warszawa 2003.

Zmieniony: Wtorek, 26 Styczeń 2010 20:37 

http://www.prawaojca.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=249:koszmar-
odzyskanych-wspomnie-tomasz-witkowski&catid=43:media-o-nas&Itemid=57


Document Outline