background image

 

 

 

background image

 

 
HENRYK  WIEBOCKI 

 

 

 
OPÓR WI

NIÓW 

 

 

Dziejom  KL  Auschwitz,  zapisanym  m cze stwem  i  mierci ,  towarzyszyła 

te   i  inna  działalno .  W  obozie  zrodził  si   opór  –  wi niowie,  jak  to  trafnie 

uj ł  w  tytule  swojej  ksi ki  Austriak  Hermann  Langbein,  nie  szli  „wie  die 

Schafe  zur  Schlachtbank"

1

.  Wielu  z  nich  nie  poddało  si   rezygnacji,  nie  uległo 

apatii.  W  ró noraki  sposób  starali  si   przeciwstawi   zbrodniczym  poczyna- 

niom  nazistów.  Ich  działania  charakteryzuj ce  si   cz sto  spontaniczno ci , 

niekiedy  anonimowo ci   a  w  wielu  przypadkach  przybieraj ce  posta   zor- 

ganizowan ,  mo na  z  cał   odpowiedzialno ci   nazwa   walk   podziemn   czy 

ruchem oporu. 

Naturalnie,  realia  obozowe  stwarzały  inne  uwarunkowania  i  stawiały  inne 

nieco  cele  w  porównaniu  z  tymi,  jakie  si   przypisuje  temu  zjawisku  w  po- 

wszechnym  jego  rozumieniu.  Na  miano  walki  podziemnej  w  KL  Auschwitz 

zasługuje  –  jak  trafnie  okre la  to  polski  publicysta  Jerzy  Zaborowski  „[...] 

ka dy  czyn,  nawet  dokonany  w  tajemnicy  indywidualnego  bohaterstwa,  który 

miał  na  celu  pomoc  dla  współwi nia,  uszkodzenie  cho by  jednego  trybu 

w  obozowej  machinie  mierci,  nawi zanie  kontaktu  ze  wiatem  za  drutami  dla 

przesłania wiadomo ci o obozie czy uzyskania pomocy”

2

Włoski  psycholog  i  psychiatra,  Andrea  Devoto,  znawca  problematyki 

obozów  koncentracyjnych,  tak  charakteryzuje  to  zjawisko:  „Oporem  mogło 

by   wszystko,  bo  wszystko  było  zabronione.  Oporem  stawała  si   ka da 

działalno ,  która  stwarzała  wra enie,  e  wi niowi  pozostało  co   z  dawnej 

osobowo ci i indywidualno ci”

3

Opór  wi niów  koncentrował  si   głównie  na  działaniach  zmierzaj cych  do 

ratowania  człowieka.  Była  to  walka  o  biologiczne  przetrwanie,  o  zachowanie 

przy  yciu  jak  najwi cej,  w  miar   mo liwo ci,  istnie   ludzkich.  Towarzyszyły 

jej  wysiłki  przeciwdziałaj ce  demoralizacji,  deprawacji  i  „odczłowieczeniu”, 

starania  o  zachowanie  godno ci  człowieka  w  tych  ekstremalnych  warunkach, 

nie  akceptowanie  post powania  narzuconego  przez  władze  obozowe.  Sens  tych 

działa   wyja nia  w  swojej  ksi ce  yd  z  Włoch,  były  wi zie   Primo  Levi  (nr 

 

Hermann  Langbein,...nicht  wie  die  Schafe  zur  Schlachtbank.  Widerstand  in  den  nazional- 

sozialistischen Konzentrationslagern 1938-1945. Frankfurt am Main 1980. 

2 

Jan  Zaborowski,  Wst p.  (W:)  Tomasz  Soba ski,  Ucieczki  O wi cimskie.  Warszawa 

1974, s. 23. 

Andrea  Devoto,  Aspekty  socjopsycholagiczne  i  socjopsychiatryczne  obozów  koncentracyj- 

nych. Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. 1968 t. XVIII, s. 120

 

background image

 

194                                        HENRYK  WIEBOCKI 

 

174517),  znany  po  wojnie  pisarz:  „[...]  wła nie  dlatego,  e  lagier  jest  wielk  

maszyn   do  zrobienia  z  nas  zwierz t”  –  przytacza  autor  wypowied ,  jak  

usłyszał  w  obozie  od  jednego  z  wi niów  –  „nie  powinni my  sta   si  

zwierz tami;  e  nawet  i  tutaj  mo na  wy y ,  i  dlatego  trzeba  chcie   wy y ,  aby 

móc  opowiedzie ,  da   wiadectwo  prawdzie;  i  aby  y ,  koniecznie  trzeba 

usiłowa   ocali   przynajmniej  szkielet,  kształt  ludzki.  e  jeste my  niewolnikami 

pozbawionymi  praw,  nara onymi  na  wszelkie  ciosy,  skazani  na  pewn   mier , 

lecz  pozostała  nam  jedna  mo liwo ,  której  musimy  broni   cał   sił ,  bo  jest 

ona ostatni  nasz  mo liwo ci : to odmowa naszej zgody”

4

Wi niowie  prowadz c  walk   w  obronie  człowieka  i  jego  godno ci,  równo- 

cze nie podejmowali nieustanne wysiłki, aby prawda o tym, co działo si  w KL 

Auschwitz,  stała  si   znana  wiatu  i  weszła  do  historii.  Z  nara eniem  ycia 

zbierali  dowody  i  dokumenty  o  zbrodniczych  poczynaniach  nazistów 

–  w  szczególno ci  o  Holocau cie  ydów,  eksterminacji  Polaków,  Cyganów 

i  innych  narodowo ci  i  grup,  o  martyrologii  oraz  o  metodach  fizycznego 

i  moralnego  udr czenia.  Cz

  z  tych  dokumentów  ukrywali  na  terenie  obozu 

z  nadziej ,  e  kiedy   zostan   one  odnalezione.  W  wi kszo ci  jednak  przekazy- 

wali je sukcesywnie poza druty, jeszcze w trakcie istnienia KL Auschwitz. 

Walka  o  biologiczne  przetrwanie  i  zachowanie  godno ci  ludzkiej  oraz 

dokumentowanie  i  demaskowanie  zbrodni  nazistowskich  były  najistotniej- 

szymi  formami  oporu.  Zaanga owanych  było  w  nich  wielu  wi niów  działaj - 

cych  indywidualnie  b d   w  grupach  lub  w  ramach  konspiracji  obozowej. 

Wyst powały  równie   i  inne  formy  oporu,  e  cho by  wspomnie   działalno  

wojskow ,  polityczn ,  kulturaln   czy  tajne  ycie  religijne.  Miały  one  równie  

na  celu  ratowanie  człowieka  tak  w  sensie  fizycznym  jak  i  moralnym  oraz 

ukazanie  i  napi tnowanie  zbrodni,  jak   przeciwko  ludzko ci  popełniano 

w  obozie.  Nie  zwi zane  natomiast  bezpo rednio  z  podstawowymi  zadaniami, 

wokół  których  koncentrował  si   opór,  były  jeszcze  wszelkie  inne  działania, 

które  w  jakikolwiek  sposób  szkodziły  systemowi  nazistowskiemu.  Do  nich 

nale ały  m.  in.  sabota e  przeprowadzane  głównie  w  miejscach  pracy  wi niów 

czy  działalno   wywiadowcza,  dla  potrzeb  alianckich.  Dla  społeczno ci  obozo- 

wej nie przynosiły one realnych korzy ci, niemniej dawały satysfakcj  z dobrze 

spełnionego obowi zku i pobudzały do dalszej walki. 

Na  opór  wi niów  mi ł  znaczny  wpływ  czynnik  zewn trzny,  mianowicie 

stanowisko  Polaków,  tak  miejscowej  ludno ci,  jak  i  konspiracji  z  terenu 

przyobozowego.  Pomoc,  jak   oni  wiadczyli  dla  obozu,  na  ka dym  kroku 

nara aj c  si   na  ogromne  niebezpiecze stwo  i  niejednokrotnie  ryzykuj c  ycie, 

miała  wymiar  realny.  Niekiedy  ułatwiała  b d   wr cz  umo liwiała  wi niom 

prowadzenie  zmaga   z  nazistami  o  ratowanie  człowieka  czy  przesłanie 

wiadomo ci  poza  druty.  Miała  te   znaczenie  moralne.  Wi niowie  wiedzieli,  e 

nie  s   osamotnieni  i  mog   stale  liczy   na  pomoc.  Ta  wiadomo   pod- 

trzymywała  ich  na  duchu,  uodporniała  psychicznie,  stymulowała  do  stawienia 

czoła szalej cemu terrorowi. 

 

4

 Primo Levi, Czy to jest człowiek. Kraków 1978, s. 38. 

 

 

HENRYK  WIEBOCKI 

 

 

 

POSTAWY, ZACHOWANIA I SPONTANICZNE DZIAŁANIA  

WI

NIÓW 

 

 

Postawy  i  zachowania  wi niów  miały  ogromny  wpływ  na  morale  społecz-

 

no i  obozowej  i  wol   walki.  Były  one  jednak  zró nicowane.  Wi niowie 

przynosili  ze  sob   do  KL  Auschwitz  „całe  dotychczasowe  ycie”  i  do wiad- 

czenia.  Znajdowali  si   w ród  nich  ludzie  o  ró nej  przeszło ci,  np.  prowadz cy 

do  czasu  aresztowania  spokojn   egzystencj ,  byli  wojskowi,  działacze  polity- 

czni,  a  tak e  ludzie  zwi zani  z  konspiracj ,  zahartowani  w  walce  z  okupantem. 

W  obozie  ich  zachowania  bywały  ró norodne.  Jedni  chcieli  go  prze y   za 

wszelk   cen ,  nawet  kosztem  drugich.  Inni,  maj c  podobny  cel,  post powali 

tak,  aby  nikomu  nie  szkodzi ,  ale  te   nikomu  nie  pomaga   i  niczego  od  innych 

nie  oczekiwa .  Osobn   grup   stanowili  ci  wi niowie,  którzy  nie  byli  w  stanie 

wyrobi   sobie  adnych  mechanizmów  obronnych  i  trac c  jak kolwiek  nadziej  

na  przetrwanie  rezygnowali  ze  stawiania  oporu  oraz  walki  o  byt.  Znajdowało 

si   jednak  wielu,  którzy  za  swoje  główne  zadanie  uznali  niesienie  pomocy 

innym i czynne wyst powanie przeciwko SS

1

Opór  mogli  stawia   przede  wszystkim  ci,  którzy  kierowani  byli  do  obozu 

jako  wi niowie.  Wi kszo   deportowanych  gin ła  bowiem  w  komorach 

gazowych  natychmiast  po  przybyciu.  Nie  mieli  wi c  mo liwo ci,  a  nawet  czasu 

na  zorganizowanie  oporu.  Mimo  to  zdarzały  si   w ród  nich  przypadki 

spontanicznych  działa ,  zawieraj ce  w  swojej  tre ci  elementy  buntu  i  walki. 

Przejawiały  si   one  w  postaci  czynnych,  wyst pie   czy  biernego  oporu. 

Charakteryzowały  si   tak e  w  demonstrowaniu  wobec  SS  postaw  patriotycz- 

nych,  bohaterskich,  pot piaj cych  nazizm  za  zbrodnie,  wyra aj cych  pogard  

wobec oczekuj cej ich  mierci; 

W  1943  roku  miał  miejsce  bunt  w ród  przeznaczonych  na  mier   ydów, 

których  przywieziono  z  KL  Bergen-Belsen.  Nast piło  to  23  lub  24  pa dzier- 

nika  w  Birkenau.  Po  przeprowadzonej  selekcji  ydów  skierowano  do  urz dze  

zagłady  –  kobiety  do  krematorium  nr  II,  za   m czyzn  do  krematorium  nr 

III.  W  rozbieralni  krematorium  nr  II,  poprzedzaj cej  wej cie  do  komory 

gazowej,  jedna  z  kobiet,  zorientowawszy  si   e  grozi  jej  mier ,  wyrwała 

esesmanowi  Josefowi  Schillingerowi  pistolet.  Oddała  do  niego  kilka  strzałów, 

rani c  go  ci ko.  Postrzeliła  te   drugiego  esesmana  Wilhelma  Emmericha. 

 

1

  Por.  Kazimierz  Godorowski,  Psychologia  i  psychopatologia  hitlerowskich  obozów  koncen- 

tracyjnych.  Próba  analizy  postaw  i  zachowa   w  warunkach  ekstremalnych  obci e .  Warszawa  1985, 

s. 90-91 

 

background image

 

196                                        HENRYK  WIEBOCKI 

SPONTANICZNE DZIAŁANIA WI

NIÓW

                                   197

 

Stało  si   to  sygnałem  dla  innych  kobiet,  które  rzuciły  si   na  esesmanów.  Bunt 

został  jednak  stłumiony.  Kobiety  zgin ły.  Schillinger  w  drodze  do  szpitala 

zmarł  z  zadanych  mu  ran.  Emmerich  wyleczył  si ,  ale  nie  ustrzegł si   trwałego 

kalectwa – utykał

2

W ród  prowadzonych  na  mier   ydów  były  przypadki  ucieczek  spod 

komór  gazowych.  W  nocy  z  25  na  26  maja  1944  roku  usiłowało  zbiec  kilkaset 

osób  z  transportu  przywiezionego  z  W gier.  Przy  wietle  reflektorów  esesmani 

wytropili  i  wymordowali  ukrywaj cych  si .  W  dwa  dni  pó niej  zaistniała 

podobna  sytuacja,  równie   w ród  ydów  przywiezionych  z  W gier

3

.  Przypa- 

dki  tego  rodzaju  oporu  nie  były  odosobnione

4

.  W ród  zachowanych  doku- 

mentów  SS  figuruje  rozkaz  garnizonowy  nr  17/44,  powołuj cy  si   na  pismo 

z  dnia  3  czerwca  1944  roku,  nakazuj ce,  by  w  ci gu  dnia  nie  wył cza   pr du 

z  drutów  ogrodzenia  otaczaj cego  KL  Birkenau

5

.  Nakaz  nie  wył czania  pr du 

miał  niew tpliwie  jaki   zwi zek  z  powtarzaj cymi  si   próbami  ucieczek  ludzi 

prowadzonych do urz dze  zagłady. 

Istniej   przekazy  naocznych  wiadków  przedstawiaj ce  postawy  deportowa- 

nych w obliczu  mierci. W wykopanym w 1952 roku w pobli u ruin krematorium 

nr  III  r kopisie  w  j zyku  jidysz,  sporz dzonym  w  czasie  istnienia  obozu  przez 

jednego z członków Sonderkommanda, znajduje si  opis takiego wydarzenia: 

„Była  Pascha  1944  r.  Przybył  transport  z  Vittel  we  Francji.  Znajdowało  si  

tam  wiele  szanowanych  ydowskich  osobisto ci,  a  mi dzy  innymi  rabin 

z  Bayonne,  rabbi  Mosze  Friedman,  błogosławionej  pami ci,  jeden  z  najwi k- 

szych  autorytetów naukowych  polskiego  ydowstwa  [...].  Rozebrał  si   razem  ze 

wszystkimi.  Potem  wszedł  pewien  Obersturmführer.  Rabbi  przyst pił  do  niego 

i  trzymaj c  go  za  klapy  munduru  powiedział  po  niemiecku:  «Wy  pospolici, 

okrutni  mordercy  ludzko ci  nie  my lcie,  e  uda  si   wam  wytrzebi   nasz  naród, 

naród  ydowski  b dzie  ył  wiecznie  i  nie  zniknie  z  areny  historii  wiata.  Ale 

wy,  nikczemni  mordercy,  zapłacicie  bardzo  drogo,  za  ka dego  niewinnego 

yda  zapłacicie  dziesi cioma  Niemcami,  wy  znikniecie  nie  tylko  jako  pot ga, 

ale  te   jako  osobny  naród;  Nadchodzi  dzie   zapłaty,  przelana  krew  b dzie 

woła   o  zapłat .  Nasza  krew  nie  zazna  spokoju  dopóty,  dopóki  gorej cy  gniew 

zniszczenia  nie  wyleje  si   na  wasz  naród  i  nie  wyniszczy  waszej  zwierz cej 

krwi».  –  Wypowiedział  te  słowa  mocnym,  lwim  głosem  i  z  wielk   energi . 

Potem  wło ył  kapelusz  i  krzykn ł  z  wielkim  zapałem:  «Szema  Israel».  Razem 

z  nim  wszyscy  obecni  wykrzykn li  «Szema  Israel»  i  niezwykły  entuzjazm 

gł bokiej wiary przenikn ł wszystkich [...]”

6

 

  APMO.  Mat.  RO,  t.  Va  k.  324a,  324b,  sprawozdanie  Jerzego  Tabeau  (tzw.  Raport  polskiego 

majora)  sporz dzone  w  Krakowie  na  przełomie  1943/1944  po  ucieczce  z  obozu;  Tam e,  t.  I  k  37

gryps  wi nia  Stanisława  Kłodzi skiego  z  27.VIII(?)  1943  r.  do  Teresy  Lasockiej-Estreicher 

z  konspiracyjnego  komitetu  Pomoc  Wi niom  Obozów  Koncentracyjnych  (PWOK)  w  Krakowie; 

APMO.  Proces  Hössa,  t.  6  k.  27-28,  zeznanie  b.  wi nia  Otto  Wolkena;  Hermann  Langbein, 

Menschen in Auschwitz. Frankfurt/M, Berlin, Wien 1980, s. 142-143. 

3   

APMO.  Mat.  RO,  t.  VII  k  .445-446,  Sprawozdanie  okresowe  PWOK  od  25.V.1944  do 

15. VI. 1944.  

   por. APMO. Mat. RO, f.Va k.323c, 324a. 

APMO. Standortbefehle 1944, t. 3 k. 331, rozkaz garnizonowy Nr 17/44 z 9.VI. 1944. 

6 

R kopis  Nieznanego  Autora.  (W:)  W ród  koszmarnej  zbrodni.  Notatki  wi niów  Sonderkom- 

mando. O wi cim 1975, s. 170. 

W tyra samym r kopisie na innej stronie autor podaje: 

„Mniej  wi cej  przed  ko cem  1943  r.  nast piło  takie  zdarzenie.  Przywieziono 

164  Polaków  z  okolicy,  w ród  nich  12  młodych  kobiet  –  wszyscy  członkowie 

tajnej  organizacji.  Przybyło  szereg  osobisto ci  z  SS.  Jednocze nie  sprowadzono 

kilkuset  holenderskich  ydów,  wi niów  obozu  celem  zagazowania.  Pewna 

młoda  Polka  wygłosiła  w  komorze  gazowej  króciutkie  ale  płomienne  przemó- 

wienie  do  wszystkich  obecnych  rozebranych  do  naga,  pi tnuj c  hitlerowskie 

zbrodnie  i  ucisk,  i  zako czyła:  «My  teraz  nie  umieramy,  nas  uwieczni  historia 

naszego  narodu,  nasza  inicjatywa  i  duch  yje  i  rozkwita,  naród  niemiecki  tak 

drogo  zapłaci  za  nasz   krew  jak  tylko  jeste my  sobie  w  stanie  wyobrazi ,  precz 

z  barbarzy stwem  w  postaci  Niemiec  Hitlera!  Niech  yje  Polska!»  –  potem 

zwróciła  si   do  ydów  z  Sonderkommando:  «Pami tajcie,  e  na  Was  ci y 

wi ty  obowi zek  pomszczenia  nas  niewinnych.  Opowiadajcie  naszym  bra- 

ciom,  naszemu  narodowi,  e  pełni  dumy  wiadomie  szli my  naprzeciw  naszej 

mierci».  –  Nast pnie  Polacy  ukl kli  na  ziemi  i  uroczy cie  odmówili  pewn  

modlitw ,  w  pozie  która  wywarła  ogromne  wra enie,  potem  podnie li  si  

i  wszyscy  od piewali  jednym  chórem  polski  hymn  narodowy,  ydzi  piewali 

Hatikw  [...]”

7

Podobnie,  zachowywali  si   te   cz sto  w  obliczu  mierci  wi niowie  w  obo- 

zie.  Nie  prosili  o  łask ,  ale  dumnie,  z  podniesion   głow   oczekiwali  swe- 

go  losu.  Nierzadko  w  czasie  egzekucji  wznosili  okrzyki  patriotyczne.  W  napisa- 

nych  zaraz  po  wojnie  wspomnieniach  były  esesman  i  funkcjona- 

riusz  Politische  Abteilung,  czyli  obozowego  Gestapo,  Pery  Broad  tak  przed- 

stawia  postawy  wi niów  rozstrzeliwanych  pod  cian   mierci  w  KL  Ausch- 

witz I: 

„Koło  czarnej  ciany  stoi  wi zie   z  łopat .  Inny  wi zie -siłacz  sprowa- 

dza  biegiem  pierwsze  ofiary  [...].  Mimo,  e  to  chwiej ce  si   szkielety  – 

niejeden  z  nich  miesi cami  wegetował  w  piwnicznej,  cuchn cej  celi,  w  jakiej 

nie  wytrzymałoby  nawet.  zwierz   –  ledwie  trzymaj   si   na  nogach,  wielu 

z  nich  woła  jeszcze  w  ostatniej  sekundzie:  «Niech  yje  Polska!»  lub  «Niech 

yje  wolno !».  W  takich  wypadkach  katowski  pachołek  spieszy  si   ze 

strzałem  w  potylic   b d   te   usiłuje  ich  zmusi   do  milczenia  brutalnymi 

ciosami  [...]  Tak  umierali  Polacy  i 

ydzi,  o  których  przecie   propa- 

ganda  hitlerowska  wci   głosiła,  e  s   skoml cymi  o  łask   niewolniczymi 

kreaturami,  którym  nie  przysługuj   adne  uprawnienia  do  ycia,  a  w  ka dym 

razie  adne  z  tych,  które  przysługuj   Niemcom.  Oboj tnie,  czy  byli  to 

m czy ni,  czy  kobiety,  młodociani  czy  starcy,  niemal  bez  wyj tku  obser- 

wowano  ten  sam  obraz:  ludzie  ci,  ostatkiem  sił  mobilizowali  si ,  by  godnie 

umiera ”

8

. . 

W  dniu  30  grudnia  1944  roku  przeprowadzono  ostatni   egzekucj   w  obozie 

macierzystym.  Powieszono  wtedy  pi ciu  członków  wi niarskiego  ruchu  opo- 

ru.  Byli  to:  Austriacy  –  Ernst  Burger  (nr  23850),  Rudolf  Friemel  (nr  25173), 

Ludwig  Vesely  (nr  38169)  oraz  Polacy  –  Piotr  Pi ty  (nr  130380)  i  Bernard 

wierczyna  (nr  1393).  Skaza cy  nie  pozwolili  sobie  zawi za   oczu.  Zanim 

 

7

 Tam e, s. 168-169. 

8

 Wspomnienia Pery Broada. (W:) O wi cim w oczach SS. Katowice 1980, s. 140-141. 

 

background image

 

198                                        HENRYK  WIEBOCKI 

SPONTANICZNE DZIAŁANIA WI

NIÓW

                                  199

 

zawi li  na  szubienicy,  zd yli  wznie   okrzyki:  „Precz  z  Hitlerem!”,  „Precz 

z faszyzmem!”, „Dzi  my, jutro wy!”, „Niech  yje Polska!”

9

W ród  prowadzonych  na  egzekucj   zdarzały  si   przypadki  czynnego  oporu. 

Tak  było  np.  28  pa dziernika  1942  roku,  kiedy  to  zabito  280  Polaków.  Dwaj 

z  nich,  kapitan  Wojska  Polskiego  dr  Henryk  Suchnicki  (nr  19456)  i  Leon 

Kukiełka  (nr  16465)  porwali  si   do  walki.  Bronili  si   drewnianymi  stołkami 

w bloku nr 11 (Blok  mierci). W ko cu zostali zastrzeleni przez esesmanów

10

Indywidualne,  szlachetne  postawy  i  zachowania  wi niów,  osobisty  przykład 

szczególnie  tych,  którzy  obdarzeni  byli  wyj tkow   osobowo ci   i  charyzm , 

b d   ludzi  wybitnych  i  znanych  z  ycia  politycznego,  społecznego  czy 

kulturalnego  miały  du y  wpływ  na  morale  społeczno ci  obozowej.  Symbolem 

wielkiego  po wi cenia,  bohaterstwa  i  oporu  stał  si   czyn,  jakiego  dokonał 

polski  franciszkanin  z  Niepokalanowa  –  ksi dz  Maksymilian,  Rajmund 

Kolbe  (nr  16670).  W  lecie  1941  roku  zgłosił  si   dobrowolnie  na  mier  

głodow ,  aby  zast pi   wybranego  ju   wcze niej  innego  wi nia,  ojca  rodziny 

i  uratowa   w  ten  sposób  jego  ycie.  Kolbe  zgin ł  14  sierpnia  w  podziemiach 

osławionego  Bloku  mierci,  dobity  zastrzykiem  fenolu.  Uratowanym,  za 

którego  oddał  ycie,  był  polski  wi zie   Franciszek  Gajowniczek  (nr  5659). 

Prze ył  on  wojn .  Bohaterska  postawa  ks.  Maksymiliana  poruszyła  wtedy 

gł boko wi niów i była przez nich w obozie komentowana

11

Mniej  znany  w  obozie,  lecz  wymagaj cy  tak e  du ej  odwagi  był  czyn 

wi niarki  francuskiej  dr  Adelajdy  Hautval  (nr  31802).  Odmówiła  ona 

współpracy  z  lekarzem  SS,  dr  Eduardem  Wirthsem  w  przeprowadzaniu 

zbrodniczych  eksperymentów  na  wi niarkach  w  bloku  nr  10  w  obozie 

macierzystym.  Jako  powód  podała,  e  działalno   taka  byłaby  niezgodna  z  jej 

przysi g  i sumieniem lekarskim

12

W ród  znanych  postaci  polskiego  ycia  politycznego,  przebywaj cych  w  KL 

Auschwitz,  był  Jan  Mosdorf  (nr  8230),  przywódca  przedwojennego  Obozu 

Narodowo-Radykalnego  –  prawicowej  organizacji  o  charakterze  nacjonalis- 

tycznym  i  antysemickim.  Mosdorf  działał  w  obozowym  ruchu  oporu  i  stał  si  

rzecznikiem  współdziałania  wi niów,  bez  wzgl du  na  ich  narodowo   j  wia- 

 

9

  APMO.  Zespół  Wspomnienia,  t.  3  k.  454,  Leon  Mackiewicz,  Ostatnia  egzekucja  w  O wi - 

cimiu;  APMO.  Proces  Hössa,  t.  8  k.  107,  zeznanie  b,  wi nia  Jana  Dziopka;  Tomasz  Soba ski, 

Ucieczki o wi cimskie. Warszawa 1974, s. 221-222. 

10 

Tadeusz  I  w  a  s  2  k  o,  Stanisław  Kłodzi ski,  Bunt  skaza ców  28.  X.  1942r.  w  o wi cimskim 

bloku  nr  U.  „Przegl d  Lekarski  –  O wi cim”  1977,  s.  119-121;  zob.  te   Danuta  Czech, 

Kalendarz wydarze  w.KL Auschwitz. O wi cim 1992, s. 272. 

11 

APMO.  Materiały  o  ojcu  Kolbe,  t.  47,  47a,  47b,  47c,  47d,  47e  (w ród  nich  przede  wszystkim 

relacje  b.  wi niów  –  Brunona  Borgowca,  Tadeusza  Chró cickiego,  Franciszka  Gajówniczka,  

Tadeusza  Paczuły,  Tadeusza  Pietrzykowskiego,  Henryka  Sienkiewicza  –  zawarte  w  t.  47a); 

APMO.  D-AuI-2/1.  Sterbebuch,  t.  I  1941  k.  508,  akt  zgonu  nr  510/1941  Rajmunda  Kolbe 

sporz dzony  przez  obozowy  Urz d  Stanu  Cywilnego  (jako  przyczyn   zgonu  podano  Myocardin- 

suffizienz,  tj.  niewydolno   mi nia  sercowego);  por.  APMO.  Mat  RO,  t.  XII  k.39,  gryps  wi nia 

Konrada  Szwedy  z  ko ca  1941  r.;  por.  Jan  Ptakowski,  O wi cim  bez  cenzury  i  bez  legend.  Nowy 

Jork 1985, s. 55. 

12 

Dorota  Lorska,  Blok  X  w  O wi cimiu.  „Przegl d  Lekarski  —  O wi cim”  1965,  s.  102-103; 

Ella  Lingens,  Dr  Adelajda  Hautval.  „Przegl d  Lekarski  –  O wi cim“  1964,  s.  119-121;  por. 

Hermann  Langbein,  ...nicht  wie  die  Schafe  zur  Schlachtbank.  Widerstand  in  den  nationasozialisti- 

schen Konzentrationslagern 1938-1945. Frankfurt am Main 1980, s. 178.

 

topogl d.  Udzielał  wydatnej  pomocy  ydom

13

.  Istniej   powojenne  przekazy, 

w ród  nich  tak e  ocalałych  z  Holocaustu  ydów,  które  podkre laj   jego 

zachowanie  si   i  zasługi  w  ratowaniu  współwi niów.  Mieczysław  Ma lanko, 

były  wi zie   yd  (w  obozie  przebywał  jako  Moj esz  Ma lanko  nr  128153) 

w  swojej  powojennej  relacji  podaje:  „W  O wi cimiu  te   spotkałem  si   z  Janem 

Mosdorfem.  On  te   okazywał  du o  serca  i  pomocy  ydom.  Ja  osobi cie 

doznałem  od  niego  du ej  pomocy,  mo e  decyduj cej  o  moim  yciu.  Le ałem 

w  szpitalu  na  bloku  XIX.  Mosdorf  pełnił  w  tym  bloku  jak   podrz dn   funkcj  

kancelaryjn :  I  oto  nagle,  w  pocz tkach  wrze nia  1943  roku,  do  tego  bloku 

szpitalnego  wpadł  Kuryłowicz  z  wie ci ,  e  grozi  mi  indywidualna  likwidacja 

i  trzeba  mnie  z  tego  bloku  natychmiast  i  niezwłocznie  usun .  Mosdorf,  nie 

zwlekaj c  ani  chwili,  z  nara eniem  własnego  ycia,  dosłownie  w  ci gu  kilku 

minut  załatwił  skomplikowane  w  obozie  formalno ci  i  zostałem  po  paru 

minutach przeniesiony na inny blok szpitalny, nr IX.. I znów  yłem”

14

Inny  były  wi zie ,  równie   yd,  pisarz  Wolf  Glicksman  w  swoim  artykule 

zamieszczonym  w  „Yiwo.  Annual  of  Jewish  Social  Science”,  New  York  1953, 

t.  7,  pisze:  „Inna  znana  osobisto ,  przedwojenny  przywódca  antysemickiego 

ruchu  młodzie y  w  Polsce,  Jan  Mosdorf,  niejednokrotnie  ryzykował  ycie 

przenosz c  moje  listy  do  krewnej  znajduj cej  si   w  obozie  kobiecym  w  Bir- 

kenau.  Mosdorf  pracował-w  Birkenau  i  cz sto  przynosił  mi  warzywa,  a  czasem 

kromk  chleba lub co  z ubrania”

15

Historyk  z  USA,  Philip  Friedman,  yd  urodzony  w  Polsce,  zamieszcza 

w  swojej  ksi ce  tak   informacj :  „W  obozie  Mosdorf  zmienił  swój  stosunek 

do  ydów.  Niektóre  z  otrzymanych  od  przyjaciół  paczek  ywno ciowych  [...] 

rozdzielał  mi dzy  ydów.  Pracuj c  w  biurze  obozowym  niekiedy  ostrzegał 

ydów o gro cej im selekcji do gazu”

16

Takie  postawy,  zachowania  i  działania  wi niów  wpływały  stymuluj co  na 

innych.  Wzmacniały  poczucie  wi zi,  pobudzały  do  działania,  wyzwalały  nowe 

siły,  u wiadamiały  tym,  którzy  tracili  nadziej ,  e  nadzieja  istnieje.  Obóz  za  

dostarczał  coraz  to  nowe  przykłady  i  dowody  solidarno ci,  przyja ni,  pomocy, 

po wi cenia, wyrzecze . 

 

 

 

 

 

 

13 

APMO.  Proces  Hössa,  t.  27b  k.  176,  zeznanie  b.  wi nia.  Józefa  Cyrankiewicza;  APMO. 

Zespół  O wiadczenia,  t.  78  k.  31,  relacja  b.  wi nia  Edwarda  Halk ;  Tadeusz  Hołuj",  Rozejm  Jana 

Mosdorfa.  „Odrodzenie”  1946  nr  35;  J.  Ptakowski,  jw.,  s.  40;  zob.  te   w  tek cie  informacje,  do 

których odnosz -si  przyp. 14-16. 

14

  Cyt.  za:  Ten  jest  z  ojczyzny  mojej.  Polacy  z  pomoc   ydom  1939-1945,  Opra .  Władysław 

Bartoszewski, Zofia Lewinówna. Kraków 1969, s. 670. 

15

  Tam e, s. 91. 

16 

  Philip Friedman, Their Brothers' Keepers, New York 1978, s. 114.

 

 

background image

 

 

SAMOPOMOC WI

NIARSKA                                           201

 

 

HENRYK  WIEBOCKI 

 

 

 

SAMOPOMOC WI

NIARSKA 

 

 

Spo ród  wielu  działa   przeciwko  terrorowi  i  wyniszczeniu  szczególn   rol  

odegrała  w  obozie  samopomoc  wi niarska.  Charakteryzowała  si   ona  ró no- 

rodno ci  postaci i miała szeroki zakres. Stanowiły j  codzienne akty kole e st- 

wa,  przyja ni,  wzajemnej  pomocy,  solidarno ci.  Samopomoc  stała  si   form  

samoobrony przed wyniszczeniem fizycznym. Zmierzała ona te  do podniesienia 

morale w ród wi niów, przeciwdziałała załamaniu psychicznemu. 

Samopomoc  tworzyła  si   w  ró noraki  sposób.  Była  to  działalno   zarówno 

indywidualna i spontaniczna jak i zorganizowana i kierowana. Trudno jest jednak 

precyzyjnie  okre li   ich  granice.  Działalno   zorganizowana  i  kierowana  była 

dziełem grup samopomocy i organizacji podziemnych, jakie tworzyły si  w ród, 

wi niów. Ze wzgl du na to,  e pocz tkowo osadzano w KL Auschwitz głównie 

Polaków,  tak  grupy  samopomocy  jak  i  organizacje  konspiracyjne  składały  si  

wtedy z polskich wi niów politycznych. Polsk  konspiracj  tworzyły organizacje 

wojskowe oraz partie polityczne socjalistów i narodowców – wszystkie zwi zane 

z  Armi   Krajow   (AK).  Pó niej  w  obozie  powstawały  te   tajne  grupy  innych 

narodowo ci  –  głównie  ó  charakterze  lewicowym  –  takie  jak:  austriacko- 

niemiecka, czeska, francuska, jugosłowia ska, rosyjska i  ydowska. W 1943 roku 

utworzyły one wraz z cz ci  polskich socjalistów a tak e przedstawicieli polskiej 

lewicy  wspóln   -mi dzynarodow   organizacj   pod  nazw   Kampfgruppe  Ausch- 

witz, czyli Grupa Bojowa O wi cim (informacje o tych organizacjach zob. s. 208). 

Grupy  samopomocy  tworzyły  si   w  oparciu  o  ró ne  kryteria.  Cz stokro  

wspierali  si   wzajemnie  wi niowie  z  tego  samego  transportu  i  z  tego  samego 

wi zienia, maj cy za sob  wspólne prze ycia. W wielu przypadkach samopomoc 

powstawała  na  zasadach  kole e stwa  i  solidarno ci  wi niów  z  tych  samych 

miejscowo ci. Grupy tworzyły si  te  na zasadzie blisko ci zawodowej. Szczegól- 

nie silna wi  istniała w ród nauczycieli, lekarzy, duchownych. Bliskie kontakty 

utrzymywali mi dzy sob  członkowie organizacji harcerskich. Nie bez znaczenia 

na  tworzenie  si   grup  samopomocy  miały  te   wi zy  pokrewie stwa,  przyja nie 

z  okresu  przed  aresztowaniem,  znajomo ci  ze  studiów,  wojska,  wi zi  grup 

konspiracyjnych,  partii  politycznych,  klubów.  Ł czy   mogła  te   wspólnota 

j zykowa, przynale no  do danej grupy etnicznej czy narodowej

1

 

1

 

Krzysztof  Dunin-W sowicz,  Ruch  oporu  w  hitlerowskich  obozach  koncentracyjnych 

1933-1945.  Warszawa  1979,  s.  58;  Stanisław  Hüpsch,  Artur  Krzetuski,  Władysław  Pias- 

kura,  Wplyw  wi niów  z  „grupy  mo cidzkiej"  na  warunki  bytowe  i  sanitarne  w  obozie  o wi cimskim. 

„Przegl d  Lekarski  –  O wi cim"  1973,  s.  137-147;  Zenon  Jagoda,  Stanisław  Kło  dzi ski,  Jan 

Masłowski,  Przyja nie  O wi cimskie.  „Przegl d  Lekarski  —  O wi cim”  1978,  s.  35-37,  50-51, 

53, 55, 57.

 

Istniały  najró norodniejsze  formy  samopomocy.  Powojenne  zeznania,  rela- 

cje  i  wspomnienia  tych,  którym  udało  si   prze y   obóz  o wi cimski,  zawieraj  

bardzo  du o  informacji  na  ten  temat.  Socjolog  Anna  Pawełczy ska  (nr  44764), 

Polka,  w  swojej  publikacji  wymienia  m.  in.  takie  formy  samopomocy:  „[...] 

ukrycie  w  rodku  kolumny  najsłabszego  (boki  kolumny  byty  najbardziej 

nara one  na  bicie),  zast powanie  go  przy  najci szej  pracy,  oddanie  cieplejszej 

odzie y,  podzielenie  si   jedzeniem.  Do  tej  kategorii  nale y  równie   cały  zespół 

form  oddziaływania  na  tych  wi niów,  którzy  tracili  resztki  sił  psychicznych 

niezb dnych  do  trwania.  Mogło  to  by   zarówno  rozładowanie  sytuacji 

gro nych  przy  pomocy  humoru,  opowiadania  bajek,  piewu,  miechu,  wspo- 

mnie   i  planów  na  poobozow   przyszło   –  znajdowanie  najrozmaitszych 

tematów  i  zabaw  odwracaj cych  uwag   od  tera niejszo ci.  Ka dy  przejaw 

solidarno ci  i  współczucia,  ka da  godzina  wspólnego  ycia  wyobra ni , 

zarówno  osobist   jak  i  historyczn ,  ka da  chwila  miechu,  ka dy  dowcip 

–  nale ał  do  zespołu  zbiorowej  samoobrony,  a  tym  samym  stanowił  element 

oporu”

2

Dla  nowo  przywiezionych  do  obozu  szczególne  znaczenie  miały:  ostrze enie 

przed  niebezpiecze stwem,  opieka,  rada,  przyjazne  słowo  czy  yczliwy  gest  ze 

strony  tych  wi niów,  którzy  ju   wcze niej  znale li  si   za  drutami.  Polka, 

Wiktoria  Klimaszewska  (nr  48517)  informuje,  e  kiedy  w  listopadzie  1942  roku 

przywieziono  j   do  KL  Birkenau,  wi niarka  z  biura  przyj   przy  spisywaniu 

personaliów  celowo  zani yła  jej  wiek.  „Byłam  zdziwiona”  –  podaje  w  swojej 

relacji  –  „ale.  zorientowałam  si ,  e  tak  b dzie  pewnie  lepiej,  e  s   wi niarki, 

które  nad  nami  czuwaj .  Pó niej  zrozumiałam,  e  w  mniemaniu  władz 

obozowych ludzie starsi nie posiadali prawa do  ycia”

3

Dwaj  ydzi  –  psycholog  z  Austrii  Viktor  E.  Frankl  (nr  119104)  oraz  pisarz 

Elie  Wiesel  (nr  A-7713),  powojenny  laureat  pokojowej  nagrody  Nobla 

–  przedstawiaj c  w  swoich  ksi kach  zetkniecie  si   z  KL  Auschwitz,  opisuj , 

jak  to  wi niowie  przywiezieni  wcze niej  do  obozu  starali  si   w  taki  czy  inny 

sposób  im  dopomóc  i  podtrzyma   na  duchu.  Pierwszy  z  wymienionych  podaje: 

„Mimo  surowego  zakazu  opuszczania  baraków  [...]  w lizgn ł  si   do  naszego 

baraku  jeden  ze  znanych  kolegów,  który  wyl dował  w  O wi cimiu  kilka 

tygodni  przed  nami.  Pragn ł  nas  uspokoi ,  pouczy   i  pocieszy .  [...]  Udaj c 

dobry  humor  i  nonszalancj   udzielił  nam  w  po piechu  kilka  informacji  [...] 

o  jedno  was  tylko  prosz   i  radz ,  golcie  si   co  dzie ,  nawet  kawałkiem  szkła, 

albo  dajcie  ostatni  kawałek  chleba  ka demu,  kto  zechce  was  goli .  B dziecie 

wtedy  wygl dali  młodo,  a  skrobane  policzki  nabior   koloru.  Tylko  nie 

chorujcie,  a  starajcie  si   wygl da   młodo.  Na  to,  eby  y ,  jest  tylko  jeden 

sposób:  sprawia   wra enie,  e  jest  si   zdolnym  do  pracy.  Tutaj  wystarczy 

utyka   z  powodu  jakiego   nieznacznego  zadra ni cia  czy  odcisku.  SS  takiego 

zobaczy,  kiwnie  palcem  i  nazajutrz  murowany  gaz”

4

.  Elie  Wiesel  przedstawia 

za   takie  zdarzenie:  „Po  kilku  minutach  szale czego  wy cigu  dotarli my  do 

 

Anna Pawełczy ska, Warto ci a przemoc. Warszawa 1973, s. 144. 

APMO. Zespół O wiadczenia, 1.15 k.4, fragment relacji b. wi niarki Wiktorii Kimaszews- 

kiej. 

4

 Viktor E. Frankl, Psycholog w obozie koncentracyjnym. Warszawa 1962, s. 24.

 

 

background image

 

202                                        HENRYK  WIEBOCKI 

SAMOPOMOC WI

NIARSKA                                          203

 

nast pnego  bloku.  Wi zie   blokowy  czekał  ju   na  nas.  Był  to  .młody  Polak. 

U miechn ł  si   i  zacz ł  mówi ,  a  my,  mimo  znu enia,  słuchali my  cierpliwie. 

–  Towarzysze,  znajdujecie  si   w  obozie  koncentracyjnym  Auschwitz.  Przed 

wami długa i pełna cierpienia droga. Ale nie tra cie odwagi [...] zbierzcie siły i nie 

upadajcie  na  duchu.  Kiedy   nadejdzie  dla  nas  wszystkich  dzie   wyzwolenia. 

Uwierzcie  w  ycie  [...].  Odrzu cie  rozpacz,  a  wtedy  mier   nie  b dzie  miała 

dost pu  do  was.  Piekło  nie  trwa  wiecznie.  A  teraz  modlitwa  [...]  a  raczej  rada: 

niech mi dzy wami b dzie kole e stwo. Jeste my bra mi i cierpimy ten sam los... 

Pomagajmy sobie nawzajem. To jedyny sposób, by przetrwa ”

5

Szczególnej opieki wymagali wi niowie osłabieni, wycie czeni i chorzy. Dla 

wielu  z  nich  pomoc  ze  strony  kolegów  obozowych  ułatwiała  przezwyci enie 

kryzysu  i  regeneracj   sił.  Cz sto  starano  si   dla  tych  wi niów  o  l ejsz   prac  

mo liwie  pod  dachem  –  np.  w  kuchni,  kartoflami,  magazynach,  biurach 

obozowych.  Przydział  pracy  odbywał  si   poprzez  obozowe  biuro  zatrudnienia. 

Kierownicz   funkcj   pełnił  w  nim  w  latach  1940-1942,  jako  tzw.  Arbeitsdienst, 

wi zie   niemiecki  Otto  Küsel  (nr  2).  Było  to  jedno  z  najwa niejszych 

stanowisk,  do  którego  dopuszczano  wi niów.  Küsel  podlegał  esesmanowi 

z  biura  zatrudnienia,  ale  w  istocie  decydował  o  przydziale  pracy.  Mimo,  e  był 

wi niem  kryminalnym,  przeznaczonym  przez  władze  obozowe  do  realizacji 

ich  zbrodniczych  zamierze ,  Küsel  okazał  si   bardzo  przyzwoitym  człowie- 

kiem.  Gdzie  miał  tylko  okazj   4  mo liwo ,  pomagał  wi niom

6

.  Z  wielk  

sympati   wspominaj   go  ci,  którzy  prze yli  obóz.  Polak  Ryszard  Dacko  (nr 

4044)  tak  charakteryzuje  Küsela:  „Mo na  o  nim  mówi   u ywaj c  samych 

superlatywów.  Był  bardzo  uczynny  i  jak  mógł  pomagał  innym  wi niom, 

Przychodzili  do  niego  wi niowie  ró nych  narodowo ci,  tak e  ci  skrajnie 

wycie czeni, tzw. muzułmanie. Je li nie był w stanie załatwi  jakiej  sprawy to 

z bezsilno ci kl ł siarczy cie”

7

Koledzy  obozowi  ratowali  niekiedy  tych  chorych,  którzy  b d c  w  krytycz- 

nym  stanie,  obawiali  zgłosi   si   do  szpitala.  Uchodził  on  bowiem  w  opinii 

wielu  wi niów  za  „przedsionek  do  krematorium”.  Tak   opini   kształtowały 

m.in.  fakty  u miercania  w  szpitalu  wi niów  zastrzykami  fenolu,  czy  prze- 

prowadzane  w ród  chorych,  w  szczególno ci  w  okresie  szalej cych  epidemii, 

selekcje  do  komór  gazowych.  Polak  Kazimierz  Hało   (w  obozie  przebywaj cy 

pod  fałszywym  nazwiskiem  jako  Kazimierz  Wrona  nr  20687)  w  swojej  relacji 

przedstawia,  jak  to  w  okresie  choroby  zdołał  przy  pomocy  kolegów  prze- 

zwyci y   kryzys  nie  zgłaszaj c  si   do  szpitala:  „Gdy  poczułem  si   le, 

poszedłem  do  Antka  Rychtera  po  pastylki  «przeciwdurowe»  [...]  Par   dni 

chodziłem  z  gor czk ,  ale  do  lekarza  si   nie  wybierałem,  bo  w  tym  czasie 

odwo ono  niektórych  chorych  do  Brzezinki  [tzn.  do  komór  gazowych  –  HS]. 

Pracowałem  w  komandzie,  które  prowadził  Zepel,  Austriak  –  socjalista 

 

Elie W.iesel, Noc. O wi cim 1992, s. 46. 

Józef  Garli ski,  O wi cim  walcz cy.  Londyn  1974,  s.  66-67;  H.  Langbein,  Menschen  in 

Auschwitz.  Frankfurt/M.,  Berlin,  Wien  1980,  s.  180-181;  J.  Ptakowski,  O wi cim  bez  cenzury 

i bez legend, Nowy Jork 1985, s. 96-97; APMO, Zespół O wiadczenia, t. 39 k. 67, t. 50 k. 135, 138, 143, 

t.  67  k.  67,  t,  71  k.  188,  relacje  b.  wi niów  Franciszka  Balzara,  Stanisława  Witka,  Kazimierza 

Szczerbowskiego i Ryszarda Dacko. 

7

  Fragment relacji R. Dacko, jw., k. 188

 

z  czerwonym  trójk tem.  Koledzy  «dekowali»  mnie,  abym  tylko  nie  musiał  pój  

do  szpitala.  Rano,  w  drodze  do  pracy,  przy  przej ciu  przez  bram   obozu,  gdzie 

zawsze esesman liczył pi tki, koledzy podtrzymywali mnie pod ramiona, tak samo 

było przy  powrocie.  Przy  du ej gor czce  brakło  mi  sił, by  i   samemu.  W  czasie 

pracy  natomiast  spuszczali  .mnie  do  dołu,  w  którym  remontowano  maszyny 

wywo ce  ziemi   w  naszym  komandzie.  Stanowiło  to  do   wygodne  zabez- 

pieczenie  przed  kontroluj cymi  nasz   prac   esesmanami.  Kapo  oddelegował 

nawet  jednego  koleg   do  czuwania  nade  mn .  Do  dołu  wrzucano  mi  marchew, 

brukiew  i  podawano  przegotowan   wod   do  picia.  W  chwili  ko czenia  pracy 

wyci gano mnie, ustawiano w kolumnie i prowadzono do obozu na apel”

8

Mimo wszystko jednak szpital obozowy stał si  miejscem, w którym rozwijała 

si   szczególnie  akcja  samopomocy.  Zatrudnieni  tam  wi niowie  –  lekarze 

i  piel gniarze  a  tak e  personel  administracyjny,  czynili  nadludzkie  wysiłki,  by 

zmniejszy   miertelno   w ród  chorych.  Pacjentów  starali  si   otoczy   opiek , 

stworzy   atmosfer   kole e stwa  i  serdeczno ci.  Olbrzymi  problem  stanowił  brak 

lekarstw.  Te  ilo ci  leków,  które  przydzielano  drog   urz dow ,  były  znikome 

wobec  ogromnego  zapotrzebowania.  Zdobywano  wi c  je  wykradaj c  z  apteki  SS 

i  magazynów  SS,  Bardzo  wiele  lekarstw  napływało  do  obozu  tajnymi  drogami 

z zewn trz, od ludno ci i konspiracji polskiej (zob. s. 217). 

Przebywaj cych  w  szpitalu  wi niów  chroniono  przed  selekcjami  do  komór 

gazowych. Polski lekarz Władysław Fejkiel (nr 5647) tak pisze na ten temat: „Na 

ten  okres  przypadaj   najwi ksze  akcje  eksterminacyjne  prowadzone  przez 

komendantur .  Polegały  one  na  cz stych  wybierkach  do  gazu  i  wstrzykiwaniu 

fenolu.  Gdyby  nie  odpowiednia  postawa  wi kszo ci  personelu  lekarsko-piel g- 

niarskiego  i  administracyjnego,  zgin łoby  znacznie  wi cej  ludzi,  ni   to  nast piło. 

Przed  ka d   spodziewan   wybiórk   do  gazu  wypisywało  si   mocniejszych 

chorych  do  pracy.  List   t   otrzymywał  jednak  lekarz  ambulatoryjny,  który 

przyjmował  ich  do  szpitala  wtedy,  gdy  mijało  niebezpiecze stwo.  Bardzo 

osłabionych  chorych  pouczało  si   jak  maj   si   zachowa   w  czasie  przep- 

rowadzanej  selekcji.  Uczyło  ich  si ,  co  maj   odpowiada   na  zadane  im  przez 

lekarza  SS  pytania  i  jak  pozorowa   sw   postaw ,  e  s   silni.  Lekarz  wi zie  

przedstawiaj c  takiego  chorego  lekarzowi  SS,  miał  obowi zek  nie  podawa  

prawdziwych  danych  dotycz cych  choroby,  tai   przed  nim  niekorzystne  dla 

chorego  rozpoznania,  skraca   czas  trwania  choroby  i  przedstawi   jak  najlepsze 

rokowania.  Bardzo  zagro onych  chorych  ju   w  czasie  samej  wybiórki  ukrywano 

po  strychach  lub  innych  zakamarkach,  b d   przenoszono  ich  z  sal  jeszcze  przez 

lekarza SS nie przegl dni tych do sal ju  przegl dni tych”

9

Dzi ki  tego  rodzaju  działaniom  zdołano  niektórych  uratowa   od  mierci. 

Jednym  z  nich  był  Polak"  Józef  Kret  (nr  20020).  Wspomina  on  o  tym 

nast puj co:  „W  szczytowym  stanie  gor czki  unikn łem  nie wiadomie  naj- 

wi kszego  niebezpiecze stwa:  oto  zajechały  auta  ci arowe  i  wywiozły  z  nasze- 

go  bloku  chorych  na  dur  do  komory  gazowej.  Mnie  nakryto  wtedy  siennikiem, 

korzystaj c  z  tego,  e  na  górnej  pryczy  nie  byłemu  dołu  widoczny.  Wychudłe 

 

Fragment  relacji  b.  wi nia  Kazimierza  Hałonia,  cyt.  za:  Stanisław  Klodzi ski,  Dur 

wysypkowy w obozie O wi cim I. „Przegl d Lekarski – O wi cim” 1965, s. 63. 

Władysław  Fejkiel,  O  slu bie  zdrowia  w  obozie  koncentracyjnym  w  O wi cimiu  I  (Obóz 

główny). „Przegl d Lekarski – O wi cim” 1961, s. 48.

 

 

background image

 

202                                        HENRYK  WIEBOCKI 

SAMOPOMOC WI

NIARSKA                                          203

 

ciało  i  płasko   siennika  napełnionego  wiórami  sprzyjały  takiemu  zakamuf- 

lowaniu  człowieka  nieprzytomnego  z  gor czki.  Poinformowano  mnie  o  tym. 

minionym  niebezpiecze stwie,  gdy  odzyskałem  przytomno .  Na  mojej  nowej 

karcie  figurowała  ju   inna  nazwa  choroby.  Nie  znam  nazwiska  odwa nego 

lekarza,  który  uchronił  mnie  od  zagazowania.  S dz ,  e  nie  tylko  ja,  ale  tak e 

wielu chorych zawdzi cza mu  ycie” 

10

W  ramach  prowadzonej  akcji  samopomocy  zdarzały  si   przypadki,  e  wi - 

niowie zatrudnieni w biurach dokonywali z nara eniem  ycia fałszowania danych 

w  aktach  obozowych,  aby  uchroni   współtowarzyszy  niedoli  od  mierci.  Przy- 

kładem  tutaj  mo e  by   uratowanie  yda  Benedykta  Kautsky'  ego  (nr  68510). 

W styczniu 1943 roku, kiedy przebywał w szpitalu w KL Auschwitz III-Monowitz 

zamieniono jego dokumenty na dokumenty wi nia politycznego Niemca. Dzi ki 

temu Kautsky unikn ł selekcji do komory gazowej i  mierci. W tej niebezpiecznej 

zamianie danych pierwszoplanow  rol  odegrał  yd z Austrii, Gustav Herzog (nr 

68485),  pełni cy  wtedy  funkcj   pisarza  raportowego  w  obozie

11

.  Kautsky 

w swojej ksi ce pisze,  e sam był bardzo zaskoczony, kiedy dowiedział si  nagle, 

e  jest  „aryjczykiem”,  wi niem  politycznym  –  Niemcem,  co  umo liwiło  mu 

dalszy pobyt w szpitalu bez gro by skierowania do komory gazowej

12

. Znany jest 

te   przypadek  uratowania  w  podobny  sposób  w  KL  Birkenau  ydówki  polskiej 

Marii Kozakiewicz (nr 7551). Zamieniono jej  ydowski kwestionariusz osobowy 

na  tzw.  aryjski  i  nast pnie  spowodowano  wysłanie  jej  do  innego  obozu.  W  tej 

ryzykownej  akcji  wzi ły  udział  dwie  Polki  –  Walentyna  Konopska  (nr  13156), 

zatrudniona  w  biurze  ewidencji  oraz  Wanda  Marossanyi  (nr  7524),  pracuj ca 

w obozowym biurze zatrudnienia

13

. Maria Kozakiewicz prze yła obozy i wojn . 

Polak  Józef  Mikusz  (nr  7794)  w  swojej  powojennej  relacji  podaje,  e  w  KL 

Birkenau  w  obozie  m skim  w  ramach  akcji  samopomocy  były  przypadki 

rejestrowania  wi niów  ydowskich  jako  nie- ydów,  Wymienia  przykład  ad- 

wokata ze Lwowa o nazwisku Margulicz, który w obozie był zarejestrowany jako 

Polak Onyszkiewicz i pracował w paczkami. Prze ył on wojn

14

W ród  form  pomocy  materialnej  du   rol   spełniała  pomoc  ywno ciowa. 

Znane  s   sytuacje,  kiedy  wi zie   rezygnował  z  cz ci  swojej  głodowej  racji 

dziennej na  rzecz kolegi. Do  takich  nale ał komunista  Georges  Varennes,  jeden 

z  organizatorów  grupy  samopomocy  w ród  wi niów  francuskich.  „Jako 

niezapomniany  przykład”  –  podaje  w  swojej  relacji  były  wi zie   z  Francji- 

Roger  Abada  (nr  45157)  –  „pozostaje  dla  nas  kochany  towarzysz  Georges 

Varennes  nauczyciel  z  Yonne  [...].  Varennes  stwarza  solidarno   pomi dzy 

internowanymi  w  tych  strasznych  warunkach  [...].  Odmawiał  sobie  swej  sk pej 

racji  ywno ci,  aby  podtrzyma   młodych  towarzyszy”

15

.  Istnieje  szereg  relacji, 

w których b. wi niowie podkre laj ,  e wspomniany ju  wy ej ks. Maksymilian 

 

10 

Józef Kret, Lekarze znale li wyj cie. „Przegl d Lekarski – O wi cim” 1966, s. 186. 

11 

Benedikt  Kautsky,  Teufel  und  Verdammte.  Wien  1961,  s.56;  APMO,  Zugangslisten 

Juden-nicht  fotografiert,  t.2  k.272,  274  (Kautsky  figuruje  jako  yd),  KL  Buchenwald-Zugangslis- 

ten vom KL Auschwitz, Männer, t. 7 k. 77, 78 (Kautsky figuruje jako wi zie  polityczny). 

12 

 B. Kautsky, jw., s. 56. 

13

  APMO,  Zespół  O wiadczenia,  t.  30  k.  3-4,  relacja  b.  wi niarki  Hanny  Schyller-Palar- 

czykowej; Por. tam e, t. 4 k. 417, relacja b. wi niarki Marii  uma skiej. 

l4  

 Tam e, t. 68 k. 34, relacja b. wi nia Józefa Mikusza. 

15

  Tam e, t. 31, k. 122, fragment relacji b. wi nia Rogera Abady. 

z  czerwonym  trójk tem.  Koledzy  «dekowali»  mnie,  abym  tylko  nie  musiał  pój  

do  szpitala.  Rano,  w  drodze  do  pracy,  przy  przej ciu  przez  bram   obozu,  gdzie 

zawsze esesman liczył pi tki, koledzy podtrzymywali mnie pod ramiona, tak samo 

było przy  powrocie.  Przy  du ej gor czce  brakło  mi  sił, by  i   samemu.  W  czasie 

pracy  natomiast  spuszczali  .mnie  do  dołu,  w  którym  remontowano  maszyny 

wywo ce  ziemi   w  naszym  komandzie.  Stanowiło  to  do   wygodne  zabez- 

pieczenie  przed  kontroluj cymi  nasz   prac   esesmanami.  Kapo  oddelegował 

nawet  jednego  koleg   do  czuwania  nade  mn .  Do  dołu  wrzucano  mi  marchew, 

brukiew  i  podawano  przegotowan   wod   do  picia.  W  chwili  ko czenia  pracy 

wyci gano mnie, ustawiano w kolumnie i prowadzono do obozu na apel"

8

Mimo wszystko jednak szpital obozowy stał si  miejscem, w którym rozwijała 

si   szczególnie  akcja  samopomocy.  Zatrudnieni  tam  wi niowie  −  lekarze 

i  piel gniarze  a  tak e  personel  administracyjny,  czynili  nadludzkie  wysiłki,  by 

zmniejszy   miertelno   w ród  chorych.  Pacjentów  starali  si   otoczy   opiek , 

stworzy   atmosfer   kole e stwa  i  serdeczno ci.  Olbrzymi  problem  stanowił  brak 

lekarstw.  Te  ilo ci  leków,  które  przydzielano  drog   urz dow ,  były  znikome 

wobec  ogromnego  zapotrzebowania.  Zdobywano  wi c  je  wykradaj c  z  apteki  SS 

i  magazynów  SS,  Bardzo  wiele  lekarstw  napływało  do  obozu  tajnymi  drogami 

z zewn trz, od ludno ci i konspiracji polskiej (zob. s. 217). 

Przebywaj cych  w  szpitalu  wi niów  chroniono  przed  selekcjami  do  komór 

gazowych. Polski lekarz Władysław Fejkiel (nr 5647) tak pisze na ten temat: „Na 

ten  okres  przypadaj   najwi ksze  akcje  eksterminacyjne  prowadzone  przez 

komendantur .  Polegały  one  na  cz stych  wybierkach  do  gazu  i  wstrzykiwaniu 

fenolu.  Gdyby  nie  odpowiednia  postawa  wi kszo ci  personelu  lekarsko-piel g- 

niarskiego  i  administracyjnego,  zgin łoby  znacznie  wi cej  ludzi,  ni   to  nast piło. 

Przed  ka d   spodziewan   wybiórk   do  gazu  wypisywało  si   mocniejszych 

chorych  do  pracy.  List   t   otrzymywał  jednak  lekarz  ambulatoryjny,  który 

przyjmował  ich  do  szpitala  wtedy,  gdy  mijało  niebezpiecze stwo.  Bardzo 

osłabionych  chorych  pouczało  si   jak  maj   si   zachowa   w  czasie  przep- 

rowadzanej  selekcji.  Uczyło  ich  si ,  co  maj   odpowiada   na  zadane  im  przez 

lekarza  SS  pytania  i  jak  pozorowa   sw   postaw ,  e  s   silni.  Lekarz  wi zie  

przedstawiaj c  takiego  chorego  lekarzowi  SS,  miał  obowi zek  nie  podawa  

prawdziwych  danych  dotycz cych  choroby,  tai   przed  nim  niekorzystne  dla 

chorego  rozpoznania,  skraca   czas  trwania  choroby  i  przedstawi   jak  najlepsze 

rokowania.  Bardzo  zagro onych  chorych  ju   w  czasie  samej  wybiórki  ukrywano 

po  strychach  lub  innych  zakamarkach,  b d   przenoszono  ich  z  sal  jeszcze  przez 

lekarza SS nie przegl dni tych do sal ju  przegl dni tych”

9

Dzi ki  tego  rodzaju  działaniom  zdołano  niektórych  uratowa   od  mierci. 

Jednym  z  nich  był  Polak  Józef  Kret  (nr  20020).  Wspomina  on  o  tym 

nast puj co:  „W  szczytowym  stanie  gor czki  unikn łem  nie wiadomie  naj- 

wi kszego  niebezpiecze stwa:  oto  zajechały  auta  ci arowe  i  wywiozły  z  nasze- 

go  bloku  chorych  na  dur  do  komory  gazowej.  Mnie  nakryto  wtedy  siennikiem, 

korzystaj c  z  tego,  e  na  górnej  pryczy  nie  byłemu  dołu  widoczny.  Wychudłe 

 

Fragment  relacji  b.  wi nia  Kazimierza  Hałonia,  cyt.  za:  Stanisław  Klodzi ski,  Dur 

wysypkowy w obozie O wi cim L „Przegl d Lekarski — O wi cim” 1965, s. 63. 

Władysław  Fejkiel,  O  slu bie  zdrowia  w  obozie  koncentracyjnym  w  O wi cimiu  I  (Obóz 

główny). „Przegl d Lekarski − O wi cim" 1961, s. 48. 

 

background image

 

204                                        HENRYK  WIEBOCKI 

SAMOPOMOC WI

NIARSKA                                          205

 

ciało  i  płasko   siennika  napełnionego  wiórami  sprzyjały  takiemu  zakamuf- 

lowaniu  człowieka  nieprzytomnego  z  gor czki.  Poinformowano  mnie  o  tym. 

minionym  niebezpiecze stwie,  gdy  odzyskałem  przytomno .  Na  mojej  nowej 

karcie  figurowała  ju   inna  nazwa  choroby..  Nie  znam  nazwiska  odwa nego 

lekarza,  który  uchronił  mnie  od  zagazowania.  S dz ,  e  nie  tylko  ja,  ale  tak e 

wielu chorych zawdzi cza mu  ycie" 

10

W  ramach  prowadzonej  akcji  samopomocy  zdarzały  si   przypadki,  e  wi - 

niowie zatrudnieni w biurach dokonywali z nara eniem  ycia fałszowania danych 

w  aktach  obozowych,  aby  uchroni   współtowarzyszy  niedoli  od  mierci.  Przy- 

kładem  tutaj  mo e  by   uratowanie  yda  Benedykta  Kautsky'ego  (nr  68510). 

W styczniu 1943 roku, kiedy przebywał w szpitalu w KL Auschwitz III-Monowitz 

zamieniono jego dokumenty na dokumenty wi nia politycznego Niemca. Dzi ki 

temu Kautsky unikn ł selekcji do komory gazowej i  mierci. W tej niebezpiecznej 

zamianie danych pierwszoplanow  rol  odegrał  yd z Austrii, Gustav Herzog (nr 

68485),  pełni cy  wtedy  -funkcj   pisarza  raportowego  w  obozie

11

,  Kautsky 

w swojej ksi ce pisze,  e sam był bardzo zaskoczony, kiedy dowiedział si  nagle, 

e  jest  „aryjczykiem”,  wi niem  politycznym  −  Niemcem,  co  umo liwiło  mu 

dalszy pobyt w szpitalu bez gro by skierowania do komory gazowej

12

. Znany jest 

te   przypadek  uratowania  w  podobny  sposób  w  KL  Birkenau  ydówki  polskiej 

Marii Kozakiewicz (nr 7551). Zamieniono jej . ydowski kwestionariusz osobowy 

na  tzw.  aryjski  i  nast pnie  spowodowano  wysłanie  jej  do  innego  obozu.  W  tej 

ryzykownej  akcji  wzi ły  udział  dwie  Polki  −  Walentyna  Konopska  (nr  13156), 

zatrudniona  w  biurze  ewidencji  oraz  Wanda  Marossanyi  (nr  7524),  pracuj ca 

w obozowym biurze zatrudnienia

13

. Maria Kozakiewicz prze yła obozy i wojn . 

Polak  Józef  Mikusz  (nr  7794)  w  swojej  powojennej  relacji  podaje,  e  w  KL 

Birkenau  w  obozie  m skim  w  ramach  akcji  samopomocy  były  przypadki 

rejestrowania  wi niów  ydowskich  jako  nie- ydów.  Wymienia  przykład  ad- 

wokata ze Lwowa o nazwisku Margulicz, który w obozie był zarejestrowany jako 

Polak Onyszkiewicz i pracował w paczkami. Prze ył on wojn

14

W ród  form  pomocy  materialnej  du   rol   spełniała  pomoc  ywno ciowa. 

Znane  s   Sytuacje,  kiedy  wi zie   rezygnował    cz ci  swojej  głodowej  racji 

dziennej na  rzecz kolegi. Do  takich  nale ał komunista  Georges  Varennes,  jeden 

z  organizatorów  grupy  samopomocy  w ród  wi niów  francuskich.  „Jako 

niezapomniany  przykład"  −  podaje  w  swojej  relacji  były  wi zie   z  Francji- 

Roger  Abada  (nr  45157)  −  „pozostaje  dla  nas  kochany  towarzysz  Georges 

Varennes  nauczyciel  z  Yonne  [...].  Varennes  stwarza  solidarno   pomi dzy 

internowanymi  w  tych  strasznych  warunkach  [...].  Odmawiał  sobie  swej  sk pej 

racji  ywno ci,  aby  podtrzyma   młodych  towarzyszy”

15

.  Istnieje  szereg  relacji, 

w których b. wi niowie podkre laj ,  e wspomniany ju  wy ej ks. Maksymilian 

 

10 

Józef Kret, Lekarze znale li wyj cie. „Przegl d Lekarski − O wi cim" 1966, s. 186. 

11 

Benedikt  Kautsky,  Teufel  und  Verdammte.  Wien  1961,  s.  56;  APMO,  Zug ngslisten 

Juden-nicht  fotografiert,  t.2  k.  272,  274  (Kautsky  figuruje  jako  yd),  KL  Buchenwald-Zugangslis- 

ten vom KL Auschwitz, Männer, t. 7 k. 77,78 (Kautsky figuruje jako wi zie  polityczny). 

12 

 B. Kautsky, jw., s. 56. 

13

  APMO,  Zespół  O wiadczenia,  t.  30  k.  3-4,  relacja  b.  wi niarki  Hanny  Schyller-Palar- 

czykowej; Por. tam e, t.4 k. 417, relacja b. wi niarki Marii  uma skiej. 

14 

Tam e, t. 68 k. 34, relacja b. wi nia Józefa Mikusza.   

15

   Tam e, t. 31, k. 122, fragment relacji b. wi nia Rogera Abady. 

 

Kolbe  dzielił  si   swoimi  obozowymi  porcjami  ywno ciowymi  z  innymi,  cz sto 

zupełnie  nieznanymi  mu  towarzyszami  niedoli

16

.  Wielkiego  po wi cenia  wyma- 

gało  te   dzielenie  si   zawarto ci   paczek,  jakie  od  ko ca  1942  roku  niektórzy 

wi niowie  (tzw.  aryjscy)  mogli  otrzymywa   od  rodzin.  Korzystali  z  tej  pomocy 

niejednokrotnie  ydzi  i  je cy  radzieccy,  którzy  paczek  nie  dostawali.  „Pierwsz  

paczk   ywno ciow ”  −  informuje  w  swojej  powojennej  relacji  Polak  Józef 

Majchrzak  (nr  33204)  −  „otrzymałem  j   na  swojej  sztubie  (licz cej  około  200 

wi niów). Był to dzie  uroczysty. Dobrze,  e rodzina, cho  biedna i wysiedlona, 

przesłała mi suszony chleb w kronikach na tłuszczu. Cebula i tłuszcz, oddzielone, 

znikły  po  drodze,  cho   były  tego  niewielkie  ilo ci.  Ten  chleb  z  wolno ci,  jak  go 

ka dy  z  nas  nazywał,  był  czym   najsmaczniejszym  i  najdro szym  pod  sło cem. 

Zawarto   paczki  skonsumowali my  wieczorem  na  sztubie  z  kolegami.  To  nie 

było jedzenie, lecz raczej kosztowanie tego pokarmu”

17

Paczki  od  rodzin  stanowiły  zaledwie  kropl   w  morzu  potrzeb.  Najcz ciej 

jednak  dodatkow   ywno   zdobywano  drog   oszukiwania  władz  obozowych. 

Wykradano  ywno   z  magazynów  SS  lub  obozowych  zakładów  przetwór- 

czych,  jak  rze ni,  mleczarni,  piekarni.  Pewn   ilo   artykułów  spo ywczych 

przemycano  z  „Kanady”,  tj.  magazynów,  gdzie  składano  i  sortowano  mienie 

ydów  zamordowanych  w  komorach  gazowych  zaraz  po  ich  przywiezieniu  do 

obozu.  Zdobywanie  t   drog   ywno ci  a  tak e  i  innych  niezb dnych  dla 

wi niów  artykułów,  jak  lekarstw,  ciepłej  odzie y,  bielizny,  obuwia,  nazywano 

w  argonie obozowym „organizacj " lub „organizowaniem”. 

Nie  tylko  zasoby  obozowe  stanowiły  ródło  dla  prowadzenia  akcji  samopo- 

mocy.  Znaczna  ilo   ywno ci  a  tak e  lekarstw  docierała  do  wi niów 

z  zewn trz.  Dostarczali  je  tajnymi  drogami  Polacy  −  ludno ,  organizacje 

charytatywne, konspiracja. 

Samopomoc  wi niarska  ł czyła  si   z  tzw.  akcj   solidarno ciow .  Obej- 

mowała  ona  ró ne  sfery  działania.  Jedn   z  nich  było  np.  stosowanie  zasady 

dokarmiania  tych  wi niów,  którzy  poza  porcjami  obozowymi  nie  mieli 

mo liwo ci  zdobycia  dodatkowej  ywno ci.  Innym  przykładem  akcji  solidar- 

no ciowej  była  przeprowadzona  na  wi ta  Bo ego  Narodzenia  1944

 

roku  przez 

francuskich  wi niów  zbiórka  papierosów,  które  w  ilo ci  4000  sztuk  przekaza- 

no  chorym  i  kobietom

18

.  Nina  Gusiewa  (nr  65781),  członek  konspiracyjnej 

wi niarskiej  grupy  rosyjskiej  w  KL  Birkenau,  w  swoich  powojennych 

wspomnieniach  pisze,  e  na  wiosn   1944  roku  otrzymała  prac   w  baraku 

dzieci cym.  Było  w  nim  około  200  dzieci  rosyjskich,  białoruskich,  ukrai skich, 

polskich  i  ydowskich,  yj cych  w  strasznych  warunkach.  Wi niarki  zatrud- 

nione  w  tym  baraku  zwróciły  si   z  apelem  o  pomoc  dla  dzieci  do  społeczno ci 

wi niarskiej,  przedstawiaj c  ich  stan..  „M czy ni”  −  pisze  Gusiewa  −  „szybko 

odezwali  si   na  nasz  apel.  Poprzez  wi niów  przynoszono  do  naszego  obozu 

ywno , odzie  i obuwie, przysyłano dla dzieci chleb, cukier, lekarstwa, bielizn . 

Lekarki  Olga  Nikiticzna  Klimienko,  Lubow  Alpatowa,  Polka  −  pani  Marysia, 

 

16

  APMO.  Materiały  o  Ojcu  Kolbe  t.47a,  k.  16,  48,  52,  relacje  b.  wi niów  Henryka  S. 

Cyankiewicza, Tadeusza Pietrzykowskiego i Zygmunta Ruszczaka. 

17 

Fragment  relacji  b.  wi nia  Józefa  Majchrzaka,  cyt.  Za  Z.  Jagoda,  S.  Kłodzi ski,  J. 

Masłowski, Przyja nie O wi cimskie..., s.48. 

18 

Zob. K. Dunin-W sowicz, jw., s.67. 

 

background image

 

206                                        HENRYK  WIEBOCKI 

 

Zoja Taralina − studentka II roku rostowskiego instytutu medycznego, codziennie 

odwiedzały dzieci, badały je, dawały nam wskazówki, jak mamy je piel gnowa , 

zapisywały lekarstwa. [...] Zwróciły my si  równie  o pomoc do naszych współ-, 

towarzyszek, które nie bacz c na to,  e same s  wyczerpane i głodne, dzieliły si  

z dzie mi ostatni  kruszyn  chleba. Wi niarki pracuj ce w dru ynie ogrodniczej 

przynosiły  marchew,  brukiew,  ziemniaki  i  inne  jarzyny,  które  gotowały my  po 

kryjomu w naszym baraku [...] Wiele pomagały nam kobiety otrzymuj ce paczki od 

rodzin. Były to niemłode ju  kobiety z baraku nr 7 Maria Jury ska z Warszawy, 

Jadwiga,  Wanda,  Zosia  i  inne.  Ofiarowały  one  dla  dzieci  znaczn   cz

  swych 

paczek. Na zawsze zapami tałam dobre oczy kochaj cej pani Marii z Warszawy nie 

wiedz cej nic o losie swoich trojga dzieci, gdy  wszystkie zostały aresztowane jeszcze 

przed ni . Dzieciom pomagały równie  Czeszki, Jugosłowianki, Francuzki. Kobiety 

wszelkich narodowo ci dzieliły si  z nimi swymi sk pymi racjami”

19

Akcja  solidarno ciowa  nie  sprowadzała  si   tylko  do  sfery  materialnej  czy 

moralnej.  Obejmowała  te   działania  polityczne,  jak  zwalczanie  nacjonalizmu, 

szowinizmu  narodowego,  walk   z  antysemityzmem.  Ich  celem  było  stworzenie 

jednolitego  frontu  i  współpracy  wi niów  przeciwko  załodze  SS,  Stało  si   to 

trosk  i przedmiotem zabiegów konspiracji obozowej. 

Skuteczno  wymienionych działa  zale ała w wielu przypadkach od wi niów 

funkcyjnych  −  kapo  czy  blokowych  i  ich  pomocników.  Mieli  oni  przecie  

olbrzymie mo liwo ci, by ul y  wi niom w ich ci kiej doli. St d te  czynione 

były  wysiłki,  w  szczególno ci  ze  strony  konspiracji  wi niarskiej,  aby  funkcje 

w hierarchii obozowej znalazły si  w r kach tych, których wysoki poziom moralny 

gwarantował,  e zachowaj  godno  ludzk  i nie stan  si  narz dziem w r kach SS 

do  prze ladowania  współtowarzyszy  niedoli.  Wi niowie  polityczni,  osadzeni 

w  obozie  z  przyczyn  ideowych,  dawali  tutaj  najlepsz   r kojmi .  Równocze nie 

podejmowano  wysiłki,  aby  doprowadzi   do  usuni cia  wi niów  kryminalnych 

z opanowanych przez nich − z polecenia SS — wi kszo ci stanowisk. Szczególnie 

chodziło  o  tych  kryminalnych,  którzy  jako  kapo  czy  blokowi  odznaczali  si  

wyj tkow   brutalno ci   i  współdziałali  z władzami  obozowymi  w  wyniszczaniu 

wi niów. W tych działaniach czasami wybierano drog  tzw. mniejszego zła. Tak 

było  np.  w  przypadku  starszego  obozu  (Lagerälteste)  z  KL  Birkenau  z  odcinka 

BIb,  wi nia  kryminalnego  narodowo ci  niemieckiej,  który  w  bestialski  sposób 

traktował wi niów. Był nim Leo Wietschorek (nr 30). Został on przez wi niów 

specjalnie  zara ony  tyfusem  i  zmarł  na  pocz tku  lipca  1942  roku

20

.  Generalnie 

jednak  okoliczno ci   sprzyjaj c   do  przejmowania  funkcji  przez  politycznych 

wi niów  była  stała  rozbudowa  obozu.  Zmuszało  to  esesmanów  do  szukania 

fachowców. Znajdowali ich najcz ciej w ród wi niów politycznych. 

Akcja  samopomocy  stanowiła  najbardziej  masow   i  jedn   z  najbardziej 

efektywnych,  form  samoobrony  wi niów  przed  zagład .  Stwarzała  dla  wielu 

szans   prze ycia.  Niejednokrotnie  ratowała  wr cz  ycie.  Miała  te   du e 

znaczenie  moralne.  Odbudowywała  wiar   w  człowieka.  Przeciwdziałała  zała- 

maniu psychicznemu, dawała siły do przetrwania obozowego koszmaru. 

 

19 

Nina Gusiewa, O tym zapomnie  nie wolno. Zeszyty O wi cimskie 1961 nr 5, s.136-137. 

20 

APMO.  Zespół  O wiadczenia,  t.  67  k.  151,  relacja  b.  wi nia  Stanisława  Grudzi skiego; 

Stanisław  Kłodzi ski,  Rola  kryminalistów  niemieckich  w  pocz tkach  obozu  o wi cimskiego. 

„Przegl d Lekarski – O wi cim” 1974, s. 125; por. J. Ptakowski, j w., s. 97.