background image

Lucien Sève

Raz jeszcze:

strukturalizm czy

dialektyka?

Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (Uniwersytet Warszawski)

WARSZAWA 2005

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 2 -

www.skfm-uw.w.pl

Artykuł   francuskiego   filozofa-marksisty   Lucien

Sève'a „Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka?”

(tytuł oryginalny: „De nouveau: structuralisme ou

dialectique?”),   ukazał   się   w   czasopiśmie   „La

Pensée”, nr 237/1984 r.

Niniejsze   wydanie   jest   drugą   polską   publikacją

tekstu dokonaną drukiem. Po raz pierwszy ukazał

się  on  w piśmie “Myśl Marksistowska”  w  nrach

6/1986 i 1/1987.

Tekst   z  języka   francuskiego  przetłumaczył  Jacek

Poprzeczko. Redakcja i korekta: Piotr Strębski.

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

Przemiany zachodzące w wiedzy naukowej są tak bogate – a gdy przyjrzeć się im z bliska, tak

złożone – iż traktując je powierzchownie, nie sposób byłoby wyznaczyć ich wspólny kierunek. Jeśli jednak

zadamy   sobie  trud  nakreślenia  krzywej,  łączącej  punkty  –  bądź   całe  zbiorowisko  punktów  –  których

położenie   rzetelnie   odzwierciedlałoby   zjawiska   ostatnich   dwóch-trzech   dziesięcioleci,   jej   wykres   nie

pozostawi   żadnych   wątpliwości:   jesteśmy   świadkami   wzrostu   znaczenia   materializmu  w   naukowym

przedstawianiu świata.

Jeszcze w połowie obecnego stulecia, od kreacjonizmu w astronomii czy w antropologii, poprzez

witalizm   w   biologii,   aż   po   psychologizm   w   naukach   humanistycznych   –   idealizm   obiektywny   w

uporczywej walce starał się wydrzeć materializmowi jak najwięcej terenu naukowego. Jednakże w ciągu

trzydziestu lat doznał historycznych porażek. Nauki biologiczne doprowadziły, na przykład, do krachu

koncepcji zakładających niemożność ograniczenia życia do materii. Jak pisał Francois Jacob w zakończeniu

„La logique du vivant”: „Biologia dowiodła, iż nie ma istoty metafizycznej, która kryłaby się za słowem

»życie«. Zdolność do gromadzenia się, do tworzenia struktur o rosnącej złożoności, a nawet do reprodukcji

należy do elementów, z których materia jest skomponowana”

1

. Henri Tintant, przedstawiając ostatnio w

„Histoire et archéologie”

2

 syntezę aktualnej wiedzy o procesach, które dały początek rodzajowi ludzkiemu,

także   traktuje   o   nich   w   kategoriach   najoczywiściej   materialistycznych

3

.   Dalej,   książka   Jean-Pierre

Changeux, „L'Homme neuronal”, pojawia się jako mocny punkt krzywej współczesnego materializmu,

właśnie w sferze, gdzie posiadłości Ducha najdłużej były twierdzą idealizmu.

ZGODNY RUCH KU MATERIALIZMOWI

Opatrując rozdział swej książki  zawierający najbardziej wymowne  informacje  o obecnej naszej

wiedzy o „obiektach mentalnych” mottem z Epikura, autor pisze w konkluzji: „Czy należy powiedzieć, iż

świadomość »wyłania się« z tego wszystkiego? Tak, jeśli potraktować słowo »wyłania się« dosłownie, jak

wówczas,   gdy   mówimy,   że   góra   lodowa   wyłania  się   z   wody.   Wystarczy   jednak,   gdy   powiemy,   że

świadomość  jest  owym   systemem  regulacyjnym  w   działaniu.   Człowiek   nie  ma   odtąd   do  czynienia  z

«Duchem», wystarczy mu, iż jest Człowiekiem Neuronalnym (Homme neuronal)”

4

. Innymi słowy, nie ma

już istoty metafizycznej, która kryłaby się za słowem „świadomość”, podobnie jak nie ma jej za słowem

„życie”. „Doszedłem do czystego i prostego materializmu” – wyjaśnia J. P. Changeux w wywiadzie dla „La

Croix”

5

. Zaś dziennikarza, który replikuje: „Przepraszam, że to mówię, ale pańska piękna książka mnie

zasmuciła”, pyta nie bez humoru: „Książka zasmuciła pana, ponieważ fakty, które przedstawia, wystawiają

pańskie przekonania na próbę?” W sumie, ruch w naukach o życiu i o człowieku, dokonujący się na

naszych oczach wiąże się coraz bardziej z materializmem nauk przyrodniczych, na co wskazywali już Ilya

Prigogine i Isabelle Stengers w „La nouvelle alliance”: „Godne jest uwagi, iż za najważniejsze wymogi

przyjęcia nowego stanowiska koncepcyjnego, które wyżej opisaliśmy, wypada uznać te, które zazwyczaj

kojarzy się z »materializmem«: pojąć naturę w taki sposób, by nie wydało się absurdalne stwierdzenie, że

ona nas wytworzyła”

6

.

Ten zgodny ruch w kierunku materializmu ma szeroki zasięg. Wyciągnąłbym stąd pewną naukę, nie

1

 F. Jacob, La logique du vivant, Gallimard 1970, s. 327.

2

 „Histoire et archéologie”, nr 73, maj 1983, ss. 69-75.

3

  Tak  dalece  materialistycznych,   że   redakcja  uznała  za   stosowne   zwrócić   się   do   ojca  jezuity,   J.   Morettiego   z   prośbą   o

wypowiedź   w   podejmowanych   kwestiach.   Wypowiedź   tę   zatytułował   on   „Nauka   i   wiara”   (s.   75).   Wahając   się   między

stanowiskiem pojednawczym, wedle  którego  jedyną granicę nauki stanowi  niezdolność  do wyjaśnienia  „znaczenia naszej

egzystencji”, i znacznie bardziej archaicznym poglądem, iż skoro świat jest „dziełem Boga-stwórcy”, zadaniem nauki jest

odkrywanie mechanizmów „rozwoju tej kreacji w czasie”, autor mimowolnie daje dowód, iż teologia katolicka wciąż wydaje

się mieć trudności z uznaniem, iż naukowa koncepcja świata w sposób nieodwracalny przestała poświadczać, iż „Bóg jest

(owego świata) autorem”.

4

 J. P. Changeux, L'Homme neuronal, Fayard, 1983, s. 237.

5

 „La Croix” z 10 czerwca 1983. Pomijam na razie kwestię, w jakiej mierze ów materializm jest dialektyczny.

6

 I. Prigogine, I. Stengers, La nouvelle alliance, Gallimard, 1979, s. 278.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 3 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

bez znaczenia w epoce, gdy minęło stulecie od śmierci Marksa: podczas gdy w latach pięćdziesiątych wielu

popularnych wtedy twórców idei z politowaniem spoglądało na „materialistyczną metafizykę” marksizmu,

która miała zeń czynić prymitywną ideologię, to dzisiaj właśnie materializm  i n t e g r a l n y , tak kiedyś

zniesławiany, jawi się coraz bardziej jako jedyny sposób przedstawiania świata odpowiadający wymogom

naukowości. Podawano go kiedyś za dowód przestarzałości marksizmu; teraz właśnie antymaterialistyczne

wyznanie wiary coraz bardziej trąci starzyzną.

Ale   to   bezsprzeczne   umacnianie   pozycji   materializmu   w   nauce   –   oczywiście   poza   naukami

społecznymi, gdzie opozycja wobec materializmu historycznego pozostaje zaciekła – wysuwa zarazem na

czoło   obszary,   w   których   wracają   kierowane   pod   jego   adresem   pytania:   sferę   jego   interpretacji

epistemologicznej – w której dojrzewają zasadnicze wyjaśnienia między marksizmem a neopozytywizmem

7

– i sferę jego instrumentacji logicznej, stanowiącą przedmiot niniejszego artykułu. Pod tym względem, w

swym przedstawianiu świata materializm współczesny musi przyczynić się do wyjaśnienia przejścia od

zjawisk   odwracalnych   do 

z j a w i s k   n i e o d w r a c a l n y c h ,   od   praw   ogólnych   do

s z c z e g ó ł o w y c h   p r z e b i e g ó w ,   od   prawidłowości   deterministycznych   do  l o g i k i

p r z y p a d k u .   Wychodząc   od   wiedzy   klasycznej,   która   dzieli   rzeczywistość   na   kolejne   poziomy

złożoności  –  od  fizycznego  do  chemicznego,  a  dalej  do  biologicznego,  społecznego  i  psychicznego  –

rozwijająca się nauka coraz bardziej ogarnia swym zainteresowaniem przedmioty i procesy jednostkowe, w

których   abstrakcje   analityczne   komponują   się   na   nowo   wewnątrz  k o n k r e t n y c h   h i s t o r i i

b y t ó w   i n d y w i d u a l n y c h . Świadczą o tym nauki o Kosmosie i o Ziemi, o ewolucji form żywych,

o   historii   formacji   społecznych   oraz   te,   które   zajmują   się   badaniem  indywidualnych   biografii...   Do

materializmu tradycyjnie związanego z badaniem powtarzalności zjawisk ogólnych powinien się dołączyć

materializm   –   teraz   słabo   jeszcze   zarysowany   –   analizujący   to,   co   jednostkowe   i   niepowtarzalne,

poszukujący logiki, która pozwoliłaby na myślowe ujęcie takich bytów i procesów.

DIALEKTYKA MATERIALISTYCZNA NA PORZĄDKU DNIA?

Bez specjalnego ryzyka można przewidzieć, że w najbliższym czasie problem ten znajdzie się w

centrum rozważań teoretycznych. W istocie,  j u ż   s i ę   t a m   z n a j d u j e . Na to właśnie wskazywali,

na przykład, I. Prigogine i I. Stengers w „La nouvelle alliance”. Zastanawiając się w zakończeniu swej

książki   nad   fenomenami   termodynamiki   procesów   nieodwracalnych,   która   skłania   nas   do   uznania

„wewnętrznej   niestabilności   natury”   i   do   opracowania   „nauki   o   zakłóceniach,   o   wielościeżkowych

procesach ewolucyjnych” w historii, która „nigdy już nie będzie mogła zostać zredukowana do monotonnej

prostoty  jednolitego  czasu”,  piszą:  „Na   poziomie  makroskopowym,  podobnie  jak  na  mikroskopowym,

nauki przyrodnicze uwolniły się od wąskiej koncepcji rzeczywistości obiektywnej, koncepcji, wedle której

negować można nowość i różnorodność w imię nienaruszalnego prawa”

8

. Tak więc kwestią, która „dręczy

obsesyjnie” nauki i filozofię, jest pytanie „o relację między bytem a stawaniem się, między trwaniem a

zmianą”

9

. Ciekawe, że tę „obsesję” spotyka się obecnie wszędzie tam, gdzie rozwija się wiedza. H. Tintant

pisze   bardzo  podobnie:   „Właściwością   ewolucji   jest   to,   iż   jest   ona  h i s t o r i ą ,   nieprzewidywalną,

złożoną z wydarzeń pojedynczych, jedynych, nie powtarzających się nigdy dwa razy w ten sam sposób”

10

.

Czytelnik będący wnikliwym obserwatorem współczesnych prądów naukowych sam wydłużyć może listę

podobnych przykładów.

Ogólny rozwój materializmu skoncentrowanego na relacji między bytem i stawaniem się, przejście

od kategorii abstrakcyjnej ogólności do kategorii historii konkretnej stawiają więc z całą mocą na porządku

7

 W tej kwestii patrz zwłaszcza numer 230 (listopad-grudzień 1982) „La Pensée” na temat: Neopozytywizm – dziedzictwo i

krytycy.

8

 La nouvelle alliance, ss. 271, 273, 275 i 285.

9

 Tamże, s. 265.

10

 „Histoire et archéologie”, cyt. wyd. s. 72.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 4 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

dnia problem formy myśli teoretycznej, która zrodziła się właśnie z postawienia tych problemów w centrum

uwagi:  d i a l e k t y k i ,   a   dokładniej,   biorąc   pod   uwagę   aktualny   stan   wiedzy,   dialektyki

m a t e r i a l i s t y c z n e j ,   powstałej   z  odwrócenia  idealistycznej  dialektyki  Hegla   dokonanego   przez

Marksa i Engelsa w momencie, gdy sami oni zrozumieli – jako pierwsi w sposób radykalny – że nie ma

istoty metafizycznej, która kryłaby się za słowem „historia”. Wynika stąd logicznie, iż powinniśmy się dziś

stać świadkami tego, co Henri Lefebvre nazywa „powrotem do dialektyki”

11

, generalnego rozwoju kategorii

m a t e r i a l i z m u   d i a l e k t y c z n e g o . I w istocie, rozwój materializmu naukowego jest zarazem

często, w konkretnej pracy składającej się na postęp wiedzy współczesnej, rozwojem ujęć dialektycznych.

Wydaje się bardzo znamienne, iż książka taka jak „La logique du vivant” reprezentuje pod tym względem

wielkie bogactwo, posługując się często takimi kategoriami jak sprzeczność, negacja, zmiana jakościowa.

Ale nie mniej znamienny jest fakt, że w indeksie rzeczowym bardzo szczegółowym, nie wymienia się ani

tych kategorii, ani nawet terminu „dialektyka”. Czyżby owa ciekawa, aczkolwiek drobna luka była pewną

oznaką ery podejrzeń, w którą myśl naukowa wydaje się dziś wkraczać, jeśli idzie o dialektykę?

COFNIĘCIE OD DIALEKTYKI KU STRUKTURALIZMOWI

Oto  na   przykład  I.  Prigogine   i   I.  Stengers  w   „La   nouvelle   alliance”  wymieniają   wielokrotnie

„interesujący” fakt, iż „w pewnym sensie nasza sytuacja pozostaje nie bez analogii z tą, z której zrodził się

materializm dialektyczny”

12

. Ale w końcowym rachunku nie ku dialektyce kieruje się ich poszukiwanie

właściwej  logiki:  „Zawarte   w  tej  książce  orientacje  –   stwierdzają  autorzy   –  poślubiają  ze  zmiennym

szczęściem różne prądy  fali kulturalnej  zwanej  strukturalistyczną”,  czy  to  chodzi o  „epistemologiczne

fundamenty Foucault”, czy o „struktury poznawcze Piageta”, czy wreszcie o strukturalizm „statystyczny

bądź molekularny (A. Molès, Cl. Lévi-Strauss, J. Lacan, R. Jacobson)”, który „wykazuje zadziwiające

powinowactwo   z   awangardą   wielkiego   pozytywizmu   lat   1900”

13

.   Sam   J.   P.   Changeux,   zamykając

rozważania  o  „ogólnym  problemie  stabilizacji w  czasie  wydarzeń  bądź  przedmiotów  kulturalnych  lub

biologicznych”,  które  mają  jednakże  historię  funkcjonalną,  wydaje  się  trzymać   analizy  w  kategoriach

struktury, w sensie, w jakim definiuje ją tekst Ritchiego pochodzący z 1936 r.: „Pojęcie struktury pojawia

się wówczas, gdy rozpatrujemy pewien organizm w jednym, abstrakcyjnym momencie czasu. Abstrakcja

jest prawomocna, ponieważ w przebiegu historii organizmu występują zjawiska względnie trwałe, niewiele

się zmieniające, i te właśnie nazywamy strukturą. Z drugiej strony występują zjawiska nietrwałe, które

nazywamy   funkcjami.   Ostatecznie,   rozróżnienie  ma   charakter  ilościowy  i  zależy   od  skali   czasu,   jaką

zastosujemy”

14

.

Z   przyczyn   na   pierwszy  rzut   oka   zagadkowych,   dążenie   coraz   powszechniejsze   –   aczkolwiek

oczywiście zróżnicowane w zależności od zajmowanej postawy naukowej – by ująć myślą zmianę, nie zaś

proste  trwanie,   rozwój,  nie  zaś  zwykłe  funkcjonowanie  wydaje  się  (jeśli  nie  w  konkretnym  działaniu

poznawczym,  to  przynajmniej  w  kulturze  teoretycznej,  w  której  się  odbija  i  z  której  czerpie  pojęcia)

owocować cofnięciem od dialektyki ku strukturalizmowi, a zatem, paradoksalnie, ku koncepcji logicznej,

co do której panuje zgodny na ogół pogląd, iż czyni ona rozwój i zmianę problematycznymi. Z tego punktu

widzenia   nie   można   pominąć   koniunkturalnego   znaczenia   nowej   książki   Lévi-Straussa,   „Le   regard

éloigné”

15

, która na nowo ożywia wpływ dwóch tomów jego „Antropologii strukturalnej”. Filozoficzne

przesłanie wynikające z „Le regard éloigné” polega bowiem na powtórzeniu raz jeszcze, iż właściwa logika

nauk współczesnych znajduje się po stronie podejścia strukturalnego: strukturalizm zmierza „ku jedynej

formie materializmu możliwej do pogodzenia z aktualnymi orientacjami wiedzy naukowej.  N i c   n i e

11

 H. Lefebvre, Logique formelle, logique dialectique, Editions sociales, 1982, s. 2. Autor pisze tam o przygotowywaniu książki

pod tym tytułem.

12

 La nouvelle alliance, s. 215.

13

 Tamże, s. 269, przypis.

14

 L'Homme neuronal, s. 372.

15

 Cl. Lévi-Strauss, Le regard éloigné, Plon, 1983.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 5 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

m o ż e   b y ć   d a l s z e   o d   H e g l a  (...)”

16

. W uporczywym powtarzaniu, iż „w tej koncepcji nie ma

nic heglowskiego”

17

, wyczuwa się oczywiście replikę Lévi-Straussa na zarzuty, iż zastępuje on empiryczne

badanie rzeczywistości spekulatywnymi konstrukcjami; ale zarazem mamy tu najoczywiściej do czynienia z

reafirmacją   tezy,   iż   prawdziwe   myślenie   naukowe   jest 

a n a l i t y c z n e ,   n i e   z a ś

d i a l e k t y c z n e  – i jeśli „dialektyka” wciąż tak rzadko pojawia się pod jego piórem – to jest to jakby

śladowe oznaczenie bardzo strukturalistycznej wizji „opozycji binarnych”

18

.

Widzimy więc, jak w latach osiemdziesiątych rozpoczyna się na nowo, choć na razie bez wielkiego

hałasu,   coś   na   kształt   wielkiej   dyskusji   z   lat   sześćdziesiątych:   „s t r u k t u r a l i z m   c z y

d i a l e k t y k a ? ”, którą szok wydarzeń roku 1968 nagle usunął na plan dalszy, akurat w momencie gdy

na czoło wysunęła się kwestia zasadnicza: czy zdolność kategorii strukturalistycznych do myślowego ujęcia

relacji równoczesnych (s y n c h r o n i i ) nie została osiągnięta kosztem możliwości rzeczywistego ujęcia

stosunków  n a s t ę p s t w a   (diachronii)? Albowiem kategorie te traktują rozwój historyczny albo jako

w e w n ę t r z n e   d o k o n a n i e   s t r u k t u r y   zmierzającej   do   swej   równowagi   –   co   czyni

niezrozumiałym   jej   wciąż   odnawiające   się   otwarcie   na   zewnątrz   –   albo   też   jako  r o z b i c i e

s t r u k t u r y  poddanej ciśnieniom zewnętrznym przekraczającym granice jej wytrzymałości – co z kolei

czyni niezrozumiałą wewnętrzną logikę historycznego przejścia między formami. Oto dlaczego powrót

myśli   naukowej,   zajętej   dziś   przede   wszystkim   problemami   procesów   nieodwracalnych   oraz

jednostkowych, do strukturalizmu – dokonywany jest jakby bez przekonania, i nie może stać się – moim

zdaniem – przekonywający. Istnieją natomiast wszelkie przesłanki dla stwierdzenia, że gdyby dialektykę

materialistyczną uważano za naukowo żywą, to właśnie ku niej zwróciłaby się znaczna część myślicieli.

Ale tak się nie dzieje. Strukturalizm wyróżniał się wczoraj elokwencją, natomiast dialektyce brak dziś

wystarczającej wymowności. W chwili, gdy myśl naukowa staje w obliczu doniosłych pytań,  a   b y ć

m o ż e   z n a j d u j e   s i ę   n a   r o z d r o ż u ,   należy   przede  wszystkim  stwierdzić,   czy  dialektyka

materialistyczna jest nie dość wymowna, bo nie ma nic więcej do powiedzenia, czy też dlatego, że odmawia

się jej udzielenia głosu.

„DŁUGOTRWAŁA ABSTYNENCJA”

Dlaczego   w   dzisiejszej   myśli   francuskiej   dialektyka   obecna   jest   w   stopniu   nieporównywalnie

mniejszym niż materializm? Nie możemy tu oczywiście wdać się w szczegółową analizę historyczną tej

kwestii, wobec której zresztą w pracach o historii idei we Francji wykazano aż dotąd zastanawiający brak

zainteresowania. Opierając się na mych własnych długotrwałych badaniach powiem tylko, że u źródeł tego

stanu rzeczy znajduje się historia pewnego dramatu, a nawet, jeśli sięgnąć do połowy ubiegłego wieku,

pewnej zbrodni

19

. Myśl francuska dochodziła do dialektyki później i bardziej nieśmiało niż niemiecka.

Jednakże, po wkroczeniu w epokę nowych możliwości naukowych i rewolucji politycznych, posuwała się

ku niej zarówno samodzielnie – poczytajmy choćby Guizota czy Micheleta – jak i dzięki rozpoczynającej

się   asymilacji   heglizmu.   Ale   prawica   francuska,   przerażona   w   czerwcowych   dniach   1848   roku

podnoszeniem się fali socjalizmu i  w pełni świadoma  stawki  w grze w  czasach Drugiego  Cesarstwa,

16

 Tamże, s. 165. Podkreślenie L. S.

17

 Tamże, s. 146.

18

 Tamże, ss. 161, 165, 328.

19

  W  latach  pięćdziesiątych podjąłem pogłębione  badania nad historią  dialektyki we Francji.  Doprowadziły  mnie one  do

odkrycia niezwykłych  faktów,  takich  jak niewiarygodna  kampania nienawiści  prowadzona przeciw  dialektyce   przez Ojca

Gratry, który wzywał do objęcia dialektyki „jedną z tych piorunujących ekskomunik, które miażdżą na wieki”. Kampania ta

doprowadziła   do   odwołania   w   1851   r.   Vacherota,   jednego   z   najlepszych   francuskich   heglistów   ubiegłego   stulecia,   ze

stanowiska w École Normale Supérieure, i do długotrwałego umieszczenia wszelkiej myśli dialektycznej na indeksie (por. L.

Sève,  Une introduction  á  la philosophie marxiste,  Editions sociales, 1980, s. 390-391). Chciałem na podstawie tych badań

napisać pracę doktorską, ale nie znalazł się żaden filozof, który chciałby być promotorem takiej pracy... Zamierzam prześledzić

jeszcze  dokładniej  burzliwą  historię  dialektyki we  Francji  w  nowym,  całkowicie  zmienionym wydaniu  mojej książki  La

philosophie francaise contemporaine et sa genèse de 1789 à nos jours (Editions sociales, 1962), które chciałbym przygotować

na 200-lecie Rewolucji Francuskiej.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 6 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

dokonała na dialektyce swego rodzaju mordu politycznego, jeszcze przed zamordowaniem komunardów.

Potem   lewica   republikańska   niechętna   materializmowi,   a   następnie,   po  II  wojnie   światowej,   lewica

socjalistyczna niechętna marksizmowi, na różne sposoby stawiały przeszkody odrodzeniu myśli prawdziwie

dialektycznej. Dopiero w latach trzydziestych, a następnie, na szeroką skalę, tuż po  II  wojnie koncepcje

dialektyczne zaczęły pojawiać się na nowo, z ogromnym jednak opóźnieniem w stosunku do takich krajów,

jak Niemcy, Anglia czy Włochy, a przy tym w klimacie prawdziwego ostracyzmu w stosunku do dialektyki

materialistycznej.   Ostracyzm   ów,   kulminujący   na   początku   lat   pięćdziesiątych,   mógł   być   tym

skuteczniejszy, iż dialektyka marksistowska, odcięta od swych źródeł, zamknięta w klatce stalinowskiego

dogmatyzmu,   skompromitowana   przez   aberracje   „nauki   proletariackiej”   i   łysenkizmu,   wydawała   się

zasługiwać   na   poddanie   gryzącej   krytyce   myszy.   Przejściowe   fascynacje   dialektyką   oczyszczoną   ze

spirytualizmu,   egzystencjalizmu  czy   hyperempiryzmu   trwają   tylko  do   momentu,   w  którym   ogłoszona

zostaje „śmierć Marksa”, a wszelką dialektykę po raz kolejny zdejmuje się z porządku dnia.

Od tego  czasu wyłączanie dialektyki  nie musi już przybierać form  dyskryminacji  teoretycznej:

strukturalizm Lévi-Straussa pojawia się w latach sześćdziesiątych jako łatwy zwycięzca naukowy dialektyki

sartrowskiej,   zaś   neopozytywistyczny   logicyzm   lat   siedemdziesiątych   –   jako   uprawniony   likwidator

dialektyki althusserlowskiej. Charakterystyczna pod tym względem jest, opublikowana w 1970 r., ważna

książka Roberta Blanché, „La logique et son histoire d'Aristote  á  Russell”

20

; w tym obszernym dziele

nazwisko Marksa nie pojawia się w ogóle, Heglowi poświęca się piętnaście wierszy, by powiedzieć, że:

„Historycy logiki, jeśli już nie wolą po prostu jej przemilczeć, osądzają surowo tę dewiację logiki”

21

 – o

której   zatem   czytelnik   nie   musi   się   niczego   dowiadywać.   Dwa   lata   później,   w   książce   całkowicie

poświęconej badaniu, czy dialektykę można sformalizować, „Logique et dialectique”, Ojciec Dubarle i

André  Doz

22

, poświęcając dialektyce marksistowskiej (traktowanej tak samo jak teologia dialektyczna)

zaledwie   trzy   strony,   najbardziej   powierzchowne   i   czysto   polemiczne,   identyfikują   bez   zbędnych

komplikacji dialektykę z logiką heglowską, by następnie w konkluzji zalecić „rozpoczęcie, jeśli chodzi o

słowo »dialektyka«, praktyki długotrwałej abstynencji”

23

.

Minęło już oto ponad dziesięć lat, w czasie których głos ów – można powiedzieć – został szeroko

wysłuchany.   Ale   w   owym   okresie,   w   atmosferze   totalnego   bojkotu,   owocowała   praca   komunistów

francuskich, którzy już na początku lat sześćdziesiątych podjęli dzieło gruntownego przemyślenia dialektyki

materialistycznej   w   powiązaniu   ze   współczesnymi   przemianami   wiedzy   i   opracowania   strategii

dostosowanej do wymogów demokratycznego postępu  ku  socjalizmowi,  również  demokratycznemu,  w

warunkach   dzisiejszej   Francji.   Ci,   którzy   czytają   i   słuchają   –   wiedzą:   przeżywamy   epokę   wielkiego

wzbogacenia  dialektyki   marksistowskiej,  wykraczającego  daleko  poza  dokonania  z  lat  dwudziestych   i

trzydziestych, mimo, iż naznaczone były one wkładem takich myślicieli, jak Lenin, Lukács, Gramsci. Ale

głos tej dialektyki został całkowicie zagłuszony przez hałaśliwy rytuał „grzebania Marksa”. Stąd wysoce

paradoksalna koniunktura kulturalna: praktyka dialektyczna, aczkolwiek bezgłośnie, rozwija się  niemal

wszędzie   w   konkretnej   pracy   naukowej,   natomiast   teoretyczna   świadomość   dialektyki   została   we

francuskiej  społeczności  naukowej  zredukowana   do   minimum.   Zapoznawanie  dialektyki  wiedzie  masę

badaczy – pragnących jednak myśleć teoretycznie o tym, co czynią w sferze teorii – ku strukturalizmowi,

który  wszakże  pod  wieloma   względami  nie  spełnia  ich  oczekiwań;   ono  też  sprawia,   że  wielu  z  nich

odwraca się od problemu obiektywnych logik rzeczywistości ku całkiem innemu problemowi – formalnych

zastosowań rachunku logicznego

24

.

20

 R. Blanché, La logique et son histoire d'Aristote á Russell, A. Colin, 1970.

21

 Tamże, s. 248.

22

 D. Dubarle, A. Doz, Logique et dialectique, Larousse, 1982.

23

 Tamże, s. 237.

24

  W   odróżnieniu   od   większości   dzisiejszych   uczonych   i   filozofów,   wiele   uwagi   poświęcają   dialektyce   marksistowskiej

poważni   przemysłowcy.   Mam   na   przykład   na   myśli   kurs   l'École   de   Morvillars   –   czteromiesięcznej   szkoły   dla   kadr

zarządzających, organizowanej przez Peugeota – właśnie na temat dialektyki. O dialektyce  mówi się  tu jako o „filozofii

stawania się”, która „odrzuca wszelkie pojęcie bytu”, odrzuca także „zasadę jednoznaczności, co prowadzi do uznania jedności

przeciwieństw” i stanowi „syntezę wszelkich przewrotów”. Zdałoby się, że słyszymy grzmiący głos Ojca Gratry.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 7 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

CZY DIALEKTYKA NEGUJE MECHANIKĘ?

Pokażmy   na   kilku   przykładach   szkody   wyrządzone   przez   ten   brak   uznania   dla   dialektyki

materialistycznej. I. Prigogine i I. Stengers w „La nouvelle alliance” kilkakrotnie próbują podjąć problem

materializmu dialektycznego. „Opisaliśmy przyrodę, którą można określić jako historyczną, a więc zdolną

do tworzenia i innowacji – piszą – ale idea historii przyrody dawno już została podniesiona przez Marksa, a

w   sposób   bardziej   szczegółowy   opracowana   przez   Engelsa,   jako   integralna   część   stanowiska

materialistycznego”

25

.

Przywołując   zatem   ujęcia   Engelsa   z   „Dialektyki   przyrody”,   naznaczone   wpływem   trzech

fundamentach odkryć naukowych z jego czasów: transformacji energii, organizacji życia w komórkach,

ewolucji   gatunków,   autorzy   stwierdzają:   „Z   owego   przełomu   naukowego   w   swej   epoce  E n g e l s

w y c i ą g a   w n i o s e k ,   i ż   m e c h a n i k a   j e s t   m a r t w a   i że nic nie stoi na przeszkodzie

poszukiwaniom, w przyrodzie i w społeczeństwach ludzkich, ogólnych praw rozwoju historycznego: praw

dialektycznych”.   Ale,   dorzucają,   „wiemy   dzisiaj,   że   odkrycia   nauk   przyrodniczych   z  XIX   wieku   nie

wystarczyły do zmiany zasad tych nauk”

26

. Tak więc materializm dialektyczny zostaje „skonfrontowany z

tą zasadniczą trudnością: jakie są relacje między ogólnymi prawami dialektyki i równie ogólnymi prawami

ruchu mechanicznego? Czy stosowalność tych drugich kończy się w pewnym punkcie, czy też są one

fałszywe bądź niekompletne? Jak – i tu wracamy do naszego pytania – wyartykułować świat procesów i

trajektorii?”

27

 Dialektyka miałaby w sumie nie być zdolna do sformułowania prawidłowej odpowiedzi na to

pytanie.  Oczywiście, stwierdzają  nasi autorzy, tak jak dla  marksistów  „prawa mechaniki były dla nas

przeszkodą, ale  n i e   o g ł o s i l i ś m y   i c h   z a   f a ł s z y w e   w   i m i ę   i n n e g o   t y p u   p r a w

o g ó l n y c h .   Wręcz   przeciwnie,   właśnie,   gdy   odkryliśmy   granice   stosowania   praw   mechaniki,

stwierdziliśmy,  że   nadal  należy   im   przyznawać   charakter   fundamentalny;   służą   one   jako   odniesienie

techniczne  i   koncepcyjne  dla   opisu  i   zdefiniowania  dziedziny,   w   której   nie   są   już  wystarczające  dla

określania ruchu”

28

.

Jakimże   jednak   sposobem   I.   Prigogine   i  I.  Stengers   uznali,   że   dla   Engelsa   i   generalnie   dla

marksistów prawa mechaniki są  f a ł s z y w e   i że dialektyka miałaby je  z a s t ą p i ć   własnymi? W

„Dialektyce przyrody” nie znajdujemy najmniejszego śladu takiego skrajnego stanowiska. Widać, że Engels

stara się przede wszystkim wykazać, iż również przyroda jest czymś, „co się rozwija historycznie, co ma

swą historię w czasie”, podczas gdy dawniej „brano pod uwagę jedynie rozciągłość w przestrzeni”

29

  – i

niewątpliwie   jego   pionierski   wysiłek,   by   zyskać   uznanie   dla   rewolucyjnej   wówczas   idei   przyrody

h i s t o r y c z n e j ,   wiązał   się   z   pewną   jednostronnością   ujęcia,   trudną   do   uniknięcia   w   takich

okolicznościach. Ale nigdy, nawet w najogólniejszych zarysach, nie głosił on, iż triumf dialektyki oznacza

śmierć mechaniki. Przeciwnie, w tekście bezpośrednio dotyczącym „mechanicznego” pojmowania przyrody

pisze: „Każdy ruch zawiera w sobie ruch mechaniczny, zmianę miejsca większych lub mniejszych części

materii;   poznanie   tych   ruchów   mechanicznych   jest  p i e r w s z y m   zadaniem   nauki,   ale   tylko

p i e r w s z y m  jej zadaniem. Bo ten ruch mechaniczny nie wyczerpuje ruchu w ogóle”

30

.

Engels w sposób niedwuznaczny sprzeciwia się więc jedynie „bezwzględnemu redukowaniu” do

mechaniki,   która   „niesłusznie zwęża”

31

  zakres nauki.  W  „Ludwiku  Feuerbachu”  dokładnie  w ten  sam

25

 La nouvelle alliance, s. 215.

26

 Tamże. Podkreślenie L. S.

27

 Tamże, s. 216.

28

 Tamże, s. 284. Podkreślenie L. S.

29

 F. Engels, Dialektyka przyrody, wyd. francuskie Editions sociales, 1952, s. 194. Zauważmy, iż wydanie, którym aktualnie

dysponujemy, aczkolwiek nosi świeższą datę, jest tylko zwykłym przedrukiem wydania z roku 1952, opartego z kolei na

wydaniu radzieckim z 1948 r., którego koncepcja jest wręcz przeciwstawna temu, czym powinna być edycja historyczno-

krytyczna. Tylko taka zaś edycja pozwoliłaby obiektywnie badać pracę Engelsa nad materialistyczną filozofią przyrody. (W

wydaniu polskim: Dialektyka przyrody, PWN 1979; cytowane sformułowania Engelsa znajdują się na s. 226 – przyp. tłum.).

30

 Dialektyka przyrody, cyt. wyd. polskie, ss. 298-299.

31

 Tamże, s. 298.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 8 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

sposób   kwestionuje   „to   wyłączne   stosowanie   miernika   mechaniki   do   procesów   natury   chemicznej   i

organicznej, w których prawa mechaniki wprawdzie zachowują swą moc, lecz odsunięte są na plan dalszy

przez inne, wyższe prawa”

32

. Również cała metoda Marksa, zastosowana w „Kapitale”, rozpoczynająca

analizę   od   badania   mechanizmów   i   praw   funkcjonowania   kapitalistycznego   sposobu  produkcji,   by

następnie   zmierzać   ku   procesom   i   prawom   rozwoju   historycznego,   stanowi   świadectwo   podobnego

podejścia.

Ocena Prigogina i Stengers, nietrafna już w odniesieniu do Engelsa i Marksa, jest tym bardziej

błędna, jeśli chodzi o współczesną orientację marksistów francuskich. By ograniczyć się do jednego tylko

przykładu – cała praca badawczo-teoretyczna takiego fizyka jak Pierre Jaeglé, który najpierw działał sam, a

później   wespół   z   biologiem   Pierrem   Roubaudem,   opierała   się   na   uznaniu   fundamentalnej   wagi

p r o c e s ó w

 

o d w r a c a l n y c h ,

 

p r a w

 

z a c h o w a n i a ,

 

c z y n n i k ó w

n i e z m i e n n y c h   dla   opracowania   takiego   ujęcia   dialektycznego,   w   którym   dałaby   się   zarazem

pomyśleć odwracalność funkcjonalna i nieodwracalność historyczna

33

. Tak więc, to niewątpliwa omyłka co

do samego sensu pojmowania dialektyki przez marksistów prowadzi autorów „La nouvelle alliance” do

przeciwstawiania   ich   własnych   konkluzji   tezom   materializmu   dialektycznego,   do   sytuowania   owych

konkluzji w ramach strukturalizmu, gdzie trudno dostrzec, by dążenie do ujęcia relacji między bytem a

stawaniem się znajdowało solidne oparcie.

CZY DIALEKTYKA NEGUJE PRZEMIANĘ STOPNIOWĄ?

Kolejnego przykładu szkód, powodowanych przez zapoznawanie, czym jest naprawdę dialektyka

marksistowska,   dostarczają   nam   „Refleksje   epistemologiczne   o   teoriach   ewolucji”   („Réflexions

épistémologiques sur les théories de l'évolution”), które rozwinął ostatnio Henri Tintant, koncentrując je na

opozycji między „gradualizmem” i „punktualizmem”. Z istotnych względów przychylność autora kieruje

się nie ku punktualizmowi, który ujmuje rodzaj ludzki w kategoriach „struktury trwałej, sztywnej, z której

jedyne wyjście prowadzi przez katastrofę w sensie Thoma”, ale ku gradualizmowi, który traktuje gatunek

ludzki jako „system relacji” ujmowanych w optyce populacjonistycznej, co pozwala zdać sobie sprawę z

elastyczności owego systemu i jego zdolności do rozwoju, „nie do pojęcia dla kogoś, kto rozumuje w

kategoriach   struktury”.  Sytuując   te   dwa   „paradygmaty”   we  współczesnej   kulturze   teoretycznej,   autor

zalicza   pierwszy   do   „klasycznych   systemów   poznawczych,   typu   newtonowskiego,   gdzie   świat   jest

pojmowany   jako   układ   struktur   zamkniętych,   zhierarchizowanych,   ściśle   zdefiniowanych   i   trwałych.

[Paradygmat ten] odpowiada szczególnie myśleniu typu strukturalistycznego, ale także filozofii heglowskiej

czy marksistowskiej, wedle której  z m i a n a   j a k o ś c i o w a   m o ż e   s i ę   d o k o n a ć   t y l k o

p r z e z   g w a ł t o w n y   s k o k , przez prawdziwą rewolucję”, podczas gdy drugi z paradygmatów wiąże

się z „wizją historyczną świata otwartego, w ciągłym procesie stawania się, gdzie złożoność rzeczywistości

może być pojęta tylko poprzez system relacji czasowo-przestrzennych w historii, w której wciąż zdarza się

coś nowego”

34

. Nauka o antropogenezie nie miałaby więc nic do uzyskania od dialektyki marksistowskiej.

Zaklasyfikowanie  dialektyki po tej samej stronie  co strukturalizm,  w rubryce wizji  nieciągłego

rozwoju przyrody i jej historii, musi się wydać marksistom w ogóle, a dzisiejszym marksistom francuskim

w   szczególności,   czymś   zadziwiającym.   Zapewne   w   latach   pięćdziesiątych   stalinowski   dogmat

gwałtownego skoku jakościowego, mający wspierać stanowisko rewolucyjne w opozycji do reformizmu, a

32

 F. Engels, Ludwik Feuerbach i zmierzch klasycznej filozofii niemieckiej, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 21, Warszawa

1969, s. 312. (Podkr. – L. Seve)

33

 Patrz zwłaszcza P. Jaeglé, Essai sur l'espace et le temps, Editions sociales, 1976; P. Jaeglé, P. Roubaud, Réflexions sur les

rèlations entre les sciences de la nature et le matérialisme dialectique, „Cahiers du communisme”, nr 7-8, lipiec-sierpień 1977;

P.  Jaeglé, P.  Roubaud,  Le  dévelopement  de  l'idée  du   socialisme   depuis   le  Manifeste  du  parti   communiste,  „Cahiers  du

communisme”,   nr   8-9,   sierpień-wrzesień   1981.   Patrz   także   prace   J.   Bonitzera   o   filozofii   przypadku   (publikowane   pod

pseudonimem Ph. Gazelle), których doniosłość ukaże się w pełnym świetle wraz z publikacją w 1984 r. w Editions sociales

jego książki poświęconej temu problemowi.

34

 „Histoire et archéologie”, s. 75. Podkreślenie L. S.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 9 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

charakteryzujący się – jeśli spojrzeć na to szerzej – urzeczowieniem wizji stosunków społecznych, mógłby

w pewnej mierze poddać się takiej interpretacji. Jednakże całe dzieło marksowskie skłania swym duchem

do   zrozumienia,   iż,   wedle   znanego   sformułowania   z   „Kapitału”,   „społeczeństwo   dzisiejsze   nie   jest

zakrzepłym kryształem, lecz organizmem zdolnym do przeobrażania się i wciąż znajdującym się w procesie

przeobrażania”

35

 i że istota rzeczy polega na ich ruchu, którego „każdą formę dokonaną” dialektyka ujmuje

„również od jej strony przemijającej”

36

. Sam Stalin w 1950 r. podkreślał w swych uwagach o marksizmie i

językoznawstwie (nie wyjaśniając co prawda faktu, iż zasadniczo zmienia to, co sam napisał w kwestii

skoku   jakościowego   przed   wojną),   iż   „prawo   przechodzenia   od   dawnej   jakości   do   nowej   w   drodze

wybuchu” nie jest bynajmniej uniwersalne i że w wielu dziedzinach przemiany dokonują się „w drodze

stopniowego   gromadzenia   elementów   nowej   jakości,   a   zatem   w   drodze   stopniowego   obumierania

elementów dawnej jakości”

37

.

Wizja dialektyki jako teorii punktualistycznej i katastrofistycznej, dyskusyjna już w odniesieniu do

marksizmu   dnia   wczorajszego,   sytuuje   się   dosłownie   na   antypodach   marksizmu  dzisiejszego.   Jest   to

ewidentne choćby w naukach historycznych – cała praca takich badaczy jak Jean Burles, Roger Martelli,

Serge Wolikow, Raymond Huard i innych w sposób zasadniczy zakwestionowała starą urzeczowiającą

wizję   polityki  na   rzecz  generalnych   analiz  strategii  i   stosunków  sił,   poprzez  które   to   analizy  nauka

organizuje sobie pole przestrzenno-czasowe

38

. Jest to równie widoczne w sferze filozofii, gdzie od lat z górą

piętnastu   wysiłki   koncentrują   się   między   innymi   na   opracowaniu   dialektyki   przemian  stopniowych   i

przekształceń   jakościowych   o   charakterze   częściowym,   w   której   jednak   nie   stępia   się   ostrości

antagonizmów ani też radykalizmu przemian

39

. Jest to uderzające w sferze politycznej, gdzie postęp w

strategii   Francuskiej   Partii  Komunistycznej   polegał   właśnie   na   odrzuceniu   tradycyjnego   francuskiego

utożsamiania rewolucji z wielkim przewrotem na rzecz myślowego jej ujmowania jako  c i ą g ł e g o ,

pokojowego i demokratycznego procesu walki klasowej realizującego krok po kroku potrzebne zmiany

jakościowe

40

. Tak więc dialektyka marksistowska jest bez wątpienia znacznie bliższa temu, co H. Tintant z

przychylnością przedstawia pod nazwą gradualizmu, aniżeli punktualizmowi, do którego autorytatywnie ją

zalicza. Zarazem dialektyka może wnieść do owego gradualizmu nową wizję czynnika nieciągłości, której

to wizji nie dałoby się bez szkody wyeliminować z interpretacji punktualistycznej.

SPRZECZNOŚĆ DIALEKTYCZNA: O CZYM MOWA?

Przykłady   przytoczone   w   pierwszej   części   artykułu,   które   można   by,   niestety,   mnożyć   w

nieskończoność, przekonują tym bardziej, iż szczerość cytowanych autorów nie jest bynajmniej poddawana

w wątpliwość. Chodzi natomiast, z jednej strony, o historycznie zorganizowane zapoznawanie dialektyki –

fakt, że Marks nigdy dotychczas nie figurował wśród autorów, na których opierano prace habilitacyjne, jest

więcej niż symboliczny – z drugiej zaś, o powszechnie stosowaną wobec współczesnych marksistowskich

opracowań dialektyki materialistycznej procedurę usuwania ich w cień poprzez rytualną redukcję do starego

marksistowsko-leninowskiego abecadła. O ile jednak widać dobrze, na co mogą liczyć marksiści publicznie

odkrywając   prawdę  w  odpowiedzi  na  każdą  wątpliwą   interpretację  ich  myśli   dialektycznej,  o   tyle  w

ostatecznym   rachunku   kwestią   istotną   dla   społeczności   naukowej   pozostaje   to,   co   ona   sama   ma   do

35

 K. Marks, Kapitał, t. 1, Warszawa 1951, s. 7.

36

 Tamże, s. 16.

37

  J.   Stalin,  W   sprawie   marksizmu   w   językoznawstwie,  wyd.   polskie   w   zbiorze:   J.   Stalin,  Marksizm   a   zagadnienia

językoznawstwa, Warszawa 1953, s. 25.

38

 Patrz np. J. Burles, R. Martelli, S. Wolikow, Les communistes et leur stratégie, Editions sociales, 1981, zwłaszcza ss. 30-37;

R. Huard, Le mouvement républicain en Bas-Languedoc (1848-1881), Presses de la fondation nationale des sciences politiques,

1982, zwłaszcza ss. 431-443; ogólnie zaś – „Cahiers d'Histoire”, wydawane przez Institut de recherches marxistes.

39

 Patrz L. Seve, Une introduction á la philosophie marxiste, rozdz. 6; M. Lavallard, La philosophie marxiste, Editions sociales,

1982, rozdz. 4; J. P. Jouary, A. Spire, Invitation à la philosophie marxiste, Editions sociales, 1983, część II; hasło „Dialectique”

André Tosela w Dictionnaire critique du marxisme, pod redakcją Georgesa Labicy, PUF, 1982.

40

 Construire le socialisme aux couleurs de la France. (Dokumenty XXIV Zjazdu FPK), Editions sociales, 1982.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 10 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

zyskania. Wasza dialektyka nie jest taka, o jakiej mówimy – mógłby nam odpowiedzieć jakiś uczony.

Jednakże taka, jaka jest dla was – w czym i do czego może służyć nam? Twierdzicie, że jeśli źle ją

rozumiemy, to nie dlatego, iżby nie miała nic do powiedzenia, lecz dlatego, że odmawia się jej głosu.

Jesteśmy gotowi jej wysłuchać tak samo jak strukturalizmu, ponieważ szukamy adekwatnej logiki bytu i

stawania się. Musi się ona jednak wypowiadać w sposób odpowiadający wymogom recepcji naukowej, co

na początek wymaga stosownego rygoru formalnego.

Ten  typ  odpowiedzi   nie  jest  bynajmniej  zmyślony.  Spotykamy   się  z  nim   w   wypowiedziach   i

pismach uczonych – niekiedy także komunistów. Na przykład tak się właśnie wyraził na łamach „La

Pensée” psycholog Jean-Francois Le Ny w zakończeniu artykułu poświęconego psychologii poznawczej.

Stwierdzając, iż „hipotezy filozoficzne” nigdy  nie mogą (a tym bardziej nie będą mogły od tej chwili)

utrzymywać się przez długi okres inaczej niż „na bazie zgodności z rozwojem wiedzy naukowej danej

epoki”

41

, egzaminuje w tym duchu „ogólną hipotezę materializmu”, co pozwala mu stwierdzić, że „ma się

ona   dobrze,   a   nawet   coraz  lepiej”

42

.   Potem   bierze  pod   lupę  tę  inną   hipotezę   ogólną,   którą   zwie   się

dialektyką.   Tutaj   jednak   uczucia   jego   są   „mniej   euforyczne”.   Zapewne,   postęp   nauk   wzbogaca   treść

kategorii „czasu historycznego”; jednakże „nie jest pewne, czy opis, który stosuje się wobec temporalnego

biegu rzeczy jest adekwatny, gdy określa się go po prostu jako dialektykę”

43

. Największe wątpliwości

nachodzą jednak J. F. Le Ny, gdy rozważa centralną kategorię dialektyki – kategorię sprzeczności.

„To   tu   mnie   właśnie   boli   –   pisze.   Nie   widzę   bowiem,   by   to   pojęcie   zostało   gdziekolwiek

wystarczająco wyjaśnione, w sposób uwzględniający istotne współczesne osiągnięcia logiki i studiów nad

językami formalnymi. Wystarczyłoby (ale trzeba by to zrobić) powiedzieć dokładnie, o czym mowa, gdy

używa się słowa »sprzeczność«. W sensie czystym i dokładnym, jest to jednoczesna akceptacja »p i nie-p«,

ze wszystkimi szkodliwymi konsekwencjami, jakie może to za sobą pociągnąć, takimi na przykład, jak,

wedle formuły Quine'a, »unicestwienie wszelkiej wiedzy«, albo też utrata głosów w wyborach”. W istocie,

dialektyka   mogłaby   przyswajać   przy   owym   zgubnym   sensie   słowa   „sprzeczność”   inne   sensy   zgoła

odmienne, np. ten, który zawiera się w zdaniu: „w momencie t pewne części (bądź pewne »aspekty«) c są

F, podczas gdy inne są nie-F bądź też są »anty-F«”. Ale J. F. Le Ny wyraża pogląd, iż stosując ją w taki

sposób nie osiąga się „żadnej korzyści, natomiast z pewnością pojawia się wiele niedogodności”, i że

konstrukcja koncepcyjna zbudowana przy pomocy takich niejednoznaczności nie sprostałaby „rygorom,

którym   nauka   zobowiązana   jest   ją   poddać”.   Wreszcie,   jakże   dialektyka   mogłaby   wytrzymać   próbę

zgodności z wiedzą naukową, skoro „samo pojęcie zgodności wynika z pojęcia nie-sprzeczności i wymaga

jego akceptacji”?

44

TEORIA SPRZECZNOŚCI NIE MOŻE ZAWIERAĆ SPRZECZNOŚCI

Czyż to nie powód, dla którego wasza dialektyka jest niema? Jeszcze zobaczymy. Warto się sprawie

przyjrzeć bliżej, tym bardziej, iż odpowiedź na obiekcję – niegdyś banalną, a dziś ożywioną na nowo przez

J.  F.  Le  Ny,   doprowadzi  nas  właśnie  do sedna  naszego  problemu:  strukturalizm  czy  dialektyka?  Ale

zastanówmy się najpierw nad przesłankami metodologicznymi stosowanymi przez Le Ny. Czy warunkiem

przyjęcia dialektycznej kategorii sprzeczności może być jej zdolność do poddania się definiowaniu wedle

reguł logiki klasycznej, której dialektyka nieustannie zaprzecza? Odpowiedź marksizmu nie pozostawia

najmniejszej   wątpliwości:   tak,   wymóg   niesprzeczności   logicznej   w   definicji   kategorii   sprzeczności

dialektycznej  –   a   także   każdej  innej   kategorii  dialektycznej  –   jest   wymogiem   formalnym  całkowicie

uzasadnionym. Jak słusznie stwierdza Henri Lefebvre w „Logique formelle, logique dialectique” – „myśl

dialektyczna również definiuje się przez pewną formę, przez reguły i prawa. Zaprzecza logice, ale jej nie

41

 J. F. Le Ny, De: comment les hommes percoivent le monde, comment ils se le représentent et comment ils en parlent, „La

Pensée”, nr 231, styczeń-luty 1983, s. 85.

42

 Tamże.

43

 Tamże, s. 87.

44

 Tamże.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 11 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

obala: nie popada w absurd. (...) Stąd aksjomat: teoria sprzeczności nie może zawierać sprzeczności”

45

.

Dialektyka nie głosi śmierci logiki, tak jak nie głosi śmierci mechaniki: po prostu odnosi się do niej tak, jak

mechanika   relatywistyczna   do   newtonowskiej.   W   dawno   sformułowanej   definicji   sprzeczności

dialektycznej  jako   jedności   i   tożsamości   przeciwieństw  każdy  termin  poddaje   się   definicji  doskonale

rygorystycznej i jednoznacznej.

Dlatego właśnie obiekcja Le Ny w ostatnim swym punkcie jest czysto pozorna: sugerowanie, iż

dialektyki nie da się pogodzić „z osiągnięciami wiedzy naukowej”, ponieważ pojęcie zgodności zakłada

akceptację nie-sprzeczności, wynika z pomieszania dwóch całkiem odrębnych poziomów: formy logicznej i

treści dialektycznej. Treść dialektyczna poddaje się bez reszty uniwersalnym wymaganiom formy logicznej

– aczkolwiek uzyskuje ograniczenia tej formy. Gdy na przykład F. Jacob pisze w „La logique du vivant”, iż

w   idei   transformacji   biologicznej  ujawnia   się   „dialektyka   podobieństw   i   różnic”

46

,   „dialektyka,   która

pozwala na interpretację sprzeczności i objaśnienie narodzin jakości z ilości” – stwierdza, że poznanie życia

wykracza poza granice logiki klasycznej, ale zarazem wykazuje, iż dialektyka sprzeczności jest zgodna w

sensie  logiki  klasycznej  z  najbardziej  fundamentalnymi  wskazaniami  nauk  biologicznych.  Sprzeczność

dialektyczna nie jest sprzeczna ze sprzecznościową istotą rzeczy.

Sądzę,   iż   J.   F.   Le   Ny   mógłby   to   stwierdzić,   nie   wychodząc   poza   swą   ulubioną   dziedzinę:

psychologię poznawczą, a nawet poprzestając na numerze „La Pensée” zawierającym zbiór artykułów jej

poświęconych, w tym jego własny

47

. Na przykład, w studium „Nabywanie i wykorzystywanie wiedzy”,

poprzedzającym tekst Le Ny, psycholog z NRD, Friedhart Klix, wskazując, iż zapominanie (eliminowanie

informacji), potencjalnie śmiertelne dla jednostki, gdy dotyczy pewnych informacji natury genetycznej, ma

z kolei najwyższą użyteczność dla życia, gdy eliminuje informację nabytą w relacji z uwarunkowaniami

zewnętrznymi, które już nie istnieją, dochodzi do następującego stwierdzenia: „Uczenie się i zapominanie

są zatem dwoma przejawami jednej i tej samej zasady poznawczej właściwej systemowi nerwowemu”

48

.

Świetny przykład jedności i tożsamości przeciwieństw, które ze swej strony J. P. Changeux odkrywa na

poziomie neuronalnym, gdzie „uczyć się – to eliminować”

49

. Rozpoznajemy tu, w najczulszej sferze wiedzy

naukowej, dialektyczną formułę Spinozy, przejętą przez Hegla i przez Marksa: wszelkie określenie jest

negacją. Także w koncepcji F. Klixa odnajdujemy tezę, iż tym, co „umożliwia pamięci pełnienie funkcji

wiernego odbicia” jest „dialektyka nabywania, zachowywania i zapominania”

50

. Mamy oto oparte na samej

psychologii poznawczej potwierdzenie naukowej adekwatności dialektyki, o której dwadzieścia stron dalej

J. F. Le Ny pisze, iż nie jest zdolna sprostać „rygorom, którym nauka zobowiązana jest ją poddać”.

DIALEKTYKA I PSYCHOLOGIA POZNAWCZA

Ciekawa sytuacja, nieprawdaż? Z pewnością zasługuje, by zanalizować ją bliżej. Czy nie można

odpowiedzieć,  iż  stosowanie kategorii  jedności  i  tożsamości przeciwieństw  na  tej  tylko  podstawie,  że

uczenie się  idzie w  parze z  zapominaniem, jest gmatwaniem tropów?  Czy uznać, że  idą  w parze,  to

stwierdzić,   że   tworzą   jedność?   Czy   przez   brak   rygoru   formalnego   nie   dochodzi   tu   do   typowego

pomieszania   całkowicie   poprawnego   sformułowania,   iż   „pewne   aspekty   c   są   F,   a   inne   nie-F”   ze

stwierdzeniem, iż jednocześnie występuje p i nie-p? Logika nie wyklucza oczywiście istnienia sprzeczności

i przeciwieństw, natomiast wyklucza ich współistnienie. Tym właśnie terminem posługiwał się Arystoteles

dla   odrzucenia   sprzeczności:   „(...)   dwie   własności   nie   mogą   równocześnie   współistnieć   w   jednym

przedmiocie”

51

. „To samo nie może zarazem przysługiwać i nie przysługiwać temu samemu i pod tym

45

 H. Lefebvre, Logique formelle, logique dialectique, Editions sociales 1982, s. 4.

46

 F. Jacob, La logique du vivant, Gallimard 1970, s. 150.

47

 Tamże, s. 170.

48

 „La Pensée” nr 231/1983, s. 64.

49

 J. P. Changeux, L'Homme neuronal, Fayard 1983, s. 326.

50

 „La Pensée” nr 231/1983, s. 64.

51

 Arystoteles, Metafizyka, wyd. polskie, PWN, Warszawa 1984, ss. 121-122.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 12 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

samym względem”

52

. Tak więc można by zapytać, gdzie właściwie Klix i Changeux mówią, iż uczenie się

to w tym samym czasie i w tej samej relacji zapominanie i eliminowanie? Klix rzeczywiście mówi, że

uczenie  się  i  zapominanie  są  „dwoma  przejawami   jednej  i   tej  samej  zasady”,  jednakże  uczenie  się  i

zapominanie nie dotyczą bynajmniej tej samej wiedzy. Changeux rzeczywiście pisze, że uczyć się – to

eliminować, ale czyni to wskazując, iż selektywna stabilizacja polega na tym,  by  spośród założonych

„połączeń synapsystycznych”  „stabilizować”  jedne i „eliminować inne”

53

.  W obydwu przypadkach nie

chodzi więc ani o tą samą wiedzę, ani o te same synapsy.

W takiej odpowiedzi byłoby coś bardzo prawdziwego. Dialektyka jest logiką stosunków w ruchu, w

przestrzeni i w czasie. Zawsze można – a nawet, w danym momencie analizy, należy abstrahować od

jedności stosunków i ruchu rzeczywistości, rozłożyć stosunek na oddzielne elementy, zaś ruch na stany

nieruchome: widać wówczas, jak w dialektyce pojawiają się w ten sposób wyodrębnione znajome figury

logiki. „Dialektyka zaprzecza logice, ale jej nie obala”. Rozumując w ten sposób, uczony nie stwierdza, iż

„jest jednocześnie p i nie-p”, uznaje tylko, że pewne aspekty c są F, natomiast inne nie-F. Dobra logika nie

zostaje pogwałcona, nie dochodzi do unicestwienia wiedzy, a zatem nie trzeba się obawiać utraty głosów w

wyborach. Pozostaje drobny kłopot – po to, by dojść do tego rezultatu, trzeba było abstrahować od stosunku

w   ruchu   rzeczywistości.   Ten   zaś   zabieg   ma   przykrą   właściwość   wchodzenia   w   sprzeczność   ze

współczesnymi wymaganiami wiedzy naukowej we wszystkich dziedzinach – by już nie wspomnieć o

walce politycznej.

Można sobie zatem stwierdzić w abstrakcji, iż proces selekcji neuronalnej stabilizuje jedne synapsy i

eliminuje inne, lecz prawda konkretna, co silnie podkreśla J. P. Changeux, polega na tym, iż ów proces nie

zachodzi po prostu na poziomie oddzielnych  synaps,  lecz  „na poziomie zespołów  neuronów” tworząc

„kombinowaną całość czynności nerwowych”

54

. Oddzielne traktowanie różnych „aspektów” (tych, które są

F i tych, które są nie-F) jest tylko oglądem w duchu formalno-logicznym. To jeden nierozkładalny proces

utwierdza te oto synapsy i eliminuje inne. Skoro zaś zaakceptowało się już jedność w ruchu rzeczywistości,

trzeba mu przypisać zarazem p i nie-p w tym samym całokształcie stosunków: globalnie, czyli konkretnie,

uczenie się i eliminowanie są jednym i tym samym.

NIEUNIKNIONA JEDNOŚĆ I TOŻSAMOŚĆ PRZECIWIEŃSTW

Narzuca się tu myśl, iż rzeczywiście istnieje „hipoteza filozoficzna” coraz bardziej niezgodna z

rozwojem wiedzy naukowej: hipoteza, która zmierza do zamknięcia żywych przejawów treści w kanonach

logiki formalnej, zachowującej ważność tylko na poziomie jednoznacznej definicji terminów, które stosuje.

Jeśli myśl ma zbudować obiektywną logikę rzeczywistych stosunków i ruchów, musi ponownie zjednoczyć

to, co zostało w pewnym momencie rozdzielone. Wówczas nie tylko sprzeczność dialektyczna nabiera

sensu, ale i jej odrzucenie prowadzi do nonsensu. W żaden sposób nie można się wyrzec uznania jedności i

tożsamości przeciwieństw – nawet w logice formalnej, jeśli dobrze jej się przyjrzeć. Już Hegel zwracał

uwagę – i jeśli w naszych traktatach logicznych nie ma po tym śladu, to świadczy to jedynie, jak bardzo ich

logika, proweniencji arystotelesowskiej, jest zapóźniona w stosunku do rzeczywistego rozwoju nauk – że

nie można sformułować nawet zasady tożsamości (A = A) nie wprowadzając formalnego rozróżnienia

między A – podmiotem i A – dopełnieniem, a więc nie uznając w tożsamości – sprzeczności konstytuującej

ją poprzez różnicę. W tym sensie, dialektyka nie jest tylko czymś poza logiką klasyczną, lecz przenika ją od

wewnątrz – o ile potraktujemy logikę nie jako sumę oddzielnych i nieruchomych stwierdzeń, lecz jako ich

żywy system. Tożsamość jest zatem sama w sobie różnicą, logika jest sama w sobie dialektyką, tak jak

uczenie się jest samo w sobie zapomnieniem, życie samo w sobie śmiercią, zaś sprzeczności są same w

sobie tożsamościami.

Zaczynamy widzieć, co zyskuje myśl naukowa, gdy otwiera się na ujęcia dialektyczne: oto nie jest

52

 Tamże, s. 79.

53

 L'Homme neuronal, cyt. wyd., s. 72.

54

 Tamże, s. 329.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 13 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

już   rozrywana   przez   sprzeczności,   które   nieustannie   odradzają   się   w   łonie   wiedzy   najbardziej

sformalizowanej  logicznie –  sprzeczności  między tożsamością  a  różnicą,  tym,   co ilościowe  i tym,  co

jakościowe,   ciągłością   i   nieciągłością,   wewnętrznością   i   zewnętrznością,   odwracalnością   i

nieodwracalnością, ogólnością i szczegółowością, koniecznością i przypadkowością etc. – od momentu,

gdy potrafi już w nich widzieć nie coś niepojmowalnego, co skazywało ją na błądzenie w świecie prawd

nieuleczalnie cząstkowych i niespójnych, ale ma dostęp do racjonalności bardziej przenikliwej, która je

łączy w organiczną całość. Przytoczmy przykład wywodzący się z samego tekstu J. F. Le Ny. Nakreśliwszy

obraz aktualnego stanu psychologii poznawczej, pisze on: „(Fakty), powiedzmy to otwarcie, kierują się

przeciw  pewnej  francuskiej tradycji  idealistycznej,  odmawiającej  potwierdzenia  animalności  człowieka,

tego, iż myśli on, odczuwa, a nawet uprawia politykę przy pomocy swego mózgu: w tej kwestii rozwinęły

się   u   nas   liczne   warianty   tego,   co   nazwałbym   bez   ogródek   »marksizmem   idealistycznym«,   który

skoncentrował się na charakterze społecznym człowieka, by negować jego charakter biologiczny. Trzeba

jeszcze oczywiście dużo pracy, by dokonać całkowitego połączenia nauk neurologicznych z psychologią

poznawczą, ale widać już wyraźny zarys pierwszych łuków mostu; moim zdaniem zgoła iluzoryczne byłoby

też wyobrażenie sobie, że można uniknąć uznania, iż nawet najszlachetniejsze czynności ludzkie oparte są

na  funkcjonowaniu  od  10   do  20  miliardów   neuronów  pozostawionych  nam  przez  kilka  milionów  lat

dzielących nas od australopiteka”

55

.

DIALEKTYKA TEGO, CO BIOLOGICZNE I TEGO, CO SPOŁECZNE W CZŁOWIEKU

Przedstawienie relacji między charakterem biologicznym i charakterem społecznym człowieka, na

którym opiera się ta krytyka anonimowego „marksizmu idealistycznego”, podyktowane jest „zdrowym

rozsądkiem” logicznym. Powiedzieć, że czynności ludzkie są biologiczne, to powiedzieć, że oparte są na

„funkcjonowaniu   od   10   do   20   miliardów   neuronów”   (J.   P.   Changeux   mówi   o   „co   najmniej   30

miliardach”)

56

;   powiedzieć,   że   są   one   społeczne,   to   powiedzieć,   że   uzależnione   są   od   warunków

historycznych, w jakich rozwijały się w każdej jednostce. Mając przed sobą te dwa stwierdzenia, zdrowy

rozsądek  logiczny  nie  widzi,   iż  można  je  wysunąć   równocześnie,   jedno  i  drugie  w  całości;   widzi  tu

natomiast sprzeczności. Jeśli zatem  ktoś  – na przykład ja  – twierdzi, że rozwinięte czynności ludzkie

poddają się w całości pojmowaniu w kategoriach społeczno-historycznych, trzeba koniecznie założyć, że

taki ktoś „neguje ich charakter biologiczny” i popada w idealizm czy w najlepszym razie w „marksizm

idealistyczny”. Oczywiście, zdrowy rozsądek logiczny nie zaprzeczy, że w człowieku jednocześnie znajduje

się to, co biologiczne, i to, co społeczne. Istnieją w nim obydwa te elementy, ale oddzielnie: pewne aspekty

c są F, inne są nie-F. To właśnie nieustannie powtarza nam dominująca w tej dziedzinie ideologia, na

przykład  na   temat   inteligencji  ludzkiej.   Częściowo   poziom  inteligencji  jednostki   ludzkiej   miałby  być

zdeterminowany  genetycznie,   a   częściowo   –   ukształtowany   społecznie.   Stwierdzając   nierówności   w

rozwoju  intelektualnym  i   szukając  ich  przyczyn,   należałoby  zacząć   od  poszukiwania   tej  części,  którą

stanowią nierówności biologiczne. „Nauka” – już ponad dziesięć lat mass media kładą nam to łopatą do

głowy – dokładnie skulkulowała tę część: „inteligencja w 80 proc. jest zdeterminowana przez dziedzictwo

genetyczne i w 20 proc. przez środowisko”

57

. I już wiadomo, dlaczego córeczka jest idiotką.

Otóż to zdanie „powtarzane tyle razy, że zyskało status prawdy niepodważalnej – pisze Albert

Jacquard  –  nie  ma   absolutnie  żadnego  sensu.  Jedyny  sens,  jaki  mogłyby  mieć  wskaźniki  procentowe

odnoszące się do inteligencji (dodam: i wszystkie inne wskaźniki procentowe w omawianej dziedzinie – L.

S.), jest następujący: dziecko, na które środowisko nie wywarłoby żadnego wpływu, miałoby wskaźnik IQ

80, zaś dziecko, które nie otrzymałoby żadnego genu, miałoby wskaźnik 20. Te zdania są tak absurdalne, że

55

 „La pensée” nr 231/1983, s. 86.

56

 L'Homme neuronal, cyt. wyd., s. 72.

57

 To twierdzenie Amerykanina Jensena (z 1969 r.) było setki razy powtarzane przez dziennikarzy, czynił to np. P. Vianson-

Ponté w „Le Monde” z 18 czerwca 1977 r.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 14 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

nikt nie ośmieliłby się ich głosić...”

58

 Ów absurd uwidacznia, że – niech nam to zdrowy rozsądek logiczny

wybaczy – „biologiczne” i „społeczne” nie są „czynnikami” oddzielnymi, których zsumowanie dałoby

wyobrażenie o inteligencji, czy szerzej, o rozwiniętych formach ludzkiej aktywności. Czynności ludzkie

wyższego rzędu są zarazem całkowicie biologiczne (kiedy piszę te słowa, jest to od początku do końca

efekt czynności neuronalnych) i całkowicie społeczne (gdy piszę te słowa, jest to od początku do końca

efekt nabytych doświadczeń kulturalnych) – podobnie jak żywa komórka jest rzeczywistością zarazem

całkowicie   chemiczną   i   całkowicie   biologiczną,   zaś   krajobraz   miejski   rzeczywistością   całkowicie

geograficzną i całkowicie historyczną. Ujęcie zgodne z logiką klasyczną, zapoznając tutaj, jak i w innych

przypadkach, jedność przeciwieństw i dążąc do ich rozdzielenia, rodzi najbardziej typowy z fałszywych

problemów. Twierdzicie, że czynności ludzkie wyższego rzędu są całkowicie społeczne? Negujecie zatem,

że   są   biologiczne,   wyobrażacie   sobie,   że   będąc   „szlachetnymi”   nie   mogą   być   neuronicznie,   zatem

popadacie w sprzeczność „marksizmu idealistycznego”.

Osobiście nie znam ani jednego marksisty, który negowałby materialność biologiczną czynności

ludzkich.   Sam  na  przykład  pisałem  przed  piętnastu  laty   w  książce  „Marksizm  a   teoria   osobowości”:

„Wszelka  koncepcja  psychologii  jako   nauki  dotyczącej  niefizjologicznych   zjawisk  psychicznych,  czyli

funkcji psychicznych, które nie są zarazem czynnościami nerwowymi (...) jest z gruntu idealistyczna”

59

.

„Wszelkie podyktowane ideologią próby opóźnienia chwili ostatecznej porażki owej »psychologii« skazane

są   na   niepowodzenie.   Należy   podkreślić,   iż   w   tej   walce   filozof   marksista   bez   zastrzeżeń   popiera

psychologię naukową”

60

. „Człowiek jest niczym innym, jak istotą przyrodniczą”

61

. Sądzę, że nie można

wyrazić się jaśniej

62

. Tak więc marksizm taki, jakim go rozumiem, bynajmniej nie „skoncentrował się na

charakterze społecznym człowieka, by negować jego charakter biologiczny”. Ale ta „istota przyrodnicza”,

którą jest człowiek, nie znajduje się bynajmniej w stanie zwierzęcości: od dawna już jest zarazem na

zewnątrz   tego   stanu,  to  znaczy  w  społeczno-historycznym  świecie  narzędzi   i  stosunków  społecznych,

systemów   symbolicznych   i   logik   biografii,  radykalnie   przemieszczonych   w   stosunku   do   dziedzictwa

genetycznego.   Jak   to   podkreśla   H.   Tintant,   wraz   z   człowiekiem   „ewolucja   przeszła   z   planu

endosomatycznego na egzosomatyczny”

63

. Jak z kolei podkreśla J. P. Changeux, wraz z historią ludzką

„rodzi się nowa forma pamięci, na zewnątrz jednostki ludzkiej i jej mózgu. Znaki i symbole o różnych

58

 A. Jacquard, Eloge de la diffèrence, Seuil 1978, s. 176.

59

 L. Sève, Marxisme et théorie de la personnalité, Editions sociales 1969, s. 221; wyd. polskie: Marksizm a teoria osobowości,

KiW, Warszawa 1975, ss. 253-254.

60

 Tamże, s. 257.

61

 Tamże, s. 258.

62

 W swojej książce „Le jeu des possibles” (wyd. Fayard, Paryż 1981) F. Jacob występuje przeciw „ideologii marksistowskiej,

wedle której jednostka ludzka jest całkowicie ukształtowana przez swą klasę i swą edukację” (s. 120). „Znika zatem wszelkie

zróżnicowanie – pisze autor – wszelka różnica o charakterze dziedzicznym w zdolnościach i talentach jednostek. Liczą się

tylko różnice społeczne i różnice w edukacji. Biologia i jej determinanty zatrzymują się przed mózgiem ludzkim! Owa postawa

– w takiej formie – jest po prostu nie do utrzymania” (s. 121). Głęboki szacunek, jaki żywię do autora „La logique du vivant”,

nie może mi przeszkodzić w poczynieniu uwagi, iż nie jest właściwą metodą naukową kierowanie zarzutów pod adresem

całego nurtu  myślenia („ideologia  marksistowska”)  bez przytoczenia jednego  choćby  cytatu czy  odniesienia dla poparcia

głoszonych tez. Ze swej strony, w artykule, który uczynił nieco hałasu przed dwudziestu laty (Les „dons” n'existent pas,

„L'École et la Nation”, październik 1984) i z którego wynika, iż określone opinie o „ideologii marksistowskiej” mogą wyrażać

tylko ci, którzy jej nie znają, stwierdzałem z całą jasnością: „Ogólnie rzecz biorąc, nie należy traktować stosunków między

dziedzictwem biologicznym a środowiskiem społecznym jako mechanicznych stosunków między niezależnymi czynnikami, o

których   można   by   dyskutować   tylko   jako   o   oddzielnych   »częściach«,   ale   jako   stosunki   dialektyczne   między   różnymi

poziomami, na których dokonuje się rozwój, w pewnym sensie całe życie jednostki, we wszystkich aspektach, naznaczone jest

przez biologiczne dane wyjściowe. Jest to wręcz oczywiste. Ale choć całe życie jest przez nie naznaczone, to jednak nic nie

jest przez nie przesądzone, ponieważ czynnikiem decydującym jest zawsze w ostatecznym rachunku rozwój przebiegający na

ogólniejszym poziomie, czyli historia społeczna” (s. 56). Czy jest tu coś, co przypominałoby głupstwa przypisywane przez F.

Jacoba   „ideologii   marksistowskiej”?   J.   Rostand,   którego   nie   można   posądzać   o   niedocenianie   wpływu   dziedzictwa

biologicznego, i który zadał sobie trud przeczytania tego artykułu, wyrażał publicznie aprobatę dla jego głównych tez, na

przykład w swym przemówieniu, w grudniu 1966, wygłoszonym z okazji stulecia Ligi Nauczania (Ligue de l'Enseignement).

Por. „Cahiers laiques”, dodatek do numeru 96 z listopada-grudnia 1966.

63

 „Histoire et archéologie” nr 73, maj 1983, s. 72.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 15 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

desygnatach są rejestrowane na podłożach bez neuronów i synaps, takich jak kamień czy drewno, papier i

taśma magnetyczna. Powstaje tradycja kulturalna”

64

. Oto dlaczego mały człowiek jest u swych narodzin

tylko kandydatem do ludzkości, zaś wszystko, co będzie czynił, gdy zostanie jednostką rozwiniętą, wynika

z jego humanizacji społeczno-historycznej, z tego co Changeux określa nieco mechanistycznym terminem

„stopniowej  »impregnacji«  materiału  mózgowego  przez  środowisko fizyczne i  społeczne”

65

.  Człowiek,

oczywiście,   nie  przestaje  być   jednostką  biologiczną,   ale  to,  co  biologiczne  jest  w   samej  swej  istocie

przeniknięte przez to, co społeczne, i staje się – w różnym stopniu, zależnie od aspektu, który bierzemy pod

uwagę – biologiczno-społecznym, tak jak to, co chemiczne staje się w żywej istocie biochemicznym.

LINIA ROZŁAMU MIĘDZY DWOMA MATERIALIZMAMI

Dostrzegamy tu rozmiary szkód wyrządzonych przez klasyczną wizję logiczną, która, rozdzielając p

i nie-p, daje czysto fikcyjny obraz człowieka, gdzie to, co społeczno-historyczne miałoby się ograniczać do

dodatkowej otoczki tego, co biologiczne i samo w sobie nie zmienione (przez wpływ czynników społeczno-

historycznych   –  przyp.   tłum.),   a   zatem  stanowiące  zasadniczy  obszar   wyjaśniania  czynności   ludzkich

wyższego  rzędu. Ten rodzaj  wizji ma w filozofii swą nazwę:  jest to redukcjonizm. „Sekret”  tego,  co

socjopsychiczne,  miałby  się   kryć  w   tym,   co   biologiczne,  zaś   „sekret”   biologii  kryłby  się   z   kolei   w

procesach   fizyko-chemicznych   –   tak   jakby   każdy  specyficzny   poziom  organizacji   materii   nie   wnosił

istotnych nowych właściwości i logik, które nie tylko układają się w kolejnej warstwie nad tymi, które

należą do poziomów poprzednich, ale nakładają się na nie, podporządkowując się zarazem wyznaczonym

przez te poprzednie poziomy warunkom możliwości

66

.

W  sposób gruntowny  przeciwstawiają się  tu  sobie dwa  materializmy.   Jeden,  mechanistyczny i

redukcjonistyczny – a więc taki, jaki uprawia np. Henri Laborit – każe nam wierzyć, iż to, co biologiczne,

stanowi ostateczną podstawę wyjaśniania tego, co społeczno-historyczne. Tak więc, na przykład, „struktura

klasowa charakteryzująca organizację społeczną (miałaby być) oparta na indywidualnej agresywności”

67

,

zapisanej w „gadzim mózgu” rodzaju ludzkiego. Rozumiemy, co miałoby w takim sensie znaczyć zdanie w

rodzaju: „człowiek uprawia politykę przy pomocy swego mózgu”. Znaczy ono, że „pojęcie klasy, mimo

realiów, które zawiera, odwraca uwagę od fundamentalnego problemu przeznaczenia ludzkiego”

68

. I że

społeczeństwo   nie   ma   żadnej   szansy,   by   być   zmienione,   ponieważ   „Człowiek”   nie   podejmie   się

„przekształcenia swych własnych zachowań”

69

. Gdyby jakiś marksista zechciał zaakceptować tego rodzaju

materializm  –   wówczas  właśnie,   w   moim  przekonaniu,   mielibyśmy  do  czynienia  ze  sprzecznością   w

terminach. Przeciwnie, inny materializm – materializm dialektyczny w swych ujęciach naukowych (jeśli

nawet   nie   zawsze   w   swej   świadomości   filozoficznej),   w   tym,   co   społeczno-historyczne   widzi

nieredukowalny  poziom organizacji  materii,  opierający się oczywiście  na  tym,  co biologiczne,  ale nie

znajduje w nim wystarczającego wyjaśnienia. Taki materializm przejawia się na przykład w „La logique du

vivant”   F.   Jacoba:   każda   ewolucja   „prowadzi   do   nowych   systemów   komunikacji,   regulacji   i

zapamiętywania, które funkcjonują na poziomie wyższym niż organizm”

70

. „Pojęcie demokracji, własności

czy płacy są równie pozbawione znaczenia dla komórki czy organizmu, jak pojęcia reprodukcji czy doboru

64

 L'Homme neuronal, cyt. wyd., s. 320.

65

 Tamże.

66

  Oto  dlaczego,  gdy   J.   Chaline   i   D.  Marchand   piszą   w   cytowanym  już  numerze  „Histoire   et   archéologie”,   iż   „wraz   z

pojawieniem  się   człowieka   lamarckowski   proces   przekazywania   nabytków   nakłada   się   na   darwinowski   proces   ewolucji

biologicznej, odnoszący się do ludzkiej morfologii i biologii” (s. 71), można pomyśleć, że wyrażają oni bardzo ważną ideą w

formie mocno dyskusyjnej. Nabytki kulturalne nie nakładają się po prostu na uprzednio ustalone biologicznie funkcjonowanie

mózgu, ale wplatają się w sam proces jego dojrzewania w trakcie indywidualnego życia.

67

 H. Laborit, L'homme et la ville, wyd. Flammarion 1971, s. 88.

68

 Tamże, s. 81.

69

 Tamże, s. 201.

70

 La logique du vivant, cyt. wyd., s. 341.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 16 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

naturalnego dla izolowanej cząsteczki”

71

. Zarówno człowiek, jak i szczur są organizmami biologicznymi i

istotami neuronalnymi, ale nie w ten sam sposób: szczur bowiem nie jest niczym więcej. Oto dlaczego

„biologia roztopiła się w badaniach nad człowiekiem, podobnie jak fizyka w badaniach nad komórką”

72

.

Taka   właśnie   koncepcja   oznacza   materializm   integralny,   w   przeciwieństwie   do   materializmu

redukcjonistycznego, a w konsekwencji zredukowanego do naturalizmu, który w sposób nieunikniony jest

nośnikiem   idealizmu,   to   znaczy   zastępuje   –   jeśli   chodzi   o   realia   społeczne   –   konkretne   kategorie

materializmu historycznego pustą abstrakcją „człowieka” przyrodniczego.

STRUKTURA I DIALEKTYKA: OPOZYCJE BINARNE

Dialektyka materialistyczna jest logiką wyższą – w takim sensie, w jakim się mówi o wyższej

matematyce   –   której   potrzebuje   współczesna   wiedza   naukowa.   I   jest   dokładnie   tym,   czego   brakuje

strukturalizmowi,  by  mógł  stać  się  ujęciem  teoretycznym,  które  tej  wiedzy  odpowiada.   Samo   pojęcie

struktury  z  pewnością  nie  oddziela  dialektyki  od   strukturalizmu.  Wręcz  przeciwnie,  to   fundamentalne

pojęcie zakładające nieredukowalność całości do jej elementów traktowanych oddzielnie jest pierwszym

ważnym krokiem ku dialektyce, to znaczy ku uznaniu prymatu stosunku nad rzeczą. Więcej: podobnie jak

dialektyka, metoda strukturalna ujmuje wszelki stosunek jako w sposób konieczny antytetyczny. „Metoda

strukturalna  –  pisze  Lévi-Strauss  – realizuje  się  poprzez ujawnianie i  systematyczne wykorzystywanie

opozycji   binarnych”

73

.   Strukturalizm   poświadcza   w   ten   sposób   nierozdzielność   przeciwieństw.

Najwyraźniej   więc   znajdujemy   się   bardzo   blisko  dialektyki   –   zresztą   Lévi-Strauss  nie   uchyla   się   od

wskazywania od czasu do czasu, co jego myśl zawdzięcza Marksowi.

Istnieje jednak wiele bardzo różnych sposobów myślowego ujmowania opozycji binarnych. Sposób

właściwy dialektyce polega na uznawaniu, że jeśli przeciwieństwa stanowią nierozłączną parą, to każdy z

członów stanowi negację drugiego, stawia go jako swoją inność i nosi go w sobie równocześnie. Nie ma

więc prostej zewnętrznej konfrontacji przeciwieństw – istnieje jedność, a nawet – realnie lub formalnie –

tożsamość wewnętrzna przeciwieństw. Tak więc, klasa poddana panowaniu jest warunkiem istnienia klasy

panującej – i na odwrót. Nosi też w sobie możliwość stania się z kolei klasą panującą – i vice versa. Ujęcie

strukturalistyczne, przeciwnie, wstrzymuje się przed uczynieniem kroku, który polegałby na przejściu od

nierozłączności przeciwieństw do ich jedności i tożsamości: pozwala ono dostrzegać opozycję, ale nie

sprzeczność,   która   polega   właśnie   na   opozycji   w   łonie   jedności   i   tożsamości.   Nie   jest   więc   w   tej

interpretacji tak, by każdy człon przez negację wytwarzał inny – natomiast obydwa są w sposób pozytywny

wytwarzane przez strukturę – byt myślowy, który nigdy nie jest dostępny bezpośrednio i który „musimy

zatem postulować”

74

  jako znajdujący się poza opozycjami, które „zakładają strukturę logiczną prostą i

stanowiącą ich podskórną tkankę”

75

. Uwydatnia się tu znaczenie faktu, że strukturalizm konstruowano w

znacznie mniejszej mierze w oparciu o rozważania nad dialektyką Marksa – tak mało znaną w momencie,

gdy strukturalizm formował się na początku stulecia, i tak mało rozumianą w okresie jego apogeum we

Francji przed dwudziestu laty – niż w oparciu o teorie gestaltystyczne, wywodzące się z idealistycznej

koncepcji   formy  u   Arystotelesa,   doniesionej   aż   do   naszych   czasów  przez   neotomizm.   Strukturalizm,

starając się dostosować tę wizję teoretyczną do materializmu współczesnych nauk o człowieku, stwierdza

oczywiście, iż strukturalne prawa rządzące umysłem są równie naturalne, jak te, które rządzą materią; ale

struktura wprowadzona do przyrody pozostaje hipostazą, nie stając się bynajmniej czymś tożsamym z

właściwym ruchem rzeczy: nie wynikając z tego ruchu, pozostaje logiką idealną poszukującą ojcostwa.

71

 Tamże.

72

 Tamże.

73

 Le regard éloigné, Plon 1983, s. 328. Patrz także ss. 161, 165.

74

 Tamże, s. 182.

75

 Tamże, s. 164.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 17 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

STATYKA NATURALNA I DIALEKTYKA HISTORYCZNA

Ma to następstwa nader ważne, natychmiastowe i nieuniknione: zapoznając wewnętrzną dynamikę

„opozycji   binarnych”   strukturalizm   ratuje   się   poprzez   konstruowanie   tego,   co   stanowi   mechanizm

napędowy jej historii: „walki” przeciwieństw. Konfliktowa jedność przeciwieństw odsyła nas w istocie

natychmiast do rozłamu jedności minionej, do ewolucji jedności obecnej, do przejścia ku jedności przyszłej

– która miałaby się opierać na eliminacji jednego z elementów lub jakimś nowym połączeniu obydwu.

Struktura   jest   tylko   przejściową  konfiguracją   w   procesie   dialektycznym.  Zaś   strukturalizm   nie  zazna

spokoju póki, przeciwnie, nie „sprowadzi” ruchów dialektycznych do ich „elementów strukturalnych”

76

,

póki  nie  skonstruuje  „logicznej  architektury  rozwoju  historycznego”

77

.  Prawa  strukturalne,  usytuowane

ponad wszelką historią konkretną, zostają nam dane jako niezmienniki uniwersalne i wieczne: „metoda

strukturalna polega na odkrywaniu form niezmiennych wewnątrz różnorodnych treści”

78

. A zatem ta teoria

pozwala ująć myślą tylko taki ruch struktury, który polega na zrealizowaniu wszelkich możliwości, jakie

ona  w  sobie  kryje,  ale  w  granicach  kombinacji dopuszczalnych  przez  jej  równowagę bądź  też  na  jej

rozpadzie poza tymi granicami. Ruchy te mogą wyjaśnić genezę, ale nie tworzą historii

79

. Na podstawie

takiej logiki, która ma zakodować systemy myślenia i być może systemy materialne, może powstać tylko

statyka   naturalna,  która   zajmuje   miejsce   dialektyki   historycznej.   Innymi   słowy,  metoda   strukturalna

zachowuje z dialektyki tylko to, co pozostaje po usunięciu z niej jej wewnętrznej dynamiki: jedności,

tożsamości,   a   zatem   i   walki   przeciwieństw.   W   najlepszym   zatem   razie   opisuje   ona   dialektyczność

zakrzepłą, zawierającą tylko tropy procesu, który jej umyka. Ujęciu strukturalnemu wymyka się przy tym

nie tylko niszcząca i twórcza nieodwracalność ruchu historycznego, ale i szczególność jego trajektorii, a

także   przypadkowość  zawarta   w   jego  konieczności.   Strukturalizm,  odsyłając   konkretne   relacje  rzeczy

samych   do   abstrakcyjnych   formuł   struktury,   w   istocie   pozostaje   w   bliskim   i   głębokim   związku   ze

stwierdzeniem Arystotelesa: nauka dotyczyć może tego tylko, co ogólne. Stosuje klasyczne rozumienie

pojęcia i prawa, wedle którego rozumieć to sprowadzić szczegółowe do ogólnego, a dialektykę procesu do

„determinizmu   historycznego”

80

.   Przy   takiej   procedurze   to,   co   najważniejsze   dla   współczesnego

materializmu, a więc szczególność przebiegów procesów, z nieodłącznym momentem niepewności, wypada

z definicji poza obręb nauki w ścisłym jej rozumieniu. Lekcja Marksa jest zupełnie inna. Ponieważ myśli on

dialektycznie,   pojęcia   i   prawa,  które   opracowuje,   nie  wywodzą   się   z  modelu   substancjalnego,   wobec

którego każda szczegółowa rzeczywistość byłaby tylko jego wariantem, ale z topologii formalnej, nauki o

„miejscach”, stosunkach i logikach, gdzie każda konkretna rzeczywistość powstaje w sposób jej właściwy.

Na przykład marksistowskie  pojęcie  bazy  ekonomicznej nie ma nic wspólnego  ze „strukturą typową”

jakiejś bazy o cechach uniwersalnego klucza; mówi nam ono tylko, że aby się dowiedzieć, czym jest

określone   społeczeństwo,   trzeba   zacząć   od   konkretnego   zbadania   czym   są,   w   panujących   warunkach

naturalnych i przy siłach wytwórczych, które je charakteryzują, właściwe mu stosunki produkcji i wymiany.

Podobnie może się formować poznanie tego, co indywidualne, gdzie każda cecha szczególna wpisuje się

bez   redukcjonizmu   w   ogólne   spectrum   wiedzy   naukowej

81

.   W   swej   części   ogólnej   nauka   o   bytach

76

 Anthropologie structurale, wyd. Plon 1958, s. 258. Wyd. polskie: Cl. Lévi-Strauss, Antropologia strukturalna, PIW 1970, s.

317.

77

 Tamże, s. 130.

78

 Anthropologie structurale-deux, wyd. Plon 1973, ss. 322-323.

79

  Oto   dlaczego,   wbrew   deklaracjom,   „strukturalizm   genetyczny”   Piageta   jest   w   istocie   tylko   odmianą   „zwykłego”

strukturalizmu, w którym problem dialektyki rozwoju historycznego i indywidualnego nadal nie jest rozwiązany. Brak tu

miejsca na krytyczną analizę szczególnie ważnych z tego punktu widzenia dwóch tomów „Recherches sur la contradiction”,

opublikowanych pod redakcją Piageta, PUF 1974.

80

 Antropologia strukturalna, cyt. wyd., s. 325.

81

 Dlatego właśnie pojęcie ogólnych „praw dialektycznych” występujące u Engelsa wydaje mi się bardzo niejednoznaczne, a

nawet w pewnym sensie zgubne. Engels mówi bowiem o koniecznym charakterze procesu dialektycznego takim językiem,

który pociąga za sobą ryzyko przekształcenia tego, co Marks w „Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa” określał

jako „rzeczywistą logikę tego, czym w rzeczywistości jest przedmiot” w uniwersalny rynsztunek modelu logicznego na każdą

okazję: prowadziłoby to do zapoznawania faktu, iż owa konieczność ma charakter zawsze konkretny, wynikający z rozwoju

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 18 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

indywidualnych musi jedynie wytworzyć aparat koncepcyjny, logikę dialektyczną stosunków,  w  której

kategoriach   będę   mógł   ująć   myślowo,   wychodząc   od   empirycznego   badania   konkretu,   szczegółową

tożsamość   bytu   indywidualnego   i   jego   historii.   Byt   indywidualny   (l'individu)   nie   przekształca   się

oczywiście w pojęcie, ale potencjalnie jest uchwytny od początku do końca, w swej jedności i nawet w swej

przypadkowości: daje się ująć w „siatkę”, którą tka teoria

82

.

BRAKUJĄCE OGNIWO: SPRZECZNOŚĆ NIEANTAGONISTYCZNA

Wszystko to zostało już powiedziane w taki czy inny sposób przez marksistów w czasie dyskusji z

lat sześćdziesiątych o strukturalizmie i dialektyce

83

  – co nie znaczy bynajmniej, że zostało wysłuchane,

albowiem mass-media nie kwapiły się z otwarciem drogi dla tych treści, zaś kultura odbiorców okazywała

się często niedostateczna dla ich przyjęcia. Istnieje jednak jeszcze jedna przyczyna zbyt małej recepcji i

wydaje mi się ona związana z ograniczeniami, występującymi wówczas w pojmowaniu dialektyki przez

samych marksistów – ograniczeniami, które dziś już zostały przekroczone w taki sposób, iż możliwe staje

się  poszerzenie  kwestii  niegdyś  przemilczanych.   Strukturalizm   w   naukach  humanistycznych  w  istocie

najchętniej   traktuje   o   takich   przedmiotach,   jak   systemy   symboliczne,   stosunki   pokrewieństwa   czy

mitologie, gdzie opozycje binarne jawią się jako konstytutywne dla przestrzeni społecznej i myślowej, a tak

się przy tym nadają do ujmowania procesów stawania się i zanikania, jak opozycje typu tak-nie, wysoko-

nisko,   ciepło-zimno.   Zatem   dialektyka   pomyślana   wyłącznie   jako   logika   stawania   się   i   zanikania,

podejmując krytykę strukturalizmu w imię historii, której nie był on w stanie ująć myślowo, była w tych

warunkach zarazem pozbawiona odpowiedzi, jak i siły przekonywania. Być może nam nie udaje się ująć

myślowo historii, ale waszej dialektyce nie udaje się ująć tego, co jest pozbawione historii: taka w istocie

wydaje   się   racja   teoretyczna,   dla   której  strukturaliści   pozostawali   głusi   na   obiekcje   marksistowskie;

docierało do nich zresztą tylko słabe ich echo. Skoro prawdą było, że dialektyce umyka to, co jawi się jako

pozbawione historii, zatem binarna opozycja strukturalizmu traktującego o tym, co niezmienne, i dialektyki

traktującej o tym, co historyczne, miała wszelkie szanse, by stać się niezmiennym elementem strukturalnym

wiedzy.   Ale   w   tej   właśnie   dziedzinie   marksizm   francuski   dokonał   w   ostatnich   dwudziestu   latach

ogromnego postępu; postęp ów upatrywałbym przede wszystkim w wyjaśnieniu dwóch przeciwstawnych

określeń sprzeczności dialektycznej: antagonizmu rozumianego jako zachodzące w czasie wykluczenie się

przeciwieństwa nowego i przeciwieństwa dawnego, oraz nie-antagonizmu rozumianego jako przestrzenne

oddzielenie   dwóch   przeciwieństw   sobie   współczesnych.   Pierwsze   z   tych   określeń   leży   u   podstaw

nieodwracalności rozwoju, drugie natomiast – u podstaw odwracalności funkcjonowania

84

. Hegel ujmując

dialektykę jako  samowcielenie się  Idei, w którym każdy moment zostaje zachowany, nie tylko  dawał

dowód idealizmu, ale i stawiał na pozycji uprzywilejowanej nieantagonistyczne określenie sprzeczności.

Stąd   tendencja   do   sprowadzania   wszelkiej   dialektyki   do   ujęcia   heglowskiego   nabiera   szczególnego

posmaku. Marks, dokonując materialistycznego odwrócenia dialektyki, nie ograniczał się do przejścia od

ruchu Idei do ruchu walki klasowej: jego myślenie przywiodło go do wyeksponowania przeciwstawnego

określenia   antagonizmu,   wedle   którego   nowe   obala   stare,   wyzwalając   się   od   niego.   Ale   podejmując

następnie   w   swych   wielkich   pracach   ekonomicznych   zadanie   zrozumienia   funkcjonowania   systemu

kapitalistycznego, zmuszony został, nie mając pełnej tego świadomości filozoficznej, w pozornym zwrocie

ku Heglowi, do opracowania na ślepo materialistycznej koncepcji nie-antagonizmu, takiego na przykład,

określonych sprzeczności, i że zawsze wyraża się ona w wielości możliwości, z których żadna nie ma mechanicznej gwarancji

zrealizowania   się.   Dialektyka   marksistowska   jest   detektorem   konkretnych   determinacji,   nie   zaś   nośnikiem   determinizmu

abstrakcyjnego.

82

  Patrz dyskusja nad tezami G. G. Grangera, przedstawionymi w  „Pensée formelle et  sciences  de l'homme”  (wyd. Aubier,

1960) którą prezentuję w książce „Marksizm a teoria osobowości” (w wyd. polskim – ss. 370-393), i do której będę miał okazję

wrócić w związku z poruszającym omawiane kwestie ważnym artykułem w „Société  francaise”, nr 7, maj-lipiec 1983 (Y.

Schwartz, La connaissance de l'individualité humaine).

83

 Patrz zwłaszcza specjalny numer „La Pensée”, „Structuralisme et marxisme”, nr 135, październik 1967.

84

 W tej kwestii patrz: L. Sève, Une introduction á la philosophie marxiste, Editions sociales 1980, rozdział 6, punkty 5-24.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 19 -

www.skfm-uw.w.pl

background image

Lucien Sève – Raz jeszcze: strukturalizm czy dialektyka? (1984 rok)

który ma miejsce, gdy bez końca konfrontują się ze sobą kupno i sprzedaż, a żaden z tych aktów nie

zmierza   do   wyeliminowania   drugiego.   To   samo,   jeśli   dokładniej   w   rzecz   wejrzeć,   czynił   Engels   w

„Dialektyce przyrody” szkicując na wyczucie w dialektyce rozwoju – dialektykę związku – co jak się

wydaje całkowicie umknęło uwagi I. Prigogina i I. Stengers. Czyż sprzeczność nieantagonistyczna nie jest

właściwym   wyjaśnieniem   sekretu   binarnych   opozycji   quasi-stacjonarnych,   które   zapełniają   przestrzeń

społeczną i przyrodniczą, i które mają wystarczyć strukturalistom, czyniąc dialektykę niepotrzebną? Otóż

nie   wystarczą,   ponieważ   to   właśnie   wyraźnie   niekonfliktowa   i   nieruchoma   sprzeczność   między

przeciwstawnymi elementami wpisuje w sam przestrzenny układ struktury jego wewnętrzną historyczność.

UJĘCIE KRYTYCZNE I REWOLUCYJNE

Odkąd dialektyka „opiera się na dwóch nogach”, może przemierzać całe pole czaso-przestrzenne,

wnosząc   w   nie   wewnętrzny   związek   nieodwracalnego   i   odwracalnego,   ruchu   historycznego   i

niezmienników przyrodniczych, społecznych bądź myślowych. Pozwala ona na wykroczenie poza swego

rodzaju „relację niepewności”, która wydawała się dotychczas przeciwstawiać poznanie swoistej struktury

ruchu niepowtarzalnego – poznaniu swoistego ruchu struktury powtarzalnej. W istocie zaś, stosunek między

metodą strukturalną i dialektyką jest tego samego rodzaju, co stosunek dwóch teorii, w którym jedna

podporządkowuje sobie drugą, poddając ją przemyśleniu jako swój szczególny przypadek. Taki stosunek

zachodzi na przykład między mechaniką relatywistyczną a mechaniką klasyczną. Efekt relatywistyczny jest

obecny w każdym ruchu materialnym, ale w praktyce można go pomijać przy szybkościach względnie

niskich   w   porównaniu   ze   świetlną.   Można   powiedzieć,   że   na   podobnej   zasadzie   efekt   historyczny

sprzeczności   dialektycznej   da   się   pominąć   przy   rozpatrywaniu   opozycji   quasi-stacjonarnych,   którymi

przede   wszystkim   zajmuje   się   strukturalizm.   Jednakże   pomijając   go,   kierujemy   się   ku   myśli

niedialektycznej, która tamuje drogę do szerszego rozumienia rzeczywistości w ruchu. Materializm wiedzy

współczesnej będzie w stanie ująć myślowo świat, a także sam siebie, bez sprzeczności w terminach tylko

wtedy, gdy w pełni świadomie dokona na sobie mutacji dialektycznej, otwierając się na punkt widzenia

określany przez zasadę sprzeczności w istocie rzeczy.

To, co prawdziwe w odniesieniu do wiedzy naukowej, jest tym bardziej prawdziwe w odniesieniu

do praktyki politycznej. Chodzi o to, by strukturalistyczne oceny obecnego kryzysu, które na wszelkie

możliwe sposoby przedstawiają go nam jako coś niezmiennego, i których twórcy czynią jałowe wysiłki, by

znaleźć dualistyczne rozwiązania, mające wszakże tę właściwość, iż odtwarzają te same sprzeczności, które

o kryzysie stanowią, przez co znów zostajemy zamknięci w ich kręgu – otóż, by te oceny zastąpić oceną

dialektyczną,   w   której   walka   przeciwieństw   jest   zarazem   zasadą   rozumienia   rzeczywistości   i   zasadą

posuwania   się   ku   zdecydowanemu   przekroczeniu  cechujących   ją   przeciwieństw.  Dla  nas,  tak   jak   dla

Marksa, dialektyka jest zarazem krytyczna i rewolucyjna. Oto dlaczego, pogłębiając jej wartości naukowe,

musimy się zarazem starać o jej popularność.

© Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej (UW)

- 20 -

www.skfm-uw.w.pl