Fenomen powołania
Był pewien zimowy wieczór. Ostatnie przygotowania, powtórka języka obcego na czekającą mnie następnego dnia rozmowę kwalifikacyjną do pracy za granicą. W zasadzie to miała być już tylko formalność…
W końcu!
Po 0,5 roku poszukiwań i perspektywa - upragniona praca. Ale w ogóle pojawił się niepokój…
Był coraz bardziej natrętny, przerodził się w lęk, obawę - czy dobrze robię? Bez zastanowienia chwyciłam telefon - wykręciłam nr do znajomej siostry zakonnej - powiedziałam co i jak, prosiłam o modlitwę.
Rozdarcie ogromne. Na kolanach prosiłam Boga o światło. Modliłam się też do Jana Pawła II, by pomógł mi zdecydować. Czułam, jakbym stała w oknie palącego się domu - i musiałam wybrać - ogień albo ogromna ciemność przede mną. Długo stałam w tym oknie.
Jeszcze rozpaczliwy SMS z prośbą o modlitwę do znajomego ks. J., jego odpowiedź: :Wybierz mądrze!” To był impuls do tego, że powiedziałam - Boże, nie wiem co tam na mnie czeka, ale ufam, że mnie złapiesz! Skoczyłam…
Była noc z 9 na 10 stycznia.
Zasnęłam na chwilę, by o 5.00 rano zdziwionym rodzicom powiedzieć: nigdzie nie jadę - chcę wstąpić do zakonu! Niecałe 3 tygodnie później szczęśliwa przekroczyłam próg furty klasztornej. Nie miały znaczenia marzenia o założeniu rodziny, o pięknym domku na wsi, o zasobnym portfelu…
Jak to się stało, że powiedziałam Bogu: TAK!?
Właściwie do dziś tego nie wiem…
Przecież do ostatniej chwili walczyłam, mówiłam: tylko nie zakon! Słowa wiersza czytam jak właśne:
„Uciekałem przed Tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie.
Dogoniłeś mnie jeźdźcze niebieski
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.
Nie mam słów, by spod Ciebie się podnieść,
Coraz cięższa staje się mowa.
Czyżby słowa utracić trzeba,
By jak duszę odzyskać słowa!
(…)
Jedno wiem, i innych objawień
Nie potrzeba oczom i uszom -
Uczyniwszy na wieki wybór,
W każdej chwili wybierać muszę.”
(J. Liebert)
Minęło 2 lata. Nie żałuję tej decyzji. Jestem przekonana, że to jest moja droga. To nic, że znajomi nie mogli uwierzyć, gdy się o tym dowiedzieli z ambony kościelnej; To nic, że co niektórzy mówili: „Co? Ta wariatka do klasztoru?.”
Pan Bóg potrzebuje i „wariatów”, by dotrzeć do wszystkich ludzi…
s. M. Noela, nowicjuszka