Bywa, że ceny zmieniane są na jednej stacji pięciokrotnie w ciągu dnia
Niezwykle wysokie ceny benzyny stanowią zapewne najbardziej skuteczny bodziec, by uniezależnić się wreszcie od naftowego narkotyku i poszukać alternatywnych źródeł energii. Drożyzna na stacji paliw stymuluję zatem modernizację gospodarki. Odwyk okaże się z pewnością trudny, a koniunktura ucierpi. gdy odbierze się jej „koks”. Jednak konsumenci i przedsiębiorcy nie mają innego wyboru. Im dłużej będą zwlekać, tym boleśniejsze będzie przejście do innej rzeczywistości ekonomicznej. Jeśli tankowanie będzie tańsze, pokonamy więcej kilometrów autem, będziemy kupować pojazdy z silnikami o większej mocy i tym samym spalać więcej paliwa. Jednak przy takim scenariuszu świat dojdzie do i tak nieuniknionego końca epoki ropy naftowej szybciej, niż mógłby. Spalimy ostatnią kroplę benzyny, nie mając w zanadrzu alternatywnego planu.
Jeżeli natomiast paliwa znacznie podrożeją, rezygnacja z surowców organicznych może przebiegać poniekąd bezboleśnie, choć brzmi to paradoksalnie. Wydłuży się bowiem okres przechodzenia do epoki ponaftowej. Świat załatwi sobie odroczenie egzekucji, zyska czas potrzebny na rewolucję energetyczną, kiedy uczeni opracują np. wydajniejsze baterie dla pojazdów elektrycznych lub wyhodują rośliny na biopaliwa, których uprawa zajmie jak najmniej powierzchni uprawnej ziemi. Dzięki temu odwlecze się koniec epoki surowców organicznych.
Jeśli obecnie Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania i Japonia rzeczywiście uwolnią rezerwy ropy naftowej, to zapewne nastąpi zrazu spadek cen, ale byłoby to właśnie złym sygnałem. Teraz nie tylko ekolodzy, ale także liberalni ekonomiści optują za strategią drogiej ropy. - Jest najwyraźniej nadal zbyt tania, bo inaczej ludzie by jej tak nie marnotrawili - uważa Thomas Straubhaar, szef Hamburskiego Instytutu Gospodarki Światowej. Ten brutalny mechanizm można było po raz pierwszy zaobserwować po kryzysie naftowym z lat 1973-1974. Przemysł wydobywczy szukał nowych źródeł, by zmniejszyć zależność od arabskiej ropy naftowej. W efekcie znaleziono złoża pod dnem Morza Północnego i w Zatoce Meksykańskiej.
JESZCZE DZIEWIĘĆ LAT TŁUSTYCH
Tymczasem światowe zasoby ropy zbliżają się do końca, odkrywanie nowych pól naftowych staje się coraz bardziej skomplikowane, drogie i niebezpieczne. Co więcej: nawet cała ropa z regionu Arktyki i z głębin morskich nie zaspokoiłaby niesamowitego głodu energetycznego, jaki czai się na Dalekim Wschodzie. Chiny potrzebują już dziewięć milionów baryłek ropy dziennie - prawie dwa razy więcej niż 10 lat temu. Według szacunków do roku 2020 sprzeda się tam o 70 proc. więcej nowych aut niż obecnie. W ChRL, ale także w Indiach, rośnie chmara nowych konsumentów energii, którzy gorliwie kopiują zachodni model konsumpcji: z klimatyzacją w domu i samochodem w garażu. To dwumiliardowa populacja. A jeśli każdy człowiek zużywałby tyle energii elektrycznej, co statystyczny Amerykanin, wszystkie znane obecnie rezerwy ropy skończyłyby się za dziewięć lat.
Do roku 2050 globalne zużycie energii jeszcze się podwoi - prognozuje OECD. Problem polega na tym, że - według badaczy - nie zmniejszy się udział ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla. Już obecnie 80 procent pochodzi ze źródeł organicznych. „Narażamy się na ryzyko nieodwracalnych szkód ekologicznych, które zagrożą naszemu poziomowi życia wypracowanemu w ostatnich dwóch stuleciach” - ostrzega OECD. Ceny surowców muszą zatem dawać jasny sygnał, że społeczeństwo nie może już sobie pozwolić na dobrobyt kosztem żerowania
Za każdym wzrostem i spadkiem kryje się przemyślana decyzja
o n a o erirai mus c