powiedziałam. W
żle. Po-
do piwnicy. Ponieważ podczas czytania albo pisa cam się całkowicie, więc przez chwilę byłam cicha łona. Podobało mi się w tej szkolnej klasie; było t presja zelżała, nawet zapach oddziału wydawał się si Cdy skończyłam pisać, chwilę rozmawiałam z Chloe, działam jej, że mają mi przydzielić specjalny plan (a przynajmniej taką plotkę słyszałam).
- Nie określili mi docelowej wagi - powiedziałam, bu dzo mnie to martwiło.
- Jeszcze tego nie zrobią - usłyszałam nowy glos l giego końca pokoju. Zdziwiona, podniosłam głowę, byj rżeć, do kogo należy. Bardzo drobna dzieu nawet od lej, która się do mnie kiedyś uśmiechnęła la na mnie ze spokojem. Miała czarne oczy, choćj że w naturze takich nie ma, i kruczoczarne włosy, działam, co mam odpowiedzieć. Zdaje się, że trochę słj lam. Może i była mała. ale zdecydowane sp linia żuchwy sugerowały, że jesl twarda jak skala.JJiej wa czy agresywna, tylko doświadczona i b, dzo silna. Jej oczy mówiły: „Dziecko, co t d się. że się naderpialaś. Ale ja wiem lepi W jej zmęczonych oczach zobaczyłam rzeczy, pra cofnęłam się z przerażenia.
Podczas lanczu przyglądałam się, jak je - powoli,.Sb*' lem, ale i determinacją. Była bardzo szczupła, choinie I*1
la więcej niż metr pięćdziesiąt wzrostu, raczej czterdzieści pięć. Z bliska przypominała małego i de skrzata, choć w jej oczach nie było nic bajkowego.
przyjadelska i pełna żyda. Wiem. że mówię o żi młodzieży, ale przedeż osoby psychicznie chore więcej niż tylko sumą własnych problemów. Wdąż są po i stu ludżtni, próbują jakoś żyć, mają swój mysly. sympatie i antypatie, całkiem niezależne od cho-, „wmłodzieży jest nadzieja" - pomyślałam. Podczas lanczu, po raz pierwszy od dawna, poczułam się pod-duchu. A nawet zjadłam kanapkę i jogurt. Ktoś Ejjgje pochwalił i sprawiło mi to przyjemność, Obserwowa-K czarnowłosą dziewczynę, tak drobną, tak twardą i tak poważną. Byłam strasznie riekawa. Trochę się jej bałam, ale E_—4,a, moja fascynacja. Gdy przy stole zostały już same
K- Cześć, mam na imię Jessica.
w uśmiech, ale ona sama nie złagodniała.
■ł -Ja... ja też jestem anorektyczką - powiedziałam.
|p Nieco bardziej autentyczny uśmiech przebiegł jej po twarzy. E| - Wiem. zauważyłam.
f- - No. lak mówią - poprawiłam się. - Ale ja osobiście wcale tak nie uważam. Sama powiedz, skoro właśnie zjadłam kanapkę i jogurt, jak mogę być anorektyczką!
■ Uśmiechnęła się do mnie szeroko, co było zaskakujące, iod parła:
B1-Rozumiem cię. r Zawahałam się chwilę:
- A więc... czy... czy z czasem jest coraz łatwiej?
Manda uniosła dłoń rprzechylala ją raz w lewo. raz V prawo, co miało oznaczać, że odpowiedź leży doklad-mlędzy „tak" a „nie". Aż nagle, ku mojemu komplet-1“ zdumieniu, popatrzyła mi prosto w oczy i zapytała: " Jaka jest najniższa waga. do jakiej zeszłaś?
lak. jakby pytała o pogodę.
" Hmm. teraz ważę najmniej.
•Czyli)