ogóle. Badania prowadzone były na podstawie kwestionariusza skierowanego do 554 studentów pochodzących z klas średnich i studiujących nauki społeczne. Część- ich studiowała na Florydzie, a część w Kalifornii ®.
Nie chcę już tu wchodzić bliżej w analizę tych badań i ich wartość. Wielokrotnie dawałam wyraz swemu sceptycyzmowi wobec ankietowych badań nad moralnością. Szło mi tutaj tylko o przykłady rozstrzygnięć empirycznych dla sprawy, której inaczej rozstrzygnąć się nie da.
Badania, które przytoczyliśmy tytułem przykładu, miały na celu uspokoić tych, którzy w swobodnych rozstrząsa-niach dotyczących norm moralnych widzieli czynnik demoralizacji. 2 kolei wypada zacytować głos tych, którzy — przechodząc z obrony do ofensywy — wskazywali na niebezpieczeństwa wpajania w dzieci norm w formie bezwy-jątkowej i niedopuszczającej dyskusji. Dzieci nie są ślepe i szybko orientują się, że dorośli tych norm często nie przestrzegają. „Nie wolno nigdy kłamać" — mówi matka do dziecka, zaś za chwilę, gdy telefon dzwoni natarczywie, przykazuje: „Powiedz, że mnie nie ma w domu".
Absolutyzacja norm — przestrzegają inni — prowadzi do fanatyzmu. Ktoś, kto bezwzględnie wierzy, że ma w sprawach moralnych rację, pomawia zwykle tego, kto ma inne od niego intuicje o perwersję, złą wolę, tak jak to robią fanatycy prześladujący inne wierzenia religijne. Tego ducha fanatyzmu odnajdujemy np. u Samuela Clarke'a — filozofa angielskiego wieku XVIII, który pisał: „Te rzeczy [a miał N na myśli dyrektywy moralne — przyp. M. O.] są tak oczywiste i dla każdego jasne, że tylko największa głupota, zepsucie czy perwersja mogą nasuwać w stosunku do nich jakiś cień wątpliwości. To jak gdyby perwersja wiodła człowieka do utrzymywania, że całość nie jest równa wszystkim swoim częściom. Jest rzeczą równie absurdalną, jak potępienia godną mylić lekceważąco to, co oczywiście dobre, i to, co złe, tak jak śmieszne i absurdalne byłoby wierzyć, że dwa razy dwa nie jest cztery i uporczywie utrzymywać, wbrew własnemu przekonaniu, że całość nie jest równa wszystkim swoim częściom". Takie stanowisko usposabia, jak przestrzegają różni autorzy, do roz-
1 S. Pulney I R. Mlddleton, Ethlcal RelalMsm and Anomla, ,,Tho American Journal of Sodology". January 1962.
strzygania opinii nie za pomocą argumentu, lecz za pomocą siły ł0.
Wyrobienie etyczne, jak nam mówią przeciwnicy absolutyzmu, polega na ogólnej znajomości kierunku, w jakim iść należy, i na umiejętności cieniowania w zależności od okoliczności. Sokrates wierzył, że cnoty można się nauczyć,
■ale to „nauczyć się" znaczyło co innego niż „nauczyć się" geografii. Oksfordzki filozof, G. Ryle stawia sobie interesujące pytanie, dlaczego powiedzenie: „Zapomniałem, jaka jest różnica między dobrem a złem" brzmi dziwnie ll. Odpowiedź na nie doprowadza go do wyróżnienia trzech rodzajów wiedzy: 1) posiadanie pewnych wiadomości faktycznych. Gdyby nauczyć się znaczyło tyle, co przyswoić sobie pewien zasób wiadomości, stwierdzenie, że się zapomniało, jaka jest różnica między dobrem i złem, nie byłoby rażące;
2) w drugim znaczeniu „nauczyć się" to przyswoić sobie pewną sprawność, np. umiejętność pływania czy gry w tenisa; 3) w trzecim wreszcie wypadku idzie o wyrobieniev smaku, nabycie takiej umiejętności, jak odróżnianie złego od dobrego wina. Odpowiednio do tych trzech odmian uczenia się kształtuje się problem zapominania. Zapomnieć, w pierwszym.wypadku, to nie móc sobie odtworzyć jakiejś informacji. Zapomnieć w drugim — to wyjść z wprawy. O zapominaniu w trzecim wypadku mówić trudno, przyswoić .sobie bowiem wiedzę o dobru i złu to przyswoić sobie jakąś kulturę uczuciową, utrwalić pewne reakcje emocjonalne na pewne bodźce.
Apodyktyczne formułowanie norm etycznych wydaje się niewskazane, bo zaciera ważność ich należytego dozowania. Każdy wie, że pewna dawka przemocy jest w państwie w stosunku do obywatela konieczna. Ale jak wielka? Pośród studentów badanych przez Stefana Nowaka i jego zespół, na pytanie o pogląd w sprawie uprawnień państwa do ograniczania swobód obywateli dla realizacji doniosłych społecznie celów, dwie trzecie respondentów bądź wykluczało w ogóle tę ewentualność, bądź zezwalało na nią jedynie w sytuacjach wyjątkowych, a tylko jedna trzecia godziła się na ograniczenia wolności, „aby to zbyt długo
>* Cytuj*} za P.H. Nowoll-Smlthem: Elhlca. B. Blackwcll. Oxford 1957, *. 41.
11 On Forgettlng the Dillerence belween Righl and Wrong, w: tuayi in Morał PhUoBophy, ed. A. J. Mol den, Unłverslty of Wathlnglon Pr«s» Scetlle 1958.
23