CCF20090704107

CCF20090704107



218 Część II

czy są natury czysto fizjologicznej, nie ma w tej chwili dla mnie znaczenia. Kruchość pamięci jest po prostu faktem, który może z łatwością zachwiać naszym byciem dla siebie, uniemożliwić jego przejrzystość. Brak pamięci na ogól rujnuje sobość całkowicie.

Jak pisze Ingarden, nie rozporządzamy takimi metodami wiedzy o sobie, które by zagwarantowały wiedzy tej adekwatność. Pamięć na pewno tej adekwatności nie daje. Ażeby zrozumieć jej rolę w procesie budowania się sobości, należy zatem spojrzeć na nią nie jako na źródło wiedzy, lecz swoiste doświadczenie, związane strukturalnie z naszym byciem w czasie. Ingarden bierze pod uwagę dwie koncepcje czasu. Według pierwszej Ja jest czymś istniejącym, pozostającym w czasie, zewnętrznym, transcendentnym. Otóż taki czas „mnie samemu nic nie może zrobić, spływa po mnie, pozostawia mnie nienaruszonym”1. Przeszłość wówczas nie wydaje mi się całkiem unicestwiona, tylko oddalona, nieobecna, taka jednak, którą mogę przywołać, nawet w pewien sposób j ożywić. Pamięć ożywia to, co było, i to było „jest w każdo- razowej mej teraźniejszości”, jak gdyby nie minęło, jak gdyby 1 wcale nie istniał czas2. W tym ujęciu Ja zostało potraktowane jako byt substancjalny, zgodnie z dawnymi tradycjami scholastyków, lub jako osoba o pewnym określonym i trwałym etdos, ku czemu wydaje się skłaniać Ingarden3. Otóż dla takiego Ja pamięć, co przyznaje autor Książeczki o człowieku, J może się okazać ciężarem. Ona krępuje, przywołując wyda- j rżenia i przeżycia, które Ja wolałoby zapomnieć. „Gdyby cała J przeszłość znikła dla mnie, byłbym wolny pod wielu względa- mi”4. Pamięć mnie zmusza, ogranicza, zobowiązuje wobec ] tego, co uczyniłem niegdyś. Moglibyśmy zatem powiedzieć, 1 że niekiedy ten ciężar pamięci staje się czymś dla Ja nieznośnym, co wprowadza w jego istnienie konflikt, a może 1 nawet rozdarcie. Z inną sytuacją, jak jeszcze pisze Ingarden, mamy do czynienia, gdy Ja jest wplecione w czas i poddane jego niszczycielskiej roli, a więc zawieszone nieustannie j

między przyszłością, której nie ma jeszcze, i przeszłością, która już odeszła, na ostrzu noża teraźniejszości. Dla tego Ja pamięć staje się najważniejszym warunkiem integracji wiążącym kolejne momenty. Ja musi pamiętać, gdyż inaczej całe jego istnienie stałoby się zbiorem oderwanych wydarzeń i przeżyć, jakimiś odrębnymi fragmentami istnienia. Wobec słabości pamięci rozbicie grozi nieustannie.

Pojawiają się tu natychmiast i inne problemy. Jest oczywiste, że w tej drugiej koncepcji czasu moja przeszłość musi się ukazywać z coraz to innej perspektywy. Każdy moment czasowy bowiem przynosi coś nowego, co się scala z moim istnieniem i przez to samo powoduje w nim zmianę. Patrząc wstecz, odczytuję zatem coraz to inny sens. Zmieniłam się i na przeszłość spoglądam inaczej. „Co w dawniejszej teraźniejszości było miłością, pisze Ingarden, może się w wiedzy

0    przeszłości z konieczności odsłonić jako zakapturzona miłość własna, jeżeli w okresie między jej istnieniem a chwilą przypominania sobie dokonały się pewne fakty o tym świadczące; co było w minionej teraźniejszości klęską i ucieczką przed grożącymi niebezpieczeństwami, przybiera nieraz w przypomnianej przeszłości postać wewnętrznego zwycięstwa...” 5 W rezultacie samo Ja, gdy mu się przyglądam w jego przeszłości, przedstawia mi się w coraz to innym kształcie

1    mogę zatem sensownie pytać, czy nie jest ono jakimś zwidem, fantomem, „wytworzonym przez moje życie w teraźniejszości i moją wiedzę o przeszłości i jej różnorodne wyglądy czasowej perspektywy”6. Ta koncepcja czasu prowadzi do konkluzji, że Ja jest tylko pozorem.

Stwierdzenie Ingardena, nie pozbawione akcentów dramatycznych, nie wydaje się w pełni uzasadnione. Interpretacje się zmieniają - to fakt. Pamięć zatem nie może stanowić wystarczającej gwarancji naszej tożsamości, zbyt jest zwodnicza. Jednakże trudno byłoby mi się zgodzić, że czas ma tylko funkcje niszczycielskie i by stawiał nas wobec dwóch otchłani niebytu, co zresztą sam Ingarden w dalszym ciągu rozprawki podaje w wątpliwość. Moglibyśmy pójść śladami

1

811 Tamże, s. 47.

2

   Tamże, s. 50.

3

   Tamże, s. 68, 73.

4

w Tamże, s. 50.

5

   Tamże, s. 57.

6

   Tamże, s. 58.


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
CCF20090704112 228 Część II kim byłam, wobec tej, którą jestem i chciałabym być; pytam, czy idę wła
CCF20090704115 234 Część II 0    czym poucza mnie psychoanaliza, czy w tych pierwszy
CCF20090704133 270 Część II zadaje, co jest silniejsze dla uchwycenia własnej mej sobości: czy rozk
CCF20090704016 34 Część I nic, czy się je zada czy nie, nie zmienia w niczym ruchu gwiazd, ani bieg
CCF20090704027 56 Część I W tekście pt. Zasady natury i łaski oparte na rozumie, napisanym na dwa l
CCF20090704080 164 Część II do czynienia. Wypowiedź zatem nie jest aktem indywidualnym, tj. ekspres
CCF20090704083 170 Część II Tożsamość natomiast, jak ją określa Hegel, wymaga mchu refleksji skiero
CCF20090704084 172 Część II tak wygodnego terminu, jak francuskie Moi, trudno jest jednak pozostać
CCF20090704085 174 Część II jednak jest stare jak świat i niekoniecznie dotyka owej dialek-tyki, w
CCF20090704086 176 Część II Pytać należy nie o to, czym jest człowiek, lecz co jest w człowieku sko
CCF20090704087 178 Część II poszłam śladami interpretacji Levinasowskich, przypomnę w tym miejscu o
CCF20090704088 180 Część II mencie niemal od początku, od Sein und Zeit, zaczynało zmierzać w tym k
CCF20090704089 182 Część II Jak mam zatem określić to, co dla mnie istotne, co stanowi 0  &nbs

więcej podobnych podstron