background image

Głębia coachingu.

„Coaching jest wewnętrznym procesem. 

Głównym celem tego procesu jest wzmacnianie Klienta, 

w samodzielnym dokonywaniu zamierzonej zmiany.”

KefAnn

Ten artykuł dojrzewał dość długo. Wiele myśli pojawiało się, by znów zniknąć, wiele razy. W 
międzyczasie powstał artykuł  

„Piękno coachingu”

, lecz był jedynie „delikatnym muśnięciem 

subtelnych strun Ducha”. Mimo tego bardzo szybko stał się liderem wśród artykułów na 
stronie. Okazuje się, że być może wielu ludzi poszukuje głębiej, niż się na pierwszy rzut oka 
może wydawać. Być może…. Więc…, nadszedł czas na głębię.
Oczywiście nasze pierwsze dziś skojarzenia ze słowem „coaching” odnoszą się do biznesu, 
ale to tylko jedna z wielu dziedzin. Tak naprawdę coaching nie ogranicza się do jakiejś 
konkretnej dziedziny. Jest obecny wszędzie tam, gdzie obecny jest człowiek. Tak, człowiek 
jest   jedynym,   niezbędnym   „elementem”,   by   mógł   dziać   się   coaching.   Człowiek   jest 
podmiotem tego procesu.

Wiemy, że wszystko zaczęło się od sportu. To dziedzina, w której bardzo często dochodzi do 
„przeskoków kwantowych”. Każdy rekord jest rekordem tylko przez jakiś czas. Lecz wciąż 
pojawia się jakiś człowiek, który pracując nad sobą, nad swoim potencjałem, nad swoją 
techniką,  nad  swoim  wnętrzem dokonuje  „niemożliwego”. Prawdopodobnie  istnieją  jakieś 
granice możliwości, ale któż wie, gdzie one są?
O wielu sportowcach można przeczytać niesamowite rzeczy. Każdy ma jakiś swój sposób na 
ów „przeskok”. Trenują czasem latami, aby dokonać owego „przeskoku” i niektórzy tego 
dokonują. W tym czasie pojawia się właśnie coaching i coach. Ten czas, to praca nad sobą w 
specyficzny, indywidualny, wyjątkowy, a często zupełnie niepowtarzalny sposób. Coaching 
ma przeróżne oblicza, ale jego cel jest zawsze ten sam. Dokonać „przeskoku kwantowego” – 
przeskoku jakościowego.
Jeden sportowiec dokonuje „niemożliwego”, biorąc zawsze tylko jedną piłkę. Żadnego zapasu 
w kieszeni. Może być „net”, ale i tak piłka jest jedna. Istnieje dla niego tylko ten jeden raz, 
teraz i tu – tylko to się liczy. 
Drugi dokonuje „niemożliwego”, bo gdy zjeżdża ze skoczni, to jedynie zjeżdża, najlepiej jak 
potrafi – jest zjeżdżaniem. Gdy odbija się z progu, to odbija się najlepiej jak potrafi – jest 
odbijaniem się. Gdy leci – jest tylko lotem, gdy ląduje – jest tylko lądowaniem. Jest tylko tu i 
teraz.   Jest   aż   tu   i   teraz.   Żadnych   zakłóceń,   spraw,   reklam,   biznesów,   telefonów   w 
międzyczasie, żadnych obciążeń, żadnych nadziei. Żadnej przeszłości, żadnej przyszłości – tu 
i teraz – jedynie wieczna teraźniejszość.
Trzeci idzie sam ze sobą kilkadziesiąt kilometrów. Krok za krokiem. Jedna wielka medytacja, 
relaks – sam na sam ze sobą – w doświadczeniu. W doświadczeniu ciszy – ciszy na zewnątrz, 
ciszy we wnętrzu, ciszy serca, ciszy umysłu. Patrzącym tylko się wydaje, że ten człowiek idzie 
– on nie idzie, on jest chodzeniem. Chód jest niezmiernie wymagająca dyscypliną sportu, 
bardzo   techniczną   i   wymagająca   wielkiej   kondycji.   Nie   jest   możliwe   utrzymać   się   w 
świadomej koncentracji przez tak długi czas, trzeba przekroczyć umysł, by temu podołać. I 
aby tego móc dokonać trzeba wiele pracy nad swym wnętrzem.
I tak dalej i dalej. Przykładów można mnożyć wiele.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

1

background image

My widzimy „chwilę na płaskim ekranie”, ale nie bierzemy pod uwagę, umyka nam cała 
wewnętrzna   głębia   tego,   co   się   właśnie   dokonuje   i   co   się   musiało   dokonać   wcześniej. 
Umykają   naszej uwadze miesiące,  lata   żmudnej  pracy nad   wewnętrzną  dyscypliną   i nad 
zewnętrznym efektem. Umyka nam cała wartość dokonania, jego cudowność, jego heroizm. 
Mamy czasem łzy w oczach, ponieważ energia jest tak czysta, tak wielka, że można jedynie 
zapłakać. To chwila, gdy przejawia się nieprzejawione i jest naszym udziałem. To nie jest 
zwyczajne wzruszenie. Teraz, gdy piszę te słowa – na samą myśl, na samo wspomnienie tej 
(takiej) chwili – czuję napływające do moich oczu łzy. Zdarzało mi się i nadal wciąż się 
zdarza, że płaczę, gdy ktoś dokonuje tego przeskoku. Ciekawe jest to, że nie ma znaczenia 
narodowość zwycięzcy, zupełnie nie ma to żadnego znaczenia. Ciekawe jest też to, że nie z 
każdą   wygraną   coś   takiego   przychodzi   –   tylko   czasem.   Nie   odróżniam   tego   w   sposób 
świadomy.   To   się   samo   dzieje.   Patrzę   na   ekran   telewizora   i   się   po   prostu   dokonuje   – 
niesamowita   energia   –   Kaszpirowski   i   Jego   świadomie   wysyłana   energia   (chociaż   silna 
niezmiernie), to jedynie łezka w Oceanie. Szkoda porównywać.

Wróćmy do coachingu. Wróćmy do tego czasu „przed przeskokiem”. Czym jest coaching? 
Czym jest ów proces? Na czym polega? Po co jest?
Pytań jest wiele.
Oczywiście   podejść   również   jest   wiele,   sposobów   jest   wiele.   Wiele   rodzajów   aktywności 
nazywa się dziś coachingiem. Lecz gdzie, kiedy mamy do czynienia z coachingiem?

Nie ma potrzeby dokonywać wartościowania, który coaching jest lepszy lub gorszy. Warto 
jedynie wiedzieć, kiedy mamy w ogóle do czynienia z coachingiem, lub z jaką jego formułą. 
Dziedzina jest niezmiernie szeroka, a ludzie, którzy jej poszukują potrzebują różnych rzeczy 
(rodzajów aktywności) w danym (konkretnym) momencie, etapie (rozwoju) pracy nad sobą 
lub w ogóle w danym momencie życia.
Po prostu jedni potrzebują ćwiczeń z poziomu zachowań lub umiejętności, drudzy pracują z 
tym, co dotyczy wartości w ich świecie, w nich samych – co wypełnia, tworzy ich istotę. 
Jeszcze   inni   potrzebują   okiełznać   jedynie   umysł   z   całym   jego   bełkotem,   wierzeniami, 
wątpliwościami,   ograniczeniami.   Jeszcze   inni   chcą   odkryć   aspekt   „po   co?”   wiele   różnych 
poziomów.
Ale…. 
Są też i tacy, którzy chcą „objąć”, dotknąć każdego z poziomów swego istnienia, każdego 
poziomu bytu, by mieć zupełne i kompletne poczucie jedności, pełni. Ci ludzie chcą „dotknąć 
czegoś więcej”, chcą dokonać swoistego dla siebie (wcześniej wspomnianego) „przeskoku 
kwantowego,   a   nie   tylko   ulepszyć   jakiś   jednostkowy   element.   Chcą   całego   siebie 
doświadczyć, zintegrować. Przeczuwają, że jest to możliwe. Chcą tego doświadczyć, chcą się 
rozwinąć wielopoziomowo, w sposób pełny i całkowity, a przy okazji jeszcze coś ewentualnie 
osiągnąć, zyskać, by dać Światu. Ci ludzie poszukują podejścia całościowego, holistycznego. 
I tu pojawia się właśnie coaching.
Być może też z tego powodu pojawiają się przeróżne nazwy (mówiące o zakresie): coaching 
kariery, liderski, przywódczy, business, cxecutive, life, art., itd. Oczywiście w połączeniu z 
tymi   zakresami   czasem   mówi   się   o   podejściu   holistycznym,   a   czasem   nie,   ponieważ 
rzeczywiście działa się w obrębie jedynie jednego obszaru (jakby wyizolowanego z całości). 
W moim odczuciu ma to zupełnie nie wielki sens – jeśli w ogóle jest możliwe, ale to tylko 
moje zdanie. Coaching wyizolowany z całości jest raczej bliższy mentoringowi lub treningowi, 
nauczaniu. To tylko moje zdanie, nic poza tym. Ja również mam swoje ograniczenia. Być 
może można to traktować zupełnie inaczej.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

2

background image

W moim odczuciu, należy mieć tego świadomość, że nie wszystkie proponowane podejścia 
traktują człowieka jako całość. To nie jest ostateczny standard coachingowy. Podkreślam, że 
nie ma w tym niczego złego – nie każdy tego poszukuje lub potrzebuje. Jedynie warto to 
wiedzieć, że tak jest, by móc świadomie dokonać swojego suwerennego wyboru.
Większość   znanych   mi   coachów   informuje   swoich   potencjalnych   klientów   o   używanej 
metodzie pracy, o podstawach ideologii, o reprezentowanym podejściu. To bardzo dobry 
zwyczaj,   bardzo   elegancki   i   uczciwy.   Myślę,   że   powinno   to   być   wręcz   wymagane,   jako 
element zawierania kontraktu. To właściwie dotyczy płaszczyzny etyki zawodu.

Wróćmy teraz do definicji coachingu, do zadanych nieco wcześniej pytań.
Kiedy zaczniemy porównywać definicje proponowane przez duże, uznane, międzynarodowe 
lub   nawet   lokalne,   ale   liczące   się   organizacje   coachingowe,   zauważymy,   że   „definicyjne 
stwierdzenia” w dużym stopniu powielają się wzajemnie. Czasem gdzieś pojawia się inne 
określenie, jakieś dodatkowe (specyficzne wyjaśnienie danego zwrotu), ale generalnie baza 
definicyjna wydaje się być ta sama. 
Więc, zamiast przytaczać którąś z definicji w całości, zwrócimy uwagę na owe słowa, zwroty, 
które są wspólne dla podejść holistycznych. Ewidentnie bowiem profesjonalny coaching jest 
związany z podejściem holistycznym – to dla wszystkich jest wspólne.

Co wynika z definicji?
Wynika   wiele,   zarówno   dla   procesu   coachingu,   jak   i   dla   klienta   oraz   coacha.   Będziemy 
odnosić się krótko do każdego z tych trzech „elementów” – trudno w ogóle wyobrazić sobie 
ich rozdzielenie. Tworzą całość.
Zwroty definicyjne będziemy wyróżniać i wypunktujemy, by mieć w każdej chwili klarowność, 
o którym jest właśnie mowa.

1.

COACHING JEST METODĄ ROZWOJOWĄ

Można powiedzieć, że jest to żywy i dynamiczny proces. Wciąż się rozwija, narasta, jakby 
„sam   się  wciąż  stwarza”.  Czasem  zmierza   po   horyzont,   a   czasem  skupia   się  na   jednym 
wąskim elemencie, aspekcie i zmierza w głąb tego aspektu – szerokość i głębia w dialogu.

Dla   coacha   jest  to  ogromne   wyzwanie,  bowiem   trudno   jest   przewidzieć,   który   kiedy   się 
wyłoni. Trzeba to poczuć, spostrzec. Dodatkowo czasem trudno jest „wyłączyć swój świat”, 
trudno   jest   zachować   dystans   do   spraw   klienta   i  do   swoich  spraw.   Czasem   to   wymaga 
ogromnej dyscypliny wewnętrznej, a czasem po prostu na zwykłym treningu. Sztuka polega 
na   zadawaniu   pytań,   na   ciągłym   budowaniu   doświadczeń,   stwarzaniu   użytecznych 
kontekstów i ciągłym „znikaniu”. Tak, bycie coachem, to zgoda na bycie „niewidzialnym” 
towarzyszem.
Od coacha wymagany jest również ciągły rozwój własny – inaczej się nie da. Coach „ekspert” 
jest zbyt martwy, by pomóc żywej osobie.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

3

background image

Dla klienta oznacza to podjęcie wyzwania, a nawet ryzyka bycia odkrywcą. Rozwój wymaga. 
Nie można przyjąć od kogoś – trzeba samemu odkryć. Wiedzę można otrzymać z zewnątrz, 
ale mądrość trzeba samemu odkryć w sobie.
Klient musi czasem przejść przez własną „pustynię”, przez prywatną „mgłę”. Nikogo tam nie 
będzie do pomocy. Tylko klient, sam ze sobą „w mroku”.
Trzeba czasem pójść w zupełne nieznane i w rzeczywistości dokonać tego samemu. Niby 
ktoś jest obok, niby jest towarzysz, ale mimo wszystko jest to całkowicie pozorne, ponieważ 
ten towarzysz nie ma dostępu do wewnętrznej głębi. Nikt tam nie ma wstępu, poza samym 
klientem.   To   wygląda   mniej   więcej   tak:   jeden   pilnuje   liny   na   szczycie   góry,   gdy   drugi 
„zjeżdża” po tej linie do głębokiej jaskini, 100 metrów w dół. Słyszą się, mają kontakt, ale 
człowiek w jaskini i tak jest sam.

Rozwój jest ciągłą integracją, wchłanianiem i przetwarzaniem w nowe, by znów zintegrować, 
wchłonąć i przetworzyć, przekroczyć. Rozwój to ten proces. Ken Wilber mówi o „zawieraniu i 
przekraczaniu”. O to właśnie chodzi. Krok za krokiem, na wciąż wyższe poziomy, ku wciąż 
głębszej   głębi.   Kiedyś,   gdy   nie   miałem   jeszcze   pojęcia   o   coachingu,   wiele   lat   temu, 
określałem to dla siebie, jako zmierzanie do głębi przebóstwionej.
Nie   oszukujmy   się,   jest   to   proces   niezmiernie   wymagający.   Tak,   to   wiele   wymaga   od 
człowieka.   Być   może   z   tego   powodu,   tak   niewielu   ludzi   wybiera   rozwój.   Po   pierwszych 
zachwytach, gdy pojawiają się owe „wymagania”, po prostu rezygnują.
Życie   wśród   „rzeczy”   znanych   ma   wiele   „plusów”   –   wszystko   jest   takie   „poukładane”, 
przewidywalne.   Jednak  jest   też  wielki   minus   (bez  cudzysłowie)  –   to   wszystko   jest   takie 
martwe, jałowe, płaskie, nudne.

2.

COACHING   JEST   SKONCENTROWANY   NA   RZECZACH 

WAŻNYCH DLA KLIENTA

Kolejna   ważna   spraw.  Proces  zmierza   „za   klientem”,   nie  za  coachem.   Coach  zmierza   za 
klientem, nie klient za coachem. To nie coach decyduje o tematach, lecz klient. To klient 
stwarza swój proces i wyznacza ścieżkę, kierunek – właściwie jedynie odkrywa swój proces, 
nie stwarza go. Proces jest jakby „oddechem klienta” – jest zawsze przy kliencie, jest zawsze 
z nim, zawsze w nim.
Coach   decyduje   o   tym,   jakich   sposobów   użyć,   z   jakich   narzędzi   warto   skorzystać,   jakie 
specyficzne doświadczenie zaproponować, by klient odkrył to, czego chce. 
Coach   dba   o   pewne   zasady,   reguły,   by   proces   był   efektywny,   pełny,   wielopoziomowy   i 
ekologiczny.   Jednak   robi   to   w   taki   sposób,   by   zawsze   pozostawał   procesem   klienta,   by 
pozostał procesem indywidualnym, suwerennym i nienaruszonym z zewnątrz.
Metaforycznie można powiedzieć tak. Klient mówi: „o…, w tym pokoju jeszcze nie byłem”. 
Coach mówi: „skoro tu już jesteś, to spójrz i tu i tam, zajrzyj jeszcze tu, zajrzyj w każdy kąt. 
Pobądź tu, poczuj to miejsce, wysyć to. A spojrzałeś tam, za tą „szafą”, a w niej ….”
Coach mówi: „Nie wiem, co tam jest, nie wiem nawet, czy w ogóle tam coś jest, sam to 
sprawdź – to „twój pokój”. Coach nie wie i nie może udawać, że jest inaczej. Coach zachęca 
do eksplorowania. Oto jego rola.
Coach dba, by klient wyszedł z tego doświadczenia mądrzejszy, bardziej świadomy i bez 
szwanku.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

4

background image

3.

COACHING POMAGA W OSIĄGANIU CELÓW

To dość oczywiste. Wynika z poprzednich stwierdzeń. Jest jakiś cel, dla tego procesu, lecz do 
tej   pory   z   jakichś   przyczyn   nie   mógł   zostać   osiągnięty.   Brakowało   jakiegoś   wglądu, 
brakowało świadomości.
Więc jeśli klient będzie miał odpowiednie wglądy, to w ślad za nimi pojawią się adekwatne 
działania – same się pojawią, a to zaowocuje osiągnięciem zamierzonych celów.
W rzeczywistości cele nie zawsze są celem. Są pretekstem, są zewnętrzną reprezentacją 
jakieś głębszej potrzeby klienta. Materializacją tej potrzeby, jej miernikiem.
Dlatego jest napisane „pomaga w osiąganiu celów” – to jest dodatkowa sprawa, a nie sedno 
procesu. (o pomaganiu jako zjawisku będzie później)

4.

COACHING WSPIERA I INSPIRUJE

To znów kontynuacja poprzedniego wątku.
Każde  odkrycie  może   stać   się  początkiem   wielkiej   lawiny   inspiracji.   To   częste,  ponieważ 
umysł lubi się „rozpędzać”. Daj mu odpowiedni kierunek, użyj go odpowiednio, a wszystko 
będzie   proste.   Umysł   lubi   zagadki,   lubi   wyzwania.   Pozwól   mu   działać,   ale   nadaj   temu 
kierunek. Czasem go „wyłącz”, a będzie doskonale.
Jest oczywiste, że zaowocuje to poczuciem wsparcia. Czyjego wsparcia? Przede wszystkim 
swojego wsparcia – wewnętrznego.

Wsparcie   coacha   jest   tu   tylko   dopełnieniem,   dodatkiem.   Ewentualnie   ma   spełnić   rolę 
pierwszej iskry rozpalającej wewnętrzny ogień – ma zadziałasz jak „cyngiel”, „wyzwalacz”. 
Ma wzbudzić energetyczny rezonans, wzniecić identyczną wibrację, by klient doświadczał 
niezależności, własnej mocy. Tak naprawdę, klient ma doświadczyć wewnętrznego wsparcia 
– wsparcia całej jego Istoty. Nic więcej nie będzie potrzebne, to w zupełności wystarczy.

5.

COACHING OPIERA SIĘ NA RELACJI

To oczywiste, ale czy odpowiednio doceniane, rozumiane?
Bez   głębokiej   relacji,   bez   wzajemnego   zaufania,   z   którego   wypływa   również   poczucie 
bezpieczeństwa, jak wchodzić w nieznane i odkrywać? Jak się w ogóle można samemu przed 
sobą odkryć? Jak „zjechać po linie” 100 metrów w dół bez zaufania wzajemnego?
Relacja spełnia tu naprawdę ważną relację.
Wierzenie w klienta, szacunek dla niego, jako osoby i dla jej świata, akceptacja, wrażliwość, 
zrozumienie, miłość – nie bój my się tu użyć tego słowa, bo jest wielce adekwatne – to są 
niektóre   tylko   z   wielu   filarów   coachingowej   relacji.   Nie   można   tego   udawać.   To   może 
wypłynąć   jedynie   z   serc,   albo   tego   nie   będzie.   A   jeśli   nie   ma,   to   co   możemy   „razem” 
osiągnąć? Nie można, a nawet więcej – nie wolno tego udawać.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

5

background image

Tak, to jest kwestia obopólna, a nie jednostronna. Nazywa się to często „chemią relacyjną” – 
każdy wie o to chodzi.
Test to kwestia bardzo wymagająca zarówno dla coacha i dla klienta. 

Klient ma być ze sobą, a nie z coachem, ma podejmować działania dla siebie, a nie dla 
coacha, ze względu na siebie, a nie ze względu na coacha lub umowę. To bardzo ważne, a 
nawet   kluczowe.   Ma   pozostać   zawsze   wolny,   a   wspomniane   powyżej   aspekty   relacyjne 
stwarzają jakby warunki, środowisko do bycia zawsze wolnym. Jeśli nie ma wolności, to nie 
może się również pojawić świadomość, ponieważ jest napięcie. Jeśli jest napięcie nic się nie 
pojawi,   na   pewno   nic   nowego.   Relaks   jest   niezbędny   dla   nowych   wglądów,   dla 
doświadczenia świadomości. Więc filary, to naprawdę filary. Będziemy to wciąż rozszerzać w 
omówieniach, w wielu wzajemnych powiązaniach, odniesieniach.

Od strony coacha jest podobnie. Wysokie są tu wymagania.
Adekwatność, czystość wewnętrzna, zupełna klarowność i uczciwość – to i wiele więcej – a 
efekt natychmiast widać na płaszczyźnie procesu. Tu nie da się oszukać nikogo. Oczywiście 
też nie ma najmniejszego sensu kogokolwiek oszukiwać.
Coaching jest pracą z otwartym sercem i na otwartym sercu – to nie jest jakaś zabawa dla 
zabawy.

6.

W   COACHINGU   TRAKTUJE   SIĘ   KLIENTA   JAKO   CAŁOŚĆ, 
JEDNOŚĆ

Oczywiście  - holistyczne podejście – nie ma podzielenia, jest jedność.
To ma również wiele wspólnego z podejściem systemowym. Każdy element wpływa na każdy 
element   i   na   system,   jako   całość.   Nic   nie   jest   w   izolacji.   Wszystko   powiązane   jest   ze 
wszystkim. Każdy problem – jeśli jest – wyświetla się, ma wpływ na wszystkie elementy 
składowe systemu i widać go wszędzie. Reprezentuje się czasem na  różne sposoby, ale 
reprezentuje się w każdej części systemu, w całym systemie.
Podobnie każdy zasób można zastosować na różnych płaszczyznach, a jego efekt będzie 
wszechobecny w systemie. Tak musi się stać, bo wszystko połączone jest ze wszystkim. To, 
co   nazywamy  sferami   naszego   życia,   tworzy  jedną   całość.   Umysł   wszystko  dzieli,   ale   w 
rzeczywistości jest tylko jedność.
Nie ma żadnego prywatne i zawodowe. Nie ma żadnego tu lecz nie tam. Jest całość, jest 
jedna kompletna osoba. Wszelkie idee, wszelkie maski, wszelkie nazwy, wszelkie konteksty 
mają część wspólną – to ten człowiek. Tworzą go jako całość. On jest ostatecznym punktem 
styku wszelkich aspektów – jest całością.
Podziały stwarza umysł – ego, ale Istota jest jedna, niepodzielna.
Nie można dokonać zmiany w prezesie, nie dokonując zmiany w mężu, ojcu, przyjacielu, bo 
to jeden i ten sam wielki system, ten sam człowiek.
To chyba oczywiste, wystarczy.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

6

background image

7.

W   COACHINGU   KORZYSTA   SIĘ   Z   ZASOBÓW   I 
MOŻLIWOŚCI KLIENTA

Zasoby są zawsze, są nieskończone, są niewyczerpane. Problem polega na tym, że czasem 
nie ma się do nich dostępu. Są jakby zablokowane – ale jednak są. Jeżeli nie są dostępne, to 
stają się chwilowo potencjałem, który można uruchomić. Zmieniają nazwę na chwilę, ale 
nadal są tym, czym są – zasobami.
Coaching   jest  między  innymi  po   to,  by  je  „odblokować”,  by  zyskać   do   nich   dostęp   i  je 
uruchomić. W trakcie coachingu ma zostać odkryta strategia docierania do nich, a co za tym 
idzie, korzystania z owych zasobów.
Trzeba to zrozumieć. Żaden człowiek niczego nie potrzebuje z zewnątrz, a nawet jeśli, to są 
to jedynie drobiazgi. Wszystkiego innego ma pod dostatkiem w sobie. Gdyby było inaczej, 
już byłby martwy. Skoro żyje, to oznacza, że ma zasoby (nie tylko potencjał), lecz nie zawsze 
jest ich świadomy i nie zawsze wie, że z nich wciąż korzysta. W każdej chwili, mniej lub 
bardziej. Wystarczy się zastanowić, w jak różnorodnych warunkach człowiek jest zdolny nie 
tylko przeżyć, ale w ogóle żyć. W jak różnych warunkach. To niby dzięki czemu tego potrafi 
dokonać, jeśli nie własnym zasobom. 
Dodatkową   tajemnicą   jest,   dlaczego   ten   sam   człowiek   w   jednym   kontekście   korzysta   z 
danego zasobu, a w innym kontekście (za chwilę dosłownie) już nie ma do niego dostępu. 
Wygląda   to   tak,   jakby   tego   zasobu   zupełnie   nie   posiadał.   Ale   go   ma,   skoro   w   jednym 
kontekście ów zasób występuje. To niezmiernie ciekawa tajemnica. Trzeba to tylko odkryć. 
Jeżeli   człowiek   zacznie   używać   swoich   zasobów   zawsze,   gdy   tego   będzie  potrzebował   – 
stanie się wolny, celowo sprawczy, pełen mocy, zwycięski.
To jeden z powodów mojego stałego zachwytu procesem coachingowym. Nic nie dajesz z 
zewnątrz,   a   masz   poczucie,   jakby   ktoś   „ożył   na   nowo”.   To   jest   coś   wspaniałego,   coś 
cudownego. Towarzyszenie temu procesowi jest prawdziwym zaszczytem. Trudno to nawet 
wyrazić słowami. Tylko zachwyt i wdzięczność w ciszy.

8.

W   COACHINGU,   KLIENT   PONOSI   ODPOWIEDZIALNOŚĆ 

ZA SWÓJ WYNIK

Kolejna ważna kwestia. 100% odpowiedzialności za efekt jest po stronie klienta. Klient sam 
decyduje; Co? Ile? Kiedy?
Ilekolwiek chce osiągnąć – może.
Ilekolwiek osiągnie – sobie zawdzięcza.
Ilekolwiek chce dziękować – to sobie samemu.

To klient podejmuje decyzję. Jeżeli tego chce – staje się sprawczy.
Coaching   dzieje   się   w   atmosferze   wolności.   Żadnego   przymusu,   żadnej   formy   szantażu, 
żadnego   straszenia,  żadnych  obietnic  –  wolna   wola.  To  jest  bardzo   ekologiczny i  czysty 
proces.

Oczywiście coach ma tu ważną rolę do odegrania, bowiem czasem na tym elemencie proces 
może się „zawiesić”, w tym punkcie może „utknąć”. Wielu ludzi przejawia „syndrom Oni”, 

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

7

background image

który polega na częściowym lub całkowitym pozbywaniu się odpowiedzialności i cedowaniu 
go na zewnątrz, poza siebie. To naprawdę częste zjawisko. Każdemu czasem się zdarza, ale 
niektórych nigdy wręcz nie opuszcza. Można powiedzieć, że stało się jakby częścią osoby. 
Dlaczego tak się dzieje?
Otóż, oduczono nas brania odpowiedzialności za swoje życie. Od dziecka nas tego uczono. 
Zdarzało   się,   że   Pani   w   szkole   karała   psotnika,   nawet   wtedy,   gdy   sam   przyszedł   i   się 
przyznał, że coś zbroił. Więc następnym razem zaczął mówić: „to oni są winni”. Podobnie 
było w domu. I tak dalej i dalej. Tysiące doświadczeń.
Więc, nauczyliśmy się wreszcie tego, co wygodniejsze i mniej kosztowne (przynajmniej tak 
się nam najczęściej wydaje). Niech winni będą politycy, rodzice, nauczyciele, partie, kościoły, 
rząd – ktokolwiek lub cokolwiek, ale nie my. To wygodne. Zawsze ktoś jest dostępny. I jasne 
jest, że „gdyby Oni się zmienili …”. Nie trzeba nic robić, niech Oni się zmienią. I można tak 
narzekać bez końca. I można też czekać bez końca. I to jest ten minus. Prawda jest niestety 
taka: niedoczekanie nasze.
Ewentualnie   nabyliśmy   po   drodze   negatywne   skojarzenia   z   odpowiedzialnością.   Prosty 
przykład, jeden z wielu: „Kto jest za to odpowiedzialny?” Proste pytanko. Słyszałeś kiedyś 
takie pytanko? Tak, każdy to kiedyś usłyszał i nawet nie jeden raz.
To proste zdanko, ale fałszywe. W tym zdaniu w ogóle nie chodzi o odpowiedzialność, lecz o 
winę. To spora różnica. A przecież nie lubimy czuć się winni. Z jakiegokolwiek powodu. To 
jest wbrew naszej naturze. A jeśli ktoś to lubi, to jest wynaturzony. Zauważ, poczucie winny, 
a lubienie go, to również dwie różne kwestie. Wolę to dodać. Podkreślam więc, „winny” nie 
znaczy tego samego, co „odpowiedzialny”.
Wina jest efektem, jest potrzebna jakaś reguła, aby istniał punkt odniesienia dla dokonania 
oceny. Tak nam to wdrukowano, że nikt z zewnątrz nawet nie jest potrzebny – sami robimy 
to sobie tak doskonale. Osiągnęliśmy mistrzostwo. Zanim pomyślimy, już czujemy się winni. 
To działa jak jakiś magiczny odruch. 
Odpowiedzialność jest związana z decyzją, wolnym wyborem, świadomością. Poczucie winy 
nie. Nawet za swoje poczucie winy czas wziąć całkowitą odpowiedzialność. To nie Oni nam 
to zrobili, sami to sobie robimy. Wzięcie odpowiedzialności, to wejście w prawdę. Prawda 
owocuje   rozkwitaniem   następnej   prawdy,   a   fałsz   rodzi   fałsz.   To   taki   wybór   i 
odpowiedzialność każdego indywidualnie. Ponieważ w sprawie twojego życia, nikomu nie 
wolno   podejmować   żadnej   decyzji.   Twoje   życie,   to   twoja   sprawa   –   wyłącznie   twoja 
odpowiedzialność.

I z tego właśnie powodu, to klient ponosi 100% odpowiedzialności za swój efekt. Nie winy, 
lecz odpowiedzialności. To chyba jest już jasne.

Coach   również   w   100%   ponosi   odpowiedzialność,   ale   za   co   innego.   Nikt   go   w   tym   nie 
wyręczy, ponieważ to on podejmuje się być w tej sytuacji coachem i on sam odpowiada. 
Odpowiada za to, co jest po jego stronie. Ma znać narzędzia, ma rozumieć proces, ma być w 
szerokim znaczeniu gotowy, a jeśli nie jest, to powinien to również rozumieć, wziąć za to 
odpowiedzialność i zrezygnować z pełnienia roli coacha. To jest jedyne uczciwe i dojrzałe 
podejście do tej sprawy. Mało jest możliwe, by coach mógł pracować z każdym klientem – 
czasem   nie   jest   to   możliwe   i   tyle.   Wtedy   powinien   to   uczciwie   przyznać,   wziąć 
odpowiedzialność i odmówić pracy. Klient wybiera coacha, ale i coach wybiera klienta. Ten 
wybór jest obustronny.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

8

background image

9.

COACHING   BUDUJE   ŚWIADOMOŚĆ,   COACHING 
WZMACNIA WYBÓR I PROWADZI DO ZMIAN

Buduje świadomość. Tak, ten proces ma być stale połączony z odkrywaniem, wzrostem, 
uświadamianiem sobie. To ważne, ponieważ dopiero świadomość umożliwia dokonywanie 
jakichkolwiek wyborów. Jak może dokonać wyboru i cokolwiek zmienić ktoś, kto nie ma 
świadomości? To niby co miałby zmieniać, w czym? Najpierw jest potrzebna świadomość, że 
coś jest nie tak, jak powinno być. Dopiero w następstwie tego pojawia się idea, że coś może 
być w ogóle inaczej. Czasem czujemy głęboko w sobie, że coś nie działa dobrze – to nam 
często  pomaga – świadomość w  ciele często  „wyprzedza” pełną  świadomość. Ciało  nam 
pomaga.
Jak   możesz   wybierać,   zmieniać,   jeśli   żyjesz   w   martwych   przekonaniach   z   przeszłości,   a 
dodatkowo, większość tych wierzeń, to nie są nawet twoje wierzenia – tylko to, czego cię 
przez   lata   nauczono?   Ile   z   nich   sam   odkryłeś,   by   w   nie   uwierzyć?   O  większości   z   nich 
mówimy: „Tak przecież jest, każdy to wie, zawsze tak było.” Nawet nie jesteśmy w stanie 
tego   poddać   krytyce.   Więc   pytanie:   Jak   może   wybierać   ktoś,   kto   jest   zupełnie 
zahipnotyzowany? Jak ma wybierać ktoś, kto nie jest w stanie sam na siebie i na swoje 
myślenie spojrzeć krytycznie?

Coaching uczy na nowo dawno utraconych zdolności, lub przynajmniej zbytnio stłumionych. 
Potrafimy recytować, przypominać sobie i powtarzać w kółko to samo w wielu formach. Ale 
przypominanie sobie i bezkrytyczne powtarzanie tego samego, nie jest myśleniem. Myślenie 
wymaga  wysiłku,  wymaga   odwagi  wątpienia   w  to, co  już  odkryte.  To   nieodzowne.  Jeśli 
bowiem coś przyjmujesz i masz o tym wyrobione zdanie, to nie masz potrzeby stawiać w tej 
sprawie żadnych pytań, nie ma w tym żadnej tajemnicy i nie masz impulsu, by w tej sprawie 
myśleć – wszystko jest już „wymyślone”, więc po co?
Coaching   zbudowany   jest   na   bazie   pytań.   Chodzi   o   zadawanie   pytań,   o   budowanie 
doświadczeń, o zadania, które obudzą na nowo ciekawość odkrywania. To jedno wielkie 
pytanie. Cały coaching jest jednym wielkim archetypem „znaku zapytania”, który już dawno 
przestaliśmy dodawać do naszych wypowiedzi. Wybraliśmy „wykrzykniki”. Znaki zapytania to 
„kwiat”, wykrzykniki to „beton”. Coaching jest kruszeniem „betonu” i sadzeniem kwiatów. To 
burzenie ciemnego, głuchego, „betonowego schronu”, by wyjść na „łąkę” pełną zapachów, 
kolorów, dźwięków – łąkę pełną życia.

W coachingu chodzi o wzbudzić uśpioną zdolność – myślenie. Kiedy człowiek zaczyna myśleć, 
zaczyna sam docierać do swojej świadomości. Zaczyna być samoświadomy.
„Buduje świadomość” oznacza, że sam dziejący się proces, dokonuje w człowieku zmiany. 
Nikt z zewnątrz tego nie robi. Nie ma takiej możliwości, by coach przyszedł i uleczył, oświecił 
lub coś komuś uświadomił. To nie jest możliwe, ponieważ świadomość jest wewnętrznym, 
indywidualnym,   własnym   procesem   w   każdym   człowieku,   w   każdym   z   nas.   Jeżeli   ktoś 
twierdzi, że dzięki jego działaniu ktoś inny poza nim samym zyskał świadomość, to albo 
kłamie,   albo   sam   nie   jest   jeszcze   świadomy.   To   nie   ta   zewnętrzne   interwencja   wniosła 
świadomość,   ale   wewnętrzna   reakcja,   wewnętrzny   proces   danej   osoby   zaowocował 
świadomością.   Cokolwiek   zrobisz,   ktoś   może   to   wewnętrznie   odrzucić   i   po   sprawie.   Nie 
możesz   dać   komuś   świadomości   z   zewnątrz.   Można   zbudować   doświadczenie,   można 
zaaranżować spotkanie ze świadomości – to wszystko, co można zrobić od zewnątrz. Lecz 
stąd daleko jeszcze do powiedzenia: „to dzięki mnie” lub „to ja mu uświadomiłem”. Jedyną 
możliwością jest uświadomienie sobie, a nie komuś.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

9

background image

Świadomość jest w każdym już teraz i zawsze była (ostatecznie jako potencjał). Potrzebny 
jest jedynie impuls, by mogła się wyłonić z głębin. Świadomość może jedynie wyłonić się z 
wnętrza. Owszem, aby się to nieco przyśpieszyć, pomocne są pytania z zewnątrz, pomocne 
są doświadczenia. Trudno samemu sobie zadać zaskakujące pytanie, czasem trudno też jest 
zobaczyć   siebie   z   dystansu   i   zaproponować   sobie   jakieś   celowe   doświadczenie.   Pytania, 
doświadczenia pomagają się przebudzić, pomagają uruchomić proces myślenia, pomagają 
wyrwać się własnej iluzji, w której się tkwi. Czasem mówię, że samo życie stawie przed nami 
najważniejsze pytania i zaprasza nas do kluczowych dla naszego życia doświadczeń – życie 
jest   najdoskonalszym   istniejącym   coachem.   Problem   w   tym,   że   bardzo   oślepliśmy,   że 
otoczyliśmy się „murem”, że zbyt często zamiast pomyśleć, mówimy „przypadek” – i szansa 
znika. Oczywiście będzie nowa szansa, ale będzie już nieco inna, nowa – raczej nie podobna 
do poprzedniej. Życie się nie powtarza. To żywy proces – na tym właśnie polega życie.

A coaching? Coaching podobnie, ma w sobie to wielkie piękno, tą cudowną świeżość. W 
coachingu również nie zdarza się coś dwa razy – cechą coachingu jest niepowtarzalność. Nie 
ma dwóch takich samych procesów.
Każdy tkwi w jakiejś swojej, niepowtarzalnej iluzji. Każdy potrzebuje sam i po swojemu wyjść 
ze swego „magicznego labiryntu”, tego, w którym tkwi i w który sam się „wpakował”. Każdy 
człowiek jest inny, każdy labirynt ma swoją „magię”, choć reguły „hipnozy” są jednakowe.
Kiedy wyłania się świadomość, kończy się nieskończona podróż w labiryncie. Labirynt znika. 
Unosisz się ponad labirynt. Bez znaczenia, w jaki sposób to określimy, jak to wyrazimy. 
Znika, nie ma go już – przynajmniej tak długo, jak utrzymujesz się w stanie świadomości. 
Trzeba   wiedzieć,   że   choć   ów   labirynt   jest   jeden,   to   utkany   jest   z   niepoliczonej   ilości 
labiryntów. To jest raczej labirynt labiryntów. Trzeba również wiedzieć, że jeśli utrzymywany 
jest   stan  świadomości,   to   żaden   labirynt   się  nie   przejawi  –   nigdy.   To   nie   jest   możliwe, 
ponieważ owocem świadomości jest wolność. Dopiero świadomość.

Co z tego wynika dla klienta i dla coacha?
Dla klienta jest to ogromna szansa na Życie. Nie na nowe, w ogóle na życie. Wielu ludzi ma 
takie wierzenie, że żyje, ale to wcale nie jest takie oczywiste. Większość ludzi śpi i śni swój 
sen o życiu. W czasie snu nie potrafimy być krytyczni, więc nawet nie wiemy, że to sen. Aby 
być   krytycznym,   trzeba   być   przebudzonym   –   to   domena   rzeczywistości,   a   nie   snu.   Sen 
charakteryzuje się brakiem krytyczności.
Każdy z nas czasem śpi w nieświadomości, jednak niektórzy wciąż się budzą, wciąż wracają 
do świadomości. Wciąż ćwiczą. To jedyna różnica między ludźmi. Jedni śpią i nie podejmują 
wysiłku myślenia, świadomości – przebudzenia. Drudzy podejmują decyzję wciąż i wciąż, 
wciąż podejmują ów wysiłek.
Nie ma w tym, co tu piszę, żadnego wartościowania ludzi. Mówię jedynie o indywidualnym 
wyborze każdego człowieka. Każdy ma prawo do swojego wyboru – jakikolwiek by on był. 
Problem polega ewentualnie na tym, że skoro śpi, to w jaki sposób ma w ogóle dokonać tego 
wyboru? – jest właśnie bezkrytyczny.

Dla coacha wynika z tego ogromne wyzwanie. Wiem, to wielkie słowa i pojawiają się co 
chwila, ale tak właśnie jest. Wiem też, że są tak samo prawdą, co fałszem. Nic na to nie 
poradzę. Traktuję to z należytym szacunkiem i bardzo poważnie.
Otóż, dla coacha świadomego nie jest to żadnym szczególnym wyzwaniem – po prostu jest 
obecny i robi to, co trzeba lub jest obecny i nie robi, co trzeba. W rzeczywistości sam fakt 

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

10

background image

bycia wystarczy, jeśli jest się świadomym, ponieważ stan świadomości jest „zaraźliwy”. Jeśli 
coach jest w stanie świadomości, nawet nie chcąc, wzmacnia ten sam aspekt w kliencie. Z 
tego powodu coach z wątpliwościami wewnętrznymi, ma wciąż wątpiących klientów wokół 
siebie.   To   kwestia   energii,   a   nie   działań.   Nie   to   co   mówisz   lub   robisz   ma   znaczenie   – 
znaczenie ma to kim jesteś, znaczenie ma twoja energia.
Pomyśl, co musi robić dziecko chore na grypę, by zarazić inne dzieci. Właściwie nic, no 
właśnie, nic nie potrzebuje robić – po prostu jest i zaraża. Tu jest troszkę podobnie, a nawet 
bardzo   podobnie   –   tyle,   że   w   sposób   zupełnie   pozytywny   i   zdrowy.   To   takie   zdrowe 
zarażanie.
Jeśli   coach   jest   tylko   dobrym   „rzemieślnikiem”,   nie   „artystą”   i   dodatkowo   bez   głębszej 
świadomości w sobie, to nic wielkiego się nie wydarzy. Wyjmie kilka kartek z narzędziami, 
zada parę pytań – rzemiosło, to rzemiosło. Jest wielu super rzemieślników na świecie. Efekty 
mogą być przeróżne, ale nic wielkiego się właściwie nie wydarzy. Istnieją oczywiście wyjątki, 
ale to normalne. Jednak wyjątki nie mają nic (lub niewiele) wspólnego z coachem, a jedynie 
z samym klientem. pokazują ewentualnie, że coach nie może stać się przeszkodą (nie do 
przejścia) – pokazują, że coach nie przeszkodził klientowi, nie zdołał. To wszystko. Lecz to i 
tak   duża   zasługa   dla   coacha   rzemieślnika.   I   jednocześnie   szansa.   Uczestniczył   w   czymś 
cudownym. Ciekawe czy dostrzegł w ogóle to zjawisko? Mógł nie zauważyć „przeskoku” lub 
zauważyć, ale przypisać go swoim działaniom – wtedy stracił też szansę dla samego siebie. 
Pokorę zostawił w domu i nie może skorzystać z cudu, który się właśnie „w jego obecności” 
wydarzył. Lecz jego tam nie było, nie był prawdziwie obecny. Cóż….
Coach „artysta” również nie przeszkadza klientowi, tyle, że on jest tego świadomy. Może 
czasem pomóc, ale tego również jest zupełnie świadomy. Wie również, w jaki sposób może 
pomóc (czyli, co będzie naprawdę pomocne), a czego robić nie powinien, a nawet nie wolno 
mu zrobić i kiedy. To jest właśnie stan świadomości.

Wróćmy jeszcze na chwilę do coacha bez stanu głębokiej świadomości. W pracy z nim będzie 
wiele mniejszych lub większych zewnętrznych osiągnięć, wiele bardziej lub mniej sensownych 
aktywności – to również ma wartość. Nie każdy musi za pierwszym razem odkryć Amerykę. 
Potrzebne są też czasem kroki pośrednie. To ma swój głęboki sens – jak wszystko inne. Być 
może w innym czasie dla tej osoby najlepsze będzie odkrywanie Ameryki. Może to jeszcze 
nie ta chwila. Tego nie wiemy – to tajemnica.
Dlaczego to „coś” głęboko się nie wydarzy? Oczywiście można to mimo wszystko choć trochę 
wyjaśnić.
Nie wydarzy się, ponieważ człowiek z tego samego lub niższego poziomu świadomości, nie 
jest w stanie pokazać innej perspektywy, niż jest mu dostępna lub poniżej dostępnej. Nie 
może wskazać na  coś, co nie jest mu dostępne, czego nie spotkał. A jeśli perspektywa 
coacha jest taka sama, jak klienta, to powinni obaj zadzwonić do kogoś innego, powinni 
wezwać innego coacha. Może jest na wyższym poziomie i im pomoże.
W normalnych warunkach jest tak, że uczeń zadaje pytania, a nauczyciel potrafi mu wyjaśnić 
wątpliwości, ponieważ jest na wyższym poziomie – to jasne. Kolega z ławki nie zrobi tego, 
ponieważ   jest   na   tym   samym   poziomie,   co   pytający   kolega.   Oczywiście   (jak   mówiłem) 
możliwe są wyjątki, ale to oznacza, że kolega z ławki jest już na innym (wyższym) poziomie.
Reguła jest prosta. Musisz być przynajmniej na II piętrze, by spojrzeć z góry, z dystansu na I 
piętro. Możesz być też na V piętrze, ale nie na I, a już na pewno nie na parterze lub w 
piwnicy. „Ślepy prowadzący ślepego” – to jest ten sam poziom. W jaki sposób zobrazować 
parter i I piętro – nie wiem. Może „obłąkany ślepy prowadzący ślepego”. Mało obiecujące.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

11

background image

10.

COACHING,   TO   POMOC   W   DOKONYWANIU   ZMIAN   W 

TAKI   SPOSÓB,   W   JAKI   OCZEKUJE   TEGO   KLIENT   I 
POMOC   W   PODĄŻANIU   W   KIERUNKU   W   KTÓRYM 
KLIENT CHCE

Kiedy już wyłoni się świadomość, pojawi się zmiana  – to  zupełnie  naturalne. Pojawi się 
również   odpowiedni   sposób.  Sposób,   który   będzie   skuteczny,   efektywny,   ekologiczny  dla 
osoby i jej świata, dla jej celu, misji życiowej, dla jej relacji. Całkowicie ekologiczny sposób 
działania.
Wraz   z   poszerzeniem   świadomości   horyzont   się   poszerzy.   Kierunek   stanie   się   oczywisty. 
Wszystkie   elementy   ułożą   się   w   całość,   a   zmiana   będzie   łagodna,   jak   powiew   wiatru, 
wytworzony poruszeniem się skrzydeł motyla.
Mała zmiana jakościowa – świadomość. Jest to w rzeczywistości największa zmiana, która 
jest   możliwa.   I   nagle   cały   Wszechświat   stoi   otworem,   cały   Wszechświat   daje   wsparcie. 
Zresztą zawsze daje, tyle, że nie zawsze człowiek to wie. Czasem nie jest świadomy, że sam 
nadaje temu wsparciu kierunek. Często kieruje to stałe wsparcie Wszechświata przeciwko 
sobie samemu poprzez swoje lęki. I o tym też często nie wie.
Wraz   z  pojawieniem   się   świadomości,   znikają   wszelkie  problemy,   przeszkody.  To   jedyna 
możliwość.
Chyba wystarczy wyjaśnień w tej sprawie na ten moment. To wszystko układa się w jedną, 
dość   logiczną   całość.   Jedno   powiązane   jest   z   drugim,   jedno   wynika   z   drugiego,   jedno 
wywołuje drugie.

11.

COACHING   POMAGA   LUDZIM   UCZYĆ   SIĘ,   A   NIE   JEST 

PO   TO,   BY   ICH   UCZYĆ   (w   ścisłym   sensie   uczenie,   to 
przekazywanie wiedzy)

Tu   mamy   do   czynienia   z   aspektem   czystości   metody.   Coaching   nie   jest   treningiem, 
szkoleniem, mentoringiem. Nie jest jego celem również leczenie – tym zajmuje się terapia.
Każda z wymienionych wyżej dziedzin jest ważna i użyteczna, rządzi się własnymi regułami i 
jest odpowiednia w konkretnych sytuacjach. Każda ma swoją metodologię, własne narzędzia. 
Uzupełniają się w pewnym sensie. Każda z nich, ma swoje miejsce w całym rozwojowym 
procesie. Ważne, aby umieć je odróżnić, niekoniecznie oddzielić lub którąś przedkładać nad 
inną. Każda ma znaczenie i jest pomocna w procesie rozwoju osoby.

Wciąż wracamy do wewnętrznego rozwoju, wciąż wracamy do wewnętrznych zasobów, które 
są   zablokowane   lub   niewykorzystywane   w   stopniu   zadawalającym.   I   jedyne,   co   jest   do 
zrobienia, to uwolnienie tych zasobów.
Każde działanie w coachingu temu właśnie służy. Klient ma odnaleźć swoją moc, ma tej 
mocy   doświadczyć   i   ma   zbudować/odbudować   połączenie   z   ową   mocą.   Klient   nie   ma 
doświadczać mądrości coacha i od niego coś dostawać z zewnątrz. Klient ma doświadczać 
swojej mocy, swojej mądrości. Celem coachingu jest odbudowanie lub wzmocnienie Osoby, a 
nie jedynie osiągnięcie kilku zewnętrznych celów. Owszem, chodzi o cele, ale jakby przy 
okazji. Właściwie cele są pretekstem do pracy z Osobą, która jest całością.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

12

background image

Ta osoba wciąż realizuje swoje cele. Również w tej chwili, tyle, że nie ma świadomości wielu 
swoich   celów.   Teraz   jest   świadoma   jedynie   tych   celów,   których   nie   osiąga,   ale   nie   ma 
dostępu do wiedzy o tych celach, które (równocześnie, właśnie w ten sposób) osiąga. Może 
one są ważniejsze, może chwilowo sprzeczne – okaże się. Klient sam to odkryje, gdy błyśnie 
światło świadomości. Klient sam znajdzie przyczyny.
To wszystko wygląda prosto, ale to czasem prostota pozorna. Czasem nie – czasem jest to 
rzeczywiście proste. Duże znaczenie ma fakt różnicy poziomów świadomości klienta i coacha.
Powtórzmy:
Nie może się zdarzyć, by coach pracował z kimś, kto jest już na wyższym poziomie niż on. To 
nie wiele wniesie. To będzie nudne. To będzie męka dla obu stron.
Nie jest też skuteczne praca, gdy coach i klient są na tym samym poziomie. To będzie być 
może wspólne odkrywanie – oby chociaż to. Ale też czasem następuje syndrom „kręcenia się 
w kółko”, sprzeczka, dyskusja lub cokolwiek innego (zupełnie teoretyczna i mentalnie jałowa 
dysputa) – zamiast coachingu. Każdy powie to, co wie i na tym się skończy. Klient i coach 
udzielą   sobie   kilku   wspaniałych   rad,   które   są   jedynym   ogólnie   dostępnym   darmowym 
towarem, ale żadna nie zostanie nigdy i tak zastosowana. Kto stosuje cudze rady? 
Ma być tak, że coach jest na wyższym poziomie świadomości w stosunku do klienta. Dzięki 
temu może patrzeć z dystansu na nawet najtrudniejsze w świecie klienta sprawy. Taki coach 
będzie empatyczny, ale nie sentymentalny. Sentymentalność jest fajna, miła, ale nie jest 
skuteczna.   Sentymentalny   klient   i   sentymentalny   coach   posiedzą   sobie,   wspólnie   sobie 
popłaczą i tyle się zdarzy. Będą bardzo sobie „bliscy”, ale nie wiele to zmieni. Empatia nie 
polega na użalaniu się nad kimś lub nawet wraz z nim. To nic nie daje. Dwóch „siłaczy” chce 
przesunąć „głaz z waty” i nie mogą, bo żaden nie wie jak. Nawet nie wstali z miejsca. 
Zobaczyli „głaz”, jest ogromny, paskudnie wygląda z daleka – więc, tak siedzą i płaczą. To 
nic nie da.
Z tego aspektu coachingu wynika ciągła potrzeba rozwoju osobistego coacha. Coach, który 
sam nad sobą nie pracuje, nie odkrywa wciąż siebie, który nie czyta, który nie odpoczywa, 
tylko biega od jednego klienta do drugiego – taki coach jest mało pomocny. Może robi dużo 
szumu, ale cóż z tego. Wszędzie go pełno, a powinien „zniknąć”. 
O to właśnie chodzi. Ma się przejawiać świadomość coacha w jego najmniejszych możliwych 
działaniach. Ma być wyczuwalna, stale obecna, ale coach ma być „niewidzialny”. To wielka 
rzadkość.
Słowo „niewidzialny”, to oczywiście przenośnia, metafora pewnej struktury obecności (bycia), 
a nie zewnętrznej, fizycznej obecności lub jej braku. Wolę to wyraźnie powiedzieć. Coach ma 
być   bardzo   obecny   i   jednocześnie   bardzo   przeźroczysty.   Jego   świadomość   zupełnie 
wystarczy.

12.

  COACHING   WYZWALA   LUDZKI   POTENCJAŁ   (DANEJ 

OSOBY) , ABY ZMAKSYMALIZOWAĆ AKTYWNOŚĆ

Co to oznacza? Pierwsza część tego zdania jest dość prosta, przewijała się już wcześniej. 
Gdy człowiek jest zaplątany, zablokowany, nie ma dostępu do swojego potencjału. Chodzi w 
koło zasłoniętej gazetą studni i szuka wody. Nawet nie widzi, jak jest blisko źródła wody. 
Źródło jest ukryte w studni, a studnia zasłonięta gazetą – i on chodzi w koło.
Coaching jest po to, by to dostrzegł (świadomość). Przecież, kiedy zauważy, to zdmuchnie 
gazetę albo odpali jedną małą „zapałeczkę” i pozwoli zadziałać żywiołom. Po wszystkim.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

13

background image

Zwróć uwagę, „wyzwala” coś, co jest ukryte, zamknięte, ale tego nie stwarza. Coaching nie 
jest procesem kopania studni, jest jedynie procesem odkrywania, że studnia już jest.
Przecież jest to oczywiste, że gdy człowiek odkryje swoją studnię potencjału, to natychmiast 
z niej zaczerpnie. To wszystko. Reszta, to już tylko „kosmetyka”.

Druga część zdania brzmi: „zmaksymalizować aktywność”. To nie musi oznaczać większej 
aktywności – może, ale nie musi. Może chodzić o inną jakość, a nie ilość. Może chodzić o 
większą aktywność w byciu nieaktywnym. Któż to wie? Różnie to bywa.
Czasem nadmiar aktywności jest głównym problemem. 
Znasz tę anegdotę o pomocniku murarza, który zasuwał po budowie z pustą paczką. Wciąż 
zasuwał. I wreszcie zatrzymał go jakiś murarz, który czekał na zaprawę i pyta: „Co ty z tą 
pustą taczką tak zasuwasz i zasuwasz? Ja tu na zaprawę czekam.” I pada odpowiedź: „Nie 
widzisz człowieku, jest taki zapieprz – nie ma czasu załadować.” Tak to właśnie jest z tą 
naszą aktywnością (zbyt często). 
Jest to naturalnie wynik zablokowanej mądrości, świadomości lub kilku innych energii. Albo 
wszystkich jednocześnie. Ostatecznie przyroda uwielbia reakcje łańcuchowe.
Wyobraź   sobie   rolnika,   który   co   chwilę   biega   na   pole   i   przekopuje   zasiane   zborze,   by 
sprawdzić, czy już zaczęło kiełkować. Zniszczyłby w ten prostu sposób cały swój plon, bo 
zniszczyłby potencjał. To właśnie byłby nadmiar aktywności w czystej postaci – to oczywiste. 
Wystarczy, że zasiał, czasem wyrwie chwasty lub doda nawozu. Odpowiednia, adekwatna 
aktywność – to jest to, to jest mądrość, to jest świadomość.
Więc w tym elemencie chodzi o aktywność, a nie o nad-aktywność.

Sporo tego wyszło. Nie spodziewałem się. A oczywiście można omawiać to zdecydowanie 
szerzej. Takich kluczowych definicyjnych przekazów jest więcej. Celem było, aby wyłonić te 
najczęstsze, te najbardziej powtarzalne i wspólne – kluczowe z kluczowych.

Do tego dorzućmy jeszcze kilka definicji nieformalnych – raczej krótkich stwierdzeń, które są 
przenośniami, metaforami lub sloganami, których celem jest wyjaśnić coaching krótko i „po 
ludzku”,   bez   tego   całego   zagłębiania   się   w   zbytnie   filozofie.   Chodzi   o   proste   wyrażenie 
charakteru i celu tego procesu.
Oto kilka z nich:
„Celem coachingu jest wydobywanie z człowieka tego, co w nim najlepsze.”
„Celem coachingu jest odkrywaniem nie odkrytego.”
„Coaching jest równoważeniem wglądów i działania.”
„Coaching jest poszukiwaniem wyjątkowego skarbu. Jest jak wyprawa archeologiczna.” 
Wszystkie te i wiele innych im podobnych, uzupełniają się i wskazują na to samo, wciąż i 
zgodnie w tym samym kierunku. Zastanówmy się, co najpiękniejszego można wydobyć z 
człowieka? Po co ta większa świadomość? Co, kto jest właściwie tym skarbem?
Może chodzi właśnie o to, by z człowieka wydobyć samego siebie – samą czystą Istotę. Może 
to   jest   ów   największy   skarb,   ukryty   pod   milionami   ról,   masek,   zmartwień,   wierzeń, 
ograniczeń, utożsamień, nawyków, nałogów. Może chodzi o wydobycie samego siebie, z tej 
całej „góry zbędności”.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

14

background image

Gdy przejawi się nasze czyste piękno, reszta dokona się sama. Wszystko samo się ułoży 
doskonale. Lecz, by to mogło się dokonać, trzeba poszerzyć świadomość, trzeba przejrzeć 
własną  ułudę,  wiele  iluzji.  Po  wglądach pojawią   się adekwatne działania.  Po, nie  przed. 
Działania bez świadomości nic nie zmienią, ewentualnie pogłębią stan obecny – czyli to, co 
już jest.
Może chodzi o wydobycie własnej Jedności z całego tego bałaganu wielu niby „części”. Być 
może nasze podzielenia wewnętrzne tak nam doskwiera. Może tylko o to chodzi?

W ten sposób zakończyliśmy omawianie zwrotów definicyjnych.

Jest  jednak – w  moim  odczuciu – przynajmniej jeszcze jedna bardzo ważna kwestia  do 
omówienia. Przyznaję, że pomija się ten aspekt w definicjach (w każdym razie nie natrafiłem 
na zapis lub wyjaśnienie dotyczące tej kwestii). Może wydaje się to taką oczywistością, a 
może dzieje się tak z jakichś innych powodów. Na przykład nikomu do głowy nie przyszło lub 
bezpieczniej jest tego nie ruszać. Nie wiem.
Chodzi   mi   w   tej   chwili   o   aspekt   religijny,   a   może   raczej   wyznaniowy.   Dodaje   słowo 
wyznaniowy, ponieważ nie jest to dla mnie tożsame. Nie ma o tym mowy, a warto o tym 
powiedzieć.
Jest jasne, że wpływy wyznaniowe można odnaleźć w każdym ludzkim dziele. Coaching jest 
dziełem  człowieka,  więc   i  tu  można.  W  samym   sposobie  używania  słów,  w   strukturach, 
strategiach, konstrukcjach myślowych – można znaleźć wpływy wyznaniowe. To oczywiste, 
że każdy człowiek coś sobą wnosi do wspólnego dzieła, a wnosi to, co ma w sobie, to, czym 
jest w swym wnętrzu wypełniony. W to wierzy i tym się dzieli z innymi. To jest zupełnie 
naturalne   i   normalne.   Twórcy   podwalin   definicyjnych   również   mają   jakieś   wierzenia, 
przyjmują jakieś podejście, jakąś ideologię, choć wydaje się, że jedyną ideologią w coachingu 
jest stwierdzenie: „Coach zna pytania, klient zna odpowiedzi”.
Tak   więc,   można   znaleźć   wpływy   myśli   wschodniej   i   zachodniej.   Można   znaleźć   wpływy 
buddyjskie, filozofii zen, chrześcijaństwa – wiele różnych. Lubię na to patrzeć i traktuję to 
raczej jak bogactwo, a nie problem czy ograniczenie. Lecz w gruncie rzeczy – tak myślę i to 
jest   moje   zdanie   –   coaching   jest   ponad-wyznaniowy.   Celowo   używam   tu   słowa   ponad-
wyznaniowy, a nie ponad-religijny, ponieważ wyznań, czyli modeli jest na świecie bardzo 
wiele, natomiast religijność, to religijność. Religijność zaś, to coś więcej niż wyznaniowość. 
Jest   ponad-wyznaniowa.   Tak   uważam.   Można   nie   być   członkiem   żadnego   wyznania 
(kościoła), a być bardzo religijnym człowiekiem. Życie – samo w sobie – jest wydarzeniem 
głęboko religijnym.
Wróćmy do meritum sprawy.
Z   moich   spostrzeżeń   wynika,   że   ludzie   różnych   wyznań,   o   odmiennych   ideologiach   i 
przeróżnych   wierzeniach,   świetnie   czują   się   w   procesie   coachingowym.   Również   ludzie 
niewierzący.
Mam   wrażenie,   że  jest,   istnieje   jakaś   ogólnoludzka   płaszczyzna   porozumienia,   gdzieś   na 
płaszczyźnie   Ducha,   która   daje   możliwość   pracy   tymi   samymi   narzędziami,   tym   samym 
procesem   w   różnych   kulturach,   obszarach   wyznaniowych,   w   różnych   podejściach 
filozoficznych.   Uważam,   że   jest   to   całkowicie   wspaniała   sprawa.   Coaching   świetnie   się 
„aklimatyzuje” – tak to można określić.
Cała tajemnica zawiera się w tym, że to klient decyduje – zawsze tylko klient. Coach podąża 
za klientem. To klient ustanawia granice dla procesu i jest oczywiste, że weźmie pod uwagę 
swoje wartości, swoje wierzenia. Nikomu nic do tego. Coach wie, w jaki sposób zadawać 

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

15

background image

pytania, a klient zna odpowiedzi. Coach nie dokonuje oceny świata klienta – nie ma takiego 
prawa. Coach nie zmienia klienta w zgodzie z jakimś swoim wydumanym pomysłem. Zadaje 
pytania, buduje doświadczenia, dba o przestrzeń i ekologię klienta – to i kilka innych rzeczy. 
Ale nigdy nie ocenia i nie wpływa – nie zmienia cudzego świata. Jeśli pod wpływem wglądów 
coś   się   w   tym   świecie   zmieni,   bo   klient   zechce,   to   w   porządku.   Lecz   jest   to   jedyna 
akceptowalna możliwość dokonywania zmian. Jedyną upoważnioną osobą do podejmowania 
decyzji i wdrażaniu zmian w świecie klienta, jest on sam – nikt inny – tylko sam klient.

Moje doświadczenie jest takie, że im dłużej zajmuję się coachingiem, tym bardziej zaczynam 
dostrzegać w nim aspekty duchowe. Jeden z poziomów funkcjonowania człowieka, opisanych 
przez Roberta Dilts’a, to właśnie Duchowość. Każdy z nas ma ów aspekt w sobie. Więc 
naturalne,   że   czasem   tam   się   w   coachingu   pracuje   –   jeśli   klient   sam   zdecyduje   i   tam 
„pójdzie”. W coachingu nie istnieje pojęcie przymusu. Przy okazji, to również niezmiernie mi 
się podoba – nie ma przymusu, nie ma też zakazu.
Kontynuując   poprzednią   myśl,   myślę,   że  coaching   (w   jakimś   głębokim   sensie)   ma   wiele 
wspólnego z Naturalną Religijnością. Naturalna religijność ma wiele wspólnego z Naturą, z 
tym, co Naturalne. Nie jest to nawet dziwne, ponieważ wiele wyznań (jeśli nie wszystkie) 
bazuje na tych samych regułach, które przejawiają się we Wszechświecie i w oparciu o które 
Wszechświat funkcjonuje i wszystko w nim. Nazywa się te reguły PRAWAMI NATURALNYMI.
Dla   przykładu,   ostatnio   bardzo   rozpowszechnione   za   przyczyną   książki   „Sekret”   zostało 
Prawo Przyciągania. Już jasne o czym mowa. Tych praw jest więcej: Prawo Przyczyny i 
Skutku,   Analogii,   Jedności,   Kreacji,   Zmiany   i   Transmutacji,   Równowagi,   Manifestacji, 
Synchroniczności, Wzajemności. Wszystkich jest podobno 33, ale nie dotarłem nigdy do tylu.
Prawa dotyczą wszystkich i wszystkiego tak samo, wszyscy i wszystko jest dla nich równe. 
Działają zawsze i wszędzie. 
Coaching nie musi dotykać tego (Duchowego) poziomu, lecz może. Myślę, że ma wiele z nim 
wspólnego   –   bardzo   często.   I   mimo   tego,   nie   odczuwam,   aby   mógł   być   to   jakikolwiek 
problem. Nie ma w tym żadnego napięcia – ani dla klienta, ani dla coacha.
Dodatkowo zachwyca mnie, że coaching jest dla tych wszystkich, którzy go chcą.   Nie ma 
znaczenia   wyznanie.   Nie   ma   znaczenia   ideologia.   Uważam,   że   to   wspaniałe.   Żadnego 
oceniania, wartościowania. Żadnej formy fanatyzmu, żadnych ograniczeń tego typu.
Z tej perspektywy ważne jest, że coaching sam nie jest żadnym wyznaniem, religią, sektą, 
itp.   Jest   czystym   procesem,   którego   celem   jest   pomoc   w   rozwoju   osobie   tak,   jak   tego 
oczekuje, tak, jak sama tego chce – adekwatnie do jej potrzeb, w zgodzie z wierzeniami, 
wartościami, z całkowitym szacunkiem i w atmosferze akceptacji.
Coaching,   również   sam   siebie   nie   pozycjonuje   wyżej   lub   niżej.   Jest   porostu   jedną   z 
dostępnych dziedzin rozwojowych. Dla jednych jest dobry i pomocny, a do innych nie pasuje. 
To   wszystko.   Nie   wypiera   innych   dziedzin,   nie   chce   ich  zastąpić   –  ma   po   prostu   swoje 
miejsce i innym pozostawia ich miejsce.
Nikt rozsądny nie mówi: „Coaching jest najlepszy”. Żaden coach tego nie powie (świadomy 
coach), bo natychmiast w jego głowie pojawią się coachingowe pytania:
„Dla kogo najlepszy?”
„Kiedy, w jakich warunkach najlepszy?”
„Według kogo najlepszy?”
Po prostu natychmiast pojawią się pytania. Oto, w jaki sposób działa coaching.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

16

background image

Na koniec, jeszcze kilka zdań o pomaganiu. Słowo „pomoc” przewija się bowiem w definicji 
bardzo często i różnych odmianach. Jednocześnie jest to słowo, z którym bez wątpienia 
wiąże się ogromna ilość wątpliwości. Czym jest pomaganie? Co jest pomaganiem? Jak być 
pomocnym?   Jest   to   kwestia   niezmiernie   delikatna   i   subtelna.   Sama   w   sobie   wymaga 
definiowania. Związanych jest z nią  wiele nieporozumień i pomieszania. Trudno bowiem, 
jednoznacznie   wyznaczyć   jej   granice.   W   różnych   kontekstach   i   dla   różnych   ludzi   może 
znaczyć coś trochę lub zupełnie innego.
Pokuszę   się   o   kilka   refleksji   i   proszę   potraktuj   to,   jedynie   jak   refleksje   –   konteksty   do 
własnego przemyślenia. Raczej jest to zaproszenie do zadumy, niż jakakolwiek recepta. Mówi 
coś   na   temat   mojego   postrzegania   „pomocy”.   I   nie   jest   to   postrzeganie   „skończone”, 
ponieważ każdego niemal dnia, w różnych sytuacjach z ludźmi odkrywam i uczę się czegoś 
nowego w tej sprawie. Mam nawet nadzieję, że to się nigdy nie skończy.

Jeśli   ktoś   wie,   a   innych   traktuje   tak,   jakby   nie   wiedzieli   i   mówi   im,   zamiast   pomóc   im 
samemu odkryć – nie pomaga. To nie jest pomocne, ani twórcze. To tylko frustracja ego, 
które chce się poczuć wciąż ważniejsze. Problem, że nigdy się nie nasyci – tam ma. To nie 
jest szklanka, którą można napełnić do pełna, a nawet przelać. Ego nie jest czymś realnym, 
więc nie traktuj tego realnie – ego nie jest realne. Ilekolwiek nalejesz – pomieści, i wciąż 
rośnie. Jest wielkie i staje się wciąż większe, a gdy zechcesz je odnaleźć gdzieś w sobie, to 
nigdzie go nie znajdziesz, ponieważ właściwie nie istnieje.
Ważne   jest,   by   zachowywać   świadomość.   Ślepy   nie   może   pomóc   ślepemu.   Same   dobre 
intencje, to zbyt mało. Zadawanie pytań i czekanie, cisza. Nie ma sensu podpowiadać, nie 
ma sensu wyprzedzać, nie ma sensu doradzać, nie ma sensu pchać lub ciągnąć. To niczemu 
dobremu nie służy. Te rzeczy są wszędzie i za darmo. Każdy je potrafi i rozdaje każdemu – i 
co z tego? Za coaching się płaci, więc nie rób tego, co robią wszyscy i wszędzie – za darmo. 
Szkoda czasu. Ten człowiek, już się wystarczająco nasłuchał cudzych mądrości (być może, z 
tego powodu z nim teraz pracujesz). Cudze mądrości nikomu do tej pory nie pomogły, a 
wielu zaszkodziły, ponieważ przyjęli je bezkrytycznie. Mądrość, to jedno, ale droga do niej 
jest również potrzebna, by dojrzeć do zrozumienia owej mądrości. Inaczej to tylko puste 
słowa   –   tylko   tyle.   To   mogą   być   rzeczywiście   najmądrzejsze   słowa   na   świecie,   ale   bez 
doświadczenia   wewnętrznego   są   to   jedynie   puste   słowa.   Trzeba   uczyć   się   dyscypliny 
powstrzymywania w wygłaszaniu mądrości.
Dopiero gdy zostanie uznana czyjaś mądrość, niezależność, wolność – dopiero wtedy w ogóle 
można temu komuś w czymś pomóc. Jeżeli oczywiście po drodze (w międzyczasie) czegoś 
nie zniweczy sentymentalizm lub zwyczajna nadgorliwość.
Liczy się obserwacja, otwarte oczy, umysł i serce. Trzeba stać się „lustrem”, w którym się 
wszystko   „odbija”.   Nie   trzeba   nic   dodawać   od   siebie   –   to   zbędne,   to   tylko   dodatkowo 
komplikuje to, co i tak proste nie jest. Poza tym, wszystko co coach dodaje od siebie, należy 
do jego świata. Nie musi być obecne w życiu tego konkretnego klienta.
Owszem, to wymaga dyscypliny – pomagać komuś w tym, by sam, w swoim tempie, siebie 
odkrywał. Zauważ „siebie”, a nie kogoś innego i jego świat. To mogłoby doprowadzić do 
„przekierowania   procesu”   lub   zmienić   coaching   w   jakiś   sztuczny   proces   dostosowawczy. 
Coach nie jest maszyną do robienia ksero.
Wolno dzielić się z drugim człowiekiem, korzystać ze wszystkich swoich zasobów, by być 
pomocnym. Lecz zawsze należy dbać, by klient pozostał wolny i niezależny. Klient decyduje o 
kierunku i tam zmierza – to jego prawo i odpowiedzialność – jego proces, jego życie.

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

17

background image

Warto zawsze to pamiętać: każdy jest wyjątkowy. Każdy jest niepowtarzalny. Taki jest i 
niech taki pozostanie po coachingu (po spotkaniu z coachem). Więcej, niech się w trakcie i 
dzięki   temu   procesowi   (spotkaniu)   stanie   bardziej   świadomy   swojej   wyjątkowości.   To 
dodatkowo go wzmocni.
Trzeba dbać o relację, o atmosferę szczerości, zaufania, akceptacji. Trzeba być obecnym i 
świadomym, a swoje racje i ideologie pozostawić za progiem. To jest początek.
Jedyna ideologia brzmi: „klient zna odpowiedzi, coach zna pytania”. Inne ideologie można 
sobie w tej chwili odpuścić. Nie ma tu miejsca na wartościowanie, wystarczy ześrodkowanie, 
świadomość, obiektywizm w patrzeniu i słuchaniu – dbałość o zrozumienie.
Działania wyłaniają się ze zrozumienia. Skoro zrozumienie dokonuje zmiany, to na nim należy 
się skupić. Pytanie: „co z tym zrobisz?”, można zostawić na później. Przyjdzie na to pytanie 
czas, gdy wszystko, co było na ten moment możliwe do odkrycia, zostało odkryte. Zasada 
pomaga   ni   jest   prosta:   „Najpierw   zrozumienie,   świadomość   i   wglądy,   a   dopiero   później 
działanie.” Taka jest reguła i kolejność w regule.

Jeśli jesteś coachem, zapamiętaj: 
Zawsze liczy się tempo klienta, a nie tempo coacha. Należy je uszanować. Klient nie jest tu 
po to, by nadążać, lecz po to by zmierzać. Nie jest po to, by spełniać czyjeś oczekiwania w 
tej lub  innych sprawach. Nie oczekuj nawet odpowiedzi, bo  możesz jej nie usłyszeć  lub 
usłyszeć inną, niż się spodziewałeś. Taki wynik. Nie ma sensu tego oceniać i szufladkować 
człowieka. Jeśli to zrobisz, również nie będziesz po mocny.
Jeśli nie ma w tobie ufności, nie zaczynaj pracy. Jeśli nie wierzysz klientowi i w niego, w jego 
możliwości, w jego uczciwość i mądrość, to co chcesz z nim robić? Na czym ma polegać 
twoja pomoc? Czym i w czym możesz pomóc?
Zostaw wszystko, co zbędne. Zostaw wszystkie głupoty. Masz bardzo mało czasu i wiele w 
tym czasie do zrobienia. Jednak nie za klienta, lecz z nim – a właściwie dla niego. Dla siebie 
rób rzeczy w innym czasie.

Podmiotem procesu coachingowego jest klient, człowiek i tylko on. Żadne sprawy nie są 
ważniejsze od człowieka. Nawet jego cele nie są ważniejsze od niego (człowieka) – nawet 
one są mniej ważne niż on sam. Cele dziś są takie, a jutro mogą nagle się zmienić, mogą być 
inne. Lecz człowiek nadal będzie kluczowym i centralnym punktem całego jego świata.
Klient ma dotrzeć do swojej wrodzonej inteligencji, do swojej wewnętrznej mądrości – na to 
pracuje coach i po to jest proces coachingu. Wszystko, co temu będzie służyć, będzie też 
pomocne.
Jedno z największych ludzkich cierpień tkwi w poczuciu bycia głupim człowiekiem – głupim i 
bezwartościowym. Więc, jeśli coach wciąż będzie błyszczeć w oczach klienta i udawać kogoś, 
kim nie jest, to istnieje niebezpieczeństwo, że klient zacznie się porównywać. To niezmiernie 
groźne zjawisko – najeży o tym pamiętać. To nigdy nie jest pomocne, a umysł lubuje się w 
porównywaniu. Właściwie niczego innego nie potrafi robić. Co więcej, w 50% przypadków 
porównuje pozytywnie, a w 50% negatywnie (to teoria, w rzeczywistości jest znacznie gorzej 
– działa zasada pareto 20/80). Skąd możesz wiedzieć, skąd możesz mieć pewność, jakiego 
porównania dokona umysł tego konkretnego klienta? To zbyt ryzykowne.

To   wszystko   wydaje   się   dość   oczywiste,   ale   mimo   tego,   nazbyt   często   zapominamy   o 
oczywistościach, zapominamy o tym, że pomaganie różni się zasadniczo od pomagactwa. Ta 

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

18

background image

różnica nie jest subtelna. To jest kolosalna różnica. Chyba każdy potrafi odróżnić zwykłą 
szybę   od   kryształowego   lustra.   I   to   jest   właśnie   taka   różnica.   W   coachingu   chodzi   o 
pomaganie, nie chodzi o pomagactwo. 
Coach ma być kryształowym lustrem i wtedy na pewno będzie pomocny.

KefAnn  

Artykuł pobrany z www.KefAnn.pl

19