background image
background image

MARKUS MIESSEN (*1978) jest architektem i pisarzem, pomysłodawcą czteroksięgu na temat par-
tycypacji. Jego działalność jest skoncentrowana wokół problemów krytycznej praktyki przestrzennej, 
budowania instytucji i polityki przestrzennej.
W wyniku różnych form współpracy wydał m.in. Actors, Agents and Attendants (Sternberg Press/SKOR, 
2011), Waking Up From The Nightmare of Participation (Expodium, 2011), The Nightmare of Participati-
on 

(Sternberg Press, 2010), Institution Building (Sternberg Press, 2009), East Coast Europe (Sternberg 

Press, 2008), The Violence of Participation (Sternberg Press, 2007), With/Without: Spatial Products, 
Practices, and Politics in the Middle East 

(Bidoun, 2007), Did Someone Say Participate? An Atlas 

of Spatial Practice 

(MIT Press, 2006) oraz Spaces of Uncertainty (Müller & Busmann, 2002).

Jego prace były szeroko publikowane i pokazywane, m.in. na biennale w Lyonie, Wenecji, w nowo-
jorskiej Performie, Manifesta w Murcii, Gwangju i Szenzen. Wśród jego projektów architektonicznych 
są: LU Arts Centre (Wielka Brytania), Gwangju Biennial Hub (Korea), Performa Hubs 09/11 (USA), 
adaptacja dawnego budynku poczty dla Manifesta 8 (Hiszpania), nowe wnętrze dla Witte de With 
(Holandia) i największy z dotychczasowych: plan generalny i budynek Kunsthalle zlokalizowany  
w należącym dawniej do NATO bunkrze do przechowywania głowic nuklearnych w Niemczech.
Jako konsultant doradzał The European Kunsthalle (Kolonia), SKOR (Amsterdam), WIRE (Zurych) 
The Government of Slovenia (Nowy Jork). 
W roku 2008 zainicjował projekt Winter School Middle East (Dubaj i Kuwejt). Uczył i wykładał 
w Architectural Association w Londynie (2004–2008), Berlage Institute w Rotterdamie (2009–2010), 
Hochschule für Gestaltung w Karslruhe (2010–2011). Oprócz tego w 2010 roku był Harvard GSF Fellow. 
Obecnie jest profesorem krytycznej praktyki przestrzennej w Städelschule we Frankfurcie nad Menem 
oraz gościnnym profesorem w Haute école d’art et de design w Genewie oraz University of Southern 
California w Los Angeles.

www.studiomiessen.com
www.criticalspatialpractice.org
www.winterschoolmiddleeast.org

background image

Markus Miessen

Ko s z m a r 
pa rt yc y pac j i

background image

Seria kieszonkowa
Koszmar partycypacji
Markus Miessen

Warszawa, 2013

© Markus Miessen; irst published by Sternberg Press in 2010
© wersja polska Fundacja Bęc Zmiana, Michał Choptiany

Tłumaczenie:

Michał Choptiany

Redakcja i koRekTa:

Anna Papiernik | tessera.org.pl

koRekTa:

Magdalena Paciora | tessera.org.pl

PRojekT gRaficzny i skład:

Grzegorz Laszuk

K+S

, Anna Hegman

K+S

WydaWca:

Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana
ul. Mokotowska 65/7
00-533 Warszawa
www.beczmiana.pl
www.beczmiana.pl/sklep
bec@beczmiana.pl

PaRTneR:

AuToPoRTReT pismo o dobrej przestrzeni
Wydawcą Autoportretu jest Małopolski Instytut Kultury 
ul. Karmelicka 27 
31-131 Kraków
autoportret.pl

dRuk:

Drukarnia Stabil
ul. Nabielaka 16
31-410 Kraków

ISBN 978-83-62418-28-2    

Wydano z inansowym wsparciem  
Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej

background image

 S pi S tReś c i

 
 

PRzedmoWa

 

Kacper Pobłocki, Prawo do odpowiedzialności 

7

 

PRolog

. Eyal Weizman, Paradoks współpracy 

41

 

WPRoWadzenie

Jaka jest stawka? 

45

 1 Praktyka przestrzenna ponad romantyzmem 

59

 2 Zgubna niewinność partycypacji 

71

 3 Wielkie narracje. Życie po Bilbao (Przerywnik) 87
 4  Konsensus jako zastój 

109

 5 Współpraca i konlikt 

117

 6  Nowe spojrzenie na demokrację.  
    Wywiad z Chantal Moufe 

129

 7 Ku rzeczywistości równoległej. 
    Instytucjonalizacja lewicy 

173

 8 Nauka płynąca z rynku 

181

 9  Ryzyko i klęska 

197

 10  Nieproszony outsider 

201

 11  Akademia przyszłości. Instytucja w fazie narodzin 

211

 12  Szara strefa między krytyką i celebracją. 
    Winter School Middle East 

225

 13  Bez mandatu 

233

 14  Niezależny praktyk 

243

 
    Jeremy Beaudry i Bassam El Baroni Postscriptum  257
  Architektura przez duże „A”. 
    Wywiad z Hansem Ulrichem Obristem 

261

 
 

Carson Chan, 

ePilog

 

271

 

BiBliogRafia

 

279

 

BiogRamy WsPółPRacoWnikóW

 

295

 

PodziękoWania

 

300

background image
background image

7

Kacper Pobłocki

P r aw o  d o 
odPowiedzialności 

Flaga na maszt
Irak jest nasz

A rower jest wielce OK

Rower to jest świat.

lech janeRka, ROweR

Głupi ludzie wierzą w głupie bzdury
Mądrzy ludzie wierzą w mądre bzdury.

dezeRTeR, BzduRy

Działalność charytatywna na ponuro

zawsze wydawała mi się nieco podejrzana.

jeRzy oWsiak

I

Koszmar partycypacji Markusa Miessena należy do tych 

książek, które należy przeczytać, a następnie wyrzucić. 

Wszyscy zachęceni do lektury tytułowym hasłem „party-

cypacja” na pewno będą rozczarowani i pozbędą się jej na-

wet wcześniej. Inaczej niż w większości książek pisanych 

przez architektów, takich jak Léon Krier czy Jan Gehl, tu-
taj nie ma porad, jak przebudować miasto ani nawet – jak 
to bywa w publikacjach sygnowanych przez Rema Koolha-
asa czy w przetłumaczonym ostatnio klasyku Roberta Ven-
turiego – jak je lepiej zrozumieć1. Nie jest to książka o tym, 

Léon Krier, Architektura wspólnoty, tłum. Piotr Choynowski, słowo /
obraz terytoria, Gdańsk 2011; Jan Gehl, Życie między budynkami. 
Użytkowanie przestrzeni publicznych
, tłum. Marta A. Urbańska, 

background image

8

p r z e d m o wa

co robić, ale o tym, czego unikać. Nie stanowi ona kata-
logu dobrych praktyk, jest raczej przewodnikiem po polu 
minowym. Miessen zaprasza nas na swoisty seans tera-
peutyczny, abyśmy sobie uświadomili, jak sami się oszu-
kujemy i pozbawiamy zdolności do działania na rzecz real-
nej, a nie fasadowej zmiany. To książka szczególna. Autor 
mówi wprost to, co wielu z nas podskórnie przeczuwa: je-
steśmy wciągani do współudziału w wielkiej ściemie. Po-
kazuje, jak zupełnie niepostrzeżenie pewien ideał przero-
dził się we własną karykaturę2. Dlatego książka ta powinna 
zostać w Polsce starannie przeczytana. Potem można, 
a nawet należy się z nią rozstać. Ale trzeba zrobić to z właś-
ciwych powodów.

Koszmar partycypacji jest publikacją programowo jed-

norazową również ze względu na sposób, w jaki Miessen 
podchodzi do zdobywania wiedzy i dzielenia się nią. Głów-
nym celem jego książki jest wskrzeszenie „człowieka pub-
licznego”, którego śmierć, jak świetnie pokazał to Richard 
Sennett3, była związana m.in. z pojawieniem się w XiX 
wieku „systemu gwiazdorskiego”. Uczestnictwo w życiu 
publicznym przestało polegać na ścieraniu się racji poli-
tycznych, a stało się areną do prezentacji prywatnego „ja”. 
Sennett pokazał, jak wprowadzono – zarówno do miasta 

Wydawnictwo Ram, Kraków 2009; Robert Venturi, Denise 

Scott Brown, Uczyć się od Las Vegas. Zapomniana symbolika formy 

architektonicznej, tłum. Anna Porębska, Karakter, Kraków 2013; 
Rem Koolhaas et al., Mutations, Actar, Barcelona–New York 2001; 
Rem Koolhaas, Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla 
Manhattanu
, tłum. Dariusz Żukowski, Karakter, Kraków 2013.

Bardzo podobny argument dotyczący „społeczeństwa 
obywatelskiego” został przedstawiony ostatnio w książce Pawła 

Stefana Załęskiego, Neoliberalizm i społeczeństwo obywatelskie

Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 
Toruń 2012.

Richard Sennett, Upadek człowieka publicznego, tłum. Hanna 
Jankowska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie „Muza”, 
Warszawa 2009.

background image

9

Kacper Pob łocki Prawo do odpowiedzialności

czy polityki, jak i sztuki – podział na genialnego intelektua-
listę, artystę i polityka oraz niemy, uziemiony na widowni 
tłum, którego głównym środkiem ekspresji stały się okla-
ski (bądź ich brak). System ten do dziś króluje w akade-
mii, sztuce, czy też biurach architektonicznych, i sprawia, 

że w tych zawodach jest się albo kimś, albo nikim – albo 

grubą rybą, albo planktonem. Książka Miessena nie jest 
kolejnym manifestem kandydata na architekta, a kult ego
który w dużej mierze rządzi prawami rynku sztuki, archi-
tektury i wiedzy, to ślepa uliczka, z której Miessen próbuje 
nas wyprowadzić. Sformalizowane i zbiurokratyzowane 
instytucje coraz rzadziej są miejscami, gdzie rodzi się war-
tościowa wiedza. Dlatego książka ta pisana jest z perspek-
tywy marginesu i nie stanowi kolejnej cegiełki dołożonej 
do ogromnej biblioteki wiedzy z dziedziny architektury, 
urbanistyki, socjologii czy geograii, ale jest kamieniem, 
który wybijając okno, wpuszcza do ogarniętego duchotą 
budynku świeże powietrze.

Jest nam ono niezwykle potrzebne. Przestrzeń debaty 

publicznej staje się coraz mocnej zdominowana z jednej 
strony przez gadające głowy, znające się na wszystkim, 
czyli niczym, a z drugiej – przez wyspecjalizowanych eks-
pertów mówiących językiem, który tylko oni sami są w sta-
nie zrozumieć. Aby wyjść poza tę dychotomię, Miessen 
szuka nowej formy wypowiedzi. Gilles Deleuze stwierdził 
kiedyś, że przerażają go „ludzie dobrze wykształceni” po-
kroju Umberto Eco, który kojarzy mu się z przyciskiem – 

wystarczy nacisnąć, a popłynie erudycyjna wypowiedź na 

zadany temat4. Eco jest bodaj najwyśmienitszym pro-
duktem systemu gwiazdorskiego i kapitalizmu, w któ-
rym zdobywanie wiedzy jest równoznaczne z jej akumu-
lacją. Wykłady Eco na uniwersytecie w Bolonii są podobno 

Pierre-Andre Boutang (reż.), Gilles Deleuze from A to Z, Semiotext(e), 
u.s.a, Canada 2012.

background image

10

p r z e d m o wa

wygłaszane przez jednego z jego asystentów, podczas gdy 

słynny profesor siedzi rozparty na fotelu ulokowanym na 
podwyższeniu i emanuje swoją osobowością na salę. Mies-
sen, w odróżnieniu od omnibusa Eco, nie buduje swojego 
autorytetu na przytaczaniu mało znanych faktów, prze-
prowadzaniu erudycyjnych paraleli czy rzucaniu błyskot-
liwych bon motów. Nie lansuje w tej książce swojego „ja”, 
a nawet, co sugeruje zdjęcie z ukrytą twarzą, odsuwa je na 
drugi plan. I właśnie z tego ukrycia serwuje nam monty-
pythonowski miętowy opłatek, którego celem ma być roz-
sadzenie nadętej świątyni wiedzy zarządzanej przez kapła-
nów systemu gwiazdorskiego.

Inaczej niż w znanych publikacjach tuzów współczes-

nej architektury nie szafuje się tutaj obrazami, diagra-
mami, rysunkami ani zdjęciami. Są wyłącznie słowa. Ale 
nie stanowią one wykładu. Miessen poukładał poszcze-
gólne fragmenty w taki sposób, by 

Koszmar partycypacji 

stanowił książkę do prze -myślenia, a nie do prze -czytania. 

Jej przedmiotem nie jest to, co jest, ale to, co mogłoby być. 
Nie to, co możemy już naszkicować albo pokazać na slaj-

dach, ale to, czego jeszcze nie potraimy sobie wyobra-
zić. Deleuze twierdził, że przy każdym nowym projek-
cie zapomina o wszystkim, czego dowiedział się wcześniej. 

Z wyjątkiem Spinozy zawsze pozostającego w jego sercu. 

W tym sensie książka Miessena jest wybitnie deleuziańska, 

gdyż wychodzi z pozycji ilozoii „stawania się”, a nie ilo-
zoii „bycia”5. Jej celem nie jest zaserwowanie nam goto-

wego pakietu zgromadzonych wcześniej informacji, tylko 

odblokowanie pewnego potencjału do działania, uśpio-
nego w ramach systemu opartego na sztywnym podziale 
na producentów i konsumentów wiedzy.

Gilles Deleuze, Félix Guattari, A Thousand Plateaus: Capitalism and 
Schizophrenia
, tłum. na ang. Brian Massumi, University of Minnesota 
Press, Minneapolis 1987.

background image

11

Kacper Pob łocki 

Prawo do odpowiedzialności

Eklektyczna forma tego tomu może być jednak złudna. 

Dlatego postanowiłem, nieco na przekór samemu Mies-

senowi (który ostrzega, że jego książka może być koszma-
rem dla naukowców), napisać akademickie wprowadze-
nie do tej antyakademickiej książki. Deleuze zauważył, że 

Etyce Spinoza wykłada swoją ilozoię w dwojaki sposób. 

O ile we właściwym tekście mamy do czynienia z bardzo 
rygorystyczną, wręcz matematyczną, formułą przedsta-
wienia argumentu, to w przypisach Spinoza mówi to samo 
w bardzo swobodny, czasem nawet frywolny, sposób. Ry-

gor jest drugim obliczem wolności6. Nie chciałbym, aby 
czytelnicy odnieśli wrażenie, że Koszmar partycypacji to 
postmodernistyczny kolaż w stylu Zapisków na pudełku od 
zapałek
 Eco czy nieszczęsnych Lapidariów Ryszarda Ka-
puścińskiego. To nie jest katechizm mądrości tak zwanego 

wybitnego intelektualisty. Ci, którzy przywykli do ksią-
żek-manifestów architektonicznych, mogą wręcz uznać 
ją za niepoważną. A jednak – zasługuje ona na bardzo po-
ważne potraktowanie. Przy czym nie jest to dzieło do czy-
tania na kolanach, głos kolejnego znanego zachodniego 
architekta -intelektualisty tłumaczącego nam, zwykłym 
ludziom, jak skonstruowany jest świat. To książka, którą 

proponuję potraktować czysto praktycznie: jako okazję do 
rozprawienia się z szeregiem rozpowszechnionych w Pol-
sce mitów. Dlatego pragnę zwrócić uwagę na ogranicze-
nia formy, jaką obrał Miessen, i pokazać, że można (a na-

wet trzeba) myśleć o mieście i demokracji w proponowany 

przez niego sposób. Koszmar partycypacji jest swoistą od-
powiedzią na technokratyczny bełkot, który nieodmiennie 
towarzyszy komunałom serwowanym nam przez intelek-
tualne gwiazdy. Miessen nie oferuje jednak żadnej kontr-
narracji, która mogłaby nie tylko demaskować dominujący 

6  Gilles Deleuze, Expressionism in Philosophy: Spinoza, tłum. na ang. 

Martin Joughin, Zone Books, New York 1992.

background image

12

p r z e d m o wa

dyskurs o mieście, ale też pokazywać, co dalej. Dlatego po-
trzebny jest, moim zdaniem, bardziej sformalizowany ko-
mentarz do tej dość swobodnej w formie książki. Celem ni-
niejszego przypisu jest zatem wykonanie owego ostatniego 
kroku, po którym będzie można z radością rzucić 

Koszmar 

partycypacji za siebie. Bo nie będzie nam już ta książka po-
trzebna.

II

Neoliberalizm jest, jak określił to Neil Smith, „martwy, 

ale dominujący”7. Martwy, gdyż nie generuje już nowych 
pomysłów; dominujący, gdyż nie zastąpiła go żadna inna 
ideologia. Jest też zatem heterofagiczny – żywi się tym, co 
znajdzie naokoło. To właśnie wyjaśnia zagadkę partycy-
pacji i tłumaczy, dlaczego to słowo zrobiło tak ogromną 
karierę. Najlepiej widać to na przykładzie budżetów par-
tycypacyjnych w Polsce. Gdy w 2005 r. pisał o tym Rafał 
Górski, budżety partycypacyjne powszechnie uważano za 
nierealny postulat anarchistów8. W chwili obecnej pomysł 
wdrożony został do kilkudziesięciu miast, począwszy od 

Warszawy, Poznania i Gdańska, przez Sopot czy Radom, 

po Dąbrowę Górniczą9. W większości przypadków takie 
budżety nie są narzędziem do zwiększania udziału miesz-
kańców w podejmowaniu istotnych decyzji, ale czymś na 
kształt konkursu grantowego albo teleturnieju audiotele. 

A nawet i tam, gdzie oprócz głosowania przeprowadza się 

spotkania i dyskusje z mieszkańcami, jak w tym roku w Ło-
dzi, okazuje się, że ostateczne wyniki przypominają bardzo 

Neil Smith, 

The Revolutionary Imperative, „Antipode”, t. 41, styczeń 

2010, s. 56.

8  Rafał Górski, 

Bez Państwa. Demokracja uczestnicząca w działaniu

Korporacja Ha!art, Kraków 2007.

9  Wojciech Kębłowski, 

Budżet partycypacyjny. Krótka instrukcja obsługi

Instytut Obywatelski, Warszawa 2013.

background image

13

Kacper Pob łocki 

Prawo do odpowiedzialności

to, jak Polacy gospodarują swoim jednym procentem po-
datku dochodowego. Projekty, na których koncentruje się 
uwaga, to zwykle hospicja, schroniska dla zwierząt, kosze 
na psie odchody, place zabaw czy stojaki rowerowe. Więk-
szość z nich ma charakter czysto kosmetyczny i nie prowa-
dzi do realnej, systemowej zmiany, a jedynie do załago-
dzenia nieprzyjemnych konsekwencji obecnego sposobu 
zarządzania miastem. Mimo to sama idea angażuje tłumy – 
w Łodzi w tym roku na projekty oddano łącznie blisko sto 
trzydzieści tysięcy głosów. Neoliberalizm pożarł budżety 
obywatelskie, aby umocnić swoją dominację.

Partycypacja to gra podwójnie pozorowana. Po pierw-

sze władze dają mieszkańcom do dyspozycji jeden procent 
budżetu miasta (lub mniej) właśnie po to, by móc w więk-
szym spokoju dysponować pozostałymi dziewięćdzie-
sięcioma dziewięcioma procentami. Mają w ten sposób 
gotową odpowiedź na zarzut, że nie liczą się z potrze-
bami mieszkańców. Organizują konsultacje społeczne 
przy uchwalaniu miejscowych planów zagospodarowa-
nia przestrzennego, ale najczęściej konsultuje się już w za-
sadzie gotowe projekty, a spotkania te służą jedynie jako 

wentyl bezpieczeństwa dla społecznego niezadowolenia. 

Władze wysyłają na takie spotkania urzędników -zderzaki, 

wprawionych w przyjmowaniu na siebie żalów, oskarżeń 

czy wręcz obelg. Ludzie mają się okazję wygadać, a potem 

wszystko wraca do normy. Zresztą zaangażowanie zostaje 

zawłaszczone nie tylko przez władze, ale także przez rynek. 

W Warszawie niedługo po tym, jak w niewyjaśnionych (do 

dziś) okolicznościach zamordowano działaczkę ruchu lo-
katorskiego, Jolantę Brzeską, na ścianie budynku przy No-

wym Świecie pojawił się napis: „Zamiast minuty ciszy całe 
życie w walce”. W budynku mieścił się sklep Lacoste. Po 
jakimś czasie przejął go dystrybutor Apple i urządził tam 

salon irmowy o nazwie iMad, a na ścianie wymalował 
reklamowy mural. Marketerzy pracujący dla iMad-u nie 

background image

14

p r z e d m o wa

zamazali całego hasła upamiętniającego tragiczną śmierć 

Brzeskiej, ale tylko jego część, a wokół reszty stworzyli 
własną treść reklamową. Nauczyli się, że ekskluzywnym 

markom nie przystoi rozwieszać na budynkach wielkich 
płacht reklamowych, więc stworzyli mural, który nie wy-
glądał jak reklama, a wręcz był antyreklamą. Zrozumieli, 
że dziś zaangażowanie, a nawet wściekłość świetnie się 
sprzedają. I w ten sposób, przerobiwszy napis na własne 
potrzeby, pożarli i historię, i ślad po Jolancie Brzeskiej.

Partycypacja jest kluczowym elementem kampanii 

typu 

bait and switch, będącej, jak twierdzi Barbara Ehren-

reich, kwintesencją współczesnego kapitalizmu10. Klien-
tów wabi się bardzo atrakcyjnym towarem tylko po to, by 
w ostatniej chwili podmienić go na coś innego, gorszego 
lub droższego, twierdząc, że po pierwsze reklamowany 
towar jest już niedostępny, a po drugie, nie ma przecież 
wielkiej różnicy między oryginałem a produktem zastęp-
czym. Jednym z powodów, dla których władze coraz chęt-
niej „dzielą się” miastem z mieszkańcami, jest to, że dzięki 
takiej transakcji mogą wytworzyć wrażenie, że wciąż nimi 
rządzą. Aby móc coś oddać, trzeba to najpierw mieć. Tym-
czasem bezradność dominująca w polskiej przestrzeni 
publicznej jest również udziałem władz. Jak pisze Krzysz-
tof Nawratek, polskie miasta są dziś czarną dziurą, poprzez 
którą globalny kapitał wysysa zasoby z obszarów peryfe-
ryjnych. Samorządy nie rządzą, ale zarządzają miastem, 
a raczej tym, co z niego pozostało11. Miasto dryfuje na fa-
lach globalnego kapitalizmu, a jego zarządcy chwytają się 
każdej brzytwy (zwłaszcza tępej), żeby wykazać, iż to oni 

10  Barbara Ehrenreich, 

Bait and Switch: The (Futile) Pursuit of the 

American Dream, Henry Holt, New York 2006.

11  Krzysztof Nawratek, 

Dziury w całym. Wstęp do miejskich rewolucji

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012. Por. Artur 
Celiński, 

Prawo do miasta, prawo do polityki, „Res Publica Nowa”, 

nr 209: 

Międzymieście, jesień 2012, s. 4–10.

background image

15

Kacper Pob łocki 

Prawo do odpowiedzialności

wciąż stoją za sterem. Do takich narzędzi manipulacji na-
leżą również rozwiązania z nurtu nowej urbanistyki, będą-

cej obecnie najbardziej wpływową ilozoią miejską w Pol-
sce. Publikacja książki Miessena jest zatem szansą, aby 
rozprawić się również z niezwykłą banalnością nowego 
urbanizmu, rozumianego jako przepis na reformę i uspo-
łecznienie miasta. Dlatego chciałbym tutaj opowiedzieć 
o losach pewnej książki uważanej niemal za biblię aktywi-
stów miejskich. Jesienią 2010 roku, podczas jednej z de-
bat samorządowej kampanii wyborczej, poznańscy ak-
tywiści podarowali tę książkę prezydentowi Ryszardowi 
Grobelnemu. Chcieli pokazać władzom, że można my-

śleć o mieście i jego mieszkańcach w inny, bardziej prospo-

łeczny, sposób. Książka spodobała się tak bardzo, że blisko 
dwa lata później, 23 sierpnia 2012 roku, Ryszard Grobelny 
zaprosił jej autora na specjalne spotkanie w poznańskim 
Urzędzie Miasta.

III

Spotkanie miało charakter tajno -jawny. Jawny, gdyż zo-
stało wcześniej zapowiedziane w mediach; tajny, ponie-

waż ani miejsce, ani godzina nie były podane do publicz-
nej wiadomości. Na sali znaleźli się więc ci, którzy dostali 
imienne zaproszenia: począwszy od radnych miejskich 
i osiedlowych, przez architektów i akademików, przedsta-
wicieli agend miejskich, na policjantach i strażakach koń-

cząc. Przedstawiciele ruchów miejskich zaproszeń nie 
dostali, ale nikt nas też nie wyprosił. Dość szybko uświa-
domiłem sobie, że jestem świadkiem swoistego konwentu, 
na którym ustanawiana jest nowa ideologia władz miasta 

Poznania. Przyjdźcie i uczcie się tego języka od samego 

mistrza – takie przesłanie zawarte było między wierszami 
zaproszenia. Obecni na sali chyba wiedzieli, czego się spo-
dziewać, bo wielu z nich przyniosło ze sobą egzemplarz 

background image

16

p r z e d m o wa

książki gościa, którą zresztą trzymano na stole obok oi-
cjalnej strategii rozwoju Poznania do roku 2030. Była kawa, 
były kanapki, ale zaproszeni wykazywali się dużą powścią-
gliwością. Najbardziej spięci byli bodaj mundurowi, umie-
jący z racji wykonywanego zawodu świetnie odczytywać 
nawet zakamulowane i niewypowiedziane wprost roz-
kazy płynące „z góry”. Jedyną osobą wykazującą się odro-
biną luzu był pewien wpływowy biznesman, który też jako 
jeden z nielicznych (nie licząc kilku aktywistów) nie przy-
szedł pod krawatem. Cóż, nie jest on bezpośrednio zależny 
od magistratu, więc na luz mógł sobie pozwolić.

Gościem wywołującym na sali takie napięcie był duń-

ski architekt Jan Gehl. W chwili, gdy piszę te słowa, kolejne 
polskie miasta szykują się na jego odwiedziny, kolejne 
osoby wiele sobie po tych spotkaniach obiecują, a w Inter-
necie krąży radosna wiadomość, że pojawił się dodruk Ży-
cia między budynkami
, bo nakład z 2009 roku dawno już 
się wyczerpał. To nie przypadek, że Gehl jest w tej właś-
nie chwili koronowany w Polsce na guru dyskusji o mie-

ście; spotkanie w Poznaniu dość wyraźnie pokazało, dla-

czego tak jest. Konwent urządzony przez prezydenta 

Poznania odbył się dosłownie kilka tygodni po zakończe-

niu mistrzostw Europy w piłce nożnej. Zanim Gehl rozpo-
czął swój wykład dotyczący wyzwań, przed którymi stoją 
miasta XXi wieku, Grobelny wygłosił krótką mowę: wyjaś-
niał, dlaczego wraz z końcem mistrzostw zamknął się pe-
wien okres w historii Poznania, i tłumaczył, że miastu na 
gwałt potrzebna jest wizja rozwoju na kolejne lata. Opra-
cujemy ją w oparciu o mądrości profesora Gehla. Wizja 
duńskiego architekta przeistoczyła się z herezji wypowia-
danej przez aktywistów w oicjalne stanowisko miejskich 
władz (oraz Związku Miast Polskich, którego szefem jest 
Grobelny). Można postrzegać tę sytuację jako sukces ru-
chów miejskich, którym udało się narzucić władzy swój 
punkt widzenia, tudzież przekonać ją do obrania bardziej 

background image

17

Kacper Pob łocki 

Prawo do odpowiedzialności

proobywatelskiego kierunku rządów i kreowania miasta 
dla mieszkańców. Ale można też, idąc tropem Miesse-
nowskim, odczytać to jako sygnał ostrzegawczy. I to dość 
poważny.

Każda władza potrzebuje ideologicznej legitymizacji 

swoich poczynań. W Polsce przez pierwsze lata po roku 

1989 takimi metanarracjami były budowanie demokracji, 

doganianie Zachodu albo dekomunizacja. Potem na hory-
zoncie pojawiło się wstąpienie Polski do naTo, a następ-
nie do Unii Europejskiej. Po 2004 roku należało znaleźć 
coś nowego. Euro 2012 spadło na Polskę jak manna z nieba. 

Decyzja o organizacji mistrzostw w Polsce i na Ukrainie 

zapadła latem 2007 roku – dokładnie w chwili, gdy świa-
towe giełdy zaczęły pikować, a na amerykańskim rynku 
nieruchomości pojawiły się pierwsze sygnały nadchodzą-
cego krachu. W Polsce zakładano jednak, że nie ma czego 
się obawiać, a dzięki Euro 2012 nasz kraj szybciej dogoni 
cywilizowany Zachód. Organizacja tego megawydarze-
nia (w Poznaniu sprowadzającego się, koniec końców, do 
trzech meczów piłkarskich) nazwana została przez jed-
nego z publicystów „nowym planem pięcioletnim” i stała 
się doskonałą ideologią technokratycznego neoliberali-
zmu na szczeblu lokalnym. Nie był to krok do przodu, ale 

wręcz do tyłu. Jak świetnie zauważyli ekonomiści Larry 
Elliott i Dan Atkinson w kontekście dyskusji o londyńskiej 

olimpiadzie, organizacja tego rodzaju imprez nie pomaga 
dogonić liderów światowej gospodarki, a raczej jest zna-
kiem, iż kraje organizujące te widowiska, w tym Wielka 

Brytania, pogrążają się w zapaści i idą w ślady gospoda-

rek Trzeciego Świata. Jest to klasyczny modernizacyjny  
skok w tył12.

12  Larry Elliott, Dan Atkinson, 

Going South: Why Britain will have a Third 

World Economy by 2014, Palgrave Macmillan, Hampshire–New York 
2012, s. 7–10.

background image
background image

59

Rozdział 1

Praktyka Przestrzenna  
Ponad romantyzmem

Z

historycznego punktu widzenia architektura jest 
często rozumiana jako zawód polegający na projek-
towaniu budynków i otoczenia z uwzględnieniem 

ich estetycznego oddziaływania, jako zajmowanie się re-
gułami projektowania i budowy. Owe tradycyjne praktyki 
w przeważającej części są skoncentrowane na planie for-
malnym, widowisku, produkcie, infrastrukturze i kontek-

ście. Twierdząc tak, nie zamierzam osądzać ich wartości, 

ale jedynie zwrócić uwagę na sposób, w jaki architektura 
zazwyczaj wydaje się działać. Funkcjonując w takiej struk-
turze, architekt jest zmuszony do ograniczania tarć do tego 
stopnia, że staje się graczem na arenie przeciętnego zobo-
jętnienia, gdzie zadawanie pytań o konwencjonalne ramy 
i zwyczaje jest rozumiane jako niepożądana próba rozbicia 
maszynerii konsensusu.

W ujęciu niegdysiejszej praktyki architekt jest przed-

stawiany jako ten, który projektuje i nadzoruje wznosze-
nie budynku, wprawia w ruch nadrzędną wizję [

übervi-

sion] i angażuje w projekt własny styl życia, sprawiając, że 
dzieło „architektury” może się stać wyjątkowym produk-
tem. Wspaniały, idealny człowiek Renesansu był erudytą, 
jednostką o ogromnej, wszechstronnej wiedzy i wykształ-
ceniu. W owych czasach architektura zmieniała się z nie-
skodyikowanej działalności, ponieważ była umiejętnością 
praktyczną (robisz to!), w dziedzinę wiedzy i pracy intelek-
tualnej (myślisz o tym!). Dziewiętnastowieczni dżentel-
meni narodzili się jako pochodna modelu renesansowego 
człowieka. W kontekście praktyk przestrzennych można 

background image

60

Markus Miessen 

Koszmar partyc ypacji

by wykazać, że rozumienie architektury jako splotu prak-
tyk − wznoszenia budynku i czystej teorii oraz całego spek-
trum działań mieszczących się pomiędzy tymi dwiema 
skrajnościami − stanowiło kluczowy moment dla tej dzie-
dziny. Po raz pierwszy mianowicie umożliwiało ono uję-
cie protokonceptualnej architektury jako czegoś wyzwolo-
nego od samego impulsu do budowania. Sprawiło to, że nie 
miało już dłużej znaczenia, czy coś zostało faktycznie wy-
budowane czy nie; wytwór intelektualny sam w sobie za-
czął w końcu być traktowany jako produkt.

We współczesnym systemie rynkowego kapitalizmu 

erudyta stał się kimś zbędnym. W dzisiejszych czasach 
efekty mają być zauważalne szybko. Bez wysiłku zdoby-

wania rozległej interdyscyplinarnej wiedzy i bez spójnej 
wizji (a nawet możliwości kwestionowania istniejących 
wzorców funkcjonalności czy sposobów działania) współ-

czesny architekt musi się mierzyć z nieustannie rosnącym 
poziomem wydajności ekonomicznej. Podczas gdy klienci 
często oprócz oryginalnego projektu oczekują coraz więk-
szej efektywności, coraz bardziej dopracowanego detalu 
i perspektywy zysku, architekt pozostawiany jest na pa-
stwę przestarzałych regulacji prawnych, skorumpowa-
nych budowlańców i niewielkiego wynagrodzenia. Dzi-
siejszy architekt staje wobec paradoksalnych oczekiwań: 
zaspokajania rosnącej potrzeby bezpieczeństwa z jednej 
strony, a z drugiej – pragnienia posiadania produktów bę-
dących efektem coraz większej kreatywności i innowa-
cji. Ta przemiana roli jest bez wątpienia jednym z głów-
nych czynników sprawiających, że tak zwany „deweloper” 
stał się „nowym architektem”. Wielu współczesnych ar-
chitektów zostało zdegradowanych do pracy na stanowi-
skach, na których są ograniczeni wyłącznie do dostarcze-
nia koncepcji formalnej − jest to zgubny proces: większość 
deweloperów jest w stanie wykonać zlecenie szybciej i ta-
niej, wykorzystując architekta wyłącznie do stworzenia 

background image

61

Rozdział 1 

Praktyka przes trzenna ponad romantyzmem

formy. Bezprecedensowy szturm legislacyjny dyktuje wa-
runki produkcji i wygląd budynku, podczas gdy architekt 
jest traktowany jako pozbawiona władzy małpa w czer-

wonym fezie, którą nauczono tańczyć, gdy zagra muzyka. 

W takim scenariuszu architekt − częstokroć już w ogóle 

niepotrzebny − został zredukowany do roli dostarczyciela 
ozdobnych wisienek, które wylądują na czubku ukończo-
nego już tortu.

Aby możliwe było zaprzestanie myślenia o architektu-

rze w kategoriach tych powszechnie przyjętych schema-
tów, przydatne może się okazać myślenie o architekturze 
jako postdyscyplinarnym polu siłowym wiedzy, praktyce 
skoncentrowanej na rzeczywistościach przestrzennych 
i ich powstawaniu. Zaczynamy odczuwać głęboką po-
trzebę ponownej oceny produkcji przestrzennej ponad tra-
dycyjnymi deinicjami i widzimy miejsce dla „architektury 
wiedzy”, która wznoszona jest przez aktywne uczestni-
ctwo w przestrzeni. Zrozumienie, produkcja i zmiana wa-
runków przestrzennych dostarczają nam przesłanek do 
wyznaczenia szerszych granic rzeczywistości politycznej. 

Współcześnie w praktykach przestrzennych nie tylko wy-

korzystuje się eksperymentalne badania związane z nie-
ustannie zmieniającymi się warunkami funkcjonowania 
społeczności miejskiej, ale także stosuje się izyczne i nie-
izyczne struktury w celu zmiany i modyikacji określonych 
miejsc. Powodowane takimi praktykami różnice mogą się 
wydawać czymś marginalnym w porównaniu do niepod-
ważalnych wartości, które z nich wynikają: praktycznego 
optymizmu powiązanego z konkretnym oddziaływaniem.

Nie jest to oczywiście wyłącznie optymistyczne przed-

sięwzięcie (w przeciwieństwie do pesymizmu i jedno-
stronnej prognozy na temat przestrzeni publicznej, które, 
zwłaszcza w amerykańskiej urbanistyce i teorii przestrzeni 
lat osiemdziesiątych oraz wczesnych lat dziewięćdziesią-
tych, zdominowały dyskursywną produkcję wiedzy i były 

background image

62

Markus Miessen 

Koszmar partyc ypacji

reprezentowane przez Sharon Zukin, Mike’a Davisa czy 

Michaela Sorkina1), jednak uzmysławia ono również złożo-

ność zamieszkiwanych przez nas środowisk. Tego rodzaju 
praktyki wzmacniają nasze postrzeganie rzeczywistości mi-
kropolitycznych zmagań. Jeśli ktoś chce zrozumieć proces 
stawania się przestrzeni, kluczowe będzie dla niego prze-
kroczenie istniejących dyskursów utraty i przekształcenie 
praktyki w tryb obserwacji, która obejmuje zarówno przej-

ściową naturę przestrzennych konstrukcji, jak i transforma-

cję kultur miejskich generowanych przez codzienne zjawi-
ska i praktyki. Wyzwalające aspekty stworzonych niedawno 
kartograii przestrzennych praktyk wydają się mieć źródło 

w umiejętności spojrzenia na dane sytuacje tak, aby nie za-
kładać już na samym początku najgorszego możliwego sce-
nariusza. Nie oznacza to, że powinno się porzucić jakikol-
wiek rodzaj krytycznego spojrzenia, ale że należy cieszyć 

się i celebrować złożoności izycznego świata, w którym 

żyjemy: złożoność stanowi sposobność do zaangażowania.

W kontekście architektury i miasta partycypacja jest 

często rozumiana jako alternatywna forma dostępu, śro-
dek wzmacniający pozycję użytkownika. Pod koniec 
lat dziewięćdziesiątych wśród architektów i urbanistów 
można było zaobserwować wzrastające zainteresowanie 
zagadnieniami projektów partycypacyjnych i publicznych 
procesów planistycznych. Większość tych projektów i dys-
kursów była skoncentrowana wokół kategorii systemów 
zaprojektowanych z myślą o udziale użytkowników.

W dziejach dwudziestowiecznej architektury można 

dostrzec liczne próby krytycznego zaangażowania w tra-
dycyjną praktykę podejmowane z punktu widzenia par-
tycypacji. Większość spośród nich nie dała rady stworzyć 

Zob. na przykład 

Variations on a Theme Park: The New American City 

and the End of Public Space, red. Michael Sorkin, Hill and Wang, 
New York 1992.

background image

63

Rozdział 1 

Praktyka przes trzenna ponad romantyzmem

nic ponad samą formułę oporu, co jednak miało charak-
ter marginalny. W przeciwieństwie do przypadkowości 
cechującej surrealistów oraz ideologicznej zbieraniny sy-
tuacjonistów, istniały również inne przykłady sposobów 
formułowania oporu. W latach sześćdziesiątych, kiedy 
członkowie Team 10 bronili użycia takich terminów jak 
mobilność, wzorce życia codziennego czy stopniowy 
wzrost miast jako podstawowych dla funkcjonowania ur-
banistyki, zmiana społeczna (uprzednio narzucana od-
górnie przez awangardę, która zakładała a priori sprawczy 
charakter architektury) była traktowana jako coś oddol-
nego, wyrastającego z wewnętrznych procesów społecz-
nych, którymi architektura i urbanistyka miały za zadanie 
zarządzać. W tym kontekście zadania projektanta były uj-
mowane w kategoriach nadzorowania pracy wzmacniaczy, 
tłumików i śluz regulujących prędkość i siłę przepływów 
wewnątrz systemów miejskich.

We Francji Yona Friedman − którego praca opiera się 

na regule nieprzewidywalności − zajmował się badaniami 
z zakresu rekonstrukcji, np. problemem znacznego niedo-
boru mieszkań czy odbudową miast, i wprowadził te te-
maty do publicznego dyskursu. Zaproponował gigan-
tyczne struktury, w ramach których mieszkańcy mogliby 
zbudować swoje własne mieszkania, i stworzył proste pod-
ręczniki w formie komiksów umożliwiające ludziom włą-
czanie się w proces podejmowania decyzji dotyczących ich 
otoczenia. W tym samym czasie w Anglii Cedric Price pro-
pagował ideę architektury „rozmyślnej niepewności”. Jego 
lateralne podejście do tej dziedziny i oparte na czasie miej-
skie interwencje zapewniły jego dokonaniom stały wpływ 
na współczesne praktyki alternatywne. Podobne do kon-
cepcji urodzonego w Szwajcarii socjologa i ekonomisty Lu-
ciusa Burckhardta − który był szczególnie zainteresowany 
metodologią planowania i alternatywnymi modelami 
partycypacyjnego urbanizmu, skupiając się na nowych 

background image

64

Markus Miessen 

Koszmar partyc ypacji

wytycznych dla wszystkich biorących udział w procesie pla-
nowania2 − podejście Price’a było używane jako równole-

gła metoda badań na konferencjach iKaS3 w latach osiem-
dziesiątych. Przeszło dwustu uczestników z czterdziestu 
krajów dyskutowało tam raczej na temat społecznych za-
dań architektury, aniżeli o jej formalnych czy konstrukcyj-
nych aspektach, które były przedmiotem równocześnie 
rozwijanych dyskursów postmodernistycznych. Konferen-
cje te były poświęcone zgłębianiu takich zagadnień jak de-
mokratyzacja, uczestnictwo użytkowników, ciągłość kon-
strukcji oraz użycie architektury w czasie. Modele te były 
częstokroć oparte na takim rozumieniu partycypacji, które 
zakłada konsensus i społeczne zaangażowanie jako siłę na-
pędową dla praktyki.

Analogiczne względem obecnego przesytu i nadmier-

nego użycia terminu partycypacja w dziedzinie architek-
tury i urbanistyki były propozycje formułowane wcześniej 
na gruncie świata sztuki – przykładem z lat dziewięć-
dziesiątych może być „estetyka relacyjna” Nicolasa Bo-
urriauda4, według której dzieło sztuki jest oceniane na 
podstawie „ludzkich interakcji i społecznego kontekstu, 
nie zaś wyznaczenia niezależnej i prywatnej przestrzeni 
symbolicznej”5. W przeciwieństwie do większości pro-
dukcji z lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdzie-
siątych aspekt relacyjny architektury według Bourriauda 
opierał się nie tyle na przedmiocie, ile na funkcjonowaniu 

Zob. też 

Wer plant die Planung? Architektur, Politik und Mensch

red. Jesko Fezer, Martin Schmitz, Martin Schmitz Verlag, Berlin 2005; 

Warum ist Lanschaft schön? Die Spaziergangswissenschaft, red. Markus 
Rittner, Martin Schmitz, Martin Schmitz Verlag, Berlin 2006.

International Congress for Architecture and Urban Planning, 
1982−1989.

Nicolas Bourriaud, 

Relational Aesthetics, Les presses du réel, 

Dijon 1998.

Ibidem, s. 14. Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszelkie cytaty 

w tłumaczeniu Michała Choptianego.

background image

65

Rozdział 1 

Praktyka przes trzenna ponad romantyzmem

w określonym miejscu oraz w ramach performatywnych 
wydarzeń, które wprost zależały od interakcji z publicz-
nością i jej partycypacji. Wydana niedawno, przygotowana 

pod redakcją Claire Bishop książka 

Participation analizuje 

owe praktyki wytrącania widzów z roli obserwatorów i ob-
sadzania ich w roli producentów, uznając je za środek two-
rzenia nowych relacji społecznych6.

Coraz częstsze użycie terminu partycypacja wiąże się 

z szeregiem zagadnień, w ramach których ideologiczne 
ramy zostają przekształcone w praktykę. Jak twierdzi Je-
remy Till, „termin partycypacja zaczął być ostatnimi czasy 
nadużywany tak samo jak inny slogan współczesnej po-
lityki − zrównoważony rozwój. Oba te terminy stykają 
się zresztą w kategorii »zrównoważonych społeczności«, 
które − według tej retoryki − oparte są na zasadach demo-
kratycznej partycypacji w procesie ich własnego powsta-

wania. Problem polega na tym, że nadużywanie terminów 

»partycypacja«, »społeczność« i »zrównoważony rozwój« 

w coraz większym stopniu pozbawia je znaczenia. Słowa te 
tworzą pozory czegoś wartościowego, jednak po uważniej-

szym przyjrzeniu się im i ich krytycznej analizie okazuje się, 

że są uderzająco puste. Partycypacja zbyt często staje się 

formą zagłaskiwania, a nie rzeczywistym procesem pro-

wadzącym do przemian”7.

*

Participation, red. Claire Bishop, MiT Press, Cambridge (Ma) 2006.

Jeremy Till, 

The architect and the other, „Open Democracy”, 25 

czerwca 2006, dostępny w Internecie: <http://www.opendemocracy.
net/ecology landscape/architecture_3680.jsp>.

background image
background image

PUBLIKACJE FUNDACJI BĘC ZMIANA

SERIA KIESZONKOWA

Koszmar partycypacji,

 Markus Miessen, wydane dzięki dofinansowaniu z Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, Warszawa 2013 

SERIA DESIGN / PROJEKTOWANIE:

Nerwowa drzemka. O poszerzaniu pola w projektowaniu

, red. Sebastian Cichocki, Bogna Świątkowska, Warszawa 2009

Wyspa. Synchronizacja

, Jakub Szczęsny, red. Kaja Pawełek, Warszawa 2009

Handmade. Praca rąk w postindustrialnej rzeczywistości, red. Marek Krajewski, Warszawa 2010

Przemyśleć u/życie. Projektanci. Przedmioty. Życie społeczne, Monika Rosińska, Warszawa 2010

Redukcja / Mikroprzestrzenie. Synchronizacja, red. Bogna Świątkowska, Warszawa 2010
Typespotting. Warszawa

, Artur Frankowski, Warszawa 2010

Coś, które nadchodzi. Architektura XXI wieku, red. Bogna Świątkowska, Warszawa 2011
Postmodernizm jest prawie w porządku. Polska architektura po socjalistycznej globalizacji

, Piotr Bujas, Alicja Gzowska,  

Aleksandra Kędziorek, Łukasz Stanek, partner: Muzeum Sztuki Nowoczesnej, Warszawa 2012

Wynajęcie

, Natalia Fiedorczuk, Warszawa 2012

Przystanki polskie. Element infrastruktury punktowej systemu transportu zbiorowego

, Maciej Rawluk, współwydawca:  

Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2012

Chwała miasta, red. Bogna Świątkowska, Warszawa 2012

Ludowość na sprzedaż, Piotr Korduba, Warszawa 2013
TR Laszuk. Dizajn i rewolucja w teatrze

, współwydawca: TR Warszawa, Warszawa 2013

Są w życiu rzeczy… Szkice z socjologii przedmiotów, Marek Krajewski, Warszawa 2013

SERIA ORIENTUJ SIĘ:

Podręcznik kolekcjonera sztuki najnowszej,

 Piotr Bazylko, Krzysztof Masiewicz, Warszawa-Kraków 2008

Stadion X: miejsce, którego nie było, red. Joanna Warsza, Warszawa-Kraków 2008 (dostępna również w wersji angielskiej)

77 dzieł sztuki z historią. Opowiadania zebrane, Piotr Bazylko, Krzysztof Masiewicz, Warszawa 2010
1994,

 Mikołaj Długosz, Warszawa 2010

Za fotografię! W stronę radykalnego programu socjologii wizualnej

, Rafał Drozdowski, Marek Krajewski, Warszawa 2010

365 drzew

, Cecylia Malik, Warszawa 2010

Badania wizualne w działaniu. Antologia tekstów, red. Maciej Frąckowiak, Krzysztof Olechnicki, współpraca wydawnicza:  

Instytut Socjologii UAM, Narodowy Instytut Audiowizualny, Warszawa 2011

Widoki władzy, Konrad Pustoła, Warszawa 2011
Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja

, David Harvey, Warszawa 2012

Niewidzialne miasto

, red. Marek Krajewski, współpraca: Instytut Socjologii UAM, Warszawa 2012

Narzędziownia, czyli jak badaliśmy (Niewidzialnie) miasto, Rafał Drozdowski, Maciej Frąckowiak, Marek Krajewski,  

Łukasz Rogowski, Warszawa 2012

Polskie pigułki / Polish pills / Pilules polonaises, Fanny Vaucher, wydane dzięki wsparciu Szwajcarskiej Fundacji dla Kultury  

Pro Helvetia oraz Instytutu Polskiego w Paryżu, Warszawa 2013

SERIA KULTURA NIE DLA ZYSKU:

Czytanki dla robotników sztuki. Zeszyt 1, red. zbiorowa, Warszawa 2009

Odszkolnić społeczeństwo, Ivan Illich, Warszawa 2010

Mobilność wyobraźni. Międzynarodowa współpraca kulturalna. Przewodnik, Dragan Klaić, współwydawca: Narodowy Instytut Audiowizualny, 

Warszawa 2011

Wieczna radość. Ekonomia polityczna społecznej kreatywności, red. zbiorowa. Warszawa 2011

SERIA EKSPERYMENT:

Znikanie. Instrukcja obsługi, red. zbiorowa, Warszawa2009

Słuchawy. Projektowanie dla ucha, Katarzyna Krakowiak, Andrzej Kłosak, Warszawa 2009

Komunikacja. Pogłębianie poczucia przestrzeni, Magdalena Starska, Dawid Wiener, Warszawa 2009
Warszawa jako struktura emergentna

, Aleksandra Wasilkowska, Andrzej Nowak, Warszawa 2009

Zmaganie umysłu ze światem. Gry losowe, Janek Simon, Szymon Wichary, Warszawa 2009

Góry dla Warszawy!, Grzegorz Piątek, Marek Pieniążek, Jan Dziaczkowski, Warszawa 2009

Pokonać obiekt. W wypadku rzeźby, Kasia Fudakowski, David Álvarez Castillo, Warszawa 2009

Eksperyment. Leksykon. Zbiór tekstów, red. zbiorowa, Warszawa 2012
Formy przestrzenne jako centrum wszystkiego

, red. Karolina Breguła, Warszawa 2012

KWARTALNIK FORMAT P:

# 1 

Piekło rzeczy, Warszawa 2009

# 2 

Bóle fantomowe, Warszawa 2009

# 3 

Manifesty, Precz z neutralnością!, Warszawa 2009

# 4 

The Future of Art Criticism as Pure Fiction, Warszawa 2011 

# 5 

Wystawy mówione/Spoken Exhibitions, Warszawa 2011

# 6 

Publiczna kolekcja sztuki XXI wieku m.st. Warszawy, Warszawa 2012

# 7 Ziemia pracuje! Wystawa o mauzoleach, ruinach i szlamie, Warszawa 2013
# 8 

Nieposłuszeństwo. Teoria i praktyka, Warszawa 2013

www.beczmiana.pl/sklep zamówienia: sklep@beczmiana.pl

background image

Nie ma tutaj porad, jak przebudować miasto ani 
nawet – jak to bywa w publikacjach sygnowanych 
przez Rema Koolhaasa czy Roberta Venturiego – 
jak je lepiej zrozumieć. Nie jest to książka o tym, 
co robić, ale o tym, czego unikać. Nie stanowi ona 
katalogu dobrych praktyk, jest raczej przewodnikiem 
po polu minowym. Miessen zaprasza na swoisty 
seans terapeutyczny, abyśmy sobie uświadomili, 
jak sami się oszukujemy i pozbawiamy zdolności 
do działania na rzecz realnej, a nie fasadowej zmia-

ny. To książka szczególna. Autor mówi wprost to, 
co wielu z nas podskórnie przeczuwa: jesteśmy wcią-

gani do współudziału w wielkiej ściemie. Pokazuje, 
jak zupełnie niepostrzeżenie pewien ideał przerodził 
się we własną karykaturę. Dlatego książka ta 
powinna zostać w Polsce starannie przeczytana. 
Potem można, a nawet należy się z nią rozstać. 
Ale trzeba zrobić to z właściwych powodów.

Z przedmowy Kacpra Pobłockiego

Cena: 33 PLN

ISBN 978-83-62418-28-2