background image

 

1

Burszta,  Wojciech  J.,  Kultura  popularna  jako  wspólnota  uczuciowa,  [w:]  Kultura  popularna,  red. W. 
Godzic, A. Fulińska, M. Filiciak, Kraków: Rabid, 2002, s. 11-18

 

 

KULTURA POPULARNA  

JAKO WSPÓLNOTA UCZUCIOWA 

 
Wojciech Józef Bursza 

 

Kłopoty  towarzyszące  analitykom,  obserwatorom  i  uczestnikom  wszechogarniającej 

praxis, jaką jest dzisiejsza kultura popularna, mają dwojaki charakter. Po pierwsze, biorą się z 
niemożności  jasnego  odróżnienia  kultury  tout  court  jako  określonego  zbioru,  od  jego 
poszczególnych  składników,  wśród  których  sytuuje się rzekomo także  fenomen  pop-kultury. 
Po  drugie,  jeśli  już  nawet  przekroczymy  próg  niejasności  definicyjnych,  pojawia  się  inna 
trudność:  co  jest  w  kulturze  popularnej  ważniejsze?  Czy  jest  ona  jednym  wielkim 
przedsiębiorstwem produkowania wyobrażeń i artefaktów, określonym kiedyś przez Theodora 
Adorna  mianem  przemysłu  kulturalnego? A  może  wypadkową oferty  towarowej  i tego,  co z 
nią potrafią uczynić odbiorcy? Skąd w ogóle wzięła się kultura popularna? Czy narodziła się 
samoistnie czy też jest odpryskiem - gorszym dodajmy - kultury elitarnej; albo może zachodzi 
między nimi rodzaj swoistej interakcji? Dominie Strinati rozszerza tę listę pytań: „Czy rozwój 
kultury  w  formie  towarów  oznacza,  że  kryteria  rynkowe  dominują  nad  jakością,  artyzmem, 
uczciwością  i  wymaganiami  intelektualnymi?  Czy  coraz  powszechniejszy  rynek  kultury 
popularnej  gwarantuje  jej  prawdziwe  powodzenie,  ponieważ  dostarcza  towarów,  których 
ludzie rzeczywiście pragną? Co jest ważniejsze w sytuacji, gdy kultura popularna wytwarzana 
jest przemysłowo  i sprzedawana zgodnie z zasadami popytu  i podaży - zysk czy  jakość? (...) 
Czy  kultura  ta  indoktrynuje  ludzi,  zmusza  ich  do  akceptowania  i  obstawania  przy  ideach  i 
wartościach,  które  gwarantują  stałą  dominację  bardziej  uprzywilejowanych,  umożliwiając  w 
ten sposób tym ostatnim sprawowanie władzy?  Czy  jest  może sprzeciwem  i opozycją wobec 
dominującego porządku społecznego? Czy wyraża ona, choćby w subtelny, niedostrzegalny  i 
zamazany  sposób  opór  przeciwko  sprawującym  władzę  i  podważenie  panujących  sposobów 
myślenia i działania?" (Strinati 1998:16-17). 

Jak  się  wydaje,  w  tle  kłopotów  z  odpowiedzią  na  powyższe  pytania  kryje  się  nie-

uchronnie  zakładany  przez  nas  wszystkich  system  wartościowania  i  preferowania  różnych 
obrazów  świata.  Ma  rację  Pierre  Bourdieu  twierdząc,  że  spory,  jakie  wzbudza  kultura 
popularna  mówią  więcej  o  ich  uczestnikach  i  ich  stosunku  do  kultury,  elit  i  „ludu"  niż  o 
samym temacie. Pojecie to - podobnie jak „kultura ludowa" - jest przede wszystkim stawką w 
walce  toczonej  na  polu  intelektualnym  (Bourdieu,  Wacquant  2001:  62).  Zwłaszcza  teraz, 
kiedy  w  powszechnym  odczuciu  bariery  oddzielające  kulturę  elitarną  od  kultury  popularnej 
zdają  się  być  coraz  bardziej  rozmyte,  a  wzajemny  kanibalizm  obu  sfer  jest  z  kolei  coraz 
powszechniejszy. O kulturze popularnej zatem trudno mówić zarówno precyzyjnie,  jak  i  bez 
wyrażania  postaw  wartościujących  i  emocjonalnych.  Zajmijmy  się  po  kolei,  z  konieczności 
skrótowo  jedynie,  powyższymi  aspektami  wielkiej  debaty  pop-kulturowej.  Zacznijmy  od 
wspomnianego  pierwszego  źródła  kłopotów  z  interpretowaniem,  cóż  to  za  twór  dziwaczny 
owa pop-kultura. 

Jak  świetnie  wiadomo  zwłaszcza  antropologom,  pojęcie  kultury  to  rodzaj  uniwer-

salnego wytrycha intelektualnego, który daje się stosować wszędzie i zawsze, choć nie bardzo 
wiadomo, czym sama kultura właściwie jest (struktura myślenia? system norm i zasad? zbiór 
artefaktów?  rodzaj  tekstu? sposoby zachowania?  itd.,  itp.). W najbardziej upowszechnionym 
rozumieniu  wskazuje  się  przede  wszystkim  na  pewien  logiczny  porządek  rządzący  formami 
kulturowych  realizacji  człowieka  -  tutaj  mamy  rytuał,  tu  religię,  tutaj  zaczyna  się  sfera 

background image

 

2

obyczaju,  tu  znów  wkraczamy  już  w  obręb  życia  potocznego.  Dziedzinowości  kultury 
odpowiada, a raczej nakłada się na nią inny jej podział, wyodrębniający w kulturze tout court 
sferę symboliczną, komunikacyjną i techniczną (techniczno-użytkową). Sfera symboliczna w 
ścisłym  sensie  to  znów  -  magia,  religia,  rytuał,  obrzęd,  sztuka.  Każde  kategorialnie 
wyodrębnione  współczesne  społeczeństwo  (grupa  etniczna,  naród,  subkultura,  mniejszość 
religijna) posiada swoisty dla siebie układ owych dziedzin i sfer kultury. 

Jeszcze  inaczej  rysuje  się  sytuacja,  kiedy  spojrzymy  na  społeczeństwa  i  kultury  w 

aspekcie  genetyczno-historycznym;  okazuje  się  wówczas,  iż  nie  zawsze  mieliśmy  do 
czynienia  z  wyraźnie  wyodrębnionym  podziałem  kultury  na  jej  „dziedziny",  a  tym  samym 
ludzkie  myślenie  „zamazywało" -  przykładowo - wydający  się  mieć charakter  uniwersalny  - 
rozdział  na  sferę  sacrum  i  profanum.  Podobnie  to,  co  dzisiaj  uważamy  za  działanie 
techniczne,  wcale  nie  musiało  posiadać takiego statusu w kulturach  -  jak powiedziałby  Max 
Weber  -  „zaczarowanych"  (Buchowski,  Burszta  1992;  Kowalski  1997).  Istniały  tedy 
społeczności  magiczne,  społeczeństwa  tradycyjne  (religijne),  na  miejsce  których  w  naszym 
kręgu  kulturowym  pojawia  się  społeczeństwo  nowoczesne.  Pojawia  się  i...  zaczynają  się 
kłopoty. Logiczny porządek, systematyczność kultury, jasny rozdział sfer aktywności ludzkiej 
poczynają  ulegać  zaburzeniom.  Nadciąga  w  końcu,  dla  jednych  jak  zmora,  dla  innych  jak 
rodzaj  zbawienia,  rzeczywistość  kultury  ponowoczesnej,  której  zasadniczą  cechą  jest 
maksymalne  rozchwianie  dotychczasowego  ładu  i  niepewność,  co  z  obecnego  stanu  wyłoni 
się w przyszłości. 

Rozwój  ludzkiej  kultury  to  także  zmieniający  się  sposób  transmisji  społecznej. 

Kultury magiczne i tradycyjne opierały się na interakcjach bezpośrednich i nieformalnych. W 
społeczeństwach zmierzającej ku nowoczesności Europy za ostatnie enklawy takiej kultury „z 
małym  alfabetem",  by  użyć  określenia  Jurija  Łotmana,  uważano  powszechnie  społeczności 
chłopskie, realizujące wzór „kultury  ludowej". Jak to ujęła Antonina Kłoskowska: „W żywej 
kulturze  ludowej  wszelkie  dziedziny  symbolizmu  stanowią  jeszcze  niemal  niezróżnicowaną 
całość.  Sztuka,  wierzenia  i  wiedza  ludowa  splatają  się  ze  sobą.  Wszystkie  razem  zaś  są 
powiązane  z  praktyką:  pracą,  regulacją  stosunków  społecznych,  z  organizacją  życia 
indywidualnego i zbiorowego. Kultura symboliczna funkcjonuje w codziennej praktyce życia 
tradycyjnych ludowych społeczności, a jej działanie nasila się w sytuacjach świątecznych, ale 
się  do  nich  nie  ogranicza.  Jest  dostępna  prawie  bez  kosztów  i  bez  ograniczeń  wszystkim 
członkom społeczności, a więc doskonale lub prawie doskonale demokratyczna" (Kłoskowska 
1991: 42). 

Tymczasem  w  miastach  dominuje  już  instytucjonalny  układ  kultury.  Wszelkie  treści 

symboliczne  tworzone  są  i  przekazywane  wprawdzie  nadal  w  formie  bezpośrednich 
kontaktów twórców i odbiorców, ale już w ramach formalnie zorganizowanych instytucji i ich 
personelu  -  szkół,  kościołów,  teatrów,  różnego  typu  organizacji.  One  z  kolei  w  coraz 
większym  zakresie  dostają  się  pod  kontrolę  rozmaitych  agend  państwa  narodowego,  które 
prowadzi  własną  politykę  kulturalną  i  krzewi  ideologię  państwowo-narodową  (tutaj  tkwią 
korzenie  pojęcia  „kanonu  kultury"  czy  „kanonu  literackiego"  -  w  domyśle  zawsze 
„narodowego").  Rozdział  na  kulturę  ludową  i  kulturę  elitarną  staje  się  podstawowym 
wyznacznikiem  hierarchicznej  struktury  społecznej,  niejako  ukrywając  inne  czynniki 
uwarstwienia klasowego, przede wszystkim ekonomiczne. 

Przyspieszona  industrializacja  kontynentu,  której  jednym  z  efektów  jest  niebywała 

emigracja  ludności  wiejskiej  do  miast,  komplikuje  ów  wygodny  podział.  Nosiciele  „kultury 
ludowej"  zamieniają  się  w  robotników,  w  „człowieka  masowego",  wykorzenionego  z  do-
tychczasowej  „dobrej"  tradycji.  To  na  niego  czeka  rodząca  się  właśnie  machina  przemysłu 
kulturalnego - moloch kultury masowej. Dlatego jeden z fanatycznych krytyków tej ostatniej, 
łącząc nostalgię z niesmakiem, napisze: „Sztuka ludowa wyrosła od dołu. Była spontaniczną, 
autochtoniczną  ekspresją  ludu,  przezeń  ukształtowaną,  pozostającą  całkowicie  poza 

background image

 

3

oddziaływaniem  kultury  wyższej,  odpowiadającą  jego własnym  potrzebom.  Kultura  masowa 
została  narzucona  z  góry.  Jest  tworem  techników  wynajętych  przez  biznesmenów;  jej 
odbiorcy  są  biernymi  konsumentami,  ich  partycypacja  ogranicza  się  do  wyboru  «kupić,  nie 
kupić».  Sztuka  ludowa  była  instytucją  samego  ludu,  jego  prywatnym  małym  ogrodem 
odgraniczonym  od  wielkiego  formalnego  parku  wysokiej  kultury  jego  panów.  Jednakże 
kultura masowa zburzyła ten mur, wciągając masy w zdegenerowaną formę kultury wysokiej, 
stając  się  w  ten  sposób  instrumentem  politycznej  dominacji"  (MacDonald  1957:  60;  podkr. 
W.J.B.). 

Dzisiaj wiemy już, że porządek determinacyjny produkujący człowieka masowego był 

o wiele bardziej skomplikowany. Pojawia się przede wszystkim zupełnie nowy układ kultury, 
który  wprawdzie  nie  eliminuje  poprzednich  dwóch  (interakcji  bezpośredniej  i  układu 
instytucjonalnego), ale opiera na osiągnięciach technologicznych - to najpierw masowy druk, 
potem  fotografia,  radio,  taśma  filmowa,  TV,  wreszcie  media  elektroniczne,  Internet  i  różne 
formy  interaktywności.  Ich  rozwój  i  coraz  powszechniejsza  dostępność,  w  połączeniu  z 
faktem,  że  pojawia  się  publiczność  dysponująca  coraz  większym  zakresem  czasu  wolnego 
powoduje,  iż kontakt między twórcą i odbiorcą jest już tylko pośredni. Rodzi się typ kultury 
oparty  na  możliwości  nieograniczonej  reprodukcji  i  powielania  treści  artystycznych  i 
masowej  estetyce;  dzieło  odrywa  się  od  twórcy,  powstający  oryginał  jest  już  swoją  własną, 
zwielokrotnioną kopią. 

Rzecz jasna, reprodukcja dzieła sztuki zawsze była możliwa, tym przecież trudnili się 

onegdaj  kopiści  i  uczniowie  wielkich  mistrzów.  Już  jednak w  Grecji  pojawia  się  techniczna 
reprodukcja dzieł, polegająca na odlewie i tłoczeniu; masowo produkowano wówczas brązy, 
terakoty  i  monety.  Później  mamy  drzeworyt,  a  prawdziwą  rewolucję  przynosi  technologia 
reprodukowania pisma; wiek XIX to znów triumf litografii, dzięki której masowo pojawia się 
na  rynku  grafika.  Aliści  wszystkie  te  technologie  nie  zagrażają  śmiertelnie  autentyczności 
dzieła  sztuki,  jako  że  oryginał  -  za  pomocą  różnorodnych  metod  -  da  się  jeszcze  ustalić  i 
umieścić  w  czasie  historycznym.  Tak  nie  Jest  już,  jak  zanalizował  ten  fenomen  Walter 
Benjamin,  w  wypadku  fotografii;  na  jej  Przykładzie  widać,  w  jaki  sposób  technologia 
reprodukcji  usamodzielnia  się  w  stosunku  do  oryginału,  i  to  podwójnie.  Po  pierwsze, 
umożliwia utrwalenie obrazów, które wymykają się optyce naturalnej. Po drugie wszakże, za 
sprawą  fotografii  „kopia  oryginału  może  się  znaleźć  w  sytuacji  nieosiągalnej  dla  samego 
oryginału. I  tak reprodukcja przede wszystkim  -  bądź to w postaci  fotografii,  bądź też płyty 
gramofonowej  -  umożliwia  dziełu  wyjście  naprzeciw  odbiorcy.  Katedra  opuszcza  swoje 
miejsce,  aby  pojawić  się  w  pracowni  jakiegoś  miłośnika  sztuki;  utworu  chóralnego, 
wykonanego  w  jakiejś  sali  lub  pod  gołym  niebem,  można  posłuchać  w  pokoju"  (Benjamin 
1996:  206).  Dla  Benjamina  epoka technicznej  reprodukcji  dzieła  sztuki  oznacza  kres  „aury" 
prawdziwej  sztuki.  Spójrzmy  jednak  na  diagnozę  wybitnego  frankfurtczyka  z  innej  per-
spektywy,  albo  inaczej  -  odwróćmy  ją.  Jeśli  bowiem  interesujemy  się  nie  „końcem" 
autentyzmu  w  sztuce,  ale przeciwnie -  „początkami" dzisiejszej  hegemonii  kultury (i  sztuki) 
popularnej,  uwagi  Benjamina  są  nie  mniej  interesujące.  Kres  „aury"  oznaczający  dlań 
rozerwanie  związku  oryginału  z  miejscem  i  czasem  jego  istnienia,  to  jednocześnie  dla  nas 
narodziny  sprzyjającej  „aury"  dla  rozpowszechniania  się  masowego  typu  uczestnictwa  w 
kulturze. 

1

 Dzisiaj jest tak, że wprawdzie aura może towarzyszyć dziełom sztuki, ale głównie 

jest  to  czytelne  w  perspektywie  przekonań  artystyczno-estetycznych  samego  twórcy,  każdą 

                                                   

1

 

Aby  odróżnić  „aurę"  w  rozumieniu  Benjaminowskim  od  „aury  kultury  popularnej",  odwołuję  się  do 

metaforycznego sensu drugiego znaczenia słowa „aura" w języku polskim; w tym drugim, medycznym 

znaczeniu,  aura  to  zespół  objawów  poprzedzających  bezpośrednio  napad  padaczki;  reprodukcja 

techniczna  jest  zespołem  objawów  poprzedzających  bezpośrednio  upowszechnienie  się  kultury 

popularnej jako kultury dominującej w społeczeństwie konsumpcyjnym.

 

background image

 

4

bowiem twórczą realizację można powielić na tak różnorodne sposoby, iż „dostaje" się ona w 
obręb  aury  kultury  popularnej.  Dotyczy  to  także  twórców  z  jej  kręgu,  l  tak,  jeszcze 
kilkanaście  lat  temu  Jean-Michel  Jarre  mógł  sobie  pozwolić  na  kaprys  wydania  jednej  ze 
swych płyt tylko w jednym egzemplarzu CD, nie pozwalając na reprodukowanie „oryginału". 
Dzisiaj,  w  dobie  prywatnych  przegrywarek,  ów  jeden,  jedyny  egzemplarz,  zakupiony  przez 
kogokolwiek,  natychmiast  mógłby  zostać  skopiowany,  „wrzucony"  do  Internetu  i 
rozpowszechniony  w  demokratycznej  społeczności  Sieci.  Tym  samym  całe  przedsięwzięcie 
Jarre'a traciłoby sens. Aura kultury popularnej jest wszechobecna i nie ma przed nią ucieczki. 
Co najwyżej, można minimalizować jej skutki, to wszystko. 

No  dobrze,  ale  czym  właściwie  jest  pop-kultura,  jak  można  się  zbliżyć  do  jej  zde-

finiowania?  Czy  rację  ma  Dick  Hebdige  (Hebdige  1988:  47),  że  wystarczy  jej  minima-
listyczne  określenie  jako  zbioru  „ogólnie  dostępnych  wytworów -  filmów,  nagrań,  ubiorów, 
programów  telewizyjnych,  środków  transportu  itd."?  A  może  jest tak,  jak  sugeruje  w  swym 
podręczniku  Dominie  Strinati  (Strinati  1998:  12-13),  iż  „definicja  kultury  popularnej  opiera 
się na  sposobie  jej  teoretycznego  wyjaśniania  i oceniania"?  Jeśli przypomnimy  sobie cytat  z 
Antoniny Kłoskowskiej, w których charakteryzuje ona cechy kultury ludowej, zauważymy, że 
dają  się  one transponować do  kultury  popularnej,  zwłaszcza  to,  że  jest ona dostępna prawie 
bez  kosztów  i  ograniczeń  wszystkim  członkom  społeczeństwa  -jest  więc  „doskonale 
demokratyczna"! „Zabawa" w definiowanie naszego fenomenu stanowi zajęcie samo w sobie, 
co  przypomina  zresztą  losy  pojęcia  kultury  w  antropologii.  A  więc,  zdając  sobie  sprawę  z 
proliferacji sensów tego pojęcia i jego uwikłania w ideologiczną wykładnię świata, należy się 
na coś zdecydować. 

Za  najbliższą  mi  w  perspektywie  niniejszego  tekstu  uważam  tedy  definicję  kultury 

popularnej  autorstwa  Johna  Fiske:  „Kultura  popularna  to  nie  tyle  kultura  przedmiotów 
artystycznych i obrazów, ile zespół czynności kulturowych, dzięki którym sztuka przenika do 
obyczaju  i  warunków  codziennego  życia"  (Fiske  1996:  175).  W  społeczeństwie 
postindustrialnym  wszyscy  ludzie  mają więcej wolności (i czasu wolnego), większy wybór  i 
więcej szans na samorealizację. Kultura popularna dzisiaj nie jest zatem po prostu przykładem 
eksploatacji  i  technicznej  reprodukcji,  ale  spełnia  potrzeby  i  pragnienia  zgodne  ze 
szczególnym,  wszelako  jednak  autentycznym  gustem.  Wszyscy  mamy  dziś  autonomię  w 
wyborze, które z kulturowych reprezentacji uznać za własne. A poza tym - bycie miłośnikiem 
którejś  z  form  pop-kulturowych  wcale  nie  zamyka  przed  nami  drogi  do  rozmaitych  nisz,  w 
których  skrywa  się  obecnie  sztuka  wysoka,  zazdrośnie  odwołująca  się  do  „aury"...  własnej 
wyższości  właśnie.  Wypada  zgodzić  się  z  Swin-gewood'em,  że  odmienność  gustów  i 
zróżnicowanie  publiczności  wynika  z  cech  kapitalizmu  konsumenckiego;  kultura  jest 
uwarstwiona, a stąd i konsumpcja wielce zróżnicowana (Swingewood 1977: 20). 

Odwołajmy się do jednej z ostatnich analiz polskiej publiczności telewizyjnej. Oto jak 

wynika  z  badań  rynkowych  firmy  IQS  and  Ouant  Group  z  jesieni  2001  roku,  każdego  dnia 
przeciętny  mieszkaniec  Polski  wpatruje  się  w  telewizyjny  ekran  dokładnie  188  minut. 
Okazuje się jednak, że średnia statystyczna jest myląca - czas spędzany przed ekranem dzieli 
nasze społeczeństwo równie wyraźnie jak wysokość zarobków czy poziom wykształcenia. Co 
istotne,  dzieli  na  te  same  grupy  i  klasy:  słabo  wykształceni  i  mało  zarabiający  oglądają 
telewizję  częściej  i  dłużej  niż  osoby  dużo  zarabiające  i  lepiej  wykształcone.  W  ślad  za  tą 
stratyfikacją idą gusta i preferencje, co już jest o wiele trudniejsze do uchwycenia metodami 
ilościowymi.  Po  prostu  -  kultura  popularna wytworzyła  już  we własnym obrębie precyzyjne 
hierarchie wartościowania produktów, ma już własne sub- i kontrkulturowe działania. Nie jest 
więc  wyłącznie  -  jak  nam  się  wmawia  od  przeszło  pięćdziesięciu  lat  -  wszechogarniającą  i 
ogłupiającą papką. Podobnie zróżnicowani są odbiorcy. No i wreszcie nieprawdziwa jest teza 
utożsamiająca  kulturę  popularną  wyłącznie  z  kulturą  mediów!  Wróćmy  jednak  do 
zasadniczego  wątku  naszych  rozważań,  tj.  związku  kultury  tout  court  z  pop-kulturą,  zwykle 

background image

 

5

przedstawianego  w  taki  sposób,  iż  ta  druga  jawi  się  jako  rakowata  narośl  na  swoim 
organizmie-żywicielu - kulturze prawdziwie autentycznej. 

Pomiędzy pojęciami kultury i kultury popularnej istnieje jedynie - jak to nazywa Jerzy 

Kmita  -  pozorna  ciągłość  genetyczna,  co  oznacza,  iż  sposób  wyjaśniania  dotyczący  tej 
drugiej,  posługuje  się  terminologią  wypracowaną  do  analizy  pierwszej  (Kmita  1985:  33). 
Ujmując  to  inaczej,  powiedzieć  możemy,  iż  „stan  kultury"  tout  court    i  „stan  kultury 
popularnej" nie przystają do siebie. Johannes Fabian stawia nawet sprawę mocniej: „Kultura" 
i „kultura popularna" nie są ze sobą logicznie powiązane jako -odpowiednio - szerszy zbiór  i 
jeden  z  jego  rzekomych  elementów  składowych.  Kultura  popularna  nie  należy  do  tej  samej 
klasy pojęć co kultura  muzyczna, kultura średniowieczna czy  kultura  francuska;  jej  logiczny 
status  (ale  już  nie  zawartość!)  przypomina  najbardziej  pojęcie  kultury  prymitywnej  (Fabian 
1997:  141).  Także  i  tej  drugiej  nigdy  nie  udało  się  zadowalająco  zdefiniować.  Określenie 
znaczenia  kultury  popularnej  nie  jest  zatem  kwestią  semantyki,  ale  musi  się  dokonywać  na 
gruncie pragmatycznym i w obrębie retoryki. 
Kultura  popularna  jest  formą  praxis

2

,  wszelako  jednak  podobną  praxis  jest  działalność 

polegająca na próbie jej opisu i interpretacji. Nie znaczy to wcale, iż nie ma sensu odróżniać 
teorii od praktyki, ale tylko tyle, że również owa dystynkcja jest częścią praktyki ( w naszym 
wypadku - naukowego badania kultury). Jak się wydaje, to właśnie na myśli miał Fiske pisząc 
krytycznie  o  jednej  z  tradycji  patrzenia  na  kulturę  popularną:  „Przeplatanie  się  obrazów, 
produkowanych  i  rozpowszechnianych  przez  media,  z  codziennym  życiem  nie  interesuje 
przedstawieniowych,  mimetycznych  i  postmodernistycznych  teorii  obrazu.  Wszystkie  one 
skupiają  się  na  makrostrukturalnych  związkach  między  obrazem  a  ideologią  lub  między 
obrazem a rzeczywistością, czy wręcz między obrazem a innymi obrazami. Żadna nie bierze 
pod  uwagę  konkretnych  zjawisk,  ani  ich  kontekstu,  zachodzących  w  chwili,  gdy  społecznie 
wytworzone obrazy trafiają do społecznie usytuowanych odbiorców" (Fiske 1996: 175). 

Problem  zasadniczy  przy  podejmowaniu  zagadnień  wiążących  się z praxis tworzenia 

(produkowania),  recepcji,  przetwarzania  i  interpretowania popularnych  form kultury,  tkwi  w 
tym, że w przeciwieństwie do kultury tout court kultura przymiotnikiem „popularna" nie jest 
żadną  całością,  którą  można  obiektywnie  rozkładać  na  poszczególne  dziedziny,  ale  stanowi 
zbiór  wydarzeń  i  procesów  dających  się  ujmować  w  trybie  dyskursywnym.  Wszelkie 
negatywne  opinie,  jakie  od  XIX  stulecia  otaczały  „niższą"  postać  działalności  kulturalnej, 
wiązały  się  z  tym,  iż  traktowano  ją  (przyjmując  albo  wartościującą  definicję  kultury,  albo 
wychodząc z jej antropologicznego rozumienia jako bytu całościowego) jako przeciwieństwo 
„prawdziwej"  kultury  w  obu  wymienionych  sensach.  Kultura  popularna  nie  jest  systemem, 
zbiorem przekonań albo zespołem wartości; nie jest też - jak tradycyjni antropolodzy widzieli 
kulturę  -  jakimkolwiek  stylem  życia.  To  jednak,  iż  nie  można  jej  przypisać  bytu 
ontologicznego,  wcale  nie  oznacza,  iż  nie  daje  się  ona  ujmować  w  kategorie  analityczne  i 
badać za pomocą środków heurystycznych. 

Skoro kultura popularna to indywidualna bądź społeczna praxis, wypadałoby zapytać 

na  koniec,  jakie  są  jej  potencjalne  efekty  dla  egzystencji  człowieka  we  współczesnym 
świecie.  Widziałbym  owe  efekty  w  podwójnej  perspektywie.  Pierwszą  z  nich  wyznacza 
pojecie  „globalnej  ekumeny  wyobraźni",  jakim  posłużyliśmy  się  z  Waldemarem 

                                                   

2

 

Odwołuję  się  tutaj  do  rozumienia 

praxis 

jako  całości  kulturowych  działań  indywidualnych  i 

grupowych,  które  tworzą  społeczną  egzystencję  człowieka, Takie  rozumienie 

praxis 

znajdziemy u  tak 

różnych  myślicieli,  jak  L.  Althusser,  A.  Gramsci  i  S.  Brzozowski.  Każde  działanie  praktyczne  jest  nie 

tylko  przekształceniem  przedmiotu,  ale  także  tworzeniem  sensu,  wartości  kulturowej;  rezultat 

działania  to  także  uzewnętrznianie  podmiotowości  człowieka  jako  „mieszkańca  kultury".  Każde 

działanie jest komunikowaniem, a jego rezultat - o ile zostanie odczytany przez innych ludzi - staje się 

elementem świata społecznego.

 

 

background image

 

6

Kuligowskim  (Burszta,  Kuligowski  1999:  40-54) w książce  Dlaczego kościotrup nie  wstaje: 
otóż  kultura  popularna  najlepiej  udowadnia  tezę  Daniela  Bella  o  definitywnym 
autonomizowaniu  się  kultury  względem  struktury  społecznej  i  ekonomii.  Krajobrazy 
medialne, za pośrednictwem telewizji, filmu, kasety wideo, reklamowych spotów, transmisji z 
koncertów,  oferują  złożony  repertuar  wyobrażeń,  wątków  narracyjnych  i  krajobrazów 
etnicznych  widzom  na  całym  świecie.  Krajobrazy  medialne  proponują  odbiorcom  zestawy 
postaci,  tematów,  form  tekstualnych,  z  których  „składają"  oni  scenariusze  imaginacyjnego 
życia - zarówno własnego, jak i ludzi zasiedlających inne miejsca (zob. Appadurai 1997: 35). 
Wyobraźnia  staje  się  dzisiaj  formą  społecznej  praktyki,  przyjmując  najrozmaitsze  kształty  i 
postacie; w jej kształtowaniu media mają udział pierwszoplanowy. 

Z  punktu  widzenia  wyznaczanego  przez  drugą  perspektywę  na  kulturę  popularną 

spojrzeć można także jako na wspólnotę uczuciową, jaka może, choć nie musi, zrodzić się na 
podstawie  uczestnictwa  w  zbiorowej  praxis.  W  tym  wypadku  nie  idzie  już  o  indywidualną 
wyobraźnię kształtowaną przez media, ale o emotywne, chwilowe społeczności, tworzące się 
przy  okazji  partycypowania  we  wspólnie  przeżywanych  wydarzeniach  artystycznych. 
Odwołam  się  do  przykładu  dla  mnie  osobiście  szczególnego,  bo  uczuciowo  i  intelektualnie 
najbliższego.  Uczestnicząc  od  wielu  już  lat  w  koncertach  grupy  Yes  (zob.  Burszta  1994) 
upewniam  się  coraz  bardziej,  że  jestem  na  ów  magiczny  czas  2-3  godzin  „wyjęty"  z 
solidarności  organicznej,  jaka  dominuje  w  nowożytnej  formie  organizacji  społeczeństwa,  a 
oddaję  się  dobrowolnie  „w  pacht"  solidarności  mechanicznej,  typowej  dla  społeczności 
tradycyjnych.  Zgadzam  się  być  nie  jednostką,  ale  personą,  otoczoną  takimi  samymi  jak  ja 
uczestnikami  „empatycznej wspólnoty Yes". Z radością rozpoznaję się w tych  innych, kiedy 
przed  koncertem  przebieramy  się  w  nowe  albo  (lepiej)  znoszone  koszulki  z  kolejnych  tras 
koncertowych  grupy;  kiedy  czekamy  na  ulubione  utwory,  fragmenty  solowych  popisów, 
słowa  piosenek  znane  nam  od  lat  trzydziestu  z  górą!  Ostatni  warszawski  spektakl  Yes 
Symphonic 
był dobitnym przykładem, jak „działa" empatyczna wspólnota - wszyscy jesteśmy 
starsi,  jak  sam  rock,  ale  łączy  nas  wspólna  tradycja  i  kompetencja,  a  ponadto  to,  co 
najważniejsze,  a  co  Maffesoli  nazywa  „mgławicą  uczuciową"  (Maffesoli  1996:  72).  Z  całą 
premedytacją  wciągam  swoich  dwóch  synów  do  symbolicznej  gry;  towarzysząc  mi  w 
koncercie widzą, jak w momencie, gdy wybrzmiewają końcowe fragmenty Gates of Delirium, 
osobnicy  w  poważnym  wieku  łączą  się  za  pomocą  telefonów  komórkowych  z  tymi,  którzy 
zostali  w  domu  i  przekazują  im  dźwięki,  atmosferę  i  nastrój  Torwaru;  małżonki  tulą  się  do 
lekko wyłysiałych życiowych partnerów... 

Potęga kultury popularnej wynika właśnie z faktu, że tak wielka jest jej oferta i zróż-

nicowanie. Tak wielka, że jesteśmy w stanie znaleźć w niej swoje własne miejsce, utożsamić 
się  z  konkretnymi  wartościami,  nurtami  muzycznymi,  rodzajem  kina  i  tak  dalej,  i  tak  dalej. 
Kultura  popularna  umożliwia  też  dobieranie  się  ludzi  w  nowoplemiona  oparte  na  uczuciu. 
Mówiąc  nieco  górnolotnie  -  dzięki  podobnym  nowoplemionom  (wspólnota  Yes  to  fakt) 
dokonuje się przejście od polis do thiase, od politycznego porządku do sfery tożsamości; od 
racjonalności do wymiaru uczuciowego. Nie jest przy tym istotne, iż podobne wspólnoty mają 
ulotny  żywot,  rzecz  w  tym,  że  można  ich  poszukiwać  albo  powracać  do  nich  -  tak  jak  w 
Warszawie 27 października 2001 w trakcie koncertu Yes. Zawsze wiemy, co nas spotka, jaka 
cząstka  uśpionej  osobowości  odżyje  na  czas  tej  szczególnej  chwili,  gdy  nic  nie  trzeba 
ukrywać, nie udawać nikogo i niczego nie wstydzić. 

Wbrew  temu,  co  rutynowo  mówi  się  i  pisze  się  o  kulturze  popularnej,  ciągle  kon-

frontując ją z kulturą wyższą, łączy ona w sobie trwałość i nieprawdopodobną zmienność oraz 
pogoń za nowością z nostalgią. Kłopot z tym, iż nadal jakoś trudno przyznać się publicznie do 
bliższych powinowactw z taką formą uczestnictwa w kulturze, choć oddychamy nią dzień po 
dniu,  coraz  częściej  smakując  i  identyfikując  się  z  tym  fragmentem  naszej  tożsamości.  Jak 
powiada  Maffesoli:  „Tak  często  podkreślaliśmy  dehumanizację  i  rozczarowanie 

background image

 

7

nowoczesnym światem oraz samotność przezeń powodowaną, że nie potrafimy  już zobaczyć 
sieci  solidarności,  która  w  nim  istnieje"  (Maffesoli  1996:  75).  Chodzi  rzecz  jasna  o 
solidarność mechaniczną. 
 
 

WOJCIECH JÓZEF BURSZTA

 

- antropolog kultury, profesor Uniwersytetu im. Adama 

Mickiewicza, ostatnio opublikował Asteriks w Disneylandzie, 2001. 
 

BIBLIOGRAFIA 

Appadurai A., 1997, Modernity at Large. Cultural Dimensions of Globalization, Minneapolis.  
Benjamin W., 1996, Anioł historii. Eseje, szkice, fragmenty, przeł. K. Krzemieniowa, H. Orłowski, 
J. Sikorski, Poznań.  
Bourdieu R, Wacquant L. J. 0., 2001, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, przeł. A. Sawisz, Warszawa. 
Buchowski M.,  
Burszta W. J., 1992, O założeniach interpretacji antropologicznej, Warszawa. 
Burszta W. J., 1994, Yes. Nostalgiczne strefy pamięci, „Konteksty" 1-2. 
Burszta W. J., Kuligowski W., 1999, Dlaczego kościotrup nie wstaje. Ponowoczesne pejzaże kultury, Warszawa. 
Fabian J., 1997, Moments of Freedom. Anthropology and Popular Culture, Charlottesville, London.  
Fiske  J.,  1996,  Postmodernizm  i  telewizja,  prze).  J.  Mach,  (w:)  Pejzaże  audiowizualne.  Telewizja.  Wideo.  Komputer,  A. 
Gwóźdź (red.), Kraków. 
Hebdige D., 1988, Hiding In the Light: On Images and Things, Routledge, London.  
Kłoskowska A., 1991, Kultura, (w:) Encyklopedia kultury polskiej XX wieku, A. Kłoskowska (red.), Wrocław. 
Kmita J., 1985, Epistemologia w oczach kulturoznawcy, „Studia Filozoficzne", nr 4.  
Kowalski A.P., 1997, Symbol w kulturze archaicznej, Poznań.  
Maffesoli M., 1996, The Time of the Tribes. The Decline of lndividualism in Mass Society, London. MacDonald D., 1957, 
theory of mass culture, 
(w:) Mass Culture, B. Rosenberg, D. White (eds.), Glencoe.  
Strinati D., 1998, Wprowadzenie do ku/tury popularnej, przeł. W.J. Burszta, Poznań.  
Swingewood A., 1977, The Myth of Mass Culture, London.