background image

ORLA PERĆ

background image

Orla Perć - cele należy realizować

Ten rok okazał się przełomowy w odwiecznym temacie Orlej Perci. Decyzja, poprawa 
kondycji, przełamanie psychicznej bariery, determinacja, koncentracja, i wreszcie 
realizacja planu.
 

  

Trasa:  Murowaniec  -  Czarny  Staw  -  Zawrat   -  Mały  Kozi  Wierch  -  Zmarzła   Przełączka 
Wyżnia - Zmarzłe Czuby - Zmarzła Przełęcz - Zamarła Turnia - Kozia Przełęcz - Kozie 
Czuby - Kozia Przełęcz  Wyżnia  - Kozi Wierch - Buczynowa  Strażnica - Przełączka  nad 
Buczynową Dolinką - Czarne Ściany - Zadnia Sieczkowa Przełączka - Granaty (Zadni Granat, 
Pośrednia Sieczkowa Przełączka, Pośredni Granat, Skrajna Sieczkowa Przełączka, Skrajny 
Granat) - Granacka Przełęcz - Wielka Orla Turniczka - Orla Przełączka Niżnia - Orla Baszta - 
Pościel Jasińskiego - Buczynowe Czuby - Przełęcz Nowickiego - Budzowa Igła - Budzowa 
Przełączka   -   Buczynowe   Turnie   (Wielka   Buczynowa   Turnia,   Buczynowa   Przełęcz,   Mała 
Buczynowa Turnia) - Mała Buczynowa Przełączka - Ptak - Przełączka pod Ptakiem - Kopa 
nad Krzyżnem - Krzyżne - Murowaniec - Zakopane 

Data: 5 sierpnia 2011 rok 
Czas: 15 godzin 
Uczestnicy: Lowell 

 
 

background image

Przygotowania do Orlej Perci 

Jakby się cofnąć z 7 lat wstecz, mniej więcej o tej samej porze, miałem okazję pojechać w 
Tatry ze znajomymi w celu zdobycia Orlej Perci. Jednak po zdobyciu Świnicy pierwszego 
dnia, siły mnie opuściły. Rano obudziłem się z lekką gorączką. Teraz wiem, ze dobrze się 
stało, że nie poszedłem tamtego dnia na Orlą Perć. Nic tak na prawdę o niej nie wiedziałem i 
nie miałem do niej pokory. Nie byłem w ogóle na to przygotowany. 

 Od tego czasu wiele się zmieniło, temat Orlej Perci powrócił 4-5 lat temu. Jednak tym razem 
z   dużym   respektem   i   szacunkiem   do   najtrudniejszego   znakowanego   szlaku   w   Tatrach. 
Początkiem roku zacząłem dbać o kondycję nota bene pod wyjazd w Alpy. Priorytetem nie 
była Orla Perć. Zacząłem regularnie biegać i chodzić na basen. Przez zwiększoną aktywność 
moja pewność siebie wzrosła. Blokada, która ciągle znajdowała się w mojej głowie została 
pokonana.   Nie   wiem,   w   jakim   momencie   się   to   stało,   ale   przestałem   czuć   lęk   przed 
wspinaczką   (oczywiście   szlakową)   w   terenie   górskim.   Nie   ukrywam,   że   zawsze   mi   to 
sprawiało przyjemność,  jednak nie raz nogi trzęsły mi  się jak galareta.  Teraz czułem się 
pewnie ciesząc się każdą techniczną trudnością na szlaku. W rozmowie z bardzo miłą osobą z 
forum beskidmaly.pl, wspólnie doszliśmy do wniosku, że lepsza kondycja wpłynęła również 
na psychikę. 

 Bardzo   ważna   była   również   determinacja.   Tutaj   musze   podziękować   jednej,   osobie   za 
przykład jaki mi dała swoją determinacją w dążeniu do celu. Stąd pojechałem do Zakopanego 
doskonale   wiedząc   czego   chce   i   jak   to   zrealizować.   Determinacja   pomogła   mi   również 
pokonać małe komplikacje. Na Orlą Perć nie miałem jechać sam, tylko ze znajomym. Jak 
łatwo można się domyśleć - pojechałem sam. Nic mnie to nie zniechęciło, choć rozważałem 
możliwość przełożenia wyjazdu. Kolejnym istotnym elementem była koncentracja. Myślę, że 
podświadomie przyszła ona sama, dzień przed wyprawą. Znajomi poznani w Murowańcu 
(Agnieszka i Jurek - pozdrawiam) stwierdzili, że dzień wcześniej było widać na mojej twarzy 
jej oznaki. Pewnie tak było...

Koncentracja towarzyszyła mi przez całą trasę Orlej Perci. Wraz ze zmęczeniem wymagała 
pracy   na   wyższych   obrotach.   Co   ciekawe   jedyne   potknięcie   zaliczyłem   nad   Zielonym 
Stawem,   schodząc   już   z   Przełęczy   Krzyżne.   W   następstwie   wylądowałem   jedną   nogą   w 
strumieniu. Po przejściu odcinka Orlej Perci nastąpiło totalne odprężenie. 

 O czym zapomniałem i czego nie zrobiłem. Cóż najważniejsza rzecz - szedłem sam, o moim 
wyjściu wiedziało parę osób w Bielsku oraz moi towarzysze z Murowańca. Mój największy 
błąd - nie zostawiłem im mojego numeru telefonu i nie wziąłem ich numeru telefonu. Kolejna 
sprawa to zapomniałem okularów, ale na szczęście pogoda mnie oszczędziła i tylko rano było 
błękitne   niebo.   Oczywiście   odradzam   wszystkim   samotnych   wycieczek   w   Tatrach, 
bezpieczniej i raźniej idzie się w kilka osób. Na pewno moje zachowanie spotka się z krytyką 
wielu osób i przyznam im rację, jednak możecie mi wierzyć potęguje to duchowe przeżycia 
związane   z   obcowaniem   z   boską   przestrzenią   tatrzańskich   masywów.   Trzeba   im   okazać 
ogromny respekt, mieć świadomość niebezpieczeństwa i podziwiać je - chłonąć je wszelkimi 
możliwymi zmysłami. 

 

background image

Co zabrałem na Orlą Perć? 

 1. telefon

2. apteczka

3. 1,5 litra wody

4. malutki chleb + konserwa

5. czekolada + 3 batony 

6. mapa

7. rękawiczki

8. kurtka

9. pałatka

10. kijki - teraz bym z nich zrezygnował, wykorzystane jedynie na szlakach podejściowych

11. chusta na głowę, doskonale wchłania pot 

12. aparat

 Zapomniałem okularów i kremu z filtrem UV. Dla bezpieczeństwa można zabrać kask i nie 
jest to głupi pomysł!  

background image

W stronę Zawratu 

Mały i Duży Kościelec

 Pobudka o godzinie 5:00, mam ogromną ochotę jeszcze pospać, ale wiem że nie dzisiaj. 
Szybko się ubieram i wstaję. Patrzę przez okno i południowa strona jest mocno zachmurzona, 
nie  pada   więc  wiem,   że  zaryzykuję   dzisiejszą  próbę.  Zawsze   mogę  się   wrócić  jakby  się 
pogoda  załamała.  Szybka  poranna  toaleta,  dopakowuje plecak   i  bez  śniadania  ruszam  na 
szlak.   Śniadanie   mam   w   planach   nad   Czarnym   Stawem.   Niebo   od   południowej   strony 
wygląda   bardzo   optymistycznie.   Słońce   zaczyna   rozświetlać   powoli   okolicę.   Dla   samych 
widoków i niespotykanej ciszy warto tak wcześnie wstać.

Dominująca Żółta Turnia

background image

Spokojna tafla Czarnego Stawu

Do Czarnego Stawu docieram bardzo szybko, ale tak na prawdę jeszcze się w 100% nie 
obudziłem.   Nie   jestem   głodny,   przekładam   swoje   śniadanie   na   Zawrat.   Spoglądam   na 
spokojną taflę stawu. Gdzieniegdzie kaczki budzą się ze snu. Bardzo mi się podoba ta cisza, 
skrycie  marzy  mi   się  zobaczenie   z  rana   kozic.  Nigdy nie  miałem   okazji  ich   zobaczyć   z 
bliższej odległości. 

Kozica

 

background image

Kozica

Szybko obchodzę Czarny Staw i zmierzam w stronę Zmarzłego Stawu. Jedno z moich marzeń 
spełnia się w tym dniu. Jest jedna kozica! W odległości 2-3 metrów od szlaku skubie coś 
zielonego przy skale. Podchodzę po cichu bliżej. Nie chcę jej spłoszyć. Robię zdjęcia, w 
końcu mnie dostrzega, nasze spojrzenia krzyżują się. Tak na prawdę chyba nikt z nas nie 
czuje lęku do momentu wydania dziwnego odgłosu przez tego osobnika. Pokazał czyj to jest 
teren i kto tu jest tak na prawdę gościem. Lepiej sobie nie przeszkadzajmy, każdy z nas ma 
dzisiaj swoje plany. 

Całe stado kozic

background image

Nieco wyżej,  na szlaku,  mam  okazję  zobaczyć  sześć kozic.  Dzień na prawdę  dobrze się 
rozpoczyna. Kozice chodzą po szlaku. Gdy mnie dostrzegają odchodzą 5-10 metrów, ale nie 
uciekają.   Piękne   okazy   i   szkoda,   ze   niektóre   zdjęcia   mi   nie   wyszły.   Ale   i   tak   jestem 
zadowolony z tego spotkania! 

 

Zawrat w słońcu

 

 

Na Zawrat docieram o godzinie 7:40. Samo podejście było bardzo przyjemne, łańcuchy, które 
kiedyś zapamiętałem jako trudne okazały się całkiem proste. A i słońce zaczęło się przebijać z 
za Granatów. Na przełęczy jest jeden Pan, który podchodził z Doliny 5 Stawów. Będzie szedł 
w stronę Koziej Przełęczy, więc jest szansa, że pójdziemy razem. Ja w końcu wrzucam coś do 
mojego pustego żołądka, ale nie jestem zbytnio głodny. 

background image

Widok z Zawratu w stronę Doliny 5 Stawów: Na pierwszym planie Zadni Staw, dalej Gładki 

Wierch , następny plan Hruba Kopa, Nefcerska Veza oraz Hruby Wierch, na ostatnim planie 

Krywań

Świnica

background image

Na pierwszym planie Kołowa Czuba, drugi plan to od prawej: Szpiglasowy Wierch, 

Szpiglasowa Przełęcz i Miedziane. Trzecie plan od prawej: Szczyrbski Szczyt, Hlińska 

Turnia, Koprowy Wierch, Czubryna, Mięguszowickie, Wysoka, Rysy i Gerlach

Zawrat - Kozi Wierch 

Kościelec z okolic Małego Koziego Wierchu

 

W   końcu   wyruszam   w   stronę   Małego   Koziego   Wierchu.   Najpierw   po   skałach   bez 
zabezpieczeń dochodzę do mojego dzisiejszego towarzysza. Trzeba dobrze się rozglądać, aby 
nie zgubić szlaku. Cały czas będzie on nas prowadził a to od strony Doliny Gąsienicowej, a to 
od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich, a dla urozmaicenia główną granią. Niestety mój 
towarzysz  miał  trochę zbyt  wolne tempo  i pozostaje mi samemu ruszyć  dalej. Doceniam 

background image

wczesną porę, która powoduje, że mogę sam na sam obcować z majestatem gór. Nie jest to 
może mądre, ale niesamowite! Spokój na szlaku zapewnia komfort, nikt mnie nie stopuje, ja 
również   nikogo   nie   stopuję.   Każdy   mój   krok,   każdy   chwyt,   mogę   spokojnie   rozważyć, 
przemyśleć. Wybrać najdogodniejsze rozwiązanie. Rozważania te nie trwają długo, ale dzięki 
spokojnym decyzją czuję się pewniej i bezpieczniej. 

Czarny Staw

Pierwsze łańcuchy

background image

Drabinka na Kozią Przełęcz

 Zaczynają się pierwsze łańcuchy. Mały Kozi Wierch zdobyty. Teraz narasta we mnie presja. 
Sztuczna presja, która urodziła się w mojej głowie. Czy już za tą skała będzie sławna drabinka 
do Koziej Przełęczy? Zdominowało to moje myśli. Schodzę do Zmarzłej Przełęczy Wyżniej, 
w stronę Gąsienicowej odchodzi tzw. Honoratka, czyli Żydowski Żleb. Przede mną Zmarłe 
Czuby i dośc nieprzyjemny, od północnej strony, trawers po nader wąskich półeczkach. Jest 
co  prawda  łańcuch,   ale  trzeba   uważać   na  każdy  stawiany  krok. Wchodzę   na grań,  czuję 
bliskość drabinki! Ale to jeszcze nie ona, to zejście do Zmarzłej Przełęczy po dość śliskich 
płytach. Jeszcze trawers Zamarłej Turni i jestem sam na sam ze słynną drabiną. Popatrzałem 
w dół, wysokość robi wrażenie. Z drugiej jednak strony jest to zwykła drabina, a poruszanie 
się   po   drabinie   nie   należy   do   skomplikowanych.   Długo   się   nie   zastanawiając,   najpierw 
nieśmiało,  przy pomocy łańcucha  zszedłem na pierwsze szczeble  drabiny.  Każdy kolejny 
szczebel,   to   już   większa   pewność   w  poczynaniach   i   wędrówka   jak   po   zwykłej   drabinie. 
Oczywiście po chwili rodzi się kolejna myśl, jak z tej drabiny zejść na tą wąską półeczkę. 
Jednak to kolejny problem, który był tylko i wyłącznie w mojej głowie. Zejście z drabiny jest 
problemem psychiki, bo technicznie jest bardzo łatwe. 

 

background image

Drabinka na Kozią Przełęcz widok od dołu

Drabinka na Kozią Przełęcz na tle Kościelca - widok z podejścia na Czuby

background image

Czarny Staw i Żółta Turnia

 Schodzę po łańcuchach do Koziej Przełęczy. Tutaj prowadzi żółty szlak z Koziej Dolinki, 
chwila odpoczynku, kilka zdjęć i nadchodzi czas na Kozie Czuby. Jak do tej pory jestem 
zadowolony, tempo bardzo dobre, sił dostatek, a psychika odblokowana. 

 

Zamarła Turnia

 

Zanim   pnę   się   w   stronę   Kozich   Czub   musze   pokonać   dość   nieprzyjemny   trawers   po 
łańcuchach.   Poruszanie   się   w  poziomie   było   chyba   najtrudniejszym   elementem   na   Perci. 
Trawers pokonany, teraz pod górę na łańcuchach. Przejście Kozich Czub zajęło sporo czasu, 
ale i wrażenia wspaniałe. Zejście do Koziej Przełęczy Wyżniej to kolejna pionowa ściana, 

background image

którą trzeba pokonać na ubezpieczeniach w dół. Jest bardzo ciekawie, czasami trzeba się 
naszukać miejsca na położenie stopy, to opuścić niżej na łańcuchu. Adrenalina rośnie! Jestem 
na przełęczy. Teraz łatwe, z dobrymi chwytami, podejście na Kozi Wierch doprowadza mnie 
do lekkiej zadyszki. Na Kozim Wierchu spotykam kolejnych turystów, w końcu mogę się do 
kogoś odezwać. Patrzę na zegarek - dochodzi 10.00. Na Kozim zjadam batona i odpoczywam 
dobre 15 minut, podziwiając piękne widoki na Dolinę Pięciu Stawów Polskich. 

 

Kozi Wierch – Granaty

Opuszczam   Kozi   Wierch   kierując   się   w  stronę   jego   południowych   zboczy.   Czarny  szlak 
odbija Szerokim Żlebem w stronę Doliny Pięciu Stawów Polskich. Przez 40 minut towarzyszą 
mi   widoki   do   Piątki.   Aż   do   Buczynowej   Strażnicy   szlak   jest   łatwy   technicznie,   bez 
sztucznych ubezpieczeń. Za Buczynową Strażnicą znajduje się Przełączka nad Buczynową 
Dolinką i tu zaczynają się "schody", a w zasadzie zejście do Żlebu Kulczyńskiego. Zejście 
jest o tyle nieprzyjemne, że jest sypkie pod nogami i trzeba uważać, aby nie zrzucić kamieni 
lub   nie   dostać   takim   kamieniem.   Stąd   też   uważam,   że   kask   powinien   się   znaleźć   w 
wyposażeniu turystów na Orlej Perci. Następnie szlak Orlej odbija w prawo w stronę komina 
prowadzącego do szczerbiny Czarnego Mniszka. Dobra rzeźba skał zapewnia dobre chwyty i 
wspinanie na Mniszka jest przyjemnością. Odcinek ten jest ubezpieczony łańcuchami, ale 
przy dobrych warunkach, a takie dzisiaj panują polegam na moich chwytach. Dochodzę do 
pasemka   Czarny   Ścian,   kolejny   mniej   wymagający   odcinek,   zakończony   ciekawym 
kominkiem.

 Schodzę   do   Zadniej   Sieczkowej   Przełączki,   przed   szczytem   Zadniego   Granatu   dochodzi 
dobrze mi  znany zielony szlak prowadzący do Zmarzłego  Stawu. Wdrapuję się na Zadni 
Granat i robię kolejny odpoczynek. Tym razem otwieram konserwę i robię sobie kanapki. 
Dochodzą chłopaki, których poznałem schodząc z Koziego Wierchu. Robimy malutki popas. 
Z Zadniego widać już szlak na Krzyżne. Niby nie daleko, ale jeszcze kawałeczek przed nami. 
Siły powoli ubywają, nawet przychodzą mi do głowy myśli o zejściu żółtym szlakiem ze 
Skrajego Granatu. Ale jak szybko się pojawiły tak szybko znikły. Chłopaki idą na Krzyżne, 
więc będę miał towarzystwo. A teraz na pewno mi się przyda!

background image

Kominek na Czarnych Ścianach

  

Kościelec z Zadniej Sieczkowej Przełęczki

 

 

background image

Skrajny Granat widziany z Pośredniego

Zadni Granat i trasa Orlej, którą mam już za sobą...

background image

I jej początek. Od prawej - Świnica, zawratowa Turnia, Zawrat, Mały Kozi, Zarła Turnia, 

Kozia Przełęcz, Kozie Czuby.

Dolina Pięciu Stawów Polskich

 

Ruszam dalej, zejście z Zadniego Granatu przebiega spokojnie, w pewnym momencie jest 
mała ekspozycja i podejście po skałach na Pośrednią Sieczkową Przełączkę, dalej na Pośredni 
Granat szerszą ścieżką. Zejście z Pośredniego jest trochę trudniejsze, skały się usypują, trzeba 
wykorzystać   ręce   i   szukać   pewnych   miejsc   na   położenie   nogi.   Dochodzę   do   Skrajnej 
Sieczkowej Przełęczki w pobliżu zdradzieckiego Żlebu Drége'a. Tutaj czeka na mnie po raz 
drugi w ciągu dwóch dni szczelina. Tym razem bez zastanawiania pokonuję szczelinę. Jak? 
To już moja mała tajemnica. Po chwili jestem już na Skrajnym Granacie. Pogoda trochę się 
pogorszyła. Od Doliny Pięciu Stawów Polskich kłębią się coraz ciemniejsze chmury. Opady 
przewidywane były na godzinę 16.00. Jest prawie 13.00. Został ostatni odcinek.... 

background image

Granaty - Krzyżne - Murowaniec 

Ostatni odcinek Skrajny Granat - Przełęcz Krzyżne zrobiłem na coraz większym zmęczeniu. 
Jest   on   bardzo   wymagający   i   moja   koncentracja   pracowała   na   najwyższych   obrotach 
(przynajmniej   w   miejscach   trudnych   technicznie).   Wszystko   to   kosztem   mniejszego 
rozkoszowania   się   panoramami   i   ekspozycjami.   Sam   fakt,   że   nie   robiłem   zdjęć   na   tym 
odcinku,   dowodzi   o   moim   zmęczeniu.   Bardziej   liczyła   się   dla   mnie   realizacja   celu   niż 
rozkoszowanie się tym celem! 

Ze Skrajnego Granatu od razu schodzę po łańcuchach w dół w stronę Buczynowej Dolinki. 
Spoglądam w stronę Krzyżnego i szlak wydaje się być zwykłą górską ścieżką, nic bardziej 
mylnego. Później łatwiejszym terenem ponownie kieruję się na północną stronę grani. Po 
klamrach i łańcuchach schodzę na Granacką Przełęcz. Od tego momentu idę już z poznanymi 
wcześniej   chłopakami.   Trawersuję   żlebem   północne   zbocze   Orlej   Turniczki,   po   skalnych 
półkach ubezpieczonych łańcuchem. Dalej czeka na mnie kolejna drabinka, tym razem na 
Orlą Przełęczkę Niżną. Później względnie łatwy odcinek po południowej stronie Orlej Baszty 
i zejście skośnym kominem ubezpieczonym łańcuchami na Pościel Jasińskiego. Z tego co 
pamiętam północne stoki Buczynowych Czub były kolejnym niebezpiecznym miejscem na 
Orlej   Perci.   Wszystko   się   sypało,   szczególnie   w   momencie   schodzenia   było   to   dość 
niebezpieczne, gdyż noga się ślizgała, mocniejsza praca rąk, szukanie pewnego gruntu pod 
ustawienie stopy. W takich momentach się nie myśli o zmęczeniu, jednak, gdy teren staje się 
łatwiejszy   czuje   się   ile   kosztuje   to   sił.   Kolejny   odcinek   do   Przełęczy   Nowickiego   jest 
łatwiejszy. Później czeka nas trawers Wielkiej Buczynowej Turni. Do pokonania jest parę 
skalnych   żeberek,   a   później   zejście   do   Buczynowej   Przełęczy   ubezpieczone   łańcuchami. 
Następnie kawałek po skałach żlebem w górę, szlak odbija w prawo prowadząc ze żlebu na 
skalne zbocze Małej Buczynowej Turni. To już ostatnie łańcuchy na Orlej. Dalej już droga 
jest   prosta   i   prowadzi   głównie   kamienną   ścieżką   po   południowej   stronie   głównej   grani. 
Trawersujemy   Małą  Buczynową   Turnie,   na  chwilę   wracamy   na  grań  i  schodzimy  w  dół 
poniżej   Ptaka   i  Kopy  pod  Krzyżnem.   O  godzinie   15.00   zdobywamy   Krzyżne!   Widoki   z 
Przełęczy   Krzyżne   są   jednymi   z   najpiękniejszych   w   całych   Tatrach!   Niestety   duże 
zachmurzenie   troszkę   popsuło   ten   cały   urok.   Plan   wykonany,   Orla   zdobyta   w   całości. 
Wewnętrzne   zadowolenie   i   spełnienie.   Chwila   odpoczynku.   Szybkie   zdjęcie   z   moimi 
towarzyszami, których pozdrawiam serdecznie. Dzięki, że miał w Was wsparcie! Czas się 
pożegnać i rozejść w przeciwnych kierunkach. 

background image

Pamiątkowe zdjęcie na Krzyżnym

Z Krzyżnego do Murowańca szedłem około 2,45 h spełniony, ale już dość mocno zmęczony. 
Zaczyna kropić. W schronisku spotykam Agnieszkę z Jurkiem, którzy powoli zaczęli się o 
mnie martwić. Pierwsze pytanie Agnieszki: - I co udało się? Tak, udało się! - odpowiadam. 
Wchodzę   do   schroniska,   zamawiam   sok   pomarańczowy   (nie   piwo   choć   smakowałoby 
zapewne wyjątkowo, ale wracam jeszcze dzisiaj do Bielska samochodem) i pyszne naleśniki z 
serem. 5 minut później zaczęło mocno lać i przeszła burza. W schronisku opowiadamy co nas 
dzisiaj spotkało na szlakach. Dzięki Wielkie, miło jak ktoś czeka w schronisku! 

 

Podsumowanie

 Dzisiaj,   mając   kolejne   doświadczenie,   wiem,   że   przejście   Orlej   Perci   za   jednym   razem 
pozbawiło mnie wielu ciekawych wrażeń. Zmęczenie dosięgło mnie na Granatach. Ostatni 
odcinek: Skrajny Granat - Krzyżne nie zostało w zasadzie udokumentowany fotograficznie - 
jedynie   wspólne   zdjęcie   z   towarzyszami   mojej   wędrówki   z   Granatów   do   Krzyżnego 
( pozdrawiam!). Odcinek ten po prostu został zaliczony. Gdybym miał teraz zrobić Orlą Perć 
ponownie - dla frajdy, podzieliłbym ją na trzy odcinki: 

 

1. Zawrat - Kozi Wierch 

2. Kozi Wierch - Skrajny Granat

3. Skrajny Granat - Krzyżne

 

background image

Nie jest to do końca sensowny podział, gdyż szlak podejściowy na Kozi Wierch prowadzi od 
strony Doliny Pięciu Stawów, a zejście ze Skrajnego Granatu doprowadzi nas do Doliny 
Gąsienicowej. Ale jest to taki mój, mały, umowny podział. 

 Orla Perć wymaga dużej pokory, mimo dobrego przygotowania i pewności siebie. Ale jest to 
niezapomniana frajda (nawet mimo zmęczenia). 

Marcin Walczak

http://www.2beinspired.pl/orla-perc.php


Document Outline