background image

Aby rozpocząć lekturę,

 kliknij na taki przycisk           ,

który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z  Portem Wydawniczym

LITERATURA.NET.PL

kliknij na logo poniżej.

background image

1

Ryszard Kurylczyk

PAPIEŻ

background image

2

Tower Press 2000

Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

background image

3

CZĘŚĆ PIERWSZA

VENI...

background image

4

ROZDZIAŁ I

8 STYCZNIA A. D. 1198

Do wielebnego Mateusza Paris w klasztorze benedyktynów Saint Albens! Stało się, przy-

jacielu! Mamy nowego papieża! Został nim kardynał-diakon Lotario, hrabia z Segni. Wiedz,
że rad jestem z tego bardzo! Wspólnie studiowaliśmy w Paryżu teologię i nauki wyzwolone.
To  doskonały  zarządca  i  niezły  dyplomata.  Czy  wiesz,  z  jakich  opresji  wyciągnął  nas  we
Francji? Mam nadzieję, że jak tylko za przyczyną Innocentego III – bo takie imię przyjął Lo-
tario – znajdę się w Anglii, natychmiast pojawię się u ciebie. Wiem o tym, że piszesz kronikę
Kościoła  i  cieszę  się  niezmiernie  z  tej,  jeszcze  mi  nie  znanej,  pracy,  ale  sądzę,  że  to,  co  ci
opowiem o Lotario – wzbogaci twoje dzieło. Spotkałem się bowiem jeszcze i później z dzi-
siejszym papieżem, wtedy, kiedy studiował on prawo w Weronie i  Bolonii. Wiedz, że rządy
dusz  sprawował  będzie  człowiek  światły,  a  przy  tym  z  dobrego  domu.  Jeśli  chcesz  przed
moim przyjazdem poznać jego przemyślenia, bądź łaskaw nakazać,  aby któryś z benedykty-
nów  będących  w  Rzymie  skopiował  traktat,  jaki  napisał  on  przed  laty  jeszcze  jako  diakon
Lotario. Dzieło to nosi tytuł: 

De miseria humanae conditionis. Możesz więc sobie wyobrazić,

co to za człowiek, skoro w młodzieńczym wieku nie siedział nad  dzbanem wina, a zastana-
wiał się nad nędzą doli człowieczej... Życzę ci zdrowia, pozostaję w przekonaniu, iż spotka-
my się rychło, bo Jego Świątobliwość Innocenty III zaprasza mnie właśnie do Rzymu, więc
najpewniej z jakąś misją wyśle do Anglii.

Twój Stefan Langton

23 STYCZNIA A.D. 1198

Zaprosiłem was, dostojni moi goście, po to, aby na początku swojej drogi zapoznać się ze

stanem rzeczy w Kościele  rzymskim, za który z łaski Bożej przyszło mi odpowiadać. Chcę
wiedzieć, co dzieje się w świecie całym. Jako wikariusz Chrystusowy na ziemi mam obowią-
zek pamiętać, że Pan dał władzę Piotrowi nie tylko nad Kościołem, ale i nad wszystkimi na
ziemi. To, co mi dziś powiecie, ważne będzie nie tylko dla mnie... Ja poznawać będę sprawy,
z którymi najczęściej, do czasu wyniesienia, nie miałem możliwości zapoznać się bliżej, a wy
okażecie się albo rozeznanymi w rzeczach, za jakie odpowiadaliście, albo też... nie. To drugie
zależy  od  was.  Chcę,  byście  wiedzieli,  iż  zamierzam  zorganizować  w  Kurii  grupę  najbliż-
szych mi ludzi, którzy doradcami moimi i powiernikami spraw Kościoła rzymskiego zostaną.
Jedni na stałe przy mnie będą, inni jako legaci w różne strony świata wysłani zostaną. Wszy-
scy  wspólnie  służyć  będziemy  Kościołowi  rzymskiemu:  i  wy,  moi  najbliżsi,  i  ja,  wikariusz
Chrystusowy...  A  teraz  do  rzeczy!  Kto  z  was  odpowiadał  przed  poprzednikiem  moim  za
sprawy Państwa Kościelnego i Świętego Cesarstwa Rzymskiego?

background image

5

Ja nim byłem, Wasza Świątobliwość. Jestem Gwido, biskup Palestyny.

Znam cię, przyjacielu! Przedstaw mi, proszę, obraz spraw niemieckich.

Po śmierci cesarza Henryka VI wyraźny chaos zapanował w Niemczech i całym cesarstwie.

Zwolennicy  Sztaufów  i  Welfów  walczą  między  sobą  i  prawdę  powiedziawszy,  zgodnie
zresztą z wolą Jego Świątobliwości Celestyna III, nie wtrącałem się w ten konflikt...

Słusznie, jako że Kościół powinien być rozjemcą, a nie stronnikiem w sprawach świeckich

władców. Władza duchowa jest nadrzędna wobec władzy świeckiej. Wybacz, że przerwałem
ci, Gwido. Czynił tak będę dość często i wobec innych, albowiem chcę, byście poznawali i
moje poglądy  w  sprawach  omawianych.  Bądź  łaskaw,  dostojny  biskupie,  przybliżyć  mi  ów
konflikt między Sztaufami i Welfami w Niemczech. Słucham cię, biskupie Gwido.

Jeśli Wasza Świątobliwość pozwoli, cofnąć się muszę aż do czasów twego imiennika Inno-

centego II. Wówczas to bowiem zaczęli ze sobą rywalizować książęta szwabscy z domu Szta-
ufów i książęta bawarscy z domu Welfów. W Roku Pańskim 1133 cesarzem został Lotar III
saski.  Wydał  on  za  mąż  swoją  córkę  za  Henryka  Pysznego,  księcia  bawarskiego,  a  więc  z
domu  Welfów.  Kiedy  cztery  lata  później  Lotar  pomarł  bez  męskiego  potomka  –  Welfowie
stali się nie tylko właścicielami Bawarii, ale i Saksonii. Tak więc w sporze o wpływy Welfo-
wie byli górą. Z tego najpewniej powodu książęta Rzeszy na nowego króla wybrali Konrada
Sztaufa,  który  przyjął  jako  cesarz  imię  Konrada  III.  Cesarzowi  ze  Sztaufów  zależało  na
umniejszeniu znaczenia Welfów. Kiedy więc w dwa lata po koronacji zmarł Henryk Pyszny
zostawiając małoletniego syna Henryka Lwa, wówczas Konrad III nakazał zabrać Welfom ich
rodową Bawarię, a zostawić jeno Saksonię. Górą byli tym razem Sztaufowie. Po śmierci Kon-
rada III na jego miejsce wybrano Fryderyka I Barbarossę. Ten dla zaniechania sporów pogo-
dził  się  z  Welfami  i  zwrócił  im  Bawarię.  Złudne  były  jednakiego  nadzieje  na  złagodzenie
konfliktu między Sztaufami i Welfami, bo dorosły już Henryk Lew ruszył ze zwolennikami
Welfów przeciw cesarzowi. Z tych walk cesarz wyszedł obronną ręką, pozbawiając Henryka
Lwa wszystkich dóbr i lenn. Cóż pozostało Henrykowi? Ukorzył się przed cesarzem i dostał
w lenno znaczną część ziem saskich: księstwo brunszwickie. Dla pełnego obrazu tego sporu
dodać jeszcze powinienem, że syn Fryderyka I Barbarossy, Henryk, ożenił się przed trzema
laty z Konstancją – następczynią tronu sycylijskiego, tak więc władza Sztaufów powiększyła
się o sycylijskie włości. Jeśli więc teraz książęta Rzeszy wybiorą na króla, a Wasza Świąto-
bliwość utwierdzi na cesarza, przedstawiciela Sztaufów – Państwo Kościelne otoczone będzie
ze wszystkich stron ziemiami Sztaufów, a więc i kontrolowane będzie przez nich. Moim zda-
niem  powinniśmy,  mimo  zaleceń  twego  świątobliwego  poprzednika  –  poprzeć  stanowczo
kandydata na króla i cesarza ze stronnictwa Welfów! Mam podstawę mniemać, że ze stron-
nictwa Welfów będzie brany pod rozwagę syn margrabiego brunszwickiego Henryka Lwa –
Otton.

Jego więc, twoim zdaniem, powinniśmy poprzeć, wówczas, jak rozumiem, zmaleje zagro-

żenie od północy. A jak sprawa południa Włoch i Sycylii?

Środkowe Włochy trzyma w swoim ręku książę Markward von Ahnweiler, jeden z najbliż-

szych  współpracowników  i  doradców  zmarłego  cesarza  Henryka  VI,  od  którego  otrzymał
tytuły  księcia  Romanii  i  margrabiego  Ankony.  Nie  sądzę,  by  zamierzał  on  stanąć  przeciw
Waszej Świątobliwości, jeśli zechcesz uznać, że po śmierci cesarza ta część Włoch powinna
zostać włączona do Państwa Kościelnego. Gdy mu się pozostawi dotychczasowe tytuły – bę-
dzie z wdzięczności zabezpieczał nasze interesy w tej części Włoch. Jeśli zaś chodzi o króle-

background image

6

stwo sycylijskie, to z mego rozeznania wynika, że cesarzowa wdowa Konstancja nader kiep-
skiego jest zdrowia i lada miesiąc może osierocić swego czteroletniego syna Fryderyka. Trze-
ba nakłonić Konstancję, by na opiekuna swego dziecięcia z domu Sztau-fów wyznaczyła nie
cesarza,  a  Waszą  Świątobliwość,  wówczas  zagrożenie  Państwa  Kościelnego  od  południa
zniknęłoby zupełnie.

To dobry pomysł! Czy znasz, biskupie, dostatecznie dobrze cesarzową wdowę Konstancję,

byś mógł uzyskać jej zgodę na regencję papieską w Królestwie Sycylii?

Sądzę, że tak.

Biskupie  Gwido,  mianuję  cię  kardynałem.  Jedź  teraz  na  Sycylię  zawrzeć  umowę  z  cesa-

rzową Konstancją. Kiedy stamtąd wrócisz, pomyślimy o uroczystej konsekracji i mianowaniu
ciebie na legata papieskiego w Świętym Cesarstwie Rzymskim. Żebyś nie miał za wiele obo-
wiązków, zwalniam cię z dotychczasowej odpowiedzialności za sprawy Francji i Anglii. Chcę
teraz  przedstawić  wam  dwu  nowych  kardynałów,  którzy  wejdą  w  skład  Kurii  papieskiej.
Obydwaj są moimi przyjaciółmi jeszcze z czasów studiów paryskich. Oto Robert Curcon, od
dziś kardynał, który w pieczy swojej miał będzie Francję i kraje Półwyspu Iberyjskiego. Dru-
gim jest kardynał Stefan Langton, którego uwadze w Kurii papieskiej powierzam Anglię. Pro-
szę o krótkie wypowiedzi o podlegających wam krajach. Najpierw proszę kardynała Roberta
Curcona.

Ojcze Święty! Francja zawsze była wierną córą Kościoła rzymskiego i mając właściwego

biskupa Paryża oraz oddanego sprawom Rzymu króla -może być ostoją Stolicy Apostolskiej.

Powiedziałeś wszakże: „ może być” , a więc obecnie nie jest?

Uważam, iż trzeba zmienić biskupa Paryża.

Kogo proponujesz?

Czy pomnisz, Wasza Świątobliwość, naszego wspólnego kolegę ze studiów paryskich, Odo

z  Sully,  który  zawsze  miał  najlepsze  rozeznanie  w  sprawach  Paryża,  a  szczególnie  królew-
skiego dworu?

Pamiętam. Masz rację – to jest właściwa kandydatura. A co powiesz o królu?

Filip  II  August  zawsze  był  przyjacielem  Rzymu,  Kościoła  i  papieży.  Zna  swoje  miejsce.

Przed siedmioma laty ożenił się z Izabelą z Hainaut, siostrzenicą hrabiego Flandrii, otrzymu-
jąc w posagu zachodnią część tej krainy, zapoczątkował terytorialny przyrost Francji, za co od
swego dworu otrzymał przydomek „ Powiększyciel” . Sprawą istotną dla Francji, jak zresztą i
dla Anglii, jest konflikt między Filipem II a Ryszardem Lwie Serce o Normandię i inne fran-
cuskie  ziemie  lenne.  Im  bardziej  zażarty  będzie  zatarg  między  królem  francuskim  i  angiel-
skim,  tym  bardziej  potrzebny  im  będzie  rozjemca,  a  wiadomo,  że  za  rozjemcę  przyjmą  na
pewno nie cesarza, lecz papieża.

Do wypowiedzi kardynała Roberta dodałbym, Ojcze Święty, jedynie uzupełniającą uwagę,

że związany z Normandią i Akwitanią spór między Anglią i Francją zbliża się do stanu woj-
ny.

background image

7

Masz  więc,  kardynale  Stefanie,  wespół  z  kardynałem  Robertem  czuwać,  by  francusko-

angielskie swary nie przerodziły się w wojnę.

Powiedz mi jeszcze w skrócie, kardynale Robercie, o sytuacji kościelnej w krajach Półwy-

spu Iberyjskiego.

Zacznę od Portugalii. Jest ona lennem Stolicy Apostolskiej od czasów papieża Aleksandra

II, któremu oddał w lenno swoje królestwo, zobowiązując się płacić trybut w wysokości pię-
ciuset złotych monet – Sancho Ramirez. Tak więc i obecny, panujący od trzynastu lat, król
Sancho I musi ów trybut płacić. Powinniśmy mu o tych zaległościach przypomnieć.

Możesz mu nawet darować część zaległości, kardynale.

Tak też uczynię, Ojcze Święty, choć łaskawość twoja dla opieszałych lenników może oka-

zać się zaraźliwą.

Powiedz mi, kardynale Gwido, skąd te zaległości?

Spraw  roboczych  w  Portugalii  pilnować  miał  biskup  Paryża  i  sądzę,  że  kardynał  Robert

uczyni roztropnie przeprowadzając szybką zmianę na tym urzędzie, bo opieszałość...

Stop, stop, kardynale Gwido! Pewnyś, że można tu mówić o opieszałości biskupa? A jeśli

okaże się, że Sancho I wcale nie zalega aż od trzynastu lat z trybutem lennym, który po prostu
z Paryża do Rzymu nie docierał?

Jestem pewny, że to tylko opieszałość...

A pozostałe kraje iberyjskie, kardynale Robercie?

Jeśli chodzi o królestwo Aragonu, to za swój honor uważam rychłe doprowadzenie do tego,

by król Piotr II uznał się za twego, Ojcze Święty, lennika. Podobny zamiar mam wobec Al-
fonsa VIII, króla Kastylii. Kłopot jest z królem Leonu, Alfonsem IX, który w grzechu żyje, za
żonę  mając  córkę  swego  najbliższego  kuzyna,  króla  Kastylii.  Musi  on  najpierw  poniechać
kazirodczego związku, by móc zyskać opiekę Stolicy Apostolskiej. Najważniejszą sprawą dla
chrześcijańskich  królestw  iberyjskich  jest  uwolnienie  się  od  stałego  zagrożenia  ze  strony
Maurów. Powiem nawet, Ojcze Święty, że muzułmańskie zagrożenie nie tylko tych królestw
dotyczy, ale też Francji, a może i całego naszego Kościoła. Dlatego do jedności kraje iberyj-
skie wzywał będę w twoim, Ojcze Święty, imieniu! One bowiem stanowią tarczę przed mu-
zułmańskim naporem. Francję zaś uczynię chrześcijańskim mieczem przeciw niewiernym.

24 STYCZNIA A.D. 1198

Zaprosiłem dzisiaj dostojnego biskupa Konrada z Moguncji, który prosto z Akki do Rzymu

przybył, aby zdał nam sprawę ze swojej misji w Królestwie Jerozolimskim.

Przybyłem tam dokładnie w dziesięć dni po tym, jak król Henryk wypadł ze swym karłem z

okna  pałacu.  Wprawdzie  nie  zdążyłem  na  ich  pogrzeb,  ale  okazję  miałem  złożyć  słowa
współczucia owdowiałej Izabeli.

background image

8

Kto powinien być następcą Henryka? Co o  tym  sądzi  dostojny  patriarcha  Aymar?  Żywię

dla niego wiele szacunku.

Szacunek  to  uzasadniony,  Wasza  Świątobliwość.  Godny  to  naśladowania  chrześcijanin!

Nie darmo wszyscy mieszkańcy Akki mnichem go zowią. Widzi on królem któregoś z wiel-
możów  przybyłych  z  armią  niemiecką  w  trzeciej  wyprawie  krzyżowej.  Tak  się  składa,  iż
znam ich wszystkich osobiście i nie uważałbym takiego kroku za  słuszny. Jeśli dobrze poj-
muję swoich rodaków – a w to chyba nie wątpisz, Ojcze Święty? – to im chodzi o coś innego
niż zdobycie przez któregoś z nich tronu Królestwa Jerozolimskiego.

O cóż więc chodzi?

Wiem, że wielmoże z trzeciej wyprawy krzyżowej chcą założyć w Jerozolimie zakon rycer-

ski. Dlatego też śmiem twierdzić, iż myli się patriarcha Aymar w swoich osądach o sukcesji
na tym tronie.

Uważam, że władcą  w Akce zostać powinien – znany  wszystkim król  Cypru  –  Amalryk.

Ma w swojej dyspozycji flotę niemałą, która transport nowych oddziałów z Europy zapewnić
może, ma doświadczenie w sprawowaniu władzy. A co najważniejsze, jest wdowcem. Ideal-
nie nadaje się na męża dla królowej Izabeli. Para ta mogłaby z korzyścią dla Stolicy Apostol-
skiej kierować sprawami chrześcijaństwa w Królestwie Jerozolimskim.

Propozycja, Konradzie, warta rozważenia. A sprawa zdobycia Jerozolimy? To królestwo ze

stolicą w Akce, a nie w Świętym Mieście – krzyczy, iż czegoś jeszcze nie zrobiliśmy.

Właśnie, Ojcze Święty. To jest chyba celem organizowanej przez ciebie czwartej wyprawy

krzyżowej.  Wręcz  jestem  pewien,  że  właśnie  ta  błogosławiona  przez  ciebie  armia  rycerzy
zdobędzie Jerozolimę!

Uważasz więc, że walczące pod Jerozolimą wojska niemieckie nie dokonają tego?

Moi rodacy pod murami Jerozolimy są żałośnie sami. Wiem zaś, iż w tym kierunku ciągną

wojska  sułtana  damasceńskiego  Al-Adila.  Jeśli  zaś  on  idzie  z  odsieczą  Jerozolimie  –  nasze
wojska będą musiały albo ratować się ucieczką, albo zostaną rozbite! Al-Adil szykował swe
wojska do rozprawy z sułtanem egipskim Al-Azizem. Ten ostatni zachorował i, jak mi wia-
domo,  nie  pożyje  długo,  po  co  więc  Al-Adil  miał  marnować  wojsko  w  bratobójczych  wal-
kach. Część armii Al-Aziza przyłączyła się do niego i zapewne pociągną na Jerozolimę.

Będziesz miał okazję sprawdzić, czy wydarzenia potoczyły  się  zgodnie  z  twoimi  przewi-

dywaniami.  Mianuję  cię  oto,  Konradzie,  papieskim  legatem  w  Królestwie  Jerozolimskim.
Udaj się najpierw na Cypr, później wspólnie z Amalrykiem do Akki. Ufam, iż wszystko, o
czym mówiłeś, przeprowadzisz sprawnie. Chcę też, by Amalryk po koronacji przekazał króle-
stwo w lenno Stolicy Apostolskiej.

Nie zawiedziesz się na mnie, Ojcze Święty!

Moi  drodzy,  mam  przyjemność  przed  stawić  wam  mojego  dawnego  nauczyciela  prawa  z

Bolonii, Huguccia z Pizy, którego mianowałem biskupem Ferrary, a także moim legatem na

background image

9

Bułgarię i Cesarstwo Bizantyjskie. Bądź łaskaw, dostojny biskupie, zdać nam sprawę z zadań
ci powierzonych.

Niezmierne się cieszę, że Ojcem Świętym został najlepszy mój student prawa. Jeślim choć

trochę  przyczynił  się  swoim  gderaniem  do  tego  wyniesienia,  jestem  uszczęśliwiony,  Wasza
Świątobliwość.

Wybacz za szczerość nadmierną, ale czy nie sądzisz, dostojny biskupie, że gdybyś się nie

przyczynił, to znalazłbyś się w naszym gronie?!

Odbieram twoje słowa, Ojcze Święty, jako pochwałę najpochlebniejszą z pochlebnych. Zaś

do  sprawozdania  przystępując  powiedzieć  winienem,  iż  zaiste  niewiele  dałeś  mi  czasu  na
gruntowne zbadanie spraw, za jakie przyszło mi odpowiadać. Ponieważ jednak obowiązek ten
przyjmuję jako wyróżnienie ogromne, starałem się ów krótki czas najpożyteczniej wykorzy-
stać. Oto w Cesarstwie  Bizantyjskim,  po  śmierci  przed  trzema  laty  Izaaka  II  Angelosa,  ob-
wołano cesarzem jego brata Aleksego II. Osobiście sądzę, Ojcze Święty, iż gdybyś tylko wy-
raził chęć zawarcia przymierza z Bizancjum – Aleksy chętnie przystałby na to, bowiem boi
się cesarzy niemieckich. Najpewniej wiesz o tym, że Filip Szwabski z rodu Sztaufów ożenił
się  z  córką  Izaaka  II  Angelosa,  i  nie  ukrywa  swoich  chęci  połączenia  w  jedność  Świętego
Cesarstwa Rzymskiego z Cesarstwem  Bizantyjskim. Taka unia mogłaby stać się  groźna dla
Stolicy Apostolskiej i Kościoła rzymskiego. Jeśliby bowiem chrześcijaństwo greckie przenik-
nęło do Niemiec i zadomowiło się tam, to nie chcę nawet myśleć o takiej możliwości...

Kardynale Gwido – słyszysz te słowa! Brawo! Rad jestem wielce, żem cię mianował lega-

tem  papieskim  w  Świętym  Cesarstwie  Rzymskim.  Miałeś  rację,  trzeba  koniecznie  poprzeć
Welfów i uczynić cesarzem Ottona!

Tak, Wasza Świątobliwość. Też ucieszyłem się z potwierdzenia słuszności moich opinii. A

co do Ottona, spełnię rzecz najdokładniej, zaraz po powrocie z Sycylii.

A może powinieneś najpierw udać się do Niemiec?

Ojcze Święty, książęta Rzeszy nie działają gwałtownie. Jak ich znam, zaczekają do wiosny

i wraz z ciepłem zaczną się spotykać i dokonywać wyboru. Wtedy nie należy wadzić, zechcą
uznać taki gest za wrogi dla siebie. Niech wybierają. Ważne, by wśród kandydatur był rów-
nież Otton. Sądzę, że jeśli pojawię się w Niemczech z początkiem lata, to zupełnie wystarczy.

Co o tym sądzisz, biskupie Konradzie, wszak lepiej od innych znasz swoich współplemień-

ców?

Myślę, że kardynał Gwido ma rację całkowitą.

Wybacz,  dostojny  biskupie  Huguccio,  że  przerwałem  twój  wywód.  Słuchamy  cię  teraz

uważnie.

Jak  powiedziałem,  cesarz  Aleksy  byłby  skłonny  do  zawarcia  paktu  z  Państwem  Kościel-

nym i tę okoliczność należałoby wykorzystać. Co się zaś tyczy Bułgarii, tam sytuacja jawi się
bardziej  zawikłanie.  Wyprawy  cesarza  Izaaka  II  Angelosa  przeciw  Bułgarii  załamały  się
przed  dwunastoma  już  laty  i  wtedy  właśnie  na  arcybiskupa  Bułgarii  –  niezależnej  od  Kon-
stantynopola  –  wybrano  mnicha  Wasyla.  Tenże  Wasyl  na  cara  koronował  bojara  Piotra.

background image

10

Wówczas z wiosną następnego roku cesarz Izaak II Angelos wszedł z wojskami i spustoszył
północ Bułgarii. Długo tam jednak nie utrzymał się.  Car  Piotr  i  brat  jego  Asen  już  jesienią
odbili  zdobyte  przez  Bizantyjczyków  ziemie.  Przed  czterema  i  trzema  laty  wojska  cesarza
Izaaka II Angelosa atakowały Bułgarię bez większego powodzenia. Po śmierci Izaaka i cara
Piotra sytuacja się odmieniła. Tron cara Bułgarii objął młodszy brat Piotra – Kałojan, zwany „
Joannicą” , który był przez wiele lat zakładnikiem w Konstantynopolu. Znał doskonale takty-
kę  walki  armii  bizantyjskiej,  ba,  znał  większość  jej  dowódców.  Myślę  jednak,  że  najlepiej
znał bułgarskich bojarów, bo zaraz po objęciu tronu w Tyrnowie  mianował dwu dotychcza-
sowych pretendentów do tronu na namiestników prowincji  sąsiadujących  z  Cesarstwem  Bi-
zantyjskim.  Bojara  Iwanko  uczynił  namiestnikiem  prowincji  płowdiwskiej,  a  Dobromira
Chryza – Macedonii. Jestem pewien, że Kałojan przewidział, co się stanie... Przed rokiem ci
bojarzy obwołali się władcami swoich prowincji i uwikłali się w walkę z wojskami bizantyj-
skimi, prowadzą ją do dzisiaj ze zmiennym szczęściem. A Kałojan czeka! On zaatakuje Bi-
zancjum, kiedy tylko jego przeciwnicy osłabną, a na to długo  czekać nie trzeba będzie, bo-
wiem i Iwan, i Dobromir, jak wiem, wysłali poselstwa do Konstantynopola, a Bułgarzy takie
misje uważają za zdradę! Myślę, Ojcze Święty, że powinniśmy poprzeć Kałojana. Kto wie,
może należałoby go nawet koronować, mielibyśmy wówczas przeciwwagę wobec Cesarstwa
Bizantyjskiego!

Drogi  biskupie  Huguccio,  rzecz  wymaga  wielkiej  rozwagi,  bo  też  i  sam  mówiłeś,  że  w

równym stopniu powinno nam zależeć na sojuszu z Aleksym III. Inaczej dojść może do jego
związania się z niemieckimi Sztaufami. Warto więc głębiej sprawę przemyśleć, tym bardziej,
że pośpiechu nie ma. Wszak Kałojan czeka na sposobną chwilę. My też możemy poczekać.
Kiedy  już,  biskupie,  usadowisz  się  w  Ferrarze  i  dokładniej  sprawę  rozeznasz,  wrócimy  do
niej.

background image

11

2 LUTEGO A.D. 1198

Przedstawiam wam gościa z dalekiej północy, arcybiskupa Absalona z Lundu. Proszę, ar-

cybiskupie, o zdanie sprawy z sytuacji w krajach skandynawskich.

Uczynię to, Ojcze Święty, z największą przyjemnością. Kiedy otrzymałem twoje zaprosze-

nie, radowała się moja dusza, bom wyczuł, bom wiedział, że wraz z tobą ład i porządek na-
stanie w chrześcijańskim świecie. Białe będzie znaczyć białe, a czarne – czarne. Tak jak dotąd
być nie może! Czyż twój poprzednik nie ekskomunikował przed czterema laty króla Szwecji?
Uczynił to! I nic, zupełnie nic się nie zmieniło – Sverri kpi z Kościoła i Stolicy Apostolskiej...

Przepraszam cię, dostojny arcybiskupie, ale nie zdążyłem poznać jeszcze wszystkich spraw,

o których jako papież winienem wiedzieć. Po to was właśnie zapraszam, by rozeznanie mieć
pełniejsze i w zawiłościach tego świata móc poruszać się ze swobodą. Mów więc po porządku
o wszystkich sprawach.

Nie, Ojcze Święty, nie wymagaj za wiele. Tyle nieprawości i zła do wyplenienia, że trudno

zachować spokój i rozwagę. Gdzie była dotychczas Kuria papieska, że mogła pozwalać Sver-
riemu na bezeceństwa i lekceważenie Kościoła?

A  czy  to  nie  ty  właśnie,  arcykapłanie,  powinieneś  króla  do  porządku  przywołać,  skoro

zszedł z drogi cnoty?

Wasza  Świątobliwość!  Miałbym  skończyć  jak  Eysteinn?  A  czy  po  jego  krzywdzie  przy-

wołano Sverriego do porządku?

Jeszcze raz proszę cię, dostojny arcybiskupie, o powagę w przytomności całego prezydium

Kurii papieskiej. Możesz mi uwierzyć, że zajmę się sprawą, o której mówisz, surowo i sta-
nowczo, ale na litość boską – powiedzże, o co chodzi?!

Płaczcie aniołowie, już nawet Ojciec Święty wzywa imię Boże nadaremnie!

Jeśli  nie  zechcesz  składnie  opowiedzieć  o  stanie  spraw  Kościoła  w  kraj  ach  skandynaw-

skich, to w rzeczy samej imię Boże wypowiedziałem nadaremnie...

Czy w Rzymie zawszeście tacy ponurzy? Taki już jestem, że muszę raban wszczynać, by

później -ochłonąwszy – łatwiej o 

rzeczy mówić...

To mów już spokojnie i rzeczowo.

Jak już wspomniałem, król Norwegii Sverri niecnych czynów jest  sprawcą.  To  nieślubny

syn króla Sigurdha. Z tych względów w młodości oddany był na nauki do Kościoła, a nawet
dostąpił zaszczytu święceń kapłańskich. Wnet jednak rzucił stan duchowny, przypasał miecz,
stanął przeciw prawowitemu synowi Sigurdha – królowi Magnusowi V, pokonał go i na za-
tracenie z kraju wypędził. Nieco później gorszą jeszcze zbrodnię popełnił wyganiając z Nor-
wegii  arcybiskupa  z  Nidharos.  Jest  prawdą,  że  twój  świątobliwy  poprzednik  ujął  się  za
krzywdzonymi  i  przed  czterema  laty  ekskomunikował  bezecnika.  Ale  ten  lekceważy  sobie
karę i za sojusznika mając biskupa z Bergem – drwi z prawych synów Kościoła...

Co więc, twoim zdaniem, winienem uczynić z tym gwałtownikiem?

background image

12

Jak to co?! Trzeba po prostu nakazać królowi Danii, Waldemarowi II, by uwolnił Norwegię

od tego tyrana i potwora. Rzecz jasna, jeśli to uczyni, to wespół z przebywającym tam pra-
wowitym władcą Norwegii, Magnusem V – synem Kościoła i oddanym  sługą Stolicy  Apo-
stolskiej. Zaś biskup z Bergem za popieranie zdrajcy powinien być ekskomunikowany.

Rzetelnie rozważę twoją propozycję, arcybiskupie, i w niedługim czasie wydam stosowne

rozporządzenie.

Jak to – rozważysz, Ojcze Święty, a kiedy uczynisz, co nakazałem?

Dostojny  arcybiskupie,  najpewniej  pomyliłeś  się!  Polecenia  to  ja  przyjmuję  jeno  od  Naj-

wyższego. A z Nim rozmawiać mogę w czas modlitwy i medytacji. Kiedy więc taki czas na-
stanie, rozważę twoją propozycję...

Rzecz oczywista. Ojcze Święty, jam tylko proponował, byś wziął  pod rozwagę to, co po-

wiedziałem. Kiedy wszakże będziesz rozmawiał z Panem na Niebiesiech, nie zapomnij prze-
konać Go, że w sprawie Sverriego powinien interwencję czynić król Danii, a nie Szwecji...

Będę o tym pamiętał. A właśnie, jak rzeczy się mają w Szwecji?

Nadal między królem Erykiem a Sverkerem toczy się zażarta walka o tron. Rozmawiałem z

jednym i drugim. Pod ich rozwagę postawiłem sprawę uwolnienia duchowieństwa od świec-
kiego sądownictwa, a nasze kościelne majątki od państwowych podatków. Czekam, który z
nich pierwszy okaże nam względy. Wtedy będę wiedział, którego powinieneś poprzeć, Ojcze
Święty!

A to paradne! Omal nie zdezorientowałeś mnie swoim biadoleniem, dostojny arcybiskupie.

Jużem rozważał, czy aby właściwego zaprosiłem człowieka, widzę jednak, żem się nie pomy-
lił. Postaram się więc w sprawach Norwegii rychłe dać rozstrzygnięcie, a z twojej strony liczę
na szybkie zakończenie spraw szwedzkich. Będziesz moim legatem na kraje skandynawskie.
Czyś kontent?

Jakżeby mogło być inaczej?! Wybacz, Wasza Świątobliwość, ale mam taką zasadę życio-

wą, że wolę udawać głupiego, niż nim być. Wierzaj mi, w kraju, w którym często wspomina
się bezbożne wyprawy Wikingów – łatwiej przeżyć dla dobra Kościoła mając tę nie nazbyt
ambitną zasadę na względzie, niż mądrość wynosząc – żyć na cudzym chlebie.

Rozumiem twoje intencje, dostojny arcybiskupie, i dziękuję ci za lekcję pokory, jakiej nam

udzieliłeś. Masz moje błogosławieństwo na przyszłe swoje decyzje w podległych ci krajach.

4 LUTEGO A.D. 1198

Dziś  rozmawiać  mamy  o  heretykach.  Na  tę  okoliczność  zaprosiłem  dostojnego  biskupa

Osmy – Diega, który wybierając się w długą podróż do Danii był  łaskaw odwiedzić Rzym.
On to zarekomendował mi i przywiózł ze sobą młodego kanonika kapituły w Osmie – Domi-
nika Guzmana. Twierdzi dostojny biskup, że młodzian ów rozeznany jest wielce we wszela-
kich  herezjach  i  odstępstwach  od  wiary.  Sprawom  tym  wiele  czasu  i  uwagi  poświęca,  a  i
prawdę mówiąc z tych to powodów biskupa Diego do Rzymu wyciągnął, bo i księgi intere-

background image

13

sujące go zamierza wertować. Zbożny to zamysł i popieram go szczerze, a przy okazji i my
będziemy mogli zbadać, co też kanonik już wie o tych sprawach. Cóż więc możesz nam po-
wiedzieć, kanoniku?

Dziękuję, Ojcze Święty, za zaszczyt i wyróżnienie szczególne. Pragnę przypomnieć, że już

przed  czternastu  laty,  za  czasów  Jego  Świątobliwości  Lucjusza  III  zostało  wystosowane  do
wszystkich  biskupów  zalecenie  papieskie,  by  tam,  gdzie  heretyckie  zagrożenie  występuje  –
udać się osobiście, albo wysłać swego delegata, odszukać heretyków i po przesłuchaniu ich i
stwierdzeniu winy przez biskupie sądy – oddawać ich dla wykonania kary w ręce miejscowej
władzy świeckiej. Jest więc  obowiązek,  aby  heretyków  ścigać  i  sądzić!  Pamiętacie  najpew-
niej, dostojni, że za czasów papieża Lucjusza III rozpatrywano sprawę waldensów. Ci herety-
cy, zwani też „ ubogimi z Lyonu” , chcieli zastąpić całe duchowieństwo chrześcijańskie, uwa-
żając, że jeśli będą chodzić boso i jeno nosić wełniane szaty, to tak naśladując Jezusa Chry-
stusa  mają  prawo  głosić  słowo  Boże.  Na  III  Soborze  Laterańskim  nie  potępiono  najjedno-
znaczniej  tego  heretyckiego  ruchu  i  jego  przywódcy  –  Piotra  Waldo,  z  tego  powodu  jego
zwolennicy do dnia dzisiejszego pałętają się po Anglii – mącąc maluczkim w głowach. Wrzód
nie przecięty w porę przez cyrulika często jest w stanie cały zatruć organizm. Oto ten heretycki
ruch znalazł swoich naśladowców już i we Francji. Nazywają ich  albigensami od langwedoc-
kiego miasta Albi, gdzie ci swoją mają siedzibę. Sprzyja im hrabia Tuluzy – Rajmund VI. Owi
heretycy  doprowadzili do tego, że  w  południowej  Francji  kościoły  stoją  puste  i  już  nie  tylko
chłopi  i  rzemieślnicy,  ale  i  rycerze  nauk  Kościoła  rzymskiego  zaczęli  się  wyrzekać!  Zgroza,
Ojcze Święty – zgroza! W swoich gminach mają oni organizację lepszą od naszej.

Może to być prawdą? Przecież z Paryża nic o tym nie pisano!

A czyż nie powiedziałeś, kardynale Gwido, o konieczności zmiany biskupa Paryża?! Do-

stojny kardynale Robercie Curcon – nakazuję ci, byś najrychlej, jak to jest możliwe, wyzna-
czył swojego delegata i wysłał go do Langwedocji. Niech winy heretyckiego ruchu dowiedzie
i odda ich władzom świeckim. Tak przecież dalej być nie może! Herezje to zbrodnie przeciw
majestatowi, a te, jak wiadomo, zgodnie z prawem powinny być karane! I tak właśnie ma być
od dzisiaj. Za herezję należy karać śmiercią! Proszę! Z Anglii choroba herezji przywleczoną
została do Francji, z Bułgarii do Bośni... Jeśli choroby nie wyleczymy w jej zaraniu, jak trąd
drążyć będzie organizm Kościoła i jak w trądzie bez bólu odpadać będą poszczególne członki
organizmu... Mianuję cię, szanowny kanoniku Guzmanie, moim doradcą w sprawach herezji.
Przygotujcie, proszę, zobowiązanie każdego biskupa, na terenie  którego herezja się pojawia
lub nawet szerzy – do zastosowania takich środków, by heretycy osądzeni i ukarani zostali!

Dziękuję ci po stokroć, Ojcze Święty, że czynisz mi zaszczyt przewodzenia walce ze złem

herezji. Wierzaj mi, życie poświęcę, by zagrodzić drogę wpływom szatana!

5 LUTEGO A.D. 1198

Wezwałem cię, wielebny kaznodziejo Fulko, w związku ze sprawą Ziemi Świętej.

Dzięki  ogromne  Waszej  Świątobliwości  za  to  wezwanie.  Mam  nadzieję,  że  mnie,  Ojcze

Święty,  zechcesz  użyć  do  zapalenia  iskry,  która  wznieci  płomień  entuzjazmu  dla  czwartej
wyprawy krzyżowej.

background image

14

Nie mylisz się. Nasze święte miejsca – Jerozolima, Betlejem, Nazaret – od jedenastu lat są

znowu w ręku Saracenów. Wprawdzie na mocy układu z Saladynem udostępnia sieje naszym
pielgrzymom, ale – to smutne – nie mamy ich w granicach Królestwa Jerozolimskiego.

Niestety, Wasza Świątobliwość! Taki stan rzeczy powoduje, że nasi rycerze w saraceńskiej

niewoli okrutne znoszą męki. A i teraz, mimo umów, wielu pielgrzymów dostaje się nadal do
niewoli.  Dla  tych  nieszczęśników  nie  czyni  się  wiele  –  najczęściej  umierają  w  więzieniach
albo są sprzedawani jako niewolni na targach.

To straszne!

Ojcze Święty, można odmienić im złą dolę! Spotkałem oto dwu chrześcijan znamienitych,

w których najpewniej krew samarytańska płynie. To Jan z Ma-tha  i  Feliks  z  Yalois,  którzy
chcą zakon trynitarzy założyć i jeńców z saraceńskiej niewoli wykupować...

Najwyższej pochwały godne jest to przedsięwzięcie! Gdzie oni są?

We Francji, Wasza Świątobliwość, ale jeślibyś zechciał poświęcić swój czas dla ich zamia-

ru – spowoduję, by jak najszybciej przybyli do Rzymu.

Uwiadom ich rychło. Jak tylko przybędą i dowodnie wykażą, iż mają możliwości i środki,

by jeńców z niewoli wybawiać – szybko zakon ich zatwierdzę, a i z kościelnej kiesy do tego
zamiaru dołożę.

Wiedziałem, Ojcze Święty, że zechcesz zadbać o tych, którzy w obronie grobu Chrystuso-

wego krew przelewali...

Zechcę  z  pewnością,  ale  czegoś  mi  brakuje  w  twojej  opowieści.  A  właśnie,  mówiłeś,  że

Włosi i Francuzi mają swoje zakony rycerskie, a przecież, jeśli mnie pamięć nie myli, mają je
i Niemcy?

Otóż  właśnie-nie  mają,  Ojcze  Święty.  Założyli  oni  w  czas  trwania  trzeciej  krucjaty  nie-

mieckie  bractwo  szpitalne,  ale  to  przecież  nie  zakon  rycerski.  Wiem,  że  boleje  nad  tym
ogromnie niemieckie rycerstwo.

Zakon można powołać niezwłocznie. Żeby tylko od tego zależał równie rychły czas oswo-

bodzenia Jerozolimy!... A może właśnie rycerstwo niemieckie może być tą iskrą zapalającą
ognisko czwartej krucjaty?

Wybacz, Ojcze Święty, że nie zgodzę się z twoim poglądem. W chwili obecnej rycerstwo

niemieckie zajęte jest wyborem króla i cesarza zarazem. Rozdzieleni na stronnictwa Welfów i
Szaufów,  mogliby  podziały  te  przenieść  na  całe  rycerstwo  w  wyprawy  zaangażowane.  Im
mniej rycerzy niemieckich weźmie udział w najbliższej krucjacie, tym lepiej dla'niej. Im za-
dania  trzeba  dawać  w  innych  stronach.  Wiem,  że  w  Europie  wiele  jeszcze  pogańskich  ple-
mion.

Na kogo mam liczyć ogłaszając zaciąg krucjaty?

Dzisiaj tylko na rycerstwo francuskie można postawić. To jedyne rycerstwo dobrze zorga-

nizowane i silną trzymane ręką –  Filipa  II. Po  prawdzie  sam  król  nie  garnie  się  zbytnio  do

background image

15

wojaczki. Podług mnie wolałby podstępem od Ryszarda Lwie Serce Normandię wydobyć, niż
z  kolejną  krucjatą  ruszyć.  Są  jednak  we  Francji  wielmoże,  którym  w  drogę  po  łupy  i  za-
szczyty pilno! W pierwszej kolejności wskazałbym Tybalda z Szampanii, który siostrzeńcem
jest zarówno Ryszarda Lwie Serce, jak i Filipa II...

Będziesz  sekretnym  organizatorem  zaczynu  czwartej  krzyżowej  krucjaty.  Udaj  się  do

Szampanii, informuj mnie o wszystkim, co się wydarzy. Nie czynię cię legatem papieskim, bo
wobec Francji mam inne jeszcze zamiary krucjatowe i nie  chciałbym zapału rycerstwa roz-
praszać. Ty, jak powiedziałem, nad przygotowaniem czwartej wyprawy krzyżowej pracuj.

Niemniej jednak musiałbym wiedzieć, co Wasza Świątobliwość zamierza jeszcze we Fran-

cji, by w drogę tym zamysłom nie wchodzić.

Masz rację, musisz to wiedzieć! Chciałbym więc, by rycerstwo północnej Francji ruszyło

jak najrychlej na południe przeciw albigensom. Ba! Chcę, by zniszczenie albigensów uznane
zostało za wyprawę krzyżową!

Ojcze Święty! Wyprawa przeciw albigensom jest niezwykle potrzebna i ważna, ale nie mo-

że być organizowana równocześnie z czwartą wyprawą krzyżową do Ziemi Świętej.

Dlaczego?

Ojcze Święty! Rycerze są tyle odważni, ile wygodni. Mając do wyboru albo daleką, długo-

trwałą, wielce uciążliwą i niebezpieczną wyprawę do Palestyny, albo wielokroć bliższą, krót-
szą i bezpieczniejszą, ale na równi gładzącą grzechy i przynoszącą błogosławieństwa, wypra-
wę na południe Francji – którą wybiorą?

Przyznaję ci słuszność. O krucjacie przeciw albigensom można uwiadomić rycerstwo do-

piero wtedy, kiedy wszyscy chętni dotrą do miejsca zbiórki czwartej wyprawy krzyżowej.

background image

16

ROZDZIAŁ II

11 LUTEGO A.D. 1198

Dostojny biskupie Bertoldzie! Najbliższym posłańcem wiadomość tę przekazuję do Bremy.

Wiedz oto, że w  niedawnych  obradach  prezydium  Kurii  papieskiej  arcybiskup  gnieźnieński
Henryk Kietlicz przedstawił Ojcu Świętemu stan 

rzeczy pośród nadbałtyckich pogan, Z tego,

co mówił, wnioskuję, że książęta polscy zamierzają wyprawę przeciw owym poganom, a sam
Kietlicz  liczy  na  powołanie  nowego  biskupstwa  podległego  metropolii  gnieźnieńskiej.  Tak
czy  owak  –  trzeba  niezwłocznie  przeciwstawić  się  temu.  Pomnę,  że  za  twego  poprzednika
najpewniej to właśnie Brema powołana została na diecezję dla wschodnich krain nad Bałty-
kiem. Jeśli mam rację, zgromadź rycerstwo i ruszaj na wschód ku Liwom, a nie zapomnij o
tym oficjalnie zawiadomić Kurii, Ja zaś stosowną wieść Ojcu Świętemu przekażę.

Kardynał Gwido

legat papieski na Święte Cesarstwo Rzymskie

4 MAJA A.D. 1198

Ojcze Święty! Uwiadomić cię chciałem, że 8 marca zwolennicy Sztaufów wybrali na króla

Rzeszy najmłodszego syna Fryderyka Barbarossy – Filipa Szwabskiego. Zaś w miesiąc póź-
niej stronnicy Welfów obrali królem syna margrabiego Henryka Lwa – Ottona Brunszwickie-
go.  Zgodnie  z  naszą  umową  w  sposób  wyraźny  nie  będę  się  włączał  do  walki  o  tron,  choć
sekretnie wspierał będę stronników Welfów i samego Ottona. Pragnę też ci donieść, że Ber-
told, biskup Bremy, ruszył na wyprawę przeciw Liwom, a jeśli mu się powiedzie, zamierza z
krzyżem iść i na ziemie Estów. Błogosławieństwo Waszej Świątobliwości należy mu się w tej
zbożnej wyprawie, bowiem Jeszcze przed trzynastu laty z Bremy wyruszył ku Liwom pierw-
szy misjonarz, który zwał się Meinhard. Dotarł on do ujścia rzeki Dźwiny, wielu Liwów na-
wrócił, kościół zbudował, za co arcybiskup Bremy mianował go w rok później biskupem su-
fraganem  bremeńskim  i  ustanowił  diecezję  dla  wschodnich  terenów  nadbałtyckich.  O  prze-
biegu tej wyprawy i dalszych zdarzeniach w Świętym Cesarstwie Rzymskim będę cię uwia-
damiał bezzwłocznie.

Kardynał Gwido

6 MAJA A.D. 1198

Ojcze Święty! Jak sobie życzyłeś, udałem się do Królestwa Cypru. Tam wręczyłem Ama-

irykowi twój list i błogosławieństwa, po czym ruszyliśmy do Akki, zostawiając na tronie Cy-
pru  jego  syna  Hugona.  W  ostatnich  dniach  stycznia  Amairyk  wziął  ślub  z  królową  wdową
Izabelą i koronowany był na władcę Królestwa Jerozolimskiego. W sam czas uroczystości te
się  odbyły,  bo  po  dwóch  niedzielach  nadciągnęły  wojska  seldżuckie.  Niemieckie  oddziały
wycofały się spod Jerozolimy do Tyru i stamtąd na okrętach ku Europie ruszyły. Część z nich

background image

17

jednak została i wzmocniła obsadę twierdzy w Akce, za co Amairyk przekazał im w wieczy-
ste użytkowanie wieżę nad bramą św. Mikołaja, a ja obiecałem poprzeć ich prośbę do Waszej
Świątobliwości o powołanie niemieckiego zakonu rycerzy. Chcą się nazwać Zakonem Szpi-
tala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego, a na zbrojach postanowili nosić płaszcz
biały z czarnym krzyżem. Chciałbym jeszcze prosić Waszą Świątobliwość o pomoc w jednej
sprawie. Oto w sąsiadującej z Królestwem Jerozolimskim Małej Armenii książę Leon, wier-
nie ci oddany wasal, zagrożony jest, o zgrozo, przez własnego syna – Boemunda! Rzecz ja-
sna, nasze rycerstwo chętnie stanęłoby po stronie księcia  Leona,  ale nie  może  tego  uczynić
mając nieopodal swych granic wojska seldżuckie. Wiem, że oni obaj twojemu życzeniu pod-
porządkują się bez szemrania. Proszę więc o przywołanie Boemunda do porządku, bo też i nie
czas na swary, kiedy zagrożony Kościół w Królestwie Jerozolimy.

Biskup Konrad z Moguncji

24 MAJA A.D. 1198

Drogi mój Gwido! Rad jestem wielce, żeś już w Świętym Cesarstwie Rzymu. Cieszę się też

z tobą, że Otton Brunszwicki wybrany został na króla Rzeszy i uczynić musimy wszystko, by
on właśnie cesarzem został. Nie jestem zaś rad z faktu, że jego kontrkandydatem obwołano
Filipa Szwabskiego.

Nie jest to dla nas korzystne. Czy pamiętasz o tym, kardynale,  że właśnie Filip Szwabski

jest żonaty z córką cesarza Izaaka II Angelosa. Z pozoru nie ma w tym niczego niebezpiecz-
nego,  ale  tylko  z  pozoru.  Oto  wiem  od  biskupa  Aten,  Michała  Choniatesa,  który  ma  dobre
stosunki z hierarchią Kościoła wschodniego, że to właśnie Filip Szwabski, jeszcze jako ksią-
żę, utwierdził cesarza Izaaka w przekonaniu o konieczności połączenia Cesarstwa  Bizantyj-
skiego  ze  Świętym  Cesarstwem  Rzymskim.  Rozumiem  zamysł  połączenia  Kościołów:
wschodniego  i  rzymskiego,  ale  cesarstw?!  To  już  byłoby  nie  tylko  zagrożenie,  ale  upadek
Rzymu i znaczenia Stolicy Apostolskiej... Do tego w żadnym razie dopuścić nie można! Do-
póki jest równowaga w walce o tron Rzeszy albo Otton przeważa, możesz zachować dystans,
jeśliby zaś Filip zaczął górować – uwiada-miaj mnie najrychlej. Dopóki sukcesja Sycylii nie
będzie wyjaśniona, nie mogę jednoznacznego wyrazić poparcia Ottonowi.

Innocenty III

24 MAJA A.D. 1198

Dostojny  biskupie  Konradzie!  Zatwierdzam  Zakon  Najświętszej  Marii  Panny,  stosowny

dokument wysyłając do Akki. Wszystkie twoje działania aprobuję i błogosławię. List do An-
tiochii w sprawie Boemunda wyślę, choć akurat tej sprawy nie uważam za pilną. Najpilniejszą
sprawą jest rozpoczęcie rokowań z Al-Adilem. Wiem, że sułtan egipski Al-Aziz dogorywa i
jeśli teraz Al-Adila potraktujemy poważnie, może się to przydać nam w przyszłości. Najpew-
niej  po  śmierci  sułtana  egipskiego  Al-Adil  będzie  chciał  sobie  podporządkować  wszystkie
emiraty, a więc i jemu potrzebny będzie rozejm na zdobycie i utrwalenie swojej władzy. Na-
każ królowi Amalrykowi, by najrychlej podjął rozmowy i do układów doprowadził za wszel-
ką cenę, nawet gdybyśmy na tym przejściowo coś mieli stracić. Przecież kiedy Al-Adil swo-
imi sprawami będzie zajęty, my możemy umocnić Królestwo Jerozolimskie. Współdziałaj z
Amalrykiem w tej sprawie. Bądź też gotów na moje wezwanie, bo lada chwila możesz mi być
potrzebny w Sycylii.

Innocenty III

background image

18

ROZDZIAŁ III

24 LISTOPADA A.D. 1198

Moi  drodzy!  Zebrałem  was,  chcąc  uwiadomić  o  bolesnej  i  radosnej  zarazem  chwili.  Oto

Bóg zabrał do raju duszę cesarzowej wdowy Konstancji... Cesarzowa przed śmiercią wyzna-
czyła mnie na opiekuna trzyletniego następcy tronu – Fryderyka  II – i na regenta Królestwa
Sycylii. Państwo Kościelne nie jest już zagrożone przez Sztaufów od południa. Teraz musimy
uczynić wszystko, aby królem Rzeszy i cesarzem został Otton – Welf. Tu powiedzieć muszę,
że  podziwiam  dostojnego  kardynała  Gwido,  który  z  sycylijską  sprawą  poradził  sobie  bez
trudności i w Świętym Cesarstwie Rzymskim dobrze interesów Kościoła strzeże. Niech Kuria
uwiadomi go najrychlej o moim smutku, ale też i zadowoleniu z powodu zgonu cesarzowej
wdowy... Zebraliśmy się w trybie nagłym, jako że niezwłocznie trzeba wybrać radę regencyj-
ną  w  Królestwie  Sycylii.  Ja  przecież,  będąc  wikariuszem  Chrystusowym  całego  świata,  nie
mogę pełnić regencji nad jednym królestwem.

Powiedziałeś,  Ojcze  Święty,  że  kardynał  Gwido  dobrze  wywiązał  się  z  poruczonych  mu

zadań, a więc może on właśnie mógłby stanąć na czele rady regencyjnej?

To prawda, ale dzisiaj ważniejsza dla mnie jest sukcesja na tronie w Świętym Cesarstwie

Rzymskim niż nadzór nad pacholęciem w Sycylii. Tak więc, kardynale Langtonie, choć masz
rację, to racji owej w czyn zamienić nie wolno... Szczerze mówiąc, myślę o kimś innym, mia-
nowicie o biskupie Konradzie z Moguncji. Można by go uczynić przewodniczącym rady re-
gencyjnej i jednocześnie podnieść do godności kardynała – dobrze się sprawił w Królestwie
Jerozolimskim.  W  maju  bieżącego  roku  zleciłem  biskupowi  Konradowi  skłonienie  króla
Amalryka do rokowań z Al-AdiIem, bom otrzymał informacje, że sułtan egipski dogorywa.
Król Amalryk do negocjacji wczesnym latem przystąpił, a w początku lipca tego roku podpi-
sał z Al-AdiIem traktat o pokoju na pięć lat i osiem miesięcy. Niestety traktat ów kosztował
nas Jafę i Dżubaj. Tyr pozostał przy nas, a Sydon rozdzielono między strony. Sam układ jest
dla nas niekorzystny, ale po nim powstały sprzyjające okoliczności: przed trzema tygodniami
zmarł  sułtan  Al-Aziz.  Teraz  Al-Adil  zajmie  się  przejęciem  władzy  i  uśmierzeniem  swoich
wrogów, których ma niemało, a my w tym czasie możemy znacznie umocnić Królestwo Jero-
zolimskie,  przygotować  wojska  i  tuż  po  zakończeniu  rozejmu  uderzyć,  nie  na  Jerozolimę,
gdzie może Al-AdiI się ataku spodziewać, a na siedlisko seldżuckich pogan – na Egipt! Ale to
dopiero przed nami! Wracając zaś do rzeczy najważniejszej – uważam oto, że biskup Konrad
dobrze spełnił swoje zadanie w Królestwie Jerozolimy i może już teraz udać się na Sycylię,
by tam stanąć na czele rady regencyjnej. Jak też wspomniałem, chcę mianować go kardyna-
łem. Niech więc kancelaria przygotuje wszelkie listy i decyzje konieczne, by rzeczy stały się
nie tylko w słowie mówionym, ale pisanym, a więc tym, które dla potomnych zostaje. Prawdę
powiedziawszy,  uważam,  że  to,  co  w  kanonach  i  dekretach  zawarte,  niezwykle  rozważnie
winno  być  do  powszechnej  wiadomości  podawane,  by  nie  zaszkodzić  Kościołowi  i  Stolicy
Apostolskiej. Z tych względów, jeśli w przyszłości dla wiedzy potomnych wykaz papieskich i
kurialnych decyzji wydany będzie, czy to dla wiedzy szkół, czy to dla wiedzy powszechnej, ja
sam redaktora będę dobierał! Pamiętaj o tym, kardynale Langtonie, bowiem tobie pieczę nad
Kurią papieskąpowierzam!

background image

19

ROZDZIAŁ IV

12LUTEGO A.D. 1199

Zaprosiłem cię, kanoniku Albercie, bo chciałbym usłyszeć, co sądzisz o wyprawie biskupa

Bertolda do kraju Liwów.

Ojcze  Święty.  Od  dawna  już  u  nas  w  Bremie  założono  diecezję  dla  wschodnich  terenów

nadbałtyckich. Pierwszym jej biskupem był brat augustianin Meinhard, po nim właśnie biskup
Bertold, który w ubiegłorocznej wyprawie do Liwlandu poniósł śmierć.

Wiem to wszystko, szanowny kanoniku, i dlategom właśnie cię zaprosił. Przecież już drugi

biskup z Bremy postradał życie w Liwlandzie. I oto ty, trzeci,  chcesz ruszyć ku krajowi Li-
wów i czekać na biskupie wyświęcenie lub śmierć?!

Czyżem nie jest godny tego zaszczytu?

Nie w tym rzecz, kanoniku Albercie. Ja po prostu chcę być pewien twojej wyprawy, speł-

nienia przez nią celu, a nie kolejnej biskupiej śmierci. Otom dokładnie zapoznał się z doku-
mentami obu wypraw. Naiwne to misje. Krzyże przeciw mieczom! Pierwszy wzniesiony ko-
ściół rychło spalono, biskupów zabito. Zabieracie się do dzieła chrystianizacji pośród pogan
tak, jakbyście szli strzyc wylęknione stado owiec. Idziecie do wilków... Inaczej, zupełnie ina-
czej trzeba brać się do rzeczy. Przed wami wiele misji ruszało  w pogańskie kraje i tylko te
przyniosły pożytek, które dobrze były przygotowane.

Śmierć naszych biskupów. Wasza Świątobliwość, nie na pokaz, a za wiarę została na Chry-

stusowym ołtarzu złożona.

Zuchwałyś, kanoniku! Kiedy zostaniesz biskupem, będziesz się musiał uczyć pokory i cier-

pliwości. A co to myślisz, że nie wiem, iż tam w Bremie obawiacie się, by w zbożnym zada-
niu  nawrócenia  pogan  nad  Bałtykiem  nie  ubiegli  was  Rusowie?  Nie  udawaj  zdziwionego,
kanoniku. Powinnością papieża jest wiedzieć  więcej,  niż  to  się  innym  wydaje.  Pocieszę  cię
jednak. Mnie też zależy na tym, by kraj Liwów czy Estów nie wpadł w ręce ruskie. Bo mię-
dzy nami mówiąc, o czym wy w Bremie nie chcecie wiedzieć – formalnie prawa nie macie do
nawracania ani Liwów, ani Estów. Jedni i drudzy są lennikami i daninę płacą – chrześcijań-
skim  księstwom  Rusi.  Liwowie  podlegają  księciu  połockiemu,  a  Estowie  republice  nowo-
grodzkiej.

Nie wiedziałem o tym, Ojcze Święty! Ale jeśli z Rusią trzymają, to tym samym z Kościo-

łem greckim, a nie rzymskim!

Dlatego  też  chcę,  by  misja  nasza  powiodła  się  wreszcie,  bo  rozkrzewianie  się  Kościoła

greckiego,  a  nie  Kościoła  rzymskiego  poczytywałbym  za  obelgę  dla  Stolicy  Apostolskiej.
Posłuchaj, co trzeba w kraju Liwów zrobić. Z dotychczasowych misji najskuteczniejsze były
te,  które  od  ochrzczenia  władcy  zaczynały.  Po  ochrzczeniu  władca  pilnował,  by  dworzanie
uczynili  to  samo.  Wspólnie  ku  chrześcijaństwu  przywodzili  drużynę  przyboczną  i  możno-
władztwo, a później dopiero lud nawracali. Stąd, jeśli moi biskupi chcą zaczynać od ludu i od
stawiania kościołów, nie wiedzieć jak daleko od stolicy liwijskiej położonych, to taka misja z
góry skazana jest na zagładę.

background image

20

Niech Wasza Świątobliwość wybaczy mi śmiałość i nie poczyta tego, co powiem, za brak

szacunku. Rzecz polega na tym, że Liwowie nie mają ani władcy, ani stolicy. Żyją plemiona-
mi w rozproszeniu po swoich borach, zbierając się tylko przeciw obcemu zagrożeniu.

Ale wtedy wybierają jakiegoś wodza, z którym można by wdać się w pertraktacje?

Nie wybierają, atakują ze wszystkich stron, według wcześniej uzgodnionego planu.

To zmienia postać rzeczy. Wybacz, kanoniku, nie wiedziałem o tym. Tak czy owak, sposób

prowadzenia  misji  trzeba  zmienić,  bo  obie  dotychczas  przebiegały  i  kończyły  się  jednako.
Stoicie u ujścia do morza tej ich rzeki, jakżeż ona się nazywa?

Dźwina!

Właśnie.  Budujecie  obejścia  obronne,  kościół,  rozmawiacie  z  Liwami  i  po  jakimś  czasie

wszystko spalone, ludzie wysieczeni. Co więc ty zamierzasz, kanoniku?

Chciałbym postępować tak samo jak biskup Meinhard i Bertold. Liczę jedynie, że dopisze

mi szczęście.

Łaskawość Bożą w tej wyprawie mieć będziesz z pewnością, ale liczenie na szczęście nie

jest  w  walce  tarczą.  Walka  to  walka!  Na  pogańskich  królów  najczęściej  wystarcza  woda
święcona albo korona w ostateczności, ale na lud bez króla to za mało... Wiesz, co zrobimy,
kanoniku? Wystosuję wezwanie do krucjaty dla rycerstwa Saksonii i Westfalii. Do wyprawy
krzyżowej przeciw nadbałtyckim poganom, z obietnicą zezwolenia na stworzenie z tych ryce-
rzy, którzy ruszą – zakonu świętego na wzór jerozolimski. Tak więc nie trzeba będzie udawać
się w długą podróż ku Saracenom, można będzie dojść tych samych godności niedaleko swo-
ich siedzib. Jeśli więc wraz z rycerstwem dobrze uzbrojonym, wyposażonym, i w liczbie nie
mniejszej niż tysiąc mieczy, staniesz u ujścia tej ich rzeki, a później założycie tam murowaną,
warowną twierdzę z kościołem, to zostaniesz w niej biskupem, jeśli zaś powołasz ordynariu-
sza w Estonii, będziesz arcybiskupem. Z rycerstwa powstanie podległy ci zakon – potwierdzę
jego nazwę i przywileje, jakie zaproponujesz.

To więcej, Wasza Świątobliwość, niżem się mógł spodziewać! Prosiłbym cię jednak o we-

zwanie do wyprawy rycerzy ze Szwabii i Bawarii – więcej mają doświadczenia w wyprawach
wojennych...

A  powiedz  mi,  drogi  kanoniku,  czyim  ty  jesteś  stronnikiem,  Sztaufów  czy  Welfów?  Lub

wprost zapytam: popierasz Filipa Szwabskiego czy Ottona Brunszwickiego?

Ojcze Święty, my w Bremie z dala jesteśmy od politycznych dysput, ale sympatią jestem

po stronie Filipa...

A więc za Sztaufami, którzy Państwo Kościelne ze wszech stron chcieli otoczyć i do słu-

żebnej roli sprowadzić? Za Filipem, który ożenił się z córką cesarza Bizancjum – Ireną. Przed
chwilą zaś mówiłeś, że Kościół grecki stanowi zagrożenie dla nas!

A nie wiesz to, że marzeniem Filipa Szwabskiego jest korona Świętego Cesarstwa Rzym-

skiego i połączenie pod jego berłem z Cesarstwem Bizantyjskim?

Ależ to niemożliwe, byłaby to zbrodnia wobecKościoła rzymskiego!

background image

21

Właśnie! Zbrodnię chcesz popierać, a może i w niej współuczestniczyć?!

Ojcze Święty, ale co ma do zbrodni moje napomknięcie o rycerzach Szwabii i Bawarii, któ-

rzy dobrze znają swoje rzemiosło?...

Powiadasz więc tak: daj najlepszym rycerzom Sztaufów zakon i przywileje, postaw ich w

sąsiedztwie państw ruskich, będących w sojuszach z Bizancjum, zbuduj sobie na wschodniej
granicy nową wrogą siłę, która może jeszcze przeciw tobie miecze obrócić. Tak mówisz i tak
chcesz, bym uczynił w imieniu Stolicy Apostolskiej!

Tak nie tylko nie powiedziałem, alem nawet nie pomyślał!

Mówisz wszakże, że do zakonu chcesz rycerzy szwabskich i bawarskich.

Mówiłem tak tylko dla ich wojennych przymiotów.

Biskup Kościoła rzymskiego nie myśli o tym, jak rycerze mają wymachiwać mieczami, ale

w jakim celu będą to czynić. I myśli jeszcze o tym, czy cel ten przyniesie pożytek Kościołowi
i Stolicy Apostolskiej... Wystosuję więc wezwanie do krucjaty dla rycerzy Saksonii i Westfa-
lii, a czy wiesz, kanoniku dlaczego?

Bo są zwolennikami Welfów, a jak dobrze zrozumiałem – Ojciec Święty zamierza poprzeć

Ottona Brunszwickiego: powstały z jego rycerzy zakon umocni pozycję Ottona!

Brawo,  kanoniku!  Widzę,  że  dobrą  zorganizujesz  wyprawę,  która  chwałę  przyniesie  Ko-

ściołowi.

Wyprawa taka wymaga znacznych przygotowań. Tysiąc mieczy to nie to,  co misjonarz z

kilkoma kompanami. Zamierzałem ruszyć z wiosną, ale widzę, że nie będzie to możliwe...

Ruszysz choćby i latem, ale z moim wezwaniem dla rycerstwa Saksonii i Westfalii, i kiedy

wszystko będzie przygotowane do drogi: ludzie, oręż i zapasy.

Ojcze Święty, wybacz, że już dziś cię o to proszę, ale później mogę tylko wieści o postę-

pach misji przekazywać. Chciałbym, by nasz zakon rycerski podlegał ordynariuszowi diece-
zji, która powstanie, i by dwie trzecie zdobytych na poganach ziem przyznane były biskupo-
wi, a jedna trzecia zakonowi...

A może wiesz już, Jaką nazwę dasz miastu?

Z Bożą pomocą kościół zbuduję pod wezwaniem świętego Jakuba, a o nazwie miasta niech

rycerze stanowią.

Pięknieś to wywiódł, szanowny kanoniku! Wszystko, cośmy dziś ustalili, niechaj się stanie!

Bądź biskupem, bądź arcybiskupem dzielnym i dbałym o sprawy Kościoła na pogańskiej do-
tąd ziemi, czyń wszystko, byś nie był biskupem znanym tylko z jednego...

Z czego, Wasza Świątobliwość?

Z tego, że dał się zabić za wiarę, niczego nie osiągnąwszy ani dla wiary, ani dla Kościoła...

background image

22

13 LUTEGO A.D. 1199

Nakazałem cię zaprosić, biskupie, na poufną rozmowę, mając na uwadze twoje rozeznanie

w sprawach Bizancjum.

Ojcze Święty Jestem zaszczycony i wzruszony.  To zaproszenie świadczy o zaufaniu Wa-

szej Świątobliwości – jak śmiem mniemać – nie tylko do mnie, ale i do całej Grecji, w szcze-
gólności zaś Aten.

Mógłbym ci, biskupie, zdawkowo odpowiedzieć, że tak jest właśnie i na tym skończyć ten

wątek, ale chcę, by nasza rozmowa była szczera, otwarta i rzeczowa. Chciałbym, byśmy po
niej rozstali się

w przyjaźni.

Liczę na to, Wasza Świątobliwość.

Skąd i od kogo masz, biskupie, tak dokładne  dane  o  Cesarstwie  Bizantyjskim?  Czytałem

twoje doniesienia przysłane do Kurii.

Czy muszę na to pytanie odpowiedzieć, Ojcze Święty?

Jeśli rozmowa nasza ma być szczera...

W Kurii papieskiej znany jestem jako Michał Akominates, tak też nazywał mnie twój, Oj-

cze Święty, poprzednik – w czasach, kiedy stawiał mnie na biskupa Aten. W cesarstwie na-
zywają mnie Michał Choniates. Jestem bratem Nicetasa Choniatesa, który pracuje jako „ ba-
silikos grammatikos”  przy cesarzu Aleksym II Angelosie.

Jest więc brat twój sekretarzem cesarza Bizancjum?

Tak  właśnie  jest,  Wasza  Świątobliwość.  Wiadomo  mi,  że  basileus,  sebastos,  autokrator

Aleksy II Angeles chce podnieść brata mego aż do godności patrycjusza.

Cieszyć mam się z tego, dostojny biskupie, czy smucić?

Wasza Świątobliwość! Uważam, że należy się z awansów brata mojego cieszyć! Im wyżej

będzie w hierarchii bizantyjskiej, tym więcej ja, a jeśli taka twoja wola, Ojcze Święty, to i ty
wiedział będziesz o Bizancjum.

Szczery jest brat wobec ciebie?

Bezgranicznie.

A ty wobec niego?

Też niczego przed nim nie ukrywam.

background image

23

Powiesz mu więc o naszej rozmowie?

Jeśli Wasza Świątobliwość nie zastrzeże, że to, co mówimy, między nami ma pozostać.

A jeśli takie zastrzeżenie wniosę?

Wówczas będę go przestrzegał.

Wnoszę więc takie zastrzeżenie, dla tego wszystkiego, co dziś i kiedykolwiek później bę-

dziemy mówić w cztery oczy. Klauzuli zaś takiej nie nakładam na jakiekolwiek rozmowy z
odpowiedzialnym  za  sprawy  Bizancjum  biskupem  Huguccio.  Dzisiaj  przy  wieczerzy  zapo-
znam  was  ze  sobą...  A  do  przerwanego  wątku  z  początku  naszej  rozmowy  wracając.  Jeśli
uważasz, że zapraszając cię, ufam nie tylko tobie, ale i Atenom i całej Grecji – odpowiadam
szczerze, że ufam tobie, boś biskupem Kościoła rzymskiego, ufam też tobie jako człowiekowi
dlatego, żeś zgodził się na zachowanie tajemnic Stolicy Apostolskiej, ufam wszystkim chrze-
ścijanom Aten i Grecji, którzy z Kościołem rzymskim, a nie greckim są związani.

Niewielu Grekom ufasz, Ojcze Święty.

Zaufanie to uczucie szczególne i nie starcza go dla zbyt wielu. Jesteś pierwszym Grekiem,

któremu zaufałem w pełni. Jeśli to zaufanie potwierdzi  się,  przeniosę  je  na  innych,  których
wskażesz.  Od  ciebie  zaś  chciałem  się  dowiedzieć,  jakie  sojusze  i  z  kim  zawierali  ostatni
władcy  Bizancjum?  I  tu  dla  pełnej  jasności  sprawy  powiadam  tobie:  myślę  o  unii  naszych
Kościołów. Cieszy mnie również propozycja, jaką złożył mi jeszcze w roku minionym cesarz
Aleksy: Bizancjum jako chrześcijański miecz na Wschodzie, Święte Cesarstwo Rzymskie ze
stolicą w Rzymie – na Zachodzie. To mądra propozycja.

Mieć dwa miecze i umieć obu naraz użyć w walce, czyż nie jest to marzeniem wielu ryce-

rzy?

Ogromnie  cieszę  się.  Ojcze  Święty,  z  możliwości  sojuszu  naszych  Kościołów.  Żyję  w

świecie greckim, choć duszą i ciałem jestem łacinnikiem, ale chciał bym, bardzo chciałbym,
by taka unia mogła na stąpić,  choćby najrychlej!  Brat  mój,  Ojcze  Święty,  pisze  historię  bi-
zantyjskiego  cesarstwa  od  czasów  basileusa  Manuela  I  Komnena  i  nie  ukrywam,  że  jestem
pierwszym czytelnikiem jego dzieł, a często też i pierwszym korektorem.  Z tych względów
myślę nieskromnie, że wiele wiem o sprawach bizantyjskich.

Sądzisz, dostojny biskupie, że zaproszenie ciebie na tę rozmowę jest dziełem przypadku?

Wiedziałeś więc, Ojcze Święty, że brat mój związany jest blisko z dworem w Konstantyno-

polu?

To moja powinność, Michale, jedna z moich powinności... Wiedzieć jak najwięcej o tym,

co dzieje się na tym świecie.

Wiedziałeś więc, że nie skłamię, jeśli o brata zapytasz?

A jeślibyś skłamał?

Byłbym wówczas biskupem Aten?

background image

24

A powinieneś być wówczas biskupem Aten?

Nie powinienem!

I nie byłbyś!

Dobrze jest znać prawdę.

I ja tak myślę, drogi biskupie, ale nie lituj się nad sobą. Myślmy razem o losach Kościoła

rzymskiego. Jak oceniasz sytuację Cesarstwa Bizantyjskiego? Od czasów kiedy basileus Ma-
nuel  I  Komnen  zadarł  z  Normanami,  Wenecją,  Cesarstwem  Niemieckim  i  Sułtanatem  Iko-
nium, Bizancjum znajduje się pośród wrogów Jest wystawione na ataki ze wszystkich stron;
nie ma żadnych przyjaciół z wyjątkiem ciebie, Ojcze Święty.

Obecny władca Cesarstwa Bizantyjskiego proponuje mi unię między Kościołem rzymskim

i greckim.

Unię, Ojcze Święty, uważam za dobre rozwiązanie, i to dla obu stron. Jeśli bowiem cesar-

stwo upadnie, coś tę lukę wypełni. To coś to właśnie otaczający Bizancjum wrogowie. Zdo-
być cesarstwo greckie mogą Turcy seldżuccy z Sułtanatu Rum, mogą to uczynić nienawistni
Wenecjanie, albo nawet Bułgarzy lub Węgrzy. Cokolwiek nowego powstanie, będzie to kło-
potliwe i niebezpieczne dla Kościoła łacińskiego, że wolałbym ową unię Kościołów, a więc
podparcie  chylącego  się  kolosa  świetlanym  autorytetem  Ojca  Świętego  i  siłą  państw  łaciń-
skich, niż owo nowe.

Podaj, proszę, dowód na to, że cesarstwo greckie jest rzeczywiście tak słabe, jak mówisz.

Cesarz Aleksy III Angelos siłą przejął tron od brata swego Izaaka I Angelosa, którego ośle-

pił i wraz z synem wtrącił do lochu. Kiedy za uwięzionym ujął się i zagroził Bizancjum wojną
cesarz niemiecki Henryk VI – brat Filipa Szwabskiego, ożenionego z córką obalonego basile-
usa, Aleksy III ze strachu zobowiązał się zapłacić pięćdziesiąt centenarii złota za odstąpienie
od  ataku.  Później  stanęło  na  szesnastu  centenariach,  ale  i  tego  Aleksy  nie  miał  i  nawet  nie
mógł od nikogo pożyczyć, otoczony samymi wrogami. I ten wielki cesarz, który w ubiegły-
mroku proponował Waszej Świątobliwości unię Kościołów – rok wcześniej zadecydował, aby
obrabować ze złota wszystkie groby cesarskie w kościele Świętych Apostołów, bo nie miał go
skąd wziąć. Dwa lata temu, Ojcze Światy, był to oszalały ze strachu, mały, podły człowiek.
Śmierć cesarza Henryka VI uratowała go z opresji, bo Rzesza Niemiecka zajęła się swoimi
sprawami i wyborem nowego władcy, a Filip Szwabski stojąc na czele Sztaufów i mając do
wyboru albo tron cesarza, albo uwikłanie się w walkę z Bizancjum, poniechał Aleksego. Jak
powiedziałem, tylko śmierć Henryka VI przed dwoma laty uratowała na tronie Aleksego III
Angelosa i Cesarstwo Bizantyjskie...

Co więc radzisz, biskupie?

Po prostu czekać na rozwój wydarzeń w cesarstwie. Nadto, choć jesteś, Ojcze Święty, je-

dynym sojusznikiem, to wszakże wielce mocarnym! Jeśli więc jesteś zdania, że chylącego się
kolosa  należy  podtrzymać,  to  właśnie  należałoby  uczynić!  Kiedy  nagle  ustąpiło  zagrożenie
Bizancjum,  Aleksy,  zmylony  obrotem  rzeczy,  naiwnie  poczuł  się  panem  całego  Wschodu  i
dlatego podjął grę z Waszą Świątobliwością. Mój brat, który lepiej niż ja zna sytuację, twier-

background image

25

dzi, że cesarstwo cierpi na brak złota, stanowiącego dotąd podstawę jego potęgi, jest bezbron-
ne i lada sile może ulec. Moim zdaniem najgroźniejsi są Turcy seldżuccy!...

Jeślibyś  czegoś  nowego  wywiedział  się  od  brata,  przyjeżdżaj  do  Rzymu  najrychlej.  Gdy-

bym  ja  cię  potrzebował  –  sekretnie  dam  znać.  Na  końcu  powiadamiam  cię,  że  otrzymujesz
nominację na arcybiskupa Aten!

background image

26

CZĘŚĆ DRUGA

VIDI...

background image

27

ROZDZIAŁ I

24 LISTOPADA A.D. 1199

Kardynale  Stefanie,  najpierw  zapoznam  się  z  ważniejszymi  doniesieniami,  ale  na  litość,

wiem, że znasz je dokładnie, czytaj więc istotniejsze fragmenty, a nie całość. Później chciał-
bym podyktować swoje listy, bądź przy tym pomocny mojej myśli. Jak skończymy pierwsze,
przywołaj kancelarzystów. Co więc tam mamy?

Mało istotne doniesienie od kardynała Gwido o zmianach w obozie Welfów i Sztaufów...

Myślę, że Gwido działa aż nazbyt ostrożnie, już powinien być pewny wybór Ottona. Upo-

mnij go w najbliższym liście. Co dalej?

Po śmierci Ryszarda Lwie Serce na tron angielski wybrano jego brata, Jana z Plantagene-

tów, wasala króla Francji. Kardynał Curcon pisze, że Filip też popierał ten wybór.

Dopiero  teraz  mi  o  tym  mówisz?!  Na  drugim  miejscu  po  nieznaczącym  liście  kardynała

Gwido!

A co w tej wiadomości ciekawego, Ojcze Święty? Od dawna obaj wiedzieliśmy, że wybra-

ny będzie książę Jan. Korespondencję zaś przygotowuję w kolejności jej spływu, a nie wagi
informacji. To bowiem, co mnie wyda się istotne, może być mniej ważne dla Waszej Świąto-
bliwości...

Boże! Dziękuję ci za to, żeś mi podpowiedział, iż na przełożonego Kurii postawić trzeba

Anglika...

Kiedyś, Stefanie, doprowadzisz mnie do rozpaczy, ale rzecz oczywista – masz rację...

Biskup Piotr z Antiochii donosi, że król Leon jest szczęśliwy z twojej decyzji, ale trapi się

wątpliwością, czy Bizancjum uzna jego wywyższenie na tron królewski?

Trzeba będzie napisać list do króla Leona. Nie zapomnij, byśmy to dziś jeszcze uczynili.

Jest list od Fulka z Neuilly.

Ten przeczytaj w całości!

„ Ojcze Święty! Powiedzieć mogę, że czwarta krucjata właśnie się rozpoczęła! Nakłoniłem

oto  hrabiego  Tybalda  z  Szampanii  do  zaproszenia  najznamienitszych  francuskich  rycerzy.
Sam Tybald szanowany jest przez wszystkich jako siostrzeniec króla Ryszarda Lwie Serce i
jako rycerz niepospolitych umiejętności, ale przede wszystkim jako człowiek majętny, który
w prawy sposób do onych dóbr doszedł. On to stanąć ma na czele krucjaty. Na jego zaprosze-
nie do zamku Ecri-sur-Aisne przybyli: hrabia Flandrii – Baldwin IX z Hainaut wraz z bratem
swoim Henrykiem, hrabia Blois – Gotfryd III z Le Porche, Szymon IV z Montfbrt z braćmi, a

background image

28

to: Gotfrydem z Yiliehardouin, Eugnerrandem z Bores i Renaldem z Dampierre. Przemówi-
łem  do  nich  dnia  drugiego.  Wszyscy  zapałali  świętym  oburzeniem  na  pogan  saraceńskich,
którzy w niewoli grób Pana naszego Jezusa Chrystusa dzierżą, a przy tym z Kościoła rzym-
skiego naigrawają się i nań plwają. Wszyscy, Wasza Świątobliwość, na krzyż zaprzysięgli do
krucjaty doprowadzić i Jerozolimę z niewolniczych wydobyć okowów. Później zastanawiali-
śmy się, którędy powieść wyprawę: lądem czy morzem. Hrabia Flandrii był zdania, że uczy-
nić to trzeba morzem, i swoją flotę stawił do rozporządzenia krucjacie. Hrabia Tybald poparł
taki zamysł uznając drogę morską za krótszą i mniej kosztowną.  Przywołał słowa zmarłego
niedawno króla Ryszarda Lwie Serce, który jemu właśnie powiedział: «Rozprawić się z Sel-
dżukami to w najsilniejsze ogniwo pogańskiego łańcucha uderzyć. Aby tak się stało, trzeba
zniszczyć  egipską  armię  sułtana  Saladyna.  W  pierwszej  więc  kolejności  na  Egipt  uderzyć  i
dopiero po rozproszeniu Saladynowych wojsk na popas w Królestwie Jerozolimskim stanąć, i
stamtąd nie tylko wziąć Święte Miasto, ale z czasem i Sułtanat Ikonion dobyć!» I właśnie na
tym  stanęło...  Co  zaś  do  kosztów  wyprawy,  uznano,  że  wszyscy  jej  uczestnicy  opodatkują
swoje ziemie. Liczą też oni, że i ze Stolicy Apostolskiej dostaną wsparcie godziwe. Jak wi-
dzisz. Ojcze Święty, zadanie poruczone spełniłem. Iskra czwartej wyprawy krzyżowej zamie-
niła się w płomień!

Fulko z Neuilly”

Ależ to najważniejsza wiadomość, drogi kardynale! Idź po skrybów, chcę zostać sam przez

chwilę...

Witam cię, dostojny kardynale Langtonie, wraz ze współpracownikami. Przyjdzie nam dziś

popracować nad listami. Zacznijmy od listu do króla Małej Armenii -Leona II. Zadbaj, drogi
kardynale, o stosowną  tytulaturę  i  wszystko,  co  w  listach  na  początku  napisać  należy,  chcę
bowiem  podyktować  tylko  to,  co  bezwzględnie  winno  w  treści  się  znaleźć.  Jeśli  więc  ze-
chcesz coś zmienić, poprawić  –  przerywaj  mi,  kiedy  będę  dyktował.  Czyście  już  gotowi?...
Tak? Dobrze!

„ Zastanawiasz się, czy nadany ci tytuł królewski respektować będą w Cesarstwie Bizantyj-

skim i seldżuckich sułtanatach. Wiedz, że jako wikariusz Chrystusa i następca Świętego Pio-
tra mam, przez Boga daną mi, pełnię władzy nad całym światem. Mocą tej władzy utwierdzi-
łem ciebie na królewskim tronie, tak jak utwierdzam innych władców, cesarzy czy królów. A
zaś na pytanie, czy twoją władzę królewską nad Małą Armenią uznają twoi sąsiedzi – odpo-
wiedź sama ciśnie się na usta. Uzna cię podległe Kościołowi rzymskiemu Królestwo Jerozo-
limskie, spraw zaś i ty, by inni sąsiedzi stali się podlegli Kościołowi rzymskiemu, a wówczas
w pełni i oni uznają twoje prawa. Włącz się, królu, wraz z rycerstwem swoim do najbliższej
wyprawy krzyżowej, pomóż rozbić seldżuckie zastępy pogan, a wierni Kościołowi nie będą
mieli  najmniejszych  zastrzeżeń  do  zasadności  nadania  tronu  królewskiego  właśnie  tobie...
Pojmij  tę  prostą  prawdę,  że  im  większy  jest  wpływ  Kościoła  rzymskiego,  im  mniej  pogan,
tym też mniej wątpiących w słuszność decyzji Stolicy Apostolskiej. Jeśli ty sam masz wąt-
pliwości co do swego wyniesienia, toś jeszcze nie pozbył się do końca pogańskiej skóry.”

Ojcze Święty! Wybacz, że przerywam, ale mając twoje przyzwolenie uważam, że ostatnie

zdanie stanowczo jest za ostre, tym bardziej że – jak wiem od biskupa Piotra z Antiochii –
król Leon odznacza się przykładną pobożnością i pilnością chrześcijańską.

Przeczytajcie  ostatnie  zdanie...  Tak,  chyba  masz  rację,  kardynale  Stefanie.  A  jak  podług

ciebie zdanie to brzmieć powinno?

background image

29

Mogłoby  brzmieć  tak:  „  Zważ,  jeśli  sam  masz  wątpliwości,  to  dla  mnie  oznacza  to,  iżeś

jeszcze do walki z poganami nie dojrzał, albo też w walce  tej  nie  widzisz  utwierdzenia  nie
tylko autorytetu Kościoła rzymskiego, ale i swego władztwa, swego tronu w Małej Armenii” .

Tak,  to  jest  słuszniejsze,  ale  powinno  brzmieć  jeszcze  nieco  inaczej.  Powiedzmy  tak:  „

Zważ, jeśli sam masz wątpliwości, to dla mnie oznacza to, iżeś nie zrozumiał, że tylko walka
z poganami umocnić może twój tron królewski w Małej Armenii” .  I dalej, na zakończenie,
jeszcze  dopiszcie: „  Aby  to  właśnie  w  pełni  jasne  dla  ciebie  się  stało,  posyłam  ci  papieską
chorągiew krucjatową, niech powiewa nad twoimi oddziałami” .

Wasza Świątobliwość, poprawka jest wzorem jasności myśli i logiki wywodu. Natomiast z

ostatniego zdania radzę zrezygnować. Jest ono słuszne, ale załóżmy, że Leon II, wspólnie z
niedoświadczonym jeszcze biskupem Piotrem uznają, że jest to wola Stolicy Apostolskiej, a
nie jeno zachęta, i nie chaj ruszą z armeńskimi wojskami przeciw Saladynowi, to w pierwszej
bitwie zostaną zdruzgotani i w proch starci. Armenia lekkozbrojne ma rycerstwo i choć bitne,
to najwyżej za pomocnicze oddziały mogą oni służyć. Sądzę więc, Ojcze Święty, że papieską
chorągiew krucjatową można będzie wysłać do króla Leona wówczas, kiedy frankońskie ry-
cerstwo stanie już w Królestwie Jerozolimskim...

Masz rację, dostojny kardynale. Do kogo jeszcze mieliśmy napisać? Aha, o mało nie zapo-

mniałbym o kaznodziei Fulko. Koniecznie, kardynale, proszę przygotować mu podziękowa-
nie najserdeczniejsze za rozniecenie ognia czwartej krucjaty, napomknij też,  że  rycerstwo  z
najbogatszej we Francji Szampanii nie powinno' liczyć na szczególne wsparcie Stolicy Apo-
stolskiej.  Jeśli  zdobędą  Egipt,  to  jedna  tysięczna  część  łupów  zwróci  im  koszta  wyprawy.
Natomiast nie zapomnij o sakiewce złota dla Pulka... Ponadto do kogo winniśmy jeszcze na-
pisać?

Ponownie wracam, Ojcze Święty do sprawy bis kupa Caro z Monrea. Pamiętasz, to on za-

proponował, by biskupi spotykali się najmniej raz do roku, i na takim forum papież miałby
mówić o swoich poczynaniach z roku mijającego i o zamierzeniach na kolejny rok. Następnie
po wspólnej ocenie bis kupi przyjmowaliby do swojej wiadomości owe sprawozdania i plany
papieża.

Tak! Biskup ten musi otrzymać odpowiedź na swoją propozycję. Proszę, by kopie tej od-

powiedzi  zostały  rozesłane  do  wszystkich  kurii  metropolitalnych,  ku  przestrodze  ewentual-
nym  sympatykom  pomysłu  biskupa  Caro.  Napisz  niefortunnemu  pomysłodawcy:  „  Rację
masz zupełną, biskupie, mówiąc, że Chrystus dał wszystkim uczniom swoim władzę kapłań-
ską. Tak, to prawda, ale też nie należy zapominać o tym, że Jezus Chrystus ponad wszystkich
uczniów wyróżnił świętego Piotra! Wyróżnił i postawił na czele uczniów swoich. Wyznawca
Chrystusa  wybrany  na  papieża  staje  się  następcą  Piętrowym.  I  tak  jak  święty  Piotr  mocą
Chrystusową stał na czele apostołów, tak papież tą samą mocą staje na czele biskupów Ko-
ścioła powszechnego! Kto więc zamierza rozliczać papieża z jego działania w imię Chrystusa
prowadzonego – ten nie tylko w życiu doczesnym na karę Bożą duszę swoją naraża! Dbając o
ciebie,  biskupie  Caro,  chcę  ci  przypomnieć,  że  to  papież  jest  najwyższym  zwierzchnikiem
Kościoła. Wszyscy inni są mianowanymi przez niego wysłannikami do posługi wiernym i na
wracania niewiernych. Papież sądzić może w sprawach religii wszystkich chrześcijan, a więc
również książąt, królów, cesarzy i biskupów. Będąc wikariuszem Chrystusowym – jeno przez
Boga może być sądzony. Przemyśl to wszystko, biskupie, i najrychlej do mnie przybądź, zdać
mi  sprawę  ze  swych  zapatrywań”  .  Zaleć,  kardynale,  metropolitom,  by  z  treścią  listu  zapo-
znali  wszystkich  podległych  im  biskupów.  Ci  zaś  muszą  się  przyzwyczaić,  że  ze  swoimi

background image

30

sprawami  mają  się  zwracać  w  pierwszej  kolejności  do  swoich  metropolitów,  a  dopiero  w
ostateczności – i to poprzez swoich bezpośrednich zwierzchników – do mnie. Taki powinien
być po rządek rzeczy.

background image

31

ROZDZIAŁ II

25 LUTEGO A. D. 1202

Najdostojniejszy królu! Nie mogę dopuścić do przechwycenia przez kogokolwiek mojego

listu. Zapłaciłbym za to głową, a i ciebie, królu, mógłby list taki w nieodpowiednich rękach
kosztować wiele! Z tych względów zdałem się na swoich zaufanych. Sutanna bywa lepszym
zabezpieczeniem od pancerza i miecza. Pewien więc jestem, że mój zaufany dotrze do ciebie
bezpiecznie.

Pytasz, kto wygra w walce o tron Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Mogę na to odpowie-

dzieć krótko: wygra dom Welfów, a więc Otton Brunszwicki! Sądzę jednak, że nie tylko o to
ci chodzi. Więc od początku. Przed rokiem, wiosną, Ojciec Święty wystosował list do książąt
Rzeszy,  ale  przede  wszystkim  do  cesarza  –  Ottona  Brunszwickiego.  Dlaczego  tak  akurat
uczynił, tego nie  wiem  po  prostu  i  choć  o  powody  takiego  stanowiska  wypytywałem  mego
przyjaciela, zarządcę kancelarii i Kurii papieskiej – kardynała Langtona, ten ciągle wymigi-
wał się od konkretnej odpowiedzi! Moim zdaniem, nic nie powie, nawet jeśli wie. Nie chcę
snuć domysłów. Poprzestaję na informacji o samych faktach. Oto w połowie minionego roku
Innocenty  III  spotkał  się  z  Ottonem  Brunszwickim  w  Neuss,  tam  Otton  złożył  ślubowanie
wasalne i obiecał papieżowi pomoc w zdobyciu dla Państwa Kościelnego Włoch Środkowych
i w utrzymaniu regencji nad Królestwem Sycylii. W miesiąc później kardynał Gwido zebrał w
Kolonii  wszystkich  sprzyjających  Ottonowi  rycerzy  i  biskupów.  Tamże  w  imieniu  papieża
koronował Ottona na króla Rzeszy, obiecując, że wstawi się za jego rychłą koronacją w Rzy-
mie  na  cesarza.  Wśród  zwolenników  Sztaufów  zawrzało.  W  połowie  minionego  miesiąca
spotkali się w Halle, spisali, a później wysłali do Ojca Świętego protest przeciw postępowaniu
kardynała Gwido. Czytałem ten dokument. Zarzucają kardynałowi, między wierszami i Inno-
centemu III, że po raz pierwszy w historii legat Stolicy Apostolskiej miesza się do wyborów
króla Rzeszy niemieckiej. Zarzucają, że postępowanie kardynała Gwidona jest zupełnie bez-
prawne,  bo  koronacja  Ottona  Brunszwickiego  dokonała  się  bez  obecności  przedstawicieli
Sztaufów.

Co działo się w Kurii papieskiej po tym proteście, nawet nie będziesz mógł sobie tego, Fili-

pie, wyobrazić. Trzęsienie ziemi może być  tylko  mizernym  porównaniem  tego,  co  przeżyła
kancelaria papieska i cała Kuria. Przez trzy dni radziliśmy. Dość że do książąt Rzeszy, a ści-
śle: do książąt Rzeszy z domu Sztaufów, skierowana została bulla Innocentego III, nazwana w
kancelarii  Venerabilem.  Nie  chcę  ci  jej  przepisywać,  bo  oficjalnie  przywiozę  niezadługo  i
będę zobowiązany do zapoznania z nią książąt Francji. Mówiąc najkrócej, Ojciec Święty wy-
klął Filipa Szwabskiego i jego zwolenników. Obiecuje i najpewniej spełni to, że wyklnie każ-
dego, kto nie będzie stosował się do wskazań Stolicy Apostolskiej i kto nie uzna koron kró-
lewskich i cesarskich z rąk lub w imieniu Ojca Świętego przekazywanych... Już teraz wiesz,
kto zwycięży w walce o koronę w Świętym Cesarstwie Rzymskim. Raz jeszcze proszę o spa-
lenie tego listu zaraz po przeczytaniu.

Kardynał Robert de Curcon

background image

32

ROZDZIAŁ III

14 MAJA A.D. 1202

Ojcze Święty, nie czytam ci doniesień Fulka z Neuilly, bom go odwołał z Szampanii i skie-

rowałem ku państwom iberyjskim. Fulko był iskrą, rozpalił ognisko wyprawy we Francji, ale
jak wiesz – tam ono zgasło.

Kardynale  Langtonie,  daruj  sobie  poetyckie  przenośnie  i  mów  o  szczegółach  przebiegu

czwartej wyprawy krzyżowej.

Dla przypomnienia, Ojcze Święty. Do kompanii francuskich rycerzy na czele z hrabią Ty-

baldem  z  Szampanii  dołączyli  w  rok  później  Niemcy:  hrabia  Katznellenbogen,  margrabia
Bonifacy  z  Montferratu,  później  –  za  zgodą  kardynała  Gwido  –  biskup  Antun  z  oddziałem
owemeńskiego rycerstwa i Konrad, biskup Halberstadtu. Do tej chwili wszystko odbywało się
podług naszych zamysłów i pod kontrolą kardynałów Curcona i Gwido, ale w marcu ubiegłe-
go roku zmarł hrabia Tybald z Szampanii...

Przerwij, kardynale. To wszystko pamiętam, więc szkoda twego i mego czasu. Miałeś roze-

znać  dokładnie  koneksje  margabiego  Bonifacego  z  Montferratu,  który  objął  przewodnictwo
krucjaty.

Pragną jednak jeszcze na chwilę zatrzymać uwagę Waszej Świątobliwości na wydarzeniach

związanych z poprzednim przywódcą krucjaty. Mniemam, że to ważne sprawy.

Słucham.

Tybald z rycerzami francuskimi ustalili, że celem wstępnym czwartej wyprawy krzyżowej

będzie Egipt i rozbicie armii Saladyna, a później rozszerzenie posiadłości Królestwa Jerozo-
limskiego,  poczynając  od  Świętego  Miasta.  Dla  tych  powodów,  jeszcze  przed  śmiercią  Ty-
balda  –  Baldwin  IX,  hrabia  Flandrii,  nakazał  wyruszyć  swojej  flocie  z  częścią  francuskich
oddziałów przez Cieśninę Gibraltarską do Królestwa Jerozolimskiego. Flotą tą dowodził Jan z
Nesle... Natomiast Gotfryd z Villehardouin udał się do doży Wenecji na pertraktacje o kosz-
tach przewiezienia  reszty  armii  krucjatowej  z  Europy  do  Palestyny.  Gotfryd,  nie  wiedząc  o
śmierci hrabiego Tybalda, w kwietniu podpisał układ z Wenecjanami. Mieli oni za osiemdzie-
siąt pięć tysięcy grzywien kolońskich w srebrze przewieźć ku Ziemi Świętej blisko pięć tysię-
cy rycerstwa, dwakroć tyle giermków i przybocznych oraz czterokroć więcej pieszych. Nadto
Wenecja  zobowiązała  się  do  oddania  krucjacie  pięćdziesięciu  galer  na  czas  prowadzonych
walk oraz prowiantu i paszy dla koni najmniej na rok. Układ taki podpisany został, jak rze-
kłem,  wiosną  minionego  roku.  Wenecjanie  mają  być  gotowi  do  transportu  od  połowy  tego
roku. Rycerstwo z Francji i  Italii,  ale  głównie  z  Francji,  ciągnie  już  od  dwóch  miesięcy  ku
Wenecji. Wszystko to byłoby dobre, gdyby nie śmierć hrabiego Tybalda i przejęcie kierow-
nictwa wyprawy przez margrabiego Bonifacego z Montferratu. Ten margrabia należy do du-
żego i znaczącego rodu niemieckiego. Jego ojciec Wilhelm był baronem w Królestwie Jero-
zolimskim.  Z  trzech  jego  braci  Konrad  wsławił  się  zdobyciem  Tyru  w  czasie  ostatniej  wy-
prawy  krzyżowej,  Reiner  wszedł  w  koligacje  z  dynastią  Komnenów  przez  ożenek  z  córką
cesarza Manuela I, Baldwin poślubił dziedziczkę tronu jerozolimskiego i był ojcem koro no-

background image

33

wanego w kołysce Baldwina V. Cały ród mar grabiów Montferratu sympatyzuje ze Sztaufa-
mi. Bonifacy jest w obozie wrogim twoim zamysłom i uczyni wszystko, by czwarta wyprawa
krzyżowa służyła bardziej interesom Niemiec i Sztaufów niż Stolicy Apostolskiej.

Słucham cię uważnie, dostojny kardynale!

Z pozoru wszystko toczy się we właściwym kierunku. Bonifacy, po przejęciu dowództwa

wyprawy spotkał się latem minionego roku z rycerstwem francuskim w Soissons, gdzie zo-
bowiązał się spełniać postanowienia swego poprzednika: i to, że celem głównym krucjaty jest
zdobycie seldżuckiego Egiptu, i że główne siły rycerstwa ściągną do Wenecji i stamtąd od-
płyną do Palestyny. Potwierdził też umowę Gotfryda z Wenecją. Z tego można by się rado-
wać, gdyby za tym nie kryły się potajemne układy Bonifacego. Zimą minionego roku z wię-
zienia w  Konstantynopolu  uciekł  młody  książę  bizantyjski  Aleksy,  syn  oślepionego  i  uwię-
zionego razem z nim Izaaka II Angelosa. I do kogo ucieka książę

Aleksy?...

Czyżbyś mnie zadawał to pytanie, kardynale?

Nie, po prostu głośno pomyślałem. Nie śmiałbym, tym bardziej że znam dokładnie odpo-

wiedź, choć pochodzi ona z poufnych źródeł.

Mimo to chciałbym pytanie twoje potraktować jak skierowane właśnie do mnie. Ot, chcę

sprawdzić, czy właściwie oceniam zdarzenia i dostarczone nam o nich informacje...

Wasza  Świątobliwość!  Jeśli  odpowiesz  niewłaściwie,  możesz  później  powiedzieć,  że  nie

jesteś dostatecznie dobrze przez Kurię poinformowany o sprawach i ja na tym ucierpię. Pro-
szę cię, Ojcze Święty, nie ryzykujmy obaj takiej zabawy.

Dlaczego obaj? Ty tylko ryzykujesz!

W takim razie każdy twój domysł uznam za trafny.

Mógłbyś oszukać Ojca Świętego?

Nie, Wasza Świątobliwość, nie mógłbym, żartowałem.

Ale ja nie żartuję i odpowiadam: tym kimś, do kogo uciekł książę Aleksy Angelos, był –

Filip Szwabski!

Zadziwiasz mnie, Lotariu! Skąd mogłeś o tym wiedzieć? To naprawdę sekretna informacja

i ja pierwszy miałem do niej dostęp!

Zdziwienie  twoje  było  tak  naturalne,  iż  pewny  jestem  prawidłowości  swojego  domysłu  i

toku rozumowania.

Zechcesz, Ojcze Święty, przywieść to rozumowanie?

Kiedyś ktoś w poufnej ze mną rozmowie zasadnie mnie przekonał, że Cesarstwo Bizantyj-

skie nie ma wokół żadnych przyjaciół od czasów Manuela I Komnena. Książę Aleksy siedząc

background image

34

przez tyle lat z ojcem w więzieniu zdążył z pewnością poznać wszystkie poufne i zakulisowe
sprawy cesarstwa, dlatego on, syn cesarski, nie uciekłby do wrogów. Bizantyjczycy nigdy by
mu  takiej  ucieczki  nie  darowali.  Jeśli  zaś  siedział  z  oślepionym  ojcem,  który  utracił  cesar-
stwo, to ten najpewniej niczego innego bardziej nie pragnął niż zaszczepienia synowi chęci
zemsty i odzyskania tronu. Tak więc ten, do kogo uciekł książę Aleksy, musiał być dawnym
sojusznikiem Izaaka II Angelosa, bo Aleksy żadnych mieć nie może siedząc od dzieciństwa w
więzieniu.  Nadto,  ów  sojusznik  powinien  posiadać  wystarczająco  silną  armię  i  chęci,  ale
przede wszystkim dobry pretekst do uderzenia na obecnego cesarza Bizancjum. Kimś takim,
kto łączy te wszystkie cechy Jest właśnie Filip Szwabski. Jego  żoną jest córka uwięzionego
Izaaka II Angelosa – Irena. To naturalne, że książę Aleksy ucieka do swojej siostry i szwagra
oraz prosi o uwolnienie swego ojca. Filip Szwabski skwapliwie podejmuje się pomocy, tym
bardziej że z dawna miał ochotę na połączenie obu cesarstw. Nie mogąc panować w Świętym
Cesarstwie Rzymskim, angażuje się w knowania przeciw Bizancjum  i w ten sposób podnosi
swoje  znaczenie.  A  gdyby  jeszcze  posadził  na  tron  bizantyjski  młodego  księcia,  wówczas
miałby  znacznie  większą  siłę.  Z  tego  wynika,  że  książę  Aleksy  Angeles  uciekł  do  Filipa
Szwabskiego! Swoją drogą, należałoby uczynić wiele, żeby książę Aleksy pojawił się również
w Rzymie.

Pomyślałem o  tym,  Wasza  Świątobliwość.  Stanie  się,  jak  sobie  życzysz.  Czy  mogę  teraz

dokończyć o Bonifacym z Montferratu?

Proszę.

Dopiero to, co teraz powiem, jest najgorszą częścią wiadomości o margrabim Bonifacym.

Nic mnie już dzisiaj nie zdziwi...

Tej zimy margrabia Bonifacy z Montferratu i młody książę Aleksy Angeles spotkali się u

Filipa Szwabskiego i postanowili o zmianie celu czwartej wyprawy krzyżowej. Pójdą nie na
Egipt i Jerozolimę, a na Konstantynopol i Bizancjum!

Co?! To naprawdę niewiarygodne!

A Jednak takie podjęli ustalenia. Chcą na tron przywrócić oślepionego Izaaka II Angelosa.

Świat chrześcijański nie daruje ataku na Cesarstwo Bizantyjskie, też przecież chrześcijań-

skie, tyle że z Kościołem greckim.

Nie oszukujmy się, Ojcze Święty – w naszych państwach nienawidzą Greków. Ale nie jest

powiedziane, że wyprawa powiedzie się. Konstantynopola nie zdobyli ani Persowie, ani Sel-
dżucy. Chociaż, dla interesów Kościoła lepsza byłaby klęska Cesarstwa Bizantyjskiego,  co-
kolwiek bowiem na gruzach tego cesarstwa powstanie, podlegać będzie Stolicy Apostolskiej:
Waszej Świątobliwości...

Co radzisz w tej niejasnej sytuacji?

Czekać, Ojcze Święty. Nadto: nie finansować ani nie angażować się w tę krucjatę. Organi-

zują ją Francuzi i oni ponoszą za wyniki wyprawy odpowiedzialność. Dla nas jej celem jest
Egipt  i  doby  cię  Jerozolimy,  i  nic  nie  wiemy  o  Bizancjum.  Dalsze  postępowanie  będziemy

background image

35

mogli  określić  wraz  z  rozwojem  wypadków.  Dla  tych  to  powodów  wycofałem  kaznodzieję
Fulko z Francji do państw iberyjskich.

Dobrześ uczynił, kardynale!

Chciałbym dodać coś Jeszcze, co albo komplikuje, albo ułatwia sprawę... Oto wiem z se-

kretnych  doniesień,  że  wiosną  potajemnie  przybyło  do  Wenecji  poselstwo  od  sułtana  egip-
skiego, Saladyna.  Wenecjanie  dostali  korzystne  niezwykle  przywileje  handlowe  za  przyrze-
czenie nieudzielania w żadnej postaci pomocy rycerstwu udającemu się bądź to do Królestwa
Jerozolimskiego, bądź na Egipt. Widać z tego, że Seldżukowie mają swoich informatorów we
Francji: przez państwa iberyjskie najpewniej dowiedzieć się musieli o planowanej wyprawie
przeciw Saladynowi. Ten zaś wie, że skutecznie przeciw niemu wystąpić można jedynie mo-
rzem.  Jeśli  wyprawa  pójdzie  drogą  lądową  przez  Bizancjum,  to  jeszcze  jest  do  pokonania
Sułtanat Rum, jeśli zaś przez Cieśninę Gibraltarską, to musielibyśmy wcześniej pokonać Kali-
fat Almohedów. Saladyn zawierając układ z Wenecją zabezpieczył się przed nami.

Trzeba powiedzieć, Stefanie, że przebiegły to przeciwnik. Z tego ponadto wynika, że nawet

gdybyśmy chcieli skierować czwartą krucjatę ku Egiptowi i Jerozolimie, to będzie to niewy-
konalne  zadanie...  Zbierające  się  teraz  pod  Wenecją  rycerstwo  europejskie  nawet  nie  zdaje
sobie sprawy, przeciw komu zostanie użyte i na jakich polach krew będzie rozlewać.

Tak to już najczęściej, Ojcze Święty, bywa, że złoto miecz prowadzi, a nie odwrotnie. Chy-

ba że wcześniej w sprawę wkroczy ktoś taki jak ty i mieczami pokieruje.

Kpisz ze mnie, Stefanie?

Skądże! Mówię po prostu o poleconej przez ciebie
krucjacie na Liwlandię, czyli Inflanty.

Co nowego w tej sprawie?

Kanonik Albert dotarł wraz z rycerstwem do ujścia Dźwiny. Do końca roku minionego po-

stawili mury twierdzy, kościół i część miasta, które nazwali Ryga. Przed tygodniem dotarła
od niego ta właśnie informacja z wnioskiem o zatwierdzenie zakonu, który proponuje nazwać
Zakonem Kawalerów Mieczowych.

Patrz, anim się spodziewał, że tak szybko kanonik się sprawi. Nakaż pilne przygotowanie

wszystkich  dokumentów  koniecznych  do  zatwierdzenia  zakonu  na  warunkach,  jakie  biskup
Albert proponuje...

Kanonik Albert!

Biskup Albert! Albert – biskup Rygi. Tak więc i dokumenty o wywyższeniu przygotować trzeba.

16 MAJA A.D. 1202

Porozmawiajmy o konflikcie między Anglią i Francją.

Mówiłem ci już kiedyś. Ojcze Święty, że nie wygasną konflikty między Anglią a Francją,

dopóki królami Anglii będą francuscy książęta. Bo dla Anglików są oni władcami, a dla króla

background image

36

francuskiego  –  księciami  lennymi.  Logika  wskazuje,  że  król  Francji  uczyni  wszystko,  żeby
władcę angielskiego wyrzucić ze swojej ziemi. Głównie zaś chodzi o Normandię.

To wiem, ale ja pytam ciebie o konflikt konkretny: między królem Janem a hrabią Hugo-

nem. Mógłby król Jan być aż tak nieostrożny i nieodpowiedzialny?

Cóż my o tym wiedzieć możemy tak naprawdę, wszak chodzi tu o kobietę. Król Jan poślu-

bił przed dwoma laty, ku zaskoczeniu wszystkich, hrabiankę Angouleme, która była po słowie
właśnie z hrabią Hugonem.

Nie była jeszcze jego żoną?

Skądże! Formalnie nie byli nawet narzeczonymi. W ich dzieciństwie powzięto wobec nich

zamiar, że kiedy dorosną, będą parą, ale ten plan nie miał charakteru ustalenia zobowiązują-
cego i pod względem prawnym był bez znaczenia. Mimo to hrabia Hugon sprzeciwił się mał-
żeństwu króla Jana, a kiedy został pozbawiony ziemi – odwołał się do króla Francji Filipa II.
Rzecz oczywista, król Jan wziął ślub, do którego Kościół nie może wnosić żadnych zastrze-
żeń, ale Filip zrobił z tego sprawę opartą o prawo lenne.  Mógł  więc,  jako  zwierzchnik  obu
stron konfliktu, przyjąć za zgodą sądu lennego, że to, co uczynił książę Jan Plantagenet wobec
hrabiego Hugona, może uczynić król Filip II wobec księcia Jana. A ponieważ książę Jan za-
brał hrabiemu Hugonowi całą jego ziemię, mógłby teraz król Filip zabrać całą ziemię Planta-
genetów znajdującą się na kontynencie.

I co? To zaczyna być interesujące.

Przed miesiącem król Filip zebrał wszystkich baronów francuskich dla potwierdzenia wy-

roku sądu lennego, który to wyrok był taki, jak powie działem: Normandia za hrabstwo Hu-
gona.

Ale to już zwykła bezczelność! Kobieta -kobietą, ale prawo – prawem!

Właśnie, Wasza Świątobliwość!

Co na to baronowie, nie powiesz chyba, że,

Niestety, Ojcze Święty – niestety! Baronowie zatwierdzili wyrok sądu lennego i już dzisiaj

Plantageneta nie tylko we Francji, ale i w Anglii nazywają złośliwie: „ Jan bez Ziemi” .

Paradne doprawdy. Gdybym był na miejscu księcia Jana, nie oddałbym ani piędzi!

Więc co – wojna, Wasza Świątobliwość? Ale wówczas nie byłaby to wojna między księ-

ciem a królem, byłaby to wojna między Anglią a Francją. Do tego chyba nie można dopuścić.
Ojcze Święty?!

W żadnym razie! Tego nam jeszcze brakuje, wojna między filarami Kościoła rzymskiego

o... kobietę.

Wasza Świątobliwość wybaczy tę poprawkę, to wojna nie o kobietę, a o Normandię!

background image

37

A nie chce aby Filip II wywrzeć na mnie nacisku, bym dla uniknięcia sporów dał mu roz-

wód z Ingeborgą duńską? Z taką bowiem prośbą był już u mnie przed paru laty biskup Paryża.
Nie, nie dostanie rozwodu! Jeśli tylko Filip będzie próbował odebrać ziemie królowi Janowi –
podpowiedz temu ostatniemu, niech odwoła się do mnie.

Nie  jestem  w  dobrych  kontaktach  z  królem  Janem,  prawdę  powiedziawszy,  ani  ja  go  nie

znam, ani on mnie.

Poznajcie się zatem. Wiecznie nie będziesz moim kurialistą, dostojny kardynale. Widzę cię

w przyszłości na którymś dobrym biskupstwie w Anglii.

background image

38

ROZDZIAŁ IV

14 SIERPNIA A.D. 1202

Możesz, Wasza Świątobliwość, wysłuchać mnie w sprawach dotyczących Bizancjum?

Rzecz oczywista, czcigodny biskupie Huguccio.

Wiesz najpewniej, Ojcze Święty, lepiej niż ja, o tym, że w Wenecji na wyspie San Niccolo

di Lido stanęli Już wszyscy rycerze na czwartą wyprawę krzyżową. Wiesz więc również, że
odpłynąć mieli z końcem czerwca, a tak się nie stało...

A czemu to interesujesz się wyprawą zmierzającą ku Ziemi Świętej?

Teraz Wasza Świątobliwość albo żartuje ze mnie, albo mnie sprawdza, albo mi nie ufa...

Jakżeż to?! W Bizancjum wiedzą już najmniej od miesiąca, że naprawdę, to ani papież, ani
Francuzi,  ani  Niemcy,  tylko  Wenecjanie  wyprawą  kierują.  A  jeśli  oni,  to  pewne  jest  dla
Wschodu, że wyprawa ta albo przez Bizancjum, albo przeciw Bizancjum ruszy. Mam już od
dawna oddanych mi ludzi i wśród duchowieństwa krucjaty, i w Konstantynopolu, a więc mo-
gę coś na ten temat powiedzieć.

Proszę, proszę – widzę, że innych zastępujesz!

Jakże to, Wasza Świątobliwość?! Poruczone miałem w Kurii zajęcie się Bizancjum i Bułga-

rią. I to jeno czynię, nic innego.

A czwarta wyprawa krzyżowa?

Ruszy ku Bizancjum, jest więc w mojej domenie!

Pewny jesteś, że właśnie ku Bizancjum ruszy?

Najzupełniej!

Skąd to przekonanie?

Ojcze Święty, powtarzam — czyżbyś mi nie ufał? Przecież doża wenecki podpisał umowę

z  Saladynem,  że  nie  da  floty  dla  przewiezienia  rycerstwa  krucjatowego  w  pobliże  Egiptu.
Gdzie więc po płyną, jeśli nie do Bizancjum?

Przepytywałem  cię  tak  szczegółowo,  bom  musiał  zadecydować,  kto  oto  zajmie  się  infor-

mowaniem mnie o postępach i rozwijaniu się czwartej wyprawy krzyżowej. Skoro upierasz
się, że ona ruszy ku Bizancjum, i skoro masz nawet swoich ludzi w jej szeregach i w Kon-
stantynopolu – ty będziesz trzymał pieczę nad wszystkim, co tyczy wyprawy. Jeśli masz się
zająć tą wyprawą, wiedzieć ci trzeba i to, co sekretny ma charakter. Po pierwsze więc, wie-
dzieć musisz, że książę Aleksy Angelos był w Rzymie i rozmowę z nim przeprowadziłem.

background image

39

Wiem o tym, bo rzecz tyczy Bizancjum, więc Kuria o wszystkim przekazała mi szczegółowy raport...

A i o tym, że niczegom księciu nie obiecywał, jeśli zostanie cesarzem Bizancjum, z wyjąt-

kiem unii Kościołów?

On to odebrał jako twoje, Ojcze Święty, przyzwolenie i błogosławieństwo na objęcie tronu

w Konstantynopolu.

Od marzeń do ich wykonania daleka droga... Cieszy mnie, że Kuria pracuje sprawnie. Stąd

już nic nie powiem o Bizancjum, a zatrzymam się nad innymi sprawami związanymi z wy-
prawą. Oto nie zależnie od knowań Wenecjan, znaczne oddziały Flamandów popłynęły przed
ponad rokiem na flandryjskich okrętach do Królestwa Jerozolimskiego. Dlatego, nawet jeśli
Wenecjanie dochowają warunków umowy z Saladynem – Egipt wcale nie jest taki bezpiecz-
ny. O tej jednak sprawie masz wiedzieć, ale nie interesować się nią dalej, to rzecz innych. Tak
jak i o tych, którzy odłączą się od czwartej krucjaty i nie na wschód a na południe odpłyną.

A to nie tylko o Flamandów idzie?

Rzecz w tym, że nie tylko. Jeśli masz ludzi swoich pośród krzyżowców, to wiesz, że Boni-

facy z Montferratu, który jest stronnikiem Sztaufów, nie zebrał owych osiemdziesięciu pięciu
tysięcy  grzywien kolońskich  w srebrze dla  Wenecjan.  Nie  zebrał  wśród  rycerstwa  literalnie
nic! Był u mnie, też nic nie dostał, chyba rozumiesz, dlaczego? Z tych względów Bonifacy
zmuszony jest do przyjęcia warunków Wenecjan. A doża Enrico Dandolo zażądał, aby rycer-
stwo ruszyło ku Węgrom, a ściślej jeszcze: ku portowemu miastu Zadar w Dalmacji.

Krucjata,  zbierana  przeciw  poganom,  ma  ruszyć  na  kraj  chrześcijański?!  Zgroza,  Ojcze

Święty, zgroza!

Właśnie, biskupie, zgroza! Ale jak temu zapobiec? Sameś powiedział, że wyprawa nie ru-

szy ku Egiptowi, i to prawda. Może więc ruszyć ku Cesarstwu Bizantyjskiemu i to też praw-
da. A czy Zadar leży na trasie ku Konstantynopolowi?

Ale to chrześcijańskie miasto!

Otóż to, dostojny biskupie. Jeśli czwarta wyprawa krzyżowa ruszy nie ku Egiptowi, a ku

Bizancjum, to kogo za to będą obwiniać Bizantyjczycy?

Rzecz oczywista, ciebie. Ojcze Święty...

Właśnie! A załóż przez małą chwilę, że taka wyprawa poniesie klęskę. Wtedy o żadnej unii

między Kościołami: rzymskim i greckim, nie ma co nawet marzyć. Nigdy nie wytłumaczymy
Bizantyjczykom, że wyprawa ku nim nie miała naszego błogosławieństwa. Jeśli więc krucjata
ruszy ku węgierskiemu Zadarowi, czyż nie będę miał prawa i obowiązku obłożyć całej kru-
cjaty klątwą papieską?! Nie może bowiem wyprawa przeciw chrześcijańskiemu miastu zwać
się wyprawą krzyżową! To jasne będzie dla całego Kościoła łacińskiego i greckiego. Jasne też
będzie dla Bizancjum. Za taką wyprawę ponosi winę tylko jej dowództwo. Główną zaś winę
ponosi Bonifacy z Montferratu –zwolennik Sztaufów, który jeszcze przed rozpoczęciem wy-
prawy poczynił uzgodnienia z księciem Aleksym Angelosem i Jego  siostrą Ireną, a też i jej
mężem Filipem Szwabskim!

background image

40

Widzę, Wasza Świątobliwość, że będę musiał umieścić najrychlej swoich informatorów w

Zadarze... Dlaczego jednak to miasto?

Celem Wenecjan jest przejęcie wszystkich ważniejszych portów, od Italii aż do Bizancjum.

Sami są za słabi na to, żeby wdać się w wojnę z Węgrami...

Jeśli Jednak rycerstwo Bonifacego wraz z Wenecjanami zdobędzie Zadar – Węgry zwrócą

się do Waszej Świątobliwości przeciw tej krzywdzie.

Wówczas właśnie obłożę wyprawę klątwą!

A oni nie mając innego wyboru – ruszą ku Bizancjum.

Tak zrobią!

A jeśli zdobędą Konstantynopol?

To zupełnie inna sprawa. Na taką możliwość najrychlej miej łacinników i oddanych Gre-

ków  w  Konstantynopolu,  wówczas  właśnie  tam  będą  potrzebni.  Stamtąd  już  niedaleko  do
Jerozolimy i jeśli rycerstwo wykaże ochotę do walki z niewiernymi o odzyskanie Świętego
Miasta – cofnę klątwę. Zobaczymy! Przejmij więc pieczę nad wyprawą, bo rzeczywiście zdą-
ża ona ku Bizancjum...

Jeśli rycerstwo dowie się o celu wyprawy, może od niej odłączyć się grupami, czy wów-

czas oddziały takie w mojej będą pieczy, czy kogoś innego?

Takie zdarzenia będą miały miejsce, ba – Już zaistniały! Oto, kiedy tylko Wenecjanie obie-

cali Bonifacemu odroczenie spłaty długu i wypłynięcie rychło w zamian za atak na Zadar, od
wyprawy odłączył biskup z Antun z rycerzami Orwenii i odpłynęli z Marsylii do Królestwa
Jerozolimskiego. Podobnie uczynili rycerze, na których czele stoi Ronald z Dampierre. Być
może  i  inni  postąpią  tak  samo.  I  wówczas  należy  postępować  tak,  jak  powie  działem.  Jeśli
odpłyną ku Akce – nie twoja sprawa, jeśli ku Bizancjum – interesuj się nimi...

12 MARCA A.D. 1203

Zebrałem  was,  dostojni  kardynałowie  i  biskupi,  w  sprawie  czwartej  wyprawy  krzyżowej,

która prze biega nie po naszej myśli. Szczegóły opowie nam biskup Huguccio. Proszę...

To, co wszystkim znane, przywiodę w dwóch słowach. Bonifacy z Montferratu przystał na

wenecką propozycję i wyprawa zamiast ku Ziemi Świętej, ruszyła na chrześcijańskie Węgry.
Z powodu bezbożnego celu wyprawy Ojciec Święty nałożył klątwę na całe rycerstwo biorące
w niej udział! Nim jednak klątwa została rycerzom ogłoszona, w listopadzie minionego roku
padł Zadar. Tam to do chwili obecnej rycerstwo przebywa, czekając na decyzję Ojca Święte-
go.  Jeśli  klątwa  ma  być  podtrzymana,  większość  chce  wracać.  Część  zresztą  rycerstwa  na
czele z Ronaldem z Montmirei, chcąc walczyć z Saracenamt, odpłynęła ku Syrii, by wesprzeć
Francuzów z fortu Krak des Chereliers... Przed miesiącem do Zadaru przybył wysłannik od
Filipa Szwabskiego i księcia Aleksego, syna Izaaka II Angelosa, z ważnymi dla rycerzy pro-
pozycjami. Oto chcą oni, aby  wyprawa  poszła  przez  Bizancjum  i  osadziła  na  tronie  księcia
Aleksego Angelosa. Wtedy on zagwarantuje: spłacenie długów Wenecji, pieniądze i żywność
potrzebne do ataku na Egipt. Nadto przyszły cesarz Aleksy chce dołączyć do krucjaty dziesięć

background image

41

tysięcy żołnierzy bizantyjskich i podporządkować Kościół  grecki Stolicy Apostolskiej. Taki
stan rzeczy musi zmienić nasze zapatrywanie na sprawę, tym bardziej że do Ojca Świętego
wpłynął list od Bonifacego z Montferratu, w którym tenże prosi Ojca Świętego o przebacze-
nie  za  atak  na  Zadar.  Tłumaczy  to  tym,  że  wszyscy  oni  uważali,  że  mieszkańcy  Zadaru  są
heretykami – bogomilami. Nadto nie mieli wielkiego wyboru. Rycerstwo przez trzy miesiące
stłoczone stało na weneckiej wyspie San Niccolo di Lido. Brakowało już żywności i wody.
Rozpoczęły  się  choroby.  Bonifacy  pisze,  że  szukał  wszędzie  ratunku  i  znikąd  nie  otrzymał
pomocy, i aby nie utracić kwiatu chrześcijańskiego rycerstwa, przystał na warunki Wenecjan i
ku Zadarowi ruszył. Tu armia chrześcijańska odzyskała siły i gotowa jest walczyć za wiarę,
ale nie może i nie chce  czynić tego obłożona klątwą papieską. Klątwa  czyni chrześcijańską
armię zwykłą bandą grasantów... Jak więc widzicie, Bonifacy z Montferratu pokajał się przed
Ojcem  Świętym...  Biorąc  to  wszystko  pod  rozwagę  podpowiedziałem  Ojcu  Świętemu,  aby
zechciał łaskawie cofnąć klątwę na całe rycerstwo wyprawy, a pozostawić ją tylko dla zdra-
dzieckich i podstępnych Wenecjan, którzy Zadar przedstawili Bonifacemu jako gminę heretycką–
bogomilską, co do omyłkowego ataku doprowadziło. Za ten atak Bonifacy powinien przeprosić
chrześcijańskiego króla Emeryka i zaprosić brata jego, Andrzeja, do udziału wraz z rycerstwem
węgierskim  w  dalszej  części  czwartej  wyprawy  krzyżowej...  Po  drugie,  Bonifacy  winien  wie-
dzieć, że chcemy przyszłego podporządkowania Kościoła greckiego Stolicy Apostolskiej oraz że
oczekujemy pomocy bizantyjskiej w wyprawie na Egipt. Zabraniamy natomiast wyprawie ataków
na kraje i miasta chrześcijańskie, chyba że będą przeciwne wojnie z poganami. Konstantynopol
może być przez nasze wojska zaatakowany w przypadku, gdy nie zechce przekazać korony cesar-
skiej księciu Aleksemu, który deklaruje opłacenie wyprawy przeciw Saracenom i zbrojne wspar-
cie  w  walce  o  Jerozolimę.  Wnoszę  o  wyznaczenie  papieskiego  legata  przy  czwartej  wyprawie
krzyżowej. Na to stanowisko proponuję Ojcu Świętemu, obecnego wśród nas, brata Piotra z Sa-
int-Marcel. I na tym kończę, Wasza Świątobliwość, ten, zapewne przydługi, wywód.

Ale  potrzebny  i  rozjaśniający  mroki  czwartej  wyprawy  krzyżowej.  Chciałbym  teraz  wie-

dzieć, co o tym sądzicie, przyjaciele moi? Co też mi zechcecie podpowiedzieć, bo chwila to
dla Kościoła rzymskiego szczególna. Proszę cię, kardynale Gwido...

Cały wywód i propozycje biskupa Huguccia uważam za słuszne. Obawiam się jeno tego, że

w sprawie macza swe palce Filip Szwabski, którego posądzam o wrogie zamysły. To, że teraz
wspiera  dobycie  Bizancjum,  wcale  nie  oznacza,  że  czyni  to  z  myślą  o  interesach  Kościoła
rzymskiego. Jeśli zostanie władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego, pod byle jakim pretek-
stem zagarnie osłabione teraz Bizancjum, a potem przypomni o należnych cesarzom ziemiach
Sycylii i będziemy najdosłowniej otoczeni i skrępowani przez cesarstwo, które powinno słu-
żyć  Stolicy  Apostolskiej.  Nie  ufałbym,  Ojcze  Święty,  żadnym  uzgodnieniom,  w  których
uczestniczy Filip Szwabski.

Nie przesadzasz aby z tym niemieckim zagrożeniem, kardynale Gwido?

Obym, Wasza Świątobliwość, nie miał racji. Co więcej, ja nie chcę mieć racji. Co zaś się

tyczy propozycji biskupa Huguccia, w pełni zgadzam się z nimi.

A ty, kardynale Robercie de Curcon?

Ja też je popieram. Nie chciałbym w żadnym razie, aby w tej chwili wyprawa krzyżowa została

rozwiązana, gdyż mogłoby to przyczynić się do wybuchu wojny między Francją i Anglią.

Czemuż to?

background image

42

Jak wspomniałem, wiosną minionego roku najwyższy sąd lenny postanowił skonfiskować

wszystkie  francuskie  dobra  króla  angielskiego  Jana,  albo  ściślej:  księcia  francuskiego  Jana
Plantageneta. Latem, pod jego nieobecność hrabia Normandii, Artur, przekazał podległe mu
ziemie Filipowi II. Król Jan wrócił z Anglii, nakazał pojmać hrabiego Artura. Wywiedziałem
się przed wyjazdem do Rzymu, że Artur został zabity, i to podobno przez samego króla Jana.
To wszystko pachnie wojną między Anglią i Francją. Jeśli ty, Ojcze Święty, wtrącisz się w
spór, może to zażegnać konflikt, jeśli jednak rycerstwo Normandii biorące udział w krucjacie
wróci  wraz  z  pozostałymi  –  wojna  jest  moim  zdaniem  nieunikniona.  Dlatego  tym  bardziej
jestem za wszystkimi propozycjami biskupa Huguccia.

Dziękuję ci, kardynale Robercie. Swoją drogą, proszę, byś wspólnie z kardynałem Langto-

nem przygotował mi listy do królów: Jana i Filipa II z życzeniem zaniechania sporu.

Wasza Świątobliwość! Dzisiaj wpłynął do Kurii list od  króla Jana,  który  powiadamia,  że

Filip II zaczął zajmować siłą Normandię. Jan prosi cię, Ojcze Święty, o pomoc w tej sprawie!

To  zaiste  bezczelność  ze  strony  Filipa,  by  tak  niecnie  wykorzystywać  wątpliwy  przecież

wyrok sądu lennego i nieobecność normandzkiego rycerstwa! Przygotujcie mi obydwaj ostry
list  do  Filipa  II.  Tylko  brakuje  nam  teraz  wojny  angielsko-francuskiej!  Co  za  nieroztropni
władcy. Swoje sprawy stawiają nad interes Kościoła. Zamiast wziąć udział w wyprawie, oni
rozdrapują własne ziemie. Proszę o przygotowanie ostrej reprymendy Filipowi II... Wracamy
do propozycji biskupa Huguccia. Co o nich sądzisz, kardynale Konradzie?

Cóż... Z perspektywy spokojnej Sycylii wszystkie te waśnie i problemy wydają się odległe.

To,  co  mówił  biskup  Huguccio  jest  logiczne  i  trudno  rozumowaniu  cokolwiek  zarzucić,  a
więc nie jestem przeciwny.

Oj, widzę, kardynale, że nudzisz się na Sycylii. Z tych względów myślę, że rada regencyjna

nie osłabi tempa pracy, jeśli przez czas jakiś nie będziesz jej przewodził. Polecam ci bowiem
udać się najrychlej do Królestwa Jerozolimskiego, które przecież znasz nie mniej niż Sycylię,
i śledzić tam, a także wspierać swoją radą i doświadczeniem, te wszystkie rycerskie oddziały,
które  już  się  oderwały  lub  jeszcze  się  oderwą  od  czwartej  wyprawy  krzyżowej  i  dotrą  do
Królestwa Jerozolimskiego. O szczegółach sprawy dowiesz się od kardynała Langtona.

Dziękuję, Ojcze Święty. Bo chociaż młodociany król Fryderyk II miłym jest chłopięciem, a

okresowe spotkania z biskupami z rady regencyjnej są... arcyciekawe, to wolałbym rzeczywi-
ście coś robić czy za coś naprawdę odpowiadać.

Twoja misja w Królestwie Sycylii ważniejsza jest, niż ci się zdaje. Jeśli za kilka lat, kiedy

minie okres mojej regencji, król Fryderyk II zechce usamodzielnienia królestwa i przyłącze-
nia go nie do Państwa Kościelnego, a Świętego Cesarstwa Rzymskiego, to stanie się to, przed
czym swego czasu ostrzegaliście wspólnie z kardynałem Gwido. Ważne więc masz zadanie,
kardynale Konradzie, i wcale nie zwalniam cię z niego, a jedynie okresowo przenoszę do peł-
nienia pilniejszego, a nie ważniejszego.

background image

43

ROZDZIAŁ V

26 MAJA A.D. 1203

Dostojny biskupie Huguccio! Zaraz po przekazaniu pełnomocnictw papieskich i listu Ojca

Świętego Bonifacemu z Montferratu ten ostatni wysłał umyśl nego do Filipa Szwabskiego. W
tydzień  później  do  Zadaru  przybył  książę  Aleksy  Angelos.  Rychło  ruszyliśmy  do  Durazzo,
gdzie Aleksego obwołano cesarzem Bizancjum jako Aleksego IV Angelosa. Po dopłynięciu
do wyspy Korfu nowo mianowany cesarz podpisał wszystkie zobowiązania wobec krucjaty.
Donoszę, że na Korfu popas trwał aż do końca maja. Dwie niedziele zmitrężyliśmy na opły-
nięcie  Peloponezu  zatrzymując  się  dopiero  na  wyspie  Andras,  gdzie  wodę  załadowano  na
okręty. Następny tydzień płynęliśmy przy pięknej pogodzie do Abydos, już na bizantyjskiej
ziemi. Tam dojrzewającego zboża zabrano na okręty ile tylko było można i świeży chleb je-
dliśmy po raz pierwszy od prawie miesiąca. Zaś dokładnie przed  dwoma dniami stanęliśmy
pod murami Konstantynopola. Bez walk większych zajęto Galatę i zerwane zostały łańcuchy
blokujące dostęp okrętom do portu. Dzisiaj tam właśnie wpłynęliśmy. Z tej radosnej przyczy-
ny najrychlej list ten posyłam. O dalszych zdarzeniach będę uwiadamiał.

Legat papieskiej czwartej wyprawy krzyżowej – Piotr

3 SIERPNIA A.D. 1203

Dostojny biskupie Huguccio! Cały Konstantynopol już w połowie lipca mógłby być zdo-

byty, bo Wenecjanie na czele z dożą Dandolo dokonali rozległego w murach wyłomu i mo-
glibyśmy bez trudu miasto zająć, ale cesarz Aleksy III uciekł z miasta wraz ze swoją córką, a
ich wielki logogeta Nicetas Choniates, któremu wszystkie urzędy były pod nieobecność cesa-
rza podległe, uwolnił ślepego Izaaka II Angelosa – ojca przywiezionego przez nas Aleksego.
Tak  więc  nie  było  powodu  zębów  o  mury  Konstantynopola  łamać  i  rycerzy  niepotrzebnie
wytracać. Bonifacy zgodził się z tym, co zaproponował Choniates, by ślepy Izaak został cesa-
rzem, wszakże z tym zastrzeżeniem, że nasz Aleksy IV Angeles będzie współrządził Bizan-
cjum wraz z oj cem. Chodziło o to, aby nasz cesarz  mógł  swoje  zobowiązania  spełnić  i  by
krucjata ruszyła ku Ziemi Świętej i Egiptowi. Tak też się stało. Dwa dni temu w kościele Bo-
żej  Mądrości  spotkaliśmy  się  wszyscy  pojednam  ze  sobą.  Na  mszę  odprawioną  na  modłę
grecką  i  naszą  przyszli  wszyscy  znaczniejsi  dowódcy  i  rycerze  krucjaty,  jak  też  dostojnicy
bizantyjscy.  Byli  obydwaj  cesarze:  Izaak  II  Angelos  i  nasz  Aleksy  IV,  byli  też  zięciowie
tchórzliwego Aleksego III, po którym ślad zaginął. Był więc Teodor Laskaris – mąż Anny i
Aleksy  Murzuflos  –  mąż  Eudóksji;  była  też  cesarzowa  Eutofrozyna  zostawiona  tutaj  przez
Aleksego III. Po mszy odbyła się koronacja Aleksego IV Angelosa, a wszyscy nasi dowódcy i
rycerstwo bogate otrzymali dary. Ta uroczystość pozwala mi być spokojniejszym co do dal-
szych losów wyprawy. Wierzę, że Aleksy swoje zobowiązania spełni.

Legat Piotr

19 STYCZNIA A.D. 1204

Dostojny kardynale Stefanie. Zgadzam się z twoją opinią, iż rok miniony był korzystny dla

naszego Kościoła i Stolicy Apostolskiej. Na tym obrazie są wszakże poważne rysy, nad któ-
rymi winniśmy się wspólnie zastanowić. Oto biskup Huguccio oraz legat Piotr są zdania, że

background image

44

czwarta wyprawa krzyżowa przebiega dokładnie podług naszych zamysłów. Ja zaś dostałem
niepokojący list od biskupa Choniatesa, który na moją prośbę był  w Konstantynopolu i wi-
dział się ze swoim bratem. Pozwól, że przytoczę ci treść tego listu. Pominę wstęp, a dalej: „
Wprawdzie  bogate  dary  dane  rycerstwu  wprowadziły  dobry  nastrój  w  naszym  dowództwie,
ale wiem od swego brata, że owe dary maskują tylko – i to na krótki czas rzeczywistą sytuację
w  Konstantynopolu.  Aleksy  IV  Angelos  zaraz  po  koronacji  ustanowił  podatki.  Wszyscy  w
Bizancjum wiedzą, że płacąc je mają szansę pozbyć się łacinników, którzy pójdą z wyprawą
dalej ku Jerozolimie. Hierarchia Kościoła greckiego, nie bez oporów, ale jednak, zgodziła się
na przetopienie wszystkich złotych przedmiotów z kościołów, aby tylko pozbyć się towarzy-
stwa naszych rycerzy. Jeśli wszystkie te „ poświęcenia”  nie wystarczą na opłacenie Wene-
cjan i krzyżowców, wówczas w Konstantynopolu wybuchnie powstanie i obróci się przeciw
naszemu  rycerstwu.  Stan  niezadowolenia  i  wrzenia  chce  wykorzystać  Aleksy  Murzuflos  do
przejęcia  tronu.  To  on  właśnie  przez  podstawionych  ludzi  rozpoczął,  a  później  –  winem  –
rozniecił rozruchy w mieście. Tłum Greków ruszył ławą ku sławnemu  –  uczynionemu  ręką
samego mistrza Fidiasza – posągowi Ateny i rozbił go na kawałki, i to dlatego tylko, że Atena
wskazywała ręką na północ. Prowodyrzy Murzuflosa krzyczeli, że  zapraszała ona krzyżow-
ców! Ojcze Święty, nawet barbarzyńca nie mógłby zniszczyć takiego piękna. A tu moi roda-
cy.  Grecy, którzy wiedzą, kim był Fidiasz – rozbijają  posąg  jego  dłuta.  Jakąż  muszą  żywić
nienawiść do łacinników, skoro z jej powodu dopuszczają się aż  takiego barbarzyństwa! To
się najpewniej źle skończy i oby nie obróciło się przeciw naszemu Kościołowi” . Et cetera, et
cetera! Ot i masz, kardynale Stefanie, pierwszą rysę. Można się więc domyślać, że Aleksy IV
nie ma i najpewniej nie będzie miał obiecanych pieniędzy, a to rzeczywiście źle rokuje losom
krucjaty.

Ale też niczego sensownego już nie jesteśmy w stanie przedsięwziąć. Co ma się stać, to się

stanie, Wasza Świątobliwość!

Masz, niestety, rację... Inna rysa to sytuacja we Francji...

Za ten stan rzeczy i ja się czuję odpowiedzialny. Przeglądałem  raz jeszcze zapisy ze spo-

tkań francuskich książąt, hrabiów i baronów w Nantes i przyznać muszę, że wyrok sądu wo-
bec księcia Jana Plantageneta został wydany w zgodzie z prawem lennym; ziemię odebrał mu
Filip II, też nie uchybiając żadnym przepisom; miał on prawo zająć Normandię. Twój więc,
Ojcze Święty, list mogli zebrani w Nantes uznać za wtrącanie się w świeckie decyzje sądu...

Teraz powiadasz: „ twój, Ojcze Święty, list” , a kto go redagował, jak nie ty z kardynałem

Robertem?!

Dlatego też powiedziałem, Wasza Świątobliwość, że czuję się współodpowiedzialny za taki

stan rzeczy.

Co mi po twojej współodpowiedzialności. Poradź raczej, jak wybrnąć z tej arcyniemiłej dla

mnie sytuacji.

Wiele myślałem nad tym i sądzę, że możliwe jest godne rozwiązanie sprawy. Oto w liście

swoim pisałeś, że królowie Jan i Filip wadząc się ze sobą popełniają grzech i dlatego winni
szybko ugodę zawrzeć. Można teraz wysłać ponownie list do Filipa II i kopie do wszystkich
francuskich biskupów, by  wiernym list odczytali. Lud i biskupi  w  tej  sprawie  są  po  stronie
Filipa II. W liście zaś należy zaznaczyć, że Wasza Świątobliwość pisząc o grzechu miał na
myśli grzech wojny między chrześcijańskimi władcami i takimiż państwami. Grzechem jest

background image

45

bowiem walka ze sobą w czasie, kiedy jest krucjata i można w obronie wiary – a nie przeciw
sobie – kopie kruszyć. Kto zaś grzech popełnia, podlega osądowi Kościoła, a zatem Stolicy
Apostolskiej. Królowie Francji i Anglii popełnili grzech sporu w niewłaściwym czasie i spo-
sobem niewłaściwym i dlatego osądowi papieskiemu stali się podlegli. Co zaś idzie o sprawę
samego konfliktu i wyroku sądu lennego, nigdy Stolica Apostolska nie oceniała go ani też nie
krytykowała... Pewien jestem, że takie postawienie sprawy stępi uraz Francuzów do Stolicy
Apostolskiej z powodu jej poprzedniego listu i werdyktu.

8 KWIETNIA AJD. 1204

Dostojny biskupie Huguccio! Stan rzeczy w Konstantynopolu zmienia się z dnia na dzień.

Przed miesiącem Bonifacy z Montferratu wysłał do Ale ksego IV Angelosa swoich ludzi na-
pominając, że wiosna w  pełni  i  czas  ruszać  ku  Ziemi  Świętej.  Rycerstwo  wyprawy  chce  to
uczynić,  czeka  tylko  na  spełnienie  zobowiązań,  jakie  podpisał  cesarz  Ale  ksy...  Wiesz,  do-
stojny biskupie, co się wówczas wydarzyło? Oto, kiedy nasi delegaci wychodzili, zupełnie nie
uzbrojeni, z pałacu blacherańskiego – tłum rzucił się na nich i rozszarpał wszystkich na strzę-
py. Jeden zaś członek rodziny cesarskiej, Aleksy Murzuflos, wtrącił do lochu i zamordował
cesarza Aleksego IV i jego ojca Izaaka II, po czym kazał ukoronować się na cesarza i zwie się
teraz Aleksy V Murzuflos... Jak z tego widać, wszystkie wcześniejsze ustalenia nie będą speł-
nione i losy wyprawy zawisły w powietrzu, jak wówczas, kiedy rycerze siedzieli na weneckiej
wysepce  San  Niccolo  di  Lido...  Bonifacy  z  Montferratu  zwołał  wszystkich  dowódców  i  w
mojej  obecności  ogłosił  swoje  decyzje,  na  które  przystałem  w  imieniu  papieża.  Proszę  cię,
dostojny  biskupie  Huguccio,  o  przekonanie  Ojca  Świętego,  że  uczyniłem  właściwie!  Posta-
nowienia są następujące: rycerstwo zaatakuje i zdobędzie Konstantynopol i w miejsce Cesar-
stwa  Bizantyjskiego  założy  Cesarstwo  Łacińskie  podległe  Stolicy  Apostolskiej  i  papieżowi.
Cesarz będzie obrany przez dwunastu ludzi, tak jak było Apostołów dwunastu. Będzie to sze-
ściu Francuzów i sześciu Wenecjan. Przyjęto, że jeśli cesarzem zostanie wybrany rycerz fran-
cuski, to patriarchą będzie Wenecjanin. I odwrotnie. Ustalono też, że wybranemu cesarzowi
przypadnie Blachernia – reprezentacyjna dzielnica z pałacem oraz jedna czwarta Konstanty-
nopola i Cesarstwa Bizantyjskiego. Pozostałe trzy czwarte postanowiono podzielić po poło-
wie dla rycerzy francuskich i weneckich. Uznano też, że wszystkie lenna, czy to francuskie,
czy weneckie – podległe będą wybranemu cesarzowi i wszyscy jemu ślubują wierność wasal-
ską. Domagałem się, aby ustalono, czy wybrany cesarz złoży ślub wasalny papieżowi. Przy-
jęto, że Cesarstwo Łacińskie już z samej nazwy podkreśla swoją  więź szczególną z Kościo-
łem  łacińskim  i  Stolicą  Apostolską.  Tak  więc,  jako  legat  papieski,  zgodziłem  się  z  tymi
wszystkimi  ustaleniami  i  pobłogosławiłem  im,  wierząc,  że  na  tym  Kościół  nasz  zyskuje!
Przed dwoma dniami ruszył pierwszy szturm na mury Konstantynopola, został jednak odpar-
ty. Pewny jestem, że następny będzie udany, bo we wszystkich nas siła jest i wiara ogromna.
Zdobędziemy  Konstantynopol  i  Cesarstwo  Łacińskie  będzie  jako  perła  w  koronie  Stolicy
Apostolskiej. Proszę cię, dostojny biskupie, byś wszystkie te wieści, a już przede wszystkim
przyjęte w imieniu Ojca Świętego ustalenia, jemu właśnie przekazał i o ich błogosławieństwo
prosił. Czekam najrychlejszej odpowiedzi.

Legat papieski Piotr

20 KWIETNIA A.D. 1204

Ojcze Święty! Zobowiązałeś mnie do przekazywania ci ważniejszych wiadomości uzyska-

nych  od  brata,  Nicetasa.  Nie  widziałem  się  z  nim  od  czasu  zdobycia  Konstantynopola,  ale
posłaniec umyślny przyniósł mi od niego list, który w całości ci przytaczam:

background image

46

„ Bracie mój najdroższy! Po raz pierwszy życzę ci najgorzej, tylko dlatego, że jesteś łacin-

nikiem. Do tych słów gorzkich zmusza mnie to, com widział i com przeżył przez dni ostatnie
w Konstantynopolu. Piszę do ciebie pod wrażeniem tych przeżyć, a więc nie tak jak spisujący
historię czynić powinien, czekając, aż emocję zastąpi rozsądek i zastanowienie. Piszę do cie-
bie, bo ktoś musi ci uzmysłowić, do czego zdolni są łacinnicy... Szóstego kwietnia krzyżowcy
przypuścili pierwszy szturm na miejskie mury. Szturm ten odparli w większym stopniu zwy-
kli mieszkańcy miasta niż żołnierze, którzy stali się tchórzliwsi od niewiast, bo i te dzielnie
walczyły na murach. Po sześciu dniach łacinnicy przypuścili drugi szturm, też od strony Bla-
cherni. Przez wyłomy dostali się do miasta. Myśmy, zebrawszy się w kościele Bożej Mądro-
ści, błagali Teodora  Laskariosa, by przyjął dowództwo nad obroną, po tchórzliwej ucieczce
Murzuflosa.  Odmówił!  Tej  jeszcze  nocy  Wenecjanie  i  Frankowie  zdobyli  całą  Blachernię
wraz z  pałacem  cesarskim.  To,  co  się  działo  do  następnego  ranka,  można  nazwać  piekłem!
Widziałem przedtem śmierć ludzi, uczestniczyłem w torturach, byłem na polu bitew, ale cze-
goś takiego nie mogłem wcześniej nie tylko zobaczyć, ale wyśnić w koszmarnym śnie! Wi-
działem, jak rabowano świątynie i pito wino na ołtarzach ze świątynnych kielichów, widzia-
łem, jak gwałcono zakonnice, a nawet matki na oczach ich dzieci. Widziałem rannych dobija-
nych bez żadnej litości. Widziałem konających, którym nikt nie mógł pomóc, bo za podanie
wody zabijano. Widziałem przywiązane do słupów milowych żyjące  kadłuby bez rąk i nóg.
Widziałem, widziałem, widziałem... Bracie mój! Nie chciałbym widzieć tego kiedykolwiek, a
jednak – widziałem! Kiedy zaczęto wprowadzać w mieście ład – uciekłem na południe wraz z
innymi. W tym mieście, które spłynęło grecką krwią pod mieczami łacinników – nie mógł-
bym żyć. Nie wyobrażam sobie, że mógłby żyć tu jakikolwiek Grek. Bracie!  Jeśli  po  prze-
czytaniu mego listu zdecydujesz się dalej być biskupem łacinników, zapomnij o tym, żeś miał
brata!”  Nie mam, Ojcze Święty, najmniejszych powodów, by nie wierzyć bratu. Nigdy mnie
nie okłamał! Z tego wnoszę, że Konstantynopol musiał naprawdę zmienić się w piekło. Jeśli
zaś tak było, to ci, co dopuścili się rzezi, nie mogą nazywać siebie chrześcijanami, bo wów-
czas ja nie mógłbym rzeczywiście być chrześcijańskim biskupem.

Oddany Waszej Świątobliwości -

Michał Choniates, biskup Aten

17 MAJA AJD. 1204

Dostojny biskupie Huguccio! Kolejny atak naszych walecznych rycerzy skruszył opór Bi-

zantyjczyków. Wenecjanie wzniecili pożar na tyłach wroga i przez wyłomy opanowali Bla-
chernię, a stamtąd cały Konstantynopol, dotychczas nie zdobyty ani przez Persów, ani Gotów,
ani Saracenów! I chodź dowództwo uciekło, oddziały bizantyjskie broniły się jeszcze w róż-
nych sposobnych do tego miejscach przez trzy dni. Wiele męstwa i krwi naszych rycerzy było
potrzebne,  żeby  całe  miasto  stało  się  nasze.  Wszystkich,  którzy  nie  chcieli  złożyć  broni  –
usieczono, tak że porządek już panuje w mieście, choć bywają, Jak to po bitwie – przypadki
haniebne.  Oto  rabusie  jacyś  napadli  na  dom  cesarzowej  –  wdowy  po  Izaaku  II  Angelosie  -
Małgorzaty.  Biedna  niewiasta  życiem  mogła  ów  atak  przypłacić,  gdyby  nie  przejeżdżający
nieopodal Bonifacy z Montferratu, który z pomocą swoich przybocznych rozpędził rabusiów i
życie cesarzowej uratował, a ta z wdzięczności wielkiej rękę mu swoją oddała. Ślub ten wraz
z mszą dziękczynną za zwycięstwo odbył się w kościele Bożej Mądrości. Tak to, w chwilach
nawet najdziwniejszych – życie o swoje dopomina się prawa. W kilka dni później do wyboru
cesarza  przystąpi  ono!  Dwunastu  sprawiedliwych  wybrało  na  tron  Cesarstwa  Łacińskiego
hrabiego Flandrii – Baldwina IX, który przyjął cesarskie imię Baldwin I. Zgodnie zaś z usta-
leniem, patriarchą został Wenecjanin -Tomasz Morosin... Wczoraj w kościele Bożej Mądrości
odbyła się koronacja cesarza. Wzruszony byłem, kiedy tu w Konstantynopolu zasiadł na tro-
nie władca, który jest łacinnikiem, wraz z patriarchą Kościoła  rzymskiego, a nie  greckiego.

background image

47

Zwycięstwo, dostojny biskupie! Nasz Kościół święci triumfy!... Teraz cesarz Baldwin wraz ze
starszyzną przystąpił do rozdziału ziem dawnego Bizancjum. Na jesień – po rozbiciu reszty
wojsk wrogich w Azji – ustalono uroczystość nadania lenna wszystkim wasalom cesarstwa.
Jak tylko  się  dowiem,  co  komu  przydzielono  lub  co  zostało  zdobyte  w  dalszych  walkach  „
natychmiast umyślnym posłańcem poinformuję.

Legat papieski – Piotr

2 PAŹDZIERNIKA A.D. 1204

Dostojny biskupie Huguccio! Po przewlekłych debatach postanowiono rozdzielić cesarstwo

jak następuje: cesarz otrzymał północną część azjatyckiego brzegu i Trację, tak że przejścia
bosforańskie i hellespońskie do niego należą w całości wraz z przyległymi wyspami. Dowód-
ca wypraw,  Bonifacy z Montferratu, usadowił się Tesalonikach z  pod– legającą mu  częścią
Tesalii i Macedonii, co Królestwem Tesalonik zostało nazwane. Król Bonifacy wraz ze swy-
mi  lennikami  szybko  zajął  Ateny  i  prawie  całą  Attykę  i  Beocję.  Ziemie  te,  nazwane  księ-
stwem Aten, przejął Otto de la Roche, Burgundczyk, lennik króla Bonifacego. Cały zaś Pelo-
ponez,  który  też  był  jego  lennem,  nazwał  Bonifacy  Księstwem  Achai  i  przekazał  w  lenno
Godfrydowi  Villegardonin  i  Wilhelmowi  Champlitte,  którzy  pospołu  mają  zarządzać  tymi
ziemiami. Wenecja dostała, tak jak wcześniej ustalono – trzy ósme części Konstantynopola i
wszystkie  większe  wyspy,  a  to  od  północy  patrząc:  Limnos,  Eubeę,  Ikarię,  Naksos,  Rodos,
Kretę i od zachodniej strony Peloponezu: Kefalinię i Zakynthos, a także wszystkie wysepki
mniejsze, pomiędzy dużymi położone. Wenecji też przekazano porty morskie: Kosor, Modon,
Galipolis, Rhaedestos, Herakleję i jedno miasto w głębi Tracji: Adrianopol. Sprawiedliwy był
podział i – mając zezwolenie papieskie na pobłogosławienie wszystkie– go, co sile Kościoła
łacińskiego służy – zgodziłem się z tym rozdziałem. Tak że wczoraj na uroczystości w Bla-
cherni cesarz Baldwin I rozdał wszystkim lennikom swoim nadania stosowne, w tym również
dla  króla  Bonifacego.  Widziałem  blisko  tysiąc  szczęśliwych  rycerzy,  którzy  tu  o  Kościół
rzymski z Saracenami i resztkami Bizantyjczyków będą walczyć. Z tych to względów podpi-
sałem dekret zwalniający wszystkich rycerzy czwartej wyprawy krzyżowej z obowiązku uda-
nia się teraz do Ziemi Świętej; muszą oni umocnić się na swoich lennach, utwierdzić Kościół
rzymski na nowo zdobytej ziemi. Uważam, dostojny biskupie, iżem misję swoją spełnił i po
objeździe  stolic  nowo  powstałych  państw  –  niezwłocznie  ku  Rzymowi  ruszę.  Proszę  też  o
rychłe naznaczenie legatów dla: Cesarstwa Łacińskiego, Królestwa Tesalonik i obu Księstw
Aten i Achai. Najszczerzej wierzę, że po powrocie będę się mógł pokłonić i że wasza dostoj-
ność zechce wyjednać mi posłuchanie u Ojca Świętego, co uważałbym za najwyższe uznanie
dla moich po– święceń, które poniosłem w czwartej, zwycięskiej wyprawie krzyżowej.

Legat papieski – Piotr

5 PAŹDZIERNIKA A.D. 1204

Ojcze Święty! Proszę o możliwość powrotu z Akki na Sycylię. Wszystko co było możliwe

do zrobienia – zrobiłem. Kiedy tylko mogłem pomóc – pomogłem. Co zaś miało się stać, to
się stało za wolą Bożą... Pierwsza dotarła do Królestwa Jerozolimskiego flota flamandzka z
kasztelanem Brugii, Janem z Nesle. W dwa miesiące później dopłynęły okręty z Marsylii z
hrabią Forezem i Walterem, biskupem Antun. Ostatni przypłynęli rycerze francuscy ze Stefa-
nem z Porche. Było tego razem blisko tysiąc mieczy. I już nie liczyłem na więcej, a tu jeszcze

background image

48

—  znienacka  –  dopłynął  z  rycerstwem  Renald  z  Montmirail,  który  odłączył  w  Zadarze  i
uwiadomił nas, że na większe posiłki Królestwo Jerozolimskie nie ma co liczyć, bo wyprawa,
co  już  wiedziałem  –  poszła  do  Bizancjum.  Król  Almaryk  radził,  by  rycerzami  wzmocnić
twierdze w Tyrze i w Akce i żadnych działań przeciw Saladynowi nie prowadzić z tak szczu-
płymi siłami. Francuzi posądzali króla o tchórzostwo i nie chcieli nawet mnie dać wiary, że
on właśnie najlepiej zna miejscowe sposoby walki i jeśli tak radzi, to na pewno ma rację. Nie
dali się odwieść od zamiaru ruszenia do Małej Armenii, gdzie chcieli dołączyć do młodego
księcia  Boemunda  w  Trypolisie.  Dowództwo  nad  Francuzami  przyjął  Ronald  z  Dempierre.
Wdałem się natychmiast w rokowania z przyjaznym nam emirem Dżabali, który uznał, że o
przejściu Francuzów należy najrychlej uwiadomić sułtana Az-Zahira, który stał w Aleppo. Do
tego  czasu  prosił  Francuzów  o  pozostanie  w  jego  emiracie.  Nim  dotarli  nasi  posłańcy  do
Aleppo,  niecierpliwi  Francuzi  ruszyli.  Gdzieś  w  pustyni  oddziały  sułtana  wciągnęły  ich  w
zasadzkę, wycinając do ostatniego! Połączone floty z resztą rycerstwa latem tego roku popły-
nęły  do  delty  Nilu.  Uczestniczyłem  w  tej  wyprawie.  Minęliśmy  Rosettę,  dobyliśmy  miasto
Fuwa.  Wracając  zatopiliśmy  napotkane  statki  saraceńskiej  floty.  Przez  resztę  wyprawy  nie
byliśmy niepokojeni przez większe saraceńskie siły, czy to morskie, czy lądowe: W dwie nie-
dziele po naszym powrocie do Akki przybyli wysłańcy Saladyna z propozycją zawarcia trak-
tatu pokojowego na lat sześć. Saladyn zamierzał oddać Almarykowi Jafę i Al-Eamlę, licząc,
że w zamian nie będą niepokojone jego ziemie wzdłuż syryjskiego wybrzeża. Prawdę powie-
dziawszy były to dla nas bardzo korzystne propozycje, bo choć flota, z którą ruszyliśmy do
delty Nilu, sprawiła duże wrażenie, to na każdym pokładzie nie było więcej jak kilku rycerzy
i gdyby do bitwy morskiej doszło – przegralibyśmy  sromot– nie.  Tak więc Almaryk traktat
podpisał  przed  miesiącem.  Część  floty  flamandzkiej  popłynęła  do  Cesarstwa  Łacińskiego,
dowiadując się o wyniesieniu hrabiego Flandrii Baldwina – na cesarza. Inni, w kilka okrętów,
odpłynęli do Europy. Pozostali zdecydowali się powiększyć załogę zamku Krak des Cheva-
liers, którą to twierdzę lustrowałem i przyznaję, że sposobniejszej do obrony nie widziałem w
całej Europie. Po podpisaniu traktatu pokojowe– go w Akce zrobiło się tak nudno, że zaczy-
nam  marzyć  o  „  burzliwych  posiedzeniach”    Rady  Regencyjnej  na  Sycylii.  Proszę  Waszą
Świątobliwość o wyznaczenie mnie albo do innych zadań, albo o zezwolenie na powrót czy to
do Sycylii, czy do Rzymu.

Kardynał Konrad

background image

49

ROZDZIAŁ VI

17 PAŹDZIERNIKA A.D. 1204

Zwołałem nasze spotkanie dla dokonania oceny czwartej krucjaty. Co sądzisz o wyprawie

ty, bis– kupie Huguccio?

Wasza Świątobliwość! Odważnie trzeba powiedzieć, żeśmy wcześniej wyprawie tej posta-

wili zada– nie dotarcia do Ziemi Świętej i zdobycia Jerozolimy. Cel ten nie został i najpew-
niej nie zostanie w najbliższym czasie osiągnięty...

Ale bliżej do niego, mając Bizancjum w ręku!

To prawda bezsporna. Do tego celu bliżej, ale, Ojcze Święty, znając subtelności z Bizan-

cjum związane, powiem, że jeno pozornie bliżej z Konstantynopola do Jerozolimy.

Czyżbyś się ze mną nie zgadzał?

Trudno nie zgodzić się z rozumowaniem, że skoro wrogie Kościołowi łacińskiemu Bizan-

cjum zmieniło się w podległe Stolicy Apostolskiej cesarstwo, to łatwiej będzie z tego miejsca
ruszyć ku Ziemi Świętej. To wszystko racja bezsporna, aleja uważam, że my ciągle nie doce-
niamy Greków. Tak naprawdę zdobyliśmy zaledwie parę miast, a Jest jeszcze cała bizantyjska
Azja  wraz  z  Niceą,  w  której  usadowił  się  jeden  z  najlepszych  bizantyjskich  strategów,  ten,
który nie dopuścił do zajęcia Konstantynopola z pierwszego uderzenia krzyżowców. Myślę o
Teodorze Laskarisie, mężu Anny – córki Aleksego III Angelosa. Razem z nim jest większość
ocalałych możnych z Konstantynopola, ba -jest z nim grecki patriarcha Bizancjum, Jan Ka-
mataros. Mamy w na– szych rękach, od azjatyckiej strony – cały pas wybrzeża, a wzdłuż gra-
nicy nie rozbite jeszcze oddziały bizantyjskie. Można by silić się na skłóce– nie ich z sąsia-
dami, ale za nimi już tylko Sułtanat Ikonium, a Saraceni w nowej sytuacji wejdą prędzej w
układy  z  Bizantyjczykami  niż  z  nami...  Zaś  na  europejskim  brzegu  też  wąski  jeno  pas  wy-
brzeża naszego, a dalej silny car Bułgarii Kałojan razem ze sprzymierzeńcami – Kumanami.
Kałojana nie wolno lekceważyć. Tak jak przewidywałem, kiedy tylko krzyżowcy dotarli pod
Konstantynopol, ruszył on jak burza na swoich przeciwników. Od Dobromira Chryza zabrał
część Macedonii, dobył twierdze: Prosek, Prizren i Skopje. Węgrom odebrał Belgrad i Brani-
czewo, a na tronie serbskim osadził swego stronnika Stefana Nemanjicia pokonując jego brata
Stefana  Wilkana.  Śmiem  twierdzić,  Ojcze  Święty,  że  jeśli  Kałojan  nie  dostanie  królewskiej
korony z Rzymu – zdusi słabiutkie Cesarstwo Łacińskie.

To na co czekamy, biskupie Huguccio?

Na  twoją  decyzję.  Ojcze  Święty,  bośmy  wspólnie  z  kardynałem  Stefanem  przygotowali

wszystkie  dokumenty  stosowne,  koronę,  a  nawet  papieską  chorągiew  krucjatową,  licząc,  że
ten symbol car najwymowniej zrozumie i będzie pomagał, a przynajmniej nie szkodził Cesar-
stwu Łacińskiemu. Jest w tym jeden szkopuł...

Jaki? Moja zgoda na królewską koronę dla Kałojana? Dajcie, proszę, dokumenty do podpi-

su!

background image

50

Nie tylko o to chodzi, Wasza Świątobliwość. Oto Kałojan dopomina się korony nie królew-

skiej, a cesarskiej!  Zaś dla prymasa Wasylko żąda  tytułu  patriarchy.  Uważa,  że  jeżeli  cesa-
rzem został Baldwin, to i on winien być przez Ojca Świętego na takiż tron wyniesiony... Jeśli
ocenie poddać siłę, jaką dysponuje Baldwin i Kałojan, to rzecz oczywista korona cesarza na-
leży się Kałojanowi, ale dwóch cesarzy w sąsiedztwie, to niechybna wojna między Bułgarią i
Cesarstwem  Łacińskim.  Jestem  więc  za  królewską  koroną  dla  Kałojana  i  na  taką  wszystko
przygotowaliśmy.

A czy mamy jakiś wybór? No, może w jednym wykażę swoją władzę nad wami. Oto nie

godzę  się,  byś  ty,  biskupie  Huguccio,  jechał  do  Bułgarii  na  koronację.  Potrzebny  mi  jesteś
teraz w Rzymie. Dlatego też na legata papieskiego powołuję kardynała Leona, którego zapro-
siłem na dzisiejsze spotkanie, co też świadczy o tym, że wasze wnioski, kardynale Stefanie i
biskupie Huguccio – przewidziałem.

Szczerze  liczyłem,  że  KałoJanowi  polecisz  zawieźć  cesarską  koronę,  a  łacinnikom  naka-

żesz utworzyć królestwo, a nie cesarstwo! Sami, bez pytania o twoją zgodę, 24 kwietnia, pod
murami Konstantynopola wespół z Wenecją o tym zadecydowali.

Był pośród nich mój legat, Piotr...

Nazbyt przejęty rolą!

Tobie wszakże podlegał, mogłeś przywołać go do porządku!

Prawdę  mówiąc.  Ojcze  Święty,  nie  uważam,  że  moglibyśmy  coś  zmienić  w  zdarzeniach,

jakie są już za nami. Co legat Piotr postanowił lub utwierdził, to się stało i nie odstanie.

A więc stało się Cesarstwo Łacińskie!

Ale może stać się jeszcze Cesarstwo Bułgarskie...

To  czemuście,  na  litość,  nie  przygotowali  cesarskiej,  tylko  królewską  nominację?  To  ja

pytam was obu: Kałojan ma być królem czy cesarzem? Tym razem, niech najpierw odpowie
kardynał Stefan.

Podług mnie, Wasza Świątobliwość, Kałojan powinien być królem.  Jeśli  po  tym  wywyż-

szeniu nie będzie kontent, albo stanie się wrogiem Cesarstwa Łacińskiego, wtedy można bę-
dzie albo go na cesarza podnieść, albo w razie konieczności skarcić. Bo moim zdaniem, czy
będzie królem, czy cesarzem -ruszy przeciwko łacinnikom! Czy wilcy, dla okazania swoich
przymiotów, poniechają bezbronne  jagnię?!  Jeśli  więc  wilkowi  oddajemy  pieczę  nad  całym
stadem państw łacińskich, które zaiste bezbronnymi są owieczkami, to nie mamy się  co łu-
dzić, jakie to skutki przyniesie. Moim zdaniem trzeba mu dać koronę, bo to na jakiś czas mo-
że go zatrzymać. Jestem więc za królewską koroną dla Kałojana.

Ty, Huguccio, też opowiadasz się za królewską koroną?

Tak, Ojcze Święty, i przepraszam za moje wahanie.

background image

51

Słyszałeś to wszystko, kardynale Leonie?! Jako legat papieski nie będziesz miał w Tyrno-

wie łatwego zadania. Jeśli oto Kałojan spodziewa się cesarskiej korony, a otrzyma królewską,
to musisz uczynić wszystko, by przyjął ją z należytym szacunkiem, a krucjatowej chorągwi
nie  przyjął  za  symbol  ataku  na...  Cesarstwo  Łacińskie.  Tym  więc  ustaleniem  zakończmy
sprawę czwartej krucjaty, której dojrzałe owoce poznamy w nieodległej przyszłości.

Na razie, Wasza Świątobliwość, najważniejszym owocem, jaki z krucjat dotychczasowych

mamy,  te  morela,  którą  przed  laty  przywieziono  do  Ferrary  i  która  kwitnie  i  owocuje  pod
moim oknem...

Smaczne ma owoce, biskupie Huguccio?

W moim  wieku  nie  tylko  smak,  ale  i  miękkość  jest  ważna,  a  morele  soczyste  są  właśnie

miękkie.

Chciałeś  tym  porównaniem  zapewne  zganić  krucjaty...  Zresztą  dajmy  temu  spokój.  A  co

dzieje się, kardynale Stefanie, w innych krajach?

Z Inflant biskup Albert donosi o skutecznym nawracaniu Liwów i Estów, a nadto informuje

o  ważnych  wydarzeniach  w  księstwach  ruskich.  Oto  książę  wołyński  Roman  Mścisławicz
pokonał suzdalskiego księcia Wsiewołoda,  rozbił wojska księcia  kijowskiego  i  zajął  Kijów.
Tak że teraz księstwo Halicko-Włodzimierskie stało się rozległe i silne. Wojska ruskie mają
iść do Saksonii na pomoc Sztaufom.

Co ty powiadasz, kardynale? Jeśli na pomoc Sztaufom, to przeciw Stolicy Apostolskiej! A

skąd  tam  w  tych  odległych  stronach  –  taki  pomysł?!  Zupełnie  tego  nie  mogę  zrozumieć.
Czyżby biskup Albert stanął po stronie Sztaufów i zaczął mieszać się w nie swoje sprawy?

W żadnym razie, Ojcze Święty – wiedziałbym o tym! Wielu przeciwników księcia halic-

kiego uciekło na Węgry, które on uważał do tej pory za przyjazne, bo przecież przez księż-
niczkę Eufrozynę jest skoligacony z panującą na Węgrzech dynastią. A tu nagle Węgry po-
magają jego wrogom! Wie ów książę, że krucjata pokonała Cesarstwo Bizantyjskie, z którym
wszystkie prawie księstwa ruskie były związane sojuszami. Bizancjum pokonali rycerze pod-
legli Stolicy Apostolskiej. Przeciw Rzymowi i tobie, Ojcze Święty, są Sztaufowie, stąd też ów
książę zawarł z nimi sojusz jako z twoimi wrogami.

Widzę, że ów książę wyśmienicie orientuje się w świecie. Musi więc mieć swoich ludzi na

wielu dworach. Nie chce mi się w to wierzyć. Mogłoby jakieś wschodnie książątko próbować
mnie akurat wybierać sobie za wroga i tak subtelną prowadzić grę polityczną? A nie jest to
przypadkiem jeno twoje przypuszczenie, kardynale Stefanie? Albo już tylko przypuszczenie
biskupa Alberta? A którędy chce on iść do Saksonii? Przez Węgry?

Na tyle najpewniej nie jest nierozsądny. Pójdzie chyba przez Polskę.

Trzeba o tym uprzedzić arcybiskupa gnieźnieńskiego. Ciekawe, dlaczego nie on, a biskup

Albert informuje Kurię o wydarzeniach w księstwach ruskich?

Nie pomyślałem o tym, Wasza Świątobliwość.

background image

52

Widzisz.  Natychmiast  wysyłaj  umyślnego  do  Kietlicza.  Jeśli  Kietlicz  potwierdzi  twoje

przypuszczenia, trzeba przygotować listy do tego ruskiego księcia. W listach objaśnijcie mu
oględnie, że sprzyjając Sztaufom działa przeciw Stolicy Apostolskiej. Napisz, iż wierzymy, że
nie czyni tego świadomie ani za namową Bizancjum, bo właśnie zostało ono przez krucjatę
pokonane i w Konstantynopolu rezyduje przedstawiciel Kościoła rzymskiego. Zaproponuj mu
sojusz.

Wasza Świątobliwość! Z doniesień biskupa Al– berta wynika, że oni wiedzą na Rusi o klę-

sce Cesarstwa Bizantyjskiego.

Właśnie dlatego daj w liście tę zjadliwą uwagę. Jeśli jest on taki dobry, za jakiego można

go uważać – zrozumie! Jak on się zowie?

Roman Mścisławicz...

A więc ojcem jego był Mścisław? Eufrozyna węgierska to jego siostra? Zatem rzeczywiście

jest skoligacony z dynastią węgierską i miał prawo oczekiwać od Węgrów pomocy. Może i
jest coś w tym, o czym mówiłeś, kardynale Stefanie... Martwi mnie to, że arcybiskup gnieź-
nieński milczy w tej sprawie, a szczegóły podaje biskup Albert. Pilnie posłańca do Gniezna
wysyłajcie!

Wasza  Świątobliwość,  chciałbym  jeszcze  powiedzieć  słowo  o  czymś,  co  ma  związek  z

czwartą krucjatą.

Mów, biskupie Huguccio, jeśli to ważne, co masz nam do przekazania. Jeszcze przed zaję-

ciem  Konstantynopola,  na  wio–  snę  tego  roku,  kiedy  wiadomym  już  było,  że  krzyżowcy  z
nowo obwołanym na cesarza Bizancjum – księciem Aleksym – zmierzają ku miastu, uciekli z
niego żyjący jeszcze Komnenowie: Aleksy i Dawid, skoligaceni z  ostatnim cesarzem z tego
rodu: Andronikiem I Komnenosem. Mieli ze sobą znaczne oddziały! Poszli wzdłuż brzegów
Morza Czarnego aż do Trebizondy, którą zdobyli, nie bez życzliwego przyzwolenia  gruziń-
skiej  królowej  Tamary,  przez  którą  byli  przyjmowani.  Wiem  to  od  Ormian,  którzy  dotarli
stamtąd  do  Małej  Armenii.  Zdobyty  teren  Bizantyjczycy  nazwali  Cesarstwem  Trebizondy.
Przed miesiącem z górą zajęli nadto: Synopę, Paflagonię i Herakleę Pontyjską.

Mamy więc już dwa cesarstwa greckie na miejsce jednego?

Żeby  tylko,  Ojcze  Święty!  Stąd  też  i  moje  rozdrażnienie,  bo  w  następstwie  czwartej  wy-

prawy  dostaliśmy  jedno  słabe  Cesarstwo  Łacińskie,  a  powstało  kilka  silnych  greckich!  Tak
więc  na  południowym  wschodzie  mamy  dwa  greckie  cesarstwa:  Nicejskie  i  Trebizondy.
Nadto  kilku  bizantyjskich  możnowładców  i  dowódców  wojskowych  zajęło  i  inne  terytoria
ogłaszając niezależne państwa. I tak: w Samsunie koło Miletu rządzi Saba Asidenos, w Fila-
delfii Teodor Menkafas, w dolinie Meandru – Manuel Menrozomes. A do tego wszystkiego
Michał Angelos, kuzyn Izaaka II Angelosa, ubiegł naszych w dobywaniu wybrzeża Pelopone-
zu i między Serbią a Bułgarią zajął znaczny teren od miasta Kraje po Naupaktos i ogłosił go
Despotatem Epiru. Otoczone jest więc Cesarstwo Łacińskie ze wszech stron wrogimi teryto-
riami i trzeba być doprawdy po– zbawionym wyobraźni, by tak jak łacinnicy uważać, że wraz
ze  zdobyciem  Konstantynopola  złapało  się  byka  za  rogi...  Ja  uważam,  że  na  razie  Francuzi
złapali byka za ogon! Wenecjanie zabrali wyspy, mają flotę najsilniejszą, tak że tylko oni w
swoich zdobyczach są niezagrożeni. A ponieważ doża Dań”  dolo nie składał przysięgi wa-

background image

53

salnej cesarzowi Baldwinowi, stąd nawet jeśli Cesarstwo Łacińskie będzie zagrożone, Wene-
cja nie musi mu pomagać.

Biskupie Huguccio, w tak ciemnych barwach namalowałeś sytuację,

że  nic  tu  nie  widać

poza czernią.

O innych kolorach mówiliśmy poprzednio.

Uważasz więc, że położenie Cesarstwa Łacińskiego jest po prostu beznadziejne?

Nie,  Wasza  Świątobliwość,  tak  nie  uważam.  Wiele  zależy  od  Bułgarii.  Jeśli  Kałojan  po

otrzymaniu korony pomoże Cesarstwu – ostanie się ono i może z czasem być bazą dla wy-
praw ku Ziemi Świętej, jeśli zaś Bułgaria ruszy z jednej strony, a Laskaris z drugiej, to szansę
łacinników są niewielkie, prawie żadne! Chyba że nagle stanie się coś w Sułtanacie Ikonium,
bo zmarł tam niedawno władca dotychczasowy Kilidź – Arsian III i nowy Kajchusrew może
na  przykład  uznać  resztki  bizantyjskiego  cesarstwa  za  godne  zawładnięcia,  wtedy  stanie  do
walki  przeciw  Laskarisowi.  Wówczas  Bułgaria  nie  będzie  ryzykowała  ataku  na  Cesarstwo
Łacińskie, ale może też stać się inaczej i Laskaris zawrze przymierze z nowym sułtanem Iko-
nium, a wtedy klucz do sprawy Cesarstwa Łacińskiego będzie leżał już nie tylko w Bułgarii...

Smutne to, co mówisz. Wszystko więc w ręku Boga i Jego, w tej chwili najważniejszego

sługi – kardynała Leona, który niechaj najrychlej uda się do Bułgarii!

background image

54

ROZDZIAŁ VII

3 GRUDNIA A.D. 1205

Zobaczmy,  co  wokół  nas  wydarzyło  się  w  ostatnim  roku,  i  co  zagraża,  a  co  sprzyja  Ko-

ściołowi rzymskiemu. O wypowiedź proszę najpierw ciebie, kardynale Leonie.

Opowiedziałem Waszej Świątobliwości i wszystkim z osobna wrażenia z pobytu w Tyrno-

wie i niezadowolenie Kałojana z królewskiej korony. Czyniłem, co tylko było możliwe, aby
temu zaradzić. I najpewniej zabiegi moje byłyby udane, gdyby nie bezmyślne działanie Kon-
stantynopola. Oto wczesną wiosną tego roku Henryk z Flandrii, brat cesarza Baldwina I, ru-
szył przeciw Cesarstwu Nicejskiemu i pobił wojska Teodora Laskarisa pod Poimanenonem.
Wtedy właśnie ja namówiłem Kałojana, aby zawarł sojusz z Baldwinem I dla wspólnego roz-
gromienia Greków, ale nasi, mimo moich przekonywań, odrzucili bułgarską pomoc. To było
niesłychane! Jak można po kilku zwycięstwach popaść w taki grzech buty i nie patrzeć poza
czubek własnego nosa. Nawet wstawiennictwo biskupa Huguccio nie pomogło. Konstyntyno-
pol stanowczo odrzucił po– moc Bułgarów. Udałem się wówczas do Rzymu, bo skompromi-
towany,  co  miałem  czynić  innego?  Zaraz  potem  wybuchło  greckie  powstanie  w  Tracji.  Za-
częło się w mieście Didymoteichos,  gdzie Grecy rozbili oddział  hrabiego Hugona de Saint-
Paul, a jego samego zabili, opanowawszy twierdzę górującą nad miastem. Później powstańcy
skierowali się na Adrianopol, skąd bez żadnej walki uciekli Wenecjanie. Wtedy to właśnie do
Tracji wkroczył Kałojan z armią wspartą przez Kumanów. Hrabia Henryk z Flandrii i hrabia
Ludwik z Blois przerwali swój atak na Cesarstwo Nicejskie i wspólnie z Baldwinem I ruszyli
przeciw Bułgarom. W połowie kwietnia starli się w długiej i okrutnej bitwie pod opuszczo-
nym przez Wenecjan Adrianopolem...

A nie mówiłem, Wasza Świątobliwość, że Wenecjanie nie pomogą Cesarstwu Łacińskiemu

w zagrożeniu!

Dlatego też nie zdjęliśmy z nich, biskupie Huguccio, nałożonej  na początku czwartej wy-

prawy krzyżowej klątwy, o czym trzeba im i całemu światu przypomnieć... Ale dajmy skoń-
czyć kardynałowi Leonowi.

Obok Bułgarów i Kumanów także powstańcy greccy z Tracji stanęli do bitwy przeciw na-

szym.  Siły  więc  były  nierówne.  Wojska  Cesarstwa  Łacińskiego  zostały  rozbite.  Zginął  Lu-
dwik  z  Blois,  a  cesarz  Baldwin  dostał  się  do  niewoli  i  jest  przetrzymywany  w  tyrnowskiej
twierdzy. Po bitwie adrianopolskiej Kałojan wrócił do Tyrnowa, a na dowódcę części swoich
wojsk mianował bojara Preseku Szyszmana, który ruszył przeciw Królestwu Tesalonik Boni-
facego z Montferratu. Wojska bułgarskie zdobyły kilka twierdz mniejszych i obiegły tej jesie-
ni Tesaloniki, choć przed zimą odstąpili od murów. Taki oto jest stan rzeczy pomiędzy Bułga-
rią a Cesarstwem Łacińskim na dzisiaj...

Nie winie cię, kardynale Leonie, za cokolwiek. Uczyniłeś wszystko co możliwe, żeby zda-

rzenia potoczyły się inaczej, ale powiedz, czy mam prawo mniemać, że Kałojan, mimo zaufa-
nia, jakim go obdarzyłem, mimo korony, nie poczuł się zależny od Stolicy Apostolskiej?!

background image

55

Takie właśnie wrażenie odniosłem, Ojcze Święty. Powiem więcej, zaatakowałby on Cesar-

stwo Łacińskie, nawet gdyby nie był koronowany na króla. W Bułgarii wszyscy nadal tytułują
go carem, a on sam koronę, berło i chorągiew przywiezioną od ciebie, potraktował bardziej
jak lenne dary, a nie wyróżnienie.

Aż tak? Tegoś wcześniej nie mówił!

Bo nie chciałem denerwować Waszej Świątobliwości.

W sprawach dotyczących interesów Kościoła rzymskiego znać muszę prawdę, nawet gdyby

była gorzka. Co we Francji, kardynale Robercie de Curson? Podobno przygasł konflikt z An-
glią o Normandię?

Tak się stało. Wasza Świątobliwość, dzięki zajęciu Normandii przez naszego króla – Filipa

II.

A ja naiwny myślałem, że to mój list do Filipa II przerwał ów konflikt...

Ojcze Święty! Nikt we Francji nie miał pretensji do ciebie o poparcie praw lennych Jana.

Nam szło jedynie o to, by zgodnie z wyrokiem sądu lennego Normandia wróciła do Francji.
Kiedy to się stało, nie było już powodu do konfliktu. Mimo wszystko list Waszej Świątobli-
wości pomógł ogromnie.

Powiadasz, dostojny kardynale, że „ pomógł ogromnie” . Cieszę się z takiej twojej oceny.

Cieszę się też, że ty i podlegli ci biskupi francuscy na spotkaniu w Nantes w sierpniu przed
dwoma laty jak jeden mąż przyjęliście stanowisko, że – pozwolisz, zacytuję wasz list – „ Pa-
pież nie powinien wtrącać się w sprawy prawa lennego i wasali...”  Dziękuję ci więc, kardy-
nale, nie tylko za ocenę, ale i za pouczenie!

Widzę, Ojcze Święty, że zaproszony zostałem dla wysłuchania nagany.

Nie mylisz się, kardynale! Słowa moje traktuj jako naganę i ostrzeżenie.

Ojcze Święty, ależ my w trudnym znajdujemy się położeniu. Kiedy król zwołuje wszyst-

kich świeckich  i  duchownych  baronów  królestwa  i  kiedy  trzeba  jawnie  zająć  stanowisko  w
sprawie – czy mógłbym nakazać biskupom, aby wypowiedzieli się przeciw królowi, przeciw
wprowadzeniu  słusznego  wyroku  sądu  lennego  odbierającego  Anglii  Normandię?  Wszyscy
francuscy  książęta,  hrabiowie  i  baronowie  świeccy  uznaliby  takie  stanowisko  za  zdradę  oj-
czyzny.

Skrajne prezentujesz, kardynale, argumenty. Nikt od ciebie nie wymagał zdrady własnej oj-

czyzny ani stawiania duchowieństwa przeciw rycerstwu. Ja mam pretensję o to, żeś nie pa-
miętał przed spotkaniem w Nantes – czyim ty jako kardynał jesteś wasalem i komu składałeś
śluby  lenne.  Czyżbyś  śluby  takie  składał  królowi  Filipowi?  Znasz  prawo  lenne  i  wiesz,  że
wasal mając kłopoty winien zwrócić się o pomoc i radę w pierwszej kolejności do tego, komu
podlega,  a  ty,  kardynale  Robercie,  podlegasz  Stolicy  Apostolskiej,  a  nie  Filipowi  II.  Jemuś
podlegał, kiedy byłeś nie kardynałem Robertem, a hrabią Robertem de Curcon! Gdybyś pa-
miętał o swoich powinnościach kardynała i legata papieskiego, to przed debatą sądu lennego
w sprawie Normandii przyjechałbyś do Rzymu  do mnie, by wywiedzieć się, jakie jest moje

background image

56

zdanie w tej sprawie i jakie też stanowisko moi lennicy – biskupi francuscy – po– winni zająć
w  Nantes!  Wówczas  powiedziałbym  tobie,  że  prawa  lennego  należy  przestrzegać,  a  miast
wieść spór o Normandię, należy ją przekazać jako lenno dla Kościoła rzymskiego  i  u  mnie
ubiegać się o rozstrzygnięcie sporu. Czyż bowiem wszyscy królowie nie z rąk moich przed-
stawicieli mają korony, a więc czyż nie są wszyscy lennikami Stolicy Apostolskiej?! Jeśli się
tego nie będzie przypominać, to wówczas najpierw Normandię zajmą  Francuzi, a później o
nią rozgorzeje wojna między Francją i Anglią. A czy takie wojny są nam potrzebne? Królo-
wie chrześcijańscy, którzy popełniają grzech wojny między krajami należącymi do Kościoła
rzymskiego – grzechu tego winni się wstydzić i za grzech taki odpokutować. Mało to mamy
pogańskich krajów do nawrócenia, żeby siły własne i rycerstwo na konfliktach między sobą
wytracać?! Zawiniłeś, kardynale, tym, że wziąłeś na siebie rolę tylko kardynała francuskiego,
zapominając o roli, jaką ci Stolica Apostolska przypisała: legata papieskiego we Francji. Nie
ma, Robercie, „ Kościoła francuskiego” , jest tylko jeden we wszystkich krajach chrześcijań-
skich – Kościół rzymski. Przywołuję cię do porządku, kardynale Robercie, i ostrzegam jedno-
cześnie! Prawo lenne dotyczyć może tylko świec– kich książąt, ale prawo Boskie nie uznaje
takich ograniczeń!

Zawiniłem, Ojcze Święty. Sądziłem, że sprawa ma tylko wymiar prawny i dotyczy przyję-

cia lub odrzucenia przez Kurię wyroku francuskiego sądu lennego.

Lepiej zwykłe domniemanie zamienić na pewność. Z tych to względów liczyłem na twoje

przybycie do Rzymu przed debatą sądu lennego w Nantes... Ale dajmy już temu spokój. Dla
mnie ważne jest, czy właściwie pojmujesz sens moich uwag?

Tak, Ojcze Święty!

To dobrze, to bardzo dobrze, kardynale Robercie, bo już myślałem, że sprawy wiary scho-

dzą we Francji na plan dalszy... Proszę cię teraz, arcybiskupie Kietliczu. Wyjaśnij, dlaczego
ów książę ruski chciał iść do Saksonii na pomoc Sztaufom?

To nie jest taka prosta sprawa, Wasza Świątobliwość.

Ale przecież nie dopuściliście do przejścia oddziałów ruskich przez Polskę?!

Tak, ale rzecz ma swój początek wcześniej.

Mów więc po kolei.

Oto za panowania naszego króla Kazimierza Sprawiedliwego,  wtedy Ojcem Świętym był

Urban III...

Na  litość  boską  –  arcybiskupie!  Powiadasz:  „  za  panowania  naszego  króla  Kazimierza

Sprawiedliwego, Ojcem Świętym był Urban III” ... Opanuj się! A kto znał waszego króla po-
za najbliższymi sąsiada– mi Polski, no i może Kurią papieską?! Chciałeś powiedzieć, że rzecz
miała miejsce w czasach, kiedy Ojcem Świętym był Urban III, cesarzem Fryderyk I Barbaros-
sa, a w Polsce był królem, jakże mu było?...

Kazimierz Sprawiedliwy.

Właśnie! Tak więc winieneś zacząć swoją opowieść.

background image

57

Wybacz, Wasza Świątobliwość. Fakt, inaczej rzeczy widać z Rzymu niż z Gniezna. Winie-

nem więc zacząć tak, jak rzekłeś, Ojcze Święty. Należało też dopowiedzieć, że rzecz miała
swój początek w czasach potęgi Sztaufów. Wtedy to Węgrzy chcieli opanować miasto Halicz
i ziemie okoliczne przyłączyć do swojego państwa. Ówczesny książę ruski zwrócił się o po-
moc do cesarza, a ten do naszego króla. Na czele polskich oddziałów stanął wojewoda kra-
kowski Mikołaj i wespół z ruskimi wojskami obronili Halicz i księstwo ruskie przed Węgra-
mi. Tak więc, kiedy książę wołyński Roman Mścisławicz rozbił wszystkich swoich przeciw-
ników na wschodzie i uznał, że ma silną drużynę, zgodził się odwzajemnić pomocą Sztaufom
w walce z Welfami i postanowił wyruszyć do Saksonii. Uważał też, że skoro dawniej Polacy
na  zalecenie  Sztaufów  pomogli  Rusi  Halickiej,  to  teraz  nie  tylko  przepuścimy  jego  wojsko
przez Polskę, ale przyłączymy się do jego drużyny i wspólnie pójdziemy do Saksonii. O tym
zamierzonym  marszu  nawet  nas  Roman  Mścisławicz  nie  uprzedził,  uznając,  że  wystarczy
podać cel wyprawy, byśmy przyłączyli się do jego wojsk. Dziękuję ci, biskupie Albercie, żeś
powiadomił mnie o tym, żałuję zaś, że nie bezpośrednio przez Kurię, bo w ten sposób straci-
łem  wiele  czasu.  Gdybym  o  sprawie  wiedział  ze  dwa  miesiące  wcześniej,  może  mógłbym
zapobiec wyprawie i przelaniu krwi ruskiej i polskiej, a tak, kiedym otrzymał listy od Ojca
Świętego – wyprawa ruszyła i mogłem zrobić tylko jedno – spowodować, by  nasze wojska
stanęły na jej drodze. Zresztą książę Roman Mścisławicz do końca uważał, że to jakieś tylko
nieporozumienie. Nawet wówczas, kiedym przeczytał mu list od Ojca Świętego, mówiący o
niestosowności wyprawy, zażądał od dowodzącego naszymi wojskami – księcia krakowskie-
go Leszka Białego – aby wojska nasze, jeśli nie chcą przyłączyć się do niego – natychmiast
zeszły mu z drogi. Polski rycerz nie daruje zniewagi, kiedy to obcy dowódca wydaje mu pole-
cenia na jego własnej ziemi. A wówczas drużyna ruska doszła już do brzegów Wisły pod Za-
wichostem i tu przeciw niej stanęło rycerstwo nie tylko krakowskie, ale i Konrada Mazowiec-
kiego.  Żadne  dalsze  rozmowy  ani  perswazja  nie  pomagały,  wobec  czego  doszło  do  walki.
Drużynę mieli bitną, ale uzbrojoną słabo. Dlatego jak nasi ruszyli, to już w pierwszym ataku
wojska ruskie rozpierzchły się. A że Wisłę mieli za plecami, niewielu się uratowało. Książę
Roman Mścisławicz zginął, a dwu jego młodych synów: Daniela i Wasyla przygarnął książę
Leszek Biały.

Skoro teraz żaden cesarz niemiecki nie będzie żądał wsparcia dla ruskich książąt przeciw

Węgrom, to może byście wespół z Węgrami ów Halicz i księstwo ruskie przejęli?

Sprawa wymaga rozważenia, Ojcze Święty. Będę na ten temat z naszymi książętami roz-

mawiał. Musimy ocenić siły swoje, bo zaatakowawszy księstwo halicko-wołyńskie, możemy
mieć dziesięć pozo– stałych księstw ruskich przeciw sobie.

Mówiąc o współpracy polsko-węgierskiej dla przejęcia księstwa ruskiego, na myśli miałem

nie czyn wojenny, a inne rozwiązanie. Macie przecież w Krakowie, jak dobrze zrozumiałem,
obu synów zmarłego księcia Romana. A co, Leszek Biały nie ma córek?

Tak się składa, Wasza Świątobliwość, że nie ma.

Ale są najpewniej w Polsce jakieś księżniczki?... No nie śmiejcie się, przecież co do tego

nie mam wątpliwości, jeśli jest tam tylu książąt...

Co do Węgier...

Mów, arcybiskupie Kietliczu.

background image

58

Dowiedziałem się od arcybiskupa Budy, że przed blisko dwoma laty król Emeryk uzyskał

zgodę Waszej Świątobliwości na koronację swego małoletniego syna Władysława.

Król złożony był chorobą, jak mi powiedziano – śmiertelną, a brat jego złożył śluby udziału

w krucjacie, tak że nie mogłem nakazać odwoływać go z Konstantynopola. A Węgry musiały
mieć władcę.

My w Polsce dziwiliśmy się koronacji na Węgrzech pięcioletniego pacholęcia, podczas gdy

u nas nie ma w ogóle koronowanej głowy.

Tu cię boli, arcybiskupie Henryku! Tegom się zresztą spodziewał. Proszę, więc powiedz,

którego  z  waszych  licznych  książąt  mam  koronować,  albo  też  który  z  nich  złożył  mi  śluby
lenne? Nie znam takiego! Trzeba było przywieść go do Rzymu, jak to uczynił biskup Paryża z
aragońskim księciem Piotrem, który wyjechał stąd jako król Piotr II.

U  nas  w  walce  o  tron  żaden  z  książąt  nie  uzyskał  przewagi.  Mieszko  Stary  zmarł  przed

trzema laty, a pozostali walczą z sobą o pozycję seniora.

To niech się dogadują – czekam, ale z tych to względów nie wypominaj mi, arcybiskupie,

węgierskiej koronacji. Tym bardziej że nie jest to – jak najpewniej wiesz – takie już ważne.
Młody król Władysław zmarł w maju, zgodziłem się więc na przejęcie tronu przez brata Eme-
ryka  –  Andrzeja.  Z  nim,  królem  Andrzejem  II,  twoi  książęta  powinni  układać  się  na  temat
Halicza i całego tego ruskiego księstwa. Bacz jednak na to, że Węgrzy w oczach moich wiel-
kie mają zasługi dla Kościoła rzymskiego. Król Andrzej brał udział w wyprawie krzyżowej,
zaś Emeryk pomógł Kurii w przekonaniu pana Bośni – Kulina – do naszego Kościoła, jako że
ten żył w grzechu nad bogomilskimi heretykami mając pieczę. Dzięki też Emerykowi – Ser-
bia uznała moją zwierzchność... A co uczynili dla Stolicy Apostolskiej twoi książęta?

Zatrzymali wojska ruskie na drodze do Saksonii!

To fakt i chwała wam za to, jednak Węgrzy pozyskali dla Kościoła aż dwa kraje: Bośnię i

Serbię.

Porozmawiam z moimi książętami i przekażę im uwagi Waszej Świątobliwości.

Czy jeszcze ktoś z was chciałby coś dopowiedzieć?

Nie jestem zadowolony z tego, co powiedziano, Ojcze Święty, o stanie rzeczy w świecie i

sytuacji Kościoła rzymskiego.

Ty, kardynale Stefanie – wiecznieś niezadowolony.

Może tak pojmuję swoją rolę i swoje zadanie będąc zarządcą Kurii.

To cię rzeczywiście w jakiś tam sposób tłumaczy. Z czegoś więc niezadowolony?

Na  południowym  wschodzie  nie  możemy  rozszerzać  dominiów  Kościoła  łacińskiego,  bo

Bułgaria trzyma nas w szachu. Na południu i zachodzie robi to sułtan Saladyn wespół z We-
necjanami,  tak  więc  jedyną  mamy  szansę  w  zjednoczeniu  lub  pokonaniu  książąt  ruskich  i

background image

59

walce  biskupa  Alberta  z  nadbałtyckimi  poganami.  Rozszerzać  dominia  możemy  w  chwili
obecnej  tylko  na  wschód,  a  uczynić  tego  nie  można  bez  zaangażowania  polskiego  lub  za-
chodniego rycerstwa. Mamy wprawdzie Zakon Kawale– rów Mieczowych w  Inflantach, ale
słabi są jeszcze. Polskie rycerstwo też na wschód się nie kwapi. Stąd stan taki nazwałem nie-
zadowalającym – i przy tym obstaję.

Jeśli tak na rzecz patrzeć, to rzeczywiście nie ma się z czego za bardzo cieszyć ani też wiele

na najbliższe lata oczekiwać. Zapominasz jednak, kardynale Stefanie, że czuwa nad nami Bo-
ża Opatrzność, która łacno zmienić może to, co się Kościołowi rzymskiemu opiera. Czymże
my jesteśmy? Jeno sługami Bożymi! Jeśli jest tak, jak mówisz, widocznie Bóg tak chce i my
tego  nie  zmienimy,  ale  może  jutro  Bóg  będzie  chciał  inaczej?...  Powiadasz  oto,  że  Kałojan
bułgarski trzyma nas w szachu. Trzyma więc w szachu ów niewdzięcznik Kościół rzymski!
Czy sądzisz, że Bóg długo będzie mógł patrzyć na lekceważenie Kościoła? Nie sądź więc tak
stanu  spraw,  kardynale  Stefanie,  bo  małej  byłbyś  wiary...  Oceniajmy  wszystko  spokojnie,
pamiętając, że jest jeszcze Opatrzność i kara Boża. Jeśli zaś wierzycie w nią, w co nie wątpię,
to módlcie się o karę dla niewdzięcznika i bezbożnika Kałojana, a modlitwy nasze na pewno
zostaną wysłuchane...

ROZDZIAŁ VIII

15 KWIETNIA A.D. 1206

Ojcze Święty! W czas pobytu mego w Rzymie, pomarł jeden z podległych mi biskupów.

Nie  wiem  doprawdy,  czy  z  braku  roztropności,  czy  też  w  jakiejś  złości  zaślepionej  książę
wielkopolski upomniał się o prawo do zaboru majątku po zmarłym i z „ prawa”  tego niecnie
skorzystał.  Tu  wszak  przypomnieć  chciałem,  że  już  od  ćwierćwiecza  książęce  prawo  „  ius
spolii”    cofnięte  zostało  na  spotkaniu  biskupów  z  królem  Kazimierzem  Sprawiedliwym  w
Łęczycy. Myślałem nasamprzód, że było to właśnie nieprzemyślane wykorzystanie mojej w
Gnieźnie  nieobecności,  alem  rozmawiał  z  księciem  i  widzę,  że  w  za–  ślepieniu  szatańskim
żyje  Władysław  Laskonogi.  Mimo  próśb  moich,  od  czynu  niecnego  nie  odstąpił  i  majątek
biskupi zatrzymał! Nadto jeszcze innych przywilejów dla siebie  zażądał, a to: współdecydo-
wania  w  obsadzaniu  urzędów  kościelnych,  ściągania  danin  i  zwalniania  z  dziesięcin  należ-
nych Kościołowi w Wielkopolsce!... Wykląłem księcia, za co ten nakazał siłą wyrzucić mnie
z granic księstwa, tak że list ten piszę z Krakowa, korzystając z gościnności księcia Leszka
Białego.  Proszę  cię,  Ojcze  Święty,  o  zgromienie  bezbożnika  i  gwałciciela  praw  ludzkich  i
Boskich. Pewien jestem, że pozostali książęta – a to Konrad Mazowiecki i Władysław Odo-
nic, i Henryk Brodaty – staną murem w obronie interesów Kościoła rzymskiego w Polsce. Tu
w Krakowie na postanowienia twoje oczekują.

Henryk Kietlicz

arcybiskup gnieźnieński

21 WRZEŚNIA A.D. 1206

No i co, mój ty wygnańcze! Miast w Gnieźnie Kościołowi służyć – tu w Rzymie kłopotów

mi przysparzasz. A mówiłeś, że wystarczy, bym tylko list do książąt polskich posłał, a ci mu-
rem w obronie interesów Kościoła staną. I co? Żaden nie pociągnął przeciw księciu Włady-
sławowi, a tobie przyszło salwować się ucieczką do Rzymu! A mówiłeś, że powinienem któ-
regoś z nich koronować na króla Polski...

background image

60

Nie jest tak źle, Wasza Świątobliwość. Mógłbym dowolnie długo przebywać w Krakowie u

księcia Leszka, jeno wymyśliłem rozwiązanie sprawy, które pilnej rozmowy i akceptacji Ojca
Świętego wymagało.

A cóż to za rozwiązanie tajemnicze?

Kiedy prześladowany byłem przez księcia Władysława, skryłem się w klasztorze cystersów

w Łeknie. Tam to wraz z opatem zamyśliliśmy nawracać Prusów. Można byłoby tam właśnie
stworzyć biskupstwo podobne do inflanckiego. Mógłbym być wówczas nie tylko arcybisku-
pem gnieźnieńskim, ale i legatem Waszej Świątobliwości do chrystianizacji Prusów. Legata
papieskiego książęta nie będą próbowali poniewierać!

Przecież w drogę wchodzić sobie będziecie z biskupem Albertem!

Ależ  skądże,  Wasza  Świątobliwość.  Biskup  Albert  z  Zakonem  Kawalerów  Mieczowych

wylądowali  u  ujścia  rzeki  Dźwiny,  znajdującej  się  w  takiej  odległości  od  granic  Polski  jak
Brema  od  Gdańska.  Jeśli  zaś  pomiędzy  tymi  miastami  leżą  i  Niemcy,  i  Polska,  to  między
Gdańskiem a Rygą zmieszczą się dwa biskupstwa!... Kraj Prusów ciągnie się od rzeki Wisły
aż po Niemen. Za Niemnem jest Litwa, a dopiero na północ od Litwy znajduje się kraj Liwów
– Inflanty, gdzie ma diecezję biskup Albert. Ja zaś nie o Litwinach, sąsiadach Inflant, mówię,
a o Prusach, sąsiadach Polski. Przed wyjazdem do Rzymu zarządziłem, aby mnisi cysterscy z
Łekna zaczęli się zapuszczać w głąb pruskich ziem, chcę bowiem lepsze mieć o nich informa-
cje. Proszę cię, Ojcze Święty, o zaakceptowanie tego zbożnego zamysłu. Jeślibym, zaś został
przez Waszą Świątobliwość powołany na legata do spraw Prus, to żaden z naszych książąt nie
śmiałby wyrządzić mi takiej zniewagi, jakiej dopuścił się książę Władysław.

Dostojny arcybiskupie Henryku, czy sądzisz, że jeśli powołam cię na legata papieskiego, to

dodany ci będzie autorytet? A jeśli oto wrócisz z mianem legata do Gniezna, a twój książę nie
wpuści cię do miasta?! Co wtedy? Wtedy nie będzie to już konflikt między księciem świec-
kim i duchownym, będzie to konflikt między księciem polskim a papieżem. Wtedy też, aby
autorytetu legata nie narażać, będę musiał prosić innych władców o pomoc, a to oznacza, jak
łatwo się domyślisz -– wojnę! Jeśli więc poproszę czy to króla Węgier Andrzeja, czy Niemiec
Ottona – prośbę moją z chęcią wykonają, rujnując przy okazji kilka miast i zabierając jakiś
spłacheć  waszej  ziemi!...  Czy  aby  na  pewno  tego  chcesz,  arcybiskupie  gnieźnieński?...  Zaś
sprawą Prus zainteresowany jestem bezspornie. Każdy poganin przywiedziony do owczarni –
powiększa  stado  i  pasterz  rad  z  tego  bywa.  Stąd  cieszy  mnie  twoja  propozycja,  ale  musi
przyjść na nią pora stosowna. Mnisi cysterscy mogą ruszyć do kraju Prusów, ale ani biskup-
stwa, ani też legata jeszcze powoływał nie będę. Musisz, arcybiskupie, sam przede wszystkim
zadbać  o  swój  autorytet,  ja  ci  mogę  w  tym  tylko  pomóc.  Już  jako  arcybiskup  gnieźnieński
przedstawicielem jesteś najwyższym Stolicy Apostolskiej w Polsce i powagę tego przedsta-
wicielstwa musisz sam podnieść, Jeśli z jakichś powodów podupadła. I wierzaj mi, w pracy
dla Kościoła nie chodzi o sukces chwili, uzyskany przez nominację na legata, czy jedno wię-
cej biskupstwo. Pracować trzeba przez lata i lata, aby na trwałe pozycję Kościoła rzymskiego
umacniać. Czyżem ja zniechęcił się tym, że Wenecjanie przejęli kontrolę nad ostatnią krucjatą
albo że bułgarski Kałojan miast ucieszyć się z korony królewskiej, za szykanę ją uznał, albo
że Sztaufowie przeciw Państwu Kościelnemu spiskują?... Nie, nie zniechęciłem się przeciw-
nościami,  przeciwnie  –  one  właśnie  zmuszają  mnie  do  tego,  by  takie  znaleźć  rozwiązania,
które trwały sukces Kościołowi rzymskiemu przyniosą! Kościół trwa już od blisko dwunastu
wieków, a trwał będzie jeszcze raz tyle i tysiąc razy po tysiąc tego czasu Jeśli nie zechcemy

background image

61

wszystkiego naraz i za każdą cenę! Czyż Jezus nie uczył nas cierpliwości i powolnego docho-
dzenia swoich racji?! A iluż miał uczniów swoich? Najpierw wątpili wszyscy, a później do-
piero pojawili się ci nieliczni, co uwierzyli, ci, którym zaufał. Komu z książąt polskich ty za-
ufać możesz? Jest nim książę Władysław z owym dziwnym przezwiskiem?

Zwie się „ Laskonogi” , co u nas oznacza długonogiego... Nie darzę go zaufaniem z powo-

dów, o których mówiłem.

Właśnie! Jeśli jemu zaufać nie możesz, to list mój o przestrzeganiu praw Kościoła w Polsce

i przywoła– nie owego księcia do porządku trzeba do pozo– stałych książąt skierować, a nie
do niego. W pierwszej zaś kolejności do tego, któremu ufasz najbardziej.

Ufam Leszkowi Białemu z Krakowa.

Do niego więc napiszmy, a on niech pozostałych – z wyjątkiem winowajcy – o treści po-

wiadomi.  Jeśli  właściwie  będziesz  postępował,  najpierw  Leszek  Biały,  a  później  pozostali
przyjmą twoje racje, bo są one racjami Kościoła rzymskiego, a więc wygrać muszą! Ale czy
wszystkie? Rozumiem, że świecki książę nie może mieszać się do obsadzania stanowisk ko-
ścielnych, ściągania czy zwalniania z należnych nam prawem odwiecznym podatków, ale na
przy– kład w sprawach ziemi powinni decydować świeccy władcy! Wracaj więc z moim li-
stem do Polski i  nie  ryzykuj  autorytetu  swego  Kościoła  w  Gnieźnie.  Udaj  się  do  Krakowa,
jeśli  ufasz  Leszkowi  Białemu.  Jak  zaś  się  wszystko  ułoży  z  jednym  księciem,  już  razem  –
przekonajcie  następnego!  Nie  zapominaj  też,  że  masz  u  każdego  księcia  swoich  biskupów,
których  winieneś z listem moim zaznajomić i którzy to biskupi wspierać  cię  powinni.  I  nie
śpiesz się przede wszystkim! Dla Kościoła, jak powiedziałem – nie jest takie ważne, czy bę-
dzie on szanowany w Polsce za rok, za dziesięć lat, czy za sto! Ważne jest, żeby tak się stało
w jakimś czasie. Dla Kościoła może się to wydarzyć już nawet za twojego następcy, albo i w
bardzo  odległej  przeszłości.  Cieszy  mnie  Jednak  twoja  chęć,  twoje  staranie,  by  stało  się  to
teraz, zaraz! Ja to też czynię, jeśli jest tylko możliwe. Powtarzam, arcybiskupie Henryku, z
całą mocą: jeśli jest to tylko możliwe! Jeśli zaś nie jest, trzeba się wstrzymać, widocznie jesz-
cze nie pora, jaką Pan nasz ustanowił.  Czy  rozumiemy  się  dostatecznie  dobrze?... Jeśli  tak,
wracaj do Polski i kiedy uznasz, że Kościół rzymski ma należyte poważanie u książąt, wów-
czas wrócimy do sprawy Prus, a może nawet i do biskupstwa tamże...

10 LUTEGO A.D. 1207

Ojcze Święty! Dzięki ci stokrotne za błogosławieństwo i rady pomocne. Do Krakowa do-

tarłem bez przeszkód żadnych. Książę Leszek Biały uznał w swoim księstwie wszystkie zale-
cone  przez  ciebie  wolności  Kościoła  rzymskiego.  Do  listu  mego  dołączyłem  prośbę  księcia
krakowskiego o poddanie się protekcji Waszej Świątobliwości. Liczę ogromnie, że protekcję
ową książę uzyska, bo daje to Leszkowi Białemu możliwość poparcia spraw Kościoła rzym-
skiego u wszystkich innych książąt polskich. Zasłużył on na to wyróżnienie, Ojcze Święty, bo
ustaleń podjętych przestrzega. Nie tak dawno nie on, a właśnie  kapituła krakowska wybrała
na biskupa Wincentego zwanego u nas Kadłubkiem. Jest on wielce oddany sprawom Kościoła
i Stolicy Apostolskiej, tak że bez obaw żadnych będę mógł udać  się do księcia Władysława
Odonica,  jego  na  biskupstwie  zostawiając.  Według  twoich  rad,  Ojcze  Święty,  postępuję  i
przysięgam, że do uznania wolności Kościoła w Polsce przez wszystkich książąt do– prowa-
dzę. Wierzę, że zadania tego nie będę musiał zostawić swemu następcy...

Henryk Kietlicz

arcybiskup gnieźnieński

background image

62

ROZDZIAŁ IX

22 PAŹDZIERNIKA A.D. 1207

Chciałbym od ciebie, dostojny biskupie Huguccio, porady prawnej w sprawie, która wydaje

mi się zagmatwana... Pamiętasz, jak odwiedziło Rzym duchowieństwo angielskie i jak zwró-
cili się z prośbą o powrót do Anglii kardynała Langtona?

Oczywiście, Wasza Świątobliwość. Pamiętam dokładnie. Wakowało wówczas arcybiskupstwo

Canterbury i kardynał Stefan zgodził się je objąć, co wywołało entuzjazm angielskich biskupów.

Otóż  to!  Wyboru  dokonano  latem  tego  roku  i  oczywiście  wybrany  został  na  arcybiskupa

Canterbury właśnie Stefan Langton. Sam dokonałem uroczystej konsekracji w Yiterbo, przed
odpłynięciem kardynała Stefana do Anglii. I oto wyobraź sobie, że Jan bez Ziemi nie zgodził
się  z  tym  pełnoprawnym  wyborem  i  zakazał  wjazdu  arcybiskupa  Stefana  do  Anglii.  We
wszystkich portach straże mają nakazane zakuć Langtona w łańcuchy i odprowadzić do lochu,
jeśli tylko pojawi się w Anglii! Sprawa rozeszła się po wszystkich krajach. Jeśli ją tak zosta-
wię, może być groźna! Jan bez Ziemi zagarnął majątki i dochody biskupstwa w Canterbury, a
na domiar złego i w Yorku, a arcybiskup Geoffrey z Yorku został przez niego wygnany z bi-
skupstwa. Co radzisz, jak mam postąpić w takiej sytuacji?

Rzeczywiście, Wasza Świątobliwość, zostawić tak sprawy nie można! Jeśli Jan bez Ziemi

zachorował na zwiększenie swych dóbr kosztem Kościoła rzymskie– go, to trzeba go z cho-
roby  najrychlej  wyleczyć.  Jest  to  bowiem  choroba  zaraźliwa!  Słyszałem  od  arcybiskupa
gnieźnieńskiego o podobnym przypadku w Polsce.

Tam biskup umarł.

Niewielka to różnica: umarł, wyjechał, nie został wpuszczony, tak czy owak, chodzi nie o

biskupów, a o przynależne im dobra.

Chodzi o jedno i drugie. Najpierw jednak o biskupów, bo mogą ich powołać kościelne kapituły

i nic tu książętom czy królom. Tak więc nie może nikt zabierać  majątku zmarłego biskupa, bo
nowego  wybierze  kapituła.  Jeśli  zaś  już  został  wybrany  -książę  nie  powinien  wyrażać  opinii
swojej na temat wyboru. Jeśli biskupi wybrali i Stolica Apostolska potwierdziła, znaczy – Bóg tak
chciał i nie ma tu już miejsca na książęce czy nawet królewskie przyzwolenia!

Widzę, Ojcze Święty, że tobie nie jest potrzebna moja porada prawna, a raczej słuchacz -już

przemyślanego werdyktu, bo też i w rzeczy samej nic nie można temu werdyktowi zarzucić!

Co więc mam zrobić z Janem bez Ziemi?

Sądzę, Ojcze Święty, że tu nie o króla angielskiego tylko idzie. Jeśli on sam odczuje gniew

twój, to dochody z biskupich majątków mogą mu gorycz tego gniewu osłodzić. Trzeba takie
decyzje podjąć, by wszyscy Anglicy odczuli niestosowność postępku swego króla.

A więc interdykt?

background image

63

Tak, Wasza Świątobliwość, interdykt! Jeśli wierzący odczują zakaz religijnych obrzędów i

posług kościelnych – nie do Kościoła, a ku sprawcy uciążliwości zwrócą swoje żale.

To ciężkie brzemię, biskupie, nie móc pochować z księdzem swoich bliskich, ani ochrzcić

dzieci nowo narodzonych, ani związku małżeńskiego zawrzeć godnie. To ciężkie brzemię dla
narodu!

Jeśli król zgrzeszył śmiertelnie, to musi rzecz taką wypomnieć nie tylko Stolica Apostolska,

która  Jemu  zaufała  –  wkładając  koronę,  ale  musi  to  wypomnieć  mu  -jego  własny  lud,  bo
wówczas wina za grzech ów może być dokuczliwsza! A dokuczliwość kary niech będzie na-
uczką dla innych władców i niech poddanych ostrzega przed nieroztropnym postępkiem kró-
lów. Jeśli podobny uczynek gdziekolwiek będzie miał miejsce, nie tylko duchowieństwo, ale i
lud cały zakrzyknie: Nie wolno ci tak czynić, królu, nie wolno, bo nie tylko siebie, ale i nas
niezasłużenie krzywdzisz!

Tak, to dobra rada. Pomóż więc kardynałowi Stefanowi przygotować interdykt, a zarazem

po– ciesz go w żalu, bo przecież nadal jest zwierzchnikiem Kurii, a więc i w pracy dla Ko-
ścioła jest użyteczny w stopniu najwyższym. Kiedy mu mówię o tym, uważa, że mówię tak z
litości. Porozmawiaj więc z nieszczęśnikiem.

12 KWIETNIA A.D. 1208

Widzę, że przestałeś się zamartwiać, kardynale Stefanie. Wierzaj mi, wcześniej czy później

obejmiesz arcybiskupstwo Canterbury. Trzeba być po prostu cierpliwym.

Wasza Świątobliwość na wszystkie kłopoty ma jedno lekarstwo – cierpliwość. Jedno lekar-

stwo nie może być skuteczne na wszystkie choroby!

Żartujesz chyba, Stefanie?! Stosuję przecież różne metody w różnych sprawach. Tylko w

kwestiach ostatecznych, w których musiałbym narazić autorytet Kościoła rzymskiego – zale-
cam cierpliwość, bowiem wiem, że są takie twierdze, których nie sposób zdobyć przy wyko-
rzystaniu najwymyślniej– szych machin oblężniczych, ale nie ma takich twierdz, których nie
można wziąć – głodem! A więc cierpliwością...

Cierpliwość bywa kosztowniejsza od szturmu!

Kardynale Stefanie, ale nie w każdej sprawie można i trzeba wojsko wysyłać, czasami wy-

starczy cierpliwość. A cóż to, chciałbyś wojny z Anglią? Czyje  wojska przeciw niej pójdą?
Jaka flota przewiezie owe wojska przez morze? Za czyje pieniądze taką wyprawę zorganizo-
wać? I po co? Tylko po to, żeby obsadzić arcybiskupstwo Canterbury? Zaczekajmy, jeszcze
Jan bez Ziemi nie tylko przede mną, ale i przed tobą zegnie kolana. Zobaczysz, bądź cierpli-
wy, Stefanie... Jak on zareagował na interdykt?

Skonfiskował wszystkie kościelne dobra w całej Anglii!

Co?!

background image

64

Właśnie,  widocznie  biskupstwa  Yorku  i  Canterbury  tak  mu  zasmakowały,  że  interdykt

uznał za pretekst wystarczający do zabrania całego majątku Kościoła. Najwyraźniej chce so-
bie wyrównać straty za Normandię zajętą przez Filipa II. Doprawdy nie wiem już, co robić z
tym gwałtownikiem.

Nakaż, żeby wszyscy biskupi opuścili Anglię i przyjechali do Rzymu. Jeśli po tej decyzji

Jan bez Ziemi nie opamięta się – wyklnę go!

A jeśli on i to zlekceważy? Przecież będzie miał z naszych majątków środki znaczne na to,

aby każdego przekupić!

To trzeba będzie go zdetronizować przed całym chrześcijańskim światem. Ogłosimy wów-

czas, że Anglia nie ma króla i poproszę Filipa II o przejęcie kraju pozbawionego tronu.

Myślę, że król francuski taką moją prośbę spełni skwapliwie.

Co do tego nie mam wątpliwości. Francja chętnie najechałaby na mój kraj. Ale wierzę, że

do takiej ostateczności nie dojdzie.

Ufajmy, że król Jan się opamięta. Proszę o ważniejsze doniesienia z innych krajów.

W Niemczech Otton Welf nadal obnosi swoją krzywdę.

Naprawdę jesteście pewni z kardynałem Gwido, że Otton nie jest zamieszany w zabójstwo

Filipa Szwabskiego?! Patrz, jak zdarzenia po sobie na– stępują... Filip zdobywa przewagę nad
Ottonem, mój legat jedzie i zdejmuje klątwę z Filipa, a Gwido nakłania Ottona do rezygnacji
z tronu... I w tym właśnie momencie, w chwili kiedy jestem skłonny dojść do ugody ze Szta-
ufami,  tuż  przed  osiągnięciem  pełnoletności  przez  króla  Sycylii,  w  najbardziej  dla  Ottona
trudnym momencie – Filip zostaje zabity?! Przecież to nie mógł być przypadek?!...

A był. Wasza Świątobliwość! Nasz legat współ– działał przy drobiazgowym dochodzeniu,

jakie poruczone zostało przedstawicielom Welfów i Sztaufów. Pilnowali nawzajem każdego
kroku. To było zupełnie przypadkowe zabójstwo i żaden z Sztaufów nie był w promieniu stu
kilometrów od miejsca zbrodni.

To też podejrzane!

Ale nie zmieni faktów. Otton nie miał z zabójstwem żadnych powiązań, więc tym bardziej

obnosi  się  z  domniemaną  krzywdą.  Rozpowiada,  że  przed  siedmioma  laty  złożył  przysięgę
lenną i obiecałeś mu – Ojcze Święty, że zostanie władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a
teraz został zdradzony, bo chciałeś tron przekazać Filipowi, którego jednak Pan Bóg ukarał za
wiarołomstwo!

Pogada, pogada i przestanie – zrozumiawszy, że koronę cesarską i tak musi dostać w Rzy-

mie z moich rąk. Napisz więc do kardynała Gwido, aby ten rozmawiał z Ottonem, że jestem
niezadowolony z tej jego dziecinnej paplaniny, niegodnej  władcy.  Niech  raczej  Otton  przy-
gotuje się do spotkania ze mną, bowiem chciałbym, aby śluby sprzed siedmiu lat odnowił i
przysiągł szanować nowe swobody Kościoła rzymskiego w cesarstwie, takie, jakie i w innych
państwach są przyjmowane przez władców. Niech w  Kurii  opracują  projekt  porozumienia  i
przy okazji najbliższej zastanowimy się nad tym wspólnie, kar– dynale Stefanie. Gwido musi

background image

65

mu powiedzieć, że bez podpisania takiego układu nie przekażę mu korony cesarskiej. Jak Ot-
ton gotów będzie do spotkania, niech Gwido nas powiadomi.

A miejsce spotkania? W Rzymie czy w Niemczech?

Powiedzmy, gdzieś w połowie drogi. Zresztą niech w tej sprawie decyduje kardynał Gwi-

do... A co w Bułgarii?

Car  Borił  wyraźnie  przestaje  naśladować  Kałojana.  Tym  bardziej  że  Serbowie  i  Węgrzy

zamierzają z wiosną ruszyć przeciw Bułgarii.

Myślisz, że pokonają Bułgarów i Kumanów?

Prawdę powiedziawszy, ten sojusz z Kumanami nie jest już taki jak za czasów Kałojana.

Wprawdzie Borił wziął za żonę Kumankę, wdowę po Kałojanie, ale  ich bojarzy oczekiwali
znacznie więcej dla siebie po zabiciu Kałojana... Borił do szczodrych nie należy, tak że Ku-
mani już z Węgrami szukają porozumienia!

Trzeba to popierać! Jak jeszcze Serbom i Węgrom uda się osłabić Bułgarię, car Borił sam

poprosi o koronę.

Warto postawić mu wówczas warunki, Ojcze Święty. Mam bowiem informacje od kanoni-

ka Dominika Guzmana, że ruchy heretyckie w Bułgarii zaczynają być silniejsze od Kościoła.

To ci patereni?

Tak. W Bułgarii nazywają ich bogomilami.

Tak  czy  owak  bluźnią  patereni.  Kanonik  Guzman  opowiadał  mi,  że  pośród  wielu  beze-

ceństw  ogłoszonych  w  ich  gminach  nawołują  do  występowania  przeciw  duchowieństwu  i
przeciw carowi... Może to właśnie wykorzystać trzeba?

Oni w ogóle uważają, że dobro tkwi tylko w ubóstwie, a zło w bogactwie, dlatego do walki

z  bogatymi  nawołują  i  do  życia  w  równości  uznawanej  przez  pierwszych  chrześcijan.  Stąd
tworzą  gminy  nie  mające  księży,  a  jakby  zakonników,  których  „  dedec”    zowią.  Czyli  „
dziad”    po  prostu.  Prawdę  mówiąc,  ich  gminy,  jak  to  mi  mówiono,  przypominają  bardziej
zgromadzenie zbójców nie chrześcijan.

Bo też i są oni zbójcami! Jak wspomniałem, trzeba ostrzec cara  Boriła, że ci patereni nie

tylko przeciw Kościołowi, ale i przeciw niemu występują. Jeśli więc car Borił poważnie myśli
o  pozyskaniu  przychylności  Stolicy  Apostolskiej,  niech  rozbije  heretyckie  gniazdo  owych
bogomilów. W sprawie tej wyznacz kogoś na legata, kto z misją taką pojedzie do Tyrnowa.

Skoro, Ojcze Święty, mówimy o heretykach bułgarskich, chciałbym też o francuskich słów

kilka powiedzieć, bo w sprawie tej list otrzymałem od kardynała Curcona. Kardynał Curcon
donosi, że twój, Ojcze Święty, legat, który miał zakomunikować hrabiemu Tuluzy, że za po-
pieranie albigensów jest ekskomunikowany -został przez hrabiowskiego giermka zabity.

A  to  zbrodniarze!  Zabić  Piotra  z  Castelon,  człowieka,  który  muchy  by  nie  skrzywdził.

Zbrodniarze! Co proponuje kardynał Robert?

background image

66

Proponuje ogłoszenie świętej krucjaty przeciw albigensom, tym bardziej że sytuacja w mia-

stach zakażonych herezją staje się dramatyczna. Kardynał Robert informuje, że – cytuję zda-
nie z jego listu: „ W Albi biskup został sam ze swoją kapitułą, a kościoły stoją puste!”

Proszę! Zgroza!

Cała  Langwedocja,  Ojcze  Święty,  ale  też  i  Prowansja  zarażona  jest  chorobą  herezji...  To

nawet nie jest herezja, a odmienna wręcz wiara! Wiara ta przyszła zapewne z Persji pradaw-
nej. Oni wyznają dwu bogów: zła i dobra. Albigensi nie wierzą we Wcielenie Syna Bożego, a
także w Zmartwychwstanie Chrystusa. Niemoralni są zupełnie, grzesząc do woli, aż do dnia
jakby wtajemniczenia, które „ consolamentum”  nazywają. To wszystko chwiejnym duszom
nowe i inne się wydaje, ludzie nie tylko prości ciągną do nich jak ćmy do ognia. Prawdę po-
wiedziawszy, herezja ogarnęła całe południe Francji, dlatego też kardynał Robert proponuje,
żeby na krucjatę ruszyło rycerstwo z północy. Na dowódcę wyprawy chce mianować zapra-
wione– go w krucjatach ku Ziemi Świętej Szymona z Montfort.

Zgadzam się. Znam Szymona de Montfbrt-Amaury jeszcze z Paryża. To religijny i stanow-

czy rycerz! Proszę, przygotujcie mi w Kurii list do niego, niech wie, jak bardzo zależy mi na
tej krucjacie. Moim legatem przy Szymonie mianuj opata z Citeaux – Arnolda. Należy mu się
takie  wyróżnienie.  Ponadto  chcę,  by  mnie  co  pewien  czas  informowano  o  stanie  rzeczy  na
południu  Francji.  Jednak  nie  chcę,  by  czynił  to  legat,  wiesz,  jak  byłem  źle  informowany  o
przebiegu czwartej wy– prawy krzyżowej. Legat ma inne zadania. Niech opat Arnold zgłosi
się do mnie najrychlej. Będę musiał z nim o owych zadaniach rozmawiać. Opisy krucjaty ma
czynić ktoś, kto będzie niezależny od dowódcy i legata. Porucz tę misję jakiemuś nie rzucają-
cemu się w oczy zakonnikowi francuskiemu. Co sądzisz, Ojcze Święty, o naszym wspólnym
znajomym, który umknął od doczesnego życia w klasztorne zacisze dla opisania historii Ko-
ścioła? A przecież krucjata to też historia Kościoła.

O kim myślisz, kardynale?

O cystersie Piotrze z Vaux-Cernay.

Oby tylko się zgodził.

A może się nie zgodzić, jeśli to będzie życzenie Waszej Świątobliwości?

Może, ale nie powinien. Zgrzeszyłby hardością.

Właśnie!...  Ale  jeszcze  chciałbym  o  jednej  sprawie,  skoro  rozmawiamy,  Ojcze  Święty,  o

Francji. Oto w Królestwie Jerozolimskim królowa Maria doszła pełnoletności.

Co to ma wspólnego z Francją?

Bo  właśnie  do  Francji,  do  Filipa  II  przybyło  poselstwo  oczekujące  na  wskazanie  rycerza

godnego ręki królewskiej córki.

Kto jest w poselstwie?

Biskup Akki – Florencjusz, który uwiadomił mnie o tym, i senior Cezarei – Aymar.

background image

67

Dlaczego pojechali do Francji?

Liczą, że znajdą przywódcę nowej wyprawy krzyżowej przeciw Saladynowi, tym bardziej

że mistrzowie zakonów rycerskich w Królestwie Jerozolimy też chcą wojny z egipskim sułta-
nem. Bez wojny nie ma łupów ani nowych nadań ziemi.

Wszyscy mistrzowie chcą wojny?

Przed  wyjazdem  poselstwa  do  Francji,  po  męża  stosownego  dla  królowej  Marii,  w  Akce

odbyło  się  głosowanie,  za  pokojem  lub  wojną  z  Saladynem.  Mistrz  szpitalników  Guerin  z
Montaigu był raczej za pokojem. Wielcy mistrzowie: templariuszy Filip z Le Plessiez i zako-
nu niemieckiego Herman Bardt, byli za wojną.

Ale przecież termin zawartego z Saladynem rozejmu minie dopiero za dwa lata.

Tak. Jeśli jednak do Akki przypłynie flota flamandzka z rycerstwem  francuskim  na  piątą

wyprawe krzyżową, kto powstrzyma tę armię, chyba tylko właśnie Saladyn?!

Gubimy chyba proporcje w sprawie, dostojny kardynale Stefanie. Oto mistrzowie zakonów

pod– ległych Kurii umyślili wojnę z Saladynem. A nam te ich zamysły nie pasują. Przecież
dziś  uzgodniliśmy,  że  rycerstwo  z  północnej  Francji  ruszy  przeciw  albigensom  we  Francji
południowej. I co, mamy z tego zrezygnować i powoływać rycerstwo francus– kie na odległą
kurcjatę? Jeśli się na piątą wyprawę krzyżową zgodzą, to raczej trzeba do tego przekonać ry-
cerstwo  niemieckie,  które  nazbyt  w  siłę  rośnie  i  staje  się  nieposłuszne.  Ta  przepychanka  z
Filipem Szwabskim, teraz grymasy Ottona...! Nie, stanowczo za wcześnie na piątą wyprawę
krzyżową, wiele jeszcze niepewnych lub nie wyjaśnionych spraw.

Trzeba więc pomóc Filipowi II w wyborze męża dla królowej Marii.

Wybrańcem powinien być ktoś, kto do kolejnego rozejmu z Saladynem będzie dążył, a nie

do nikomu niepotrzebnej wojny. Jeśli kandydat do ręki królowej Marii okaże się niezbyt ma-
jętny – Filip II będzie musiał dać mu uposażenie.

Ja też go odpowiednio wesprę. Przecież Królestwo Jerozolimskie znajduje się pod bezpo-

średnią opieką Stolicy Apostolskiej. Niech więc biskup Florencjusz z Akki wraz z kardyna-
łem Curconem postarają się, aby kandydat nas wszystkich zadowolił... A jeszcze jedno: kiedy
redagować  będziesz  list  do  Szymona  z  Montfort,  nie  zapomnij  dodać,  że  hasłem  krucjaty
przeciw  albigensom  pozostanie  hasło  wypraw  krzyżowych:  „  Bóg  tak  chce!”    Napisz  je
zresztą — celowo po francusku — „ Dieu le veult!”

background image

68

ROZDZIAŁ X

18 WRZEŚNIA A.D. 1208

Cóżeś wymyślił wspólnie z Fryderykiem? Do pełnoletności to nasze pacholę już się zbliża.

Jakeś czuwał nad nim, kardynale Konradzie?

Rzeczywiście pora już na przeistoczenie młodego Fryderyka w króla Fryderyka II. Biskupi

wchodzący w skład rady regencyjnej zadbali o to, by był on bogobojny i skromny, by darzył
szacunkiem Kościół rzymski i ciebie, Ojcze Święty. Wiem, że w dniu swojej koronacji chce
tobie w podzięce za opiekę przekazać hrabstwo Sora...

To ładny gest z jego strony. Ale czy wie, że na łączenie królestwa Sycylii z Cesarstwem

Rzymskim – nigdy się nie zgodzę?!

Tak, wie o tym i ani mu taki zamysł w głowie.

W związku z tym, co powiedział kardynał Konrad, bądź łaskaw, Stefanie, uwiadomić mego

brata  Ryszarda,  aby  najrychlej  zjawił  się  u  mnie.  Jego  właśnie  powołam  na  hrabiego  Sory.
Dla dębie zaś, Konradzie, nowe mam zadanie. Oto po koronacji Fryderyka udaj się do Paryża.
Tam u kardynała Curcona zatrzymało się poselstwo z Królestwa Jerozolimy poszukujące sto-
sownego kandydata do ręki królowej Marii. Pomóż im w tych poszukiwaniach, a później wraz
ze szczęśliwcem płyń do Akki. Dzięki twojej tam obecności będę  pewny, że nie wybuchnie
niepotrzebnie wojna z sułtanem egipskim. We wszystkie szczegóły tej sprawy wprowadzi cię
kardynał Stefan.

Ja mam szczęście, Ojcze  Święty,  albo  do  władców  małoletnich,  albo  schodzących  z  tego

łez padołu.

A ja mam szczęście do współpracownika, który umie prowadzić najtrudniejsze sprawy, stąd

też chcę jeszcze dodatkowo wykorzystać twój pobyt we Francji. Otom napisał list do Szymo-
na z Montfort prosząc tego cnego syna Kościoła, aby stanął na  czele krucjaty  przeciw albi-
gensom...

Ależ to gwałtownik! Walczyłem z nim wspólnie w czasie krucjaty. On uznaje tylko mar-

twych Saracenów.

Cieszyłbym się, gdyby tak samo myślał o heretykach francuskich.  Idzie przeciw  wrogom

Kościoła rzymskiego, nie jako misjonarz, a dowódca krucjaty, a więc z mieczem, a nie z kro-
pidłem w ręku!

Widzę, że we Francji sprawy zaszły znacznie dalej, niż to kiedyś omawialiśmy.

Może nie we Francji, kardynale, a w Langwedocji u hrabiego Tuluzy i tam właśnie mają

ruszyć oddziały Szymona z Montfort, a nie do Paryża. Natomiast chcę, byś będąc we Francji
spotkał się z Szymonem i przekazał list ode mnie, a także byś przynaglił go do wyprawy. Ma

background image

69

ruszyć nie później niż z wiosną roku przyszłego. Nadto istnieje pilna konieczność, byś poje-
chał także do Poitiers. Po– słałem do Francji legatów, by wspierali błogosławieństwem rycer-
stwo zbierające się wokół Szymona z Montfort i aby biskupom podobne zadania po– stawili. I
wiesz, co dostaję od biskupa Maurycego z Poitiers?! Oto dostaję, ni mniej, ni więcej — tylko
ogłoszenie nowej Stolicy Apostolskiej... Posłuchajcie, co pisze ów Maurycy: „ Na obszarze
mej diecezji sam jestem nie tylko biskupem, ale i papieżem i nie wpuszczę tu żadnych lega-
tów!” ...

Ja zaś mam, Wasza Świątobliwość, jechać właśnie jako legat? Jeśli ów biskup nie boi się

Ojca Świętego...

Rzecz w tym, kardynale Konradzie, by to twoje stwierdzenie zmienić na nowe, z „ nie boi

się”  na „ nie bał się Ojca Świętego” . W tej sprawie bądź w roli, jaką uznasz za słuszną: kar-
dynała,  legata,  dyplomaty,  prawnika  czy  wreszcie  rycerza  Konrada  z  Moguncji.  W  gruncie
rzeczy chodzi o to, aby wyjazd twój był po prostu skuteczny, by zacny biskup zrozumiał, że
na obszarze swej diecezji jest biskupem mianowanym przez Stolicę Apostolską, której legaci
to wysłannicy Ojca Świętego. Krótko mówiąc, trzeba mu wbić do głowy, że tym biskup Mau-
rycy  różni  się  od  kardynała  Konrada,  czym  kardynał  Konrad  od  papieża.  W  tej  sprawie  na
koniec dam ci radę szczególną: rób co chcesz! Jak widzisz, po nudnej roli przewodniczącego
sycylijskiego  zespołu  regencyjnego  spadło  na  ciebie  zadań  dużo,  ale  jestem  pewny,  że
wszystkim podołasz i wszystkie doprowadzisz do szczęśliwego końca. Wiesz, że cię cenię!

Spraw mam tyle, że nie bardzo wiem, od czego zacząć.

To oczywiste, najpierw koronować Fryderyka.

19 WRZEŚNIA A.D. 1208

Skontrolowałem, kardynale Langtonie, pracę Kurii i z przyjemnością stwierdziłem, że pro-

wadzona jest wzorowo. Ale z jakiego powodu ta moja wizytacja, i to pod twoją nieobecność?
Chciałem oto dowiedzieć się, czy kanony i dekrety z czasów mego pontyfikatu znane są sze-
rzej poza Kurią papieską. I wiesz, co stwierdziłem?

Wiem, bo zaraz w Kurii poinformowano mnie i o zainteresowaniu Waszej Świątobliwości,

i o sta– nie rzeczy w tej sprawie. Sam jeszcze, spodziewając się naszej rozmowy, sprawdzi-
łem wszystko.

Jesteś przewidujący, Langtonie.

Taki mój obowiązek, wszak postawiłeś mnie na zarządcę Kurii...  Mogę więc powiedzieć,

że wszystkie dekrety z trzech pierwszych lat twego pontyfikatu wydane zostały w Roku Pań-
skim tysiąc dwieście pierwszym w zbiorze Reiniera de Pompasa i znane są w szkołach Paryża
i Bolonii. Sam zaś zleciłem i opłaciłem Bernarda z Composteli dając mu dostęp swobodny do
akt  kancelarii  papieskiej,  aby  dekrety  z  pierwszego  dziesięciolecia  twojego,  Ojcze  Święty,
pontyfikatu ukazały się drukiem, i by dla szkół ważniejszych zostały zalecone.

Wiesz, kardynale Stefanie, rad jestem wielce z twojej gorliwości, ale też nie chcę, aby gor-

liwość  owa  zamieniała  się  w  nadgorliwość.  Nigdy  bowiem  nie  rozmawiałeś  ze  mną  na  ten

background image

70

temat,  ani  też  ja  ci  takiej  pracy  nie  zleciłem.  Chciałem,  aby  niektóre  dekrety  i  kanony  nie
przedostały się do wiedzy powszechnej. A tu dowiaduję się, że je – wbrew mojej woli – opu-
blikowano. Wziąłem z Kurii owo „ dzieło”  Bernarda z Composteli i powiedzieć muszę, że
jest w nim to, czegom sobie nie życzył, a nie ma tego, co powinno być umieszczone. Z tych to
względów powiadam, że gorliwość nie może przechodzić w nadgorliwość. Kardynałowi Kon-
radowi  podobne  uchybienie  nie  zdarzyło  się,  mimo  że  prowadził  sprawy  o  wyjątkowej  aż
delikatności.

Jeśli  Wasza  świątobliwość  nie  jest  ze  mnie  zadowolony,  może  zamienię  się  zadaniami  z

kardynałem Konradem!

Jeszcze raz powtórzę, Stefanie, nie zamieniaj gorliwości, którą w tobie zaiste cenię, w nad-

gorliwość, która częściej jest wadą niż zaletą. Nie przyganiam  twemu nadzorowi nad Kurią
papieską,  ale  nadmiernej  w  tej  Kurii  samodzielności,  która  prowadzi  do  omijania  mnie  w
sprawach, w których winieneś znać mój pogląd. Chciałbym więc, byś dyskretnie, jeśli jest to
możliwe, wycofał „ dzieło”  Bernarda z Composteli nie tylko ze szkół w Paryżu i Bolonii, ale
i z innych  miejsc  poza  Kurią.  Opracowanie  tego  rodzaju  powinno  się  powierzyć  komuś  ta-
kiemu jak Bernard z Pawii, którego Compilatio prima najpewniej jest ci znane. Na tym trzeba
się wzorować, a nie na sporządzonej przez  Bernarda  z  Composteli  kompilacji,  gdzie  mamy
chaotyczny natłok materiałów i gdzie są dokumenty, które nie powinny się ukazać w zbiorze.
Dać  komuś  dostęp  do  kancelarii  papieskiej,  to  czasami  tak  jak  wpuścić  złodzieja  do  domu,
bez żadnego nadzoru. Sprawę wyboru kanonów i dekretałów trzeba uzgadniać bezpośrednio
ze  mną,  stąd  wykonanie  takiego  ze–  stawienia:  Compilatio  antigua  –  zlecę  swemu  notariu-
szowi, Piotrowi z Benewentu.

Przepraszam, Wasza Świątobliwość, za grzech nadgorliwości. Może nie będzie mi poczy-

tana za grzech ciekawość: co tak szczególnie drażniącego jest w kompilacji Bernarda z Com-
posteli, że aż osobiście fatygowałeś się, Ojcze Święty, w tej sprawie do Kurii?

Czy potrzebny jest w zbiorze dekretał o zakończeniu czwartej krucjaty w granicach dawne-

go Cesarstwa Bizantyjskiego i zgoda na odstąpienie od dobycia Grobu Świętego i Świętego
Miasta? Czy sądzisz, że uda się wytłumaczyć wszystkim, w jak szczególnych chwilach decy-
zję tę podejmowałem i że ona też służy -na swój sposób – Stolicy Apostolskiej i przyszłym
wysiłkom odebrania miejsc świętych Saracenom? Kto to zrozumie czytając dekretał? A może
potrzebne są materiały o powołaniu legatów dla przekonania Ottona, by zrezygnował z ma-
rzeń o cesarskiej koronie? Jak to jemu wytłumaczyć, kiedy niedługo przyjedzie do Rzymu na
koronację?  I  wiele  innych  przykładów,  które  trudno  nazwać  tylko  brakiem  rozsądku  autora
zbioru, bo raczej brakiem czujności ze strony nadzorujących jego pracę.

Ojcze Święty – zaufałem Bernardowi z Composteli.

I  o  to  właśnie  mam  do  ciebie  pretensję,  kardynale  Stefanie.  Zaufałeś  nie  dając  ścisłych

wskazówek.  Zezwoliłeś  po  prostu  na  wpuszczenie  go  do  kancelarii  papieskiej.  Skończmy
jednak z tą sprawą. Powiedziałem, że zadanie to zlecę Piotrowi z Benewentu... A co z Otto-
nem, zgodził się z naszymi zaleceniami adresowanymi do przyszłego władcy Świętego Cesar-
stwa Rzymskiego?

Tak, Ojcze Święty! Zgodził się na wszystkie postawione mu warunki. Potwierdzi umowę

sprzed ośmiu lat, a nadto pomoże w zwalczaniu herezji na terenie cesarstwa i poza jego grani-
cami. Obiecał nie wtrącać się do wyboru biskupów i opatów, a także uznał prawo do ich bez-

background image

71

pośrednich apelacji w Stolicy Apostolskiej. Uzgodniliśmy zgodnie z uwagą Waszej Świąto-
bliwości, że podpisanie umowy nastąpi przed Wielkanocą roku przyszłego w Spirze.

Dobrze załatwiona sprawa!

30 PAŹDZIERNIKA A.D. 1209

Powiedz, Ottonie, czy wypada księciu, królowi lub nawet cesarzowi zabierać to, co należy

do Kościoła rzymskiego?

Odpowiedź  jest  aż  nazbyt  oczywista,  wszakże  każdy  z  nas  pomny  jest  słów  Chrystuso-

wych: „ Co boskie, Bogu, co cesarskie – cesarzowi” , ale przed odpowiedzią winienem zapy-
tać, czy chodzi o władców chrześcijańskich, sam bowiem rozumiesz, Ojcze Święty, że żaden
władca saraceński nie zgodzi się z treścią mojej odpowiedzi. Kto wie też, czy zgodził– by się
z nią ruski książę, wprawdzie chrześcijanin, ale z Kościoła greckiego.

Jeśli mam być szczery, to teraz, kiedy zabrakło bizantyńskiego  patriarchy, nie wiem, wy-

znawcami jakiego Kościoła są książęta ruscy, choć wiem, jaką wiarę widziałbym u nich naj-
chętniej.

To też zrozumiałe, Wasza Świątobliwość, ale kto chciałby zwady  z tą mnogością  ruskich

plemion i księstw?

Dlaczego zaraz zwady? A może wystarczy pomóc Inflantom w dobywaniu Liwów i Estów,

a  Polsce  w  nawracaniu  Prusów,  aby  być  coraz  bliżej  księstw  ruskich.  Patrz-biskup  owi  Al-
bertowi zaleciłem, aby płacił daniny księciu połockiemu i republice nowo– grodzkiej. I Zakon
Kawalerów Mieczowych – płaci, póki jest słaby! Kiedy umocni się, to może będzie – odwrot-
nie?! Polsce zaś zezwolę na nawracanie Prusów. Arcybiskup Kietlicz już rozpoczął tę zbożną
sprawę, ale przecież samymi cystersami nie nawróci się Prusów, pomóc będą musieli rycerze,
na przykład krzyżowcy domu niemieckiego.

Nic nie będę miał przeciw takiemu zamiarowi, Wasza Świątobliwość, a nawet swoją dru-

żyną zamysł taki wesprę.

Nie  rozumiesz  mnie,  cesarzu  Ottonie  IV,  ja  nie  oczekuję  twojej  akceptacji  –  dla  takiego

zamysłu!  Raczej  przed  tobą  rysuję  możliwości  za–  istnienia  sytuacji,  z  których  ty  możesz
skorzystać. Czyżeś nie przyrzekał mi w Spirze, że pomagał będziesz w nawracaniu pogan? A
o tym przecież mówimy!

Wybacz, Wasza Świątobliwość, źle zrozumiałem twoją wypowiedź. Odpowiedzialność za

Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – to ogromna odpowiedzialność! Często
aż rozprasza.

Wolałbym, byś był odpowiedzialny za Święte Cesarstwo Rzymskie i byś, tak jak twoi po-

przednicy,  służył  Stolicy  Apostolskiej,  a  nie  skupiał  swojej  uwagi  na  państwie  narodu  nie-
mieckiego.

Mam nadzieję, że nie myślisz, Ojcze Święty, o Fryderyku Barbarossie?

Nie, myślałem o Sztaufach!

background image

72

A jednak o mały włos Filip Szwabski nie stał się cesarzem!

Cesarzem jesteś ty, Ottonie!

A nie jest to dzieło przypadku?!

Czy aż tak nisko cenisz swoją koronację i swoją osobę? Ja zaprosiłem cię do Rzymu, aby

cały chrześcijański świat wiedział, że koronując cię, wy– noszę zarazem na pierwszego po-
śród cesarzów i królów. Sameś tego pragnął, Ottonie. Przyrzekłeś wierność Kościołowi i Sto-
licy Apostolskiej i w Spirze, i w Rzymie. Ufam, ci i wierzę w ciebie!

Czemu więc pytałeś, Ojcze Święty, o to, czy mi wolno zabrać coś, co należy do Kościoła?

Zadając ci to pytanie myślałem o angielskim królu Janie. Chciałem poradzić się ciebie: co

mam uczynić z tą sprawą? Wiesz przecież, że nałożyłem interdykt na Anglię, a król w odwe-
cie zagarnął kościelne majątki. Będę musiał wykląć Jana.

To straszne, Ojcze Święty!... Ale też zastanowić się trzeba, czy gest ten będzie skuteczny i

czy nie narazi bardziej twego autorytetu niż króla Jana.

O czym ty mówisz, Ottonie?!

Przecież zapytałeś mnie, Ojcze Święty, co sądzę o tej sprawie i próbuję odpowiedzieć.

Mówisz o geście Jakimś, a ja o wyklęciu króla Jana!

O tym samym więc mówimy! Jan zgarnął kościelne majątki, ale dzięki temu obniżył do tak

niskich rozmiarów podatki dla ludności, iż to staje się zaraźliwe. Od blisko pół roku spotykam
się w Niemczech z oczekiwaniem, iż postąpię tak samo, rzecz oczywista z podatkami i z ma-
jątkami kościelnymi.

Bo zaczną doszukiwać się groźby w tym miernym żarcie.

Dla Anglików nie jest to żart, skoro płacą mniej podatków, ba, nawet chętnie garną się pod

wojskowe sztandary Jana. Wiem od swoich zaufanych w  Londynie, że rozbił on Szkotów  i
Walijczyków, a podobno w Irlandii odnosi sukcesy... Dziś wyklęcie Jana może być przyjęte w
Anglii jako objaw bezsiły Stolicy Apostolskiej.

Zuchwały jesteś, Ottonie!

A może widzi Wasza Świątobliwość kogoś, kto mógłby ruszyć ze swoimi wojskami prze-

ciw Anglii?

Myślałem, że ty będziesz mógł i chciał to uczynić.

Ani  nie  mogę,  ani  też  nie  chcę!  Przede  wszystkim,  skąd  wziąć  odpowiednio  dużą  flotę?

Utrecht handel z Anglią prowadzi i swoich okrętów nie da. Brema i Hamburg za mało mają
okrętów. Na zbudowanie floty, zebranie załóg i ich przeszkolenie dwa lata mało... Nie mogę
powiedzieć, że mógłbym i chciał– bym takie zadanie spełnić, bo Jest ono w chwili obecnej –
po prostu niemożliwe do wykonania!

background image

73

Muszę więc radzić sobie bez ciebie, Ottonie? Bo wyklęcia Jana stało się już faktem. Widzę,

żeś o tym nie wiedział.

Wiedziałem! Przecież ogłosiłeś to wiosną, Ojcze Święty, ale nie zamierzałem sprawy trak-

tować po– ważnie. Pogroziłeś palcem Anglii i jej władcy – sprawa to Stolicy Apostolskiej, a
nie moja.

W Spirze deklarowałeś inne stanowisko!

Nieprawda! Żadnych rozmów na temat Anglików ani przed Spirą, ani po – nie prowadzi-

łem. Nikomu też nie obiecywałem, że ruszę przeciw temu państwu.

Przyrzekałeś wspierać Kościół rzymski przeciw jego wrogom!

Jeśli przekona mnie ktoś, że chrześcijańska – choć bez biskupów – Anglia stanowi zagro-

żenie dla Kościoła, to gotowem przeciw niej ruszyć!

Mówimy o postępowaniu Jana.

Podług mnie, mówimy o królu Anglii.

Widzę, że nic potępiasz niecnej postawy Jana wobec Kościoła. Chyba nie będę miał w to-

bie sojusznika przeciw bezbożnikowi.

Jeśli ciężko zgrzeszy, jeśli okaże się bezbożnikiem, będę przeciw niemu!

Zabierając  majątek  Kościoła  rzymskiego,  nie  zgrzeszył?  Nie  postąpił  jak  bezbożnik  wła-

śnie?!  Czy  podobnie  nie  chcą  postępować  albigensi  we  Francji  i  bogomili  w  Bułgarii?  Na
jednych  i  na  drugich  przyjdzie  pora.  Wcześniej  czy  późni  ej  kara  dosięgnie  również  Jana.
Szkoda, że zostanie mu wymierzona bez twojej, Ottonie, pomocy.  Szkoda, bom myślał, żeś
bardziej władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego niż Cesarstwa Narodu Niemieckiego!

To książęta Rzeszy wybrali mnie na króla!

Na króla tylko. Jam zaś koronował cię na cesarza!...

2 GRUDNIA A.D. 1209

Podnoszę cię, Hugolinie, do godności kardynalskiej. Chcę, byś zajął się w Kurii wszystkimi

zakonami.  Przypominam,  że  na  jutrzejszej  audiencji  mam  przyjąć  Franciszka  Bernadone  z
Asyżu i jego konfratrów.

Dziękuję za wyniesienie. Wasza Świątobliwość. Co zaś tyczy się Franciszka z Asyżu i jego

towarzyszy,  to  po  rozmowie  z  kardynałem  Janem  od  Świętego  Piotra,  zawróciłem  całą  tę
gromadkę i oczekują oni na jutrzejszą z tobą, Ojcze Święty, rozmowę.

Co sądzisz o tym towarzystwie? Nie przypominają ci oni – nie daj, Boże – waldensów lub

albigensów?

background image

74

Swoją  opinię  opieram  na  tym,  co  przekazał  mi  dostojny  kardynał  Jan  Colonny.  Oto  ów

Franciszek z Asyżu, to syn wielce szanowanego i zasobnego kupca Piotra Bernadone. Majęt-
ności porzuciwszy wybrał z cnych pobudek życie w niedostatku. Zebrał dwunastu towarzyszy
i  chce,  naśladując  Jezusa  Chrystusa,  przywracać  Kościołowi  tych,  co  od  Ewangelii  odeszli.
Podobnie wprawdzie jak bułgarscy bogomili rozpowiada naiwnie, że prałaci za wielkie ma-
jątki posiadają i w pałacach, a nie w ubóstwie żyją, ale też dodaje zaraz, że zamierza: „ na–
wrócić prałatów z całą pokorą i należnym im szacunkiem” . W sumie człowiek to religijny i
od– dany Kościołowi, może nieco naiwny i z duszą prostaczka.

Wiesz sam,  kardynale  Hugolinie,  że  szaraczkowie  niekształceni,  naiwnie  religię  i  sprawy

Kościoła sobie wyobrażając, więcej szkody niż pożytku przy– nieść mogą. Patrz: i albigensi, i
waldensi niby  w  imię  Kościoła  i  Syna  Bożego  występują,  a  jakie  spustoszenie  do  Kościoła
wnoszą. Toż i Saraceni na swój sposób w Boga wierzą, ale to nie oznacza, że mogą być trak-
towani  jako  wyznawcy  Kościoła  rzymskiego.  Powiadam  ci  naiwni  wiele  szkody  wyrządzić
mogą.  Bacz,  że  Jezus  Chrystus  pierwej  długo,  nawet  najbliższych  mu  Apostołów,  nauczał,
zanim ich między ludzi puścił. W tej sprawie zgadzam się całkowicie z kanonikiem Domini-
kiem Guzmanem. Ma on rację, że winniśmy stworzyć zakon kształconych kaznodziejów, któ-
rzy pojawiać się będą na czas w takim miejscu, w którym oczekuje się na słowo Boże... Jeśli
tak nie postąpimy, zawsze znaleźć się może ktoś, kto ani spraw dobrze nie rozumie, ani Ko-
ściołowi nie służy, a w jego imieniu wypowiadając się, bardziej niż wróg – religii szkodzi!

Tak samo myślę, Ojcze Święty, i z tych względów uważam, że złożoną petycję Franciszka

można poważnie rozważyć wówczas, kiedy zastosuje się on do naszych zaleceń.

Jakie zalecenia masz na uwadze?

Po pierwsze uważam, że cała trzynastka powinna pozostać w Rzymie do czasu, gdy Franci-

szek otrzyma święcenia diakonatu, a uczniowie jego zostaną zaliczeni do stanu duchownego...
Nadto powinni złożyć Ojcu Świętemu ślub posłuszeństwa i przyrzec, że w kazaniach swoich
nawoływać jeno będą do pokuty i udziału w krucjatach, nie odnosząc się, ani też nie komen-
tując  Ewangelii,  dopóki  święceń  stosownych  nie  otrzymają!  Wówczas  to  mogą  pozostać  w
Asyżu. Tam właśnie niewielki klasztorek mają benedyktyni, którzy przenoszą się do nowych
zabudowań. Mogliby więc Franciszkowi stare zabudowania przekazać...

Tak, to dobry zamysł! A sądzisz, że Franciszek Bernadone, czy jak go zowią: Franciszek z

Asyżu, zgodzi się na warunki, jakie stawiasz?

Jeśli jest rzeczywiście oddany sprawom Kościoła rzymskiego, jak głosi – nie tylko powi-

nien, ale wręcz musi się zgodzić! W przeciwnym razie wystawi się na oskarżenie, że do albi-
gensów albo bogomilów przystaje, co zamierzam mu uświadomić.

Dobrze! Rozmawiaj więc z Franciszkiem z Asyżu i Jutro z samego rana uwiadom mnie o

wyniku tej rozmowy.

background image

75

ROZDZIAŁ XI

4 MAJA A.D. 1210

Ojcze  Święty!  Chcąc  najlepiej  wykonać  otrzymane  od  ciebie  zadanie  przyjechałem  do

Rzymu po twoją . radę. Na radę ową czeka przede wszystkim król Filip, który wraz z kardy-
nałem Curconem pomagał nam męża wybrać dla królowej Marii.

I kogóż to proponujesz Marii, kardynale Konradzie?

Nie tyle ja, Wasza Świątobliwość, co król Filip. Przedstawił on delegacji z Królestwa Jero-

zolimskiego  rycerza  Jana  z  Brienne,  walecznego  dowódcę  francuskich  wojsk  królewskich,
który w boju i pro– I wadzeniu układów wielkie ma doświadczenia.

Może  dobrze  strzec  spraw  Królestwa  Jerozolimskiego  Jeśli  umie  pertraktować.  Czego  w

nim więcej? rycerza czy dyplomaty?

Wasza Świątobliwość, to zacny rycerz, teraz już do sześćdziesiątki się zbliża i król bardziej

w nagrodę za jego zasługi przeszłe – na ten ożenek przystaje, niż na cokolwiek więcej licząc...

To bardzo dobrze. Znaczy więc, że jest to roztropny człowiek!

Tak też mniemam, bo bogobojny i ubogi to rycerz.

Ubogi, powiadasz? A ile w wianie dla niego wnosi król Filip?

Czterdzieści tysięcy funtów srebrem i spodziewa się, że zgodnie z obietnicą taką samą su-

mę dasz mu i ty, Ojcze Święty...

A  to  chytry  lis!  Swego  własnego  dowódcę,  który  już  mu  jest  nieprzydatny,  chce  dać  na

Królestwo Jerozolimskie i tym sposobem umocnić francuskie wpływy na Wschodzie i ja mam
Jeszcze za to płacić?! Zgodziłeś się na to, kardynale Konradzie? Czyż nie widzisz, że francu-
skie  jest  Cesarstwo  Łacińskie,  teraz  francuskim  będzie  Królestwo  Jerozolimskie?  Jeśli  do
połączenia  ich  dojdzie,  tylko  Francja  na  Wschodzie  będzie  zabezpieczać  interesy  Kościoła
rzymskiego.  Jeśli  zaś  Otto  IV  jest  władcą  Świętego  Cesarstwa  Rzymskiego,  powinien  na
Wschodzie on właśnie, a nie Filip, bronić granic państw do Kościoła przynależnych! Co są-
dzisz o tym?

Uważam, Ojcze Święty, że Otton IV niepewnym jest cesarzem. Nie wierzę w jego lojalność

ani oddanie, to – Welf!...

Otóż właśnie. Od dawna wiedziałem, kardynale Konradzie z Moguncji, że jesteś zwolenni-

kiem Sztaufów, a nie Welfów, stąd też polecałem ci sprawy odległe od niemieckich...

background image

76

Wybacz,  Ojcze  Święty,  ale  pewien  jestem,  że  twoja  niechęć  do  Sztaufów,  wmówiona  ci

przez kardynała Gwido, nie ma żadnych uzasadnień. Czy oto kiedykolwiek Filip Szwabski,
mimo żeś go jawnie zwalczał – wystąpił przeciw tobie lub przeciw Kościołowi naszemu?

Wprawdzie jawnie tego nie czynił, ale jego umowa z Bizancjum, jego ożenek „  świadczyły

o chęci zawiązania sojuszu obu cesarstw – właśnie przeciw Kościołowi rzymskiemu!

Tak można, Wasza Świątobliwość, wnioskować, Jeśli nie zna się bezstronnie przedstawio-

nych szczegółów...

To zarzut przeciw mnie kierowany?

Jak  bym  śmiał.  Ojcze  Święty!  To,  co  powiedziałem  przed  chwilą,  odnoszę  do  kardynała

Gwida i jego doradców... Na przykład – sprawę ożenku Filipa znam dokładnie i właśnie bez-
stronnie, bo z kancelarii odległego królestwa sycylijskiego. W  czasach cesarza Henryka VI,
kiedy zdobył on Sycylię, wśród wziętych do niewoli Normanów była też wdowa po ich wład-
cy, królu Rogerze, który to chcąc nawiązać sojusz z Bizancjum poślubił córkę Izaaka Angelo-
sa – Irenę! Kiedy zaś ujrzał ją biorący udział w wy– prawie brat Henryka – Filip, zakochał się
w niej od pierwszego wejrzenia. A  była  to  niezwykłej  urody  kobieta.  To  miłość  płomienna
była powodem ich ślubów, a nie żadna chęć połączenia Niemiec z Bizancjum. Podobnie, po-
sądzanie, że młody książę Aleksy uciekłszy z więzienia w Konstantynopolu ^ przyjechał do
Filipa  coś  knować  przeciw  Rzymowi  –  kłóci  się  z  prawdą.  Przyjechał  on  bowiem  przede
wszystkim do siostry swojej – Ireny. A gdzie miał zresztą uciec przed prześladowcami? Było
to jedyne miejsce poza granicami Bizancjum, w którym miał prawo liczyć na coś więcej niż
kazamaty. Z tego jednak, co wiem, Filip nie udzielił mu większej pomocy, kiedy poznał twoje
w tej sprawie stanowisko... To, że jestem zwolennikiem Sztaufów, nigdy wpływu nie miało
na spełnianie poruczonych przez Waszą Świątobliwość zadań. Jest  prawdą,  że  bolało  mnie,
kiedym odsuwany był od spraw niemieckich. Są mi one przecież lepiej znane niż kardynałowi
Gwido, który popierał w Rzeszy silniejszego księcia w danej chwili, a nie tego, który lepiej w
sprawach Kościoła rzymskiego może występować.

Sądzisz więc, że uczynić tego nie może, lub nie będzie mógł – popierany przez Gwida ce-

sarz Otton Welf?

Nie tylko tak sądzę, ale pewien jestem, ba, takie mam informacje z Rzeszy, że Otton woj-

ska zbiera i na wyprawę się szykuje. Jeśli zaś nie jest to piąta wyprawa krzyżowa ani krucjata
ku Liwom, bo tam Zakon Kawalerów Mieczowych dobrze sobie radzi, to gdzie wojska Ottona
mogą wybierać się bez zgody Waszej Świątobliwości?

To  nie  jest  możliwe!  Kłamiesz,  kardynale  Konradzie.  Otto  nie  zbiera  żadnej  armii,  wie-

działbym coś o tym!

Ojcze Święty, zarzut kłamstwa godzi w mój rycerski honor, acz z ust twoich wypowiedzia-

ny może być tylko przyganą, a nie obrazą, proszę cię jednak, byś  choć na  chwilę uznał, że
godzien jestem zaufania, a więc warte jest to co mówię-poważnego zastanowienia... Jeśli bez
twojej  wiedzy  i  zezwolenia  cesarz  Otton  IV  gromadzi  wojsko,  to  gdzie  z  armią  tą  będzie
zmierzał?

Nie ma Otton żadnych powodów, by ruszyć ku Francji czy Anglii ani nawet ku Cesarstwu

Łacińskiemu. Jego wyprawa skieruje się, być może, na wschód, ku Polsce albo Rusi...

background image

77

A jeśli nie byłby to i ten kierunek?

Dostojny kardynale Konradzie, proszę ze mną nie zabawiać się w zgadywanki. Postawiłeś

,,mocne”    zarzuty  cesarzowi,  a  także  kardynałowi  Gwido.  Żądam  stanowczo  natychmiasto-
wych wyjaśnień!

Oto dowiedziałem się od zaufanych z Moguncji, że Otton Welf rzeczywiście wojsko zbiera

i zapasy na dłuższą wyprawę sposobi. Uznałem za konieczne bliższe zainteresowanie się tą
sprawą.

Stop! A kto ci na to zezwolił, przecież sprawy Świętego Cesarstwa Rzymskiego kardyna-

łowi Gwido podlegają, chyba nie zechcesz mi wmówić, że wyprawa planowana była ku pod-
ległemu ci Królestwu Jerozolimskiemu?!

Ależ skądże! Wyprawa jest planowana ku Królestwu Sycylii!

Co?! To niemożliwe! Cesarz Otton przyrzekał mi w Spirze, że nigdy nie będzie tego pró-

bował, ba -próbom takim będzie się przeciwstawiał! Podpisał ugodę...

Uczynił to przed koronacją.

Mógłby być aż tak podły wobec mnie i tak grzeszny wobec Kościoła?

Czas pokaże, Ojcze Święty, czy ja mam rację. Wiem jedno: król Sycylii  Fryderyk  II  jest

Sztaufem, a cesarz uważa, że nie może w cesarstwie być władcą jednocześnie Welf i Sztauf...

Ale  przecież  Królestwo  Sycylii  nie  podlega  cesarstwu  -jest  moim  lennem.  Tak  właśnie

przyrzekł mi Otton w Spirze.

Powtórzę: uczynił to przed koronacją...

Wiesz ty co, kardynale Konradzie?! Przestań zajmować się wyimaginowaną sprawą najaz-

du na Sycylię! Zajmij się dobrym zamążpójściem królowej Marii. Sycylią zajmowałeś się do
czasu dojrzałości Fryderyka, dziś jest on już samodzielnym królem, a więc poradzi sobie i bez
ciebie.

A jeśli nie poradzi pod naporem zbrojnych od– działów cesarstwa?

Wówczas Otton zostanie wyklęty, a ty decydował będziesz, kto ze Sztaufów zostanie no-

wym władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego!

A nie lepiej zapobiec takim zdarzeniom?

Kardynale Konradzie! Jakim zdarzeniom? Temu, że nowy cesarz gromadzi i przygotowuje

wojska, co jest rzeczą naturalną zupełnie i o czym informował mnie w Spirze. A jak myślisz,
kto pomoże Cesarstwu Łacińskiemu, jeśli ruszy przeciw niemu Laskaris z sułtanem Ikonium?

To jest niemożliwe, Wasza Świątobliwość, przecież przed rokiem  sułtan Kajchusrew, po-

tajemnie, za pośrednictwem Wenecji, zawarł przymierze z Cesarstwem Łacińskim, a Teodor
Laskaris z królem naszej Małej Armenii. Przecież odpowiadam za sprawy Królestwa Jerozo-

background image

78

limskiego i wiele wiem o sąsiadach, między innymi to, że cesarz z Nicei i sułtan z Ikonionu
zabiegają o przymierze z nami i nie stanowią w chwili obecnej żadnego zagrożenia.

Za mało słuchasz mnie, kardynale Konradzie, a za bardzo ufasz swojej -jak widzę, rozbu-

dowanej nadmiernie – wyobraźni. Od kilku już miesięcy jesteś w Paryżu i nie masz świeżych
wiadomości  ze  Wschodu.  A  wiedzieć  ci  trzeba,  że  wiele  się  tam  zdarzyło.  Oto  były  cesarz
Bizancjum Aleksy III Angelos szukał opieki na dworze sułtana Ikonium i zażądali wspólnie,
żeby Teodor Laskaris zrzekł się tronu Cesarstwa Nicejskiego. Doszło do bitwy, w której zgi-
nął Kajchusrew, a Aleksy dostał się do niewoli. Nowym sułtanem Ikonium jest Kajkawus I i
on właśnie szuka porozumienia z silnym teraz Teodorem Laskarisem. Jeśli zawrą przymierze
– armia zbierana przez cesarza Ottona okaże się niezwykle przydatną!

Nie wiedziałem o tym, Ojcze Święty.

Jeśliś nie wiedział, to czemu nie słuchasz mnie, tylko oskarżasz i cesarza, i kardynała Gwi-

do?! Mówże wreszcie, czy ów kandydat na męża królowej Marii zagwarantuje pokój z Sala-
dynem?

Wybacz, Wasza Świątobliwość. Pewien byłem wieści, jakie mi z Rzeszy przywieziono, ale

nie mam prawa ich podtrzymywać, skoro uważasz je za bezpodstawne. Jeśli zaś chodzi o ob-
lubieńca królowej Marii – chce on pokoju z Saladynem.

W takim razie dołożę połowę, a więc czterdzieści tysięcy funtów srebrem dla... Jakżeż ów

rycerz się zowie?

Jan z Brienne, Wasza Świątobliwość.

Potwierdź więc Filipowi, że godzę się z jego propozycją, choć przyznam szczerze, że w ten

sposób coraz bardziej przybliżam do siebie Francję, zamiast Święte Cesarstwo Rzymskie, ale
słowo się rzekło! Kiedy będziesz z oblubieńcom Marii i poselstwem zmierzał ku Akce, ko-
niecznie wstąpcie do Rzymu, chciałbym porozmawiać z przyszłym władcą Królestwa Jerozo-
limskiego. Później udaj się wraz z nim do Akki, będziesz tam moim legatem do czasu zawar-
cia układów pokojowych z Saladynem.

Wybacz mi, Ojcze Święty, ale w Egipcie i w  Królestwie Jerozolimskim nazywają owego

Saracena Al-Adiiem.

A w Rzymie, kardynale Konradzie, zowią go Saladynem! Oj, widzę, że znowu swoje racje

nad moje wynosisz.

18 WRZEŚNIA A.D. 1210

Cieszę się ogromnie, kardynale Robercie, z postępów i wyników krucjaty przeciw albigen-

som. Pilnuj tego, by Szymonowi z Montfortu nie zabrakło niczego, co miałoby służyć rozbi-
ciu  w  proch  heretyckiej  Langwedocji  Podziękuj  też  królowi  Filipowi  za  pomoc  dla  tej  wy-
prawy i za wybór męża dla królowej Marii. To wszystko raduje, tak jak i twój przyjazd... Jest
jednak sprawa, z której nie jestem zadowolony.

Myślisz, Ojcze Święty, zapewne o uniwersytecie?

background image

79

Tak jest w istocie. Trudno mi pogodzić się z myślą, że na uniwersytecie w Paryżu nauki

wyzwolone będą wykładane z pominięciem filozofii Arystotelesa. Wyobraź sobie, że w Pad-
wie czy Bolonii zakazałbym wykładania prawa. Wówczas trzeba by było za– mknąć te uczel-
nie. Dlaczego chcesz podobnie po– stąpić w Paryżu?

Wasza Świątobliwość, ja nie mam zamiaru na– stawać na dzieła Arystotelesa, czy ściślej na

wszystkie  jego  dzieła,  ale  przecież  synod  biskupów  w  Sens  zakazał,  pod  karą  wyklęcia  –
czytania i wyjaśniania na wykładach publicznych i prywatnych większości ksiąg tego filozo-
fa...

Rozumiem, kardynale Robercie, taki zakaz obowiązujący ludzi niedojrzałych, którym rze-

czywiście myśli Arystotelesa mogą zamącić w głowach, ale jak wyobrazić sobie wykłady z
nauk wyzwolonych bez ośmiu ksiąg Fizyk!?...

Obecnie  Jest  też  wykładana  Metafizyka,  która  już  nie  tylko  studentom,  ale  i  profesorom

może w głowach zamącić.

Przesadzasz, kardynale. Czytałem Metafizykę i nie pomnę, abym się  wzdrygnął przed ja-

kimś sformułowaniem zawartym w tej pracy.

Tego  się  ogromnie  obawiałem,  Wasza  Świątobliwość.  Tego  właśnie,  że  mimo  wysiłków

synodu w Sens, zechcesz przekonywać mnie o zasadności wykładania Fizyki czy co gorsza –
Meta– fizyki...

Co u licha tak was nagle odstraszyło od Arystotelesa?

Nie  nas,  Ojcze  Święty,  lecz  wiernych.  Wielu  młodych  ludzi,  którzy  uczyli  się  nauk  wy-

zwolonych na paryskim uniwersytecie, przyłączyło się albo też i stanęło na czele albigensów.
To zmusiło nas do dokładniejszego przyjrzenia się wykładom nauk wyzwolonych na uniwer-
sytecie. I rzeczywiście głów– nie chodzi o 

Metafizykę Arystotelesa...

A cóż w niej takiego heretyckiego?

Jeśli zechcesz, Ojcze Święty, mogę odczytać ci te zdania, które w Sens uznaliśmy za szko-

dliwe, ale chciałbym dodać, że jest tych zdań ponad tysiąc...

Przeczytaj choćby niektóre, bym zorientował się w charakterze zarzutów.

Zacznę od 

Metafizyki, choć i z Fizyki wybraliśmy niemało przykładów...

Zaczynaj wreszcie!

„ Bóg myśli tylko o sobie, bo jest najdoskonalszy, a więc może myśleć tylko o myśleniu” ...

A cóż to za tłumaczenie?! Pamiętam to zdanie, jako że 

Metafizykę czytałem z ksiąg grec-

kich. Uderzyło mnie wówczas, przed laty, piękno tego, co Arystoteles mówił o myśleniu Bo-
żym. Pamiętasz: „ noesis noeseos noesis” . Należałoby to przetłumaczyć: „ myślenie jest my-
śleniem myślenia” , a nie: „ myślenie jest myśleniem o myśleniu” . Czytaj dalej!

„ Dusza jest pierwszą entelechią ciała naturalnego.”

background image

80

A cóż chcecie od tego zdania? Czyż dusza nie jest aktualnością człowieka, czyż nie umiera

on, kiedy mu owej aktualności zabraknie?

Ale wcześniej Arystoteles powiada, że „ Pierwsza istota nie ma materii. Jest czystą aktual-

nością” . Jeśli i dusza nasza jest ową aktualnością, to stanowi fragment Boga w nas, a przecież
zostaliśmy stworze– ni nie z części Boga, jeno na obraz i podobieństwo Boże...

Tak rozumując, przyczepić się można do każdego zdania!

Niewiele też zostało zdań, do których nie mieliśmy uwag, stąd zakazano w Paryżu studio-

wania Arystotelesa.

Skoro  podjęliście  tę  decyzję  i  do  tego  taką,  która,  jak  powiedziałem,  nie  podoba  mi  się,

czego oczekujesz, kardynale, ode mnie?

Tego,  rzecz oczywista, że zakażesz czytania i wykładania ksiąg  Arystotelesa, pod  groźbą

klątwy, we wszystkich uniwersytetach.

Najpierw mam wykląć tych, co wykładają, później – co czytają, w końcu tych, którzy kie-

dykolwiek czytali, albo wykładali Arystotelesa? Czy tak, dawny żaku uniwersytetu paryskie-
go -– Robercie du Curcon? Czy ciebie i siebie mam też wykląć?

Raczysz żartować z naszych postanowień w Sens, Ojcze Święty!

Drogi Robercie, nawołuję cię po prostu do za– chowania umiaru. Co innego krucjata prze-

ciw albigensom, a co innego wykłady nauk wyzwolonych na paryskim uniwersytecie.

Z mego punktu widzenia. Wasza Świątobliwość, to niezupełnie różne sprawy. Powiedzmy

nawet, że ci żacy z Langwedocji wracają pośród albigensów nie skażeni przez księgi Arysto-
telesa. Ale jak Szymon z Montfortu, dobywszy któreś z langwedockich miast, ma rozdzielić
jego mieszkańców na tych, którzy tylko albigensów popierają myślą i tych którzy popierają
czynem, a może takich, którzy są im przeciwni?

Z pewnością heretycy  będą  występowali  przeciw  wojskom  Szymona,  a  prawdziwi  chrze-

ścijanie przy– łączą się do niego.

Niestety, tak właśnie nie jest. Wszyscy występują przeciw wojskom krucjaty.

Znaczy, że sami dokonali wyboru. Co więc czyni dostojny Szymon?

Zdobywa  miasta  zarażone  herezją  i  wycina  wszystkich  mieszkańców,  uważając,  że  Bóg

rozsądzi  ich  winy.  Bóg  będzie  wiedział,  kto  i  w  jakim  stopniu  sprzeniewierzył  się  wierze!
Dlatego też uważam, że tępić trzeba nie tylko heretyków w różnym stopniu chorobą tą zara-
żonych, ale i miejsca,  gdzie choroba ta powstawać może. W Sens  uznaliśmy,  że  ogniskami
choroby są też księgi Arystotelesa i dlatego zakazaliśmy czytać je i objaśniać.

Od razu trzeba było tak mówić! Rzecz oczywista, masz rację. Zwalczyć heretyków to nie

tylko dobyć ich miasta, ale także i te miejsca wyplewić, w których chwast się lęgnie. Jednak
sprawa albigensów dotyczy tylko Francji, z tych względów zakazu poza uniwersytet paryski

background image

81

przenosił  nie  będę,  choć  polecę,  by  dokładniej  przysłuchano  się  wykładom  nauk  wyzwolo-
nych i na innych uniwersytetach. Jeśli źródła herezji we Francji upatrujecie w księgach Ary-
stotelesa, trzeba zakazać ich czytania i objaśniania, przynajmniej na czas walki z albigensami.
Musimy obecny stan rzeczy zmienić w Langwedocji na korzystny dla Kościoła rzymskiego.
Czyż to nie Arystoteles właśnie, bodajże w Metafizyce, powie– dział: „ Wszystko, cokolwiek
się zmienia, zmienia się jako coś, przez coś i w coś” . Rzecz w tym, by zmieniło się w coś
korzystnego dla Stolicy Apostolskiej, a nie przeciw niej! Jeśli tym kierowaliście się w Sens,
to mieliście rację. Wobec tego przyzwalam na waszą decyzję.

Wielcem rad z tego, Ojcze Święty!

21 PAŹDZIERNIKA A.D. 1210

Ojcze Święty! Jak mi radziłeś, przez pewien czas nie wracałem do Gniezna, a pozostawa-

łem w Krakowie – cierpliwie na sprawiedliwość Bożą czekając. I oto przed dwiema niedzie-
lami spotkali się w Borzyszkowej książęta niechętni Władysławowi Laskonogiemu. Byli tam:
Leszek Biały, Konrad Mazowiecki i Władysław Odonic. Uznali oni wszystkie zalecenia Wa-
szej  Świątobliwości.  I  obsadzenie  biskupów  przez  kapitułę  bez  uzgodnienia  z  księciem,  i
zwolnienie z dziesięcin tylko przez Kościół, i sądy biskupie na prawie kanonicznym oparte.
Teraz na moje wezwanie przybyli do Krakowa zwolennicy Władysława Laskonogiego, rene-
gaci: biskup Arnold z Poznania i biskup Gedko z Płocka. Śluby wierności Stolicy Apostol-
skiej  złożyli.  Pewien  jestem,  Ojcze  Święty,  że  lada  dzień  do  Gniezna  wrócę,  a  wówczas
wszystkie twoje zalecenia do końca wypełnię i o osobne biskupstwo w Prusiech po– proszę.

Henryk Kietlicz

arcybiskup gnieźnieński

3 LISTOPADA A.D. 1210

Ojcze Święty! Wojsko cesarza Ottona zdobyło Lombardię, Toskanię i omijając Rzym idzie

ku  Królestwu  Sycylii.  Wiedz,  Wasza  Świątobliwość,  że  zdrada  ta  odbywa  się  bez  mojego
przyzwolenia. Muszę być, z twego zalecenia, przy cesarzu, alem go od tego niecnego czynu
odwodził w czas podróży ku granicom Italii. Wcześniej nikt słowem o owym zamyśle mi nie
wspominał. Wiem, że zawiniłem uspokajając cię, kiedy nowy cesarz wojska gromadził. Mó-
wiono mi, że mogą być użyte przeciw odradzającej się sile Bizancjum. Dziś wiem, że nie o to
chodziło...  Uważam,  że  Otton  na  wyklęcie  zasłużył  za  swoje  wiarołomstwo,  za  złamanie
umów ze Spiry! Sam też się oddaję pod twój osąd sprawiedliwy.

Kardynał Gwido

legat papieski w Świętym Cesarstwie Rzymskim

17 KWIETNIA A.D. 1211

Cóż mi z tego, Ojcze Święty, że miałem rację, skoro tak ciężko wywalczone Włochy środ-

kowe i część Królestwa Sycylii znowu zajęli Welfowie.

Kardynale  Konradzie, nie ściągnąłbym cię w trybie pilnym z Królestwa Jerozolimskiego,

gdyby sytuacja była inna. Jest jeszcze gorzej, niż się spodziewasz. Cesarz Otto zajął Lombar-
dię, Toskanię i w każdej chwili może zająć Rzym. Co radzisz w takiej sytuacji?

background image

82

Pytanie Waszej Świątobliwości jest spóźnione o rok. Wówczas, kiedym przestrzegał przed

zdradą Welfa, zostałem wyśmiany. Wtedy można było rzeczy zapobiec, a teraz trzeba po pro-
stu przeciwdziałać!

Co można zrobić, twoim zdaniem?

Czy Otton został wyklęty?

Tak się stało!

I jak się spodziewałem, Otton zlekceważył to wyklęcie, tak jak lekceważy je Jan angielski?!

Czy  nie  widzisz  tego,  Ojcze  Święty,  że  kary  muszą  być  egzekwowane,  bo  inaczej  odwrotny
wywołują  skutek  od  zamierzonego?!  Zamiast  strachu  –  śmieszność...  Jeśliby  wyklęcie  było
równoznaczne z zezwoleniem wszystkim rycerzom na wypowiedzenie umowy lennej i stało się
zaleceniem wyboru nowego władcy... I gdyby tego wszystkiego pilnował silny król innego pań-
stwa, wyznaczony przez Stolicę Apostolską, wówczas można by było zmienić bieg wydarzeń.
Jeśli więc chcesz, by sprawy przebiegły inaczej, niż do tej pory prowadził je kardynał Gwido,
odwołaj go z funkcji legata w Świętym Cesarstwie Rzymskim i mnie powołaj w jego miejsce.
Daj mi też, Ojcze Święty, list do wszystkich książąt Rzeszy zwalniający ich z przysięgi lennej
wobec Ottona  IV i zalecenie wyboru nowego władcy.  Gdy  te  warunki zostaną  spełnione, nie
minie pół roku, a Otton stanie się nic nie znaczącym księciem, a cesarzem będzie...

Sztauf oczywiście?...

Sztauf  oczywiście!  Sam  powiedziałeś  mi  kiedyś,  Ojcze  Święty,  że  jeśli  cesarz  Otton  IV

złamie przysięgę i ruszy na Królestwo Sycylii, zostawisz mi wolną rękę w wyborze władcy
cesarstwa. Czy mogę liczyć na dotrzymanie słowa?

Powiedziałem i słowa dotrzymam. Dostaniesz listy i nominację na legata. Powiedz jednak,

kto twoim zdaniem powinien zostać cesarzem?

Nie tylko moim zdaniem, ale i zdaniem książąt, królem Rzeszy i władcą Świętego Cesarstwa

Rzymskiego zostanie jeszcze w tym roku syn Henryka IV, król Sycylii Fryderyk II Sztauf!

Może zostanie królem Rzeszy, ale by stać się cesarzem, musi respektować ustalenia, jakie

pod– pisałem w Spirze z Ottonem IV, a także przyrzec synowski szacunek dla mnie i Stolicy
Apostolskiej.

Fryderyk II będzie przestrzegał takiego zobowiązania. To mój wychowanek.

Oby tylko nie poszedł w ślady swego dziadka, Fryderyka Barbarossy, który też przyrzekał

Kościołowi wierność, a potem działał wiarołomnie.

21 LISTOPADA A.D. 1211

Patrzcie, przyjaciele moi, jaką niewdzięcznością ludzie odpłacają za serdeczność i życzli-

wość. Czym oto nie wyniósł wszystkich cesarzy i królów na ich tron? Czym oto nie wykre-
ował ich i nie zabezpieczył przed wrogami? I dzisiaj, kiedy to uczyniłem, kiedy powinienem
być spokojny zupełnie o Stolicę Apostolską, podejrzliwie muszę myśleć o tym, co oni zrobią,

background image

83

ba – obawiam się zdrady. Czymże więc jest wdzięczność władców? Już zaczynam sądzić, że
im ktoś do większej powinien poczuwać się wdzięczności, tym bardziej kąsa... Zaiste ułomna
jest ludzka natura i jednego tylko się boi – siły! Życzliwość, serdeczność ma w po– gardzie i
za słabość jeno uważa... Tylko siła! Mili moi, czy naprawdę tylko siła?

Może  nie  jest  aż  tak  źle,  Ojcze  Święty,  może  poza  siłą  ważna  jest  jeszcze  cierpliwość?

Czyżeś oto przed czterema już laty nie wyznaczył mnie na arcybiskupa Canterbury? Bezsilny
jestem  wobec  władcy,  a  tyś  nakazał  mi  cierpliwość,  która,  jak  rzekłeś,  większą  jest  siłą  od
innych mocy. Czekam więc i powtarzam, że zaletą jest cierpliwość i ufność w jej skuteczność.

Nie sądź, kardynale Stefanie, że tylko ufność i cierpliwość jest naszą siłą. Jeśli powiedzie

się nam pewne zamierzenie wobec wiarołomcy Ottona, to i podobne działanie powiedzie się
przeciw Janowi. Niezadługo przekonasz się, że ta broń niewidzialna jest skuteczna. Nim zaś o
tych  sprawach,  proszę  cię,  kardynale  Langtonie,  o  krótką  ocenę  sytuacji  w  poszczególnych
krajach. Chcę wiedzieć, czy to, co robiłem dla Kościoła rzymskiego, jeno jest złudną mrzon-
ką, zależną od wszystkich mocy, tylko nie od wikariusza Chrystusowego,  czy  przeciwnie  –
skutek zamierzony przynosi?!

Zacznę, Ojcze Święty, od Bułgarii. Tam heretycy zostali zupełnie rozbici. W połowie lute-

go w Tyrnowie car Borił zarządził wielki sobór duchowieństwa i bojarstwa przeciw bogomi-
lom. Heretyków o spisek na życie cara oskarżono i za zabójców obwołano, tak że każdy ry-
cerz chrześcijański mógł ich rozliczyć z przestępstw. Do dziś większość ich gmin rozbito, a
oni sami po twierdzach i wieżach zostali pozamyka– ni. Tak to twojemu życzeniu  stało  się
zadość, a car Borił posłusznym okazał się Kościołowi rzymskiemu.

Trzeba więc teraz doprowadzić do jego ugody z Cesarstwem Łacińskim.

W tym sęk, że car Borił wyprawę przeciw Epirowi szykuje.

Tym bardziej powinien zawrzeć pakt z cesarzem Henrykiem.

Na  razie  szuka  porozumienia  z  własnym  bratem,  władcą  Macedonii  –  sewastokratorem

Strezą, a ten za przeciwników swoich uważa przede wszystkim łacinników. Póki żyje Strezą,
nie będzie sojuszu Bułgarii z Cesarstwem Łacińskim...

Przymierza najmocniejsze zawiera się nie na polu walki, a przez ożenki. Czyż cesarz Hen-

ryk nie ma nadobnej  córki Marii? A czy  car  Borił  nie  odprawił  swojej  Kumanki  po  buncie
bojarstwa kumańskiego?

Skąd wiesz o tym, Wasza Świątobliwość?

Stąd, co i ty, kardynale Stefanie – z poczty kurialnej. Zapominasz, że w większości czytam

ją przed tobą. Co z Laskarisem?

W Cesarstwie Nicejskim Teodor Laskaris tak pewnie poczynał sobie po zwycięstwie nad

sułtanem Ikonionu, że aż biedę na siebie ściągnął. Przed miesiącem na granicy z Cesarstwem
Łacińskim  wojska  zaczął  zbierać  i  flotę  sposobić.  Zaniepokoił  tym  cesarza  Henryka,  który
mniemał,  że  Laskaris  chce  Konstantynopol  zdobyć.  Łacinnicy,  nie  zastanawiając  się  wiele,
ruszyli  przeciw  nicejskim  wojskom.  Dopadli  Laskarisa  nad  Ryndakos  i  rozbili  doszczętnie.
Mogę więc śmiało powiedzieć, że obecna sytuacja Cesarstwa Łacińskiego jest lepsza niż kie-

background image

84

dykolwiek,  bo  ani  Bułgarii,  ani  Laskarisa,  ani  nowego  sułtana  Ikonionu  nie  musi  się  oba-
wiać!... Pytałeś, Ojcze Święty, czy zabiegi twoje poszły  na  marne.  Sam  widzisz,  że  tak  nie
jest. To słabe, ledwo powstałe cesarstwo powinno zginąć jak motyl wio– senny na przymroz-
ku. A pod twoją opieką trwa, rośnie w siłę, potężnieje. Podobnie dobra sytuacja jest i w Małej
Armenii, i w Królestwie Jerozolimskim. Wiem od kardynała Konrada, że król Jan po korona-
cji przed rokiem w Tyrze rokowania z Al-Adilem rozpoczął i lada chwila ma z nim rozejm
podpisać na najmniej lat pięć...

Widzę, żem  niepotrzebnie  poddał  się  czarnowidztwu.  To  wszystko  przez  zdrajcę  Ottona!

Przez niego zaniedbałem inne sprawy i jestem zaskoczony, że tak dobrze się ułożyły... A mo-
że, kardynale Stefanie, dlatego ułożyły się pomyślnie, żem się nimi nie zajmował?

Ależ, Wasza Świątobliwość, teraz dopiero ziszcza się to, co wcześniej zostało przez ciebie

zamierzone. Nie wszędzie jednak, Ojcze Święty, wszystko ułożyło się według twoich zamy-
słów. Na Półwyspie Iberyjskim chrześcijańscy władcy skłóceni są ze sobą. Nie mieli należy-
tego  baczenia  na  Maurów  i  dopuścili  do  zagrożenia  z  ich  strony.  Oto  wiosną  tego  roku  na
wybrzeżach  emiratu  Kordoby,  pod  miastem  Malagą  przeprawiła  się  przez  Gibraltar  cała,
ogromna  armia  marokańska  z  kalifem  Mohammadem  en  Nasirem  na  czele.  Przez  całe  lato
przygotowywali się do walki, nie tylko przez nikogo nie niepokojeni, ale nawet nie dostrzeże-
ni. Dopiero kupcy francuscy o tych faktach powiadomili biskupa Odo. Maurowie przed trze-
ma tygodniami obiegli Salvatierrę i po zdobyciu tego miasta nie– chybnie ruszą na  Toledo.
Jeśli zaś pokonają Królestwo Kastylii, bez większych kłopotów zdobędą Królestwa Aragonii i
Nawarry. Z Francji dla państw iberyjskich pomocy nie stanie. Najbliższe ich granic hrabstwo
Tuluzy stawia opór krucjacie Szymona z Montfort, który też nie może ruszyć na pomoc Ibe-
ryjczykom, bo na plecach będzie miał albigensów z Tuluzy!

Muszą więc państwa iberyjskie obronić się same?

Jak powiedziałem, Ojcze Święty, skłóceni są i wzajem się nie uznają.

Ściągnij  najpilniej  do  Rzymu  biskupa  Odo  z  Paryża.  Wspólnie  przygotujcie  listy  do

wszystkich władców iberyjskich... Ilu ich tam jest?

Właściwie trzech, bo Królestwo Portugalii w lennej jest zależności od króla Kastylii i Le-

onu. Tak więc chodzi o Alfonsa VIII kastylijskiego, aragońskiego Podrę II i króla Nawarry –
Sancho VII...

Napiszcie więc list wzywający ich wszystkich do obrony chrześcijaństwa w Europie! Mu-

szą porzucić waśnie i urazy, jakie wobec siebie żywią, i  połączyć  się  pod  jednym  dowódz-
twem. Kto powinien być dowódcą wojsk iberyjskich?

Zdaniem  biskupa  Odo  –  kastylijski  Alfons,'  ho  największą  ma  armię  i  doświadczenie

ogromne w walce z Maurami.

Ściągaj więc rychło biskupa Odo do Rzymu. Przygotuj go na legata w czasie walk z nie-

wiernymi. Aha, w listach nie zapomnijcie zaznaczyć, że wszystkie ich waśnie i zatargi Stolica
Apostolska rozsądzi po zwycięstwie nad Maurami! A też i to, że rycerze na Półwyspie Iberyj-
skim potraktowani zostaną tak, jakby brali udział w krucjacie. Trzeba wejść jeszcze w pilne
porozumienie  z  Filipem  francuskim.  Może  on  mógłby  pomocy  udzielić,  broń  i  zapasy  sto-

background image

85

sowne do Kastylii posyłając. Przecież do Kastylii dostać się można nie tylko przez zajętą wal-
ką Langwedocję, ale i przez spokojną i chrześcijańską Gaskonię. Co we Francji i w Rzeszy?

We Francji spokojnie zupełnie, jeśli nie liczyć zwycięskiej kampanii Szymona z Montfort

w Langwedocji. Wojska krucjaty zdobyły już główny ośrodek herezji, miasto Albi, i  nieza-
długo  na  Tuluzę  przyjdzie  pora.  Walki  są  ciężkie,  ale  rycerze  wiedzą,  z  kim  i  pod  jakimi
sztandarami  bój  prowadzą.  W  Świętym  Cesarstwie  Rzymskim  książęta  Rzeszy  zrzucili  z
królewskiego tronu Ottona IV i wybrali Fryderyka II, licząc, że zgodzisz się, by objął również
tron cesarstwa...

Nie uważasz, kardynale Stefanie, że ów młodzieniec będzie miał  nazbyt rozległą władzę?

Jest królem Sycylii i Niemiec; kiedy wprowadzą go na tron Świętego Cesarstwa Rzymskiego,
będzie miał władzę tak rozległą jak kiedyś jego dziadek Fryderyk I Barbarossa...

Barbarossa był przeciwnikiem Stolicy Apostolskiej i wrogiem papieża, Fryderyk sycylijski

wy– chowany był od maleńkiego przez biskupią radę regencyjną, a i kardynał Konrad miał
przez cały czas pieczę nad nim.

Kiedy  to  nie  takie  proste.  Cenię  wysoko  kardynała  Konrada  z  Moguncji  za  jego  oddanie

Kościołowi  i  Stolicy  Apostolskiej.  To  gorliwy  chrześcijanin,  a  jednak  przede  wszystkim  –
Sztauf!  Jeśli  Fryderyk  sycylijski  był  przez  Konrada  wychowywany  nie  tylko  na  wiernego
syna Kościoła, ale również na wielkiego Sztaufa, to możemy mieć z nim kłopoty nie mniejsze
niż miał je papież Aleksander III z Barbarossa... Ale może nie mam racji i jestem uprzedzony
do Sztaufów? Tak czy owak, będzie musiał Fryderyk II przed koronacją złożyć mi uroczyste
ślubowanie  posłuszeństwa  i  po–  twierdzić  wszystkie  wiarołomnie  przez  Ottona  zerwane
umowy. Dopilnujesz tego wespół z kardynałem Konradem. Co na północy?

W  krajach  skandynawskich  spokojnie.  W  księstwach  ruskich  –  różnie.  Biskup  Albert

umocnił się wraz z Zakonem Kawalerów Mieczowych w Inflantach. Dobyli już cały kraj Li-
wów, Letgalów i Selów. W ostatnim liście swoim prosi, by na ordynariusza Estonii wyświę-
cić Teodoryka – opata cysterskiego z Danamunde.

Nic nie pisze o innych próbach?

Nic.

Albo taki skromny, albo taki przebiegły. Raczej to drugie! Oto przed laty obiecałem mu, że

jeśli  dobędzie  ziemię  Estów  i  ordynariusza  zechce  tam  powołać,  wówczas  jego  mianuję  na
arcybiskupa, a Rygę podniosę do roli metropolii... Słowo się rzekło. Przygotuj więc stosowne
dokumenty  dla  opata  Teodoryka  i  dla  biskupa  Alberta.  Swoją  drogą,  podziwiam  biskupa,  a
teraz już arcybiskupa Alberta za jego upór. Dwaj jego poprzednicy zginęli, a on stworzył na
wrogiej  ziemi  państwo  kościelne  i  pogan  nawrócił.  Godny  to  upowszechnienia  przy–  kład.
Pamiętajmy o tym, kardynale Stefanie... Co w państwach sąsiednich?

W Polsce wyniesiony przez Ojca Świętego krakowski Leszek Biały przewodzi książętom.

A po zjeździe, na którym przyjęto wolność dla polskiego Kościoła, spokój zapanował. Arcy-
biskup Kietlicz nie mając już większych kłopotów, między Krakowem a Gnieznem podróżu-
je... Księstwo Halickie, po rozbiciu jego wojsk przez Polaków, nie stanowi większego zagro-
żenia, choć nie do Polski, a do Węgier przylgnęło. Węgry zaś mając na południowej swojej

background image

86

granicy kłopot z Wołosami i Pierzyngami ściągnęli z Ziemi Świętej Zakon Szpitala Najświęt-
szej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

Aha! O tym zapomniałem ci powiedzieć. Właśnie król Andrzej węgierski prosił mnie o to

osobiście i ja przez kardynała Konrada, który wyjeżdżał do Królestwa Jerozolimskiego, prze-
słałem moją zgodę na ulokowanie się Zakonu Niemieckiego na Węgrzech...

Kardynał Konrad był przed wyjazdem u mnie po stosowne pieczęcie. Tak więc jeśli nawet

Wasza Świątobliwość o czymś zapomni, to moim obowiązkiem jest wiedzieć o takich zdarze-
niach.

A kto ci taki obowiązek ustanowił?

Wasza Świątobliwość! Czyż nie mianowałeś mnie zwierzchnikiem Kurii?!

Widzę, że muszę najrychlej pozbyć się ciebie! Wiesz więcej niż ja. Ba! Wiesz nawet to, co

przed  tobą  chciałem  ukryć.  Czasami  podejrzewam  wręcz,  że  jesteś  w  zmowie  z  Janem  bez
Ziemi i udajecie wspólnie, jeden, że nie chce wpuścić, a drugi, że nie może objąć arcybiskup-
stwa Canterbury...

Doprawdy, Ojcze Święty, czasami nie wiem, żartujesz ze mnie, czy poważnie mnie oskar-

żasz?!

A jak myślisz?

Mam nadzieję, że żartujesz.

Oczywiście.  Ale  powiedz  mi  jeszcze,  czemu  ilekroć  rozmawiamy  o  świecie  chrześcijań-

skim, nie wspominasz o Czechach?

Święte Cesarstwo Rzymskie traktowało zawsze Czechy jak swoje lenno, a ich władców jak

książęta Rzeszy...

Teraz jednak książę czeski Przemysław Ottokar wystąpił do Fryderyka II o królewską god-

ność...

Nic mi o tym nie wiadomo.

A widzisz, są jednak sprawy, o których nie wiesz! W tej delikatnej sprawie trzeba będzie

zabiegów specjalnych. Czesi są lennikami cesarstwa, a więc formalnie Fryderyk II może po-
wołać Przemysława na króla, ale wówczas, kiedy już będzie sam cesarzem i kiedy uzgodni ze
mną tę sprawę. Warto więc będzie dopilnować, aby podpisując zobowiązanie wobec Stolicy
Apostolskiej, zechciał nowy  cesarz uzgodnić z nami sprawę królewskiej korony dla  władcy
Czech. W istocie nic nie mam przeciw temu, ale niech  cesarz przyzwyczaja się do tego, że
powstanie nowego królestwa  chrześcijańskiego  przez  Stolicę  Apostolską  winno  być  utwier-
dzone!

background image

87

ROZDZIAŁ XII

17 LIPCA A.D. 1212

Ojcze Święty! Hosanna! Wczoraj w Emiracie Kordoby pod mauretańskim miastem Hisn el

Ukab, przez chrześcijan iberyjskich zwanym Las Navas de Tolosa, starły się połączone woj-
ska królów: Alfonsa kastylijskiego, Pedry aragońskiego i Sancho z Nawarry z ćmą mauretań-
ską pod wodzą kalifa Mohammada en Nasira! Hosanna! Wygraliśmy ten bój okrutny! Mau-
rowie uciekli aż do brzegów Gwadaikwiwiru. Rzeka spłynęła krwią i ich trupami. Z ogromnej
wrogiej armii niewielu przeżyło. Uratowali się tylko ci nieliczni, którzy salwowali się uciecz-
ką na początku bitwy... Uciekł też i ów tchórz podły kalif Mohammad. Przysięgam ci, Ojcze
Święty, wraz z królem kastylijskim Alfonsem, że teraz twierdzę po twierdzy dobędziemy i nie
spoczniemy  tak  długo,  dopóki  choćby  jeden  Maur  będzie  pozostawał  na  Półwyspie  Iberyj-
skim.

Odo

biskup Paryża

15 STYCZNIA A.D. 1213

Kardynale  Stefanie,  teraz,  kiedy  Maurowie  zostali  pokonani,  kiedy  rozejmy  podpisano  z

sułtanem Egiptu, a z Laskarisem do ugody cesarz Henryk zmierza – pora właściwa do zajęcia
się wrogiem uciążliwym i przebiegłym – Janem bez Ziemi!

Jednak śmierć królowej Marii skomplikowała stan rzeczy w Królestwie Jerozolimskim.

Jest tam jednak mąż jej, król Jan, a jak wiem, choć Maria zmarła przy porodzie, córka ich

Izabela – żyje. Jest więc  następczyni  tronu.  Jan,  który  potrzebuje  matki  dla  swego  dziecka,
mógłby za moją zgodą szczególną – szybciej niż to wymagane – pojąć za żonę jakąś księż-
niczkę najbliższą. Tak czy  owak sprawa śmierci królowej Marii nie  zmienia  pod–  pisanego
rozejmu z Saladynem.

W zasadzie nie zmienia, jeśli Jan ożeni się z księżniczką państwa nie nazbyt silnego. Jeśli

bowiem zawarłby poprzez małżeństwo sojusz czy z Cesarstwem Łacińskim, czy też z Laska-
risem, mogłoby to zaniepokoić egipskiego sułtana.

Przecież król Małej Armenii ma kilka dorodnych córek.

Rzeczywiście mogłaby to być księżniczka armeńska.

Na co więc czekasz, skontaktuj się w tej sprawie z arcybiskupem Antiochii, ucieszy się na

pewno z tego związku, dodaj, że akceptowanego przeze mnie...

Zwycięstwo nad Maurami też nie likwiduje zupełnie zagrożenia państw iberyjskich. Kalif

wprawdzie zmarł i armia jego została rozbita, ale nowym kalifem obwołano jego syna, mło-
dego Jusuf el Mustensira, a ten w Maroku rozpoczął tworzyć nową armię!

background image

88

Widzę, kardynale Stefanie, że albo chcesz mi popsuć nastrój, albo odciągnąć od decyzji w

sprawach Anglii... Powiadam ci raz jeszcze z całą mocą  –  uważam,  że  po  zwycięstwie  nad
Maurami świat chrześcijański nie jest zagrożony przez wrogów z zewnątrz. Trzeba nam teraz
wziąć się za wrogów wewnętrznych. Czyż nie mam racji, kardynale Stefanie?

Racja to najbezspomiejsza, Wasza Świątobliwość!

Przypatrzmy się wewnętrznym zagrożeniom. Heretycy bułgarscy wybici w pień albo w lo-

chach siedzą. Z albigensami kończy rozprawę Szymon z Montfort...

Moim zdaniem, Ojcze Święty,  ta  krucjata  już  powinna  być  zakończona.  Mam  oto  list  do

Waszej  Świątobliwości  od  króla  Piotra  aragońskiego,  który  dzielnie  przeciw  Maurom  pod
Navas de Tolosa stawał. Po powrocie zaś do Aragonii, on – żołnierz krucjaty chrześcijańskiej,
musiał ze swoim rycerstwem wychodzić w pole, by bronić własnych granic przed atakującym
je  rycerstwem  krucjaty  Szymona  z  Montfort.  Przecież  Francuzi  zdobyli  już  Albi  i  Tuluzę.
Padła i w perzynę obrócona została cała Langwedocja. Czyżby teraz Szymon miał podbijać
ziemie prawowitych chrześcijan?

Nie bądź taki popędliwy w osądach, kardynale Stefanie. Zwykle spokojnie do spraw pod-

chodzisz, a tu nagle takie zacietrzewienie. Wiesz, że mam dokładne i stałe wieści z tej kru-
cjaty... Jeśli więc albigensi z hrabstwa Tuluzy uciekają do Królestwa Aragonii, a tam zamiast
do  lochów  ich  wrzucać,  przyjmują  ich  jak  honorowych  gości,  to  wówczas  nie  dziwota,  że
wojska Szymona z  Montfort  przekraczać  będą  granice  królestwa  Aragonii,  by  uciekinierów
wyłapać. Jeśli zaś Piotr – czy Pedro, jak  go  w  Aragonii  nazywają  –  nie  zrozumie  tego,  ze-
zwolę, by wojska Szymona ku Saragossie ruszyły! Zamiast użalać się nad sobą i słać skargi
na dowódcę wyprawy przeciw albigensom, niech król Pedro właściwie swoje wojska wyko-
rzystuje, a wówczas zagony Szymona  nie będą musiały wchodzić do Aragonii. Uwiadom o
tym skarżącego się Aragończyka, którego odwagę w wojnie z Maurami cenię niezwykle i na
taką samą liczę w rozprawie z francuskimi heretykami... Wracając zaś do przerwanego wąt-
ku... Rację masz, że skoro padła Tuluza i poległ hrabia Rajmund, to rozprawa z albigensami
nie potrwa długo. Wystarczy zdobyć miasto Auch i północ hrabstwa. Albigensi już teraz nie
stanowią  poważnego  zagrożenia.  Zagrożeniem  takim  pozostaje  harda  postawa  króla  Anglii
Jego upór i niechęć wobec Stolicy Apostolskiej.

Trwa to już tyle lat. Od kiedy nie ma on ziemi na kontynencie,  może przez następne lata

siedzieć bezkarnie i bezpiecznie na swoich wyspach!

Bezpiecznie i bezkarnie – powiadasz? Otóż tak właśnie nie będzie! Jeśli wyklęcie tego bez-

bożnika nie jest na niego radą Jeśli nadal własnych biskupów chce poza Anglią trzymać, to
tym razem ogłoszę Jego detronizację. Ja mu koronę nakładałem i Ja mu ją zdejmę. Jeśli zaś
pozbawię go tronu i ogłoszę, że każdy chrześcijanin szlachetnie urodzony może zostać królem
Anglii,  jeśli  nadto  poproszę  francuskiego  Filipa,  by  zajął  pozbawione  władcy  królestwo,  to
wierzaj mi, król Jan, zwany Janem bez Ziemi, dopiero wtedy stanie się człowiekiem bez żad-
nej ziemi. Myślę, że Szymon z Montfort, skończywszy z albigensami, chętnie weźmie się za
nowych heretyków.

Chcesz, Wasza Świątobliwość, ukarać cały naród za jednego tylko wroga Kościoła?

background image

89

A jakiż to lud może o sobie powiedzieć, że jest chrześcijański, jeśli za swego władcę ma

napiętnowanego  przez  Stolicę  Apostolską  bezbożnika?  Jeśli  ów  lud  znosi  wygnanie  bisku-
pów, jeśli znosi poniżenie  księży,  to  czemu  nie  ma  być  potraktowany  jak  mieszkańcy  Lan-
gwedocji sprzyjający albigensom? A czyż Anglia jest lepszą krainą od Langwedocji?... Jeśli
więc król Jan nie pokaja się przed tobą, moim legatem i arcybiskupem Canterbury, to wierzaj
mi – wojska nowej krucjaty pojawią się w Anglii szybciej, niż on lub ktokolwiek inny może
się tego spodziewać.

15 MAJA A.D. 1213

Ojcze Święty! Spotkałem się dzisiaj w Dover z królem Janem – błagalnikiem i lennikiem

twoim. Uznał on mnie za twego legata i przedstawiciela pełnoprawnego, a także jako arcybi-
skupa Canterbury. Obiecał pod przysięgą – w obecności wszystkich biskupów i książąt króle-
stwa  angielskiego  –  zwrot  dóbr  kościelnych,  bezprawnie  zagarniętych,  a  także  przekazanie
każdemu biskupowi z osobna zadość– uczynienia za straty w czasie zagrabienia majątku po-
niesione. W przytomności naszej, z odkrytą głową i w przyklęku – pełnym głosem wypowie-
dział słowa, które w liście swoim powtarza: „ Zrzekam się królestwa Anglii i Irlandii ofiaru-
jąc je Bogu, Jego świętym apostołom Piotrowi i Pawłowi, świętemu Kościołowi rzymskiemu
i panu papieżowi Innocentemu oraz jego następcom” . Ponieważ w Dover Jan spełnił wszyst-
kie warunki Jakie postawiłeś, Wasza Świątobliwość, zgodnie więc z umową przekazałem mu
w twoim imieniu Anglię i Irlandię Jako lenno. Tak zatem król Jan stał się lennikiem Stolicy
Apostolskiej!  My  zaś  wszyscy  udajemy  się  do  swoich  biskupstw,  uroczyście  przez  ludność
będąc witani. Jak rzekłeś przed laty – cierpliwość została nagrodzona.

Stefan Langdon

arcybiskup Canterbury

4 GRUDNIA A.D. 1213

Dostojny kardynale Konradzie, chociaż jesteś zwolennikiem Sztaufów, zważ, że tobie wła-

śnie  powierzyłem  zwierzchnictwo  nad  moją  kancelarią  i  Kurią,  mając  nadzieję,  że  i  z  tym
zadaniem radził sobie będziesz równie łatwo, jak z zadaniami, jakie ci dotąd stawiałem.

Postaram się, Ojcze Święty, byś decyzji swej nie uznał za pomyłkę.

Dobrze. Powiedz mi, co z Ottonem? Podobno jakąś intrygę szykuje?

Sprawa  jest  poważna.  Cesarz  Fryderyk  II  uzyskał  wiadomość,  że  Otton  wszedł  w  tajne

układy z królem Janem.

I cóż z tego? Obydwaj są słabi.

Osobno, Wasza Świątobliwość, są rzeczywiście słabi, ale razem?

Co zamierza? Po co zawiera układ z angielskim Janem? Przeciw komu to ich przymierze?

Przeciw Filipowi francuskiemu.

Co im to może dać?

background image

90

Jeśli dwustronny atak na Francję by się powiódł, to Jan i Otton odnieśliby kolosalne korzy-

ści.  Jan  odzyskałby  Normandię,  a  najpewniej  dołożyłby  sporo  do  tych  ziem,  bo  francuscy
rycerze z północy walczą przeciw albigensom w Langwedocji. Gdy Jan wyruszy z wojskiem
angielskim przeciw Francji, natychmiast musi przyłączyć się do  niego hrabia Flandrii, który
wcześniej  oddał  część  ziemi  Filipowi.  Jeśli  teraz  tego  nie  zrobi,  to  w  przypadku  wygranej
Jana – straci i hrabstwo, i głowę! Od północy ruszy przeciw Francji Otton – prawdopodobnie
wespół z Flamandami. Jeśli pokonają Francję, przyłączy się do Ottona większość książąt Rze-
szy.  Wówczas  Fryderyk  II  zostanie  sam.  A  Jana  angielskiego  i  Ottona  brunszwickiego  nie
zatrzyma ani ponowne potępienie, ani wyklęcie, bo też nie będzie żadnej siły, która mogłaby
spełnić wolę Waszej Świątobliwości – jeśli Filip przegra!

Jest  jeszcze,  kardynale,  taka  siła.  Mówię  o  sile  najwyższej  -sprawiedliwości  Bożej,  która

lekceważy  militarne  rachuby  i  wybiera  korzystne  dla  Kościoła  rozwiązania.  Jeśli  więc  Bóg
dopuści, aby stanęli Jan z Ottonem przeciw Filipowi, to nie po to, aby ich niecny spisek zwy-
cięstwem nagrodzić! Miej ufność w Panu!

Mam ją, Ojcze Święty,  ale jeśli oni wygrają, będziemy zdani tylko na opiekę  Bożą. A ci

dwaj, pewien tego jestem – po zwycięstwie ruszą nie przeciw królestwu Sycylii, tylko prze-
ciw Stolicy Apostolskiej! Trzeba więc temu sojuszowi i całej tej bezbożnej intrydze zapobiec!

Czyń  to,  kardynale  Konradzie.  Powiedz  też,  czego  oczekujesz  ode  mnie  w  tej  ponurej

sprawie?

Właśnie chciałem o to zapytać Waszą Świątobliwość.

Raczysz żartować, przyjacielu! Jeślibym znał odpowiedzi na takie pytania, nie powoływał-

bym swoich doradców. Jesteś rycerzem, a więc powinieneś lepiej  niż ja wiedzieć, jak przy-
szłej wojnie zapobiec.

Rzecz w tym, że raczej wiem, jak wojnę wygrać, jeśli do niej dojdzie, nie jak jej zapobiec,

Sądzisz więc, że mogłoby rycerstwo francuskie sprostać połączonym siłom Ottona i Jana?

Tak! O tym jestem przekonany, ale wówczas rycerstwem powinien dowodzić nie król Filip,

a biskup Senlis-Guerin, który z nas wszystkich najlepszym jest w rozwiązywaniu łamigłówek
na polu walki. Wie wszystko co możliwe o bitwach dawnych i ostatnich, a król Filip jest mi-
strzem  jeno  we  władaniu  mieczem.  Chciałbym  zaznaczyć,  ja  jestem  za  tym,  aby  do  bitwy
doszło. Jeśli bowiem Francuzi pokonają i Anglików, i Welfów z Flamandami, to nasz cesarz
Fryderyk  zostanie  niepodzielnym  obrońcą  świętego  Cesarstwa  Rzymskiego,  bo  choć  Filip
wygrałby, to przecież też wyszczerbi swoją armię o siły przeciwnika i na długo będzie osła-
biony.

Najpierw jednak mówiłeś, że intrydze Jana i Ottona trzeba zapobiec...

Intrydze – tak! Chodzi o to, by nie zjednali oni dla swego zamysłu dodatkowych sojuszni-

ków. Otton – na przykład Polaków i Czechów, a Jan – Duńczyków lub Szwedów. Powinno
więc dojść do bitwy Francji przeciw zdradzieckiemu Ottonowi, który bezzasadnie o cesarską
koronę zabiega, i Janowi, który słusznego wyroku sądu lennego nie uznaje. Za zdrajcami nikt
nie stanie, no może z wyjątkiem Flamandów.

background image

91

Wszystko więc w rękach Boga!

I rycerzy francuskich...

Rola  ich  zaiste  wzrasta  niepomiernie.  Obronili  Kościół  przed  heretykami,  mogą  obronić

przed zdrajcami, a i oni przecież rozgromili Cesarstwo Bizantyjskie. W tym czasie rycerstwo
niemieckie Świętego Cesarstwa Rzymskiego albo walczyło między sobą o władzę, albo na-
stawało na Stolicę Apostolską... Doprawdy, zaczynam się zastana' wiać, czy Rzesza jest wła-
ściwym obrońcą Kościoła rzymskiego, czy można na nią Uczyć w przyszłości. Muszę się nad
tym głęboko zastanowić... Wy, Niemcy, dziwnym jesteście narodem. Idąc na północ trafiacie
do  wschodnich  krain,  idąc  na  wschód  –  do  południowych.  Nie  macie  najpewniej  zmysłu
orientacji.

Albo właśnie mamy ów zmysł nadmiernie czuły.

Na co czuły, Konradzie?

Na powodzenie...

Czyje? Rzeszy, Świętego Cesarstwa Rzymskiego czy Stolicy Apostolskiej?

Zależy, kto... Otton – najpewniej Rzeszy, Fryderyk – Świętego Cesarstwa Rzymskiego, a ja

– Stolicy Apostolskiej.

A jeśli we trójkę spotkalibyście się w sprawie wojny z Francją, kto stanąłby po czyjej stro-

nie?

Toś  ty,  Ojcze  Święty,  spowodował,  że  takie  spotkanie  byłoby  niemożliwe...  I  uczyniłeś

słusznie!

Dzięki ci za szczerość, kardynale Konradzie. Uczyń wszystko, co w twojej mocy, by biskup

Senlis-Guerin pojawił się jak najrychlej w Rzymie!... Nadto ściągnij również do mnie kardy-
nała Langtona. Równie rychło, ale sekretnie.

Ojcze Święty! Oto krótka relacja z wydarzeń wojennych we Francji. Jan zaczął wyładowy-

wać się z armią na południu. Kiedy uwiadomione o tym oddziały syna Filipa, Ludwika, sta-
nęły  naprzeciw  w  składnym  ordynku,  Jan  uszedł  bez  walki.  Nie  wiedząc  najpewniej  o  tym
odwrocie, Otton i  Flamandowie  od  północnego  wschodu  weszli  do  Francji  i  pod  Bouvines,
nieopodal Lill, zostali zatrzymani przez nasze wojska. Trzy pacierze temu bitwa została skoń-
czona. Wojsko Ottona i Flamandów doszczętnie rozbite – poszło w rozsypkę! Bóg sprawił, że
Otton, który splamił się zerwaniem przymierza ze Stolicą Apostolską, na polu bitwy insygnia
cesarskie postradał. Dostojny król Filip berło i koronę prześle posłańcem do najdostojniejsze-
go cesarza Fryderyka II. Stała się więc sprawiedliwość Boża, o  czym pośpiesznie donoszę z
uszanowaniem najwyższym. Pierwszy rzucił się do ucieczki książę Brabantu ze swoimi od-
działami  i  to  o  losie  Ottona  przesądziło.  Król  Filip  ze  łzami  w  oczach  dziękował  Bogu  za
zwycięstwo i tobie obiecał rychło złożyć śluby lenne.

Guerin

biskup Senlis

background image

92

14 WRZEŚNIA A.D. 1214

Poznajcie  się  nawzajem:  kanonik  kapituły  w  Osmie  –  Dominik  Guzman,  a  to  Szymon  z

Mont”  fort – pogromca heretyckich albigensów.

Któż by nie znał dostojnego Szymona z Montfort, Wasza Świątobliwość?! Miło mi poznać

cię, Boży rycerzu.

Jak wiem od Ojca Świętego, ty też chcesz być rycerzem Bożym, z tym, że inną bronią wal-

czyć.

Tak, moi mili. Dominik walczył będzie słowem. Czasami słowo może miecz zastąpić, ale

tylko czasami, choć Dominik powiada, że słowo zawsze jest silniejsze od miecza. Nie chciał-
bym, by spotkanie nasze zamieniło się w spór o wyższości miecza nad słowem czy też od-
wrotnie, bo idzie mi o połączenie obu tych broni. Oto zamierzam w niedługim czasie przeka-
zać ci, Szymonie, w lenno nie tylko Langwedocję, ale wszystkie zdobyte przez ciebie ziemie.
Chciałbym jednak, by właśnie pokonanych heretyków spróbować słowem  Bożym od piekła
uratować. Tyś, Szymonie, dobrze wykonał swoje zadanie i będziesz za to nagrodzony. Chcę,
byś teraz po trudach walk odpoczywał na darowanej ziemi. Niech teraz kanonik udowodni, że
to,  co  zamierza  -może  być  spełnione!  Chcę,  aby  właśnie  na  ziemiach  bezbożnego  hrabiego
Rajmunda  z  Tuluzy  powstał  zakon  kaznodziejów,  o  który  zabiega  kanonik  Dominik.  Ja
nadam ci zdobyte ziemie, a jakie ty, Szymonie – hrabio Tuluzy, uczynisz nadanie dla zakonu
Dominika?

Ojcze Święty, nie szczędziłem potu i krwi walcząc z heretykami. Takoż dzielnie walczyli

podlegli mi rycerze. Nigdy żaden z nas o doczesnej nagrodzie dla siebie nie myślał. Jeśli jed-
nak Wasza Świątobliwość hojność i łaskawość swoją okazuje – nie mogę niewdzięcznością
odpłacać, bo też i wiem, że jeśli mieczem w Langwedocji trwać nie będziemy, to smokowi
heretyckiemu  łatwo  może  głowa  odrosnąć.  Wówczas  nasz  miecz  potrzebny  będzie!  Tegom
pewien! Im więcej jednak heretyków zostanie przekonanych przez zakon kaznodziejów, tym
rzadziej  miecz  trzeba  będzie  z  pochwy  dobywać.  Nadam  zakonowi  kanonika  Guzmana
wszystkie  posiadłości  w  Pronille  koło  Tuluzy.  Stałem  tam  na  popas  ze  swoim  oddziałem,
wiem więc, że to dobrze położone i obronne miejsce z oszczędzoną przez wojnę zabudową...

Dziękuję ci najserdeczniej, dostojny Szymonie. Wiedz, że my nie tylko zamierzamy prze-

konywać heretyków do religii naszej, ale też wskazywać sądom stosownym tych, którzy here-
zji swojej nie chcą ujawnić albo porzucić.

Ja kazałem zabijać wszystkich heretyków. Bóg będzie wiedział, który z nich do piekła, a

który powinien iść do czyśćca. A jeśli nawet pośród nich trafił się chrześcijanin – Bóg skie-
ruje jego duszę do nieba...

O tym właśnie mówimy, Szymonie, że rycerze nie mogą w materii tej decydować, mogą to

czynić bracia zakonni. Zresztą, sednem sprawy jest nie tylko to, kto będzie heretyków rozpo-
znawał, lecz także, kto i w jaki sposób będzie ich sądził i karał. Chcę więc powołać przy Kurii
Sanctum Officium, które zwalczaniem wszelkiej herezji będzie się zajmowało. Herezja to nie
tylko Langwedocja i albigensi. Ta hydra odżyć może i w Bułgarii, i w Anglii, i w innym miej-
scu. Herezja to szatan, a walka z szatanem nie jest ani prosta, ani też łatwa.

background image

93

Pragnę  przypomnieć  Waszej  Świątobliwości,  że  za  czasów  papieża  Lucjusza  III  wydane

zostało bis– kupom zalecenie, by heretyków wyszukiwać i od– dawać w ręce władzy książę-
cej – wcześniej osądzając ich myśli i czyny przez biskupie sądy inkwizycyjne. Stąd może one
sądy  biskupie  zostawić  i  nazwać  Inquisitio  Haereticae  Pravitatis  –  podporządkowując  je
Sanctum Officium?!

To dobry pomysł, Dominiku! Przy czym zadanie wykrywania heretyków – spoczywać bę-

dzie przede wszystkim na twoim zakonie i jeśli biskup jakiś uzna, iż w jego diecezji grasuje
herezja, powinien rychło was wezwać, a wy po wyłapaniu heretyków pod sąd inkwizycyjny
ich postawicie! Kościół jednak powołany jest po to, by nieść życie, a nie śmierć, nawet jeśli
jest  to  śmierć  heretyka,  dlatego  do  nas  należeć  może  jedynie  znalezienie  bluźniercy  i  osąd
jego czynów – wyrok wykonywać będzie władza świecka...

8 STYCZNIA A.D. 1215

Kardynale Konradzie, już pora zwołać sobór powszechny i ogłosić krucjatę, która uwolni

Miasto Święte i Grób Chrystusa! Już pora!...

Tak też sądzę, Wasza Świątobliwość. Po klęsce Ottona i Jana bez Ziemi sprawy ułożyły się

zupełnie pomyślnie dla Stolicy Apostolskiej. Seldżucy nam nie zagrażają. Sułtan egipski pod-
pisał układ z Królestwem Jerozolimy, a Sułtanat Ikonionu z Cesarstwem Łacińskim. I na Za-
chodzie, i na Wschodzie mamy upragniony spokój.

Tak więc jeszcze w tym roku trzeba zwołać sobór powszechny. Do udziału w nim zaprosi-

my nie tylko arcybiskupów i biskupów, lecz także wszystkich cesarzy i królów oraz znacz-
niejszych książąt.

Ojcze Święty, to będzie z tysiąc osób!

Niechajże będzie i dwakroć tyle. A czy sprawy, którymi trzeba się zająć, nie wymagają ta-

kiego zgromadzenia? Z cesarzami, królami i książętami o terminie i dowództwie piątej wy-
prawy  krzyżowej  trzeba  rozmawiać.  A  sprawa  dziesięcin  i  majątku  kościelnego?  A  sprawa
powołania świętej inkwizycji?... Mało też mamy naszych, kościelnych spraw, kiedy już gości
świeckich odprawimy? Mam ci je wymieniać? A może to ty uczynisz?

Ojcze Święty, przecież Kuria pod moim nadzorem przygotowuje już materiały i dokumenty

stosowne...

Co więc przygotowujecie?

Jednakowe formy sakramentów: chrztu, bierzmowania i małżeństwa. Nadto postanowienia

dotyczące  spowiedzi  i  dochowania  jej  tajemnicy.  Przygotowujemy  też  właściwą  formułę
przeistoczenia chleba w ciało, a wina w krew Chrystusową. Chcemy też przypomnieć o obo-
wiązku celibatu, o potwierdzeniu autentyczności świętych relikwii...

Stop! Kardynale Konradzie, sam widzisz, że sobór powszechny jest więcej niż konieczny!

Przygotowuj go na jesień tego roku, a piątą wyprawę krzyżową zwołamy w rok później. Czy
chciałbyś zmienić te terminy?

Skądże Jeśli taka twoja wola. Choć co do terminu krucjaty...

background image

94

Oczywiście, jako rycerz powiesz, że najlepiej rozpoczynać wyprawę wiosną.

Nie o to chodzi, Ojcze Święty. Przebywałem wiele lat z twego polecenia w Królestwie Je-

rozolimy, stąd znam zwyczaje Saracenów. Wiem więc, że oni lękają się  pewnych  dat.  Sam
sułtan egipski Al-Adil bał się naszego roku tysiąc dwieście trzydziestego szóstego, bo wtedy
właśnie mija sześćset sześćdziesiąt sześć lat od narodzin ich proroka Mahometa, a to czas, do
którego według nich trwa najmocniejsza siła ich religii i ich proroka. Może więc należałoby
się wstrzymać z piątą wyprawą i zaczekać jeszcze dwadzieścia jeden lat?

Sądzisz, że doczekamy tak sędziwego wieku?

Najpewniej nie, ale przecież będą następni.

Na pewno będą, ale może nie być równie sprzyjających warunków co teraz. Można wpraw-

dzie wy– korzystać owo przeświadczenie wyznawców Mahometa i przypomnieć Saladynowi,
że siła heretyckiej bestii islamskiej niezadługo minie, niech więc się mają na baczności, ale
jeśli  nie  masz  innych  argumentów  przeciw  ustaleniu  terminu  piątej  krucjaty  na  rok  tysiąc
dwieście siedemnasty, to ja pod– trzymuję tę właśnie datę.

Nic nie mam przeciw niej, chciałem tylko przy– wieść, chyba bardziej jako ciekawostkę, to

o czym mówili Saraceni, a co dotarło do mnie w Królestwie Jerozolimskim...

Widzisz, drogi mój kardynale Konradzie, za– wszem uważał, że celem mego życia będzie

oswobodzenie Świętego Miasta – Jeruzalem i zbudowanie bazyliki nad oswobodzonym Gro-
bem Pańskim. A zajmowałem się nie walką przeciw Saracenom, a godzeniem, albo zwalcza-
niem – władców chrześcijańskich, którzy przeciw takiemu zamysłowi – ba, czasami przeciw
Stolicy Apostolskiej – występowali! Teraz, kiedy do spokoju między chrześcijańskimi króle-
stwami doprowadziłem – powinienem, muszę cel życia swego wypełnić oswobadzając Jeru-
zalem! Piąta wyprawa krzyżowa ruszy więc najbezsporniej wiosną lub latem tysiąc dwieście
siedemnastego roku! Tego jestem najzupełniej pewien!...

background image

95

CZĘŚĆ TRZECIA

VICI...

background image

96

RANEK 16 LIPCA A.D. 1216

Drogi mój przyjacielu! Jestem powalony przez nagłą chorobę i o pomoc cię proszę, dostoj-

ny biskupie Huguccio. Otom jechał tutaj chcąc złagodzić spór miedzy Genuą a Pizzą. Chodzi
o transport morzem krzyżowców w przyszłym roku. Nie dotarłem do Pizy, bo tu właśnie, w
Perugii, choroba mnie zmogła tak bardzo, że złożyła do łoża. Jestem tu już któryś dzień z ko-
lei, a wcale mi się nie polepsza. Czuję, że choroba potrwa dłużej, dlatego też zwołałem rady
zwaśnionych miast tutaj, do Perugii. Rozeznaj, proszę, przyczynę najgłębszą sporu, uzgodnij
z kardynałem Konradem, co można obu miastom zaproponować, tak by tego niepotrzebnego
konfliktu uniknąć, i przyjdźcie uwiadomić mnie, co powinienem uczynić i z czym obie rady
miejskie przyjąć. Wieczorem czekam na was, a jutro z rana przyjmę zwaśnione strony i spór
rozstrzygnę.

POŁUDNIE 16 LIPCA A.D. 1216

Znajdował  się  nie  w  Perugii,  lecz  w  Segni.  Brzęczały  pszczoły.  Na  bezchmurnym  niebie

słońce stało w zenicie. Szedł między wzgórzami. Właściwie nie szedł, raczej płynął ścieżką,
którą tylekroć biegał w dzieciństwie. Wiedział, że za chwilę zza wzgórz  wyłoni  się  kaplica
kryta czerwoną dachówką. Teraz osłaniały ją gęste krzewy okalające wzgórza. Słyszał ptaki,
widział przydrożne znane mu kamienie! Jeszcze kilka metrów... Pojawił się z prawej strony,
za  wzgórkiem  biały  narożnik  kaplicy,  narastał  murem,  czerwienią  dachu.  Kiedy  ostatni  raz
był tutaj? Najpewniej mając lat piętnaście, przed swoim wyjazdem do Paryża, a więc czter-
dzieści lat temu... Obraz był taki sam jak wtedy, tyle tylko, że nad kaplicą jaśniała łuna sil-
niejsza od południowego słońca. Kiedy wychodził zza wzgórza, kiedy narastał widok na ka-
plicę, a później na łunę złocistą w miejsca, gdzie był ołtarz – musiał odwrócić głowę. Czuł się
tak, jak wtedy, kiedy leżał na wzgórzu i próbował spojrzeć w słońce. Mury kaplicy stały nie-
naruszone,  ciche  i  dostojne  i  tylko  ta  łuna  nie  zmieniająca  kolorów  budynku  była  –  złota!
Wiedział, że zbliża się do kaplicy, jakby nie ze swojej woli. Z czyjej woli znalazł się w Se-
gni? Czy to sen? Czuł podmuch wiatru na twarzy, widział motyle i drgającą łodygę przydroż-
nego rumianku. Wiedział, że zmierza ku ołtarzowi, czuł, że tu w tej kaplicy rodu Segni czeka
na niego Najwyższy. Zatrzymał się bez żadnej trwogi. Był spokojny, jakby wstał z klęczek po
długiej modlitwie. Podniósł głowę i spojrzał prosto w złoto gorejące!...

Czekam tu na ciebie, mój synu – usłyszał, a właściwie wiedział, że słyszy ten głos docho-

dzący go ze wszystkich stron. Głos ów był w nim!...

Przyszedłem, gdyż tego chciałeś. Czy przywołujesz mnie do siebie, Panie, bo czymś zawi-

niłem?

A czujesz się winny?

Nie! Od kiedy przed czterdziestu laty zszedłem z tej ścieżki, którą dziś wróciłem – wszyst-

ko, co robiłem, czyniłem dla Kościoła rzymskiego.

Zrobiłeś wiele, mój synu...

background image

97

A  tyle  jeszcze  do  zrobienia.  Muszę  dopilnować  piątej  krucjaty.  Jeruzalem  i  Grób  Święty

jeszcze w rękach Saracenów.

Wiem przecież o tym wszystkim... Chcesz więc, bym  cię ukarał niezasłużenie – dalszym

pozostawieniem na ziemskim łez padole i walką o Kościół? Ja zamierzam cię nagrodzić i za-
brać do siebie, właśnie teraz w tej chwili, kiedy wszystko, co uczyniłeś – o twojej wielkości i
chwale stanowi. Kiedy Kościół jaśnieje jak ta kaplica w twoim rodzinnym Segni. Chcesz więc
kary czy nagrody?

Panie mój, mam wybór jakiś, skoro powiedziałeś o swoim zamiarze i skoro tu stoję przy-

wołany przez Ciebie?

Jeślibyś prosił?

A czy mogę, jak życzysz sobie, udać się do Ciebie i wiedzieć zarazem, co stanie się póź-

niej, kiedy już nie będę Twoim wikariuszem na Ziemi?

Za dużo chcesz, synu. Jeśli decydujesz się, bym cię wynagrodził za twoje staranie, chodź

do mnie... Jeśli zaś uważasz, że powinieneś pozostać, zostaniesz! Wówczas też wiedział bę-
dziesz, co sta– nie się z przyziemnymi sprawami w czas twego żywota.

A później?

Kiedy będziesz ze mną, te przyziemne sprawy w ogóle nie będą ciebie obchodzić!

To niemożliwe!

Skoro ja ci to mówię...

Jestże to możliwe, bym nie interesował się tym, co czyniłem przez całe życie?

Przez chwilkę tylko, mój synu, bo i  czymże  jest  to  twoje  życie.  Tu  czeka  się  wieczność.

Wiesz, co to jest wieczność?...

Panie, idę do Ciebie!

Czekam, synu!

Cały czas patrzę na Ciebie, choć kiedyś, kiedym leżał na tych wzgórzach, nie mogłem spoj-

rzeć w południowe słońce!

A spójrz na nie teraz.

Jakież blade wobec Twego blasku! Panie mój, idę do Ciebie!

styczeń 1976
maj 2000

background image

98

SPIS TREŚCI

1.  Część pierwsza VENI ...........  1
2.  Część druga VIDI ................. 24
3.  Część trzecia VICI ................ 95


Document Outline