background image

NINA TINSLEY 

 

WSTĘP DO MIŁOŚCI 

Przełożyła Ludmiła Trigg 

background image

ROZDZIAŁ I 

 

W czerwcu do Lakę Distriet zaczynali przyjeżdżać pierwsi turyści i Galeria Reeda, coraz 

bardziej popularna, również napełniała się ludźmi.   

– Ten facet przychodzi tu każdego popołudnia już od tygodnia – Jenna Reed przesunęła się 

swoim inwalidzkim wózkiem na pozycję, z której mogła obserwować zwiedzających.   

–  Który  facet?  –  zapytałam,  choć  wiedziałam  bardzo  dobrze  o  kogo  chodzi,  bo  i  ja 

zauważyłam jego częste wizyty.   

–  Myślę,  że  to  Francuz,  a  może  Włoch  –  Jenna  powiedziała  z  namysłem.  –  Muszę 

zobaczyć, jakiego koloru są jego oczy.   

–  Zrób  to  teraz  –  odpowiedziałam,  ponieważ  mężczyzna  podchodził  akurat  do  krótkiej 

lady, za którą stałyśmy.   

–  Interesuje  mnie  obraz  Felice  Flyte  o  numerze  32.  Rozumiem,  że  to  jest  oryginał?  – 

powiedział z lekkim, według mnie, francuskim akcentem.   

Jego oczy były ciemne, prawie czarne, głęboko osadzone pod prostymi brwiami.   
– Oczywiście, że to oryginał. Jeżeli sprzedajemy kopie, wyraźnie to zaznaczamy – mój głos 

nie zabrzmiał chyba zbyt uprzejmie, ale miałam za sobą długi, ciężki dzień.   

– Tak myślałem. Jej prace są nie do podrobienia. Czy przyjmie pani depozyt? 
Wyjął  portfel  z  kieszeni  marynarki  i  wcisnął  mi  do  ręki  garść  piątek.  Przeliczyłam  je 

dokładnie,  świadoma  jego  wzroku  na  sobie,  po  czym  wręczyłam  mu  kwit.  Mężczyzna 
uśmiechnął się.   

– Świetnie. To piękny obraz.   
Jenna  Reed  przesunęła  się  wózkiem  bliżej.  Jego  spojrzenie  spoczęło  na  chwilę  na  jej 

twarzy, po czym ześlizgnęło się z niej. Nie byłam pewna, ale miałam wrażenie, że dostrzegłam 
w nim litość, a tego Jenna nie znosiła.   

–  Dopilnuję,  żeby  obraz  został  dokładnie  zapakowany  i  przygotowany  do  odbioru  – 

powiedziałam szybko.   

– Dziękuję, zgłoszę się po niego na początku przyszłego tygodnia.   
–  Czy  mogę  prosić  jeszcze  o  pańskie  nazwisko?  –  zapytałam,  z  długopisem 

przygotowanym w dłoni.   

Mężczyzna zawahał się, w końcu wzruszył ramionami.   
– To nieważne. Proszę się nie bać, na pewno wrócę. – odpowiedział i ruszył w kierunku 

wyjścia.   

Jenna głośno wypuściła powietrze.   
– Dlaczego nie nalegałaś, żeby podał ci swoje nazwisko, Lindsay? Chciałam je poznać.   
–  To  niedobrze.  On  wyraźnie  chce  pozostać  anonimowy.  Przygwoździła  oparcia  wózka 

zaciśniętymi pięściami.   

– Dlaczego zawsze mnie ignorujesz? Nienawidzę tego miejsca, Lindsay Strong! 
– Jeśli tak bardzo go nienawidzisz, dlaczego wciąż tu przychodzisz? Przecież nie musisz, 

możesz się trzymać stąd z daleka.   

background image

– Obserwuję cię. Roger oczekuje tego ode mnie! – Oczy jej stały się granitowo twarde, a 

ich błysk przywiódł mi na myśl błysk niedoszlifowanego kamienia. Była uderzająco piękna, 
jeśli nie liczyć niezadowolonego grymasu jej ust.   

– Nie opowiadaj bzdur, Jen. Rogerowi nie śniłoby się nawet nie wierzyć mi.   
– Och, wierzyć – powiedziała. – Jesteś taka głupia. Wiem, że nie chcesz po prostu, abym ci 

stała na drodze! 

Ton  jej  głosu  podniósł  się  i  rozejrzałam  się  wokoło  w  obawie,  że  klienci  mogliby  nas 

usłyszeć. Na szczęście jednak Davies, który ściśle przestrzegał godzin otwarcia i zamknięcia 
wystawy, dopilnował, żeby zwiedzający powoli opuszczali już galerię.   

– Masz prawo tu przebywać – stwierdziłam kwaśno – ale denerwujesz personel swoimi 

śmiesznymi oskarżeniami. Będę musiała pomówić z Rogerem...   

– Pomówić z nim!? Proszę! Mój brat i tak nie stanie po twojej stronie, nie odważyłby się! 
– O czym ty mówisz? Jenna roześmiała się.   
– Za dużo wiem.   
Odwróciłam się od niej i zaczęłam przeliczać całodzienny utarg. W tym momencie pojawił 

się Davies i podszedł do Jenny.   

– Czy mam pomóc pani na schodach, panno Reed? – zapytał.   
– Pilnuj swoich spraw! 
Davies,  były marynarz,  z szerokimi ramionami, mocną opalenizną i  błękitnymi oczyma, 

stał obok niej bez ruchu. Odwróciłam się do Jenny.   

– Na miłość boską, idź już wreszcie! Mam cię serdecznie dosyć na dzisiaj.   
– Nie przejmujesz się, nikt się nie przejmuje... Davies stanął z tyłu jej wózka i zaczął go 

popychać w kierunku wyjścia z galerii.   

– Ja ci pokażę! – wrzasnęła.   
Usiadłam, ciężko oddychając, próbując stłumić gniew, który narastał we mnie.   
– Proszę nie zwracać na nią uwagi, panno Lindsay. – Davies zdążył już wrócić z powrotem. 

– Ciężko jej żyć z poczuciem winy.   

Spojrzałam na niego zaskoczona.   
– Winy? Nie rozumiem.   
– Niech pani lepiej zapomni o tym, co powiedziałem. Jest pani gotowa? 
Odprowadził mnie do sejfu w biurze i zaczekał, aż zdeponuję w nim wpływy. W Daviesie 

tkwiła ogromna siła, dzięki której poczułam się wreszcie odprężona.   

– Odstawię ten obraz do magazynu – powiedział, przyklejając do ramy kwit sprzedaży. – 

Piękny. – Przyglądał mu się z bliska. – Jeden z jej najlepszych.   

Zawsze mówił o mojej matce ona, jak gdyby była dla niego jedyną kobietą na świecie. A 

może była? Davies był zawsze skrytym mężczyzną. Niósł obraz tak ostrożnie, jak gdyby był 
zrobiony z prawdziwego złota. Razem zamknęliśmy galerię i wyszliśmy.   

 

Jezioro,  jego  wielkość  i  piękno,  niewątpliwie  mają  wpływ  na  charakter  mojego  miasta. 

Ulice  biegną  promieniście  na  kształt  wachlarza,  zbiegając  się  tuż  przy  brzegu  jeziora.  Tam 
właśnie położona jest galeria, a jej okna wychodzą na przystań statków parowych. Budynek ma 

background image

kształt krzyża, z prawej strony mieści się księgarnia, gdzie sprzedaje się dzieła poetów i pisarzy 
z Krainy Jezior. Po lewej stronie można kupić wyroby lokalnych rzemieślników. Oba sklepy są 
połączone z galerią, która stała się charakterystycznym punktem okolicy i, w pewnym sensie, 
świetnie prosperującym, pomnikiem ku czci twórcy Joshuy Reeda. To właśnie on stworzył jej 
ideę,  urzeczywistnił  i  umierając  pozostawił  w  rękach  swego  jedynego  syna  Rogera,  który 
kontynuował dzieło ojca.   

Zaczęłam  pracować  w  galerii  zupełnie  przypadkowo.  Po  dwuletnich  studiach 

ekonomicznych w Londynie, które nie były czasem straconym, pracowałam dla importera win, 
z którym wiele podróżowałam. Kiedy mój ojciec zginął w wypadku trzy lata temu, wróciłam do 
domu – aby tu pozostać. Matka była załamana, utrzymywała, że nie może żyć bez niego, mimo 
to jej siły twórcze tak bardzo domagały się ujścia, że nadal tworzyła obrazy o wysokiej wartości 
artystycznej.   

Jak  mogłam  ją  zostawić?  Potrzebowała  mnie  rozpaczliwie,  zarówno  kiedy  siedziała 

apatycznie pomiędzy obrazami, jak i wtedy, gdy spacerowała po wzgórzach, prawdopodobnie 
sama nie wiedząc, gdzie jest. Jej stan mnie przerażał i często za nią chodziłam. Zdawała sobie 
sprawę z tego, że ylokę się za nią z tyłu, ale nigdy nie dała po sobie poznać, czy est z tego 
zadowolona. Raz tylko zatrzymała się, zaczekała la mnie i wzięła w ramiona. Jej łzy zrosiły 
moją twarz i więź, i która nas zawsze blisko ze sobą łączyła, zacieśniła się jeszcze bardziej*.   

Reedowie,  a  zwłaszcza  Roger,  byli  naszymi  przyjaciółmi  od  niepamiętnych  czasów.  To 

właśnie jego ojciec odkrył talent mojej matki. Kiedy po raz pierwszy przyjechała do miasta, 
jako młoda studentka, zaczęła podpisywać swoje płótna panieńskim nazwiskiem Felice Flyte i 
tak już pozostało. Jej obrazy wyróżniały się w galerii przez prawie trzydzieści lat.   

Dzieła  Felice  Flyte  stały  się  bardzo  poszukiwane  i  zdążyła  już  sprzedać  szereg  płócien, 

zanim poznała mojego ojca Coninstona Stronga i wyszła za niego za mąż. Małżeństwo to w 
żaden sposób nie wpłynęło na jej twórczość i razem stworzyli dom w Feli Cottage, gdzie ona i 
ja nadal mieszkamy.   

Dom leży o parę mil od Longmare, bardzo blisko jeziora Sweetwater. Jezioro nie jest duże, 

z trzech stron jego brzegi są raczej strome i tylko od zachodu ziemia jest stosunkowo płaska, 
więc wykorzystano to, budując tam szereg rezydencji Jak daleko sięgam pamięcią, nasz dom 
był  zawsze  miejscem,  gdzie  zbierali  się  artyści  –  wielbiciele  mojej  matki  –  oraz  alpiniści, 
którzy z kolei podziwiali umiejętności mojego ojca.   

Imię Coninstona Stronga było szeroko znane wśród wspinającej się braci dzięki temu, że 

zdobył  on  każdy  szczyt  w  okolicy.  W  czasie  kiedy  zginął,  przygotowywał  się  właśnie  do 
wyprawy na Everest.   

Myślałam o moich rodzicach, jadąc wąskimi ulicami w kierunku domu i przyszło mi do 

głowy, że nienawidzę sławy, którą byli otoczeni, ale z drugiej strony, dla siebie pragnęłam jej 
również.   

Kiedy dotarłam na miejsce, zastałam Felice stojącą przy oknie i wpatrzoną w stronę pasma 

gór rozciągającego się na horyzoncie.   

Kiedy  mnie  dostrzegła,  szybko  zmięła  trzymany  w  ręku  list  i  wrzuciła  go  do  pustego 

kominka.   

background image

– Cześć kochanie – powiedziała. – Przygotowałam kolację.   
– Świetnie, jestem bardzo głodna.   
– Jak zwykle. Nie wiem, jak to się dzieje, że nie tyjesz. Wyglądasz jak ja dwadzieścia pięć 

lat temu – powiedziała smutno.   

– Ależ ty się wcale nie zmieniłaś! – objęłam ją w pasie i przytuliłam do siebie.   
Żałuję, że nie odziedziczyłam po niej jej dziecięco miękkich włosów i dużych, niebieskich 

oczu. Ja byłam podobna do ojca, z kwadratowym podbródkiem, wysoko osadzonymi kośćmi 
policzkowymi i brązowozłotymi cętkami oczu, które harmonizowały z moimi kasztanowymi, 
kręcącymi się bez opamiętania włosami.   

Mama nakryła do stołu z troskliwą dbałością. „Wygląda jak martwa natura” – pomyślałam, 

zauważając kolorową misę z owocami i wijący się bluszcz. Usiadłyśmy do kolacji.   

– Roger był tutaj – powiedziała Felice, nakładając sobie sałatkę. – Oskarżył mnie o jakieś 

działanie za jego plecami.   

– A czy to prawda? – nałożyłam sobie na talerz kurczaka i plasterek szynki.   
– Ależ skąd, Lindsay! – powiedziała gwałtownie. – To przez tego faceta... – zawahała się – 

Poprosił Rogera o adres i napisał do mnie, że uważa, iż jestem niedoceniana. A Roger nie może 
znieść myśli, że ktokolwiek inny mógłby się zająć moimi obrazami.   

– Czy zrobiłaś coś w związku z tym? – zapytałam nerwowo.   
– Nie, naprawdę nie. Czy mogłabym cokolwiek zrobić bez porozumienia z tobą? – zaczęła 

szybko jeść, unikając mojego wzroku.   

– Jak on się nazywa? 
– Zapomniałam – powiedziała i roześmiała się. – Roger był wściekły, ale przecież nie jest 

naszym właścicielem. – Spojrzała na mnie. – Chyba że masz ochotę na bliższą znajomość? 

Uśmiechnęłam się widząc błysk w jej rozszerzonych oczach.   
– Nie złapiesz mnie w ten sposób, kochana mamo. Roger i ja jesteśmy tylko przyjaciółmi i 

kolegami z pracy.   

– Lubię Rogera, nawet gdy jest zły. On jest bardzo przywiązany do ciebie.   
–  To  ty  tak  twierdzisz.  Sprzedałam  dzisiaj  twój  kolejny  obraz.  Kupił  go  jakiś  młody 

mężczyzna, który sprawiał wrażenie twojego wielbiciela. Bardzo chwalił twoje prace.   

Felice sięgnęła po butelkę z winem i napełniła ostrożnie swój kieliszek. Zawsze wydawała 

się być zdziwiona swoją popularnością i w pewien sposób miała za złe obcym, że kupowali jej 
obrazy. Może uważała, że w ten sposób sprzedaje także część siebie.   

– Jenna była wściekła, bo nie chciał ujawić swojego nazwiska – ciągnęłam. – Ona mnie 

zaczyna powoli denerwować.   

– Nie chcę mówić o Jennie. Myślałam dzisiaj o tym, że nie powinnam cię zmuszać, abyś 

tutaj została. Wiem, że lubisz pracę w galerii, ale mam wyrzuty sumienia, że my wszyscy cię w 
jakiś sposób wykorzystujemy.   

– Ależ mamo, o czym ty mówisz? Dokąd miałabym wyjechać? 
– Myślałam o Włoszech... i że mogłybyśmy pojechać we dwie.   
– Naprawdę tak uważasz?! – wykrzyknęłam zdumiona.   
– Nie, oczywiście że nie – powiedziała szybko – Ale dla twojego dobra...   

background image

– Felice, nie jestem już twoim małym pisklątkiem, sama potrafię o siebie zadbać.   
– Tak, ale w przypadku niewidzialnych sił, które dobijają się do naszych drzwi.   
Taka właśnie jest Felice; żyje w harmonii ze swoim dziwnym, nierealnym światem. Maluje 

tylko  w  te  dni,  kiedy  gwiazdy  są  jej  przychylne,  wędruje  po  wzgórzach  tylko  o  świcie  lub 

zmierzchu, w towarzystwie naszego psa Barneya, który ją uwielbia.   

Czasami wierzę w te jej „niewidzialne siły”. Niedługo po śmierci ojca namalowała dziwny 

obraz. Jego kolory i nastrój miały w sobie taką siłę, ze schowałam go, nie mogąc znieść jego 

widoku. Nawet teraz myśl o tym obrazie budzi we mnie niepokój, t Wstałam i zebrałam ze stołu 

brudne talerze, po czym zaniosłam je do kuchni i wróciłam z kryształową misą pełną owoców i 
dzbankiem śmietanki.   

– Ten mężczyzna, o którym ci mówiłam – Felice wróciła do tematu – zadzwonił do mnie. 

Zaprosiłam go jutro na obiad. Chyba będziesz w domu, jutro niedziela.   

Zaproszenie  kogoś  na  obiad  było  tak  niepodobne  do  obecnego  wizerunku  mamy,  że 

odsunęłam  Barneya  z  dywanika  przed  kominkiem  i  wyciągnęłam  z  paleniska  list. 
Wygładziwszy go przeczytałam: „Jestem żarliwym wielbicielem pani prac. Mam kontakty w 
Paryżu  i  Rzymie  i  myślę,  że  powinna  Pani  wystawiać  też  w  innych  galeriach.  Może 
moglibyśmy się spotkać? Oddany, P. Deauville. 

– Czy chciałabyś wystawiać w Europie? – zapytałam. Oczy mamy rozbłysły.   
– Tak, chciałabym. Coninston zawsze twierdził, że powinnam zwiększyć swoją swobodę 

działania. Mówił, że moje obrazy są nie tylko dziełami sztuki, ale także aktem odwagi. Uważał, 
że uchwycenie nieskończonego piękna krajobrazu potwierdza istnienie harmonii świata.   

Nie wiedziałam, że ojciec odczuwał to w taki sposób, ale wtedy dostrzegłam, że pasowało 

to do jego własnych pasji.   

–  Cóż,  mam  nadzieję,  że  po  obiedzie  uda  nam  się  go  pozbyć  –  powiedziałam 

zrezygnowana. – Co proponujesz do jedzenia? 

To żaden problem – stwierdziła z dumą. – Przyniosłam steki od rzeźnika, to znaczy Dora 

przyniosła. A ty mogłabyś narwać w ogrodzie trochę gruszek i podałoby się je z serem. Mięso 
usmażysz ty, dobrze kochanie? 

Felice jest prawdziwym nieszczęściem w kuchni. Coninston gotował tak długo, dopóki nie 

byłam wystarczająco duża, by to po nim przejąć. Ojciec zwykł mówić, że nie ożenił się z mamą 
dla jej waleczności w kuchni, ale jej zniewalającego uśmiechu.   

Felice uśmiechnęła się do mnie.   
– Będzie nas czworo na obiedzie, bo zaprosiłam także Rogera.   
Nie lubię, kiedy ktoś za mnie organizuje mi niedziele. Potrzebuję jednego dnia wolności 

wyłącznie  dla  siebie,  by  nabrać  sił  na  następny  tydzień.  To  przyjęcie  Felice  zdenerwowało 
mnie. Jeszcze raz, który to już z kolei, wykorzystywała mnie.   

 
Życie  mojej  mamy  nie  jest  podporządkowane  czasowi.  Kieruje  się  ona  swoimi 

skłonnościami i inspiracją. Tej niedzieli obudziła się wcześniej niż zwykle.   

– Kochanie, w czym mam ci pomóc? – zapytała, a po chwili dodała. – Idzie ci tak dobrze... 

może powinnam posprzątać pracownię? 

background image

„Oczywiście tego nie zrobi – pomyślałam. – Zignoruje wszelkie przygotowania, a potem 

wkroczy do jadalni tak, jakby to ona stała pół dnia nad kuchenką gazową.” 

Wyszłam do ogrodu, aby narwać gruszek, najpierw jednak postanowiłam wykopać trochę 

młodych  ziemniaków.  Przeszłam  między  grządkami  i  stwierdziłam,  że  muszę  im  poświęcić 
trochę czasu. Ogród był za długi i za duży, i tylko dlatego udawało mi się go utrzymać w jako 
takim stanie, że spora jego część zarośnięta była przez rozłożyste jodły. Posadził je jeszcze mój 

ojciec,  mając  nadzieję,  że  sprzeda  je  korzystnie  na  Boże  Narodzenie.  Teraz  drzewa  miary 
ponad dziesięć stóp długości i z determinacją wyciągały swe gałęzie poza ogrodzenie.   

–  Wcześnie  dziś  wstałaś,  Lindsay!  –  usłyszałam  zza  płotu  głos  naszej  sąsiadki,  Dory 

Crumb.   

Została ona wdową jakieś dwadzieścia lat temu i wciąż się smuciła, ale nie z powodu braku 

męża, lecz syna, który wyszedł pewnego ranka z domu, przeprawił się statkiem do Kanady i 
nigdy  już  nie  wrócił  Była  pulchna,  miała  błękitne,  błyszczące  oczy,  śmiała  się  zaraźliwie  i 
szczerze kochała moją matkę.   

– Felice urządza dzisiaj przyjęcie – powiedziałam, gdy podeszła do mnie.   
– No, no. Kto ma przyjść? 
– Roger i jakiś facet, wielbiciel jej sztuki.   
Dora pochyliła się i pomogła mi zbierać z ziemi gruszki.   
– Rogerowi to się nie spodoba – powiedziała.   
– Roger będzie musiał się z tym pogodzić. Roześmiała się.   
– Pewnego dnia stracisz tego człowieka.   
– Nie posiadam go, więc jak mogłabym go stracić? 
–  Domyślam  się,  że  Jenna  nie  została  zaproszona.  Wyprostowałam  się  i  pokręciwszy 

przecząco głową, skierowałam się do kuchni. Dora podążyła za mną.   

– Czy Felice wciąż jest w jednym z tych swoich paskudnych nastrojów? Może powinnam 

jej przygotować kąpiel? – rzuciła okiem na górę.   

Była  niezastąpiona,  ale  Felice  miała  się  o  tym  nie  dowiedzieć  i  wykorzystywała  ją 

bezwzględnie, jak zresztą każdego z nas.   

Roger przyjechał do nas wcześniej i wszedł przez otwarte drzwi frontowe.   
– Lindsay! – zawołał.   
– Jestem tutaj! – odkrzyknęłam.   
Podążył za moim głosem do kuchni. Podszedł do mnie z tyłu, uścisnął i złożył delikatny 

pocałunek na mym policzku. Jego spokojny wyraz twarzy podziałał na mnie kojąco.   

– Miałeś dobrą podróż? – zapytałam, a on wdał się w opis swoich interesów w Londynie, 

wymachując bukietem róż, które przyniósł ze sobą.   

–  To  dla  Felice  –  zauważył  mój  wzrok  –  coś  w  rodzaju  fajki  pokoju.  Mieliśmy  małą 

sprzeczkę.   

– Tak, słyszałam co nie co.   
– O co jej chodzi, Lindsay? Myślałem, że jest zadowolona ze sposobu, w jaki zajmujemy 

się jej obrazami. Skąd ta nagła zmiana w jej sercu? 

– Nie mam pojęcia. Powiedz mi, kto to jest ten Deauville? 

background image

– Zamierzam dopiero się tego dowiedzieć – Roger odparł z zawziętością.    ‘ 
– Mama zaprosiła go na obiad. Roger roześmiał się.   
– Świetnie.   
– Może to będzie dla niej korzystne – powiedziałam.   
– Zobaczymy – odparł Wziął różę i przeszedł do salonu. Po chwili do kuchni weszła Dora i 

mrugnęła do mnie.   

– Zaczynają sobie schlebiać – powiedziała zdejmując z półki wazon.   
–  To  zły  znak  –  stwierdziłam,  zajęta  obieraniem  ziemniaków.  Usłyszałam  dzwonek 

telefonu i krzyknęłam do Rogera, żeby go odebrał.   

– To Deauville! – zawołał mnie. Wzięłam słuchawkę z jego dłoni.   
– Pani Flyte? – usłyszałam.   
– Nie. Jestem jej córką.   
–  Chciałem  powiedzieć,  że  jest  mi  bardzo  przykro,  ale  nie  mogę  dzisiaj  przyjść.  Czy 

mógłbym przełożyć wizytę? 

– Oczywiście. Będzie nam miło gościć pana kiedy indziej.   
– Proszę przeprosić matkę w moim imieniu. Jestem bardzo rozczarowany.   
– My również – odpowiedziałam grzecznie.   
Odłożyłam słuchawkę i zastanawiałam się chwilę, patrząc na zegarek. Do obiadu została 

tylko  godzina  –  to  raczej  zbyt  późno,  aby  zawiadamiać,  że  się  nie  przyjdzie  na  umówione 

spotkanie. Niemniej jednak wydawał się być poruszony, może nagle poczuł pietra.   

Wsadziłam głowę w drzwi do jadalni.   
–  Dzwonił  Deauville,  że  nie  przyjdzie.  Jest  mu  bardzo  przykro  z  tego  powodu  i  ma 

nadzieję, mamo, że zaprosisz go innym razem.   

Felice  spojrzała  na  Rogera  –  To  twoja  sprawka.  Jak  śmiesz  mieszać  się  w  nie  swoje 

sprawy? 

– Spokojnie, Felice. Nie mam z tym nic wspólnego, przysięgam.   
– W takim razie kto? – Jej wzrok spoczął na mnie.   
– Nie bądź śmieszna, mamo.  Zaczynasz być melodramatyczna.  Ludzie  często  odwołują 

spotkania w ostatniej chwili. Pewnie źle się poczuł.   

– Och, biedny człowiek. – Nagle poczuła do niego litość. – Napiszę do niego kartkę, a ty, 

Roger, możesz mu ją zanieść do hotelu.   

– Po obiedzie? – zapytał grzecznym tonem.   
–  Oczywiście,  drogi  Rogerze.  Czy  mogłabym  pozbawić  cię  obiadu  albo  towarzystwa 

Lindsay? 

Wróciłam do kuchni i po chwili Roger też tam za mną wszedł.   
– Co się stało? – zapytał.   
– Nie wiem. A ty wiesz? – spojrzałam mu prosto w oczy. – Czy bierzesz lekcje u Jenny? 
Chwycił mnie za ramiona.   
– Co masz na myśli? 
– To mam na myśli, że ona zrobi wszystko, by osiągnąć swój cel i wydaje mi się, że ty też 

nie chcesz, aby ten mężczyzna zobaczył się z Felice. Nie mogę już dłużej znieść twojej siostry i 

background image

jeśli nie będziesz trzymał jej z dala od galerii, ja rezygnuję.   

Roger patrzył na mnie osłupiały.   
– Nie możesz, Lindsay. Nie dam sobie rady bez ciebie. Wiem, że Jenna jest trudna, ale ta 

biedna dziewczyna ...   

– Roger, czy ona kiedykolwiek powiedziała ci prawdę o wypadku? 
– Nie rozumiem. Oczywiście, że tak.   
– Ja znam oficjalną wersję. Mój ojciec i Jenna wspinali się na High Sail. Oboje spadli, nie 

wiem  jak  i  dlaczego.  Felice  twierdzi,  że  to  była  wina  Jenny.  Mama  bezgranicznie  wierzy  w 

umiejętności alpinistyczne Cona i nic nie sprawi, że zmieni zdanie.   

– Nie sądzę, żeby to była wina Jenny – przerwał i westchnął. – Ona nie chce o tym mówić. 

Myślę, że nawet nie pamięta, co się stało. Była przecież nieprzytomna, kiedy ich odnaleziono i 
nie doszła do siebie przez parę dni. Proszę, nie pozwól, by coś stanęło między nami. – Wziął 
moje  ręce  w  swoje  dłonie.  –  Potrzebuję  cię,  Lindsay.  Nie  pozwolę  ci  nawet  wspomnieć  o 
wyjeździe.   

W tym momencie w drzwiach stanęła Felice.   
– O czym tak szepczecie? 
– O niczym, kochanie – uspokoiłam ją. – Zjedzmy obiad. A potem możemy wziąć Barneya 

na spacer po wzgórzach.   

–  Wykreślcie  mnie  z  tego  –  powiedziała  Felice.  –  Muszę  skończyć  obraz.  Idźcie  we 

dwójkę, jestem pewna, że macie mnóstwo spraw do omówienia – na przykład wasz spisek.   

background image

ROZDZIAŁ II 

 

Deauville zadzwonił trzy dni później po południu. Felice powiedziała mi o tym dopiero, 

kiedy piłyśmy kawę po obiedzie.   

– Pan Deauville telefonował Zaprosiłam go na drinka jutro wieczorem. Postaraj się wrócić 

do domu wcześniej, kochanie.   

Roger  był  w  tym  czasie  w  Amsterdamie  i  z  polecenia  klienta  załatwiał  kupno  jakiegoś 

szczególnego obrazu. Przed wyjazdem spróbował jeszcze pogodzić mnie z Jenną.   

– Ona jest taka samotna – uzasadniał jej zachowanie i w końcu niechętnie zgodziłam się, by 

przebywała w galerii w ciągu dnia.   

Po naszej rozmowie Jenna przyjechała do galerii bardzo zgaszona i natychmiast zajęła się 

w biurze papierkową robotą. Przed południem miałam na chwilę wyjść, a kiedy wróciłam, jej 
twarz już promieniała.   

– Był tutaj – przywitała mnie – no wiesz, – ciągnęła, gdy spojrzałam na nią zdziwiona – ten 

tajemniczy facet, który kupił jeden z obrazów Felice. Powiedział, że zabierze go pod koniec 

tygodnia.   

– Czy spytałaś go o nazwisko? – Czyżbym zaczynała być złośliwa? Jenna zmieszała się.   
– Nie, ale i tak wkrótce się dowiem, kim jest. Nieznajomy młody mężczyzna nie zaprzątał 

mi w tej chwili głowy, ale pan Deauville, owszem. Bałam się, że może mieć zbyt duży wpływ 
na moją matkę.   

Felice  zadzwoniła  do  mnie  po  południu,  przypominając,  abym  wcześniej  wyszła.  Kiedy 

przyjechałam do domu, była już gotowa do odegrania roli sławnej malarki Mama potrafi grać 
prawie tak dobrze, jak malować i  robi z siebie drugą Sarę Bernhardt. Ubrała się w zwiewną 
sukienkę w tonacji szaro-pomarańczowej, a na szyi zawiesiła sznur opali. Wydawało jej się, że 
tak właśnie powinna wyglądać sławna artystka.   

Dora Crumb przygotowała obiad i usiadła przy stole, byzjeść go razem z nami. Byłam jej 

wdzięczna  za  pomoc,  bo  często,  kiedy  później  wracałam  z  galerii,  czułam  się  naprawdę 
zmęczona.   

– O której ma przyjść ten ekscytujący mężczyzna? – zapytała figlarnie. – Czy myślicie, że 

mogłabym na niego zerknąć? 

– Oczywiście. Musisz zostać i wypić z nami drinka. – Pomyślałam, że jeżeli Dora będzie 

nam towarzyszyć, Felice nie odważy się na żadne układy z nieznajomym.   

– Felice twierdzi, że go nie aprobujesz. A ja myślę, że ona naprawdę zasługuje na to, by 

zdobyć większy rozgłos.   

– Zgadzam się z tobą. Ale uwierz mi, to jakość obrazów wpłynie na jej sławę, a nie obcy 

mężczyzna, schlebiający jej niejasnymi propozycjami. Nie wierzę w nie – dodałam.   

Dora zacisnęła usta.   
– Jestem pewna, że uczynisz to, co dla Felice najlepsze – powiedziała sztucznie.   
Akurat w tym momencie zabrzmiał dzwonek. Otworzyłam drzwi i stanęłam twarzą w twarz 

z tajemniczym mężczyzną, którego wizyta w galerii tak bardzo zaintrygowała Jennę.   

background image

– Cześć. A to niespodzianka! Ty chyba nie jesteś Felice Flyte? 
Byłam tak zaskoczona jego widokiem, że odparłam ostro: 
– Nie, nie jestem, a Felice nie ma w domu.   
–  Musiała  zajść  jakaś  pomyłka.  Pani  Flyte  zaprosiła  mnie  na  dzisiaj.  Jestem  Philippe 

Deauville.   

Lekko oszołomiona tą wiadomością zaprosiłam go do środka.   
– Pan Deauville! – zaanonsowałam.   
Felice, zaróżowiona z emocji, podniosła się i ujęła jego wyciągniętą rękę. Musiał zrobić na 

mamie duże wrażenie, bo minęło parę chwil zanim powiedziała: 

– Czy mogę przedstawić panu moją córkę, Lindsay? A to jest nasza przyjaciółka, pani Dora 

Crumb.   

Deauville  wyciągnął  swoją  dłoń  z  uścisku  Felice  i  podał  ją  Dorze,  która  spoglądała  na 

niego z zaskoczoną miną.   

– Pani córka i ja już się spotkaliśmy – uśmiechnął się do Felice.   
– Nie powiedziałaś mi o tym, Lindsay. – Mama poczuła się chyba dotknięta.   
– Nie wiedziałam, z kim mam do czynienia, kiedy ten pan przyszedł do galerii, aby kupić 

jeden z twoich obrazów. Proszę usiąść, panie Deauville.   

Wskazałam  na  krzesło  na  wprost  kozetki,  na  której  ulokowała  się  już  Felice,  uważnie 

wygładzając wokół siebie fałdy sukienki.   

Po  wejściu  do  pokoju  Deauville  postawił  na  stole  butelkę,  którą  teraz  podniósł  i  podał 

Felice.   

– Proszę mi wybaczyć, że pozwoliłem sobie przynieść butelkę, ale to spotkanie jest dla 

mnie czymś wyjątkowym. A ten szampan to także coś wyjątkowego.   

–  Jak  to  miło  –  powiedziała  mama.  –  Lindsay,  przynieś  kieliszki.  Uwielbiam  takie 

niecodzienne okazje.   

To prawda. Były czasy, kiedy i nasze życie miewało niepowszedni charakter, gdy Felice i 

Coninston tak hojnie dzielili się swym szczęściem, również i ze mną.   

Wróciłam z kuchni, a Deauville otworzył butelkę i napełnił kieliszki, które kolejno nam 

podał. Potem wyciągnął się na fotelu, uśmiechnięty i zupełnie odprężony. Spróbował szampana 
i pokiwał głową.   

– Dobry rocznik – stwierdził. – Muszę paniom wyjaśnić, że mamy małą winnicę na terenie 

posiadłości Deauville’ów, która leży w Szampanii.   

Felice pozbyła się już rezerwy.   
–  To  ekscytujące.  Czy  jest  pan  tutaj  na  wakacjach?  Domyślam  się,  że  mieszka  pan  we 

Francji? 

Deauville pokręcił przecząco głową i zwrócił się do mnie.   
– Co pani sądzi o winie? 
– Jest znakomite, panie Deauville.   
–  Proszę  mówić  do  mnie  Philippe.  Nie  znoszę  formalności.  Wolno  popijając  szampana 

pomyślałam, że jest szybkim graczem.   

Nie ulegało też wątpliwości, że jest atrakcyjnym mężczyzną. Dora nie spuszczała z niego 

background image

wzroku.   

– A jak mają się winnice do malarstwa? – zapytałam. – Chyba że jesteś kolekcjonerem, nie 

handlowcem.   

– Handlowcem! – Spojrzał na mnie, jakbym powiedziała jakieś brzydkie słowo. – Nie, nie 

handluję  obrazami.  Już  od  dawna  pragnąłem  poznać  Felice  Flyte.  Widzi  pani,  moja  matka 
przywiozła ze sobą z Anglii dwa pani obrazy – powiedział, uśmiechając się do niej.   

Felice była oczarowana.   
– Czy kupiła je będąc tu na wakacjach? 
– Nie. Moja matka była Angielką. Umarła rok temu i zostawiła mi te dwa obrazy. Krótko 

potem mój ojciec również zmarł.   

– O mój Boże! – wykrzyknęła Felice. – Jakie to smutne! Tak mi przykro.   
–  Bardzo  mi  jej  brakuje.  –  Podniósł  się  i  zapytał,  czy  może  przynieść  drugą  butelkę  z 

samochodu.   

– On jest czarujący – wykrztusiła z siebie Dora. Wino zabarwiło jej policzki na różowo. 

Było  oczywiste,  że  jest  szczęśliwa,  mogąc  uczestniczyć  w  naszym  życiu,  które  uważała  za 
bardzo ekscytujące.   

– Jest uprzejmy, ale chciałabym wiedzieć, co knuje.   
– Knuje! – zgorszone Felice i Dora wykrzyknęły jednocześnie.   
– Nie rozumiem – ciągnęła niepewnie Dora. – Chyba nie myślisz...   
Myślałam  wiele,  ale  nic  z  tego  nie  byłoby  dla  Philippe’a  Deauville’a  przyjemne. 

Aczkolwiek,  w  miarę  jak  mijał  wieczór,  a  Felice  zdawła  się  coraz  bardziej  oddalać  od  nas 
myślami, doszłam do wniosku, że nie muszę się martwić.   

W końcu Philippe skierował swoją uwagę ku mnie. Jego informacje na temat galerii Reeda 

były zadziwiająco dokładne.   

– Rozumiem, że to pan Reed nabywa obrazy. Czy jest ich znawcą? 
–  Znawcą  czego?  Masz  na  myśli  obstawianie  pewniaków,  a  może  to,  czy  ma  nosa  do 

obrazów, które się dobrze sprzedają? 

Philippe zmarszczył swoje regularne brwi.   
– Ależ to jest właśnie biznes.   
– Oczywiście, prowadzi galerię z wielkim powodzeniem.   
– Roger byłby bezradny nie mając koło siebie Lindsay – wtrąciła Dora.   
– Bzdury, Dora. Po prostu staram się robić dobrze to, co do mnie należy, to wszystko.   
Philippe pochylił się do przodu, jakby chciał skupić na sobie całą moją uwagę.   
– Myślałem, że może jesteś jego wspólnikiem – zaczął dociekać.   
– Skąd ci to przyszło do głowy? Ja nie szukam kłopotów. Roześmiał się.   
– Może masz większą władzę nie siedząc na tronie. Szkoda byłoby zmarnować taki talent.   
– Te talenty, które mam, nie marnują się. I nie widzę...   
– Masz rację – powiedział pogodnie – to nie moja sprawa. Felice wstała z kozetki. Nie 

mogła chyba znieść, że nie znajduje się w centrum uwagi.   

– Lindsay nie ma żadnych ambicji – powiedziała lekceważąco.   
– Nie sądzę, aby to była prawda – odpowiedział Philippe łagodnie i również się podniósł. – 

background image

Może pokaże mi pani pracownię innym razem. Mam nadzieję, że nie przedłużyłem nadmiernie 
swojej wizyty.   

Spojrzał na mnie, ale nie odpowiedziałam. To nie ja go zaprosiłam, a teraz chciałam już, 

żeby sobie poszedł. Nie czułam się dobrze w jego towarzystwie.   

Wychodząc  Philippe  zaprosił  naszą  trójkę  na  obiad  w  hotelu  Lake  End.  Felice  i  Dora 

przyjęły zaproszenie, jednak ja zaczęłam się wymawiać. Powiedziałam, że dam mu znać, jeżeli 
będę mogła przyjść. Nie miałam ochoty na to spotkanie, z drugiej jednak strony pomyślałam, że 
byłoby niebezpieczne zostawić z nim Felice sam na sam. Dopóki nie wiedziałam, czego chce 
od mamy, musiałam strzec jej interesów.   

Reedom nie wspominałam o wizycie Philippe’a, bo uważałam, że nie jest to ich sprawa, a 

poza  tym  wolałam  sama  zająć  się  rozszyfrowywaniem  jego  planów.  Ten  człowiek  poruszył 
czułą nutę w moim umyśle i zaczęłam się zastanawiać, czy w czasie rozmowy z nim celowe 
było przyjęcie tak ofensywnej postawy.   

Spotkanie  z  Deuville’em  spowodowało  również,  że  zaczęłam  patrzeć  na  wszystko  tak, 

jakby na nowo otworzyły mi się oczy. Zdałam sobie sprawę, że duża część sukcesów galerii 
była wynikiem moich wysiłków i pracy. Ciekawe, czy Roger też tak sądził.   

Rozejm pomiędzy mną a Jenną trwał zaledwie trzy dni i został przerwany w momencie, 

gdy poprosiłam Daviesa, aby przygotował nową formę ekspozycji dla naszych obrazów. Do tej 
pory, zgodnie z pomysłem Jenny, wisiały one na rozpiętym na ścianie materiale. Zdążył się on 
już zakurzyć i stracić kolor, dlatego uważałam, że potrzebne nam jest coś bardziej trwałego.   

Roger, przynajmniej raz, przychylił się do mojej propozycji i Jenna obraziła się na niego, a 

mi zarzuciła, że zachowuję się tak, jakby Galeria była moją własnością. Jej irytacja jednak nie 
wpłynęła  na  zmianę  mojej  decyzji  i  wkrótce  Davies  zabrał  się  do  pracy.  Jego  hobby  była 
stolarka, której wyuczył się jeszcze w młodości i, dzięki temu, stworzył dokładnie taki rodzaj 

dekoracji,  o  jaki  mi  chodziło.  Były  to  bardziej  wytrzymałe  niż  materiał,  pochyłe  płyty 

drewniane, na których łatwo było zawieszać obrazy. Wykorzystaliśmy moment, kiedy Roger 
zabrał Jennę na badania kontrolne do szpitala i rozmieściliśmy je z Daviesem w galerii.   

Tego samego popołudnia Deauville przyszedł po swój obraz. Zapłacił resztę sumy gotówką 

i przy okazji zaprosił mnie na kolację. Zauważył moje wahanie i lekko położył rękę na moim 
ramieniu.   

– Bardzo proszę, Lindsay. Nie wiem, jak długo tu jeszcze zostanę, a naprawdę zależy mi na 

twoim towarzystwie.   

Zabrzmiało  to  wystarczająco niewinnie. Wspólna kolana i  rozmowa mogłyby  pomóc mi 

odkryć, jakie były jego plany względem mojej matki, więc się zgodziłam.   

Gdy wieczorem wychodziłam z Daviesem z galerii, Philippe czekał już na mnie w swoim 

samochodzie.  Jechał  do  hotelu  Lake  End  z  typowo  francuskim  lekceważeniem  wszystkich 
przepisów. Dotarliśmy jednak na miejsce szczęśliwie i Philippe zaproponował najpierw drinka 
w barze.   

– Co za okropne miejsce – powiedział, gdy zajęliśmy stolik przy oknie wychodzącym na 

zaniedbany trawnik i jezioro.   

Przytaknęłam.  Trawnik  założono  przed  hotelem  niedawno  i  zupełnie  nie  pasował  do 

background image

charakteru  budynku,  który  pierwotnie  służył  poganiaczom  bydła  jako  miejsce,  gdzie  mogli 
odpocząć i przespać się.   

– Polubiłem to miasto, jezioro i góry, zwłaszcza góry – powiedział, gdy podano nam drinki. 

– Czy uprawiasz wspinaczkę? 

– Już nie.   
–  Szkoda.  Miałem  nadzieję,  że  mogłabyś  być  moim  przewodnikiem.  Felice  mówiła,  że 

dużo spacerujesz.   

– Kiedy ci to powiedziała? – zapytałam ostro.   
– Zadzwoniła do mnie i zaproponowała, abym obejrzał jej pracownię. Podejrzewam, że nie 

chciałaś, abym się z nią zobaczył sam na sam. Uważasz, że mam w tym ukryty cel – roześmiał 
się. – W pewnym sensie mam...   

– W swoim liście dałeś do zrozumienia, że twoje zainteresowanie obrazami mamy jest nie 

tylko osobiste.   

–  To  prawda,  że  mam  znajomości  –  rodzinne  znajomości  –  w  Europie.  Mój  brat  jest 

właścicielem wspaniałej galerii w Paryżu i interesują go angielscy malarze. Twoja matka jest 
bardzo ambitna i jestem pewien, że nie mówiła prawdy, kiedy powiedziała, że ty nie jesteś.   

Wzruszyłam ramionami. Nie miałam zamiaru dyskutować z nim o moich ambicjach czy 

ich  braku.  Jednak  moja  ciekawość  została  pobudzona.  Wypiliśmy  jeszcze  parę  drinków,  po 

czym przenieśliśmy się do restauracji. Philippe poradził się mnie co do menu i wina; odniosłam 
wrażenie,  że  naprawdę  mu  zależy,  abym  sama  dokonała  wyboru.  Nie  tak  jak  Roger, 
pomyślałam smutno. To on zawsze zamawiał, a kiedy się temu sprzeciwiałam, zwykł twierdzić, 
że wie, co ja lubię, tak jakbyśmy byli starym, zżytym małżeństwem.   

Pomimo pewnych obaw, towarzystwo Deauville’a zaczęło mi odpowiadać. Kawę podano 

nam w sali klubowej i kiedy już wygodnie siedzieliśmy w fotelach, powiedział: 

– Pokazałem Felice te dwa obrazy, które dostałem od matki, nie pamięta jednak, aby je 

malowała.   

– Jesteś pewien? Przytaknął.   
–  Myślę,  że  gdyby  na  płótnach  nie  było  jej  podpisu,  zaprzeczyłaby  nawet,  że  je 

kiedykolwiek  wcześniej  widziała.  Zależy  mi  na  umiejscowieniu  ich  w  czasie.  Felice 
powiedziała, że może ty pamiętasz, kiedy zostały namalowane.   

W jego słowach kryło się tyle napięcia, że zrozumiałam, jak bardzo jest to dla niego ważne. 

Zaczęłam  podejrzewać,  że  właśnie  dlatego  zorganizował  nasze  spotkanie,  zwłaszcza  kiedy 
zapytał, czy mogłabym pójść do niego, zobaczyć te obrazy.   

Okna  jego  pokoju  wychodziły  na  jezioro.  Stało  tam  biurko  i  kilka  wygodnych  krzeseł. 

Philippe  otworzył  szafę  i  wyjął  z  niej  obrazy.  Były  całkiem  małe  i  oprawione  w  proste, 
drewniane ramy. Włączył małą lampkę stojącą na stole, a ja ustawiłam obrazy. tak, aby padał 
na nie strumień jasnego światła.   

– Czy to Felice je malowała? – spytał Philippe natarczywie.   
–  Są  przez  nią  podpisane,  więc  na  pewno  ona  jest  ich  autorką  –  odpowiedziałam, 

podziwiając dojrzałoś – jej wczesnych dzieł. – Wątpię, aby to były kopie.   

– Nie obchodzi mnie, czy to kopie, czy nie. Wszystko, co chcę wiedzieć, to kiedy zostały 

background image

namalowane.   

Przyjrzałam  się  obrazom  dokładniej.  Oba  przedstawiały  ten  sam  widok  i  tylko  dziwny 

odstęp  w  czasie  zdawał  się  je  różnić.  Pierwsze  płótno  przedstawiało  dom,  niewyraźnie 
zarysowany na tle wzgórz, z jeziorem dekoracyjnie umieszczonym na pierwszym planie. Drugi 
obraz był dużo bardziej interesujący. Z domu pozostała już tylko ruina, a wzgórza przybrały 
znajomy kształt szczytu, którego nigdy nie zapomnę. Jezioro zniknęło, a jego miejsce zajęły 
dwie postacie, stojące przodem w kierunku domu. Ręce mężczyzny spoczywały na ramionach 

kobiety, jakby chcąc jej dodać otuchy.   

– Felice musi pamiętać – powiedziałam. – Ale być może nie chce – dodałam w zamyśleniu. 

– Jak myślisz, kogo te postacie przedstawiają? 

– Nie wiem, matka nigdy mi tego nie wyjaśniła. W każdym  razie nie pokazała mi tych 

obrazów, aż do chwili swej śmierci.   

– Czy twój ojciec nie rozpoznał ich? 
–  On  nigdy  nie  był  w  Anglii.  Wprawdzie  chodziłem  do  szkoły  tutaj,  ale  tylko  matka 

przyjeżdżała, by mnie odwiedzić i tylko ona widziała uroczystość ukończenia moich studiów – 
zawahał się i spojrzał w bok, po czym ciągnął dalej. – Od jakiegoś czasu nie mieszkam we 
Francji, jestem nauczycielem w Blairgow – wymienił nazwę ekskluzywnej szkoły prywatnej. – 
Moi bracia ukończyli szkoły we Francji.   

Niepewność  z  jaką  mi  o  tym  wszystkim  mówił,  zaintrygowała  mnie  i  zaczęłam  się 

zastanawiać, dlaczego jego matka trzymała swą przeszłość w tajemnicy.   

– Gdyby twojej matce  coś się przypomniało,  a  może ty mogłabyś pobudzić jej pamięć, 

byłbym  niezmiernie  wdzięczny  –  powiedział  Philippe,  gdy  wróciliśmy  do  sali  klubowej  na 
jeszcze jedną kawę.   

Nagle zaczęliśmy rozmawiać jak starzy, dobrzy przyjaciele. Philippe od pięciu lat uczył w 

Blairgow francuskiego i bardzo lubił swoją pracę.   

–  Interesuje  mnie  zwłaszcza  krykiet.  Trenuję  drużynę  drugoligową  i  mamy  na  swoim 

koncie  wiele  zwycięstw.  Moją  prawdziwą  pasją  jest  jednak  malarstwo.  Maluję  farbami 
olejnymi, ale bez większych sukcesów – moi bracia są krytykami – Czy nie wolałbyś w takim 
razie zająć się czymś, co ma związek ze sztuką? 

–  Może  kiedyś  –  powiedział  –  ale  nie  teraz.  Zmieniły  się  okoliczności.  Moja  matka 

nalegała, żebym przyjechał do Anglii i uczył. A ty malujesz? 

Roześmiałam się.   
–  Nie,  wolę  robić  interesy.  Miałam  świetną  pracę  u  importera  win,  zanim  wróciłam  do 

domu  i  zaczęłam  pracować  w  galerii.  –  Spojrzałam  na  zegarek.  –  O  Boże,  zobacz,  która 
godzina! Muszę już jechać.   

Philippe  zaproponował,  że  podrzuci  mnie  do  domu,  ale  odmówiłam,  gdyż  rano 

potrzebowałam swojego samochodu. Przytrzymał moją rękę przy pożegnaniu i podziękował mi 
za uprzejmość. Myślę jednak, że to dzięki jego staraniom wieczór był taki udany.   

Kiedy wróciłam do domu, Barney jednym susem wyskoczył z kuchni, aby mnie powitać. 

Felice była w swoim pokoju, ale drzwi były zamknięte, wyszłam więc z Barneyem do ogrodu. 
Pies pobiegł od razu w stronę naszej bożonarodzeniowej plantacji, miał pewnie nadzieję, że 

background image

natknie się tam na króliki.   

Przypomniałam  sobie  drugi  obraz  Deauville’a,  który  mnie  głęboko  poruszył.  Stojąc  w 

ogrodzie,  w  chłodzie  nocy  i  patrząc  na  gwiazdy  rozrzucone  ponad  wzgórzami,  poczułam 

dreszcz  niepokoju.  Dlaczego  Felice  malowała  wtedy  szczyt  i  z  jakiego  powodu  udawała,  że 
tego nie pamięta? 

Barney  przybiegł  z  powrotem,  wróciliśmy  do  domu  i  zamknęłam  drzwi  wejściowe  na 

klucz. Felice stała na półpiętrze i zawołała do mnie: 

– Marzę o filiżance herbaty. Nie mogę zasnąć. Wzięłam tacę do góry, nalałam herbaty i 

usiadłam na łóżku. Mama siedziała oparta o poduszki. Ze zdziwieniem dojrzałam zmarszczki 
dookoła jej ust i w kącikach oczu.   

Późno  przyszłaś  –  powiedziała  poirytowana.  –  Denerwowałam  się.  Roger  jest  bardzo 

nierozsądny.   

– Roger! Nie widziałam się z Rogerem. Byłam na kolacji z Philipp’em Deauville’em.   
Jej głos zabrzmiał teraz twardo.   
– Dlaczego? 
–  To  było  spontaniczne  zaproszenie.  Przyszedł  do  galerii  zabrać  swój  obraz  i  poprosił, 

abym złagodziła jego samotność – powiedziałam lekko.   

– I zrobiłaś to? – nie powiedziała tego żartobliwym tonem.   
– To zależy, co masz na myśli – spojrzałam jej prosto w oczy. Wyciągnęła rękę z filiżanką 

i ponownie ją napełniłam.   

– Felice, dlaczego powiedziałaś Philippe’owi, że nie pamiętasz, abyś to ty malowała te dwa 

obrazy? 

–  Ciągle  jeszcze  gada  na  ten  temat?  Namalowałam  mnóstwo  obrazów,  kiedy  tu 

przyjechałam i zanim jeszcze wyszłam za Cona. Kupił je potem stary Reed, być może były 
wśród nich i te.   

– Bardzo prawdopodobne. Ale dlaczego jest na nich namalowany właśnie ten szczyt? 
Mama wzdrygnała się, ale ja nie dałam za wygraną.   
– A ten dom? Czy miał dla ciebie jakieś znaczenie? Odniosłam wrażenie, że jego widok 

poruszył również Philipp’ea.   

– Nie pamiętam żadnego domu, a góra jest po prostu górą i Bóg jeden wie, jak wiele jest 

takich samych. Postacie są wytworem mojej wyobraźni. Czy taka odpowiedź cię zadowala? 

–  Tak  myślę  –  powiedziałam  z  niechęcią.  –  Zapomnijmy  o  tym  –  Ty  nie  zapomnisz  – 

odrzekła  mama  ponuro.  –  Przynajmniej  tak  długo,  jak  on  tu  jest.  Poproś  go,  żeby  odjechał, 

Lindsay. On nam zagraża.   

background image

ROZDZIAŁ III 

 

Następnego dnia Felice zadzwoniła do Philippe’a Deauville’a i odwołała niedzielny obiad. 

Zdziwiła mnie ta zmiana w stosunku do niego.   

Tego wieczora Philippe czekał na mnie przed wejściem do galerii.   

Reedowie  wyszli  wcześniej  i  było  już  po  godzinach  pracy,  kiedy  w  końcu  i  ja  byłam 

gotowa do wyjścia.   

Philippe stał na parkingu, oparty o maskę swojego samochodu.   
– Wyglądasz na zmęczoną – stwierdził. – Co byś powiedziała na drinka? 
– Wystarczy filiżanka kawy, ale nie mam zbyt dużo czasu. Mama oczekuje gości.   
Philippe wziął mnie pod rękę i poszliśmy do nowo otwartej kawiarni, parę metrów dalej. – 

Dzwoniła do mnie twoja matka – powiedział – i odwołała nasz niedzielny obiad. Czy wiesz 
może dlaczego ? 

– Ona często zmienia decyzje.   
– A może czymś ją obraziłem ? 
– Raczej wprawiłeś ją w zakłopotanie. Z jakichś powodów nie chce, aby jej przypominać o 

obrazach, które jej pokazałeś.   

– Czy myślisz, że dlatego, iż są to jej wczesne prace ? 
– Nie mam pojęcia. Być może rzeczywiście nie jest z nich zadowolona.   
– To zrozumiałe. Może mógłbym z nią porozmawiać, kiedy wrócę w sobotę z Londynu. 

Lindsay, czy spędziłabyś ze mną niedzielę, moglibyśmy pochodzić po górach ? – zawahał się, 
po czym dodał szybko: – Ktoś rozpoznał ten szczyt na moim obrazie.   

– Tak ?! 
– Myślę, że ty też go znasz, ale chyba nie chcesz być w to wszystko wmieszana.   
– Co to ma znaczyć ? Wmieszana w co ? Oczywiście, że chcę się wybrać na tę wycieczkę i 

poszukać tego tajemniczego domu.   

Oczy Philippe’a rozbłysły i chwycił moją dłoń.   
– Naprawdę tego chcesz, Lidsay ? Nie masz nic przeciwko temu, aby poświęcić mi wolny 

dzień ? – Nie, myślę, że może być fajnie. Przyjemniej jest spacerować w towarzystwie, a Felice 
łatwo się męczy i szybko zaczyna ją to nudzić.   

– Myślałem, że może pan Reed... ? 
–  Roger  !  Nie,  on  swoje  siły  rezerwuje  na  grę  w  squasha,  a  poza  tym  widzimy  się 

wystarczająco często w ciągu tygodnia.   

Nie  wspomniałam  Felice  o  moich  planach  na  nadzielę  wiedząc,  iż  będzie  myślała,  że 

poszłam  gdzieś  z  Rogerem.  Pierwszy  raz  coś  przed  nią  ukryłam,  na  ogół  moje  życie  nie 
stanowiło dla niej tajemnicy, choć w głębi duszy czułam potrzebę, aby pewne sprawy mieć 
tylko dla siebie. Tak było właśnie w tej chwili.   

Jenna była ciągle zła, że ten tajemniczy mężczyzna odebrał obraz w czasie, kiedy akurat 

była  nieobecna  w  galerii.  Nie  zdradziłam  jej,  że  wiem  kim  jest,  nie  wspomniałam  również 
Rogerowi, że widziałam się z „tym facetem”. Roger przestał się zresztą interesować Philippe’m 

background image

Deauville’em, miał jakieś większe problemy, które stale wprawiały go w przygnębienie.   

– Co się dzieje, Roger ? – zapytałam go pewnego razu, gdy jedliśmy obiad w hotelu Lake 

End.   

– Nic, zupełnie nic.   
– Czy coś nie tak z Jen ? – nalegałam. – A może chodzi o galerię – Przecież powiedziałem, 

że nie stało się nic, czym byś się miała przejmować. – odpowiedział z irytacją.   

– A więc jednak coś się stało. – Zdałam sobie sprawę, jak dobrze znam Rogera. Nie tylko 

jego humory – nawet nie miał ich tak dużo – ale sposób, w jaki pracował jego umysł.   

Wróciłam do tematu Jenny.   
– Czy ona dalej tak cię wykorzystuje ? 
– Nie bardziej niż zwykle. Ale czasami jest rzeczywiście nieznośna... – przerwał.   
– Więc jeśli to nie Jen, w takim razie interesy. Chyba że się zakochałeś – dodałam lekko i 

zaskoczyła mnie jego gwałtowna odpowiedź.   

– Nie bądź tak cholernie głupia. Mam tylko jedną kobietę na świecie. Ciebie. – Sięgnął po 

moją dłoń i przytrzymał ją.   

„Zachowuje się jak człowiek, który tonie w ciemnym morzu – pomyślałam – a ja jestem 

łodzią ratunkową, której kurczowo się uczepił”.   

–  A  więc  to  interesy  –  cofnęłam  łagodnie  swoją  rękę.  –  Pieniądze?  Wiesz  dzięki 

rachunkom,  że  galeria  przynosi  wystarczające  zyski.  Nie  łapię  tego  wszystkiego  – 
powiedziałam zniecierpliwiona i wstałam. – Muszę już iść, wracasz do pracy ? 

– Później, najpierw muszę się z kimś spotkać.   
Próbowałam zapomnieć o naszej rozmowie, ale bezskutecznie. Davies był w biurze, kiedy 

wróciłam, więc wysłałam go na obiad, a sama wyjęłam księgi rachunkowe z sejfu.   

Czyżby Roger znalazł jakieś niezgodności w rachunkach? Tygodniowe wpływy znacznie 

się podniosły, odkąd zaczął się sezon, sprawdziłam uważnie wszystkie rachunki, nie mogłam 
jednak znaleźć najmniejszej pomyłki.   

Gdy  wrócił  Davies,  poszliśmy  do  magazynu.  Było  to  ciemne  pomieszczenie,  z  jednym 

tylko zakratowanym okienkiem pod sufitem. Znajdowały się tam również drzwi, wychodzące 
na  małą  rampę  służącą  do  ładowania  towarów.  Te  drzwi,  jeśli  nie  były  akurat  potrzebne, 
zawsze były zamknięte. Davies zapalił światło – zarówno kontakt, jak i wyłącznik instalacji 
alarmowej  znajdowały  się  w  zasięgu  ręki  –  a  ja  wybrałam  kilka  nowych  płócien.  Miałam 
zamiar powiesić je na miejscu, które zwolniło się po sprzedanych obrazach. Roger nigdy nie 
wtrącał się do sposobu, w jaki dobierałam obrazy, ale Jenna zawsze kwestionowała mój wybór. 
Tego popołudnia również podążała za nami, gdy zmienialiśmy wystawę.   

–  To  nie  w  porządku  –  podjechała  na  wózku  do  miejsca,  gdzie  zawsze  wisiały  obrazy 

Felice. – Dlaczego przeznaczono dla niej aż tyle miejsca ? 

Davis, który stał w pobliżu, zesztywniał słysząc jej słowa, ale nie odezwał się.   
– Ustalił to z nią jeszcze twój ojciec – powiedziałam.   
– Tak, ale on nie żyje – odrzekła brutalnie. – Roger i ja rządzimy tu teraz, a ja mówię, że 

potrzebna jest zmiana. Davies, zanieś obraz Flyte do magazynu.   

Davies  nie  poruszył  się.  Stał  sztywno  wyprostowany,  z  rękami  wyciągniętymi  wzdłuż 

background image

ciała.   

– Słyszysz co mówię ! – podniosła głos.   
– Słyszę panią, ale nie ruszę tych obrazów, dopóki pan Roger mi tego nie każe.   
W tym momencie do galerii wszedł Roger.   
– Chodź tutaj! – zawołała do niego Jenna.   
– O co chodzi ? 
– Potrzebuję miejsca, na którym wiszą obrazy Flyte, aby powiesić tam płótna Johna Rittera.   
A  więc  o  to  chodziło  !  Ritter  był  lokalnym  malarzem  i  widziałam  pewnego  dnia  jego  i 

Jennę pogrążonych w rozmowie, niewątpliwie dobijali targu.   

– Davies nie chciał ich odnieść do magazynu – ciągnęła.   
– Wypełniam pana polecenia, panie Reed. Ale moim zdaniem wielu klientów przychodzi tu 

tylko po to, aby zobaczyć obrazy Flyte.   

– Jesteś nią zaślepiony! – Jenna wpadła we wściekłość. – Ze sposobu, w jaki ją czcisz, 

można by sądzić, że jest jakąś boginią.   

Wyraz  twarzy  Daviesa  zmienił  się  po  raz  pierwszy  od  czasu  naszej  znajomości.  Jenna 

zaszła mu naprawdę za skórę. Zbladł, a po chwili powiedział: 

– Jeśli jej obrazy zostaną usunięte, będę musiał zrezygnować z pracy.   
– Ależ to śmieszne. – Roger nigdy nie wybuchał gniewem, ale jego opanowanie było tym 

bardziej niebezpieczne. – Obrazy Flyte pozostaną na swoim miejscu i, co więcej, ustaliłem z 
nią, że odbędzie się tu jej wernisaż. Lindsay, chciałbym uzgodnić z tobą termin.   

– Roger! Jesteś nią tak samo zaślepiony jak on – Jenna wskazała palcem na Daviesa.   
– Dosyć już tego, Jen. – Roger popchnął jej wózek w stronę drzwi.   
– Jeśli nie potrafisz się odpowiednio zachować, idź już lepiej do domu.   
 

Niedzielny ranek był przepiękny. Słońce wzeszło na niebo, które miało kolor ametystu i 

wypełniło mój pokój bursztynowym blaskiem.   

Ubrałam  się  pospiesznie  i  zeszłam  do  kuchni;  po  szybkim  śniadaniu  byłam  gotowa  do 

wyjścia. Felice jeszcze spała, a kiedy zamykałam drzwi frontowe, ujrzałam Dorę wychylającą 
się z okna.   

– Dzień w plenerze ? – zapytała na widok mojego stroju. – Dobrze ci zrobi, kochanie. Czy 

Felice już wstała ? 

– Jeszcze nie.   
– Nie szkodzi, zajrzę do niej potem i dotrzymam towarzystwa.   
Philippe  już  na  mnie  czekał.  Barney  podbiegł  do  niego  i  po  wstępnym  obwąchaniu 

zaaprobował jego towarzystwo.   

– Bałem się, że nie przyjdziesz. Myślałem, że uważasz mnie za szaleńca. Ten mityczny 

dom... – przerwał – jest tyle miejsc, gdzie mógłby się znajdować.   

– Przestudiowałam mapę, Philippe. Mam parę pomysłów.   
Ruszyliśmy i już po chwili wspinaliśmy się po szczytach, prowadzących na Gordon Fall 

Niebo przybrało kolor głębokiego błękitu, który odbijał się w tafli leżącego poniżej jeziora. 
Słońce  świeciło  teraz  łagodnie,  a  skały  rzucały  czarne  cienie  na  szlak.  Szliśmy  znacznie 

background image

oddaleni od innych piechurów i rozkoszowałam się panującą dookoła ciszą, przerywaną tylko 
dalekim beczeniem owiec i niesamowitym wołaniem kulików.   

– Mam dziwne wrażenie, że znam to miejsce – odezwał się Philippe. – Myślę, że matka 

opowiadała mi o tych górach w dzieciństwie.   

– Czy tutaj był jej dom ? Potrząsnął głową.   
– Nie sądzę. Kiedy wyszła za mąż, przyjęła obywatelstwo francuskie. Mój ojciec nazywał 

ją Yvette, ale naprawdę miała na imię Eve.   

Szliśmy równym krokiem. Zdałam sobie sprawę, jak wspaniałym towarzyszem wspinaczki 

jest Philippe. Miałam wrażenie, że tymi samymi oczyma patrzymy na fałdy gór, blask wody i 
zieleń  lasów,  nie  wdając  się  przy  tym  w  bezmyślną  gadaninę.  Droga  doprowadziła  nas  do 
Gordon  Fali,  po  czym  zeszliśmy  w  dolinę,  gdzie  kamienne  domy  Mosthwaite  skupiły  się 
dookoła  gospody.  Było  już  prawie  południe,  więc  zeszliśmy  do  niskiej,  drewnianej  salki 
barowej. Philippe zamówił kanapki i coś do picia, a właściciel zaproponował, abyśmy usiedli 
na zewnątrz.   

– Korzystajcie z dnia, póki się da – pogłaskał się po zarośniętym policzku. – Pogoda na 

pewno się zmieni.   

– Skąd on o tym wie ? – Philippe usiadł i popatrzył na czyste niebo.   
– Widzisz ten obłoczek siedzący na szczycie  High Sall! W czasie kiedy będziemy jeść, 

zdąży się zmienić w wielką chmurę i przesłoni słońce.   

– To jest ta góra, prawda? 
Wytężyłam  wzrok,  aby  w  przeźroczystym  powietrzu  dostrzec  każdy  jej  szczegół.  To 

właśnie ten szczyt namalowany był na obrazie Felice: szczyt którego unikałam przez trzy lata; 
szczyt, na którym zginął mój ojciec.   

Bardzo często myślałam o tym wypadku. Dlaczego mój ojciec, który był doświadczonym 

alpinistą, zginął, a Jenna – zupełna no wiej uszka – była tylko ranna ? Zmusiłam się, by spojrzeć 
na północną, zdradliwą stronę High Sall. Dostrzegłam przylepione do ściany dwie maleńkie 
figurki, nie większe od muchy. Zadrżałam i odrwóciłam głowę, przykrywszy twarz dłońmi.   

– Wszystko w porządku, Lindsay ? – Philippe przysunął swoje krzesło i troskliwie objął 

mnie ramionami. Był teraz tak blisko mnie...   

– Tak, już dobrze. Widzisz, na tej górze zginął mój ojciec.   
– O Boże ! Co ja zrobiłem. Zranić cię w ten sposób.   
– Nie, Philippe, nawet lepiej, że przyszłam tu z tobą, całkiem obcą osobą, która o niczym 

nie wie i której nie zależy...   

Philippe położył swój palec na mych ustach i nie pozwolił mi skończyć.   
– Zależy mi, Lindsay, naprawdę mi zależy.  Ale niczego nie mogę zrozumieć. Dlaczego 

Felice namalowała kiedyś właśnie tę górę i ten piękny dom, nagle zniszczony, i tych dwoje 
ludzi ? 

– Nie mam pojęcia. Może miała przeczucie, że High Sall przyniesie jej nieszczęście, tak jak 

je zresztą przyniósł wielu innym ludziom.   

– A dom ? 
– Dlaczego on cię tak intryguje ? – odpowiedziałam pytaniem.   

background image

– Myśl, że moja matka go znała.   
– Ale czemu uważasz, że jest w nim coś niezwykłego ? 
– Czuję to.   
Skończyliśmy jeść i rzeczywiście, tak jak to przewidział karczmarz, chmury zdążyły się już 

zgromadzić  nad  postrzępionym  szczytem  High  Sall.  Rozłożyłam  mapę  i  pokazałam 
Philippe’owi małą plamkę na południowym zboczu wzniesienia.   

–  Tu  musi  być  jakiś  budynek.  Jeśli  zaraz  wyruszymy,  powinniśmy  tam  dotrzeć,  zanim 

zacznie padać, a nawet gdyby deszcz nas złapał po drodze, zawsze możemy wrócić szosą.   

– Może od razu zrezygnujemy z dalszej wędrówki ? 
–  Nie,  za  daleko  zaszliśmy,  musimy  iść  dalej.  Ruszyliśmy  ścieżką  prowadzącą  wzdłuż 

doliny.  Philippe  wziął  mnie za rękę  – nie  wiem,  czy podniosło  go to  na  duchu,  ale mnie na 
pewno zrobiło się raźniej. Jego dłoń była wąska, długa, a na najmniejszym palcu nosił cienką, 
złotą obrączkę.   

Po  chwili  doszliśmy  do  wąskiej  dróżki  i  gdy  porównałam  ją  z  mapą,  okazało  się,  że 

prowadzi  prosto  do  budynku,  ku  któremu  zmierzaliśmy.  Szło  nam  się  teraz  łatwiej,  ścieżka 
sprawiała wrażenie często uczęszczanej.   

Na  dom  natknęliśmy  się  niespodziewanie.  W  żaden  sposób  nie  przypominał  jednak 

budynku,  który  Felice  uwieczniła  na  swym  obrazie.  Został  zbudowany  z  kamienia  z 

Cumberland  i  podczas  gdy  dolne  pomieszczenie  było  właściwie  zniszczone,  schody 
prowadzące  na  piętro  zawaliły  się  zupełnie.  Z  ilości  śmieci  domyśliłam  się,  że  dom  służył 
turystom i alpinistom jako schronienie i miejsce odpoczynku.   

Philippe oparł się o jakąś wystającą belkę i powiedział: 
– To by było zbyt proste...   
– Tak – odpowiedziałam – zbyt proste.   
Tak naprawdę nie za bardzo wierzyłam w istnienie tego domu i tym bardziej dziwiła mnie 

obsesja, z jaką Philippe pragnął go odnaleźć.   

– To była dopiero pierwsza próba. Czy nadal jest on taki ważny dla ciebie ? 
Przytaknął. „‘ 
– Z jakiego innego powodu moja matka kupiłaby te obrazy ? Musiał mieć dla niej jakieś 

znaczenie.   

– Ludzie kupują obrazy z różnych powodów, lecz głównie dlatego, że im się podobają.   
– To prawda. Ale potem wieszają je na ścianie i z dumą opowiadają przyjaciołom, jaki to 

świetny interes zrobili albo jakie to niezwykłe miejsca przedstawiają ich płótna.   

– Niezwykłe miejsca ? Dlaczego tak myślisz ? 
–  Matka  nie  powiesiła  na  ścianie  żadnego  z  tych  obrazów.  Trzymała  je  w  ukryciu, 

zamknięte i dopiero kiedy wiedziała, że umiera, poprosiła mnie, abym je odszukał.   

Wtedy  dopiero  zrozumiałam,  jakie  znaczenie  dla  Philippe’a  miała  ostatnia  wola  matki. 

Widocznie to miejsce coś dla niego znaczyło. Ale jego obsesja w dalszym ciągu była dla mnie 
bezpodstawna.   

– Chodźmy już – powiedziałam i w tym momencie zaczął padać deszcz.   
Po chwili lało jak z cebra, a grzmoty, początkowo oddalone, przeniosły się tuż nad nasze 

background image

głowy. Błyskawice rozświetlały niebo przerażającym blaskiem i biedny Barney skomląc kulił 
się w kącie. Przytuliłam się do jego drżącego ciała i ukryłam twarz w gęstych kudłach – nie 
tylko on się bał. Za to Philippe z uśmiechem powiedział do mnie: 

– Czy to nie wspaniałe, Lindsay ? Podniecające, nieziemskie. Ta siła żywiołów sprawia, że 

moje serce zaczyna szybciej bid – Baw się dobrze – wymamrotałam.   

Philippe odwrócił swą wilgotną twarz w stronę, gdzie skurczona kucałam w ciemności.   
– Chyba nie boisz się ? 
– Oczywiście, że się boję – odparłam wyzywająco. – Zawsze bałam się burzy.   
W dwóch skokach znalazł się przy mnie, objął mnie ramionami i uniósł, a ja ukryłam swoją 

twarz na jego piersi.   

– Kiedy jestem przy tobie – powiedział – nie musisz się niczego bać. Obiecuję.   
Łatwo obiecywać, pomyślałam. Za parę tygodni zacznie się nowy semestr w szkole i już go 

tu nie będzie. Wróci do jakiejś kobiety – żony, narzeczonej, przyjaciółki – a ja zostanę bijąc się 
z własnymi myślami.   

Philippe uniósł moją twarz i spojrzał mi głęboko w oczy.   

Co chciał powiedzieć ? W tym momencie oślepiający błysk rozświetlił szarość, zmieniając 

twarz Philippe’a w jakąś przerażającą maskę i wtedy on pochylił się i położył swoje usta na 

moich. Jeden pocałunek, to wszystko, ale ja byłam już zgubiona.   

– Burza już przechodzi, idziemy ? – zapytał, gdy już rozluźnił swój uścisk.   
Pokiwałam  twierdząco  głową,  ale  dla  mnie  burza  się  nie  skończyła.  Philippe  Deauville 

rozniecił w mym sercu żywioły, które być może nigdy już nie przeminą.   

background image

ROZDZIAŁ IV 

 

Felice  nie  życzyła  sobie  specjalnej  wystawy  jej  obrazów  w  galerii,  a  przynajmniej  tak 

mówiła.  Czekałem  wiec  cierpliwie,  wypatrując  oznak,  które  by  potwierdzały,  że  zmieniła 
swoje zdanie.   

– Mogłabym mieć wystawę, w Londynie albo Paryżu – powiedziała pewnego dnia.   
– Więc spróbuj.   
– Nie wierzysz mi. Tylko dlatego, że wystawiam w tej starej galerii Reedów, myślisz, że 

nikt więcej nie chce oglądać moich obrazów.   

– A kto chce? 
Zawahała się, a jej oczy zwilgotniały.   
– Zmieniłaś się, Lindsay, odkąd ten okropny Francuz się tu pojawił.   
Spojrzałam na nią zdziwiona.   
– Nie wiem, o czym mówisz.   
– On ma na ciebie zły wpływ, wiem to. I jeśli masz jeszcze trochę rozsądku, lepiej trzymaj 

się od niego z daleka.   

Następnego dnia mama skapitulowała.   
– Możesz wystawić moje prace – powiedziała do mnie. – Ale jeżeli chcesz, abym była na 

otwarciu, upewnij się najpierw, że nie natknę się w galerii na Jennę.   

Przekazałam  dobrą  nowinę  Rogerowi,  ale  nie  wspomniałam  o  warunku,  jaki  postawiła 

Felice. Postanowiłam poczekać z tym na odpowiedniejszy moment.   

Następnych  kilka  dni  upłynęło  na  kampanii  reklamowej.  Otwarcie  nowej  wystawy  było 

zawsze dużym wydarzeniem w kalendarzu Longmare, ale tego roku Roger jakoś nie miał do 
tego serca. Nie uwolnił się jeszcze ze swego przygnębienia i zasugerował mi, żebym to ja zajęła 
się przygotowaniami.   

Rzuciłam się w wir pracy ze zdwojoną energią i tylko Davies mnie przyhamowywał.   
–  Trochę  rozsądku,  panno  Lindsay.  Mamy  mnóstwo  czasu,  nie  ma  sensu  tak  się 

przejmować, jeszcze nie było tak, żeby nam się nie udało.   

Ustaliłam,  że  wystawa  odbędzie  się  w  dwóch  pierwszych  tygodniach  sierpnia.  Było  to 

zagranie  strategiczne,  bo  o  tej  porze  roku  pełno  było  turystów,  a  że  zwykle  właśnie  w  tym 
czasie padało, więc chcąc nie chcąc musieli spędzać czas w mieście.   

Philippe co wieczór spotykał się ze mną po zamknięciu galerii. Pewnego razu zaprosił mnie 

na kolację do hotelu i gdy szliśmy wolno alejką, zaproponował, żeby przenieść wystawę do 
Paryża.   

– Moglibyśmy pogadać z odpowiednimi ludźmi i to załatwić – powiedział.   
Pokręciłam przecząco głową.   
– Jeszcze nie nadszedł odpowiedni moment. Roześmiał się.   
– Czyżbyś się bała spędzić ze mną weekend? 
– Nie wygłupiaj się – odpowiedziałam rozzłoszczona. – Po prostu teraz nie mogę, mam 

dużo obowiązków.   

background image

– Zbyt dużo, Lindsay. I zbyt dużo z siebie dajesz. Spojrzałam na jezioro, które połyskiwało 

srebrzyście.   

– Tylko w ten sposób potrafię pracować – odrzekłam.   
–  Też  kiedyś  byłem  taki.  Dajesz  z  siebie  wszystko  i  co  się  dzieje?  Zmieniają  się 

okoliczności, a wraz z nimi i my.   

– Felice twierdzi, że się zmieniłam – na gorsze. Tb dlatego, że nie potrafię być taka, jak mój 

ojciec. On był jak niewolnik, gotowy spełnić każdy jej kaprys.   

–  Nie  pozwól,  żeby  matka  tobą  zawładnęła.  Ona  ma  bardzo  trudną  osobowość,  jest 

wymagająca i nie do opanowania.   

Philippe był pierwszą osobą, która zdała sobie z tego sprawę. Roger nigdy w ten sposób nie 

mówił o Felice, ale być może tylko ktoś z zewnątrz mógł właściwie ocenić sytuację. W każdym 
razie poczułam się trochę urażona, gdyż i uważałam, że mi wolno krytykować mamę, ale nie 
byłam przygotowana, aby robił to ktokolwiek inny. Jakby wyczuwając moje niezadowolenie, 
Philippe zmienił temat.   

– Wynająłem łódź na niedzielę. Może moglibyśmy wybrać się we trójkę na drugą stronę 

jeziora? 

– We trójkę? – zdziwiłam się.   
Jego śmiech zabrzmiał tak głośno, że aż jacyś ludzie odwrócili się w naszą stronę.   
–  Jestem  pewny,  że  nie  chciałabyś  zostawić  Barneya  w  I  domu.  Co  za  pies,  bardzo  go 

polubiłem.   

– Och, Barney – odetchnęłam z ulgą.   
 

Myśl o planowanej wycieczce była dla mnie tym, czym dla dziecka jest listek, muszelka, 

jakaś niewielka rzecz, która sprawia przyjemność i staje się prawdziwym skarbem. Myślałam o 
niej  w  nielicznych  wolnych  chwilach,  jednak  bardziej  zaprzątałam  sobie  głowę  Rogerem. 
Nasza  przyjaźń  stopniowa  słabła.  Zaczął  mnie  traktować  tak,  jakbym  była  po  prostu  jego 
pracownicą i chociaż dalej radził się mnie w pewnych sprawach, wiele rzeczy, które kiedyś 
zostawiał mnie, załatwiał sam.   

W skrytości ducha myślałam o tym, że jest niezadowolony z mojej przyjaźni z Philippe’em, 

ale z drugiej strony miałam wrażenie, że wcale sobie z tego nie zdaje sprawy. Wydawało się, że 
zupełnie już o nim zapomniał.   

Nie  miałam  nikogo,  kto  mógłby  mi  pomóc.  Nie  wiedziałam,  jak  przebić  się  przez  mur, 

który Roger ustawił pomiędzy nami i w końcu postanowiłam spróbować określić moment, od 
którego przestał mi ufać. Jenna, pomyślałam. A jeśli ona, to czemu? Próbowała mnie skłócić z 
Rogerem, odkąd tylko  zaczęłam pracować w  galerii,  więc dlaczego właśnie teraz miałby jej 
zacząć słuchać? 

Miałam ogromną ochotę porozmawiać natychmiast z Rogerem, ale wyszedł z galerii i tym 

razem nawet nie powiedział, jak mogłabym się z nim w razie potrzeby skontaktować. Czułam 
się głęboko dotknięta, bo byłam pewna, że w tym wszystkim nie ma mojej’ winy, cokolwiek 
Roger by o tym myślał.   

Byłam  w  tym  czasie  bardzo  zapracowana.  Davies  postanowił  pozmieniać  coś  w 

background image

magazynie, nie miałam nic przeciwko temu – to było jego królestwo.   

Zgodziłam  się  z  nim.  Leżało  tam  parę  płócien,  które  określiłam  jako  „nieudane  zakupy 

Rogera”  i  zaproponowałam,  abyśmy  je  odstawili  na  jedną  stronę  i  żeby  Roger  po  powrocie 
zadecydował, co z nimi zrobić.   

Nie  sprawiła  nam  problemu  ocena  obrazów  oprawionych,  ale  w  magazynie 

przetrzymywane były też zrolowane płótna. Leżały one na półkach, a wśród nich odnalazłam 
również obrazy Johna Rittera, które Jenna tak bardzo chciała wystawić.   

– Myślę, że powinniśmy je wystawić – powiedziałam. – Ale co z ramami? 
Davies  odparł,  że  gdybym  wybrała  najlepsze  obrazy,  on  mógłby  je  oprawić.  Odłożyłam 

więc parę rysunków węglem, przedstawiających Longdales, które uznałam za bardzo udane.   

– A co pani sądzi o tym? 
Davies trzymał w ręku szkic wykonany ołówkiem i piórkiem, a mi zaparło dech.   
– Czy to Rittera? 
Podobieństwo do obrazu Philippe’a, przedstawiającego dom i górę było tak uderzające, że 

aż nie mogłam w to uwierzyć. Davies przyglądał się rysunkowi krytycznie.   

– Za dobry na niego – oznajmił. – Myślę, że to jej dzieło.   
– Ale jak się tu znalazł? – zapytałam. Davies wzruszył ramionami.   
– Pan Reed przeglądał te płótna w niedzielę, poprosił mnie nawet, żebym mu pomógł.   
– Ależ on nigdy nie ogląda płócien! Gdzie leżą te, które kupił ostatnio? 
Davies wskazał parę zwiniętych rolek i powiedział: 
– Pan Reed uważa, że pod warstwą farby mogą być na nich jakieś inne obrazy.   
Przyjrzałam się im z bliska, ale raczej nie byłabym skłonna potwierdzić teorii Rogera.   
– Powiedział mi, że gdy tylko będzie miał czas, popracuje nad ich renowacją. – Spojrzał na 

mnie ciężko. – Pan Reed wydaje się być ostatnio niespokojny. Czy ma jakieś kłopoty, panno 
Lindsay? Może mogłaby pani z nim pomówić? 

Mogłabym, ale czy powinnam? Stosunki między nami układały się przecież ostatnio nie 

najlepiej.   

– Nie sądzę... – zaczęłam.   
– On pani posłucha. Nie chciałbym rozsiewać plotek, ale przypadkiem słyszałem raz, jak 

kłócił się z panną Jenną.   

– O co chodziło tym razem? – zapytałam zrezygnowana.   
– Mówiła o tym, że szkoda byłoby zmarnować jakąś dobrą okazję. On był zdenerwowany i 

kazał jej się zamknąć.   

–  Myślę,  że  w  końcu  sam  odkryje  karty,  jak  będzie  gotowy  –  powiedziałam  obojętnie. 

Wiedziałam już z doświadczenia, że nie ma sensu mieszać się w kłótnie Reedów.   

Podniosłam rysunek i powiedziałam: 
– Wezmę go do domu i zapytam Felice, czy pamięta, że go narysowała. Ciekawa jestem, 

dlaczego nie jest podpisany. Czy Roger to zauważył? 

– Tak. I gdybym był na pani miejscu, poczekałabym na jego powrót, zanim bym pokazał jej 

ten obraz.   

Słowa  Daviesa  zdziwiły  mnie  i  już  miałam  zamiar  wypytywać  go  o  ich  znaczenie,  gdy 

background image

zadzwonił  telefon.  Po  drugiej  stronie  słuchawki  odezwała  się  gosposia  Reedów,  która 
oznajmiła mi podniesionym głosem: 

– Panna Jenna miała wypadek, jej wózek się wywrócił! Jest teraz w szpitalu na badaniach, a 

ja nie wiem, gdzie mogłabym znaleźć pana Reeda. Czy mogłaby pani pojechać do szpitala? 

Zaniepokoiła mnie ta wiadomość, więc natychmiast wyjechałam. Jenna leżała w małym, 

dwuosobowym pokoju, drugie łóżko nie było jednak zajęte.   

– Kto cię tu przysłał? – zapytała, gdy weszłam.   
– Panna Linton. Nie wie, gdzie może znaleźć Rogera, może ty wiesz? 
Na jej twarzy pojawił się uśmiech.   
– Ale numer! Czyżby Roger zapomniał ci powiedzieć, gdzie wychodzi? 
Zignorowałam jej szydercze słowa.   
– Co powiedział lekarz? 
– Ględził coś o moich nogach, ale powiedziałam mu, że nie życzę sobie więcej operacji.   
– Nie bądź dzieckiem, Jenna. Jak to się stało, że się przewróciłaś? 
– Sięgałam po coś – wyjaśniła posępnie.   
– Pójdę pomówić z lekarzem albo pielęgniarką.   
– Dobrze, ale przyjdź jeszcze potem, Lindsay – usłyszałam i wyczułam w jej głosie panikę.   
Doktor, jakiś nowy w tym szpitalu, przedstawił mi się jako Mcintyre. Oznajmił, że jego 

specjalnością  są  choroby  narządów  ruchu  i  że  chciałby  się  zająć  przypadkiem  Jenny,  więc 
dobrze by było, gdyby została parę dni w szpitalu. Potem zapytał mnie, czy jestem jej krewną, 
więc wyjaśniłam mu sytuację, a następnie wróciłam do Jenny.   

– Doktor Mcintyre zaiteresował się twoim przypadkiem. Chce cię tu przetrzymać parę dni, 

chyba nie masz nic przeciwko temu? 

Nie  odpowiedziała.  Zamiast  tego  z  przerażeniem  zauważyłam  łzy  płynące  po  jej 

policzkach.   

– Jen, co się stało?! 
– Nie mogę tu zostać i nie zostanę! Sprowadź Rogera.   
– gdzie on jest? 
– W Paryżu. Proszę, zawiadom go, żeby przyjechał Sięgnęła po swoją torebkę i podała mi 

zwiniętą  kartkę  papieru.  Wzięłam  ją  i  podniosłam  się,  ale  w  tym  samym  momencie  Jenna 
kurczowo chwyciła się mojej ręki, jej palce oplotły mnie tak mocno, że nie mogłam się wyrwać.   

–  Nie  masz  pojęcia,  jakie  to  straszne  być  uwięzioną  w  tym  wózku  przez  cały  czas. 

Wolałabym raczej umrzeć.   

– Jen, nie wolno ci tak mówić. Jesteś młoda i taka piękna...   
– I bezradna. Nieużyteczna też, mówiłaś mi to tysiące razy. Nikt mnie nie rozumie, nawet 

Roger. Jemu też nie zależy.   

– Ależ to nieprawda, Jen! Rogerowi bardzo na tobie zależy.   
– A tobie? 
Tak bezpośrednio postawione pytanie zaskoczyło mnie. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałam 

się nad moim stosunkiem do Jenny, od razu pojawiała się przeszkoda – wypadek. Przedtem 
prawie jej nie znałam, a teraz było mi jej żal, to prawda. Nigdy jednak nie próbowałam wczuć 

background image

się w jej położenie, teraz uczyniłam to po raz pierwszy i zdałam sobie sprawę, jak mało byłam 
wrażliwa  na  jej  nieszczęście.  Spojrzałam  w  jej  oczy  –  były  wilgotne  i  patrzyły  na  mnie 
błagalnie. Musiałam być szczera.   

– Ten wypadek nas dzielił, ale teraz...   
–  Potrzebuję  przyjaciela  –  powiedziała  gwałtownie.  –  Ciebie,  Lindsay.  Nie  sądzę,  żeby 

Felice kiedykolwiek mi wybaczyła, ale wiem, że ty jesteś inna.   

Spojrzałam  na  nią,  leżała  oparta  o  wysoko  ułożone  poduszki.  Nagle  zapragnęłam  ją  do 

siebie przytulić. Pochyliłam się i pocałowałam ją szybko.   

– Poproś Rogera, żeby szybko wracał – wyszeptała.   
Zadzwoniłam do Rogera jeszcze tego samego dnia wieczorem.   
– Lindsay, ja nie...   
– Zgadza się. Nie powiedziałeś mi, gdzie będziesz. To Jenna dała mi telefon do ciebie. 

Miała mały wypadek, wypadła z wózka i jest teraz w szpitalu.   

– O Boże! – wyjęczał. – Czy to coś poważnego? 
– Nie, ale chcę, żebyś przyjechał.   
W słuchawce zapanowała cisza, w końcu ja się odezwałam.   
– Roger? 
– Słyszę cię. Nie mogę jutro wrócić, spróbuję złapać samolot pojutrze.   
– Ale... – zaczęłam i przerwałam, bo odpowiedział mi trzask odkładanej słuchawki.   
Niczym  nie  mogłam  wytłumaczyć  sobie  jego  zachowania.  W  ciągu  trzech  lat  naszej 

bliskiej współpracy nigdy się nie zdarzyło, aby mnie tak zignorował.   

Moja frustacja i gniew osiągnęły swój szczyt akurat w chwili, kiedy Roger przyjechał dwa 

dni  później, tuż przed zamknięciem galerii. Ślęczałem w biurze nad księgami finansowymi, 
więc nawet nie zauważyłam, kiedy stanął w drzwiach.   

– Byłem w szpitalu. Jen powiedziała mi, że byłaś dla niej bardzo miła. Przekonałem ją, aby 

została w szpitalu, dopóki lekarz nie skończy wszystkich badań.   

– Świetnie – powiedziałam dziarsko.   
– Jesteś zła.   
– Tak, jestem.   
– Nie chciałem cię zdenerwować, miałem zamiar wrócić następnego dnia. W tej chwili nie 

mogę o tym mówić.   

Przyjęłam jego tłumaczenie tak spokojnie, jak to tylko było możliwe. W końcu byłam tylko 

jego podwładną. Jenna nie raz mi o tym przypominała.   

„W porządku – pomyślałam – może to jakieś sprawy rodzinne”. Przyjęłam bowiem, że taki 

był  powód  jego  wyjazdu  i  nie  miał  on  nic  wspólnego  z  galerią.  Zauważyłam,  że  zaufanie 
Rogera do mnie nie było już tak bezgranicznie jak kiedyś, odniosłam jednak wrażenie, że i 
jemu nie za bardzo podoba się istniejący stan. Nawet butelka wyszukanych perfum, którą mi 
ofiarował  po  przyjeździe  wyglądała  jak  łapówka,  którą  chciał  mnie  powstrzymać  od 
komentarzy.  Przyjęłam  ją  jednak,  zostawiając  Rogera  jego  własnym  sprawom,  sama  zaś  z 
niecierpliwością oczekiwałam na spotkanie z Philippe’em.   

 

background image

W  końcu  nadeszła  ta  chwila,  kiedy  oboje  wsiedliśmy  na  przystani  w  Longmare  do 

wynajętej łodzi. Nazywała się „Wodny duszek” i imię to znakomicie oddawało charakter jej 
ruchów,  kiedy  swawolnie  kołysała  się  na  wodzie,  kierowana  mistrzowskimi  uderzeniami 
wioseł Philippe’a.   

Usiadłam na rufie, jedną ręką obejmując Barneya. Kołysanie łodzi i szybko zmieniająca się 

sceneria wprawiły mnie w radosny i pogodny nastrój.   

Philippe  zaczął  wypatrywać  miejsca  na  postój  i  w  końcu  oboje  dostrzegliśmy  płytką 

zatoczkę. Jej kamienisty brzeg srebrzył się w słońcu, a woda odbijała zielony gąszcz drzew.   

– Znakomite miejsce – stwierdziłam, gdy Philippe wyciągnął łódź na brzeg.   
–  Nie  miałem  pojęcia,  źe  mogą  się  zdarzać  takie  dni  jak  ten  –  odpowiedział,  taszcząc 

ogromny kosz z jedzeniem. – Nawet Francja nie może się równać do tego miejsca. Musimy to 
uczcić.   

Otworzył kosz, wyjął z niego butelkę szampana i napełnił kieliszki bursztynowym płynem.   
– Nasze zdrowie, Lindsay.   
– Nasze zdrowie.   
Oparłam  się  o  rozgrzaną  słońcem  skałę  i,  wolno  popijając  spieniony  szampan, 

spróbowałam spojrzeć na jezioro i góry oczyma Felice. W jaki sposób udało się jej przenieść 
tak zwyczajne rzeczy na obraz, który chwytał za serce swym nastrojem? 

Philippe, jakby czytając w moich myślach, zapytał: 
– Jak widziałaby tą scenerię twoja matka? – przerwał zamyślony i po chwili ciągnął dalej: – 

Myślę, że ona potrafi wyczuć to, co kryje się poza normalnością. Zazdroszczę jej tego.   

Ja  również  jej  zazdrościłam,  ale  nigdy  nie  przyznałabym  się  głośno.  Opowiedziałam 

Philippe’owi o rysunku, który odkryłam w magazynie. Zgodził się ze mną, że należy pokazać 
go Felice i jeśli ona przyzna, że to jej praca, wystawić w galerii.   

– Czy widok na tym rysunku jest ten sam, co na moim obrazie? 
–  Bardzo  podobny,  ale  jest  między  nimi  jakaś  różnica,  której  nie  potrafię  uchwycić. 

Ciekawa jestem, który z nich namalowała najpierw.   

– Czy kiedykolwiek znajdziemy ten jej wymarzony dom? – zapytał z zadumą.   
– Jeśli to tylko marzenie, czy dalej tak wiele dla ciebie znaczy? 
– lak, po to tu przyjechałem – przysunął się bliżej mnie i delikatnie niczym motyl musnął 

dłonią moje ramię.   

Zadrżałam i odsunęłam się, bo ten gest podziałał na innie bardziej niż kiedyś pocałunek.   
– Zajrzymy do twego kosza – zaproponowałam i już po chwili ochoczo zabraliśmy się do 

jedzenia.   

Gdy  opróżnialiśmy  butelkę  z  szampanem,  zaproponowałam,  abyśmy  podpłynęli  do 

prywatnej posiadłości naszych znajomych, ale Philippe’owi nie spodobał się ten pomysł.   

– Oni mają dużą kolekcję obrazów Felice – próbowałam go przekonać.   
Roześmiał się.   
– Marchewka dla konia? 
– Niezupełnie. Dom Outhwaitów leży naprzeciwko domu, który niegdyś należał do rodziny 

mojego  ojca.  Został  sprzedany,  kiedy  umarła  babcia.  Outhwaitowie  bardzo  lubią  Felice  i 

background image

poczuliby się dotknięci, gdybym im nie dała zaproszenia na wystawę.   

W  pół  godziny  później  Philippe  przycumował  łódź  do  przystani  Outhwaitów  i  oboje 

wyskoczyliśmy  na  brzeg.  Gospodarzy  dostrzegłam  w  ogrodzie.  Pracowali  w  nim  zawsze, 
niezależnie  od  pogody,  i  dzięki  temu  był  on  najpiękniejszy  w  okolicy,  a  bliskość  jeziora  i 
cudowny  krajobraz  dokoła  jeszcze  bardziej  dodawały  mu  uroku.  Peggy  wybiegła  nam  na 

spotkanie, za nią, wolniejszym krokiem, podążał Dick. Oboje wyglądali podobnie: szczupli, o 
cerze jak lśniący kasztan i błyszczących, niebieskich oczach.   

Peggy wzięła mnie w ramiona.   
– Jak cudownie cię widzieć, kochanie. Właśnie mówiłam Dickowi, że nie widzieliśmy was 

od wieków.   

Przedstawiłam im Philippe’a. Peggy spojrzała na niego uważnie i zapytała: 
– Czy myśmy się już kiedyś nie spotkali? 
– Nie sądzę – odpowiedział, wyciągając rękę na powitanie.   
– Dziwne, myślałam... Och dobrze, zawsze się mylę, prawda Dick? 
– Niestety prawda – potrząsnął moją dłonią, a ja pocałowałam go w policzek.   
– Chodźcie proszę, napijemy się herbaty.   
Peggy  poprowadziła  nas  stromą  ścieżką  w  kierunku  domu.  Przeszliśmy  obok  ogródka 

alpejskiego,  potem  minęliśmy  mały  trawnik,  którego  granice  wyznaczał  żywopłot  z  dzikich 
róż.  Dom  położony  był  na  niewielkim  wzniesieniu,  był  długi  i  cały  zatopiony  w  listowiu 
otaczających go drzew.   

Przez  taras  weszliśmy  do  salonu,  którego  wysokie  okna  były  otwarte  na  oścież,  co 

stwarzało wrażenie, że jest on integralną częścią ogrodu.   

– Jak tam Felice? – zapytała Peggy, gdy przeszłam za nią do kuchni.   
– Jest teraz bardzo zajęta. W sierpniu odbędzie się jej wernisaż, chciałam was przy okazji 

zaprosić.   

– Z przyjemnością przyjdziemy – odpowiedziała układając ciastka na talerzu.   
– Nowy chłopak? – dodała z figlarnym uśmiechem.   
–  Daj  spokój, Peggy.  Tb  nie  mój  chłopak  –  przerwałam.  –  Jest  wielbicielem  malarstwa 

Felice.   

– On mi kogoś przypomina...   
– Pewnie jakiegoś aktora. Pokręciła przecząco głową.   
– Za mało was widujemy, ciebie i Felice.   
– Wiem, ale jestem bardzo zajęta w galerii, a i Felice dużo pracuje. Ciągle tęskni za moim 

ojcem.   

Peggy  westchnęła  i  zaczęła  parzyć  herbatę,  a  ja  zaniosłam  tacę  do  salonu.  Podałam 

wszystkim filiżanki i poczęstowałam ciastem. Przypomniało mi to dawne dobre czasy, kiedy 
we  troje  –  ja,  Felice  i  Con  –  spędzaliśmy  cudowne  wieczory  u  Peggy  i  Dicka,  śpiewając 
zwariowane piosenki lub grając w karty.   

Peggy zawsze interesowała się ludźmi i Felice uważała, że układa ich w szufladkach, na 

których  przykleja  odpowiednie  etykietki,  zgodnie  z  charakterem  czy  zawodem:  Felice  – 
artystka, Lindsay – prowadzi galerię; ciekawa byłam, jak zakwalifikuje Philippe’a.   

background image

– Jest pan na wakacjach? – zapytała.   
– Tak, na bardzo długich wakacjach. Jestem nauczycielem.   
– Ach tak. A czego pan uczy? 
– Francuskiego i historii.   
– A to zbieg okoliczności, prawda Dick?! Mój mąż napisał książkę o historii Lakeland i 

małe opracowanie na temat architektury niektórych starych domów; Felice zrobiła do niego 
ilustracje.   

–  Rzeczywiście,  zupełnie  o  tym  zapomniałam  –  uśmiechnęłam  się  do  Philippe’a.  –  Te 

książki są nawet w księgarni koło galerii.   

Philippe’owi rozbłysły oczy i podniósł się gwałtownie z fotela. Wyglądał tak, jakby natrafił 

na ślad prowadzący do ukrytego skarbu i miał zamiar szukać go do skutku.   

– Trzymamy książki w jadalni, to jedyny pokój, którego okna wychodzą na północną stronę 

– powiedziała Peggy.   

Poprowadziła nas przez hall i otworzyła drzwi do pokoje. Jego dwie ściany ozdobione były 

obrazami  Felice.  Philippe  podchodził  do  każdego  z  nich  po  kolei  i  uważnie  się  przyglądał. 
Domyśliłam  się,  że  pragnie  doszukać  się  w  nich  potwierdzenia,  że  dom,  który  Felice 
namalowała na jego obrazie, nie był tylko wytworem jej’ fantazji. Tylko jedno z rozwieszonych 
płócien  przypominało  tamten  widok  i  znowu  dostrzegłam  tę  dziwną  różnicę  czasu,  która 
dzieliła dwa obrazy. Philippe odwrócił się gwałtownie do Dicka.   

– A czy wspomniał pan w swojej książce również o tym domku? – zapytał wskazując na 

obraz, któremu właśnie się przyglądałam.   

Dick spojrzał na płótno i zauważyłam w jego oczach zaskoczenie. Peggy zrobiła krok w 

stronę męża, odpowiedziała „nie” i spojrzała na niego ostrzegawczo.   

– Czy ten dom rzeczywiście istnieje? – zapytał Philippe. Peggy roześmiała się.   
– Poznał pan Felice, prawda? Kto wie, co dla niej istnieje naprawdę – powiedziała.   
Wzięła  Philippe’a  pod  rękę  i  podprowadziła  do  innego  obrazu.  Był  to  pełen  ekspresji 

pejzaż  przedstawiający  jezioro  odbijające  błękitne  niebo  i  kępę  iglastych  drzew,  w  tle  zaś 
zarysowane były wysokie szczyty gór.   

– Ten jest moim ulubionym obrazem – stwierdziła.   

background image

ROZDZIAŁ V 

 

–  Myślę,  że  twoi  przyjaciele  znają  ten  dom  –  powiedział  Philippe,  kiedy  przyszedł  do 

galerii następnego dnia, aby kupić książkę Dicka Outhwaita w księgarni obok.   

Całkowicie się z nim zgadzałam, ale uważałam, że głośne przyznanie mu racji nic by nie 

dało.   

– Może twoja matka kupiła te obrazy po prostu dlatego, że się jej podobały i wcale nie mają 

one żadnego ukrytego znaczenia? – zasugerowałam.   

Pokręcił przecząco głową.   
– Matka nikomu ich nie pokazywała, nawet mnie. Przykro mi, że cały czas tak cię tym 

zanudzam, Lindsay. Może byśmy weszli na drinka? 

Spojrzałam na zegarek.   
– Dzięki, ale nie mogę. Obiecałam zanieść coś Jennie do szpitala.   
– Może pójdę z tobą? Poczekam na zewnątrz.   
– Nie musisz. Jenna będzie zachwycona, gdy cię zobaczy. Już dawno miała nadzieję, że 

wpadniesz do galerii, gdy ona tam będzie.   

Philippe uśmiechnął się.   
– Zaniosę jej jakieś kwiaty.   
Kupił  ogromny  bukiet  róż,  goździków  i  niebieskich  ostróżek,  po  czym  samochodem 

pojechaliśmy  do  szpitala.  Jak  zwykle  były  problemy  z  zaparkowaniem,  więc  Philippe 
zaproponował, żebym wysiadła i poszła do Jen pierwsza, a on miał dołączyć do nas, gdy tylko 
uda mu się znaleźć miejsce, aby zostawić samochód.   

Przed pokojem Jenny natknęłam się na Johna Rittera. Zatrzymał się i chwycił mnie za rękę.   
– Chcę z tobą porozmawiać – powiedział z zaczepką w głosie i nachmurzoną miną. Jego 

wąskie usta ginęły w gąszczu brody.   

– Nie tutaj. Miło mi będzie porozmawiać z panem w galerii.   
– Nie będzie ci tak miło, jak usłyszysz, co mam do powiedzenia.   
– O tym już ja zdecyduję – oswobodziłam swoje ramię i minąwszy go weszłam do pokoju.   
Jenna siedziała na krześle przy oknie. Słońce rzucało promień światła na jej włosy, a cała 

postać sprawiała eteryczne i nieziemskie wrażenie.   

– Co robił tutaj Ritter? – zapytałam.   
– Dlaczego nie miałby mnie odwiedzić? Jest moim przyjacielem.   
– Roger go nie aprobuje i też był zły na ciebie, kiedy przyjęłaś bez pytania jego obrazy.   
–  Ale  nie  ma  nic  przeciwko  temu.  Zresztą,  kim  jest  Roger,  aby  rościć  sobie  prawo  do 

osądzania Rittera? 

– O jejku, Jen – wyjąkałam. – Wiesz chyba, jakiego pokroju człowiekiem jest Ritter.   
–  Jeśli  wiem,  to  co?  –  odpowiedziała  wyzywająco.  Postawiłam  koszyk  na  stoliku  obok 

okna.   

– Prosiłaś o te rzeczy. Jenna uśmiechnęła się.   
– Dziękuję, Lindsay.   

background image

– Jakie są ostatnie wyniki badań? 
– Świetne – oczy jej rozbłysły. – Doktor mówi, że będę mogła wrócić do domu na tydzień 

lub dwa.   

– A ja myślałam... Przerwała mi: 
– Zgodziłam się na wyjazd do kliniki na Węgrzech.   
– To wspaniale, bardzo się cieszę.   
– Naprawdę, Lindsay? – kąciki jej ust opadły niebezpiecznie na dół.   
– Hej, Jen. Głowa do góry. Jesteś przecież dzielną dziewczyną, inaczej Con nie zabierałby 

cię na wspinaczki.   

Jen przetarła oczy.   
– On dużo o mnie myślał.   
– Jestem tego pewna, lubił śmiałe dzieciaki.   
– Czy ciebie też zabierał w góry? – spytała.   
– Czasami – nigdy nikomu nie przyznałam się do mojego lęku wysokości, nawet ojcu.   
Rozległo się lekkie pukanie do drzwi i Philippe wsadził głowę do pokoju.   
– Mogę wejść? 
Oczy Jenny rozbłysły, a na policzkach pojawił się lekki rumieniec, bardzo jej było z tym do 

twarzy.   

Philippe wszedł do środka i położył kwiaty na jej kolanach.   
– Jak to miło z pana strony – rzuciła mi spłoszone spojrzenie. – Nie powiedziałaś, że się 

znacie.   

Philippe uśmiechnął się.   
– Ale my się także znamy.   
– Nie wiem, jak pan się nazywa.   
– Philippe Deauville.   
– Philippe Deauville – powtórzyła. – Przychodziło mi na myśl wiele imion, ale nie Philippe 

– oczy jej zaszły mgłą. – Jesteś zła, Lindsay. Myślę, że chciałaś go zatrzymać tylko dla siebie.   

– Hej, proszę poczekać! – Philippe usiadł na łóżku. – Przedstawiłem się matce Lindsay, 

interesuje mnie jej twórczość.   

– Och, Felice – powiedziała. – Zawsze ta Felice. Con mówił o niej bez przerwy w czasie 

naszej ostatnie wspinaczki. Felice, Felice... Wściekłam się i... – przerwała.   

Po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że pomiędzy tą dziewczyną a moim ojcem mogło coś 

być. Czyżby Con próbował Jennie coś powiedzieć? Ostrzec siedemnastoletnią pannę, że Felice 
jest jego całym życiem? 

– Felice jest wielką artystką, podziwiam jej prace.   
– I nie ulega wątpliwości, że ją też. Każdy uważa, że Felice jest wspaniała, ale ja wiem o 

wielu rzeczach.   

–  Jeszcze  jedno  twoje  kłamstwo,  Jenna.  Ostrzegam  cię,  że  nie  chcę  słyszeć  słowa 

przeciwko mojej matce, rozumiesz? 

Spojrzeliśmy  sobie  z  Philippe’em  w  oczy.  Na  jego  badawczo  uniesione  brwi 

odpowiedziałam  kręcąc  przecząco  głową.  Nie  zdawałam  sobie  sprawy,  jak  bardzo  Jenna 

background image

nienawidzi mamy.   

– Czy Roger wie, że wracasz jutro do domu? Przytaknęła.   
– Wie, ale przyśle po mnie Lintona – spojrzała na Philippe’a i zrobiła naburmuszoną minę. 

– Roger ma już dość swojej małej siostrzyczki. Stanęłam na drodze jego małżeńskich planów – 
prawda, Lindsay? 

– Na miłość boską, Jenna. Wiesz, że to nieprawda.   
– To ty tak twierdzisz – odparowała. – Uważasz, że Roger jest nieomylny.   
– Może mógłbym się na coś przydać? – wtrącił Philippe. – Czy pozwoliłabyś, żebym to ja 

odwiózł cię do domu? 

Jego trochę zbyt sztuczne słowa zabrzmiały fałszywie, ale Jenna tego nie wyczuła.   
– Mógłbyś? Rzeczywiście byś mógł? Byłoby naprawdę wspaniale.   
Zaczęli ustalać czas i szczegóły, a ja słuchałam ich z rosnącym zniecierpliwieniem, żałując, 

że  przykładam  taką  wagę  do  moich  spotkań  z  Philippe’em.  Zaczęłam  podejrzewać,  że  jego 
zainteresowanie  moją  osobą  spowodowane  było  tylko  tym,  że  podziwiał  prace  Felice. 
Potrzebował mojej pomocy do ustalania miejsc przedstawionych na jej obrazach. Podniosłam 
się i powiedziałam: 

– Muszę już iść.   
Philippe również się poderwał – Czy nie mógłbyś zostać, Philippe? – Oczy Jenny patrzyły 

na niego błagalnie.   

– Oczywiście, zostań – powiedziałam zimno. – Mogę wrócić na piechotę.   
– Nie mów głupstw, Lindsay – odpowiedział ostro. – Do jutra, Jenna! 
Przez  całą  drogę  powrotną  nie  odezwaliśmy  się  do  siebie  ani  słowem,  dopiero  przed 

wejściem do galerii Philippe przemówił.   

– Czy zjesz ze mną kolację dziś wieczorem? 
– Dziękuję za zaproszenie, ale nie mogę – odrzekłam bez żadnych dalszych wyjaśnień.   
Kiedy  wróciłam  do  domu,  zastałam  matkę  stojącą  na  środku  pracowni.  Była  smutna  i 

przygnębiona.   

– Co się stało, Felice? Spojrzała na mnie.   
– Chciałabym, aby ten Francuz nigdy się tu nie zjawił. Nie powinno się ruszać przeszłości, 

należy pozwolić, aby zakrył ją czas.   

– O czym ty mówisz? – zapytałam zirytowana. – Philippe ma prawo próbować odszukać 

dom, który według niego ma związek z jego matką. Myślę, że zarówno ty, jak i Outhwaitowie 

wiecie, gdzie on się znajduje. Jest nawiedzany przez duchy, czy co? 

– Nawiedzany? – zaczęła. – Po prostu nie ma takiego domu. Zawsze wiedziałam, kiedy 

moja matka kłamie. Odwracała wtedy głowę w bok i składała razem ręce.   

– Więc dlaczego tak cię prześladuje? 
– Prześladuje mnie!? – wykrzyknęła. – Nie mnie, może innych. Tak, innych. Oznacza dla 

nich koniec epoki, której nie chcieliby zakończyć.   

– A więc jednak ten dom rzeczywiście istnieje! A kto to są ci „oni”? 
– Ludzie. Ludzie, których zapomniałam.   
– Nie wierzę ci. Robisz tajemnicę z całkiem zwyczajnej rzeczy i zwodzisz Philippe’a. Mam 

background image

już serdecznie dosyć tej historii.   

– To dobrze, więc zapomnij o niej.   
Zdawało mi się, że mama uwalnia się powoli z przygnębienia, przeobrażając się podobnie 

jak gąsienica, która zmienia się w motyla. Jej policzki nabrały koloru, z twarzy zniknął wyraz 
napięcia, wyprostowała się i jakby z powrotem napełniła energią.   

– Pośpiesz się, Lindsay, mamy przecież iść na kolację do Dory, a już jesteśmy spóźnione.   
Moje zniechęcenie też zaczęło się ulatniać. Cieszyło mnie zaproszenie Dory, była bowiem 

znakomitą kucharką i zwykły proszony obiad przeistaczał się u niej w prawdziwe przyjęcie. 
Postanowiłam przestać myśleć o wszystkich błahych problemach i dobrze się u Dory zabawić.   

Rzeczywiście udało mi się to, bo do czasu, gdy siedziałyśmy przy kawie i likierze, moich 

myśli nie zaprzątało już nic prócz dobrego jedzenia. Za to Dora, która nie miała zbyt mocnej 
głowy, a była już po dwóch kieliszkach wina, nagle stała się sentymentalna.   

– Ten chłopak, Philippe, kogoś mi przypomina. Nie mogę sobie tylko przypomnieć kogo, 

ale cały czas mi to chodzi po głowie.   

– Nie bądź śmieszna, Dora – powiedziała Felice. Dora pokręciła głową.   
– Sprawia to ten jego zwyczaj rozszerzania oczu. Ktoś, kogo kiedyś znałyśmy, też miał taki 

nawyk. Felice, spróbuj sobie przypomnieć! 

– Outhwaitom on też kogoś przypomina – wtrąciłam.   
Felice określiła całą sprawę mianem bredni, ale zarówno ja, jak i Dora byłyśmy co do tego 

przekonane. Wiedziałam, że kiedy jakaś myśl zagnieździ się w głowie Dory, ona nieprędko o 

tym zapomni. A i ja, trochę oszołomiona winem, nabrałam przekonania, że stoję nad krawędzią 
przepaści i gdybym w nią wpadła, zmieniłoby to całe moje życie.   

 
– Nie spocznę, dopóki nie przypomnę sobie, kogo on mi przypomina – powiedziała Dora.   
Felice była zła, jej oczy zabłysły, a dłonie zacisnęły się w pięści.   
– Nie chcę już słyszeć ani słowa więcej na temat tego Francuza.   
– PółFrancuza, Felice. Jego matka była Angielką – powiedziałam, a Dora dodała: 
– Lubię go, ma świetne maniery. Zaprosił mnie na herbatę.   
–  Nic  mi  o  tym  nie  mówiłaś  –  powiedziała  Felice.  Chyba  ją  to  uraziło,  gdyż  była 

przyzwyczajona, że u podstaw ich przyjaźni leżały szczerość i otwartość.   

–  Nie  chciałaś  o  tym  wiedzieć.  Nie  widzę  zresztą  w  tym  nic  złego,  że  pragnie  poznać 

przeszłość swojej matki. Obiecałam mu pomóc – dodała wyzywająco.   

Felice spojrzała na nią wymownie.   
– Jak? 
Dora uśmiechnęła się.   
– Wymyślę jakiś sposób. Ciężko jest przecież żyć, nie wiedząc, kim są rodzice matki albo 

nie znając historii rodziny – przerwała, by zobaczyć, jaki efekt wywarły na nas jej słowa.   

–  Śledzę  przeszłość  swojej  rodziny  –  kontynuowała  –  i  nie  mam  z  tym  większych 

problemów, bo Crumbowie rodzili się i umierali tu przez ostatnie trzysta lat. A jak to jest z 
Flyte’ami? – spytała i twardo spojrzała na Felice.   

Rodzina Flyte’ow była czułym punktem mojej matki. Matka Felice zmarła, a ojciec ożenił 

background image

się po raz drugi z jakąś „kokotą” – jak to określała – którą poderwał w barze.   

Podniosłam się.   
– Czas do łóżka, muszę jutro wcześnie wstać.   
– Za dużo pracujesz. Ten Roger Reed nie ma dla ciebie litości.   
– To nieprawda, Doro. Roger jest bardzo troskliwy i tworzymy dobrany zespół.   
Następnego dnia, gdy przyszłam do galerii, Roger już tam był. Siedział przy biurku zajęty 

przeglądaniem korespondencji. Wyglądał na bardzo zmęczonego.   

– Źle wyglądasz – stwierdziłam i usiadłam naprzeciwko niego.   
– Czy to ty wpadłaś na ten idiotyczny pomysł, aby Deauville odwiózł Jen ze szpitala do 

domu? Wiesz jaka ona jest wpływowa, ani się obejrzy, a zacznie jej się wydawać, że jest w nim 
głęboko zakochana.   

– Przynajmniej odwróciłoby to jej uwagę od tego okropnego Rittera.   
– Rittera?! Co?! Przecież jej zabroniłem...   
– Roger, ona jest uparta, będzie ci się sprzeciwiać tylko dlatego, że taką ma zasadę.   
– Czy rozmawiałaś z nim? Przytaknęłam.   
– Był bardzo agresywny. Powiedziałam, że jeśli ma mi coś do powiedzenia, niech przyjdzie 

tutaj.   

– Czy jego obrazy są wciąż w galerii? 
– Tak. Jest trochę rysunków, myślałam ...   
– Nie i jeszcze raz nie! – Roger uderzył pięścią w stół. – Gdyby tu przyszedł podczas mojej 

nieobecności, każ mu je zabrać z powrotem. A jak będziesz z nim rozmawiać, niech Davies 
siedzi też w biurze, nie ufam temu Ritterowi.   

– Stanie się przez to naszym wrogiem – powiedziałam cicho.   
– Już nim jest – Roger przesunął korespondencję w moim kierunku. – Dostaliśmy list z 

galerii Wildera, chcą przenieść do siebie obrazy Felice po skończeniu wernisażu. Powinno ją to 
ucieszyć.   

Zaczęliśmy rozmawiać o szczegółach wystawy. Miała się zacząć dopiero za tydzień, ale w 

prasie  ukazały  się  już  pochlebne  artykuły  na  jej  temat  Jeszcze  raz  przeglądnęliśmy  listę 
zaproszonych gości, byli na niej wszyscy wielbiciele z lokalnego fanklubu, którzy prace Felice 
otaczali czymś w rodzaju kultu.   

Roger uspokoił się, gdy sprawdził, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik i już mieliśmy 

wychodzić na obiad, kiedy zadzwoniła Jenna. Słyszałam w jej głosie radosne podniecenie, gdy 
mówiła, że Philippe odwiózł ją do domu i nie musimy się o nią martwić. Powiedziała też, że 
Philippe obiecał zostać u niej dopóty, dopóki Roger nie wróci do domu.   

Poczułam  zazdrość  i  zaniepokoiłam  się,  bo  Jenna  mogła  wykorzystać  to  spotkanie  dla 

jakiejś intrygi. Czy Philippe uwierzyłby jej? Dlaczego nie? 

– Chciałbym porozmawiać z Felice – powiedział Roger w czasie obiadu.   
– Dobrze, jedź więc ze mną do domu.   
– Nie, przełóżmy to na jutro. Lepiej zrobię, jeśli teraz pojadę i przypilnuję mojej siostry. 

Nie wolno jej zbyt ufać.   

Gdy  wróciłam  do  domu,  Dora  czekała  na  mnie  przy  swoich  drzwiach.  Kiwnęła  ręką, 

background image

zaparkowałam więc samochód i weszłam za nią do środka.   

– Philippe był u mnie na herbacie – powiedziała – i pokazał mi swoje obrazy. Cały czas 

myślałam i w końcu coś sobie przypomniałam. Wkrótce po ślubie Felice i Con strasznie się 
pokłócili. Naprawdą trudno było ich nie usłyszeć – przyznała szczerze. – Po tej kłótni Felice 
wyniosła się z domu, nie było jej tydzień, a kiedy wróciła, pokazała mi obraz. Był na nim dom, 
identyczny jak ten, który jest namalowany na obrazach Philippe’a. Spytałam, co to za miejsce, 
ale ona tylko się roześmiała i powiedziała, że to tajemnica. Podejrzewałam, że nie chciała, aby 
Con dowiedział się, gdzie była.   

– Więc ten dom naprawdę istnieje – zamyśliłam się.   
–  Felice  złapała  autobus  –  ciągnęła  Dora.  –  Wiem,  bo  mój  Bert  rozmawiał  z  nią  na 

przystanku.  Powiedziała  mu,  że  jedzie  odwiedzić  przyjaciół.  To  był  autobus  do  Grasmere  – 
dodała triumfalnie. – Czy uważasz, że powinnam o tym powiedzieć Philippe’owi? 

– Oczywiście. Znajdziesz go u Reedów.   
– A co on tam robi? 
– Dotrzymuje Jennie towarzystwa.   
Dora spojrzała na mnie dziwnie i powiedziała: 
– Mam nadzieję, że wiesz, co robisz.   

background image

ROZDZIAŁ VI 

 

Ritter pojawił się w galerii akurat w tym  czasie,  kiedy Roger załatwiał w mieście swoje 

sprawy. Kiedy Davies go zaanonsował, wpadłam nagle w panikę.   

– Dobrze, powiedz mu, żeby wszedł, ale przyjdź też do biura. To prośba Rogera – dodałam.   
– Gdzie jest Reed? – zapytał Ritter wchodząc do środka.   
– Jest zajęty.   
– Powinien tu być, a nie zostawiać całą brudną robotę swojej pannie przytakiwalskiej.   
Poczułam, że się czerwienię.   
– Czy nie byłoby lepiej, gdyby wziął pan po prostu swoje obrazy, tak jak o to prosił pan 

Reed w swoim liście? 

– To by ci odpowiadało, co? – usiadł ciężko na krześle. Twarz mu nabiegła krwią i nawet 

poprzez szerokość biurka czułam zapach whisky z jego ust.   

– Panie Ritter – powiedziałam wolno i wyraźnie – pana rysunki zostały tu przyniesione bez 

zgody i wiedzy pana Reeda. Nie ma on obowiązku wystawiać ich i w związku z tym, proszę je 
stąd zabrać.   

– Więc jednak Jenna miała rację, że nie powinien liczyć na ten układ.   
Patrzył  na  mnie  zaczerwienionymi  oczyma,  zezując  lekko,  tak  jakby  miał  problemy  za 

skoncentrowaniem swego wzroku na mnie.   

– Powiedziała mi, że najpierw będę musiał cię trochę urobić.   
– Staje się pan nieprzyjemny – powiedziałam, a  Davies przysunął się do  mego krzesła. 

Byłam mu wdzięczna za jego siłę i spokój, za jego całkowitą lojalność.   

Ritter spojrzał na niego.   
– Moje obrazy są tak samo dobre, jak obrazy Flyte – powiedział zjadliwie. – Każdy mi to 

mówi.   

– Więc nie będzie miał pan problemów z umieszczeniem ich w innym miejscu.   
Pochylił  się  do  przodu,  oparł  łokcie  na  biurku  i  ukrył  twarz  w  swoich  dłoniach.  Jego 

zachowanie  zaczynało  mnie  niepokoić,  pragnęłam,  aby  Roger  już  wrócił.  Podniosłam 
słuchawkę  telefonu  i  zamówiłam  kawę  w  pobliskim  barze.  Ritter  obserwował  mnie  zza 
rozpostartych  palców.  Kiedy  przyniesiono  kawę,  jego  ręce  wróciły  do  normalnej  pozycji  i 
nasypał sobie cukru do filiżanki.   

– Nie mogę stąd zabrać swoich obrazów, to niemożliwe.   
– Jego głos był teraz niebezpiecznie spokojny. – Myślałem, że Jenna to wyjaśniła. Ona wie, 

że muszę tu pozostać, dopóki... – przerwał, by napić się kawy.   

– To nie jest możliwe – wtrąciłam. – Potrzebujemy więcej miejsca.   
– Aby powiesić obrazy pani Flyte, przypuszczam – zadrwił. – Nie mam zamiaru zabierać 

ich  stąd,  dopóki  Jenna  czy  Roger  nie  powiedzą  mi  tego  osobiście.  I  na  pewno  nie 
podporządkuję się twoim instrukcjom.   

Wstał przytrzymując się biurka.   
– Do zobaczenia, panno Mocna – dodał i chwiejnym krokiem ruszył do wyjścia.   

background image

Davies otworzył mu drzwi i wyprowadził na zewnątrz.   

Byłam zła i czułam się upokorzona. Ciekawe, czy to Jenna zachęciła go, aby pokazał mi, 

gdzie jest moje miejsce, czy miał też może inny powód, aby nie zabrać tych obrazów.   

Davies wrócił do biura i powiedział: 
– Proszę się nie przejmować jego chamstwem, panno Lindsay. Czy panna Jenna zaznaczyła 

w księgach, ile obrazów zostało u nas? 

– Mam nadzieję – powiedziałam przerzucając kartotekę.   
– Kiedy to było? 
Davies chwilę pomyślał.   
– To było wtedy, kiedy pani i pan Reed byliście na aukcji w Londynie. Próbowałem nic 

dopuścić do tego, aby je przyjęła. Powiedziała mi, żebym pilnował swojego nosa i zanieśli je do 
magazynu, gdzie spędzili trochę czasu.   

– Ale do książki ich nie wpisała.   
–  Tak  też  myślałem.  Kiedy  wyszli,  poszedłem  do  magazynu  i  przeliczyłem  je.  Jestem 

pewien, że było ich dziesięć. Zapisałem to nawet w swoim kalendarzyku – pokazał mi notatkę. 
– Miałem przeczucie, że on może próbować nas potem naciągnąć.   

Davies nalał wody do elektrycznego czajnika, a kiedy się zagotowała, zaparzył herbatę.   
– Nie podoba mi się to – stwierdziłam, wolno popijając gorący napój.   
– Mnie również. Ale to  pan Reed powinien wszystko wyjaśnić. Proszę się nie martwić, 

panno Lindsay, to nie jest przecież pani problem.   

Nie byłam tego zbyt pewna, ale Davies naprawdę potrafił mnie uspokoić. Dzięki temu, że 

podszedł do całej sprawy z takim spokojem, ja również nabrałam przekonania, że nie jest tak 
źle, jak na to wyglądało.   

Czekałam  cały  dzień  na  powrót  Rogera,  ale  ponieważ  nie  pojawił  się,  w  desperacji 

wykręciłam w końcu jego domowy numer telefonu. Odebrała Jenna.   

– Ach, to ty. Rogera nie ma w domu, powinnaś go jednak lepiej pilnować. Ty chyba śpisz, 

panno Mocna – roześmiała się i odłożyła słuchawkę.   

„Cholerni Reedeowie” – pomyślałam i zaczęłam się zbierać do wyjścia. Zamknęliśmy z 

Daviesem galerię i wyszliśmy jak zwykle razem. Tego wieczoru Philippe nie czekał na mnie.   

Zaglądnął za to do galerii następnego dnia kolo południa.   
– Co się stało, Lindsay? 
Dopiero jego pytanie uzmysłowiło mi, że mój wygląd odzwierciedla pewnie niepokój, jaki 

ogarnął mnie od rana. Nie mogłam jednak dyskutować z Philippe’em o przyczynach mojego 
stanu, a był on spowodowany zniknięciem Rogera. Brzmiało to może zbyt dramatycznie, ale 
taka była prawda – Roger nie pojawił się od poprzedniego dnia. Nie dał znaku życia ani mnie, 
ani  Jennie,  która  dzwoniła  do  mnie  zeszłej  nocy.  Była  przerażona,  ja  jeszcze  wtedy  tylko 
wściekła.   

– Roger nie przyszedł w nocy do domu, czekałam na niego aż do drugiej. To moja wina, 

Lindsay. Pokłóciliśmy się, okropnie się zachowałem.   

Zrobiło mi się słabo.   
– O co się pokłóciliście? 

background image

– Nie miało to nic wspólnego z tobą. Sprawy rodzinne, a ty nie jesteś rodziną – jeszcze nie.   
Byłam  pewna,  że  nigdy  nie  wejdę  do  ich  rodziny,  ale  smutno  mi  się  zrobiło,  że  tak 

naprawdę  nic  się  nie  zmieniło  między  mną  a  Jenną.  W  szpitalu  potrzebowała  mnie  – 

przyjaciela, teraz już nie. W głębi swego serca wiedziałam, że różnice między nami były zbyt 
duże, aby mogły zostać tak łatwo przezwyciężone.   

Ranek w galerii nie upłynął zbyt spokojnie. Musiałam zająć się kilkoma klientami, którzy 

chcieli  rozmawiać  z  Rogerem,  ale  ukoronowaniem  wszystkiego  była  wizyta  mężczyzny, 
którego Davies zaanonsował jako sierżanta Braka.   

– Mówi, że jest umówiony z panem Reedem. Czy przyjmie go pani? – zapytał.   
Przytaknęłam i pomyślałam, że przynajmniej nie przynosi mi złych wieści o Rogerze, jeśli 

oczekiwał, że się tu z nim zobaczy.   

Sierżant  był  tęgim  mężczyzną  o  twardych  oczach.  Myślę,  że  przestępcom  nie  okazywał 

zbyt dużo miłosierdzia. Usiadł na wskazanym przeze mnie krześle i przyjął filiżankę herbaty, 
którą mu zaproponowałam.   

– W okolicy pojawił się gang złodziei obrazów – zaczął. – Pomyślałem, że lepiej będzie, 

jak was ostrzegę i przy okazji sprawdzę wasz system alarmowy.   

Objaśniłam mu więc, na jakiej zasadzie działa system antywłamaniowy zainstalowany w 

galerii i powiedziałam również o zamkach na oknach i drzwiach oraz o sejfie szyfrowym, gdzie 
trzymaliśmy parę cenniejszych obrazów, głównie tych, które Roger kupił na czyjeś polecenie.   

–  Brzmi  to  zadowalająco,  ale  chciałbym  jeszcze  przyjrzeć  się  wszystkiemu  z  bliska  – 

odezwał się, po czym wyszedł z Daviesem.   

Usiadłam z powrotem z westchnieniem ulgi. Posortowałam korespondencję rozrzuconą na 

biurku. Do otwarcia wystawy zostało jeszcze parę dni i chociaż wszystko układało się zgodnie 

z planem, było parę spraw, które powinien był wziąć w swoje ręce Roger i w których właśnie 
on musiał podjąć decyzję. Ale gdzie był Roger?! W kalendarzu, oprócz nabazgranych czyichś 
inicjałów, nie było żadnych notatek, godzin czy terminów spotkań.   

Nic więc dziwnego, że nie byłam zachwycona widząc w galerii Philippe’a.   
– Moja droga, teraz najbardziej potrzebujesz drinka i czegoś do jedzenia.   
– Nie mogę wyjść – odparłam.   
– Dlaczego? 
– Czekam na telefon.   
Akurat w tym momencie pojawił się Davies.   
– Mogę odebrać telefon, panno Lindsay.   
Niechętnie opuściłam z Philippe’em galerię, pocieszając się tylko myślą, że gdyby Roger 

zadzwonił, łatwo mogłabym stracić cierpliwość w czasie rozmowy. „Może będzie lepiej, jeżeli 
rzeczywiście Davies odbierze telefon – pomyślałam – bo ja byłam zbyt wściekła na Rogera”.   

Poszliśmy do baru Harriersa, bardzo zatłoczonego o tej porze dnia. Philippe znalazł jednak 

dla nas mały stolik i poszedł do barku zamówić coś do jedzenia i przynieść drinki. Kiedy już 
ustawił szklanki na stole, usiadł i uśmiechnął się do mnie. To chyba ten ciepły uśmiech sprawił, 
że mój nastrój poprawił się i nabrałam znowu pewności siebie.   

– Co cię martwi? – zapytał Philippe.   

background image

Gdybym  mogła  powiedzieć  mu  prawdę,  odpowiedziałabym  po  prostu:  „Reedowie”. 

Zamiast tego odrzekłam: 

– Nic takiego, codzienne sprawy.   
– Nie wierzę ci, Lindsay. Ale muszę przyznać, że wyglądasz bardzo atrakcyjnie, kiedy tak 

marszczysz brwi.   

– Och przestań, Philippe – roześmiałam się.   
– No, teraz już lepiej – uśmiechnął się szeroko, sięgnął po moją dłoń i uścisnął ją.   
–  Czy  Roger  się  pojawił?  –  zapytał  nagle.  –  Jenna  dzwoniła  do  mnie  nad  ranem. 

Poprzedniego dnia nieźle się pokłócili – niestety w moim towarzystwie. Ta dziewczyna sprawia 
mu wiele problemów.   

– O co się pokłócili? Philippe zawahał się.   
– Chodziło o jakiegoś malarza.   
– O Rittera – wyszeptałam. – Jenna jest taka naiwna.   
– Nie powiedziałbym tego. Jest wyrachowaną młodą panią i nie podoba mi się jej stosunek 

do ciebie i Felice.   

Nie wiem czemu, ale odniosłam wrażenie, że powiedział te słowa zbyt gwałtownie. Piękna 

twarz  Jenny  stanęła  przed  moimi  oczami  i  zadałam  sobie  pytanie,  czy  zdążyła  już  usidlić 
Philippe’a.  Aby  odwrócić  od  niej  swoje  myśli,  zapytałam,  czy  Dora  przekazała  mu  swoje 
rewelacje na temat pamiętnej kłótni Felice z Conem.   

– Czy myślisz, że coś w tym jest? 
– Nie mam pojęcia. Jeśli ten dom rzeczywiście istnieje, na pewno ktoś by go rozpoznał. 

Czy jesteś pewien, że twoja matka pochodzi z tych stron? 

– Już niczego nie jestem pewien – westchnął. – Lindsay, czy mogę przyjść na otwarcie 

wystawy? 

– Byłabym zawiedziona, gdybyś nie przyszedł. Philippe uśmiechnął się.   
–  Czy  myślisz,  że  mógłbym  przynieść  te  dwa  obrazy,  namalowane  przez  Felice? 

Oczywiście nie na sprzedaż – dodał pośpiesznie.   

– Ale może ktoś potrafiłby rozpoznać ten dom i powiedzieć, gdzie go szukać.   
Zawahałam się, po czym odpowiedziałam: 
–  Jeśli  chodzi  o  mnie,  nie  mam  nic  przeciwko  temu,  ale  będę  musiała  jeszcze  zapytać 

Rogera.   

To ostatnie nie było akurat zbyt proste, bo Roger nie pojawił się również następnego dnia i 

na moją głowę spadł jeszcze problem z rozhisteryzowaną Jenną, którą musiałam się zająć.   

Postanowiłam zwrócić się o pomoc do Philippe’a.   
– Pracujesz z dziećmi, więc powiedz mi, co robisz w takich wypadkach? 
– Trudno nazwać Jennę dzieckiem, ale wiem, co masz na myśli. Chłopcy w mojej klasie 

cierpią na ten sam brak poczucia bezpieczeństwa, przynajmniej część z nich. Rozbite domy 
działają niszcząco na psychikę. Myślę, że musimy ją uspokoić i przywrócić jej wiarę we własne 
siły.   

– Ale jak? Nie mam pojęcia, gdzie jest Roger, czy przypadkiem nie miał jakiegoś wypadku. 

A może powinnam zawiadomić policję? 

background image

–  Jeśli  nie  podasz  im  więcej  faktów,  a  tego  nie  jesteś  przecież  wstanie  uczynić,  nie 

zainteresują  się  tą  sprawą  –  stwierdził  Philippe  i  zaproponował,  żebyśmy  zabrali  Jennę  na 
obiad.   

Zadzwoniłam  więc  do  niej,  aby  ją  zaprosić  i  chwilę  porozmawiałam  z  panią  Linton. 

Obiecała mi, że będzie siedzieć przy telefonie i stwierdziła, że Jennie dobrze zrobi wyrwanie 
się na jakiś czas z domu. Myślę, że i ona była zmęczona atmosferą panującą w domu Reedów.   

Miałam  się  spotkać  z  Philippe’em  i  Jenną  w  hotelowym  barze.  Gdy  przyszłam, 

zatrzymałam się na chwilę przy wejściu i dojrzałam Jennę dzięki temu, że była ubrana w długą, 
płomiennie  czerwoną  suknię.  Również  czerwoną,  aksamitną  wstążką  były  przewiązane  jej 
włosy, które kręciły się jak korkociągi. Wpatrywała się w Philippe’a i serce mi zamarło, gdy 
dostrzegłam jego dłoń dotykającą jej policzka. Gdybym mogła wyjść niezauważona, na pewno 
bym to zrobiła, ale właśnie w tej chwili Philippe spojrzał w moją stronę i pomachał mi ręką.   

Chociaż  Roger  nie  siedział  z  nami  przy  stoliku,  moje  myśli  stale  krążyły  wokół  niego  i 

byłam zadowolona, kiedy ten okropny wieczór się zakończył. Philippe odwiózł Jen do domu, a 
ja, pogrążona w myślach, wracałam sama.   

Zaparkowałam samochód przed domem, a gdy wysiadłam, dojrzałam palące się w salonie 

światło. Zdziwiło mnie, że Felice jeszcze nie śpi, popędziłam więc do domu w obawie, że coś 
się stało.   

Jakież było  moje zaskoczenie,  gdy wszedłszy do pokoju  ujrzałam Rogera siedzącego na 

sofie z Barneyem u boku. Wszystkie hamowane do tej pory uczucia z ostatnich dni wezbrały we 

mnie,  nie  powiedziałam  jednak  ani  słowa.  Przez  moment,  który  dla  mnie  trwał  wieczność, 
Roger także się nie odzywał. Patrzyliśmy na siebie, w końcu on przemówił pierwszy.   

– Przepraszam. Martwiłaś się? – Tak.   
– Miałem swoje powody.   
–  Czy  należy  za  to  winić  Jennę?  Bardzo  się  denerwuje,  uważa,  że  z  jej winy  zniknąłeś 

gdzieś bez słowa.   

– Częściowo. Ona jest taka samowolna i uparta, czasami naprawdę trudno z nią wytrzymać. 

Wyszedłem  z  domu  zdenerwowany,  a  kiedy  trochę  ochłonąłem,  zdałem  sobie  sprawę,  że 
czasami traktuję ją jak dziecko. Być może dlatego, że jest przykuta do tego wózka.   

– Chyba masz rację – westchnęłam i zdjęłam płaszcz. – Zaparzę kawy.   
Roger przeszedł za mną do kuchni.   
– Gdzie byłeś? Może nie powinnam pytać? 
Spojrzałam na niego. Wyglądał na zakłopotanego i moja sympatia do niego natychmiast 

wróciła. Nalałam wody do ekspresu i odmierzyłam łyżeczką kawę.   

– Jadłeś coś, Roger? 
– Tak, w samochodzie.   
Sięgnęłam po tacę i ustawiłam na niej talerz z ciastem.   
–  Miałem  zamiar  do  ciebie  zadzwonić,  Lindsay,  jednak  chciałem,  żeby  Jenna  się 

denerwowała. Może to głupie z mojej strony, ale uważam, że zasłużyła sobie na to.   

– To było bardzo głupie. Każda dobra asystentka denerwuje się, kiedy jej szef znika gdzieś 

bez słowa i zostawia ją, można powiedzieć, z niemowlakiem na ręku.   

background image

– Szef? Czy uważasz mnie za swojego szefa? 
– Jenna nie zostawia żadnych wątpliwości co do tego, że to ty i ona jesteście właścicielami 

galerii.  Poinformowała  mnie  również,  że  nie  mam  prawa  mieszać  się  w  wasze  prywatne 

sprawy.   

– Jest zazdrosna o ciebie.   
– Ależ to idiotyczne! 
– Nie całkiem. Dobrze wie, jak bardzo mi na tobie zależy. Przemilczałam jego ostatnie 

słowa  i  skoncentrowałam  się  na  przygotowywaniu  kawy,  której  aromat  wypełnił  kuchnię. 
Między nami zapanowała rodzinna atmosfera, której właściwie nie chciałam podtrzymywać, 
ale Roger czuł się tak swobodnie, jakby rzeczywiście był członkiem rodziny.   

– Odnoszę wrażenie, że nie tylko jestem twoją asystentką, czy jak byś chciał to nazwać, ale 

również w pewnym sensie detektywem. Dedukuję, że byłeś za granicą.   

– A to... tak – nie wyjaśnił mi nic więcej.   
– Czy to kłótnia z Jenną doprowadziła do twego wyjazdu? 
– Kłótnia? Kto ci o niej powiedział? 
– Ona. I Philippe, który słyszał co nieco. Roger zmieszał się.   
–  Wypijmy  kawę  tutaj.  Lubię  waszą  kuchnię,  wszystko  ma  tu  swoje  miejsce  i  jest  tu 

miejsce na wszystko. To przywodzi mi na myśl ciebie, droga Lindsay, jesteś taka praktyczna.   

Napełniłam filiżanki kawą i odkroiłam dla Rogera kawałek ciasta.   
– Lindsay, usiądź proszę. Muszę z tobą pomówić. Część moich pretensji do niego już się 

ulotniła.  Byłam  zła  z  powodu  jego  tajemniczej  podróży,  jak  ją  nazwałam,  ale  gdzie  był  i 
dlaczego, to była jego prywatna sprawa. Wysunęłam spod stołu taboret i usiadłam.   

– Myślę, że Jenna powiedziała ci, że postawiłem jej ultimatum? – zapytał Roger.   
Pokręciłam przecząco głową i dosypałam sobie śmietanki do kawy.   
–  Nie  mogę  brać  na  serio  jej  scen.  Zaczyna  być  coraz  bardziej  uparta  i  samowolna. 

Pokłóciliśmy się o Johna Rittera.   

– Wcale mnie to nie dziwi. Jest niebezpiecznym i mściwym człowiekiem. Odbyłam z nim 

bardzo  nieprzyjemną  rozmowę,  na  szczęście  Davies  był  w  tym  czasie  ze  mną  w  biurze. 
Naprawdę byłam zadowolona z jego ochrony, bo ten facet przyszedł pijany. W każdym razie 
nawet Davies przyznaje mi rację, że on sprawia kłopoty.   

– Czy zabrał swoje płótna? 
– Nie, odmówił. Nazwał mnie twoją „przytakiwalską” i powiedział, że zabierze je dopiero 

wtedy, gdy ty albo Jenna każecie mu to zrobić. Odniosłam wrażenie, że łączy go z Jenną jakiś 
układ, a nawet, że on ma ją w garści.   

– To całkiem możliwe – poważnie stwierdził Roger.   
– Nie rozumiem, czy on ją szantażuje? 
– Bóg jeden wie. Ona nie przyzna się do niczego, ale między nimi rzeczywiście coś jest – 

dolał sobie kawy. – Wygląda na to, że nikomu nie mogę ufać.   

– Co masz na myśli? Czy sugerujesz, że mi także? Jeśli tak, poddaję się.   
Roger zerwał się z krzesła, przeszedł dookoła stołu i chwycił mnie za ramiona.   
– Co powiedziałaś temu Deauville’owi na temat galerii? Spróbowałam uwolnić się z jego 

background image

uścisku, ale trzymał mnie zbyt mocno.   

– Spójrz na mnie, Lindsay.   
Podniosłam głowę i nasze spojrzenia spotkały się.   
–  Nie  rozumiem  cię.  Philippe  jest  moim  przyjacielem,  dlaczego  miałby  się  interesować 

galerią? 

– Podejrzewam, że wypytywał zarówno ciebie, jak i Jennę, a potem wysyłał  raporty do 

swoich braci w Paryżu.   

–  To  najbardziej  nieprawdopodobny  pomysł,  jaki  kiedykolwiek  słyszałam.  Dlaczego 

miałby... ? 

Przerwałam, bowiem przypomniałam sobie pytanie Rogera i serce mi zamarło z poczucia 

winy. Co ja mu powiedziałam? 

– Nie patrz z takim przerażeniem, Lindsay. Na szczęście nic takiego się nie stało – uwolnił 

mnie nagle i  wrócił na swoje miejsce. – Prawda  wygląda tak, że Deauville’owie złożyli mi 
bardzo  korzystną  ofertę  dotyczącą  galerii  i  obrazów.  Muszę  przyznać,  że  była  naprawdę 
kusząca...   

– Ależ nie wolno ci nawet o tym myśleć! – przerwałam mu. – Twój ojciec...   
–  To  prawda.  Mój  ojciec  nigdy  by  mi  tego  nie  wybaczył.  Ale  ta  propozycja  tak  mnie 

poruszyła, że zacząłem się zastanawiać, jakie mam motywy, aby nadal prowadzić galerię.   

– I do jakich wniosków doszedłeś? 
– Nie jestem pewien, nie potrafię myśleć tak logicznie, jak ty. Wiem tylko tyle, że tkwią tu 

moje korzenie i gdybym sprzedał galerię, byłbym niczym.   

– To nieprawda.   
– Prawda, Lindsay. Galeria jest sposobem na życie, moim sposobem. Mam te same cele, 

jakie  przyświecały  mojemu  ojcu.  Nie  wylansowaliśmy  żadnego  znaczącego  malarza,  ale 
zawsze mieliśmy i mamy głęboki respekt i wiarę w artystów, którzy żyli i pracowali tutaj.   

Wyprostował się nerwowo. Byłam głęboko poruszona szczerością Rogera i chociaż zawsze 

wiedziałam, jak bardzo myśli o galerii, nie przypuszczałam, że znaczy dla niego tak wiele.   

– Nie sprzedasz więc Galerii? – spytałam badawczo.   
– Nie sprzedam, Lindsay.   
Odetchnęłam z ulgą, nie opuściło mnie jednak przykre uczucie, że Philippe mnie zdradził.   
– A ty, droga Lindsay, co ty myślisz o galerii? I o mnie? 
– Wiesz przecież, że lubię tę pracę i miejsce również.   
– Więc nie myślałaś poważnie o zwolnieniu się? 
– Oczywiście, że nie, Roger – przerwałam i spojrzałam na niego uważnie.   
– Trudno byłoby mi poradzić sobie bez ciebie i bez Daviesa. Ale myślę o bardziej trwałym 

związku – dotyczącym nas – dodał.   

Serce zaczęło mi bić szybciej.   
– Nie sądzę, że to właściwa pora, aby mówić o bardziej trwałych układach – powiedziałam 

pospiesznie. – Musimy pomyśleć przede wszystkim o Jennie. A propos, czy zawiadomiłeś ją, 
że wróciłeś? Myślę, że powinieneś ją uspokoić.   

–  Dzwoniłem  już  do  niej  wcześniej.  Pani  Linton  powiedziała,  że  jest  na  obiedzie  z 

background image

Deauville’em. I z tobą.   

– Niepożądaną trzecią osobą – powiedziałam matowym głosem.   
– Wcale tak nie myślę, Lindsay.   
– Może, ale tak właśnie jest – odpowiedziałam bardziej ostro, niż zamierzałam. – Mam 

nadzieję, że nie wyjeżdżasz znowu,  w sobotę mamy otwarcie wystawy  Felice.  I  jest  jeszcze 

sprawa Rittera.   

Wstałam, Roger też się podniósł i przyciągnął mnie do siebie. Zesztywniałam i odwróciłam 

głowę,  ale nie zdało  się to  na nic. Obsypał  moje usta gwałtownymi  pocałunkami, ale kiedy 
zauważył, że nie wywierają one na mnie żadnego efektu, odsunął się.   

– Jeśli to ten Deauville wszedł między nas... – powiedział.   
– Nie mów głupstw, Roger. Czy nie byłoby lepiej, gdybyś już poszedł? 
Wymamrotał jakieś pożegnanie i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i wróciłam do kuchni, 

aby umyć filiżanki, po czym przeszłam do salonu. Zastałam w nim Felice leniwie wyciągniętą 
na sofie, z Barneyem rozłożonym obok niej.   

– Dlaczego pozwoliłaś Rogerowi tu wejść? – zapytałam wyciągając się w fotelu, bo nagle 

poczułam ogromne zmęczenie.   

Felice  przymknęła  oczy,  a  jej  ręce  zaczęły  błądzić  po  materiale  podomki,  w  którą  była 

ubrana.  Znałam  ten  jej  odruch  –  odpowie  dopiero  wtedy,  kiedy  wymyśli  coś,  co  będzie 

najbardziej dla niej korzystne.   

– Przyniósł mi prezent, czy to nie miłe z jego strony? On jest bardzo przyjemny, naprawdę, 

Lindsay. Mam nadzieję, że go nie unieszczęśliwiasz? 

– Nawet nie mam takiego zamiaru. Co ci przyniósł? 
Mama  podała  mi  skórzane  puzderko  i  kiedy  je  otworzyłam,  moim  oczom  ukazała  się 

cudowna miniatura spoczywająca na aksamicie koloru kości słoniowej.   

–  Roger  powiedział,  że  ta  nieznajoma  dama  przypomina  mu  mnie.  Czy  też  tak  sądzisz, 

Lindsay? – spytała ciekawie.   

Według  mnie  twarz  kobiety  w  najmniejszym  stopniu  nie  była  podobna  do  mojej  matki. 

Była młoda, niewinna i wzbudzała zaufanie, a to niestety nie były przymioty Felice. Ale może 
mama wyglądała tak w młodości, pomyślałam.   

– Może ma rację, ale dlaczego on ci daje prezenty? 
– To dowód jego uznania – roześmiała się. – Wspominał coś o ślubie – waszym ślubie. 

Powiedziałam  mu,  że  najpierw  musiałby  usunąć  z  drogi  Deauville’a  –  przerwała  i  dodała 
złośliwie – chyba że Jenna zdążyła go usidlić.   

–  Dlaczego  obawiasz  się  Philippe’a?  Czy  znałaś  jego  matkę?  Felice  szeroko  otworzyła 

oczy.   

– Nigdy nie byłam we Francji. A on marnuje czas, ode mnie niczego się nie dowie.   
–  Utwierdziłaś  mnie  w  przekonaniu,  że  ona  tutaj  mieszkała.  No  cóż,  obiecałam 

Philippe’owi, że mu pomogę i mam zamiar dotrzymać słowa.   

– Albo zostawisz tę sprawę w spokoju, Lindsay, albo będziesz jeszcze kiedyś żałować, że 

się nią zajęłaś.   

– Dlaczego? Co ty ukrywasz, mamo? 

background image

– Głupia dziewczyno! Jeśli matka Deauville’a by chciała, żeby znał prawdę, na pewno by 

mu wszystko powiedziała. Ale ona tego nie zrobiła. Przeszłość nie żyje, tak jak mój Con – z 
oczu popłynęły jej łzy,  więc zrzuciłam Barneya z sofy, usiadłam obok niej i przytuliłam do 
siebie.   

background image

ROZDZIAŁ VII 

 

Sobotni ranek przyniósł ze sobą szare, zachmurzone niebo, ale nie zmartwiłam się z tego 

powodu, wręcz przeciwnie. Miałam nadzieję, że dzięki złej pogodzie więcej ludzi przyjdzie na 

otwarcie wystawy Felice.   

Przyjechałam do galerii wcześniej niż zwykle, ale i tak nie byłam przed Daviesem, który 

otworzył mi drzwi i z miejsca zapytał: 

– Czy ona dobrze się czuje? 
– Mam nadzieję. Jeszcze spała, kiedy wychodziłam, ale pani Crumb dopilnuje, aby dotarła 

tu na czas.   

Uśmiechnął się i razem przeszliśmy wzdłuż ścian galerii.   

Davies zatrzymał  się przed obrazami Philippe’a,  które Roger zgodził się  powiesić,  choć 

narzekał trochę, że zajmują miejsce potrzebne na obrazy przeznaczone na sprzedaż.   

– Czy one coś ci przypominają? – zapytałam go. Davies zmarszczył brwi.   
– Czy są to jej wczesne prace? Dziwne – to jest przecież High Sall.   
Włączył  jeden  .  z  małych  reflektorków  zawieszonych  na  ścianie  i  skierował  promień 

światła najpierw na jeden, potem na drugi obraz.   

– Przypomina mi to miejsce, gdzie stary Percy... Ale...   
– Stary Percy? – powtórzyłam. – Kto to jest? 
–  To  tylko  moje  przypuszczenie.  To  miejsce  nie  leży  w  pobliżu  High  Sall.  Musi  być 

wytworem fantazji, jej albo mojej.   

– Muszę to wiedzieć – powiedziałam do niego cicho.   
– Ten Francuz też się wszędzie wypytuje.   
– To nie Francuz, jego matka była Angielką.   
– Najlepiej zrobi, jak zostawi to wszystko w spokoju.   
– Davies, przestań mnie denerwować! Co on ma zostawić w spokoju? 
Davies odwrócił się z upartym, nieustępliwym błyskiem w oczach. Taki sam wyraz miały 

jego oczy, kiedy ktoś krytykował Felice.   

Weszłam  zrezygnowana  do  biura,  musiałam  zadzwonić  do  delikatesów  i  dostawcy  win, 

aby upewnić się, że moje zamówienie zostanie zrealizowane na czas.   

Wernisaże  zawsze  były  kartą  atutową  Reeda.  Chciał,  aby  uważano  go  za  poważnego 

krytyka sztuki, a nie tylko dostawcę pewnych dóbr. Zainteresował się pracami Felice bardzo 

wcześnie  i  czasami  myślałam,  że  jego  podziw  nie  dotyczył  tylko  jej  obrazów,  ale  sięgał 
znacznie głębiej.   

Felice  przyjechała  w  towarzystwie  rozpromienionej  i  podekscytowanej  Dory.  Były 

punktualne,  a  mama  wyglądała  zadziwiająco  młodo  w  prostej,  jasnej  sukience  i  szkarłatnej, 
szyfonowej chustce zawiązanej na szyi. Była zimna i wyniosła, ale pod przykrywką spokoju 
dostrzegłam oznaki napięcia. Na pewno obawiała się krytyków.   

Swobodnie, uśmiechając się, mama przywitała się z Rogerem i Daviesem. Jennę udało się 

przekonać, aby przyszła do galerii dopiero wtedy, gdy Felice już w niej nie będzie.   

background image

Tymczasem kolekcjonerzy i handlarze zmieszali się z zaproszonymi gośćmi i z ich ilości 

wywnioskowałam, że wystawa powinna stać się prawdziwą żyłą złota dla galerii i Felice.   

Nadejścia  Philippe’a  nawet  nie  zauważyłam,  dopiero  kiedy  miałam  chwilę  czasu,  by 

odetchnąć, ujrzałam go stojącego w pobliżu swoich obrazów. Rozmawiał z Dorą, jednak jego 
wzrok spoczywał cały czas na ludziach, którzy akurat je oglądali.   

Outhwaitowie  również  się  pojawili.  Stali  po  obu  stronach  Felice  niby  strażnicy  i 

pomyślałam, że wyglądają tak, jakby chcieli ją przed czymś ochronić. Zastanawiałam się, cóż 
by to mogło być.   

Do południa zaproszeni goście już się rozeszli, a i reszta zbieraki się powoli do wyjścia. 

Większość obrazów zaznaczona była czerwonymi karteczkami z napisem „Sprzedane” i Roger 
był  bardzo  zadowolony.  Felice  i  Dora  wyszły  razem  z  Outhwaitami,  a  że  niebo  się 
rozpogodziło, ja również zapragnęłam odetchnąć świeżym powietrzem. Przed drzwiami galerii 
natknęłam się na Philippe’a.   

– Idziesz na lunch? – zapytał.   
Zawahałam się. Byłam zła na niego i czułam się dotknięta, że tak zawiódł moje zaufanie. 

Potrzebowałam  czasu,  aby  to  wszystko  przemyśleć.  Zdawałam  sobie  sprawę  z  tego,  że  w 
interesach  wszystkie  chwyty  są  dozwolone  i  że  informacje  są  często  zdobywane  w  sposób 
nieuczciwy.  Z  drugiej  jednak  strony  nie  mogłam  pogodzić  się  z  faktem,  ze  Philippe’owi 
zależało na moim towarzystwie jedynie z wyrachowania, że jego celem było tylko zdobycie 
informacji o galerii i przekazanie ich braciom.   

– Dlaczego się zastanawiasz? Czy umówiłaś się z kimś innym? 
Pokręciłam przecząco głową.   
– Po prostu nie mam czasu – powiedziałam wymijająco.   
– Możemy się pospieszyć. W hotelu zamówiłem kosz na piknik, a nie chciałbym jeść sam.   
Musnął delikatnie moje nagie ramię i momentalnie rozbudziły się moje zmysły.   
–  Moglibyśmy  znaleźć  jakieś  spokojne  miejsce  nad  jeziorem  –  Philippe  nie  dawał  za 

wygraną.   

Zgodziłam  się  w  końcu  niechętnie,  bo  kręciło  mi  się  w  głowie  i  czułam  się  dziwnie 

apatyczna. Była to chyba reakcja na napięcie ostatnich kilku dni.   

Wsiedliśmy do samochodu i podjechaliśmy na parking przy wjeździe do Longmare, a dalej 

na  piechotę  dotarliśmy  do  małej  zatoczki  nad  brzegiem  jeziora.  Okolica  była  pusta,  gdyż 
turyści nie zapuszczali się w tę stronę, woleli trzymać się miasta i jego atrakcji.   

Philippe niósł kosz i gdy tylko usiedliśmy, rozpakował go i rozłożył jedzenie na kocu.   
– To dzięki uprzejmości hotelu Lake End Wiedzą, co włożyć do takiego kosza – roześmiał 

się, wyjmując z niego butelkę wina.   

Siedziałam  obok  niego  i  po  raz  pierwszy  od  czasu,  kiedy  się  poznaliśmy,  czułam  się 

nieswojo. Philippe odgadł mój nastrój, bo już po chwili zapytał, czym się znowu martwię.   

– Myślę, że wiesz – powiedziałam cicho.   
– Jeżeli jesteś zła z powodu Jenny...   
– Nie – przerwałam mu. – Dlaczego wykorzystujesz mnie i Jennę, aby zdobyć informacje 

na temat galerii? Czy dlatego zwróciłeś uwagę na Felice i na mnie? No cóż, Roger rozszyfrował 

background image

ciebie i twoich braci.   

Wyraz bólu przeszył jego twarz.   
–  I  jeszcze  coś  –  wszystko  we  mnie  wezbrało.  –  Nie  wierzę  w  całą  tę  gadaninę  o 

poszukiwaniu śladów domu z twoich obrazów. Chciałeś po prostu pozbawić nas galerii.   

Opróżniłam szklankę, a on napełnił ją ponownie bez słowa.   
– No! – spojrzałam na niego. – Nie masz mi nic do powiedzenia? 
– Owszem, mam ci dużo do powiedzenia. Uspokój się, Lindsay. Przede wszystkim mam 

pretensje do siebie, że nic ci nie powiedziałem o zainteresowaniu moich braci galerią, zanim 
usłyszałaś  o  tym  od  Rogera.  Wszystko,  co  ty  i  Jenna  mówiłyście,  mogło  mnie  oczywiście 
zainteresować, ale moi bracia są biznesmenami i zdobyli informacje legalną drogą.   

 
– Czy to znaczy, że nie szpiegowałeś? 
– Czy wyglądam na szpiega? – roześmiał się. – Daj spokój, Lindsay.   
– Ale Roger powiedział, że posyłałeś informacje swoim braciom.   
–  To  były  tylko  moje  wrażenia  na  temat  dobrze  utrzymanej  galerii,  miejsca,  w  którym 

artyści  z  Lakeland  mają  pewność,  że  będą  wystawiani.  Interesy  moich  braci  nie  mają  nic 
wspólnego ze mną.   

– Więc twierdzisz, że jedynym powodem, dla którego odszukałeś Felice, było poznanie 

tajemnicy związanej z obrazami twojej matki? 

–  Oczywiście  –  odparł  zniecierpliwiony.  –  Czy  teraz  wierzysz  już,  że  nie  nadużyłem 

twojego zaufania? 

Przytaknęłam.   
– Czuję się paskudnie, Philippe.   
– Niepotrzebnie – pochylił się do przodu i pocałował innie w oba policzki. – To co, dalej 

jesteśmy przyjaciółmi? 

–  Tak  –  odpowiedziałam,  tłumiąc  w  sobie  uczucia,  które  mnie  ogarnęły.  Pragnęłam  od 

Philippe’a Deauville’a czegoś znacznie więcej, niż tylko przyjaźni.   

–  Świetnie.  Bardzo  sobie  cenię  twoją  przyjaźń,  Lindsay  –  uśmiechnął  się,  a  moje  serce 

podskoczyło z radości.   

Parę minut później Philippe zaproponował, abyśmy wybrali się na spacer do Tarn Haws, 

kiedy będę miała wolny dzień.   

– Tarn Haws? – powtórzyłam – Dlaczego właśnie tam? W tym momencie przypomniałam 

sobie  rozmowę  Felice  i  Cona  sprzed  kilku  lat.  Może  dlatego  ciągle  ją  miałam  jeszcze  w 
pamięci, bo przerodziła się w awanturę i był to jedyny raz, kiedy słyszałam rodziców kłócących 
się. Nie mogłam sobie oczywiście przypomnieć ich słów, ale nazwa Tarn Haws pojawiała się 
kilkakrotnie, a pełen udręki płacz Felice wciąż brzmiał w moich uszach. Dlaczego krzyczała 
wtedy  z  taką  desperacją:  „Jak  mogę  zapomnieć!  Ona  wygrała!”?  Zdziwiły  mnie  wtedy  jej 
słowa,  gdyż  wydawały  mi  się  zupełnie  bez  sensu,  teraz  jednak  nabrały  dla  mnie  nowego 
znaczenia.  Nigdy  nie  pytałam  rodziców  o  powód  ich  kłótni  i  aż  do  dzisiejszego  dnia  nie 
przywiązywałam do niej żadnego znaczenia – To Dora zasugerowała mi, abym  zobaczył  to 
miejsce, zanim wyjadę.   

background image

– Wyjedziesz? Ale dlaczego? 
– Dora uważa, że powinienem. Twierdzi, że Felice jest przeze mnie nieszczęśliwa, a nie 

chciałbym, żeby tak rzeczywiście było. Ale odnalezienie tego domu jest dla mnie naprawdę 
bardzo ważną sprawą.   

– Myślę, że tylko marnujesz swój czas – powiedziałam zimno. – Jeśli ten dom byłby taki 

ważny dla twojej matki, na pewno by ci o nim wspomniała.   

– Nigdy mi nie opowiadała o swoim życiu w Anglii.   
– A może nie masz prawa grzebać w jej przeszłości? Może stało się kiedyś coś, co raczej 

wolałaby zachować w tajemnicy? 

– Tak – powiedział Philippe z zachmurzoną miną. – Imię mego ojca.   
– Nie rozumiem cię.   
– To proste, moja droga. Kiedy zmarł Andre Deauville, sądziłem, iż jako jego najstarszy 

syn odziedziczę dom i posiadłość. Wprawdzie nigdy wcześniej nie było o tym mowy, a matka 
nawet  nalegała,  abym  przyjechał  do  Anglii  i  zaczął  pracować  jako  nauczyciel.  Widzisz, 
Lindsay,  wcale  nie  jestem  Deauville’em,  chociaż  noszę  nazwisko  mojego  ojczyma.  Jego 
testament wyjaśnił mi, że urodziłem się na długo przedtem, zanim poznał moją matkę.   

– Oh, Philippe, tak mi przykro – położyłam swoje ręce na jego ramionach, ale łagodnie się 

z nich uwolnił.   

–  Nie  szukam  litości.  I  nie  myśl,  że  winię  o  cokolwiek  mojego  ojczyma.  Uważam  za 

słuszne, że prawdziwy Deauville powinien zostać dziedzicem. Ale widzisz, Lindsay, muszę się 
dowiedzieć, kim naprawdę jestem, czyja krew płynie w moich żyłach. Czy jesteś w stanie to 
zrozumieć.   

– Tak, myślę, że tak. Widzę, że znaczy to dla ciebie bardzo dużo, ale czy dla kogokolwiek 

innego będzie to równie ważne? 

– Na pewno. Dla kobiety, którą poślubię, może dla moich dzieci.   
– Kobieta, która cię pokocha, nie będzie o to dbała – powiedziałam łagodnie.   
– Tak myślisz? Moja narzeczona zerwała zaręczyny, kiedy dowiedziała się, że nie jestem 

spadkobiercą Dcauville’a.   

– W takim razie nie kochała cię naprawdę.   
Philippe roześmiał się.   
– Masz rację, przerzuciła swoje uczucia na mojego przyrodniego brata.   
Wstał i przeszedł kilka kroków nad brzeg jeziora. Nie potrafiłam ocenić, jak bardzo go to 

wszystko  boli  i  nie  mogłam  znaleźć  odpowiednich  słów,  które  mogłyby  go  choć  trochę 
pocieszyć. Podniosłam się również i zaczęłam chować do koszyka resztki po naszym pikniku. 
Philippe odwrócił się i patrzył  na mnie, ale nie mogłam dostrzec wyrazu jego twarzy, gdyż 
słońce znajdowało się akurat tuż za jego plecami.   

–  Przykro  mi,  Lindsay.  Nie  mam  prawa  zaprzątać  ci  głowy  swoimi  problemami.  Ale 

miałem nadzieję, że może Felice...   

– Jeżeli w dalszym ciągu potrzebujesz mojej pomocy, jestem gotowa.   
–  Potrzebuję  –  odpowiedział  gwałtownie,  objął  mnie  ramionami  i  pocałował  w  oba 

policzki. Czyż mogłam teraz oczekiwać czegoś więcej? 

background image

– Nie pozwól im zmusić mnie do wyjazdu, jeszcze nie teraz.   
– Obiecuję.   
Jego ręce zacisnęły się mocniej na mych ramionach i tym razem łagodnie pocałował moje 

usta, tak jakby chciał w ten sposób przypieczętować naszą umowę.   

Kiedy wróciłam do galerii, Roger był już w biurze. Spojrzał wymownie na zegarek, czym 

wyraźnie dał mi do zrozumienia, że jestem tylko jego pracownicą.   

– Dzwoniła Dora. Prosiła, aby ci przekazać, że Felice zachorowała – powiedział.   
– Zachorowała? Była przecież w świetnym stanie, kiedy...   
– Lepiej jedź do domu, chociaż nie jest mi to zbyt na rękę, mamy tyle pracy.   
– Bardzo mi przykro, Roger, ale muszę sprawdzić, co się stało.   
– Jakoś sobie poradzimy.   
Dora czekała już na mnie przed frontowymi drzwiami.   
–  Wybacz,  Lindsay,  że  cię  ściągnęłam,  ale  Felice  bardzo  nalegała.  Roger  nie  byłby 

oczywiście zachwycony? 

– Co się stało? – zapytałam, zdejmując w hallu marynarkę.   
–  Nie  chce  nic  powiedzieć.  Udało  mi  się  tylko  nakłonić  ją,  aby  położyła  się  do  łóżka, 

sądziłam, że lepiej będzie nie posyłać po doktora, dopóki nie przyjedziesz.   

 

Felice leżała w łóżku w zaciemnionym pokoju. Zanim weszłam do środka, zatrzymałam się 

na chwilę w drzwiach i uświadomiłam sobie, jak bardzo mama jest ode mnie zależna odkąd 
zmarł Con. Usiadłam na brzegu łóżka, a ona momentalnie otworzyła oczy.   

– Dlaczego dotarcie tu zajęło ci tyle czasu? Con byłby przy mnie natychmiast.   
– Nie jestem Conem i przyjechałam tak szybko, jak tylko mogłam.   
– Dla ciebie zawsze jestem na ostatnim miejscu – powiedziała płaczliwym tonem.   
– Nie mów głupstw, Felice. Co cię boi? 
– Wszystko – zajęczała. – Czy dzwoniłaś po doktora? Zeszłam na dół i zadzwoniłam do 

doktora Marchanta. On i mój ojciec, byli kiedyś przyjaciółmi i razem znosili kaprysy Felice, nie 
myśląc o konsekwencjach, które teraz ponosiłam ja.   

Na szczęście doktor Marchant mieszkał bardzo blisko nas i zjawił się w ciągu kilku minut.   
– Nagły atak, co? Była w świetnej formie, kiedy rozmawiałem z nią w galerii dziś rano.   
Wspiął się ciężko po schodach i zapukał do pokoju Felice. Ja dołączyłam do Dory, która 

przygotowywała w kuchni herbatę.   

– Jak to się stało? – zapytałam ją ponownie. – Sądziłam, że spędzacie czas z Outhwaitami.   
–  Tak,  byliśmy  razem  w  hotelu  Lake  End,  ale  Felice  rozbolała  głowa  i  Outhwaitowie 

odwieźli nas do domu. Kiedy weszłyśmy do środka, prawie straciła przytomność. Czy myślisz, 
że to coś poważnego? 

Okrągła, czerstwa twarz Dory była pełna niepokoju. Postawiła dzbanek z herbatą na tacy i 

zaniosła ją do salonu.   

– Pójdę już – powiedziała nerwowo. – Czy przyjdziesz po mnie, jak tylko doktor Marchant 

wyjdzie? 

Za kilka minut doktor Marchant zszedł na dół i  wyciągnął się w fotelu. Podsunęłam mu 

background image

filiżankę z herbatą, a on uśmiechnął się z wdzięcznością.   

– Nie martw się, Lindsay. Trochę spokoju i ciszy, a za parę dni Felice dojdzie do siebie. 

Napięcia i emocje ostatnich dni sprawiły, że jej nerwy nie wytrzymały.   

Podniósł filiżankę do ust i opróżnił jednym haustem, więc napełniłam ją ponownie.   
– Myślę, że coś ją gryzie. Coninston wiedziałby, co zrobić, aby to z siebie wyrzuciła, ale 

teraz, gdy go nie ma, ona wszystko trzyma w sobie. Jak sądzisz, czym się tak przejmuje? 

Pokręciłam przecząco głową.   
– Ach prawda, dałem jej  środek uspokajający, po którym  będzie prawdopodobnie spała 

kilka godzin. Spróbuj z nią potem porozmawiać, Lindsay.   

Odprowadziłam  doktora  do  drzwi,  po  czym  znowu  zajrzałam  do  pokoju  mamy.  Spała 

spokojnie,  policzki  ułożyła  na  dłoniach,  a  ciało  było  wyprostowane  i  odprężone.  Za  chwilę 
zjawiła  się  Dora,  która  zaoferowała,  że  posiedzi  przy  Felice,  dopóki  ta  się  nie  obudzi, 
pojechałam więc z powrotem do galerii.   

Gdy weszłam, Roger był akurat zajęty rozmową z klientem, a Jenna siedziała w biurze.   
– Nie spodziewaliśmy się, że jeszcze tu wrócisz – przywitała mnie. – Felice to pijawka, 

dlaczego się od niej nie uwolnisz? 

– Jest ode mnie zależna, w taki sam sposób, jak ty jesteś zależna od Rogera.   
Jenna zaczerwieniła się.   
– To nie to samo. Ona tylko chce, aby się nią zajmowano.   
– I ty też, Jenna.   
– Philippe uważa, że mnie źle traktujesz.   
– Ma prawo tak myśleć.   
– Powiedziałam mu, że nie możesz mi wybaczyć, bo myślisz, że to przeze mnie Coninston 

nie żyje. Philippe zabiera mnie dziś wieczorem na kolację.   

– Świetnie, a teraz się zamknij i pozwól mi trochę popracować.   
Jenna wyjechała wózkiem z biura i w chwilę potem do drzwi zapukał Davies.   
– Czy z Nią wszystko w porządku? – zapytał wchodząc.   
–  Doktor  mówi,  że  to  chwilowy  kryzys  nerwowy  spowodowany  napięciem  i  zbyt  dużą 

ilością wrażeń. Teraz śpi i Dora jest przy niej.   

– To dobra wiadomość. Myślałem... – przerwał, zamknął drzwi do biura, po czym podszedł 

do mnie.   

–  Rozmawiała  z  tym  Deauville’em,  przypadkowo  ich  usłyszałem.  Prosiła  go,  żeby 

wyjechał  i  kiedy  odpowiedział,  że  nie  może,  straciła  cierpliwość.  Ona  go  straszyła,  panno 
Lindsay.   

– Chyba żartujesz, Davies. Pokręcił przecząco głową.   
– Słyszałem ich wyraźnie. Powiedziała, że jeżeli nie wyjedzie, odbije się to na pani i pani 

będzie cierpieć.   

– Ja? Ależ to nonsens! 
– Wcale tak nie sądzę.   
– A co na to Philippe? 
– Był bardzo zły. Powiedział, że jeśli ktokolwiek ośmieli się panią skrzywdzić, będzie miał 

background image

z nim do czynienia. Zdenerwowało ją to. Nie lubię, kiedy Ona się denerwuje.   

Następnego ranka obudził mnie Barney, który wskoczył na moje łóżko i zaczął mnie lizać 

po  twarzy.  Otworzyłam  oczy  –  promienie  światła  przebijały  się  przez  zasłony  i  odbijały  w 

wypolerowanych meblach. Miałam wrażenie, że jest jeszcze wcześnie i doszłam do wniosku, 
że  to  Felice  pozwoliła  Barneyowi  wejść  na  górę,  podczas  gdy  ona  przygotowywała 
najprawdopodobniej herbatę w kuchni.   

Leżałam  chwilę,  nasłuchując  odgłosów  dochodzących  z  głębi  domu,  ale  zdziwiła  mnie 

panująca wokół cisza. Mama zwykle celowo zachowywała się głośno, gdyż nie mogła znieść, 
aby ktoś spał, podczas gdy ona już była na nogach. Ciągle jeszcze zaspana wysunęłam się z 
łóżka, założyłam szlafrok i zeszłam na dół. Kuchnia była pusta, tak samo zresztą jak salon i 
pracownia. Czajnik, który stał na stole kuchennym, był jeszcze gorący i pomyślałam, że Felice 
zrobiła herbatę i zaniosła ją do swojego pokoju. Najpierw musiała chyba pójść do ogrodu, bo 
drzwi wejściowe nie były zamknięte na klucz, a pamiętam, że zanim poszłam spać wczorajszej 
nocy, dokładnie je zatrzasnęłam.   

Weszłam  więc  do  pokoju  mamy.  Kołdra  zsunięta  była  na  brzeg  łóżka,  a  na  jednym  z 

krzeseł  leżały  bezładnie  porozrzucane  ubrania.  Wyglądało  to  tak,  jakby  Felice  gorączkowo 
szukała, w co ma się ubrać. Okno było otwarte na oścież i wyjrzałam do ogrodu, spodziewając 
się ją w nim ujrzeć, ale i tam mamy nie było. No cóż, pomyślałam, jeżeli Felice ma ochotę na 
spacer  o  piątej  rano,  dlaczego  nie?  Ciągle  byłam  bardzo  śpiąca  i  potrzebowałam  solidnego 
odpoczynku po poprzednim – długim, męczącym i pełnym wrażeń dniu. Wróciłam do swojego 

pokoju,  łagodnie  odsunęłam  rozłożonego  na  łóżku  Barneya,  położyłam  się  obok  niego  i 
zasnęłam.   

Obudziłam się nagle z uczuciem przerażenia. Barney warczał chicho, a ja usłyszałam, że 

ktoś woła moje imię. Spojrzałam na zegarek ze strachem, że spóźnię się do pracy i dopiero po 
chwili dotarło do mnie, że jest przecież niedziela. Otworzyłam drzwi od pokoju i krzyknęłam w 
dół.   

– Idę! 
Ujrzałam Dorę wspinającą się po schodach.   
– Lindsay, czy Felice jest z tobą? 
– Oczywiście, że nie. Mama jest... – nagle wszystko sobie przypomniałam. – O Boże, czy 

ona jeszcze nie wróciła.   

– Wróciła? – Dora spojrzała na mnie zaskoczona.   
– Felice wyszła, bardzo wcześnie rano. Zrobiła sobie herbatę i wyszła. Przynajmniej tak mi 

się zdawało – dodałam niepewnie.   

– To znaczy, że nie wiesz, gdzie ona jest? Pokręciłam przecząco głową.   
– Myślałam, że wyszła na poranny spacer, może żeby namalować wschód słońca, czy coś w 

tym rodzaju.   

Dora rzuciła mi oskarżycielskie spojrzenie.   
– Wiesz przecież, że ona nie była sobą, tak była ostatnio zdenerwowana. Przyszłam, żeby 

jej zrobić filiżankę herbaty.   

–  Dora,  bądź  tak  dobra  i  przygotuj  herbatę  dla  nas,  chciałabym  się  ubrać.  Mama 

background image

prawdopodobnie będzie tu lada chwila.   

Wróciłam  do  pokoju,  wciągnęłam  na  siebie  dżinsy  i  sweterek,  a  przez  ten  czas  Dora 

zdążyła przygotować herbatę i parę grzanek.   

–  Zadręczam  cię,  Lindsay  –  powiedziała.  –  Miałaś  wczoraj  taki  pracowity  dzień,  nie 

powinnam cię była budzić. Usiądź, kochanie.   

Wypiłam dwie filiżanki herbaty i zabrałam się do jedzenia, ale niepokój Dory i mnie się 

udzielił. Nie odzywała się ani słowem i to również zaczęło mnie denerwować.   

– Ona w ogóle nie ma zmysłu orientacji – odezwała się w końcu. – Kiedyś pokłóciła się z 

Coninstonem i  nie było  jej przez cały dzień, tak że musiał w końcu dzwonić do Pogotowia 
Górskiego.   

– Felice jest samolubna i nierozważna.   
– Och nie, Lindsay. Ona jest jak dziecko, chce po prostu, aby się nią zajmować.   
– A to należy do moich obowiązków – powiedziałam ponuro.   
– Czy pójdziesz jej szukać? 
– Tak, pójdę – odpowiedziałam i wstałam z krzesła. – Pójdę jej poszukać, chociaż Bóg 

jeden wie, gdzie ją znaleźć.   

Uczucie ulgi, które zauważyłam na twarzy Dory wydało mi się zupełnie niedorzeczne, ale 

prawdę mówiąc, sama byłam już nieźle przestraszona.   

– Dora, najlepiej będzie, jak ty zostaniesz w domu. Ja pójdę do Gorton Feli, a potem zejdę 

do wsi i zadzwonię stamtąd do ciebie. Jeśli jej nie znajdę, albo się dowiem, że nadal nie ma jej 
w domu, zawiadomię Rogera.   

– To dobry pomysł – stwierdziła Dora. – Potrzebujesz czegoś do jedzenia, czekoladę, no i 

apteczkę.   

Zapakowałam  swój  plecak,  wzięłam  kurtkę  przeciwdeszczową  i  zasznurowałam  buty. 

Barney radośnie skakał wokół mnie i pomyślałam, że szkoda, iż nie jest psem gończym, bo 
mógłby  wtedy  odnaleźć  Felice,  idąc  jej  tropem.  W  każdym  razie,  na  pewno  był  dobrym 
kompanem.   

Wyruszyliśmy  w  drogę.  Nie  był  to  dobry  dzień  na  piesze  wędrówki;  było  gorąco  i 

wilgotno, w powietrzu wisiała burza. Minęłam kilka grupek piechurów, również wspinających 
się na Gorton Feli, ale na próżno wypytywałam o Felice. Nic zresztą dziwnego, wyszła z domu 
ponad pięć godzin temu. Tymczasem mój niepokój o nią rósł z każdym krokiem. Co jakiś czas 
przystawałam,  aby  obserwować  okolicę  przez  lornetkę  w  nadziei,  że  w  końcu  gdzieś  ją 
wypatrzę, ale bez powodzenia. Zrezygnowana, zeszłam ścieżką do wsi i zadzwoniłam do Dory.   

Dowiedziałam się, że Felice jeszcze nie wróciła. Pomyślałam przerażona, że mogła wpaść 

w jakąś przepaść i może leży tam nieprzytomna, w panice zadzwoniłam więc do Rogera.   

– Dobrze, już jadę – odpowiedział, gdy zdałam mu relację o zniknięciu mamy. – Wezmę ze 

sobą Daviesa i braci Knightów.   

– Och, Roger, dziękuję ci.   
– A gdzie ty teraz jesteś? 
– W Gorton.   
– Świetnie, zamów sobie drinka w gospodzie i czekaj tam na mnie.   

background image

Drzwi  do  baru  były  otwarte,  weszłam  więc  do  środka  i  zamówiłam  piwo  z  mrożoną 

lemoniadą. Zabrałam szklankę, wyszłam na zewnątrz i usiadłam na drewnianej ławce, aby tam 
zaczekać na Rogera.   

Był bardzo słowny, bo minęło zaledwie kilkanaście minut, gdy jego samochód zatrzymał 

się przed barem i wyskoczyli z niego Davies i bracia Knightowie. Roger podszedł do mnie i 
objąwszy mocno, pocałował.   

– Znajdziesz ją, kochanie. Nie martw się.   
Davies  miał  już  przygotowany  plan  akcji.  Zaproponował,  aby  każde  z  nas  poszło  inną 

drogą do wodospadu przy szczycie Freavey, doszedł bowiem do wniosku, że było to jedyne 
miejsce,  gdzie  mogła  dotrzeć.  Dalej  był  już  tylko  szczyt  High  Sall,  którego  jednak  Felice 
unikała jak ognia. Po godzinie poszukiwań mieliśmy spotkać się w gospodzie i zadzwonić do 
Dory.  Davies  i  Knightowie,  którzy  byli  dobrymi  alpinistami,  wybrali  drogę  najtrudniejszą, 
położoną  najwyżej  i  prowadzącą  do  samego  szczytu  góry  Greavey.  Roger  miał  się  zająć 
łagodniejszą częścią środkową, a ja szłam ścieżką wzdłuż jeziora, aż do miejsca, gdzie tworzył 
się wodospad.   

Felice  była  już  poza  domem  od  prawie  siedmiu  godzin  i  nerwy  sprawiły,  że  bolał  mnie 

żołądek  –  ściśnięty  i  twardy,  jak  kamień.  Miałam  wyrzuty  sumienia,  że  to  ja  jestem  winna 
zniknięciu mamy, bo nie starałam się jej wysłuchać czy zrozumieć. Zaczęłam biec. Serce waliło 
mi jak młot, kiedy dotarłam do wodospadu, a jego rytm jeszcze bardziej przyspieszył się, gdy 
nad brzegiem jeziora ujrzałam jakąś postać. Zawołałam imię mamy, a Barney wyskoczył w jej 
kierunku,  by już po chwili  zatrzymać się z zaskoczeniem.  Kobieta odwróciła głowę w moją 
stronę, to nie była Felice. Strach dosięgną! zenitu – dlaczego ona tak uparcie wpatrywała się w 
jezioro? Zaczęłam iść, zmuszając się do patrzenia na wodę. Miała bladozielony kolor i była tak 
przejrzysta, że widać było leżące na dnie białe kamienie, od których odbijało się światło.   

–  Nie  chciałabym  pani  przeszkadzać  –  powiedziałam,  kiedy  w  końcu  dotarłam  do 

nieznajomej • ale szukam mojej matki.   

–  Nie  znajdzie  jej  pani  tutaj  –  odparła.  –  Siedzę  tu  sama  już  od  świtu,  czekając  na 

przyjaciela, ale on nie przyjdzie. Ani teraz, ani już nigdy...   

Jej smutek był tak oczywisty, że nie wypytywałam już o nic więcej i pomaszerowałam z 

powrotem w kierunku gospody. Właściciel rozpoznał mnie.   

– Czy to pani nazywa się Strong? 
Skinęłam twierdząco głową – a on ciągnął dalej.   
–  Pan  Reed  zostawił  dla  pani  wiadomość.  Rozwinęłam  kartkę,  którą  mi  podał  i 

przeczytałam: 

„Znalazłem Felice, jest bardzo wyczerpana. Zawożę ją do domu. Davies i chłopcy wracają 

na piechotę. Przyjadę do ciebie – czekaj. „ 

– Dzięki Bogu! – odetchnęłam z ulgą.   
W tym momencie nogi ugięły się pode mną i musiałam przytrzymać się barmana, żeby nie 

upaść.   

– Już dobrze, panienko – chwycił mnie silnymi ramionami. – Już po wszystkim. Przygotuję 

pani teraz filiżankę mocnej herbaty.   

background image

Ciągle mnie obejmując, podprowadził na zaplecze, gdzie krzątała się jego żona.   
– Panienka od pana Reeda! – powiedziała, pomagając mi usiąść na krześle. – Przestraszyła 

się, myślała, że mama zginęła gdzieś w górach. Ale nie trzeba się już martwić, pan Reed ją 
znalazł. To dobry człowiek.   

Gorąca herbata przywróciła mnie do życia. Byłam poruszona dobrocią tych dwojga ludzi, 

którzy zdawali się bardzo dobrze znać Rogera. Po krótkim odpoczynku poczułam, że wracają 
mi siły, a wraz z nimi również gniew na matkę.   

Jak mogła sprawić mi tyle kłopotów?! Zamyśliłam się nad jej zachowaniem i dopiero głos 

Rogera, wołającego moje imię, przywrócił mnie do rzeczywistości. Wyszłam mu na spotkanie.   

Roger wziął mnie za rękę, podziękował barmanowi i jego żonie, po czym wraz z Bameyem 

wsiedliśmy do samochodu.   

– Nie wiem, jak mam ci dziękować, Roger.   
– Daj spokój, nie zrobiłem przecież nic takiego.   
– Przyszedłeś, kiedy cię potrzebowałam.   
–  Oczywiście,  ale  teraz  Lindsay,  nie  mów  już  nic  i  odpocznij.  Z  Felice  wszystko  w 

porządku – roześmiał się. – Była oburzona, kiedy ją odnaleźliśmy. Nie miała prawa sprawiać ci 
tyle bólu, powiedziałem jej to.   

Roger był osobą, na której można było polegać i której na mnie zależało, ale czy to nie za 

mało?  Kiedy  jechaliśmy  wzdłuż  wąskiej  drogi,  cały  czas  miałam  przed  oczyma  twarz 
Philippe’a, wspomnienie jego prowokującego uśmiechu tkwiło w moim sercu jak cierń.   

Gdy  zatrzymaliśmy  się  przed  domem,  natychmiast  ukazała  się  Dora  i  podbiegła  do 

samochodu.   

– Nie wiem co robić – nerwowo ściskała swoje ręce – Felice zamknęła się w pracowni i nie 

odpowiada na moje pukanie.   

– Cholerna baba! – powiedział Roger, idąc za mną przez dom w stronę pracowni. Uderzył 

nerwowo pięścią w drzwi.   

–  Natychmiast  mnie  wpuść!  –  krzyknął.  Odpowiedziała  nam  tylko  cisza.  Co  ona  tam 

robiła? 

– Jeśli w tej chwili nie otworzysz drzwi, wyważę je! Klucz w zamku przekręcił się i Felice 

pozwoliła mi wejść, ale Rogerowi zatrzasnęła drzwi przed nosem i ponownie zamknęła je na 
klucz. Potem podeszła do sztalug, zupełnie ignorując moją obecność.   

– Ostatni raz martwiłam się i szukałam cię. Nie będę się przejmować, kiedy następnym 

razem nie wrócisz wcale.   

– Myślę, że tak będzie  najlepiej, jestem  dla ciebie ciężarem – westchnęła, a mój gniew 

gdzieś się ulotnił.   

Podeszłam do niej, objęłam i ucałowałam w pachnące policzki. Odsunęła mnie od siebie 

łagodnie  i  kątem  oka  dostrzegłam  prawie  skończony  obraz,  namalowany  chyba  w  jakimś 
amoku, tak krzykliwe były jego kolory. High Sail, mocny i bezwzględny, wystrzelał w górę, a 
jego wierzchołek przysłonięty był chmurami. Na pierwszym planie widać było dom i skrawek 
jeziora, na którego brzegu leżał mężczyzna. Nie żył, wiedziałam, że nie żył. Patrzyłam na obraz 
przerażona  –  czy  mama  straciła  rozum?  Objęłam  ją  jeszcze  mocniej,  ale  ona  znowu  mnie 

background image

odepchnęła.   

– Więc jednak ci na mnie zależy – powiedziała rozdrażniona. – Wiedziałam, że będziesz 

mnie szukać i szukać. Biedna Dora, była taka spanikowana.   

–  Dlaczego  nam  to  robisz?  Davies  i  bracia  Knight  chyba  ciągle  jeszcze  są  w  górach. 

Dlaczego  chcesz,  abym  czuła  się  winna?  Czy  chcesz  na  mnie  przerzucić  ciężar  swoich 
grzechów? 

–  Grzechów?!  –  krzyknęła.  – Jakaż  jesteś  głupia.  Czasami mam  wrażenie,  że  nie  jesteś 

moją córką – moją i Cona.   

– Trzymasz mnie przy sobie jak psa na łańcuchu. Con uciekł...   
– Jak śmiesz! – błyskawicznym ruchem uderzyła mnie otwartą dłonią w policzek.   
Odwróciłam się, pocierając twarz – bardzo bolało.   
– Nie odchodź, Lindsay, nie zniosę samotności. Przepraszam, kochanie, nie chciałam cię 

skrzywdzić.   

Odsunęła moją rękę z policzka i pocałowała mnie.   
– No już, już będzie dobrze.   
– Nie będzie, mamo. Chciałaś mnie zranić. W porządku, mogę dzielić twój ból, jeśli to jest 

to,  czego  pragniesz.  Ale dlaczego jesteś taka poruszona?  –  spojrzałam wymownie na płótno 

umieszczone na sztalugach. – Rozumiem twój strach przed High Sall, ale to i to. – Wskazałam 

na dom, a potem mój palec przesunął się na ciało martwego mężczyzny.   

– Tego domu nie ma – powiedziała – ciała też nie, tylko ja zostałam.   
Zaczęła płakać, najpierw cicho, a potem już rozdzierające szlochy wstrząsnęły jej ciałem. 

Moja litość i współczucie dla mamy już się wyczerpały, ale nie mogłam przecież stać tak bez 
ruchu.   

– Uspokój się – próbowałam ją uciszyć, trzymając przy sobie. Podprowadziłam mamę do 

fotela,  w  którym  wyciągnęła  się  z  zamkniętymi  oczyma.  Wyglądała  tak  młodo,  z  włosami 
opadającymi dokoła twarzy.   

–  Jestem  zmęczona,  tak  bardzo  zmęczona  –  westchnęła  głęboko.  –  Myślę,  że  będzie 

najlepiej, jak się już położę.   

Odprowadziłam Felice do jej pokoju, posłałam łóżko i zasunęłam zasłony.   
– Nie wyjdziesz chyba – powiedziała niespokojnie. – To znaczy, że zostaniesz w domu.   
– Oczywiście, zajdę do ciebie później.   
Musiałam  się  czegoś  napić,  więc  weszłam  do  kuchni,  gdzie  zastałam  Daviesa, 

przygotowywującego herbatę.   

– Mam ochotę na gin – powiedziałam. – Podwójny. A ty? Przytaknął i odstawił czajnik na 

bok.   

– Gdzie jest Roger? 
– Wyszedł już. Był wściekły. On nie potrafi jej zrozumieć.   
–  Wydaje  mi  się,  że  ja  też  jej  nie  rozumiem.  Czuję  się  przez  to  bezradna  i  boję  się  – 

położyłam ręce na stole, a on je przykrył swoimi. – Chodź na chwilę do pracowni. Chciałabym 
ci coś pokazać.   

Davies dokończył swojego drinka i poszedł za mną.   

background image

– Spójrz na to – stanęłam przed sztalugami. – Rozumiem jej obsesję na temat High Sail, ale 

nie wiem, jakie znaczenie mają te dwie rzeczy – wskazałam na namalowane na obrazie – dom i 
ciało mężczyzny.   

Davies patrzył przez chwilę na płótno, po czym odwrócił się i wyszedł przed dom. Usiadł 

na ławce, oddychając tak ciężko, jakby miał za sobą długi i ciężki bieg.   

–  Czy  ten  dom  jest  tylko  wytworem  wyobraźni?  –  nalegałam.  –  Kim  może  być  ten 

mężczyzna? 

– To jej fantazje, a może złe sny.   
– To coś więcej niż sny, Davies. Wyjaśnij mi to.   
– Ona sama pani powie, kiedy nadejdzie czas – podniósł się i poklepał mnie po ramieniu.   
Domyśliłam się, że już nic więcej z niego nie wydobędę. Wstał, pożegnał się i ruszył w 

drogę powrotną. Obserwowałam go, jak schodzi ścieżką w dół i wkrótce zniknął mi z oczu, ale 
długo jeszcze słyszałam stukot jego podzelowanych butów.   

Po  chwili  wróciłam  do  pracowni  Felice,  zdjęłam  płótno  ze  sztalug  i  schowałam  je 

pomiędzy  inne  obrazy  oparte  o  ścianę.  Miałam  nadzieję,  że  gdy  się  obudzi,  nie  będzie  już 
pamiętać, że je namalowała. Ja jednak miałam pamiętać jeszcze bardzo długo – to było jak cień, 
który kładł się na życie moje i Felice.   

background image

ROZDZIAŁ VIII 

 

– Ten list nadszedł wczoraj. Był adresowany do mojej matki, więc adwokaci Deauville’ów 

przekazali go mnie.   

Siedziałam w barze hotelu Lake End, słuchając Philippe’a, który z ożywieniem dzielił się 

ze mną najnowszymi wiadomościami.   

Niecierpliwym ruchem odrzucił włosy, spadające mu na czoło, po czym ciągnął dalej.   
– Został wysłany przez radców prawnych z Chester, zawiadamiają, że niedawno zmarła 

ciotka mojej matki i proszą mamę o kontakt z nimi.   

– Chester... – powtórzyłam w milczeniu.   
–  Zadzwoniłem  do  nich  i  powiedzieli,  że  najlepiej  będzie,  jak  skontaktuję  się  z  nimi 

osobiście. Podali też nazwisko i adres mojego kuzyna w Chester, gdzie mieszkała ta ciotka. 
Ona była siostrą mojej babki.   

– A więc okazuje się, że szukałeś w złym miejscu.   
Nie  byłam  pewna,  czy  jestem  z  tego  zadowolona,  czynie.  Wyjazd  Philippe’a  na  pewno 

przyśpieszyłby  powrót  Felice  do  zdrowia,  ale  dla  mnie  myśl  o  rozstaniu  z  nim  była  nie  do 
zniesienia.   

– Ten kuzyn zaprosił mnie. Dał do zrozumienia, że mogę przyjechać z osobą towarzyszącą. 

Może pojedziesz ze mną? 

Jego propozycja sprawiła mi przyjemność. Bardzo chciałam z nim być, z drugiej jednak 

strony obawiałam się, że ten wyjazd sprawi, że nasze przyszłe, nieuniknione rozstanie, będzie 
dla mnie jeszcze bardziej bolesne.   

– Chciałabym, ale...   
–  Wiem  –  powiedział  zniecierpliwiony  –  Felice  nie  wypuści  cię  spoza  zasięgu  swego 

wzroku.   

Powiedział to tak, jakbym była więźniem swojej własnej matki.   
– Pojadę – szybko podjęłam decyzję.   
Uśmiechnął się, a moje serce zabiło mocniej.   
– Wiedziałam, że pojedziesz, Lindsay. Nie potrafisz opuścić kogoś w potrzebie.   
Roześmiałam się.   
– Ależ właśnie to robię! Felice...   
– Czy ona czuje się już lepiej? 
–  Nie  wiem,  Philippe.  Zachowuje  się  ostatnio  tak,  ja  by  była  otoczona  jakimś 

niewidocznym kokonem, nie mogę do niej dotrzeć. Naprawdę nie wiem, co bym zrobiła, gdyby 

nie pomoc Dory, bo matka zupełnie mnie odtrąciła, nie mam zresztą pojęcia dlaczego.   

Nie chciałam zdradzić się przez Philippe’em, czy przed kimkolwiek, jak trudne były dla 

mnie te ostatnie dni.   

– Nie myśl o tym, Lindsay – powiedział Philippe z werwą. – W tej chwili potrzebujesz 

dobrego jedzenia, dobrego wina i kogoś, kto by cię rozpieszczał.   

Objął mnie ramieniem i przeszliśmy do restauracji, gdzie od razu zjawił się przy nas kelner, 

background image

wskazując wolne miejsca. Wybór dań Philippe zostawił mnie i już po chwili na stole pojawiły 
się zakąski.   

– Ten list tak wiele zmienił – zauważył Philippe, dłubiąc w plasterku melona, leżącym na 

talerzyku. – Czuję się tak, jakbym odkrywał nowy świat, dwie połowy mnie samego może się w 
końcu spotkają. Jeśli nie dowiem się, kim był ojciec, będę się czuł oszukany do końca życia.   

–  Philippe,  nie  powinieneś  wiązać  z  tym  listem  zbyt  wielu  nadziei.  A  jeśli  twój  kuzyn 

wierzy, że ty naprawdę jesteś Deauvile’em.   

Przyszłość miała pokazać, że przewidywałam dobrze.   

Podróż do Chester upłynęła nam spokojnie, nawet zbyt spokojnie. Siedząc obok Philippe’a 

czułam, że jest coraz bardziej podekscytowany tą wizytą, odetchnęłam z ulgą, kiedy w końcu 
dojechaliśmy  na  miejsce,  Posiadłość  Cornellów  leżała  na  przedmieściu  miasta,  na  stoku 
łagodnie opadającym ku rzece, a ich biało-czarny dom był typowym przykładem architektury 
tych stron.   

Pani Cornell oczekiwała nas w drzwiach. Była wysoka i elegancka. Przywitała Philippe’a 

szerokim  uśmiechem,  który  jednak  nie  roztopił  lodowatego  spojrzenia  jej  oczu.  Podałyśmy 
sobie ręce, po czym Barbara – bo tak miała na imię – zaprosiła nas do środka, gdzie najpierw 
pokazała  nam  nasze  pokoje,  a  następnie  zaprowadziła  do  salonu.  Był  umeblowany  samymi 
antykami,  których  piękno  podkreślały  ustawione  tu  i  ówdzie  kompozycje  z  kwiatów. 
Zaproponowała nam cherry.   

– Mój mąż przyjdzie późno. Zwykle przez cały weekend gra w golfa. To takie nudne. Czy 

pan gra w golfa, Philippe? 

– Raczej nie – lekkim tonem odpowiedział Philippe. – Moją pasją jest krykiet.   
Kiedy piliśmy już trzecią cherry, zjawił się William Cornell.   
–  Przepraszam  cię,  kochanie  –  powiedział,  starając  się  pocałować  Barbarę  w  policzek, 

czego jednak zręcznie uniknęła.   

– Cieszę się, że was widzę. Jeszcze jedną cherry? 
Podniósł  butelkę  i  napełnił  nasze  kieliszki,  sobie  nalewając  podwójnie  i  udając,  że  nie 

widzi krzywego spojrzenia żony. Jego twarz, ogorzałą od słońca i wiatru, przecinały czerwone 
żyłki, a w jego jasno-niebieskich oczach – czaił się błysk rozbawienia.   

– Kolacja jest już gotowa. – Barbara wprowadziła nas do jadalni i wskazała miejsce przy 

stole. Był  nakryty koronkową serwetą,  a na środku stała srebrna waza wypełniona bukietem 
róż.   

Najpierw podano nam łososia, który, jak zapewniła Barbara, został złapany w pobliskiej 

rzece. Wiliam napełnił kieliszki winem, po czym pochylił się w stronę Philippe’a.   

– Jesteś bardzo podobny do Eve – powiedział – Ona była najładniejsza w całej rodzinie, 

prawdziwa piękność.   

Ta uwaga najwyraźniej nie spodobała się Barbarze, bo stała się jeszcze bardziej lodowata 

niż przedtem.   

– Czy znałeś moją matkę? – zapytał Philippe z ożywieniem.   
– Kto jej nie znał? – Wiliam roześmiał się. – Każy facet w mieście za nią szalał. Była bystrą 

kobietą, studiowała na uniwersytecie w Liverpoolu, a po francusku mówiła bezbłędnie. No i 

background image

kochała zwierzęta, zawsze widziałem ją w towarzystwie psa lub kota.   

Philippe uśmiechnął się.   
– To prawda. W domu trzymała mnóstwo pudli, ku niezadowoleniu mojego ojca, zresztą. 

Nie lubiła się z nimi rozstawać.   

–  Kochała  też  konie  –  ciągnął  William.  –  Konno  jeździła  jak  kawalerzysta,  prawda 

Barbaro? 

Barbara  przytaknęła.  Postać  Eve  Deauville  zaczynała  powoli  wyłaniać  się  z  ciemności. 

Myślałam o niej jak o tajemniczej osobie, niewątpliwie bardzo prostolinijnej, która dla dobra 
swojego syna poślubiła Andre Deauville’a, starszego od niej o dziesięć lat.   

–  Założę  się,  że  macie  dużo  koni  w  waszej  stajni  –  William  znowu  zwrócił  się  do 

Philippe’a.   

– To prawda. Są one dobrze znane na torach wyścigowych Francji i Anglii. Matka uczyła 

nas wszystkich jeździć.   

 
– Eve zawsze trzymała się blisko stajni, kiedy tu mieszkała.   
– Mieszkała tutaj? 
– Nie wiedziałeś? Myślałem... – William spojrzał pytająco na Barbarę, ale że ta siedziała 

niewzruszona, ciągnął dalej: – Eve przyjechała tutaj i zamieszkała z rodziną Barbary krótko po 

tym,  jak  jej  ojciec  zginął  na  wojnie.  Twój  Dziadek,  Philippe,  był  wspaniałym  człowiekiem, 
latał na Spitfire’ach. Matka Eve zginęła po jego śmierci w czasie nalotu.   

– Tutaj był zawsze mój dom. – Barbara spojrzała na męża. – Oczywiście przez jakiś czas 

była jeszcze Eve, która z nami mieszkała.   

– Barbara i ja pobraliśmy się w czasie wojny. Służyłem w marynarce, a kiedy zostałem 

zdemobilizowany,  nigdzie  nie  mogłem  znaleźć  pracy.  Zamieszkaliśmy  więc  tutaj,  co  wtedy 

wydawało się najlepszym wyjściem, no i zostaliśmy już tu.   

– To piękny dom – odezwałam się. – Marzę o tym, aby obejrzeć jeszcze ogród.   
– Uczyniłem z niego miłe miejsce – stwierdził – William z dumą. – Kiedyś chciałem zostać 

ogrodnikiem  –  nienawidziłem  miasta  –  ale  w  końcu  rodzina  załatwiła  mi  pracę  w  firmie 

ubezpieczeniowej w Manchesterze. Do tej pory zresztą się do niej przyzwyczaiłem – dodał.   

– William każdego zanudza sprawami swojego ogrodu – powiedziała Barbara. – Jestem 

pewna, że pani to nie interesuje, prawda? 

– Wręcz przeciwnie! Sama uprawiam nasz domowy ogródek, choć nie jestem fachowcem. 

Może mógłby mi pan dać parę wskazówek? 

William uśmiechnął się.   
– Z przyjemnością. Ale proszę mi mówić po imieniu, będzie prościej.   
Ani  Philippe,  ani  Barbara  nie  wyrazili  chęci  wyjścia  do  ogrodu  razem  z  nami.  Ciotka 

zapisała  Eve  w  testamencie  parę  cennych  przedmiotów  i  Barbara  zaproponowała,  aby  je 
przejrzeli i wybrali te, które Philippe chciałby zatrzymać. Byłam nawet z tego zadowolona, bo 
przynajmniej udało mi się uniknąć jej towarzystwa i wyraźnej wrogości.   

– Moja żona jest trochę nie w sosie – próbował usprawiedliwić jej zachowanie William, 

kiedy podziwiałam już w ogrodzie cudowny kłąb róż – bardzo kochała moją stryjeczną babkę.   

background image

Nie przekonał mnie jednak, że właśnie z tego powodu Barbara tak chłodno nas przyjęła. 

Byłam więcej niż pewna, że sprawił to raczej fakt, że Philippe jest synem Eve i następne słowa 
Williama potwierdziły moje przypuszczenia.   

– Philippe wydaje się być całkiem miłym człowiekiem. Rozumiem, że Eve miała kilkoro 

dzieci – wyczułam zazdrość i tęsknotę w jego słowach.   

– Philippe ma jeszcze trzech braci – wyjaśniłam.   
–  Szczęśliwy  facet  –  wymamrotał  William  i  domyśliłam  się,  że  ma  na  myśli  Andre 

Deauville’a.   

Przeszliśmy  przez  bramę,  oplataną  zielonymi  pnączami  bluszczu  i  skierowaliśmy  się  w 

stronę rzeki, gdzie na chwilę usiedliśmy.   

– To był dla mnie szok, gdy dowiedziałem się, że Eve nie żyje. – William poczęstował 

mnie  papierosem  i  sam  też  zapalił.  –  Bardzo  często  o  niej  myślałem.  Zawsze  sądziłem,  że 
wyjdzie  za  mąż  za  kogoś  z  naszego  kręgu  znajomych  –  poznasz  dzisiaj  niektórych  z  nich, 
Barbara zaprosiła ich na drinka, aby poznali Philippe’a. Eve jednak wyniosła się do Francji. 
Myślę, że to te wakacje w Lakę District wytrąciły ją z równowagi.   

Serce mi zamarło.   
– Czy ona miała przyjaciół w Lakę District? William przytaknął.   
–  Tak,  koleżankę  ze  studiów.  Dziwną  dziewczynę,  ale  interesującą  i  bardzo  wrażliwą. 

Pamiętam, że była brunetką o błyszczących oczach.   

– A czy pamiętasz, jak się nazywała? Spojrzał na mnie zdziwiony i zawahał się.   
– Chyba nie, pamiętam tylko, że była Irlandką i pisała wiersze.   
– Ale czy ona mieszkała w Lakę District? – wypytywałam dalej.   
– Nie sądzę. Chyba mieszkała w jakimś schronisku, tak jak Eve.   
Wydaje mi się, że przyjaźniły się tam z jakąś artystką.   
– Artystką? – powtórzyłam oszołomiona.   
– Tak, utalentowaną dziewczyną, dała jej nawet parę swoich obrazów. Dwa z nich zabrała 

Eve później ze sobą, a jeden został tutaj. Bardzo mi się podobał i Eve go u mnie zostawiła, wisi 
cały  czas  w  mojej  jaskini  –  roześmiał  się  jowialnie.  –  Brzmi  to  tak,  jakbym  był  jakimś 
niedźwiedziem.  Eve  mnie  tak  nazywała,  mówiła,  że  jestem  największym  i  najlepszym 
niedźwiedziem, jakiego udało jej się kiedykolwiek spotkać.   

– Bardzo ci na niej zależało? – zapytałam ciepło.   
– O tak, kochałem ją – odpowiedział po prostu. – Ale widzisz, było za późno. – Poklepał 

mnie po ramieniu, a oczy zaszły mu mgłą i zamyślił się nad przeszłością.   

Przyszło mi do głowy, że może to on jest ojcem Philippe’a, ale natychmiast odrzuciłam tę 

myśl.   

– Nigdy się nie dowiedziała, jak bardzo mi na niej zależało – znowu podjął rozmowę. – 

Wyjechała  na  wiosnę  i  całe  lato  spędziła  z  przyjaciółką  w  Lakę  District.  Wróciła  w 
październiku po swoje rzeczy i nawet nie zatrzymała się już tutaj na noc.   

To długie lato stanęło mi nagle przed oczyma. Wyobraziłam sobie Eve ze swoją irlandzką 

przyjaciółką i w towarzystwie Felice, nie miałam bowiem żadnych wątpliwości, że to właśnie 
moja matka była tą trzecią, która spędzała z nimi czas. Ale co wydarzyło się potem? 

background image

Głos Williama przywołał mnie do rzeczywistości.   
– Jak poznałaś Philippe’a? – zapytał.   
– Pracuję w Longmare w Galerii i Philippe zjawił się tam pewnego dnia, aby kupić obraz.   
– Moja żona nie lubi obrazów. Zbiera tylko te przeklęte chińskie figurki. Czasami aż boję 

się chodzić po mieszkaniu, żeby przypadkiem którejś nie strącić.   

Zaczynałam bardzo lubić Williama, w przeciwieństwie do Barbary, która podobała mi się 

coraz mniej.   

–  Chodź,  pokażę  ci  jeszcze  grządki  ze  szparagami  –  zaproponował  i  wąską  ścieżką 

ruszyłam za nim do ogrodu.   

– Uprawiam wszystkie jarzyny. Barbara uważa, że powinniśmy zatrudnić ogrodnika, tak 

jak  wszyscy  nasi  sąsiedzi  –  znowu  się  roześmiał  Odpowiedziałam  Williamowi,  jak  to 
Coninston wpadł na ten wspaniały pomysł, aby posadzić w naszym ogrodzie jodły i sprzedać je 
potem, przed Bożym Narodzeniem. Oczywiście dodałam, że nie mógł się potem zdecydować 
na ich ścięcie i tak rosną do dzisiejszego dnia – żywa pamiątka po moim ojcu.   

– Musiał być wrażliwym człowiekiem – skomentował moją opowieść William. – Spójrz na 

te wierzby. Barbara chce je wyciąć, ale nie pozwolę jej na to. Dom należy do niej, urządza go 

po swojemu, ale ogród jest mój – dokończył bojowym tonem.   

Napatrzywszy  się  na  ogród  Williama,  zaproponowałam  z  kolei,  abyśmy  poszli  obejrzeć 

obraz, wiszący w jego pokoju.   

Okazało  się,  że  moje  przewidywania  były  słuszne,  było  to  rzeczywiście  jedno  z  płócien 

Felice.  Sprawiało  bardzo  przyjemne  wrażenie,  a  przedstawiało  fragment  jeziora,  z  brzegiem 
porośniętym trzciną i słonecznymi żonkilami. Tło stanowiły góry, których wierzchołki spowite 
były w chmurach, a na jeziorze unosiła się pusta łódź.   

– Zabawna jest ta łódź – stwierdził William. – Porzucona na środku jeziora, tak jakby... – 

przerwał  i  zmarszczył  brwi,  zastanawiając  się  nad  czymś.  –  Zapytałem  o  nią  Eve  i  wtedy 
powiedziała, żebym ten obraz przetrzymał u siebie, bo któregoś dnia może będzie chciała sobie 
dzięki niemu o czymś przypomnieć. Pomyślałem, że to bardzo dziwne i nadal tak myślę. A ona 
już nam niczego nie wyjaśni – westchnął. – Czy myślisz, że Philippe miałby coś przeciwko 
temu, żebym zatrzymał ten obraz na pamiątkę? 

William powtórzył swoje pytanie Philipe’owi, kiedy siedzieliśmy już w salonie, popijając 

herbatę z chińskiej porcelany i przegryzając kanapki. Reakcja Philippe’a na wieść o obrazie 
była  podobna  do  mojej,  Felice  była  bowiem  kluczem  do  całej  tajemnicy,  której  tak  uparcie 
strzegła.   

Wkrótce przybyli na drinka przyjaciele Cornellów. Było oczywiste, że stanowią dobraną 

paczkę, zżytą w ciągu wielu lat znajomości. Próbowałam odgadnąć, który z tych zadbanych 
miejscowych  notabli  kochał  się  w  Eve.  Wspominali  ją  raczej  ostrożnie,  ale  w  ich  słowach 
można  było  wyczuć  żal  po  jej  stracie,  podczas  gdy  opinie  ich  żon  były  już  bardziej  ostre  i 
dosadne. Philippe zrobił na nich duże wrażenie, gdyż imponowały im pieniądze, majątek i siła, 
a Eve poprzez małżeństwo z Deauville’m stało się dla nich symbolem niewyobrażalnego wręcz 
sukcesu.   

Następnego dnia Philippe zajrzał do mojego pokoju bardzo wcześnie. Stojąc przy oknie, 

background image

obserwowałam akurat mgłę, powoli unoszącą się znad rzeki.   

Philippe objął mnie i pocałował.   
– Wyjedźmy wcześnie, będziemy mieli cały dzień tylko dla siebie.   
– Czy Cornellowie nie poczują się tym urażeni? 
– Och, na pewno – wychylił się przez otwarte okno. – Ale nie mogę znieść tego domu, 

sprawia  na  mnie  przytłaczające  wrażenie.  Nic  dziwnego,  że  matka  też  go  nie  lubiła.  Czy 
myślisz, że William ... ? 

– Na pewno nie – przerwałam mu – Eve nie kochała się w żadnym z tutejszych mężczyzn.   
Philippe odetchnął z ulgą.   
– Całe szczęście, bo już zacząłem obawiać się komplikacji.   
– Mógłbyś trafić na kogoś gorszego niż William – powiedziałam.   
– Myślę, że tego się właśnie boję. Przypuśćmy... – przerwał – Daj spokój, Philippe. Myślę, 

że niepotrzebnie się martwisz. Ty to ty, a kogo obchodzi, kim są twoi rodzice.   

– Mnie – odpowiedział poważnie. – Ten obraz Felice, który William tak hołubi, dokładnie 

odzwierciedla stan mojej duszy. Jestem jak ta pusta łódź na jeziorze, unoszona prądem w stronę 
złotej  przyszłości,  która  czeka  gdzieś  za  horyzontem.  Czy  myślisz,  że  Felice  chciała  tym 
obrazem coś przekazać? 

– Tak, ale na pewno nie to, o czym myślisz. Sądzę, że kiedy poznała Eve, wydarzyła się 

jakaś tragedia, coś o czym Felice nie potrafi zapomnieć, a co, być może, twoja matka ukryła 
głęboko w swej podświadomości, bo nigdy ci o tym nie powiedziała.   

– Chyba masz rację. Spakuj się kochanie i spróbujmy już wyjechać.   
Nie było to jednak takie proste. Wprawdzie Barbara nie miała nic przeciwko temu, abyśmy 

ich  opuścili  po  tradycyjnym  angielskim  śniadaniu,  ale  William  nie  pozwolił  uciec  nam  tak 
szybko. Zdążył już odwołać swoją poranną partię golfa, co było dużym poświęceniem z jego 
strony i nie miał ochoty spędzić samotnie poranka w domu, pod czujnym okiem swojej żony. 
Zaproponował,  abyśmy  poszli  obejrzeć  pobliski  ogród  botaniczny,  co  Barbara  przyjęła  z 
dezaprobatą.   

– Na miłość Boską, William. Chodźmy raczej nad rzekę, nasi znajomi urządzają tam dzisiaj 

piknik.   

– Ależ my nie mamy nic przeciwko temu, aby zobaczyć ogród botaniczny – powiedziałam 

szybko i Philippe mnie poparł, przewidując, że dzięki temu będziemy się już mogli wyrwać 
przed południem.   

Gdy dotarliśmy do ogrodu, William bardzo się ożywił i widać było po nim, że jest w swoim 

żywiole.  Wyjawił  nam  swój  sekret,  troskliwie  ukrywany  przed  Barbarą,  że  jest 
współwłaścicielem tego miejsca i ma zamiar szczęśliwie spędzić w nim czas po przejściu na 
emeryturę. Potem pokazał drzewko różane, które sam wyhodował i nazwał imieniem Eve. Jego 
kwiaty  miały  bladoróżowy  kolor,  przechodzący  w  czystą  czerwień  na  brzegach  płatków. 
Philippe był tak nimi zachwycony, że kupił pół tuzina, które miał zamiar posadzić w ogrodzie 
domu we Francji, jeśli uda się je przetransportować.   

W  drogę  powrotną  wyjechaliśmy  tak  szybko,  jak  tylko  na  to  pozwalała  grzeczność  i  z 

westchnieniem ulgi zostawiliśmy za sobą dom Cornellów.   

background image

– Dziękuję ci – powiedział Philippe. – Nie zdawałem sobie sprawy, w co cię pakuję, ten 

weekend nie był zbyt udany.   

– Bzdura – odpowiedziałam. – Bardzo polubiłam Williama i odkryłam przy okazji część 

prawdy o Eve.   

Nie  powiedziałam  mu,  że  sam  fakt  przebywania  z  nim  przez  cały  czas  sprawiał  mi 

przyjemność.  Byłam  pewna,  że  gdyby  tylko  Philippe  zaprzestał  szukania  swojego  ojca, 
zbliżylibyśmy się do siebie jeszcze bardziej.   

–  William  radził,  żebyśmy  wstąpili  na  kawę  do  jakiejś  przydrożnej  knajpki.  Bardzo  ją 

zachwalał i dał mi dokładne wskazówki, jak tam dojechać. Powiedział, żeby koniecznie się tam 
na niego powołać.   

– Czemu nie, możemy spróbować.   
– Biedny William,  zwierzył  mi się, że już dawno wyniósłby się z domu  Barbary, tylko 

trzyma go tam jeszcze jego ogród. Zastanawiam się, czy to nie z powodu Barbary matka czuła 
się  tam  nieszczęśliwa.  Może  właśnie  dlatego  wyjechała,  najpierw  na  północ,  a  potem  do 
Francji. Żałuję teraz, że jej o to nie wypytywałem, ale aż do tej pory nie interesowało mnie to, 
co robiła zanim wyszła za Deauville’a.   

– To zupełnie zrozumiałe. Myślę, że Eve była indywidualistką. Wiesz, nagle stała mi się 

bardzo bliska, tak jakbym ją znała osobiście.   

Philippe uśmiechnął się zadowolony.   
– Szkoda, że się już nigdy nie spotkacie – stwierdził. Zgodnie ze wskazówkami Williama, 

skręciliśmy w wąską, boczną drogę. Gałęzie drzew, rosnących na poboczu, tworzyły nad szosą 
rodzaj  tunelu,  przez  którego  gęstwinę  przebijały  się  promienie  słońca.  Dalej,  za  niskim 
żywopłotem,  rozciągały  się  pastwiska,  których  granicę  wyznaczała  wstęga  rzeki.  Po  paru 
kilometrach ukazała się nam kawiarnia, o której mówił William. Na zewnątrz ustawione były 
stoliki z  kolorowymi  parasolami,  wybraliśmy  jeden  z  nich,  stojący  tuż  nad  brzegiem  rzeki  i 
usiedliśmy.  Prawie  natychmiast  podeszła  młoda  kobieta,  aby  przyjąć  zamówienie.  Philippe 
wspomniał imię Williama i jej oczy zabłysły figlarnie.   

– O, znacie go? – zapytał i zaraz dodała – jest naszym przyjacielem.   
– Nie dziwię się, że William tak lubi to miejsce – powiedziałam, wpatrując się w rzekę, 

która płynęła leniwie opodal. Woda była całkiem gładka i tylko od czasu do czasu wyskakujące 
spod powierzchni ryby, naruszały jej spokój. – Jego sekretne miejsce – dodałam zamyślona – 
każdy z nas potrzebuje czegoś takiego.   

A moje?. Gdzie jest moje? Przyszedł mi na myśl wodospad Greavey, gdzie cisza zakłócona 

była tylko przez kaskady wody rozbijającej się o kamienie i żałobny krzyk kulików, i gdzie nie 
istniała ani przeszłość, ani czas teraźniejszy.   

Tymczasem przy stoliku obok usiadła jakaś starsza pani, a w chwilę potem nadeszła młoda 

kobieta, prowadząc ze sobą trójkę dzieci – dwóch chłopców i dziewczynkę. Philippe opowiadał 

mi  o  swojej  rodzinie,  a  ja  obserwowałam  chłopców,  którzy  zawzięcie  się  kłócili.  Matka 
krzyknęła  na  nich,  po  czym  weszła  do  kawiarni,  aby  coś  zamówić.  Dziewczynka  zeszła  ze 
swojego krzesła i usiłowała rozdzielić bijących się już braci.   

Philippe odwrócił się do nich plecami.   

background image

– Chodźmy już – powiedział i sięgnął do kieszeni po portfel. – Cholera, musiał mi wypaść 

w  samochodzie,  chyba  że  zostawiłem  go  u  Cornellów.  Pójdę  sprawdzić.  –  Podniósł  się  i 
odszedł w stronę parkingu.   

Dziewczynka rozpłakała się. Miała jasne włosy, przytrzymywane po obu stronach twarzy 

błyszczącymi  spinkami.  Próbowała  wkroczyć  między  chłopców,  ale  ci  nie  zwracali  na  nią 
najmniejszej uwagi. Pragnęłam, aby wróciła ich matka, w końcu nie wytrzymałam, podniosłam 
się z krzesła.   

– Przestańcie się bić! 
Chłopcy zupełnie mnie zignorowali, za to dziewczynka odwróciła się w moją stronę, nagle 

tracąc równowagę. Nie wiem, czy się po prostu potknęła, czy też potrącili ją bracia, w każdym 
razie nagle znalazła się w rzece. Na sekundę wszystko dookoła zamarło. Rzuciłam się jej na 
ratunek, w biegu zrzuciłam buty i wskoczyłam do wody. Tuż pod powierzchnią dostrzegłam 
zarys ciała dziewczynki i wyciągnęłam ją. Mała była napięta i sztywna ze strachu i przywarła 
do mnie z siłą, jakiej bym się po niej nigdy nie spodziewała.   

–  Jesteś  już  bezpieczna,  już  wszystko  dobrze  –  próbowałam  ją  uspokoić,  trzymając  jej 

głowę nad powierzchnią wody i holując do brzegu.   

Stała już tam starsza pani, której podałam dziewczynkę i sama z kolei spróbowałam wyjść z 

wody, ale moje nogi ugrzęzły w mule. Poczułam, że przy każdym ruchu zapadają się w nim 
głębiej i głębiej.   

– Niech pani kogoś zawoła! – krzyknęłam. – Ugrzęzłam w tym bagnie! 
Kobieta  położyła  dziewczynkę  na  trawie  i  zniknęła.  Złapałam  się  trzciny,  która  rosła  w 

zasięgu  moich  rąk,  ale  złamała  się  natychmiast.  Wokół  panowała  zupełna  cisza,  tak  że 
słyszałam  głośne  bicie  swojego  serca  i  na  sekundę,  w  moich  myślach,  pojawił  się  widok 
ostatniego obrazu namalowanego przez Felice, z ciałem mężczyzny na brzegu jeziora.   

Głos  Philippe’a  przywołał  mnie  do  rzeczywistości.  Ukląkł  na  brzegu,  wyciągnął  ręce  i 

nasze palce spotkały się; wychylił się jeszcze mocniej i chwycił mnie.   

– Trzymaj się, Lindsay! Trzymaj się, na litość Boską! 
Ciągnął mnie mocno do siebie, ale przerażona stwierdziłam, że bagno zaciska swój uścisk i 

przeszło mi przez myśl, że już nigdy się z niego nie wydobędę. Philippe ciągnął tak mocno, aż 
miałam  wrażenie,  że  wyrywa  mi  ręce,  nagle  z  potwornym  chlupnięciem  moje  nogi  zostały 
oswobodzone i znalazłam się na brzegu obok Philippe’a.   

– Lindsay, kochana Lindsay – obejmował mnie mocno i nie mogłam się zmusić, aby się od 

niego oderwać.   

Dookoła nas zdążył się już zgromadzić niewielki tłumek ciekawskich.   
– Czy coś się jej stało? – zapytał ktoś.   
– Nie, wszystko dobrze, nie licząc tego, że potwornie śmierdzę.   
A co z małą? 
– Wszystko w porządku.   
– Przyda  ci  się teraz  gorąca kąpiel,  Lindsay  – Philippe wziął mnie na ręce i  zaniósł do 

kawiarni.   

Pokazano mi drogę do łazienki, wspięłam się po schodach na pierwsze piętro i już po chwili 

background image

napuszczałam wody do wanny. Philippe przyniósł z samochodu moją walizkę i przebrałam się 
w suche rzeczy.   

Kiedy  gotowa  zeszłam  na  dół,  Philippe  wziął  mnie  w  ramiona  i  przytulił tak  mocno,  że 

prawie nie mogłam oddychać. Pomyślałam. że jednak mu na mnie zależy; może mnie kocha, a 
może nie, ale przynajmniej mu zależy.   

Wsiedliśmy do samochodu i przez jakiś czas jechaliśmy w zupełnym milczeniu.   
– Nie mów Felice o tej przygodzie – poprosiłam Philippe’a. Zatrzymał samochód, wyłączył 

silnik i złapał mnie za rękę.   

– Dlaczego nie? 
– Właściwie nie jestem całkiem pewna. Widzisz, ona ma obsesję na punkcie wody. Kiedy 

Roger znalazł ją wtedy przy wodospadzie i sprowadził do domu, mama zamknęła się w studio i 
namalowała przerażający obraz – zadrżałam na myśl o nim.   

– Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś? 
– Pokazałam obraz Davisowi. Nic nie powiedział, pobladł tylko i był tak zdenerwowany, że 

od razu wyszedł. Schowałam potem to płótno.   

– Dlaczego? 
– Było w nim tyle grozy... To jezioro, pusta łódź, ciało... znowu zadrżałam – Philippe objął 

mnie.   

–  Nie  myśl  już  o  tym  –  powiedział  łagodnie  i  poczułam  jego  usta  na  moim  czole, 

policzkach, szyi. – O mój Boże, Lindsay – wyszeptał. – Gdyby coś ci się stało...   

Czekałam,  mając  nadzieję  na  dalszy  ciąg,  ale  po  chwili  Philippe  uwolnił  mnie  i 

wiedziałam, że nie powie już nic więcej. Odejdzie i stracę go, jeśli on nie dowie się, kim był 
jego ojciec.   

background image

ROZDZIAŁ IX 

 

– Wyjeżdżam – powiedziała Jenna, wjeżdżając na wózku do biura i zamykając za sobą 

drzwi.   

Spojrzałam na nią znad papierów, które trzymałam w ręku.   
– Wyjeżdżasz? – powtórzyłam zdziwiona. – Teraz? 
– Oczywiście, że nie teraz. – Uderzyła dłońmi w oparcie swojego wózka, jakby chciała 

jeszcze bardziej przyciągnąć do siebie moją uwagę. – Ten doktor ze szpitala załatwił mi pobyt 
w klinice na Węgrzech. Uważa, że jest szansa na to, że odzyskam władzę w nogach.   

– Ależ to wspaniale! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.   
– Wierzę, że naprawdę tego chcesz. Przestałabym w końcu być ciężarem dla Rogera i byłby 

wolny.   

– Jestem pewna, że Roger...   
– Och Lindsay, nie czaruj mnie. Dobrze wiesz, co Roger czuje. Był dla mnie wspaniały, ale 

chcę być niezależna i mieć swoje własne życie – oczy jej błyszczały i była pełna życia.   

Po raz pierwszy od śmierci Coninstona moja niechęć do niej rozpłynęła się gdzieś, a i ona 

mówiła do mnie z powagą, jakiej do tej pory u niej nie znałam.   

–  Lindsay,  chyba  znasz  testament  mojego  ojca;  Roger  tyle  razy  o  nim  mówił.  Otóż 

postanowiłam się wycofać, to znaczy rezygnuję ze swojej części udziałów.   

– Czy to znaczy, że Roger będzie musiał sprzedać Galerię? 
– Oczywiście, że nie, głupia. Naprawdę myślisz, że mogłabym mu to zrobić? 
– Nie – zmieszałam się. – Jestem pewna, że nie chciałabyś go skrzywdzić.   
– Masz cholerną rację, nie chciałabym. Ojciec zastrzegł pewne w warunki, na wypadek, 

gdybym chciała wyjść za mąż – skrzywiła się.   

– Dick Outhwait  jest jednym  z członków Rady  Nadzorczej  i  zgodził się, aby scedować 

część  udziałów  Galerii  na  kogoś  innego.  Ja  potrzebuję  swojego  udziału,  aby  wyjechać  na 
Węgry, będzie mnie to dużo kosztować. Ale jest jeszcze coś. Ktoś musi mnie tu zastąpić, Roger 
musi  mieć  nowego  partnera...  –  przerwała  i  tak  mocno  złapała  się  poręczy  wózka,  aż  jej 
pobladły kostki u dłoni. – Ciebie.   

Czułam, że zasłużyłam na to. Całe lata ciężko pracowałam na sukces galerii, ale zawsze 

musiałam  czekać  z  realizacją  moich  pomysłów  na  zgodę  Rogera  i  Jenny.  Teraz  jednak 
wszystko  się zmieniło  – w moim życiu  był  Philippe. Czy mogłam  pozwolić, aby miłość do 
niego stanęła na drodze moich ambicji? 

– Nie musisz decydować się od razu – Jenna powiedziała szybko. – Zresztą Roger byłby 

wściekły,  gdyby  dowiedział  się,  że  rozmawiałam  z  tobą  na  ten  temat.  Ale  pomyślałam,  że 
będzie to w porządku wobec ciebie, jeżeli poznasz prawdę wcześniej i będziesz miała czas, aby 
się  zastanowić.  Mam  na  myśli  ciebie  i  Rogera.  Och  do  diabła,  Lindsay,  musisz  przecież 
wiedzieć, co on do ciebie czuje.   

–  Muszę?  –  zapytałam  cicho  –  Roger  i  ja  jesteśmy  przyjaciółmi...  Nie  pozwoliła  mi 

dokończyć.   

background image

– I gdybyście chcieli, moglibyście być kochankami. On cię potrzebuje, Lindsay. Ciężko mi 

o tym mówić, ale to prawda. On naprawdę cię potrzebuje.   

Czy to nie za mało, pomyślałam.   
–  Muszę  ci  powiedzieć  jeszcze  jedno,  na  wypadek,  gdyby  coś  poszło  nie  tak  –  usta  jej 

zadrżały i oczy zaszkliły się.   

–  Jest  tylko  pięćdziesiąt  procent  szans,  że  operacja  się  uda.  Chciałabym,  abyś  poznała 

prawdę  o  śmierci  twojego  ojca.  Zapytaj  Dicka  Outhwaita,  był  jej  świadkiem.  –  Otarła  łzy 

niecierpliwym ruchem. – Chciałabym, abyśmy się rozstały jak przyjaciółki.   

Wstałam i ucałowałam ją.   
–  Dzękuję,  Lindsay.  Nigdy  nie  wydobędziesz  prawdy  z  Felice,  ma  żelazny  charakter, 

pomimo  tego  głupiego  kobiecego  wnętrza.  Wierzy  tylko  w  to,  co  jest  dla  niej  wygodne. 
Decyzja, czy chcesz znać prawdę, należy tylko do ciebie. A teraz bądź taka dobra i otwórz mi te 

cholerne drzwi.   

Obserwowałam ją, jak przejeżdżała wózkiem przez galerię, krzycząc na Daviesa, aby jej 

otworzył drzwi wejściowe. Usiadłam przy biurku i zamyśliłam się nad swoją przyszłością. Czy 
naprawdę miałam jakiś wybór? Czy ta pozorna bezradność Felice zmuszała mnie, abym przy 
niej  została?  Jak  mogłam  zawieść  Rogera?  Wiedziałam,  że  mnie  potrzebuje;  byliśmy 
przyjaciółmi, znajomymi z pracy i jeśli miałam wierzyć jego zachowaniu, chciał się ze mną 
ożenić.   

A z drugiej strony, co zrobić z miłością do Philippe’a, nieodwzajemnioną miłością, która 

już prawdopodobnie taką pozostanie? Z tego co wiedziałam, mógł mieć przecież kogoś innego. 
Wprawdzie powiedział mi o swoich zerwanych zaręczynach, ale nie oznaczało to, że nie czeka 
gdzieś na niego jakaś inna kobieta.   

Westchnęłam i spróbowałam skupić się na pracy, ale już po chwili znowu złapałam się na 

myśli  o  Rogerze.  Co  miałam  mu  odpowiedzieć?  Kogo  mogłabym  się  poradzić?  Było  na 
szczęście trochę czasu, aby to wszystko przemyśleć, bo Roger wyjechał i nie spodziewałam się 
go wcześniej, niż za parę dni.   

Wyszłam  z  galerii  wcześnie,  obiecując  sobie,  że  nadrobię  zaległości  następnego  dnia. 

Miałam dreszcze, spowodowane chyba kąpielą w zimnej wodzie poprzedniego dnia. Jednak 
zanim dotarłam do domu poczułam się już lepiej i postanowiłam wyjść z Barneyem na spacer 
po wzgórzach.   

Marsz  do  Greavey  i  odpoczynek  przy  wodospadzie  rzeczywiście  dobrze  nam  zrobiły, 

bowiem znowu poczułam się normalnie. Kiedy wróciłam do domu, zastałam Dorę siedzącą w 
naszej kuchni.   

– Gdzie jest Felice? – zapytałam.   
–  Bolała  ją  głowa,  więc  położyła  się  spać.  Chodźmy  do  mnie,  właśnie  przygotowałam 

kolację.   

Zgodziłam się chętnie i już za chwilę siedziałam wygodnie w fotelu, ze szklanką sherry w 

ręku.   

– Odpręż się, kochanie, jesteś taka spięta – powiedziała Dora.   
Z ulgą sączyłam swojego drinka, podczas gdy ona nakrywała do stołu. Pokój był bardzo 

background image

przyjemny,  jego  białe  ściany  kontrastowały  z  dębowymi  belkami  na  suficie  i  meblami  – 

panowała tu prawdziwie rodzinna atmosfera.   

– Opowiedz mi o waszym wyjeździe – poprosiła Dora, gdy siedziałyśmy już przy stole.   
Interesowało  ją  wszystko:  Cornellowie,  dom,  ich  przyjaciele,  ogród.  Najbardziej  jednak 

dopytywała się o obraz Felice, który wisiał w pokoju Williama.   

– Opisz mi go – zażądała.   
– Chyba pamiętam ten obraz. Mówisz, że sprawiał raczej przyjemne wrażenie? 
– Tak, w pewnym sensie. Pomijając tylko opuszczoną łódź. Dlaczego mama tak uparcie 

maluje puste łodzie? 

Skończyłyśmy jeść i Dora wstała od stołu.   
– Usiądź tutaj, kochanie – wskazała mi wygodny fotel – i nie ruszaj się stąd. Skoczę tylko 

do Felice zobaczyć, czy przypadkiem czegoś nie potrzebuje.   

Usiadłam więc w fotelu i spróbowałam się odprężyć. Przymknęłam oczy i na chwilę się 

zdrzemnęłam, a kiedy ponownie je otworzyłam, Dora przygotowywała właśnie kawę.   

– Dzwonił Philippe, kiedy robiłam Felice drinka. Opowiedział mi o tym, jaka byłaś wczoraj 

odważna, ratując tę dziewczynkę. Wybiera się do nas.   

– To był tylko naturalny odruch – skwitowałam jej słowa.   
– Czy opowiedziałaś o tym Felice? 
– Nie, Philippe nalegał, abym nic jej nie mówiła. Lindsay, czy zdajesz sobie sprawę, że 

Felice jest o niego zazdrosna? Przyzwyczaiła się do myśli, że pewnego dnia możesz ją opuścić 
dla Rogera, ale tylko dlatego, że wie, że dalej byście się o nią troszczyli.   

–  Ma  jeszcze  ciebie  –  odpowiedziałam,  zanim  zdążyłam  się  zastanowić  nad  swymi 

słowami.   

– Jestem na drugim miejscu – stwierdziła. – Zawsze byłam na drugim miejscu, nawet mój 

mąż ożenił się ze mną w chwili słabości.   

– Jestem pewna, że to nieprawda.   
–  Ale  on  dla  mnie  też  nie  był  pierwszym.  Byłam  zakochana  w  Leslie’m  Outhwaicie. 

Wszystkieśmy się w nim kochały; ja, Felice i inne dziewczyny.   

– Czy Leslie Outhwaite jest siostrzeńcem Dicka? A która z was została jego szczęśliwą 

wybranką? 

– Żadna, on umarł.   
– A jak to było z mamą i moim ojcem? Dora uśmiechnęła się szeroko.   
–  Wiesz,  jaki  był  Con.  Gwałtowne  zaloty  i  małżeństwo.  Kochał  twoją  matkę  do 

szaleństwa...  Felice  też  go  kochała,  wiem  o  tym,  była  też  bardzo  lojalna.  Potrzebowała 
wsparcia, opieki i Con jej to zapewnił. A poza tym, wierzył w jej talent.   

Nie  powiedziała  mi  nic  nowego,  doskonale  zdawałam  sobie  sprawę,  co  czuli  do  siebie 

Felice i Con.   

Naszą rozmowę przerwał przyjazd Philippe’a. Dora wyszła do kuchni, aby przygotować 

mu kawę i zostaliśmy sami.   

– Martwiłem się o ciebie – pochylił się i pocałował mnie w policzek. – Mam nadzieję, że 

się nie przeziębiłaś? 

background image

– Oczywiście, że nie. Byłam tylko trochę zmęczona i Dora zaprosiła mnie do siebie. Przez 

cały czas mnie rozpieszcza – dodałam, gdy wróciła z kuchni.   

– Chyba pójdę zobaczyć co u Felice – powiedziała.   
– Dora jest jak zwykle bardzo taktowna. A jak się czuje Felice? 
– Położyła się do łóżka, bo rozbolała ją głowa. Spojrzał na mnie zamyślony.   
– Czy to nie jest mały protest z jej strony? Po prostu reakcja na nasz wspólny wyjazd? 
– Nie sądzę – odpowiedziałam bez przekonania, bo trafił znowu w samo sedno.   
Philippe wypił kawę i ponownie napełnił filiżankę.   
– Jenna poprosiła mnie, abym pojechał z nią na Węgry do kliniki. Zrobiła awanturę, kiedy 

jej odmówiłem.   

– Wiecznie robi awantury.   
– Chyba mi nie uwierzyła, kiedy powiedziałem, że muszę jechać do Londynu. W każdym 

razie jestem pewien, że Roger będzie jej towarzyszył.   

– A czy ty miałbyś ochotę jechać? Spojrzał w bok.   
– Miałem wrażenie, że zaproponowała to z grzeczności – Grzeczności! – wybuchłam. – 

Ona nie dba o grzeczności. Potrzebuje uwagi, opieki, miłości i całkowitego poświęcenia.   

–  Tak  jak  większość  kobiet  –  stwierdził  rozdrażniony.  –  Szkoda,  że  nie  możecie  być 

przyjaciółkami.   

– No dobrze – poddałam się. – Doszliśmy do porozumienia.   
– Świetnie. Jenna jest na straconej pozycji, ten wypadek zrujnował jej życie.   
– I doprowadził do śmierci mojego ojca. Philippe podniósł się.   
– Czy masz ochotę przejść się nad jezioro? Chciałbym zrobić parę zdjęć.   
– Jeśli chcesz – powiedziałam obojętnie.   
Był tak pochłonięty Jenną, iż stwierdziłam, że nie mam już żadnych szans.   
–  Oczywiście,  że  chcę,  moja  droga  Lindsay.  –  Wyciągnął  ręce  i  pomógł  mi  wstać, 

przytrzymując mnie przy sobie na moment   

 

Nad jeziorem wiał lekki wiatr, marszcząc powierzchnię wody. Spienione fale rozbijały się 

o brzeg. Philippe zaczął zabawę z aparatem; co chwilę zmieniał miejsca, siadał, kucał, kładł się.   

– Masz zamiar wygrać jakiś konkurs fotograficzny, czy co? 
– To z powodu oświetlenia. Felice maluje zwykle ten rodzaj wieczornego światła, jest w 

nim coś magicznego. Twoja matka jest geniuszem.   

– Nie, nie jest. Jest po prostu dobra jako artystka i potworna, jeśli chodzi o współżycie z 

nią.   

Philippe przykucnął nad brzegiem jeziora z aparatem skierowanym na wprost siebie. Woda 

błyszczała  srebrzyście,  a  na  jej  powierzchni  igrały  punkciki  światła  poruszane  łagodnym 
falowaniem  jeziora.  Po  drugiej  stronie,  nad  brzegiem  majaczył  zarys  domu,  częściowo 
ukrytego za gęstwiną liści otaczającego go ogrodu. Cała scena wydała mi się jakaś nierealna i 
przez  sekundę  wydawało  mi  się,  że  w  tym  dziwnym,  wieczornym  świetle  dostrzegłam 
tajemniczy dom, tak dobrze mi znany z obrazów Felice.   

Philippe podniósł się.   

background image

– To chyba złudzenie spowodowane tym światłem. Ten dom...   
– Masz na myśli ten dom po środku? Przed chwilą też zwróciłam na niego uwagę. Zrób 

zdjęcie – powiedziałam, przyjrzałam się budynkowi lepiej i ze zdumieniem stwierdziłam, że 
przecież go dobrze znam.   

– Nie mogę w to uwierzyć, Philippe – stanęłam obok niego. – Wiesz, do kogo należy ten 

dom? Do Outhwaitów.   

W  tym  momencie  na  przystani  ukazał  się  mężczyzna,  który  odcumował  łódź  i  zaczął 

płynąć w naszym kierunku. Po chwili wyłączył silnik i łódź dobiła do brzegu.   

– Tak myślałem, że to wy! – krzyknął mężczyzna. – Zapraszam na drinka.   
– Jak udało ci się nas rozpoznać? – zapytałam, gdy wsiedliśmy do łodzi.   
Dick Outhwait roześmiał się.   
– Tajemnica! Mamy teleskop.   
Włączył silnik, gdy tylko zajęliśmy miejsca i już po chwili byliśmy na drugim brzegu. Na 

pomoście czekała Peggy.   

– Lindsay, kochanie. Jak dobrze was widzieć. Gdy was ujrzałam, od razu powiedziałam do 

Dicka – prawda Dick – że wy dwoje musicie mieć wielką ochotę na coś do picia – prowadziła 
nas ścieżką w stronę tarasu. – Philippe, czy wiesz jak obchodzić się z rożnem? Dick zawsze 
twierdził,  że  nie  jesteśmy  na  czasie,  bo  nie  mamy  rożna,  a  teraz  gdy  je  w  końcu  kupiłam, 
zupełnie go nie używamy.   

– Pokaż mi, gdzie ono jest.   
Z  prawdziwą  przyjemnością  przyglądałam  się,  z  jaką  wprawą  i  znajomością  rzeczy 

Philippe zabrał się do pracy i już po chwili powietrze wypełnił zapach smażonych szaszłyków. 
Odeszłam  nad  brzeg  jeziora,  mając  ciągle  w  pamięci  dom  Outhwaitów  widziany  z  drugiej 
strony. Z tego brzegu widok był mi znajomy i zdałam sobie sprawę, że widziałam go wiele razy 

na obrazach Felice. Nadszedł Dick.   

– Nigdy nie mam dosyć tego widoku.   
– Felice często go malowała, prawda? 
– Tak, w dawnych czasach, zanim jeszcze poznała Coninstona.   
– W jaki sposób się spotkaliście? 
–  Mój  bratanek  studiował  razem  z  nią  w  Akademii  Sztuk  Pięknych.  To  on  ją  tutaj 

przywiózł.   

– Leslie? – zdziwiłam się.   
– Tak – odpowiedział Dick i westchnął. – On nie żyje. Biedny Leslie, miał taki talent i 

zginął w tak głupim wypadku.   

– Co się stało? 
– Utopił się w tym jeziorze. – Dick odwrócił się.   
– Chodźmy Lindsay, szaszłyki są już na pewno gotowe.   
„Utopił się w tym jeziorze” – słowa Dicka kołatały mu się w głowie, gdy usiedliśmy na 

tarasie. Szaszłyki były dobrze przypieczone i pikantne, Peggy podała jeszcze do nich chleb i 

pikle.   

Nad  jeziorem  zaczynał  już  powoli  zapadać  zmrok.  To  właśnie  tę  porę  dnia,  jej 

background image

nieokreślony,  niebieskoszary  blask,  Felice  uchwyciła  na  swych  obrazach  z  takim 
powodzeniem.  Byliśmy  w  trakcie  jedzenia,  kiedy  z  drugiego  brzegu  odbiła  łódź.  Samotna 
postać, która siedziała na dziobie dopłynęła do środka jeziora i pozostała tam już bez ruchu.   

Leslie utopił się w tym jeziorze. Ale jak? Nie było to przecież niebezpieczne miejsce, nie 

było w nim zdradzieckich prądów czy głębin. Jedynie w czasie nielicznych sztormów jezioro 
przybierało  bardziej  groźny  wygląd,  ale  nawet  gdyby  rzeczywiście  istniało  jakieś 
niebezpieczeństwo, zawsze przecież można było dopłynąć do którejś z przystani.   

Nie wiem dlaczego, ta bardzo odległa tragedia wywarła na mnie takie wrażenie, czułam się, 

jakbym widziała to zdarzenie na własne oczy. Nagle zdałam sobie sprawę, skąd to uczucie – 
widziałam  już  przecież  to  wszystko  na  wielu  obrazach  Felice.  Spojrzałam  na  Philippe’a, 
rozglądał się dookoła niespokojnie. Nagle Dick dotknął mojego ramienia.   

– Dzwoniła do nas Jenna. Czy ten pomysł z Węgrami, to według ciebie rozsądne? 
– Myślę, że jeżeli jest szansa na odzyskanie władzy w nogach, to powinna spróbować.   
– A jeżeli nic z tego nie wyjdzie? 
–  Nie  wiem,  jak  będzie  mogła  z  tym  żyć.  Dick,  ona  mi  powiedziała,  że  widziałeś  ich 

wypadek. Jak to możliwe? 

Dick odwrócił wzrok, a Peggy natychmiast się wtrąciła.   
– Nie wiemy, co się stało.   
–  Myślę,  że  wiecie  –  stwierdziłam  cicho.  –  Coninston  był  waszym  najlepszym 

przyjacielem. Czyżbyście go kryli? 

Peggy zaparło dech, a jej twarz poczerwieniała ze złości.   
– Jak śmiesz mówić coś takiego, Lindsay. Twój własny ojciec.   
– Oto właśnie dlaczego. Muszę znać prawdę.   
– Zapomnij o tym, to już przeszłość – powiedział Dick z gniewem w głosie.   
– Ale nie dla Jenny. Widzicie, wszystko co wiem na ten temat, to tylko pogłoski. Ty Dick, 

o niczym mi nie powiedziałeś. Mam prawo znać prawdę. – Zwróciłam się do Philippe’a. – Czy 

nie mam racji? 

– Lepiej zostaw tę historię w spokoju – odpowiedział cicho.   
– A czy ty masz zamiar zostawić swój problem w spokoju? To nie fair wobec Jenny, Felice 

nienawidzi jej od tamtej pory. Wini ją za ten wypadek, a gdy spróbuję coś od niej wyciągnąć, 
zaraz zalewa się łzami.   

–  Nie  widziałam  tego  wypadku  –  gwałtowne  słowa  Peggy  tylko  zwiększyły  moją 

podejrzliwość.   

–  Felice  być  może  nie  wie  dokładnie,  co  się  stało,  ale  ciągle  ją  to  prześladuje  – 

powiedziałam cicho. – Maluje High Sail, jakby to był jej senny koszmar, tak samo jak maluje 
ciągle jezioro i pustą łódź.   

– Bzdura – Outhwaitowie powiedzieli to równocześnie. Pokręciłam przecząco głową.   
–  Pamiętacie,  że  Con  zabierał  mnie  na  wspinaczkę  po  łatwiejszych  ścianach.  Nie 

zapomniałam  jego  taktyki,  zdawał  sobie  sprawę  z  niebezpieczeństw  wspinaczki,  więc  na 
szczycie tej, prawie nieosiągalnej góry, on i Jenna musieli połączyć się liną. Jeśli on by spadł, 
Jenna  nie  miałaby  sił,  aby  go  utrzymać.  Tymczasem  on  zginął,  a  Jenna  tylko  się  poważnie 

background image

potłukła. Więc co było nie tak? 

Dick podniósł się, był bardzo zdenerwowany.   
– To śmieszne i całkiem niepotrzebne. Jestem pewien, że Felice powiedziała ci...   
Przerwałam mu.   
– Nigdy nie rozmawiała ze mną o wypadku. Uważałam, zresztą tak jak inni, że była to wina 

Jenny. Ale teraz chciałabym się wreszcie dowiedzieć prawdy, Dick.   

Dick usiadł ponownie i ukrył twarz w dłoniach. Kiedy w końcu na mnie spojrzał, przeraził 

mnie wyraz smutku w jego oczach.   

– Lindsay ma rację. Za długo miałem na sumieniu, to że nie powiedziałem wtedy prawdy.   
Peggy wybuchnęła gniewnie.   
– Dick, przecież ustaliliśmy. Nie możemy cofnąć słowa, które daliśmy Felice, to jej złamie 

serce.   

–  A  co  z  Jenną?  Młodą,  piękną  i  przykutą  do  wózka.  Sprawiliście,  że  jak  wszyscy 

uwierzyliśmy, że to była jej wina, bo Felice nie mogła się pogodzić z faktem, że reputacja Cona 
mogłaby zostać splamiona.   

Peggy zerwała się z krzesła i stanęła przy mnie.   
– Nie będziemy cię słuchać, prawda? Dick, powiedz jej, że to wszystko przeszłość i nie 

powinno ją to obchodzić.   

– No, Dick? Czy możesz mi powiedzieć, że nie powinna mnie obchodzić śmierć własnego 

ojca? 

Dick pochylił się do przodu i położył dłonie na moich kolanach.   
– Lindsay, błagam cię, zapomnij o tym. Zdarzył się wypadek i to jest prawda.   
– Więc jeżeli to był wypadek, jak mówisz, dlaczego Felice zwaliła całą winę na Jennę? 

Nigdy nie powiedziałeś mi o okolicznościach tego wypadku, a kiedy wróciłam do domu, Felice 
nie była w stanie, aby opowiadać na jakiekolwiek pytania. Źle zrobiłam, bo powinnam była od 
razu zainteresować się, jak wyglądała prawda. Ale aż do chwili, kiedy Jenna powiedziała mi, że 
wszystko widziałeś, nie chciałam denerwować Felice. Teraz sytuacja się zmieniła, Jenna ma 
rację, chcę znać prawdę i mam do tego prawo.   

Dick podniósł się i powiedział.   
–  Po  wypadku  zapytałem  się  Felice,  czy  mogę  ci  powiedzieć,  jak  do  niego  doszło,  ale 

zmusiła mnie, abym przyrzekł, że tego nie zrobię. Teraz muszę złamać to przyrzeczenie.   

Odszedł w głąb domu ciężkim krokiem i ze spuszczoną głową; wyglądał tak, jakby nagle 

postarzał się o kilka lat.   

Poczułam, jak w moich oczach zbierają się łzy, które po chwili zaczęły wolno spływać po 

policzkach.   

– O Boże, Philippe! Co ja zrobiłam? 
Philippe przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować moje włosy, oczy, mokre policzki; 

były  to  pocałunki  pozbawione  namiętności,  pocałunki,  jakimi  obsypuje  się  dziecko,  aby 
złagodzić jego ból.   

Dick zjawił się po chwili na tarasie.   
– Weź to – powiedział i wcisnął mi do ręki swój pamiętnik. – Znajdziesz tu moją relację z 

background image

wypadku.   

– Dick, czy jesteś pewny, że chcesz, abym to przeczytała? 
–  Tak  –  odpowiedział  stanowczo.  –  Peggy  się  ze  mną  nie  zgadza,  jest  bardzo 

zdenerwowana. Jeżeli nie macie nic przeciwko temu, odwiozę was z powrotem.   

Wsiedliśmy do łodzi, Dick zapalił silnik i szybko znaleźliśmy się po drugiej stronie jeziora.   
– Dick? – dotknęłam jego ramienia, gdy dobiliśmy do brzegu.   
– Masz rację – powiedział. – Tylko błagam cię, nie zdradź się przed Felice, że pożyczyłem 

ci swój pamiętnik. Jeżeli ma wreszcie odzyskać spokój, może się jej to udać tylko wtedy, gdy 
podtrzyma swoje złudzenie.   

 
–  Myślę,  że  straciłam  dwoje  przyjaciół  –  powiedziałam  do  Philippe’a,  przyciskając 

pamiętnik do piersi.   

– Zawsze byli lojalni wobec Felice... – objął mnie ramieniem i poszliśmy w stronę drogi. 

Zaczynało się już ściemniać.   

– Muszę znać prawdę, Philippe.   
– Ona ci tego nie wybaczy.   
Philippe  odprowadził  mnie  pod  dom  i  odszedł  nie  proponując  spotkania.  Ogarnął  mnie 

smutek  i  tak  mocno  ścisnęłam  pamiętnik  Dicka,  aż  wycisnął  ślad  na  moim  ręku.  Może 
powinnam się teraz odwrócić i wrzucić ten pamiętnik do wody, nie przeczytawszy go? A jeśli 
to zrobię, co potem? 

W  domu  nie  paliły  się  żadne  światła,  ale  okna  salonu  Dory  były  rzęsiście  oświetlone  i 

doszłam  do  wniosku,  że  pewnie  Felice,  pozbywszy  się  bólu  głowy,  dotrzymuje  Dorze 
towarzystwa.   

Kiedy przekręciłam klucz w zamku, Barney zawarczał i wyskoczył na zewnątrz, gdy tylko 

otworzyłam drzwi, po czym stanął na ścieżce czekając aż pójdziemy na codzienny spacer. Nie 
mogłam go zawieźć, najpierw jednak zaniosłam pamiętnik do swojego pokoju i zamknęłam go 
w szufladzie.   

Barney  poprowadził  mnie  ścieżką  w  stronę  wzgórz.  Woddali  góry,  fiołkowo-różowego 

koloru, powoli zlewały się z nocnym niebem. Zmierzch zapadał teraz szybko i widziałam już 

tylko zarys drogi. Szłam wolno, próbując uspokoić myśli. Musiałam uwierzyć, że to co miałam 
zamiar zrobić, było słuszne.   

Kiedy wróciłam  do domu,  u Dory było  już ciemno,  za to  dostrzegłam światło w pokoju 

Felice. Wbiegłam po schodach na górę; Felice leżała na łóżku i czytała.   

– Nie boli cię już głowa? 
– Nie, dzięki Dorze – powiedziała zjadliwie. – Naprawdę wolałabym, abyś nie zabierała 

psa na spacer o tak późnej porze. Mogłoby ci się coś stać.   

Odłożyła książkę i okulary na nocny stolik i skuliła się pod kołdrą.   
– Robiłyśmy z Dorą ciasteczka na uroczystości kościelne. Podeszłam do niej i ucałowałam 

w miękkie policzki.   

– Śpij dobrze – zamknęłam drzwi i przeszłam do swojego pokoju.   
Opłukałam twarz zimną wodą, rozebrałam się szybko, włożyłam szlafrok i usiadłam przy 

background image

biurku, aby przeczytać pamiętnik Dicka.   

Zaznaczył  zakładką  ze  wstążki  miejsce,  gdzie  chciał,  abym  otworzyła.  U  góry  strony 

widniała data: 4 maja. Musiałam się skoncentrować, aby odcyfrować niewyraźne pismo Dicka. 
Miałam przed sobą raport z miejsca wypadku, pisany przez prawnika, który bezstronnie ustalił 
fakty i pozostawił je bez komentarza. Pisał: „Straszny dzień. Coninston zabił się na High Sail. 
Jenna jest w ciężkim stanie. Nisko zawieszone chmury i topniejący w szczelinach gór śnieg 
sprawił, że pół – , nocna ściana była zupełnie mokra. Towarzyszyłem im w marszu przez piargi 
aż do podnóża skały. W takich warunkach była to cholernie niebezpieczna wyprawa i błagałem 
Cona przez całą drogę, by zrezygnował ze swoich zamierzeń ze względu na Felice. Powiedział 
mi, że pokłócili się z powodu tego głupiego planu Jenny, ale nie zrezygnował. Powiązali się 
liną,  Coninston  prowadził,  wbijając  haki  i  mocując  linę  asekurującą.  Jenna  wspinała  się  na 
prawo  od  niego,  wyszukując  oparcia  w  głębokich  szczelinach,  Con  przytrzymywał  ją  swoją 
liną.  Posuwali  się  wolno,  widziałem,  że  mają  problemy.  Con  nie  zauważył  spadającego 
kawałka skały, który uderzył go w ramię i strącił ze skaty. Spadł na linie 30 albo 40 stóp w dół. 
Nie byłem w stanie dojrzeć, czy się rusza. Jenna zaczęte się spuszczać w dół, ale w pośpiechu 
straciła  równowagę  i  spadła  na  ten  sam  występ,  co  Con.  Nie  mogłem  do  nich  dotrzeć  bez 
odpowiedniego sprzętu, pobiegłem więc do samochodu, podjechałem do najbliższego telefonu 
i wezwałem policję i Pogotowie Górskie. Akcja była bardzo trudna, ze względu na złe warunki, 
ale w końcu do nich dotarli. Kiedy zwieźli Cona na dół, już nie żył, a Jenna była nieprzytomna. 
Pojechałem do szpitala za karetką.   

Nie wiem, jak zdobędę się na odwagę, aby o wszystkim powiedzieć Felice”.   

Na tym zapiski kończyły się. Przerzuciłam parę kartek i czytałam dalej. Dick pisał, że brał 

udział  w  dochodzeniu,  które  miało  ustalić  przyczyny  zgonu  Cona.  Werdykt  brzmiał: 
nieszczęśliwy wypadek.   

Zamknęłam  pamiętnik  i  otarłam  załzawione  oczy.  Przypuszczałam  już  wcześniej,  że 

niechęć Felice do Jenny była spowodowana tym, że była ona z Conem podczas jego ostatniej 
wspinaczki. Ale świadectwo Dicka otworzyło mi oczy na jeszcze jeden szczegół.   

Zdałam sobie sprawę, że one obie biorą na siebie winę za wypadek, któremu nie potrafiły 

zapobiec.  Felice  nie  mogła  sobie  darować,  że  Con  zmarł,  zanim  doszło  między  nimi  do 

pojednania po wcześniejszej sprzeczce. Usprawiedliwiłam jej gniew wielką miłością do Cona i 
strachem o jego bezpieczeństwo.   

Jenna  natomiast  winiła  siebie  za  swoje  głupie  pragnienie  przygody  i  wyzwanie  rzucone 

Coninstonowi. Nareszcie zrozumiałam, dlaczego Felice nie chciała mówić o śmierci ojca. Rana 
spowodowana  kłótnią  ciągle  nie  była  zagojona.  Zaś  biedna  Jenna,  która  zapamiętała  tak 
niewiele, ze stoickim spokojem znosiła wszystko uważając, że ma swój wkład w to, że doszło 

do wypadku. Pomyślałam, że może nadejdzie czas, kiedy będę mogła odegrać między nimi rolę 

rozjemcy.   

background image

ROZDZIAŁ X 

 

Roger wrócił do domu następnego wieczora i kiedy dzień później przyjechałam do galerii, 

zastałam  go  już  w  biurze.  Ledwie  mnie  zobaczył,  podszedł  do  mnie,  objął  i  pocałował, 
pierwszy raz był to długi i namiętny pocałunek.   

– Roger! – wyrwałam się z jego objęć. – Co się dzieje? 
Roger roześmiał się i uświadomiłam sobie, jak atrakcyjnym jest mężczyzną i że zaledwie 

parę tygodni temu jego namiętność wcale by mi nie przeszkadzała.   

–  To  była  owocna  podróż.  Trafiłem  na  ważny  obraz,  który  na  pewno  bardzo  dobrze 

sprzedamy – przerwał dając mi czas, abym usiadła. – A poza tym – ciągnął dalej – jak wiesz, 
Jenna  zdecydowała  się  na  wyjazd  do  tej  kliniki  na  Węgrzech.  Obiecałem  pojechać  z  nią  i 
pozostać tam aż do czasu, gdy będzie po wszystkim.   

– Pragnę całym sercem, aby odzyskała władzę w nogach – przerwałam mu – ale czy nie 

sądzisz, że ona działa trochę zbyt pochopnie rezygnując ze swoich udziałów w galerii? 

Dopiero,  gdy  skończyłam  mówić  przypomniałam  sobie,  że  Jenna  prosiła,  abym  się  nie 

wygadała przed Rogerem, zanim on sam mi tego nie powie.   

– Wiedziałem, że się wygada. Uważam, że będzie miała zapewniony byt, a poza tym nie 

jest związana uczuciowo z galerią i więcej tu z nią kłopotów, niż pożytku. To ojciec pokierował 
nami  tak,  byśmy  zajęli  się  interesami.  Jeśli  chodzi  o  mnie,  wcale  mi  to  nie  przeszkadza  – 
uśmiechnął się i sięgnął po moją rękę. – A ty, Lindsay? Czy twoje serce naprawdę należy do 
galerii? 

Zawahałam się przez moment.   
– Wiesz, że kocham swoją pracę. A poza tym czuję się w jakiś sposób odpowiedzialna za 

galerię ze względu na umowę, jaką twój ojciec zawarł z Felice.   

– Ciebie to do niczego nie zobowiązuje. Obrazy Felice będą wisiały tu tak długo, jak długo 

galeria będzie otwarta dla publiczności.   

– Wiem, o tym, Roger i jestem pewna, że matka to docenia.   
– Wątpię, ona uważa, że jest to jej prawo. Mój ojciec ją adorował.   
– Głupstwa mówisz – skwitowałam szybko. – On był przywiązany do twojej matki.   
– Matka zmarła dawno temu. Dziwne – zauważył – że musiałem się właśnie zakochać w 

córce Felice.   

Usiadłam powoli na krześle. Serce waliło mi jak młot i poczułam, że moje policzki stają się 

czerwone.  Roger  zdawał  się  tego  nie  zauważać.  Przewracał  jakieś  papiery  na  biurku,  w 
pewnym momencie odłożył swój długopis i spojrzał na mnie.   

– Wiesz, że rezygnacja Jenny zostawia mi wolną rękę co do wyboru nowego wspólnika. 

Czy rozważysz moją propozycję? 

– Czy uważasz, że to dobry pomysł? To znaczy mam na myśli...   
– Masz na myśli – przerwał  mi zły – że nie chcesz być związana z Galerią na zawsze. 

Chcesz wolności. Ale czy nie widzisz, Lindsay, że chcę się z tobą ożenić? Wiesz, że cię kocham 
i myślę, że moglibyśmy być ze sobą szczęśliwi.   

background image

Twarz  mu  pojaśniała,  gdy  to  mówił,  a  jego  wzrok  zmusił  mnie,  abym  też  na  niego 

spojrzała.   

–  Nie  musisz  się  decydować  od  razu,  mogę  poczekać.  Odwrócił  głowę  w  bok  i  teraz 

widziałam tylko jego zawzięcie zaciśnięte usta.   

– Jenna powiedziała mi, że wyjechałaś na weekend z Deauville’em. Nie podoba mi się to. – 

Podniósł się nagle z krzesła, podniósł mnie w górę i przytrzymał w swoich ramionach.   

– To chyba nie jest twój interes.   
– Owszem, chyba tak. Należysz do mnie.   
– Nie, Roger, nie należę. Proszę, puść mnie. Doszliśmy do miejsca, z którego nie było już 

powrotu  i  nie byłam  z tego zadowolona.  Chciałam  w dalszym ciągu  pracować  w  galerii,  bo 
lubiłam tę pracę. Zgodziłabym się też oczywiście zostać wspólnikiem Rogera, gdyby nie było 
to związane z jakimiś dodatkowymi warunkami.   

Roger zwolnił swój uścisk i usiadł ciężko na krześle. Miał teraz tak samo posępny wyraz 

twarzy, jaki często widziałam u jego siostry.   

–  Przypuszczam,  że  Deauville  powiedział  ci,  że  jego  ojciec  pominął  go  dzieląc  swój 

majątek tylko pomiędzy jego trzech braci. Sprawdziłem to dokładnie. Trochę to dziwne, nie 
uważasz? 

– Wcale mnie to nie dziwi. Andre Deauville nie był ojcem Philippe’a.   
Roger spojrzał na mnie zdziwiony.   
– Powiedział ci to? Nie wierzę Deauville’om. Kto jest w takim razie jego ojcem? 
– Nie mam pojęcia.   
Roger wyprostował się i chwycił mnie za nadgarstki.   
– Nie wierzę ci.   
– To nie jest ani mój, ani twój interes, więc lepiej zapomnij o tym.   
Spojrzał na mnie groźnie, by już po chwili, tak jak mu się to często zdarzało, zmienić się 

całkowicie. Pocałował moją dłoń i uśmiechnął się w taki sposób, jakby już zdążył zapomnieć o 
swoim gniewie.   

– Przepraszam, kochanie. Wiesz, że jestem zazdrosny, to głupie z mojej strony. Nie mam o 

co być zazdrosny, prawda? 

Zignorowałam jego pytanie.   
– Roger, bardzo lubię pracę w galerii. Czy nie moglibyśmy zostawić wszystkiego tak jak 

było, przynajmniej do czasu, gdy Jenna będzie już po operacji? 

Uśmiechnął się.   
– Oczywiście, Lindsay. Nie poradziłbym sobie z tą cholerną galerią bez ciebie.   
Była to prawda.   

Napięcie, jakie na chwilę zapanowało między nami, zdążyło się ulotnić i odetchnęłam z 

ulgą.  Usiedliśmy,  by  porozmawiać  o  interesach  i  ostatnich  transakcjach,  które  rzeczywiście 
były wyjątkowo udane. Przerwał nam dzwonek telefonu. Podniosłam słuchawkę i wymieniłam 
nazwę galerii. Przez chwilę w słuchawce panowała cisza, aż w końcu ktoś poprosił o rozmowę 
z  Rogerem.  Zapytałam  kto  mówi,  choć  już  dobrze  wiedziałam,  do  kogo  należał  głos. 
Zasłoniłam słuchawkę dłonią i wyszeptałam do Rogera.   

background image

– Ritter.   
Roger wyciągnął rękę po słuchawkę i przedstawił się, jego twarz stała się teraz kamienna, a 

głos brzmiał szorstko.   

– Zwróciliśmy panu wszystkie obrazy, panie Ritter. Moja siostra dała panu pokwitowanie 

na dziesięć płócien i tyle zwróciliśmy.   

Przerwał słuchając, po czym znowu odezwał się.   
– Nic nie wiem o żadnej paczce. Sprawdzę to i zadzwonię do pana.   
Rzucił słuchawkę na widełki i zawołał Daviesa, który natychmiast wszedł do biura.   
–  Zamknij  drzwi  –  powiedział  niecierpliwie  Roger.  –  Dwonił  przed  chwilą  Ritter  i 

twierdził, że zostawił tu Jennie jakąś paczkę.   

Davies przytaknął.   
– To prawda, na opakowaniu jest napisane jej imię.   
– Przynieś ją tutaj, proszę.   
Za  moment  Davies  wrócił  z  paczką,  w  której  najwyraźniej  były  zrolowane  płótna.  Róg 

papierowego opakowania był z jednej strony naderwany, pod spodem znajdowała się jeszcze 
jedna warstwa papieru.   

– Wygląda na to, że mamy tu jeszcze inne płótna Rittera – warknął Roger.   
Davies zawahał się.   
– Panna Jenna powiedziała, że pod żadnym pozorem nie mogę panu tego pokazać i była 

bardzo zła, kiedy nie chciałem jej tego przyrzec. Kazała mi wyjść z magazynu, ale kiedy poszła 
do domu zajrzałem tam, lecz paczki już nie zauważyłem. Dopiero później, kiedy przestawiałem 

ramy, , przypadkowo się na nią natknąłem.   

– Dziwne, myślę, że powinniśmy je otworzyć, Roger – powiedziałam.   
Roger wzruszył ramionami.   
–  Nie  mam  pojęcia  w  co  się  Jenna  bawi,  ale  jeśli  myśli,  że  uda  się  jej  podrzucić  mi  te 

cholerne obrazy Rittera, to się grubo myli – przerwał i obserwował, jak Davies rozpakowuje 
paczkę, rozwija płótna i układa je na podłodze.   

Na widok obrazów Roger głęboko odetchnął i sięgnął po szkło powiększające, które leżało 

na biurku. Ja i Davies spojrzeliśmy na siebie.   

– Cholera! – powiedział Roger. – Spójrzcie na to. Przykucnęliśmy z Daviesem koło niego.   
–  Nie  wierzę  własnym  oczom.  Nigdy  dotąd  nie  widziałem  tak  dobrych  kopii  – 

stwierdziłam.   

– To nie kopie – Roger delikatnie przesuwał palcem po podpisie, widocznym na obrazie. – 

To oryginały.   

– Ależ to niemożliwe! – wykrzyknęłam. – Oczywiście, widziałam je wcześniej w kolekcji 

Carvela w Galerii Thurley, ale myślałam...   

– Te obrazy zostały skradzione – powiedział Davies. Roger poczerwieniał z gniewu.   
– Jak Ritter śmiał tak wykorzystać Jennę?! Będę... będę... – Nie mógł dokończyć.   
– Niech się pan uspokoi. – Davies wyprostował się. – Myślę, że musimy się dowiedzieć, 

czy panna Jenna jest rzeczywiście w to zamieszana.   

– Daj spokój, Davies. Jenna i skradzione obrazy – jego głos załamał się.   

background image

– Ona mogła o niczym nie wiedzieć – powiedziałam niepewnie. – Na pewno ją okłamał.   
–  Więc  Ritter  jest  albo  złodziejem,  albo  odbiorcą  skradzionych  obrazów  –  skwitował 

Roger. – Wygląda na to, że go mamy.   

– Chyba jednak nie, Roger. Bardzo sprytnie to obmyślił. Policji nigdy by nie przyszło do 

głowy, aby szukać skradzionych obrazów w galerii o takiej reputacji, jak nasza. Ukrycie ich 
tutaj  było  mistrzowskim  posunięciem,  zwłaszcza,  że  wciągnął  w  to  Jennę  –  zaczęłam 
rozpatrywać, jakie konsekwencję przyniosłoby znalezienie skradzionych obrazów na terenie 
galerii. – Oskarżyliby nas, że skradziono je na nasze polecenie.   

– I bylibyśmy zrujnowani – dodał Roger.   
– Do tego nie dojdzie – odezwał się Davies. – Musimy się ich pozbyć.   
– Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. W jaki sposób się ich pozbyć? 
Spojrzałam wyczekująco na Daviesa.   
– Muszę pomyśleć – odpowiedział.   
Roger  podsunął  mu  krzesło,  ja  również  usiadłam,  bo  nagle  poczułam  jak  bardzo  jestem 

przerażona tą sytuacją. Tylko Davies zdawał się tym wszystkim bawić. Nabrałam otuchy, gdy 
pomyślałam że, jeżeli ktokolwiek jest w stanie przechytrzyć tego łobuza, to tylko Davies. Jego 
długa i zaszczytna służba w marynarce świadczyła o odwadze i pomysłowości. Bałam się już 
teraz tylko o Jennę. Ten sierżant z policji, który przyszedł sprawdzić nasz system alarmowy, 
mówił z takim zawzięciem o gangu złodziei obrazów grasującym w okolicy.   

– Myślę, że Jenna powinna wyjechać na Węgry tak szybko, jak to możliwe. Tutaj może się 

znaleźć w niebezpieczeństwie – powiedziałam.   

– Tak, to bardzo prawdopodobne. – Davies zgodził się ze mną. – Wydaje mi się, że nie 

powinniśmy niczego ruszać, zanim pan i panna Jenna nie wyjedziecie.   

– Nie mam zamiaru się ulotnić, zostawiając wszystko na waszej głowie. Przypuśćmy, że 

zwrócilibyśmy paczkę Ritterowi? 

Davies przecząco pokręcił głową.   
– To zbyt ryzykowne. Jeśliby go złapali, na pewno zaznałby, że Jenna mu pomagała.   
– Nie mógłby być aż tak... – zaprotestowałam.   
– Niestety, mógłby – przerwał mi Roger.   
– Więc co zrobimy? – zaczynałam się coraz bardziej denerwować. – Nie rozumiem tylko, 

dlaczego Ritter wciągnął w to wszystko Jennę i galerię? 

–  Myślę,  że  znam  odpowiedź  –  powiedział  Davies.  –  Ubzdurał  sobie,  że  Reedowie 

zmarnowali  jego  artystyczną  karierę.  Zarówno  pan,  jak  i  pański  ojciec  konsekwentnie 
odmawialiście wystawiania jego prac. Drugim powodem jest to, że panna Jenna go odrzuciła.   

– Co masz na myśli? – Roger rzucił mu gniewne spojrzenie.   
–  Słyszałem,  jak  prosił  ją,  aby  zmieniła  zdanie  i  wyszła  za  niego  za  mąż.  Nie  miałem 

zamiaru podsłuchiwać, ale byli akurat w magazynie i nie widzieli mnie. Odpowiedziała mu na 
to, żeby się odwalił.   

– Nie wygląda mi na człowieka, który miałby zamiar się żenić... – Roger przerwał i dodał 

niepewnie – no, z dziewczyną taką jak Jenna.   

– Chciał się po prostu wżenić w Reedów – skwitował Davies. – Myślał, że jako mąż Jenny 

background image

będzie mógł uzyskać kontrolę nad galerią.   

Spojrzałam na nich bezradnie.   
– Co możemy zrobić? 
Davies uśmiechnął się w sposób, który nie wróżył Ritterowi nic dobrego.   
– A gdybyśmy zwrócili obrazy do Galerii Thurley? 
Davies  szczegółowo  objaśnił  nam  swój  pomysł.  Miał  zamiar  pożyczyć  samochód 

dostawczy od swojego przyjaciela, któremu kiedyś wyświadczył przysługę i odstawić paczkę 

pod drzwi Galerii Thurley. Właściciele byliby szczęśliwi, że odzyskali najbardziej wartościowe 

obrazy z ich kolekcji,  a  samochód i  kierowca, jak nas  zapewnił  Davies,  nigdy nie  zostałyby 

rozpoznane. Według mnie był to szaleńczy i zbyt ryzykowny pomysł i głośno powiedziałam, co 
o nim myślę.   

– Nie ma innego wyjścia – odparł Roger. – Nie zapomnę ci tego, Davies – dodał.   
Plan został przyjęty i dokładnie ustaliliśmy czas akcji. Jak tylko Roger dał się przekonać, że 

musi  wyjechać  i  znalazł  się  z  Jenną  na  pokładzie  samolotu,  miałam  zawiadomić  Rittera,  że 
znaleźliśmy jego paczkę – teraz zawierającą już falsyfikaty – po czym oryginały miały zostać 
zwrócone. Tutaj w końcu uśmiechnęło się do nas szczęście. Dyskretnie zasięgnęłam informacji 
i dowiedziałam się, że Thurleyowie wyjechali za granicę i każda przesyłka, którą otrzymają, 
zostanie  umieszczona  w  bezpiecznym  miejscu,  aż  do  ich  powrotu.  Znaczyło  to,  że  wieść  o 
odnalezieniu obrazów nie rozniesie się zbyt szybko a w tym czasie policji uda się może złapać 
Rittera i jego bandę.   

Mimo wszystko bałam się o powodzenie naszego planu. Nie uspokoił mnie nawet Davies, 

kiedy zapewniał mnie, że wszystko jest w największym porządku, obrazy zostały zwrócone i 
nikt nie zauważył niczego podejrzanego, ale jakoś nie przyniosło mi to ulgi. Do tego jeszcze 
rozmowa z Ritterem była dla mnie prawdziwą męczarnią. Był wściekły, gdy powiedziałam mu, 
że nie może rozmawiać z Jenną, bo ona i Roger wyjechali, nie mówiąc nawet gdzie. Gdy zgłosił 
się  po  swoją  paczkę,  miałam  nadzieję,  że  jest  to  koniec  całej  historii,  ale  w  głębi  serca 
wiedziałam, że do końca jest jeszcze daleko.   

 

Kiedy  tego  samego  dnia,  Philippe  czekał  na  mnie  w  zwykłym  miejscu  przed  galerią, 

miałam wielką ochotę zwierzyć mu się ze wszystkiego, ale ustaliliśmy z Rogerem i Daviesem, 
że cała sprawa pozostanie tajemnicą naszej trójki.   

Była  szósta  godzina  i  wieczór  tak  piękny,  że  uświadomiłam  sobie,  jak  bardzo  kocham 

Lakeland i że naprawdę, nie chciałabym mieszkać nigdzie indziej.   

Wybraliśmy się z Philippe’em do restauracji, a potem jeździliśmy wolno wzdłuż wąskich 

uliczek, podziwiając ich piękno. W końcu wyjechaliśmy z miasta i zaparkowaliśmy samochód. 
Przez  wrzosowisko  przeszliśmy  do  miejsca,  skąd  roztaczał  się  cudowny  widok  na  jezioro  i 
pasmo gór.   

– Żałuję, że muszę jechać do Londynu – powiedział Philippe. – Ale na pewno wrócę do 

soboty. Lindsay, czy uważasz, że powinienem zaniechać szukania mojego ojca? 

– Czy jesteś w stanie to uczynić? Czy to pytanie nie zostanie w tobie na zawsze, domagając 

się odpowiedzi? 

background image

– Na pewno tak, Andre Deauville oficjalnie użyczył mi swego nazwiska. Myślę, że była to 

część umowy z moją matką, ale w końcu ją oszukał. Nie zmienił swojego testamentu aż do 
chwili, kiedy zmarła.   

– Czemu go potem zmienił? 
– Może moi bracia odkryli, że Andre Deauville był tylko moim ojczymem i zmusili go do 

tego. Ale nie winię za to ani ich, ani jego.   

Znalazł miejsce, gdzie mogliśmy usiąść i objął mnie.   
– Czy możesz mi wybaczyć tę obsesję. Lindsay? Jeśli powiesz choć słowo, jestem gotów 

zaniechać poszukiwań.   

Pokręciłam przecząco głową i jego dłoń uścisnęła mocniej moje ramię.   
– Daj mi jeszcze trochę czasu – poprosił.   
Uniosłam swoją twarz, a on pocałował mnie mocno i namiętnie.   
– Myślę, że musisz szukać dalej, Philippe. Rozumiem cię, naprawdę. Teraz, kiedy Dick 

powiedział mi prawdę o śmierci Cona, wszystko wydaje się inne. Powtórzyłam Philippe’owi 
to, co wyczytałam w pamiętniku Dicka, a on wysłuchał mnie uważnie.   

– Gdybym tylko mogła porozmawiać z mamą o śmierci ojca, jestem pewna, że pomogłoby 

jej to, ale ona w ogóle nie dopuszcza do poruszania tego tematu.   

Philippe odwiózł mnie do domu. Czułam, że porzucił swoje nadzieje co do odnalezienia 

ojca, a jego zawód był tak dokuczliwy, jak niegdyś mój. Pomyślałam, że powinien jednak znać 

prawdę i że ostatnią, i jedyną szansą by to się stało, była rozmowa z Felice.   

Kiedy  weszłam do domu, mama leżała na kozetce w salonie.  Przywołała mnie leniwym 

ruchem ręki i usiadłam obok niej.   

– Czy byłaś gdzieś z tym Francuzem? – zapytała rozdrażniona i spojrzała na mnie twardo 

błękitnymi oczyma.   

– Felice, dlaczego nie chcesz się przyznać, że znałaś jego matkę? Jej panieńskie nazwisko 

brzmiało  Cornell,  a  Philippe  urodził  się  zanim  wyszła  za  mąż  za  Andre  Deauville’a. 
Powiedziała  Williamowi  Cornellowi,  że  dałaś  jej  swoje  trzy  obrazy,  dwa  z  nich  są  teraz  u 
Philippe’a, a ten trzeci ma William. Taki wiosenny pejzaż, z pustą łodzią na jeziorze. Myślę – 
powiedziałam  ostrożnie  –  że  wiesz,  kim  był  kochanek  Eve.  Mama  wyraźnie  rozdrażniona 
zerwała się z kozetki.   

–  Jeżeli  nie  przestaniesz  mnie  obsypywać  tymi  bzdurnymi  historiami,  będę  musiała  cię 

poprosić, abyś wyszła. Nie mam ochoty być przepytywana – przerwała, bo głos się jej nagle 
załamał.   

– Mówię ci, że to nie była moja wina.   
– Co nie było twoją winą? 
– Nic, nie chciałam tego powiedzieć. Próbujesz mnie wyprowadzić z równowagi. Odejdź i 

zostaw  mnie  w  spokoju!  –  wybiegła  z  pokoju  i  usłyszałam  jej  szybkie  kroki  na 
wypolerowanych deskach schodów.   

Drzwi  do  jej  pokoju  zamknęły  się  z  głośnym  hukiem,  który  wyraźnie  dał  mi  do 

zrozumienia,  że  może  nadszedł  już  czas,  aby  nasze  drogi  się  rozeszły.  Ale  jak  mogłam  ją 
opuścić? Ogarnął mnie przypływ uczuć do mamy; pragnęłam ją pocieszyć i ukoić i przykro mi 

background image

było, że mnie odrzuciła. Rozmyślania przerwał mi Barney, kładąc głowę na kolanach. W jego 
psich oczach zauważyłam wiarę, że go nie zawiodę i wyprowadzę na zwykły spacer. Poszliśmy 
więc w stronę wzgórz, oświetlonych ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Wracając po 
kilkunastu minutach, dostrzegłam Dorę, czekającą na mnie przed bramą naszego domu.   

 
– Felice cię szukała.   
– Czego chciała? 
– Chce ci pokazać swój nowy obraz. Jest teraz w pracowni. Weszłam więc do zatopionego 

w ciszy domu, otworzyłam drzwi do studia i stanęłam niezdecydowana.   

– O, jesteś już kochanie. Podejdź tu i przyjrzyj się. Wstrzymałam oddech i spojrzałam na 

spokojną  scenerię  obrazu.  Nie  było  na  nim  ani  High  Sall,  ani  pustej  łodzi,  ani  groźnie 
wyglądającego  jeziora.  Wręcz  przeciwnie,  namalowała  długie  pasmo  zielonych  wzgórz  i 
czyste, błękitne niebo bez żadnej chmurki – sprawiał bardzo pogodne wrażenie.   

– Już wszystko w porządku – powiedziała i pocałowała mnie. Wiedziałam jednak, że nie 

była to prawda.   

background image

ROZDZIAŁ XI 

 

Nadszedł  szczyt  sezonu  turystycznego  i  galeria  wraz  z  przylegającymi  do  niej  sklepami 

była  oblężona  przez  klientów  cały  dzień.  W  lokalnej  gazecie  ukazał  się  artykuł  na  temat 
twórczości Felice, który jeszcze wzmocnił zainteresowanie jej obrazami.   

Davies i ja byliśmy w pracy całą sobotę i zaczęłam z niecierpliwością oczekiwać powrotu 

Rogera z Węgier.   

Pod koniec dnia Davies przyniósł mi do biura dzbanek mocnej herbaty i zaproponowałam, 

aby wypił ją razem ze mną.   

– Nie mamy już więcej Jej obrazów w magazynie – zakomunikował.   
Uśmiechnęłam się, sposób w jaki mówił o mamie zawsze budził moje ciepłe uczucia.   
– W poniedziałek ma przyjechać ten facet z Galerii Londyńskiej i na pewno będzie chciał 

kupić parę Jej płócien.   

–  Przycisnę  trochę  Felice  dziś  wieczorem.  Pracowała  ostatnio  bardzo  ciężko  i  jestem 

pewna, że skończyła już kilka obrazów.   

Przyniosę je jutro do galerii i powiesimy je w poniedziałek rano.   

Davies z zadumą popijał herbatę.   
– Ritter był tutaj – powiedział w końcu. Wzdrygnęłam się.   
– Czy rozmawiał z tobą? Czego chciał? 
– Spytał mnie o adres panny Jenny. Kiedy powiedziałem, że go nie znam, zrobił się bardzo 

agresywny i zaczął mi grozić.   

– Grozić!? Czym? – zapytałam ze strachem.   
– Powiedział, że ma nadzieję, że jesteśmy ubezpieczeni, bo byłoby przykre, gdyby galeria 

się spaliła.   

Poczułam zimny dreszcz przebiegający mi po plecach.   
– Powiedziałam mu, że gdyby coś takiego się stało, wiedzielibyśmy do kogo skierować 

policję.   

– Davies, nie podoba mi się to. Chciałabym, żeby Roger już wrócił.   
– Proszę się nie martwić, panno Lindsay. Mam zamiar zająć się Ritterem osobiście.   
– Tylko bądź ostrożny, Davies. Nie zniosłabym, gdyby coś ci się stało.   
Tuż przed zamknięciem Galerii odwiedził mnie Dick Outhwait. Podał mi na przywitanie 

rękę i ucałował w oba policzki – poczułam, że wszystko mi już wybaczył.   

– Felice zaprosiła mnie i Peggy na kolację, ale najpierw chciałem zamienić z tobą kilka 

słów – powiedział.   

– Dick, przykro mi, że zmusiłam cię, abyś odkrył przede mną okoliczności śmierci Cona. 

Ale musiałam poznać prawdę.   

Uśmiechnął się i zanim wypuścił moją dłoń, mocno ją uścisnął.   
–  Cieszę  się,  że  to  zrobiłaś.  Od  dawna  miałem  ochotę  ci  o  tym  powiedzieć,  ale  Felice 

stanowczo się temu sprzeciwiała. Czy coś jej wspomniałaś na ten temat? 

–  Nie,  oczywiście,  że  nie.  Weźmiesz  teraz  swój  pamiętnik?  Jest  zamknięty  w  sejfie  – 

background image

otworzyłam skrytkę i podałam mu go – Dick, dlaczego tak się ociągałeś, aby porozmawiać ze 
mną o ojcu? 

– Tak naprawdę to nie wiem, pomijając oczywiście to, że obiecałem Felice, że nie pisnę ani 

słowa. A my zawsze ją chroniliśmy, od pierwszego dnia, kiedy zjawiła się w naszym domu. 
Wiele lat temu Con prosił mnie, abym się nią zaopiekował, gdyby on zmarł pierwszy.   

Wieczorem śmiertelnie zmęczona, zaparkowałam samochód przed domem i przyłączyłam 

się do naszych gości. Dick przygotował mi drinka, którego z wdzięcznością przyjęłam, a Dora 
zaczęła  nalegać,  abym  zjadła  kolację,  którą  zostawiła  dla  mnie  w  jadalni.  Byłam  zbyt 
wyczerpana, aby cokolwiek przełknąć, ale pod wpływem bacznego wzroku Dory zabrałam się 

do jedzenia. Kiedy Dora zniknęła w kuchni, aby przygotować kawę, przyszedł do mnie Dick.   

– Posiedzę trochę z tobą, chyba nie masz nic przeciwko temu? 
Wskazałam mu miejsce koło siebie. Usiadł na krześle krzyżując nogi i odchylając się do 

tyłu.   

– O czym myślisz, Dick? 
– Roger powiedział  mi, że Jenna chce wycofać swój udział w  Galerii. Jak ci  wiadomo, 

jestem jednym z wykonawców testamentu Reeda. Roger zaproponował, abyś ty została jego 
nowym wspólnikiem, więc skontaktowałem się z innymi członkami rady nadzorczej i wiem, że 
są gotowi to zaakceptować.   

– Ja natomiast nie – odpowiedziałam zimno.   
Dick  spojrzał  na  mnie.  W  jego  błękitnych  oczach  przysłoniętych  krzaczastymi  brwiami 

dojrzałam błysk zdziwienia.   

– Rozumiem, że Roger rozmawiał o tym z tobą.   
– Owszem, ale są pewne przeszkody.   
– Nie wiem o żadnych.   
– Małżeństwo.   
– Nie rozumiem. Zawsze myślałam, że ty i Roger... Pokręciłam przecząco głową.   
– Czy masz kogoś innego? Przytaknęłam w milczeniu.   
– Czy to Deauville? 
– Tak. ale...   
– Wiem, Felice go nie lubi. Peggy i ja uważamy, że jest czarujący – zawahał się na moment. 

– On mi kogoś przypomina ... – westchnął – ale to chyba tylko moja wyobraźnia – Chwileczkę, 
Dick. Andre Deauville nie był ojcem Philippe’a.   

– Acha, więc to tak wygląda.   
Pomyślałam,  że  adwokacka  praktyka  Dicka  nauczyła  go  nie  dziwić  się  żadnym  nagłym 

zwrotom, które rządzą naszym losem.   

– Philippe nie poprosi mnie, ani żadnej innej kobiety o rękę, dopóki nie dowie się, kim byli 

jego przodkowie. Ma , w sobie obsesję, strach przed „złą” krwią, czy coś w tym rodzaju. Dick, 
kiedy poznałeś Felice, ona przyjaźniła się z dziewczyną o imieniu Eve Cornell. Eve była matką 
Philippe’a. Czy pamiętasz ją? 

Tym  razem  poruszyłam  go  do  żywego.  Twarz  mu  pobladła,  a  oczy  przybrały  kształt 

wąskich szparek. Pochyliłam się do przodu.   

background image

– Znałeś ją. Czy to dlatego Philippe ci kogoś przypomina? Felice udaje, że jej nie znała, 

dlaczego? 

– Nie mogę odpowiadać za Felice – powiedział ochrypłym głosem.   
– Musisz, Dick. Czy nie widzisz, że wchodzi tu w grę moje szczęście? Bardzo kocham 

Philippe’a – dodałam łagodnie.   

Dick przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Z bólem obserwowałam, jak walczy ze sobą, 

ale nie mogłam ustąpić. Rosło we mnie podniecenie i nadzieja.   

– Dlaczego nie chcecie mówić o Eve Cornell? Czy nie wiedziałeś, że wyjechała stąd do 

Francji i wyszła za Andre Deauville’a? 

– Oczywiście, że nie wiedziałem.   
– Dick, poczekaj. Dlaczego nie możesz o niej mówić? 
– Nie teraz. Peggy zacznie się niepokoić, że gdzieś zniknąłem – powiedział i pośpiesznie 

wyszedł z pokoju.   

Byłam zbyt zmęczona, aby się nad tym wszystkim zastanawiać. Podniosłam się ciężko z 

krzesła i trzymając się poręczy, weszłam po schodach do mojego pokoju. Otworzyłam okno na 
całą szerokość, w ubraniu rzuciłam się na łóżko i rozpłakałam się.   

Obudziłam  się  wcześnie,  w  domu  panowała  cisza.  Przez  moment  nie  mogłam  dojść, 

dlaczego leżę w łóżku ubrana, ale już po chwili przypomniałam sobie rozmowę z Dickiem i jej 
zakończenie.   

Znużona  zrzuciłam  z  siebie  ubranie  i  przygotowałam  kąpiel.  Zanurzyłam  się  w  gorącej 

wodzie,  wciąż  czując  w  głowie  chaos  spowodowany  zachowaniem  Dicka.  Czy  on  znowu 

chronił przed czymś Felice? Jeśli tak, to przed czym? Wytarłam się ręcznikiem, wskoczyłam w 
dżinsy i sweter, i zeszłam do kuchni, gdzie z entuzjazmem przywitał mnie Barney. Nastawiłam 
wodę na herbatę, świadoma nadziei, z jaką wpatrywał się we mnie.   

– No dobrze – jak zwykle poddałam się. – Chodź! 
Barney  powstrzymywał  okazanie  swojej  radości  do  momentu,  gdy  znaleźliśmy  się  na 

zewnątrz.  Wtedy  natychmiast  wyskoczył  do  przodu  i  zniknął  pomiędzy  świątecznymi 
drzewami Cona.   

Poszliśmy  w  stronę  wzgórz,  pustych  o  tej  porze  dnia,  jeśli  nie  liczyć  pasących  się  tu  i 

ówdzie  stad  owiec.  Panująca  cisza  i  spokój  sprawiły,  że  poczułam  się  nareszcie  odprężona. 
Postanowiłam pójść inną niż zwykle drogą, która doprowadziła nas w dół do jeziora, a potem 
do małej zatoczki naprzeciwko domu Outhwaitów.   

Przez  całą  drogę  myślałam  o  tajemnicy,  którą  tak  bardzo  chciałam  rozwikłać,  ale 

przypominało to układanie łamigłówki z małych części, których nie umiałam sklecić w całość. 
Tymczasem Barney wskoczył do jeziora; uwielbiał wodę i kąpiel, więc pozwoliłam mu chwilę 
popływać, po czym gwizdnęłam na niego. Wyskoczył na brzeg, otrzepując się tak energicznie, 
że chłodne krople wody dosięgły nawet mnie.   

Słońce  zdążyło  już  wzejść  ponad  szczyty  wzgórz  i  cała  okolica  skąpana  była  w 

magicznym,  porannym  świetle,  jakie  Felice  potrafiła  oddać  na  swych  obrazach  z  takim 

uczuciem i artyzmem. Kiedy wróciliśmy do domu, mama siedziała przy stole jedząc śniadanie i 
czytając równocześnie niedzielną gazetę.   

background image

– Dzień dobry, kochanie! – Była promienna jak ten świąteczny poranek i wyglądała bardzo 

elegancko  w  białym  kostiumie  z  marynarskimi  akcentami.  –  Odpoczęłaś  już?  Zajrzałam  do 
ciebie wczoraj w nocy, wyglądałaś na bardzo zmęczoną.   

Pocałowałam ją w policzek, a ona niespodziewanie objęła mnie ramionami i przytuliła do 

siebie.   

– Potrzebuję cię, Lindsay – wyszeptała. – Nie odchodź.   
– Nigdzie się nie wybieram – usiadłam i nalałam sobie kawy.   
– Nie, nie powinnam mówić w ten sposób. Con zwykle się denerwował, kiedy zaczynałam 

go błagać, aby mnie nigdy nie opuszczał.   

Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.   
– Jestem pewna, że byłaby to ostatnia myśl, jaka mogłaby mu przyjść do głowy.   
– Mam nadzieję – odpowiedziała i z nagłym ożywieniem dodała. – Usmażyć ci jajecznicę? 
Posmarowałam masłem grzankę.   
–  Byliśmy  z  Barneyem  nad  jeziorem,  Barney  się  wykąpał  w  tej  zatoczce  naprzeciw 

Outhwaitów, jest całkiem płytka.   

– Naprawdę? Przestałam już robić spacery nad jezioro. Idziemy teraz z Dorą do kościoła.   
Schyliłam się i pozbierałam porozrzucaną gazetę, którą zrzuciła wstając z krzesła.   
– Kochanie, myślałam, że może zjemy potem w trójkę obiad w hotelu Lakę End. Dołączysz 

do nas? 

– Nie, mamo. Mam trochę pracy.   
– Mam nadzieję, że Roger docenia poświęcenie, z jakim dla niego pracujesz. Ten chłopak 

ma szczęście – podeszła do mnie i owionął mnie zapach jej perfum. Schyliła się i pocałowała 
mnie w policzek. – Roger zapytał mnie kiedyś, czy miałabym coś przeciwko temu, abyście się 

pobrali.   

– Zapomnij o tym, mamo. Nie mam zamiaru wychodzić za Rogera.   
Zmarszczyła brwi i zaczęła zakładać rękawiczki.   
–  Będę  modlić  się,  aby  wrócił  ci  zdrowy  rozum  –  powiedziała  i  odeszła,  wołając 

rozkazująco na Dorę.   

Czy  mama  zawsze  była  taka  apodyktyczna?  –  pomyślałam.  Czy  Con  pozwalał  jej  sobą 

rządzić?  Czy  to  właśnie  z  tego  powodu  pragnęłam  wyrwać  stąd  swoje  korzenie  i  zacząć 
niezależne życie z dala od niej i Co na? 

W  południe  zrobiłam  sobie  parę  kanapek  i  wybrałam  się  z  Berneyem  do  zatoczki  nad 

brzegiem jeziora. Znalazłam wygodne miejsce i usiadłam, obserwując łódź, zakotwiczoną na 
środku jeziora. Siedziało w niej bezruchu dwóch mężczyzn łowiących ryby. Nagle jeden z nich 
podrzucił swoją wędkę i ujrzałam odblask światła, gdy zdejmował rybę z haczyka. Wtedy drugi 
mężczyzna  zaczął  protestować  wymachując  rękoma  i  podniósł  się  gwałtownie.  Łódź 
zakołysała  się  niebezpiecznie  i  nabrała  wody.  W  panującej  dookoła  ciszy  usłyszałam  głos 
pierwszego mężczyzny: 

– Usiądź, idioto! 
Włożył  wiosło  w  dulkę  i  zaczął  wiosłować  w  stronę  brzegu.  Przerażona  zdałam  sobie 

sprawę, jak łatwo może się przewrócić taka łódź.   

background image

Pusta łódź, na środku znajomego jeziora. Ostatnia część łamigłówki, która rozwiązałaby 

tajemnicę obsesji Felice na punkcie tego miejsca, kołatała mi się po głowie.   

Wróciliśmy z Berneyem powoli do domu. Gdy otwierałam drzwi wejściowe, usłyszałam 

natarczywy  dźwięk  telefonu.  Podniosłam  słuchawkę  i  serce  skoczyło  mi  z  radości,  gdy 
usłyszałam głos Philippe’a.   

– Cześć, kochanie. Wracam już do Lakeland. Może spotkalibyśmy się w hotelu na kolacji? 
– Z przyjemnością.   
– Świetnie, spotkajmy się o ósmej, dobrze? Uważaj na siebie, Lindsay! 
W jego głosie brzmiała inna, nowa nuta, jakby nagle powziął jakąś decyzję i na przekór 

zdrowemu rozsądkowi nabrałam nadziei.   

 

Gdy Felice wróciła do domu, zapytałam ją, czy ma może jakieś skończone obrazy, które 

moglibyśmy już wystawić w Galerii.   

– Myślę, że coś by się znalazło w pracowni. Zajrzyj tam, ale nie zabieraj niczego, zanim mi 

nie pokażesz.   

Rzadko  wchodziłam  sama  do  jej  studia.  Wprawdzie  mama  nigdy  mi  tego  wyraźnie  nie 

zakazała, jednak zawsze, miałam nieokreślone uczucie, że mogłam wkroczyć nieproszona na 
jakiś święty, zastrzeżony teren.   

Zapach farb i terpentyny, ostre światło, rzeźbione mahoniowe krzesło ze szkarłatną chustą 

przewieszoną  przez  poręcze  –  to  wszystko  było  częścią  jej  świata,  do  wejścia  w  który  nie 
czułam się upoważniona.   

O  jedną  ze  ścian  opartych  było  kilka  obrazów,  już  oprawionych.  Oglądnęłam  je  i 

przypomniałam  sobie,  że  zostały  zwrócone  z  Manchesteru,  gdzie  odbywała  się  wystawa 
twórczości z Lakeland. Felice na pewno nie miałaby nic przeciwko temu, aby je wystawić na 
sprzedaż.  Zainteresowałam  się  płótnami  leżącymi  obok,  część  z  nich  nie  była  jeszcze 
skończona, a jednemu czy dwóm brakowało tej  charakterystycznej iskry, która prace mamy 
czyniła tak wyjątkowymi. Byłam zaskoczona, jak płodną malarką jest Felice i skierowałam się 
w końcu do kilku oprawionych obrazów, stojących w niewielkim oddaleniu od innych płócien.   

Były  to  portrety,  których  Felice  raczej  nie  lubiła  malować,  ale  te  były  bardzo  udane. 

Pierwszy z brzegu był znakomitą podobizną Dory. Emanował z niego jej pogodny charakter, 
widoczny  w  półuśmiechu  i  błysku  szczęścia  w  oczach.  Spoglądałam  po  kolei  na  znajome 
twarze: Dick, Peggy, Roger, Con. Na samym końcu stał oparty o ścianę obraz owinięty białym 
płótnem. Odwinęłam je i spojrzałam zdziwiona: przecież Felice nie namalowałaby Philippe’a? 
Podeszłam z obrazem do okna, tak aby światło padało wprost na niego i zdałam sobie sprawę ze 
swojej  pomyłki.  To  nie  był  portret  Philippe’a,  ale  jakiegoś  mężczyzny,  który  go  bardzo 
przypominał. Mój błąd spowodowany był zapewne tym, że w pierwszym momencie wpadł mi 
w  oko  tylko  zarys  ust,  jasność  oczu,  charakterystyczne  pochylenie  głowy.  Uzmysłowiłam 

sobie, że mogło to być podobieństwo rodzinne, widoczne w półuśmiechu błąkającym się wokół 

ust, kształcie policzka i brody, błysku w oczach. Czy to uderzające podobieństwo było tylko 

dziełem przypadku? Ponownie zawinęłam obraz i wzięłam ze sobą do salonu. Felice oglądała 
jakiś film, wyłączyłam więc telewizor i zdejmując z obrazu płótno przytrzymałam je na wprost 

background image

niej.   

–  Kto  to  jest?  –  mój  głos  zabrzmiał  ostrzej,  niż  zamierzałam.  Mama  zmrużyła  oczy, 

zacisnęła usta, a po chwili odpowiedziała szorstko.   

– Gdzie go znalazłaś? Sądziłam...   
– Ukryłaś go! Dlaczego? 
Spojrzała na mnie, twarz jej poczerwieniała.   
– Prosiłam Cona, aby go zniszczył.   
– Dlaczego? 
– Bo nie chcę, aby mi coś przypominał. Con powiedział, że nie powinnam czuć się całe 

życie winna.   

– Winna? O czym ty mówisz, na litość Boską? 
–  O  wypadku.  Byliśmy  na  łodzi...  –  ukryła  twarz  w  dłoniach,  a  ja  mimowolnie 

przypomniałam sobie scenę, jakiej  byłam świadkiem tego dnia.  Dwóch  mężczyzn w łodzi  i 
tragedia, do której omal nie doszło.   

– Czy nie byłoby lepiej, gdybyś mi o wszystkim opowiedziała? – zapytałam łagodnie.   
Felice uśmiechnęła się i odsłoniła twarz.   
–  Myślę,  że  masz  rację.  Jeśli  ja  ci  tego  nie  powiem,  wcześniej  czy  później  Philippe 

Deauville odkryje prawdę. Lepiej będzie, gdy sama ci o wszystkim powiem.   

Wyciągnęła  ręce  po  portret  i  przyglądała  mu  się  uważnie  przez  pełną  minutę.  Potem, 

westchnąwszy jeszcze raz, odstawiła go na bok.   

– Nie potrzebuję tego obrazu, aby sobie o nim przypomnieć – powiedziała cicho. – Nie 

zapomina się mężczyzny, którego się kochało; jego uśmiechu, głosu, sposobu, w jaki trzymał 
cię w ramionach.   

– Kochałaś tego mężczyznę? Przed Conem? Pokiwała twierdząco głową.   
– Przed Conem, ale potem już nie – musisz w to uwierzyć.   
– Kim on jest? 
– To Leslic Outhwait.   
Spojrzałam na nią zdziwiona, a ona podniosła się.   
– Nie chcę o tym mówić.   
– Ale ja chcę. Usiądź, mamo. Felice z powrotem opadła na krzesło.   
– Wyznanie prawdy pomoże ci, mamo. Con zawsze powtarzał, że ukryty strach rozsadza 

serce. Czy nie rozumiesz, że mówiąc mi o wszystkim pozbędziesz się uczucia winy? 

– Nie wiem, kochanie, naprawdę nie wiem. Być może. Ponagliłam ją łagodnie.   
– Poznałaś Leslie’ego w Akademii, prawda? 
– Tak. Był wyjątkowym artystą i dodał mi odwagi. Ściągnął mnie tutaj, do Dicka i Peggy i 

zrozumiałam, że ta okolica jest właśnie tym, co zawsze chciałam malować. Zakochałam się w 
mężczyźnie i w krajobrazie. Było to szczególne uczucie, coś w rodzaju reinkarnacji. Czułam 
kształty i koloryt gór całą sobą, Leslie był taki sam. Parę widoków z gór, które namalował, było 
naprawdę wspaniałych, rzucił nimi wyzwanie czasowi. Dick i Peggy schowali te obrazy, bo 
patrzenie na nie jest dla nich zbyt bolesne.   

– A czy Leslie też cię kochał? 

background image

–  Początkowo  tak.  Ale  potem  pojawiła  się  Eve  Cornell.  –  Felice  zacisnęła  oczy,  objęła 

piersi ramionami i kołysała się jak dziecko w przód i w tył Widzisz, nie wiedziałam, że zostali 
kochankami Leslic powiedział mi o tym dopiero tego dnia w łodzi – W łodzi – powtórzyłam. – 
W tej pustej łodzi? Przytaknęła.   

–  Powiedział  mi,  ze  Eve  spodziewa  się  ich  dziecka,  miał  zamiar  się  z  nią  ożenić. 

Podskoczyłam, ogarnięta straszliwym gniewem i wtedy łódź przewróciła się, a my wpadliśmy 
do wody. Ja zdołałam dopłynąć do brzego, Leslie utonął.   

Objęłam mamę ramionami, przyciągając do siebie jej drżące ciało.   
– Nigdy się nie przyznałam, że to była moja wina. I znienawidziłam Eve za to, że mi go 

odebrała.   

– To był wypadek, Felice. Nikt nie był temu winien.   
– Nieprawda. W głębi serca winiłam za to Leslie’ego, uważałam, że mnie oszukał.   
Westchnęła  ciężko  i  z  oczu  popłynęły  jej  łzy.  Otarłam  jej  policzki  i  od  tego  momentu 

zaczęłam ją kochać jeszcze mocniej.   

– Czy nienawidzisz Philippe’a dlatego, że jest synem Leslie’ego? 
– Nie, dlatego, że jest synem Eve. Powiesz mu o wszystkim? 
– Tak – odpowiedziałam. – Powiem mu.   
 

Odłożyłam  obrazy,  które  chciałam  zabrać  do  galerii  i  Felice  zaaprobowała  mój  wybór. 

Zaaprobowała – to nie jest właściwe słowo. Kiedy rozłożyłam przed nią płótna, powiedziała po 
prostu: 

– Weź, które chcesz. Nie ma to już dla mnie większego znaczenia.   
Wiedziałam,  że  prędzej  czy  później  zmieni  zdanie,  więc  starałam  się  wybrać  te  obrazy, 

które  nie  miały  dla  niej  żadnego  ukrytego  znaczenia.  Mama  na  pewno  potrzebowała  dużo 
czasu, ale – być może dzięki temu, że w końcu mi się zwierzyła – zaczęła już dochodzić do 

siebie.   

Małe części łamigłówki, które tak długo nie dawały mi spokoju, zaczynały się układać w 

jedną całość. Z powodu perfidii Eve mama podejrzewała Jennę, o podstępne działania, mające 
jej z kolei odebrać Cona.   

Myślałam  o  rewelacjach,  które  zdradziła  mi  Felice  przygotowując  się  do  spotkania  z 

Philippe’em. Wyobrażałam sobie jego radość, gdy dowie się, że rzeczywiście należał do tego 

miejsca,  że  jego  instynkt  jednak  go  nie  zawiódł.  Spodziewałam  się,  że  będzie  to  doniosły 
wieczór, więc z tą myślą wyjęłam z szafy nową sukienkę, którą trzymałam na specjalne okazje. 
Moim kolorem jest niebieski, który podkreśla cień moich oczu i lśnienie długich włosów.   

Zawołałam  na  Felice,  aby  pomogła  mi  włożyć  oprawione  i  zrolowane  płótna  na  dno 

bagażnika.   

– Czy idziesz na spotkanie z Philippe’em? – zapytała drżącym głosem.   
– Najpierw zawiozę obrazy do galerii, a potem jadę na kolację do hotelu.   
– Boję się, że... – zaczęła.   
– Nic się nie bój – przerwałam jej twardo, wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę 

miasta.   

background image

Zatrzymałam się na zapleczu Galerii, parkując koło drzwi do magazynu. Przecisnęłam się 

między ścianą a samochodem i stanęłam na chwilę pod drzwiami, szukając w torebce kluczy. 
W końcu otworzyłam magazyn, gotowa włączyć sygnał alarmowy po pierwszym dźwięku, ale 
nie usłyszałam znajomego „Biip”. Zaskoczona zapaliłam światło i spostrzegłam, że alarm był 
wyłączony. Czyżby Davies zapomniał go przekręcić? Przypomniałam sobie, że powiedziałam 
mu, iż przywiozę do galerii obrazy Felice, więc może Davies czekał już na mnie? 

Wyjęłam  obrazy  z  bagażnika,  zamknęłam  samochód,  a  potem  drzwi  do  magazynu  i 

przeszłam do biura. Szklane drzwi prowadzące do sali wystawowej były otwarte. Światło nie 
było  zapalone,  ale  przez  wysokie  okna  wpadało  trochę  słabych,  wieczornych  promieni 
zachodzącego słońca. Wokół panowała nieprzyjemna cisza.   

Nagle usłyszałam ciche kroki, podeszłam więc do drzwi i ujrzałam jakąś postać na samym 

końcu sali.   

– Davies! – krzyknęłam. – Co ty tam robisz? Nieźle mnie przestraszyłeś.   
Davies  nie  odpowiedział,  zrobił  tylko  parę  kroków  w  moim  kierunku,  nagle  oświetlony 

ostatnim promieniem słońca. To co ujrzałam, zaparło mi z przerażenia dech w piersiach. Postać 
nie  miała  twarzy,  tylko  maskę  zrobioną  z  naciągniętej  na  głowę  pończochy,  a  w  jej  ręku 
dostrzegłam nóż, którego ostrze zabłysło złowrogo.   

background image

ROZDZIAŁ XII 

 

Zamarłam. Serce waliło mi jak młot, a dłonie zacisnęły się w pięści. Ujrzałam drugą postać, 

a za chwilę ukazała się jeszcze jedna.   

Człowiek z nożem wepchnął mnie z powrotem do biura. Próbowałam się poruszyć, ale nogi 

ugięły się pode mną i upadłabym na podłogę, gdyby nie przytrzymała mnie czyjaś ręka, która w 
następnej chwili rzuciła mnie na krzesło.   

Nie mogłam uwierzyć, że przytrafiło mi się coś takiego i poczułam histeryczne pragnienie, 

aby krzyczeć z całych sil Podszedł do mnie trzeci z mężczyzn. Był grubszy, niż pozostali. Moj 
wzrok przesunął się po czarnym golfie, w który był ubrany, a następnie powędrował ku twarzy 
i wtedy mężczyzna zrzucił maskę i oto wpatrywałam się w twarde, ciemne oczy Johna Rittera.   

– To pan ! – wydusiłam z siebie.   
– A któżby inny ? Czy myślisz, że puściłbym ci płazem kradzież moich obrazów ? 
– Nie rozumiem. Przecież zwróciliśmy panu obrazy...   
– Ale nie oryginały. Chcę właśnie je – natychmiast. Przesunął się i pochylił nade mną, a ja 

wbiłam plecy w oparcie krzesła. Jego oddech zalatywał zapachem whisky, – Gdzie one są ? 

– Nie ma ich tutaj – wymamrotałam.   
– Kłamstwo nic dobrego ci nie przyniesie. Przeszukajcie wszystko – krzyknął do swoich 

dwóch kompanów i podszedł do drzwi, skąd mógł obserwować zarówno ich, jak i mnie.   

Co  zrobią,  gdy  nie  znajdą  obrazów  ?  –  myślałam  gorączkowo.  Miałam  wrażenie,  że 

przeszukiwanie galerii trwa wieczność, przez cały czas nie spuszczałam wzroku z Rittera. W 
końcu mężczyźni wrócili i Ritter stanął nade mną z nożem w ręku.   

– Gdzie je schowaliście ? – zapytał miękko, ale wyczułam w jego głosie nutę groźby.   
Zebrałam w sobie resztki odwagi i odpowiedziałam.   
– Są tam, gdzie ich miejsce.   
W innych okolicznościach jego pełne niedowierzania spojrzenie na pewno przyprawiłoby 

mnie o śmiech.   

– Nie, panie Ritter. Nie policja. Zostały zwrócone do Galerii Thurleyów anonimowo.   
– Domyślam się, że Reed nie byłby tak głupi, żeby wkroczyć do ich galerii z obrazami pod 

pachą. Proszę bardzo, szanowny panie. Znalazłem je pod krzakiem agrestu.   

– Oczywiście, że nie – powiedziałam zgryźliwie.   
– W takim razie jak ? 
– Powiedzmy, że zostały szczęśliwie zwrócone przez frontowe drzwi.   
– Kłamiesz! 
– Nie. Walczę tylko ze złodziejami twojego pokroju ! Ritter zbliżył się do mnie z nożem 

wymierzonym tuż nad moim sercem.   

– Jeszcze jeden taki żart, panno Lindsay Strong, a twoja buźka nie będzie już taka piękna.   
Nasze spojrzenia spotkały się, ale wytrzymałam jego wzrok. Po sekundzie zrobił krok do 

tyłu.   

– Do ciebie nic nie mam – wymamrotał, – tylko do Reedów. Jen na mnie wykiwała.   

background image

– Ona nie miała z tym nic wspólnego, – Na pewno miała. Byliśmy wspólnikami.   
– To bardzo prawdopodobne. Jenna nigdy nie naraziłaby na szwank dobrego imienia jej 

brata i galerii. Wykorzystałeś ją w bezwzględny sposób. Ale przynajmniej miała tyle rozumu, 
aby odtrącić twoją ofertę małżeńską – dodałam z niemałą satysfakcją.   

Jego twarz zaczerwieniła się z gniewu.   
– Niezupełnie. Widzisz, to ja trzymałem w ręku asa. Prędzej czy później musiałaby za mnie 

wyjść,  bo  jeżeli  jest  taka  lojalna,  jak  mówisz,  nie  chciałaby,  aby  skradzione  obrazy  zostały 
odnalezione tutaj.   

– Szantaż do niczego cię nie doprowadzi. Jenna zrezygnowała ze wszystkiego, nie ma już 

nic wspólnego z galerią.   

Nóż zadrżał Ritterowi w ręce.   
– Cholernie dobrze kłamiesz.   
– Idź już Ritter. Powiedziałam ci, gdzie są obrazy.   
– Nie wierzę ci, ale dowiem się prawdy.   
Poprosił  telefonistkę  o  połączenie  z  domem  Thurleyów,  a  kiedy  ktoś  się  odezwał, 

przemówił miękkim głosem.   

– Dobry wieczór, jestem dziennikarzem z „Daily News”. Otrzymałem wiadomość, że dwa 

obrazy skradzione z waszej galerii zostały zwrócone. Czy mógłby pan to potwierdzić ? 

Modliłam się w duchu, aby okazało się, że Thurley’owie wrócili już do domu i otworzyli 

paczkę.  Nie  słyszałam  głosu  po  drugiej  stronie,  ale  wyraz  twarzy  Rittera  powiedział  mi 
wszystko. Odetchnęłam z ulgę. Ritter wolno odłożył słuchawkę na widełki i dostrzegłam, że 
jest tak wściekły, jakby siedziała w nim jakaś dzika bestia.   

– Zwiążcie ją ! – ryknął do swoich kompanów. Mężczyźni tak mocno zacisnęli sznurek 

wokół moich nadgarstków i kostek u nóg, że czułam, jak wrzyna mi się w ciało.   

– Krzyk ci nic nie pomoże – powiedział Ritter. – I wierz mi, jeśli zawiadomisz policję, 

będzie to koniec Reedów.   

Zgasił światło w biurze i usłyszałam, jak wychodzą z galerii. Zaczęłam po cichu płakać.   

Czas  nie  miał  już  żadnego  znaczenia,  byłam  poza  nim,  zawieszona  w  próżni  bólu  i 

rozpaczy. Ostrożnie spróbowałam rozluźnić więzy, ale nie poddawały się. Pomyślałam o ojcu, 
przypomniałam sobie dzień, kiedy poszliśmy na wspinaczkę w góry i nagle dopadła nas mgła.   

– Zostajemy na miejscu, panienko – powiedział wtedy. – Zawsze jest szansa, że nadejdzie 

pomoc. Nigdy nie wpadaj w panikę, kochanie, nigdy nie wpadaj w panikę.   

Wydawało mi się teraz, że ojciec jest przy mnie. Słyszałam jego głos i byłam świadoma 

jego miłości.   

Odetchnęłam  głęboko  i  zaczęłam  analizować  swoją  sytuację.  W  najgorszym  wypadku 

musiałabym się tu przemęczyć przez całą noc, aż do chwili, kiedy Davies otworzy rano Galerię. 
Istniała  jeszcze  szansa,  że  Philippe,  zaniepokojony  tym,  że  nie  przyszłam  na  spotkanie, 
zadzwoni do Felice i dowie się, że najpierw miałam zostawić obrazy w galerii.   

Zamknęłam  oczy  i  w  myślach  błagałam  Philippe’a,  aby  zaczął  mnie  szukać,  jeśli  choć 

trochę  mu  na  mnie  zależy.  Tęskniłam  za  nim  tak  bardzo,  że  prawie  zapomniałam  o 
rozdzierającym bólu w moich kostkach.   

background image

– Nie panikuj – powiedziałam głośno do siebie. – Nie panikuj. Po chwili straciłam chyba 

przytomność, a gdy doszłam do siebie, światło wpadające przez okna było już bladoniebieskie. 
Pomyślałam, że nie wytrzymam już tego wszystkiego ani chwili dłużej i zaczęłam przeraźliwie 
krzyczeć. Nagle zdałam sobie sprawę, że oprócz własnego głosu, słyszę jeszcze jakiś hałas. 
Uciszyłam się natychmiast i tym razem usłyszałam huk i trzask łamanego drzewa, serce zaczęło 
mi szybciej bić. Ktoś szedł po drewnianej podłodze w magazynie i usłyszałam znajomy głos 
wołający moje imię.   

– Philippe – wyszeptałam, gdy ujrzałam go wchodzącego do biura. Za moment ukazała się 

również w drzwiach tęga postać sierżanta Bracka.   

– Już wszystko dobrze, kochanie – powiedział Philippe.   
Wziął  nóż  od  sierżanta  i  ostrożnie  przeciął  sznur,  którym  byłam  skrępowana,  po  czym 

zaczął łagodnie masować moje nadgarstki, aby przywrócić w nich krążenie. Łzy zaczęły mi 
spływać  po  policzkach,  sama  nie  wiedziałam,  czy  były  spowodowane  ulgą,  czy  też  bólem, 
który towarzyszył odzyskiwaniu władzy w zdrętwiałych rękach i nogach.   

Tymczasem  sierżant  i  dwóch  posterunkowych,  którzy  mu  towarzyszyli,  rozpoczęli 

dokładne przeszukiwanie galerii i już po chwili odnaleźli Daviesa w męskiej toalecie.   

–  Był  związany  i  miał  zakneblowane  usta  –  powiedział  sierżant,  pomagając  Daviesowi 

wejść do biura i sadzając go na krześle.   

Twarz Daviesa była popielatoszara, a oczy całkiem czarne z gniewu.   
– Co się stało ? – zapytałam go słabym głosem.   
– Porwali mnie z mojego własnego domu i zmusili do otwarcia galerii. Nie spodziewali się 

twojej wizyty.   

Wyrwałam się z opiekuńczych ramion Philippe’a i złapałam Daviesa za rękę.   
– Czy jesteś ranny ? 
–  Kości  mam  całe.  Jedynie  parę  zadrapań:  nie  poddałem  im  się  tak  łatwo  –  znajomy 

uśmiech rozjaśnił mu twarz.   

Ostrzegałem panią, że w tym rejonie grasuje gang złodziei obrazów – wtrącił sierżant. – 

Prawdopodobnie ta sama grupa obrabowała Galerię Thurleyów. Sprowadzę zaraz facetów od 
daktyloskopii, a pani niech lepiej sprawdzi, czego brakuje.   

– Mieli rękawiczki – powiedział Davies.   
– Czy rozpoznał pan którego z nich ? Davies zaprzeczył ruchem głowy.   
– Mieli założone na twarzach pończochy.   
– A pani, panno Strong ? 
– Musiałabym się zastanowić – odpowiedziałam, ale wiedziałam, że nie wydam przecież 

Rittera.  Nie  wiedziałam,  jak  daleko  zaszła  Jenna  w  układach  z  nim,  nie  mogłam  jej  więc 
narażać.   

Nagle zakręciło mi się w głowie, a głos sierżanta zaczął dobiegać jakby z bardzo daleka, 

zamknęłam więc oczy i miałam już tylko świadomość obejmujących mnie troskliwie ramion 
Philippe’a.   

 

Philippe  zabrał  mnie  i  Daviesa  na  badania  kontrolne  do  szpitala,  ale  ponieważ  nie 

background image

zgodziliśmy się w nim zostać, pojechaliśmy do mojego domu. Dora natychmiast zabrała się do 
pracy i już wkrótce czekały na wszystkich posłane łóżka Mama czuwała przy mnie całą noc. Za 
każdym razem, kiedy otwierałam oczy, widziałam ją owiniętą w wełniany koc i siedzącą na 
brzegu łóżka. Kiedy wyciągnęłam do niej, rękę, chwyciła moją dłoń i mocno uścisnęła.   

Następnego ranka Philippe i Davies próbowali wybić mi z głowy wyjazd do galerii, ale ja 

uparłam się, aby im towarzyszyć. Davies wydawał się być głęboko poruszony naszą przygodą. 
Wprawdzie jego podrapana twarz wyglądała już lepiej, ale złość, spowodowana faktem, że dał 
się  tak  podejść,  wyzwoliła  w  nim  niebywałą  energię  i  żądzę  zemsty.  Jednak  najbardziej 
niepokoiłam  się  o  Rogera.  Sierżant  Brack  zadzwonił  do  niego  i  byłam  pewna,  że  Roeger 
odchodzi  teraz  od  zmysłów.  Bardzo  chciałam  z  nim  porozmawiać,  a  z  drugiej  strony 
wiedziałam, że nie zniosłabym jego wypytywania.   

Aż do rana przy  roztrzaskanych drzwiach do  galerii  czuwał  policjant, a  kiedy  we trójkę 

zjawiliśmy się tam, zastaliśmy już także sierżanta Bracka. Poinformował nas, że Roger dzwonił 
do niego z lotniska, gdzie czekał na powrotny samolot.   

– Pan Reed bardzo nam pomógł, podając pewne nazwisko. Ale kiedy przyjechaliśmy po 

tego  ptaszka,  zdążył  już  wyfrunąć.  Daleko  nie  ucieknie,  dostaniemy  wkrótce  i  jego,  i  resztę 

bandy.   

Galeria wyglądała tak, jakby grasował w niej jakiś szaleniec, ogarnięty żądzą niszczenia.   
–  Wiedziała  pani,  panno  Lindsay,  że  to  sprawka  Rittera  –  powiedział  Davies,  kiedy 

zaczęliśmy próby doprowadzenia wszystkiego do porządku. – Dlaczego nie powiedziała pani o 
tym policji ? 

– Nie mogłam – odpowiedziałam. – Nie jestem przecież pewna, do jakiego stopnia jest w to 

wszystko zamieszana Jenna.   

– No tak – powiedział i uśmiechnął się. – Chyba zrobiłbym to samo na pani miejscu.   
Obrazy Felice wydawały się być głównym celem niszczycielskiej działalności bandy. W 

miarę, jak odkrywaliśmy kolejne straty, twarz Daviesa stawała się coraz bardziej zawzięta.   

–  Nigdy  tego  Ritterowi  nie  wybaczę  –  powiedział,  podnosząc  jeden  ze  zniszczonych 

obrazów. – Im szybciej znajdzie się za kratkami, tym lepiej dla niego.   

Zamknęliśmy Galerię dla zwiedzających, ale musieliśmy jednak otworzyć oba sklepy, więc 

ich pracownicy nie mogli nam pomóc w porządkach. Byłam wdzięczna Philippe’owi, że został 
ze mną i Daviesem, i podjął się tej niewdzięcznej pracy.   

Roger przyjechał koło południa. Wbiegł do Galerii i chwycił mnie w ramiona.   
– O Boże ! – wykrztusił – nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby coś ci się stało.   
– Jestem cała i zdrowa – wyzwoliłam się z jego objęć.   
– Powinienem był tu jednak zostać.   
– Całe szczęście, że cię tu nie było. Ritter chciał się zemścić na tobie i Jennie. Powiedział, 

że go wystawiła do wiatru.   

Roger zachmurzył się i skierował swoje kroki do biura, ciągnąc mnie za sobą. Krzyknął coś 

do  Daviesa,  zanim  otworzył  szafkę  i  wyjął  z  niej  butelkę  whisky  i  szklanki,  a  jego  twarz 
spochmurniała jeszcze bardziej, kiedy dostrzegł zadrapania na twarzy Daviesa.   

– Co się stało ? – zapytał, siadając za biurkiem. Davies opróżnił swoją szklankę i odstawił 

background image

na bok, jego twarz wyglądała tak, jakby się postarzał o kilka lat w ciągu minionej nocy.   

Opowiedział Rogerowi całą historię aż do momentu, gdy znalazła go policja. Jego lekko 

skruszony głos wywołał w Rogerze natychmiastową reakcję.   

– Dobrze zrobiłeś, Davies. Nie miałeś przecież żadnych szans, aby samemu przeciwstawić 

się tej trójce.   

Następnie  przyszła  kolej  na  mnie  i  opis  wydarzeń  rozpoczęłam  w  miejscu,  kiedy 

otworzyłam tylne drzwi do magazynu, gotowa wyłączyć alarm.   

– Czy nie zdziwiło cię to, że alarm nie był włączony ? • zapytał Roger.   
–  Właściwie  nie.  Wspomniałam  Daviesowi,  że  przywidzę  obrazy  Felice  w  niedzielę  i 

byłam pewna, że to właśnie on zjawił się w Galerii przede mną i wyłączył alarm. Wniosłam 
obrazy do środka i w tym momencie... – zadrżałam na wspomnienie tej strasznej chwili, gdy 
ujrzałam przed sobą zamaskowane twarze. Ze ściśniętym sercem przypomniałam sobie groźby, 
które rzucał Ritter przeciwko Rogerowi i Jennie.   

– Roger, dopóki Ritter jest na wolności, powinieneś zawiadomić tę klinikę na Węgrzech, 

aby dobrze pilnowali Jenny. Czy ona wie, co się stało ? 

Roger westchnął ciężko.   
– Musiałem jej powiedzieć. Chciałem się dowiedzieć, czy rzeczywiście skumała się z tym 

Ritterem.  Przyznała  się,  że  zdawała  sobie  sprawę,  że  on  coś  knuje,  ale  nie  wiedziała  co  i 
domyśliła  się,  że  ma  zamiar  ją  w  to  wciągnąć.  Powiedziałem  sierżantowi,  że  Ritter  może 
spróbować zemsty na Jennie, więc natychmiast zawiadomili o tym tamtejszą policję. Nie mogę 
jej darować, że się związała z tym łotrem.   

– Nie sądzę, aby chciała zrobić coś złego – wtrącił Davies.   
– Masz rację, Dawies. Początkowo był to dla niej tylko żart, spowodowany nudą, ale potem 

przestraszyła się, bo Ritter zaczął jej grozić.   

– A jeżeli policja złapie Rittera, czy będzie próbował ją w to wmieszać ? 
– Myślę, że nie. On nie ma żadnych dowodów, sprawdziłem to dokładnie.   
Odetchnęłam z ulgą i nagle oczy napełniły mi się łzami, Roger podszedł do mnie i pomógł 

mi wstać z krzesła.   

– Lindsay, jesteś wykończona. Jedź do domu i spróbuj odpocząć – odprowadził mnie w 

stronę wyjścia z galerii, gdzie czekał na mnie Philippe.   

– Uważaj na nią – powiedział do niego Roger, odwrócił się i odszedł do biura, nie patrząc 

już na nas.   

Ogarnęło mnie dziwne uczucie, że skończył się dla mnie jakiś ważny okres w życiu, nie 

miałam  pewności,  czy  przyszłość  się  dla  mnie  otworzy,  czy  też  nie  przyniesie  mi  już  nic 
znaczącego.   

 

Felice  leżała  na  kozetce  w  salonie,  z  kompresem  nasyconym  wywarem  z  lawendy  na 

oczach. Gdy zauważyła, że wchodzę do pokoju natychmiast się podniosła.   

– O, jesteś już, kochanie.   
– Źle się czujesz, mamo ? – nie potrafiłam ukryć, jak bardzo jestem o nią niespokojna.   
– Nie, po prostu odpoczywam – spuściła nogi na podłogę i wstając dostrzegła w końcu 

background image

Philippe’a. – Wejdź dalej, Philippe – zaprosiła go. – Macie ochotę na coś do jedzenia ? 

– Ja przygotuję. – powiedziałam.   
–  Nie  trzeba,  kochanie.  Dora  zostawiła  kolację  na  stole  w  jadalni.  Pójdę  do  kuchni  i 

przygotuję tylko kawę.   

Wyszła z pokoju i chciałam iść za nią, ale Philippe przytrzymał mnie za ramię.   
– Usiądź, ja jej pomogę.   
Nie miałam ochoty zostać sam na sam ze swoimi myślami, które bezładnie plątały mi się po 

głowie. Usiadłam na kozetce, zrzuciłam buty i oparłam wygodnie plecy, starając się odprężyć. 
Wiedziałam, że mogę nadać swoim myślom sens i zrozumieć moje uczucia, jeżeli tylko zdołam 
odnaleźć drogę, która wyprowadzi mnie z tego labiryntu. Psychicznie bowiem czułam się tak, 
jakbym była zagubiona w labiryncie i otoczona wysokimi ścianami z żywopłotu, gęstego od 
ukrytego w nim zła.   

Z  zamyślenia  wyrwał  mnie  Barney,  który  sapiąc  wpadł  do  pokoju.  Podbiegł  do  mnie, 

położył przednie łapy na moich kolanach i polizał moją twarz. Jego psie oczy, pełne oddania i 
miłości sprawiły, że nagle poczułam się spokojna i wróciła mi odwaga.   

Philippe zawołał mnie do jadalni. Felice siedziała już przy stole, my zajęliśmy miejsca po 

obu  jej  stronach,  naprzeciwko  siebie.  Nałożyłam  na  talerz  mięso  i  sałatkę  i  pomyślałam  o 

kochanej Dorze, która zadała sobie tyle trudu, żeby przygotować dla nas kolację.   

Był to zapewne jej sposób, aby okazać nam swoją sympatię i przywiązanie.   

Felice  zachowywała  się  bardzo  nerwowo;  zarówno  jej  ruchy,  jak  i  drżenie  całego  ciała 

przypominały mi ptaka ze złamanym skrzydłem. Philippe, nawet jeśli to zauważył, nie dał nic 
po sobie poznać, ale ja czułam, że jeszcze chwila, a tego nie wytrzymam i będę musiała odejść 
od stołu. Opowiedziałam jej, że Roger wrócił już do domu i że jak dotąd, policja nie wpadła na 
trop złodziei, ale zdawało mi się, że wcale nie słucha, co do niej mówię.   

W końcu odezwała się: 
–  Myślałam  Lindsay  o  tym,  że  powinnaś  gdzieś  wyjechać,  zrobić  sobie  wakacje.  Może 

pojechałybyśmy do Włoch ? 

– Nie mogę teraz uciec i zostawić Rogera samego.   
– Uciec ? – przyjrzała mi się badawczo. – O czym ty mówisz? Wakacje nie są ucieczką. 

Przeżyłaś okropne rzeczy i prędzej czy później odbije się to na twoich nerwach. Jestem pewna, 
że Roger zgodziłby się ze mną, że powinnaś odpocząć.   

– Przykro mi, mamo, ale nie mogę sobie teraz pozwolić na wyjazd.   
– Zobaczysz, że to się dla ciebie źle skończy – powiedziała proroczym tonem.   
– Bzdury – odpowiedziałam ostro i schyliłam się pod stół, rzucając jakiś kąsek Barneyowi.   
– Nie lubię kiedy karmi się psa przy stole – powiedziała Felice.   
–  Przestań,  całą  cię  obślinił.  Naprawdę  Lindsay  potrzebujesz  kogoś,  kto  by  się  tobą 

opiekował.   

– Ach, więc to do tego zmierzała moja matka – pomyślałam i usłyszałam głos Philippe’a.   
–  Jestem  pewien,  że  Lindsay  sama  wie,  jak  się  o  siebie  troszczyć.  A  poza  tym  są  inni, 

którzy mogliby się o nią martwić.   

– Na przykład kto ? – zapytała Felice ostrym tonem.   

background image

– Hej, przestańcie mówić o mnie tak, jakby mnie tu nie było.   
– Kochanie uspokój się, chcę przecież dla ciebie jak najlepiej.   
– Ja także – wtrącił Philippe. Felice uśmiechnęła się zgryźliwie.   
– Jestem tego pewna. I oczywiście nie wolno nam zapomnieć o Rogerze. Jest taki życzliwy, 

a poza tym bardzo zależy mu na Lindsay. Uważam, że ma pierwszeństwo.   

Spojrzała z ukosa na Philippe’a.   
– Kiedy zaczyna się rok szkolny ? 
– Za tydzień lub dwa, ale ja stąd nie wyjeżdżam.   
– Dlaczego ? – tym razem mama obrzuciła go lodowatym spojrzeniem.   
– Zrezygnowałem z poprzedniej pracy. Zaproponowano mi posadę w szkole w Ovesbury, 

Na dźwięk jego słów serce zabiło mi mocniej.   

– Przyjąłeś tą propozycję ? – zapytałam. Ovesbury leży tylko o dziesięć mil stąd.   
–  Tak  zgodziłem  się.  Jest  to  rodzaj  pracy,  jaki  naprawdę  mi  odpowiada;  mam  uczyć 

francuskiego i krykieta. Nie chcę wyjeżdżać z Lakeland, czuję się tutaj jak w domu. Może to 
trochę śmiesznie brzmi, bo urodziłem się przecież we Francji, ale taka jest prawda.   

Dlaczego Philippe powiedział o tym właśnie teraz, a do tego z taką zadumą? 

Felice siedziała bez ruchu. Wpatrywała się w okno, skąd roztaczał się widok na pochyłe 

zbocza wzgórz.   

– Mam coś do pokazania Philippe’owi. Chodźcie do pracowni.   
Przeszliśmy za mamą do studia, gdzie stały jej sztalugi, przykryte kawałkiem płótna. Felice 

podeszła do nich, odrzuciła płótno i odwróciła sztalugi w stronę okna. Philippe grzecznie zrobił 
krok w ich kierunku i nagle zamarł zdziwiony. .   

– Kto to jest ?! – wykrzyknął, chwytając mamę za ramię.   
– Leslie Outhwit. Namalowałam ten obraz trzydzieści lat temu, tuż po tym jak utopił się w 

jeziorze.   

– On... My... – Philippe nie mógł wydobyć z siebie głosu, a jego twarz zrobiła się zupełnie 

biała.   

–  Czy  dostrzegasz  podobieństwo  ?  –  W  przeciwieństwie  do  niego  Felice  była  całkiem 

opanowana. – Zupełnie słusznie. On był kochankiem twojej matki, a twoim ojcem.   

– Czy jesteś tego pewna ? – Tak mocno zacisnął swoją dłoń na jej ramieniu, że aż skrzywiła 

się z bólu.   

–  Oczywiście,  że  jestem  tego  pewna.  Sam  mi  powiedział,  że  kocha  twoją  matkę,  która 

nosiła wtedy jego dziecko. Miał zamiar ją poślubić.   

Tylko  ja  wiedziałam,  ile  wysiłku  musiało  ją  kosztować  opowiedzenie  tej  historii 

Philippe’owi.   

– Ale nie ożenił się z nią – powiedział Philippe.   
– Nie. Zmarł.   
– Dlaczego zmarł ? – zapytał ochrypłym głosem. Felice oswobodziła swoje ramię.   
–  Lindsay  ci  wszystko  opowie.  –  Przeszła  tuż  koło  mnie,  całując  mnie  delikatnie  w 

policzek.   

– Teraz wszystko zależy od ciebie – wyszeptała. – Od ciebie...   

background image

– Ona wiedziała kim jestem jak tylko mnie zobaczyła, prawda? 
Przytaknęłam,  podeszłam  do  sztalug,  odwróciłam  je  od  okna  i  z  powrotem  przykryłam. 

Philippe nie powstrzymywał mnie, stał dalej w tym samym miejscu oddychając ciężko, jakby 
brakowało mu powietrza. Czułam, że ja również mam ściśnięte gardło.   

–  Chodź,  przejdziemy  się  w  stronę  jeziora  –  zaproponowałam.  –  Mam  takie  uczucie, 

jakbym się dusiła.   

Philippe  pokiwał  twierdząco  głową  i  objąwszy  mnie,  wyprowadził  w  stronę  ogrodu. 

Powietrze było parne, a ponad wzgórzami zbierały się chmury deszczowe, ale na zachodzie, na 
przekór nadciągającej burzy, ciągle jeszcze świeciło słońce.   

– Będzie burza.   
– Przejdzie.   
Obejmując mnie mocno Philippe dostosował rytm swoich kroków do moich i ruszyliśmy w 

kierunku  jeziora.  Zatoczka  naprzeciwko  domu  Outhwitów  była  pusta  i  usiedliśmy  w  cieniu 
skał.  Czułam  zapach  rozgrzanej  ziemi,  spragnionej  nadchodzącego  deszczu.  Jezioro  było 
zupełnie spokojne, tylko od czasu do czasu fale lekko uderzały o brzeg. Kolor wody, w miarę 
jak niebo nabierało ciemniejszej barwy, również stawał się coraz bardziej atramentowy.   

Philippe przyciągnął mnie do siebie.   
– Utopił się w jeziorze.   
– Opowiedz mi o tym.   
Zostałam schwytana w sieć, którą podstępnie zastawiła moja matka. Mogłam oczywiście 

skłamać czy powiedzieć coś wymijająco. Mogłam powiedzieć, że nagle zerwał się sztorm, albo 
że ktoś w łodzi nagle się niebezpiecznie poruszył i Philippe’owi pewnie by to wystarczyło. Był 
tak przejęty wyznaniem Felice, że to Leslie Outhwait był jego ojcem, że do tego, w jaki sposób 
zginął, nie przykładał już takiej wagi. Poza tym pragnęłam jednak osłonić i wybronić swoją 
matkę.   

Doszłam jednak do wniosku, że Philippe ma prawo poznać prawdę, tak samo jak ja miałam 

prawo, by poznać okoliczności śmierci mojego ojca. Kochałam Philippe’a zbyt mocno, aby mu 
tego odmówić.   

– Felice i Leslie Outhwait studiowali na tej samej Akademii Sztuk Pięknych – zaczęłam. – 

Tamtego lata zaprosił ją do domu Outhwaifów. Przyjechała więc i zakochała się w nim, tak 
samo  jak  zakochała  się  w  krajobrazie  tych  okolic.  Była  pewna,  że  Leslie  też  ją  kocha,  jej 
marzenia  związane  były  z  nim  i  liczyła  na  to,  że  czeka  ich  cudowna,  wspólna  przyszłość. 
Zgodziła się na małżeństwo – przerwałam i spojrzałam na jezioro.   

–  Wtedy  właśnie  pojawiła  się  Eve  ze  swoimi  znajomymi  z  uniwersytetu.  Poznały  się  z 

Felice,  Eve  bardzo  podobały  się  jej  obrazy,  wkrótce  poznała  też  Leslie’ego.  Kiedy  jej 
towarzystwo wyjechało, Outhwait’owie zaproponowali jej, by zamieszkała u nich, więc została 
tutaj.   

– Trójkąt – powiedział Philippe z zadumą.   
– Tak. Całe lato spędzili we trójkę. Leslie był oczarowany twoją matką i wkrótce oboje 

zakochali się w sobie. Przez cały czas ukrywali to przed Felice, aż nadszedł moment, gdy ona i 
Leslie wybrali się na przejażdżkę łodzią. Wtedy Leslie powiedział jej, że Eve spodziewa się 

background image

jego dziecka i poprosił, aby mama zwolniła go z obietnicy małżeńskiej. Felice gwałtownie się 
podniosła i w tym momencie łódź przewróciła się. Moja mama była wtedy świetną pływaczką, 
ale  Leslie  niestety  nie.  Nie  wiedziała  także,  że  miał  kłopoty  z  sercem;  woda  była  lodowato 

zimna, Leslie dostał ataku i utonął.   

– Więc to był wypadek – stwierdził Philippe pewnym głosem, – Mama obwiniała siebie 

przez te wszystkie lata.   

– Bzdura. Biedna Felice.   
Moje  serce  zadrżało  z  miłości  do  Phillipe’a,  a  jego  litość  podziałała  na  moją  duszę  jak 

balsam.   

– Teraz wiesz już wszystko. Outhwaitowie też wiedzieli. Philippe wstał i wyciągnął ręce, 

aby mnie także pomóc się podnieść.   

– Nie mogło stać się lepiej. Od pierwszego momentu, kiedy ujrzałem obraz mojej matki, 

wiedziałem, że należę do tego miejsca. A teraz,  Lindsay, czy jest dla mnie jakaś nadzieja ? 
Wiem, że nie jest to w porządku wobec Rogera. Może nie powinienem pytać? 

– To zależy.   
– Od czego ? 
– Czy mnie kochasz.   
Przyciągnął mnie blisko ku sobie, objął ramionami i pocałował.   
– Kocham cię całym serce, Lindsay. Nigdy cię nie opuszczę.   
– Ja też cię kocham, Philippe. Bałam się, że...   
– Nie musisz się już nigdy więcej o nic bać.   
Pocałował mnie mocno i namiętnie. Zagubieni w ekstazie naszej wzajemnej miłości, nie 

zauważyliśmy nawet ciężkich kropli deszczu, które zaczęły uderzać o wysuszoną ziemię. W 
końcu Philippe zwolnił swój uścisk i rozejrzał się za jakimś schronieniem.   

– Uciekamy ? – zapytał.   
Nie miałam ochoty rezygnować z takiej cudownej chwili jak ta. Philippe, wyczuwając mój 

nastrój, zdjął swoją kurtkę i przytrzymał ją ponad naszymi głowami. Dostrzegłam, że od strony 
przystani Outhwaitów płynie w naszym kierunku jakaś łódź. Był to Dick.   

–  Wsiadajcie  !  Przemokniecie  do  suchej  nitki!  –  zawołał  do  nas,  gdy  tylko  przybił  do 

brzegu.   

Wyciągnął dłoń, by przytrzymać mnie, gdy wskakiwałam na pokład. Philippe usiadł obok 

mnie, a Dick mocno uścisnął jego rękę.   

– Witaj w domu – powiedział.