background image
background image

Aleksander

 Ławski

Kręte​ ścieżki

background image

Spotkani

e

W ciepły

 czerwcowy

 dzień zadzwoniła do m nie Ala, kuzy nka m oj ej  żony.

– Wiesz,

 m am

 dla ciebie pracownicę.

Organizowałem

  wtedy

  spółkę  handlową,  a  ta  osoba  ponoć  m iała  by ć  biegła  w  arkanach

księgowości kom puterowej  i biegle posługiwać się program am i księgowy m i.

Szukałem ,  m ówiąc

  szczerze,  kobiety

  w  wieku  trzy dziestu  lat  o  m iłej   apary cj i.  Nie  będę

ukry wał, że dobrze by  by ło, aby  wzbudzała zainteresowanie m ężczy zn, ponieważ kobieta łatwiej
wtedy   osiąga  cel.  Na  pierwszy m   spotkaniu  nie  wzbudziła  we  m nie  większego  zainteresowania.
Blondy nka,  długie  włosy,  skrom nie  ubrana,  lekko  wy straszona,  ale  zapewniaj ąca,  że  na  pewno
sobie poradzi. Pom y ślałem : zobaczę, porozm awiam  z inny m i kandy datkam i; m ij ały  j ednak dni,
a czas m nie naglił.

Spółkę zarej estrowałem ,

 rozm owy

 z inny m i rozbij ały  się o wy górowane żądania finansowe.

Nie  m aj ąc  czasu  na  dalsze  poszukiwania,  zadzwoniłem   do  dziewczy ny   poleconej   przez  Alę,
proponuj ąc spotkanie celem  uzgodnienia warunków pracy.

Na

 spotkanie przy szła w czarnej  m inispódniczce. Miała szczupłe i zgrabne nogi, które zrobiły

na  m nie  wrażenie;  tak  m ówiąc  szczerze,  m iałem   ochotę  pogłaskać  po  ty ch  wy raźnie
prowokuj ący ch, odsłonięty ch udach.

W  sam ochodzie  skierowała

  swoj e

  wdzięki  w  m oj ą  stronę,  lecz  udałem ,  że  nie  robi  to  na

m nie wrażenia – lekko zawiedziona odwróciła się w drugą stronę. Miała na im ię Anna.

– Piękne​ im ię – powiedziałem .
– Może – odpowiedziała. –

 Ale

 go nie lubię.

– Można się przy zwy czaić. –

 Nic

 nie odpowiedziała.

Wiozłem  j ą

 do

 kuzy na na j akąś uroczy stość. Miałem  j ą tam  zostawić, lecz w pewnej  chwili

zaproponowała, że ona posiedzi tam  godzinę, a potem  – gdy by m  się zgodził – m ogłaby  j echać ze
m ną na spacer po lesie. Mówiąc szczerze, by łem  ty m  trochę zdziwiony.

Po

 dwóch dniach znaj om ości zaproponowała m i inty m ne spotkanie; w dodatku m iałem  z nią

podpisać um owę o pracę – szef – sekretarka – księgowa, ty powy  układ, który  dosy ć często kończy
się w łóżku. W drugiej  fazie naj częściej  odchodzi sekretarka.

Po

 godzinie zj awiła się – wsiadła do sam ochodu, a j a wy wiozłem  j ą w zakam arki puszczy.

Wy szliśm y   z  wozu;  delikatnie  wziąłem   j ą  za  rękę,  lekko  zbliży łem   do  siebie.  Jej   ciało  doty kało
m oj ego.  Dziewczy na  by ła  lekko  podniecona.  Odważnie  przy lgnęła  do  m nie,  zaczęliśm y   się
całować.  Czułem   j ej   j ędrne  ciało,  j ednak  nie  chciałem   j ej   posiąść,  choć  nie  by łoby   z  ty m
problem u.  Głaskałem   j ą  po  j ej   udach,  wy staj ący ch  j ędrny ch  piersiach,  pachniała  j akąś  tanią
wodą.

Upaj ałem   się

  j ej

  m łodością  i  odwagą.  Robiła  wrażenie  osoby   doskonale  zorientowanej

w stosunkach dam sko-m ęskich. Potraktowałem  j ą ży czliwie, ale chłodno; odnosiłem  wrażenie, że
m a coś w sobie z prosty tutki.

Miała  piękne

  niebieskie

  oczy,  a  łatwość,  z  j aką  się  do  m nie  zbliżała,  nasuwała  m i  różne

refleksj e o j ej  przeży ciach. Nie m y liłem  się: we wczesnej  m łodości została zgwałcona. Później
prowadziła buj ne ży cie eroty czne. By ła m ężatką, ale z m ężem  j ej  się nie układało.

background image

Słuchałem

  ty ch

  opowieści,  snuj ąc  różne  dom y sły   na  tem at  j ej   dalszej   przy szłości  i  roli

w powstaj ącej  poważnej  firm ie. Zastanawiałem  się, j ak m ożna wy korzy stać j ej  walory... My śli
wy biegały  w daleką przy szłość.

Nie

 by ła zachwy cona m oj ą wstrzem ięźliwością – nie rzuciłem  się na nią, j ak zrobiłby  m oże

inny  m ężczy zna. Rozstaliśm y  się z końcem  dnia, odwiozłem  j ą do dom u. Różne m y śli krąży ły  m i
po głowie; nie by łem  pewny, czy  dobrze robię, planuj ąc j ą zatrudnić.

My ślenie

 intuicy j ne

 zawsze się u m nie sprawdzało. Miałem  j ednak dy lem at i nie do końca

wiedziałem ,  czy   ulec  intuicj i  i  dać  sobie  z  nią  spokój .  Fascy nowało  m nie  j ej   ciało  i  m aj ąc  na
względzie ewentualne korzy ści, postanowiłem  j ą zatrudnić.

Nie

  by łem   facetem ,  którem u  brak  by ło  doświadczenia  z  kobietam i.  Wiedziałem ,  że

dziewczy na  m a  um iej ętność  łatwego  nawiązy wania  kontaktów  i  ta  cecha  by ła  decy duj ąca.
Następnego dnia podpisałem  z nią um owę o pracę.

background image

Hank

a

Po

 burzliwy ch latach siedem dziesiąty ch, pełny ch eroty czny ch przeży ć, zauroczy łem  się pewną

m łodą  piękną,  kobietą.  Zrobiła  na  m nie  zniewalaj ące  wrażenie.  Pracowała  w  sąsiedniej   firm ie.
Nazy wała  się  Hanka,  by ła  m ężatką  i  na  pewno  m nie  kochała.  Ogarnął  m nie  szał  nam iętności,
kochaliśm y  się wszędzie – w biurze, na biurku, na dy wanie, w sam ochodzie, a nawet – gdy  padał
deszcz – w paśniku dla saren. Miała piękne j ak atłas ciało, nie rodziła, bardzo m nie podniecała –
zawsze by łem  gotowy, aby  j ą kochać. By ł ty lko j eden szkopuł, ona, j ak i inne, chciała by ć ze m ną
na całe  ży cie.  Sprawiła  m i  ty m   nie  lada  problem ;  by ł  to  warunek,  którego  nie  m ogłem   spełnić.
By łem   oficerem   określony ch  służb  specj alny ch,  sam   nigdy   nie  wiedziałem ,  czy   po  wy konaniu
zadania, które m i zlecono, wrócę ży wy. Nigdy  nie by łem  pewny, co m nie czeka j utro, czy  uda m i
się szczęśliwie przekroczy ć granicę.

Po

 przy j eździe i zdaniu relacj i m iałem  chwilę oddechu, ale również i stresu. Stawałem  się

zam knięty  i m ałom ówny... i wtedy  zj awiała się ona. Świat stawał się piękniej szy, trawa bardziej
zielona,  kwiaty   pachniały,  zm ieniałem   nastrój   –  chciało  się  ży ć.  By ły   to  chwile,  które  w  ży ciu
każdego człowieka zostawiaj ą głęboki ślad. Znak m inionego szczęścia. Ży łem  chwilą, nie dbałem
o j utro; m iałem  dość pieniędzy, by  pozwolić sobie i rodzinie na w m iarę dostatnie ży cie.

Wrosłem  w socj alizm  i stawałem  się

 j ego

 kom órką, j ednak odczuwałem  zgniliznę sy stem u.

Po  kilku  wy prawach  na  zachód  kom pletnie  wy leczy łem   się  z  socj alizm u,  którego  nigdy   nie
uważałem   za  ustrój   godny   człowieka.  Pewnego  lipcowego  dnia  lat  siedem dziesiąty ch  m oj a
piękność  poprosiła  o  spotkanie.  Po  przy by ciu  do  j ej   nowego  m iej sca  pracy   i  krótkim ,  dość
chłodny m   przy witaniu  oświadczy ła  m i,  że  albo  zostaj e  z  nią  na  zawsze,  albo  ona  wy j eżdża  do
Stanów do m ęża. Mąż j ej  przeby wał w Stanach na sty pendium  naukowy m , doktory zował się na
j akim ś uniwersy tecie.

Miałem   w  ty m

  czasie

  paszport  w  kieszeni  i  zam ierzałem   wy j echać  do  Pary ża.  Z  wielką

przy krością poradziłem  j ej , aby  poj echała do m ęża i nie wiązała ze m ną swoj ej  przy szłości, nic
bowiem  o m nie nie wiedziała. Przy tuliła się do m nie; by ły  łzy, delikatne m uśnięcie ustam i m ego
policzka,  czułem   ciepło  j ej   ciała  oraz  żal,  że  inaczej   j uż  by ć  nie  m oże.  Musiałem   się  z  ty m
pogodzić.  Wy szedłem   z  pokoj u,  nie  oglądaj ąc  się  za  siebie.  Czułem ,  że  coś  ważnego  w  m oim
ży ciu pozostało za m ną.

Opanowała

  m nie

  niem oc,  m y śl,  że  nie  m ogę  przeciwdziałać  losowi.  Skazany   by łem   na

ścisłe podporządkowanie się inny m ; gdy by m  zrobił inaczej , nie wiem , czy  dziś m ógłby m  skreślić
ty ch  kilka  wspom nień.  Ten  krótki  epizod  z  Hanką  wy warł  ogrom ny   wpły w  na  m oj e  ży cie
uczuciowe,  j ednak  odeszła  ode  m nie  na  zawsze.  By ła  kobietą  o  wy sokim   stopniu  inteligencj i,
uzdolniona  arty sty cznie,  paliła  papierosy,  czasem   zby t  dużo  piła.  By ła  loj alna  i  prawdom ówna,
nigdy  nie kłam ała – potrafiła m i m ówić nawet o zbliżeniach z m ężem . Po powrocie ze Stanów –
a nie by ło m nie wtedy  w kraj u – rozwiodła się z m ężem  i czekała na m nie. Nie by ło m nie ponad
rok. Przez ten czas nie wiedziała, co się ze m ną dziej e.

Pewnego

  razu,  rozm awiaj ąc  ze  swoim   kuzy nem ,  ten  zapy tał,  czy   nie  wiem ,  co  się  dziej e

z Hanką. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem , że nie wiem .

– A wiesz,

 j a

 m am  do niej  num er telefonu. Zostawiła, będąc kiedy ś u m nie. Zadzwonię do

background image

niej .

– A to​ zadzwoń – odparłem .
Wy kręcił​ num er, odczekał, odezwała się. Zaczął.
– Słuchaj ,

 j est

 u m nie Janusz, pam iętasz go?

– Oczy wiście​ – rzekła.
– Chcesz porozm awiać? – Mówiąc to, podał

 m i

 słuchawkę.

Po

 dwudziestu pięciu latach znów usły szałem  j ej  głos. Naj pierw trady cy j ne: „co sły chać”,

później  zaproponowałem  spotkanie – zgodziła się, um ówiliśm y  się w restauracj i.

Na

  spotkanie  przy szła  ubrana  dość  seksownie,  wy szczuplała,  a  na  j ej   twarzy   dostrzegłem

zm arszczki,  który ch  przedtem   nie  by ło.  Kobieta  bardzo  doj rzała  fizy cznie,  lecz  m entalnie
pozostała tą sam ą Hanką, którą znałem  25 lat tem u.

Wspom inała

  m inione

  lata,  pij ąc  whisky   z  lodem .  Opowiadała,  że  nie  m ogła  sobie  znaleźć

m iej sca  w  ży ciu  i  w  pewny m   m om encie  oświadczy ła,  że  dalej   m nie  kocha  i  że  zrobiła  wielki
błąd,  wy j eżdżaj ąc  do  Stanów  do  m ęża.  Wy znała  m i,  że  nigdy   nie  przestanie  m inie  kochać.
Patrzy łem  na nią i słuchałem  j ej  wy znań, zastanawiaj ąc się, j ak to nieświadom i skutków rozstania
kobieta i m ężczy zna wy rządzaj ą sobie krzy wdę, która m a wpły w na całe dalsze ży cie.

Spoty kam

  się  z  nią  czasem ,  każde  z  nas  uwikłane  j est  w  różne  troski  dnia  codziennego.

Proponowałem  j ej , że m oże wy j edziem y  razem  na narty  do Włoch lub Austrii, podobno pięknie
j eździ  na  nartach.  Lubię  ten  sport,  j estem   j ego  pasj onatem .  W  latach  pięćdziesiąty ch
startowałem  w zawodach akadem ickich w slalom ie specj alny m , j eszcze na twardy ch ty czkach.
Zaj m owałem  m iej sca w drugiej  dziesiątce, a dla chłopaka z nizin by ł to wielki sukces.

Chciałby m  zobaczy ć

 j ej

  um iej ętności,  uważam   bowiem ,  że  j azda  na  nartach  j est  zbliżona

do sztuki. Kultura j azdy  świadczy  o człowieku. Czasem  porównuj ę j azdę na nartach do j azdy  na
koniu,  którą  zresztą  też  uważam   za  pewien  rodzaj   sztuki,  a  na  pewno  elem ent  składaj ący   się  na
inteligencj ę  i  wrażliwość  człowieka.  Doświadczy łem   w  ży ciu  ty ch  um iej ętności  i  ty ch  wrażeń,
m am   własnego  konia  –  piękną  klacz  gorącokrwistą,  która  szanuj e  ty lko  j eźdźca  o  dobry ch
um iej ętnościach, natom iast słabeuszy  po prostu wy rzuca z siodła.

Dawna

 m iłość j est j ak przeby ta choroba – zostawia ślad na całe ży cie. Nie m ogę się tak do

końca  od  niej   uwolnić,  choć  nie  stwarza  j uż  em ocj i.  Dawna  dziewczy no,  kiedy ś  kochałem   cię,
dalej   m am   dla  ciebie  szacunek  –  nisko  ci  się  kłaniam   za  dawną  szczerość  i  oddanie,  a  gdy   cię
czasem  zobaczę, sprawiasz m i wielką przy j em ność. Nie j esteś j uż tą dwudziestoparolatką, z którą
kochałem  się w lesie na m chu, na m rozie... wszędzie nam  by ło dobrze. Nie m ogliśm y  by ć razem ,
j esteśm y  dalej  obok siebie, oddaleni wspom nieniam i i wy czekiwaniem  na zbliżenie, chociaż czas
pory sował nasze czoła zm arszczkam i.

background image

Anna

Anna

 to osobny  rozdział w m oim  ży ciu – rozstanie z nią pozostawiło w m y m  sercu głęboką ranę.

Ostateczną  decy zj ę  o  rozstaniu  podj ąłem   po  balu  sy lwestrowy m .  Um ówiliśm y   się,  że
poj edziem y   tam   razem ,  ale  dwa  dni  przed  wy j azdem   oświadczy ła,  że  nie  j edzie,  bo  chce  by ć
sam a. Jak się okazało później , fakty cznie by ła sam a, choć nie z własnej  woli.

O  północy   przy słała

  m i

  ży czenia,  pisała,  że  m nie  kocha  i  dalej   chce  by ć  ze  m ną.

Odebrałem  to j ako skutek wy rzutów sum ienia, które u niej  by ły  ty lko grą. Miłość u niej  polegała
na  wy łudzaniu  pieniędzy   i  różny ch  inny ch  usług.  Pieniędzy   zawsze  j ej   brakowało,  często  j ej
poży czałem  na tak zwane wieczne oddanie, ale przy  większy ch sum ach dom agałem  się zwrotu –
szło  to  bardzo  opornie.  Kobieta  dem on  –  znałem   j ą  kilka  lat,  m iała  w  sobie  j akiś  m agnes,  który
przy ciągał do niej  m ężczy zn.

Pom ogłem   urządzić

  j ej

  m ieszkanie;  by ło  pięknie  wy posażone.  Poży czy łem   j ej   na  to

pieniądze  świadom y,  że  nigdy   ich  nie  odda.  A  j ako  że  zarabiałem   j ak  na  owe  czasy   dość  dużo,
korzy stała z tego i zdawało j ej  się, że tak będzie zawsze.

By ła

  to

  dziewczy na  bez  wy kształcenia,  nam awiałem   j ą  do  stopniowego  zdoby wania

kwalifikacj i, w czy m  zresztą starałem  się j ej  bardzo pom óc. Uważałem , że po rozstaniu ze m ną
będzie  m usiała  sam a  na  siebie  zarabiać.  Z  m ężem   od  paru  lat  by ła  w  separacj i  –  m y ślała
o rozwodzie. Według m ej  oceny, m iała niskie poczucie własnej  wartości. Jej  zdaniem  m ówienie
nieprawdy  i oszukiwanie nie by ło niczy m  niem oralny m . Z natury  by ła podej rzliwa i nieufna – te
cechy  wy niosła z dom u rodzinnego.

Od

  lat  by łem   w  separacj i  z  żoną,  m iałem   określone  cele  ży ciowe,  które  konsekwentnie

i  z  powodzeniem   realizowałem .  Anna  stała  się  m oj ą  partnerką  biznesową;  m łodsza  ode  m nie
zastępowała  brakuj ącą  w  m oim   ży ciu  kobietę.  Mówiła,  że  m nie  kocha,  by ła  bardzo  zazdrosna
i zaborcza.

Kochaliśm y  się dość często, polubiłem

 j ej

 ciało, j ej  sposób przeży wania zbliżenia. Nie lubiła

gry   wstępnej :  sam   akt  m usiał  by ć  m ocny,  gwałtowny   coś  na  pograniczu  gwałtu,  wtedy
stosunkowo szy bko osiągała orgazm .

Często  popadała  w  stan  gwałtownego

  m usu

  zaspokoj enia  swy ch  potrzeb  seksualny ch  –

gotowa się kochać wszędzie i w każdy ch warunkach, wpadała w am ok i trudno by ło j ą zaspokoić.
Półprzy tom na prosiła o niekończący  się akt seksualny, a po ty m  zapadała w kilkugodzinny  sen. Po
przebudzeniu tuliła się do m nie, m ówiąc, że chce by ć ze m ną zawsze; by ło j ej  dobrze.

Bory kała  się  z  dzieckiem ,

  kilkuletnim

  chłopcem ,  którego  nie  by ła  m atką.  Nie  potrafiła  go

wy chowy wać,  raz  by ła  zby t  ostra,  surowa,  nawet  wulgarna,  a  w  innej   sy tuacj i  nadopiekuńcza.
Nie m iała  żadnego szacunku  dla nauczy cieli,  co bardzo  depry m uj ąco wpły wało  na  zachowanie
sy na. Cieszy ła się, gdy  sy n, przy chodząc ze szkoły, potrafił naśladować zachowanie nauczy cieli,
eksponuj ąc  ich  ułom ności  i  wady.  Zachowanie  takie  wzbudzało  we  m nie  głęboką  frustracj ę.
Nigdy   nie  m ówiła:  „pani  wy chowawczy ni”,  ty lko:  „ta  garbata,  czego  ona  od  ciebie  chce?”.
W dom u rodzinny m  Anna nie doznała m iłości; m ówiła, że m atka nigdy  nie brała j ej  na kolana.
W takich warunkach kształtował się j ej  charakter.

Wy rażaj ąc

  nieraz

  swoj e  niezadowolenie,  Anna  m ówiła,  że  nigdy   nikogo  nie  kochała,

background image

potrzebowała natom iast m iłości. Pewnego razu po pracy, gdy  siedzieliśm y  naprzeciw siebie, ona
w  fotelu,  j a  na  kanapie,  oświadczy ła,  że  m nie  nigdy   nie  opuści  i  zawsze  będzie  ze  m ną.
Odpowiedziałem ,  że  nie  m am   zam iaru  się  z  nią  rozstawać.  Z  fotela  przy szła  do  m nie.
Całowaliśm y   się,  pieściłem   j ej   ciało;  często  w  takiej   sy tuacj i  dochodziło  do  zbliżenia.  By ło  m i
bardzo dobrze, by łem  szczęśliwy, a za te chwile j estem  j ej  niezm iernie wdzięczny.

W  ży ciu

  trzeba

  wy korzy stać  wszy stkie  chwile.  Dzięki  ty m   spędzony m   z  Anną  by łem

szczęśliwy.  By ły   j ednak  m om enty,  że  wpadała  w  depresj ę,  narzekała  na  brak  pieniędzy,  choć
finansowo często j ą wspom agałem , żaliła się też, że się starzej e i nikt się za nią nie ogląda.

W  wieku

  czterdziestu

  lat  by ła  całkiem   siwa,  zaczęła  więc  farbować  włosy.  Z  depresj i

przechodziła  w  stan  euforii;  m ówiła,  że  będzie  dobrze.  Starałem   się  sty m ulować  j ej   uczucia,
naj częściej   wiozłem   j ą  na  spacer,  potem   przy tuleni  do  siebie  poddawaliśm y   się  błogości
zbliżenia. By ło nam  dobrze, ży cie toczy ło się wy ty czony m  torem .

By ł

  lipiec

  2005  roku,  pełnia  lata.  Um ówiłem   się  z  Anną  na  spotkanie  –  poj echaliśm y   do

dobrej  knaj py, piliśm y  czerwone wino – czułem  u niej  j akiś niepokój . Na spotkanie przy szła j akby
odm ieniona,  nie  by ło  widać  po  twarzy,  że  m a  j akieś  kłopoty.  By ła  j akby   pełna  szczęścia,  ale  to
ty lko  pozory.  Miała  na  sobie  długą,  czarną  suknię  przy legaj ącą  do  ciała,  zapinaną  z  przodu  na
fantazy j ne guziczki, opiętą od dołu do połowy  ud, m odne buty, dobry  m akij aż – tak rzadko u niej
stosowany,  nadawał  j ej   blasku  i  uroku.  Jako  że  m iała  zgrabne  nogi  i  dość  szczupłą  sy lwetkę  –
wszy stko to podkreślało j ej  seksowność.

Anna

  j ak  każda  kobieta  lubiła  się  m askować  i  nie  okazy wać  zby tnio  swoich  uczuć.

Zapy tałem  j ą, skąd u niej  taka wzm ożona kokietery j ność, a w odpowiedzi usły szałem , że nic się
nie dziej e. Jednak po dłuższej  rozm owie zorientowałem  się, że chce m i coś przekazać; chciałem
j ą sprowokować do wy znań, czułem  bowiem , że ten j ej  wy gląd j est nie dla m nie, że coś kry j e.
Rzadko  m ówiła  prawdę  –  przeważnie  kłam ała,  kłam stwa  po  pewny m   czasie  by ły   przeze  m nie
wy kry wane.  Uważała,  że  m oże  m nie  oszukiwać,  ponieważ  i  tak  się  o  wszy stkim   dowiem .
Rozm owa nie za bardzo się kleiła, zaczy nała by ć coraz bardziej  spięta.

– Powiedz, m oże

 m asz

 kogoś? Pracuj esz w Warszawie, m oże kogoś poznałaś?

Otworzy ła​ się.
– Wiesz, poznałam  faceta, by łam  z nim  w Klifie

 na

 kawie. Jest o m nie bardzo zazdrosny  –

j ak ty lko spoj rzę na innego m ężczy znę, robi m i uwagi.

– Kochasz​ go?
– Nie,

 ty lko

 go lubię.

– Kochałaś​ się z nim ?
– Nie...
– Co

 to

 za facet?

– Z Pragi​ – odparła.
– Czy m ​ się zaj m uj e?
– Pracuj e gdzieś

 przy

 m ontażu kotłowni. Jest m łodszy  ode m nie.

– Chcesz​ z nim  by ć? – przepy ty wałem  dalej .
– Chy ba

 nie, nie

 j est to facet na dalsze ży cie. Jest delikatny, ty m  razem  to j a dom inuj ę – nie

tak j ak z tobą. Ty  sterowałeś m ną.

– Źle

 na

 ty m  nie wy szłaś...

– Oczy wiście,

 m am

 dla ciebie dużo szacunku. Wiele tobie zawdzięczam .

background image

– Cieszy

 m nie

 chociaż to – odrzekłem .

Na

 końcu oświadczy ła, że m nie kocha. Wsiedliśm y  do sam ochodu, po drodze skręciliśm y  do

lasu i tam  stary m  zwy czaj em  kochaliśm y  się. By ło wspaniale, choć czułem , że coś się m iędzy
nam i skończy ło.

Przy

  m nie  nasy ciła  się  luksusem ;  nie  by ła  osobą  biedną,  m iała  piękne,  duże  m ieszkanie,

dobrze wy posażony  wolno stoj ący  dom  w atrakcy j ny m  m iej scu, dobry  sam ochód. Wszy stko to
wskazy wało,  że  m iłość  tego  faceta  kierowana  by ła  w  stronę  j ej   walorów  m aterialny ch.
Tłum aczy łem   j ej ,  że  j ą  okradnie,  że  wy ciśnie  z  niej   wszy stko,  co  będzie  m ożliwe,  a  potem   j ą
zostawi. By ła od niego parę lat starsza, przy glądałem  się, j ak sy tuacj a się rozwinie.

Pod

  koniec  października  wy brała  się  z  nim   do  swoj ej   rodziny.  Ubrała  go  w  nowe  ciuchy,

które  m u  oczy wiście  kupiła,  i  poj echali  j ej   sam ochodem   –  on  nie  grzeszy ł  żadny m   m aj ątkiem .
Prosiła m nie w ty m  dniu, aby m  j ej  zatankował sam ochód – m iałem  na stacj i znaj om ego, który
sprzedawał znaj om y m  tanie paliwo.

Wieczorem

  zadzwoniła  do  m nie,  inform uj ąc,  że  rozbiła  sam ochód.  Nic  się  j ej   nie  stało,

a  sam ochód  zaciągnęli  do  j akiegoś  blacharza,  który   m iał  go  naprawiać.  A  to  nie  koniec  zły ch
wiadom ości – uży waj ąc szantażu w form ie prośby, powiedziała m i, że m uszę j ą wozić do pracy,
bo inaczej  rozleci j ej  się firm a.

Woziłem   j ą

  swoim

  autem   i  zdawało  m i  się,  że  zaczy na  dostrzegać,  w  j akim   znalazła  się

am oku. Po trzech ty godniach odebrała sam ochód z warsztatu; oczy wiście spartaczona naprawa,
a ona nie chciała się przy znać, że sam ochód rozbił po pij anem u j ej  kochanek.

Ży cie  toczy ło  się

  dalej ;

  Anna  pracowała  w  dużej   firm ie,  m iała  bardzo  dużo  pracy.

W soboty  przy woziła kochanka do swoj ego m ieszkania; siedzieli tam  do niedzieli, potem  odwoziła
go na dworzec. Często dzwoniła wtedy  do m nie z zapy taniem  o nieodebrane telefony.

Następnego

  dnia

  rano  często  zapraszała  m nie  na  kawę,  która  kończy ła  się  z  nią  w  łóżku.

Przestałem  j ą traktować j ako bliską kiedy ś kobietę; gdzieś odeszło zauroczenie, m iłość, pozostały
interesy  i dawne wspólne przeży cia, które w j akiś sposób nas łączy ły. Nie by łem  j ej  dłużny, m oże
się dom y ślała.

background image

Grażyna

Poznałem

 niewiele

 starszą od Anny  kobietę – rozwiedzioną, m aj ącą własny  biznes, wy kształconą.

Odeszła od m ęża po j ego pierwszej  zdradzie.

Znałem  j ą

 przed

 ty m  i m uszę przy znać, że zawsze m i się podobała. By ła otwarta, lubiła się

kochać, m iała piękne ciało, a każde dotknięcie j ej  przy nosiło wiadom y  skutek. Graży na – doj rzała
kobieta, m arzenie każdego m ężczy zny... Od Anny  odszedłem  całkowicie, nie chciałem  m ieć z nią
żadny ch  bliższy ch  kontaktów,  choć  w  różny   sposób  m nie  prowokowała.  By łem   wy godny m
partnerem ,  m ogła  zawsze  liczy ć  na  m oj ą  pom oc.  Graży na  znacznie  przewy ższała  Annę
intelektualnie,  piliśm y   czerwone  wino  i  do  późnej   nocy   prowadziliśm y   nieraz  niekończące  się
rozm owy.

background image

Rozmowy

 z Anną

Kiedy ś,

  podczas

  w  m iarę  w  szczerej   rozm owy   rzekła,  że  nie  chciałaby   stracić  ani  m nie,  ani

swoj ego m ężczy zny. Taki sposób by cia z nią absolutnie m i nie odpowiadał, m iałem  inny  pogląd
na dalsze ży cie. Po uczestnictwie w dość duży m  biznesie pom agałem  urządzić m iej sce pracy  dla
Anny.  Z  wielkim   oporem   zaczęła  pracować  na  siebie,  po  zdoby ciu  odpowiednich  kwalifikacj i
stała się doradcą finansowy m . Pom agałem  j ej  zorganizować biuro na m iej scu i w Warszawie.

Ostatnie

  przeży cia  wy warły   wpły w  na  j ej   wy gląd,  m ężczy źni  m niej   j ą  adorowali;

wy glądała  na  zm ęczoną  ży ciem   „kobietkę”.  Interesowało  j ą  zdoby wanie  pieniędzy,  zaciągała
kredy ty,  który ch  w  taj em nicy   przede  m ną  nie  spłacała.  Miała  duży   talent  do  wy dawania
pieniędzy   –  brakowało  j ej   to  na  buty,  to  na  sukienkę,  to  na  różne  inne  ciuchy.  Lubiła  się  dobrze
ubrać. Praca i studia zaoczne na wy dziale finansów Uniwersy tetu Warszawskiego oraz uciążliwa
praca  odbiły   się  na  j ej   wy glądzie.  Anna  stała  się  m niej   pewna  siebie,  j ej   twarz  poszarzała,
zatraciła gdzieś dawny  urok – wy glądała źle.

Rozstanie

 ze m ną również negaty wnie wpły nęło na nią i j ej  ży cie. W przy pły wie szczerości

m ówiła, że ten skok w bok dużo j ą kosztował; j estem  pewny, że tego żałuj e. W sy tuacj i, j aka się
stworzy ła,  nie  widziałem   j uż  dla  niej   m iej sca  w  m oim   ży ciu.  Nie  wierzy łem   w  to,  co  m ówi  –
przeważnie kłam ała, nie dotrzy m y wała słowa, stała się nieodpowiedzialna.

background image

Ding

o

Nadal

 uwikłana j est w różne poty czki z m ężem , wciąż się go boi. Ponoć zostawiła ukochanego psa,

który   bardzo  tęskni  za  nią  i  wy czekuj e  przed  furtką  –  m oże  pani  go  odwiedzi...  Ta  j ednak  nie
okazuj e m u m iłości, nie odwzaj em nia uczucia, który m  on j ą obdarzy ł. Gdy  czasem  obserwuj ę to
zwierzę,  które  broniło  j ą  w  różny ch  kry ty czny ch  sy tuacj ach  z  m ężem ,  widzę  j ego  tragedię.
Nigdy   by m   tak  nie  postąpił  i  nie  m ogłem   zrozum ieć,  j ak  bardzo  ona  się  zm ieniła;  kiedy ś
twierdziła,  że  pies  ten  j est  dla  niej   więcej   wart  niż  adoptowane  dziecko.  By ło  to  oczy wiście
pom y lenie  poj ęć,  j edno  j est  j ednak  pewne:  pies  przy wiązuj e  się  do  człowieka  na  całe  swoj e
ży cie,  j est  m u  zawsze  wierny,  nigdy   go  nie  zdradzi.  Człowiek  natom iast  czasem   postępuj e
odwrotnie; doty czy  to również Anny.

Pewnego

  razu  zadzwoniła  do  m nie,  prosząc  o  pom oc  w  uśpieniu  psa.  By łem   ty m

zbulwersowany  i oczy wiście odm ówiłem ; coraz bardziej  poznawałem  j ej  charakter. Kobieta bez
uczuć... – j ak w ogóle m ogłem  się do niej  zbliży ć.

Ciągle m ówiła, że

 m nie

 kocha, ale tak do końca j ej  nie wierzy łem . Rozum iałem  j uż, że by ła

to kobieta dem on, nielicząca się z nikim  i z niczy m . Dla niej  naj ważniej sze by ło j ej  ego oraz to,
co  m oże  uzy skać  na  znaj om ości  z  kim ś.  Zawsze  próbowała  handlować  sobą,  to  by ł  j ej   m ocny
atut.

background image

Rodzin

a

Pochodziła

 ze

 środowiska wiej skiego, z biednej  rodziny, by ła niechciana i niekochana, w dorosłe

ży cie  weszła  bardzo  wcześnie.  Maj ąc  13  lat,  została  zgwałcona  przez  m ęża  starszej   siostry.
Oczy wiście rodzina nie potępiła gwałciciela, ty lko j ą, tłum acząc, że na pewno go sprowokowała.
Mówiła m i o ty m  z wielkim  przej ęciem . Wszy stko to odbiło się tragicznie na j ej  dalszy m  ży ciu.
Patrząc na to teraz, nie wiem  tak naprawdę, czy  to wy darzenie w ogóle m iało m iej sce.

By ła  dość

  taj em nicza,  nie

  bardzo  chciała  się  zwierzać,  napom knęła  ty lko  kiedy ś,  że  gwałt

powtórzy ł się j eszcze kilkakrotnie. Przy puszczam , że następne stosunki nie by ły  j uż gwałtem , lecz
odby ły  się za j ej  przy zwoleniem . Pozornie nie znosiła j ego towarzy stwa, ale sądzę, że łączy ło j ą
z nim  j akieś wątłe uczucie. W czasie tańca zawsze by li przy tuleni do siebie – ty lko wtedy  m ogli
oficj alnie się do siebie zbliży ć, nie budząc podej rzeń.

Ży cie  w  dom u  rodziców  skupiało  się

  na

  świąteczny ch  obiadach.  Plotkowano  tam

o znaj om y ch i rodzinie, m atka wiodła w ty m  pry m . Wy czułem , że by ła zazdrosna o to, że Anna
j est  ze  m ną.  Próbowała  nawet  różny ch  sztuczek,  aby   zasiać  m iędzy   nam i  niepokój   i  m uszę
przy znać, że często j ej  się to udawało, nieraz wracaliśm y  skłóceni.

Anna

 nie należała do geniuszy  intelektualny ch i stosunkowo łatwo przej m owała czy j eś sądy.

Tłum aczy łem   j ej ,  by   nie  brała  wszy stkiego,  co  m atka  chce  j ej   narzucić.  Po  przy j eździe  do
rodziców zawsze by ły  prezenty, które m iały  rekom pensować parogodzinny  poby t. Za kry terium
wartości  w  tej   rodzinie  brano  pozy cj ę  m aterialną,  j aką  człowiek  osiągnie.  Reszta  się  nie  liczy ła
i  nawet  wizy ty   na  niedzielnej   m szy   nie  m iały   żadnego  wpły wu  na  od  dawna  ukształtowane
poglądy.  Jako  że  Anna  nie  by ła  naj biedniej sza,  zazdrość  sióstr  i  m atki  powodowały   konflikty
m iędzy  nim i.

background image

Świat​ Anny

Zaprosiłem   kiedy ś

  dawnego

  znaj om ego  profesora,  wy kładowcę  archeologii  na  znanej

warszawskiej   uczelni.  Po  paru  koniakach  rozgadał  się  o  swoich  problem ach  ży ciowy ch,
o studentach nieprzy kładaj ący ch się do nauki, a później  wspom inaliśm y  nasze wspólne wy j azdy
do  Włoch  i  Austrii  na  narty.  Dy skusj a  absolutnie  j ej   nie  interesowała;  siedziała  znudzona,  nie
zwracaj ąc  na  gościa  żadnej   uwagi.  Źle  się  czuła  w  takim   towarzy stwie,  by li  to  ludzie  nie  z  j ej
świata.

Annie

  dobrze  by ło  wśród  m ężatek,  łaj daczek  i  facetów,  którzy   im ponowali  opowiadaniem

dowcipów  i  by li  zainteresowani  j ej   osobą.  Te  cechy   charakteru  zbliżały   j ą  do  kobiet
zm ieniaj ący ch  m ężczy zn  j ak  rękawiczki.  Miała  koleżankę,  m ężatkę,  która  twierdziła,  że  m ąż  nie
pociąga j ej  fizy cznie. Wy glądała j ak poślednia kurewka, puszczała się na lewo i prawo. Nawet raz
chciałem  się z nią um ówić, j ednak ta obawiała się, że Anna m oże się o ty m  dowiedzieć i wy nikną
j akieś nieprzy j em ności. By łem  zadowolony  z takiego j ej  stanowiska.

Kry sty na, bo

  tak  m iała  na  im ię  ta  koleżanka,  znaj dowała  chętny ch  do  uprawiania  seksu  na

czacie i um awiała się z nim i. Mówiła o sobie, że j est naj lepszy m  lachociągiem  w okolicy.

Prawie

  na  każde  spotkanie  z  wy brany m   oblubieńcem   Kry sty na  zabierała  Annę,  która

siedząc  w  pewnej   odległości  w  sam ochodzie,  ubezpieczała  koleżankę.  Nie  zawsze  spotkanie
Kry sty ny   kończy ło  się  pom y ślnie;  czasem   wracała  z  sińcem   lub  oblubieniec  wy rzucał  j ą
z sam ochodu. Wtedy  Anna by ła j edy ny m  ratunkiem .

Anna

  twierdziła,  że  to  zwy kła  kurwa,  ale  zauważy łem ,  że  by ła  ty m   sposobem   znaj om ości

zainteresowana.  Swoj ego  obecnego  kochanka  Anna  zapoznała  właśnie  za  pośrednictwem
Kry sty ny   –  przez  Internet.  Do  tej   pory   nie  m ogłem   zrozum ieć,  co  ty ch  dwoj e  łączy.  Dzisiaj
znów  widziałem ,  j ak  wy chodził  z  j ej   m ieszkania  i  wsiadał  do  sam ochodu,  który   j ej   kupiłem .
Pom im o  że  wy prowadziłem   się  od  niej   i  odszedłem ,  by łem   m ocno  sfrustrowany,  oglądaj ąc  tę
scenę.  Do  tej   pory   wierzy ć  m i  się  nie  chce,  że  m ogło  to  nastąpić...  Anna  nie  by ła  warta
okazy wanego  j ej   uczucia.  Choć  j estem   pewny,  że  tliło  się  j akieś  uczucie  do  m nie,
zainteresowanie j ej  osobą powoli, ale sy stem aty cznie uchodziło – oddalałem  się od niej .

Kiedy ś

  gdy

  zapowiadała,  że  będzie  rano  w  biurze,  docierałem   tam   wcześniej   niż  ona.

Obecnie nie m am  ochoty  się z nią spotkać, przy chodzę z dwugodzinny m  opóźnieniem , j ednak ona
czeka,  próbuj ąc  nawiązać  rozm owę.  Nie  witam   się  z  nią  j uż  j ak  zwy kle  –  przez  przy tulenie
i  pocałunek.  Anna  wy czuła,  że  m oj e  zachowanie  nie  j est  norm alne.  By łem   dla  niej   bardzo
oboj ętny,  patrzy łem   ty lko  na  j ej   zm ęczoną  twarz.  Bez  m akij ażu  wy glądała  na  parę  lat  starszą,
czułem , że nie wie, co dalej  ze sobą zrobić.

Wiedziała,  że

  dalsze

  utrzy m y wanie  bliskich  kontaktów  z  nowy m   kochankiem   wpędza  j ą

w  ślepą  uliczkę,  z  której   nie  m a  wy j ścia;  to  ogranicza  lub  wręcz  uniem ożliwia  realizowanie  j ej
planów i rozwój  kariery.

Rozm awiałem  z nią o ty m

 dzisiaj

 i stwierdziła, że zdecy dowana j est podj ąć j akieś decy zj e.

Wy czułem   j ednak,  że  m a  kłopoty ;  m iałem   racj ę.  Przy   końcu  rozm owy   oświadczy ła,  że
dowiedziała  się  o  przestępczej   działalności  kochanka  oraz  j ego  kolegów.  Zupełnie  nie  wiedziała,
j ak  się  z  tego  wy plątać.  Tak  naprawdę  to  i  j a  nie  wiedziałem ,  co  j ej   poradzić.  Widziałem ,  j ak

background image

tonie, i j edy ny  ratunek upatry wałem  w zerwaniu z ty m  facetem  i j ego środowiskiem . Czy  m iała
na ty le odwagi – nie wiem .

Anna

  bała  się,  że  zostanie  sam a;  panicznie  bała  się  sam otności.  Ty m czasem   j ej   m ąż

szy kował następną niespodziankę, oskarżaj ąc j ą o m altretowanie adoptowanego 11-letniego sy na.

background image

Michał,

 syn

 Anny

W stosunku

 do

 sy na by ła osobą niezby t zrównoważoną uczuciowo. Raz twierdziła, że go nie lubi,

inny m   razem   by ła  nadopiekuńcza,  a  później   znowu  bardzo  szorstka  i  wulgarna.  Straszy ła  go
nawet, że odeśle go do dom u dziecka. Dziecko źle reagowało na takie wy powiedzi m atki. Chłopiec
odczuwał  olbrzy m i  stres,  czasem   m ówił  j ej ,  by   go  tam   odesłała.  Zawsze,  gdy   coś  przeskrobał
i  dostawał  lanie,  zanosił  się  płaczem ,  który   j ednak  ustępował  naty chm iast,  gdy   ty lko  chłopiec
zauważy ł, że m atka ze stanu złości i wrogości wpada w stan euforii i zachwy tu nad nim . Mówiła
wtedy :

– Jaki ty, sy nku, j esteś

 zdolny. Co

 ci wredni nauczy ciele chcą od ciebie? Nie słuchaj  ich, rób

swoj e.

Michał,

 bo

  tak  m iał  na  im ię,  cieszy ł  się  ty m i  chwilam i,  zdaj ąc  sobie  j ednak  sprawę,  że  za

chwilę m atka zm ieni zdanie i znów będzie źle. Panicznie bał się dom u dziecka, który m  go straszy ła
m atka; bał się j ej , ale szukał u niej  wsparcia, popierał j ej  zachowania i sądy, nawet gdy  wiedział,
że są niewłaściwe, bał się bowiem  izolacj i i sam otności.

Męża przedstawiała

 j ako

 głupka i złośliwca. Widziała w nim  ty lko złe cechy, choć nie by ł to

głupi  człowiek  –  wy kształcony   nauczy ciel  akadem icki,  o  którego  przeszłości  niewiele  m ożna
powiedzieć. Anna starała się stworzy ć dy stans m iędzy  m ężem  a sy nem , j ednak z tego, co wiem ,
sam   m ąż  też  nie  okazy wał  ciepła  ani  przy j aźni  swem u  dziecku.  Uczy ł  chłopca  dy scy pliny,
porządku na wzór dry lu woj skowego.

Jako

  że  Michał  nie  m iał  kolegów,  po  m oim   odej ściu  nie  m iał  z  kim   grać  w  szachy   i  z  kim

rozm awiać. Bardzo lubił, gdy  opowiadałem  m u historię Polski; interesowały  go książki history czne
i j ak na swój  wiek posiadał sporą wiedzę history czną. By ł to bardzo inteligentny  chłopiec, um iał
się bardzo rzeczowo wy powiedzieć i pisał. Zacząłem  nawet zbierać j ego opowiadania, obiecuj ąc
m u,  że  j ak  zbiorę  ich  kilkanaście,  to  wy dam   m u  książeczkę.  W  pewnej   chwili  straciłem   z  nim
kontakt,  a  to  za  sprawą  Anny,  która  zabroniła  m i  się  z  nim   kontaktować.  Czułem ,  że  m iałem   na
niego  zby t  duży   wpły w.  Anna  próbowała  m u  wm ówić,  że  go  nie  lubię.  Wspom inam   go  bardzo
ciepło  i  żałuj ę,  że  nie  m ogłem   m u  więcej   pom óc.  Wiem   na  pewno,  że  Michał  bardzo
zainteresowany  j est ty m , co się dziej e m iędzy  kobietą a m ężczy zną. Kiedy ś podglądaj ąc Annę
kochaj ącą  się  ze  swoim   m ężem ,  czego  tak  na  m arginesie  nie  ukry wała  przed  dzieckiem ,  py tał
m nie, dlaczego oj ciec m ęczy  m am ę i czy  m uszą się tak m ęczy ć.

Obserwował Annę,

 j ak

  chodzi  naga  po  m ieszkaniu;  wiadom o,  że  zainteresowania  seksualne

budzą się dość wcześnie z różny m  skutkiem . Do lat dziesięciu spał z m atką w j edny m  łóżku. Gdy
ona zasy piała, oglądał j ej  genitalia, kładąc na nich swą m ałą rączkę, a potem  m ówił, że tam  tak
dziwnie pachnie.

Po

 ty ch doświadczeniach próbowałem  rozm awiać z Anną; m ówiłem  j ej , że kontakt dziecka

z kobietą, oboj ętnie, kim  ona dla niego j est, prowadzi do różny ch dewiacj i. Przestrzegałem  j ą, że
Michał  nie  taktuj e  j ej   j ak  rodzoną  m atkę  i  nie  ży wi  do  niej   żadny ch  m atczy ny ch  uczuć,  że
traktuj e  j ą  j ak  kobietę,  a  nawet  kochankę.  Poradziłem   j ej ,  by   zrobiła  m ały   ekspery m ent  –  gdy
Michał  będzie  siedział  na  j ej   kolanach  lub  się  do  niej   przy tulał,  a  zawsze  chętnie  to  robił,  niech
delikatnie sprawdzi, czy  nie m a wzwodu. Ekspery m ent się udał i potwierdził m oj e przy puszczenia.

background image

Pom im o tego i tak czasem  sy piała z Michałem  w j edny m  łóżku. Proces edukacj i seksualnej  trwał
dalej .  Michał  po  lekcj ach  wracał  do  dom u,  odrabiał  lekcj e,  później   zabierał  się  do  kom putera
i oczy wiście przeglądał całą eroty kę i pornografię dostępną na niektóry ch portalach.

Nie

  m iałem   żadnego  wpły wu  na  proces  edukacj i  dziecka.  Wczesne  zainteresowanie

seksualnością człowieka odbiło się bardzo negaty wnie na później szy m  dorosły m  ży ciu.

Anna

  odeszła  od  m ęża  i  by ła  pod  duży m   wpły wem   nowego  kochanka.  Ten  wszelkim i

sposobam i starał się odizolować j ą ode m nie, ale by ło m i to j uż zupełnie oboj ętne. Mąż natom iast
dał  j ej   wolną  rękę;  interesowały   go  ty lko  finanse  Anny,  o  nią  nie  by ł  zazdrosny.  Wiedział
o  naszy m   związku,  rozm awialiśm y   ze  sobą  j ak  dobrzy   znaj om i.  Zbierał  wszy stkie  dowody
obciążaj ące  Annę,  a  w  m iędzy czasie  dom agał  się  kontaktu  z  sy nem .  Anna  nie  wy rażała  na  to
zgody  i wrogo nastawiała sy na do oj ca.

W takiej

 sy tuacj i

 Michał by ł m iędzy  m łotem  a kowadłem ; zupełnie nie wiedział, j ak się m a

zachować. Nienorm alna sy tuacj a w rodzinie negaty wnie odbij ała się w szkole i poza nią. Oj ciec
Michała w przy pły wie złości i nienawiści do własnej  żony  odgrażał się, że j ą załatwi, że m a na
nią haka i złoży  doniesienie do prokuratury  o m altretowaniu sy na.

Anna, co

  j est  prawdą,  w  przy pły wie  gniewu  zwracała  się  do  Michała  w  bardzo  wulgarny

sposób, nazy waj ąc go znaj dą, podrzutkiem  itp. Działo się to czasem  przy  m nie.

W  piśm ie

  skierowany m

  do  prokuratury   m iałem   wy stępować  j ako  świadek.  Prokurator

polecił policj i zbadanie sprawy. Na przesłuchaniu zapy tałem , co grozi Annie, j eśli zarzuty  zostaną
potwierdzone.  Dowiedziałem   się,  że  za  bicie  i  m altretowanie  dziecka  j est  kara  bezwzględnego
pozbawienia wolności. W piśm ie do prokuratury  by ło bardzo dużo nienawiści w stosunku do Anny.
Biorąc pod uwagę przy szły  los dziecka, postanowiłem  złagodzić opisane fakty. W inny m  wy padku
Michał znalazłby  się z powrotem  w dom u dziecka.

Po

 rozpatrzeniu wszy stkich zeznań prokurator warunkowo um orzy ł postępowanie. Liczy łem

na to, że m oże m atka zm ieni swoj e postępowanie i los dziecka poprawi się.

Wcześnie inform owałem  Annę o zam iarach m ęża, ponieważ wiedziałem ,

 j akie

  zarzuty   j ej

postawi.  Anna,  j ak  się  m ożna  by ło  dom y ślić,  lekceważy ła  to,  co  m ówiłem ,  i  oskarżała  m nie
o  zem stę  za  j ej   postępowanie.  Chciałem   j ej   pom óc  uniknąć  problem ów,  ale  ona  m y lnie  to
odbierała. Może tliło się we m nie j eszcze j akieś uczucie do Anny ; przy chodziło j ak poranna m gła
nad łąką, a z chwilą zej ścia słońca znikało. Żal m i by ło Anny ; kilkom a słowam i prawdy  m ogłem
zniszczy ć  całą  j ej   karierę,  a  nawet  ży cie.  Moj e  intencj e  zostały   źle  odczy tane,  postanowiłem
więc o niczy m  j ej  nie inform ować, zwłaszcza że wy rządzałem  szkodę wy łącznie sobie. Według
niej , nie potrafiłem  zaakceptować j ej  postępowania.

Współpracowałem   z  j ej   biurem ,  ponieważ  zależało

  m i

  na  wy cofaniu  poży czony ch

pieniędzy. Nie zanosiło się j ednak na zwrot długu, zastanawiałem  się, czy  nie rzucić tej  pracy.

Anna

  wszy stko  zdoby ła  za  m oim   pośrednictwem   i  chy ba  zdawało  j ej   się,  że  zawsze  tak

będzie. Nie zastanawiała się nad ty m  i cały  czas uważała, że będę przy  niej  zawsze. By ły  to sądy
opaczne  i  nieprawdziwe.  Paroletni  związek  z  nią  przy nosił  m i  sam e  straty ;  zaczy nałem
analizować i logika nakazy wała zerwać z nią wszelkie kontakty.

W  czasie

  dzisiej szego

  spotkania  z  nią  w  biurze  zaprosiła  m nie  do  siebie  na  kolacj ę.  Nie

skom entowałem   tego,  bo  i  tak,  m ówiąc  szczerze,  nie  m iałem   ochoty   tam   iść  i  wracać  do
wspom nień.  Mieszkanie  to  koj arzy ło  m i  się  z  wielom a  chwilam i  spędzony m i  razem .  Teraz
zaprasza  tam   swego  kochanka,  który   śpi  z  nią  w  naszy m   łożu,  siedzi  w  m oim   fotelu,  pij e

background image

pozostawione  przeze  m nie  trunki  i  uży wa  m oich  kosm ety ków.  Powiedziała,  że  zadzwoni;
z doświadczenia wiem , że nie dotrzy m uj e słowa.

background image

Zbliżenie​ z Grażyną

Dzisiaj

 otrzy m ałem  telefon z Londy nu od m oj ej  obecnej  sy m patii. By ła stęskniona i powiedziała,

że dopiero teraz po rozłące zastanowiła się, j ak bardzo j est ze m ną związana. Graży na j est lekarką
derm atologiem ,  wy j echała  do  koleżanek  na  parę  dni,  za  ty dzień  wraca.  Wiem ,  że  będzie  to
bardzo gorące spotkanie i nie m ogę j ej  zawieść. Spotkania z nią to naprawę wielka przy j em ność;
ta kobieta potrafi wy cisnąć ze m nie ty le energii i zaangażowania. Nigdy  nie zdarzy ło m i się coś
takiego  z  inny m i  kobietam i.  Z  utęsknieniem   czekam   na  j ej   powrót.  Podczas  j ej   nieobecności
zastanawiałem  się, co m nie z nią łączy  – czy  to ty lko pewna luka po rozstaniu z Anną? Nigdy  nie
powiedziałem  j ej , że j ą kocham .

Podobno

 u m ężczy zny  m iłość do kobiety  rodzi się przez seks, a u kobiety  naj pierw poj awić

się  m uszą  uczucia,  seks  j est  później .  Pierwsze  spotkanie  nie  wróży ło,  że  zbliży m y   się  inty m nie.
Mówiłem  j ej  j ednak, że przy j aźń kobiety  i m ężczy zny  naj częściej  kończy  się w łóżku i tak też się
stało w ty m  przy padku.

Kiedy ś  w  j ej

  m ieszkaniu

  sączy liśm y   czerwone  wino  i  prowadziliśm y   dy skusj ę  o  swoich

różny ch  przeży ciach  i  przy godach  m iłosny ch.  Miałem   w  swoim   ży ciu  wiele  kobiet,  ale  tak
naprawdę kochałem  ty lko trzy. Ta kobieta by ła bardzo spontaniczna; w każdej  chwili m ogła m nie
czy m ś  zaskoczy ć.  W  pewnej   chwili  zbliży ła  się  do  m nie,  pocałowałem   j ą  wtedy   delikatnie
w  policzek.  Przy tuliła  się  do  m nie  i  poczułem   bliskość  j ej   ciała;  pogłaskałem   j ą  delikatnie  po
ram ieniu,  plecach,  czułem   drżenie.  Jeszcze  bardziej   przy lgnęła  do  m nie.  Jej   wy datne  i  j ędrne
piersi  coraz  bardziej   wtulały   się  we  m nie.  Pieściłem   j ą  dalej ,  czuj ąc,  że  sprawia  j ej   to
przy j em ność.  W  pewny m   m om encie  odskoczy ła  ode  m nie,  poszła  do  łazienki,  a  po  chwili
wróciła w szlafroku, spod którego widać by ło j ej  nagie ciało. Wzięła m nie za rękę i zaprowadziła
do sy pialni.

Stało się

 to, na

 co oboj e czekaliśm y. Poznawałem  j ej  ciało, j ej  wrażliwość na doty k. Przed

spełnieniem  aktu długo m usiałem  j ą pieścić. Jak naj szy bciej  chciałem  w nią wej ść. Prosiła m nie
ty lko, aby  trwało to j ak naj dłużej , nawet m ówiła m i, co m am  robić, aby  przedłuży ć sam  akt. Po
wszy stkim  wtuliła się we m nie i długo leżeliśm y  przy tuleni, nie wy powiadaj ąc ani j ednego słowa.

Graży na  by ła

  bardzo

  kurtuazy j na;  oświadczy ła,  że  spełniłem   j ej   oczekiwania.  I  m i  by ło

z nią dobrze. Są chwile, które sprawiaj ą, że świat wy daj e się bardziej  piękny, przy j azny  i istniej e
wy łącznie dla ciebie. Zastanawiałem  się, co nas ze sobą łączy. Ona by ła rozwiedziona, w swoim
ży ciu  przeży ła  m ocny   kry zy s  psy chiczny.  Potrafiła  nie  wracać  do  przeszłości,  nie  chciała
rozm awiać  o  by ły m   m ężu.  Twierdziła,  że  wy zwoliła  się  z  tej   dawnej   m iłości,  i  chciała  zacząć
ży cie od nowa. Moim  zdaniem  nie da się tak do końca tego zrobić; zawsze zostaną wspom nienia,
które  wracaj ą  nieproszone.  Odwiedzały   i  Graży nę.  Wpadała  wtedy   w  m elancholię,  j ednak
stosunkowo szy bko potrafiła się z tego wy zwolić; wspom nienia pozostawały  poza nią. Na trzeźwo
oceniała sy tuacj ę, doskonale sobie radziła; by ła też niezależna finansowo.

Działałem

  na

  nią  j ak  m agnes;  m ój   doty k  zawsze  powodował  zbliżenie.  Kochaliśm y   się

czasem  trzy  razy  dziennie, wpadaliśm y  w seksualny  am ok. By łem  zadowolony  z takiego obrotu
sy tuacj i. Stopniowo zaczy nałem  zapom inać o Annie, która by ła zadrą w m y m  sercu; trudno m i
by ło się j ej  pozby ć. Do Anny  czułem  żal; zostałem  przez nią zraniony. Nie wy m agałem  od niej

background image

honorowego  zachowania,  ale  m ogła  chociaż  rozstać  się  ze  m ną  bez  oszustw  i  kłam stw.  Wciąż
zapewniała m nie, że nie potrafi beze m nie ży ć, że z tam ty m  to j uż koniec. Bała się prawdy. Bal
sy lwestrowy, na który  by liśm y  um ówieni j uż dawno, nie doszedł do skutku, gdy ż Anna w ostatniej
chwili stwierdziła, że woli zostać sam a w dom u.

Przy znam

  szczerze,  by łem   przy gotowany   na  taką  sy tuacj ę.  Anna  często  zm ieniała

w  ostatnim   m om encie  zdanie,  licząc,  że  w  takiej   sy tuacj i  sobie  nie  poradzę  i  również  zostanę
w  dom u  i  na  żaden  bal  nie  poj adę.  Tak  naprawdę  to  nie  chciałem   z  nią  j echać.  Na  bal
sy lwestrowy,  którego  prawie  nigdy   nie  opuszczałem ,  poj echałem   z  Graży ną  do  pięknego
i urokliwego m iej sca – Iwonicza.

Graży na,  trochę

  starsza

  od  Anny,  m iała  dobry   gust.  Potrafiła  się  naprawdę  dobrze  ubrać.

Tego wieczora nałoży ła delikatny  m akij aż i wy glądała bardzo ładnie; wzbudzała zainteresowanie.
Bal  by ł  wspaniały.  Odby wał  się  w  niedużej   sali,  w  której   czteroosobowa  orkiestra  graj ąca  dość
konwencj onalnie  tworzy ła  sy m paty czny   nastrój .  By ło  tam   około  100  par  w  różny m   wieku.  Po
toaście noworoczny m  dostałem  od Anny  telefon z ży czeniam i; prosiła, aby  ży czy ć j ej  rozum u.
Czułem , że by ło j ej  przy kro; siedziała sam a w dom u i twierdziła, że do tej  pory  nie wie, dlaczego
nie  poj echała  ze  m ną.  Ja  wiedziałem   –  bała  się  nowego  kochanka.  O  trzeciej   nad  ranem
otrzy m ałem  od niej  powtórne ży czenia noworoczne z wy znaniam i m iłości do m nie.

background image

Rozterk

i

W tej

 sy tuacj i

 wracał j akiś dawny  senty m ent, budził się we m nie niepokój  i wątpliwości, czy  na

pewno  dobrze  zrobiłem ,  rozstaj ąc  się  z  nią.  Jakaś  iskierka  nadziei  zaczęła  we  m nie  kiełkować  –
m oże  zrozum iała  swój   błąd?  A  według  m nie  każdy   m a  prawo  błądzić;  w  j ej   wy padku  ty m
bardziej . Przede m ną m iała kilku m ężczy zn, którzy  nie ty lko w łóżku, ale i w codzienny m  ży ciu j ą
wspierali.  Pieniądze  w  j ej   związkach  odgry wały   zasadniczą  rolę.  Z  rozm ów  z  nią  m ożna  by ło
wy wnioskować,  że  chciała  m ieć  norm alną  rodzinę,  kochaj ącego  m ęża,  dziecko.  Przebieg  j ej
ży cia  świadczy ł,  że  bardzo  trudno  będzie  j ej   znaleźć  partnera,  j akiego  sobie  wy m arzy ła.
Niekochany   m ąż  i  niekochana  żona  –  żadnem u  z  partnerów  nie  przy nosi  szczęścia  uwikłanie
w taką sy tuacj ę. Anna dalej  szukała swoj ego m iej sca na ziem i.

Dokony wałem

  wielu

  różny ch  zabiegów,  aby   stała  się  osobą  odpowiadaj ącą  za  swe  ży cie,

aby   konsekwentnie  realizowała  wy ty czone  cele.  Po  długich  staraniach  podj ęła  próbę  edukacj i,
którą  zakończy ła  licencj ą  na  prowadzenie  usług  finansowo-księgowy ch.  By ło  to  j uż  coś,  co
gwarantowało własne utrzy m anie. Anna stawała się coraz bardziej  niezależna.

Stare

  przy zwy czaj enia  powierzchownego  traktowania  ludzi  stwarzały   j ej   kłopoty   w  pracy

i w ży ciu. Pracuj ąc z nią, zawsze starałem  się eksponować j ej  pozy ty wne cechy ; a gdy  j ej  na
kim ś  zależało,  stosunkowo  szy bko  nawiązy wała  przy j azne  relacj e.  Wy korzy sty wałem   te  cechy
przy  załatwianiu różny ch spraw z kontrahentam i. Przy toczę tu j eden przy kład. Pewnej  zim owej
nocy   nie  otrzy m aliśm y   z  Corgo-Gdańsk  surowca.  Nasze  sam ochody   przekroczy ły   godzinę
załadunku,  a  rano  surowiec  powinien  by ć  w  fabry ce,  w  inny m   wy padku  groził  nam   przestój ,
produkcj a zostałaby  wstrzy m ana. O godzinie 23 Anna potrafiła znaleźć pry watny  num er telefonu
do  dy rektora  Cargo  i  wy ciągnąć  go  z  łóżka  (chorego  na  gry pę),  prosząc,  aby   ten  wsiadł
w sam ochód i wznowił załadunek naszy ch sam ochodów. By liśm y  uratowani, producenci na czas
otrzy m ali zam ówiony  towar; ceniłem  j ą za to.

Um iej ętne

 rozwij anie

 ty ch cech m ogłoby  przy nieść j ej  dużo korzy ści w ży ciu pry watny m

i zawodowy m . Nie piła, natom iast dość dużo paliła. Pom im o wielu prób, nie m ogła wy zwolić się
z  tego  nałogu.  Maj ąc  duże  doświadczenie  z  m ężczy znam i,  bardzo  trafnie  rozpoznawała  ich
zam iary ; potrafiła szy bko zalotnika ostudzić.

 takie

 kobiety, które zawsze angażuj ą m ężczy zn. Ona m iała coś z kochanki i dziwki. Będąc

ze m ną, by ła m i wierna – przy naj m niej  tak m i się zdawało. Przeby wałem  z nią prawie każdego
dnia  i  każdej   nocy,  coraz  bardziej   zdawało  m i  się,  że  wchodzi  w  m oj e  ży cie.  Kochałem   j ą,  ale
j ednocześnie  bałem   się  j ej ,  nigdy   bowiem   do  końca  nie  wiedziałem ,  j ak  w  danej   sy tuacj i  się
zachowa.  Często  wpadała  w  euforię,  by   za  chwilę  dać  się  schwy tać  m elancholii.  Zm ienność
nastroj u  to  chy ba  cecha  każdej   kobiety.  Gdy   założy ła  własną  firm ę,  m oj a  rola  stała  się
drugorzędna,  ale  czasam i  Anna  j ak  zwy kle  liczy ła  na  m oj ą  pom oc,  która  niej ednokrotnie
otrzy m y wała.

Nieubłagany

  czas

  pły nął;  Anna  zbliżała  się  do  czterdziestki.  Uroczy ście  obchodziliśm y

rocznicę:  by ł  szam pan,  ży czenia,  kwiaty.  By ło  odświętnie,  ale  dość  oficj alnie.  Dla  niej ,  j ak  się
nietrudno  dom y ślić,  nie  by ła  to  zby t  m iła  uroczy stość;  nie  dawała  j ednak  po  sobie  poznać,  że
wchodzi  w  doj rzały   wiek.  Ciągle  j ej   się  zdawało,  że  j est  bardzo  m łoda,  że  się  nie  zm ienia.  Źle

background image

przy j m owała  wszy stkie  uwagi,  uważała  bowiem ,  że  ona  wie  naj lepiej ,  co  dla  niej   j est  dobre.
Zawsze robiła odwrotnie, na przekór wszy stkim  radom .

Cechowała  j ą  nieufność  w  stosunku

  do

  ludzi.  Nowo  poznany   partner  też  nie  spełniał  j ej

oczekiwań i dochodziło m iędzy  nim i do różny ch nieporozum ień. Niechętnie m ówiła na ten tem at;
dom y ślałem   się  j ednak,  że  chodzi  o  sprawy   łóżkowe.  Przy woziła  go  do  siebie  raz  w  ty godniu,
w  piątki,  facet  spędzał  z  nią  noc,  potem   odwoziła  go  na  dworzec  –  ta  procedura  powtarzała  się
przez kilka m iesięcy. W j ej  psy chice zaszły  dość duże zm iany  – stała się lękliwa, niepewna siebie,
bała  się  nowego  kochanka.  Zapy tałem   j ej   kiedy ś,  j ak  długo  wy trzy m a  w  tej   sy tuacj i;  nie
otrzy m ałem  żadnej  odpowiedzi.

Z  rozm ów

  ze

  znaj om y m i  wy wnioskowałem ,  że  weszła  w  j akieś  układy   półm afij ne  i  nie

m ogła  lub  nie  chciała  się  z  nich  wy zwolić.  Jej   droga  szła  coraz  bardziej   w  dół.  Opowiadała  m i
kiedy ś, że j ej  partner wy j echał do Zakopanego, gdzie m ieli okraść bogatego m ieszkańca zacnego
grodu.  Rabunek  się  nie  udał;  j eden  z  uczestników  napadu  został  złapany   przez  policj ę.  Na  Annę
padł  blady   strach;  autom aty cznie  stała  się  uczestnikiem   działań  przestępczy ch.  W  związku
z  utrzy m y waniem   bliskich  relacj i  z  facetem ,  którego  posądzano  o  udział  w  napadzie,  została
przesłuchana przez policj ę. Mężczy zna czasowo czy  na stałe zniknął z j ej  ży cia, ukry wał się; ona
natom iast by ła pod stałą obserwacj ą policj i.

Sy tuacj a​  stawała  się  dla  niej   niezby t  m iła.  Świadom ość,  że  ktoś  cię  obserwuj e,  po  j akim ś

czasie  staj e  się  nie  do  zniesienia.  Anna  próbowała  obarczy ć  m nie  winą,  m iała  żal,  że  nie
ostrzegłem   j ej   w  porę  przed  ty m ,  co  m oże  j ą  spotkać.  By ła  to  oczy wiście  nieprawda;  j ako
studentka  czwartego  roku  prawa  doskonale  zdawała  sobie  sprawę  z  tego,  co  robi.  Po  prostu
m usiała m ieć j akieś usprawiedliwienie.

Prowadząc​  j ej   biuro,  częściowo  wy cofy wałem   zaciągnięty   przez  nią  dług.  Anna  coraz

bardziej  wtapiała się w wielkom iej skie ży cie. Klim at dużego m iasta, j akim  by ła Warszawa, nie za
bardzo j ej  odpowiadał; m ęczy ła się.

background image

Danuta

Anna​  m iała  pewną  koleżankę  z  uczelni,  Danutę.  Źle  na  nią  oddziały wała;  by ła  m ocno
sfrustrowaną  36-letnią  panną,  dla  której   naj ważniej sze  w  ży ciu  by ło  znalezienie  partnera.  Nie
zanosiło  się  j ednak,  że  go  znaj dzie;  ciągle  więc  użalała  się  nad  swoim   losem .  My ślała,  że
posiadanie  m ieszkania  i  dobrego  sam ochodu  ułatwi  j ej   zdoby cie  partnera,  który   by   odpowiadał
j ej   aspiracj om .  Miała  lekką  nadwagę,  ale  dzięki  pełny m   i  kobiecy m   kształtom   by ła  bardzo
zgrabna.  Prosiła  Annę  o  pom oc  w  znalezieniu  j akiegoś  m ężczy zny   chociaż  do  łóżka.  Anna,
m aj ąca  u  niej   dług  wdzięczności  i  dość  rozległe  stosunki  koleżeńskie  –  szczególnie  w  m ęskim
gronie – szy bko sprostała prośbie koleżanki.

Następnego​  dnia  od  prośby   zadzwoniła  do  Danuty,  inform uj ąc,  że  znalazła  dla  niej   faceta.

Zaprosiła go na m ałą im prezę w dom u koleżanki. By ł to sam otny  facet, który  poszukiwał kobiety.
Anna opisała go j ako dość przy stoj nego o m iłej  apary cj i.

Danuta,​  pełna  oczekiwań,  snuła  j uż  daleko  idące  plany ;  m y ślała,  że  m oże  spełnią  się  j ej

m arzenia. Przy gotowania przed oczekiwany m  wieczorem  trwały  cały  dzień. Na stole znalazły  się
odpowiednio przy rządzone przekąski i czerwone wino. Obie panie seksownie ubrane i um alowane
czekały   na  gościa.  Problem   by ł  w  ty m ,  że  w  takiej   sy tuacj i  nie  wiadom o  by ło,  którą  z  nich
zacznie adorować.

W  podświadom ości​  obu  pań  tlił  się  taki  niepokój   i  obawy,  ale  nie  chciały   o  ty m   nawet

m y śleć; wiadom e by ło, że facet j est dla Danuty  i tak m iało by ć. Ale j ak tu zm usić faceta, żeby
się zaj ął tą, a nie inną kobietą... o ty m  później . Nadeszła godzina 19... i nic. Minął kwadrans, nagle
zadzwonił  dom ofon  i  po  chwili  w  drzwiach  stanął  oczekiwany   facet.  Robił  wrażenie  lekko
speszonego,  lecz  ży czliwość  zarówno  Danuty,  j ak  i  Anny   wprowadziła  swobodną  atm osferę.
Nazy wał  się  Piotr,  skończy ł  historię,  nie  pracował  i  poszukiwał  wtedy   j akiegoś  zaj ęcia.  Ubrany
by ł skrom nie: sportowe buty, spodnie, bluza – strój  raczej  luzacki przy  wizy towy m  wy stroj u pań.
Widać by ło, że czuł się trochę nieswoj o.

Przy ​ stole usiadł obok Danuty. Anna siedziała naprzeciwko. W pewnej  chwili, przepraszaj ąc,

że  nie  kupił  wina,  wy ciągnął  z  torby   pół  litra  gorzkiej   żołądkowej .  Po  wy piciu  wina  atm osfera
stawała się coraz bardziej  luźna. Gorzka żołądkowa zupełnie zm ieniła nastrój , a sukienka Danuty
stawała się coraz bardziej  kusa.

Piotr​  by ł  j uż  lekko  pij any,  gdy   j ego  ręka,  niby   przy padkiem ,  znalazła  się  na  odsłonięty m

udzie Danuty. W tej  sy tuacj i Annie nie pozostało nic innego, j ak ty lko się ulotnić. Oświadczy ła, że
j est zm ęczona i idzie się położy ć na kanapie w drugim  pokoj u. Zrzuciła z siebie sukienkę, okry ła
się  kocem   i  szy bko  zasnęła.  Piotr  bły skawicznie  zrozum iał,  po  co  został  zaproszony ;  zaczęli  się
całować, pieścił j ej  piersi i inne części inty m ne. Danuta nie oponowała; by ła lekko pij ana, świat
wy dawał się różowy. Bez chwili zastanowienia rozebrali się i padli sobie w obj ęcia. On m iał m ałe
kłopoty   z  erekcj ą,  j ednak  zabiegi  Danuty   przy niosły   oczekiwany   skutek.  Odby li  dość  długi
stosunek. Zam roczeni alkoholem  i upoj eni m iłością zapadli w głęboki sen.

Wczesny m ​ rankiem  Piotr ubrał się i zostawiaj ąc śpiącą Danutę, wszedł po cichu do Anny.

Usiadł na brzegu kanapy  i zaczął delikatnie pieścić j ej  ciało. Stało się to, co obie podej rzewały  –
Piotr,  wy korzy stuj ąc  sy tuacj ę,  chciał  zdoby ć  dwie  kobiety.  Anna  obudziła  się  j ednak

background image

i zaprotestowała, przekreślaj ąc zam iary  Piotra. W ty m  czasie do pokoj u weszła Danuta, py taj ąc:

– Co​ ty  tutaj  robisz?
Po​ chwili m ilczenia odpowiedział:
– Chciałem ​ się pożegnać.
Za​  m om ent  fakty cznie  się  pożegnał,  a  wy chodząc,  rzucił  j eszcze,  że  się  odezwie.  Obie

j ednak  wiedziały,  że  wobec  zaistniałej   sy tuacj i  na  pewno  to  nie  nastąpi.  Wy tworzy ła  się  trochę
dziwna sy tuacj a; j akby  obie m iały  do siebie pretensj e. Doszły  do wniosku, że pom im o w m iarę
dobrego seksu, tą drogą nie zdobędzie się partnera. Nie m a recepty  na udany  związek.

Ży cie​ toczy  się czasem  dziwny m i toram i. Są osoby, dla który ch rzeczy wistość tworzą ty lko

ludzie  i  ich  sądy.  Taka  też  by ła  Danuta  –  ludzie  w  duży m   stopniu  kształtowali  j ej   charakter.  Nie
potrafiła  wy ty czy ć  sobie  celów  i  próbować  konsekwentnie  j e  realizować,  uzależniała  się  od
różny ch opinii koleżanek i kolegów. Anna by ła j ej  zaprzeczeniem ; słuchała różny ch opinii i sądów,
a decy zj e – naj częściej  nietrafione – podej m owała sam a.

Pam iętam ,​  j ak  różni  koledzy   i  koleżanki  z  uczelni  radzili  j ej ,  aby   nie  szła  na  egzam in

kom isy j ny   z  prawa  cy wilnego,  ponieważ,  j ak  twierdzili,  profesor  by ł  bardzo  surowy
i wy m agaj ący.

Za​ m oj ą nam ową zdecy dowała się iść do asy stenta profesora i porozm awiać o egzam inie;

liczy ła,  że  m oże  j ej   coś  podpowie,  doradzi,  wskaże  działy,  który ch  m a  się  nauczy ć.  Asy stent
w  sposób  ogólny   zasugerował  Annie,  na  co  szczególnie  m a  zwrócić  uwagę.  Dziewczy na
zauważy ła,  że  asy stent  by ł  wy raźnie  zainteresowany   j ej   osobą  i  nie  om ieszkała  tego
wy korzy stać.  Jak  się  później   okazało,  asy stent  by ł  również  egzam inatorem   i  py tał  o  te  działy,
o który ch wspom inał w rozm owie z Anną. Na piętnaścioro zdaj ący ch egzam in kom isy j ny  zdało
pięcioro.  Anna  zdała  naj lepiej   z  całej   grupy,  otrzy m ała  ocenę  dobrą.  Profesor  gratulował  j ej ;
dziewczy na by ła szczęśliwa, uwierzy ła w swoj e siły  i um iej ętności.

Z  tego,​  co  wspom inam ,  wy wnioskować  m ożna,  że  w  ży ciu  pry watny m   powinno  j ej   się

dobrze układać, a j ednak szło j ak po grudzie. Anna popadała w zachwy t, a następnie w depresj ę,
ży cie stwarzało j ej  różne figle; nie zawsze sobie z nim  radziła.

Anna​ wy prowadziła się od m ęża i zam ieszkała w nowy m  m ieszaniu. Pewnego razu po j ej

powrocie niby  z uczelni – wtedy  j eszcze by liśm y  razem  – zauważy łem , że sam ochód nie stoi na
parkingu przy  ulicy. By łem  trochę zdziwiony  ty m , że tak wcześnie wróciła. Postanowiłem  iść do
j ej  m ieszkania; by łem  pewny, że j est w dom u, ponieważ widać by ło zapalone światła.

background image

Mąż​ i kochanek

Mieszkanie​  by ło  zam knięte;  zadzwoniłem ,  nikt  nie  odpowiadał.  Sy tuacj a  stawała  się  dla  m nie
bardzo  dziwna;  zawsze  po  pierwszy m   dzwonku  otwierała  drzwi.  Zadzwoniłem   raz  j eszcze  –  nic.
Niewiele m y śląc, kopnąłem  drzwi dość m ocno. Reakcj a nastąpiła od razu; usły szałem , j ak klucz
przekręca się zam ku, i drzwi zostały  otwarte. Wewnątrz w przedpokoj u dostrzegłem  j akieś m ęskie
buty. Podniosłem  j e, a Anna zm ieszana zaczęła krzy czeć.

– Po​ co tu przy szedłeś?
By łem ​ zdziwiony  j ej  zachowaniem ; chwilę postałem .
Po​ pewny m  czasie wy szedł ten j ej  facet – ogolony  na ły so, z duży m , szpiczasty m  nosem ,

wy glądał pokracznie. Rzuciłem  m u te buty  pod nogi i odszedłem . Następnego dnia poprosiłem  j ą,
aby  zachowała choć trochę przy zwoitości i nie przy prowadzała tego pseudokochanka do naszego
m ieszkania.

Zbulwersowany ​  tą  sy tuacj ą  podj echałem   do  j ej   dom u,  w  który m   m ieszkała  z  m ężem .

Zadzwoniłem  dom ofonem  – wy szedł zdziwiony  m ąż – cóż m oże chcieć kochanek j ego żony  od
niego.

– Zbieraj ​ się, zawiozę cię do m ieszkania twoj ej  żony. Zobaczy sz, j ak m ieszka, i poznasz j ej

nowego kochanka.

By ł​ bardzo by ł zdziwiony, ale usłuchał m oj ej  rady.
Podj echaliśm y ​  pod  m ieszkanie,  w  który m   przeby wała  j ego  żona  z  nowy m   kochankiem .

Miałem   klucze  od  m ieszkania.  Po  otwarciu  zdziwiłem   się  –  m ieszkanie  by ło  puste;  po  prostu
uciekli.

Małżonek​  Anny   by ł  zszokowany   tak  kom fortowo  urządzony m   m ieszkaniem .  Otworzy łem

szafy, pokazałem , ile m a różny ch ubrań. Po obej rzeniu łazienki zaniem ówił.

– Skąd​ ona wzięła pieniądze? Chy ba nakradła... – rzekł.
Wsty d​  m i  by ło  wy j aśniać,  że  Anna  niewiele  włoży ła  w  urządzenie  tego  m ieszkania,  bo

pieniądze  poży czone  by ły   ode  m nie.  Nie  by łem   człowiekiem   biedny m .  Moj e  przedsiębiorstwo
dawało niezłe zy ski, bez problem u m ogłem  poży czy ć j ej  te pieniądze.

Mieszkanie,​  które  zaj m owała  Anna,  by ło  j ej   własnością.  Nie  chciałem   by ć

współwłaścicielem , by  nie wciągać rodziny  w ewentualne sprawy  spadkowe.

Może​  godzinę  po  wizy cie  m ęża  zadzwoniła  do  m nie,  prosząc  o  spotkanie.  Podj echałem

w ustalone m iej sce; czekała na m nie.

– Co​ teraz zrobisz? – zapy tała.
– Nic,​ to nie m oj a sprawa. Ty  m usisz porozm awiać z m ężem .
By ła​ bardzo niezadowolona, że m ąż dowiedział się o ty m  m ieszkaniu.
– Jak​ m ogłeś m i to zrobić?
– Zupełnie​ norm alnie. Niech wie, j ak j ego żona m ieszka i się prowadzi.
W pewny m ​ m om encie rzuciła się na m nie i swoim i długim i szponam i podrapała m i twarz.

Nie  przy puszczałem ,  że  j est  do  tego  zdolna;  poznawałem   kolej ną  j ej   stronę.  Chciała  wszy stko
ukry ć przed m ężem . Bała się go; czasem  j ą bił. To m oże wy tłum aczy ć j ej  zachowanie.

Muszę​  przy znać,  że  w  ty m   cały m   incy dencie  by ło  sporo  m oj ej   winy.  By łem   na  nią

background image

wściekły  i kierowała m ną złość. Nie by łem  z siebie zadowolony.

Po​  pewny m   czasie  oprzy tom niała  i  zaczęła  m nie  przepraszać.  Poj echaliśm y   do  j ej

m ieszkania, gdzie obm y łem  się i doprowadziłem  do porządku.

Zaproponowała​  wy picie  drinka  i  po  który m ś  z  kolei  j ak  gdy by   nigdy   nic  usiadła  m i  na

kolanach, całuj ąc m nie po obolałej  twarzy.

– Kocham ​ cię i zawsze chcę z tobą by ć. Chcę się z tobą kochać.
Rozbierałem ​  j ą,  pieszcząc  j ej   ciało.  Sam   akt  m usiał  by ć  dość  gwałtowny.  Ten  sposób

kochania zawsze j ą bardzo podniecał; osiągała bardzo szy bko orgazm .

Anna​  nie  zastanawiała  się  nigdy,  czy   j a  chcę  z  nią  by ć.  Uważała,  że  nie  j est  to  tem at  do

dy skusj i;  j ej   zdaniem ,  by łem   zobowiązany   całe  ży cie  by ć  przy   niej ,  bez  względu  na  j ej
zachowanie. Dziwna filozofia, ale dla niej  bardzo uży teczna.

Po​ ty ch zdarzeniach Anna odeszła od m ęża i zam ieszkała z sy nem  i kochankiem  w nowy m

m ieszkaniu. Winę, j ak twierdziła, ponosiłem  j a, bo po co pokazy wałem  m u m ieszkanie. Całe ży cie
oszukiwała m ęża i ty m  razem  chciała czy nić tak sam o; j a stanąłem  na przeszkodzie.

Finansowo​  nie  stała  źle;  gdy by   nie  rozrzutność  i  nieuzasadnione  wy sokie  koszty   obsługi

firm y,  zarabiałaby   bardzo  dobrze.  Pieniądze  nigdy   się  j ej   nie  trzy m ały.  Miała  długi,  które  nie
zawsze spłacała, i żądała ode m nie nowy ch poży czek na spłatę pilny ch zobowiązań.

Po​ poznaniu nowego kochanka, choć trudno nazwać go kochankiem  – raczej  naciągaczem  –

przestała  przekazy wać  m i  różne  inform acj e  o  nim .  Widocznie  j ej   zakazał  w  obawie,  że  m ogę
kiedy ś zrobić z tego uży tek.

Stała​ się wobec m nie nieufna; kłam ała, bała się powiedzieć to, co wie, ale i tak udało m i się

wy ciągnąć  o  nim   wiele  inform acj i.  Kiedy ś  chętnie  opowiadała  o  j ego  złodziej skim   spry cie
i  bandy ckich  um iej ętnościach,  które  j ej   przekazy wał.  Uznałem ,  że  j est  to  bardzo  przeciętny
człowiek  z  półświatka  praskiej   m łodzieży.  Ty m i  opowiadaniam i  próbował  wzbudzić  w  Annie
respekt; wiem  j ednak, że m iał ogrom ne poczucie niższości.

W sty czniowy ​ m roźny  wieczór 2006 roku Anna zadzwoniła do m nie, inform uj ąc, że wraca

z Warszawy  i prosiła, by m  przy niósł j ej  obiecaną książkę Brandena, am ery kańskiego psy chologa,
pod ty tułem  „Odpowiedzialność”. My ślałem , że po przeczy taniu zacznie inaczej  patrzeć na swoj e
postępowanie,  m oże  zm ieni  niektóre  sądy   o  sobie  i  inny ch  ludziach.  Nie  by łem   j ednak  pewny,
czy  w ogóle zabierze się do tej  dość trudnej  lektury.

Gdy ​ wszedłem  do m ieszkania, szy bko zauważy łem , że by ła spięta i j akby  niezadowolona, że

j estem . Zam ierzałem  wręczy ć j ej  drobny  prezent gwiazdkowy, którego do tej  opory  nie m iałem
okazj i  j ej   dać.  W  m om encie  gdy   by łem   zaj ęty   rozpakowaniem   prezentu,  do  drzwi  zadzwonił
dzwonek. Anna spoj rzała przez wizj er i wy straszona powiedziała:

– To​ on. Co teraz zrobić?
– Nie​ otwieraj  – rzekłem .
– Ale​ on m a klucze do m ieszkania... – szepnęła i po chwili nam y słu otworzy ła.
Wszedł​  facet  o  wiadom ej   apary cj i  –  m ały,  ły sy,  z  długim   i  spiczasty m   nosem ,  bardzo

skrom nie ubrany. Spoj rzał na m nie, gdy  ubierałem  się do wy j ścia, i uży waj ąc wulgarny ch słów,
zaczął m i ubliżać. By ł wściekły, że podobno źle się o nim  wy rażam . Straszy ł, że m nie pobij e. Nie
bałem  się go, ale i nie lekceważy łem ; czekałem , aż m nie zaatakuj e, by łem  na to przy gotowany.

Nie​ by ł to groźny  przeciwnik; więcej  krzy czał, niż robił. W kieszeni m iałem  przy gotowany

rewolwer do oddania strzału, gdy by  nie by ło innego wy j ścia. Musiałby m  go uży ć, w naj lepszy m

background image

wy padku raniąc go. Wiedziałem , j akie są tego skutki, a udowodnienie obrony  koniecznej  by łoby
dość trudne.

Nic​  nie  m ówiąc,  czekałem ,  aby   się  uspokoił,  i  po  chwili  tak  się  stało.  Mężczy zna  uniknął

nieszczęścia,  j akie  m ogło  wy niknąć  z  tego  spotkania.  W  pewny m   m om encie  zarzuciłem   m u,  że
nasłał na  m nie policj ę,  sugeruj ąc, j akoby m   posiadał dodatkowe  sztuki broni.  Policj a  przeszukała
pobieżnie  m ój   dom .  Zaczął  się  tłum aczy ć,  że  to  nie  on,  ale  j a  przeszedłem   do  ataku.  Awantura
została  zażegnana.  Na  pożegnanie  oświadczy łem ,  że  m oj a  noga  w  ty m   m ieszkaniu  więcej   nie
stanie.

Nie​  wręczy łem   Annie  prezentu,  a  by ł  to  piękny   łańcuch  z  białego  złota,  na  który m   m iała

zawiesić  poprzednio  kupiony   w  kom plecie  z  kolczy kam i  wisior.  Bardzo  ory ginalne  i  z  gustem
wy konane precj oza. Po ostatnim  zaj ściu wiem , że nie wręczę j ej  j uż tego prezentu. Podarunek od
niej   zwróciłem ;  odniosłem   go  i  powiesiłem   na  klam ce  drzwi  j ej   m ieszkania.  By liśm y   j uż  dla
siebie obcy m i ludźm i. Kiedy  j ej  kochanek m i ubliżał i wy pom inał to, co m ówiłem  j ej  o nim , ona
wszy stko  potwierdzała.  A  sam a,  pom im o  spry tu  i  cwaniactwa,  opowiadała  m i,  że  facet  ten  nie
spełnia j ej  oczekiwań seksualny ch, co zresztą by ło według niej  bardzo pry m ity wne. Opowiadała
m i różne historie o j ego rodzinie, o ty m , że oj ca pobili m afij ni koledzy  i j est kaleką.

Nie​ zrobiłem  tak, j ak ona. Mogłem  powiedzieć wszy stko, co m ówiła m i o ty m  facecie... Ale

po  co?  Postąpiła  dość  haniebnie;  nabrałem   do  niej   wstrętu.  Wy rządziła  krzy wdę  również
kochankowi, który  dowiedział się, co o nim  m y śli j ego ukochana. Kochanek, z m y ch obserwacj i,
by ł człowiekiem  ty powy m  dla środowiska, z którego pochodził – okaz kry m inalisty  bez poczucia
winy,  ty pu:  bić,  zabić,  zniszczy ć,  spalić,  nie  oglądaj ąc  się  za  siebie;  skutki  go  nie  interesowały.
Zastanawiałem   się  cały   czas,  co  skłoniło  Annę  do  by cia  z  nim   i  co  dalej   j ą  przy   nim   trzy m a?
Przy puszczałem ,  że  rom ans  ten  zakończy   się  szy bko.  Anna  nie  potrafiła  okazać  szacunku
partnerowi, który  odm ienił j ej  ży cie na lepsze, powinna przy naj m niej  m ilczeć.

Z  racj i​  wy kony wanej   niegdy ś  pracy   w  pewny ch  służbach  na  rzecz  niektóry ch

parlam entarzy stów  poprosiłem   pracuj ący ch  j eszcze  kolegów  o  sprawdzenie  tego  faceta;
oczy wiście  nie  odm ówili  m i.  Otrzy m ałem   pełną  inform acj ę  o  j ego  doty chczasowy m   ży ciu  –
dowiedziałem  się, ile lat przesiedział w więzieniu i za co, j ak traktował żonę i sy nów. Ry sował się
bardzo  negaty wny   obraz  człowieka.  Uży wał  fałszy wego  nazwiska,  ale  oczy wiście  Anna  o  ty m
wszy stkim  wiedziała; kontakt ze światem  przestępczy m  j ej  im ponował.

Nie​  wiem ,  j ak  ocenić  j ej   postępowanie.  W  genach  m iała  pewien  pry m ity wizm ;  by ła

wy cwaniona,  um iała  grać,  a  przy   ty m   m iała  bardzo  niskie  poczucie  własnej   wartości
i m anipulowała poczuciem  winy. Zawsze przez kogoś postępowała źle, zawsze ktoś by ł winien; ktoś
odpowiadał  za  czy nione  przez  nią  zło.  Pesy m isty czne  nastawienie  do  ży cia  by ło  przy czy ną  j ej
różny ch frustracj i.

Wpadała​ w depresj ę, m ówiła, że nie chce j ej  się ży ć. Zauważy łem , że prześladuj ą j ą m y śli

sam obój cze. Podobno raz j uż się truła przez m atkę. Ta uważała j ą za odm ieńca. Anna nigdy  nie
postępowała  i  nie  zachowy wała  się  tak,  j ak  należało.  W  środowisku,  w  który m   ży ła,  rodzina  nie
akceptowała ciągle zm ieniaj ący ch się partnerów.

background image

Helmut​ i Mario

Na​  początku  lat  osiem dziesiąty ch  m ąż  Anny   stracił  pracę  i  postanowił  wy j echać  do  Holandii.
Wiodło m u się tam  dobrze; przy sy łał żonie upragnione przez nią dolary, które ona przeznaczała na
bieżące potrzeby.

W  czasie​  nieobecności  m ęża  Anna  do  zabawy   i  do  łóżka  znalazła,  oprócz  m iej scowy ch

partnerów,  poznanego  przez  szwagra  gwałciciela  Niem ca,  który   często  przy j eżdżał  do  Polski.
Anna  bardzo  m u  się  podobała.  Mąż  przeby wał  za  granicą,  a  Niem iec  zam ieszkiwał  u  Anny,
oczy wiście sowicie płacąc m arkam i. Miłość poparta odpowiednią ilością pieniędzy  kwitła. W ty m
czasie  gdy   Niem iec  zam ieszkiwał  u  Anny,  ta  ograniczała  kontakty   z  inny m i  partneram i.
O Niem cu opowiadała, że by ł chorowity  i bardzo słaby  w łóżku. Na j ego korzy ść przem awiało to,
że by ł m iły, uwielbiał Annę i oczy wiście, co by ło naj ważniej sze, zostawiał tak upragnione przez
nią m arki. Jednostronna m iłość kwitła w pełni.

W  czasie​  poby tu  Niem ca  stały   partner  Anny,  parę  lat  m łodszy   od  niej   m ężczy zna,  wiązał

się z inną dziewczy ną. Anna by ła o niego bardzo zazdrosna i robiła wszy stko, aby  Mario, bo tak
m iał na im ię, do niej  wrócił. Zawsze osiągała swój  cel; wracał Mario i wracała m iłość. Między
j edny m   a  drugim   rozstaniem   Mario  się  ożenił;  po  niecały ch  dwóch  latach  m iał  dwoj e  dzieci.
Annie  to  się  bardzo  nie  podobało,  zawiodła  się  na  nim ,  j ednak  wciąż  go  uwodziła.  Mario  nie
traktował j ej  poważnie, ale dochodziło m iędzy  nim i do zbliżeń.

Anna​  m ieszkała  sam a.  Po  pracy   spoty kali  się  czasem   w  j ej   m ieszkaniu.  Mario  przy nosił

alkohol,  a  po  wy piciu  kilku  drinków  Anna  siadała  m u  na  kolanach  i  pieściła  go.  Przy gotowane
wcześniej   łóżko  ich  przy ciągało.  Dochodziło  do  szy bkiego  i  gwałtownego  stosunku;  po  ty m
w błogim  om dleniu odpoczy wali przy tuleni do siebie.

Kiedy ś,​  gdy   by łem   w  dawny m   m iej scu  pracy   Anny,  zostałem   przedstawiony   tem u

m ężczy źnie.  By ł  to  trzy dziestoparoletni  chłopak.  Zrobił  na  m nie  bardzo  dobre  wrażenie:  m iły,
kulturalny, wy kształcony, um iej ący  się zachować. Anna by ła z nim  sześć lat. Py tałem , dlaczego
nie m ogła się rozwieść z m ężem , gdy  Mario nie by ł j eszcze żonaty. Nie um iała m i na to py tanie
odpowiedzieć,  ale  j a  znałem   odpowiedź.  Nikt  poważny   i  szanuj ący   siebie  nie  chce  m ieć
towarzy szki ży cia, która na zm ianę m a trzech partnerów do łóżka.

Pewnego​  razu  poj echałem   z  Anną  do  znanego  kurortu  na  podgórzu.  Miej scowość

uzdrowiskowa, m asowo odwiedzana przez tury stów. Ten m alowniczy  kraj obraz zawsze działał na
m nie koj ąco, lubiłem  tam  wracać. Anna zaciągnęła m nie do znanej  knaj py  dla tzw. kuracj uszek,
które uwolnione od m ężów szukały  tam  nowy ch przy gód m iłosny ch. Na dole by ła duża sala do
tańca,  przy gry wał  znaj om y   DJ,  który   czasem   popij ał  z  nam i  przy   stoliku.  W  rewanżu
przekazy wał nam  ży czenia.

– A teraz​ dla państwa z Warszawy  przy  stoliku num er 4 „Zielone wzgórza nad Soliną”.
Bal​ trwał. Lubiłem  tę knaj pę m aj ącą wy gląd burdelu. Zresztą świetnie się do tego nadawała

– na piętrze by ł hotel, taniutki, brudny, zim ny  i obskurny. Wzięliśm y  w nim  pokój .

Po​ balu, z lekka zakropieni alkoholem , udaliśm y  się od razu do łóżka. Anna położy ła się przy

m nie, przy tuliłem  j ą i zacząłem  pieścić. W pewny m  m om encie odezwała się:

–  Wiesz,​  by łam   w  ty m   pokoj u  parę  razy :  z  Mario  i  z  takim   wy sokim   inży nierem ,  który

background image

w  naszy m   zakładzie  robił  rem onty.  Bardzo  dobrze  m i  się  z  nim   tańczy ło,  ale  dziwnie  się
zachowy wał  w  łóżku  –  w  ogóle  się  do  m nie  nie  zalecał.  Spaliśm y   razem ,  nawet  go
prowokowałam , a on za m nie się nie brał. Co za dziwny  facet.

Słuchałem ​  ty ch  opowieści  i  nie  wierzy łem   w  żadne  wy powiadane  słowa,  um iała  świetnie

kłam ać.  Na  końcu  dodała,  że  spała  w  ty m   sam y m   łóżku,  w  który m   śpim y   teraz.  Odeszła  m nie
chęć  kochania  się  z  nią.  Rano  spakowaliśm y   rzeczy   i  odj echaliśm y   w  długą  podróż  do  swoich
dom ów.

Po​ przy j eździe zawsze m iałem  m oralnego kaca; zastanawiałem  się, czy  dalej  z nią by ć. Jej

sposób  by cia  i  opowiadane  przez  nią  eroty czne  historie  wprowadzały   m nie  w  zakłopotanie,  zaś
ona  czuła  się  w  ty m   j ak  ry ba  w  wodzie.  Nie  lubię  i  nigdy   nie  lubiłem   tak  bezczelny ch
i rozwy drzony ch kobiet. Zacząłem  traktować j ą j ak prosty tutkę – kupowałem  j ej  różne prezenty,
szczególnie  ze  złota,  na  które  by ła  bardzo  łasa.  Nigdy   nie  m iała  takich  luksusów,  więc  później
obwieszała się nim i j ak choinka. By ła dum na z ich posiadania. Dawałem  j ej  też inne prezenty ; po
ich  wręczeniu  zawsze  chętnie  się  ze  m ną  kochała.  Po  dwóch  latach  znaj om ości  uświadom iła
sobie,  że  by łby m   dobry m   partnerem   na  j ej   dalsze  ży cie.  Jej   zachowanie  zaczęło  m nie
zastanawiać. Anna przestała wspom inać dawny ch partnerów i stawała się o m nie coraz bardziej
zazdrosna.  Drażniło  j ą,  że  m iałem   dobre  relacj e  z  rodziną,  ponieważ  m oi  krewni  j ej   nie
tolerowali.  Gdy   uczestniczy łem   w  różny ch  uroczy stościach  rodzinny ch,  robiła  m i  awantury ;
zaczy nała  się  batalia  o  odcięcie  m nie  od  rodziny.  Sam a  by ła  m ężatką,  m iała  przecież
adoptowanego sy na, którego wy chowaniem  bardziej  zaj m ował się m ąż niż ona. Próbowała m nie
przy kleić do siebie, a j a bardzo nie chciałem  do tego dopuścić.

Przy puszczam ,​  że  Anna  nigdy   nikogo  nie  kochała;  by ła  pozbawiona  takich  uczuć.  Ży ła

w  przekonaniu,  że  każdy   w  j akiś  sposób  chce  j ą  wy korzy stać.  Miała  do  m nie  pretensj e,  że
w firm ie robię uży tek z j ej  kobiecości. Zdarzało m i się czasem  wy korzy sty wać j ą do załatwiania
różny ch  trudny ch  spraw;  zazwy czaj   świetnie  dawała  sobie  radę,  um iała  rozm awiać
z  m ężczy znam i.  Czasem   zdarzało  się  j ej   korzy stać  ze  swy ch  atutów  przy   rozwiązy waniu
pry watny ch spraw; nie zawsze dobrze j ej  to szło. Pod j ej  adresem  padały  wtedy  uwagi, za które
się  obrażała.  Szukała  wsparcia  u  inny ch  członków  zarządu,  naj częściej   z  pozy ty wny m   dla  niej
skutkiem .  Dochodziło  czasem   do  różny ch  drobny ch  zatargów  ze  m ną,  po  który ch  czy niła  próby
załagodzenia sy tuacj i, czasem  nawet przepraszała. Trudno j ej  się by ło przy znać do błędu. By ła
dość  arogancka  dla  ty ch,  który ch  nie  lubiła.  Nie  um iała  zachować  um iaru  i  m usiałem   łagodzić
różne  j ej   konflikty.  A  ona  z  tego  korzy stała  –  zawsze  chowała  się  za  m nie.  Miała  wy godne
i  w  pewny m   stopniu  spełnione  ży cie,  j ej   błędem   by ło,  że  nie  potrafiła  podj ąć  decy zj i,  by
wy prostować to, co czy niło j ą zagubioną.

Teorety cznie​ by ła m ężatką, ale, j ak m ówiła, z m ężem  nie sy piała od kilku lat, nie kochali się.

Pom y ślałby  ktoś, że ży li w celibacie, z góry  zakładałem , że kłam ie. Dziwiłem  się m ężowi, że nie
walczy  o tak atrakcy j na kobietę i wszy stko oddaj e walkowerem .

Pewnego​ wieczoru przy szedłem  do Anny, a m oże razem  przy j echaliśm y, nie pam iętam  j uż

szczegółów, w każdy m  razie po krótkim  zbliżeniu poszliśm y  do j ej  pokoj u i zaczęliśm y  się kochać.
Żadne  z  nas  nie  spodziewało  się,  że  m ąż  wróci  wcześniej .  A  tak  się  stało.  Wszedł  do  pokoj u
i zobaczy ł nas w łóżku. Sy tuacj a klasy czna – m ąż nakry wa żonę z kochankiem . Gdy by m  by ł na
j ego m iej scu, rozwiązałby m  tą sy tuacj ę w sposób rady kalny. On natom iast, j ak gdy by  nigdy  nic,
wy szedł z pokoj u.

background image

By ło​  m i  bardzo  głupio;  trudno  robić  dobrą  m inę  do  złej   gry.  Nie  wiedziałem ,  j ak  się

zachować – czy  wy j ść z dom u, czy  zostać. Wy brałem  drugie wy j ście. Ubrałem  się i zeszliśm y
do  salonu  na  herbatę.  Nie  poruszaliśm y   w  rozm owie  tej   kłopotliwej   sceny,  która  m iała  m iej sce
przed  m om entem ,  a  m ałżonek  Anny   rozm awiał  ze  m ną  o  swoich  uczelniany ch  kłopotach
i  zupełnie  nie  zwracał  uwagi  na  m ałżonkę.  Zupełny   rozkład  związku.  W  ty ch  warunkach
wy chowy wali adoptowanego sy na; j ednak j akoś tak trwali. Co powodowało, że się nie rozstawali?
Z  perspekty wy   paru  lat  by cia  i  ży cia  z  Anną  m ogę  powiedzieć,  że  dla  niej   by ła  to  sy tuacj a
bardzo  kom fortowa.  Posiadała  status  m ężatki,  nigdy   j ednak  od  strony   em ocj onalno-uczuciowej
m ężatką  nie  by ła.  Od  początku  zdradzała  m ęża,  którego,  j ak  m ówiła,  nienawidziła  i  ty m
usprawiedliwiała  swoj e  kontakty   z  m ężczy znam i.  By ła  przy zwy czaj ona  do  takiego  sty lu  ży cia.
Rodzina  akceptowała  j ej   zachowania,  naj ważniej sze  dla  j ej   krewny ch  by ły   pieniądze,  reszta
niewiele się liczy ła.

W  związkach​  z  m ężczy znam i  dla  Anny   liczy ły   się  ty lko  dwie  rzeczy   –  pieniądze,  dzięki

który m   m ogła  wy godnie  ży ć,  oraz  seks.  Jeżeli  któraś  z  ty ch  składowy ch  zawodziła,  naj częściej
zostawiała partnera i zaczy nała poszukiwania następnego.

Nie​ zastanawiała się nad ty m , że nie zawsze będzie m iała 30 lat. A ży cie j est j ak pogoda –

trzeba um ieć to wy korzy stać; nie zawsze świeci słońce, czasem  j est m gła i pada deszcz.

Po​ huczny m  przekroczeniu 30 roku ży cia Anna nie reprezentowała sobą nic dobrego – by ła

kobietą zupełnie niezadbaną, bez wy kształcenia; ten stan nie dawał j ej  szans na znalezienie dobrej
pracy.

Z m ałego​ m iasteczka przeniosła się na drugi koniec Polski, j ak m awiała, z wielką ulgą. Nawet

z  nikim   się  nie  pożegnała;  dom y ślam   się,  że  chciała  uciec  od  atm osfery,  j aka  się  wokół  niej
wy tworzy ła.  Czuła,  że  środowisko  przestało  by ć  dla  niej   ży czliwe  i  j uż  j ej   nie  akceptowało.
Zachowania  Anny   nie  by ły   zgodne  z  oby czaj am i  panuj ący m i  w  m ały m   m iasteczku;  nie  by ło
innego wy j ścia, m usiała uciekać, zm ienić m iej sce zam ieszkania.

Po​  załatwieniu  spraw  m aj ątkowy ch  przeprowadzili  się  do  znacznie  większego  m iasta

woj ewódzkiego.  Anna  chciała  by ć  anonim owa  i  zacząć  ży cie  od  nowa.  Mówiła,  że  j uż  się
wy szum iała i teraz chce stabilności, że m oże uda się naprawić tak złe stosunki m ałżeńskie. By ła ze
m ną, ale sty l postępowania niewiele się zm ienił, tkwiła w zakłam any m  związku.

Kupili​  dom   na  pery feriach  m iasta  i  oczy wiście  szy bko  weszła  w  konflikty   z  sąsiadam i.

Wy nikało to z tego, że Anna nie uznawała szarości; dla niej  wszy stko by ło albo białe, albo czarne.

Kiedy ​ by ła w związku ze m ną, w sposób bardzo otwarty  obnosiła się z ty m . Nie przy nosiło to

oczy wiście  pozy ty wny ch  ocen  –  ani  dla  niej ,  ani  dla  m nie,  choć  m uszę  dodać,  że  m oj a  osoba
korzy stnie  na  nią  wpły wała.  Po  rozpadzie  naszego  związku,  czego  główną  przy czy ną  by ł
zm niej szony  dopły w pieniędzy, Anna zaczęła szukać partnera z większą gotówką, który  by  tę lukę
wy pełnił. Nie dbała o to, by  zdoby ć pieniądze legalną drogą; szukała nie zawsze uczciwy ch dróg
na poprawienie swoj ego statusu m aterialnego.

Nowo​ poznany  facet um aczany  by ł w złodziej skie interesy. Dawał j ej , j ak m awiała, „osłonę

i  pieniądze”,  które  to  j ednak  bardzo  szy bko  się  skończy ły.  Anna  wsty dziła  się  z  nim   pokazy wać,
sprawiał bowiem  wrażenie kry m inalisty  i w żaden sposób nie pasował do niej  – wiedziała o ty m .
Kiedy  raz rozm awiała ze m ną, wy czułem , że łączą j ą z nim  j akieś niej asne interesy ; przy znała
się, że poży czy ła od niego pieniądze i nie m a z czego oddać. Anna bała się go, m ówiła m i, że nie
m oże się z tego związku wy plątać. Nowy  kochanek odwiedzał j ą dość często, siedział u niej  trzy

background image

lub  cztery   dni,  następnie  odwoziła  go  do  Warszawy   i  proceder  powtarzał  się.  Zatrudniał  się
sezonowo albo uprawiał swój  złodziej ski zawód.

Nasze​  stosunki,  nawet  czy sto  służbowe,  znacznie  się  popsuły.  Dalej   prowadziłem   j ej   biuro,

a Anna cały m i ty godniam i nie pokazy wała się w pracy ; m iała do nas zaufanie, wiedziała, że na
pewno wszy stko będzie dobrze zrobione. W środowisku biurowca, delikatnie m ówiąc, niezby t m iło
j ą traktowano. Straciła kontakty  towarzy skie, a ludzie, z który m i kiedy ś by ła blisko, ignorowali j ą,
unikało spotkań. By ła to dla niej  bardzo trudna sy tuacj a.

Któregoś​  wieczoru  Anna  zaczęła  się  żalić,  że  nic  tu  j ej   nie  idzie,  że  nie  m a  przy j aciół,

wszy scy  się od niej  odsuwaj ą, pozostałem  j ej  j a i ty lko na m nie m oże liczy ć. Częściowo by ła to
prawda.  Nie  czuła,  że  nie  j est  akceptowana,  sam a  coraz  bardziej   elim inowała  się  z  otoczenia
przy chy lny ch kiedy ś sobie ludzi.

background image

Poeta

Patrząc​  wstecz,  m y ślę,  że  warto  wspom nieć  m ego  przy j aciela,  m istrza  słowa,  poetę,  który
wzbudzał  u  m nie  duży   szacunek.  Prowadziliśm y   razem   działalność  wy dawniczą,  wy dawaliśm y
kwartalnik  społeczno-literacki,  który   w  elitach  władzy   wzbudzał  duże  zainteresowanie.
Zaj m owaliśm y   się  również  tworzeniem   lokalny ch  bloków  polity czny ch  w  wy borach
sam orządowy ch; działania te przy nosiły  m izerny  skutek, czasem  udało nam  się kogoś włączy ć do
rady  m iasta.

Miałem ​ tendencj e do pom agania ludziom , poprzez różne zabiegi próbowałem  zm ieniać ich

m entalność. Mój  kolega literat m awiał:

– Daj ​  sobie  z  nim i  spokój .  Nie  zm ienisz  ich,  ty lko  szkoda  twoj ego  czasu,  poświęć  go  lepiej

dla  siebie.  Ży cie  j est  tak  krótkie,  nie  warto  się  poświęcać  dla  takich  ludzi.  Oni  tego  nigdy   nie
docenią.

Jednak​  tkwiła  we  m nie  chęć  naprawiania  świata.  Jeździłem   nieraz  z  Anną  do  tego  kolegi,

m im o  że  m iała  do  niego  nieuzasadniony   kry ty czny   stosunek.  Niezby t  się  lubili.  On  oceniał  j ą
bardzo negaty wnie, ale nigdy  wprost tego nie powiedział. Dla niej  to by ł zupełnie inny  świat, nie
rozum iała go.

Współpracowaliśm y ​  ze  sztandarowy m i  postaciam i  polskiego  literackiego  piśm iennictwa;

dy skusj a z nim i dawała m i dużo saty sfakcj i. Cenili m nie za trafny  esej  polity czny, który  czasem
drukowałem   w  naszy m   piśm ie;  m iałem   również  uznanie  za  twórcze  działanie  w  biznesie,  co
przy nosiło wy m ierne korzy ści.

Anna​ czasem  uczestniczy ła w ty ch spotkaniach, choć w ty m  towarzy stwie czuła się źle. Nie

by ła w stanie zrozum ieć ty ch ludzi, którzy  pracowali przez całe ży cie i nie zawsze odnosili sukces,
nie  m ówiąc  j uż  o  zapewnieniu  sobie  j akiegoś  godziwego  by tu.  Anna  m ówiła  o  nich,  że  to
nawiedzeni ludzie, nie m ogła zrozum ieć, że każdy  twórca j est trochę nawiedzony, że tworzy  swój
własny  świat, który  by ć m oże kiedy ś będzie m iał wpły w na poglądy  i charaktery  ludzkie.

Nie​ będę tu przy taczał nazwisk wielkich twórców, którzy  za ży cia nie m ieli uznania, a dziś są

wielkim i postaciam i w kulturze światowej . Tłum aczy łem  Annie, że to są ludzie o zupełnie inny ch
niż ona poglądach na ży cie; dla nich nie m iał znaczenia status m aterialny. Anna nie m ogła tego
tak do końca zrozum ieć, uważała ich za odm ieńców i nie by ła w stanie nawiązać j akiej ś więzi.

Po​  pewny m   czasie  przestała  uczestniczy ć  w  ty ch  spotkaniach.  Nie  by łem   w  stanie

przekonać  j ej ,  że  m oże  to  przy nieść  niewy m ierne  korzy ści  w  rozwoj u  j ej   duchowości.  Moj e
zabiegi  j ak  zwy kle  spełzły   na  niczy m ;  przeważnie  interesowała  j ą  m aterialna  strona  ży cia.
Uważała, że j eśli nie m a z czegoś pieniędzy, to nie m a sensu się ty m  interesować.

background image

Pałac

Kiedy ś​  zaprosiłem   Annę  na  festiwal  kultury   organizowany   przez  nasze  zrzeszenie  w  pałacu
w  Nieborowie.  Róż  i  żółcień  liści  budował  nastrój ;  j esień  w  parku  przy witała  nas  wszy stkim i
swoim i  blaskam i.  Opowiedziałem   Annie  historię  pałacu,  o  by ły ch  właścicielach,  ostatnim
zam ieszkuj ący m  pałac Radziwille, którego j ako dziecko poznałem  w 1943 roku. Anna by ła trochę
w  inny m   świecie,  nie  wiedziała,  że  j est  tu  tak  pięknie.  By ła  zachwy cona  wy stroj em   pałacu;  to
dzieło kultury  ary stokraty cznej  wy warło na niej  duże wrażenie.

W  rozm owie​  z  nią  odniosłem   wrażenie,  że  chciałaby   kiedy ś  zam ieszkać  w  takim   pałacu.

Zachęcałem   j ą  do  m arzeń,  bo  one  czasem   się  spełniaj ą.  Wy dawało  m i  się,  że  chy ba  pierwszy
raz  oderwała  się  od  szarej   rzeczy wistości,  j ej   wy obraźnia  by ła  w  dalekiej   przeszłości.  Podobne
wrażenie  wy warły   na  niej   poby t  i  zwiedzanie  Żelazowej   Woli,  m iej sca  urodzin  Chopina.
Trafiliśm y   akurat  na  koncert.  Anna  m iała  bardzo  dobry   słuch  m uzy czny,  którego  nigdy   nie
wy korzy stała; j ej  gusta m uzy czne by ły  bardzo różne – od disco polo po m uzy kę klasy czną.

Kiedy ś,​ czy taj ąc dzieła My śliwskiego, opowiadałem  Annie o ich twórcy, nawet poży czy łem

j ej   napisaną  przez  niego  nowelę  „Pałac”,  niestety   nie  przeczy tała  tego.  Zależało  m i,  aby
przeczy tała tę nowelę, ponieważ przed woj ną j ej  dziadek i babka pracowali na dworze. Znałem
j ednego  z  dawny ch  właścicieli  –  studiował  ze  m ną  i  znał  oj ca  Anny.  Kiedy   się  spotkaliśm y,
wspom inaliśm y  dawne czasy  i przekazy wałem  oj cu Anny  pozdrowienia od niego.

Pom im o​ że Anna pochodziła ze środowiska wiej skiego, odnosiła się do ty ch ludzi z pogardą.

Nie  interesowała  się  zupełnie  wiej ską  kulturą;  chciała  odciąć  się  od  swy ch  korzeni.  Utarte
standardy   ży cia  wiej skiego  nakazy wały   dziewczy nie  skończy ć  zawodówkę  lub  technikum ,
a potem  obowiązkowo wy j ść za m ąż, zaj ąć się gospodarstwem , dziećm i i dzielić trud m atki i oj ca.
Anna  zawsze  m ówiła,  że  nie  wy obraża  sobie  siebie  w  roli  żony   gospodarza  –  nie  m ogła  m ieć
dzieci, czy li nie dawała ciągłości pokoleniowej .

Miała​  bardzo  piękne  ręce,  niepodobne  do  rąk  ludzi  pracuj ący ch  na  roli.  Nie  ty lko  to

odróżniało  j ą  od  ty ch  ludzi;  by ła  j ak  gdy by   z  innego  świata  –  piękna  sy lwetka,  długie,  zgrabne
nogi i pewna wy niosłość, przekazana przez przodków nie z tego środowiska.

Analizuj ąc​  obecnie  j ej   zachowanie,  m uszę  powiedzieć,  że  niewiele  się  zm ieniło  i  nadal

poszukuj e  swoj ego  m iej sca  w  ży ciu.  Jej   zdaniem ,  choć  nigdy   nie  powiedziała  tego  wprost,
naj lepiej   j est  m ieć  dwóch  partnerów.  Zastanawiam   się  więc,  czy   dobrze  czy niłem ,  walcząc
o  nią;  z  perspekty wy   czasu  m uszę  stwierdzić,  że  chy ba  powinienem   by ł  zakończy ć  ten  związek
w sposób rady kalny  po pierwszej  oficj alnej  zdradzie.

Kuzy n​ m ój , m aj ący  dość duże doświadczenie z kobietam i, powiedział m i kiedy ś:
– Wuj ek,​ ty  daj  sobie z nią spokój , to kurwa. Przy nosi ci wsty d, nie j est to dziewczy na dla

ciebie.

Czy ​  kuzy n  m iał  racj ę  –  wtedy   nie  wiedziałem .  Opowiadał  m i  kiedy ś,  że  by ł  w  podobnej

sy tuacj i; m usiał  rozstać  się  z  dziewczy ną,  którą  kochał,  i  j ak  m ówił,  wszy stko  by   dla  niej   oddał.
Dla  dobra  oboj ga  rodzin  rozstali  się;  dalej   j ą  kocha,  ale  zostali  przy j aciółm i.  Kiedy   czasem   j ą
spoty ka,  zdaj e  m u  się,  że  dalej   z  nią  j est.  Po  zakończeniu  związku  ży ł  w  wielkim   stresie,  schudł
i stracił chęć do ży cia. Rozstania m aj ą nieraz tragiczne skutki.

background image

Ważna​  j est  j eszcze  form a,  w  j akiej   się  kończy   związek.  Każdy   m a  prawo  się  zakochać,

a  uczciwe  powiadom ienie  o  ty m   partnera  łagodzi  sy tuacj ę.  Można  wtedy   próbować  to
zrozum ieć,  ale  m ówienie,  że  j est  inaczej ,  wy pieranie  się,  j est  zwy kły m   draństwem .  Anna  nie
potrafiła  zrozum ieć  tego  do  dzisiaj ;  czuj ę,  że  m a  do  m nie  pretensj e  za  rady kalne  rozwiązanie
naszego związku. Obecnie unikam  spotkań z nią; m am  coraz bardziej  negaty wne zdanie o niej .

Edukowanie​  Anny   zostało  zakończone;  m usi  sobie  sam a  znaleźć  m iej sce  na  ziem i.  Zawsze

potrzebowała osoby, która będzie nią sterowała; nie wiem , czy  potrafi się z tego wy zwolić. Opinie
różny ch ludzi zawsze by ły  podporą, siłą napędową j ej  działania.

Pam iętam ,​  j ak  radziłem   j ej ,  aby   podj ęła  j akieś  studia.  Rozm awialiśm y   o  różny ch

kierunkach,  oczy wiście  m owa  by ła  o  studiach  zaoczny ch,  choć  j eszcze  wtedy   nie  m iała  ty lu
pieniędzy, aby  j e opłacać. W lipcu zawiozłem  j ą na uczelnię i zaproponowałem , by  się zapisała –
prowadzono  wtedy   rekrutacj ę.  Po  rozm owie  kwalifikacy j nej   przy j ęto  j ą  na  pierwszy   rok.
Oczy wiście pieniądze dałem  j a – na edukacj ę nigdy  ich nie żałowałem .

Pom im o​ bardzo doj rzałego wieku Anna nie poj ęła, że sam a m usi określić dalsze losy  swego

ży cia i odpowiadać za swoj e czy ny. Kiedy ś j ednak w przy pły wie szczerości stwierdziła, że ona
j est  winna  tem u,  co  się  stało  m iędzy   nam i.  Nie  wiem ,  j ak  układa  się  j ej   ży cie  z  nowy m
partnerem .  Wy daj e  m i  się,  że  chłopak  wy chowany   na  praskiej   ulicy   nie  naby ł  cech,  które
im ponowały by   Annie.  By ł  wulgarny   i  traktował  ludzi  j ak  fraj erów  lub  buraków,  który ch,  j ak
m ówiła  Anna:  „odpowiednio  traktował”,  czy li  okradał.  Dawało  m u  to  saty sfakcj ę.  Wszy stkich
traktował przedm iotowo, nie interesowała go krzy wda, j aką wy rządzał ludziom . Okradanie inny ch
by ło  podstawowy m   źródłem   j ego  dochodów.  Panicznie  bał  się  policj i;  przy puszczam ,  że
wcześniej  czy  później  wpadnie w ręce sprawiedliwości.

Znaj ąc​  Annę,  nie  będzie  długo  obdarowy wać  go  pieniędzm i  i  inny m i  usługam i,  o  ile  nie

będzie m iała z tego wy m ierny ch korzy ści. Seks stanowi u niej  kartę przetargową, j est towarem ,
za  pom ocą  którego  chce  podporządkować  sobie  partnera.  Z  zachowań  Anny   m ogę
wy wnioskować, że cały  czas szukała akceptacj i u ludzi, z który m i współpracowała. Ci, którzy  j ej
kadzili,  by li  bardzo  dobrzy,  natom iast  ci,  którzy   m ieli  kry ty czny   stosunek,  nie  by li  przez  nią
akceptowani.  Próbowała  ośm ieszać  ty ch,  który ch  nie  lubiła;  każdy   z  nich  m iał  nadaną  ksy wę.
Lekceważy ła  ich,  nie  zdaj ąc  sobie  sprawy,  że  wy twarza  wokół  siebie  bardzo  nieprzy j azną
atm osferę. Stosunki m iędzy  grupą wspieraj ącą j ą a będącą przeciwko niej  by ły  bardzo napięte.
Jeżeli  nie  dochodziło  do  ugody   lub  j ej   nie  chciano,  Anna  m usiała  odchodzić  z  pracy   i  szukać
nowego zaj ęcia. Odbierała to j ako przegraną. Nie um iała kry ty cznie podej ść do własnej  osoby ;
m ówiła, że wszy stko j est przeciwko niej .

W  takich​  chwilach  by ła  bezradna  j ak  m ała  dziewczy nka,  która  niechcący   pobrudziła

sukienkę i czeka na uwagi m atki. Osobam i wspieraj ący m i Annę zawsze by li m ężczy źni, kobiety
naj częściej   stanowiły   grupę  przeciwną.  W  firm ie,  w  której   obecnie  pracowała,  by ły   dwie
kobiety  i pięciu m ężczy zn; m iała przewagę. Tłum aczy łem  j ej , by  za często nie j eździła do firm y,
ponieważ kokietuj ąc każdego m ężczy znę, z czasem  zantagonizuj e ich. Oni natom iast otrzeźwiej ą,
co przy czy ni się do j ej  odej ścia z dobrze płatnej  pracy.

W  firm ie​  szy kowała  się  reform a  –  zm iany   m iały   doty czy ć  kadrowej .  Chciano  m ieć

pracownika do obsługi finansowej  na stałe, by  w każdej  chwili m ożna go by ło wy korzy stać, a nie
dochodzącego  w  razie  potrzeby.  Sy gnały   dotarły   do  Anny   –  naj m niej sza  j ej   wpadka
spowodowałaby  rozwiązanie z nią um owy  o pracę. Anna zdawała sobie z tego sprawę. Kokieteria

background image

szefa firm y, którego nie udało j ej  się uwieść, nie przy nosiła żadny ch rezultatów. Szef by ł odporny
na  j ej   wdzięki.  Miał  dużo  m łodszą  od  niej   żonę,  o  którą  bardzo  dbał,  co  Annę  doprowadzało  do
szału. Wy j eżdżał z nią do różny ch m odny ch kurortów zagraniczny ch. Anna wy raźnie zazdrościła
tej  kobiecie. By ła zbulwersowana, że szef „ty le pieniędzy  wy daj e na taką gęś”, ale nic nie m ogła
poradzić.

Sam a​  od  trzech  lat  nigdzie  nie  wy j eżdżała.  Kiedy   j eszcze  by ło  m iędzy   nam i  norm alnie,

wy j eżdżaliśm y  czasem  na kilka dni w Bieszczady. Bardzo lubiłem  ten nieskalany  przez człowieka
region. Dobrze się tam  czułem , czasem  nad Sanem , w zupełnie dzikim  zakątku, organizowaliśm y
sobie grilla lub w buj nej  zielonej  trawie kochaliśm y  się.

Anna​ czuła się j ak u siebie; odpoczy wała. Powrót by ł zawsze sm utny  – wracała do pracy,

której  nie lubiła, do dom u i m ęża, którego nie kochała. Im  by ło bliżej  wy j azdu, ty m  j ej  nastrój
stawał się coraz gorszy. Anna chciała odlecieć w inny  świat, gdzieś daleko, aby  zacząć wszy stko
od nowa. Mówiłem  j ej , że w ty ch warunkach będzie j ej  bardzo trudno – dalej  j est m ężatką, m a
adoptowane dziecko. Bała się rozwodu, bała się wszy stkiego, co m ogło sprawić j ej  kłopot.

Spotkałem ​  Annę  na  początku  października,  by ło  ciepło.  Wy glądała  j akoś  inaczej ,  by ła

odm ieniona – m iała dobry  m akij aż, co u niej  by ło rzadkością, krótką spódniczkę, j asną bluzeczkę
z dość duży m  dekoltem , upięte włosy, wy glądała naprawdę bardzo ładnie.

– Wiesz,​ j adę do rodziny...
– To​ m oże cię zawieźć? – zapy tałem .
– Nie​ chcę tego – odpowiedziała.
Na​ pewno j echała z nowy m  facetem , aby  przedstawić go rodzinie. Wsiadła do sam ochodu,

a j a z lekką ironią zapy tałem :

– Zadzwonisz?
Spoj rzała​  na  m nie  z  dość  niem iły m   wy razem   twarzy,  co  wy starczy ło  za  odpowiedź.

Wy czułem , że by ła z siebie zadowolona. Udało się j ej  zdoby ć faceta, pom ij aj ąc oczy wiście j ego
j akość;  facet  to  facet,  by ła  z  siebie  dum na.  Patrzy łem   na  nią  z  pewną  ironią;  j uż  wtedy
wiedziałem , że nic nas nie łączy. Czekałem , a raczej  ciekawy  by łem , j ak rozwinie się ten związek.

Następnego​  dnia  z  rana  zadzwoniła  do  m nie  i  przerażony m   głosem   powiedziała,  że  m iała

wy padek, ale nic j ej  się nie stało.

Sam ochód,​  o  który m   j uż  wspom inałem ,  został  całkowicie  skasowany.  Po  powrocie  z  tej

wy cieczki spotkała się ze m ną w swoim  m ieszkaniu – zupełnie naga.

– Czekałam ​ na ciebie...
Kochaliśm y ​  się,  a  j a  zastanawiałem   się,  j ak  łatwo  przy chodzą  j ej   te  zdrady.  Zdradzała  ze

m ną tam tego faceta i nie robiło to na niej  żadnego wrażenia. Nie liczy ło się, co za nią i przed nią,
naj ważniej sza by ła obecna chwila. By ła ode m nie dość daleko; kochanie się z nią nie sprawiało
m i  tej   przy j em ności  j ak  dawniej ,  kiedy   czułem ,  że  j est  m oj ą  i  próbowała  m nie  w  ty m
utwierdzać.

Bez​  sam ochodu,  który   stanowił  środek  j ej   lokom ocj i  w  kontakcie  z  firm am i,  by ła  j ak  bez

ręki. Prosiła m nie, czy  nie m ógłby m  wozić j ej  do Warszawy, oczy wiście nie za darm o j ak kiedy ś.
Zgodziłem  się pom óc w tej  trudnej  dla niej  sy tuacj i. Prosiła m nie ty lko, by m  nie podj eżdżał po
nią  pod  blok.  Wy czułem   w  j ej   głosie  j akąś  obawę,  nie  chciała  się  uj awnić,  pokazać,  że  dalej
utrzy m uj e ze m ną kontakt. Nie by łoby  to j ej  na rękę, liczy ła się przecież z opinią znaj om y ch czy
sąsiadów,  którzy   nie  akceptowali  j ej   nowego  związku.  Stan  ten  nie  robił  na  m nie  żadnego

background image

wrażenia, ona natom iast bardzo się obawiała kontaktu ze m ną. Czasem  j ednak m iała w tej  sprawie
zupełnie inne zdanie...

background image

Szarość

Pewnego​ listopadowego popołudnia Anna poprosiła m nie o pój ście z nią na zakupy. Zgodziłem  się
niezby t  chętnie;  chodzenie  z  nią  po  sklepach  nie  by ło  dla  m nie  m iły m   zaj ęciem .  Przebieranie,
przy m ierzanie,  ciągłe  py tanie:  „czy   m i  w  ty m   ładnie?”,  „czy   dobrze  wy glądam ?”;  po  godzinie
staj esz się tak zm ęczony, że m asz dość. Kiedy  tak chodziliśm y  od sklepu do sklepu, Anna wzięła
m nie  pod  rękę.  Wy glądaliśm y   j ak  dawniej ,  gdy   by liśm y   j eszcze  parą.  Ty m   razem   robiła  to
z  pewną  teatralnością,  j akby   chciała  coś  zadem onstrować  –  „niech  ludzie  zobaczą,  że  j eszcze
z nim  j estem ”. Czy niła tak, m im o że by liśm y  j uż bardzo daleko od siebie. Akceptowałem  j ą, ale
kiedy   m nie  nie  by ło,  wpadała  w  stan  obawy   i  izolacj i.  Obserwuj ąc  stan  em ocj onalny   Anny,
utwierdzałem   się  w  przekonaniu,  że  nie  wie,  co  dalej   ze  sobą  zrobić.  Stawała  się  coraz  bardziej
zagubiona,  nerwowa,  powiedziałby m ,  że  wy buchowa,  a  nawet  wulgarna.  Nie  przebierała
w  słowach,  nie  liczy ła  się  nawet  z  ty m ,  że  znaj om i  z  biurowca  słuchaj ą  j ej   wulgarny ch  ty rad
doty czący ch naj częściej  drobiazgów. Coraz gorzej  się ubierała, strój  nie dodawał j ej  j uż uroku,
m iała  widoczne  odrosty   siwy ch  włosów  –  wy glądała  okropnie.  Szara  twarz  bez  m akij ażu
sprawiała wrażenie kobiety  sty ranej  ży ciem .

Wracam ​ zawsze pam ięcią do czasów, gdy  by ła ze m ną. Kupowałem  j ej  m odne, eleganckie

ciuchy  i m arkowe obuwie. Źle się czułem , gdy  by ła nieodpowiednio ubrana, w m y śl zasady, że
wy gląd  kobiety   świadczy   o  j ej   m ężczy źnie.  Kobiety   z  otoczenia  biurowego  zazdrościły   j ej ,
m awiały :  „ale  on  o  nią  dba”.  Anna  by ła  z  tego  dum na,  cały   świat  kręcił  się  wokół  niej .  Przez
m om ent zdawało m i się, że zaczy na zm ieniać swoj e podej ście do ży cia. Rzadko wtedy  wpadała
w m elancholie i m iała napady  złości. Cały  czas sugerowałem  j ej , że j est osobą m łodą i powinna
uporządkować swoj e ży cie, rozwieść się z m ężem , założy ć nową kom órkę rodzinną lub poszukać
sobie faceta na dalsze ży cie.

Wszy stkie​ m oj e sugestie nie przy niosły  skutku. Odzy wało się u niej  dawne ego dziewczy ny

lum piarskiej , która dla korzy ści nie unikała kontaktów seksualny ch z różny m i m enelam i, a nawet
z  czcigodny m i  oj cam i  pewnego  dawniej   powiatowego  m iasta.  Handlowała  swoim   ciałem ,  j ak
m ogła.

By ła​  to  niewątpliwie  ukry ta  prosty tucj a.  W  takim   otoczeniu  i  klim acie  kształtował  się  j ej

charakter.  Zawsze  m ówiła,  że  da  sobie  radę,  że  kobiece  ciało  m a  odpowiednią  cenę.  U  niej
stanowiło elem ent przetargu: „ty  m i załatwisz to, to j a z tobą pój dę do łóżka”.

Gdy ​  prosty tutki  odchodzą  od  swego  zawodu,  by waj ą  często  bardzo  dobry m i  żonam i.

Liczy łem  na to, zwłaszcza że Anna dość otwarcie m ówiła o swoj ej  przeszłości i czasem  m iała do
niej   bardzo  kry ty czny   stosunek.  Jednak  nie  wy ciągała  z  tego  żadny ch  wniosków.  Maj ąc  15  lat,
prowadziła j uż bardzo buj ne ży cie seksualne. Po rozstaniu się ze m ną wróciła do dawnego sty lu
postępowania.  Jej   ciało  m usiało  dawać  j ej   przy j em ność,  ale  by ła  to  rzecz  drugorzędna;
naj ważniej sze by ły  korzy ści m aterialne.

Z  takim ​  stanem   ducha  Anny   nie  m ogłem   się  pogodzić.  Nie  m ogła  zrozum ieć  zła,  które

w  niej   tkwiło;  twierdziła,  że  wszy stko  j est  zgodne  z  j ej   ży ciową  dewizą.  Z  osób  darzący ch  się
wielką m iłością stawaliśm y  się ty m i, którzy  coraz bardziej  się nienawidzą.

Często​  podczas  spotkania  ze  m ną  by ła  bardzo  prowokuj ąca;  potrafiła  rozebrać  się  do  naga

background image

lub  wy cisnąć  wągra  z  inty m nego  m iej sca.  Siadała  w  pozie  bardzo  działaj ącej   na  każdego
m ężczy znę i sprawdzała, j akie będą m oj e reakcj e. Czasem  udało się j ej  m nie skusić. Bardzo j ej
zależało,  by   ciągle  by ć  dla  m nie  atrakcy j ną.  W  sprawach  seksu  by ła  osobą  bardzo  otwartą.
Próbowała  dom inować  i  narzucała  m i,  j ak  chce  się  kochać.  Piersi  kobiece,  przy naj m niej   dla
m nie,  są  elem entem   zapewniaj ący m   m i  wiele  cudowny ch  doznań;  u  niej   należą  do  sfery
niewrażliwej .  Na  dodatek  Anna  nie  lubiła  się  całować,  j edy nie  kopulacj a  sprawiała  j ej
przy j em ność. Stosunkowo szy bko m iała orgazm , po czy m  traciłem  z nią kontakt – szła do łazienki,
m y ła się i to by ł koniec kochania. Py tałem  j ej , czy  nie czuj e niedosy tu; zawsze twierdziła, że to
j ą w zupełności zadowala.

Powiedziałby m ,​ że coś w j ej  ży ciu em ocj onalny m  nie j est do końca norm alne. Naj częściej

po spełniony m  akcie seksualny m  kobieta chce czuć bliskość partnera, chce się do niego przy tulić.
U  Anny   wy stępowało  to  bardzo  rzadko.  Czasem   po  prostu  odwracała  się  ode  m nie,  wtulała  się
ty łem  swego ciała i tak zasy piała.

Przy czy n​  takiego  stanu  rzeczy   m ożna  dopatry wać  się  w  początkach  j ej   otwartego  ży cia

seksualnego.

background image

Bolek

Chodząc​  do  średniej   szkoły   w  powiatowy m   m iasteczku,  w  który m   ży cie  inty m ne  nie  j est
taj em nicą, a plotka często j est pokarm em , Anna nie m ogła się ustrzec pom ówień na swój  tem at.
Szy bko  zauważy ła,  że  j eden  z  nauczy cieli  zwraca  na  nią  szczególną  uwagę;  takiej   okazj i  nie
m ogła  nie  wy korzy stać.  Nie  by ł  to  zby t  przy stoj ny   m ężczy zna  –  m ały,  ły sy,  starszy   pan,  ale
Annie  to  absolutnie  nie  przeszkadzało.  Mim o  m łodego  wieku  (m iała  15  lat)  szy bko  doszła  do
wniosku,  że  dzięki  niem u  łatwiej   będzie  j ej   z  nauką;  liczy ła  na  różne  profity   z  tej   znaj om ości.
Ponieważ  nie  należała  do  dobry ch  uczennic,  Bolek  –  bo  tak  m iał  na  im ię  pan  profesor  –
zaproponował  j ej   korepety cj e,  oczy wiście  za  darm o.  Anna  chętnie  z  tego  skorzy stała.  Um ówili
się  na  dodatkowe  lekcj e  w  j ego  m ieszkaniu.  Mężczy zna  by ł  rozwiedziony   i  lubił  zaj rzeć  do
kielicha.

Anna​  by ła  w  j ego  ży ciu  nam iastką  ży cia  rodzinnego.  Pierwsze  lekcj e  odby wały   się

w sposób niewskazuj ący, że doj dzie do j akiegoś zbliżenia. Bolek zachował um iar j ak przy stało na
pedagoga,  ale  Anna,  15-letnia  trochę  onieśm ielona  dziewczy na  z  lekką  kokieterią  w  uśm iechu,
dawała  znać  Bolkowi,  że  rozum ie  przekazy waną  wiedzę.  Po  godzinie  pożegnała  się  i  wróciła  do
internatu, gdzie m ieszkała.

background image

Mietek

Tego​  sam ego  wieczoru  spotkała  swą  szkolną  m iłość  –  Mietka.  Opowiedziała  m u  o  wszy stkim ,
dodaj ąc  oczy wiście,  że  Bolek  próbował  się  do  niej   zbliży ć  i  brał  j ą  za  rękę.  Chłopak  by ł  trochę
zazdrosny  o j ej  kontakty  i korepety cj e z Bolkiem .

Z Mietkiem ​ po pierwszy m  ty godniu znaj om ości poszła do łóżka. By ła j ego partnerką, choć

on  nie  gardził  inny m i  dziewczy nam i.  Lubił  alkohol  i  im prezy,  które  często  kończy ły   się  seksem
z Anną lub inną przy godną dziewczy ną.

Mietek​  –  przy stoj ny,  wy soki  m łodzieniec,  uczeń  trzeciej   klasy   technikum   –  bardzo  podobał

się  dziewczy nom .  Anna  by ła  o  niego  bardzo  zazdrosna;  liczy ła,  że  m oże  będzie  to  partner  na
dalsze ży cie. By ła w nim  zakochana. Często j eździła do j ego rodziców, którzy  ciągle gdzieś by wali
i  zostawiali  wolne  m ieszkanie.  Anna  lubiła  się  kochać  z  Mietkiem ,  starała  się  go  zadowolić,
spełniaj ąc wszy stkie j ego ży czenia i zachcianki. Nie stroniła również od seksu oralnego, który, j ak
m ówiła, nie sprawiał j ej  żadnej  przy j em ności. Związek nabierał rum ieńców.

Pewnego​  razu  Anna  um ówiła  się  z  Mietkiem   w  kawiarni.  Zbliżała  się  godzina  spotkania,

a  chłopaka  wciąż  nie  by ło.  Anna  siedziała  sam otnie  przy   m ałej   czarnej ,  wpadaj ąc  w  coraz
gorszy   nastrój .  W  pewnej   chwili  do  kawiarni  weszło  dwóch  żołnierzy   z  pobliskiej   j ednostki.
Brakowało m iej sc, a j ako że Anna by ła przy  stoliku sam a, m ężczy źni podeszli do niej , py taj ąc,
czy   m ogą  się  przy siąść.  Po  chwili  zastanowienia  zgodziła  się.  Jeden  z  żołnierzy,  j ak  to  z  nim i
by wa, w sposób bardzo wy raźny  zaczął j ą podry wać.

Po​ krótkiej  towarzy skiej  rozm owie zaproponował spacer; poszli nad Wisłę. Mężczy zna, j ak to

by wa  z  żołnierzam i,  chciał  szy bko  osiągnąć  cel.  Anna  nie  dała  się  długo  nam awiać;  j ak  zwy kle
bły skawicznie  się  rozebrała.  Zaczęli  się  kochać  w  ustronny m   zagłębieniu  nadwiślańskich  łąk,
oczy wiście w j ej  ulubionej  pozy cj i na j eźdźca. By ło j ej  dobrze, szy bko osiągnęła orgazm .

Po​  zakończeniu  żołnierz  odprowadził  Annę  pod  drzwi  kawiarenki,  w  której   się  poznali.

Um ówili  się  na  następne  spotkanie  i  m ężczy zna  odszedł.  Po  wej ściu  do  środka  Anna  zauważy ła
siedzącego  z  kolegam i  Mietka.  Wszy scy   popij ali  piwo.  Mietek  zauważy ł  żołnierza,  który
odprowadził Annę. By ł z tego powodu bardzo niezadowolony, robił j ej  wy rzuty.

– Kurwiłaś​ się z nim !
Zm ierzy ła​ go wzrokiem  wy rażaj ący m  złość i pogardę. Mietek trochę spuścił z tonu, sam  też

nie by ł w porządku – rano kochał się ze swoj ą dawną dziewczy ną, która nam awiała go, by  do niej
wrócił.

Współży cie​  z  Anną  dawało  m u  znacznie  więcej   saty sfakcj i.  W  j akiś  wiadom y   ty lko  dla

siebie  sposób  kochał  Annę.  Nie  zachodziła  w  ciążę,  by ła  chętna  i  wy godna.  Mim o  zazdrości
o Mietka, zdradzała go; on zresztą postępował podobnie. Anna m iała ty lko 15 lat, j ednak j uż wtedy
zastanawiała się, j ak m a ułoży ć swoj e dalsze ży cie. Mietek j ej  im ponował – by ł przy stoj ny, m iał
pieniądze, uganiały  się za nim  inne dziewczy ny.

Czasam i​ Anna zastanawiała się nad swoim  postępowaniem , chciała wy znaczy ć sobie j akieś

cele, do który ch by  dąży ła. Pom im o bardzo m łodego wieku pragnęła stabilizacj i i niezależności,
nie m ogła sobie z ty m  poradzić. Jedny m  z ważny ch dla niej  celów by ło utrzy m anie przy  sobie
Mietka.  Zdradzała  go  ze  złości  za  j ego  zdrady ;  nie  znała  słowa  loj alność.  Drugim   priory tetem

background image

by ło ukończenie szkoły, która dawała zawód i stosunkowo łatwo m ożna by ło znaleźć po niej  pracę.

Anna​  doszła  do  przekonania,  że  m usi  w  j akiś  sposób  zbliży ć  się  do  Bolka,  który   ułatwi  j ej

ukończenie szkoły  – by ła oczy wiście w błędzie. Na trzeciej  dodatkowej  lekcj i w m ieszkaniu Bolka
zaczęły  dziać się rzeczy  zupełnie niepodobne do korepety cj i. Mężczy zna zaszedł od ty łu siedzącą
na krześle Annę, chwy cił j ą naj pierw za ręce, potem  za piersi i całował po szy i oraz policzkach.
Dziewczy na by ła trochę speszona. Szy bko j ednak oswoiła się z nową sy tuacj ą. Przy tuliła się do
Bolka,  oddaj ąc  m u  swoj e  ciało.  Jak  zwy kle  w  takiej   sy tuacj i  doszło  do  zbliżenia.  Kochali  się  na
niezasłany m  łóżku Bolka. Anna została na noc, nie wróciła do internatu. Nieco później  m ężczy zna
zaproponował  j ej ,  by   sprowadziła  się  do  niego  na  stancj ę,  da  j ej   ładnie  um eblowany   pokój ,
będzie m ogła spokoj nie się uczy ć.

Skorzy stała​ z oferty  Bolka; wy prowadziła się z internatu i zam ieszkała u niego. Powiadom iła

oczy wiście rodziców, którzy  zaakceptowali nową sy tuacj ę. Anna dy sponowała prakty cznie cały m
m ieszkaniem  oraz wspólną sy pialnią. W wieku piętnastu lat – ku zgorszeniu koleżanek z klasy, które
wszy stkiego  się  dom y ślały   –  stała  się  kochanką  czterdziestoparoletniego  nauczy ciela.  Anna  nie
uj awniała  swego  inty m nego  ży cia;  pom im o  m łodego  wieku  w  takich  sy tuacj ach  by ła  bardzo
doj rzała.  Koleżanki  nie  akceptowały   j ej   zachowania,  odsunęły   się  od  niej .  Jedy nie  chłopcy
w  sposób  bardziej   agresy wny   zaczęli  j ą  adorować,  nie  szczędząc  przy   ty m   złośliwy ch  uwag.
Anna w środowisku szkolny m  by ła coraz bardziej  sam otna.

Mietek​  by ł  oburzony   zachowaniem   Anny,  m im o  że  próbowała  m u  wm ówić,  że  u  Bolka

wy naj m uj e  ty lko  j eden  pokój   z  trzy pokoj owego  m ieszkania.  Bolek  zabiegał  dla  niej   o  j ak
naj lepsze  oceny,  a  ona  prakty cznie  przestała  się  uczy ć.  Przedm ioty,  który ch  nauczał,  zupełnie
sobie  odpuszczała,  bo  i  tak  wiadom e  by ło,  że  będzie  m iała  pozy ty wne  oceny.  W  szkole  by ła
bezkarna,  choć  coraz  bardziej   sam otna,  opuszczona  przez  koleżanki  i  częściowo  przez  kolegów.
Mietek przy glądał  się tej   sy tuacj i; bardzo  kry ty cznie oceniał  zachowania Anny.  Zaczął  częściej
zaglądać  do  kieliszka,  nie  stronił  od  inny ch  dziewcząt.  Anna  zabiegała  o  j ego  m iłość;  często
dochodziło  do  pozorny ch  rozstań,  które  trwały   parę  dni,  by   potem   znów  nastąpiły   zbliżenia,
a m iłość wracała na dawne tory. Jednak w sercu Mietka tkwiła j akaś drzazga, której  nie m ógł się
pozby ć.

Bolek​  z  kolei,  widząc  coraz  m niej sze  zainteresowanie  Anny   nauką,  zaczął  bardziej

kontrolować j ej  czas. Poza ty m  z każdy m  dniem  stawał się o nią coraz bardziej  zazdrosny. Anna
często nie wracała na noc, tłum acząc się, że by ła u rodziców. Tak naprawdę spędzała wtedy  noc
z Mietkiem . Bolek, darzący  Annę uczuciem , sięgał w takiej  sy tuacj i po alkohol, upij ał się. Robił
j ej  awantury, nie wierzy ł w żadne wy j aśnienia. Miał dobrą intuicj ę – by ł rozwiedziony, a żona,
lekarka,  też  nie  wracała  czasem   na  noc,  tłum acząc  się  zastępstwam i  na  dy żurach.  Sy tuacj a
zaczęła się powtarzać. Bolek nie wiedział, j ak sobie z ty m  poradzić. Anna nie by ła dziewczy ną na
j ego dalsze ży cie. Mim o to czy nił próby  zbliżenia j ej  do siebie.

Pewnej ​  zim owej   soboty   Anna  poj echała  do  rodziców  i  wszy stko  j ak  zwy kle  opowiedziała

m atce. Ta nie potępiła postępowania córki, uznaj ąc, iż w chwili obecnej , a m oże i w przy szłości,
będą  z  Bolka  korzy ści.  Ten  tok  rozum owania  m atki  utwierdził  Annę  w  przekonaniu,  że  postępuj e
słusznie.  Doszła  do  wniosku,  że  powinna  ograniczy ć  do  m inim um   spotkania  z  Mietkiem .  Czy niła
również próby  em ocj onalnego związania się z Bolkiem .

W takim ​  klim acie Anna  kończy ła pierwszą  klasę technikum .  Otrzy m ała prom ocj ę  do  klasy

drugiej ,  prakty cznie  nic  się  nie  ucząc.  Środowisko  uczniowskie  j ej   nie  akceptowało,  a  wśród

background image

nauczy cieli zaczęły  krąży ć plotki, że Anna m ieszka u Bolka i j est j ego kochanką.

background image

Wczasy

Wakacj e​  przerwały   różne  dy wagacj e  o  Bolku  i  Annie.  Wy j echali  razem   na  wczasy.  Anna
skończy ła j uż szesnaście lat, więc odpowiedzialność karna, że Bolek ży j e z nieletnią, przestała go
interesować. By li parą – ona nastolatka, on wcześnie starzej ący  się pięćdziesięcioletni rozwodnik.
Spacery   z  nim   by ły   udręką.  Wsty dziła  się  z  nim   chodzić  po  ulicach.  W  łóżku,  j ak  m ówiła,  by ł
bardzo  przeciętny,  nie  zadowalał  j ej .  Sporo  pił,  właściwie  by ł  utaj ony m   alkoholikiem .  Annę
trzy m ał  krótko,  czasem   j ak  się  wkurzy ł,  bił  j ą  po  twarzy,  wy zy waj ąc  od  kurew.  Nie  by ła  to  dla
niej  nowość – m atka postępowała z nią podobnie, nie robiło to na niej  większego wrażenia. Cały
czas m y ślała ty lko o ty m , by  j ak naj szy bciej  skończy ć szkołę i usam odzielnić się.

Czas​ na wczasach pły nął wolno i m onotonnie. Po śniadaniu chodzili na spacery, naj częściej

do  Kam ieńczy ka,  lub  wy j eżdżali  m aluchem   Bolka  do  Jeleniej   Góry.  Wieczoram i  chodzili  na
tańce  do  pobliskiego  sanatorium ,  gdzie  m ężczy zn  by ło  j ak  na  lekarstwo  i  to  przeważnie
w starszy m  wieku. Annie ten klim at zupełnie nie odpowiadał. Chciała j ak naj szy bciej  wy j echać.
Wreszcie  nadszedł  ten  m om ent;  poza  zm ęczeniem   parogodzinna  podróż  niczego  nowego  nie
wniosła.

Anna​ zastanawiała się, czy  okres ten w j akiś sposób nie przy bliży ł j ej  do Bolka. W rozm owie

ze  m ną  stwierdziła  stanowczo,  że  stało  się  odwrotnie.  Poznała  j ego  nawy ki,  późne  wstawanie,
nocne pij aństwa, nałóg papierosowy. Palił dużo, czy m  zaraził Annę, która pali do tej  pory.

background image

Cygan

Po​  powrocie  z  wczasów  Anna  wy j echała  na  wieś  do  rodziców,  a  Bolek  zaj ął  się  pracam i  do
rozpoczy naj ącego  się  nowego  roku  szkolnego.  U  rodziców  Annie  się  nudziło,  ży cie  wiej skie
zupełnie  j ej   nie  interesowało,  szukała  rozry wek.  Chodziła  na  wiej skie  zabawy   do  rem izy
strażackiej ,  gdzie  m iała  dość  dużo  adoratorów.  Pewnej   soboty   w  rem izie  zj awił  się  przy stoj ny,
obwieszony  złotem  Cy gan. Miał własny  zachodni sam ochód, a w dodatku zaczął adorować Annę.
Bardzo  j ej   to  im ponowało.  W  środowisku  wiej skim   m ężczy zna  wzbudzał  niechęć  rówieśników.
Anna  by ła  świadom a  niebezpieczeństw  wy nikaj ący ch  z  takiej   sy tuacj i  –  zabawa  zakończy łaby
się  bój ką  i  poturbowaniem   Cy gana,  doradziła  m u  więc,  by   zniknął,  i  um ówiła  się  z  nim
w niedzielę.

Następnego​  dnia  Cy gan  podj echał  pod  dom   Anny   swy m   zachodnim   sam ochodem .

Oczy wiście  by ł  to  zdezelowany   stary   ford,  m arzenie  każdego  dorastaj ącego  chłopaka.  Jej   dom
stał  na  uboczu  wsi,  ale  i  tak  ford  Cy gana  przy czy nił  się  do  powstania  w  całej   wsi  wielu  plotek.
Zaczęto  traktować  Annę  j ak  dziewczy nę  lekkich  oby czaj ów,  nawet  m atka  w  przy pły wie  złości
nazy wała  j ą  kurwą.  W  tej   sy tuacj i  poby t  Anny   we  wsi  stawał  się  dla  j ej   rodziców  dość
uciążliwy.  Dziewczy na  łam ała  wszelkie  oby czaj e  i  konwenanse,  a  wakacy j ny   rom ans
z Cy ganem  odbił się echem  w środowisku wsi.

Pewnej ​ sierpniowej  soboty  Annę odwiedził Mietek. Zastał j ą, gdy  wsiadała do sam ochodu

Cy gana.  Zrobił  j ej   na  m iej scu  awanturę,  prawie  doszło  do  rękoczy nów  m iędzy   Mietkiem
a Cy ganem . Sy tuacj ę m usiał załagodzić oj ciec Anny, który  wkroczy ł m iędzy  dwóch szarpiący ch
się  m łodzieńców.  Zaj ście  to  m iało  bardzo  złe  skutki  dla  odbioru  rodziców  przez  inny ch.  Sąsiedzi
zaczęli  ich  om ij ać,  nawet  m iej scowy   ksiądz  w  niedzielny m   kazaniu  wspom niał  o  źle
prowadzący ch się m łody ch dziewczy nach. Wszy scy  obecni dobrze zdawali sobie sprawę z tego,
o kogo chodzi.

Zbliżał​ się koniec sierpnia. Anna wy j echała z dom u, udaj ąc się do m ieszkania Bolka, którego

i tak w czasie wakacj i odwiedzała. Dzień 31 sierpnia nie napawał j ej  opty m izm em  – na m y śl, że
następnego dnia rozpoczy na się rok szkolny, dostawała gęsiej  skórki. Mieszkanie z Bolkiem  stawało
się taj em nicą poliszy nela. Pom im o tego Anna dalej  z nim  m ieszkała. Mężczy zna coraz częściej
upij ał się i robił Annie karczem ne awantury. Nauka w szkole stawała się coraz bardziej  kłopotliwa.
Nauczy ciele uczący  Annę inny ch przedm iotów wy m agali od niej  nauki, a niektórzy  odnosili się
do  niej   z  wy raźną  niechęcią.  Dziewczy na  zm uszona  by ła  opanować  przekazy waną  wiedzę,
m usiała  zacząć  się  uczy ć.  Wpły w  Bolka  na  inny ch  nauczy cieli  by ł  coraz  m niej szy.  Pom im o
sy m patii, j aką darzy ło go grono pedagogiczne, zaczęto odsuwać się od niego i wzrastała do niego
niechęć. Sy tuacj a zaczęła robić się groźna zarówno dla Bolka, j ak i Anny. Główny m  winowaj cą
by ł  Bolek,  którem u  za  współży cie  z  nieletnią  i  w  dodatku  uczennicą  szkoły,  w  której   by ł
nauczy cielem , groziło wy dalenie z pracy  oraz rozprawa karna.

W  końcu​  inform acj e  doty czące  pry watnego  ży cia  Bolka  dotarły   do  dy rektora  szkoły.

Wezwał go do siebie, prosząc o wy j aśnienie dochodzący ch do niego plotek, j akoby  on – ceniony
nauczy ciel – popadł w rom ans z uczennicą. Bolek wszy stkiem u zaprzeczy ł. Powiedział j edy nie, że
udzielał korepety cj i Annie, wy naj m ował j ej  pokój , w który m  m ieszkała z koleżanką, i nigdy  nie

background image

doszło m iędzy  nim i do żadny ch zbliżeń. Anna również została wezwana przez dy rektora szkoły  na
rozm owę.  Potwierdziła  wersj ę  Bolka.  Na  pewien  czas  sprawa  ich  rom ansu  została  zam knięta,
j ednak po szkole wciąż krąży ły  plotki, że flirt trwa nadal.

Zbliżały ​ się święta, a z nim i ferie zim owe. Anna wy j echała do rodziców i w ty m  wolny m

czasie spoty kała się z Mietkiem . Chodzili do dy skoteki, potem  naj częściej  sy piali wspólnie w dom u
babci chłopaka. Spotkania z Mietkiem , którego Anna dalej  kochała, utwierdziły  j ą w przekonaniu,
że m oże uda się zażegnać wszy stkie kłótnie i kłopoty, które ich poróżniły.

Dziwna​ to m iłość, w której  kobieta bardzo łatwo idzie do łóżka z m ężczy zną, którego kocha,

a  następnie  bez  żadny ch  oporów,  gdy   widzi  w  ty m   interes,  oddaj e  się  innem u.  Mietek  dobrze
poznał Annę, wiedział o j ej  skłonnościach, skokach w bok i rom ansie z Bolkiem . Nie m ógł j ej  tego
tak do końca wy baczy ć.

Mężczy zna​  prawie  nigdy   nie  wy bacza  kobiecie  zdrady,  natom iast  kobieta  m oże  wy baczy ć

m ężczy źnie. Mietek na swój  sposób kochał Annę i liczy ł, że po skończeniu szkoły  podej m ie pracę
i  m oże  się  z  nią  ożeni.  Mówił  j ej   o  ty m ,  j ednak  j ej   złe  nawy ki  uniem ożliwiały   realizacj ę  ty ch
zam iarów.  Mietek  nie  chciał  Anny   zostawić,  ale  też  przestał  wierzy ć  w  to,  że  będzie  m u  kiedy ś
wierna i m oże stworzą zgodną rodzinę.

Pom im o​  m łodego  wieku  –  skończy ł  20  lat  –  Mietek  szukał  stabilności.  Anna  by ła  zadrą

w  j ego  sercu,  zawiódł  się  na  niej ,  ale  tak  do  końca  nie  m ógł  j ej   opuścić.  Czuł,  że  go  kocha,  ale
m y śli o zdradzie Anny  osłabiały  uczucie do niej . Chłopak m iał wrażenie, że znalazł się w m atni,
nie  m ógł  znaleźć  innej   dziewczy ny,  w  której   m ógłby   się  zakochać.  Mim o  pozornej   m ęskości
okazy wanej  na zewnątrz – wzbudzał respekt wśród kolegów, m iał serce otwarte na m iłość i ciepło
okazy wane przez kobietę. Postępowanie Anny  zachwiało j ego wiarę w szczęśliwy  związek. Szukał
m iłości.  Żadna  z  j ego  poprzednich  partnerek  nie  spełniała  j ego  oczekiwań,  traktował  j e  bardzo
przedm iotowo. Jedy nie związek z Anną w początkowej  fazie napawał go pewną nadziej ą. Jednak
później ,  gdy   odkry ł  niewierność  Anny,  w  gruzach  legła  m ożliwość  zbudowania  prawidłowy ch
relacj i  z  nią.  Mietek  popadł  w  dołek,  przeży wał  stres.  Zaczął  częściej   zaglądać  do  kieliszka;  pił,
a bogaci rodzice dawali m u na to pieniądze.

background image

Ewelina

Pewnego​  czerwcowego  popołudnia  Mietek  spotkał  znaj om ą  z  poprzedniej   dy skoteki.  Nie  lubił
wy sokich  kobiet,  a  ona  by ła  średniego  wzrostu  blondy nką  z  duży m i  niebieskim i  oczy m a.  By ła
zgrabna, m iała duże piersi i wabiła go taj em niczą kobiecością, posy łaj ąc m u zalotne spoj rzenie.
Podobała m u się. Już na dy skotece zwrócił na nią uwagę, gdy  by ła w m ałej  grupie znaj om y ch.
Postanowił się do niej  zbliży ć. Zaczęli tańczy ć ze sobą i Mietek poczuł, że nie j est m u oboj ętna.
Zapach  j ej   perfum   zniewalał  go.  Nie  m ógł  dalej   z  nią  tańczy ć,  ale  wzrok  j ednego  z  ich
znaj om y ch dawał m u do zrozum ienia, że na dalsze zbliżenia w ty ch warunkach nie m a szans.

Los​ sprawił, że na przy stanku autobusowy m  znaleźli się obok siebie. Mietek podszedł do niej

i nieśm iało zagadnął.

– Poznaj esz​ m nie?
– Oczy wiście,​ że cię poznaj ę, kto by  cię nie poznał. Jesteś tak charaktery sty czny... po prostu

przy stoj ny. Podobasz m i się – odparła bez zażenowania.

Mim o​  ty lu  historii  z  kobietam i  poczuł  się  zawsty dzony,  j ednak  j ak  na  m ężczy znę  przy stało

ukry ł to i przedstawił się. Dziewczy na odpowiedziała; nazy wała się Ewelina. Nadj echał autobus.
Mietek j echał dwa przy stanki, a Ewelina znacznie dalej . Chłopak, nie tracąc okazj i, zaproponował
spotkanie w znanej  kawiarence. Zgodziła się.

Zdziwiło​  go  zachowanie  dziewczy ny,  by ło  j akieś  niety powe.  Właściwie  to  ona  go

podry wała.  Wiedział,  że  m ogła  m ieć  j uż  niej ednego  chłopaka  –  kończy ła  ogólniak  i  m iała
osiem naście lat. Czuł przed nią j akiś dziwny  niepokój .

Um ówione​  spotkanie  z  Anną  odwołał,  tłum acząc,  że  j est  zaj ęty,  ponieważ  m usi  j echać

gdzieś z oj cem . Podej rzliwy  charakter dziewczy ny  m ówił j ej , że j est j akaś inna przy czy na, ale
odrzuciła tę m y śl. Jednak niepokój  w sercu pozostał. „A m oże j ednak j est inna dziewczy na...? To
chy ba niem ożliwe, on m usi by ć ze m ną” – m y ślała.

background image

Zmiany

Zbliżał​ się koniec roku szkolnego. Wokół Anny  stworzy ł się niem iły  klim at, w gronie rówieśników
w  sposób  otwarty   zaczęto  traktować  j ą  j ak  kochankę  znanego  nauczy ciela.  Nauczy ciele  dawali
j ej  do zrozum ienia, że niestety  m usi się zacząć uczy ć. Wpły wy  Bolka by ły  coraz słabsze; on też
tracił  autory tet  j ako  nauczy ciel  główny ch  przedm iotów  zawodowy ch.  Anna  z  konieczności
m usiała nadrabiać zaległości z wszy stkich zaj ęć. Jedy nie Bolek j ej  odpuścił; z j ego przedm iotów
by ła zupełnie zielona.

Po​ wielkich wy siłkach Bolka Anna otrzy m ała prom ocj ę do klasy  trzeciej  z cichą um ową, że

znaj dzie  sobie  inną  szkołę.  Kłopoty   Bolka  by ły   znacznie  większe,  dy rektor  szkoły   powiadom ił
o incy dencie władze kuratory j ne. W wy niku ich decy zj i Bolek został przeniesiony  do innej  szkoły.
Nie chciano go karać surowiej , groziła m u rozprawa karna za uwiedzenie nieletniej . Zatuszowano
j ak zwy kle sprawę, nakładaj ąc na Bolka, a pośrednio i na Annę, stosunkowo łagodne restry kcj e.

Czas​  wakacj i  dla  Bolka  związany   by ł  z  aklim aty zacj ą  w  nowy m   m iej scu  pracy.  Musiał

opuścić  wy godne  m ieszkanie,  j ednak  część  m ebli  zostawił,  m aj ąc  nadziej ę,  że  m oże  tu  j eszcze
wróci. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego Bolek zaprosił kilku nauczy cieli na pożegnalną kolacj ę.
Nauczy cielka fizy ki, u której  Anna m iała duże trudności, nie przy szła. Bolek liczy ł, że m oże uda
m u się przekonać kobietę do bardziej  przy j aznego traktowania Anny. Po wy piciu większej  ilości
alkoholu  rozm owy   stały   się  bardziej   szczere.  Nauczy ciele  m ówili,  że  Bolek  niepotrzebnie
nawiązał rom ans z Anną, ale i tak m a szczęście, że tak łagodnie to się dla niego skończy ło. Kolacj a
przerodziła się w sty pę. Wszy scy  niby  go żałowali, ale po cichu każdy  m y ślał: „Dobrze m u tak.
Nie  powinien  by ł  tak  postępować,  zagrażało  to  obowiązuj ący m   w  ty m   środowisku  zasadom
m oralny m ”.

Rom ans​ nauczy ciela z uczennicą zawsze by ł naganny  i nietolerowany. Bolek czuł się bardzo

nieswoj o. Po przy j ściu do dom u dopił się, zapadaj ąc w głęboki sen, który  zadziałał koj ąco na j ego
znerwicowaną psy chikę. Anna spakowała swoj e rzeczy  w dużą podróżną torbę i wy prowadziła się
od Bolka. W czasie wakacj i kilkakrotnie odwiedzała go w stary m  m ieszkaniu. By ła zrozpaczona –
ochronny  parasol nad j ej  głową przestał istnieć, dziewczy na pozostawała sam a.

Rodzicom ​  oświadczy ła,  że  m usi  znaleźć  sobie  nowe  m ieszkanie.  O  skutkach  rom ansu

z  Bolkiem   nie  wspom niała  nawet  słowem .  Mietek  się  nie  odzy wał,  więc  szukała  zapom nienia
w  inny m   m iej scu.  Wiej skie  zabawy   w  rem izie  również  nie  dawały   j ej   żadnej   saty sfakcj i.
Miej scowi  chłopcy   postrzegali  j ą  j ako  dziewczy nę  łatwą,  źle  się  z  ty m   czuła.  Poj awił  się
uprzednio  poznany   Cy gan,  z  który m   po  krótkiej   rozm owie  zdecy dowała  się  wy j echać  do
Olszty na. Wy naj ęli w tanim  hotelu pokój . W dzień Cy gan woził j ą swoim  czerwony m  fordem  po
znaj om y ch.  Poznani  Cy ganie  zaj m owali  się  naj częściej   handlem   walutą,  złotem ,  różny m i
inny m i  sprawam i,  w  które  Anny   nie  wtaj em niczano.  Dziewczy na  wchodziła  w  nie  zawsze
legalny  i dość taj em niczy  świat cy gański.

Cy ganie​  m ieli  własne  dom y   z  charaktery sty czny m i  krużgankam i  przed  wej ściem   i  j akieś

dziwne figurki z m arm uru. Wszy stko to dla Anny  by ło nowe. Powoli wchodziła w świat interesów
cy gańskich.  Stała  się  j edną  z  nich  –  dziewczy na  Cy gana,  tak  j ą  traktowano.  Wiedza  o  ży ciu
Cy ganów, którą zdoby ła, stanowiła j ednak dla niej  pewien rodzaj  zagrożenia.

background image

Zbliżał​  się  koniec  wakacj i.  Cy gan,  z  który m   by ła,  nie  zezwalał  j ej   na  powrót  do  szkoły.

Pewnego popołudnia spakowała swoj e rzeczy  i uciekła, udaj ąc się taksówką na dworzec. Późny m
wieczorem   zj awiła  się  w  dom u,  gdzie  m atka  przy witała  j ą  wy zwiskam i.  Nazy wała  j ą  dziwką
i kurwą, ale na Annie nie wy warło to większego wrażenia, by ła do tego przy zwy czaj ona. Prosiła
rodziców, by  w razie gdy by  Cy gan j ej  szukał, powiedzieli, że j ej  nie m a. Musiała się przed nim
ukry wać, wiedziała, że czekała j ą zem sta. W ty m  środowisku nie toleruj e się takiego zachowania
kobiety.  Anna  bała  się  wy chodzić  z  dom u,  czuła  się  j ak  ścigana.  Do  końca  wakacj i  pozostał
ty dzień.  Przez  ten  czas  nie  spotkała  Bolka.  Udała  się  do  ciotki,  która  wy słuchawszy   o  kłopotach
Anny, zaoferowała j ej  m ieszkanie u siebie. Anna nie by ła zby t zadowolona z tej  oferty  – ży cie
z  ciotką  oznaczałoby   ograniczenie  j ej   wolności,  bowiem   panował  u  niej   pewien  porządek,  do
którego  dziewczy na  nie  by ła  przy zwy czaj ona.  Odpadały   powroty   późną  nocą,  j ednak  z  drugiej
strony   dawało  to  j ej   pewną  ochronę  przed  Cy ganem .  Rozważy wszy   wszy stkie  m ożliwości,
przy j ęła ofertę ciotki.

background image

Gwałt

Anna​ postanowiła wrócić do dom u i porozm awiać z m atką. Kilkadziesiąt m etrów od dworca, na
który   zm ierzała,  zatrzy m ał  się  przed  nią  sam ochód,  z  którego  wy skoczy ło  dwóch  osiłków
o ciem nej  karnacj i. W m gnieniu oka Anna znalazła się na ty lny m  siedzeniu sam ochodu m iędzy
dwom a m ężczy znam i. Nie zdąży ła nawet krzy knąć; by ła przerażona.

Wieźli​  j ą  około  godziny.  Na  py tania  Anny   o  to,  co  się  stało  i  dokąd  j ą  wiozą,  odpowiadali

w  sposób  wulgarny.  Jeden  wsadził  j ej   rękę  pod  spódnicę  i  doty kał  j ej   sfer  inty m ny ch.  Anna
chciała cofnąć j ego rękę, lecz m ężczy zna uderzy ł j ą w twarz.

– Siedź,​ kurwo, i bądź grzeczna, bo cię tu zaraz załatwim y  – zagroził.
Po​  pewny m   czasie  sam ochód  zatrzy m ał  się.  Pom im o  że  by ło  ciem no,  zawiązali  j ej   oczy

i  wy prowadzili.  Czuła,  że  prowadzą  j ą  po  schodach.  Kiedy   znaleźli  się  w  środku  j akiegoś
pom ieszczenia, zdj ęli Annie opaskę z oczu. Okno w pokoj u by ło zakratowane. Po chwili m ężczy źni
wy szli,  zam y kaj ąc  drzwi  na  klucz  i  pozostawiaj ąc  j ą  sam ą.  Dziewczy na  nie  wiedziała,  co  z  nią
zrobią; dom y ślała się naj gorszego.

Po​  kwadransie  klucz  zazgrzy tał  w  zam ku.  Do  pokoj u  weszło  dwóch  inny ch  Cy ganów.

Przy nieśli ze sobą kanapki, wodę m ineralną oraz dwie butelki wódki. Usiedli obok niej  na kanapie
i kazali j eść. Anna odm ówiła. Cy gan siedzący  z prawej  uderzy ł j ą w twarz.

– Jedz,​ kurwo, j ak ci daj ą.
Anna​  powoli  zaczęła  wy pełniać  ich  rozkazy,  bała  się,  nie  znała  ich.  Mężczy źni  otworzy li

butelkę wódki i rozlali po równo w trzy  szklanki. Anna m ogła napić się wody  dopiero po wy piciu
wódki.

Patrzy ła​ na nich pełna przerażenia. Zdawała sobie sprawę z tego, co j ą czeka. Naj bardziej

bała  się  oszpecenia.  Prosiła  ich,  by   j ą  puścili,  a  w  zam ian  będzie  grzeczna  i  wy pełni  wolę
Cy gana. Mężczy źni nie zwracali uwagi na j ej  prośby. Kazali j ej  się rozebrać, a że by ła j uż lekko
pij ana, szło j ej  to powoli. Zaczęli j ą ponaglać.

Ten,​ od którego dostała w twarz, rzucił się na nią i ściągnął z niej  resztki bielizny. Anna nie

stawiała  oporu;  m ężczy zna  wszedł  w  nią.  Pom im o  chwilowej   niechęci,  poczuła  przy j em ność.
Lubiła  tak  gwałtowny   i  brutalny   seks.  Ten  niższy   Cy gan  przy glądał  się  wszy stkiem u;  by ł  bardzo
podniecony.  Czekał,  aż  ten  pierwszy   skończy   –  nie  trwało  to  długo  –  i  wziął  j ą  od  ty łu.  Anna
poczuła ból. Jego penis by ł znacznie większy  od poprzednika, a stosunek trwał dość długo.

Cy ganie​  dali  j ej   się  trochę  wody,  a  następnie  nalali  wódki  z  drugiej   butelki  i  kazali  j ej   pić.

Wy pełniła wolę gwałcicieli. By ła coraz bardziej  pij ana. W duchu stwierdziła, że ten gwałt do tej
pory  nie by ł taki straszny, j ednak m y śli te m usiała pozostawić za chwilę poza sobą. Ten pierwszy
m ężczy zna usiadł obok Anny.

– Zrób​ m i loda – powiedział.
Anna​ nie przepadała za tego rodzaj u seksem , j ednak wzięła j ego członka do ust. Zrobiło j ej

się niedobrze. Drugi Cy gan uniósł j ej  biodra i wziął j ą od ty łu; zaspokaj ała dwóch na raz. Sam  akt
trwał dość długo; ty m  razem  nie czuła żadnej  przy j em ności. Z każdą chwilą robiło j ej  się coraz
bardziej   niedobrze.  W  pewny m   m om encie  poczuła,  j ak  sperm a  wy pełnia  j ej   j am ę  ustną.  Nie
wy trzy m ała i zaczęła wy m iotować, za co dostała cios w twarz. Na m om ent straciła przy tom ność.

background image

Cy ganie polali j ą wodą, by  oprzy tom niała.

W  pokoj u​  by ło  ciem no.  W  oknie  wstawione  by ły   kraty,  a  drzwi  zostały   zam knięte.  Anna

leżała  naga  na  rozłożonej   wersalce.  By ła  sam a.  Czuła  się  bardzo  źle.  Zastanawiała  się,  co  ci
m ężczy źni j eszcze m ogą j ej  zrobić. Przez okno widać by ło drzewa i j akieś figury  stoj ące m iędzy
nim i.

Kobieta,​  która  odchodzi  od  Cy gana  lub  go  zdradza,  traktowana  j est  podobnie.  Z  Anną

postąpili  stosunkowo  łagodnie.  Wprawdzie  nie  by ła  Cy ganką,  ale  by ła  dziewczy ną  Cy gana,
m usiała ponieść karę.

Anna​ chciała zapam iętać j akieś szczegóły. Liczy ła się z ty m , że zgłosi gwałt na m ilicj ę. By ła

pewna,  że  to  zrobi.  Czuła  żal  do  swoj ego  Cy gana,  że  pozwolił  j ą  tak  potraktować,  by ła
zm altretowana i poniżona. Gdy  tak rozm y ślała, do pokoj u weszło dwóch Cy ganów. Popatrzy li na
nią, a j eden z nich odezwał się.

– Co​ oni ci zrobili... No popatrz, j acy  zwy rodnialcy. Ubieraj  się.
Pozbierała​ resztki swoj ej  bielizny ; m aj tki m iała porwane, założy ła j e, ale nie m ogła zapiąć

biustonosza. Kręciło j ej  się w głowie, by ła j eszcze pij ana. Jeden z m ężczy zn pom ógł j ej  zapiąć
biustonosz. Wciągnęła spódniczkę i wy gniecioną bluzkę.

Zaczy nało​  świtać.  Cy ganie  zawiązali  j ej   opaskę  na  oczy.  Jeden  z  nich  wziął  j ą  pod  rękę

i  wy prowadził  do  j akiegoś  holu,  a  następnie  po  schodach  zeszli  na  dziedziniec.  Anna  usły szała
warkot  sam ochodu.  Drzwi  się  otworzy ły   i  m ężczy źni  wepchnęli  j ą  na  ty lne  siedzenie.  Jeden
z  nich  usiadł  obok  niej .  Sam ochód  ruszy ł,  a  Cy ganie  długo  rozm awiali  w  niezrozum iały m   dla
Anny  j ęzy ku. Jechali ponad godzinę. W pewnej  chwili auto zatrzy m ało się. Siedzący  obok Cy gan
wy prowadził  j ą  na  zewnątrz.  Szli  j akieś  pięćdziesiąt  m etrów.  Mężczy zna  zdj ął  j ej   opaskę,
m ówiąc:

– Odwrócisz​ się dopiero, j ak odj edziem y. W inny m  wy padku wrócim y  po ciebie.
By ło​  j uż  prawie  widno.  Anna  wy pełniła  wolę  Cy ganów.  Sam ochód  odj echał,  a  ona  nadal

bała się spoj rzeć w ich stronę. Nie wiedziała, co m a ze sobą zrobić. Do głowy  przy chodziły  j ej
m y śli  sam obój cze;  naj chętniej   by   się  otruła  albo  utopiła.  W  pobliżu  nie  by ło  rzeki  ani  stawu,
porzuciła  więc  te  m y śli.  Zauważy ła,  że  przed  skrzy żowaniem   stała  tablica  inform acy j na;
podeszła do niej . Gdy  przeczy tała, że do Ciechanowa j est piętnaście kilom etrów, zorientowała się,
gdzie się znaj duj e.

Po​ chwili zauważy ła nadj eżdżaj ący  sam ochód żółtego koloru. Auto zatrzy m ało się, pom im o

że Anna nie dawała żadny ch znaków. Po ty ch wszy stkich przej ściach bała się wsiąść. Kierowca,
widząc zażenowanie dziewczy ny, odezwał się ciepło.

– Niech​ pani siada, podwiozę panią.
Wzbudzał​  zaufanie,  Anna  zdecy dowała  się  więc  wsiąść.  Nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Po

chwili m ilczenia kierowca, zauważy wszy  okropny  wy gląd dziewczy ny, zapy tał:

– Dokąd​ panią podwieźć? Jadę do Ciechanowa, ale m ogę podwieźć panią, gdzie pani zechce.
– Ja​ też chciałaby m  do Ciechanowa – szy bko odpowiedziała Anna.
Rozm owa​  się  nie  kleiła.  Zaraz  przy   wj eździe  do  m iasta  Anna  poprosiła  kierowcę

o zatrzy m anie; chciała wy siąść.

– Dziękuj ę​ panu bardzo. Ile j estem  dłużna?
– Uśm iech,​ proszę pani.
Mężczy zna​ odj echał, a Anna uświadom iła sobie, że j ego twarz j est j ej  znaj om a, m usiała go

background image

gdzieś spotkać. Skierowała się w stronę m ieszkania ciotki, u której  m iała m ieszkać, i nie zaprzątała
sobie ty m  głowy.

Ponieważ​  nie  m iała  j eszcze  kluczy,  zadzwoniła  do  drzwi  dzwonkiem .  Po  pewny m   czasie

drzwi  otworzy ły   się  i  stanęła  w  nich  zdziwiona  ciotka.  By ła  czwarta  rano.  Mocna  kawa
przy wróciła  Annie  świadom ość  tego,  co  się  stało.  Opowiedziała  wszy stko  ciotce,  którą  bardzo
wy straszy ła.  Usły szała  j ednak  radę,  by   nie  zgłaszać  tego  zdarzenia  na  m ilicj ę.  Nie  znała  ludzi,
którzy  j ą gwałcili; nie wiedziała, gdzie to się stało; nie znała nawet m arki sam ochodu, który m  j ą
wieźli. Zapam iętała j edy nie wy gląd pokoj u oraz ty ch, co się z nią zabawiali.

Niepokój ​  ciotki,  że  Anna  m oże  by ć  w  ciąży,  by ł  bezzasadny.  Nie  groziło  j ej   to;  ona  nie

zachodziła w ciąże. Po kąpieli położy ła się do snu, ale ten nie przy chodził. Ostatnie przeży cia by ły
tak m ocne i intensy wne, że nie pozwoliły  j ej  zasnąć. Anna m ęczy ła się długo, j ednak po godzinie
udało  się  j ej   usnąć.  Obudziła  się  późny m   popołudniem .  Tem at  powiadom ienia  m ilicj i  wrócił,
j ednak lęk przed kolej ną zem stą Cy ganów by ł silniej szy. Porzuciła więc tę m y śl.

Anna​  bała  się  również,  że  to  zdarzenie  m oże  by ć  w  j akiś  sposób  upublicznione,  przez  co

straci  i  tak  j uż  nadszarpniętą  rom ansem   z  Bolkiem   reputacj ę.  Bała  się,  że  Mietek  m oże  j ą
zostawić; i tak m iał do niej  wiele zastrzeżeń. Wolała m ilczeć.

By ł​  to  drugi  gwałt  w  j ej   ży ciu.  Ty m   razem   coś  się  w  niej   zablokowało;  czuła  niechęć  do

m ężczy zn i zaczęły  j ą dręczy ć m y śli sam obój cze. Zwierzała się o ty m  ciotce. Rodzicom  nic nie
m ówiła; wiedziała, że ich zdaniem  j ak zwy kle by łaby  to j ej  wina. Ciotka poradziła j ej  pój ście do
psy chiatry.  Dziewczy na  posłuchała  rady.  Po  wizy cie  zaczęła  zaży wać  leki,  po  który ch  by ła
senna, m niej  wy buchowa, j ak gdy by  złagodniała i stała się m niej  wrażliwa na otoczenie.

Rozpoczął​  się  rok  szkolny.  Anna,  pom im o  sugestii  niektóry ch  nauczy cieli  –  przeważnie

przy j aciół  Bolka  oraz  sam ego  Bolka  –  nie  przeniosła  się  do  innej   szkoły.  Nauka  szła  j ej   bardzo
opornie;  dziewczy na  nie  dawała  sobie  rady   głównie  z  m atem aty ką  i  z  przedm iotam i
zawodowy m i.  Zdawało  się  j ej ,  że  wszy scy   się  na  nią  uwzięli.  Ostatecznie  z  paru  przedm iotów
otrzy m ała  oceny   niedostateczne.  Niedawne  przeży cia  oraz  wy tworzony   wokół  niej   klim at
w  szkole  nie  dawały   j ej   szans  na  ukończenie  trzeciej   klasy.  Anna  zaczęła  m y śleć  o  przerwaniu
nauki. Czuła się osaczona i nikt j ej  nie wspierał.

Mietek​  odzy wał  się  bardzo  rzadko;  by ła  prakty cznie  sam otna,  opuszczona  przez  koleżanki

i  kolegów.  Czuła  niechęć  nauczy cieli  –  nikt  nie  chciał  podać  j ej   ręki.  Wy j echała  w  sobotę  do
rodziców. Matka wy py ty wała j ą o szkołę i sy tuacj ę z Bolkiem . Anna w skrócie opowiedziała j ej
o  ostatnich  zaj ściach  i  poinform owała,  że  nosi  się  z  zam iarem   przerwania  nauki.  Matka  nie
przej ęła  się  ty m   oświadczeniem ;  j ak  zwy kle  wy zwała  córkę  od  kurew  i  zarzuciła  j ej ,  że  nie
potrafiła utrzy m ać przy  sobie Bolka.

– Przy ​ nim  m ogłaś by ć bezpieczna, a teraz m asz to, na coś zasłuży ła.
Anna​ odpowiedziała m atce ostro, m iała j ej  za złe, że ta się nią nie interesowała i zostawiła j ą

na  pastwę  losu  bez  pieniędzy.  Musiała  sam a  rozwiązy wać  swoj e  problem y.  W  pewny m   sensie
m iała  racj ę  –  pom ocy   z  dom u  rodzinnego  nie  m iała  żadnej .  Matka  liczy ła  nawet,  że  związek
z Bolkiem  i j ej  przy niesie j akieś profity.

Po​  powrocie  do  szkoły   Anna  bez  żadnej   rozm owy   z  kim kolwiek  udała  się  do  kancelarii

szkolnej  i oznaj m iła sekretarce, że rezy gnuj e. Ta odesłała j ą do dy rektora. Jako że dziewczy na nie
by ła j eszcze pełnoletnia, zgodę na j ej  odej ście m usieli wy razić rodzice. Anna przekonała j ednak
dy rektora,  że  ci  o  wszy stkim   wiedzą  i  akceptuj ą  j ej   decy zj ę.  Musiała  napisać  oświadczenie,  że

background image

odchodzi na własną prośbę i rodzice wy rażaj ą na to zgodę.

Po​ m inie dy rektora wnioskować m ożna by ło, że by ł zadowolony  z takiego obrotu sprawy  –

pozby ł się uczennicy, z którą m iał wiele kłopotów. Anna odeszła ze szkoły ; ogarniał j ą sm utek i żal.
Została sam a, zdana na własne siły. Dziewczy na bała się o siebie, dręczy ły  j ą m y śli sam obój cze.

Anna​  dalej   m ieszkała  u  ciotki.  By ła  zupełnie  bez  pieniędzy,  a  ciotka  j ą  karm iła

i podtrzy m y wała na duchu. Spoty kała się czasem  z Mietkiem , od którego dostała trochę pieniędzy
w  ram ach  długoterm inowej   poży czki;  nie  planowała  ich  nigdy   spłacić.  Pod  koniec  listopada
przeprowadziła się do rodziców na wieś; wróciła do korzeni. W dom u by ło nudno, dziewczy na nie
wiedziała, co m a z sobą zrobić. Wkrótce kończy ła osiem naście lat, by ła dorosła.

W środowisku​ wiej skich koleżanek, które nie wy j echały  do szkół, nie widziała nikogo, z kim

m iałaby   o  czy m   rozm awiać,  a  ty m   bardziej   zwierzać  się  ze  swoich  przeży ć.  By łaby   to  bardzo
dobra  poży wka  do  plotek,  które  nie  przy niosły by   j ej   m iru.  Bała  się  i  wy strzegała,  by   nie
traktowano j ą j ako puszczalską.

Chłopcy ​  –  j ej   rówieśnicy   i  starsi  –  którzy   szukali  dziewczy n,  traktowali  j ą  dość  lekko

i przedm iotowo. Każdy  by  chciał się z nią przespać, ale nikt nie traktował j ej  poważnie; Anna nie
stanowiła kandy datki na żonę. Chłopcy  adorowali j ą, niektórzy  nawet próbowali się z nią um awiać
na  randki.  Anna,  m aj ąc  tak  duże  doświadczenie  z  m ężczy znam i,  szy bko  rozpoznawała  zam iary
zalotników, sprawiało j ej  to trochę saty sfakcj i. Czuła j akąś niechęć do m ężczy zn; j ej  libido uległo
przy tłum ieniu. Nie m ogła się obudzić.

background image

Władza

Po​ dwóch m iesiącach m ieszkania w rodzinny m  dom u m atka oświadczy ła Annie, że nie będzie j ej
dalej  utrzy m y wać, więc dziewczy na m usi znaleźć sobie pracę. Zdaniem  m atki, córka przy nosiła
im  ty lko wsty d; nie by ła kandy datką na żonę gospodarza. Na wiej skich pracach się nie znała, by ła
j akby  nie z tego świata; nie widziała się obrządzaj ącą doby tek w gospodarstwie – takie ży cie nie
by ło dla niej .

By ła​  zim a  1981  roku;  w  kraj u  wprowadzono  stan  woj enny.  W  rodzinie  wszy scy   popierali

istniej ące  władze,  Anna  nie  m iała  polity czny ch  poglądów.  Chodziła  wówczas  do  gm iny,  by
uzy skać  pozwolenie  na  wy j azd  do  Ciechanowa.  Na  py tanie  sekretarza  gm iny   o  cel  podróży
zgodnie  z  prawdą  odpowiedziała,  że  chce  znaleźć  tam   pracę.  Mężczy zna  nie  chciał  j ej   wy dać
zaświadczenia.  Następny m   razem   wy m y śliła  więc  inny   cel.  Matka  przy pom niała  j ej ,  że
w  kom itecie  partii  w  Ciechanowie  m aj ą  pracuj ącego  kuzy na.  Anna  wy korzy stała  więc  to,
m ówiąc  kom isarzowi,  że  j edzie  w  celu  odwiedzenia  kuzy na.  Ty m   sposobem   otrzy m ała
zezwolenie.

Pom y sł​ z kuzy nem  nasunął j ej  też m y śl, czy  aby  nie wy korzy stać go i nie prosić o pom oc

w  znalezieniu  pracy.  Spotkanie  z  kuzy nem ,  którego  nigdy   nie  widziała,  stwarzało  j akieś
wewnętrzne opory. Nie wiedziała, co m a m u powiedzieć, j ednak sy tuacj a, w j akiej  się znalazła,
przezwy cięży ła opory.

Po​ przy j eździe Anna skierowała się w stronę okazałego budy nku, w który m  pracował kuzy n.

Zaraz  po  otwarciu  główny ch  drzwi  została  zatrzy m ana  przez  dwóch  rosły ch  m ężczy zn
w m ary narkach. Jeden z nich zapy tał:

– W j akim ​ celu przy by wacie?
– Chcę​ spotkać się z kuzy nem  – panem  Okulińskim , w sprawie służbowej .
Gdzieś​  tam   zadzwoniono  i  kazali  Annie  zostać  w  holu.  Po  godzinny m   czekaniu  j eden

z  m ężczy zn  wprowadził  j ą  na  piętro  i  otworzy ł  drzwi  do  sekretariatu.  Siedząca  za  biurkiem
sekretarka zaczęła j ą wy py ty wać o cel spotkania z towarzy szem  Okulińskim . Anna powtórzy ła to,
co m ówiła m ężczy znom  na dole – że j est j ego kuzy nką i m a do niego ważną sprawę. Sekretarka
weszła do gabinetu i po paru m inutach wróciła, inform uj ąc, że towarzy sz sekretarz wy raził zgodę
na spotkanie.

Anna​ weszła do dużego gabinetu; za biurkiem  siedział m ężczy zna w średnim  wieku, blondy n

o  chłodny m   wy razie  twarzy.  Zapy tał  od  razu,  kim   ona  j est  i  co  j ą  do  niego  sprowadza.
Dziewczy na wy j aśniła m u stopień pokrewieństwa i wtedy  kuzy n kazał j ej  usiąść na krześle obok
biurka.

– Co​ was do m nie sprowadza?
Anna​  szy bko  wy m y śliła  nieprawdziwą  historię  o  przerwaniu  nauki  w  szkole.  Okuliński

uśm iechnął się.

– Może​ m am  wam  znaleźć nową szkołę?
– Nie,​ chcę iść do pracy, a naukę będę konty nuować zaocznie.
– No​ cóż – rzekł Okuliński – m uszę wam  j akoś pom óc. – Podniósł słuchawkę, wy kręcił j akiś

num er, a za m om ent przedstawił się i powiedział: – Proszę m nie połączy ć z prezy dentem  m iasta.

background image

Nastało​ m ilczenie i po chwili zgłosił się prezy dent.
– Co​ tam  dobrego u towarzy sza sekretarza? W czy m  m ogę pom óc?
Okuliński​  wy j aśnił  krótko,  że  chce,  aby   w  urzędzie  została  zatrudniona  j ego  kuzy nka.  Nie

owij ał w bawełnę; m ówił, że nie m a średniego wy kształcenia, ale wspom niał, że po zatrudnieniu
trzeba dać j ej  skierowanie na dokończenie szkoły  w try bie zaoczny m .

Prośba​ sekretarza by ła dla prezy denta rozkazem . Po wy m ienieniu zdawkowy ch uprzej m ości

Okuliński rzekł do Anny :

– Za​ trzy  dni zgłosicie się do prezy denta m iasta, on załatwi wam  zatrudnienie.
Anna​ by ła lekko zawsty dzona; nie wiedziała, j ak m a m u dziękować. Czuła się nieswoj o, ale

by ła też szczęśliwa. Na pożegnanie kuzy n podał j ej  rękę i ży czy ł powodzenia w nowy m  m iej scu
pracy.

Wróciła​  do  dom u  pełna  opty m izm u  i  opowiedziała  wszy stko  m atce.  Ta  by ła  wprawdzie

zadowolona, m iała j ednak obiekcj e co do form y, w j akiej  zwracał się do Anny. Matka uważała, że
nie by ła odpowiednia. Nie rozum iała tego j ęzy ka; zwroty  „wiecie”, „wam ”, „wy ” nie za bardzo
do niej  trafiały. Matka m y ślała, że m oże Okuliński zby ł Annę.

Trzy ​ dni wy czekiwania bardzo się dłuży ły. W końcu nadszedł dzień, w który m  Anna m iała

się  spotkać  z  prezy dentem   m iasta.  Do  m iasta  wy ruszy ła  pociągiem .  Kwadrans  przed  ósm ą
weszła do sekretariatu prezy denta. Siedziały  tam  dwie panie w m łody m  wieku; wy glądały  bardzo
atrakcy j nie. Jedna z nich zapy tała Annę, co j ą tu sprowadza.

– Chciałaby m ​ spotkać się z prezy dentem .
Odpowiedź​ by ła dość oschła.
– Pan​ prezy dent nie przy j m uj e dzisiaj  interesantów.
Kiedy ​  j ednak  Anna  wy j aśniła,  że  j est  z  polecenia  towarzy sza  Okulickiego,  sekretarka

zm ieniła ton na bardziej  uprzej m y.

– A to​ j a zaraz zapy tam  pana prezy denta. – Zniknęła, a po chwili wróciła, m ówiąc: – Pan

prezy dent oczekuj e pani.

Anna​  znalazła  się  w  duży m   gabinecie,  w  który m ,  oprócz  dużego  biurka  ze  stołem

konferency j ny m , stał  kom plet wy poczy nkowy,  a obok  niego pod  oknem  duża  palm a.  Prezy dent
wstał  zza  biurka,  podał  j ej   rękę  i  wskazał  j eden  z  foteli  przy   ławie.  Dziewczy na  poczuła  się  tak,
j akby  wszy stko o niej  wiedział. Mężczy zna zapy tał, czego się napij e, a chwilę później  sekretarka
wniosła na tacy  kawę i herbatę.

Po​  chwili  rozm owy   o  pogodzie  i  niewy godach  stanu  woj ennego,  który,  j ak  wy j aśnił

prezy dent, by ł koniecznością, przy szedł czas na konkrety.

– Czego​ pani oczekuj e?
– Chciałaby m ​ się gdzieś zatrudnić, nie m am  j ednak żadnego doświadczenia.
Prezy dent​  kiwnął  głową,  sięgnął  po  telefon  i  po  chwili  do  gabinetu  wszedł  dość  m łody,

przy stoj ny  m ężczy zna.

–  Ta​  pani  będzie  u  pana  pracować.  Proszę  j ej   wszy stko  udostępnić  i  ułatwić,  by   by ła

zadowolona – zwrócił się do niego.

– Tak​ j est, panie prezy dencie, wszy stko będzie załatwione, j ak pan sobie ży czy.

background image

Biuro

Po​ rozm owie z nowy m  zwierzchnikiem  Annę zdziwiła wielka uprzej m ość, j aką j ą otaczano. Szef
zaproponował j ej , że będzie przy j m owała korespondencj ę skierowaną do j ego działu oraz uczy ła
się pisania na m aszy nie, po czy m  sam odzielnie będzie m usiała przepisy wać różne pism a nowego
zwierzchnika.

Zawarto​  z  nią  um owę  o  pracę  z  nie  naj niższą  stawką  uposażenia,  co  Annę  pozy ty wnie

zdziwiło. Chwilę porozm awiała z dwiem a paniam i i panem  z tego sam ego pokoj u. Mężczy zna by ł
w  średnim   wieku  i  by ł  dla  niej   szczególnie  m iły.  Panie  natom iast  zachowy wały   dy stans
i okazy wały  wy ższość. Anna – skrom nie ubrana, źle uczesana – nie stanowiła dla nich zagrożenia.
Z czasem  j ednak przekonaj ą się, j ak bardzo pom y liły  się w osądzie.

Anna​ dostała kawę i wskazano j ej  biurko, przy  który m  będzie siedziała. Na osobny m  biurku

stała m aszy na do pisania – przy szłe zm artwienie dziewczy ny. Anna m iała pracować od godziny
ósm ej   do  piętnastej .  Pierwszy   dzień  m inął  na  zapoznaniu  się  z  obowiązkam i  i  porządkiem
panuj ący m  w biurze. Zobowiązano Annę do opieki nad m aszy ną do pisania, którą po zakończeniu
pracy   winna  schować  do  szafy   i  założy ć  na  drzwi  plom bę  z  plasteliny,  na  której   wy bij ał  się
uprzednio  wręczony   przy cisk  z  num erem .  By ło  to  spore  utrudnienie  –  Anna  m usiała  czekać  do
końca pracy, by  schować m aszy nę, i by ć punktualnie, by  otworzy ć szafę i j ą wy j ąć.

Po​  paru  dniach  poby tu  w  pracy   zaczęła  czuć,  że  nie  patrzą  tu  na  nią  dobrze.  Oczy wiście

plotki, że j est protegowaną sekretarza woj ewódzkiego PZPR, szy bko się rozniosły. Traktowano j ą
nieufnie  i  podej rzliwie.  Brak  wy kształcenia  i  um iej ętności  pracy   biurowej   spy chał  j ą  na
m argines pracowników urzędu m iasta. Anna robiła kawę kierownikowi, który  by ł dla niej  bardzo
uprzej m y,  uczy ła  się  pisać  na  m aszy nie,  przy j m owała  korespondencj ę,  rej estrowała  pism a
w dzienniku, roznosiła pism a zlecone do inny ch działów – m ożna powiedzieć, że spełniała funkcj e
pom ocy  biurowej .

Anna​  chciała  się  z  kim ś  zaprzy j aźnić,  j ednak  nikt  tej   chęci  nie  odwzaj em niał.  Aż  w  końcu

poznała  j edną  z  pracownic,  Ewę  –  panią  w  wieku  trzy dziestu  lat,  zaj m uj ącą  się  sprawam i
finansowy m i;  postanowiły   m ówić  sobie  po  im ieniu.  Anna  by ła  zadowolona,  że  chociaż  j edna
osoba  próbowała  się  do  niej   zbliży ć.  Opowiedziała  j ej   swoj ą  historię  o  niesprawiedliwy ch
nauczy cielach i złej  m atce, oczy wiście bardzo okroj oną. Ewa by ła z Ciechanowa, j ej  oj ciec by ł
m ilicj antem . Miała chłopaka, ale niestety  żenić się nie chciał; bardzo nad ty m  ubolewała.

Zbliżały ​  się  święta.  Mróz  i  śnieg  dawały   się  we  znaki.  W  sklepiku  dla  pracowników  urzędu

m ożna  by ło  zaopatrzy ć  się  w  niedostępne  dla  ogółu  ludności  arty kuły   spoży wcze;  tutaj   nie
obowiązy wały   kartki.  Anna  robiła  tam   zaopatrzenie  dla  rodziny   na  wsi.  Rano  dawała  sklepowej
karteczkę, na której  wy pisy wała, co chciałaby  kupić, a gdy  wy chodziła z pracy, torba z zakupam i
by ła gotowa. Trzeba by ło zapłacić, nie zaglądaj ąc, co j est w środku, j ednak naj częściej  wszy stko
się zgadzało. By ło to duże udogodnienie; Anna nie m usiała stać w długich kolej kach, czekaj ąc na
ewentualne zakupy.

Anna​  należała  j uż  do  uprzy wilej owanej   grupy   ludzi  sprawuj ący ch  władzę,  dla  który ch

zaopatrzenie  w  arty kuły   do  ży cia,  nawet  w  ty ch  trudny ch  warunkach,  nie  stanowiło  problem u.
Zaczy nała powoli rozum ieć świat, w który m  ży ła, i zaczęła zdawać sobie sprawę, że przez układy

background image

m ożna wszy stko załatwić. Zdelegalizowana przez stan woj enny  Solidarność tu, w urzędzie m iasta,
nie  m iała  żadny ch  przedstawicieli.  Sy m paty ków  Solidarności  zaraz  po  wprowadzeniu  stanu
woj ennego wy rzucono z pracy. Anna zaj ęła właśnie m iej sce kobiety, którą ten los spotkał.

background image

Ewa

Ewa,​  obchodząca  im ieniny   24  grudnia,  zaprosiła  Annę  na  skrom ne  party   im ieninowe.  Według
panuj ącej   tu  m ody,  na  przy j ęcie  oprócz  pracowników  działu  zaproszony   został  również  pan
prezy dent i j ego zastępca. Anna chciała zrobić j ak naj lepsze wrażenie – um alowała się, poszła do
fry zj era,  założy ła  czarną  m inispódniczkę,  obcisłą  bluzkę  z  duży m   dekoltem ,  do  siatki  wrzuciła
szpilki  na  dość  wy sokim   obcasie,  a  na  palec  założy ła  j edy ny   pierścionek,  który   otrzy m ała  od
ciotki. Wy glądała seksownie, a nawet dość wy zy waj ąco.

Przy j ęcie​  odby wało  się  w  sali  bankietowej   m otelu  obok  Ciechanowa.  Anna  wzbudzała

zazdrość w koleżankach z pracy ; panowie zaś próbowali j ą podry wać – by ła sam otna, do wzięcia
i bardzo m łoda. Nikt z obecny ch nie znał j ej  przeszłości, a Annie zależało, by  nie wy szły  na j aw
j ej  dawne historie i doświadczenia.

background image

Balanga

Po​ przy by ciu do m otelu goście weszli do sali bankietowej , w której  stał stół zastawiony  różny m i
przekąskam i  i  sporą  ilością  butelek  wódki.  W  rogu  sali  stała  szafa  graj ąca  z  kom pletem   pły t
m uzy ki tanecznej . Kierownik działu, pan Zby szek, posadził Annę pośrodku, by  m óc j ą m ieć blisko
siebie.  Na  sali  by ło  dość  chłodno,  szy bko  więc  napełniono  kieliszki,  wzniesiono  toast  za  Ewę
i  odśpiewano  „sto  lat”.  Po  wy piciu  paru  kolej ek  zrobiło  się  cieplej .  Anna  m iała  lekki  szum
w  głowie,  ale  też  poczuła  się  bardziej   swobodnie.  W  pewny m   m om encie  zauważy ła,  że  krzesło
pana  Zby szka  j est  bardzo  blisko  niej ;  czuła  j uż  udo  m ężczy zny   zbliżone  do  swoj ego.  Nie
oponowała – j ak m ogła, by ł to przecież kierownik. Po chwili ręka pana Zby szka dotknęła prawie
nagiego uda Anny. Dziewczy na by ła zażenowana, przez m om ent nie wiedziała, co z ty m  zrobić.
Wstała, m ówiąc, że m usi wy j ść do toalety. Pan Zby szek zorientował się, że by ła to reakcj a Anny
na  j ego  zachowanie,  nie  zrażał  się  ty m   j ednak.  By ł  wy trawny m   graczem ,  wiedział,  j ak
postępować z kobietam i.

Gdy ​  Anna  szła  do  toalety,  do  holu  m otelu  wszedł  pan  prezy dent.  Dziewczy na  ukłoniła  się

pierwsza, a on uśm iechnął się i odpowiedział j ej  lekkim  skinieniem  głowy. W toalecie poprawiła
m akij aż  i  włosy,  obciągnęła  bluzkę  i  przej rzała  się  dokładnie  w  lustrze  –  podobała  się  sobie.
Poczuła się bardziej  pewnie; odważnie weszła na salę.

Pana​  prezy denta  posadzono  obok  Ewy.  W  pewny m   m om encie  ktoś  zaintonował  zdrowie

pana  prezy denta.  Ten  wstał  i  wzniósł  toast,  ży cząc  pani  Ewie  pom y ślności  w  pracy   i  w  ży ciu
osobisty m . Wszy scy  wy pili do dna i j edli śledzie, wędliny  i przy gotowane wcześniej  sałatki. Na
tę  okazj ę  na  stole  znalazły   się  zielone  kubańskie  pom arańcze.  Po  j akim ś  czasie  solenizantka
wzniosła  toast  za  pana  prezy denta,  ży cząc  m u  wszy stkiego  naj lepszego  i  j ak  naj dłuższego
sprawowania urzędu. Mężczy zna by ł ty m  wy raźnie zadowolony.

Po​  wy piciu  toastu  kelner  włączy ł  szafę  graj ącą,  aby   zm ienić  zastawę  i  uzupełnić  alkohol.

Zaczęły   się  tańce.  Wszy scy   j uż  by li  nietrzeźwi.  Zby szek  poprosił  Annę  na  parkiet;  tańczy li
przy tuleni  do  siebie.  Dziewczy nie  to  nawet  odpowiadało.  Mężczy zna  kadził  j ej ,  że  j est  piękna,
wspaniale wy gląda i bardzo m u się podoba. W ty m  sam y m  czasie pan prezy dent tańczy ł z Ewą.
Czuli  się  bardzo  swobodnie  i  wy glądali,  j akby   coś  ich  łączy ło.  Prezy dent  ukradkiem   zerkał  na
Annę  –  m łoda,  piękna  kobieta  zrobiła  na  nim   wrażenie,  nie  m ógł  j ednak  j ej   tego  okazać.  By ł
wy sokim  i przy stoj ny m  m ężczy zną – Annie też się bardzo podobał.

Po​  kilku  tańcach  wszy scy   z  powrotem   zasiedli  do  stołu.  Podano  dania  gorące,  barszcz

czerwony  z pasztecikam i, wzniesiono toasty  za Ewę, a następnie za prezy denta. Robiło się coraz
bardziej   gorąco.  Anna  zaczy nała  czuć  się  swobodnie  i  kiedy   ktoś  krzy knął:  „Białe  tango!”,
dziewczy na, niewiele m y śląc, podeszła do prezy denta, prosząc go o taniec.

– Ależ oczy wiście – odpowiedział prezy dent. – Kobiecie się nie odm awia.
Zby szek  by ł  pewny,  że  Anna  poprosi  j ego,  Ewa  też  by ła  niem iło  zaskoczona.  Wszy scy

zazdrościli  Annie;  nie  brakowało  j ej   odwagi  i  wy korzy stała  swoj ą  chwilę.  Podczas  tańca
prezy dent zapy tał, j ak j ej  się pracuj e i czy  j est zadowolona z pracy. Odpowiedziała, że uczy  się
pisać  na  m aszy nie  i  w  zasadzie  pełni  funkcj ę  pom ocy   biurowej ,  ale  chciałaby   się  czegoś
nauczy ć. Na końcu rozm owy, ku zaskoczeniu Anny, m ężczy zna poprosił, by  zgłosiła się do niego

background image

za  m iesiąc  i  porozm awiaj ą  o  dalszej   j ej   pracy.  Kazał  j eszcze  pozdrowić  kuzy na  i  powoli  ich
taniec  dobiegał  końca.  Po  wszy stkim   prezy dent  odprowadził  dziewczy nę  do  stołu,  a  sam   usiadł
obok Ewy. Zby szek zachowy wał się dziwnie – niby  by ł oboj ętny, ale Annie wy dawało się, że m a
do niej  pretensj e o taniec z inny m  m ężczy zną.

Minęła  północ;  tworzy ły   się  pary,  które  nie  wsty dziły   się  okazy wać  sobie  uczuć.  Pan

prezy dent  pożegnał  towarzy stwo,  wsiadł  do  swoj ej   służbowej   wołgi  i  odj echał  do  dom u.  Anna
by ła nieco pij ana i z lekka się zataczała. W pewny m  m om encie podeszła do niej  Ewa, m ówiąc,
że m a dla niej  zam ówiony  pokój  na górze. Zapewniła, że niczy m  nie m usi się m artwić i wszy stko
j est załatwione. Annę zdziwiło, że ktoś wcześniej  pom y ślał, że będą trudności z dotarciem ; w nocy
taksówki  nie  odpowiadały.  Ewa  odprowadziła  j ą  do  pokoj u  hotelowego  wy posażonego  w  dwa
łóżka,  stoliki,  dwa  m ałe  foteliki  i  oczy wiście  skrom nie  urządzoną  łazienkę.  Po  chwili  rozm owy
z  Ewą  zj awił  się  Zby szek.  Koleżanka  gdzieś  się  ulotniła,  zostali  sam i  w  pokoj u.  Stało  się  to,  co
naj częściej  – chociaż nie zawsze – dziej e się m iędzy  kobietą a m ężczy zną. Oboj e by li lekko pij ani
i wy lądowali w łóżku. Anna nawet nie stawiała oporu. Kochali się, a ona by ła zupełnie w inny m
świecie. Seks nie sprawiał j ej  żadnej  przy j em ności, m y ślam i by ła daleko. Wracały  wspom nienia
związane  z  Cy ganam i  i  robiło  j ej   się  niedobrze,  poprosiła  więc  Zby szka,  by   szy bko  skończy ł.
Mężczy zna  by ł  zawiedziony   j ej   zachowaniem ;  m y ślał,  że  będzie  j ej   dobrze.  By ło  m u  bardzo
głupio; ona zachowy wała się j ak zm ęczona prosty tutka.

Po skończony m  akcie Anna poprosiła go, by  poszedł na swoj e łóżko. Nie odzy waj ąc się do

siebie, usnęli. Rano Anna pierwsza weszła do łazienki, szy bko um y ła się i by ła gotowa do wy j ścia.
Zby szek nie proponował j ej  porannego seksu; oboj e by li sobą zawiedzeni.

Anna nie chciała zej ść nawet na śniadanie, prosiła o odwiezienie do dom u. Po kilkakrotny ch

próbach dodzwonienia się zgłosił się taksówkarz i po kilkunastu m inutach siedzieli w sam ochodzie.
Taksówkarz znał Zby szka.

– Do dom u, panie Zby szku?
– Tak, oczy wiście, ale naj pierw odwieziem y  panią na dworzec.
Anna  by ła  zdziwiona,  że  m usi  wracać  pociągiem ;  poczuła  niechęć  i  wstręt  do  Zby szka.

Poprosiła,  by   podwieziono  j ą  pod  dom   ciotki.  Ciotce  opowiedziała,  że  by ła  na  im ieninowej
im prezie, a nie wróciła, ponieważ noc spędziła w hotelu. Czuć by ło od niej  alkohol, ale wy glądała
znacznie  lepiej   niż  po  nocy   z  Cy ganam i.  Ciotka  zaparzy ła  j akieś  ziółka,  poczęstowała  j ą
wczoraj szy m  rosołem  i m im o kaca Anna poczuła się lepiej .

Dziewczy na tłum aczy ła ciotce, że m usiała tam  iść, ponieważ odm owa przy czy niłaby  się do

j ej   wy kluczenia,  a  tak  traktowana  by ła  j ak  swoj a.  Nie  przy znała  j ednak,  że  spała  ze  swoim
kierownikiem . Ciotka m iała inne zdanie niż Anna i tłum aczy ła j ej , że j est j eszcze zby t m łoda, by
wchodzić w tak dorosłe ży cie.

Nie  wiedziała  j ednak,  że  pom im o  m łodego  wieku,  dziewczy na  m iała  doświadczenie  j ak

bardzo  dorosła  kobieta.  Przedstawiciele  płci  przeciwnej   nie  stanowili  dla  niej   tem atu  tabu,  znała
ich sposoby  i schem aty  postępowania; w swoim  m łody m  ży ciu by ła j uż przecież z kilkunastom a
m ężczy znam i. Ciotce j ednak nie m ogła o ty m  powiedzieć.

Heniek,  sy n  ciotki,  odwiózł  j ą  sy renką  do  dom u.  W  sam ochodzie  by ło  zim no  i  śm ierdziało

spalinam i,  Annie  robiło  się  niedobrze.  Jej   lichy   płaszczy k  nie  zabezpieczał  od  chłodu.  Gdy
doj echali  do  dom u,  podziękowała  Heńkowi  i  zaprosiła  go  na  herbatę,  ten  j ednak  odm ówił
i odj echał.

background image

Anna  opowiedziała  m atce  historię  nocy   nieprzespanej   w  dom u.  Ta  z  niedowierzaniem

patrzy ła na nią.

– Kurwiłaś się na pewno, a m nie tu opowiadasz baj ki.
Dziewczy na nic nie odpowiedziała.
Rano  w  pracy   kom entowano  balangę,  wszy scy   powtarzali,  że  by ło  wspaniale.  Ewa  by ła

bardzo  ży czliwa,  a  Zby szek  zachowy wał  się  oboj ętnie,  tak  j akby   się  nic  nie  stało.  Anna
oświadczy ła, że od dziś nie będzie m u robić herbaty. Zdała sobie sprawę, że wpadła w zastawioną
na nią pułapkę.

Postępy  w pisaniu na m aszy nie nie by ły  zadowalaj ące. Dokum enty  pisała za nią Ewa.
Zby szek  nie  zwracał  na  Annę  uwagi.  Dziewczy na  czuła  się  w  ty m   biurze  niepotrzebna

i  wy korzy stana.  Miała  pretensj e  do  siebie,  że  tak  łatwo  uległa  Zby szkowi.  Naj bardziej   j ednak
m artwiła się, że gdy  plotki doj dą do prezy denta, będzie m iała kłopoty. Wiedziała, że Zby szek na
pewno  chwalił  się  w  m ęskim   gronie,  że  j ą  m iał.  Docierało  do  niej ,  że  przez  to  zbliżenie  m oże
m ieć sam e kłopoty ; nie by ło co m arzy ć o korzy ściach.

Mała choinka na biurku sy gnalizowała święta. Podzielenie się opłatkiem  i zdawkowe ży czenia

zakończy ły  dzień przed wigilią.

Rano  w  Wigilię  zadzwonił  Mietek  z  ży czeniam i.  Anna  zapraszała  go  na  święta,  lecz  on

odm ówił,  tłum acząc,  że  wy j eżdża  z  rodzicam i  do  rodziny   oj ca.  Wy czuła,  że  coś  przed  nią
ukry wa, i próbowała nam ówić go na spotkanie. Uległ j ej  i ustalili, że dzień po świętach przy j edzie
po nią po pracy.

O  um ówionej   godzinie  Mietek  stał  swoim   nissanem   pod  urzędem .  Aby   zrobić  wrażenie  na

znaj om y ch, Anna wy szła razem  z grupą. Mietek wy szedł z sam ochodu i szarm ancko otworzy ł j ej
drzwi.  By ła  dum na  z  j ego  zachowania;  na  pewno  wzbudziła  zazdrość  wśród  koleżanek,  które
m y ślały, że j est szarą gąską ze wsi, niem aj ącą żadnego adoratora. Poj echali na spacer, a j ako że
w okolicy  nie by ło żadnego atrakcy j nego m iej sca, znaleźli się w ty m  sam y m  m otelu, w który m
odby wała  się  im preza  im ieninowa  Ewy.  Kelner  podał  kawę  i  j akieś  ciastka.  Anna  by ła  głodna
i  zaproponowała,  by   zam ówić  coś  do  j edzenia.  Wspólnie  więc  się  posilili,  nie  zam awiaj ąc
żadnego alkoholu.

background image

Zły los

Bez  py tania  o  zdanie  Anny   Mietek  wy kupił  pokój   hotelowy.  Anna  nie  czuła  wewnętrznie  chęci
i  by ła  trochę  zaskoczona.  Nie  wy raziła  j ednak  żadnego  sprzeciwu,  a  nawet  by ło  to  j ej   na  rękę,
bowiem   chciała  się  w  j akiś  sposób  zbliży ć  do  Mietka.  Czuła,  że  on  j est  coraz  dalej   od  niej ,
a  wspólne  spędzenie  ty ch  paru  godzin  w  łóżku  dawało  pewną  szansę  zbliżenia  fizy cznego
i psy chicznego. Kochali się j ak dawniej . Anna m y ślała, że gdy by  zaszła w ciążę, to Mietek by  się
z  nią  ożenił;  wiedziała  j ednak,  że  j est  to  niem ożliwe.  Chłopak  by ł  świadom y   j ej   zam iarów,  ale
zdawał  sobie  sprawę,  że  nie  j est  to  kandy datka  na  żonę.  Kochał  j ą  w  zrozum iały   j edy nie  dla
siebie  sposób,  ale  wiedział,  że  kiedy ś  będzie  m usiał  się  z  nią  rozstać.  Nie  m ógł  tego  powiedzieć
wprost; liczy ł, że czas rozwiąże ten problem .

Po  wszy stkim   leżeli  przy tuleni  do  siebie;  on  głaskał  Annę,  a  ona  całowała  j ego  ciało.

W  pewny m   m om encie  dziewczy na  zaniosła  się  płaczem ,  nie  wy trzy m ała  napięcia.  Chłopak
starał się j ą uspokoić, j ednak bez skutku. Szlochała, m ówiąc, że czuj e, j ak Mietek się od niej  coraz
bardziej   oddala,  że  go  kocha  i  nie  chce  by ć  sam otna.  Ten  zaś  zaczął  opowiadać,  że  rzadko  się
widuj ą, ponieważ on skończy ł szkołę, dostał pracę w m iej scowej  Polfie. Miał dwadzieścia j eden
lat  i  rodzice  cudem   wy bronili  go  przed  woj skiem .  Na  ożenek  m iał  j eszcze  czas,  szukał
dziewczy ny, m iłości, podświadom ie szukał szczęścia. Wiedział, że z Anną wiele go łączy, ale nie
by łby   z  nią  szczęśliwy   –  zawsze  przed  oczam i  m iałby   bowiem   tego  żołnierza  z  kawiarni  czy
nauczy ciela Bolka. Chciał m ieć dziewczy nę na własność; m usiał m ieć pewność, że będzie ty lko
j ego,  choć  wiedział  też,  że  tak  do  końca  nigdy   nie  j est  się  tego  pewny m .  Doświadczenia
z  kobietam i  –  niej ednokrotnie  m ężatkam i  –  pokazy wały   m u,  że  każda  kobieta  zdradzi  bardzo
szy bko i to w m om encie, w który m  nikt by  się nie spodziewał. Te rozm y ślania w łóżku przy wołały
postać Eweliny, o której  coraz częściej  m y ślał. Zapom niał o randce z nią.

Błogą ciszę dwoj ga kochanków przy tulony ch do siebie przerwała Anna.
– Chy ba j uż czas wracać.
Po  kilku  chwilach  znaleźli  się  w  sam ochodzie.  Po  drodze  Anna  zagadnęła  go  o  m ożliwość

wspólnego  wy j ścia  na  bal  sy lwestrowy ;  zapom niała,  że  j est  stan  woj enny   i  wszy stkie  m asowe
im prezy  zostały  odwołane. Przy pom niał j ej  o ty m  Mietek.

– To m oże na pry watkę? – ciągnęła.
Chłopak  wy raźnie  nie  m iał  chęci  na  rozm owę  na  ten  tem at.  Na  pożegnanie  rzucił

standardowe:

– Zadzwonię do ciebie j utro.
By ła  to  odpowiedź,  po  której   nie  należało  się  spodziewać,  że  zapowiadana  rozm owa

telefoniczna nastąpi.

Następnego  dnia  Anna  spóźniła  się  do  pracy.  Pociąg,  który m   doj eżdżała,  m iał  ponad

czterdziestom inutowe opóźnienie.

W pracy  panowała j akaś ponura atm osfera; nikt się do niej  nie odzy wał. Po pewny m  czasie

Anna wy szła z Ewą na papierosa i zapy tała:

– Co się tu dziej e?
Ewa j akby  w taj em nicy  opowiedziała, że o ósm ej  kierownik został wezwany  do prezy denta.

background image

Okazało  się,  że  przenoszą  go  na  inne  m iej sce  pracy,  do  MPGK,  ze  znacznie  niższą  pensj ą.
Prezy dent  naty chm iast  kazał  m u  opuścić  pokój   i  skierować  się  na  nowe  m iej sce  pracy,  które
m ieściło się poza urzędem  m iej skim . Pełnienie obowiązków po nim  zlecił Ewie. Anna nie m ogła
zrozum ieć  ty ch  zachowań,  a  Ewa  nie  chciała  powiedzieć  j ej   wprost,  że  powodem   zwolnienia
Zby szka by ło spędzenie z nią nocy  po uroczy stościach im ieninowy ch. Anna zorientowała się, że
by ła  powodem   całego  tego  zam ieszania,  ale  nie  m iała  wpły wu  na  postępuj ący   bieg  wy darzeń.
Sam a  stała  się  niespokoj na;  utrata  pracy   by łaby   dla  niej   tragedią.  Nie  wiedziała,  że
protegowany ch  sekretarza  woj ewódzkiego  PZPR  nie  zwalnia  się  tak  szy bko.  Z  całego  tego
zam ieszania naj więcej  skorzy stała Ewa. Anna zaczęła koj arzy ć fakty  i dotarło do niej , że m oże
coś fakty cznie łączy  prezy denta i Ewę. Bacznie obserwowała ich w tańcu i to, co widziała, ty lko
potwierdzało j ej  podej rzenia. Powoli zaczęła rozum ieć świat, w j akim  się znalazła.

Anna  stała  się  przedm iotem   m anipulacj i.  Zby szek  wpadł  w  sidła  zastawionej   na  niego

pułapki  i  przegrał.  Ktoś  m usiał  donieść  prezy dentowi,  że  spał  z  Anną.  Reakcj a  prezy denta
spowodowana  by ła  lękiem   o  własną  pozy cj ę;  bał  się,  że  o  incy dencie  m oże  dowiedzieć  się
sekretarz Okuliński, a to m ogłoby  oznaczać koniec j ego kariery.

Annie  zlecono  wy kony wanie  części  pracy,  która  wcześniej   należała  do  obowiązków  Ewy.

Wy kony wała  przez  to  bardziej   odpowiedzialne  czy nności.  Od  nowego  roku  otrzy m ała  nowy
angaż na stanowisko referenta ze znaczną podwy żką; dom y ślała się, że by ła to rekom pensata za
upokorzenia, j akie j ą spotkały.

background image

Wyznanie

Powoli  wszy stko  zaczęło  wracać  do  norm y.  Mietek  po  ostatnim   spotkaniu  z  Anną  –  zgodnie
z przewidy waniam i – nie zadzwonił; w głowie siedziała m u Ewelina. Z utęsknieniem  czekał na nią
w kawiarni. Spotkał tam  znaj om y ch, lecz nie nawiązał z nim i rozm owy. Czas uciekał. Gdy  m inęło
30 m inut, chłopak zaczął się niepokoić. Ewelina zj awiła się, nie tłum acząc spóźnienia. By ła ładnie
ubrana  –  m iała  na  sobie  długi  kożuch  z  kapturem ,  kozaki,  krótką  spódniczkę  i  sweter  w  kolorze
m oreli,  rozpięty   pod  szy j ą,  odsłaniaj ący   ładny   owal  piersi.  Patrzy ł  się  na  nią;  by ł  j ak
zahipnoty zowany.  Po  przy witaniu  i  zdawkowy ch  uprzej m ościach  zam ówił  dwie  kawy   i  dwa
kieliszki czerwonego wina.

Po  wy piciu  drugiej   kolej ki  zarum ienione  policzki  dodawały   j ej   j eszcze  większego  uroku.

W  pewnej   chwili  zapy tała,  j aki  j est  cel  spotkania  z  nią.  Mietek,  m im o  swego  bogatego
doświadczenia,  by ł  lekko  strem owany   ty m   py taniem ,  czuł  respekt  przed  tą  dziewczy ną.  Zaczął
j ej   tłum aczy ć,  że  w  ży ciu  nie  wszy stko  m ożna  przewidzieć  i  czasem   przy padek  m oże  narobić
sporo  zam ieszania,  a  nawet  zm ienić  kolej e  ży cia.  By ł  chłopakiem   inteligentny m ,  ale  nie
zrozum iał podtekstu py tania.

Ewelina  zm uszała  go  do  całkowitego  odkry cia.  Mietek  nie  by ł  j ednak  zby t  chętny,  by   na

pierwszej  randce uj awnić, co do niej  czuj e; bał się, że dziewczy na zacznie nim  sterować albo go
ośm ieszy. Doszedł j ednak do wniosku, że m usi j ej  coś powiedzieć.

– Podobasz m i się.
–  To  dobrze  –  odrzekła.  –  A  więc  m ówisz,  że  ci  się  podobam ...  Powiedz  m i  więc,  co

chciałby ś ze m ną robić. – Podała m u rękę, którą zdobiła duża złota bransoleta.

Nie wiedział, co z ty m  fantem  zrobić. Trzy m ał j ej  dłoń w swoj ej , a po plecach przechodziły

m u  dziwne  dreszcze.  Wstał  od  stolika,  wciąż  ściskaj ąc  j ej   palce,  i  w  pewny m   m om encie
pocałował j ą w rękę. Dziewczy na nie by ła speszona.

– Ty  chy ba m nie kochasz, prawda? – Spoj rzała m u prosto w oczy.
Po raz drugi nie wiedział, co m a powiedzieć. Po chwili nam y słu rzucił:
– Ty  chy ba żartuj esz...
– Nie żartuj ę – odpowiedziała Ewelina.
Mietek  poczuł  się  j ak  m ały   chłopiec,  którem u  każą  pocałować  kuzy nkę.  Dziewczy na  m iała

nad nim  przewagę, a tego się nie spodziewał. My ślał, że tak j ak inne na drugiej  lub trzeciej  randce
i j ą zaciągnie do łóżka, lecz na to się nie zanosiło.

W trakcie dalszej  rozm owy  zapy tał:
– A co ty  czuj esz do m nie?
– Naj pierw odpowiedz na m oj e py tanie, a potem  m nie py taj .
Nie  m ógł  zby t  długo  zwlekać,  czuł  bowiem ,  że  j eżeli  dalej   będzie  się  wy kręcał,  ona  m oże

wstać i zakończy ć znaj om ość. Po raz pierwszy  znalazł się w takiej  sy tuacj i.

– Zdaj esz sobie sprawę, że znam  cię od niedawna... Widzę cię po raz trzeci, ale czuj ę, że to

j est m iłość. Chy ba cię kocham .

Zachował się bardzo odważnie, nie m iał wy j ścia.
– Chy ba czy  na pewno? – zapy tała Ewelina, czy m  znów zadała m u cios w podbródek.

background image

Chciał j uż to zakończy ć.
– Na pewno – rzekł.
– To teraz posłuchaj , co ci powiem . Obserwuj ę cię od roku; przy chodziłeś do nas na szkolne

zabawy, lecz na m nie nigdy  nie zwróciłeś uwagi. Ty lko ten j edy ny  raz, kiedy  ze m ną tańczy łeś.
Wiedziałam  j uż wtedy, że będziesz ze m ną. Stało się. Jestem  więc twoj a.

Twarz Mietka nabrała kolorów. Znów nie wiedział, co m a powiedzieć.
– To bardzo dobrze... Chcę by ć ty lko z tobą, nie chcę m ieć innej  dziewczy ny.
– A co z twoj ą poprzednią dziewczy ną...?
– Ona j uż nie istniej e, rozstaliśm y  się. – Nie do końca by ła to prawda, ale dla niego wszy stko

dzisiaj  definity wnie się skończy ło.

–  No  cóż,  chy ba  dość  j uż  na  dzisiaj .  Jak  wy korzy stam y   tak  pięknie  rozpoczęty   wieczór?  –

zapy tał Mietek.

Norm alnie  zaciągnąłby   dziewczy nę  do  łóżka,  lecz  ty m   razem   nie  m iał  odwagi,  aby

proponować Ewelinie coś podobnego. Ona czekała na to, co on powie.

– Pój dziem y  chy ba na spacer, a potem  odprowadzę cię do dom u.
–  Dobra  propozy cj a  –  odpowiedziała.  –  Mam   j eszcze  sporo  lekcj i  do  odrobienia  na  j utro,

a  o  19  przy chodzi  nauczy cielka  angielskiego  i  m uszę  się  trochę  pouczy ć.  Do  m atury   j uż  ty lko
cztery  m iesiące.

Mietek  szy bko  zrozum iał,  że  prawidłowo  zachował  się,  nie  daj ąc  dziewczy nie  do

zrozum ienia, że chciałby  się z nią kochać.

Wy szli z kawiarni i trzy m aj ąc się za ręce, szli w kierunku dom u Eweliny.
Dziewczy na  m ieszkała  z  rodzicam i  w  ładny m   parterowy m   dom u,  ogrodzony m

estety czny m   płotem .  Przed  rozstaniem   um ówili  się  na  następne  spotkanie.  Na  pożegnanie
Ewelina cm oknęła go w policzek i znikła za ogrodzeniem . Mietek stał j ak zam urowany  i patrzy ł,
j ak  dziewczy na  wchodzi  do  dom u,  m achaj ąc  m u  j eszcze  ręką.  Gdy   zniknęła  za  drzwiam i,  on
nadal  stał.  Pierwszy   raz  w  ży ciu  spotkał  się  z  taką  sy tuacj ą;  by ło  to  nowe  doświadczenie.  Nie
poznał  j eszcze  tak  odważnej   i  bezpośredniej   kobiety.  Czuł  wewnątrz,  że  został  pokonany   i  by ł
szczęśliwy. Spotkał chy ba dziewczy nę, na którą czekał parę lat; wiedział, że nie m oże j ej  stracić.

Następnego  dnia  do  Mietka  zadzwoniła  Anna,  proponuj ąc  spotkanie.  Wspom niała  też

o  pry watce  sy lwestrowej .  Chłopak  nie  chciał  j ej   urazić,  więc  powiedział,  że  bierze  go  gry pa  –
m a gorączkę i źle się czuj e – i nie m oże j ej  obiecać, że z nią pój dzie, j ednak zadzwoni, gdy  się
wy kuruj e.  Rozm y ślał  o  spotkaniu  z  Eweliną.  By ł  27  grudnia,  naj wy ższy   czas,  by   pom y śleć,  co
zrobić z sy lwestrem . Mietek nie chciał spędzać go w rodzinny m  gronie z braćm i i rodziną.

Nurtowało go zachowanie Eweliny, nie by ło ono standardowe. Dziewczy nę otaczała pewna

aura taj em niczości. Mietek cały  czas m y ślał, kto w j ej  ży ciu by ł przed nim . Dwa dni oczekiwania
na  spotkanie  stały   się  m ordęgą;  w  pracy   nic  m u  nie  szło.  Kiedy   nadszedł  owy   dzień,  chłopak
o ustalonej  godzinie podj echał pod dom  Eweliny. Ty m  razem  nie m usiał na nią długo czekać.

– Dokąd j edziem y ? – zapy tał, gdy  j ą zobaczy ł.
–  Napij m y   się  naj pierw  kawy,  a  później   m oże  poszliby śm y   do  kina?  Graj ą  film

„Bohaterowie są zm ęczeni” z m oj ą ulubioną aktorką, Marią Felix.

W  kawiarni  rozm awiali  o  sprawach  dnia  codziennego.  Ewelina  wpatry wała  się  długo

w Mietka; j ej  wzrok porażał go, zdawało m u się, że prześwietla go na wy lot, odczy tuj ąc wszy stkie
j ego  m y śli.  Przez  chwilę  nic  nie  m ówili,  patrzy li  ty lko  na  siebie.  Czuć  by ło,  że  to  ona  nad  nim

background image

dom inuj e.

– My ślałeś o m nie? – zapy tała w pewnej  chwili.
Ty m  razem  nie by ł bardzo zaskoczony.
– Oczy wiście, że m y ślałem .
– Ale co m y ślałeś?
– My ślałem  o ty m , j aka j esteś.
– Interesowało cię m oj e ciało?
Nie spodziewał się takiego py tania. Zupełnie nie wiedział, co powiedzieć.
– Ciało j est ważne, ale nie ty lko ono stanowi o wartości człowieka – rzekł po chwili.
Wy czuł,  że  dziewczy na  nie  oczekiwała  usły szeć  od  niego  takiej   odpowiedzi.  By ła  trochę

zaskoczona, ale m ożna by ło wy czuć, że wy powiedź Mietka zrobiła na niej  pozy ty wne wrażenie.

–  Masz  racj ę,  ciało  to  nie  wszy stko,  choć  j est  ważne.  No  popatrz  –  ciągnęła  dalej   –  na

dy skotece powodzenie m aj ą dziewczy ny  ładne i zgrabne.

– W ty m  wy padku m asz racj ę – odparł. – Ale wiesz, czy m  to się naj częściej  kończy ?
– Wiem . Dlatego rzadko chodzę na dy skoteki, a j eżeli j uż idę, to w określony m  towarzy stwie.

Ale nigdy  nic nie j est wy kluczone.

Mietek  wy czuł,  że  Ewelina  nadal  go  bada  i  sprawdza.  By ł  dość  inteligentny   i  wy czuł

podteksty.  Ta  dziewczy na  siedziała  w  j ego  psy chice  i  niewiele  m ógł  przed  nią  ukry ć.  Coraz
bardziej   by ł  nią  zauroczony.  By ła  to  nietuzinkowa  dziewczy na  i  m im o  że  od  niego  m łodsza,  to
j ednak dom inowała.

Kiedy  podj echali pod kino, zapy tała j eszcze Mietka, czy  na pewno chce iść na ten film .
– Oczy wiście – odparł.
Chłopak wy kupił bilety ; weszli na salę i usiedli w środkowy m  rzędzie. Niewielu by ło widzów

– obok nich nie siedział nikt. Mietek pom y ślał, że zam iast do kina, chętnie wy wiózłby  j ą do m otelu,
ale intuicj a podpowiadała m u, że by łoby  to wtedy  ostatnie spotkanie z nią. Wiedział, że j ej  pożąda
i  nie  m ógł  tego  okazać,  ale  czuł,  że  ona  wie;  by ła  w  nim ,  w  środku  j ego  duszy.  Sterowała  j ego
postępowaniem , podobał j ej  się coraz bardziej .

Kiedy   film   się  rozpoczął,  sam a  odnalazła  j ego  rękę,  wzięła  j ą  w  swoj ą  dłoń  i  położy ła  na

swoich kolanach. Mietek przy tulił się do niej , a po ciele przeszły  m u m rówki. Zdał sobie sprawę,
że  zanosi  się  na  poważny   rom ans.  Pocałował  Ewelinę  w  policzek,  nie  oponowała.  Czuł,  że
przy chodzi j akiś przełom  w tej  znaj om ości.

O  Annie  nawet  nie  pom y ślał.  Powoli  pozwalał  j ej   odej ść,  ale  czasem   wracał

wspom nieniam i.  „Przecież  m ogło  tak  by ć  z  Anną.”  Zaczy nał  rozum ieć,  j ak  zawikłane  nieraz
by waj ą sprawy  m iędzy  kobietą a m ężczy zną.

Po  głębszy m   zastanowieniu  uznał,  że  właśnie  teraz  zaczy na  tworzy ć  się  to,  czego  szukał

w ży ciu. Gdy  seans się skończy ł, odwiózł Ewelinę do dom u. Podej rzewał, że m ogła by ć trochę
zaskoczona tak poprawny m  zachowaniem ; nie proponował j ej  spaceru ani inty m nej  przej ażdżki,
ty lko zatrzy m ał sam ochód przed dom em .

Ewelina zwlekała z wy j ściem .
–  Może  spędziliby śm y   razem   sy lwestra?  Jeżeli  oczy wiście  nigdzie  się  wcześniej   nie

um ówiłeś. – By ło to wy powiedziane takim  tonem , że nikt nie m ógłby  odpowiedzieć inaczej .

– Nie j estem  z nikim  um ówiony.
–  Bo,  wiesz,  m oi  rodzice  idą  gdzieś  do  znaj om y ch.  Zaprosiłam   j uż  trochę  towarzy stwa,

background image

m ógłby ś przy j ść, by łoby  bardzo m iło.

Mietek by ł m ile zaskoczony  tą propozy cj ą.
– Oczy wiście, j ak m ógłby m  nie przy j ść?
–  No  to  j esteśm y   um ówieni.  –  Pocałowała  go  w  policzek  i  wy siadła.  Zwy czaj owo

pom achała j eszcze ręką i zniknęła za drzwiam i.

Mietek  zastanawiał  się,  co  w  tej   sy tuacj i  zrobić  z  Anną  –  czy   powiedzieć  j ej   prawdę,  że

znalazł nową dziewczy nę i ich rom ans należy  skończy ć, czy  czekać na dalszy  rozwój  sy tuacj i?

Wy brał  to  drugie;  nie  wiedział,  czy   za  m iesiąc  Ewelina  nie  powie  m u,  że  m a  go  dość

i skończy  tę znaj om ość. By ły  to czarne m y śli, ale gdy by  się głębiej  zastanowić, powrót do Anny
by łby   raczej   m ało  prawdopodobny.  Mietek  źle  by   się  czuł,  a  nie  wiadom o,  czy   Anna  w  ogóle
chciałaby  dalej  z nim  by ć. Nieraz j uż tak by wało m iędzy  nim i i wracali do siebie. Doświadczenia
z kobietam i nauczy ły  go, że nie m ożna by ć pewny m  nikogo. Szukał tej  j edy nej  i coraz bardziej
chciał j ą m ieć.

background image

Zwodzenie

Ewelina stanowiła dla Mietka pewną zagadkę – nie znał j ej  rodziców, nie wiedział nawet, czy  m a
rodzeństwo. Tłum aczy ł sobie, że wszy stko to j est j eszcze przed nim .

Następnego  dnia  po  spotkaniu  z  nią  zadzwoniła  Anna,  nalegaj ąc  na  spotkanie.  Chłopak

próbował j akoś się wy kręcić, m ówiąc, że j est chory, j ednak Anna pozostawała niewzruszona.

– To j a cię odwiedzę.
Nie  wiedział,  co  powiedzieć,  i  ostatecznie  przy stał  na  j ej   propozy cj ę.  Dziewczy na  m iała

przy j ść  do  niego  po  pracy.  Mietek  postanowił  poprosić  j eszcze  m atkę  o  to,  by   w  czasie  wizy ty
by ła w dom u.

Anna  przy szła  o  siedem nastej .  Mietek  położy ł  się  do  łóżka,  by   wy glądać  na  obłożnie

chorego. Matka na stoliku położy ła aspiry nę i zaparzy ła rum ianek – wszy stko wskazy wało na to, że
j est chory. Przy witali się j ak zwy kle, j ednak Mietek j uż na początku ostrzegł Annę, by  za bardzo
się nie zbliżała, bo m oże zarazić się gry pą. Dziewczy na nie stosowała się do j ego zaleceń, chciała
się  przy tulić,  na  szczęście  krzątaj ąca  się  po  m ieszkaniu  m atka  stanowiła  przeszkodę.  Anna
nam awiała Mietka na wspólne wy j ście na pry watkę sy lwestrową do j ej  koleżanki z pracy.

– Jak ty lko się lepiej  poczuj ę, to dam  ci znać. Gdy by m  j ednak nie dał rady, idź sam a.
Kobieca intuicj a, która w takich sy tuacj ach się nie m y li, podpowiadała Annie, że Mietek coś

przed  nią  ukry wa.  Dziewczy na  by ła  zaniepokoj ona.  My ślała,  że  m oże  doszły   do  niego  słuchy
o  im prezie  im ieninowej   Ewy,  a  m oże  poznał  j akąś  inną  dziewczy nę  i  nie  chce  j ej   o  ty m
powiedzieć...  Mietek  m ilczał,  choć  wiedział,  że  w  niedługim   czasie  wszy stko  się  wy da.  Nie
wy obrażał  sobie  rozstania  z  Eweliną.  Godzinna  wizy ta  Anny   dobiegła  końca.  Pożegnali  się
i dziewczy na poszła na dworzec i odj echała do dom u.

Po drodze zastanawiała się, j ak tu sam ej  iść na im prezę sy lwestrową. Bała się przy godny ch

znaj om ości, które często kończy ły  się łóżku z obcy m  m ężczy zną.

Wróciła do dom u w zły m  nastroj u. Matka, zauważy wszy  sm utek córki, prowokowała j ą do

wy nurzeń. Dziewczy na  j ak zwy kle  naiwnie wszy stko  j ej  opowiedziała  i po  wszy stkim   usły szała,
że  sam a  j est  sobie  winna,  ponieważ  wcześniej   się  kurwiła,  więc  teraz  nikt  j ej   nie  chce.  Anna
rozpłakała  się.  By ła  bezradna  wobec  tej   sy tuacj i,  j ednak  m iała  cichą  nadziej ę,  że  m oże  Mietek
pój dzie z nią na pry watkę.

Następny  dzień w pracy  – ostatni m ij aj ącego roku – by ł raczej  rozry wkowy ; wszy scy  pili

szam pana i składali sobie ży czenia. Annę zdziwiła ty lko nieobecność Zby szka. Wiedziała, że j uż tu
nie pracuj e, j ednak m y ślała, że w taki dzień ich odwiedzi.

Ewa  przy pom inała  koleżance  o  wieczorny m   sy lwestrowy m   spotkaniu.  Wszy scy   m ieli

zebrać się o 20. Anna m y ślam i by ła j ednak gdzie indziej . Wsty d j ej  by ło powiedzieć, że nie m a
z kim ś przy j ść na pry watkę. Mietek nie zadzwonił, a Annie nie w sm ak by ło go nam awiać. Mim o
to postanowiła j ednak do niego zadzwonić. Nie m iała niestety  m ożliwości porozm awiania z nim ,
gdy ż  odebrała  m atka  i  poinform owała  j ą,  że  Mietek  m a  zapalenie  oskrzeli  i  pozostaj e  w  dom u.
Zrozum iała  –  albo  pój dzie  na  im prezę  sam a,  albo  zostanie  w  dom u  z  rodzicam i.  Wy brała  to
drugie.

Telewizor  i  alkohol,  który   piła  razem   z  oj cem ,  uśm ierzy ł  trochę  sm utek  wieczoru

background image

sy lwestrowego.

Inaczej  natom iast spędził ten wieczór Mietek.

background image

Sylwester

Mietek  wy stroił  się  w  ciem ny   garnitur,  kupił  ruskiego  szam pana,  butelkę  wódki  i  perfum y   Nina
Rici dla Eweliny  i o 17 by ł pod j ej  dom em . Zadzwonił dom ofonem  i nie m usiał się zapowiadać –
furtka została otwarta. Tuż przy  wej ściu przy witała go Ewelina.

– Chodź, przedstawię cię rodzicom .
Chłopak zdziwił się trochę – nie spodziewał się spotkania z rodzicam i.
– To j est Mietek, poznaj cie się.
Pocałował  m atkę  w  dłoń,  a  następnie  podał  rękę  oj cu.  Krótka  rozm owa  o  pogodzie

i  trudnościach  stanu  woj ennego  zakończy ła  spotkanie  z  rodzicam i  Eweliny.  Wsiedli  do  poloneza
i odj echali, zostawiaj ąc zadowolone towarzy stwo.

– Wrócą dopiero j utro wieczorem  – oświadczy ła Ewelina.
Mietek zrozum iał, że zostaj ą sam i. Dziewczy na oprowadziła go po cały m  dom u, który  zrobił

na nim  wrażenie – by ł bardzo gustownie urządzony. W pewny m  m om encie Ewelina zbliży ła się
do niego.

– Może by ś m nie pocałował?
By ł  trochę  onieśm ielony.  Całuj ąc  j ą,  czuł,  j ak  j ej   ciało  przy lega  do  niego;  wiedział,  że  go

pożąda. Bez słowa wy szli z pokoj u, by  przy witać nowy ch gości. By li to koleżanki i koledzy  z klasy
m aturalnej   Eweliny.  Usiedli  do  wcześniej   j uż  przy gotowanego  stołu.  Mietek  prawie  nikogo  nie
znał; kilka osób koj arzy ł z dy skoteki. By ł naj starszy  w ty m  towarzy stwie.

Po wy piciu paru kieliszków zrobiło się bardziej  swobodnie. W sum ie by ło osiem  par, widać

by ło, że nie przy padkowy ch. Wszy scy  dobrze się znali i nie kry li wzaj em ny ch sy m patii. Kiedy
włączono m uzy kę, zaczęły  się tańce. Mietek cały  czas tańczy ł z Eweliną. Część par rozeszła się do
pokoi  w  wiadom y m   celu;  nikt  nie  by ł  zdziwiony   ani  zgorszony.  Mietek  zachowy wał  się  j ak
gospodarz i w pewien sposób czy nił honory  dom u, co bardzo podobało się Ewelinie.

Zbliżała się północ. Na ostatnią godzinę tego roku wszy scy  z powrotem  usiedli do stołu. Czas

m inął w przy j em nej  atm osferze. Nowy  rok przy witano trady cy j nie hukiem  otwierany ch butelek
szam panów i gwarem  wzaj em nie składany ch ży czeń. Towarzy stwo stało się bardzo rozbawione.
Mietek tańczy ł z j akąś koleżanką Eweliny.

– Od kiedy  znasz Ewelinę? – zapy tała.
– Od dawna.
– To j ednak rozstała się z Krzy śkiem ...
Mietek  by ł  zdziwiony   ty m i  wy nurzeniam i  koleżanki;  czuł,  że  j ej   zazdrościła.  Nie  chciał

wdawać  się  z  nią  w  rozm owę.  Widział,  że  j ej   chłopak  nie  za  bardzo  się  nią  interesował,
przeważnie tańczy ł z inny m i dziewczy nam i. Po ty m  tańcu Ewelina zaczęła pilnować Mietka, by
za bardzo nie zbliżał się do inny ch j ej  koleżanek.

Dochodziła piąta, wszy scy  by li weseli, ale i zm ęczeni, niektórzy  lekko pij ani. Goście żegnali

się,  dziękuj ąc  Ewelinie  za  wspaniałą  zabawę  sy lwestrową.  Pozostały   trzy   pary,  które  gospody ni
postanowiła  przenocować,  lokuj ąc  j e  w  oddzielny ch  pokoj ach.  Dla  siebie  i  Mietka  przeznaczy ła
własną sy pialnię.

Mietek  zrozum iał,  że  nastąpi  to,  na  co  czekał  od  dawna.  Po  toalecie  szy bko  i  bez  żadny ch

background image

rozm ów  położy li  się  razem   do  łóżka.  Dla  Eweliny   by ło  to  wielkie  przeży cie.  Mietek  całował  j ą,
pieścił j ej  ciało, nie czuł żadnego oporu. Podniecenie wzrastało i sięgało zenitu.

– Czy  zdaj esz sobie sprawę z tego, co zam ierzam y  zrobić? – zapy tała w pewny m  m om encie

Ewelina.

Mietek nie rozum iał j ej . Nie wiedział, j ak w takiej  chwili postępować z kobietam i.
– Wiedz, że ty  j esteś m oim  pierwszy m  chłopakiem . Przed tobą nie by ło nikogo innego.
Mietek  by ł  bardzo  m iło  zaskoczony.  Jeszcze  bardziej   chciał,  aby   by ło  j ej   dobrze.  Zrobił

wszy stko tak, by  sprawić j ej  przy j em ność. Po drugim  zbliżeniu, gdy  czuł, j ak Ewelina tuli się do
niego i go całuj e, zrozum iał, że czekała na ten m om ent od dawna, m arzy ła o nim . Ten ranek by ł
spełnieniem   j ej   skry ty ch  pragnień;  stała  się  w  pełni  kobietą.  Mietek  by ł  nią  zachwy cony ;  nie
spodziewał  się,  że  zrobi  m u  tak  m iłą  niespodziankę.  Przy rzekł  j ej ,  że  nigdy   j ej   nie  opuści  i  że
zawsze będą razem . Zasnęli przy tuleni do siebie.

By ła  godzina  11,  gdy   ktoś  wszedł  do  pokoj u,  budząc  ich.  Ewelina  j ako  pierwsza  otworzy ła

oczy. Nad łóżkiem  stała j ej  koleżanka.

– Dobrze wam . Ja spędziłam  noc sam a, Krzy siek spał.
Koleżanka  wy szła,  a  Mietek  i  Ewelina  postanowili  się  ubrać.  Inni  zrobili  to  sam o,  niektórzy

wy pij ali resztę trunków i próbowali tańczy ć. Nikt nie kwapił się do j edzenia, więc podano kawę.
Zbliżała się godzina 14. Ewelina zaproponowała wspólne wy j ście na spacer. Towarzy stwo chętnie
przy stało na j ej  propozy cj ę. Mroźne zim owe powietrze otrzeźwiło wszy stkich. Słońce przebij ało
się przez chm ury ; zanosiło się na opady  śniegu. Spacerowali chwilę i później  rozeszli się do siebie.
Zaczął padać drobny  śnieg. Mietek i Ewelina wrócili do dom u i zabrali się za sprzątanie. Zabrało
im   to  trochę  czasu  i  energii,  ale  kiedy   zm ęczenie  ustąpiło,  by li  naprawdę  szczęśliwi.  Rzadko
w ży ciu by waj ą takie chwile. Podświadom ie to czuli i cieszy li się sobą.

Mietek  pierwszy   raz  w  ży ciu  m iał  dziewczy nę,  która  straciła  z  nim   dziewictwo.  Nie

wy obrażał sobie, że m ogłaby  go zdradzić. Wiedział, że dla niej  by ła to ważna sprawa.

By ł  j uż  wieczór,  gdy   pożegnał  się  z  Eweliną.  Dziewczy na  zaprosiła  Mietka  do  siebie

następnego dnia.

– Muszę cię oswoić z rodzicam i.
Jak  się  później   dowiedział,  j ej   oj ciec  pracował  w  firm ie  polonij nej ,  a  m atka  by ła  lekarką

w m iej scowy m  szpitalu.

W dom u m atka poinform owała go o telefonie od Anny.
– Powiedziałam  j ej , że j esteś w łazience, więcej  nie dzwoniła.
Mietek  unikał  spotkań  z  Anną;  ona  natom iast  czuła,  że  coś  nieodwracalnie  się  m iedzy   nim i

psuj e.  Przestała  do  niego  wy dzwaniać  i  skupiła  się  na  szukaniu  nowy ch  znaj om ości.  Szło  j ej
poniżej  j ej  oczekiwań.

background image

Szkoła

Pewnego  dnia  Anna  przy pom niała  sobie  rozm owę  z  prezy dentem .  Prosił  j ą,  by   za  j akiś  czas
zgłosiła  się  do  niego.  Od  tej   rozm owy   m inął  m iesiąc.  Anna  w  końcu  zdecy dowała  się  do  niego
pój ść.  Zastanawiała  się,  o  czy m   z  nim   będzie  rozm awiać.  Naj bardziej   gnębiło  j ą  to,  że  nie  m a
wy kształcenia.  Wszy scy   wiedzieli,  że  pracuj e  tu  dzięki  protekcj i  Okulińskiego;  wiedziała,  że
w wy padku j ego odej ścia ona niechy bnie straci pracę. Anna podej rzewała, że prezy dent będzie
chciał  z  nią  pom ówić  o  uzupełnieniu  wy kształcenia.  By ła  to  dla  niej   naj bardziej   priory tetowa
sprawa.  Pracownicy   działu,  w  który m   pracowała,  nic  nie  wiedzieli  o  j ej   wy kształceniu,  z  nikim
o  ty m   nie  rozm awiała.  Gdy   ty lko  ktoś  poruszał  kwestię  szkoły,  próbowała  zm ieniać  tem at  lub
wy chodziła z pokoj u. Nikt nie podej rzewał, że nie m a żadnego wy kształcenia.

Anna nabierała prakty ki biurowej  i nawet ćwiczenie pisania na m aszy nie zaczęło przy nosić

efekty.  Sam odzielnie  przepisy wała  dokum enty   i  robiła  zestawienia  finansowe  dla  Ewy.  Coraz
bardziej  wchodziła w tę pracę. Czuła pewną saty sfakcj ę, że potrafiła się zaaklim aty zować.

Kiedy   zdecy dowała  się  na  rozm owę  z  prezy dentem ,  akurat  by ł  u  niego  wiceprezy dent.

Anna  go  nie  znała,  widziała  go  ty lko  kilka  razy.  Sekretarka  kazała  j ej   czekać.  W  pewnej   chwili
drzwi gabinetu otworzy ły  się; wy szedł prezy dent, trzy m aj ąc w ręku j akieś pism a, które położy ł na
biurku sekretarki. Zauważy ł Annę.

– Pani do m nie, tak? Proszę bardzo. – Wy konał gest zapraszaj ący.
W gabinecie na fotelu siedział m ężczy zna około czterdziestoletni, lekko ły siej ący.
– Mam  do pana prezy denta osobistą sprawę.
– Proszę m ówić. Z panem  wiceprezy dentem  nie m am y  taj em nic.
Speszona obecnością drugiej  osoby  przy pom niała o rozm owie z prezy dentem .
– Jak się pani pracuj e w biurze? – zapy tał.
– Bardzo dobrze.
– To się cieszę.
–  Panie  prezy dencie,  zgodnie  z  przy rzeczeniem   chciałaby m   dokończy ć  naukę.  Czy   pan

prezy dent zgodziłby  się skierować m nie do j akiej ś wieczorowej  szkoły ?

– O, to dobrze się składa, bo pan wiceprezy dent odpowiada za sprawy  oświatowe i przej m ie

pani zm artwienie.

Mężczy zna  uśm iechnął  się.  Anna  zrobiła  na  nim   wrażenie;  podobała  m u  się.  Usiadła  na

fotelu obok niego i czekała na py tania. A on wcale nie py tał, gdzie chodziła do szkoły, ile skończy ła
klas czy  dlaczego przerwała edukacj ę. Annę trochę to zdziwiło; zdawało j ej  się, że wiceprezy dent
wszy stko  o  niej   wie,  i  poczuła  się  przez  to  nieswoj o.  Mężczy zna  chciał  ty lko  wiedzieć,  gdzie
m ieszka i czy  koło m iej sca zam ieszkania znaj duj e się j akaś szkoła.

– Jest podstawowa i j akaś rolnicza – odpowiedziała.
Wiceprezy dent kazał j ej  zgłosić się do siebie za trzy  dni i wtedy  coś ustalą.
W  dzień  wy płaty   w  pracy   zrobiono  składkę  na  alkohol  i  zorganizowano  dwie  butelki  wódki.

Anna zrobiła kawę. Żubrówka z sokiem  j abłkowy m  wszy stkim  sm akowała. Po alkoholu zrobiło się
wesoło.  Wspom inano  o  Zby szku,  który   narzekał  na  nową  pracę,  ale  tem atu  tego  nie  rozwij ano,
szczególnie  Ewa  unikała  o  nim   rozm ów,  by ła  niezadowolona.  W  ty m   czasie  zniesiono  niektóre

background image

restry kcj e stanu woj ennego, z czego wszy scy  by li zadowoleni.

– Jak się układaj ą sprawy  sercowe? – zapy tała Ewa.
–  Nie  naj lepiej .  Chłopak,  na  którego  liczy łam ,  nie  odzy wa  się  do  m nie.  Przez  niego  nie

poszłam  na pry watkę sy lwestrową – odpowiedziała Anna.

– Nie m artw się, j eszcze znaj dziesz sobie chłopaka.
Anna nie odpowiedziała. Pocieszenia Ewy  nie poprawiły  j ej  nastroj u. Miała doświadczenie

i  wiedziała,  że  nie  j est  to  sprawa  prosta.  Na  seks  z  nią  by ło  aż  nadto  chętny ch,  natom iast
kandy data na m ęża czy  nawet na stałego partnera ze świecą by ło szukać.

Po wy piciu gorzałki wszy scy  w dobry ch hum orach rozeszli się do dom ów. Anna pociągiem

wróciła  do  siebie.  Połowę  pensj i  oddała  m atce,  a  pozostałą  część  zostawiła  sobie  na  własne
wy datki.  Zbliżała  się  wiosna  i  dziewczy na  chciała  kupić  sobie  j akieś  nowe  ubrania.  Nie  m ogła
odstawać i m usiała ubrać się zgodnie z panuj ącą w urzędzie m odą.

Następnego  dnia  po  pracy   Anna  wy ruszy ła  z  Ewą  do  m iasta  na  przegląd  sklepów

z ciucham i. Kupiła sobie czarny  żakiet i czarną, dość krótką spódniczkę. Wszy stko w czerni. Lubiła
ten kolor, kontrastował z j ej  j asną karnacj ą.

Następnego  dnia  wy stroj ona  w  nowe  ubrania  udała  się  na  spotkanie  z  wiceprezy dentem .

Mężczy zna przy j ął j ą j ak starą znaj om ą, nie om ieszkał też powiedzieć j ej , że ślicznie wy gląda.

Wiceprezy dent  tak  naprawdę  bardziej   zainteresowany   by ł  j ej   osobą  niż  sprawą,  którą

obiecał załatwić. Po wy m ianie uprzej m ości Anna podj ęła tem at szkoły.

–  Ależ  oczy wiście,  m am   dla  pani  pewne  propozy cj e.  W  szkole,  która  znaj duj e  się  w  pani

gm inie,  będzie  organizowane  średnie  studium   zawodowe  dla  absolwentów  zasadniczej   szkoły
rolniczej .  Rozm awiałem   z  kuratorem   i  uzgodniliśm y,  że  m ożna  by łoby   tam   panią  dopisać.
Oczy wiście  w  sy stem ie  wieczorowy m   zdobędzie  pani  średnie  wy kształcenie,  a  po  skończeniu
m oże zdawać pani m aturę.

Annie  takie  rozwiązanie  sprawy   bardzo  odpowiadało.  Mały m   wy siłkiem   zdobędzie  to

upragnione średnie wy kształcenie, a że rolnictwo, nieważne.

– Chętnie by m  skorzy stała z tej  oferty.
– To dobrze. W odpowiednim  czasie dam  pani znać.
Anna by ła zdziwiona takim  obrotem  sprawy  i nie wiedziała, j ak m a się zachować.
– Jak j a się panu prezy dentowi odwdzięczę?
– Żadna sprawa – odparł. – Zaprosi m nie pani na kawę.
– To m oże dzisiaj ?
– Nie, dzisiaj  nie m ogę. Proszę zadzwonić do m nie w przy szły m  ty godniu.
Anna wy szła z gabinetu, z uśm iechem  m ówiąc:
– Do widzenia.
Sekretarka obcięła j ą z góry  do dołu, by ła wy raźnie niezadowolona.
Po powrocie do biura dziewczy na nikom u nic nie m ówiła, j edy nie Ewa zapy tała:
– Jak tam  po wizy cie u prezy denta?
– Py tali, j ak m i się tu pracuj e i czy  daj ę sobie radę z obowiązkam i.
Ewa popatrzy ła na nią z niedowierzaniem . Wy czuła, że Anna nie j est szczera. Zdziwiło j ą, że

prezy dent  nie  zapy tał  j ej   –  by ła  przecież  j ej   przełożoną.  Poczuła  się  urażona,  nie  wiedziała
bowiem ,  co  tu  j est  grane,  j ednak  nie  dała  nic  po  sobie  poznać.  Dość  długo  tu  pracowała
i wiedziała, że lepiej  o wszy stkim  nie wiedzieć. Podej rzewała, że m oże Anna j est wty czką UB. Od

background image

tej  pory  postanowiła zachować lekki dy stans.

background image

Spotkanie z Bolkiem

Pewnego  dnia  po  pracy   w  drodze  na  dworzec  natknęła  się  na  swego  dawnego  nauczy ciela
i partnera  – Bolka.  Po standardowy m   przy witaniu m ężczy zna  zaproponował spotkanie  w swoim
m ieszkaniu, na co Anna się zgodziła. Bolek liczy ł, że m oże z czasem  dziewczy na wróci do szkoły,
a  m oże  zatrudni  się  w  Polfie.  Anna  słuchała  ty ch  opowiadań  z  pewną  rezerwą.  Bolek  nie
m arnował czasu – szy bko zaproponował Annie dawny  układ partnerski i sugerował, że m ogłaby
j uż u niego zam ieszkać.

– Po co m asz codziennie doj eżdżać do pracy. Jest to dość logiczne.
Anna obiecała, że przem y śli j ego propozy cj ę. W m iędzy czasie Bolek wy ciągnął wy trawne

czerwone  wino.  Po  wy piciu  zrobiło  się  trochę  m ilej .  Zaczęli  się  do  siebie  zbliżać.  Mężczy zna
obj ął j ą w pół i czule j ą całował. Anna dawno nie m iała m ężczy zny, ale bez większy ch oporów
poszła z nim  do łóżka. Kochali się j ak dawniej .

Anna  nie  m iała  do  niego  specj alny ch  urazów.  Wiedziała,  że  Bolek  j ą  kocha  i  nie  zrobi  j ej

krzy wdy. Liczy ła, że zawsze m oże go wy korzy stać – w łóżku j ej  odpowiadał, choć nie by ła nim
zachwy cona.

Na zakończenie wizy ty  wy m ienili się num eram i telefonów i um ówili, że zadzwonią do siebie

w niedługim  czasie.

background image

Rodzice

Po powrocie do dom u Anna chciała om ówić z m atką swe edukacy j ne plany. Ta nie pochwaliła
tego, tłum acząc, że szkoła j est na m iej scu, przez co wszy scy  dowiedzą się, że Anna nie zdoby ła
j eszcze żadnego wy kształcenia. Okazało się, że m atka wszem  i wobec ogłosiła, że córka skończy ła
szkołę i pracuj e na elitarny m  stanowisku w urzędzie. Na Annie nie zrobiło to żadnego wrażenia;
nie  liczy ła  się  z  j akim iś  plotkam i  ani  opinią  m atki.  Wy znawała  zasadę,  że  cel  uświęca  środki.
Postanowiła  zrealizować  to,  co  zam ierzała.  Między   m atką  a  córką  doszło  do  awantury.
Przy słuchuj ący   się  oj ciec  nie  m iał  swoj ego  zdania  i  ty lko  przy takiwał  żonie.  Matka  j ak  zwy kle
wy zy wała Annę od dziwek i kurew. W pewny m  m om encie chciała uderzy ć córkę w twarz, lecz
ta  odchy liła  się,  przez  co  m atka  straciła  równowagę  i  upadła  na  podłogę.  Zaczęła  j ęczeć  i  nie
m ogła się podnieść.

Wezwano  pogotowie.  Po  przy j eździe  lekarz  stwierdził,  że  prawdopodobnie  j est  to  złam anie

szy j ki kości udowej  i m atkę zabrano do szpitala. Na gospodarstwie została Anna z oj cem .

W czasie nieobecności m atki oj ciec zachowy wał się w stosunku do Anny  bardzo grzecznie.

Często  po  pracy   przy chodził  do  dom u  lekko  pij any   i  wtedy   by ł  dla  niej   szczególnie  m iły.  Annę
dziwiło, skąd u niego taka zm iana. Sy tuacj a m iała się wy j aśnić w niedługim  czasie.

Oj ciec  –  z  wy glądu  dość  przy stoj ny   m ężczy zna  –  m iał  w  m ieście  kochankę.  By ła  to

koleżanka  z  pracy,  znacznie  m łodsza  od  m atki.  Anna  wy patrzy ła  go,  gdy   się  z  nią  spoty kał.
Czasem   nie  wracał  na  noc  i  prosił  córkę,  by   nic  nie  m ówiła  m atce,  ponieważ  nie  chciał  m ieć
awantur  w  dom u.  Wy słuchiwała  w  m ilczeniu  j ego  próśb,  m y ślała  bowiem ,  że  skończy ły   się
czasy  ciągłego przy takiwania m atce. Miała oj ca w garści; „m usi teraz by ć grzeczny, bo w inny m
razie powiem  m atce”. Anna ani słowem  nie wspom niała j ej  o sprawie. W duchu wcale j ej  nie
współczuła. Ty lu się w swoim  ży ciu nasłuchała od niej  wy zwisk i upokorzeń, że uważała, iż m atkę
spotkało to, na co zasłuży ła. Dodatkowo liczy ła, że od tej  chwili oj ciec będzie trzy m ać j ej  stronę.
Matka,  j ak  się  okazało,  nie  m iała  złam ania,  ty lko  pęknięcie  szy j ki  kości  udowej ,  i  po  czterech
ty godniach wróciła do dom u. Po m ieszkaniu poruszała się o kuli. Dla Anny  by ła nawet m iła, co
dziewczy nę  zaskoczy ło,  zwłaszcza  że  wiedziała,  iż  nigdy   nie  by ła  przez  nią  lubiana.  Dzieliła  j e
przepaść.  Córka  nie  zaznała  od  niej   nigdy   ciepła  i  m iało  to  ogrom ny   wpły w  na  przy szłe  j ej
postępowanie.

Współży cie  z  rodzicam i  stało  się  później   bardziej   znośne.  Anna  by ła  j uż  dorosła,  zarabiała

na siebie i wspom agała j eszcze rodziców. Matka przestała j ą wy zy wać od kurew i darm ozj adów.

background image

Anna

Anna  nie  liczy ła  w  dom u  na  j akieś  wsparcie  czy   zrozum ienie  duchowy ch  rozterek.  Miała
nadziej ę, że m oże uda się j ej  skończy ć szkołę, chciała też wy j ść za m ąż, ale to w swoim  czasie –
do statusu starej  panny  by ło j ej  j eszcze daleko. Rozchwiane poczucie własnej  wartości i pewien
respekt przed m ężczy znam i, którzy  naj częściej  chcieli od niej  seksu i nie interesowali się stanem
j ej   ducha,  stanowiły   pewien  ham ulec  w  kontaktach.  Czasem   zastanawiała  się,  czy   j est  w  stanie
kom uś zaufać, czy  potrafi kochać. Starała się postępować według zasady : „wszy stko, co dobre, to
dla m nie, dla inny ch to gorsze lub zło”.

Jedy na  j ej   m iłość  –  Mietek  –  też  j akoś  traciła  na  znaczeniu.  Dziewczy na  zastanawiała  się,

czy  go kocha – przecież zdradzała go z inny m i. Coś j ednak ciągnęło j ą do niego. By ła w nim  j akaś
ukry ta  wartość,  którą  się  w  człowieku  wy czuwa;  coś,  czego  nie  sposób  nazwać.  Anna  nie
wiedziała, j ak się do niego zbliży ć, a bardzo tego pragnęła. Marzy ła, by  się przed nim  wy płakać,
wy znać  m u  swoj ą  m iłość,  prosić  go  o  przebaczenie  i  powiedzieć,  że  nie  widzi  sensu  ży cia  bez
niego. Brak j ej  by ło odwagi; zdawała sobie sprawę, j ak by  to przy j ął, ale liczy ła, że m oże by  j ą
wy słuchał. Na j ej  telefony  i wręcz prośby  o spotkanie Mietek zawsze m iał j akieś wy m ówki; Anna
czuła, że od niej  odchodzi, m im o że nie powiedział j ej  tego wprost. Tliła się w niej  j eszcze nutka
nadziei  –  „a  m oże  do  m nie  wróci?”.  Od  koleżanki  z  pracy   dowiedziała  się,  że  szło  m u  bardzo
dobrze – awansował, przestał pić i podobno spoty kał się z j akąś m łodą dziewczy ną. Usły szawszy
tę ostatnią nowinę, Anna poczuła zawiść, ale i żal do Mietka. Nie chciała wierzy ć koleżance, ale
zachowanie  chłopaka  zdawało  się  potwierdzać  to,  co  usły szała.  Za  wszelką  cenę  chciała  spotkać
się z Mietkiem . Pewnego dnia po pracy  podj echała taksówką pod dom  j ego rodziców. Nikogo poza
m łodszy m   bratem   nie  zastała;  niczego  też  się  nie  dowiedziała  –  chłopak  nie  wiedział,  gdzie  j est
Mietek  ani  kiedy   wróci.  Anna  podj ęła  rozm owę;  m iała  nadziej ę,  że  m oże  uda  się  j ej   uzy skać
j akieś inform acj e na tem at rzekom ej  dziewczy ny. Mówiła o trudnościach w nawiązaniu kontaktu
z Mietkiem , lecz brat wzruszał ty lko ram ionam i, twierdząc, że nic nie wie. Wiedziała, że nic j uż tu
nie zdziała. Chwy ciła się więc ostatniej  szansy.

– Przekaż, proszę, Mietkowi, że będę dziś czekała na telefon od niego. Mam  m u coś ważnego

do przekazania – poprosiła brata.

Ten obiecał, że spełni j ej  prośbę. Pełna nadziei Anna pożegnała się z bratem .
Po przy j eździe do dom u z utęsknieniem  czekała na telefon. Czas m ij ał, a Anna czuła coraz

większą złość i m iała ochotę płakać. Nie chciała tej  słabości pokazać przed m atką – wiedziała, że
ta  by   j ą  wy śm iała,  twierdząc,  że  do  niczego  się  nie  nadaj e.  Dziewczy na  wpadała  w  depresj ę.
Telefon wciąż nie dzwonił, a Anna nie wiedziała, co m a dalej  robić.

Zbliżała się  noc. Dziewczy na  by ła zrozpaczona.  Sięgnęła po  fiolkę z  relanium .  Znaj dowało

się  w  niej   10  sztuk.  Niewiele  m y śląc,  połknęła  wszy stkie.  Po  j akim ś  czasie  zrobiło  j ej   się  słabo,
a pokój  zaczął wirować. Dowlokła się j akoś do łóżka i położy ła w ubraniu.

Krótko po ty m  m atka zauważy ła pustą fiolkę po relanium . Przestraszona udała się do pokoj u

Anny,  gdzie  zobaczy ła  nieruchom o  leżącą  córkę.  Coś  m ówiła,  j ednak  nie  m ożna  by ło  j ej
zrozum ieć.  Próbowała  j ą  ocucić,  j ednak  bez  skutku.  Matka  by ła  przerażona  stanem   córki.
Zadzwoniła  na  pogotowie;  po  około  30  m inutach  podj echał  am bulans.  Próby   ocucenia  Anny

background image

spełzły   na  niczy m ;  sanitariusze  wy nieśli  nieprzy tom ną  dziewczy nę  na  noszach  i  na  sy gnale
zawieźli do szpitala. Na m iej scu zrobiono j ej  płukanie żołądka, podano leki rozszerzaj ące naczy nia
i  inne.  Mim o  tego  wciąż  by ła  nieprzy tom na.  Dopiero  nad  ranem   docierać  do  niej   zaczęły
przebły ski  rzeczy wistości,  odzy skiwała  świadom ość.  Nie  wiedziała,  co  się  z  nią  stało.  Kiedy
lekarzom  udało się j ą wy budzić, prowadzono j ą, aby  powtórnie nie zasnęła. Zanosiło się na to, że
uda  się  uratować  Annę.  W  rozpoznaniu  napisano:  „próba  sam obój cza,  zatrucie  lekam i”.
Przeleżała w szpitalu dziewięć dni.

Wśród odwiedzaj ący ch Annę by ła m atka, która w obecności inny ch zalewała się łzam i; by ł

to pokaz fałszy wego żalu. Annie bardzo się to nie podobało.

Po  leczeniu  szpitalny m   skierowano  j ą  na  konsultacj e  u  psy chiatry,  który   zalecił  j ej

przy j m owanie  leków  anty depresy j ny ch.  Po  m iesiącu  leczenia  Anna  wróciła  do  pracy.
Wy glądała  bardzo  źle.  Ewie  powiedziała,  że  m iała  silne  zatrucie  i  nie  wie,  czy m   ono  by ło
spowodowane, ale m usiała iść do szpitala. Wersj a ta by ła dość wiary godna; w urzędzie wszy scy
j ej  współczuli. Po około dwóch ty godniach Anna zaczęła dochodzić do siebie, nie m ogła j ednak
brać  żadny ch  leków  przeciwbólowy ch,  bo  zaraz  kołowało  j ej   się  w  głowie  i  m iała  nudności.
Wobec częsty ch bólów głowy  by ła bezradna.

Wkrótce  o  chorobie  Anny   dowiedział  się  Mietek.  Um ówili  się  na  spotkanie.  Dziewczy na

zm y śliła  przy czy nę  choroby,  bowiem   wsty d  j ej   by ło  się  przy znać,  że  to  on  nią  by ł.  Spotkanie
przebiegało w atm osferze oboj ętnej  ży czliwości. Mietek nie składał żadny ch deklaracj i na tem at
istnienia  ich  związku.  Po  godzinie  pożegnali  się.  Chłopak  obiecał  j ak  zwy kle,  że  do  niej   później
zadzwoni,  j ednak  Anna  wiedziała,  że  dużo  czasu  upły nie,  zanim   to  fakty cznie  się  stanie.  Czuła
nadchodzący  koniec związku; kobieca intuicj a naj częściej  się nie m y li. Anna wiedziała, że Mietek
m a j akąś inną dziewczy nę, lecz nic m u nie m ówiła; bała się, że on to potwierdzi i będzie chciał
z nią zerwać. Nie dopuszczała tej  m y śli do siebie. Dalej  j ej  się zdawało, że są sobie przeznaczeni.
On  j ednak  m y ślał  inny m i  kategoriam i.  Anna  zdradzała  go  od  początku  znaj om ości,  by ła
przeciwieństwem   Eweliny,  która  by ła  inna  kobietą  –  żądała  od  niego  wierności  i  sam a  by ła
wierna. Mietek chciał pielęgnować to do niedawna nieznane m u uczucie. Nie wy obrażał sobie, że
m ógłby  pój ść z inną dziewczy ną do łóżka. Zm ienił się nie do poznania.

background image

Miłość czy kochanie?

W niedługim  czasie Ewelina zapoznała go oficj alnie ze swoim i rodzicam i. By li bardzo uprzej m i
i  m ili.  Zaprosili  go  do  siebie  na  obiad  na  niedzielę.  Mietek  denerwował  się  nieco,  ale  Ewelina
zapewniała go, że rodzice są bardzo wy rozum iali. Sam a opowiedziała m atce o wszy stkim , łącznie
z ty m , że Mietek by ł j ej  pierwszy m  chłopakiem .

Matka uważnie j ej  wy słuchała, ale zwróciła j ej  uwagę, aby  się za m ocno nie angażowała –

m a  j eszcze  przed  sobą  studia,  a  za  dwa  ty godnie  m atura  i  m usi  się  uczy ć.  Poza  ty m   chodzi  na
korepety cj e  z  biologii,  chem ii  i  angielskiego.  Z  Mietkiem   spoty kała  się  więc  średnio  dwa  razy
w ty godniu. Kochali się w j ej  pokoj u na poddaszu; Mietek pieścił j ej  ciało, całował j ą i m ówił, że
j ą  kocha,  że  nie  chce  innej .  Czasam i  nachodził  go  lęk  –  Ewelina  zda  m aturę,  pój dzie  na  studia
i  zapozna  innego.  Nie  dopuszczał  ty ch  m y śli  do  siebie.  Tkwiły   gdzieś  w  podświadom ości.  Gdy
j ednak dziewczy ny  nie by ło przy  nim , m y śli wracały  do niego.

Anna  powoli  od  niego  odchodziła;  traktował  j ą  j ak  dawną  znaj om ą.  Chętnie  by   się  od  niej

zupełnie  uwolnił,  lecz  nie  wiedział,  j ak  to  zrobić.  Rozm awiał  o  ty m   ze  starszy m   bratem ,  który
poradził m u, żeby  j ak naj m niej  się z nią kontaktował i oczy wiście zapom niał o chodzeniu z nią do
łóżka.  Mietek  ocenił  rady   brata  j ako  bardzo  rozsądne.  Co  więcej ,  okazało  się,  że  i  on  by ł  kiedy ś
w  podobnej   sy tuacj i.  Bardzo  trudno  by ło  m u  wy leczy ć  się  z  dawnej   m iłości,  zastosował  więc
rady kalne rozwiązanie – zerwał wszy stkie kontakty. By ło to trudne, ale skuteczne. Brat m ęczy ł się
pół roku, ale nie wrócił do dziewczy ny, która zdradzała go z j ego kolegą.

Mietka  nie  by ło  stać  na  podj ęcie  tak  rady kalny ch  kroków.  Postanowił  podzielić  się  swoim i

rozterkam i z Eweliną. Dziewczy na uważnie wy słuchała całej  historii.

–  Trudno  j est  zerwać  dawne  znaj om ości,  ale  naj lepsze  i  dla  Anny,  i  dla  ciebie  by łoby

całkowite wy cofanie się i zniknięcie z hory zontu.

Przy znał  j ej   racj ę;  postanowił  nie  dzwonić  do  Anny.  W  j ego  sercu  wciąż  j ednak  tliła  się

m ała  iskierka  dawnego  uczucia.  Nie  by ł  j eszcze  całkowicie  wy leczony.  Wszy stko  j ednak
wskazy wało na to, że rana się zagoi. Doj rzewał j ako m ężczy zna.

Miał 21 lat i potrafił kochać – tego też oczekiwał od partnerki. Z Anną to m u się nie udawało;

czuł do niej  uraz i to pom ogło m u stopniowo wy zwolić się z niechcianego uczucia. Coraz bardziej
zakochany   by ł  w  Ewelinie.  Jej   rodzice  nie  kry li,  że  Mietek  j est  chłopakiem   ich  córki.  Nawet
razem   kiedy ś  wy brali  się  do  teatru.  Wy czuwał,  że  j est  akceptowany.  Miał  pewną  kulturę
zachowania  –  nie  by ł  prudery j ny,  nie  wsty dził  się  okazać  trochę  czułości  Ewelinie.  Wszy stko
wskazy wało na to, że będzie z nich para, a m oże nawet pobiorą się w przy szłości. Matka przy znała
oj cu,  że  chłopak  j ej   się  podoba.  Oj ciec  by ł  ty m   trochę  zaskoczony ;  zastanawiał  się,  czy   żona
widzi w Mietku m ężczy znę, do którego m ogłaby  coś poczuć. By ł o nią bardzo zazdrosny.

Matka  Eweliny   –  czterdziestolatka  u  szczy tu  swej   form y   –  by ła  j eszcze  bardzo  atrakcy j ną

kobietą  i  m ogła  się  podobać  każdem u  m ężczy źnie.  Ewelina  by ła  podobna  do  niej ,  ale  charakter
raczej  m iała oj ca – stanowcza, bezkom prom isowa, bardzo logicznie m y śląca, a przy  ty m  ciepła.
Mogła  dać  m ężczy źnie  dużo  szczęścia,  żądała  tego  sam ego  od  Mietka,  a  ten  spełniał  j ej
oczekiwania.  Przy stąpiła  do  wy m arzonej   m atury ;  szło  j ej   w  m iarę  dobrze.  Miała  trudności
z  m atem aty ką,  ale  j ak  zwy kle  ktoś  podrzucił  j ej   ściągę;  choć  nie  lubiła  ściągać,  skorzy stała

background image

z pom ocy, nie m iała wy boru. Inne przedm ioty  zdała lepiej  niż dobrze.

background image

Egzamin

Ewelina  m iała  spore  szanse  dostania  się  na  uczelnie.  Interesowała  j ą  m edy cy na;  chciała  iść
w ślady  m atki. Złoży ła dokum enty  na Akadem ię Medy czną w Warszawie oraz na wy dział chem ii
Uniwersy tetu  Warszawskiego.  Na  początku  lipca  odby ły   się  egzam iny   wstępne.  Po  wszy stkim
Ewelina  twierdziła,  że  poszło  j ej   nieźle.  Pełna  j ednak  niepokoj u  czekała  na  wy niki,  które  na  obu
uczelniach m iały  zostać wy wieszone około 15 lipca. By ła bardziej  pewna, że zastanie przy j ęta na
chem ię, bowiem  na j edno m iej sce przy padało ty lko trzech kandy datów, natom iast na m edy cy nę
by ło ich aż siedm iu. Wiedziała więc, że m a m niej sze szanse dostania się na Akadem ię Medy czną.

W  napięciu  czekała  na  ogłoszenie  wy ników.  Widziała  się  na  uczelni  i  duchowo  by ła  j uż

studentką, ale zdawała sobie sprawę z niepewności. Czuła, że j edna chwila m oże odm ienić j ej  los.

W  ty m   czasie  nie  m ogła  całkowicie  zbliży ć  się  do  Mietka.  Wiara  w  m agiczne  studia

blokowała  j ej   uczucia.  Rozm awiali  o  ty m ,  wiedzieli,  że  coś  się  w  ich  ży ciu  zm ieni.  Ewelina
uspokaj ała chłopaka, że to dla niej  nie m a większego znaczenia i że zawsze będą razem .

Kiedy   nadszedł  dzień  ogłoszenia  wy ników,  okazało  się  –  ku  ogrom nem u  zdziwieniu  –  że

Ewelina nie została przy j ęta na chem ię; zabrakło j ej  paru punktów, źle zdała fizy kę. By ł to dla niej
pewien  szok  –  pierwsze  niepowodzenia  ży ciowe.  Zdała  sobie  sprawę,  że  ży cie  nie  j est  usłane
sam y m i różam i; rozpłakała się. Mietek próbował pocieszy ć j ą m y ślą, że następnego dnia poj adą
sprawdzić wy niki na Akadem ii Medy cznej . Dzień dobiegł końca.

Następnego  ranka  udali  się  na  Akadem ię  Medy czną.  Pod  listam i  z  wy nikam i  tłoczy ło  się

m nóstwo  ludzi;  trzeba  by ło  długo  czekać,  by   m óc  się  zbliży ć  i  poszukać  swego  nazwiska.  Kiedy
Ewelinie  udało  się  w  końcu  podej ść  wy starczaj ąco  blisko,  by   sprawdzić  listę,  ku  ogrom nem u
zdziwieniu,  odnalazła  tam   swoj e  nazwisko.  Radość  nie  m iała  końca.  Dziewczy na  rzuciła  się  na
Mietka i bez żadnego skrępowania obecnością inny ch ludzi zaczęła go całować. Została przy j ęta
na wy dział lekarski. By ła bardzo szczęśliwa.

Postanowili uczcić to winem  u Fukiera. W dom u rodzice by li wniebowzięci – gratulowali j ej

i Mietkowi. Z początku chłopak nie dom y ślał się, j aki by ł powód składania gratulacj i j em u, j ednak
później , gdy  rozm awiali, zorientował się – nie zawiódł ich nadziei, pozy ty wnie działał na Ewelinę,
nie  sprowadził  j ej   na  fałszy we  ścieżki,  nie  odwiódł  od  nauki  i  realizacj i  zam ierzony ch  celów.
Zachował  się  zgodnie  ze  swoim   sum ieniem   i  czuł  pewną  saty sfakcj ę.  Postanowił  cieszy ć  się
wakacj am i; planowali wspólnie gdzieś wy j echać.

background image

Morze

Rodzice doskonale zdawali sobie sprawę, że ich córka i Mietek kochaj ą się i m im o iż nie uważali,
że j est to m iłość platoniczna, wiedzieli, że m łodzi są sobie oddani.

Ewelina  i  Mietek  z  utęsknieniem   czekali  na  dzień  wy j azdu  do  Ustki.  Kiedy   nadszedł  15

sierpnia, zabrali niezbędne rzeczy, wsiedli w sam ochód Mietka i żegnani przez rodziców odj echali.
Pokój  niedaleko plaży  w ładny m  hotelu m ieli j uż wcześniej  zarezerwowany.

Ustka to piękny  kurort z długą prom enadą nad sam y m  brzegiem  m orza, z liczny m i baram i

i  restauracj am i.  Wy stępy   różny ch  zespołów  m uzy czny ch  uprzy j em niały   poby t.  Sam   zapach
m orza działał na nich koj ąco. Pogoda by ła zm ienna; w słoneczne dni, tak j ak wszy scy, wy legiwali
się na plaży, a późny m  wieczorem  po długim  spacerze siadali w barze, aby  coś zj eść czy  wy pić
j akieś  drinki.  Często  obserwowali  spienione  m orze,  nachodziły   ich  wtedy   chwile  zadum y
i  saty sfakcj a  z  istnienia.  Przed  północą  naj częściej   wracali  do  hotelu,  a  czasem   szli  potańczy ć,
czuli pełny  luz. Kochali się dość często, wciąż by li sobą zauroczeni. Mietek zdawał sobie sprawę,
że Ewelina niedługo wy j edzie do Warszawy ; m im o że będzie j ą widy wał raz na ty dzień, a m oże
i rzadziej , by ło m u przy kro. Próbował j ednak odrzucać te m y śli.

Czasem   nawiązy wał  rozm owę  o  przy szłej   sy tuacj i,  lecz  dziewczy na  cały   czas  zapewniała

go, że m iędzy  nim i nic się nie zm ieni. Zasugerowała m u też, że i on m ógłby  rozpocząć zaoczne
lub wieczorowe studia na politechnice. By ła to m y śl, która wcześniej  nigdy  nie trafiała do j ego
wy obraźni.

Nie  zdawał  sobie  tak  do  końca  sprawy   z  tego,  w  j aki  sposób  Ewelina  na  niego  wpły wa.

Zauważy ł, że zarówno ona, j ak i j ej  rodzice chcą, aby  on upodobnił się do nich. Musiałby  wy rzec
się  swoich  upodobań  i  zainteresowań.  Otaczała  go  pewna  niem oc.  Ewelina  zawładnęła  nim
całkowicie,  weszła  w  j ego  duszę.  Pozby ł  się  kolegów,  nie  chodził  na  m ecze  –  a  grał  nieźle
w trzecioligowy m  zespole – zrezy gnował z tego, nie m ówiąc j uż o wy j ściu na piwo czy  bilard.

Po  pewny m   czasie  zaczęło  m u  to  trochę  przeszkadzać.  Nie  wiedział,  j ak  rozwiązać  te

problem y ; postanowił porozm awiać o ty m  z Eweliną. By ła to pierwsza próba określenia swoj ego
j a;  ciekawy   by ł,  j ak  ona  to  przy j m ie.  Miłość  do  niej   spowodowała,  że  przestał  m y śleć  o  sobie
i  o  ty m ,  co  robił  poprzednio.  Rozum iał,  że  nie  m oże  zostać  przez  dziewczy nę  tak  do  końca
wchłonięty  – m usi się określić. Miał nadziej ę, że ona na pewno go zrozum ie i doj dą do j akiegoś
kom prom isu.  Zdoby ł  się  więc  na  rozm owę;  na  początku  dość  nieśm iało  zaczął  wspom inać
o przeszłości.

– Mam  sporo zainteresowań i nie wiem , które ty  zaakceptuj esz – powiedział.
Ewelina szy bko poj ęła, o co chodzi. Zaczęła się zastanawiać, czy  j est w stanie zaakceptować

j ego dość różne zaj ęcia.

– Nie m ogę ci zabronić lubienia tego, co lubisz. Możesz robić, co chcesz, ale j a chcę by ć dla

ciebie naj ważniej sza – odezwała się po chwili.

Dalej   by ł  w  kropce.  Nie  uzy skał  od  Eweliny   zadawalaj ącej   odpowiedzi.  Unik  z  j ej   strony

dawał j ednak nadziej e, że m oże nastąpi j akiś konsensus i wszy stko szczęśliwie się ułoży. Wiedział
j ednak, że na pewno m usi wrócić do rozm owy.

Tego  dnia  by ła  ładna  pogoda,  szy bko  więc  zdecy dowali  się  pój ść  na  plażę.  By ło  tam

background image

m nóstwo ludzi, j ednak udało im  się znaleźć wolne m iej sca. Osłonili się przed wiatrem  i położy li
obok siebie. Mietek by ł zachwy cony  ciałem  Eweliny  – wy glądała na piętnaście lat.

Mim o  panuj ącego  ciepła,  woda  by ła  dość  chłodna.  Postanowili  j ednak  wej ść  do  m orza

i popły nęli do dozwolonej  granicy. W pewny m  m om encie, j akieś 20 m etrów od siebie, dostrzegli
dziwnie zachowuj ącą się dziewczy nę – wy m achiwała rękom a, j akby  wzy wała pom ocy. Tonęła.
Ratownik  by ł  zby t  daleko,  nie  widział  j ej .  Mietek  z  Eweliną  szy bko  do  niej   podpły nęli.  Mietek
chwy cił  dziewczy nę  za  włosy,  próbuj ąc  j ą  holować  Ewelina  pły nęła  obok  niego.  Dziewczy na
by ła przy tom na, ale napiła się m orskiej  wody. Po upły nięciu kilkunastu m etrów zostali zauważeni
przez ratownika. Ten szy bko podpły nął łodzią, wy ciągnął dziewczy nę i razem  dotarli do brzegu.

Ewelina  by ła  zachwy cona  postawą  Mietka;  przecież  nie  m usiał  podej m ować  tak  dużego

ry zy ka. Mógł się utopić razem  z nią – są to częste przy padki, gdy  ży wiołowa pom oc kończy  się
tragicznie.

Resztę  dnia  spędzili  na  plaży.  Wy padek  tonącej   dziewczy ny   ograniczy ł  chęci  kąpieli

i odpły wania daleko od brzegu; poznali grozę i potęgę m orza. W pewny m  m om encie zauważy li,
że ratownik idzie w kierunku ich legowiska.

–  Uratowana  dziewczy na  chce  ci  podziękować  –  zwrócił  się  do  Mietka,  gdy   by ł  j uż  przy

nich.

Chłopak  nie  wiedział,  co  powiedzieć,  zwłaszcza  że  Ewelina  zrobiła  trochę  dziwną  m inę.

Tłum aczy ł się, że nic szczególnego nie zrobił, że to norm alny  ludzki obowiązek, j ednak nie m ógł
się  wy kręcić.  Po  chwili  podeszła  ofiara  m orskiej   toni,  bardzo  ładna  i  wy soka  brunetka  –
przeciwieństwo Eweliny.

–  Jestem   ci  dłużna.  Uratowałeś  m i  ży cie,  nie  wiem ,  j ak  m am   ci  się  odwdzięczy ć...

Wieczorem  zapraszam  ciebie i twoj ą dziewczy nę do naszego baru, gdzie barm an robi naprawdę
dobre drinki.

Na  pożegnanie  podała  m u  rękę  i  znienacka  cm oknęła  go  w  policzek.  Gdy   odeszła,

zapanowała cisza. Mietek zaskoczony  reakcj ą dziewczy ny  patrzy ł na Ewelinę.

– Przecież nic się nie stało; spełniłeś swój  obowiązek, ona również – odezwała się Ewelina.
Czuł,  że  j akaś  nić  zazdrości  tkwi  w  dziewczy nie,  ale  m iał  trochę  saty sfakcj i.  Zdał  sobie

sprawę, że ży cie przy nosi ty le niespodzianek i nigdy  nie wiadom o, co m oże się zdarzy ć w danej
chwili.  Zatrzy m ał  się  na  m y śli,  j ak  wiele  od  nich  zależy,  to  go  poraziło.  Gdy by   by ł  sam ,  na
pewno  by   się  um ówił  z  tam tą  dziewczy ną.  „Może  m a  chłopaka...  Ale  dlaczego  by ła  sam a?  –
pom y ślał. – Przed Eweliną na pewno wy korzy stałby m  taką sy tuacj ę”.

Późny m   popołudniem   wy szli  na  prom enadę,  nie  rozm awiaj ąc  o  zaproszeniu.  Dziewczy na

j ednak zj awiła się j ak spod ziem i, zapraszaj ąc ich do baru. Nie by ło wy boru; przy  stoliku siedział
chłopak  i  j akaś  dziewczy na  Mietek  nie  wiedział,  której   j est  chłopakiem .  Po  przedstawieniu  się
wy pili postawione im  drinki. Rozm owa toczy ła się na tem at pogody  i ostatniego zdarzenia.

– W wodzie złapał m nie skurcz, nie m ogłam  pły nąć ani krzy czeć. Jeszcze raz dziękuj ę ci za

poświęcenie się i uratowanie ży cia – odezwała się dziewczy na.

Nazy wała  się  Kry sty na  i  by ła  studentką  m edy cy ny   z  Lublina.  Dowiedziawszy   się,  że

Ewelina  wkrótce  będzie  studiowała  m edy cy nę,  pogratulowała  j ej   zdanego  egzam inu.  To  ona
sterowała rozm ową. Udało j ej  się dowiedzieć, skąd pochodzą i gdzie pracuj e Mietek; m ożna by ło
dostrzec cień zainteresowania chłopakiem .

Właściwie od tej  pory  Ewelina zrozum iała, że Mietka nie wolno zostawiać sam ego – zawsze

background image

będą kręciły  się obok niego kobiety. By ła w nim  zakochana, by ł j ej  pierwszy m  chłopakiem  i nie
wy obrażała sobie, że m oże by ć ktoś inny. By ła lekko zaniepokoj ona, j ednak nie podzieliła się ty m i
m y ślam i z Mietkiem . By ł to dzień pełen wrażeń. Po powrocie do hotelu szy bko zm orzy ł ich sen.
Usnęli przy tuleni.

Poby t nad m orzem  kończy ł się, nadchodził czas powrotu. Jak na złość pogoda by ła wspaniała

i  żal  by ło  odj eżdżać.  Mietkowi  j ednak  kończy ł  się  urlop  i  nie  by ło  wy j ścia,  m usieli  wracać  do
dom u. Rodzice czule przy witali Ewelinę, ale również dla niego by li bardzo m ili. Chłopak pożegnał
się i wrócił do dom u.

Po powrocie m atka m iała dla niego wiadom ość.
–  Anna  dzwoniła  parę  razy,  py tała  o  ciebie.  Mówiłam   j ej ,  że  nie  m a  cię  w  dom u

i wy j echałeś gdzieś służbowo.

Mietek by ł pewny, że Anna go znaj dzie i m oże doj dzie do rozstrzy gaj ącej  rozm owy.
Zbliżał  się  wrzesień.  Anna  m y ślała  o  szkole  i  zdecy dowała  się  iść  na  spotkanie

z wiceprezy dentem . Przy j ął j ą bardzo serdecznie.

– Dokum enty  m usi pani złoży ć w kuratorium , ale j a j uż zawiadom iłem  odpowiedni wy dział

i j est pani wpisana na listę uczestników studium  – oznaj m ił.

Anna podziękowała.
– A kiedy  m ogę zaprosić pana na um ówioną kawę?
– Koniecznie pani chce ze m ną iść?
– Oczy wiście – odpowiedziała Anna.
– To w takim  razie m oże w piątek – rzekł m ężczy zna.
„Piątek, zły  początek” – pom y ślała Anna. Um ówili się o szesnastej  w kawiarni.
Po  powrocie  do  dom u  dziewczy na  oznaj m iła  m atce,  że  będzie  chodziła  do  szkoły.  Matka

by ła bardzo niezadowolona, ale widocznie zaakceptowała decy zj ę córki.

background image

Wiceprezydent

Z początkiem  września po wsi rozeszły  się wieści, że w m iej scowej  szkole powstaj e średnia szkoła
rolnicza.  Wiadom ość  ta  wzbudziła  zainteresowanie  m iej scowej   m łodzieży.  W  um ówiony   piątek
Anna  założy ła  swój   nowy   kostium   i  po  skończonej   pracy,  spóźniona  dziesięć  m inut,  zj awiła  się
w um ówiony m  m iej scu. Wiceprezy dent j uż czekał i nie wy chodząc z sam ochodu, zaprosił Annę
do zaj ęcia m iej sca obok kierowcy. Zaproponował j ej  spotkanie poza m iastem  w znany m  m otelu,
j echali  j akieś  15  m inut.  Wiceprezy dent  spoglądał  ukradkiem   na  zgrabne  nogi  Anny.  Niby
przy padkiem  położy ł rękę na j ej  udzie. Dziewczy na spoj rzała na niego zm ieszana, on j ednak nie
czuł żadnego skrępowania. Poprawiła się na siedzeniu; w duchu wiedziała j uż, po co j edzie.

Na  m iej scu  zj edli  obiad  i  wy pili  kawę.  Po  wszy stkim   wiceprezy dent  zam ówił  drinki;  po

wy piciu kilku zrobiło się m iło i przy j em nie. Mężczy zna wy chwalał wy gląd Anny, nie om ieszkał
też powiedzieć, że m u się podoba. Dziewczy na by ła trochę zdziwiona j ego śm iałością.

– Dlaczego pan chce m i pom óc?
–  Jak  ty lko  panią  zobaczy łem ,  to  nie  kry łem   do  pani  sy m patii  –  odpowiedział

z nieukry wany m  władczy m  uśm iechem .

Anna patrzy ła na niego z pewny m  wy razem  niepokoj u. Zdawała sobie sprawę z j ego dość

pry m ity wny ch zachowań. Ten m ężczy zna wzbudzał w niej  lęk i litość, pom y ślała, że przy kre j est
to,  że  tak  pry m ity wni  ludzie  zaj m uj ą  tak  wy sokie  urzędy   i  j eszcze  trzeba  się  nim i  zachwy cać.
Poprosiła  j eszcze  o  j ednego  drinka;  wy pili  następne  trzy,  Anna  by ła  lekko  wstawiona.  Mówiła
dość kwieciście i patrząc m u w oczy, widziała iskierki pożądania.

– Co będziem y  robili z tak dobrze zapowiadaj ący m  się wieczorem ?
– Chy ba pój dziem y  do pokoj u, tam  m oże by ć m ilej .
Zgodziła się.
Nędzny   pokój   w  hoteliku  nie  stwarzał  nastroj u.  Anna  szy bko  się  rozebrała  i  czekaj ąc  na

partnera,  zastanawiała  się,  który   to  z  kolei.  Wej ście  wicedy rektora  wzbudziło  w  niej   pewną
odrazę. W garniturze wy glądał na przy stoj nego, natom iast prawie nagi wy glądał odrażaj ąco; by ł
chudy,  m iał  wy staj ące  żebra,  bardzo  szczupłe  nogi,  szpiczaste  kolana  –  absolutnie  nie  wzbudzał
pożądania.  Położy ł  się  obok  Anny,  potem   dość  gwałtownie  rzucił  się  na  nią  i  posiadł  j ą
w wulgarny  i prostacki sposób, nie sprawiaj ąc j ej  żadnej  przy j em ności.

Po  krótkim   akcie  Anna  szy bko  udała  się  do  łazienki,  ubrała  się  i  poprosiła  o  odwiezienie  do

dom u.  Prawie  ze  sobą  nie  rozm awiali.  Dziewczy na  wy wnioskowała,  że  udało  j ej   się  spłacić
zaciągnięty  dług i nie j est j uż nic winna za pom oc w załatwieniu szkoły.

W pracy  Anna czuła się coraz pewniej . Wszy scy  wiedzieli, że m a układy  z władzam i. Ewa

dokładała j ej  coraz więcej  obowiązków, z który m i dziewczy na j akoś sobie radziła. Wiceprezy dent
nie  odzy wał  się  do  niej ;  zachowy wał  się  tak,  j akby   j ej   w  ogóle  nie  znał.  Ży cie  pły nęło  swoim
torem  – biuro, praca, dom . Anna zastanawiała się, czy  nie przy j ąć oferty  Bolka i nie przenieść się
czasowo  do  znanego  j ej   m ieszkania.  Obawiała  się  j ednak,  że  Mietek  by   tego  nie  akceptował,
wzbudzałoby  to podej rzenie o związek z Bolkiem . Anna nie wiedziała, że Mietek j est tak daleko od
niej , że ta decy zj a by łaby  dla niego korzy stna. Straciła z nim  kontakt, szli j uż własny m i drogam i.
Nie  m iała  prakty cznie  żadnego  chłopaka  na  stałe,  wszelkie  poszukiwania  kończy ły   się  krótką

background image

znaj om ością  opartą  na  seksie.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  to  nie  tędy   droga,  wiedziała,  że  opinie
m iała raczej  dziewczy ny  do towarzy stwa.

Anna  wracała  do  dom u  pełna  niepokoj u  i  m elancholii.  Leki,  które  zalecił  j ej   psy chiatra,

przestały  pom agać. Postanowiła udać się do lekarza pry watnie. Na m iej scu psy chiatra zadawał
m nóstwo py tań – py tał o j ej  ży cie osobiste, o to, czy  prowadzi czy nne ży cie seksualne oraz czy
m a sy m patię; zm usił j ą też do m ówienia na tem at stosunków w pracy. Na zakończenie wy pełniła
j akieś testy, dostała nowe leki, a psy chiatra poradził j ej , że powinna zm ienić pracę, trzy m ać na
wodzy   swoj e  uczucia  i  nie  pić  alkoholu.  Naj lepiej ,  żeby   znalazła  sobie  chłopaka  i  stworzy ła
stabilny  związek oparty  na wzaj em ny m  uczuciu.

Anna  zdawała  sobie  sprawę,  że  pewny ch  spraw  nie  j est  w  stanie  załatwić  –  w  ty m

środowisku  j est  to  prawie  niem ożliwe.  Czy niła  próby   wprowadzenia  w  swoj e  ży cie  równowagi
i spokoj u; postanowiła m iędzy  inny m i nie chodzić na podej rzane im prezy  zakrapiane alkoholem .
Odizolowanie  się  od  ciągłego  im prezowania  korzy stnie  wpły nęło  na  j ej   psy chikę.  Często
zastanawiała się, j aki j est powód tego, że każdy  by  j ą wy korzy stał, a potem  zostawił. Niełatwo j ej
by ło  patrzeć,  j ak  inne  dziewczy ny   w  j ej   wieku  m aj ą  stały ch  chłopaków  i  są  szczęśliwe.  By ł  to
stan dla niej  w ty m  czasie nieosiągalny. W niezauważalny  sposób staczała się – by ła panienką na
im prezkę  i  do  łóżka.  Żaden  z  j ej   rówieśników  nie  kręcił  się  koło  niej ;  czuła  się  bardzo  źle
i zastanawiała się, co by  j eszcze m ogła zm ienić w swoim  ży ciu. W głowie m iała pustkę; bała się
powrotu depresj i.

Nadszedł  czas  rozpoczęcia  nauki  w  szkole.  Pierwszego  dnia  przy j echał  pan  wój t,  ktoś

z  kuratorium ,  dy rektor  szkoły,  obecny ch  by ło  również  około  20  kandy datów  –  prawie  wszy scy
z tej  sam ej  wsi. Po oficj alny ch przem ówieniach doty czący ch tego, j akie to korzy ści daj e wiedza,
wszy stkich zaproszono na poczęstunek zakrapiany  dość gęsto ustawiony m i butelkam i z alkoholem .
Im preza zakończy ła się ogólny m  pij aństwem ; następnego dnia o godzinie 17 m iały  rozpocząć się
zaj ęcia.

Anna pełna niepokoj u, ale i ciekawości kończy ła pracę; m y ślała o ty m , by  nie spóźnić się na

pierwsze zaj ęcia. Program  zaj ęć obej m ował cztery  przedm ioty ; poziom  nauczania by ł niewiele
wy ższy  niż w ósm ej  klasie szkoły  podstawowej . Zaj ęcia trwały  do godziny  20, wieńczone by ły
wcześniej  przy gotowaną kawą, w zależności od potrzeb zakrapianą czy stą wy borową.

background image

Kontemplacja

Wśród  wy kładowców  znalazł  się  m ężczy zna,  który   wy raźnie  zainteresowany   by ł  Anną.  Uczy ł
tzw. wiedzy  o Polsce – powtarzał stare slogany, które znaleźć m ożna by ło w codziennej  prasie lub
w  wiadom ościach  telewizy j ny ch,  wspom inał  trochę  o  naj nowszej   historii  Polski,  o  panuj ącej
konsty tucj i  i  prawach  człowieka,  który ch  nie  zawsze  przestrzegano,  na  wesoło  podchodził  do
problem ów.  Annie  ten  sty l  bardzo  się  podobał;  w  ty m   środowisku  czuła  się  dobrze,  nic  j ą  to  nie
kosztowało.  Miała  j eden  zeszy t,  w  który m   prowadziła  notatki,  j ednak  z  czasem   w  ogóle
zrezy gnowała  z  ich  prowadzenia.  Stosunki  z  wy kładowcam i  stawały   się  coraz  bardzie  poufałe
i  swobodne;  wy kłady   raz  w  ty godniu  kończy ły   się  m ały m i  im prezam i.  Pewnego  razu  pan  od
wiedzy   o  Polsce  zaproponował  Annie  spotkanie  u  siebie  w  biurze;  wy j aśnił,  że  chce  spotkać  się
z nią w celu przy gotowania j ej  do egzam inu sem estralnego. Dziewczy na by ła pełna niepokoj u –
facet  by ł  m ały,  lekko  oty ły,  nie  wy glądał  j ak  Apollo.  Zaczęła  zastanawiać  się,  dlaczego  znów
spoty kaj ą  j ą  przy gody   o  podłożu  seksualny m .  Ubolewała  nad  ty m ,  że  m ężczy źni  zawsze  j ą
znaj dowali, żądali j ej  ciała, nigdy  nie interesuj ąc się j ej  psy chiką. Jedy nie Bolek próbował z nią
rozm awiać o różny ch sprawach ży ciowy ch, a nawet o m iłości.

Rozm y ślała,  j ak  to  w  ogóle  j est  z  tą  m iłością.  Poszukiwanie  j ej   tkwiło  gdzieś

w podświadom ości Anny, a każdy  nowy  partner osłabiał te dążenia; często więc wszy stkie próby
kończy ły   się  ty lko  seksem .  Dziewczy na  wpadała  wtedy   w  depresj ę  i  nie  wiedziała,  j ak  z  nią
walczy ć.  To,  co  potrzebowała,  gdy   ty lko  by ło  to  m ożliwe,  załatwiała,  sprzedaj ąc  własne  ciało.
Mężczy źni  j ą  brali  i  później   zostawiali.  W  pełni  zdawała  sobie  z  tego  sprawę;  by ła  sam otna
i nieszczęśliwa.

Mietek, j edy na nadziej a, m ężczy zna, którego kochała, odchodził od niej . Nie powiedział j ej

tego wprost, ale ona to czuła; chłopak by ł w j ej  ży ciu zupełnie nieobecny. Anna by ła świadom a,
że  nie  potrafiła  go  ze  sobą  związać,  w  tej   sy tuacj i  sam   seks  nie  załatwiał  sprawy.  Mietek  szukał
u  kobiety   ciepła  i  wierności  –  u  niej   ty ch  cech  nie  m ógł  znaleźć.  Nam iastki  uczuć,  które  z  niej
em anowały,  nie  zaspokaj ały   j ego  pragnień.  Gdzieś  w  środku  tkwiły   j eszcze  em ocj e  do  niej ,
j ednak nie m iało to większego znaczenia. Mietek przechodził m etam orfozę. W j ego ży ciu zaczęło
dom inować  uczucie;  zastanawiał  się,  czy   j est  szczęśliwy   i  czy   wszy stko  m ożna  rozwiązać,
postępuj ąc  logicznie  i  rozum nie.  Powoli  przebudowy wał  swoj ą  świadom ość,  zaczął  odkry wać
siebie i dostrzegał uroki otaczaj ącej  go natury. Siadał nieraz na ławce w parku i zastanawiał się,
j ak  m ógłby   wy zwolić  się  ze  swoich  kłopotów.  Chciał  wszy stko  pozostawić  za  sobą,  ruszy ć  dalej
i  cieszy ć  się,  że  istniej e.  Otaczaj ąca  go  zieleń  wpły wała  na  niego  niezwy kle  koj ąco.  Chłopak
zaczął zdawać sobie sprawę, że j est częścią natury  i m usi z nią ży ć w zgodzie; do tej  pory  tego nie
zauważał.  Często  j ednak  górowały   w  nim   dawne,  nieco  pry m ity wne  przy zwy czaj enia,  które
składały   się  na  j ego  charakter.  Próbował  wy zwolić  się  z  ty ch  uczuć;  chciał  się  cieszy ć  sam y m
sobą. Stawał się wolny m  człowiekiem .

Mietek  powoli  wy chodził  ze  świata,  który   do  tej   pory   go  otaczał.  Czuł  się  z  ty m   dziwnie.

Dalej  j ednak by ł prakty cznie sam  i nie m iał z kim  o ty ch sprawach porozm awiać. Ewelina, j ak
się zastanawiał, uległa trady cy j nem u m ieszczańskiem u wy chowaniu; u niej  wszy stko by ło proste
– należało  pilnować ty lko  pewny ch zasad  i dotrzy m ać  powzięty ch zobowiązań.  Mietek  zaczy nał

background image

się zastanawiać, czy  m ógłby  by ć z nią szczęśliwy. Do tej  pory  nie m iał wątpliwości, j ednak coś
się  w  nim   zm ieniło.  Wy chodził  z  narzuconego  m u  przez  rodzinę,  szkołę  i  otoczenie  schem atu.
Bardzo  rzadko  spoty kał  się  z  kolegam i.  Rozm owy   z  nim i  doty czy ły   trady cy j ny ch  m ęskich
tem atów  –  dziewczy n  i  pieniędzy.  Mietek  dom inował  nad  inny m i  zdoby tą  wiedzą.  Koledzy
m ówili m u, że się zm ienił, nie przy znawał się, ale w duchu wiedział, że to prawda.

Postanowił porozm awiać o dręczący ch go sprawach z Eweliną. Przy chodził do niej  prawie

codziennie.  Gdy   nie  by ło  rodziców,  kochali  się  w  j ej   pokoj u;  by ło  m u  z  nią  dobrze,  czuł,  że  go
kocha.  W  chwilach  zbliżenia  wszy stkie  j ego  troski  odchodziły.  Cieszy ł  się  j ej   ciałem ,  nieskalaną
niczy m   m łodością,  prostotą  j ej   świata,  który   w  sposób  delikatny,  ale  stanowczy   chciała  m u
narzucić. Zdawał sobie z tego sprawę i nie potrafił podej m ować z nią rozm ów doty czący ch j ego
rozterek. W j ej  świadom ości świat by ł prosty : chciała skończy ć studia, wy j ść za m ąż, m ieć dzieci
i kochaj ącego m ęża. Miała nadziej ę, że j akoś to sobie poukłada.

background image

Studia

Kończy ł  się  wrzesień.  Ewelina  ży ła  j uż  przy szły m i  studiam i.  Rodzice  wy naj ęli  u  znaj om ej   na
Nowy m   Świecie  m ieszkanie  –  by ł  to  dość  duży   pokój   z  łazienką.  Wy chodzące  na  ulicę  okno
pozbawiało  pełnego  kom fortu  –  szum   sam ochodów  i  odgłosy   gwaru  z  ulicy   z  czasem   j ednak
przestały  stanowić przeszkodę. Wy posażenie j ej  pokoj u stanowiła rozkładana wersalka, telewizor,
szafa, biurko, regał na książki i oczy wiście telefon. Znaj om a rodziców – starsza pani – dy skretnie
przy glądała się nowej  lokatorce.

Przed rozpoczęciem  roku akadem ickiego w odwiedziny  przy j echał Mietek. Poszli na spacer

przez  Nowy   Świat  i  Stare  Miasto,  podziwiali  wczesną  j esień,  a  żółte  i  różowe  liście  ścieliły   im
szlak wędrówki. By ło m iło i rom anty cznie. W Baj ce wy pili wino i wieczorem  wrócili do pokoj u.
By ło im  ze sobą dobrze i niby  nic się nie zm ieniło, ale nie by ło też j uż tak sam o. Otoczenie, j ak się
okazało,  m a  wpły w  na  em ocj e.  Czasem   j ego  zm iana  m oże  zbliży ć  ludzi  do  siebie,  a  czasem
oddalić.  Wspólne  środowisko,  w  który m   ży li  do  tej   pory,  odeszło,  powstała  nowa  rzeczy wistość.
Zaczy nali ży ć w dwóch różny ch światach.

Szczególnie  u  Eweliny   m iały   zaj ść  zm iany   –  nauka,  nowe  wy zwania  i  znaj om ości.

Wiedziała,  że  przecież  nie  będzie  czekała  na  Mietka,  by   iść  na  spacer,  do  kina  czy   na  kawę.
Chłopak by ł ty m  stanem  rzeczy  bardzo zaniepokoj ony, zdawał sobie sprawę, że w ich związku coś
się m usi zm ienić, ale bał się procesu naturalnego oddalania się od siebie. Nie m ówili o ty m , ale
oboj e  czuli,  że  to  m oże  nastąpić.  Ewelina  zapewniała  Mietka,  że  m iędzy   nim i  nic  się  nie  m oże
zm ienić. Chłopak słuchał j ej  wy powiedzi o wiernej  m iłości, j ednak wiedział, że duży  wpły w na
to, co m ówi, m a to, że nie m iała doświadczeń w kontaktach z m ężczy znam i. By ł j ej  pierwszy m .
Czekał  i  m y ślał,  że  wcześniej   czy   później   zj awi  się  ten  drugi  i  wtedy   będzie  problem .  Nie
wiedział, j ak m iałby  się zachować; j ego m y śli wy przedzały  zdarzenia.

Podobno gdy  człowiek o czy m ś intensy wnie m y śli, to często przechodzi to w rzeczy wistość.

Nasza podświadom ość reaguj e na j akiś bodziec, a m y  nie dostrzegam y  w porę tej  reakcj i. Często
człowiek  nie  w  pełni  świadom ie  tak  kieruj e  swoim   postępowaniem ,  że  zaczy na  realizować
naj gorsze scenariusze swoj ego ży cia. Te m y śli przesunęły  się j ednak na dalszy  plan. Mietek bał
się o siebie; nie chciał zostać sam  i czuł j akąś pustkę. Złe m y śli tkwiły  w j ego głowie.

Ku  zgorszeniu  starszej   pani,  tej   nocy   został  z  Eweliną;  kochali  się  do  świtu.  Nad  ranem

Ewelina  odświeży ła  się,  ale  po  j ej   twarzy   widać  by ło,  że  by ła  to  bardzo  gorąca  noc.  Mietek
odwiózł j ą na uczelnię i wrócił do dom u; w piątek m iał po nią przy j echać. Następne dni spędził
pełen niepokoj u. By ł bardzo zazdrosny  o Ewelinę. Nie potrafił też określić, w j akim  stopniu będzie
tolerował j ej  zachowania.

Podczas  poby tu  w  dom u  poszedł  z  kolegam i  na  piwo.  Wszy scy   chwalili  się  opowieściam i

o  poderwany ch  dziewczy nach  i  o  ty m ,  kto  z  kim   się  kocha;  zrobiło  się  swoj sko.  Mietek  za  dużo
o  sobie  nie  m ówił,  ale  chwilam i  wracał  do  dawny ch  zachowań;  w  ty m   czasie  nie  m y ślał
o Ewelinie. Kawiarnia, w której  by li, i stolik, przy  który m  siedział kiedy ś z Anną, powodowały, że
m om entam i  nasuwały   m u  się  różne  refleksj e  doty czące  tego,  czy   nie  traktuj e  swego  ży cia
nazby t  poważnie  j ak  na  swoj e  22  lata.  Tęsknił  czasem   za  dawny m   stanem ,  gdy   by ł  zupełnie
wolny, zastanawiał się, czy  się za bardzo nie uwikłał. Chciał psy chicznie odpocząć; m arzy ł m u się

background image

j akiś wy j azd, pragnął znaleźć się z dala od szarej  rzeczy wistości.

Wracaj ąc po spotkaniu do dom u, spotkał dawnego przy j aciela. Wstąpili do baru na piwo, ale

rozm owa nie bardzo się kleiła. Znaj om y  – starszy  od niego chłopak – przechwalał się, ile to j uż
dziewczy n  zaliczy ł,  j ednak  na  końcu,  j uż  po  trzecim   piwie,  zaczął  m ówić,  że  trzeba  poważnie
pom y śleć o założeniu rodziny. Dy gresj a ta dała wiele do m y ślenia Mietkowi. Zdał sobie sprawę,
że  m im o  pozornej   wolności,  w  każdy m   budzą  się  refleksj e  doty czące  przy szłości  i  py tania,  co
dalej  robić ze swoim  ży ciem . Zaczął zastanawiać się, co by  by ło, gdy by  Ewelina zaszła w ciążę
– co ona by  chciała zrobić? Czy  zgodziłaby  się urodzić dziecko, czy  chciałaby  usunąć? Ta m y śl
dręczy ła  go.  Wiedział,  że  ży cie  niej ednokrotnie  sam o  rozwiązuj e  trudne  problem y,  pom y ślał
j ednak, że m usi z nią o ty m  wszy stkim  porozm awiać.

Naj częściej ,  gdy   nadchodziła  sobota,  Mietek  j eździł  po  Ewelinę.  Dwa  dni  spędzone  razem

odsuwały   na  zaś  wszelkie  j ego  niepokoj e.  Wy czuł,  że  dziewczy na  traktowała  go  j ak  swoj ą
własność;  na  szczęście  j ednak  by ła  odporna  na  pokusy   wielkiego  m iasta.  Pewnej   niedzieli,  po
obiedzie  u  j ej   rodziców,  poszli  na  spacer.  Mietek  nieśm iało,  ale  konsekwentnie  próbował
wy sondować, co Ewelina m y śli o dalszy ch losach ich związku. Dziewczy na nie by ła zaskoczona
ty m  tem atem .

–  Wszy stko  m am   poukładane:  za  dwa  lata  planuj ę  wy j ść  za  ciebie  za  m ąż  i  m y ślę,  że  do

tego  czasu  nic  nie  powinno  się  wy darzy ć.  Traktuj ę  ten  związek  bardzo  poważnie.  Musisz  by ć
blisko  m nie  –  powiedziała,  po  czy m   pocałowała  go.  Ulicą  spacerowało  wówczas  wielu
przechodniów, j ednak nie by ła ty m  zupełnie skrępowana.

– A gdy by ś zaszła ze m ną w ciążę?
–  No  to  ślub  będzie  szy bciej .  Urodzę  dziecko,  a  na  uczelni  wezm ę  urlop.  Nie  m artw  się

j ednak, będę pilnowała ty ch spraw, aby  nie by ło niespodzianek.

Mietek coraz bardziej  utwierdzał się w przekonaniu, że pom im o niepełny ch 20 lat, Ewelina

j est  bardzo  doj rzałą  kobietą.  Wstąpił  w  niego  j akiś  opty m izm .  Ta  dziewczy na  m iała  na  niego
pozy ty wny   wpły w,  by ł  przy   niej   bezpieczny   i  czuł,  że  z  luzaka  stawał  się  m ężczy zną.  Miał
wątpliwości,  czy   uda  m u  się  pogodzić  dawne  nawy ki  i  przy zwy czaj enia  –  lubił  wy pić  piwko
w barze z kolegam i, ale nie m ógł z nim i porozm awiać. Bał się, aby  go nie wy śm iali.

background image

Szefowa

Dni  bez  Eweliny   bardzo  się  dłuży ły.  W  pracy   Mietka  nadchodziły   zm iany   –  zatrudniono  nową
szefową.  By ła  to  kobieta  trzy dziestoletnia,  m ężatka.  Często  zwracała  się  do  niego  z  różny m i
sprawam i służbowy m i. Pewnego dnia zapy tała go o j ego ży cie osobiste.

– Mam  dziewczy nę – odpowiedział bardzo zdziwiony  ty m  py taniem .
Po j ej  m inie zauważy ł, że nie by ła tą odpowiedzią zachwy cona. Dziwny  dreszcz przeszedł

m u po plecach. Mietek wy czuł, że ta kobieta wy raźnie czegoś od niego chce. Bał się zbliżenia.

Pewnego razu, gdy  robił wy liczenia stechiom etry czne i nie m ógł znaleźć tablic z ciężaram i

substancj i,  zj awiła  się  pani  kierowniczka  –  bardzo  seksownie  ubrana.  Przeglądaj ąc  j ego  notatki,
nachy liła  się  nad  nim   tak,  że  j ej   kolana  doty kały   j ego  uda.  Mietek  czuł,  że  kobieta  przy lega  do
niego  swy m i  piersiam i.  Zapach  j ej   perfum   oszałam iał  go;  nie  wiedział,  j ak  się  m a  zachować.
Delikatnie  pogładził  j ą  po  udzie,  nie  oponowała.  Kiedy   wstał,  kobieta  rzuciła  m u  się  na  szy j ę
i zaczęła go całować, m ówiąc:

– Od początku m i się podobasz. Rzuć te obliczenia, później  to zrobisz. Chodź ze m ną.
Jej   pokój   by ł  na  drugim   piętrze.  Po  wej ściu  do  pom ieszczenia  szefowa  szy bko  ściągnęła

raj stopy  i m aj tki i trady cy j ny m  biurowy m  sposobem  położy ła się na biurku.

– Wej dź we m nie – powiedziała głosem  m iły m , ale stanowczy m .
Mietek  nie  m usiał  się  rozbierać;  wszedł  w  nią  bez  żadny ch  oporów.  Sam   akt  trwał  niezby t

długo.  Po  wszy stkim   szy bko  się  ubrała,  przekręciła  klucz  w  zam ku  i  kazała  m u  usiąść  na  krześle
stoj ący m  przy  biurku.

–  Musisz  tę  swoj ą  dziewczy nę  kochać...  ale  m ałą  chwilę  raz  w  ty godniu  m usisz  poświęcić

m i. Chcę ciebie – odezwała się, j akby  nic się nie stało.

Ty le 

niespodziewany ch 

wrażeń. 

Mietek 

zaczy nał 

m ieć 

coraz 

gorsze 

zdanie

o  przedstawicielkach  płci  przeciwnej .  Zastanawiał  się,  czy   istniej e  kobieta  wierna  m ężczy źnie.
Szefowa m iała m ęża i nie wspom inała, że m a z nim  j akieś kłopoty, a m im o tego bez żadnej  gry
wstępnej   oddała  się  innem u  m ężczy źnie.  Zastanawiało  go,  dlaczego  tak  łatwo  to  zrobiła,  by ł  to
przecież  czy sty   seks  bez  żadnego  uczucia.  Dodatkowo  nie  m ógł  zrozum ieć,  dlaczego  uległ  j ej
żądaniom .

Po  pracy   Mietek  poszedł  do  znaj om ego  baru  na  piwo.  Na  m iej scu  spotkał  kum pli

i opowiedział im  całe zdarzenie. Ci oczy wiście by li zachwy ceni.

– Ciesz się, chłopie, że m ożesz przelecieć w pracy  taką lachę.
Po  wy j ściu  z  baru  żałował,  że  im   o  ty m   powiedział.  Poczuł  się  bardzo  źle;  m iał  do  siebie

pretensj e, że zdradził Ewelinę. Nie m iał zam iaru j ej  o ty m  powiedzieć, ponieważ wiedział, że to
zakończy łoby  ich związek. Czuł się podle.

Po przy j ściu do dom u rozm awiał o ty m  ze starszy m  bratem .
– Długo tam  nie popracuj esz. Ta kobieta nie da ci spokoj u. Musisz odej ść z pracy.
By ł w rozterce; ten szy bki seks pozostawił j ednak coś przy j em nego – m ógł m ieć tę kobietę

prakty cznie kiedy  chciał. Wiedział, że na pewno robiła to z inny m i, ale nie czuł do niej  wstrętu.
Z  własny ch  doświadczeń  wiedział,  że  m oże  istnieć  przy j em ny   seks  beż  żadnego  uczucia.  Ta
przy goda z szefową nie dawała m u j ednak spokoj u. Nie wy obrażał sobie utraty  Eweliny, kochał

background image

j ą.  By ł  j ej   pierwszy m   m ężczy zną  i  chciał  to  uszanować.  Przy rzekł  sobie,  że  j uż  nie  tknie  tej
kobiety.

Pozy cj a Mietka w pracy  zależała wy łącznie od szefowej . By ł j ej  zastępcą i m usiał się z nią

kontaktować.  Jak  na  złość,  kobieta  ta  często  szukała  zbliżenia,  by ła  zawsze  seksownie  ubrana,
śm iała  i  narzucała  m u  swój   sty l.  Zawsze  osiągała  swój   cel.  Po  pracy   się  z  nią  nie  spoty kał;
zdawał  sobie  sprawę,  że  nie  m oże  się  odkry ć  –  ona  tego  wy raźnie  nie  chciała.  Atm osfera
w pracy  by ła dość przy j azna. Mietek obawiał się ty lko, czy  j ego dość częste wizy ty  w gabinecie
szefowej  nie stworzą podej rzeń.

background image

Butik

Powoli  do  Mietka  zaczęło  docierać,  że  szefowa  j uż  dawno  zastawiła  na  niego  sidła.  Wcześniej
dziwił  się,  że  tak  szy bko  został  zastępcą  kierownika  poważnego  działu  analiz  –  teraz  wszy stko
stawało  się  j asne.  W  dom u  przeprowadził  rozm owę  z  rodzicam i;  ci  potwierdzili  j ego  obawy,  że
utrzy m y wanie  bliskich  relacj i  z  szefową  m oże  stanowić  duże  zagrożenie  dla  związku  z  Eweliną.
Zaproponowali m u pracę w butiku w centrum  Warszawy.

Mietek  nie  widział  siebie  j ako  sprzedawcy   ubrań  i  różny ch  inny ch  dam skich  i  m ęskich

akcesoriów.  Miał  plany   awansu  zawodowego  oraz  w  przy szłości  skończenia  studiów.  Butik  by ł
własnością rodziców, chcieli m u go przekazać. Wiedział, że dzięki zm ianie pracy  na pewno więcej
by  zarabiał, wszedłby  w nowy  świat m ały ch interesów, a co naj ważniej sze, by łby  blisko swoj ej
dziewczy ny.

W  sobotę  j ak  zwy kle  poj echał  do  Warszawy   po  Ewelinę.  Miał  klucze  do  j ej   m ieszkania,

z  który ch  ty m   razem   m usiał  skorzy stać,  bowiem   j ej   tam   nie  zastał.  Po  godzinie  przy szła
z  dwiem a  koleżankam i  i  chłopakiem   –  Mietek  nie  m ógł  się  zorientować,  której   z  nich  j est  to
partner;  nasunęła  m u  się  m y śl,  że  m oże  j est  to  adorator  Eweliny.  Dziewczy na  przedstawiła
Mietka  j ako  swoj ego  znaj om ego.  Wzbudziło  to  w  nim   pewne  podej rzenia,  by li  przecież  parą.
Powiedział j ej , co o ty m  m y ślał.

– Taka form a m i nie odpowiada – znaj om y ch m ożna m ieć dziesiątki, ale sy m patię, którą się

kocha i z którą wiąże się plany, m ożna m ieć ty lko j edną.

Nie by ła zby t zaskoczona ty m  stwierdzeniem .
–  Nie  powiedziałam   wcześniej ,  że  m am   stałego  partnera,  tu  j est  zupełne  luzactwo  –

wy j aśniała.

Mietek zaczął się zastanawiać, czy  nie nazby t głęboko wszedł w ży cie Eweliny. Nie wiedział

dokładnie,  co  ona  obecnie  m y śli.  Takie  niepokoj e  zj awiaj ą  się  zresztą  zawsze,  gdy   kochankowie
zostaj ą rozdzieleni przez różne m eandry  ży cia.

W drodze do dom u opowiedział j ej  o propozy cj i rodziców – m ógłby  stać się właścicielem

butiku  w  centrum   Warszawy.  Zaciekawiło  j ą  to,  nic  j ednak  nie  powiedziała.  By ła  trochę
zaskoczona  i  poprosiła  o  czas  do  nam y słu.  Mietek  zdawał  sobie  sprawę,  że  będzie  rozm awiać
o ty m  z rodzicam i.

Niej asność wy powiedzi Eweliny  by ła dla niego w pewny m  stopniu zaskoczeniem  – zawsze

bowiem  m iała własne zdanie i dość j asno wy rażała swoj e m y śli. Cieszy ło go, że m ogliby  razem
zam ieszkać, pogłębiłoby  to ich związek, nie by ł j ednak pewien, czy  i ona tego chciała.

Ktoś m usiał by ć j ej  pierwszy m  chłopakiem , ale teraz Mietek zastanawiał się, czy  m ożna na

ty m   budować  związek.  By ł  bardzo  wrażliwy   i  obawiał  się,  że  z  ich  związkiem   m oże  stać  się  to
sam o, co wcześniej  z Anną. Um ówili się w niedzielę o 11, potem  m ieli iść na obiad do rodziców
Eweliny. Mietek pożegnał dziewczy nę, zostawił sam ochód przed swoim  dom em  i poszedł do baru
na piwo.

Na  m iej scu  spotkał  swoich  kum pli;  panowała  ogólna  wesołość.  Atm osfera  poprawiła  m u

hum or. Po cichu zastanawiał się, czy  aby  nie zby t poważnie m y śli o ży ciu – przecież m oże ży ć
dniem   dzisiej szy m .  Uwiązanie  się  z  dziewczy ną  na  całe  ży cie  w  tak  m łody m   wieku  blokowało

background image

w pewny m  stopniu j ego rozwój . Zdawał sobie sprawę z ty ch wszy stkich problem ów, ale uczucie
nakazy wało trwać przy  niej . By ła j eszcze obawa, że Ewelina m oże go zostawić. Koledzy  radzili
m u,  aby   zby t  głęboko  się  nie  zastanawiał  –  ży cie  sam o  rozwiąże  te  problem y ;  m usi  ty lko
wiedzieć, czego chce i do czego dąży. Te rady  by ły  dość racj onalne; Mietek nawet się zdziwił, że
kolegów  by ło  na  to  stać.  My ślał,  że  interesowały   ich  ty lko  dziewczy ny   i  rozry wki.  Miał  ich  za
lekkoduchów,  a  okazali  się  bardzo  doj rzali.  Przy   alkoholu  doszedł  do  wniosku,  że  nigdy   nie
wiadom o, co drzem ie w duszy  człowieka.

W niedzielę spotkał się z Eweliną. Obiad u j ej  rodziców przerodził się w dy skusj ę o nowy ch

zam iarach Mietka. Oj ciec poparł inicj aty wę przeniesienia się do Warszawy, m atka natom iast nie
wy powiadała swoj ego zdania. Po obiedzie Ewelina oświadczy ła, że j est za ty m , by  Mietek zaczął
pracować w Warszawie. Zaproponowała nawet, by  zam ieszkali razem .

– Nie będzie m i to przeszkadzało w studiach. Pierwszy  sem estr m am  j uż za sobą – dodała.
Rodzice  zachowali  dy stans  wobec  propozy cj i  Eweliny   –  na  pewno  j ednak  nie  by li

przeciwni.  Mietek  by ł  zupełnie  zaskoczony   j ej   odwagą,  sprawiła  m u  ty m   dużą  przy j em ność.
Rozwiane  zostały   wszelkie  j ego  dom y sły   o  ewentualny m   rozpadzie  związku.  Dziewczy na  nie
zapy tała go o zgodę; wiedziała, że j est m u to bardzo potrzebne i takie rozwiązanie oszczędziłoby
m u  wielu  kłopotów.  Mietek  oświadczy ł,  że  kocha  Ewelinę  i  j est  z  nią  szczęśliwy.  Wobec  takiej
sy tuacj i nie by ło wiadom o, czy  to są oświadczy ny, czy  deklaracj a by cia razem . Musieli j ednak
zaakceptować ten stan rzeczy.

Rodzice  wy szli  do  znaj om y ch,  zostawiaj ąc  Ewelinę  i  Mietka  sam y ch.  Dziewczy na  szy bko

rozebrała się w swoim  pokoj u i po chwili by ła j uż w łóżku. Czekaj ąc na Mietka, m arzy ła o chwili
zbliżenia.  Za  m om ent  by ł  przy   niej   i  pieścił  j ej   ciało.  Dziewczy na  dom agała  się  coraz  więcej
pieszczot,  chłopak  m usiał  włoży ć  wiele  wy siłku  i  pom y słowości,  aby   zaspokoić  j ej   potrzeby.  Po
długiej   grze  wstępnej   odby li  stosunek.  By ło  j ej   z  Mietkiem   bardzo  dobrze,  chciała  go  m ieć  j ak
naj dłużej  w sobie. Seks j ą relaksował, zaspokaj ał j ej  ukry te pragnienia. Ten chłopak by ł ty lko j ej
– upaj ała się j ego ciałem , a potem  długo leżeli przy tuleni do siebie.

Miłość  Eweliny   dom inowała  nad  wszy stkim i  j ego  troskam i;  dziękował  j ej   za  odwagę

w okazy waniu uczuć. Ona czuła, że j est kochana, ale bała się, by  nikt nie zakłócił ich wzaj em nej
sy m patii.  Uczelniane  luzactwo  nie  przem awiało  do  niej   –  w  j ej   postępowaniu  i  m y śleniu
dom inowało trady cy j ne wy chowanie.

Wieczorem  Mietek odwiózł j ą do Warszawy  i został z nią na noc; znów się kochali. Odj echał

wczesny m   rankiem ,  by   zdąży ć  do  pracy.  Pani  kierowniczka  obcięła  go  wzrokiem ;  m usiał
wy glądać bardzo m izernie, nawet nie proponowała m u spotkania w gabinecie.

background image

Wymówienie

Następnego dnia Mietek złoży ł wy m ówienie z pracy  z m iesięczny m  wy powiedzeniem . Wy wołał
ty m  burzę. Pani kierowniczka chciała dowiedzieć się, co by ło przy czy ną tej  decy zj i.

– Rodzice  rozkręcaj ą  biznes  i  m uszę  im   pom óc.  Poza  ty m   m ało  tu  zarabiam ...  –  zaczął  się

tłum aczy ć.

– Możesz dostać podwy żkę – oświadczy ła szy bko.
Żadne  argum enty   j ednak  j uż  do  niego  nie  trafiały.  Kierowniczka  by ła  ty m   wy raźnie

zm artwiona, ale nie chciała się do końca z ty m  obnaży ć. Widać by ło, że bardzo j ej  zależy, aby
Mietek tu został.

Zastanawiała  się,  czy   to  nie  ona  by ła  przy czy ną  decy zj i  chłopaka.  Chciała  dalej   m ieć  go

przy  sobie. W głębi duszy  pulsowało gorące uczucie do niego, j ego m łodość urzekała j ą. Mietek
by ł od niej  sporo m łodszy  i wiedziała, że dłużej  nie m oże ciągnąć tego rom ansu, ponieważ grozi
j ej  przez to wy rzucenie z pracy ; m im o tego gotowa by ła ponieść konsekwencj e. Chciała go m ieć,
uczucie  dom inowało  nad  rozum em .  Do  tej   pory   nie  podej rzewała,  że  m oże  go  pokochać.
Pom y ślała,  j ak  kręte  są  ścieżki  ży cia  –  nagle  ktoś  się  poj awia  i  burzy   cały   istniej ący   porządek.
Dla m ęża stała się niem iła, co ten interpretował j ako napięcie przedm iesiączkowe. Kobieta czuła,
że  j ej   świat  się  zawala.  Wcześniej   wy dawało  się  j ej ,  że  przewaga  zawodowa  nad  Mietkiem
zapewni  j ej   wpły w  na  niego,  teraz  wiedziała,  j ak  bardzo  się  m y liła;  przeży wała  rozczarowanie.
Nie chciała okazać tego Mietkowi, bała się bowiem , że się ośm ieszy. Jem u j ednak nie by ło obce
to,  co  ona  przeży wa;  by ło  m u  j ej   żal,  wiedział,  że  się  w  nim   kocha,  że  nie  będzie  j ej   łatwo.
Pocieszał j ą, że m oże kiedy ś się spotkaj ą, ale oboj e wiedzieli, że nie są dla siebie – zby t wiele ich
dzieliło.

Zbliżał  się  czas  rozstania.  Kobieta  poprosiła  go  o  spotkanie;  Mietek  zgodził  się  i  um ówili  się

następnego  dnia  o  18  w  kawiarni  na  Mazowieckiej   w  Warszawie.  Kobieta  przy szła  pierwsza
i  czekała  na  niego.  Zam ówiła  dwie  kawy   i  dwa  czerwone  wy trawne  wina.  Chłopak  odm awiał,
tłum acząc,  że  przy j echał  sam ochodem ,  ale  doszedł  do  wniosku,  że  j eden  kieliszek  m oże  wy pić.
Kiedy   zam ówiła  następne  dwa,  a  Mietek  nie  zgodził  się  na  wy picie,  sam a  wy piła  zam ówione
wino.  Alkohol  dawał  o  sobie  znać.  Z  początku  rozm awiali  o  problem ach  zakładu,  w  który m
pracowali, następnie przeszli do spraw osobisty ch.

– Nie chcę zry wać z tobą kontaktu, chciałaby m  się czasem  z tobą spotkać – m ówiła tonem

błagalny m . – Z m ężem  źle m i się układa, on nie zaspokaj a m oich potrzeb. Zakochałam  się w tobie
i tak łatwo nie odpuszczę – dodała.

Różne  m y śli  chodziły   Mietkowi  po  głowie  –  a  m oże  donieść  Ewelinie  lub  j ej   rodzicom

o  wszy stkim ?  Zby t  poważnie  zaczęło  to  wy glądać,  by ł  pełen  obaw.  Zapewniał  j ą,  że  będą  się
m ogli  czasem   spotkać,  a  w  m y ślach  m arzy ł,  by   znalazła  sobie  kogoś  innego  i  dała  m u  spokój .
Zależało  m u  na  łagodny m   uwolnieniu  się  od  niej ,  a  by ło  z  ty m   coraz  trudniej .  Ona  j ednak  nie
rezy gnowała.

– A m oże pój dziem y  do hotelu? – proponowała.
– Niestety  nie m ogę, o 22 m uszę by ć w dom u, bo m oi rodzice wy j eżdżaj ą.
Ten argum ent również próbowała om inąć, proponuj ąc pój ście do j ego dom u.

background image

–  W  każdej   chwili  ktoś  m oże  przy j ść;  nie  chcę  by ć  przy łapany   w  dwuznacznej   sy tuacj i  –

stanowczo odm ówił.

Kobieta by ła wy raźnie niezadowolona; przegry wała.

background image

Butik

Mietek  po  rozstaniu  z  wcześniej szy m   zaj ęciem   zapoznawał  się  z  pracą  w  butiku.  Naj pierw
rozliczenia finansowe, zaopatrzenie i sprzedaż. W taj niki funkcj onowania butiku wprowadzała go
sprzedawczy ni  –  czterdziestoletnia,  zadbana  kobieta.  Chłopak  przy glądał  się  wchodzący m
ludziom ,  obserwował,  j ak  um iej ętnie  sprzedawczy ni  proponowała  kupno,  zachwalała  j akość
i  przy datność  danego  towaru.  Zdawał  sobie  sprawę,  j ak  wiele  m usi  się  nauczy ć,  żeby   dobrze
obsłuży ć  kupuj ący ch.  Nie  m iał  zam iaru  stać  za  ladą;  m usiał  zaj ąć  się  zaopatrzeniem .  Gdy
zgłaszali  się  dostawcy,  trzeba  by ło  z  nim i  rozm awiać,  targować  się  o  cenę;  na  szczęście
sprzedawczy ni, pani Alicj a, we wszy stkim  m u pom agała.

Powoli  Mietek  uzm y sławiał  sobie,  j ak  ciężka  i  odpowiedzialna  j est  ta  praca.  Ewelina

odwiedzała  go  czasem   i  dodawała  m u  sił.  Od  kiedy   chłopak  u  niej   zam ieszkał,  stanowili
nieform alne  m ałżeństwo.  Butik  przy nosił  całkiem   niezłe  dochody.  Po  skończonej   pracy   Mietek
załatwiał  sprawy   rozliczeń  finansowy ch  i  przed  20  by ł  w  dom u.  Ewelina  czekała  na  niego
z kolacj ą. Opowiadał j ej  o swoj ej  pracy, ona o sy tuacj i na studiach, czasem  szli do kina czy  na
j akąś  im prezę.  Z  nadej ściem   wakacj i  planowali  wspólny   wy j azd  na  urlop.  Rodzice  oboj ga  by li
zadowoleni  z  przebiegu  sy tuacj i.  Mietek  powoli  przekształcał  się  w  przedsiębiorcę;  by ł  to  nowy,
zupełnie inny  świat.

Zm ieniaj ąc  pracę,  chłopak  m iał  nadziej ę,  że  nie  znaj dzie  go  tu  ani  Anna,  ani  dawna

kierowniczka. Małżeński  try b ży cia  uspokoił j ego  em ocj e; w  m y ślach wspom inał  czasem   Annę,
nawet m iał ochotę do niej  zadzwonić, ale nigdy  tego nie zrobił, bowiem  bał się powrotu do niej .
Anna natom iast wiodła try b ży cia według swy ch wy pracowany ch zasad; wszy stkie swoj e ważne
sprawy  załatwiała, płacąc swoim  ciałem .

background image

Korepetycje

Wy kładowca  na  studium   u  Anny   zaj m uj ący   się  wiadom ościam i  o  Polsce  nam awiał  j ą  na
spotkanie.  Sugerował,  że  j eśli  będzie  m ądra,  to  zakończenie  szkoły   nie  sprawi  j ej   żadny ch
kłopotów; j uż teraz m oże się czuć, j akby  skończy ła szkołę. Obiecał j ej  też, że później  pom oże j ej
zdać  m aturę.  Anna  słuchała  ty ch  wy powiedzi  z  zaciekawieniem .  Na  końcu  zaproponował  j ej
spotkanie  w  znany m   z  liczny ch  im prez  m otelu.  Nawet  nie  owij ał  w  bawełnę,  że  zaprasza  j ą  na
kawę. Wszy stko by ło j asne.

– Prześpisz się ze m ną, to ci załatwię tę sprawę.
Nie by ła tą propozy cj ą zbulwersowana; uważała, że świat j est j uż tak zorganizowany  – j ak

nie m asz pieniędzy, to czasem  m usisz zapłacić ciałem .

Nachodziły  j ą dziwne m y śli: „czy  uda m i się kiedy ś z tego wy zwolić?”. Matka dawała niem e

przy zwolenie;  uważała  ty lko,  czy   aby   usługa  nie  j est  za  wy soko  płatna.  Anna  zdawała  sobie
sprawę, że j est to cicha prosty tucj a; czasem  czuła do siebie wstręt.

Spotkanie  z  wy kładowcą  odby ło  się  w  trady cy j ny   sposób  –  kawa,  drinki,  pokój   w  m otelu,

ty m   sam y m ,  w  który m   by ła  z  inny m i.  Wy kładowca,  choć  niezby t  urodziwy,  okazał  się  dość
m iły m   facetem .  Nie  potraktował  j ej   wulgarnie  tak  j ak  inni,  by ł  delikatny,  lecz  absolutnie  nie
zaspokaj ał  j ej   potrzeb.  Proponował  j ej   spotkanie  raz  w  ty godniu,  by ła  to  chy tra  pułapka  –
dziewczy na  wiedziała,  że  dopóki  istniej e  szkoła,  dopóty   będzie  m usiała  się  z  nim   spoty kać  i  tak
właśnie się działo. Anna, zam iast do szkoły, j echała zaspokaj ać chuć wy kładowcy. Sielanka trwała
do zakończenia edukacj i.

Zbliżał  się  koniec  drugiego  sem estru  i  koniec  szkoły.  Anna  na  świadectwie  ukończenia

średniego studium  zawodowego m iała oceny  dobre i bardzo dobre, oczy wiście nie m aj ąc żadnej
wiedzy.  Posiadaj ąc  średnie  wy kształcenie,  podnosiła  swój   status  w  m iej scu  pracy   i  środowisku,
w który m  ży ła. Pan wiceprezy dent dotrzy m ał obietnicy  – Anna otrzy m ała w pracy  nowy  angaż
ze znaczną podwy żką pensj i; wzbudzała zazdrość inny ch pracowników. Nowa sy tuacj a wy m agała
j akiegoś  sy m bolicznego  podziękowania  i  uczczenia.  Z  Ewą  ustaliły,  że  po  pracy   urządzą  j akąś
m ałą  im prezę,  która  oczy wiście  m iała  się  odby ć  w  kawiarni  m iej scowego  hotelu.  Wspólnie
ustaliły  listę gości, a Ewa postanowiła dołoży ć się do kosztów. Zaproszenia otrzy m ali pracownicy
działu  oraz  pan  prezy dent  i  wiceprezy dent,  którzy   na  im prezie  nie  zaszczy cili  j ednak  swoj ą
obecnością. Anna czuła się z tego powodu lekko upokorzona. Spotkanie zakończy ło się bez żadny ch
ekscesów.

background image

Kręte ścieżki

Początki  czerwca  1984  roku  by ły   bardzo  ciepłe,  kobiety   chodziły   lekko  ubrane,  często
wy dekoltowane.  Anna  podkreślała  swoj e  walory   fizy czne,  czy m   wzbudzała  zainteresowanie
m ężczy zn;  m iała  to  „coś”,  na  co  m ężczy źni  są  bardzo  wy czuleni.  Pom im o  urody   i  wrodzonego
seksapilu  nie  by ła  z  siebie  zadowolona  –  nie  m iała  stałego  partnera  i  czasem   czuła  do  siebie
wstręt; nie um iała wy zwolić się z tego sty lu postępowania.

Większość  swoich  osiągnięć  opłaciła  własny m   ciałem .  Mężczy źni  traktowali  j ą  zby t

przedm iotowo,  j akby   nie  m iała  uczuć  i  poglądów;  stopniowo  wy zby wała  się  własnej   godności.
Skry wała  to  wszy stko  w  sobie,  nie  m iała  z  kim   o  ty ch  sprawach  pom ówić;  pom im o  różny ch
znaj om ości  by ła  sam otna.  Z  m atką  też  nie  m ogła  porozm awiać  o  swoich  troskach,  ponieważ  ta
zby t pry m ity wnie poj m owała świat. Dziewczy na doszła do wniosku, że m usi coś w swoim  ży ciu
zm ienić. Postanowiła nie wracać więcej  do przeszłości, ży ć dniem  dzisiej szy m , teraźniej szością,
cieszy ć się ty m , co j est, i patrzeć na świat z większy m  opty m izm em . Czy niła takie próby  i nawet
czasem   udało  się  j ej   osiągnąć  zam ierzone  cele.  Przeszłość  wracała  j ednak  j ak  bum erang,
tworząc nieraz barierę nie do przebicia. Anna wpadała wtedy  w m elancholię, nie chciało j ej  się
ży ć.  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  tak  j ak  inni  szukała  w  ży ciu  m iłości  –  robiła  to  czasem
podświadom ie.  Niekiedy   ogarniała  j ą  tęsknota  za  inny m   ży ciem   u  boku  kogoś,  kto  m ógłby   j ą
pokochać,  kom u  m ogłaby   się  zwierzy ć  ze  swoich  trosk.  Liczy ła,  że  m oże  w  końcu  uda  j ej   się
znaleźć  partnera,  którego  sobie  wy m arzy ła.  Jak  zwy kle  m iała  do  siebie  pretensj e,  że  źle
traktowała Mietka, a nawet Bolka – obaj  j ą kochali i dom agali się od niej  tego sam ego.

Tak  do  końca  nie  m ogła  się  wy zwolić  z  przeszłości.  Jej   ży cie  uczuciowe  by ło  zachwiane  –

dziewczy na  szy bko  ulegała  em ocj om ,  naj częściej   ty m   skraj ny m .  Przy   poznawaniu  kogoś
bły skawicznie  zachwy cała  się,  a  po  bliższy m   poznaniu  dochodziła  do  wniosku,  że  to  nie  to
i  wpadała  w  depresj ę.  Od  Bolka  odeszła,  bo  wy czuła,  że  nie  zam ierzał  wiązać  z  nią  swoj ego
ży cia.  By ł  to  człowiek  inteligentny,  szy bko  doszedł  do  wniosku,  że  szkoda  ży cia  na  zabiegi
edukacy j ne – genety ki j ej  nie zm ieni.

Wy prowadziła  się  po  raz  drugi  od  Bolka  i  zam ieszkała  u  rodziców,  oddaj ąc  połowę  pensj i

m atce  –  ty lko  pod  ty m   warunkiem   m ogła  tam   m ieszkać.  Kolej ny   raz  wracała  do  korzeni.
Pewnego razu w drodze do pracy  spotkała Mietka. Prawie weszli na siebie i oboj e by li zdziwieni
spotkaniem .  Po  zdawkowy m   przy witaniu  i  schem aty czny m   py taniu  „co  sły chać?”  Anna
zaproponowała m u wieczorem  spotkanie i nie om ieszkała pochwalić się swoim i sukcesam i.

–  W  sobotę  m am   im prezę  związaną  z  zakończeniem   szkoły   i  zdoby ciem   średniego

wy kształcenia zawodowego.

– Nie pracuj ę j uż w Polfie i prakty cznie cały  czas j estem  w Warszawie. Nie uda m i się więc

przy j ść ani dzisiaj , ani w sobotę – odpowiedział Mietek.

Na  zakończenie  j ak  zwy kle  oświadczy ł,  że  do  niej   zadzwoni  i  pogratulował  j ej   zdoby cia

średniego  wy kształcenia.  Rozm owa  z  Mietkiem   pogarszała  sam opoczucie  Anny.  Dziewczy na
zdawała  sobie  sprawę,  że  m im o  iż  nikt  nie  m ówił  o  rozstaniu,  by ł  to  ich  koniec.  By ł  to  bardzo
niewy godny  tem at i żadne z nich nie chciało postawić kropki nad „i”. Tkwili w takim  zawieszeniu,
traktuj ąc się j ako alternaty wny  plan na przy szłość. My śleli, że m oże los się odm ieni i wrócą do

background image

siebie. By ły  to pewne złudzenia, które czasem  j ednak się realizuj ą.

Ścieżki ży cia dla ludzi wrażliwy ch są zawsze pokrętne i nieraz trudno znaleźć swoj e m iej sce

w  ży ciu.  Czasem   j ednak  m arzenia  się  realizuj ą,  gdy   bardzo  się  w  nie  wierzy.  Takie  m y śli
nachodziły   Annę;  dziewczy na  nie  traciła  nadziei,  m im o  iż  wiedziała,  że  sam a  niewiele  m ogła
zrobić.  Środowisko,  w  który m   się  obracała,  zaczęło  j ą  nudzić;  szukała  odm iany.  W  pracy   by ła
tolerowana, ale nawet przy j aciółka Ewa stała się m niej  wy lewna, gdy ż bała się o swoj ą pozy cj ę.
Anna  stawała  się  j ej   konkurentką  –  to  wokół  niej   kręcił  się  wiceprezy dent  i  to  właśnie  ona
dostawała  trzecią  j uż  podwy żkę;  to  wzbudzało  zazdrość.  Pracownicy   czekali  ty lko  na  j ej
potknięcie i ośm ieszenie; zaczęło robić się niebezpiecznie, gdy  rozeszły  się plotki, że Anna spoty ka
się z wiceprezy dentem . Dziewczy na postanowiła porozm awiać z m ężczy zną i wspólnie uzgodnili,
że  przestaną  utrzy m y wać  tak  bliskie  kontakty.  Szczególnie  m ężczy źnie  na  ty m   zależało,  by ł  tą
sy tuacj ą bardzo przestraszony.

Parasol ochronny  roztaczany  przez kuzy na – sekretarza kom itetu woj ewódzkiego – stanowił

dość  m ocną  osłonę  na  wszy stkie  plotki  doty czące  j ej   osoby.  Anna  ży ła  j akby   pod  kloszem ,  inni
m usieli  j ą  tolerować.  Z  obowiązków  wy wiązy wała  się  bez  zastrzeżeń,  stała  się
pełnowartościowy m   pracownikiem .  Osiągnęła  pewien  status,  nie  m ogli  j ej   ugry źć;  wzbudzała
zazdrość  u  kobiet,  a  pożądanie  u  m ężczy zn.  Im preza  na  uczczenie  podwy żki  przebiegła
w trady cy j ny  sposób; nie przy by ł ani prezy dent, ani wiceprezy dent, nie by ło więc skrępowania;
po  22  wszy scy   rozj echali  się  do  dom ów.  Ewa  chciała  dołoży ć  się  do  kosztów,  j ednak  Anna
odm ówiła. Pierwszy  raz po zakończonej  im prezie nie znalazła się z facetem  w pokoj u hotelowy m .
Zastanawiało j ą, dlaczego doty chczasowi adoratorzy  j akoś szy bko się ulotnili i nikt nie proponował
j ej   spotkania.  Obsługuj ący   ich  kelner  by ł  zdziwiony,  gdy   na  py tanie,  czy   ktoś  zam awia  pokój ,
otrzy m ał odm owną odpowiedź.

Anna  wy czuła  zm ianę  klim atu  wokół  j ej   osoby,  ale  nie  wiedziała,  co  skłoniło  ty ch  ludzi  do

zachowania  dy stansu.  Wszy scy   by li  świadom i,  że  edukacy j ne  sukcesy   Anny,  nowe  angaże
i  awanse  nie  by ły   ty lko  j ej   zasługą.  Rozchodziły   się  plotki,  że  wszy stko  to  m a  za  handel  swoim
ciałem  i dzięki protekcj i władz zwierzchnich.

Według j ej  rozum owania nic złego nie robiła, postępowała zgodnie z przy j ęty m i norm am i.

Łam ała j ednak pewne kanony  m oralne, nigdzie wprawdzie niepisane, ale obowiązuj ące. Niby  nic
się nie działo, ale coś by ło nie tak – wy czuwała to. Sztuczna uprzej m ość by ła na dłuższy  czas nie
do zaakceptowania. Zastanawiała się nad zm ianą pracy.

Poprosiła  Ewę  o  rozm owę,  ta  zgodziła  się  z  nią  spotkać  w  znanej   kawiarni.  Na  początku

rozm owa  się  nie  kleiła  się.  Anna  nie  chciała  powiedzieć  wprost,  o  co  j ej   chodzi,  j ednak  Ewa
wy czuła  intencj e  koleżanki  i  przej ęła  inicj aty wę.  Wspom niała,  że  kiedy ś  by ła  w  podobnej
sy tuacj i, ona również znalazła się tu dzięki protekcj i. Nie chciała powiedzieć, kto j ą wspierał, ale
przy znała,  że  m usiała  zapłacić  za  to  wy soką  cenę.  Wy powiedź  Ewy   zbliży ła  j e  do  siebie;
dziewczy na  zrozum iała,  że  koleżance  też  nie  by ło  łatwo,  została  kierownikiem   działu  dzięki
zbiegowi okoliczności. Anna wiedziała, o j akie okoliczności chodzi; na pierwszej  im prezie znalazła
się  z  by ły m   kierownikiem   w  łóżku,  a  plotki  szy bko  się  rozeszły.  W  obawie  o  własną  skórę
wy rzucono  kierownika  i  to  Ewa  zaj ęła  j ego  m iej sce.  Z  dalszej   rozm owy   dziewczy na
wy wnioskowała,  że  przy j aciółka  obawia  się,  że  ta  m oże  zaj ąć  j ej   m iej sce.  Uspokoiła  j ą
i zapewniła, że nie j est to prawda. Większość wątpliwości zostało wy j aśniony ch.

Ewa poradziła j eszcze Annie, by  znalazła sobie stałego partnera, m oże kandy data na m ęża.

background image

Uspokoi to otoczenie koleżanek i kolegów, a ona stanie się norm alną dziewczy ną. Niestety  j edy ny
kandy dat, który  by  j ej  odpowiadał, oddalał się od niej  coraz bardziej .

Kończy ł  się  rok  1984.  Anna  postanowiła  odszukać  Mietka  i  przeprowadzić  z  nim   rozm owę,

licząc, że m oże j eszcze uda się skleić rozpadaj ący  się związek. Pełna opty m izm u poszła do dom u
chłopaka.  By ła  zdziwiona,  gdy   uj rzała  go  w  drzwiach  i  po  przy witaniu  została  zaproszona  do
środka.  W  m ieszkaniu  nie  by ło  nikogo,  by ła  to  więc  odpowiednia  chwila  na  rozm owę.  Anna
czy niła  zabiegi  zbliżenia  się  do  Mietka,  lecz  on  nie  wy kazy wał  zby tniej   ochoty,  wy czuła  pewną
oziębłość. Siedzieli naprzeciw siebie, pili kawę i rozm awiali o pracy. Mietek sporo m ówił o swoim
nowy m  zaj ęciu.

–  Wszedłem   w  inny   świat,  teraz  sam   m uszę  decy dować  o  sobie.  Rodzice  coraz  m niej   m i

pom agaj ą  i  wprawdzie  j est  trudno,  ale  m am   pewną  saty sfakcj ę  z  takiego  obrotu  spraw.  Nie
m uszę znosić um izgów dawnej  kierowniczki i o wszy stko się py tać. Jestem  zadowolony.

Anna słuchała z zaciekawieniem  j ego wy powiedzi. Nigdy  nie znalazła się w takiej  sy tuacj i,

zastanawiała  się,  czy   i  j ej   udałoby   się  prowadzić  coś  podobnego.  Ty m czasem   Mietka  nurtował
powód j ej  odwiedzin. By ł przekonany, że to, co ich łączy ło, zostało gdzieś za nim i.

–  Czy   chcesz  coś  ode  m nie?  –  zapy tał  niezby t  zręcznie,  przez  co  Annie  zakręciły   się

w oczach łzy.

Szy bko zrozum iał, po co tu przy szła, i zrobiło m u się j ej  żal. Przy tulił j ą do siebie, pocałował

w policzek i poczuł ciepło j ej  ciała; wracało zapom niane uczucie. Anna wy korzy stała tę sy tuacj ę.

–  Kocham   cię  i  nie  m ogę  bez  ciebie  ży ć.  Spoty kaj ą  m nie  w  ży ciu  sam e  nieszczęścia.

Pragnę ty lko by ć z tobą – powiedziała.

Mietek zastanawiał się, j ak m a się zachować; Anna nie by ła m u obca. Dziewczy na nalegała,

aby  poszedł  z  nią  na  zabawę  sy lwestrową,  j ednak  on  wiedział,  że  j est  to  niem ożliwe.  Na  koniec
wizy ty  powiedział, że do niej  zadzwoni. By ło to j edy ne wy j ście z tej  trudnej  sy tuacj i, w j akiej
się znalazł. Nie m iał na ty le odwagi, a m oże nie chciał powiedzieć Annie, że m a inną dziewczy nę,
u której  m ieszka i którą kocha.

Wizy ta  Anny   przy wołała  dawne  przeży te  z  nią  chwile.  Mietek  nie  lubił  wracać  do

przeszłości,  wprowadzała  zam ęt  w  j ego  sercu.  Wiedział,  że  nie  będzie  się  zwierzał  o  ty m
Ewelinie,  nie  by łoby   to  dla  niej   przy j em ne.  Na  zakończenie  wizy ty   całował  się  z  Anną  j ak
dawniej .  Obiecał,  że  się  z  nią  skontaktuj e  i  um ówią  się  na  spotkanie.  Dziewczy na  wy szła  pełna
nadziei.  By ło  to  niestety   złudne  oczekiwanie  –  nie  by ło  telefonu  ani  propozy cj i  spotkania;  zby t
daleko odeszli od siebie. Choć by ły  też m om enty, że oboj e chcieli by ć ze sobą.

Mietka opanowała j akaś niem oc, nie chciał powiedzieć Annie wprost, że z nią zry wa, że m a

inną dziewczy nę, że tam tą kocha. My ślał, że ona j uż dawno to zrozum iała. My lił się, kobiety  tak
łatwo nie rezy gnuj ą z m ężczy zny, do którego ży wią prawdziwe uczucie.

Anna  nie  wiedziała,  co  m a  ze  sobą  zrobić;  wracała  m elancholia,  poczucie  winy,  depresj a.

Poj echała do siostry, chciała się j ej  wy płakać. Ta wy słuchała j ej , ale by ła bezradna; sam a m iała
problem y   z  m ężem .  By ła  przez  niego  zdradzana,  choć,  j ak  m ówiła,  nie  czuła  zazdrości.  Anna
pilnie słuchała siostry  i zrozum iała, że m ałżeństwo, które nie opiera się na więzi uczuciowej , nie
m a  sensu  i  z  czasem   się  rozpadnie.  Podczas  rozm owy   dziewczy ny   wy piły   butelkę  wódki.  Anna
została na noc u siostry, zam roczona alkoholem  zapadła w głęboki sen.

Po spotkaniu z Anną Mietek poj echał do Eweliny. Dziewczy na spoj rzała na niego i zapy tała:
– Czy  coś cię gnębi?

background image

Musiał m ieć niewesołą m inę, widać by ło, że coś przeży wa. Bardzo trudno j est ukry ć swoj e

uczucia,  na  twarzy,  tak  j ak  w  zwierciadle,  wszy stko  się  odbij a.  Chłopak  próbował  uspokoić
Ewelinę,  m ówiąc,  że  m a  problem y   z  dostawcam i  towaru,  lecz  kobieca  intuicj a  m ówiła  coś
innego. Nie m ógł się przy znać, że spotkał się z Anną, Ewelina by łaby  bardzo niezadowolona, znał
j ą.

Dawne  uczucie  do  Anny   czasem   wracało,  powoduj ąc  w  Mietku  rozdarcie.  Ty m   razem

podj ął  decy zj ę  –  nie  chciał  j uż  się  z  nią  spoty kać,  by   nie  przeży wać  rozczarowań.  Zastanawiał
się, czy  m ógłby  j ej  przebaczy ć – sam  też nie by ł święty  – i czy  w ogóle m ożna postawić tam ę
przeszłości  i  zacząć  ży cie  od  nowa.  Trzeba  um ieć  i  chcieć  przebaczać,  ale  czy   m ożna?  Czy
zdrady   Anny   nie  będą  wracały,  nie  by łby   j ej   pewny.  Mietek  nie  by ł  gotowy   na  przebaczenie;
wiedział, że m usiałby  długo nad sobą pracować, a popsuty  związek trudno j est naprawić. Wątpił,
czy  na takim  związku m ożna budować przy szłość.

background image

Zwrot

Mietek zdawał sobie sprawę, że nie m a idealny ch ludzi ani idealny ch związków, są j ednak pewne
granice, który ch nie wolno przekraczać. Ewelina j ako kobieta spełniała wszy stko, o czy m  m arzy ł
–  by ła  m u  wierna,  czuł  j ej   m iłość,  choć  m iała  też  wady   –  by ła  zaborcza  i  bardzo  zazdrosna.
Musiał się z ty m  pogodzić, coś za coś.

Tak  rozm y ślał,  gdy   siedzieli  przy   dość  uroczy ście  zastawiony m   do  kolacj i  stole.  Butelka

czerwonego wina dodawała uroku i um ilała nastrój . Ewelina j ednak nie tknęła nalanego trunku.

– Czem u zawdzięczam  ten uroczy sty  nastrój ? – zapy tał Mietek.
Dziewczy na j akby  zwlekała z odpowiedzią.
–  Mam   dla  ciebie  niespodziankę.  Będziesz  zadowolony,  a  m oże  nawet  szczęśliwy...  –

Przerwała,  patrząc  m u  w  oczy.  –  Nie  dostałam   okresu,  więc  poszłam   do  ginekologa...  Jestem
w  ciąży,  to  j uż  drugi  m iesiąc.  Będziem y   m ieli  dziecko!  Co  ty   na  to?  –  By ło  to  powiedziane
w  form ie  niedopuszczaj ącej   m ożliwości,  by   by ła  to  nieprawda.  –  Powiadom iłam   j uż  rodziców,
będziem y  m usieli się wcześniej  pobrać.

Mietek by ł zszokowany, ale próbował ukry ć em ocj e.
– Cieszę się, kochanie.
Ewelina spoj rzała na niego czule.
– Wiedziałam , że będziesz zaskoczony  i przeży j esz to em ocj onalnie, ale takie są kolej e losu.
Jak  na  swój   m łody   wiek,  by ła  bardzo  doj rzała.  Planowała  skończy ć  drugi  rok,  a  w  lipcu

m iało  nastąpić  rozwiązanie.  Po  krótkim   odchowaniu  dziecka  chciała  wrócić  na  uczelnię
i konty nuować studia. Wszy stko by ło zaplanowane – w czasie j ej  nieobecności dzieckiem  zaj m ie
się m atka, j est przecież pediatrą, da sobie radę. Stanowisko Eweliny  by ło j asne i bardzo klarowne,
j ak  zwy kle  zaskoczy ła  Mietka.  Nie  zapy tała,  czy   się  zgadza  na  takie  rozwiązanie.  Czuł  lekkie
upokorzenie, nic innego nie przy chodziło m u do głowy ; nie zaproponowałby  j ej  usunięcia ciąży,
sam  by  tego nie chciał.

Wiedział  na  pewno,  że  następuj e  poważny   zwrot  w  j ego  ży ciu  –  wkrótce  zostanie  m ężem

i  oj cem .  Nie  by ł  przekonany,  czy   sprosta  wy nikaj ący m   z  tego  obowiązkom ,  bał  się  o  siebie.
Wiedział,  że  tak  do  końca  nie  j est  j eszcze  przy gotowany   do  pełnienia  takiej   roli.  Ewelina
wspom niała,  że  m uszą  porozm awiać  z  rodzicam i  na  tem at  ślubu  i  ustalić  datę,  naj lepiej
w sty czniu; przy stał na to.

Spotkanie  z  rodzicam i  Mietka  by ło  bardzo  przy j azne.  Wszy scy   polubili  dziewczy nę,

szczególnie  m atka  by ła  nią  zachwy cona.  Podobało  się  j ej ,  że  drugi  sy n  się  żeni  i  zapracuj e  na
utrzy m anie  rodziny.  Rodzice  Eweliny   liczy li,  że  m oże  zm ieni  zdanie,  sugeruj ąc  j ej ,  że  j est
j eszcze  bardzo  m łoda,  j ednak  nie  próbowali  nam awiać  j ej   na  inne  rozwiązanie.  Mim o
zaskoczenia nowy m i sprawam i by li z dum ni z odwagi córki i zastanawiali się, po kim  dziedziczy ła
te geny.

–  Jest  bardzo  konsekwentna  w  realizacj i  zam ierzony ch  celów  i  m a  twardy   charakter  –

m ówiła m atka. – Będzie sterować m ężem .

Mietek  pom im o  obaw  by ł  zadowolony   z  takiego  obrotu  spraw;  nareszcie  nie  będzie

zawieszony  w próżni m iędzy  zabiegam i Anny  a działaniam i Eweliny. Wiedział, że nie będzie j uż

background image

tak  wolny   i  m usi  czy nić  wszy stko,  aby   zabezpieczy ć  by t  rodzinie.  By ł  pełen  obaw  o  własne
postępowanie. Postanowił definity wnie odizolować się od Anny  i j ej  o ty m  powiedzieć. Zdawał
sobie sprawę z tego, że ona w j akiś sposób nadal czy ni starania stworzenia z nich pary, czuł, że go
kocha. Tak do końca nie m ógł się od niej  wy zwolić.

Stoj ąc na dworcu centralny m , Mietek zauważy ł, że ktoś do niego m acha ręką; by ła to Anna.

Rozm awiała  z  j akim ś  m ężczy zną,  j ednak  po  chwili  przy biegła  do  niego,  zaczęli  rozm awiać.
Chłopak stwierdził, że j est to dobra pora, aby  o wszy stkim  j ej  powiedzieć. Widząc j ednak radość
Anny   ze  spotkania,  nie  m ógł  zdoby ć  się  na  odwagę,  aby   powiedzieć,  że  z  nią  zry wa  raz  na
zawsze; coś go ham owało, nie chciał zrobić j ej  przy krości. Rozm owa przeszła na tem at warunków
pracy   Anny   oraz  kłopotów  z  prowadzeniem   butiku,  który   rozrastał  się  do  norm alnego  sklepu
z różny m i dam skim i gadżetam i.

Na zakończenie podróży  Anna prosiła Mietka o spotkanie, m ówiąc, że chce z nim  poważnie

porozm awiać.

– Mam  dość takiego ży cia, chciałaby m  stabilizacj i i oparcia w kim ś, kto by  m nie wspierał.
Mietek słuchał ty ch wy powiedzi i dochodził do wniosku, że Anna zaczy na doj rzewać. Nawet

się ucieszy ł, że tak poważnie m y śli o ży ciu. Przy stał na propozy cj ę dziewczy ny, wspólnie ustalili
term in spotkania, ale w duchu m y ślał, że i tak do niego nie doj dzie.

Przed  oczy m a  stały   m u  zdrady   Anny.  Nie  chciał  m ieć  takiej   partnerki,  której   nie  m ógłby

by ć pewny ; partnerki, która w każdej  chwili pod by le j akim  pretekstem  skłonna j est iść do łóżka
z inny m  m ężczy zną. Wciąż dochodziły  do niego różne wieści o j ej  postępowaniu. Na pożegnanie
dziewczy na  cm oknęła  go  policzek.  Nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  j est  to  j ej   ostatni  pocałunek.
W  drodze  do  dom u  na  dworcu  spotkała  dawnego  znaj om ego,  Cy gana.  Na  szczęście  nie  widział
j ej ,  obserwowała  go  z  daleka.  Przy pom niały   się  j ej   chwile  gwałtu  i  poczuła  się  bardzo  źle.
Marzy ła  o  ty m ,  by   zapom nieć,  pozostawić  za  sobą  przeszłość.  Miała  do  siebie  pretensj e,  że  nie
potrafiła się obronić.

Dom  rodzinny  Anny  nie stanowił oazy  spokoj u i nie dawał j ej  pewnego wzorca ży ciowego.

Matka  –  pozbawiona  pewny ch  walorów  m oralny ch  –  akceptowała  wszy stko,  co  przy niesie
bezpośrednią korzy ść, w m y śl zasady, że cel uświęca środki. Oj ciec by ł uległy, lubił zaglądać do
kieliszka  i  m im o  iż  nie  by ł  pozbawiony   ży cia  duchowego,  nigdy   go  nie  uj awniał.  Nie  stanowił
autory tetu  dla  córki.  Anna  od  naj m łodszy ch  lat  m usiała  iść  własną  drogą  i  osiągać  wy ty czone
cele nie zawsze właściwy m i środkam i.

W pracy  nie by ła w stanie podzielić się z nikim  dręczący m i j ą rozterkam i. Prakty cznie nikt

j ej  nie znał i wiedziała, że m oże liczy ć ty lko na siebie. Mietek by ł j edy ną nadziej ą Anny. Marzy ła
o  wy j ściu  za  niego  za  m ąż;  j awił  się  j ej   j ako  m ężczy zna  –  nie  by ł  to  j uż  ten  chłopak  ze  szkoły.
Ubolewała, że nie m oże się do niego zbliży ć; m iędzy  nim i wy rósł j akiś m ur. Mim o tego liczy ła, że
m oże na ustalony m  spotkaniu coś postanowią. Widziała się j uż u j ego boku i ży wiła nadziej ę, że
m oże stworzą rodzinę. By ła pełna wiary  i chciała spełnić funkcj ę żony  i m atki. Ży ła w zaklęty m
kręgu, z którego nie m ogła się wy dostać.

Anna czekała na telefon od Mietka, ten j ednak nie dzwonił. Nadziej a na ułożenie sobie ży cia

z ty m  chłopakiem  coraz bardziej  się oddalała. Minął prawie m iesiąc, a on nie dawał znaku ży cia.
Dziewczy na doszła do wniosku, że nie m oże m u się dalej  narzucać. Jednocześnie po głowie coraz
częściej  chodziła j ej  m y śl, by  wy dać się za m ąż; naj większy  problem  stanowił brak kandy data na
partnera.  Z  naj bliższego  otoczenia  nikt  nie  interesował  się  nią  poważnie.  W  rodzinnej   wsi  by li

background image

wolni  kawalerowie  poszukuj ący   żony,  ale  ona  nie  widziała  się  w  roli  gospody ni,  wiej skiej   żony
rolnika, dokonuj ącej  codziennego obrządku. By ła z innego świata; z ty m  światem  nie potrafiła się
utożsam iać, choć stąd przecież pochodziła i tu m ieszkała.

Anna  od  czasu  do  czasu  spoty kała  się  z  Bolkiem   i  nieraz  zostawała  u  niego  na  noc.

W  pewny m   stopniu  spełniał  j ej   oczekiwania  seksualne.  Brał  j ą  szy bko  i  gwałtownie,  a  j ej
odpowiadał ten sty l pozbawiony  finezj i i gry  wstępnej , której  po prostu nie lubiła. Bolek j ą znał,
um iał j ą zadowolić, ale zawsze po spotkaniu z nim  m iała m oralnego kaca. Zastanawiała się, po co
do  niego  przy chodzi,  j aki  m a  to  sens.  Po  j akim ś  czasie  doszła  do  wniosku,  że  dalej   tak  by ć  nie
m oże,  m usi  przestać.  Nie  m ogła  j ednak  obej ść  się  bez  seksu  –  ty lko  to  dawało  j ej   ży ciową
i  duchową  saty sfakcj ę;  trudno  by ło  j ej   z  tego  zrezy gnować.  Bolek  często  się  upij ał
i  w  alkoholowy m   am oku  prawie  j ą  gwałcił  –  sprawiało  to  j ej   przy j em ność,  nie  znosiła
delikatności.  Jedy nie  Mietek  m ógł  pieścić  j ej   ciało.  Anna  by ła  dziwny m   ty pem   kobiety,  której
stronę  uczuciową  kształtował  i  zaspokaj ał  niechciany   seks.  Gwałtowność  poprzedzana  często
nawet  brutalnością  dawała  j ej   saty sfakcj ę.  Pozbawiona  by ła  subtelności  w  wy rażaniu  swoich
uczuć. To by ł j ej  seks; uważała, że inaczej  by ć nie m oże.

Po spędzonej  z Bolkiem  nocy  wracała do pracy  z bardziej  opty m isty czny m  nastawieniem

do ży cia. Po nieobecności w dom u m atka wracała do starej  nuty.

– Gdzie się kurwiłaś...
Annę to bardzo denerwowało, m atka j ak zwy kle j ą dołowała; dziewczy na żałowała, że nigdy

nie  odnalazły   wspólnego  j ęzy ka.  Często  opowiadała  j ej   o  swoich  przeży ciach,  licząc,  że  m oże
m atka  j ej   coś  doradzi.  Kończy ło  się  to  naj częściej   stwierdzeniem ,  że  j est  zwy kłą  dziwką,  a  po
ty m   wpadała  w  histerię.  Za  każdy m   razem   postanawiała  więcej   nie  m ówić  m atce  o  swoich
przeży ciach, j ednak powzięte zobowiązania za j akiś czas łam ała i proceder się powtarzał.

Pewnego  razu  w  drodze  do  pracy   Anna  spotkała  koleżankę,  która  znała  Mietka.  Zaczęły

rozm awiać o dawny ch znaj om y ch – kto z kim  j est, kto się ożenił, kto wy szedł za m ąż.

– A wiesz, że ten Mietek, z który m  ty  chodziłaś, ożenił się w tam tą sobotę z Eweliną, córką tej

lekarki od dzieci z naszego szpitala? – rzuciła nagle koleżanka.

Pod Anną ugięły  się nogi. Zbladła, ale nie chciała, by  koleżanka coś po niej  poznała.
– Skąd m asz te wiadom ości? – zapy tała.
– By łam  w kościele na ślubie kuzy na, a potem  by ł ślub Mietka. Podobno j ego partnerka j est

w ciąży.

Anna nie wiedziała, co m a ze sobą zrobić i co odpowiedzieć koleżance. Zawalił się przed nią

j ej  świat; zrozum iała, że po raz wtóry  ktoś j ą oszukał. Koleżanka poznała, że z Anną dziej e się coś
złego;  zaczęła  się  zastanawiać,  czy   dobrze  zrobiła,  m ówiąc  j ej   o  ty m ,  ale  by ło  j uż  po  fakcie.
Wiedziała,  że  Anna  by ła  z  nim   blisko,  ale  m y ślała,  że  to  j uż  odległa  przeszłość.  Zrozpaczona
dziewczy na nawet nie wiedziała, kiedy  znalazła się w pracy. Ewa naty chm iast zauważy ła, że coś
niedobrego m usiało spotkać przy j aciółkę.

– Mogę j akoś ci pom óc? – zapy tała.
Anna  w  m ętny   sposób  zaczęła  opowiadać  historię  o  spotkaniu  z  m atką.  Koleżanka  bardzo

podej rzliwie słuchała ty ch wy wodów; wiedziała, że prawda wy gląda zupełnie inaczej .

Szok  nie  m ij ał.  Godziny   w  pracy   bardzo  się  dłuży ły,  a  Anna  m usiała  się  przed  kim ś

otworzy ć.  Jak  zwy kle  w  takiej   sy tuacj i  poprosiła  Ewę  o  spotkanie  po  pracy.  Koleżanka  się
zgodziła;  by ła  ciekawa,  co  fakty cznie  spotkało  Annę.  Kobieca  natura  m a  to  do  siebie,  że  panie

background image

zawsze m uszą wiedzieć wszy stko, zwłaszcza j eśli ty czy  się to stosunków dam sko-m ęskich. Ewa nie
by ła  osobą  upaj aj ącą  się  cudzy m   nieszczęściem .  Anna  wiedziała,  że  koleżanka  potrafi  j ą
zrozum ieć;  liczy ła,  że  m oże  uzy ska  od  niej   j akieś  wsparcie.  W  tej   chwili  by ła  osobą  bardzo
sam otną,  ży cie  obchodziło  się  z  nią  bardzo  okrutnie,  nie  wiedziała,  czy   to  wszy stko  wy trzy m a.
Opowiedziała  o  wszy stkim   przy j aciółce.  Czuła  olbrzy m i  żal  do  Mietka,  że  nie  powiedział  j ej
w sposób j asny  o swoich planach, ty lko zwodził j ą, robiąc różne uniki.

Anna  go  kochała.  Dość  późno  to  sobie  uzm y słowiła,  a  próby   nadrobienia  straconego  czasu

zakończy ły   się  niepowodzeniem   i  głęboką  ry są  w  psy chice.  Miała  żal  do  Mietka.  My śl
o  definity wny m   rozstaniu  z  nim   dręczy ła  j ą.  Dziewczy na  nie  potrafiła  j ej   od  siebie  odpędzić;
wszy stko to m iało przerodzić się w olbrzy m ią depresj ę.

Po wy piciu kawy  i paru drinków koleżanki pożegnały  się. Anna zam iast do dom u udała się do

ciotki,  u  której   m ieszkała  na  stancj i.  Dziewczy na  w  szczegółach  opowiedziała  ciotce,  co  j ą
spotkało.  Ta,  j ak  przy stało  na  rodzinę,  pocieszała  j ą,  że  j est  j eszcze  m łoda  i  na  pewno  znaj dzie
sobie kogoś, z kim  spędzi szczęśliwe chwile swego ży cia. Tłum aczy ła j ej , że nic w ży ciu nie trwa
wiecznie  i  o  wszy stko  trzeba  walczy ć.  Podzieliła  się  też  z  Anną  historią  swoj ego  ży cia,  które
również nie by ło usłane różam i.

Doświadczenie  zdoby wa  się,  ponosząc  różne  porażki;  nie  m a  recepty   na  szczęście,  do

którego każdy  z nas dąży. Dla Anny  by ła to bardzo pouczaj ąca rozm owa. Czy  wy ciągnie j akieś
wnioski dla siebie – nie zastanawiała się nad ty m . Em ocj e panowały  nad rozsądkiem , dziewczy na
nie m ogła sobie z tą porażką poradzić. Po długiej  rozm owie i wy piciu paru kieliszków wódki poszła
spać.

Nadszedł  następny   koszm arny   dla  Anny   dzień.  Wciąż  nie  m ogła  przeży ć  i  wy baczy ć

Mietkowi  zdrady.  Zaczęły   wracać  dawne  przeży cia  i  szkolne  chwile  spędzone  z  chłopakiem .
Zdawała  sobie  sprawę,  że  przecież  i  ona  nie  by ła  m u  wierna  –  gdy   z  nim   by ła,  m iała  inny ch;
Mietek o ty m  wiedział. Tak naprawdę nie m ogła m ieć do niego pretensj i, ale trudno j ej  się by ło
z ty m  zgodzić, ta m y śl nie m ogła się przebić do j ej  świadom ości. Dom inował żal i sm utek, który
czasam i przeradzał się w złość i zawiść.

Anna  traktowała  ży cie  i  m iłość  j ak  przy godę;  nie  zdawała  sobie  sprawy,  że  gdy   j est  się

z kim ś, należy  ograniczy ć inne kontakty  dam sko-m ęskie; że czegoś trzeba się wy rzec i nie da się
m ieć  wszy stkiego.  Powoli  zaczęły   docierać  do  niej   te  refleksj e  i  skutki  dawnego  postępowania.
Wpadała  wtedy   w  m elancholię,  co  kończy ło  się  depresj ą  i  wizy tą  u  psy chiatry.  Bała  się  tego;
chciała się odciąć od przeszłości, j ednak w j ej  świadom ości tkwił Mietek i j ego ślub z Eweliną.

background image

Wyzwanie

Nadziej a na ułożenie sobie ży cia okazała się płonna – stare porzekadło „nadziej a m atką głupich”
sprawdziło  się.  Anna  doszła  do  wniosku,  że  m usi  zacząć  ży cie  od  nowa,  liczy ła,  że  m oże  kogoś
znaj dzie,  a  wtedy   na  pewno  będzie  wierna.  Chciała  stabilizacj i  i  spokoj u,  pragnęła,  by   ktoś  j ą
pokochał.  Sam a  j ednak  do  końca  nie  wiedziała,  j ak  to  z  tą  m iłością  j est;  postanowiła  za  wszelką
cenę znaleźć m ężczy znę i j ak się uda, szy bko wy j ść za m ąż.

Pewnej   niedzieli  odby wała  się  im preza  im ieninowa  u  kuzy na.  Jak  zwy kle  w  takich

sy tuacj ach, by ło trochę par oraz dwóch wolny ch panów. Jeden z nich spodobał się Annie – by ł
dość  przy stoj ny m   trzy dziestoparoletnim   szaty nem .  Jak  się  dowiedziała,  by ł  rozwiedziony
i  pracował  w  j akim ś  banku.  Dziewczy na  wy raźnie  się  nim   zainteresowała.  Przy   stole  siedzieli
naprzeciwko  siebie,  a  po  wy piciu  paru  kieliszków  wy szli  na  taras.  Stary m   zwy czaj em   Anna
zaproponowała następnego dnia spotkanie na kawę, na co facet bez większy ch oporów się zgodził;
by li um ówieni. Resztę im prezy  siedzieli obok siebie, trzy m aj ąc się za ręce.

Niektórzy   zdziwieni  by li  tą  zaży łością  –  przecież  przed  tą  im prezą  się  nie  znali.  Ktoś

znienacka rzucił nawet: „co nagle, to po diable”, lecz na Annie nie zrobiło to większego wrażenia.
Lubiła działać szy bko. Jak zwy kle kierowała się em ocj am i, a rozum  i logika schodziły  na dalszy
plan. Kiedy  nadszedł koniec im prezy, goście rozchodzili się do dom ów, a nowy  znaj om y  pożegnał
się  z  Anną,  trady cy j nie  podaj ąc  j ej   rękę.  Dziewczy na  przezornie  przy pom niała  m u,  że
następnego dnia są um ówieni na kawę.

O przy szły m  kandy dacie na m ęża Anna nic nie wiedziała, czy niła więc próby  dowiedzenia

się czegoś więcej . Żona kuzy na znała j ego poprzednią m ałżonkę, lecz nie chciała za wiele m ówić.
Powiedziała  ty lko,  że  by ła  ona  lekarką  i  po  prostu  go  zostawiła.  Maj ą  paroletniego  sy na,  który
został przy  m atce; nie wiedziała, co by ło przy czy ną rozwodu.

– Przy rzekam  j ednak, że spróbuj ę dowiedzieć się więcej  od m ęża, bo ten kiedy ś pracował

z Rom anem  – powiedziała.

„Ży cie Rom ana” – przy szło Annie do głowy  zasły szane powiedzenie. Nie wiedziała, co ono

oznacza, ale założy ła, że na pewno j akieś ciekawe i dostoj ne ży cie. Z tą złudną m y ślą oczekiwała
spotkania  z  Rom anem .  Sy tuacj a  z  Mietkiem   została  trochę  przy tłum iona,  bowiem   dziewczy na
m y ślała  j uż  o  nowy m   m ężczy źnie.  Ufnie  patrzy ła  przed  siebie,  licząc,  że  m oże  wszy stko
zakończy   się  powodzeniem .  Naiwność  j ej   m y ślenia  i  postępowania  wskazy wała,  że  powinna
przem y śleć powiedzenie: nie wszy stko złoto, co się świeci.

Anna postanowiła dobrze poznać Rom ana i j ak naj dłużej  odwlekać sprawy  łóżkowe. „Może

ty m   razem   uda  m i  się  nie  by ć  taką  łatwą”  –  m y ślała.  W  głowie  zaczęła  j uż  układać  scenariusz
spotkania z Rom anem ; przy rzekła sobie nie pić, nie za bardzo się zwierzać i udawać zadowoloną
z ży cia.

Godziny  spędzone w pracy  bardzo się j ej  dłuży ły. Anna z utęsknieniem  czekała na godzinę

18, o której  to um ówiona by ła z Rom anem . Przed spotkaniem  poszła do kosm ety czki, zrobiła sobie
nowy  m akij aż,  poprawiła włosy,  włoży ła krótką,  granatową sukienkę  – wy glądała  bardzo  ładnie,
sam a  sobie  zaczęła  się  podobać.  Nowa  sy tuacj a  przy ćm iła  porażkę  z  Mietkiem ,  lecz  ta  m y śl
wracała i chwilam i dziewczy na wpadała w depresj ę.

background image

Dochodziła  godzina  spotkania.  Anna  pełna  niepokoj u  i  nadziei  poszła  do  um ówionego  baru.

By ło j uż po osiem nastej , gdy  znalazła się na m iej scu. Rozej rzała się po sali, lecz Rom ana nigdzie
nie  by ło.  Zrobiło  j ej   się  głupio,  j ednak  postanowiła  zaczekać.  Zam ówiła  trady cy j ną  kawę,
poprosiła kelnera o popielniczkę i pełna nadziei czekała na przy j ście upragnionego faceta. Prawie
zawsze to m ężczy źni czekali na nią, a nie ona na nich. Sy tuacj a się odwróciła, stało się coś, czego
nie  przewidziała.  Dziewczy na  zastanawiała  się  j uż,  czy   to  kolej na  porażka.  Po  kilku  m inutach
zj awił  się  Rom an;  przepraszał  za  spóźnienie,  tłum acząc  się,  że  szef  dał  m u  dodatkową  pracę,
m usiał  zastąpić  kolegę,  który   poszedł  na  urlop.  Wy powiedzi  te  Anna  przy j ęła  z  dość  dużą  dozą
ufności.  Po  krótkiej   rozm owie  doszli  do  wniosku,  że  nie  j est  to  naj lepsze  m iej sce  na  spotkanie.
Dookoła  zaczęło  by ć  głośno,  bar  wy pełniał  się  okoliczną  złotą  m łodzieżą.  Zam ówili  taksówkę
i udali się za m iasto do znanego oboj gu m otelu, w który m  by ło m iło i dość inty m nie. Po wej ściu
do restauracj i znaj om y  kelner wskazał stolik i podał kartę zam ówień.

Rozm owa  toczy ła  się  wokół  bieżący ch  spraw  i  niedostatków  dnia  codziennego.  Oboj e

zbulwersowani by li brakiem  poprawy  j akości ży cia ludzi; dalej  wszy stkiego brakowało i wszy stko
trzeba by ło zdoby wać, a nie norm alnie kupować. Anna nie znała poglądów polity czny ch Rom ana
i  nie  chciała  się  zupełnie  przed  nim   odkry wać.  Mężczy zna  wy dawał  się  j ej   dość  taj em niczy
i  j akby   zam knięty   w  sobie.  Rozm owa  toczona  na  tem aty   bardzo  ogólne  nie  wy starczała  j ednak
żadnem u z nich Oboj e zastanawiali się w duchu, po co się spotkali. Wiedzieli, choć nie chcieli tego
uj awniać, że j est to spotkanie do wy sondowania siebie, takie j akie odby waj ą pary  koj arzone przez
biura m atry m onialne. Małe zbliżenie na poprzedniej  im prezie i uścisk rąk pod stołem  w tej  chwili
j akoś nie m ogły  wrócić. Jakaś bariera nieśm iałości czy  lęku nie pozwalała im  otwarcie m ówić, do
czego chcą dąży ć, co m ogłoby  ich do siebie zbliży ć. Bardziej  odważna okazała się Anna.

– Powiedz m i, co by ło powodem  rozstania się z żoną? – zapy tała w pewnej  chwili.
Rom an udzielał bardzo wy m ij aj ący ch odpowiedzi; zupełnie j akby  coś ukry wał. Powiedział

j edy nie,  że  przy czy ną  rozwodu  by ła  niezgodność  charakterów.  Odpowiedź  ta  by ła  dla  Anny
bardzo  niej asna;  wy wnioskowała,  że  coś  ham uj e  Rom ana  przed  wy znaniem   prawdy
o przy czy nach rozwodu.

Dziewczy na  zdawała  sobie  sprawę,  że  w  tej   fazie  znaj om ości  nie  osiągnie  tego,  co

zam ierzała;  zbliżenie  się  do  Rom ana  będzie  bardzo  trudne.  Maj ąc  na  względzie  własne
doświadczenia ży ciowe, stwierdziła, że alkohol i seks niej ednem u rozwiązały  j ęzy k. Chciała z tego
skorzy stać,  j ednak  nie  zam ierzała  robić  niczego,  co  skłoniłoby   Rom ana  do  pom y ślenia,  że  j est
dziewczy ną,  która  łatwo  idzie  do  łóżka.  Zdawało  j ej   się,  że  poniży łaby   się  w  j ego  oczach.  Ta
nienaturalna chęć udawania, że j est się kim ś inny m , niż się j est, stwarzała m iędzy  nim i barierę.
Po chwili nam y słu m ężczy zna zaproponował drinka; chętnie się zgodziła. Pili żubrówkę z sokiem
j abłkowy m ,  zrobiło  się  cieplej   i  by ło  coraz  m ilej ,  j ednak  alkohol  ty lko  częściowo  przełam ał
barierę oficj alności.

Oboj e dość oszczędnie m ówili o sobie. Anna w swy ch wy znaniach wspom niała ty lko, że j ej

poprzedni chłopak uwikłał się w rom ans z inną dziewczy ną i m usiał się z nią ożenić. Wy nurzenia
Anny   nie  robiły   na  Rom anie  żadnego  wrażenia,  j akby   wszy stko  wiedział  o  j ej   przeszłości.
„Czy żby   kuzy n  wy kazał  się  nadm ierną  gadatliwością?”  –  przem knęło  j ej   przez  m y śl.  „A  m oże
gdzie  indziej   zasięgnął  o  m nie  wiadom ości...  Bez  trudu  m ógł  to  uczy nić,  sensacj e  towarzy skie
w  m ały m   m iasteczku  rozchodzą  się  lotem   bły skawicy...”  Jako  kandy datka  na  żonę  Anna  by ła
w ty m  środowisku spalona; Rom an j ako rozwodnik stanowił dobrą partię; dziewczy na za wszelką

background image

cenę  chciała  się  wy dać  za  m ąż.  Zdawało  j ej   się,  że  uwolni  j ą  to  od  buj nej   i  nieciekawej
m łodości, a w rodzinie i otoczeniu wzrośnie j ej  autory tet. Czy niła próby  zbliżenia się do Rom ana;
wy sy łała  m u  różne  sy gnały   –  wy chodząc  do  toalety,  ocierała  się  o  niego  swoim   ciałem ,
sugeruj ąc, że niby  przej ścia są zby t wąskie; nieco później  wy eksponowała dekolt i swoj e j ędrne
piersi.

Jej   walory   robiły   na  Rom anie  wrażenie,  pom y ślał  nawet,  że  warto  by   by ło  taką  sm ukłą

i zgrabną sy lwetkę obej rzeć rozebraną. My śli te zaprzątały  m u głowę; nie wiedział j ednak, co m a
uczy nić,  aby   stały   się  rzeczy wistością,  wiedział,  że  m y śli  i  czy ny   nie  zawsze  idą  w  parze.
Odezwał się w nim  sam iec. Popęd seksualny  rozwiązał j uż niej edną sprawę, ale ty m  razem  bał
się, że m oże by ć odrzucony. Jego ego bardzo by  ucierpiało. Bardzo chciał powiedzieć Annie, co
czuj e, j ednak nie potrafił.

Nie by ła to j ego pierwsza kobieta, ale coś go ham owało. Alkohol trochę pom ógł, ale nadal

czuł opory. W pewny m  m om encie ktoś uruchom ił szafę graj ącą i zaczęli tańczy ć. W tańcu czuli
bliskość  swoich  ciał,  tego  chcieli.  Anna  przy tuliła  się  do  Rom ana,  wiedziała,  j ak  m oże  go
zniewolić.  Delikatnie  pocałowała  go  w  policzek.  Mężczy zna  by ł  zaskoczony,  ale  zrobiło  m u  się
bardzo m iło. Czuł ciepło ciała m łodej  kobiety  i zapragnął j ą w tej  chwili m ieć, nie wiedział ty lko,
j ak j ej  to powiedzieć. Zdoby ł się na odwagę i przy  następny m  tańcu wy dusił z siebie:

– Podobasz m i się i czuj ę do ciebie coś więcej  niż przy j aźń. Chciałby m  cię m ieć.
Anna by ła wniebowzięta i oświadczy ła, że on również j ej  się podoba.
– Razem  m ogłoby  nam  by ć bardzo dobrze – dodała.
Następne  tańce,  bliskość  ich  ciał,  delikatne  pocałunki  i  wy znania  o  własnej   sy m patii.  Anna

by ła zachwy cona; wszy stko układało się po j ej  m y śli. Zastanawiała się, co zrobić z resztą nocy.
Na ich prośbę kelner zam ówił taksówkę i j echali w stronę m iasta.

– Może wstąpisz do m nie na kawę? – zapy tał podczas j azdy.
By ło  to  standardowe  i  bardzo  banalne  py tanie,  nawet  nie  taj em nicze.  Prawie  zawsze

historia,  która  się  od  niego  zaczy na,  kończy   się  pój ściem   do  łóżka.  Przez  chwilę  Anna  m iała
obiekcj e,  zastanawiała  się,  czy   nie  j est  na  to  za  wcześnie;  „a  j eśli  pom y śli,  że  z  każdy m   by m
poszła...?”  Rom an  natom iast  dawno  nie  m iał  kobiety ;  chciał  się  kochać,  a  Anna  by ła  bardzo
dobry m   obiektem .  Doszedł  do  wniosku,  że  trzeba  korzy stać  z  okazj i,  głębsze  uczucie  do  tej
dziewczy ny  by ło poza nim .

Sam ochód  podj echał  pod  blok,  w  który m   Rom an  wy naj m ował  kawalerkę.  Anna  przez

chwilę  się  wahała,  robiąc  wrażenie  zakłopotanej   z  wy nikłej   sy tuacj i,  ale  w  duchu  m y ślała
inaczej . To by ła j ej  gra. Wiedziała, że powinna okazy wać m ały  opór, ale nie do końca j ej  się to
udało. Chwile wahania i Anna znalazła się na drugim  piętrze w m ieszkaniu Rom ana.

Mężczy zna zaparzy ł kawę, zaczęli j ą wolno pić. Po chwili Anna podeszła do Rom ana, obj ęła

go  i  zaczęła  całować.  By ł  trochę  zdziwiony   ty m   nagły m   przy pły wem   uczuć.  Wstał  z  krzesła,
przy tulił  j ą  i  powoli  zaczął  rozbierać.  Anna  pom ogła  m u  przy   ty m .  Mężczy zna  patrzy ł  na  nią
z  pożądaniem .  Widać  by ło,  że  j ej   nagie  ciało  wy warło  na  nim   spore  wrażenie.  Znaleźli  się
w łóżku. Rom an pieścił i całował j ej  ciało, ta dziewczy na bardzo go podniecała. W końcu stało się
to, czego oboj e chcieli.

Z  sam ego  zbliżenia  Anna  nie  by ła  zadowolona;  m ężczy zna  nie  spełniał  j ej   oczekiwań  –

szy bko  się  podniecał,  a  akt  trwał  krótko.  Nie  to  j ednak  się  w  tej   chwili  liczy ło.  Anna  udawała
bardzo  zadowoloną,  odegrała  nawet  scenę  orgazm u,  którego  nie  m iała,  licząc,  że  z  czasem

background image

wszy stko się ułoży. Rom an odniósł pozy ty wne wrażenie; ciało m łodej  i ładnej  kobiety  m ocno na
niego działało. Przy tuleni do siebie zasnęli.

background image

Ślub

Zbliżała się j esień – nadchodziły  dłuższe noce, m gły  nad łąkam i, coraz bardziej  kolorowe drzewa,
a  na  wsi  kończy ły   się  siewy.  By ł  to  okres  sy tości,  nadziei  i  przetrwania.  Anna  lubiła  j esień,
uważała,  że  j est  to  naj szczęśliwsza  pora  roku.  Jej   przy j aźń  z  Rom anem   um acniała  się.
Dziewczy na  często  zostawała  u  niego  na  noc.  Rozm awiali  o  m ałżeństwie,  a  ich  stany
em ocj onalne zbliżały  ich do siebie. On by ł rozwiedziony, zostawiła go żona, choć Annie m ówił, że
to on odszedł od niej ; ona straciła chłopaka, którego kochała. Oboj e chcieli zapom nieć o ty m , ślub
i nowe m ałżeństwo m iało się do tego przy czy nić.

Zdecy dowali  się  pobrać.  Datę  ślubu  ustalili  na  19  października.  Miesiąc  wcześniej   Anna

powiadom iła o ty m  rodzinę. Kandy data na m ęża nie m usiała przedstawiać, ponieważ wszy scy  go
znali.  Matka  by ła  trochę  zdziwiona,  że  po  tak  krótkiej   znaj om ości  decy duj e  się  na  m ałżeństwo,
w  duchu  j ednak  m y ślała,  że  dzięki  tem u  spadnie  j ej   problem   z  głowy   i  wreszcie  uwolni  się  od
kłopotliwy ch zachowań córki.

Znaj om i i niektórzy  członkowie rodziny  odradzali j ej  m ałżeństwa z Rom anem , m ieli o nim

niezby t  dobre  zdanie.  Rom an,  człowiek  dość  oschły   i  m ałom ówny,  nie  dbał  podobno  o  żonę,
nawet dochodziło m iędzy  nim i do rękoczy nów; o wszy stkim  ty m  m ówiono Annie. Ona j ednak nie
zwracała uwagi na te ostrzeżenia, chciała po prostu wy j ść za m ąż.

W  pracy   też  wszy scy   j uż  wiedzieli,  że  Anna  wy chodzi  za  m ąż.  Zbliżał  się  dzień  ślubu  –

oczy wiście ty lko cy wilnego, o kościelny m  nie by ło m owy ; on by ł rozwiedziony, a nawet gdy by
nie  by ł,  i  tak  nie  chciałby   ślubu  kościelnego.  Pochodził  z  trady cy j nej   wiej skiej   rodziny,  ale,  j ak
m awiał, by ł niewierzący. Ślub odby ł się w zaplanowany m  term inie, przy j ęcie weselne urządzono
w  dom u  panny   m łodej .  Na  uroczy stość  ślubną  do  urzędu  stanu  cy wilnego  przy by ła  naj bliższa
rodzina oraz znaj om i z pracy  Anny, natom iast z rodziny  pana m łodego nie zj awił się prawie nikt.
W ostatniej  chwili przy by ł brat Rom ana. Złoży ł ży czenia i tłum acząc się brakiem  czasu, nie został
na przy j ęciu weselny m .

Anna  zrealizowała  swój   wy m arzony   cel  –  stała  się  m ężatką.  Czy niła  próby   stworzenia

rodziny  i koniecznie chciała m ieć dzieci. Tu j ednak poj awił się problem  – dziewczy na nie m ogła
zaj ść  w  ciążę.  Według  kanonów  obowiązuj ący ch  w  środowisku,  w  który m   ży ła  Anna,  rodzina
składać  się  powinna  z  m ęża,  żony   oraz  dzieci.  Mąż  m iał  by ć  w  dom u  osobą  dom inuj ącą
i powinien zarabiać na utrzy m anie rodziny, żona natom iast winna by ć podporządkowana m ężowi.

W rzeczy wistości często kobiety  spełniały  funkcj e przewodnie i wtedy  m ąż traktowany  by ł

j ako dostarczy ciel środków na utrzy m anie rodziny. Taka sy tuacj a by ła w rodzinie Anny  – oj ciec
służy ł  za  dekoracj ę,  a  m atka  rządziła  wszy stkim .  W  pierwszy ch  dniach  swoj ego  m ałżeństwa
dziewczy na  próbowała  naśladować  m atkę  i  chciała  przej ąć  inicj aty wę.  Jako  człowiek  bardzo
oszczędny   i  wy rachowany   Rom an  nie  pozwolił  j ej   na  sam owolne  wy dawanie  pieniędzy,
wszy stko  planował  i  wy dzielał  j ej   środki  na  prowadzenie  gospodarstwa  dom owego.  Mieszkali
razem   w  j ego  kawalerce.  Rom an  m y ślał  o  zm ianie  m ieszkania,  co  w  j ego  sy tuacj i  pracownika
bankowego  by ło  dość  trudne.  Książeczka  m ieszkaniowa,  której   by ł  właścicielem   j eszcze  przed
ślubem ,  nie  zbliżała  ich  do  realizacj i  celu.  Na  nowe  m ieszkanie  m ieli  czekać  j eszcze  kilka  lat.
Ciągłe  wy datki  przy czy niły   się  do  pierwszy ch  konfliktów.  Małżeńska  sielanka  powoli  zaczęła  się

background image

przeradzać  w  kłótnie,  a  nawet  próby   rękoczy nów,  po  który ch  obie  strony   przechodziły   do
norm alności – j ak gdy by  nic się nie stało.

Z  czasem   Rom an  zaczął  zaniedby wać  żonę;  do  zbliżeń  dochodziło  bardzo  rzadko.  Anna

przy pom niała  sobie  o  przestrogach  rodziny   i  znaj om y ch.  Złe  cechy   Rom ana,  j ak  się  teraz
dom y ślała,  by ły   powodem   odej ścia  pierwszej   żony.  Dziewczy na  nabierała  przekonania,  że
m ałżeństwo  z  Rom anem   by ło  niewy pałem .  W  pracy   zwierzała  się  ze  swoich  kłopotów  Ewie,
która  starała  się  j ą  uspokoić,  twierdząc,  że  za  wcześnie  j est  na  tak  rady kalne  postanowienia.
Pocieszała j ą, że m oże wszy stko j eszcze się ułoży  i będą szczęśliwi. Z biegiem  czasu to szczęście
j ednak nie nadchodziło, Rom an i Anna coraz bardziej  oddalali się od siebie, a ich częste poty czki
słowne kończy ły  się bij aty ką. W takich wy padkach Anna szła na zwolnienie lekarskie.

background image

Awans

Rom an  by ł  w  pracy   wielkim   służbistą;  wzorowo  wy pełniał  swoj e  obowiązki,  j ednak  nie  m iał
kolegów  ani  przy j aciół.  Pewnego  dnia  wezwał  go  dy rektor  banku  i  ku  j ego  zdziwieniu
zaproponował  m u  przej ście  do  innego  banku  na  stanowisko  zastępcy   dy rektora.  Zapewniał  przy
ty m ,  że  tam   dostanie  m ieszkanie  służbowe  godne  j ego  funkcj i.  Anna  by ła  bardzo  zadowolona  –
m ąż został zastępcą dy rektora banku, by ł to niewątpliwy  awans społeczny.

W  nowej   pracy   przy j ęli  go  dość  ży czliwie,  lecz  widać  by ło  zazdrość  niektóry ch

pracowników. Rom an odby ł naradę z podległy m i m u pracownikam i, wśród który ch by ły  bardzo
ży czliwe  i  uprzej m e  m łode  kobiety   i  m ężatki.  Potaj em nie  m y ślał  szczególnie  o  j ednej   z  nich  –
wy sokiej  blondy nce, która od pierwszego spotkania bardzo m u się spodobała, bowiem  em anowała
z  niej   nieukry wana  seksowność.  Choć  chodziła  w  służbowy m   stroj u  –  białej   bluzce  i  czarnej
krótkiej   spódnicy   –  wszy stko  by ło  skroj one  tak,  że  widać  by ło  j ej   duże,  kształtne  piersi  i  długie
zgrabne nogi. Dookoła niej  unosiła się j akaś uwodzicielska, taj em nicza aura. Robiło to na Rom anie
duże wrażenie.

Po  każdy m   spotkaniu  z  nią  przez  kilka  m inut  by ł  niezdolny   do  pracy.  My ślał  o  niej

i wy obrażał j ą sobie w swy ch ram ionach; nie wiedział, co z ty m  zrobić. Zaczął zastanawiać się
nad swy m  m ałżeństwem  – m iał m łodą i ładną żonę, a j ednak ta kobieta olśniła go. Nie znał siebie
od  tej   strony.  Kiedy ś  w  czasie  służbowej   rozm owy   zapy tał  Agatę,  bo  tak  m iała  na  im ię,  gdzie
pracuj e j ej  m ąż. Kobieta by ła zaskoczona ty m  py taniem , j ednak odpowiedziała, że wy j echał do
Stanów,  gdzie  pracuj e.  To  oświadczenie  przy niosło  m u  to  ulgę.  Nie  zdawał  sobie  sprawy,  j ak
bardzo  by ł  zazdrosny   o  tę  kobietę.  Agata  zorientowała  się,  że  Rom an  się  w  niej   podkochuj e,
i zaczęła go delikatnie uwodzić. By ła to gra bardzo niebezpieczna w takim  środowisku; naj częściej
kończy ła  się  przeniesieniem   na  inne  stanowisko  lub  zwolnieniem   z  pracy.  Rom an  wy straszy ł  się
i pom im o duży ch oporów, zaczął wy cofy wać się z m y śli o rom ansie z Agatą. Ta szy bko wy czuła,
że  przestaj e  by ć  w  kręgu  zainteresowań  m ężczy zny ;  nawet  niektóre  j ej   koleżanki  zauważy ły
zm ianę.

background image

Niewierność

Rom an  nie  chciał  m ieć  kłopotów,  j ednak  świadom ość,  że  zbliżenie  z  Agatą  zakończy łoby   się
powodzeniem ,  nie  dawała  m u  spokoj u.  Ta  m y śl  zaprzątała  j ego  um y sł,  nie  m ógł  się  z  niej
uwolnić.  Zaczął  się  zastanawiać,  czy   j est  szczęśliwy ;  czuł,  że  m ałżeństwo  z  Anną  nie  daj e  m u
saty sfakcj i.  Nie  wiedział  właściwie,  po  co  się  z  nią  ożenił.  Jego  drugie  m ałżeństwo  powoli
zaczy nało się rozpadać. I wtedy  stała się bardzo dziwna rzecz – m im o że nie by ł z Agatą, zaczął
postrzegać j ą j ako swoj ą kobietę. Sam a m y śl o ty m , że m ogła z kim ś rom ansować, doprowadzała
go do białej  gorączki; wszy stko potęgował fakt, że nie wiedział, czy  kogoś m a.

W  takich  sy tuacj ach  kobiety   często  m aj ą  ciche  rom anse,  kończące  się  z  chwilą  powrotu

m ęża z zagranicy. Rom an znał ży cie i psy chikę kobiet, wiedział, że te nie lubią by ć sam otne. Znał
różny ch  ludzi  i  nawet  gdy   zdawało  się,  że  j akaś  dwój ka  tworzy   kochaj ącą  się  parę,  często
okazy wało  się,  że  kobieta  od  czasu  do  czasu  robiła  skok  w  bok.  Zdarzało  się,  że  wiedział  o  ty m
i py tał o powód, odpowiedzi by ły  różne – dla j ednej  to by ła ciekawość drugiego m ężczy zny, ale
często chodziło o zaspokoj enie potrzeb – seks.

Pewnego  razu  Anna  wy j echała  z  pracy   na  trzy dniową  wy cieczkę,  a  po  powrocie

oświadczy ła m ężowi, że zapoznała kogoś, kto bardzo j ej  się podoba i m im o że j est żonaty, gotowa
j est iść z nim  do łóżka. Wiele czasu na wy cieczce spędzali razem , całuj ąc się i pieszcząc swoj e
ciała.

– Kochaliście się? – zapy tał Rom an.
Anna  zaprzeczy ła,  j ednak  on  nie  do  końca  j ej   wierzy ł.  Przestał  traktować  j ą  j ako  przy szłą

towarzy szkę ży cia, nabierał do niej  dy stansu, ale czekał, j ak to się rozwinie.

Pewnego dnia ów znaj om y  zadzwonił do Anny, prosząc o spotkanie. Ta opowiedziała o ty m

Rom anowi i dodała, że sam a nie wie, czy  chce się z nim  widzieć.

– Jeżeli m asz taką ochotę i potrzebę, to j edź. Nie m ogę ci tego zabronić – rzekł m ąż.
Tak  też  uczy niła,  a  nawet  została  z  nim   na  noc  w  hotelu.  Po  powrocie  opowiadała

szczegółowo, j ak się z nim  kochała. Rom an poznał j ą od innej  strony ; m ało tego – gdy  wróciła,
poszła do łóżka i poprosiła go, aby  się z nią położy ł. Wziął j ą j ak prosty tutkę. Od tej  pory  traktował
j ą  j ak  obiekt  seksualny,  starał  się  wy gasić  wszelkie  uczucie  do  niej ,  które  j eszcze  gdzieś  w  nim
drzem ało.

– Musiałam  to zrobić – tłum aczy ła m u się, a on nie rozum iał, dlaczego w ogóle to robi.
Próbowała nawet go przepraszać, m ówiąc, że by ła to pom y łka, że j est j ej  głupio, j ednak na

Rom anie nie robiło to j uż żadnego wrażenia.

Mężczy zna w takiej  sy tuacj i naj częściej  nie wy bacza kobiecie; m oże z nią by ć, ale w duchu

będzie  m iał  do  niej   żal.  Często  taki  związek  się  rozsy puj e  –  im   większe  uczucie,  ty m
gwałtowniej sze  rozstanie.  Rom an  to  wszy stko  przeży ł,  zastanawiał  się,  co  dalej   czy nić,  zostać
z  nią  czy   się  rozstać.  Nie  m ieli  dzieci,  ich  związek  uczuciowy   prawie  nie  istniał  i  choć  Anna
zabiegała  o  j ego  względy,  wzbudzała  u  niego  ty lko  litość.  Uspokoił  się  wewnętrznie,  lecz  od  tej
chwili nie zabierał j ej  na żadne uroczy stości czy  spotkania towarzy skie, została wy łączona z j ego
środowiska. Ży li obok siebie j ak dwoj e obcy ch ludzi; nie prowadzili rozm ów ani dy skusj i, nawet
się nie kłócili. Nastąpił naturalny  podział obowiązków dom owy ch. Rom an nie lubił porządków, ale

background image

nawet  tego  nie  okazy wał.  Ży li  we  wzaj em nej   sy m biozie  bez  j akiegoś  określonego  celu  na
przy szłość.

background image

Odejście

Rom an  bardzo  przeży ł  rozwód  z  pierwszą  żoną.  Kochał  j ą  i  do  tej   pory   często  wspom inał.
Zasy piaj ąc, widział j ą przed oczy m a; m arzy ł, że teraz kładzie się obok niego i przy tula go. Często
o ty m  śnił i sprawiało m u to wielką przy j em ność. Kiedy  się budził i wracała szara rzeczy wistość,
w której  j ego partnerką by ła Anna, często dochodziło wtedy  do zbliżeń. Rom anowi wy dawało się,
że kocha się z tam tą kobietą. Nigdy  nie wspom inał o ty m  Annie. Po pewny m  czasie doszedł do
wniosku,  że  nie  będzie  dąży ł  do  rozstania;  by ło  m u  w  tej   sy tuacj i  wy godnie.  Miał  kobietę  i  to
znacznie m łodszą, która nie stwarzała żadny ch problem ów z seksem , co stanowiło ważny, a m oże
i podstawowy  elem ent ich związku. Zakładał z góry, że wcześniej  czy  później  zacznie go zdradzać,
czekał  na  ten  m om ent,  licząc,  że  m oże  sam a  odej dzie.  Ona  j ednak  nie  wspom inała  nigdy
o rozstaniu. Małżeństwo to by ło dla niej  pewną stabilizacj ą – j ako m ężatka by ła zupełnie inaczej
odbierana przez środowisko. To by ło dla niej  ważne.

Anna w roli rozwódki stanowiłaby  pewne zagrożenie dla inny ch m ałżeństw, ponieważ żony

nie  m ogły by   by ć  wtedy   pewne,  czy   ich  m ężowie  nie  oglądaj ą  się  za  tą  wolną  j uż  kobietą.
Zdawała  sobie  sprawę,  że  przez  część  środowiska,  w  który m   się  obracała,  m ogłaby   zostać
odtrącona, znała tę sy tuacj ę i ty m  bardziej  robiła wszy stko, aby  dalej  by ć m ężatką. Nawet m im o
tego, że tak naprawdę j ej  m ałżeństwo istniało j uż ty lko na papierze.

Rom ana  natom iast  niepokoiła  sy tuacj a,  j aka  wy tworzy ła  się  wokół  j ego  osoby ;  j ego

nadgorliwość nie by ła akceptowana przez pozostały ch współpracowników. O ile w pierwszej  fazie
j ego  pracy   wszy scy   podwładni  by li  m u  ży czliwi,  teraz  wy czuwał  pewną  izolacj ę.  Mniej   by ło
spotkań  towarzy skich,  m niej   ploteczek,  nawet  Agata  się  do  niego  prawie  nie  odzy wała.  Jej
sprawy   załatwiała  koleżanka,  z  którą  dzieliła  pokój .  Sy tuacj a  ta  by ła  dla  niego  niepokoj ąca
i przy pom inała m u poprzednią pracę, w której  na zasadzie awansu pozby to go się, przenosząc do
innej  j ednostki banku.

Zaczął  zastanawiać  się,  czy   j est  w  stanie  dokonać  j akiej ś  zm iany   w  swoim   sposobie

zachowania  i  wy elim inować  cechy,  które  poprawiły by   j ego  odbiór  przez  współpracowników.
Podj ął próby  zm iany  swoj ego image; by ł m ężczy zną czterdziestoletnim , który  ubierał się bardzo
trady cy j nie:  m ary narka,  biała  koszula,  krawat;  przez  zm ianę  stroj u  chciał  zbliży ć  się  do
podwładny ch. Chciał odzy skać swoj ą pozy cj ę w towarzy stwie, wciąż j ednak by ł dy rektorem , co
narzucało  m u  pewne  zachowania.  Traktowany   by ł  j ako  zwierzchnik,  nie  kolega  z  pracy.  Bał  się
kum plostwa, przez co w ty m  środowisku dalej  by ł obcy. Często zastanawiał się nad swoim  ży ciem
– sm uciło go j ego drugie nieudane m ałżeństwo i fakt, że pom im o dobry ch wy ników w pracy, nie
by ł lubiany. Nie m ógł sobie poradzić z problem em  akceptacj i.

Coraz częściej  zastanawiał się też nad stanem  swoj ej  psy chiki. Nie zależało m u j uż na żonie,

nie  przej m ował  się  j ej   zdradam i,  przestał  j ą  kochać.  W  pracy   nie  by ł  lubiany   ani  nawet
akceptowany. Wszy stko to powodowało, że wciąż odczuwał przy gnębienie i ogólną apatię.

Zbliżał  się  czas  urlopu.  Rom an  nie  wiedział  nawet,  j ak  go  wy korzy stać.  Mógł  j echać  do

rodziców, ale m y śl tę szy bko odrzucił. Praca w polu przy  sianokosach niezby t go pociągała. Czuł
j ednak, że za wkład rodziców w j ego wy kształcenie j est im  coś winien. Chciał im  coś dać, nawet
sy m bolicznie. Anny  tam  nie chcieli, od początku czuli do niej  niechęć.

background image

O  urlopie  rozm awiał  z  Anną,  lecz  nie  wspom niał  j ej   o  wy j eździe  na  Hel,  gdzie  bank  m iał

piękny   dom   wczasowy,  a  powiedział  j edy nie  o  wy j eździe  do  rodziców.  Anna  m iała  trudności
w uzy skaniu urlopu. Któregoś dnia po przy j ściu z pracy  Rom an zakom unikował j ej , że zam ierza
poj echać nad m orze, ponieważ potrzebuj e relaksu i spokoj u. Po m inie Anny  widać by ło, że nie
j est z tej  decy zj i zadowolona.

Zbliżał  się  koniec  m ałżeństwa  Anny.  Po  powrocie  z  urlopu  Rom an  przeprowadził  z  nią

rozm owę,  oświadczaj ąc,  że  prakty cznie  nic  ich  nie  łączy   –  ani  uczucie,  ani  wspólne
zainteresowania – i uważa, że m ałżeństwo to by ło pom y łką. Krótki okres znaj om ości nie pozwolił
im  wy starczaj ąco się poznać. Mężczy zna złoży ł pozew o rozwód.

Po  dwóch  m iesiącach  oczekiwań  sąd  za  obopólną  zgodą  udzielił  im   rozwodu;  by li  wolni.

Anna  wy prowadziła  się  z  m ieszkania  Rom ana  i  wróciła  do  rodziców.  Znalazła  się  w  m iej scu,
w  który m   nigdy   nie  chciała  by ć.  Nie  by ła  w  stanie  m y śleć  o  poszukiwaniu  nowego  partnera;
znalazła się w błędny m  kole. Wróciła do korzeni.

Po  raz  kolej ny   ży cie  stawało  się  dla  niej   ciężarem ;  traciła  grunt.  Okazy wane  w  pracy

współczucie przeważnie m iało fałszy wy  odcień. Niby  wszy scy  j ej  współczuli, ale plotkowano, że
m ężczy zna  się  na  niej   poznał.  Ty powa  zaściankowość.  Anna  zdawała  sobie  sprawę,  że  m usi  się
z  tego  towarzy stwa  uwolnić;  groziła  j ej   następna  ży ciowa  ucieczka.  Po  nocach,  które  często
by wały   bezsenne,  nie  m iała  ani  siły,  ani  ochoty   do  pracy.  By ła  wewnętrznie  rozbita.  Coraz
częściej  sięgała po alkohol i czuła, że m ały m i krokam i zbliża się do niej  depresj a. Wiedziała, że
nie uda j ej  się z tego uwolnić. Dość często nawiedzały  j ą m y śli sam obój cze. Rodzina zm usiła j ą
do pój ścia  do psy chiatry.  Leki psy chotropowe  ty lko częściowo  złagodziły  j ej   stany   depresy j ne.
Psy chiatra poradził j ej  również zm ianę pracy  oraz zakazał spoży wania alkoholu.

Po  kilku  dniach  Anna  zadzwoniła  do  Bolka.  By ła  ogrom nie  rozżalona  i  opowiedziała  m u

o wszy stkim , co j ą dręczy. Mężczy zna wy słuchał j ej  i oświadczy ł, że dalej  j ą kocha i j eśli chce,
to  m oże  się  do  niego  wprowadzić.  Zapewnił,  że  niczego  od  niej   nie  chce,  i  poinform ował,  że
przestał pić. Ta wiadom ość ukoiła nieco Annę i pozwoliła j ej  raz j eszcze m ieć nadziej ę na lepsze
j utro.

Pewnego razu, będąc w Warszawie na zakupach, Anna weszła do okazałego sklepu z odzieżą

dam ską. Rozm awiaj ąc ze sprzedawczy nią, w pewnej  chwili zauważy ła wy chodzącego z zaplecza
Mietka. Zdziwienie m alowało się na ich twarzach. Poczuli się nieswoj o.

Mietek nie wiedział, co m a powiedzieć.
– Witam  cię – odezwał się po chwili. – Jak tu trafiłaś?
– Przez przy padek – odrzekła. – A co u ciebie sły chać?
–  Nic  szczególnego;  m ałżonka  konty nuuj e  studia,  teściowa  wy chowuj e  córeczkę,  a  j a

pracuj ę w ty m  sklepie.

– Czy  j esteś szczęśliwy ?
– Chy ba tak – odpowiedział niepewnie.
Anna więcej  nie py tała; nie by ło sensu. Po chwili ze sm utną m iną wy szła ze sklepu. Pewien

etap j ej  barwnego ży cia zakończy ł się. Zastanawiała się, czy  m ogła nim  inaczej  posterować. Czy
w który m ś m om encie m ogła zm ienić j ego bieg...

Pozostawiam  ten problem  Czy telnikowi.


Document Outline