background image

1/4 

 

Nowe oblicze sponsoringu. Coraz częściej seksem za pieniądze ratują się... samotne matki 

Małgorzata Gołota

 

14.11.2014 

 

„Nazywam  się  Ania,  jestem  samotną  matką  kilkuletniego  synka.  Potrzebuję  pilnej  i  konkretnej  pomocy 

finansowej. W zamian oferuję mile spędzony wieczór, rozmowę i seks”. Takie ogłoszenia coraz częściej pojawiają się 

w sieci. Prostytucja czy dowód na klęskę polskiej polityki prorodzinnej? 

Ania ma 32 lata. Synka, Stefanka, urodziła jako 28-letnia szczęśliwa mężatka.  

– Z mężem byliśmy dwa lata po ślubie – mówi. – I bardzo się kochaliśmy. To dziecko to była nasza wspólna, 

świadoma decyzja. Mąż był przy mnie przez całą ciążę. Chodził ze mną do szkoły rodzenia. Bardzo chciał i faktycznie 

był potem także przy porodzie. Nigdy mnie nie zawiódł. 

Nigdy przedtem i nigdy potem też nie. W dniu, w którym Ania wróciła z synkiem do domu, Paweł oznajmił 

jej,  że  odchodzi.  Do  znajomej  dentystki,  starszej  od  niego  o  kilka  lat,  rozwiedzionej  i  z  odchowanym  już, 

dziesięcioletnim synkiem. Wyjaśnił, że wszystko przemyślał i jednak nie jest gotowy na to, by być ojcem.  

– Mężczyznom jest łatwiej – mówi Ania. – To nie oni znają tego malucha od pierwszych chwil. Nie oni noszą 

go  pod  sercem  przez  9  miesięcy  i  nie  oni  cierpią  męki  przy  porodzie.  Ja  byłam  przerażona  i  załamana,  nie  wiem 

czy bardziej tym, że zostałam sama czy tym, że moje dziecko wychowa się bez ojca.  

Z pomocą mamy i siostry pozbierała się. Stanęła na nogi i – gdy Stefanek miał pięć miesięcy – wniosła sprawę 

o rozwód. Nie było trudno. Dobry prawnik, dobrze napisany pozew. Sąd ustalił dobre alimenty. Dostała tysiąc pięćset 

złotych.  Jak  na  polskie  sądy  całkiem  sporo,  choć  jak  na  koszty  życia  w  Warszawie  wcale  nie  tak  dużo.  Ale  i  tego 

rodzimy system nie był w stanie wyegzekwować.  

Prawo jest bezradne 

– Mój już wtedy były mąż twierdził, że nie ma pracy – mówi Ania. – Ukrywał dochody, kombinował na lewo 

i prawo. Może powinnam być wtedy bardziej stanowcza, coś robić, zgłaszać, apelować. Ale wolałam ten czas spędzić 

z  dzieckiem,  które  przecież  i  tak  miało  tylko  mnie.  Tak  naprawdę  to  chyba  też  nigdy  nie  wierzyłam,  że  się  uda. 

Że komornik, kolejny pozew, kolejna sprawa, cokolwiek zmienią. 

Moja  rozmówczyni  z  wykształcenia  i  zawodu  jest  pielęgniarką.  Pracuje  w  jednym  ze  stołecznych  szpitali. 

W tym samym od blisko dekady.  

– Kocham swój zawód  – dodaje. – I współpracowników i pacjentów. Od dziecka chciałam być pielęgniarką 

i nie wyobrażałam sobie, że mogę robić coś innego.  

Kłopoty  zaczęły  się,  kiedy  wpadła  w  finansowy  dołek.  Problem  z  egzekwowaniem  alimentów,  problem 

z przetrwaniem od pierwszego do pierwszego. Problem z pieniędzmi na dziecięce ubranka, na nianię, którą musiała 

zatrudnić, by wrócić do pracy. Jasne, mogła iść na drugi a nawet trzeci etat. Ale wtedy nie widywałaby prawie syna. 

A tego nie chciała w ogóle brać pod uwagę.  

background image

2/4 

 

 

Nie  pamięta  już  jak  wpadła  na  pomysł  ze  sponsorem.  Ktoś  i  gdzieś  coś  o  tym  mówił.  Kiedyś,  kiedy  była 

młoda, słyszała, że tak robią studentki, a ostatnio to przecież nawet i uczennice-galerianki. Ale ona? Nigdy w życiu. 

Aż do teraz.  

Trzy etaty albo seks 

–  Długo  nad  tym  myślałam  zanim  w  końcu  w  sieci  zamieściłam  anons  –  opowiada.  –  Na  tyle  długo, 

by dokładnie  podliczyć  wszystkie  plusy  i  minusy  tego,  na  co  się  decydowałam.  Minusem  było  moje  wewnętrzne 

poczucie związane z wpojonymi mi przez rodziców zasadami moralnymi. Plusem było to, że mogłam szybko zarobić 

pieniądze.  A  co  za  tym  idzie  –  mogłam  dzięki  temu  dać  dziecku  swoją  obecność,  bo  nie  ciążyła  już  nade  mną 

konieczność dorabiania to tu, to tam.  

Układ  ze  swoim  sponsorem,  Piotrem,  ciągnie  już  ponad  dwa  lata.  Za  każde  spotkanie  z  nią  płaci  jej  2-3 

tysiące. W miesiącu takich spotkań mają średnio 4-6.  

Nie miałam wyjścia 

Paulina to moja koleżanka po fachu. Dziennikarka. Albo raczej eks-dziennikarka. Ma niespełna 30 lat, więc to 

typowa reprezentantka „kryzysowego pokolenia”.  

– Pracę zaczynałam jakoś w połowie 2008 roku – mówi. – Zaledwie kilka tygodni przed tym, kiedy gruchnęła 

wieść  o  Lehman  Brothers  i  ich  poczynaniach.  Wiadomo  jak  to  wtedy  było,  zwłaszcza  w  naszej  mediowej  branży. 

Ktoś, kto miał już wyrobioną markę, mógł sobie jeszcze jakoś radzić. Ktoś, kto dopiero zaczynał, często skazany był 

na darmowy start. Z poziomu praktykanta czy stażysty. I ja właśnie tak zaczynałam. 

Jest zdolna i pracowita. Zaciskała zęby, uczyła się i jakoś to szło. Po roku, dwóch, miała już jaką taką pensję. 

Gdy półtora roku temu zaszła w ciążę, na konto co miesiąc wpływało jej jakieś 4,7 tys. zł.  

– Na ojca dziecka nie liczyłam chyba nigdy – wyjaśnia. – Tuż po tym jak powiedziałam mu, że jestem w ciąży, 

zniknął. Nie, nie starałam się go szukać. Uznałam, że podjął już decyzję i ja z brzuchem czy bez tego nie zmienię. 

Dużo później dowiedziała się, że gdzieś tam w Polsce miał już jedną żonę i jedno dziecko. Więcej widocznie 

nie potrzebował.  

–  Chciałam  tego  dziecka  i  je  urodziłam  –  mówi.  –  Na  początku  2013  r.  przyszła  na  świat  Janinka. 

Miałam śliczną, zdrową córeczkę i tylko jeden problem  – skąd do diabła wziąć  pieniądze na jej i  siebie utrzymanie 

skoro  wszystkie  moje  dochody  pochodziły  z  umów  o  dzieło.  Na  L4  nie  mogłam  sobie  pozwolić,  więc  w  ciąży 

pracowałam do końca. Ale na dobrą sprawę wraz z pierwszym dniem mojego macierzyństwa, zostałam bez kasy.  

To tylko na jakiś czas 

Pomogła jej rodzina. Przyjaciele. Wynajęła swoją kawalerkę. Wyprowadziła się z małą do rodziców.  

 

background image

3/4 

 

– To tymczasowo – powtarzała sobie po pierwszym spotkaniu z Grzegorzem.  – Tylko tymczasowo. Dopóki 

nie stanę na nogi.  

Po  raz  pierwszy  skorzystała  z  jego pomocy,  gdy  Janinka  miała  dziewięć  miesięcy.  Bo  oszczędności  zaczęły 

topnieć. I te jej własne, i rodziny. Na znalezienie stałej, jednej pracy, w której płacono by jej przynajmniej te cztery, 

cztery i pół tysiąca, liczyć nie bardzo mogła. 

– Znam realia – mówi. – Pewnie, mogłam się zgodzić na pracę za 2 tys. zł brutto i po osiem godzin dziennie. 

Tylko że wtedy nie  miałabym ani szansy uczestniczyć w życiu dziecka, ani pieniędzy na  nianię o tym, by zapłacić 

rachunki czy kupić jedzenie w ogóle nie mówiąc. Ludzie  mogą mnie potępiać, nazwać prostytutką, ale ja nie żałuję 

tego,  co  zrobiłam.  Od  kuchni  to  naprawdę  nie  wygląda  jak  coś  niemoralnego  czy  złego,  choć  pewnie  takie  jest. 

Mój sponsor  potrzebował  towarzystwa  i  bliskości,  ja  byłam  w  stanie  mu  to  dać.  Dla  niego  zaś wypłacanie  mi  dość 

regularnej pensji nie stanowiło żadnego problemu. 

Paulina  –  podobnie  jak  Ania  -  za  każde  spotkanie  kasowała  2,5  tys.  Miesięcznie  wychodziło  ok.  10  tys.  zł. 

Korzystała z pomocy  sponsora przez ponad rok. Kilka miesięcy temu założyła swoją firmę. Sporo pracuje  z domu, 

dlatego dziś udaje jej się łączyć pracę z opieką nad niespełna dwuletnią córką.  

Nie wychowali mnie na feministkę 

Magda  różni  się  od  dwóch  pozostałych  kobiet.  To  typowa  szara  myszka.  Cicha  i  skromna,  choć  świetnie 

wykształcona.  Pięć  lat  temu  skończyła  arabistykę  na  krakowskim  Uniwersytecie  Jagiellońskim.  Potem  otwarto  jej 

przewód doktorski. Zaczęła go, ale nigdy nie skończyła. Kilka miesięcy po magisterce wyszła za mąż.  

–  Piotrek  prowadził  swoją  firmę  i  był bardzo  dobrze  ustawiony  finansowo  –  mówi.  –  Mówił,  że  nie  muszę 

pracować, a ponieważ szybko zaszłam w ciążę, nie upierałam się. Dość kiepsko ją znosiłam. 

Magda  ma  dwie  córki.  Starsza  ma  trzy  lata,  młodsza  rok.  Mąż  poprosił  ją  o  rozwód  jakieś  pół  roku  temu. 

Zgodziła się oczywiście. Nigdy nie potrafiła mu odmówić. Sąd na rozprawie przyznał jej po 1,4 tys. zł alimentów na 

każdą z dziewczynek.  

Piotrek zostawił jej jednak coś jeszcze – mieszkanie obarczone kredytem. 

–  Staram  się  nie  myśleć  o  nim  źle,  bo  to  ojciec  moich  dzieci,  ale  to,  na  co  nas  naraził  jest  okropne  –  mówi.                          

– Właściwie nigdy nie pracowałam zawodowo, a nagle okazało się, że muszę zarobić na siebie i dziewczynki i jeszcze 

na kredyt. On czasem daje mi tyle, ile powinien, ale to zdarza się raczej rzadko.  

Komornik?  Niewiele  wskóra.  Piotr  konsekwentnie  ukrywa  wszystkie  swoje  dochody.  Wszystkie  rzeczy, 

które komornik  mógłby  zająć,  przepisał  na  rodzinę  i  znajomych.  W  świetle  polskiego  prawa  niewiele  można  w  tej 

sytuacji można zrobić. 

Przepisy  kodeksu  prawa  rodzinnego  i  opiekuńczego  oraz  kodeksu  prawa  postępowania  cywilnego  mówią 

jasno:  jeśli  ojciec  dziecka  nie  płaci  zasądzonych  mu  alimentów,  matka  może  wystąpić  o  nadanie  klauzuli 

wykonalności  na  wyrok  i  skierować  wniosek  o  egzekucję  należności  do  komornika.  Jednak  jeśli  mężczyzna 

konsekwentnie ukrywa swoje dochody lub formalnie pozbywa się majątku, i komornik niewiele wskóra. 

background image

4/4 

 

Po tym jak skończyła swój urlop macierzyński, postarała się o pracę w przedszkolu. To prywatna placówka, 

której dyrektorem jest jej koleżanka z uczelni. Uczy dzieciaki arabskiego.  

–  Uratowało  mnie  to,  że  zrobiłam  gdzieś  po  drodze  kurs  pedagogiczny  –  mówi  Magda.  –  Tyle  tylko, 

że większość rodziców woli angielski, niemiecki lub francuski. Czasem rosyjski. Niewielu posyła swoje pociechy na 

naukę arabskiego, więc siłą rzeczy moja pensja nie jest zbyt duża.  

Magda od miesiąca spotyka się z Janem (1,8-2 tys. za spotkanie).  

– Nie do końca jeszcze oswoiłam się z tą myślą  – przyznaje. – Czasem naprawdę jest mi z tą świadomością 

czegoś  złego,  niedozwolonego,  bardzo  źle.  Czasem  mam  żal  do  rodziców,  że  nie  wychowali  mnie                                                              

na feministkę i – zamiast tego jak radzić sobie w życiu – nauczyli polegać na mężczyźnie. Ale wtedy stają mi przed 

oczami moje dzieci i pytanie – jak sama z tej nędznej posady mam im zapewnić dobre życie? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Artykuł pochodzi ze strony: 

http://natemat.pl/123909,nowe-oblicza-sponsoringu-coraz-czesciej-seksem-za-pieniadze-ratuja-sie-samotne-matki

 

Data wydruku: 9 lipca 2016