nikogo nie obchodzi. Dają nam zastrzyki. Nikt nie wie jakie i przeciw czemu. Mniejsza z tym. Byle się to wreszcie skończyło, byle już można zamknąć oczy i położyć się bądź gdzie, bądź jak i wypocząć - wypocząć - wypocząć!
Ale do końca daleko jeszcze. Po badaniu, które trwa tak długo, póki całej setki nie przeglądną, nie zaszczepią i nie zapiszą - następuje z kolei rewizja. I trwa - póki od pierwszego obrąbka pierwszej do ostatniego obrąbka ostatniej wszystkie łachy stu bab nie zostaną obmacane przez grube, rubaszne Sowietki w uniformach. Te znają swoją robotę i mają rutynę! Znajdują wszystko - z moim biednym krzyżykiem włącznie. Wyprały go, wyśmiały, zaczęły nim żegnać wszystkich dookoła, udając błogosławiącego popa, bić na żart pokłony, mamrotać niby-modlitwy, a potem rzuciły go między tasiemki, guziki, podwiązki, sznurki i szpilki do włosów.
Wreszcie - naprawdę wreszcie, bo przyjechałyśmy wczoraj około południa, a teraz jest już zmierzch - puszczająnas do celi w bloku kwarantanny, na tzw. karantin - na szczęście tylko nas pięć ze Lwowa. Hanusia Dubiak została wzięta do szpitala. Nie wiem do dziś, co się z nią stało.
Cela jest pusta. Ma tylko czystą drewnianą podłogę i wysokie okno. Walimy się na ziemię jak kłody i teraz dopiero w całej pełni odczuwamy zmęczenie. Pierwszy raz od zaaresztowania mnie płaczę. Trzymał się człowiek, jak mógł, znosząc wszystko, jak szło po kolei, aż go nareszcie zmogło. Zdaje mi się także, że mi ten mój biedny krzyżyk dogodził. I te baby kreślące nim dla drwin powietrze, i ten ich śmiech, i ta własna bezsilność - bezsilność wobec przemocy i chamstwa!
Niestety tylko przez pierwsze dni byłyśmy w tej celi same. Potem zaczęto pchać do nas coraz więcej nowych. Robi się tak ciasno, że można spać tylko na boku. Z Polek tylko dwie czy trzy - reszta Żydówki albo Rosjanki. Jednej z tych Rosjanek nie zapomnę póki życia. Jedyny okaz dawnej inteligencji, z jakim się w tiurmach zetknęłam. Takiej delikatności, takiej dobroci, takiej słodyczy i takiej uczynności nie spotyka się często nawet w normalnych warunkach. Siwiutka jak gołąb, chuda, drobna, a schludna wyjątkowo, myślała tylko o tym, jak by której z nas usłużyć, co by której odstąpić, którą by nakryć swoim pledem, której by swój koc podścielić. Miałyśmy wrażenie, że chce nam nagrodzić choć w części to, co nas ze strony Rosji spotkało. Bo ona kocha Rosję, ale tę dawną, prawdziwą, którą dobrze pamięta - nie tę dzisiejszą, związaną, zbez-
84