244 XV. Wnioski z podróży
turystów. Słowo drukowane pomagało przygotować się, zrozumieć obce strony, ale zarazem jakże często pozbawiało diariusz wszelkiej świeżości, zamieniało go w popis suchej erudycji. Wielki trud jednego z wydawców diariusza Johna Evelyna pozwolił mu stwierdzić, że nawet niektóre rzekomo osobiste obserwacje krajobrazu i własne doznania właściciela imponującej biblioteki są żywcem przepisane z opisów podróży jego poprzedników. Przy końcu XVII stulecia, a zwłaszcza w wieku następnym, staje się to już niemal regułą. Drukowane relacje bywają czasem publicystyczną odpowiedzią, pamfletem na uznane za szkalujące opisy podróży innych autorów. Daniel Defoe doprowadzi wówczas do mistrzostwa satyryczny pamflet podróżniczy.
Jak więc szukać świeżej refleksji? Gdzie można stwierdzić; czy zmiana i ruch pobudzały do myślenia? Wybiorę jedno zagadnienie: związek między zamożnością kraju i poziomem cen.
W rozdziale o kosztach podróży mowa była o wyraźnych różnicach cen w poszczególnych strefach Europy i oczywiście cała ta sprawa nie uszła uwagi najbardziej zainteresowanych. Komentowali oni ceny, nie mając przygotowania teoretycznego w tej dziedzinie i nie orientując się we współczesnej im fachowej polemice na tematy ekonomiczne. Charakterystyczne jest zresztą, że główny temat rozważań ekonomistów XVII stulecia — bilans handlowy i sposoby uczynienia go aktywnym — w życiu codziennym turystów schodzi na daleki plan. Dla turysty ważne jest, ile płaci on sam, a nie ile płaci kraj czy państwo.
Fynesa Morysona do refleksji na ten temat skłonił pobyt w Polsce. Pisząc o imporcie towarów zamorskich i braku w naszym kraju kruszców szlachetnych, Mory son ciągnął dalej: „W rzeczywistości znalazłszy w Polsce i Irlandii dziwną taniość rzeczy niezbędnych, brak tam bowiem i tym bardziej się ceni srebro, doszedłem do wniosku przeciwnego panującym poglądom [a mianowicie], że nie ma pewniejszej oznaki kwitnącej i bogatej rzeczypospolitej niż wysoka cena tych rzeczy (wyjąwszy lata głodu), ani większego dowodu, że państwo jest ubogie i słabe — jak niska ich cena'. W Wielkiej Brytanii — dodawał — ceny rosną nie pod wpływem zmiany reiigii (jak chcą stare papistki), ale dlatego, że królowie, szlachta i kupcy stali się bogatsi, a „wszystko w dziedzinie żywności, stroju i naszych, jakże próżnych, pragnień sprzedaje się po cenach znacznie wyższych niż w poprzednich epokach; z powodu naszych bogactw nie możemy obyć się bez niczego, co służy gustom, bez względu na to, jaką by wyznaczono cenę".
Dzieło Morysona było już od dawna wydrukowane, gdy swój pobyt w Holandii komentował John Ray; ale jego uwagi są raczej oryiinalne „Wszelka żywność - zarówno mięso, jak napoje, jest tu bardzo droga, nie
zauważyć że drogość tego rodzaju
,1 i/e częściowo z racji obfitości pieniądza, która tu -wiemy zauważyć, że drogość tego rodzaju dowodem bogactwa miasta czy kraju; najtańsze
/W m-\t dowodem bogactwa mi w ccy uaju,
zawsze w najuboższych miejscach: james Howell ujął ^jateize^r ukmania iest kraiem tanim do do-
WMmm
• Ł [nawet! za pieniądze nie dostanie się tam mięsa:
H|Jjisyan^^ra/m^nn^o po-
^Tkusii włączyć można Teodora Billewicza, skądinąd niezbyt 110 o do ogólnych rozważań. „Nie dziw tedy - komentuje 1 ^ony Widokiem okolic Bolonii -że taka drożyzna we Włoszech CrfMualia [w dziedzinie żywności!, ponieważ tak gęste miasta I Mne, o mil dwie a cztyry najdalej wielkie miasta od siebie; drogą#* jadąc wszytko między domami i winnicami, tak iż nie znajdzie niejsa o dwoje z łuku strzelanie, gdzie by domu chłopskiego nie m14 ale i te wszystkie murowane między winnicami i polami,
, ponieważ są złączone ze sobą Bo przy każdej swojej winnicy i roli zaraz 0i chłop mieszka, nie jako u nas wsiami U".
Me została tu sformułowana wyraźnie myśl, którą ujęli wcześniej obaj Anglicy, ale niewątpliwie Billewicz ów kraj podziwia i tamtejsze wysokie ceny żywności nie są dla niego wynikiem braku podaży.
Y/ następnym stuleciu anonimowi turyści angielscy będą już uważać, ie obfitość pieniądza i wysokie ceny są niewątpliwymi oznakami bardzo znacznego bogactwa" Hanoweru.
Dopiero jednak w połowie XVIII wieku zagadnienie to doczeka się ujęaa teoretycznego przez fizjokratę francuskiego, Franęois Quesnaya.
.Obfitość i brak wartości nie stanowi bogactwa; obfitość i drogość jest bogactwem; brak [towaru] i drożyzna jest nędzą: Słowa naszych turystów były próbą sformułowania tej samej myśli w formie właściwej dla relacji z podróży. Najbliższy opinii Quesnaya był chyba nasz Polak Anonim, podróżujący w roku 1595: Jxid ten - pisał o mieszkańcach Sewilli - mym zdaniem jest barzo bogaty, bo choć jest wszystkiego obfitość wielką przecież barzo wszytko drogo LT. Mamy obserwację i zwięzły teoretyczny wniosek.
Sposoby gospodarowania wiązały się w przekonaniu turystów i ówczesnych myślicieli (a nie jesteśmy od tego odlegli i dziś) z cechami obyczajowo-psychicznymi mieszkańców. Myślący podróżny dodawał jakże często ową dozę refleksji pro domo sua. Oto przykład Genui, miasta o starych średniowiecznych tradycjach handlu, wówczas centrum finansowego całej strefy śródziemnomorskiej. .Wszytek ten lud-pisałzdumiony Anonim 1595-ma jakąś merkunuszową infktenqą sobie; żaden więcej umieć nie pragnie, jedno napisać, przeczytać ffachować. Rachuba to najprzedniejsza ich godność i nigdy po