jednak o pewne formalne właściwości działań z pominięciem ich treści. Nie bierzemy tu pod uwagę, ani kogo działania dotyczą, ani do czego zmierzają. Zupełnie inaczej w przypadku drugiej kategorii, którą określić można jako oczekiwania aksjologiczne, dotyczące właściwości działań. Obdarzając kogoś zaufaniem tego rodzaju, oczekujemy, że będzie działał odpowiedzialnie, sprawiedliwie, fair. pryncypialnie, prawdomównie itp. To już mocniejszy zakład, ludzi moralnych jest bowiem z pewnością mniej niż racjonalnych. Mówiąc potocznie: dużo łatwiej trafić na cwaniaka niż na świętego. Wreszcie trzecia kategoria obejmuje oczekiwania opiekuńcze, związane z takimi działaniami, które za Ralfem Dahrendorfem nazwać można „reprezentacyjnymi" lub za Bernardem Barberem „powierniczymi". W tym przypadku liczymy na to, że inni będą bezinteresownie dbać o nasze sprawy, że będą szlachetni, pomocni, altruistyczni, że będą nam pomagać. To jest zakład najmocniejszy, szlachetnych altruistów jest bowiem jeszcze mniej niż ludzi pryncypialnych czy racjonalnych. Szansa przegranej, doznania zawodu naszego zaufania. rośnie więc w miarę stawiania partnerom coraz mocniejszych wrymagań wzdłuż tej swoistej „skali zaufania" - od efektywnościowych, poprzez aksjologiczne do opiekuńczych.
Odwrotna logika rządzi wyrażaniem nieufności. Najsłabszy i najmniej ryzykowmy zakład to uznanie, że inni działać będą egoistycznie i interesownie, dbając przede wszystkim o własne sprawy. Ten typ nieufności (czy może realizmu) wrydaje się całkiem usprawiedliwiony, ludzie bowiem rzeczywiście przeważnie kierują się własnymi interesami. Trochę przesadne jest jednak bardziej pesymistyczne oczekiwanie, że inni zawsze działać będą amoralnie, stronniczo, oszukańczo, kłamliwie, oportunistycznie. Są przecież także jednostki i zbiorowości o wysokim poziomie etycznym. Wreszcie, najbardziej nieuzasadnione (niemal paranoiczne) jest oczekiwanie, że inni dzuitić będą irracjonalnie, przypadkowo i chaotycznie. W końcu jakiś typ porządku społecznego występuje w każdej ludzkiej zbiorowrości. Szansa, że nasza nieufność okaże się bezzasadna rośnie więc w miarę odmawiania partnerom coraz bardziej powszechnych cnót - od opiekuńczych poprzez aksjologiczne do efektywnościowych.
Przegrana w pierwszym i drugim typie „zakładów" ma zupełnie przeciwną wymowę i następstwa. Jeśli inni zawiodą pokładane wr nich zaufanie, stanowi to dla nas zdarzenie destruktywne, które łatwo może doprowadzić do ugruntowania się uogólnionej nieufności, rozszerzyć na inne osoby czy instytucje. Jeśli natomiast nie sprawdzi się wyrażana innym nieufność, stanowi to doświadczenie pozytywme, które może prowadzić do wytworzenia się uogólnionego zaufania, wiary w rzetelność innych ludzi i instytucji. Wydaje się, że nie ma tu jednak pełnej symetrii. Daleko łatwiej i szybciej można zawieść się w wyrażanym zaufaniu niż przełamać zakładaną nieufność. Nawret pojedyncze działanie sprzeczne z naszymi oczekiwaniami może doprowadzić do załamania się zaufania, potrzebujemy natomiast wielu konsekwentnych dow'odów, aby uznać, że nasza nieufność była bezzasadna. Mówiąc inaczej: daleko łatwiej jest utracić zaufanie niż je zdobyć - przełamać nieufność. Jak powiada amerykański politolog Russell Hardia zaufanie to dobro bardzo kruche.
Zaufanie lub nieufność - w swoich mocniejszych lub słabszych odmianach * mogą być kierowane ku różnym obiektom. Najprostszy przypadek to zaufanie osobiste w stosunku do konkretnych, znajomych osób. Nieco bardziej abstrakcyjny charakter ma zaufanie pozycyjne, kierowane do określonych ról społecznych, zawodów, stanowisk, urzędów, bez względu na to, kto je konkretnie zajmuje. Każdy, kto pełni rolę obdarzoną społecznym zaufaniem (np. lekarz, adwokat, duchowny), posiada z tego tytułu pewien wstępny „kredyt zaufania"