background image

Eutanazja - zagrożenie współczesności  

Dorota Peplińska 
 
 

 

 

 

Eutanazja - 

zagrożenie współczesności

 

Obecne czasy niosą ze sobą nie tylko postęp, ale i zewsząd pojawiające się sygnały o 
narastaniu różnego rodzaju kryzysów. Mówi się o groźbie światowego kryzysu 
ekonomicznego, rosną napięcia międzynarodowe. Nie mniej głośno alarmuje się również o 
kryzysie wiary oraz upadku autorytetów i moralności. "Świętość życia" proponuje się zastąpić 
bardzo modnym dziś określeniem "jakości życia", czego potwierdzeniem może być z 
pewnością eutanazja. Życie społeczne zostaje wystawione na ryzyko całkowitego 
relatywizmu. Wszystkie sprawy człowieka stają się przedmiotem umowy i negocjacji. Także 
pierwotne i niezbywalne prawo do życia poddaje się dyskusji lub zostaje ono wręcz 
zanegowane na mocy głosowania parlamentu czy z woli części społeczeństwa. Choć samo 
zjawisko eliminacji wielu ludzkich istot poczętych lub bliskich już kresu życia jest niezwykle 
groźne i niepokojące, głównie groźny i niepokojący jest fakt, że nawet ludzkie sumienie 
zostaje jak gdyby zaćmione przez oddziaływanie wielorakich uwarunkowań i z coraz 
większym trudem dostrzega różnicę między dobrem a złem w sprawach dotyczących 
fundamentalnej wartości ludzkiego życia
 (*1). Postępująca utrata wrażliwości na Boga i 
drugiego człowieka sprawia, iż człowiek ów nie potrafi autentycznie pochylić się nad sensem 
swojego istnienia. Koncentruje się na wykorzystaniu wszystkich zdobyczy techniki, by 
programować i kontrolować nie tylko to, co ma ułatwić i usprawnić życie na ziemi, ale także 
same narodziny czy śmierć. W epoce, w której uroczyście proklamuje się nienaruszalne 
prawa osoby i publicznie deklaruje wartość życia, samo prawo do życia jest w praktyce 
łamane i deptane, zwłaszcza w najbardziej znaczących dla człowieka momentach jego 
istnienia, jakimi są narodziny i śmierć
 (2). 

Najważniejsze ze wszystkich praw człowieka - prawo do życia, nie jest już gwarantowane na 
świecie. Coraz częściej docierają do nas informacje o dokonywaniu eutanazji, o jej legalizacji, 
o nadużyciach w zakresie pozbawiania życia, o odmowach działań ratujących życie ludzi 
starszych. Opinię publiczną karmi się różnymi ideologiami, czy filozofiami, akcentującymi 
prawo człowieka do śmierci. Ukazuje się eutanazję jako dobro społeczne, które można bardzo 
prosto osiągnąć. Prowadzi to do tego, iż ludzie stają się skłonni nie tylko tolerować ale i 
popierać postawy sprzeczne z godnością człowieka. Czyny uważane niegdyś jednomyślnie za 
przestępcze i niedopuszczalne, zyskują stopniowo społeczną aprobatę. Wraz z postępem 
nauki i techniki rozwijają się nowe formy zamachów na godność istoty ludzkiej. Znaczna 
część opinii publicznej usprawiedliwia te zbrodnie powołując się na prawo do indywidualnej 
wolności. Idąc dalej domaga się nie tylko ich niekaralności, ale wręcz aprobaty państwa, aby 
móc ich dokonać z całkowitą swobodą, a nawet korzystając z bezpłatnej pomocy służby 
zdrowia. Sama medycyna, która z tytułu swego powołania ma służyć obronie życia i opiece 
nad nim, w niektórych dziedzinach staje się coraz częściej narzędziem czynów wymierzonych 
przeciw człowiekowi i tym samym zniekształca swoje oblicze, zaprzecza samej sobie i uwłacza 
godności tych, którzy ją uprawiają
 (3). 

W ciągu minionych wieków napotykamy na próby nie tylko moralnego usprawiedliwiania 
eutanazji, lecz również jej prawnego usankcjonowania. W XX wieku znalazło to wyraz w 

background image

ustawach hitlerowskich, wykonywanych jeszcze przed ostatnią wojną światową w samej 
Rzeszy Niemieckiej, a w czasie wojny także na innych terenach okupowanych przez Niemcy. 
Ingerencje eutanatyczne niemieckich lekarzy, zanim jeszcze osądziły je międzynarodowe 
trybunały sędziowskie, były jednoznacznie oceniane w powszechnej świadomości moralnej 
mieszkańców Europy, jako zbrodnie przeciw ludzkości. Jednak już w czasach powojennych 
raz po raz odzywały się głosy domagające się dopuszczenia na drodze ustawowej możliwości 
stosowania eutanazji legalnej. Żądania te szły w dwóch kierunkach: eutanazji "czysto 
legalnej", nie zakładającej zgody tego, kto miałby jej podlegać, lub "legalnej dobrowolnej", 
uprawniającej ustawowo do dokonania ingerencji eutanatycznej, gdy o nią prosi podlegająca 
jej osoba. 
W niektórych krajach podejmuje się próby wprowadzenia i prawnej legalizacji eutanazji i 
chociaż ta legalizacja nie jest sprawą powszechną i ciągle jeszcze w wielu rejonach świata 
natrafia się na wyraźny opór, naciski proeutanazyjne nasilają się. Człowiek współczesny ceni 
sobie swobodę decydowania o swoim losie we wszystkich jego wymiarach, również 
decydowania o swoim życiu. Postępujące wciąż dążenia do perfekcjonizmu i kwestia jakości 
życia są silnie eksponowane. Stąd też właśnie eutanazja cieszy się coraz większym 
przyzwoleniem społecznym. Chociaż potępiają ją zarówno Kościół protestancki, jak i 
katolicki, w Holandii na przykład eutanazję popiera 90% mieszkańców. Prawo do skrócenia 
życia na życzenie chorego popiera też około 75% Australijczyków, 67% Hiszpanów i 45% 
Polaków. Sondaże przeprowadzone przez Hiszpanów i Polaków wykazały, że eutanazję 
silniej popierają ludzie młodzi, starsi są ostrożniejsi. Niemal we wszystkich krajach zwiększa 
się więc społeczne przyzwolenie dla eutanazji - także w Polsce. Badania CBOS wykazały w 
2000 roku, że 45% Polaków aprobuje skrócenie życia nieuleczalnie chorego przez lekarza w 
sposób bezbolesny, a 55% opowiada się za odłączeniem aparatury, jeśli prosi o to pacjent, 
który jest przytomny. Przed dziesięciu laty liczba zwolenników takich praktyk była o 10% 
mniejsza. O tyle samo ich liczba zwiększyła się też wśród przyszłych lekarzy: opowiada się 
za nią 65% studentów medycyny (4).  

Stopniowo w liberalnych społeczeństwach, które wolność jednostki stawiają ponad wszystko, 
dochodzi do pewnej banalizacji śmierci. Publicznie wygłaszane opinie o "błogosławieństwie" 
uśmiercania nikogo już nie dziwią. Idea eutanazji zaś jest w świecie coraz popularniejsza. 
Początkowe dyskusje nad tym, że każdy ma prawo do śmierci i godnego umierania, 
przerodziły się w rozważania o eutanazji niedobrowolnej, przeprowadzanej bez woli chorego. 
W Holandii eutanazja na życzenie osób śmiertelnie chorych została rozszerzona na osoby 
cierpiące fizycznie lub psychicznie. Z prawa do śmierci przerodziła się w wywołujący 
dreszcze przymus umierania. Przez dziesięciolecia słyszeliśmy, że należy nam się równa 
szansa na życie, że rynek i pieniądz nie powinny rządzić medycyną. Teraz coraz częściej 
zaczynamy słyszeć, że należy nam się także śmierć. Próbuje się przesłaniać niektóre 
przestępstwa przeciw życiu poczętemu lub zmierzającemu ku naturalnemu końcowi 
określeniami typu medycznego, które mają odwracać uwagę od tego, że w rzeczywistości 
zagrożone jest prawo konkretnego człowieka do istnienia 
(5). Niezależnie od tego, jak 
promowane jest w społeczeństwie słowo "eutanazja", nic nie może przecież zafałszować 
faktu, że jest to dla pacjenta samobójstwo, a dla lekarza zabójstwo. Eutanazja określana jest 
jako "śmierć z godnością". Jakaż jest jednak godność w samobójstwie czy zabójstwie?  

Zwolennicy eutanazji odwołują się niejednokrotnie do tej samej od setek, czy nawet tysięcy 
lat argumentacji, że ostatecznym dysponentem własnego życia jest sam człowiek. Jeśli zatem 
jest człowiekiem wolnym, może sam decydować o swoim życiu i jego końcu. Co więcej, ma 
wręcz moralne prawo do odebrania sobie życia, a także do upoważnienia kogokolwiek do 
zadania mu śmierci. Takie stawianie sprawy ma uzasadnić dopuszczalność eutanazji od strony 

background image

człowieka chorego. Wynikający z sekularyzmu brak relacji do Boga sprawia, że człowiek 
uważa siebie za jedyną normę i kryterium wszelkich działań i przypisuje sobie prawo 
całkowitego decydowania o swoim losie, w tym również prawo do określania momentu 
własnej śmierci. Rozstrzygając jednak w sposób zdecydowany i jednoznaczny sprawę 
eutanazji, jako działania z natury niegodziwego, a więc nigdy nie dopuszczalnego, nie 
kwestionuje się przez to wolności człowieka ani nie godzi w jego naturalne prawa. Sprawa 
życia i śmierci leży bowiem poza granicami swobodnej decyzji. Wolności ludzkiej nie da się 
przypisać przymiotu nieograniczoności, atrybutu samego Boga. Do naturalnych zaś 
uprawnień człowieka nie należy zadanie sobie śmierci ani uśmiercanie kogokolwiek
 (6). Któż 
w końcu potrafi ocenić, czy cierpienie jest faktycznie nie do zniesienia. Jak odróżnić 
stanowczą aprobatę od decyzji wynikłej z chwilowego załamania lub z długotrwałego stanu 
depresji? Skąd możemy mieć pewność, że postanowienie samo uśmiercenia jest rzeczywiście 
dobrowolne, skoro starszy wiekiem pacjent podlega niejednokrotnie presji ze strony młodych 
członków rodziny? 

Obrońcy eutanazji, odwołując się do zasady autonomii osobistej i obowiązku respektowania 
autonomii innych osób, twierdzą, że ludziom należy pozwolić podejmować ważne decyzje 
dotyczące ich życia w zgodzie z ich własnym przekonaniem na temat tego, jak chcą żyć. 
Wybór zatem sposobu umierania i momentu śmierci powinien należeć do sfery 
odpowiedzialności za własne życie. Odbieranie albo ograniczanie prawa do tego rodzaju 
wyborów osłabia ludzi, zmniejsza bowiem ich osobistą autonomię. Niemniej jednak 
rewindykacja prawa do (...) eutanazji oraz prawne jego uznanie jest równoznaczne z 
przyjęciem wynaturzonej i nikczemnej wizji ludzkiej wolności: z uznaniem jej za absolutną 
władzę nad innymi i przeciw innym. A to (...)  oznacza śmierć prawdziwej wolności 
(7). Nie 
istnieje bowiem wolność wolna od odpowiedzialności.  

Propagatorzy "zabójstwa z litości" mówiąc o wolności wyboru oraz prawie do decydowania o 
własnym życiu i śmierci asekurują się zazwyczaj twierdzeniem, iż przed ewentualnymi 
nadużyciami chronić ma obwarowanie eutanazji wieloma przepisami i warunkami. Mimo to 
co jakiś czas prasa publikuje szokujące informacje o nie całkiem dobrowolnych zgonach 
niektórych pacjentów bądź o zwykłych pomyłkach w diagnozie. Tych z kolei wykluczyć nie 
sposób. Praktykowanie eutanazji zatem z całą pewnością zwiększyło jedynie wolność lekarzy. 
To oni mają realną władzę nad życiem i śmiercią człowieka. W tej zaś mierze, w jakiej 
lekarzy opłaca się ze środków publicznych, stają się oni urzędnikami państwa ingerującego 
coraz śmielej w życie i śmierć swych obywateli. Nawet osoby, które bronią niezwykle 
ograniczonej dopuszczalności eutanazji, muszą brać pod uwagę możliwe skutki. W 
demokracji bowiem idee miewają bezpośrednie konsekwencje. W przypadku zaś idei 
głoszonych w masowych mediach rosną i konsekwencje, i odpowiedzialność. Fakt, że pacjent 
sam zażądał własnej śmierci, nie powoduje, że jego życzenie jest legalne. 

Bywają nieraz sytuacje, że człowiek ciężko chory, zwłaszcza kiedy stracił nadzieję powrotu 
do zdrowia, prosi - wyraźnie lub domyślnie - kogoś z najbliższych lub z personelu 
medycznego, aby mu tę śmierć zadano. Może wówczas zrodzić się pokusa, dyktowana 
litością dla cierpiącego człowieka - zwłaszcza, gdy jego śmierć wydaje się całkiem pewna - 
aby mu tę śmierć aktywnie przyspieszyć. To współczucie ma usprawiedliwić spowodowanie 
zgonu, a przez to przerwanie cierpień uznanych za niepotrzebne i bezsensowne, bo nie 
rokujące nadziei na ich ustanie lub ewentualne uzdrowienie chorego. Co więcej, 
występującemu w takich przypadkach motywowi działania - współczuciu dla osoby 
nieuleczalnie chorej, a doznającej wielkich cierpień - usiłuje się niekiedy nadać miano i 
charakter "miłości". Trzeba jednak stanowczo stwierdzić, że nie jest to miłość autentyczna, 

background image

zwłaszcza w znaczeniu chrześcijańskim, ta bowiem nie przynosi wyzwolenia od cierpień 
przez zadanie śmierci osobie cierpiącej. Zadać komuś śmierć bezboleśnie i z litości jest 
czynem mniej zbrodniczym niż zabójstwo z nienawiści lub egoistycznego wyrachowania. Nie 
przestaje być jednak odebraniem człowiekowi daru życia, a więc uzurpowaniem sobie prawa 
decydowania w sprawie, która wykracza ponad kompetencje człowieka
 (8). Próbuje się 
dowodzić, że eutanazja jest dobrodziejstwem, aktem podyktowanym współczuciem. Jednak 
co zostanie, jeśli w celu ocenienia eutanazji zdejmiemy z niej zasłonę współczucia? Zostanie 
zwykłe zabójstwo. (...) Próby usprawiedliwienia eutanazji szlachetną dążnością przyniesienia 
choremu pomocy mogą łatwo stać się pretekstem dla ukrycia pod imieniem eutanazji 
cięższych przestępstw
 (9).  

Zgodnie z moralnym argumentem przeciwko udzielaniu pomocy w popełnieniu samobójstwa, 
nigdy nie zdołamy uzyskać absolutnie przekonujących informacji, z których wynikałoby 
niezbicie, iż dana osoba wyraża ugruntowaną wolę śmierci
 (10) Skąd właściwie wiemy, o co 
prosi człowiek, gdy prosi o śmierć? Czy prośba powtórzona dwa razy jest dwa razy bardziej 
stanowcza, a wypisana na papierze warta tyle co tydzień nieprzerwanych jęków? Gdy znajomi 
wyglądają przez okno mówiąc, że w takim kraju żyć się odechciewa, nie przychodzi nam 
przecież na myśl, by zdecydowanym pchnięciem poszerzyć mu, wprawdzie na krótko, 
perspektywy. Czy gdyby zatem mówili to samo wychylając się ze szpitalnego łóżka, 
powinniśmy potraktować ich słowa poważniej? Osoby chore terminalnie znajdują się 
zazwyczaj, zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym, w sytuacji upokarzającej 
i są rzeczywiście osłabione, z definicji więc rzadko tylko potrafią naprawdę kompetentnie 
ocenić, czy ich życie jest coś warte czy nie. Niektórzy, zwłaszcza pracownicy hospicjów, 
twierdzą, że za żądaniem pomocy w samobójstwie kryje się często chęć uniknięcia budzącego 
lęk procesu umierania. Motywem może więc być pragnienie ucieczki przed lękiem, przed 
cierpieniem lub opuszczeniem. Nie można zatem wszystkich próśb o pomoc w samobójstwie 
traktować jednakowo. Istotna jest znajomość motywów: jedni będą mieli pełną jasność tego, o 
co proszą, dla innych rozmowa o samobójstwie będzie okazją do omówienia skomplikowanej 
sieci spraw osobistych, rodzinnych i duchowych. Pojawia się więc pytanie, czy, kiedy i w 
jakich warunkach dysponujemy rzeczywiście przekonującymi dowodami na to, że czyjaś 
prośba o pomoc w odebraniu sobie życia jest oparta na rzetelnej informacji i naprawdę 
dobrowolna. Poza tym - ludzie nie żyją przecież w próżni społecznej, a jakość relacji z 
członkami rodziny miewa nierzadko istotny wpływ na ocenę możliwości samobójstwa. Ktoś 
może się czuć w swojej rodzinie wyobcowany, na przykład wskutek trudności w komunikacji 
wywołanych cierpieniem lub chorobą; ktoś inny chce uwolnić bliskich od ciężaru opieki nad 
nim. Sama zgoda rodziny na czyjeś samobójstwo już na pierwszy rzut oka nasuwa 
przypuszczenie, iż prośba nie jest rzeczywiście dobrowolna: decyzja taka mogła być przecież 
spowodowana przymusem albo innymi subtelnymi sposobami wywierania wpływu na 
chorego. Zarówno więc zwolennicy, jak i krytycy udzielania pomocy w samobójstwie są 
zgodni co do tego, że po każdej konkretnej prośbie powinien nastąpić okres refleksji i 
dialogu, choćby po to, by odróżnić żądania wyrażone bez zastanowienia, pod wpływem 
impulsu, od próśb lepiej ugruntowanych, które wytrzymają próbę czasu. Zgodnie z 
zastrzeżeniem bardziej zasadniczym, nikt nie może nigdy naprawdę racjonalnie i dobrowolnie 
pragnąć własnej śmierci. Tego rodzaju myślenie - zdaniem krytyków eutanazji - ma charakter 
przejściowy i jeśli da się ludziom dość czasu, w końcu zawsze wybiorą życie. Błagania ciężko 
chorych, którzy często wzywają śmierci, nie mogą być rozumiane jako wyraz prawdziwej woli 
eutanazji; są one niemal zawsze pełnymi udręki prośbami o pomoc i uczucia
 (11). Wszyscy, a 
zwłaszcza chorzy potrzebują bliskich, którzy nadadzą życiu sens i cel. Może ból fizyczny nie 
jest tak nieznośny jak samotność i poczucie pustki. Życzliwe zainteresowanie może zaś 
łagodzić cierpienie, a prośba o śmierć może być tak naprawdę rozpaczliwym wołaniem o 

background image

miłość i uwagę. 

Niejednokrotnie eutanazję usprawiedliwia się nie tylko rzekomym współczuciem dla 
cierpiącego pacjenta, ale czasem także racjami utylitarystycznymi, nakazującymi unikanie 
nieproduktywnych wydatków, które nadmiernie obciążają społeczeństwo. Proponuje się 
zatem pozbawianie życia noworodków z deformacjami ciała, osób z poważnymi 
upośledzeniami, niepełnosprawnych, starców - zwłaszcza niezdolnych do samodzielnego 
życia - oraz ludzi śmiertelnie chorych. Człowiek upośledzony, nieuleczalnie chory jest 
ciężarem dla społeczeństwa. Nie potrafi pracować, trzeba go żywić. Wymagać może 
szczególnej opieki, a w zamian nic z siebie dać nie może. U niektórych więc, wyłącznie 
pragmatycznie myślących ludzi, rodzi się myśl, czy nie można by pozbyć się takiego ciężaru. 
Oczywiście kara śmierci jako "niehumanitarna" nie będzie obowiązywała. Prawo do zabijania 
będą mieli tylko lekarze i wyspecjalizowani urzędnicy państwowi. 

Współczesne społeczeństwo boi się przemijania, zmarszczek, utraty sił fizycznych. 
Lansowany przez media kult zdrowia, witalności i młodości sprawia, że choroba i starość 
stały się czymś wstydliwym. Rozpad rodziny i tradycyjnych więzów powoduje, że słabych, 
starych i chorych coraz częściej pozostawia się samym sobie. Obserwujemy wpływ 
hedonizmu i utylitaryzmu, który rzutuje na obraz człowieka i jego życia. Zdrowie rozumie się 
coraz bardziej jako ideał witalności i ważny element w drodze do szczęścia, 
usprawiedliwiającej wszelkie środki, którymi owe ideały mogą być osiągane. Jeżeli więc ciało 
jest osłabione, bądź uszkodzone, w takim stopniu, że człowiek nie może już dłużej żyć w 
użyteczny sposób, wtedy fizyczna egzystencja wydaje się bezwartościowa i bez 
jakiegokolwiek znaczenia. Tam, gdzie życie zależy przede wszystkim od pełnych fizycznych 
oraz intelektualnych możliwości, słaby człowiek zaczyna się wydawać bezużyteczny. 
Możliwość eutanazji może zatem oznaczać także presję społeczeństwa i opinii publicznej. Im 
bardziej argument jakości życia jest głęboko zakorzeniony w kulturze, tym bardziej obniża 
pozytywną samoocenę ludzi słabych i chorych. Życie ludzkie uważane jest za wartość tylko 
wtedy, gdy związane jest z sukcesami i stanowi źródło przyjemności. Jeśli niesie ze sobą 
cierpienie i ból, wtedy jawi się jako ciężar, od którego trzeba się za wszelką cenę uwolnić. 
Gdy zaś nie ma innej możliwości, trzeba położyć kres życiu przez eutanazję. Życie, które jest 
święte, przestaje nim być gdy jego jakość się obniża. A legalizacja eutanazji daje na to jawne 
przyzwolenie, daje do zrozumienia, że to jest dobre. Czyżby zatem prawo do życia miały 
tylko osoby młode, zdrowe i bogate? Zastanawiający jest fakt, iż dyskusja na temat eutanazji 
najżywiej toczy się w krajach przeraźliwie bogatych, choć na zdrowy rozum więcej cierpienia 
pleni się tam, gdzie więcej biedy. Nikt jednak nie proponuje, by w ramach dzieł miłosierdzia 
wysyłać na przykład do Afryki wagony z cyjankiem potasu.  

Osobie ludzkiej należy przypisać wartość absolutną. Nie można jej zatem sprowadzić do 
poziomu środka w zapewnieniu dobra społecznego. Człowiek jest bowiem w świecie 
najwyższą wartością i celem sam w sobie. Nie godzi się postawić ponad niego czegoś, co się 
personifikuje jako "użyteczność społeczną". Żadna społeczność nie stoi ponad osobą, lecz ma 
jej służyć. Nie ma żadnego moralnego prawa skazywać na śmierć niewinnych. Prawo 
dopuszczające możliwość takiego pozbawienia życia wynikałoby z uzurpowania sobie 
władzy, której nikt nie posiada. Takie rzekome prawo jest przejawem radykalnej 
niesprawiedliwości, ponieważ godzi w pierwsze, najbardziej podstawowe prawo człowieka - 
prawo do życia. Państwo nie może wydawać ustaw czy zarządzeń dopuszczających 
uśmiercanie niewinnych osób, nawet za zgodą tych osób. Same zaś te osoby nie mają w 
płaszczyźnie moralnej prawa do odebrania sobie życia ani upoważnienia kogokolwiek do 
dokonania takiego czynu, byłoby to bowiem samobójstwo. Nikt i nic nie może upoważnić do 

background image

zabijania niewinnej istoty ludzkiej. Nikt też nie może żądać zadania śmierci sobie samemu 
lub innej osobie, ani nie może przyzwalać na to bezpośrednio lub pośrednio. Byłoby to 
zarówno istotnym naruszeniem prawa Bożego, jak i obrazą godności osoby ludzkiej, zbrodnią 
przeciwko życiu. Życie ludzkie jest uświęcone i nikt nie ma prawa naruszania go, z 
wyjątkiem prawowitej władzy, która interweniuje w obronie społeczeństwa przed napaścią 
przeciwnika. Życie ludzkie przedstawione jest w Biblii jako dar Boga. Człowiek jest tylko 
jego użytkownikiem, a nie właścicielem. Nie może więc dysponować nim swobodnie według 
własnych osobistych intencji. 

Ból jest bardzo poważnym problemem. Każda kultura musi znaleźć sposób radzenia sobie z 
nim. Ale zabijanie, jako metoda walki z cierpieniem, podkopie reguły prawne w 
społeczeństwie, prawdziwy humanizm i normalne stosunki międzyludzkie. Należy również 
pamiętać, iż ból, jakiego doświadczają ludzie terminalnie chorzy, nie zawsze wynika z samej 
choroby. Cierpienie to może być spowodowane zakresem, w jakim czyjaś egzystencja 
zaczyna zależeć od środków chemicznych i aparatury szpitalnej. W tego rodzaju 
okolicznościach dostępność dodatkowych metod uśmierzania bólu może w najlepszym razie 
nie mieć znaczenia, a niekiedy nasuwa wręcz myśl o wcześniejszym zakończeniu życia. 
Jednym z zarzutów wobec eutanazji w wersji holenderskiej jest to, że Holendrzy rozwinęli 
różne formy bezbolesnego z pewnością uśmiercania chorych, zamiast starać się zapewnić 
terminalnie chorym opiekę paliatywną. Obecnie mogą na nią liczyć tylko nieliczni. 
Doświadczenie ludzi, którzy zajmują się tą niezwykle trudną opieką medyczną, pokazuje, że 
prawa do śmierci pragną głównie ludzie, którzy potwornie cierpią i znajdują się w głębokiej 
depresji. Ale choć trochę wystarczy im pomóc - zarówno lekami, jak i troską - by zmieniły się 
ich poglądy i samopoczucie. Taka pomoc coraz częściej jest możliwa właśnie dzięki 
postępowi medycyny. Istnieje ból psychiczny i fizyczny. Dobra opieka paliatywna może 
uczynić sytuację znośną. Jeżeli jednak zaakceptujemy eutanazję, to nie ma wystarczającego 
bodźca do tworzenia dobrej opieki.  

Dodatkowym argumentem przeciw eutanazji "na żądanie" jest odwołanie się do 
przewidywanych skutków legalizacji takich poczynań. Otwarłaby ona bowiem szeroko wrota 
do odbierania życia ludziom niewinnym. Niebezpieczeństwo nadużyć jest w tym zakresie nie 
do zlekceważenia choćby z tego powodu, że zgoda na ingerencje eutanatyczną może być 
tylko pozorna lub uzyskiwana podstępnie. Ponadto legalizacja eutanazji "na żądanie" 
mogłaby ogromnie osłabiać troskę o los ciężko chorych pacjentów ze strony lekarzy, którzy 
na mocy swego powołania, powinni do końca walczyć o życie oddanych im pod opiekę 
chorych. Trzeba by się wreszcie liczyć z poważnym obniżeniem zaufania do lekarzy. 
Społeczeństwo, które zdekryminalizuje udzielanie pomocy w samobójstwie, wkroczy na śliską 
ścieżkę, prowadzącą nieuchronnie do na przykład niedobrowolnej eutanazji. Oferowanie 
pomocy w popełnieniu samobójstwa to bez wątpienia akt natury społecznej - nie można go 
pojmować jako abstrakcyjnej interwencji specjalistycznej. Dlatego zaoferowanie 
jakiejkolwiek formy pomocy prowadzi do pytania: " Jeśli teraz pomagam w ten sposób, to 
czym się to skończy w przyszłości?" (...) Chociaż śmierć jest pewna, nikt nam nie 
zagwarantuje, że sami umrzemy tak, jak chcemy
 (12). Legalizacja eutanazji dałaby władzy 
państwowej możność pozbycia się jednostek niezdolnych do spełniania swoich obywatelskich 
obowiązków. W szczególności byłyby zagrożone osoby, które z racji na upośledzenie 
fizyczne czy umysłowe żyją na marginesie wspólnoty. Przyjęcie godziwości eutanazji, nawet 
w pewnych tylko wyjątkowych sytuacjach, równoważyłoby się z zaakceptowaniem 
państwowości, w której naczelną ideą stałby się priorytet produkcji dóbr materialnych nad 
dobrem człowieka. Społeczność ma obowiązek zapewnienia swoim członkom bezpieczeństwa 
opartego o zasadę wzajemnego szacunku wobec każdego człowieka. Legalizacja eutanazji 

background image

byłaby pogwałceniem tych podstawowych praw.  

Akceptacja prawa do śmierci tworzy także podstawę uniemożliwiającą uzyskanie przez 
pacjenta odpowiedniego leczenia. Proponowanie i legalizacja eutanazji może prowadzić 
również do wywierania presji na tych, którzy cierpią. Ostatecznie - może prowadzić do 
rozwijania się takiego systemu opieki zdrowotnej, który będzie faworyzował śmierć pacjenta; 
a zamiast leczyć go, odbierać mu życie. Eutanazja, a nawet tylko myślowa jej akceptacja 
przez lekarzy, oznacza całkowite odwrócenie celów i systemu wartości (
13), jaki zawiera w 
sobie zawód lekarza. Podważyć może zatem samo istnienie medycyny. Pozostawi pacjenta w 
niepewności. Relacje między pacjentem a lekarzem nacechowane będą lękiem, 
podejrzliwością, nieufnością. Zaniknie przekonanie, że lekarz uczyni wszystko, by pacjenta 
ratować, by pomóc w usuwaniu choroby i wiążących się z nią dolegliwości. Legalizacja 
eutanazji niszcząc zaufanie pacjenta do lekarza, prowadzić może również do zahamowania 
postępu w badaniach naukowych w zakresie opieki i medycyny paliatywnej, w wytwarzaniu 
skuteczniejszych środków przeciwbólowych, w końcu - może prowadzić do zaniechania 
terapii lub niesłusznego jej ograniczania. Mogłaby prowadzić do przekonania, iż życie osób 
chorych, cierpiących, kalekich nie przedstawia żadnej wartości, a wręcz jest niekorzystne dla 
społeczeństwa ze względu na zależność od innych, także ekonomiczną. Pojawia się 
możliwość wielu nadużyć w stosowaniu eutanazji. To lekarz będzie rościł sobie prawo do 
decydowania o tym, kto ma żyć, a kto umrzeć. Trzeba się w związku z tym liczyć z 
niebezpieczeństwem deprecjacji zawodu lekarza. Jeżeli bowiem lekarz będzie zabijał, żaden 
jego pacjent nie będzie czuł się całkowicie bezpieczny. 

Gdy tylko zaakceptujemy, że dokonanie eutanazji powinno następować w najbardziej 
poważnych przypadkach, stopniowo także będziemy się zgadzać, że i mniej poważne 
okoliczności dają prawo do przeprowadzenia eutanazji. Tak więc usprawiedliwione wyjątki 
mogą stać się regułą. Możemy to zaobserwować w Holandii, gdzie eutanazja rzeczywiście 
staje się możliwa w coraz to mniej poważnych przypadkach. Prawo, które winno służyć 
człowiekowi, wywołuje strach. W Holandii wśród ludzi w podeszłym wieku i przewlekle 
chorych powstało zjawisko "turystyki przed eutanazją", tj. ucieczka do sąsiednich krajów i 
osiedlanie się tam, aby zapewnić sobie życie do naturalnej śmierci. Z obawy przed eutanazją 
ludzie starsi  odmawiają zamieszkania w domach starców i zakładach dla przewlekle chorych, 
nie chcą być przyjęci do szpitala, przychodzić na wizyty u lekarza i odmawiają zażywania 
leków
 (14). Chociaż w Holandii obowiązują restrykcyjne regulaminy dotyczące eutanazji, 
przepisy owe są lekceważone, zwłaszcza te, które dotyczą prośby samego pacjenta. Co więcej 
eutanazja dotyczy także nastolatków w depresji, którzy przychodząc do psychiatry otrzymują 
receptę na samobójstwo (15). Zwolennicy ustawy twierdzą, że możliwość eutanazji 
obwarowano bardzo surowymi warunkami. Praktyka eutanazji w Holandii wskazuje jednak, 
że niebezpieczeństwa są nad wyraz realne. Nie ma bowiem możliwości pełnej kontroli nad 
tym zjawiskiem. Na każde pięć osób, które umierają w Holandii, jedną zabija lekarz. Połowa 
pacjentów zabijana jest bez pytania o ich zdanie, czy też bez wiedzy ich rodzin
 (16). 

Nie można wprowadzać do systemu prawnego przepisu pozwalającego lekarzowi zabijać 
pacjenta. Służba zdrowia przyzwyczajona do zabijania na żądanie, może zacząć poszerzać 
krąg osób, które będzie wolno poddać eutanazji. Systematycznie może zmniejszać się granica 
wieku, w jakim również dziecko będzie podejmować decyzję o końcu własnego życia. W 
przyszłości problem ten może zyskać szczególny wymiar, gdyż wraz ze starzeniem się 
społeczeństw we wszystkich krajach uprzemysłowionych coraz więcej będzie ludzi ciężko 
chorych, zniedołężniałych, stanowiących ogromne obciążenie dla młodszych członków tej 
samej społeczności. Wtedy kolejnym krokiem może być też eliminowanie z miłosierdzia 

background image

emerytów, ludzi chorych psychicznie i niepełnosprawnych. Obrońcy życia obawiają się także, 
iż ludzie starzy i chorzy uznają, że mają wręcz obowiązek szybko i sprawnie umrzeć, by nie 
zawadzać młodszym. I wcale nie chodzi o naturalne umieranie, lecz o fachowe uśmiercanie. 
Eutanazję zaś, jak i inne usługi medyczne, powierzy się specjalistom. Zresztą już sam fakt, że 
nie możemy kontrolować eutanazji i to, że prawa tego można nadużyć, są wystarczającymi 
argumentami przeciwko niej. Samo legalizowanie eutanazji nie jest początkiem procesu, lecz 
jedynie jego kolejną fazą. Prawdziwym początkiem była natomiast kwestia aborcji - coraz 
swobodniejszej, właściwie "na życzenie", raz uzasadnianej okropnym cierpieniem, jakie czuje 
matka rodząc dziecko skazane na trudne warunki społeczne, potem coraz częściej - prawem 
kobiety do wolnego wyboru. Wówczas już niektórzy przewidywali, że to nie koniec. Że od 
zabijania tych, w których jeszcze nie dostrzega się człowieka, niebawem gładko przejdzie się 
do zabijania tych, w których człowieka dostrzegać się już przestało.  

Legalizacja eutanazji niszczy wartości moralne. Gdy umieranie staje się ceremonią szpitalną, 
więź bliskich z umierającym i odpowiedzialność za to, jak umiera, coraz bardziej słabnie. 
Odsuwamy się od umierających, oni zaś z tego powodu cierpią jeszcze bardziej, a im bardziej 
cierpią, tym bardziej się od nich odsuwamy. Życie, obok prawdy i wolności, należy do 
najważniejszych wartości etycznych naszego kręgu kulturowego. Dzięki tym wartościom 
nasze społeczeństwa funkcjonują. Jeżeli wartość życia, poprzez legalizację eutanazji, zostanie 
naruszona, pociągnie to za sobą wiele niekorzystnych następstw. Jeżeli dopuścimy eutanazję 
nawet w bardzo ograniczonym zakresie, to tak, jakbyśmy wychodzili z założenia, że istnieje 
pewna kategoria osób, których życie jest nic niewarte. Doprowadzi to do erozji naszego 
systemu wartości. I nigdy nie przebrzmi pytanie, gdzie się zatrzymać.  

Dorota Peplińska

 

 
Przypisy: 

1 - Jan Paweł II, Evangelium vitae, Rzym 1995, nr 4. 
2 - Tamże, nr 18. 
3 - Tamże, nr 4. 
4 - Dane za Rzeczpospolita, 03.02.2001, Czy życie może być nic niewarte. Eutanazja dobrowolna,  

http://arch.rp.pl/a/rz/2001/02/20010203/200102030096.html

5 - Jan Paweł II, Evangelium vitae, Rzym 1995, nr 11. 
6 - Ks. S. Olejnik. Dar, wezwanie, odpowiedź. Teologia moralna. 6. Życie osobiste i współżycie międzyludzkie, Warszawa 1990, s. 233. 
7 - Jan Paweł II, Evangelium vitae, Rzym 1995, nr 20. 
8 - Ks. S. Olejnik. Dar, wezwanie, odpowiedź. Teologia moralna. 6. Życie osobiste i współżycie międzyludzkie, Warszawa 1990, s. 234. 
9 - Ks. T. Sikorski, Eutanazja (przyczynek do studium moralnego), Studia Theol. Vars. 8 (1970) nr 1, s. 461-2. 
10 - R. O'Connor, N. Sheehy, Zrozumieć samobójcę, tł. A. Tunalska-Dulęba, Gdańsk 2002, s. 137. 
11 - Kongregacja Doktryny wiary, Deklaracja o eutanazji, Rzym 1980, nr 2. 
12 - R. O'Connor, N. Sheehy, Zrozumieć samobójcę, tł. A. Tunalska-Dulęba, Gdańsk 2002, s. 141. 
13 - R. Fenigsen, Eutanazja. Śmierć z wyboru?, Poznań 1994, s. 104. 
14 - Tamże, s. 118.  
15 - Por. Eutanazja - realne zagrożenie?, wywiad z dr John'em Willke, Głos dla życia, nr 1 (54) 2002, s. 17. 
16 - Tamże, s. 17.